background image

 

Osborne Betsy 

- Uwodziciel 

bez skrupułów 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

Kerry O'Kaye nie chciała jechad na Zjazd Autorek Romansów do Nowego Jorku, który miał się odbyd 
w  ostatnim  tygodniu  maja.  Nie  czytywała  w  ogóle  romansów;  interesowała  ją  jedynie  literatura 
poważna.  Przedstawiła  swojej  przyjaciółce,  Ninie  Tarasi,  aż  nadto  wymówek,  mając  nadzieję,  że 
któraś z nich ją przekona. 

— Jestem naprawdę zmęczona — zaczęła, ale ciemne oczy Niny zwęziły się niebezpiecznie, co nie 
wróżyło niczego dobrego. Rozmawiały w małej pralni w bloku, w którym obydwie mieszkały: Nina 
na trzecim, a Kerry na drugim piętrze. — Miałam wyczerpujący tydzieo, Nino, i znów mi dokuczają 
zatoki. Wiesz, jak mnie to męczy? 

Zdeterminowany wyraz twarzy Niny zapowiadał dłuższą tyradę. 

—  Jak  można  byd  wyczerpanym,  ucząc  przedszkolaki?  Przecież  jedyne,  co  do  ciebie  należy,  to 
cięcie, klejenie papieru oraz podawanie ciasteczek, a także soku! A jeśli chodzi o twoje bóle głowy, 
to równie dobrze możesz zabrad ze sobą lekarstwa! 

Kerry spróbowała raz jeszcze: 

— Nino, ten zjazd to dla mnie strata czasu. Poproś lepiej Karen Shapiro, żeby z tobą pojechała. Ona 
przecież uwielbia romanse. 

—  Od  niej  właśnie  zaczęłam.  —  Nina  wrzucała  rzeczy  do  jednej  z  pralek.  —  Zrobiłam  nawet 
rezerwację, ale ona mi po prostu w ostatniej chwili odmówiła. Kerry, musisz ze mną pojechad! Ten 
zjazd  to  dla  mnie  wielka  szansa!  Wiesz  dobrze,  jak  nienawidzę  tych  przygłuchych  dzieciaków  ze 
szkoły podstawowej w Oak View, których muszę uczyd muzyki. 

— Rozumiem, dlaczego ty chcesz tam jechad, Nino, ale... 

— Będziemy się dobrze bawiły — Nina przerwała jej, próbując innej taktyki. — Spędzimy weekend 
w  mieście,  przenocujemy  w  eleganckim  hotelu  i  poznamy  mnóstwo  ciekawych  ludzi.  Pisarzy 
romansów, wydawców, agentów, księgarzy i wielbicieli tej literatury. 

Kerry czytała teraz broszurkę, którą wcisnęła jej do ręki Nina. 

—  A  to  co?  —  Spojrzała  na  tylną  stronę  obwoluty.  „Szansa  wygrania  fascynującego  wieczoru  w 
mieście ze Steele'em Grayem". — Kim lub czym jest Steele Gray? 

—  Kerry,  tylko  nie  to!  Wiem,  że  czytasz  głównie  nudne,  stare  książki  historyczne,  ale  musiałaś 
chyba słyszed o Steele'u Grayu? — Kerry przecząco potrząsnęła głową. — To pisarz i to nie byłe jaki: 
wydają  go  już  w  twardej  okładce!  Pisze  powieści  przygodowo-sensacyjne...  —  Nina  przewróciła 
marząco  oczami.  —  ...z  dużą  dozą  seksu.  To  na  podstawie  jego  książek  powstało  kilka  filmów 
telewizyjnych. Jego bohaterowie to twardzi faceci w typie Clinta Eastwooda: pełni siły, agresywni i 
władczy w stosunku do kobiet. 

background image

—  No  tak,  stereotypowi  twardziele.  Niezawodnie  pan  Gray  jest  pierwowzorem  swoich  postaci 
literackich. 

—  On  jest  naprawdę  bombowy,  Kerry.  Widziałam  jego  zdjęcie  w magazynie  People  i  daję  słowo; 
Tom Selleck może się schowad! 

— Aha! — Kerry powiedziała to niezbyt entuzjastycznie. — Znam ten typ. 

—  Metr  dziewięddziesiąt  wzrostu,  błękitne  oczy.  gęste,  ciemne  włosy,  jednym  słowem  wygląd 
zewnętrzny, który ścina z nóg. Czy to dla ciebie za mało? — Ninie aż zabrakło powietrza. 

—  Ja... mnie po prostu trochę przytłaczają ci idealni, dobrze  zbudowani mężczyźni.  —  Usta Kerry 
ułożyły  się  do  ledwie  widocznego,  kpiącego  uśmieszku.  —  Och,  nie  znaczy  to wcale,  że  znam  ich 
wielu  osobiście,  ale  zawsze  podobali  się  oni  moim  siostrom.  Dzięki  Erin  i  Ellen  spotkałam  dośd 
Clintów  Eastwoodów  i  Tomów  Sellecków,  aby  się  definitywnie  przekonad,  że  nie  są  oni  w  moim 
typie. 

—  No  tak,  zapomniałam,  że  to  pan  Rogers  jest  mężczyzną  twoich  marzeo  —  Nina  odcięła  się 
uszczypliwie. - Tym swoim przedszkolem przesiąknięta jesteś do szpiku kości. 

— Pan Rogers nie dałby się sprzedad na licytacji gromadzie pisarek romansów — powiedziała Kerry 
z grymasem na ustach. Skooczyła czytad reklamową broszurkę. — Na sobotnim bankiecie, późnym 
wieczorem,  odbędzie  się  losowanie,  a  szczęśliwa  zwyciężczyni  spędzi  resztę  nocy  zwiedzając 
najbardziej popularne  nocne  lokale  Nowego Jorku z samym  Steele'em Grayem.  —  Zwróciła Ninie 
książeczkę.  — Mam nadzieję,  że  szczęśliwa  zwyciężczyni zda sobie sprawę z tego, że  taki typowy 
twardziel, jak on, nie ma pojęcia o żadnych delikatnych uczuciach łączących kobietę i mężczyznę. — 
Teraz mówiła już z doświadczenia własnego, a nie swoich sióstr. W swoją jedyną historię miłosną 
uwikłała  się  właśnie  z  takim  Steele'em  Grayem,  tylko  na  mniejszą  skalę.  Był  profesorem  w 
instytucie nauczania, gdzie ona robiła specjalizację. Teraz, z perspektywy czasu, uważała Jamesa za 
błąd  młodości.  W  rezultacie  jednak  pozostała  w  niej  pewna  niechęd  w  stosunku  do  wszystkich 
podrywaczy. 

—  Jeśli  jest  tak  oszałamiająco  przystojny,  to  wszystko  inne  jest  nieważne.  —  Nina  wyjęła  drobne 
monety  i  włożyła  do  pralek,  również  do  tej,  w  której  znajdowało  się  pranie  Kerry.  Odmówiła, 
oczywiście, kategorycznie przyjęcia pieniędzy od swojej przyjaciółki. 

Kerry westchnęła. Taka była Nina. Bezpośrednia i często irytująca, ale przy tym szczodra i życzliwa. 
Kerry miała przeczucie, że Ninie uda się w koocu namówid ją na ten zjazd. Do tej pory zawsze jej się 
to  udawało.  Nina  ciągała  ją  na  przyjęcia  dla  „samotnych  serc"i  organizowała  jej  randki  z 
nieznajomymi, chociaż Kerry wcale nie miała ochoty. 

— Kerry, o której Howard po ciebie dzisiaj przyjeżdża? — zapytała Nina, popijając wodę mineralną. 

— O wpół do siódmej. Chce tym razem pojechad do South Philly. 

background image

Nikt  nie  kochał  jedzenia  bardziej  niż  Howard  Stover.  Zdaje  się,  że  jadł  on  już  przynajmniej  raz  w 
każdej  restauracji  w  całej  dzielnicy  South  Jersey  w  Filadelfii.  W  ciągu  ich  sześciomiesięcznej 
znajomości  zdołała  już  też  poznad  większośd  z  nich.  Howard  był  w  gruncie  rzeczy  nudnawym 
facetem,  ale  nie  wymagał  od  niej  wiele,  a  ona  miała  dzięki  niemu  zapewnione  towarzystwo  na 
sobotni wieczór. Poznanie Howarda Kerry zawdzięcza oczywiście Ninie. Przynajmniej za to winna jej 
jest przysługę. Jeśli ta konferencja jest dla niej taka ważna... Kerry poczuła się pokonana. 

— Nino, pojadę z tobą na ten zjazd. 

— Ależ, Nino, to seminarium jest dla ciebie idealne: „Konstruowanie akcji i ewolucja bohatera  — 
zajęcia dla początkujących pisarzy". Jesteś tam już zapisana, przecież zapłaciłaś! — Kerry bezradnie 
pomachała kartką Niny. Znajdowały się ciągłe w hotelowej sali balowej, gdzie jeszcze godzinę temu 
obradował  Zjazd  Autorek  Romansów.  Tłumek  uczestników  rozpierzchł  się  teraz  do  oddzielnych 
pokoi na zaplanowane seminaria w grupach dyskusyjnych. 

Kerry  pomasowała  sobie  skronie.  W  głowie  czuła  pulsowanie,  na  pewno  z  powodu  tego 
zanieczyszczonego  powietrza.  Wzięła  już  tabletkę,  która  jej  jednak  nic  pomogła.  Postanowiła 
połknąd jeszcze jedną i popiła ją łykiem kawy. 

Nina włożyła swoją kartę do torebki. 

— Nie potrzebuję porad warsztatowych Kerry. Przecież ja już jestem pisarką. Czytałaś mój rękopis, 
więc wiesz, jak piszę. 

Tak, to właśnie Kerry dobrze wiedziała i dlatego zgodziła się towarzyszyd Ninie na tej konferencji. 
Bowiem jeśli Nina zamierzała odnaleźd się w życiu, pisząc romanse, to niezawodnie potrzebowała 
każdego możliwego seminarium, które by ją tego nauczyło. 
 

Rękopis  Niny  ją  zmroził.  Bez  wątpienia  nigdy  dotąd  nie  miała  w  ręku  równie  bezwartościowego 
tekstu. Sama historyjka była już wystarczająco zła, ale styl Niny to kompletna katastrofa. Udało jej 
się  pogwałcid  wszystkie  istniejące  reguły  dobrego  pisania.  Jej  powieśd  czytało  się  jak  komplikację 
wpadek i błędów wziętych żywcem ze studenckich wypracowali. A te sceny erotyczne! Malownicze 
aż do przesady, perwersyjne, wprost szokujące! Czytając je, Kerry wręcz się rumieniła. No, tak, ale 
skoro  ambicją  Niny  była  napisad  ostry  romans  erotyczny...  Dla  Kerry  sceny  te  nie  miały  w  sobie 
nawet odrobiny erotyki. Były wstrętne i napawały ją obrzydzeniem. 

—  Spójrz,  Kerry,  widzę  błękitny  znaczek.  —  Nina  potrząsnęła  przyjaciółką,  aby  ta  wróciła  do 
rzeczywistości. 

— Jak to jest: czy błękitny to agent czy wydawca? 

—  Agent  —  odpowiedziała  Kerry,  przypominając  sobie  system  kolorowych  wstążek,  który 
objaśniono im na wstępie konferencji. Wydawcy, agenci, autorzy znani i początkujący, księgarze i 
wielbiciele mieli dla odróżnienia nosid różnobarwne odznaki. 

background image

—  Po  co  mi  pośrednik?  Podejdę  najlepiej  od  razu  do  wydawcy  i  spróbuję  szczęścia.  Oni  mają 
różowy kolor, prawda? O, już widzę jedną! 

Kerry  przyglądała  się,  jak  Nina  przyparła  do  ściany  jakąś  sympatyczną  brunetkę  w  różowym 
kostiumiku i wciskała jej do rąk swój maszynopis. 

— Pani zdaje się z wydawnictwa „Namiętności"— mówiła Nina do młodej kobiety. — Chciałabym, 
żeby pani rzuciła na to okiem. 

— Ależ ja naprawdę nie mam teraz czasu tego czytad. Mogę naturalnie zabrad go ze sobą i... 

Nina natychmiast jej przerwała: 

— Nie, nie, ja muszę znad pani zdanie teraz  — nalegała. — Nie mogę pani pozwolid zabrad go ze 
sobą. 

— Widzę, że udekorowała pani stronę tytułową serduszkami — powiedziała kobieta głosem z lekka 
napiętym.  Kerry  drgnęła.  Przecież  sugerowała  Ninie,  aby  lepiej  zrezygnowała  z  tych  ozdóbek. 
Widocznie jej jednak nie posłuchała. 

—  Proszę  po  prostu  przeczytad  pierwszy  rozdział  —  zażądała  Nina,  tak  się  ustawiając,  aby 
redaktorka nie mogła jej się wymknąd. — „Namiętności", — to moje ulubione wydawnictwo, wiec 
chętnie dam wam pierwszym szansę wydania mojej powieści. 

Nie  było  mowy  o  ucieczce,  więc  młoda  kobieta  zabrała  się  do  czytania.  Następne  minuty  były 
straszne  dla  Kerry.  Na  twarzy  redaktorki  odbijała  się  cała  paleta  uczud:  od  niedowierzania 
począwszy,  przez  niechęd,  aż  po  wstręt.  Gdy  policzki  jej  nagle  oblały  się  rumieocem,  Kerry 
wiedziała, że musiała ona trafid na pierwszą scenę erotyczną. Czytając dalej, kobieta zaciskała usta, 
starając się usilnie nie parsknąd śmiechem. Kerry zrobiło się żal przyjaciółki. Do niej jednakże nic z 
tego nie docierało. 

— I co pani sądzi? — nacierała na nią pełna entuzjazmu. 

—  Pani  Tarasi,  jeśli  mam  byd  absolutnie  szczera,  jeszcze  nigdy  w  życiu  czegoś  podobnego  nie 
czytałam. 

— Kiedy ją wydacie? Czy powinnam od razu rzucid moją posadę nauczycielki i zacząd pisad dla was? 
Możemy przy kawie przedyskutowad warunki sprzedaży. — Nina zapalała się coraz bardziej. 

—  Pani  Tarasi,  ja  niestety  nie  jestem  upoważniona  do  składania  tego  rodzaju  ofert  —  szybko 
odpowiedziała reda- 

— Może zechce pani zwrócid się jeszcze do kogoś innego... 

 — Właściwie... — zaczęła Nina, ale wtedy brunetka nie stała już obok niej. 

background image

 —  Proszę  spróbowad  szczęścia  z Pat  Kelly  z wydawnictwa „Romantyczne  Przygody"!  —  zawołała 
jeszcze przez ramię z błyskiem w oku. 

Kerry  mogła  się  tylko  domyślad,  że  chodziło  o  jakieś  osobiste  porachunki  pomiędzy 
„Namiętnościami" a „Romantycznymi Przygodami" Chyba że chciała im po prostu zapewnid dobrą 
zabawę. " 

 —  Kerry,  podobało  jej  się!  —  wykrzyknęła  Nina  w  euforii.  —  Ojej,  widzę  jeszcze  jedną  różową! 
Lecę!  —  Nina  zniknęła  w  pościgu  za  szczupłą  blondynką  z  różową  odznaką  na  płóciennej  bluzce. 
Kerry  patrzyła  na  to  z  mieszanymi  uczuciami.  Nie  miała  wątpliwości,  że  dzisiejszy  dzieo  będzie 
jednym z najdłuższych w jej życiu. 

Na  wieczornym  bankiecie  posadzono  Kerry  pomiędzy  Marge,  autorką  powieści  historycznych,  a 
Shirley,  która  ten  gatunek  literacki  uwielbiała.  Obydwie  dużo  wiedziały  o  okresie  panowania 
Jerzego  IV  w  Anglii  i  Kerry  chętnie  wzięła  udział  w  dyskusji  na  ten  temat.  Jadły  ciepłą  kolację 
składającą się z zupy cebulowej, surówki, pieczonych ziemniaków oraz wybornych żeberek. 

Wielokrotnie  usiłowała  wciągnąd  do  rozmowy  Ninę,  ale  jej  przyjaciółka  zachowywała  się  tego 
wieczoru  wyjątkowo  cicho.  Odrzucenie  jej  powieści  musiało  ją  bardzo  zaboled.  Spotkała  ją 
kompletna klęska. Wszyscy wydawcy i agenci, z którymi udało jej się porozmawiad, uprzejmie, lecz 
stanowczo odmówili przyjęcia powieści. 

 — Nikt jej nie chce! — stwierdziła Nina przy koocu dnia; zaszokowana tym faktem. 

 — Pierwszą książkę zawsze ciężko jest sprzedad, Nino  — pocieszała ją Kerry. — Podobno pisarze 
tapetują ściany pismami odmownymi, zanim ich pierwsza książka zostanie wydana. 

 —  Mam  jeszcze  jedną  szansę  —  wymamrotała  Nina  —  jeśli  na  dzisiejszym  bankiecie  wygram 
wieczór ze Steele`em Grayem. On może mnie poleci swojemu wydawcy. Wiesz, Kerry, wydaje mi 
się, że te tanie wydawnictwa po prostu nie są zainteresowane nowym talentem. 

Kerry połknęła jeszcze jeden proszek przeciwbólowy i zdusiła w sobie jęk bezsilności. 

Po  zjedzeniu  deseru,  schłodzonej  pianki  truskawkowej,  sięgnęła  po  miętową  czekoladkę.  Po  raz 
pierwszy tego dnia przestał jej dokuczad ból głowy. Byd może pomogło jej wino, którego wyjątkowo 
dużo  wypiła  do  kolacji.  Lekko  zamglonym  wzrokiem  popatrzyła  po  sali.  Stoły  pokryte  były  na 
przemian różowymi i purpurowymi obrusami, a uroczystego nastroju dopełniały zwisające z sufitu 
czerwone baloniki w kształcie serc. 

—  Nadeszła  wreszcie  chwila,  na  którą  wszyscy  niecierpliwie  czekaliśmy  —  powiedziała  do 
mikrofonu  ładna,  młoda  kobieta  w  szkarłatnej  sukience  z  chioskiego  jedwabiu,  stojąca  na  niskim 
podium. 

—  To  Joanne  Green,  organizatorka  tego  zjazdu  —  szepnęła  Marge  siedząca  po  prawej  stronie 
Kerry. Na sali pojawiły się kamery telewizyjne. 

background image

—  Czas  na  losowanie  —  wyjaśniła  półgłosem  Shirley  z  lewej  strony  Kerry.  —  Czy  widzi  już  pani 
Steele'a Graya, Kerry? Któż nie chciałby wygrad tej nocnej wycieczki z nim? 

Kerry wyciągnęła szyję, aby go zobaczyd: bardzo wysokiego, przystojnego mężczyznę stojącego na 
podium obok Joannę Green. Opis Niny zgadzał się: szczupły; ciemnowłosy i bardzo postawny Gray 
zaraźliwie  się  uśmiechał  z  lekko  zawadiacką  miną.  Kerry  dziwiła  się  przez  chwilę,  że  taki  znany 
pisarz,  i  w  dodatku  taki  przystojny,  znalazł  się  w  charakterze  nagrody  na  jakimś  zjeździe 
„romansujących"  kobiet.  Może  spowodowały  to  kamery  telewizyjne...  On  na  pewno  uwielbia 
rozgłos. 

Nie  był  w  jej  guście.  Ona  sama  należała  do  tych  cichych  i  zamkniętych  w  sobie.  Jej  przyjaźo  z 
ekstrawertyczną  Niną  stanowiła  dla  niej  od  początku  wielką  zagadkę.  Zupełnie  nie  rozumiała 
mężczyzny takiego jak Steele Gray, który żył prawie na oczach publiczności i prawdopodobnie był 
tym zachwycony. 

— Och, Kerry! — pisnęła Nina. Była bardzo blada. — Muszę wygrad! 

— Fascynujący wieczór w Nowym Jorku ze Steele'em Grayem wygrywa... — Joannę Green wyjęła z 
ogromnego pudła pojedynczą kartę. — ...Kerry O'Kaye! 

W całej sali rozległy się nagle głośne oklaski. Shirley i Marge krzyczały z zachwytu. 

— Wygrałaś, Kerry! Wygrałaś!  — W uszach Kerry odbijał się echem przenikliwy, podekscytowany 
głos Niny. — Kerry, teraz ty możesz mu pokazad mój maszynopis! 

Kerry siedziała jak przykuta do krzesła, unieruchomiona szokiem, którego doznała.  

—  To  na  pewno  pomyłka  —  powiedziała,  gdy  Shirley  i  Marge  próbowały  ją  postawid  na  nogi.  — 
Przecież ja wcale nie włożyłam kartki z moim nazwiskiem... 

— Ja to zrobiłam. — Nina wcisnęła jej do ręki teczkę z maszynopisem. — Miałam chyba przeczucie! 
Dopiero po południu wypisałam tę kartkę i włożyłam ją do Różowej Skrzynki Marzeo. 

—  Kerry  O'Kaye,  prosimy na podium, czeka tu na panią Steele Gray,  pani towarzysz na dzisiejszy 
wieczór. — Dziewczęcy głos Joannę słychad było wyraźnie przez mikrofon. 

Shirley i Nina lekko popchnęły Kerry w prawo, w kierunku sceny. 

— No, idź już, Ker! 

Zgrabnie lawirując pomiędzy stolikami, Kerry uświadomiła sobie, że jest fotografowana, a kamery 
telewizyjne  rejestrują  jej  drogę.  Wpadła  w  popłoch:  takie  historie  zdarzały  się  jej  siostrom,  ale 
nigdy  jej!  Monika,  Erin  i  Ellen  byłyby  w  swoim  żywiole.  Zawsze  walczyły  o  to,  aby  znaleźd  się  w 
centrum zainteresowania. Kerry z kolei czuła się najlepiej w czyimś cieniu, gdy jej nikt nie zauważał. 

background image

Kiedy  dotarła  na miejsce, jej  oczy  na sekundę  przyłapały elektryzujące spojrzenie błękitnych oczu 
Steele'a Graya. Przeszedł ją przenikliwy dreszcz. Miał w sobie coś zniewalająco męskiego, co ją, jak 
pewnie każdą inną kobietę, przyciągało jak magnes. 

Kerry  nie  miała  żadnych  złudzeo  co  do  własnego  braku  magnetyzmu.  Nina  często  łajała  ją  za  jej 
niepewnośd i twierdziła, że Kerry jest naprawdę ładna, nawet piękna, gdy się uśmiechała. Ale Nina 
przecież zwykle przesadza. Tylko połowę tego, co mówi, można brad na serio. Kerry wychowywała 
się  z  trzema  rzeczywiście  pięknymi  siostrami  i  dzięki  temu  dobrze  wiedziała,  czego  jej  samej 
brakuje. Była szczupła i proporcjonalnie zbudowana, chod niska, lecz jej ciało nie miało w sobie nic 
zmysłowego.  Miała,  jak  sama  mówiła,  mysie  włosy,  które  sięgały  jej  do  ramion.  Teraz,  pod 
wpływem  wilgoci  na  pewno  już  zwisały  jak  druty.  Regularne  rysy  jej  twarzy  niczym  się  nie 
wyróżniały.  Jedynie  jej  oczy,  duże  i  głęboko  osadzone,  zasługiwały  na  uwagę.  Zwykle  błyszczące 
humorem  i  inteligencją,  nie  miały  określonego  koloru.  Stanowiły  dziwną  mieszaninę  koloru 
piwnego,  zieleni  i  bursztynu.  W  tej  chwili  zawstydzone  i  niepewne  przybrały  barwę  ciemnożółtej 
zieleni. 

Różowe  serduszka  na  okładce  manuskryptu  Niny  skrzyły  się  teraz  w  światłach  reflektorów,  gdy 
stała obok Steele'a Graya. Ten wziął ją za rękę i uśmiechnął się do niej z wystudiowaną łatwością. 

—  Mam na imię Steele  — powiedział po prostu, ale Kerry nie była w stanie odpowiedzied. Miała 
ściśnięte gardło, lodowato zimne palce i spocone dłonie. 

Joanne  Green  opisywała  właśnie  wspaniały  wieczór,  który  miał  byd  ich  udziałem,  wymieniając 
liczne  nocne  kluby  z  entuzjazmem  godnym  gospodyni  programu  rozrywkowego.  Ktoś  podał  im 
wszystkim  kieliszki  z  różowym  szampanem  i  Joanne  zaproponowała  toast  „za  noc  w  stolicy 
romansu". 

Kerry bezmyślnie sączyła słodkawy napój i po chwili jej kieliszek był już pusty. Zaraz go ponownie 
napełniono. 

—  Proszę  się  rozluźnid  —  miękko  powiedział  Steele  Gray;  jego  ciepły  głos  brzmiał  jej  jeszcze  w 
uszach. — Niech się pani nie denerwuje. Proszę tylko odpowiadad na pytania i uśmiechad się przy 
tym do kamery. 

Nie uważała, że jest to takie proste. On był tutaj, na miejscu, uśmiechał się, śmiał wręcz i żartował z 
Joanne  Green.  Nie  po  raz pierwszy  Kerry  zapragnęła  byd  ozdobą  towarzystwa  jak  jej  trzy  siostry. 
Dwa lata młodsza od Moniki i tyle samo starsza od bliźniaczek, Kerry całe swoje życie marzyła, aby 
posiadad ich wdzięk i czar. Nigdy jednak nie życzyła sobie tego bardziej niż teraz. Monika, Erin czy 
Ellen  czułyby  się  tutaj  jak  ryby  w  wodzie  i  potrafiłyby  dorównad  Steele'owi  Grayowi  ciętością 
dowcipu.  Kerry  natomiast  stała,  umierając  z  nieśmiałości  i  skrępowania,  i  nie  mogła  wydusid  z 
siebie ani jednego słowa. 

—  Jest  więc  pani  początkującą  pisarką,  Kerry?  —  Steele  gładko  wypowiedział  to  pytanie  do 
mikrofonu. 

background image

—  Jestem  przedszkolanką  —  zdołała  wykrztusid  Kerry  zdławionym  głosem.  Z  jakiegoś  powodu 
wywołało to u publiczności śmiech. Kerry zadrżała. 

—  I  podczas  gdy  wbija  pani  do  głów  małych  bąbli  abecadło,  umysł  pani  pracuje  nad  pełną 
namiętności  prozą?  —  Steele  wyraźnie  mówił  pod  publicznośd,  a  im  się  to  podobało.  Kerry 
przyglądała się, słuchała i wolałaby byd teraz wszędzie, tylko nie tu. Steele znów rzucił jakiś dowcip, 
na  który  Kerry  nie  udało się  zareagowad.  Jej  garrdło było tak  suche,  że  ledwo połykała  ślinę.  Nie 
mogła wydobyd z siebie głosu. Joannę Green taktownie wybawiła ją z opresji. 

Potem zapanowało zamieszanie i Steele wyprowadził Kerry z sali do przestronnego hallu. 

—  Przed  wejściem  czeka  na  nas  limuzyna.  —  Razem  udało  im  się  wydostad  na  zewnątrz,  gdzie 
owiało ich ciepłe powietrze majowego wieczoru. 

Przed  samym  hotelem  stała  zaparkowana  błyszcząca,  różowa  limuzyna  z  umundurowanym 
szoferem na przednim siedzeniu. 

— Różowa! — jęknął Steeie niemile zaskoczony. — Tylko tego mi jeszcze brakowało... 

Kerry stłumiła w sobie chęd śmiechu. Jakież to musi byd dla tego twardego faceta upokarzające — 
jechad w tym dziewczęco różowym aucie. Duże, sportowe auto byłoby bardziej w jego stylu. Nagle 
poczuła do niego sympatię, zrobiło jej się go żal. Steeie z pewnością liczył na jakąś czarującą pisarkę 
lub  redaktorkę  w  eleganckiej  sukni;  zamiast  tego  miał  u  swego  boku  Kerry    O`Kaye  w  żółtej, 
standardowej sukience z włóczki. I do tego ta powieśd Niny! Dla niego ten wieczór na pewno nie 
będzie atrakcyjny... 

— No cóż, zaczynajmy — powiedział, siląc się na serdecznośd. — Pani, twój powóz czeka. 

Kerry znów miała się ochotę roześmiad. Dziadek  O`Kaye zwykł tak mawiad do jej babci. Brzmiało to 
tkliwie  i  staromodnie  i  bardzo  pasowało  do  jej  dziadka.  I  takie  zwroty  w  ustach  Steele'a  Graya, 
pisarza? Jeśli on pisze tak, jak mówi, to w dialogach dorównuje Ninie. Kerry westchnęła w myślach. 
To będzie długi „fascynujący wieczór w mieście". 

Różowa  limuzyna  z  parą  na  szerokim  tylnym  siedzeniu  ruszyła  sprzed  hotelu.  Na  podłodze 
samochodu w wiaderku z lodem stała butelka różowego szampana, a obok dwa kielichy z nóżkami 
przewiązanymi  różowymi  kokardkami.  Romantycznie  aż  do  znudzenia.  Steele  otworzył  butelkę  i 
napełnił kieliszki, wręczając jeden Kerry. Nerwowo przełknęła pierwszy łyk, wiercąc się na siedzeniu 
obok Steela i starając się interesująco zacząd rozmowę. 

Rozmowa  o  drobiazgach  nigdy  nie  była  jej  mocną  stroną.  Nikt  w  rozgadanym  klanie    O`Kaye  nie 
mógł  pojąd  wrodzonej  powściągliwości  Kerry.  W  wieku  dojrzewania  sama  ubolewała  nad  swą 
nieśmiałością i skrępowaniem. Nawet teraz, jako dwudziestosześcioletnia przedszkolanka, czuła się 
nadal  obco  w  pozarodzinnych  sytuacjach  towarzyskich.  Przyjaźo  z  Niną  bardzo  jej  na  co  dzieo 
pomagała,  ta  bowiem  ciągnęła  Kerry  wszędzie  ze  sobą  i  mówiła  za  obydwie.  Nagle  Kerry 
zapragnęła, aby Nina znalazła się teraz obok niej. 

background image

— Kerry O'Kaye to chwytliwy pseudonim. — Jej sen na jawie przerwał głos Steele'a. — Odrobinę 
zbyt wyszukany, niemniej jednak bardzo chwytliwy. A jak się w rzeczywistości nazywasz? 

Kerry patrzyła na niego jak na wariata. 

— Nie mam pseudonimu. Naprawdę nazywam się Kerry O'Kaye. 

— Żartujesz chyba! 

— Jeśli już mówimy o wyszukanych nazwiskach, to Kerry  O`Kaye nie umywa się do Steele'a Graya 
— odcięła się Kerry, po czym przerażona zamilkła. Czyżby w ten sposób obraziła tę osobistośd? Co 
się  z  nią  dzieje?  Spojrzała  na  szampana  i  domyśliła  się,  że  to  on  musiał  rozwiązad  jej  zazwyczaj 
powściągliwy  język.  Spłoszona  rzuciła  ukradkowe  spojrzenie  na  Steele'a  Graya,  bezgranicznie 
wstydząc się za siebie. 

A  on  się  uśmiechał!  Prawdziwym  uśmiechem,  zupełnie  różniącym  się  od  tego,  który  sprzedawał 
kamerom na bankiecie. Kiedy Kerry uświadomiła sobie tę różnicę, serce zabiło jej radośniej. Steele 
to  z  pewnością  najprzystojniejszy,  najbardziej  dynamiczny  mężczyzna,  z  jakim  kiedykolwiek  miała 
randkę. I pomimo że „wygrała" go w losowaniu, to przecież mieli spędzid razem wieczór. Żeby tak 
jej rodzina mogła ją z nim zobaczyd, a szczególnie jej siostry! 

 —  Możesz  wierzyd  lub  nie,  ale  Steele  Gray,  to  również  nie  jest  pseudonim  —  powiedział  z 
uśmiechem.  —  Moja.,  matka  ma  bujną  wyobraźnię.  Sama  wybrała  dla  mnie  to  imię  i  cierpiałem 
przez to od urodzenia. Moja młodsza siostra, Deborah, miała więcej szczęścia, bo zawdzięcza imię 
ojcu.  Nie  zgodził  się  on  na  Dove  i  Pearl,  które  podobały  się  matce.  Gdybym  sobie  wybierał 
pseudonim, nie byłoby nim na pewno nic tak absurdalnego jak Steele Gray. 

 — To nie jest absurdalne — szybko wtrąciła Kerry. — To, to jest... 

 — Chwytliwe, ale odrobinę zbyt wyszukane? — podsunął Steele. 

Roześmieli się obydwoje. Kerry dokooczyła szampana i Steele napełnił kieliszki jeszcze raz. 

 —  Czy  wiesz,  że  po  raz  pierwszy  się  do  mnie  uśmiechnęłaś?  —  spostrzegł  w  chwilę  później.  — 
Powinnaś się częściej uśmiechad, Kerry O'Kaye. Wyglądasz wtedy bardzo ładnie. 

 — Zupełnie jakbym słyszała swoją babcię O'Kaye — odpowiedziała Kerry z grymasem. — Wiecznie 
mnie  zmusza  do  uśmiechu.  Jej  zdaniem  powinnam  mied  chyba  usta  lekko  rozchylone  przez 
dwadzieścia  cztery  godziny  na  dobę.  —  Zdziwiła  się,  że  tak  mu  się  zwierza.  Może  te  jej 
wspomnienia go nudzą? 

Steele jednak znał ten problem z doświadczenia. 

 —  Moja  babcia  ciągle  mnie  upomina,  żebym  trzymał  się  prosto.  Uważa,  że  się  zbytnio  garbię,  a 
sama  była  zwolenniczką  wyprostowanej  postawy  w  typie  wojskowym.  Słyszałem  od  niej  zwykle: 
„Wyprostuj się, Steele", albo: „Siedź prosto, Steele". 

background image

 — Teraz też się właśnie garbisz. — Kerry nie mogła się powstrzymad od tej uwagi, chod nie leżało 
to w jej naturze. W pewien sposób poczuła się z nim związana: obydwoje mieli gderające babki. — 
Wyprostuj się, Steele! 

 —  Uśmiechnij  się,  Kerry!  —  zrewanżował  się  jej.  Uśmiechnęli  się  do  siebie  jak  para  niesfornych 
dzieci.  —  Zgadzam  się  z  babcią  O'Kaye  —  powiedział  Steele,  wpatrując  się  w  nią.  —  Stanowczo 
powinnaś się częściej uśmiechad, Kerry. 

Zwykle  Kerry  nie  myślała  dużo  o  sobie,  ale  pod  wpływem  spojrzenia  Steele'a  rozkwitła  nagle. 
Trzeba przyznad, ae umiał wyzwolid w kobiecie poczucie własnej wartości. 

—  Masz  niezwykle  intrygujące  oczy  —  zauważył  Steele,  bacznie  jej  się  przypatrując.  —  Ta  żółta 
sukienka pogłębia jeszcze ich bursztynowy odcieo. Gdybyś miała na sobie coś jasnozielonego, twoje 
oczy przypominałyby pewnie nefryty. A ta piękna karnacja, w odcieniu brzoskwini i kości słoniowej. 
— Pochylił się w jej stronę, aby ją lepiej widzied. — Twoje usta są tak zmysłowe, wiesz? — Nagle 
urwał, wyprostował się i duszkiem wychylił zawartośd swojego kieliszka. 

Kerry bawiła się różową wstążeczką. Palce jej zdradzały nerwowe podniecenie. Jego słowa wyraźnie 
ją niepokoiły. Szampan palił ją w gardle. 

To dziwne napięcie między nimi... Musiała przerwad tę nienaturalną ciszę. Oczy Steele'a wędrowały 
ciekawie po jej ciele. Jego wzrok ją rozgrzewał. Nie wiedziała, dlaczego, ale czuła się zagrożona. 

— To prawie, jak randka z nieznajomym, prawda?  — ośmieliła się odezwad. Jej siostry na pewno 
skrzywiłyby  się  na  brak  oryginalności  jej  dowcipu.  Teraz  już  nic  na  to  nie  mogła  poradzid.  —  I 
znowu,  chod  tym  razem  tylko  pośrednio,  zaaranżowała  ją  dla  mnie  Nina.  To  moja  przyjaciółka, 
która  zawsze  stara  się  mi  znaleźd  towarzystwo.  —  Teraz  Kerry  była  już  zupełnie  przekonana,  że 
palnęła głupstwo. 

—  W  moim  życiu  za  tego  rodzaju  sytuacje  odpowiedzialna  jest  moja  siostra,  Deborah.  Dzisiejszy 
wieczór również jej zawdzięczam. Organizatorzy tego zjazdu szukali księcia albo gwiazdy filmowej 
w  charakterze  nagrody  do  swojej  loterii.  Ponieważ  nie  znaleźli,  Deborah  zaproponowała  mnie. 
Sama jest ambitną asystentką w wydawnictwie „Namiętności" i chciała się czymś wykazad. Nie było 
mnie  w  tym  czasie  w  kraju,  a  kiedy  wróciłem,  dowiedziałem  się,  że  mnie  oddadzą  jak  jakiś 
telewizor. 

Kerry  roześmiała  się.  Nie  mogła  się  po  prostu  powstrzymad;  Steele  był  bardzo  niezadowolony, 
opowiadając tę historię. A ona się bardzo ucieszyła, że to nie on wpadł na ten pomysł. 

Obydwoje znaleźli się więc w tej sytuacji bez własnej wolt i to ich jeszcze bardziej ze sobą związało. 

— Jeszcze trochę szampana, Kerry? 

—  Tak,  proszę.  —  Podsunęła  mu  swój  kieliszek.  Zaczynała  się  robid  rozmowna.  —  Chociaż 
wolałabym,  aby  nie  był  różowy.  Mam  już  na  dzisiaj  dośd  tego  koloru.  Zauważyłeś,  że  prawie 
wszystkie panie na zjeździe miały na sobie coś różowego, purpurowego lub czerwonego? 

background image

— To rozporządzenie Joannę Green. Nie wiedziałaś o tym? Byłaś jedyną osobą ubraną na żółto. 

—  Nikt  mnie  o  tym  nie  uprzedził.  Ale  właściwie  jestem  z  tego  zadowolona.  Nie  darzę  sympatią 
pujpufy, a różowego wręcz nienawidzę. 

—  Autorka  romansów,  która  nie  lubi  różowego?  —  Steele  zakrztusił  się  nieomal.  —  To  prawie 
zakrawa  na  przewrót.  Jaki  więc  jest  twój  ulubiony  kolor,  Kerry?  Płonąca  czerwieo?  Zamglony 
błękit? Tęskna żółd? 

— Głęboka zieleo — odpaliła natychmiast. — A poza tym jestem przedszkolanką. 

— Tak tylko mówisz. Na pewno chciałabyś zostad pisarką. Pokaż mi tę teczkę, którą tak kurczowo 
do siebie przyciskasz. Mam chyba rzucid na nią okiem, prawda? 

— To nie moje — powiedziała szybko Kerry. — Napisała to moja przyjaciółka. 

Zabrzmiało  to  niezbyt  przekonywająco  nawet  dla  niej,  tak  jakby  nie  chciała  się  przyznad  do  tej 
powieści.  Reakcję  Steele'a  mogła  sama  przewidzied,  ale  wiedziała,  że  Nina  nigdy  by  jej  tego  nie 
wybaczyła, gdyby mu jej maszynopisu chociaż nie pokazała. 

Steele włączył małą lampkę i ujrzał stronę tytułową. 

— Po pierwsze radziłbym ci pozbyd się tych papierowych serduszek. Na takie słodkie dodatki patrzy 
się zwykle niechętnie. 

Kerry zarumieniła się za Ninę. 

— Dolej mi jeszcze szampana — poprosił Steele, przewracając kartkę. 

Kerry  spełniła  prośbę,  napełniając  również  swój  kieliszek.  Zaczął  czytad,  podczas  gdy  limuzyna 
wolno sunęła ulicami Manhattanu. Dotarł do trzeciej strony i spojrzał na nią. 

—  Prawdę  mówiąc  nie  jestem  ekspertem  w  dziedzinie  romansu,  ale  słyszałem  na  ten  temat 
wystarczająco dużo od mojej siostry, aby wiedzied, że główna bohaterka nie może byd narkomanką. 
Również  to,  że  pozwalasz  jej  włóczyd  się  po  ulicach  podczas  kuracji  odwykowej...  Ależ,  Kerry,  to 
przygnębiające! I wcale nie romantyczne. 

Kerry potakująco kiwnęła głową. To samo i prawie tymi samymi słowami powiedziała Ninie. 

—  Poza  tym  dobrze  byłoby  nie  zaczynad  każdego  zdania  od  tego  samego  słowa  —  poradził  jej 
Steele i zatopił się znowu w czytaniu. 

Patrzyła, jak z szybkością komety przebiegł pierwszy rozdział. 

— Czy dalej utrzymane to jest w podobnym stylu? — zapytał, patrząc na nią spod oka. 

Kerry  znów  skinęła  głową.  Nie  oczekiwała  od  niego  pozytywnej  oceny.  Biedna  Nina;  jak  ona 
przeżyje tak miażdżącą krytykę?! 

background image

Steele nadal dziwnie jej się przyglądał. 

— I któżby to pomyślał? — Gwizdnął cichutko przez zęby. — Żeby taka słodka, mała przedszkolanka 
miała taką bogatą wyobraźnię! A może te epizody oparte są na twoim życiowym doświadczeniu? 

— Nie! — wykrzyknęła Kerry przerażona. — Ja wcale nie... 

— A więc przeniosłaś na papier swoje najskrytsze fantazje seksualne? — W jego ciemnoniebieskich 
oczach zapaliły się ogniki. — Że też pod tą konserwatywną, przesadnie skromną powłoczką drzemie 
tak gorąca, żądna przygód rozpustnica... — Przerwał, uśmiechając się domyślnie. 

— Mylisz się. Ja nawet... — Zadrżała pod wpływem jego dwuznacznego uśmieszku. 

— Poza tym jednak mam jeszcze kilka innych uwag do tej twojej, hm, powieści miłosnej, Kerry. 

—  Ta  powieśd  jest  okropna,  wiem  o  tym.  —  Kerry  ulżyło,  gdy  przestał  mówid  o  jej  marzeniach 
seksualnych. — Każdy, kto ją czytał na tym zjeździe, był nią wprost przerażony. 

—  Przerażony?  Moim  zdaniem  ona  jest  przezabawna.  Należałoby  pomyśled  o  sprzedaniu  jej  w 
charakterze parodii szaleostwa romansowego. 

Kerry  wydało  się  to  komiczne;  zaczęła  się  śmiad.  Rozgrzała  się  i  rozluźniła;  ulotniła  się  gdzieś  jej 
zwykła  rezerwa.  Nagle  uświadomiła  sobie,  że  cały  ten  dzieo  był  zwariowany:  Nina  goniąca  za 
wydawcami,  loteria  ze  Steele'em  Grayem  i  jego  ocena  książki  Niny.  Ze  śmiechu  dostała  czkawki. 
Popatrzyła  wokoło  zaskoczona,  ale  zanim  zdążyła  przeprosid  Steele'a,  już  śmiał  się  razem  z  nią. 
Okazało się, że romans Niny działał na wszystkich w ten sam sposób. 

—  Najbardziej  podobało  mi  się,  że  główna  bohaterka  doznała  amnezji  i  zapomniała  sobie  kupid 
prochy. W ten sposób wyleczyła się z narkomanii. Czyż to nie sprytne rozwiązanie? — Kerry śmiała 
się bardzo zaraźliwie. 

— Podziwiam twoje poczucie humoru w tej materii, Kerry. — Steele spojrzał na nią ciepło.  

—  A  jak  ci  się  podobają  częste  przenówiie  i  rozbudowane  porównania?  —  Kerry  chwyciła  jedną 
stronę  i  zaczęła  czytad.  —  To  na  mnie  zrobiło  wrażenie:  „Rozeźlone  chmury  zuchwale  uderzały 
deszczem w wijących się kochanków, którzy wyglądali jak para kotów walczących w alejce" 

— Proponuję toast. — Steele stuknął się kieliszkiem z Kerry. — Za bijące chmury! 

—  Zuchwałe  i  rozeźlone  chmury  —  poprawiła  go  Kerry.  Steele  właśnie  ponownie  napełnił  ich 
pucharki, gdy limuzyna gwałtownie zahamowała. Kerry pisnęła, gdy lodowaty płyn oblał jej kolana. 

— A niech to! — mruknął Steele tak samo mokry jak Kerry. 

-  Dobrze,  że  chociaż  tym  kartkom  nic  się  nie  stało.  —  Kerry  z  ulgą  pomyślała  o  Ninie.  Jej  uwaga 
rozśmieszyła  Steele'a  i  za chwilę  Kerry  dołączyła  do niego.  Wszystko  było  takie  zabawne.  Jeszcze 
nigdy w życiu się tak dobrze nie bawiła. 

background image

—  Chyba  nie  możemy  się  nigdzie  pokazad  tacy  mokrzy  i  różowi  od  tego  szampana  —  zauważyła 
Kerry — i na tym kooczy się nasz wieczór. — Jeszcze kilka minut temu uważałaby to.za szczęśliwy 
zbieg okoliczności, ale teraz zrobiło jej się żal, że jest już po wszystkim. Sama dziwiła się tej zmianie. 

Steele odezwał się: 

—  Mam  lepszy  pomysł,  Kerry.  Jesteśmy  niedaleko  od  mojego  mieszkania.  Tam  możemy  w  ciągu 
godziny doprowadzid do porządku twoje ubranie i od razu wrócid do samochodu. 

Kerry  oparła  się  o  siedzenie.  Było  jej  nieprzyjemnie  w  mokrej,  lepiącej  się  do  nóg  sukience.  Z 
trudnością  w  ogóle  myślała,  ale  chyba  nie  ma  powodu,  żeby  odmawiad...  Odwzajemniła  jego 
uśmiech. 

— Zgoda. — Czuła, jakby unosiła się na chmurze... na różowej chmurze. A Steele Gray towarzyszył 
jej tam, hipnotyzując ją swoimi błękitnymi oczami. 

 

Wysiedli  przed  wysokim  wieżowcem  w  centrum  Manhattanu  i  Steele  prowadził  ją  do  środka. 
System bezpieczeostwa wywarł na niej duże wrażenie; umundurowani strażnicy, sied monitorów i 
skomputeryzowane  windy.  Potknęła  się,  wchodząc  do  windy,  i  Steele  objął  ją  opiekuoczo, 
przyciągając jednocześnie do siebie. 

— Ostrożnie, malutka.  

— Ależ nic mi nie jest. — Kerry wypastowała się zawstydzona swoją niezdarnością. Oderwała się od 
niego i od razu ponownie potknęła. 

— Zdaje się, że jazda windą ci jednak nie służy. — Steele wyraźnie dobrze się bawił. 

Kerry  nie  odpowiedziała.  Jej  poczucie  równowagi  zostało  poważnie  zakłócone  tą  jazdą  w  górę. 
Ulżyło  jej,  gdy  drzwi  otworzyły  się  i  pod  nogami  poczuła  znowu  twardy  grunt.  Wzorek  dywanu 
leżącego  w  hallu  taoczył  jej  niebezpiecznie  przed  oczyma.  Zamknęła  je.  Właściwie,  ile  kieliszków 
szampana wypiła dzisiaj? I co u licha robiła tutaj, idąc za Steele'em potulnie jak owieczka do jego 
mieszkania?! 

Nagle poczuła jego rękę na karku. Momentalnie otworzyła oczy. Byli na miejscu. 

—  Wejdź,  proszę  —  powiedział  Steele  miękko.  Kerry  szybko  odsunęła  się  od  niego,  starając 
zachowad równowagę i iśd prosto, co już było trochę trudniejsze. Przeszła przez próg. 

—  Pokażę ci najpierw  moje  królestwo  —  powiedział, znów  obejmując ją w  pasie. Kerry odsunęła 
jego ramię. — Chciałem ci tylko pomóc — zaprotestował Steele lekko urażony. 

background image

— Na szczęście od lat chodzę już o własnych siłach. 

— Ale chyba nie po takiej ilości różowego szampana! — Więcej jednak nie próbował jej już dotykad. 
Przeszli przez salon, jadalnię i kuchnię dużego apartamentu. Pokoje  były przestronne  i elegancko 
umeblowane w dopełniających się odcieniach szarości, błękitu i żółci. Kerry najbardziej podobał się 
wytworny  salon.  Jedną  jego  ścianę  zajmował  do  połowy  jej  wysokości  ogromny,  marmurowy 
kominek, drugą stanowiło wielkie okno, z którego rozciągał się wspaniały widok na miasto. Duża, 
wygodna  sofa  stojąca  blisko  kominka  pomieściłaby  na  pewno  całą  grupę  jej  maluchów  z 
przedszkola. 

— Cudownie tu. — Westchnęła, obejmując wzrokiem lampki i stoliczki dziwnych kształtów, obrazy i 
rośliny oraz różne drobiazgi rozstawione gustownie w całym pokoju. 

— Cieszę się, że ci się podoba. — Steele przeszedł przez pokój, nie poświęcając mu w ogóle uwagi. 
Wszedł do wąskiego korytarza na lewo od kominka. Kerry poszła za nim. Czuła się teraz znacznie 
lepiej. 

—  Urządzenie  tego  mieszkania  musiało  byd  fascynujące.  —  Pamiętała,  ile  radości  zaznała  przy 
meblowaniu swojego małego gniazdka w  Oak  View. Namiętnie  wręcz odwiedzała wtedy  wszelkie 
wyprzedaże i przetrząsała sklepiki z antykami w-poszukiwaniu interesujących bibelotów. 

—  Chyba  żartujesz!  —  Steele  zniknął  w  jednym  z  pokoi.  —  Gdyby  mężczyźni  sami  zajmowali  się 
meblowaniem swoich mieszkao, to dekoratorzy nie mieliby pracy. 

— Och! — Kerry bezmyślnie szła za nim i nagle zatrzymała się na środku pokoju. Była to sypialnia, 
zdecydowanie  kawalerska,  utrzymana  w  tonacji  szarobłękitnej.  Jej  oczy  otworzyły  się  szerzej  ze 
zdumienia, gdy ujrzała łóżko więcej niż królewskiego rozmiaru. 

— To największe łóżko, jakie kiedykolwiek widziałam — wyrwało jej się. 

—  Dla  królewskiej  pary.  Zostało  wykonane  na  zamówienie.  —  Steele  pozbył  się  właśnie  swego 
szarego garnituru i zdejmował teraz błękitną koszulę i krawat. — Uwielbiam przestrzeo, a w łóżku 
szczególnie nie lubię tłoku. 

Kerry przełknęła ślinę. 

