background image

Polonez 1,5 X Coupé i Fiat 125p

Wyprodukowano  ich  tylko  kilkadziesiąt,  głównie   z   myślą  o  dyrektorach   krakowskiej   Huty  im.
Lenina, która zaopatrywała FSO w blachy. W całym kraju do dzisiaj ostało się kilka egzemplarzy
najbardziej niezwykłego ze zwykłych - Poloneza 1,5 X Coupé

Polonez 1.5 X Coupé, 155 km/h, 82 KM

Poldek   to   spory   kawałek   historii   polskiej   motoryzacji.   W   ciągu   ponad   dwudziestu   lat   auto
wielokrotnie modernizowano, ale kuracja odmładzająca z reguły kończyła się wewnątrz. Niemal nie
zmieniono linii nadwozia zaprojektowanego przez Ital Design. Włoska stylistyka przełomu lat 70. i
80 nie wytrzymała próby czasu. Dziś, delikatnie rzecz ujmując, trąci myszką. Auto tak wtopiło się
w rodzimy krajobraz, że jest niemal "przezroczyste" - niemal się go nie dostrzega, dostrzeżone nie
razi,   ale   w   nadmiarze   może   nudzić.   Naturalnym   biegiem   rzeczy   model   Caro   Plus   (następny
musiałby się chyba nazywać Caro Plus Extra Bonus) przestał być produkowany.

* * * 

Poldki   kojarzymy   zasadniczo   z   dwoma   rodzajami   nadwozia:   klasycznym   pięciodrzwiowym   i
sedanem Atu. Rok temu, przeglądając miesięcznik "Automobilista", w dziale ogłoszeń drobnych
natknąłem się na Poloneza w wersji coupé. Nie trzydrzwiowej, ale właśnie coupé. Przyjrzałem się
dokładniej maleńkiej czarno-białej fotce i zachodziłem w głowę, w jaki sposób właścicielowi tego
egzemplarza udała się taka przeróbka. Słupki boczne o wiele szersze niż w "zwykłym" modelu, a do
tego ani śladu po tylnych drzwiach. Wyglądało to na solidną robotę, zupełnie jak cztery kółka
złożone z angielskich Kit Cars w myśl zasady "zrób to sam".

Nieco później wpadł mi w ręce "Kurier", bezpłatny magazyn dilerów Daewoo. Patrzę i oczom nie
wierzę:   w  środku zdjęcia  wersji   coupé,  która  -  jak  wynika  z   tekstu  -  miała  być  produkowana
seryjnie, ale skończyło się na kilkudziesięciu egzemplarzach. Chwytam za telefon i dzwonię do
redakcji "Kuriera", gdzie szybko zdobywam namiary na szczęśliwego posiadacza Poloneza 1,5 X
Coupé,   niejakiego   Adama   Stelmacha.   Po   chwili   dumny  i   blady  odkładam   słuchawkę:   właśnie
umówiłem się na jazdę testową jednym z najbardziej unikatowych polskich aut.

* * *

Nadchodzi ten dzień. Wstaję o 6 rano, żeby złapać poranny pociąg do Gdańska. Pięć godzin później
jestem   na   płycie   lotniska,   na   gdańskiej   Zaspie.   Czekam   niecierpliwie   i   widzę   chyba   z   pięć
zaparkowanych   Polonezów,   ale   wszystkie   zwykłe,   szare,   nieciekawe.   Objadając   się
minidrożdżówkami   (gdański   rarytas   cukierniczy),   dumam,   jak   takie   coupé   wygląda   w
rzeczywistości.

W końcu dostrzegam Poloneza, który z przodu niczym się nie wyróżnia, ale z boku... Na wszelki
wypadek wyciągam zdjęcie z "Kuriera". To ten. Macham ręką jak autostopowicz, coupé zatrzymuje
się, a ja zaraz przystępuję do oględzin. Z boku uwagę zwracają aluminiowe słupki boczne, z tyłu
spojler i napis: Polonez 1.5 X. A więc jednak istnieje i specjalnie dla mnie został wygrzebany
niczym akta z Archiwum X! Dostaję do ręki kluczyki. Poradzi pan sobie? - pyta pan Stelmach. Z
przejęcia  zaniemówiłem.  -  Chce się pan  przejechać,  panie Tomaszu?   - ponawia pytanie Adam
Stelmach. - Czy chcę? - Drżącymi rękami odbieram kluczyk.

