background image

Jasnowidz  o.  Klimuszko  należał  do  ludzi,  których  serce  było  otwarte  dla  każdego  -
skromny  zakonnik  -  ojciec  Andrzej  Klimuszko.  Różnie  go  nazywano:  jasnowidz, 
ziołolecznik,  znachor,  ojciec  Andrzej.  Kim  był?  Nie  był  znachorem,  szarlatanem  ani 
cudotwórcą.  Był  franciszkańskim  zakonnikiem,  który  swe  niezwykłe  uzdolnienia 
wykorzystywał  do  niesienia  pomocy  tym,  którzy  jej  potrzebowali,  który  przepowiadał 
przyszłość m.in. dla Polski. 

Andrzej  Klimuszko  urodził  się  23  sierpnia  1905  r.  na 

Białostocczyźnie.  Rodzice  -  Wincenty  i  Zofia  -  zajmowali  się  rolnictwem.  Warunki 
materialne były ciężkie, gdyż była to rodzina wielodzietna. Szkołę podstawową oraz 
gimnazjum,  które  prowadzili  księża  salezjanie,  ukończył  Andrzej  w  Różanymstoku. 
Idąc  za  głosem  powołania  Andrzej  wstąpił  do  Zakonu  Braci  Mniejszych 
Konwentualnych  we  Lwowie.  W  1925  r.  rozpoczął  nowicjat  pod  kierunkiem  o. 
Kornelego  Czupryka  (późniejszego  przełożonego  o.  Maksymiliana)  w  pięknie 
położonej,  malowniczej  miejscowości  -  Kalwarii  Pacławskiej.  Przez  okres  jednego 
roku  nie  tylko  wtajemniczał  się  w  przepisy  zakonne  i  urabiał  duchowo,  ale  mógł 
zaobserwować  tysiące  pielgrzymów,  którzy  przybywali  na  kalwaryjski  odpust  ze 
swoimi  problemami,  kłopotami,  aby  przed  cudownym  obrazem  Kalwaryjskiej  Pani 
pozostawić  to  wszystko  i  powrócić  do  domu  duchowo  wzmocnionymi. 
          W  nowicjacie  otrzymał  Andrzej  habit  zakonny  oraz  nowe  imię  zakonne  - 
Czesław.  Po  ukończeniu  nowicjatu  8  września  1926  r.  br.  Czesław  złożył  pierwsze 
śluby zakonne. Zaraz też udał się do Lwowa, aby tam ukończyć gimnazjum. Nauka 
nie  szła  mu  zbyt  dobrze.  Większe  zdolności  wykazywał  w  kierunkach 
humanistycznych, natomiast w dziedzinach ścisłych, a zwłaszcza w matematyce, pod 
względem  uzdolnienia  był  ostatni.  Gimnazjum  X  we  Lwowie,  jak  sam  stwierdził 
później  o.  Czesław,  nie  zanotowało  w  swojej  historii  bardziej  tępego  ucznia  pod 
względem  matematycznym  niż  Czesław.  Profesorowie  tylko  ze  współczucia  stawiali 
mu zwyczajowo stopień dostateczny z minusem. Czesław bardzo przeżywał ten brak 
zdolności. [...] 
Studia  teologiczne  odbył  o.  Czesław  w  zakonnym  seminarium  w  Krakowie  pod 
troskliwym  i  czujnym  okiem  o.  magistra  Samuela  Rozenbajgera,  późniejszego 
współpracownika  św.  Maksymiliana  w  Niepokalanowie  japońskim.  Święcenia 
kapłańskie otrzymał z rąk bpa Stanisława Rozponda 6 maja 1934 r. w Krakowie. Po 
święceniach  przełożeni  zakonni  skierowali  go  do  Gniezna,  a  potem  do  Wilna  i 
Łagiewnik. Tuż przed wojną został przeniesiony do Warszawy. Gdy wybuchła wojna, 
ze  względu  na  własne  bezpieczeństwo  wyruszył  z  Warszawy  do  klasztoru 

background image

franciszkańskiego  w  Kaliszu.  W  czasie  tej  podróży  miało  miejsce  ciekawe 
wydarzenie.  Na  dworcu  kolejowym  w  Łodzi  ustawiło  się  kilku  żandarmów  i  tłukło 
kolbami karabinów Polaków wysiadających z pociągu i podążających do wyjścia. Nie 
oszczędzano  nikogo,  ani  starszych,  ani  kobiet,  ani  nawet  dzieci.  Widząc  to  o. 
Czesław  zatrzymał  się  dłużej  w  pociągu  z  nadzieją,  że  żandarmi  zaraz  odejdą  i 
będzie mógł spokojnie podążyć na nocleg do OO. Bonifratrów. Spóźnił się przez to i 
na  ulicy  nie  spotkał  już  przyjezdnych  ludzi.  Dołączył  jednak  do  szeregu  ludzi 
udających  się  na  nocleg  do  OO.  Bonifratrów.  Przed  furtą  klasztorną  miało  miejsce 
wydarzenie  podobne  jak  na  dworcu.  Pijany  żandarm  sprawdzał  dokumenty 
wchodzących  ludzi,  bijąc  ich  przy  tym  po  twarzy.  O.  Czesław  nie  miał  przy  sobie 
żadnego  dokumentu.  Zdawał  więc  sobie  sprawę  z  tego,  co  wkrótce  mogło  się 
wydarzyć.  Starał  się  zmobilizować  wszystkie  swe  wewnętrzne  siły.  Tymczasem  był 
coraz  bliżej  żandarma.  Gdy  przyszła  jego  kolej,  nastąpił  dziwny  wypadek:  żandarm 
zachwiał  się  nagle,  odwrócił  w  stronę  ściany  i  zaczął  wymiotować.  Zalękniony 
zakonnik  wykorzystał  ten  moment.  Bardzo  szybko  opuścił  szereg  i  boczną  furtką 
dostał się do klasztoru, gdzie spędził spokojnie noc. Był to [drugi] wypadek, kiedy o. 
Czesław  dzięki  wewnętrznemu  nakazowi  nakłonił  drugiego  człowieka  do  wykonania 
czynności zgodnie ze swoją wolą. 
            
