background image

 

background image

 

 

 

Stephani Hecht - 

  The Drone Vampire 00 - 

Blood Fever 

 

 

Tłumacz: VampireEve 

Korekta: Isiorek 

Korekta całości: sylwikr 

Tłumaczenie dla: Translations_Club 

 

background image

Rozdział 1 

Witaj  w  świecie  wampirów

Może  ci  się  wydawać,  iż  ze  względu  na 

swoją  nieśmiertelność,  posiadaną  nadludzką  siłę  i  wiele  innych 
niespotykanych  talentów,  jesteś  wyjątkowy.  Wręcz  przeciwnie.  Stworzono 
cię  wampirem,  a  nie  takowym    się  urodziłeś,  a  zatem  to  czyni  z  ciebie 

Drona.  Oznacza  to,  iż  nie  dysponujesz  żadnymi  prawami,  żadnymi 

przywilejami. W skrócie: jesteś niczym.”

 

A zatem stałeś się wampirem. Szybka broszura   

instruktażowa dla początkujących

 

 

 

***** 

 

 

To zabawne, że w jednej chwili możesz być w posiadaniu dosłownie 

wszystkiego,  by  utracić  to  w  zaledwie  ułamku  sekundy.  Po  całym  swym 
istnieniu  wypełnionym  ciężką  pracą,  nadludzkim  treningiem  i 
wymagającym  stylem  życia,  wszystko  co  osiągnął,  wyślizgnęło  się  Ryanowi 

przez  palce  w  momencie,  gdy ktoś  dmuchnął  w  gwizdek. Przeznaczony,  by 

mieć cały świat u swych stóp mężczyzna wszystko stracił. Teraz nie posiadał 
zupełnie  niczego.  Był  niczym.  Jego  przyszłość  malowała  się  jako  posępny 

background image

obraz pustki. Dzięki popieprzonemu poczuciu humoru przeznaczenia, Ryan 

znalazł  się  ponownie  w  małej  rodzinnej  mieścinie,  wracając  tu  z 

podkulonym ogonem.

 

Dziś miał być jego pierwszy dzień w fabryce samochodów. 

Był  to  ten  sam  zakład  pracy,  w  jakim  zatrudniali  się  wszyscy 

mężczyźni w tym mieście. Tu także pracował ojciec Ryana, nim nie nadszedł 
feralny  dzień  sprzed  trzech  miesięcy,  kiedy  to  mężczyzna  upadł  na  linię 

montażową  i  zmarł  na  atak  serca.  Jego  syn  uważał,  że  łamie  stereotyp  i 

będzie  jednym  z  nielicznych,  którym  udało  się  stąd  wyrwać,  tymczasem 

siedział  właśnie  w  biurze  brygadzisty,  mając  na  sobie  parę  brudnych 
jeansów,  ciężkiego  obuwia  do  pracy,  czerwony  daszek  „Red  Wings”  oraz 
flanelową koszulę, szykując się na stawienie czoła pierwszemu dniu przy tej 
samej cholernej linii montażowej.

 

Nic. 

Brygadzista uśmiechnął się łobuzersko, całkiem, jakby mógł usłyszeć 

myśli  Ryana.  On  sam  nie  był  niczym  więcej  niż  zwyczajnym  zerem.  Przy 

swoich  dwustu  pięćdziesięciu  funtach  wagi,  na  jakie  składał  się  głównie 

tłuszcz,  facet  zdawał  się  przyćmiewać  swą  osobą  to  obskurne,  śmierdzące 
biuro. Nazywał się Aaron i nienawidził Ryana od momentu, kiedy wspólnie 

uczęszczali do szkoły. 

– 

Założę  się,  że  nigdy  nie  sądziłeś,  że  się  tutaj  znajdziesz?  –  Na 

pryszczatej,  nalanej  twarzy  brygadzisty  wykwitł  diabelski  uśmieszek.  Jego 
przetłuszczone  brązowe  włosy  zostały  zaczesane  na  boki  w  stylu  Richiego 

Cunninghama,  pomijając  fakt,  że  Aaron  liczył  sobie  zaledwie  lekko  ponad 

dwadzieścia lat.

 

background image

Ryan zmienił ustawienie stóp, starając się nie skrzywić, gdy ruch ów 

przywołał ból w chorym kolanie.

 

Jedyne,  co  miał  chęć  odpowiedzieć  temu  kolesiowi,  brzmiało: 

„Porozumiałem  się  właśnie  ze  znajomymi  spod  Psychic  Network,  one  zaś 
mnie  uprzedziły,  że  coś  podobnego  w  ogóle  nastąpi.  Ale  czego  można  się 

spodziewać  za  2.99  $  za  minutę,  by  być  z  nimi  szczerym?  Przyspieszyłem 

zatem naszą pogawędkę, aby oszczędzić kilka dolców.”

 

Nie,  żeby  Ryan  kiedykolwiek  dzwonił  pod  infolinię  doradztwa 

duchowego, której numer zaczynał się na 900, po prostu odezwał się w nim 
wewnętrzny  sarkazm.  Nie  telefonował  także  na  inne  numery  spod  900. 

Cóż... No może raz albo dwa, ale który facet tego nie robił?

 

Odpowiadając brygadziście, postarał się o znudzony wyraz twarzy. 

– 

Po prostu pokaż mi, gdzie będę pracował.

 

Jednak Aaron uczepił się tematu, jak pies jakiejś kości i nie zamierzał 

tak łatwo odpuścić. 

Gruba  połać  smalcu  pochyliła  się  nad  rozklekotanym  zielonym 

biurkiem, krzyżując ręce na piersi. Facet włożył na siebie koszulę z krótkim 
rękawem  pod  garnitur,  która  była  tak  tania,  że  Ryan  mógł  dostrzec 

prześwitujący  spod  spodu  podkoszulek,  rozciągający  się  na  masywnym 
brzuchu.  Do  górnej  części  stroju  dołączono  czarne  spodnie  od  garnituru 

oraz krawat, który bez dwóch zdań stanowił prezent od jego mamusi.

 

Na  zapleczu  Ryan  mógłby  wyżyć  się  na  maszynach  produkcyjnych, 

mieszając dźwięki uderzeń z przekleństwami i krzykami pracowników. 

background image

Powietrze przesiąkło zapachem metalu, oleju silnikowego oraz potu. 

Chłopak  znał  ten  aromat  lepiej  niż  dobrze.  Jego  ojciec  wracał  do  domu 

każdego  wieczora,  obficie  go  z  siebie  wydzielając.  Wnętrzności  młodego 

mężczyzny  ścisnęły  się,  kiedy  uświadomił  sobie,  że  on  także  będzie 
powtarzał ten proceder zupełnie jak tata, i zapewne umrze w tej kupie łajna 

tak samo jak on.

 

– 

Po  co  ten  pośpiech?  –  Wargi  Aarona  wygięły  się  w  łobuzerskim 

uśmieszku.  –  Nie  codziennie  siedzę  sobie  czyściutki,  stając  się  bohaterem 
we własnym biurze.

 

Ten komentarz zabolał, jednak Ryan nie zamierzał dać tego po sobie 

poznać  temu  kutasowi.  Spojrzał  w  dół  na  swoje  buty  robocze,  wciskając 

dłonie  w  kieszenie  jeansów.  Kosmyk  jego  brązowych  włosów  uwolnił  się 
samoczynnie spod przedniej części daszku, wpadając mu do oczu. Chłopak 

skupił  na  nim  swoją  uwagę,  aby  nie  musieć  patrzeć  na  brygadzistę.  Aby 

zachować  poczytalność,  darował  sobie  kolejny  wewnętrzny  komentarz, 
traktujący o tym, co naprawdę zamierzał powiedzieć, a czego zrobić się nie 

odważył.

 

„Wolę  to,  niż  bycie  dupkiem,  którego  nakryto  na  tym,  jak 

masturbował się w łazience w ósmej klasie.” 

Ryan zachował jednak ciszę.

 

Aaron kontynuował:

 

– 

Świadomość  tego,  że  byłeś  tak  blisko  wyrwania  się  z  tego  życia, 

musi  naprawdę  boleć.  –  Koleś  uniósł  kciuk  i  palec  wskazujący,  formując 
pomiędzy nimi niewielką szparę.

 

background image

Ryan spostrzegł, że palce jego rozmówcy były brudne i zabarwione na 

pomarańczowo od serowych chrupek.

 

–  Przez  całe  liceum  byłeś  wielką  gwiazdą  hokejową.  A  potem 

oddelegowano  cię do  koledżu  z  pełną  wyprawką  tylko  dlatego,  że uważano 
cię  za  złotego  chłopca.  Wszystkie  te  profesjonalne  drużyny  wręcz  zabijały 

się,  żeby  położyć  na  tobie  swoje  łapska.  To  wszystko  się  jednak  skończyło, 

kiedy  doznałeś  kontuzji.  Znalazłeś  się  zatem  ponownie  tutaj,  w  naszym 
małym  miasteczku,  gdzie  twój  brat  i  przyjaciele  pocą  się  każdego  dnia.  To 
musi boleć, bycie tobą. 

Owszem, tak właśnie było, jednak Ryan wolałby zostać przeklęty, niż 

przyznać to temu dupkowi.

 

– 

Myślę, że po prostu nie było mi to pisane.

 

Boże, chcę zabić tego palanta, a potem popełnić samobójstwo, żeby 

zmienić  swój  pożałowania  godny  los.  Ale  znając  moje  szczęście,  obaj 
skończymy  w  piekle,  a  moją  karą  będzie  męczenie  się  z  nim,  jako 

współlokatorem, przez całą wieczność.”

 

Aaron roześmiał się, przesuwając językiem po przednich zębach. 

–  Spójrzmy  prawdzie  w  oczy:  nigdy  byś  tego  nie  osiągnął.  Byłeś 

przegrany w liceum i jesteś przegrany również teraz. 

Ryan wrócił myślami do licealnych czasów. 

Jeśli  którykolwiek  z  nich  mógł  pretendować  do  miana  przegranego, 

to  właśnie  Aaron.  Jako  członek  drugiego  składu  drużyny  footballowej,  ten 
spasiony  dupek  wyżywał  się  na  każdym  mniejszym  niż  on  posturą.  I  w 

background image

rzeczy  samej,  uosabiał  górę  smalcu,  którą  można  by  rozłożyć  na  większość 

uczniów  liceum  Hadley.  Pewnego  dnia  Ryan  wpadł  na  niego,  gdy  ten 

spuszczał  łomot  Chrisowi  Deanowi,  perkusiście  szkolnego  zespołu. 

Interweniując, przewrócił stoliki na Aarona, który upadł tyłkiem na ziemię 
w  sali  od  chemii.  Od  tego  dnia  dupek  stał  się  jego  śmiertelnym  wrogiem, 

mimo iż Ryan zyskał jednocześnie dozgonną przyjaźń Chrisa. 

Chłopak  chętnie  powtórzyłby  scenariusz  ze  skopywaniem  grubego 

tyłka,  jednak  Aaron  był  obecnie  jego  brygadzistą,  a  on  sam  desperacko 
potrzebował tej roboty, w związku z czym zamknął się, ładując sobie ręce w 

kieszenie. 

Przełożony odepchnął swoje ogromne cielsko od biurka, tocząc się w 

kierunku drzwi. Gdy tylko je otworzył, natężenie dźwięków docierających od 

strony  fabryki  stało  się  wprost  nie  do  wytrzymania.  Ryan  wyciągnął  z 

kieszeni parę zatyczek do uszu, jakie dał mu przed wyjściem z domu brat, po 
czym wkroczył w swoje nowe życie.

 

 

 

***** 

 

 

Ryan wysiadł z ciężarówki, po czym na chwiejnych nogach skierował 

się w stronę domu. Mimo iż minęło już pięć wyczerpujących dni w fabryce, 
nowa  sytuacja  wciąż  nie  stawała  się  prostsza  dla  jego  ciała.  Nie  tylko  jego 

background image

mózg próbował się przyzwyczaić do pracy na nocnej zmianie, ale jego dłonie 

były tak przemęczone i zdrętwiałe, że przypominały surowego hamburgera.

 

Chłopak  siłował  się  z  klamką  przez  kilka  sekund,  zanim  zdołał 

otworzyć  drzwi. Ból  czynił jego  ręce  bezużytecznymi,  a  palce  zwinęły  się w 

ochronne szpony. Będąc szczerym, bolał go każdy cal ciała, zarówno poprzez 
powtarzanie każdej czynności w nieskończoność przez długie godziny, jak i 
przez  ostre  szarpnięcia  maszyn,  których  doznawał  za  każdym  razem,  gdy 

spuścił z oka jakąś zasuwę. Pomimo cierpienia, nie ośmielił się zwolnić albo 
odpuścić.  Dysponował  jedynie  minutą,  by  wykonać  robotę,  jaka  wymagała 

tak  naprawdę  siedemdziesięciu  sekund.  Wiedział,  ile  czasu  na to  potrzeba, 

gdyż nakrył się na liczeniu tych cennych sekund w swojej głowie, znowu i od 
nowa, coraz bardziej pogrążając się w swoim zajęciu. 

Było  to  gorsze  niż  fizyczny  ból,  ten  stres  związany  z  podołaniem 

pracy,  która  zdawała  się  nie  mieć  końca.  Kiedy  już  udało  mu  się  sprostać 
jakiemuś  zadaniu,  czekało  na  niego  kolejne,  a  potem  kolejne  i  kolejne... 
Paniczne  uczucie  lęku  oraz  strachu,  nieustannie  związywało  w  węzeł  jego 

żołądek.

 

Aaron  byłby  wniebowzięty,  mogąc  zwolnić  Ryana.  Niemożność 

sprostania  obowiązkom  przy  linii  produkcyjnej,  byłaby  świetnym 

pretekstem dla tego spasionego dupka. Ryan prędzej by umarł, niż dałby mu 
tę satysfakcję. 

Odnalazł mamę siedzącą przy kuchennym stole i czekającą na niego, 

jak każdego ranka przez ostatnich pięć dni. Mimo iż sama wyprowadziła się 
z  rodzinnego  domu  po  tym,  jak  zmarł  ojciec,  by  zamieszkać  z  jego 

podstarzałą  babcią,  wciąż  przemierzała  całe  miasto,  aby  być  tu  dla  niego, 

background image

kiedy wróci do domu. Miska gorącej wody z Epson Salts oraz filiżanka kawy 
stały  tuż  przed  nią.  Chłopak  powłócząc  nogami,  doczłapał  się  do  stołu,  i 

zanim posadził swój tyłek na krześle, wsunął dłonie w kojące ciepło cieczy.

 

W  budynku  panowała  cisza,  jego  brat,  Matt,  pracował  na  pierwszej 

zmianie, a zatem już wyszedł do fabryki. Ryan oraz jego matka, siedzieli w 
ciszy: ona gapiła się na jego wycieńczone dłonie, on zaś patrzył na nią.

 

Boże,  kiedy  jego  mama  tak  strasznie  się  postarzała?  Mimo  że 

brązowe  włosy  związała  w  ciasny  kucyk,  młody  mężczyzna  wciąż  mógł 
dostrzec  szare  pasma  wkradające  się  pomiędzy  nie.  Miała  te  same  piwne 
oczy  co  on,  tylko  że  jej  okalały  zmarszczki.  Jej  wargi  ściągała  troska  i 

zdaniem  własnego  syna  wyglądała  zdecydowanie  zbyt  blado.  Ponieważ 
włożyła  na  siebie  swój  roboczy  kitel,  chłopak  wiedział,  iż  jest  już  gotowa 

udać się do pracy w supermarkecie.

 

Cierpienie  przepełniło  Ryana,  sprawiając,  że  jego  klatka  piersiowa 

ścisnęła się od natłoku emocji. Mama nie powinna już pracować. Być może, 

gdyby on sam wszystkiego nie spieprzył doznając kontuzji, zarabiałby dość, 
żeby wysyłać część do domu, aby ona sama mogła przejść na emeryturę, jak 

na to zasługiwała. 

– Tak mi przykro, kochanie – wymamrotała wreszcie. 

Ryan  poczuł,  jak  jego  oddech  przyspiesza,  kiedy  twarz  rodzicielki 

przepełniła desperacja i poczucie winy. 

– 

Nie  masz  za  co  przepraszać,  mamo.  Jeśli  ktokolwiek  powinien  to 

zrobić, to właśnie ja. Dla ciebie powinienem się bardziej postarać.

 

– 

Och, kochanie. – Łzy sprawiły, że jej oczy pojaśniały. – To nie twoja 

background image

wina. Miałam jedynie nadzieję, że nie porzucisz koledżu. Zasługujesz na coś 
lepszego niż to.

 

Uniósłszy mokrą rękę, Ryan ujął matkę za policzek. 

–  Nic  nie  szkodzi.  I  tak  nie  chciałem  tam  zostać  po  tym,  jak 

nabawiłem się kontuzji. Trzymali mnie w drużynie jedynie ze współczucia, a 
ojciec nauczył mnie czegoś więcej, niż żerowania na cudzej dobroci. 

Łza spłynęła po policzku mamy. 

– Zawsze pragnęłam dla ciebie czegoś więcej. 

–  Wiem,  że  ty  i  tata  staraliście  się  najlepiej,  jak  potrafiliście.  Nie 

winię za cokolwiek żadnego z was.

 

–  Ten  mężczyzna  z  Kanady  znowu  dzwonił.  Naprawdę  chce,  żebyś 

tam pojechał i pracował dla jego szkoły hokejowej. Obiecał zapłacić ci dwa 

razy więcej niż w fabryce. 

Boże, jak strasznie go to kusiło. Brakowało mu hokeja tak bardzo, iż 

czasem  odbierał  to  jak  fizyczny  ból.  Tęsknił  za  sztucznym  chłodem 
lodowiska,  odgłosem  wydobywającym  się  spod  łyżew  zagłębiających  się  w 
lód,  widokiem  drżącego,  w  wyniku  uderzających  w  bandy  ciał,  szkła. 
Brakowało mu nawet zapachu szatni. To życie jednak odeszło i lepiej będzie 

o nim zapomnieć. Nie było sensu obracać się w środowisku czegoś, czego on 

sam nie mógł tak naprawdę posiadać.

 

–  To  miejsce  jest  strasznie  daleko  stąd.  –  Ryan  wzruszył  sztucznie 

ramionami, aby pokazać swą udawaną obojętność. – Nie chcę przebywać tak 
daleko od domu ani zostawiać ciebie, babcię i Matta. 

background image

– Opuściłeś dom, kiedy wyjechałeś do koledżu. 

– To było co innego. Mogłem przyjeżdżać na weekendy. Ta szkoła nie 

mieści  się  tuż  przy  granicy,  ale  daleko  na  północy.  Nie  będę  mógł  wrócić, 

jeśli nagle będziecie mnie potrzebować. 

Mama skubnęła nerwowo obrus.

 

– 

O  to  chodzi.  Za  miesiąc  nie  będzie  tu  nikogo,  do  kogo  mógłbyś 

wracać.  Przekrzywiając  głowę  na  bok,  chłopak  zastanawiał  się,  czy  to  nie 
zmęczenie sprawia, iż słyszy to, co słyszy.

 

– 

O czym ty mówisz? Matt i ja mieszkamy razem. Mój brat pracuje w 

fabryce od pięciu lat i nigdzie się nie wybiera.

 

– 

Wczoraj  został  powołany  do  wojska  –  wyznała  matka,  złączając 

dłonie  tak  mocno,  że  aż  pobielały  jej  kłykcie.  –  Wyjeżdża  w  następnym 
miesiącu.

 

–  Dlaczego  miałby  to  robić?  –  Szok.  Serce  Ryana  biło  szaleńczo  w 

klatce piersiowej. 

– 

W  obliczu  toczącej  się  wojny  musi  się  przecież  liczyć    z  tym,  że 

mogą go gdzieś przenieść.

 

– 

Tak jak ty, twój brat posiada własną dumę. Jego zdaniem, to dobry 

sposób na to

,

 by zarobić na koledż.

 

Młody  mężczyzna  odwrócił  wzrok,  a  poczucie  winy  jeszcze  bardziej 

go przytłoczyło. Gdyby wyjechał do Kanady, byłby w stanie wysłać Mattiego 
do szkoły. Mimo iż brat ukończył liceum wcześniej od Ryana, nigdy nie krył 

background image

się z tym, że pragnął lepszej edukacji. Ich rodzina nie dysponowała jednak 

podobnymi ekstra środkami, by obu im to umożliwić.

 

– 

Dlatego  właśnie  tym  bardziej  powinienem  zostać  z  tobą  i  babcią. 

Kiedy Matty wyjedzie, kto się o was zatroszczy?

 

W oczach mamy pojawił się smutny wyraz. 

– 

Babcia nawet już nas nie poznaje. Nie mogę się już nią zajmować, 

ponieważ  Alzheimer  tak  mocno  nad  nią  zapanował,  że  nie  mam  innego 
wyboru, niż oddać ją do domu opieki.

 

Te wiadomości nieszczególnie zaskoczyły Ryana. Babcia, od wielu lat, 

nie zachowywała się jak dawniej. 

– 

A  co  z  tobą?  Nie  mogę  zostawić  cię  samej.  Na  wargach  matki 

wykwitł słaby uśmiech.

 

– 

Umiem  o  siebie  zadbać.  –  Kobieta  ostrożnie  ujęła  jedną  z  jego 

pokrytych  odciskami  dłoni  i  ucałowała  ją.  –  Jedyne,  do  czego  nie  mogę 
dopuścić, to patrzenie, jak marnujesz sobie życie. Mogę zamieszkać z moją 

siostrą na Florydzie. Będzie miło uciec od tutejszych zim.

 

– Wiesz co, mamo? Przemyślę to. 

Ulga odmalowująca się na jej twarzy była rozdzierająca. 

– 

Dziękuję ci. To mi na razie wystarczy. – Poklepała jego ramię. – Idź 

do łóżka. Wyglądasz na skonanego.

 

Nie trzeba mu było tego dwa razy powtarzać.

 

Ryan wdrapał się po schodach w kierunku swojej sypialni. Stanowiła 

background image

ona  to  samo  pomieszczenie,  jakie  zajmował  od  chwili  swoich  narodzin. 

Jedyna  różnica  polegała  na  tym,  że  plakaty  znanych  zawodników,  które 

zwykły  przyozdabiać  wszystkie  ściany,  zostały  zdarte.  Wetknięto  je  na  tył 

szafy, gdzie spoczęły ze wszystkimi jego trofeami.

 

Nie kłopocząc się nawet rozbieraniem, Ryan opadł na łóżko. 

Zasnął, zanim jego głowa dotknęła poduszki. 

 

background image

Rozdział 2 

 

Zasada numer czterdzieści pięć: Nie możesz przemieniać człowieka 

bez  zgody  Wampirzego  Zwierzchnictwa  do  Spraw  Regulacji.  Nie  tylko 
skupia  to  uwagę  ludzi  na  kwestii  naszej  bytności,  ale  zaburza  liczebność 

lokalnej  populacji  żywicieli.  Liczebność  wampirów  nie  może  przewyższać 

liczebności  istot  ludzkich.  Taka  sytuacja  po  prostu  nie  ma  zastosowania. 
Przede  wszystkim,  nie  opłaca  się  utrzymywać  większego  zagęszczenia 
drapieżników niż ofiar.”

 

 

A zatem stałeś się wampirem. Szybka broszura   

instruktażowa dla początkujących. 

 

 

***** 

 

 

Później,  tej  samej  nocy,  nastrój  Ryana  nadal  się  nie  poprawiał. 

Chłopak  siedział  przy  stoliku  usytuowanym  w  najdalszym  kącie  baru, 
starając  się  ze  wszystkich  sił  nie  zwracać  uwagi  na  wyrażające  współczucie 

spojrzenia lokalnych mieszkańców, rzucane pod jego adresem. Żeby jeszcze 

background image

bardziej  pogorszyć  sprawę,  po  godzinie  od  ich  wspólnego  przyjazdu  do 

knajpy, Chris zniknął gdzieś z długonogą blondynką i do tej pory nie wrócił. 

Ryan  szczerze  wątpił  w  to,  że  zobaczy  jeszcze  dziś  wieczorem  swojego 

przyjaciela.  Nie,  żeby  go  to  szczególnie  obchodziło.  Miał  przecież  swojego 
dobrego kumpla, Jacka Danielsa, żeby dotrzymywał mu towarzystwa. 

Chłopak  bawił  się  szkłem,  wpatrując  się  w  mokry  pierścień,  jaki 

powstał w miejscu zetknięcia szklanicy z brązowym blatem. Ludzie wokoło 

rozmawiali  głośno,  przekrzykując  dźwięki  debiutującej  kapeli,  imitującej 
styl lat osiemdziesiątych i dającej z siebie wszystko na małej scenie. Niewiele 

osób  zdobyło  się  na  odwagę,  aby  zaludnić  zakurzony,  niewielki  parkiet 

taneczny.  Większość  zgromadziła  się  przy  tarczach  do  gry  w  rzutki  oraz 
stołach  bilardowych.  Lokal  cuchnął  zwietrzałym  piwem,  popcornem, 

tłustymi frytkami oraz samotnością. Życie toczyło się wokół Ryana, mimo iż 
on  sam  czuł,  że  wszystko,  czego  kiedykolwiek  pragnął,  coraz  bardziej 

wymyka mu się z rąk.

 

– 

O mój Boże, nie zamierzasz chyba pozwolić im się nad sobą użalać?

 

Na  równi  zaskoczony,  co  rozdrażniony  tym,  że  przerwano  mu  tę 

małą, żałosną imprezę, chłopak uniósł wzrok, cicho jęcząc. Kiedy spostrzegł, 

że  to  Elizabeth,  natychmiast  się  uśmiechnął.  Ze  swoimi  tlenionymi  blond 
włosami,  czerwonymi  paznokciami  i  ciężkim  makijażem,  była  od  niego  o 
dziesięć  lat  starsza.  Urodziła  się  w  tym  mieście  i  pracowała  w  tutejszym 

barze od chwili, kiedy skończyła szkołę średnią. Jako że nie miała własnych 

dzieci,  matkowała  wszystkim,  dorastającym  w  tej  mieścinie,  nowym 
pokoleniom. Kobieta odstawiła na bok swoją tacę i zasiadła obok Ryana.

 

– 

Są  zgromadzeniem  ludzi  bez  przyszłości,  którzy  nie  mają  nic 

background image

lepszego  do  roboty  niż  plotkowanie.  –  Elizabeth  rzuciła  przez  ramię 

nieprzyjemne spojrzenie, na co część poszukujących sensacji spuściła wzrok.

 

– 

To  nic  takiego.  –  Chłopak  wychylił  shota,  krzywiąc  się,  kiedy 

alkohol zajął ogniem jego gardło. – Zaczynam się do tego przyzwyczajać.

 

– 

Daj  im  tydzień  albo  coś  koło  tego,  a  znajdą  sobie  inny  temat  do 

wałkowania.

 

Ryan  westchnął,  rozważając  słowa  Liz.  W  tej  mieścinie  plotki  nigdy 

nie  cichły.  Nadal  dyskutowano  o  wydarzeniach,  jakie  miały  miejsce  trzy 

dekady temu. Chłopak uniósł swoją pustą szklanicę i wykonał pytający gest 

pod adresem kelnerki. Ona jedynie pokręciła głową.

 

– 

Nie wydaje mi się, tygrysie. – Odebrała mu naczynie z rąk. – Masz 

już dość na dziś.

 

– 

No weź. – Ryan wiedział, że musi wyglądać żałośnie, ale przestało 

go to już obchodzić. - Nie będę prowadził. Podwiózł mnie tutaj Chris.

 

– 

Chris?  –  Elizabeth  uniosła  na  niego  brew.  –  Masz  na  myśli  tego 

samego Chrisa, który niedawno opuścił lokal z największą dziwką miesiąca?

 

– 

Cholera. – Chłopak ułożył głowę na stole. – I jak, do diabła, dostanę 

się teraz do domu?

 

– 

Natychmiast przestań! – Liz warknęła w wyrazie frustracji i walnęła 

pięścią w blat.

 

Ryan zadarł głowę, zaskoczony.

 

– 

Przestać, ale co?

 

background image

– 

Skończ z tym użalaniem się nad sobą. To staje się niemodne.

 

– 

Naprawdę łatwo ci mówić – odparował mężczyzna, a złość sprawiła, 

że zamiast powiedzieć to spokojnym tonem, warknął każde słowo z osobna

Kim ona jest, żeby mnie osądzać? – Nie masz pojęcia, przez co przechodzę.

 

-  Serio?  –  Z  jej  piersi  wyrwał  się  szyderczy  śmiech.  –  A  zatem,   

wydaje  ci  się,  że  Wielki  Ryan  jest  jedyną  osobą  na  tym  świecie,  jaka  snuje 
marzenia i plany? Nie tylko twoje życie się spieprzyło. 

– 

O  Boże.  Jeśli  to  kolejny  wykład  w  stylu

zbierz-tyłek-w 

troki-i-się-ogarnij,  to  naprawdę,  nie  mam  na  to  teraz  ochoty.  –  Chłopak 

przytknął do oczu nasady obu dłoni. – Nie chodzi tylko o hokej. Cała rodzina 
mnie opuszcza.

 

– Być może robią to dlatego, że nie chcą oglądać, jak partaczysz sobie 

życie. 

– 

Bo tak właśnie jest. Nie mam już przed sobą żadnego życia.

 

Kilku lokalnych patriarchów odwróciło się, aby spojrzeć w ich stronę.

 

– 

Jesteś  jednym  z  najmądrzejszych  facetów,  jakich  znam,  i  nadal 

możesz osiągnąć bardzo wiele. – Spojrzenie Elizabeth ociepliło się. – Matty 

mówił  mi  o  ofercie  pracy,  jaką  otrzymałeś  z  Kanady.  Czemu  nie  miałbyś 
zostać  trenerem?  To,  że  nie  możesz  już  więcej  grać,  nie  znaczy,  że  twoja 
kariera  w  tej  branży  dobiegła  końca.  Wyjmij  głowę  z  tyłka  i  zabieraj  się  z 

tego  miasta.  Jeśli  nie  zrobisz  tego  teraz,  będziesz  żałował  przez  resztę 
swojego życia.

 

– 

Spójrz, skoro robota w fabryce była dobra dla mojego ojca, czemu 

background image

nie miałaby być dobra także dla mnie?

 

– 

Istnieje  coś  więcej  niż  fucha  w  fabryce.  –  Rozglądając  się  wokoło, 

Liz ściszyła głos: – Dzieją się tu złe rzeczy.

 

– 

Tak,  tak.  To  pewnie  jedna  z  najnowszych  przebojowych  historii 

krążących po mieście – powiedział Ryan z sarkazmem. – To musi być wielka 

tragedia.

 

Niebieskie  oczy  Elizabeth  wypełniły  się  wściekłością,  a  z  jej  gardła 

wydobył się warkot.

 

– 

Zapomnij, że cokolwiek ci mówiłam.

 

Chłopak  sięgnął  w  jej  stronę  i  złapał  ją  za  nadgarstek  dosłownie  w 

ostatniej  chwili.  Wstając,  otoczył  ją  ramionami  i ucałował w  czubek głowy. 

Liz  była  jedną  z  najbardziej  lubianych  przez  niego  osób  i  wolałby  raczej 
odrąbać  sobie  prawą  rękę,  niż  ją  zranić.  I,  do  diabła,  należało  mu  się. 
Nieprzyjemny aromat taniego sprayu do włosów sprawił, że Ryan prawie się 

zakrztusił, jednak nie odsunął się od przyjaciółki.

 

– 

Wybacz, że zachowałem się jak totalny dupek.

 

– 

Byłeś nim – zgodziła się Elizabeth, mamrocząc coś przy jego piersi.

 

Młody mężczyzna roześmiał się.

 

– 

Czy  spojrzysz  na  mnie  znowu  przychylnym  wzrokiem,  jeśli 

zadzwonię do tej szkoły hokejowej z samego rana?

 

– 

Obiecujesz?  –  Liz  odsunęła  się  od  niego,  nagradzając  go 

przychylnym spojrzeniem.

 

background image

– 

Słowo skauta. – Chłopak uniósł dwa palce.

 

Kobieta parsknęła śmiechem, klepiąc go po ręku.

 

– 

Wykopali cię ze „Skautów”.

 

– 

Ej, a co mogłem poradzić na to, że mieli dość radykalne podejście 

do tych, którzy używali bomb wiśniowych na terenie obozu?

 

– 

Już wtedy byłeś utrapieniem. – Elizabeth cmoknęła go w policzek, 

nie  przejmując  się  tym,  że  zostawia  tam  ślad  po  szmince.  –  Lepiej  tam 

zadzwoń.

 

– 

Zrobię  to  –  obiecał  Ryan,  i  po  raz  pierwszy  naprawdę  nosił  się  z 

podobnym zamiarem. 

 

Słyszał  o  kilku  zawodnikach,  którzy,  tak  jak  on,  doznali  kontuzji  i 

zostali trenerami. Szkoła hokejowa w Kanadzie będzie idealnym miejscem, 

by  zacząć  realizować  swój  plan.  Mimo  iż  nie  mógł  już  grać,  lód  nadal 
przyzywał chłopaka, który tęsknił do tego, by włożyć ochraniacze i ślizgać się 
na łyżwach po zmrożonej tafli. Mógł to zrobić. Mógł być kimś.

 

Nagle  poczuł,  jakby  zdjęto  mu  z  ramion  tysiąc  funtów  ciężaru.  Nie 

musiał  umrzeć  w  fabryce  jak  jego  ojciec.  Nadal  istniała  dla  niego  jakaś 

przyszłość. Zgoda, nie stanowiła ona może tego, o czym zawsze marzył, ale 
na swój cholerny sposób wydawała się czymś lepszym niż to, co spotykało go 
teraz.  Do  diabła,  mógł  nawet  zmienić  życie  jakiegoś  dzieciaka.  Ta  myśl 

sprawiła,  że  po  raz  pierwszy  od  wielu  tygodni,  Ryan  zaznał  szczęścia. 
Przyglądając  się,  jak  Elizabeth  wraca  z  powrotem  do  baru,  nie  mógł 

powstrzymać szerokiego uśmiechu.

 

background image

Z rozmyślań wyrwał go ściszony damski głos:

 

– 

Dlaczego  tak  nagle  się  rozpromieniłeś?  Przyglądałam  ci  się  od 

godziny i jakąś sekundę temu zamieniłeś się w Gusa Szczęściarza.

 

Ciemnowłosa lisica stała naprzeciwko stolika chłopaka, prześlizgując 

po jego sylwetce oceniającym spojrzeniem. Czarna słomka od drinka tkwiła 

pomiędzy  jej  pełnymi  czerwonymi  wargami,  ona  sama  zaś  bawiła  się  nią, 
sugestywnie pieprząc Ryana swym lubieżnym wzrokiem. Jej jedwabiste loki 

zebrano w staranny kok tak, że odsłoniła się smukła biała szyja, przewiązana 

jedynie  czarną  opaską.  Pełne,  zachęcająco  wypięte  piersi,  wprost  wylewały 
się  z  mocno  wydekoltowanego  czerwonego  topu,  jaki  dziewczyna  miała  na 

sobie.  Bluzkę  pozbawiono  rękawów,  uwidaczniając  w  ten  sposób  kremowe 

ramiona nieznajomej. Spojrzenie chłopaka powędrowało w kierunku jej nóg, 
chwaląc  krótką  spódniczkę,  jaka  je  przykrywała.  Krew  płynąca  w  żyłach 
Ryana, natychmiast odpłynęła w dół ciała. O dobry Boże, ta kobieta włożyła 

na  siebie  również  kabaretki  i  czarne  szpilki.  Będą  idealne,  żeby  przepasać 

cię nimi w talii, gdy pozbawię cię zmysłów, kochanie.

 

Dziewczyna  zapatrzyła  się  w  niezliczoną  ilość  szklanek  stojących 

naprzeciwko  chłopaka,  po  czym  złączyła  wargi  w  geście  wyrażającym 

niezadowolenie.  Ryan  poczuł,  jak  jego  policzki  okrywa  rumieniec,  kiedy 
uświadomił  sobie,  że  najprawdopodobniej  upił  się  do  nieprzytomności  i 
powinien  jakoś  się  od  tego  wyłgać,  po  czym  odpłynąć  ku  zielonym 

pastwiskom  trzeźwości.  Zamiast  odejść,  nieznajoma  nadal  tkwiła 

naprzeciwko niego i bawiła się słomką. 

Przekrzywiając  głowę,  poprosiła  go  cichym  gestem  o  pozwolenie  do 

dotrzymania chłopakowi towarzystwa. Ryan podniósł się i odsunął dla niej 

background image

krzesło. Upewniając się, że lalunia siedzi wygodnie, wrócił na swoje miejsce. 

Jej wargi wygięły się w uśmiechu. Mężczyzna uciekł spojrzeniem ku pełnym 

czerwonym ustom brunetki, które wyglądały tak, jakby zabarwiło je coś, co 

jadła,  być  może  truskawki.  Kobieta  pozwoliła  sobie  ujawnić  przed  nim 
jedynie  fragment  śnieżnobiałych  zębów,  zanim  ukryła  je  ponownie  przed 

jego wzrokiem.

 

– 

Jestem szczęśliwy, ponieważ właśnie spłynęło na mnie objawienie – 

wyjaśnił Ryan.

 

Nieznajoma  uniosła  na  to  stwierdzenie  jedną  ze  swoich  idealnych 

brwi,  po  czym  przysunęła  swoje  krzesło  tak  blisko  chłopaka,  że  prawie 

usiadła mu na kolanach.

 

– 

Czy  to  objawienie  dotyczyło  sporej  dawki  brudnego,  wyuzdanego 

seksu? – Wyszeptała do jego ucha, nasyconym żądzą głosem.

 

Mężczyzna podskoczył odrobinę, kiedy brunetka ukąsiła go w płatek 

ucha. Jej zęby wydawały się w dziwny sposób ostre, choć bolesne doznanie 
zniknęło,  kiedy  dziewczyna  zastąpiła  je  delikatnym  muśnięciem 

jedwabistego języka.

 

– 

Nie – wydyszał Ryan, po czym się skrzywił.

 

O tak, zrobił się tam naprawdę nabrzmiały. Z reguły, ciężko go było 

podniecić. Nie istniały po prostu żadne kobiety, które okazywałby mu choć 
cień  zainteresowania  po  tym,  jak  minęły  czasy  jego  świetności.  Boże, 

upłynęły już całe miesiące, odkąd z kimś się przespał. Nie uświadamiał sobie 

tego faktu, nim seksualnie nie eksplodował.

 

Jej  dłoń  znalazła  się  jakimś  cudem  tuż  przy  górnej  partii  uda 

background image

chłopaka. Jej paznokcie drażniły go przez jeansy, a palce zacisnęły się wokół 

członka.  Ryan  rzucił  zaniepokojone  spojrzenie  w  kierunku  baru,  obawiając 

się o to, iż ktoś zobaczy, jak nieznajoma serwuje mu robótkę ręczną. Wtedy 

jednak jej ręka ucisnęła jego penisa z naprawdę sporą siłą i chłopak przestał 
się nagle przejmować cudzym wzrokiem. Dziewczyna pochyliła się w stronę 

jego  karku,  umiejscawiając  tam  gorące  pocałunki  i  zadrapując  jego  skórę 
zębami. 

– 

Auć, twoje zęby są naprawdę ostre. 

 

Ryan  nigdy  nie  był  szczególnym  fanem  sado-maso.  W  pierwszych 

latach  koledżu  zajmował  pokój  z  chłopakiem,  który  lubował  się  w  BDSM. 

Nigdy  nie  oceniał  za  to  swojego  przyjaciela,  choć  niespecjalnie  mu  się  to 

podobało. Jednak, w jakimś sensie, potrafił wyobrazić sobie siebie samego, 
chłostanego 

przez 

tę 

cizię. 

Otaczała 

ją 

niebezpieczna 

aura 

niedopowiedzianych  obietnic  zakazanego  dotyku  i  mrocznych  fantazji. 

Członek Ryana zrobił się jeszcze twardszy.

 

Z piersi dziewczyny wydobył się uwodzicielski chichot. 

 

– 

Czy chcesz, żebym przestała?

 

– 

Nie, do diabła.

 

– 

Wyjdźmy stąd – zasugerowała.

 

Chłodne  palce  zacisnęły  się  wokół  dłoni  mężczyzny,  za  którą, 

brunetka wyciągnęła go z siedzenia i powiodła w kierunku drzwi. On szedł 
za  nią  jak  potulne  zwierzątko,  którym  stał  się  za  sprawką  swojego  kutasa, 

cały czas gapiąc się na jej tyłek, opinany przez obcisły materiał jej miniówki. 

Ryan  oblizał  swoje  wargi.  Przyrzekł  sobie,  że  nim  minie  godzina,  urządzi 

background image

sobie ucztę z tej uroczej dupci.

 

 

 

***** 

 

 

Sable  i  jej  partner,  Eric,  penetrowali  autem  ulice  niewielkiego 

miasteczka przez większą część nocy, z mizernym skutkiem. Para, wyjętych 
spod  prawa  Droneów, uciekła z  miejsca  przetrzymywania  i  teraz  wszyscy  z 

„Wampirzego Zwierzchnictwa do Spraw Regulacji” szukali uciekinierów. Ta 

dwójka słynęła z zabijania ludzi i ostatnie, czego było trzeba zwierzchnictwu, 
to  ludzki  rząd  dmuchający  im  w  kark.  O  tak,  ta  typowa  dla  wampirów  gra 

słów, nabrała nowego znaczenia. 

 

Jeszcze  bardziej  pogarszał  całą  sytuację  fakt,  że  nowonarodzeni 

odczuwali usilną potrzebę potwierdzania  teorii, że koncepcja  Droneów  jest 

dla słabeuszy oraz głupców. 

Eric  i  Sable  należeli  do  „Patrolu  Przegranych”,  niedostatecznie 

wyspecjalizowanej 

niedofinansowanej 

jednostki 

„Wampirzego 

Zwierzchnictwa  do  Spraw  Regulacji”.  Zaledwie  jeden  krok  dzielił  ich  od 

przestępców,  a  dwa  od  ludzkiej  drogówki.  Reszta  resortu  skutecznie  nimi 
pogardzała. 

Eric nieco zwolnił, tak by Sable mogła jeszcze dokładniej prześwietlać 

background image

spojrzeniem  ulice,  upewniając  się,  że  nie  zauważa  choćby  śladu  wampirzej 

obecności. Póki co, wszystkie ich poszukiwania szły na marne. Puste szosy, 

jedna oświetlona droga i trzy kościoły. Była to typowa mała zapadła dziura, 

wiejąca nudą. N-u-d-ą. 

 

Sable  pozwoliła  sobie  głośno  westchnąć,  co  nie  umknęło  uwadze  jej 

partnera. 