Po   chwili   siedzę   za   kierownicą.   A   propos:   kierownica   została   zaprojektowana   specjalnie   dla
Poloneza Coupé i drugiego takiego egzemplarza można ze świecą szukać. Nieco dłuższe drzwi
(wykorzystane później  w Trucku) ułatwiają, oprócz standardowych składanych foteli przednich,
dostęp do tylnych siedzeń. Fotele są mięciutkie i wygodne. Wykończenie wnętrza (materiał zamiast
skaju) zaskakująco dobre jak na ten rocznik (1983) Poloneza. Środek kolorystycznie zbalansowano
- podsufitka i obicia tapicerskie pasują do brązowego obicia deski rozdzielczej.

Wrzucam   jedynkę.   Przekładnia   chodzi   w   miarę   gładko   i   zmiana   biegów   nie   przypomina
przesuwania miotły w wiadrze, jak to się zdarza w tak wiekowych autach. Drążek standardowo
umieszczono nieco wyżej, co ułatwia operowanie nim. Ruszam po płycie lotniska i szybko osiągam
60 km/h (w  końcu to "aż"  82 KM, a więc setka w  ok. 15  sekund i  155 km/h maksymalnej).
Chciałbym wycisnąć więcej, ale muszę odpuścić. Bo jakby co, to miałbym na głowie cały autoklub
FSO.

* * *

Na widok małej wyrwy między betonowymi płytami lekko naciskam hamulec. I co? I nic, czynność
trzeba powtórzyć ze zdwojoną siłą, bo inaczej z hamowania nici. Zawracam i robię mały slalom
pomiędzy samochodami  do  nauki  jazdy. Manewrowanie  nie  należy do  przyjemności,  bo mimo
gabarytów   Poldek   nie   zachwyca   zachowaniem   na   zakręcie.   Głębokie   przechyły   nadwozia   i
podwijające się opony sprawiają, że na każdym ostrzejszym łuku czuję się jak kaskader. Piszcząc
gumami D-124, śmigam w tę i nazad po betonowej nawierzchni. Nieśmiało proponuję wyjazd na
miasto, a właściwie do Gdyni, gdzie już czeka na nas fotoreporter.

Chcę skręcić w ul. Jana Pawła II i nagle słyszę niepokojące tykanie. Co to, bomba? Nie to tylko
przerywacz   kierunkowskazów   z   czasów,   gdy   w   samochodach   królowała   elektryka,   a   nie
elektronika. Elektroniczny jest bez wątpienia zapłon, montowany za dopłatą także w testowanym
egzemplarzu.  Jeżdżąc po  mieście, dochodzę  do  wniosku,  że   choć  silnik   dziś  nie zachwyca,  to
jednak   jego   dynamika   nie   odbiega  prawie   wcale   od   tego,   co  prezentują   "współczesne"   wersje
Poldków, choćby Caro 1.6 GLI, którym niegdyś sporo się najeździłem. Stoimy na światłach i jest
okazja, by sprawdzić samochód w warunkach bojowych. Zapala się zielone światło i daję gazu
mocniej niż zwykle. Pewnie element zaskoczenia sprawia, że wciągamy nosem zachodnie auta.
Moje   wyścigowe  zapędy  studzi   wwiercające   się   w   uszy  wycie  tylnego  mostu.   Coś   jak   odgłos
borowania zębów u dentysty, ale słyszany zza kotary. Typowa bolączka przy dużym przebiegu.
Ponieważ   świdrowanie   źle   mi   się   kojarzy,   rad   nie   rad   redukuję   na   czwórkę   i   zwalniam   do
sześćdziesiątki.

