background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Ważna róża 

1 z 21

Bruno Ferrero 

 

„WAŻNA  RÓŻA” 

 

Wydawnictwo Salezja

ń

skie 

Warszawa, 2002 

 
 

1.   RÓŻA 

 

Niemiecki  poeta  Reiner  Maria  Rilke  mieszkał  przez  pewien  czas  w  Paryżu.  Aby  dojść  

na  uniwersytet,  codziennie  przechodził  w  towarzystwie  swej  francuskiej  przyjaciółki  bardzo  ruchliwą 
ulicą. 

Na rogu tej ulicy mijali żebraczkę, proszącą przechodniów o jałmużnę. Kobieta zawsze siedziała 

w  tym  samym  miejscu,  nieruchomo  jak  posąg,  z  wyciągniętą  ręką  i  oczami  wbitymi  
w ziemię. 

Rilke nigdy jej nic nie dawał, podczas gdy jego przyjaciółka czasem rzucała jakąś monetę. 
Pewnego dnia zdziwiona młoda Francuzka zapytała poetę: 
-Dlaczego nigdy nic nie dajesz tej biedaczce? 
-Powinniśmy podarować coś jej sercu, a nie jej dłoniom
 – odparł. 
Następnego dnia Rilke przyniósł przepiękną, zaledwie rozkwitłą różę, włożył ją w ręce żebraczki 

i chciał pospiesznie odejść. 

Wtedy  zdarzyło  się  coś  nieoczekiwanego:  żebraczka  podniosła  oczy,  popatrzyła  na  poetę, 

podniosła się z ziemi, ujęła jego dłoń i ucałowała ją. Potem odeszła, przyciskając do piersi różę. 

Przez cały tydzień nikt jej nie widział. Lecz po ośmiu dniach znowu powróciła na swoje miejsce. 

Cicha i nieruchoma jak zwykle. 

-Ciekawa jestem, z czego żyła przez te wszystkie dni? – spytała młoda przyjaciółka poety. 
-Żyła różą. – odparł Rilke. 

 

2.   PUSTE   KRZESŁO 

 

Pewien  stary  człowiek  poważnie  zachorował.  Jego  proboszcz  przyszedł  go  odwiedzić.  

Kiedy tylko wszedł do pokoju chorego, od razu dostrzegł puste krzesło, ustawione obok łóżka chorego. 
Ksiądz zapytał, dlaczego stoi właśnie tutaj. 

Stary mężczyzna odpowiedział ze słabym uśmiechem: 
-Wyobrażałem  sobie,  że na  tym  krześle  siedzi  Jezus  i  zanim  ksiądz  przyszedł,  rozmawiałem  z 

Nim...  Przez  długie  lata  uważałem  modlitwę  za  coś  bardzo  trudnego,  aż  pewien  mój  przyjaciel 
powiedział, że modlitwa to rozmowa z Jezusem. I teraz wyobrażam sobie Jezusa siedzącego naprzeciw 
mnie  na  krześle,  mówię  do  Niego  i  słucham,  co  On  mi  odpowiada.  I  nie  mam  już  żadnych  trudności  z 
modlitwą. 

Kilka  dni  później  córka  chorego  przyszła  do  proboszcza  z  wiadomością,  że  jej  ojciec  umarł. 

Powiedziała: 

-Zostawiłam  go  samego  tylko  na  dwie  godziny.  Kiedy  po  powrocie  weszłam  do  pokoju, 

znalazłam  go  martwego.  Głowę  miał  opartą  o  puste  krzesło,  które  zawsze  kazał  ustawiać  
obok swego łóżka. 
 

* * * 

 

„Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.” (Mt 5,8) 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Ważna róża 

2 z 21

3.   GDZIE   NIEBO   STYKA   SIĘ   Z   ZIEMIĄ 

 

Na  kartach  starej  książki  znalezionej  w  klasztornej  bibliotece  dwaj  mnisi  przeczytali,  

że  istnieje  miejsce  gdzieś  na  krańcach  świata,  w  którym  niebo  styka  się  z  ziemią.  Zdecydowali  się 
wyruszyć  na  poszukiwanie  tego  miejsca  oraz  przyrzekli  sobie,  że  nie  powrócą,  zanim  go  
nie odnajdą. 

Przemierzyli  cały  świat,  stawiali  czoła  wielu  niebezpieczeństwom,  znosili  wszelkie  trudy 

i wyrzeczenia, jakich wymaga pielgrzymka, byli narażeni na przeróżne pokusy, które mogły oddalić ich 
od wyznaczonego celu. Pokonali jednak wszystkie przeciwności. 

Wiedzieli,  że  w  miejscu,  którego  szukają,  zastaną  drzwi:  wystarczy  do  nich  zapukać,  

by stanąć twarzą w twarz z Bogiem. 

Znaleźli drzwi. 
Nie tracąc czasu, z drżącym sercem zastukali. 
Drzwi  powoli  otworzyły  się.  Zatrwożeni  mnisi  weszli  i...  znaleźli  się  we  własnej  celi,  

w swoim klasztorze. 
 

* * * 

 

W  dniu,  gdy  przyjmował  uczonych  gości,  Rabbi  Mendel  di  Kozk  zadziwił  podczas  pewnego 

przyjęcia swych uczonych gości niespodziewanym pytaniem: 

-Gdzie mieszka Bóg? 
Goście śmiali się z niego: 
-Cóż za pytanie? Czyż świat nie jest pełen Jego chwały? 
Rabbi sam więc odpowiedział na swoje pytanie: 
-Bóg mieszka tam, gdzie pozwala Mu się wejść. 
I  to  jest  najważniejsze  zadanie  w  naszym  życiu,  pozwolić  wejść  Bogu.  Lecz  możemy  pozwolić 

Mu  wejść  jedynie  tam,  gdzie  się  znajdujemy,  znajdujemy  się  rzeczywiście,  gdzie  żyjemy  prawdziwym 
życiem. 

-Stoję u drzwi i pukam – mówi Bóg w Piśmie świętym. 
Czy otworzysz Mu dzisiaj swoje drzwi? 

 

4.   BAJKA   O   ZŁYM   WILKU 

 

Adaś (trzy lata): 
-Opowiedz mi bajkę o złym wilku. 
Kasia (dziesięć lat): 
-Ależ nie ma złych wilków, są tylko wilki nieszczęśliwe. 

 

* * * 

 

Nie ma złych ludzi... 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Ważna róża 

3 z 21

5.   CHMURKA   I   WYDMA 

 

Pewna  bardzo  młodziutka  chmurka  (lecz,  jak  wiadomo,  życie  chmur  jest  krótkie  i  ulotne)  

po raz pierwszy płynęła po niebie w towarzystwie innych puchatych chmur o różnych kształtach. 

Kiedy znalazły się nad ogromną pustynią Saharą, bardziej doświadczone chmury poganiały ją: 
-Prędko! Prędko! Jeśli się tutaj zatrzymasz, jesteś zgubiona! 
Chmurka  jednak  była  bardzo  ciekawska,  tak  jak  wszyscy  młodzi,  i  odpłynęła  na  skraj  całej 

grupy, podobnej do stadka rozproszonych owiec. 

-Co robisz? Ruszaj się! – zgromił ją z tyłu wiatr. 
Lecz  chmurka  ujrzała  już  wydmy  ze  złotego  piasku  i  ten  widok  ją  zafascynował.  Leciutko 

sfruwała w dół. Wydmy wydawały się być złotymi obłokami pieszczonymi przez wiatr. 

Jedna z nich uśmiechnęła się. 
-Witaj! – pozdrowiła grzecznie chmurkę. 
Była to bardzo ładna mała wydma, zaledwie ukształtowana przez wiatr, który szarpał wciąż jej 

błyszczące włosy. 

-Cześć. Nazywam się Ola – przedstawiła się chmurka. 
-A ja Una – odparła wydma. 
-Jak ci się tutaj wiedzie? 
-No cóż... Słońce i wiatr. Jest trochę gorąco, ale jakoś sobie radzimy. A jak ty żyjesz? 
-Słońce i wiatr... wielki wyścig na niebie. 
-Moje życie jest bardzo krótkie. Kiedy powróci wielki wiatr, na pewno zniknę. 
-Przykro ci, prawda? 
-Trochę. Wydaje mi się, że jestem całkiem bezużyteczna. 
-Ja także wkrótce przemienię się w deszcz i spadnę na ziemię. Takie jest moje przeznaczenie. 
Wydma wahała się przez chwilę, a potem spytała: 
-Czy wiesz, że nazywamy deszcz Rajem? 
-Nie wiedziałam, że jestem taka ważna – zaśmiała się chmurka. 
-Słyszałam opowieści o deszczu niektórych starych wydm. Podobno jest on bardzo piękny. Po 

deszczu okrywamy się czymś takim, co się nazywa trawa i kwiaty. 

-Tak to prawda. Widziałam to. 
-Ja, prawdopodobnie, nigdy tego nie ujrzę – stwierdziła ze smutkiem wydma. 
Chmurka zastanawiała się przez chwilkę, a potem rzekła: 
-Ja też mogłabym przecież zamienić się w deszcz... 
-Ale wtedy umrzesz... 
-Za  to  ty  zakwitniesz  –  powiedziała  chmurka  i  zamieniła  się  w  deszczyk  tęczowo  lśniący  

na słońcu. 

Następnego dnia małą wydmę pokryły kwiaty. 

 

* * * 

 

W jednej z najpiękniejszych modlitw, jakie znam, są także słowa:  

„Panie, uczyń mnie lampą. Sama się spalę, lecz dam światło innym”. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Ważna róża 

4 z 21

6.   SKLEP 

 

Pewnemu chłopcu śniło się, że wszedł do ogromnego sklepu, w którym za ladą stał anioł. 
-Co tutaj sprzedajesz? – zapytał chłopiec. 
-Wszystko, czego pan sobie zażyczy – odparł uprzejmie anioł. 
Chłopiec zaczął więc wymieniać: 
-Chciałbym  zakończenia  wszystkich  wojen  na  całym  świecie,  więcej  sprawiedliwości  

dla  wykorzystywanych,  tolerancji  i  życzliwości  dla  obcych,  więcej  miłości  w  rodzinach,  pracy  
dla bezrobotnych, głębszego poczucia wspólnoty w Kościele i... i... 

Anioł przerwał: 
-Przykro mi, proszę pana, ale widocznie źle mnie pan zrozumiał. My nie sprzedajemy owoców, 

lecz jedynie nasiona. 
 

* * * 

 

Jedna z przypowieści Jezusa zaczyna się tak: „Królestwo niebieskie jest podobne do człowieka, 

który posiał dobre nasienie na swej roli...” 

Ziarno  zawsze  jest  początkiem.  Małym,  często  trudnym  do  zauważenia,  początkiem.  Sam  Bóg 

zstąpił na ziemię jak ziarno, zaczyn, malutki młody pęd. 

Ziarno  to  cud.  Nawet  największe,  najpotężniejsze  drzewo  bierze  swój  początek  z  małego 

nasionka.  Twoja  dusza  jest  ogrodem,  w  którym  zostały  zasiane  ogromne  dzieła  i  najważniejsze 
wartości. 

Czy pozwolisz im wyrosnąć? 