– 

Wydawało  mi  się,  że  poczujesz  się  tutaj  jak  w  domu  –  zauważył 

radosnym  tonem.  –  Miasto,  w  którym  się  wychowywałaś,  musiało  być 

podobne do tego.

 

Kącik  warg  wampirzycy  powędrował  ku  górze,  tak  że  ukazał  się  jej 

kieł.

 

– 

To były inne czasy i inna osoba.

 

Jej usposobienie zdawało się nie zniechęcać Erica.

 

– 

O  tak,  zapomniałem.  Jesteś  teraz  martwą  wampirzycą  o  imieniu 

Sable,  która  nigdy  nie  nosiła  imienia  Jane.  Nigdy  nie  uczęszczałaś  do 

prywatnej  szkoły  średniej  pod  patronatem  baptystów,  nie  pracowałaś  na 

kręgielni i nie spędzałaś większości wieczorów, popijając piwo z tubylcami. 
– Parsknął. – Kogo próbujesz o tym przekonać: mnie czy siebie?

 

Sable  zapatrzyła  się  w  okno,  nie  decydując  się  na  udzielenie 

odpowiedzi.  Tej  nocy,  kiedy  została  wampirem,  jej  pan  Corbin,  nadał  jej 

inne imię, łudząc się, że dzięki temu jego podopieczna lepiej przystosuje się 
do nowego życia. Następnie zabrał ją od jedynego domu, jaki kiedykolwiek 

poznała,  wdrażając  w  mroczny,  pełen  przemocy  świat  podobnych  do  nich 

kreatur.  Corbin  próbował  wszystkiego,  łącznie  z  biciem,  żeby  pozbawić  ją 

background image

wspomnień i uczynić z niej zimnokrwistego zabójcę, jakiego służby pragnął. 

Żadna  z  tych  technik  nie  zdała  egzaminu.  Ku  obrzydzeniu  jej  pana,  gdzieś 

głęboko  w  środku,  Sable  pozostała  dawną  dziewczyną  z  sąsiedztwa. 

Przypominała bardziej Peggy Sue niż wampirzycę. Jedno, do czego nigdy nie 
wróciła, to ludzkie imię.

 

– 

Nieważne, jak miałam na imię – wymamrotała w mrok nocy. – Ta 

dziewczyna umarła wiele lat temu.

 

Eric  obdarzył  partnerkę  znaczącym  spojrzeniem,  zatrzymując  się  na 

jej  ciemnej  bluzie  z  kapturem,  wygodnych  spodniach  i  skończywszy  na 
Conversach.  Na  noskach  noszonych  przez  nią  trampek  widniał  napis: 

„Ugryź  mnie,  a  potem  zgiń”,  wypisany    kulkowym  piórem.  Całości  tej 

strasznej przestrogi miała dopełniać uśmiechnięta emotikonka.

 

– 

O tak, ponieważ faktycznie wyglądasz niczym martwa wampirzyca 

o imieniu Sable.

 

Dawna  Jane  zamarzyła  nagle  o  tym,  aby  mieć  na  sobie  skórzane 

spodnie,  które  lubiły  wkładać  wszystkie  wampiry  płci  żeńskiej.  Albo 

ostatecznie zrobić z włosami coś bardziej spektakularnego, niż splecenie ich 

w warkoczyki w stylu Heidi.

 

– 

Zamknij się – warknęła, wiedząc, jak żałośnie to zabrzmiało.

 

Prawda bolała  ją  jednak  do  tego stopnia,  że  nie  potrafiła  zdobyć  się 

na bardziej elokwentną wypowiedź.

 

Eric sięgnął ku jednemu z jej warkoczyków, którym potrząsnął.

 

– 

Szczerze,  Sable,  mógłbym  podrzucić  cię  do  jednego  z  tutejszych 

background image

barów  i  pasowałabyś  doskonale  do  tych  małomiasteczkowych  panienek.  – 

Tu wskazał w kierunku lokalu usytuowanego po drugiej stronie ulicy.

 

Pokaźna 

liczba 

samochodów 

sugerowała 

Sable, 

że 

to 

najpopularniejsze miejsce spotkań w Hadley. Wampirzyca westchnęła. Fakt 

faktem,  w  takim  barze  czułaby  się  jak  w  domu.  Nie  zaglądając  nawet  do 
środka,  mogła  założyć  się,  że  mają  tam  ze  dwa  stoły  do  bilardu  i 
maksymalnie  trzy  tarcze  do  rzutków.  Hamburgery  na  pewno  okazałyby się 

przepyszne,  a  frytki  tak  tłuste,  że  wywołałyby  zawał  serca.  Sable  spędziła 
wiele nocy w knajpie takiej jak ta wraz z trzema młodszymi braćmi, zanim 

została przemieniona. Patrząc w stronę lokalu, odczuła tak silną tęsknotę za 

rodzeństwem,  że  utkwiła  ona  gulą  w  jej  przełyku.  Wampirzyca  zamrugała, 
gdy pole widzenia przesłoniły jej łzy.

 

– 

Czy  istnieje  jakiś  powód,  dla  którego  wciąż  mnie  werbalnie 

atakujesz?  –  Kilka  płatków  śniegu  upadło  na  ziemię,  czyniąc  ten  wieczór 

jeszcze bardziej spokojnym, cichym i emanującym samotnością.

 

– 

Odkąd  nasz  klan  przeprowadził  się  w  tę  okolicę,  zaczęłaś  pękać. 

Zajęło  mi  moment  uświadomienie  sobie,  że  dzieje  się  tak  z  powodu  twej 
tęsknoty za domem.

 

Łagodny  ton  głosu Erica ścisnął  Sable za serce. Wyglądało  na  to,  że 

mimo iż utraciła trzech ludzkich braci, zyskała kolejnego. Ten okazał się być 

wysokim  na  sześć  stóp  wampirem  z  krótką  blond  wojskową  fryzurą, 
chłodnymi  niebieskimi  oczami  i  predyspozycjami  do  zostania  zabójcą,  a  w 

rzeczywistości, stanowiącym uosobienie pluszowego misia.

 

– 

Nie  musisz  się  o  mnie  martwić.  Ja...  –  Jakaś  para  właśnie 

opuszczała  bar.  Mężczyzna  szedł  przed  siebie  na  chwiejnych  nogach, 

background image

prowadzony  przez  jakąś  kobietę.  Dzięki  wzrokowi  o  wiele  lepszemu  niż 

ludzki, Sable od razu rozpoznała tę dziwkę.

 

– 

Minx – powiedziała, wyciągając sai i szykując się do walki.

 

Nie  musiała  mówić  nic  więcej.  Eric  zawrócił  wóz,  podjeżdżając  ku 

parkingowi umiejscowionemu w pobliżu lokalu. Sable modliła się jedynie o 

to, aby zdążyli na czas.

 

 

background image

Rozdział 3 

 

Zasada  numer  szesnaście:  Teraz,  kiedy  stałeś  się  nieśmiertelny, 

musisz  odciąć  się  od  ludzkiej  przeszłości.  Tak,  to  oznacza  również  twoją 
rodzinę.  Po  upływie  kilku  dekad  twoi  bliscy  zaczną  zauważać,  że  się  nie 

starzejesz,  a  zatem  pojawią  się  pytania.  Ostatnia  rzecz,  jakiej  potrzebuje 

Wampirze  Zwierzchnictwo  do  Spraw  Regulacji,  to  właśnie  pytania.  W 
przeciwnym  razie  zarząd  będzie  musiał  uporać  się  z  brudną  robotą, 

polegającą na eliminowaniu tych, którzy nas podejrzewają.”

 

 

A zatem stałeś się wampirem. Szybka broszura   

instruktażowa dla początkujących. 

 

 

***** 

 

 

Ryan wyszedł na zimne nocne powietrze w towarzystwie tajemniczej 

kobiety.  Postawiwszy  jedynie  kilka  kroków,  uświadomił  sobie,  że  jest 
bardziej  niż  trochę  pijany.  Ściszony,  gardłowy  chichot  wykradł  się  z  ust 

nieznajomej,  kiedy  Ryan  potknął  się  i  o  mały  włos  nie  upadł.  Bardziej 

background image

rozbawiona  niż  rozdrażniona  jego  niezdarnością,  dziewczyna  nadal  wiodła 

go jak najdalej od baru. Zaintrygowany jej zachowaniem, Ryan pociągnął ją 

za rękę, aby w ten sposób zatrzymać. 

– 

Jak masz na imię?

 

Ciemnowłosa  kobieta  obdarzyła  go  uśmiechem,  który  nie  sięgnął 

jednak  jej  oczu.  Chłopak  cofnął  się,  zaskoczony  zmianą,  jaka  zaszła  w 
wyrazie  jej  spojrzenia.  Stało  się  teraz zimne,  wręcz  drapieżne. Gdzieś  dalej 

rozległ  się  ściszony  dźwięk,  który  można  by  traktować  jako  krzyk. 

Towarzyszył  mu  śmiech,  tak  mroczny  i  zimny,  że  Ryan  poczuł,  jak  wzdłuż 
kręgosłupa  przebiega  mu  dreszcz.  Zrobiło  mu  się  chłodno  w  środku,  kiedy 

próbował  pozbyć  się  złego  przeczucia.  Ciemność  wydała  mu  się  nagle 

przerażająca  i  przepełniona  niepokojem,  jakby  czaiło  się  w  niej  coś 
niebezpiecznego.

 

Nieznajoma  skierowała  pod  jego  adresem  pytające  spojrzenie,  a  jej 

brew  wygięła  się  w  niemym  pytaniu.  Pokręciwszy  uprzednio  głową,  Ryan 

spróbował się rozluźnić.

 

– 

Wybacz. – Starał się przyoblec oblicze w uśmiech, mimo iż wiedział, 

że ponosi klęskę. – To był długi tydzień.

 

Dziewczyna przylgnęła do niego ciałem, po czym oplotła jego biodra 

swoimi  i  otarła  się  o  niego  raz,  a  potem  drugi,  przyozdabiając  to  wszystko 

seksownym chichotem.

 

– 

Nie  zmienisz  chyba  zdania  odnośnie  zabawienia  się  ze  mną, 

prawda?

 

Nawet  jeśli  rozsądniejsza  część  chłopaka  kazała  mu  odejść,  to  ta 

background image

napalona mówiła, żeby  został. Jak  zawsze  wygrała  ta  druga,  mimo  iż  Ryan 

nadal odczuwał coś na kształt napięcia w podbrzuszu. Oglądane z bliska usta 

brunetki,  sprawiały  wrażenie  jeszcze  bardziej  czerwonych,  choć  słabe 

oświetlenie  parkingowe  powinno  temu  przeczyć.  Teraz  przypominały 
mężczyźnie już nie truskawki, a krew.

 

– 

Wciąż  nie  zdradziłaś  mi  swojego  imienia.  –  Szatański  chichot 

znowu  rozbrzmiał  po  jego  lewej  stronie,  nosząc  znamię  echa  roznoszącego 

się na wietrze, ale będąc wciąż słyszalnym.

 

Ryan  nakazał  sobie  ruchem  głowy  nie  zwracać  na  niego  uwagi.  To 

alkoholowe  zamroczenie  powodowało,  iż  widział  i  słyszał  rzeczy,  jakie 

naprawdę  nie  istniały.  Cholera,  chłopak  musiał  wypić  o  wiele  więcej,  niż 

sądził, skoro cierpiał na halucynacje. To, czego potrzebował, to pogodzić się 
ze  stratą  i  odejść,  zanim  zrobi  z  siebie  żałosnego  dupka.  Starał  się  zatem 
uwolnić rękę z uścisku nieznajomej, ale ona jedynie go wzmocniła, wbijając 

mu paznokcie w skórę.

 

– 

Moje imię nie jest dla ciebie istotne, byczku. Nie będziesz żył na tyle 

długo, aby móc mnie nim tytułować.

 

Okej, to było zbyt zwariowane, nawet jak na gust Ryna.

 

Paznokcie  dziewczyny  nadal  wbijały  się  w  jego  nadgarstek,  a  nagłe 

uczucie  wilgoci  powiedziało  mu,  że  ta  suka  przebiła  naskórek  aż  do  krwi. 

Chłopak nigdy dotąd nie cofał się przed walką, ale z jakiegoś abstrakcyjnego 

powodu  jego  stopy  uważały  inaczej.  Coś  w  tej  laluni  zapalało  wszystkie 
ostrzegawcze  lampki.  Do  diabła,  ta  cizia  robiła  coś  więcej  niż  tylko  to:  jej 

diaboliczne usposobienie okazało się czymś poważniejszym niż ostrzegawcze 

lampki,  gwizdki  i  syreny  mgielne.  Instynkt  nakazał  mu  walkę,  ale  ojciec 

background image

nauczył jego brata, Matta, i jego samego, że prawdziwy mężczyzna nigdy nie 

uderzy kobiety. Postanawiając    zmienić taktykę, Ryan uruchomił swój urok 

osobisty.

 

– 

Widzisz,  piękna,  właśnie  przypomniałem  sobie,  że  muszę  iść  do 

pracy – skłamał bez większych trudności, decydując się na swój najbardziej 
czarujący uśmiech żigolaka.

 

Brunetka odpowiedziała ściśnięciem jego ręki tak mocno, że aż kości 

pisnęły na znak protestu. No dobrze, to by było na tyle z urokiem osobistym. 

Ervin  krzyknął  w  dość  dziewczęcy  sposób,  starając  się  uwolnić  stopy, 
ponieważ ból powodował, iż miękły mu kolana. Jakich sterydów by ta mała 

nie używała, jej więzień chętnie by ich spróbował, ponieważ można je było 

śmiało zaliczyć do najlepszego towaru.

 

– 

Co tam upolowałaś, Minx? – Zapytał inny głos w ciemności.

 

Ervin  westchnął  w  poczuciu  ulgi,  gdy  uświadomił  sobie,  że  ktoś 

jeszcze  przebywa  na  parkingu  i  będzie  mógł  mu  pomóc.  Wszelkie  nadzieje 
umarły jednak natychmiast, gdy tylko spojrzał w oczy nowo przybyłego. Były 

one ciemne jak noc, a ich wyraz przypominał spojrzenie drapieżcy, rzucone 

na  ofiarę  tuż  przed  atakiem.  I  to  właśnie  Ryan  odgrywał  rolę  owej  ofiary. 
Mężczyzna miał długie, brudne blond włosy związane w luźny kucyk. Musiał 
chorować  na  to  samo  upodobanie  do  fetyszu,  co  jego  znajoma,  choć  sam 

ubierał się na czarno od stóp do głów.

 

Poruszając się z tak niesamowitą prędkością, że Ervin nie zorientował 

się nawet, iż oprawca się do niego zbliża, facet chwycił go za poły od koszuli i 

przyszpilił do ściany. Ryan syknął z bólu, wywołanego uderzeniem pleców o 

twarde cegły oraz wyrwaniem dłoni ze szponów diablicy.

 

background image

Wpijając  się  palcami  w  nadgarstek  napastnika,  chłopak  próbował 

oswobodzić się z tego uścisku, jednak ten facet okazał się zbyt silny. Cholera, 

wydawał  się  silniejszy  niż  ktokolwiek,  z  kim  Ervin  się  dotąd  mierzył. 

Niepokój, który do tej pory zagnieżdżał się w jego podbrzuszu, przeszedł od 
ostrzegawczego kłucia do cholernego inferno. Wargi mężczyzny wygięły się 

w uśmieszku, a Ryan dziwił się, jak ktokolwiek może być w ogóle zdolny do 
tak ostentacyjnej manifestacji własnego tryumfu.

 

– 

Zadałem ci pytanie, Minx. Co tam upolowałaś?

 

Oczy brunetki zwęziły się niebezpiecznie.

 

– 

Nie powinieneś używać naszych imion, nie pamiętasz?

 

– 

W porządku – wydyszał Ervin. – Nie będę żył na tyle długo, by was 

nimi tytułować.

 

Zarówno  kobieta,  jak  i  jej  przyjaciel  zaserwowali  mu  zaskoczone 

spojrzenia.  Nie  ulegało  wątpliwości,  że  żadna  z  ich  wcześniejszych  ofiar 

dotąd  z  nimi  nie  żartowała.  Ryan  nie  miał  odwagi  mówić  im,  że  nie  jest 

faktycznie  takim  ironistą,  a  jedynie  obezwładniający  strach  wywołuje  u 
niego  przejaw  głupoty.  Z  ust  kolesia  wydobył  się  ściszony  pomruk,  który 

zmienił  się  wkrótce  w  głośny  warkot.  Nawet  jeśli  Ervin  zamierzał  wygłosić 

kolejny komentarz, nie byłby do tego zdolny. Strach sprawił, że nie mógł już 
z  siebie  nic  więcej  wydusić.  Facet  ponownie  uderzył  jego  ciałem  w  ścianę 

budynku, raz za razem warcząc, niczym dzikie zwierzę. Dźwięk ten nie miał 

w sobie nic ludzkiego. Przypominał bardziej pieśń bojową potwora.

 

To. Nie. Było. Nic. Dobrego. 

Instynkt  ponownie  dał  o  sobie  znać,  przez  co  Ryan  raz  jeszcze  wpił 

background image

się  palcami  w  rękę,  która  przyszpilała  go  do  muru.  Ona  jednak  nawet  nie 

drgnęła.  Równie  dobrze  chłopak  mógłby  siłować  się  ze  stalową  belką.  W 

końcu napastnik zwolnił swój uchwyt, ale tylko po to, żeby cisnąć Ervinem o 

ziemię. Każdy nerw w jego ciele zaprotestował, kiedy doszło do kontaktu z 
twardą nawierzchnią. 

Ryan starał się jakoś oswobodzić, ale facet rzucił się na niego i w ten 

sposób,    jeszcze  raz  go  unieruchomił.  Bez  względu  na  to,  jak  bardzo  by 

próbował, chłopak nie potrafił zepchnąć z siebie ciężaru. Kiedy koleś rozwarł 
w końcu wargi, Ervin o mało nie zsikał się w majtki. Ten gość miał kły. I to 

wcale  nie  te  podrabiane  z  plastiku,  ale  prawdziwe.  Najwyraźniej  był  też 

gotowy  ich  użyć.  Ich  ostre  jak  brzytwa  końcówki,  zdawały  się  świecić  w 
blasku księżyca i obficie spływała z nich ślina.

 

– 

Nie ruszaj się, byczku – zażądał facet.

 

Gdyby tylko Ryan stanął o własnych nogach i mógłby spojrzeć w dół 

na  swoje  ciało,  z  radością  wykonałby  to  polecenie.  Dlaczego    ta  dwójka 

wyzywali  go  od  krów?  Czyżby  niemożność  grania  na  co  dzień  w  hokeja, 

sprawiła,  że  przytył?  Skup  się,  idioto.  Jesteś  o  dwie  sekundy  od  zostania 
przekąską,  a  przejmujesz  się  tym,  jak  wielki  jest  twój  tyłek?  Diaboliczny 

śmiech  kobiety  przeciął  chłodne,  zasnute  mrokiem  powietrze,  a  to  z  kolei 
sprawiło, że strach Ervina zmienił się w gniew.

 

–  Jeśli  wydaje  wam  się,  że  poddam  się  bez  walki,  to  jesteście  w 

wielkim  błędzie  –  warknął  chłopak,  uderzając  w  oprawcę  ze  wszystkich  sił 

głową. 

Dzięki  wszystkim  ciosom,  jakie  zarobił  przez  długie  lata  gry  jako 

bramkarz  hokejowy,  Ryan  ledwo  co  poczuł.  Natomiast  jego  rywal,  bez 

background image

wątpienia  musiał  ciężko  to  znieść.  Zawył  wściekle  i  zsunął  się  ze  swojej 

ofiary,  ujmując  głowę  między  obie  dłonie.  Ervin  nie  planował  stania  o 

własnych  siłach  na  tyle  długo,  aby  odtańczyć  taniec  zwycięstwa.  Usiadł  na 

czworakach, a potem przeniósł ciężar ciała na stopy, żeby móc w ten sposób 
uciec.

 

Jedyne  ostrzeżenie,  jakie  otrzymał,  to  rozlegający  się  w  powietrzu 

syk, po którym rzuciła się na niego brunetka. Chłopak wylądował na plecach 

i  po  raz  kolejny  przyszpilono  go  do  ziemi.  Ryan  odkrył  ze  zdziwieniem,  że 
towarzyszka  faceta  jest  nawet  silniejsza  niż  on  sam.  Ervin  zdołał  odwrócić 

głowę na czas, aby ujrzeć błysk jej kłów.

 

– 

Czym ty, do cholery, jesteś? – Wydyszał.

 

Czerwone wargi wygięły się w okrutnym uśmieszku.

 

– 

Twoim  najgorszym  koszmarem,  który  właśnie  staje  się 

rzeczywistością.

 

Wampir.  W  chwili,  kiedy  ów  wyraz  napłynął  do  jego  umysłu, 

mężczyzna  natychmiast  go  odrzucił.  One  nie  istniały.  Ale  z  drugiej  strony, 
stanowiło to jedyne logiczne wytłumaczenie.

 

Atakując  tak  szybko  jak  kobra,  wampirzyca  zatopiła  kły w  jego  szyi. 

Ugryzienie nie przypominało tych zmysłowych rzeczy, jakie Ervin oglądał w 
filmach.  Zamiast  tego  okazało  się  bolesne  i  brutalne.  Skrywało  w  sobie 
prymitywną  żądzę,  przywodząc  na  myśl  dzikie  zwierzę  pastwiące  się  nad 

ofiarą.  Skóra  i  mięśnie  rozerwały  się  za  jednym  zamachem,  a  krew 

wypłynęła z ciała Ryana. Minx musiała bez wątpienia uszkodzić jakąś ważną 
arterię,  ponieważ  chłopak  bardzo  szybko  się  wykrwawiał.  Zdając  sobie 

background image

sprawę z tego, że jedynie sekundy dzielą go od śmierci, postanowił walczyć. 

Ramię wampirzycy znajdowało się blisko jego ust. Świadomość tego, 

że jej kolacja stawia opór, zapewne nieźle ją wkurzy. Również warcząc, Ervin 

rzucił się do ataku niczym doberman. Mimo iż jego zęby były zaokrąglone i 

typowo  ludzkie,  poczuł,  jak  jej  skóra  ustępuje  pod  jego  ukąszeniem.  Z  ust 
Minx  wydobył  się  skowyt  bólu,  natomiast  Ryan  nie  mógł  powstrzymać  się 
od radosnego chichotu. Krew wypełniła jego jamę ustną, a jej smak wydawał 

się  naprawdę  dziwny.  Nie  był  metaliczny  i  cierpki  jak  u  ludzi,  ale  ostry  i 
przypominający jeszcze coś, czego chłopak nie umiał zidentyfikować.

 

Pociemniało  mu  przed  oczami.  Wiedział,  że  kiedy  straci 

przytomność,  już  nigdy  się  nie  obudzi.  Ryan  leżał  na  śniegu  i  mimo  że 

powinien  czuć  zimno  i  wilgoć  przesączające  się  przez  odzież,  po  jego 
członkach rozchodziło się jedynie ciepło. Gdy wargi mężczyzny odsunęły się 
od  ramienia  wampirzycy,  wszystkie  kończyny  dziwnie  mu  się  rozluźniły. 

Powietrze pachniało czymś cierpkim, a zapach ten wydzielała bez wątpienia 

jego własna krew.

 

– 

Napiłeś  się  mojej  krwi  –  poskarżyła  się  diablica.  –  Nie  masz 

bladego pojęcia, co właśnie zrobiłeś. To jedynie doda nam frajdy.

 

Ryan  przymknął  powieki  i  zaczerpnął  drżący  oddech.  Nabrał 

powietrza jeszcze raz, a potem przestał oddychać na dobre. 

 

background image

Rozdział 4 

 

Zasada  numer  siedemnaście:  Jeśli  natkniesz  się  na  zdziczałego 

wampira, musisz go natychmiast wyeliminować. W żadnym razie nie wolno 
ci  dopełnić  jego  transformacji  poprzez  podanie  mu  twojej  krwi.  Ci,  którzy 

nie  podporządkują  się  temu  prawu,  podlegają  karze  grzywny,  karze 

cielesnej, groźbie więzienia, a nawet unicestwieniu.”

 

                                                                                 

A zatem stałeś się wampirem. Szybka broszura 

 

instruktażowa dla początkujących . 

 

 

***** 

 

 

Sable  biegła  w  stronę  leżącego  na  ziemi  człowieka  tak  szybko,  jak 

mogła,  Eric  zaś  starał  się  ze  wszystkich  sił  dotrzymać  jej  tempa.  Jej  wzrok 

zogniskował  się  na  biednym  mężczyźnie  oraz  tamtej  suce.  Wampirzyca, 

która siedziała okrakiem na swojej ofierze, nie zauważyła nawet, że ktoś się 
do niej zbliża. Za bardzo pochłaniało ją wgryzanie się w gardło bezbronnego 

chłopaka.  Nie  próbował  on  już  stawiać  jej  oporu,  a  jego  ciało  leżało 

background image

nieruchomo,  co  sprawiło,  iż  w  głowie  Sable  pojawiły  się  najgorsze  myśli. 

Przybyli  za  późno.  Wampir  o  blond  włosach  nadal  trzymał  się  na  uboczu, 

ujmując w dłonie swą poranioną twarz oraz jęcząc. Spomiędzy jego palców 

wypływała krew, co powiedziało Sable o tym, iż mężczyzna złamał mu nos. 
Jeden zero dla człowieka. 

– 

Sukinsyn  –  stwierdził  Eric  po  cichu,  aby  nie  alarmować 

napastników o obecności sił Zwierzchnictwa.

 

Jego  partnerka  wątpiła  jednak,  by  cokolwiek  dało  się  usłyszeć  przy 

tych gardłowych piskach oraz dźwiękach głośnego pożywiania się Minx.

 

– 

Jest strasznie brutalna.

 

Mężczyzna  wciąż  się  nie  poruszał,  a  Sable  poczuła  coś  na  kształt 

smutku.  Przyglądała  się  sposobowi,  w  jaki  stawiał  czoła  napastniczce,  a 

także  podziwiała  jego  odwagę.  Większość  ludzi  zamierała  w  bezruchu  oraz 
zalewała  się  łzami,  kiedy  przyszło  im  stanąć  twarzą  w  twarz  z  atakującym 

wampirem. Ale nie ten facet, on spuścił im najpierw niezły łomot.

 

– 

Minx  zawsze  była  skłonną  do  mordu  dziwką.  Dlaczego  dzisiaj 

miałoby być choć trochę inaczej?

 

Sable uniosła w pogotowiu swoje sai, była to para bliźniaczych ostrzy, 

które złączono razem rękojeścią. Mimo iż o wiele lepiej czuła się z glockiem, 
nie mogli przecież ryzykować wymiany ognia. Ostatnie, czego potrzebowali, 
to kolejni ludzie zamieszani w to gówno.

 

– 

Przez  to  będzie  ciężej  ją  zabić  –  odparł  Eric  niezadowolonym 

tonem, wyciągając własną broń, czyli minę odłamkową.

 

background image

– 

Zajmę się nią, a ty weź na siebie jej chłopca – zabaweczkę.

 

Dwójka  renegatów  spojrzała  wreszcie  w  kierunku  swoich  wrogów  w 

momencie, kiedy Sable i jej partner zbliżyli się na tyle, aby nawiązać walkę. 

Spojrzenie  wampirzycy  spotkało  się  ze  spojrzeniem  rywalki  i  w  oczach  tej 

pierwszej  odmalował  się  obłęd.  Nie  zatrzymując  się  nawet,  żeby  sycić  się 
tym  widokiem,  Sable  rzuciła  się  na  Minx.  Ona  również  wyskoczyła  w 
powietrze,  tak,  że  spotkały  się  w  połowie  drogi,  stanowiąc  teraz  plątaninę 

szponów, ostrzy, pięści i kłów. Sable mogła wyczuć zapach ludzkiej krwi w 
oddechu renegatki, co z jakiegoś powodu jedynie podsyciło jej wściekłość.

 

Dźwięki świadczące o walce toczonej przez Erica, wymieszały się z jej 

własnym warkotem, kiedy upadła boleśnie na pokrytą śniegiem ziemię. Cały 

zapas  tlenu  uciekł  z  jej  płuc,  jako  że  Minx  naparła  z  całej  siły  na  ciało 
rywalki. 

 

Jest  silna,  diabelnie  silna.  Utrzymaj  się  w  grze,  dziewczyno,  albo 

będzie to twoje ostatnie „hurra”. 

 

Skręciwszy biodra, Sable próbowała zrzucić z siebie napastniczkę, ale 

ta  przywarła  do  niej  niczym  jeździec  dosiadający  byka.  Wampirzyca 

zacisnęła  dłonie  wokół  gardła  rywalki  i  zwarła  je  na  nim  niczym  kleszcze. 
Korzystając raz jeszcze ze sposobu z wykręcaniem sylwetki, Sable z trudem 
wierzgała  stopami.  Panika  zagnieździła  się  w  jej  martwym  sercu,  kiedy 

uścisk  Minx  przybrał  na  sile,  pozbawiając  ją  resztek  powietrza.  Będąc 
wampirem czy nie, musiała oddychać, a teraz widziała przed oczami jedynie 

gwiazdy  świadczące  o  niedotlenieniu  mózgu.  Jej  sai  zostało  odepchnięte 

gdzieś poza zasięg rąk, a kiedy podjęła próbę sięgnięcia ku niemu, napotkała 

jedynie  żwir  i  mokry  śnieg.  Obraz  zaczął  rozmazywać  się  przed  oczami 

background image

Sable,  która  stopniowo  zwalniała  uścisk  wokół  Minx.  Renegatka  posiadała 

ponadnaturalną, nawet jak dla trudnej do zabicia wampirzycy, siłę, co teraz 

powoli przynosiło zamierzone skutki.   

Cholera,  zostanę  zabita  przez  największą  dziwkę  w  wampirzej 

społeczności. To będzie dla mnie ogromny zaszczyt. 

 

Przymykając  powieki,  Sable  usłyszała  odgłos  do  złudzenia 

przypominający gwizd, co sprawiło, że raz jeszcze otworzyła oczy. Stało się 

to  na  tyle  szybko,  by  mogła  zobaczyć,  jak  ktoś  uderza  Minx  w  bok  głowy 

płytką  chodnikową.  Przykładając  dłoń  do  poranionego  gardła,  młoda 
wampirzyca  spojrzała  w  stronę  swego  wybawiciela,  spodziewając  się,  że 

będzie to Eric. 

To był człowiek.

 

Jak  zdołał  wstać  i  znowu  walczyć,  Sable  nie  miała  pojęcia.  Jeśli  jej 

własna  szyja  wydawała  się  być  w  koszmarnym  stanie,  to  w  porównaniu  z 

szyją  obrońcy,  jej  stan  przypominał  jedynie  ugryzienie  komara.  Otwarta  i 
całkowicie  porozrywana,  nadal  wyrzucała  z  siebie  krew,  a  bladość 

mężczyzny  sugerowała,  że  nie  pozostało  mu  jej  znowu  tak  wiele.  Sable 

wykonała  krok  w  kierunku  nowego  sojusznika  z  zamiarem  udzielenia  mu 
pomocy,  kiedy Minx  raz  jeszcze  powaliła  go  na  ziemię, przyszpilając  go  do 
podłoża.

 

– 

Nie! – Wrzasnęła wampirzyca nosząca kiedyś imię Jane, czując, że 

odzywa się w niej instynkt obronny.

 

Ten  człowiek  ją  ocalił,  a  zatem  ona  powinna  uczynić  to  samo. 

Odszukała płytkę chodnikową i ujęła ją mocno w obie dłonie.

 

background image

Trzymając  ją  z  całej  siły,  uderzała  nią  Minx  raz  za  razem.  Gdyby  ta 

ostatnia była człowiekiem, najpewniej by w ten sposób zginęła, a tak jedynie 

się  wycofała.  Nie  zamierzając  czekać  na  lepszą  okazję,  Sable  chwyciła 

upuszczoną broń, zamachnęła się nią i wbiła jedno z ostrzy głęboko w serce 
rywalki.

 

Przekręciła sai gwałtownym ruchem, wyciągając je z rany i zatapiając 

stopę w piersi renegatki, by odsunąć ją możliwie jak najdalej od mężczyzny. 

Ciało Minx zajęło się ogniem od środka, a bijący od niego płomień rozjaśnił 
blaskiem mroczną aleję. Kolejny pożar wybuchł z boku, świadcząc o tym, że 

Eric również rozprawił się z blondynem. Wkrótce światło zgasło, a jedynym 

dowodem  na  istnienie  tamtej  dwójki,  były  dwie  kupki  popiołu  leżące  na 
śniegu. Kiedy Sable pochyliła się, żeby złapać oddech, spostrzegła, że ostry 

zimowy wiatr układa oba stosy w luźne okręgi.

 

– 

Czy  wszystko  z  tobą  okej?  –  Głos  Erica  brzmiał  ostro,  jakby 

lodowate powietrze trawiło go w ogniu.

 

Jego partnerka skinęła głową.

 

– 

A z tobą?

 

– 

Ten dupek kopnął mnie w jaja.

 

Sable popatrzyła w stronę przyjaciela. Ten kulił się właśnie, z trudem 

zaczerpując oddech. Eric spuścił głowę, a mimo to jego znajoma wiedziała, 
że  prawdopodobnie  z oczu  ciekną  mu łzy.  Kopała  w  przeszłości  w  jaja  tylu 

facetów, iż mogła przewidzieć typową dla nich reakcję.

 

Dając  im  obojgu  nieco  czasu  i  przestrzeni  dla  odzyskania  zranionej 

dumy,  wampirzyca  podeszła  do  człowieka,  obracając  go  na  plecy.  Powieki 

background image

chłopaka pozostawały przymknięte, a Sable zrozumiała, że nigdy więcej ich 

już nie otworzy. Świadomość, że zdołał jej wcześniej pomóc, nosiła znamię 

cudu.  Ludzie  nie  wykazywali  zdolności  do  regeneracji.  Żołądek  młodej 

wampirzycy  ścisnął  się  boleśnie,  kiedy  oceniła  spojrzeniem  spustoszenie, 
jakie poczyniła jej krajanka. Gardło chłopaka wyglądało tak, jakby ucztowała 

na  nim  sfora  wygłodniałych  psów.  Sable  widywała  już  różne  przypadki  w 
trakcie  swojej  pracy  dla  Wampirzego  Zwierzchnictwa  do  Spraw  Regulacji, 
ale  ten  zasługiwał  na  miejsce  w  co  najmniej  pierwszej  dziesiątce  spośród 

tych najgorszych.

 

– 

Biedaku  –  wyszeptała.  –  Nie  miałeś  żadnych  szans,  a  i  tak 

próbowałeś mnie ocalić. – Jego ciemne włosy okazały się mokre od śniegu 
oraz krwi.

 

Wampirzyca odsunęła je na bok z jego twarzy.

 

– 

Zadzwonię  po  ekipę  sprzątającą  –  zaoferował  się  Eric,  wstając  z 

ziemi na chwiejnych nogach.

 

Sable  już  otwierała  usta,  żeby  mu  odpowiedzieć,  kiedy  coś  przykuło 

jej uwagę i kazało się powstrzymać. Oddechy, jej i przyjaciela, unosiły się w 

powietrzu  mroźną  parą  ze  względu  na  zadyszkę  obojga  oraz  niską 
temperaturę  otoczenia.  Teraz  słaba  mgiełka  wydobywała  się  również 
spomiędzy warg człowieka. Biorąc pod uwagę to, co stało się z jego szyją, ten 

facet nie powinien przecież oddychać. Wampirzyca zbliżyła się do niego na 
tyle, by przekonać się, że poraniona skóra już zaczęła się zrastać. Nieśmiałe 

bicie  serca,  które  docierało  do  super  wrażliwych  na  dźwięki  uszu  Sable, 

sugerowało,  że  chłopak  wraca  do  życia.  A  to  oznaczało  tylko  jedną  rzecz. 

Nagle  pojawiła  się  odpowiedź  na  pytanie,  jakim  cudem  ofiara  zdołała 

background image

podnieść się z podłoża i zaatakować Minx.

 

– 

Lepiej  powiedz  ekipie  sprzątającej,  żeby  zwlekła  tu  swoje  tyłki  – 

powiedziała do Erica. – On się przemienia.

 

Jej  jasnowłosy  partner  natychmiast  się  spłoszył,  co  sprawiło,  że  o 

mały  włos  nie  upuścił  swojego  telefonu  komórkowego,  który  wyciągnął  z 

kieszeni.

 

– 

Jak? Jedynym sposobem na to, żeby stworzyć nowego wampira jest 

przecież wymiana krwi.

 

– 

Możemy  martwić  się  tym  później.  Teraz  musimy  skupić  się  na 

poważniejszym problemie. Jeśli nie podamy mu krwi, jego przemiana stanie 

się  o  wiele  bardziej  zaawansowana,  a  on  sam  zmieni  się  w  zdziczałego 
krwiopijcę.

 

Jedynym  sposobem,  by  do  tego  dopuścić,  było  pozostawienie 

nowonarodzonego  samego  sobie  bez  pełnego  przewodnictwa.  W  rezultacie 

powstawała  jednostka  tak  bardzo  żądna  posoki,  że  bardziej  zbliżona  do 

zwierzęcia  niż  czegokolwiek  innego.  Doprowadzeni  do  szaleństwa  przez 
swoje pragnienie, zdziczali mordowali wszystkich i wszystko, co stawało im 

na drodze. Cierpienie takiego wampira kończyło się dopiero wtedy, gdy on 

sam zostawał zabity.

 

– 

Zobacz,  czy  możesz  sprawdzić,  kim  on  jest  –  zażądał  Eric.  – 

Wampirze  Zwierzchnictwo  do  Spraw  Regulacji  będzie  próbowało  ustalić, 

jakie  miał  koneksje  w  swoim  ludzkim  świecie,  by  móc  jakoś  uprzątnąć  ten 

bałagan.

 

Sable sięgnęła do kieszeni człowieka, wyciągając stamtąd jego portfel. 

background image

Spoglądając  spiesznie  na  prawo  jazdy,  zdołała  stwierdzić,  iż  ofiara 

wywodziła się z tych stron i nazywała się Ryan. Wampirzyca starała się nie 

patrzeć na zdjęcie chłopaka. Nie chciała oglądać go szczęśliwszym niż teraz, 

skoro  planowała  go  wyeliminować.  Jego  dane  osobowe  coś  jej  wreszcie 
przypomniały, a wówczas Sable głośno jęknęła.

 

– 

O  mój  Boże.  To  Ryan  Ervin.  Był  początkującym  bramkarzem 

hokejowym w ,,Ferris State”.

 

Eric zaszczycił przyjaciółkę rozdrażnionym spojrzeniem.

 

– 

I co z tego?

 

– 

I  co  z  tego?  –  Powtórzyła  za  nim,  wściekła  z  powodu  jego 

ignorancji.  –  Wytrzymał  najdłużej  w  historii  bez  przepuszczenia  bramki. 
Przed tym, jak odniósł kontuzję, zapowiadał się na najlepszego bramkarza w 

historii. Bliskiego nawet samemu Patrickowi Royowi.

 

Partner pokazał Sable środkowy palec.

 

– 

I to niby miało mi zaimponować?

 

Z gardła wampirzycy wydobył się warkot.

 

– 

Jesteś  strasznym  frajerem.  Zastanawiam  się,  czy  ktokolwiek  inny 

zgodziłby się na to, by z tobą pracować.

 

– 

To  nie  ja  zachowuję  się  jak  nawiedzona  fanka,  podniecając  się 

jakimś człowiekiem.

 

Sable zaczerpnęła emanujący rozdrażnieniem oddech, uświadamiając 

sobie,  że  popełnia  błąd.  Mimo  zapachu  krwi  oraz  alkoholu  bijącego  od 

background image

Ryana, wciąż otaczał go ostry aromat. 

 

Dlaczego  ten  mężczyzna  wydaje  mi  się  aż  tak  atrakcyjny? 

Wstrzymaj się, bardzo cię proszę. Będziesz najpewniej musiała go zabić, a 

zatem ostatnie, czego ci trzeba, to się nim interesować. 

 

Na głos wampirzyca powiedziała tylko: 

– 

Proszę  cię.  Gdybym  została  fanką  hokeja,  zapewne  zadurzyłabym 

się  w  napastniku,  a  nie  bramkarzu.  Nie  sądzę,  żebyśmy  musieli  go  jeszcze 
zabijać.  Już  sprawia  wrażenie  silnego,  a  kiedy  przejdzie  pomyślnie  przez 

przeobrażenie, stanie się dla nas dobrym żołnierzem.

 

– 

Nie  musimy  rekrutować  żołnierzy  w  taki  sposób.  Dlaczego  się  tak 

nad nim rozklejasz? – Brew Erica wygięła się w pytającym geście. – Chyba ci 
się nie podoba, prawda?

 

Sable uświadomiła sobie, że gładzi wolną dłonią włosy chłopaka. 

 

Ryan, jakie ładne imię. 

 

Wampirzyca  cofnęła  rękę,  starając  się  zachowywać  odpowiednio, 

jednak  zaledwie  jeden  rzut  oka  na  twarz  partnera  powiedział  jej,  że  ani 

trochę go nie nabrała. Nie mogło być wątpliwości odnośnie tego, że podobał 

się  jej  ten  ludzki  mężczyzna.  W  końcu  ją  uratował,  mimo  iż  mogło  go  to 
kosztować własne istnienie. Sable była mu winna to samo, nawet, jeśli miało 
ją to wpędzić w kłopoty ze strony Erica oraz Wampirzego Zwierzchnictwa do 

Spraw Regulacji. 

Powieki Ryana uniosły się, ukazując parę najcieplejszych brązowych 

oczu, jakie wampirzyca kiedykolwiek widziała. Nie mogąc oderwać od niego 

background image

spojrzenia, skuliła się nad jego ciałem w jeszcze bardziej opiekuńczy sposób, 

ignorując  parsknięcie  wyrażające  odrazę,  jakie  dobiegło  jej  uszu  od  strony 

kolegi.  Usta  chłopaka  otwierały  się  i  zamykały,  całkiem  jakby  on  sam 

próbował  coś  powiedzieć,  ale  nie  mógł,  ponieważ  nie  pozwalało  mu  na  to 
rozerwane gardło. Strach przebiegł przez jego oblicze, kiedy oczy mężczyzny 

zrobiły się większe i Ryan podjął się wysiłku dotknięcia swoich ran.

 

Sable ujęła jego dłonie, pochylając się nad nim i szepcząc:

 

– 

W porządku, Ryan. Jesteś bezpieczny, a ja sprawię, że poczujesz się 

lepiej.  –  Po  tym  nastąpiło  kilka  pełnych  napięcia  chwil,  kiedy  chłopak 
zdawał się jej nie wierzyć.

