background image

 

background image

 

73 

 

 

 

 

Rozdział XV 

 

 

 

 

Jak

 tylko zapadł zmierzch wymknąłem się schodami w dół, otworzyłem tylne 

drzwi i poszedłem na palcach po mokrej od rosy trawie. Byłem bardzo ostrożny, 

odkąd pochodnie otaczały nieruchomości i wiedziałem, że ojciec będzie 

niezadowolony, że podjąłem takie ryzyko wychodząc z domu po zmroku. Ale 

wozownia była tylko rzut kamieniem od tego domu - o dwadzieścia kroków od ganku.  

 

Skradałem się przez podwórze, pozostając nadal w cieniu, czułem uderzenia 

serca w mojej klatce piersiowej. Nie chodziło tu o ataki zwierząt albo nocnych 

stworzeń. Bardziej obchodziło mnie to, żebym nie został znaleziony przez Alfreda lub, 

co gorsza, Ojca.

 

Ale wyobrażenie sobie, że nie jestem w stanie zobaczyć, Katherine tej 

nocy, przyprawiało mnie o histerię.  

 

Po raz kolejny, gęsta mgła spowiła ziemię i wzrastała aż do nieba, dziwna 

zmiana natury, najwyraźniej była wynikiem zmiany pór roku. Drżąc upewniłem się, że 

widzę ścieżkę od wierzby, którą biegłem w kierunku schodów werandy wozowni.  

 

Zatrzymałem się przy pokrytych wapnem drzwiach.

 

Zasłony na szybach były 

zasłonięte, przez co nie mogłem zobaczyć żadnego światła świec tlących się pod 

oknami. Przez chwilę bałem się, że przybyłem za późno. Co jeśli Katherine i Emily 

położyły się już do łóżek? Mimo to, ostro zapukałem w drewnianą ramę drzwi.  

Drzwi zaskrzypiały przy otwieraniu, a jakaś ręka chwyciła mnie za nadgarstek.  

- Wejdź - usłyszałem surowy szept, jakbym wtargnął do tego domu.  

Za sobą usłyszałem trzask zamka i zdałem sobie sprawę, że stałem twarzą w twarz z 

Emily.  

- Panie - Emily powiedziała, uśmiechając się, kiedy dygnęła. Była ubrana w prostą 

granatową sukienkę, a ciemne włosy opadały wokół jej ramion.  

- Dobry wieczór - powiedziałem, kłaniając się łagodnie. 

Spojrzałem dookoła małego domu, pozwalając oczom na dostosowanie się do 

półmroku.

 

Czerwone lampiony świeciły na grubo ociosanym stole w salonie, rzucając 

background image

 

74 

cień na drewniane belki sufitu. Wozownia stała w ruinie przez wiele lat, odkąd matka 

zmarła, a jej krewni przestali nas odwiedzać. Ale teraz była zamieszkana, a w 

pokojach czuło się ciepło, które było nieobecne w moim domu.  

- Co mogę dla ciebie zrobić, panie? - Emily zapytała bez mrugnięcia ciemnymi 

oczami.  

- Um ... Jestem tu, aby zobaczyć się z Katherine - jąkałem nagle zakłopotany

  

Co Emily musiała myśleć o swojej pani? Oczywiście od służących wymaga się, aby 

były dyskretne, ale wiedziałem jak one plotkują i z pewnością nie chciałem, aby dobre 

imię Katherine było narażone na szwank, jeśli Emily była osobą zajmującym się 

jałowymi plotkami ze służącymi.  

- Katherine miała nadzieje, że pan przyjdzie - Emily powiedziała, z figlarnym 

błyskiem w jej ciemnych oczach. Wzięła lampion ze stołu i poprowadziła mnie przez 

drewniane schody, zatrzymując się przy białych drzwiach na końcu korytarza. 

Zmrużyłem oczy. Kiedy Damon i ja byśmy mali, zawsze baliśmy się ciemnego piętra 

wozowni. Może, dlatego, że pracownicy mówili, że tam straszy, a może, dlatego że 

każda deska trzeszczała, ale coś trzymało nas od tego miejsca z daleka. Skoro, 

Katherine była tutaj, ja nigdzie indziej nie wolałem być.  

 

Emily odwróciła się do mnie i zapukała do drzwi. Zastukała trzy razy. Po czym 

z rozmachem otworzyła drzwi.

  

 

Wszedłem ostrożnie do pokoju, słychać było tylko trzaskające deski, kiedy 

Emily zniknęła w korytarzu. Sam pokój był zwyczajnie umeblowany: żeliwne łóżko 

pokryte było zwykłą zieloną kołdrą, szafy stały w jednym rogu, a umywalka w drugim 

oraz wolno stojące pozłacane lustro w trzecim kącie.    

