background image

 

Ro

zd

zi

 X

X

II

I:

 Me

re

d

ith

 Pi

e

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

256

 

 

 

 

**Meredith**  

   

Chodziłam po całym pomieszczeniu szukając jakiejkolwiek 

możliwości wyjścia stąd. Niestety drzwi nie dało się wywarzyć, a krata     
w małym okienku przepuszczającym nikłe promienie zachodzącego słońca 
była nie do wyrwania. Mogłam jedynie czekać na rozwój otaczającej mnie 
sytuacji. Usiadłam z powrotem na swoim miejscu, kiedy po chwili 
usłyszałam zbliżającą się w moim kierunku osobę. 

- Jeżeli już tak bardzo zależy wam na moim dobry samopoczuciu to czy 
moglibyście przychodzić wszyscy razem? - rzuciłam patrząc tym razem   
na Stefana 

O tym czym naprawdę jest wolność... - zaczął mówić ignorując moje 
docinki 

background image

 

Ro

zd

zi

 X

X

II

I:

 Me

re

d

ith

 Pi

e

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

257

 

 

...wiedzą niestety tylko ci, co ją stracili, Daniel Defoe - dodałam 
zamyślając się na chwilę i uśmiechając sama do siebie, że jeszcze 
pamiętam to co przed wiekami czytałam 

Stefan otworzył drzwi, wszedł do środka zamykając je za sobą i usiadł     
na krześle stojącym obok wejścia. 

- Zawsze była pomiędzy nami jakaś tajemnicza nić porozumienia. Wiesz 
jak głupie jest trzymanie mnie tutaj?! - rzuciłam 

- Nie pochwalam pomysłu Damona, ale robi wiele głupich rzeczy, kiedy 
naprawdę kogoś kocha - powiedział spoglądając na mnie, a moja pewność 
siebie znikła - i ty dobrze o tym wiesz, ale oboje jesteście tak bardzo 
uparci, że najwidoczniej znowu musicie przez to przejść tak jak to było    
w 1864 roku  

- Nie wiem o czym mówisz? - odparłam, chodź czułam się tak jakbym 
została podstawiona pod ścianą  

Kochałam Damona, ale Stefan był jak najbliższy przyjaciel, po prostu 
rozumieliśmy się bez słów. Nasze charaktery były do siebie bardzo 
podobne, ale jak to się mówi to przeciwieństwa się przyciągają. 

- Wiesz, tylko boisz się do tego przyznać. Nawet jeśli będziesz chciała     
to od siebie odrzucić to i tak to kiedyś wróci, tym razem znacznie silniejsze 
i wtedy będziesz żałowała złej decyzji, a ból po utraconej miłości będzie 
cię prześladować każdego dnia. On cię pamięta Meredith, a ty jesteś 
częścią jego, tej lepszej strony, którą zniszczyła w nim Katherine - 
próbował mnie przekonać Stefan - Pamiętam ten dzień, kiedy pojawiłaś się 
u nas na przyjęciu, gdy śledziłaś za nim wzrokiem - uśmiechnął się 
wracając do swoich wspomnień - już wtedy wiedziałaś, że można się nim 
jeszcze zająć - pokręcił głową wpatrując się w podłogę 

- Chciałam mu pomóc - odparłam i poczułam, że głos mi zadrżał 

- I pomogłaś, obydwoje pomogliście sobie nawzajem, twoja miłość go 
zmieniła. Pokazałaś, że świat nie jest tylko zły, ale można w nim odnaleźć 
spokój i dobro, którego mu brakowało. Uwielbiałaś czytać, więc zapewne 
wiesz, że miłość jest jak nieusuwalne znamię, przetrwa burze i nigdy 

background image

 

Ro

zd

zi

 X

X

II

I:

 Me

re

d

ith

 Pi

e

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

258

 

 

nie zadrży. Miłość nie zmienia się z czasem, w ciągu godzin czy tygodni, 
ale potwierdza się, nawet u progu przeznaczenia, 
Wiliam Shakespeare - 
zacytował swojego ulubionego pisarza - Nie bałaś się postawić Katherine    
i zawalczyć o swoje, chcieliście nawet razem uciec - mocniej zaakcentował 
ostatnie słowa - Miałaś na Damona bardzo duży wpływ skoro też na to 
przystał, więc nie dziw się, że zachowuje się teraz w ten sposób. Wy się 
nie rozstaliście, po prostu ktoś stanął wam na drodze, dlatego przeszłość 
dalej w was żyje - dodał na końcu 

Nie byłam w stanie nic mu odpowiedzieć, a łzy wypełniły moje oczy. 