 

Następnie jednak opuścił ręce, skinąwszy głową. Wow, chyba jej ufał. 

Nikt  inny  tego  wcześniej  nie  robił.  Pozostałe  wampiry  patrzyły  na  Sable 

pokpiwając,  albo  dlatego,  że  należała  kiedyś  do  Corbina,  albo  dlatego,  że 
zachowywała się w bardzo niewampirzy sposób. Ryan natomiast musiał się 
przecież zorientować, iż jest przedstawicielką tego samego gatunku, co jego 

oprawcy. Wiedział, kim jest, a mimo to pozwolił się jej dotknąć i pocieszyć. 

Starając się ocalić tego człowieka, dawna Jane podjęłaby właściwą decyzję, 
nawet,  jeśli  oznaczało  to  zwrócenie  się  przeciwko  Wampirzemu 

Zwierzchnictwu do Spraw Regulacji. 

 

Sable uniosła swój nadgarstek, otwierając usta i przygotowując się na 

przegryzienie kłami własnej żyły.

 

Eric rzucił się na partnerkę, opuszczając jej rękę w dół.

 

– 

Co ty, do diabła, wyprawiasz? – Jego głos brzmiał ostro, jakby ktoś 

znowu wymierzył mu kopniaka w jaja.

 

background image

– 

Zamierzam  dopełnić  jego  transformacji  –  odpowiedziała 

wampirzyca tak spokojnym głosem, jakby mówiła o czymś, co robi każdego 

dnia.

 

– 

To wbrew prawu. Wiesz, co powinniśmy zrobić.

 

Szczęka  Erica  była  napięta.  Jeszcze  nigdy  nie  udało  się  Sable 

doczekać  podobnej  reakcji  ze  strony  przyjaciela.  Może  i  postępował 
względem  niej  nadopiekuńczo,  ale  nieprzestrzeganie  przez  nią  zasad, 

doprowadzało  go  do  szaleństwa.  Musiało  się  to  wiązać  z  jego  militarną 

przeszłością.

 

– 

Wiem,  co  powinniśmy  zrobić,  i  wcale  się  na  to  nie  zgadzam.  – 

Rozkazy mówiły wyraźnie, aby zabijać każdego, kto przechodził przez proces 

przeobrażenia.

 

– 

A  zatem  ja  to  zrobię  –  zadeklarował  się  jasnowłosy  wampir, 

wyciągając swoją minę odłamkową.

 

– 

Nie!  –  Jego  partnerka  rzuciła  się  na  człowieka,  ochraniając  go 

własnym  ciałem.  Nie  wiedziała,  kogo  bardziej  zszokowała  jej  reakcja:  ją 
samą, przyjaciela, czy ludzkiego chłopaka.

 

Po kilku pełnych napięcia chwilach, Eric westchnął opuszczając broń. 

Sable odetchnęła z ulgą, siadając i nadal trzymając opiekuńczo jedną rękę na 
klatce piersiowej Ryana.

 

– 

Czy zdajesz sobie sprawę z tego, co się z tobą stanie, jeśli Wampirze 

Zwierzchnictwo  do  Spraw  Regulacji  dowie  się,  co  zrobiłaś?  –  Spytał  jej 

partner zrezygnowanym tonem.

 

background image

– 

Tak,  i  wcale  mnie  to  nie  obchodzi.  –  Składając  tę  deklarację, 

wampirzyca popatrzyła w oczy leżącego na ziemi chłopaka.

 

– 

Dobrze się zastanów, zanim się na to zdecydujesz – zachęcił ją Eric. 

– Jeśli dopełnisz jego przemiany własną krwią, staniesz się jego panią. A to 

będzie  oznaczało,  że  będziesz  z  nim  związana  na  wieki.  Będziesz  musiała 
zająć  się jego  inicjacją,  jak  mamy w  zwyczaju,  a  także upewnić  się,  że  twój 
chłoptaś  odnajdzie  się  w  naszym  świecie.  Będziesz  władała  tym 

żółtodziobem.

 

– 

Wiem. – Sable pogładziła policzek Ryana.

 

Na twarzy jej partnera wykwitł nieprzyjemny grymas.

 

– 

O Boże, nie myliłem się. Spodobał ci się.

 

– 

A nawet jeśli, to co?

 

Oblicze Erica nieco złagodniało.

 

– 

Kiedy to zrobisz, nie będzie już odwrotu.

 

– 

Rozumiem i zamierzam ponieść ten koszt.

 

– 

Jeśli jesteś tak strasznie zdeterminowana, żeby go ocalić, pozwól, że 

to ja ofiaruję mu krew.

 

Oferta  przyjaciela  wzruszyła  wampirzycę,  ale  z  drugiej  strony,  jakaś 

część niej poczuła zazdrość. Ryan należał tylko do niej. Żaden inny wampir 
nie  będzie  mógł  go  tknąć.  Sable  spuściła  wzrok,  pozwalając  partnerowi 

odczytać jej wewnętrzny dylemat.

 

– 

Nie.  On  uratował  mnie,  a  zatem  jestem  za  niego  odpowiedzialna. 

background image

Jeśli potrzebujesz pomocy, zadzwoń po ekipę sprzątającą.

 

– 

Żeby go zmienić, będziesz musiała napić się krwi z jego żyły. – Eric 

wygiął jedną brew pod jej adresem. – Czy myślisz, że będziesz w stanie się 

do  tego  zmusić?  Nie  wbijałaś  w  nikogo  kłów,  odkąd  stałaś  się  członkinią 

naszego klanu.

 

Sable  oblała  się  rumieńcem,  gdyż  świadomość  konieczności 

ugryzienia  człowieka  przeraziła  ją.  Szczerze  powiedziawszy,  myśl  o 

pieszczotliwym  dotknięciu  szyi  Ryana  tuż  przed  wbiciem  w  nią  kłów, 

sprawiła, że dziewczyna poczuła ból i wilgoć między nogami. Starając się ze 
wszystkich sił zachować neutralny wyraz twarzy, odpowiedziała:

 

– 

Myślę, że dam sobie radę.

 

Tym razem, kiedy Sable uniosła nadgarstek do ust, Eric nie wykonał 

żadnego  ruchu,  żeby  ją  powstrzymać.  Zatapiając  kły  w  delikatnej  skórze, 
skrzywiła  się  odrobinę  na  ten  ostry  ból.  Gdy  krew  wreszcie  wypłynęła, 

wampirzyca skierowała strumień ku wargom Ryana.

 

Obdarzając ją spojrzeniem wyrażającym po części strach, a po części 

niepewność, chłopak się cofnął.

 

– 

Pij – błagała go Sable. – Zaufaj mi. – Zrozumiała, że jego wampirzy 

instynkt  przybrał  na  sile,  wypierając  ten  ludzki,  gdy  poczuła,  jak  język 
młodego mężczyzny kilkakrotnie pieści jej skórę tuż przed tym, jak jego usta 
wypełniła jej krew.

 

Wampirzyca  przymknęła  powieki,  gdy  przepłynęła  przez  nią  fala 

przyjemności.

 

background image

Rytuał  wymiany  płynów  zawsze  był  bardzo  zmysłowy,  ale  nigdy  aż 

tak.  Okazał  się  tak  intymny,  jakby  Ryan  wysysał  z  niej  nie  tylko  krew,  ale 

również  ciało  i  duszę.  Sable  wzdrygnęła  się,  modląc  się  o  to,  aby  Eric  nie 

zorientował  się,  iż  traci  nad  sobą  kontrolę.  Gdyby  miała  orgazm  tylko 
dlatego,  że  nowonarodzony  wypija  z  niej  krew,  jej  partner  nigdy  by  jej  nie 

odpuścił.

 

– 

Muszę cię ukąsić, Ryan. – Kiedy oczy chłopaka rozszerzyła panika, 

wampirzyca szybko dodała: – Przysięgam, że tym razem to będzie delikatne. 
Nie skrzywdzę cię.

 

Jej partner jęknął.

 

– 

Pospiesz  się.  Cała  ta  urocza  gadka  wpędzi  mnie  w  śpiączkę 

cukrzycową.

 

Sable  już  pochylała  się,  aby  ukąsić  swojego  nowego  podwładnego, 

kiedy on złapał ją za nadgarstek obiema dłońmi. Jego wargi wyszeptały coś 

na kształt „nie”. Wampirzyca jęknęła na znak frustracji.

 

– 

Nie  rozumiesz.  Jeśli  nie  przeprowadzimy  rytuału  do  końca,  nigdy 

nie będziesz w pełni przeobrażony.

 

Tym razem usta Ryana zdawały się szeptać: „no i?”

 

Eric  roześmiał  się,  a  przyjaciółka  odprawiła  go  machnięciem  dłoni, 

każąc mu się zamknąć. To jeszcze bardziej go rozbawiło. Sable starała się go 

zignorować i zaczęła od nowa:

 

– 

Jeśli nie pozwolisz mi przeprowadzić się przez przemianę, staniesz 

się obłąkanym zabójcą.

 

background image

Chłopak wzruszył ramionami, sugerując, że niewiele go to obchodzi.

 

– 

Zmieniłem zdanie, powinnaś przemienić go dla czystej rozrywki. – 

Eric śmiał się tak bardzo, że ledwo to z siebie wydusił.

 

Sable rzuciła koledze nieprzyjemne spojrzenie przez ramię, a potem 

skupiła całą uwagę na upierdliwcu leżącym pod nią.

 

– 

A zatem jesteś mięczakiem? – Wzięła Ryana pod włos jak każdego 

innego gościa, jakiego znała, kwestionując jego męskość. – Boisz się jednej 
małej dziewczyny jak ja?

 

Zbolałe spojrzenie towarzyszyło niemej deklaracji chłopaka.

 

Przekręt podziałał, ponieważ tym razem, kiedy wampirzyca pochyliła 

się  w  jego  stronę,  wzdrygnął  się,  ale  nie  stawiał  jej  już  oporu.  Sable 

pociągnęła za jego koszulkę tak, że pokazała się dzięki temu nieuszkodzona 
część ciała Ervina. Na jeden krótki moment dawna Jane zawahała się. Od tej 
chwili, jej i jego życie, już nigdy nie będą takie same. Kiedy jednak wciągnęła 

w nozdrza jego męski zapach, zrozumiała, że musi to zrobić.

 

Nie mogąc się powstrzymać, złożyła na skórze delikatny pocałunek, a 

następnie zatopiła w nią swoje kły. Gdy tylko jego krew dotknęła jej języka, 
Sable pojęła, że wpadła w tarapaty. Była to najsłodsza, najbardziej subtelna 

rzecz,  jakiej  kosztowała  w  całym  swoim  życiu  oraz  po  nim,  i  odkryła,  że 
nigdy  nie  będzie  miała  dość  tego  smaku.  Wzdłuż  kręgosłupa  wampirzycy 
przebiegł dreszcz, gdy poczuła, jak owa esencja wypełnia jej krwiobieg oraz 

całą  ją.  Stłamszony  ból  zaczął  budować  się  między  udami  Sable  i 

natychmiast stwardniały jej sutki.

 

Mimo  to,  pozwoliła  sobie  na  jeden  maleńki  łyk,  po  czym  niechętnie 

background image

odsunęła  się  od  Ryana.  W  obliczu  utraty  krwi,  jakiej  chłopak  wcześniej 

doświadczył,  Sable  zaczerpnęła  od  niego  tylko  tyle,  żeby  dokończyć  rytuał. 

Starczyło to jednak do tego, aby mogła poczuć, jak jego witalność przelewa 

się przez jej żyły. Przymykając powieki, rozkoszowała się tym zbliżonym do 
orgazmu doznaniem, związanym z połączeniem jej krwi z krwią chłopaka.

 

Tak bardzo zatracona w obecnej chwili, wampirzyca nie zorientowała 

się  nawet,  że  Ryan  zmienia  pozycję  na  kucki.  Gdy  syknął  pod  jej  adresem, 

Sable  natychmiast  zwróciła  głowę  w  jego  stronę.  Nowonarodzony  sługa 
obnażał zęby. Ich końcówki zaczęły się wydłużać, lśniąc w świetle księżyca. 

Transformacja właśnie się dokonywała, a zatem Ervin, będący teraz bardziej 

zwierzęciem niż człowiekiem, zaatakuje najbliższe źródło pożywienia, jakim 
będzie zapewne jego nowa pani.

 

Eric  zrobił  krok  z  zamiarem  udzielenia  pomocy  partnerce,  jednak 

ramię  Ryana  wystrzeliło  w  jego  kierunku  i  odtrąciło  go.  Przelatując  przez 

całą  ulicę,  przyjaciel  Sable  uderzył  w  najbliższy  budynek.  Stracił 

przytomność, nim w ogóle zetknął się z podłożem. Nowonarodzony odwrócił 
się  i  zaatakował  wampirzycę,  opadając  płasko  na  jej  plecy.  Ona  zdołała 

jedynie rzucić okiem na błysk jego kła, nim ten zatopił się w jej żyle szyjnej.

 

 

 

***** 

 

 

background image

– 

Jedź szybciej, zanim stracimy ich oboje!

 

– 

Potrzebuję dwóch kolejnych woreczków z krwią, głąbie!

 

– 

Do diabła, co ona sobie wyobrażała? O mały włos jej nie zabił.

 

Odległe  głosy  wydawały  się  Ryanowi  całkiem  obce.  Stopniowo 

pochłaniała go mgła nieprzytomności. Chłopak starał się unieść powieki, ale 

nie  miał  na  to  dość  siły.  Cały  jego  świat  zamienił  się  w  czerwone  opary 
cierpienia  oraz  strachu.  Łagodne  kołysanie,  które  zakłócało,  od  czasu  do 
czasu, podskakiwanie na wybojach, powiedziało mu, iż znajduje się w jakimś 

pojeździe, choć nie potrafił wymyślić, gdzie dokładnie. Głosy przekonały go 

o tym, że został ranny, a ktoś skrzywdził kobietę.

 

Krótkie 

przebłyski 

świadomości 

wróciły 

do 

niego 

zdefragmentowanych  obrazach.  Potrafił  zwizualizować  sobie  walkę  oraz 

scenę, gdy seksowna brunetka wbiła mu kły w szyję, potem zaś pamiętał, jak 
leży  na  ziemi,  umierając.  Wtedy  nawiedziło  go  kolejne  wspomnienie, 

związane  z  inną  nieznajomą.  Ta  miała  łagodne  niebieskie  oczy,  ciemne 
włosy  oraz  ślicznie  wyrzeźbione  kości  policzkowe.  Jej  dotyk  wydawał  się 

niezmiernie  delikatny.  Po  tym,  dziewczyna  za  coś  się  na  niego  wściekła. 

Ryan  nie  mógł  sobie  jednak  za  nic  przypomnieć,  co  do  tego  doprowadziło. 
Jedyne, co pamiętał, to że ślicznotka na coś się wkurzyła, jej różowe wargi 
wydęły się delikatnie, a błękitne oczy ciskały gromy.

 

Nieznajoma  musiała  wciąż  być  gdzieś  w  pobliżu,  ponieważ  w 

powietrzu  unosił  się  zapach  jaśminu.  Chłopak  umiał  także  stwierdzić 
obecność  jej  ciała,  zupełnie  jakby  powiązano  je  jakoś  z  jego  własnym. 

Obezwładniająca  potrzeba,  aby  ją  dotknąć,  przejęła  kontrolę  nad  Ryanem, 

który wyciągnął rękę, szukając po omacku dłoni dziewczyny.

 

background image

– 

Trzymajcie go nieruchomo! Wyrwie kroplówki.

 

– 

Próbuję,  ale  mi  się  stawia.  Jest  silny  jak  każdy  nowonarodzony. 

Czego szuka?

 

– 

Szuka Sable. Jest jego panią. – Coś wślizgnęło się w palce chłopaka.

 

Nawet nie patrząc w tamtym kierunku, Ervin zdawał sobie sprawę z 

tego, że to jej dłoń. Wczepił się w nią, jakby miało od tego zależeć jego życie, 
a chwilę później uświadomił sobie, że jest zimna i bezwładna.

 

– 

Ale to nie powstrzymało go przed tym, żeby praktycznie pozbawić 

jej krwi – wtrącił się inny głos.

 

Ten  należał  do  stanowczego  gościa.  Do  umysłu  Ryana  natychmiast 

napłynął  obraz  krótko  obciętego  blondyna.  Mężczyzna  wysilił  się  jeszcze 

bardziej, aby przypomnieć sobie więcej szczegółów. Gość towarzyszył Sable i 
nazywał się Eric.

 

Za  moment  pojawiło  się  następne  wspomnienie,  które  napełniło 

chłopaka  przerażeniem  i  strachem.  To  on  skrzywdził  dziewczynę. 

Zaatakował ją i pogryzł tak samo, jak Minx pogryzła jego. To on sprawił, że 

krwawiła.

 

– 

Co ja, do diabła, narobiłem?

 

We  wnętrzu  wozu  zapadła  ciężka  cisza,  która  świadczyła  o  tym,  że 

wszystkich  zgromadzonych  zszokował  jego  nagły  wybuch.  Ryan  próbował 

unieść powieki i przeprosić ich za to, co zrobił, ale wtedy kolejna fala bólu 

przelała się przez jego żołądek. Ostatnia rzecz, jaką pamiętał, zanim stracił 
przytomność,  okazała  się  jego  własnym  krzykiem.  O  dziwo,  nie  brzmiał  on 

background image

wcale jak ludzki.

 

 

 

background image

Rozdział 5 

 

Zasada  numer  dziewięćset  osiemdziesiąt  sześć:  ,,Od  tej  pory 

wszystkie Droney będą zobowiązane do życia w klanach. Zmniejszy to dalsze 
skażenie  rasy.  Karą  za  niedostosowanie  się  będzie  odsiadka  w  jednym  z 

naszych więzień.”

 

 

A zatem stałeś się wampirem. Szybka broszura   

instruktażowa dla początkujących. 

 

 

***** 

 

 

Następnym  razem,  kiedy  Ryan  się  obudził,  leżał  w  miękkim  łóżku, 

które nie podskakiwało przez cały czas. Towarzyszyła mu kojąca cisza oraz 

zapach  medykamentów,  charakterystyczny  dla  wszystkich  szpitali.  Ervin 
nadstawił  uszu,  aby  stwierdzić,  czy  nikogo  przy  nim nie ma,  ale  jedyne,  co 

zdołał  wychwycić,  to  pikanie  kroplówki,  syk  powietrza  wdmuchiwanego  w 

rurki oraz odgłos kroków żuka spacerującego po parapecie. 

Unosząc  delikatnie  powieki,  mężczyzna  skrzywił  się,  ponieważ 

background image

światło praktycznie wypalało dziury w jego siatkówkach. Jasne i intensywne, 

przyprawiło  go  o  ból  głowy.  Do  diabła,  czego  oni  tutaj  używali? 

Tysiącwatowych  żarówek?  Mrugnąwszy  kilka  razy,  Ryan  wreszcie  otworzył 

oczy,  mimo  iż  ból  w  skroniach  nie  ustąpił.  Pulsował  do  rytmu  bicia  jego 
serca,  a  zatem  chłopak  uniósł  dłoń,  aby  rozmasować  miejsce  powyżej 

oczodołów i móc się swobodnie rozejrzeć.

 

Znajdował  się  w  jakimś  niewielkim  szpitalu,  lecznicy  czy  czymś 

bardzo  do  nich  zbliżonym.  Była  to  bez  wątpienia  prywatna  placówka 
medyczna  i  wcale  nie  ta  sama  duża  urazówka,  jaka  mieściła  się  trzydzieści 

minut  drogi  od  jego  rodzinnego  miasta.  Jedynie  pół  tuzina  łóżek  stało  po 

każdej ze stron sterylnego białego pomieszczenia. Mimo iż oddział wyglądał 
na opustoszały, Ryan wiedział, że to mylny osąd. Chociaż nie widział nikogo 

z personelu, zorientował się, że są gdzieś blisko, ponieważ mógł praktycznie 
czuć zapach krwi krążącej w ich żyłach.

 

Aromat ten przypomniał mu o tym, iż on sam stracił wcześniej sporo 

własnej. Mężczyzna uniósł ręce do karku, spodziewając się wejść w kontakt 
cielesny z bandażem. Gdy dotknął własnej zaleczonej skóry, serce zabiło mu 

ze strachu i niepewności. Jakim cudem, do cholery, wyzdrowiał tak szybko? 

Nie  było  tu  nawet  wybrzuszenia,  które  świadczyłoby  o  istnieniu  blizny. 
Nawet  gdyby  trzymano  tu  Ryana  od  miesiąca,  nie  istniała  możliwość,  aby 

doszedł do siebie w tak krótkim czasie.

 

Chyba  że  nie  jestem  już  dłużej  człowiekiem.  Chłopak pokręcił  na  to 

głową,  bo  przecież  wszystkie  te  zwariowane  wspomnienia  to  tylko  rezultat 
halucynacji wywołanych szokiem. Racja? Żuk ponownie zaczął chrobotać na 

parapecie,  w  związku  z  czym  Ervin  skierował  w  jego  stronę  całą  swoją 
uwagę.  Mimo  iż  znajdował  się  on  w  przeciwległym  krańcu  pomieszczenia, 

background image

Ryan potrafił rozpoznać nawet najdrobniejszy szczegół budowy ciała owada, 

łącznie  z  włoskami  na  jego  odnóżach.  Młody  mężczyzna  zamrugał 

bezwiednie  oczami,  biorąc  kilka  urywanych  oddechów,  gdyż  doznał 

najwyraźniej szoku. Co tu się, do diabła, wyprawiało? Niby skąd mógł nagle 
słyszeć kroki żuka? I niby od kiedy był w stanie wyczuć zapach czyjejś krwi? 

Wysunął na próbę język, którym przesunął po swoich zębach.

 

–  O  słodki,  kurwa,  Jezu,  mam  kły  –  krzyknął.  Ze  zwinnością,  jakiej 

nie  mógłby  normalnie  osiągnąć  nawet  wtedy,  gdy grywał  jeszcze  w  hokeja, 
Ryan  zeskoczył  z  łóżka  i  zaczął  przemierzać  salę.  –  Nie,  to  niemożliwe.  – 

Zaśmiał  się  chrapliwie,  co  można  by uznać  za  przejaw  histerii.  –  Wampiry 

nie istnieją. Nie wierzę w Świętego Mikołaja, Zębową Wróżkę, duchy, a już 
na pewno, do cholery, nie wierzę w wampiry. 

– 

Zatem  lepiej  zacznij.  –  Łagodny  głos  rozległ  się  za  plecami 

chłopaka.  –  To  znaczy,  wierzyć  w  wampiry.  Święty  Mikołaj  faktycznie  nie 

istnieje, ale spotkałam kilka duchów i od czasu do czasu również wróżek.

 

Nawet  się  nie  odwracając,  Ervin  zdołał  stwierdzić,  że  to  Sable. 

Zdradzał  ją  subtelny  zapach  jaśminu.  Nowonarodzony  wampir  zaczerpnął 
powietrze,  przymykając  powieki  i  rozsmakował  się  w  tej  woni,  a  kiedy  to 

nastąpiło, jego pierś opuścił niski warkot. Mimo iż jego świat właśnie legł w 
gruzach, ciało Ryana od razu zareagowało na obecność wampirzycy. Cieszył 
się,  że  szare  dresy,  w  które  ktoś  go  przebrał,  były  luźne  z  przodu.  Wtedy 

przypomniał  sobie,  że  Sable  poczęstowała  go  swoją  krwią  tuż  przed  tym, 

nim  napiła  się  jego  własnej,  po  czym  wysłała  go  na  krótki  rekonesans  do 
krainy niebytu.

 

Ervin odwrócił się w stronę nowej pani.

 

background image

– 

Coś ty mi, do cholery, zrobiła?

 

Wampirzyca zmieniła w międzyczasie ubranie i miała teraz na sobie 

czarną bluzę z kapturem oraz jeansy. Jej włosy utrzymywała w niechlujnym 

koku spinka. Kilka kosmyków odłączyło się od całości, nadając dziewczynie 

wręcz  niewinny  widok.  Wampiry?  Jasne.  Ta  mała  wyglądała  bardziej  jak 
studentka koledżu niż stworzenie nocy.

 

– Uratowałam ci życie. – Sprawiała wrażenie urażonej. 

Ale  to  przecież  nie  ona  została  zmuszona  do  ocknięcia  się  w 

wampirzej rzeczywistości. Och, nie zapomnijmy także o duchach i wróżkach. 

Takie  szczegóły  wydają  się  być  niezwykle  istotne,  kiedy  okazujesz  się  być 
częścią  fabuły  jakiegoś  komiksu.  Postanawiając  nie  dopuścić  do  tego,  by 

zdominował  go  sarkazm,  chłopak  darował  sobie  ten  temat  i  zamiast  tego 

zapytał:

 

– 

Jak niby ocaliłaś mi życie?

 

– 

Minx  rozpoczęła  twoją  przemianę.  Gdybym  jej  nie  dokończyła, 

wtedy musielibyśmy cię wyeliminować.

 

Nagły  przypływ  złości  przepełnił  Ryana,  który  przypomniał  sobie 

sprawczynię tego, co go spotkało.

 

– 

Co się z nią stało?

 

– 

Zabiłam ją.

 

Słowa te sprawiły, że nowonarodzony badał spojrzeniem jej twarz w 

poszukiwaniu jakichkolwiek oznak wyrzutów sumienia bądź poczucia winy, 

ale  nie  znalazł  tam  niczego  podobnego.  Jej  piękne  błękitne  oczy  wydawały 

background image

się  zimne  jak  lód.  Strach  kazał  sercu  Ryana  przyspieszyć  swój  rytm.  Nie 

umknęło jego uwadze, iż Sable zaledwie chwilę wcześniej wspominała o jego 

ewentualnej  egzekucji.  To  była  zimna  suka.  Nie  przypominała  tej  samej 

osoby,  która  głaskała  go  po  włosach  i  szeptała  do  jego  uszu  słowa 
pocieszenia.

 

– 

Spójrz  –  powiedział,  jako  że  naszła  go  jakaś  odkrywcza  myśl.  Nie 

było  sensu  wspominać  ponownie  o  ewentualnej  eliminacji.  –  Po  prostu 

cofnij  to,  co  wcześniej  zrobiłaś,  i  wszyscy  rozejdziemy  się  w  pokoju, 
zapominając o całej sprawie. I tak nikt by mi nie uwierzył. Nazwaliby mnie 

świrem i zamknęli w wariatkowie wraz z Dziadkiem Jackiem, a to ostatnie 

miejsce, w których chciałbym się znaleźć. On oszukuje w grze w szachy.

 

Kącik  ust  Sable  uniósł  się  do  góry,  jakby  ona  sama  miała  się 

uśmiechnąć, ale wtedy jej wargi ponownie się złączyły.

 

– 

Nie  mogę  tego  cofnąć.  Uwierz  mi,  że  zrobiłabym  to,  gdyby  tylko 

istniała taka możliwość. Niestety transformacja to bilet w jedną stronę. Nie 

ma już odwrotu.

 

– 

No dobra, w takim razie zawieź mnie do domu. Muszę iść do pracy, 

o ile jeszcze jej nie straciłem.

 

Wampirzyca pokręciła głową.

 

– 

Nie mogę tego zrobić.

 

Złość  zaczęła  dominować  strach,  kiedy  Ervin  poczuł  się  bezradny  i 

pozbawiony  samokontroli.  Kły  zaczęły  się  wydłużać,  a  z  piersi  wydobył  się 

warkot.

 

background image

– 

Oczywiście,  że  możesz.  Po  prostu  sprowadź  tu  wóz,  jakim  się  tu 

dostaliśmy, i mnie odwieź. To naprawdę proste.

 

Po raz pierwszy od momentu ich spotkania, jej twarz odzwierciedlała 

jakieś emocje. Czoło Sable przecięła zmarszczka, a spod dolnej wargi błysnął 

kieł.

 

– 

Nie, to nie takie proste.

 

Ryan zrobił trwożny krok naprzód.

 

– 

Niby czemu nie?

 

– 

Nie jesteś tą samą osobą, jaką byłeś przedtem. Jesteś jednym z nas, 

wampirem. Nie możemy wychodzić za dnia, musimy pić krew, żeby przeżyć, 

a  co gorsza: posiadamy całą  rzeszę wrogów, którzy  z  wielką  przyjemnością 

wybiliby  nas  w  pień.  Nie  jesteś  już  sobą,  Ryanie.  Stałeś  się  kimś  innym, 
można by rzec, potworem.

 

– 

No i? – Odpysknął. Kolejne słowa bardziej przypominały syk, co na 

tyle zaskoczyło Ervina, że cofnął się, ale szybko doszedł do siebie. – Rodzina 

wciąż by mnie akceptowała. Zrozumieliby.

 

Wampirzyca warknęła na znak frustracji.

 

– 

A  czy  zrozumieliby,  gdybyś  zaatakował  ich  z  powodu  łaknienia 

krwi?

 

– 

Jasne,  to  byłaby  dla  nas  kolacja  podobna  do  tych  w  Święto 

Dziękczynienia.

 

Sable  tupnęła  nogą,  a  uwadze  Ryana  nie  umknęło,  jak  słodko 

background image

wyglądała,  kiedy  się  złościła.  Musiała  być  bez  wątpienia  bardzo  namiętna. 

Ciekawość  zżerała  chłopaka,  gdy  zastanawiał  się,  czy  przekładało  się  to  na 

umiejętności w sypialni. Myśl ta ostudziła nieco jego wściekłość i pozwoliła 

zaczerpnąć kilka głębokich oddechów.

 

Wampirzyca zrobiła to samo.

 

– 

Ryanie.  –  Bez  wątpienia  próbowała  uspokoić  głos.  –  Dając  ci  do 

wypicia swoją krew i dokańczając twoją transformację, sprawiłam, że stałam 

się  za  ciebie  odpowiedzialna.  Moim  obowiązkiem  jest  nauczyć  cię,  jak 

przetrwać w naszym świecie.

 

– 

A co, jeśli nie chcę tu przynależeć? – Spytał ostrym tonem.

 

– 

Wtedy bez wątpienia zginiesz. Jeśli nie zabiją cię łowcy wampirów 

lub  Wampirze  Zwierzchnictwo  do  Spraw  Regulacji,  to  stanie  się  tak  z 

powodu twojego pragnienia – odpowiedziała chłodno Sable.

 

– 

Co z moją mamą i bratem? Nie mogę ich tak po prostu opuścić.

 

Nowa pani sięgnęła ku dłoniom Ryana i ujęła je w swoje własne.

 

– 

Musisz  trzymać  się  z  dala  od  nich,  żeby  chronić  ich  przed  sobą  i 

naszymi wrogami.

 

Ervin wyzwolił się z jej uścisku.

 

– 

Muszę jechać do nich do domu. Na pewno się o mnie martwią. Jak 

długo byłem nieprzytomny?

 

– 

Tylko jeden dzień i noc. – Chłopak dotknął swego gardła.

 

Wydawało się, że powinien wracać do siebie o wiele dłużej.

 

background image

Jakby czytając mu w myślach, Sable dodała:

 

– 

Wampiry    zdrowieją o wiele szybciej niż ludzie.

 

Ryan już miał ponownie zaprotestować, że nie istnieje coś takiego jak 

wampiry, kiedy przesunął językiem po swoim kle i darował sobie sprzeczkę.

 

– 

Posłuchaj,  jestem  ci  naprawdę  wdzięczny,  że  ocaliłaś  mi  życie  i 

bardzo  przepraszam,  że  cię  zaatakowałem.  Ale  nie  mogę  tu  zostać.  Mam 
rodzinę i zobowiązania. Nie mogę wypiąć się do nich plecami.

 

Wykradając  się  z  pomieszczenia,  chłopak  zaczął  szukać  drogi 

ucieczki.  Odgłos  kroków  wampirzycy  uświadomił  mu,  że  go  śledziła.  Na 

równi denerwowało go to, co bawiło.

 

– 

Nie możesz sobie pójść – krzyknęła.

 

– 

Czemu  nie?  –  Odpowiedział,  nawet  nie  zwalniając.  Znajdował  się 

teraz  w  długim,  kompletnie  opustoszałym  korytarzu  z  jasnymi  ścianami  i 
podłogą.  Mijał  po  drodze  kilkoro  drzwi,  jednak  były  zamknięte  na  cztery 
spusty. Ryan wyczuwał za nimi obecność innych osób oraz przypominające 

komputer  urządzenia,  wywołujące  imiona  kolejnych  wampirów  w  danych 

pokojach. – Chyba nie jestem tu więźniem, prawda?

 

– 

Oczywiście,  że  nie.  –  Głos  Sable  emanował  bólem.  –  Jesteśmy 

Droneami. Wierzymy w wolność, nie tak jak Czyści.

 

Ervin skręcił za róg, odkrywając kolejny długi korytarz.

 

– 

Nie  spodziewam  się,  że  wtajemniczysz  mnie  w  to,  kim  są  Droney 

oraz Czyści.

 

background image

– 

Czyści  to  istoty,  które  urodziły  się  wampirami.  Ich  rodzice  należą 

do  naszego  gatunku  i  potrafią  z  reguły  dowieść  swoich  korzeni  na  kilka 

pokoleń wstecz. Są najczystszymi stworzeniami z naszego rodzaju, zgodnie z 

tym,  co  sugeruje  nazwa.  Natomiast  bycie  Dronem  oznacza,  że  kiedyś  byłeś 
człowiekiem i przemieniono cię w wampira.

 

Ryan  przystanął  dla  zabawy  i  spróbował  otworzyć  jedne  z  drzwi. 

Okazały się zamknięte,    zatem podjął podróż korytarzem na nowo. Zaczynał 

czuć się jak mysz w labiryncie, a jedyne, czego mu brakowało, to cholernego 
serca i końca tej wędrówki.

 

– 

A zatem co macie przeciwko Czystym?

 

– 

Nie  chodzi  o  to,  co  my  mamy  przeciwko  nim,  ale  co  oni  mają 

przeciwko nam. Uważają nas za skazę na swojej doskonałości. 

 

Chłopak rzucił Sable spieszne spojrzenie. Nie wyglądała na zmęczoną 

szybkim  marszem.  Jedyną  rzeczą,  która  sugerowała  pośpiech,  okazał  się 

spoczywający  w  niewłaściwym  miejscu  sznurek  w  jej  kapturze.  Jedna 
końcówka  była  bowiem  dłuższa  od  drugiej,  a  Ryan  złapał  się  na  tym,  iż 

marzy,  aby  to  naprawić.  Wstrzymał  się  przed  tym,  ponieważ  zdawał  sobie 

sprawę  z  tego,  że  gdy  jej  dotknie,  będzie  musiał  przyciągnąć  ją  bliżej,  a 
następnie przyszpilić do ściany i całować do utraty zmysłów. Ervin odwrócił 
wzrok na tyle szybko, by wampirzyca nie zdołała się zorientować, że gapi się 

na nią z pożądaniem w oczach. 

Hej,  stary,  wróć  proszę  do  sedna  problemu.  Właśnie  stałeś  się 

stworzeniem    nocy i jedyne, o czym możesz myśleć, to twój kutas? 

– Są snobami, co? 

background image

Sable przyspieszyła kroku tak, że szła teraz u jego boku. Towarzyszył 

jej  ten  jaśminowy  zapach,  który  sprawił,  że  kły  nowonarodzonego  znowu 

zaczęły się wydłużać. Tym razem jednak nie spowodowała tego złość.

 

Grymas wykrzywił twarz wampirzycy, kiedy odpowiedziała:

 

– 

Są  czymś  więcej.  Wprowadzili  szereg  regulacji  oraz  zasad,  jakich 

musimy przestrzegać. Możemy pracować jedynie w konkretnych zawodach, 
mieszkać w specjalnych miejscach i nie wolno nam mieć dzieci.

 

– 

Cudownie.  Nie  tylko  noszę  halloweenowy  kostium,  ale  stałem  się 

obywatelem drugiej kategorii. To się nazywa mieć szczęście.

 

Ryan  skręcił  za  trzeci  róg,  o  mały  włos  nie  odtańczając  tańca 

zwycięstwa.  Znalazł  chyba  drzwi  wyjściowe.  Na  zewnątrz  panowała  noc, 
więc  nie  musiał  się  obawiać  o  nieznośne  słońce.  Teraz  musiał  jedynie 

odszukać drogę do domu.

 

Dotykając łagodnie jego ramienia, Sable poprosiła:

 

– 

Nie  idź.  Muszę  cię  najpierw  nauczyć,  jak  się  pożywiać  i  na  co 

uważać.

 

Wyraz  zatroskania  na  jej  twarzy  sprawił,  że  złość  do  reszty  opuściła 

chłopaka, choć nie można powiedzieć tego samego o jego determinacji.

 

– 

Poradzę sobie. Umiem o siebie zadbać.

 

Dłoń  wampirzycy  nadal  spoczywała  na  jego  ramieniu,  tak,  że  mógł 

usłyszeć przyspieszone bicie jej serca. Czy to możliwe, by mu się podobała? 

Czy  wszyscy  opiekunowie  chcą  ze  wszystkich  sił  bronić  swoich 

podwładnych? Być może Sable mogłaby to jakoś sprawdzić. Czy mogłoby się 

background image

wydarzyć cokolwiek gorszego niż to? Zabito go już przecież w ten weekend.

 

Jedna z rąk Ryana wystrzeliła w stronę wampirzycy, układając się na 

jej  krzyżu,  by  dzięki  temu  przyciągnąć  ją  bliżej  do  bolącego  członka. 

Dziewczyna sapnęła zaskoczona, jednak nie cofnęła się. Zamiast tego złapała 

go  za  drugie  ramię,  by  również  zbliżyć  go  do  siebie.  Chłopak  przywarł 
niespiesznie do jej ust swoimi, by dać jej czas na protesty oraz odsunięcie się 
od niego. Sable nie uczyniła niczego podobnego, natomiast oblizała wargi w 

wyrazie  zadowolenia.  Wreszcie  Ryan  znalazł  się  tak  blisko  niej,  by 
pochwycić  jej  usta  w  czułym  pocałunku.  Mimo  iż  nowonarodzony  wampir 

bardzo  tego  pragnął,  myśląc  wręcz  o  przyszpileniu  jej  do  podłogi,  to starał 

się  zachowywać  nad  sobą  kontrolę.  Nie  chciał  zniszczyć  nastroju  swoim 
pośpiechem. Kosztowało go to jednak wiele trudu. Dawna Jane smakowała 

słodko i dekadencko. Jej smukłe ramiona zwarły się na karku podwładnego, 
a ona sama pozwoliła sobie na ciche westchnienie.

 

Nie  mogąc  się  dłużej  powstrzymywać,  Ryan  wsunął  język  pomiędzy 

jej  wargi,  aby  jeszcze  lepiej  jej  skosztować.  Tym  razem,  gdy  jego  narząd 
smaku wszedł w kontakt z kłami, nie odrzuciło go to, ponieważ należały one 

do Sable. Zamiast tego, mężczyzna zrobił się jeszcze twardszy, gdy wyobraził 

sobie,  co  mogłaby  z  nimi  zrobić.  Ciepłe  ciało  wampirzycy  zbliżyło  się  do 
niego,  a  jej  płaski  brzuch  napierał  na  jego  erekcję,  co  sprawiło,  że  Ryan 

ledwo stłumił jęk.

 

Nie  odrywając  od  niej  ust,  zaczął  całować  jej  policzki,  linię  szczęki 

oraz  szyję.  Dziewczyna  odrzuciła  głowę  do  tyłu,  by  zapewnić  mu  w  ten 
sposób lepszy dostęp. Jej przyspieszony puls przyciągał go niczym magnes. 

Wysunąwszy  język  na  zewnątrz,  świeżo  opierzony  wampir  lizał  tętnicę 
szyjną  Sable  znowu  i  od  nowa.  Jej  skóra  okazała  się  taka  jedwabista, 

background image

delikatna  i  wrażliwa.  Wystarczyłby  jedynie  niewielki  nacisk,  a  kły  Ryana 

zatopiłyby się w jej ciało i krew wampirzycy zrosiłaby narząd jego smaku.

 

Nie  będąc    jeszcze  zdolnym    się  opamiętać,  Ervin  ukąsił  ją  z  taką 

samą  czułością,  z  jaką  ją  całował.  Sable  uczyniła  coś  zupełnie 

nieprzewidywalnego.  Ścisnąwszy  mocno  jego  ramiona,  szarpnęła  biodrami 
wzdłuż jego miednicy, wywołując w ten sposób wspaniałe tarcie. Nie takiej 
reakcji spodziewał się Ryan. Część niego sądziła, że wampirzyca uderzy go w 

twarz  tuż  przed  tym,  nim  kopnie  go  w  tyłek,  by  upadł  na  krawężnik. 
Tymczasem  wyglądała  tak,  jakby  naprawdę  podobało  jej  się  to,  co  z  nią 

robił.  Jej  krew  spływała  w  dół  gardła  chłopaka,  stanowiąc  mieszaninę 

słodyczy  i  pikanterii.  Natychmiast  uzależniając  się  od  jej  smaku,  Ryan 
przełknął chciwie kolejną porcję.

 

Świadomość  spłynęła  na  niego  niczym  kopniak  w  brzuch.  Co  on 

takiego wyprawiał? Odsunął się od Sable możliwie jak najszybciej, aż oboje 

potknęli się niezdarnie, o mały włos nie upadając.

 

– 

O cholera.

 

Odsunąwszy  się  o  krok  do  tyłu,  wampirzyca  uniosła  dłoń  do  swojej 

szyi, starając się zatamować krwotok z dwóch małych nakłuć.

 

– 

Nic  się  nie  stało.  Uruchomiły  się  po  prostu  twoje  naturalne 

instynkty.

 

Ryan wskazał na jej ranę.

 

– 

Naturalne instynkty? Nie ma w tym nic naturalnego.

 

– 

Nic się nie stało, naprawdę. – Głos Sable drżał niebezpiecznie przy 

background image

krawędziach.

 

Jej  nowy  podwładny  nie  zwrócił  się  bezpośrednio  do  niej,  ponieważ 

za bardzo pochłaniała go zabawa w maminsynka. Pochylił się, obejmując się 

rękoma w talii i zaczął powtarzać bez końca:

 

– 

O cholera. O-cholera-o-cholera-o-cholera-o-cholera...

 

Prostując się i próbując ocalić resztki męskości, Ryan otworzył drzwi, 

szarpiąc  za  nie  mocniej,  niż  było  to  konieczne.  Dzięki  ci,  nowa  super  siło 
wampirów.  Chłopak  uciekł  przed  siebie  w  mrok,  łudząc  się,  że  ciemność 

zamaskuje wszystkie jego lęki.