W kilka miesięcy po przybyciu do Kalisza został aresztowany przez gestapo. Szybko 
jednak  zwolniono  go  pod  warunkiem,  że  będzie  do  ich  dyspozycji  i  że  nie  opuści 
miasta.  W  odpowiedzi  na  to  o.  Czesław  wykupił  bilet  kolejowy  i  wsiadł  do 
najbliższego  pociągu,  który  jechał  do  Warszawy.  Między  Wartegau  a  Generalną 
Gubernią granica została zamknięta, zaś o. Andrzej nie posiadał przy sobie żadnych 
dokumentów.  W  Łodzi  pasażerów  wysadzili  z  pociągu  żandarmi  i  zaprowadzili  do 
poczekalni, gdzie wszystkich Polaków poddano szczegółowej rewizji. Do przedziału, 
gdzie siedział o. Czesław, nikt nie zaglądał. Po dwóch godzinach pociąg ruszył dalej. 
Wtedy  dopiero  zobaczył  dwóch  żandarmów,  zdążających  do  przedziału,  w  którym 
siedział. W tak niebezpiecznej chwili wytężył wszystkie wewnętrzne siły, by ich w ten 
sposób  obezwładnić.  I  cóż  się  stało?  Jeden  z  nich  szybko  skierował  się  w  stronę 
ubikacji, drugi zaś wszedł do przedziału, gdzie siedział o. Czesław. Zachowywał się 
jednak  jakoś  dziwnie,  mówił  niezrozumiałe  rzeczy,  mimo  iż  nie  był  pijany.  Po  chwili 
wyszedł  z  przedziału,  a  o.  Czesław  mógł  bez  żadnych  przeszkód  przekroczyć 
granicę. Był to trzeci wypadek, w którym o. Czesław wykorzystał swe możliwości, ale 
i  zarazem  ostatni.  Z  tego  rodzaju  sił  już  nigdy  w  życiu  nie  skorzystał,  być  może 
dlatego, że nie znajdował się więcej w tak tragicznej sytuacji. 
  
Dla  o.  Czesława  rozpoczęła  się  teraz  droga  pełna  trudów,  cierpień  i  załamań  w 
poszukiwaniu  prawdziwej  rzeczywistości.  Zaraz  po  wojnie  objął  placówkę  w 
Prabutach  na  Mazurach.  Była  to  ciężka  i  odpowiedzialna  praca,  wymagająca  wiele 
czasu  i  energii.  Zadaniem  o.  Czesława  było  zorganizowanie  życia  oraz  roztoczenie 
opieki nad ludźmi, którzy przybyli zza Buga w celu osiedlenia się na nowym terenie. 
O.  Czesław  nie  miał  więc  czasu  na  zastanawianie  się  nad  właściwościami,  których 
Bóg  mu  udzielił.  Z  pewnością  by  o  nich  zapomniał,  gdyby  nie  sytuacja  powojenna, 
kiedy to wiele rodzin było rozbitych. Nie było prawie w Polsce rodziny, z której wojna 
nie wyrwałaby kogoś. Los tułaczy pozostawał nieznany najbliższym. Pytanie, czy on 
jeszcze żyje, a jeśli żyje - to gdzie, padało wszędzie. Czerwony Krzyż nie mógł sobie 
z tym poradzić. Część zatem tego trudnego zadania spadła na o. Czesława. Zaczęło 
się  od  kilku  listów.  Z  każdym  dniem  jednak  ich  ilość  wzrastała  do  tego  stopnia,  że 