 

7.   TO ,   CO ... 

 

Oto, co do nas najczęściej mówiono, gdy byliśmy dziećmi: 
Stój  prosto,  ruszaj  się,  bądź  cicho,  pospiesz  się,  nie  dotykaj,  uważaj,  zjedz  wszystko,  umyj 

zęby,  nie  pobrudź  się,  pobrudziłeś  się,  nie  mów  tyle;  powtórz,  co  ci  powiedziałem;  powiedz: 
przepraszam,  przywitaj  się,  chodź  tutaj,  nie  chodź  za  mną  bez  przerwy,  idź  się  pobawić,  
nie  przeszkadzaj,  nie  biegaj,  nie  spoć  się;  uważaj,  bo  upadniesz;  mówiłem  ci,  że  upadniesz;  
to twoja wina, nigdy nie uważasz, nie potrafisz, jesteś za mały, sam to zrobię, teraz jesteś duży, połóż 
się spać, wstań, zrobisz to później, mam dużo roboty, pobaw się sam, okryj się, nie wychodź na słońce, 
wyjdź na słońce, nie mówi sięz pełnymi ustami. 

A oto, co chcieliśmy, by do nas mówiono, gdy byliśmy dziećmi: 
Kocham  cię,  jesteś  piękny;  jesteśmy  szczęśliwi,  że  cię  mamy;  porozmawiajmy  trochę 

o tobie, znajdziemy trochę czasu tylko dla nas, jak się czujesz?; jesteś smutny, boisz się? dlaczego nie 
chcesz?  jesteś  wspaniały,  jesteś  delikatny  i  mięciutki,  jesteś  wrażliwy;  opowiedz  mi,  co  czułeś;  jesteś 
szczęśliwy;  lubię,  gdy  się  śmiejesz;  możesz  popłakać,  jeśli  chcesz;  jesteś  niezadowolony,  
co  cię  martwi?  co  cię  zdenerwowało?  możesz  powiedzieć  wszystko,  co  chcesz;  ufam  ci,  lubię  cię,  
ty  mnie  lubisz;  kiedy  mnie  nie  lubisz?  słucham  cię,  jesteś  zakochany;  co  o  tym  sądzisz?  lubię  być  
z tobą, mam ochotę z tobą porozmawiać; chcę cię wysłuchać, kiedy jesteś nieszczęśliwy; podobasz mi 
się taki, jaki jesteś; jak pięknie być razem; powiesz  mi, jeśli nie mam racji. 
 

* * * 

 

Jest  wokół  ciebie  wielu  dorosłych,  którzy  nadal  czekają  na  słowa,  jakie  chcieli  usłyszeć,  

gdy byli dziećmi. 

Szarpiąc  nerwowo  pasek  torebki,  pewna  kobieta  powiedziała:  „Wiem,  że  mój  mąż  potrafi  być 

czuły i wyrozumiały. Zawsze jest taki dla naszego psa”. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Ważna róża 

5 z 21

8.   ZAPACH 

 

Hindusi  opowiadają  dziwną  legendę  o  górskim  piżmowcu  (piżmowiec:  bezrogi  ssak  

z rodziny jeleniowatych, żyjący w górskich lasach Azji). 

Wiele  lat  temu  żył  sobie  piżmowiec,  który  czuł  nieustannie  w  nozdrzach  odurzający  zapach 

piżma.  Wędrował  po  zielonych  zboczach  gór  i  wciąż  go  prześladował  zapach  dziwny,  przenikliwy  
i  łagodny  zarazem.  Zagłębiał  się  w  las,  przemierzał  niezmierzone  łąki,  a  w  powietrzu  unosił  się,  niby 
otoczka, ciągle ten sam zapach – zawsze był dookoła niego. 

Nie  mógł  pojąc,  skąd  pochodzi  ta  dręcząca  go  woń,  podobna  do  wezwania  fletu,  

któremu nie sposób się oprzeć. 

Piżmowiec  wędrował  wciąż  od  lasu  do  lasu  w  poszukiwaniu  źródła  tego  niezwykłego  

i niepokojącego zapachu. Stało się to jego obsesją. Biedne zwierzę nie mogło już ani jeść, ani pić, ani 
spać,  ani  robić  nic  innego.  Nie  wiedziało,  skąd  bierze  się  nadzwyczajna  siła  zapachu,  
lecz czuło się zmuszone podążać za nim przez wąwozy, lasy i doliny, aż wreszcie głodne, wyczerpane, 
śmiertelnie zmęczone, zrobiło krok na oślep i niespodziewanie spadło ze skały. 

Jego rany były bolesne i głębokie. Piżmowiec polizał krwawiącą pierś i w tej samej chwili odkrył 

rzecz  niewiarygodną.  Zapach,  ten  dręczący  go  zapach,  był  właśnie  tutaj,  związany  z  jego  ciałem, 
znajdował  się  w  specjalnej  „torebce”  zawierającej  piżmo,  tak  jak  w  przypadku  wszystkich 
przedstawicieli jego gatunku. 

Biedne zwierzę głęboko wciągnęło w nozdrza ów zapach, lecz było już za późno. 

 

* * * 

 

„Zbyt  późno  cię  pokochałem,  piękno  pradawne  i  zawsze  nowe,  zbyt  późno.  Byłeś  we  mnie,  

lecz  ja  byłem  na  zewnątrz  i  czułem  się  pozbawiony  piękna.  Nieustannie  goniłem  za  pięknem,  które  Ty 
stworzyłeś, a które bez Ciebie nie mogło istnieć. Ty zawsze byłeś ze mną, lecz ja nie byłem z Tobą”. 

(św. Augustyn) 

 
 

9.   DWA   LUSTRA 

 

Pewnego  dnia  Szatan  wymyślił  wspaniały  sposób,  aby  się  doskonale  zabawić.  Zbudował 

diabelskie lustro, które posiadał magiczną właściwość: wszystko, co było piękne i dobre, odbijało się w 
nim  jako  brzydkie,  wręcz  koszmarne;  podczas,  gdy  to,  co  złe  i  odrażające,  wydawało  się  wielkie  i 
wspaniałe. 
Szatan  wędrował  sobie  wszędzie  ze  swym  straszliwym  lustrem.  A  wszyscy  ci.  którzy  się  w  nim 
przeglądali, zaczynali drżeć ze strachu: zamiast siebie widzieli istoty koszmarne i przerażające. 

Złośliwiec  świetnie  się  przy  tym  bawił:  im  bardziej  coś  było  odrażające,  tym  bardziej  mu  się 

podobało. Pewnego dnia to, co ujrzał w lustrze tak mu przypadło do gustu i rozbawiło, że ogarnął go 
niepohamowany śmiech: lustro nagle wypadło mu z rąk i rozbiło się na miliony kawałków. 

Wkrótce  potem  potężny  i  złośliwy  huragan  rozwiał  po  świecie  potłuczone  cząstki  zwierciadła. 

Niektóre  z  nich  mniejsze  od  ziarenek  piasku  i  dostały  się  do  oczu  wielu,  wielu  ludzi,  którzy  wtedy 
zaczęli widzieć wszystko na opak: dostrzegali jedynie i przede wszystkim to, co było złe. 

Inne  odłamki  zostały  przerobione  na  szkła  okularów.  Ludzie  noszący  takie  okulary  

nie  potrafili  zauważać  już  tego,  co  było  dobre,  ani  sprawiedliwe,  zatraci  możliwość  właściwej  oceny 
czynów i wydarzeń. 

Czy nie natknęliście się przypadkiem na takich osobników? 
Któryś z kawałków lustra był tak duży, że użyto go jako szybę okienną. Biedacy spoglądający 

przez to okno dostrzegali jedynie antypatycznych sąsiadów, którzy przez cały swój czas poświęcali na 
to, by dokuczyć wszystkim. 

Kiedy dobry Bóg zauważył, co się wydarzyło na świecie, bardzo się zasmucił. Postanowił pomóc 

ludziom, którzy padli ofiarą żartu Szatana. 

Powiedział:  
-Poślę na świat mojego Syna. On jest moim obrazem, moim zwierciadłem. Odbija moją dobroć, 

sprawiedliwość i miłość. Uosabia człowieka takiego, jakim go wymyśliłem i upragnąłem. 

Jezus przybył jako zwierciadło dla ludzi. 
Kto  się  w  Nim  przeglądał,  odkrywał  dobro  i  piękno,  uczył  się  odróżniać  je  od  egoizmu  

i kłamstwa, niesprawiedliwości i pogardy. Chorzy odnajdowali odwagę do życia, cierpiący czerpali siły, 
by pokonać ból, zrozpaczeni odzyskiwali nadzieję. 

Jezus pocieszał strapionych i pomagał ludziom pokonać strach przed śmiercią. 
Wielu ludzi kochało lustro Boga i podążało za Jezusem. Czuli, że On rozpalił ich serca. 
Jednak  niektórzy,  widząc  to,  pękali  ze  złości:  postanowili  zniszczyć  Boże  zwierciadło.  Jezus 

został  zabity.  Lecz  krótko  po  tym  zerwał  się  nowy,  potężny  huragan:  Duch  Święty.  Uniósł  miliony 
kawałków lustra Boga i rozsiał je po całym świecie. 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Ważna róża 

6 z 21

Jeśli  do  czyjegoś  oka  dostanie  się  nawet  najmniejszy  okruszek  tego  zwierciadła,  człowiek  ów 

zaczyna  widzieć  świat  i  ludzi  tak,  jak  widział  ich  Jezus.  Dostrzega  przede  wszystkim  rzeczy  dobre  i 
piękne, sprawiedliwość i szlachetność, radość i nadzieję; natomiast zło i niesprawiedliwość wydają mu 
się łatwe do pokonania. 

 

10.   SUKCES 

 

Na  pokładzie  pewnego  statku  płynącego  do  Stanów  Zjednoczonych  wracał  pewien  misjonarz, 

który  spędził  wiele  lat  w  Chinach  oraz  znany  śpiewak,  który  był  tam  dwa  tygodnie.  
Kiedy  dopłynęli  do  Nowego  Jorku,  misjonarz  ujrzał  wielki  tłum  wielbicieli  oczekujących  powrotu 
śpiewaka. 

-Panie, nie pojmuję tego – mruknął rozgoryczony nieco. –Poświęciłem Chinom czterdzieści dwa 

lata mojego życia, a on był tam tylko przez dwa tygodnie i jego witają serdecznie w domu tysiące ludzi, 
a na mnie nie czeka absolutnie nikt. 

Pan odpowiedział: 
-Synu, skąd ta gorycz? Przecież nie jesteś jeszcze w domu. 

 

* * * 

 

Któregoś dnia turysta odwiedził słynnego rabina. 
Zdziwił  go  niesłychanie  widok  domu  rabina,  wszystkie  pokoje  wypełniały  jedynie  książki,  

zaś całe umeblowanie stanowił stół i krzesło. 

-Rabbi, gdzie są twoje meble? – spytał turysta. 
-A gdzie są twoje? – zareplikował rabin. 
-Moje? Ależ ja jestem tutaj jedynie przejazdem! 
-Ja także – odparł rabin. 

 
 

11.   BAWIĆ   SIĘ   Z   BOGIEM 

 

Pewnego dnia jakiś mężczyzna zatrzymał się pośród chłopców bawiących na podwórzu. Zaczął 

fikać  koziołki  i  błaznować,  aby  ich  rozbawić.  Matka  jednego  z  chłopców  obserwowała  to  wszystko  ze 
swego okna. Po chwili zeszła na dół i zbliżyła się do syna. 