 

 

 

***** 

 

 

Sable  wzdrygnęła  się,  kiedy  drzwi  zatrzasnęły  się  z  głuchym 

łoskotem.  Część  niej  pragnęła  pójść  za  Ryanem,  skopać  jego  niewdzięczny 

tyłek i ściągnąć go tu z powrotem. Druga część natomiast marzyła o tym, by 

udać się teraz do własnego pokoju z kubłem lodów i wypłakiwać sobie oczy. 
Ervin nie tylko zostawił ją po tym, jak pocałował ją i ukąsił, ale zachowywał 
się  tak,  jakby  podobne  zachowanie  napawało  go  wstrętem.  Sable  zdawała 

sobie  sprawę  z  tego,  że  nie  jest  seksbombą  pokroju  Minx,  ale  nie  była 

przecież taka zła, prawda?

 

background image

Dawne skargi Corbina zadźwięczały w jej głowie. 

Nie  jesteś  niczym  specjalnym.  Inny  facet  nawet  by  cię  nie  chciał. 

Mógłbym zastąpić cię zaledwie w godzinę i nawet bym tego nie żałował. 

 

Unosząc palce do ust i rozmyślając o ostatnim pocałunku z Ryanem, 

wampirzyca  wzdrygnęła  się.  Nie  istniał  przed  nim  mężczyzna,  który  tak 

bardzo by ją pociągał. Całe jej ciało śpiewało z rozkoszy, gdy tylko ją objął. 
Kiedy  wargi  Ervina  złączyły  się  z  jej  własnymi,  Sable  straciła  nad  sobą 

panowanie. Potem jednak odepchnął ją od siebie i zaczął wariować. 

Auć! 

– Czy zamierzasz tak po prostu pozwolić mu odejść? – Spytał Eric zza 

pleców przyjaciółki. 

Dawna Jane skrzywiła się z powodu złości wyczuwalnej w jego głosie, 

a także dlatego, że właśnie wyobraziła sobie, iż jej partner musiał wszystko 
widzieć i słyszeć.

 

– 

Ryan potrzebuje czasu, aby uporać się z tym, co się z nim stało. – 

Eric stanął teraz przed nią, w związku z czym nawiązali kontakt wzrokowy.

 

– 

A  co  jeśli  nie  wróci?  Kiedy  pragnienie  krwi  przejmie  nad  nim 

kontrolę  i  zaatakuje  jakiegoś  człowieka,  co  wówczas  zrobisz?  Albo  jeszcze 
lepiej, jak twój kochaś zachowa się, kiedy Wampirze Zwierzchnictwo pojawi 
się  u  jego  drzwi  i  zabierze  go  stamtąd  siłą?  Jeśli  ten  nowonarodzony  nie 

zgodzi  się  zostać  członkiem  społeczności  Droneów,  zostanie  osadzony  w 
więzieniu. Jeśli myślał, że ludzkie mamry są złe, to będzie bez wątpienia w 

niezłym szoku, kiedy trafi do naszego.

 

background image

Eric mówił do przyjaciółki w taki a nie inny sposób, ponieważ uważał, 

że lekkomyślnie dała odejść swojemu podwładnemu. Bolesny skurcz ścisnął 

ją za gardło, gdy pozwoliła sobie coraz bardziej wściekać się na partnera za 

jego  oskarżenia,  na  Ryana  za  bycie  tak  upartym  oraz  na  siebie  za  swoją 
pobłażliwość.  Jeden  pocałunek  Ervina  i  już  gotowa  była  ofiarować  mu 

wszystko, czego pragnął.

 

Żaden  człowiek,  wampir  lub  inne  nadnaturalne  stworzenie,        nie 

kręciło jej w równym stopniu co on. Nie działo się tak dlatego, że Sable stała 
się  panią  Ryana.  Kryło  się  w  tym  coś  jeszcze,  co  śmiertelnie  ją  przerażało. 

Myśl  o  tym,  że  jakiś  facet  znowu  mógł  kontrolować  jej  emocje,  czyniła  ją 

słabą i super podatną na wpływy.

 

– 

Hej!  –  Eric  pstryknął  palcami  przed  nosem  przyjaciółki, 

wybudzając  ją  w  ten  sposób  z  transu.  –  Czy  możesz  się  skupić  na  jedną 
cholerną  chwilę?  Mimo  iż  nasz  umysł  jest  naprawdę  wszechstronny,  ty 

zdajesz się używać jednej pieprzonej komórki.

 

– 

On  ma  na  imię  Ryan  –  ucięła  Sable,  odpychając  dłoń  partnera.  – 

Czemu się ode mnie nie odwalisz?

 

Gdyby chodziło o kogoś innego, wampirzyca mogłaby uznać, że Eric 

jest  zazdrosny,  ale  nie  w  tym  przypadku.  Zachowywał  się  tak,  ponieważ 
uważał, że odpowiada za nią jak starszy brat za swoją siostrę.

 

– 

Otrzymałem właśnie telefon od Zwierzchnictwa – odparł.

 

W jego oczach czaił się mrok, a szczęka była napięta. Może i wściekał 

się na Sable, ale ona znała go na tyle dobrze, by orientować się, kiedy czymś 
się martwi.

 

background image

– 

Wiedzą  już,  że  kogoś  przemieniłaś  i  życzą  sobie  widzieć  cię  w 

głównej kwaterze.

 

Dawna  Jane  poczuła  się  jak  kojot  z  kreskówki,  który  zaliczył  nagle 

porządny cios w głowę. Mimo iż nie spadł na nią wielotonowy odważnik, to 

był  to  wielotonowy  kłopot,  który  wydawał  się  dziesięć  razy  gorszy  od 
tamtego ciężaru.

 

– 

Och? – Pisnęła.

 

– 

Och  –  mruknął  Eric.  –  Musimy  uspokoić  twojego 

nowonarodzonego,  zanim  ściągnie  na  nas  jeszcze  większe  zainteresowanie 

Zwierzchnictwa. Jeśli odkryją, co zrobiłaś, zgnijemy wszyscy w więzieniach.

 

– 

Przepraszam,  że  naraziłam  grupę  na  niebezpieczeństwo.  Pójdę  się 

przyszykować  i  pojadę  do  kwatery.  –  Czując  się  przytępiona  od  czubka 

głowy  po  koniuszki  palców  u  stóp,  Sable  wykręciła  się  na  pięcie  i  zaczęła 
kierować się w stronę swojego pokoju.

 

Ostatni  wampir,  jakiego  znała,  a  jaki  odwiedził  Zwierzchnictwo, 

nigdy  nie  wrócił.  Prawda  przedstawiała  się  tak,  że  żaden  jej  krewniak, 
którego chciało widzieć dowództwo, nie pokazał się tu z powrotem.

 

Wampirzyca zatrzymała się na chwilę i zapytała:

 

– 

Czy  mógłbyś  poszukać  Ryana?  Po  prostu  przyglądaj  mu  się  przez 

kilka dni, zanim nie zdecyduje się wrócić. – Sable nie odwróciła się za siebie, 

ponieważ nie była teraz w stanie patrzeć na przyjaciela.

 

Gdyby  zobaczyła  wpisany  na  jego  obliczu  strach  oraz  obawę,  co  na 

pewno miało teraz miejsce, stałoby się to dla niej jeszcze trudniejsze.

 

background image

– 

Oczywiście,  że  to  zrobię.  –  Głos  jej  partnera  załamał  się.  –  Jesteś 

pewna, że nie chcesz, żebym poszedł z tobą?

 

Wampirzyca pokręciła głową.

 

– 

Musisz myśleć o Misty i reszcie klanu. Nie poradzą sobie bez ciebie.

 

– 

Ale... 

 

Sable  zwróciła  się  twarzą  do  Erica,  unosząc  jedną  dłoń  na  znak 

przerwania tej dyskusji.

 

– 

Wiem,  iż  uważasz,  że  to  może  być  wyprawa  w  jedną  stronę,  ale 

możesz się mylić. Zapominasz, że Corbin jest teraz szefem Zwierzchnictwa.

 

– 

To może nic nie znaczyć.

 

Wampirzyca uśmiechnęła się, choć nie czuła się na siłach.

 

– 

Ależ sądzę, że mój pan nadal żywi do mnie ciepłe uczucia. Służyłam 

mu przecież przez dziesięć lat.

 

 

background image

Rozdział 6 

 

Zasada  numer  tysiąc  dwadzieścia  sześć:  Począwszy  od  dnia 

dzisiejszego,  liczba  wszystkich  Droneów  zostanie  dokładnie  oszacowana. 
Niezgłoszenie  nowego  osobnika  Wampirzemu  Zwierzchnictwu  do  Spraw 

Regulacji będzie równoznaczne z karą więzienia. Opłata w wysokości tysiąca 

dolarów będzie uiszczana w momencie przyłączenia do społeczności.”

 

 

A zatem stałeś się wampirem. Szybka broszura   

instruktażowa dla początkujących. 

 

 

***** 

 

 

Ryan  przycisnął  policzek  do  drzwi  od  swojej  sypialni  i  głośno 

odetchnął. Krew – znajdująca się tak blisko i tak strasznie przyzywająca. 

Musisz  się  powstrzymać.  To  przecież  twój  brat  i  możesz  go  w  ten 

sposób  zabić.  Ale  ona  pachnie  tak  cudownie…  Założę  się,  że  nie  mogłaby 

już pachnieć lepiej. 

background image

– Skończ z tym, dupku – wyszeptał. – Nie zaatakujesz Matta. To by 

było coś złego. 

Wcale nie. Byłoby pysznie i zabawnie. 

Ervin  słyszał  i  wyczuwał  obecność  młodzieńca  kręcącego  się  po 

domu. Kiedy ten zatrzymał się przed zamkniętymi drzwiami, kły w    ustach 

Ryana  wydłużyły  się,  a  koniuszki  jego  palców  zamieniły  się  w  szpony. 
Pragnienie otwarcia drzwi i rzucenia się na kolejną przekąskę okazało się tak 

silne, że nowonarodzony wydrapał ślady w drewnie. 

– 

Ryan, czy wszystko gra?

 

Nawet jeśli chłopak zdawał sobie sprawę z tego, że Matt jest tuż obok, 

wciąż trzymał się od niego na dystans.

 

– Tak. – 

Nie, wcale nie. Jestem głodny i jeśli zgodzisz się służyć mi za 

posiłek, będę ci bardzo wdzięczny. Dziękuję. – Dalej mam kaca.

 

–  Na  pewno?  –  W  głosie  młodszego  z  Ervinów  kryło  się 

powątpiewanie. – Mówisz trochę niewyraźnie. 

To,  dlatego,  że  mam  ogromne  kły  i  marzę  o  tym,  by  zatopić  je  w 

twoim gardle. Cofnij się, do cholery. 

– Wszystko gra. Zaschło mi w gardle. 

– 

Jesteś pewien? Mogę nie iść dzisiaj do pracy.

 

Pragnienie krwi Matta stało się tak przemożne, że Ryan obnażył kły i 

syknął.  Do  diabła,  kolejny  syk.  Jestem  wampirem  czy  królewską  kobrą? 
Szpony chłopaka zatopiły się głębiej w drewno i aż dziw, że nie przebiły go 

background image

na wylot.

 

– Idź do pracy. Poradzę sobie. 

Po  drugiej  stronie  zapadła  cisza,  a  świeżo  upieczony  krwiopijca 

zdawał  sobie  sprawę  z  tego,  że  brat  mruży  powieki  w  wyrazie  troski.  Obaj 

tak bardzo przypominali ojca ze swoimi brązowymi oczami i włosami. Teraz 

jednak sytuacja się zmieniła. Ryan posiadał kły, których nie powstydziłby się 
doberman oraz pożądał ludzkiej krwi.

 

– 

Na  serio,  nic  ci  nie  jest?  –  Naciskał  Matt.  Gałka  w  drzwiach 

odrobinę  się  przekręciła,  a  Ryan  musiał  z  całej  siły  zaprzeć  się  plecami  o 

drewno. – Co się z tobą, do diabła, dzieje?

 

– 

Po  prostu  stąd  spieprzaj.  –  Starszy  z  Ervinów  walczył  z 

pragnieniem  krwi  brata  oraz  świadomością  jego  bliskości  tak  bardzo,  że 

słowa,  jakie  opuściły  jego  usta,  brzmiały  niczym  cios  w  twarz.  –  Radziłem 
już  sobie  bez  twojej  pomocy.  Nie  potrzebuję  cię.  –  Zdawał  sobie  sprawę  z 

tego,  że  zachowywał  się  chamsko  i  podle,  ale  musiał  zmusić  Matta  do 
odejścia.

 

Teraz  rozumiał,  co  miała  na  myśli  Sable,  mówiąc,  że  stanie  się 

zagrożeniem dla własnej rodziny.

 

Zapadła  głucha  cisza  i  brat  przestał  napierać  na  drzwi  od  sypialni 

Ryana.  Nowonarodzony  nadal  jednak  wyczuwał  jego  obecność.  Co  więcej, 
słyszał  przyzywające  go  bicie  jego  serca.  Zagryzając  własną  wargę  tak 

mocno,  że  aż  pociekła  krew,  chłopak  zlizał  odrobinę  cennego  płynu.  Być 

może robiąc to, powstrzyma się przed wyważeniem drzwi i rzuceniem się na 
Matta, by pozbawić go życiodajnej cieczy.

 

background image

– 

Jak  długo  jeszcze  potrwa  ten  żałosny  wyskok?  –  Spytał  wreszcie 

młodszy  z  Ervinów.  –  Wiem,  że  przez  kilka  ostatnich  miesięcy  było  ci 

naprawdę ciężko, ale nie możesz żyć przeszłością.

 

Rozległo  się  jeszcze  pojedyncze  uderzenie  w  drewnianą 

powierzchnię,  a  potem  uszu  wampira  dobiegł  odgłos  oddalających  się 
kroków brata. Ryan nie odprężył się, zanim nie usłyszał, jak zatrzaskują się 
frontowe drzwi, a potem uruchamia się silnik ciężarówki Matta. Opadłszy na 

kolana,  mężczyzna  oparł  czoło  na  drewnie,  starając  wziąć  się  w  garść.  Nie 
było  mowy,  aby  udało  mu  się  pokonać  wszystkie  instynkty  i  zachować 

dawne  życie.  Co  zatem  powinien  zrobić? Wtedy  w  jego  głowie  pojawiła  się 

odpowiedź. Sable. Jeśli Ryan do niej wróci, ta pomoże mu, jak obiecała.

 

Sama  myśl  o  dziewczynie  wzmogła  bolesne  łaknienie.  Problem 

polegał  na  tym,  że  nie  chodziło  o  pożywienie  ani  krew.  Ból  wyczuwalny  w 
podbrzuszu  nie  miał  nic  wspólnego  z  pizzą  czy  hamburgerami,  a  dotyczył 

wampirzycy  z  kręconymi  brązowymi  włosami  i  przenikliwymi  niebieskimi 

oczami. Mimo że Ryan zerwał ich związek, teraz walczył z obezwładniającym 
pragnieniem,  żeby  do  niej  wrócić.  Pokonawszy  pieszo  kilka  mil  zakurzoną 

drogą,  chłopak  zdołał  złapać  stopa  u  dzieciaka  jadącego  ciężarówką.  Dwa 

razy w ciągu dziesięciomilowej przejażdżki, Ervin musiał hamować się przed 
poproszeniem  nastolatka  o  zawrócenie  i  odwiezienie  go  z  powrotem  do 

Sable. 

Przetarłszy twarz ręką, Ryan jęknął. Co takiego, do cholery, ta laska 

zrobiła mu, gdy napiła się jego krwi? Nigdy wcześniej nie czuł takiej więzi z 
jakąkolwiek  kobietą.  Zajęty  hokejem,  miłością  swojego  życia,  młody 

mężczyzna  skakał  z  kwiatka  na  kwiatek.  Był  typem,  który  lubił  przelotne 
znajomości  i  nigdy dotąd  tego nie  żałował.  W  przypadku Sable  męczyło go 

background image

poczucie  winy  oraz  coś  jeszcze.  Nie  tylko  nie  podziękował  jej  przecież  za 

pomoc, ale o mały włos jej nie zabił. Następnie spłoszył się jak dziewczynka, 

kiedy wampirzyca go pocałowała. Rysy jej twarzy wykrzywiło cierpienie, co 

do  żywego  zraniło  Ryana,  który  czuł  się  źle  z  tym,  iż  choćby  na  sekundę 
wpędził ją w dyskomfort. Chłopak umarłaby, aby ponownie ją zobaczyć.

 

Wzdychając  ciężko,  Ervin  otarł  usta  dłonią  i  podniósł  się  z  ziemi. 

Schodząc  na  dół  po  schodach,  skierował  się  w  stronę  kuchni.  Niezliczone 

okna  usytuowane  w  tym  pomieszczeniu  miały  zwinięte  rolety,  a  zatem 
nowonarodzony  udał  się  w  ich  kierunku.  Był  to  ogromny  błąd.  Gdy  tylko 

światło  słoneczne  padło  na  jego  skórę,  ta  zajęła  się  ogniem.  Ryan  syknął 

boleśnie,  gdy  zapach  palącego  się  ciała  wypełnił  powietrze.  Uciekając 
stamtąd  szybciej  niż  sprinter  olimpijski,  wbiegł  do  pokoju,  zatrzaskując  za 

sobą drzwi, by w ten sposób znaleźć się w przyjemnych ciemnościach.

 

Ervin  podbiegł  do  umywalki,  odkręcając  kurek  z  zimną  wodą,  by 

następnie polać nią ramię, czyli ten fragment nabłonka, jaki najbardziej się 

spalił.  Chłopak  odczuł  wyraźną  ulgę,  kiedy  skóra  okazała  się  jedynie 
czerwona  i  ciepła  w  dotyku.  Przyglądając  się  spływającej  po  ciele  cieczy, 

Ryan  przypomniał  sobie,  jak  bardzo  zaschło  mu  w  ustach.  Jeden  łyk  na 

pewno  nie  zaszkodzi,  prawda?  Nie  targały  nim  już  przecież  takie  mdłości. 
Wampir napełnił szklankę wodą i uniósł ją do ust.

 

Dziwnie znajomy głos zalecił:

 

– 

Gdybym był tobą, nie robiłbym tego.

 

Ervin  podskoczył  spłoszony,  wylewając  zawartość  naczynia  na 

znajomego  Sable,  Erica.  Ten  wcale  nie  wyglądał  na  rozbawionego.  Wyraz 

obrzydzenia,  jakie  odmalowało  się  na  jego  obliczu,  gdy  patrzył  na  swoją 

background image

przesiąkniętą wodą czarną podkoszulkę, przestraszyłby chłopaka, gdyby ten 

nie czułby się tak odwodniony.

 

– 

Jezu  Chryste!  –  Krzyknął  Ryan,  starając  się  uchronić  szklankę 

przed roztrzaskaniem. – Czy wampirza etykieta nie mówi nic o pukaniu?

 

Eric sięgnął po ręcznik, którym zaczął się wycierać.

 

– 

Byłbym  kulturalny  i  czekałbym  na  zewnątrz,  aż  wyjdziesz,  gdyby 

nie świeciło słońce. Nie wydaje mi się, żeby twój brat chciał przestąpić nad 
kupką popiołu w drodze do pracy.

 

Twarz Ervina przecięła zmarszczka.

 

– 

Obrzydliwe! Całkiem udana wizualizacja, stary.

 

– 

Taaa.  Witaj  w  naszym  świecie.  Kupki  popiołu,  ofiarne  stosy  i 

ścinanie głów to dla nas chleb powszedni.

 

Ryan  nie  był  przyzwyczajony  do  tego,  aby  to  względem  niego 

używano sarkazmu i teraz pojął nareszcie, jak wkurzające może to być.

 

– 

Gdzie  jest  Sable?  –  Próbował  ze  wszystkich  sił  mówić  w  sposób 

nonszalancki,  jednak  kpiący  uśmieszek  na  twarzy  Erica  powiedział  mu,  że 
nie poszło mu zbyt dobrze.

 

Ukłucie  niechcianej  zazdrości  przeniknęło  chłopaka,  kiedy 

uświadomił  sobie,  jak  mogą  wyglądać  stosunki  Sable  z  jasnowłosym 
wampirem.

 

Wielkolud  odrzucił  ręcznik  na  bok  i  przeciągnął  dłonią  przez  swoją 

czuprynę.

 

background image

– 

Sable na pewno znalazłaby się tutaj, gdyby mogła. Uwierz mi, że ja 

też bym tego chciał. Nie lubię spędzać całego wolnego czasu z dala od Misty.

 

Misty?  To  imię  żeńskie,  co  oznacza,  że  ten  osiłek  ma  żonę  albo 

dziewczynę. Fakt ten uczynił Ryana wyraźnie zadowolonym.

 

– Nie potrzebuję niańki, więc możesz stąd iść, kiedy zapragniesz. 

Krzyżując ramiona na piersiach, Eric oparł się o ladę.

 

– 

Dzieciaku, myślę, że nikt nie potrzebuje niańki bardziej niż ty. Poza 

tym powiedziałem ci już, że wzeszło słońce. Podoba ci się to czy nie, musisz 
tkwić tu ze mną do wieczora.

 

Ryan 

miał 

już 

zasugerować, 

by 

wielkolud 

użył 

filtra 

przeciwsłonecznego,  gdy  nagle  coś  zakłuło  go  boleśnie  w  brzuch.  Chłopak 

opadł  na  kolana  niczym  tona  cegieł,  odczuwając  wstyd  z  racji  istnienia 
świadka  dla  jego  słabości.  Eric  pozostał  na  swoim  miejscu,  nie  starając  się 
pocieszyć  Ervina,  za  co  ten  mógłby  go  nawet  pocałować.  W  ten  sposób 

pozwalał mu ocalić resztkę godności.

 

Kiedy  najboleśniejszy  skurcz  ustąpił,  Ryan  usiadł  pośladkami  na 

posadzce i zaczerpnął kilkakrotnie powietrze.

 

– 

Co  teraz?  Czy  mam  zacząć  sypiać  w  trumnie?  Unikać  pizzy  oraz 

krzyży? Przenieść się do Nowego Orleanu? Zacząć udzielać wywiadów?

 

Eric uśmiechnął się, po czym zbliżył do małej plastikowej chłodziarki 

stojącej  na  ladzie.  Wyciągnąwszy  z  niej  woreczek  z  krwią,  cisnął  go  do 

Ervina, który bez trudu złapał go jedną ręką.

 

– 

Nie  sypiamy  w  trumnach,  nigdy  nie  byłem  w  Mardi  Gras  i 

background image

uwielbiam  pizzę. Mimo  to  radziłbym  ci przejść  na  dietę  płynną  przez kilka 

nadchodzących  tygodni,  tak  by  twój  organizm  przyzwyczaił  się  do  zmian. 

Nie  martw  się,  mamy  broszury  instruktażowe  dla  wszystkich 

nowonarodzonych.  Dostarczę  ci  kopię,  kiedy  wrócimy  do  siedziby  naszego 
klanu.

 

Ryan uśmiechnął się tuż przed tym, nim uświadomił sobie, że kolega 

Sable mówi śmiertelnie poważnie.

 

– 

Serio macie broszury instruktażowe dla nowych?

 

– 

Jasne. Jak niby mielibyście się nauczyć wszystkich zasad? Panowie 

mogą  również  sporo  was  nauczyć.  A  teraz  pij.  Wyglądasz  koszmarnie. 
Wszyscy  świeżo  upieczeni  krwiopijcy  potrzebują  przez  pierwsze  kilka 

tygodni sporo krwi.

 

Ervin  otworzył  woreczek.  Wydawał  się  zimny,  a  wyobraźnia 

podpowiadała,  jak  wspaniale  musiała  smakować  jego  zawartość.  Ta  myśl 

sprawiła,  że  o  mały  włos  nie  odrzucił  go  na  bok,  jednak  coś  w  środku  go 
przed  tym  powstrzymało.  Zanim  uświadomił  sobie,  co  robi,  trzymał 

opakowanie  w  ustach,  a  jego  kły  wydłużyły  się  dwukrotnie,  wbijając  w 

plastik. Westchnienie ulgi opuściło jego wargi, kiedy płyn wypełnił jego usta.

 

Jedna z brwi Erica powędrowała w górę.

 

– 

Polecałbym  kubek,  ale  skoro  planujesz  zachowywać  się  jak 

barbarzyńca, nie ma sprawy.

 

Ryan  odpowiedział  mu  wzruszeniem  ramion.  Teraz,  kiedy  przyssał 

się do woreczka, nie zamierzał przerywać, by powiedzieć wampirowi, gdzie 

może  sobie  schować  swój  kubek.  Jasnowłosy  osiłek  usiadł  obok  niego  na 

background image

ziemi, przewiercając go uważnym spojrzeniem.

 

– 

Skoro  masz  czym  zajętą  buzię  i  nie  możesz  pyskować,  muszę 

powiedzieć ci kilka rzeczy. – Ton głosu Erica zmienił się, zabarwiony troską. 

– Sable nie pojawiła się tutaj, ponieważ musi odpowiedzieć za to, co zrobiła.

 

Ervin  próbował  spytać,  co  to  takiego  może  być,  ale  wyszedł  z  tego 

jedynie bełkot.

 

Blondyn kontynuował swoją przemowę:

 

– 

Zwierzchnictwo zabroniło tworzenia kolejnych Droneów.

 

Woreczek wreszcie opustoszał, a zatem Ryan cisnął nim o ziemię.

 

– 

Ale  to  nie  jej  wina.  Już  się  przemieniałem.  Jeśli  już  się  na  kogoś 

wściekają, powinni winić Minx.

 

Eric pokręcił głową.

 

– 

Jedyne, czego trzeba naszemu Zwierzchnictwu, to kolejne wampiry. 

W ich mniemaniu Sable złamała podstawowe wytyczne.

 

– 

Co zatem miała zrobić?

 

– 

Rozkaz  mówi  o  zabiciu  do  połowy  przemienionych  wampirów  – 

odpowiedział jasnowłosy gigant, jednak wyraz jego twarzy świadczył o tym, 

co myśli na ten temat.

 

Ryan pojął, że jego buzia otworzyła się w szoku, a zatem spiesznie ją 

zamknął.

 

– 

Żartujesz,  prawda?  To  rodzaj  zagrywki  względem  nowicjuszy, 

background image

racja?

 

– 

Chciałbym żartować, dzieciaku. Rzucono cię w nową rzeczywistość, 

a ta jest brutalna. To nie Zwierzchnictwa powinieneś się obawiać. Gorsze są 

elfy,  zmiennokształtni,  harpie  oraz  demony,  które  wprost  marzą  o  tym,  by 

cię załatwić.

 

Ervin zacisnął mocniej dłonie na prawie pustym woreczku. Ten wydał 

z siebie ciche plaśnięcie.

 

– 

Dlaczego nas nienawidzą?

 

Eric wzruszył ramionami.

 

– 

A  któż  to  wie?  Być  może  wampiry  obszczały  im  kiedyś  podwórko. 

Nie  liczy  się  już  jednak,  dlaczego.  Musimy  po  prostu  wziąć  się  w  garść  i 

przetrwać.

 

– 

A  zatem  istnieje  jeszcze  jeden  powód,  dla  którego  według  Sable 

powinienem  opuścić  swoją  rodzinę  –  wyszeptał  Ryan  bardziej  do  siebie.  – 
Jeśli tu zostanę, ściągnę na nich te kreatury. – Desperacja zagnieździła się 

niczym  ołowiana  kula  w  jego  żołądku.  Chłopak  pokręcił  głową  w  wyrazie 

niedowierzania,  gdy  dotarł  do  niego  sens  słów  blondyna.  –  Powiedziałeś 
"zmiennokształtni"? Jak wilkołaki?

 

Eric parsknął głośno.

 

– 

Oczywiście, że nie. – Ervin westchnął z ulgą. Wampir kontynuował: 

–  Wilki  są  naszymi  sojusznikami,  przynajmniej  jeśli  idzie  o  Droneów. 

Nienawidzą  Czystych  tak  samo  jak  my.  Powinieneś  obawiać  się  szakali,  ci 
eliminują wszystkie wampiry.

 

background image

Ta kropla przelała czarę goryczy.

 

Ryan  zaczął  się  śmiać  i  nie  przypominało  to  wcale  zwyczajnego 

chichotu. Był to maniakalny, wysoki dźwięk świadczący o tym, jak się czuł. 

Pomiędzy  kolejnymi  wybuchami  histerii,  usta  chłopaka  opuszczały 

zdefragmentowane zdania:

 

– 

...Pieprzone wampiry… Wypiłem jej krew… wilkołaki...

 

Wielkolud zmarszczył czoło, zaniepokojony.

 

– 

Ej, dzieciaku...

 

Ervin przerwał mu, krztusząc się:

 

– 

Uświadomiłem coś sobie dzisiejszego ranka. Moje kolano ma się o 

wiele lepiej. Najlepsi specjaliści w kraju nie zdołali go naprawić, tymczasem 

jedna  gorąca  wampirzyca  załatwiła  sprawę.  Pierwsza  moja  myśl  brzmiała: 

świetnie, teraz mogę wrócić do gry. Odzyskałem dawne życie. Potem jednak 
pojąłem,  że  nic  z  tego  nie  wyjdzie,  ponieważ  już  pierwszego  dnia  moja 
drużyna zostanie pozbawiona bramkarza, który zmieni się w kupkę popiołu, 

gdy padną na niego promienie słońca.

 

Eric machnął dłonią w geście wyrażającym zniecierpliwienie.

 

– 

Musisz  wziąć  się  w  garść.  Jeśli  Sable  wróci,  będę  potrzebował 

jednego z was w pełni władz umysłowych.

 

Ryan natychmiast się uspokoił.

 

– 

Co miałeś na myśli, mówiąc ,,jeśli wróci”? Czyżby groziło jej jakieś 

niebezpieczeństwo?

 

background image

– 

Tak.  –  Blondyn  popatrzył  na  niego  karcąco.  –  Czy  ty  w  ogóle 

słuchałeś,  co  mówiłem  na  temat  Wampirzego  Zwierzchnictwa  do  Spraw 

Regulacji?

 

– 

Myślałem,  że  ją  po  prostu  upomnieli  albo  coś  takiego.  –  Ervin 

poderwał  się  z  ziemi.  –  I  co?  Będziemy  tu  tak  siedzieć?  Musimy  iść  jej 
pomóc.

 

Eric wskazał w kierunku okien.

 

– 

Nie możemy teraz wyjść. Słońce załatwi nas, nim zdołamy postawić 

choćby trzy kroki na zewnątrz.

 

Jęk  frustracji  opuścił  usta  Ryana,  który  uderzył  następnie  pięścią  w 

drzwi.

 

– 

A zatem co zrobimy? Nie możemy siedzieć tu z założonymi rękami. 

Jak mogłeś pozwolić jej odejść?

 

– 

Nie  chwytasz  –  uciął  blondyn.  –  Nie  podlegasz  już  ustrojowi 

demokratycznemu.  W  chwili,  kiedy  stałeś  się  wampirem,  zaczęły  cię 

dotyczyć prawa i ograniczenia Zwierzchnictwa. To samo tyczy się mnie. Jeśli 

próbowałbym  zatrzymać  Sable,  wymierzyliby  mi  karę.  Nie  mogę  zostawić 
Misty bez ochrony.

 

– 

Wasze głupie Zwierzchnictwo nie może się tak panoszyć. To nadal 

Ameryka. – Ryan starał się stłumić potrzebę opuszczenia domu, nawet jeśli 

wiedział, że Eric ma rację w kwestii słońca.

 

Prawie  pierwotna  potrzeba  chronienia  tamtej  kobiety  sterowała 

wszystkimi jego emocjami. Okazała się tak przemożna, że ręce drżały mu w 

background image

furii.

 

– 

Zwierzchnictwo  powstało  jeszcze  przed  Stanami  Zjednoczonymi. 

Do  diabła,  dzieciaku,  niektórzy  jego  członkowie  są  od  nich  starsi.  – 

Wielkolud położył dłoń na ramieniu Ervina, starając się go pocieszyć. – Gdy 

tylko zajdzie słońce, wrócimy do naszej kolonii. Jeśli znam Sable, to będzie 
tam już na nas czekała.

 

– 

Lepiej  żeby  tak  było.  –  Ryan  złożył  gorzką  obietnicę.  –  W 

przeciwnym razie pożałują dnia, kiedy zostałem przemieniony.

 

 

background image

Rozdział 7 

Zasada  numer  sto  trzydzieści  cztery:  ,,Droneom  nie  wolno  się 

rozmnażać.  Rasa  Czystych  nie  będzie  tolerowała  kolejnej  generacji 

podwładnych. Niezastosowanie się do tej wytycznej oznacza karę pięciu lat 

pozbawienia wolności, tak dla kobiet jak i dla mężczyzn, oraz przymusową 

sterylizację.”

 

 

A zatem stałeś się wampirem. Szybka broszura   

instruktażowa dla początkujących. 

 

 

***** 

 

 

Po  upływie  wieczności,  jaką  wydawał  się  dzień  spędzony  na 

przemierzaniu  w  tę  i  z  powrotem  pomieszczenia  oraz  bezproduktywnych 

dyskusjach,  słońce  wreszcie  zaszło  i  mężczyźni  mogli  w  końcu  wrócić  do 
kolonii Droneów. Gdy tylko Ryan dostrzegł stary magazyn, jaki dostosowali 

do swych potrzeb jego pobratymcy, wiedział, że Sable jest w środku. Więź, 
która  czyniła  niemożliwością  ich  rozdzielenie,  najwidoczniej  pozwalała 
również chłopakowi wyczuć, gdzie znajdowała się jego pani. Wiedział też, że 

cierpiała. Warcząc, Ervin zacisnął kły na myśl o tym, że ktokolwiek mógłby 

background image

ją  skrzywdzić.  Gdzieś  głęboko  w  sobie,  mimo  całej  irracjonalności  tego,  co 

czuł do osoby, którą spotkał raz w życiu, zdawał sobie sprawę, że nie stłumi 

pierwotnej potrzeby, by chronić Sable. 

Wyskoczywszy  z  samochodu,  nim  ten  się  w  pełni  zatrzymał,  Ryan 

zignorował  protesty  Erica.  Spiesząc  się  do  swojej  pani,  nie  zauważył 
obecności  intruzów,  nim  ci  nie  znaleźli  się  na  nim.  Para  silnych  dłoni 
powaliła  go  na  twardą  ziemię.  Zerkając  do  góry,  chłopak  dostrzegł  dwóch 

kolesi  w  ciemnych okularach  przeciwsłonecznych        ubranych  w  uniformy 
podobne do służb SWAT. Jeden z nich uśmiechał się, prezentując wszem i 

wobec rząd kłów.

 

– 

Tylko  nie  to.  Znowu.  Czy  wy,  wampiry,  nie  macie  nic  innego  do 

roboty, niż atakowanie takich jak wy

? – 

Wysapał Ervin, próbując stawić im 

czoła

Gdzieś na lewo, Eric przeklinał i spluwał śliną, pozwalając przyszpilić 

się do ściany przez kolejnych krwiopijców. 

– 

Nie musicie go eliminować – błagał jasnowłosy osiłek, rezygnując z 

walki. – Mamy go pod kontrolą i nie istnieje ryzyko ujawnienia. 

–  Nie  martw  się  o  swojego  małego  nowonarodzonego  –  powiedział 

jeden z kolesi. – Corbin zdecydował, że może żyć, ponieważ Sable za niego 
zapłaciła. 

– Jeśli ją skrzywdzisz, zabiję cię – zagroził Ryan.

 

Czerwony  obłok  wściekłości  przesłonił  mu  wizję,  a  głos  brzmiał 

grobowo.  Furia  zawładnęła  ciałem  chłopaka,  czyniąc  z  niego  bardziej 

potwora  niż  człowieka,  natomiast  on  sam  odkrył,  że  pragnie  uczepić  się 

background image

mroczniejszej części swojej natury. Musiał nauczyć tych dwóch, iż płaci się 

za dotknięcie czegoś, co należy do niego. 

Typek  nastąpił  z  całej  siły  na  jego  nadgarstek,  przyszpilając  go  do 

gleby.  Tak  bardzo wściekły,  Ryan  początkowo  nic  nie  poczuł.  Ucisk  jednak 

przybrał  na  sile,  jako  że  tym  razem  nadepnięto  na  niego  piętami.  Chłopak 
zagryzł  zęby,  żeby  nie  zapłakać  z  bólu.  Nie  chciał  dawać  tym  dupkom 
satysfakcji.  Ten  z  jego  oprawców, który  mówił w  imieniu  reszty,  wyciągnął 

coś  ze  swojej  kieszeni.  Rzecz  przypominała  zapalniczkę  lub  coś  bardzo  do 
niej podobnego, a Ervin pojął, że wcale nie chodzi o zapalenie papierosa.

 

– Nie musisz się do tego uciekać – zaczął Eric, używając tonu głosu, 

który sugerował chęć załagodzenia całej sytuacji. 

– Co się dzieje? – spytał Ryan.   

Nie  przychodziło  mu  to  z  łatwością,  jednak  starał  się  nie  okazywać 

strachu. 

Koleś odpowiedział:

 

 Po prostu naznaczamy śmiecia. Wszystkie Droney są zobowiązane 

nosić  znak.  No  dalej,  sprzeciw  się  nam.  Karą  jest  śmierć,  a  ja  z 

przyjemnością oczyściłbym świat z kolejnego pasożyta. 

Szok  przeniknął  ciało  chłopaka.  Te  żądne  krwi  dupki    planowały 

właśnie napiętnować go, jakby był ich kociakiem. Mimo że Ervin śmiertelnie 

bał się tego, co mogą mu zrobić, prędzej umarłby, niż dałby im o tym znać. 
W związku z tym popatrzył im kpiąco w oczy. 

  Lepiej  bierzcie  się  do  roboty.  Ta  cała  pogawędka  zaczyna  mnie 

background image

nudzić. – Ryan odkrył z szokiem, że naprawdę nie obchodzi go, co się z nim 

stanie

Jedyne, na czym mu zależało, to dostanie się do Sable, ponieważ czuł, 

że ona go potrzebuje. 

Wampir przyłożył pieczęć do nadgarstka Ryana, który cieszył się, że 

oprawcy  nadal  mocno  go  trzymają,  ponieważ  on  sam  przeżywał  katusze,  a 
jego ciało wygięło się w łuk. Okej, to cholernie bolało. Było to coś więcej niż 

zwykłe  ukłucie.  Okazało  się  najgorszym  bólem,  jakiego Ervin  kiedykolwiek 

doświadczył,  nie  licząc  cierpienia,  jakie  zadano  mu  w  dniu,  kiedy  go 
przemieniono.

 

Przygryzłszy policzek od środka tak mocno, że aż poczuł smak krwi, 

świeżo  upieczony  wampir  zdołał  powstrzymać  się  przed  szlochem.  Nawet 

nie jęknął, nie chcąc ofiarować im choćby tego. Po tym, co zrobili dla niego 
Sable i Eric, nie zamierzał ich zawieść, rozklejając się przy tych wampirach.

 

Zapach  palącej  się  skóry  wypełnił  jego  nozdrza,  mieszając  się  z 

aromatem  potu  oraz  brudu  pokrywającego  jego  ciało.  Wreszcie  jeden  z 

dupków zabrał pieczęć i wraz ze swoim koleżką zeszli z pleców Ryana. Jeden 

z nich, podnosząc się, kopnął chłopaka w głowę, drugi zaś w żebra. Ervin nie 
otrzymał nawet sposobności, żeby wylizać się ze swoich ran, jako że od razu 
po wstaniu z gleby zachwiał się, upadając na ziemię i obrzucił spojrzeniem 

oba wampiry. Z jego piersi wykradł się warkot, a on sam skulił się do pozycji 
bojowej,  na  wypadek,  gdyby  ci  dwaj  zechcieli  znowu  zaatakować.  Zły, 

rozjuszony  i  przerażony  rozumiał  już,  co  czuje  tygrys  zapędzony  w  róg 

klatki.

 

Eric podszedł do niego, układając dłoń na jego barku. Czy miało go to 

background image

powstrzymać  przed  atakiem,  czy  pocieszyć  –  Ryan  nie  wiedział.  Nie,  żeby 

istniało  zagrożenie,  iż  zmieni  się  w  ninję,  który  skopie  komuś  tyłek.  Za 

bardzo dokuczały mu mdłości i zawroty głowy. Kły oraz warkot były bardziej 

na pokaz. Nie oznaczało to jednak, że nie użyje ich, jeśli spróbują jeszcze raz 
zabrać Sable.

 

Na jego szczęście, kolesie chyba z nim skończyli. Podeszli do dwóch 

czekających  na  nich  Hummerów,  a  ten,  który  wcześniej  mówił  za 

wszystkich, rzucił przez ramię:

 

– 

A tak w ogóle, Eric, Corbin każe przekazać Misty powitanie

 

Z  piersi  Erica  wydobył  się  stłumiony  warkot,  ale  on  sam  przezornie 

trzymał  gębę  na  kłódkę  i  nie  dał  nic  po  sobie  poznać.  Wraz  z  Ryanem 

patrzyli, jak wozy odjeżdżają, opuszczając parking tak szybko, że ich opony 

rozrzuciły  wokoło  żwir  oraz  kurz.  Dopiero  wówczas  Ervin  pozwolił  sobie 

przywrzeć do ściany, trzymając dłoń w ochronnym geście wokół nadgarstka. 
Starając  się  zebrać  na  odwagę,  by  popatrzyć  na  tamto  miejsce,  chłopak 

rozwinął  palce.  Napiętnowano  go  literą  „D”,  która  raziła  bielą  na  tle 
czerwonej skóry. 

–  Przykro  mi,  dzieciaku  –  powiedział  Eric.  –  Robią  to  wszystkim 

Droneom, żebyśmy nie próbowali podawać się za Czystych. Gdy nas znaczą, 

boli  jak  diabli,  ponieważ  szybko  zdrowiejemy  i  muszą  rozgrzać  pieczęć  do 

naprawdę wysokiej temperatury. 

–  Nie  żartuj  –  jęknął  Ryan.  –  To  się  nie  liczy.  Chcę  tylko  znaleźć 

Sable. 

Jasnowłosy  osiłek  przytaknął,  otwierając  drzwi  wiodące  do 

background image

magazynu. Ervin wdarł się do środka, nie czekając na swego towarzysza. Nie 

skierował kroków w stronę szpitala, ale zamiast tego zagłębił się bardziej w 

kampus, intuicja podpowiadała mu, że tam właśnie przebywa jego pani. 

