background image

 

DLACZEGO WŁAŚNIE TY?  
 
 
PROLOG: ZŁOTY CHŁOPIEC?  
 
 
Why did we tell you then  
You were always the golden boy then  
And that you'd never lose that light in your eyes?
*  
"Poles Apart", Pink Floyd  
 
 
- Harry, do diabła... myślałem, Ŝe ci zaleŜy!  
- AleŜ zaleŜy, Mark. TakŜe na moich błonach bębenkowych, więc, jeśli moŜesz, przestań 
wrzeszczeć. - Głos Harry’ego Pottera był spokojny, nawet ziewnął leniwie, zanim wstał z kanapy, 
z której przez ostatnie pół godziny obserwował swojego obecnego, mugolskiego chłopaka, 
odstawiającego przed nim scenę zdradzonego kochanka. „Mam z głowy kolejny, zakichany 
związek. Świetnie. Pora skończyć z tym gównem, i to jak najszybciej” - pomyślał patrząc na, juŜ 
wkrótce, byłego partnera, z wyŜyn swojego dość imponującego wzrostu.  
Mark zamkną usta i gapił się uparcie w podłogę. Harry tylko westchnął, znudzony, tak dobrze 
wiedząc, co teraz nastąpi. Zawsze działo się tak samo.  
- Mark - zaczął, podobnie jak zaczynał wiele razy wcześniej, tylko imiona się zmieniały. 
Próbował załagodzić zbliŜającą się sprzeczkę.  
Odkąd Chłopiec-Który-PrzeŜył stał się jednym z najsławniejszych i najbardziej docenianych 
mugolskich pisarzy, przyzwyczaił się, Ŝe zawsze robi to, czego chce. Nikt nie mógł go 
powstrzymać, nawet stojący przed nim, ze wzrokiem ciągle wbitym w ziemię, młody męŜczyzna.  
- Spójrz na mnie - kontynuował Harry, spokojnie, ale stanowczo.  
Jego głos zmusił drugiego chłopaka do poddania się i podniesienia głowy.  
Harry przez chwilę patrzył w ciepłe, brązowe oczy Marka, miękkie rysy jego przystojnej twarzy i 
piękne, czerwone usta, teraz lekko drŜące w niepewnym oczekiwaniu.  
„Taki, jak wszyscy inni. W kółko to samo.”  
- Dobrze - odezwał się wreszcie zmęczonym głosem i westchnął. - Co mam powiedzieć? 
Naprawdę było miło. - ZauwaŜył, jak Mark cofnął się, słysząc czas przeszły. Potrząsnął głową i 
kontynuował, zdecydowany zakończyć tę smutną konfrontację raz na zawsze. - Wiesz, jak to jest. 
Po prostu przyjmij do wiadomości, Ŝe wszystko skończone. Teraz boli, ale juŜ niedługo 
zrozumiesz, Ŝe tak jest lepiej. - Harry zakończył, pozwalając słowom, opuszczającym jego usta, 
brzmieć w sposób poufały i zaŜyły.  
Czekał cierpliwie na odpowiedź, na reakcję, którą - ze względu na spore doświadczenie w 
zakańczaniu związków - mógł łatwo przewidzieć: gniewny krzyk i słowa „Ty gnojku! 
Potrzebowałeś mnie tylko do łóŜka!”, albo szloch i „Proszę, przemyśl to jeszcze raz.”  
Ale jak wiadomo, kaŜda reguła ma swoje wyjątki. Kiedy po minucie ciszy nie dostał Ŝadnej 
odpowiedzi, Harry’emu przyszło do głowy, Ŝe być moŜe właśnie miał do czynienia z takim 
wyjątkiem.  
- Mark? - zapytał wreszcie, poganiany pragnieniem zakończenia tego jak najszybciej.  
Chłopak wyrwał się z transu i jak gdyby po raz pierwszy skupiając uwagę na swoim partnerze, 
uśmiechnął nieznacznie.  
- Rozumiem, Harry - szepnął po prostu.  

