background image

Prolog

Obudziła  się  zdezorientowania,  nie  wiedziała  co

wyrwało ją ze snu. Wczoraj odwiozła Julię do internatu i
od  razu  wróciła  do  pracy.  Musiała  wymyślić  nowy
interfejs do gry i pracowała ponad piętnaście godzin nad
tym. Była już blisko rozwiązania problemu, a wskazówki
Julii bardzo pomogły. Gdy rozległo się pukanie do drzwi,
podskoczyła  nerwowo.  Właśnie  to  musiało  ją  obudzić.
Spojrzała  na  zegarek  i  stwierdziła,  że  spała  niewiele
ponad  trzy  godziny.

Gdy  pukanie  do  drzwi  się

powtórzyło,  wstała  i  podeszła  do  nich.  Spojrzała  przez
wizjer,  stało  tam  dwóch  mężczyzn.  Wystraszyła  się.
Drżącą  ręką  przykryła  usta,  by  nic  nie  powiedzieć.
Usłyszała jak otwierają się drzwi naprzeciwko.

-Szukają panowie czegoś?- Zapytała Iwona Mazur
-Czy  zastaliśmy  pani  sąsiadkę?  Panią  Sarę  Rękacz?-

zapytał jeden z nich

-Niedawno  wróciła  do  domu  i  chyba  nigdzie  nie

wychodziła. Czego panowie chcą od niej?

-Jesteśmy z policji- usłyszała Sara. Serce podskoczyło

jej do gardła, ze strachu o Julię. Przetarła twarz dłońmi i
szarpnięciem otworzyła drzwi. Obaj odwrócili się do niej,
a Iwona powiedziała

-A nie mówiłam, że jest?- I trzasnęła drzwiami. Gestem

ręki zaprosiła policjantów do środka.

-O  Boże! –wykrzyknęła -Co  się  z  nią  stało? –Zapytała

zaciskając dłonie na klamce. Przez głowę przeleciało jej
kilka strasznych obrazów. Najbardziej obawiała się tego,
przez  który  Julia  trafiła  do  niej.  Dziesięć  lat  temu  jej

background image

rodzice  zginęli.  Julia  prawie  też, a  teraz  bała  się,  że
morderca dopadł jej siostrzenice

-Czy jest pani matką Julii Rękacz?
-Jej ciocią.- Odparła- Co się stało?
-Julia uciekła ze szkoły razem z kolega.
-Jak  to  uciekła?  Z  kim?  I  dlaczego  mnie  nie

powiadomiono?- pytała.

-Z  Danielem  Kłosem.  Jej  współlokatorka powiedziała,

że widziała Julię około siedemnastej. Weszła do pokoju i
zaraz  wyszła.  Myślała,  że  poszła  do  pokoju  Daniela.  A
później 

nie 

zwróciła 

uwagi 

czy 

wróciła, 

więc

podejrzewamy…

-Więc  zniknęła  wczoraj?- Zapytała,  przerywając  mu.

Usiadła ciężko na sofę, zszokowana. Julka już drugi raz
zwiała ze szkoły. Tylko, że wtedy nie nazywała się Julia,
tylko  Dominika.  Od  dziesięciu  lat  uciekają  przed
przeszłością  i  zmiana  tożsamości,  stały  się  ich
sposobem  na  przeżycie-

Dwie  godziny  wcześniej

odwiozłam ją do szkoły.

-Dopiero podczas lekcji stwierdzono że Julii nie ma. Nie

było też Daniela.

-Czy to jej pierwsza ucieczka?- zapytał drugi policjant
-Tak,  pierwszy  raz  zniknęła- Mówiła  prawdę.  Pierwszy

raz uciekła, przynajmniej pod tym nazwiskiem

- Czy  pani  mąż  wie  gdzie  może  być  Julka?- Zapytał

Czarek  Kaź.  Przyglądał    się  kobiecie.  Odkąd  otworzyła
drzwi jest przerażona. I coś ukrywa. Była wysoka, miała
krótkie rude włosy i niebieskie oczy. A przede wszystkim
była  zmęczona  i  przestraszona.  Może  mąż  ją  bije  i
oddala  dzieciaka  do  szkoły  z  internatem  i  teraz  boi  się
policjantów. Boi się, że mąż dowie się o ich wizycie.

-Nie  mam  męża- tego  pytania  nie  spodziewała  się

usłyszeć- Nie wiecie gdzie ich szukać?

background image

-Niestety  nie.  Na  dworcach  nikt  nie  widział  ich.  Czy

Julia skarżyła się na cos? Może kogoś się bała?

-Nie, 

nic 

nie 

mówiła.

-nawet 

nie 

zamierzała

odpowiedzieć  na drugie pytanie- Specjalnie  wysłałam ją
do  tej  szkoły.  Andersen  jest dobrą  szkołą i  nie  mam
powodu podejrzewać, że coś było źle.

-Czy Julia bała się kogoś?- Zapytał ponownie Czarek
-Pani Rękacz?
-Słucham?  Zastanawiałam  się  właśnie  gdzie  mogła

pojechać. Czy ktoś sprawdził jej laptop?

-Jeszcze  nie.  Nie  możemy  złamać  hasła.  Gdzie  Julia

chodziła wcześniej do szkoły?

-Może  ja  spróbuję  z  tym  hasłem- Specjalnie  zmieniła

temat. Niech myślą o niej co chcą, ale nic im nie powie o
przeszłości  Julii.  Gdy  Julia  odnalazła  się  po  wypadku,
powiedziała  policjantom  wszystko  co  się  stało.  Podała
nawet  rysopis  mordercy,  wszystko  na  marne  ponieważ
przez dziesięć lat nie odnaleźli sprawcy.

-Niech  je  pani  poda- zaproponował  Lucjan,  drugi

policjant

-Nie  mogę,  bo  to  kombinacja  różnych  znaków.  Nawet

znając  je  wszystkie  można  pomylić  kolejność.  Gdzie  on
jest?

-Mam  go  w  samochodzie,  zaraz  wracam- powiedział

Lucjan

-Napiją się panowie czegoś?- Zapytała
-Tak. Kawy- odpowiedział Czarek
-Czy laptopem Daniela ktoś się zajmuje?- zapytała idąc

do kuchni. Wstawiła wodę i zasypała kawę do kubków

-Tak,  nie  miał  hasła.  Tylko,  że  nie  ma  na  nim  nic

użytecznego- odparł- Zazwyczaj  jak  dzieci  zakładają
hasło  to  chcą  ukryć  coś  przed  rodzicami.  Skromne
mieszkanie jak na uczennice Andersena- rzucił

background image

-Dopóki  pieniądze  wpływają  na  konto  szkoły  nie

powinno  to  nikogo  obchodzić  jak  mieszkam- odparła  ze
złością.

-Co  z  poprzednią  szkołą  Julii?- zapytał  ponownie.

Zaczynała  go  już  irytować  tym  ukrywaniem  prawdy.
Złapał  ja  za  rękę  i  szarpnięciem  odwrócił  do  siebie-
Twoja  siostrzenica  zniknęła!  Rozumiesz?!  Może  miała
wypadek,  może  już  nie  żyje- Zauważył, że  pobladła.
Wiedział,  trochę  przeholował,  ale  nie  wiedząc  czemu
chciał ją zmusić do jakiejkolwiek reakcji.

-Doskonale  to  rozumiem.  Ale  moja  przeszłość  nie  ma

nic  z  tym  wspólnego.- Powiedziała  lodowato- A  tym
bardziej  jej  poprzednia  szkoła.  Może  uciekli  bo  chcą
pobyć trochę sam na sam

-I  popierasz  to? -zapytał.  Może  ma  racje,  ale  to nie

znaczy  że  nie  maja  ich  szukać.  Są  przecież  tylko
dziećmi- Popierasz  to,  że  wyjechali  gdzieś  na  szybki
numerek?  A  jak  się  okaże,  że  zaszła  w  ciążę?  Bedzie
miała  zmarnowane  życie  przez  jeden  wybryk.- wciąż
pamiętał  jak  matka  wykrzykiwała  mu  te  słowa  zanim
zaczęła  go  bić.  Gdy  to  się  zaczęło  miał  pięć  lat,  ale
wciąż  pamiętał  jej  przepełniony  goryczą  glos.  I
przesiąknięty  alkoholem  pokój  w  którym  mieszkali.
Wtedy  szczerze  wierzył,  że  posiadanie  dzieci  jest
przekleństwem.  Gdy  miał  siedemnaście  lat,  postanowił
uciec.  Pamiętał  co  wykrzyczał  jej,  gdy  chciała  go
ostatnim razem uderzyć

-Zmarnowałeś  mi  życie  głupi  bachorze!  A  teraz  mnie

zostawiasz? Ty niewdzięczny szczeniaku

-Sama  zmarnowałaś  sobie  życie!- odkrzyknął  jej-

Mogłaś nie rozkładać nóg przed każdym kutasem, który
ci zapłacił!

-Dałam  ci  życie!- Wykrzyknęła,  rozmazując  tusz  do

background image

rzęs.

-W cuchnącym bagnie w które zamieniłaś swoje życie!-

powiedział i wyszedł, trzaskając drzwiami.
Nie wiedział czemu przypomniało mu się to teraz, prawie
po  dwudziestu  latach.  Chociaż  może  to  przez  ich  wiek.
Też maja po siedemnaście lat

-Popieram wszystko co robi Julka żeby wieść normalne

życie- powiedziała. Nie  wiedziała czemu kłóci się z nim,
coś  ją  jednak korciło  by  nie  przyznać  mu  racji- A  jeżeli
zajdzie w ciążę, co nie powinno cię obchodzić, zajmę się
jej  dzieckiem  tak  jak  Julią.  Bedzie  kochane  i  nikt  nie
wyrzuci  mu  że  jest  pomyłką- dokończyła  i  zaparzyła
kawę.  Miała  ochotę  wylać  ją  na  niego,  ale  byłaby  to
napaść  na  policjanta.  Nagle  rozległ  się  dźwięk  telefonu.
Drgnęła nerwowo i oparzyła się kawą.

-Cholera- rzuciła  i  odwróciła  się.  W  drzwiach  kuchni

ujrzała  drugiego  policjanta,  z  laptopem  pod  pachą. -
Kawa  zrobiona,  a  na  szafce  stoi  cukier  i  mleko.  Proszę
się  częstować- powiedziała,  mijając  go.  Weszła  do
pokoju  i  wyjęła  telefon  z  torebki. - Julia!  Co  z  tobą?-
zawołała do telefonu. Na dźwięk jej głosu, obaj policjanci
wyszli z kuchni- Nic ci nie jest?

-Nie,  wszystko  w  porządku- usłyszała -wysłałam  ci

mejla  w  którym  wszystko  ci  wyjaśniłam.  Kocham  cie,
ciociu

-Ale-

zaczęła, 

ale 

Julia 

przerwała 

połączenie.

Natychmiast oddzwoniła do niej, ale odezwała się poczta
głosowa.  Odłożyła  telefon  i  włączyła  swojego  laptopa.
Czekając, aż  się  załączy,  przeszła  obok  policjantów  do
kuchni po kawę. Coś jej mówiło, że będzie potrzebowała
kofeiny. I to dużo.

-Co powiedziała?- zapytał Czarek
-Zaraz- rzuciła.  Podeszła  ponownie  do  laptopa  i

background image

zalogowała  się  na  konto  pocztowe.  Dostała  kilkanaście
mejli,  ale  otworzyła  tego  ostatniego,  od  Julii  i  zaczęła
czytać na głos.
"Kochana ciociu!
Wiem,  że  gdybym  powiedziała  Ci  co  chcemy  zrobić,
nigdy  nie  zgodziłabyś  się  na  to.  Dlatego  wysłałam  Ci
mejla  z  opóźnieniem.  Chodzi  o  przeszłość.  Moją  i
Daniela.  Kocham  go!  I  dlatego  musimy  się  dowiedzieć
co  stało  się  tamtej  nocy.  Ja  sama  wciąż  tego  nie
rozumiem, ale jego rodzice też zginęli tamtej nocy. Jadę
do domu, tam się wszystko wyjaśni.
Kocham Cie, Julia
PS.  Po  tym  wszystkim  wrócę  do  mojego  prawdziwego
imienia, tego po babci. A wiec kocham Cie. Mili"

-O  Boże!- powiedziała  przestraszona,  wpatrując  się  w

ekran. - Nie  mogła  tego  zrobić,  nie  po  tym  wszystkim-
szeptała

-O co w tym wszystkim chodzi?- zapytał Czarek
-Nie teraz. Musze jechać- powiedziała, złapała torebkę

i kluczyki

-Nigdzie  nie  pojedziesz,  dopóki  nie  wyjaśnisz  o  co

chodzi- powiedział.

-Nie teraz do cholery. Wiem gdzie oni są. Jadę po nich.

Rozdział 1

-Ciociu!- Wykrzyknęła zdenerwowana Dominika- Nie

chcę iść do kolejnej szkoły z internatem.

-Andersen  jest  prestiżową  szkołą,  dla  najlepszych

uczniów.

-Nic  mnie  to  nie  obchodzi!  Kolejna  szkoła  pełna

background image

rozpuszczonych  dzieciaków,  którzy  myślą,  że  wszystko
mogą.- Mówiła.  Chciała  przekonać  ciotkę,  by  pójść  do
szkoły  publicznej.  W  końcu  idzie  już  do  liceum  i
chciałaby sama decydować o szkole.

-Julio,  proszę  cię,  nie  kłóć  się  ze  mną.- Westchnęła

zrezygnowana, 

próbując 

spakować 

ubrania 

dla

siostrzenicy.

-Mam na imię Dominika.- Rzuciła
-Od teraz nazywasz się Julia Rękacz.- Powiedziała- Co

było 

nie 

tak 

poprzedniej 

szkole? 

Przecież

zaprzyjaźniłaś się z kimś, jak on się nazywał- Przerwała
na  chwilę,  chcąc  przypomnieć  sobie  imię  przyjaciela
Julii.- A już wiem, Tomek.

-Tomek był spoko.- Wymamrotała
-Więc  dlaczego  uciekłaś  stamtąd?-

Zapytała  i

przerwała  pakowanie.  Spojrzała  na  siostrzenicę  i
zobaczyła swoją siostrę. Poczuła ból w sercu, z tęsknoty
za  starszą  siostrą.  Julia  była  bowiem  dokładną  kopią
Elizy.  Miała  długie,  kręcone  blond  włosy  i  ciemne  oczy.
Odziedziczyła  po  niej  również  wydatne  usta,  skore  do
uśmiechu jak i również do pyskowania. Pamiętała kłótnie
matki  i  siostry,  powody były  różne,  ale  Eliza  zawsze
stawiała  na  swoim.  Gdy  Eliza  wyszła  za  Iwana,  była
najszczęśliwsza  na  świecie,  ale  zawsze  znalazła  czas
dla  młodszej  siostry.  Julia  po  Iwanie  otrzymała  wysoki
wzrost, miała  dopiero  siedemnaście  lat,  a  mierzyła  już
ponad metr siedemdziesiąt. Ale patrząc na Julię zawsze
widziała zmarłą siostrę.

-Bo  mam  dosyć  zamknięcia.  Czułam  się  tam  jak  w

więzieniu, w oknach kraty, a poza teren szkoły nigdy nie
mogliśmy wychodzić. Rzadko cię widziałam…

-Wiem  kochanie,  zbyt  rzadko  cię  odwiedzałam,  ale  to

nie  powód  do  ucieczki.- Podeszła  do  Julii  i  ujęła  jej

background image

dłonie.- Nigdy  nie  miałaś  szansy  by  zaprzyjaźnić  się  z
kimś,  by  poczuć  się  dobrze.  Ale  dobrze  wiesz,  że  to
konieczne…

-Ja po prostu nie chcę iść do kolejnej, prywatnej szkoły.
-Ale dlaczego?
-Bo  prestiżowa  szkoła  to  nie  miejsce  dla  ludzi  z

tajemnicami.  Zaczynają  się  pytania,  o  poprzednią
szkołę, 

odpowiednie 

znajomości, 

oczywiście

odpowiednie  dla  nich.- Mówiła  i  czuła,  że  tym  razem
ciotka  ją  słucha  i  może  zmieni  zdanie.- W  takich
szkołach  niewygodne  dla  bogaczy  sprawy  zamiata  się
pod dywan, a wszystkie osoby są hipokrytami. Myślą, że
ich grzeszki nigdy nie ujrzą światła.

-Co  masz  na  myśli?- Zapytała  zaniepokojona.  Kiedy

dwa  miesiące  temu  Julia  zadzwoniła  do  drzwi,
odchodziła od zmysłów. Dyrektora szkoły zadzwoniła do
niej  i  poinformowała  o  ucieczce  Dominiki,  bo  tak
wcześniej się nazywała. Widziała wtedy zdecydowanie w
jej  oczach  i  determinację.  Postanowiła,  że  nie  wróci  do
Błękitnej  Róży,  bo  tak  nazywała  się  jej  poprzednia
szkoła.  Pani  Krużan,  zapewniała,  że  w  szkole  jest
perfekcyjny  system  alarmowy,  że  wielokrotnie  włączał
się  przy  wcześniejszych  ucieczkach.  Jednak  tej  nocy,
gdy  Dominka  wymykała  się  z  internatu,  ten  system
zawiódł.

-Rafał zrobił mi zdjęcia.
-Uciekłaś przez zdjęcia?- Zapytała z niedowierzaniem.
-Nagie!- powiedziała  z  naciskiem.- Ubierałam  się  po

prysznicu,  gdy  wszedł  do  łazienki.  Zrobił  kilka  fotek,  a
następnego dnia były w Internecie.

-Przecież  to  przestępstwo.  Co  dyrektorka  z  tym

zrobiła?- Zapytała- Bo chyba coś zrobiła…

-Nic. Zupełnie nic. Przecież  Rafał to  jej  pupilek, on nie

background image

mógłby  zrobić  czegoś  takiego.  Nie  chcę  iść  do  kolejnej
takiej  szkoły. Dla  takich  jak  on,  prawo  nic  nie  znaczy-
Rzuciła- musiałam włamać się do jego komputera, by je
usunąć. Ale niestety przyłapał mnie, gdy to robiłam

-Co zrobiłaś? Chyba nie użyłaś magii…?
-A  nawet  gdyby,  to  co?  Powiedz  mi  co  by  się  wtedy

stało?- Mówiła  zdenerwowana.- Wysyłasz  mnie  do
szkoły z internatem, więc muszę robić to co konieczne.

-Nie  rozumiesz,  że  gdyby ktoś  zobaczył  co  robisz,

byłabyś  w  niebezpieczeństwie?  Masz  dar,  ale  musisz
nauczyć  się  z  niego  rozsądnie  korzystać.  Ludzie  są
okrutni, potrafią wykorzystać każdą…

-Myślisz,  że  tego  nie  wiem?- Przerwała  jej- Nie

wiedziałam,  co  chciał  mi  zrobić!  Wystraszyłam  się,  że
zrobi  mi  krzywdę.  Pomyliłam  formułę  zaklęcia  i
skasowałam mu pamięć.

-To jakiego zaklęcia chciałaś użyć?
-No  tego,  ale  chciałam  wyczyścić  wspomnienia

związane ze mną, a usunęłam trochę więcej. Jakieś dwa
miesiące. Proszę  ciociu,  ja  chcę  pójść  do  szkoły
publicznej.

-Och,  słonko…- Westchnęła  zrezygnowana- Tylko  w

ten sposób mogę zapewnić ci minimum bezpieczeństwa.
Roberto- powiedziała  to  imię  z  niesmakiem- łatwiej  cię
złapie właśnie w takiej szkole.

-Nie  chcę  się  więcej  przed  nim  ukrywać.  Nie  mogę

nikomu ufać, w ten sposób nie da się żyć.

-Julia,  wiem,  że  to  niełatwe  ale  konieczne.  Przez  całe

życie  będziemy  musiały  ukrywać  się.  Robię  to  tylko  dla
ciebie

-Ciociu nie…
-Koniec  dyskusji- Powiedziała  stanowczo- Idziesz  do

Andersena.

background image

Rozdział 2

-Długo  jeszcze  nie  masz  zamiaru  odzywać  się  do

mnie?- Zapytała  Sara.  Dojeżdżały  właśnie  do  Akademii
Andersena, a Julia nadal milczała. Od ostatniej rozmowy
minął tydzień. Nie chciała rozstawać się z siostrzenicą w
złości,  ale  Julia  uparcie  milczała.- Julia,  proszę  cię,
przestań  się  boczyć  na  mnie.  Akademia  jest  ostatnią
prywatną szkołą do której idziesz.

-Naprawdę?- Wyrwało  się  Julii.  Jej  postanowienie  nie

odzywania się do ciotki, właśnie padło. Pewnie myśli, że
wpadła na genialny pomysł.- pomyślała

-Tak.- Odpowiedziała  i  zjechała  na  pobocze.  W  końcu

odezwała  się  do niej- pomyślała- Przecież  niedługo
kończysz osiemnaście lat i według prawa możesz sama
decydować o sobie.

-Ach,  więc  to  tak?- Zapytała  z  ironią- Osiemnastka  na

karku, więc spadaj?

-Julia,  do  cholery!  Oczywiście,  że  nie!- Zdenerwowana

wysiadła  z  samochodu.  Trzasnęła  drzwiami  ze  złością  i
zaczęła  chodzić.  Gdy  Julia  także  wysiadła,  dodała-
Przecież  wiesz,  że  kocham  cię  nad  życie  i  zrobię  dla
ciebie wszystko. Więc to oczywiste, że w końcu pogodzę
się  z  tym,  że  będziesz  żyła  na  własny  rachunek.  Gdy
skończysz osiemnaście lat, zaczniesz decydować sama,
a  ja  zrobię  wszystko,  by  ci  pomóc.  Pewnie  będę
krytykowała  twoje  decyzje,  ale  postaram  się  je
zaakceptować.

-Przepraszam  ciociu.- Powiedziała  Julia  i  przytuliła  ją

mocno.- Kto wie, może zostanę tu do końca liceum

-Mam  nadzieję,  że  tak.  A  co  najmniej  do  końca  roku

szkolnego.

background image

- Ale ciociu…- Zaczęła ze śmiechem.
-Weź po uwagę to, że nie zostało ci wiele.

W  zgodzie  ruszyły  w  dalszą drogę.  Po  paru

minutach  ukazał  im  się  budynek.  W  niebo  strzelały
wieżyczki i mansardki z szarego kamienia, sam budynek
jest  wspaniałym  przykładem  stylu  kolonialnego – ma
wysokie, 

wąskie 

okna, 

majestatyczne 

kolumny.

Wszystko to było nałożone na prosty trzypiętrowy dom z
granitu  ze  schludnymi  werandami  i  tarasami.  Szyby  w
oknach lśniły jak tafla jeziora w letnim słońcu, po ścianie
piął się bluszcz.

-Jest  piękny- Szepnęła  oszołomiona  Julia.  Zatrzymały

się  przed  budynkiem  i  wysiadły.  Julia  wpatrywała  się  w
niego.  Zdążyły  podejść  do  szerokich  przeszklonych
drzwi, gdy wyszła do nich starsza kobieta.

-Dzień  dobry,  nazywam  się  Weronika Maczewska

i

jestem 

dyrektorką 

Akademii.-

Przywitała 

się,

uśmiechając  się  radośnie.  Miała  krótkie,  jasnobrązowe
włosy i zielone oczy. Około pięćdziesięcioletnia, wysoka
i wysportowana.- Panie Sara i Julia Rękacz?

-Tak.  Dziękuję  za  przyjęcie  Julki  do  Akademii.-

Powiedziała  Sara.- Zwłaszcza,  że  rok  szkolny  już  się
zaczął i do końca semestru zostało niewiele czasu.

-Jak  pani  wie, Julia  ma  doskonałe  oceny,  dlatego  nie

wahałam  się,  czy  ją  przyjąć,  czy  nie.-

Odparła-

Zapraszam do środka, załatwimy wszystkie formalności i
oprowadzimy Julię po szkole.

Weszły  do  szerokiego  holu,  ściany  były  pomalowane

na  złoto  i  wisiały  na  nich  zdjęcia.  Zatrzymała  się  przed
jednym z nich. Przedstawiało pięć dziewczyn w strojach
chirliderek,  miały  krótkie  czerwone  spódniczki  i  złote
koszulki.  Stały,  obejmując  się  i  uśmiechając  szeroko.

background image

Wszystkie  były  wysokie  i  szczupłe.  Data  zdjęcia  20
czerwiec 1976.

-Wszystkie 

zdjęcia 

przedstawiają 

naszych

absolwentów.-

Powiedziała 

dyrektorka-

Akademia

powstała  w  1960  roku  i  było  to  pierwsze  liceum
koedukujące z  internatem.  Na  tym  zdjęciu  jestem  ja  i
moje 

przyjaciółki. 

Miałam 

osiemnaście 

lat, 

gdy

ukończyłam  szkołę.  Po dwudziestu  latach  wróciłam  tu
jako  dyrektorka.  W  innych  korytarzach  wiszą  obrazy
absolwentów, albo stoją rzeźby. Wiele naszych uczniów
zostało artystami.
Po załatwieniu formalności, dyrektorka oprowadziła je po
budynku.  Sale  lekcyjne  zajmują  cały  parter,  jest  ich
dwanaście.  Pokoje  uczniów  zajmują  drugie  i  trzecie
piętro. Pokój Julii był na trzecim piętrze w wieżyczce.

