background image

"Powiedziano mi, że jestem niemal tak niebezpieczny jak Tsunami."

- Kane, Władca Podziemi

" Powiedziano mi, że jestem Tsunami."

- Josephina Aisling

Rozdział 1

Nowy Jork
Obecnie

Josephina   Aisling   spojrzała   na   mężczyznę,   który   upadł   w   poprzek   motelowego   łóżka.   Był

nieśmiertelnym wojownikiem, pięknym w sposób, w który żaden śmiertelnik być nie może. Gładkie włosy w
kolorze kasztana i lnu rozlały się na poduszce, wielokolorowe kosmyki uformowały nieskazitelny widok,
zapraszając oczy by podziwiały minutę, później kolejną minutę... słodka litości, dlaczego nie wiecznie?

Miał na imię Kane. Miał długie, chłopięce rzęsy, solidny nos i uparty podbródek. Jego sześciopak był

wyrzeźbiony z tego rodzaju mięśni, które zyskuje się na najkrwawszych polach bitew. Nosił poplamione i
brudne spodnie, wiedziała o ogromnym tatuażu w kształcie motyla po prawej stronie jego biodra o grubym i
czarnym atramencie, trochę postrzępionym. Szczyty jego skrzydeł rozciągały się poza materiał i za każdym
razem malutkie fale przechodziły przez nie jakby chciały podnieść się z jego skóry - lub zagrzebać głębiej. 

Żadna z tych opcji nie była możliwa. Tatuaż był znamieniem absolutnego zła, widocznym znakiem

demona rezydującego wewnątrz ciała Kane'a.

Demon... zadrżała. Władcy piekła. Kłamcy, złodzieje. Mordercy. Byli ciemnością bez jakiegokolwiek

śladu światła. Kusili i zwodzili. Rujnowali, torturowali i niszczyli. 

Ale Kane nie był demonem. 
Jak każdy z jej rodzaju potężnych Wróżek, spędziła większą część życia obserwując Kane'a i jego

przyjaciół - Władców Podziemi. W zasadzie, na rozkaz Króla Wróżek, szpiedzy przebyli wiele krajów śledząc
wojowników, obserwując ich i raportując. Skrybowie pisali książki z historiami i obrazkami tego, czego byli
świadkami. Matki kupowały te książki i czytały je swoim dzieciom. Później, gdy te dzieci dorosły robiły swoje
własne zakupy, by dowiedzieć się co stało się następnie, to było zbyt silne by to zignorować. 

Władcy   Podziemi   stali   się   gwiazdami   najlepszej   z   najgorszych   oper   mydlanych   w   Seduire,   w

królestwie Wróżek. 

Josephina zawsze pochłaniała każdy detal. Zwłaszcza te o super seksownym Parysie i zniszczonym

samotnym Torinie. Kane, piękna tragedia, był na trzecim miejscu. Prawdopodobnie mogłaby wyrecytować
jego życiową historię lepiej niż swoją własną.

Miał tysiące lat. Miał cztery poważne związki w swoim życiu. Chociaż, przez jakiś czas, miał szereg

nic nieznaczących jedno nocnych przygód. Walczył w krwawej bitwie za krwawą bitwą z wrogami, Łowcami.
Trzy razy udało im się go złapać i torturować - a ona czekała, z zapartym tchem, by usłyszeć o jego ucieczce. 

Cofając się nawet bardziej, do początku, on i i jego przyjaciele ukradli i otworzyli puszkę Pandory,

uwalniając ze środka demony. Grecy byli wtedy przy władzy i zdecydowali ukarać wojowników poprzez
uczynienie z ich ciał pojemników dla każdego demona, którego uwolnili. Kane nosił w sobie Katastrofę.
Pozostali - Rozwiązłość, Zarazę, Nieufność, Przemoc, Śmierć, Ból, Gniew, Zwątpienie, Kłamstwo, Cierpienie,
Sekret i Porażkę. Każda kreatura niosła ze sobą wyniszczającą klątwę. 

Rozwiązłość musiał spać z inną kobietą każdego dnia albo słabł i umierał.
Zaraza nie mógł dotknąć innej żywej istoty bez rozpoczynania plagi. 

background image

Katastrofa powodował szkody gdziekolwiek poszedł Kane, fakt, pociął serce Josephiny w plastry i

odbijał się echem głęboko. Całe jej życie było katastrofą.