- Elena powiedziała mi co zrobiłaś, ale to nie jest rozwiązanie. W tym      
co robisz nie ma niczego bohaterskiego, to jest raczej tragiczne. Idziesz na 
łatwiznę Meredith, nie walczysz, a jedynie podajesz się temu wszystkiemu 
- mówił prawie co krzycząc w moją stronę 

- Nie ma innego wyjścia - odpowiedziałam wstając z miejsca - Klaus to nie 
Katherine, przed nim nie ma ucieczki, ale ty już chyba sam wiesz najlepiej. 
Sam starałeś się go odciągnąć od Eleny jak tylko najdalej się da i ci się nie 
udało, ale mi może tak - pochwyciłam jego wzrok 

- Znajdziemy inny sposób - również zaczął nerwowo chodzić po 
pomieszczeniu  

- Jeśli będę musiała wybrać pomiędzy moim bezpieczeństwem, a waszym, 
to wiem co wybiorę i nikt mnie nie powstrzyma. Strasz się mnie 
przekonać, że jest jeszcze o co walczyć, ale właśnie przez to wszystko     
co mi się przydarzyło mam dość! - krzyknęłam - Właśnie ty powinieneś   
to wiedzieć najlepiej, spotkało cię tyle nieszczęścia - oparłam się plecami  
o ceglaną ścianę  

- Właśnie dlatego wiem, że nigdy nie należy się poddawać - zauważyłam, 
że ruszył w kierunku drzwi 

Wyciągnął klucz z kieszeni spodni i przekręcił nim, aż zamek się otworzył 
umożliwiając mu opuszczenie piwnicy. 

Nie mogłam trzymać tego w sekrecie, musiałam mu to powiedzieć. 

background image

 

Ro

zd

zi

 X

X

II

I:

 Me

re

d

ith

 Pi

e

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

259

 

 

- Klaus chcę odzyskać klucze należące do rodzin założycieli i otworzyć 
trumny, które trzyma w domu, by ożywić całą swoją rodzinę - rzuciłam 
mówiąc coraz szybciej 

- Dopóki ty jesteś tutaj to nic mu po samych kluczach. Wiemy o tym          
i nie pozwolimy, aby je odzyskał, ale dobrze, że sama to powiedziałaś - 
obrócił się w moim kierunku 

Następnie zamknął drzwi na klucz i zniknął z zasięgu mojego wzroku. 

Jednak wiedzieli, że tylko ja mogłam otworzyć trumny stąd całe moje 
porwanie?!. Myśli zaczynały krążyć po mojej głowie, czy faktycznie 
zależało im na mnie, czy chcieli tylko nie dopuścić do otworzenia trumien, 
ale nie zdawali sobie sprawy, że krew Eleny jest tak mocno ze mną 
powiązana?!.  

Stefan miał rację każde jego słowo, każde wspomnienie tamtych dni 
wracało ze zdwojoną siłą. Wypalało się we mnie, blizny rozrywały,            
a wszystko to czego pozbywałam się każdego dnia wracało przynosząc ból. 
Damon znaczył dla mnie tak wiele, że bez niego czułam się nikim i nikt 
nigdy nie będzie w stanie zrozumieć jak bardzo to boli dopóki sam czegoś 
podobnego nie przeżyje. Niestety kiedy sama już się tego pozbywałam       
i traciłam własne uczucia to z drugiej strony starałam się by wróciły,       
bo z tym co było złe powracało też i to co było dobre. Niestety to nie 
działało w ten sposób, mogłam wziąć wszystko albo nic.  

 

**Damon**  

 

Dotarłem do rezydencji wiedząc, że tym razem nie ma wyjścia.      

Po mieście ponownie krążyły hybrydy czekając na choćby jedno nasze 
potknięcie. Wszystko zaczynało się sypać, z jednej strony musiałem 
porozmawiać z Meredith, a z drugiej wiedziałem do czego to może 

background image

 

Ro

zd

zi

 X

X

II

I:

 Me

re

d

ith

 Pi

e

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

260

 

 

doprowadzić. Nasze drogi były kiedyś ze sobą mocno związane, a teraz 
wszystko wróciło i było to trudne nie tylko dla niej, ale i dla mnie samego. 

Wszedłem przez główne drzwi trzaskając nimi, aż dziwne, że jeszcze      
nie wyłamały się z futryny. Ruszyłem do barku stojącego koło półek z 
książkami i nalałem do szklaneczki whisky, którą jednym łykiem wypiłem 
do końca. Podeszła do mnie Elena, której znowu wcześniej nie 
zauważyłem, to było dziwne jak każdego dnia to co do niej czułem lekko 
bladło, ale wciąż pozostawało żywe. 