— Ja też. — Jej oczy przylgnęły do jego nagiej, owłosionej klatki piersiowej. Miał szerokie ramiona i 
muskularne,  silne  ręce.  Jak  to  powiedziała  Nina?  „Wygląd  zewnętrzny,  który  ścina  z  nóg"  Gdyby 
wiedziała, jak blisko była prawdy! Nagle pojawił się kot. 

Wyszedł spod największego łóżka, jakie kiedykolwiek widziała, i sam był niewiarygodnie olbrzymi. 
Wyglądał, jakby pomalowano go w czarno-szaro-białe pasy i miał duże, żółte oczy. Kerry stała bez 
ruchu i nie mogła oderwad od niego wzroku. A może to tylko halucynacja? Czy istniały w ogóle koty 
domowe takiej wielkości?! 

background image

 —  Oto  Śrut.  —  Steele  przykucnął,  aby  pogładzid  kota  po  głowie.  Śrut  zamruczał  lekceważąco  i 
pomachał ogonem w stronę Kerry. 

To był naprawdę kot! Kerry nadał wpatrywała się w niego. 

— Nazywa się Śrut? 

 — Wabił się tak pewien mądry owczarek alzacki w mojej książce „Śmiertelny Śrut". Przychodziło do 
niego  tyle  listów  od  wielbicieli,  że  pojawił  się  znowu  w  „śmiertelnym  zadowoleniu"  —  wyjaśnił 
Steele. — Oczywiście tego Śruta raczej trudno pomylid z owczarkiem alzacram, ale tak się składa, że 
mają wiele wspólnych cech. 

 — Ach, tak... — Kerry nie spuszczała wzroku z drgających mięśni ramienia Steele'a, gdy ten głaskał 
kota. — Przepraszam, ale nie czytałam żadnej twojej książki. 

Steele udał urażonego. 

— Dla pisarza to prawdziwy komplement. 

Przeraził  ją  własny  brak  taktu.  Co  się  z  nią  działo?  Paplała,  co  jej  tylko  ślina  przyniosła  na  język. 
Zachowywała się jak ktoś zupełnie inny. 

 — Ale teraz, gdy cię poznałam, przeczytam oczywiście wszystkie. — Chciała szybko naprawid swój 
błąd.  Ona,  zwykle  taka  taktowna,  ważyła  każde  słowo,  zanim  je  wypowiedziała.  Jej  siostry 
twierdziły  wręcz,  że  było  to  u  niej  chorobliwe  i  uważały,  że  przydałoby  się  jej  trochę  luzu  i 
spontaniczności.  Spróbowała  jeszcze  raz.  —  Jakim  kotem  jest  Śrut?  To,  że  jest  ogromny,  widad 
gołym okiem. 

Steele zaśmiał się. 

 — Pochodzi z gatunku szopów. Waży około piętnastu kilogramów i ciągle jeszcze rośnie. Podobno 
ta  rasa  osiąga  nawet  dwadzieścia  kilogramów  wagi.  Do  powieściowego  Śruta  przyzwyczaiłem  się 
tak bardzo, że chciałem sobie nawet kupid psa, ale trzymanie owczarka alzackiego w nowojorskim 
mieszkaniu byłoby zbyt dużym okrucieostwem. Moja siostra i jej mąż zdecydowali, że ten osobnik 
będzie  dla  mnie  odpowiednim  towarzyszem.  Przybył  do  mnie  na  poprzednią  „Gwiazdkę"  z  dużą 
kokardą na szyi. 

Kerry ośmieliła się podejśd do kota i dotknąd jego miękkiego, gęstego futra. 

 — Nie sądzę, aby to mu się podobało. Śrut nie wygląda bynajmniej na miłośnika kokard. 

— Masz rację. Porwał ją w strzępy. 

Kot,  znudzony  nagle  ich  pełną  podziwu  uwagą,  wydał  z  siebie  ostatnie  miauknięcie  i  odszedł 
majestatycznie. 

background image

— A teraz trzeba zdjąd z ciebie mokre rzeczy. — Steele wziął ją za rękę i zaprowadził przez hall do 
drugiej sypialni, utrzymanej w kontrastujących barwach  ostrej żółci i wyblakłego błękitu.  — Załóż 
na razie to. — Podał jej kawałek perlistego jedwabiu. — Czy pomóc ci się rozebrad? 

— Nie! — zapewniła go szybko Kerry. 

— Ja przecież tylko pytam... 

Zabrakło  jej  konceptu  na  jakąś  dowcipną  odpowiedź.  Steele  zostawił  ją  samą  i zamknął  drzwi od 
sypialni.  Kerry  szybko  ściągnęła  sukienkę,  rajstopy  i  majtki,  nie  poświęcając  tym  automatycznym 
czynnościom wiele uwagi. Założyła jedwabne kimono, które dał jej Steele, i przewiązała je paskiem. 
Niestety,  okazało  się  za  krótkie;  ledwie  sięgało  ud.  Z  przodu  miało  głębokie  wycięcie,  które 
podkreślało  wypukłośd  jej  piersi.  Kerry  mocniej  ścisnęła  się  paskiem.  Podskoczyła  na  dźwięk 
długiego,  niskiego  gwizdu.  W  drzwiach  stał  Steele  Gray  ubrany  w  granatowy  szlafrok  sięgający 
kolan. 

— To kimono niezbyt mi pasuje. — Kerry nie zdawała sobie sprawy z tego, że wcale nie jest taka 
zła,  jak  powinna byd. Zwykle ubierała się  skromnie; na plaży wstydziła się chodzid w  bikini. Jakim 
cudem zniknęły raptem wszystkie jej zahamowania? 

Czuła na sobie wzrok Steele'a błądzący po jej ciele z rosnącym zachwytem. 

—  Powinnaś  zostad  ukarana,  i  to  surowo,  za  chowanie  takiej  figury  pod  tym  bezkształtnym, 
wełnianym workiem, Kerry  O`Kaye! 

Kerry zarumieniła się, ale jego uwaga nie zmieszała jej tak, jak można by było tego oczekiwad. 

— Czy znalazłoby się tutaj coś innego do ubrania? Twoja przyjaciółka jest chyba trochę niższa ode 
mnie. 

—  To  nie  należy  do  mojej  przyjaciółki,  kochanie.  Kupiłem  to  kimono  podczas  jednej  z  moich 
wycieczek  na  Wschód,  nie  myśląc  o  nikim  konkretnym.  Ty  założyłaś  je  pierwsza  i  ostatnia. 
Wyglądasz w nim wspaniale, więc może należed tylko do ciebie. 

Mówił łagodnie i pieszczotliwie. Przyjemnie słuchało się tych słów, jednakże pod wpływem resztek 
poczucia przyzwoitości Kerry wyszeptała: 

— Powinnam chyba założyd coś mniej... mniej... — Nie mogła wpaśd na właściwe słowo. 

— Może moją bluzę od piżamy? Powinna tu jakaś byd. — Steele zbliżył się do niej, widziała teraz 
wyraźnie jego lśniące, błękitne oczy. — Czy ktoś ci kiedyś mówił, że masz 

boskie nogi? „ 

— Są zbyt drugie — powiedziała sucho Kerry, zbierając swe wilgotne rzeczy. Nogi były kiedyś zmorą 
jej życia. Jako nastolatka czuła się zawsze jak źrebiec tymi chudymi, kościstymi nogami. 

background image

—  Ależ,  Kerry,  kobieta  powinna  mied  długie  nogi.  Przyglądałaś  się  kiedyś  światowej  sławy 
modelkom? One wszystkie mają takie nogi jak ty: długie, szczupłe i zgrabne. 

— Wyjął z szafy parę przezroczystych klapek z różowymi piórkami na wysokich obcasach. — Załóż 
je, Kerry. Chciałbym cię w nich zobaczyd. 

Oczy Kerry otworzyły się szeroko ze zdumienia. 

—  O,  nie,  dziękuję!  Nie  zamierzam  pozowad  do  Playboya,  chcę  po  prostu  wyprad  i  wyprasowad 
moje rzeczy. 

— Na boso możesz się przeziębid — niewinnie zaprotestował Steele. 

— To daj mi lepiej wełniane skarpety i dłuższy szlafrok, jeśli ci tak zależy na moim zdrowiu. 

— A może uda mi się ciebie rozgrzad w inny sposób? — Silne ręce Steela spoczęły na jej ramionach 
i zaczęły je lekko rozcierad. 

—  Nie  jest  mi  wcale  zimno,  Steele  -  zaczęła  Kerry,  gdy  nagle  poczuła,  jak  robi  się  jej  gorąco. 
„Powinnam  się  od  niego  odsunąd"  —  pomyślała,  ale  nie  poruszyła  się.  Pozostała  na  miejscu, 
delektując się ciepłem masujących ją dłoni. 

Steele  wolno  odwrócił  ją  twarzą  do  siebie.  Jego  oczy  ogarnęły  jeszcze  raz  całą  jej  sylwetkę,  tak 
prowokująco ukrytą pod skąpym strojem. Wyraził swoją aprobatę. 

— Długie nogi, wąska talia, pełne piersi. Masz figurę dziewczyny z moich marzeo, Kerry. 

Z  jego  strony  zniknął  uśmiech.  Patrzył  teraz  na  nią  z  takim  pożądaniem,  że  Kerry  zrobiło  się 
nieswojo. 

— Pragnę cię bardzo, maleoka. 

„Te  słowa  zabrzmiały  banalnie"  —  pomyślała  szczerze  oburzona.  W  jego  podejściu  nie  było  nic 
osobistego; nawet nie nazwał jej po imieniu. 

— Czy to ci zawsze gwarantuje sukces? — Ciekawośd przezwyciężyła jej gniew. 

Steele dał się zbid z tropu. 

— Co masz na myśli? 

— Co się dzieje, gdy mówisz kobiecie to, co właśnie przed chwilą powiedziałeś? 

— Uważasz mnie za zawodowego uwodziciela? — zapytał oschle. 

— Czy wydaje ci się, że kobieta wskoczy ci do łóżka po półgodzinnej znajomości tylko dlatego, że 
wypowiedziałeś konwencjonalne i mało oryginalne: „Pragnę cię, maleoka? Można by oczekiwad, że 

background image

słynny pisarz posiada więcej polotu, ale zdaje się, że w twoim przypadku więcej nie trzeba. — Kerry 
potrząsnęła niedowierzająco głową. — Jak prosto. I jak nudno. 

Steele nie spuszczał jej z oczu. 

— Nudno? Moje życie seksualne jest marzeniem każdego przeciętnego Amerykanina! 

— Skoro tak twierdzisz... — Wcale nie musiał jej przekonywad. 

— Ja tego nie mówię, tak piszą np. w People i Playboyu. 

—  Naprawdę?  —  Na  Kerry  nie  zrobiło  to  żadnego  wrażenia.  Skierowała  się  w  stronę  świecącego 
guzika nad łóżkiem. 

— Nie dotykaj tego! — krzyknął Steele, rzucając się do niej. Wyciągnął rękę, by jej zagrodzid drogę, 
i  wtedy  się  pośliznął.  Ręką  uderzył  o  ścianę,  a  jego  palce  niechcący  otarły  się  o  wyłącznik,  przed 
którym  ostrzegał  Kerry.  Natychmiast  wyłączyło  się  główne  oświetlenie,  które  zastąpił  delikatny 
odblask  różowego  światła  lampki  nocnej.  Muzyka,  przyciszona,  wolna  i  romantyczna,  płynąca  z 
ukrytych głośników wypełniła pokój. 

Przez ułamek sekundy Kerry wodziła wzrokiem po pokoju, a potem wybuchnęła śmiechem. 

— Do licha, wiedziałem, że będziesz się śmiała. Byłem pewien! — Steele spojrzał na nią groźnie, ale 
to ją tylko jeszcze bardziej rozśmieszyło. 

— Ooo, naprawdę przepraszam, ja... — Udało jej się wydusid z siebie, chociaż śmiała się wciąż tak 
samo. — Ale to, to jest takie zabawne. — Ze śmiechem rzuciła się na łóżko. — Wodne łóżko, o nie! 
—  wykrzyknęła  i  zwinęła  się  w  nowym  ataku  śmiechu.  —  Ojej,  oczywiście!  Powinnam  się  była 
domyślid... 

Steele się nie śmiał, wręcz odwrotnie. Piorunował ją wzrokiem. 

—  Ta  sypialnia  sportretowana  została  przez Playboya  jako  prototyp miejsca  akcji  współczesnego, 
hm, romansu — powiedział rozzłoszczony.  

—  Ach  tak?  Romansu?  —  Kerry  za  wszelką  cenę  usiłowała  się  opanowad.  —  Czy  podobne 
czarodziejskie  urządzenia  zamontowałeś  w  całym  mieszkaniu?  Czy  może  to  jest  oficjalna  jaskinia 
lwa? 

—  Podobne  znajdują  się  w  mojej  sypialni,  salonie  i  gabinecie  —  przyznał  niechętnie  Steele.  — 
Właściwie nie wiem, po co ci to mówię; na pewno znowu będziesz się śmiała. 

I miał rację. 

— Dobrze pomyślane. Przecież nigdy nie wiadomo, gdzie akurat nastrój będzie potrzebny. Steele, 
musiałeś chyba kiedyś byd harcerzem. „Bądź czujny!”, to zdaje się ich motto. 

background image

—  Niezła  z  ciebie  aktorka  —  burknął  Steele.  —  Byd  może  jest  to  dla  ciebie  teraz  śmieszne,  ale 
gdybyś  była  w  innym  nastroju,  wzdychałabyś  w  tym  łóżku,  a  muzyka  i  przytłumione  światło 
pasowałyby wtedy idealnie. 

Jej piersi widoczne przez cienki jedwab kimona przyciągnęły jego wzrok. 

—  Muszę  coś  zrobid  z  moimi  rzeczami  —  powiedziała  szybko  Kerry  i  nagle  zupełnie  przestała  się 
śmiad. — Gdzie jest pralnia? 

Wpatrywał się w nią tak uparcie, że poczuła się nieswojo. Błękitne szparki jego oczu taksowały ją 
uważnie.  Teraz,  kiedy  już  odzyskała  panowanie  nad  sobą,  Kerry  uświadomiła  sobie,  w  jak 
dwuznacznej sytuacji się znajdowała. Z własnej woli weszła do sypialni mężczyzny, którego ledwie 
znała,  i  rozebrała  się.  A  był  to  mężczyzna  posiadający  elektroniczny  system  uwodzenia  prawie  w 
każdym pokoju. I na pewno nie lubił doznawad porażek. Ani byd wyśmiewanym. Przestraszyła się 
nagle. 

Steele widział, jak jej duże, bursztynowe oczy wypełniają się lękiem i stają się orzechowo-zielone. 
Kerry czuła, że on nadal przygląda się jej. Jego oczy zatrzymały się na jej piersiach, po czym zsunęły 
się na biodra. Głośno przełknęła ślinę. 

— Zabawa skooczona, panienko figlarko? — szydził Steele. — Denerwujesz się, prawda? 

Kerry miała sucho w gardle. Próbowała wycofad się w stronę drzwi. Oto, co jej się przytrafia, gdy 
próbuje posmakowad przygody, jak jej siostry. One by wiedziały, co teraz zrobid. Przede wszystkim 
na  pewno  nie  krztusiłyby  się  ze  śmiechu,  śmiertelnie  przy  tym  obrażając  mężczyznę.  A  ona... 
Przeszedł ją dreszcz strachu. Wylądowała w sytuacji pełnej pułapek i nie miała pojęcia, jak się z niej 
wyplątad. 

— Nie bój się. Nic ci nie zrobię — wymamrotał Steele, ciągle jeszcze zły. — Ja nie muszę kobiet do 
niczego zmuszad. Odpręż się, Kerry. — Na jego ustach pojawił się, jakby od niechcenia, uśmiech. — 
Pomimo  że  okrutnym  śmiechem  wdeptałaś  w  ziemię  moją  biedną,  kruchą,  męską  dumę, 
pozostaniemy przyjaciółmi. 

Kerry  odetchnęła.  Jego  uśmiech  bardzo  jej  pomógł.  Steele  Gray  miał  jednak  poczucie  humoru; 
umiał się śmiad z samego siebie. To ją bardzo w nim pociągało. 

— Wcale nie chciałam podeptad twojej dumy, Steele, przynajmniej nie tak bardzo. — Uśmiechnęła 
się do mego. — Ale gdy przypadkiem włączyłeś ten przycisk... 

— Nie zaczynaj od nowa! — boleśnie jęknął Steele. — Chodź, Kerry, pokażę ci pralkę. 

Wyprowadził ją z pokoju. 

— Czy mogłabym zaparzyd kawę? — zapytała Kerry. Czuła się dziwnie lekko. No tak, tyle różnych 
tabletek  przeciwbólowych  i  do  tego  to  morze  alkoholu;  nic  dziwnego,  że  straciła  panowanie  nad 
sobą i zachowała się jak podlotek. Kawa jej pomoże. 

background image

— Ja zrobię kawę, Kerry. Sam się też chętnie napiję. — Położył jej rękę na ramieniu. Znów zakręciło 
jej się w głowie. Jego uśmiech sprawiał, że robiło jej się słabo. 

—  Dziękuję,  Steele  —  powiedziała,  w  pełni  świadoma  obecności  jego  ciepłej  ręki  na  swoim 
ramieniu. 

Sama w małej pralni powoli wracała do siebie i zmusiła się do koncentracji nad prostym zadaniem 
włączenia automatu.  

Dwadzieścia  minut  później  siedzieli  obydwoje  na  stołkach  przy  barze,  pijad  kawę.  Musiało  to 
wyglądad na typową, domową scenkę: byli przecież-w szlafrokach. 

 — Urodziłaś się i wychowałaś w Wilkes-Barre w Pensylwanii, a teraz mieszkasz w Oak View w New 
Jersey,  tak?  —  Steele  zamienił  jej  wcześniejsze  odpowiedzi  na  pytania,  które  jej  zadał.  —  Chyba 
zamieniłaś jedną nudną mieścinę na inną. 

 — Tempo życia na pewno nie jest tam takie zwariowane jak w Nowym Jorku — zgodziła się z nim 
Kerry. — Ja jednak nigdy się nie nudzę. Dużo czytam i szydełkuję, oglądam telewizję albo słucham 
muzyki. Czasami wybieram się gdzieś z przyjaciółmi... — Jego oczy zabłysły nagle. — Dla ciebie to 
pewnie  nic  ekscytującego...  —  Zamilkła.  Jej  życie  nie  należało  do  tych  ekscytujących.  Ale  była 
przecież szczęśliwa... A może nie? — Oak View to prawie dzielnica Filadelfii, więc często bywam w 
mieście  na  koncertach  i  przedstawieniach  teatralnych  —  powiedziała,  zastanawiając  się,  czemu 
koniecznie  chciała  go  czymś  zainteresowad.  Dlaczego  miałaby  się  martwid  tym,  że  on  uważa  jej 
życie  za  nudne?  —  Widziałam  wszystkie  sztuki  wystawiane  przez teatry objazdowe  i każdą  przed 
broadwayowską premierę. 

— Lubisz teatr? 

 —  Jeszcze  jak!  —  Oczy  jej  błyszczały.  Steele  wymienił  kilka  znanych  sztuk,  które  sam  oglądał, 
oczywiście na Broadwayu, i okazało się, że Kerry widziała je wszystkie w Filadelfii. 

 —  A  „Niebiaoscy  Aniołowie'?  —  Steele  zapytał  o  bardzo  znany,  nowy  musical,  chwalony  za 
oryginalnośd i bogate dekoracje. 

 — Z tym jeszcze nie byli w trasie, ale umieram, żeby go zobaczyd. O ile dobrze wiem, będą musieli 
zrezygnowad z wielu elementów scenografii w związku z transportem. 

 —  To  niemożliwe!  Wtedy to  będzie  zupełnie  inna  sztuka.  Powinnaś  ją  zobaczyd  na  Broadwayu... 
Tak, zabiorę cię tam jutro! — Steele wyraźnie zapalił się do tego pomysłu. 

 — Wspaniale! — Kerry podnieciła się na samą myśl o tym. Potem jednak wyraz jej twarzy zmienił 
się.  —  To  bardzo  miło  z  twojej  strony,  Steele,  ale  obawiam  się,  że  nie  mogę  przyjąd  tego 
zaproszenia. Jutro muszę wrócid do Oak View. 

— Możemy pójśd na przedstawienie popołudniowe i wtedy zdążysz na wieczorny pociąg. 

background image

— Hm...! — Kerry zastanawiała się nad tym, nerwowo przygryzając wargę. — Naprawdę nie wiem, 
Steele. Muszę wziąd pod uwagę Ninę. Pomyślę o tym. 

Steele zdziwił się. 

— Musisz pomyśled o tym, Czy pójśd ze mną na przebojowy musical? 

Kerry  domyśliła  się,  że  zwykle  kobiety  skwapliwie  wykorzystywały  każdą  okazję  pójścia  z  nim 
gdziekolwiek. Myśl o Steele`u i tych innych kobietach nie była dla niej przyjemna. Aby oderwad od 
niej uwagę, spojrzała na zegarek. 

— Sprawdzę moje rzeczy. Powinny już byd suche. Kilka minut później stała przy nim z ciuszkami w 
ręku. 

— Pójdę się ubrad. 

Steele patrzył na kawę w swojej filiżance. 

— Dobrze. 

Kerry zatrzymała się w drzwiach. 

— Steele? 

— Hm? 

— Czy... czy moja sukienka naprawdę wygląda jak bezkształtny worek? 

Jego spojrzenie złagodniało na widok jej niepewnych oczu. 

—  Kerry,  ta  sukienka  po  prostu  do  ciebie  nie  pasuje.  —  Jego  ciepły  głos  nie  mógł  zmienid  sensu 
wypowiadanych słów. 

—  Tego  się  właśnie  obawiałam  —  westchnęła  Kerry.  —  Kupiłam  ją  na  wyprzedaży,  i  to  była 
naprawdę świetna okazja. Nina mówi, że jestem zbyt praktyczna. Tego samego zdania są moje trzy 
siostry. 

—  Kerry,  jesteś  młodą  kobietą  o  fantastycznej  figurze.  Dlaczego  miałabyś  nosid  coś,  co,  no  cóż, 
pasuje raczej babci?! 

— Babci? — żachnęła się Kerry. — Czy ona jest aż tak brzydka? 

—  Nie,  wcale  nie.  Czasem  przesadzam  dla  efektu.  Nazywa  się  to  twórczą  swobodą.  —  Steele 
ześliznął  się  z  taboretu  i  podszedł  do  niej.  —  Teraz  przynajmniej  wiem,  co  jest  pod  sukienką.  — 
Ręce  Steele'a  znalazły  się  na  biodrach  Kerry.  Przyciągnął  ją  do  siebie  wolniutko.  —  Piękne  ciało, 
godne pożądania. 

— Steele — nerwowo zaczęła Kerry. — Muszę się ubrad. 

background image

— Kerry. — Naśladował teraz jej wibrujący głos. — Dlaczego? — Jego palce przesuwały się zręcznie 
pod cienkim szlafroczkiem Kerry. Jakimś cudem pasek rozwiązał się i spadł na podłogę.  

—  A  więc  o  to  chodzi?  O  zwykły  podbój?  —  Kerry  wolałaby,  aby  jej  głos  nie  drżał  tak  wyraźnie. 
Kiedyś słyszała, jak jej siostra Monika wypowiadała to samo zdanie, ale jej samej się to zbytnio nie 
udało.  Powinno  brzmied  dużo  chłodniej.  Kerry  dodała  dla  efektu:  —  Steele,  jesteśmy  w 
niewłaściwym pomieszczeniu. W kuchni nie ma przecież uwodzicielskich światełek i muzyczki. 

Steele roześmiał się, co ją zaskoczyło. 

—  Zdaje  się,  że  automatycznie wyzwalam w  tobie ten odruch samoobronny. Tym razem jakoś to 
przeboleję. 

— Nie chciałam cię zranid — powiedziała szybko. Steele uśmiechnął się. 

— Domyślam się, Kerry. 

Kiedy  cofnął  ręce,  uciekła z  kuchni  z  ulgą,  że  nie  miał  jej  za  złe  tego  zachowania.  „Oczywiście  — 
upomniała  sama  siebie  —  nie  znaczy  to  wcale,  że  mnie  naprawdę  pożądał".  Prawdopodobnie  z 
czystego nawyku podrywał każdą kobietę. Dlatego nie było mu ciężko pogodzid się z jej odmową. 

— Wskoczę tylko w mój... mój worek i możemy iśd — Kerry powiedziała to z dużą dozą autoironii. 

Była gotowa  dwadzieścia minut  przed nim i przez ten czas przyglądała się miastu  przez ogromne 
okno  w  "salonie.  Nowy  Jork,  duży,  błyszczący  i  ekscytujący;  wyrafinowany  i  kosmopolityczny; 
miasto Steele'a o lata świetlne oddalone od niej i Oak View. 

Kerry  stłumiła  westchnienie  i  zdziwiła  się  swojemu  wzburzeniu.  Nie  zamieniłaby  przecież  swojej 
cichej  egzystencji  w  Oak  View  na  kolorowe  życie  w  Nowym  Jorku.  A  może  jednak...?  „Nie,  na 
pewno nie" — zapewniła samą siebie. Duże miasta ją denerwowały. Czyż nie wracała zawsze z ulgą 
do Oak View z wizyty w Filadelfii?! A Nowy Jork był co najmniej dziesięd razy większy od Filadelfii! 

— Przepraszam, że musiałaś czekad. 

W  drzwiach  ukazał  się  Steele,  niszczycielsko  wprost  przystojny  w  dobrze  skrojonym  szarym 
garniturze. Błękitna koszula podkreślała znakomicie kolor jego oczu i Kerry wpatrywała się w niego 
z podziwem. Był uosobieniem męskości. Sam jego widok sprawiał, że odzywała się w niej kobieta. 
Kerry  nagle  spoważniała  i  przycichła.  Co  właściwie  robi  w  Nowym  Jorku  z  mężczyzną  takim  jak 
Steele Gray? To w ogóle nie w  jej  stylu. Żarliwie  zapragnęła znaleźd się w  Oak View, w  ulubionej 
knajpce na obiedzie z Howardem Stoverem. 

Steele wyczuł jej nastrój. 

— Proszę cię, Kerry, nie zamykaj się znowu w sobie. — Wziął ją za rękę. — Dokąd chcemy najpierw 
pojechad? Możemy wybierad wśród najmodniejszych nocnych lokali. 

background image

— Możesz pójśd sam — szybko powiedziała Kerry — a kierowcę poprosimy, aby mnie wysadził po 
drodze przed hotelem. 

— Wysadził cię? Dzisiaj mamy przecież randkę. Wygrałem cię, Kerry. 

— Dla ścisłości: to ja cię wygrałam i niniejszym uwalniam cię z obowiązku... 

—  Spędzimy  ten  wieczór,  albo  to,  co  z  niego  pozostało,  razem,  Kerry.  —  Steele  był  tym  razem 
bardzo stanowczy. 

Zdziwiła  się,  że  tak  nalegał.  Dlaczego  miałby  spędzad  sobotnią  noc  z  nudną  małomiasteczkową 
przedszkolanką? 

—  Ależ ja do ciebie  nie pasuję  —  zaprotestowała niepewnie.  —  W tej  okropnej sukience  pomylą 
mnie jeszcze z twoją babką. 

—  Do  licha, Kerry,  twoja  sukienka  jest  w  porządku. Zapomnij o  tym, co  przedtem  powiedziałem. 
Wyglądasz dobrze. — Ogarnął ją spojrzeniem i powiedział lekko ochrypłym głosem: — Wyglądasz 
wspaniale, Kerry. — Uniósł jej podbródek. — A teraz uśmiechnij się do mnie. 

Wysiłki Kerry okazały się niezadowalające. 

— Mogłoby byd lepiej, kochanie. — Steele potrząsnął głową. — Czy do śmiechu zawsze potrzeba ci 
łóżka wodnego, światełek i muzyki? 

Tym  razem  Kerry  śmiała  się  z  całego  serca  razem  ze  Steele'em,  a  nie  z  niego.  Jej  niepewnośd  i 
poczucie niższości rozpłynęły się w cieple wspólnego śmiechu. 

 

Siedzieli znowu oboje w różowej limuzynie i Steele odciągnął Kerry od okna, aby była bliżej niego. 

—  Mam pomysł,  Kerry. Dajmy spokój tej  zaplanowanej  wycieczce  i obejrzyjmy Nowy Jork w  inny 
sposób. 

— A czy nam wolno? — spytała Kerry powątpiewająco. Jej puls znów niebezpiecznie reagował na 
bliskośd  Steele'a.  Nie  mogła  zebrad  myśli.  Steele  zachowywał  się  tak,  jakby  miał  zamiar  spłatad 
komuś figla. 

— Któż śmiałby nas powstrzymad? Chyba że ty lubisz nocne kluby? 

— Wprost przeciwnie. 

— Tak mi się też wydawało. Mnie się one również już znudziły. Chętnie spróbuję czegoś innego. — 
Steele zastukał w szybę dzielącą ich od kierowcy. — Proszę nas zawieźd do Central Parku. 

background image

—  Do  Central Parku?  —  Kerry  spojrzała  nie  niego  ze  zdumieniem.  —  Przecież tam  jest  najwięcej 
napadów! 

—  Gdzież  tam,  w  to  wierzą  tylko  turyści  —  powiedział  Steele,  zadowolony  z  siebie.  Jego  dłonie 
zawędrowały w okolice jej talii, palcami delikatnie przesuwał wzdłuż zarysu bioder. 

Kerry poddała się tym pieszczotom, nie mogąc opanowad narastającego podniecenia. Jednakże gdy 
dotknął  jej  uda,  powstrzymała  go.  Steele  pogładził  jej  dłoo,  tę,  którą  próbowała  go  odepchnąd,  i 
splótł  jej  palce  ze  swoimi. Przysunął  się  do  niej  bliżej  i  jego  druga  dłoo momentalnie  znalazła  się 
pod jej piersią. 

— Przestao, Steele — szepnęła Kerry. 

Odebrał  jej  swobodę  ruchów,  nie  mogła  się  więc  od  niego  odsunąd.  Kiedy  mimo  wszystko 
spróbowała  się  poruszyd,  jej  spódnica  podniosła  się  do  góry.  Steele  wykorzystał  to  natychmiast  i 
zaczął  pieścid  jej  udo  spowite  nylonową  pooczochą.  Kerry  głęboko  wciągnęła  powietrze,  czując 
nagły dreszcz. 

—  Przestad  cię  podniecad?  A  niby  dlaczego?  Tym  bardziej,  że  najwidoczniej  udaje  mi  się  to...  — 
mówił  głosem  niedbałym,  drażniącym.  Wyraźnie  się  z  nią  przekomarzał.  Gdyby  teraz  go 
odepchnęła, zachowałaby się jak histeryczka. Steele nie odsunął się, nadaldelikatnie wodził ręką po 
jej udzie. Jego usta musnęły jej czoło. 

— Jesteś sprytny, Steele — zaczęła niepewnie Kerry. — Schwytałeś mnie w pułapkę i powinnam ci 
się poddad, aby się nie ośmieszyd. 

—  Masz  całkowitą  rację  —  zgodził  się,  a  w  jego  głosie  brzmiała  pieszczota.  Czuła  na  sobie 
urzekające  spojrzenie  jego  ciepłych,  błękitnych  oczu.  Coraz  niżej  pochylał  nad  nią  głowę.  Kerry 
trwała  w  bezruchu  jak  małe  zwierzątko  unieruchomione  hipnotyzującym  wzrokiem 
niebezpiecznego drapieżnika. 

— Kerry? — wyszeptał pytająco jej imię, ale ona nie mogła wydobyd z siebie głosu. 

Dotknięcie jego ust zelektryzowało ją. Wargi jej bezwiednie się rozchyliły i jego język śmiało wdarł 
do środka. Kerry nigdy jeszcze nie zaznała takiego pożądania. Jej ciało chętnie mu się poddawało, 
samorzutnie  dążąc  do  zaspokojenia  nagle  obudzonego  głodu.  Rękami  oplotła  jego  głowę, 
wyczuwając  przyjemną  gęstośd  włosów.  Przylgnęli  do  siebie  w  mocnym  uścisku.  Przesunął  rękę 
wyżej i niezdecydowanie zatrzymał ją nad jej piersią. Kerry westchnęła, głęboko. Jej sutki, napięte 
boleśnie, czekały na dotyk. Dopiero jednak, gdy sama przysunęła się do niego, zamknął w  swojej 
dłoni jej nabrzmiałą pierś. Kerry poczuła, jak zalewa ją fala gorąca. 

Steele uniósł głowę i jego twarz znalazła się teraz tuż przy niej. Wargami leciutko, chod zmysłowo 
muskał jej rozchylone usta. 

— Masz piękne usta, Kerry. Zmysłowe, miękkie i pełne. Chciałem to zrobid już...  — Nie dokooczył 
zdania, znów się nad nią pochylając. 

background image

Ich namiętne pocałunki trwały tak długo, że Kerry zapomniała o wszystkim. Pragnęła tylko jednego: 
jego dalszych pocałunków i pieszczot. Przywarła do niego swym rozpalonym ciałem, poruszając się 
w  erotycznym  rytmie.  Konserwatywną,  powściągliwą  Kerry  zaszokowałoby  to.  Ale  ta  Kerry, 
dzisiejszego  wieczora  jakby  zaczarowana  przez  Steele'a  Graya,  nie  miała  zahamowao.  Dała  się 
ponieśd magii nocy i czarowi mężczyzny, który ją teraz całował. 

Żadne z nich nie zauważyło, że samochód właśnie się zatrzymał. Rozłączyli się dopiero wtedy, gdy 
kierowca delikatnie zapukał w szybę i oznajmił: „Central Park" Przez długą chwilę wpatrywali się w 
siebie oszołomieni. W koocu Steele otworzył drzwi. 

— Chodź! — Wziął ją za rękę i wyciągnął z auta. 

— Co robimy? Dokąd idziemy? — Kerry biegła prawie, próbując dotrzymad mu kroku. Nie mogła się 
powstrzymad od uśmiechu, chod w ciemności, nie było go komu ofiarowad. Kręciło jej się w głowie. 
Czuła się nagle taka wolna i beztroska.  

— Pojedziemy dorożką — powiedział Steele. Pomógł jej wsiąśd do otwartego powozu.  — Zawsze 
uważałem,  że  coś  takiego  do  mnie  nie  pasuje,  że  jest  to  zbyt  romantyczne  dla  takiego  twardego 
faceta jak ja. 

Czyżby  więc  zdawał  sobie  sprawę,  że  gra  jakąś  rolę?  To  odkrycie  zdziwiło  Kerry  tak  samo,  jak 
niespodziewana przejażdżka. W głębi serca uważała to za nastrojowe, ale nigdy nie wyznałaby tego 
Steele'owi. 

— Ale teraz nie mam już nic do stracenia. I tak wyśmiałaś mój „pałac uwodzenia"! zdeptałaś moją 
męską dumę! — Starał się najwyraźniej przed sobą usprawiedliwid. 

— Cieszę się, że nie grasz wobec mnie, Steele — powiedziała, ale od razu ugryzła się w język. Jak 
zwykle  była  zbyt  poważna.  Steele  na  pewno  nie oczekiwał od  niej  analizy  swego  zachowania,  po 
prostu się z nią lekko przekomarzał. 

Nagle  zapanowało  między  nimi  napięcie.  Zanim  zdążyła  coś  powiedzied,  aby  je  przerwad,  Steele 
przyciągnął  ją  do  siebie.  Jego  twarz  znalazła  się  blisko  i  w  przytłumionym  świetle  gwiazd  Kerry 
widziała  powiększone  źrenice  jego  oczu,  podobne  do  dużych,  czarnych  kół.  Słyszała  jego 
przyspieszony, nierówny oddech i wiedziała, że zaraz ją pocałuje. Czekała na to z biciem serca. 

Ujął jej twarz w swoje ręce i pocałował ją namiętnie. Jego wargi były gorące, a język wnikał coraz 
głębiej.  Czuła,  jak  jej  ciało  płonie  i  wtuliła  się  mocniej  w  jego  ramiona.  Zatracała  się  w  tym 
magicznym pocałunku. 

Kiedy  Steele  uniósł  głowę,  Kerry  zaprotestowała  nieśmiało.  Jej  ręce  pozostały  wczepione  w  jego 
włosach. 

— Więcej nie, kochanie — wyszeptał stłumionym głosem. — Nie tutaj. 

background image

Kerry spojrzała prosto w błękitne oczy. Na widok palącej się w nich namiętności zabrakło jej tchu. 
Czy to możliwe, że ona go tak rozpalała? Myśl ta dodała jej pewności siebie. 

W  przyjemnej  ciszy  spędzili  resztę  przejażdżki.  Steele  objął  ją  czule,  gdy  złożyła  głowę  na  jego 
ramieniu.  „Trwało  to  wszystko  stanowczo  za  krótko"  —  pomyślała  Kerry.  W  tych  opiekuoczych 
ramionach mogłaby spędzid resztę nocy nawet w tej dorożce. 

—  Jedziemy na State  Island  —  powiedział Steele  do szofera, gdy wsiedli z powrotem do różowej 
limuzyny. 

Samochód posuwał się wolno w stronę południowej części Manhattanu. Steele i Kerry siedzieli w 
środku wygodnie oparci o szerokie siedzenia i rozmawiali. Tym razem rozmowa nie sprawiała Kerry 
żadnych  kłopotów,  ponieważ  dotyczyła  tematu,  który  ją  zawsze  fascynował  —  podróży.  Odkąd 
pamięta, marzyła o nich. Przeczytała niezliczoną ilośd książek na temat obcych krajów, chod sama 
niewiele  dotąd  podróżowała.  Steele  za  to  jeździł  po  całym  świecie  i  Kerry  chętnie  słuchała  jego 
opowiadania. 

Patrzyła  na  niego  z  tak  szczerym  zainteresowaniem,  że  Steele  z  przyjemnością  zagłębił  się  w 
malownicze opisy miejsc, ludzi i zwyczajów. Był urodzonym gawędziarzem i oczarował Kerry swoim 
pełnym życia stylem. 

Znowu  zbyt  szybko,  jak  dla  Kerry,  znaleźli  się  u  celu,  w  południowej  bazie  promowej.  Nadal 
rozmawiając,  opuścili  auto,  kupili  bilety  i weszli  na  prom.  Szofer  nie  chciał  im  towarzyszyd,  wolał 
zostad w samochodzie. 

— Pewnie myśli, że zwariowaliśmy — stwierdził Steele. 

— A jeśli on opowie wszystko organizatorom zjazdu? — Kerry zachmurzyła się na tę myśl. 

—  Na  pewno  się  wściekną,  że  im  pokrzyżowaliśmy  plany  —  powiedział  Steele.  —  Romantyczni 
sędziowie  w  różowych  togach  osądzą  nas  zgodnie  z  romantycznym  prawem.  Za  karę  spędzimy 
miesiąc  zamknięci  w  różowym  zamku,  gdzie  czytad  będzie  można  tylko  miłosne  historie. 
Towarzyszyd nam będzie kwartet smyczkowy grający bez przerwy „Uczucie". 

— Przestao! — krzyknęła Kerry, śmiejąc się do rozpuku. — To zbyt straszne. 

Prom  właśnie  odbijał  od  brzegu.  Kerry  stała  przy  barierce,  patrząc  na  oddalający  się  ląd.  Niebo  i 
woda stopiły się w jedną ciemną masę, naznaczoną tylko gdzieniegdzie gwiazdami i przybrzeżnymi 
falami. 

— Jak tu pięknie! — radośnie westchnęła Kerry, wtulając się głębiej w ramiona Steele'a stojącego 
tuż za nią. — Czuję się, jakbym płynęła przez ocean. 

— Z tą różnicą, że tutaj cywilizacja jest bardzo blisko. Spójrz, Kerry, oto Statua Wolności. 

Oprócz nich nie było w tej ciemności nikogo więcej; zupełnie jakby zostali jedyną parą na świecie. 
Usta  Steele'a  raz  po  raz  muskały  zagłębienie  jej  karku.  Rozkoszne  mrowienie  rozeszło  się  po  jej 

background image

ciele. Serce biło jej coraz szybciej. Obróciła się w jego ramionach, aby zobaczyd jego twarz. Steele 
pocałował ją w czoło i wolno przesunął wargami po jej skroniach i dalej, aż dotarł do jedwabistej 
skóry szyi. Kerry odruchowo uniosła głowę. Nawet oddychanie sprawiało jej ból. 

— Kerry, czy chcesz, żebym cię pocałował? 

Ich usta zbliżały się do siebie. Kerry przymknęła powieki w niemym przyzwoleniu. 

— Nie słyszałem twojej odpowiedzi. — Steele wtulił się we włosy Kerry. Jęknęła, jej ciało poddało 
mu  się.  —  A  więc?  —  Jego  wargi  bawiły  się  jej  uchem;  rękę  trzymał  na  jej  piersi.  Kerry  poczuła 
nagle, że spada w przepaśd. 

— Tak — szepnęła, oplatając go ramionami, gdy ich usta chciwie się złączyły. — Tak, Steele, tak. 

Ten pocałunek trwał długo, coraz dłużej i stawał się coraz bardziej namiętny. Steele rękami objął jej 
pełne  i krągłe  pośladki i przycisnął ją do swoich napiętych ud. Jego podniecenie  wywołało w  niej 
instynktowną  reakcję.  Poruszała  się  zmysłowo  w  jego  ramionach.  Chciała  czud  go  całego,  bez 
przeszkód. 

— Jesteś porywająca — zduszonym głosem wyszeptał Steele. Z trudem chwytał oddech. 

Ciałem  Kerry  wstrząsały  dreszcze.  Zamglony  wzrok,  powiększone  źrenice  i  urywany  oddech 
zdradzały  jej  podniecenie.  Czuła  się  bezradna,  słaba  i  zdezorientowana  stanem,  w  którym  się 
znajdowała. 

—  Kerry,  tak  bardzo  cię  pragnę.  —  Usłyszała  i  przymknęła  oczy,  gdy  ich  ciała  na  nowo  do  siebie 
przywarły. 

To  już  nie  były  te  same  płytkie  i  bezosobowe,  słowa,  które  usłyszała  po  raz  pierwszy  w  jego 
mieszkaniu. „On naprawdę mnie pożąda — myślała Kerry w ekstazie. — Mnie!" 

Pieszcząc  delikatnie  ustami  miękką,  różową  muszlę  jej  ucha,  szeptał  namiętnym  głosem  jakieś 
niezrozumiałe słowa. Kerry otarła się o niego ciałem. Chciała, by ją dotykał, pieścił, chciała więcej, 
dużo więcej... 

Nagle  uświadomiła  sobie  swoją  własną,  szokującą  słabośd  i  natychmiast  otrzeźwiała.  Z  krzykiem 
oderwała się od niego. Odwróciła się, ciągle drżąc z emocji. 

—  Ja...  nie  wiem,  co  sobie  o  mnie  pomyślisz  —  wydusiła  z  siebie.  Rumieniec  pojawił  się  na  jej 
twarzy,  gdy  przypomniała  sobie  swoje,  chod  tak  do  niej  niepodobne,  zachowanie.  Ta  namiętna 
osoba  w  ramionach  Steele'a  była  jej  zupełnie  obca;  przecież  ledwo  znała  tego  mężczyznę,  a 
zachowywała się w stosunku do niego z oddaniem i intymnością wieloletniej kochanki. I do tego w 
publicznym miejscu! Kerry jęknęła zawstydzona. 

—  Uważam,  że  jesteś  cudowna  —  powiedział  Steele  uspokajająco  —  słodka  i  pełna  oddania; 
wdzięczna i jednocześnie trochę zabawna. 

background image

Wdzięczna i zabawna? Zabolało ją to. Na pewno nie to chciała od niego usłyszed... Zupełnie jakby 
cytował  słowa  jakiejś  komedii  broadwayowskiej.  Na  odpowiedź  w  podobnym  stylu  zabrakło  jej 
konceptu. Zdenerwowana i zmieszana, Kerry odeszła na bok. 

— Co się stało, Kerry? — Steele szedł za nią, wyciągając ręce, aby ją znowu objąd. Jednakże Kerry 
zręcznie odsunęła się na bok. 

— Nie lubię robid z siebie widowiska. Pieszczoty na oczach publiczności nie są dla mnie, Steele. 

— Dla mnie też nie. Wródmy do mojego mieszkania, Kerry. Tam będziemy sami i nikt nie będzie nas 
krępował. 

Kerry zadrżała. Musiała zebrad całą swoją siłę woli, aby mu odpowiedzied przecząco. 

— Steele, nie chcę iśd z tobą do łóżka. 

— Oczywiście, że chcesz, kochanie. 

— Nie. — Kerry wytrzymała jego wzrok. — I proszę cię, nie nazywaj mnie „kochanie". Przypomina 
mi to mojego wujka, który zawsze dmuchał mi w twarz dymem z cygara. 

Odwróciła się do niego plecami i zapatrzyła na migoczącą wodę. Steele zmarszczył brwi. 

— Coś tutaj nie gra, Kerry. Przecież nie wymyśliłem sobie twojej reakcji. Pragnęłaś mnie tak samo, 
jak ja pragnąłem ciebie. 

—  Ja  po  prostu  tak  nie  umiem,  Steele.  Nie  mogę  znaleźd  się  z  tobą  w  łóżku  po  kilkugodzinnej 
znajomości. 

Nie odpowiedział. Kerry domyśliła się, że nie był zadowolony. Nie próbował dalej dyskutowad, chod 
stał nadal obok niej przy burcie. 

— Czy jesteś głodna? — zapytał w koocu. — Może zjedlibyśmy wczesne śniadanie? Na przykład w 
Greenwich Village? 

Położył  rękę  na  jej  dłoni.  Właściwie  powinna  mu  powiedzied,  że  jest  już  zbyt  zmęczona  i  chce 
wrócid  do hotelu. Przyglądała się jego dużej  dłoni, długim palcom i równo obciętym paznokciom. 
Nieproszony,  pojawił  się  obraz  tych  rąk  wędrujących  po  jej  ciele.  Przyspieszone  bicie  serca 
uświadomiło jej, jak silnie Steele na nią działa. Tak, najwyższy czas się pożegnad. 

—  Rzeczywiście  jestem  głodna,  Steele  —  usłyszała  własną  odpowiedź.  —  Wczesne  śniadanie?  To 
brzmi pociągająco. — Kerry doskonale wiedziała, że zrobiła błąd, przeciągając ten wieczór, ale było 
już  za  późno.  Steele  chciał,  żeby  ich  randka  skooczyła  się  w  łóżku,  gdzie  zapewne  kooczyły  się 
wszystkie jego randki. A ona... ona chciała byd dla niego czymś więcej, czym nie była. Wiedziała o 
tym. Steele traktował ją po prostu jak jeszcze jedną kobietę, z którą spędza sobotni wieczór. Mimo 
to poczuła się nagle szczęśliwa, że się zgodziła. 

background image

Kerry oparła głowę na ramieniu Steele'a i różowa limuzyna znowu ruszyła ulicami Manhattanu. 

— Śpiąca? — Steele pochylił się i pocałował ją w czubek nosa. 

— Znów podchwytliwe pytanie. Jeśli powiem, że tak, zechcesz ułożyd mnie do snu, prawda? 

—  Czasem  warto  jednak  spróbowad  —  roześmiał  się  Steele.  —  Ale  obiecałem  ci  śniadanie,  więc 
jedziemy coś zjeśd. 

Pomimo późnej pory  Greenwich Village  nie spało. Steele wyjaśnił jej,  że  zwykłe  bary  zamykają w 
niedzielę o trzeciej rano, ale niektóre kluby, kafejki i restauracje są wtedy jeszcze czynne. Zabrał ją 
do przytulnej, małej tawerny, gdzie prawie wszystkie stoliki były zajęte. 

Kerry spojrzała na zegarek, gdy kelner wręczył im kartę. 

— Jest prawie czwarta rano, a tłoczno tu jak w południe — zauważyła zdziwiona. 

— Czegoś takiego nie spotyka się w Oak View, prawda? 

— Na pewno nie. — Potrząsnęła przecząco głową. 

Zamówili omlety z bekonem, kawę i duoskie sery. Jedzenie smakowało wyśmienicie i Kerry je wręcz 
pochłaniała. Steele poprosił o więcej kawy i sączyli ją teraz leniwie, siedząc na wygodnej kanapie za 
wysokim  przepierzeniem.  Kerry  właśnie  dolewała  mleko  do  kawy,  gdy  Steele  z  namysłem 
powiedział: 

— Wiem już, gdzie mieszkasz i czym się zajmujesz. Powiedz mi coś więcej o sobie. 

— Nie ma dużo do opowiadania. — Kerry roześmiała się, ukrywając zmieszanie. Nie lubiła mówid o 
sobie, więc zamiast tego zaczęła opisywad życie swoich sióstr, uważała bowiem, że jest ono dużo 
bardziej interesujące niż jej własne. Monika, jej starsza wspaniała siostra, wyjechała do Kalifornii, 
gdzie zrobiła kilka reklam telewizyjnych, zanim poznała i poślubiła swego zdolnego męża — lekarza. 
Erin  i  Ellen,  piękne  bliźniaczki,  to  stewardesy  mieszkające  w  Waszyngtonie.  Obie  obracają  się  w 
kręgach dyplomatycznych. 

— Kerry, a ty? — naciska! Steele. — Chcę usłyszed coś o tobie. 

—  Ja,  no  cóż,  po  maturze  wygłaszałam  w  imieniu  wszystkich  mowę  dziękczynną  —  powiedziała 
Kerry głosem prawie przeszywającym. Niestety, nie miała partnera na bal maturalny,, co w oczach 
rodziny dyskwalifikowało jej licealne osiągnięcia. Jej matka płakała w noc balu, w którym Kerry nie 
uczestniczyła. To było straszne i nigdy tego nie zapomni. 

Steele zamyślił się. 

— A co robiłaś na studiach?  

background image

— Nie miałam zbyt wiele wolnego czasu poza zajęciami. Trochę dorabiałam pracą w bibliotece, a 
poza  tym  dużo  się  uczyłam.  —  Zarumieniła  się  niespodziewanie.  —  Chciałam  dostad  dyplom 
summa cum laude. 

— I dostałaś? 

Jej rumieniec pogłębił się. 

— Tak. 

—  Coś takiego!  —  Steele  był  kompletnie  zaskoczony.  —  Ja traktowałem lata studenckie  zupełnie 
niepoważnie.  Nie  miałem  większych  ambicji.  Chciałem  skooczyd  studia  jak  najszybciej,  ucząc  się 
przy tym jak najmniej i jak najwięcej się w tym czasie bawiąc. Summa cum laude! Z wyróżnieniem, 
tak ? Kerry  O`Kaye, zrobiłaś na mnie wrażenie. 

