background image

Annie Besant

KARMA

Pracownia „Borgis”

Wrocław MCMXCIX

Annie Besant (1847-1933), głośna przywódczyni Towarzystwa 
Teozoficznego, znana była z prowadzenia badań metodami 
nadzmysłowymi w świecie subtelnej materii. Dzięki umiejętności 
jasnowidzenia przyczyniła się do rozwoju chemii okultystycznej, 
podała nadto wiele szczegółów dotyczących „myślokształtów”, tj. 
form tworzonych przez myśli. Korzystając z możliwości świadomej 
eksterioryzacji do świata zmarłych badała prawa rządzące 
reinkarnacją, w jakimś sensie opiekowała się też zmarłymi, 
pokazując im właściwą drogę. 

W książce Karma A. Besant przedstawia działanie kosmicznego 
prawa przyczyny i skutku w naszym świecie przeciwieństw, w 
świecie dobra i zła. Wskazuje ona, że prawo to ma charakter 
korygujący, jest prawem wyrównania, odpłaty, ową Boginią z 
opaska na oczach, ślepym losem. Ale „ślepym” nie znaczy 
nierozumnym, lecz bezwzględnym. To, co cała ludzkość stworzyła 
siłą swych pozytywnych i negatywnych myśli, uczuć, pożądań i 
czynów (karma zbiorowa), jak też odpowiednio, co stworzyła 
jednostka (karma indywidualna) powraca do nich. Sami decydujemy 
o przeznaczeniu swoim i świata, możemy je zmienić. Niniejsza 
publikacja daje właśnie odpowiedź na pytanie, jak człowiek 
kształtuje swoja karmę, swój los.

Przedmowa

Przed wypuszczenie tej publikacji w szeroki świat należy dodać kilka słów 
przedmowy. Jest ona czwartą z serii podręczników, które mają na celu zaspokojenie 
żądań publiczności, domagającej się prostego i przystępnego przedstawienia nauk 
teozoficznych. Wiele osób narzekało, że literatura nasza jest obecnie zbyt 
abstrakcyjna, nazbyt fachowa i nazbyt wytężająca dla zwykłego czytelnika; spodzie-
wam się, że obecna seria zdoła uczynić zadość tej pilnej potrzebie. Teozofia jest nie 
tylko dla wykształconych; jest dla wszystkich. Być może, iż wśród tych, którzy z tych 
książek czerpać będą pierwsze wiadomości o niej, znajdą się i tacy, co podchodząc do 
jej abstrakcyjnych zagadnień z gorliwością studenta i zapałem nowego zwolennika 
zechcą, aby ich wprowadziły głębiej w jej filozofię, wiedzę i religię. Książki te jednak
są przeznaczone nie dla pilnych studentów, których nie odstraszy żadna trudność 
początkowa. Zostały one napisane dla zapracowanych mężczyzn i kobiet dzisiejszego 
świata i mają wyjaśnić kilka wielkich prawd, które czynią życie lżejszym do 
dźwigania, a śmierć mniej straszną. Napisane przez służebników Mistrzów, którzy są 
Starszym Braćmi naszej rasy, nie mają innego zadania, jak tylko służyć naszym 
bliźnim.

background image

zwać skojarzeniem się z elementalem, to znaczy z jedna z pólinteligentnych sił, 
znajdujących się w przyrodzie. Żyje ona jako działająca inteligencja – stworzenie 
zrodzone przez umysł – przez dłuższy lub krótszy przeciąg czasu, stosownie do 
natężenia wysiłku mózgowego, który jej dał początek. Tak więc dobra myśl znajduje 
przedłużenie w postaci aktywnej dobroczynnej siły, zła zaś w postaci złośliwego 
demona. W ten sposób człowiek nieustannie zaludnia otaczające go prądy w 
przestrzeni całym własnym światem, przepełnionym potomstwem jego fantazji, pożą-
dań, impulsów i namiętności. Prądy te działają na każdy wrażliwy lub nerwowy 
ustrój, gdy tylko się z nimi zetknie, proporcjonalnie do ich siły dynamicznej. Buddyści 
nazywają to „Skandhą ", a Hindusi nadają temu miano „Karmy".  Adept tworzy te 
kształty świadomie, inni ludzie rzutują je nieświadomie 

Nie dano dotąd nigdy bardziej obrazowego przedstawienia karmy, aniżeli w 
powyższych słowach, wyjętych z jednego z najwcześniejszych listów Mistrza K. H. 
Jeśli się je zrozumie należycie, razem z wszystkimi zawartymi w nich wnioskami, to 
znikną po większej części niejasności, jakie otaczają pojęcie karmy i stanie się 
zrozumiała główna zasada, na której się opiera działanie karmy. Można zatem przyjąć 
powyższe słowa za najlepszą linię wytyczaną do studium, i dlatego też zaczniemy od 
rozważenia zdolności twórczych człowieka. Wszelako na wstępie, konieczne jest 
jeszcze jasne naświetlenie pojęć o niezmienności praw i o wielkich planach natury.

Niezmienność prawa

Jest spowszedniałym pewnikiem, że żyjemy w królestwie prawa i że dokoła nas 
rządzą prawa, których nie możemy złamać. A jednak nieraz, gdy ten fakt odkrywamy 
bezpośrednio w życiu i gdy dostrzegamy, że ten fakt zachodzi tak samo w świecie 
myśli i moralności jak i w świecie fizycznym, opanowuje nas pewnego rodzaju 
poczucie bezradności, tak jak gdybyśmy się znajdowali w kleszczach jakiejś 
ogromnej potęgi, która zawładnąwszy nami, kręci nami jak zechce. Tymczasem w 
rzeczywistości jest wręcz przeciwnie, gdyż ta ogromna potęga – jeśli ją tylko dosta-
tecznie zrozumiemy – zaniesie nas posłusznie tam, gdzie my zechcemy; wszelkimi 
bowiem siłami Natury możemy się posługiwać w tym stopniu, w jakim je rozumiemy. 
„Naturę zwycięża się posłuszeństwem'', a jej bez spoczynku działające energie 
czekają na nasze rozkazy, jeśli tylko z pomocą wiedzy potrafimy działać razem z 
nimi, a nie przeciw nim. Możemy wybierać w jej bezgranicznym bogactwie sił, które 
będą wspierać nasze wysiłki co do kierunku, napięcia i tak dalej, a ich bezwzględna 
niezmienność daje nam rękojmię powodzenia.

Na niezmienności prawa opiera się pewność doświadczenia naukowego, wszelka 
możliwość planowania i przewidywania przyszłości. Na niej polega z zaufaniem che-
mik pewny, że Natura odpowie mu zawsze tak samo, ilekroć dokładnie w ten sam 
sposób postawi jej pytanie. Jeśli mu się przytrafi jakaś zmiana w wynikach 
doświadczenia, to jest przekonany, że zaszła także jakaś zmiana w jego 
postępowaniu, nie zaś w Naturze. Podobnie też jest z wszelkim ludzkim działaniem; 
im bardziej opiera się ono na wiedzy, tym pewniejsze jest w przewidywaniach, gdyż 
wszelki „przypadek” jest skutkiem nieznajomości sprawy i należy go przypisać 
działaniu praw, których wpływ albo był nieznany albo został przeoczony. W 
mentalnym i moralnym świecie można tak samo jak i w fizycznym przewidywać 
skutki, planować i obliczać wszystko z góry. Natura nigdy nas nie zawodzi; przynosi 
nam zawód tylko nasza własna ślepota. We wszystkich światach przyrost wiedzy jest 
zarazem przyrostem siły, a wszechwiedza i wszechpotęga są jednym i tym samym.

background image

Prawo jest niezmienne w światach myśli i moralności, tak samo jak i w fizycznym, 
wszechświat bowiem jest przejawieniem JEDYNEGO, a to, co nazywamy prawem, 
jest tylko wyrazem Natury Boskiej. Jak jedno jest Życie, które wyłoniło z Siebie 
wszystko, tak jedno jest Prawo, które podtrzymuje wszystko; światy wspierają się na 
tej opoce Natury Boskiej jako na pewnym i niewzruszonym fundamencie.

Plany Natury

Chcąc studiować działanie karmy zgodnie z kierunkiem wskazanym przez Mistrza, 
należy posiąść jasne pojęcie o trzech niższych planach, lub dziedzinach, 
wszechświata i o odpowiadających im pierwiastkach człowieka. Nadawane im nazwy 
oznaczają stany świadomości, pracujące w tych dziedzinach. Pomoże nam 
zorientować się w tym diagram, który wskazuje nam plany i odpowiadające im 
pierwiastki człowieka i narzędzia (ciała), z pomocą których świadoma istota może je 
odwiedzać i poznawać. W praktycznym okultyzmie uczeń uczy się zwiedzać te plany 
i z pomocą własnych badań przemieniać teorię w wiedzę. Najniższe narzędzie, ciało z 
grubej materii, służy świadomości do działania na fizycznym planie, przy czym świa-
domość jest ograniczona uzdolnieniami mózgu. Nazwa „ciało subtelne” obejmuje 
różnorodność ciał astralnych, które dostosowują się odpowiednio do zmieniających 
się warunków bardzo złożonej dziedziny, określanej mianem planu psychicznego.

Na planie mentalnym występują dwa wyraźnie odmienne plany: świat form 
(kształtów) i świat bez form. Na niższym z nich świadomość posługuje się ciałem 
złudy (mâyâvirúpa); nazwa „ciało umysłu” wydaje się bardzo dla niego odpowiednia, 
gdyż wskazuje, że materia z której się ono składa należy do planu Manasu. Na planie 
bez kształtu używa człowiek ciała przyczynowego. O planie Buddhi nie zachodzi 
potrzeba aby mówić.

Materia poszczególnych planów nie jest jednakowa i – mówiąc najogólniej – materia 

background image

każdego z nich jest cięższa od materii planu bezpośrednio wyższego. Jest to zgodne z 
ogólnym charakterem Natury, gdyż ewolucja na linii zastępującej dokonuje się od 
rzadkiego ku gęstemu, od subtelnego ku ciężkiemu. Co więcej, na planach tych 
mieszkają ogromne hierarchie istot, od wzniosłych inteligencji dziedziny duchowej 
poczynając, a kończąc na najniższych, podświadomych elementalach fizycznego 
świata. Na wszystkich planach Duch i Materia są zespolone z sobą w każdej drobinie 
– gdyż każda drobina ma Materię jako swe ciało i Ducha jako swe życie, a wszelkie 
swobodne skupienia drobin, wszelkie wyodrębnione kształty jakiegokolwiek rodzaju, 
mają za duszę owe żyjące istoty, które różnią się między sobą co do poziomu zależnie 
od poziomu tych kształtów. Nie ma kształtu, który by nie miał takiej duszy, choć tą 
rozświetlającą kształt istnością może być najwyższa inteligencja lub najniższy 
elemental lub jakaś istność pochodząca z jednego z niezliczonych zastępów pośred-
niego stopnia.

Istnościami, którymi wypada nam się obecnie zająć, są głównie istności psychicznego 
planu, gdyż one użyczają człowiekowi ciała pragnień (Kâma-Rúpa) – ciała wrażeń i 
wzruszeń, jak się to nieraz określa – są istotnie wbudowane w jego astralną matrix i 
ożywiają jego zmysły astralne. Są one, użyjmy technicznej nazwy, elementalami 
kształtu (Rúpa Devatâs) zwierzęcego świata; one są czynnikami przemian, które 
przekształcają drgania dochodzące do zmysłów człowieka we wrażenia.

Najbardziej widoczną cechą elementali działających na niższym planie astralnym 
(kama) jest zdolność nie tylko

 

odpowiadania na wibracje, lecz także odczuwania ich; 

plan psychiczny (astralny) jest zapełniony tymi istnościami o różnym stopniu 
świadomości, które odbierają różnego rodzaju podniety i przetwarzają je we 
wrażenia. Wskutek tego istota, w której ciele znajdują się wplecione te elementale, 
jest zdolna do odczuwania; człowiek czuje poprzez takie właśnie ciało. Człowiek nie 
ma świadomości w drobinach swego ciała, ani nawet w komórkach; mają one swoją 
własną świadomość i dzięki niej prowadzą różne procesy swego wegetatywnego 
życia; jednakże człowiek, którego ciało one tworzą, nie ma udziału w ich 
świadomości, nie pomaga ani nie przeszkadza im świadomie, gdy dokonują one 
doboru materiałów, przyswajają, wydzielają lub budują, i nie może ani na chwilę 
zetknąć swej świadomości ze świadomością komórki swego serca w takim stopniu, 
aby mógł powiedzieć, co się w niej dzieje. Świadomość jego działa normalnie na 
planie psychicznym, lecz nawet wtedy, gdy umysł pracuje w wyższych dziedzinach 
psychicznego świata, umysł jest zmieszany z niższym planem astralnym (kama), gdyż 
czysty umysł nie działa na astralnym planie.

Plan astralny jest zatłoczony elementalami, podobnymi do tych, które wchodzą w 
skład ludzkiego ciała pożądań i tworzą również prostsze ciała pożądań niższych 
zwierząt. Przez ten dział swej natury człowiek wchodzi w bezpośredni związek z tymi 
elementalami i za ich pośrednictwem stwarza sobie kontakt z wszystkimi 
przedmiotami dokoła siebie, czy to w postaci przyciągania, czy też odpychania. Przez 
swą wolę, przez swe wzruszenia i przez swe pożądania wywiera on wpływ na te 
niezliczone istoty, które reagują, wrażliwe na każde drgnienie uczucia, rozchodzące 
się zawsze we wszystkich kierunkach. Ciało pożądań człowieka działa jak aparat 
nadawczy, i podobnie jak składa i przetwarza wibracje, które przychodzą z zewnątrz, 
na uczucia, tak samo powstające w nim samym uczucia przetwarza na wibracje.

Rodzenie myślokształtów

Możemy teraz jaśniej zrozumieć słowa Mistrza. Umysł, pracując w swej własnej 

background image

dziedzinie, w subtelnej materii wyższej części psychicznego planu, rodzi obrazy, 
myślokształty. Słusznie też zalicza się wyobraźnię twórczą do władz umysłu; a jest 
nią ona w o wiele bardziej dosłownym znaczeniu, aniżeli to przypuszcza wielu z tych, 
którzy używają tego określenia. Ta zdolność tworzenia obrazów jest 
charakterystyczną władzą umysłu, a słowo jest tylko niezgrabną próbą częściowego 
bodaj przedstawienia obrazu myślowego. Pojęcie, wyobrażenie myślowe, jest rzeczą 
złożoną i właściwie wymaga całego zdania aby je należycie oddać, a gdy zawiera ono 
jakiś rzucający się w oczy moment, to słowo nazywające ten moment określa całość 
w sposób niedoskonały. Mówimy np. „trójkąt" i słowo to wywołuje w umyśle 
słuchacza obraz, który aby go w pełni wyrazić słowami, wymagałby długiego opisu. 
Czynimy wysiłki na jakie nas tylko stać, ażeby myśleć o symbolach, a następnie 
pracowicie i niedoskonale sumować te symbole w słowa. W dziedzinach, gdzie umysł 
mówi bezpośrednio do umysłu, myśl znajduje doskonały wyraz, przekraczający 
wszystko co mogłyby wyrazić słowa; nawet wtedy gdy w najbardziej ograniczonym 
zakresie, przekazuje się myśli na odległość, przesyła się nie słowa lecz pojęcia.

Mówca wkłada w swe słowa tyle obrazów myślowych, na ile go stać, a słowa jego 
wywołują w umysłach słuchaczy obrazy odpowiadające obrazom w umyśle mówcy. 
Umysł ma do czynienia z obrazami i wyobrażeniami, a nie ze słowami i dlatego 
połowa sporów i nieporozumień pochodzi stąd, że ludzie łączą z tymi samymi 
słowami różne obrazy lub używają różnych słów na oznaczenie tych samych obrazów 
myślowych.

Myślokształt jest zatem obrazem mentalnym, czyli myślowym, stworzonym – lub 
ukształtowanym przez umysł – z subtelnej materii wyższej części planu 
psychicznego, na którym on pracuje. Kształt ten, złożony z szybko drgających 
atomów materii tej dziedziny rozsyła drgania we wszystkich kierunkach; drgania te 
wywołują wrażenia dźwięku i barwy w pewnych istnościach, uzdolnionych do 
przenoszenia ich, a gdy myślokształt schodzi – lub zniża się, obojętne jakie słowo 
wybierzemy na wyrażenie przechodzenia – w gęstszą materię niższego planu 
psychicznego, drgania te dźwięczą we wszystkich kierunkach jako śpiew – barwa 
i przywołują do myślokształtu, od którego pochodzą elementale związane z tą właśnie 
barwą.

Wszystkie elementale, jak w ogóle wszystko we wszechświecie, należą do jednego z 
siedmiu zasadniczych Promieni, siedmiu prawiecznych Synów Światła. Białe Światło,
wytryskające z Trzeciego Logosu, który jest przejawionym Boskim Umysłem, 
rozpryskuje się w siedem Promieni, w „Siedem Duchów, które stoją przed Tronem”, a 
każdy z tych Promieni składa się z siedmiu „podpromieni” i tak dalej w dół w 
kolejnych podziałach. Dlatego też, wśród nieskończoności zróżnicowań, które tworzą 
wszechświat, istnieją elementale należące do rozmaitych podziałów; porozumiewają 
się one z sobą w języku barw, opartym na właściwej im barwie zasadniczej. Oto 
przyczyna, dla której prawdziwa wiedza o dźwiękach, barwach i liczbach – liczba jest 
u podstaw zarówno dźwięku jak i barwy – była zawsze tak troskliwie strzeżona; wola 
bowiem przemawia do elementali za ich pośrednictwem, a wiedza daje moc 
panowania nad nimi.

Mistrz K. H. mówi bardzo jasno o tym języku barw; powiada On:

Jakże moglibyście zrozumieć, a zatem w istocie rzeczy rozkazywać tym 
półinteligentnym siłom, których środkiem porozumiewania się z nami nie są mówione 
słowa, lecz dźwięki i barwy, związane z nimi tym samym drganiem? Albowiem dźwięk, 

background image

światło i barwa są głównymi czynnikami, kształtującymi te rodzaje inteligencji, istoty, 
o których prawdziwym istnieniu nie macie żadnego wyobrażenia, w które nie wolno 
wam nawet wierzyć – ateiści i chrześcijanie, materialiści i spirytualiści, wszyscy 
wysuwają swe odrębne argumenty przeciw tego rodzaju wierze, – skoro Nauka 
przeciwstawia się jeszcze mocniej od tamtych tego rodzaju poniżającemu przesądowi.

Badacze przeszłości mogą sobie przypomnieć zagadkowe, tu i ówdzie czynione 
wzmianki o języku barw; mogą także zwrócić uwagę na fakt, że w starożytnym 
Egipcie święte rękopisy pisano różnymi barwami, a pomyłki w przepisywaniu karano 
śmiercią. Ale muszę zaniechać tej pociągającej dygresji. Obchodzi nas tylko fakt, że 
do elementali przemawia się w barwach i że barwy-słowa są dla nich tak zrozumiałe 
jak dla człowieka słowa wypowiadane.

Odcień dźwięczącej barwy zależy od natury pobudki, kierującej twórcą 
myślokształtu. Jeśli pobudka jest czysta, jeśli wynika z miłości i życzy dobra, 
wytworzona barwa przyciągnie do myślokształtu elementala, którego zasadnicze 
cechy będą zgodne z charakterem wyciśniętym przez motywy na myślokształcie i 
który będzie działał wzdłuż linii przez nie wyznaczonej; elemental ten wchodzi w 
myślokształt, odgrywając rolę jego duszy i w ten sposób powstaje w świecie 
astralnym niezależna istność, istność o dobroczynnym charakterze. Jeśli zaś pobudka 
jest nieczysta, mściwa i złośliwa, wytworzona barwa przyciągnie do myślokształtu 
elementala, który również posiada zasadnicze cechy myślokształtu, wyciśnięte przez 
pobudkę i będzie działał wzdłuż tak określonej linii; w tym wypadku elemental 
również wchodzi w myślokształt i odgrywa rolę jego duszy, a stawszy się niezależną 
istnością w świecie astralnym, jest istnością o charakterze złym i szkodliwym. Na 
przykład myśl gniewu wzbudzi błysk czerwieni, myślokształt bowiem gniewu drga w 
ten sposób, że wytwarza czerwień; ten błysk czerwieni jest zewem ku elementalom, 
które w odpowiedzi nań płyną w jego kierunku i jeden z nich wchodzi w 
myślokształt, który daje mu możność swobodnej działalności o destrukcyjnym, 
niszczącym charakterze. Ludzie nieustannie przemawiają całkiem nieświadomie w 
tym języku barw i przywołują ze wszystkich stron dokoła hordy elementali, które 
zamieszkują w tworzonych przez nich myślokształtach. W ten to sposób człowiek 
nieustannie zaludnia otaczające go prądy w przestrzeni całym własnym światem, 
przepełnionym potomstwem jego fantazji, pożądań, impulsów i namiętności. 
Aniołowie i demony, przez nas samych stworzone, tłoczą się ze wszystkich stron 
dokoła – sprawcy pomyślności lub nieszczęścia dla drugich, posłańcy dobra lub biedy 
dla nas samych – zaprawdę zastępy karmy.

Jasnowidzący mogą widzieć barwne, wciąż zmieniające się błyski w aurze, jaka 
otacza każdą osobę: każda myśl, każde uczucie po takiem ujawnieniu się w świecie 
astralnym jest widzialne dla astralnego wzroku. Osoby nieco więcej rozwinięte od 
przeciętnych jasnowidzów mogą też widzieć myślokształty oraz skutki wywołane 
przez błyski barw wśród hord elementali.

background image

Działanie myślokształtów

Okres życia tych wyposażonych w duszę myślokształtów zależy przede wszystkim od 
początkowej ich żywotności, od energii w jaką je wyposażył ich ludzki rodziciel; 
następnie po urodzeniu, od zasilania ich, jakim jest powtarzanie myśli przez tę samą 
lub inną osobę. Życie myślokształtu może być nieustannie wzmacniane przez takie 
ponawianie myśli, a myśl, która jest długo piastowana, która jest przedmiotem 
powtarzanej stale medytacji, uzyskuje wielką stałość kształtu na psychicznym planie. 
Nadto myślokształty o pokrewnym charakterze przyciągają się wzajemnie i 
wzmacniają, stwarzając kształt o wielkiej energii i napięciu, zdolny do działania w 
świecie astralnym.

Myślokształty są związane ze swym stwórcą przez to, co – z braku lepszego 
określenia – musimy nazwać węzłem magnetycznym; oddziałują one z kolei same na 
niego, aby wywołać w nim wrażenie, które pobudzi go do ponownego ich 
odtworzenia, a w tym wypadku, gdy myśl jest wciąż zasilana przez jej powtarzanie, 
może powstać stały nawyk myśli, może się wytworzyć forma, w którą myśl łatwo 
wpływa – forma pomocna, jeśli ma prawdziwie szlachetny charakter, jak np. wzniosły 
ideał, lecz w większości sytuacji krępująca i przeszkadzająca we wzroście umysłu.

Zatrzymajmy się na chwilę przy tworzeniu się nawyku, gdyż pomoże nam ono 
wyjaśnić działanie karmy. Wyobraźmy sobie świeżo stworzony umysł, który nie ma 
jeszcze za sobą żadnej działalności – rzecz niemożliwa oczywiście, lecz wyobrażenie 
to da nam pożądany punkt wyjścia. Wyobraźmy sobie dalej, że umysł ten działa z 
doskonałą swobodą, spontanicznie, i stwarza myślokształt; niechaj powtarza on ten 
akt wiele razy, aż wytworzy się nawyk myśli, zupełnie wyraźny nawyk, tak aby 
umysł wymykał się całkiem nieświadomie ku tej myśli, aby jego energia spływała w 
nią bez jakiegokolwiek świadomego, segregującego działania woli. Przyjmijmy 
wreszcie, że umysł dochodzi do przekonania, że ten nawyk myślowy jest naganny i 
uznaje go za przeszkodę dla swego postępu; kanał, który do tej chwili nadawał się do 
bezpośredniego działania umysłu i ułatwiał wylew energii mentalnej i który był 
stworzony właśnie do tego celu, staje się obecnie ograniczeniem; jeśli umysł ma się 
go teraz pozbyć, to może się to stać tylko przez nowe spontaniczne działanie umysłu, 

background image

skierowane ku wyczerpaniu i ostatecznemu zniszczeniu tych żywych okowów.

Mamy na tym przykładzie krótko przedstawiony doskonały mały cykl karmiczny; 
wolny umysł stwarza nawyk i następnie musi pracować w ograniczeniu jego ram; 
umysł zatrzymuje jednak swą wolność w tym ograniczeniu i może działać przeciw 
niemu tak długo, aż je całkowicie zniszczy. Oczywiście nigdy nie jesteśmy na 
początku wolni, gdyż przychodzimy na świat obciążeni kajdanami naszych prze-
szłych czynów; ale proces zrywania każdych bez wyjątku kajdan przebiega opisaną 
powyżej koleją – umysł kuje je i dźwiga, a jednak dźwigając może je przepiłowywać.

Myślokształt może też być skierowany przez swego stwórcę ku takim lub innym 
osobom, które zależnie od natury ożywiającego myślokształt elementala, mogą 
doznać pomocy lub szkody. To nie tylko fantazja poetycka, że dobre życzenia, 
modlitwy i myśli miłości mają swą wartość dla osób, ku którym się je śle; tworzą one 
ochronny zastęp, który otacza osobę ukochaną i odpiera wiele złych wpływów i 
niebezpieczeństw.

Człowiek nie tylko tworzy i wysyła od siebie własne myślokształty, lecz także jak 
magnes przyciąga ku sobie myślokształty innych osób z otaczającej go przestrzeni 
astralnego planu; myślokształty te należą do tej samej grupy co i elementale, które 
ożywiają jego własne myślokształty. Może on w ten sposób przyciągać z zewnątrz ku 
sobie duże ilości energii, a od niego samego zależy, czy te siły, które ściąga do swej 
istoty z zewnętrznego świata, są dobre czy też szkodliwe. Jeśli myśli człowieka są 
czyste i szlachetne, to skupi dokoła siebie zastępy dobroczynnych istności i może się 
nieraz dziwić, skąd bierze siłę do podejmowania prac, które zdają się – i słusznie się 
takimi zdają – o wiele przekraczać jego własne siły. Podobnie człowiek, który żywi 
złe i nikczemne myśli, przyciąga do siebie zastępy złośliwych istności i wskutek tego 
zasilenia swych skłonności do złego popełnia zbrodnie, które zdumiewają jego 
samego, gdy na nie spogląda. „Chyba diabeł mnie skusił" pragnie krzyczeć, a w 
istocie rzeczy te siły demoniczne, przywołane ku niemu przez jego własny grzech, 
wzmocniły od zewnątrz siłę jego grzechu.

Elementale, które stają się duszą myślokształtów, zarówno dobre jak i złe, przyłączają 
się do elementali znajdujących się w ciele pożądań człowieka oraz do innych, 
ożywiających jego myślokształty, i dzięki temu działają w nim, choć przychodzą z 
zewnątrz. W tym celu jednak muszą w nim znaleźć istności pokrewne sobie, inaczej 
bowiem nie mogłyby wywrzeć żadnego wpływu. Co więcej, elementale myślokształ-
tów należące do przeciwnych sobie rodzajów odpychają się; dzięki temu człowiek 
dobry odpędza precz od siebie samą swą atmosferą, samą aurą, wszystko co jest złe i 
okrutne. Otacza go ona jak wał ochronny i powstrzymuje zło z dala od niego.

Istnieje jeszcze inny rodzaj działalności elementali, który daje niezmierne skutki i 
który dlatego nie może być pominięty przy tym wstępnym przeglądzie sił 
uczestniczących w tworzeniu się karmy. Podobnie jak poprzedni rodzaj ich 
działalności zawiera się on w twierdzeniu, że myślokształty zaludniają prądy, które 
działają na każdy wrażliwy lub nerwowy ustrój, gdy tylko się z nimi zetknie, 
proporcjonalnie do ich siły dynamicznej. Z nielicznymi wyjątkami wywierają one 
wpływ na każdego, przy czym jest on tym większy, im wrażliwszy jest ustrój 
człowieka. Elementale przyciągają się wzajemnie według swego podobieństwa, 
skupiają się w gromady i żyją w stadach na własny sposób. Myślokształt wyłoniony 
przez człowieka nie tylko że ma magnetyczny związek z nimi, lecz także jest 
przyciągany przez inne myślokształty tego samego typu i wskutek tego przyłącza się 

background image

do nich na planie astralnym, tworząc zależnie od okoliczności dobrą lub złą siłę, która 
przybiera postać zbiorowej istności. Te skupienia podobnych myślokształtów 
posiadają cechy charakterystyczne, czasem silnie zarysowane, opinii rodzinnej, 
lokalnej lub narodowej; tworzą one rodzaj astralnej atmosfery, a wszelką rzecz widzi 
się poprzez nią i w jej zabarwieniu; oddziałują one odwrotnie na ciała astralne osób, 
należących do wspomnianych ugrupowań i wzbudzają w nich drgania sobie właściwe.
To karmiczne środowisko rodzinne, lokalne lub narodowe poważnie zmienia 
działalność jednostki i ogromnie ogranicza możliwość przejawiania przez nią 
zdolności, jakie ona posiada. Jeśli się komuś ukaże jakąś ideę, to może on ją zobaczyć 
tylko poprzez ową otaczającą atmosferę, która ją zabarwia i może silnie zniekształcić. 
Tkwią w tym daleko sięgające karmiczne ograniczenia, którymi wypadnie jeszcze 
zająć się szerzej.

Wpływ tych hord elementali nie ogranicza się tylko do wpływu wywieranego na ludzi 
poprzez ich ciała pożądań. Jeśli ta zbiorowa istność, jak ją nazwałam, składa się z 
myślokształtów destrukcyjnych, elementale które je ożywiają działają jako niszcząca 
energia i powodują często wiele zniszczeń na fizycznym planie. Wiry niszczących 
energii są obfitym źródłem „wypadków”', wstrząsów w naturze, burz, cyklonów, 
huraganów, trzęsień ziemi i powodzi. Omówimy w dalszym ciągu szerzej i te skutki 
karmiczne.

Tworzenie się karmy w ogóle

Po ustaleniu w ten sposób stosunku pomiędzy człowiekiem, królestwem 
elementalnym i kształtującymi się energiami umysłu – zaprawdę, twórczymi 
energiami, gdyż one powołują do bytu wszystkie opisane powyżej żyjące kształty – 
jesteśmy w stanie bodaj częściowo zrozumieć jak powstaje i działa karma podczas 
jednego okresu życia. Mówię ,,okres życia”, a nie „życie”, ponieważ życie oznacza za 
mało, jeśli użyjemy go w zwyczajnym znaczeniu jednej inkarnacji, a równocześnie 
oznacza zbyt wiele, jeśli go użyjemy na określenie całości życia, złożonego z wielu 
okresów istnienia w fizycznym ciele i z wielu okresów istnienia bez niego. Przez 
okres życia rozumiem mały cykl ludzkiego istnienia, obejmujący jego doświadczenia 
na planach fizycznym, astralnym i mentalnym aż do powrotu ku progowi fizycznego 
bytu – cztery wyraźne stadia, przez które przechodzi Dusza, aby wypełnić swój cykl. 
Stadia te ponawiają się stale w ciągu wędrówki Pielgrzyma Niebieskiego poprzez 
naszą obecną ludzkość i choć doświadczenia człowieka w każdym okresie są 
odmienne zarówno co do jakości jak i ilości, każdy okres życia przeciętnej ludzkiej 
istoty zawiera te cztery stadia i poza tym nic więcej.