"Nie dotykaj mnie," wymamrotał, ostrym, bezlitosnym skrzypnięciem. Jego silne nogi skopywały

prześcieradła. "Zabierz ręce. Przestań. Powiedziałem przestań!"

Biedny Kane. Zawładnął nim kolejny koszmar. 
"Nikt cię nie dotyka," upewniła go. "Jesteś bezpieczny."
Uspokoił się, a ona odetchnęła z ulgą.
Kiedy   po   raz   pierwszy   go   spotkała   był   przykuty   łańcuchami   do   podestu   w   piekle,   jego   klatkę

piersiową zdobiła otwarta rana, jego żebra były obnażone, jego nadgarstki i kostki wisiały na ścięgnach.

Wyglądał jak kawał mięsa u lokalnego rzeźnika.
Będę miała dwa funty smażonego zada i funt wymiocin. 
Ohyda.   Po   prostu   ohyda.     Jestem   tobą   szczerze   zdegustowana.
  Przez   lata,   spędziła   tyle   czasu

samotnie, rozmowy ze sobą stały się jej jedynym źródłem rozrywki. .. i smutnym kompanem.  Powinnam
zamówić cztery funty wieprzowego schabu.

Pomijając jego stan, znalezienie go było najlepszą rzeczą, jaka jej się kiedykolwiek przytrafiła. Był jej

biletem do wolności. Albo... akceptacji?

Księżniczka   Synda,   jej   przybrana  siostra  i   najbardziej   brutalna  Wróżka   rodzaju   żeńskiego,   która

kiedykolwiek   się   urodziła,   nie   była   jednym   z   Władców,   choć   nosiła   demona   Nieodpowiedzialności.
Najwyraźniej było więcej demonów niż te które nosili nieposłuszni wojownicy, którzy ukradli puszkę. Reszta
przypadła więźniom Tartaru - podziemnego więzienia dla nieśmiertelnych. Pierwszy mąż Syndy był jednym z
więźniów, i w jakiś sposób, kiedy umarł demon znalazł drogę do niej.  

Kiedy   król   Wróżek   się   o   tym   dowiedział,   rozpoczął   poszukiwania   by   dowiedzieć   się   więcej

szczegółów i odnaleźć rozwiązanie.  Jak dotąd  nikt go nie znalazł. 

Mogłabym zaprowadzić Kane'a na spotkanie Wróżkowego Wysokiego Sądu, pokazać go, pozwolić

mu   odpowiedzieć   na   pytania   walnego   zgromadzenia,   a   mój   ojciec   mógłby   mnie   zauważyć,   zauważyć
pierwszy raz w życiu.

Jej ramiona opadły. Nie, nie zamierzam wracać.
Josephina zawsze była i zawsze będzie królewską dziewczyną do bicia, która będzie otrzymywać

karę, która należy się Ukochanej Syndie.

Zawsze wszystko co należało się Syndie. 
W zeszłym tygodniu, w przypływie złości, księżniczka spaliła na popiół królewską stadninę wraz ze

wszystkimi zwierzętami. Wyrok Josephiny? Bilet do niekończącego się portalu prowadzącego do piekła. 

W piekle, dzień był niczym tysiąc lat i tysiąc lat niczym dzień, co było jak niekończąca się wieczność.

Spadała w dół, w dół w osmoloną jamę. Krzyczała, ale nikt jej nie słyszał. Błagała o łaskę, ale nikt o to nie
dbał. Płakała, ale nigdy nie znalazła wsparcia. 

Później, ona i jeszcze inna dziewczyna wylądowały w centrum piekła. 
Teraz wyobrażając to sobie, nigdy nie była sama. 
Dziewczyna była Feniksem, rasą stworzoną przez Greków. Każdy wojownik czystej krwi pozyskał

zdolność do powstania z martwych. Znów i znów ponownie, rosnąc w siłę po każdym wskrzeszeniu - do
czasu aż nadejdzie prawdziwa śmierć. Wtedy nie będzie już więcej wskrzeszania. 