Gdy pokonywał kolejne korytarze, ściany zmieniały stopniowo odcień 

z  bieli  na  szarość.  Naliczył  niezliczoną  ilość  krwiopijców  –  część  płci 
męskiej,  a  część  żeńskiej  –  którzy  wyglądali  na zszokowanych,  patrząc,  jak 
biegnie  przed  siebie.  Ryan  nie  zaszczycił  ich  choćby  przelotnym 

spojrzeniem. Musiał  po prostu dostać się  do  swojej kobiety.  Nie  zatrzymał 
się nawet wtedy, gdy dostrzegł grupkę bawiących się dzieci, które wydawały 

się  czymś  niestosownym  w  miejscu  do  tego  stopnia  zbiurokratyzowanym. 

Liczyła się tylko Sable.

 

Serce podpowiadało chłopakowi, że więź, jaka łączy  go z jego panią, 

jest  czymś  więcej  niż  poddaństwem. To  było  coś pierwotnego, silniejszego. 
Dziewczyna  należała  do  niego,  a  on  sam  zniszczyłby  każdego,  kto  stanąłby 

pomiędzy  nimi.  Mimo  że  normalnie  by  od  niej  uciekł,  teraz  biegł  w  jej 

stronę.  Kryło  się  w  tym  coś  więcej  i  Ervin  świetnie  wiedział  o  tym,  że  już 
nigdy nie pozwoli jej odejść. 

Wreszcie  podszedł  do  odpowiednich  drzwi  i  wszedł  do  środka, 

odnajdując  tam  malutkie  pomieszczenie  z  łóżkiem  ulokowanym  w 
centralnej  jego  części.  Sable  leżała  na  brzuchu,  a  wysoka  kobieta  w 
lekarskim kitlu stała nad nią. Jej dziwne brązowe włosy upięto w luźny kok, 

który pasował do wyrazu jej szarych oczu, które ciskały gromy pod adresem 

Ryana.

 

– Kim jesteś? – Zapytała. 

– Jestem Ryan – odpowiedział wysuwając szyję, by móc w ten sposób 

background image

otrzymać lepszy widok na swoją panią, ale lekarka okazała się zbyt wysoka. 

– Jej Ryan? Ten, o którym tyle słyszałam? – Skrzyżowała ramiona na 

swojej szczupłej piersi, nadal nie odsuwając się na bok. 

Mimo że chłopak pragnął ze wszystkich sił przesunąć kobietę na bok, 

powstrzymał się przed tym. 

– Tak, jej Ryan. 

Nieznajoma  zlustrowała  go  wzrokiem,  oceniając  jego  rany.  Oprócz 

naznaczenia go, tamte wampiry nieźle skopały mu tyłek. 

 Jesteś ranny

Ervin podszedł do łóżka Sable, ale pani doktor stanęła z boku, łapiąc 

go za ramię i oglądając jego znamię. 

 Jesteś lekarzem? – Zapytał chłopak, po części z sarkazmem

Biorąc  pod  uwagę  sposób,  w  jaki  Czyści  traktowali  Droney,  nie 

zapowiadało się na to, żeby marnowali czas i pieniądze na szkolenie kogoś 

na internistę. 

–  Tak  się  składa,  że  tak.  –  Szok  musiał  odmalować  się  na  twarzy 

nowonarodzonego,  ponieważ  paniusia  kontynuowała:  –  Stosowne 

wykształcenie  zdobyłam  jeszcze  jako  człowiek.  A  teraz  siadaj.  Muszę 

przyłożyć coś do tego oparzenia. Zapewne piecze jak wszyscy diabli. 

Faktycznie tak było, ale kto martwiłby się sobą w takiej sytuacji? Gdy 

on  sam  wciąż  próbował  popatrzeć  na  Sable  przez  ramię  pani  doktor,  ta 

wreszcie westchnęła i opuściła jego rękę. Odsuwając się na bok, spytała: 

background image

 Oto i ona. Ranna, ale żywa. A teraz pozwolisz mi się sobą zająć? 

Ryan nie odpowiedział, ponieważ widok pleców Sable sprawił, iż głos 

uwiązł  mu  w  gardle.  Rozdarta,  poplamiona  krwią  odzież  leżała  w  rogu 
pomieszczenia. Gula urosła w gardle chłopaka, gdy ten uświadomił sobie, że 

to ta sama bluza z kapturem, jaką dziewczyna miała na sobie ubiegłej nocy. 
Te dupki potraktowały ją jak największą kryminalistkę. Jej plecy stanowiły 

mieszaninę nacięć i pręg, i zdobiły dosłownie każdy fragment skóry. Jęcząc 

gardłowo,  Ervin  opadł  na  kolana  przy  jej  łóżku.  Wysunął  drżącą  dłoń  z 
zamiarem  dotknięcia  Sable,  ale  od  razu  ją  cofnął,  obawiając  się,  że  tylko 
mocniej ją zrani. Jej powieki pozostawały opuszczone, natomiast ona sama 

nie dawała jakichkolwiek oznak, iż zdaje sobie sprawę z jego obecności. 

– Kto jej to zrobił? – Spytał ostrym tonem. 

–  Wampirze  Zwierzchnictwo  do  Spraw  Regulacji  –  Odpowiedziała 

lekarka. – A dokładniej niejaki Corbin. 

– Gdzie znajdę owego Corbina? – Złość zaczęła targać Ryanem. 

– Wyjście stąd i pozwolenie się zabić nie jest dobrym rozwiązaniem. 

– Nie obchodzi mnie, że zginę, jeśli tylko ten dupek pójdzie w moje 

ślady.  –  Ostatnie  słowa  chłopak  wypowiedział  z  warkotem,  czując,  jak 
znowu wydłużają się jego kły. 

Już  po  raz  drugi  w  ciągu  ostatniej  godziny  Ervin  zareagował 

podobnie, co uświadomiło mu, że naprawdę zamienił się w drapieżnika. 

Świetnie,  lepiej  być  przygotowanym,  kiedy  nadejdzie  pora,  żeby 

rozszarpać gardło Corbina. 

 

background image

Ryan podniósł się z klęczek i udał w stronę drzwi. 

– Zapomnij o tym, sam go znajdę

Chłopak  pojął  przelotnie,  że  nie  jest  już  dłużej  człowiekiem,  a  furia 

zamienia go w kogoś zupełnie innego. W coś pierwotnego i niebezpiecznego, 

choć  nie  miało  to  dla  niego  żadnego  znaczenia.  Jedyne,  co  się  liczyło, 
wiązało  się  z  jego  kobietą.  Ktoś  schwycił  go  jednak  w  talii  i  powstrzymał 

przed  wyjściem  z  sali.  Ryan  ponownie  warknął,  tym  razem  robiąc  to  z 
wyrachowaniem, co zabrzmiało bardzo władczo. 

  Wyjdź  stąd  i  pozwól  się  zabić,  dzieciaku,  a  wtedy  ofiara  Sable 

będzie znaczyła tyle co nic – mówił łagodnie do jego ucha jakiś głos. 

Eric. To on go przytrzymywał, starając się wydobyć go z transu. Ervin 

nadal  borykał  się  z  drzemiącym  w  nim  potworem  i  mimo  że  nie  czuł  się 

gotowy  wysłuchiwać  jakichkolwiek  argumentów,  przestał  wyrywać  się  z 

objęć blondyna. 

– 

Moja – warknął. – On jej dotknął, a ona jest moja. 

Przyjaciel  Sable  wytrzymał  jego  spojrzenie.  Kryjące  się  tam 

zrozumienie nieco uspokoiło chłopaka. 

–  Tak,  jest  twoja  i  kiedyś  będziesz  miał  okazję  ją  pomścić,  ale  nie 

teraz. 

– Obiecujesz? 

Kiwając powoli głową, Eric przyrzekł: 

– Obiecuję. 

background image

To,  co  wydarzyło  się  później,  do  końca  pozbawiło  go  złości.  To  była 

Sable. Jej głos brzmiał słabo i niewyraźnie, ale odezwała się i tylko to miało 

jakiekolwiek znaczenie. 

– 

Ryan, czy to ty?

 

Jasnowłosy  olbrzym  wyswobodził  go  z  uścisku,  a  chłopak  pognał  w 

stronę  łóżka.  Opadłszy  ponownie  na  kolana,  splótł  palce  dziewczyny  ze 
swoim, używając wolnej dłoni, aby gładzić ją po włosach. Jej oczy wypełniały 

łzy, a Ervin nie wiedział, czy dzieje się tak dlatego, że cierpi, czy też dlatego, 

że przyszedł do niej po tym, jak wszystko dla niego zaryzykowała. 

– 

Wróciłeś – wydyszała

Jej skóra wyglądała na bardzo bladą, a pod oczami majaczyły sińce. 

Ryan spostrzegł maleńką plamkę brudu na jednym z płatków jej nosa. 

–  Oczywiście,  że  wróciłem.  I  tym  razem  nigdzie  się  nie wybieram  – 

obiecał  Sable,  całując  opuszki  jej  palców.  Nadal  gładził  jej  kosmyki, 
zatrzymując się na moment, by bawić się luźnymi lokami przesłaniającymi 
jej twarz. – Tak będzie lepiej. Wszyscy będą bezpieczni. 

Jej głos brzmiał słabo, jakby mówienie sprawiało jej ból: 

 Co powiedziałeś swojej rodzinie? 

Ryan poczuł się przyjemnie zaskoczony, wyczuwając szczerą troskę w 

głosie swojej pani. Gdzieś w sobie wiedział, że naprawdę martwiła się o to, iż 

straci kontakt z matką i bratem. 

–  Zanim  się  tutaj  przeprowadziłem,  zaproponowano  mi  pracę  w 

charakterze  trenera  w  Kanadzie.  Powiem  im  po  prostu,  że  się  zgodziłem  i 

background image

tym samym wyjechałem ze Stanów. – Nawet jeśli chłopak musiałby później 

cierpieć,  będzie  to  niczym  w  porównaniu  z  bólem,  jakiego  doświadczyłby, 

tracąc na chwilę zmysły i atakując mamę lub Matta. 

Jej wargi wygięły się w uśmieszku, jednak chwilę po tym dziewczyna 

zmarszczyła brwi w trosce, wyraźnie się smucąc. 

– Przykro mi, że nie możesz dłużej z nimi być. Bycie z dala od tych, 

których  się  kocha,  boli  jak  cholera,  a  ja  wiem,  że  o  nic  podobnego  się  nie 
prosiłeś. 

–  Kiedy  zacznę za nimi  za  bardzo  tęsknić,  zawsze  mogę przecież  do 

nich  zadzwonić.  –  Ryan  przywarł  ustami  do  ust  Sable,  nie  mogąc  się 
powstrzymać przed pragnieniem nawiązania z nią kontaktu cielesnego. 

Mimo iż pojmował, że nie ma prawa tego robić po tym, co uczynił jej 

wcześniej,  nie  potrafił  odmówić  sobie  pieszczenia  tych  warg.  Zwycięski 

dreszczyk  przebiegł  nawet  przez  jego  ciało,  kiedy  dziewczyna  nie 
zaprotestowała, a otworzyła szerzej buzię, tak by on mógł wsunąć tam język. 
Chłopak przymknął powieki i rozkoszował się jej zapachem oraz dotykiem. 

Nie  liczyło  się  nawet  to,  że  lekarka  oraz  blondyn  wciąż  przebywali  w 
pomieszczeniu,  bacznie  się  im  przyglądając.  Gdyby  nie  to,  że  Sable  była 

ranna,  wdrapałby  się  na  jej łóżko  i  ostrzej  z  nią zabawił. Odsuwając  się  od 

niej z żalem, Ryan pocałował ją w czubek nosa. 

– Idź spać. Wyglądasz strasznie blado. 

– Mną się nie martw – wymamrotała. – Wampiry szybko wracają do 

formy. Jutro wszystkie ślady na mych plecach znikną. 

background image

– Nie kłóć się ze mną, kobieto. – Uśmiechnął się, dostając kuksańca 

za wydanie jej polecenia. – Będę na ciebie czekał, kiedy już się obudzisz. – 

Wampirzyca zamknęła ukontentowana oczy. 

Ervin  nie  oderwał  od  niej  wzroku,  żeby  popatrzeć  na  pozostałych 

zgromadzonych,  dopóki  jej  oblicze  nie  złagodniało,  a  oddechy  nie  stały  się 

bardziej rytmiczne. 

– 

Wybacz,  że  byłem  wcześniej  tak  zajęty  zachowywaniem  się  jak 

idiota, że nie spytałem, jak masz na imię – powiedział do pani doktor. 

–  Jestem  Dahlia  –  odpowiedziała,  podchodząc  ponownie  do 

chłopaka i kładąc mu rękę na ramieniu. 

Gdy zaczęła wcierać w znamię maść, ból wywołany napiętnowaniem 

stopniowo ustawał. Ryan otrzymał również sposobność, aby lepiej przyjrzeć 
się lekarce. Okazała się wysoką, klasyczną pięknością, która zachowywała się 

dość wyniośle. Właśnie taki typ kobiet podobał się Ervinowi, zanim on sam 
pojął, że lubi brązowe kręcone włosy, piegi oraz czarne bluzy z kapturami ze 

sznurkami.  Po  upływie  całego  życia,  spędzonego  na  uganianiu  się  za 

paniami o imieniu Ginger, nagle odkrył, że pragnie Maryanne. 

– 

Dziękuję,  że  się  nią  zajęłaś,  Dahlio  –  powiedział,  kiedy  skończyła 

opatrywać  jego  ranę.  –  Czy  mówiła  prawdę,  twierdząc, że  rano  poczuje się 

lepiej?

 

– 

Tak, będzie całkowicie zdrowa w ciągu paru godzin i nie zostanie jej 

żadna blizna. Potrzeba jej po prostu trochę krwi.

 

– 

Może  napić  się  tyle,  ile  chce  ode  mnie.  –  Chłopak  skrzyżował 

spojrzenie z Erickiem. Facet opierał się o drzwi i przypatrywał całej scence z 

background image

normalnym wyrazem twarzy. – To nie może się nigdy więcej powtórzyć. Nie 

możemy  stać  obok  i  patrzeć,  jak  wykorzystuje  się  w  taki  sposób  nasze 

kobiety.

 

Osiłek uśmiechnął się łobuzersko.

 

– 

My? A zatem jesteś teraz jednym z nas?

 

– 

Cóż,  miałem  zapisać  się  do  sekty  Scientologów,  ale  oblałem  test 

psychologiczny  –  odparował  Ryan.  –  A  zatem  odmówili  przyjęcia  mnie  w 
swoje szeregi.

 

Dahlia wybuchła śmiechem.

 

– 

Lubię  cię.  Nie  ma  za  wielu,  którzy  ośmieliliby  się  droczyć  z 

Erickiem. To wstrętny dupek w szczytowej życiowej formie.

 

– 

A jaki jest w tej najgorszej? – Zachichotał chłopak.

 

– 

Mógłby odstraszyć napaloną morską wiedźmę, tak że uciekłaby do 

swego  legowiska  –  odpowiedziała  pani  doktor  z  łobuzerskim  błyskiem  w 

oku.

 

– 

Wasze wyznania miłości chwytają za serce – parsknął Eric.

 

– 

Wiesz,  że  cię  cenię  i  szanuję.  Jak  my  wszyscy  tutaj.  Myślisz,  że 

dlaczego  stajemy  za  tobą  murem?  Moje  pytanie  do  ciebie  jako  przywódcy 

brzmi: co planujesz zrobić z tym, co uczyniono Sable?

 

Blondyn westchnął, wyraźnie zmęczony.

 

– 

Zaprzestań swoich sztuczek, kobieto. To nie jest dobra pora.

 

background image

– 

A kiedy będzie? Kiedy Misty wróci do domu w podobnym stanie? – 

Głos Dahlii emanował emocjami, a Ryan czuł się poruszony, widząc lśniące 

w  jej  oczach  łzy.  Lekarka  wskazała  ze  zniecierpliwieniem  na  chorą.  –  Czy 

wiesz,  że  kiedy  Sable  służyła  Corbinowi,  kazał  ją  przymusowo 
wysterylizować?  Większość  kobiet  Droneów,  jakie  badałam,  poddano 

podobnym  procedurom.  Zrobią  to  samo  twojej  córce  i  będzie  to  dopiero 
początek.

 

Oboje  zaniemówili,  wstrzymując  oddech  i  popatrzyli  z  troską  na 

nowonarodzonego.  Ten  pokręcił  ledwo  zauważalnie  głową.  Ervin 

przypomniał  sobie o  grupce  dzieci,  jakie  minął  w  drodze  do  pokoju  swojej 

pani  i  wówczas  spłynęło  na  niego  olśnienie.  Nic  dziwnego,  że  Eric 
zareagował tak gwałtownie, kiedy tamci dwaj wspomnieli o Misty.

 

– 

Myślałem, że Droney nie mogą się rozmnażać.

 

– 

Fizycznie  możemy,  zabraniają  nam  tego  jedynie  procedury 

Zwierzchnictwa – odpowiedział z goryczą wielkolud. – Wsadzili mnie i moją 

żonę,  Evę,  do  więzienia  za  niezastosowanie  się  do  ich  wytycznych.  Umarła 

tam pięć lat temu.

 

Ryan miał już powiedzieć, jak bardzo mu przykro, kiedy uświadomił 

sobie, jak pusto brzmiałyby podobne słowa. Mimo iż znał Sable zaledwie od 
kilku dni, myśl o utracie jej napawała go przerażeniem. Mógł sobie jedynie 

wyobrazić cierpienie, jakiego doświadczył Eric.

 

– 

Możesz ją pomścić – zaproponował zamiast tego. – Stanę u twego 

boku i będziemy walczyć razem.

 

Blondyn zaśmiał się gorzko.

 

background image

– 

My  dwaj  przeciw  Zwierzchnictwu?  Mielibyśmy  większą  szansę  na 

przeżycie, spacerując ramię w ramię po plaży i podziwiając wschód słońca.

 

– 

Nie posunąłbym się tak daleko wspierając cię, ale chcę postawić się 

tym  dupkom.  I  jeśli  dzięki  temu  przestaliby  nami  pomiatać,  to  nic  więcej 

mnie nie usatysfakcjonuje.

 

– 

Teraz  już  wiem  na  pewno,  że  go  lubię.  –  Dahlia  skrzyżowała 

ramiona  na  piersiach,  uśmiechając  się  diabolicznie  pod  adresem  Erica.  – 

Myślę, że powinieneś powiedzieć mu o tylnej części kampusu.

 

– 

Jeszcze  nie.  –  Blondyn  zacisnął  szczękę,  wysyłając  ostrzegawcze 

spojrzenie  lekarce.  –  Dopiero  do  nas  dołączył.  Nie  wiemy  jeszcze,  czy 
możemy mu ufać. Już raz nas opuścił.

 

– 

I  wrócił.  –  Kobieta  wypuściła  z  ust  urywany,  emanujący 

zniecierpliwieniem oddech.

 

– 

A jaką mamy niby pewność, że nie zrobi tego ponownie? Co więcej, 

skąd niby wiemy, że nie powie Zwierzchnictwu o tym, co zobaczy?

 

– 

Coś  mówi  mi,  że  nie  musimy  się  o  to  martwić  –  odpowiedziała 

Dahlia.  Jej  wzrok  skupił  się  na  Ryanie,  a  wtedy  spojrzenie  dziewczyny 
złagodniało. – Zależy ci na Sable, prawda nowonarodzony?

 

– 

Szczerze powiedziawszy, nie wiem, o co tu chodzi. – Ervin ścisnął 

mocno luźno zwisające palce swojej pani. – Wiem tylko, że zabiję każdego, 

kto jej to zrobił, z waszą pomocą albo bez niej.

 

Nastała  pełna  napięcia  cisza,  kiedy  wszyscy  czekali  na  odpowiedź 

Erica. Wampir uciskał nasadę swego nosa kciukiem i palcem wskazującym.

 

background image

– 

Pomyślę  o  tym.  A  teraz  zabierz  ode  mnie  ten  ciężar,  Dahlio.  – 

Jasnowłosy  wampir  wbiegł  z  pokoju,  zanim  ktokolwiek  zdołał  wtrącić 

choćby słowo.

 

Lekarka westchnęła.

 

– 

Cóż, to zawsze jakiś początek. Myślę, że wpływasz łagodząco na jego 

usposobienie, nowonarodzony.

 

– 

A  tak  z  ciekawości,  jak  długo  jeszcze  wy  tutaj  będziecie  nazywać 

mnie nowonarodzonym? – To określenie poważnie zaczęło wkurzać Ryana.

 

– 

Z  reguły  określamy  tak  nowe  wampiry  przez  pierwsze  pięć  lat.  – 

Mówiąc to, lekarka zdawała się rozkoszować tą świadomością.

 

Chłopak jęknął.

 

– 

Powiedz mi, jak mogę ofiarować Sable trochę krwi, a potem zostaw 

mnie, bym utonął w morzu braku własnej wartości.

 

Dahlia  zmierzwiła  mu  włosy.  Zrobiła  to,  jakby  był  jakimś 

dzieciakiem, który wtrąca od czasu do czasu urocze komentarze.

 

– 

Reszta klanu na pewno cię pokocha.

 

– 

Świetnie,  zostanę  Miss  Publiczności  wybraną  przez  grupę 

wampirów. Mama będzie ze mnie naprawdę dumna.

 

Pani doktor wybuchła śmiechem.

 

– 

Czy zawsze trzymasz gdzieś w zanadrzu takie inteligentne riposty?

 

– 

To zabawne, ale dokładnie o to samo pytała pani Grimmins.

 

background image

– 

A kto to taki? – Kobieta uniosła jedną brew.

 

– 

Moja dyrektorka z liceum. Spędziłem sporo czasu w jej gabinecie. – 

Ryan studiował wzrokiem plecy swojej pani.

 

Być  może  dawał  się  ponieść  wyobraźni,  ale  skóra  częściowo  zarosła 

już bliznami.

 

– 

Czemu  nie  dziwi  mnie  to,  że  byłeś  młodocianym  kryminalistą?  – 

Dahlia  wrzuciła  część  zbędnych  bandaży  do  czarnej  lekarskiej  torby,  którą 
następnie zatrzasnęła. – A zatem, zawsze jesteś takim ironistą, czy tylko w 

ten sposób godzisz się z pewnymi sprawami?

 

– 

To i to – stwierdził Ervin. – Wydawało mi się, że moje wcześniejsze 

życie  było  popieprzone,  ale  nic  nie  równa  się  z  tym,  co  spotkało  mnie  w 
ciągu  ostatnich  kilku  dni.  Nie,  żebym  nie  okazywał  Sable  wdzięczności.  Po 

postu muszę się do tego przyzwyczaić.

 

– 

Na  początku  to  nieco  przerażające  –  przyznała  lekarka,  a  jej  głos 

zabarwiło  współczucie.  –  Kiedy  zostałam  przemieniona,  wieki  zajęło  mi 

dostosowanie się, ale nie miałam dobrego pana. Ty dostałeś Sable, a ona się 
tobą zaopiekuje.

 

– 

Nigdy wcześniej tego nie robiła?

 

– 

Zamierzam  zdradzić  ci  pewien  sekret,  nowonarodzony,  ale  lepiej 

nie  piśnij  jej  w  tej  kwestii  choćby  słówka.  –  Dahlia  rzuciła  zaniepokojone 

spojrzenie w kierunku drugiej kobiety, żeby upewnić się, że ta nadal śpi. – 
Jesteś  pierwszym  człowiekiem,  którego  Sable  w  ogóle  przemieniła.  Cóż, 

jesteś  pierwszym,  z  którego  żyły  się  napiła.  Do  tej  pory  używała  wyłącznie 

woreczków.

 

background image

Wyznanie  to  zachwiało  psychiką  Ryana.  Okazało  się,  że  stanowił 

pierwszą  osobę,  jaka  została  przemieniona  przez  wampirzycę,  która 

natychmiast  go  w  ten  sposób  zdominowała.  Przerażało  go  to  odrobinę, 

ponieważ ten fakt oznaczał, że ona także odczuwa względem niego tak samo 
obezwładniającą więź. Chłopak nadal nie czuł się pewnie, pytając:

 

– 

Dlaczego twoim zdaniem to zrobiła?

 

– 

Sądzę,  że  dlatego,  że  się  jej  podobasz.  Musiałeś  zrobić  coś,  co  jej 

zaimponowało.

 

– 

Nic  szczególnego,  chyba  że  masz  na  myśli  leżenie  na  ziemi  i 

spektakularne wykrwawianie się. – Wargi Ryana opuścił gorzki śmiech.

 

– 

Kryło  się  w  tym  coś  więcej,  mimo  że  widziałam  osobiście,  jak 

szybko  traciłeś  krew.  Czy  wiesz,  że  byłeś  pierwszą  osobą,  o  jaką  spytała, 

kiedy  przywlokły  ją  tu  osiłki  Corbina?  Mimo  że  bez  wątpienia  cierpiała, 
wciąż przejmowała się tobą w pierwszej kolejności. Sable nie pozwoliła sobie 

nigdy na podobne zachowanie od chwili, kiedy ją przemieniono.

 

– 

Cudownie. – W tym momencie chłopak czuł się jak dupek i marzył 

o tym, by walić głową w jakiś mur dotąd, aż wbije tam odrobinę mądrości. – 

Odpłaciłem jej za wdzięczność, uciekając od niej.

 

– 

Nie  rób  takiej  smutnej  miny  –  zażartowała  Dahlia.  –  Odkryłeś  po 

prostu,  że  jesteś  wampirem.  To  dość  duże  przeżycie  dla  każdego  z  nas. 
Wszyscy świrujemy. Sable wcale cię za to nie wini.

 

– 

Zachowałem  się  jak  prawdziwy  palant.  –  Ryan  nie  zamierzał 

usprawiedliwiać się równie łatwo. – Ugryzłem ją i ześwirowałem. Na pewno 

czuła się wtedy jak milion dolarów. Boże, powinna mnie nienawidzić, a nie 

background image

martwić się o mój żałosny tyłek.

 

– 

Nie  nienawidzi  cię.  Wręcz  przeciwnie.  Pomiędzy  waszą  dwójką 

istnieje prawdziwa więź. – Pani doktor spojrzała na niego sugestywnie.

 

Ervin  uświadomił  sobie,  że  jego  palce  muskają  ramię  chorej. 

Wiedząc, iż dolewa oliwy do ognia, nie zamierzał cofnąć ręki i pozbawiać się 

przyjemności, jaką dawało gładzenie jej jedwabistej skóry.

 

– 

Czy  wszyscy  panowie  czują  coś  podobnego  do  swoich 

podwładnych?  –  Zbłąkany lok  jej  kręconych  włosów  kusił  Ryana,  opadłszy 

na białą poduszkę, a zatem jedyne, co on sam mógł zrobić, to unieść go ku 

swojej twarzy i powąchać.

 

– 

Nie,  część  panów  może  przejawiać  instynkt  ochronny,  ale  bardzo 

rzadko pojawia się taka relacja jak twoja i Sable. Są wreszcie opiekunowie, 

którzy traktują swoich nowonarodzonych jak kociaki i znęcają się nad nimi. 
To właśnie przeżyła twoja wampirzyca.

 

– 

Kto  był  jej  panem?  –  Wolna  dłoń  Ervina  zatopiła  się  w  materac, 

kiedy pomyślał o kimś, kto mógłby jej wyrządzić krzywdę.

 

– 

Corbin.

 

Sposób, w jaki Dahlia wypluła jego imię, mówił o tym, że ta dwójka 

nie darzyła się szczególną miłością.

 

– 

Ten sam Corbin, który ją pobił?

 

– 

Ten sam. Nie ograniczał się jednak tylko do tego. Przez długie lata 

kontrolował ją i zmuszał do służalczego niewolnictwa.

 

background image

Z  gardła  chłopaka wydobył  się  stłumiony  warkot.  Dahlia  rzuciła  mu 

ostre spojrzenie.

 

– 

Uspokój  się.  Nie  powiedziałam  ci  tego  po  to,  żebyś  znowu 

zachowywał się jak macho. Dzielę się z tobą tymi informacjami, abyś mógł 

lepiej zrozumieć Sable. Będzie starała się stłamsić to, co rodzi się pomiędzy 
wami, ponieważ przerażeniem napawa ją myśl, że może ponownie pozwolić 
się zranić.

 

- A zatem co sugerujesz, że powinienem zrobić, żeby jej pomóc, poza 

przyniesieniem    głowy Corbina na tacy? – Ryan uśmiechnął się, wiedząc, że 
zachowuje się jak prawdziwy drapieżnik, ale miał to gdzieś.

 

Jedynie  dotykanie  Sable,  oddychanie  jej  zapachem  mogło 

powstrzymać go przed posunięciem się odrobinę za daleko.

 

– 

Bądź cierpliwy w stosunku do niej. Kiedy się od ciebie odsunie, nie 

rezygnuj.  –  Dahlia  popatrzyła  na  niego.  Ogrom  emocji  emanujących  z  jej 

spojrzenia zaskoczył chłopaka. Ta lekareczka martwiła się o jego panią i to 
wcale  nie  z  powodu  obrażeń  na  jej  plecach,  ale  ze  względu  na  rany,  jakie 

zadano jej duszy. – Obiecaj mi to.

 

– 

Obiecuję.  –  Ryan  zdziwił  się,  kiedy  mówiąc  to,  praktycznie 

wykrztusił każdą pojedynczą literę.

 

– 

Dziękuję  ci.  –  Dahlia  pociągnęła  nosem.  Gdyby  chłopak  znał  ją 

nieco  lepiej,  oskarżyłby  ją  o  zbytnie  rozczulanie  się.  –  Opuszczę  was teraz, 

żebyś  mógł  ją  nakarmić.  –  To  dość  intymne  doświadczenie,  a  ja  nigdy  nie 

należałam do wścibskich osób.

 

– 

Czekaj. – Ervin spanikował. – Nie powiedziałaś mi, jak się to robi.

 

background image

– 

Przez  pierwsze  kilka  razów  sam  będziesz  musiał  nagryźć  swój 

nadgarstek.  –  Kobieta  podniosła  dłoń,  żeby  zademonstrować  właściwy 

obszar  skóry  oraz  swoje  kły.  –  Gdy  to  nastąpi,  ona  poczuje  się  zdrowa  na 

tyle, by zrobić to o własnych siłach.

 

Myśl  o  ustach  wampirzycy  ssających  jakikolwiek  rejon  jego  ciała, 

uczyniła Ryana twardym jak skała. Chłopak wiercił się niespokojnie, żywiąc 
nadzieję, że pani doktor nie uzna go za chorego perwersa, który napala się 

na  nieprzytomne  dziewczyny.  Na  szczęście  chyba  niczego  nie  zauważyła, 
ponieważ  podniosła  swoją  torbę  i  opuściła  pomieszczenie  z  głośnym 

stukotem butów na wysokim obcasie. Jej całkiem sensowna szara spódnica 

błąkała się pomiędzy łydkami lekarki, a biały fartuch lekko za nią powiewał.

 

– 

Być  może  będziesz  chciał  zamknąć  drzwi,  kiedy  Sable  napije  się  z 

twojej  żyły  –  zawołała  jeszcze.  –  Tak  jak  mówiłam,  to  dość  intymne 
doświadczenie. Nie będzie ci się podobało, że cały klan widzi, jak wy dwoje 

się migdalicie.

 

– 

Może  pani  liczyć  na  naprawdę  profesjonalne  sceny  łóżkowe,  pani 

doktor – zawołał chłopak, rozbawiony jej aluzjami.

 

Miło  było  wiedzieć,  że  istnieje  choć  kilka  wampirów,  które  potrafią 

żartować.  Drzwi  zamknęły  się  za  Dahlią  z  cichym  kliknięciem,  zostawiając 
Ryana samego z Sable.

 

Wampirzyca jęknęła z wycieńczenia, co ponownie skierowało uwagę 

Ervina w jej stronę. Unosząc nadgarstek do ust, nowonarodzony wkłuł się w 
skórę  na  tyle  szybko,  by  nie  musieć  zastanawiać  się  nad  tym,  co  właśnie 

zrobił. Nie  bolało za  bardzo,  ponieważ  umysł  chłopaka  zajmowała  troska o 

swoją  panią.  Ryan  ssał  kilkakrotnie,  nim  krew  nie  płynęła  w  końcu 

background image

swobodnie, a on sam mógł przyłożyć rękę do ust dziewczyny.

 

Na początku zmartwił się, iż nie zacznie pić. Być może z racji tego, że 

był nowonarodzonym, jego krew nie wydawała się jej dostatecznie silna. Co 

gorsza, co stanie się, jeśli uzna ją za bezwartościową?

 

Wtedy jednak Ervin spostrzegł, iż język Sable wysuwa się spomiędzy 

warg, by zlizać nieco płynu. Chłopak wzdrygnął się, podniecony. Jej narząd 
smaku  serwował  mu  jedwabiste  uczucie  przypominające  gorące  tchnienie 

powietrza.  Wkrótce  usta  wampirzycy  kompletnie  do  niego  przywarły,  ssąc 

słabo jego nadgarstek.

 

Przymykając  powieki,  Ryan  próbował  kontrolować  żądzę,  jaka 

przepełniła  jego  ciało.  Jego  penis  reagował  na  każde  pojedyncze 

pociągnięcie, wibrując w pragnieniu zagłębienia się głęboko w Sable. Czy tak 

właśnie  miał  teraz  reagować?  Czy  tak będzie  działo  się  również  wtedy, gdy 
dziewczyna  będzie w  pełni  przytomna  i  pozwoli  pożywiać  mu  się  ze  swojej 
szyi? 

 

Oczy wampirzycy wreszcie się otworzyły, a Ervin złapał się na tym, że 

spogląda prosto w nie.

 

Kryła się tam żądza. Nawet w tak słabej kondycji, Sable pragnęła go 

tak samo mocno jak on jej. Jej język tańczył na skórze chłopaka, który ledwo 
stłumił  jęk.  Rozmyślając  ponownie  o  ich  zbliżeniu  na  korytarzu,  Ryan 

przypomniał sobie, jakim wspaniałym uczuciem jest możliwie jak najbliższy 

kontakt z jej napierającym na niego ciałem. Kiedy dziewczyna zaczęła się od 
niego  odsuwać,  przyłożył  delikatnie  dłoń  do  jej  buzi,  by  ją  w  ten  sposób 

powstrzymać.

 

background image

– 

Napij  się  jeszcze  –  zachęcił  ją.  –  Chcę,  żebyś  poczuła  się  lepiej, 

byśmy mogli dokończyć to, co zapoczątkowaliśmy w holu.

 

Wracając do pożywiania się, Sable obdarzyła go słabym uśmiechem. 

Po  upływie  kilku  minut,  wampirzyca  przesunęła  językiem  po  jego  ranie, 

żeby  zatamować  w  ten  sposób  krwawienie,  po  czym  westchnęła 
usatysfakcjonowana.  Ryan  nie  czuł  się  inaczej  niż  ona.  Nadal  był  na  tyle 
pobudzony, że chętnie rozdarłby coś na kawałki, ale tak długo, jak jego pani 

wymagała opieki, tylko to się dla niego liczyło.

 

– 

Położysz się razem ze mną? – Spytała Sable.

 

– 

Jasne  –  odpowiedział,  mimo  iż  jego  wewnętrzny  głos  krzyczał: 

Boże, nie!

 

Ostatnia  rzecz,  jakiej  potrzebował  jego  członek,  to  bliskość  z  nią. 

Musiał  opuścić  salę,  znaleźć  najbliższy  prysznic  i  spędzić  pod  nim  co 
najmniej trzy godziny. Być może wtedy udałoby mu się kontrolować żądzę. 

Dziewczyna  potrzebowała  jednak  poczucia  komfortu,  a  zatem  Ryan 
postanowił dla niej cierpieć. Wdrapał się obok niej na posłanie, upewniając 

się, że kładzie się na pościeli, aby nie czuć tak bardzo zapraszającego ciepła 

jej  ciała.  Chłopak  poruszył  się  ostrożnie  nie  tylko  po  to,  żeby  nie  odnowić 
ran  swojej  pani,  ale  również  po  to,  żeby  nie  wejść  w  kontakt  ze  swoją 
nabrzmiałą erekcją. 

Splatając palce z jego własnymi, Sable rozkazała:

 

– 

A teraz śpij. Jeśli postanowiłeś być tym, który mnie karmi, będziesz 

potrzebował odpoczynku.

 

O dziwo, Ervin pragnął jej posłuchać. Powieki zaczęły mu ciążyć, a po 

background image

ciele  rozpłynęła  się  dziwna  błogość.  Miło  leżało  się  obok  wampirzycy. 

Odpływając w niebyt, Ryan dumał nad tym, jak wspaniale będzie budzić się 

przy niej każdego ranka. Nigdy wcześniej nie czuł czegoś takiego względem 

żadnej kobiety i w pewnym sensie bardzo mu się to podobało.

 

Zaspanie opuściło chłopaka w momencie, gdy tylko jego wzrok padł 

na  rzeczy  wiszące  na  ścianach  pomieszczenia.  Była  tu  niezliczona  ilość 
plakatów  związanych  z  hokejem.  Wszystkie  przedstawiały  napastników,  a 

żaden bramkarza.

 

– 

Czuję się urażony – jęknął, jednak Sable nie usłyszała go, ponieważ 

zdążyła już zasnąć.

 

Jej wargi wykrzywiał uśmiech satysfakcji, który ujął Ervina za serce. 

Nawet  jeśli  Sable  przepadała  za  graczami  środka  pola,  zdradzając  w  ten 

sposób jego idee, i tak był w niej po uszy zakochany. Chyba miał kłopoty.

 

Całując  dziewczynę  w  czubek  nosa,  sam  pozwolił  sobie  usnąć.  Za 

każdym  razem,  gdy  zaczerpnąłn  oddech,  czuł  jej  zapach.  Mimo  że  musiał 
porzucić  rodzinę,  ponownie  zaatakowały  go  wampiry  i  stał  się 

nowonarodzonym, nie opuszczało go poczucie satysfakcji.

 

 

 

background image

Rozdział 8 

Zasada numer siedemset pięćdziesiąt cztery: ,,Odradza się Droneom 

bratania się z przedstawicielami innych nadludzkich gatunków. Regulacja ta 

dotyczy:  czarownic,  ghuli,  wilkołaków,  zombi,  elfów,  harpii,  gargulców, 

kuboldów, demonów i krasnoludów.”

 

 

A zatem stałeś się wampirem. Szybka broszura   

instruktażowa dla początkujących. 

 

 

***** 

 

 

Obudziło  go  wspaniałe  doznanie  wywołane  gładzeniem  po  plecach. 

Ryan uniósł powieki,  powitany  przez pochylającą się  nad  nim  twarz  Sable. 

Kolory  wróciły  na  jej  policzki,  nadając  im  różany  odcień,  a  jej  pełne  wargi 

lekko  się  rozwarły.  Wyraz  oczu  wampirzycy  okazał  się  bardzo  osobliwy,  a 
chłopak modlił się o to, żeby kierowało nią pożądanie, a w najgorszym razie 

przynajmniej zainteresowanie. 

  Jak  się  dzisiaj  czujesz?  –  Zapytał,  ona  zaś  nadal  głaskała  go  po 

plecach.  Dobrze,  że  Ervin  leżał  na  brzuchu,  bo  jego  członek  również 

background image

wybudził się ze snu i zdecydował, że ma chęć na pieszczoty. 

–  Cudownie  i  to  dzięki  tobie.  –  Wzrok  Sable  spoczął  na  licznych 

śladach  po  ugryzieniach  zdobiących  jego  ramiona.  W  ciągu  dnia  Ryan 

musiał  kilkakrotnie  wstawać  i  częstować  swoją  panią  własną  krwią.  –  Te 
rany powinny się już zasklepić. Chyba ofiarowałeś mi za dużo. 

–  Dahlia  powiedziała,  że  musisz  pożywiać  się  parę  razy,  aby 

całkowicie wydobrzeć. 

– 

Powinieneś wezwać kogoś, kto mógłby ci pomóc.

 

– 

Nie!  –  Chłopak  skrzywił  się,  jako  że  przepełniła  go  fala  złości  i 

zazdrości, którą udało mu się stłumić z pewnym opóźnieniem.

 

Myśl  związana  z  wizją  dziewczyny  pożywiającej  się  z  cudzej  żyły 

sprawiła,  że  poczuł  się  władczy.  Ona  należy  do  mnie  i  nikt  jej  nigdy  nie 
dotknie.  Ryan  zamrugał,  zdziwiony  swoją  reakcją.  Od  kiedy  to  stał  się 

jaskiniowcem z instynktem alfy?

 

Wampirzyca przerwała głaskanie go po plecach i posłała mu uważne 

spojrzenie. 

– 

To, że jestem twoją panią, nie oznacza, że musisz służyć mi niczym 

niewolnik.  To  nie  ma  nic  wspólnego  z  głupimi  horrorami  z  telewizji.  Nie 

jesteś moim Renfieldem.

 

Ervin  wkładał  wszystkie  swoje  siły  w  to,  by  powstrzymać  się  przed 

gapieniem  na  Sable.  Czy  nie  zdawała  sobie  sprawy  z  tego,  jak  pociągająca 
jest  dla  niego?  Chłopak zaczął  myśleć  o  dziwnym  sposobie,  w  jaki  czasami 
postrzegała  siebie,  a  owa  niepewność  czyniła  jej  rysy  mniej  idealnymi.  Co 

background image

takiego zrobił jej Corbin, że stała się ślepa na fakt swojej doskonałości?

 

– 

Postąpiłem tak, ponieważ nie mogłem znieść myśli, że znajdzie się 

w  tobie  krew  innego  mężczyzny.  Nie  dzieje  się  tak,  ponieważ  czuję  się 

względem ciebie uległy, a dlatego, że gdy tylko inny facet choćby cię tknie, 

będę  chciał  rozedrzeć  go  na  strzępy.  –  Wnętrzności  Ryana  ścisnął  skurcz, 
gdy tylko słowa te opuściły jego krtań.

 

Cudownie, teraz pewnie dziewczyna ucieknie z wrzaskiem, ponieważ 

jej nowonarodzony wykształcił w sobie niechciane umiejętności natręta.

 

Wargi dawnej Jane rozwarły się, a oczy powiększyły w szoku.

 

– 

Serio?

 

– 

Kiedy  tylko  zobaczyłem,  co  ten  sukinsyn  ci  zrobił,  musieli  mnie 

trzymać.  –  Ervin  sięgnął  ręką,  by  pogłaskać  wampirzycę  po  plecach, 
przypominając sobie o ranach, jakie widniały na nich ubiegłej nocy. 

 

Jego  serce  poszybowało  w  przestworza,  kiedy  jego  pani  nie 

zesztywniała ani się od niego nie odsunęła.

 

Jej oblicze przyozdobił natomiast figlarny uśmieszek.

 

– 

Żaden mężczyzna nigdy nie chciał chronić mojej czci. Będę musiała 

się do tego przyzwyczaić. Uważaj albo zbytnio mnie rozpieścisz.