 

 

 

Katherine usiadła na łóżku, przodem do okna, a tyłem do mnie. Jej nogi były 

schowane pod jej krótką białą koszulą nocną, natomiast długie loki luźno opadały na 

ramiona.

  

 

Stanąłem tam patrząc na Katherine, aż w końcu kaszlnąłem. Odwróciła się z 

wyrazem radości w jej ciemnych kocich oczach.

  

- Jestem - powiedziałem, przenosząc ciężar z jednej nogi na drugą.  

- Widzę - Katherine uśmiechnęła się. - Widziałam jak wchodziłeś tutaj. Czy byłeś 

wystraszony chodząc po ciemku? 

background image

 

75 

- Nie! - powiedziałem w obronie, poczułem się zażenowany, najwyraźniej musiała 

widzieć kiedy pędziłem od drzewa do drzewa jak przeprawiająca się na drugą stronę 

wiewiórka.

  

 

Katherine uniosła swoje ciemne łukowate brwi i wyciągnęła swoje ramiona w 

moim kierunku.

  

- Musisz przestać się martwić. Chodź tutaj. Pomogę ci zebrać twoje myśli - 

powiedziała, podnosząc brwi. Poszedłem do niej, jakby we śnie, ukląkłem na łóżku i 

przytuliłem ją mocno. Gdy tylko poczułem jej ciało w moich rękach, odprężyłem się.  

 

Tylko to uczucie przypominało, że była prawdziwa, że dzisiejszy wieczór był 

prawdziwy, że nic innego nie miało znaczenia, nie Ojciec, nie Rosalyn, ani duchy 

mieszkańców miasta włóczące się na zewnątrz w ciemności.  

 

Wszystko to nie miało znaczenia, bo moje ramiona były wokół mojej miłości. 

Jej dłoń wędrowała w dół moich ramion, a ja wyobrażałem sobie nas wchodzących 

razem na Bal Założycieli. Kiedy zatrzymała rękę na mojej łopatce i poczułem jej 

paznokcie przebijające się przez moją cienką bawełnianą koszulę, w ułamku sekundy 

wyobraziłem sobie nas, za dziesięć lat, z dużą gromadką dzieci, których śmiech 

wypełniałby całą nieruchomość.  

Chciałem, aby takie życie było moje, teraz i na zawsze.  

Jęknąłem z pożądania, pochyliłem się, dzięki czemu moje usta musnęły jej, najpierw 

powoli, jak byśmy to robili na oczach wszystkich, kiedy ogłosiliśmy naszą miłość na 

naszym ślubie, a potem mocniej i bardziej zdecydowanie, moje usta przemieszczały 

się od jej ust, aż po szyję, przesuwając się w kierunku jej śnieżnobiałej sukienki.  

 

Złapała moją brodę i przyciągnęła moją twarz do jej twarzy mocno całując. 

Odwzajemniłem to. To było tak jakbym był wygłodzonym człowiekiem, który w 

końcu odnalazł pożywienie w jej ustach.  

Całowaliśmy się, a ja zamknąłem oczy i zapomniałem o przyszłości.  

 

Nagle poczułem ostry ból na szyi, jak gdybym miał wbity nóż. Zawołałem, ale 

Katherine wciąż mnie całowała.  

Jednak nie, nie całowała, gryzła, ssała krew spod mojej skóry. Otworzyłem oczy i 

zobaczyłam oczy Katherine, dzikie, nabiegłe krwią oraz jej upiornie białą twarz w 

świetle księżyca. Wykręciłem głowę do tyłu, ale ból był nieubłagalny, nie mogłem 

background image

 

76 

krzyczeć, nie mogłem walczyć, mogłem tylko spoglądać przez okno na pełnię 

księżyca i czuć jak krew opuszcza moje ciało oraz pragnienie, gniew i całkowite 

przerażenie będące we mnie.  

Jeśli była to śmierć, to czułem to, co chciałem. Chciałem tego, kiedy zarzuciłem moje 

ręce dookoła Katherine, oddając się jej.  

Nagle wszystko wyblakło, zmieniając się w czerń.

  

 

 

 

 

 

*************************************************************************** 

 

 

 

 

Tłumaczenie rozdziału XV– Monika z chomika 

http://chomikuj.pl/monalisa00

 

Tłumaczenie – Wiktoria z chomika 

http://chomikuj.pl/Conceived__

 

Tłumaczenie – Paulina z chomika 

http://chomikuj.pl/yoshiko187

 

Korygowała – Kasia z chomika 

http://chomikuj.pl/Kasienkaaa7

  

 

 

Pozostałe rozdziały będę dodawać na  

http://chomikuj.pl/monalisa00/VAMPIRE+DIARIES/EBOOK+pl+-+Sefan%27s+Daries+-

T*c5*81UMACZNIE/TOM+I+-+The+Vampire+Diaries+-+Sefan%27s+Diaries+-+1+-

+Origins