-To 

najmniejszy 

pokój-

Powiedziała 

dyrektorka

przepraszająco.

-Ale  najładniejszy-

powiedziała  Julia.  Pokój  był

półokrągły,  pomalowany  na delikatny  róż,  stały  w  nim
dwa  łóżka  i  biurka. Były w  nim  dwa  ogromne  okna,
zajmujące  całą  zaokrągloną  ścianę,  szafa  zajmowała
całą drugą ścianę.

-Na tym piętrze jest piętnaście pokoi czteroosobowych i

dwa  dwuosobowe,  w  wieży.  Jest  to  piętro  dziewczyn,
chłopców  na  dole.  Rozkład  jest  taki  sam.  Cisza  nocna
jest  od  północy.- Opowiadała.  Widząc  wyraz  twarzy
Julki,  dodała- Wiem,  w  innych  szkołach  od  dwudziestej
drugiej.

-Tak, to było najgorsze- przyznała
-Dlatego  kilka  lat  temu  zmieniłam  regulamin.  Zajęcia

zaczynają się od dziesiątej, więc najpóźniej o dziewiątej
musisz  wstać  na  śniadanie.  Na  początku  będzie  ci
trudno,  ale  jak  już  się  zaaklimatyzujesz,  poczujesz  się

background image

dobrze.  Po  lekcjach  nie  musisz  nosić  mundurka.  Za
chwilę  zawołam  kilku  chłopców,  pomogą  ci z  bagażem.
Masz jakieś pytania?

-Nie,  chyba  nie- odpowiedziała.  Gdy  wychodziła  z

pokoju,  przypomniało  jej  się  o  co  chciała  zapytać-
Przepraszam.- Zawołała,  a  gdy  Weronka  się  odwróciła,
zapytała- Czy będę mogła jeździć na deskorolce?

-Tak,  wszędzie  tylko  nie  w  budynku.  A  i  mów  mi  po

imieniu, jak wszyscy.
Po tych słowach wyszła z pokoju.

-I jak? Podoba ci się szkoła?
-Budynek  jest  super,  ale  czy  tak  będzie  to  nie  wiem.

Chodźmy po moje rzeczy.

Zeszły  po  schodach  i  wyszły  na  zewnątrz.  Przy

samochodzie czekało  już  dwóch  chłopaków,  widocznie
zadowolonych, że mogli zerwać się z lekcji.

-Jak  myślisz,  kto  to  będzie?- Zapytał  niższy  z  nich.

Jego brązowe włosy opadały  mu na czoło i zawijały się
w loczki na karku.

-Pewnie  chłopak.- Odparł  wyższy.  Miał  włosy  takiej

samej  długości  jak  jego  kumpel,  tylko  miały  inny  kolor.
Były ciemno rude.

-Niee, sadzę, że to dziewczyna.
-A znasz jakąś dziewczynę, która jeździ na deskorolce?

Zwłaszcza na takiej.

-E… Chyba nie.- Odparł zamyślony.

Julia cicho się roześmiała i powiedziała głośno:

-Ciociu, oni mnie obrażają

Obydwaj  szybko  odsunęli  się  od  samochodu  i  Daniel
powiedział

-Dyrektorka przysłała nas, byśmy pomogli z bagażami.
-Zbyt wiele tego nie ma, ale pomoc zawsze się przyda.-

Powiedziała  wdzięcznie  Sara, spojrzała  znacząco  na

background image

siostrzenice i dodała- Prawda?

-Taa-

Odparła. 

Głupek-

pomyślała 

Danielu.

Szowinista!  Już  ona  mu  pokaże,  że  dziewczyna  może
być  taka  dobra  jak  chłopak.  A  ja  jestem  bardzo  dobra.-
Jestem Julia- przedstawiła się chłopakom

-Oli i Daniel-powiedział brązowowłosy.- Miło cię poznać
-Mi też- Uśmiechnęła się do niego i podała mu torbę z

samochodu. Sama  wzięła z niego laptopa i deskorolkę i
dodała- Możemy iść.
Ruszyła razem z Olim

-Przepraszam za kuzyna- Powiedział
-Nikt  nie  będzie  za mnie  przepraszać- Zawołał  Daniel

za nimi.
Julia  tylko  się  roześmiała  i  zaczęła  wchodzić  po
schodach.

-Jesteście  kuzynami?- Chciała  się  upewnić- W  jakim

stopniu?

-Nasze matki są przyjaciółkami.
-Więc nie jesteście spokrewnieni?
-To  skomplikowane.  Może  kiedyś  ci  wyjaśnię.- Doszli

do pokoju w wieży- Więc masz pokój z Karoliną?

-Nie wiem. Mam?
-Tak.  Ona  jest,  jakby  to  powiedzieć,  niezbyt  miła.  Nie

będziesz miała z nią łatwo.

-Nie  ona  jedna  ma  trudny  charakter- powiedziała,

widząc jak Daniel wchodzi do pokoju.

-Może  byś  tak  zabrał  się  za  pozostałe  rzeczy?-

Powiedział  do  Oliego.  Gdy Oliwer wyszedł,  puszczając
do  niej  oko, Daniel rzucił  do  niej- Więc  może  pokażesz
co umiesz, księżniczko.

-Jako osoba inteligenta nie dam się podpuścić, więc daj

mi spokój.
Powiedziawszy  to,  wyszła  z  pokoju.  Zbiegła  po

background image

schodach, mijając jakąś niską dziewczynę. Przy wejściu
minął ją Oli, mówiąc- To już wszystko.

-Dzięki- Uśmiechnęła się do niego wesoło i pobiegła do

cioci.

-Nie ma za co- Szepnął, oczarowany nią.
-Za pół godziny muszę jechać- Powiedziała Sara
-Tak szybko?- Zapytała smutna
-Niestety, jeszcze muszę pójść do pracy. Zobaczysz, te

dwa  miesiące  szybko  miną,  niedługo  święta  i  spędzimy
razem dwa tygodnie.

-Wiem, ale nie lubię się z tobą żegnać.
-Ja też cię kocham- Powiedziała Sara
-Och,  ciociu- rzuciła  Julia  i  rzuciła  się  jej  na  szyję.

Pociągnęła nosem i dodała- Ja też cię kocham.

-Idź po deskę i pokaż czego się nauczyłaś

Julia  uśmiechnęła  się  i  szybko  pobiegła  do  pokoju.
Przed drzwiami usłyszała głos jakiejś dziewczyny

-Co tu robisz?- Zapytała
-Przynosiłem  rzeczy  twojej  nowej  współlokatorki.  Na

pewno  ucieszyłaś  się  słysząc  tą  nowinę.- Nie  słysząc
odpowiedzi,  chciała  wejść  do  środka,  ale  usłyszała  ciąg
dalszy- Karol,  to  nie  moja  wina.  Pewnie niedługo
przepłoszysz ją stąd , jak inne.
Nie  byłabym tego  taka  pewna- pomyślała  tylko  i  weszła
do pokoju.

-A ty czego tu?- zapytała Karolina
-Cześć!- Zawołała  radośnie- Jestem  Julia.  Na  co  tu

jeszcze czekasz? Na napiwek?- Zapytała go zaczepnie.
Wzięła deskorolkę  i  wyszła  z  pokoju.  Punkt  dla  mnie-
pomyślała.  Ponownie  wyszła  z  budynku  i  podeszła  do
cioci.

-Tomek pokazał mi jeden numer- Powiedziała i zaczęła

pokazywać  triki.  Uwielbiała  jazdę  na  deskorolce  i

background image

rolkach.  Była  tak  zajęta  jazdą,  że  nie  zauważyła  jak
Daniel  wyszedł  za  nią  i  przyglądał  się  jej.  Jest  całkiem
nie zła, ocenił jej zdolności. Gdy wykonywała 360 flip, ze
zdumieniem  uniósł  brwi.  Był  zaskoczony  tym,  że  jakieś
dziewczynie udało opanować się ten trik i to tak dobrze,
by zrobić go pięć razy pod rząd. Sam wciąż pamiętał ile
razy  wywalił  się,  gdy  uczył  się  tego  triku.  Gdy  tak  stał  i
obserwował ją, dołączył do niego Oli.

-Jest świetna- Ocenił- I chyba lepsza od ciebie…
-Taa, nie zła.- Potwierdził.
-Daniel, brachu, masz konkurencję- Powiedział Marcin i

klepnął go w plecy- Ale ją chętniej będę oglądał…

-Co  powiedziałeś?!- Zawołał,  wytrącając  Julię  z  rytmu.

Spadła  z  deski.  Gdy  wstała,  zobaczyła  spory  tłumek
przed  szkołą.  Stali  sami  chłopacy,  było  ich  chyba  z
piętnastu- I to ma być konkurencja?

-Hej,  piękna!- Zawołał  jeden  z  chłopaków- Wyjedziesz

za mnie?

-Jasne!- Odkrzyknęła- Ale najpierw kup mi brylant
-Wszystkie  są  takie  same- Westchnął  teatralnie- Tylko

brylanty im w głowie.

-Nie tylko- Zawołała ze śmiechem i podeszła do ciotki-

Zrobił  to  specjalnie- powiedziała  do  niej.  Chłopacy,
widząc,  że  pokazu  już  koniec,  rozeszli  się.  Tylko  Oli
został

-Nic ci się nie stało?- Zapytała tylko
-Nic mi nie jest.- Odparła- Upadki są częścią nauki.
-Zawsze to mówisz.- rzuciła, przewracając oczami- Kto

i co zrobił specjalnie.

-Daniel krzyknął i przez niego się zdekoncentrowałam.-

Wyrzuciła

-Przesadzasz.- Powiedziała- Muszę już jechać.
-Och- pocałowała  ciotkę  w  policzek  i  odprowadziła  do

background image

samochodu.- Szerokiej drogi

-Do zobaczenia słonko.- I odjechała.
-Niezła 

fura-

Powiedział 

Oli, 

odprowadzając

czerwonego Chevroleta Camaro wzrokiem

-Taa,  fajna.-

Rzuciła  i  odwróciła  się  do  niego.

Uśmiechnęła się i podniosła deskę.

-Dawno nie widziałem, by ktoś jeździł tak jak ty- Zaczął.

Ruszyli do szkoły.- Długo się uczyłaś?

-Zaczęłam  dopiero  trzy  lata  temu-

widząc  jego

zdziwienie, dodała- szybko się uczę.

-Więc  masz  pokój  z  Karoliną- Zaczął- Ona  lubi  robić

różne dowcipy i niekoniecznie są śmieszne- Ostrzegł ją

-Podsłuchałam jej rozmowę z Danielem. Powiedział jej,

że pozbędzie się mnie tak szybko jak innych- Przyznała.
Usiedli na schodach prowadzących na trzecie piętro.

-Tak, to w ich stylu.
-Są  parą?- Zapytała.  Wstrzymała  oddech  czekając  na

odpowiedź. Oli się roześmiał

-Nie, nie są.- Odpowiedział- Za bardzo się nie znoszą.
-Ale  powiedziałeś,  że  to  w  ich  stylu- Powiedziała

zdziwiona.

-Ale  nie  miałem  tego  na  myśli.  Mają  zbyt  podobne

charaktery,  więc  gdyby  byli  razem,  ciągle  by  sobie
dokuczali.

-Oliwerze, czy ty  nie masz  przypadkiem jakiejś  lekcji?-

Zapytała Weronika. Oli natychmiast poderwał się na nogi
i zawstydzony, pochylił głowę.

-Tak przypadkiem to mam.- Odpowiedział i odchodząc,

pomachał jej.

-Przepraszam,  to  moja  wina.- Stanęła  w  jego  obronie-

W ogóle nie pomyślałam, że ma teraz lekcję.

-Nie przepraszaj. To dobrze, że porozmawiał z tobą.
-W  przeciwieństwie  do  Daniela?  To  chciała  pani

background image

powiedzieć?

-Tak.  Nie  wiem  dlaczego  Daniel  jest  taki,  ale  to  jego

sprawa. A Oli jest miły, tak jak i inni.

-Tak, miałam już przedsmak tego.- Rzuciła. Zauważyła

wtedy,  że  Weronika  przygląda  się  jej  od  dłuższego
czasu.

Czy  ubrudziłam  się  czymś?-

Zapytała

zaniepokojona

-Nie- odparła  z  roztargnieniem  Weronika.- Mogłabym

przysiąc, że już gdzieś cię widziałam

-Nie 

sądzę-

powiedziała 

słabo.

Właśnie 

tego

najbardziej  się  obawiała,  że  ktoś  ją  rozpozna.- Gdybym
poznała panią, nie wyleciało by mi to z głowy.

-Hmm.  Nieważne,  jak  przypomnę  sobie  to  ci  powiem.-

Podsumowała- Idź  się  rozpakować,  bo  jutro  nie  będzie
laby.

-Dobrze- uśmiechnęła się i odeszła.

Rozdział 3

Zamyślona  weszła  do  pokoju  i  zauważyła,  że  nie

będzie  sama.  Karolina  siedziała  na  swoim  łóżku  i
patrzyła na nią.

-Dyrektorka 

przysłała 

mnie, 

żeby 

ci 

pomóc.-

powiedziała

-Dzięki,  ale  nie  potrzebuję  pomocy.- Powiedziała.

Podeszła  do  bagaży  i  postawiła  laptopa  na  biurku.
Wróciła  do  łóżka,  na  którym  chłopacy  poustawiali  jej
walizki,  i  otworzyła  jedną  z  nich.  Wyjmowała  ubrania  i
wkładała  do  szafy.  Opróżniła  dwie  walizki  i  otwierała
właśnie trzecią, gdy Karolina powiedziała

-Po  co  ci tyle  ubrań? Przecież i  tak będziesz  nosić

mundurek.

-Tylko podczas lekcji- rzuciła- Nie powiesz mi chyba, że

background image

cały czas nosisz mundurek.

-Nie- prychnęła- Mam  kilka  par  dżinsów  i  parę  bluzek,

ale to wszystko. Tyle mi wystarczy

-Na randkę też pójdziesz w dżinsach? Czy spódniczce

od 

mundurka?-

Zażartowała. 

Spojrzała 

na 

nią,

przerywając rozpakowywanie.

-Nie  chodzę  na  randki.- Powiedziała  ze  złością.

Podniosła  się,  podeszła  do  okna  i  usiadła  na  ławie  pod
nim.  Wyglądała  przez  nie  chwilę  i  odwróciła  się  z
powrotem  do  pokoju.- Zbyt  dużo  muszę  siedzieć  przy
książkach, nie mam czasu na randki.

-Przepraszam,  że  to  powiedziałam.  Gdzie  mogę

poustawiać  buty?  Chyba  będę  musiała  trzymać  je  pod
łóżkiem.- Odpowiedziała sobie na pytanie.

-Ich też masz całą masę?- Zapytała zaczepnie
-Prawdę  mówiąc  mniej  niż  bym  chciała.  Ciotka  mnie

pakowała,  więc  wybrała  tylko  te,  które  się  jej  mniej
podobały. Więc pewnie zacznie nosić te co zostawiła. A
buty to moja słabość.- Dodała

-Możesz schować je do trzeciej szafki, jest pusta.
-Naprawdę?  Dzięki- Powiedziała  uśmiechając  się.

Karolina odwzajemniła jej uśmiech i patrzyła jak wyjmuje
buty.  A  było  na  co  popatrzeć,  Julia  miała  dziesięć  par
butów.

Miała  trzy  pary  tenisówek,  oczywiście  w

krzykliwych kolorach, z tą parą co miała na nogach, było
ich  cztery.  Żółte  i  czerwone  japonki.  Reszta  butów  to
wysokie  szpilki  i  kozaki  na  koturnach. Najbardziej
spodobały  jej  się  bardzo  wysokie,  fioletowe  szpilki  i
czerwone kozaki na koturnie.

-Mama  zabrania  mi  nosić  takie  wysokie  obcasy.-

Powiedziała  w  końcu  Karolina.  Wstała  i  zaciekawiona
podeszła do niej.- Jaki masz rozmiar?

-Trzydzieści  osiem.  Moje  ulubione  szpilki  od  Jimmy

background image

Choo- Powiedziała, gdy Karolina wzięła fioletowe szpilki.
Przysiadła na łóżku i przymierzyła je. Wstała niepewnie i
zrobiła parę kroków.

-Ile  one  mają?- Zapytała.- Czuję  się  taka  cholernie

wysoka

-Jedenaście centymetrów.
-O jeju.- Usiadła i szybko je zdjęła.- Trochę za wysoko
-Radziłaby  koturny- Powiedziała,  podając  jej  sandały

na  koturnach- Wygodniej  się  chodzi.  Bo  wiesz,  w
szpilkach trzeba umieć chodzić.

-Więc  sugerujesz,  że  ja  nie  umiem?- Powiedziała

urażona.

-Wyluzuj się. Nie każdy  umie chodzić  w szpilkach. -Po

tych słowach Karolina wyszła, trzaskając drzwiami. Co ja
powiedziałam- zastanawiała się. Jejku, jaka obrażalska.

Następnego ranka obudziła się o ósmej, wypoczęta

i  rześka. Uśmiechając  się  szeroko,  wstała,  wzięła
ubrania  i  poszła  do  łazienki.  Wyszła  na  korytarz  i
spotkała dwie dziewczyny, wychodzące z łazienki.

-Ty jesteś Julia?- Zapytała szatynka i wyciągnęła dłoń-

Jestem Klaudia, a to Monika. Mój brat mówił, że jeździsz
na deskorolce.

-Tak,  od  trzech  lat.  Miło  mi  poznać.- Powiedziała  i

podała dłoń Monice- A wy też jeździcie?

-Tylko na rowerach, lubimy się ścigać.
-Klaudia 

Monika, 

dwie 

papużki 

nierozłączki-

Powiedział sarkastycznie Daniel.- Czyżby szykowała się
kolejna przyjaciółeczka?

-To piętro dziewczyn i nie możesz tu przychodzić kiedy

ci  się  spodoba.- Powiedziała  Klaudia.  Widać  było,  że
ona  jest  bardziej  wygadana  od  Moniki.  Gdy  Daniel
podszedł,  Monika  wsunęła  się  za  Klaudię.  Może  to  z

background image

powodu jej wyglądu, typowa szara myszka w okularach.-
Poznałaś już klasowego dupka?- Zapytała Julię

-Raczej  szkolnego,  ale  poznałam-

odpowiedziała-

Dziewczyny,  miło  was  poznać  ale  muszę  się  ubrać.-
Powiedziawszy  to,  weszła  do  łazienki.  Kolejne  starcie  z
Danielem  i  kolejny  punkt  dla  mnie-pomyślała.  Zaraz
jednak zaczęła się zastanawiać, jak on będzie chciał się
na  niej  odegrać.  Bo  wygląda  na  takiego,  który  nie
przepuści  żadnej  złośliwości.  Ale  co  ma  być to  będzie.
Ubrała się i zrobiła delikatny makijaż i wyszła z łazienki.
Zeszła  na  śniadanie  przed  Karoliną  i  usiadła  z  Moniką  i
Klaudią.

-Uważaj  na  niego- ostrzegła  Klaudia- Pewnie  obmyśla

już plan zemsty.

-Czekam  na  to  z  niecierpliwością- rzuciła,  posyłając

Danielowi zimny uśmiech.

-I  jak  piękna,  wyjdziesz  za  mnie?- Usłyszała  głos

Marcina, który usiadł obok niej na krześle

-A  gdzie  brylant?- Zapytała,  posyłając  mu  szeroki

uśmiech

-Siostra ratuj.- szepnął do Klaudii- Pożycz kolczyki
-To mój brat Marcin- rzuciła Klaudia
-Domyśliłam  się-

Powiedziała  patrząc  na  nich.-

Uderzające  podobieństwo  w  kształcie  oczu  i  kolorze
włosów jest wystarczającą podpowiedzią. Bliźniacy.

-Zgadłaś- Powiedział  zaskoczony  Marcin  i  ukradł  z  jej

talerza bułkę.

-Rzadko

zgaduję.-

Odparła, 

uśmiechając 

się

tajemniczo i wstała od stołu.- Do zobaczenia.

Poszła  na  trzecie  piętro  do  pokoju,  umyła  zęby  i

zeszła  na  parter.  Postanowiła  pozwiedzać  i  obejrzeć
zdjęcia  absolwentów.  Nie  była  jednak  długo  sama,
bowiem wkrótce dołączył do niej Oliwer.

background image

-Cześć- Powiedział, uśmiechając się.
-Hej.- Odparła.  Stała  pod  zdjęciem  zrobionym  w  1980

roku,  było  na  nim osiem osób, trzy dziewczyny i  pięciu
chłopaków. 

Ubrani 

byli 

wybrudzone 

stroje

koszykarskie.  Stali  z  uniesionymi  wysoko  rękami, w
geście zwycięstwa. U ich stóp stał puchar.

-Co  roku  organizowane  są  zawody  koszykarskie.

Najpierw  wybierani  są  najlepsi,  a  później  Weronika
ściąga pozostałe drużyny.- Mówił- Jestem tu pięć lat, od
gimnazjum, i od tamtej pory nie było żadnej dziewczyny
w drużynie. Żadna się nie zgłosiła

-To  co  kiedyś  dla  dziewczyny  było,  no nie  wiem,

zaszczytem  albo  wielką  możliwością  dziś  jest  niczym.
Mają  inne  zainteresowania,  którym  nie  jest  sport.-
Powiedziała

-Masz rację- Powiedziała Weronika- Lubisz grać?
-Czy  lubię?- Roześmiała  się- Uwielbiam  i  na  pewno

zgłoszę się do drużyny.

-Zmykajcie  na  lekcje- powiedziała  z  uśmiechem.  Gdy

odeszli, zaczęła sama wędrować i oglądać zdjęcia. Była
pewna,  że  wcześniej  już  widziała  tu  twarz  Julii.
Dochodziła do kolejnego pokoju, gdy zawołał ją woźny.

Pierwszą  lekcją  była  matematyka.  Weszła  do  klasy

z Oliwerem i zobaczyła, że połowa ławek jest już zajęta.
Oliwer  wziął  ją  za  rękę  i  poprowadził  do  swojej  ławki.
Usiadła obok niego, w trzeciej ławce.

-Nie przeszkadza ci to?- Zapytał
-Nie,  miło  z  twojej  strony,  że  pomagasz  mi.-

Odpowiedziała z uśmiechem- Z doświadczenia wiem, że
w  połowie  semestru  klasy  podzielone  są  już  na  pewne
grupki  i  są  one  hermetyczne.  Komuś  nowemu,  trudno
dostać  się  do  nich,  a  i  innym  też. Chociaż  w  internacie

background image

panują trochę inne zasady, nowym jest jeszcze ciężej.

-W ilu szkołach byłaś?
-Nie zliczę w ilu. Czasami po miesiącu, musiałyśmy się

z  ciocią  przeprowadzić.  Byłyśmy  w  ciągłym  ruchu.
Najdłużej w jednej szkole byłam dwa lata.

-Czyli  nie  miałaś żadnych  przyjaciół?  To  smutne.-

pomyślał o Danielu. On też nie ma przyjaciół, też często
zmieniał  szkoły.  W  końcu  trafił  do  mojej  rodziny  i
zaprzyjaźnił się ze mną, z przymusu.

-Wiesz  to  nie  do  końca  tak.  Nawet  jak  przez  miesiąc

mieszkasz  z  kimś  w  jednym  pokoju,  to  w  końcu
poznajesz trochę tą osobę i lubisz ją, albo nie.

-Niby racja, ale…- Zaczął, ale przerwał mu dzwonek na

lekcję.- Tęsknisz za kimś?

-Tylko za kilkoma osobami- Odpowiedziała.
-No  i  jakimi  ploteczkami  wymieniliście  się?- Zapytał

Daniel,  przerywając  im  rozmowę.- Jakie  buty  są  modne
w tym sezonie?

-Tylko takie, którymi mogę kopnąć cię w tyłek.- Rzuciła

słodko Julia. W tej chwili do klasy wszedł nauczyciel. Był
to  grubiutki,  starszy  pan  z  szopą  siwych  włosów.
Wyglądał jak święty Mikołaj.

-Dzień  dobry,  dzieci.  Mam  wam  przekazać,  że  od  dziś

będzie  z  nami  nowa  uczennica,  nazywa  się- Zaczął  i
spojrzał na karteczkę przyczepioną do dziennika.- A tak,
Julia  Rękacz.  Wstań  dziecko  i  pokaż  się  klasie.-Mówił
rozglądając się za nową twarzą.
Julia wstała  i niepewnie  rozejrzała  się po  klasie.  Nie
lubiła jak wpatrywali się w nią.