Ważną jest rzeczą uświadomić sobie, że pobyt poza ciałem fizycznym trwa znacznie 
dłużej od pobytu w ciele; dlatego też nasza znajomość działania prawa karmy byłaby 
bardzo niedostateczna, gdybyśmy nie zbadali działalności Duszy w warunkach 
pozafizycznych. Przypomnijmy słowa Mistrza, które wskazują, że życie poza ciałem 
jest jedynym rzeczywistym życiem:

Wedantyści, choć uznają dwa rodzaje świadomych istnień, ziemskie i duchowe, 
mówią tylko o drugich jako o stanowiących aktualnie niewątpliwą rzeczywistość. 
Życie ziemskie z powodu swej zmienności i krótkości nie jest niczym więcej jak tylko 
złudzeniem naszych zmysłów. Za rzeczywistość należy uważać nasze życie w sferach 
duchowych, tam bowiem żyje nasze wieczyste, niezmienne, nieśmiertelne Ja, Sútrâtmâ 
... Oto przyczyna, dla której życie pośmiertne nazywamy jedyną rzeczywistością, 

background image

natomiast życie ziemskie, razem z osobowością, złudą.

Podczas życia ziemskiego działalność Duszy przejawia się jak najbardziej 
bezpośrednio w tworzeniu opisanych już myślokształtów. Chcąc jednak śledzić 
działanie karmy z większą dokładnością, winniśmy zanalizować głębiej termin 
„myślokształt” i dodać pewne rozważania, które pominęliśmy w przedstawionym na 
początku ogólnym szkicu. Dusza pracując jako umysł stwarza obraz mentalny, pier-
wotny myślokształt; przyjmijmy termin „obraz mentalny” na oznaczenie wyłącznie 
tylko tego pierwszego bezpośredniego tworu umysłu i zachowajmy go odtąd na 
oznaczenie pierwotnego stadium tego, co powszechnie nazywa się myślokształtem. 
Ten obraz mentalny pozostaje związany ze swym twórcą jako część jego 
świadomości; jest on żyjącym drgającym kształtem z subtelnej materii, słowem po-
myślanym, lecz jeszcze nie wyrzeczonym, poczętym, lecz jeszcze nie zamienionym w 
ciało. Niechaj czytelnik skupi na chwilę uwagę na tym obrazie mentalnym i wyrobi 
sobie o nim ścisłe pojęcie, różne od wszystkiego innego, odrębne od wszystkich 
skutków, jakie on wytworzy na innych planach poza własnym. Tworzy on, jak już 
powiedziano, część zawartości świadomości swego twórcy, część jego niedostępnej 
własności; nie można ich oddzielić od siebie; twórca nosi go z sobą w ciągu całego 
ziemskiego życia, niesie go z sobą poprzez bramy śmierci i wnosi w dziedziny 
pośmiertnego życia. A jeśli w czasie wznoszenia się coraz wyżej w te dziedziny 
wejdzie w zbyt rzadką dla tego obrazu atmosferę, to odrzuci z niego najcięższą 
materię, zatrzymując nadal matrycę mentalną, esencję formy. Przy powrocie 
człowieka w niższą dziedzinę materia jej wplata się z powrotem w mentalną matrycę i 
przez to odtwarza właściwy gęstszy kształt. Obraz mentalny może pozostawać przez 
długie okresy w stanie jak gdyby uśpienia, lecz może też być zbudzony i ożywiony na 
nowo; każdy nowy impuls od strony jego twórcy i od strony jego potomstwa (o czym 
będzie mowa poniżej) lub istności tego samego rodzaju co potomstwo – zwiększa 
jego energię życiową i zmienia jego kształt.

Jak zobaczymy, obraz mentalny rozwija się według określonych praw, a zespól takich 
obrazów mentalnych stwarza charakter; to co zewnętrzne w człowieku jest tylko 
odzwierciedleniem wewnętrznego i podobnie jak komórki składają się na tkanki ciała 
i ulegają często w czasie pracy poważnym zmianom, tak obrazy mentalne składają się 
na cechy charakterystyczne umysłu i również się zmieniają. Badanie działania karmy 
rzuca wiele światła na te zmiany. Twórcze siły Duszy mogą użyć wielu rozmaitych 
materiałów przy tworzeniu obrazów mentalnych; może na przykład pobudzić Duszę 
do działania pożądanie (kâma), a wtedy kształtuje ona obraz według tego co poddaje 
namiętność lub ochota; może też Dusza sama z siebie skierować się ku wzniosłemu 
ideałowi i według niego formować obraz; tak samo może ona kształtować ten obraz 
czysto intelektualnie, jeśli taka jest tendencja dominująca. Jednak niezależnie od tego, 
czy jest on wzniosły czy niski, intelektualny czy namiętny, pożyteczny lub szkodliwy, 
boski lub zwierzęcy, zawsze istnieje w człowieku obraz mentalny, wytwór Duszy 
tworzącej i od jego istnienia zależy karma jednostkowa. Bez takiego obrazu 
mentalnego nie mogłoby być w ogóle karmy jednostkowej, która łączy jeden okres 
życia z następnym: do stworzenia elementu permanentnego (trwałego), w którym 
utrwala się karma jednostkowa, konieczny jest udział tej jakości, jaką jest Manas. 
Brak Manasu w królestwie mineralnym, roślinnym i zwierzęcym powoduje, że nie 
powstaje w nich indywidualna karma, rozciągająca się poprzez śmierć ku następnemu 
urodzeniu.

Zastanówmy się teraz nad stosunkiem pierwotnego myślokształtu do następnej jego 
postaci, a więc nad stosunkiem myślokształtu czystego i prostego, do myślokształtu 

background image

ożywionego własną duszą, czyli obrazu mentalnego do obrazu astromentalnego, który 
jest myślokształtem na niższym planie astralnym. Jak on powstaje i czym on jest? 
Posługując się symbolem użytym powyżej możemy odpowiedzieć, iż powstaje on 
przez to, że słowo pomyślane staje się słowem wypowiedzianym; Dusza wydaje z 
siebie myśl, a jej dźwięk stwarza kształt w materii astralnej. Podobnie jak Idea 
Umysłu Powszechnego staje się przez wydech wszechświatem przejawionym, tak 
obrazy mentalne umysłu ludzkiego stają się przejawionym światem swego stwórcy. 
Zaludnia on otaczające go prądy w przestrzeni własnym światem. Drgania obrazu 
mentalnego wzbudzają podobne drgania w gęstszej materii astralnej, a te tworzą 
wtórny myślokształt, który nazwaliśmy obrazem astromentalnym. Obraz mentalny, 
jak to już powiedziano, pozostaje w świadomości swego twórcy, natomiast drgania 
obrazu wychodzące poza tę świadomość odtwarzają jego kształt gęstszej materii w 
niższej części planu astralnego. Kształt ten dostarcza pomieszczenia dla cząstki życia 
elementalnego, wyodrębniając ją na czas istnienia kształtu, gdyż element Manasu 
wyrażony przez kształt daje życiu elementalnemu, które stwarza jego duszę, piętno 
indywidualności. (Jakże są cudowne i ile rzeczy w Naturze rozświetlają !) Tym oto 
jest owa istność zdolna do działania, wspomniana w opisie Mistrza i ten to 
astromentalny obraz buja w świecie astralnym, a zachowując zaznaczony poprzednio 
węzeł etyczny ze swym twórcą, oddziałuje z powrotem na swe źródło (mianowicie na 
obraz mentalny), jak również na inne obrazy astromentalne. Okres istnienia obrazu 
astromentalnego może trwać dłużej lub krócej zależnie od okoliczności, a jego 
rozwiązanie się w niczym nie wpływa na trwałość obrazu mentalnego, z którego się 
zrodził; każdy nowy impuls w kierunku obrazu mentalnego pobudza go do zrodzenia 
na nowo swego odpowiednika astralnego, tak każde powtórzenie słowa stwarza nowy 
kształt.

Drgania obrazu mentalnego nie tylko że przenikają w dół do niższej części świata 
astralnego, lecz także przenikają w górę do planu duchowego. I tak samo jak drgania 
wywołują kształt na niższym planie, tak dają one również początek daleko 
subtelniejszej formie – lecz czy można to nazwać formą? To nie jest dla nas formą – 
na wyższym planie (akasza), planie materii kosmicznej wypromieniowanej przez sam 
LOGOS. Akasza jest składem wszelkich kształtów, skarbcem, do którego spływają – 
z nieskończonego bogactwa Umysłu Powszechnego – bogate zapasy wszelakich Idei, 
które mają się ucieleśnić w danym Kosmosie; tamże docierają drgania z Kosmosu – 
drgania wszystkich myśli od wszelkich Inteligencji, drgania wszystkich pragnień od 
wszelkich istot świata kamy, drgania wszystkich poczynań dokonywanych w 
jakiejkolwiek postaci na którymkolwiek planie. Wszystko to budzi w nas względne 
wrażenie bezkształtności, jednak dla wzniosłych Inteligencji Duchowych jest to 
zbiorem wyraźnie uformowanych obrazów wszystkiego co się dzieje; te obrazy (aka-
sza
) – jak je odtąd będziemy nazywać - pozostają na zawsze i są prawdziwą Kroniką 
Karmy, Księgą Lipika, która może być czytana przez tych, którzy mają „otwarte oko 
Dangmy”. Z pomocą działania wyćwiczonej uwagi można rzucić odbicie obrazów 
akaszy na ekran materii astralnej – tak jak lampą magiczną można rzucić obraz 
przeźrocza na ekran – tak iż sceny przeszłości można odtworzyć w całej ich żywości i 
z dokładnością każdego szczegółu, choćby chodziło o jak najdawniejsze zdarzenie; 
istnieje ono bowiem w kronikach akaszy utrwalone raz na zawsze dla wszystkich. 
Wyrobiony jasnowidz może wybrać z jakiejś stronicy tej kroniki dowolnie żywy 
obraz, rozwinąć i przetworzyć go w dramat oraz przeżyć go na astralnym planie.

Idąc za tym niedoskonałym opisem może sobie czytelnik wytworzyć choć słabe 
pojęcie o Karmie jako Przyczynie. W akaszy odzwierciedla się obraz mentalny, 

background image

stworzony przez Duszę i to nieodłącznie od niej; tak samo odzwierciedla się 
wytworzony przezeń obraz astromentalny, żywe i czynne stworzenie, które przebiega 
plan astralny i stwarza najrozmaitsze skutki; skutki te odzwierciedlają się również z 
całą dokładnością razem z obrazem astromentalnym  i dlatego dają się z nim 
połączyć, a przezeń z jego twórcą; przy tym każdy wątek – tkany przez obraz 
astromentalny z własnej materii, podobnie jak pająk snuje z siebie przędzę – daje się 
odróżnić przez własny odcień barwy, i ile by nie było takich wątków splecionych 
w jeden fakt, każdy z nich daje się odróżnić i połączyć ze swym twórcą, Duszą, która 
zrodziła obraz mentalny. Tak to w naszej ubogiej i niedokładnej mowie możemy 
przedstawić dla naszych ciasnych, przyziemnych inteligencji obraz jednostkowej 
odpowiedzialności, tak jak się on przedstawia dla wzroku wielkich Władców Karmy, 
wykonawców karmicznego Prawa: pełnej odpowiedzialności Duszy za każdy obraz 
mentalny, jaki stworzy i częściowej odpowiedzialności za ich daleko sięgające skutki, 
mniejszej lub większej, zależnie od innych wątków karmicznych, które splatają się w 
przyczynę. Dzięki temu możemy zrozumieć, dlaczego to pobudki odgrywają tak 
wielką rolę w tworzeniu się karmy i dlaczego to działanie jest tak ściśle 
podporządkowane dającej mu początek energii; dlaczego karma działa na każdym 
planie zgodnie z jego podstawowymi cechami i nadto łączy poszczególne plany 
ciągłością wątków karmicznych.

Jeśli więc wiele rozjaśniające pojęcia Odwiecznej Mądrości rzucają snop światła na 
świat, rozpraszają jego ciemności i odkrywają absolutną Sprawiedliwość, jaka działa 
pozorami niedorzeczności, nierówności i przypadkowości życia, to czy jest coś 
dziwnego w tym, że serca nasze wypełnia niewypowiedziana wdzięczność dla 
Wielkich Istot – niech będą błogosławione! – które niosą Pochodnię Prawdy w 
mroczne ciemności i wyzwalają nas od łamiącego naporu, od bezradnej agonii na 
widok zła, pozornie niepowetowanego, od zwątpienia w Sprawiedliwość i od 
rozczarowania na punkcie Miłości:

Jesteście wolni! Słodka jest Dusza Rzeczy,
Sercem Bytu jest niebiański pokój,
Wola króluje nad złem; co było Dobrym,
Będzie Lepszym – aż stanie się Najlepszym.
                            *     *     *
Takie jest prawo, które rządzi sprawiedliwie,
Że nikt przy końcu nie zostanie w tyle;
Sednem jego jest Miłość, a jego końcem
Pokój i słodkie Wypełnienie! Słuchajcie Go!

Zyskamy może na jasności, jeżeli ułożymy w tabelę trojakie skutki działania Duszy, 
które traktując rzecz ogólnie z pominięciem szczegółów, stwarzają Karmę jako 
Przyczynę. Mamy wtedy w ciągu jednego okresu życia:

Człowiek tworzy

Na planie

Z materii

Skutki

duchowym

akasza

obrazy akasza, tworzące

Kronikę Karmy

wyższego 

astralu

obrazy mentalne,

pozostające w świado-

mości twórcy

psychicznym

niższego 

astralu

obrazy astro-mentalne

istności działające na

planie psychicznym

background image

Dalsze skutki wyrażają się jako skłonności, uzdolnienia, czyny, korzystne 
sposobności, warunki otoczenia i tak dalej, głównie w przyszłych okresach życia, a 
zawsze ściśle według określonych praw.

Szczegóły tworzenia karmy

Każdy kto studiuje prawo karmy powinien pamiętać, że Dusza Człowieka, Ego, 
Twórca Karmy, jest istotą rosnącą, żywą indywidualnością, która wzrasta w mądrości 
i w postawie mentalnej w miarę jak kroczy po swej drodze wieczystej ewolucji; nie 
należy też tracić ani na chwilę z oczu zasadniczej tożsamości wyższego i niższego 
Manasu. Dla wygody odróżniamy je, jednakże jest to tylko różnica ich funkcji, a nie 
natury; Manas wyższy jest Manasem pracującym na planie duchowym w pełni 
świadomości swej przyszłości; manas niższy jest manasem, który pracuje na psy-
chicznym czyli astralnym planie, spowity w materię astralną, ponoszony przez karmę, 
we wszystkich czynnościach splątany z naturą pożądań i przez nie zabarwiony; w 
wielkiej mierze jest on zaślepiony materią astralną, która go spowija, i posiada tylko 
cząstkę całkowitej świadomości Manasu, cząstkę, która dla ogromnej większości 
ludzi składa się z ograniczonej ilości wybranych, najbardziej rzucających się w oczy 
doświadczeń jednej, bieżącej inkarnacji. Z punktu widzenia praktycznego życia 
manas niższy według tego jak się przedstawia większość ludzi, jest „ja” i jest tym co 
nazywamy ego osobowym; głos świadomości, uważany nieokreślenie i bałamutnie za 
nadnaturalny, za głos Boga, jest dla człowieka jedynym przejawieniem się Manasu 
wyższego na psychicznym planie; pomimo mylnych poglądów na jego istotę, jest on 
przyjmowany zupełnie słusznie jako autorytet. Ale ten, kto studiuje teozofię, powin-
ien sobie żywo uprzytomnić, że manas niższy jest jednym z wyższym, tak jak 
promienie są jednym ze słońcem: Słońce – Manas świeci zawsze na niebie 
duchowego planu, a promienie manasu przenikają do psychicznego planu; gdyby się 
je rozróżniało jako zasadniczo odmienne, zapominając, że to rozróżnienie ma na celu 
tylko dogodność rozdzielenia ich funkcji, mogłoby powstać beznadziejne 
pomieszanie.

background image

Ego jest zatem istotą i jakością, która wzrasta. Promień wysłany przez Ego w dół jest 
jako dłoń zanurzona w wodzie, aby schwytać jakiś przedmiot i wyciągnąć go w 
zamkniętej dłoni. Wzrost Ego zależy od wartości przedmiotów, które zbierze 
wyciągnięta dłoń, a wartość wszelkiej pracy po wycofaniu się promienia jest 
ograniczona i uwarunkowana przez doświadczenia, jakie zostały zebrane podczas 
działania promienia na psychicznym planie. Podobnie rolnik wychodzi w pole, aby 
pracować w deszczu i blasku słońca, w chłodzie i upale, i wraca na noc do domu; 
ponieważ rolnik jest też właścicielem pola, więc owoce pracy wypełniają mu 
spichlerze i zwiększają jego bogactwo. Każde ego osobowe jest bezpośrednią, 
działającą częścią trwałego Ego – Indywidualności, reprezentuje je w niższym 
świecie i jest zawsze mniej lub więcej rozwinięte zależnie od poziomu jaki osiągnęło 
Ego, jako całość, jako indywidualność. Jeśli się to jasno zrozumie, to zniknie 
poczucie rzekomej niesprawiedliwości, jaka się dzieje ego osobowemu z powodu 
dziedzictwa karmicznego, poczucie, które stanowi nieraz trudność dla początkujących 
studentów teozofii. Trzeba bowiem zrozumieć, że karmę tworzy Ego i zbiera jej 
owoce. Ono jest rolnikiem, który posiawszy zboże zbiera je w żniwa, choć ubranie, w 
którym je zasiewał mogło zniszczeć w czasie od siewu do zbiorów. Astralny strój Ego 
również rozpada się w kawałki pomiędzy czasem siewu i porą żniw; zbiera ono w 
nowym stroju. Ważne jest, że to ,,ono” właśnie posiało i ono zbiera. A jeśli posiało za 
mało, lub źle wybrało ziarno, to ono, nie kto inny, zbierze ubogie żniwo, gdy wyjdzie 
je zbierać.

W pierwszych okresach ewolucji rozwój Ego jest niezmiernie powolny, gdyż ulegając 
podnietom fizycznego planu daje się ono prowadzić pożądaniom tu i tam; obrazy 
mentalne, które tworzy, noszą najczęściej piętno namiętności i dlatego obrazy 
astromentalne są gwałtowne i raczej krótkotrwałe, aniżeli silne i długo działające. W 
miarę tego jednak, jak w obrazie mentalnym przybywa elementu Manasu, wzrasta 
trwałość obrazu astromentalnego. Zwarta i stała myśli stwarza wyraźnie zarysowane 
obrazy mentalne i co za tym idzie odpowiednio silne i trwałe obrazy astromentalne. 
Życie ma wtedy określony cel przed sobą, wyraźny ideał, ku któremu umysł 
nieustannie się zwraca i przy którym się zatrzymuje. Ten obraz mentalny zdobywa 
sobie dominujący wpływ na życie umysłu i on też kieruje większością energii Duszy.

Zbadajmy teraz jak się tworzy karma na podstawie obrazu mentalnego. Podczas życia 
człowiek tworzy nieprzeliczony zbiór obrazów mentalnych. Niektóre z nich są moc-
ne, wyraziste i nieustannie zasilane dzięki ponawianiu impulsu przez umysł, inne 
znów są słabe i mgliste, zaledwie zostały stworzone, a już uległy zapomnieniu przez 
umysł. W chwili śmierci Dusza jest bogata w tysiące obrazów mentalnych, które 
różnią się zarówno swym charakterem, jak i wyrazistością. Jedne z nich przedstawiają 
dążenia duchowe gorące pragnienia służenia, szukanie po omacku wiedzy, 
przyrzeczenia poświęcenia się Wyższemu Życiu; inne mają charakter czysto 
intelektualny: są to jasne kiełki myśli, wyniki i owoce głębokich studiów; inne należą 
do emocjonalnych i namiętnych, tchnąc miłością, współczuciem, tkliwością, 
poświęceniem, przywiązaniem, gniewem, ambicją, dumą lub chciwością; są też i 
takie, które zrodziły się wskutek apetytów samego ciała, zasilonych 
niepohamowanym pożądaniem i przedstawiają myśli obżarstwa, pijaństwa i 
zmysłowości. Każda Dusza posiada własną świadomość, zapełnioną takimi obrazami 
mentalnymi, owocami jej życia mentalnego; nie brakuje tam ani jednej, choćby 
najbardziej przelotnej myśli. Choć wiele obrazów mentalnych może się już dawno 
rozpadło, choć niektóre z nich mogły istnieć zaledwie kilka godzin, to obrazy 
mentalne pozostają trwałą własnością Duszy; ani jednego nie zabraknie. Wszystkie 

background image

obrazy mentalne Dusza zbiera ze sobą, gdy poprzez bramę śmierci przechodzi w 
świat astralny.

Kamaloka, czyli „miejsce pożądań”, dzieli się na wiele, nazwijmy to tak, sfer, a 
Dusza przechodząc do kamaloki bezpośrednio po śmierci jest obciążona całym swym 
ciałem pożądań czyli kama-rupa; wszystkie obrazy mentalne, utworzone przez Kama-
Manas, a mające charakter zwierzęcy i prostacki, posiadają siłę działania tylko na 
najniższych poziomach świata astralnego. Dusza mało rozwinięta zatrzyma się nad 
tymi obrazami i ożywi je, przygotowując się w ten sposób do powtórzenia ich i 
odtworzenia w świecie fizycznym podczas swego najbliższego życia. Człowiek, który 
za życia zatrzymuje się przy myślach zmysłowych i tworzy odpowiednie obrazy 
mentalne, nie tylko że zostanie przyciągnięty ku tym scenom życia ziemskiego, które 
są związane z zadowalaniem zmysłów, lecz będzie je również nieustannie odtwarzał 
w swym umyśle, zasilając w swej naturze coraz to bardziej skłonności do popełnienia 
odpowiednich przekroczeń. Podobnie się dzieje z innymi obrazami mentalnymi, 
stworzonymi z materiałów dostarczonych przez ciało pożądań, a należącymi do 
innych poziomów kamaloki. W miarę tego jak Dusza wznosi się z niższego na 
wyższy poziom, obrazy mentalne zbudowane z materiałów, należących do niższych 
poziomów, tracą te składniki i przechodzą w stan uśpienia w świadomości; jest to ten 
sam stan, który H. P. Bławatska zwykła była nazywać „pozbawieniem materii”, kiedy 
to obraz może istnieć, choć nie jest przejawiony w materii. Szata kama-rupa 
oczyszcza się z grubszej materii stopniowo w miarę tego, jak niższe ego cofa się w 
górę, czy raczej ku wewnątrz, ku dziedzinie niebiańskiego życia. Poszczególne 
„warstwy” tej szaty odpadają po kolei i rozpadają się we właściwym sobie czasie, aż 
w końcu odpadnie ostatnia i promień Duszy wycofa się całkowicie, wolny od 
wszelkiej powłoki astralnej. Przy powrocie Ego do życia ziemskiego te uśpione 
obrazy mentalne ulęgają jakby wyrzuceniu na zewnątrz i przyciągają ku sobie 
właściwy im rodzaj materii astralnej, dzięki czemu odzyskują możność przejawienia 
się na planie astralnym, stając się pragnieniami, namiętnościami i innymi niższymi 
uczuciami ciała wzruszeń na nową inkarnację.

Możemy zauważyć mimochodem, że niektóre obrazy mentalne otaczające Duszę 
przybyłą w nowy świat, bywają źródłem wielu jej trudności podczas pierwszych 
stadiów jej życia po śmierci. Tak na przykład wierzenia przesądne przesuwają się 
przed Duszą w postaci obrazów mentalnych i męczą ją widokami okropności, których 
w ogóle nie ma w jej rzeczywistym otoczeniu. Wszystkie obrazy mentalne, 
zbudowane pod wpływem namiętności i pragnień, podlegają opisanemu powyżej 
procesowi, aby następnie przejawić się przy powrocie Ego do życia ziemskiego. Jak 
powiada autor The Astral Plane:

Gdy w kamaloce odbywa się ostateczny rozpad pierwiastków człowieka, LIPIKA, 
wielkie bóstwo kosmiczne Karmy, ważą jego czyny i jak gdyby stwarzają formę jego 
sobowtóra eterycznego, ściśle dostosowaną do Karmy, jaka mu przypadnie w udziale 
w najbliższym życiu. 

Wyzwolona z tych niższych składników Dusza przechodzi w dziedzinę życia 
niebiańskiego na planie mentalnym, gdzie spędza okres czasu proporcjonalny do 
mniejszego lub większego bogactwa obrazów mentalnych, dostatecznie na to 
czystych, aby się dostać w tę dziedzinę. Tutaj Dusza odnajduje każdy swój 
wznioślejszy wysiłek, chociażby najsłabszy i jak najbardziej przelotny, i tutaj prze-
pracowuje go, budując z materiału, jaki on przedstawia, uzdolnienia na przyszłe 

background image

życie.

Życie niebiańskie jest ciągłym przyswajaniem; doświadczenia zebrane podczas życia 
na Ziemi przetwarza się tu na tkankę Duszy i dzięki temu właśnie Ego wzrasta; 
rozwój Ego zależy od liczby i różnorodności obrazów mentalnych stworzonych 
podczas życia ziemskiego oraz od ich przyswojenia i przetworzenia na trwałe cechy. 
Zbierając razem obrazy mentalne poszczególnych rodzajów, Ego wydobywa z nich 
najistotniejszą treść; medytacja w czasie życia ziemskiego stwarza dla Ego jakby 
organ mentalny, w który wlewa ono tę właśnie treść w postaci uzdolnień. Na 
przykład: człowiek stworzył wiele obrazów mentalnych dzięki pragnieniu wiedzy i 
wysiłkom zrozumienia subtelnych rozważań o wzniosłych, oderwanych sprawach; 
przyjmijmy, że umierając opuszcza on swe ciało, posiadając przeciętne zdolności 
umysłowe; podczas życia niebiańskiego przerabia on wszystkie te obrazy i rozwija je 
w uzdolnienia, tak że Dusza jego wróci na ziemię z lepszym, aniżeli w poprzednim 
życiu, aparatem umysłowym, z bardziej rozwiniętymi zdolnościami intelektualnymi, z 
możliwością rozwiązywania zagadnień, które przedtem były dla niej całkiem 
niedostępne. Po tego rodzaju przekształceniu obrazy mentalne przestają istnieć dla 
Ego; jeżeli w późniejszych wcieleniach Dusza zechce je zobaczyć ponownie takimi, 
jakimi były kiedyś, musi ich poszukać w kronikach karmy, gdzie pozostają na zawsze 
jako obrazy akaszy. Wskutek tego przetworzenia przestają one istnieć jako obrazy 
mentalne, które stwarza i przepracowuje Dusza, a stają się jej siłami i zdolnościami, 
nierozłączną częścią jej prawdziwej natury. Jeżeli więc człowiek pragnie posiąść 
wyższe, aniżeli dzisiaj posiada, zdolności mentalne, to może sobie zapewnić ich 
rozwój przez świadomą wolę ich osiągnięcia i przez stałą dbałość o ich rozwój, 
albowiem pragnienie i pożądanie w jednym życiu zamienia się na zdolności w na-
stępnym, a to, co jest wolą zdziałania czegoś staje się zdolnością wykonania. Należy 
jednak zaznaczyć, że zakres tak wytworzonej zdolności jest ściśle zależny od 
materiałów, jakich dostarczy do budowy budowniczy; z niczego nic nie powstaje i 
dlatego Dusza, która zaniedba na ziemi rozwijania swoich władz przez posiew 
właściwych pragnień i aspiracji, ubogie będzie mieć żniwo w niebie.

Stale odtwarzane obrazy mentalne, które jednak nie zawierają w sobie dążeń, tęsknot 
i wysiłku ku dokonaniu czegoś większego, aniżeli pozwalają słabe siły duszy, prze-
kształcają się w skłonności umysłu, w łatwe i wygodne dla energii mentalnej koryta. 
Dlatego to tak ważne jest, aby nie pozwalać umysłowi na bezcelowe uganianie się 
wśród błahych, nic nie znaczących przedmiotów, na próżniacze tworzenie 
trywialnych obrazów mentalnych i na zatrzymywanie ich w umyśle. Utrwalają się 
bowiem przez to i tworzą kanały, którymi w przyszłości wylewać się będzie siła 
spływając krętymi liniami ku niższym poziomom w nawykowe łożyska – po drodze 
najmniejszego oporu.

Jeżeli wola i pragnienie dokonania jakichś czynów spełznie na niczym nie z braku 
zdolności, lecz z braku sposobu lub z powodu niekorzystnego układu warunków, to 
wola ta i pragnienie dadzą początek obrazom mentalnym, które – jeśli czyny miały 
być wielkie i czyste w swych pobudkach – urzeczywistnią się w sferze myśli na 
planie mentalnym w okresie życia niebiańskiego i następnie po powrocie człowieka 
na ziemię odbiją się tam jako działania. Jeśli obraz mentalny powstał pod wpływem 
pragnienia spełnienia czynów dobroczynnych, to czyny te zostaną dokonane na planie 
mentalnym; dokonanie to pozostawi trwały ślad w Ego w postaci wzmocnionego 
obrazu mentalnego działania, które urzeczywistni się na planie fizycznym jako akt 
fizyczny w momencie, gdy korzystna sposobność będzie mogła wywołać 
krystalizację myśli w czynie. Czyn fizyczny staje się nieunikniony, jeśli jego obraz 

background image

mentalny urzeczywistni się w postaci działania na planie mentalnym podczas życia 
niebiańskiego. To samo prawo odnosi się również do obrazów mentalnych, 
ukształtowanych pod wpływem niższych pożądań; chociaż pożądania te nie dochodzą 
do sfery życia niebiańskiego, to podlegają one także opisanemu powyżej procesowi, 
aby móc urzeczywistnić się w czasie powrotu człowieka na ziemię. Tak na przykład -
ponawiające się zazdrosne pragnienia, tworzą właściwe sobie obrazy mentalne, które 
w sprzyjających okolicznościach skrystalizują się jako akty kradzieży. Karma, jako 
przyczyna, staje się pełna, a czyn fizyczny staje się nieuniknioną koniecznością 
wtedy, gdy osiągnie się ten stopień, że każde ponowne odtworzenie obrazu 
mentalnego wystarcza do przekształcenia go w czyn. Nie należy zapominać, że 
powtarzanie jakiejś czynności czyni ją stopniowo automatyczną i że to prawo działa 
nie tylko na planie fizycznym, lecz i na innych; jeżeli zatem jakaś czynność powtarza 
się stale na planie psychicznym, to staje się ona automatyczna, a gdy nadarzy się po 
temu sposobność zostanie ona automatycznie odtworzona na planie fizycznym. Jakże 
często słyszy się po zbrodni: „Stało się zanim pomyślałem." lub: „Gdybym się 
zastanowił, nigdy bym tego nie uczynił.” Prawdę mówi mówca, gdy używa 
wymówki, że nie kierował się w mowie jakąś świadomą pobudką; oczywiście, jest on 
nieświadomy myśli, które poprzedziły fakt, jest nieświadomy tego łańcucha przyczyn, 
które doprowadziły do nieuniknionego skutku. W ten sam sposób zestala się roztwór 
nasycony, jeśli się wrzuci do niego choćby najmniejszy kryształ; przez samo 
zetknięcie się, masa roztworu przechodzi w stał stały. Jeśli skupienie obrazów 
mentalnych dojdzie do punktu nasycenia, to dodanie jeszcze jednego, zestala je w 
czyn. Czyn zaś staje się wtedy koniecznością, gdyż wolność wyboru została 
wyczerpana w ciągłym tworzeniu danego obrazu mentalnego, a dziedzina działania 
fizycznego jest podporządkowana impulsom mentalnym. Pragnienie zdziałania 
czegoś w jednym życiu działa w następnym życiu jako wewnętrzny przymus czynu; 
wygląda to tak, jak gdyby pragnienie było rozkazem w stosunku do Natury, która w 
odpowiedzi na rozkaz dostarcza sposobności do czynu.