background image

sam  zakonnik  nie  mógł  już  sobie  poradzić  z  udzielaniem  listownych  odpowiedzi. 
Odmówił  zatem  przyjmowania  listów  w  sprawach  odszukiwania  znajomych. 
Odpowiedzią  na  to  były  przyjazdy  zrozpaczonych  ludzi  do  Prabut.  Wkrótce 
miejscowość ta stała się miejscem nieustannych pielgrzymek zbolałych ludzi, którzy 
chcieli dowiedzieć się o losie swoich najbliższych. 
O.  Czesław  przyjmował  każdego.  Codziennie  zadawał  sobie  jednak  pytanie,  czy  to, 
co  robi,  jest  fikcją  czy  też  rzeczywistością,  czy  czasami  nie  okłamuje  ludzi, 
pokładających w nim nadzieję. Okazało się, że była to rzeczywistość. Tym, co czynił, 
zainteresowała  się  prasa  i  naukowcy;  zapraszano  go  więc  na  spotkania  naukowe, 
sympozja,  zjazdy  i  posiedzenia  dotyczące  zjawisk  parapsychicznych.  Dla  o. 
Czesława  była  to  męcząca  droga  życiowa.  Kiedyś  napisał:  Aby  dobrze  zrozumieć 
przeżycia  jasnowidza,  musi  się  znać  jego  specyficzny  charakter.  Jasnowidz,  jak 
każdy  człowiek,  może  mieć  mnóstwo  wad,  szkaradnych  nawyków  i  życiowych 
załamań, ale musi posiadać mocną, niezachwianą, stałą i wielką miłość do ludzi oraz 
gotowość  przyjścia  im  z  pomocą  w  ich  cierpieniach  i  potrzebach  zawsze 
bezinteresownie,  z  serdecznym  współczuciem.  Cierpi  on  w  tej  samej  skali,  co 
cierpiący  jego  towarzysz  ludzkiej  niedoli...  Jeśli  jestem  świadom,  że  w  wieloletniej 
swej  pracy  o  specjalnym  charakterze  bodajże  jedną  iskierkę  radości  wniosłem  w 
skołatane serca ludzkie, to chyba nie żyję daremnie. 
Od  1948  do  1952  r.  z  powodu  trudności  o.  Czesław  przebywał  pod  zmienionym 
nazwiskiem w pięknym franciszkańskim klasztorku u podnóża Tatr w Lubomierzu. W 
1952  r.  przełożeni  wysłali  go  do  Kwietnik  w  diecezji  wrocławskiej,  aby  tam 
duszpasterzował  wśród  ludności  jako  proboszcz.  Tam  już  "ujawnił  się",  mimo  tego 
miał liczne i czasami bardzo ciężkie kłopoty z ówczesnym administratorem diecezji - 
ks.  Lagoszem.  O.  Czesław  przeżywał  wówczas  pewien  kryzys,  który  jednak  z 
pomocą  Bożą  zakończył  się  pomyślnie.  W  1956  r.  przebywał  w  Wyszogrodzie,  a 
następnie do 1961 r. pracował w Nieszawie. We wrześniu 1961 r. przełożeni zakonni 
skierowali  o.  Czesława  do  pracy  w  klasztorze  w  Elblągu,  położonym  na  wzgórzu 
wśród drzew i zieleni. Dla o. Czesława był to okres intensywnej pracy. 
  

background image

 

Oto  kilka  przykładów  z  okresu  intensywnej  działalności  o.  Klimuszki.  W  1964  r.  na 
jednym  ze  spotkań  z  lekarzami,  profesorami  medycyny  o.  Czesław  przepowiedział 
katastrofalną  powódź  w  północnych Włoszech. W  kilka lat  później  przepowiednia  ta 
dosłownie  się  sprawdziła:  Rzeka  Pad  wylała,  a  o.  Czesław  będąc  wówczas  we 
Włoszech, mógł osobiście oglądać skutki tej katastrofy. 
W 1947 r. będąc w Olsztynie o. Czesław przepowiedział zgon kard. Hlonda, Prymasa 
Polski. Podał nawet przyczynę śmierci. Przepowiedział także zgon bp. Łukomskiego. 
"Widzę  niespodziewaną  śmierć  kardynała  Hlonda  24  października.  Przyczyną  jego 
śmierci  będą  płuca,  chyba  grypę  zaziębi.  Zaraz  po  nim  umrze  nagle  drugi  dostojnik 
duchowny, 

nieco 

niższy 

hierarchii 

kościelnej". 

 
Po  czterech  miesiącach  przepowiednia  spełniła  się  szczegółowo.  Przepowiednia 
sprawdziła  się.  Kard.  Hlond  zmarł  w  październiku  1947  r.  na  zapalenie  płuc, 
natomiast  bp  Łukomski,  wracając  z  pogrzebu  kardynała,  zginął  w  katastrofie  w 
wypadku 

samochodowym.  

      
O.  Czesław  nie  tylko  przewidywał  przyszłość,  ale  także  czytał  ze  zdjęć.  Z  fotografii 
mógł  rozpoznać  charakter  człowieka,  jego  losy  życiowe,  aktualny  stan  zdrowia  lub 
predyspozycje psychiczne. W małym miasteczku o. Czesław został zaproszony przez 
zaprzyjaźnionego  nauczyciela do  znajomych.  Podczas  rozmowy  nauczyciel  poprosił 
dwunastoletniego syna znajomych o pokazanie swojej fotografii. Nauczyciel podając 
fotografię chłopca o. Czesławowi powiedział żartobliwie do rodziców: No, teraz wiele 
rzeczy  dowiecie  się  o  waszym  synku,  czym  on  będzie  i  jak  się  sprawuje.  Rodzice 
słysząc to dziwnie zareagowali, zostali przygaszeni, stracili chęć do dalszej rozmowy. 
Patrząc na zdjęcie o. Czesław powiedział parę zdawkowych słów i wkrótce pożegnał 

background image

gospodarzy.  Wracając  powiedział  do  nauczyciela:  Ależ  ten  chłopak  to  przyszły 
bandyta.  -  Niestety  tak  -  odpowiedział  nauczyciel.  -  Już  kilku  chłopców  w  szkole 
podźgał  nożem.  Na  porządku  dziennym  są  brutalne  bójki  z  kolegami. 
           