-Cześć-Rzuciła
-Widzę,  że  znalazłaś  się  doborowym  towarzystwie.-

Powiedział,  patrząc  na  Daniela  i  Oliwera.- Tylko  nie
zbałamućcie  jej  zbyt  szybko.- Wszyscy  się  roześmiali.

background image

Tym  kawałem  rozpoczęli  lekcję.- To  na  początek  do
tablicy Marcin, zrobisz to zadanie.
Marcin  podszedł  do  tablicy  i  zaczął  pisać.  Przerabiali
właśnie  funkcję  trygonometryczne  i po  kolei,  ławkami,
podchodzili do  tablicy.  Gdy  doszli  do  Julii,  nauczyciel  ją
ominął.  Nikomu  to  nie  przeszkadzało,  nikomu,  oprócz
Daniela.

-Teraz Oli.- powiedział Sławek
-Ej, to nie fair!- wykrzyknął Daniel- A nowa?
-Ta nowa ma imię- Powiedziała do niego Julia. Wstała

chcąc pójść do tablicy, ale Sławek zaprotestował.

-Nie, nie musisz nic robić dla widzimisię Daniela.
-Ale  nie  mam  nic  przeciwko  temu.  On  ma  rację,  to  nie

fair.

-Chciałem  dać  ci  czas  na  zaaklimatyzowanie  się,  ale

skoro nalegasz, to chodź.
Julia wstała i przechodząc koło Daniela, pochyliła się ku
niemu i powiedziała

-Palant.- Podeszła  do  tablicy,  zapisała  równanie  i  po

paru  sekundach  znała  już  rozwiązanie.  Zapisawszy  je,
odeszła  od  tablicy  i  usiadła  obok  Oliwera.  Czuła  jak
wszyscy  patrzą  na  nią,  niektórzy  z  podziwem,  a  inni  ze
zdziwieniem.  Uśmiechnęła  się  tryumfalnie  do  Daniela  i
skupiła  na  zadaniach.  Po  dzwonku  na  przerwę,  szybko
wstała i wyszła, nie patrząc na Daniela.

-Czemu tak jej nie lubisz?- Zapytał ze złością Oliwer.
-Tylko ją testuję.- Odparł i wyszedł.

Tak  naprawdę  sam  nie  wiedział,  dlaczego  tak  jej

dokucza.  Coś  pchało  go  do  tego.  Podejrzewał,  że  to
przez jej wygląd, chociaż znał wiele pięknych dziewczyn.
Ale  Julia  miała  coś  w  sobie,  coś  co  go  pociągało.  Była
wysoka,  wysportowana  i  wszystko  miała  na  swoim
miejscu. Długie, blond  włosy kręciły się i sięgały  połowy

background image

pleców. Na lekcje zaplotła je w warkocz, ale pamiętał jak
wyglądała  rano.  Była  lekko  potargana,  miała  na  sobie
fioletową,  sięgającą  prawie  do  kolan  koszulkę  na
ramiączkach,  więc  podejrzewał,  że  nie  ma  nic  pod
spodem.  Na  twarzy  nie  miała  żadnego  makijażu,  choć
na  lekcję  podkreśliła  tylko  oczy  i  pomalowała  usta
szminka.  W  wyzywającym,  czerwonym  kolorze,  aż
chciało  się  całować  te  usta.  Oczy  miała  szare,  prawie
czarne  i  wydawały  się  wszystko  widzieć. Aż  miło
patrzeć, jak zapala się w nich ogień. Podchodził właśnie
pod  klasę  do  francuskiego,  gdy  ją  ponownie  zobaczył,
stała  do  niego  tyłem.  Podkusiło  go  i  podchodząc
najciszej jak umiał, zdjął jej gumkę z włosów. Szybko się
rozplotły,  zasłaniając  jej  twarz.  Odwróciła  się  do  niego  i
powiedziała.

-Mogłam 

się 

tego 

spodziewać, 

szczeniackie

zachowanie  pasuje  do  ciebie  jak  ulał.  Oddaj  mi  ją.-
Zażądała wyciągając  rękę.  Chciała  związać  ponownie
włosy

-Może gdybyś przeprosiła…
-Niby za co- Aż ją zatkało. To on od samego początku

jej dokuczał, obrażał ją. Puściła włosy i opierając ręce na
biodrach,  chciała  dodać- To  ty  powinieneś  przeprosić
mnie

-Idziesz na francuza?- Zapytał Adam.
-Tak, ty też?
-Przerwałem wam…- zaczął
-Tak.- Odparł ze złością Daniel
-Nie- rzuciła  jednocześnie  Julia- ja  już  skończyłam.

Wchodzisz?- Zapytała i ruszyła do klasy.
Adam wszedł zaraz za nią i usiadł obok niej.

-Chłopacy  mówili,  że  dałaś  wczoraj  niezły  popis  na

desce. Marcin z wrażenia ci się oświadczył

background image

-Tak- roześmiała  się- a  ponieważ  nie  miał  brylantu,

musiałam mu odmówić. Nie widziałam cię tam.

-Siedziałem w kozie.
-Więc  to  nie  jest  idealna  szkoła?- Zapytała,  udając

zaskoczenie. Adam zawtórował jej śmiechem.

-Niestety nie- szepnął konspiracyjnie.

-Dzień  dobry-

powiedziała  nauczycielka.  Była  to

trzydziestopięcioletnia szatynka

-Dzień dobry pani- Odpowiedziała cała klasa
-Niektórzy  już  pewnie  wiedzą,  że  mamy  nową

uczennicę. Julia wstań

-Cześć- Mruknęła

- Zajmiemy  się  czasownikami.  Podejdź  do  tablicy  i

odmień zgubić się
Czasowniki akurat umiała więc szybko odmieniała

-Dobrze,  usiądź.  Następny  Marcin- Powiedziała  do

spóźnionego Marcina- Odmienisz spóźnić się.

Po  kolejnych  pięciu  lekcjach  na  które  na

nieszczęście chodził też Daniel, poszła na trzecie piętro
do pokoju. Przebrała się zielone dżinsy i różową bluzkę,
założyła  pantofle  na  obcasach  i  wyszła  z  pokoju.
Postanowiła  wymknąć  się  poza  teren  szkoły  i
pozwiedzać  okolicę.  Szybko  podeszła  do  bramy  i
patrząc  czy  nikt  nie  idzie  za  nią  wyszła  za  nią.  Chciała
choć  przez  chwilę  pobyć  sama  i  pomyśleć  o  Danielu.
Denerwował ją sam fakt, że jej nie lubi. Wiedziała, że nie
każdy musi za nią przepadać, ale żeby aż tak. To jednak
lekka  przesada.-

rozmyślała,  idąc  powoli  drogą

prowadzącą  przez  las.  Mogłam  założyć  tenisówki,  nie
musiałabym  się  martwić  o  buty.  Jednak szła  dalej,
potrzeba  samotności  była  zbyt  wielka. Przystanęła  na

background image

chwilę  i  odetchnęła  głęboko.  Jesień  w  pełnej  krasie,  na
drzewach zostało jeszcze dostatecznie dużo liści, by nie
przepuszczać promieni słonecznych. Na ziemi też leżało
ich  sporo,  by  utworzyć kolorowy  dywan.  Czerwone  i
żółte  liście  leżały  na  zielonkawej  trawie,  schyliła  się  i
zebrała  je  i  roześmiana  podrzuciła.  Uwielbiała  jesień
właśnie  z  tego  powodu,  tych  kolorów.  Jednak  bardziej
cieszyła  ją  wiosna,  bo  wtedy  wszystko  się  odradza.
Silniejsze  i wytrwalsze.  Tak  jak  ona,  po  każdym
wypadku, była wytrwalsza, silniejsza a przede wszystkim
mądrzejsza. Uniosła dłoń, chuchnęła na nią i bezgłośnie
powiedziała

-Niech z oddechu mego powstanie kwiat najpiękniejszy

na  świecie.  Niech  to  będzie  radosny  i  pachnący
goździk…
Uśmiechnęła  się  szeroko  na  widok  pojawiającego  się
kwiatu. Prosta sztuczka i gdyby ciotka dowiedziała się o
tym, była by zła. Ale widok goździków zawsze poprawiał
jej  humor.  A  poza  tym  nikogo  tu  nie  było,  więc  mogła
sobie  na  to  pozwolić.  Z  kwiatem  w  ręce  szła  dalej,  aż
zobaczyła  ogrodzenie.  Zaciekawiona,  podeszła  bliżej  i
zobaczyła stado koni.

-Och,  jakie  jesteście  piękne- zawołała.  Podeszła  do

płotu i patrzyła oczarowana. Były różnego umaszczenia,
ale  najpiękniejszym z  nich  był  biały  jak  śnieg  źrebak.-
Chodź  mały,  podejdź  do  mnie.- Mówiła.  Zrobił  parę
kroków  do  płotu,  po  czym  przystanął.  Odwróciła  się  i
zobaczyła Daniela

-One  nigdy  nie  podchodzą  do  płotu.- Powiedział,

przystając  obok  niej.  Patrzył  na  nią  i  nie  mogąc  się
powstrzymać, dodał- Wyglądasz pięknie.

-Czy mi się wydaje, czy powiedziałeś mi komplement?-

zapytała  zaczepnie- On  przyszedłby,  gdyby  nie  ty.-

background image

Niech w mej kieszeni zalśni dojrzałe, zielone jabłuszko.-
pomyślała.  Nie  zamierzała  rezygnować,  chciała  by  koń
podszedł do niej. Z uśmieszkiem wyjęła z kieszeni jabłko
i zawołała ponownie- Chodź, masz.
Wyciągnęła  dłoń,  źrebak  podszedł  do  ogrodzenia.
Podała mu jabłko i zaczęła głaskać.

-Niewiarygodne-

powiedział  z  podziwem  Daniel.

Wyciągnął  dłoń,  chcąc  także  go  pogłaskać,  gdy  koń  się
odsunął.- Ej

-Widocznie ciebie nie lubi.- Roześmiała się. Gdy jednak

zobaczyła jego minę, przewróciła oczami i złapała go za
rękę.  Prąd,  który  przeszedł  pomiędzy  ich  dłońmi,
wstrząsnął  nimi.  Momentalnie  wypuściła  jego  dłoń.
Odskoczyli  od  siebie,  patrząc  sobie  głęboko  w  oczy.
Dreszcz  wstrząsnął  ciałem  Julii- Ja…- Zaczęła,  ale
przerwał jej

-Ja…

-No dobra- odetchnęła głęboko- to było dziwne.
-Trochę.- Odparł.  Tym  razem  on złapał  ją  za  rękę.

Ponownie  ta  sama  iskra  przeskoczyła  między  nimi.
Wciąż  trzymając  ją  za  rękę,  zbliżył  ją  do  końskiego
grzbietu.  Tym  razem  stał  nieruchomo,  pozwalając  się
głaskać.- Od pół roku próbowałem przekonać któregoś z
nich by podszedł. Żaden się nie odważył.

-Do  zwierząt  trzeba  mieć  odpowiednie  podejście-

powiedziała,  puszczając  jego  rękę.  Źrebak  natychmiast
się  odsunął  od  niego.  Postanowiła  zrobić  to  co  koń,
odeszła.

-Ej,  gdzie  idziesz?- zawołał  za  nią  i  zrównał  się  z  nią.

Zauważył,  że  w  butach  na  obcasie  była  tego  samego
wzrostu co on.

-Jak  najdalej  od  ciebie.- odparła  ze  złością- Wyszłam,

bo chcę być sama. Jak się okazuje, tutaj jest to trudne.

background image

- W takim razie idź- najeżył się i odszedł od niej.

Zadowolona  szła  dalej,  z  przyjemnością  wystawiając
twarz na powiew wiatru. Po piętnastu minutach, znalazła
przewrócone drzewo. Przysiadła na nim i myślała o tym
co  się  wydarzyło.  Co  to  było-

zastanawiała  się.

Powróciło  do  niej  pragnienie,  które  wtedy  poczuła.  Po
raz  pierwszy  poczuła  takie  silne  pragnienie.  Jej  serce
zaczęło  szybciej  bić,  marzyła  tylko  o  pocałowaniu  go.
Przecież go nawet nie lubię- pomyślała rozzłoszczona- i
nie chcę polubić. Nie zauważyła, gdy zrobiło się ciemno i
nagle  zadrżała.  Ciemno  i  zimno- myślała,  rozcierając
ramiona.  Jak  mogłam  być  taka  nieostrożna. Wstała  w
pospiechu,  upuszczając  kwiat.  Spojrzała  na zegarek.-
Jak to możliwe, że zrobiło się tak późno?- Zastanawiała
się  wystraszona.  Dziewiętnasta  godzina.  Gdzie  się
podziały  te    cztery  godzin?  Szła  szybko  do  internatu,
przemarźnięta  i  głodna.  Tylko  słaby  blask  księżyca
oświetlał jej drogę, bała się, że się zgubi, ale po upływie
pół  godziny,  znalazła  drogę  do  szkoły.  Po  kolejnych
piętnastu  minutach,  była  już  w  szkole. Wbiegła  po
schodach  do  ciepłego  budynku.  Szybko  poszła  na
trzecie  piętro,  do  pokoju,  by  założyć  coś  ciepłego.  W
drzwiach  pokoju  zderzyła  się z  Karoliną,  wychodzącą
właśnie z niego.

-Weronika cię szukała- rzuciła tylko i już jej nie było. O

cholera- pomyślała. Na bluzkę założyła czekoladowy golf
i wyszła z pokoju. Na półpiętrze spotkała dyrektorkę

-Mamy  tu  pewne  zasady  i  jedną  z  nich  jest  mówienie

gdzie  się  wychodzi  i  wracanie  do  dziewiętnastej.  Gdzie
byłaś młoda damo?

-Ja- zająknęła  się- przepraszam.  Spacerowałam  i

straciłam poczucie czasu.

-Spacerowałaś  sama,  po  nieznanym  terenie  przez

background image

cztery  godziny?!  Czy  ty  straciłaś  rozum?  Ciemno,
zimno?  A  gdyby  coś  ci  się  stało?- Prawie  krzyczała.
Piętro  niżej  zebrało  się  kilka  osób  i  bezczelnie
podsłuchiwało. 

Niezbyt 

często 

widują 

przyjaźnie

nastawioną  dyrektorkę,  jak  tak  krzyczy.  A  właściwie  to
widzieli  ją  tylko  raz  w  tym  stanie,  gdy  pewien  uczeń w
środku nocy wymykał się i złamał nogę. Dopiero po kilku
godzinach został znaleziony.- Bój się Boga  dziewczyno,
pewnie przemarzłaś na kość i jutro będziesz kichała. Po
kolacji  natychmiast  do  mnie- powiedziała  i  rozejrzała
się.- Ty Daniel też. A teraz biegiem na kolację.
Wszyscy  poszli  do  jadalni.  Usiadła  razem  z  Marcinem,
Moniką, Klaudią i Adamem.

-Wiemy  co  ty  zrobiłaś,  wszyscy  to  słyszeli- zaczęła

Klaudia- ale co zrobił Daniel?

-Właśnie?- Zawtórowała jej Monika
-A  skąd  mogę  to  wiedzieć?- Zapytała  retorycznie-

przecież mnie nie było.

-Jak się dowiesz to daj znać- powiedział Adam i zaczął

wstawać.

-Poczekaj- rzuciła  i  złapała  go  za  rękę- Nikt  go  tu  nie

lubi?- Zapytała

-Raczej  on  nie  lubi  nikogo- odpowiedział- A  przez  to

trudno jest go polubić.

-Daniel  to  dupek.- powiedziała  Monika  i  wstała.

Odeszła od stolika razem z Adamem.

-Mnie  nie  pytaj- powiedział  Marcin,  gdy  spojrzała  na

niego.- Od  samego  początku  jest  taki  i  nikt  nie  wie
dlaczego.
Zadzwonił jej telefon, wyjęła go pewna, że dzwoni ciotka
z burą za zaklęcia, ale wyświetlił się numer nieznany.

-Nie  odbierzesz?- Zapytał  Marcin.  Gdy  podniosła  na

niego wystraszony wzrok- Julka!

background image

-Tylko jedna osoba ma ten numer telefonu.
-I jesteś pewna, że to nie jest ciotka?

Spojrzała na niego zaskoczona. Domyślił się, że mówiła
o ciotce.

-Nie, to nie ona.
-Daj, odbiorę.- Zabrał jej telefon z ręki i odebrał- Halo
-Poproszę Julkę do telefonu. Dzwoni Tomek.
-Tomek?- zapytała  szeptem.  Miała  nadzieję,  że  się

przesłyszała.  Gdy  Marcin  skinął  głową,  wzięła  od  niego
telefon  i  powiedziała- Przepraszam,  jakiś  czas  temu,
ktoś straszył mnie przez telefon.

-Nie  martw  się,  jest  ok.- Powiedziała  Klaudia.  Julia

uśmiechnęła się słabo i odeszła od stolika.

-Tomek? Stało się coś?- Zapytała zaniepokojona
-Nie wiem- odpowiedział- ty mi to powiedz.

Z  telefonem  przy  uchu  wyszła  przed  szkołę,  by  nikt  nie
podsłuchał

-Co mam ci powiedzieć?
-Jesteś w Akademii, tak?
-Przecież ci powiedziałam, że ciotka wysyła mnie tu.
-Więc  pewnie  słyszałaś  już  o  corocznym  meczu?  W

koszykówkę?

-Tak,  mam  zamiar  zgłosić  się  do  drużyny.  Powiedz  w

końcu o co chodzi?

-To  niedługo  się  spotkamy.  Jestem  w  drużynie  i

przyjedziemy na mecz do Akademii.

-Cholera jasna!- rzuciła- Rafał też?
-Tak.  Nie  zapomniałaś  o  czymś  Dominiko?  Teraz

nazywasz się Julia i tylko ja to wiem.

-Nie pomyślałam o tym.- szepnęła- W tym wypadku nie

mogę się zgłosić.

-Możesz. Tylko na mecz z nami, ktoś będzie musiał cię

zastąpić.

background image

-W  ogóle  nie  mogę  się  zgłosić.  Pomyśl  tylko,  wy

znaliście mnie jako Dominikę, ale byłam w tylu szkołach,
pod tyloma różnymi imionami…

-Cholera,  masz  rację.  Wyobrażam  sobie  zapowiedź,

kto wchodzi na boisko. A teraz nasz najnowszy nabytek,
Julia  Rękacz.  Wchodzisz  ty  i  rozpoznają  cię  jako
Dominikę, Aleksandrę i inne.

-A tak bardzo chciałam utrzeć mu nosa- szepnęła
-Komu?- zapytał
-Takiemu jednemu palantowi. Podobny do Rafała, tylko

nie  tak  okrutny…  chyba.- Usłyszała  chrząknięcie  za
plecami. Szybko się odwróciła i zobaczyła Daniela.

-Palant przyszedł- powiedział Daniel głośno. Tomek go

usłyszał i zapytał

-To on? Lepiej uważaj.- ostrzegł
-Zmądrzałam  od  czasów  Rafała.  Muszę  kończyć-

Powiedziała  do  telefonu.- Daj  znać  kiedy  przyjeżdżacie,
żebym mogła zejść niektórym z oczu i do zobaczenia.

-Pa- usłyszała i się rozłączyła.
-Czy to z nim szłaś dziś na randkę?- Zapytał- Powinien

cię odprowadzić- powiedział z odrazą

-Odwal  się  ode  mnie- warknęła  i  chciała  wejść  do

środka.  Złapał  ją  za  rękę,  przygotowany  na wstrząs  i
zatrzymał  ją.  Julia  nie  była  przygotowana  na  to  i
szarpnęła  się  do  tyłu.- Zapłacisz  mi  za  tego  palanta-
wycedził

-Palat, dupek i idiota- zawołała podniesionym głosem.
-Uważaj,  ty  mała  czarownico- szepnął  jej  do  ucha.

Szarpnął ją za włosy, odchylając głowę do tyłu i zbliżając
usta do jej ust- Lepiej uważaj

Rozdział 4

background image

Zawładnął jej ustami w brutalnym pocałunku. Wyczuwała
w  nim  złość,  ale  i  pożądanie.  Zanim  zdążyła  pomyśleć,
by  go  odepchnąć,  jej  usta  odpowiadały  na  jego
pocałunki. Gdy poczuła jego zęby na wardze, szarpnęła
głowę do tyłu, chcąc się cofnąć, ale nie pozwolił jej na to.
Sprawiał  jej  ból,  uniosła  rękę,  żeby  go  odepchnąć,  gdy
zalało ich światło z holu. Na słowa dyrektorki, odskoczyli
od siebie

-Do mojego gabinetu.- Powiedziała- Już.

Julia  odepchnęła  go  i  wbiegła  do  środka,  tłumiąc  łzy.
Pod  drzwiami  do  gabinetu  dyrektorki  przyłożyła  dłoń  do
drżących  warg.  Oddychała  szybko,  na  dźwięk  kroków,
próbowała  się  opanować.  Opuściła  dłoń  i  czekała.  Po
chwili 

nadeszła 

dyrektorka, 

razem 

Danielem.

Wchodząc  do  pokoju  nie  spojrzała  na  Daniela.  Czekała
co  powie im  Weronika.  Chciała  jak  najszybciej  znaleźć
się w pokoju i płakać.

-To  czego  byłam  przed  chwilą  świadkiem,  jest  nie

dopuszczalne, 

Danielu.-

Zaczęła-

Ja 

jestem

wyrozumiała,  ale  tylko  do  czasu.  Gdyby  ktoś  inny  was
zobaczył, nie skończyłoby się to tylko na kozie.

-Przecież nic nie zrobiłem- powiedział spokojnie
-Dojdziemy 

zaraz 

do 

tego. 

Dlaczego 

nie

poinformowałeś mnie, że wiesz gdzie jest Julka?

-Coś  ty  jej  nagadała?- Zapytał  Julię.  Szarpnął  ją  za

ramię, by spojrzała na niego

-Odwal się- warknęła
-Danielu- powiedziała  groźnie  Weronika.  Puścił  jej

ramię. Spojrzała na Julię z uniesionymi brwiami

-Przepraszam- sapnęła  ciężko- chciałam  powiedzieć

daj mi spokój- zwróciła się do Daniela.

-I  nikt  nie  musiał  mi  nic  gadać.  Widziałam  was.-

Kiwnęła  głową  w  kierunku  okna.  Gdy  spojrzeli  nie

background image

widzieli  nic  poza  ciemnością- Zapewniam  was,  że  stąd
jest  doskonały  widok  na  stadninę  i  łąkę  gdzie  są  konie.
Uspokoiłam się, widząc was jak rozmawiacie i idziecie w
jedną  stronę.  Po  chwili  ty- Mówiła  do  Daniela- wróciłeś
do szkoły sam.

-I co z tego? Przecież nie jestem jej niańką.- Powiedział

bezczelnie

-Nie,  nie  jesteś- Przyznała  mu  rację.- Ale  znasz

zasady, a Julka nie. Znasz także teren, a ona nie. Mogło
się jej coś stać. Mogła się przewrócić, mógł gonić ją wilk.
Mogła  zostać  także  napadnięta.-

wprawdzie  nie

podnosiła głosu, ale wydawało się, że mówi głośniej. Jej
słowa  zaczęły  do  niego  trafiać,  ale  jak  zwykle  miał
odpowiedź na wszystko.

-Mogła  by  nie  nosić  tych  wysokich  obcasów- zaczął

wyliczać arogancko- wilka by obłaskawiła i nikt by jej nie
napadł.  Przecież  takie  rzeczy  nie  zdarzają  się  u  nas.-
ciągnął tym samym tonem.- A poza tym jej chłopak mógł
ją odprowadzić.

-Ty  arogancki,  bezczelny  typie.- Wybuchła  Julia- Tak

się  składa,  że  te  buty  są  moimi  ulubionymi, wszystkie
zwierzęta mnie uwielbiają i jeśli jeszcze raz podsłuchasz
moją rozmowę telefoniczną, to gorzko tego pożałujesz.

-Taak?  A  niby  jak?- zapytał.  Zanim  Julia  zdążyła  mu

odpowiedzieć, Weronika powiedziała

-Takich  słów możecie używać  przy  kolegach, a  nie  w

moim gabinecie. I trochę innym tonem, moje dzieci.

-Za  to  na  pewno  nie  zamierzam  przepraszać.-

Powiedziała  Julia  i  wyszła,  trzaskając  drzwiami.  Daniel
miał ochotę zrobić to samo,  ale  nawet  nie  zdążył zrobić
kroku, gdy rozzłoszczona dyrektorka powiedziała

-Jeśli zrobisz  choć krok  w stronę drzwi, nie dopuszczę

cię  do  kwalifikacji  i  uziemię  w  kozie  do  końca  roku. Nie

background image

dość,  że  karygodnie  zaniedbałeś  zasady  szkole,  to
jeszcze  dobre  wychowanie.  Porzucać  dziewczynę  po
środku  lasu,  zmuszać  ją  siłą  do  pocałunku?  Co  się  z
tobą  dzieje?  Przemyśl  to  i  do  swojego  pokoju.-
Powiedziała  otwierając  mu  drzwi- A  i  jeszcze  od  jutra
przez dwa tygodnie, przychodzisz tu- Zawołała za nim

W  czasie  gdy  dyrektorka  dawała  Danielowi  karę,

Julia  wbiegła  do  pokoju.  Karolina  siedziała  na  łóżku  i
uśmiechała się wrednie.