 

Chichocząc,  Ryan  przyjął  pozycję  bardziej  wyprostowaną,  aby 

zerknąć,  jak goją  się  jej  rany.  Skóra  okazała  się  gładka  i  nieskazitelna.  Nie 
widniały  na  niej  choćby  zaczerwienienia  pozostałe  po  uderzeniach  bata. 

Biała  pościel  okrywała  dziewczynę  w  pasie,  a  nowonarodzony  musiał 

zaczerpnąć  powietrze,  przypomniawszy  sobie  o  tym,  że  Sable  jest  naga  i 

background image

zaledwie cale od niego. Nie przestawał przesuwać palców w górę i w dół jej 

kręgosłupa,  tym  razem  jednak  nie  dlatego,  że  pragnął  się  przekonać,  czy 

wampirzyca  wydobrzała,  ale  dlatego,  że  jej  satynowa  skóra  zupełnie  go 

obezwładniała. 

Dzięki  nowo  nabytym  wyostrzonym  zmysłom,  Ryan  umiał  wyczuć 

bijące od niej pożądanie, co dodało mu odwagi, żeby spytać: 

– 

Czy mogę cię pocałować?

 

 

 

***** 

 

 

Serce  zaczęło  dudnić  w  piersi  Sable  pod  wpływem  tego  pytania. 

Chciała odpowiedzieć Ryanowi coś dowcipnego i seksownego, ale jej wargi 

zwarły się, całkiem jakby posmarowano je klejem. Dziewczyna postanowiła 
zatem  zrobić  kolejną  najbardziej  logiczną  rzecz,  jaka  się  jej  nasunęła. 
Otępiona  skinęła  głową.  Chłopak  odpowiedział  łobuzerskim  uśmieszkiem, 

na co wnętrzności Sable skurczyły się sugestywnie. Boże, takim uśmiechem 
jak ten, mógłby wstrzymać ruch uliczny.

 

Delikatnie  zadarłszy  głowę,  wampirzyca  przymknęła  powieki  i 

czekała  na  to,  aż  Ryan  przywrze  do  niej  ustami.  O  mały  włos  nie 

podskoczyła,  kiedy  poczuła,  jak  jego  język  pieści  jej  plecy.  Już  otworzyła 
buzię,  by  zaprotestować,  ale  zamiast  tego  zdobyła  się  jedynie  na  jęk 

background image

rozkoszy.  Jego  narząd  smaku  wydał  się  jej  taki  gładki  i  gorący,  a  każde 

jedwabiste  pociągnięcie  serwowało  jej  ciału  rozkoszne  dreszcze.  Do  jasnej 

Anielki,  chłopak  zbliżał  się  do  jej  pośladków,  a  jedyne,  co  je  okrywało,  to 

cienka pościel. Co będzie, jeśli ją ściągnie?

 

Wtedy jednak jego palce przesunęły się w górę po żebrach, delikatnie 

muskając bok jej piersi i nagle Sable przestało interesować, że jest naga. O 
dziwo,  w  tym  momencie  przepełniło  ją  poczucie  szczęścia.  Ryan  poruszył 

się, a dziewczyna poczuła nacisk jego napierającej na jej biodro erekcji. Nie 
kłamał – naprawdę jej pragnął. Tak samo mocno, jak ona pragnęła jego.

 

– 

Cudownie smakujesz – wydyszał. – Chcę schrupać każdy cal twego 

ciała.

 

Pościel nagle zniknęła, a palec Ervina zatańczył tuż przy pośladkach 

jego pani, w następnej kolejności wsuwając się pomiędzy jej uda.

 

– 

Jesteś  taka  mokra,  taka  ciasna  –  stwierdził.  Sable  oblała  się 

rumieńcem.  –  Dobry  Boże,  kobieto.  Doprowadzasz  mnie  do  szaleństwa. 
Nigdy wcześniej nie pożądałem nikogo tak mocno, jak pożądam teraz ciebie. 

–  Jeden  palec  wślizgnął  się  w  nią  głęboko,  ona  zaś  wygięła  plecy  w  łuk, 

wpijając się dłońmi w materac.

 

Rzuciwszy  nerwowe  spojrzenie  w  kierunku  drzwi,  wampirzyca 

przypomniała  sobie,  że  po  kampusie  kręci  się  kilka  tuzinów  ich 

pobratymców.  Każdy  z  nich mógł  wejść  tutaj  w  dowolnym  momencie  i  ich 

nakryć.

 

Ryan zauważył jej nerwowość i zapewnił ją:

 

– 

Ubiegłej  nocy  zamknąłem  drzwi  na  klucz.  Nie  chciałem,  żeby 

background image

ktokolwiek przyszedł tutaj, kiedy spaliśmy, i zobaczył cię w takim stanie.

 

Chronił  ją.  Troszczył  się  o  nią.  Sable  nie  mogła  sobie  przypomnieć, 

kiedy ktoś ostatnio tak ją traktował. Jego palec wyślizgnął się z niej tylko po 

to,  by  za  chwilę  zastąpiły  go  dwa.  Przeciągłe  westchnienie  opuściło  pierś 

dziewczyny,  gdy  jej  ciało  dostosowywało  się  do  jego  dotyku.  Czyjś  gorący 
oddech połaskotał ją w ucho, po czym Ervin pochylił się ku wampirzycy, by 
leciutko skubnąć je zębami.

 

– 

Odwróć się w moją stronę – wyszeptał.

 

Zdając  sobie  sprawę  z  tego,  że  w  ten  sposób  będzie  jeszcze  bardziej 

dla niego wyeksponowana, dawna Jane zawahała się przez moment. Wtedy 
jednak  jego  język  ponownie  przesunął  się  w  dół  jej  kręgosłupa,  a  palce 

chłopaka  znowu  się  w  nią  zagłębiły.  Zdołało  to  dostatecznie  zainteresować 

Sable  perspektywą  tego,  co  stanie  się  z  nią,  kiedy  zwróci  się  do  Ryana 
twarzą.  Wykonawszy  zatem  jego  polecenie,  dziewczyna  zacisnęła  powieki  i 
czekała na jego ruch.

 

Jej  jedyny  dotychczasowy  kochanek,  Corbin,  zawsze  robił  wszystko 

co w jego mocy, żeby udowodnić jej, jak niedoskonałe jest jej ciało. Jej piersi 

były  za  małe,  pośladki  pozbawione  jędrności,  jej  skóra  zbyt  blada,  a  lista 
coraz bardziej się wydłużała. Podobny do Ervina przystojniak spał zapewne 
z  niezliczoną  rzeszą  kobiet.  Wampirzyca  wiedziała,  że  nie  może  się  z  nimi 

równać.

 

Jego palec przemieścił się po jej brzuchu.

 

– 

Jesteś taka piękna.

 

Powieki Sable uniosły się w szoku. Chłopak gapił się na nią, a ciemne 

background image

od  pożądania  brązowe,  emanujące  uczciwością  oczy  nie  mogły  kłamać.  Jej 

serce napełniło się radością, gdy uzmysłowiła sobie, że Ryan naprawdę tak 

uważa.  Szarpiąc  go  za  czarną  koszulkę,  dziewczyna  przyciągnęła  go  do 

pocałunku. Istniało tyle słów, jakie pragnęła mu powiedzieć, ale nigdy by się 
na to nie ośmieliła. Zamiast tego próbowała przekazać je pocałunkiem, przez 

cały czas modląc się o to, aby jej nadzieje nie okazały się płonne. Ostatni raz, 
kiedy podobnie jej na kimś zależało, natknęła się na Corbina, który zdradził 
ją na każdy z możliwych sposobów. Dziewczyna nie zdołałaby chyba dłużej 

żyć, gdyby Ryan postąpił podobnie.

 

Ervin kreślił leniwe okręgi na jej żebrach, zatrzymując się tuż poniżej 

piersi. Gdy podobna procedura powtórzyła się kilkakrotnie, Sable nie mogła 
już tego dłużej znieść. Wygięła plecy w niemym błaganiu, on zaś spełnił jej 

prośbę. Ujmując jej pierś w dłoń, ucisnął łagodnie delikatną skórę, po czym 
wykręcił jej sutek pomiędzy opuszkami.

 

Wampirzyca  pisnęła  do  wnętrza  jego  ust,  a  jej  pocałunki  stały  się 

bardziej desperackie. Ukąsiła Ryana w dolną wargę, wysysając wypływającą 
z niej krew. Jęknąwszy głośno, chłopak zmienił pozycję, tak, że teraz nad nią 

górował.  Jedna  z  jego  nóg  umiejscowiła  się  pomiędzy  udami  Sable,  a 

materiał  jego  jeansów  drażnił  jej  super  wrażliwą  na  dotyk  skórę.  Nie 
zdoławszy się powstrzymać, dziewczyna otarła się o niego biodrami, a tarcie 

to wysyłało dreszcze rozkoszy w głąb jej ciała.

 

Ervin  przerwał  ich  pieszczotę,  kierując  usta  ku  jej  szyi  oraz  linii 

szczęki.  Kiedy  dotarł  do  miejsca,  gdzie  mógł  wyczuć  puls,  zatrzymał  się  i 
polizał je kilkakrotnie, drażniąc się z nią, krążąc w tym rejonie. Wampirzyca 

napięła  mięśnie  w  oczekiwaniu  na  ukąszenie.  Póki  co,  Ryan  podrapał  ją 
jedynie koniuszkiem kła, zmierzając teraz w kierunku jej obojczyka.

 

background image

– 

Możesz mnie ugryźć. Nie przeszkadza mi to. To wspaniałe… och! – 

Chłopak  zaczął  ssać  jeden  z  jej  sutków,  przerywając  jej  w  połowie  zdania  i 

sprawiając, że Sable nie zdołała dokończyć swojej myśli.

 

Gdy jego język zatoczył tam kilka okręgów, ponownie skierował się w 

dół  jej  ciała,  a  jego  usta  wypalały  w  tamtym  miejscu  ognistą  ścieżkę.  Gdy 
tym razem chłopak sięgnął między uda wampirzycy, jej jestestwo uosabiało 
jedną  wielką  rozedrganą  masę.  Dziewczyna  kilkakrotnie  zaszlochała, 

zagryzając  dolną  wargę,  by  powstrzymać  się  od  krzyku.  To,  że  była 
niedoświadczona, nie obligowało jej do tego, by robiła z siebie pośmiewisko 

na  oczach  Ryana.  Sable  zmusiła  się  do  kontrolowania  swoich  emocji. 

Naprawdę mogła tego dokonać.

 

Gdy  tylko  jego  narząd  smaku  znalazł  się  w  tamtym  miejscu,  dawna 

Jane wiedziała, że nie wytrwa w swoim postanowieniu. Jęk rozkoszy opuścił 
jej  usta,  zanim  ona  sama  zdołała  go  stłumić.  Kiedy  Ervin  schwycił  jej 

łechtaczkę  między  swoje  zęby  i  zaczął  ją  delikatnie  ssać,  Sable  nie 

przejmowała się już więcej tym, jak to brzmi. Na wszystkie świętości świata, 
nigdy nie przeżyła czegoś podobnego.

 

– 

Jakim cudem jesteś w tym taki dobry? – Zapytała, łapiąc kochanka 

obiema dłońmi za włosy i przyciągając go bliżej siebie. – Czekaj! Nie sądzę, 
żebym  chciała  znać  odpowiedź.  Po  prostu  nie  przestawaj.  –  Chichocząc, 
chłopak spełnił jej prośbę, doprowadzając swoją panią nie do jednego, a do 

dwóch orgazmów. 

 

Kiedy wampirzyca szczytowała po raz drugi, krzyknęła tak głośno, że 

zapewne usłyszał ją każdy jej pobratymiec w kampusie, ale ona miała go w 

poważaniu. 

 

background image

Pociągnąwszy Ryana za koszulkę, zażądała:

 

– 

Ściągaj ubrania.

 

On obdarzył ją łobuzerskim uśmieszkiem, podnosząc się z klęczek.

 

– 

Czy to bezpośredni rozkaz od mojej pani?

 

– 

Tak, właśnie tak. A teraz, masz się mnie posłuchać.

 

Wstając  z  posłania,  chłopak  rozebrał  się  z  zadziwiającą  prędkością. 

Kiedy  był  już  nagi,  stanął  w  nogach  łóżka,  tak  by  mogła  dobrze  mu  się 

przyjrzeć.  Jej  wzrok  błądził  po  jego  mocno  zbudowanej  klatce  piersiowej, 

kierując  się  ku  płaskiemu  brzuchowi,  by  w  końcu  spocząć  na  wielkim 
przyrodzeniu.  Na  główce  penisa  Ryana  formowała  się  wydzielina,  a  Sable 

nie  mogła  stłumić  nagłego  pragnienia.  Doczołgawszy  się  do  krańca 

materaca, dziewczyna podniosła się do pozycji na czworaka, by móc sięgnąć 
przed siebie i zlizać płyn. Jego słony smak sprawił, że jej łono skurczyło się 
w  odpowiedzi.  Odczekawszy  kilka  sekund,  ponowiła  całą  procedurę, 

oblizując czubek jego członka. Kiedy Ervin syknął, wsuwając dłoń we włosy 

dziewczyny,  ta  spięła  się,  oczekując  tego,  że  szarpnie  jej  głową  do  przodu, 
zmuszając  do  tego,  by  wzięła  go  głębiej  w  usta.  Zamiast  tego,  kochanek 

pogłaskał ją delikatnie po włosach, nie ruszając się i pozwalając jej przejąć 

inicjatywę.  Niespodziewana  siła  wstąpiła  w  Sable,  doprowadzając  do 
podekscytowania, kiedy uświadomiła sobie, że choć raz to ona będzie wiodła 

prym  w  seksualnych  zabawach.  Myśl  ta  dodała  jej  odwagi  i  sprawiła,  że 

zdecydowała się wziąć penisa chłopaka do buzi.

 

Mruknęła  z  rozkoszy,  smakując  go.  Jego  członek  okazał  się  gorący  i 

śliski  od  wydzieliny  przedwytryskowej  oraz  jej  śliny,  wsuwając  się  i 

background image

wysuwając  bez  trudu  z  jej  ust.  Oddech  Ryana  przyspieszył,  on  sam  zaś 

wymamrotał  coś,  co  bardziej  nieśmiałą  kobietę  doprowadziłoby  do 

rumieńca.  Natomiast  Sable  zrobiła  się  jedynie  jeszcze  wilgotniejsza,  gdy 

tylko  wyobraziła  sobie,  jakim  uczuciem  będzie  możliwość  usłyszenia,  jak 
chłopak szepcze te same słowa do jej uszu, wchodząc w nią.

 

Po kilku sekundach Ervin odsunął się od swojej pani i spojrzał na nią 

z  góry.  Emocje emanujące z  jego  spojrzenia  okazały  się  tak  sugestywne,  że 

nie istniała sposobność, żeby udawał.

 

– 

Jeśli  teraz  nie  przestaniesz,  ja  także  nie  zamierzam  tego  uczynić  i 

kiedy dojdę, chcę być w tobie.

 

Nowonarodzony  odczekał,  aż  kochanka  skinie  głową,  a  wówczas 

wdrapał  się  na  łóżko,  siadając  tuż  przed  nią.  Delikatnie  ułożył  ją  tak,  że 

leżała na plecach, po czym nakrył ją swoją sylwetką. Sable poczuła, że Ryan 
porusza się bardzo powoli, tak żeby nie mogła ani przez chwilę sądzić, że do 
czegoś się ją zmusza. Słodko - gorzki ból wypełnił jej serce, gdy uświadomiła 

sobie, że „jej” wampir powstrzymuje się, by ona sama nadal mogła wszystko 

kontrolować. Nie tracąc z nią kontaktu wzrokowego, Ervin rozdzielił jej uda 
swoim  własnym,  po  czym  wślizgnął  się  w  nią  jednym  gładkim  ruchem. 

Odrzuciwszy  głowę  do  tyłu,  syknął  z  rozkoszy,  wypełniając  kochankę. 
Cofnąwszy biodra, wszedł w nią jeszcze raz, a wtedy oboje jęknęli.

 

– 

Błagam, więcej – prosiła Sable, oplatając go dolnymi kończynami w 

talii.

 

– 

Będzie o wiele więcej, przysięgam.

 

Tę  prośbę  także  spełnił. Na początku poruszał  się  powoli,  następnie 

background image

przyspieszając, gdy tylko oboje zbliżyli się do krawędzi. Pot zrosił ich ciała, 

wypełniając  pomieszczenie  zapachem  seksu.  Wiedząc,  że  wkrótce  dojdzie, 

wampirzyca  zadarła  głowę  do  góry,  eksponując  w  ten  sposób  swoją  szyję. 

Nigdy  wcześniej  nie  chciała,  żeby  ktokolwiek  się  z  niej  pożywiał,  jednak  z 
Ryanem  pragnęła  tego  każdą  cząstką  siebie.  Przyjąwszy  zaproszenie, 

nowonarodzony  zatopił  kły  w  jej  karku,  nie  przestając  się  w  niej  poruszać. 
Gdy tylko jej krew wypełniła jego usta, oboje dobrnęli do szczytu. Chłopak 
jęknął w jej szyję, nadal pijąc jej posokę. Tymczasem jego nasienie wypełniło 

jej ciało.

 

Dawna  Jane  nigdy  dotąd  nie  doświadczyła  silniejszego  orgazmu. 

Chwytając go w miejscu u nasady głowy, dziewczyna przyciągnęła Ryana do 
siebie,  pozwalając  mu  nadal  się  pożywiać.  Wraz  z  każdym  ruchem  jego 

krtani nowy dreszcz wstrząsał jestestwem Sable. Uznając, że dłużej tego nie 
zniesie,  niespiesznie  pozwoliła  sobie  skończyć  z  seksualnym  uniesieniem. 

Jej kochanek nadal zatapiał w nią kły, mimo iż nie pił już jej krwi. Można by 
zatem  uznać,  że  nie  chciał  przerwać  ich  kontaktu.  Wreszcie,  po  upływie 

kilku sekund zasklepił ranę pociągnięciem języka i przeniósł ciężar ciała na 

łokcie,  by  móc  popatrzeć  wampirzycy  w  oczy.  Czułość  emanująca  z  jego 
spojrzenia wyprawiała dziwne rzeczy z jej żołądkiem.

 

– 

Nie mogę uwierzyć w to, co właśnie zrobiłem – wygłosił.

 

Sable  poczuła  się  tak,  jakby  ktoś  wymierzył  jej  cios  w  brzuch.  Jej 

nowonarodzony  miał  wątpliwości.  Oczywiście,  musiał  je  mieć.  Czego  się 

spodziewała? Kwiatów i poezji? Była idiotką, myśląc, że jakiś facet dostrzeże 
w niej coś więcej.

 

– 

Przepraszam  –  szepnęła,  a  wstyd  nadał  tonowi  jej  głosu  szorstkie 

background image

brzmienie.  –  Nie  musimy  tego  więcej  robić.  Będę  cię  szkolić,  ale  nasza 

znajomość nabierze profesjonalnego charakteru.

 

– 

Nie o to mi chodziło. – Ervin pocałował dziewczynę w czubek nosa i 

raz  jeszcze  obdarzył  ją  ulubionym  przez  nią  uśmiechem.  –  Nie  mogę 

uwierzyć w to, że posunąłem się tak daleko i zakochałem się w tobie, a znam 
cię zaledwie parę dni.

 

Jej oddech przyspieszył.

 

– 

Nie mówisz poważnie. – Mimo iż Sable nie pozwoliła sobie na życie 

nadzieją,  nie  mogła  nic  poradzić  na  to,  że  zauważyła,  iż  Ryan  nadal  patrzy 

się na nią z takim samym uwielbieniem jak wcześniej. Nawet jeśli widziała 
już  patrzących  tak  na  inne  kobiety  mężczyzn,  nie  sądziła,  że  choćby  za 

milion lat ktoś spojrzy tak na nią.

 

– 

Niech Bóg ma nas w swojej obronie, ale tak właśnie jest. – Chłopak 

zadarł  głowę.  –  Ty  zapewne  uważasz,  że  jestem  jedynie  jakimś 

popieprzonym  narodzonym,  który  żywi  względem  ciebie  niezdrowe 
poddańcze uczucie.

 

– 

Nie  uważam,  że  jesteś  popieprzony  –  powiedziała,  nie  pozwalając 

sobie  na  odsłanianie  się  ze  swoimi  uczuciami.  Cisza,  która  zapadła  po  tej 

deklaracji,  wisiała  dziwnie  w  powietrzu.  Sable  uświadomiła  sobie,  że 
mogłaby bez trudu zakochać się w Ervinie, co cholernie wręcz ją przeraziło.

 

Na jego obliczu wykwitł delikatny rumieniec.

 

– 

Widzisz,  nic  się  nie  stanie,  jeśli  nie  podzielasz  moich  uczuć. 

Zapewne czuję coś takiego dlatego, że jesteś moją panią. – Chłopak podniósł 

się  z  posłania  i  zaczął  spiesznie  się  ubierać.  –  To  musi  dziać  się  ze 

background image

wszystkimi nowymi wampirami.

 

Przyciągnąwszy  okrycie  do  swojej  klatki  piersiowej,  dziewczyna 

gapiła się na niego ze stale narastającą paniką. Naprawdę pragnęła podzielić 

się z nim swoimi emocjami, ale owo wyznanie urosło jej grudą w gardle. 

 

Ty  głupia  idiotko!  –  Krzyczał  głos  w  jej  głowie.  –  Psujesz  to 

wszystko. Jak ci się wydaje, ile czasu minie, zanim inny wampir go usidli? 
Nie pozwól mu odejść.

 

Tymczasem  Ryan  właśnie  otwierał  drzwi  z  zamiarem  porzucenia 

swojej pani. Zatrzymał się tylko po to, żeby krzyknąć przez ramię: 

– 

Nie  przejmuj  się  szkoleniem  mnie.  Eric  powiedział  mi,  że  weźmie 

mnie pod swoje skrzydła. Usunę ci się z drogi. – Jego twarz stała się zimną, 
pozbawioną  wyrazu  maską,  na  co  wnętrzności  dawnej  Jane  ścisnęły  się  w 

supeł. Wolałaby chyba, żeby się od niej odizolował. Mogła znieść jego złość, 
ale ta cała powściągliwość to coś zupełnie innego.

 

Nawet jeśli Ryan nie trzasnął drzwiami, to skrzywił się, jakby właśnie 

to  uczynił.  Dźwięk  kliknięcia  zamka  zabrzmiał  tak  nieuchronnie. 
Przekręciwszy  się  na  bok,  dziewczyna  przyciągnęła  do  piersi  poduszkę. 

Pachniała jej wampirem i mimo iż powinna odrzucić ją na bok, nie potrafiła 

się  do  tego  zmusić.  Zamiast  tego  trzymała  ją  jeszcze  bliżej  siebie,  by  móc 
wdychać jego zapach, a następnie zrobiła coś, czego odmawiała sobie przez 

blisko dziesięć lat – zapłakała.

 

Nie  szlochała  z  powodu  samej  siebie.  Łkała,  ponieważ  wiedziała,  że 

zraniła  Ryana  i  z  racji  ich  więzi  dzieliła  jego  cierpienie,  które  okazało  się 
naprawdę  obezwładniające.  On  faktycznie  ją  kochał.  To  także  ją  cholernie 

background image

przerażało.

 

 

 

***** 

 

 

Cudownie poradziłeś sobie z byciem cierpliwym i wyrozumiałym, ty 

debilu.  Wystarczył  zaledwie  jeden  przejaw  twojej  pieprzonej  dumy  i 

wszystkie  porady  Dahlii  wywietrzały  ci  z  tej  durnej  głowy.  Kretyn! 
Kretyn! Kretyn!

 

– Tatuś prosił, żebym ci to dała. 

Ryan  zerknął  przed  siebie,  na  równi  rozdrażniony,  co  szczęśliwy. 

Siedział  w  sporej  kafeterii,  myśląc  o  Sable  oraz  o  tym,  jak  spieprzył  ich 

relacje.  Cieszyło  go  dosłownie  wszystko,  co  mogło  doprowadzić  to  żałosne 

jednoosobowe przyjęcie do końca. Jakaś mała dziewczynka trzymała przed 
nim sporą rozmiarami książkę, która ciążyła w jej szczupłych ramionach.

 

Kiedy  Ervin  nie  wykonał  żadnego  ruchu  z  zamiarem  odebrania 

przedmiotu, mała zaczęła tupać nogą. Wyglądała na jakieś siedem lat i miała 

długie  brązowe  włosy,  które  kończyły  się  na  wysokości  talii.  Splątane  i 
skręcone  świadczyły  o  tym,  iż  nie  czesano  ich  od  dobrych  kilku  tygodni. 

Mimo  iż  jej  odzież  wydawała  się  czysta,  to  czerwony  top  kompletnie  nie 

pasował  do  różowych  szortów.  Na  jej  pulchnym  policzku  widniała 
rozmazana  plama,  a  nad  górną  wargą  dało  się  zauważyć  niewielki  siniak. 

background image

Nie  było  wątpliwości  co  do  tego,  że  mimo  iż  wychowywano  ją  z  troską, 

brakowało tu kobiecej ręki. To musiała być Misty Erica. 

 

Zaskoczony 

jej 

wyglądem 

stylu 

czy-nie-jestem-najbardziej-uroczą-osobą-jaką-kiedykolwiek-widziałeś, 

chłopak  natychmiast  się  uśmiechnął,  choć  jego  zły  nastrój  powinien 
wywołać z goła inną reakcję.

 

Mała  odwzajemniła  uśmiech, ukazując  tym  samym parę niewielkich 

kłów  oraz  rozkoszne  dołeczki.  Ryan  był  bardziej  niż  dumny,  że  nie  okazał 

strachu,  widząc  ostre  zęby  w  ustach  tak  niewinnie  wyglądającej  istoty  jak 
ona. 

– 

Co to takiego? – Spytał, odbierając z jej rąk opasły tom.

 

Misty  wdrapała  się  na  stojące  obok  niego  krzesło,  odgarniając  z 

twarzyczki  kosmyki,  których  nie  powstydziłaby  się  nawet  szanująca  się 
cyganka.

 

– 

To  przewodnik  z  zasadami  –  odpowiedziała,  jakby  rozmawiała  z 

jakimś idiotą. – Wszyscy musimy się ich nauczyć.

 

Chłopak  zerknął  na  okładkę.  Była  ona  czarna  i  wypisano  na  niej  na 

czerwono tytuł brzmiący: „A zatem stałeś się wampirem. Krótka broszura 

instruktażowa  dla  początkujących”.  Czytał  ten  napis  kilkakrotnie,  żeby 
upewnić  się,  że  nie  bawią się  z  nim w  jakąś  gierkę. Przewrócił  nawet kilka 
stron.  Chyba  mówili  poważnie.  Młody  mężczyzna  pokręcił  na  to  głową, 

zastanawiając  się  po  cichu  nad  odpowiedzią,  całkiem  jakby  poddano  go 

jakiemuś testowi.

 

– Nie mogę uwierzyć, że jest prawdziwa – wymamrotał do siebie. 

background image

– 

Och,  jest  wiele  rzeczy,  o  jakich  zwykli  ludzie  nie  mają  bladego 

pojęcia.  –  Brązowe  oczy  Misty  rozpaliło  podekscytowanie.  –  Czy  wiesz,  że 

potwór z Loch Ness mieszka w rzece Detroit?

 

Ryan  odciągnął  spojrzenie  od  książki,  a  jego  wargi  rozwarły  się  w 

szoku. Wróciwszy do siebie, spytał:

 

– 

Skoro  mieszka  w  Detroit,  a  nie  w  Szkocji,  czy  nie  powinno  się  go 

nazywać Potworem z Detroit?

 

– 

Nie.  –  Mała  zrobiła  taką  minę,  jakby  uważała  go  za  strasznego 

głupka. – Ma na imię Snuggles.

 

– 

Snuggles  –  powtórzył  Ervin  głucho.  –  Jak  inaczej  mógłby  się 

nazywać?

 

Potwór  morski  w  rzece  Detroit?  Naprawdę,  ta  mała  robiła  z  niego 

idiotę. Ale z drugiej strony, czy to, co widział przez te kilka dni, nie powinno 
sugerować,  iż  wszystko  jest  możliwe?  Ryan  skwitował  to  zaprzeczającym 

ruchem głowy. Wampiry i wilkołaki to jedno, ale żyjące dinozaury – drugie.

 

Nowonarodzony  ponownie  skupił  się  na  broszurze.  Być  może  coś  w 

niej  zawartego  pomoże  mu  się  uporać  z  tym,  co  mu  się  przytrafiło.  Misty 
towarzyszyła  mu  przez  cały  czas,  odchodząc  jedynie  po  to,  żeby  przynieść 

sobie kolorowankę oraz kredki. Siedzieli razem, ciesząc się kojącą ciszą.

 

Po upływie  pół godziny, Sable  podeszła  do  nich  bezgłośnie  i  stanęła 

za swoim wampirem. Jej dłoń pogładziła jego kark, on zaś musiał zmusić się 
do tego, by nadal spoglądać w dół. Było to niezwykle trudne, ponieważ, gdy 

tylko go dotknęła, natychmiast rozbudziła w nim żądzę.

 

background image

Misty  zerwała  się  z  siedzenia  i  zarzuciła  ramiona  wokół  talii 

dziewczyny.

 

– 

Sable!  Chciałam  przyjść  i  spotkać  się  z  tobą  nieco  wcześniej,  ale 

tatuś powiedział, że śpisz.

 

– 

Widzę, że masz nowego przyjaciela – odpowiedziała wampirzyca.

 

– 

Ma na imię Ryan i myślę, że jest słodziutki – odpowiedziała mała ze 

szczerością charakterystyczną wyłącznie dla siedmiolatek.

 

Ervin  poczuł,  że  się  rumieni,  ale  wciąż  nie  spoglądał  w  górę.  Nie 

potrafił  patrzeć  w  oczy  swojej  pani  po  tym,  jak  zrobił  z  siebie  błazna. 

Zdecydował zatem, że głupia broszura to najciekawsza rzecz, jaką widział w 

życiu. Nie szkodzi, że czytał jedno zdanie znowu i od nowa.

 

– 

Też  uważam,  że  jest  słodki  –  wyznała  Sable  szeptem.  Obie 

zachichotały,  nim  starsza  z  nich  dodała:  –  A  teraz  idź  po  szczotkę,  żebym 
mogła rozczesać ci włosy.

 

Misty zeskoczyła z krzesła, a dawna Jane zajęła jej miejsce.

 

Wszystkie  zakończenia  nerwowe  w  ciele  Ryana  kazały  mu  odwrócić 

się  w  stronę  kochanki,  przytulić  ją,  wziąć  w  posiadanie,  jednak  on  sam 

zignorował owo pragnienie. Jej zapach zatańczył przy jego nozdrzach, tylko 
zwiększając cierpienie. Do diabła, czy Sable zauważyła, jak bardzo na niego 
działa?  Prawdopodobnie  właśnie  po  to  się  tutaj  zjawiła,  żeby  z  łatwością 

omotać go sobie wokół palca. Nic z tego, kochanie. Nie pozwolę ci się znowu 
odtrącić.

 

– Ryan... 

background image

Chłopak  przerwał  jej,  zanim zdołała  wypowiedzieć  na  głos tę  marną 

wymówkę:

 

– 

Czy w rzece Detroit naprawdę żyje morski potwór?

 

Wampirzyca westchnęła, sfrustrowana.

 

– 

Czy możesz na mnie spojrzeć? Proszę.

 

Nowonarodzony  niechętnie  spełnił  jej  polecenie.  Zauważył,  że 

dziewczyna  przebrała  się  i  miała  teraz  na  sobie  różową  bluzę  z  kapturem, 

tym  razem  na  suwak.  Była  ona  rozpięta  na  tyle,  by  ukazywać  spod  spodu 
czarny  stanik.  Jedno  ramię  pozostawało  odkryte,  prezentując  wszem  i 

wobec  kremową  skórę.  Ślinka  napłynęła  do  ust  Ryana,  kiedy  przypomniał 

sobie, jak wspaniale smakuje.

 

– 

Przepraszam za wcześniej – powiedziała Sable.

 

– 

Nie  musisz  –  odpowiedział  bez  emocji.  –  Twój  nowonarodzony 

zrozumiał przesłanie. Nie czujesz do mnie tego samego, co ja do ciebie.

 

– 

Do  diabła,  właśnie  że  się  mylisz.  Po  prostu  nie  jest  mi  łatwo 

przyznać się do tego tak jak ty.

 

Ervin odchylił się na krześle, decydując się wreszcie na to, by spojrzeć 

na  swoją  panią.  Na  jej  policzkach  wykwitły  rumieńce,  a  w  oczach  czaił  się 

strach. Nie mogąc oprzeć się pokusie, Ryan wyciągnął rękę i pogładził ją po 
licu.  Kiedy  wampirzyca  przywarła  do  niego,  zamiast  się  od  niego  odsunąć, 

wstąpiły  w  niego  nowe  nadzieje.  W  kafeterii  było  pełno  ludzi,  a  on  i  Sable 

musieli przyciągać uwagę, jednak nic go to nie obchodziło. Liczyła się tylko 
ona.

 

background image

– 

Co sprawia, że tak bardzo boisz się miłości? – Powiedział chłopak 

możliwie jak najciszej, obawiając się, że jeśli zrobi to głośniej, czar pryśnie. 

Po  kilku  pełnych  napięcia  sekundach  uznał,  że  nie  doczeka  się  już 

odpowiedzi.

 

Jednak jego kochanka wymamrotała:

 

– 

Mój pan, Corbin.

 

Natychmiast zagnieździła się w nim złość.

 

– 

Ten  sam  dupek,  który  cię  pobił?  –  Mimo  iż  Dahlia  już  mu  to 

zdradziła,  podobne  wyznanie  z  ust  Sable  sprawiło,  że  targnęła  nim 

wściekłość.

 

– 

Tak.  –  Dziewczyna  otarła  się  policzkiem  o  dłoń  Ryana,  całkiem 

jakby poszukiwała jego dotyku. – Poznałam go dwa tygodnie przed tym, jak 
mnie  przemienił.  Nie  miałam  bladego  pojęcia,  z  kim  mam  do  czynienia. 
Byłam  jedynie  głupią  studentką  koledżu,  którą  podniecał  fakt,  że 

zainteresował  się  nią  starszy  facet.  Powinnam  domyślić  się,  że  mnie 

wykorzysta.  Pochodziłam  z  małego  miasteczka,  dlaczego  zatem  ktoś  taki 
miałby mnie pragnąć?

 

– 

Potrafię wymyślić kilka powodów. – Używając kciuka, chłopak otarł 

łzę, jaka zrosiła jej policzek.

 

– 

Łaziłam  za  nim  niczym  szczeniaczek  nawet  wtedy,  kiedy  mnie 

przemienił.  Dopiero  po  tym,  jak  ograniczył  mi  wolność  osobistą  i  kazał 
wysterylizować, zrozumiałam, z jakim potworem mam do czynienia. Nigdy 

nic  dla  niego  nie  znaczyłam.  Byłam  jedynie  kolejną  zdobyczą,  kolejną 

kobietą, jaką mógł sobie podporządkować.

 

background image

Wnętrzności  Ryana  ścisnęły  się,  kiedy  przypomniał  sobie  o  tym,  że 

pierwszy  raz,  kiedy  zobaczyła  go  Sable,  on  szedł  za  Minx  w  nadziei  na 

przygodny seks. Nic dziwnego, że jego pani mu nie ufała. Zapewne uważała 

go za taką samą męską dziwkę jak Corbin. Tymczasem bardzo odbiegało to 
od  prawdy.  Przed  poznaniem  kobiety  swojego  życia  Ervin  nigdy  nie 

interesował  się długotrwałymi  relacjami.  Fakt, że dziewczyna  go  odtrącała, 
niósł w sobie pełne ironii przesłanie i okazał się tym, na co nowonarodzony 
zasługiwał.

 

– 

Jeśli chcesz, mogę cię na jakiś czas  opuścić – zaoferował drżącym 

głosem.  –  Będę  czekał  tak  długo  jak  trzeba,  żeby  udowodnić  ci,  że  moje 

uczucia są prawdziwe.

 

– 

Potrzebuję czasu, ale nie chcę, żebyś zostawiał mnie samą. – Sable 

obdarzyła  go  słabym  uśmiechem.  –  Nie  ma  powodu,  dla  którego  nie 
mogłabym cieszyć się twoim ciałem, decydując w międzyczasie, co do ciebie 

czuję.

 

Ryan powinien czuć się urażony tym, że jego kochanka pragnie być z 

nim  tylko  dla  korzyści  cielesnych,  ale  zamiast  tego  przepełniło  go 
podekscytowanie. Chłopak postanowił, że postara się przekonać ją do tego, 

ile wzajemnie dla siebie znaczą, a w międzyczasie będą uprawiać dziki seks. 
Ervin  nie  był  tak  podniecony  od  momentu,  gdy  reprezentował  stan 
Michigan w finałach. Potrzeba, by dotknąć Sable, całkiem go obezwładniła, 

w  związku  z  czym  pociągnął  ją  na  swoje  kolana.  Jej  oczy  rozwarły  się  w 

szoku, kiedy dotknęła plecami jego nabrzmiałego członka, a wargi rozchyliły 
się,  gdy  wykradło  się  spomiędzy  nich  zaskoczone  westchnienie.  Ryan  nie 

mógł się już dłużej powstrzymywać. Przyciągnął ją jeszcze bliżej do siebie i 
zaatakował jej usta namiętnym pocałunkiem.

 

background image

Jako  że  wampirzyca  się  od  niego  nie  odsunęła,  przepełniła  go 

prawdziwa  męska  duma.  Sable  chwyciła  jego  włosy  w  garście  i  oddała  mu 

całą  tę  namiętność,  wysuwając  język  i  przeciągając  nim  po  jego  kłach.  To 

działanie  sprawiło,  że  jego  członek  jeszcze  bardziej  zesztywniał  i 
nowonarodzony  nie  mógł  odmówić  sobie  wypchnięcia  bioder  w  przód,  by 

otrzeć się o jej tyłeczek.

 

Jedno z nich pisnęło, drugie krzyknęło „do diabła!”, ale żadne się nie 

zatrzymało.

 

– 

A co jeśli wróci Misty? – Spytał Ryan między pocałunkami.

 

– 

Wysłałam ją po szczotkę do włosów – kochanka zachichotała. – Nie 

wróci przez długie godziny, ponieważ nienawidzi, jak się ją czesze.

 

Pieścili  się  przez  kilka  minut  niczym  para  napalonych  nastolatków, 

nim wreszcie Ervin zdecydował się od niej odsunąć.

 

– 

Wracajmy  do  twojego  pokoju.  Chcę  ciebie  nagiej  i  leżącej  na 

plecach.  Zamierzam  rozsunąć  ci  szeroko  nogi,  żeby  móc  na  ciebie 

popatrzeć... na całą ciebie. – Na jego słowa wampirzycą wstrząsnął dreszcz, 
a  zatem  chłopak  kontynuował:  –  Pragnę  oglądać  cię  mokrą  i  napaloną  na 

mnie.  Twoje  soki  smakowały  tak  wybornie,  że  będę  musiał  zatrzymać  się 

przy  nich  na  sekundę.  A  potem  będę  kąsał,  lizał  i  ssał  każdy  cal  twojego 
ciała, nim nie zaczniesz wykrzykiwać mojego    imienia. Dopiero wówczas się 

nad tobą ulituję i będę pieprzył cię do utraty tchu.

 

Sable  pisnęła,  przeciągając  palcem  po  płatku  nosa  kochanka.  Wargi 

dziewczyny  nabrzmiały  od  jego  pocałunków,  a  włosy  kompletnie  poplątały 
się od szarpania za nie.

 

background image

Wampirzyca  nie  związała  ich  tak  jak  zawsze.  Zamiast  tego  spływały 

swobodnie  wzdłuż  jej  ciała,  a  Ryan  podziwiał  to,  jak  seksownie  wyglądały 

wcześniej na tle poduszki.

 

– 

Być  może  zabiorę  cię  do  pokoju  –  wydyszała,  z  trudem  łapiąc 

oddech – rozbiorę cię i upewnię się, że pokryłam pocałunkami każdy nowo 
odsłonięty  obszar.  Następnie  pchnę  cię  na  plecy,  wdrapię  się  na  ciebie  i 
przyjmę cię w siebie. Będę ujeżdżać cię tak długo i mocno, że kiedy skończę, 

nie będziesz nawet pamiętał swojego imienia.

 

Podnosząc  się  z  miejsca  tak  szybko,  że  o  mały  włos  nie  upadł  na 

ziemię, chłopak pociągnął kochankę za ramię, biegnąc w stronę drzwi. Sable 

zaśmiała  się  gardłowo,  co  wydało  mu  się  tak  bardzo  erotyczne,  że  palce  u 

stóp prawie mu się podkurczyły. Kiedy dotarli do progu pomieszczenia, Eric 
wyrósł  nagle  spod  ziemi  i  zagrodził  im  drogę.  Zatrzymując  się  przed  nim 
gwałtownie,  wampirzyca  wpadła  na  plecy  Ryana,  wzdychając  ze 

zniecierpliwienia, co nie umknęło uwadze jej przyjaciela.

 

Brew wielkoluda powędrowała do góry, on sam natomiast skrzyżował 

ramiona  na  klatce  piersiowej,  opierając  się  o  ramę  drzwi.  Wyglądając  tak, 
jakby zupełnie go to nie obchodziło, zachował znudzony wyraz twarzy.

 

– 

Czy zapoznajesz się z broszurą? – Spytał sugestywnie Ervina.

 

– 

Tak,  jestem  grzecznym,  małym  nowonarodzonym  –  odpowiedział 

tamten,  dbając  o  to,  by  pozbawić  swój  głos  gorączkowego  wydźwięku.  –  A 

teraz możesz nas puścić? Sable musi coś mi pokazać.

 

– 

Coś?  –  Powtórzył  za  nim  blondyn  z  emanującym  zrozumieniem 

uśmieszkiem,  przenosząc  spojrzenie  na  swoją  partnerkę.  –  Powiedz  mi, 

background image

Sable, co to jest to „coś”?

 

Dziewczyna warknęła gardłowo.

 

– 

Doskonale  wiesz,  co  to  takiego.  A  teraz  puść  nas,  żebyśmy  mogli 

zająć się swoimi sprawami. 

 

–  Obawiam  się,  że  musi  to  trochę  poczekać.  Muszę  ukraść  twojego 

nowonarodzonego na kilka minut.   

Ryan rzucił wielkoludowi chłodne spojrzenie. 

– A

 zatem masz zamiar wziąć mnie wreszcie na tył kampusu i pokazać 

arsenał z bronią oraz centrum szkoleniowe

Eric zwęził oczy w wyrazie podejrzliwości. 

 Jak się o tym dowiedziałeś? Czy to Sable ci o tym powiedziała? 