-Ten człowiek to z pewnością święty – powiedziała. –Synu, idź do niego! 
Mężczyzna położył chłopcu rękę na ramieniu i spytał: 
-Mój drogi, co chcesz robić? 
-Nie wiem – odparł chłopiec. –A co pan chce, żebym robił? 
-To ty powinieneś wiedzieć, co chciałbyś zrobić. 
-Ja bardzo lubię bawić się. 
-Czy chciałbyś pobawić się z Bogiem? 
Chłopiec stał zaskoczony, nie wiedząc, co ma odpowiedzieć. Wówczas święty rzekł: 
-Jeśli uda ci się bawić z Panem, zrobisz coś najpiękniejszego na świecie. Wszyscy biorą Boga 

tak  bardzo  poważnie,  że  czynią  Go  śmiertelnie  nudnym.  Baw  się  z  Bogiem,  synku.  
To niezrównany towarzysz zabaw. 
 

* * * 

 

Pewien  Uczony  w  Prawie  przyglądał  się  widowisku    rozgrywającemu  się  na  przepełnionym 

tłumem rynku. Nagle objawił się przed nim prorok Eliasz. 

Korzystając z okazji Uczony w Prawie zwrócił się do proroka: 
-Usuń  moją  niewiedzę  i  oświeć  mnie:  czy  któryś  z  tych  handlarzy  wstąpi  do  przyszłego 

Królestwa Bożego? 

-Żaden, powiadam ci, żaden! – odpowiedział Prorok, potrząsając przecząco głową. 
W  tej  chwili  na  rynek  weszło  dwóch  mężczyzn,  którzy  zaczęli  pokazywać  sztuczki;  popisywać 

się  zręcznością,  aby  przyciągnąć  uwagę  ludzi.  Dookoła  nich  utworzył  się  wnet  krąg  dorosłych  i  dzieci, 
rozbawionych i klaszczących z radości. 

Prorok Eliasz zawołał: 
-Ci, z pewnością, wejdą do Królestwa Bożego! 
Uczony w Prawie podszedł do dwóch błaznów. 
-Co sprzedajecie? – zapytał. 
Odpowiedzieli: 
-Mimo, że nasze serca często są smutne, chcemy sprzedać wszystkim radość życia. 

 
 
 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Ważna róża 

7 z 21

12.   DOBRY   POWÓD 

 

-Czy  przypadkiem  nie  zostawiłam  u  pana  parasolki?  –  zapytała  mnie  kobieta  mieszkająca  

w sąsiedztwie. Kilka dni wcześniej złożyła mi ona krótką wizyt. 

-Owszem – odparłem. 
Podziękowała mi serdecznie, a potem z uśmiechem dodała: 
-Pan  to  przynajmniej  jest  uczciwy!  Pytałam  już  chyba  tuzin  osób,  czy  zostawiłam  u  nich  tę 

parasolkę i każdy odpowiadał, że nie! 
 

* * * 

 

Pewien  żółw  żył  sobie  spokojnie  na  wsi.  Któregoś  dnia  kuzynka  mieszkająca  w  mieście 

zaprosiła go do siebie. Ponieważ żółw bardzo pragnął zobaczyć trochę świata, przyjął zaproszenie. 

Odległość  nie  była  duża,  wynosiła  nie  więcej  niż  kilometr,  lecz  dla  żółwia  stanowiło  to 

prawdziwą wyprawę. Łudził się jednak, że dotrze w miarę prędko i dopiero rankiem wyruszył w drogę. 

Idąc  pewnym  i  niezmiennym  krokiem  –  myślał  –  dojdę  na  miejsce  na  pewno  jeszcze  przed 

południem. A więc w samą porę, by zasiąść do stołu. 

Wyruszył podśpiewując... 
Szedł, szedł i szedł... Do południa żółw przebył zaledwie kilkaset metrów. 
Gdy usłyszał dzwon bijący godzinę dwunastą, mruknął ze złością: 
-Co to za głupi dzwon! Nie minęła jeszcze godzina, od czasu, gdy wyszedłem z domu, a ten już 

wydzwania południe. Ten zegar na pewno jest zepsuty. 

Szedł,  szedł...  Słońce  już  się  skryło  za  horyzontem,  a  na  niebie  zabłysły  gwiazdy,  lecz  żółw  

nie przebył jeszcze nawet połowy drogi. 

Zdenerwowany jak nigdy dotąd, zaczął pomstować: 

-Świat  nie  jest  już  taki  jak  kiedyś!  Słońce  zachodzi  szybciej,  gwiazdy  pojawiają  się  za  wcześnie.  
Zegary wciąż się psują. A dni krótsze niż te przepisowe dwadzieścia cztery godziny! 

I  tak  złorzecząc  pod  nosem,  podjął  dalszą  wędrówkę,  nieustannie  przeklinając  drogę,  która 

wydawała mu się kręta i zbyt gęsto porośnięta krzewami. 

Zawsze znajdzie się dobry powód, aby źle myśleć o innych. 

 

13.   STRATEGIA   LISA 

 

Pewien  lew  szeroko  otworzył  paszczę  tuż  przed  nosem  owcy  i  zapytał,  czy  uważa,  że  jego 

oddech jest przykry. Owca odpowiedziała: 

-Tak! 
-Głupia jesteś! – stwierdził lew i pożarł ją. 
Potem zadał to samo pytanie wilkowi. 
-Nie! – odparł wilk. 
-Pochlebca! – odrzekł lew, po czym rozszarpał go na strzępy. 
Wreszcie zapytał o to samo lisa. 
-Prawdę  mówiąc,  proszę  pana  –  odpowiedział  lis  –  mam  taki  okropny  katar,  że  nie  czuję 

żadnych zapachów. 
 

* * * 

 

Uczeń pewnego filozofa prosił umierającego nauczyciela: 
-Mistrzu, zostaw mi w spadku trochę twej mądrości. 

 

Mędrzec otworzył usta i kazał uczniowi zajrzeć do środka. 
-Czy jest tam mój język? – zapytał. 
-Oczywiście – odparł uczeń. 
-A czy są tam jeszcze moje zęby? 
-Nie. 
-Czy wiesz, dlaczego język istnieje dłużej niż zęby? Ponieważ jest miętki i giętki, natomiast zęby 

są twarde i dlatego wypadają szybciej. Teraz już wiesz wszystko, czego warto się nauczyć. Nie mam ci 
nic innego do przekazania. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Ważna róża 

8 z 21

14.   DŁOŃ   I   PIASEK 

 

Trzynastoletni Tomek spacerował plażą razem ze swą matką. 
W pewnej chwili zapytał: 
-Jak można zatrzymać przyjaciela, kiedy w końcu uda się go zdobyć? 
Matka  zastanowiła  się  przez  chwilę,  potem  schyliła  się  i  wzięła  dwie  garście  piasku.  Uniosła 

obie ręce do góry; zacisnęła mocno jedną dłoń: piasek uciekał jej między palcami i im bardziej ściskała 
pięść, tym szybciej wysypywał się piasek. 

Druga dłoń była otwarta: został na niej cały piasek. 
Tomek patrzył zdziwiony, potem zawołał: 
-Rozumiem! 

 

* * * 

 

Za  obrazem  Madonny,  w  pewnej  górskiej  świątyni,  znalazłem  Modlitwę  o  dobre  przyjęcie.  

Oto ona: 
 

Panie, pomóż mi być przyjacielem wszystkich, 

Przyjacielem oczekującym bez znużenia, 
przyjmującym z dobrocią, dającym z miłością, 
słuchającym bez znudzenia, dziękującym z radością. 
Przyjacielem, którego zawsze można znaleźć, 
gdy się go potrzebuje. 

Pomóż mi ofiarować innym bezinteresowną przyjaźń, 

promieniować radosnym pokojem, 
Twoim pokojem, o, Panie. 

Spraw, bym był gotów wspierać i przyjmować 

zwłaszcza najsłabszych i pokrzywdzonych. 
W ten sposób będę mógł pomóc innym 
i być bliżej Ciebie, Panie łagodności. 
 
 

15.   POTĘGA   MYŚLI 

 

Wędrowiec  szedł  polną  drogą,  gdy  na  jej  skraju,  w  trawie  pojawiło  się  coś,  co  przypominało 

krzak o dziwnych kształtach. 

-To wąż – pomyślał wędrowiec. 
Wąż rozwinął się, podniósł i ukąsił go śmiertelnie. 
Inny wędrowiec szedł tą samą drogą i także ujrzał ten dziwny krzak. 
-To na pewno ptak – pomyślał. 
Z trzepotem skrzydeł ptak odleciał gdzieś wysoko. 

 

* * * 

 

Jadący  samochodem  kierowca  złapał  gumę  na  pustej  i  ciemnej  drodze.  Wysiadł  z  auta,  

lecz dostrzegł, że nie wziął ze sobą lewarka,  wymiana koła nie będzie więc możliwa. Zaczęła ogarniać 
go rozpacz, kiedy dojrzał w dali światełko wiejskiego domu. 

Wyruszył  pieszo  w  tamtym  kierunku,  lecz  cały  czas  miał  masę  wątpliwości:  „A  jeśli  mi  

nie otworzy? A jeśli nie będą mieli lewarka? A może ten facet, nawet jeśli ma lewarek, nie będzie chciał 
mi go pożyczyć?” 

Jego  zdenerwowanie  wzrastało  z  każdym  krokiem.  Wreszcie  dotarł  do  stojącego  samotnie 

domku  i  właściciel  otworzył  mu  drzwi.  Lecz  kierowca  stracił  panowanie  nad  sobą,  zaczął  wygrażać 
pięścią, krzycząc: 

-Zatrzymaj sobie ten wstrętny lewarek!!! 
Czy  ci  się  to  podoba,  czy  też  nie,  twoje  myśli  określają  trasę  wędrówki  zwanej  życiem.  Jeśli 

rozmyślasz tylko o niepowodzeniach, na pewno staną się one twoim udziałem. Jeżeli sądzisz, że jesteś 
niezręczny i nie lubiany, z pewnością tak będzie. Powiedz komuś, że jest głupi, a takim się stanie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Ważna róża 

9 z 21

16.   GOBELIN 

 

Pewien  młody  mnich  został  wysłany  na  kilka  miesięcy  do  jednego  z  klasztorów  we  Flandrii, 

gdzie  wraz  z  innymi  zakonnikami  miał  tkać  ogromny  gobelin.  Po  kilku  dniach  żmudnej  pracy 
zdenerwowany zerwał się z krzesła. 

-Wystarczy! Dłużej już tak nie mogę! Instrukcje, jakie otrzymałem, są bezsensowne!  

-  wykrzyknął  głośno.  –Tkam  złotą  nitką  i  nagle,  ni  z  tego,  ni  z  owego,  muszę  ją    przecinać!  
Cóż za marnotrawstwo! 

Najstarszy mnich rzekł: 
-Synu!  Nie  widzisz  gobelinu  w  taki  sposób,  w  jaki  będą  go  wszyscy  oglądać.  Siedzisz  

po jego lewej stronie i do twoich obowiązków należy utkanie jedynie małego fragmentu. 

Następnie  zaprowadził  go  w  miejsce,  skąd  było  widać  dobrze  cały  gobelin,  zawieszony  

w ogromnej pracowni. Młody mnich z wrażenia stracił mowę. 

Brał udział w tkaniu przepięknego obrazu przedstawiającego pokłon Trzech Króli, a jego złota 

nić stanowiła część lśniącej aureoli wokół głowy Dzieciątka Jezus. To, co młodemu mnichowi wydawało 
się marnotrawstwem, w istocie było cudownym dziełem. 
 