background image

 

„Grzeczny chłopiec” - pomyślał Potter, nieznacznie zaskoczony przez dziwny spokój, 
rozchodzący się po całej jadalni.  
Nagle Mark westchnął, ponownie koncentrując się na Harrym.  
- Teraz, jeŜeli nie masz nic przeciwko, chciałbym wyprowadzić się jak najszybciej - powiedział 
podnosząc wzrok na spotkanie zielonego spojrzenia. - Mógłbyś wezwać dla mnie taksówkę?  
Harry zmruŜył oczy, kiwnął głową i złoŜył zamówienie, korzystając z bezprzewodowego 
telefonu, leŜącego na kanapie. Potem odwrócił się w stronę Marka, badając dziwnie pusty wyraz 
jego twarzy.  
- Będzie za dziesięć minut - powiedział, szukając jakiegoś rodzaju reakcji.  
Mark tylko kiwnął głową.  
- Dzięki. Pójdę zabrać swoje rzeczy.  
Harry zamrugał, gapiąc się na znikającą w korytarzu sylwetkę, ale po chwili uśmiechnął 
zadowolony, Ŝe chociaŜ raz wszystko poszło gładko.  
Po kilku minutach były kochanek wrócił, niosąc jedną torbę.  
- Pomóc ci? - Harry wykazał wymaganą przez sytuację grzeczność.  
- Nie, nie trzeba. To jest lekkie - odpowiedział Mark i wtedy zadzwonił telefon.  
Harry odebrał, porozmawiał chwilę i odwrócił się do drugiego męŜczyzny:  
- To dozorca. Mówił, Ŝe samochód czeka.  
Mark kiwnął głową i ruszył w stronę wyjścia. „Coś jest nie tak” - pomyślał Harry i zmarszczył 
brwi patrząc, jak chłopak otwiera drzwi. Wyszedł, ale zaraz za progiem zatrzymał się.  
- Harry - zawołał cicho, nie odwracając się jednak.  
Potter ponownie zmarszczył brwi. „CzyŜ dopiero co nie przyszło mi do głowy, Ŝe coś jest nie 
tak?” - pomyślał sarkastycznie.  
- Tak? - zapytał świadomy, Ŝe sytuacja dojrzała do ostatecznego zakończenia.  
„Najwspanialsze, czego moŜesz w Ŝyciu doświadczyć, to kochać i być kochanym.” - Jego były 
partner zacytował spokojnym głosem.  
Harry zmarszczył brwi. „O co mu, do diabła, chodzi?” - pomyślał lekko poirytowany.  
- Kiedy pierwszy raz to powiedziałem, roześmiałeś się - kontynuował Mark z nutą wesołości w 
głosie. - Stwierdziłeś, Ŝe to gówno prawda i najprawdopodobniej miałeś rację. Mimo to, Harry, 
daj mi znać, kiedy nauczysz się kochać. JeŜeli to kiedykolwiek nastąpi. PoniewaŜ Zakochany 
Harry Potter nie jest czymś, co widuje się na co dzień. Za nic w świecie nie chciałbym stracić 
moŜliwości zobaczenia tego.  
Harry zacisnął palce wokół klamki, ale nie odezwał się.  
- Dobrze, znikam juŜ. - Mark westchnął. - Ale nie zapomnij dać mi znać. Nie sądzisz, Ŝe chociaŜ 
tyle jesteś mi winien? - Gdy kończył mówić, wesołość w jego głosie przekształciła się w Ŝądlący 
sarkazm.  
Kiedy Harry po raz kolejny nie skomentował, Mark tylko wzruszył ramionami, odczekał chwilę i 
juŜ bez słowa wyszedł.  
Cudowny Chłopiec zamknął powoli drzwi i oparł się o nie. Wcale nie czuł się tak pogodny, jak 
mogłoby sugerować jego przezwisko. Absolutnie nie. Sam siebie przeklinał, Ŝe tym razem 
potraktował sprawę ze zbyt duŜym lekcewaŜeniem.  
„Nigdy więcej nie podchodź do tego tak łatwo. Dzień, w którym przestanę być ostroŜny, będzie 
dniem, w którym utknę z jednym z tych irytujących dupków” - pomyślał ze złością, czując, jak 
coś porusza się wewnątrz jego klatki piersiowej.  
I zanim to dziwne uczucie mogłoby przybrać na sile, uderzył w drzwi zaciśniętą pięścią. Ból był 
na tyle duŜy, Ŝe oczyścił jego umysł ze wszystkiego, co w słowach Marka mogło dotkać go 
bardziej, niŜ był w stanie tolerować.  