Obrazy mentalne, nagromadzone przez pamięć jako wyraz doświadczeń, przez które 
dusza przeszła podczas swego życia na ziemi – dokładna i wierna kronika oddziały-
wań na nią ze strony zewnętrznego świata – są materiałem, nad którym Dusza musi 
też pracować. Przez badanie ich, przez medytację nad nimi, Dusza uczy się 
dostrzegać łączące je związki i ich wartość dla zrozumienia działania Umysłu 
Powszechnego w Naturze przejawionej; jednym słowem przez cierpliwe 
przemyśliwanie nad nimi wydobywa z nich wszystkie nauki, jakich może się z nich 
nauczyć: nauki przyjemności i bólu, przyjemności płodzących ból i bólu rodzącego 
przyjemność; nauki mówiące o istnieniu prawd niezłomnych, do których trzeba się 
nauczyć dostosowywać; nauki powodzeń i zawodów, spełnionych oczekiwań i 
rozczarowań, nieuzasadnionych lęków i niespełnionych marzeń; nauki o sile nie 
wytrzymującej próby, o rzekomej wiedzy okazującej się ignorancją, o cierpliwej 
wytrwałości wydzierającej zwycięstwo z widocznej porażki, o zuchwalstwie 
zamieniającym pewne zwycięstwo w klęskę. Nad tym wszystkim przemyśliwa Dusza 
i z pomocą właściwej jej alchemii przemienia całą tę miksturę doświadczeń w szczere 
złoto mądrości, dzięki czemu może wrócić na ziemię jako Dusza mądrzejsza i 
uzbrojona w doświadczenia przeszłych wcieleń, aby stawić czoło wydarzeniom 
nowego życia. Gdy obrazy mentalne przejdą przez to przekształcenie, przestają jako 
takie istnieć. W dawnej ich postaci można je odnaleźć tylko w kronikach karmy.

Dzięki mentalnym obrazom doświadczeń, a zwłaszcza dzięki tym, które uczą jak 
nieznajomość Prawa powoduje cierpienie, rodzi się i rozwija świadomość. Podczas 

background image

kolejnych wcieleń ziemskich Duszy pożądanie sprawia, że rzuca się ona na oślep za 
różnymi kuszącymi przedmiotami; w pogoni tej zderza się ona z Prawem i pada 
rozbita i skrwawiona. Wiele takich doświadczeń uczy ją, że spełnienie pragnień 
wbrew Prawu jest źródłem bólu, a gdy w jakimś nowym życiu ziemskim, ciało 
pożądań ma ochotę ponieść Duszę ku grzesznym uciechom, pamięć przeszłych 
doświadczeń odzywa się jako świadomość, z krzykiem stawia swój zakaz i ściąga 
cugle rozpędzonym koniom namiętności, które chciałyby się rzucić niebacznie na łeb 
i szyję w pościg za przedmiotem pożądania. W obecnym stadium ewolucji wszyscy, z 
wyjątkiem Dusz najbardziej opóźnionych w rozwoju, przeszli już przez dostateczną 
ilość doświadczeń, aby rozpoznać w liniach zasadniczych „dobro" i „zło", tzn. 
harmonię z Boską Naturą lub dysonans; przy tym obszerne i długie doświadczenie 
uzdolniło Duszę do jasnego i ścisłego wypowiadania się w zasadniczych sprawach 
etyki. Jednak w wielu bardziej subtelnych i trudnych sprawach, odnoszących się do 
obecnego stadium ewolucji, nie zaś do stadiów, które są poza nami, doświadczenie to 
jest jeszcze tak ograniczone i niewystarczające, że nie mogło się jeszcze przekształcić 
w Świadomość, i dlatego Dusza może się mylić w swych rozstrzygnięciach, 
chociażby czyniła jak największe wysiłki jasnego widzenia sprawy i słusznego 
działania. Wola poddania się Prawu harmonizuje Duszę z Naturą Boską na planach 
wyższych, natomiast jej niezdolność zobaczenia jak to zrobić na planach niższych 
znajdzie w przyszłości rozwiązanie przez ból, którego Dusza dozna, gdy zbłądzi 
wobec Prawa; cierpienie nauczy ją tego, czego przedtem nie znała, a bolesne 
doświadczenia zostaną przetworzone przez Duszę w świadomość, która uchroni ją 
przed takim samym bólem w przyszłości i która da jej radość pełniejszej wiedzy o 
Bogu w Naturze, o swobodnej i świadomej harmonii z Prawem Życia, o swobodnej i 
świadomej współpracy w dziele ewolucji.

Widzimy zatem, że jeśli chodzi o przetwarzanie obrazów mentalnych w przyczyny, to 
zasadnicze linie działania prawa karmy są następujące:

Pragnienia i dążenia ku wyższemu przemieniają się w Uzdolnienia,

Myśli ciągle ponawiane przemieniają się w Skłonności,

Akty woli dokonania czegoś przemieniają się w Działania, 

Doświadczenia przemieniają się w Mądrość,

Doświadczenia bolesne przemieniają się w Świadomość.

Wpływ prawa karmy na obrazy astromentalne rozpatrzymy bliżej w rozdziale o 
spełnianiu się karmy, do którego obecnie przechodzimy.

Spełnianie się karmy

Gdy Dusza zakończy okres swego niebiańskiego życia i przyswoi sobie wszystko, co 
tylko można z materiałów zebranych w czasie ostatniego życia na ziemi, zaczyna ule-
gać wpływowi pragnień, które przyciągają ją ponownie ku ziemi i wiążą ją z 
materialnym istnieniem. Otwiera się przed nią nowy, ostatni etap tego okresu jej 
życia, etap w czasie którego ponownie przyobleka się w ciała do nowych do-
świadczeń ziemskiego życia, etap, który zamyka się Bramą Narodzin.

Dusza przekracza próg nieba i wkracza w to, co zostało nazwana planem reinkarnacji, 
niosąc z sobą mniejsze lub większe owoce swej pracy w niebie. Jeśli jest to Dusza 

background image

młoda, to niewiele sobie przyswoiła; postęp bowiem we wczesnych okresach 
ewolucji duszy jest bardzo powolny, dużo powolniejszy, aniżeli wyobrażają to sobie 
studiujący; w czasie dzieciństwa Duszy dni jej życia następują po sobie monotonnie, 
a że siew w każdym z tych wcieleń jest skąpy, przeto niewiele owoców dojrzewa w 
czasie życia w niebie. W miarę jednak jak się rozwijają zdolności Duszy, wzrost jej 
przyspiesza się coraz bardziej, Dusza wchodzi do nieba z wielkim zapasem 
materiałów i dzięki temu wychodzi zeń z dużym przyrostem zdolności 
wypracowanych według opisanych powyżej praw ogólnych. Dusza opuszcza niebo, 
okryta jedynie tą powłoką, która trwa, rozrasta się i doskonali poprzez całą 
manwantarę, otoczoną aurą, która należy do niej jako jej indywidualność; aura ta jest 
mniej lub więcej wspaniała, bogata w odcienie, świetlista, wyrazista i rozciągła, 
zależnie od osiągniętego przez Duszę stopnia ewolucji. Została ona wykuta w ogniu 
niebieskim i objawia się jako Król Soma.

Wchodząc podczas swej wędrówki ku ziemi na plan astralny, Dusza przywdziewa 
nowe ciało pożądań; w ciele tym spotykamy pierwszy przejaw spełniania się karmy 
jej przeszłości. Obrazy mentalne zbudowane w przeszłości „z materiałów 
dostarczonych przez ciało pożądań”, które przeszły w stan uśpienia w świadomości 
lub stan, który H. P. Bławatska zwykła była nazywać „pozbawieniem materii”, kiedy 
to obraz może istnieć, choć nie jest „przejawiony w materii”, otóż te obrazy Dusza 
wyrzuca teraz na zewnątrz, a one przyciągają natychmiast ku sobie z materii 
astralnego planu elementy karmy, spowinowacone z ich naturą, i stają się 
„pragnieniami, namiętnościami i innymi niższymi uczuciami ciała wzruszeń na nową 
inkarnację”. Gdy ta praca zastanie dokonana – czasem bardzo prędko, a niekiedy po 
dłuższym czasie – Ego staje w szacie karmicznej, jaką sobie przygotowało, gotowe do 
„ubrania", tj. do otrzymania z rąk przedstawicieli Wielkich Władców Karmy 
sobowtóra eterycznego, zbudowanego odpowiednio do elementów przygotowanych 
przez Ego; na wzór sobowtóra będzie się kształtować ciało fizyczne, dom, w którym 
Ego będzie musiało zamieszkać podczas swego nadchodzącego życia ziemskiego. 
Tak więc zostaną zbudowane, jak gdyby same przez siebie, Ego indywidualne i ego 
osobowe; o czym Ego myślało, tym teraz się stanie; własności jego, posiadane przez 
niego „dary natury”. Wszystko to przychodzi doń jako bezpośredni skutek jego 
własnego myślenia; człowiek zaprawdę sam stwarza siebie i jest odpowiedzialny w 
najpełniejszym tego słowa znaczeniu za wszystko czym jest.

Jednakże człowiek ma wejść w posiadanie ciała fizycznego i eterycznego, które 
ograniczą w wielkiej mierze możność rozwinięcia i wykorzystania posiadanych 
zdolności; wypadnie mu także żyć w pewnym oznaczonym środowisku, a zewnętrzne 
warunki jego życia muszą się dopasować do tego środowiska; pójdzie po drodze, 
którą wytyczyły wprawione dawniej w ruch przyczyny, a przy tym różne od tych, na 
jakie stać jego nowe uzdolnienia; idzie na spotkanie radosnych i smutnych zdarzeń, 
które są owocem jego własnych wysiłków. Wydaje się, że dla wyjaśnienia tych 
okoliczności potrzeba czegoś więcej aniżeli indywidualna i osobowa natura 
człowieka; w jaki bowiem sposób zostaje przygotowany teren potrzebny do 
rozwinięcia energii tej natury? Jak znaleźć potrzebne narzędzia i przystosować 
przeciwstawiające się okoliczności?

Dochodzimy do dziedziny, o której niewiele się da powiedzieć, do dziedziny 
potężnych Inteligencji Duchowych, których natura przekracza całkowicie zakres 
naszych ograniczonych zdolności rozumienia, których istnienie i rodzaj działania 
mogą nam być znane, lecz wobec których stajemy w tej pozycji, jaką wobec nas 
zajmują najmniej inteligentne z niższych zwierząt, którym wiadomo, że istniejemy, 

background image

lecz które nie mają najmniejszego pojęcia o horyzontach i pracy naszej świadomości. 
Daje się tym Wielkim Istotom miano Lipika i czterech Maharadżów. Jak niewiele 
możemy wiedzieć o Lipika, wynika z następującego ustępu: 

Lipika, których opis podano w komentarzu szóstej strofy czwartej stancy, są Duchami 
Wszechświata (...). Należą do najbardziej tajemnej części kosmogenezy, której nie 
można podać w tym miejscu. Czy Adepci – nawet najwyżsi – znają w całości ten 
anielski zastęp z jego trzema stopniami, czy też tylko stopień najniższy związany z 
kronikami naszego świata, autorka nie jest w stanie dać odpowiedzi, choć skłania się 
raczej do drugiej możliwości. Odnośnie do najwyższego ich stopnia, nauczą się tylko 
jednego: a mianowicie, że Lipika pozostają w ścisłym związku z Karmą, gdyż są jej 
bezpośrednimi Kronikarzami.

Są Oni „Drugimi Siedmioma” i Oni prowadzą archiwa astralne zawierające obrazy 
akaszy, o których była już poprzednio mowa. Są oni związani z przeznaczeniem 
każdego człowieka i z narodzeniem każdego dziecięcia.

Oni stwarzają formę sobowtóra eterycznego, który ma służyć za pierwowzór ciała 
fizycznego i który jest tworzony pod kątem widzenia potrzeby wyrażenia mentalnych 
i uczuciowych zdolności, rozwiniętych przez Ego mające w nim zamieszkać: Oni też 
oddają go „Czterem” – Maharadżom, którzy są opiekunami rodu ludzkiego i zarazem 
wykonawcami Karmy na Ziemi.
O nich to pisze jeszcze raz H.P. Bławatska, cytując piątą stancę Księgi Dzyan:

Cztery „Koła Skrzydlate w każdym rogu... dla Czterech Świętych Istot i Ich zastępów 
". Są to „Czterej Maharadżowie” lub Wielcy Królowie z Dhyan Czohanów, Dewy, 
które rządzą nad każdą z czterech stron świata... Istoty te są również związane z 
działaniem Karmy w momencie, gdy zachodzi potrzeba fizycznych i materialnych 
pośredników do wykonania jej wyroków".

Otrzymawszy od Lipika formę – ową „pozbawioną materii" – Maharadżowie 
dobierają składniki sobowtóra eterycznego zgodnie z cechami, jakie ma on wyrazić. 
Sobowtór eteryczny staje się przez to dla Ego podatnym narzędziem karmicznym, 
dając mu jak gdyby podstawę do wyrażenia zdobytych już zdolności, a zarazem i 
ograniczające ramy, wyznaczone dlań przez jego przeszłe upadki i stracone 
sposobności. Tę formę skierowują Maharadżowie do kraju, rasy, rodziny i środowiska 
społecznego, które przedstawiają najkorzystniejsze pole do spełnienia się karmy 
wyznaczonej na dany okres życia, a nazywanej przez Hindusów prarabhdą, to znaczy 
karmą stającą się, czyli tą, która się ma dokonać w ciągu rozpoczynającego się okresu 
życia. Jedno życie nie wystarcza do wyczerpania całej nagromadzonej w przeszłości 
karmy – nie można stworzyć takiego narzędzia-formy ani też znaleźć takiego 
środowiska, ażeby mogły się wyrazić naraz wszystkie rozwijające się powoli 
zdolności Ego, ani też nie można dostarczyć warunków koniecznych do zebrania 
całego zasianego w przeszłości żniwa, ani też dać możliwości do wywiązania się z 
wszystkich zobowiązań, zaciągniętych wobec innych Ego, z jakimi zetknęła się 
Dusza w ciągu swej długiej ewolucji. Forma eteryczna jest zatem dostosowana do tej 
tylko części całkowitej karmy, która może się spełnić w jednym okresie życia. 
Następnie forma ta zostaje skierowana ku właściwemu środowisku i zatrzymuje się w 
miejscu, gdzie Ego może wejść w związki z innymi takimi Ego, z którymi się stykało 
w przeszłości, a które albo żyją w tej chwili w ciele fizycznym albo też narodzą się 
podczas rozpoczynającego się życia danego Ego. Wybór kraju zapada w taki sposób, 

background image

aby warunki religijne, polityczne i społeczne w nim panujące odpowiadały pewnym 
uzdolnieniom Ego, i aby przedstawiały pole dogodne dla dokonania się zdarzeń, które 
tkwią w karmie Ego. Wybiera się taką rasę – fakt podlegający oczywiście 
ogólniejszym prawom reinkarnacji, którymi nie możemy się tu zajmować – której 
cechy charakterystyce są podobne do zdolności Ego, dojrzałych już do działania i 
potrzebnych Duszy w danej inkarnacji. Następnie dobiera się rodzinę, w której na 
podstawie dziedziczności rozwinęło się takie podłoże materialno-fizyczne, aby 
złączone z sobowtórem eterycznym dopasowało się do jego budowy; rodzinę, której 
ogólne lub szczególne cechy fizyczne dadzą swobodne pole dla gry natury mentalnej 
i wzruszeniowej Ego. Spośród różnorodnych właściwości Duszy i spośród 
różnorodnych typów fizycznych, jakie istnieją na świecie, można dobrać takie, 
któreby najlepiej do siebie wzajemnie pasowały, i można dzięki temu stworzyć 
powłokę, najbardziej odpowiednią dla oczekującego narodzin Ego; powłokę będącą 
narzędziem i zarazem polem działania, które pozwoli na wyczerpanie się pewnej 
części karmy. Choć głębie wiedzy i potęgi, potrzebnej do takiego dostosowania 
zewnętrznych warunków do wewnętrznych możliwości Duszy, nie dadzą się 
wymierzyć krótką sondą naszego umysłu, możemy przecież bodaj mgliście zobaczyć, 
że jest to możliwe i że się może urzeczywistnić doskonała Sprawiedliwość; tkanina 
ludzkiego przeznaczenia może się istotnie składać z niezliczonych dla nas wątków, 
które tworzą wzór niepojęcie dla nas złożony; jakiś wątek może zniknąć – lecz w 
rzeczywistości poszedł on tylko na drugą stronę, aby niebawem pojawić się znów na 
wierzchu; inny wątek może się nagle pojawić – w rzeczywistości on się tylko wyłonił 
ponownie na górnej stronie po długim pozostawieniu pod spodem; ponieważ widzimy 
tylko cząstkę tkaniny, nasz słaby wzrok może nie rozpoznać wzoru. Napisał kiedyś 
pełen mądrości Jamblichus:

„To, co nam się wydaje ścisłym określeniem sprawiedliwości, nie jest takim samym 
dla Bogów. My bowiem, patrząc na to, co jest najbliżej nas, kierujemy naszą uwagę 
na rzeczy teraźniejszości, na życie chwili i na sposób, w jaki ono istnieje. Natomiast 
potęgi, które są wyższe od nas, znają całe życie Duszy i wszystkie jej poprzednie 
istnienia.

Twierdzenie, że „światem rządzi Sprawiedliwość doskonała” znajduje coraz to nowe 
potwierdzenie w miarę jak rozwijającą się Dusza wzrasta w wiedzę; albowiem w mia-
rę jak Dusza postępuje naprzód oraz zaczyna widzieć na wyższych planach i 
przekazywać swą wiedzę do zwykłej świadomości, zaczynamy rozumieć z coraz 
większą pewnością, a przez to i ze wzrastającą radością, że Dobre Prawo działa z 
niezawodną dokładnością, że jego wykonawcy stosują je wszędzie z bezwzględną 
bystrością i z niezłomną mocą, i że zatem na tym świecie, będącym polem walki 
Dusz, wszystko dzieje się słusznie i dobrze. Wśród ciemności rozbrzmiewa okrzyk: 
„Wszystko się dzieje dobrze” powtarzany przez Dusze, które czuwają i niosą 
pochodnię światła Boskiej Mądrości po mrocznych drogach naszych ludzkich 
społeczeństw.

Możemy poznać niektóre z zasad, według których działa Prawo, a znajomość ich 
pozwoli nam odkryć przyczyny i zrozumieć skutki.

Zobaczyliśmy już, że myśli budują charakter; spróbujmy teraz zrozumieć, jak czyny 
stwarzają środowisko człowieka.

Spotykamy się tu z pewną ogólną zasadą o daleko sięgających skutkach; dobrze więc 
będzie przestudiować ją nieco w szczegółach. Czynami swymi człowiek oddziały-

background image

wuje na swych bliźnich na fizycznym planie, rozprzestrzenia dokoła siebie szczęście 
lub też powoduje rozpacz, zwiększając przez to lub zmniejszając stan ogólnej 
pomyślności ludzkości. To zwiększanie lub zmniejszanie szczęścia ludzkości może 
pochodzić z różnych pobudek: dobrych, złych lub mieszanych. Człowiek może 
spełniać czyny budzące dokoła zadowolenie i przyjemność z prostej uczynności i z 
pragnienia uszczęśliwienia swego otoczenia; przepuśćmy, że z takich właśnie 
pobudek ofiaruje on miastu park na swobodny użytek jego mieszkańców; ktoś inny 
uczyni to samo jedynie w celu pokazania się, pragnąc zwrócić na siebie uwagę tych, 
co rozdają zaszczyty (rzec można, iż płaci cenę kupna zaszczytu); ktoś trzeci może 
podarować ów park z mieszanych pobudek, częściowo egoistycznych, a częściowo 
bezinteresownych. Pobudki te oddziałają w różny sposób na charaktery tych trzech 
ludzi podczas ich przyszłych inkarnacji: pierwsze z nich będą działać w kierunku 
udoskonalenia charakteru, drugie w kierunku poniżenia człowieka, pozostałe 
wydadzą w ogóle małe rezultaty. Jednakże sam skutek czynu, jakim jest zadowolenie 
wielkiej liczby ludzi, nie zależy od pobudki dawcy; wszyscy na równi cieszą się 
parkiem bez względu na to, co spowodowało dar, a radość ich, mająca źródło w 
darze, stwarza dla ofiarodawcy dług karmiczny u Natury, dług, który zostanie mu jak 
najskrupulatniej spłacony. Toteż otrzyma on w przyszłości wygodne lub nawet 
zbytkowne otoczenie fizyczne, albowiem szerokim gestem dawał innym przyjemność 
fizyczną; ofiara fizycznego bogactwa przyniesie mu należną odpłatę – owoc 
karmiczny jego czynu. Takie jest jego prawo; jednakże użytek, jaki uczyni on ze 
swego stanowiska, szczęście, jakie zbuduje dzięki temu bogactwu i otoczeniu, będzie 
zależeć głównie od jego charakteru, a tu narasta mu także słuszna odplata, gdyż każde 
ziarno przynosi właściwy mu owoc.

Całkowite wyzyskanie sposobności do oddania komuś usługi stworzy jako rezultat w 
późniejszym życiu szersze możliwości służenia; tak więc człowiek, który w ramach 
swych ograniczonych możliwości pomaga każdemu, kto znajdzie się na jego drodze, 
narodzi się w późniejszym życiu w warunkach, w których będzie miał liczne i 
poważne możliwości służenia.

Podobnie, pominięcie możliwości, powróci przekształcone jako ograniczenie 
możności działania i jako niepowodzenie wśród otoczenia. Tak na przykład mózg 
sobowtóra eterycznego może być zbudowany wadliwie, co spowoduje również 
niedoskonałość fizycznego mózgu; gdy Ego będzie coś planować, samo odkryje, że 
brak mu zdolności wykonania; gdy pojmie jakąś ideę, samo ujrzy, że jest niezdolne 
wyrazić ją należycie w mózgu. Pominięcie sposobności wyrazi się w postaci 
daremnych tęsknot, w postaci pożądań, które nie zdołają się urzeczywistnić, w postaci 
pragnień służenia pomocą nie mogących znaleźć realizacji, już to przez brak 
uzdolnień, już to przez brak sposobności.

Z tej zasady wynika często strata ukochanego dziecka lub ubóstwianego młodzieńca 
czy dziewczyny. Jeśli Ego źle się odnosi lub zaniedbuje kogoś, komu jest winne mi-
łość i opiekę lub pomoc jakiegokolwiek rodzaju, to prawdopodobnie narodzi się w 
środowisku, które połączy go ściśle z zaniedbaną osobą; być może, że się przywiąże 
do niej serdecznie, ale tylko po to, aby przedwczesna śmierć wydarła mu ją z 
obejmujących ją ramion; ubogi, pogardzany krewniak może się pojawić kiedyś jako 
uwielbiany jedynak, dziedzic nazwiska, a gdy niepocieszeni rodzice ujrzą swój dom 
pusty, będą się dziwić „niezbadanym drogom Opatrzności”, która zabiera im 
jedynaka, przedmiot ich wszystkich nadziei, choć pozostawia nietknięte liczne grono 
dzieci sąsiadów. Tak to sprawiedliwe są drogi karmy, choć niełatwe do odkrycia dla 

background image

ludzi, którzy nie mają otwartych oczu.

Wrodzone braki ciała pochodzą z usterek sobowtóra eterycznego i są karą na całe 
życie za poważne wyłamanie się spod prawa lub za krzywdy wyrządzone drugim. 
Powstają one zawsze pod wpływem działania Władców Karmy i są fizycznym 
wyrazem zniekształceń w tworzonej przez nich formie sobowtóra eterycznego, 
wywołanych przez błędy Ego, przez jego nadużycia i występki. Tak samo ich spra-
wiedliwemu wykonywaniu Prawa przypisać należy głęboko wyryte skłonności do 
zapadania na rodzinne choroby, odpowiednią do tego strukturę sobowtóra 
eterycznego oraz skierowanie go do rodziny, w której skłonność do choroby jest 
dziedziczna i która może dostarczyć „plazmy ciągłej” korzystnej dla rozwoju 
właściwych zarodków.

Rozwój zdolności artystycznych – weźmy inny rodzaj zdolności – zapewniają 
Władcy Karmy w ten sposób, że stwarzają taką formę sobowtóra eterycznego, aby 
według niego mógł powstać w ciele delikatny system nerwowy, a często też w ten 
sposób, że kierują tę formę ku rodzinie, której członkowie rozwijają i to nieraz od 
wielu pokoleń te szczególne zdolności Ego. Do wyrażenia bowiem takich i zdolności, 
jak na przykład muzyczne, potrzeba specjalnego ciała fizycznego, potrzeba 
wrażliwości fizycznego ucha i fizycznego dotyku, a do rozwoju takiej wrażliwości 
przyczyni się wybitnie dobrze dobrana dziedziczność fizyczna.

Oddawanie ludzkości usług zbiorowo jak na przykład książką lub przemówieniami 
zawierającymi wzniosie idee, rozprzestrzenianiem za pomocą słowa i pisma idei 
podnoszących ludzi na duchu, stwarza dla Natury inny rodzaj zobowiązania starannie 
wyrównywany przez potężnych Wykonawców Prawa. Pomoc dawana w ten sposób 
wraca do człowieka również jako pomoc, jako należne mu z prawa wzmożenie 
zdolności, sił mentalnych i duchowych.

Rozumiemy teraz główne zasady działania prawa karmy oraz rolę zarówno Władców 
Karmy, jak i Ego w przeznaczeniu jednostki. Ego dostarcza wszelkiego rodzaju ma-
teriałów, jednak materiałów tych używają Władcy i Ego, zgodnie ze swą naturą; Ego 
buduje charakter i stopniowo rozwija się; Władcy Karmy budują formę, która 
ogranicza, wybierają otoczenie i w ogóle dostosowują i dostrajają wszystko tak, aby 
Dobre Prawo mogło znaleźć bezbłędny wyraz, pomimo przeciwnych dążeń ludzkich.

Jak odnosić się do skutków karmy

background image

Wydaje się nieraz ludziom, którzy zdobyli zaledwie ogólne zrozumienie istnienia 
karmy, że skoro wszystko jest skutkiem działania Prawa, to oni sami są niewolnikami 
przeznaczenia. Zanim więc zastanowimy się, w jaki sposób można wyzyskać Prawo 
do kierowania przeznaczeniem, przestudiujmy krótko jedną typową sytuację, która 
pozwoli nam zobaczyć jak konieczność i wolna wola – użyjmy utartych terminów – 
działają równocześnie i to działają w harmonii ze sobą.

Oto przychodzi na świat człowiek z pewnymi wrodzonymi, powiedzmy przeciętnymi, 
zdolnościami umysłowymi, z naturą uczuciową, która wykazuje wyraźne cechy cha-
rakterystyczne, niektóre dobre, niektóre złe; przychodzi z sobowtórem eterycznym i 
ciałem fizycznym zdrowym i nieźle zbudowanym, choć nie wyróżnia się ono niczym 
szczególnym. Takie są granice, wyraźnie zaznaczone, w których musi się poruszać; 
gdy dochodzi on do dojrzałego wieku, staje wobec konieczności jak najlepszego 
wyzyskania swego umysłowego, wzruszeniowego, astralnego i fizycznego „kapitału”. 
Oto spotyka on liczne szczyty intelektu, na które nie jest w stanie wedrzeć się, 
pojęcia, których nie jest zdolny ogarnąć; spotyka pokusy, ku którym ciągną go własne 
namiętności, pomimo że walczy z nimi; istnieją triumfy siły i sprawności fizycznej, 
których nie może zdobyć; jednym słowem stwierdza, że nie jest zdolny myśleć jak 
geniusz, ani też nie może rywalizować pięknością z Apollinem. Znajduje się w 
zamkniętym kręgu, którego nie może przekroczyć, choćby jak najbardziej pragnął 
wyzwolenia z niego. Co więcej, nie może uniknąć rozmaitych kłopotów; uderzają w 
niego, a on może tylko nieść swój ból; nie może uciec przed nimi. Takie jest jego 
położenie.

Jest on ograniczony własnymi przeszłymi myślami, zaprzepaszczaniem przez siebie 
wielu sposobności, błędami w wyborze, nierozsądną ustępliwością; wiążą go 
zapomniane pragnienia, krępują łańcuchy błędów przeszłości. A przecież to nie on, 
rzeczywisty Człowiek, jest związany. On, który stwarzał przeszłość krępującą 
obecnie jego teraźniejszość, może pracować w swym więzieniu i stworzyć przyszłość 
pełną wolności. Ba, wystarczy, aby poznał, że w istocie swej jest wolny, a skruszą się 
i spadną z jego członków kajdany; im głębsze będzie to jego poznanie, tym żywsze 
będzie poczucie pozorności tych więzów. Jednak u przeciętnego człowieka, u którego 
poznanie to zjawia się jako iskra, a nie jako płomień, pierwszym krokiem ku wolności 
będzie uznanie swych ograniczeń za własny twór i próba ich rozluźnienia. Prawdę 
mówiąc, nie jest on jeszcze w stanie myśleć na miarę geniusza, ale może on myśleć 
na miarę największych swych możliwości, a powoli stanie się geniuszem; może on 
stworzyć sobie na przyszłość wielkie uzdolnienia i istotnie posiądzie je. Prawda, że 
na razie nie może on uniknąć szaleństw swych namiętności, mimo to może przeciw 
nim walczyć, a upadłszy, może powstać do dalszej walki z głębokim przekonaniem, 
że niebawem zwycięży. Prawda, że istotnie posiada on różne słabości i przywary 
astralne i fizyczne; ale w miarę jak myśli jego będą się stawać coraz silniejsze, 
czystsze i piękniejsze, a czyny jego pożyteczniejsze, zapewni sobie coraz to 
doskonalsze formy w przyszłości. Wewnątrz swego więzienia jest zawsze sobą, 
wolną Duszą i może rozwalić ściany przez siebie zbudowane. W więzieniu tym, poza 
nim samym, nie ma innego dozorcy; może on zechcieć wolności, a jeśli zechce, na 
pewno ją zdobędzie.

Przypuśćmy, że spotyka tego człowieka cierpienie, że wskutek straty przyjaciela 
popełni poważny błąd. Mniejsza z tym, zgrzeszył w przeszłości w sferze myśli, musi 
więc teraz cierpieć w sferze działania. Strata przyjaciela nie jest jednak całkowita; 
można go zatrzymać dla siebie na stałe przez miłość, a w przyszłości odnaleźć z 

background image

powrotem; tymczasem zaś pełno jest ludzi dokoła i można im oddawać usługi, które 
by można oddać przyjacielowi. Niechże nie zaniedba on tych sposobności i nie 
posieje nasienia, które by mu przyniosło podobną stratę w przyszłości. 

Dany człowiek popełnił niewątpliwy błąd i cierpi teraz karę; lecz gdyby nie popełnił 
tego błędu kiedyś w myśli, nie byłby go też zrobił teraz; karę, na którą zasłużył swą 
myślą, niech znosi cierpliwie i niechaj tak myśli dzisiaj, żeby jego jutro było wolne 
od wstydu. W dotychczasową bowiem ciemność wpadł promień światła, a światło to 
śpiewa do niego:

Ty, który cierpisz, wiedz,
Że cierpisz tylko przez siebie. 
Nikt cię do tego nie zmusza.

Prawo, które zdawało się być kajdanami, staje się skrzydłami, a z ich pomocą może 
się człowiek wznieść do dziedzin, o których inaczej mógłby tylko marzyć.

 Budowanie przyszłości

Tłumy dusz płyną przed siebie z powolnym prądem czasu. Ziemia tocząc się po 
orbicie niesie je ze sobą; a gdy nowy glob następuje po starym, one przechodzą na 
nowy. Jednakże Odwieczna Mądrość głosi na nowo światu, że wszyscy, którzy 
zechcą, mogą przestać płynąć, i że mogą nauczyć się, jak wyprzedzić powolną 
ewolucję światów.

Skoro ten, kto studiuje, pojmie choć nieco z istoty Prawa, z jego absolutnej pewności, 
z jego bezwzględnej dokładności zaczyna ujmować siebie we własne dłonie i kie-
rować swą ewolucją. Bada swój charakter i zaczyna go zmieniać, starając się ćwiczyć 
rozważnie zalety mentalne i moralne, rozszerzając swe zdolności, wzmacniając to co 
słabe, uzupełniając braki, usuwając przerosty; wiedząc, że stanie się tym, nad czym 
medytuje, medytuje umyślnie i stale nad wzniosłym ideałem, rozumie bowiem 
dlaczego to wielki chrześcijański wtajemniczony Paweł Apostoł kazał swym uczniom 
„rozmyślać” o rzeczach, które są prawdziwe, szlachetne, sprawiedliwe, czyste, które 
zasługują na miłość i mają dobrą sławę. Będzie on codziennie medytował nad swoim 
ideałem; co dzień będzie usiłował żyć według niego, a będzie to czynił wytrwale i 
spokojnie, „bez pośpiechu i bez wypoczynku”, wie bowiem, że buduje na pewnej 
podstawie, na opoce Wieczystego Prawa. Odwołuje się do Prawa i oddaje się pod 
jego opiekę. Dla takiego człowieka nie ma w życiu zawodu; nie ma takiej potęgi na 
ziemi, ani na niebie, która by mu mogła zagrodzić drogę. Podczas życia na ziemi 
zbiera on doświadczenia, wykorzystując wszystko, co stanie na jego drodze; podczas 
życia niebiańskiego przyswaja je sobie i planuje swe przyszłe dzieła.