Kane zaczął się rzucać i jęczeć.
"Nie pozwolę by coś ci się stało," powiedziała do niego. 
I znów, znieruchomiał. 
Gdyby  tylko  Feniks reagowała  na nią  tak dobrze.  Kiedy dziewczyna  ujrzała  ją po raz  pierwszy,

nienawiść uderzyła w nią, nienawiść która była większa niż dziecko Tytanów - jak Josephina - i dziecko
Greków zazwyczaj czuły względem siebie. Lecz nawet wtedy, Feniks nie próbowała jej zabić, w zamian
pozwoliła jej podążać za sobą wgłąb jaskini, szukając wyjścia, bez okazywania ubywającej energii. Tak jak

background image

Josephina, chciała się wydostać.

Potykały   się   o   zbryzgane   szkarłatem   ściany,   wdychając   cuchnący   smród   siarki.   Stęki   i   jęki

rozbrzmiewały   w   ich   uszach,   tworząc   przerażającą   symfonię,   na   którą   nie   były   przygotowane.   Wtedy
potknęły się o okaleczonego wojownika. Josephina rozpoznała go, pomimo jego kondycji, i zatrzymała się. 

Szacunek wypełnił ją. Tuż przed nią - przed nią! - leżał jeden ze znanych Władców Podziemi. Nie

wiedziała   jak   mu   pomóc,   skoro   ledwie   mogła   pomóc   sobie,   ale   była   zdeterminowana   by   spróbować.
Cokolwiek by udowodnić, że jest niezbędna.

Wiele zostało udowodnione. 
Spojrzała na niego. "Byłeś moją pierwszą i jedyną okazją by zrealizować moje nowe największe

pragnienie," przyznała, "coś, czego nie mogłam zrobić sama. I tak szybko jak się obudzisz zamierzam zmusić
cię byś wypełnił obietnicę."

Westchnęła spokojna. Dotknęła koniuszkami palców jego czoła.
Nawet   śpiąc,   wzdrygnął   się.   "Nie   dotykaj,"   warknął   obnażając   zęby.   "Zniszczę   cię,   kawałek   po

kawałku. Ciebie i całą twoją rodzinę."

To nie była przechwałka ani próżna groźba. Mógł sprawić by to stało się prawdą i prawdopodobnie

cały czas by się przy tym uśmiechał. 

Prawdopodobnie? Ha! Na pewno. Typowy Władca. 
"Kane," powiedziała, i powtórzyła jeszcze raz. Był cicho. "Myślę, że już czas się obudzić. Moja rodzina

jest tam i czeka na mój powrót. Podczas gdy dla mnie minęło tysiące lat dla nich był to tylko jeden dzień. Od
kiedy nie udało mi się powrócić do Seduire, prawdopodobnie żołnierze Wróżek poszukują mnie." 

Dodając do jej miseczki pełnej płatków, Feniks zdecydowanie jej poszukiwała, zdeterminowana by ją

zniewolić i odpłacić za wszystko, co Josephina jej uczyniła podczas swojej ucieczki.

"Kane." Delikatnie potrząsnęła jego ramieniem. Jego skóra była zaskakująco delikatna i gładka, także

gorąca, mięśnie poniżej napięte i twarde niczym granat. "Chcę żebyś otworzył oczy."  

Długie rzęsy gwałtownie się podniosły, odsłaniając złoto-zielone tęczówki. Sekundę później, wielka

umięśniona ręka zacisnęła się dookoła jej szyi i rzuciła ją na plecy. Materac odbił się nawet z jej małą wagą.
Nie stawiała oporu, kiedy Kane wtoczył się na nią, przyszpilając ją w miejscu. Był ciężki, jego uścisk tak
ciasny, że nie mogła oddychać w różanym zapachu, który kojarzył jej się z nim. Dziwny zapach jak dla
mężczyzny, którego nie zrozumiała. 

"Kim jesteś?" warknął. "Gdzie jesteśmy?"
Mówi bezpośrednio do mnie. Mnie!
"Odpowiadaj."
Chciała odpowiedzieć, ale nie mogła.
Rozluźnił uścisk. 
Właśnie.   Lepiej.   Głęboki   wdech.   Wydech.   "Na   początek,   jestem   twoją   wspaniałą   i   cudowną

wybawicielką." Kiedy wyrazy uznania umarły wraz z jej matką, zdecydowała mówić sobie komplementy przy
każdej okazji. "Uwolnij mnie a wymienimy informacje."

"Kim," zażądał ściskając ją mocniej.
Oczy zaszły jej czernią. Jej płuca płonęły, desperacko pragnąc powietrza, ale wciąż nie stawiała

oporu. 