Kerry marzyła, aby przestał już o tym mówid. Miała nadzieję, że nie uzna jej za chwalipiętę; bardzo 
rzadko  mówiła  o  swoim  dyplomie  summa  cum  laude.  Skarciła  się  w  myślach  za  to,  że  chciała  go 
czymś zaskoczyd. 

— A jak ty zacząłeś pisad, Steele? — zapytała szybko i od razu skrzywiła się na swoją banalnośd. Na 
pewno już go o to miliony razy pytano! Ale Steele nie miał chyba nic przeciwko temu. 

— Zawsze lubiłem czytad książki przygodowo -szpiegowskie — zaczął z uśmiechem. — Po studiach, 
które  skooczyłem,  przyznaję,  bez  wyróżnienia,  pojechałem  do  Europy  i  pracowałem  w  różnych 
miejscach. Dużo wtedy zwiedziłem; o tym ci już opowiadałem. 

Kerry skinęła głową. 

— Mów dalej — zachęcała go cała zamieniona w słuch. 

—  Wróciłem  do  Stanów  w  wieku  dwudziestu  pięciu  lat  i  pomyślałem sobie,  że  to  najwyższy  czas 
poszukad stałej pracy. Siedzenie w biurze przez resztę życia nie było moim ideałem, więc napisałem 
książkę  pod tytułem „Śmiertelny cieo".  Znalazła  się  na  liście  bestsellerów.  Przez  te  wszystkie  lata 
napisałem w sumie dwanaście powieści. 

— Same bestsellery, jak przypuszczam. Zrobiłeś karierę.  — Kerry przypomniały się peany Niny na 
cześd Steele'a. 

— Tak — potwierdził Steele. — Ale ostatnio... — Przerwał nagle. — Nie chcę cię zanudzad. Dalsze 
informacje znajdziesz w magazynie People. 

Przyglądała mu się uważnie. 

— Ostatnio jesteś niezadowolony — dokooczyła współczująco. 

—  To  głupie,  prawda?  —  żachnął  się.  —  Dopiero  niedawno  się  do  tego  przed  samym  sobą 
przyznałem. Nudzę się. Książki właściwie piszą się same. Nie są już dla mnie wyzwaniem. — Pochylił 

background image

się  do  przodu,  jego  oczy  spoważniały.  —  Za  długo  wszystko  zbyt  łatwo  mi  przychodziło.  Każda 
następna  książka  sprzedaje  się  lepiej  od  poprzedniej.  Każda  powieśd  w  serii  „Śmiertelnych" 
oznaczała  dla  moich  wydawców  pewny  sukces,  ceny  za  prawa  autorskie  biją  wszelkie  rekordy. 
Podpisałem  nawet  umowę  z  telewizją  na  kilka  filmów  i  sam  napisałem  scenariusze.  —  Wzruszył 
ramionami. 

Kerry nadal uważnie go obserwowała. 

— Ale ostatnio nie daje ci to satysfakcji?  — spytała, dziwiąc się, skąd to wie. — Myślałeś może o 
innym gatunku literackim? 

—  Chciałbym  napisad  poważną  powieśd,  zupełnie  spoza  kręgu  przygodowo-szpiegowskiego  — 
wyrzucił  z  siebie.  —  Ale  widzę  już  moich  wydawców,  gdyby  się  o  tym  dowiedzieli.  Dostaliby 
apopleksji. Mój agent oskarżyłby mnie o umyślne rozjątrzanie jego wrzodów. 

—  Jakie  to  ma  znaczenie?  Powinieneś  to  mimo  wszystko  zrobid,  Steele.  Przecież  nie  chodzi  ci  o 
pieniądze. 

—  Nie,  moje  inwestycje  finansowe  zapewnią  mi  dostatnie  życie,  nawet  gdybym  już  nigdy  nie 
napisał  ani  słowa.  Ale  jeśli...  jeśli  nie  mam  dośd  talentu?  —  Raptem  wydał  się  zakłopotany  i 
skrępowany, jakby nie miał zwyczaju przyznawad się do jakichkolwiek wątpliwości czy słabości. 

— Jeśli nie spróbujesz, nigdy się nie dowiesz — cicho powiedziała Kerry. 

Spojrzał na nią spod oka. 

—  To  by  była  satysfakcja,  gdyby  ci  pozerscy  krytycy  literaccy  musieli  mnie  zacząd  traktowad 
poważniej, a nie tylko jako „pismaka masówki" jak to mają w zwyczaju. 

— Już cię widzę na okładce Nowojorskiego Przeglądu Literackiego — zapaliła się Kerry. 

Steele zmarszczył czoło i zapadł nagle w milczenie. Wpatrywał się w swoją kawę z intensywnością 
studenta wkuwającego do egzaminów koocowych. 

—  Co  ci  jest,  Steele?  —  zapytała  z  troską  Kerry.  Jego  nastrój  zmienił  się  tak  nagle,  tak 
niespodziewanie. 

Spróbował się uśmiechnąd. 

—  Myślałem  właśnie  o  mojej  najnowszej  książce.  Spędziłem  trzy  miesiące,  zbierając  do  niej 
materiał, i teraz jestem gotowy do pisania. 

—  Następna  historyjka  szpiegowska?  A  potem  będziesz  miał  czas,  aby  napisad  to,  co  chcesz 
napisad? 

— Może. Kto to wie? — Wzruszył ramionami. Kerry wyczuła w nim dystans, ale dlaczego? Przecież 
dopiero kilka minut temu jej się zwierzał. Zawiązała się między nimi nid porozumienia. 

background image

Steele kiwnął na kelnera i zapłacił rachunek. 

—  Na  pewno  jesteś  wykooczona  —  powiedział  sucho,  wcale  na  nią  nie  patrząc.  —  Powiem 
kierowcy, aby cię odwiózł do hotelu. 

Kiwnęła na znak zgody. Steele chciał się jej pozbyd. Nie musiał jej tego wprost mówid. To było i tak 
oczywiste. 

W  samochodzie  usadowili  się  po  przeciwnych  stronach  siedzenia.  Nie  odzywali  się  do  siebie.  Ta 
nagła  zmiana  w  zachowaniu  Steele'a  zdezorientowała  Kerry  i  bardzo  ją  dotknęła.  Czyżby  to  ona 
powiedziała  coś  nieodpowiedniego?  Czy  może  po  prostu  się  nią  znudził  i  miał  nagłe  dosyd  jej 
towarzystwa? Ta  cisza wydawała  się  nie mied kooca, ale wtedy właśnie  limuzyna zatrzymała  się i 
kierowca wysiadł, aby im otworzyd drzwi. 

Kerry  ze  zdziwieniem  rozejrzała  się  po  otoczeniu.  Znajdowali  się  jakby  poza  miastem,  pośród 
wzgórz, drzew i ptaków. Nigdzie nie widad było hotelu. 

— Jesteśmy z powrotem w Central Parku — zauważył Steele, równie zaskoczony. 

—  Tak.  —  Kierowca  wprost  promieniał  z  zachwytu.  —  Wydawało  mi  się,  że  z  przyjemnością 
obejrzycie paostwo wschód słooca nad parkiem. Skoro lubicie przejażdżki dorożka w środku nocy... 
—  Był  tak  z  siebie  zadowolony,  jakby  po  długich  i  żmudnych  badaniach  udało  mu  się  odkryd  coś 
ważnego. 

Kerry i Steele spojrzeli najpierw na siebie, a potem na szofera. Żadne z nich nie miało serca zepsud 
mu radości. 

— Jak pan zgadł? — powiedział Steele do kierowcy, patrząc na Kerry. — Marzyliśmy wprost o tym. 

Kierowca uśmiechnął się porozumiewawczo i wrócił do auta. 

Steele wziął Kerry pod rękę i poprowadził ją do ławeczki ukrytej wśród drzew. 

— Ten biedny człowiek bardzo się starał, ale przeliczył się z czasem — powiedziała Kerry siadając. 
—  Wpadł  na  ten  pomysł,  gdy  akurat  chcieliśmy  zakooczyd  naszą  wspólną  noc.  To  ładnie,  że  nie 
chciałeś go rozczarowad, Steele. 

— To wcale nie tak. Ja... ja się cieszę, że tu jesteśmy. 

— Naprawdę? — zapytała niepewnie Kerry. 

— Tak. — Steele westchnął głęboko i wyciągnął do niej ramiona. — Chodź tutaj, Kerry. — Z własnej 
woli  tego  nie  zrobiła,  musiał  ją  do  siebie  przyciągnąd.  —  Jak  to  dobrze  znów  cię  przytulad  — 
powiedział ochryple. — W samochodzie siedziałaś tak daleko ode mnie... 

Kerry nadal była spięta i nienaturalna. Steele znowu westchnął zadowolony. 

background image

—  Wtedy  w  restauracji...  czasami  wpadam  w  taki  ponury  nastrój.  —  Kąciki  jego  ust  drgnęły 
prowokacyjnie. — Możesz to zrzucid na karb mojej artystycznej duszy. 

— Nie musisz się tłumaczyd — wymamrotała, próbując uwolnid się z jego objęd. — Byłeś znudzony. 
Wiem, że działam tak na innych. To nie twoja wina. 

— Czy tak pomyślałaś? Że mnie znudziłaś? — Steele zmartwił się. 

Nie widziała powodu, żeby się powtarzad. Sztywno skinęła głową. 

— Och, Kerry! — Przytulił ją do siebie mocniej. — Bardziej już nie mogłaś się pomylid. Wcale nie 
było mi z tobą nudno. Ja poczułem się nagle... przerażony. 

— Przerażony? Z mojego powodu? — Spojrzała na niego nie pojmując. 

—  Kerry,  jeszcze  nigdy  nie  mówiłem  nikomu  o  moich  problemach  zawodowych.  A  tam  nagle 
powiedziałem  ci  wszystko  to,  o  czym  miałem  dotąd  odwagę  jedynie  myśled,  i  to  tylko  czasami. 
Zrozumiałaś mnie w pół słowa, panno Summa Cum Laude. Skąd wiedziałaś, że moim najskrytszym 
marzeniem jest ukazad się w Nowojorskim Przeglądzie Literackim ? 

A więc w ogóle go nie nudziła! To odkrycie momentalnie poprawiło jej humor. Odprężyła się w jego 
ramionach, czując się bezpiecznie.  

—  Musisz  mi  obiecad,  że  nie  sprzedasz  tego  sekretu  prasie  —  drażnił  się  z  nią  Steele.  —  Dajesz 
słowo? 

—  Daję  —  miękko  odrzekła  Kerry.  —  Me  wstydź  się  tego,  że  chcesz  od  siebie  wymagad  więcej, 
Steele. Przecież to wspaniałe. Mógłbyś równie dobrze opływad nadal w dostatki, ale masz odwagę 
podjąd ryzyko. To godne podziwu, naprawdę. 

— Nie stawiaj mnie od razu na piedestale — powiedział niedbale. — W rzeczywistości nie podjąłem 
jeszcze żadnego ryzyka i może nigdy tego nie zrobię. 

— Zrobisz — powiedziała z przekonaniem. Ale skoro nie chciał teraz o tym mówid, nie zamierzała 
go zmuszad. Nie mogła dopuścid do tego, aby się znowu od niej odsunął. W jego ramionach czuła 
się tak dobrze. 

— Koniec nieporozumienia? — Steele uśmiechnął się do niej, a ona odwzajemniła uśmiech. 

— Koniec. 

Wpatrywali się  w siebie  tak  długo, że  nastrój zgody rozpłynął się w koocu w męczącym napięciu. 
Kerry siedziała bez ruchu, zniewolona intensywnością wzroku Steele'a. Kiedy spojrzał na jej wargi, 
te  rozchyliły  się  i  drgnęły,  jakby  ich  dotknął.  Powędrował  spojrzeniem  w  kierunku  piersi  i 
natychmiast poczuła, jak sutki napinają się w odpowiedzi na jego zmysłowy wzrok. 

— Kerry... 

background image

Jego niski, przynaglający głos przeszył ją dreszczem rozkoszy. Zaczął namiętnie całowad jej policzki, 
a  potem  doprowadzał  ją  do  szaleostwa,  muskając  tylko  kąciki  jej  ust.  Kerry  nie  mogła  oddychad. 
Przyspieszone bicie jej serca odbijało się echem w uszach. Steele drażnił ją, muskając wargami jej 
usta,  aż  zniecierpliwiona  sama  przygarnęła  jego  głowę  do  siebie.  Poczuła  intensywny  zapach 
męskiej wody kolooskiej, sam w sobie bardzo kuszący. Całowali się mocno, namiętnie, gorąco. 

— Wród ze mną do domu, Kerry — wyszeptał. — Proszę, kochanie, potrzebuję cię tak bardzo. 

Świat wirował jej przed oczyma. 

— Naprawdę, Steele? 

Wiedziała, że pragnie go tak, jak jeszcze nigdy żadnego mężczyzny, w sposób, którego nawet samej 
sobie nie była w stanie wytłumaczyd. Czy Steele też tak czuł? 

— Kerry, najdroższa, wiesz, że tak jest. 

To  drżenie  w  głosie  przekonało  ją.  Tak  gorąco  powiedział:  „Kerry,  najdroższa".  Nie  mogła  go 
rozczarowad; nagle najważniejsze na świecie stało się dla niej to, aby go zadowolid. 

— Dobrze, Steele — szepnęła. — Pojadę z tobą do domu. 

Siedzieli  objęci  na  ławce  i  obserwowali  wschodzące  słooce.  Niebo  pokryte  było  różnobarwnymi 
smugami, ptaki dwierkały wśród drzew. Kerry wydawało się, że nagle cały świat pojaśniał. 

Uśmiechnęła się do Steele'a. Nie potrafiła, ukryd uczud malujących się na jej rozradowanym obliczu. 

—  Chodźmy  do  domu,  Kerry.  Chodźmy.  —  Pocałował  ją  opiekuoczo.  Jego  słowa  wzruszyły  ją. 
Brzmiały tak naturalnie — idealne zakooczenie romantycznej nocy w mieście i wspaniały początek 
ich dopiero co odkrytej bliskości. 

Steele zaniósł ją do sypialni, starannie omijając pokój z wodnym łóżkiem. Kerry jednak i tak odkryła 
przycisk nad łóżkiem i zrobiła z niego użytek. Pokój wypełniło natychmiast przyciemnione światło i 
delikatna muzyka. 

— Powinnaś dostad klapsa, ty mała psotnico! — Steele usiadł na brzegu łóżka i pociągnął ją za sobą. 
Nagie zaczął się śmiad. — Szkoda, że nie widziałaś swojej miny wtedy, gdy przypadkowo włączyłem 
ten przycisk. Ta groza i niedowierzanie... zupełnie jak Dorotka, gdy po raz pierwszy ujrzała krainę 
Oz. 

— Twoje mieszkanie to taka elektroniczna kraina Oz. Lepiej, żeby mała Dorotka tutaj nie dotarła.  

Śmiali się teraz oboje. 

—  Dobrze  się  razem  bawimy.  —  Przyglądał  się  jej  zamyślony.  —  Czy  wiesz,  że  nigdy  jeszcze  nie 
śmiałem się z kobietą w łóżku? 

 — Wcale się nie dziwię. Tyle tu techniki; trzeba ją brad poważnie. 

background image

 — Kerry, Kerry. — Znowu się roześmiał i pchnął ją delikatnie na materac. Ich oczy spotkały się i nie 
mogły rozłączyd. Opuszkami palców przesunął po jej gładkim policzku, a ona przycisnęła jego dłoo 
do ust.  

 — Jesteś taka delikatna... — Głęboko wciągnął powietrze. — ...taka słodka. 

Kerry nie mogła oderwad wzroku od błękitnych oczu, w których palił się ogieo pożądania. Jego usta 
zbliżały się, były tuż, tuż; wolno przymknęła powieki, aż znalazła się w miękkiej ciemności z ustami 
przy jego ustach. Ich pocałunki stawały się coraz dłuższe i coraz bardziej namiętne. Jej zmysły były 
napięte  do  granic  wytrzymałości.  Czuła  narastające  podniecenie;  jeszcze  nigdy  czegoś  tak 
intensywnego  nie  zaznała.  Ostrożna,  racjonalna Kerry  zniknęła,  a  na  jej  miejscu  pojawiła  się  inna 
kobieta: zmysłowa i uległa, która nie myślała, a poddawała się uczuciom. 

Gdy  Steele  chciał  się  od  niej  odsunąd,  zaprotestowała  cicho  i  przyciągnęła  go  bliżej  do  siebie. 
Chciała go całowad, ciągle na nowo. Nigdy nie zdawała sobie sprawy z tego, że całowanie się może 
byd tak niesamowicie ekscytujące. 

 —  Spokojnie,  kochanie  —  uspokajał  ją  Steele.  Zaczął  mocowad  się  z  zamkiem  błyskawicznym 
sukienki. Jednym zręcznym ruchem zdjął ją razem z halką. On sam nie miał już na sobie marynarki, 
a  teraz  Kerry  walczyła  z  jego  krawatem  i  guzikami  koszuli.  Jej  palce  były  niezgrabne,  ale  Steele 
dodawał jej odwagi czułymi słowami i pocałunkami. 

— Kerry, masz takie piękne piersi. 

Zanim  zdążyła  pomyśled,  rozpiął  stanik.  Jego  obeznanie  z  poszczególnymi  częściami  damskiej 
garderoby  podkreślało  jedynie  jej  braki  w  męskiej  dziedzinie.  James  pozostał  do  tej  pory  jej 
jedynym  mężczyzną.  Wtedy  była  zbyt  naiwna,  aby  pojąd,  że  jest  on  zwykłym,  niewybrednym 
uwodzicielem zapatrzonych w niego studentek. Kiedy doszła prawdy, załamała się. Potrzebował jej 
tylko  dla  zaspokojenia  swego  i  tak  wyolbrzymionego  ego.  Wystrzegała  się  od  tamtego  czasu 
bliższych związków z mężczyznami. Aż do dzisiaj... 

Jej  niepokój  zwiększył  się,  gdy  Steele  zgrabnie  pozbawił  ją  pooczoch.  Na  pewno  robił  to  już  tyle 
razy... Wtedy uświadomiła sobie ze zgrozą analogię pomiędzy Steele'em a Jamesem. Obydwaj byli 
atrakcyjni i mieli wiele doświadczeo erotycznych z kobietami; żaden nie używał słów typu „miłośd" 
nie  chciał  się  wiązad  na  stałe.  Wystarczało,  gdy  mówili  „chcę"  albo  „pragnę".  Palce  Steele'a 
wśliznęły się pod elastyczny pasek jej białych, bawełnianych majteczek i Kerry znieruchomiała. 

— Steele, ja... wydaje mi się, że to błąd z mojej strony. 

—  Nie,  Kerry!  Tak  jest  dobrze,  najdroższa.  Przecież  chcesz  tego  tak  samo  jak  ja!  —  Przesunął 
władczo dłoomi po jej biodrach. — Spieszę się zbytnio, czy o to chodzi? Nie chcę cię popędzad. 

Przytulił  ją  mocniej  do  siebie.  Jego  głos  brzmiał  czule  i  uspakajająco.  „  W  koocu  nie  jestem  już 
dziewicą"  —  upominała  się  Kerry.  A  on  niczego  jej  nie  obiecywał,  w  przeciwieostwie  do  Jamesa. 
Poza tym tak bardzo go sama pragnęła. Odczuwała wprost fizyczny ból. 

background image

Dłonie Steele'a dotarły do jej piersi. 

—  Jesteś  bardzo  pociągającym  kłębkiem  sprzeczności,  Kerry.  Szczupła  dama  o  pełnych  piersiach. 
Pełnych,  jędrnych  i  bardzo  kobiecych.  —  Kciukiem  przesunął  lekko  po  sutkach.  Fale  rozkoszy 
przeszyły  jej  ciało.  —  To  twoje  bardzo  wrażliwe  miejsce  —  powiedział  ochryple,  masując  twarde 
wzgórki. Dreszcze wstrząsały raz po raz jej ciałem. 

Obsypywał ją pocałunkami od szyi po różową skórę piersi. Kerry  ledwo  oddychała. Nie mogła się 
nasycid  tą  pieszczotą.  Przywarła  do  niego  jeszcze  bardziej,  pragnąc  jego  dotyku,  ciepła  rąk, 
pożądając  go  z  siłą,  której  nigdy  u  siebie  nie  podejrzewała.  Bez  zahamowao  poddała  mu  się,  gdy 
jego owłosione udo wcisnęło się pomiędzy jej nogi. 

Kerry  zagubiła  się  zupełnie  w  erotycznym  śnie.  Chciała,  by  trwał  wiecznie,  nigdy  się  nie  kooczył. 
Ona  i  Steele  należeli  do  siebie  i  to  cielesne  zbliżenie  prowadziło  do  połączenia  ich  dusz.  Steele 
jednym ruchem pozbawił ją resztek bielizny. Ich usta nie odrywały się od siebie. 

Niczego  przed  nim  nie  ukrywała,  mówiąc  mu  o  swoich  doznaniach,  gdy  jego  ręce  błądziły  po  jej 
ciele. Nagle poczuła ochotę zanurzenia zębów w twardym zagłębieniu jego ranienia. 

— Bosko smakujesz. 

— Uhm, ty też. — Koniuszkiem jeżyka łaskotał ją w pępek. — Jesteś słodka jak miód. 

Miłosne dreszcze wstrząsnęły jej ciałem. Instynktownie przysunęła się do niego bliżej. 

— Jesteś taka wrażliwa — szepnął. — Zupełnie nie grasz. Sama mi mówisz, czego chcesz. Ta twoja 
pasja i oddanie... 

Sprawiał, że czuła się godna pożądania. 

— Kerry, tak bardzo cię pragnę. 

Dotknął czarnego trójkąta jej łona. Kerry zesztywniała, ale zaraz potem rozluźniła się pod wpływem 
jego pieszczot. Czuła nacierającą, twardą męskośd Steele'a i niezdecydowanie wyciągnęła rękę. 

— Tak, Kerry, tak! Dotknij mnie. — Głos jego brzmiał nienaturalnie grubo. 

Przejęta dotknęła go i zdała sobie sprawę z tego, jak bardzo są od siebie uzależnieni. Pragnęli siebie 
ze zwierzęcym wręcz pożądaniem. Wzruszenie napełniło jej oczy łzami. Tak właśnie powinno byd — 
oto leżą obok siebie, całują się, dotykają i poznają najskrytsze tajniki swoich ciał. 

Zrozumiała,  że  się  w  nim  zakochała.  Był  mężczyzną,  na  którego  czekała  całe  swoje  życie.  Minęło 
sporo  czasu,  od  kiedy  stała  się  dorosła  i  przestała  byd  zauroczoną  studentką,  spętaną 
bałwochwalczym uniesieniem. Zdawała sobie sprawę z wad Steele'a i mimo to go pokochała. Czy to 
możliwe, że on też się w niej zakochał? Kerry pozwalała sobie wierzyd, że tak. Nie mógłby się z nią 
tak żarliwie kochad, nie mógłby byd tak czuły i delikatny, gdyby jej chociaż trochę nie kochał. 

background image

Teraz był jej częścią, a ona zyskała pewnośd, że urodziła się, aby do niego należed. Los, aż trudno 
uwierzyd,  że  w  postaci  losowania  na  Zjeździe  Autorek  Romansu,  w  koocu  ich  ze  sobą  zetknął. 
Czekała długo i samotnie, ale znalazła wreszcie mężczyznę, którego mogła kochad. Romantyzm tej 
sytuacji  doprowadził  ją  do  łez.  Płakała  ze  szczęścia, usatysfakcjonowana  fizycznie  i  emocjonalnie. 
Dzięki Steele'owi przeżyła ekstazę, jakiej nigdy przedtem nie zaznała. 

— Kocham cię, Steele — zamruczała miękko, wtulając się w niego głębiej. Nigdy jeszcze nie czuła 
takiej bliskości, nie wiedziała, że tak właśnie może byd pomiędzy kobietą a mężczyzną. — Kocham 
cię  —  powtórzyła,  rozkoszując  się  brzmieniem  tych  słów.  Chciała  pozostad  w  jego  ramionach  i 
godzinami z nim rozmawiad. Czuła się taka ożywiona. — Steele? 

Nie usłyszała odpowiedzi. Zdaje się, że już zasnął. Spojrzała na budzik i zdumiała się: siódma rano. 
Nie spali całą noc. Zamknęła oczy i natychmiast zasnęła obok Steele'a. 

Kilka  godzin  później  wyrwał  ją  ze  snu  dźwięk  telefonu.  Przez  ułamek  sekundy  zdezorientowana 
rozglądała  się  wokoło.  Co  robiła  w  tym  ogromnym  łóżku,  przykryta  błękitnym  jedwabnym 
prześcieradłem? I do tego była naga! 

Jak w szoku wróciły przeżycia ostatniej nocy. Wieczór... losowanie na zjeździe... noc w mieście ze 
Steele'em. Kerry  zacisnęła  powieki  i  przewróciła  się  na  brzuch,  ukrywając twarz  w  poduszce.  Cóż 
najlepszego zrobiła? Poczuła skurcz żołądka i pulsowanie w skroniach. 

Po raz pierwszy  w życiu poszła do łóżka  z mężczyzną, którego znała  zaledwie kilka godzin. Uległa 
głośnemu  kobieciarzowi,  który  słynął  z  podbojów. Przecież  właśnie  ten  pokój, dokładnie to  łóżko 
figurowało na zdjęciu w Playboyu. A ona teraz w nim leżała. 

Odwróciła się i powoli usiadła, okrywając swoje nagie ciało prześcieradłem, mimo że w pokoju poza 
nią nie było nikogo. Gdzie poszedł Steele? O Boże! Nie może spojrzed mu w oczy! 

Jej pierwsza przygoda... A dopiero niedawno czytała, że seks przypadkowy wyszedł już z mody. „To 
zupełnie w moim stylu — pomyślała. — Wplątad się w coś, co jest zupełnie niemodne". Poczuła żal 
do samej siebie. „Nie umiem nawet grzeszyd wtedy, gdy to jest modne!" 

Różnorakie myśli pojawiły się w jej głowie jak w kalejdoskopie. „No tak, to ten różowy szampan" — 
próbowała  się  usprawiedliwid.  Wypiła  go  przecież  tyle,  że  razem  z  winem  do  kolacji  i  porcją 
tabletek  przeciwbólowych musiał  na  nią  źle  podziaład.  Jak  narkotyk  omamił  jej  zdrowy  rozsądek. 
Powędrowała  spojrzeniem  do  niebieskoszarego  krzesła  stojącego  w  kącie  pokoju.  Zobaczyła  tam 
swoje rzeczy starannie ułożone w kostkę. Wszystko tam było: jej bielizna, sukienka i buty. To Steele 
musiał je tam położyd, bo kiedy ją rozbierał, rzucał po prostu poszczególne części na podłogę. To 
straszne.  Kiedy  pomyślała,  że  podnosił  jej  rozrzucone  ubranie  i  składał  na  krześle...  Skurczyła  się 
pod wpływem upokorzenia. 

Ostry  dźwięk  deszczu  uderzającego  o  wielkie  okno  przyciągnął  jej  uwagę  do  szarego, 
zachmurzonego nieba. Zasłony, trochę rozsunięte, ukazywały strugi deszczu. Nastrój Kerry pasował 
do nich idealnie. 

background image

Jak mogło jej się w ogóle wydawad, że się w nim zakochała?! Poczuła, jak parzy ją gorący rumieniec 
wypływający na policzki. To było najgorsze ze wszystkiego. Cała Kerry: pełna romantycznych myśli, 
fantazjująca  i  nie,  wyobrażająca  sobie  seksu  bez  miłości.  Nie  wystarczyło  już,  że  poszła  z  nim  do 
łóżka, musiała wyobrazid sobie, że się w nim kocha — chyba po to, aby uspokoid swoje sumienie. 
Wychowała się w koocu w surowej, katolickiej rodzinie. 

Czyżby niczego nie nauczyła jej historia z Jamesem? Znów dała się wciągnąd w pułapkę, tym razem 
Steele'owi. Tylko że teraz była dziewczyną na jedną noc. 

Wspomnienia tej  nocy  stanęły jej  przed  oczyma.  Niestety, w  ostrym  świetle  dnia  ciepło  i  piękno, 
poczucie  jedności  ze  Steele'em  i  ich  bliskośd  wydały  jej  się  niemądrą  iluzją.  A  do  tego  jeszcze 
wyznała mu miłośd. To było najbardziej upokarzające! Czy może istnied ktoś głupszy od niej? Już po 
raz drugi zrobiła ten sam błąd, myląc pożądanie z głębszym uczuciem. Mogłaby to sobie wybaczyd 
albo  przynajmniej  zrozumied,  gdy  była  wciąż  jeszcze  niewinną  studentką,  zaślepioną  szaleoczą 
miłością do profesora Jamesa Whitlocka; poza tym on ją naprawdę oszukał, mówiąc o miłości. 

Ale w przypadku Steele'a Graya nie miała żadnej wymówki. Ona, dojrzała dwudziestosześcioletnia 
kobieta, dała się zwieśd samej sobie. Nie usłyszała przecież od Steele'a żadnego wyznania. „Czy ja 
kiedykolwiek dorosnę do życia w XX wieku?!" 

Kerry wyskoczyła z łóżka i zabrała z krzesła swoje rzeczy. Łazienka znajdowała się tylko kilka kroków 
na  prawo  i  Kerry  zamknęła  się  w  niej,  aby  szybko  wziąd  prysznic  i  ubrad  się.  Nadal  nie  widziała 
nigdzie Steele'a, więc weszła po cichu na palcach do hallu. Aromat świeżo zaparzonej kawy uderzył 
ją w  nozdrza, ale Kerry  nie miała na nią ochoty.  Chciała się po prostu wymknąd z mieszkania nie 
zauważona i zapomnied o tym incydencie raz na zawsze. 

Po  drodze  zatrzymał  ją  dźwięk  głosów.  Przeszedł  ją  delikatny  dreszczyk,  gdy  rozpoznała  donośny 
śmiech Steele'a. Przypomniała sobie, jak śmiali się razem w łóżku. Próbowała przełknąd tę ogromną 
kulę,  która  nagle  pojawiła  się  w  gardle.  Dobry  Boże,  przecież  nie  będzie  płakad!  Jej  romantyczne 
usposobienie doprowadziło ją do tej przygody, a teraz mało brakuje, żeby zalała się łzami. „Weź się 
w  garśd,  Kerry!  —  rozkazała  sobie.  —  Może  ocalisz  przynajmniej  resztki  swojej  nadszarpniętej 
godności". 

— Czy można zrobid kilka zdjęd — Usłyszała nieznany męski głos — w twojej słynnej sypialni? 

Kerry  przywarła  do  ściany,  marząc  o  tym,  aby  mogła  ją  przeniknąd.  Zdjęcia?  W  słynnej  sypialni? 
Ledwo oddychała. Steele roześmiał się. 

— To nie jest odpowiednia chwila, Mitch. Możemy to zrobid w tygodniu. 

—  Ona  jeszcze  śpi,  tak?  —  niewidzialny  Mitch  zarechotał.  —  To  by  dopiero  było  zdjęcie,  Steele: 
„Poranek po". Założę się, że ta panienka jest wniebowzięta. 

— Kooczmy już. Masz swój wywiad i to ci powinno wystarczyd. 

background image

— Spieszysz się? Nie możesz się już doczekad, żeby wskoczyd z powrotem do ciepłego łóżeczka, tak, 
Steele? — W głosie Mitcha słychad było nie ukrywany podziw i Kerry miała ochotę udusid ich obu. 
Spociła  się  i  drżała  na  całym  ciele.  Płonęła  wprost  z  wściekłości.  Podczas  gdy  ona  spała  w  jego 
łóżku,  Steele  Gray  udzielał  wywiadu  temu  przebrzydłemu  facetowi.  I  na  pewno  pochwalił  się,  że 
zostawił  w  łóżku  kobietę.  Skądże  inaczej  ten  ohydny  Mitch  wiedziałby,  że  tam  śpi?  „Panienka" 
powiedział... 

A  jeśli  Steele  powiedział  Mitchowi,  że  przespał  się  ze  zwyciężczynią  konkursu  ze  Zjazdu  Autorek 
Romansu? Że ich wspólna noc w mieście znalazła zakooczenie w jego łóżku? Każdy, kto brał udział 
w  bankiecie,  znał  przecież  imię  zwyciężczyni.  A  jeśli  nawet  zapomniał,  to  istnieją  taśmy  wideo, 
które mogą odświeżyd pamięd. 

Im bardziej Kerry koncentrowała się na tej strasznej możliwości, tym bardziej rzeczywiste jej się to 
wszystko wydawało. Widziała już nagłówki: ZWYCIĘŻCZYNI LOTERII W ŁÓŻKU Z „NAGRODĄ" Który 
dziennikarz  zrezygnowałby  z  takiej  historyjki?  I  który  zatwardziały  playboy  powstrzymałby  się  od 
rzucenia dziennikarzowi takiego smakowitego kąska? To zrujnuje jej reputację. Szacunek dla samej 
siebie już straciła. 

Mitch chyba już wyszedł; wydawało się jej, że słyszała pożegnanie przy drzwiach. Czas oderwad się 
od ściany i opuścid ciemny hol. Żeby tylko udało jej się wyjśd stąd niezauważenie... 

 

Zobaczył ją, gdy wchodziła do salonu. Uśmiechnął się do niej radośnie, co go tylko jeszcze bardziej 
w jej oczach pogrążyło. 

—  Cześd,  Kerry.  —  Jego  głos  był  męski  i  głęboki.  Szedł  w  jej  kierunku,  jak  zwykle  niesamowicie 
pociągający, nawet w zwykłych dżinsach i zielono-granatowej, pasiastej koszulce od rugby. 

— Zejdź mi z drogi. — Kerry przemknęła obok pełna nienawiści do niego i siebie. 

— Kerry? — Zatrzymał ją, chwytając za ramię. Oczy Kerry ciskały błyskawice, jej ciało, napięte, nie 
chciało się poddad. Steele nie wierzył własnym oczom.  — Ja... hm, zrobiłem kawę — odważył się 
odezwad. 

— Więc ją wypij! — burknęła, wyrywając się z jego uścisku. — Wychodzę. 

Steele przytrzymał ją raz jeszcze, przyglądając się jej uważnie. 

— Co się stało, Kerry? — zapytał spokojnie, chod ton jej głosu rozwścieczył go. 

W  Kerry  zawrzało.  Taki  spokojny  i  wyważony.  Zupełnie  jakby  nie  powiedział  temu  wstrętnemu 
dziennikarzowi,  że  była  z  nim  w  łóżku!  Nagła  błyskawica  wstrząsnęła  budynkiem  i  hałas  ten 

background image

wyzwolił w niej głęboko ukryty, prymitywny odruch gniewu. A ona powiedziała mu jeszcze, że  go 
kocha. Pewnie jej słuchał i zanosił się w duchu Śmiechem. 

Nagłym ruchem odsunęła się od niego. 

—  Chcę  teraz  wyjśd.  Może  mógłbyś  mi  zamówid  taksówkę  —  dodała  chłodno.  Chwyciła  szybko 
swoją torebkę leżącą na brzegu stołu. 

Steele stanął przed nią. 

—  Nie zadzwonię po taksówkę,  póki się nie dowiem, dlaczego kobieta,  która jeszcze kilka godzin 
temu z miłością mi się oddała, teraz zachowuje się jak rozzłoszczona jędza. 

— Widocznie kilka godzin temu nie byłam przy zdrowych zmysłach, co ty w pełni wykorzystałeś! 

Teraz na jego twarzy pojawił się wyraz gniewu i gdy zaczął mówid, głos jego wcale nie brzmiał już 
spokojnie. 

— O, nie, Kerry, nie pozwolę ci się w ten sposób wymknąd. Wiedziałaś doskonale, co robisz, kiedy 
poszłaś  ze  mną  do  łóżka.  Tak  samo  tego  chciałaś  jak  ja.  —  Wyraz  jego  twarzy  zmienił  się,  gdy 
wyciągnął rękę, aby dotknąd jej policzka.  — Przecież było nam dobrze, Kerry. Powiedziałaś mi, że 
mnie... 

„Jeśli to powie, to chyba wybuchnę na miejscu". 

— Zapomnij wszystko, co ci powiedziałam. Ja... wychodzę stąd.  

Kosztowało  ją  to  dużo  samozaparcia,  *żeby  spokojnie  podejśd  do  drzwi.  Miała  ochotę  dad  upust 
łzom,  ale  postanowiła,  że  nie  da  mu  tej  satysfakcji.  PowiniRT  mu  właściwie  wymierzyd  siarczysty 
policzek za jego podłośd. Gwałtownośd jej emocji zupełnie zbiła ją z tropu. Jeszcze nikt ani nic nigdy 
ją do takiego stanu nie doprowadził. 

— Kerry. — Steele szedł za nią, nie spuszczając z niej wzroku. — A może byś coś zjadła? 

W takim momencie myśli jeszcze o jedzeniu! 

—  Chcę  po  prostu  pojechad  do  hotelu  —  krótko  powiedziała  Kerry.  —  Równie  dobrze  mogę 
zaczekad na taksówkę na dole. 

— Chwileczkę, Kerry. — Złapał ją w porę, ręką obejmując w talii. Nastąpił moment napiętej ciszy. 
Kerry  wpatrywała  się  w  podłogę,  ledwo  widząc  gruby,  błękitno-szary  dywan.  —  Musimy 
porozmawiad. Nie mogę cię tak wypuścid bez... 

—  Nie  możesz  mnie  zatrzymad.  Wychodzę  natychmiast!  —  Podniosła  głos  i  wyrwała  mu  się,  aby 
złapad  za  klamkę. Potężny  zamek  nie  ruszył  się  ani o  milimetr. Potrzebny  był  klucz.  —  Otwórz  te 
drzwi! — zaczynała ogarniad ją panika. Musi się stąd wydostad. — Jeśli mnie zaraz nie wypuścisz, 
zacznę wrzeszczed tak głośno, że usłyszy to każdy w tym przeklętym budynku. 

background image

— Kochanie, zaczynasz histeryzowad — uspokajał ją Steele, próbując ją objąd. 

— Nie dotykaj mnie! — Wycofała się z zasięgu jego rąk. — I nie nazywaj mnie „kochanie", ty, ty... 

—  Kerry!  —  Steele  przełknął  ślinę.  Przesunął  wzrokiem  po  jej  szczupłej  sylwetce.  Stała  taka 
zagubiona przy drzwiach jego mieszkania. — Jeśli coś jest nie w porządku, możemy przecież o tym 
porozmawiad. Tylko powiedz mi... 

—  Nie!  —  Kerry  zadrżała.  Nie  mogłaby  stawid  czoła  tyra  upokarzającym  wspomnieniom  zeszłej 
nocy. Nie miała  również ochoty słuchad, jak on się usprawiedliwia za dzisiejszy wywiad. Zupełnie 
jak  zranione  zwierzątko  szukała  odosobnienia,  aby  się  wyleczyd  z  ran.  —  Jeśli  natychmiast  nie 
otworzysz  tych  drzwi,  przysięgam  ci,  że  będę  krzyczała  tak  głośno  i  długo,  aż  zjawi  się  tu  cały 
wydział zabójstw. 

— W porządku, Kerry. — Widząc jej zdecydowaną twarz i zwężone, bursztynowe oczy, stwierdził, 
że  nie  umie  sobie  z  nią  poradzid.  —  Nie  ma  powodu  do  paniki.  Nie mam  zamiaru  trzymad  cię  tu 
wbrew twojej woli. 

Wyjął klucz i otworzył drzwi. Kerry wypadła na korytarz i na ślepo popędziła do windy. Steele nie 
opuszczał jej ani na chwilę. 

— Kerry, posłuchaj mnie. Nie wiem, dlaczego...  

Nadjechała winda i Kerry weszła do środka, a Steele za nią. Zaczęli zjeżdżad w dół. 

— Kerry, na Boga, porozmawiaj ze mną! Odwróciła od niego głowę. Nie chciała na niego patrzed. 

Nie chciała w ogóle myśled o tym, że stoi obok niej. 

— Do licha, czy masz to w zwyczaju? Wahania twojego nastroju są prawie patologiczne! Słodka i 
kochająca, a potem bach! — wściekła i nietykalna. Co to za gra, Kerry? 

Odwróciła się do niego; z jej oczu biła złośd. 

— Przestao wreszcie o tym mówid! A może powinnam ci jeszcze podziękowad za rozgłos?! O Boże, 
na pewno tak myślisz! No cóż, panie Steele`u Gray, nie może pan mierzyd innych swoją miarką. 

— O czym ty w ogóle mówisz? 

Winda zatrzymała się i Kerry szybkim krokiem podeszła do stróża. 

— Proszę mi zamówid taksówkę. — Nerwowo oglądała się za siebie. 

— Kerry. — Steele znajdował się kilka kroków za nią.  

Dlaczego  nie  zostawi  jej  wreszcie  w  spokoju?  Przecież  dostarczyła  mu  już  dosyd  powodów  do 
zabawy. Musi się stąd jak najszybciej wydostad. 

background image

— Dzieo dobry, panie Gray — powiedział uprzejmie odźwierny. — Ależ się rozszalała burza. Steele 
spojrzał przez długie, szerokie okna korytarza. 

Błyskawice  rozcinały  ciemne,  poranne  niebo  i  raz  po  raz  następował  po  nich  donośny  grzmot. 
Krople deszczu ciężko uderzały o szyby. 

— Rzeczywiście, niezła burza, Franklin — zgodził się. Podszedł do Kerry i stał teraz zwrócony do niej 
twarzą, jakby swoją potężną sylwetką chciał jej zagrodzid drogę, 

— Franklin zadzwonił po taksówkę — poinformowała go. 

— Dobrze. Odwiozę cię do hotelu i wtedy.. 

—  Nie  zrobisz  tego!  —  Zgrabnie  dała  krok  w  bok,  unikając  jego  wyciągniętej  ręki  i  stanęła  za 
zainteresowanym tym zajściem Franklinem. 

— Trzymaj się ode mnie z daleka, Steele'u Gray! 

— Kerry, doprowadzasz mnie do szału. Nie wiem, co mam zrobid, abyś... 

— Jest taksówka dla pani — oznajmił Franklin. 

—  Dziękuję.  —  Kerry  wcisnęła  mu  do  ręki  banknot  i  skierowała  się  w  stronę  drzwi,  które 
automatycznie się otworzyły. 

— Kerry, poczekaj! Zatrzymaj się! Posłuchaj! Do licha! — Wyskoczył za nią na deszcz i wśliznął się 
na tylne siedzenie taksówki obok Kerry. 

— To moja taksówka! — wykrzyknęła Kerry. — Wysiadaj! 

— Zrozum... — nie dane mu było dokooczyd. 

—  Hej,  facet,  ta  paniusia  ma  rację.  —  Taksówkarz  odwrócił  się  do  nich.  —  Miałem  stąd  zabrad 
kobietę. Jeśli ona nie życzy sobie towarzystwa, to niech się pan zmywa. 

— Kerry, nie mam zamiaru awanturowad się z tobą w taksówce — powiedział Steele tonem, który 
wydał się  jej obraźliwie  protekcjonalny.  —  Jeśli zależy ci na tym, aby samotnie wrócid do hotelu, 
niech tak będzie. Przyjadę do ciebie później. Weź przynajmniej pieniądze na taksówkę. -Sięgnął do 
kieszeni dżinsów po portfel, a następnie wyjął banknot i wręczył go Kerry. 

Zbladła:  był  to  banknot  pięddziesięciodolarowy.  Co  za  koszmar!  Mężczyzna  nie  daje  przecież 
kobiecie  tyle  pieniędzy  na  taksówkę;  wystarczyłaby  piątka.  Tak,  płacił  jej  w  ten  sposób  za  ...  za 
wykonanie usługi! 

—  Wynoś  się!  —  Aż  się  zakrztusiła.  Jeszcze  chyba  nigdy  nikogo  tak  nie  nienawidziła  jak  w  tym 
momencie Steele'a. 

Steele zobaczył w jej oczach nieme oskarżenie. 

background image

— Kerry, to nie tak! — zaprzeczył szybko. — Wiem, co myślisz... ale nie miałem zamiaru... Zawsze 
daję... Jeszcze nikt tego nigdy nie zrozumiał... Na Boga, nie! — Stłumił jęk. 

—  Lepiej  się  ulatniaj,  stary  —  poradził  mu  kierowca.  Steele  zgniótł  banknot  w  ręku  i  opuścił 
taksówkę, która natychmiast ruszyła z chodnika, rozpryskując kałuże. 

Kerry  skuliła  się  na  tylnym  siedzeniu  taksówki.  Była  rozżalona  i  tylko  jednym  uchem  słuchała 
wynurzeo  taksówkarza  na  temat  niekompetencji  meteorologów,  którzy  nie  przewidzieli  takiej 
ulewy. Czyżby nowojorscy taksówkarze zawsze zachowywali się tak, jak w filmach, czy też starają 
się  sami  upodobnid  do  bohaterów  z  dużego  ekranu?  Jego  zachowanie  podobałoby  się  pewnie 
Kerry, gdyby nie czuła się tak bezgranicznie przygnębiona, pokonana i pusta. 

Już teraz bała się spotkania z Niną. Miały w hotelu wspólny pokój i jej nocna nieobecnośd nie mogła 
pozostad  nie  zauważona.  Kerry  wyobraziła  sobie  krzyżowy  ogieo  pytao,  w  który  weźmie  ją 
przyjaciółka.  Wzdrygnęła  się.  Nie  mogła  jej  przecież  powiedzied,  jak  się  wygłupiła.  Nikomu  nie 
mogłaby się przyznad do tego poniżenia. 

Miała żal do Niny, że namówiła ją na ten zjazd; po co ona w ogóle napisała ten okropny romans! 
Zdławiony  okrzyk  wydobył  się  z  jej  gardła  i  Kerry  natychmiast  wyprostowała  się  na  miejscu. 
Maszynopis!  Zostawiła  go  w  mieszkaniu  Steele'a!  Boże  drogi,  co  robid?  Czy  Nina  miała  w  domu 
kopię?  „Nie,  przecież  powiedziała,  że  ma  tylko  oryginał  —  przypomniała  sobie  Kerry.  Przesunęła 
ręką po włosach, zębami przygryzając dolną wargę. — Nina dostanie apopleksji, jeśli zjawię się w 
hotelu bez jej dzieła." 

Przez  chwilę  kusiło  ją,  aby  Ninę  najbezpieczniej  okłamad,  że  Steele  Gray  przekaże  jej  powieśd 
swojemu  agentowi,  wydawcy  czy  też  komuś  w  tym  rodzaju.  Ale  jej  sumienie  od  razu  ją  skarciło. 
Czyż  nie  dosyd,  że  przespała  się  z  mało  sobie  znanym  mężczyzną,  który  następnie  sprzedał  tę 
tajemnicę  dziennikarzowi,  po  czym  próbował  jej  zapłacid,  jak  jakiejś...?  A  teraz  przyszło  jej  do 
głowy, żeby oszukad przyjaciółkę, która jej ufała. Z godziny na godzinę pogarszał się jej charakter! 

Pochyliwszy się do przodu, poprosiła, aby kierowca zawrócił. 

— Jest pani pewna? — Wydawał się niezadowolony. 

— Zapomniałam czegoś — wymamrotała Kerry, zastanawiając się, czy kierowca zgadł, że spędziła 
noc z ledwo poznanym mężczyzną, który potem próbował jej za to zapłacid. 

— Czy może pan na mnie zaczekad? — spytała, gdy taksówka zatrzymała się przed budynkiem. — 
To potrwa tylko chwileczkę.  

— Oczywiście, jeśli sobie pani tego życzy. — Kierowca zaciągnął się dymem cygara, które trzymał w 
ręku. — Ale jeśli naprawdę pani czegoś zapomniała, to lepiej by było, żeby ten facet przysłał to pani 
pocztą. 

Pewnie  uznał  ją  za  wariatkę,  która  ugania  się  za  Steele`m. Może  powinna  go  posłuchad...  Musiał 
chyba widzied niejedną taką niesmaczną historię. Ale nie mogła przecież zdad się na to, że Steele 

background image

Gray  odeśle  maszynopis  Ninie,  chociaż  jej  dane  znajdowały  się  na  stronie  tytułowej.  Kerry  znała 
jego opinię na temat jej powieści; na pewno wyścieliłby nią legowisko kota Śruta. Światu literatury 
zrobiłby niezaprzeczalną przysługę, ale Nina by jej tego nigdy nie wybaczyła. 

—  Zaraz  wracam  —  obiecała  naburmuszonemu  taksówkarzowi  i  wyskoczyła  na  deszcz.  Nie  było 
widad kooca tej ulewy. Grzmoty przeplatały się z błyskawicami, jak na wielkiej dyskotece. 

Zanim Franklin pozwolił jej skorzystad z windy, musiała mu podad swoje personalia i osoby, którą 
chciała  odwiedzid.  Oboje  wiedzieli,  że  chodziło  o  Steele'a  Graya,  niemniej  jednak  formalnościom 
musiało  stad  się  zadośd.  Steele  został  powiadomiony  o  jej  przybyciu.  Dopiero  wtedy  Kerry, 
zdenerwowana  tą  rutynową  kontrolą,  weszła  do  windy.  Miała  nadzieję  szybko  i  niepostrzeżenie 
dostad się do mieszkania Steele'a. Teraz będzie już na nią czekał. 

Otworzył drzwi, ledwo zdążyła nacisnąd dzwonek. 

— Oszczędziłaś mi przejażdżki do twojego hotelu — powiedział chłodno. 

— Maszynopis — wydusiła z siebie Kerry. Nie myślał chyba, że wróciła, aby się z nim zobaczyd. — 
Zapomniałam go zabrad. 

— Wejdź, Kerry. 

Zrobiła to, ale już po chwili tego żałowała. Steele zamknął drzwi na klucz. 

— Przyszłam po książkę Niny. Taksówka czeka na dole. 

— Powiem Franklinowi, aby ją odprawił i zapłacił taksówkarzowi... 

— Nie, nie zostanę tu, Steele. 

— Poprawka: nie wyjdziesz stąd, Kerry. Przynajmniej dopóki nie wyjaśnimy, co się stało. — Złapał ją 
za rękę i pociągnął  w  kierunku wielkiej  kanapy stojącej naprzeciw kominka.  —  Chodź tu i  usiądź, 
kochanie. Podgrzałem kawę. 