- Co się dzieję? - zapytałem z przerażeniem i obawą, że Klaus już odkrył, 
gdzie trzymałem Meredith 

- Stefan jest z Meredith na dole, rozmawiają - odparła spoglądając na mnie 

- Powodzenia braciszku - rzuciłem i nalałem kolejnego drinka wypijając  
po chwili łyka ze szklaneczki, a Elena pokiwała przecząco głową 

- Wiem ile ta sytuacja cię kosztuje... - zaczęła niepewnie dziewczyna 
szukając odpowiednich słów - ale poradzimy sobie jak zawsze. Jesteś 
moim przyjacielem, a przyjaciele widzą, kiedy jedno z nich cierpi - odparła 
spoglądając smutno w moim kierunku 

- Myślisz, że mi jest smutno? - zapytałem zdziwiony z lekką irytacją         
w głosie 

- Przecież to widać, że ci na niej zależy i przestań zaprzeczać. Wreszcie 
możesz być z kimś kto cię kocha, więc czemu nie warto o to zawalczyć? - 
mówiła dalej 

- Proszę cię Eleno nie rozśmieszaj mnie, ja nigdy się nie zmienię niech     
to w końcu do ciebie dotrze - odparłem wypijając kolejnego łyka ze 
szklanki 

- Niestety nie wiesz najgorszego, że Meredith jest z Klausem tylko dlatego, 
by mnie chronić i to wszystko znowu przeze mnie. - odeszła ode mnie         
i usiadła na kanapie ze strapioną miną - Oczywiście ją również nie 
interesuje, to że nie potrzebuję pomocy - powiedziała lekko zdenerwowana 

background image

 

Ro

zd

zi

 X

X

II

I:

 Me

re

d

ith

 Pi

e

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

261

 

 

- Eleno twoja ochrona jest dla mnie najważniejsza - usiadłem obok niej - 
ale musisz mi opowiedzieć co dokładnie Meredith ci powiedziała  

W tym czasie pojawił się Stefan, ale nie zważając na niego uwagi starałem 
się wyciągnąć od Eleny potrzebne informacje. 

- W jakiś sposób jesteśmy ze sobą związane i dzięki jej krwi Klaus daje 
może tworzyć swoje hybrydy bez mojego udziału w tym wszystkim. 
Nawet jeśli bym umarła czy została przemieniona w wampira to wtedy 
będę dla niego bezużyteczna jak Katherine, ale Meredith... - nie 
pozwoliłem jej dokończyć  

- ale Meredith już jest wampirem, a jej krew w ogóle się nie zmieniła, 
prawda? - zapytałem kompletnie zbity z tropu, chodź musiałem się 
przywołać do porządku - Stef, a ty czego dowiedziałeś się od naszej 
męczennicy numer dwa? - zawołałem spoglądając na niego, a później      
na Elenę na twarzy, której pojawił się poirytowany grymas  

- Porozmawialiśmy sobie... - zaczął streszczać rozmowę, która odbyła się 
przed kilkoma minutami 

- To wam zawsze świetnie wychodziło - dorzuciłem wstając z kanapy         
i sięgając za szklankę whisky stojącą przy barku, którą wcześniej nalałem 

- Chcesz się wszystkiego dowiedzieć czy nie?! - zapytał siadając obok 
Eleny, a tym samym zajmując moje miejsce 

- Meredith potwierdziła, że Klaus chcę odzyskać klucze do trumien i tylko 
ona może je otworzyć. Na szczęście tak długo jak jest tutaj to nic nam    
nie grozi. - odparł spoglądając pocieszająco na Elenę - Miejmy nadzieję,   
że Klaus nie zacznie zabijać albo robić innych rzeczy, które zawsze robi 
dopóki jej nie znajdzie. Muszę to przyznać, że twój plan jednak działa - 
spojrzał na mnie z uznaniem 

- No nie do końca, - odparłem uśmiechając się cierpko - to wam się nie 
spodoba, ponieważ Klaus był dzisiaj w Grillu i tylko z jakiś mu znanych 
względów... 

background image

 

Ro

zd

zi

 X

X

II

I:

 Me

re

d

ith

 Pi

e

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

262

 

 

- Damon do rzeczy, za chwilę ma tu być Bonnie z księgami, może             
w kolejnych tomach coś znajdziemy - włączył się ponownie do rozmowy 
Stefan przerywając moją wypowiedź 

- Klaus sprowadził ponownie swoich popapranych mieszańców do miasta, 
a po drugie nie wierzy, że Meredith mogła od tak uciec - teraz dopiero 
zdałem sobie sprawę z jego słów - i nie odpuści dopóki jej nie znajdzie. 
Niestety to oznacza, że nie może zostać pozbawiony krwi, która umożliwi 
mu tworzenie hybryd 

- Chcesz powiedzieć, że przez ciebie Elena znowu jest w 
niebezpieczeństwie?! - znalazł się przy mnie w wampirzym tempie 
chwytając ze złości za koszulę - Mówiłem ci, że to się dobrze nie skończy! 
- warknął popychając mną do tyłu 