"Kobieto." Ciśnienie zmalało ponownie. "Odpowiadaj. Teraz."
"Jaskiniowcu. Uwolnij mnie. Teraz," powiedziała, gdy zassała tlenu.
Uważaj co mówisz, proszę? Nie chcesz go przestraszyć
Szarpnął   się   z   niej,   czając   na   końcu   łóżka.   Jego   intensywne   spojrzenie   pozostało   na   niej,   gdy

obserwował jak podnosiła się do siadu. Jego policzki zarumieniły się i zaczęła się zastanawiać  czy był
zawstydzony swoim zachowaniem czy po prostu zmagał się by ukryć słabość, która zawładnęła jego ciałem. 

"Masz pięć sekund, kobieto."

background image

"Albo co, wojowniku? Zranisz mnie?"
"Tak." Był pewny siebie.
Głupi facet. Czy byłoby to totalnie niegrzeczne, gdyby poprosiła go o autograf? "Nie pamiętasz, co

mi obiecałeś?" 

"Nic ci nie obiecywałem," powiedział, i mimo iż jego głos był pewny jego postać była zaciemniona

zmieszaniem. 

"Zrobiłeś to. Pomyśl o ostatnim dniu w piekle. Byłeś tam ty, ja i kilka tysięcy twoich najgorszych

wrogów."

Jego   brwi   złączyły   się   w   jedno   a   oczy   zabłyszczały   wspomnieniami,   zrozumieniem   ...   a   potem

przerażeniem. Potrząsnął głową jakby desperacko chciał pozbyć się obrazów ze swoich myśli. "Nie mówiłaś
poważnie. Nie mogłaś mówić poważnie."

"Mówiłam."
Wysunął szczękę - pokaz jego sfrustrowanej agresji. "Jak masz na imię?" 
"Lepiej  żebyś nie wiedział. Dzięki  temu nie  będzie  między  nami  emocjonalnego przywiązania  i

łatwiej będzie ci zrobić to czego zażądam." 

"Właściwie nigdy nie powiedziałem, że to zrobię," zacisnął zęby. "I dlaczego patrzysz na mnie w ten

sposób?"

"Jaki?"
"Jakbym... był ogromną tabliczką czekolady."
"Słyszałam o tobie," powiedziała i tak to zostawiła. Bez wyjaśnienia.
"Pewnie nie. Gdybyś o mnie słyszała, uciekałabyś w popłochu."
Oh,   naprawdę?   "Wiem,   że   podczas  wojen,   w   których   brałeś   udział,   twoi   przyjaciele  zazwyczaj

zostawiali cię za sobą, w obawie, że spowodujesz jakieś kłopoty. Wiem, że często trzymałeś się z dala od
świata, przestraszony tym samym. A mimo to wciąż byłeś zdolny zabić tysiące. A może więcej?"

Przejechał językiem po swoich idealnie białych zębach. "Skąd o tym wiesz?"
"Dlaczego nie nazwiemy tego... plotką?"
"Plotki nie zawsze są prawdziwe," wymamrotał. W sekundzie omiótł swoim spojrzeniem pokój i

znów skupił się na niej. 

Wiedziała też, że wzrokowy dotyk był nawykiem, który rozwijał przez lata, wystarczył jeden by

ogarnąć wszystko. Wejścia, wyjścia, broń, która może być wykorzystana przeciwko niemu - broń, którą on
może wykorzystać. 

Tym   razem,   wszystko   co   mógł   zobaczyć   to   żółta   tapeta,   stolik   nocny   z   tanią   lampką.   Warkot

klimatyzacji. Brązowy dywan. Śmietnik zapełniony pokrwawionymi szmatami i puste tubki po lekarstwach,
które w niego wtarła.  

"Tamtego  dnia  w  piekle,"  zaczął. "Powiedziałaś  mi,  czego chcesz i  zrobiłaś błąd myśląc,  że się

zgodziłem."

Zabrzmiało to jak odmowa. Ale... On nie może mi odmówić. Nie teraz. "Wybulgotałeś swoją zgodę.

Następnie zrobiłam swoją część. Teraz ty zrobisz swoją."

"Nie. Nigdy nie prosiłem o twoją pomoc." Jego głos ciął jak najostrzejszy bicz, uderzając w nią. "Nie

chciałem jej."