–  Może  i  jestem  nowonarodzonym,  ale  nie  jestem  głupi  – 

odpowiedział  chłopak  szorstko.  –  Sable  nie  musiała  niczego  mi  mówić. 
Zdołałem wywnioskować to z rozmowy twojej i pani doktor

Wampirzyca 

wystąpiła 

naprzód, 

stając 

pomiędzy 

dwoma 

mężczyznami. Gapiąc się na swojego partnera, dźgnęła go palcem w klatkę 

piersiową. 

– 

Ostatnim razem, kiedy sprawdzałam, to ja byłam panią Ryana i nie 

wydaje mi się, żeby był już gotów do szkolenia. Dopiero przeszedł przemianę 
i jest jeszcze osłabiony. Nadal jest na płynnej diecie.

 

– 

Boże,  dzięki  –  warknął  Ervin.  –  Naprawdę  wiesz,  jak  pozbawić 

background image

faceta męskości.

 

Sable zaszczyciła go sugestywnym spojrzeniem.

 

– 

Nie  masz  pojęcia,  na  co  się  piszesz.  Nie  będą  oszczędzać  cię  tylko 

dlatego, że jesteś nowy.

 

– 

I  wcale  tego  nie  chcę.  Muszę  upewnić  się,  że  jestem  gotów  na  to, 

żeby zmusić tych dupków do zapłaty za to, co ci zrobili.

 

– 

Czy nie słyszałeś tego, co powiedziałam? – Syknęła wampirzyca. – 

Eric trenuje Droneów od trzech lat. Wytrą tobą podłogę, a będzie to dopiero 
rozgrzewka.

 

– 

Jeśli  to  sprawi,  że  będę  lepiej  walczył,  bardzo  chętnie  się  na  to 

zgodzę – sprzeczał się z nią kochanek. 

 

Wytrzymał  wzrok  dawnej  Jane,  sugerując  jej  tym  samym,  że  nie 

ustąpi.

 

W spojrzeniu dziewczyny dało się zauważyć złość. Po chwili ona sama 

odepchnęła dłonie Ryana.

 

– 

Świetnie,  idź  i  daj  się  zabić.  Nic  mnie  to  nie  obchodzi.  –  Sable 

wybiegła, mamrocząc coś na temat głupiej męskiej dumy.

 

Młody  mężczyzna  westchnął  ciężko,  przyglądając  się,  jak  ukochana 

odchodzi. Później na pewno za to zapłaci. Przecierając twarz dłonią, zwrócił 
się w stronę Erica.

 

– 

No dobrze, zaczynajmy.

 

Blondyn  poprowadził  go  korytarzem,  aż  dotarli  do  tylnej  części 

background image

kampusu.  Na  samym  końcu  mieściły  się  dwuskrzydłowe  drzwi.  Po  obu  ich 

stronach  stali  ciemnowłosi  mężczyźni,  pilnując  wejścia.  Obaj  byli  wysocy  i 

mocno  zbudowani.  Zostali  uzbrojeni  po  zęby.  Mieli  pistolety  zamocowane 

przy  biodrach  oraz  kilka  noży  i  sztyletów  wetkniętych  w  kieszenie.  Skoro 
taki  ekwipunek  prezentowali  publicznie,  Ryan  mógł  jedynie  zgadywać,  co 

chowają w zanadrzu.

 

– 

Ten  tutaj  to  Micah.  –  Eric  wskazał  na  jednego  z  drągali.  Teraz, 

kiedy  znaleźli  się  bliżej,  Ervin  mógł  stwierdzić,  że  wskazany  mu  facet  ma 
chłodne niebieskie oczy, których uwadze nic nie zdoła umknąć. Zwęziły się 

one  nieco,  kiedy  on  sam  przyjrzał  się  bliżej  nowo  przybyłemu.  Nie  chcąc 

pokazać swojej słabości, chłopak odwzajemnił owo spojrzenie.

 

– 

A ten tutaj to Zeke. – Eric pomachał do kolejnego wielkoluda, który 

zerkał  na  nich  spod  przymrużonych  powiek,  jakby  cała  ta  sytuacja  jedynie 
go  nudziła.  Ryan  wiedział,  że  to  tylko  poza.  Mięśnie  goryla  były  napięte, 

całkiem jakby on sam czuwał, zawsze gotowy odpowiednio zareagować.

 

Żaden  z  mężczyzn  nie  odstąpił  od  drzwi,  a  zatem  przyjaciel  Sable 

zapytał:

 

– 

Czy  zamierzacie  nas  wpuścić,  czy  będziecie  dalej  gapić  się  na 

chłopaka Sable?

 

Leniwy  uśmieszek  uformował  się  na  twarzy  Micah,  który 

zaprezentował tym samym swoje kły.

 

– 

Wpuścimy was, ale pod jednym warunkiem. Gramy jutro przeciwko 

wilkom,  a  nasz  bramkarz  zrezygnował.  Oglądałem  grę  Ryana,  kiedy  był 
jeszcze człowiekiem, i wydał mi się naprawdę świetnym zawodnikiem. Może 

background image

się nam przydać.

 

Eric zmarszczył nos, jakby wdepnął właśnie w coś śmierdzącego.

 

– 

Najpierw Sable, a teraz wy. Czy istnieje jakiś wampir, który nie jest 

fanem hokeja?

 

Ervin także był w szoku. Wymamrotał zatem:

 

– 

Macie tutaj drużynę?

 

– 

Jasne.  –  Micah  wzruszył  ramionami.  –  Wampiry  też  grywają  w 

hokeja.

 

– 

To  prawda  –  dodał  Zeke.  Jego  głos  brzmiał  nieco  grobowo, 

sugerując, że rzadko go używał. – Musimy jedynie grywać nocami.

 

– 

Jasne, z chęcią z wami zagram – obiecał Ryan. Zrobiłby wszystko, 

żeby  wyminąć  tę  dwójkę  i  zacząć  szkolenie.  Nagle  zatrzymał  się,  kiedy 

spłynęło  na  niego  olśnienie.  –  Wilki  to  chyba  nie  nazwa  drużyny?  To 
naprawdę  monstrualnych  rozmiarów  psy...  –  Obaj  mężczyźni  uśmiechnęli 

się leniwie, a chłopak jęknął.

 

– 

Walczą w ludzkiej formie – zapewnił Micah. – Nie ma szans, żeby 

znaleźli dostatecznie duże łyżwy, żeby wsunąć je sobie na łapy.

 

Z jakiegoś powodu obaj goryle uznali, że to najzabawniejsza rzecz na 

świecie. Zaczęli skrzeczeć niczym para srok.

 

Eric wywrócił na to oczami, przeciskając się między nimi.

 

– 

Idioci – stwierdził. 

 

background image

Pchnął  drzwi  i  ukazał  oczom  Ryana  bazę  szkoleniową  w  całej  jej 

okazałości.

 

Chłopak gapił się przed siebie. Nigdy nie podejrzewał, że spotka się z 

czymś do tego stopnia profesjonalnym. Po jednej stronie sali ułożono maty. 

Na  ścianach  wisiały  różnego  rodzaju  bronie,  a  kilka  tuzinów  Droneów 
walczyło  w  parach.  Ich  buty  do  tenisa  piszczały  na  skórzanej  powierzchni 
mat,  a  od  czasu  do  czasu  rozlegał  się  czyjś  jęk,  kiedy  nieproszona  dłoń 

trafiała w czyjeś podbrzusze, pachwinę albo twarz.

 

Stłumiony  odgłos  wystrzału  z  pistoletów  sugerował,  że  po  drugiej 

stronie  grubej  bielonej  ściany  mieści  się  strzelnica.  Ryan  był  w  stanie 

wyczuć  zapach  prochu  wymieszany  z  aromatem  potu.  Kolejne  wampiry 

siedziały  na  prowizorycznych  trybunach,  przysłuchując  się  mężczyźnie, 
który pisał coś na tablicy. Ervin nie miał co do tego pewności, że wyglądało 
to na spotkanie w celu ustalenia strategii.

 

Chłopak uśmiechnął się. Kiedy grał w hokeja, rozsadzająca jego żyły 

adrenalina sprawiała, że był prawie na haju. Teraz czuł to samo, a nawet coś 

więcej. Szczerze powiedziawszy, wydawało mu się, że może opanować świat.

 

– 

Gotowy,  żeby zacząć?  –  Eric  sprawiał  wrażenie  rozbawionego  tym 

podekscytowaniem.

 

Ryan uśmiechnął się, wiedząc, że jego uśmiech jest diaboliczny.

 

– 

Nie mogę się doczekać.

 

 

background image

Rozdział 9

 

Zasada numer tysiąc osiemset siedemdziesiąt dziewięć: Jeśli nakryje 

się jakiegokolwiek Dronea na gromadzeniu broni z zamiarem zdrady stanu, 

cały klan zostanie wyeliminowany. Nie będzie procesu, odwołań, ostrzeżeń. 
Każda kobieta, mężczyzna, dziecko zostaną zastrzeleni, a kampus zrównany 

z powierzchnią ziemi.”

 

 

A zatem stałeś się wampirem. Szybka broszura   

instruktażowa dla początkujących. 

 

 

***** 

 

 

Trzy miesiące później 

 

Ryan był wreszcie w domu. 

 

Sable  uśmiechnęła  się  nerwowo  do  siebie,  poprawiając  włosy. 

Chłopak  opuścił  ją  zaledwie  kilka  godzin  temu,  ale  dla  niej  stanowiło  to 

wieczność.  Jako  że  został  oficjalnym  członkiem  drużyny  hokejowej 
Droneów,  znikał  na  dwie  albo  trzy  noce  w  tygodniu,  a  wampirzyca  zaczęła 

background image

nienawidzić  tych  momentów,  zwłaszcza  kiedy  pełniła  straż  i  nie  mogła 

przyglądać się rozgrywkom. Borykając się z suwakiem w bluzie z kapturem, 

dziewczyna starała się nie myśleć o tym, jak ważny stał się dla niej Ryan.

 

– 

Czekasz na swojego nowonarodzonego?

 

Sable  zerwała  się  z  miejsca,  układając  dłoń  na  pistolecie,  zanim 

zorientowała się, czyj to głos.

 

– 

Cholera, Dahlio! Ile razy mam ci powtarzać, żebyś się do mnie nie 

zakradała?

 

Kiedy  pani  doktor  uśmiechnęła  się,  opierając  o  ścianę,  dawna  Jane 

westchnęła.  Wyglądało  na  to,  że  jej  przyjaciółka  nigdzie  się  nie  wybiera  i 

planuje się z nią podroczyć.

 

– 

Być może powinnaś przywiązywać większą wagę do tego, co dzieje 

się w twoim otoczeniu, zamiast rozmyślać o życiowym partnerze.

 

– 

Nie  jest  moim  życiowym  partnerem  –  zaprzeczyła  Sable 

automatycznie.

 

Kłóciła się o to z Dahlią i samą sobą tyle razy w ciągu ostatnich kilku 

tygodni,  że  jej  umysł  przełączył  się  na  autopilota.  Zaprzeczała,  znowu 

zaprzeczała i jeszcze raz zaprzeczała. Może, ale tylko może, kryło się w tym 
ziarnko prawdy.

 

– Rozumiem. – Ton głosu lekarki świadczył o tym, że nie rozumie ani 

trochę. – Co tak bardzo cię na niego wkurzyło? To, że trenuje dwa razy ciężej 

niż  jakikolwiek  z  żołnierzy  Erica,  stając  się  jednym  z  najwyżej  przez  niego 
cenionych wojowników? 

background image

Sable odwróciła się w stronę przyjaciółki, nie mogąc odczytać wyrazu 

jej twarzy.

 

– 

Nie.

 

– 

A może chodzi o to, że umie pleść warkocze i jemu jednemu Misty 

pozwala rozczesywać włosy?

 

Dawna Jane zerknęła na młodą wampirzycę, która bawiła się z grupą 

innych  dzieci.  Mimo  iż  jej  warkocz  był  splątany  i  luźny,  zrobiono  go  z 
prawdziwym zaangażowaniem.

 

– 

Nie.

 

– 

A zatem musi chodzić o to, że Ryan zawsze chwyta się każdej pracy 

realizującej  interesy  naszego  klanu,  bez  względu  na  to  jak  brudna  i 

uwłaczająca  jest.  Daję  słowo,  ten  chłopak  sypia  zapewne  po  trzy  godziny 
dziennie.  Nieustannie  się  dla  nas  poświęca,  a  ty  gasisz  jego  zapał.  Masz 
rację. To dupek. Co ja sobie myślałam?

 

Sable  skrzyżowała  ramiona  na  piersiach,  rzucając  swojej  znajomej 

mroczne spojrzenie.

 

– 

Nie zrozumiesz tego.

 

– 

Nie? – Dahlia chwyciła ją za ramię i odwróciła w swoją stronę. W 

jej  oczach pojawiły  się  niebezpieczne  iskry.  – Byłam  tutaj,  gdy usługiwałaś 
Corbinowi.  Leczyłam  cię  za  każdym  razem,  kiedy  zrobił  ci  krzywdę.  Czy 

zdajesz sobie sprawę, że nadal oglądam te obrażenia w swoich snach? Do tej 

pory, kiedy czuję zapach przypalonej skóry, myślę o tych wszystkich razach, 
kiedy  ten  dupek  traktował  cię  papierosem.  –  Normalnie  panująca  nad 

background image

swymi  emocjami  lekarka  szybko  spojrzała  gdzie  indziej,  całkiem  jakby  ten 

przejaw słabości wpędzał ją w niezręczność.

 

Złość  Sable  nagle  stopniała.  Dziewczyna  wiedziała,  że  przyjaciółka 

troszczy  się  o  nią,  ale  nie  do  tego  stopnia.  Jej  sztywność  i  zjadliwe 

komentarze stanowiły metodę trzymania się na dystans.

 

– 

Przepraszam  –  powiedziała  dawna  Jane.  –  Nie  miałam  o  tym 

pojęcia.

 

– 

Pomogłam  ci  uciec  przed  tamtym  tyranem.  –  Głos  Dahlii  drżał.  – 

Jednak  nie  uwolnisz  się  przed  nim,  nim  nie  zdecydujesz  się  ponownie 

komuś zaufać. Jeśli stracisz Ryana, Corbin wygra.

 

Drużyna  hokejowa  wdarła  się  przez  dwuskrzydłowe  drzwi,  psując 

nastrój  panujący  w  pomieszczeniu.  Pani  doktor  wytarła  policzki  kilkoma 

spiesznymi posunięciami dłoni i zdobyła się na udawany uśmiech.

 

– 

Wygląda na to, że wrócili bracia Hansonowie.

 

Sable była zaskoczona po raz drugi w tak krótkim czasie.

 

– 

Nie miałam pojęcia, że oglądałaś Slap Shot.

 

– 

Żartujesz? To klasyk. Lepiej pójdę sprawdzić, czy któryś z nich nie 

jest ranny.

 

Sable  odmachnęła  jej  niechętnie,  zbyt  zajęta  wypatrywaniem  Ryana 

w  grupie  wampirów,  żeby  poświęcić  przyjaciółce  choćby  chwilę  uwagi. 
Chłopak  wreszcie  pojawił  się  w  progu,  z  ogromną  torbą  przerzuconą  przez 

jedno ramię i ze swoimi bramkarskimi ochraniaczami wiszącymi na drugim 

barku.  Ervin  śmiał  się  z  czegoś,  co  powiedział  Micah,  a  serce  wampirzycy 

background image

podskoczyło,  kiedy  ujrzała  jego  obezwładniający  uśmiech.  Musieli  chyba 

wygrać potyczkę, ponieważ cała drużyna zdawała się mieć świetny nastrój i 

wszyscy poklepywali się po plecach.

 

Ryan póki co nie zauważył swojej kochanki, a zatem ta mogła mu się 

przyglądać  bez  najmniejszego  trudu.  Sposób,  w  jaki  odpowiadał  innym 
mężczyznom,  żartując  z  nimi,  udowadniał,  jak  bardzo  zżył  się  z  nimi, 
zyskując  ważne  miejsce  w  klanie.  Więcej  niż  kilka  kobiet  stojących  w 

pobliżu,  rzucało  pod  jego  adresem  przychylne  spojrzenia,  a  jedna  z  nich 
zbliżyła się do Ervina, ucinając sobie z nim pogawędkę.

 

Sable poczuła natychmiastowy przypływ zazdrości, a jej kły wydłużyły 

się, gotując się do walki. On jest mój. Tknij go, a stracisz rękę. Dahlia miała 

rację. Dziewczyna musiała szybko zatrzymać przy sobie Ryana. Nie tylko w 
łóżku,  jak  udawało  się  jej  to  przez  ostatnie  trzy  miesiące,  ale  w  każdym 
możliwym sensie. Musiała roztoczyć wokół niego swój zapach i ukąsić go w 

kark  tak  mocno,  by  każda  wampirzyca,  jaka  się  do  niego  zbliży,  od  razu 

wiedziała, że należy do innej.

 

Ta  dziwka  nadal  zagadywała  jej  mężczyznę.  Stosując  tanie  chwyty, 

włożyła na siebie czarne skórzane spodnie, które okazały się tak obcisłe, że 

każdy wokoło mógł przekonać się, że miała na sobie stringi. Sable nigdy nie 
zdołała zmusić się do noszenia tego typu majtek, ponieważ czuła się w nich 
nieco  skrępowana.  Lala  postarała  się  także  o  obcisły  czerwony  top,  który 

również  nie  pasował  do  stylu  dawnej  Jane  –  był  tak  krótki,  że  ukazywał 

większą  część  brzucha.  Dziewczyna  obawiała  się  o  to,  że  gdyby  ona  sama 
ubrała  się  w  coś  takiego,  świeciłaby  stanikiem  zawsze  wtedy,  gdy 

poruszyłaby  się  w  niewłaściwą  stronę.  Włosy  tej  paniusi  także  nie 
przypominały  loków  Sable.  Okazały  się  długie  i  ciemnoczerwone  niczym 

background image

płomienie.  Lalunia  niczym  ich  nie  związała    i  luźne  kosmyki  ocierały  się 

właśnie o Ryana. 

Kobieta  była  piękna,  seksowna  i  napalona.  Sable  wydała  się  sobie 

nijaka,  przeciętna  i  bojąca  się  choćby  do  niej  porównywać.  Wstrzymała 

oddech,  czekając  na  to,  jak  jej  partner  zareaguje  na  czysty  seks  majaczący 
mu  przed  oczami.  Chłopak  obdarzył  panusię  uprzejmym  uśmiechem, 
potrząsnął  jej  dłonią  i  zostawił  ją  samą,  kierując  się  ku  kwaterom,  jakie 

dzielił  ze  swoją  ukochaną.  Zatrzymał  się  tylko  po  to,  aby  po  raz  ostatni 
pomachać drużynie.

 

Wampirzyca  wypuściła  z  ust  powietrze,  które  nieświadomie  tam 

przytrzymywała. Uśmiechnęła się do samej siebie. Poszła w ślad za Ryanem, 

przystając na moment koło podrywającej go wcześniej laluni.

 

– 

Jeśli dotkniesz go choćby raz, pożałujesz.

 

Na  kobiecie  nie  zrobiło  to  żadnego  wrażenia,  zamiast  tego 

uśmiechnęła się łobuzersko.

 

– 

Każdy wie o tym, że jeszcze go nie naznaczyłaś. Przyszła pora na to, 

żebyś podzieliła się swoim chłopcem - zabaweczką.

 

Warcząc,  Sable  wykonała  ruch  z  zamiarem  zaatakowania  rywalki. 

Zamierzała wytargać tę dziwkę za włosy i użyć ich, żeby ją nimi oplątać.

 

Micah  stanął  między  nimi  obiema,  spoglądając  to  na  jedną,  to  na 

drugą.

 

– 

Hej, Terin – zagadał, dbając o podtekst – jestem naprawdę głodny 

po  meczu,  a  ty  wiesz,  co  mam  na  myśli.  Czy  masz  chęć  odwiedzić  mnie  w 

background image

moim pokoju i pomóc mi się z tym uporać?

 

Paniusia nagle straciła jakiekolwiek zainteresowanie Sable. Jej wargi 

wygięły się w uwodzicielskim uśmieszku.

 

– 

Wiesz, że tak.

 

Oddalili  się  ramię  w  ramię,  a  tuż  przed  odejściem  Micah  rzucił 

dawnej  Jane  spojrzenie  z  rodzaju  jesteś-mi-winna-przysługę.  Wampirzyca 
skinęła  na  znak  podziękowania,  ponownie  kierując  się  w  ślad  za  Ryanem. 
Dotarłszy  wreszcie  do  ich  pokoju,  nie  mogła  powstrzymać  uśmiechu.  Jego 

ubrania  walały  się  po  całym  pomieszczeniu,  a  z  łazienki  dobiegał  odgłos 

uruchomionego  prysznica.  Wyciągnąwszy  się  na  łóżku,  Sable  czekała,  aż 
kochanek  skończy  się  kąpać.  To,  że  tak  szybko  przyzwyczaiła  się  do  jego 

nieustannej  obecności,  wciąż  ją  dziwiło.  Szczerze  powiedziawszy,  urodziła 

się  po  to,  by  spoczywać  w  jego  otaczających  ją  ramionach  i  zasypiać 
przytulona  do  jego  ciepłego  ciała.  Każdego  ranka,  kiedy  zasypiali,  szeptał: 
„kocham cię”.

 

Nigdy  nie  przestał  tego  powtarzać,  mimo  iż  ona  nigdy  nie 

odwzajemniała  tej  deklaracji.  Sable  za  bardzo  obawiała  się  wypowiadać 

podobne słowa na głos. Zamiast tego starała się pokazać Ryanowi, co czuje, 
na inne sposoby. Zawsze upewniała się co do tego, że zaspokaja go w łóżku, 
że jest najedzony, wypieszczony i otoczony troską. 

Wbrew  wcześniejszemu  postanowieniu,  jakaś  niewielka  część  niej 

nadal  przypominała  jej  o  Corbinie  i  napawała  obawą,  że  jej  podopieczny 
będzie śmiał się z niej całkiem jak on. Było to bardzo głupie, ponieważ nie 

przypominał  go  pod  żadnym  względem.  Miał  swoją  wartość,  wrodzone 

poczucie dumy, siłę. Jednym słowem okazał się idealny. Sable położyła dłoń 

background image

na  swoim  ściskającym  się  boleśnie  żołądku.  Nie,  musiała  mu  powiedzieć. 

Była to winna im obojgu.

 

Woda  przestała  wreszcie  płynąć  i  po  upływie  kilku  minut,  Ryan 

wyszedł w końcu z łazienki. Biały ręcznik przepasał go nisko na biodrach, a 

jego  ciemne  włosy  zaczesano  do  tyłu.  Wampirzyca  przewróciła  się  na 
brzuch, aby jeszcze lepiej delektować się jego widokiem. Niewielkie kropelki 
wody  wciąż  przywierały  do  jego  klatki  piersiowej,  co  zmusiło  kochankę 

Ervina do oblizania ust.

 

– 

Jak tam mecz? – Spytała emanującym emocjami głosem.

 

Pomimo swego podenerwowania, słodki ból już zagnieżdżał się w jej 

ciele,  a  ona  sama  natychmiast  zrobiła  się  mokra.  Kochali  się  dwa  razy 

dziennie, a dziewczyna nadal nie potrafiła się nim nasycić.

 

– 

Graliśmy  z  goblinami.  –  Wargi  chłopaka  wykrzywił  grymas.  – 

Jeden z nich trafił mnie obślizgłym pyskiem w twarz. Musiałem ją umyć.

 

Sable nie mogła nic poradzić na chichot, jaki opuścił jej usta.

 

– 

Skoro było tak źle, czemu nie umyłeś się w szatni?

 

– 

Zrobiłem to, ale to cholerstwo jest trudne do usunięcia... Ten goblin 

okazał się wstrętnym dupkiem.

 

Podniósłszy  się  z  posłania,  dziewczyna  zbliżyła  się  do  Ryana.  Kiedy 

jego  spojrzenie  ociepliło  się,  poczuła  coś  na  kształt  przyjemnego 

ukontentowania. W jego oczach odmalowała się namiętność, a kły wydłużyły 

się  tak  bardzo,  że  wystawały  znad  dolnej  wargi.  Dreszcz  przebiegł  wzdłuż 
kręgosłupa Sable. Mimo iż tamta paniusia paradowała przed jej wampirem, 

background image

ani  razu  tak  na  nią  nie  spojrzał.  Zarzuciwszy  ramiona  na  kark  chłopaka, 

dziewczyna  przywarła  do  niego  całym  swoim  odzianym  od  stóp  do  głów 

ciałem. Czuła, jak jego erekcja napiera na jej podbrzusze przez jego ręcznik.

 

– 

Wygraliście? – Wyszeptała mu do ucha.

 

Gdy  ciałem  Ryana  wstrząsnął  kolejny  dreszcz,  wampirzyca  znowu 

delektowała się swoim tryumfem.

 

Na jego ustach wykwitł krzywy uśmieszek.

 

– 

Jasne, że wygraliśmy. Zeke strzelił nawet hat-tricka.

 

Wyginając  plecy  tak,  by  ich  sylwetki  jeszcze  bardziej  się  do  siebie 

zbliżyły,  Sable  otarła  się  biodrami  o  członek  Ervina.  Przestań  go 

napastować i wyznaj mu prawdę.

 

– A jak tam mój bramkarz? Rozegrał dobre spotkanie? 

Gardłowy jęk opuścił pierś Ryana tuż przed tym, nim on sam chwycił 

pośladki kochanki obiema rękoma, jeszcze bardziej ją do siebie przyciągając. 

Bardzo ciężko trenował pod pieczą Erica, o wiele ciężej niż jakikolwiek z jego 
żołnierzy.  Dzięki  temu  ciało  chłopaka  zrobiło  się  jeszcze  bardziej 

muskularne  niż  przed  jego  wstąpieniem  do  tej  społeczności.  Okej,  nie 

istnieje  chyba  powód,  dla  którego  nie  mogłabym  wyznać  mu  prawdy  w 
czasie  gorącego,  namiętnego  stosunku?  Któż  zdołałby  oprzeć  się  tej 
twardej jak skała sylwetce?

 

–  Bardzo  dobre  –  wymruczał,  kąsając  Sable  delikatnie  w  dolną 

wargę. – Puściłem tylko jednego gola i to wtedy, kiedy tamten dupek mnie 
obślinił. Czy to znaczy, że dostanę nagrodę? 

background image

Wampirzyca  sięgnęła  między  nich  i  ściągnęła  ze  swojego  kochanka 

ręcznik. Przesuwając palcami po jego brzuchu i ciesząc się twardością jego 

nowo wykształconych mięśni, drażniła się z nim przez kilka sekund, zanim 

chwyciła jego przyrodzenie i delikatnie je ścisnęła. Ryan przymknął powieki 
i wypchnął biodra w przód, żeby zapewnić jej tym samym lepszy dostęp.

 

– 

Moim  zdaniem  zdecydowanie  zasłużyłeś  na  nagrodę.  –  Sable 

ucisnęła  raz  jeszcze  jego  penisa,  po  czym  wychyliła  się  w  przód  i  polizała 

prawy mięsień jego torsu.

 

Chichocząc seksownie, kierowała się w dół ciała kochanka, schodząc 

coraz  niżej  i  niżej, aż  musiała  opaść  na kolana.  Jego  przyrodzenie  znalazło 

się idealnie na wysokości twarzy dziewczyny, która postanowiła wykorzystać 

tę pozycję i wziąć je do buzi. Jęknęła, delektując się jego słonym smakiem. 
Nigdy  nie  cieszyło  jej  robienie  dobrze  Corbinowi  i  decydowała  się  na  to 
jedynie wtedy, gdy ją do tego przymuszono. Jednak z Ryanem dawało jej to 

wiele radości i nigdy się nim nie nasycała. On również zdawał się nie mieć 

jej dość.

 

Odsuwając się nieco od chłopaka, użyła języka, aby przeciągnąć nim 

od  spodu  po  prąciu,  czym  zasłużyła  sobie  na  kolejny  seksowny  jęk. 

Nowonarodzony  pachniał  świeżością  mydła  do  kąpieli,  ale  oprócz  jej 
aromatu  unosiła  się  wokół  niego  unikalna  ostra  woń,  jaka  go 
charakteryzowała.  Odróżniłaby  go  po  niej  od  innego  faceta,  nawet  gdyby 

była ślepa.

 

Mój!  –  To  słowo  zabłysło  w  umyśle  Sable  z  taką  mocą,  jakby  ktoś 

wykrzyczał jej je do ucha. Wiedziała, że Ryan należał do niej i to nie tylko z 

racji tego, że była jego panią, ale dlatego że go kochała. O dziwo, owa myśl 

background image

już  jej  nie  przerażała.  Przez  te  kilka  tygodni  zdołała  lepiej  go  poznać, 

przekonać się, jakim dobrym żołnierzem się staje, jaką cierpliwość okazuje 

względem Misty i że zawsze jako pierwszy stara się pomóc ich społeczności. 

Co  więcej,  kiedy  na  nią  patrzył,  wampirzyca  dostrzegała  czułość  w 
spojrzeniu  Ervina.  Rozsmakowywała  się  w  pożądaniu  płynącym  w  jego 

żyłach, ciesząc się kojącym uściskiem jego ramion każdej nocy.

 

Ten facet ją kochał i nie miało się to nigdy zmienić. Wiedziała to. 

Całując jego penisa po raz ostatni, Sable podniosła się z klęczek, tak 

by móc spojrzeć w oczy kochanka.

 

– 

Kocham cię – powiedziała cichutko, obawiając się, że jeśli zrobi to 

zbyt głośno, czar pryśnie.

 

Ryan  nie  odpowiedział,  a  jego  oblicze  nie  wyrażało  sobą  żadnych 

emocji.  Serce  dziewczyny  waliło  jak  młot  ze  strachu,  a  każde  pojedyncze 
uderzenie niosło ze sobą kolejną milisekundę ciszy. A co jeśli czekała z tym 

zbyt długo? Co jeśli się pomyliła i on się w niej odkochał? Co jeśli bawił się z 
nią przez cały ten czas? Wampirzyca myślała, że umrze z lęku.

 

– 

Po czymś takim nie możesz się już rozmyślić.

 

Kochanek uczynił kilka kroków naprzód, zmuszając ją tym samym do 

cofnięcia  się.  Serce  Sable  znowu  zaczęło  walić,  tym  razem  jednak  z 
podniecenia.  Sposób,  w  jaki  patrzył  na  nią  Ryan,  miał  w  sobie  coś 
pierwotnego.  Całkiem  jakby  drapieżnik  przypatrywał  się  swojej  ofierze  i, 

dobry Boże, dawna Jane cieszyła się mogąc pretendować do tej roli.

 

– 

Wiem, że nie mogę się rozmyślić.

 

background image

Ervin nadal kroczył do przodu, a ona nadal się cofała. On przypierał 

ją  do  muru,  ona  dawała  się  przypierać.  Wreszcie  stanęli  pod  ścianą. 

Kochanek  położył  jedną  rękę  obok  głowy  ukochanej,  schylając  się  w 

kierunku jej szyi. Pocierając kłem o delikatną skórę, radował się, widząc, jak 
Sable drży.

 

– 

Kiedy cię naznaczę, będziesz moja na wieki.

 

Przyparł  ją  do  muru,  ściągając  z  niej  bluzę  i  odrzucając  ją  na  bok. 

Sutki wampirzycy sterczały pod cienkim topem oraz stanikiem, które miała 

na  sobie,  pragnąc  jego  dotyku.  Chwytając  za  krawędź  jej  podkoszulki, 
ściągnął  jej  ją  przez  głowę,  eksponując  tym  samym  czarny  koronkowy 

biustonosz.  Oczekując  jakiegoś  inteligentnego  komentarza  ze  strony 

chłopaka, Sable przymknęła powieki i czekała. Kiedy zamiast tego poczuła, 
jak jego język przemieszcza się leniwie po jej piersiach, uniosła je w szoku.

 

Chłodne  powietrze  musnęło  jej  sutki  i  wampirzyca  pojęła  ze 

zdziwieniem,  że  Ryanowi  udało  się  jakimś  cudem  rozpiąć  jej  stanik,  który 

nowonarodzony  właśnie  z  niej  zdejmował.  Nim  dziewczyna  otrzymała 

sposobność, żeby spytać, jak tego dokonał, on już ssał jedną z wypustek jej 
piersi. Zaskoczenie ustąpiło miejsca przenikającemu aż do kości pożądaniu, 

kiedy  jego  narząd  smaku  delektował  się  wrażliwą  na  bodźce  skórą. 
Chwytając  w  garści jego  włosy, Sable wygięła plecy  w łuk,  dając  mu lepszy 
dostęp.  Ervin  przemieścił  dłoń  po  jej  brzuchu,  wkładając  ją  do  spodni 

kochanki. Pocierając palcami jej pulsującą łechtaczkę, chłopak drażnił się z 

nią przez chwilę, wreszcie wsuwając jeden z nich do wnętrza jej kobiecości.

 

Tłumiąc  szloch,  wampirzyca  przywarła  do  niego  całym  ciałem. 

Rzeczy,  jakie  wyprawiał  Ryan  ze  swoimi  rękoma  i  ustami,  powinny  zostać 

background image

zabronione.  Nowonarodzony  znalazł  właściwy  rytm,  pompując  w  niej 

palcami, a jednocześnie kąsając, liżąc i ssąc jej piersi. Po trzech tygodniach, 

odkąd  zostali  kochankami,  Ervin  wiedział  już  doskonale,  jak  to  robić, 

jakiego nacisku użyć i kiedy się wycofać. Doprowadzenie Sable do orgazmu 
nie zajęło mu dużo czasu. Całując jej pierś ostatni raz, chłopak uniósł głowę, 

żeby móc spojrzeć na swoją panią.

 

– 

Będę  żył  i  umrę  dla  ciebie  –  przyrzekł  tuż  przed  tym,  nim  zdarł  z 

niej spodnie od dresu.

 

W  jego  oczach  zapłonął  ogień,  kiedy  młody  mężczyzna  dostrzegł 

czarne  koronkowe  majteczki.  Mimo  iż  dziewczyna  nadal  nie  mogła  zmusić 

się  do  wkładania  stringów,  kupiła  sobie  kilka  par  skąpych  fig.  Wsunąwszy   

w    nie  jedną  rękę  od    tyłu,  Ryan  złapał  Sable  za  pośladek.  Kontakt 
ciało-ciało  okazał  się  tak  podniecający,  że  wampirzyca  nie  mogła 
powstrzymać się przed ocieraniem się biodrami o przyrodzenie wampira. To 

jej jednak nie wystarczyło. Pragnęła pełnego połączenia. Wcisnąwszy kciuki 

pod boczne krawędzie majtek, poruszyła tyłeczkiem tak, że bielizna upadła 
na ziemię.

 

Ryan  odsunął  się  od  kochanki  na  tyle,  żeby  odkopać  je  na  bok,  po 

czym przyszpilił ją do ściany. Łapiąc za jedną z jej nóg, uniósł ją i przepasał 
się  nią  w  pasie  tak,  że  jej  mokra  kobiecość  znalazła  się  naprzeciwko  jego 
erekcji. Dziewczyna próbowała nadziać się na jego członek, ale on schwycił 

ją  za  biodro  i  tym  samym  unieruchomił.  Sable  pozwoliła  sobie  na  jęk 

frustracji,  która  emanowała  z  niej,  zanim  nie  popatrzyła  w  oczy  swojego 
wampira. Emanowała z nich czysta miłość, która zarówno ją ujmowała,    co 

przerażała.

 

background image

– 

Od tej pory każda sekunda mojego życia będzie poświęcona tobie – 

obiecał jej Ryan, zamykając wargi dawnej Jane w namiętnym pocałunku.

 

Mój  Boże,  gdyby  dziewczyna  nie  była  wcześniej  mokra,  stałaby  się 

taka  właśnie  w  tym  momencie.  Jego  napinające  się  mięśnie  stanowiły 

jedyne  ostrzeżenie,  po  którym  Ervin  wślizgnął  się  w  nią,  kąsając  ją 
jednocześnie w szyję. Ugryzienie okazało się mocne i emanujące dzikością, 
niosąc  w  sobie  zamiar  ostatecznego  naznaczenia  Sable.  Miało  być  formą 

ostrzeżenia  przed  jakimkolwiek  kontaktem.  Wampirzyca  oplotła  go  w  talii 
nogami, chcąc tym samym pomóc mu uporać się z jej ciężarem, nawet jeśli 

chłopak  nie  potrzebował  pomocy.  Dysponował  ogromną  siłą,  która 

pozwalała mu utrzymać ją w objęciach.

 

Warcząc  tuż  przy  gardle  ukochanej,  poruszył  się  w  niej  szybkim  i 

zdecydowanym  ruchem.  Wampirza  natura  przejęła  nad  nimi  kontrolę,  a 
więź  stała  się  tak  silna,  że  żadne  z  nich  nie  pamiętało  o  delikatności. 

Paznokcie  Sable  wbijały  się  w  plecy  kochanka,  a  jej  kły  wydłużyły  się  pod 

wpływem  jego  zapachu.  Spoglądając  łakomym  wzrokiem  na  jego  ramię, 
dziewczyna  oblizała  wargi,  nie  mogąc  się  już  dłużej  oprzeć.  Kiedy  ukąsiła 

Ryana,  ten  jęknął  i  doszedł  w  jej  wnętrzu.  Jej  ugryzienie  okazało  się  tak 

mocne i desperackie jak jego. Wampirzyca czuła, jak gorąca sperma Ervina 
rozlewa  się  po  jej  ciele,  pijąc  w  międzyczasie  jego  krew  i  sama  także 

szczytując.

 

– 

O tak, kochanie – wyszeptał jej do ucha. – Przyjmij ją całą.

 

Przemieszczając  język  wokół  miejsca  naznaczonego  zębami,  Sable 

pocałowała ów punkcik. Partner nadal w niej pozostawał i żadne z nich nie 

wykonało  żadnego  ruchu.  Wampirzyca  nie  chciała,  aby  ta  chwila  dobiegła 

background image

kiedykolwiek końca. Tępy wibrujący ból wypływał z miejsca, gdzie ukąsił ją 

Ryan, to jednak wlało w jej serce ulgę, oznaczając, iż są związani na wieki. 

Strach przestał istnieć, a zastąpiła go pełna satysfakcji błogość.

 

Ervin  nareszcie  zmienił  pozycję,  pozwalając  Sable  ześlizgnąć  się  ze 

swojego członka. Ujmując jej twarzyczkę w obie dłonie, pocałował ją czule w 
czubek nosa.

 

– 

Nie musiałaś tego robić.

 

– 

Wiem,  że  nie  musiałam.  –  Ciężkie  kroki  rozległy  się  na  korytarzu, 

ale oni je zignorowali. – Mówiłam poważnie, twierdząc, że cię kocham.

 

Na jego obliczu wykwitł krzywy uśmieszek.

 

– 

Tak długo czekałem na to, żeby to usłyszeć.

 

– 

Wiem, przepraszam.

 

– 

Nie masz za co, warto było czekać.

 

Kroki zbliżyły się jeszcze bardziej, a chwilę później ktoś zaczął walić 

pięścią w drzwi.

 

– 

Mamy  wizytę  ze  Zwierzchnictwa  –  zawołał  Eric.  –  Chcę,  żebyście 

oboje przy tym byli. Za pięć minut w moim biurze.

 

Dreszcz 

niepokoju 

spłynął 

wzdłuż 

kręgosłupa 

Sable. 

Niezapowiedziana  wizyta  Zwierzchnictwa  nie  oznaczała  nigdy  niczego 
dobrego.  Mroczne  spojrzenie  Ryana  świadczyło  o  tym,  iż  podziela  obawy 

swojej  kochanki.  Oboje  spiesznie  się  ubrali,  zachowując  przy  tym  ciszę  i 
pognali do biura Erica.

 

background image

***** 

 

Ryan szedł w ślad za Sable korytarzem, a słodki smak jej krwi nadal 

rozpływał się w jego ustach. Uniósłszy rękę do karku, chłopak skrzywił się. 
Dziewczyna  ukąsiła  go  naprawdę  mocno,  ale  przecież  on  uczynił  to  samo. 
Spłynęło na niego poczucie satysfakcji. Czuł, iż wampirza część jego natury 

każe  mu  gryźć  ją  od  momentu,  kiedy  po  raz  pierwszy  byli  razem.  Zawsze 
opierał  się  tej  pokusie,  przypominając  sobie  wyjaśnienia  Erica  mówiące  o 

tym, jak mocno zżywają się ze sobą wampiry. Nie chcąc zrobić czegoś wbrew 

woli Sable, trzymał się z boku, czekając, aż ona da mu znać, iż jest gotowa. 

Wychwytując  to  z  fragmentów  rozmów  oraz  przysłuchując  się  jej 

mamrotaniu  podczas  snu,  chłopak  potrafił  wyobrazić  sobie,  co  jego 
kochanka  przeżyła,  zanim  odważyła  się  odejść  od  Corbina.  Zacisnąwszy 

dłonie  w  pięści,  Ryan  warknął  gardłowo,  ponieważ  narastało  to  w  nim 

zawsze  wtedy,  gdy  pomyślał  o  tym,  iż  ktoś  skrzywdził  jego  kobietę.  Krew 
wypłynęła  z  jego  rąk,  gdy  paznokcie  mężczyzny  wydłużyły  się  do  postaci 

szponów.

 

Rzuciwszy  partnerowi  zaniepokojone  spojrzenie  przez  ramię, 

wampirzyca przystanęła i zwróciła się do niego twarzą.

 

– 

Uspokój  się.  Nie  wiemy  przecież  nawet,  co  agent  Zwierzchnictwa 

ma nam do powiedzenia.

 

Nie  chcąc  pokazać  po  sobie  prawdziwego  powodu  swojego 

zdenerwowania, Ryan zmusił się do tego, by się odprężyć. Dzięki sugestiom 

ukochanej  i  rzetelnemu  szkoleniu  Erica  wiedział,  jak  trzymać  w  ryzach 

background image

wampirzą część swojej natury.

 

– 

Jestem spokojny.

 

– 

Nie,  nie  jesteś  –  zawołał  blondyn  z  końca  korytarza.  Mimo  iż  na 

jego wargach błąkał się beztroski uśmieszek, dało się wyczuć ukryte pod nim 

zdenerwowanie.  –  Jesteś  nadal  gwałtowny  jak  zawsze.  Nie  wydaje  mi  się, 

żebym cię tego kiedykolwiek oduczył.

 

– 

Pieprz się – odkrzyknął Ervin, zdobywając się samemu na udawany 

grymas szczęśliwości.