Znów  ją  rozwścieczyło  to, rzucone  przez  niego  od  niechcenia,  czułe  słówko „kochanie".  Wyrwała 
mu swoją rękę. 

— Oddaj mi rękopis, Steele. — Jej ostry głos przeszył powietrze. 

Zamiast  jednak  jej  posłuchad,  wezwał  Franklina  przez  domofon  i  poprosił  o  odesłanie  taksówki. 
Kerry słuchała niezdolna do jakiejkolwiek reakcji. Czuła się jak nieszczęsna mucha, która wpadła w 
sieci pająka po tym, jak się z nich pierwszym razem uwolniła. 

— Powiedziałam, że będę krzyczed — ostrzegła go. — I naprawdę to zrobię, Steele. 

—  Proszę.  —  Uśmiechnął  się  prowokująco.  —  Kto  cię  usłyszy  wśród  tej  kanonady?  To  była  słaba 
groźba, Kerry. Wiesz, że nie musisz się mnie obawiad. 

background image

—  Ja  wcale  się  ciebie  nie  boję,  ja  cię  po  prostu  nie  cierpię!  I  nie  zamierzam  spędzid  ani  jednej 
zbytecznej minuty w twoim towarzystwie. Czy mógłbyś mi teraz oddad ten romans? 

Steele wyciągnął z szuflady powieśd i podał jej. 

— Proszę, oto twoje arcydzieło, najdroższa. Czy zechcesz wreszcie usiąśd i się odprężyd? 

Kerry nie poruszyła się nawet. 

—  Mogę  ci pomóc, Kerry. Poprawię  z tobą ten romans, jeśli nie chcesz go, cóż... wyrzucid. Może 
uda nam się zostawid kilka słów z oryginału. 

—  To  nie  jest  moja  książka  —  zimno  odpowiedziała  Kerry.  —  Czy  nie  słyszałeś,  jak  ci  wczoraj 
mówiłam,  że  napisała  ją  moja  przyjaciółka,  Nina  Tarasi?  —  Nagle  jej  twarz  oblała  się  ciemnym 
rumieocem. — Nawet coś w połowie tak obrzydliwego nie przyszłoby mi nigdy do głowy. 

Steele szeroko otworzył oczy ze zdumienia. 

— Więc naprawdę tego nie napisałaś? 

—  Powiedziałam  ci  przecież,  że  nie  —  burknęła.  I  wtedy  wszystko  stało  się  dla  niej  jasne.  —  Nie 
uwierzyłeś mi! Myślałeś, że ja to mimo wszystko napisałam, że ja... — Straciła oddech. — Dlatego 
tak bardzo chciałeś mnie zaciągnąd do łóżka, tak? Pewnie: ktoś, kto pisze taką... taką pornografię, 
musi  znad  gorące  numery!  I  dlatego  też  chciałeś  mi  zapłacid...  I  z  rozgłosu  w  prasie  również 
powinnam się cieszyd. Ty... No tak, myślałeś chyba, że ta książka jest autobiograficzna. 

Steele  jęknął.  Kerry,  wściekła,  patrzy  na  niego.  Jej  bursztynowe  oczy  ściemniały  i  błyszczały  nie 
ukrywaną pogardą. 

— Kerry, nie uważałem tego wcale za twoją autobiografię, ale jestem bardzo zadowolony, że tego 
nie napisałaś. 

Kerry chwyciła maszynopis i zamierzyła się nim. Kartki maszynopisu rozsypały się po całym pokoju. 

— Wypuśd mnie stąd natychmiast! 

— Najpierw wyjaśnimy kilka spraw. 

Rzucił  się  do  przodu  i  przytrzymał  ją  za  ramię.  Kerry jednak  odepchnęła  go  tak  mocno,  że  stracił 
równowagę. W ostatniej chwili złapał ją w talii, usiłując utrzymad się na nogach i tym samym oboje 
przechylili  się.  Spleceni  wylądowali  na  kanapie.  Steele  leżał  na  poduszkach,  a  Kerry  na  nim.  Z 
ledwością  oddychali.  Ich  twarze  oddalone  były  od  siebie  jedynie  o  milimetry.  Zaskoczeni 
wpatrywali się w siebie. 

—  Upadliśmy  —  powiedziała,  łapiąc  oddech.  Czuła  jego  twarde,  umięśnione  ciało  pod  sobą. 
Zadrżała pod dotykiem jego dłoni. 

background image

—  Chyba  tak  —  ochryple  odpowiedział  Steele.  Jego  ręka  spoczywała  na  karku  Kerry.  Prawie 
dotykali się ustami. 

Musiała  walczyd  z  nieprzepartą  ochotą  zamknięcia  oczu.  Jej  zmysły  świadome  były  każdego 
drobiazgu:  duszącego  zapachu  wody  po  goleniu,  gładkich  policzków  i  nade  wszystko  jego 
błękitnych oczu. Reagowała na niego jak każda młoda, zdrowa kobieta. 

— Kerry... 

Widziała, jak  usta  układają się do wymówienia jej  imienia. Smak tych ust... jeszcze go pamiętała. 
Rozchyliła wargi, aby głęboko wciągnąd powietrze. Jej piersi również pamiętały Steele'a, czuła, jak 
napinają się boleśnie. 

— Kerry, och Kerry! — wydusił z siebie Steele i przyciągnął ją. 

Całowali  się  dziko  i  namiętnie,  powodowani  narastającym  pożądaniem.  Ich  języki  splatały  się  ze 
sobą w gorącej walce. Pragnęli siebie aż do bólu. 

Podczas  gdy  dotykała  jego  ramion  i  pleców,  przesunął  delikatnie  dłoomi  wzdłuż  jej  kręgosłupa, 
zatrzymując je w koocu w okolicy piersi. Całowali się coraz bardziej zmysłowo, zupełnie się w tym 
zatracając.  Steele  uniósł  odrobinę  rękę.  Kerry  westchnęła  i  przesunęła  się  nieznacznie.  Jej  pierś 
znalazła się w dłoni Steele'a. Objął całą i masował miękko. 

—  Steele.  —  Jej  jęk  był  ledwo  słyszalny,  ich oddechy  znów  się  złączyły. „To  wcale  nie  jest czysto 
cielesna żądza" — zapewnił ją |akiś cichy, wewnętrzny głos. To coś więcej niż tylko pożądanie, dużo 
więcej. 

— Och, przepraszam, jesteś zajęty! 

Wysoki,  kobiecy  głos  nie  był  w  stanie  przebid  się  do  oślepionego  namiętnością  umysłu  Kerry. 
Dopiero gdy Steele oderwał od niej swe usta i popatrzyła w tym, co on kierunku, uświadomiła sobie 
obecnośd  stojącej w  drzwiach  szczupłej blondynki w króciutkim, turkusowym szlafroczku. W ręku 
miała klucz. Kerry nie odrywała od niej wzroku, zupełnie wytrącona z równowagi. 

Młoda kobieta podeszła bliżej z pustym uśmiechem na pięknych ustach. Miała na sobie parę klapek 
na  wysokim  obcasie,  podobnych  do  tych,  które  dał  jej  wczoraj  Steele.  Kerry  poczuła  skurcz  w 
żołądku. 

Czy  nie  widziała  czasem  tej  ślicznej  buzi  na  okładce  jakiegoś  magazynu?  Nie  mogła  sobie 
przypomnied, ale blondynka wyglądała wystarczająco atrakcyjnie, aby byd modelką. Regularne rysy 
twarzy,  błękitne  oczy,  gęste  jasnoblond  włosy  i  długie,  kształtne  nogi.  Jej  turkusowy  szlafroczek 
rozchylił  się  nieco,  ukazując  czarną,  koronkową  bieliznę...  i  nic  poza  tym.  Postawiło  to  Kerry 
momentalnie na nogi, podczas gdy Steele nadal wygodnie leżał na kanapie. Powiódł wzrokiem od 
urażonej Kerry do niezdecydowanej miny blondynki, westchnął znużony i również się podniósł. 

background image

— Przepraszam, że tak się do ciebie wpakowałam — powiedziała blondynka z wyrazem zmieszania 
na ładnej twarzy — ale coś strasznie dziwnego zdarzyło się w moim mieszkaniu. Nagle przepaliły się 
wszystkie  żarówki.  I  wszystko  się  powyłączało.  Nie  działa  ekspres  do  kawy  ani  kuchenka 
elektryczna,  zepsuły  się  też  telewizor  i  radio.  Czy  powinnam  zgłosid  je  do  naprawy?  Jak  myślisz, 
Steele? 

— Jilly, to jest Kerry O'Kaye. — Steele nie spuszczał oczu z twarzy Kerry. — Kerry, to July Devane, 
moja sąsiadka. Mieszka po drugiej stronie korytarza. 

— I ma własny klucz do twojego mieszkania. — Kerry zaczęła wycofywad się w stronę drzwi, które 
pozostały uchylone. — Bardzo po sąsiedzku. 

Ponieważ nie zanosiło się na to, że  ziemia się rozstąpi i pochłonie Jilly, Kerry zdecydowała, że  na 
niej spoczywa obowiązek zejścia ze sceny. Rzuciła się do ucieczki, i prawie udało jej się dobrnąd do 
drzwi. Steele zareagował szybko. Chwycił ją za rękę uniemożliwiając przekroczenie progu. Złapał ją 
mocnym uściskiem w talii i zatrzasnął drzwi kopniakiem. 

—  Jilly,  spróbuj  włączyd  tę  lampę  obok  ciebie  —  powiedział,  żelaznym  uściskiem  nadał 
przytrzymując wyrywającą się Kerry. 

— Ojej! — Jilly przyciskała guziczek. — Twoja lampa również nie działa. Myślisz, że też się zepsuła? 

— Spróbuj tę drugą, Jilly — cierpliwie instruował ją Steele, ale ta też nie działała. 

— Widziałam „Ghostbusters" Steele. Czy to możliwe, żeby tutaj straszyło? 

Kerry  ciągle  próbowała  się  uwolnid  od  niego,  czego  Jilly  zdawała  się  w  ogóle  nie  zauważad.  Cała 
pochłonięta był faktem braku prądu. 

— Jilly, na pewno nic się nie zepsuło, a duchy naprawdę nie istnieją. 

Steele również nie zwracał uwagi na wysiłki Kerry. A może to było dla niego normalne, aby jedną 
kobietę pozbawiad swobody ruchów podczas rozmowy z drugą? Zagotowała się wewnętrznie. Ten 
facet to satyr. 

— Jilly, to po prostu przerwa w dostawie prądu — gładko wyjaśnił Steele. — Piorun musiał gdzieś 
uderzyd w linię wysokiego napięcia. Con Ed na pewno już to naprawia. 

— Piorun — powtórzyła Jilly; jej oczy zrobiły się okrągłe ze zdziwienia. — Nie przyszłoby mi to do 
głowy. 

— Puśd mnie, Steele — zasyczała Kerry przez zęby. Steele zignorował ją zupełnie. 

— Teraz już wiesz, Jilly. — Pieszczotliwie pogładził ramię Kerry. — Nie ma powodu do strachu. Ta 
usterka  zostanie  szybko  usunięta.  A  zanim  to  się  stanie,  możesz  zapalid  świeczkę,  jeśli  boisz  się 
ciemności. 

background image

— Czy ona chociaż wie, jak? — złośliwie wymamrotała Kerry. 

Steele zdusił w sobie śmiech. 

— Ach, Jilly! Mogłabyś mi od razu oddad mój klucz? 

— Ze względu na mnie nie musisz tego robid — wtrąciła Kerry. — Jest mi wszystko jedno... 

—  Zanim  powiesz  coś,  czego  nie  masz  na  myśli...  —  Usta  Steele'a  musnęły  jej  kark.  Leciutko 
zadrżała. Jak taka zwykła, krótka pieszczota mogła ją do tego stopnia ubezwłasnowolnid? Władza, 
którą  Steele  posiadał  nad  jej  zmysłami,  była  zatrważająca.  Zawsze  surowo  kontrolowała  każdą 
swoją myśl, słowo i uczynek. 

— Jilly opiekowała się moimi kwiatami i karmiła kota przez kilka ostatnich tygodni — mówił dalej 
Steele. — Wiesz, że byłem na długiej wycieczce w Hong Kongu, Singapurze i Bangkoku. 

Balansując na swych wysokich obcasach, Jilly podeszła do nich i włożyła klucz w zamek. 

— Cześd, Steele. Cześd, Kerry. 

Kerry  usłyszała  trzask  zamykanych  drzwi.  Steele  natychmiast  wyjął  klucz  z  zamka  i  włożył  go  do 
kieszeni. 

— Na czym skooczyliśmy? — Odwrócił ją twarzą do siebie, nadal mocno obejmując. 

 

Kerry wpatrywała się z bliska w pociemniałe nagle oczy Steele'a. Z błękitnych stały się intensywnie 
fiołkowe.  Znała  to  spojrzenie  tak  dobrze,  że  w  odpowiedzi  na  nie  jej  skronie  zaczęły  pulsowad. 
Zawsze tak wyglądał, gdy chciał ją pocałowad. Poddaocza bezwolnośd jej ciała wstrząsnęła nią. Nie 
pozwoli  się  chyba  tak  po  prostu  pocałowad  Itilka  minut  po  tym,  jak  ta  skąpo  odziana  pięknośd 
opuściła pokój.-. „I to w dodatku pięknośd posiadająca klucz do jef$ mieszkania''' — dopowiedziała 
sobie gorzko. 

— Nie oczekujesz przecież, że wrócimy zwyczajnie do miejsca, w którym skooczyliśmy? — spytała 
skonsternowana. Była zła nie tylko na niego, ale również na siebie. Nie umiała sobie wytłumaczyd 
swego  zachowania.  Gdyby  Jilly  im  nie  przeszkodziła,  pewnie  by  się  teraz  kochali.  Rzuciła  mu  się 
dosłownie w ramiona, uległa mu od razu. Poddała się z własnej woli, a przecież rano słyszała jego 
rozmowę z tym odrażającym dziennikarzem... A potem Steele chciał jej zapłacid! 

Przeraził ją nie tylko brak własnej silnej woli, ale też, a może jeszcze bardziej, jego władza nad jej 
zmysłami. 

Z pasją, acz nieudolnie, próbowała wyrwad się z żelaznego uścisku Steele'a. 

background image

—  Rozumiem,  dlaczego  twoja  sąsiadka  ma  taką  dobrą  rękę  do  kwiatów!  —  syknęła,  chcąc  go 
rozzłościd. Jej wcześniejsze podniecenie obróciło się we wściekłośd.  — Może się z nimi doskonale 
porozumiewad na ich poziomie. Musi mied współczynnik inteligencji równy roślinie. A może tylko 
próbowała udawad taką stereotypowo głupią, naiwną blondyneczkę? 

—  Jilly  nie  jest  w  stanie  udawad.  —  Steele  spojrzał na  nią  z  rozbawieniem w  oczach.  —  Ale  przy 
takim wyglądzie po co jej inteligencja? Ma dopiero dwadzieścia lat, a zarabia już dwieście dolarów 
na godzinę jako modelka. 

— Tylko dwadzieścia lat? — Zbiło ją to z tropu. — Spotykasz się z nastolatką? 

— Jilly nie jest nastolatką — sprostował Steele z grymasem. Uwadze jego błękitnych oczu nie uszła 
sztywna  postawa  Kerry  i  jej  mocno  zaciśnięte  wargi.  —  Czyżbym  sobie  wyobrażał,  czy  też  twoje 
oczy naprawdę zzieleniały?' 

Kerry miała wielką ochotę zetrzed z jego twarzy ten filuterny uśmieszek. Szokowała ją siła własnej 
złości. Przecież dotąd zawsze sprzeciwiała się przemocy fizycznej. Ale dotychczas, zdaje się, czuła i 
robiła wiele rzeczy zupełnie inaczej. 

— Uspokój się, Kerry. Znam Jilly bardzo długo i naprawdę była ona zawsze tylko moją sąsiadką. 

— Czy sąsiedzi w Nowym Jorku zwykle odwiedzają się w tego rodzaju strojach wizytowych? 

Jej ton wyprowadził go z równowagi. 

— Kerry, dośd mam kłótni z tobą. Czy na co dzieo też jesteś taka konfliktowa? 

— Nie, nigdy. — Zaskoczył ją tym pytaniem. — Jestem raczej skłonna do zgody. 

—  A  więc  udało  ci  się  mnie  zmylid.  Dziś  rano  zachowywałaś  się  kłótliwie,  histerycznie,  wręcz 
nieobliczalnie. Daleko ci do zgodnej. 

— Nic dziwnego, skoro budzę się po jakiejś przygodzie w obcym łóżku.  — Ku swemu przerażeniu 
poczuła, że do oczu napływają jej łzy. Próbowała za wszelką cenę się opanowad. 

— Kerry. — Steele zrobił krok w jej kierunku. Wziąłby ją w ramiona, gdyby mu na to pozwoliła, ale 
nie zrobiła tego. Cofnęła się, prychając pogardliwie. — Kerry, ja wcale nie uważam cię za przygodę. 

— Masz rację, nawet nie to. To trwało przecież tylko kilka godzin. I w dodatku chciałeś mi zapłacid! 

—  To  nieprawda!  —  Steele,  wyprowadzony  z  równowagi,  podniósł  głos.  —  Te  pieniądze 
przeznaczone były dla taksówkarza, a nie dla ciebie, głuptasie... 

Kerry wpatrywała się w niego w jawnym zdumieniu. 

— Chciałeś mu dad pięddziesiąt dolarów, aby mnie zawiózł dwie ulice dalej?! 

background image

— Tak, u licha! Wszyscy wiedzą, że daję duże napiwki. Taką mam reputację, Kerry. Ja jestem z tego 
zadowolony i oni też. Mogę sobie na to pozwolid, bo mam pieniądze. Rozumiesz? 

Przełknęła  ślinę.  Dla  córki  ciężko  pracującego  policjanci  z  Wilkes-Barre  miało  to  tak  samo  mało 
sensu  jak  dla  oszczędnej  przedszkolanki  z  Oak  View.  Ale  tutaj  był  Nowy  Jork,  a  Steele  Gray  to 
multimilioner.  Cóż  znaczyło  dla  niego  pięddziesiąt  dolarów?  Na  pewno  nie  tyle  co  dla  niej. 
Zmieszana przyglądała mu się, nie wiedząc co powiedzied. Steele podszedł jeszcze o krok. 

— Kerry, masz tyle zalet. Jesteś seksy, inteligentna, ładna, pełna ciepła i poczucia humoru. Ale masz 
stanowczo zbyt mało wiary w siebie, jeśli uwierzyłaś, że mógłbym cię potraktowad jak płatną... — 
Smutno potrząsnął głową. — Czyżbyś nie miała do mnie zaufania?  

Zaufanie!  Przez  chwilę  prawie  mu  się  udało  ją  znowu  zahipnotyzowad,  ale  to  małe  słówko 
przywróciło jej poczucie rzeczywistości. 

— Oczywiście, że nie! Czy mogę ci ufad po tym, jak powiedziałeś temu reporterowi, że byłam z tobą 
w łóżku?! 

Steele spojrzał na nią z niedowierzaniem. 

— O czym ty, do licha, mówisz? 

— Słyszałam waszą rozmowę. Ten cały Mitch pytał cię, czy może zrobid zdjęcia w twojej sypialni. 
Obleśnie powiedział: „Ona jeszcze śpi, tak?" — Kerry zaczęła naśladowad nosową wymowę Mitcha. 

— I z tego wysnułaś wniosek, że mu o tobie opowiedziałem? 

— Nie jestem głupia, Steele. Słyszałam to na własne uszy. 

—  Nie,  nie  jesteś  głupia,  panno  Summa  Cum  Laude.  Ty  jesteś  paranoiczką!  Nie  wspomniałem 
Mitchowi nawet jednym słowem o tobie. 

— Więc skąd wiedział, że wciąż spałam w twoim łóżku? 

— Nie wiedział przecież, że to jesteś ty! — Steele prawie to wykrzyknął. — Po prostu założył, że w 
moim łóżku jest kobieta i zażartował sobie z tego w typowo męski sposób. Ale, na Boga, nie poznał 
nawet twojego imienia! 

— Czy zwykle dajesz wywiady w niedzielne poranki? — zapytała Kerry uszczypliwie. — Czy też tylko 
wtedy, gdy w twoim łóżku rzeczywiście znajduje się kobieta? 

— Ten wywiad miał się odbyd dużo wcześniej. Mitch pracuje dla magazynu Esquire i to mój agent 
ustalił  z  nim  nowy  termin.  Szczerze  mówiąc,  zupełnie  o  nim  zapomniałem.  Możesz  mi  wierzyd, 
Kerry, że nie byłem zadowolony, gdy go dzisiaj rano zobaczyłem przed drzwiami. 

Czy mówił prawdę? Kerry chciałaby mu wierzyd, tak jak pragnęłaby uwierzyd w to, że nie uważa jej 
za  dziewczynę  na  jedną  noc,  że  odwzajemnia  jej  namiętną  miłośd.  Ale  Stee-le  Gray  był  przecież 

background image

wytrawnym uwodzicielem. Ona mogła natychmiast się w nim zakochad, ale on nie rozdawał uczud 
za darmo. Ich wspólna noc nie znaczyła dla niego nic więcej poza paroma godzinami przyjemności. 
Tego Kerry była pewna. Spojrzała mu prosto w oczy. 

— Chcę wrócid do hotelu. 

—  Nie  sprawdziłem  jeszcze,  czy  są  bilety  na  „Niebiaoskich  Aniołów".  Zabieram  cię  na 
przedstawienie, nie zapomnij o tym. 

— Nigdzie z tobą nie pójdę, Steele. 

— Kerry, nie jestem specjalnie cierpliwym facetem ani zbyt wyrozumiałym, ale starałem się takim 
byd  w  stosunku  do  ciebie.  Niestety,  osiągnąłem  właśnie  granicę  mojej  cierpliwości  i 
wyrozumiałości. Jeśli nie pójdziesz ze mną do teatru... 

— Nie mogłabym nawet dzielid z tobą schronu podczas wojny atomowej! 

— To wystarczy. Nie mam zwyczaju płaszczyd się przed kobietą. — Jego oczy płonęły wściekłością. 
— Jeśli chcesz wyjśd, odwiozę cię od razu. 

Siedząc  w  ciemnoniebieskim  porsche,  Kerry  przyciskała  do  siebie  romans  Niny  i  przyglądała  się 
wycieraczkom  walczącym  z  napierającymi  strugami  deszczu.  Steele  włączył  radio  i  jakiś  program 
wypełnił ciszę panującą między nimi. 

—  Jesteśmy  na  miejscu.  —  Zatrzymał  auto  przed  markizą  osłaniającą  tę  częśd  chodnika,  która 
prowadziła do hołdu. 

— Dziękuję za podwiezienie — sztywno powiedziała Kerry, sięgając do klamki. 

Steele patrzył przed siebie, nie zwracając na nią uwagi. 

— Czy mógłbym do ciebie zadzwonid? — zdecydował się zapytad. 

— Nie, lepiej nie. — Dumnie wysunęła podbródek. Nigdy się nie dowie, jak bardzo ją zranił, nawet 
jeśli sama do lego doprowadziła. 

Odwrócił się do niej. 

— Ale ja naprawdę chciałbym do ciebie zadzwonid. 

— Nie zrobisz tego, bo nie masz numeru, mojego telefonu. 

— Dowiem się. Oczywiście, jeśli zdecyduję się do ciebie zadzwonid. 

— Nie ma mnie w książce telefonicznej. 

— Co takiego? 

background image

— Mam zastrzeżony numer. Dwa lata temu naprzykrzał mi się nocnymi telefonami jakiś facet, więc 
zmieniłam i zastrzegłam numer. Wtedy dopiero te telefon się skooczyły. 

— W takim razie lepiej, żebyś mi jednak podała ten swój zastrzeżony numer. 

— Nie. — Otworzyła drzwi samochodu. — Żegnaj, Steele. 

— Zaczekaj chwileczkę! — W mgnieniu oka przechylił się przez siedzenie, chcąc zamknąd drzwi. — 
Kerry, nie bądź uparta, daj mi, proszę, swój numer. 

— Po co? Abyś mógł go w drodze powrotnej wyrzucid? 

— Ach tak! Już rozumiem! Chcesz, żebym ci obiecał, że zadzwonię, a może jeszcze podał dokładną 
datę i godzinę! 

— Ja się w takie rzeczy nie bawię — powiedziała wyniośle. 

—  Nieprawda,  Kerry,  ciągle  grasz  ze  mną  w  różne  gierki  i  wymyślasz  do  nich  reguły,  które  tobie 
pasują; reguły, których trzeźwo myśląca istota ludzka nie jest w stanie pojąd. Do diabła! Myślałem, 
że rozumiem kobiety, ale ty... 

— Wypuśd mnie, Steele. 

Przyciskał ją swoim ciałem do drzwi auta. Kerry uniosła się lekko i jej piersi przesunęły się po jego 
ramieniu. Peszył ją przyspieszony oddech Steele'a. 

— Chcesz, żebym cię błagał o ten cholerny numer, czy tak? 

— Nie. — Przekręciła się, próbując odzyskad równowagę i zdobyd siłę, aby go odepchnąd. Wtedy jej 
sukienka  podsunęła  się  do  góry,  ukazując  w  pełni  długie,  piękne  nogi.  Steele  natychmiast  zaczął 
gładzid jej udo. 

— Celowo doprowadzasz mnie do tego stanu — oskarżył ją głosem niskim i zachrypniętym. 

Ciepły ciężar jego ciała zaalarmował zmysły Kerry. Próbowała podsycad w sobie złośd, aby chociaż 
tak się przed nim obronid. 

— Przestao, Steele! 

— Och, Kerry, Kerry! — Ukrył twarz w załamaniu jej szyi. Ustami pieścił delikatnie jej różową skórę; 
w  nozdrza wdychał  jej  ledwo  uchwytne,  bardzo  kobiece  perfumy.  Jego  dłoo  dotarła  do  piersi.  — 
Tak  bardzo  cię  pragnę.  Dlaczego  nas  unieszczęśliwiasz?  Pomóż  mi  cię  zrozumied,  Kerry,  a  potem 
pozwól mi cię kochad. 

Kerry  nie  potrafiła  gniewad  się  nadal.  Jej  ciało  rozpływało  się  w  jego  objęciach.  Palcami  miękko 
wodziła po jego policzkach. 

background image

— Straciliśmy dzisiaj już tyle czasu — wyszeptał, pokrywając jej twarz pocałunkami — podczas gdy 
mogliśmy się zająd sobą. 

Ich usta zwarły się w żarłocznym pojedynku. Kerry oplotła go ramionami, odwzajemniając mu się 
tym samym żarem. Miał rację, przemknęło jej przez myśl. Przecież marzyła o tym, aby znaleźd się w 
jego ramionach. Czemu miałaby opierad się sile własnego pożądania?! 

Odskoczyli od  siebie  na  dźwięk  uporczywego klaksonu  z  auta  stojącego  za  nimi.  Kerry  ukradkiem 
spojrzała przez okno i zobaczyła rozbawione miny przypadkowych przechodniów. 

— Kerry, wródmy do mieszkania. 

— Ale... nie mogę. Nina... pociąg... 

— Pozwól, że ja podejmę decyzję, kochanie. — Przekręcił klucz w stacyjce. — Zabieram cię ze sobą. 

Silnik zaskoczył. Za chwilę odjadą z chodnika. Kerry jednym ruchem otworzyła drzwi samochodu. 

— Steele, ja... muszę iśd. 

Jeśli pojedzie z nim, pójdą prosto do łóżka. 

— Kerry, zamknij drzwi! 

Nie  mogła  tego  zrobid.  Steele  Gray  nie  miał  z  nią  nic  wspólnego.  Fascynował  ją,  bo  był 
niesamowicie  atrakcyjny. Romantyczka, która  w  niej  tkwiła,  głęboko  ukryta,  już  się  w  nim  trochę 
zakochała. Ale obawiała się go również. Róż-mi się od niej tak bardzo, a także od innych mężczyzn, 
których  znała.  Był  zbyt  dynamiczny,  przystojny  i  seksy...  Strugi  deszczu  uderzyły  w  nią,  gdy  tylko 
stanęła na krawężniku. 

— Powiedziałem ci, że nie będę cię błagał, Kerry. 

—  Nie  oczekuję  tego  od  ciebie.  —  Trzasnęła  drzwiami.  Po  raz  ostatni  omiótł  ją  wściekłym 
spojrzeniem i nagle ruszył z piskiem opon. Kerry wpadła do hotelu, uciekając od gapiów. 

Wchodząc po schodach na szóste piętro, pocieszała się, że  postąpiła słusznie. Mężczyzna taki jak 
Steele nie mógłby związad się z kobietą taką jak ona. Pożądałby jej przez jakiś czas, ale to szybko by 
się skooczyło. Kerry nie poradziłaby sobie ze związkiem opartym wyłącznie na seksie. Wymagało to 
doświadczenia, którego nie posiadała, tego była pewna. Dobrze, że rozstali się definitywnie: on — 
zły sfrustrowany, a ona — bez nadziei na ponowne spotkanie. 

Nina przywitała ją w progu pokoju z wypiekami na twarzy. 

— Twój wieczór w mieście trwał około osiemnastu godzin. Musiałaś się bosko bawid, Ker. 

Kerry wcisnęła jej do rąk romans. 

— Chodźmy od razu na dworzec, Nino. 

background image

— Czy on to przeczytał, Kerry? — Wzrok Niny spoczął na teczce z maszynopisem. 

— Tak. — Kerry głęboko nabrała powietrza. — Ale nie miał zbyt wiele do powiedzenia. 

—  Tak  sądziłam.  Dziś  rano  jadłam  śniadanie  z  Joanną  Green,  jedną  z  organizatorek  zjazdu.  Ona 
wydaje Romantyczne Opinie. 

Kerry słuchała z napięciem. 

— I co? 

— Joanna dowiedziała się wczoraj, że jestem twoją przyjaciółką i poprosiła mnie o dokładną relację 
z twojego wieczoru ze Steele'em Grayem dla Romantycznych Opinii. Była dziś wprost w siódmym 
niebie, gdy usłyszała, że nie wróciłaś na noc do hotelu. 

— Powiedziałaś jej o tym? 

—  Kerry,  Joanna  Green ma  układy.  Jeśli mój  artykuł spodoba  się jej,  może  pomóc mi w  wydaniu 
powieści. 

Kerry westchnęła z niedowierzaniem. 

— Ależ, Nino, wydawnictwa na pewno nie pracują w ten sposób. 

Nie chciała tego mówid Ninie, ale uważała, że zmusid jakiegokolwiek wydawcę do kupna tej książki 
można było tylko za pomocą broni palnej: 

—  Poza tym przykro mi, że muszę  cię  rozczarowad, ale nie mam zamiaru relacjonowad wydarzeo 
zeszłej  nocy. Ani  tobie, ani nikomu innemu. Nigdy. A ty, jeśli jesteś moją prawdziwą przyjaciółką, 
lepiej nie pytaj i nie nalegaj. 

 

W  poniedziałek  prosto  ze  szkoły  Kerry  pojechała  do  Antonia,  znanego  fryzjera,  który  podciął  i 
pocieniował  jej  długie  włosy  tak,  że  opadały  na  ramiona  w  modnym  nieładzie.  Przyglądała  się 
swemu odbiciu w szerokim, długim na całą ścianę lustrze, zadowolona ze zmiany. Teraz jej włosy 
wydawały się ciemniejsze i bardziej gęste, co dodawało jej twarzy uroku. 

Następnie odwiedziła Cherry Hill Mall gdzie kupiła rzeczy, które nigdy nie odpowiadałyby jej babce. 
Wybierała je w odcieniach ciepłej zieleni i ostrej żółci, które korzystnie podkreślały kolor jej oczu. 
Nowe  ubrania  Kerry  ukazywały  jej  proporcjonalną  sylwetkę,  czego  do  tej  pory  nie  można  było 
powiedzied o jej garderobie. Sama się sobie dziwiła, że wydała na raz tyle pieniędzy, ale wiedziała, 
że  lepiej  będzie,  jeśli  kupi  te  nowe,  kuszące  ciuszki,  zanim  straci  odwagę,  a  jej  oszczędna, 
konserwatywna natura określi je jako zbyt ryzykowne. 

background image

Zakupy  zakooczyła  w  księgarni.  Po  swojej  zwykłej  rundce  wśród  literackich  nowości  popularno-
naukowych  znalazła  się  przed  półką  z  dorobkiem  Steele'a  Graya.  Wszystkie  książki  miały  miękką 
okładkę,  oprócz  ostatniej,  zatytułowanej  „Najbardziej  śmiertelne  pożądanie".  Kerry  wzięła  ją  do 
ręki i popatrzyła na fotografię Steele'a na obwolucie. Leżał wyciągnięty na hamaku, ubrany tylko w 
krótkie, dżinsowe spodenki. Wystawiał swoje wspaniałe, męskie ciało na pokaz mężczyznom, aby 
mogli  się  z  nim  porównad,  i  kobietom,  aby  mogły  o  nim  marzyd.  W  ręku  trzymał  oszronioną 
szklankę  i  uśmiechał  się  zabójczo  do  trzech  pięknotek  w  bikini:  blondynki,  szatynki  i  jednej  o 
orientalnej urodzie, które wachlowały go ogromnymi liśdmi palmowymi. „Steele Gray uważa siebie 
za wielkiego miłośnika akcji" — głosił podpis. 

Była  to  naciągana  reklama,  eksponująca  aż  do  przesady  jego  modny  wizerunek  twardego 
poszukiwacza  przygód,  również  erotycznych.  Kerry  upuściła  książkę  jak  oparzona,  po  czym 
podniosła ją, aby odłożyd na miejsce. Zamiast tego wzięła ją jednak ze sobą do kasy i kupiła. 

Nie  spała  do  drugiej  nad  ranem,  ale  przeczytała  ją  od  początku  do  kooca  za  jednym  zamachem. 
Następnego  popołudnia  zjawiła  się  w  księgarni,  aby  nabyd  pozostałe  dziesięd  książek  z  serii 
„Śmiertelnych" Pod koniec tygodnia mogła się poszczycid znajomością wszystkich powieści Steele'a 
Graya.  Miały  misterną  konstrukcję,  fabułę  obfitującą  w  niespodzianki  i  były  fascynującym 
labiryntem połączonych między sobą detali. Na każdej stronie coś się działo. Steele nie zajmował 
się psychologizowaniem, zauważyła piątkowa studentka anglistyki, serwował za to ostrą akcję. W 
poszczególnych  książkach  występowało  czterech  stałych  bohaterów  i  Kerry  dobrze  się  z  nimi 
poznała.  Rodd  Hardwick,  Cole  Staplewood,  Jed  Strager  i  Derek Dollarhead  podbijali  serca  kobiet, 
pokonywali  wrogich  agentów  i  przyrodę,  wydawali  się  przewyższad  samego  brytyjskiego  Jamesa 
Bonda. To Steele ich stworzył, stanowili jego fikcyjne alter ego. Kerry przypisywała mu każdą myśl, 
słowo i czyn tych czterech supermenów. On był nimi, a oni nim. 

Najtrudniejsze było dla niej czytanie scen erotycznych. Miały ekscytującą, niebezpiecznie erotyczną 
atmosferę.  Niezawodnie  napisał  je  ekspert  w  tej  dziedzinie.  Czytała,  mając  przed  oczami  ostro 
zarysowane  oblicze  Steele'a:  jego  błękitne  oczy  i  zmysłowe  usta.  Druk  rozpłynął  się  nagle  we 
wspomnieniach. 

Kerry przymknęła powieki, walcząc z napływem erotycznych obrazów. Steele pochylał się nad nią, 
składając  na  ustach  leciutki  pocałunek,  który  w  chwilę  później  zamieniał  się  w  zmysłową  burzę. 
Jego  język  napierał  na  jej  spuchnięte  wargi,  aż  je  rozchylił  i  wtedy...  Kerry  zachłysnęła  się 
wciągniętym powietrzem i otworzyła oczy. 

Popatrzyła wokoło zamglonym wzrokiem. Była sama w swoim małym mieszkaniu, siedziała w fotelu 
z książką Steele'a na kolanach. W duszy jednak słyszała jego głos, tak głęboki i bliski. Steele dotykał 
ją,  przenosząc  w  świat  intymnych  doznao.  Z  nim  przeżyła  spełnienie,  jakiego  nigdy  przedtem  nie 
zaznała. 

Łzy zawodu kłuły ją w oczy. Dlaczego się tak torturuje? Już nigdy więcej go nie zobaczy. Przecież nie 
powstało  między  nimi  żadne  uczucie,  a  jedynie  czysto  fizyczna  żądza.  Steele  Gray  jest  tak  samo 

background image

płytki  jak  jego  bohaterowie.  Dla  niego  była  wymienialna  jak  przypadkowe  kobiety,  z  którymi  oni 
mniej więcej co pięddziesiąt stron bezmyślnie spędzali noc. 

—  Panno    O`Kaye!  Panno    O`Kaye!  —  Kerry  rozmawiała  właśnie  z  Susan  Kolenicki,  nauczycielką 
zerówki,  gdy  usłyszała  piszczące  głosiki  swoich  uczennic.  Obie  nauczycielki  pilnowały  swoich  klas 
bawiących  się  razem  na  podwórku  w  czasie  przerwy.  Trzy  najmłodsze  dziewczynki  wybiegły  zza 
rogu w poszukiwaniu Kerry. ^ 

— Co tam znowu? — żachnęła się Kerry. 

— Panno  O`Kaye, jakiś nieznajomy! krzyczała Christy Rawlings z twarzyczką czerwoną z wrażenia. 
— Rozmawiał z nami i chciał nam dad gumę do żucia. 

Kerry i Susan wymieniły wymowne spojrzenia, ale zanim zdążyły zareagowad, mała Jennifer Collins 
dodała szybko: 

— Heather i Matthew z nim zostali, panno OłKaye! 

— O, nie! — Kerry i Susan z przerażenia zabrakło tchu. 

— Jennifer! — rozkazała Kerry. — Sprowadź pana Durkina. Christy, pokażesz mi, gdzie ostatni raz 
widziałaś Heather i Matthew. Pani Kolenicki tu zostanie i dopilnuje dzieci. 

Kerry  przełknęła  ślinę.  Obcy  na  podwórku  szkolnym,  obdarowujący  dzieci  słodyczami  —  to  była 
zmora każdego rodzica i nauczyciela! 

Trzymając Christy mocno za rączkę, przeszła z nią wokół budynku i przez parking. 

— Co wy tutaj robiliście, Christy? — Serce jej łomotało, co głośnym echem odbijało się w jej uszach. 
Gdyby nie zagadała się tak z Susan, zauważyłaby, że dzieci zniknęły z pola widzenia. Jeśli im się coś 
stanie, nigdy sobie tego nie wybaczy. Wina będzie po jej stronie... 

— Piłka Matthewa potoczyła się aż tutaj i szukaliśmy jej razem — powiedziała nerwowo Christy. — 
Wtedy zawołał nas ten pan i spytał, czy chcemy gumę do żucia i... i Matthew z Heather podeszli do 
niego. Mówiłyśmy im, żeby tego nie robili, panno  O`Kaye. Od razu po panią pobiegłyśmy. 

— Bardzo dobrze zrobiłyście, Christy — zapewniła ją Kerry. 

—  Panno    O`Kaye,  tam  jest  ten  pan!  I  Matthew,  i  Heather  też!  —  triumfująco  krzyknęła  Cnristy, 
wskazując wysokiego mężczyznę, stojącego na trawie razem z dziedmi. Kerry z ulgi aż się zachwiała. 

—  Heather!  Matthew!  Proszę  do  mnie!  —  Jej  głos  zabrzmiał  nienaturalnie  ostro  i  maluchy 
natychmiast popędziły w jej stronę. Mężczyzna podążał jednak za nimi, co znów zaniepokoiło Kerry. 
Przymrużyła  oczy  ze  względu  na  słooce  i  przyjrzała  mu  się.  Kiedy  znalazł  się  blisko,  zdała  sobie 
sprawę z tego, że miał w sobie coś znajomego. Może to ten niedbały, pewny siebie chód, albo ta 
wysoka,  męska  sylwetka.  Ubrany  w  idealnie  dopasowane  spodnie  w  kolorze  khaki, 

background image

ciemnowiśniową  koszulę  i  sportowe  półbuty  bez  skarpet,  nie  wyglądał  na  stereotypowego 
porywacza dzieci. 

„Właściwie — pomyślała Kerry — czy on nie jest podobny... nie, to niemożliwe... ale chyba"... To 
był Steele Gray! 

— Kerry, czy wszystko w porządku? — W tym momencie pojawił się obok niej pan Durkin, dyrektor, 
a z nim Jennifer, jedna z sekretarek oraz szkolna pielęgniarka. 

— Dzieci są bezpieczne, panie Durkin — uspokoiła go Kerry. 

Steele podszedł do nich, szeroko się uśmiechając. 

— Czy mam wezwad policję? — przezornie spytała pielęgniarka. 

— Zaszło małe nieporozumienie — drżącym głosem zaczęła Kerry. — To jest Steele Gray . 

— Ten pisarz?! — wykrzyknął pan Durkin. — A Jennifer powiedziała mi... 

— Steele, czy to prawda, że proponowałeś tym dzieciom gumę do żucia? — Inkwizytorskim tonem 
sondowała Kerry, a Steele potakująco skinął głową, ciągle się promiennie uśmiechając. 

— Prosił nas, żebyśmy go do pani zaprowadzili, panno O'Kaye — zaszczebiotała Heather. 

— Każdemu z nas dał po trzy paczki owocowej balonówki — pochwalił się Matthew, machając nią 
przed nosem oburzonej Cnristy. 

— Nie było cię w książce telefonicznej, Kerry. — Steele uśmiechał się do niej tak, że na pewno by 
zmiękła, gdyby nie to, iż ciągle jeszcze była pod wpływem lęku o los dzieci. — Wiedziałem, że jesteś 
przedszkolanką, wiec pomyślałem, że poszukam cię najpierw w szkole podstawowej w Oak View. 

—  Steele,  nie  wiesz,  że  nie  powinno  się  obdarowywad  obcych  dzieci  słodyczami?  —  Jej  strach 
znalazł  ujście  w  gniewie.  —  Przecież  byłeś  kiedyś  dzieckiem.  Czy  twoja  matka  nie  ostrzegała  cię 
przed przyjmowaniem cukierków od nieznajomych? 

— Ależ wam się dostanie! — powiedziała zadowolona z siebie Christy do Heather i Matthewa. — A 
mówiłam wam, żebyście się z nim lepiej nie zadawali. 

— Ale to nie jest nikt obcy, to przyjaciel panny  O`Kaye — zaprotestował Matthew. 

Kerry przykucnęła i wzięła go za rękę. 

— Ty tego jednak nie wiedziałeś, Matthew. Ja ci o tym nie mówiłam. 

— Nie myślałaś chyba, że dzieciom coś z mojej strony grozi? — zapytał Steele z niedowierzaniem. 

—  Właśnie  tak  myśleliśmy,  panie  Gray  —  ponuro  skomentował  pan  Durkin.  —  Jak  słusznie 
zauważyła Kerry, nikt z nas nie wiedział, że jest pan jej przyjacielem. 

background image

Steele westchnął. 

—  No,  tak.  Ma  pan,  oczywiście,  rację.  Zamiast  podchodzid  do  dzieci,  powinienem  był  przyjśd  do 
sekretariatu i wyjaśnid, o co mi chodzi. 

— Po przerwie porozmawiam z dziedmi o tym... o tym incydencie, panie Durkin — obiecała Kerry. 
— Bardzo mi przykro. 

—  A  mnie  jeszcze  bardziej  —  wtrącił  szczerze  Steele.  Ułagodzeni  przedstawiciele  władzy  szkolnej 
zawrócili  w  stronę  budynku.  Steele  musiał  im  obiecad,  że  dostaną  gratis  kilka  egzemplarzy  jego 
ostatniej powieści. 

— Czy możemy pójśd na huśtawki, panno  O`Kaye? — zapytał Matthew w drodze powrotnej. 

— Czy możemy zatrzymad gumę? — chciała wiedzied Heather. 

— Musicie się nią podzielid — zażądała Christy. — Prawda, proszę pani? 

Kerry  pokiwała  głową,  co  dzieci  przyjęły  za  odpowiedź  twierdzącą  na  wszystkie  ich  pytania.  Za 
chwilę już ich nie było, a Kerry i Steele szli dalej samotnie. 

— Tak więc — powiedział Steele po krótkim milczeniu — tutaj pracujesz. Lata całe nie widziałem z 
bliska żadnej szkoły podstawowej. 

— Szkoda, że odwiedziłeś właśnie tę! Wolę nie zastanawiad się nad tym, co myśli teraz pan Durkin. 

Steele wzruszył ramionami. 

— Jest moim wielbicielem. Wyślę mu moją nową książkę i wszystko będzie w porządku, Kerry.  — 
Spojrzał na nią z bliska. — Musiałem tutaj przyjechad, Kerry. Chciałem cię zobaczyd. I ta wycieczka 
na pewno się opłaciła. Jesteś jeszcze piękniejsza niż tydzieo temu. 

Zrobiło jej się przyjemnie,, że zauważył nową fryzurę i ubiór. Potem jednak przypomniała sobie, że 
Steele  zawsze  umiał  znaleźd  właściwe  słowa  i  prawdopodobnie  powiedziałby  jej  to  samo,  nawet 
gdyby miała swoją starą fryzurę i najbardziej obdartą sukienkę. Czyż to nie jeden, a może wszyscy, z 
jego bohaterów stwierdził, że najłatwiejszym i najpewniejszym sposobem zaciągnięcia kobiety do 
łóżka jest kilka komplementów na temat jej wyglądu? 

— Tracisz czas, Steele. Nie mamy sobie nic do powiedzenia. — Odwróciła się i pospieszyła w stronę 
szkoły. 

— Myślałem, że mogłoby cię zainteresowad, o czym rozmawiałem we wtorek z Joanną Green!  — 
zawołał za nią. 

— Jedliśmy razem lunch. 

Kerry zatrzymała się natychmiast i wróciła do niego. 

background image

— Co... Co ona chciała? Pytam, jakbym nie wiedziała — zdenerwowała się. 

—  Chce  opisad  naszą  noc  w  mieście  na  pierwszej  stronie  następnego  numeru  Romantycznych 
Opinii. Wie, że spędziłaś ze mną całą noc, chociaż ja jej tego nie zdradziłem. 

Oczywiście,  że  nie.  Zrobiła  to  Nina.  Co  w  takim  razie  powiedział  jej  Steele?  Kerry  zrobiło  się 
niedobrze. 

— O czym rozmawialiście? — zapytała niepewnym głosem. 

—  Daj  mi  klucz  i  adres  do  twojego  mieszkania,  Kerry.  Poczekam  tam  na  ciebie  i  wszystko  ci 
opowiem. 

— Do mojego mieszkania? Co to, to nie! — W uszach jej huczało. 

„Co mam teraz robid?" Jemu było obojętne, czy czytelnicy dowiedzą się, że poszła z nim do łóżka, 
ale  dla  niej...  O  Boże,  taki  artykuł  może  ją  kosztowad  posadę!  Rada  szkoły  w  Oak  View  była  tak 
konserwatywna,  że  już  raz  wyrzucono  nauczyciela  biologii  za  prowadzenie  dyskusji  o  prawach 
homoseksualistów.  A  co  by  powiedzieli  na  wzmiankę  w  prasie  o  tym,  że  ich  przedszkolanka 
wskoczyła do łóżka znanemu uwodzicielowi? Kerry doskonale potrafiła wyobrazid sobie ich reakcję. 
Zażądano by od niej natychmiastowej rezygnacji. 

A  do  tego  jej  rodzice!  Wydawało  im  się,  że  ich  trzy  niezamężne  córki  są  ciągle  dziewicami  i  jak 
dotąd udawało się Kerry i bliźniaczkom podtrzymad ten mit. Gdyby jednak przeczytali taką historię 
o Kerry...  

Steele przyglądał się jej. 

— Musimy porozmawiad. 

—  Tak,  zdaje  się,  że  masz  rację.  —  Ledwo  przełknęła  ślinę.  Steele  uniósł  brwi  w  sarkastycznym 
uśmiechu. Ten mężczyzna był potworem: powiedzied wszystko tej Joannie Green ze świadomością, 
że będzie to opublikowane! Kerry chciało się płakad.. „Jak mogłam chociaż przez chwilę myśled, że 
go kocham?!"— Spotkamy się po szkole w lodziarni na Oak Street. Tam możemy porozmawiad. 

— Czy nie uważasz, że jesteśmy już za starzy na randkę w lodziarni? — uśmiechnął się drażniąco. 

— Nie uważam tego za zabawne, Steele. W grę wchodzi moja osobista i zawodowa reputacja. 

— Do licha, Kerry, tylko nie płacz! — Wyglądał na przestraszonego. 

—  Wcale  nie mam  zamiaru  płakad.  —  Ale  jej  dolna warga  zadrżała  niebezpiecznie  i  Kerry  szybko 
zamrugała  powiekami,  aby  powstrzymad  cisnące  się  do  oczu  łzy.  Ile  minie  jeszcze  tygodni,  nim 
ukaże się ten artykuł i jej życie zostanie zrujnowane?! 

—  Kerry,  kochanie,  ja  tylko  żartowałem.  —  Głos  Steele  dotarł  do  niej,  mimo  że  już  zupełnie 
pogrążyła się w rozpaczy. — Nie chciałem doprowadzid cię do łez. To był tylko żart. Musiałem jakoś 

background image

przyciągnąd  twoją  uwagę.  —  Położył  jej  ręce  na  ramionach  i  dodał  zmienionym  głosem:  —  A 
naprawdę nie powiedziałem Joannie Green ani jednego słowa  prawdy o tamtej  nocy. Miałem na 
szczęście  listę  lokali,  które  mieliśmy  wtedy  odwiedzid,  i  po  prostu  wymyśliłem  na  miejscu,  gdzie 
byliśmy. Potem wysłałem naszemu kierowcy czek, aby zachował milczenie. 

Kerry zrobiło się słabo z ulgi. 

— Mówisz prawdę, Steele? 

— Najprawdziwszą, Kerry. Oczywiście Joanna Green doskonale wiedziała, że w żadnym z tych lokali 
nie  byliśmy,  ponieważ  fotograf,  który  miał  nam  robid  zdjęcia,  nie  mógł  nas  tej  nocy  znaleźd.  Ale 
okazała się porządną babką i zaakceptowała moją wersję. Niestety musiałem za to drogo zapłacid: 
mam subskrypcję Romantycznych Opinii na dwa lata. Lepiej, żeby nikt się o tym nie dowiedział. Już 
wyobrażam sobie te nagłówki: „Twórca »Śmiertelnych« potajemnie czytuje słodkie romanse". 