-Pierwszy  dzień  i  już  na  dywaniku?  Rób  tak  dalej,  to

niedługo  wylecisz- Powiedziała- A  ja  nie  będę  musiała
się ciebie pozbywać

-Jesteś większą idiotką niż Daniel.- Odparła ze złością-

Mnie nie wyrzucą.

-Julia, Julia. Jeszcze nic nie widziałaś.

Nie  odpowiadając  na  jej  zaczepkę,  wzięła  ubrania  i
wyszła  z  pokoju.  Gdy  tylko  zamknęły  się  za  nią  drzwi,
popłynęły  jej  łzy.  Starała  się  opanować  szloch,  ale  nie
mogła.  Poszła  do  łazienki,  a  gdy  się  rozbierała,  weszła
do środka Klaudia

-Julka,  co  się  stało?- Zawołała.  Szybko  podbiegła  do

niej i założyła jej szlafrok.- Trzęsiesz się. Zimno ci?

-Dlaczego to tak boli?- zapytała- Dlaczego to zrobił?
-Pójdę po Weronikę
-Nie!- Zawołała- Nie musisz.- Wzięła głęboki oddech
-Powiesz co cię boli?
-To  nie  taki  ból.  On  zmusił  mnie  do  pocałunku.

Dlaczego to zrobił?

-Daniel?- Zapytała.  Gdy  Julka  skinęła  głową,  zaśmiała

się  cicho.- Jego  nikt  nie  zna,  a  tym  bardziej  nikt  go  nie
rozumie. Jest nieprzewidywalny.

-W  taki  razie  dlaczego  to  tak  mnie  boli?  Znalazł

background image

doskonały sposób by się odegrać…

-Odwzajemniłaś  pocałunek?- Zapytała.  Julia  spojrzała

na nią- No co?

-Tak i spodobało mi się. To jest chyba w tym wszystkim

najgorsze

-Już nic nie rozumie- powiedziała zdezorientowana
-Zrobił  to  tylko  ze  złości,  wkurzyłam  go  i  to  go

popchnęło  do  pocałowania  mnie.- Wyjaśniła.  Wstała
uspokojona  i  zdecydowanym  ruchem  wytarła  łzy  z
policzków- Dzięki,  że  mogłam  pogadać  z  tobą.  Gdybyś
nie  przyszła,  ryczałabym  pewnie  przez  godzinę,  a jutro
miałabym murowany ból głowy.

-Polecam  się  na  przyszłość.  Wszystko  już  ok?-

Zapytała

-Tak.  Postaram  się  nie  przejmować  Danielem.-

Powiedziała 

ściągnęła 

szlafrok. 

Stanęła 

pod

prysznicem,  odkręcając  wodę.  Myjąc  włosy,  wpadła  na
świetny  pomysł.  Jeszcze udowodnię  temu  dupkowi  na
co  mnie  stać- myślała.  Ubrała  się  i  ponownie  poszła  do
pokoju.  Zadowolona,  że  Karoliny  nie  ma  w  pokoju,
położyła  się,  chcąc  poczytać.  Przed  przyjazdem  do
szkoły,  kupiła  sobie  kilka  książek.  Czytając  pierwszy
rozdział „Zawodu Wiedźma” śmiała się w głos. Po chwili
zasnęła.

Rozdział 5

Znalazła się w środku koszmaru. Tylko, że to nie był

tylko  koszmar.  Wciąż  pamiętała  swoje  przerażenie  i
zapach krwi. Potworne wspomnienia nie chciały zniknąć,
pojawiały się w jej snach. W zwolnionym tempie jechała
z  rodzicami  samochodem,  udawała,  że  śpi.  Uwielbiała
słuchać  przekomarzających  się  rodziców.  Perlisty

background image

śmiech  matki,  przerwał  potężny  huk.  Podnosząc  się,
otworzyła  oczy  i  z  przerażeniem  patrzyła  na  płonące
auto,  stojące  na  przed  nimi.  Ojciec chciał  wysiąść  z
samochodu,  by  ugasić  pożar,  gdy  zobaczył  jak  ktoś
przechodzi koło niego.

-Ty szczeniaku! Gdzie jesteś?- Usłyszała jak ktoś woła.

Na  dźwięk  tego  głosu,  skóra  ścierpła  jej  na  ramionach.
Tata  wrzucił  wsteczny  bieg,  chciał  odjechać.  Nagle
przednia szyba pękła i wszystko pokryła krew.

-Iwan! Co się stało?- wołała przestraszona
-Liz- wycharczał.  Samochód  powoli  odjeżdżał- Zabierz

Mili i uciekajcie.

-Nie  zostawię  cię- powiedziała  płacząc.  Morderca

zbliżał się do nich. Szarpała ojca za ramię

-Kocham was- wyszeptał.- Idź

Eliza  wysiadła  i  wyciągnęła  Mili  z  samochodu.  Zaczęły

biec w stronę lasu, gdy upadła.

-Mamusiu?- wyszeptała
-Uciekaj.

Posłusznie  pobiegła  do  lasu.  Schowała  się  do  dziury  w
drzewie  i  siedziała  zapłakana.  Usłyszała  czyjeś  kroki  i
skuliła się jeszcze bardziej.

-Wyłaź  smarkaczu!-

wołał-

Nic  ci  nie  zrobię,

zaprowadzę do taty.

Obudziło ja szarpanie.

-Julka!- wołała wystraszona Karolina.  Przebudził  ją

krzyk  Julii,  gdy  podeszła  do  jej  łóżka,  zobaczyła,  że
dziewczyna  ma  szeroko  otwarte  oczy.  Pomyślała,  że
wycięła  jej  żart.  Pomachała  jej  przed  oczami,  a  one  nie
zareagowały. Szarpnęła ją za ramię i zawołała- Cholera
jasna! Obudź się w końcu.

-Co?- zapytała,  ciężko  dysząc.  Koszulę  nocną  miała

mokrą  od  potu,  policzki  od  łez.  Nie  mogła  złapać

background image

oddechu.- Krzyczałam?

-Tak. Wystraszyłaś mnie.- Mówiła.- Wrzeszczałaś.
-Co  się  stało?- Do  pokoju  wpadła  Klaudia  z  kijem

bejsbolowym,  w  wojowniczej  pozie.  Za  nią  weszła
Monika i Majka.

-Nic, śnił mi się koszmar.- Powiedziała
-Dobrze się  czujesz?- Zapytała  Monika- Jesteś  cała

mokra

-Nic mi  nie jest.- Zapewniła. Znowu otworzyły się drzwi

i wpadło kilka innych dziewczyn.

-Nikomu nic się nie stało?- Pytały jedna przez drugą.
-Nic, to tylko koszmar- powiedziała Karolina
-Jakby  mi śnił  się  taki  koszmar  przez  tydzień  nie

szłabym spać.- Powiedziała Diana

-I  sama  wywoływałbyś  koszmary- rzuciła  złośliwie

Karolina- Dziewczyny  koniec  przedstawienia.  Nie  wiem
jak wy, ale ja chciałabym jeszcze trochę pospać.
Diana  otworzyła  drzwi  i  stanął  w  nich  Marcin,  Adam  i
Oliwer.

-Boże!- wykrzyknął Marcin- Mordowali tu kogoś?
-Ha  ha,  bardzo  śmieszne  braciszku- powiedziała

Klaudia- Julce śnił się koszmar

-Jej  też?- Zapytał  Oli- Danielowi  też  się  coś  śniło,  ale

przebudził się na twój krzyk.

-Chociaż  komuś  wyszło  to  na  dobre- rzuciła  Julia.

Spojrzała  po  twarzach  zaniepokojonych  przyjaciół  i
zerknęła  na  zegarek.- O  rety,  trzecia!  Przepraszam,  że
was obudziłam.

-Nie musisz przepraszać- powiedział Adam.
-Co  to  za  zbiorowisko?- Zapytała  Weronika- Środek

nocy a tu cały internat na nogach, kto to widział?

-Julce śnił się koszmar.- Wyjaśnił Adam
-To  was  tłumaczy,  bo  ja  też  słyszałam  ten  krzyk.-

background image

Spojrzała na Julię i dodała- Dobrze się czujesz?

-Tak- westchnęła- przepraszam za krzyki.
-Skoro  wszystko  w  porządku,  to  do  swoich  pokoi.-

Odwróciła się i odeszła.
Rozległo  się  chóralne  dobranoc  i  wszyscy  poszli  do
siebie. Julia,  wiedząc,  że  nie  zaśnie,  postanowiła  pójść
ponownie  pod  prysznic.  Wzięła  czystą  koszulę  nocną  i
wyszła  z  pokoju.  Podeszła  do lustra  i  zobaczyła  bladą
dziewczynę  ze  strachem  w  oczach.  Blond  włosy
posklejane w strąki i przyklejona koszula do ciała. Z ulgą
zmywała  z  siebie  przerażenie.  Serce  wciąż  biło  jej
szybciej,  a  gdy  zamknęła  oczy  ponownie  widziała
zastrzelonych rodziców. Szybko otworzyła oczy  i po raz
kolejny pragnęła wymazać z pamięci te obrazy.

Rozdział 6

Następnego  dnia  z  trudem  wstała  z  łóżka.  Gdy  po

kąpieli  wróciła  do  pokoju,  położyła  się  i  czytała.
Zmęczenie  dało  znać  o  sobie  około  szóstej  i  zasnęła.
Trzy  godziny później  zadzwonił  budzik.

Zwlekła  się  z

łóżka,  wyszła  z  pokoju  i  skierowała  się  do  łazienki.
Wzięła  szybki  prysznic,  założyła  mundurek  i  szare  buty
na  obcasach.

Zamaskowała  cienie  pod  oczami,

pomalowała  rzęsy  i  usta  i  wyszła  z  łazienki. Zaplatając
włosy zeszła na śniadanie. Po drodze spotkała Daniela,
który powiedział

-Brawo. Zrobiłaś przedstawienie na całą szkołę, tak się

darłaś, że obudziłabyś martwego.

-Nic dziwnego, skoro mi się śniłeś…- odparła
-Tak, twoja twarz potrafi wywołać koszmary- powiedział

Marcin, który podszedł właśnie do nich- Nie to co moja. I
jak się czujesz, piękna?

background image

-O  wiele  lepiej.- rzekła  z  uśmiechem- Chodźmy  na

śniadanie, jestem głodna jak wilk.

Po  zajęciach  i  zrobieniu  pracy  domowej,  przebrała

się  w  wygodny  dres  i  tenisówki,  wzięła  deskorolkę  i
poszła trochę poćwiczyć. Zaplecione włosy, spięła w kok
i  zaczęła  jazdę.  Wykonując  Ollie,  ponownie  zobaczyła
Daniela.

-Czy ty mnie prześladujesz?- Zapytała. Zatrzymała się i

spojrzała  na  niego.  Daniel  przyglądał  się  jej.  Miała  na
sobie  czerwoną  koszulkę  i  tenisówki,  zielone  spodnie,
kilka  kosmyków  wymknęło  się  i  otaczały  jej  twarz.
Pierwszego  dnia  jeździła  w  dżinsach,  a  dziś  w  dresie  i
widział  różnicę.  W  dresie  miała  większą  swobodę
ruchów, ale i tak wyglądała jak jakaś modelka.- Daniel?

-Co?- odparł  zamyślony,  a  gdy  pstryknęła  na  niego

palcami, dodał- Dyrektorka cię woła. Nieźle

-Jak  na  dziewczynę?  To  chciałeś  powiedzieć?-

podniosła  deskorolkę  z  ziemi  i  nie oglądając  się  za
siebie,  poszła  do  szkoły. Zapukała  do  drzwi,  a  gdy
usłyszała, że ma wejść, weszła.

-Wołała mnie pani?
-Tak, 

wczoraj 

nie 

dokończyliśmy 

rozmowy-

odpowiedziała, patrząc na nią znacząco.- Daniel już wie,
a  teraz  ty  też  się  dowiesz.  Od  dziś  przez  dwa  tygodnie
po lekcjach, przychodzisz tu.

-Razem z nim?- zapytała
-Tak. Jeżeli choć raz opuścisz kozę, nie dopuszczę cię

do kwalifikacji.

-Ona i tak rezygnuje- powiedział Daniel- Prawda? Więc

od razu może stąd wyjść.

-Masz nie miły zwyczaj podsłuchiwania, wiesz?
-Rezygnujesz?- Zapytała  Weronika.  Głos  miała  lekko

zawiedzony

background image

-Nie-

odparła  patrząc  na  Daniela.-

Za  nic  nie

odpuszczę

-Więc  już  to  uzgodniliśmy- powiedziała  dyrektorka.-

Teraz możecie przynieść zeszyty i zrobić lekcje.

-A mogę przynieść książkę? Poczytałabym trochę…
-Masz zrobić lekcje, nie słyszałaś?- Zapytał Daniel
-Już  zrobiłam- powiedziała  i  wyszła.  Usłyszała  jak

Daniel  też  wychodzi.  Nie  patrząc  za  nim,  wbiegła  po
schodach  na  trzecie  piętro.- Idiota- rzuciła,  gdy  weszła
do  pokoju.  Wzięła  drugą  część  książki,  telefon  i  zeszła
na  parter.  Usiadła  w  kącie  i  zaczęła  czytać.  Po  chwili
wszedł  Daniel  i  usiadł  przy  biurku.  Przechyliła  książkę,
żeby móc go obserwować. Patrzyła jak otwierał zeszyt i
nic  nie  pisał.  Siedział  tak  z  dziesięć  minut  i  nie  napisał
nic.

-Z  czym  masz  problem?- Zapytała  Weronika.  Ona  też

go  obserwowała.  Zabrała  mu  sprzed  oczu  zeszyt  i
zaczęła  czytać.  Odwróciła  stronę,  by  zobaczyć  co  robił
wcześniej.  Spojrzała  mu  w  oczy  i  zwróciła  się  do  Julii.-
Wyjdziesz na chwilę?

-Hm?- widząc  uniesione  brwi  dyrektorki,  powiedziała-

A, tak.
Wstała  i  wyszła.  Usiadła  na  podłodze  po  turecku  i
czytała  dalej.  Tu  nie  będzie  rozpraszał  jej  żaden
chłopak.  Musiała  przyznać,  że  Daniel jej  się  podoba.
Teraz przypomniała sobie jak ją  pocałował.  Najpierw  ze
złością,  ale przede  wszystkim  ze  złości…  Nie  był to  jej
pierwszy  pocałunek,  ale  on  zapadł  jej  w  pamięć.  Wciąż
czuła jego twarde i nieustępliwe wargi, jego język i dotyk
na  ręce.  Nie  wiedziała  czemu,  jego  dotyk  tak  boli,  to
dziwne uczucie, jakby przeszył ją prąd. Ale wtedy, gdy ją
całował  nie  czuła  tego bólu.  W  ogóle  nic  nie  czuła,
oprócz  jego  ust.  Przymknęła  oczy,  pragnąc  by  jeszcze

background image

raz ją pocałował, by jej dotykał.

-Nie  śpij- Daniel  trącił  ją.  Gdy  zarumieniona,  otworzyła

szeroko  oczy,  zobaczył  w  nich  pragnienie. Bezwiednie
oblizała  usta.  Przykucnął  obok  niej  i  wziął  za  rękę.
Przygotowany  był  na  wstrząs,  jaki  czuł  za  każdym
razem,  gdy  ją  dotykał,  ale  nie  poczuł  go.  Przez  parę
sekund  patrzyli  na  siebie,  trzymając  się  za  ręce.
Usłyszeli chrząknięcie i poderwali się szybko na nogi.

-Co tak długo?- zapytała Weronika
-Ja  chyba  przysnęłam- powiedziała  Julia.  Była  lekko

zagubiona  we  własnych  uczuciach, nie  lubiła  Daniela,
ale  podobał  się  jej  i  chciała  by  ją  całował.  Ponownie
weszła  do  gabinetu  i  usiadła. W  gabinecie  panowała
cisza,  Daniel  i  Weronika  coś  pisali  a  Julia  czytała.  Co
jakiś  czas  za  drzwiami  rozlegały  się  kroki,  ale  nikt  nie
wszedł do środka.

-Skąd do diabła mam wiedzieć ile wynosi Pi do sześciu

miejsc  po  przecinku?  Przecież  tego  nikt  nie  wie-
wymamrotał Daniel

-Ja  też  nie  wiem.- powiedziała  dyrektorka- Poszukaj  w

książce, powinno gdzieś być

-3,141592- odpowiedziała Julia, czytając dalej.
-Rzeczywiście- powiedział Daniel- A dalej wiesz?
-Do dziesiątego miejsca. A co? 3,1415926535.
-Masz  komputer  zamiast  mózgu?- Zapytał,  zgryźliwie

Daniel

-Dowcip roku, ha ha.
-Ile jest 261 do kwadratu?- Zapytała Weronika
-68121. Coś jeszcze?- Odparła Julia. W tym momencie

otworzyły się drzwi i do środka zajrzał woźny.

-W  piwnicy  pękła  rura  i  zalewa  ją.  Trzeba  zakręcić

główny zawór.

-Już  idę.- Powiedziała.  Spojrzała  na  nich  i  rzuciła- Nie

background image

zabijcie się. Niedługo wrócę.

-Czy  ty  nie  masz  innych  ubrań,  w  których  nie

wyglądałabyś  jak  modelka?- zapytał  z  ironią.  Julia
spojrzała na swój dres i odpowiedziała

-O co ci chodzi? Ubieram się tak jak lubię.
-Wczoraj  miałaś  szpilki,  dziś  rano  inne,  a  teraz

tenisówki…  Ile  ty  masz  tych  ubrań?- Zapytał.  A  przede
wszystkim dlaczego tak seksownie w nich wyglądasz?

-A  ty  chodzisz  cały  czas  w  tym  samym?  Lubię

różnorodność w ubraniach, ale mundurki to ograniczają-
Powiedziała  ze  złością.  Wstała  i  zaczęła  chodzić  po
pokoju. Jak on w ogóle mógł mi się spodobać?- Pytała w
myślach,  kłóci  się  ze  mną  o  byle  co,  dokucza.  I  poucza
w  sprawach  mody.- Nie  lubię  nosić  cały  czas  tego
samego i będę ubierać się jak mi się podoba.

-Uważaj,  bo  kiedyś  skręcisz  sobie  kark  od  noszenia

zbyt  wysoko  głowy.- Ostrzegł  ją.  Stanął  tuż  obok  niej-
Ubierasz się jak jakaś damulka i patrzysz na wszystkich
z góry.

-Nie  wiem,  jak  to  się  stało,  że  kłócimy  się  o  moje

ubrania.  I  nie,  nie  na  wszystkich,  tylko  na  ciebie,
palancie.- Rzuciła  wyzywająco.  Ze  złości  złapał  ją  za
ramię i syknął

-Już  raz  cię  ostrzegałem- przyciągnął  ją  do  siebie  i

pocałował.

Rozdział 7

Czekała tylko na to, by poczuć ponownie jego usta.

Objął  jej  usta  gniewnym,  gwałtownym  pocałunkiem.
Odpychała  go,  lecz  on  bezlitośnie  nalegał,  rozchylając
językiem  jej  wilgotne  wargi.  Pozwoliła  mu  na  to.
Sprzeciwiała  się  jego  sile,  lecz  zarazem  dziwnie  ją  ona

background image

podniecała. Zarzuciła mu ręce na szyję i unosząc się na
palcach  przywarła do  niego,  odpowiadając na  jego
pocałunki.  Pocałunek  sprawił,  że  kolana  się  pod  nią
ugięły, a ciało zadrżało z rozkoszy.

-Pragnę cię- wyszeptała pomiędzy pocałunkami
-Teraz, zaraz- szeptał.  Dłonią  objął  jej  szyję,  później

zsunął ją na pierś.- Serce bije ci jak oszalałe

-Tylko  dzięki  tobie- odszepnęła.  Zanurzyła  dłonie  w

jego  włosach  i  zacisnęła  lekko.  Objął  jej  pośladki,
unosząc ją do góry. W ten sposób wyraźnie poczuła jego
erekcję. Zaplotła nogi wokół jego bioder i ocierała o jego
ciało.

-Torturujesz mnie- wydyszał- rób tak dalej…

Przesunął  usta  na  jej  szyję,  więc  odchyliła  się  lekko  do
tyłu.  Obrysował  językiem  jej  ucho,  przygryzł  delikatnie.
Wrócił  do  jej  ust,  tym  razem  delikatnie,  muskał  je.
Zadrżała z rozkoszy. Językiem rozchylił jej usta i powoli
wsunął do środka.

-Możecie…-

zaczęła  dyrektorka,  otwierając  drzwi.

Zaniemówiła na ich widok. Odsunęli się od siebie. Gdyby
nie  była  odpowiedzialna  za  ich  zachowanie,  roześmiała
by  się. Mieli  tak  samo  zaskoczony  wyraz  twarzy.- Mój
Boże- pomyślała- gdybym  nie  weszła,  pewnie  kochaliby
się  na  moim  biurku.  Julia  rozplotła  nogi  i  Daniel  ją
odstawił.  Twarz  Julii  zrobiła  się  czerwona  jak  burak,  z
zażenowania zaczęła się jąkać.

-Ja, my…
-Możecie już iść- Powiedziała zmęczona. Trzeba coś z

tym zrobić- pomyślała.- Tylko co?

Po wyjściu z gabinetu Julia powiedziała

-Musimy porozmawiać.
-Tak,  o  tym.- odparł  Daniel  i  wciągnął  ją  do  pustej

background image

klasy. Przycisnął ją do ściany i ponownie pocałował.- I o
tym- Zsunął rękę na jej tyłek i przyciągnął do siebie. Gdy
otarła  się  o  jego  pobudzoną  męskość,  oparł  się  o  nią
czołem.- Tak, o tym też.

-Pragniemy się- powiedziała rzeczowo.
-Kiedy?- Zapytał- A przede wszystkim gdzie?
-Och- odparła  z  drżeniem.  Oparła  głowę  o  jego  klatkę

piersiową.- Nie możemy

-Dlaczego?
-Niby  gdzie?- Odpowiedziała  pytaniem.- Przecież  nie

mamy sami pokoi. Nie mamy jak.

Rozdział 8

Gdy  Julia  szła  do  pokoju,  zadzwonił  jej  telefon.

Spojrzała  na  wyświetlacz,  uśmiechnęła  się,  odebrała  i
zaczęła  schodzić  na  dół.  Wyszła  przed  budynek  i
powiedziała

-Cześć Tomek.
-Hej  śliczna.- usłyszała- Już  wiem  kiedy  przyjedziemy

na mecz.

-Kiedy?
-Tydzień  po  Nowym  Roku.  Może  zostałabyś  u  ciotki

dłużej?- zaproponował

-Nie  zostanę  i  wezmę  udział.  Wpadłam  na  pewien

pomysł,  zrealizuję  go  przed  świętami  i nikt  mnie  nie
pozna

-Julka,  jeśli  chcesz  utrzeć  mu  nosa  w  ten  sposób-

zaczął

-Nie  o  to  chodzi.  Po  prostu  chcę  zagrać,  a  to  są  tylko

mecze międzyszkolne.

-Nie  myślisz  logicznie-

przerwał  jej  ze  złością.-

Pamiętasz co stało się dwa lata temu?

background image

-Doskonale  pamiętam- odpowiedziała  i  zadrżała  na

wspomnienie  napaści.  Mimowolnie  potarła  bliznę  na
żebrach- Wtedy  odbywały  się  międzynarodowe  zawody
sportów ekstremalnych. Kamery z całego świata śledziły
każdy mój krok.

-A  co  jeśli  on  przyjedzie  na  mecz?  Jeśli jego  syn

przyjedzie?

-Syn  Roberta  nie  żyje- odparła  głucho- Zginął  w

wypadku samochodowym.

-Nie  wiedziałem.- Powiedział  i  przymknął  oczy- Ale  to

nie ty?- zapytał, gdy taka myśl pojawiła się w jego głowie

-Nie!- Zawołała- Inaczej już dawno bym nie żyła.
-Ale, ale skąd ty to wiesz?
-Ciotka  włamała  się  do  danych  policyjnych.  Tydzień

później  nie  żył  sprawca.  Roberto  sprawnie  załatwił
sprawę.

-Mój Boże- szepnął Tomek- Myślisz, że ci odpuścił?
-Nie- ponownie  zadrżała. Przypomniał  się  jej  sen.

Spojrzała  na  drzwi,  które  się  właśnie  otworzyły.  Stał  w
nich  Daniel.  Uśmiechnęła  się  do  niego  promiennie  i
zobaczył  ogniki  w  jej  oczach- On  nigdy  nie  zrezygnuje.
Muszę kończyć. Zobaczymy się niedługo.

-Ok,  pa.- Odpowiedział  Tomek  i  się  rozłączył.  W  tym

czasie podszedł do niej Daniel. Obrzucił spojrzeniem jej
sylwetkę,  a  Julia  objęła  go  za  szyję.  Musnął  jej  usta  w
delikatnym  pocałunku.  Bawił  się  jej  włosami  i  całował
coraz  goręcej.  Przygryzła  mu  łagodnie  wargę  i zaraz  w
delikatnej pieszczocie przejechała po niej językiem.