W tym właśnie leży wartość prawdziwej teorii życia, nawet wtedy, gdy opiera się ona 
nie na własnej wiedzy, lecz na świadectwie innych. Gdy człowiek przyjmie i choć w 
części zrozumie działanie prawa karmy, może od razu rozpocząć budowę swego 
charakteru, kładąc każdy kamień rozważnie i troskliwie, jak przystoi temu, który wie, 
że buduje na całą Wieczność. Znika pośpiech i zamieszanie w budowaniu i burzeniu, 
kiedy to jednego dnia pracuje się według jednego planu, drugiego dnia według 
innego, a trzeciego dnia nie posiada się w ogóle planu; natomiast teraz posiada 
człowiek szkic dobrze przemyślanego – powiedzmy – planu charakteru, według 
którego buduje. Dusza bowiem staje się zarówno architektem jak i murarzem i nie 
traci już czasu na poronione poczynania. Stąd pochodzi prędkość, z jaką dokonują się 

background image

ostatnie stadia ewolucji człowieka, zdumiewające, prawie niewiarygodne postępy, 
które czyni silna Dusza osiągnąwszy dojrzałość.

Jak wpływać na kształtowanie się karmy

Człowiek, który podjął rozważnie budowanie swej przyszłości, zrozumie dzięki 
zwiększaniu się swej wiedzy, że może uczynić coś więcej, aniżeli tylko kształtować 
swój charakter i tworzyć przez to swój przyszły los. Zaczyna rozumieć, że znajduje 
się w centrum wszystkiego, w bardzo rzeczywistym znaczeniu tego słowa, że jest 
Istotą żyjącą, aktywną i samodzielnie rozstrzygającą i że może także oddziaływać na 
okoliczności i to równie dobrze, jak na siebie samego. Przyzwyczaił się już od dawna 
do postępowania według wielkich praw moralnych, podanych ludzkości przez 
Boskich Nauczycieli, którzy rodzą się z wieku na wiek. Obecnie jednak rozumie 
także, że prawa te opierają się na podstawowych zasadach Natury i że moralność jest 
wiedzą zastosowaną do postępowania. Spostrzega, że w codziennym swym życiu 
może neutralizować złe skutki, jakie mogą wynikać ze złych czynów, a to przez 
przyłożenie w tym samym punkcie odpowiedniej siły skierowanej ku dobru. Oto 
przypuśćmy na przykład, że ktoś posyła ku niemu złą myśl; może on ją przyjąć, 
odpowiadając na nią inną myślą tego samego rodzaju, a wtedy oba myślokształty, 
lecąc razem jak dwie krople wody, zasilą się i wzmocnią wzajemnie; jeśli jednak ten, 
ku któremu leci zła myśl, zna prawo karmy, to temu złośliwemu myślokształtowi 
przeciwstawi siłę współczucia i rozbije go; rozbitego kształtu nie może już ożywiać 
dalej życie elementalne, wraca więc ono do swego źródła, a kształt się rozpada. W ten 
sposób siła wyrządzania zła przez myślokształt zostanie unicestwiona, a „nienawiść 
ustąpi miejsca miłości”.

Mamiące kształty kłamstwa przepełniają świat astralny; człowiek wiedzy śle 
naprzeciw nim myślokształt prawdy; czystość wypiera brud, a miłość – egoistyczną 
chciwość. W miarę jak wzrasta wiedza człowieka, jego działanie staje się coraz 
bardziej bezpośrednie i celowe: myślą jego kieruje wyraźny cel, a uskrzydla ją 
potężna wola. Tak zła karma ulega sparaliżowaniu w najgłębszej swej istocie i w 
rezultacie nie może się stać nic innego oprócz powstania węzła karmicznego 
pomiędzy tym, który wypuścił strzałę krzywdy, a tym, który ją zniszczył swym 
przebaczeniem. Boscy Nauczyciele, którzy z całą powagą mówili o obowiązku 
człowieka zwalczania zła dobrem, opierali swe zalecenia na znajomości prawa; 
uczniowie ich, którzy kierują się nimi, nie znając nawet w całości głębszej, naukowej 
podstawy wskazania, unikają ciężkiej karmy, jaka by mogła powstać, gdyby na 
nienawiść odpowiadali nienawiścią. Ludzie, którzy posiadają wiedzę, niszczą 
umyślnie złe kształty, rozumieją bowiem sens faktów, na których opierało się zawsze 
nauczanie Mistrzów; wyjaławiając nasiona zła, unikają przyszłego żniwa bólu.

Doszedłszy do pewnego stadium rozwoju, dalej posuniętego aniżeli stadium płynącej 
powoli z prądem przeciętnej ludzkości, człowiek nie tylko że świadomie buduje wła-
sny charakter i działa z określonym zamiarem na myślokształty, które spotyka po 
drodze, lecz także zaczyna widzieć przyszłość i dzięki temu rzetelniej oceniać 
teraźniejszość, gdyż odnajduje karmiczne przyczyny skutków. Osiąga możność 
kształtowania przyszłości przez uruchomienie sił, które zmieniają kierunek innych sił 
już działających. Wiedza pozwala mu stosować prawo z taką samą niezawodnością, z 
jaką uczony stosuje je w każdej dziedzinie Natury.

Zatrzymajmy się na chwilę i przypatrzmy się prawom ruchu. Ciało wprawione w ruch 
porusza się wzdłuż pewnej określonej prostej; jeśli poddamy je działaniu innej siły, 

background image

mającej kierunek odmienny od siły, która dała ciału impuls początkowy, ciało będzie 
się poruszać wzdłuż innej prostej; kierunek tej nowej prostej będzie wypadkową 
kierunków obu impulsów; żadna ilość energii nie może być stracona, jednakże część 
siły, która dała ciału impuls początkowy, zostanie zużyta, na częściowe 
przeciwdziałanie nowej sile, a kierunek, wzdłuż którego ciało będzie się poruszać, nie 
będzie kierunkiem ani pierwszej, ani drugiej siły, lecz kierunkiem ich wypadkowej. 
Fizyk może obliczyć dokładnie pod jakim kątem należy uderzyć ciało będące w 
ruchu, aby mu nadać ruch w kierunku pożądanym, i chociaż nawet ciało to będzie 
poza sferą jego bezpośredniego zasięgu, może skierować ku niemu siłę o wyliczonym 
natężeniu i uderzyć w nie pod oznaczonym kątem, wytrącając je z dotychczasowego 
toru i nadając mu nowy kierunek. W danym wypadku nie będzie wcale pogwałcenia 
prawa, ani też zahamowania jego działania; to tylko prawo zostanie wyzyskane przez 
wiedzę, a siły natury ujarzmione w celu wypełnienia ludzkiej woli. Jeśli zastosujemy 
tę samą zasadę do kształtowania karmy, wnet zobaczymy – niezależnie od faktu 
nienaruszalności prawa – że nie jest to wcale „wstrzymanie działania prawa karmy” 
jeśli dzięki wiedzy zmieniamy jego działanie. Posiłkujemy się wtedy tylko siłami tej 
samej karmy, aby zmienić skutki karmiczne, i jeszcze raz zwyciężamy Naturę przez 
posłuszeństwo jej samej .

Przypuśćmy teraz, że daleko posunięty w rozwoju uczeń patrząc w przeszłość widzi, 
jak linie działania karmy przeszłości zbierają się w pewnym punkcie, aby dać 
niepożądany skutek; może on wprowadzić pomiędzy te zbiegające się energie nową 
siłę i przez to zmienić wydarzenie, które musi być rezultatem wszystkich sił dających 
mu początek i możliwość zaistnienia. Do takiego działania potrzebuje on nie tylko 
zdolności widzenia przeszłości i umiejętności przeprowadzenia linii, które łączą ją z 
teraźniejszością, ale także wiedzy i umiejętności dokładnego obliczenia wielkości 
zmiany, jaką wywrze siła, którą wprowadzi w ruch, a także skutków, jakie wynikną z 
tego zdarzenia, jeśli się je będzie uważać za nową przyczynę. W ten sposób, wprowa-
dzając dobre siły w strumień sił karmy, może uczeń zmniejszać lub w ogóle 
zapobiegać skutkom zła, które sam popełnił w przeszłości; nie może on cofnąć 
przeszłości, nie może jej zniweczyć, jednakże – o ile jej skutki należą jeszcze do 
przyszłości – może je zmienić lub zapobiec im z pomocą nowych sił, które 
wprowadzi w ruch jako nowe współdziałające przyczyny. W tym wszystkim korzysta 
jedynie ze znajomości prawa i działa z niezawodnością uczonego, który jedną siłę 
równoważy drugą i chociaż nie może zniszczyć ani cząstki energii, może przecież 
wprawić ciało w ruch, kiedy zechce, przy pomocy obrachunku kątów i ruchów 
składowych. Podobnie można przyspieszać lub zwalniać działanie karmy, oraz 
poddawać ją zmianom przez działanie na środowisko, w którym ma się ona dopełnić.

Rozważmy jeszcze raz tę sprawę z nieco innego punktu widzenia, gdyż należyte jej 
zrozumienie jest ważne i pożyteczne. W miarę wzrostu wiedzy coraz łatwiej jest 
uwalniać się od karmy przeszłości. Wszystkie przyczyny, w miarę jak dojrzewają do 
wydania swych skutków, pojawiają się w polu widzenia Duszy zbliżającej się ku 
wyzwoleniu; przegląda ona bowiem swe przeszłe wcielenia i patrzy z góry na łańcuch 
wieków, w ciągu których wdrapywała się coraz wyżej; może więc zobaczyć, w jaki to 
sposób tworzyły się jej więzy, przyczyny, które wprawiła w ruch; może zobaczyć, jak 
wiele z tych przyczyn dopełniło się i wyczerpało, a ile ich jeszcze ma się wyładować. 
Może ona patrzeć nie tylko wstecz, w przeszłość, lecz i przed siebie, oraz może 
widzieć skutki, jakie wytworzą te przyczyny; tak więc, gdy patrzy w przód, dostrzega 
w polu widzenia przyszłe skutki, jakie wytworzą przyczyny, a gdy patrzy wstecz 
widzi także przyczyny tych skutków. Nie ma żadnej przeszkody, ażeby – kierując się 

background image

analogią do fizyki, gdzie znajomość pewnych praw pozwala nam przepowiadać skutki 
i określać prawo, które zapewnia te skutki – przenieść tę ideę na wyższy plan i 
wyobrazić sobie taki stan duszy rozwiniętej, w którym może ona widzieć zarówno 
karmiczne przyczyny, które kiedyś stworzyła, jak i skutki karmiczne, które pojawią 
się w przyszłości.

Przy takiej znajomości przyczyn i przy takiej zdolności przewidywania ich działania 
można stwarzać nowe przyczyny, które zneutralizują poprzednie, oraz 
przygotowywać zawczasu przyszłe fakty, które uważamy za pożądane, a wszystko to 
możemy uczynić przez zastosowanie prawa, polegając całkowicie na jego 
niezmienności i stałości oraz przez staranne obliczenie sił, wchodzących w grę. Jest 
to tylko rzeczą dobrego obrachunku.

Przypuśćmy, że w przeszłości zostały puszczone w ruch wibracje nienawiści; 
możemy starać się unicestwić je i zapobiec ich działaniu w teraźniejszości i w 
przyszłości, przeciwstawiając im wibracje miłości. Dokładnie w ten sam sposób, jak 
stwarzając w tym samym ośrodku najpierw jedną falę dźwiękową, a następnie drugą 
następującą po pierwszej w tak krótkim odstępie czasu, aby zagęszczeniom pierwszej 
fali odpowiadały rozrzedzenia drugiej, możemy zamiast dźwięku – przez interferencję 
– wywołać milczenie, możemy także w wyższych dziedzinach z pomocą wibracji 
nienawiści i miłości użytych z dostateczną wiedzą i kontrolowanych przez wolę, 
wyrównać i zakończyć działanie przyczyn karmicznych, a przez to osiągnąć stan 
równowagi, który jest innym mianem wyzwolenia.

Wiedza ta – jeśli chodzi o jej zdobycie – przekracza znacznie zdolność przeważającej 
większości ludzi. To co może uczynić ta większość, jeśli chce korzystać z wiedzy 
duszy – to przyjąć świadectwo ludzi, którzy sprawdzili tę wiedzę; to przyjąć przepisy 
moralne Wielkich Nauczycieli religii świata i przez posłuszeństwo tym przepisom – 
które potwierdza im własna intuicja, choć nie rozumieją metod jej działania – 
osiągnąć w działaniu ten sam wynik, który można osiągnąć na drodze ścisłej i mądrze 
użytej wiedzy. Tak to oddanie się i posłuszeństwo Nauczycielowi może prowadzić ku 
wyzwoleniu, podobnie jak w sposób odmienny czyni to wiedza.

Stosując te zasady na każdym kroku i w każdym kierunku, widzi się coraz lepiej, jak 
bardzo człowiek jest upośledzony przez swą niewiedzę i jak wielką rolę gra wiedza w 
ewolucji ludzkości. Ludzie idą z prądem ku łatwiźnie, bo nie wiedzą; są bezradni, 
ponieważ są ślepi; człowiek, który pragnie pozostawić leniwy tłum poza sobą, ,,tak 
jak koń wyścigowy zostawia w tyle konia dorożkarskiego”, potrzebuje zarówno 
mądrości jak i miłości, wiedzy jak i samooddania. Nie ma on potrzeby ścierania 
powoli ogniw łańcucha, ukutych w dalekiej przeszłości; może je przepiłować szybko i 
wyzwolić się z nich całkowicie tak, jak gdyby były przeżarte zupełnie przez rdzę. 

Wygasanie karmy

Karma każe nam się rodzić wciąż na nowo, ona przywiązuje nas do koła narodzin i 
śmierci. Dobra karma zatrzymuje nas równie nieustępliwie, jak i zła, a łańcuch ukuty 
z naszych cnót trzyma równie mocno i twardo jak ukuty z naszych błędów. Jakże 
więc położyć kres przedłużaniu się tego łańcucha, jeśli człowiek dopóki żyje musi 
myśleć i czuć, a myśli i uczucia wciąż rodzą nową karmę? Odpowiedzią na to pytanie 
jest wielka nauka Bhagawadgity dana księciu wojownikowi. Nie jest to nauka dana 
pustelnikowi lub uczniowi, lecz wojownikowi walczącemu o zwycięstwo, księciu 

background image

pogrążonemu w obowiązkach swego stanu.

Nie w działaniu lecz w pożądaniu, nie w działaniu lecz w przywiązaniu do jego 
owoców tkwi tworząca więzy siła działania. Działa się pod wpływem pragnienia 
radości z powodu jego owoców, postępuje się według pewnego trybu życia pragnąc 
jego skutków; gdy dusza oczekuje, Natura musi jej dać odpowiedź; gdy dusza daje 
rozkaz, Natura musi go spełnić. Każda przyczyna ma swój skutek, każde działanie ma 
swój owoc, a pragnienie jest sznurem, który wiąże ze sobą przyczynę i skutek, nicią, 
która biegnie pomiędzy nimi. Gdyby można było przepalić tę nić, związek zostałby 
zerwany; gdy pękną wszystkie więzy serca, Dusza będzie wolna. Wtedy karma nie 
będzie mogła zatrzymać jej dłużej, nie będzie mogła więzić jej dalej; koło przyczyny i 
skutku będzie się toczyć dalej. Dusza jednak osiągnęła już życie wyzwolone.

Wolny od przywiązań, czyń zawsze co jest powinnością, kto bowiem działa bez 
przywiązania osiąga zaprawdę to, co jest najwyższe. 

Aby pełnić tę karmajogę – jogę czynu, tak się ją zwie – winien człowiek spełniać 
każdy czyn tylko jako powinność, działając zawsze w harmonii z Prawem. Starając 
się dostosować do Prawa na każdym planie bytu, na którym jest zajęty – winien dążyć 
ku temu, aby się stać siłą współdziałającą z Boską Wolą ewolucji i starać się o 
doskonałe posłuszeństwo w każdym okresie swego działania. Wtedy każdy jego czyn 
zyska cechę ofiary, będzie bowiem ofiarowany dziełu toczenia się Koła Prawa, a nie 
osiąganiu owoców, które czyn może przynieść; czyn będzie spełniony jako 
powinność, a jego owoc będzie oddany radośnie dla wspomagania drugich. Człowiek 
nie będzie zajmował owocami czynu, gdyż należą one do Prawa i Prawu pozostawi 
ich podział.

Toteż czytamy:

Czyje działania są wolne od piętna pożądań, czyje czyny są przepalone ogniem 
mądrości, tego Rozumni Duchem zwą Mędrcem.

Kto pozbył się wszelkiego przywiązania do owoców czynu i zawsze zadowolony w 
nikim nie szuka oparcia, choćby też działał, właściwie nie działa.

Kto wolny od pragnień nadzoruje Jaźnią swe myśli, a wyzbyty z wszelkiego 
przywiązania działa samym tylko ciałem, ten nie popełnia grzechu.

Zadowolony z wszystkiego co otrzymuje, niezależny od par przeciwieństw, wolny od 
zazdrości i pełen równowagi w powodzeniu i niepowodzeniu, chociażby działał, nie 
wiąże się wcale.

Gdy bowiem przywiązanie zamarło, gdy się przebywa w harmonii, gdy myśli 
skierowane są ciągle ku mądrości, a każdy czyn jest ofiarą, wszelkie działanie 
rozpływa się zupełnie.

Ciało i umysł uczestniczą w działaniu w całej swej pełni; ciało dokonuje wszelkiego 
cielesnego czynu, a umysł mentalnego; Jaźń natomiast pozostaje pogodna, niezmąco-
na, nie użyczając nic ze swej wieczystej esencji na wykuwanie łańcuchów czasu. 
Dobrego czynu nie należy nigdy zaniedbać; należy go spełnić dokładnie, aż do 
ostatnich granic posiadanych sił, wyrzekając się owoców i nie pozwalając sobie ani 
na odrobinę lenistwa lub opieszałości w działaniu:

background image

Jak niewiedzący działa z przywiązania do czynu, Bharato, tak mądry winien czynić 
wolny od przywiązania, pragnąc jedynie utrzymania ludzkości.

Niechaj nikt z mędrców nie wywołuje niepokoju w umysłach ludzi niewiedzących, 
przywiązanych do swego działania, niechaj działający w harmonii (ze Mną)  pozwolą 
im czynić, co ich pociąga.

Człowiek, który osiągnął ten stan „niedziałania w działaniu”, nauczył się już 
tajemnicy wyczerpywania karmy; z pomocą wiedzy niszczy działanie, któremu dał 
początek w przeszłości i przez samooddanie spala swe teraźniejsze czyny. Osiąga 
wtedy stan, o którym mówi Jan Apostoł w swym Objawieniu, że będąc w nim nie 
wychodzi się już więcej ze Świątyni. Dusza bowiem po wiele, wiele razy wychodzi 
ze Świątyni na płaszczyzny życia, ale nadchodzi dla niej czas, kiedy staje się słupem, 
„słupem w Świątyni mego Boga”; Świątynią tą jest wszechświat wyzwolonych Dusz i 
tylko ci, którzy ze względu na siebie nie są przywiązani do niczego, mogą być 
przywiązani do wszystkiego w imię Jedynego Życia.

Te zatem więzy pożądania osobistego, ba, nawet pożądania dla indywidualności, 
muszą zostać zerwane. Jesteśmy w stanie zobaczyć, jak należy zacząć to zrywanie. 
Tu jednak zdarza się nieporozumienie, na które jest narażonych wielu młodych 
studiujących, nieporozumienie tak naturalne i łatwe, że stale się przydarza. Nie 
zerwiemy „więzów serca” próbując zabić serce. Nie zerwiemy więzów pragnienia 
usiłując stać się kamieniami lub bryłami metalu, niezdolnymi do czucia. W miarę 
zbliżania się ku wyzwoleniu uczeń staje się nie mniej, lecz coraz to bardziej 
wrażliwy; staje się bardziej delikatny, a nie coraz bardziej twardy; albowiem 
„uczniem doskonałym jako Mistrz” jest ten, w kim powstaje oddźwięk na każde 
drgnienie w otaczającym go wszechświecie; kto wzrusza się wszystkim i kto 
odpowiada na wszystko; kto odczuwa i daje odzew na wszystko i kto jest zdolny – 
właśnie dlatego, że nic nie pragnie dla siebie – dać każdemu wszystko. Takiego 
człowieka nie zdoła karma powstrzymać, albowiem nie wykuwa on już kajdan, które 
by krępowały duszę. A gdy uczeń staje się coraz to w większej mierze kanałem życia 
Bożego dla świata, nie pragnie niczego innego jak tylko stawać się coraz to szerszym 
kanałem, ażeby wielkie życie mogło nim płynąć swobodnie; jedyne jego życzenie, to 
stać się szerszym i pojemniejszym przewodnikiem, przewodnikiem zawierającym w 
sobie jak najmniej przeszkód, które by mogły tamować wylew życia; pracować tylko 
dla służenia i dla niczego więcej, oto istota życia na drodze uczniostwa, zrywającego 
pęta, które wiążą.

Jeden jest tylko węzeł, który nie może być nigdy zerwany. Węzeł tej rzeczywistej 
jedności, która nie więzi, gdyż tego węzła nie można w ogóle odróżnić jako czegoś 
oddzielnego; on to jednoczy Jedyne z Wszystkością, ucznia z Mistrzem i Mistrza z 
jego uczniem; Życie Boskie, które zawsze unosi nas naprzód i w górę, a które nie 
przywiązuje nas do koła narodzin i śmierci. Ku ziemi bowiem przyciąga nas z 
powrotem najpierw pragnienie przyjemności, których możemy na niej zaznać, a 
później coraz to wznioślejsze i subtelniejsze pragnienia, których dziedziną spełnienia 
jest jednak zawsze ziemia: pragnienia duchowego poznania, duchowego wzrostu, 
duchowego przywiązania.

A cóż wiąże jeszcze Mistrzów ze światem ludzi, skoro dla Nich wszystko się już 
dokonało? Nic z tego wszystkiego, co by mógł im świat ofiarować. Nie ma na ziemi 
wiedzy, której by Oni nie mieli; nie ma na ziemi mocy, którą by Oni nie władali; nie 

background image

ma już na niej doświadczenia, które by mogło wzbogacić ich życie; nie może im 
Świat dać niczego, co mogłoby ich przywieść do nowych narodzin. A jednak 
przychodzą, ponieważ wysyła ich ku Ziemi, którą by mogli opuścić na zawsze, Boski 
nakaz, ten który płynie z wnętrza ich istoty – nie z zewnątrz – po to, aby pomagać 
swym braciom, aby pracować wiek za wiekiem, tysiąclecie za tysiącleciem dla 
radości i służenia, które czynią ich miłość i pokój tak niewypowiedzianie wielkim. 
Przychodzą, choć ziemia nie może Im dać niczego oprócz radości widoku innych 
dusz, które rosną na ich podobieństwo i zaczynają dzielić z Nimi świadome życie 
Boga.

Karma zbiorowa

Skupienie się dusz w grupy, tworzenie rodzin, klas i kast, narodów i ras, wprowadza 
w skutki karmiczne nowy element powikłania, który jest źródłem tego, co nazywamy 
zwykle „wypadkami”, jak i powodem ciągłych przystosowań, przeprowadzanych 
przez Władców Karmy. Okazuje się, że choć nie może spotkać człowieka nic, czego 
nie było w jego karmie jako jednostki, to przecież na przykład katastrofa narodu lub 
trzęsienie ziemi może być wykorzystane do spełnienia się takiej cząstki jego złej 
karmy, która normalnie nie mogłaby przypaść na dany okres obecnego jego życia; 
wydaje się – a o tym mogę mówić jedynie na podstawie swych rozmyślań, a nie 
dokładnej wiedzy w tej sprawie – jak gdyby nagła śmierć nie mogła dotknąć ciała 
człowieka, jeśli na nią nie zasłużył według Prawa; bez względu na to, w jaki wir 
katastroficznych nieszczęść zostałby wciągnięty, zostanie on „cudownie ocalony” 
wśród śmierci i ruin, które ogarną wszystko dokoła, i wyjdzie bez szkody z huraganu 
lub płomienistej eksplozji. Ale jeśli jest dłużny karmie swe życie i jeśli zostanie 
wciągnięty w obręb tego rodzaju katastrofy przez swą narodową lub rodzinną karmę
to nawet wtedy, gdy możliwość nagłej śmierci nie została zaznaczona w jego 
sobowtórze eterycznym na dane życie, nie można dokonać żadnej skutecznej 
interwencji dla uratowania go; można go najwyżej otoczyć szczególną opieką, aby nie 
cierpiał niewinnie z powodu nagłego wyrwania z życia na ziemi, natomiast 
sposobność spłacenia przezeń długu, sposobność, jaką wytwarza szeroki zasięg 
działania karmy zbiorowej, zostanie wykorzystana całkowicie.

Podobnie może to pośrednie działanie Prawa przynieść człowiekowi także korzyści, 
jeśli należy do narodu, który cieszy się z owoców dobrej karmy narodowej; może 
dzięki temu uzyskać wcześniejszą spłatę niektórych długów Natury wobec niego, 
długów, które nie byłyby uregulowane w obecnym jego życiu, gdyby to zależało 
tylko od jego osobistej karmy.

O urodzeniu się człowieka w pewnym określonym narodzie rozstrzygają pewne 
ogólne zasady ewolucji oraz jego bezpośrednie właściwości. Podczas swego 
powolnego rozwoju dusza musi przejść nie tylko przez siedem ras głównych globu 
(mam na myśli normalną ewolucję ludzkości), lecz także przez ich podrasy. 
Konieczność ta stwarza pewne ograniczenia, do których musi się dostosować karma 
jednostkowa, a naród należący do podrasy, przez którą dusza ma przejść, powinien 
dostarczyć pola do znalezienia tych szczególnych warunków, jakie są duszy 
potrzebne. Tam gdzie obserwowano dłuższe serie inkarnacji, stwierdzono, że pewne 
dusze przechodzą bardzo regularnie od podrasy do podrasy, podczas gdy inne, które 
bardziej błądzą, rodzą się w pewnych podrasach kilkakrotnie. W ramach danej 
podrasy właściwości osobiste człowieka pociągają go ku temu lub innemu narodowi i 
dlatego możemy zauważyć, że pewne dominujące właściwości narodowe pojawiają 
się na arenie historii en bloc po przeciętnym okresie pięciuset lat; w ten sposób wielu 

background image

Rzymian narodziło się ponownie jako Anglicy, a ich zdolności do przedsiębiorczości, 
kolonizowania, zdobywania i panowania pojawiają się jako właściwości charakteru 
narodowego. Człowieka, w którym te narodowe cechy mocno się zaznaczają i dla 
którego nadszedł czas narodzin, skieruje własna jego karma ku narodowi 
angielskiemu i będzie on dzielił przeznaczenie narodu zarówno w dobrym, jak i złym 
w tej mierze, w jakiej to przeznaczenie pokrywa się z jego osobistym losem.

Węzeł pokrewieństwa rodzinnego ma oczywiście o wiele bardziej osobisty charakter 
aniżeli przynależność narodowa, a ci, co zawiążą związek bliskiego silnego uczucia, 
mają skłonność do powrotu do tej samej rodziny. Często te więzy powtarzają się 
bardzo regularnie życie za życiem, a losy dwóch osobników bywają bardzo ściśle ze 
sobą splecione w kolejnych inkarnacjach. Czasem jednak, wskutek różnic w długości 
okresów życia niebiańskiego wywołanych różnicami w aktywności intelektualnej i 
duchowej podczas wspólnego życia na ziemi, członkowie jednej rodziny mogą być 
rozproszeni i nie spotykać się ze sobą aż dopiero po kilku inkarnacjach. Ogólnie 
biorąc im ściślejszy jest związek w wyższych dziedzinach życia, tym większe 
prawdopodobieństwo ponownego narodzenia się w tej samej grupie rodzinnej. Tu 
znów karma jednostki splata się ze zbiorową karmą rodziny, wskutek czego jednostka 
może doznawać radości i cierpień nie zakreślonych na dane życie przez własną karmę 
jednostkową i w ten sposób odbierać lub płacić swe długi karmiczne – jakbyśmy 
mogli powiedzieć – przed terminem. Jeśli chodzi o osobowość, to zdaje się to 
pociągać za sobą pewne wyrównanie lub kompensację dla niej w kamaloce i w niebie, 
tak aby doskonała sprawiedliwość mogła być udziałem nawet przemijającej oso-
bowości.

Szczegóły sprawy wypełniania się karmy zbiorowej zaprowadziłyby nas daleko poza 
granice tej, bądź co bądź, elementarnej pracy, a nawet poza granice wiedzy autorki. 
Na razie można dać studiującym tylko te fragmentaryczne wskazania. Dla dokładnego 
poznania sprawy konieczne byłyby długie badania indywidualnych sytuacji, które 
trzeba by przeprowadzić na przestrzeni wielu tysięcy lat. Próżne byłoby spekulowanie 
na ten temat, konieczna jest tu cierpliwa obserwacja.

Istnieje natomiast inna strona karmy zbiorowej, o której można powiedzieć kilka 
słów; jest nią związek, jaki zachodzi pomiędzy ludzkimi myślami i uczynkami a 
aspektami zewnętrznej natury. Oto co pisze o tej trudnej sprawie H. P. Bławatska:

Idąc za Platonem Arystoteles wyjaśnia, że wyraz „pierwiastki" był rozumiany tylko w 
znaczeniu bezcielesnych zasad związanych po jednej z każdym z czterech wielkich 
działów naszego kosmicznego świata, aby nim kierować. Tak więc poganie, tak samo 
jak i chrześcijanie, nie uwielbiają ani nie czczą żywiołów-Pierwiastków, ani też (ima-
ginowanych) stron świata, lecz „Bogów”, którzy nimi rządzą. Dla Kościoła istnieją 
dwa rodzaje niebieskich istot, anioły i diabły. Dla kabalisty i okultysty istnieje tylko 
jeden rodzaj, i ani okultysta ani kabalista nie robi różnicy pomiędzy „Rządcami 
Światła” i „Rectores Tenebrarum” czyli „Rządcami Kosmosu” (Cosmocratores), 
których Kościół Rzymski wyobraża sobie i widzi w „Rządcach Światła” od czasu, jak 
jeden z nich nosi inne miano aniżeli się należy. To nie Rządca lub Maharadża karze 
lub nagradza człowieka za lub bez pozwolenia czy rozkazu „Boga”, lecz sam człowiek 
– jego własne czyny, lub karma, przyciągają jednostkowo lub zbiorowo (jak to czasem 
miewa miejsce w przypadku całych narodów) wszelkiego rodzaju zło i nieszczęścia. 
To my sami stwarzamy Przyczyny, a one budzą odpowiednie moce w Gwieździstym 
Świecie i przyciągają je magnetycznie w sposób nieodparty ku tym, co stworzyli takie 
właśnie przyczyny i działają na nich – obojętne, czy to w praktyce będą złoczyńcy, czy 

background image

też tylko „myśliciele”, którzy knują niegodziwość. Myśl bowiem jest materią, tak uczy 
współczesna nauka, a każda cząsteczka istniejącej materii jest kroniką wszystkiego, 
co się zdarzyło, jak to opowiadają profanom Panowie Jevons i Babage w swych 
Principles of Science. Współczesna nauka jest wciągana z każdym dniem coraz 
bardziej w maëlstrom okultyzmu; niewątpliwie nieświadomie, a jednak bardzo 
wyraźnie.

Myśl jest materią, jednak oczywiście nie w sensie niemieckiego materialisty 
Moleschotta, który zapewnia nas, że myśl jest ruchem materii – twierdzenie 
niezrównanie absurdalne. Stany mentalne i stany ciała jako takie, stanowią całkowity 
kontrast. Nie dotyczy to jednak twierdzenia, że każda myśl, której towarzyszy 
akompaniament fizyczny (przemiany w mózgu), przedstawia obiektywny – choć dla 
nas obiektywny ponadzmysłowo – aspekt na planie astralnym.