Kerry prawie się uśmiechnęła. Nie zdradził jej jednak i zjawił się w Oak View, aby ją odnaleźd. Ich 
oczy spotkały się. 

— Dziękuję, Steele — szepnęła. Tym razem się nie uśmiechnęła. 

—  Przypominam  sobie,  że  mieliśmy  podobną  sprzeczkę  na  temat  Mitcha  z magazynu  Esquire.  — 
Steele  przysunął  się  do  niej  i  dotknął  jej  rozpalonego  policzka.  —  Nadal  mi  nie  ufasz,  prawda, 
Kerry? 

Na dźwięk dzwonka szkolnego oznaczającego koniec przerwy Kerry odskoczyła od niego. 

— Muszę już iśd. 

— Czy mogę z tobą pójśd do klasy? 

— Nie, to wbrew regulaminowi — rzuciła i pobiegła. 

— Będę czekał w lodziarni! — zawołał Steele. — Przyjdź szybko. 

Zobaczyła  go  siedzącego  samotnie  przy  stoliku  w  lodziarni  i  dosiadła  się  do  niego  ze  smętnym 
wyrazem twarzy. Reszta popołudnia w szkole była dla niej stracona. Pozwoliła dzieciom na zabawę, 
ponieważ nie mogła skoncentrowad się na prowadzeniu jakichkolwiek zajęd. Cały czas myślała tylko 
o Steele'u Grayu i czekającej ją z nim rozmowie. 

Co  on  właściwie  tutaj  robił?  Czy  miał  po  prostu  trochę  wolnego  czasu  i  postanowił  jeszcze  raz 
spróbowad  szczęścia  z  Kerry  O'Kaye,  tym  razem  w  Oak  View?  W  zeszłym  tygodniu  z  pewnością 
okazała się łatwą zdobyczą. Kerry napotkała  jego wzrok  i szybko odwróciła spojrzenie,  czując, jak 
znika nagle jej śmiałośd i pewnośd siebie. 

— Cześd — zdobyła się na uśmiech. — Znalazłeś to miejsce bez trudu? 

background image

—  Bez  żadnego.  Jest  to  jedyna  lodziarnia  na  jedynej  Oak  Street  w  tym  mieście.  Spędziłem  czas, 
popijając  kawę  i  przyglądając  się  tłumowi  nastolatków,  udających  dorosłych.  Młodzież  się  nie 
zmienia, tak mi się wydaje. 

Młoda kelnerka zauważyła Kerry i podeszła do stolika. 

— Dzieo dobry, panno O'Kaye. Czy zechce pani coś zamówid? 

T- Poproszę o lody orzechowe, Lori. — Uśmiechnęła 

się do dziewczyny. — Jak daje sobie radę Scottie w czwartej 

klasie? \ 

—  Wspaniale  —  odpowiedziała  Lori  rozjaśniając  się.  —  Ale  pani  jest  ciągle  jego  ulubioną 
nauczycielką, panno O'Kaye. — Dziewczyna zwróciła się do Steele^!. — Czy coś jeszcze dla pana? 

— Jeszcze jedną filiżankę kawy proszę — odpowiedział Steele. 

—  Ależ  to  będzie  pana  szósta  z  kolei!  Czy  paoski  organizm  zniesie  tyle  kofeiny?  —  zmartwiła  się 
Lori. 

— Zniesie dużo więcej — zapewnił ją. 

— Scott, młodszy brat Lori, należał do pierwszych przedszkolaków, których uczyłam w Oak View — 
wyjaśniła Kerry, gdy kelnerka oddaliła się. 

Steele  przyglądał  się  jej  bacznie  swoimi  ciemnoniebieskimi  oczami.  Kery  zrobiło  się  nieswojo. 
Uświadomiła sobie nagle, że on często jej się tak przygląda. A teraz, odkąd weszła do lodziarni, nie 
spuszczał z niej wzroku. 

— Czy nie moglibyśmy pójśd gdzieś, gdzie bylibyśmy mniej skrępowani? — zapytał ciepło. — Z dala 
od tych nastolatków i ich głośnej muzyki, a także od sióstr twoich byłych uczniów. Chcę byd z tobą 
sam na sam, Kerry. 

Kerry przełknęła lody, które rozpuściły jej się w ustach i z wahaniem zapytała: 

— Dlaczego? — Pod wpływem jego diabelskiego uśmiechu natychmiast oblała się rumieocem.  — 
To  znaczy,  dlaczego  przyjechałeś  do  Oak  View?  —  Znowu  wszystko  zepsuła.  Ta  mała  blondynka 
przy stoliku obok zdecydowanie lepiej dawała sobie radę ze swoim partnerem. 

—  Chcę  cię  ze  sobą  zabrad  do  Nowego  Jorku  —  powiedział,  nie  spuszczając  z  niej  wzroku.  — 
Możemy pojechad dzisiaj, a w niedzielę wieczorem wrócisz samolotem. Oczywiście na mój koszt. 

— Nie — odmówiła automatycznie. 

— Nie zgadzasz się, abym zapłacił? 

background image

— Na nic sie nie zgadzam. 

— Dlaczego? 

— Bo... bo... 

Ciężko jej było na poczekaniu coś wymyślid, ą nie mogła mu przecież podad prawdziwego powodu. 
Nie mogła mu powiedzied, że czuła się przez niego zagrożona, że niewiele brakuje, a zakocha się w 
nim, i nie będzie dla niej odwrotu. Weekend w Nowym Jorku na pewno by do tego doprowadził. 
Steele nie chciał się zakochad, tak jak nie chciał, żeby jakaś kobieta jego darzyła uczuciem. Jak to 
drwił  Rodd  Hardwick,  jeden  z  bohaterów  „Śmiertelnych”?  Coś  w  rodzaju:  „Zakochane  kobiety  są 
miękkie jak papka i tak samo interesujące!" 

—  Kerry,  zgódź  się  —  naciskał  Steele,  ale  słowa  jego  książkowego  alter  ego  brzmiały  jeszcze  w 
uszach Kerry. — Tym razem nie będzie żadnego zjazdu, różowej limuzyny i szofera. Będziemy tylko 
my: ty i ja. 

— Cały weekend... — miała sucho w ustach. — ...w twoim mieszkaniu? 

—  Jeśli  tego  sobie  życzysz,  kochanie.  —  Drażnił  ją  przekornym  uśmieszkiem.  —  Właściwie 
planowałem wyjście na obiad, do teatru... 

— Ale dlaczego? 

— Dlaczego na obiad? — Wiedział, że nie o to jej chodziło. — Ależ nie musimy. Jeśli zechcesz, zjemy 
coś w domu. Możemy w ogóle nie opuszczad sypialni. 

Przełknęła ślinę. 

— Nie to miałam na myśli. 

— A co, Kerry? — Uśmiechnął się rozbawiony jej wzburzeniem. 

Kerry zapatrzyła się w pusty pucharek po lodach. Tym razem słyszała niewzruszonego Jeda Stragera 
ze  „Śmiertelnego  cienia"  „Seks  i  uczucie  nie  idą  w  parze  —  orzekł  ten  międzynarodowej  sławy 
detektyw  o  stalowych  oczach.  —  Kobiety  usilnie  je  ze  sobą  mylą  i  to  je  gubi"  Jed  Strager  mówił 
słowami napisanymi przez Steele'a Graya. 

— Przeczytałam twoje książki — oznajmiła mu bezwiednie. Jeśli Steele się zdziwił, to nie dał tego 
po sobie poznad. 

— Które przeczytałaś, Kerry? 

— Wszystkie. Kupiłam w księgarni i zaraz przeczytałam. 

— Nie musiałaś ich kupowad. Dałbym ci, gdybyś tylko powiedziała. Doskonale wiedziałaś, że będę 
cię szukał. 

background image

Kerry potrząsnęła przecząco głową. 

— Byłam przekonana, że nigdy więcej cię nie zobaczę. Steele popatrzył na nią niedowierzająco. 

— Do licha, Kerry, zauważyłaś chyba, jak bardzo zależało mi na tym, abyś zeszłej niedzieli została ze 
mną. 

—  Myślałam,  że  zapomnisz  o  tym  do  poniedziałku,  a  może  nawet  już  w  niedzielę  wieczorem  — 
przyznała. 

Na twarzy Steele'a ukazał się męczeoski grymas. 

— Teraz moja kolej, aby się do czegoś przyznad. Jeszcze nigdy nie przeżyłem takiego tygodnia. Nie 
mogłem  pisad,  bo  ciągle  widziałem  i  słyszałem  ciebie.  Wydawało  mi  się,  że  w  mieszkaniu 
rozbrzmiewa twój śmiech. Wzdychałaś gdzieś obok mnie, jakbym cię właśnie dotykał. — Jego głos 
był  ledwo  słyszalny.  Wyciągnął  pod  stołem  nogi  i  dotknął  nimi  łydek  Kerry  spowitych  w  cienkie, 
nylonowe rajstopy. 

Jej  serce  biło  nieregularnie.  Słowa  i  dotyk  Steele'a  doprowadzały  jej  nerwy  do  przyjemnego 
napięcia. 

—  Ale  najgorsze  okazały  się  noce  —  kontynuował.  —  Tęskniłem  za  tobą.  Nie  po  prostu  za  jakąś 
kobietą, ale za tobą, tylko za tobą. 

Kerry  zabrakło  tchu.  Czy  chciał  przez  to  powiedzied,  że  pragnął  czegoś  więcej  niż  kilku  godzin 
fizycznej przyjemności? 

—  W  szybkim  tempie  stałaś  się  moją  obsesją,  Kerry    O`Kaye  —  dodał  i  jego  dłoo  spoczęła  na  jej 
drżącej ręce. 

Obsesją.  „Śmiertelna  obsesja"  O  tak,  teraz  wiedziała  już,  o  co  mu  chodzi.  W  tej  powieści  Cole 
Staplewood  kochał  się  do  szaleostwa  w  zmysłowej,  pełnej  seksu  palestyoskiej  terrorystce.  Nie 
chcąc  się  poddad  temu  uczuciu,  postanowił  je  w  sobie  zdusid  raz  na  zawsze.  Kochał  się  z  nią  tak 
długo,  aż  się  nią  kompletnie  nasycił.  Cole  z  doświadczenia  wiedział,  że  tylko  w  ten  sposób  może 
zniszczyd  tę  obsesję  i  udało mu  się.  Czy  weekend  z Kerry    O`Kaye  wyleczy  Steele'a  z  nie  chcianej 
przez niego namiętności? 

—  Kerry?  —  Usłyszała  przytłumiony  głos.  Ich  oczy  spotkały  się  i  przywarły  do siebie  na moment. 
Steele wziął ją za rękę, a gdy ich palce zetknęły się, na stole wylądował papierowy samolot. 

Nagle ze wszystkich stron otoczyła ich wrzawa i dwie chichoczące nastolatki podbiegły do nich, aby 
odebrad zgubę. 

— To moje zadanie z historii — pisnęła niska brunetka — a te zwierzaki zrobiły z niego samolot. 

Zwierzakami byli trzej krzepcy, parskający śmiechem chłopcy z miejscowego klubu piłki nożnej. 

background image

— Hej, Tracy! — zawołał jeden z nich i jeszcze jeden samolot poszybował nad głową Steele'a. Tracy 
złapała go z okrzykiem. 

— Chodźmy stąd, Kerry. — Steele rzucił na stół banknot dwudziestodolarowy i wyciągnął Kerry na 
zewnątrz. 

— Gdzie mieszkasz? — dopytywał się, wpatrując w nią z taką intensywnością, że cała odwaga Kerry 
gdzieś się ulotniła. 

—  Niedaleko stąd,  ale  nie  chcę  jeszcze  iśd  do  domu.  Chodźmy  na  spacer.  Zaraz  za  światłami  jest 
park. 

Steele  nie  miał  wyboru.  Szedł  za  nią  w  milczeniu  alejką  wśród  drzew.  W  koocu  jednak  Kerry  nie 
mogła tego znieśd. 

— Nie zmuszaj się, Steele. Jeśli ci się tutaj nie podoba, zawsze możesz wrócid do Nowego Jorku. 

— Ale nie bez ciebie.  

—  Dlaczego nie? Dałeś mi już do zrozumienia, że  masz mnie dośd. Zachowujesz się jak rozeźlony 
źrebak; prychasz pogardliwie i prowokacyjnie parskasz. Widziałam, jak specjalnie podeptałeś tamte 
mlecze. 

— No to co? Przecież to tylko chwasty. 

—Założę się, że to mnie wolałbyś w ten sposób zdeptad. Wpadasz we wściekłośd jak rozwydrzony 
dzieciak tylko dlatego, że odmawiam ponownego pójścia z tobą do łóżka. 

Steele oparł się o jeden z ogromnych dębów, od których pochodziła nazwa Oak View. Kerry stała 
niedaleko, odwrócona do niego tyłem, z rękoma założonymi obronnie na wysokości piersi. Zaległo 
milczenie. 

Steele westchnął ciężko. 

—  Obiecałem  sobie,  że  nie  będę  się  z  tobą  kłócił,  ale  zdaje  się,  że  nie  dane  mi  jest  wytrwad. 
Zupełnie tego nie rozumiem — mówił wolno, ostrożnie dobierając słowa. — Zawsze byłem znany z 
tego,  że  w  stosunku  do  kobiet  zachowuje  się  szarmancko.  Jestem  przecież  zwykle  taki...  taki 
ujmujący. 

—  Ujmujący?  Najpierw  przestraszyłeś  mnie  na  śmierd  wiadomością  o  artykule  Joanny  Green,  a 
potem... — Złośd zniknęła z jej głosu. — Nie powinieneś był tutaj w ogóle przyjeżdżad. Między nami 
nic się nie uda. Ciągle się sprzeczamy i... 

— To nieprawda. Zgadzamy się świetnie, gdy tylko nie ma między nami tego diabelnego napięcia, 
tak przejmującego, że to nam po prostu działa na nerwy. 

background image

— I zdaje się, że według ciebie jedynym sposobem rozładowania tego napięcia jest pójście prosto 
do łóżka? — Zacisnęła usta. — Czy tak ma wyglądad twój ujmujący czar? 

— I co mam na to odpowiedzied? — Steele zaśmiał się krótko. — Zawładnęłaś moim umysłem. Czy 
mam jeszcze dodad, że brak twojego adresu i numeru telefonu doprowadzał mnie do szaleostwa? 

Kerry  nie  mogła  pozbierad  myśli,  kiedy  patrzył  na  nią  w  ten  szczególny  sposób.  Odgadł  jej 
zmieszanie i roześmiał się. 

— Bardzo mi się podoba twoja nowa fryzura. — Zniżył głos, a jego oczy błyszczały niebezpiecznie. 
— A kolor tej bluzki pogłębia jeszcze zieleo twoich oczu, Kerry. 

— Ach, teraz dopiero jesteś czarujący! — Kerry próbowała się rozluźnid. 

—  Nie  masz  pojęcia,  jak  jesteś  rozkoszna  —  powiedział  Steele.  —  A  może  to  częśd  twego  uroku. 
Jesteś niesamowitą kombinacją piękna i rozumu. 

Roześmiała się, zupełnie mu nie wierząc, ale natychmiast spoważniała i spuściła wzrok. 

—  Nie  zapomniałem  też,  jakie  masz  wspaniałe,  wrażliwe  ciało,  zmysłową  naturę  i  jaka  jesteś 
fantastyczna w łóżku — dokooczył. 

Kerry  poczuła,  że  ma  nogi  jak  z  waty  i  w  odruchu  obronnym  cofnęła  się  o  kilka  kroków.  „Ja 
fantastyczna w łóżku? Ja?"Marzyła o tym, by móc przełknąd ślinę i złapad oddech, co wydawało się 
chwilowo niemożliwe. Nagle Steele znalazł się blisko niej. Widziała już jego usta przy swoich i nie 
była w stanie się poruszyd. Gdzieś w głębi umysłu kołatała się myśl: jak to się działo, że potrafił ją 
unieruchomid jednym spojrzeniem? Znalazła się w jego ramionach, nie wiedząc jak i kiedy, a gdy ją 
całował, przestawała w ogóle myśled. 

Ich  usta  najpierw  delikatnie,  a-potem  coraz  namiętniej  łączyły  się  w  długim  pocałunku.  Kerry 
gładziła  jego  ciemne  włosy,  po  czym  zaczęła  głaskad  jego  kark. Dotykanie  go  podniecało  ją  coraz 
bardziej. Ogarniała ją coraz większa gorączka. Jej pulsujące ciało przylgnęło do niego. Objęła go w 
pasie. 

—  Och,  Steele!  —  Dźwięk  jej  własnego  głosu  przeraził  ją.  Czy  to  ona  wydała  z siebie  ten  wysoki, 
zachrypnięty ton? 

— Och, Kerry! — chichocząc powtórzył po niej. Zarumieniła się i próbowała od niego oderwad. 

— O nie, kochanie, nigdzie nie pójdziesz! — Objął ją jeszcze mocniej i uśmiechnął się do niej. — W 
koocu mam cię tam, gdzie cię chciałem mied: tu jest twoje miejsce i... — Głos dzieci przerwał mu w 
połowie zdanie. Puścił Kerry, gdy podeszła do nich grupka dzieci. 

— Dzieo dobry, panno  O`Kaye! — powitały ją dzieci chórem. 

Kerry  znała  większośd  z  nich.  Byli  tam  jej  dawni  i  obecni  uczniowie.  Stała  z  nimi,  chwilę 
rozmawiając. Steele'a, stojącego obok, dzieci zupełnie zignorowały. 

background image

—  Chodźmy  już,  Kerry  —  przerwał  im,  gdy  jedno  z  dzieci  zaczęło  opowiadad  fabułę  komiksu 
„Scooby-Doo"  Wziął  ją  za  ramię  i  odciągnął  na  bok.  —  Cześd,  dzieciaki!  —  zawołał  przez  ramię. 
Odpowiedziały gromadnie i poszły da-lej- 

— Co one teraz pomyślą? — gorączkowała się Kerry. Gdyby zjawiły się tutaj wcześniej, zobaczyłyby 
ją całującą się ze Steele'em. 

— Dzieci w tym wieku nie myślą o dorosłych, tylko o komiksach „Scooby-Doo" — zapewnił ją. — 
Kerry,  to  miasto  wydaje  się  byd  opanowane  przez  dzieci!  Czy  znajdziemy  gdzieś  tutaj  jakiś  cichy 
zakątek? 

Jego zmartwiony głos wywołał na jej twarzy uśmiech. 

— Moglibyśmy pójśd do mojego mieszkania — powiedziała z namysłem, ale zaraz zmarszczyła brwi 
na widok rozjaśnionego oblicza Steele'a. — Będziemy tylko rozmawiad, Steele. 

— Czyż ja myślałem o czymś innym? — zapytał z przesadną niewinnością. 

— Sama nie wiem. — Czoło jej się wygładziło. 

Porsche Steele'a stało zaparkowane przed lodziarnią i gdy do niego dotarli, podziwiała je właśnie 
grupka  licealistów.  Steele  cierpliwie  odpowiedział  im  na  kilka  pytao  i  przyjął  do  wiadomości  ich 
szczery zachwyt. Zapakował Kerry do środka i ruszył, słuchając jej wskazówek. 

W  czasie  tej  krótkiej  przejażdżki  Kerry  ogarnęły  wątpliwości.  Sam  na  sam  ze  Steele'em  w  jej 
mieszkaniu  było  tak  bezpieczne  jak  zapalenie  zapałki  w  namiocie*  tlenowym.  Osiągnie  ten  sam 
efekt: roznieci płomieo, który w krótkim czasie wymknie się jej spod kontroli. Zabiera go do siebie, 
mimo  że  zdawała  sobie  sprawę  z  tego,  jak  bardzo  nad  sobą  nie  panują.  Dowodem  tego  była  ta 
krótka scena w parku. Kiedy tylko znalazł się obok niej, ulatniał się gdzieś cały jej zdrowy rozsądek. 
W tej impulsywnej, namiętnej kochance wcale siebie nie rozpoznawała. 

 

— Podoba mi się tutaj. — Steele omiótł wzrokiem ściany pokryte kilimami oraz wiklinowe stoliczki i 
krzesła zarzucone jasnymi, kolorowymi poduszeczkami. 

—  Dzięki  —  powiedziała  sztywno  Kerry.  —  Ja  nie  korzystałam  z  usług  dekoratora.  Szukałam 
pomysłów w książkach i magazynach. 

Znowu  była  zła  na  siebie. Przecież  nie  interesowało go  urządzanie  wnętrz,  sam  jej  to  powiedział. 
Powinna mówid o czymś innym, ale o czym? W głowie miała totalną pustkę. 

- Może napijesz się kawy? — odezwała się w koocu. 

background image

I  wtedy  przypomniała  sobie,  że  wypił  sześd  filiżanek  w  lodziarni.  —  Nie,  chyba  nie.  A  może 
kanapkę? Schłodzoną herbatę? 

—  Nie,  dziękuję.  —  Stał  przed  jej  regałem  z  książkami,  na  którym  znalazła  się  również  cała  jego 
seria, ustawiona według kolejności wydania. 

— Więc naprawdę je kupiłaś?— Wziął ostatnią, „Najbardziej śmiertelne pożądanie", do ręki. 

—  Przeczytałam  to  również.  —  Opanowała  się  z  trudem,  aby  nie  dodad,  że  praktycznie  znała  na 
pamięd słowa i sposób myślenia jego nieugiętych bohaterów. 

Wręczyła mu pióro. 

— Mógłbyś się podpisad? 

—  Na  wszystkich  jedenastu?  —  żachnął  się.  —  Kerry,  nie  musiałaś  kupowad  moich  książek.  Nie 
oczekiwałem również, że będziesz je czytała. 

— Wiem. Sama chciałam. I naprawdę bardzo mi się podobały. 

— A co to jest? — Na jego ustach ukazał się dziwny uśmiech. — Zagięty róg na stronie, gdzie Derek 
Dollarhead, niepohamowany agent CIA, uwodzi arabską księżniczkę? 

Skóra Kerry była tak napięta i gorąca jak temperatura tamtej sceny miłosnej. Ileż to razy czytała w 
kółko uwodzenie pięknej Leyli przez Dereka? Za każdym razem była nią oczarowana. 

Rumieoce wypłynęły na jej policzki, gdy Steele zaczął czytad na głos pewien szczególnie erotyczny 
fragment. Wyrwała mu książkę z ręki i wygładziła zagięty róg. 

—  Po  prostu  zaznaczyłam,  gdzie  skooczyłam  czytad  —  mruknęła,  ale  jej  rozpalona  twarz  ją 
zdradziła. 

— Czy chciałabyś przeżyd ze mną to, co Derek robi z Leylą? — Jego głos brzmiał tak uwodzicielsko, 
że nawet pozorna w nim beztroska nie mogła zmylid Kerry. Szczególnie, gdy ujrzała te niepokojące 
ogniki w jego oczach. 

— Nie, dziękuję — zareagowała szybko. 

Ale zdążyła już poczud to charakterystyczne ciepło rozchodzące się falami w łonie. Nigdy by się do 
tego  przed  nim  nie  przyznała,  ale  czytając  wyobrażała  sobie,  że  odgrywają  ze  Steele'em  tę  pełną 
pasji i namiętności sekwencję. 

Steele wziął jeszcze raz książkę i pióro do ręki. 

— Hm, jak mam ją podpisad? — Uśmiechnął się znacząco. — Czy będzie to przeznaczone tylko dla 
twoich oczu, Kerry? 

Serce zabiło jej mocniej. 

background image

— Napisz po prostu „Dla Kerry z pozdrowieniami, Steele". 

—  Tak, to bardzo oryginalne. I ma taką osobistą nutę...  —  Napisał dokładnie to, o co poprosiła, i 
odłożył pióro. — Pozostałe podpiszę innym razem, gdy nie będziesz się innie krępowała i pozwolisz 
mi napisad to, co będę chciał. 

Brzmiało to tak, jakby zamierzał się znowu z nią zobaczyd; jakby się mieli regularnie spotykad. Kerry 
natychmiast odrzuciła tę możliwośd. Steele mógł mied tyle innych kobiet... Tyle ich już dotąd miał... 

—  Zamierzasz  jeszcze  raz  przyjechad  do  Oak  View?  —  spytała,  mając  nadzieję,  że  zabrzmi  to 
niewinnie.  Jej  siostry  zrobiłyby  to  lepiej.  Ach,  one  w  ogóle  znalazłyby  się  tutaj  na  właściwym 
miejscu! 

— Tyle razy, ile będzie trzeba — odpowiedział Steele. Był tak pewny siebie jak jego bohaterowie. 
Kerry  już  po  raz  któryś  z  rzędu  stwierdziła,  jak  bardzo  do  siebie  nie  pasują.  Patrzył  na  nią 
wyczekująco. — Zrobię wszystko, co będzie trzeba, Kerry. 

„Znów ta teoria pogrążenia Cola Staplewooda" — pomyślała ze złością Kerry. Do licha, nie pozwoli 
mu się sobą nasycid! 

— Więc... — Steele zerknął na zegarek. — ...jeśli się teraz spakujesz, dojedziemy do Nowego Jorku 
w sam raz na późną kolację. 

—  Nie  pojadę  z  tobą  do  Nowego  Jorku,  Steele  —  stanowczo  oznajmiła  Kerry.  Nie  miała  zamiaru 
pomagad mu w tym, żeby się nią znudził. — Spędzam weekend w Oak View. Mam swoje plany. 

Steele nachmurzył się. 

— Jesteś umówiona? 

— Tak. 

— To odwołaj to spotkanie. 

Miałaby odwoład swoją sobotnią randkę z Howardem Stoverem? 

— Nie mogę tego zrobid, Steele. 

—  Będziesz musiała, chyba że  chcesz, by nas było troje. Zamierzam spędzid ten weekend z tobą. 
Jeśli nie w Nowym Jorku, to w Oak View. 

Kerry znalazła się w kropce. Steele usiadł ciężko w jednym z wiklinowych foteli. Jego oczy iskrzyły 
się prowokującym wyzwaniem. Co ma teraz robid? Jeszcze nigdy w takiej sytuacji nie była. Po raz 
pierwszy  jakiś  mężczyzna  tak  uparcie  domagał  się  jej  towarzystwa.  Wpatrywała  się  w  niego, 
zastanawiając się, czy to tylko sen. 

— Steele, dlaczego to robisz? 

background image

— Nie wiesz? 

Opadła  zmęczona  na  krzesło obok  niego.  Na  pewno nie  śniła.  Czuła  się  wykooczona  po  tygodniu 
pracy i jak zwykle dokuczał jej ból głowy. 

— Nie wiem, naprawdę. 

—  Bo  jesteś  interesująca  —  powiedział  po  prostu  —  w  przeciwieostwie  do  większości  kobiet.  To 
brzmi banalnie, ale taka jest prawda: interesujesz mnie. 

— Ależ to niemożliwe — zaprotestowała. — Moje siostry byłyby bardziej w twoim typie. Są takie 
olśniewająco piękne, ekscytujące i pełne uroku. 

—  Już  je  znam.  To  znaczy  nie  konkretnie  twoje  siostry,  ale  ten  typ.  Przeżyłem  wiele  lat  wśród 
różnych  kobiet  „mojego  typu",  jak  je  nazwałaś.  Teraz  dorosłem...  —  Przerwał,  spoglądając  jej  w 
oczy. — ...do czego innego, do kogoś innego, Kerry. 

Kerry przełknęła ślinę. 

— Czy to rodzaj kryzysu psychicznego? Jesteś niezadowolony ze swojej kariery pisarskiej i z kobiet 
w twoim życiu i chcesz to zmienid? 

—  Nie  wiem.  Nie  odwiedzam  psychoanalityka.  Wiem  tylko,  że  pragnę  cię  i  dlatego  tu  jestem. 
Możesz to nazwad, jak ci się podoba. 

Kerry oniemiała. A może to wszystko halucynacja? Przecież tego nie mógł mówid Steele Gray, a w 
dodatku  do  niej!  Ten  mężczyzna  był  znaną  osobistością,  bogatym  kawalerem.  Czyż  nie  powinien 
mied kobiety równej sobie?! 

— Kerry. — Wyciągnął do niej rękę. — Chodź tutaj. Wzięła jego dłoo jak w transie i w chwil§ potem 
siedziała mu już na kolanach. Objął ją i mocno do siebie przytulił. 

—  Tak  dobrze mied cię przy sobie.  Przez  cały tydzieo tylko o tym marzyłem; o tobie. Czy chociaż 
trochę za mną tęskniłaś? 

— Co za pytanie? — szepnęła drżącym głosem. 

— Odpowiedz, kochanie. 

Właściwie powinna wyrwad się z jego ramion i wstad. Powinna, ale nie miała siły. Nie mogła... Czuła 
się taka słaba w jego objęciach. 

— Tak, Steele, tęskniłam za tobą. Tak bardzo. 

—  Chciałem,  żebyś  to  powiedziała.  —  Gładził  ją  przez  cienki  materiał  bluzki,  opuszkami  palców 
odnajdując zarys stanika. — Rzuciłaś na mnie urok, ty mała czarownico — wyszeptał jej do ucha. 

background image

Jej  serce  zaczęło  bid  szybciej.  Ręce  Steele'a  wsunęły  się  pod  bluzkę  i  Kerry  poczuła  je  nagle  na 
swoim nagim ciele. Siedziała nieruchomo, gdy rozpinał guziki, pieszcząc ustami odkrywany dekolt. 
Ostrożnie zsunął stanik z ramion i dotknął uwolnionych piersi. Kerry wstrzymała oddech. 

—  Masz  idealny  biust.  —  Usłyszała  jego  zduszony  głos.  —  Marzyłem,  aby  go  znowu  dotykad  i 
całowad. 

Kerry  nie  mogła  opanowad  jęku.  Jej  piersi  nabrzmiały  pod  wpływem  dotyku.  Przywarła  do  niego 
całym  ciałem  i  chciwie  szukała  jego  ust.  Ani  przez  chwilę  nie  mogła  się oprzed rosnącemu w  niej 
pożądaniu. Ich wargi połączyły się. Aż do bólu pragnęła stad się jego częścią. 

Jego usta znalazły się przy jej uchu. 

— Kerry, najdroższa, pragnę cię tak jak jeszcze nigdy dotąd żadnej kobiety. 

Jeszcze  bardziej  się  w  niego  wtopiła,  gubiąc  się  zupełnie  w  potężnej  fali  pożądania.  Kiedy  Steele 
wstał, trzymając ją na rękach, objęła go za szyję, a głowę położyła mu na ramieniu. 

—  Steele,  nie  powinniśmy  —.  powiedziała  ochryple.  Cały  tydzieo  tłumaczyła  sobie,  że  nie  są  dla 
siebie stworzeni. Byli całkowicie przeciwstawnymi naturami o różnych potrzebach i oczekiwaniach. 
Żadne nie jest w stanie zadowolid drugiego, chyba że fizycznie. Zamknęła oczy i głęboko wciągnęła 
powietrze. 

—  Właśnie,  że  musimy,  Kerry  —  mówił  rozgorączkowany.  —  Powinniśmy.  Nie  daj  mi  dłużej  na 
siebie czekad. 

Nie mogła mu odmówid. Chciała go zadowolid, dad mu to, co go uszczęśliwi. Już po raz drugi stało 
się to dla niej rzeczą najważniejszą na świecie. 

Steele zaniósł ją na rękach do sypialni i postawił na nogi- 

— Rozbiorę cię, najsłodsza — powiedział półgłosem i ściągnął rozpiętą już bluzkę, a potem stanik 
luźno  zwisający. Wreszcie  dobrał  się  do  zamka  jej  zielonej,  plisowanej  spódnicy.  Sekundę  później 
spódnica z rajstopami leżała na podłodze. Stojąc przed nim półnaga, Kerry zaczynała tracid odwagę. 
Jakby  wyczuwając  jej  nagły  lęk,  Steele  przyciągnął  ją  do  siebie  i  namiętnie  pocałował.  Sztywny 
materiał  jego  koszuli  przyjemnie  drażnił  jej  i  tak  już  twarde  sutki.  Steele  wprawnym  ruchem 
pozbawił ją reszty bielizny i pchnął leciutko na łóżko. 

— Moja. — Patrzył na nią z podziwem. — Cała jesteś moja. 

Nawet w trakcie pieszczot nie opuszczała jej świadomośd tego, jak jest doświadczony. Wiedziała, że 
ma  do  czynienia  z ekspertem w  sztuce  kochania.  Jego  sprawne  ciało musiało  zadowolid  niejedną 
kobietę.  Poza  tym  czytała  przecież  jego  książki  pełne  erotycznych  opisów.  Ale  czy  to  miało 
znaczenie?  Wsunęła  mu  dłonie  pod  koszulę,  aby  poczud  ciepło  jego  owłosionej  klatki  piersiowej. 
Teraz  był  tylko  z  nią.  Powiedział:  „Moja".  Byli  kochankami.  Dotykanie  jego  ciała  sprawiało  jej 
niewyobrażalną wprost przyjemnośd. Miał takie umięśnione plecy, tak gładką skórę. Jej palce same 

background image

do niej lgnęły, wędrując z góry na dół aż za pasek jego spodni. Tym razem to on westchnął głęboko 
i usłyszała swoje imię. Wiedziała, jak go podniecid, znała swoją nad nim władzę. Sama pożądała go 
każdą cząstką swego ciała. Czyż nie spędziła okropnego tygodnia, pełnego samotnych nocy? Czyż 
nie o tym marzyła wtedy? 

Steele w pośpiechu ściągnął koszule, ale nie mógł sobie poradzid z paskiem od spodni. Widok jego 
drżących,  nieporadnych  palców  wzruszył  ją.  Jakże  bardzo  w  tym  momencie  pragnęła  Steele'a 
Graya. Z rozbieraniem jej poszło mu dużo łatwiej  i szybciej,  wtedy nie był  niezaradny. Patrząc na 
niego,  pomyślała  sobie,  że  pewnego  dnia  to  ona  go  rozbierze,  tak  jak  on  zrobił  to  z  nią  dzisiaj. 
Pewnego  dnia...  to  oznaczało  jakąś  wspólną  przyszłośd  poza  chwilową  pasją.  Kerry  otworzyła 
ramiona  i  przyjęła  go  do  siebie.  Mi  usta  odnalazły  się  natychmiast.  Kerry  chciała  go  sobą  otulid, 
zamknąd w sobie i uczynid częścią siebie na zawsze. 

„Uważaj, Kerry — ostrzegała samą siebie. — Dzisiaj w twojej sypialni nie ma miejsca na takie słowa. 
Czy to nie Rodd Hardwick wypowiedział to nieśmiertelne: »Na zawsze trwa tylko do rana«? Steele i 
jego »Śmiertelni« bohaterowie nie uznawali starodawnego »na zawsze«". 

—  Wród  do  mnie,  kochanie  —  przywołał  ją  cichy  głos  Steele'a.  Nagle  zadała  sobie  sprawę,  że 
zagłębiona we własnych myślach nie zwróciła uwagi na jego badawczy wzrok. — Miałem wrażenie, 
że jesteś bardzo daleko stąd. — Pocałował jej dłoo. 

— Myślałam właśnie... — wyznała, patrząc na niego z miłością — o tym... 

—  Nie chcę, żebyś myślała, będąc za mną w łóżku.  —  Szybkimi pocałunkami pokrył  jej dekolt.  — 
Chcę, żebyś czuła, żebyś mnie pożądała, do szaleostwa. 

Przesunął  ustami  w  kierunku  pępka  i  zatopił  język  w  małym  zagłębieniu.  Kerry  zadrżała  pod 
wpływem  tej  pieszczoty  i  przygarnęła  jego  głowę  w  geście  jakby  powstrzymującym,  a  zarazem 
pieszczotliwym. 

— Chcę, abyś się zupełnie zatraciła, abym usłyszał te twoje słodkie, ciche jęki, gdy mi się całkowicie 
oddajesz. — Jego ciemnoniebieskie oczy wręcz płonęły namiętnością. 

Ustami wędrował po jej ciele, poznając smak skóry. Cała należała do niego: jej płaski, ciepły brzuch, 
krągłe biodra i szczupłe uda. Kiedy dotarł tam, Kerry nie panowała już nad sobą. Czuła, że balansuje 
niebezpiecznie na krawędzi przepaści. Jej nerwy napięte były do granic wytrzymałości. 

„Kocham go!" — Ta myśl pojawiła się na krótko i w tym momencie Kerry poczuła, że spada jakby z 
lawiną. Jej ciało wygięło się, a z ust wydobył się przytłumiony okrzyk ulgi. 

—  Moja  namiętna  kochanka.  Jesteś  tak  pełna  miłości  i  ciepła.  —  Całował  jej  wilgotne  czoło.  — 
Dziękuję, Kerry. Tak bardzo cię pragnąłem. 

A więc pragnął jej. To nie oznaczało jeszcze miłości, ale ona może przecież udawad przed sobą, że 
właśnie to miał na myśli. Kobiety podobno często fantazjują w intymnych sytuacjach i nie należy się 
tym  przejmowad  —  czytała  gdzieś  artykuł  na  ten  temat.  Więc  skoro  inne  wyobrażają  sobie,  że 

background image

zostały porwane przez piratów albo są niewolnicami w haremie, dlaczego ona nie miałaby udawad, 
że Steele ją kocha? Że są szczęśliwymi małżonkami? I że nie traktuje jej jak letniej przygody. 

Leżeli  spleceni,  spokojni  i  nasyceni  jeszcze  długo  potem.  Ona  ułożyła  głowę  na  jego  ramieniu  i 
została  tak,  całkowicie  zadowolona  i  rozluźniona,  przepełniona  miłością  do  niego.  „Nie,  nie 
miłością"  —  pomyślała  Kerry.  To  była  jej  fantazja,  a  teraz  czas  wrócid  do  rzeczywistości.  Nie 
rozmawiali  o  miłości:  tworzyli  nowoczesną  parę,  która  utrzymywała  po  prostu  zdrowy  związek 
cielesny. O Boże, czemu to brzmi tak klinicznie i bezosobowo? Wpadła w ponury nastrój. 

— O czym rozmyślasz? — zapytał po chwili Steele, wyczuwając jej nagłe oddalenie. 

—  Dobrze  mi  z tobą  —  zaimprowizowała. Oby  mogli tak  pozostad  na  zawsze,  żeby  nie  musiał  jej 
opuszczad... Ale tego mu oczywiście nie może powiedzied. 

— W naszą pierwszą noc wyznałaś, że mnie kochasz. — Oparł się na łokciu i spojrzał jej w oczy. 

— Przecież ty spałeś! — zdumiała się. — Nie mogłeś tego słyszed. 

—  Dopiero  zasypiałem  —  sprostował  Steele  —  i  słyszałem  cię  dobrze,  tylko  nie  byłem  w  stanie 
wtedy zareagowad. Teraz... 

Gorący rumieniec wystąpił na jej policzki. 

— Teraz też nie musisz tego robid. Nie przypominaj mi lepiej, jak naiwnie i idiotycznie się tej nocy 
zachowałam. 

Ręka Steele'a zatrzymała się nagle. 

—  Wydałaś  mi  się  wtedy  cudowna  —  zaczął  spokojnie  —  słodka  i  szczera.  Całkowicie  otwarta  i 
naturalna. 

— Zrobiłam z siebie idiotkę, ale to ładnie z twojej strony, że o tym nie mówisz — dodała ciepło. 

— Ja nie udaję, Kerry. Ty... 

— Steele, przeczytałam wszystkie twoje powieści i wiem, na czym polega gra. 

—  Gra!  —  parsknął.  —  Powiedziałem  ci  już  raz,  że  nie  jesteś  dla  mnie  dziewczyną  na  jedną  noc. 
Przecież przyjechałem za tobą, czy to niczego nie dowodzi? To jest coś więcej niż tylko przygoda. 

Kerry zamyśliła się. 

—  Tak,  zdaje  się,  że  można  to  nazwad  flirtem.  Niezrównany  Rodd  Hardwick  napomknął,  że  flirt 
może trwad od kilku dni do kilku tygodni. Nigdy dłużej. 

— Flirt można przeżyd w Nowym Jorku, Istambule albo Cannes  — zauważył kwaśno Steele — ale 
nigdy w Oak View w stanie New Jersey. 

background image

To był argument nie do zbicia. Kerry nie miała nic do powiedzenia. 

— Jesteś głodna? — zapytał znowu Steele. — Chciałbym zabrad cię na kolację. Znasz tu jakąś dobrą 
restaurację? 

— Naturalnie, że tak. — Nareszcie jakiś inny temat rozmowy. — Przez ostatnie pół roku spędzałam 
w restauracjach wszystkie sobotnie wieczory. Za każdym razem musiał to byd inny lokal. Powiedz 
mi tylko, jakie jedzenie preferujesz. 

— Włoskie. 

— Najlepiej w South Philly. Jest tam kilka dobrych miejsc. 

— Naprawdę wychodziłaś na kolację w każdą sobotę? – Kiwnęła głową. 

— Czasami chodzimy po jedzeniu do kina, ale głównym punktem wieczoru jest kolacja. 

— Kto „my”? — spytał trochę zbyt zdawkowo. 

—  Howard  i  ja.  Howarda  Stovera  poznałam  dzięki  Ninie.  Mieszka  niedaleko  stąd.  —  Czuła  się 
dziwnie,  rozmawiając  w  łóżku  z  jednym  mężczyzna  o  drugim.  Chociaż...  kobiety  w  powieściach 
Steele'a często to robiły. 

— Howard Stover — powtórzył Steele z błyskiem w oku. — To ten, któremu masz odmówid jutro 
wieczorem. 

„Będę  musiała  to  zrobid"  —  przyznała  w  duchu.  Nie  umie  zręcznie  manewrowad  między  jednym 
mężczyzną a drugim. To nie byłoby fair. 

— Tak — westchnęła. — To właśnie ten i pewnie mnie już nigdy więcej nie zaprosi. W okolicy jest 
wiele kobiet, które z zachwytem przyjęłyby zaproszenie na sobotnią randkę. 

—  Tak  będzie lepiej. Nie chcę,  żebyś  umawiała się z innymi mężczyznami, Kerry. Nigdy przedtem 
nie byłem taki zaborczy, ale ciebie chcę mied tylko dla siebie. — Niedowierzająco potrząsnął głową. 
— Z tobą wszystko wygląda inaczej. Myśl o tobie w ramionach innego mężczyzny doprowadza mnie 
do... 

— Do szaleostwa? — podpowiedziała mu. — Tak jak Dereka Dollarheada, gdy na początku ich flirtu 
Leyla próbowała wzbudzid w nim zazdrośd, podrywając ambasadora Francji. 

— My ze sobą nie flirtujemy. — Steele był wyraźnie poirytowany. — Nie traktuję tego jak przygody 
czy też flirtu. 

— Może romans? — niepewnie podrzuciła Kerry. 

— Czy musisz wszystko definiowad? — narzekał. — W porządku, może byd romans. 

background image

Kerry  rozważyła  tę  możliwośd.  Zdaje  się,  że  mieli  niezłe  tempo;  od  przygody,  przez  flirt,  aż  po 
romans. Nie przewidywała jednak optymistycznego zakooczenia. Nie, na pewno nie będzie happy 
endu.  Ich  związek  był  czasowy  i  brakowało  mu  wiążącego  wyznania.  Ale  czy  powinna  z  niego 
rezygnowad  tylko  dlatego,  że  Steele  nie  chciał  się  wiązad  na  stałe?!  „Nie"—  powiedział  jakiś 
podstępny  głosik  w  jej  umyśle.  Dlaczego  nie  miałaby  postępowad  jak  te  impulsywne  i  namiętne 
kobiety  w  jego  książkach?  „Żyj  chwilą"  mówiły  sobie,  niezbyt  oryginalnie,  trzeba  przyznad,  zanim 
dawały się złapad w sidła zarzucone przez bohaterów „Śmiertelnych". 

Tylko czy ona też by tak umiała? Czy starczy  jej odwagi?  Kerry otarła się o Steele'a swoim nagim 
ciałem, lekko gryząc go w usta i drażniąc delikatnymi pocałunkami. Dlaczegóż by nie? Nie mogła z 
niego zrezygnowad. 

— Kerry, co ty ze mną wyprawiasz? — zamruczał, głaszcząc ją. Oboje myśleli o tym samym. 

— Żyję chwilą — wyszeptała mu do ucha, aby w chwilę potem dad się porwad fali rozkoszy, która 
przeszła jej najśmielsze oczekiwania. 

— W ten sposób nigdy stąd nie wyjdziemy — powiedział Steele z uśmiechem, muskając ją ustami w 
policzek. Leżała wygodnie w jego ramionach. 

— A któż by chciał się stąd ruszad? — Opuszkami palców kreśliła kręgi wokół jego pępka. 

— Kobieto, nie jadłem dzisiaj nawet obiadu! — Głęboko nabrał powietrza i przytrzymał dłonią jej 
palce. — Szybko tracę energię i siły.  

— Pora uzupełnid zapasy — powiedziała Kerry wesoło. — Dokąd pójdziemy? 

— Może do jednej z tych włoskich knajpek, o których mówiłaś? 

— Wspaniale! 

Kerry  uwolniła  się  z  jego  objęd,  wstała  i  podeszła  do  antycznej  szafy,  aby  wyjąd  ubranie.  Steele 
przyglądał  się,  jak wciąga skąpe majteczki w  kolorze  cytrynowym. To  delikatne  koronkowe  cacko 
podkreślało szczupłą linię długich nóg Kerry. 

— Ależ zmiana! W zeszłym tygodniu nosiłaś jeszcze praktyczną bawełnianą bieliznę. — Steele nie 
mógł powstrzymad się od komentarza, a Kerry zawstydziła się. Robiąc zakupy w zeszłym tygodniu, 
nie  mogła  się  wprost  oprzed  temu  kompletowi.  Czyżby  podświadomie  miała  nadzieję,  pragnęła  i 
przygotowywała się na to spotkanie z nim? 

— Kerry, nie zakładaj dzisiaj stanika — poprosił, zsuwając się z łóżka. Momentalnie znalazł się przy 
niej.  Objął  dłoomi  jej  biodra,  a  palce  wsunął  pod  gumkę  majtek.  —  Chcę  mied  świadomośd  twej 
nagości pod bluzką i tego, że mogę dotknąd twego ciała, gdy będę tego chciał. 

Położył  dłoo  na  jej  piersi  i  Kerry oparła  się o  niego.  Czuła  się  przy  nim  taka  kobieca  i  atrakcyjna. 
Żaden  inny  mężczyzna  nie  dał  jej  tego  nigdy  odczud  i  Kerry  wręcz  upajała  się  tym  nowym 
odkryciem. 

background image

Wybrała z szafy jasnokremowe spodnie i trochę od nich ciemniejszą bluzkę. Po raz pierwszy w życiu 
nie miała na sobie stanika. Czesała się właśnie, gdy zabrzmiał dzwonek u drzwi. 

— Kerry, to ja — usłyszała znajomy głos. 

— Czy to do niej należał ten okropny romans? — zapytał Steele. 

Siedział ubrany na łóżku i przyglądał się Kerry szczotkującej włosy. Skinęła głową, a on westchnął 
głęboko. Znowu usłyszeli dzwonek i głos Niny, tym razem głośniejszy. 

— Kerry, jesteś tam w ogóle? Kerry odłożyła szczotkę. 

— Chyba lepiej otworzę. 

—  Jeśli  nie  ma  tu  wyjścia  awaryjnego,  przez  które  moglibyśmy  się  wymknąd,  to  raczej  nie  masz 
wyboru. Bez wątpienia jest ona upartym typem i będzie koczowała pod drzwiami, byleby cię tylko 
dorwad. 

— Coś takiego, nie wiedziałam, że znasz Ninę tak dobrze. — Rzuciła mu figlarny uśmiech, kierując 
się w stronę drzwi. Steele poszedł za nią, chod nie miał zbyt zadowolonej miny. 

Nina miała przekomiczny wyraz twarzy, gdy ujrzała Steele'a, ale Kerry wcale nie było do śmiechu. 
Steele wyglądał na zirytowanego jej wtargnięciem. 

— Nie do wiary! Steele Gray! Tutaj! — Nina nie zauważyła nawet Kerry stojącej przy drzwiach, tak 
zelektryzował  ją  jego  widok.  —  Słyszałam  coś  w  szkole,  ale  nie  chciało  mi  się  wierzyd.  Teraz  się 
przekonałam. 

Z podziwem wpatrywała się w Steele'a. 

— Nina Tarasi. Sama też jestem pisarką. Początkującą. 

— Wiem — skomentował krótko. — Czytałem w Nowym Jorku jeden z twoich romansów. 

Kerry drgnęła na tę obcesowośd, ale Nina nie dostrzegła jego braku zainteresowania. 

— Właśnie wychodziliśmy na kolację. — Kerry czuła się w obowiązku wyjaśnid sytuację. 

— Nie będę was zatrzymywad. Steele, czy mogłabym porozmawiad jeszcze z tobą, zanim wrócisz do 
Nowego  Jorku?  Mam  pomysł  na  nowy  romans  i  chciałam  go  przedstawid  twojej  siostrze  w 
wydawnictwie. 

—  Przykro  mi,  ale  nie  mam  zwyczaju  mieszad  spraw  prywatnych  i  zawodowych  —  odpowiedział 
chłodno i zdecydowanie. — Moja siostra również. 

Kerry  nie  mogła  tego  dłużej  wytrzymad.  Jako  środkowe  dziecko  spędziła  dzieciostwo,  starając  się 
zadowolid wszystkich wokoło i zawiedziona mina Niny wywołała w niej odpowiednią reakcję. 

background image

—  Ale  dla  mojej  przyjaciółki  mógłbyś  raz  zrobid  wyjątek,  prawda,  Steele?  Może  przynajmniej 
rzuciłbyś okiem na ten... hm... pomysł? — poprosiła. 

— Co napisałaś, Nino? 

— Zarys i trzy pierwsze rozdziały — szybko powiedziała Nina. — I tym razem na pewno trafiłam w 
dziesiątkę. Moja bohaterka jest po prostu wyjątkowa. Prowadzi ogród zoologiczny. 

— Co takiego? — Kerry wpatrywała się w swoją przyjaciółkę oczami okrągłymi ze zdumienia. 

—  Prowadzi  zoo  —  powtórzyła  zadowolona  z  siebie  Nina.  —  To  dopiero  oryginalne,  prawda? 
Bohaterem  jest  myśliwy  z prawdziwego  zdarzenia. Dzięki  temu  napięcie  sięgnie  zenitu, a  konflikt 
istnieje  od  początku.  Ona  chce  mied  w  swoim  zoo  żywe  zwierzęta,  a  on  je  zabija  i  ich  głowami 
dekoruje ściany swego gabinetu. Pomyślałam o wszystkim: o patosie, namiętności i seksie. 