-Jak  ty  mnie  rozpalasz- szepnął.  Przesunął  dłońmi

wzdłuż jej boków, do piersi i z powrotem w dół. Trzymał
je  na  jej  biodrach,  przyciągając  ją  jeszcze  bardziej  do
siebie.  Czuła  jego  erekcję  i  otarła  się  o  nią.  Zadrżał  w
odpowiedzi.

background image

-Weźcie  zimny  prysznic- powiedziała  Weronika.  Gdy

odskoczyli od siebie, dodała- Osobno.

Rozdział 9

Karolina  postanowiła  odegrać  się    na  Julce,  która

właśnie brała prysznic. Zakradła się do łazienki i zabrała
jej ubrania i ręczniki. Dzięki spływającej wodzie, Julia jej
nie  usłyszała.  Wychodząc  z  łazienki  napisała  sms’a  do
wszystkich  znajomych.  „Chodźcie  na  trzecie  piętro.
Nowa nago.”  Szybko  zaniosła  ubrania  do  pokoju  i
wybiegła  z  powrotem  na  korytarz.  Wbiegła do  łazienki  i
zawołała do Julii:

-Szybko twój telefon dzwoni- I znowu wyszła z łazienki.

Przed drzwiami stało już trzech chłopaków i niecierpliwie
czekali.

-Kiedy ona wyjdzie?- Zapytał Bartek.
-Za chwile.

Tymczasem 

Julia 

wyszła

spod 

prysznica 

i

zobaczyła,  że nie  ma  jej  ubrań.  Podejrzewała,  że
Karolina  zabrała  jej  ubrania  i  wymyśliła  ten  telefon.
Chociaż  z  drugiej  strony  mogła  zabrać  ubrania  dopiero
jak przyszła powiedzieć o telefonie. To może być ważny
telefon,  ale  przecież  nie  wyjdzie  nago  z  łazienki.  Mógł
być to żart i za drzwiami może stać już kilku chłopaków.-
Rozmyślała.  Mam  usprawiedliwienie  do  użycia  zaklęcia.
Wypowiedziała  zaklęcie  i  po  chwili  trzymała  w  rękach
duży,  puchaty  ręcznik.  Owinęła  się  nim  i  biorąc  głęboki
wdech,  otworzyła  drzwi.  Stało  za  nimi  z  piętnastu
chłopaków.  Czekali  zniecierpliwieni,  chcąc  zobaczyć  ją
nago.  Widząc  zawód  na  ich  twarzach,  powiedziała  z
uśmieszkiem

-Tym razem musi wystarczyć wam Playboy, którego na

background image

pewno gdzieś ukrywacie.
Przeszła  koło  nich  i  wyszła  zza  rogu  i wpadła  na
Daniela.  Przytrzymał  ją  za  ramiona,  by  nie  upadła,
jednocześnie  przyglądając  się  jej  sylwetce.  Widząc  jak
woda  spływa  pomiędzy  piersi,  przełknął  głośno  ślinę  i
szepnął

-Jak bardzo chciałbym się z tobą kochać- i przywarł do

jej ust w gwałtownym pocałunku. Przyparł ją do ściany i
mocno przycisnął się do niej. Jego język wdarł się do jej
ust, a ręka powędrowała wzdłuż jej ciała. Cichy jęk, który
wydostał  się  z  jej  gardła,  zelektryzował  jego  ciało.
Poczuła jego dłoń na udzie i powoli przesuwał ją do góry
po  wewnętrznej  stronie.  Musnął  delikatnie  ją  między
nogami i zadrżała.

-Mój Boże- powiedziała zdegustowana Karolina- Macie

zamiar się tu bzykać?

-Odwal się- warknął Daniel, odsuwając się od Julii.
-Natychmiast do swoich pokoi.- Powiedziała Weronika.

Karolina 

uśmiechnęła 

się,

triumfując, 

ale 

mina

natychmiast jej zbladła, gdy dodała- Karolina od jutra do
kozy.

-Jak to? Co ja zrobiłam?
-No  nie  wiem,  może  ten  sms  „Chodźcie  na  trzecie

piętro. Nowa nago”. Spodziewałam się tego.
Karolina zaczerwieniła się i  poszła  do pokoju. Weronika
spojrzała  na  Daniela  nadal  trzymającego  Julię  w
objęciach.  Uniosła  brwi  widząc  Julię  okrytą  tylko
ręcznikiem.- Zabrała ubranie?

-Tak- odparła.  Zarumieniła  się- Na  szczęście  miałam

jeszcze jeden ręcznik.

-Jakie szczęście- mruknęła- A ty co tu robisz?- zapytała

Daniela

-Czekałem na Julię, chciałem powiedzieć jej dobranoc.-

background image

Odpowiedział,  patrząc  na  Julię.  Zaczerwieniła  się
jeszcze bardziej.

-Już powiedziałeś, więc do pokoju.

Julia  patrzyła  jak  Daniel  i  Weronika  schodzą  po

schodach.  Przyłożyła  dłoń  do  serca,  biło  szybko  i
mocno. Po chwili weszła do pokoju i całkowicie ignorując
Karolinę, przebrała się w piżamę. Położyła się do łóżka i
czytała  o  dalszych  przygodach  Wolhny.  Po  chwili
zmorzył ją sen.

Po  drugiej  w  nocy obudziła  się  przerażona.  Serce

waliło jej szybko, przełknęła głośno ślinę. Uniosła się na
łóżku  i  zapaliła  światło,  chcąc  rozproszyć  ciemności.
Karolina  nadal  spała,  więc  nie  krzyczała  przez  sen.  Co
dziwne, nie pamiętała, co się jej śniło, a przecież zawsze
pamiętała. No tak, zawsze śnił się jej ten sam koszmar.
Wiedząc, że i nie zaśnie, postanowiła pójść do kuchni po
coś  do  picia.  Schodząc  na  drugie  piętro,  zderzyła  się  z
Oliwerem.  Szedł  szybko  w  stronę  schodów  i  nie
spodziewał się tego, że wpadnie na kogoś o tej godzinie.

-Co się stało?- Zapytała szeptem
-Danielowi  znowu  coś  się  śni  i  nie  mogę  go  obudzić.-

powiedział lekko wystraszony.- Idę po dyrektorkę.

-A  może  ja  go  obudzę?- zapytała  chcąc  pomóc.  I

poszła  w  stronę  pokoju  kuzynów.  Oli  doszedł  do  niej  w
chwili gdy otwierała drzwi

-To nic nie da, ja próbuję od dziesięciu minut

Gdy weszła do pokoju zobaczyła Daniela, który strasznie
rzucał  się  po  łóżku.  Szybko  podeszła  do  łóżka  i
szarpnęła  Daniela  za  ramię. Nic.  Nachyliła  się  nad  jego
głową,  chcąc  obudzić  go  spoliczkowaniem  ale  okazało
się, że ma otwarte oczy. Czuła ból patrząc na niego, gdy
coraz  głębiej  odpływał  w  krainę  koszmarów.  Wiedziała,
co musi zrobić, tylko bała się reakcji Oliego, gdy zobaczy

background image

jak rzuca zaklęcie. Ale potrzebuje jego pomocy.

-Przytrzymaj go.
-Co chcesz zrobić?
-Zaufaj  mi,  pomogę  mu.- odparła.  Spojrzała  na  niego  i

dodała- Jak chcesz mu pomóc, to musisz mi zaufać.
Gdy  usiadł  na  Danielu,  pochyliła  się,  opierając  się  o
niego czołem i wypowiedziała zaklęcie

-Spokoju  ci  trzeba  i  spokój  ci  dam.  Spokój  przeleję  w

myśli  twoje.  Zły  sen  odejdzie  i  skończy  się,  zastąpi  go
słońce i sny radosne.
Już w trakcie wypowiadania zaklęcia Daniel się uspokoił.
Oliwer zszedł z niego i spojrzał na Julię.

Rozdział 10

-Co  ty  mu  zrobiłaś?- zapytał.  Odsunął  się  od  niej  i

patrzył na nią jak

-Rzuciłam  zaklęcie  na  spokojny  sen.- Odpowiedziała

cicho. Bała się spojrzeć mu prosto w oczy, bała się co w
nich  zobaczy.  W  końcu  odważyła  się,  uniosła  głowę  i
spojrzała  w  oczy  Oliwera.  Zobaczyła  w  niech  strach  i
obrzydzenie.- Powinnam kazać ci wyjść zanim to zrobię.

-Kim ty jesteś?- zapytał zdegustowany
-Nie  wiem,  czarodziejką  chyba.  Nie  używam  złych

zaklęć.  Właściwie  to  w  ogóle  nie  powinnam  czarować,
ale gdy widzę jak ktoś cierpi

-To co? Mówisz hokus pokus i po sprawie?
-Nie- odparła  szeptem.  Z  oczu  spłynęły  jej  łzy.- Nie

mów  mu  nic  o  tym- poprosiła,  patrząc  na  śpiącego
Daniela

-A  co  niby  miał  bym  powiedzieć?!  Że  jego  dziewczyna

jest  czarownicą?- Zaczął  chodzić  po  pokoju.- A  może
wykasujesz  mi  pamięć,  czy  coś  takiego?  Wtedy  na
pewno nic bym mu nie powiedział

background image

-Przestań.  Patrzysz  na  mnie  jak  na  kosmitę!-

Wybuchła- Myślisz,  że  to  miłe?  Otrzymałam  dar,  nie
wiem  z  jakiego  powodu.  Chwilami  jest  to  przekleństwo,
właśnie  w  takich  chwilach,  gdy  przyjaciel  patrzy  na
ciebie jak na jakiegoś potwora.

-Nie  mów  mi  co  mam  myśleć!- warknął- Nie  jest  łatwo

uwierzyć w magię.

-Mnie  to  mówisz?- zapytała- Gdy  miałam  dwanaście

lat,  odkryłam  to.  Mogę  leczyć  i  umiem  rzucać  proste
zaklęcia,  przesuwać  przedmioty.  Nie  wiem  czy  to  dar,
czy  przekleństwo,  ani  dlaczego  ja.  Wiem  tylko,  że  to
umiem.- Zatoczyła  rękoma  szeroki  krąg  i  powiedziała-
Niech tę noc rozjaśni zorza polarna
W pokoju rozbłysła zorza. Gdy zobaczyła minę Oliwera,
natychmiast  ją  zgasiła.  Siedział  oszołomiony

na

krawędzi łóżka- Przepraszam- szepnęła- Pójdę już

-Poczekaj- Powiedział,  gdy  doszła  do  drzwi- Czy  ktoś

wie co potrafisz?

-Tylko  dwie  osoby.  Ciotka  i  Tomek.-

Roberto.

Zakołatało jej. On może wiedzieć. O Boże! Tylko nie on-
myślała  przerażona.- Jeszcze  ktoś  może  wiedzieć.-
Dodała, przełykając głośno ślinę

-Tomek?- zapytał, unosząc brwi- Kto jeszcze?
-Kolega ze starej szkoły. Nie wiem czy mogę ci zaufać-

wyrzuciła- opowiedzieć wszystko.

-Więc co chcesz  zrobić? Usunąć mi pamięć?
-Zrobiłam  to  tylko  raz,  więc  daruj  sobie. Mogłabym

rzucić  zaklęcie  ochronne  dla  mnie.  Musiałbyś  się
zgodzić na nie.

-Co  to,  to  nie.- roześmiał  się  gorzko- Nie  pozwolę

eksperymentować ci na sobie.

-To  nie  tak!- zawołała- To  zaklęcie  które  ochroni  mnie

przed… Nie to nie tak. Gdybyś z kimś rozmawiał na mój

background image

temat  i  wymsknęło  by  ci  się  to,  byłabym  w
niebezpieczeństwie. To zaklęcie dało by mi pewność, że
mnie nie zdradzisz.- A w razie czego, ostrzegło by mnie i
miałabym czas, by zniknąć- dodała w myślach

-Nie- odparł  stanowczo- Nie  pozwolę  ci  na  to.  A  teraz

wyjdź.

Gdy  wyszła,  potarł  czoło  w  zadumie.  Czarodziejka-

pomyślał- też  coś.  Wstał  i  podszedł  do  łóżka  Daniela.
Spał spokojnie, jak dziecko.

Ze  spuszczoną  głową,  zrezygnowana,  szła  do

swojego  pokoju.  Postawa  Oliwera  zaskoczyła  ją.  Nie
dość,  że  na  pewno  dostanie  burę  od  ciotki,  to  jeszcze
będzie musiała opuścić Akademie Andersena. I Daniela,
którego  pokochała.  Chwila,  zaraz,  jakie  pokochała-
pomyślała spanikowana. Zakochałam się w nim?- Pytała
siebie. Gdy dotarło to do niej, zaczęła płakać. Weszła do
łazienki  na  swoim  piętrze,  usiadła  na  podłodze  pod
prysznicem  i  pozwoliła  płynąć  łzom. Podciągnęła  nogi  i
oparła na nich głowę. Dlaczego wszystko można uleczyć
oprócz  uczuć?- Rozpaczała- Złamana  noga  zrośnie  się,
jeśli jest unieruchomiona, można przeszczepić serce, ale
z  uczuciami  nic  nie  można  zrobić.  Gdy  już  kogoś  się
pokocha,  kocha  się  długo,  na  zawsze.  Rękaw  miała
przemoczony,  gardło  ją  bolało  od  szlochu.  Po  godzinie
płaczu,  skończyły  się  łzy.  Wstała  i  spojrzała  w  lustro.
Zobaczyła  czerwone  oczy  i  nos,  blade,  mokre  policzki  i
pusty  wzrok.  Tak  patrzy  osoba,  która  cierpi.  Zaczynała
boleć  ją  głowa  i  czuła,  że  już  nigdy  nie  zaśnie.  Otarła
twarz  ręcznikiem  i  poszła  do  pokoju.  Zasnęła,  gdy  tylko
się  położyła.  I  natychmiast  znalazła  się  w  środku
koszmaru.

Widziała  płonący  samochód  i potwora w  ludzkiej

background image

skórze.  Był  to  wysoki,  ciemno  włosy  mężczyzna .  Szedł
ku niej, siedziała w gąszczu wysokiej trawy, ukryta przed
nim.

- Ty szczeniaku! Gdzie jesteś?- usłyszała przerażający

głos.  Był  zimny  i  szyderczy,  jakby  nie  miał  żadnych
wyrzutów sumienia. A przecież widziała jak przed chwilą
zabił  rodziców.  Widziała  wymierzoną  w  siebie  broń.
Czuła potworny ból głowy, spływającą po skroni krew, jej
metaliczny  zapach.  A  przecież,  przypomniała  sobie,  nie
siedziałam  ukryta  w  trawie,  byłam  w  samochodzie.  I  co
najważniejsze,  nie  krwawiłam.  Zaraz  jednak  zobaczyła
podjeżdżający samochód. Chciała krzyczeć, żeby uciekli
gdy  szyba  eksplodowała.  W  tym  samym  czasie  z
samochodu wysiadła jej matka i ona. Jak to możliwe, że
widzi  samą  siebie?  Nagle  mama  upadła,  a  ona  biegła
dalej,  do  lasu.  Po  chwil  straciła  siebie  z  oczu.  Potwór
ruszył za nią.  Która z  nich to ja?- zastanawiała się- gdy
podszedł  do  drzew,  zaczęła  biec,  przez  pole.  Potknęła
się  i  upadła,  straciła  przytomność.  W  tym  samym
momencie  obudziła  się.  Ponownie  była  zlana  potem,
trzęsła  się  z  zimna. Owijając  się  kołdrą,  podciągnęła
kolana  i  oparła  na  nich  głowę.-

Co  to  było?-

zastanawiała  się.- Widziała  właśnie  śmierć  czworga
osób,  swoich  rodziców  i  rodziców tej  drugiej  osoby.
Tylko  kto  to  był?  Ja  i  ja?  To  przecież  niemożliwe.-
rozmyślała.  Gdy  zadzwonił  budzik,  poskoczyła  i
krzyknęła wystraszona.

-Co?-

usłyszała  zaspany  głoś  Karoliny-

Znowu

koszmar?- zapytała unosząc się na łokciach

-Coś takiego- odparła Julia. Pośpiesznie wstała z łóżka,

wzięła  mundurek,  ręczniki  i  wyszła  do  łazienki.  Puściła
gorącą wodę i po chwili łazienka zamieniła się w saunę.
Stała  pod  gorącym  prysznicem,  chcąc  choć  trochę  się

background image

rozgrzać.  Pocierała  energicznie  ramiona,  ale  nadal
trzęsła się z zimna.

-Parzy!- krzyknęła  Klaudia,  zwracając  uwagę  Julii.

Sięgnęła  ręką,  chcąc  zakręcić  jej  wodę,  gdy  Julia
zawołała

-Nie.

Klaudia  spojrzała  na  przyjaciółkę,  zauważając,  że  ta
trzęsie się z zimna.

-Moni!- zawołała.  Monika  szybko  odeszła  od  lustra  i

stanęła obok Klaudii.- Biegnij po Weronkę, tylko szybko.
Monika  wybiegła  z  łazienki.  Julia ciągle  się  trzęsła,
stojąc pod  gorącą  wodą.  Po  paru  minutach  drzwi
otworzyły się i weszła Weronika z Moniką.

-Co się stało?- Zapytała patrząc na nagą Julię
-Ona  jest  lodowata- powiedziała  Klaudia- a  woda  aż

parzy.

-Moni  pilnuj  drzwi- powiedziała  i  podeszła  do  Julii.

Włożyła  rękę  po  prysznic,  chcąc  złapać  Julię  za  ramię.
Aż  syknęła,  gdy  poczuła temperaturę  wody.  Dotknęła
ramienia  dziewczyny  i  wyczuła  gęsią  skórkę.  Zakręciła
wodę  i  opatuliła  Julię  ręcznikiem.- Co  się  stało?-
zapytała  ją.  Julia  spojrzała  na  nią  otępiale,  ale  nie
odpowiedziała. Tylko się patrzyła i drżała coraz bardziej.

-Przyniosłam  koce-

powiedziała  Diana.  Monika,

biegnąc  na  dół  po  dyrektorkę,  wpadła  na  nią  i
powiedziała  co  się  stało.  Martwiła  się  o  koleżankę  i
szybko  przeszła  się  po  kilku  pokojach,  chcąc  zebrać
koce, by ogrzać Julię.

-Daj- powiedziała Klaudia i wzięła koc. Okryła nim Julię.

Weronika, nie doczekawszy się odpowiedzi, potrząsnęła
ją za ramiona. Julia się zachwiała i zemdlała. Dyrektorka
nie  zdążyła  jej  złapać  i  Julia  upadła  na  podłogę,
uderzając się w głowę.

background image

-Wezwijcie  pogotowie- powiedziała do  dziewczyn  i

kucnęła  przy  Julii.  Klaudia  już  dzwoniła,  szybko  podała
dyspozytorce  adres  internatu  i  powiedziała,  że  ktoś
będzie  czekał  przed  drzwiami.- Diana  idź  do  mojego
gabinetu  i  powiedz  pani  Ralskiej,  żeby  powiadomiła  jej
ciotkę.
Diana  szybko  wyszła  z  łazienki.  Na  parterze  skierowała
się  do  sekretarki  i  powiadomiła  o  sytuacji.  Gdy  ta
dzwoniła  do  Sary,  Diana  wyszła  przed  szkołę.
Wydeptywała  ścieżkę,  czekając  na  lekarzy.  Taką
zobaczył ją Oli, który właśnie szedł do klasy

-A ty nie idziesz na lekcję?- Zapytał
-Co?- zapytała nieprzytomnie.- Nie, nie idę.
-Czemu?- zapytał.  W  tej samej  chwili  na  podjazd

wjechała karetka. Wyskoczyło z niej dwóch lekarzy.

-Co się stało- zapytał jeden z nich.
-Koleżanka  zemdlała.  Na  trzecim  piętrze  w  łazience.

Zaprowadzę was.

-Co się stało?- Zapytał Oli
-Nie  teraz.- rzuciła  i  szybko  weszła  do szkoły.  Za  nią

weszli  lekarze  z  torbami.  Oliwer  szedł  za  nimi,  chcąc
dowiedzieć  się  co  się  stało.  Po  wejściu  lekarzy  do
łazienki,  zajrzał  do  niej.  Zobaczył  nieprzytomną  Julię,
obok  niej  klęczała  Weronika  i  Klaudia.  Była  przykryta
chyba pięcioma kocami.

-Co się stało?- Zapytał lekarz dyrektorkę
-Stała  pod  gorącym  prysznicem,  a  była  lodowata.

Zakręciłam wodę,  okryłam  ręcznikiem.- relacjonowała-
gdy potrząsnęłam nią, zemdlała.
Lekarz już kucał obok Julii, badał ją. Weronika spojrzała
w  stronę  otwartych  drzwi  i  zobaczyła  Oliwera.  Podeszła
do  drzwi  i  powiedziała- Nie  wchodź  tu.  Nie  powinieneś
być na lekcji?

background image

-Co z nią?- zapytał
-Hipotermia.- odpowiedział lekarz.- Niech pani zamknie

drzwi.
Gdy  to  zrobiła,  ściągnęli  z  Julii  koce  i  okryli  folią
termalną.

-Będziemy  musieli  porozmawiać  z  jej  współlokatorką.-

dodał  drugi.  Gdy  Julia  była  odkryta,  wszyscy  zauważyli
bliznę  na  żebrach.  Podnosili  Julię,  by  położyć  ją  na
noszach,  gdy  do  łazienki  weszła  Karolina,  wezwana
przez dyrektorkę.

-O co chodzi?- zapytała
-Co brała wczoraj?- zapytał rzeczowo lekarz
-W  mojej  szkole  nie  ma  narkotyków!-

zawołała

Weronika

-A  skąd  mam  wiedzieć?- zapytała  arogancko- nie

jestem jej niańką. Lepiej zapytajcie Daniela, może razem
coś biorą.

-Karolino, licz się ze słowami.
-A może  jest  w  ciąży- ciągnęła  dalej,  nie  zwracając

uwagi na dyrektorkę.

-Dobra,  zabieramy  ją-

powiedział  drugi  lekarz.-

Zawiadomiła pani krewnych?

-Tak,  sekretarka  zadzwoniła  do  jej  ciotki.- odparła

rozzłoszczona.  Uwaga  o  narkotykach  ją  zdenerwowała,
ale

Karolina  przesadziła.  Nie  dość,  że  musiała

zorganizować  pogadankę  o  bezpiecznym  seksie,  to
jeszcze wymyślić jakąś karę dla Karoliny.

-Jeśli  to  przez  narkotyki,  to  czeka  panią  i  uczniów

przesłuchanie- powiedział  pierwszy  lekarz,  zapinając
Julię na noszach. Na podłodze były ślady krwi z rany na
głowie.

Rozdział 12

background image

Weronika  postanowiła  jechać  z  Julią  w  karetce.

Zagoniła uczniów na lekcję i wsiadła do karetki. Patrzyła
na dziewczynę.

-Czy choruje na coś? Bierze jakieś leki?
-Nie, jej ciotka nic nie mówiła.- odparła zamyślona
-A okresowe badanie?
-Przyjęłam ją dopiero kilka dni temu, a badania już były.

Teraz  myślę,  że  powinnam  zapytać  o  to  jej  ciotkę.  Ale
niestety nie przyszło mi to do głowy.

Podjechali  właśnie  pod  szpital,  wyjęli  nosze  z  Julią  i

Weronika  wysiadła.  Szybko  weszli  na  izbę  przyjęć.    Od
pół  godziny  czekała  na  jakieś  wieści  od  lekarzy,  gdy  do
środka  wbiegła  Sara  Rękacz.  Zauważyła  dyrektorkę  i
podeszła do niej.

-Co się stało?- zapytała zaniepokojona
-Nie 

wiem, 

naprawdę 

nie 

wiem-

powiedziała

zdezorientowana- dziewczyny  mnie  zaalarmowały,  że
Julia stoi  pod  prysznicem  i  trzęsie  się  z  zimna.  Płynęła
na nią gorąca woda. Gdy weszłam do łazienki, zemdlała.

-Czy ratownicy coś mówili?
-Pytali  o narkotyki,  ale  w  mojej szkole nie ma żadnych

prochów. Stwierdzili hipotermię.

Gdy  rozmawiały,  zaniepokojone  o  wydarzeniu,  do

poczekalni weszła pielęgniarka i  zapytała

-Krewni Julii Rękacz?

Sara wstała i podeszła do niej

-Tak, jestem jej ciotką. Co z nią?
-Zapadła w śpiączkę z powodu hipotermii.
-Ale jak to możliwe?
-Wykonujemy  teraz  różne  badania  krwi,  ale  możemy

stwierdzić  to  wcześniej.  Czy  Julia  jest  na  coś  chora?

background image

Przyjmuje jakieś leki?

-Nie  jest  na  nic  chora,  leków  żadnych  nie  przyjmuje.

Nigdy  wcześniej  nie  brała  żadnych  leków,  oprócz
przeciwbólowych, albo na gorączkę.