Mieszkając  w Kwietnikach, dowiedział się od  mieszkańców, iż w obrębie jego domu 
znajduje  się  dużo  zakopanych  rzeczy.  Pewnego  dnia  zauważył  w  pustej  stodole  na 
klepisku  zapadniętą  ziemię  w  formie  leja  i  w  tym  miejscu  odkopał  radio. 
Równocześnie  ukazały  mu  się  w  stodole  trzy  inne  miejsca,  gdzie  były  zakopane 
różne rzeczy. O. Czesław był więc jasnowidzem. Sam o sobie tak powiedział: 
"Jasnowidz. Ilekroć słyszę ten wyraz pod moim adresem, zawsze odczuwam pewne 
nieprzyjemne  zażenowanie.  Albowiem  pod  tym  mianem  kryje  się  wielkie  ryzyko, 
udręka i odpowiedzialność. Nie lubię tej nazwy, lecz muszę się nią posługiwać, gdyż 
nie znam zastępczej. " 
 Faktycznie  na  o.  Czesławie  spoczywała  wielka  odpowiedzialność.  Po  poradę 
zwracali  się  do  niego  nie  tylko  prości  ludzie,  ale  i  profesorowie,  a  także  służby 
kryminalne. Każdy oczekiwał na rozwianie swoich wątpliwości, niepewności. 
Uważał,  że  za  darem  jasnowidzenia  kryje  się  "wielkie  ryzyko,  udręka  i 
odpowiedzialność". 

Powiedział:  

 
"Najbardziej  wstrząsającym  przeżyciem  jasnowidza  jest  widzenie  dramatycznych 
scen rozgrywającego się wydarzenia, wobec którego musi pozostać biernym widzem, 
bez  możliwości  wpływu.  Podobny  wstrząs  rodzi  w  duszy  jasnowidza  świadomość 
odpowiedzialności za wynik powierzonej mu sprawy do rozstrzygnięcia".           
W czerwcu  1975  r.  przedstawicielstwo  pewnego  czasopisma  w Warszawie  zwróciło 
się z prośbą do o. Czesława, aby wyjaśnił sprawę legendarnego partyzanta - majora 
Hubala.  Konkretnie  proszono  o  podanie  miejsca,  gdzie  znajduje  się  jego  grób. 
Patrząc na jego fotografię, zobaczył całą topografię terenu, gdzie odbyła się walka i 
śmierć bohaterskiego majora Dobrzańskiego o pseudonimie Hubal. [...] 
Oprócz przewidywania i czytania ze zdjęć o. Czesław leczył także ludzi ziołami. Już 
od dziecka zajmował się ziołami i pozostawił po sobie 150 recept ziołowych na różne 
dolegliwości.  Bardzo  wielu  ludzi  skorzystało  z  jego  porad,  gdyż  były  one  w 
ówczesnym  czasie  bardzo  rewelacyjne  i  pozbawione  rutyny.  Dzięki  swoim 
zdolnościom  parapsychicznym  o.  Andrzej  ratował  nie  tylko  swoje  życie,  ale  i  życie 
drugich. Nie był jednak przez wszystkich doceniany. W Polsce niektórzy dziennikarze 
dążyli do ośmieszenia osoby o. Czesława. Nazywano go złośliwie "szarlatanem". W 
1948 r. przyjechał do niego pewien pan prosić o informację o swoim synku, o którym 
nie  miał  wiadomości  od  rozpoczęcia  wojny.  O.  Klimuszko  popatrzył  na  zdjęcie  i 
powiedział  zainteresowanemu,  iż  widzi  go  jadącego  na  motocyklu  z  Łunińca  do 
Puńska. W  drodze  zakrywa  go  jakaś  gęsta  chmura,  z  której  już  się  nie  wynurza.  o. 
Czesław stwierdził zatem, że chłopiec nie żyje. Po tych słowach człowiek ów zerwał 
się  nerwowo  z  krzesła  i  zaczął  przepraszać  o.  Czesława  za  to,  że  przyjechał  tutaj 
zdemaskować go jako oszusta, że zrobił zakład z kolegami, iż uda mu się ośmieszyć 
o. Czesława. Sprawa syna była rzeczą drugorzędną, a zakonnik doskonale wszystko 
wyjaśnił. Podobnych ludzi było wielu. Byli jednak i tacy, którzy sporo zawdzięczali o. 
Klimuszce. Do takich ludzi zaliczymy Polaków  mieszkających  w Monte Carlo, którzy 
po 

wizycie 

o. 