"Zrobiłeś to! Twoje oczy błagały mnie i nie możesz temu zaprzeczyć. Nie mogłeś widzieć swoich

oczu, nie masz pojęcia co one robiły."

Przedłużająca się cisza. Potem zupełnie spokojnie, powiedział. "Myślę, że to najbardziej nielogiczny

argument jaki kiedykolwiek usłyszałem."

"Nie, najmądrzejszy, ale twój mizerny umysł nie potrafi tego zauważyć."
"Moje oczy nie błagały," powiedział, "to moje ostateczne słowo."
"Zrobiły to," nalegała. "A ja zrobiłam okropną rzecz, żeby cię wydostać." Wysłanie Feniks listu z

background image

przeprosinami mogłoby załatwić sprawę.

Tak słaba jak Josephina był słaba w piekle połączyła siły z Kanem. Gdy złapała Feniks, wciąż ciosając

swoją drogę ku wolności, pojawił się nieznany problem. Dziewczyna odmówiła gwałtownie - gnij w piekle,
Wróżkowa dziwko
  - i Josephina wiedziała, że nie ma nadziei by zmieniła zdanie. Więc Josephina użyła
zdolności, którą samotnie nosiła. Błogosławieństwo w odpowiednich warunkach. Klątwa, która trzymała ją
w   zamknięciu   w   świecie,   bez   fizycznego   kontaktu.   Używając   dotyku,   ukradła   siłę   z   ciała   Feniksa,
sprowadzając dziewczynę do bezkostnej masy. 

Tak, Josephina przerzuciła kobietę wojownika przez ramię i wyniosła z piekła, to samo, co zrobiła dla

Kane'a, walcząc z demonami całą drogę - rozważając, że nigdy nie walczyła cały dzień w swoim życiu - i
ostatecznie   odnajdując   drogę   na   zewnątrz,   ale   to   nie   miało   znaczenia   dla   Feniks.   Zbrodnia   została
popełniona, a cena musi zostać zapłacona. 

"Nigdy nie prosiłem, byś robiła straszne rzeczy," jego głos zawieraj najmroczniejsze z ostrzeżeń.
"Może nie donośnie, ale nawet wtedy, prawie złamałam plecy ratując  cię." Opadła na kolana,

zatrzęsła materacem i prawie zrzuciła słabego Kane'a na podłogę. "Ważysz chyba z tysiąc funtów, ale to są
cudowne funty," dodała. Przestań obrażać faceta!

Rozpoczął wędrówkę swojego wzroku po niej, cal po calu. Zachowanie nie miało w sobie podstępu,

którego użył oglądając pokój, ale wciąż, było namacalne, jakby jej dotykał. Mógł zauważyć gęsią skórkę,
która pokrywała jej ciało?

"Jak dziewczyna taka jak ty zdołała zrobić taki wyczyn?"
Dziewczyna   jak   ona?   Czyżby   wyczuł   jej   niższość?   Uniosła   podbródek,   mówiąc,   "Nieformalna

wymiana informacji nie była częścią umowy."

"Po raz ostatni, kobieto, nie było żadnej umowy."
Dreszcz strachu wstrząsnął nią, kładąc się cieniem... na wcześniejsze odczucia, które w niej wywołał.

"Jeśli nie zrobisz tego, co obiecałeś, ja... ja..."

"Co?"
Będę cierpieć do końca mojego życia? "Co mogłoby zmienić twoje zdanie i postąpić słusznie?"
Jego ekspresja zniknęła, ukrywając wszystkie jego myśli. "Do jakiego gatunku należysz?"
Pytanie zupełnie nie na temat, ale ok, mogła to pociągnąć. Odkąd wróżki przestały być lubianą rasą,

mężczyźni byli znani z braku honoru podczas bitwy, tak jak z nienasyconej potrzeby snu, a kobiety z wbijania
noża w plecy i skandali - ok, w porządku, ich zdolność szycia morderczej garderoby - ta wiedza mogłaby
zachęcić go do działania. 

"Jestem   w   połowie   człowiekiem   i   w   połowie   Wróżką.   Widzisz?"   Odsłoniła   włosy   pokazując,

przyciągając jego uwagę do swoich uszu.

Wpatrywał się w nie intensywnie. "Wróżki są potomkami Tytanów. Tytani są dziećmi upadłych

aniołów i ludzi. Są obecnymi władcami najniższych poziomów nieba." Wyrzucał z siebie informacje jak
pociski. 