-Ostatnio przyjmowała te?
-Nie, nic nie mówiła, że się źle czuję, a pani?- Zwróciła

się do dyrektorki

-Nie, śniły jej się koszmary, ale nie skarżyła się na nic.
-No cóż, dalej nic nie wiemy.- powiedziała pielęgniarka

i chciała odejść, gdy Sara zapytała

-Mogę do niej wejść?
-Jeszcze nie, niedługo przyjdzie ktoś po panią- odparła

i odeszła. Gdy zniknęła za drzwiami, zapytała Weronikę

-Mówiła  co  jej  się  śniło?  Rozmawiała  z  kimś  na  ten

temat?

-Nie- odparła. Podeszła do krzesła i zmęczona usiadła-

Nie  chcę  być  nie  uprzejma,  albo  nietaktowna,  ale  skąd
Julia ma bliznę na żebrach?

Przed  oczami  ukazał  się  Roberto  i  Julia.  Trzymał  ją

obok  siebie,  jak  zakładniczkę,  przystawiając  jej  nóż  do
gardła. Stała przerażona i patrzyła jak na jej szyi pojawia
się  cienki  strumyczek  krwi.  Zaczęła  spływać  powoli  po
szyi i wsiąkała w zielony T-Shirt. Szybko pojawiła się na
niej  plama.  Julia  osłabiła  aurę  Roberto,  chciała
doprowadzić  do  jego  omdlenia,  jednak  on  okazał  się
silniejszy.  Gdy  Julia  odsuwała  się  od  niego,  wbił  jej  nóż
w  klatkę  piersiową.  Teraz  w  okolicy  żeber  ma  długą
bliznę.

-Pani Rękacz?- Zapytała Weronika
-Tak? Przepraszam, zamyśliłam się
-Skąd Julka ma bliznę na żebrach?
-Kilka  lat  temu  miałyśmy  wypadek samochodowy.

Kawałek  szyby  utkwił  w  jej  ciele- wyjaśniła  szybko.  Po

background image

próbie  zabójstwa,  gdy  Roberto  nie  został  aresztowany,
wymyśliły tą wersję dla zainteresowanych. Sara włamała
się do akt policyjnych i sfałszowała raport o wypadku.

-Proszę  pani,  co  Julką?-

Koło  nich  pojawił  się

zaniepokojony  Oliwer.

Obok  niego  stała  Klaudia.

Również martwiła się o Julię.

-Czy wy nie macie lekcji?- Zapytała Weronika
-Przepraszam, ale nie mógłbym się skupić na lekcjach,

dopóki się nie dowiem co z Julią- Powiedział Oli

-Ja też- dodała Klaudia
Weronika  westchnęła  głośno  i  pomyślała,  że  zaraz

przyjdzie reszta uczniów. Omdlenie Julki będzie dla nich
pretekstem, by nie pójść na lekcje, tylko na wagary.

-Julia  zapadła  w  śpiączkę- wyjaśniła  Sara.  Widziała

zmartwienie  na twarzy  dzieciaków.  W  oczach  Oliwera
dostrzegła  jednak  głębsze  zmartwienie  i  poczucie  winy.
Już  chciała  zapytać  go  o  to,  gdy  podeszła  do  nich
pielęgniarka.

-Może  pani  do  niej  wejść- powiedziała.  Sara  wstała  i

ruszyła  za  nią.  Weszła  do  pokoju  i  zobaczyła  Julię
podłączoną  do  respiratora.- Podajemy  jej  ogrzaną  sól
fizjologiczną,  by  ją  ogrzać.  Mamy  nadzieję,  że  niedługo
będziemy mogli ją wybudzić.

-A  wyniki  tomografii?- zapytała  z  nadzieją.- Może

wyjaśni jej śpiączkę.

-Tomografia nic nie wyjaśniła. Nie ma żadnych urazów,

krwiaków, nic co wyjaśniało by jej stan.

-Więc  jakim  cudem  doszło  do  takiego  wychłodzenia

organizmu?- zapytała odwracając się do niej.

-Nie  wiemy-

odparła-

Robimy  wszystkie  możliwe

badania,  szukamy  jakiejkolwiek  przyczyny.  I  nic.-
odparła i wyszła.

Sara  usiadła  przy  łóżku  i  wzięła  siostrzenicę  za  rękę.

background image

Ścisnęła ją mocno.

-Musisz  się  obudzić.- szeptała- Nie  mogę  stracić

również ciebie.
Łza  spłynęła  jej  po  policzku.  Puściła  jej  dłoń  i  zaczęła
gładzić  po  głowie,  tak  jak  zawsze  po  koszmarze.-
Chciałabym  wiedzieć  co  się  stało.  Ogromnie  żałuję,  że
nie mam mocy, jak ty. Może wtedy bym wiedziała.
Siedziała  przy  niej  i  gładziła  po  włosach.  Ciszę  w  sali
przerywało pikanie respiratora. Po piętnastu minutach do
sali  ponownie  weszła  pielęgniarka

i  powiedziała-

Przepraszam, ale musi pani już wyjść

Skinęła głową, pochyliła się nad Julią, pocałowała ją w

czoło i powiedziała do niej- Proszę cię, obudź się.
Wyszła  z  sali  i  zobaczyła  w  poczekalni  kilkunastu
uczniów.  Jeden  przez  drugiego  pytali  Weronikę,  co  z
Julią. Gdy Klaudia zauważyła Sarę, szybko podniosła się
z krzesła, podeszła do niej i zapytała:

-Proszę pani, jak się czuje Julia?

Oczy wszystkich skierowały się na nią.

-Julia  zapadła  w  śpiączkę  z  powodu  hipotermii-

wyjaśniła uczniom- Lekarze nie znają przyczyny. Nic nie
wiedzą- dodała  gorzko- Czy  wy  może  wiecie,  co  mogło
się jej przydarzyć?

-Ja ją znalazłam w łazience- zaczęła Klaudia- Łazienka

była  cała  w  kłębach  pary.  Zastanawiałam  się  jak  długo
ona tam stała. Już raz zastałam ją w takiej sytuacji

-Kiedy?- zapytała Weronika

-Następnego  dnia  po  jej  przyjeździe  do  szkoły.  Stała

pod  prysznicem  i  płakała.- Zerknęła  niespokojnie  na
Oliwera. Wiedziała, że to co powie zrani go. Myślała, że
zakochał  się  w  Julce,  więc  to,  że  Daniel  i  Julia  się
całowali, może go zranić.

-Co się stało?- zapytała z niepokojem Sara.- Dlaczego

background image

płakała?

-Pokłóciła  się  z  Danielem  i  on  ją  pocałował.

Powiedziała,  że  zrobił  to  tylko  ze  złości…  To  ją  trochę
zabolało.

-Próbował ją zmusić do czegoś?- zapytała Sara.
-Ona była bardzo chętna do całowania- rzuciła Karolina

od drzwi. Wszyscy spojrzeli na nią.- Co z księżniczką?

-Jest  w  śpiączce- rzucił  ze  złością  Marcin- Jeśli

przyszłaś  tylko  po  to,  to  możesz  już  wyjść.  Przecież
nawet jej nie lubisz.

-To  wymówka,  żeby nie  być  na  lekcjach- powiedziała,

wzruszając ramionami i wyszła.

-Mów  dalej- zwróciła  się  do  Klaudii- Czy  Daniel

próbował ją zgwałcić?

-Nie- wybuchną  Oliwer  i  zerwał  się  z  krzesła.- w  nocy

nic jej nie było.
Sara spojrzała na niego- Spotkałeś się z Julią w nocy?

-Nie- zaprzeczył. Klaudia spojrzała na niego i zobaczył

zawód  w  jej  oczach.  Zastanawiając  się  nad  jego
przyczyną,  dodał- wpadliśmy  na  siebie.  Ona  szła  do
kuchni  a  ja  do  łazienki.  Chwile  rozmawialiśmy  i  każde
poszło w swoją stronę.

-A Daniel?- Zapytała Sara
-Jak  wróciłem  do  pokoju,  spał  spokojnie  jak  dziecko.

Kiedy wychodziłem z pokoju, nadal spał.

-Proszę  pani,  Saro- wtrąciła  Weronika- Daniel  jest

spokojnym  chłopakiem,  ale  kilka  razy  byłam  świadkiem
jak  się  kłócą,  a  po  chwili  obłapiają  się.  Jest  wredny  z
charakteru  i  robi  głupie  dowcipy,  ale  nikogo  nie
skrzywdziłby. Zaręczam za niego.

-Zapytałam  co  się  stało- kontynuowała  Klaudia- Nie

zareagowała,  więc  podeszłam  do  niej.  Chciałam
zakręcić  wodę,  zawołałam,  że  parzy.  Julia  powiedziała

background image

nie. Miała  gęsią  skórkę,  trzęsła  się  z  zimna.  Kazałam
Monice  pobiec  po  dyrektorkę.-

skinęła  głową  na

przyjaciółkę- I  to  tyle.  Weronika  przyszła,  a  Julia
zemdlała.

-Sanitariusz  pytał  o  narkotyki,  przyszła  Karolina  i

powiedziała

-Wszyscy  wiedzą,  że  Karolina  mówi  same  głupoty.-

rzucił Marcin- Lubi siać zamęt i skłócać ludzi

-Co powiedziała?- Zapytała Sara
-Że Julia może być w ciąży.- odparła Klaudia

Rozdział 13

Po  oświadczeniu  Klaudii  w  poczekalni  zapadła

cisza. Wszyscy wątpili w tą możliwość, przecież była tam
tylko  kilka  dni.  A  objawy  ciąży  występują  po  jakimś
czasie. Weronika spojrzała na uczniów i powiedziała:

-Wracamy do szkoły.
-Chciałbym  ją  zobaczyć- powiedział  Oli- Chociaż  na

chwilę

-My  wszyscy  chcemy- powiedział Marcin- Proszę pani,

możemy?

-Nie- powiedziała  twardo  Weronika- Nie  wpuszczą

nikogo, oprócz rodziny. Wychodzimy.

-Pani Saro, proszę.- Powiedziała Klaudia.
-Zapytam pielęgniarkę- powiedziała tylko i podeszła do

dyżurki.  Pochyliła  się  nad  kontuarem  i  zapytała- Czy
mogą zobaczyć Julię?

-Nie wpuszczamy nikogo, prócz rodziny. Julia powinna

wypoczywać, a taka ilość osób w pokoju może stworzyć
zagrożenie  dla  jej  życia.  Któreś  z  nich  mogłoby
niechcący odłączyć respirator.

-Wiem o tym. Chcą ją tylko zobaczyć przez szybę. Nikt

background image

oprócz mnie nie będzie jej odwiedzał. Jestem jej jedyną
krewną.

-W  takim  razie  zgoda.  Zresztą  i  tak  nie  mogą  tu

przebywać.

Wyszła z dyżurki i podeszła do uczniów.
-Zobaczycie  Julię  tylko  przez  szybę- powiedziała  do

nich. Zaprowadziła ich przed salę. Spojrzeli przez okno i
zobaczyli  ją.  Jeszcze  niedawno  widzieli  ją roześmianą,
zamyśloną,  po  prostu w  ruchu,  a  teraz  leżała  nie
ruchomo, podłączona do jakiś urządzeń.  Policzki, które
wcześniej pokrywał rumieniec, teraz były blade.

-Czy  Julia  wyjdzie  z  tego?- Zapytała  Klaudia,  walcząc

ze  łzami.  Oliwer  chciał  ją  objąć,  ale  odsunęła  się  od
niego.

-Mamy  nadzieję- odparła  krótko  pielęgniarka.- Musicie

już pójść.

Wrócili  do  poczekalni,  każde  na  swój  sposób

odczuwało tragedię Julii.

-Możemy  już  pójść?- zapytała  Weronika.  Gdy  skinęli

głowami, zwróciła się do Sary- Proszę zadzwonić gdyby
stan Julki się zmienił.

-Dobrze- odparła  Sara.  Po  chwili  wszyscy  wyszli  i

została w poczekalni sama. Zamknęła oczy i oparła się o
ścianę. Przez  całe  życie  była  sama.  Najpierw umarła
matka,  później  Eliza  i  Iwan.  Julia  trafiła  do  niej,
dziewiętnastoletniej dziewczyny. Była zamknięta w sobie
i  zrozpaczona  śmiercią  rodziców.  Przez  trzy  miesiące
była  w  szoku,  mówiła  tylko  o  człowieku  który  wyszedł  z
ognia.  O  Roberto.  Od  tamtej  pory minęło  dziesięć  lat,
wiele  przeprowadzek,  zmian  nazwiska.  Dziesięć  lat,
ukrywania  się.  Teraz  Julia  jest  w  śpiączce,  zaledwie
kilka  dni  po  zmianie  szkoły.  Co  się  wydarzyło?- pytała
samą  siebie.  Wiedziała,  że  Julia  często  używa  czarów.

background image

Czy  zabawa  magią  doprowadziła  siostrzenicę  do
śpiączki?  Chciałaby  mieć  oparcie  w  kimś.  Żeby  nie
musiała  sama  przeżywać  tego  wszystkiego,  tych
dobrych  chwil  i  tych  złych.  Wiedziała  jednak,  że  nikomu
nie  może  zaufać,  bo  może  sprowadzić  na  niego
nieszczęście. Nie mogła tego zaryzykować.

Rozdział 14

-Milagros,  obudź  się.-

Słyszała 

głos  matki.

Otworzyła  oczy  i  zaraz  je  zmrużyła,  przed  oślepiającym
światłem.  Zobaczyła  ją,  stała  tuż  obok. Miała  łzy  w
oczach, 

uśmiechnęła 

się 

drżącymi 

wargami.

Wyciągnęła  dłoń  i  pogładziła  po  policzku.  Z  drugiej
strony łóżka siedział tata.

-Milagros,  nie  chcemy  cię  tu.  Twój  czas  jeszcze  nie

nadszedł.- powiedział  Iwan.  Obszedł  łóżko  i  stanął  przy
Elizie.- Wracaj do Nory.

-Mamo,  tato,  nie  odchodźcie.- powiedziała  ze  łzami.-

Kocham was

-My  ciebie  też,  myszko.- Powiedziała  Eliza.  Pochyliła

się nad nią i delikatnie objęła. Poczuła chłód na skórze,
rodzice zaczęli się oddalać.- Musisz się obudzić.

Po chwili oboje zniknęli i białe światło zaczęło gasnąć.

Ogarnęła ją ciemność i pustka.

Gdy następnym razem otworzyła oczy widziała całą

swoją  rodzinę.  Roześmianego  ojca,  matkę  i  ciotkę  z
tortem. Siedziała na ziemi i bawiła się z tatą. Gdy mama
postawiła na stole tort z siedmioma świeczkami, wstała i
podeszła.

-Pomyśl  życzenie  i  zdmuchnij- powiedziała  ciocia.

Wspomnienie zaczęło bladnąć i ponownie pogrążyła się

background image

w ciemności.

Rozdział 15

-Klaudia,  powiedz  mi  co  się  stało?- Zapytał  Oliwer,

gdy dojechali do szkoły.

-Niby co się stało? Julia jest w szpitalu- odparła
-Dobrze  wiesz,  że  nie  o  to mi  chodzi.- poszedł  za  nią

do jej pokoju.

-Wyjdź- rozkazała.  Czuła, że mur, którym się  otoczyła,

zaczyna  się  kruszyć.  Nie  chciała  zrobić  z  siebie  idiotki,
zwłaszcza  przed  Oliwerem. Cholernym  Oliwerem,  w
którym  jest  zakochana  odkąd  pamięta. Zdradzieckie łzy
popłynęły, odwróciła się od niego.

-Klaudia, proszę nie płacz.- Powiedział, chcąc ją objąć,

pocieszyć. – Zrobię co tylko zechcesz.

-Więc  wyjdź- Rzuciła.  Ukryła  twarz  w  dłoniach  i

odsunęła  się  od  niego.  Usiadła  na  łóżku  i  czekała,  aż
wyjdzie.

-Serce  mi  się  łamie,  gdy

widzę

jak

płaczesz-

powiedział.- Pozwól sobie pomóc.
Ukucnął przed nią i chciał pogładzić ja po kolanie.

-Nie  dotykaj  mnie- zawołała  i  odskoczyła  od  niego.

Zaskoczony  jej  zachowaniem,  osunął  się  na  podłogę –
Wiem  co  czuję  i  nic  tego  nie  zmieni.  Ale  przecież  mam
oczy  i  widzę  jak  na  nią  patrzysz.  Na  mnie  nigdy  tak  nie
patrzyłeś i mam tego dosyć. Dosyć rozumiesz?- Mówiła

-O kim ty mówisz?- Zapytał zdezorientowany
-O  Julce!- Wykrzyknęła- Ledwo  się  pojawiła  w  szkole,

ty z miejsca się w niej zakochałeś. Najgorsze jest to, że
ja  ją  polubiłam.  Nie  będę  mogła  patrzeć  na  to.  Ona  z
Danielem.  A  ty?  Zrozpaczony  tym.  I  znowu  przyjdziesz
do  mnie,  szukać  pocieszenia.  A  ja  już  nie  mogę  być

background image

twoją  przyjaciółką.- Moje  serce- mówiąc  to,  dotknęła
piersi- ono tego nie wytrzyma.

-Kocham cię- przerwał jej.
-A  ty  chcesz  tylko  przyjaźni.  Kochasz  ją.- Powiedziała

jakby go nie usłyszała.- Co powiedziałeś?
Podszedł  do  niej  i  korzystając  z  jej  konsternacji,
pocałował ją.

-Kocham  cię- wyszeptał,  przerywając  pocałunek.    Jej

oczy  zrobiły  się  okrągłe  ze  zdumienia.  Objął  dłońmi  jej
twarz, spojrzał głęboko w oczy i powtórzył- Kocham cię

-Ja ciebie też kocham- wyszeptała i ustała na palcach,

podając  mu  usta  do  pocałunku.  Musnął  jej  wargi  w
delikatnym  pocałunku, który  szybko  pogłębił. Rozchyliła
wargi  i  wsunął  w  nie  język.  Od  razu  wyszła  mu
naprzeciw  swoim,  był  to  długi  pocałunek.  Gdy  zabrakło
im  tchu,  odsunęli  się  odrobinę.  Ukryła  twarz  w  jego
piersi,  wdychając jego zapach. Oskoczyli  od siebie, gdy
rozległ  się  dzwonek  na  lekcje.  Roześmiała  się  lekko  i
podeszła  do  drzwi.  Wyszli  z  pokoju  i  Klaudia  weszła  na
chwilę  do  łazienki.  Szybko  opłukała  twarz  zimną  wodą  i
wyszła. Szli do klasy, trzymając się za ręce.

-Jak powiemy Danielowi o Julce?- Zapytała Klaudia
-Nie wiem,  chyba  prosto  z  mostu.- Odpowiedział.

Dochodzili do klasy, gdy wyszła z niej Karolina

-Och,  co  ja  widzę.- Zaczęła  jadowicie.  Widziała

Daniela,  który  szedł  za  nimi  i  chciała  mu  dopiec.  Im
wszystkim.- Jaki słodki widok, szkoda, że Julka tego nie
widzi.  Bidulka  leży  w  śpiączce,  a  wy  zachowujecie  się
jak gołąbki.

-Co?- Zawołał Daniel- Julka jest w śpiączce?
-Cholera- rzucił  Oli.  Złapał  go  za  rękę  i  odciągnął

kawałek.- Chciałem powiedzieć ci to jakoś inaczej.

-Ale co się stało?

background image

-Właściwie  to  nie  wiemy  dokładnie  co- powiedziała

Klaudia-

Lekarze  stwierdzili  śpiączkę  z  powodu

hipotermii. Tylko  nie  mają  pojęcia  jak  mogło  dojść  do
takiego wychłodzenia organizmu.

-Jadę do szpitala- powiedział i skierował się do wyjścia.
-Poczekaj  chwilę- zawołał  za  nim  Oliwer.  Kiedy  Daniel

się  zatrzymał  i  odwrócił  dodał- My  przed  chwilą
wróciliśmy  stamtąd.  Nie  wpuszczają  nikogo  prócz
rodziny.

-Nic mnie to nie obchodzi.- warknął- Muszę ją zobaczyć

Wyszedł  poza  teren  internatu  i  wezwał  taksówkę.

Czekając  na  nią  chodził  w  kółko.  Co  się  stało?-
zastanawiał się. Przyjechała taksi, wsiadł do niej i rzucił

-Do szpitala.
Pogrążył się w myślach. Myślał nad sposobem minięcia

dyżurujących pielęgniarek, bo dostać się do pokoju Julii.
Jeśli  go  nie  wpuszczą,  chciałby  chociaż  ją  zobaczyć.
Dojechał  do  szpitala,  zapłacił  i  wszedł  do  środka.  W
poczekalni  zobaczył  ciotkę  Julki.  Podszedł  szybko  do
niej i zobaczył, że płacze.

-Proszę pani, co z Julią?- Zapytał zaniepokojony
-Daniel- powiedziała,  gdy  jej  oczy  spoczęły  na  jego

twarzy. Otarła  policzki- Ciągle  w  tym  samym  stanie.  Co
tu robisz?

-Przyjechałem  od  razu,  gdy  się  dowiedziałem.  Proszę

mnie nie odsyłać do szkoły. Chcę być przy niej.

-Po  pierwsze  nie  wiadomo,  jak  długo  potrwa  ta

śpiączka.  Lekarze  nie  znają  przyczyny.  Po drugie
rodzice  płacą  za  twoją  edukację,  więc  musisz  wrócić.
Będę informować dyrektorkę  o stanie jej zdrowia, a ona
przekaże wam to.

-Chcę  zostać- wziął  ją  za  ręce.  Spojrzał  w  jej  oczy,

background image

chcąc  ją  przekonać- Pani  kocha  ją  przez  całe  życie,  ja
zakochałem  się

w  niej  jak  ją  tylko  zobaczyłem.

Zakochałem się w niej- powtórzył

-Daniel-

westchnęła 

przekonana-

zadzwoń 

do

rodziców. Jak się zgodzą, możesz zostać.

-Proszę  pani?- zagadnęła  pielęgniarka- Może  pani  do

niej wejść.

-Jakaś poprawa?- zapytała Sara wstając
-Niewielka,  temperatura  się  podnosi.  Podajemy  jej

ogrzaną sól fizjologiczną.

Weszła  do  sali,  usiadła  na  łóżku  i  powiedziała,

biorąc Julię za rękę

-Przyszedł  Daniel- zaczęła,  gładząc  ją  po  dłoni- chce

zostać.  Nie  wiem  czy  mogę  go  wpuścić.  Powiedział,  że
się  w  tobie  zakochał.  Chcesz  go  zobaczyć?- zapytała-
Daj  jakiś  znak.  Ściśnij  mnie  za  rękę,  cokolwiek.-
przerwała  na  chwilę,  czekała.  Gdy  nic  nie  nastąpiło,
mówiła  dalej- Chciałabym  mieć  dar,  zajrzeć  w  twoje
myśli. Dowiedzieć co się stało. Kochanie, wróć do mnie.

Pocałowała  ją  w  czoło  i  wyszła.  Oparła  się  o  drzwi,

biorąc

głęboki  oddech.  Wróciła  do  poczekalni  i

powiedziała do Daniela

-Wejdź do niej na chwilę.
Szybko przeszedł przez korytarz. Staną przy drzwiach i

zajrzał.  Leżała  blada,  podłączona  do  jakiś  urządzeń.
Wszedł  do  środka.  Usiadł  przy  łóżku,  wziął  za  rękę.
Podniósł do ust i powiedział

-Nawet teraz jesteś piękna. Kocham cię. Proszę, obudź

się.

Wiedziała,  ze  była  u  niej  ciocia,  słyszała  co  mówi.

Tylko  dlaczego  nikt  mnie  nie  słyszy?- myślała.  Przecież
głośno  krzyczę.  Gdy  usłyszała,  że  przyszedł  Daniel,
serce  zabiło  jej  radośnie.  Ja  też  go  kocham-

background image

odpowiedziała jej. Niech przyjdzie, szybko. Och w końcu
jesteś- krzyknęła,  gdy  usłyszała  jego  głos.  Jej  serce
zaczęło  bić  szybko,  usłyszała  jakieś pikanie.-Kocham
cię,  kocham,  kocham- powtarzała- chociaż  ty  mnie
usłysz.  Dlaczego  nie  słyszysz  jak  mówię?  Proszę,
Daniel.  Zaczęła  płakać.  Czuła  mokre  policzki,  chciała
unieść dłoń, ale nie mogła.- Co się dzieje?

-Julia,  proszę  obudź  się- Mówił.  Nagle  urządzenia

zaczęły  pikać.  Wszystkie  naraz.  Szybko  wyszedł  i
zawołał  pielęgniarkę.  Wrócił  do  sali  i  zobaczył  łzy  na
twarzy  Julii.- Jeśli  słyszysz  mnie  to  ściśnij  moją  dłoń-
powiedział, ponownie biorąc jej dłoń. Patrzył z napięciem
na  ekrany- No  dalej,  zrób  to.- zachęcał- wiem,  że
potrafisz.

-Co tu robisz? Kto cię wpuścił?- Zapytała pielęgniarka
-Jej  ciocia  pozwoliła  mi  zobaczyć  Julię- odparł.  Nadal

patrzył na wykresy- Zrób to.