- Skąd niby miałem wiedzieć? Myślisz, że taki właśnie miałem zamiar?! - 
znalazłem się przy nim w ułamku sekundy - Lepsze to niż czekać z 
założonymi rękami - zacząłem się z nim siłować 

- Przestańcie! Walczycie pomiędzy sobą, a zapominacie kto tak naprawdę 
jest naszym wrogiem. Nieważne czy zagrożone jest życie moje czy 
Meredith czy kogokolwiek. Klaus musi odpowiedzieć za całe zło, którego 
się dopuścił i to jego musimy powstrzymać - mówiła prawie krzycząc 
Elena 

Miała rację, ale Stefan również ją miał. To była moja wina, chodź moja 
duma nie pozwoliłaby mi nigdy przyznać tego na głos. 

Chwyciłem za stojącą butelkę oraz dwie puste szklanki i ruszyłem            
w kierunku piwnicy. 

- Nie schrzań i tego! - usłyszałem głos Stefana, ale tym razem go 
zignorowałem 

Dokładnie wiedział, gdzie zamierzam iść, ponieważ od kilku dni nie 
interesowało mnie nic innego jak tylko ona. Kiedy dotarłem na miejsce 
spojrzałem przez lufcik. Meredith siedziała pod ścianą przecierając oczy, 

background image

 

Ro

zd

zi

 X

X

II

I:

 Me

re

d

ith

 Pi

e

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

263

 

 

czyżby płakała? Co powiedział jej Stefan?, w każdym razie wiedziałem,  
że nawet w takim stanie nie należy jej lekceważyć.  

- To nie najlepszy moment na rozmowy, jak widzisz nigdzie się nie 
wybieram, więc możesz przyjść później - powiedziała, chodź chciała mnie 
znowu od siebie odstraszyć to w jej głosie dało się doszukać jak bardzo 
cierpi w tym momencie 

- Czasami trudno pogodzić się z przeszłością - rzuciłem spokojnie 

- Jaką przeszłością ? to już dawno jest za mną - odparła 

- Tak, świetnie się z tym pogodziłaś skoro dalej nosisz wisiorek, który      
ci oddałem - nie mogłem się powstrzymać 

- A więc o to chodzi?! - usiadła na wprost patrząc na mnie i chwyciła       
do zapięcia łańcuszka - możesz go sobie zabrać, jest twój! - rzuciła nim,    
aż przeleciał kilka metrów upadając na piasek  

Spojrzałem z za krat na wisiorek, a później ponownie na nią. Znałem ją  
tak dobrze, by wiedzieć, że to kolejne kłamstwa. Była w rozsypce,             
a ja nigdy nie potrafiłem patrzeć na to jak coś ją smuciło.  

Otworzyłem drzwi wchodząc do środka i stawiając butelkę oraz dwie 
szklanki na stojącym obok krześle. Nie zamknąłem za sobą drzwi, 
musiałem ją tym razem przechytrzyć. Podszedłem do naszyjnika,        
który   po chwili podniosłem z ziemi i włożyłem do kieszeni. 

- Możesz iść skoro sobie z tym tak świetnie radzisz? - spojrzałem na nią 
widząc jej zmieszaną minę 

Widziałem jej wahanie i właśnie w tym była ukryta prawda. Walczyła,    
bo ja walczyłem i wiedziała, że się nie poddam, ale kiedy to ja 
odpuszczałem to ona również. 

Wstała, a następnie w wampirzym tempie ruszyła w kierunku drzwi. 
Wyprzedziłem ją, znajdując się tuż przed nią, po czym cały czas trzymając 
ją za nadgarstki popchnąłem na ścianę nie pozwalając się wyswobodzić     
z mojego uścisku. 

background image

 

Ro

zd

zi

 X

X

II

I:

 Me

re

d

ith

 Pi

e

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

264

 

 

- Damon co ty robisz? Puść mnie! Słyszysz puść mnie! - krzyczała cały 
czas próbując się wyrwać, chodź nie miała szans ponieważ była osłabiona 
brakiem krwi 

- Mały test, oblałaś. Wyrywaj się bardziej to szybciej opadniesz z sił - 
Skończyłaś?! - zapytałem po chwili, gdy zobaczyłem, że faktycznie 
zaczęła słabnąć i przestała się szamotać 

- O wszystkim musisz decydować za mnie?! - zauważyłem jak zacisnęła  
ze zdenerwowania zęby 

- Kto cię będzie ratował przed sobą samą?! - odparłem nie pozostając      
jej dłużny 

- Zacznij wreszcie słuchać, ja nie pragnę ratunku. Klaus zabije was 
wszystkich do tego chcesz doprowadzić? - zapytała 

- Postępujesz jak kretyna, nic do ciebie nie dociera! - tym razem ja 
powiedziałem poniesionym głosem 

- Jedyne co mogę sobie zarzucić to to, że dałam ci się w tak łatwy sposób 
podejść. Wszyscy rozpaczliwie próbujecie mnie ochronić, ale będziesz 
musiał w końcu podjąć jakąś decyzję. Nie utrzymasz nas obie przy życiu.  