Gdy człowiek rodzi wielką ilość złośliwych myślokształtów o charakterze 
destrukcyjnym i gdy gromadzą się one na planie astralnym w ogromnych masach, to 
zdaje się, że energia ich może być, i często jest, rzutowana na plan fizyczny 
wywołując wojny, rewolucje, zaburzenia socjalne i wszelkiego rodzaju przewroty, 
które spadają jako karma zbiorowa na głowy twórców i szerzą szeroko spustoszenia. 
Tak więc człowiek, i zbiorowo także, jest panem swego przeznaczenia, a jego świat 
jest wykuty jego własnym twórczym działaniem.

Epidemie zbrodni i chorób, łańcuchy wypadków mają podobne pochodzenie. 
Myślokształty gniewu podniecają mordercę do czynu; elementale tej kategorii żywią 
się zbrodnią, a skutki zbrodni – nienawiść i myśli pełne zemsty tych, którzy kochali 
ofiarę zbrodni, gwałtowne oburzenie i zawziętość zbrodniarza oraz jego bezsilna 
wściekłość, gdy zostanie usunięty gwałtownie z tego świata – zasilają tylko w 
dalszym ciągu ich zastępy wieloma złymi kształtami; te zastępy elementali pobudzają 
znów złego człowieka od strony astralnego planu do nowej zbrodni, i znów tworzy się 
łańcuch nowych impulsów, a w rezultacie konstatujemy epidemię zbrodni. Gdy 
szerzą się choroby, to myśli strachu, które im wszędzie towarzyszą, działają 
bezpośrednio w ten sposób, że wzmacniają siłę zarazy; powstają wtedy i rozszerzają 
się magnetyczne zaburzenia, które działają na sfery magnetyczne ludzi znajdujących 
się w obrębie ich wpływu. W każdej stronie i to na wszelki możliwy sposób czynią 
spustoszenia złe myśli człowieka; człowieka, który zamiast stać się boskim 
współbudowniczym wszechświata używa swych twórczych sił do niszczenia.

Zakończenie

Taki jest zarys wielkiego Prawa Karmy i jego działania; dzięki jego znajomości 
człowiek może przyspieszyć swoją ewolucję, przez posługiwanie się nim może się 
wyzwolić z niewoli i stać się dużo wcześniej, zanim jego rasa przebiegnie swą drogę, 
jednym z Pomocników i Zbawicieli Świata. Głębokie i niezłomne przekonanie o 
prawdziwości tego Prawa nadaje życiu niewzruszoną pogodę i doskonałą 
nieustraszoność: nie może nas nic dotknąć, czegośmy sami nie uczynili, nie może nas 
nic skrzywdzić bez naszej własnej winy. A jeśli wszystko, cośmy posiali, musi 
dojrzeć do żniwa we właściwym czasie i musi być zżęte, próżne jest narzekanie na 
żniwo, jeśli jest bolesne; może ono być zebrane równie dobrze dziś, jak i kiedyś w 
przyszłości, albowiem jest nieuniknione; ale gdy zostanie raz zebrane, nie wróci, aby 
nas niepokoić ponownie. Należy zatem radosnym sercem przyjmować bolesną karmę
jako rzecz, którą się chętnie widzi poza sobą; lepiej jest mieć ją za sobą, niż przed 
sobą; a każdy dług spłacony zmniejsza ilość długów, które pozostają nam do 
spłacenia. Gdybyż to świat wiedział o tym i mógł odczuć moc, jaka się rodzi z 

background image

takiego polegania na Prawie. Niestety, na Zachodzie Prawo to jest wyłącznie chimerą 
i nawet wśród członków Towarzystwa Teozoficznego wiara w Karmę jest raczej 
intelektualnym jej przyjęciem, aniżeli żywym i owocnym przekonaniem, według 
którego stale się żyje. Potęga wiary, powiada profesor Bain, mierzy się wielkością jej 
wpływu na postępowanie, a wiara w karmę winna uczynić nasze życie czystym, 
mocnym, pogodnym i radosnym. Tylko nasze własne czyny mogą nam stanąć w życiu 
na przeszkodzie; tylko nasza własna wola może nas spętać. Oby ludzie poznali tę 
prawdę, a wybije godzina ich wyzwolenia. Natura nie może niewolić duszy, która 
przez Mądrość zdobyła Moc i używa ich obu z Miłością.

background image

Prawo przyczyny i skutku

Przypisy do Karmy Annie Besant

Za każdym razem, gdy dusza anielska przyobleka ludzki 
kształt zostają jej przydzielone dwie tablice, na których wyryte 
są główne linie losu człowieka, od narodzin do śmierci. Jedna 
z nich jest tablicą niezmienną, albo Tablicą Strzeżoną. Nic nie 
jest w mocy wpłynąć na zapis w niej zawarty; Bóg tylko zna 
jego treść i treści tej nie zmienia. Tablica Strzeżona jest 
ustalona w sposób nieodwołalny.

Druga tablica jest tablicą zmienną. Święci i prorocy mogą 
poznać jej treść.(...) 

Niekiedy Bóg ujawnia fragmenty Tablicy Strzeżonej istotom o 
bardo wysokiej randze duchowej, ale jej zawartość nie może 
być zmieniona(...).

Bahrâm Elâhi

1. Jej postać i misja

Annie Besant (1.10.1847 – 20.09.1933) znana jest nie tylko teozofom, gdyż odegrała 
ona pewną rolę w historii współczesnej. Zaprezentowano ją już zresztą w serii 
„Archiwum ezoteryczne”, stąd też w tym miejscu podaję tylko pewne dane 
biograficzne (19 oraz 23 i 24). Urodziła się w Londynie, z domu Wood, z matki 
Irlandki. W 1867 r. poślubiła anglikańskiego pastora Franka Besant, brata 
powieściopisarza i filantropa Sir Waltera Besant. Związek ten nie był udany, wobec 
czego po sześciu latach pożycia odeszła ona od męża, zabierając ze sobą syna i córkę, 
a finałem było uzyskanie rozwodu w 1873 r. Musiała samodzielnie zacząć zarabiać na 
siebie i dzieci. Bliski osobisty stosunek z Charlesem Bradlaughem zaowocował 
w życiu Annie Besant zwrotem w kierunku socjalizmu fabiańskiego oraz 
neomaltuzjanizmu. Podjęła ona szeroko zakrojoną działalność w ruchu robotniczym, 
a także wolnościowym. W 1888 r. wybrano ją w skład władz „Fabian Society" 
(Towarzystwa Fabiańskiego), organizacji współtworzonej przez Georga Bernarda 
Shawa, z którym – nawiasem mówiąc – połączyła ją trwała, zażyła przyjaźń. Los w 
tym okresie życia nie szczędził Annie Besant doświadczeń. Frank Besant wytoczył jej 
proces sądowy i odebrał córkę Mabel. Później doszło do zerwania związku z Ch. 
Bradlaugh'em.

Istotna zmiana w dotychczasowej postawie A. Besant nastąpiła dopiero w 1889 r., 
pod wpływem zetknięcia się z lekturą Doktryny Tajemnej, sygnowanej przez H. P. 
Bławatską. O recenzję tej książki, dla jednego z londyńskich czasopism, poprosił 
panią Besant znany publicysta William Stead. Dopiero teraz nabrały właściwego 
kształtu jej poszukiwania w kierunku spirytyzmu, hipnozy, okultyzmu, które zaczęła 
przejawiać po rozejściu się z Bradlaughem. Wkrótce socjalista Herbert Burrows 
przedstawił ją H. P. Bławatskiej. Pod wpływem wygłoszonej przez Bławatską 
przemowy i promieniowania osobowości, A. Besant entuzjastycznie przystąpiła do 
Towarzystwa Teozoficznego jako uczennica i uzyskała od madame Bławatskiej 
błogosławieństwo w imieniu Mistrza Koot Hoomi. Od początku powierzono jej 
ważne funkcje organizacyjne w Towarzystwie: była jego sekretarzem, a po śmierci 

background image

Bławatskiej (1891), zgodnie z jej ostatnią wolą, współprzewodniczącą Sekcji 
Ezoterycznej; z kolei prezes H. Steel Olcott wysunął ją przed swą śmiercią na swoją 
następczynię. W istocie decyzję w tej sprawie podjęli sami Mistrzowie. Przez wiele 
lat pełniła ona więc funkcję prezesa Wszechświatowego Towarzystwa Teozoficznego 
(1907–1933). Cieszyła się w Towarzystwie ogromnym uznaniem i poważaniem, choć 
niektóre poczynania nadszarpnęły mocno jej opinię. Przede wszystkim uznanie Jiddu 
Krishnamurtiego (Alcyone) za nowego mesjasza, wcielenie Chrystusa (Maitreji). Pan 
Maitreja miał wstąpić w strukturę mikrokosmiczną ucznia Alcyone. Zstąpienie to 
teozofowie obchodzili uroczyście w Benares w Indiach 11 grudnia 1911 r. Sam 
Krishnamurti zdystansował się później od przypisanej mu roli „Nauczyciela Świata” 
rozwiązując, przygotowujący ludzkość do nadejścia Nauczyciela, Zakon Gwiazdy 
Wschodu, a powody swej decyzji wyłożył on na kongresie teozoficznym na zamku 
Ommen w Holandii 3 sierpnia 1929 roku (4; s. 3 – 13). I tu pewna refleksja: 
oczekiwany przez teozofów i łączony z Krishnamurtim, Pan Maitreja, którego kroki z 
Himalajskich wąwozów Annie Besant posłyszała już w 1908 r. w Adyarze, objawia 
się obecnie w wielu miejscach na świecie, począwszy od lipca 1977 roku (5). Warto 
przy tym pamiętać, iż jest to ezoteryczna emanacja siły Chrystusowej. W istocie 
powrót Chrystusa dokonuje się w sferze eterycznej, jest promieniowaniem nowych 
eterów, świętych potraw dla całej ludzkości; jednak od niej zależy, jak to 
promieniowanie przyjmie. Nie chodzi tu o żadną fizyczną postać. Każdy poważny 
uczeń ma za zadanie umożliwienie połączenia swej odnowionej postaci cielesnej z 
powszechnym, zewnątrzkosmicznym polem promieniowania Chrystusa, z nowym 
polem Życia. Chrystus musi powrócić i przeniknąć, ukazać się w obłokach aury 
ucznia. ( 6, s. 51, 99 – 100, 243 – 244; 7, s. 70, 89, passim). Ów incydent z 
Krishnamurtim przedstawiany jest niekiedy w środowiskach ezoterycznych 
wywodzących się z ruchu teozoficznego w bardzo ostrym świetle. Mianowicie, Annie 
Besant miała w tym względzie ulec machinacjom ze strony ciemnych sił. Jako 
służebnica Światła, była ona poddawana kuszeniu, przy czym tej ostatniej próby nie 
wytrzymała i popełniła błąd. A. Klizowski pisze: Za błąd ten Besant ucierpiała więcej 
niż inni. Pozbawiła się wzniosłej funkcji duchowej, którą pełniła, po czym powierzono 
ją innej osobie
 (18, s. 262). Ale pokusą jest też łatwość ferowania wyroków. 
Wyraźnie świadczy o tym przedstawiona przez Klizowskiego jednostronna, 
niesprawiedliwa, pozbawiona głębszego duchowego wglądu ocena Steinera i 
antropozofii (18, s. 263 – 269). Wracając do głównego wątku: innym przykrym 
momentem był konflikt pani Besant z adwokatem Williamem Q. Judge'm, który jako 
współprzewodniczący kierował amerykańskim odłamem Sekcji Ezoterycznej, 
wywołany zresztą przez Judge'a i zakończony secesją jego zwolenników z 
Towarzystwa. Wzięła też ona na siebie wydanie formalnej decyzji o wykluczeniu z 
Towarzystwa Teozoficznego Rudolfa Steinera (14.01.1913), czemu skądinąd 
zawdzięcza swe powstanie Towarzystwo Antropozoficzne (19, s. 98 – 100).

Annie Besant pozostawała pod bezpośrednią opieką Mistrzów. Już na początku jej 
działalności teozoficznej, podczas podróży z H. P. Bławatską do Fontainebleau, 
ujrzała po raz pierwszy przed sobą postać Mistrza El Morji. Od Mistrzów 
otrzymywała inspirację do wewnętrznej pracy w Towarzystwie, opieki nad ruchem 
wolnomularskim, badań ezoterycznych nad praprzeszłością ludzkości, badań metodą 
nadzmysłowej percepcji nad myślokształtami, nad strukturą materii, opieki w 
przestrzeni pozafizycznej nad zmarłymi, a także działalności na innych jeszcze 
płaszczyznach. Wraz z Jamesem Wedgwoodem i Marie Russak założyła na początku 
XX stulecia w ramach Towarzystwa Teozoficznego tajny, wewnętrzny Zakon 
Świątyni Różokrzyża (Ordre du Temple de la Rose Croix). W 1902 r. wstąpiła do 

background image

wolnomularskiej organizacji Międzynarodowy Zakon Mieszany „Prawo Ludzkie” z 
siedzibą w Paryżu, znany w krajach anglosaskich jako Universal Co-Masonry 
„Human Duty”, w którym z czasem objęła funkcję wiceprezydenta „Najwyższej Rady 
Powszechnej”, później zaś jeszcze stanęła na czele „Wielkiej Rady” Federacji 
Brytyjskiej Zakonu: Universal Co-Masonry in Great Britain and the British 
Dependencies, jako Wielka Mistrzyni. Wraz ze znanym teozofem W. Scott-Elliottem 
prowadziła badania nad zaginionym lądem – Lemurią, poprzedzającym jeszcze 
Atlantydę. Wspólnie z Ch.W. Leadbeaterem obserwowała i opisywała formy 
stworzone przez myśli na planie mentalnym, astralnym i eterycznym (Thought Forms
1901). Oboje ci teozofowie przyczynili się w znacznej mierze do rozwoju „chemii 
okultystycznej”, dali ponadto dokładną ilustrację tak zwanej dziś teorii kwarków, z 
którą uczeni wystąpili po raz pierwszy w 1984 roku, opisując atom wodoru „mikro-
psi” i jego budowę (Occult Chemistry, 1919). Oboje też, eksterioryzując do sfery 
astralnej, pomagali zmarłym odnaleźć właściwą drogę, a podczas pobytu tam oraz w 
sferze mentalnej, czynili cenne obserwacje dotyczące prawa reinkarnacji (Reincarna-
tion
, 1898).

Annie Besant od 1893 r. zamieszkiwała już na stałe w Indiach, w ubogim wiejskim 
domu niedaleko Benares, albo w kwaterze głównej teozofów w Adyar, na 
przedmieściach Madrasu, a to w związku z pełnionymi przez siebie funkcjami. Znany 
francuski podróżnik P. Loti, będący w Indiach między innymi gościem teozofów, tak 
opisał ów dom, w którym przebywała z gronem przyjaciół A. Besant: W głębi starego 
ogrodu – dom ubogi indyjski, całkiem niski, przez czas już nieco naznaczony. Cały 
biały od wapna, z zielonymi okiennicami, jak domy staroświeckie w moim kraju ro-
dzinnym. Dach jedynie, wysunięty znacznie naprzód, by utworzyć dokoła werandę na 
białych kolumnach, uprzytomnia gdzie jestem, zwiastuje krainę wiecznego słońca. 
Ogród natomiast, dosyć zapuszczony, nie ma w sobie nic obcego, ni egzotycznego; 
chodniki podobne do naszych i wiele klombów z różami bengalskimi, wynurzającymi 
się na małe uliczki modą staroświecką. 
Samą zaś Annie Besant następująco 
scharakteryzował: Piękna jeszcze królewsko pod swą białą fryzurą, żyje tu w 
oderwaniu od świata, bosa, skrzętna, jako żona jednego z braminów i surowa, jako 
ascetka
 (21, s. 118 i 120). Całą swoją działalność na płaszczyźnie humanitarnej, 
edukacyjnej i politycznej związała ona teraz z Indiami. Oprócz prowadzenia akcji 
humanitarnych, założyła w Benares w 1898 r. Central Hindu School, specjalne 
kolegium hinduskie mające na celu zbliżenie do siebie kultur Wschodu i Zachodu, w 
którym nauczali sami teozofowie, przekształcone w 1915 r. przy udziale Mariana 
Mohana Malaviji w Uniwersytet Hinduski, obecnie słynną już uczelnię. Uniwersytet 
ten, w uznaniu zasług, nadał jej w grudniu 1921 r. tytuł doktora honoris causa 
w zakresie nauk humanistycznych. Utworzyła również pierwszą indyjską szkołę dla 
kobiet, przyczyniła się do powstania innych szkół. Znane jest historykom jej 
zaangażowanie w walkę o autonomię Indii. To ona zorganizowała w 1916 r., przy 
współudziale G. B. Tilaka, Indian Home Rule League, mającą na celu przebudzenie 
indyjskiej świadomości narodowej, przekonanie Hindusów o przynależnych im 
prawach, niezależnie od dobrej woli Anglików. W związku z tym, wraz z teozofem 
Georgiem S. Arundale, została w 1917 r. internowana przez władze brytyjskie. Na 
skutek gwałtownych protestów opinii publicznej władze te wypuściły ją jednak na 
wolność. W 1919 roku powierzono jej przewodniczenie Indyjskiemu Kongresowi 
Narodowemu. Przez całe swe życie Annie Besant niezmordowanie rozprzestrzeniała 
teozofię w różnych krajach świata, a należała – obok wiceprezesa C. Jinarajadasy – 
do najlepszych mówców Towarzystwa. Warto wspomnieć, że w 1927 r. gościła ona w 
Polskim Towarzystwie Teozoficznym w Warszawie. To w dużej mierze dzięki jej 

background image

talentowi organizacyjnemu ruch teozoficzny na świecie stał się liczącą siłą i skupiał 
dziesiątki tysięcy członków. Niemało wysiłku włożyła też w kształcenie teozofów, w 
tym młodzieży. W październiku 1922 roku odbył się w Adyarze pierwszy 
międzynarodowy roczny kurs dla starszej młodzieży, która miała po powrocie do 
swoich krajów pełnić różne funkcje w Towarzystwie Teozoficznym. Wielką pomoc 
dla wszystkich stanowią po dziś dzień jej niektóre publikacje. Pełny ich wykaz 
obejmuje trzysta dwadzieścia sześć książek i broszur z zakresu teozofii oraz 
zagadnień społecznych i politycznych.

Annie Besant była wybitną, charyzmatyczną postacią naszych czasów. Jej odejście ze 
świata nie pozostało niezauważone. Przed zewnętrzną szatą tak aktywnej niegdyś 
osobowości – zanim dokonano uroczystości kremacji i rozsiania prochów po wodach 
Gangesu – pochyliły się sztandary 54 narodów. Depesze kondolencyjne przesłali 
politycy i ludzie kultury. Odeszła w przekonaniu, że wkrótce powróci, aby żyć dla 
Indii (22, s. 32).

2. Kosmiczne prawo przyczyny i skutku

Pojęcie „karma", w sanskrycie „karman" – działanie, uczynek – odnosi się do jednego 
z trzech wielkich praw ewolucji, o których naucza teozofia. Pierwsze z nich to prawo 
jedności, wyjaśniające początek i cel wspólny wszystkim istotom żyjącym. 
Wszystkim nam dane są te same właściwości ciała i duszy i przenika nas iskra Boska. 
Dzięki niej posiadamy w sobie potencjalnie możliwości Stwórcy, które objawiają się 
stopniowo, na drodze od stanu zwierzęcego, nieświadomego, do stanu Boskiej 
Mądrości. Drugie z tych praw to właśnie prawo karmy, czyli samo działanie i jego 
skutek, prawo przyczynowości, prawo wyrównania. Trzecie zaś, to prawo 
reinkarnacji, prawo ponownych wcieleń, zarówno samej Ziemi, jak i jej 
mieszkańców. Karma to podstawowe, niezmienne i ostateczne prawo wszechświata, 
praźródło oraz prapoczątek wszelkich innych praw przyrody.

Tak więc mówiąc o karmie mamy na myśli kosmiczną wibrację, energię w ruchu, jak 
też prawo przyczyny i skutku, prawo odpłaty. H. P. Bławatska zwięźle ujęła prawo 
karmy w następujących słowach: Karma jest nieomylnym prawem, które dostosowuje 
skutek odpowiadający każdej przyczynie, w fizycznej, myślowej i duchowej sferze 
myślenia. Żadna przyczyna nie pozostaje bez właściwego jej skutku, od najmniejszej 
do największej; od olbrzymich ruchów kosmicznych do drobnego gestu ręki; a że 
podobne rodzi podobne, więc karma jest tym niewidocznym i nieznanym prawem, 
które dostosowuje rozumnie, sprawiedliwie i z niezawodną mądrością każdy skutek do 
jego przyczyny i nawiązuje do jej sprawcy. Choć samo prawo jest niepochwytne i 
niepoznawalne, działanie jego jest widoczne i oczywiste
 (25, s. 64).

Prawo karmy pozostaje w ścisłym związku z prawem reinkarnacji, gdyż cały ciąg 
przyczynowo-skutkowy tworzony przez duszę podczas jej oddziaływań wzajemnych 
z innymi duszami, zapisany jest zarówno w kronice akasza, w odwiecznej pamięci 
wszechświata, jak i w ciele przyczynowym człowieka, w jego lipice, w istocie 
aurycznej.

Towarzyszy on kolejnym wcieleniom mikrokosmosu, a przy tym rodzimy się tam, 
gdzie może nas dosięgnąć przeznaczenie. Tradycja ezoteryczna przekazuje głęboką 
wiedzę o Aniele przydzielonym duszy, by zapisywać wszystkie jej myśli, uczucia, 
słowa i uczynki. Zapis ten przekazywany jest Strażnikowi Zwojów stojącemu na 
czele wszystkich Aniołów zapisujących, które zostały przydzielone poszczególnym 

background image

falom życiowym ewoluującym w czasie i przestrzeni. Tylko Anioł opiekujący się 
danym mikrokosmosem ma świadomość tego, co przechodzi z inkarnacji na 
inkarnację, przechowuje on pamięć tak długo, póki sam człowiek nie jest w stanie 
tego uczynić. Już na pewnym niższym stopniu wtajemniczenia człowiek może jednak 
zapytać swego Anioła o poprzednie inkarnacje (26, s. 78; 27, s. 76).

Jak widzimy, kosmiczne prawo karmy występuje w swym aspekcie subiektywnym 
jako pewna Istota. Istoty te noszą w sanskrycie zbiorową nazwę Lipika (Pisarze), 
rejestratorzy tego, co było, jest i będzie w zjawiskowym wszechświecie, Piszący 
Karmiczną Księgę. Prowadzą oni rachunki wszechświata i rozpatrują ów zapis. Są oni 
Duchami Wszechświata, uszeregowanymi w trzy główne grupy, dzielące się z kolei 
na siedem podgrup – są Siedmioma Planetarnymi Duchami, Duchami Gwiazd. Obok 
Lipików, Boskich Istot, opiekunów czterech części niebios, połączonych z karmą, 
tradycja wedyjska mówi o Czterech Maharadżach, Dhyani Czohanach, władcach 
czterech stron świata, będących opiekunami ludzkości i pośrednikami karmy na 
Ziemi. Ta hierarchia Cherubinów i Serafinów wykonuje zadania prawa karmy na 
Ziemi (32, s. 155 157, 179 – 188; 33, s. 107 – 108; 34, s. 111 – 112).

Istnieje więc hierarchia Istot wymierzających sprawiedliwość w tym systemie 
światów, nazywana Radą Karmiczną, Władcami Karmy. Są to wielkie Anioły, 
określane mianem Budowniczych, Bogów naszej planety. Również one tworzą trzy 
grupy, podzielone na siedem podgrup. W świetle przekazu Wniebowstąpionego 
Wysłannika, Marka L. Propheta (Lanello), hierarchia ta przedstawia się następująco:

 Bogini Wolności,
 Wielki Boski Przewodnik,
 Porcja, Bogini Sprawiedliwości,
 Wniebowstąpiona Mistrzyni Nada, 
 Pallas Atena, Bogini Prawdy,
 Kwan-Yin, Bogini Miłosierdzia, zwana też Boskim Głosem, boskim patronem 

Tybetu oraz wyspy Puto w Chinach

 Potężny Cyklopea
Rada ta decyduje, kiedy dusza zostanie dopuszczona do uwolnienia od karmy oraz od 
koła narodzin i śmierci (26, s. 94 – 95). Władcy karmy układają karmę danego 
człowieka na następne wcielenie, nie mogą jednak tu nic dodać, ani ująć, nie jest to 
więc wymierzanie kar czy też udzielanie nagród. Chodzi o takie uporządkowanie 
energii wytworzonych przez duszę w przeciągu wszystkich inkarnacji, by w jak 
najkrótszym czasie osiągnęła ona swój ostateczny cel, ku któremu się zwraca. 
Stosunek dobrej do złej karmy przewidziany na daną inkarnację nie powinien 
przewyższać sił i możliwości człowieka, toteż zawsze zostaje przydzielona 
z karmicznego zapasu energii danej jednostki pewna nadwyżka czynów dobrych. 
Podczas rozwoju embrionu w łonie matki, z dostarczonych przez rodziców 
fizycznych elementów Władcy Karmy wybierają i zasilają te, które będą najbardziej 
użyteczne dla stworzenia postaci odpowiadającej potrzebom duszy. W ten sposób 
zbyt słabo rozwiniętej jeszcze duszy, aby podjąć samodzielną decyzję, udzielają oni 
pomocy, stosownie do zadań i prac, jakie zgodnie z przebiegiem swej karmy, ma do 
wypełnienia dany człowiek (35, s. 88, 96 – 99).

background image

Skoro karma jest kosmicznym prawem przyczyny i skutku dotyczy ona nie tylko nas 
jako jednostek. W istocie splatają się ze sobą różne prądy karmy: a) karma 
Wszechświata, to znaczy przyczyny karmiczne wykraczające poza byt ziemski, a 
oddziaływujące w procesie ewolucyjnym na Ziemię i jej mieszkańców, b) karma 
Ziemi, tj. naszej siedmiokrotnej planety w jej objawieniu oraz w procesie 
rozwojowym, c) karma zbiorowa (ogólnoludzka), będąca wytworem naszych myśli, 
wyobrażeń, uczuć, pragnień, słów, uczynków, w biegu dziejów i d) karma osobista 
(indywidualna), którą – mówiąc obrazowo – dźwigamy na sobie. Brak ciała 
mentalnego, Manasu, w królestwach mineralnym, roślinnym oraz zwierzęcym 
powoduje, że nie powstaje w nich indywidualna karma. Choć więc zwierzęta wcielają 
się wielokrotnie, to nie mogą one przeżywać tego, co określamy jako losy ludzkiej 
indywidualności po śmierci. Nie mogą tym samym przenosić osobistej karmy na 
kolejne wcielenie. Wyżej rozwinięte gatunki zwierząt przechodzą tym niemniej w 
określonym momencie fazę indywidualizacji, a w rezultacie otrzymują postać ludzką, 
dysponującą bardzo prymitywnymi jeszcze właściwościami. Poszczególne prądy 
karmy, zgodnie ze wspomnianą już zasadą, są ze sobą ściśle powiązane, co w postaci 
zwięzłej formuły wyraża Rudolf Steiner: Związek musi być (...) tego rodzaju, że 
skutek działa z powrotem na przyczynę, a istota, do której się to działanie odnosi, 
istnieje nadal jako ta sama istota 
(30, s. 26 oraz s. 23 – 26; 27, s. 46). Poprzez nasze 
czyny wywołujemy zmiany w świecie gwiezdnym, nie tylko zaś w przestrzeni, w 
której żyjemy. Ponieważ zagadnienia karmy Wszechświata i karmy Ziemi wkraczają 
głęboko w teozoficzną kosmogenezę i antropogenezę, a poza tym o przejawach 
karmy na tych płaszczyznach wiemy bardzo niewiele, Annie Besant ograniczyła się 
wyłącznie do karmy indywidualnej i karmy zbiorowej, te bowiem jesteśmy w stanie, 
przynajmniej w jakimś stopniu, objąć umysłem i wyciągnąć z tego istotne praktyczne 
wnioski.

3. Karma indywidualna i karma zbiorowa

Zwykliśmy łączyć prawo karmy z naukami Wschodu, jak też uważać, że myśl ta obca 
jest tradycji judeochrześcijańskiej. Tak głosi wszelka ortodoksja i każe nam w to 
wierzyć. Praw kosmicznych nie da się jednak znieść na mocy decyzji jakiegokolwiek 
gremium, a prawda, choćby bardzo zniekształcona, przebija z Pism Świętych. 
Ezoteryczny judaizm i ezoteryczne chrześcijaństwo nigdy nie miały żadnych 
wątpliwości co do istnienia prawa przyczyny i skutku, prawa odpłaty, wyrównania.

Czy sięgniemy do kabalistyki, czy do gnostycznych Ewangelii, choćby tych z Nag 
Hammadi, uzyskujemy głęboką wiedzę o samym prawie oraz o jego funkcjonowaniu. 
Ale również w Biblii zachowały się cenne, dotyczące tego sentencje, nie tylko w 
postaci znanej zasady talionu. Kilka z nich warto przypomnieć i poddać pod rozwagę:

(...) dasz duszę za duszę, oko za oko, ząb za ząb, rękę za rękę, nogę za nogę (Exodus, 
21.23-24; Leviticus, 24.20; Deuteronomium 19.21),

(...) sieją wiatr i będą zbierać burzę (Ozeasz 8. 7),

(...) Ja, Pan, Bóg twój jestem Bogiem (...), który karze winę ojców na synach do 
trzeciego i czwartego pokolenia... (Exodus 20.5),

Pomsta do mnie należy, Ja odpłacę (Deuteronomium 32.35),

Nie mścijcie się sami, ale pozostawcie to gniewowi Bożemu, albowiem napisano: 

background image

Pomsta do mnie należy, Ja odpłacę (List do Rzymian 12.19; List do Hebrajczyków 
10.30),

Kto się lituje nad ubogim, pożycza Panu, a ten mu odpłaci za jego dobrodziejstwo 
(Proverbia Salomonis 19.17; Deuteronomium 15.7-8),

Daj temu, kto cię prosi i nie odwracaj się od tego, kto chce pożyczyć od ciebie 
(Mateusz 5.42; Łukasz 6.30),

A jeśli pożyczacie tym, od których się spodziewacie odebrać, jakąż łaskę macie? 
Albowiem toż i grzesznicy czynią (Łukasz 6.34),

Kiedy (...) dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja 
jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie 
(Mateusz 6.3-4),

A co człowiek sieje, to i żąć będzie; kto sieje w ciele swoim, jako plon ciała zbierze 
zagładę; kto sieje w duchu, jako plon ciała zbierze życie wieczne (List do Galatów, 6. 
7-8),

Kto skąpo sieje, skąpo też żąć będzie, kto hojnie sieje, ten obfity zbierze plon (2 List 
do Koryntian, 9. 6.),

(...) wszyscy, którzy za miecz chwytają, od miecza giną (Mateusz 26.52),

Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą; i 
taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą (Mateusz 7.1-2).

W ogólności Stary Testament, Stare Przymierze, to faza Prawa Karmy; Nowy 
Testament, Nowe Przymierze, to faza Prawa Łaski. Nie chodzi tu o żadne historyczne 
ujęcie, ale o stan bytu, w którym znajduje się człowiek, przekraczający już Prawo, ale 
nie omijający go:

Słyszeliście, iż rzeczono: < <Oko za oko, ząb za ząb> >. Ale Ja wam powiadam: 
Żebyście się nie sprzeciwiali złemu, ale kto by cię uderzył w prawy policzek, nadstaw 
mu i lewy. I temu, który się chce z tobą prawować, a suknię twoją wziąć, oddaj mu i 
płaszcz. A kto by cię przymuszał iść milę jedną, idź z nim i dwie (Mateusz, 5.38-41; 
Łukasz 6.29),

Podczas gdy Prawo zostało nadane przez Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez 
Jezusa Chrystusa (Jan 1.17), 

Co bowiem było niemożliwe dla Prawa, ponieważ ciało czyniło je bezsilnym, tego 
dokonał Bóg. On to zestal Syna swego w ciele podobnym do ciała grzesznego i dla 
usunięcia grzechu wydał w tym ciele wyrok potępiający grzech, aby to, co nakazuje 
Prawo, wypełniło się w nas, o ile postępujemy nie według ciała, ale według Ducha 
(List do Rzymian 8.3),

Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale 
wypełnić (Mateusz 5.17).