background image

 

ZmruŜył zielone oczy i dopiero, kiedy Ŝądlące uczucie w lewej ręce zaniknęło, poczuł się 
odrobinę zrelaksowany. Pozwolił, Ŝeby na wargi wpełzł mu pełen wstrętu uśmieszek.  
- Cholerna miłość - wymamrotał jadowitym głosem. - Przeklęta, cholerna, głupia rzecz, 
nazywana miłością - dodał juŜ głośno w kierunku pustej jadalni.  
A potem, słysząc dźwięk swoich własnych, gniewnych słów, zaczął się śmiać histerycznie.  
 
 
*Czemu ci powiedzieliśmy, Ŝe  
Zawsze byłe
ś złotym dzieckiem  
Ŝe nigdy nie stracisz tego światła w oczach  
(tłumaczenie - Paweł Rumian)  
 
 
ROZDZIAŁ I: SZALONY DIAMENT  
 
 
Remember when you were young, you shone like the sun.  
Shine on you crazy diamond.  
Now there's a look in your eyes, like black holes in the sky.  
Shine on you crazy diamond.  
You were caught in the crossfire of childhood and stardom,  
blown on the steel breeze.  
Come on you target for faraway laughter,  
come on you stranger, you legend, you martyr, and shine!
*  
"Shine On You Crazy Diamond I-V", Pink Floyd  
 
 
Harry spacerował ulicami Soho. Zaledwie godzinę temu opuścił zacisze swojego mieszkania, 
próbując uciec od panującej w nim dusznej i napełnionej cięŜkimi, niechcianymi uczuciami 
atmosfery. Wdychał głęboko chłodne i wilgotne powietrze późnozimowego wieczoru, próbując 
skoncentrować się na zapominaniu o irytującej obecności poczucia winy w jego piersi.  
Czekając na zmianę świateł, spojrzał na zegarek. „Pół do dziesiątej” - zarejestrował, nieznacznie 
rozczarowany, Ŝe jeszcze nie odniósł sukcesu w staraniach wyrzucenia z głowy słów Marka. - 
„Wydaje się, Ŝe dziś wieczorem będę do tego potrzebował małej pomocy.”  
W końcu zdecydował się, przekroczył jezdnię i przeszedł jeszcze kawałek, wypatrując 
odpowiedniego miejsca, gdzie mógłby napić się czegoś wystarczająco silnego, aby spłukać 
gnieŜdŜący się w jego ustach posmak goryczy.  
W końcu, przy bocznej uliczce, znalazł to, czego szukał. Zaciekawionym spojrzeniem obrzucił 
eleganckie, ale w Ŝaden sposób nieoznaczone wejście.  
„To musi być jakiś klub. Dziwne, Ŝe nigdy wcześniej o nim nie słyszałem” - rozwaŜał, 
popychając drzwi. Jego wejściu towarzyszył cichy gong. Harry zmruŜył oczy, próbując 
dostosować wzrok do panującego w pomieszczeniu półmroku, kiedy nagle poczuł obok siebie 
czyjąś obecność. Obrócił się i stanął naprzeciw dość młodej, uśmiechającej się do niego ciepło, 
kobiety.  
- Dobry wieczór. Miło mi pana powitać. Czy mogłabym zabrać pana płaszcz i zobaczyć kartę 
członkowską? - zapytała grzecznie.  
Harry zamrugał z zaskoczenia, a potem wzruszył ramionami.  