- Przestań się tak zachowywać i nie prowokuj mojej gorszej strony! - 
rzuciłem 

- Pokaż mi w takim razie tą dobrą, a może Katherine już ją w tobie zabiła? 
- próbowała mnie podebrać na te swoje sztuczki 

- Myślisz, że to zabawa? Zwalczasz w sobie wszystko co czujesz, 
oszukujesz samą siebie! - kontynuowałem 

- Kto chcę przeżyć musi myśleć tylko o sobie!, to kolejne czego nauczyłam 
się od Katherine o nie..., a może jednak od ciebie? Pora wyłączyć uczucia! 
- kiedy dodała te ostatnie słowa oczy jej się zaszkliły od nabiegających      
do nich łez 

- Naprawdę potrafisz? - zapytałem spokojnie puszczając jej nadgarstki,   
ale cały czas rękami opartymi o mur zagradzałem jej drogę ucieczki           

background image

 

Ro

zd

zi

 X

X

II

I:

 Me

re

d

ith

 Pi

e

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

265

 

 

- bo powiem ci w sekrecie, że tego nigdy nie da się do końca wyłączyć - 
zbliżyłem się do niej tak blisko, że nasze twarze dzieliły zaledwie kilka 
centymetrów 

- Dlaczego ci na mnie zależy? Chciałeś zrezygnować z ratowania swojego 
własnego brata, a mi nie chcesz odpuścić?! Przez wieki kochałeś 
Katherine, a teraz pokochałeś Elenę, więc jak to jest możliwe, że możesz 
czuć coś do mnie?! 

- Nie przypominaj mi, że chciałem się poddać, bo to twoja specjalność! - 
rzuciłem zdenerwowany 

W jej oczach malowały się wszystkie emocje, które tak szczelnie 
ukrywała. 

- Wiesz, dlaczego nie pozwolę ci odpuścić?, dlatego, że jesteś moim 
egzystencjalnym kryzysem, jedyną najlepszą rzeczą jaka mi się 
przydarzyła i jedyną osobą, która nigdy we mnie nie zwątpiła - dotknąłem 
jej policzka, po którym ciekły już łzy - Znam cię na pamięć, a to co było 
pomiędzy nami nie da się tak łatwo wyrzucić 

- Czego ode mnie chcesz? - zapytała spokojniej i wiedziałem, że mi się 
udało do niej przebić, do tej Meredith, którą znałem 

Puściłem ją, a następnie podszedłem do drzwi zamykając je, by następnie 
chwycić za szklanki i nalać do nich whisky. 

- W porządku... zostawmy w takim razie to wszystko i zróbmy to co nie 
udało nam się kiedyś, po prostu ucieknijmy. Jeśli faktycznie tak bardzo 
wyłączyłeś swoje emocje i na niczym ci nie zależy to ja zrobię to samo,  
ale wiesz co się wtedy stanie?. Klaus wybije pół miasteczka, Elena 
zostanie jego zakładniczką, aż spuści z niej całą jej krew, a twój brat 
prawdopodobnie zginie ratując jej życie. Jesteś zdolny przyjąć taki 
scenariusz, bo jeśli tak... - mówiła nerwowo chodząc po piwnicy 

- Zrobiłabyś to dla mnie? - zapytałem zdziwiony, ignorując wszystko inne 
co mówiła 

background image

 

Ro

zd

zi

 X

X

II

I:

 Me

re

d

ith

 Pi

e

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

266

 

 

Objęła się rękami, tak jak to normalnie robią ludzie, kiedy jest im zimno. 
Znowu była tą dziewczyną, tą kruchą istotą, którą tak bardzo kiedyś 
kochałem. 

- Oczywiście, że tak - powiedziała 

Ponownie znalazłem się przy niej w wampirzym tempie, następnie 
pocałowałem i właśnie tym razem to zaskoczyło. Oddała pocałunek,        
ale nie było tak jak zawsze, tym razem nasze pocałunki były bardziej 
zachłanne, tak jakbyśmy się spotkali po długiej, naprawdę długiej podróży. 
Znowu pod palcami czułem jej gładką alabastrową skórę, jej miękkie 
włosy. Czułem jak przytuliła się mocniej do mnie zarzucając mi swoje ręce 
na szyję. Oderwaliśmy się po chwili od siebie, żeby złapać trochę oddechu. 
Patrzyłem na nią, na jej błyszczące oczy, na cudowny uśmiech, który tak 
dobrze znałem, a kiedy ona była szczęśliwa to ja także. 