Czesława 

tym 

mieście 

1975 

r. 

tak 

napisali: 

          
 [...]  Ogromnie  cieszyła  nas  atmosfera  zainteresowania  wokół  osoby  Czesława 
Klimuszki.  Specjalnością  znanego  jasnowidza  jest,  jak  wiadomo,  odnajdywanie 

background image

zaginionych przedmiotów, ludzi, obiektów. Robi to właściwie bezbłędnie. Mogli się o 
tym  przekonać  w  Monte  Carlo  wszyscy  ci,  którzy  zetknęli  się  z  nim  osobiście. 
Przybywali  do  niego  naukowcy  pochodzący  z  różnych  krajów,  z  najdalszych  nawet 
zakątków świata. Przynosili fotografie osób, których jasnowidz ten nie znał i nigdy nie 
widział. Klimuszko opowiadał zaś o ich perypetiach życiowych, konfliktach rodzinnych 
i  nękających  chorobach,  zadziwiając  trafnością  spostrzeżeń,  dokładnością 
szczegółów. Tu już o jakimś zgadywaniu czy dopływie informacji innymi kanałami niż 
pozazmysłowe  mowy  być  nie  mogło.  Wiedzieli  o  tym  najlepiej  przeprowadzający 
doświadczenia.  Źle  się  więc  stało,  że  niektórzy  nasi  dziennikarze  doprowadzili  w 
Polsce  do  ośmieszenia  osoby  wybitnego  jasnowidza.  Człowieka,  który  większość 
swego  życia  poświęcił bezinteresownej  pomocy  ludziom  nieszczęśliwym,  znikąd  nie 
oczekującym już ratunku. Niedobrze się stało, że również naukowcy nie pofatygowali 
się do tej pory, aby zanalizować fenomen Klimuszki. Może i oni bali się ośmieszenia" 
Zapewne.  Natomiast  takich  obaw  nie  mieli  kierownicy  zagranicznych  placówek 
badawczych.  Od  tygodni  do  prywatnego  mieszkania  Czesława  Andrzeja  Klimuszki 
napływa  bogata  korespondencja  ze  wszystkich  niemal  kontynentów  świata.  Mnożą 
się  zaproszenia  do  wzięcia  udziału  w  psychotronicznych  eksperymentach.  Świat 
naukowy 

poruszony 

jest 

wyjątkowymi 

zdolnościami 

skromnego, 

bardzo 

zapracowanego, siedemdziesięcioletniego już prawie Czesława Andrzeja Klimuszki. 
Niektórzy  przewidywania  o.  Czesława  przyjmowali  jako  żart.  W  1978  r.  zakonnicy 
dowiedzieli  się  z  Dziennika,  że  papieżem  został  wybrany  Albino  Luciani,  który 
przybrał imię Jan Paweł I. Wśród ogólnej radości tylko o. Czesław pozostał smutny. 
Dlaczego  oni  go  wybrali?  -  pytał  zdziwiony  -  przecież  on  za  miesiąc  umrze. 
Zakonnicy przyjęli to oświadczenie jako żart. Niestety po miesiącu pontyfikatu umiera 
Jan  Paweł  I.  Po  jego  śmierci  zapytano  o.  Czesława,  kto  teraz  zostanie  papieżem. - 
Teraz  papieżem  zostanie  kardynał  Wojtyła  -  odpowiedział  rozradowany  jasnowidz. 
"Jeśli  Włoch  nie  wyjdzie,  to  wyjdzie  Wojtyła".  Poczytano  to  jako  miły  żart,  który 
rzeczywiście  się  spełnił.  Inny  franciszkanin,  ojciec  Cezar  zapamiętał,  co  ojciec 
Klimuszko  powiedział  o  rozpoczynającym  się  pontyfikacie  Jana  Pawła  II: 
 
"Będzie  jednym  z  największych  papieży.  Od  niego  będzie  się  liczyć  nowa  epoka 
Kościoła  i  Polski.  Imię  Polski  rozsławi  po  wszystkich  krajach  świata.  Dla  Kościoła 
jego 

panowanie 

będzie 

bardzo 

pomyślne". 

  
Ojciec  Klimuszko  rzadko  publicznie  przekazywał  swoje  wizje.  Jednakże  w  gronie 
przyjaciół i znajomych czasami o nich mówił. Także w spotkaniach z dziennikarzami, 
między 

innymi 

Wandą 

Konarzewską, 

jasnowidz 

oznajmiał:  

 
"Polska  będzie  źródłem  nowego  prawa  na  świecie,  zostanie  tak  uhonorowana 
wysoko, jak żaden kraj w Europie (...) Polsce będą się kłaniać narody Europy. Widzę 
mapę Europy, widzę orła polskiego w koronie. Polska jaśnieje jak słońce i blask ten 
pada  naokoło.  Do  nas  będą  przyjeżdżać  inni,  aby  żyć  tutaj  i  szczycić  się  tym".  
 