Prawo karmy ma do spełnienia określone zadanie. Ma nas doprowadzić z powrotem 
do Domu Ojca, do Królestwa Niebios. Nigdy nie zostało ono zamierzone przez Ojca 

background image

Wszechrzeczy, ale jest skutkiem kosmicznego upadku Praczłowieka, kosmicznej 
katastrofy, upadku w grzech, to znaczy w stan bycia poza Światłem. Ma swój 
początek i swój koniec. Historycznie patrząc, tworzenie przez człowieka karmy 
rozpoczęło się w momencie spolaryzowania energii, rozdziału na pierwiastek 
pozytywny i negatywny, męski i żeński, czyli zwycięstwa materii nad duchem, co 
odpowiada w naszym cyklu rozwojowym środkowemu okresowi trzeciej rasy 
zasadniczej, a więc czasom lemuryjskim (18, s. 124 – 129). Dla całej ludzkości – jak 
wyjaśnia Rudolf Steiner – nadejdzie kiedyś okres, w którym człowiek, podobnie jak 
wyrzucił dawniej ze swej istoty świat zwierzęcy, tak wyrzuci z siebie w przyszłości 
karmę, dobro i zło, w świat zewnętrzny. Powstanie wtedy dobra i zła rasa, a zło 
będzie czynione w sposób świadomy, wyrafinowany, przy wykorzystaniu wysoko 
rozwiniętego rozumu. To właśnie do walki z tym złem Zakon Manichejczyków 
przygotowywał na przyszłe inkarnacje swych członków. Przetworzone zło przemieni 
się w szczególne dobro. Stan świętości będzie wtedy normalnym stanem na Ziemi. 
Kiedy człowiek przezwycięży już zło, będzie on mógł wyzwolić zepchnięte przez 
siebie niżej stworzenia, kosztem których wzniósł się niegdyś w górę (29, s. 62 – 63).

To, co nazywamy karmą jest w istocie energią trzech światów: fizycznego, astralnego 
i mentalnego, przy czym każda przyczyna wywołuje skutek w tym samym świecie. 
Na planie fizycznym są to nasze czyny, na planie astralnym – pożądania i uczucia, na 
planie mentalnym – myśli. Energie tych światów posiadają jednak niejednakową siłę, 
wartość, różnie też przedstawia się ich wpływ na los człowieka. Najłatwiej jest 
wyczerpać karmę na planie fizycznym, bowiem jednostka energii fizycznej ma 
niewielką siłę w porównaniu z jednostką energii astralnej, a tym bardziej energii 
mentalnej. Aby ów fakt lepiej uzmysłowić C. Jinarajadasa nadał każdej z tych energii 
umowną wartość liczbową:

a) energia fizyczna – 1,
b) energia emocjonalna – 5, 
c) myśl konkretna – 25,
d) myśl abstrakcyjna, wyższa, tworząca ideały – 125 (35, s. 87). 
Nic dziwnego, że Annie Besant poświęciła tyle miejsca myślokształtom i głównie 
przez ich pryzmat przedstawiła prawo karmy.

Karma to samo działanie i jego skutek. Każdy uczynek, na planie mentalnym, 
astralnym oraz fizycznym, wywołuje magnetyczne wibracje w otoczeniu i zgodną z 
tym odpowiedź. Skutek dotyczy tego świata, w którym powstała przyczyna. 
Przytaczany często przez teozofów przykład jałmużny obrazuje tę zależność bardzo 
dobrze. Ktoś daje jałmużnę z obojętnością, na odczepnego, ktoś inny zaś ze 
współczuciem, serdecznie. Obaj ci ludzie spełnili dobry czyn i skutki w świecie 
fizycznym dla obu z nich będą jednakowe, ale ten drugi uzyska jeszcze dodatkowy 
skutek w sferze astralnej, psychicznej, gdyż spotka go jakieś radosne, miłe 
wzruszenie (35, s. 85).

Dobra karma jest nagromadzeniem pozytywnych uczynków, zła – negatywnych. 
Jedna i druga nieuchronnie uruchamia jednak koło narodzin i śmierci, ponowną 
inkarnację. To, co zostało posiane w systemie ludzkim, w mikrokosmosie, w 
poprzednich wcieleniach, zbieramy dzisiaj, kolejny zaś mieszkaniec mikrokosmosu 
albo osiągnie korzyści, albo będzie cierpiał na skutek naszych myśli, uczuć, słów i 
uczynków, czy też ich braku. Kiedy przekraczamy prawo bogini Nemezis (greckie 

background image

némein – przydzielać), musi ona zadziałać korygująco i występuje wówczas w 
charakterze mścicielki – losu. Tak właśnie znamy ją w naszym świecie 
przeciwieństw, w świecie dobra i zła, jako boginię z opaską na oczach, jako ślepy los 
(12).

Prawo przyczyny i skutku działające w naszym życiu może mieć przebieg 
prostoliniowy, a także przebieg cykliczny. To, co miało miejsce najwcześniej jako 
przyczyna, jako skutek występuje najpóźniej. Przykład takiego cyklu podaje Rudolf 
Steiner: dopiero w przedostatnim okresie życia wystąpią skutki tego, jak 
traktowaliśmy dziecko, kiedy miało ono od siedmiu do czternastu lat (30, s. 16). 
Wiedzę o cyklicznym przebiegu karmy wykorzystuje prawdziwa boska astrologia, 
będąca w swej istocie astrosofią. Tytułem ilustracji jedynie, ograniczam się w tym 
miejscu do aspektu wyznaczania cyklu lat. Są to cykle dwunastoletnie, podobnie jak 
rok ma dwanaście miesięcy. Tak więc w wieku lat szesnastu otrzymujemy szansę, 
która pojawi się ponownie dopiero w wieku lat dwudziestu ośmiu, w wieku lat 
dwudziestu czterech dana nam jest szansa, która powróci w wieku lat trzydziestu 
sześciu i tak dalej. W tym samym wieku wszyscy przechodzą przez te same próby i 
otrzymują możliwość przetransmutowania karmy. Kiedy nie wykorzystujemy tej 
okazji i po dwunastu latach pojawia się kolejna szansa, karma może się okazać 
znacznie trudniejsza do przepracowania, a nawet niemożliwa już do odrobienia w tej 
inkarnacji (36, s. 28 – 33).

Nikt nie jest w stanie uciec od skutków swoich działań, od przyczyn, które stworzył. 
Niektóre przyczyny działają natychmiast, bezpośrednio, inne po pewnym czasie, 
krótszym bądź dłuższym. Stosownie do tego pewna część karmy wygasa już w życiu 
bieżącym, pozostała natomiast część zostaje zachowana, do chwili, aż zaistnieją 
warunki umożliwiające jej rozwiązanie. Zapisana w naszym ciele kauzalnym karma 
wykazuje często sprzeczne tendencje, których nie można rozładować w tym samym 
ciele fizycznym. Niekiedy więc odebranie skutków stworzonych przyczyn opóźnia się 
w czasie, zawsze jednak jest nieuchronne (18, s. 137). Mądrość Wschodu opiera się tu 
na nauce o rodzajach karmy, którą przejęła teozofia. Jeden z największych 
duchowych Mistrzów Śankaraczarja, na pytanie, ile jest rodzajów karmy 
odpowiedział w traktacie Tattva Bodha (cz. II, 12–17), że istnieje karma przyszła 
(agami, krijamana), karma nagromadzona (samczita) oraz karma początkowa 
(prarabdha). Karma przyszła jest karmą powstającą na skutek naszych myśli, uczuć i 
czynów w obecnym życiu. Może ona dosięgnąć jeszcze tę osobowość, która ją 
stworzyła, ale na ogół jej następstwa objawiają się dopiero w przyszłym wcieleniu. 
Karma nagromadzona, czyli zapis naszych dokonań we wszystkich sferach bytu przez 
niezliczone inkarnacje, dojrzała już do przejawienia się, lecz jak dotąd nie mogła być 
wyczerpana, bowiem do tego potrzebuje ona odpowiednich warunków. Pamiętać też 
należy, iż w każdym wcieleniu spłacamy co prawda dawne długi, ale równocześnie 
zaciągamy nowe, niekiedy większe od poprzednich. Ponieważ jednak w znacznej 
swej części karma ta składa się z myśli, pobudek, skłonności, można na nią wpływać, 
poprzez osłabianie lub wzmacnianie określonych właściwości. Zarówno karma 
nagromadzona, jak i karma przyszła wygasają wtedy, gdy w człowieku obudzi się 
samowiedza, gdy przez samowolnomularstwo urzeczywistni on wiedzę o tożsamości 
swej najgłębszej istoty z Ojcem Wszechrzeczy. Karma początkowa, to ta część karmy 
nagromadzonej, z którą przychodzimy na świat w danej inkarnacji, gdyż prawo 
karmiczne wyznaczyło nam ją do zrealizowania w tym życiu. Odpowiada ona 
greckiej Ananke, przeznaczeniu, losowi, a także kiszmetowi, w wierzeniach islamu, tj. 
losowi uwiązanemu przez Boga u szyi każdego człowieka przy jego narodzinach. 

background image

Karmę tę należy traktować w znacznej mierze jako nieuniknioną i nie jest dobrze jeśli 
człowiek – patrząc jednostronnie – widzi tylko aspekt niesprawiedliwości losu. 
Karma ta wyczerpuje się bowiem wtedy, kiedy cierpliwie ją znosimy, kiedy spłacamy 
w ten sposób swe długi, a tym samym wygasają w nas przyczyny powodujące jej 
powstanie. Natomiast jeśli znosząc przykre sytuacje przeklinamy swój los, a z kolei 
dobra karma stanowi dla nas powód do pychy, czy nawet nadużyć, zostaje wtedy co 
prawda wyżyta karma początkowa, jednak równocześnie stwarzamy w ten sposób 
nową karmę przyszłą, częstokroć znacznie cięższą, niż spłacana karma początkowa. 
To, co od nas odpadło, już nie powróci, ale jeżeli nie zrozumiemy lekcji, będziemy 
musieli ją powtórzyć w bardziej drażliwej postaci (37, s. 128–133; 35, s. 89–92; 38, s. 
51–54; 39, s. 45–47; 18, s. 138; 40, s. 190–191, 200–201).

Rozważając prawo karmy i jego działanie, zapewne wielokrotnie odnosiliśmy już w 
życiu wrażenie, że i tak wszystko wymyka nam się z rąk. Między przyczyną a 
skutkiem istnieje bowiem coś, z czego człowiek uruchamiający łańcuch nie zdaje 
sobie bezpośrednio sprawy. Skutki czynów wykraczają poza jego bezpośrednie 
zamierzenia. Jest on dosłownie popychany do takich a nie innych zachowań, w takie a 
nie inne warunki oraz okoliczności. W tym kontekście intrygująco brzmią słowa 
Rudolfa Steinera: Musimy sobie zdać sprawę, że w życiu kierują nami moce, których 
my sami nie znamy. Na nasze ciało eteryczne działają formy, które niegdyś sami 
wytworzyliśmy na planie astralnym; to zaś, co działa jako nasz los w zewnętrznych 
wydarzeniach, są to istoty i siły z wyższych sfer dewachanu, przez nas samych 
wpisane do kroniki akasza. Te siły lub istoty nie są bynajmniej nieznane 
wtajemniczonemu. Musimy sobie zdać sprawę, że ciało astralne, eteryczne i fizyczne 
człowieka znajduje się pod wpływem innych istot. Wszystkie czyny nie płynące 
bezpośrednio z naszej woli, czyny, do których nas coś wewnętrznie popycha, są 
wynikiem wpływu tych istot; nie biorą się one znikąd. Poszczególne ogniwa natury 
ludzkiej są rzeczywiście ciągle przeniknięte rozmaitymi istotami, a znaczna część 
ćwiczeń, jakie zaleca wtajemniczony nauczyciel, ma na celu uwolnienie człowieka od 
nich, aby był coraz bardziej wolny wewnętrznie
 (28, s. 56–57). Człowiek sam 
powołuje do życia te istoty, a przy ponownej inkarnacji decydują one o jego 
wewnętrznym i zewnętrznym losie. Można mówić o czterech rodzajach takich istot, 
od których musimy się uwolnić. Są to:

1) demony, czyli istoty przenikające ciało astralne i ograniczające jego wolność,
2) widma, istoty przenikające ciało eteryczne, 
3) fantomy, istoty przenikające ciało fizyczne i
4) duchy, istoty usiłujące zawładnąć naszym ciałem mentalnym, Jaźnią (28 , s. 57).
Przypomina się stara wiedza o golemach, tworzonych przez psychiczną i mentalną 
siłę określonej rasy ludzkiej lub pojedynczych rodzin kapłańskich. Takie elementale 
zaludniają też pole oddechu każdego człowieka. Powołujemy je do życia bezustannie, 
o czymś intensywnie myśląc, czegoś oczekując, czegoś pragnąc, za ich 
pośrednictwem dokonujemy rzeczy przy użyciu normalnie właściwych nam sił 
niemożliwych do wykonania. Istoty te, które można w pewnym sensie porównać do 
mikroorganizmów, posiadają własną technikę oddychania i zmuszają nas do tego, 
abyśmy je stale odżywiali. To, że człowiek tworzy wiele tych elementali, stanowi tu 
jednocześnie pewien wentyl bezpieczeństwa. Są one przeciwstawne sobie co do 
rodzaju i istoty, powstały na skutek różnych myśli, nie mają więc wspólnych 
interesów, stąd walczą one ze sobą i osłabiają się nawzajem. Odbierają sobie 
wzajemnie fluid życiowy stanowiący ich pożywienie, a pochodzący ze spinalnych, 

background image

astralnych i eterycznych sił aury, spotykających się w naszym ciele w plexus solaris
w splocie słonecznym. Pewne elementale posiadają jednak większą siłę, gdyż 
ożywiamy je intensywniej od innych. Brak dostatecznej ilości pożywienia, głód, 
zmusza je do całkowitego opanowania naszej istoty. Zazwyczaj dzieje się to w trzech 
stadiach: natręctw myślowych, rozszczepienia świadomości, wreszcie zaś opętania. 
Ostatnie stadium jest straszne. Elemental napiera do wnętrza człowieka, przeważnie 
po prawej stronie wątroby i zmusza do całkowitej produkcji fluidu życiowego dla 
siebie. W rezultacie w okropnych cierpieniach ginie stwórca i jego twór. Niekiedy 
cały ten proces ulega przyspieszeniu, jak choćby przy atakach zazdrości czy silnej 
namiętności. Elemental rozwija się błyskawicznie, w związku z czym niemal nie 
występuje faza natręctw myślowych i rozszczepienia świadomości. Opętanie ma 
miejsce bezpośrednio i natychmiast, po czym ofiara zostaje porzucona w stanie 
całkowitego wyczerpania. Tak to człowiek sam tworzy swój los, swoją karmę (17; 19, 
s. 107 ).

Zaludniające nasze pole auryczne twory po pewnym czasie ulatniają się i rozpadają 
na atomy, pozostaje jednak rezultat, jądro tych eterycznych kształtów, w postaci 
nieustannego strumienia sił. Przez ten strumień odżywiane są dwa elementale w 
naszej sferze aurycznej, z których jeden uosabia całe nagromadzone w nas przez 
kolejne inkarnacje zło tej natury, drugi natomiast dobro. Pierwszy z nich to strażnik 
progu
, drugi zaś to anioł stróż. Uczeń misteriów musi przestać dostarczać pożywienie 
eteryczne obu tym tworom. Musi je przezwyciężyć poprzez nie-działanie (16; 31, s. 
76–95).

Nie ma chyba sensu procentowo określać w jakim stopniu życie ludzkie jest 
zdeterminowane. Jak wiadomo, udzielano na takie pytanie różnych odpowiedzi. 
Niewątpliwie jest to kwestia w pewnym stopniu indywidualna. Jeden będzie miał 
więcej swobody, inny mniej, zależnie od tego, na ile przepracował on swoją karmę, 
na ile uległa ona spaleniu. W każdym razie, ponieważ prawo karmy stanowi też 
prawo wyrównania, w kolejnych wcieleniach spotykamy się z tymi samymi 
mikrokosmosami, aż nasza wzajemna karma nie wygaśnie. Nie mniej niż połowa 
wszystkich ziemskich spotkań pochodzi z poprzednich inkarnacji (18, s. 131). 
Związki karmiczne z poszczególnymi ludźmi mają różny charakter i możemy być 
związani jednym lub kilkoma z nich. Najczęstszy jest związek poprzez miłość i 
nienawiść. Wszystko winniśmy czynić z miłością, gdyż wtedy zachodzi pozytywna 
wymiana karmiczna z otoczeniem. Nienawiść, gniew i inne podobne uczucia 
powodują negatywną wymianę karmiczną Weźmy przykładowo pod uwagę 
gwałtowny wybuch gniewu. Siła życiowa człowieka wstępuje wtedy do kanału 
centralnego – suszumna, jak go określa tradycja wedyjska. Anatomicznie odpowiada 
on systemowi kręgosłupa, natomiast mieści się w ciałach subtelnych. Kiedy to 
nastąpi, dochodzi do wymiany karmicznej z osoba, do której skierowany został 
gniew. Podobna sytuacja zachodzi w wypadku silnego strachu. Szczególnie 
gwałtowna wymiana karmiczna następuje podczas współżycia seksualnego 
mężczyzny i kobiety, bowiem wiry prany partnerów łączą się, a wymiana ta może 
wpłynąć na ich jednostkowe lub wspólne losy. Toteż związkowi takiemu powinna 
towarzyszyć miłość, brak egoistycznej motywacji. Bardzo niepożądany jest 
przygodny seks, a im więcej partnerów, tym większe karmiczne zawikłania. Potężne 
nagromadzenie karmy powoduje wtedy nawet zmiany w charakterze człowieka, 
całkowicie obce jego zasadniczej naturze (41, s. 92–95). Starożytne teksty wedyjskie, 
tantryczne i taoistyczne, ze względu na to, że mężczyzna traci nasienie, a więc swą 
siłę życiową na rzecz kobiety, udzielały tym pierwszym licznych wskazań, jak 

background image

doprowadzić do wyrównania, a nie do utraty energii. Mężczyzna, który miał wiedzę 
w tym zakresie przejmował na siebie dobrą karmę kobiety, jeśli natomiast jej nie 
posiadał, zachodziła obawa, że to ona przejmie jego dobrą karmę, nie dając nic w 
zamian. Jedna z najstarszych Upaniszad - Brihandaranjaka, poświęcająca niemało 
miejsca tym zagadnieniem (VI.4.3 – VI.4.11), potwierdza powyższe w następujących 
słowach:

Zaprawdę, jak wielki jest świat odprawiającego ofiarę Wadżapaja,

Tak wielki świat tego, kto znając to, miłość uprawia,

I dobre uczynki kobiet ku sobie obraca. 

Kto tego nie zna uprawiając miłość,

Jego dobre uczynki kobiety obracają ku sobie (VI. 4.3).

Inny jeszcze rodzaj karmy to więzi rasowe, narodowe, państwowe, rodzinne, 
religijne, więź przynależności do określonej warstwy społecznej, zawodowej, więzi 
organizacyjne, czy pewna misja historyczna, a więc więź poprzez jakąś wspólną ideę. 
W tym ostatnim wypadku osobisty związek uczuciowy może istnieć lub nie, 
elementem wiążącym jest wspólna idea, wspólne zamiary i cele. Ludzkie 
mikrokosmosy inkarnują wyznaczoną przez prawo karmy ilość razy w danej rasie i 
podrasie. Niekiedy też karma musi się wypełnić w pewnym narodzie, lub w 
określonej sytuacji społecznej, zawodowej, gdyż w poprzednich wcieleniach zaszły 
okoliczności wywołujące taki rodzaj karmy. Jak widać karma indywidualna splata się 
z karmą zbiorową. Ta pierwsza jest wiodąca, toteż ma wpływ na powstanie i 
wygaśnięcie innych rodzajów karmy, ale nie da się ich rozdzielić, gdyż wszystko w 
kosmosie tworzy jedną całość. Cała ludzkość stanowi magnetyczny związek 
wspólnego losu. Poprzez negatywne, destrukcyjne, nieczyste, egoistyczne uczucia i 
myśli powołujemy do życia kolektywne byty astralne, będące niszczącą siłą, która 
musi się wyładować w świecie fizycznym. Te astralne wiry powodują atmosferyczne 
zjawiska i katastrofy: trzęsienia ziemi, powodzie, huragany, tajfuny, burze i tym 
podobne. W ten sposób powstają również zjawiska społeczne oraz inne zdarzenia – 
psychozy tłumów, gwałty, rewolucje, wojny, epidemie chorób, plagi, serie 
przestępstw bądź katastrof. Niektóre te zjawiska mogą być jednak skutkiem 
ingerencji wyższych sił i stanowić coś w rodzaju niezbędnej korekty. Ponieważ 
stwarzamy takie a nie inne warunki w środowisku społecznym, bierzemy udział w 
karmie indywidualnej innych ludzi, w tym zakresie, w jakim swoje skłonności i czyny 
zawdzięczają oni wpływom warunków oraz otoczenia ( 35, s. 94, 100; 38, s. 39, 54, 
55, 64; 18, s.137–138; 30, s. 118–119; 40, s. 194, 198–199; 19, s. 110–111). 
Niezwykle ważne znaczenie dla karmy zbiorowej ma odpowiednie wychowanie. I 
tak, karma narodu, owe Biblijne winy, za które Bóg karze do trzeciego i czwartego 
pokolenia, ulegnie zmianie, jeżeli i osoby, i grupy o tym decydujące, zatroszczą się 
o dobre przyzwyczajenia ludzi. U przyszłych pokoleń poprawie ulegnie w ten sposób 
nie tylko aspekt moralny, ale także zdrowotność narodu. I na odwrót (29, s. 56–57). 
Wreszcie w tym kontekście wspomnieć należy o karmie rodzinnej. Wiadomo, że 
związki karmiczne w rodzinie są szczególnie silne i nadzwyczaj zawikłane. Ten 
aspekt wydaje się być oczywisty i nie wymaga komentarza. Natomiast interesujące 
jest zagadnienie wpływu poprzednich pokoleń na następne, a co za tym idzie, na ile 
zachodzi dziedziczenie pewnych cech i zdolności. Wiadomo, że to dziecko, a ściślej 
ujmując określony mikrokosmos wybiera rodziców, a nie odwrotnie. Dziecko rodzi 
się więc tam, gdzie rodzice są najbardziej podobni do niego, w szczególności zaś, 
decydujące są tutaj wibracje matki. Karma przodków ma niewątpliwy wpływ na ich 

background image

następców. Ciekawy przykład podał Rudolf Steiner: dzieci i wnuki osób 
o przekonaniach materialistycznych cierpią z tego powodu, gdyż zostają wyposażone 
w nieodporny system nerwowy, w związku z czym wykazują skłonność do chorób 
nerwowych. W ogólności fizyczna predyspozycja organizmu człowieka pojawia się w 
następnej inkarnacji karmicznie i częściowo przechodzi na następne pokolenia. W 
jakimś zakresie dziedziczone są też pewne cechy i własności, jak choćby specyficzny 
kształt ucha u muzyków. W istocie jednak dziedziczność ma charakter wtórny. 
Przyszła ona bowiem niejako z zewnątrz – sam mikrokosmos w okresie przed 
kolejnym wcieleniem poszukiwał tych właśnie cech. Inny jeszcze przejaw karmy 
rodzinnej stanowi martwe urodzenie się dziecka. Decyduje o tym niezgodność krwi 
rodziców, pomimo że odpowiadają oni sobie pod względem ducha i duszy (28, s. 58, 
62–63; 29, s. 57–58, 65; 30, s. 90–91; 6, s. 125–126).

Może się zdarzyć, że teraźniejsze życie człowieka nie ma nic wspólnego z jego 
nagromadzoną karmą. Tak bywa w wypadku wielkich indywidualności 
historycznych, które sprowadzane są w dół, w celach wyznaczonych przez rozwój 
ludzkości, bez względu na to, czy same miały już inkarnować i w jakich warunkach. 
Niekiedy zostaje komuś przeznaczone, aby w dwóch lub trzech następujących po 
sobie wcieleniach zmarł młodo, bowiem to, co miał dać ludzkości, mógł uczynić 
tylko wtedy, gdy dysponował odpowiednimi siłami. Także śmierć na skutek 
kataklizmu nie musi być wynikiem dawniejszego przewinienia. Wszystkie te sytuacje 
mogą wystąpić jako przyczyny, a wtedy wyrównanie będzie miało miejsce w 
późniejszym życiu (30, s. 130–132). Na skutek rzucenia klątwy kościelnej na kogoś, 
kto nie wyzwolił się jeszcze z ucisku świata zmarłych, zostaje on pchnięty do 
inkarnacji przeznaczonej dla niego całkowicie z zewnątrz (6, s. 112–113).

Kolejne wcielenia mają oczywiście na celu postęp duchowy człowieka, a nie 
polepszenie warunków jego bytu. Każde z nich przynosi określony rezultat w postaci 
magnetycznego zapisu w ciele kauzalnym, w naszej indywidualnej lipice. Istnieje z 
inkarnacji na inkarnację ścisły związek pomiędzy ciałami subtelnymi a ciałem 
fizycznym. Rudolf Steiner, który niezwykle wnikliwie przebadał te zagadnienia, ujął 
go tak: Żyjemy od wewnątrz na zewnątrz. Widzimy więc, że to, co żyje w naszym ciele 
astralnym jako radość i smutek, rozkosz i ból, przejawia się później w ciele 
eterycznym, że skłonności i popędy, których siedzibą jest ciało eteryczne, 
odnajdujemy w ciele fizycznym jako predyspozycje organizmu, a czyny przy których 
spełnieniu ciało fizyczne było narzędziem, przejawiają się w następnym wcieleniu 
jako zewnętrzne
 koleje losu. W ten sposób życie i działanie ciała astralnego staje się 
losem ciała eterycznego; ciało eteryczne tworzy los ciała fizycznego, zaś skutki 
czynów ciała fizycznego wracają do nas w swoim działaniu z zewnątrz jako fizyczna 
rzeczywistość w następnym wcieleniu
 (28, s. 55). Wynikają z tego trzy ważne zasady. 
Po pierwsze – wszystko, co w jednym życiu przejawia się w ciele astralnym, w 
następnym wcieleniu przejdzie karmicznie w swej podstawowej postaci na ciało 
najbliższe pod względem wibracji, czyli na ciało eteryczne. Po drugie – wszystko, co 
w jednym życiu zachodzi w ciele eterycznym to znaczy charakter, usposobienie, 
skłonności, przyzwyczajenia człowieka, w następnej inkarnacji odradza się w ciele 
fizycznym, jako skłonność do zdrowia i choroby. Po trzecie – skutki naszych czynów 
wracają do nas w kolejnym życiu jako nasz fizyczny los (28, s. 53; 29, s. 54, 55).

Wielką zasługą teozofii jest zwrócenie uwagi świata Zachodu na związek pomiędzy 
myślami, uczuciami, skłonnościami i działaniami człowieka w jednym życiu, a jego 
losem i właściwościami w następnym wcieleniu. Steiner wniósł tu chyba zresztą 
najwięcej (30, s. 58–159; 28, s.52–58; 29, s. 53–65; oraz 38, s. 45, 56, 100–101; 39, s. 

background image

39, 49, 88–89). Na podstawie tychże badań, przeprowadzonych metodami 
nadzmysłowej percepcji, można podjąć próbę zestawienia niektórych przyczyn i ich 
skutków. Nie należy jednak przywiązywać się zbytnio do tego obrazu, bo jest on 
tylko ilustracją działania pewnych duchowych praw. Indywidualne przyczyny i skutki 
są różnorodne, z reguły bardzo skomplikowane i wymykają się one całkowicie 
ludzkiej świadomości mózgowej.

Jedna inkarnacja

Następna inkarnacja

1. Charakter, skłonności, właściwości, warunki, los człowieka:

Wiele prawdy w myślach człowieka

Dobre ciało astralne

Wiele doświadczeń

Ciało astralne wyposażone w odpowiednie 

zdolności, mądrość

Wiele radości

Ciało eteryczne skłonne do radosnego 

temperamentu

Przebywanie w samotności, mizantropia

Temperament melancholijny

Ciężkie warunki życiowe

Choleryk

Przyjemne życie, pozbawione większych walk 

i trudności lub przechodzenie obok wielu 

rzeczy, jedynie przyglądanie się im

Flegmatyk lub sangwinik

Stale powtarzane myśli i uczucia

Ukształtowany charakter

Altruizm, miłość do wszelkiego stworzenia

Zachowana długo młodość i świeżość

Wiele dobrych uczynków

Wrażliwe sumienie, wybitna moralność

Egoizm, krytyka, zgryźliwość nienawiść 

i antypatia do wszystkich stworzeń

Słaba organizacja cielesna jako skutek 

przyjęcia w siebie tendencji skierowanych 

przeciwko własnej istocie, szybkie starzenie 

się, 

kurczenie się ciała fizycznego

Dopuszczanie do siebie tylko tego, 

co dostępne dla zmysłów

Brak silnego ośrodka woli

Pomocne czyny

Dobre środowisko

Wola pomagania innym

Uduchowienie

Szkodzące czyny

Złe środowisko

Cierpienie i ból

Mądrość

Ucieczka od bólu

Brak podłoża dla mądrości

Głęboka miłość

„Wielkie serce"

Tęsknoty i marzenia

Zdolności

Powodzenie w zamiarach i pracy

Entuzjazm, zapał

Życie powierzchowne

Skłonność do kłamstwa

2. Choroby, ułomności fizyczne, przedwczesna śmierć

Dobre założenia, ale niemożność ich 

zrealizowania na skutek ułomności fizycznej, 

pozostawanie w tyle za innymi, specyficzny 

charakter doświadczeń życiowych

Uzyskanie zdrowego organu jako korekta 

poprzedniego życia i przedwczesna śmierć, 

nawet już w dzieciństwie

Dużo cierpień na skutek chorób

Uroda, piękne ciało fizyczne (może być jednak 

wypracowana także w inny sposób)

Choroba przebyta na skutek infekcji

Piękne otoczenie

Dobre skłonności

Siła fizyczna, odporność, zdrowie

Złe popędy

Skłonność do ciągłych chorób

Dopuszczanie istnienia tylko tego, 

co dostępne dla zmysłów

Skłonność do chorób nerwowych

Wiara w istnienie wyższych światów

Spokojnie funkcjonujący system nerwowy

Dysharmonia pomiędzy ciałem 

eterycznym i astralnym

Cherlactwo

Poczucie, że wszystkiego ma się dosyć, 

że jest się z siebie niezadowolonym

Chroniczna choroba

Strach w wielkich skupiskach ludzkich

(karma narodów)

Trąd

Szczególnie egoistyczne dążenie do zysku, 

popęd gromadzenia rzeczy dla siebie

Skłonność do chorób infekcyjnych

Praca dla dobra ludzkości

Wyjątkowa odporność na choroby infekcyjne

Zbyt słabe poczucie własnej Jaźni

(ciało kauzalne)

Cholera

Zbyt silne poczucie własnej Jaźni

Malaria

Uleganie silnym emocjom

Błonica

Brak troski o świat zewnętrzny, zamknięcie 

Od

óź

i k

background image

sami tworzymy czy utrzymujemy ich przyczynę w sobie (42, s. 155–229). Jest to 
zawsze objaw dysharmonii i napięć pomiędzy trzema ja tej natury, pomiędzy 1) 
systemem głowy, 2) systemem serca i 3) systemem miednicy (wątroba – splot 
słoneczny – śledziona) – pierwotnym, nie poddającym się żadnej kulturze ja tej 
natury (6, s. 35–37).