* * *

Dopiero w mieście docenia się dobrą widoczność, zwłaszcza do tyłu, bo w Coupé jest ona lepsza
niż w zwykłych Poldkach. Znak firmowy auta z Żerania to przestronne wnętrze: na brak miejsca z
przodu czy z tyłu nie można narzekać. Nie mam jednak czasu tego podziwiać, bo badam reakcje
przechodniów   i   innych   kierowców.   To   zdumiewające,   ale   jadący   1.5   X   Coupé   nie   wzbudza
większych emocji. Ot, kolejny nieco już leciwy Poldek. Co innego jak się zatrzyma - zaraz pojawia
się paru ciekawskich. Pięciominutowy postój na skwerze Kościuszki zmusił mnie do odpowiedzi na
następujące pytania: Co pan zrobił z tym samochodem? Zaspawał pan drzwi? A te szyby to wziął
pan chyba od Passata? Niezrażony tym odsyłałem do właściciela auta, który po raz enty wyjaśniał,
że to seryjny model, ale wyprodukowany w kilkudziesięciu egzemplarzach itd. Po kilku godzinach
jazdy oddaję kluczyki. Na koniec z ciekawości otwieram bagażnik, a tam częsty w Polonezach
widok - butla z gazem LPG. Ach, to dlatego silnik był nieco mułowaty w trakcie testu. Aż strach
pomyśleć, co by się działo na benzynie...

Serdecznie dziękuję pani Marcie Kopeć, redaktor naczelnej "Kuriera", za pomoc w dotarciu do
właściciela Poloneza 1,5 X Coupé, panu Adamowi Stelmachowi za udostępnienie auta do testu oraz
panu Rafałowi Kurbielowi za pomoc w powstaniu tekstu

Poloneza czas zróżnicować 

To miał być Mercedes Wschodu - wspomina Poloneza Włodzimierz Sel, dziś szef rzeczoznawców
PZM, w latach 1980-90 szef ośrodka badawczo-rozwojowego FSO.

Pięciodrzwiowego Poloneza produkowano już od pięciu lat, kiedy z taśmy montażowej na Żeraniu
zjechał w 1982 roku pierwszy egzemplarz jego trzydrzwiowej wersji. Autorem nadwozia także i tej
odmiany   była   należącą   do   słynnego   Giorgio   Giugiaro   firma   wzornicza   ItalDesign.   Włosi
zaproponowali jeszcze wersję coupe, jednak tylko jedna, jedyna część tego samochodu trafiła do
seryjnej produkcji - w polonezach z drugiej połowy lat 80. montowano zderzak z Coupe.

O   klapie   Poloneza   3d   przesądziła   jego   cena   -   wóz   był   droższy   od   znacznie   praktyczniejszej
pięciodrzwiowej   odmiany.   Powód   -   wyższa   cena   miała   zrekompensować   koszt   tłoczników   dla
nowej odmiany. Jeśli już komuś udało się cudem zdobyć talon na nowy pojazd, to nie zastanawiał
się długo, którą wersję kupić. To właśnie z tego powodu żywot Poloneza 3d nie można zaliczyć do
szczególnie długich - wóz produkowano tylko przez rok.

Zresztą i tak Polonez nie przeszedł do historii jako szczególnie tani w produkcji - zbudowanie
jednego wozu pochłaniało 60 godzin, przeszło dwukrotnie więcej niż innych modeli opuszczających
bramy Żerania. Tajemnicą poliszynela było to, że koszt wytworzenia był wyższy niż cena nowego
samochodu (niebotyczne ceny giełdowe znacznie jednak już przewyższały koszty produkcji).

Choć Polonez 3d zbudowano w iście kolekcjonerskiej serii (szacuje się, że powstało najwyżej pół
tysiąca sztuk), to żył on jeszcze przez wiele długich lat. - boczne drzwi odmiany trzydrzwiowej
przeniesiono do użytkowej wersji Truck - kwituje Włodzimierz Sel.