W  jednej  ze  swoich  książek  zatytułowanej  "Moje  widzenie  świata"  ojciec  Czesław 
Klimuszko 

pisał 

wprost:  

 
"Jeśli  chodzi  o  nasz  naród,  to  mogę  nadmienić,  że  gdybym  miał  żyć  jeszcze 
pięćdziesiąt lat i miał do wyboru stały pobyt w dowolnym kraju na świecie, wybrałbym 
bez  wahania  Polskę,  pomimo  jej  nieszczęśliwego  położenia  geograficznego.  Nad 
Polską bowiem nie widzę ciężkich chmur, lecz promienne blaski przyszłości". 

background image

"Nadchodzi  czas  Polski  i  upadku  jej  wrogów.  Przed  Polską  widzę  jasność  i 
wstępowanie  do  góry.  Będzie  bardzo  dobrze".  Dodatkowo  według  Ojca  Klimuszki  z 
Polski  miały  pochodzić  osoby,  które  będą  zmieniać  świat.  Sugerował,  abyśmy  byli 
optymistami i wcale nie myśleli o końcu świata.          
Czasami  słynny  polski  jasnowidz  ujawniał  swoje  wizje  na  temat  przyszłości  świata. 
Pisarz  Tadeusz  Konwicki  twierdził,  że  ojciec  Klimuszko  bezbłędnie  przepowiedział 
upadek  komunizmu  w  50  lat  po  zakończeniu  II  wojny  światowej.  Podobnie  jak  inni 
wizjonerzy, on także widział zagrożenia moralne i ekologiczne dla ludzkości i świata. 
Przyznał,  że  miał  wizję  potencjalnej  wojny  nuklearnej  oraz  wojen  religijnych.  Mówił 
tak: 
 
"Widziałem żołnierzy przeprawiających się przez morze na takich małych, okrągłych 
stateczkach,  ale  po  twarzach  widać  było,  że  to  nie  Europejczycy.  Widziałem  domy 
walące  się  i  dzieci  włoskie,  które  płakały.  To  wyglądało  jak  atak  niewiernych  na 
Europę.  Wydaje  mi  się,  że  jakaś  wielka  tragedia  spotka  Włochy.  Część  buta 
włoskiego  znajdzie  się  pod  wodą.  Wulkan  albo  trzęsienie  ziemi  ?  Widziałem  sceny 
jak po wielkim kataklizmie. To było straszne". 
"Wojna wybuchnie na Południu wtedy, kiedy zawarte będą wszystkie traktaty i będzie 
otrąbiony 

trwał 

pokój". 

 
"Potem rakiety pomkną nad oceanem, skrzyżują się z innymi, spadną w wody morza, 
obudzą  bestie.  Ona  się  dźwignie  z  dna.  Piersią  napędzi  ogromne  fale.  Widziałem 
transatlantyki wznoszone jak łupinki... Ta góra wodna stanie ku Europie. Nowy potop 
! Zadławi się w Giblartarze ! Wychlupnie do środka Hiszpanii ! Wleje się na Saharę, 
zatopi włoski but, aż po rzekę Pad. Zniknie pod wodą Rzym ze wszystkimi muzeami, 

całą 

cudowną 

architekturą 

[...]" 

 
"Nasz  naród  powinien  z  tego  wyjść  nienajgorzej.  Może  pięć,  może  dziesięć  procent 
jest skazane. Wiem, że to dużo, że to już miliony, ale Francja i Niemcy utracą więcej. 
Italia najwięcej ucierpi. To Europę naprawdę zjednoczy. Ubóstwo zbliża [...]" 
  
Ludzie bardzo tłumnie gromadzili się u o. Czesława, szukając pomocy. Sam zakonnik 
stał  się  przedmiotem  zainteresowania  świata  nauki,  a  szczególnie  medycyny  i 
psychologii.  Brał  zatem  udział  w  różnych  kongresach  naukowych  i  spotkaniach,  nie 
tylko  w  Polsce,  ale  także  za  granicą.  Jednak  w  ciągu  ostatnich  lat  stan  zdrowia  o. 
Czesława,  z  powodu  uciążliwej  pracy,  stopniowo  ulegał  pogorszeniu.  Z  wielkim 
trudem  pokonał  gruźlicę  płuc,  która  bardzo  osłabiła  jego  organizm.  Można  było 
zauważyć 

ogólne 

zmęczenie 

wyczerpanie. 

           
Na początku sierpnia 1980 r. o. Czesław przebywał w Lubomierzu. O. Anzelm Kubit 
stwierdził,  że  wyglądał on  wówczas  dość  dobrze.  Miał  trochę  sfałdowaną  twarz,  ale 
wyglądał  na  zdrowego,  był  pogodny,  oczy  miał  żywe  i  bardzo  ciekawie  patrzył  na 
świat. - Parę lat tylko - wspominał o. Anzelm - uczyłem go dogmatyki w  Krakowie... 
później  wyczuwałem,  że  wzrastał  w  kulturze.  Wydelikatniał  w  obcowaniu  z  drugimi, 
znał wiele zagadnień z dziedzin jeszcze nie zbadanych dokładnie, wyczuwał w sobie 
nieszczęścia,  szczególnie  w  czasie  wojny,  leczył  nieraz  osoby,  które  już  opuścili 
lekarze.  O  współbraciach,  którzy  z  pewnym  lekceważeniem  patrzyli  na  jego  dziwną 
działalność,  nic  ujemnego  nie  mówił  [...].  Gdy  był  parę  razy  w  Krakowie,  odwiedził 
mię  w  celi,  zeznawał,  że  w  jego  akcji  nie  ma  nic  cudownego,  ale  chyba  można 