 

– 

Nie stanie się to bez względu na to, jak bardzo się upiję. A jeśli już o 

tym  mowa  –  Eric  skierował  swoją  uwagę  na  Sable  –  czy  twój  kochaś 

powiedział  ci,  że  ciężko  przeżył  świadomość  tego,  że  wampiry  mogą  upijać 
się  tak  samo  jak  ludzie?  Zdaje  się,  że  Zeke  i  Micah  zabrali  go  do  baru  i 

postanowili mu to zademonstrować.

 

– 

Kiedy  wrócił  do  pokoju  i  zaczął  śpiewać  piosenkę  przewodnią  z 

„Brady  Bunch”,  chyba  udało  mi  się  na  to  wpaść  –  odpowiedziała  sztywno 

wampirzyca.

 

Znajdowali się już pod biurem Erica, ale żadne z nich nie wykonało 

najmniejszego  ruchu  celem  wejścia  do  jego  środka.  Blondyn  zaczerpnął 

powietrze, gapiąc się sugestywnie na drzwi.

 

– 

Jeśli mnie zabiorą, proszę, zaopiekujcie się Misty.

 

– 

Nie  zabiorą  cię  –  odpowiedział  Ryan  dosadnym  tonem.  – 

Zdecydowaliśmy  już,  że  jeżeli  kiedykolwiek  się  na  to  odważą,  będziemy  z 
nimi  walczyć,  nim  ostatni  z  nas  polegnie.  Jesteś  naszym  przywódcą  nie 

background image

dlatego,  że  jesteś  najsilniejszy  i  najbardziej  popularny,  ale  dlatego,  że 

wszyscy troszczymy się o ciebie i szanujemy cię. Ta grupa nie przeżyłaby bez 

twego przewodnictwa.

 

Unosząc głowę do góry, Eric spojrzał wreszcie na swojego rozmówcę. 

Wdzięczność emanująca ze spojrzenia olbrzyma przywitała Ervina.

 

– 

Ja  także  nie  przeżyłbym  bez  tej  grupy  –  powiedział  blondyn 

gardłowo.  Kręcąc  głową,  jakby  sentymentalizm  nie  przychodził  mu  ze 

szczególną  łatwością,  sięgnął  w  kierunku  klamki.  –  Kiedy  wejdziemy  do 

środka,  pozwólcie  mi  zająć  się  rozmową.  Zapewne  jesteśmy  w  mniejszości 
liczebnej,  ale  Zwierzchnictwo  nie  podejrzewa,  iż  stawimy  mu  opór.  Wedle 

tego  co  myślą,  jesteśmy  nadal  starannie  kontrolowanymi  Droneami. 

Możemy obrócić to na naszą korzyść.

 

Czekał, aż wyrażą zgodę, po czym otworzył drzwi i wszedł do środka. 

Sable wraz z Ryanem poszli w jego ślady, krocząc u jego boku. Spodziewając 
się  sporego  tłumu,  Ervin  zdziwił  się,  kiedy  zobaczył  jedynie  jedną  kobietę 

siedzącą  za  biurkiem  Erica.  Miała  szczupłą  budowę  ciała  i  blond  włosy, 

ściągnięte w kucyk. Była naprawdę piękna – z pełnymi policzkami i twarzą 
jak  u  porcelanowej  lalki.  Dawny  Ryan  pożądałby  jej  i  nie  wątpił  w  to,  że 

wielu  facetów  podziela  jego  entuzjazm.  Jasne,  błękitne  oczy  blondynki  nie 
posiadały żadnego wyrazu, za to usta przypominały cienką kreskę wywołaną 
złością.  A  może  chodziło  raczej  o  strach?  Przyjrzawszy  się  nieznajomej 

bliżej, Ervin zdołał dostrzec pot zraszający jej czoło.

 

– 

Toni – wydyszała Sable, nie stosując się do prośby Erica mówiącej o 

powierzeniu mu rozmowy.

 

Dawna Jane wyglądała tak, jakby ktoś ją uderzył; jej twarz pobladła, 

background image

a oczy rozszerzyło zatroskanie.

 

– 

Znasz  ją?  –  Spytał  Ryan,  również  łamiąc  zasadę  związaną  z 

milczeniem.

 

– 

Tak, zastąpiła mnie po tym, jak opuściłam Corbina.

 

– 

Och. – Chłopak nie wiedział, czy ma się bać tej dziewczyny, czy też 

może jej współczuć.

 

Wielkolud  rzucił  im  spojrzenie  z  rodzaju:  bardzo  się  cieszę,  że 

wypełniacie moje polecenia.

 

Do  tego  momentu  Ervin  nie  miał  pojęcia  o  tym,  że  spojrzenia  są  w 

stanie  zastępować  sarkazm.  Zamknąwszy  się  ostatecznie,  chłopak 

wyprostował się i przyjął pozycję prawdziwego wojownika. 

– 

Po co tu przyszłaś, Toni? – Spytał kobiety Eric.

 

Odsunął sobie krzesło i usiadł naprzeciwko niej.

 

Mimo że kierował pod jej adresem oceniające spojrzenie, Toni wcale 

się  go  nie  ulękła.  Ryan  wbrew  sobie  podziwiał  niezłomność  jej  charakteru. 

Nie każdy potrafił postawić się przywódcy Droneów.

 

– 

Po  pierwsze –  odpowiedziała  wampirzyca  ostrym  tonem  –  nikt ze 

Zwierzchnictwa nie może wiedzieć o tym, że tutaj przyszłam. Gdyby Corbin 

odkrył prawdę, zabiłby mnie.

 

Wargi  wielkoluda  wygięły  się  w  diabolicznym  uśmieszku,  ukazując 

kły.

 

– 

Serio? Kiedy ostatni raz sprawdzałem, nie podcierałaś sobie nawet 

background image

tyłka bez zgody Corbiego.

 

Na  policzkach  Toni  pojawiły  się  rumieńce,  co  stanowiło  jedyny 

dowód tego, jak bardzo ubodła ją uwaga Erica.

 

– 

To,  że  muszę kłaść  się  w  łóżku  Corbina  ilekroć  on  tego  zapragnie, 

nie  oznacza,  że  jest  mi  bliski.  Potrafi  zdobywać  to,  czego  pożąda,  bez 

względu na środki. Sable powinna ci już o tym opowiedzieć.

 

Teraz  to  szef  Droneów  się  zarumienił.  Zacisnął  mocno  szczękę  i 

spojrzał  na  swoją  partnerkę.  Była  ona  zbyt  zajęta  gapieniem  się  na  gościa, 

żeby  zdawać  sobie  z  tego  sprawę.  Ryan  coraz  bardziej  się  niepokoił,  kiedy 

odkrył, że oddech jego kochanki staje się nierówny i przerywany, a ona sama 
robi  wszystko  co  w  jej  mocy,  żeby  utrzymać  go  pod  kontrolą.  Wizyta  Toni 

musiała  najwyraźniej  przywołać  złe  wspomnienia.  Mimo  że  chłopak 

najbardziej  w  świecie  pragnął  podejść  do  Sable  i  ją  pocieszyć,  zwalczył  to 
pragnienie.

 

– 

Ale nadal pracujesz u jego boku – odparował Eric. – Jak możesz tak 

w ogóle mówić? Jesteś Dronem, tak jak my.

 

– 

Postanowiłam zapomnieć o swoich rządach i zrobić to, co słuszne. – 

Kiedy blondynka przetarła dłonią twarz, Ervin spostrzegł, że jej ręka drży.

 

– 

A my mamy uwierzyć w tę nagłą przemianę? – Kłócił się wielkolud.

 

– 

Tak – syknęła Toni.

 

Nie wykonawszy uprzednio najmniejszego ruchu, Eric spytał:

 

– 

Dlaczego?

 

background image

– 

Ponieważ moje życie nie jest już nic warte. – W błękitnych oczach 

blondynki  pojawiły  się  wreszcie  jakieś  emocje  i  był  to  przede  wszystkim 

wstyd. – Jestem skończona, mam dość. Już dłużej tego nie zniosę, dlatego 

też  odkryłam,  że  nim  to  wszystko  się  skończy,  mogę  równie  dobrze  zrobić 
jeszcze coś dobrego.

 

Sable uczyniła krok w przód.

 

– 

Nie  mówisz  poważnie,  Toni.  Możesz  porzucić  go  tak  samo  jak  ja. 

Chodź i zostań z nami.

 

Z piersi blondynki wyrwał się urywany śmiech.

 

– 

Corbin powiedział mi, że nie pozwoli na to, aby opuściła go kolejna 

kobieta.  Zagroził,  że  jeśli  podejmę  taką  próbę,  zabije  nie  tylko  mnie,  ale 
każdego, kto mi pomagał.

 

– 

Znajdziemy jakieś wyjście – powiedziała Sable łagodnie.

 

– 

Nie. – Blondynka potrząsnęła mocno głową. – Jestem gotowa, by to 

się skończyło. Po tym wszystkim, co Corbin mi zrobił, nie chcę żyć w bólu, z 

koszmarami  i  poczuciem  winy.  Nie  mogę  mu  już  nic  ofiarować.  Pragnę 

uczynić jedną dobrą rzecz przed swoją śmiercią. Dlatego też przyszłam tutaj, 
żeby was ostrzec.

 

– 

Ostrzec  nas  przed  czym?  –  Spytał  Eric,  a  ton  jego  głosu  stał  się  o 

wiele delikatniejszy niż wcześniej.

 

Toni złączyła przed sobą dłonie.

 

– 

Corbin wie, że szkolicie się, żeby zorganizować powstanie. Planuje 

zjawić się tutaj i zabić wszystkich z was.

 

background image

Ta szokująca nowina sprawiła, że w pomieszczeniu zapadła cisza. Czy 

Zwierzchnictwo naprawdę nosiło się z zamiarem wpadnięcia tu i zniszczenia 

całego klanu? Jedno spojrzenie na twarz Erica powiedziało im wszystkim, że 

to  faktycznie  możliwe.  Ich  przywódca  był  przerażony,  szczerze  przerażony. 
Coś na kształt pierwotnego strachu przeszyło ciało Ryana.

 

– 

Kiedy? – Zdołał w końcu wydusić wielkolud.

 

W oczach Toni stanęły łzy.

 

– 

Za mniej niż sześć godzin.

 

– 

O mój Boże – wyszeptał Eric. – Jak więc ewakuujemy kampus?

 

Blondynka pokręciła ze smutkiem głową.

 

– 

Przepraszam.  Starałam  się  zjawić  tutaj  wcześniej,  ale  nie  mogłam 

się wymknąć. Wiem, że to nie wystarczy, ale starałam się ze wszystkich sił. – 

Kiedy zaczerpnęła drżący oddech, w jej oczach zalśniły łzy.

 

Ryan czuł, że to nietypowe zachowanie dla nieznajomej. Żeby przeżyć 

tak długo pod tyrańskimi rządami Corbina, dziewczyna musiała wykształcić 
w sobie dystans.

 

Sable podbiegła do Toni, ujęła jej dłoń i delikatnie ją ścisnęła.

 

– 

Świetnie sobie poradziłaś. Nasz klan jest ci dłużny.

 

– 

Nigdy nie chciałam z nim żyć – wyznała blondynka. Jej emanujące 

obłędem  oblicze  zwracało  się  prosto  w  stronę  dawnej  Jane.  –  Kiedy 

odeszłaś,  on  mną  ciebie  zastąpił.  Z  tego  powodu  przez  bardzo  długi  czas 
szczerze cię nienawidziłam. Czy mi to kiedyś wybaczysz?

 

background image

Ryan spuścił wzrok, czując się nagle jak intruz. Eric musiał podzielać 

jego zdanie, ponieważ nabrał głośno powietrze w płuca i wtrącił:

 

– 

Toni,  nie  mogę  dopuścić  do  tego,  byś  do  niego  wróciła.  Jeśli  ten 

szatan odkryje, co uczyniłaś, zabiję cię i to wcale nie w miły sposób.

 

Niska dziewczyna wstała z miejsca, prostując ramiona.

 

– 

Muszę  wrócić.  Jeśli  tego  nie  zrobię,  Corbin  zorientuje  się,  że 

zjawiłam  się  tutaj,  żeby  was  ostrzec  i  zaatakuje  wcześniej.  Wasza  grupa 
potrzebuje  każdej  minuty  na  ewakuację  i  odejście  na  tyle  daleko,  żeby 

Zwierzchnictwo nie mogło was wytropić.

 

– 

Nie  mogę  tak  po  prostu  siedzieć  i  patrzeć,  jak  się  poświęcasz  – 

sprzeczał się Eric.

 

Toni okrążyła biurko i stanęła z nim twarzą w twarz.

 

– 

Nie może zabić mnie, bo już i tak  przez niego nie żyję. Pozwól mi 

zrobić  jedną  dobrą  rzecz  w  swoim  życiu.  Wiem,  że  są  tutaj  dzieci.  Jeśli 
poczuję, że im pomogłam, będę mogła umrzeć szczęśliwie.

 

Wielkolud spojrzał w bok, nic nie odpowiadając.

 

Blondynka położyła mu dłonie na barkach i wyszeptała:

 

– 

Proszę?

 

Po upływie kilku sekund Eric wreszcie skinął sztywno głową, mimo że 

wciąż wlepiał wzrok w ziemię. Toni poklepała go przyjacielsko po ramieniu, 

mijając próg pomieszczenia i zamykając za sobą drzwi.

 

Przywódca klanu przeciągnął ręką po twarzy, warcząc:

 

background image

– 

Idźmy zmobilizować cały klan. Musimy zabrać stąd dzieci najdalej 

jak to możliwe, by Zwierzchnictwo nie mogło ich wytropić.

 

Ryan  wraz  z  Sable  przytaknęli  i  poszli  w  ślad  za  Erickiem, 

opuszczając jego biuro.

 

 

Rozdział 10

 

Zapisek  znaleziony  na  odwrocie  książki  „A  zatem  stałeś  się 

wampirem.  Szybka  broszura  instruktażowa  dla  początkujących”, 

porzuconej w Kampusie Droneów w Hadley: Pieprzcie się razem ze swoimi 
zasadami.  Możecie  wsadzić  je  sobie  tam,  gdzie  nie  dochodzi  słońce. 
Pozdrowienia i całuski – Ryan Ervin, kiedyś nowonarodzony.

 

 

 

***** 

 

 

 

–  Musicie  jechać!  –  Krzyknął  Ryan,  trzaskając  drzwiami 

odremontowanego szkolnego autobusu. – Ruszajcie! 

Pojazd  jechał  jako  pierwszy  w  długim  konwoju  busów,  które 

background image

przewoziły  dzieci  oraz  cywilnych  członków  klanu.  Uzbrojony  strażnik 

siedzący  na  przednim  siedzeniu  machnął  gwałtownie  ręką.  Był  jednym  z 

tuzina  wampirzych  wojowników,  których  wysłano  wraz  z  transportem  w 

celach ochronnych. Ervin schował swoje M16 do pokrowca na plecy i patrzył 
w  ślad  za  odchodzącymi  pobratymcami.  Micah  i  Zeke  trwali  u  jego  boku, 

obaj w pełnym ekwipunku bojowym.

 

Głowa Misty wychyliła się z jednego z okien.

 

– 

Ryan – zawołała dziewczynka, wyciągając do niego rękę.

 

Chłopak podbiegł do jadącego pojazdu. Kiedy znalazł się w końcu w 

jego  pobliżu,  ten  nadal  jechał  przed  siebie,  a  zatem  wampir  musiał 
dotrzymywać mu kroku.

 

– 

Czego chcesz? – Spytał małą wampirzycę.

 

Jej  długie  włosy  zwisały  luźno,  splątane,  ponieważ  Ryan  nie  miał 

czasu, żeby je uczesać. Naprawdę powinienem coś z nimi zrobić. Teraz ona 

odjeżdża,  Bóg  wie  gdzie,  z  bałaganem  na  głowie.  Wiatr  pochwycił  jej 

kosmyki i smagał nimi Misty po buzi.

 

– Zaopiekuj się moim tatusiem – błagała, wyciągając jeszcze mocniej 

rękę. 

Ervin zdołał dostrzec wypalone w jej młodej skórze D. Jest za młoda, 

żeby  tak  ją  traktować.  Jest  za  młoda,  żeby  uciekać.  Jej  dziecięce  rysy 

twarzy wykrzywiała troska.

 

– Nie pozwól mu umrzeć. 

Ryan rozprostował górną kończynę, nim ich palce nie połączyły się na 

background image

jedną cenną sekundę.

 

– 

Obiecuję,  że  nie  dopuszczę,  by  coś  mu  się  stało.  –  Chłopak  nie 

umiał już nadążyć za pojazdem, który wkrótce zabrał dziewczynkę poza jego 

zasięg.

 

Przystając,  żeby  złapać  oddech,  wampir  przyglądał  się,  jak  Misty 

odjeżdża, stając się w końcu zupełnie niewidoczna.

 

Zeke zbliżył się do towarzysza, stając obok niego.

 

– 

Nie uczesałem jej – wydyszał Ryan, nadal zdyszany po biegu.

 

– 

Nic  nie  szkodzi.  Jestem  pewien,  że  Misty  nie  ma  o  to  żalu  – 

zapewnił go wielkolud tym swoim grobowym tonem głosu.

 

Ervin pokręcił głową.

 

– 

Właśnie,  że  szkodzi.  Ona  zniknęła,  a  ja  prawdopodobnie  nigdy 

więcej jej nie zobaczę. Nie uczesałem jej.

 

Zeke  zacisnął  szczękę  i  patrzył  w  ślad  za  niewidocznym  już 

konwojem.  Wszystko,  co  po  nim  zostało,  to  chmura  kurzu.  Ci,  którzy  tu 

pozostali,  wiedzieli,  że  prawdopodobnie  nie  spotkają  się  z  resztą  klanu. 
Zostając  tutaj  i  stawiając  możliwie  jak  najdłużej  opór  Zwierzchnictwu, 

dawali przyjaciołom czas na ucieczkę, jednak miało ich to słono kosztować. 

Wszyscy czuli głęboko w swoich sercach, że nie przeżyją ataku.

 

Prostując się, Ryan postanowił wziąć się w garść.

 

– 

Chodźmy. Eric oczekuje nas na dachu.

 

Zeke  obrzucił  jeszcze  drogę  ostatnim  długim  spojrzeniem,  po  czym 

background image

skinął głową i ruszył w ślad za towarzyszem. Wrzask dobiegający od strony 

tylnego  wejścia  do  budynku  wzmógł  czujność  obu  Droneów.  Odgłos 

przypominał pisk samochodowych opon i docierał do ich uszu od północy. 

Zarówno Zeke jak i Ryn gnali co sił w nogach – młodszy wampir z przodu, 
starszy  z  tyłu.  Za  rogiem  spotkali  się  z  Sable  oraz  Ericiem,  którzy  również 

postanowili  zidentyfikować  źródło  hałasu.  Wszyscy  wyciągnęli  pistolety  w 
gotowości.

 

– 

Czy myślicie, że przystąpili już do ataku? – Spytał Ervin.

 

– 

Nie  wydaje  mi  się  –  odpowiedział  szef  oddziału.  –  To tylko  jedno 

auto.

 

Tak  faktycznie  było.  Ciemny  SUV  wreszcie  się  zatrzymał,  a  z  jego 

wnętrza  wysiadł  powoli  wysoki  mężczyzna,  unosząc  w  górę  dłonie.  Światło 

księżyca  podświetliło  ostre  rysy  jego  sylwetki,  tańcząc  na  ogolonej  głowie. 
Jego  ciemną  skórę  skrapiał  obficie  pot,  a  w  brązowych  oczach  czaiła  się 
obawa. Mimo że facet miał na sobie ciemny uniform służb Zwierzchnictwa, 

to pokrywała go gęsto krew.

 

– 

Cholera,  jest  naprawdę  wielki  –  wyszeptał  Zeke  i  tak 

optymistycznym tonem.

 

– 

Nazywam się Jonas – zawołał mężczyzna basem. – Szukam Erica.

 

– 

No to go znalazłeś – odpowiedział przywódca Droneów, robiąc krok 

naprzód. – Czego chcesz?

 

– 

Twojej pomocy – odparł wielkolud, a w tonie jego głosu pojawił się 

pośpiech.

 

background image

Facet  sięgnął  dłonią  na  przednie  siedzenie,  wyciągając  stamtąd 

niewielkie zawiniątko.

 

Po  upływie  kilku  sekund  Ryan  zdołał  dostrzec,  że  Jonas  trzyma  w 

objęciach  jakąś  kobietę.  Okazała  się  nieprzytomna,  a  intensywny  zapach 

krwi świadczył o tym, że została poważnie ranna. Sable jęknęła zaskoczona, 
a  wtedy  Ervin  dostrzegł  długie  blond  włosy.  To  była  Toni,  a  Corbin 
najwyraźniej odkrył, że go zdradziła. Eric skinął na Zeke i Ryana, żeby udali 

się  w  tamtym  kierunku  z  zamiarem  udzielenia  pomocy,  a  on  i  jego  dawna 
partnerka dalej trzymali ich na muszce.

 

– 

Mam jeszcze jednego rannego Dronea na tylnym siedzeniu. – Jonas 

zachwiał się odrobinę, kiedy Zeke zabrał od niego Toni.

 

Zarówno  ona  jak  i  mężczyzna  zostali  pocięci  i  pogryzieni  w  wielu 

miejscach.

 

Ervin  ostrożnie  zbliżył  się  do  pojazdu  i  otworzył  tylne  drzwiczki. 

Młody  chłopiec  leżał  zwinięty  na  kanapie,  a  jego  powieki  pozostawały 
przymknięte.  Blond  włosy  dzieciaka  pokrywała  przyschnięta  krew,  która 

gromadziła  się  także  w  pobliżu  jego  warg.  Rozciągnąwszy  się  na  długość 

sylwetki na siedzeniu, Ryan starał się wybudzić młodzieńca, ale ten jedynie 
pisnął i zwinął się w kłębek. Cofnąwszy się o krok, wampir przyszpilił Jonasa 
wzrokiem.

 

– 

Co się, do diabła, stało?

 

– 

Corbin  czekał  już  na  Toni,  kiedy  wróciła.  Nie  ucieszyło  go,  że 

opuściła  go  bez  pozwolenia,  zdecydował  się  więc  na  ukaranie  jej.  –  Ervin 
popatrzył na rannego chłopca. 

 

background image

Pod  pokrywą  z  krwi  jego  włosy  miały  ten  sam  odcień  co Toni.  Jego 

oczy  pozostawały  przymknięte,  ale  Ryan  założyłby  się  o  to,  że  są  tak  samo 

błękitne  jak  jej.  Obrzydzenie  i  niedowierzanie  przepełniło  go  całego,  kiedy 

odkrył, jak kara spotkała blondynkę.

 

Jonas kontynuował swoją przemowę zduszonym głosem:

 

– 

Corbin  uprowadził  młodszego,  ludzkiego  brata  Toni.  Mimo  że 

dziewczyna  nie  widziała  go  od  dziesięciu  lat,  zawsze  czuwała  nad  nim  z 

oddali  i  szczerze  go  kochała.  Ten  dzieciak  to  wszystko  co  miała,  i  Corbin 

zdawał sobie z tego sprawę.

 

– 

O mój Boże – wydyszała Sable. – Czy chcesz nam powiedzieć, że ten 

diabeł przemienił brata Toni?

 

– 

Przywiązał ją do krzesła i kazał patrzeć na to, jak sam  rozpoczyna 

przemianę. – Jonas wyglądał na szczerze wściekłego. – Kiedy transformacja 
się  rozpoczęła,  rozwiązał  ją  i  zostawił  tych  dwoje  w  zamkniętym  pokoju. 

Toni  nie  miała  innego  wyboru  niż  dokończyć  proces  przemiany,  żeby 
Brenden  nie  zdziczał.  Biedny  dzieciak  nie  umiał  nad  sobą  zapanować  i 

zabrał  jej  za  dużo  krwi.  Kiedy  wreszcie  udało  mi  się  do  nich  dotrzeć,  ona 

była już w tym stanie. – Wielkolud wskazał na Toni, nadal leżącą bezwładnie 
w  objęciach  Zeke.  –  Nie  wiedziałem,  gdzie  jeszcze  mógłbym  ich  zabrać. 
Pamiętam, że macie swojego lekarza.

 

– 

Skąd mamy wiedzieć, że to nie pułapka? – Spytał podejrzliwie Eric.

 

– 

Nie możecie tego wiedzieć – odparł Jonas i znowu się zachwiał. Nie 

ulegało wątpliwości, że on także ofiarował Brendenowi sporo własnej krwi. 
– Toni zjawiła się u was, żeby przestrzec was przed zbliżającym się atakiem. 

background image

Mam nadzieję, że to nakłoni was do tego, by zająć się nią i jej bratem. Jeśli 

chcecie, odejdę, ale nie odtrącajcie ich.

 

Dahlia przedarła się przebojem przez tłum, który zdołał się już tutaj 

zebrać i popatrzyła znacząco na Erica.

 

– 

Zabieram  ich  do  swojej  kliniki.  Wszystkich  troje.  Jeśli  wam  to 

przeszkadza, wyślijcie za nami strażnika.

 

Przywódca  odwzajemnił  jej  spojrzenie,  po  czym  skinął  niechętnie 

głową.

 

Ryan sięgnął rękoma do wnętrza wozu i wydobył stamtąd Brendena. 

Dzieciak  okazał  się  lekki  i  cholernie  młody,  liczył  sobie  prawdopodobnie 

osiemnaście,  w  najlepszym  wypadku  dziewiętnaście  lat.  Kiedy  Ervin 
transportował go do kliniki, ten otworzył w końcu oczy.

 

– 

To nie był sen, prawda? – Wyszeptał. – Naprawdę ją skrzywdziłem.

 

– 

Idź dalej spać – zachęcił go wampir. – Wszystko się jakoś ułoży.

 

– 

O cholera. – Głos dzieciaka nabrał histerycznego wydźwięku. – Co 

się, do licha, ze mną dzieje?

 

Rozmawiając  przez  chwilę  o  uczuciu  deja  vi,  dotarli  w  końcu  do 

części szpitalnej kampusu. Ryan ułożył chłopaka na najbliższej kozetce. Zeke 

umiejscowił Toni na tym samym łóżku co jej brata. Teraz, kiedy przemiana 
już się zakończyła, Brenden nie stwarzał już zagrożenia, a jej bliskość mogła 

mu  pomóc.  Dahlia  zachęciła  Jonasa,  żeby  zajął  posłanie  ulokowane  na 

prawo  od  tej  dwójki.  Gigant  wykonał  polecenie,  zwracając  się  twarzą  w 
stronę Toni i jej brata, jakby czując ciągłą potrzebę, by ich doglądać.

 

background image

Brenden spoglądał na swoją siostrę, a w jego oczach jawił się strach.

 

– 

Kiedy  dorosłem,  zacząłem  jej  szukać.  Pracowałem  na  dwóch 

etatach, żeby opłacić prywatne śledztwo. Każdy twierdził, że to strata czasu, 

a  ona  sama  nie  żyje.  Ale  ja  wiedziałem.  Wiedziałem,  że  nie  umarła. 

Wydobrzeje?

 

– 

Potrzebuje trochę krwi, ale poza tym nic jej nie będzie – pocieszyła 

go  lekarka, gromadząc  kolejne  medykamenty.  –  Idź  spać,  nowonarodzony, 

ja będę ją dla ciebie chronić.

 

Zarzuciwszy jedno ramię wokół jej talii, Brenden westchnął donośnie 

i zamknął oczy. Ryan przypatrywał się temu wszystkiemu z przerażeniem w 
oczach. Mógł sobie jedynie wyobrazić koszmar, jaki przeżywała blondynka, 

patrząc na transformację swojego brata. Cały klan tak wiele zawdzięczał tej 

kobiecie. Ervin odwrócił się, żeby zobaczyć, jak trzyma się Sable. Gapiła się 
na tę scenkę, a po jej policzkach spływały łzy.

 

Wiedząc  o  tym,  że  kochanka  będzie  wstydziła  się  chwili  słabości, 

otoczył  ją  ramieniem  i  powiódł  z  powrotem  na  dach,  gdzie  zasłona  z 

ciemności mogła zapewnić jej niewidoczność.

 

 

 

*****

 

 

 

background image

Ryan wiercił się, krzywiąc, kiedy asfalt wylany na dachu wpił mu się 

w brzuch. Leżący na prawo Eric zdawał się nie czuć żadnego dyskomfortu. 

Przywódca nie poruszał się pod wojskowym mundurem – jedynie jego oczy 

bacznie obserwowały otoczenie, a klatka piersiowa unosiła się przy każdym 
oddechu.  Wielkolud  przypominał  Ervinowi  kobrę  tuż  przed  atakiem  – 

śmiertelnym i trującym.

 

Sable przyczołgała się do nich i usadowiła u boku kochanka.

 

– 

Skontaktowaliśmy  się  z  konwojem.  Przed  tamtym  incydentem 

zdołali dotrzeć do drugiego punktu kontrolnego.

 

Eric  zareagował  na  tę  informację  lakonicznym  skinieniem  głowy. 

Ryan  nie  miał  bladego  pojęcia,  gdzie  zmierzają  Misty  oraz  reszta  klanu. 

Jedynie  przywódca  dysponował  takimi  wiadomościami.  W  ten  sposób 

chcieli  ograniczyć  możliwość,  że  któreś  z  nich  zostanie  złapane  i 
torturowane z zamiarem zdobycia takiej wiedzy. 

 

Jaka  to  cudowna  świadomość,  pomyślał  do  siebie  Ervin.  Zaledwie 

rok temu leżałem w swoim pokoju w akademiku i zastanawiałem się nad 

tym,  na  jaką  imprezę  się  wybrać.  Teraz  zaś  jestem  żołnierzem,  gotowym 

poświęcić się dla innych. 

 

Chłopak przypomniał sobie Misty i pojął, że podobna ofiara jest tego 

warta. Mikrofon wsunięty w ucho Erica zbudził się do życia, kiedy jeden ze 

strażników złożył raport: 

– 

Czyści zostali wypatrzeni. Zbliżają się pieszo od północy.

 

Ryan  popatrzył  w  tamtą  stronę.  Teren  od  północy  porastały  gęsto 

drzewa,  dlatego  też  Zwierzchnictwo  musiało  zdecydować  się  na  atak  z 

background image

tamtego  kierunku.  Dzięki  wyczulonym  wampirzym  zmysłom,  chłopak 

potrafił  wyczuć  ich  już  z  odległości  kilkuset  jardów.  Było  ich  zaledwie 

czterdziestu  i  zakradali  się  do  kampusu  z  wyciągniętą  przed  siebie  bronią. 

Mieli  ze  sobą  ciężką  broń  palną  oraz  naboje,  ponieważ  wbrew  temu,  co 
mówią  mity,  wampiry  bardzo  łatwo  giną  od  rany  postrzałowej.  Należy  się 

jedynie upewnić, że będzie to strzał w głowę. 

 

Kolejna cudowna myśl. 

Eric  nie  odpowiedział  nic  na  głos,  zamiast  tego  skinął  głową  dwóm 

snajperom rozlokowanym na przeciwległych krańcach dachu. Ci wyciągnęli 
swoje M16, gotowi na oddanie strzału. Pełne napięcia sekundy mijały, kiedy 

strzelcy  szykowali  się  do  ataku.  Pomimo  nocnego  chłodu  Ryan  poczuł,  jak 

wzdłuż  kręgosłupa  spływa  mu  pot.  Cisza  zdawała  się  rozsadzać  czaszkę 
wampira,  gdy  wszyscy  zgromadzeni  czekali  na  rozpoczęcie  akcji  obronnej 
kampusu. W końcu padły dwa krótkie wystrzały. 

Ervin  skupił  uwagę  na  atakujących,  czekając  na  ich  reakcję.  Dwóch 

Czystych  upadło  na  ziemię  niczym  tona  cegieł,  gdy  pociski  rozerwały  im 

czaszki. Podwójna łuna rozświetliła nocne niebo, gdy słudzy Zwierzchnictwa 
zamieniali  się  od  środka  w  proch.  Pozostali  najeźdźcy  unieśli  broń, 

rozglądając się na boki w poszukiwaniu źródła rażenia.

 

Rozległy  się  następne  dwa  strzały.  Kolejne  dwa  wampiry  upadły  na 

glebę,  stając  w  płomieniach.  Czyści  panikowali,  próbując  zidentyfikować 
atakujących. Zwierzchnictwo  nie  doceniło  klanu  Droneów. Mimo że u  stóp 

leżały  im  popioły  ich  pobratymców,  oni  sami  wciąż  wyglądali  na 

zaskoczonych. Podbudowywało to morale obrońców kampusu.

 

Dwa wystrzały, dwa ciała, dwie ogniste łuny.

 

background image

Najeźdźcy  naprawdę  się  teraz  pieklili.  Jeden  z  nich  strzelił  nawet  z 

karabinu maszynowego, kierując ogień w stronę drzew. Eric dał znak trzem 

Droneom uzbrojonym w  granatniki.  Ci  przygotowali  się do  ataku,  czekając 

na dyspozycje swojego przywódcy.

 

Czyści sprawiali wrażenie przestraszonych, ale wciąż brnęli naprzód. 

Rozdzielili się na niewielkie grupki, zamiast przeć przed siebie jedną zwartą 
ścianą. Kiedy znaleźli się w polu rażenia, Eric wskazał w ich stronę dwoma 

palcami. Trzech snajperów skinęło głowami, uzbrajając granatniki.

 

Jasna łuna opromieniła najeźdźców, gdy ci zorientowali się w tym, co 

się stało. Krzyki przerażenia mieszały się ze strachem. Ryan uśmiechnął się, 

czując,  jak  drzemiący  w  nim  drapieżnik  właśnie  budzi  się  do  życia. 

Snajperzy  zdjęli  blisko  połowę  sługusów  Zwierzchnictwa.  Zapach  dymu, 
prochu  i  palącej  się  skóry  wypełnił  powietrze.  Las  ulokowany  za  plecami 
Czystych  stanął  w  ogniu,  dodając  całej  scenie  rzezi  jeszcze  więcej 

makabryzmu.

 

– 

Teraz! – Krzyknął Eric, podrywając się z ziemi. 

 

Uniósłszy broń, zaczął oddawać strzały w stronę tłumu wrogów.

 

Wszystkie Droney poszły w ślad za swoim szefem, wstając i celując w 

najeźdźców.  Ervin  wypatrzył  agenta  Zwierzchnictwa,  który  go  naznaczył. 
Wspomnienie znamienia zdobiącego maleńkie ramię Misty wypełniło umysł 

chłopaka,  wzmagając  pragnienie  zemsty.  Nie  chodziło  już  o  Ryana,  ale  o 

dziecko  i  każdego  innego  członka  klanu,  jakiego  skrzywdził  ten  wampir. 
Starając  się  o  jak  największą  precyzję,  młody  Drone  zdjął  agenta  strzałem 

prosto w głowę.

 

background image

Sable  pozbyła  się  następnego  z  nich,  a  kochanek  zaadresował  jej 

uśmiech. Dziewczyna odwzajemniła go. Jej skóra błyszczała w blasku ognia. 

Jej  działanie  powodowane  było  radosną  wendettą,  ale  Ryan  nie  winił  jej, 

wiedząc,  że  nareszcie  może  pomścić  to,  co  się  jej  przytrafiło.  Sable  mogła 
nareszcie wcisnąć im wszystkie ich zasady i prawa głęboko w tyłek.

 

Ervin żałował tylko tego, że Corbina nie było w grupie atakujących. Z 

chęcią  utrzymałby  go  przy  życiu,  żeby  odpłacić  mu  za  wszystko,  co  zrobił 

jego kobiecie. Rozdrażniony, ale nie zrezygnowany Ryan zmusił się do tego, 
by  zaakceptować  taki  stan  rzeczy.  Nadal  planował  być  tym,  który  uśmierci 

szefa Zwierzchnictwa. Będzie musiał po prostu poczekać na inną okazję.

 

Jedynie  garstka  Czystych  nadal  kręciła  się  pod  kampusem,  nie 

próbując nawet stawiać im oporu. Zbyt przerażeni i zszokowani mobilizacją 
Droneów przypominali bezładną krzątaninę ciał. W końcu jeden z nich dał 
znak do odwrotu i wkrótce ocalali biegli w kierunku zadrzewień.

 

Podwładni  Erica  stali  kilkanaście  sekund  w  kompletnej  ciszy,  nim 

wreszcie  dotarło  do  nich,  iż  tym  razem  wygrali.  Po  jakimś  czasie  ktoś 

krzyknął  radośnie,  a  reszta  dołączyła  do  niego,  obwieszczając  zwycięstwo. 
Sable  zarzuciła  ramiona  na  szyję  Ryna,  on  natomiast  przyjął  ciepło,  jakie 

oferował  uścisk  wampirzycy.  Ich  pobratymcy  również  obściskiwali  się, 
przybijając sobie piątki.

 

– 

Bardzo cię kocham. – Dawna Jane objęła swego kochanka jeszcze 

mocniej.

 

– 

Takie  zapewnienie  nigdy  mi  się  nie  znudzi.  –  Odwzajemnił 

pieszczotę. – Ja też cię kocham. A teraz zabierajmy się stąd.

 

background image

 

 

***** 

 

 

Ryan siedział na tylnym siedzeniu vana, Sable zaś znajdowała się tuż 

obok,  opierając  mu  głowę  na  ramieniu.  Towarzyszyli  im  Eric,  Toni  i 

Brenden.  Blondynka  przytulała  brata,  układając  sobie  jego  potylicę  na 
kolanach  i  głaszcząc  go  po  włosach.  Do  jej  przedramienia  przyczepiono 

kroplówkę,  która  podawała  jej  krew.  Nowoprzemieniony  wampir  spał 
spokojnie,  zdając  się  uspokajać  pod  wpływem  obecności  siostry.  Jonas 

siedział  po  drugiej  stronie,  ułożywszy  rękę  na  spuście  pistoletu,  mimo  że 
jego oczy wydawały się zamknięte, a on sam wyglądał, jakby odpoczywał.

 

– 

Tak strasznie się myliłam – powiedziała Toni słabiutkim głosem.

 

– 

Odnośnie czego? – Spytał Ryan.

 

– 

Miałam coś do stracenia. – Blondynka zaczerpnęła drżący oddech. 

Agonia  drzemiąca  w  jej  oczach  nadawała  jej  wygląd  stulatki.  –  Nigdy  nie 

myślałam,  że  ten  drań  zaatakuje  moją  rodzinę.  To  był  głupi  błąd  i  teraz 
straciłam Brendena.

 

– 

Nie  straciłaś  go.  – Ervin  wskazał  na syna  marnotrawnego.  –  Leży 

tutaj, w twoich ramionach.

 

– 

Ale teraz jest wampirem i to Dronem. Jakie to życie?

 

background image

Przyciągając  Sable  mocniej  do  siebie,  Ryan  pocałował  ją  w  czubek 

głowy.

 

– 

W pewnym sensie już się do tego przyzwyczaiłem. Nie zamieniłbym 

się z nikim za żadne skarby świata.

 

Toni wywróciła oczami, parskając.

 

– 

Czy wy dwoje zawsze jesteście tak obrzydliwi?

 

– 

Tak – odpowiedział Eric, przyjmując połączenie telefoniczne.

 

– 

Wiem, że to wszystko jest teraz nieco przytłaczające. – Dawna Jane 

próbowała pocieszyć koleżankę. – Ale z czasem stanie się prostsze.

 

Oblicze Toni zmieniło się w lodową maskę.

 

– 

Jedynym  sposobem,  by  sprawy  stały  się  prostsze,  jest  zabicie 

Corbina. Ten sukinsyn zapłaci za to, co zrobił mojemu bratu. Nawet jeśli ja 

sama także zginę.

 

Okej,  rozgorączkowanie  i  pasja  nie  pasowały  do  tej  panienki. 

Zapewne nie przyjęłaby zaproszenia na ślub. Fakt ten przypomniał Ryanowi 

o tym, co miał powiedzieć.

 

– 

Hej, Sable – powiedział, przelotnie ją całując. – Wyjdziesz za mnie?

 

Niebieskie oczy wampirzycy zrobiły się wielkie od szoku, a jej wargi 

opuściło zduszone westchnienie.

 

– 

Wampiry się nie pobierają.

 

– 

A od kiedy cię to w ogóle obchodzi? No więc tak czy nie?

 

background image

Ująwszy  jego  twarz  w  obie  dłonie,  dziewczyna  posłała  mu  tak 

kochające spojrzenie, że on sam nagle stał się na dziesięć stóp wysoki.

 

– 

Oczywiście, że tak. Kocham cię, Ryan.

 

Pocałowali  się  z  taką  pasją,  że  musiało  to  ująć  nawet  chłodną  w 

obejściu Toni.

 

– 

Jesteście  obrzydliwi  –  przypomniała  im  blondynka,  choć 

zabrzmiało to bardzo chłodno.

 

Okej,  może  jednak  nie  zmienili  jej  postawy.  Eric  zatrzasnął  klapkę 

telefonu.

 

– 

Konwój dotarł do bezpiecznej kryjówki. Możemy do nich dołączyć.

 

–   

A  co  z  moim  bratem,  Jonasem  i  mną?  –  Toni  wzmocniła  uścisk 

wokół Brendena.

 

– 

Gdyby nie wasze ostrzeżenie moja córka by dziś zginęła. Mój klan 

jest wam winny dozgonną wdzięczność, a ja sam zapraszam was, byście do 

nas dołączyli.

 

– 

Gdzie nasz klan będzie teraz żył? – Sable przytuliła się mocniej do 

Ryana i splotła palce z jego własnymi.

 

– 

Jestem w kontakcie z przywódcą innego klanu. Oni również stali się 

świadkami  małego  incydentu  dzisiejszej  nocy  i  musieli  opuścić  swój  dom. 
Połączymy nasze siły i osiedlimy się w magazynie w Detroit.

 

– 

Detroit? – Ryan uniósł sceptycznie brew. – To miasto jest strasznie 

zatłoczone, musi tam być sporo Czystych. Na pewno szybko dowiedzą się o 

background image

naszej obecności.

 

Eric pokręcił głową.

 

– 

Detroit  kontrolują  wilkołaki.  Czyści  nie  postawią  tam  nogi,  gdyż 

wiedz, że nie są tam mile widziani. To idealne miejsce na naszą kryjówkę.

 

– 

Wilki nie będą miały nic przeciwko?

 

Słaby uśmiech wykwitł na wargach Toni.

 

– 

Wilki będą tym zachwycone, ponieważ to nieźle wkurzy Czystych.

 

Ryan przytknął. 

 

–  To  chyba  ma  sens.  A  zatem  mam  ostatnie  pytanie.  Czy  w  rzece 

Detroit naprawdę żyje morski potwór? 

Eric  rzucił  mu  kpiące  spojrzenie,  a  reszta  wampirów  zaniosła  się 

śmiechem.