background image

 

- Przepraszam, ale nie mam Ŝadnej karty - powiedział.  
Kobieta kiwnęła głową i jeszcze raz się uśmiechnęła.  
- To Ŝaden problem. Czy mógłby pan zaczekać chwileczkę?  
Harry wzruszył ramionami, co zostało odebrane jako zgoda, i dziewczyna odeszła pospiesznie, z 
niezmiennym uśmiechem na ustach. Teraz, na spokojnie, wreszcie zauwaŜył, Ŝe stoi w czymś w 
rodzaju poczekalni. Główna sala klubu znajdowała się za duŜymi drzwiami, za którymi zniknęła 
przed chwilą ładna kobieta. Nie znosił czekania i w kaŜdym innym przypadku odszedłby 
natychmiast, ale tym razem ciekawość była silniejsza i dodatkowo pozwalała na chwilę 
zapomnieć o jego kłopotach.  
Kiedy ciągle zastanawiał się, co to za miejsce, drzwi otworzyły się, ponownie ukazując znajomą 
dziewczynę, u boku której kroczył wysoki, przystojny męŜczyzna, w wieku około czterdziestu lat.  
Nowoprzybyły podszedł do niego i uśmiechając się ciepło wyciągnął rękę.  
- Jestem szczęśliwy mogąc gościć w moim klubie Harry’ego Pottera.  
Harry, słysząc te słowa, zmarszczył brwi, ale sięgnął po oferowaną dłoń i potrząsnął nią mocno.  
- Ja równieŜ cieszę się z naszego spotkania.  
- Nazywam się Kaul. Matt Kaul.  
- Miło mi, panie Kaul. - Harry skinął głową. - Muszę przeprosić, Ŝe nie mam tej... karty 
członkowskiej - dodał, co wywołało grymas rozbawienia na wąskich wargach męŜczyzny.  
- Nie sądzę, Ŝeby Harry Potter jej potrzebował - zapewnił go obracając się w stronę dziewczyny. 
- Dana, moja droga, zabierz od pana Pottera płaszcz i zaprowadź go do środka - polecił 
spokojnym głosem, a potem z powrotem skupił uwagę na Harrym. - Przykro mi, ale w tej chwili 
jestem bardzo zajęty. Zostawiam jednak pana w dobrych rękach. śyczę miłej zabawy - 
powiedział i odszedł.  
Harry, lekko zdezorientowany, wzruszył ramionami, oddał kobiecie swoje okrycie i skierował się 
za nią do wewnątrz. Dana zaprowadziła go do dyskretnie połoŜonego stolika.  
- Zaraz przyślę kogoś po zamówienie, sir - powiedziała i oddaliła się.  
Rozejrzał się wokoło dostrzegając dziwne, rozjaśniające pomieszczenie światło, coś w rodzaju 
miękkiego błękitu, który sprawiał, Ŝe wszystko wydawało się być jak gdyby pod wodą. Miejsce 
wyglądało na miłe. Wystarczająco wytworne, Ŝeby zaspokoić jego gust, a jednocześnie na tyle 
relaksujące, aby ukoić nerwy. Uśmiechnął się nieświadomie, rozsiadł na krześle i zaczął 
przeglądać menu.  
- Czym mogę słuŜyć? - łagodny głos przerwał jego zamyślenie.  
Harry pokiwał głową.  
- Mógłbyś powiedzieć mi, co to... - zaczął podnosząc spojrzenie na kelnera i przerywając nagle, 
kiedy juŜ skupił na męŜczyźnie wzrok. Zamrugał kilka razy w zdumieniu.  
Kelner pisał coś w notatniku i nie zwrócił uwagi na zszokowane spojrzenie Harry’ego. Ciągle był 
zajęty wykonywaną czynnością, więc wzrok Pottera mógł zarejestrować, jak niebieskie światło 
odbija się od niewiarygodnie jasnych włosów, tworząc wokół nich dziwną aureolę. DłuŜsze, 
platynowe kosmyki opadały odrobinę nieporządnie na bladą twarz, której śmietankowobiały, 
nieskazitelny odcień nie był czymś często spotykanym.  
Harry ponownie zamrugał, odzyskując w końcu opanowanie, a w tym samym momencie 
męŜczyzna podniósł na niego wzrok. W srebrnych oczach zagościł szok. Potter uśmiechnął się 
widząc taką reakcję, a kiedy blondyn otworzył usta, aby coś powiedzieć, uśmiech ten poszerzył 
się jeszcze bardziej. Cokolwiek męŜczyzna chciał powiedzieć, Harry zapobiegł temu odzywając 
się pierwszy.  
- Cześć, Malfoy.  
Po tej wypowiedzi szok w spojrzeniu Draco zniknął, zastąpiony przez nagły, zimny gniew. Jego 