background image

wnioskować,  że  ludzie  i  rzeczy,  których  używają,  emanują  jakiś  fluid,  który  przy 
swoim  natężeniu  psychicznym  odczuwają,  czy  mogą  zauważyć  ludzie  specjalnie 
wrażliwi  [...].  Całą  działalnością  swoją  zostawił  po  sobie  wrażenie  niezwykłego, 
niepospolitego człowieka. Zmierzała ona [...] do tego, aby ludziom przynieść radość, 
uwolnić  ich  od  nieszczęść  lub  pocieszyć  przynajmniej.  Nie  znałem  go  dokładnie,  w 
szczegóły  nie  wchodzę,  ale  chwycił  mnie  mile  ten  jego  postęp  ku  dobremu,  wzrost 
duchowy,  który  nie  tak  często  widoczny  jest  w  życiu  zakonnika,  jego  rozwój  miłości 
bliźniego,  aktywność,  by  coś  dobrego  więcej  zrobić,  a  przy  tym  urabianie  siebie 
samego [...]. 
           
Dnia  22  sierpnia  1980  r.  przewieziono  o.  Czesława  do  szpitala.  Tam  wyspowiadał 
się,  przyjął  komunię  św.  i  z  pogodą  ducha  oczekiwał  na  spotkanie  z  Panem.  Tuż 
przed  swoją  śmiercią  powiedział  swojemu  przyjacielowi:  "Kraj  ten  oczekuje  lata 
świetności. Jest to obecnie szczęśliwe miejsce. Gdybym miał się drugi raz narodzić, 
chciałbym przyjść na świat tylko w Polsce. Niech Polacy z całego świata wracają nad 
Wisłę.  Tu  się  im  nic  nie  stanie".  W  poniedziałek  25  sierpnia  w  godzinach  rannych 
jego  współpracownik  -  o.  Lucjusz  Chodukiewicz  -  udzielił  mu  sakramentu 
namaszczenia chorych i odpustu na godzinę śmierci. Tego samego dnia po południu, 
po życiu wypełnionym służbą bliźniemu, Pan zabrał swojego sługę Czesława. Wierny 
syn św. Franciszka, "Samarytanin w habicie", odszedł po wieczną nagrodę do Tego, 
od  Którego  otrzymał  życie  i  te  wszystkie  niezwykłe  dary,  którymi  umiał  się  dzielić  z 
bliźnimi  przez  ponad  siedemdziesiąt  lat.   Uroczystości  pogrzebowe  odbyły  się  28 
sierpnia  w  Elblągu.  Mszy  św.  pogrzebowej  przewodniczył  bp  Jan  Obłąk  wraz  z 
pięćdziesięcioma  kapłanami.  Trumnę  oblegali  ludzie,  którzy  pragnęli  uścisnąć  i 
ucałować  ręce  zmarłego.  Mimo  zastoju  komunikacji,  na  dość  odległym  cmentarzu 
zgromadziło  się  ok.  8  tys.  ludzi.  W  ten  sposób  pragnęli  oni  podziękować  o. 
Czesławowi 

za 

wielką 

miłość, 

jaką 

im 

okazywał. 

           
O.  Czesław  powiedział  kiedyś  bardzo  znamienne  słowa,  które  określały  jego 
działalność  i  to,  jak  siebie  oceniał:  Sława  dla  głupców  jest  odurzającym 
narkotykiem...  mnie  rozgłos  przyniósł  najpierw  zaskoczenie,  potem  rozczarowanie, 
wreszcie udrękę ciężaru odpowiedzialności wobec ludzi 
 
 

Set as favorite  

Email This  

Hits: 6816 

Komentarze (9)  

 

... 

Napisane przez Bastard, kwietnia 19, 2010 

 

Ciekawy czlowiek, oby jego wizje dotyczace przyszlych losow Polski sprawdzily sie w 
100%..  

 

 

 

+3 

 

 

background image

 

 

 

Wiara 

Napisane przez JanKo, kwietnia 20, 2010 

 

Sprawdzą się tak jak poprzednie. Wystarczy wierzyć w ludzi i ludziom. Ja wierzę.  

 

 

 

+0 

 

 

 

 

 

,, 

Napisane przez Janiecka, kwietnia 26, 2010 

 

On nie kłamał. Jestem dobrej myśli 

 

 

 

 

+0 

 

 

 

 

 

... 

Napisane przez k....., maja 16, 2010 

 

Mozliwosc jasnowidzenia to cudowny dar od Boga,Ktory chce ostrzec ludzkosc przed 
konsekwencjami swej niszczycielskiej dzialalnosci tylko,ze my w tym pedzie 
zyciowym nie dostrzegamy tego lub nie chcemy tego dostrzec a nalezaloby...Swiat 
jest taki piekny  

 

 

 

-2 

 

 

 

 

 

nadzieja 

Napisane przez marek, maja 23, 2010 

 

Dzięki takim wizjonerom jakim był o Klimuszko, mamy wielką nadzieje na dalsze 
życie .Pan Bóg dał nam wizjonerów abyśmy się nawrócili, znamy historie polski ,czy 
liczy się ktoś z nami ?.Bóg jest sprawiedliwy i odmieni naszą ojczyznę odmieni nas 
samych.Musimy się oto modlić i wypraszać wszelkiej łaski.  