Nie mogę kierować moich oczu w stronę nieba. "Dzięki za lekcję historii."
Zmarszczył brwi. "To czyni cię..."
Nikczemną w jego oczach? Wrogiem?
Pokręcił   głową   odmawiając   dokończenia   myśli.   Wtedy   skrzywił   nos,   jakby   coś   wyczuł...   nic

nieprzyjemnego,  ale  też  nic  mile widzianego. Zaczerpnął  powietrza i  jego brwi zmarszczyły  się jeszcze
bardziej. "Nie wyglądasz jak dziewczyna, która mnie uratowała... dziewczyna, która mnie uratowała... nie,
nie wyglądasz jak ona," powiedział znów kręcąc głową, jakby starał się zrozumieć co się stało. "Jej twarz i
włosy się zmieniły, przypominam sobie jej oblicze, mimo wszystko to, co widzę teraz nie jest tym, co
widziałem wtedy. Ale twój zapach..."

Był taki sam, tak. "Posiadałam zdolność zmiany wyglądu."
Jego brew uniosła się w górę. "Posiadałaś. Czas przeszły."

background image

Nawet   w   jego   kompromitującym   stanie,   wyłapał   znaczenie.   "Dokładnie.   Nie   posiadam   już   tej

umiejętności." Siła - i zdolności - które pożyczała od   innych mogły pozostać z nią przez krótki czas od
godziny do kilku tygodni. Nie miała kontroli nad tym czasem. To, co wzięła od Feniksa zniknęło wczoraj.

"Kłamiesz. Nikt nie ma umiejętności jednego dnia by drugiego ich nie mieć."
"Nigdy nie kłamię - oprócz kilku razy gdy to zrobiłam, w zasadzie, kłamię, ale nigdy umyślnie, ale

teraz mówię ci szczerą prawdę." Uniosła swoja prawą rękę. "Przyrzekam."

Zacisnął wargi. "Jak długo tu jestem?"
"Siedem dni."
"Siedem dni," wydyszał.
"Tak.   Spędziliśmy   większość   naszego   czasu   bawiąc   się   w   niekompetentnego   doktora   i

niewdzięcznego pacjenta."

Mroczny gniew opanował jego twarz, i oh, to było straszne. Książki nie oddały mu sprawiedliwości.

"Siedem dni," powtórzył.

"Nie pomyliłam się, zapewniam cię. Odliczałam sekundy w kalendarzu mojego serca."
Posłał jej twarde spojrzenie. "Jesteś wygadana, co?"
Westchnęła. "Tak myślisz? Naprawdę?" To był pierwszy komplement, który otrzymała od kogoś

innego niż ona sama od kiedy umarła jej matka, i doceniła go. "Dziękuję. Miałeś na mysli, że jestem
ekstremalnie inteligentna czy tylko troszkę ponad przeciętną?"

Szczęka mu opadła, tak jakby chciał jej odpowiedzieć, ale nie wydobył się z niego żaden dźwięk. Jego

powieki zamykały się... otwierały... znów zamykały,a ciało kołysało się z boku na bok. Właśnie spadał z łóżka,
a gdyby upadł na podłogę, nie miałaby tyle siły by ponownie wciągnąć go na łóżko. 

Josephina rzuciła się w przód, łapiąc go swoimi rękoma obleczonymi rękawiczkami. Zachwiał się z

powrotem, odtrącił jej dłonie, nie chcąc żadnego kontaktu między nimi. Bystry facet. (Tak mądry jak on
myślał, że ona jest?) Upadł z hukiem na dywan.

Stanęła na nogi by ruszyć w jego stronę - i zrobić, nie wiedziała co - gdy drzwi pokoju motelowego

wybuchły   rozpryskując   kawałki   drzewa   na   wszystkie   strony.   Wysoki,   umięśniony   wojownik   z   czarnymi
włosami stał w środku dziury, jego ciało spowijał cień. Groźba płynęła od niego. Może dlatego, że trzymał
dwa sztylety - i były one zbroczone krwią.

Kolejny wojownik stanął za nim, blondyn, z ...  oh, niech ktoś ją ocali.  Wnętrzności zwisały z jego

włosów.

Ludzie jej ojca w końcu ją znaleźli.  

Przetłumaczyła aneant89