Karma człowieka nie jest całkowicie zdeterminowana. Może ona ulec zmianie i to 
zarówno w sensie pozytywnym, jak i negatywnym. Przez egocentryzm i samowolę 
zawsze pogarszamy swój los. Niekiedy przybiera to skrajną postać, jak w wypadku 
samobójstwa, gdyż praobraz, matryca naszego ciała tworzona przez Hierarchię, w 
ramach wyznaczonych przez prawo karmy, przewiduje określoną żywotność na dane 
wcielenie, pewien potencjał, który w tych ramach można mniej lub bardziej 
racjonalnie wykorzystać. Samobójstwo burzy ten plan. Jan van Rijckenborgh 
przekazuje wiedzę na ten temat:

Jeżeli śmierć następuje w wyniku samobójstwa, to skutki tego są straszliwe. Praobraz 
w takim przypadku dysponuje jeszcze pełnią sił, jednakże istniejący potencjał nie jest 
przyjmowany w wyniku rozpadu ciała materialnego. Powstaje wtedy okropne 
cierpienie, bez możliwości wyzwolenia się poprzez reinkarnację, bez szansy wejścia 
do sfery przejściowej, oczyszczenia się i wejścia do sfery niebiańskiej. Istnieje tylko 
świadomość, trwale mentalne i moralne doświadczanie tego ponurego czynu, zgroza i 
wyrzuty sumienia bez możliwości ukojenia.

W takim przypadku ratunek jest możliwy tylko wtedy, gdy krewni bądź przyjaciele, 
powodowani uczuciem miłości, będą w stanie nawiązać kontakt z praobrazem 
nieszczęśnika i zechcą wziąć na siebie odrzucony przez niego karman
 (14, s. 146–
147). W przeciwnym razie samobójca będzie musiał cierpieć do momentu, w którym 
nastąpiłaby normalna śmierć (6, s. 175; 43, s. 82).

Karma pewnej osoby może też zostać wytrącona ze swego biegu przez czyny innych 
ludzi nie przewidziane w jej losie. Z wyrównaniem karmicznym mamy do czynienia 
w dalszej inkarnacji. Poprzez niezwykłe ustosunkowanie się do okoliczności 
życiowych sami mamy szansę zmienić swój los. Szczególnie wtedy, gdy jesteśmy 
czujni i nie przegapiamy okazji, jaką daje nam przygodne spotkanie ze Szkołą 
Duchową czy z Nauczycielem. Pomimo tego, że pójście ścieżką w tej inkarnacji nie 
jest jeszcze nieodzowne, na skutek zetknięcie się z duchowym promieniowaniem, 
podejmujemy pozytywną decyzję, nawiązujemy kontakt (35, s. 99). Niezależnie od 
wyniku, zawsze jest to zasiew na przyszłość. Spotkanie takie zostaje zapisane w 
subtelnych nośnikach człowieka i nie da się go już wymazać.

4. Prawo Łaski

Wstąpienie na ścieżkę, które nieuchronnie następuje w jakiejś kolejnej inkarnacji 
zmienia los człowieka. Braterstwo bowiem w odpowiednim momencie 
przegrupowuje i na nowo układa karmę ucznia, na tyle, na ile jest to niezbędne. W 
ogólności karma ulega przyspieszeniu, w związku z tym, że łańcuch wcieleń ma się 
zamknąć wcześniej, niżby to wynikało z normalnego przebiegu karmy ucznia. 
Przyspieszenie jest gwałtowne, jeśli wyrwanie z uchwytu koła narodzin i śmierci 
zostaje dane jako możliwość już w tej inkarnacji, tym większe, im więcej wcieleń 
pozostałoby jeszcze danej osobie przy zachowaniu zwykłej kolei rzeczy.

Także uczeń na ścieżce poprzez plexus sacralis, poprzez biegun południowy swej 

background image

istoty, system ognia wężowego, połączony jest z całym światowym karmanem i z 
własnym karmanem mikrokosmicznym. Nie ma ona żadnej kontroli nad będącą 
nośnikiem karmy podświadomością (8, s. 71, 91, 92; 9, s. 33–34). Elisabeth Clare 
Prophet, posługując się w stosunku do podświadomości określeniem „pas 
elektroniczny”, stwierdza:

Określenia tego używamy w stosunku do podświadomości, która może być 
przedstawiona na wzór zegara. Pas elektroniczny znajduje się w waszym polu od 
pępka do miejsca poniżej stóp. Wygląda jak wielki kocioł o cementowym dnie. 
Wszyscy mamy to cementowe dno, gdzie zgromadzony jest zapas naszej ludzkiej 
świadomości i to on właśnie trzyma nas na ziemi. Kiedy go przetransmitujemy, nie 
będzie nic, co mogłoby nas trzymać na ziemi i będziemy mogli wznieść się w górę, tak 
jak to uczynił Jezus (Dz. 1, 9).

Ten pas po prostu ma wagę, karmiczną wagę, a Władcy Karmy wyznaczają ilu ludzi 
może ewoluować na planecie, określając ogólną „wagę karmiczną” wszystkich 
strumieni życia na planecie. Im więcej ludzi będzie transmutowało swój pas 
elektroniczny, tym więcej będzie miejsca dla innych do przyjścia na świat, by mogli 
pracować nad własną karmą. Ludzie transmutują karmę i dlatego nie chcą nikogo 
więcej na ziemi, ponieważ czują, że ziemia staje się zbyt ciężka. Zbyt ciężka w tym 
sensie, że wibracje są ciężkie, nie do zniesienia – stąd mamy teorię zerowego wzrostu 
ludzkości
 (36, s. 27–28 oraz 44, s. 23–31).

Uczeń nie jest jednak w stanie sam tego dokonać. Pomocą służy mu Hierarchia 
Chrystusowa, która wypromieniowuje w ten świat prawo łaski, prawo odpuszczenia, 
wymazania win. To siła Światła w nas, tworząc tak zwany drugi obieg magnetyczny, 
system nerwu sympatycznego, pokonuje ostatecznie starego węża kundalini. Karma 
nie jest już wtedy prawem losu, lecz zostaje pochłonięta mocą Chrystusa. 
Wtajemniczony uczeń przechodzi przez proces przyspieszonej osobistej ewolucji, 
staje się pionierem nowej ery ludzkości (14, s. 73–76; 8, s. 190–192 oraz s. 72; 6, s. 
165–167, 194, 197, 208, 211, 223, 226; 11, s. 235; 45, s. 17–19).

Odpuszczanie win nie może dotyczyć wszystkich ludzi w ich aktualnym stanie bytu. 
Jest to przecież prawo łaski, a nie „łaska pańska”. Działa ono zgodnie z magiczną 
formułą wyrażoną w modlitwie Ojcze nasz. Wymaga więc całkowitego zwrotu 
życiowego, życia według Kazania na górze, przy czym chodzi tu o ezoteryczny 
aspekt tych świętych nauk (10). Dobre uczynki, chociaż konieczne, nie są 
wybawiające. Uczeń postępuje zgodnie z praktyką nie-działania, nie-czynienia, ani 
niczego nie przyciąga, ani też nie odrzuca (wu – wei). Nie pragnie niczego dla siebie, 
także i zbawienia, żyje dla świata, dla innych. Kroczy spontanicznie ścieżką, nie 
dbając o wynik.

Światło jednak również parzy. Nie tylko, że odsłania ono nasze wady i 
niedoskonałości, ale ponadto odrzucona przez świadomość siła Światła mści się na 
zdrowiu, fizycznym lub psychicznym. Nie może być inaczej, bo zatrzymuje się ona 
wówczas u bram plexus sacralis i musi przez nie przejść. Nie znajduje innej drogi. 
Skutkiem tego jest silne poruszenie całej nagromadzonej karmy. Przywołana, ale nie 
zasymilowana siła światła krąży w systemie czakramów, od czakramu gardła 
począwszy, aż po plexus sacralis i przez wszystkie odpowiednie organy z powrotem. 
W tym procesie cyrkulacji uszkodzeniu oraz zakłóceniu ulega wiele narządów, z 
czym wiążą się również spustoszenia psychiczne. Tak więc negatywna odpowiedź na 
Światło może być przyczyną różnych dolegliwości i groźnych chorób, nawet 

background image

śmiertelnych. Ponadto w nadchodzącej epoce Wodnika rewolucja kosmiczna i 
atmosferyczna będzie działała niszcząco na ciała wszystkich ludzi, którzy silnie 
trzymają się ziemskiej natury. Wywoła ona poważne, trudne do opanowania choroby i 
dolegliwości (9, s. 33–34, 38; 7, s. 63; 15, s. 123; 13).

Istnieje jarzmo Prawa, istnieje też wolność Ewangelii. Poprzez wypełnienie Prawa 
dochodzimy do wolności. I to jest ta wielka obietnica dla wszystkich. To jest droga 
każdej ludzkiej istoty, która bez forsowania się, we własnym tempie, powraca do 
Domu Ojca.

Wrocław, 24.07.1999 r. Leonard Górnicki

background image

Literatura

1.  Biblia to jest Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu. Nowy Przekład z 

języków hebrajskiego i greckiego opracowany przez Komisję Przekładu Pisma 
Świętego, Warszawa 1982.

2. Pismo Święte Nowego Testamentu i Księga Psalmów w przekładzie z języków 

oryginalnych. Opracował Zespół Biblistów Polskich z inicjatywy Benedyktynów 
Tynieckich, Poznań – Warszawa 1976.

3. Upaniszady. Przełożyła i wstępem opatrzyła Marta Kudelska, Kraków 1998.
4. J.Krishnamurti, Rozwiązanie Zakonu Gwiazdy. Tłum. Helena Bołoz - 

Antoniewiczowa, Warszawa 1929.

5.  Czas Zmian. Wypisy z „Share International Magazine”, Warszawa b. r. (numer w 

całości poświęcony Maitreji).

6.  J. van Rijckenborgh, Nadchodzący nowy człowiek, Katowice 1992.
7.  J. van Rijckenborgh, Dei Gloria Intacta. Chrześcijańskie Misteria Wtajemniczenia 

Świętego Różokrzyża dla czasów nowożytnych, Wrocław 1995.

8.  J. van Rijckenborgh, Gnoza w aktualnym objawieniu, Katowice 1990.
9.  J. van Rijckenborgh, Uniwersalny lek, (Bielsko - Biała 1993).
10. J. van Rijckenborgh, Światło Świata, Wrocław 1999.
11. J. van Rijckenborgh, Egipska Pragnoza i jej wołanie w wiecznym teraz. Ponownie 

obwieszczona i objaśniona na podstawie Tabula Smaragdina i Corpus 
Hermeticum Hermesa Trismegistosa. T. I, Wrocław 1997.

12. J. van Rijckenborgh, Egipska Pragnoza i jej wołanie w wiecznym teraz. T. II (w 

przygotowaniu przez Wydawnictwo Rozekruis Pers).

13. J. van Rijckenborgh, Wielki przewrót. Wolny przekład z niemieckiego T. W., 

Gliwice 1969 (mszp.). Rozdział I Rewolucja atmosferyczna i obecne katastrofy 
samolotowe oraz rozdział XV. Przyczyny chorób.

14. J. van Rijckenborgh, Elementarna filozofia nowoczesnego Różokrzyża, Warszawa 

1989.

15. J. van Rijckenborgh, C. de Petri, Powszechna Gnoza, Bielsko - Biała 1993.
16. J. van Rijckenborgh, C. de Petri, Die Elementalen in der aurischen Sphaere des 

Menschen, Pentagramm, Nr 10 i 11, 1979.

17. C. de Petri, Der Golem, Pentagramm Nr 6 - 7 i 8, 1980. 
18. A. Klizowski, Uprogu epoki Ducha. Wprowadzenie do Agni Jogi, Warszawa 

1994.

19. L. Górnicki, Myśli to rzeczy Komentarz do Potęgi myśli Annie Besant, w: 

A.Besant, Potęga myśli, Wrocław 1997. 

20. Bahrâm Elâhi, Droga do doskonałości, Tłum. Aleksandra Kurczab, Warszawa 

1990.

21. P.Loti, Indie. Przeł. Józef Jankowski, T. II, Warszawa 1905.
23. Uroczystość kremacji Annie Besant, Wiedza Duchowa 1934, T. I.
24. A.Nethercot, The frrst five lives of Annie Besant, London 1960.
25. A.Nethercot, The last four lives of Annie Besant, London 1963.
26. H. P. Bławatska, Klucz do teozofii. Przeł. Wanda Dynowska, T. 2, Warszawa 

1996.

27. Kuthumi. Studia nad aurą ludzką. Podyktowane Wysłannikowi Markowi L. 

Prophet. Wydane przez Andrzeja Sychowicza, Olsztyn 1993.

28. R. Steiner, Duchowe hierarchie i ich odzwierciedlenie w świecie fizycznym. 

Zwierzyniec, planety kosmos. Tłum. Michał Waśniewski, Gdynia 1995..

29. R. Steiner, Teozofia Różokrzyżowców. Tłum. Michał Waśniewski, Gdynia 1996.
30. R. Steiner, U bram teozofii. Tłum. Michal Waśniewski, Gdynia 1997.

background image

31. R. Steiner, Przejawy karmy. Tłum. Michał Waśniewski, Gdynia 1997.
32. R. Steiner, Księga wiedzy tajemnej. T. 2. Tłum. W. Wolański i M.K, Sosnowiec 

1991.

33. H. P. Bławatska, Doktryna Tajemna. Ewolucja kosmiczna, T. 1, Warszawa 1995.
34. J. C. Chatterji (Brahma-charin-Bodhab-Kiskhu), Filozofia ezoteryczna Indii. 

Przekład z angielskiego B.C., Warszawa 1926.

35. M. Heindel, Światopogląd Różokrzyżowców. Ezoteryczne chrześcijaństwo 

przyszłości. Tłum. Irena Brudnikowa, Warszawa 1993.

36. C. Jinarajadasa, Człowiek we wszechświecie. Przeł. Wanda Dynowska, T. 1, 

Madras 1957.

37. E. C. Prophet, Do Boskiego mistrzostwa poprzez Zegar Kosmiczny, wykreślanie 

cykli karmy i inicjacji. Opracowane i wydane przez Andrzeja Sychowicza, 
Olsztyn 1993.

38. Śankaraczarja, Klejnot Mądrości Wschodu. Spolszczył i objaśnił Józef 

Switkowski. Komentarzem opatrzył Leonard Górnicki (w druku - Wydawnictwo 
Pracownia „Borgis”).

40. Jak kierować swoim przeznaczeniem czyli prawo przyczyny i skutku. Opracowała 

Wanda Dynowska według A. Besant i C. Jinarajadasy, Katowice 1995.

41. Prawo karmy. Prawo przyczyny i skutku. Wybór i redakcja tekstów Leszek 

Podżorski, Wrocław - Cieszyn 1993.

42. Jogi Rama - Czaraka (W. W. Atkinson), Dżniani - Joga. Joga mądrości. Książka o 

najwyższych naukach jogów. Przeł. Wacław Dunin - Goździkowski, Warszawa 
(1929 ?). 

43. N. Douglas, P. Slinger, Tajemnice seksu. Alchemia ekstazy. Przeł. Jacek 

Sieradzan, T. 1, Kraków, W Roku Żelaznej Owcy.

44. B. J. Baginski i S. Sharamon, Reiki. Uniwersalna energia życiowa. Tłum. Jolanta 

Herian - Ślusarska, Kraków 1995. 

45. F. Hartman, Niektóre tajemne wiadomości z koła Tybetańskich Mistrzów. Przeł. 

I.T.A., przejrzany i poprawiony przez E. Polończyka, Warszawa 1992.

46. Saint Germain, Złota Księga, Rzeszów b. r.
47. Co ma wspólnego karma z boską sprawiedliwością, Pentagram Nr 28, Wrocław 

1997.

background image

Dodatek:

Annie Besant

Śmierć, a co potem?

(fragment)

background image

Wstęp

Któż nie zna opowiadania o tym misjonarzu paulińskim w starej Anglii, który 
pewnego wieczoru wystąpi przed królem saksońskim Edwinem, otoczonym przez 
swych starostów, aby mu wyłożyć i wyjaśnić nauki wielkiego Mistrza!

Podczas gdy właśnie mówił o śmierci i nieśmiertelności, zdarzyło się, że jakiś ptak 
wleciał przez otwarte okno do sali, pewien czas krążył po niej i potem znowu zniknął 
w ciemnościach nocy.

Stary apostoł wiary skorzystał z tego zdarzenia, aby przedstawić królowi wfrunięcie 
ptaka do sali, jako symbol znikomości życia ludzkiego, twierdząc że zniknięcie tegoż 
uzmysławia naukę jego wiary, iż dusza po krótkim pobycie na sali życia uchodzi z 
niej, prawda, nie, aby zniknąć w mroku nocy, lecz aby wzbić się do glorii słonecznej 
wspaniałego świata. Człowiek rodzący się wstępuje z mroku przez otwarte okno do 
życia ziemskiego; tylko krótki czas tego życia pozostaje on widzialny dla naszych 
oczu, aby przez śmierć zniknąć nam znowu w otwartym oknem. Po wszystkie czasy 
szukał człowiek w religii odpowiedzi na to ważne pytanie: „Skąd pochodzi to życie i 
dokąd uchodzi?”. Ale odpowiedzi religii na nie bywały nader różne...

W naszych czasach, wiele stuleci po wspomnianej rozmowie misjonarza paulińskiego 
z królem Edwinem, jest w chrześcijaństwie wielu ludzi. którzy pytają się, czy czło-
wiek w ogóle ma jakąś duszę, która skądkolwiek pochodzi lub dokądkolwiek pójść 
może, i jest wątpliwe, czy był kiedyś w historii powszechnej okres, w którym by 
równocześnie żyło tylu niedowiarków (co do duszy). Z drugiej strony wyznawcy tejże 
nauki Chrystusowej, która ich wszakże poucza, że okropności śmierci nie istnieją 
więcej, otoczyli łoże śmierci i trumnę daleko posępniejszymi i smutniejszymi 
ceremoniami pogrzebowymi, niż wyznawcy jakiejkolwiek innej religii. Czyż może 
być coś bardziej przygniatającego nad głuchą boleść, jaka zwiesza się nad domem, w 
którym mają chować zmarłego! Czyż jest coś bardziej odpychającego, jak te stroje 

background image

żałobne z matowej krepy i wyszukana obrzydliwość welonu wdowiego, w którym 
pozostała żona opłakuje „uwolnienie się od więzów ciała” jej małżonka! Czy jest coś 
wstrętniejszego jak te sztucznie ponure miny żałobników, zawodzenia płaczek 
pogrzebowych i tym podobne zwyczaje!

Ostatnie lata przyniosły pod tym względem wielki i godny uwagi postęp: nastąpiła 
niejedna pożądana zmiana i unika się coraz bardziej powiększania bólu ludzkiego 
przez drażnienie go.

Ten ponury pogląd na śmierć jest cechą charakterystyczną „chrześcijaństwa” i znalazł 
sobie wyraz zarówno w jego sztuce, jak i literaturze. Śmierć przedstawiono jako 
szkielet z kosą w ręku, jako szyderczo uśmiechniętego upiora, albo jako grożącą, 
straszną postać, z groźnym obliczem i podniesioną maczugą, albo też, jako 
klekoczące straszydło, trzymające klepsydrę – słowem – wszystko wywołujące strach 
i odpychające, co tylko fantazja mogła wymyślić – było używane dla wytworzenia 
sobie obrazu tego słusznie przezwanego „Króla strachu”.

Milton, który tak bardzo usiłował w swoich wspaniałych poezjach nadać obrazową 
postać kursującym pomiędzy ludem wyobrażeniom „chrześcijańskim” jego czasu, 
zużył całą siłę i rozmach swojej niezrównanej sztuki opisowej, aby postać śmierci 
otoczyć strachem.

Jego Raj utracony jest przepełniony straszliwymi opisami śmierci:

(...) Inna postać –
Jeżeli można zwać postacią to, czemu braknie postaci. 
Co jest niepoznawalne przez członków zlane formy: 
Jeżeli można zwać istotą to, co zdaje się li cieniem –
Jako noc czarna, widniała przed nami,
Patrząca gniewnie, jak dziesięć Furii, i jako piekło 
straszna,
Groźnie wstrząsając straszliwą maczugą; a miejsce, 
Gdzie łeb jej być się zdawał, zdobiło coś w rodzaju 
Korony. Tuż obok niej stał Szatan. A monstrum,
miejsca swego.
Podniósłszy się, podeszło wraz bliżej, coraz bliżej,
Takim okropnym krokiem, że piekło pod nim drżało(..)
(...) Straszliwa była mowa ohydnego,
A gdy, tak mówiąc, wciąż groził, dziesięciokroć jeszcze byt straszniejszy
I potworniejszy (... )
(...) Ale on, mój wróg odwieczny
Zbliżał się coraz bardziej, maczugą potrząsając, 
Stworzon li dla zagłady. Uciekłem, krzycząc: „Śmierć!" 
Na słowo to drży piekło, rozlega się jęk skargi
Z wszystkich otchłani jego, a echo „Śmierć!" powtarza(...). 

(Raj utracony, Ks. II, w. 666-789)

Jest więcej niż dziwne, że ludzie mający się za wyznawców i uczniów Nauczyciela, 
który – jak wiadomo – głosił otwarcie i jasno naukę o nieśmiertelności życia, mogą 
mieć tak straszne wyobrażenie o śmierci. I zaprawdę, należy wprost głupim nazwać to 
twierdzenie, które pomimo napraszającego się zewsząd, zupełnie przekonywającego 
materiału dowodowego, daje się czasem słyszeć, jakoby nauka o nieśmiertelności 

background image

duszy była zwiastowana i wystawiona na światło dzienne po raz pierwszy od 
początku świata dopiero przed osiemnastoma wiekami. Gdyby nawet pozostał, jako 
jeden jedyny w swoim rodzaju tylko obszerny rytuał egipski, do którego także zalicza 
się omawiająca wędrówki duszy Księga Umarłych to wystarczyłoby, aby takie na 
niczym nie oparte twierdzenie raz na zawsze obalić i usunąć. Posłuchajmy kilku 
wyjątków ze wspomnianej księgi:

O wy! którzy należycie do orszaku Boga, wyciągnijcie ku mnie ramiona swoje, 
albowiem i ja chciałbym powiększyć wasze grono (XVIII, 22).

Chwała ci, Ozyrysie, Panie Światła, który mieszkasz w źródle potęgi, w sercu 
ciemności zupełnej. Staję oto przed tobą, jako dusza oczyszczona; obydwie ręce moje 
wyciągają się do ciebie. (XXI, I).

Otwieram sobie niebo, bowiem wypełniam przykazania dane w Memphis. Poznaję 
moją istotę najwewnętrzniejszą, zdobyłem ją sobie; ramiona moje uczyniłem 
posłusznymi sobie i nogi moje poddałem woli mojej. Moja dusza już nie jest 
uwięziona w ciele, bowiem stoi przed wrotami Amenti (XXVI, 5–6).

Aby nie nużyć czytelnika zbyt wieloma przytoczeniami z księgi, której treścią 
wyłączną są czyny i przemowy człowieka wyzwolonego z ciała, poprzestanę na 
przytoczeniu tu jeszcze ustępu dotyczącego wyroku ostatecznego na zwycięską 
duszę:

Zmarły ma być przyjęty do grona bogów niższych sfer boskich, skąd nigdy więcej nie 
ma być wykluczony. Ma on pić z nurtów rzeki niebieskiej (...) Jego dusza nie ma 
schnąć w więzieniu; jest to bowiem dusza, która niesie błogosławieństwo wszystkiemu 
w pobliżu niej. Robactwo nie ma jej toczyć!
 (GLXIV, 1-I - I 6).

Wiara w reinkarnację dowodzi wystarczająco, że wszystkie religie, w których 
tworzyła ona punkt środkowy nauki, wierzyły w trwanie duszy po śmierci; ale 
pomimo to chciałabym przytoczyć tutaj, jako przykład, wyjątek z „Kodeksu Manu”, 
który następuje po rozprawie o metampsychodzie i odpowiada na pytanie co do 
uwolnienia się od dalszych wcieleń:

Twierdzą, że ze wszystkich tych przymiotów świętych najprzedniejsze jest 
samopoznanie (lub, lepiej wyraziwszy się, poznanie Jaźni, albo Atmy); ono bowiem 
jest, zaprawdę, najdoskonalsze ze wszystkich umiejętności, gdyż przez nie osiągamy 
nieśmiertelność. (XII, 85).

Bardzo dobitnie wypowiada się także na temat owego pytania wzniosła religia 
Zaratustry, jak tego dowodzi następujący ustęp, wyjęty z Awesty, w którym ta stara 
księga, opisawszy różne wędrówki pośmiertne jednej duszy, tak ciągnie dalej:

Dusza człowieka sprawiedliwego przekracza pierwszy stopień i dostaje się do Humaty 
(nieba), potem przekracza drugi stopień i dostaje się do Hukhty, następnie przekracza 
trzeci stopień i dostaje się do Harastu; wreszcie dusza sprawiedliwego wzbija się na 
czwarty stopień i dociera do światła wiecznego.

Tako rzecze do niego jeden z dawniej umarłych: Jak ty – umarły w sprawiedliwości i 
czystości z twego więzienia cielesnego, z twojej posiadłości ziemskiej, ze świata 
fizycznego – znalazłeś się tu, w świecie niewidzialnym, ze znikomości wzbiłeś się do 

background image

wieczności? W jaki sposób dokonałeś tego – o ty, którego pozdrawiam?

Na to odpowiada Ahura–Mazda: Nie pytaj tego, do którego skierowałeś zapytanie 
swoje, bowiem przebył on straszną, okropną drogę rozłączenia duszy z ciałem.

Również jasno i dobitnie wyraża się perski Desatir. To składające się z 15 ksiąg 
dzieło, stworzone przez proroków perskich, było początkowo ułożone w języku 
Avesta. Bóg zwie się tam Ahura–Mazda, albo Yazdan. Czytamy tam:

Bóg dal człowiekowi wyższość nad zwierzętami przez nadanie mu duszy, która jest 
wolną, prostą, niematerialną, niezłożoną, nie znającą pragnienia substancją, i która 
przez wydoskonalenie się zostaje aniołem.

Jego niezgłębiona mądrość i niezbadana wiedza złączyła duszę z ciałem materialnym.

Jeżeli on (człowiek) czyni dobrze w ciele materialnym, oraz posiada właściwą wiedzę 
i religię, to jest on Hartasp... 

Z chwilą, gdy opuszcza on swoje ciało materialne, przyjmuję go Ja (Bóg) do świata 
aniołów, aby mógł z nimi obcować i Mnie oglądać.

Lecz jeżeli on nie jest Hartasp, pomimo to jednak jest mądry i wolny od występków, 
podniosę go do stopnia aniołów.

Każdy człowiek znajdzie właściwe sobie miejsce, według miary jego mądrości i 
pobożności, w rzędzie mędrców w niebie, albo na gwiazdach. A w tych regionach 
szczęśliwości pozostanie on na wieki. (Przekład Mirzy Mohamed Hadi: The Platonist 
s. 306).

Panujący w Chinach odwieczny zwyczaj czczenia duchów przodków dowodzi, że i tu 
była ogólnie rozpowszechniona wiara w ciągłość życia ludzkiego za grobem. Księga 
Szu-king, którą Mr. James Legge uważa za najstarsze dzieło klasyczne Chin i które 
zawiera zapiski historyczne z lat 2357–627 p.n.e., roi się od wskazówek co do tych 
dusz, które łącznie z innymi istotami duchowymi czuwają nad interesami ich 
potomków oraz nad dobrem państwa. Tak na przykład upomina Pan–Kang, który 
panował od 1401–1374 p.n. e., swoich poddanych:

Dążeniem moim jest wszystkich was wspierać i żywić. Wspominam przy tym moich 
przodków, którzy są obecnie duchami władczymi... Gdybym popełniał błędy w 
panowaniu moim i długo szedł tą błędną drogą, to mój wzniosły władca (założyciel 
naszej dynastii) zesłałby na mnie dotkliwą karę za moje przewiny i wykrzyknąłby: 
„Czemu ciemiężysz lud mój?” Zaś jeżeli ty, ludu, liczący się na miliony, nie będziesz 
mocno wierzył w nieśmiertelność życia twego i mnie – jednego – popierał w 
przeprowadzaniu planów moich, wówczas dawni królowie ześlą na ciebie ciężkie kary 
i zawołają: „Dlaczego sprzeciwiacie się naszemu młodemu wnukowi, tracąc przez to 
cnotę waszą? A od kar tych, które oni z góry ześlą na was, nie będziecie mogli uciec
(...) Wasi dziadowie i pradziadowie wyrzekną się was wtedy i zostawią was na pastwę 
śmierci!”.

(Sacred books of the East – III, 109–110). 

Ale praktyczny skutek tego starego wierzenia, przy którym Chińczycy trwają również 
niezłomnie do dziś dnia, jak i w tych dawno zamierzchłych stuleciach, jest nader 

background image

nikły i zmiana, którą ludzie nazywają śmiercią, wyciska na życiu i myśleniu 
mieszkańców tego kwiecistego kraju bardzo nieznaczne piętno.

Cytat w rodzaju poprzednich można by dodać jeszcze setki, ale i te wystarczą dla 
wykazania jak niedorzeczny jest pogląd, jakoby wiara w nieśmiertelność miała do 
zawdzięczenia swoją genezę chrześcijaństwu. Całą starożytność opromieniała wiara 
w nieśmiertelność człowieka, która przejawiała się nie tylko w życiu codziennym, ale 
i w literaturze, i dzięki której ludzie ze spokojną powagą przekraczali wrota śmierci.

Pozostaje nierozwiązana zagadka, w jaki sposób chrześcijaństwo, którego nauka 
przecież jak najenergiczniej i jak najradośniej wiarę tę na nowo wzmocniła, 
wyhodowało nigdzie indziej nie spotykany strach przed śmiercią – strach, który nie 
tylko w życiu społecznym, ale także w chrześcijańskiej sztuce i literaturze, gra rolę 
tak wybitną. Nie sama wiara w piekło otoczyła mogiłę ludzką tym strachem; inne 
religie bowiem posiadają także swoje wierzenia w piekło, a pomimo to wyznawcy ich 
nie znają tej strasznej bojaźni wobec śmierci.

Tak na przykład Chińczycy, którzy uważają śmierć za przebieg tak nieznaczny i 
błahy, wierzą w cały szereg piekieł, jedynych w swoim rodzaju z ich różnymi mękami 
i udręczeniami. Możliwe, że różnica w pojmowaniu śmierci leży raczej w charakterze 
rasowym, niż w wyznaniu wiary, albo także w tym, że czynne życie 
zachodnioeuropejczyka wzdraga się przed przeciwieństwem tegoż i jego pozbawiony 
fantazji, zmaterializowany rozsądek uznaje, że stan bezcielesny jest co najmniej 
niedogodny; podczas gdy mieszkaniec Wschodu, bardziej skłonny do marzeń i mi-
styki, czuje do medytacji pociąg i stara się wytrwale już podczas życia ziemskiego 
otrząsnąć się z naporu zmysłów, uważając stan bezcielesny za nader pożądany i w 
zupełności odpowiedni do oddania się bez przeszkody rozmyślaniu.

Zanim wszakże przystąpimy do bliższego rozpatrzenia wypadków pośmiertnych, 
musimy podać, przynajmniej w krótkim zarysie, z jakich różnorodnych części składa 
się człowiek, według nauk filozofii ezoterycznej, bowiem, nie znając jego 
pojedynczych składników, nie moglibyśmy także zrozumieć ich rozłączenia.

A więc, człowiek składa się:

Atma

Nieśmiertelnej troistości Buddhi 

Manas

Kama
Prana 

i ze śmiertelnej czworakości Linga 

Śarira

Sthula Śarira

Sthula Śarira (rupa) jest to ciało fizyczne, złożona z różnorodnych narządów, 
widoczna i dotykalna postać zewnętrzna. Linga Śarira jest to ciało astralne, albo 
sobowtór astralny ciała fizycznego (cień, „widmo"). Prana jest to siła życiowa, ta 
niezbędnie potrzebna siła do wprowadzenia molekuł astralnych i fizycznych w 
stosunek skoordynowany i wytworzenia z nich pewnego organizmu. Prana jest to ów 
znajdujący się w każdym organizmie odem życiowy

, ta część uniwersalnego odemu 

życiowego, jaką organizm przyswoił sobie na okres czasu , który nazywamy 

background image

„życiem". Kamarupa jest to zbiorowisko skłonności, pragnień żądz i namiętności, 
które człowiek posiada na równi ze zwierzęciem, a więc ciało astralne. Manas jest to 
to, co w nas myśli, inteligencja, rozum. Buddhi jest to nośnik, albo wehikuł, w którym 
mieszka Duch. Atma = Duch, w którym jedynie Buddhi może się objawić.