 

 

 

+0 

 

 

 

 

 

background image

... 

Napisane przez bielszczanka, czerwca 02, 2010 

 

Był wielkim człowiekiem.Jego receptariusz zielarski uratował moje zdrowie.Nie 
poznałam Go osobiście-nie miałam takiej szansy.Ale to,co po sobie 
pozostawił,jeszcze długo będzie ludziom służyć,szczególnie w tych ciężkich dla 
biedaków czasach.Ludzie zwiedzeni ułudą własnej wielkości,goniący za sławą i 
bogactwem,wywyższający się nad samego Boga,doprowadzili ten świat na skraj 
przepaści-wielu w nią wpadnie,może reszta się się obudzi?Szkoda tylko,że jak 
zawsze-ucierpią ci co najmniej zawinili.Elity się obronią,bo mają na to środki.Biedacy 
poniosą konsekwencje głupoty i arogancji "naukowców" i "władców" uzurpujących 
sobie prawo do władzy nad światem.Miejmy nadzieję,że wizje Ojca Klimuszki się 
spełnią,że nam zostanie oszczędzone wielkie cierpienie i upadek.I że nasza ziemia 
będzie azylem dla ludzi dobrych ,mądrych,sprawiedliwych,którzy w swojej mądrości 
zechcą ludzkość "uzdrowić" moralnie.Tego sobie i wszystkim życzę.  

 

 

 

+2 

 

 

 

 

 

Dzieki o.Klimuszce odzyskalam wladze w nogach 

Napisane przez anna, czerwca 07, 2010 

 

Bylam wtedy mloda kobieta.Byl rok1975.Meczyly mie silne bole kregoslupa, ktore 
probowali leczyc lekarze tabletkami i zastrzykami.Z czasem nogi zrobily mi sie 
bezwladne i samodzielnie nie unioslam nogi aby zrobic chocby jeden krok.Lezalam i 
nie moglam sie samodzielnie przewrocic na drugi bok. Gdy moj brat dowiedzial sie o 
o.Klimuszce natychmiast wraz z mezem ulozyli mie w samochodzie i pojechalismy do 
Elblaga do o.Klimuszki.Naprawde nie wierzylam w cudowne uzdrowienia ale 
sprobowalam.Wyszedl jakis zakonnik i chcial moje zdjecie.Mialam jedynie w 
dowodzie sprzed osmiu lat,no ale dalam.Przyniosl mi kilka wypisanych zestawow 
ziol.Po powrocie zaraz maz wykupil ziola i zaczelam pic.wierzcie mi normalne nie do 
picia a mi smakowalo.Po tygodniu wstalam i chodze do dnia dzisiejszego.Pracuje 
nieraz az przesadnie ale chodze i to naprawde dzieki o.Klimuszce. Bardzo sie ciesze 
ze moglam to opisac i choc w ten sposob zlozyc hold o.Klimuszce.  

 

 

 

+4 

 

 

 

 

 

Polsce potrzeba pokuty 

Napisane przez Krzysztof, listopada 04, 2010 

 

Otrzymała łaskę odzyskania wolności, dzięki wierze w Boga, Pan Bóg podarował 
nam nawet Papieża Polaka, nasze stare wartości pozwoliły na ocalenie narodu od 
zniszczenia nazizmem i komunizmem, a teraz trwonimy te dary i atakujemy naszego 
Największego Mecenasa Pana Boga.  

 

 

 

+2 

 

 

background image

 

 

 

Wijze 

Napisane przez M4Ku, listopada 14, 2010 

 

nie pomniejszam jego zasług dla ludzi. Ale co do wspaniałej Polski to jakoś nie 
wierzę, minęło już 30 lat od jego śmierci a w Polsce coraz gorzej. korupcja, warunki 
życia najdroższe w całej Europie. Socjalizm góruje. 

 

 

 

 

+1 

 

 

 

 

 
 

Napisz Komentarz 

Twoje Imie 

 

Tytul Twojego komentarza 

 

Twój Komentarz  

 

smaller | bigger 

Dodaj Komentarz  

110

fh0QXR2FUUdz

add

0

com _content

 

 

 

   

ILUMINACI 

 

ILUMINACI - Zakon Iluminatów  

 

Zakon Iluminatów - historia powstania  

 

Iluminaci - Założyciele, cele i metody działania  

 

Czy Biblia przepowiada swiatowy spisek?  

 

Iluminaci a Nowy Porządek Świata  

MASONERIA 

 

Symbole w masonerii  

 

Masońscy prezydenci USA  

 

Łapanie masonów za słowo.  

background image

 

Największe tajemnice masonerii oczami opętanego.  

 

12 zasad masonerii regularnej  

 

Masoneria wg Watykanu