Steele  przełknął  ślinę  i  Kerry  spojrzała  na  niego  błagalnie.  Widziała  już  ten  dziwny  uśmieszek 
czający się w jego oczach. Jej też zbierało się na śmiech, ale nie mogli przecież zrobid tego Ninie. Za 
wszelką cenę musiała się opanowad. 

— Jeśli zostajesz na noc, przyniosę ci jutro rano to, co napisałam — badała Nina. 

—  Tak,  będę  tutaj  spał  —  pewnym  tonem  powiedział  Steele,  czekając  na  reakcję  Kerry.  Nie 
zaprzeczyła. — Ale przynieś to lepiej teraz, Nino. — Nie spuszczał wzroku z Kerry. — Nie wiem, o 
której jutro wstaniemy. — Uśmiechnął się na widok zaróżowionych policzków Kerry. 

— Super! — Nina była w siódmym niebie, w ogóle nie trafił do niej sens tego, co powiedział Steele 
ani  reakcja  Kerry.  —  Zobaczysz,  to  będzie  prawdziwy  hit.  W  pierwszym  rozdziale  mam  jedną 
niesamowicie  ostrą  scenę.  Bohater  i  bohaterka  obserwują  małpy  parzące  się  w  klatce  i  nagle 
porywa ich dzika, zwierzęca wprost namiętnośd. Ta analogia, sama muszę przyznad, bardzo mi się 
udała. 

— Nino, jesteś fenomenalna — sucho stwierdziła Kerry. 

— Czy wiesz, jak duży dług u mnie zaciągnęłaś? — szepnął jej Steele do ucha, gdy Nina odwróciła 
się  i  poszła  po  maszynopis.  Stał  tuż  za  jej  plecami,  oddechem muskając  jej  włosy.  —  To  było  dla 
mnie zawsze święte, żeby nie zadawad się z początkującymi pisarzami, szczególnie pisarkami, które 
przeze mnie chciały trafid do mojej siostry. Robię tym razem bezprecedensowy wyjątek, Kerry. 

Kerry przylgnęła do niego całym swym ciepłym ciałem. 

— Ale ponieważ to ty mnie prosisz, Deborah dostanie tę okropnośd. Dalej jednak romans musi się 
obronid sam. Szanse ma marne, wiemy to oboje — dodał. 

—  Dziękuję,  Steele.  —  Kerry  podała  mu  ręce  i  ich  palce  splotły  się.  —  Kto  wie?  Może  to 
rzeczywiście będzie hit? — dodała mało przekonująco. 

— Z namiętną sceną przed klatką z małpami? Żartujesz chyba. Poczekaj, aż Deborah to przeczyta! 

background image

Kerry spojrzała mu w oczy. 

— Potraktuj to jako rewanż za to, że zrobiła z ciebie nagrodę na zjeździe. 

— Wtedy musiałbym się jej inaczej zrewanżowad — powiedział cicho i poważnie Steele. — Gdybym 
nie był tą nagrodą, nigdy bym cię nie spotkał. 

Byli o krok od pocałunku, kiedy znów wpadła Nina ze stosem kartek. Steele rzucił jej piorunujące 
spojrzenie, ale do Niny i tak ono nie dotarło. 

— Oto moje dzieło — rzuciła pełna optymizmu. — Przyjemnej lektury i smacznego! 

Kerry bała się spojrzed na Steele'a. 

 

—  Według  Tygodnika  Filadelfijskiego  w  South  Philly  jest  więcej  Włochów  niż  w  Rzymie  — 
poinformowała Steele'a Kerry. Jechali zatłoczonymi o tej porze ulicami południowej Filadelfii. — A 
jedzenie tutaj jest tak dobre jak we Włoszech — dodała z odrobiną dumy. 

Dojechali  do  Trójkątnej  Tawerny,  która  tez  była  bardzo  zatłoczona,  pełna  miejscowych  i 
przyjezdnych  smakoszy.  Po  zamówieniu  ulubionych  dao  rozsiedl  się  wygodnie  w  oczekiwaniu  na 
jedzenie. Steele dużo milczał podczas jazdy autem i przy kolacji. To właściwie Kerry podtrzymywała 
ciągle  rozmowę  i  ku  jej  zdziwieniu  nie  miała  z  tym  żadnych  problemów.  Dyskutowali  o  sporcie, 
filmie,  litera  turze,  a  także  o  polityce.  Z  zaskoczeniem  odkryli,  że  wielokrotnie  opinie  ich  się 
pokrywały. Jak dwoje tak różnych ludzi mogło się do tego stopnia zgadzad? 

Dopiero przy deserze Steele skierował rozmowę na poważniejsze tory. 

—  Zastanawiałem  się,  dlaczego  wyróżniona  absolwentka  wyższej  uczelni  pracuje  jako 
przedszkolanka  w  szkole  paostwowej,  w  małym  miasteczku.  —  Dolał  wina  do  kieliszków.  —  Nie 
obraź się, ale to chyba marnowanie twoich zdolności, Kerry. 

—  Twoja  postawa  jest  bardzo  typowa.  —  Posłała  mu  ledwo  widoczny  uśmiech.  —  Gdyby  w 
szkołach  paostwowych  uczyli  tylko  przeciętni,  albo  co  gorsza,  trzeciorzędni  nauczyciele,  to  jakie 
wykształcenie otrzymałaby większośd dzieci? 

— Masz rację; o tym nie pomyślałem. 

— Ja naprawdę kocham moją pracę. Lubię dzieci, szkołę i Oak View. Jedynie... — Spojrzała w bok. 
Prawie wyznała mu coś, co sobie dopiero ostatnio uświadomiła. 

— Jedynie? — chciał wiedzied Steele. Kerry westchnęła. 

— Czasami wydaje mi się, że wszystko jest takie łatwe i proste. 

background image

— Wiem, co to znaczy. — Uśmiechnął się do niej. — A co byś chciała zmienid? 

— Bardziej interesujące byłoby uczenie w szkołach miejskich, na przykład w Camden czy Filadelfii. 

—  Albo w  Nowym Jorku —  wtrącił  Steele.  — Myślałaś  kiedyś o prywatnych szkołach? W Nowym 
Jorku jest kilka naprawdę dobrych, a z twoimi kwalifikacjami mogłabyś... 

—  Gdybym  mieszkała  w  Nowym  Jorku,  nadal  wolałabym  pracowad  w  szkole  paostwowej. 
Prawdopodobnie brzmi to przekornie i idealistycznie, ale temu właśnie się poświęciłam. — Spuściła 
wzrok, mając nadzieję, że Steele nie uzna jej za śmieszną. 

— Przekornie i idealistycznie? — Zamyślił się. — Wcale nie. Po prostu masz swoje zasady. Dlatego 
cię szanuję. — Sięgnął po jej rękę. — Powiedziałaś dokładnie to, co chciałem od ciebie usłyszed — 
dokooczył zadowolony. 

Szli spacerkiem do auta, które zaparkowali kilka przecznic od restauracji. Nie mówili o tym, ale było 
jasne, że Steele będzie u niej nocował. Zatrzymali się w otwartej przez całą dobę drogerii, by kupid 
dla niego szczoteczkę do zębów i przybory do golenia. 

Trzymając się za ręce, weszli razem do mieszkania. Jej ciało pulsowało, gdy Steele przyciągnął ją do 
siebie i lekko pocałował w usta. 

— Czy mogę cię zanieśd do łóżka, maleostwo? 

Jego głos przenosił ją w inny świat, świat ciepła i słabości, krainę miłości i pożądania. 

— Tak, Steele, proszę. 

Uniósł ją i przeniósł do cichej, zaciemnionej sypialni. Kerry śniła najbardziej ekscytujący i erotyczny 
sen  swego  życia.  Steele  odkrywał  najdrobniejsze  fragmenty  jej  ciała  swymi  ustami  i  opuszkami 
palców. Jej kark, dekolt, piersi i brzuch — nie było miejsca, którego by nie dotykał, nie całował, nie 
pieścił. Kerry jęknęła i otworzyła oczy. 

Jednak nie śniła. Steele naprawdę był przy niej, czuła jego pieszczoty. Bez słowa, patrząc prosto w 
oczy, rozsunął jej uda. Tak bardzo ją podniecił, że wystarczyły sekundy, aby pochłonęła ją otchłao 
zapomnienia. 

Z cichego zadowolenia w ramionach Steele'a wyrwał ją natarczywy dźwięk telefonu. 

—  To  pewnie  Nina  —  mruknęła,  sięgając  po  słuchawkę.  —  Nikt  inny  nie  dzwoniłby  za  kwadrans 
ósma w sobotni poranek. 

Steele żachnął się i zakrył głowę poduszką. Kerry podniosła słuchawkę... i o mało nie upuściła jej, 
słysząc głos swojej babki. 

— Babciu! 

background image

Dech jej zaparło i zadrżała. Głowa Steele'a wynurzyła się spod poduszki. Kerry była wstrząśnięta. Jej 
surowa,  starodawna  babka  nigdy  by  nie  zadzwoniła  o  takiej  porze  bez  istotnego  powodu.  A  ona 
akurat leży naga w ramionach Steele'a 

—  Kerry, twoja matka  prosiła,  bym  do ciebie  zadzwoniła.  Sama  jest  zajęta  sprzątaniem,  a  potem 
musi jeszcze zrobid zakupy — krótko wyjaśniła babka  O`Kaye. 

W uszach Kerry zabrzmiało to jak wstęp do czegoś gorszego. Wzięła głęboki oddech. 

—  Kto  zmarł,  babciu?  —  „Oby  tylko  nie  któryś  z  kuzynów  —  modliła  się  —  lub  jakaś  ciotka".  Za 
wujkiem Frankiem nie tęskniłaby tak bardzo. 

—  Nikt  nie  umarł  —  zachichotała  babka    O`Kaye.  —  Chodzi  o  inną  uroczystośd,  dziecko.  Twoja 
siostra Erin dostała od swego przyjaciela pierścionek zaręczynowy. 

— Przyjaciel Erin? — powtórzyła Kerry zdumiona. — Który? — Kiedy ostatnim razem rozmawiała z 
bliźniaczkami, chodziły akurat z trzema facetami naraz. 

— Młody człowiek, Tom Summers. Twoja matka mówiła zdaje się, że jest on kuratorem społecznym 
w Waszyngtonie. Znają się z Erin już chyba od miesięcy. 

— Kurator? — Kerry wydało się to nieprawdopodobne. Babcia pewnie się przesłyszała. Erin i Ellen 
nie spotykały się z tego typu ludźmi. 

Steele zaczynał  się  niecierpliwid  obok  niej. Całował skórę jej  nagiego ramienia, bawił  się włosami 
Kerry.  Usiadła  na  łóżku,  owijając  się  szczelnie  prześcieradłem.  Nie  mogła  przecież  pozwolid 
podniecad się podczas rozmowy telefonicznej z własną babką! 

Babcia natomiast nadal mówiła, nieświadoma zakłopotania wnuczki. 

— Erin przyjeżdża dzisiaj do domu z tym młodym człowiekiem. Powinni tutaj byd około pierwszej w 
południe. Wujek Jack i ciotka Ann wydają wieczorem na ich cześd  przyjęcie. Mamy nadzieję, że ty 
też przyjedziesz. 

— Naturalnie, babciu, będę na czas. — Prześcieradło nie stanowiło dla Steele'a żadnej przeszkody. 
Usiadł i zaczął masowad jej kark. Kerry zamknęła oczy, czując ukłucia tysięcy cienkich igiełek. — Do 
zobaczenia. Dziękuję za telefon, babciu. 

— Jedziesz do Wilkes-Barre — domyślił się Steele, gdy Kerry odkładała słuchawkę na widełki. 

Skinęła głową. 

— Zdaje się, że moja siostra zaręczyła się z jakimś kuratorem — powiedziała zamyślona. 

— I to cię dziwi? 

background image

—  Naturalnie.  To  byłaby  może  dobra  partia  dla  mnie.  Erin  i  Ellen  zwykle  randkują  z  pilotami, 
członkami Kongresu i właścicielami koni wyścigowych. — Kerry potrząsnęła głową, sięgając po swój 
żółty szlafroczek. — Babcia na pewno coś przekręciła. 

—  Może  siostrzyczka  Erin  zakochała  się  wreszcie  i  nie  ma  dla  niej  znaczenia,  że  on  jest  ubogim 
kuratorem — zasugerował Steele. 

— Pod warunkiem, że ten facet jest skooczonym Adonisem. Erin zawsze miała słabośd do mężczyzn 
o  greckim  typie  urody.  Może  uroda  jej  narzeczonego  przesłoniła  jego  niskie  dochody  — 
powątpiewająco skomentowała Kerry. 

—  Stałaś  się  cyniczna,  panno    O`Kaye.  Czyżbyś  zapomniała,  że  prawdziwa  miłośd  nie  zważa  na 
piękno i pieniądze? 

Wiedziała,  że  Steele  jest  teraz  sarkastyczny.  Przecież  sam  jego  powieściowy  odpowiednik,  Rodd 
Hardwick stwierdził, że w dzisiejszym świecie romantyczna miłośd nie ma racji bytu! Istnieje tylko 
obustronna  zależnośd  ubrana  w  iluzję.  Powtórzyła  Steele'owi  tę  definicję,  zadowolona  ze 
skojarzenia i czekała na jego aprobujący uśmiech. Ale on się nie uśmiechał. 

—  Kerry,  Rodd  Hardwick  jest  wymyśloną  postacią  literacką,  kimś,  kogo  stworzyłem,  gdy  miałem 
niewiele ponad dwadzieścia lat. Nie przypisałabyś Ninie cech jej wyuzdanych bohaterek, prawda? 

Kerry zdjęła z pawlacza walizkę i otworzyła ją na łóżku. 

— Oczywiście, że nie. Ale to co innego. 

—  Kerry,  fikcja  pozostaje  fikcją  bez  względu  na  gatunek  literacki.—  Wyszedł  z  łóżka,  wspaniały  i 
bezwstydnie nagi. 

Przez chwilę oczy Kerry przylgnęły do niego, jakby chciała nauczyd się na pamięd tego prawdziwie 
męskiego  ciała,  poczynając  od  muskularnych  nóg,  a  koocząc  na  zmierzwionych  włosach  głowy. 
Nagle  zrobiło  jej  się  smutno.  Właściwie  niespodziewanie  otrzymała  ten  podarunek:  kilkanaście 
godzin,  które  mogła  z  nim  spędzid.  Za  to  była  mu  wdzięczna.  Pozostaną  jej  wspomnienia.  Ale  co 
dalej? Spędził z nią noc i cel jego wycieczki do Oak View został osiągnięty. Czy wystarczająco się nią 
nasycił, aby zapomnied? To dziwne, ale ta teoria Cola Staplewooda w jej przypadku wcale się nie 
sprawdziła.  Wręcz  przeciwnie:  im  więc  czasu  spędzała  ze  Steele'em,  tym  głębsze  stawało  się  jej 
uczucie. 

Narastał w niej bolesny smutek. Musiała przyznad w duchu, że beznadziejnie się w nim zakochała. I 
nie myliła teraz seksu z miłością ani nie wyobrażała sobie przy tym przygody czy romansu. Kochała 
go, naprawdę go kochała. Ekipa ze „Śmiertelnych" wyśmiałaby zapewne jej wyznanie i uciekłaby w 
przeciwnym kierunku z szybkością, na którą pozwoliłyby im ich sportowe auta. Kerry nie wątpiła w 
to, że takiej samej reakcji może oczekiwad od Steele'a. Nie będzie na tyle głupia, aby mu wyznad 
swoje  uczucie.  I  tak  już  jechali  w  różne  strony:  ona  do  swojej  rodziny  w  Wilkes-Barre,  a  on  do 
swego nęcącego życia w Nowym Jorku. 

background image

— Lepiej weźmy teraz prysznic i pospieszmy się z ubieraniem. — Steele objął ją w talii i przytulił do 
swego boku. — Śniadanie zjemy po drodze. 

Nie potrafiła mu się oprzed. Na pewno będzie chciał się z nią kochad pod prysznicem; w każdej jego 
książce  przeczytad  można  chociaż  jedną  namiętną  scenę  łazienkową.  Zdziwiła  się  jednak,  może 
nawet  rozczarowała,  bowiem  Steele  namydlił  tylko  ją  i  siebie,  po  czym  spłukał  po  prostu  silnym 
strumieniem wody. To wszystko. 

Kerry  założyła  jedną  ze  swoich  nowych,  bawełnianych  sukienek  w  kolorze  głębokiej  zieleni,  z 
szerokim  paskiem.  Steele  wyglądał  we  wczorajszym  garniturze  atrakcyjnie  i  świeżo  jak  zwykle. 
Poczuła  nową  falę  tęsknoty.  Gdyby  tak  mogli  spędzid  we  dwoje  cały  weekend!  Uznawała  swe 
obowiązki  wobec  rodziny  i  wiedziała,  że  jedynie  operacja  chirurgiczna  byłaby  wystarczającym 
powodem  nieobecności  na  uroczystości  rodzinnej.  Ale,  dobry  Boże,  jak  bardzo  pragnęła  zamiast 
tego  pozostad  ze  Steele'em!  Widziała  go  na  pewno  po  raz  ostatni.  Wróci  do  Nowego  Jorku  i 
zapomni o niej. Tego Kerry była pewna. 

—  Wyglądasz  prześlicznie,  Kerry.  —  Steele  obdarzył  ją  promiennym  uśmiechem,  przygładzając 
niesforne pasemko włosów na jej skroni. Schylił się i leciutko dotknął ustami jej ust.  — Wszystko 
zapakowane, słoneczko? Włożę twoją walizkę do samochodu. 

Marzyła o dłuższym pocałunku, ale Steele już się  odwrócił  i zabierał walizkę z łóżka. Schodziła za 
nim po schodach jak na szafot. Zobaczyła, że wkłada jej walizkę do swego porsche. 

— Tu jest mój samochód. — Wskazała na pięcioletniego szarego forda. 

— Pojedziemy moim. — Otworzył jej drzwi po stronie pasażera. — Wsiadaj, kochanie. 

— Jedziesz... jedziesz ze mną? — Kerry gapiła się na niego w osłupieniu. — Do Wilkes-Barre? 

Wzruszył ramionami. 

—  Jestem  ciekawy,  kogo  ta  niezrównana  Erin  przyprowadzi  do  domu,  aby  przedstawid  rodzinie 
O'Kaye. 

Kerry wydawało się, że rozumie. Może. Próbowała się uśmiechnąd. 

— Żartujesz, oczywiście. 

—  Nie  sądzę,  aby  weekend  w  Wilkes-Barre  mógł  byd  tematem  do  żartów.  A  już  zaczynałem  się 
przyzwyczajad do życia w Oak  View.  —  Gestem zaprosił ją do auta.  — Lepiej już ruszajmy, Kerry. 
Chcę się jeszcze zatrzymad na śniadanie. 

Stała jak wrośnięta w ziemię. 

— Ale dlaczego, Steele? 

background image

— Dlaczego chcę się zatrzymad na śniadanie? Bo umieram z głodu, z tego prostego powodu. Jak to 
wczoraj powiedziałaś? Pora uzupełnid zapasy. 

Ich  oczy,  jej  duże,  bursztynowo  zielone  i  jego  szelmowskie,  błękitne,  spotkały  się  na  ułamek 
sekundy. 

— Steele, bez żartów. Naprawdę jedziesz ze mną? A jeśli tak, to dlaczego? 

Zaśmiał się krótko. 

— Zupełnie, jakbyś nie wiedziała. 

Naprawdę nie miała pojęcia. Nawet w jego książkach nie znalazłaby na to odpowiedzi. Żaden z jego 
bohaterów nie pojechał nigdy z kobietą w odwiedziny do jej rodziny w małym miasteczku. 

—  Steele  —  zaczęła  —  jeśli  przyjadę  z  tobą...  —  nerwowo  przygryzała  dolną  wargę.  —  ...rodzina 
pomyśli... 

— Tak, rodzina będzie myślała — przerwał jej. — Madame, tak mnie pani do siebie przywiązała, że 
sam jeszcze nie wiem, jak to się stało. Zawsze uważałem się za mistrza strategii, ale ty byłaś ciągle 
krok przede mną, czyż nie? 

Kerry wpatrywała się w niego. 

— Naprawdę? 

—  Szaleję  za  tobą,  chyba  to  dostrzegasz,  Kerry.  —  Przyciągnął  ją  do  siebie  i  pocałował  mocno, 
namiętnie. Żachnęła się, gdy oderwał swe usta. — Czas w drogę, najmilsza. — Pomógł jej wsiąśd do 
auta i sam usiadł za kierownicą. 

Kerry  powtarzała  sobie  w  myślach  jego  słowa,  ciągle  od  nowa.  Jej  serce  wypełniło  się  radością. 
Powiedział: „Szaleję za tobą, Kerry" I zdecydował się pojechał do Wilkes-Barre i poznad jej rodzinę, 
byleby  tylko  z  nią  byd.  To  zupełnie  nie  pasowało  do  jej  obrazu  Steele'a:  kosmopolitycznego 
kawalera kochającego wolnośd. 

Jej podniecenie rosło. Czyżby mogła mied nadzieję? 

Romantyczna optymistka w jej duszy mówiła, że tak. Potem jednak odezwała się jej druga natura, 
racjonalna i pesymistyczna, przypominając jej, jak bardzo się między sobą pod każdym względem 
różnili. Dla Steele'a mogła byd jedynie tymczasową rozrywką. Bardzo krótką. Przygodą. Nie wolno 
jej o tym zapominad. 

Minęło południe, gdy zjawili się w Wilkes-Barre. Gości honorowych jeszcze nie było. Rodzice Kerry, 
Kate  i  Martin  O'Kaye,  stali  milczący  i  zdumieni,  gdy  ich  córka  weszła  do  domu  rodzinnego  z 
mężczyzną.  Kerry  dopełniła  prezentacji,  ale  jej  zwykle  tak  rozmowni  rodzice  nadal  nie  mogli  się 
otrząsnąd  z  wrażenia.  Rozumiała  ich  niedowierzanie.  Cóż  mógł  robid  bogaty,  sławny  pisarz  w 

background image

Wilkes-Barre z ich córką, Kerry O'Kaye? Powinna była ich uprzedzid, zadzwonid przed wyjazdem, ale 
nie miała na to czasu. Ją to również zdziwiło, gdy dowiedziała się, że Steele z nią jedzie. 

W  koocu  Marty  O'Kaye  na  tyle  się  opanował,  aby  zaproponowad  gościowi  piwo  i  poprosid  go  do 
małego, schludnego saloniku. Na ścianach i małych stoliczkach tłoczyły się fotografie czterech córek 
paostwa O'Kaye w różnym wieku, portret ślubny Moniki oraz małe zdjęcia jej obydwu synów. 

—  Śliczna  jak  laleczka  —  powiedział  Steele  rozrzewniony,  wpatrując  się  w  fotografię  czterech 
siostrzyczek w takich samych sukienkach. — Taka poważna twarz i duże, szeroko otwarte oczy. 

Po raz pierwszy ktoś wyróżnił Kerry, a nie jej trzy piękne siostry. Filiżanka Kate  O`Kaye uderzyła o 
spodek. Martin  O`Kaye jednym haustem opróżnił szklankę i poprosił o jeszcze jedno piwo. Wtedy 
pojawiła się babcia  O`Kaye. Matka Kerry pospieszyła przywitad ją w hallu i powiadomid o obecności 
gościa. 

—  Mówisz,  że  Kerry  zjawiła  się  z  mężczyzną?  —  Gromki  głos  babci  O`Kaye  wypełnił  cały  dom. 
Siedząc  na  kanapie  obok  Steele'a,  Kerry  jęknęła  zawstydzona.  —  Ale  to  przecież  Erin  miała 
przyjechad ze swoim narzeczonym. 

Kate  O`Kaye wprowadziła do środka swoją teściową i przedstawiła ją Steele'owi. 

— Niech mi teraz ktoś powie, że ty nie jesteś sprytna, Kerry Kathleen  O`Kaye — zaśmiała się Norah 
Ó'Kaye przewrotnie. — W koocu pokazałaś twoim siostrom. 

Steele roześmiał się szczerze i głośno. Na twarzy Kerry odmalowało się przerażenie. 

— Ależ babciu, ja wcale... 

— Kerry jest najmądrzejsza w całej rodzinie i zawsze była — przerwała jej babka z dumą w głosie. 
— Znalazł pan sobie świetną dziewczynę, panie Gray. Zdobyła dyplom z wyróżnieniem, a to nie byle 
co. 

— Zgadzam się z panią w zupełności — przyznał jej, spoglądając na Kerry z diabelskim błyskiem w 
oku. — Jest również ładna. Tak, proszę pani, ona ma wygląd i umysł. 

Kerry zrobiła się czerwona jak burak. 

— A do tego wyniosła z domu zdrowe zasady moralne — pompatycznie dodał Martin  O`Kaye. — 
Wszystkie moje córki są dobrymi dziewczętami. 

— Ależ tatusiu! — Kerry oniemiała. Jej rodzina w sposób żenująco oczywisty próbowała ją sprzedad 
Steele'owi.  „To  będzie  straszny  weekend"  —  zdała  sobie  sprawę,  od  razu  tracąc  humor.  Byli 
przecież  ze  Steele'em  w  pełni  świadomi  tego,  że  między  nimi  mogła  byd  mowa  jedynie  o  jakimś 
romansie.  Przez  starszą  generację  0'Kayów  jego  obecnośd  tutaj  będzie  jednak  interpretowana 
inaczej.  A  przecież  przyjedzie  jeszcze  Erin  z  narzeczonym.  Babcia  wcale  nie  była  taka  daleka  od 
prawdy...  Bliźniaczki  naprawdę  mogły  pomyśled,  że  chciała  je  przechytrzyd;  coś  takiego  jeszcze 
nigdy im się nie zdarzyło. 

background image

Pół godziny później przybyły jej siostry i salon opustoszał. Kerry została wreszcie ze Steele'em sam 
na sam. Spojrzała na niego i w udręce przewróciła oczami. 

—  Czuję  się,  jakbym  stała  na  aukcji  w  charakterze  towaru.  A  ciebie  traktują  jak  potencjalnego 
kupca. 

Steele zaśmiał się rozbawiony jej miną. 

 —  Nigdy  dotąd  nie  przedstawiłam  im  żadnego  mężczyzny  i  oni  po  prostu  wyciągnęli  fałszywe 
wnioski. — Kerry przygryzła wargę. 

 — Mnie się to również zdarzyło po raz pierwszy — mówił bardziej do siebie niż do Kerry. — Nigdy 
przedtem  nie  składałem  wizyty  rodzinie  kobiety,  którą  znałem.  —  Na  jego  twarzy  pojawił  się 
grymas. — Żadna nie miała odwagi mnie poprosid. 

 — Ja również tego nie zrobiłam — szybko wtrąciła Kerry. — Sam mi oznajmiłeś, że ze mną jedziesz. 

Był zły czy znudzony? Wolała nie zgadywad jego nastroju. 

 —  Na  wszystko  masz  zawsze  odpowiedź  —  westchnął  Steele.  —  Nie  mogę  za  tobą  nadążyd.  To 
chyba  słuszna  kara  za  to,  że  zadaję  się  z  absolwentką  summa  cum  laude.  —  Pochylił  się,  aby  ją 
objąd ramieniem. — Starsza pani ma rację, jesteś sprytną panną, Kerry Kathleen. 

Delikatnie wziął ją w ramiona i ich usta przywarły do siebie. Kerry walczyła tylko chwilę, potem już 
czas, miejsce i okoliczności przestały mied dla niej znaczenie. Nagle usłyszała znajomy głos: 

— No, tak! 

Odskoczyli od siebie na ten dźwięk. Na progu salonu stała Ellen  O`Kaye. Uniosła brwi w zdziwieniu, 
a zagadkowy uśmieszek błąkał się na jej twarzy. 

 —  Ależ nie przeszkadzajcie  sobie. Proszę  dalej. Macie  jeszcze  kilka chwil dla siebie,  zanim wejdą 
inni. 

Jak  zwykle  uderzyła  Kerry  niezwykła  uroda  jej  siostry.  Bardzo  ciemne  włosy  wspaniale  wyglądały 
przy jej hebanowej cerze. Duże, zielone oczy miały prawie odcieo szmaragdu. Szczyciła się prostym, 
kształtnym  nosem  i  zmysłowymi  ustami.  Erin  miała  urodę  swej  siostry  bliźniaczki,  a  Monika  była 
tylko ich starszą kopią. Kerry, w środku, nie dostało się nic z ich klasycznej piękności. 

Rzuciła Steele'owi ukradkowe spojrzenie, aby ocenid reakcję, jaką wywołał widok Ellen. Większośd 
mężczyzn gapiła się na nią i głupio się uśmiechała. Zapierało im po prostu dech, ale Steele popatrzył 
na nią dosłownie w przelocie. 

Podchodząc do Kerry, Ellen uścisnęła ją szybko i zwróciła swoje błyszczące, zielone oczy na Steełe'a. 

— Cześd, jestem Ellen. A ty musisz byd Steele Gray. 

background image

—  Dużo o tobie słyszałem od Kerry, Ellen  —  powiedział Steele, wzór uprzejmości.  —  Miło mi cię 
poznad. 

Ellen nie była przyzwyczajona do zdawkowej uprzejmości ze strony mężczyzn, których spotykała. 

— Ja również o tobie dużo słyszałam. Ale nie od Kerry. Czytałam o tobie w magazynach. Widziałam 
nawet twoją sypialnię. 

Kerry od razu przypomniała sobie ten numer Playboya. Kusiło ją, aby powiedzied  siostrze,  że  zna 
ten pałac uwodzenia z autopsji, ale zanim wydusiła z siebie słowo, Steele wymamrotał: 

— Na Boga! Lepiej nie mów nic na temat tego artykułu. To by zupełnie odstraszyło twoją rodzinę. 

Ellen zrzedła mina. 

—  Tak.  Tak.  Oczywiście. Nie powiem ani słowa.  —  Po czym dodała szybko:  —  Przeczytałam kilka 
twoich  książek.  Rodd  Hardwick  podoba  mi  się  najbardziej  ze  wszystkich  postaci  —  wyraźnie 
próbowała z nim flirtowad. — Jest dla mnie ideałem mężczyzny. 

— Twoim chyba nie jest, Kerry? — Steele'a nie interesowały poglądy Ellen. 

—  Cóż...  —  Kerry  próbowała  wygrad  na  czasie.  Jak  miała odpowiedzied?  —  Wydaje  mi  się,  że  go 
rozumiem, znam — powiedziała niezobowiązująco. 

To  była  prawda.  Znała  to  poprzez  Steele'a,  który  wydawał  się  chyba  Ellen  tak  idealny  jak  Rodd. 
Czyżby tak miał skooczyd się jej romans ze Steele'em? Że dzięki niej on się połączy z Ellen? Kerry 
zgarbiła się gwałtownie. 

W tym momencie do salonu wkroczyła reszta rodziny  O`Kaye'ów, stłoczona wokół Erin i szczupłego 
mężczyzny w okularach, którego ta trzymała pod ramię. Kerry otworzyła oczy ze zdumienia i aż się 
wyprostowała.  To  nie  mógł  byd  przecież  Tom  Summers,  narzeczony  Erin!  Żaden  z  niego  grecki 
bożek.  Uśmiechał  się  przyjemnie  i  zza  grubych  szkieł  patrzyły  brązowe oczy  pełne  dobroci,  ale  w 
gruncie rzeczy był nieciekawym mężczyzną, niewysokim i zbyt chudym. Zupełnie nie w typie Erin. 

Kerry  spojrzała  na  Steele'a,  przystojnego,  atrakcyjnego  mężczyznę,  roztaczającego  wokół  siebie 
jakąś specyficzną aurę. Uśmiechał się, zamienił z każdym z rodziny kilka zdao, czego zdenerwowany 
Tom Summers nie był w stanie zrobid. Popatrzyła na swoje piękne siostry i z powrotem na Steele'a. 
„Zdarzyło  się  tutaj  coś  bardzo  dziwnego  —  pomyślała.  —  To  ja  powinnam  stad  przy  boku  tego 
nieśmiałego Toma, gdzieś na bocznej scenie, a Erin lub Ellen przy Steele'u w świetle reflektorów" 
Kerry czuła się zdezorientowana. Jak sobie z tym poradzid? 

— Spróbujmy tortu, Kate — zaproponowała babcia  O`Kaye, dodając, że przepis  O`Kaye'ów na ten 
cytrynowy rarytas zdobył nagrodę i został opublikowany w miejscowej książce kucharskiej. 

Wszyscy zgromadzili się w salonie, aby porozmawiad przy schłodzonej herbacie i tym wspaniałym 
torcie.    O`Kaye'owie  lubili  rozmawiad,  nawet  bardzo.  Rywalizowali  w  opowiadaniu  anegdot  i 
historyjek:  ojciec  policyjnych,  matka  rodzinnych,  a  babcia  irlandzkich  legend  i  opowiastek 

background image

umoralniających. Bliźniaczki natomiast prześcigały się w opowiadaniu swoich przygód w powietrzu. 
Rozmowa u  O`Kaye'ów polegała na raczeniu się takimi tekstami. Kerry nie przypominała sobie, aby 
kiedykolwiek doszło do znaczącej wymiany zdao między nią a innymi członkami rodziny. 

Steele był w swoim żywiole. Opowiadaniami zdominował w koocu całą rodzinę. Kerry patrzyła na 
niego z podziwem. Ten, komu udało się zmusid do posłuchu klan O`Kaye'ów, to prawdziwy mistrz. 
Steele  po  prostu  przejął  ster.  Swoją  kolekcją  fascynujących  historyjek  rozbawił  ich  wszystkich  do 
łez. Kerry widziała, jak jej rodzina ulega jego nieodpartemu czarowi. 

Tom Summers siedział cicho, ale w koocu i jemu udało się zabrad głos. Z dużym poczuciem humoru 
i  jeszcze  większą  miłością  opowiedział  parę  zabawnych  historyjek  z  Erin  w  roli  głównej.  Erin 
trzymała go za rękę i przytulała się do niego na kanapie. Nie był greckim bożkiem, ale nie miało to 
chyba  dla  niej  znaczenia.  „Tom  wpatruje  się  w  nią  z  mieszaniną  dumy  i  zafascynowania"  — 
zauważyła Kerry. Czerpał zadowolenie z tego, że mógł się jej po prostu przyglądad i słuchad jej. 

Kerry  przypomniała  sobie  poprzednich  mężczyzn  Erin,  o  wyglądzie  gwiazd  filmowych  i 
olśniewających  zawodach.  Żaden  z  nich  jednak  nie  patrzył  na  Erin  z  takim  uczuciem  jak  Tom 
Summers.  Mimo  to  małżeostwo  pełnej  temperamentu  Erin  z  miłym  i  spokojnym  kuratorem 
społecznym  miało  dla  niej  tyle  sensu  co  romans  dynamicznego  Steele'a  z  sympatyczną,  cichą 
przedszkolanką jak ona. 

Wtedy właśnie Steele odwrócił się do niej i uśmiechnął szczerze. 

Odwzajemniła  jego  uśmiech.  Rozpogodziła  się  cała,  zadowolona  z  tej  nieoczekiwanej  chwili 
niemego  porozumienia.  Zaraz  potem  Erin  uśmiechnęła  się  do  Toma  i  Kerry  zobaczyła  na  jego 
twarzy odbicie tego samego ciepła, które sama czuła w uśmiechu Steele'a. Oto była Erin — gwiazda 
i Tom, podziwiający ją bez zawiści, zadowolony z uwagi, którą inni jej poświęcają. Był dumny z jej 
siły przyciągania i nie chciał wcale z nią rywalizowad. 

Gdyby  ktoś  odwrócił  tę  sytuację...  Oto  Steele  —  gwiazda  i  Kerry...  podziwiająca  go  bez  zawiści, 
zadowolona  z  uwagi,  którą  mu  inni  poświęcają...  dumna  z  jego  siły  przyciągania,  wcale  nie 
zamierzająca  z  nim  rywalizowad...  Kerry  wyprostowała  się,  czując,  że  dokonała  jakiegoś 
zaskakującego  odkrycia.  Czyżby  więc  Steele  i  Erin,  oboje  ekstrawertyczni,  jednak  do  siebie  nie 
pasowali? Czy konkurowaliby wiecznie ze sobą, każde żądne cichego podziwu, którego drugie nie 
jest w stanie dad? A Kerry i Tom, oboje zachwyceni, gdy mogą kąpad się w blasku cienia padającego 
od  partnera?  Oboje  nie  umieli  i  nie  chcieli  byd  w  centrum  zainteresowania.  Mając  tak  podobne 
charaktery, nie tworzyliby idealnej pary... 

Kerry  przyglądała  się  Ellen  flirtującej  ze  Steele'em.  Szok,  którego  doznała  na  widok  Erin  z 
niepozornym  mężczyzną,  sprawił,  że  zaczęła  zastanawiad  się  nad  doborem  partnerów.  Czy  dla 
takiego  mężczyzny  jak  Steele  w  ogóle  mogła  wchodzid  w  grę  kobieta  mniej  atrakcyjna  niż  ta 
wspaniała Elłen? 

Nagle w środku rozmowy Steele podniósł się. 

background image

—  Od  dłuższego  siedzenia  zawsze  dokucza  mi  kolano.  To  skutek  dawnego  wypadku  na  boisku 
sportowym  —  tłumaczył  zaskoczonej  rodzinie    O`Kaye'ów.  —  Chętnie  bym  się  przeszedł.  — 
Wyciągnął rękę do Kerry. — Pójdziesz ze mną, kochanie? 

Po raz pierwszy słyszała w ogóle, że mi$ kiedyś wypadek na boisku, ale podała mu rękę i wstała. 
Ellen również była już na nogach. 

— Trochę ruchu też mi się przyda. Pójdę z wami. 

Steele uśmiechnął się do niej swoim najbardziej rozbrajającym uśmiechem, tym, którym czarował 
panie na zjeździe. Ale od razu, tonem najbardziej uprzejmym, rzekł: 

— Nie tym razem, Ellen. Chciałbym pobyd teraz sam z Kerry. 

Zapadła  kompletna  cisza.  Odpowiedź  Steele'a  zaszokowała  dokładnie  wszystkich.  Wśród  tłumu 
świadków Steele Gray odmówił Ellen  O`Kaye na korzyśd jej siostry, Kerry. Babcia zaczęła się śmiad. 

— Ellen, jeśli potrzebujesz ruchu, możesz pozbierad naczynia ze stołu i zanieśd je do kuchni. Zmyj 
naczynia, a potem pomożesz mnie i matce obrad ziemniaki na sałatkę. 

Steele wyciągnął Kerry z domu. 

— Jaki to dawny wypadek? — zapytała sceptycznie. 

— Ta wymówka zwykle skutkuje — powiedział z uśmiechem. — Przejdźmy się do kiosku. — Stali na 
chodniku  przed  domem.  —  Mijaliśmy  go  w  drodze  do  ciebie.  To  musi  byd  chyba  dwie  lub  trzy 
przecznice stąd. 

Kerry przypomniały się dziecinne lata. 

—  Wydawaliśmy  tam  zawsze  całe  nasze  oszczędności  na  cukierki  i  komiksy.  —  Uśmiech  na  jej 
twarzy pojawił się i zniknął. — Steele, nie lubisz Ellen? 

— To pożeraczka mężczyzn — wyjaśnił wprost. — Podrywała mnie z subtelnością słonicy. 

Kerry zdziwiła się. 

— I to ci się nie podobało? 

—  Kerry,  przecież ona jest twoją siostrą. Jasne,  że  mi się  to nie podobało. A tobie? Może  trochę 
zbyt obcesowo ją potraktowałem przy wszystkich, ale naprawdę sobie na to zasłużyła. 

Kerry lekko potrząsnęła głową. Jej również nie przypadło do gustu, że Ellen flirtowała ze Steele'em, 
ale przypuszczała, że tak będzie i pogodziła się z tym. Ellen robiła to zawsze, z każdym nadającym 
się  do  tego  celu  mężczyzną.  Erin  również  miała  to  w  zwyczaju,  zanim  poznała  Toma.  Jedyną 
niespodzianką był brak pozytywnej reakcji ze strony Steele'a. „To jest jeden z najdziwniejszych dni 
w moim życiu — myślała Kerry. — Czuję się jak Alicja, gdy wpadła przez dziurę". 

background image

Steele wziął ją za rękę i mocno uścisnął. 

— Kerry, jak na osobę inteligentną, potrafisz byd czasami niezwykle niepojętna. 

W kiosku kupił im po batonie czekoladowym i jedli je powoli w drodze powrotnej do domu. 

— Kerry, kiedy kooczy się semestr w szkole? — zapytał nagle. 

— Za dwa tygodnie. Piętnasty jest ostatnim dniem. 

— Miałem nadzieję, że wcześniej. Wydaje mi się, że to cotygodniowe dojeżdżanie do ciebie mnie 
zmęczy. Chciałbym, abyś ciągle była przy mnie. 

Serce Kerry podskoczyło z radości. 

— Cały czas? — powtórzyła, ledwie wierząc w to, co dopiero usłyszała. 

— Moglibyśmy spędzid ze sobą lato, najdroższa. 

„Wcale nie jestem zaskoczona — powiedziała sobie stanowczo. — Mam nie zapominad, że to tylko 
romans. Zdaje się, że letni romans". 

—  Nie  wiem  —  asekurowała  się.  —  Właściwie  miałam  zamiar  pracowad  jako wychowawczyni  na 
obozie letnim, jak co roku. 

—  Nie  pozwolę  ci  odmówid  —  ostrzegł  ją.  —  Mam  wyspę  w  stanie  Nowy  Jork,  w  archipelagu 
Tysiąca Wysp w pobliżu Clayton. Zwykle jeżdżę tam, aby pisad, i chcę cię ze sobą zabrad. 

—  Tysiąc  Wysp?  —  Zaskoczył  ją  tym  miejscem.  —  Myślałam,  że  jakaś  modna  miejscowośd  typu 
Malibu byłaby bardziej w twoim guście. Tysiąc Wysp przyciągało ludzi mniej więcej sto lat temu. 

—  Szukałem  odosobnienia  i  zdecydowałem,  że  może  mi  to  zapewnid  moja  własna  wysepka.  — 
Uśmiechnął się kusząco. — Co nie znaczy, że nie ma tam luksusu. Dom jest całkowicie nowocześnie 
wyposażony,  łącznie  z  gorącą  wodą,  sauną  i  basenem.  Mam  również  dwie  łódki.  Czy  to  brzmi 
zachęcająco? 

—  Jak  idealna  kryjówka  dla  hedonistycznych  twardzieli  i  poszukiwaczy  przygód  w  stylu  Rodda 
Hardwicka i całej tej paczki. 

Steele jęknął z przesadą. 

—  Jeśli  nie  przestaniesz  mi  wypominad  tych  facetów,  nie  ponoszę  odpowiedzialności  za  moje 
czyn^—  spoważniał  nagle.  —  To  nie  będzie  zabawa,  Kerry.  Piszę  przynajmniej  sześd  godzin 
dziennie. To jest moja ostatnia książka w serii „Śmiertelnych"i powinna mi pójśd gładko. Wszystkie 
wieczory i weekendy poświęcę tobie. 

Kerry westchnęła, niepocieszona, że musi odmówid. Chyba musi... 

background image

—  Steele,  nie  mogę  z  tobą  jechad.  Zawsze  pracuję  podczas  wakacji,  aby  podreperowad  moje 
finanse. Potrzebuję po prostu dodatkowych dochodów. 

— Zajmę się twoimi wydatkami, najmilsza. W ogóle chcę się tobą opiekowad, Kerry. 

Doszli  teraz  do  domu    O`Kaye'ów. Kerry  stanęła  przed  bramą,  za  którą  widad  było  wybrukowane 
podwórko. 

— Nie mogę na to pozwolid, Steele. 

— Możesz, i zrobisz to, Kerry — powiedział to tonem nie znoszącym sprzeciwu. 

Nie miała ochoty się z nim kłócid. Tym bardziej że naprawdę niczego sobie bardziej nie życzyła niż 
tego, aby spędzid nadchodzące lato ze Steele'em na jego rajskiej wyspie. 

— Ale... Stałabym się wtedy twoją utrzymanką — zaprotestowała. 

Nie potrafiłaby tego przed sobą samą usprawiedliwid, a co dopiero powiedziałaby jej rodzina! 

—  Powinienem  był  wiedzied,  że  tak  się  to  skooczy,  z  twoją  skłonnością  do  definiowania  i 
stemplowania wszystkiego. — Skrzywił się. — Spójrz na to inaczej, Kerry. Będziesz się opiekowała 
Śrutem,  gotowała,  trochę  sprzątała  i  pilnowała,  abym  regularnie  pisał.  W  ten  sposób  zarobisz 
pieniądze. 

Kerry  nie wiedziała, co powiedzied. Gdybyż tylko nie  wspominał o zapłacie. Wiedziała, skąd wziął 
się ten pomysł opłacenia kobiety, z którą się żyje i mieszka pod jednym dachem. Jed Strager określił 
to bardzo cynicznie w „Śmiertelnej północy". 

Strager miał już dosyd roszczeo finansowych ze strony kobiet, więc wymyślił idealną metodę, aby 
tego  uniknąd.  Płacił  po  prostu  pensję  swoim  kochankom,  żądając  od  nich  pokwitowao.  W  ten 
sposób jego związki dla każdego sądu opierały się na zasadzie pracodawca-pracownik. Do tej pory 
metoda Jeda sprawdziła się w praktyce. 

Kerry patrzyła Steele'owi w oczy, ale widziała książkowego Jeda Stragera. Czy Steele miał szufladę, 
w której przechowywał pokwitowania od swoich kochanek? Czy dlatego zaproponował, że „zajmie 
się jej wydatkami", aby mied podkładkę, w razie gdyby go chciała skarżyd w sądzie? Czy uważał, że 
byłaby do tego zdolna? Kerry sama odpowiedziała sobie na to pytanie. Oczywiście, że tak uważał. 
Bohaterowie Steele'a wierzyli, że kobiety są zdolne do każdej podłości. A on ich stworzył... 

— Kochanie, należysz do mnie, jesteś moją kobietą. Muszę cię mied przy sobie. Żądaj, czego chcesz. 
Przyjmę każdy warunek. 

Przypuśdmy, że zażądałaby, aby ją poślubił. Uparłaby się, że spędzi z nim lato na wyspie tylko jako 
jego żona... Zniknąłby stąd tak szybko, że w ciągu sekundy jego porsche stałoby się już tylko małą 
plamką na horyzoncie. Do tego nie mogła dopuścid. Za bardzo go kochała, aby wymagad od niego 
małżeostwa za wspólny pobyt na wyspie. Ale nie może mu również pozwolid na to, aby jej zapłacił, 
obojętnie w jaki sposób! 

background image

— Steele, naprawdę nie mogę z tobą pojechad. 

— Możesz, Kerry. — Uśmiechnął się pewnie. — I założę się, że pojedziesz. 

 

10 

Zaręczynowe przyjęcie  Erin    O`Kaye  i Toma Summersa odbywało się w  domu wujka Jacka i ciotki 
Ann, największym w całym klanie  O`Kaye'ów. Spotkania rodzinne były raczej mało formalne, więc 
Kerry  założyła  swój  nowy  cytrynowy  komplet:  obcisłe  spodnie  i  bluzkę.  Miała  nadzieję,  że  nie 
wypadnie w nim zbyt swawolnie. Nigdy nie nosiła i nie posiadała przedtem takiego eleganckiego, 
połyskliwego stroju. Kiedy Steele ją w nim zobaczył, usłyszała cichy, aprobujący gwizd. Poczuła się 
tak wspaniała jak jej siostry. Babcia uniosła brwi, ale nie powiedziała ani słowa. Obecnośd Steele'a 
gwarantowała  Kerry  pewną  nietykalnośd  w  obrębie  rodziny,  to  się  czuło.  Gdy  go  już  nie  będzie, 
Kerry  i  tak  usłyszy  od  babci  zdrowe  kazanie  na  temat  tego  śmiałego  stroju.  Ale  przynajmniej  raz 
mogła postawid na swoim. 

Na przyjęcie przyszli również bliźniacy kuzynki Patrycji: identyczni trzylatkowie ubrani w czerwone 
kombinezony. Wszyscy po kolei musieli zgadywad, który z bliźniaków jest którym. Kerry pamiętała z 
dzieciostwa, że podobne zabawy urządzano z Erin i Ellen.  O`Kaye'owie delektowali się bliźniakami 
aż  do  przesady.  Gdy  Steele  nie  mógł  odróżnid  Ryana  od  Bryana,  odesłano  dzieci,  aby  pomęczyły 
Toma Summersa. 

— Wiesz, Kerry, te zgadywanki z bliźniakami są niesmaczne — zauważył Steele. — Wydaje mi się, 
że  to  wcale  niezdrowo  podkreślad  zewnętrzne  podobieostwo  do  tego  stopnia.  —  Zamyślił  się.  — 
Gdybym ja miał bliźniaki, starałbym się akcentowad ich odrębnośd, indywidualnośd. 

- Na temat wychowania bliźniaków istnieją różne teorie — wyjaśniła Kerry. Steele roześmiał się. 

—  Kto by pomyślał,  że będę  się wypowiadał na temat dzieci. Powinienem mniej mówid,  a więcej 
robid w tym kierunku i postarad się wreszcie o potomstwo. Chyba już wystarczająco dojrzałem do 
roli ojca. Wydaje mi się nawet, że by mi się ona podobała. 

Przyglądał  jej  się  ciepło  swoimi  niebieskimi  oczami.  Kerry  pamiętała  scenę  ze  „Śmiertelnego 
kłopotu". 

— Niestety nie możesz dad się sklonowad. Rodd Hardwiek uważał klonowanie za jedyną rozsądną 
drogę do ojcostwa — przypomniała mu mimochodem. — „Ciąża to stalowa pułapka, więc miejcie 
się na baczności, panowie", powiedział. 

— „Stalowa pułapka"... Kerry, co za okropna metafora! To musiała napisad Nina, nie ja. 

—  Nie, to ty. To było w „Śmiertelnym kłopocie". Rodd Hardwick ostrzegał  tymi słowami swojego 
młodszego agenta. 

background image

Steele żachnął się. 

— Czy pamiętasz również, na której stronie? Do licha, Kerry... 