background image

 

oczy zwęziły się, a jasnosrebrzysty kolor tęczówek stał się teraz stalowoszary.  
„To właśnie mógłbym nazwać dobrą zabawą” - pomyślał Harry z rozbawieniem. - „NiewaŜne, 
jak okropny był ten dzień, przyjemność oglądania Draco Malfoya jako mugolskiego kelnera, 
mojego mugolskiego kelnera, nawet najgorsze chwile uczyni wartymi przeŜycia” - rozwaŜał, 
ciągle się uśmiechając.  
Draco patrzył na niego z góry, czując coś w rodzaju godnej ubolewania desperacji, ale nie istniała 
Ŝ

adna siła, która zmusiłaby go do pokazania tych uczuć swojemu najgorszemu wrogowi. 

Najgorszemu koszmarowi, poprawił się w myślach, lustrując pomieszczenie tylko po to, aby 
upewnić się, Ŝe nikt na nich nie patrzy.  
Potter, czego chcesz? - wycedził ze złością.  
- No, no, Malfoy, czy masz w zwyczaju słuŜyć - Harry sarkastycznie podkreślił ostatnie słowo - 
klientom w ten sposób? Jeśli tak, pan Kaul powinien rozwaŜyć twoje zwolnienie - dodał, ciągle 
rozradowany i zadowolony z przewagi, jaką miał nad drugim męŜczyzną.  
Dla Harry’ego Draco Malfoy był wrzodem na tyłku przez siedem lat i obojętne, jak bardzo on i 
jego przyjaciele starali się go ignorować, oślizgły dupek zawsze drwił z nich bezlitośnie.  
„To jest w porządku. Malfoy zasłuŜył sobie na odrobinę zemsty” - pomyślał i zaczął rozwaŜać, 
jaki powinien wykonać następny ruch, aby rozdraŜnić byłego, ślizgońskiego idola. Tak bardzo 
pogrąŜył się w tych przyjemnych kontemplacjach, iŜ prawie nie zauwaŜył, Ŝe Draco patrzy na 
niego z szeroko otwartymi oczami, w których widoczne było coś na kształt... „Czy on się boi?” - 
Harry zmarszczył brwi.  
- Coś nie w porządku, Malfoy? Jesteś aŜ tak przywiązany do tej pracy? Wiesz, obsługiwanie 
innych ludzi to coś, co ci naprawdę pasuje - skomentował, wpatrując się w rozmówcę bardzo 
uwaŜnie, aby nie przegapić nawet najmniejszej reakcji.  
„A więc uderzyłem w czuły punkt” - stwierdził z zadowoleniem, kiedy zauwaŜył, jak kłykcie 
Malfoya zbielały, gdy zacinał palce na notesie. Harry czekał cierpliwie, co jeszcze się wydarzy. 
Kiedy zobaczył, jak Draco otwiera usta, był pewien, Ŝe zaraz usłyszy jakąś przykrą ripostę. 
Cokolwiek nie przyszłoby Harry’emu do głowy, okazało się bezuŜyteczne, poniewaŜ drugi 
męŜczyzna po prostu spuścił wzrok i zapytał:  
- Co mogę panu podać?  
Potter zamrugał z zaskoczenia, ale szybko pozbierał się i roześmiał.  