-Wyjdź natychmiast- powiedziała

Nie!  Krzyknęła  Julia.  Muszę  uścisnąć  mu  dłoń. Wtedy
zostanie
Poczuł na dłoni lekki uścisk.

-Uścisnęła mi dłoń- powiedział do pielęgniarki. Odwrócił

wzrok  od  ekranu  i  spojrzał  na  nią- To  EEG?- zapytał
wskazując na monitor- Pokazuje wykres fal mózgowych?

-Tak- Odpowiedziała.  Podeszła  do  aparatury,  chcąc

sprawdzić  czy  nic  się  nie  popsuło. Spojrzała  na
chłopaka, wpatrującego się w Julię.- Dotykałeś czegoś?

-Nie- powiedział  oburzony- wszedłem,  wziąłem  ją  za

rękę  i  zacząłem  mówić  do  niej.  Zaczęła  płakać,  a
urządzenia zaczęły pikać. Wszystkie naraz.

-Musisz  wyjść- powiedziała  pielęgniarka.  Widząc,  że

chce  zaprotestować,  uniosła  dłoń- Nawet  jej  ciotka  nie
siedzi  tu  cały  czas.  Wołamy  ją  co  pół  godziny  i  zostaje

background image

dziesięć minut. A za chwile zabieramy ją na tomografię.
Nie  wychodź,  Julia  wołała  w  myślach, nie  zostawiaj
mnie.  Proszę  cię,  zostań.  Ścisnęła  go  mocniej  za  rękę.
Gdybym  tylko  mogła  cię  objąć,  Danielu  ja  też  cię
kocham. Słyszysz mnie?

Wchodzili  do  niej  na  zmianę,  był  wdzięczny  Sarze,

za  to.  Niestety,  Julia  nie  zareagowała  więcej  na  jego
obecność.  Mimo  to  mówił  do  niej,  trzymając  ją  za  rękę.
Minęły już dwa dni, odkąd Julia trafiła do szpitala, widział
w oczach lekarzy, że jej szanse na wyzdrowienie maleją
z każdym dniem.

-Nie  poddawaj  się.  Wiem,  że  dasz  radę- powiedział.

Cmoknął  ją  w  czoło  i  wyszedł.  Powolnym  krokiem
wszedł do poczekalni i usiadł koło Sary.

-Powinieneś  wrócić  do  szkoły- powiedziała  Sara.-

Porządnie się wyspać.

-Proszę pani, nie mogę- odpowiedział i spojrzał na nią-

nie  chcę  się  stąd  ruszyć,  dopóki  Julia  się  nie  obudzi.
Dopóki nie będę wiedział, czy z nią wszystko dobrze.

-Daniel, martwię się o ciebie- wzięła go za rękę- pojedź

do internatu i wróć jutro.
Chciał  coś  powiedzieć,  ale  przerwał  mu  telefon.  Sara
spojrzała  na  wyświetlacz,  odeszła  parę  kroków  i
odebrała

-Tak?
-Dzień  dobry,  pani.  Powiem  prosto  z  mostu,  martwię

się o Julię.- usłyszała- Od kilku dni mam złe przeczucia,
próbowałem  dzwonić  do  niej,  ale  wyłączyła  telefon.
Chciałem się nawet z nią połączyć telepatycznie, ale nie
mogę.

-Julia  jest  w  szpitalu.  Przepraszam,  że  wcześniej  nie

background image

zadzwoniłam do ciebie, ale wyleciało mi to z głowy.

-W  szpitalu?  Jak  to?- Usłyszawszy  tą  wiadomość

Tomek  zbladł. -Ale  przecież  nic  nie  czuję…  Czy  ona?-
nie mógł dokończyć pytania.

-Żyje,  ale  zapadła  w  śpiączkę- wyjaśniła  mu- Lekarze

stwierdzili  hipotermię,  ale  nie  wiedzą  dlaczego.  Prawdę
mówiąc nie wiedzą nawet jak ją wybudzić

-Musiała  użyć  jakiegoś  zaklęcia.  Tylko,  że  nie  znam

żadnego które wywołuję śpiączkę.- Stwierdził

-O  tym  nie  pomyślałam- powiedziała  do  telefonu.- To

by wszystko wyjaśniało- Ale zarazem to wyjaśnienie było
najgorsze  z  możliwych.  Julka  musiała  użyć  potężnego
zaklęcia,  a  ani  ona,  ani  Tomek  nie  znają  takiego.  Aby
Julia  obudziła  się  ze  śpiączki,  musi  poznać  formułę
zaklęcia. Ale  jak  mam  się  tego  dowiedzieć?  Przecież
sama  nie  mam  żadnych  zdolności…  Tomek!- nagle  ją
olśniło. Przecież on także jest czarownikiem.

-Ale co by wyjaśniało?- usłyszała głos Tomka
-Nie  mogę  wyjaśnić  tego  przez  telefon,  musisz

przyjechać do szpitala. Zrobisz to?

-Dla  Julii  zrobię  wszystko.  Jutro  będę- rozłączył  się  i

wezwał  taksówkę.  Szybko  spakował  kilka  rzeczy  i  po
kryjomu wyszedł z internatu.

-Proszę pani, coś się stało?- zapytał Daniel
-Nic- uśmiechnęła  się- Pomyślałam  tylko,  że  ktoś

mógłby cię zmienić. Może twój kuzyn?

-Ale- zaczął
-Żadnych ale- przerwała mu- musisz wypocząć. To jak?

Kto ma przyjechać za ciebie?

-Oli-

powiedział  z  westchnieniem.  Prawda,  był

zmęczony, ale nie chciał opuszczać Julii.

-Wypoczniesz  trochę,  zjesz  coś  porządnego  i  jutro

background image

przyjedziesz.

Rozdział 16

Niedługo  po  wyjeździe  Daniela,  do  szpitala

przyjechał  Oliwer  z  Klaudią.  Powiadomiła  pielęgniarki  i
uprosiła  u  nich,  by  przyjaciele  mogli  odwiedzić  Julię.
Najpierw  poszła  Klaudia,  następny  poszedł  Oliwer.
Uświadomiła  sobie,  że  nie  wie  nawet  jak  Julka
dowiedziała  się  o  Tomku.  Nigdy  jej  o  to  nie  zapytała.
Julia  bardzo  szybko  nawiązała  przyjaźnie  w  Akademii
.Trochę  ją  to  martwiło,  zwłaszcza  Daniel  i  jego
stwierdzenie, że zakochał się w Julce. Jeśli Julia będzie
musiała  opuścić  szkołę,  będzie  musiała opuścić  także
jego.  A  raczej  kiedy,  nie  jeśli.  A  Julia  straciła  już  tak
wiele, że straty Daniela może nie znieść.

-Przepraszam,  że  pytam,  ale  czy  Julia  nie  ma  więcej

krewnych?- zapytała nieśmiało Klaudia

-Niestety ma tylko mnie- powiedziała smutna Sara- Jej

rodzice  zginęli  w  wypadku  samochodowym,  w  którym
Julia została poważnie ranna.

-Dla  pani  z  pewnością  jest  to  trudne,  to  czekanie,

niepewność.

-Tak,  jest  mi  ciężko.- powiedziała- Cieszę  się,  że  Julia

ma takich przyjaciół.

-Oli  opowiadał  o  tym  jak Daniel  trafił  do  jego  rodziny.

Miał niecałe siedem lat i był strasznie zamknięty w sobie.

-Pewnie  im  obydwu  było  ciężko  przyzwyczaić  się  do

siebie. Ja miałam dwadzieścia lat, gdy cały mój świat się
zawalił.  Zmarła  moja  siostra,  a  nie  wiele  wcześniej
straciłyśmy matkę. Gdyby nie Julia, z pewnością bym się
załamała.- Gdy to mówiła, uświadomiła sobie, że po raz

background image

pierwszy  mówi  prawdę.  Tak  trudno  jest  okłamywać
wszystkich  dookoła,  że  w  końcu  powiedziała  prawdę.
Czuła się jakby zrzuciła z siebie straszliwy ciężar. Kiedy
Oliwer wyszedł z sali i usiadł koło Klaudii, ta odruchowo
oparła się o niego i wzięła za rękę. A przecież zauważyła
zachowanie 

dziewczyny 

tego 

pierwszego 

dnia.

Widocznie musieli wyjaśnić sobie kilka spraw i to zrobili.

-On  nie  był  zamknięty  w  sobie- powiedział- tylko

niczego  nie  pamiętał.  I  tak  zostało  do  dziś.  Nikt  nie  wie
jak się nazywa, jak znalazł się w szpitalu.

-Nigdy  o  tym  nie  mówiłeś- szepnęła  Klaudia.  By  go

pocieszyć,  pogłaskała  go  po  dłoni.  Odpowiedział  lekkim
uśmiechem.

-Ciocia  miała  dyżur  w  szpitalu,  odwiedzała  go

codziennie.  Ja  też  byłem  u  niego.  Gdy  nikt  nie  zgłosił
zaginięcia  i  nie  zgłosił  się  po  niego,  trafił  do  domu
dziecka.  Ciocia  strasznie  to  przeżyła,  długo  rozmawiała
z  wujkiem  i  w  końcu  go  adoptowali.  Wspólnie  stworzyli
mu życie od tego momentu.

-A jak ty się wtedy czułeś?- zapytała Klaudia
-Czasami pominięty, nie chciany, ale byłem dzieckiem.

Wkrótce zaprzyjaźniliśmy się. Było trudno, Daniel ciągle
pyskował, ale w końcu staliśmy się rodziną.

Rozdział 17

-Czy  ktoś  mnie  słyszy?  Gdzie  jest  Daniel?- wołała

Julia.- Usłyszała  otwierające  się  drzwi  i  serce  zabiło  jej
radośnie.- W  końcu  jesteś.  Kocham  Cię.  Proszę  usłysz
mnie. Daniel kocham cię.

-Cześć  Julia.  Tu  Oli.  Nawet  nie  wiem,  czy  mnie

słyszysz- mówił.  Przysiadł  na  krześle  i  patrzył  na  nią-
Wiele myślałem o tym, co widziałem i jestem pewny, że

background image

Daniel cię kocha. A to co zrobiłaś uświadomiło mi, że ty
też  go  kochasz.  Musiałaś  zrobić  coś  i  wiedząc,  że  się
odwrócę od ciebie, zrobiłaś to. Och, to co mówię nie ma
żadnego  sensu- oparł  głowę  o  jej  dłoń  i  mówił  dalej-
Jestem  ci  wdzięczny  za  to  co  zrobiłaś,  ale  nie  jestem
pewny czy chcę byś była z Danielem.

-Oli,  dlaczego  tak  mówisz?-

zapytała,  płacząc.

Poruszyła lekko dłonią. Odsunął się od niej gwałtownie i
spojrzał  na  jej  zapłakaną  twarz.- Kocham  go,  nie
rozumiesz tego?

-Wolę  zranić  cię,  niż  później  patrzeć  na  zranionego

Daniela. Kocham go i nie chcę by cierpiał. A twoje czary
na  pewno  go  skrzywdzą.  O  ile  już  tego  nie  zrobiły,
przecież  mogłaś  go  zaczarować.  Co  ja  plotę,  przecież
nie  ma  czegoś  takiego  jak  magia.  Mam  nadzieję,  że
wyzdrowiejesz 

odejdziesz. 

To 

tyle 

chciałem

powiedzieć.

Wyszedł z sali i oparł się o ścianę. Muszę się uspokoić

zanim  wejdę  do  poczekalni.  Weź  się  w  garść.  Po  chwili
wszedł do poczekalni.

-Mamo! Tato! Chcę umrzeć!- Wołała Julia.
-Nie  możesz.  Jeszcze  nie  nadszedł  twój  czas-

powiedziała  mama.  Stała  koło  łóżka,  łagodnie  się
uśmiechając.- Mili  nie  możesz  odejść  i  zostawić  Nory.
Ona cię potrzebuje.

-Nie  chcę  żyć.  Nie  rozumiesz  tego?  Kocham  Daniela,

zakochałam się  w nim od pierwszego  wejrzenia. On też
mnie kocha, mówił mi to…

-Wiem  Milagros.  Słyszałam  to.- Eliza  uśmiechnęła  się

radośnie- Przypomina  mi  Ivana,  mojego  kochanego
męża.- Widząc  minę  córki,  dodała- Oczywiście  nie  z
wyglądu, a z charakteru.

-Och, mamo…- wyszeptała Julia

background image

-Widziałam jak się całujecie, cały czas obserwuję ciebie

i Norę. A Oliwer niedługo zmieni zdanie. Wracaj do Nory,
my  zawsze  będziemy  blisko- Po  chwili  Eliza  zniknęła.
Julia poruszyła ręką, chciała, żeby ktoś przyszedł.

-Oli  co  się  stało?- Zapytała  Klaudia.  Widziała  coś  w

jego wzroku, ale nie wiedziała co to było

-Nic  złego- uspokoił  ją.- Proszę  pani,  Julia  poruszyła

ręką. Wprawdzie lekko, ale jest jakaś nadzieja.

Rozdział 18

Sara od razu poszła powiadomić o tym pielęgniarki.

Poszła  z  nimi  do  siostrzenicy.  Barbara,  jedna  z
pielęgniarek  podeszła  do  aparatu  EEG  i  sprawdziła
wykres.  Zobaczyła  niewielką  aktywność  i  odwróciła  się
do Sary

-Proszę powiedzieć coś do niej.
-Julio, słoneczko moje- zaczęła- zrób coś, uściśnij moją

dłoń. Daj znak, że wracasz do nas

-Proszę  spojrzeć- powiedziała  i  wskazała  na  głowę

Julii. Twarz miała zapłakaną, ale lekko poruszyła głową.

-Doskonale  Julio.  Spróbuj  jeszcze  raz- wpatrywała  się

w  nią  z  napięciem.  Jeszcze  dwukrotnie  poruszyła  lekko
głową.  Na  jej  czole  pojawiły  się  kropelki  potu.-Tomek
niedługo przyjedzie i mam nadzieję, że ci pomoże

-Zostawmy  ją  samą,  niech  odpocznie- powiedziała

Barbara

Tomek  wszedł  do  na  izbę  przyjęć.  Wyczuł  wiele

bólu,  słyszał  różne  myśli.  Słyszał  zrozpaczonego  ojca,
który w myślach prosi Boga o zdrowie dla córki. Widział
starszą  panią,  płaczącą  bezgłośnie,  w  jej  sercu  czuł

background image

ogromny smutek. Właśnie pożegnała ukochanego męża,
z  którym  żyła  ponad  50  lat.  Nie  umiał  wyciszyć
całkowicie  tych  myśli  innych  osób  i  chyba  nigdy  mu  się
to  nie  uda.  Widział  dwoje  nastolatków,  pogrążonych  w
myślach.

-Coś cię martwi?- zapytała dziewczyna- Oli?
-Co?- zapytał  nieprzytomnie  chłopak- Po  prostu  myślę

o  Julii.  Jest  taka  blada,  a  przecież  minęło  już  kilka  dni  i
lekarze powinni coś wiedzieć

-W  końcu  poruszyła  ręką.- Powiedziała.- Niedługo

wyzdrowieje

-Mam nadzieję- szepnął chłopak. Zamknął oczy i oparł

głowę o ścianę. Przeze mnie ona płakała- pomyślał
Tomek już chciał do nich podejść gdy usłyszał głos Sary

-Nie podchodź. Najpierw odeślę ich do internatu.

Skinął nieznacznie głową i usiadł w pobliżu starszej pani.
Sara podeszła do Oliwera i Klaudii i powiedziała do nich

-Chyba już jest lepiej, poruszała lekko głową
-Więc  niedługo  się  wybudzi?- Zapytała  z  nadzieją

Klaudia

-Miejmy  nadzieję.- Przyznała  i  usiadła  obok  nich  na

krześle.- Coś  mi  mówi,  że  Daniel  niedługo  przyjedzie,
więc możecie już jechać.

-Jest pani pewna?- Zapytał Oli
-Tak,  zresztą  i  tak  zaraz  zabierają  Julię  na  kolejną

tomografię,  co  trochę  potrwa.- Uśmiechnęła  się,  gdy
Oliwer  objął  Klaudię  i  razem  skierowali  się  do  wyjścia.
Tomek podszedł do niej i zapytał

-Mogę już iść do niej?
-Tak,  wymyśliłam  tą  tomografię.- wzięła  go  za  rękę  i

dodała- dowiedz się co się stało. I mam nadzieję, że jeśli
użyła zaklęcia, będziesz umiał je cofnąć.

Wstał bez słowa i poszedł do sali, w której leżała Julia.

background image

Gdy  ją  zobaczył,  pomyślał,  że  pomylił  sale.  Julia  była
blada,  leżała  nieruchomo.  Włosy  jakby  straciły  blask.
Podszedł  do  łóżka  i  wziął  jej  dłoń.  Zamknął  oczy  i w
skupieniu  zaczął  przywoływać  ją.  Spotkał  ją  w  miejscu,
w którym kończyła się ciemność. Oślepiające światło po
chwili zblakło i zobaczył ją. Była smutna

-Co się stało?- zapytał podchodząc do niej
-Odchodzę stąd- odpowiedziała
-Nie możesz- złapał ją za rękę- ta brama jest zamknięta

dla ciebie. Jakiego zaklęcia użyłaś?- zapytał

-Żadnego.- odparła  i  odsunęła  się  od  niego. Szła  w

stronę światła

-Kłamiesz- stanęła  i  spojrzała  na  niego- I  jeśli  zrobisz

jeszcze  jeden  krok  to  pójdę  za  tobą.  Będziesz  umiała
żyć z tym?

-Przecież  już  jestem  martwa!- zawołała- Nie  chcę  i  nie

umiem wrócić. I nie chcę żyć w tej ciemności.

-Więc  powiedz  mi  jakie  zaklęcie  rzuciłaś.  Pomogę  ci

wrócić.

-Nie  chcę  wracać!  Nie  rozumiesz?  Jeśli  wrócę  moje

życie  będzie  puste.  Śmieszne  co?  Zakochałam  się  w
kilka  dni  i  teraz  jego  najlepszy  przyjaciel  czuje  do  mnie
wstręt.  Życzy  mi  jak  najlepiej,  ale  mam  odejść.  A  wtedy
moje życie straci sens.

-A Sara? Przecież jesteś sensem jej życia!
-Będzie  jej  lepiej  beze  mnie.  Przecież  wiesz ile  dla

mnie  poświęciła.  I  ile  jeszcze  będzie  musiała
poświęcić… A Daniel wkrótce zapomni o mnie.

-Czy  ty  jesteś  idiotką?  Co  zrobiłaś,  że  on  cię

nienawidzi?

-To nie on, tylko Oli- zaszlochała- widział jak czaruję, a

przecież  zrobiłam  to  by  ratować  jego  kuzyna.  A  teraz
brzydzi się mnie

background image

-Może nie wie jak poradzić sobie z tym. Mógł nigdy nie

wierzyć w żadną magię. Jakie zaklęcie?

-„Spokojny sen”
-Hmm,  nie  znam  takiego-

powiedział  po  chwili

zastanowienia. Zmarszczył brwi i dodał- wymyśliłaś je?

-Nie. Kiedyś przeglądałam księgę mamy i je znalazłam.

Było  napisane  jeszcze  coś  w  innym  języku,  nawet  nie
wiem  w  jakim,  ale  nie  wiem  co  to  znaczyło.  Brzmi  ono
tak „Spokoju ci trzeba i spokój ci dam. Spokój przeleję w
myśli  twoje.  Zły  sen  odejdzie  i  skończy  się,  zastąpi  go
słońce i sny radosne”

-Nadal  nic  mi  to  nie  mówi.  Wrócę  i  zapytam  się  Sary,

może  ona  coś  będzie  wiedziała.- odwrócił  się  i  zrobił
parę kroków, gdy przypomniał sobie coś jeszcze- Nie idź
nigdzie.

Otworzył  oczy  i  trochę  nieprzytomnie  rozejrzał  się  po

sali. Zawsze gdy odbywał taką podróż, chwilę zajmował
mu  powrót  do  rzeczywistości.  Gdy  tak  dochodził  do
siebie, do sali weszła Sara.

-I jak, udało ci się skontaktować się z Julią?
-Tak.  Miała  pani  rację,  użyła  zaklęcia.  Niestety  nie

znam go.- potarł twarz rękoma- Jest coś jeszcze, jest  w
depresji.

-Jak to?
-Użyła  tego  zaklęcia  na  Danielu  i  Oliwer  był  tego

świadkiem.  Uratowała  go,  a  teraz  Oli  chce,  żeby
odeszła…

-Ma umrzeć?- zapytała- Oli życzy jej śmierci?

-Nie, nie- zaprzeczył gwałtownie- Opuścić szkołę.
-Jakie to zaklęcie?
-„Spokojny sen”
-Znam  takie  dwa.  Jedno  jest  nieszkodliwe,  Eliza

czasami  używała  go  na  mamie,  gdy  chciała wyjść  na

background image

dyskotekę.  Mama  zasypiała,  a ona  szła się  bawić-
uśmiechnęła się na myśl o czasach młodości.

-A to drugie?- zapytał Tomek
-Jest bardzo szkodliwe, właściwie działa rykoszetem na

osobę, która go użyła.

-Bingo- rzucił- Czy  nie  szło  tak?  „Spokoju  ci  trzeba  i

spokój  ci  dam.  Spokój  przeleję  w  myśli  twoje.  Zły  sen
odejdzie i skończy się, zastąpi go słońce i sny radosne”?
Z jakiejś księgi?

-Tak- Sara  pobladła  na  samą  myśl,  że  Julia  je  użyła-

Wraz z ostrzeżeniem po irlandzku, że powinny rzucać je
dwie osoby.

-Więc ten koszmar, który śnił się Danielowi, przyśnił się

później Julii?

-Dokładnie nie wiem, ale to na pewno było napisane.
-A ta księga gdzie jest?
-W  moim  mieszkaniu.- Odparła- Będziesz  musiał  ją

wyczarować- powiedziała sięgając do torby po notes

-Jak?  Nigdy  jej  nie  widziałem,  a  poza  tym  księgi

przekazywane  z  pokolenia  na  pokolenie  mają własne
zaklęcia przywoławcze

-Dodatkowo  potrzebna  Ci  będzie  krew  osoby  z  tej

rodziny. Nie wiem czy moja krew wystarczy, ale musimy
spróbować-mówiła,  rysując.-

Jeśli  nie  poskutkuje

użyjemy krwi Julki.
Podała mu kartkę na której narysowała prostą księgę, z
węzłem  celtyckim  i  napisem  Mirra.  Pod  rysunkiem
napisała  „Mirro  przybądź  do  mnie,  Milagros  potrzebuje
cię, uratuj swoją krew, bo twój ród zginie.” Gdy on czytał
zaklęcie,  wyjęła  scyzoryk  i  nakłuła  palec.  Ścisnęła  go,
żeby pojawiła się krew. Podała mu nożyk i powiedziała

-Zrób  to  samo.  Później  połóż  kartkę  na  podłodze,

rysunkiem  do  góry.  Upuść  na  nią  swoją  krew  i  wymów

background image

zaklęcie. Potem ja upuszczę swoją. Gotowy?

Zamiast  odpowiedzieć,  położył  kartkę.  Ścisnął  palec  i

gdy kropla krwi upadła na papier powiedział

-„Mirro  przybądź  do  mnie,  Milagros  potrzebuje  cię,

uratuj swoją krew, bo twój ród zginie.”
Gdy  krew  Sary  także  spadła,  usłyszeli  syk. Po  chwili
kartka  znikła  i  pojawiła  się  księga.  Sara  szybko  schyliła
się po nią i przesunęła zakrwawionym palcem po węźle
celtyckim.  Zalśnił  i  księga  się  otworzyła.  Podniosła  ją  i
zaczęła  szukać  zaklęcia.  Gdy  znalazła  odpowiednią
stronę, zaczęła czytać na głos

„Gdy  dręczą  Cię  koszmary,  albo  pragniesz  miłych

snów,  użyj  tego  zaklęcia.  Brzmi  ono  tak,  „Spokoju  Ci
trzeba i  spokój  Ci  dam.  Spokój  przeleję  w  myśli  Twoje.
Zły  sen  odejdzie  i  skończy  się,  zastąpi  go  słońce  i  sny
radosne”. Lecz pamiętaj, zaklęcie te nie jest tarczą, która
uchroni Cię przed koszmarem, bowiem uderzy w Ciebie.
Nie czaruj sama, ponieważ jedna czarownica to za mało.
Jeśli  jednak  popełnisz  błąd  i  sama  rzucisz  czar,
zapadniesz  w  sen głęboki. Cofnąć go będzie trudno, bo
druga wiedźma odbędzie podróż za Tobą i popchnie Cię
i  stracisz  życie.  Musisz  zaufać  jej  i  powierzyć  swoje
życie.  Niech  odwiedzi  Cię  we  śnie  i  powie  „Światło
zniknie,  ciemność  też,  wrócisz  do  świata,  w  którym
żyjesz. Nim ten dzień upłynie sen głęboki przeminie”.

-Niezłe- powiedział Tomek- A Julia nie chce wracać.
-Nie musi chcieć. Wystarczy, że wypowiesz zaklęcie.
-Saro, a jeśli Julia przeszła?
-Nie- rzuciła  gniewnie.- Nie  mogę  nawet  tak  myśleć.