* * * 

 

Stara  arabska  historia  opowiada  o  pewnym  dzielnym  człowieku,  któremu  Stwórca  obiecał,  

że spełni jego jedno życzenie. 

Mężczyzna pomyślał przez chwilę i rzekł: 
-Chciałbym czynić dobro, nic o tym nie wiedząc. 
Bóg go wysłuchał. 
Po  pewnym  czasie  Stwórca  postanowił,  że  tak  samo  będzie  się  działo  w  przypadku  każdego 

człowieka, ponieważ propozycja wydała Mu się godna uwagi. 

I tak jest po dziś dzień. 
Powinieneś  doceniać  własną  wartość  i  możliwości.  Być  może  nigdy  tego  nie  zauważyłeś.  

lecz  jesteś  ważniejszy  niż  sądzisz.  Wszyscy  stanowimy  część  ogromnego  obrazu,  którego  piękna  
nie potrafimy dostrzec. 
 
 

17.   KTO   PODTRZYMUJE   NIEBO  ? 

 

Pewien ptaszek leżał sobie kiedyś na grzbiecie, zaś jego nóżki były wyprostowane, skierowane 

wprost w niebo. Przelatywał obok inny ptak i zdziwiony zapytał: 

-Co robisz? Dlaczego tak leżysz z wyprostowanymi do góry nogami? Czy coś ci się stało? 
Nie zmieniając swej dziwnej pozycji, zapytany odparł: 
-Podtrzymuję nogami niebo. Jeśli się poruszę i opuszczę nogi, niebo spadnie. 
W tej samej chwili z sąsiedniego drzewa spadł na ziemię suchy liść. 
Mały  ptaszek  wystraszony  szelestem  zapomniał  widocznie,  że  musi  podtrzymywać  niebo  

i poszybował w powietrze. 

Niebo naturalnie pozostało na swoim miejscu. 

 

* * * 

 

Znany  kaznodzieja  po  śmierci  znalazł  się  w  Raju,  gdzie  ze  zdziwieniem  ujrzał,  że  taksówkarz  

z jego miasta zajmuje miejsce lepsze od niego. 

Pobiegł poskarżyć się świętemu Piotrowi. 
-Nie  rozumiem.  To  musi  być  jakaś  pomyłka.  Przecież  ja  całe  życie  poświęciłem  wygłaszaniu 

kazań! 

Święty Piotr odpowiedział pytaniem: 
-My nagradzamy wyniki waszych poczynań. Czy ksiądz przypomina sobie efekt swoich kazań? 
Pastor niechętnie musiał przyznać, że niektórzy z wiernych czasem zasypiali podczas jego nauk. 
-No  właśnie!  –  rzekł  święty  Piotr.  –  Natomiast,  gdy  pasażerowie  wsiadali  do  taksówki  tego 

jegomościa, nie tylko nie drzemali, lecz modlili się ze wszystkich sił! 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Ważna róża 

10 z 21 

18.   NIEDZIELNY   OBIAD 

 

Z kuchni, jak zwykle, dobiegł głos kobiety: 
-Obiad gotowy! 
Mąż,  który  czytał  gazetę  i  dwaj  synowie,  oglądający  telewizję  i  słuchający  muzyki,  

z hałasem zasiedli do stołu i niecierpliwie przekładali sztućce. 

Weszła  kobieta.  Lecz  zamiast  zwykłych,  pachnących  dań,  postawiła  na  środku  talerz,  

na którym znajdowała się spora kupka siana. 

-Ależ... co to jest? – zawołali trzej mężczyźni. –Czyś ty oszalała? 
Kobieta spojrzała na nich i odparła z anielskim spokojem: 
-No  tak,  jak  mogłam  się  spodziewać,  że  to  zauważycie?  Gotuję  wam  od  dwudziestu  lat  

i  przez  cały  ten  czas  nie  usłyszałam  od  was  ani  jednego  słowa,  które  dałoby  mi  do  zrozumienia,  
że nie przeżuwacie siana. 
 

* * * 

 

Aby  uczcić  dziesiątą  rocznicę  ślubu,  pewna  kobieta  zwróciła  się  z  prośbą  do  redakcji 

czasopisma  czytanego  regularnie  przez  jej  męża,  aby  zechciało  zamieścić  jej  list  tej  treści:  „Dziękuję, 
dziękuję  Ci,  mój  drogi,  ponieważ  jeśli  jestem  dzisiaj  szczęśliwą  żoną  i  matką,  zawdzięczam  to  Tobie. 
Dziękuję  za  to,  że  zawsze  i  wszędzie  dawałeś  mi  do  zrozumienia,  że  jestem  dla  Ciebie  jedyną  kobietą  
na świecie. Dziękuję za to, że czuję się piękna. Dziękuję za to, że czuję się ważna. Dziękuję za wszystkie 
Twoje  pełne  miłości  spojrzenia,  gdy  byliśmy  wśród  innych  ludzi.  Dziękuję  za  Twoje  „kocham  Cię” 
wypowiadane  wtedy  i  tam,  gdzie  najmniej  się  tego  spodziewałam.  Dziękuję  za  to,  że  jesteś.  Dziękuję  
za te wspaniałe lata miłości”. 

Wszyscy  posiadamy  wielką  moc:  moc  decydowania  o  szczęściu  lub  nieszczęściu  ludzi,  którzy 

żyją obok nas. Zwykle wystarczy słowo „dziękuję” wypowiadane lub często zapominane. 
 
 

19.   TAJEMNICA   RAJU 

 

Pewnego  razu  wielki  a  nie  grzeszący  inteligencją  samuraj  przyszedł  do  niewysokiego,  

lecz słynącego z mądrości mnicha. 

-Mnichu! – poprosił. – Naucz mnie, czym są piekło i raj! 
Mnich uniósł oczy, by spojrzeć na potężnego wojownika i odparł pogardliwie: 
-Mam  nauczyć  cię,  czym  są  piekło  i  raj?  Nie  mógłbym  cię  niczego  nauczyć.  Jesteś  brudny  

i cuchniesz, a twoja brzytwa dawno już zardzewiała. Stanowisz hańbę, policzek dla kasty samurajów. 
Zejdź mi z oczu, nie znoszę cię! 

Samuraja  ogarnęła  wściekłość.  Zaczął  trząść  się  ze  złości,  twarz  mu  poczerwieniała,  

nie mógł wykrztusić ani słowa. Wyciągnął miecz i uniósł go do góry, chcąc zabić mnicha. 

-To jest piekło. – szepnął mnich. 
Samuraj  był  zgnębiony.  Ileż  współczucia  i  oddania  było  w  tym  człowieku,  który  ofiarował 

własne życie, by nauczyć go, czym jest piekło. Powoli opuścił miecz. Poczuł wdzięczność i wielki spokój. 

-A to jest raj – wyszeptał mnich. 

 

* * * 

 

Po  długim  i  bohaterskim  życiu  waleczny  samuraj  dotarł  na  tamten  świat  i  został  skierowany  

do raju. Był to człowiek bardzo ciekawski, zapytał więc, czy może rzucić okiem także na piekło. 

Anioł spełnił jego prośbę i zaprowadził go do piekła. 
Znaleźli  się  w  ogromnym  salonie,  którego  środek  zajmował  stół  zastawiony  obficie  różnymi 

potrawami  i  kuszącymi  smakołykami.  Lecz  siedzący  wokół  stołu  biesiadnicy  byli  wychudzeni,  bladzi  
i tak przypominali szkielety, że aż litość brała. 

-Jak  to  możliwe?  –  zapytał  samuraj  swego  przewodnika.  –Przecież  mają  tutaj  tyle  darów 

Bożych! 

-Widzisz,  każdy  dostaje  dwie  pałeczki,  które  mają  służyć  do  jedzenia  zamiast  sztućców.  Sęk  

w  tym, że  te pałeczki mają  ponad  metr długości i trzeba  je koniecznie trzymać za  sam koniec. Jedynie  
w ten sposób można wkładać sobie jedzenie do ust. 

Samuraj  zadrżał,  widząc,  jak  straszliwa  kara  dotknęła  tych  biedaków,  którzy  mimo  wszelkich 

starań, nie mogli włożyć do ust ani okruszynki. 

Nie chciał widzieć już nic więcej i poprosił, by szybko wrócili do raju. 
Tam czekała go niespodzianka. Raj był salonem identycznym jak piekło. 
Wokół  takiego  samego  stołu  tłoczyło  się  również  wielu  ludzi,  a  smakowite  potrawy  tak  samo 

wspaniale wyglądały. 

Nie  były  to  jedyne  podobieństwa:  wszyscy  biesiadnicy  mieli  identyczne  metrowe  pałeczki,  

które należało uchwycić za koniec, by donieść jedzenie do ust. 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Ważna róża 

11 z 21 

Istniała  jedyna  różnica:  tutaj  ludzie  siedzący  wokół  stołu  byli  pełni  radości  i  wyglądali  

na dobrze odżywionych. 

-Jak to możliwe? – zapytał samuraj. 
Anioł uśmiechnął się i wyjaśnił: 
-W  piekle  każdy  stara  się  nabrać  jedzenie  i  włożyć  je  do  własnych  ust,  ponieważ  przez  całe 

życie  myślał  o  sobie.  tutaj  jest  inaczej  –  każdy  chwyta  pokarm  pałeczkami,  a  potem  niesie  go  do  ust 
sąsiada siedzącego naprzeciwko. 

Raj i piekło są w twoich rękach. Już dzisiaj. 

 

20.   TATA   POD   ŁÓŻKIEM 

 

Kiedy  byłam  mała,  ojciec  był  dla  mnie  czymś  takim  jak  światełko  w  lodówce.  I  ojciec,  

i światełko było w każdym domu, lecz w rzeczywistości nikt nie wiedział. co robią, zarówno jedno, jak i 
drugie, kiedy już drzwi zostały zamknięte. 

Mój ojciec wychodził z domu każdego ranka, a wieczorem, gdy wracał, wydawał się szczęśliwy, 

że  znów  nas  widzi.  Jedynie  on  potrafił  otworzyć  słoik  z  ogórkami,  podczas  gdy  innym  
to się nie udawało. Tylko on nie bał się chodzić sam do piwnicy. Zacinał się przy goleniu, lecz nikt nie 
dawał mu buzi, aby uśmierzyć ból, ani się tym nie przejmował. Kiedy padał deszcz, oczywiście on szedł 
po  samochód  i  ustawiał  go  przed  wejściem.  Gdy  ktoś  zachorował,  on  wychodził  kupić  lekarstwa. 
Zastawiał  pułapki  na  myszy,  przycinał  róże,  aby  można  było  wejść  do  domu,  nie  kłując  się.  Kiedy 
dostałam  w  prezencie  mój  pierwszy  rower,  przez  wiele  kilometrów  pedałował  obok  mnie,  
aż  w  końcu  nauczyłam  się  radzić  sobie  sama.  Bałam  się  wszystkich  innych  ojców,  
ale  nie  mojego.  Kiedyś  przygotowałam  mu  herbatę.  Była  to  tylko  osłodzona  woda,  lecz  on  usiadł  
na dziecięcym krzesełku i popijał ją, twierdząc, że jest wyśmienita. 

Za  każdym  razem,  gdy  bawiłam  się  lalkami,  lalka  –  mama  miała  zawsze  mnóstwo  rzeczy  

do zrobienia. 