— Steele, chciałabym pana o coś poprosid. — Obok nich stała ciotka Ann. — Moja córka Molly ma 
wprawdzie  dopiero  piętnaście  lat,  ale  pisuje  już  od  dłuższego  czasu  opowiadania.  Pan,  jako 
zawodowy  pisarz,  na  pewno  interesuje  się  młodymi  talentami.  Chętnie  pokażę  panu  kilka  jej 
utworów. 

Zniknął na najbliższą godzinę, a kiedy wrócił, otoczyli go mali kuzynowie Kerry. Była ich cała paczka i 
Steele  wyraźnie  się  im  spodobał.  Wyciągnęli  go  na  podwórko  i  zaczęli  się  bawid.  Wspinali  się  na 
niego i mocowali z nim, a wysiłki Kerry w celu uwolnienia go z ich rąk spełzły na niczym. 

Wyrwał  im  się  dopiero  wtedy,  gdy  ciotka  zażądała,  aby  wszyscy  zebrali  się  wokół  pianina  na 
wspólne muzykowanie. 

—  Czy  zawsze  to  tak  wygląda?  —  zapytał  Steele.  —  Mówi  się,  że  tak  liczne  rodziny  należą  do 
przeszłości. 

— Och, nie zawsze tak jest! — Kerry obdarzyła go słodkim uśmiechem. — Tylko w czasie ważnych 
świąt i wydarzeo rodzinnych typu chrzciny, wesele czy pogrzeb. 

— Niesamowite! — mruknął Steele i czuło się w tym słowie całą paletę odczud. 

Przyjęcie  skooczyło  się  krótko  po  północy  i  poszczególni    O`Kaye'owie  rozproszyli  się  po  swoich 
domostwach. W domu Martina i Kate rozdzielono już miejsca do spania. Tom Summers dostał sofę 
w  salonie,  a  bliźniaczki  i  Kerry  miały  spad  w  swoich  panieoskich  pokojach.  Steele  oznajmił 
wcześniej, że ma zamiar wynająd pokój w miejscowym zajeździe. Nie zaproponował Kerry, żeby mu 
towarzyszyła,  nie  pocałował  jej  nawet  na  dobranoc!  Podczas  gdy  Erin  i  Tom  stali  spleceni 
namiętnym uściskiem na ganku domu 

 O`Kaye'ów,  Steele  po  prostu  pogładził  ją  po  głowie  i  powiedział,  że  zobaczą  się  przy  śniadaniu. 
Wyglądało na to, że miał szaloną ochotę uciec od całego towarzystwa i Kerry naprawdę nie mogła 
go  za  to  winid.  Rodzinna  atmosfera  domu    O`Kaye'ów  mogłaby  zmęczyd  nawet  najbardziej 
towarzyskiego ekstrawertyka. 

Ułożyła  się  wygodnie  na  łóżku  w  małym  pokoiku,  który  dzieliła  kiedyś  ze  swoją  siostrą  Moniką. 
Obok słyszała rozmawiające i chichoczące bliźniaczki. „Niektóre rzeczy pozostały takie same, ale są 
też  takie,  które  się  drastycznie  zmieniły"  —  pomyślała  sennie.  Wydarzenia  dnia  wirowały  w  jej 
głowie: Erin, Tom, Ellen, Steele... babcia, zaplanowane wakacje na wyspie, Steele... 

Nieuchronnie jak bumerang jej myśli wracały do ukochanego. 

Usłyszała ciche pukanie do drzwi i zobaczyła Ellen i Erin stojące na progu. 

— Kerry, śpisz już? 

background image

Usiadła i włączyła nocną lampkę. Erin wyglądała czarująco w szlafroczku koloru brzoskwiniowego, a 
Ellen w swojej fioletowej bieliźnie wcale nie ustępowała jej wdziękiem. Wyglądały zupełnie tak, jak 
te wymyślone, piękne kobiety w powieściach Steele'a. 

Kerry, w swojej biało-niebieskiej piżamie z długim rękawem, nigdy nie mogłaby byd ozdobą sypialni 
Hardwicka, Dollarheada i całej tej czeredy. 

 —  Kerry,  chciałabym  cię  przeprosid  za  flirtowanie  ze  Steele'em.  —  Ellen  stała  w  drzwiach, 
ogarniając wzrokiem sylwetkę siostry siedzącej na łóżku. — Na wieczornym przyjęciu trzymałam się 
od niego z daleka — dodała jednak od razu. 

 —  Ale  tylko dlatego, że  to on sam okazywał  ci tyle samo zainteresowania co babci  —  prychnęła 
Erin. — Dostałaś nauczkę, Ellen. Ten facet jest zapatrzony w Kerry. 

 —  No  to  przynajmniej  dzięki  mnie  sprawdził  się,  nie?  —  Ellen  wyraźnie  poprawił  się  humor.  — 
Pomogłam mu udowodnid, że Kerry jest jedyną kobietą, która go interesuje. 

 — Mam przeczucie, że mnie prześcigniesz w drodze do ołtarza, Kerry — powiedziała Erin, rzucając 
się na puste łóżko Moniki. — Mama chce dużego wesela na biało, a Steele powiedział Tomowi, że 
nie chciałby brad udziału w takim cyrku. Założę się, że gdzieś uciekniecie i po cichu weźmiecie ślub. 

Kerry była zbyt uczciwa, aby udawad. 

—  Steele  chciał  pewnie  powiedzied,  że  dla  niego  każde  wesele  jest  cyrkiem  i  dlatego  nie  ma 
zamiaru  w  żadnym  brad  udziału  —  powiedziała  smutno.  —  Obawiam  się,  że  opacznie 
zrozumiałyście jego obecnośd tutaj. Nie tylko wy, chyba cała rodzina. To, co jest między nami, to po 
prostu... — Przełknęła ślinę, ale w koocu zdecydowała, że ze swoimi obytymi w świecie siostrami 
może pozwolid sobie na szczerośd. — ...zwykły romans. Steele'a nie pociągają długotrwałe związki. 
Jeśli czytałyście jego książki, to rozumiecie, o czym mówię. Jego słowami mówi Cole Staplewood: 
„Idea monogamii jest nieprzyzwoita". 

— Ależ Kerry, przecież to tylko bohater powieści! — zaprotestowała Erin. — Widziałam, jak Steele 
na  ciebie  patrzy.  On  cię  po  prostu  pożera  wzrokiem.  Ten  facet  cię  kocha,  Kerry.  Na  moim 
doświadczeniu możesz polegad. 

— A ja czytałam kilka jego książek — wtrąciła Ellen. 

— Przyznaję, że również pomieszałam autora z jego bohaterami, Kerry. Gdyby Steele naprawdę był 
tylko  legendarnym  Roddem  Hardwickiem,  to  dzisiejszej  nocy  dzieliłby  ten  pokój  w  zajeździe  ze 
mną.  Zamiast  tego  dał  mi  odprawę  na  oczach  całej  rodziny  i  pozostał  ci  wierny.  Znam  niewielu 
żonatych mężczyzn, którzy by się tak zachowali. 

— Poprosił mnie, abym spędziła z nim lato. — Kerry nie wiedziała, jak to się stało, że im to wyznała. 
Nie wspomniała tylko, że chciał jej za to zapłacid. Nawet bliźniaczki byłyby zaszokowane. 

— No tak! — triumfowała Erin. — Złapałaś go, Kerry. 

background image

—  On  nie  jest  płotką,  Erin.  A  ja  go  nie  złapałam.  Nie  wspominał  o  małżeostwie,  po  prostu  chce 
spędzid ze mną letnie wakacje, dla towarzystwa. — Kerry położyła się na poduszce, nagle zmęczona 
i przygnębiona. 

— Więc uprzyj się przy obrączkach — poradziła Ellen. 

— Prawdopodobnie oczekuje tego. I założę się o moją pensję, że jest gotów zapłacid tę cenę. 

— Nie chcę, aby mężczyzna czuł się w obowiązku płacid jakąś cenę, gdy mnie poślubia, Ellen. Takie 
małżeostwo niczego dobrego nie rokuje. A poza tym Steele na pewno nie chce się wiązad za żadną 
cenę — dodała szybko Kerry. Erin zamyśliła się. 

— Może lepiej nie upierad się przy obrączkach. Zgódź się na te wakacje z nim, Kerry. Zaskoczy go 
to, że taka słodka, rodzinnie nastawiona przedszkolanka nie żąda małżeostwa. Jeśli tego od ciebie 
oczekiwał,  poczuje  się  winny,  że  cię  kompromituje.  W  koocu  ten  facet  cię  kocha,  siostrzyczko. 
Oświadczy ci się w ciągu dwóch tygodni pobytu na wyspie. Stawiam na to moją pensję. 

— Macie obie szczęście, że się nie zakładam, bo straciłybyście masę ciężko zarobionych pieniędzy 
— powiedziała sucho Kerry. 

W  głębi  duszy  diabelskie  intrygi  bliźniaczek  przeraziły  ją.  Nie  można  przecież  tak  metodycznie  i 
chłodno  ukarto-wad  małżeostwa!  Powinno  ono  byd  naturalną  konsekwencją  wzajemnej  miłości 
dwojga ludzi. Czy to może znowu były wyobrażenia naiwnej i słodkiej przedszkolanki? 

Wykorzystała chwilę ciszy, aby zmienid temat rozmowy i odwrócid uwagę od siebie i Steele'a. 

—  Nie  słyszałam  nigdy,  jak  właściwie  poznałaś  Toma,  Erin?  —  Uśmiechnęła  się  zachęcająco  do 
swojej siostry. 

— Los — dramatycznie westchnęła Erin. — Karma. Kismet. Wypadek samochodowy. 

— Co takiego? 

—  Nie  zdążyła  zatrzymad  się  na  czerwonym  świetle  i  wpadła  na  samochód  biednego  Toma  — 
zachichotała El-len. 

— To był bardzo szczęśliwy wypadek — skomentowała Erin. — Zresztą, jestem ubezpieczona. Ale 
gdyby nie ten wypadek, nigdy nie poznałabym Toma. Obracamy się w zupełnie innych sferach. 

—  Tak  jak  ja  i  Steele  —  mruknęła  Kerry.  Trzeba  było  tego  przypadkowego  losowania,  aby  się 
spotkali. 

—  Wiesz,  z  Tomem  mogę  naprawdę  porozmawiad  —  mówiła  dalej  Erin  rozmarzona.  —  On  mnie 
szanuje  jako  osobę,  a  nie  tylko  dla  mojego  wyglądu.  Jest  pierwszym  i,  jak  dotąd,  jedynym 
mężczyzną,  który  by  mnie  nadal  kochał,  gdybym  nagle  w  ciągu  nocy  zbrzydła.  Jest  inteligentny, 
opiekuoczy, miły... 

background image

— Jednym słowem typ faceta, na którego nigdy byś dwa razy nie spojrzała, gdybyś ciągle jeszcze 
myślała o rozrywkach i była nadal tak powierzchowna jak ja — przerwała jej wesoło Ellen. 

Zaśmiały się wszystkie trzy, ale Erin szybko spoważniała. 

— Tom mnie naprawdę kocha, Kerry. I ja też go kocham. Wiem, że czekałam na niego całe życie. 

— Cieszę się, że go znalazłaś — szepnęła Kerry. 

—  Ja  też.  A  ponieważ  tak  bardzo  jestem  zakochana,  chętnie  gram  rolę  Kupidyna  i  swatam. 
Chciałabym, abyś wyszła za mąż za Steele'a. 

— Erin, wiem, że on się ze mną nie ożeni. 

— Zobaczymy. Jeśli nie usłyszę od ciebie albo od mamy, że jesteś z nim zaręczona w ciągu dwóch 
tygodni  od  waszego  przybycia  na  wyspę,  to...  —  Erin  uśmiechnęła  się  diabelsko.  —  ...już  on  ode 
mnie usłyszy. 

Kerry  posłała  jej  uśmiech  pełen  siostrzanej  miłości.  Erin  nie  mogła  sprawid,  żeby  Steele  jej  się 
oświadczył, ale ładnie z jej strony, że tak się tym przejęła. Po raz pierwszy Kerry czuła, że byd może 
pewnego dnia odnajdzie w swoich siostrach przyjaciółki. 

Tej  nocy  rozmawiały  ze  sobą  rzeczywiście  szczerze.  Nawet  gdyby  straciła  Steele'a,  pozostanie  jej 
przyjaźo sióstr. Pocieszyła ją ta myśl. 

— Jesteś bardzo cicha — stwierdził Steele, rzucając jej przelotne spojrzenie. Usiłował manewrowad 
swoim  porsche  na  zatłoczonej  autostradzie.  Wracali  do  Oak  View;  rodzinny  weekend  w  Wilkes-
Barre mieli już za sobą. 

— Lubię ciszę. Szczególnie po takim hałaśliwym dniu w gronie mojej rodziny — powiedziała Kerry. 

— Amen. Mnie również boli gardło od przekrzykiwania się przy stole, a ciało moje nosi jeszcze ślady 
kolan twoich kuzynów. To było dopiero przeżycie. 

— Typowy zjazd u O'Kaye'ow — zauważyła. — Tylko silni mogą przetrwad. Steele... czy bardzo się 
nudziłeś? 

— Cóż... — zastanawiał się. — Nie mógłbym tego powtarzad w każde większe święto. Może raz na 
jakiś czas. Najlepiej jak najrzadziej... 

Zapadła cisza. No tak, nie będzie musiał tego więcej przeżywad. Następna uroczystośd rodzinna to 
Święto  Dziękczynienia, a do tej pory  już na pewno zniknie z jej  życia. Wyobraziła sobie wszystkie 
ciotki  i  wujków,  gdy  pytają  ją  o  Steele'a.  Ta  męka  stanie  się  jej  przeznaczeniem  przez  następną 
dekadę. Musi nauczyd się z tym żyd. 

— Czy myślałaś o mojej propozycji? 

background image

—  Troszeczkę  —  skłamała.  Prawdę  mówiąc,  myślała  cały  czas  tylko  o  tym.  —  Musiałabym  to 
utrzymad w tajemnicy przed rodziną. Powiedziałam tylko bliźniaczkom. 

— A one były zdania, że powinnaś ze mną pojechad — domyślił się sprytnie. — Wiedziałem, że tak 
będzie. One są nowoczesnymi kobietami.  

—  Decyzję  podejmę  jednak  sama,  Steele  —  powiedziała  Kerry.  Nie  ucieszyłoby  go  to,  gdyby 
wiedział, jaki spisek przeciwko jego wolności uknuły te nowoczesne kobiety. — Przecież też jestem 
nowoczesną kobietą. 

— O nie, najdroższa, ty jesteś jak najbardziej staroświecka. — Zaśmiał się. 

— Romansuję z mężczyzną, który mnie nie kocha, tak? Mam zamiar okłamad moją rodzinę i spędzid 
lato z kochankiem. Czy można byd bardziej nowoczesnym? — zezłościła się Kerry. 

— Wreszcie. — Steele głośno wciągnął powietrze. — W porządku, panno  O`Kaye. Czekam. 

Kerry patrzyła na niego skonsternowana. 

— Na co? 

—  Jak  to!  Na  pewno  dwiczyłaś  tę  scenę  cały  weekend.  Chciałaś  mnie  na  czymś  złapad.  Cały  czas 
czepiałaś  się  moich  bohaterów.  To  był  pierwszy  krok.  A  teraz,  proszę,  krok  drugi.  Nie  chciałbym 
usłyszed zbyt długiego ultimatum. 

Nagle Kerry doznała olśnienia. Zobaczyła Ellen w fioletowej bieliźnie, gdy radzi jej upierad się przy 
małżeostwie. Zdaje się, że Steele naprawdę oczekiwał tego od niej. Jakież to smutne, że myślał tak 
o niej. Czyżby uważał, że zdolna jest do takich manipulacji? W ogóle jej nie rozumiał! „I ja także go 
nie rozumiem" — przyznała w duchu. Gdyby nie znała jego książkowych bohaterów, byłby dla niej 
tak niezrozumiały jak... jak ta rozmowa bez poprzedzającej jej rady Ellen. 

To wszystko było dla niej stanowczo zbyt skomplikowane. 

—  Kerry!  — Głos Steele'a zabrzmiał ostro.  —  Jeśli nie marzysz o mnie, to lepiej zejdź na ziemię i 
zażądaj, abym... — Przerwał nagle. — Sama wiesz. 

Nie  myślał  chyba,  że  jest  zdolna,  zażądad  od  niego,  aby  się  z  nią  ożeni!  tylko  po  to,  aby  mogli 
spędzid razem lato na wyspie! Jaka arogancja i brak delikatności, zupełnie jak u jego bohaterów. Jak 
mogłaby chcied małżeostwa z jakimkolwiek mężczyzną w takich okolicznościach? 

Kerry wyobraziła sobie wymarzone oświadczyny, takie, jakie zapewne nigdy nie będą jej udziałem. 
Mężczyzna  — który ją kocha tak,  jak ona kocha jego  —  prosi ją, aby go poślubiła, ponieważ jego 
życie bez niej nie ma sensu, bo chce z nią dzielid przyszłośd, która nie ma kooca. Nie uważałby tego 
za poświęcenie wolności i nie traktowałby propozycji małżeostwa jako karty przetargowej. 

— Kerry, do licha, powiedz coś! — Dłonie Steele'a zaciskały się coraz silniej na kierownicy. 

background image

Czy  naprawdę  ożeniłby  się  z  nią,  aby  zapewnid  sobie  towarzystwo  na  lato?  Trudno  było  w  to 
uwierzyd. 

— Posuwasz się za daleko z tą teorią Cole'a, Steele — głośno myślała. 

— Co? 

Oczywiście, że by jej nie poślubił. Może by jej to obiecał, kupił nawet jakiś bibelot na dobicie targu, 
a  przy  koocu  lata  znalazłby  jakieś  wyjście  z  sytuacji. Pierścionek  pozwoliłby  jej  zatrzymad:  to  taki 
ładny gest. 

— Jeszcze nie podjęłam decyzji, Steele. — Usłyszała swój chłodny głos. 

— Ale... 

— Lecz gdy się zdecyduję, na pewno dowiesz się o tym pierwszy. 

Nie naciskał już więcej. Jej odpowiedź wprawiła go chyba w zakłopotanie. Resztę drogi przebyli w 
milczeniu.  Była  prawie  osiemnasta,  gdy  porsche  Steele'a  zatrzymało  się  przed  domem  Kerry. 
Otworzył  drzwi  auta  i  pomógł  jej  wysiąśd.  Następnie  wyjął  z  bagażnika  jej  walizkę  i  zaniósł  pod 
drzwi — wzór uprzejmości i dobrych obyczajów. 

Stali teraz przed drzwiami, nagle jakby sobie obcy. 

—  Zaprosiłabym cię  na kolację,  ale nie mam w  domu nic do jedzenia.  — Kerry wpatrywała się  w 
swoje buty. — Zwykle robię zakupy w sobotę... 

— A wczoraj nie zrobiłaś — dokooczył za nią Steele. 

Popatrzył  na  nią  wyczekująco.  Kiedy  nic  nie  powiedziała,  westchnął  głęboko.  —  I  tak  muszę  już 
wracad do Nowego Jorku. Czy wiesz, ile dni noszę to ubranie? 

— Wyglądasz ciągle tak świeżo jak w piątek — oceniła nieśmiało. 

Musiało to byd wieki temu: Steele na boisku szkolnym, potem w lodziarni... 

Steele dotknął jej policzka. 

— Wród, Kerry. Gdzie przebywasz, gdy się tak wyłączasz? 

— Zawsze mnie ciągnęło w przestrzeo. - Zaśmiała się sztucznie lekko. — Łajano mnie za to, że żyję 
we własnym świecie. 

— To pewnie babcia. 

— Między innymi. 

Zrobił krok do przodu i wziął ją w ramiona. 

background image

— Nie słuchaj ich, Kerry. Ja... ja lubię cię taką, jaka jesteś. — Zaśmiał się z siebie samego. — Mówię 
tytułami piosenek. Ach, pani, cóżeś ze mną uczyniła? 

Ale  nie  mówił  chyba  zbyt  poważnie.  Uśmiechnął  się  do  niej  i  na  widok  ciepła  bijącego  z  jego 
błękitnych  oczu  zrobiło  jej  się  przyjemnie.  Zafascynowana  patrzyła,  jak  jego  wargi  zbliżają  się. 
Automatycznie rozchyliła usta czekając... 

— Kerry, Steele, wróciliście nareszcie! Zobaczyłam twoje porsche i pomyślałam, że zejdę zapytad, 
co sądzisz o mojej nowej... 

—  Nie  mieliśmy okazji  przejrzed  jej,  Nino  —  powiedziała  Kerry,  zanim  Steele  zdążył  się  odezwad. 
Wyraz jego twarzy gwarantował jakąś wyjątkowo zjadliwą uwagę. Kerry wysunęła się z jego objęd i 
odwróciła do Niny. 

—  Miło  spędziliście  weekend?  —  zagadywała  Nina.  —  Jak  tam  rodzina,  Kerry?  Czy  jedliście  już 
kolację? Mam prawie gotową lasagne, zapraszam na górę. Za dziesięd minut podaję do stołu. 

— Ja już wyjeżdżam. — Steele zaczął schodzid ze schodów. — Zadzwonię jeszcze dzisiaj, Kerry. 

—  Masz  mój  numer  telefonu?  —  zapytała.  Nie  chciała  tak  się  z  nim  rozstawad.  Chciała,  aby  się 
uśmiechał, a na ustach miał smak jej pocałunków. Ale Nina stała obok niej, a Steele się oddalał. 

— Tak, spisałem z aparatu! — zawołał z dołu. 

— Kerry, lasagne jest aktualna — zapewniła Nina, gdy trzasnęły drzwi klatki schodowej. 

— Chętnie, Nino — podziękowała z wdzięcznością Kerry, nie tylko za jedzenie, ale i towarzystwo. 
Gdyby została sama, musiałaby  rozmyślad o szybkim wyjeździe Steele^.  —  Nino, przepraszam, że 
Steele tak nagle się pożegnał — zaczęła wyjaśniad — ale, no cóż... 

— Rozumiem doskonale naturę artysty — przerwała jej pogodnie Nina — bo sama też taka jestem. 
Chodź, Kerry, postaw swoją walizkę i zjedzmy coś wreszcie. 

Kerry  leżała  już  w  łóżku,  gdy  kwadrans  przed  północą  zadzwonił  telefon.  Po  omacku  szukała  w 
ciemności aparatu. 

— Halo, kochanie. 

Omal nie upuściła słuchawki. Czekała na jego telefon cały wieczór i przekonana, że nie zadzwoni, 
położyła się spad. 

— Steele? - Miała nadzieję, że to nie sen. 

— A kto jeszcze mógłby mówid do ciebie „kochanie'? I do tego o tej porze? 

— Nikt oprócz ciebie. Jesteś jedynym. — Kerry uśmiechnęła się. 

background image

—  Tęsknię  za  tobą.  —  Jego  zachrypnięty  głos  brzmiał  bardzo  zmysłowo.  —  Co  robiłaś,  gdy 
zadzwonił telefon? 

— Leżałam w łóżku. - Usłyszała jego stłumiony śmiech. 

— Chciałbym byd tam teraz z tobą. - Poczuła gorąco napływające do policzków. 

— Ja też bym chciała, Steele. 

— Co masz na sobie? 

Ciepło rozchodziło się po całym ciele. 

— Nocną koszulę. 

— Opisz mi ją. Chcę sobie ciebie wyobrazid, mied wrażenie, że leżysz obok mnie. 

—  To właściwie  taka  krótka koszulka.  —  Kerry czuła swój przyspieszony puls.  —  Błękitna w  białe 
gwiazdki. 

— A majteczki? 

— Steele'u Gray! 

— No, masz je czy nie? 

— Poczta miałaby chyba co nieco przeciwko takiej rozmowie. 

Steele roześmiał się. 

— Masz rację. Taka gorąca rozmowa mogłaby przepalid linię telefoniczną. Nie chcesz wiedzied, co 
ja mam na sobie? 

— To pewnie pułapka. 

— Zapytaj, Kerry. Koniuszkiem języka zwilżyła usta. 

— Co masz na sobie, Steele? 

— Nic. Leżę nago w łóżku i wyobrażam sobie, że jesteś koło mnie. 

Kerry  przymknęła  powieki  i  przed  jej  Czarni  pojawiły  się  żywe  obrazy  przywołane  jego  głosem. 
Szybko znowu otworzyła oczy. 

— A jak... jak wyglądała twoja droga powrotna do Nowego Jorku? 

—  Kurczaczku  —  naigrawał  się  z  niej.  —  Czyżbyś  miała  zamiar  przeistoczyd  się  z  powrotem  w 
sztywną przedszkolankę z chwilą, gdy znikasz mi z oczu? 

background image

—  Pytałam  po  prostu  o  twoją  podróż  —  powiedziała  nieśmiało.  Jej  ciało  wprost  płonęło.  Steele 
panował niepodzielnie nad jej zmysłami i uczuciami. Wystarczył dźwięk jego głosu, jego zduszony 
śmiech i Kerry już umierała z tęsknoty. Mocniej ścisnęła w ręku słuchawkę telefonu, życząc sobie w 
duchu, aby mogła tak przyciskad do siebie Steele'a. Tak bardzo go kochała! 

—  Mogę  ci  opisad  warunki  drogowe  na  autostradzie  do  Nowego  Jorku  i  podad  ogólną  sumę 
mandatów, które dzisiaj zapłaciłem. Czy to chciałabyś ode mnie usłyszed? 

—  Nie  —  przyznała  miękko.  —  Chcę  rozmawiad  o  tobie,  nagim,  leżącym  w  łóżku  i  pragnącym 
mnie... 

Dzwonił do niej co noc przez cały tydzieo i rozmawiali zwykle około godziny. Przy koocu rozmowy 
Steele  nieodmiennie  drażnił  ją  pełnymi  seksu  insynuacjami  i  erotycznymi  wyobrażeniami. 
Odkładała  słuchawkę  podniecona,  zastanawiając  się,  czy  była  to  dla  niego  tylko  zabawa  z  mało 
doświadczoną przedszkolanką z porządnego domu. 

Nie wspominał nic o nadchodzącym weekendzie ani o lecie na wyspie. Kerry czuła się niepewnie. 
Czy zawsze tak będzie ze Steele'em? 

Dlaczego nie wystarczają jej te codzienne rozmowy telefoniczne? Czy musi ciągle myśled o tym, co 
będzie  potem?  W  koocu  przyznała,  że  nie  przestanie  się  tym  zadręczad,  dopóki  nie  będzie  jakoś 
związana  ze  Steele'em.  W  przeciwnym  razie  wszystko  może  się  potem  zdarzyd.  Jej  pozycja  była 
wątpliwa. Kochała mężczyznę, który prawdopodobnie nawet się w niej nie zakochał. 

Spędziła samotnie długi, piątkowy wieczór przed telewizorem w swoim saloniku. Gdzie podziewał 
się Steele? Jakoś nie mogła go sobie wyobrazid. Na pewno nie siedział teraz przed telewizorem jak 
ona. Domysły sprawiały jej ból, ale nie mogła powstrzymad swojej wyobraźni. 

Następnego ranka w pralni Nina zadała jej większośd tych pytao na głos. 

— Dlaczego więc do niego nie zadzwonisz, Kerry? — zasugerowała, pijąc wodę sodową z butelki i 
zagryzając chrupkami. — A jeszcze lepiej wsiądź do samolotu i zrób mu niespodziankę w Nowym 
Jorku. 

— Wtedy pewnie ja bym była niemile zaskoczona — stwierdziła zgnębiona Kerry. Wstydziła się, ale 
chciało  jej  się  płakad.  Mrugała  oczami  zdecydowana  nie  dopuścid  do  łez.  Nigdy  nie  należała  do 
płaczliwych i na pewno nie pozwoli na to, aby Steele ją do tego doprowadzał! 

— Umówiłaś się na dzisiaj z Howardem Stoverem, Kerry? — zapytała Nina w drodze po schodach 
do mieszkania. Wracały obładowane torbami z wypranymi, czystymi rzeczami. 

Kerry  potrząsnęła  przecząco  głową.  Howard  zirytował  się  okropnie,  gdy  mu  odmówiła  w  zeszłą 
sobotę z powodu przyjęcia w Wilkes-Barre. 

— Na pewno już do mnie nie zadzwoni, Nino. 

background image

To  nawet  lepiej.  Nie  umiałaby  już  chyba  spędzad  tych  sobotnich  wieczorów  w  cukierkowej 
atmosferze. Była przecież tak zakochana w Steele'u. 

— Chcesz, żebym ci kogoś znalazła, Kerry? — spytała Nina. — Idę na przyjęcie i wiem, że jest tam... 

— Nie, dziękuję, Nino — szybko odmówiła. — Nie mam dzisiaj nastroju. 

Nie dodała, że nie ma w ogóle ochoty nigdy więcej umawiad się z kimkolwiek oprócz Steele'a. Bez 
niego jej życie było próżnią. 

Weszła do mieszkania i położyła kosz z praniem na fotelu. Nie miała pojęcia, jak zabid czas. 

—  Wreszcie  jesteś!  —  Doszedł  ją  z  sypialni  męski  głos  i  Kerry  zamarła  z  wrażenia,  gdy  go 
rozpoznała. 

—  Steele!  —  Wpadła  do  sypialni  i  ujrzała  go  leżącego  w  jej  łóżku.  Cienkie  prześcieradło  nie 
ukrywało całkowicie nagości jego ciała. 

— Czekam tu już półtorej godziny. Gdzie ty byłaś, Kerry? — Wyciągnął do niej ręce. — Jak ja się za 
tobą stęskniłem, maleoka. 

Za chwilę Kerry leżała już w jego ramionach. 

—  Najlepiej  zostaomy  cały  weekend  tutaj,  właśnie  tak  jak  teraz.  —  Steele  zamruczał  niczym 
zadowolony kot. Leżeli przytuleni do siebie, spokojni i nasyceni. 

—  W  zeszłym  tygodniu  martwiłam  się,  że  to  łóżko może  byd  dla  ciebie  za  małe  —  przyznała  się, 
przywierając  do  niego  szczelniej.  —  W  koocu  jest  to  drobina  w  porównaniu  z  twoim  kolosem 
robionym na zamówienie. Wiem, że nie lubisz się tłoczyd w łóżku. 

— To prawda. Zwykle nie lubię też tego przytulania i pieszczot potem. 

— Ach, tak! 

Dotknięta  próbowała  się od  niego  odsunąd.  Ona  niewątpliwie  bardzo  lubiła  się  „potem"  pieścid  i 
przytulad. 

— To znaczy nie lubiłem tego, dopóki ty mi nie spadłaś z nieba. — Ramiona Steele'a zamknęły się 
władczo wokół niej. — Z tobą ta bliskośd cielesna nie kooczy się na... Sam mam taką potrzebę, aby 
cię obejmowad, dotykad, czy po prostu z tobą potem rozmawiad, Kerry. 

Odprężyła  się  w  jego  ramionach.  Powiedział  dokładnie  to,  co  chciała  usłyszed.  Ona  również 
potrzebowała tej jego bliskości potem. Westchnęła radośnie. 

— Jestem taka szczęśliwa, że tu jesteś, Steele. Myślałam już, że cię w tym tygodniu nie zobaczę. 

Wreszcie z nią był; mogła zapomnied o swojej wczorajszej samotności. 

background image

— Wczoraj jadłem kolację z kimś ważnym. — Głaskał ją po włosach. — Poza tym chciałem zrobid ci 
niespodziankę moim niezapowiedzianym przyjazdem. Twoja gospodyni łaskawie wpuściła mnie do 
środka. 

— Musiałeś ją oczarowad. Pani Ouinnen nigdy niczego nie robi łaskawie. 

Steele uśmiechnął się. 

—  Rzeczywiście  wygląda  groźnie.  Lepiej,  żebyś  mi  dała  klucz.  Za  tydzieo  przyjadę  wcześniej,  aby 
pomóc ci w pakowaniu rzeczy przed wyjazdem. 

—  Steele,  ja  jeszcze  nie  zdecydowałam  się  na  ten  wyjazd.  —  Jej  umysł  pracował  gorączkowo. 
Pragnęła spędzid z nim lato, nawet bardzo. Przecież już myśl o tym, że miała przetrwad weekend 
bez  niego,  była  dla  niej  męczarnią;  jak  więc  mogłaby  wyobrazid  sobie  całe  lato  bez  niego?  A 
jednak... 

— Kerry, wiesz dobrze, że chcesz ze mną pojechad. Nic nie może cię powstrzymad od powiedzenia 
„tak". 

Obserwował  ją  uważnie,  wyczekująco.  Kerry  przygryzała  dolną  wargę.  Nic  nie  mogło  jej 
powstrzymad?! Ależ wprost przeciwnie: jej rodzice i babcia, chod nie musieli się o tym dowiedzied. 
Jej  siostry  pomogłyby  jej  w  utrzymaniu  tajemnicy,  o  tym  Kerry  wiedziała.  Pozostawał  jeszcze 
problem finansowy, ale jeśli będzie żyła oszczędnie i nie kupi sobie nic nowego do września, to... 

—  Steele,  pamiętasz?  Powiedziałeś,  że  chcesz  się  zająd  moimi  wydatkami?  —  zapytała 
niezobowiązująco. 

— I podtrzymuję to, kochanie. — Uśmiechnął się. 

—  Otóż  nie  musisz.  —  Wzięła  głęboki  oddech.  Podjęła  decyzję,  odrzucając  lata  ostrożności  i 
analitycznej rezerwy. — Pojadę z tobą, ale dam sobie radę bez twoich pieniędzy. 

Steele poczuł się, jakby go oblano zimną wodą. 

— O czym ty mówisz, Kerry? 

— Pragnę z tobą byd, ponieważ cię kocham — wyszeptała. — Nie chcę, abyś mi za to płacił. 

Nie musiał się przed nią zabezpieczad żadnymi czekami. Jeśli ona wyznała mu miłośd, mimo że on 
tego  nie  zrobił,  to  niech  jej  przynajmniej  zaufa.  Ona  przecież  nie  mogłaby  szantażowad  go 
finansowo.  Tyle może  chyba  dla  niej  zrobid?!  Kerry nie  wytrzymałaby  z  nim  pod  jednym  dachem 
jako opłacana kobieta. Pojedzie z nim na wyspę tylko jako wolna, kochająca go kobieta, a nie jako 
jego utrzymanka. 

— Kocham cię, Steele — powtórzyła. — Od początku cię chyba kochałam. 

— Wyznałaś mi to już w czasie naszej pierwszej nocy, ale ja... 

background image

— Wiem, że nie czułeś się na siłach, aby o tym wtedy mówid — przerwała mu szybko. — Teraz też 
tego nie musisz robid. Nie zmuszaj się do wyznao, których mógłbyś kiedyś żałowad. 

— Ależ kochana, ja... 

—  „Zakochane  kobiety  są  to  absurdalne  stworzenia,  bezsensowne  i  nieprzewidywalne"  — 
przypomniała mu. — Wielokrotnie powtarzał to Rodd Hardwick. 

Steele uderzył się dłonią w czoło. 

— Proszę cię, tylko nie on! Jestem już chory od.... 

— Kocham cię, Steele. — Nie miała zamiaru kłócid się z nim. 

Przesuwała  pieszczotliwie  ustami  po  jego  karku.  To  cudowne  uczucie:  móc  się  wreszcie  otwarcie 
przyznad do miłości. Teraz dopiero czuła się prawdziwie wolna. Jakie to dziwne, że według Steele'a 
jest to ograniczenie wolności. To zupełna bzdura! 

— Pocałuj mnie, Steele — szepnęła kusząco. 

Spełnił jej prośbę z namiętnością jeszcze większą niż przedtem. 

 

11 

Letniskowy domek Steele'a znajdował się na małej wysepce — na rzece Św. Laurentego — jednej z 
wielu  w  Archipelagu  Tysiąca  Wysp.  Rosły  na  niej  wysokie  dęby  i  sosny,  i  mnóstwo  dzikiej 
roślinności.  Przy  kamienistej  plaży  Steele  miał  małą  przystao  z  dwiema  łódkami.  Sam  dom 
schowany był w centrum wyspy między drzewami, skąd otwierał się zapierający dech w piersiach 
widok na wspaniale niebieską rzekę. 

Dzięki prądnicy dom — długa budowla z drewna i kamienia — zaopatrywany był w prąd. Architekci 
wnętrz  wyczarowali  w  środku  wyjątkowy  nastrój.  Brał  się  on  z  połączenia  elementów  dośd 
prymitywnych  i  luksusowych.  Do  uroków  tej  parterowej  posiadłości  należała  supernowoczesna 
kuchnia, taras słoneczny, oszklona weranda, sauna, bicze wodne i mały basen. 

Kerry czuła się przytłoczona. 

— Basen? Na wyspie otoczonej wodą z każdej strony? - Steele uśmiechnął się lekko zawstydzony. 

— Pewnie to dla ciebie przesada, ale widzisz, woda w rzece jest zimna, a w basenie podgrzana. 

Brakowało jedynie telefonu i Steele się tym wprost upajał. Od Clayton oddaleni byli o pół godziny 
drogi łódką. Stanowiła ona jedyny środek lokomocji i transportu. Ze światem zewnętrznym można 
się  było  kontaktowad  tylko  za  pomocą  poczty.  Steele  odbierał  ją  ze  specjalnie  do  tego  celu 
wynajętej skrytki pocztowej w Clayton, w trakcie cotygodniowych wycieczek do miasta. 

background image

Niedostępnośd tej wysepki sprawiała, że Steele mógł się tam oddawad pisaniu bez obawy, że jego 
idealny  spokój  zostanie  zakłócony.  W  gabinecie  miał  zainstalowany  komputer  do  pomocy.  Kiedy 
zamykał  drzwi  do  tego  pokoju,  Kerry  udawała,  że  w  pewnym  sensie  nie  ma  go  wtedy  w  domu. 
Przenosił się do jakiegoś egzotycznego i ekscytującego świata fantazji, gdzie jego bohaterowie żyli i 
umierali  wśród  okrucieostwa  i  intryg.  Tam  też  ci  nieustraszeni,  twardzi  faceci  wikłali  się  w 
chwilowe,  lecz  pełne  namiętności  przygody,  w  których  nie  było  mowy  o  miłości  czy  trwałym 
związku. 

Kerry nie miała nic przeciwko tym samotnym godzinom. Czytała, pływała lub wyszywała. Kot Śrut 
spokojnie  i  obojętnie  dotrzymywał  jej  towarzystwa.  Chodził  z  nią  na  jagody  albo  wyciągał  się  na 
leżaku,  gdy  ona  pływała  w  basenie.  Nie  mogła  tylko  przy  nim  gotowad,  bo  ten  ogromny  kot 
czatował wiecznie przy lodówce, ciągle głodny i zafascynowany jedzeniem. 

Na początku wielka kuchnia ze wszystkimi możliwymi urządzeniami trochę ją onieśmielała, ale już 
wkrótce  Kerry  pilnie  studiowała  sporą  kolekcję  książek  kucharskich  i  wypróbowywała  wykwintne 
dania.  Znalazła  nareszcie  ciekawy  przepis  na  galantynę  z  kurczaka.  Był  zaznaczony  w  książce  i 
wspomniała o nim przy kolacji Steele'owi. 

— Ach, tak! — Jadł akurat stek i w jego oczach pojawił się błysk tęsknoty. — Galantyna z kurczaka. 
Czy umiałabyś ją zrobid, Kerry? Zrób listę składników, które są potrzebne i kupimy je w sobotę w 
Clayton. 

— Ale to taki skomplikowany przepis, ma przynajmniej piętnaście stron — martwiła się Kerry. Nie 
uważała się za dobrą kucharkę. — Może pierwszy raz po prostu popatrzyłabym, jak ty to robisz? 

—  Ja?  Ależ  kochanie,  ja  umiem  jedynie  piec  mięso  na  ruszcie.  Zwykle  kupuję  dania  pół  gotowe. 
Potrzebowałbym tłumacza, aby odkryd sens jakiegokolwiek przepisu. 

— Więc kto to gotował i zaznaczył w książce? — Już w chwilę później uświadomiła sobie, że lepiej 
było nie pytad. 

—  Cóż...  —  zastanawiał  się.  —  Wydaje  mi  się,  że  to  Julia.  Tak,  to  ona  zrobiła  tę  galantynę  z 
kurczaka. Sandy kupiła prawie wszystkie książki kucharskie, ale Julia i Marcy naprawdę ich używały. 

— Rozumiem. — Kerry siedziała jak przykuta do krzesła. Mogła o tym wcześniej pomyśled. Steele 
przecież nie interesował się kuchnią i nie kupowałby tylu książek kucharskich tylko po to, aby stały 
na półkach. Jej poprzedniczki o to zadbały. Kobiety, które, tak jak ona, mieszkały tutaj i gotowały 
Steele'owi. Gotowały mu i spały z nim... i może również go kochały? 

— Czy Sandy, Julia i Marcy przebywały tutaj w tym samym czasie? — Jej glos zabrzmiał twardo jak 
chłosta. — Jakież to wspaniałe dania musiałeś... wtedy pewnie... jadad. 

—  Kerry.  —  Steele  odłożył  widelec  i  wziął  ją  za  rękę.  —  To  przeszłośd,  kochanie.  Nie  ma  to  nic 
wspólnego z nami, z tobą i ze mną. 

Ton jego głosu wydał jej się obraźliwie pobłażliwy. 

background image

—  Jakie  to  musi  byd  teraz  nudne  dla  ciebie.  —  Wysunęła  dłoo  z  jego  uścisku,  prawie  go 
nienawidząc. — Tylko Śrut i ja. Jakie monotonne! 

Czy naprawdę żył tutaj jednocześnie z trzema kobietami? Myśl ta ją rozwścieczyła. 

— Trzy kobiety! Ty satyrze! 

— Kerry, nie potrzebujemy chyba... 

— Nie! — Wstała nagle od stołu i zaczęła znosid talerze do zlewu. 

— Potrzebujesz Sandy i Julii, i... i Marcy. — Zabrała mu talerz, mimo że jeszcze nie zjadł. 

— Kerry, na Boga! 

Jednym, pełnym wściekłości ruchem zrzuciła jego stek do miski Śruta. Kot chwycił ten duży kawał 
mięsa i uciekł z kuchni. 

— Przecież one nie były tutaj w tym samym czasie! — wybuchnął. — Albo przynajmniej nie przez 
cały czas. Do diabła, Kerry, jakie to ma zresztą znaczenie? To należy do przeszłości. Ja ci twojej nie 
wytykam. 

— Bo ja żadnej nie mam, tylko dlatego! — Talerze brzęczały okropnie, gdy wrzucała je do zlewu. — 
Ale teraz będę miała, prawda? Dołączę do tych legionów, które służyły Steele'owi Grayowi! Może 
powinnyśmy  utworzyd  jakieś  towarzystwo  albo  coś  w  tym  rodzaju,  zbierad  się  co  roku  i...  i 
wymieniad przepisy kulinarne! 

Wypadła z kuchni, przebiegła przez taras i znalazła się poza domem. Steele nie poszedł za nią. Gdy 
po dwóch godzinach wróciła, spędziwszy większośd czasu na przystani, nie było go w środku. 

Pływał w basenie. 

— Woda jest wspaniała! — zawołał do niej. — Chodź do mnie, Kerry. 

W  jej  sercu  panowała  wojna.  Jedna  jego  częśd  chciała  mu  utrzed  nosa,  a  ta  druga  rozumiała,  jak 
beznadziejne jest przedłużanie tej kłótni. Właściwie o co poszło? Steele miał inne kobiety, miał ich 
wiele. Nigdy nie udawał, że było inaczej. Po ich romansie znajdą się następne. Może w przyszłym 
roku zachwycad się będzie szarlotką Kerry, a jego następna letnia towarzyszka odczuwad będzie tę 
samą bezsilną złośd, która szalała teraz w niej. 

—  Kerry!  —  Steele  wyszedł  z  basenu.  Był  nagi.  Nigdy  nie  nosił  kąpielówek  w  swoim  prywatnym 
basenie na własnej wyspie. Wyciągnął do niej rękę. — Chodź tutaj, kochanie. 

Kerry  przypatrywała  się  jego  wysportowanej,  męskiej  sylwetce,  podziwiała  twarde,  umięśnione 
ciało błyszczące we wczesnym wieczornym słoocu. Jego nagośd  wywołała w  niej natychmiastową 
reakcję. Chciała go, pragnęła aż do bólu. Przecież go kochała, więc po co grad i zaprzeczad temu? 

background image

—  Kochanie.  —  Głos  Steele'a  popędzał  ją  delikatnie.  Kerry  poddała  się  fali  podniecenia,  która 
porywała ją w nieznane. 

— Zaraz przyjdę, tylko założę kostium. 

— Bez kostiumu, Kerry. — Jego uśmiech ją oślepiał. — Chodź do mnie teraz. 

Uległa. Podeszła do basenu w miejscu, gdzie na małym podeście czekał na nią Steele i pozwoliła mu 
się rozebrad. Zdjął jej cienką, zielonkawą, letnią sukienkę i beżowe, koronkowe majtki. Niedbałym 
ruchem rzucił je na stojące nie opodal krzesło. Potem uniósł ją i wszedł z nią do wody. Jej stopy nie 
dotykały już dna. Kerry objęła go rękami za szyję, a nogami oplotła go w pasie. 

— Czy tak nie jest lepiej? Po co się kłócid? — wyszeptał Steele, głaszcząc jej skórę. Dotarł dłoomi do 
jej piersi i zaczął je pieścid, kciukami masując nabrzmiałe sutki. 

Kerry zacisnęła nogi mocniej wokół jego talii. Czuła, jak owłosiona skóra Steele'a przyjemnie drażni 
wewnętrzną powierzchnię jej ud. Była gotowa na jego przyjęcie. Słabym głosem przywołała go po 
imieniu. Objął dłoomi jej pełne, zaokrąglone pośladki. Opuścił trochę jej ciało i poczuła jego twardą 
męskośd napierającą niecierpliwie. 

— Och, Kerry! — Z gardła wydarł mu się zduszony jęk. — Chcę byd w tobie, głęboko w środku. — 
Jego ręce zwiększyły nacisk. Jeszcze sekunda lub dwie i połączą się całkowicie. 

Mimo swego podniecenia Kerry była jeszcze na tyle przytomna, aby sobie uświadomid, że czegoś 
brakuje. Czegoś niezbędnego. 

— Steele, nie jesteśmy... zabezpieczeni. 

— No to co? — Nadal trzymał ją w uściska. 

Jego słowa poruszyły jakieś ukryte zakamarki w jej pamięci. Tę rozmowę gdzieś już czytała. Nagle 
fragment  ten  stanął  jej  przed  oczami  ze  wstrząsającą  jasnością.  Pochodził  ze  „Śmiertelnego 
kłopotu"i słowa brzmiały tam tak samo, tylko role się nie zgadzały. To Rodd Hardwick odezwał się 
do  swojej  młodej  agentki słowami  Kerry,  a ona  porywczo  odpowiedziała: „No  to  co?" Kilka stron 
dalej Rodd wygłosił swoją słynną sentencję: „Ciąża jest stalową pułapką". 

Przypuśdmy, że tym razem zaryzykuje i zajdzie w ciążę? Kerry zdrętwiała. Stałaby się dla Steele'a tą 
stalową pułapką, którą tak się brzydził. Zadrżała. Z taką sytuacją Kerry by sobie nie poradziła. 

— Kerry, moja najdroższa. 

Steele  oddychał  ciężko,  jego  usta  zbliżały  się  wolno.  Kiedy  jednak  już  ją  miał  pocałowad,  Kerry 
gwałtownie odchyliła głowę, tak że wargi Steele'a musnęły ją jedynie w kark. Wykorzystując jego 
chwilowe zaskoczenie, wykręciła się i odpłynęła do brzegu. 

— Kerry! — zrozpaczony krzyknął za nią. — Wracaj tutaj! 

background image

— Nie mam zamiaru stad się niczyją stalową pułapką — zawołała, wpadając do domu. 

— Do licha! Znów ten Hardwick! — Steele wbiegł za nią do sypialni. 

—  Może  zainteresuje  cię  fakt,  że  Hardwick  zostaje  przykładnym  mężem  i  ojcem  i  przechodzi  na 
emeryturę  w  ostatniej  części  „Śmiertelnych"  W  przyszłości  będzie  strzygł  trawnik  wokół  domu  i 
odwoził dzieci na piłkę nożną. 

Kerry była pewna, że żartuje. 

—  Twoi czytelnicy zbuntowaliby się,  gdyby tak się stało. Powinien raczej zostad  zastrzelony przez 
KGB w czasie pełnienia służby. 

— Nic z tego, Rodd przeniesie się na śródmieście. Chcesz wiedzied, co stanie się z resztą chłopaków 
ze „Śmiertelnych"? Wszyscy spotkają swoje przeznaczenie w tej ostatniej powieści. 

— I co z nimi zrobisz? — zastanawiała się. 

— Wiedziałem, że cię to zainteresuje. Tak dobrze ich poznałaś, prawda? Jed Strager poślubi córkę 
biznesmena  w  typie  J.R.  Ewinga  i  pracując  w  firmie  teścia,  stanie  się  najbardziej  bezwzględnym 
piratem  wśród  akcjonariuszy  na  Wall  Street.  Będzie  za  to  wzorowym  mężem.  Derek  Dollarhead 
pójdzie  do  ołtarza  ze  swoją  arabską  księżniczką  i  odtąd  wiódł  będzie  luksusowe  życie  w  jej 
wschodnim,  bogatym  w  naftę  kraju.  Nie  gorszy  los  spotka  Cola  Staplewooda,  który  w  roli 
dziennikarza prowadzid będzie program telewizyjny o bieżących kwestiach ruchu feministycznego. 

—  To  najbardziej  absurdalna  fabuła,  jaką  kiedykolwiek  słyszałam.  —  Kerry  starała  się  zdusid 
chichot, ale nie udało jej się to. — Czyżbyś współpracował z Niną? 

— Kerry, czy nic ci to nie mówi? 

— Chyba tak. Mówi mi to, że jeśli nie żartujesz, to twój wydawca naprawdę dostanie apopleksji. 

— Ale w koocu kto pisze tę książkę, on czy ja? — Zaśmiał się i uniósł ją do góry. Zapiszczała, gdy ją 
upuścił  na  łóżko.  Sam  rzucił  się  obok  niej  i  przez  chwilę  mocowali  się  wśród  śmiechu,  aż  Kerry 
została  przez  niego  unieruchomiona.  Ich  oczy  się  spotkały  i  śmiech  zamarł  nagle  w  gardle.  — 
Kerry...  —  Steele  wpatrywał  się  w  nią  swoimi  błękitnymi  oczami.  —  Wiesz...  jak  bardzo...  mi  na 
tobie zależy. 