- Właśnie, dlatego nie pozwolę ci się poddać, bo pamiętam jak patrzyłaś  
na mnie, kiedy się we mnie zakochałaś i nie potrafiłaś utrzymać mojego 
wzroku i wybacz, ale do dzisiaj tego nie potrafisz, wiesz? - powiedziałem, 
a ona uśmiechnęła się do mnie i znowu mnie pocałowała 

- Bo nigdy nie przestałam być w tobie zakochana - odparła dumnie  

To było niezwykłe co się ze mną działo, gdy ona była przy mnie. 
Łagodziła cały ból, który skrywałem, była świadectwem mojego istnienia.  

- Pamiętasz ten dzień na wzgórzu, kiedy cię pocałowałam? Wtedy też 
mieliśmy nadzieję, że możemy być szczęśliwi - spojrzała na mnie smutno  

- Mylisz się, - zauważyłem jej zmieszanie widoczne na twarzy - ale to ja 
cię pierwszy pocałowałem - uśmiechnąłem się do niej podnosząc ją lekko 
do góry i całując 

Usiedliśmy razem na ławce przytuleni do siebie. Przy niej mogłem być 
dawny sobą, w końcu wiedziała o mnie wszystko. Była moim 
odpowiednikiem żyjącego we mnie człowieczeństwa, którego tak bardzo 
mi brakowało. 

background image

 

Ro

zd

zi

 X

X

II

I:

 Me

re

d

ith

 Pi

e

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

267

 

 

- Nie prawda - zaczęła się śmiać wpatrując we mnie swoimi błękitnymi 
oczami 

- Mam ci to wszystko przypomnieć? - kiedy zapytałem pokiwała tylko 
głową zgadzając się 

 

Rok 1864 

 

- Czy oni naprawdę nie mogą mi dać świętego spokoju i zajmować się swoimi 
sprawami? - trzasnąłem drzwiami rezydencji zostawiając wszystkie kłopoty    
w tych czterech ścianach 

- Meredith? - prawie na nią wpadłem, kiedy schodziłem po schodkach 
prowadzących do głównych drzwi 

Dziewczyna uśmiechnęła się do mnie i dygnęła na przywitanie. Była ubrana    
w prostą białą sukienkę, a jej złociste włosy opadały miękko na ramiona. 
Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę, że się w nią cały czas wpatruję.          
Jej policzki lekko się zarumieniły, nie była tak jak inne dziewczyny jakie 
spotkałem... była raczej jak zamknięta księga, która pomimo pięknej okładki 
skrywała smutną prozę życia. 

- Przejdziemy się? - zapytałem po chwili przerywając panującą ciszę 

Wcześniej nie miałem nawet okazji porozmawiania z nią o tym co wydarzyło 
się w bibliotece. Wymknęła się z domu tak szybko, ale zawsze tak robiła,       
gdy zaczynało się ściemniać. 

Meredith tylko rozejrzała się po niebie, nie wiedząc o co jej chodzi podążyłem  
za nią wzrokiem. 

- Będzie padać - odparła 

background image

 

Ro

zd

zi

 X

X

II

I:

 Me

re

d

ith

 Pi

e

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

268

 

 

- Proszę cię, żebyś się ze mną przeszła w kierunku lasu, a ty martwisz się 
jedynie, że może padać? Zaufasz mi? - podszedłem do niej bliżej wyciągając     
w jej kierunku rękę 

- Ufam ci - powiedziała, po czym podała mi swoją dłoń 

Czułem się jak egoista myślący tylko o sobie, by chodź przez chwilę spędzić        
z nią kilka minut, a który nie zważa na jej wcześniejsze plany. Szliśmy wąską 
dróżką, gdy puściłem jej dłoń, nie chcąc jej robić żadnych problemów jeśli ktoś 
miałby nas napotkać po drodze. 

- Jak ci się podoba w Mystic Falls?, to co prawda tylko mała podrzędna 
mieścina, a ty za pewne zwiedziłaś już o wiele ciekawsze miasta - zapytałem 

- Tu podoba mi się najbardziej - uśmiechnęła się smutno w moją stronę - niestety 
nie mam pojęcia jak długo tu zabawimy razem z moją siostrą, często się 
przenosimy. Katherine jest bardzo opiekuńcza w stosunku do mnie - 
powiedziała i dopiero teraz zauważyłem, że trzymała w drugiej ręce szkicownik 

- Malujesz? - zmieniłem temat widząc, że ta rozmowa pogarsza tylko jej nastrój 

- Nie, ale to jest dobry pretekst, żeby chodź na chwilę odpocząć od Emily, naszej 
służącej. Ja wolę raczej grać na fortepianie - powiedziała spokojnie 

Pokiwałem jedynie głową, czując się tak jakbym miał podobną sytuację z ojcem  
i Stefanem, którzy starali się cały czas mnie kontrolować nie chcąc uszanować 
moich decyzji. 