Nie wiedziałam jednak, co kazać robić lalce – tacie, więc mówiła ona tylko: 
-Dobrze, no to idę do pracy, a potem wrzucałam ją pod łóżko. 
Kiedy miałam dziewięć lat, któregoś ranka mój ojciec nie wstał z łóżka, by jak zwykle pójść do 

pracy.  Zabrano  go  do  szpitala,  gdzie  umarł  następnego  dnia.  Wówczas  poszłam  do  swojego  pokoju  i 
wyciągnęłam spod łóżka lalkę – tatę. Odkurzyłam ją i posadziłam na łóżku. 

Mój ojciec nigdy nic nie robił. Nie wyobrażałam sobie, że jego odejście sprawi mi tyle bólu. Do 

dzisiaj nie wiem, dlaczego. (Erma Bombeck) 
 

* * * 

 

Pewna kobieta  wyznała: „Minęło już kilka lat od śmierci mego ojca,  a do dzisiaj  mam  wyrzuty 

sumienia, że nigdy mu nie powiedziałam: »Tato, bardzo cię kocham«”. 
 
 

21.   NIESPODZIANKA 

 

Zawsze  miał  tradycyjne  poglądy  i  zasady,  wyrażał  opinię  tzw.  „milczącej  większości”,  

był  surowy  wobec  żony  i  dzieci,  należał  do  rasistowskiego  związku,  ponieważ  uważał,  
że  jest  lepiej,  by  „czarni  pozostali  u  siebie!”.  Wymagał  wiele  od  siebie,  a  jeszcze  więcej  od  innych.  Aż 
pewnego dnia umarł. 

Odważnie stanął u bram Raju i zapukał. 
Anioł  przyjął  go  uprzejmie  i  wprowadził  do  poczekalni.  Wystukał  na  klawiaturze  imię  

i nazwisko nowo przybyłego, przeczytał na ekranie odpowiedź i rzekł: 

-Przykro mi, lecz musi pan trochę wstąpić do Czyśćca! 
-To jakaś pomyłka – zaprotestował mężczyzna. –Zawsze byłem dla wszystkich przykładem! 
-Niestety, nic nie mogę zrobić – odparł anioł. 
-Chcę  rozmawiać  z  NIM!  –  wykrzyknął  człowiek,  kierując  się  ku  drzwiom  widniejącym  

za plecami anioła. 

-Może pan to zrobić – rzekł anioł. –Będzie pan miał niespodziankę... 
-Dlaczego? 
-Ponieważ ONA jest CZARNA – uśmiechnął się anioł. 

 

* * * 

 

Kiedy dotrzemy na „tamten świat”, przygotujmy się na niespodzianki. 

 
 
 
 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Ważna róża 

12 z 21 

22.   MAŁPY   I   ŚWIETLIK 

 

Stado  małp  żyło  w  dżungli  na  skraju  wioski.  Tym,  co  je  najbardziej  fascynowało,  

był  ogień.  Całymi  godzinami  przyglądały  się  czerwonym  płomieniom  tańczącym  wesoło  
w  chatach  oraz  skupiającym  się  wokół  nich  chłopom,  ogrzewających  się  z  błogim  zadowoleniem 
malującym się na ich twarzach. 

Pewnego  szczególnie  chłodnego  wieczoru  małpy  zobaczyły  świetlika  błyszczącego  wśród  liści 

krzewu.  Wkrótce  uwierzyły,  że  jest  to  cząsteczka  tej  cudownej  rzeczy  ogrzewającej  ludzi  
i  zabrały  go  ostrożnie  ze  sobą.  Przykryły  go  suchą  trawą  i  gałązkami,  wyciągnęły  przed  siebie  łapy  
i  naśladowały  ludzkie  zadowolenie,  wierząc,  że  się  ogrzeją.  Jedna  z  małp  zaczęła  nawet  dmuchać  na 
świetlika, tak jak to podpatrzyła u ludzi. 

Jakiś  ptak  o  złotych  skrzydłach  obserwował  to,  siedząc  na  gałęzi  drzewa.  Pełen  współczucia 

dla biednych małp sfrunął na dół i powiedział: 

-Przyjaciółki, mylicie się, to nie jest ogień, to tylko robaczek świętojański! 
Lecz zdenerwowane małpy przepędziły go precz i zaczęły dmuchać z tym większym zapałem. 
-Mylicie  się!  –  powtarzał  ptak  o  złotych  skrzydłach,  latając  wokół  małp,  które  siedziały  wokół 

stosiku liści i gałązek. –Poszukajcie sobie jakiegoś schronienia, bo inaczej zmarzniecie. 

Jedna  z  małp,  chyba  najbardziej  zirytowana,  schwyciła  ptaka  za  złote  skrzydła  i  zabiła  go. 

Potem znowu zabrały się do dmuchania. 

Nad ranem wszystkie były martwe – z zimna oczywiście. 

 

* * * 

 

„Chociaż  jednak  uczynił  on  przed  nimi  wielkie  znaki,  nie  uwierzyli  w  Niego,  aby  spełniło  się 

słowo  proroka  Izajasza,  który  rzekł:  »Panie,  któż  uwierzył  naszemu  głosowi?  A  ramię  Pańskie  komu 
zostało objawione?«. Dlatego nie mogli uwierzyć, ponieważ znów rzekł Izajasz: 
» Zaślepił ich oczy 
i twardymi uczynił serce, 
żeby nie widzieli oczami 
oraz nie poznawali sercem i nie nawrócili się, 
ażebym ich uzdrowił 
« ” (J 12,37-40) 
 

Dlatego tak wielu z nas umiera z zimna. 

 

23.   NIE   NA   SPRZEDAŻ 

 

Pewna młoda para weszła do największego sklepu z zabawkami w całym mieście. Mężczyzna i 

kobieta  długo  oglądali  kolorowe  zabawki  ułożone  na  półkach,  uczepionych  pod  sufitem,  radośnie 
rozłożone  na  krzesłach.  Były  tam  płaczące  i  śmiejące  się  lalki,  gry  elektroniczne,  małe  kuchenki,  w 
których można było upiec pizzę i ciasto. 

Klienci jednak nie potrafili się zdecydować i poprosili o radę uprzejmą sprzedawczynię. 
-Widzi  pani  –  rzekła  kobieta.  –Mamy  małą  córeczkę,  lecz  bardzo  często  przebywamy  

poza domem, zarówno w dzień, jak i wieczorem. 

-Zauważyliśmy, że dziewczynka rzadko się uśmiecha. – dodał mężczyzna. 
-Chcielibyśmy  kupić  coś,  co  uczyniłoby  ją  szczęśliwą  –  podjęła  kobieta.  –Nawet  wtedy,  

gdy nie ma nas w domu... Coś, co sprawiałoby jej radość, kiedy jest sama. 

-Przykro mi – uśmiechnęła się grzecznie sprzedawczyni – ale my nie sprzedajemy rodziców... 

 

* * * 

 

Wraz z poczęciem dziecka zaciągamy wobec niego dług większy, niż to jesteśmy sobie w stanie 

wyobrazić. Wszystkie maluchy przychodzą do nas z biletem wstępu do życia i mówią nam: 

-Przywołałeś mnie tutaj, jestem więc. Co mi dasz? 
W większości tak rozpoczyna się każde zadanie wychowawcze. 
Pewien nastolatek napisał na ten temat wiersz: 

 

Pragnąłem mleka 
A dostałem butelkę ze smoczkiem, 
Pragnąłem rodziców 
A dostałem zabawkę, 
Pragnąłem rozmowy 
A dostałem telewizor, 
Pragnąłem się uczyć 
A dostawałem świadectwa szkolne, 
Pragnąłem myśleć 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Ważna róża 

13 z 21 

A dostałem wiedzieć, 
Pragnąłem być wolny 
A dostałem dyscyplinę, 
Pragnąłem miłości 
A dostałem normalność, 
Pragnąłem zawodu 
A dostałem posadę, 
Pragnąłem szczęścia 
A dostałem pieniądze, 
Pragnąłem wolności 
A dostałem samochód, 
Pragnąłem sensu 
A dostałem karierę, 
Pragnąłem nadziei 
A dostałem strach, 
Pragnąłem zmieniać świat, 
A dostałem litość, 
Pragnąłem żyć... 

 

24.   ŚMIERĆ   PARAFII 

 

Na  murach  pewnego  miasta  i  w  gazetach  lokalnych  ukazał  się  dziwny  nekrolog:  

„Z głębokim bólem zawiadamiamy o śmierci parafii świętej Eufrozyny. Uroczystości pogrzebowe odbędą 
się w niedzielę o godzinie jedenastej”. 

W  niedzielę  kościół  pod  wezwaniem  świętej  Eufrozyny  był  naturalnie  zatłoczony  jak  nigdy 

dotąd.  Nie  było  ani  jednego  miejsca,  nawet  stojącego.  Przed  ołtarzem  stał  katafalk,  
na którym ustawiona była trumna z ciemnego drewna. 

Proboszcz wygłosił krótkie kazanie: 
-Nie 

wierzę, 

by 

nasza 

parafia 

mogła 

ożyć 

zmartwychwstać, 

lecz 

chwili,  

gdy  zgromadziliśmy  się  tutaj  prawie  wszyscy,  chciałbym  podjąć  ostatnią  próbę.  Proszę  was,  byście 
wszyscy kolejno przeszli przed trumną, aby po raz ostatni spojrzeć na nieboszczkę. Przechodźcie jeden 
za  drugim,  powoli,  a  gdy  już  ujrzycie  zmarłą,  wychodźcie  drzwiami  zakrystii.  Później,  
kto będzie chciał, może wrócić na Mszę św. głównym wejściem. 

Proboszcz  otworzył  trumnę.  Wszyscy  zastanawiali  się:  „Kto  tam  w  środku  może  leżeć?  

Czy naprawdę jest tam zmarły?” 

Zaczęli powoli przechodzić. Każdy zatrzymywał się przed trumną i spoglądał do jej wnętrza, a 

potem wychodził z kościoła. wychodzący milczeli, byli nieco zmieszani. 

Wszyscy  bowiem,  którzy  zapragnęli  zobaczyć  zwłoki  parafii  świętej  Eufrozyny  i  zajrzeli  

do wnętrza trumny, zobaczyli w lustrze umieszczonym na jej dnie własne odbicie. 
 

* * * 

 

„Wy  również  niby  żywe  kamienie,  jesteście  budowani  jako  duchowa  świątynia,  by  stanowić 

święte  kapłaństwo,  dla  składania  duchowych  ofiar,  przyjemnych  Bogu  przez  Jezusa  Chrystusa”  
(1 P 2,5). 

Jeśli kurz w salach pokrywa grubą warstwą sale twojej parafii, jest on również w twej duszy. 

 

25.   MAŁYMI   KROKAMI 

 

Pewien  młody  student,  który  gorąco  pragnął  poświęcić  się  służbie  ludzkości,  przyszedł  

do św. Franciszka Salezego i zapytał: 

-Co powinienem zrobić, by na świecie zapanował pokój? 
Święty odpowiedział z uśmiechem: 
-Nie trzaskaj tak mocno drzwiami... 

 

* * * 

 

Zwykle  małe,  nieważne  sprzeczki  przeradzają  się  w  ogromne  spory.  Wiele  rozwodów  

zaczyna  się  od  pozostawionych  pod  łóżkiem  kapci  i  rozrzuconych  po  kątach  skarpetek.  Lecz  także  
i na wielką miłość składają się drobne, błahe z pozoru sprawy. 
 