Już z nią lepiej, rusza głową, rękami. Bez pomocy magii
nie obudzi się ze śpiączki, spowodowanej magią.

-W  porządku- spojrzał  na  pogrążoną  we  śnie  Julię-

wracam tam.

background image

Ponownie  złapał  ją za  dłoń  i  zaczął  pogrążać  się  w

myśli przyjaciółki. Szedł do światła, tam gdzie opuścił ją.

-Jednak wróciłeś- powiedziała zmęczona
-Tak, dla Ciebie poszedłbym do piekła.- Odparł
-Chciałabym się jeszcze pożegnać z rodzicami- rzuciła

i wskazała na cienie na świetle. Szli ku nim Eliza i Iwan,
zdecydowani.

-Córeczko-

powiedział  Iwan-

Czekają  cię  ciężkie

chwile,  ale  pamiętaj,  że  zawsze  jesteśmy  z Tobą- Objął
córkę i spojrzał na Tomka- Opiekuj się nią i zabierz stąd.
Skinął  tylko  głową,  Eliza  także  objęła  Julię  i  szepnęła
coś  na  ucho.  Iwan  spojrzał  na  nią  gniewnie,  ale  nic  nie
powiedział.

-Gotowa?- Zapytał  ją,  spojrzała  na  niego  ze  łzami  w

oczach  i  skinęła  głową.  Wziął  ją  za  rękę  i  powiedział-
„Światło  zniknie,  ciemność  też,  wrócisz  do  świata,  w
którym żyjesz.  Nim  ten  dzień  upłynie  sen  głęboki
przeminie”.
Ledwo  wypowiedział  zaklęcie,  został  wyrzucony  z  jej
myśli.  To  było  tak  jakby  ktoś  wyłączył  film,  w  który
wpatrywałeś się w skupieniu. Ocknął się w sali szpitalnej
Julii,  koło  niego  stała  zaniepokojona Sara. – Chyba
wszystko w porządku.
Odetchnęła  i  uśmiechnęła  się  z  wyraźną  ulgą- Czekała
na  mnie,  po  chwili  przyszli  Eliza  i  Iwan,  pożegnali  się  i
wypowiedziałem zaklęcie. Momentalnie wyrzuciło mnie z
jej myśli.

-Mam  nadzieję,  że  wkrótce  się  obudzi  i  wszystko

będzie  dobrze.- wyprowadziła  go  do  poczekalni  i  wyjęła
telefon.-

Daniel?  Tu  Sara.  Jak  chcesz,  możesz

przyjechać.

-Zaraz będę. A jak się czuje Julia?
-Już z nią lepiej, częściej reaguje.

background image

-To  dobrze.  Wzywam  taksówkę  i  niedługo  przyjadę.-

powiedział i rozłączył się.

-Mamy jakieś pół godziny, zanim Daniel przyjedzie.
-Ja już pojadę. Niech pani da znać jak Julia się wybudzi

ze śpiączki. Będę czekał.

-W  takim  razie  do  zobaczenia- powiedziała  i  uściskała

go  na  pożegnanie.  Gdy  wyszedł  z  poczekalni, usiadła  i
czekała.  Podejrzewała,  że  Tomek  poczeka  na  Daniela
gdzieś przy wejściu, by zajrzeć mu w myśli. Nie sądziła,
że pojedzie do Akademii i rozmówi się z Oliwerem.

Rozdział 19

Gdy przyjechał do Akademii, pomyślał, że to idealne

miejsce  dla  czarodziejek.

Ogromny  i  romantyczny

budynek  oświetlały  promienie  zachodzącego  słońca.
Zastanawiał się czy wejść do środka jako przyjaciel Julii,
czy  jako  policjant.  Mógł  rzucić  zaklęcie,  dzięki  któremu
byłby  starszy,  spróbować  porozmawiać  z  uczniami
szkoły. W końcu wymyślił pretekst do wejścia. Spojrzał w
lusterko 

wsteczne 

wypowiedział 

zaklęcie. 

Z

zadowoleniem  spoglądał  na  swoje  starsze  odbicie.
Wysiadł  z  samochodu  i  przeciągnął  się  lekko.  Ruszył  w
kierunku  drzwi,  gdy  one  się  otworzyły  i  wypadły  przez
nie trzy roześmiane dziewczyny.

-Przepraszam którędy do gabinetu dyrektorki?
-Pierwszy  korytarz  po  lewej,  drugie  drzwi  na  prawo.-

wyjaśniła  jedna  z  dziewczyn  i  zaraz  wszystkie  wybiegły
na  dwór.  Nie  wsłuchiwał  się  specjalnie  w  ich  myśli.
Poszedł  według  wskazówek uczennicy  i  stanął  pod
drzwiami.

-Nie  rozumiem  dlaczego  mam  tu  przychodzić?-

Zapytała zaczepnie Karolina

background image

-Ponieważ  tak  postanowiłam- odparła  dyrektorka- Jak

Julia  wróci  ze  szpitala,  też  będzie  przychodziła  tu.  Z
Danielem.-

Mam  dość  twoich  wybryków  i  tego

aroganckiego 

zachowania. 

Nie 

chcesz 

mieć

współlokatorki? Musisz podać wyraźny powód, a nie, że
nie  lubisz  kogoś.  Nie  dajesz  nikomu  szansy  takim
zachowaniem.
Karolina wpatrywała się w swoje paznokcie

-Może nie chcę mieć przyjaciół?
-Każdy chce  mieć kogoś,  na kim może  bezwarunkowo

porozmawiać.  Wiesz  jak  to  było  z  Danielem?- Musiała
pokręcić  głową,  bo  nie  usłyszał  żadnej  odpowiedzi.-
Został  adoptowany  przez  ciotkę  Oliwera.  Na  początku
wszystkich nieznosił, aż w końcu zaprzyjaźnił się z Olim.
Jesteście do siebie podobni. Przemyśl to. Możesz wyjść.

W tym samym momencie zapukał do drzwi, a Karolina

je otworzyła.

-Czy to gabinet dyrektorki?- Zapytał
-Tak, o co chodzi?- zapytała Weronika, podchodząc do

drzwi

-Nazywam  się  Tomek  Orłoś  i  jestem  ze  szpitalnego

laboratorium. Badałem krew uczennicy z pani szkoły

-Tak?
-Ona nazywa się Julia Rękacz i odkryłem w jej krwi coś

dziwnego. Żadne laboratorium w kraju nie umie określić
co  to  jest.  Podejrzewamy  więc,  że  to  jakiś  nowy  rodzaj
narkotyków.

-W  mojej  szkole  nie  ma  narkotyków- powiedziała

Weronika ze złością

-Nie  twierdzę  tego.  Ale  może  Julia  przywiozła  coś  ze

sobą,  coś  co  niektórzy  określą  jako  zioła.  Chciałbym
przejrzeć  jej  rzeczy,  porozmawiać  z  przyjaciółmi.  Może
coś znajdę.

background image

-Dobrze. Zaprowadzę pana do pokoju Julii- powiedziała

i  skierowała  się  do  drzwi.  W  milczeniu  weszli  po
schodach  na  trzecie  piętro.  Szybko  przejrzał  jej  rzeczy,
większość  przecież  pamiętał  z  Błękitnej  Róży,  ale  teraz
dla zachowania pozorów…

-Gdzie trzyma kosmetyki?
-Chyba  w szafce  nocnej- odparła.  Otworzył  ją  i

zobaczył  kosmetyczkę.  Wyjął

małe  pudełeczko  z

różowego  plastiku.  Nie  miało  żadnych  nalepek,
mówiących jakie to tabletki.

-To muszę zabrać ze sobą- oznajmił dyrektorce
-Może  pan  je  otworzyć?- zapytała.  Właśnie  wyjmował

woreczek z kieszeni, ale otworzył pudełeczko. Zobaczyli
kilkadziesiąt  malutkich  pigułek.- Nie  musi  pan  ich
zabierać. To są pigułki antykoncepcyjne.

-U siedemnastolatki?- Zapytał z niedowierzaniem.
-To  się  czasami  zdarza,  choć  tego  nie  pochwalamy.

Jednak  niektórzy  rodzice,  wolą  się  asekurować  i
zabezpieczają  tak  dzieci.  U  niektórych  chłopaków
znajdujemy prezerwatywy, no i u kliku dziewczyn też.

Odłożył pudełeczko z powrotem do kosmetyczki.
-Chciałbym teraz porozmawiać z jej przyjaciółmi.
-Wolałabym,  żeby  nie  wspominał  pan  o narkotykach.

Mógłby  pan  powiedzieć,  że  Julka  zaraziła  się  jakąś
chorobą i szukacie jak do tego doszło.
Hmm, na to nie wpadłem- pomyślał

-Dobrze, ani słowa o narkotykach.

Wyprowadziła  do  z  pokoju  Julii  i  Karoliny,  zaprowadziła
do swojego gabinetu i powiedziała

-Będę ich przyprowadzała pojedynczo.

Najpierw weszła Monika, później dziewczyna ze szpitala,
Klaudia i jakiś chłopak

-Witam. Jestem Tomek Orłoś- przedstawił się

background image

-Marcin Kosecki.
-Czy Julia robiła coś dziwnego?
-W jakim sensie?
-Wychodziła gdzieś, rozmawiała z kimś?
-Tomek- rzucił nagle Marcin
-Tak?- zapytał
-Nie  pan.  Drugiego  dnia  ktoś  do  niej  zadzwonił,  a  ona

się  wystraszyła. Powiedziała,  że  ktoś  wcześniej  ją
straszył przez telefon. Odebrałem, a gdy usłyszała, że to
jakiś Tomek, wzięła telefon i wyszła z nim porozmawiać.

-Dlaczego wcześniej nic nie powiedziałeś?
-Zupełnie wyleciało mi to z głowy.
-Dobrze możesz wyjść.

Po  chwili  do  gabinetu  wszedł  Oliwer.  No  to  jazda-
pomyślał.  Wstał  i  zamknął  drzwi  na  klucz.  Usiadł  za
biurkiem i patrzył na zdumioną twarz Oliwera. W drodze
do drzwi cofnął zaklęcie i teraz był znowu młody.

-Podejrzewam, że o mnie słyszałeś od Julii.
-Przed  chwilą  był  pan  stary,  a  teraz  jesteś  moim

rówieśnikiem- wyjąkał

-Jesteś zdumiony tym? To prosta sztuczka. Julka zna o

wiele  ciekawsze  i  lepsze  czary.  Ale  przecież  ty  nie
wierzysz w czary, co nie?

-O co tu chodzi? To jakaś pieprzona ukryta kamera?
-Nie- zaprzeczył- zraniłeś moją siostrę.
-Podobno Julia nie ma żadnej rodziny.
-Fakt.  Poznałem  ją  trzy  miesiące  temu  i  przez  miesiąc

chodziliśmy  do  tej  samej  szkoły.  Wiem  o  jej  czarach,  a
ona o moich.

-Więc jesteś czarodziejem?
-Nie. Jasnowidzem, potrafię też czytać w myślach jak w

otwartej  książce.  Dlatego  wiem,  że  to  ty ją  zraniłeś,
słyszałem to w szpitalu

background image

-To byłeś ty? Koło tej starszej pani?
-Tak.  W  moich  żyłach  płynie  magiczna  krew  i  w  Julii

też.  Pochodzimy  od  celtyckich  czarodziejów,  bądź
czarnoksiężników. 

Zależy 

jaką 

wersję 

legendy

usłyszysz.

-Jaka to legenda?- zapytał zaintrygowany
-W  tej  chwili  jest  to  nieważne.  Zraniłeś  Julię.  Tak

bardzo,  że  chciała  umrzeć…  Chciała  odejść  z  tego
świata. Dlaczego to zrobiłeś?- Zapytał wzburzony

-Julia  jest  wiedźmą.- odparł  tylko- gdy  wypowiedziała

zaklęcie, 

Daniel 

momentalnie 

się 

uspokoił.

Wystraszyłem się.

-Julia  jest  najlepszą  osobą,  którą  znam.  Prędzej

skrzywdzi  siebie  niż  kogoś.- Huknął  Tomek  i  zaraz
rozległ  się  huk  pioruna.  Oliwer  podskoczył  nerwowo.-
Nie bój się. Naszą pierwszą i najważniejszą zasadą jest
nikogo  nie krzywdzić- zaśmiał  się  szyderczo.  Oli  wstał  i
podszedł do drzwi, chcąc wyjść.

-Nie  masz  prawa  przetrzymywać  mnie  tu.  Natychmiast

mnie wypuść.

-Jeszcze  nie.  Siadaj- warknął.  Machnął  ręką  i  krzesło

przesunęło  się  w  stronę  Oliwera.- Powiem  Ci  część
prawdy,  która  może  narazić  cię  na  niebezpieczeństwo.
Więc  lepiej  nikomu  nie  mów  o  tym.  Znałem  Julię  pod
innym imieniem. Gdy pojawiła się w mojej szkole od razu
zacząłem  czytać  jej  w  myślach.  To  jest  jak  oddychanie,
spotykam  kogoś  obcego  i  czytam.  Julka  od  razu mnie
zablokowała. Miała rację, bo musi chronić ciotkę. Ja nie
mam  nikogo,  żadnej  rodziny.  Nie  wiedziała  kim  jestem  i
rzuciła  we  mnie  piorunem.  Odbiłem  go  i  spaliło  się
drzewo.    Julka  szybko  się  przekonała,  że  jest  silniejsza
ode mnie i zaproponowała zawieszenie broni. Musiałem
się zgodzić. Szybko się zaprzyjaźniliśmy.

background image

-Po co mi to opowiadasz?- Przerwał mu
-W  naszej  szkole  był  pewien  bydlak.  Wszystkim

dziewczynom  robił  nagie  zdjęcia  i  wrzucał  do  Internetu.
Było widać na nim bliznę Julii.

-Słyszałem, że miała wypadek samochodowy.
-Nie. Sara skłamała. Gdyby tę bliznę zobaczył Roberto,

Julia i ja byśmy już nie żyli.

-Takie  bajki  możesz  sprzedawać  dzieciakom  w

Haloween, nie mnie.

-Możesz sprawdzić  w Internecie, albo ci pokaże co się

stało  dwa  lata  temu,  wybór  należy  do  ciebie.  Roberto
Perez  jest  seryjnym  mordercą  nieuchwytnym  od  ponad
dziesięciu  lat.  Zamordował  wielu  ludzi,  w  tym  rodziców
Julii  i  moich.  Julia  przeżyła  jego  atak  już  kilkakrotnie.
Ostatnim  razem,  dwa  lata  temu  dzięki  magii,  uniknęła
śmierci.  Wiedz,  że  jeśli  spróbujesz  sprawdzić  to  w
Internecie,  dowiesz  się  wszystkiego,  ale  nie  pożyjesz
długo.

-Teraz mi grozisz?- prychnął
-Nie  ja.  Ja  cię  tylko  ostrzegam.  Roberto  jest  świetnym

hakerem,  jeśli  ktoś  wpisze  w  wyszukiwarce  jego
nazwisko,  nie pożyje  na  tyle  długo,  by  wykorzystać  te
informację.  Słyszałeś  o  X-trem  Sports  Olimpic?  O
napadzie na Amelię Kamelo?

-Coś tam słyszałem. Jaki to ma związek z Julką?
-Zaraz  zobaczysz- powiedział  tylko.  Wziął  z  biurka

zdjęcie  w  ramce  i  powiedział- „Niech na  tym  szkle
zalśnią  tajemnice,  odpowiedzi  na  niezadane  pytania.
Ukaż  wydarzenia  X-trem  Sports  Olimpic.  Pokaż  jej
historię”
Podał  Oliwerowi  ramkę,  z  którego  zniknęło  zdjęcie.
Zamiast  niego  zobaczył  wysokiego,  muskularnego,
czarnowłosego mężczyznę i jakiegoś nastolatka.

background image

-Gdy  ja  poznasz  tatusiu,  przekonasz  się  dlaczego  tak

szaleję za nią- powiedział chłopak

-Fernando,  gdy  byłem  w  twoim  wieku  też  szalałem  za

mnóstwem dziewczyn.

-Ale  ona  jest  wyjątkowa.  Ma  szare  oczy,  a  chwilami

robią się srebrne. Jakbyś w księżycu zobaczył ogień.

-Ach tak?- zamyślił się na chwilę
-Panie i panowie, a teraz Amelia Kamelo. Jest jedną z

trzech 

dziewczyn, 

które 

doszły 

do 

półfinałów.

Przywitajcie ją gromkimi brawami.

-To ona- szepnął chłopak
-Widzę- odpowiedział.  Dziewczyna  zaczęła  zjeżdżać.

Wykonała  bezbłędnie  wszystkie  triki  i  idealnie  wjechała
na rampę. Dostała najwyższe noty.

-Mamy  naszą  zwyciężczynie,  a  zostaje  nią  Amelia

Kamelo.- Prowadzący  podszedł  do  niej  i  w  ramce
pojawiło się zbliżenie jej twarzy. To była twarz Julii.- Co
masz do powiedzenia, mistrzyni?

-Jestem  taka  podekscytowana,  że  nie  wiem  co

powiedzieć!- Zawołała  do  mikrofonu- Czy  ja  naprawdę
wygrałam?
Na  głośny  gwizd  wykrzyknęła  i  pomachała.  Lecz  nagle
zmienił  jej  się  wyraz  twarzy.  Zobaczył  w  jej  oczach
strach, ten sam, który widział w nocy.
Po chwili scena się zmieniła, szła z telefonem przy uchu
i mówiła ze łzami w oczach

-Ciociu,  on  tu  jest.  Boję  się- nie  usłyszał  jednak,  co

odpowiedziała  Sara- prędzej  czy  później  bym  go
poznała. Jest ojcem Fernanda.

-Amelia- wołał radośnie Fernando. Gdy zatrzymała się,

podbiegł do niej i objął mocno.- gratuluję!

-Amelio, gratuluję- powiedział Roberto. Skuliła się lekko

i odsunęła.

background image

-Dziękuję.  Przepraszam,  że  już  uciekam,  ale  ciocia  na

mnie czeka. Musimy już wracać

-Nie chcesz zobaczyć mojego pokazu?
-Nawet  nie  wiesz  jak  bardzo  chcę,  ale  nie  mogę.

Przepraszam  Ferni- pochyliła  się  i  cmoknęła  go.  Gdy
usłyszała, że go wywołują, szepnęła- Powodzenia
Zrobiła dwa kroki, gdy usłyszała

-Tato, odprowadzisz Amelię do samochodu?
-Z  chęcią- podszedł  do  niej  i  wziął  za  rękę.- Tylko

mrugnij a zabiję wszystkich w pobliżu.
Z  niechęcią  poszła  razem  z  nim  na  parking.  Wszyscy
mijali  ich,  chcąc  zdążyć  na  kolejny  pokaz.  Nie  wiedział
kiedy w jego ręce pojawił się nóż. Objął ją i przyłożył go
jej do boku. Dla wszystkich wyglądali jak ojciec z córką,
nikt  nie  podejrzewał,  że  grozi  jej  niebezpieczeństwo.-
Zaraz  cię  zabiję  i  zniknę  stąd.  Obiecuję  ci  maleńka,
niedługo będzie po wszystkim.
Widział  zamach,  ale  nóż  nie  sięgnął  celu. Chwiał  się
kilka centymetrów od ciała dziewczyny. Miała zamknięte
oczy,  jakby  czekała  na  cios.  Po  chwili  otworzyła  je  i
nasunęło  mu  się  porównanie  do  księżyca  i  ognia.  Tak
wyglądały  jej  oczy.  Widział  jakie  to  męczące  dla  nich
obojga,  ale  w tej chwili  nadbiegła Sara i zawołała ją, co
zdekoncentrowało dziewczynę. Nóż wbił się w żebra, nie
w  serce.  Amelia  krzyknęła  z  bólu  i  upadła.    Roberto
uciekł, gdyż jej krzyk usłyszało kilka osób.

Rozdział 20

-Czy 

ja 

to 

naprawdę 

widziałem?-

Zapytał

oszołomiony  Oliwer.- To  było  jak  film  akcji,  ale  przecież
nim    nie  było.  Dlaczego  on  to  robi?  Dlaczego  chciał
zabić niewinną dziewczynę?

background image

-Bo  była  świadkiem  innego  zabójstwa.  Bo  lubi  zabijać.

Pokazując ci to naraziłem cie na niebezpieczeństwo. Ale
dla Julii zrobię wszystko.
Odebrał  od  niego  ramkę  i  przelał  ponownie  energię.-
Zobacz jeszcze to
Oliwer  ponownie  wziął  od  niego  ramkę  i  zobaczył  Julię.
Wyglądała  dokładnie  tak  samo  jak  pierwszego  dnia  w
Akademii.  Chociaż  nie,  stała  zapłakana  w  ciemności,
naprzeciw silnemu światłu.

-Mamo! Tato! Chcę umrzeć!- Wołała Julia.
-Nie  możesz.  Jeszcze  nie  nadszedł  twój  czas-

odpowiedziała  kobieta  łudząco  podobna  no  niej.  Stała
koło  łóżka,  łagodnie  się  uśmiechając.- Mili  nie  możesz
odejść i zostawić Nory. Ona cię potrzebuje.

-Nie  chcę  żyć.  Nie  rozumiesz  tego?  Kocham  Daniela,

zakochałam się  w nim od pierwszego  wejrzenia. On też
mnie kocha, mówił mi to…
Po  chwili  zobaczył  Tomka  i  Julię,  stali  w  miejscu,  w
którym kończyła się ciemność. Była smutna

-Co się stało?- zapytał podchodząc do niej
-Odchodzę stąd- odpowiedziała
-Nie możesz- złapał ją za rękę- ta brama jest zamknięta

dla ciebie. Jakiego zaklęcia użyłaś?- zapytał

-Żadnego.- odparła  i  odsunęła  się  od  niego.  Szła  w

stronę światła

-Kłamiesz- stanęła  i  spojrzała  na  niego- I  jeśli  zrobisz

jeszcze  jeden  krok  to  pójdę  za  tobą.  Będziesz  umiała
żyć z tym?

-Przecież  już  jestem  martwa!- zawołała- Nie  chcę  i  nie

umiem wrócić. I nie chcę żyć w tej ciemności.

-Więc  powiedz  mi  jakie  zaklęcie  rzuciłaś.  Pomogę  ci

wrócić.

-Nie  chcę  wracać! Nie  rozumiesz?  Jeśli  wrócę  moje

background image

życie  będzie  puste.  Śmieszne  co?  Zakochałam  się  w
kilka  dni  i  teraz  jego  najlepszy  przyjaciel  czuje  do  mnie
wstręt.  Życzy  mi  jak  najlepiej,  ale  mam  odejść.  A  wtedy
moje życie straci sens.

-A Sara? Przecież jesteś sensem jej życia!
-Będzie  jej  lepiej  beze  mnie.  Przecież  wiesz  ile  dla

mnie  poświęciła.  I  ile  jeszcze  będzie  musiała
poświęcić… A Daniel wkrótce zapomni o mnie.

-Czy  ty  jesteś  idiotką?  Co  zrobiłaś,  że  on  cię

nienawidzi?

-To nie on, tylko Oli- zaszlochała- widział jak czaruję, a

przecież  zrobiłam  to  by  ratować  jego  kuzyna.  A  teraz
brzydzi się mnie.

I obrazy zniknęły. Pojawiło się zdjęcie dyrektorki.

-Jak mogłem to zobaczyć?
-Jakiej  odpowiedzi  oczekujesz?  Mam  wytłumaczyć  ci

na czym polega magia?

-Chcę wiedzieć  jak  weszłam  w  jej  myśli?- wstał

wzburzony  i  zaczął  chodzić  po  gabinecie- Skąd  mam
wiedzieć, że nie wyczarowałeś tego od tak sobie?

Zanim  zdążył  odpowiedzieć,  zadzwonił  jego  telefon.

Szybko wyjął go z kieszeni i odebrał

-Saro, co z nią?
-Obudziła się!- wykrzyknęła- Milagros obudziła się tylko

dzięki tobie

-Saro,  to  najlepsza  wiadomość,  którą  usłyszałem.  Już

myślałem, że zawiodłem.

-Nawet  tak  nie  myśl- rzuciła  i  rozłączyła  się.  Postawił

łokcie na biurku i oparł na nich głowę.

-Obudziła się- powiedział tylko
-Co za ulga.- Powiedział Oli.
-Gdybym  dziś  zawiódł,  albo  nie  zadzwonił  do  Sary

background image

zaniepokojony, Julia by umarła.

-Ale dlaczego? Przecież rzuciła tylko zaklęcie.
-Właśnie przez nie mogła umrzeć. Dwie osoby powinny

rzucać  ten  czar. A  gdyby  przeszła  przez  światło,  gdy  ja
byłem w jej śnie, umarlibyśmy oboje.

-Nie rozumiem
-Bo  jesteś  zwykłym  śmiertelnikiem,  który  nigdy  nie

zrozumie magii. Muszę wyjść- ponownie rzucił na siebie
zaklęcie postarzające i wyszedł z gabinetu.

background image
background image