Czym różni się wersja coupé od trzydrzwiowej? 

To pierwsza miała:
- bardziej komfortowe fotele
- szerokie słupki środkowe, pokryte blachą aluminiową (w 3d wąskie w kolorze nadwozia)
- wąskie tylne słupki (w 3d szerokie)
- przód z „noskiem” tylko dla modelu coupé (3d przód klasyczny, od 85 opcjonalnie w wersjach 5d)
- inny krój tapicerki, welur + skaj, 3d - cały w skaju

Kompendium: 

Wymiary (dł./szer./wys.)  - 432/165142 cm  
Silnik - R4, typ AB, gaźnikowy, z opcjonalnym układem zubażającym mieszankę typu Olson 
Pojemność - 1481 ccm 
Średnica cylindra/skok tłoka - 77/79,5 mm 
Stopień sprężania - 9,2 
Moc maksymalna - 60 kW (82 KM) przy 5200 obr./min. 
Maksymalny moment obrotowy - 114 Nm przy 3400 obr./min. 
Skrzynia biegów - pięciobiegowa 
Zawieszenie przód - niezależne, podwójne wahacze poprzeczne, sprężyny śrubowe, stabilizator
Zawieszenie tył - zależne, oś sztywna, wzdłużne resory piórowe 
Masa - 1135 kg (5 kg mniej niż 5d) 
Opony - 175 R 13 
Prędkość maksymalna - 155 km/h 
Przyspieszenie 0-100 - 15 sek. 

GAZ: 

Unikatowy, mimo wszystko, wygląd (m.in. dzięki aluminiowym słupkom bocznym), dość niska
cena,  śmiesznie  tanie   części,   ładnie   wykończone   i   przestrzenne   wnętrze,   dość  wygodne  fotele,
prosta i czytelna deska rozdzielcza, dobra widoczność do tyłu, spory, jak na coupé, bagażnik (nawet
z butlą od instalacji gazowej).

HAMULEC: 

głębokie przechyły na zakrętach, słabe przyspieszenie, silnik o dość kiepskich osiągach (przydałaby
się dwulitrówka od Fiata czy Forda), mało bezpośredni układ kierowniczy, ogólna "mułowatość" w
prowadzeniu, denerwujące awarie różnych podzespołów, kanciasta stylistyka pasująca do coupé jak
wół do karety, duża wrażliwość na podmuchy boczne, opony piszczące na zakrętach.

Konkurenci: 

Zastawa 1100p Mediteran (od 500 zł, 55 KM) 
Jak na coupé przystało, ma całkiem niezły silnik zapewniający dobrą zrywność. Są też egzemplarze
z lakierem metalicznym. Niestety, odstaje pod względem prędkości maksymalnej (tylko 135 km/h).

Fiat 128 Sport Coupé (80 KM, o cenę nie pytajcie) 
Odpowiedź   włoskiego   koncernu   na   Forda   Capri.   Agresywny,   choć   nieco   archaiczny   wygląd
zdradza, że od zakończenia produkcji minęło ćwierć wieku. Przy pojemności silnika 1300 cm3 aż
dziw bierze, że to cudo osiągało setkę w 12 sekund. W latach 70. brylował na torach wyścigowych.
Wersja SL była eksportowana do USA.

Fiat 125 Coupé (bezcenny prototyp, 90 KM) 
Zaprojektowany w  1971 roku, nigdy nie wszedł  do seryjnej produkcji. Podrasowany silnik  1.5
pozwalał "rozbujać" go do 170 km/h, w czym pomagała umiarkowana (990 kg) masa. Do nadwozia
z tworzywa sztucznego zakładano też szersze niż w zwykłych wersjach opony.