 
 
 
 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Ważna róża 

14 z 21 

26.   TRZY   ŻABY 

 

Trzy  ciekawskie  żaby  wyszły  pewnego  dnia  ze  stawu,  w  którym  zawsze  mieszkały  

i wybrały się na podbój świata. W pobliżu znajdowało się okazałe gospodarstwo rolne. Żaby rozpoczęły 
swoje odkrywanie świata od ogrodzonego podwórza gospodarstwa. Lecz natychmiast dostrzegły je dwie 
gęsi, 

które, 

zadowolone 

możliwości 

odmiany 

jadłospisu, 

poczuły 

ślinkę  

w dziobach i sycząc rzuciły się w stronę żab. 

Jednak  trzy  żaby  były  zręczne  i  dzielne  –  udało  im  się  uciec.  Właśnie  w  tej  chwili  gospodarz 

postawił  przed  drzwiami  obory  wiadro  mleka.  Dwa  wspaniałe  susy  i  żaby  znalazły  się  w  wiadrze. 
Początkowo  pływanie  w  mleku  niesłychanie  im  się  spodobało,  lecz  wkrótce  zaczęły  się  martwić. 
Musiały jak najprędzej stąd wyjść! Zdenerwowany gospodarz mógł się z pewnością okazać groźniejszy 
niż gęsi... 

Próbowały wiele razy, lecz na próżno – metalowe ścianki wiadra były gładkie i śliskie. 
Pierwsza żaba była fatalistką. Po kilku nieudanych próbach rzekła: 
-Nigdy się stąd nie wydostaniemy. To już koniec. – poddała się i utopiła. 
Druga  żaba  przedstawiała  typ  intelektualistki  i  miała  ogromną  teoretyczną  wiedzę  

na temat cieczy, skoków i obowiązujących praw fizycznych. Błyskawicznie dokonała wszelkich obliczeń 
dotyczących odległości od krawędzi wiadra, jego średnicy, koniecznej siły skoku, paraboli, masy ciała, 
siły  przyciągania  ziemskiego,  przyspieszenia.  Znalazła  rozwiązanie  i  wyskoczyła  bardzo  energicznie. 
Lecz... 

swoich 

obliczeniach 

nie 

wzięła 

pod 

uwagę 

uchwytu 

wiadra. 

Uderzyła 

się  

w głowę, straciła przytomność i skończyła marnie na dnie wiadra. 

Trzecia  żaba  nawet  na  chwilę  nie  przestała  pływać  i  ze  wszystkich  swych  sił  starała  się  

nie poddawać. Pod wpływem jej energicznych ruchów mleko zamieniło się w masło, śliskie wprawdzie, 
lecz dosyć twarde i żabie łatwo udało się wyskoczyć na zewnątrz. 
 

* * * 

 

Afrykańskie przysłowie mówi: 

„Każdego ranka w Afryce budzi się lew. 
Wie, że musi biec szybciej niż gazela, 
aby ją złapać i zabić, albo też zdechnie z głodu. 
Każdego ranka w Afryce budzi się gazela. 
Wie, że musi biec szybciej niż lew albo też postrada życie. 
Każdego ranka, kiedy się budzisz, 
nie zastanawiaj się, czy jesteś lwem, czy gazelą, 
lecz zaczynaj biec”. 

Nigdy  nie  trać  nadziei,  bez  względu  na  sytuację,  w  jakiej  się  znalazłeś.  Nie  poddawaj  się,  

lecz spróbuj znaleźć jakieś wyjście. 
 

27.    UCIEKINIER 

 

Pewnego dnia młody chłopiec uciekający przed okrutnym wrogiem przybył do wsi. Mieszkańcy 

przyjęli 

go 

uprzejmie 

ofiarowali 

mu 

pewną 

kryjówkę. 

Następnego 

dnia  

do wioski przyjechali poszukujący chłopca żołnierze. Siłą wdzierali się do domów, przetrząsali piwnice i 
strychy, a potem zgromadzili na placu wszystkich mieszkańców wioski. 

-Puścimy  z  ogniem  całą  wieś  i  rozstrzelamy  wszystkich  mężczyzn,  jeżeli  do  świtu  

nie wydacie na tego człowieka – zagroził dowódca. 

Wójt  wioski,  szarpany  wątpliwościami,  czy  ma  wydać  chłopca  żołnierzom,  czy  też  narazić  

na  śmierć  swoich  ludzi,  zamknął  się  w  pokoju  i  wziął  Biblię,  z  nadzieją,  że  do  świtu  znajdzie  tam 
odpowiedź.  Po  wielu  godzinach,  już  nad  ranem,  jego  wzrok  padł  na  słowa:  „Lepiej,  by  zginął  jeden 
człowiek  niż  miał  być  zgładzony  cały  naród”.  Zamknął  Pismo  święte,  zawołał  żołnierzy  i  wskazał 
żołnierzy i wskazał im miejsce, w którym ukrywał się chłopiec. 

Kiedy żołnierze zabrali zbiega, aby go zabić, cała wieś świętowała, ponieważ wójt uratował im 

życie  i  ocalił  wioskę.  Lecz  on  sam  nie  przyłączył  się  do  uroczystości.  Smutny  i  dręczony  wyrzutami 
sumienia pozostał w domu. Nocą przyszedł do niego anioł i zapytał: 

-Cóżeś uczynił? 
Odparł na to: 
-Wydałem wrogowi uciekiniera. 
Anioł wtedy powiedział: 
-Ale wiesz, że wydałeś Mesjasza? 
-Skąd miałem o tym wiedzieć? – wyszeptał przerażony wójt. 
-Gdybyś  zamiast  czytać  Biblię,  poszedł  choć  raz  zobaczyć  tego  chłopca  i  spojrzał  mu  

w oczy, wiedziałbyś o tym od razu. 
 

* * * 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Ważna róża 

15 z 21 

 
Szary  poranek  w  pewnym  mieście  na  północy.  Autobus  przepełniony  studentami  i  ludźmi 
dojeżdżającymi do pracy. Pasażerowie siedzą jeden obok drugiego, opatuleni w ciężkie zimowe ubrania, 
zasypiając w monotonnym szumie silnika i cieple płynącym z grzejników. Nikt nie rozmawia. Widują się 
codziennie, lecz każdy woli schować się za swoją gazetą. 

Nagle daje się słyszeć donośny głos: 
-Uwaga! Uwaga! 
Głowy unoszą się znad szeleszczących gazet. 
-Mówi do was wasz kierowca. 
Cisza. Wszyscy spoglądają na plecy szofera. Jego głos brzmi pewnie i autorytatywnie: 
-Hej wy, odłóżcie te gazety! 
Gazety posłusznie obniżają się centymetr po centymetrze. 
-Teraz odwróćcie się i popatrzcie na osobę siedzącą obok was.  
Niespodziewanie wszyscy usłuchali. Ktoś uśmiechnął się nawet. 
-A teraz powtarzajcie za mną – ciągnął kierowca. –Dzień dobry, sąsiedzie! 
Początkowo głosy są nieśmiałe, trochę zdziwione, lecz potem bariery pękają. Niektórzy ściskają 

sobie dłonie. Studenci obejmują się. Cały autobus rozbrzmiewa gwarem rozmów. 

 
Dzień dobry, sąsiedzie. 

 

28.   W   DOBREJ   WIERZE 

 

W  samym  środku  Puszczy,  dawno,  dawno  temu,  żyła  sobie  ekscentryczna  rodzina 

drapieżnych,  mięsożernych  roślin.  W  miarę  upływu  czasu,  a  zwłaszcza  pod  wpływem  nieustannych 
szeptów  i  szemrania,  które  dobry  Zefirek  znosił  im  ze  wszystkich  okolic,  zaczynała  zdawać  sobie 
sprawę z dziwaczności swoich obyczajów. 

Wrażliwe  na  krytykę  rośliny  stopniowo  zaczęły  odczuwać  odrazę  do  mięsa,  aż  wreszcie 

wyrzekły się go całkowicie. Doszło do tego, że odczuwały mdłości na sam jego widok. 

Zdecydowały się zostać wegetarianami. 
Począwszy od tego dnia zjadały się nawzajem i żyły sobie spokojnie, ponieważ wszyscy dookoła 

mówili jedynie o ich przykładnym zachowaniu. 
 

* * * 

 

„Biada  wam,  uczeni  w  Piśmie  i  faryzeusze,  obłudnicy!  Bo  podobni  jesteście  do  grobów 

pobielanych,  które  z  zewnątrz  wyglądają  pięknie,  lecz  wewnątrz  pełne  są  kości  trupich  i  wszelkiego 
plugastwa.  Tak  i  wy  z  zewnątrz  wydajecie  się  ludziom  sprawiedliwi,  lecz  wewnątrz  pełni  jesteście 
obłudy i nieprawości” (Mt 23,27-28). 

Kto za wszelką cenę chce zachować twarz, zwykle, wraz z prawdą, zabija wszelkie możliwości 

pojednania. 
 

29.   KOŃ   DZIKI   I   KOŃ   UDOMOWIONY 

 

Dziki  koń  spotkał  pewnego  dnia  konia  udomowionego  i  zaczął  mu  robić  wymówki  

z  powodu  jego  niewoli.  Oswojone  zwierzę  wcale  się  tym  nie  przejęło  i  niezmiennie  powtarzało,  
iż jest wolne jak wiatr. 

-W takim razie powiedz mi, do czego jest to urządzenie, które masz w pysku? 
-To kajdany – brzmiała odpowiedź. –Jeden z najlepszych środków wzmacniających. 
-No tak, lecz co znaczą te lejce, do których jesteś przywiązany? 
-Lejce  podtrzymują  kajdany,  aby  mi  nie  wypadły  z  pyska,  kiedy  jestem  zbyt  leniwy,  

żeby je właściwie nosić. 

-A co powiesz na temat siodła? 
-Zaoszczędza mi wiele fatygi: kiedy jestem zmęczony, wsiadam na nie i jadę konno. 

 

* * * 

 

Nie  ma  nikogo  gorszego  niż  niewolnik  całujący  własne  okowy  czy  tez  człowiek  wybaczający 

sobie własne złe przyzwyczajenia, których jest więźniem. Nie jest wolny ten, kto nie jest panem samego 
siebie! 
 
 
 
 
 
 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Ważna róża 

16 z 21 

30.   ASTRONOM 

 

Pewnego  dnia  mój  przyjaciel  wskazał  mi  ślepca,  który  –  jak  zwykle  –  siedział  w  cieniu 

świątyni. 

-Wiesz, to najmądrzejszy człowiek w naszym kraju – powiedział. 
Podeszliśmy  do  niewidomego  i  przywitaliśmy  się  z  nim.  Trochę  porozmawialiśmy,  

a po krótkiej chwili zapytałem: 

-Proszę wybaczyć mi moje pytanie, ale od kiedy jesteś niewidomy? 
-Od urodzenia – odrzekł. 
-A którą drogę wiedzy przebyłeś? – zapytałem. 
-Jestem astronomem – odpowiedział. 
I kładąc sobie rękę na piersi, dodał: 
-Obserwuję te wszystkie słońca, księżyce i gwiazdy. (Gibran) 

 

* * * 

 

Kobieta umierająca na raka postanowiła poświęcić swoje ostatnie dni na poznanie samej siebie. 