Ogniwem łączącym pomiędzy nieśmiertelną triadą, a śmiertelną czworakością jest 
Manas, który podczas życia ziemskiego, czyli inkarnacji, posiada naturę podwójną i 
działa, jako manas wyższy i niższy. Manas wyższy wydziela promień – manas niższy, 
który pracuje w mózgu i za pomocą mózgu w człowieku, tworzy jego intelekt. Ten 
manas niższy łączy się z kamą, naturą namiętnościową, i tym tłumaczy się pogląd 
filozofów zachodnich, według którego namiętności i żądze są uważane za części 
składowe rozumu. Przez to połączenie wytworzył się most pomiędzy wyższą a niższą 
naturą człowieka, jako że ów kama-manas przez swoje wyższe elementy, pochodzące 
z manasu, należy do wyższej, a przez swoje niższe elementy kamy – do niższej natury 
tegoż. Manas ów tworzy nie tylko pole walki na czas życia ziemskiego, ale i w życiu 
pośmiertnym odkrywa jeszcze poważną rolę. Ze względu na zmieszanie w kama-
manasie elementów śmiertelnych z nieśmiertelnymi zaproponuję następującą 
nieznaczną zmianę w naszym podziale siedmiu pryncypiów człowieka:

Atma 

(Duch pozostający w łączności z Absolutem)

Nieśmiertelne:

Buddhi 

(duchowa dusza)

 

Manas wyższy 

(zawiera zapis karmiczny)

 

względnie
śmiertelny: 

Kama-Manas (lub Manas niższy):

Prana (

siła życiowa, ciało eteryczne)

 

Śmiertelne: Linga 

Śarira 

(ciało astralne)

Sthula Śarira 

(ciało fizyczne)

Podobny podział znajdujemy także u niektórych pisarzy chrześcijańskich, którzy 
nauczają: Duch jest, dzięki swemu początkowi boskiemu, w swojej istocie najbardziej 
wewnętrznej nieśmiertelny; dusza natomiast posiada tę własność tylko względnie, tj. 
może osiągnąć nieśmiertelność przez połączenie się z Duchem; zaś ciało jest dzięki 
całej naturze swojej śmiertelne. Większość niedostatecznie poinformowanych 
„chrześcijan" dzieli człowieka tylko na dwie części: ciało, które przez śmierć 
rozkłada się, i coś, co śmierć przeżywa, a co nazywa się tu duszą, ówdzie duchem. Ta 
ostatnia klasyfikacja, o ile to w ogóle można nazwać podziałem, jest zupełnie 
niewystarczająca, jeżeli szukamy jakiegokolwiek rozumnego wyjaśnienia lub 
oświetlającej hipotezy co do zjawisk pośmiertnych. Natomiast przyjęcie podziału 
istoty ludzkiej na trzy elementy daje nam już daleko trafniejszy obraz jej całej natury, 
ale i ono nie wystarcza jeszcze do wyjaśnienia niektórych zjawisk. Jedynie podział na 
siedem elementów daje nam obraz zarówno odpowiadający rozumowi, jako też 
faktom, które mamy tu bliżej rozpatrzyć. Dlatego też każdy początkujący uczyni 
dobrze, zapoznając się z tym podziałem, chociażby wydał mu się nieco zbyt 
rozciągły. Wszakże, gdyby poświęcił studium swoje wyłącznie zbadaniu ciała i jego 
ruchów, musiałby pocić się nad przyswojeniem sobie jeszcze bardziej rozciągłej i 
daleko więcej wchodzącej w szczegóły klasyfikacji, niż ta, której tu od niego żądamy. 
Wtedy musiałby się zapoznać z różnicą pomiędzy muskułami a komórkami 
nerwowym i tak dalej, jak również z różnymi zdarzającymi się tu wariacjami, i gdyby 
chciał w nieświadomości swojej zbuntować się przeciw temu tak starannie i do 
najdrobniejszych szczegółów wypracowanemu systemowi, wytłumaczono by mu, że 

background image

tylko na mocy tak dokładnego zbadania różnych części składowych ciała mogą być 
zrozumiane różnorodne i tak skomplikowane zjawiska działalności życiowej.

Jeden rodzaj komórek jest przeznaczony do karmienia ciała, inny zabezpiecza ruch, 
jeszcze inny umożliwia wydzielanie, et cetera, i jeżeliby nie każdy oddzielny rodzaj 
posiadał swoją własną nazwę, to powstałoby stąd okropne zamieszanie i niekończące 
się nieporozumienia, i funkcje fizyczne pozostałyby niezrozumiałe. Wobec długości 
drogi, jaka nam pozostaje jeszcze do odbycia, oszczędzi nam czasu i przyda jasności, 
jeżeli przede wszystkim przyswoimy sobie kilka wyrażeń technicznych; a że jasność 
konieczna jest zwłaszcza tam, gdzie chodzi o wyjaśnienie i zrozumienie 
skomplikowanych procesów pośmiertnych, czuję się przeto nawet zmuszona – wbrew 
mojemu dotychczasowemu zwyczajowi – od początku posługiwać się tymi 
wyrażeniami technicznymi; nie posiadamy bowiem dotychczas w naszym języku 
żadnych słów oddających wyczerpująco ich znaczenie, zaś używanie długich 
zwrotów objaśniających jest nie tylko nader uciążliwe, ale często ponadto 
niedostateczne.

Co do mnie, to uważam, że w sporach pomiędzy zwolennikami filozofii ezoterycznej 
a spirytystami, zawiniło przeważnie wynikające z nieścisłości sposobu wyrażania się 
niezrozumienie wzajemnych poglądów. Pewien wybitny spirytysta wyraził się 
niedawno z niecierpliwością, że nie pojmuje zupełnie, do czego mają być potrzebne 
dokładne definicje; co do niego, to rozumie on pod słowem „duch” wszystkie te 
części natury ludzkiej, które trwają po śmierci i nie należą do ciała. Idąc za tym 
przykładem, można by równie dobrze powiedzieć: ciało ludzkie składa się z kości i 
mięsa, zaś na pytanie: co to jest krew? – odpowiedzieć: „Pod krwią rozumiemy 
wszystko, co nie jest kością”.

Jasna definicja i ścisłe trzymanie się raz przyjętego określenia umożliwi nam 
przynajmniej wzajemne rozumienie się, a to jest przecież pierwszy krok do 
skutecznego porównania różnego rodzaju doświadczeń.

Ciało fizyczne

Ciało fizyczne podlega nieustannemu procesowi rozkładu i odnawiania. Najpierw 
tworzy się ono jako forma astralna w łonie matki, a następnie przez nieustanne 
przyciąganie nowej materii dopełnia bez przerwy swoją budowę. Podczas, gdy z 
jednej strony wypycha ono co chwila maleńkie molekuły, z drugiej – wchłania w 
siebie również co chwila takie molekuły. Wypływający strumień rozlewa się następ-
nie po całym otoczeniu i służy do budowy nowych ciał różnego rodzaju, zarówno w 
świecie mineralnym, jak zwierzęcym i roślinnym, ba, nawet i ludzkim, bowiem 
podstawy fizyczne wszystkich tych istot są wszędzie jednakowe.

Secret Doctrine Heleny Bławatskiej (tom I, s. 260 i 261)

 czytamy:

W wyobrażeniu, iż powłoka ludzka składa się, podobnie do skalistej skorupy naszej 
ziemi, z niezliczonych „istot żyjących” nie ma dla prawdziwego mistyka nic 
odpychającego (...). Wiedza uczy nas, że żywy, jak i martwy, organizm ludzi i zwierząt 
roi się od setek rodzajów bakterii; że przez każdy oddech nasz jesteśmy zagrożeni 
wtargnięciem mikrobów z zewnątrz, podczas gdy we wnętrzu naszym zagraża nam 
cały szereg innych maleńkich żyjątek. Nauka poszła w nowszych czasach nawet tak 
daleko, że zgodnie z wiedzą okultystyczną twierdzi, iż zarówno ciała nasze, jak ciała 
zwierząt, roślin i kamieni składają się z takich żyjątek, które, z wyjątkiem gatunków 
większych, są tak drobne, że żaden mikroskop nie może ich odkryć. O ile chodzi tylko 

background image

o zbadanie człowieka materialnego i zwierzęcego, nauka znajduje się na drodze do 
odkryć, które teorię tę potwierdzą w najszerszym zakresie. Chemia i fizjologia – oto 
dwaj wielcy czarodzieje przyszłości, których zadaniem jest otworzyć oczy ludzkie na 
poznanie wielkich prawd natury. Z każdym dniem identyczność pomiędzy zwierzęciem 
a człowiekiem, pomiędzy rośliną a człowiekiem, ba, nawet pomiędzy płazami i 
służącymi im za kryjówkę kamieniami a człowiekiem, stanie się jaśniejsza i 
wyraźniejsza. Z chwilą jednak odkrycia, że fizyczne i chemiczne składniki wszystkich 
tworów są identyczne, chemia może postawić dalsze twierdzenia, mianowicie, że nie 
ma różnicy pomiędzy materią, z której została wytworzona małpa, a materią czło-
wieka. Nauka okultystyczna idzie wszakże jeszcze o wiele dalej, ucząc, że nie tylko 
składniki chemiczne są identyczne, ale te same nieskończenie małe, niewidzialne 
istnienia tworzą atomy, z których składa się zarówno materia gór jak i bratków, 
człowieka jak i mrówki, słonia jak i chroniącego go od słońca drzewa. Każda 
oddzielna cząsteczka – bez względu na to, czy przywykliśmy nazywać ją organiczną, 
czy nieorganiczną – jest ożywiona.

Te pojedyncze, niezależne od siebie istoty żyjące należą wszystkie do planu prany, 
albo ciała eterycznego i tworzą jako całość molekuły i komórki ciała fizycznego. Pod-
czas całego życia fizycznego nieustannie wpływają one i wypływają, tworząc w ten 
sposób ciągły związek pomiędzy człowiekiem a jego otoczeniem.

Kierują nimi pewne istoty, zwane „ognistymi"

, które zmuszają swoich podwładnych 

do wykonywania ich zadania, polegającego na budowaniu komórek ciała, i stoją na 
straży, aby wykonywano to dzieło harmonijnie i porządnie, w należnym poddaniu się 
wyższym przejawom życiowym w skomplikowanym organizmie, który nazywamy 
„człowiekiem”. Te „istoty ogniste” odpowiadają przez swoją działalność kontrolującą 
i organizującą w naszym planie Jedynemu Życiu w uniwersum; i z chwilą, gdy 
przestaną spełniać w ciele ludzkim to zadanie swoje, wtedy niższe istoty 
rozzuchwalają się, nadużywają swojej mocy i poczynają niszczyć organizm fizyczny, 
dotychczas spoisty.

Podczas życia cielesnego są one podzielone jak armia i kroczą w regularnym 
porządku pod zwierzchnią komendą generała, wykonują najróżniejsze ewolucje, idą 
krok w krok i poruszają się jak jedno ciało. Po śmierci wszakże stają się 
zdezorganizowanym, buntowniczym tłumem , który rzuca się to tu, to tam, albo 
wzajemnie na siebie; ani nie posiada wspólnego celu, ani też nie podlega wspólnej 
komendzie.

Ciało nigdy nie jest tak bardzo ożywione jak wtedy, kiedy jest martwe; ale jest ono 
wtedy ożywione tylko w swoich oddzielnych częściach, a martwe, jako całość; żywe 
– jako podrzędna gromada istotek, martwe – jako organizm. 

W Isis unveilde pisze H. Bławatska:

Nauka rozpatruje człowieka jako agregat atomów, które są złączone na pewien czas 
przez tajemny węzeł, tzw. zasadę życiową. Dla materialisty nie ma pomiędzy ciałem 
martwym a żywym żadnej innej różnicy, jak tylko ta, że w ostatnim wypadku ta siła 
jest aktywna, w pierwszym zaś utajona. Jednakże, kiedy wygasła ona zupełnie, lub 
zupełnie wycofała się, wtedy molekuły ulegają wyższemu prawu przyciągania, które 
rozrywa je i rozprasza w przestrzeni. Otóż to rozproszenie jest właśnie tym, co 
nazywamy śmiercią, o ile w ogóle można nazywać śmiercią proces, przez który 
molekuły ciała martwego przejawiają dopiero naprawdę intensywną siłę życiową ... 

background image

Elifas Levi powiada: Zmiana jest dowodem ruchu, a tylko ruch dowodzi życia. Trup 
nie rozłożyłby się, gdyby był martwy: natomiast wszystkie te molekuły, z których on 
jest złożony, są żywe i walczą, aby nawzajem oderwać się od siebie!

Kto czytał wydaną poprzednio przeze mnie książkę The seven principles of man, wie, 
że linga-śarira, albo ciało astralne, jest nośnikiem prany, albo zasady życiowej. Za 
pośrednictwem linga-śarira prana wykonuje, jak to było co dopiero wspomniane, tę 
czynność kierowniczą i porządkującą; zaś śmierć zawładnie tryumfalnie ciałem z 
chwilą, gdy linga-śarira oddzieli się od niego zupełnie i delikatny węzeł, który łączył 
je z ciałem fizycznym przerwie się. Jasnowidzący obserwowali ten przebieg 
rozłączenia i dokładnie go opisali. Tak na przykład Andrew Jakson Davis, wielki 
jasnowidz opisuje, jak sam obserwował oddzielanie się ciała eterycznego i twierdzi, 
że węzeł magnetyczny przerwał się dopiero mniej więcej w 36 godzin po śmierci 
pozornej. Inne osoby przebywające w transie opisywały w podobny sposób, jak 
widziały wydzielającą się ze zmarłego słabą fioletową mgłę, która stopniowo 
zagęszczała się w figurę, będącą sobowtórem osoby zmarłej i złączoną z nią przez ja-
śniejący węzeł. Przerwanie się tego węzła oznacza ustanie wszelkiego połączenia 
magnetycznego pomiędzy ciałem fizycznym a przeżywającymi je składnikami istoty 
ludzkiej; ciało wtedy jest uwolnione od człowieka, człowiek zaś jest pozbawiony 
ciała. Bezpośrednio po śmierci sześć jeszcze składników jego istoty pozostaje w 
połączeniu, podczas, gdy siódmy, sthula śarira, został porzucony, jak znoszone 
ubranie.

I, zaprawdę, śmierć jest rzeczywiście tylko powtarzającym się procesem rozbierania, 
albo odsłaniania. Część nieśmiertelna człowieka odrzuca kolejno wszystkie swoje 
osłony zewnętrzne – jak wąż swoją skórę, jak motyl kokon przechodząc stopniowo do 
coraz wyższego stanu i świadomości. Zostało wszakże stwierdzone przez fakty, że 
porzucenie ciała fizycznego i przebywanie pewnej istoty świadomej bądź w 
sobowtórze astralnym, bądź też nawet w jeszcze subtelniejszym ciele myślowym, 
może być dokonane już podczas życia ziemskiego, tak że człowiek może zapoznać się 
w ten sposób ze stanem bezcielesnym, przez co ten ostatni traci dlań wszelką grozę, 
która otacza zazwyczaj wszystko nieznane.

W ciele astralnym nie może się on wprawdzie oddalać zbyt daleko od ciała 
fizycznego, bowiem muszą one pozostawać ciągle połączone przez ten delikatny 
węzeł magnetyczny, którego zerwanie jest równoznaczne ze śmiercią. W każdym 
razie może on rozpoznać się, jako świadomą istotę, zamieszkującą tę powłokę 
astralną i znaleźć dla własnego zadowolenia dowód na to, że życie nie zależy od 
funkcji ciała fizycznego. Ale z chwilą, gdy nauczy się używać swego ciała 
myślowego, nie jest już zależny od oddalenia ciała materialnego i poznaje z całą 
świadomością niezależność inteligencji duchowej.

Jak mógłby człowiek, który w ten sposób odrzucił niejednokrotnie swoje ciało 
fizyczne i jego sobowtóra z subtelnej materii, oraz przekonał się przy tym, że 
przebieg ten nie sprowadza bynajmniej „nieświadomości”, ale przeciwnie wynika z 
niego daleko szerszy zakres swobody i wzmożona intensywność życia – jak mógłby 
człowiek taki żywić jeszcze obawę przed ostatecznym zupełnym odrzuceniem 
więzów i przed uwolnieniem swojej nieśmiertelnej duszy od tego, co poznał, jako 
„swoje więzienie w ciele i krwi”?

Takie pojęcie życia ludzkiego tworzy znaczną część filozofii ezoterycznej. Człowiek 
posiada przede wszystkim naturę boską, jest iskrą życia boskiego. Po oddzieleniu się 

background image

od centralnego ognia, ten żywy płomień otacza się powłokami, które zamieszkuje, 
stając się triadą Atma-Buddhi-Manas, albo nieśmiertelną Jaźnią. Ta ostatnia wysyła 
ze swojej strony znowu promień, który otacza się grubszymi materiami: ciałem 
namiętności (albo elementami kamy, naturą namiętnościową), następne ciałem 
eterycznym i wreszcie – fizycznym. Przedtem wolna, nieśmiertelna, teraz wszakże 
zamknięta, osłonięta i uwięziona inteligencja może działać obecnie tylko z trudem i z 
przykrością poprzez otaczające ją powłoki; jednakże w swojej naturze właściwej 
pozostaje pomimo to wolnym ptakiem nieba; jej skrzydła są tylko związane 
i wstrzymane przez materię, w której chwilowo mieszka. Gdy tylko człowiek 
uświadomi sobie należycie swoją prawdziwą istotę, uczy się stopniowo otwierania 
drzwi swego więzienia i porzucania swojej celi. Najpierw musi się on nauczyć czucia 
się identycznym ze swoją trójcą nieśmiertelną, pokonywania swego ciała i jego 
namiętności i podnoszenia się do życia czystego, duchowego i moralnego. Wtedy 
dochodzi do przekonania, że pokonane ciało nie może go więzić; otwiera drzwi i wy-
chodzi na słońce swego prawdziwego życia. A gdy później śmierć otworzy mu te 
wrota, to kraina, do której ma przejść teraz, nie jest mu już nieznana, gdyż już 
przedtem dobrowolnie po niej wędrował. Ale wreszcie wzbija się on do poznania tak 
ważnego faktu, że życie jest zupełnie niezależne od ciała i tego planu materialnego – 
że życie jest niczym innym, jak jego świadomym bytem nieśmiertelnym, i że krótkie 
okresy życia ziemskiego są tylko zupełnie znikomymi cząstkami jego świadomego 
istnienia, podczas których nawet, wskutek gniotących i gnących powłok, życie jego 
jest o wiele mniej intensywne. Tylko podczas takich pobytów w ciele fizycznym 
może on – z nielicznymi wyjątkami – utracić świadomość swego nieprzerwanego, 
ciągłego życia, ponieważ jest właśnie otoczony przez powłoki, które go do tego 
stopnia zaślepiają i łudzą przedstawiając mu jako rzeczywistość to, co jest tylko 
złudzeniem, co jest znikome na tyle, że zatraca on zupełnie wiedzę o prawdziwym 
stanie rzeczy.

Ponad uniwersum jest światło słoneczne; w czasie inkarnacji przechodzimy z niego w 
mrok życia cielesnego, podczas którego wzrok nasz jest przyćmiony. Ale wraz ze 
śmiercią występujemy znowu z ciemności naszego więzienia na słońce i zbliżamy się 
do jedynej Realności. Krótkie więc są okresy ziemskie, długie natomiast czasy blasku 
słonecznego; ale w naszym stanie zaślepienia nazywamy mrok „życiem” i uważamy 
go za byt prawdziwy, podczas gdy światło słoneczne nazywamy „śmiercią” i drżymy 
na myśl o nim. Giordano Bruno, jeden z najznakomitszych nauczycieli naszej filozofii
z czasów średniowiecza, doskonale określił stosunek rzeczywisty pomiędzy 
człowiekiem a ciałem jego. 0 człowieku prawdziwym mówi on:

Będzie on do tego stopnia tkwił w swoim ciele, że najlepsza część jego jaźni nie 
przemówi w nim, a odnajdzie samego siebie, jeżeli przez niewzruszoną przysięgę tak 
całkowicie zwróci się do rzeczy boskich, że dla rzeczy ziemskich nie będzie już czuł 
ani miłości, ani nienawiści. Poznaje on Pana w sobie i wie, że nie jest ani sługą, ani 
niewolnikiem swego ciała, uważając je tylko za więzienie, w którym tęskni do 
wolności, za więzy, które hamują lot jego skrzydeł, za łańcuch, który krępuje jego 
ręce, za kij, który mu się plącze pod nogami, za welon, który mu wzrok przesłania. Nie 
może być on ani sługą, ani więźniem, ani zamkniętym, związanym, zmuszonym do 
bezczynności, ani też bałamuconym i ślepym; bowiem ciało, które on sam (do-
browolnie) opuszcza, nie może go do tego stopnia ujarzmić, aby ducha uważał 
poniekąd za świat cielesny; materia zaś pozostaje podwładna Bogu i prawom natury.

Z chwilą, gdy tylko osiągniemy taki pogląd na ciało i wywalczymy sobie wolność 
przez zwalczenie go, wtedy i śmierć traci dla nas całą grozę. Przez dotknięcie jej 

background image

opada z nas ciało ziemskie jak ubranie, a my wznosimy się nienaruszeni i wolni.

Tę samą myśl tak wyraża Dr Franz Hartmann w artykule o paleniu zwłok:

Według poglądu nowszych uczonych człowiek jest udoskonaloną małpą. Ale według 
poglądu mędrców indyjskich, którzy zgadzają się tutaj z mistykami chrześcijańskimi, 
człowiek jest Bogiem, który na czas tego życia ziemskiego przez swoje skłonności 
ziemskie łączy się ze zwierzęciem (tj. ze swoją naturą zwierzęcą). Przebywający w 
człowieku Bóg daje mu mądrość; zwierzę wyposaża go w siłę. Podczas śmierci 
uwalnia się Bóg sam od człowieka, opuszczając ciało zwierzęce. Ponieważ zaś 
człowiek nosi w sobie tę świadomość boską, przeto jest jego zadaniem zwalczać w 
sobie zwierzęce żądze i przy pomocy zasady boskiej wznosić się ponad nie; zadanie, 
którego zwierzę nie może spełnić i którego przeto od niego także się nie żąda.

(Theosophical Sifting, tom III).

Człowiek – o ile używa się tego słowa w znaczeniu osobistości, w którym także jest 
ono użyte w drugiej części tego cytatu – jest tylko względnie nieśmiertelny; ale czło-
wiek prawdziwy, boski, jest bezwzględnie nieśmiertelny i zbawia sam siebie, a z 
osobowości zabiera ze sobą tylko tyle, ile było potrzebne do połączenia się z 
Bóstwem.

Ciało, przedtem miejsce igrzysk dla niezliczonych istnień, które prana utrzymywała w 
porządku i posłuszeństwie, działając przez swój nośnik tj. linga śarira, poczyna 
wreszcie rozkładać się, to znaczy rozwiązywać, a z rozkładem komórek i molekuł 
jego oddzielne cząstki przechodzą w inne połączenia.

Jeżeli powrócimy znowu na ziemię, może się zdarzyć, iż zejdziemy się z jednym z 
tych niezliczonych istnień, które w dawniejszej inkarnacji gościły w naszym 
ówczesnym ciele; ale tu mamy do czynienia tylko z rozkładem ciała, którego okres 
życia zakończył się i które czeka los zupełnego rozkładu. Dla sthula śarira więc 
śmierć oznacza rozkład organizmu, albo zerwanie węzła, który wiele elementów 
połączył w jedność.

Ciało astralne

Linga śarira, albo sobowtór astralny, jest to cień ,,widmo” grubo-materialnego ciała 
ludzkiego. Cień ten jest niekiedy widoczny już za życia, w pobliżu ciała fizycznego, a 
jego wyjściu z ciała towarzyszy w zasadzie uczucie ciężkości w ciele fizycznym, albo 
także popadnięcie tegoż w stan półletargu. Ponieważ w ciągu życia ziemskiego jest 
on nośnikiem zasady życiowej, przeto wydalenie się jego z ciała daje się oczywiście 
zauważyć przez ustanie wszystkich funkcji życiowych, jeżeli nawet węzeł łączący te 
dwa ciała nie jest zupełnie przerwany. Zupełne zerwanie tegoż węzła oznacza, jak już 
wiemy, śmierć ciała.

Gdy linga śarira opuszcza ciało ostatecznie, to nie ulatuje natychmiast daleko od 
niego, ale w zasadzie unosi się nad zwłokami w sennym, spokojnym stanie 
świadomości, o ile nie mają miejsca zbyt porywcze wybuchy rozpaczy i zbyt wielkie 
zamieszanie w najbliższym otoczeniu co dopiero opuszczonego ciała. Na miejscu 
będzie tu uwaga, że w czasie stopniowego przebiegu śmierci, podczas którego linga 
śarira wydziela się z ciała, w pokoju zmarłego powinien panować największy spokój i 
panowanie nad sobą. Bowiem wtedy przed umierającym przesuwa się szybko, jakby 

background image

w kalejdoskopie, raz jeszcze całe życie; jak to wiemy zresztą z opowiadań ludzi, 
którzy byli bliscy śmierci od utonięcia i popadli już w stan, w którym świadomość 
zanikła i puls zdawał się ustać. Pewien Mistrz (Adept) pisze o tym:

W ostatniej chwili pamięć nasza odzwierciedla raz jeszcze cale życie ze wszystkimi 
szczegółami, wydobywając z najtajniejszych kącików i skrytek obraz po obrazie, zda-
rzenie po zdarzeniu... Może się często zdarzać, że uważamy już człowieka za 
zmarłego, ale w chwili pomiędzy ostatnim uderzeniem pulsu, lub ostatnim drgnięciem 
jego serca, a wyjściem ostatniej iskry ciepła zwierzęcego, mózg nieustannie jeszcze 
myśli i ego przeżywa w tym krótkim okresie czasu raz jeszcze całe swoje życie. 
Mówcie przeto tylko szeptem – wy, którzy otaczacie łoże śmiertelne i znajdujecie się 
wobec majestatu śmierci. Zwłaszcza jednak cicho powinniście się zachowywać 
bezpośrednio po tym, gdy śmierć położyła swoją łagodną rękę na ciele; mówić tylko 
szeptem, powtarzam, aby nie przerywać spokojnego biegu myśli i nie przeszkadzać 
przeszłości w skrzętnym tkaniu welonu dla przyszłości.

(Man, fragments of forgotten history, 119-120).

W chwilach tych gromadzą się obrazy myślowe ubiegłego życia ziemskiego wokół 
ich twórcy i grupują się w całkowity obraz tego życia. Zostaje on następnie utrwalony 
w świetle astralnym. Najważniejsze skłonności, najsilniejsze kierunki myślowe 
wyciskają swój stempel na charakterze następnej inkarnacji i występują w tejże, jako 
cechy wrodzone. To rozważanie sumy doświadczeń życiowych, to przejście 
wspomnień karmicznych jest zbyt ważnym i poważnym przebiegiem, aby miał być 
zakłócany przez niewczesne lamenty krewnych i przyjaciół zmarłego.

H. P. Bławatska stwierdza: W poważnej chwili śmierci, także i przy nagłym 
nastąpieniu tejże – widzi każdy człowiek całkowity obraz swojego życia do 
najdrobniejszych szczegółów, przeciągający przed nim. Na krótki moment osoba 
jednoczy się z indywiduum, wszystko wiedzącym Ego. Ta krótka chwila wystarcza 
jednak, aby pokazać mu całą kolejność przyczyn, które działały podczas jego życia. 
Widzi teraz i poznaje siebie takim, jakim jest rzeczywiście, a nie już w łagodzącym 
blasku samo pochlebstwa i samo złudzenia. Widzi on cale życie swoje, jak ciągnie 
przed nim i patrzy na nie, niby widz na scenę, którą właśnie ma opuścić.

(Key to theosophy, 624)

Po tym szybko przeciągającym obrazie następuje u zwykłego człowieka wspomniany 
już senny, spokojny stan półświadomości, podczas którego sobowtór astralny okrąża 
jeszcze ciało, do którego kiedyś należał, a od którego obecnie zupełnie się oddzielił.

Sobowtór ten może być widziany przez domowników lub w sąsiedztwie, jeżeli myśl 
zmarłego zwróciła się z wielką intensywnością na jedną z osób pozostałych, albo – je-
żeli duch jego został w ostatnich chwilach przez coś nader zaniepokojony, albo – 
jeżeli coś, co powinno było jeszcze stać się koniecznie, nie stało się, albo wreszcie – 
jeżeli spokój umierającego został zakłócony przez jakieś lokalne warunki. W takich, 
lub podobnych wypadkach, sobowtór może być widziany lub słyszany. Jeżeli jest 
widzialny, to przejawia wspomniany już senny stan półświadomy, zachowuje się 
milcząco; postać jego jest zatarta i na zadane pytania nie daje żadnej odpowiedzi.

Po pewnym okresie czasu wyższe składniki człowieka pozbywają się stopniowo także 
i powłoki linga śarira i zrzucają tę ostatnią z siebie również, jak niedawno zrzuciły 

background image

grube ciało materialne. Po opuszczeniu tych dwu ciał, przy czym sobowtór astralny 
staje się podobnie do ciała fizycznego trupem, przechodzą wyższe zasady, jako istota 
składająca się z pięciu części w stan inny, wyższy. Natomiast skorupa astralna 
pozostaje w pobliżu trupa fizycznego i zaczynają się one rozkładać. Jasnowidzący 
mogą obserwować na cmentarzach takie upiory astralne, które raz są podobne do 
ciała zmarłego, to znów mają tylko postać fioletowych mgiełek, albo światełek. Jeden 
z moich przyjaciół widział raz takiego trupa astralnego w okropnym, odstraszającym 
stanie rozkładu – widok, który z pewnością nie należy do przyjemności 
jasnowidzenia! Proces rozkładu postępuje w obydwu ciałach równocześnie, aż całe 
ciało fizyczne z wyjątkiem szkieletu nie zgnije i cząsteczki jego nie przejdą do innych 
formacji.

Jedną z wielkich zalet kremacji – nie dotykając zupełnie strony sanitarnej – jest 
szybkie oddanie materialnych elementów ciała fizycznego, eterycznego i astralnego 
matce naturze, czego może dokonać właśnie tylko samo spalenie zwłok. Zamiast 
powolnego, stopniowego rozkładu, następuje szybkie zniszczenie i nie pozostają 
żadne resztki fizyczne, eteryczne lub astralne, które mogą w planie fizycznym, bądź 
też astralnym szkodzić.

Także i ciało astralne może po swojej śmierci być na krótki czas do pewnego stopnia 
ożywione. W dziele swoim Die weisse und schwarze Magie III, 109–10, pisze Dr Fr. 
Hartmann:

Świeży jeszcze trup zmarłego nagle człowieka może być przez zastosowanie 
galwanizmu przywrócony do czegoś w rodzaju pozornego życia. W podobny sposób 
może być także trup astralny człowieka sztucznie ożywiony, jeżeli przeniesie się nań 
część zasady życiowej medium. Jeżeli ma się do czynienia z trupem osobistości, która 
była obdarzona wybitnymi siłami duchowymi, to może on także mówić bardzo 
rozumnie; jeżeli natomiast ma się do czynienia z głupcem, to będzie on także mówić 
tylko głupstwa; bowiem dzieje się tu jak z katarynką, która – jeżeli ją się nakręci – 
gra to, na co jest nastawiona.

Ta szkodliwa procedura może dokonywać się tylko w pobliżu zwłok i tylko w czasie 
krótkiego okresu pośmiertnego; posiadamy wiadomości o wypadkach podobnego 
galwanizowania trupów astralnych na grobie zmarłego. Nie potrzeba chyba dodawać, 
że czyn podobny należy bezwarunkowo do dziedziny czarnej magii i jako taki 
zasługuje na stanowcze potępienie.

Zwłoki astralne należy, również jak i fizyczne – o ile nie uległy przez spalenie 
szybkiemu zniszczeniu – pozostawić nie zakłócając ich ponurego spokoju; wszelkie 
zaś zakłócanie tego spokoju jest awanturniczym nadużyciem!

background image