- Twoja siostra Katherine, nie przepadasz za nią? - nie mogłem nie zadać tego 
pytania - Przepraszam, jeśli cię uraziłem, ale często, kiedy o niej wspominasz 
jesteś smutna 

Widziałem jak  szuka w myślach odpowiednich słów, aby wyrazić swoje zdanie 
w tej kwestii. 

- Pojawiła się w moim życiu tak nagle. Moja matka oddała mnie pod jej opiekę, 
a następnego dnia zmarła. Niestety w Katherine jest coś co mnie przeraża i nie 

background image

 

Ro

zd

zi

 X

X

II

I:

 Me

re

d

ith

 Pi

e

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

269

 

 

wiem co to jest, czasem jest dla mnie miła, a czasem traktuje tak jakbym była 
dla niej jakimś ciężarem, który musi ciągnąć za sobą - powiedziała zmartwiona 

- Rodziny niestety się nie wybiera. Według mojego ojca powinienem wrócić      
na wojnę i walczyć w obronie kraju, ale nie rozumie, że to nie jest moja droga, 
natomiast Stefan, nie jest zapewne gorszy od twojej siostry Katherine - 
powiedziałem, a ona zaśmiała się ukazując swój olśniewający uśmiech 

W tym czasie pomyślałem, że przynajmniej jedno z nas powinno być szczęśliwe  
i jeśli miałbym wybierać to wolałbym, by była to ona.  

Wyszliśmy na ogromną polanę, przez którą ciągnęła się wąska ścieżka 
prowadząca do miasta. Były to jeszcze tereny rolnicze, większą część 
zajmowały uprawy różnego rodzaju zbóż, a połacie rosnącego żółtego rzepaku 
ciągnęły się, aż po horyzont. Dokładnie znałem te okolice, często jako dzieci 
zakładaliśmy się ze Stefanem, który z nas szybciej przebiegnie określony odcinek 
drogi.  

Ruszyliśmy przed siebie, gdy Meredith się zatrzymała i wyciągnęła swoją dłoń 
przed siebie. 

- Zaczyna padać - powiedziała i spojrzała na mnie 

Niestety na wsi nigdy zwykły deszcz nie był tylko lekkim opadem, a kiedy 
zaczynało już padać to lało na całego. 

- Chodź - chwyciłem za jej rękę nie zważając na uprzejmości i wtedy rozpadało 
się na dobre 

Biegliśmy przed siebie już z dobre kilka minut, a nie było nawet żadnego 
drzewa, pod którym moglibyśmy się schować.   

- Damon już nie mogę jestem zmęczona - usłyszałem jej ochrypły głos 

Zatrzymałem się bojąc się obrócić w jej kierunku. Mogła być na mnie zła za to, 
że wyciągnąłem ją nie dość, że tak daleko od domu to jeszcze na domiar złego  
jej sukienka była już prawie cała mokra. Zmusiłem się jednak, aby spojrzeć w 
stronę Meredith, ale ona tylko stała śmiejąc się tak jakby ten deszcz zmył z niej 
wszystkie przykrości. Widząc w jaki sposób zareagowała zacząłem również się 

background image

 

Ro

zd

zi

 X

X

II

I:

 Me

re

d

ith

 Pi

e

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

270

 

 

śmiać, ale raczej z własnej głupoty, że mogłaby martwić się o swój wygląd. Była 
piękna czy to w słoneczny dzień czy mokra od deszczu. Rozejrzałem się dookoła 
zauważając rosnące niedaleko drzewo. 

- Podbiegnijmy tam - powiedziałem, a ona pokiwała głową, próbując wykrzesać 
z siebie ostatnie resztki sił i dobiec pod stojący dąb 

Czas przy niej nie miał żadnych granic, tak jak problemy, które otaczały mnie 
każdego dnia. Stanęliśmy pod drzewem łapiąc oddech. 

- Jak mogłem być tak głupi myśląc, że zwykły deszcz może cię zdenerwować? - 
spojrzałem na jej twarz, po której ściekały pojedyncze krople z przemokniętych 
włosów 

- To tylko zwykły deszcz - odpowiedziała spokojnie prawie szeptem, opierając 
się o korę sędziwego dębu 

Podszedłem do niej bliżej, a następnie ściągnąłem marynarkę i zarzuciłem na jej 
ramiona, aby nie zmarzła. Dotknąłem policzka, by ściągnąć jeden zagubiony 
włos, który przylepił się do jej mokrej twarz. 