 

Zapisała  w  swoim  dzienniczku:  „Zaczęłam  zastanawiać  się  uważnie  nad  myślami,  

które  mnie  pochłaniają,  nad  przedmiotami,  które  wybieram,  nad  rzeczami,  które  są  mi  drogie,  
nad książkami, które czytam, nad ludźmi, których kocham. Zrozumiałam wówczas, że są moim odbiciem 
i  kiedyś  będą  o  mnie  mówić.  I  tak  oto  poznałam  fantastyczną  osobę,  siebie  samą.  Tym,  co  najpełniej 
dotarło  do  mojej  świadomości,  kiedy  się  już  dowiedziałam,  że  muszę  pozostawić  wszystko,  był  fakt,  
iż  jedyną  rzeczą,  jaką  rzeczywiście  posiadam,  jestem  ja  sama  i  to,  kim  jestem.  Umieram  na  raka,  
lecz nigdy dotąd nie byłam tak żywa i tak pełna szczęścia. 
 

31.   WIEDZIAŁEŚ   O   TYM  ! 

 

W  jednym  z  indiańskich  plemion  istniał  zwyczaj,  wedle  którego  młodych  chłopców  uznawano 

za ludzi dorosłych wówczas, gdy spędzili pewien czas w całkowitej samotności. Przez ten okres musieli 
udowodnić sobie samym i całej wspólnocie plemiennej, że mogą być już wojownikami. 

W  czasie  takiej  próby  jeden  z  młodych  ludzi  zawędrował  do  przepięknej  doliny,  

w której zieleniły się drzewa i kwitły wspaniałe kwiaty. Spoglądając na otaczające dolinę góry, zauważył 
szczyt pokryty olśniewająco białym śniegiem. „Poddam się próbie, zmierzając się z tą górą”, pomyślał. 
Włożył koszulę ze skóry bizona, na ramiona zarzucił koc i rozpoczął wspinaczkę. 

Dotarłszy po wielu trudach na szczyt, ujrzał bezkresne obszary ścielące się pod jego stopami. 

Wzrok chłopca wędrował swobodnie po tych krajobrazach, a serce przepełniała duma. Nagle usłyszał 
szmer,  spojrzał  w  tym  kierunku  i  zobaczył  węża.  Zanim  zdołał  uczynić  jakikolwiek  ruch,  wąż 
przemówił: 

-Umieram. Tutaj jest mi za zimno i nie mam nic do jedzenia. Schowaj mnie pod swoją koszulę i 

znieś w dolinę. 

-Nie  –  odparł  młodzieniec.  –Znam  takich  jak  ty.  Jesteś  grzechotnikiem.  Jeśli  cię  podniosę, 

ukąsisz mnie śmiertelnie. 

-Na  pewno  nie.  W  stosunku  do  ciebie  nie  będę  taki.  Jeśli  mnie  uratujesz,  nie  wyrządzę  ci 

żadnej krzywdy. 

Młody  człowiek  nadal  odmawiał,  lecz  wąż  miał  wielką  siłę  przekonywania.  Wreszcie 

młodzieniec włożył go pod koszulę i zabrał ze sobą. Kiedy zeszli do doliny, wyjął go i ostrożnie ułożył na 
ziemi. Nagle wąż zwinął się, wysunął do przodu i ukąsił chłopca w nogę. 

-Przecież mi obiecałeś... – zawołał młody człowiek. 
-Wiedziałeś, co ryzykujesz, biorąc mnie ze sobą – odparł wąż, odpełzając w dal. 

 

* * * 

 

Tę  historię  dedykujemy  wszystkim,  którzy  są  zbyt  słabi,  by  nie  ulegać  rozmaitym  pokusom 

takim  jak:  narkotyki,  alkohol,  czy  nadmierna  prędkość  na  drodze.  „Wiedziałeś,  co  ryzykujesz,  biorąc 
mnie ze sobą”. Inaczej mówiąc: „Każdy mądry po szkodzie”. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Ważna róża 

17 z 21 

32.   DWAJ   WĘDROWCY 

 

Dwaj  wędrowcy  podążali  trudną  do  przebycia  górską  drogą;  chłostał  ich  lodowaty  wiatr. 

Zaczynała  się  burza  śnieżna.  Wśród  skał  pogwizdywały  smagane  wichurą  odłamki  lodu.  Mężczyźni  
z  trudem  posuwali  się  naprzód.  Dobrze  wiedzieli,  że  jeśli  na  czas  nie  dotrą  do  schroniska,  zginą  
w śnieżnej zadymce. 

Gdy  tak  wędrowali  zmęczeni;  oślepiani  przez  sypiący  gęsto  śnieg,  nad  samym  skrajem 

przepaści  usłyszeli  jęk.  Jakiś  człowiek  wpadł  pewnie  do  głębokiego  wąwozu  i  nie  mogąc  się  stamtąd 
wydostać, wzywał teraz pomocy. 

Jeden z wędrowców stwierdził: 
-To  przeznaczenie.  Ten  człowiek  jest  skazany  na  śmierć.  Przyspieszmy  lepiej  kroku,  

byśmy sami tu nie zginęli. 

I podążył naprzód skulony, aby łatwiej mu było iść. 
Natomiast  drugi  ulitował  się  nad  nieszczęśnikiem  i  zaczął  schodzić  krętymi  ścieżkami.  

Po jakimś czasie znalazł rannego mężczyznę, ułożył go sobie na ramionach i z trudem rozpoczął dalszą 
wędrówkę. 

Powoli  zapadał  zmrok.  Widoczność  była  coraz  gorsza.  Wędrowiec  dźwigający  rannego  

był spocony, słaniał się na nogach i już całkiem opadał z sił, gdy w oddali ujrzał światła schroniska. To 
dodały  mu  otuchy  i  pocieszając,  jak  umiał,  dźwiganego  rannego,  ruszył  do  celu.  Nagle  
potknął się o coś, co leżało w poprzek drogi. Spojrzał w dół i z trudem zapanował nad ogarniającym go 
przerażeniem: u jego stóp spoczywało ciało niedawnego towarzysza podróży. Zabił go mróz. 

On  sam  uniknął  tego  losu,  ponieważ  utrudził  się  bardzo,  dźwigając  na  ramionach  rannego, 

którego  wydostał  z  wąwozu.  Ciało  uratowanego  oraz  ogromny  wysiłek  przyczyniły  się  
do zachowania odpowiedniej ilości ciepła, co go ocaliło. 
 

* * * 

 

Monika  była  dziś  w  zły  humorze.  Nic  jej  się  nie  układało  tak  jak  powinno,  wszystko  ją 

denerwowało. Zbyt wiele zadano do domu, zbyt wiele było klasówek, zbyt wiele wszystkiego! A jeszcze 
matka powtarzała to samo codzienne kazanie z tysiącem argumentów, wyjaśnień i  poleceń. 

Zasępiła się. Potem spojrzała matce prosto w oczy i głośno powiedziała: 
-Mamo, męczą mnie twoje kazania, mam ich dosyć. Dlaczego zamiast tyle mówić, nie obejmiesz 

mnie i nie przytulisz do siebie? Żadne rady nigdy nie przyniosą mi tyle korzyści i szczęścia! 

Matka  zaniemówiła.  Oczy  córki  wprost  błagały  o  przytulenie  jej.  Starając  się  powstrzymać 

nadpływające łzy, niewyraźnie powiedziała: 

-Chcesz... chcesz, żebym cię objęła? Wiesz, że ja też... ja też mam na to wielką ochotę? 
Chwyciła  córkę  w  otwarte  szeroko  ramiona  i  przytuliła  ją  do  siebie,  jakby  była  nadal  małą 

dziewczynką. 

Każdy  bez  względu  na  wiek  (nawet  osiemdziesięciolatek),  potrzebuje  pociechy,  jaką  daje 

przytulenie się do bliskiej osoby, poczucie jej obecności, jednoznaczne wyrażenie miłości. Często stajemy 
się  zbyt  powściągliwi,  zbyt  nieśmiali  w  okazywaniu  naszych  prawdziwych  uczuć.  Ukrywamy  je  
pod maską chłodu i surowości, z obawy, że ujawnimy ukochanym osobom własną bezbronność. 

A przecież jedynie ludzkie ciepło może nas uchronić przed wielkim chłodem naszej epoki. 

 

33.   WIĘZIEŃ   I   MRÓWKA 

 

Pewien  człowiek  został  skazany  na  dwadzieścia  lat  więzienia.  Jego  podstawowym  problemem 

było  naturalnie  zabicie  czasu.  Po  kilku  miesiącach  odkrył,  że  pod  odstającym  od  ściany  celi  tynkiem 
mieszkają mrówki. Jedna z nich wydała mu się szczególnie uzdolniona i postanowił ją wytresować. 

Potrzeba mu było wiele, wiele cierpliwości, lecz po pięciu latach mrówka słuchała jego poleceń, 

potrafiła  tańczyć  na  naciągniętym  włosie  i  robiła  podwójne  salto.  Gdy  minęło  pięć  kolejnych  lat 
cudowna 

(i 

długowieczna) 

mróweczka 

śpiewała 

wszystkie 

piosenki 

festiwalu  

w San Remo. Po następnych pięciu latach mrówka doskonale rozmawiała w czterech językach. 

Właśnie  uczyła  się  piątego,  gdy  mężczyzna  został  zwolniony  z  więzienia.  Oczywiście  zabrał  ze 

sobą cenną mrówkę, w nadziei, że dzięki pokazywaniu jej w telewizji zarobi mnóstwo pieniędzy. 

Po  wyjściu  z  więzienia  udał  się  prosto  do  baru,  gdzie,  sporo  wypiwszy,  nie  potrafił  

oprzeć  się  pokusie  pokazania  swej  wspaniałej  mrówki.  Ułożył  ją  więc  na  kontuarze  i  przywołał 
barmana. 

-Proszę spojrzeć na tę mrówkę! 
Barman natychmiast rozgniótł mrówkę, mówiąc: 
-Bardzo pana przepraszam. 

 

* * * 

 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Ważna róża 

18 z 21 

Rodzice  i  wychowawcy  poświęcają  wiele  lat  trudów  i  zapału,  aby  „wykierować  swe  dzieci  

na  ludzi”.  A  potem  często  wystarcza  jedna  chwila  i  lata  wysiłków  idą  na  marne.  Trzeba  uważać,  
bo zwykle za rogiem czeka ów nieszczęsny barman. Dlatego lepiej tresować słonie niż mrówki. 
 

34.   TROCHĘ   SREBRA 

 

-Rabbi, co sądzisz na temat pieniędzy? – spytał młodzieniec swego nauczyciela. 
-Wyjrzyj przez okno – rzekł mistrz. –I powiedz mi, co widzisz. 
-Widzę kobietę z dzieckiem, wóz ciągnięty przez parę koni i wieśniaka idącego przez targ. 
-Dobrze. A teraz popatrz w lustro. Co widzisz? 
-Co chcesz, żebym widział, Rabbi? Siebie samego, to oczywiste. 
-A  teraz  zastanów  się:  szyba  jest  zrobiona  ze  szkła  i  lustro  także  jest  zrobione  ze  szkła. 
Wystarczy cieniutka warstwa srebra na szkle i człowiek dostrzega jedynie siebie samego. 

 

* * * 

 

Otaczają  nas  osoby,  które  swoje  okna  zamieniły  na  lustra.  Wierzą,  że  patrzą  „na  zewnątrz”,  

a w rzeczywistości podziwiają same siebie. Nie pozwól, by okno twego serca stało się lustrem. 
 

35.   JASKINIA 

 

Pewien  Beduin  ścigany  przez  okrutnych  wrogów  uciekł  tam,  gdzie  pustynia  była  zupełnie 

dzika,  a  dookoła  widać  było  jedynie  nagie  skały.  Biegł  tak  długo,  aż  całkowicie  ucichł  tętent  koni, 
których dosiadali jego prześladowcy. 