Nasze noty: 

Skrzynia biegów  - 5  
Komfort/ergonomia - 4,5 
Stylizacja wnętrza - 4,5 
Wygląd zewnętrzny - 4 
Wykonanie - 4 
Brzmienie silnika - 4 
Parametry silnika - 3,5 
Układ kierowniczy - 3,5 
Hamulce - 3 
Zawieszenie - 2,5 
Przyjemność z jazdy - 4.5 
Ocena końcowa - 4,2 

Polonez 1.5 X Coupé był naprawdę niezłym autem. Niestety, trafił na kiepski czas, przynajmniej w
Polsce, bo przecież wersja pięciodrzwiowa dobrze sprzedawała się na niektórych rynkach. Coupé
mogło pójść w ślady tej najpopularniejszej wersji również u nas, ale w latach 90. nie zdecydowano
się na jego wznowienie. Tymczasem nawet dzisiaj auto może się podobać. Oczywiście nieco gorzej
jest z dostępnością na rynku samochodów używanych. Ech, gdyby tak Daewoo zdecydowało się
obok   sedana   i   kombi   produkować   jeszcze   wersję   coupé   ze   zmodyfikowanym   zawieszeniem,
mocniejszym silnikiem i nieco mniej kanciastym nadwoziem

FIAT 125p 

Czy kilkanaście lat temu ktoś pomyślał, że pospolity "duży Fiat" z początku produkcji będzie dziś
sposobem na oryginalność? 

Niedawno wspominaliśmy ze znajomym, że jeszcze dziesięć lat temu wystarczyło przyjechać do
Polski dowolnym "zagranicznym" samochodem w niespotykanym kolorze, by wzbudzać zachwyt
przechodniów. Cóż, czasy się zmieniają i teraz nawet koło Jaguara ludzie przechodzą obojętnie. Co
prawda oglądający się przechodnie nie są wyznacznikiem unikalności samochodu, ale nadal jazda
rzadkim   samochodem   daje   dużo   przyjemności.   I  wcale   nie   musi   to   być  Ferrari   czy  Maserati.
Sposobem na oryginalność może być pospolity Fiat 125p. Tyle że z 1972 r.

Myśląc o spotkaniu z "dużym Fiatem", przypominałem sobie wrażenia, jakie niegdyś wzbudzał we
mnie   ów   symbol   dobrobytu   lat   70.   Pamiętałem   ciężko   pracujący   układ   kierowniczy   bez
wspomagania, cienką i śliską kierownicę, obszyte skajem fotele przypominające te z amerykańskich
aut i kanapę, na której bujało niczym w autobusie. Pamiętam resory wzdłużne z tyłu, z precyzją
prowadzenia   kół   przypominającą   karety,   lub   wózki   dziecięce   ze   skórzanymi   paskami   w
zawieszeniu. Do tego wycie układu różnicowego, niewygodna pozycja za kierownicą i dławiący
silnik gaźnik. To nie były najcudowniejsze wspomnienia.

Minęło 20 lat.

- Byle komu nie da poprowadzić - powtórzono mi opinię właścicielki, zanim jeszcze umówiłem się

background image

na spotkanie. Jednak nie było tak źle. Co prawda Ela wolała wyjechać z podziemnego garażu sama
(dzięki   temu   mogłem   podejrzeć,   jak   rozmieszczone   są   biegi   obsługiwane   dźwignią   przy
kierownicy), potem jednak z rezygnacją kiwnęła głową. Zamieniamy się miejscami. Przerażenie w
oczach właścicielki łatwo wytłumaczyć mnóstwem pracy, troski i uwagi, by jej wóz prezentował się
tak dobrze. Wprost nie mogę uwierzyć, że siedzę za kierownicą samochodu starszego ode mnie o
trzy lata. Nic dziwnego, że czuję respekt. Tu nie wystarczy ubezpieczenie, by beztrosko cieszyć się
z jazdy. Jeśli rozbijesz 125-tkę w kolorze kości słoniowej, nie pójdziesz do salonu po nową. O nie.

Przekręcam   kluczyk.   Na   dźwięk   tak   dobrze   znanego   terkotu   pierzchają   wszelkie   uprzedzenia.
Ważniejsza jest wyjątkowość. Nieprecyzyjne zawieszenie i układ kierowniczy? No to co. I tak
zakręty pokonujemy wolniej niż miejski autobus w godzinach szczytu. Lewarek zahacza o kolano
przy wrzucaniu dwójki? Może masz kolano w złym miejscu?