Spojrzał na mnie swoimi błękitnym jak niebo oczami i miałem wrażenie jakby 
przestała przez chwilę oddychać.  

- Nie chcę stąd wyjeżdżać - powiedziała przebijając się przez odgłosy 
padającego deszcz 

- Nie musisz wyjeżdżać. Wiem, że jestem dla ciebie nikim, prawie się nie znamy, 
ale nie potrafię wyrzucić cię z pamięci i... mojego serca - mówiłem równie głośno 
jak ona  

- Pozwól mi w takim razie zostać... twoim egzystencjalnym kryzysem, twoim 
smutkiem i twoją radością - uśmiechnęła się do mnie, a ja ją pocałowałem  

- Skąd ty znasz takie określenia? - spytałem uśmiechając się do niej 

- Z książek - odparła dumnie - Kiedyś świat będzie całkiem inny, nawet nie 
zdajemy sobie z tego sprawy  

background image

 

Ro

zd

zi

 X

X

II

I:

 Me

re

d

ith

 Pi

e

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

271

 

 

- Jesteś marzycielką Meredith, ale nie chcę myśleć o świecie, w którym nie będę 
już żyć, a jedynie o czasie spędzonym z tobą - pocałowałem ją w jeden,              
a następnie w drugi policzek - Chyba przestało padać - spojrzałem za siebie,    
by po chwili przenieść swój wzrok ponownie na nią - Trzeba ci znaleźć jakieś 
rzeczy na przebranie, jesteś cała mokra 

- Zatem chodźmy - podała mi rękę i szybkim krokiem ruszyliśmy w drogę 
powrotną 

*** 

 

- Zawsze miałaś mnóstwo współczucia dla takich idiotów jak ja. - rzuciłem 
żartując - Znajdę sposób, żeby cię z tego wyciągnąć - powiedziałem 
znacznie poważniej spoglądając na nią 

- Z tego nie ma odpowiedniego wyjścia, decyzje zostały podjęte już dawno 
temu i nikt nie pytał się mnie czy ciebie czy nam to pasuje - wstała 
odchodząc kilka kroków ode mnie  

- Dlaczego się poddajesz? Właśnie to mnie doprowadza do szału, że nawet 
nie walczysz, czego się boisz?! Miałaś sztylet, żeby zabić Klausa, czemu 
nic nie zrobiłaś?! Gdzie jest haczyk?! - spojrzałem w jej kierunku   

- Nie żyjemy już w 1864 roku, wszystko się zmieniło, ty się zmieniłeś        
i ja też! - powiedziała patrząc przed siebie, a następnie znowu spojrzała    
w moim kierunku -, a ja mam już dość. Przez tyle lat kochałeś Katherine,  
a teraz Elena odnalazła w tobie dobro, którego ci brakowało, aż się w niej 
zakochałeś. Mam dość konkurowania z sobowtórami!. Jestem teraz 
wampirem, a wszystkie moje emocje zostały spotęgowane nawet te,           
o których sama nie wiedziałam i jedyne o czym marzę to odrąbanie Elenie 
głowy! - mówiła zdenerwowana - Nie wiesz jak to jest czekać na kogoś, 
kto nigdy nie przychodzi. Chcieliście, żebym myślała o sobie więc raz 
samolubnie pomyślę wyłącznie o sobie - rzuciła - Życie człowieka jest 
krótkie, ale wampirze ciągnie się o wiele dłużej! 

background image

 

Ro

zd

zi

 X

X

II

I:

 Me

re

d

ith

 Pi

e

rc

e

 -

 n

ie

o

p

is

an

a his

to

ri

b

y m

o

n

al

is

a0

0

 

272

 

 

W tym czasie usłyszeliśmy jakiś hałas z góry. Spojrzałem na Meredith,      
a następnie ruszyłem w kierunku drzwi. 

- Idę z tobą! - pojawiła się po chwili przy mnie 

- To akurat nie jest dobry pomysł mała zazdrośnico, ale wrócimy do tego 
później - spojrzałem jej prosto w oczy, a następnie niezauważenie 
sięgnąłem do tylniej niej kieszeni spodni, z której wyciągnąłem strzykawkę 
z werbeną, a następnie wbiłem ją w jej plecy 

- Co ty robisz? - zapytała osuwając się na nogach i próbując przytrzymać 
łapiąc za moją koszulę 

- Ratuję ci życie, nie chcę się przechwalać, ale ponownie - odparłem            

W wampirzym tempie ruszyłem do drzwi wychodząc z pomieszczenia        
i ponownie zamykając je na klucz. 

 

Ciąg dalszy nastąpi...