Dopiero  wtedy  rozejrzał  się  wokół  siebie.  Znajdował  się  w  przerażającym  wąwozie,  

nad  którym  zwisały  granitowe  pojedyncze  skałki  i  skąd  widać  było  szczyty  zbudowane  z  ciemnego 
bazaltu. Z ogromnym zdziwieniem dojrzał ścieżkę biegnącą w poprzek wąwozu. 

Szedł  nią  przez  jakiś  czas,  aż  znalazł  się  przed  wejściem  do  potężnej,  ciemnej  jaskini. 

Niepewnym krokiem wszedł do jej wnętrza. 

-Chodź dalej, bracie – zachęcił go przyjemny głos. 
W półmroku Beduin dostrzegł modlącego się pustelnika. 
-Mieszkasz tutaj? – zapytał. 
-Oczywiście. 
-Ale jak udaje ci się przetrwać w tej jaskini; jesteś tutaj sam, ubogi, z dala od wszystkich. 
Pustelnik uśmiechnął się. 
-Nie jestem ubogi. Posiadam wielkie skarby. 
-Gdzie? 
-Spójrz tutaj.  
Pustelnik wskazał małą szczelinę w jednej ze ścian jaskini i spytał: 
-Co widzisz? 
-Nic. 
-Na pewno nic? – nalegał pustelnik. 
-Jedynie skrawek nieba. 
-Skrawek nieba: czy nie uważasz, że to wspaniały skarb? 

 

* * * 

 

Czytałem  kiedyś  opowiadanie  o  człowieku,  którego  więzili  naziści.  W  listach  do  rodziny  pisał,  

że  jest  bardzo  zadowolony.  Powodem  jego  dobrego  samopoczucia  był  fakt,  że  przeniesiono  go  z  jednej 
celi,  w  której  były  tylko  cztery  ściany,  do  innej,  z  której  mógł  obserwować  rano  błękitne  niebo,  a  nocą  
– cudowne gwiazdy. 

My mamy całe sklepienie niebieskie, a oglądamy telewizję. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Ważna róża 

19 z 21 

36.   KOŃ   ALEKSANDRA   WIELKIEGO 

 

Kiedy Aleksander Wielki skończył dwadzieścia lat, jego ojciec, król Filip, podarował mu konia, 

którego nikomu nie udało się poskromić. Bucefał był przepięknym zwierzęciem, lecz wszyscy twierdzili, 
że jest dziki i ma dziwny charakter. Aleksander za wszelką cenę chciał go ujarzmić. 

-Synu, jest tyle koni, dlaczego nie znajdziesz sobie jakiegoś innego? – powtarzał mu król Filip. 
Ale Aleksander chciał obłaskawić właśnie Bucefała. Próbował tego już od trzech miesięcy, lecz 

mimo  ogromnej  cierpliwości,  pieszczot  i  słów  wypowiadanych  jak  do  bliskiego  przyjaciela,  nawet  na 
chwilę nie udało mu się go dosiąść. 

Ci, którzy próbowali tego przed nim, powtarzali: 
-Daj spokój, Aleksandrze, wypuść go lepiej do lasu, zanim wyrządzi ci jakąś krzywdę! 
Pewnego  dnia,  obserwując  swego  nieposkromionego  przyjaciela,  Aleksander  zauważył,  

że koń trzyma łeb schylony mocno do dołu, niemal chowając go między przednimi nogami. 

A działo się to w piękne, słoneczne popołudnie. 
Aleksander  zastanawiał  się  przez  chwilę;  przypomniał  sobie,  że  Bucefał  niemal  zawsze 

zachowywał  się  tak  samo  w  słoneczne  dni,  a  nigdy  wieczorem.  Ponadto  w  pochmurne  dni  próby 
obłaskawienia konia były zazwyczaj łatwiejsze. Nagle przyszło mu na myśl: 

-On chyba boi się słońca. 
Któregoś  dnia,  gdy  na  niebie  świeciło  wspaniałe  słońce,  Aleksander  znienacka  wskoczył  

na Bucefała, energicznie chwycił go za łeb i ze wszystkich sił uniósł go ku górze. Po raz pierwszy oczy 
konia  patrzyły  prosto  w  słońce.  Aleksander  dostrzegł,  że  nie  błyszczały  już,  lecz  stawały  się  coraz 
bardziej łagodne. Wydawało mu się nawet, że wyrażają coś w rodzaju uśmiechu. 

Kiedy  zwolnił  uzdę,  głowa  konia  była  nadal  uniesiona,  dumna  i  spokojna.  Aleksander  wydał 

okrzyk  radości,  ucałował  konia,  znowu  wskoczył  na  grzbiet  i  pogalopował  w  stronę  macedońskiej 
równiny. 

Bucefał pokonał obawę spoglądania w słońce. Przestał się także bać ludzi. 

 

* * * 

 

„A  był  w  synagodze  człowiek,  który  miał  w  sobie  ducha  nieczystego.  Zaczął  on  krzyczeć  

w niebogłosy: »Och, czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić?«  (Łk 4,33-34). 

To krzyk zniszczonej religii, religii diabłów i ateistów: Bóg wzbudza strach. 
Ileż jest ludzi, których Bóg przeraża! Ludzi niechętnie zbliżających się do Niego, rozmawiających 

z Nim  w pośpiechu, nie patrzących mu prosto  w  twarz. Kiedy  tylko nadarza się sposobność, odchodzą 
od Niego z westchnieniem ulgi, ponieważ przy Nim czują się nieswojo. 

A iluż chce znaleźć się jak najdalej od Boga, który jest miłością doskonałą... 

 

37.   WYMIANA 

 

Pewna pięcioletnia dziewczynka nie dawała spokoju swemu ojcu, zamęczając go pytaniami, co 

jej kupi, kiedy pojedzie do miasta. W końcu ojciec stracił cierpliwość. 

-Kup mi to, kup mi tamto! – wybuchnął gniewem. 
-Myślisz tylko o tym, co ci dają rodzice. Chciałbym wiedzieć, co ty nam dajesz! 
-Miłość – rzekła z prostotą córka. 
Odpowiedź dziewczynki odebrała mu mowę. 

 

* * * 

 

Umierający miliarder rzekł do swoich spadkobierców: 
-Dzieci moje, teraz już odchodzę i zostawiam... 
-Ile? – zapytali wszyscy chórem. 

 

Człowiek  prawdziwie  bogaty  to  ten,  któremu  własne  dzieci  rzucają  się  w  ramiona,  kiedy  ma 

puste ręce. 

A czego ty poszukujesz? 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Ważna róża 

20 z 21 

38.   KOTKA 

 

Była  sobie  raz  kotka  do  szaleństwa  zakochana  w  pewnym  młodzieńcu.  Jej  miłość  była  

tak  wielka,  że  poprosiła  wróżkę,  aby  zamieniła  ją  w  piękną  kobietę,  zdolną  oczarować  młodego 
człowieka. 

Wróżka  spełniła  jej  życzenie  –  kotka  stała  się  przepiękną  panną.  Zawarła  znajomość  

z młodzieńcem, pokochali się i wkrótce rozpoczęli przygotowania do ślubu. 

Nadszedł  dzień  wesela,  które  było  bardzo  huczne,  z  tańcami  i  eleganckim  przyjęciem  

we wspaniale oświetlonym ogrodzie. 

Wszystko  układało  się  dobrze.  Nagle  panna  młoda  zobaczyła  uciekającą mysz  i rzuciła  się  za 

nią w pogoń. 
 

* * * 

 

Nasze  społeczeństwo  pochwala  kłamstwo  i  sprzyja  mu.  Zbyt  mocno  wierzymy  różnym 

reklamom.  Cały  czas  mówimy:  „Jak  miło  cię  zobaczyć!  ...  Musimy  się  koniecznie  spotkać...  
Jakie wspaniałe ubranie!” osobom, których nienawidzimy; których wolelibyśmy unikać i które uważamy 
za okropnie ubrane. 

Mamy  maski  na  każdą  okazję.  Jedną  dla  przyjaciół,  drugą  dla  szefa,  inną  dla  męża  

czy  żony,  jeszcze  inną  dla  sąsiadów,  kolejną  dla  Boga...  Lecz  zawsze  kiedyś  nadchodzi  chwila,  która 
stanowi kres wszystkich komedii. 

„Strzeżcie  się  kwasu,  to  znaczy  obłudy  faryzeuszów.  Nie  ma  bowiem  nic  ukrytego,  

co  by  nie  wyszło  na  jaw,  ani  nic  tajemnego,  co  by  się  nie  stało  wiadome.  Dlatego  wszystko,  
co powiedzieliście w mroku, w świetle będzie słyszane, a coście z izbie szeptali do ucha, głosić będą na 
dachach” (Łk 12,1-3). 
 
 

39.   ZŁUDZENIE 

 

Pewien  człowiek  zabłądził  na  pustyni.  Wyczerpał  już  wszystkie  zapasy  jedzenia  i  wody,  

i z trudem brnął po rozpalonym piasku. Nagle ujrzał przed sobą zielone palmy i usłyszał szmer wody. 

Jeszcze bardziej przygnębiony, pomyślał: 
-To złudzenie. Moja fantazja sprawia, że widzę najskrytsze pragnienia mojej podświadomości. 

W rzeczywistości nie ma tu absolutnie nic. 

Zrozpaczony, jęcząc i majacząc, upadł na piasek. 
Wkrótce martwego biedaka odnaleźli dwaj Beduini. 
-Czy  coś  z  tego  rozumiesz?  –  spytał  pierwszy.  –Tak  blisko  oazy,  o  dwa  kroki  od  wody,  

z daktylami wpadającymi prosto do ust! Jak to możliwe? 

Potrząsając w zadumaniu głową, drugi stwierdził: 
-To był nowoczesny człowiek. 

 

* * * 

 

Świat jest pełen potężnych i  tajemniczych świateł, a człowiek chowa je pod swoją małą dłonią. 
Wielbiciele  naszej  epoki  technologii  są  skłonni  uważać  za  realne  jedynie  to,  co  można  poddać 

racjonalnej  klasyfikacji.  Chętnie  wierzą,  że  ze  swoim  naukowym  sposobem  myślenia  znajdują  się  na 
solidnym  gruncie,  podczas  gdy  w  tym  samym  czasie  pogrążają  się  w  pustkę  poprzez  swą  własną 
rozpacz i trwogę. 

Nie rozumiemy tajemnic Boga i nie próbujemy ich zgłębiać. Trzeba je podziwiać. 

 
 

KONIEC 

 
 

Przepisał i sprawdził: 

P.P.Z. (Petrus-paulus) 

 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Prescribed by Petrus-paulus 

Bruno Ferrero – Ważna róża 

21 z 21 

Redakcja: ks. Roman Szpakowski SDB, Maria D. Śpiewakowska 

 

Z języka włoskiego przełożyła: Ewa Ranz 

 

Warszawa 2002, 

 

Wydawnictwo Salezjańskie 

 

Tytuł oryginału: „L’ importante e’ la rosa” 

 

IMPRIMATUR: Za zgodą Kurii Diecezjalnej Warszawsko-Praskiej 

 

z dn. 04.07.1992., nr 666/K/92 

 
 
 

ISBN 83-85528-16-4 

 
 

Uwaga!!!  

Książka ta w formie e-booka może być rozpowszechniana  

tylko w celach indywidualnych!!!