W tym aucie czujesz historię, i to jest najważniejsze. Oko cieszy awangardowy jak na lata 70.
prędkościomierz, a ucho charakterystyczny gwizd układu wydechowego.

Jednak najmilej zaskoczyła mnie inna rzecz. Oczekiwałem luzów  na kierownicy, niesprawnych
wycieraczek, przeciekających drzwi, hałasującego zawieszenia, przecież to auto ma przeszło 30 lat!
Szukałem, czekałem i nic takiego nie znalazłem.

Niewiarygodne,   że   można   mieć   stary   samochód   w   lepszym   stanie   niż   większość   pojazdów
poruszających   się   po   drogach:   lakiery   i   chromy   lśnią   bardziej,   wszystko   działa   i   pracuje   z
nienaganną pewnością. To jest dopiero czad!

Kompendium:

Napęd - na tylne koła 
Nadwozie - 422,6/163,0/144,0 cm 
Pojemność bagażnika - 300 l 
Pojemność zbiornika paliwa - 45 l 
Masa- 970-1050 kg 
Opony - 135 SR 13 
Silnik - benzynowy R/4, 1500 cm3 
Skrzynia biegów - 4 stopniowa 
Moc maksymalna - 70 KM przy 5400 obr/min 
Maksymalny moment obrotowy - 113 Nm przy 3200 obr/min 
Prędkość maksymalna - 150 km/h 
Przyspieszenie 0-100 km/h - 17,5 s 
Średnie zużycie paliwa - 8,5 

Historia Fiata 125p 

Polski Fiat 125p narodził się w 1967 r. w Fabryce Samochodów Osobowych na Żeraniu dzięki
umowie licencyjnej z włoskim Fiatem. Konstrukcyjnie auto powstało z połączenia dwóch włoskich
Fiatów - nowego 125 oraz wychodzącego z produkcji 1300/1500. Do roku 72 wytwarzano dwa
modele 125p z silnikami 1300 i 1500 cm3. Potem pojawił się model kombi oraz pikap. W 1975 r.
Fiat został zmodernizowany. Pojawiła się nowa atrapa chłodnicy, zderzaki, tylne lampy zespolone,
klamki,   a   w   środku   deska   rozdzielcza   i   tapicerka.   Zastosowano   też   wiele   nowych   rozwiązań
technicznych, m.in. przeniesiono dźwignię zmiany biegów na tunel środkowy oraz zastosowano
dwuobwodowy układ hamulcowy. Samochód eksportowano do wielu krajów, m.in. do Niemiec,
Austrii, Francji, Wielkiej Brytanii oraz Egiptu, Wenezueli czy Iraku. W ostatnich latach produkcji
montowano w 125p zmodyfikowane silniki oraz pięciostopniowe skrzynie biegów wykorzystywane
w   Polonezach.   Powstały   również   jednostkowe   wersje   Fiata:   przedłużana,   sześciodrzwiowa;
kabriolet i sportowe Monte Carlo (1600 cm3, 98 KM) oraz Acropolis (1800 cm3, 105 KM). Ostatni
egzemplarz Fiata 125p zjechał z taśm produkcyjnych w 1991 r.

W   1973   r.   seryjny  Polski   Fiat   125p   wystartował   w   próbie   bicia   rekordu   prędkości   w   jeździe
długodystansowej. Na dystansie 25 tys. km osiągnięto prędkość średnią 138,081 km/h, ustalając tym
samym nowy rekord. Podczas próby na autostradzie pod Wrocławiem Fiata prowadzili kierowcy
sportowi:   Sobiesław   Zasada,   Robert   Mucha,   Marek   Varisella,   Andrzej   Jaroszewicz,   Andrzej
Jaromiński, Jerzy Dobrzański i Ryszard Nowicki.

background image

Gazeta Wyborcza, Tomasz Dominiak 31-03-2004