Kobieta  bardziej  pewna  siebie  mogłaby  w  tych  słowach  odczytad  wyznanie miłości.  Ale  Kerry  nie 
liczyła na to ze strony Steele'a, przeczytała przecież wszystkie jego książki. Wiedziała, że mężczyzna 
mówił  kobiecie  tylko  to,  co  chciała  od  niego  w  sytuacji  intymnej  usłyszed.  Superbohaterowie 
„Śmiertelnych" podkreślali to zawsze w swoich mądrych monologach. 

— Kerry, to prawda. — Nadal się jej przyglądał, cały spięty i wyczekujący. 

Co  miała  mu  na  to  odpowiedzied.  Na  co  czekał?  Zakłopotana  szukała  odpowiedzi  w  jego  twarzy. 
Powiedziała mu już, że go kocha, i to wiele razy. Zbyt wiele. 

background image

— Nie zapytasz mnie, jak bardzo mi na tobie zależy? — zapyta! Steele zniecierpliwiony. 

Ach, więc o to chodziło! Kerry pomyślała, że to się jej może kiedyś przydad. 

—  Chyba  się  zagapiłam  —  udała  zakłopotanie.  —  Niełatwo  jest  byd  nową  w  zastępstwie  kobiet 
Steele'a Graya. Obiecuję, że się poprawię. 

Nagły błysk wściekłości, który zapalił się w jego oczach, zdumiał Kerry, ale ich usta połączyły się bez 
słowa. 

Przy koocu drugiego tygodnia na wyspie Steele i Kerry po raz drugi wybrali się w sobotę po zakupy 
do  Clayton.  Odebrali  pocztę  i  uzupełnili  zapasy  na  następny  tydzieo.  Po  lunchu  w  małym  barze 
załadowali łódkę i popłynęli z powrotem na wyspę. 

Kerry rozpakowywała jarzyny i owoce, podczas gdy Steele przeglądał pocztę przy stole kuchennym. 
Siedział  zarzucony  stosem  przesyłek.  Korespondencja  Kerry  zawierała  katalog  odzieżowej  firmy 
wysyłkowej, wyciąg z konta bankowego i gruby list od E.  O`Kaye. 

— Jest kartka od mojej siostry. — Usłyszała rozbawiony głos Steele'a. — Zwróciła Ninie manuskrypt 
ze  stanowczą,  Jak  jej  się  zdawało,  chod  uprzejmą  odmową.  Trzy  dni  później  dostała  od  niej  trzy 
rozdziały jej następnej powieści. — Śmiał się; cytując słowa Deborhy: — „Nina uważa, że wynalazła 
środek, który zrewolucjonizuje romans jako gatunek literacki. Wszystkie fragmenty dotyczące seksu 
i  erotyki  wydrukowała  dużymi,  czerwonymi  literami".  Deborah  sądzi,  że  Nina  zwariowała  i 
zastanawia się, dlaczego właśnie jej wydawnictwo spotyka takie przekleostwo. 

— Biedna Nina — westchnęła Kerry. — Tak uparcie wierzy w swój talent. 

— A nie ma go ani za grosz — nie mógł się powstrzymad Steele. 

Kerry sięgnęła po kopertę od E. O`Kaye. W środku był list od Erin, bilet lotniczy do Waszyngtonu i 
wycinek  z  gazety.  Spojrzała  na  niego.  Opisywał  program  dla  całodziennych  przedszkoli  w  District 
Columbia.  Coś  nowego  i  interesującego.  Zaakceptowano  już  budżet  i  wybrano  trzy  szkoły,  w 
których miały się odbywad zajęcia od września. List Erin wyjaśniał załączenie biletu. Dzięki Tomowi 
poznała  opiekunkę  tego  przedsięwzięcia  i  wspomniała  o  kwalifikacjach  Kerry.  Na  niej  zrobiło  to 
takie  wrażenie,  że  zaprasza  Kerry  na  rozmowę.  Zapewniła  Erin,  że  jej  siostra  otrzyma  tę  posadę, 
jeśli tylko zechce. Erin dołączyła bezpłatny bilet do Waszyngtonu i zapraszała Kerry do siebie i Ellen 
na czas jej pobytu w mieście. 

W nagryzmolonym dopisku Erin przypomniała Kerry, że po ślubie z Tomem wyprowadzi się i Ellen 
będzie  potrzebowała  nowej  współlokatorki.  Gdyby  Kerry  podjęła  tę  nową  pracę,  mogłaby 
zamieszkad z Ellen. 

Serce Kerry bilo jak oszalałe! Ta praca i ten nowy program! To prawie zbyt piękne, aby mogło byd 
prawdziwe. Spojrzała na datę biletu. To już jutro. Spotkanie zaplanowane zostało na poniedziałek. 
Rzuciła okiem na Steele'a. Będą musieli rozstad się na parę dni. Trudno! Nie może przepuścid takiej 
okazji. Od czasu ich ostrej wymiany zdao w związku z galantyną z kurczaka, której do tej pory nie 

background image

zrobiła,  Kerry  coraz  bardziej  zdawała  sobie  sprawę  ze  swego  czasowego  tylko  pobytu  w  życiu 
Steele'a.  

Pomimo  ich  obopólnej  namiętności,  czasu  spędzonego  razem  i  radości  z  obcowania  fizycznego, 
Kerry  nie  miała  złudzeo.  Jak  wszystkie  dobre  rzeczy,  ta  też  się  skooczy.  Najpóźniej  we  wrześniu. 
Udało  jej  się  wywnioskowad,  że  letnie  przygody  Steele'a  nigdy  nie  przetrwały  do  jesieni.  Erin 
podsunęła jej sposób na ocalenie się. Gdy pewnego smutnego wrześniowego dnia Steele oznajmi 
jej, że między nimi wszystko skooczone... Kerry przełknęła tę kulę, która nagle stanęła jej w gardle. 
Już sama myśl o tym dniu... 

Steele zauważył, że zapatrzyła się w dal. 

— Czy coś się stało w domu, Kerry? — zapytał zatroskany. 

—  Ależ  nie,  skądże.  Wręcz  przeciwnie,  mam  dobre  wiadomości.  —  Zmusiła  się  do  uśmiechu.  — 
Przeczytaj to. — Podała mu list Erin i wycinek z gazety. — Ten program to moja ogromna szansa. 
Zawsze marzyłam o pracy z małymi dziedmi w miejskiej szkole paostwowej. 

Steele pobieżnie przeczytał artykuł. 

— Zapomnij o tym, Kerry. — Zgniótł list w kulkę i rzucił ją do śmietnika. — Nie pojedziesz. 

— Co ty robisz! — Przerażona wyciągała list z kosza. — Oczywiście, że pojadę. Taka okazja może mi 
się drugi raz nie trafid. 

— Powiedziałem, żebyś o tym zapomniała — stanowczo powtórzył Steele. 

Teraz w koszu wylądował wycinek prasowy. 

— Nie dotykaj biletu, Steele! — rozzłościła się. 

— Nie pojedziesz do Waszyngtonu, Kerry. — Wstał z krzesła z dziwnym uśmiechem na twarzy. — 
Nie będziemy o tym nawet dyskutowad. 

— Wcale nie musimy, ja i tak pojadę. 

— Nie chcę o tym więcej słyszed, Kerry. — Zagrodził jej drogę i wolno przyparł do ściany. Uwięził ją; 
górował nad nią swoim wzrostem. — Mam w stosunku do ciebie, kochanie, inne plany. 

— Rozważam teraz zmianę pracy, miejsca zamieszkania, mojego całego życia, a ty nie masz nawet 
ochoty  mnie  wysłuchad.  Chcesz  po  prostu  iśd  ze  mną  do  łóżka!  —  oburzyła  się.  Doskonale 
wiedziała, co znaczyły te „inne plany". Potwierdzały to ciemnoniebieskie ogniki w jego oczach. 

Steele wyśmiał ją. 

— Ja oczywiście chcę iśd do łóżka — powtórzył, naśladując jej rozgniewany głos. Podniósł ją do góry 
i przerzucił sobie przez ramię jak strażak. — To prawda, najdroższa. 

background image

— Nie ma się z czego śmiad. — Tłukła go pięściami po plecach. Była wobec niego bezsilna. Jak mógł 
się- tak gru-biaosko zachowad? — Steele, ja w ogóle nie mam ochoty na... 

— Zaraz nabierzesz ochoty, kochanie. — Beztrosko wniósł ją do sypialni. — Daj mi tylko kilka minut 
i gwarantuję, że będziesz odczuwad coś więcej. 

—  Wiesz  dobrze,  że  nie  to  miałam  na  myśli.  Puśd  mnie!  —  krzyczała.  Ten  facet  był  nieczuły, 
ograniczony i całkowicie bezkrytyczny. Jak mógł w ogóle pomyśled, że pójdzie z nim do łóżka, gdy 
stoi akurat przed poważną decyzją życiową?! No tak, ale przecież jej zawód, praca i przyszłośd nie 
liczyły się  dla niego. Traktował  ją jak  letnią przygodę. Nie interesowało go, co się z nią stanie we 
wrześniu. 

Jej nagły, gwałtowny wybuch energii zaskoczył go tak bardzo, że Kerry udało się uciec. 

— Kerry! — wołał oszołomiony, leżąc na łóżku, gdy wybiegła z sypialni. 

Z pewnością oczekiwał, że mu się od razu odda. Sądził, że wystarczy jego dotyk, a ona już będzie 
myślała  tylko  o  tym.  Sama  do  tego  doprowadziła  swoim  dotychczasowym  zachowaniem.  To  ją 
jeszcze  bardziej  rozwścieczyło.  Wmaszerowała  do  kuchni,  chwyciła  wyciąg  z  konta  i  katalog  i 
zamknęła się na klucz w nie używanej sypialni. 

— Kerry! — Steele lekko zapukał do drzwi. — Maleoka, muszę z tobą porozmawiad. Ja... 

—  Nie  mam  teraz  czasu  —  odpowiedziała  oschle.  —  Muszę  sprawdzid  stan  mojego  konta.  — 
Rozerwała  kopertę  i  wyciągnęła  wydruk  komputerowy.  Spojrzała  i  upuściła  go  ze  zdziwienia.  W 
ciągu ostatniego tygodnia wpłynęło na jej  konto dziesięd  tysięcy dolarów!  Sarna ich nie wpłaciła, 
nie miała przecież nawet dziesięciu dolarów! Zresztą nigdy jeszcze w swoim życiu nie dokonała tak 
wysokiej wpłaty. 

Wypadła  z  pokoju  w  poszukiwaniu  Steele'a.  Pod  wpływem  tej  szokującej  informacji  z  banku 
zapomniała zupełnie o swoim gniewie. 

— Musimy natychmiast zadzwonid do banku! Trzeba płynąd do Clayton! — Nerwowo przemierzała 
pokój wzdłuż i wszerz. — O Boże, nie, w sobotę banki są przecież nieczynne! Będę musiała zaczekad 
do poniedziałku. 

Przyspieszyła kroku. 

— Ale oni, w tym banku, nie mogą mi nic zarzucid, prawda, Steele? Przecież to ich błąd... A jeśli ja 
nieświadomie zużyłam częśd tych pieniędzy, aby zapłacid moje rachunki w tym tygodniu? Właśnie 
dzisiaj  wysłałam  do  banku  pełnomocnictwa.  Steele,  przecież  oni  nigdy  nie  uwierzą,  że  ja  o  tych 
pieniądzach nic nie wiedziałam! Może powinnam wynająd adwokata? 

— Kerry, kochanie, uspokój się. — Steele uśmiechał się pobłażliwie. — Nie ma żadnej pomyłki. To 
są twoje pieniądze, najdroższa. Ja je wpłaciłem na twoje konto. Możesz je spokojnie zatrzymad. 

Dopiero po dłuższym milczeniu Kerry odzyskała głos. 

background image

—  Ty...  ty  wpłaciłeś  na  moje  konto  dziesięd  tysięcy  dolarów?  —  Z  trudnością  przełknęła  ślinę, 
odnosząc wrażenie, że jej gardło pokryte jest ranami. — Dlaczego? 

Wiedziała, dlaczego. Jed Strager mówił o tym w „Śmiertelnej północy" Chodzi o sprawę w sądzie. 
Steele się w ten sposób zabezpieczył. 

— Po prostu chciałem, żebyś miała te pieniądze, kochanie. Powiedziałaś, że nie potrzebujesz ode 
mnie pomocy finansowej, ale wierz mi, Kerry, ja pragnę się tobą opiekowad. Stało się to dla mnie 
chlebem powszednim. 

Związała się z nim, godząc się na wspólne wakacje na wyspie. Oddała mu się na tak długo, jak długo 
będzie chciał. Jedyne, czego w zamian pragnęła, to zaufanie. Marzyła, aby jej zawierzył i pozwolił ze 
sobą  byd  na  jej  warunkach.  Ale  on  jej  nie  ufał.  Przeciwko  kobiecie  godnej  zaufania,  zakochanej 
kobiecie, nie trzeba zbierad dowodów. Steele wolał uregulowad rachunek, zapłacid jej. Jej życzenie 
nie miało znaczenia. 

— Kerry, wiem, że to lato oznacza dla ciebie stratę finansową — powiedział szybko, nie spuszczając 
z niej wzroku. — Ale nie uświadamiałem sobie, jak dużą, dopóki nie zajrzałem do twojej książeczki 
czekowej i... 

— Przeglądałeś moją książeczkę czekową? 

—  Kochanie,  to  był  przypadek.  Widziałem  po  prostu  twoją  zmartwioną  minę,  gdy  wypisywałaś 
czeki. Wtedy przyszło mi do głowy, że możesz mied kłopoty finansowe, ponieważ zrezygnowałaś ze 
swojej dodatkowej pracy w lecie. 

— I dlatego wypłaciłeś mi pensję — zadrwiła Kerry. 

—  Ależ,  najdroższa,  jak  mogłem  patrzed  bezczynnie  na  twoje  kłopoty?  Dla  mnie  ta  suma  i  tak 
niewiele znaczy, a wiedziałem, że  ty byś mnie nigdy nie poprosiła o pieniądze. Nie uznajesz tego 
rodzaju hojności. 

—  I  mimo  to  zlekceważyłeś  moje  zdanie  zupełnie.  Przeglądnąłeś  moją  książeczkę  czekową, 
dowiedziałeś się, jak tragiczny jest stan mojego konta i stwierdziłeś, że to dobry moment, aby mi 
zapłacid. 

— Kerry, wcale tak nie było! 

— Na pewno się już martwiłeś, Steele. Mieszkała tutaj z tobą kobieta, której jeszcze nie zapłaciłeś. 
Oczami wyobraźni widziałeś już pewnie tę scenę w sądzie. Znalazłbyś się w pułapce, oskarżony i bez 
swoich pokwitowao na dowód niewinności! 

—  W  sądzie?  Kerry,  nie  bądź  śmieszna!  Wiem  doskonale,  że  nigdy  byś  mi  nie  zrobiła  takiego 
numeru. 

background image

— A te dziesięd tysięcy dolarów są dowodem twego do mnie zaufania? — Zbladła i drżała na całym 
ciele. Dostała skurczy żołądka i zrobiło jej się niedobrze. — To było twoje zabezpieczenie, wiemy to 
oboje! 

— Do licha, Kerry, czy dasz mi wreszcie szansę... 

—  A  tak  dla  zaspokojenia  mojej  ciekawości,  czy  dziesięd  tysięcy  to  standardowa  płaca  za 
towarzystwo na lato? — Już nie panowała nad sobą; czuła się do głębi zraniona i chciała tak samo 
mocno zranid jego. — Jak też ja wypadłam w porównaniu do Marcy, Julii i Sandy? Jedno trzeba ci 
przyznad,  Steele,  jesteś  szczodrym  pracodawcą.  Dziesięd  tysięcy  dolarów  za  trzy  miesiące  pracy! 
Gdybyś  dorzucił  jeszcze  ubezpieczenie,  kobiety  biłyby  się  o  tę  posadę.  Nie  musisz  się  martwid  o 
brak towarzystwa, nigdy ci go nie zabraknie. 

— Zamknij się wreszcie, Kerry! — Steele wpadł we wściekłośd. — Dośd mam twojego przekręcania 
moich słów i czynów. Cały czas mnie o coś podejrzewasz, za coś osądzasz, nie starając się w ogóle 
mnie zrozumied. 

— Rozumiem motywy twojego postępowania aż nadto dobrze! Mogłabym je wykładad na kursie! 
Przeczytałam całą  lekturę obowiązkową: wszystkie  twoje  jedenaście książek!  —  wykrzyknęła.  —  I 
nie  tylko  ty  masz  tego  wszystkiego  dosyd,  Steele.  Ja  również.  Mam  dosyd  tego...  tego  taniego 
romansu! 

— Nie waż się nazywad tego tanim romansem! — wrzasnął Steele. — Jak możesz! 

— To jest tani romans, pomimo tych dziesięciu tysięcy dolarów. Nie powinnam była w ogóle tutaj 
przyjeżdżad,  nie  powinnam  była  wcale  się  z  tobą  zadawad.  Ale  jeszcze  nie  jest  za  późno,  jeszcze 
mogę się wycofad. I teraz właśnie to robię. Wyjeżdżam, Steele. 

— Masz zamiar popłynąd wpław do Clayton? — zapytał kwaśno. — I dokąd to chcesz stąd pojechad, 
Kerry? 

—  Polecę  do  Waszyngtonu  w  sprawie  ten  nowej  posady.  Jeśli  zechcesz  łaskawie  odstawid  mnie 
dzisiaj do Clayton, przenocuję w motelu i jutro skorzystam z biletu od moich sióstr. 

—  Będziesz  jednak  musiała  skorzystad  z  moich  skażonych  pieniędzy,  aby  zapłacid  za  pokój  i 
jedzenie, Kerry — szydził Steele. — Czyżbyś decydowała się na taką haobę? 

— Oddam ci każdego centa. — Cała się trzęsła, głos również jej drżał. Jeszcze nigdy nie czuła się tak 
psychicznie  wyczerpana.  —  Marzę  tylko  o  wydostaniu  się  stąd.  Chcę  znajdowad  się  od  ciebie  jak 
najdalej. 

— Wcale nie chcesz mnie opuścid — zapewnił ją. — Nie potrafiłabyś tego zrobid, Kerry Kathleen. 
Zbyt jesteś zaangażowana, za bardzo mnie kochasz, aby mnie opuścid. 

— „Miłośd to stan przejściowego szaleostwa; z tego można się wyleczyd" — zacytowała Kerry. — To 
słowa Rodda Hardwicka, a on wie najlepiej, prawda? 

background image

Jeśli stąd natychmiast nie odejdzie, zacznie płakad albo będzie jej niedobrze. Popędziła do sypialni i 
zaczęła się chaotycznie pakowad. Steele poszedł za nią i z rękami założonymi na piersi oparł się o 
drzwi. Jego błękitne oczy pałały gniewem. 

— Chyba cię po prostu puszczę, Kerry Kathleen  O`Kaye. Twoja ostatnia uwaga uświadomiła mi, że 
w ogóle mnie nie rozumiesz i nigdy nawet nie próbowałaś. 

Kerry wrzucała swoje rzeczy do walizki leżącej na łóżku. 

— Jeszcze nigdy w życiu tak ciężko nad niczym nie pracowałam jak nad zrozumieniem ciebie. 

— Tym razem nie zasługujesz na pochwałę, panno Summa Cum Laude. Ludzie często identyfikują 
pisarza z jego tworami literackimi, ale u ciebie stało się to chorobliwe. Byłaś ze mną tak blisko jak 
jeszcze nikt nigdy dotąd. Mimo to widzisz we mnie tylko papierowego bohatera z moich powieści. 
Może właśnie to cię tak podnieca. 

Zatrzasnęła walizkę. 

— Właśnie to — potwierdziła bezbarwnie. — Oczywiście że tak. Ja zawsze szukałam tego rodzaju 
podniet. 

Sama ściągnęła z łóżka ciężką walizkę. Steele nie zaoferował jej pomocy. 

—  Chętnie  również  składam  skargi  w  sądzie.  Rozumiesz  mnie  chyba  tak  samo  dobrze,  jak 
twierdzisz, że ja rozumiem ciebie. Lepiej będzie dla nas obojga, jeśli wyjadę. 

— Wyjedziesz, jeśli zdecyduję cię zawieźd.  

Kerry westchnęła głęboko. 

—  A  więc  do  ciebie  należy  decyzja.  Ty  chcesz  zakooczyd  nasz  związek.  Nie  mogę  tak  po  prostu 
odejśd, ty musisz mnie odesład. Taka scena występuje w każdej twojej książce przynajmniej raz. 

— Na Boga! Moje książki nie są aż tak prorocze! — Patrzył na nią zaszokowany. 

— O, tak! — Pokiwała głową. — Oczywiście, możesz mnie odesład, możesz mied ostatnie słowo, tak 
jak ci twoi uprzejmi bohaterowie. Jest mi to obojętne, ja po prostu chcę odejśd. 

— Nie będę starał się ciebie zatrzymywad, bądź pewna — powiedział sucho. Jeszcze nigdy nie był 
dla niej tak oschły. — Z chęcią cię odwiozę do Clayton. Ale nie oczekuj, że będę za tobą gonił, Kerry. 
Jeśli  zechcesz  mnie  jeszcze  kiedyś  zobaczyd,  sama  będziesz  musiała  przyjśd  i  mnie  o  to  poprosid. 
Przyrzekam. 

Kerry dumnie podniosła głowę do góry. Nie pozwoli sobie na łzy. 

— Nigdy cię o to nie poproszę. Też przyrzekam. 

 

background image

12 

— A więc nie ma żadnej rozmowy? Nigdy nie spotkałaś tej kobiety? Nie ma mowy o pracy? — Pod 
wpływem doznanego szoku Kerry zacisnęła kurczowo dłonie. 

— Mówiłam ci, Erin, że jej się to wcale nie spodoba — zauważyła nerwowo Ellen. 

Trzy  siostry    O`Kaye  siedziały  w  saloniku  mieszkania  bliźniaczek  w  południowo-zachodniej  części 
Waszyngtonu. Godzinę wcześniej Erin odebrała Kerry z lotniska. Dopiero teraz jednak Kerry miała 
się dowiedzied prawdy. 

— Uspokójcie się obydwie — zaszczebiotała Erin zadowolona. — Kerry, nie będziesz potrzebowała 
żadnej głupiej posady przedszkolanki w Waszyngtonie. Przypomnij sobie: powiedziałam ci ostatnim 
razem,  że  jeśli  w  ciągu  dwóch  tygodni  twojego  pobytu  na  wyspie  nie  usłyszę  o  waszych 
zaręczynach, to zajmę się Steele'em. I tak się właśnie stało. Zagrałyśmy w atu, Kerry. Steele Gray 
dopiero teraz uświadomi sobie, jak bardzo cię potrzebuje. Według moich przewidywao zjawi się tu 
najdalej w ciągu kilku następnych dni, z pierścionkiem i oświadczynami. 

— Chcesz przez to powiedzied, że spreparowałaś tę całą sytuację po to, aby... aby zmusid Steele'a 
do oświadczyn? — Kerry poczuła na policzku palące łzy, ale w tym samym momencie wstrząsnął nią 
atak śmiechu. „Ja chyba zwariowałam"— pomyślała z dziwną obojętnością. 

— Ten facet cię kocha, Kerry, ale ty jesteś zbyt nieśmiała i dlatego trwałoby to jeszcze wieki, zanim 
by wreszcie on sam zrobił ten krok. Ja chciałam to tylko przyspieszyd  —  uśmiechnęła się Erin.  — 
Należało  ci  się  to  ode  mnie,  Kerry.  Powinnam  była  już  wtedy  na  twój  bal  maturalny  znaleźd  ci 
chłopaka; nie zrobiłam tego, chociaż mogłam. Zawsze czułam się z tego powodu winna, więc kiedy 
teraz  miałam  okazję  ci  się  przysłużyd  w  usidleniu  Steele'a,  przeszłam  do  czynów.  —  Erin 
przeciągnęła się jak rozleniwiona, zadowolona z siebie kotka. — Tak, Tom ma rację, pomoc innym 
daje dużą satysfakcję. 

— Och, Erin, wolałabym, żebyś mi nie podawała pomocnej dłoni w ten sposób i w takiej chwili. 

Kerry ciągle nie wiedziała, czy ma się śmiad, czy płakad. 

„Usidlid  Steele'a",  powiedziała  Erin.  Zupełnie  jakby  on  był  jakimś  drogocennym  zwierzęciem  na 
safari. Jakże wściekłby się Steele, gdyby wiedział, że stał się celem podstępnych zabiegów Erin! „Ale 
nigdy się nie dowie" — przypomniała sobie Kerry ze smutkiem. 

—  Steele  mi  się  nie  oświadczy,  Erin.  Nasz  romans  sie  skooczył.  Stało  się  to  w  dniu,  w  którym 
otrzymałam twój list. 

— O nie! - Erin zbladła. — Ale chyba nie z powoda listu?! 

Kerry pomyślała o kłótni wywołanej tym planowana wyjazdem do Waszyngtonu. Nie był to jednak 
powód ostatniej, decydującej kłótni. 

— Nie — zapewniła siostrę. — Nie z powodu listu. 

background image

—  On  do  ciebie  wróci,  Kerry  —  wtrąciła  Erin  ze  swoją  zwykłą  pewnością.  —  Tom  i  ja  również 
mieliśmy  już  kilka  kryzysów,  ale  zawsze  jakoś  się wyklarowały.  Raz  nawet  zerwaliśmy  ze  sobą  na 
całe dwa tygodnie. W koocu jednak miłośd zwyciężyła. 

—  Właśnie  o  to  chodzi.  Wy  się  kochacie,  a  Steele  mnie  nie  kocha,  Erin.  To  nie  jest  tylko  kryzys. 
Między  nami  naprawdę wszystko  się  skooczyło.  —  Kerry  zdziwiły  łzy  zalewające  jej  twarz.  —  Nie 
rozumiem, skąd jeszcze mogę mied tyle łez. — Spróbowała się uśmiechnąd, ale wyszło to marnie. — 
Płakałam bez przerwy, od czasu gdy on mnie wysadził przed motelem wczoraj po południu. 

— Zauważyłam twoje zaczerwienione oczy już na lotnisku  — grobowym głosem powiedziała Erin. 
— Myślałam jednak, że to twoja alergia znów daje o sobie znad. 

— Sądziłam, że jeśli mu na mnie w ogóle zależy, to przyjdzie do motelu albo na lotnisko, aby się ze 
mną  pogodzid  —  wyrzuciła  z  siebie  Kerry,  walcząc  z  nowym  atakiem  płaczu  —  ale  nie  zjawił  się 
wcale. Rzeczywiście nie żartował, gdy mnie ostrzegał, że nie będzie się za mną uganiał. 

— Nie mogę uwierzyd, że on cię nie kocha. — Erin zmarszczyła czoło. — Byłam tego taka pewna! 
Mam przecież tyle doświadczenia z zakochanymi mężczyznami! On naprawdę wyglądał na mocno 
zadurzonego w tobie. 

— Widad Steele Gray przechytrzył nawet ciebie, Erin. Jest nieodgadniony — stwierdziła Ellen. 

—  Na  koniec  chciał  mi  jeszcze  dad  dziesięd  tysięcy  dolarów  za  spędzenie  z  nim  lata.  —  Kerry 
przyznała  się  siostrom  do  tego  żenującego  faktu  i  widziała,  jak  na  ich  twarzach  odmalowała  się 
konsternacja. 

—  Wiedziałam,  że  mnie  nie  kocha,  ale  nigdy  nie  przyszłoby mi  do  głowy,  że  aż  taką  miał o mnie 
opinię. Gdybyż mi tylko trochę zaufał... 

— Chciał ci zapłacid? — Ellen odzyskała głos, chod zdumienie jej nie przeszło. 

— Och, Kerry, tak mi przykro! — Erin wybuchnęła płaczem. 

Ellen  także  płakała.  Po  raz  pierwszy  od  piętnastu  lat,  gdy  to  zdechł  ich  wspólny  pies,  wszystkie 
siostry  O`Kaye razem płakały. 

Pomimo  bólu  Kerry  poczuła  się  naraz  ze  swoimi  siostrami  bardzo  związana.  „Trudno,  straciłam 
kochanka, ale w zamian zdobyłam siostrzaną przyjaźo i miłośd" — pocieszała się. 

Kiedy  pół  godziny  później  zjawił  się  Tom  Summers,  zastał  siostry  nadal  pogrążone  w  ponurym 
nastroju. Natychmiast przejął kontrolę nad sytuacją. 

— Wszystko wygląda źle, gdy się jest głodnym — ogłosił. — Zabieram was na obiad, a... 

—  Oto  dlaczego  Erin  się  w  nim  zakochała!  —  przerwała  mu  sucho  Ellen.  —  On  jest  młodszym 
odpowiednikiem babci: kłopoty trzeba przeżud! 

background image

Roześmieli się wszyscy. 

— Ale to prawda, że problemy ulatniają się po doskonałej pizzy Natili — nalegał Tom. — Chodźcie 
ze mną, a same się przekonacie. 

—  Och,  Tom,  żadna  z  nas  nie  ma  właściwie  ochoty  wychodzid.  —  Erin  objęła  go  za  szyję.  —  Ale 
może przyniósłbyś nam pizzę tutaj? 

Tom nie dał się długo prosid i wyszedł, aby zamówid i przynieśd jedzenie. W oczekiwaniu na nie Erin 
nalała  cztery  lampki  wina,  a  Ellen  rozłożyła  na  kuchennym  stole  serwetki  i  papierowe  talerze  do 
pizzy. 

Zadzwonił dzwonek u drzwi. 

— To nie może byd jeszcze Tom — powiedziała Ellen. — On dopiero wyszedł. 

— Ja otworzę. — Erin już była w przedpokoju. 

— Tylko spójrz najpierw przez judasza, zanim otworzysz drzwi, Erin. — Kerry czuła się w obowiązku 
przypomnied o tym siostrze. To było w koocu duże miasto. Erin spojrzała przez judasza i odwróciła 
się natychmiast. 

— O mój Boże! 

— Kto to jest? — zapytała Kerry lękliwie, wyobrażając sobie od razu całą bandę morderców. 

— Kerry! — Oczy Erin błyszczały jak prawdziwe szmaragdy. — To on. To Steele Gray! 

Ełlen, chyba jako jedyna z nich, zachowała zimną krew. 

— Więc wpuśd go! 

Podeszła  do  drzwi,  otworzyła  je  i  ciepło  powitała  Steele'a.  Kerry  i  Erin  wpatrywały  się  w  niego 
oszołomione. 

— Mamy jeszcze coś do zrobienia w kuchni, Steele. Na pewno nam wybaczysz... — Ellen chwyciła 
swoją siostrę bliźniaczkę za ramię i wyciągnęła ją z salonu. 

—  Czego  chcesz,  Steele?  —  zapytała  sztywno  Kerry,  wygładzając  swą  turkusową  spódnicę. 
Kosztowało  ją  to  dużo  samozaparcia,  aby  nie  rzucid  mu  się  w  ramiona.  Wyglądał  wspaniałe,  taki 
wysoki  i  opalony,  i  jeszcze  bardziej  niż  zwykle  elegancki  w  tym  szarym  garniturze.  Czyżby  minął 
tylko jeden dzieo od ich gwałtownego rozstania? Jej wydawało się, że to wieki całe. Ból tęsknoty za 
nim był nie do zniesienia. 

— Kerry, chcę cię poślubid. 

Jego  słowa  ścięły  ją  z  nóg.  Dosłownie.  Kerry  stała  cała  drżąca,  gdy  je  usłyszała,  a  w  następnej 
sekundzie  siedziała  już  na  żółtej  otomanie.  A  więc  udało  się  doprowadzid  Steele'a  do  tego,  aby 

background image

oświadczył  się  Kerry,  tak  jak  zaplanowała.  „Erin  miała  rację"  —  pomyślała  Kerry  jak  w  transie. 
Wiedziała,  jak  postępowad  z  takim  mężczyzną.  Kerry  wydawało  się  jednak,  że  to  nie  w  porządku 
naciągad  go  tak  na  małżeostwo.  Mimo  że  jej  siostra  miała  jak  najlepsze  intencje,  Kerry  nie 
zamierzała korzystad teraz z efektów jej knowao. 

—  Nie, Steele  —  powiedziała do niego. Nie chciała wymuszonych podstępem oświadczyn. To nie 
byłby dobry początek małżeoskiego związku. 

—  Kerry,  musisz  wyjśd  za  mnie  —  nalegał  Steele  i  Kerry  usłyszała  w  jego  głosie  nie  znaną  sobie 
dotąd  nutę  rozpaczy.  —  Te  ostatnie  dwadzieścia  cztery  godziny  pogrążyły  mnie  w  nieszczęściu. 
Musisz do mnie wrócid, Kerry. 

— Powiedziałeś, że będę musiała cię prosid, aby móc do ciebie wrócid — powtórzyła z namysłem. 
„Czyżby rzeczywiście chciał się ze mną ożenid po to tylko, abym wróciła z nim na wyspę? Czyżby tak 
bardzo mnie pragnął? Erin miała rację, jakie to dziwne". 

— Kochanie, przepraszam za wszystko, co powiedziałem. Wiem, że cię to zraniło. Dlatego to ja tutaj 
jestem  i  ciebie  proszę.  Zasłużyłem  na  twój  gniew  —  zaczerpnął  powietrza.  —  Kerry,  nie 
powinienem był pozwolid ci odejśd, ale wściekłem się na ciebie. Zraniłaś mnie swoim oskarżeniami 
w  związku z pieniędzmi, które  wpłaciłem na  twoje  konto. Maleoka,  ja naprawdę  zrobiłem to bez 
żadnych  ubocznych myśli. Nie zamierzałem się ubezpieczad,  jak to nazwałaś. Po prostu chciałem, 
abyś miała te pieniądze, zupełnie bezwarunkowo. 

— Bezwarunkowo? — niedowierzająco powtórzyła Kerry. 

Steele jęknął. 

—  No  cóż,  może  podświadomie  chciałem  cię  jedynie  bardziej  ze  sobą  związad,  najdroższa,  żebyś 
mnie potrzebowała pod każdym względem: emocjonalnie, fizycznie i finansowo. — Wziął ją za ręce 
i przyciągnął do siebie, tak że musiała wstad. — Musisz mi na to pozwolid, Kerry. Kocham cię. 

Poprawił ręką luźno zwisające pasemko jej włosów, gładząc przy tym miękką skórę policzka. Jego 
spojrzenie było takie ciepłe i czułe, że Kerry łzy zakręciły się w oczach. 

—  Czy  zdałeś  sobie  z  tego  sprawę  po  moim  wczorajszym  wyjeździe?  —  zapytała.  Nie  chciała  go 
widzied w sidłach zastawionych przez Erin. Czułaby się bardzo nie w porządku wobec niego. 

— Kerry, już podczas pierwszej nocy spędzonej z tobą w Oak View wiedziałem, że jestem w tobie 
zakochany. Dlatego taka naturalna była wówczas dla mnie wizyta u twoich rodziców. 

Istniał więc jeszcze płomyczek nadziei, a jednak... 

— Kochałeś mnie cały czas i ani razu mi tego nie powiedziałeś? 

—  Nie  umiem,  to  moje  jedynie  usprawiedliwienie.  „Kocham  cię"  to  zwrot,  którym  nigdy  nie 
szafowałem.  Gdy  nadszedł  czas,  by  go  użyd...  —  Zaśmiał  się  krótko.  —  ...po  prostu  nie  mogłem 
wydobyd z siebie tych słóm. Byd może chciałem, abyś ty nalegała na moje wyznanie miłości. 

background image

— A ja tego nie zrobiłam — dopowiedziała zamyślona. 

—  To  prawda.  Pamiętasz  tę  noc,  gdy  upierałem  się,  abyś  mnie  zapytała,  jak  bardzo  mi  na  tobie 
zależy... 

Kerry skinęła głową, przypominając sobie swoje zmieszanie i jego niezadowolenie z jej odpowiedzi. 

— Wtedy chciałem ci powiedzied, że cię kocham, Kerry. Byłem gotowy, aby wypowiedzied te słowa, 
ale z jakiegoś głupiego powodu chciałem, abyś je na mnie w pewnym sensie wymusiła. 

Kerry porozumiewawczo pokiwała głową. 

— Tak by się pewnie też zachowali twoi bohaterowie: Rodd, Cole i cała reszta. 

— Proszę, tylko nie te pajace! Kochanie, nie myl mnie z nimi. Może kiedyś byłem do nich podobny, 
ale to już przeszłośd, Kerry. Zmieniłem się i wydoroślałem. Częściowo też i z tego względu tak mnie 
wczoraj  zdenerwowałaś.  Ty  w  ogóle  nie  widziałaś  prawdziwego,  nowego  mnie,  a  jedynie  moje 
schematyczne  postacie  literackie.  Kerry,  ja  naprawdę  różnię  się  teraz  od  nich'.  Umiem  w  koocu 
wyznad miłośd kobiecie, którą kocham i pragnę poślubid. 

— Och, Steele! — Westchnęła. — Tak mi przykro, że cię zraniłam. Nigdy do kooca nie wiedziałam, 
jak to między nami jest. Trzymałam się twoich książek, aby ciebie lepiej zrozumied, pojąd, dlaczego 
taki mężczyzna jak ty miałby w ogóle dwa razy spojrzed na taką kobietę jak ja. 

—  Ależ,  kochanie,  jak  mógłbym  ci  się  oprzed?  Mam  wrażenie,  że  czekałem  na  ciebie  całe  moje 
życie,  najdroższa.  —  Uśmiechnął  się  do  niej.  Jego  oczy  przepełniała  słodycz  miłości.  —-A  ty, 
próbując  sklasyfikowad  nasz  związek,  za  każdym  razem  używałaś  niewłaściwych  określeo,  typu 
przygoda czy romans. To jest miłośd, kochanie. To jest ta właściwa kategoria. 

— Kocham cię, Steele. — Przytuliła się do niego, a on objął ją mocno. 

—  Kerry,  okazałem  się  wyjątkowym  wariatem,  zwlekając  z  tym  tak  długo.  —  Prawie  nie  słyszała 
jego głosu. — Powiedz, że mi wybaczysz i zgadzasz się mnie poślubid. 

— Oczywiście, że ci wybaczam — wyszeptała, patrząc mu w oczy — ale nie mogę wyjśd za ciebie za 
mąż. Wrócę z tobą na wyspę i zostanę tam tak długo, jak zechcesz, ale... 

— Do licha, Kerry, poślubisz mnie. Wrócimy na wyspę tylko jako mąż i żona. 

—  Steele,  do  tych  oświadczyn  zostałeś  doprowadzony  za  pomocą  fortelu.  —  Kerry  głęboko 
zaciągnęła się powietrzem. — Nie byłoby z mojej strony uczciwie, gdybym w takich okolicznościach 
je przyjęła. 

— Kerry, o czym ty mówisz?  

background image

 —  Ta  posada,  o  której  pisała  Erin...  nic  z  tego  nie  będzie.  Cała  ta  wycieczka miała  byd  przynętą, 
którą  wymyśliła  Erin,  aby mnie wywabid  z wyspy.  Wtedy miałeś  sobie  uświadomid,  jak  bardzo  za 
mną tęsknisz. 

 —  Rozumiem.  Przypuszczam,  że  Erin  sobie  winszuje,  ponieważ wpadłem w  zastawioną  przez  nią 
pułapkę. 

Kerry przełknęła ślinę. 

—  Nie  chcę,  żeby  między  nas  wkradła  się  taka  nieuczciwośd.  Możemy  wobec  tego  twoje 
oświadczyny uznad za niebyłe. 

Oczekiwała, że się zezłości, zachowa się chłodno i sarkastycznie, tymczasem on śmiał się. Ta reakcja 
kompletnie zbiła ją z tropu. 

 — Mam coś dla ciebie, Kerry. Kupiłem to zaraz po naszym weekendzie w Wilkes-Barre. — Sięgnął 
do  wewnętrznej  kieszeni  marynarki  i  wyjął  małe  pudełeczko.  —  To  dla  ciebie,  najdroższa.  Teraz 
jesteśmy oficjalnie zaręczeni. — Wsunął jej na palec pierścionek ze szmaragdem. — To nie podstęp 
Erin zmusił mnie do oświadczyn. Nosiłem się z tym zamiarem od naszego pobytu w Wilkes-Barre. 

Kerry nie odrywała od niego wzroku. 

— Naprawdę? 

 —  Wydawało  mi  się,  że  nie  zgodzisz  się  spędzid  ze  mną  wakacji  na  wyspie  bez  jakiegoś 
konkretnego zobowiązania z mojej strony. Może sobie przypominasz, że wręcz chciałem cię zmusid, 
abyś  tego  ode  mnie  zażądała.  Powiedziałem,  że  zgodzę  się  na  twoje  warunki  i  zamierzałem  się  z 
tobą ożenid. Już wtedy cię kochałem i wiedziałem, że ty też mnie kochasz. Byłem pewien, że nasz 
ślub  to  tylko  kwestia  czasu.  —  Na  jego  twarzy  pojawił  się  dziwnie  nieśmiały,  chłopięcy  wręcz 
uśmiech. — Ale skoro zdecydowałaś się spędzid ze mną lato, nie nalegając na ślub... 

— Stwierdziłeś, że nie trzeba się jeszcze oświadczad! — dokooczyła Kerry oburzona. 

— My, twardzi faceci poszukujący przygód, nigdy się łatwo nie poddajemy, kochanie!  - wyznał ze 
śmiechem. — Kerry, i tak bym ci się oświadczył w ciągu wakacji. W swoim sercu już to zrobiłem. 

— To dlatego nie bałeś się wcale „stalowej pułapki ciąży". — Teraz wszystko nabrało dla niej sensu. 

— Ciągle jeszcze nie mogę uwierzyd, że to ja napisałem taką okropną metaforę. Czy jesteś pewna, 
że to nie Nina? — Pocałował ją w czubek nosa. — Prawdę mówiąc, ta tak zwana stalowa pułapka 
bardzo mnie teraz pociąga. Bardzo chciałbym mied z tobą dziecko, nasze wspólne dziecko. 

— Ja również tego pragnę, Steele — westchnęła błogo. 

— Czy te plany, które w stosunku do mnie miałeś, to było właśnie małżeostwo? Czy to chciałeś mi 
zaproponowad, gdy ja myślałam, że chcesz iśd ze mną do łóżka? 

background image

— Ta dama naprawdę zasługuje na summa cum taude. Zgadza się, Kerry. 

Całowali się namiętnie, gdy zabrzmiał dzwonek i do salonu wpadły bliźniaczki, aby otworzyd drzwi. 
Kerry i Steele niechętnie się rozłączyli, gdy wszedł Tom z dwoma pudełkami dymiącej pizzy. 

—  Kerry  i  Steele  właśnie  się  zaręczyli!  —  wykrzyknęła  radośnie  Erin,  odbierając  od  Toma  jedno 
pudełko. 

Kerry była jeszcze zbyt oszołomiona szczęściem, aby zbesztad bliźniaczki za podsłuchiwanie. 

— Czyli mój cud z pizzą zadziałał — zażartował Tom — zanim ją w ogóle zjedliśmy! 

— Może w związku z tym odbędzie się podwójne wesele? — tęsknie spytała Ellen. 

— Co to, to nie! — Steele władczo objął Kerry w talii. 

— Kerry będzie gwiazdą własnego przedstawienia. I jeśli zechce, będzie miała największe przyjęcie, 
jakie kiedykolwiek widzieli  O`Kaye'owie. 

Erin uśmiechnęła się, zadowolona z siebie. 

— Czyż nie miałam racji, Kerry? Zupełnie go oczarowałaś! 

Kerry i Steele wymienili bardzo osobiste, pełne miłości spojrzenia. 

— Jesteśmy sobą nawzajem oczarowani, Erin — delikatnie skorygowała Kerry. 

 

EPILOG 

W  wiaderku  z  lodem  stała  butelka  różowego  szampana,  a  obok  dwa  kryształowe  kielichy 
przewiązane  wstążkami.  W  podłużnym,  białym  opakowaniu  na  nocnym  stoliczku  leżał  tuzin 
czerwonych róż na długich łodyżkach, a na wierzchu kartka zaadresowana do pani Gray. 

Steele postawił pannę młodą na ziemi po tradycyjnym przeniesieniu jej przez próg ich wspólnego 
domu, jego nowojorskiego apartamentu. Kerry pochyliła się, aby przycisnąd guziczek na ścianie i w 
pokoju  zgasło  główne  oświetlenie.  W  podniecającym  półmroku  słychad  było  teraz  cichą,  kuszącą 
muzykę. Kerry zachichotała; Steele żachnął się. 

—  Poproszę  dekoratora  wnętrz,  aby  to  wszystko  jak  najszybciej  pozmieniał,  kochanie  — 
powiedział. — Żonaty mężczyzna nie może mieszkad z małżonką w kawalerskim pałacu uwodzenia. 

—  Wydaje mi się,  że  będziesz bardzo konserwatywną, tradycyjną głową  rodziny  —  droczyła się z 
nim Kerry — ale dekorator nie jest mi potrzebny. Chciałabym sama dokonad tu zmian. To będzie 
dla mnie prawdziwe wyzwanie: z jaskini lwa zrobid dom rodzinny. 

background image

Steele znudzony już kwestią urządzania mieszkania zręcznie zmienił temat. 

— Jutro lecimy do Paryża na nasz miodowy miesiąc, ale dzisiaj ma pani okazję spędzid romantyczną 
noc  ze  Steele'em  Grayem,  pani  Gray.  —  Pocałował  ją  w  czoło,  pomagając  jej  jednocześnie  zdjąd 
kremowy żakiet. 

— Czy spędzimy ją tak samo jak tę pierwszą? — spytała Kerry, mocując się z jego krawatem. 

— Niezupełnie. Dzisiaj zaczniemy tam, gdzie skooczyliśmy tamtej nocy.  — Uśmiechnął się do niej 
rozpustnie. — W moim łóżku. 

—  Ślub  wypadł  przepięknie,  prawda,  Steele?  —  Kerry  westchnęła,  z  radością  wspominając 
wydarzenia  tego  dnia.  Steele  podał  jej  lampkę  szampana.  —  Jak  to  miło,  że  Joanna  Green 
przyjechała taki kawał drogi do Wilkes-Barre, aby uczestniczyd w ceremonii. 

— Powiedziała, że nie wybaczyłaby sobie, gdyby ją to ominęło. 

Błękitne oczy Steele'a błyszczały szelmowsko. 

— Ale nic dziwnego, skoro ma to byd główna atrakcja nowego numeru Romantycznych Opinii. 

—  Szkoda  tylko,  że  Nina  na  samym  początku  wcisnęła  twojej  siostrze  swoje  najnowsze  dzieło. 
Deborah w ogóle nie wyglądała na zadowoloną. — Steele zaczął ją rozbierad. Kerry czuła na sobie 
jego delikatne, kochające dłonie. 

—  Wypijmy  za  nieprawdopodobny  sukces  nowej  propozycji  Niny  w  świecie  literackim!  —  Kerry  i 
Stcele stuknęli się lampkami szampana. 

— Za ostatni produkt Niny!  

— Nosi tytuł „Żądza nocą" — podsunęła Kerry. 

— Mmm, za to koniecznie trzeba wypid. Przełknęli kilka łyków i odstawili kieliszki. Przez chwilę 

Kerry  stała  przed  nim  nieświadoma  swej  nagości,  zanim  sięgnęła  po  swój  biały,  jedwabny 
szlafroczek. Steele podszedł do niej. 

—  Moja  ukochana  Kerry.  —  Patrzył  jej  w  oczy,  składając  na  jej  ustach  pocałunek.  —  To 
najszczęśliwszy  dzieo  mojego  życia.  W  koocu  znalazłem  i  poślubiłem  kobietę,  którą  kocham.  — 
Pocałował ją jeszcze raz. — I szanuję. — Następny pocałunek. — I uwielbiam. 

— Kocham cię od czasu naszej pierwszej wspólnej nocy — szepnęła miękko — ale nie śniłoby mi się 
nigdy, że i ty mógłbyś mnie kochad. 

— Kerry, całe życie byłaś niedoceniana, szczególnie przez samą siebie. Moja wyjątkowa arogancja 
każe mi wierzyd, że małżeostwo ze mną zwiększy twoją wiarę we własne możliwości. Zamierzam się 
o to postarad. 

background image

Wziął ją na ręce jak dziecko i usiadłszy na brzegu łóżka, posadził sobie na kolanach. 

—  Kiedy  przeczytasz  moją  ostatnią  powieśd  „Miłośd  nigdy  nie  jest  śmiertelna",  dowiesz  się,  że 
kobieta, która poskromiła Rodda Hardwicka, jest do ciebie bardzo podobna, 

— Naprawdę zabierasz go ze sceny i każesz się żenid? 

— W tej książce wszyscy czterej bohaterowie „Śmiertelnych" doznają rozkoszy życia małżeoskiego, 
Kerry. 

—  Zrobił  się  z  ciebie  autor  romansów  —  szydziła  z  niego  dobrodusznie.—  Nina  będzie  zła,  że  jej 
odbierasz  chleb,  Steele.  A  teraz  poważnie.  Czy  masz  zamiar  spróbowad  teraz  czegoś  innego, 
bardziej ambitnego? 

Skinął głową. 

—  Jestem  poważnym,  żonatym  mężczyzną.  Czas  napisad  książkę,  która  odzwierciedla  ten  nowy 
etap w moim życiu. 

— Jeśli już mówimy o nowym etapie w twoim życiu, będziesz musiał zmienid zdjęcie na okładce. — 
Oczy  jej  błysnęły  psotnie.  —  Koniec  z  wachlowaniem  palmowymi  liśdmi,  hamakiem  i  tymi 
pięknościami w bikini. 

Steele roześmiał się. 

—  Może  odpowiednie  byłoby  takie  ujęcie:  ja,  w  tweedowym  garniturze,  poważnie  pykający 
fajeczkę? 

— Najważniejsze, żeby wszyscy mogli zobaczyd obrączkę — dokooczyła. 

— Oczywiście. Jestem szczęśliwym żonkosiem, pani Gray. 

— Czyżby więc pułapka nie stanowiła aż takiej tragedii? — Uśmiechnęła się, całując go delikatnie w 
usta. 

— Oby mnie z niej nikt nigdy nie próbował wyciągad! — powiedział Steele, obejmując ją i mocno do 
siebie tuląc. Tym razem ich pocałunek trwał jeszcze dłużej niż zwykle...