- Nieźle grasz swoją rolę, Malfoy.  
Blondyn nie odpowiedział, ale jego wzrok ciągle był wbity w ziemię, a usta zaciśnięte w cienką 
linię.  
„W Ŝaden sposób nie uda ci się pozbawić mnie zabawy” - pomyślał Harry ze złością. Właśnie 
miał powiedzieć coś naprawdę paskudnego, kiedy do ich przyjacielskiej pogawędki wtrącił się 
ktoś jeszcze.  
- Panie Potter, Draco - rozległ się głos Kaula. - Miło widzieć, Ŝe juŜ się poznaliście.  
Harry zmarszczył brwi. W tonie głosu męŜczyzny było coś niepokojącego, a w sposobie, w jaki 
Malfoy zamknął oczy, westchnął niedostrzegalnie i wzdrygnął się nieznacznie, coś naprawdę 
złego.  
- Draco, przynieś dla mnie i pana Pottera Möet et Chandon** - odezwał się niespodziewanie 
Kaul, wytrącając Harry’ego z zamyślenia.  
- Tak, Matt - szepnął Draco, odchodząc w pośpiechu.  
Właściciel klubu uśmiechnął się i usiadł blisko Harry’ego.  
- Draco to dobry chłopiec - powiedział ciepło, ciągle patrząc na oddalającą się, smukłą sylwetkę 
jasnowłosego. - Naprawdę bardzo, bardzo dobry - dodał, odwracając się teraz do swojego 
rozmówcy.  

background image

 

Harry zmarszczył brwi i wpatrywał się w męŜczyznę badawczo.  
- Was dwóch nieźle by do siebie pasowało - powiedział Kaul. - I nawet jeśli jestem o niego 
bardzo zazdrosny, rozwaŜałem moŜliwość wypoŜyczenia go panu na dzisiejszą noc.  
Potter przymknął oczy. Jego mózg kilka razy przetworzył usłyszane słowa, zanim zaakceptował 
ich niewątpliwe znaczenie.  
- Powiedzmy, Ŝe to będzie prezent na powitanie nowego członka klubu, panie Potter - męŜczyzna 
dokończył wypowiedź.  
Harry odezwał się, zanim zdąŜył pomyśleć, co robi.  
- To bardzo miło z pana strony, panie Kaul, ale nie sądzę, Ŝeby się zgodził.  
- A dlaczego miałby się nie zgodzić? - męŜczyzna roześmiał się lekko. - Musi to zrobić. Niestety, 
w tych sprawach nie ma wyboru - dodał patrząc Harry’emu prosto w oczy.  
„Co ty, do diabła, wyprawiasz?” - tylko tyle zdąŜył pomyśleć, zanim Draco wrócił do stolika, 
niosąc zimną butelkę szampana i dwa kieliszki na cienkich nóŜkach. Umieścił wszystko ostroŜnie 
na stole i juŜ się odwracał, aby odejść, ale głos Kaula zatrzymał go.  
- Draco?  
Malfoy, słysząc swoje imię, znieruchomiał.  
- Idź się ubrać. Dzisiejszy wieczór spędzisz z panem Potterem.  
Draco nie odpowiedział. Jedyne, co czuł, to jakby ktoś pozbawił go oddechu. „To tylko koszmar. 
Pieprzony sen. Zaraz się obudzę i...” - próbował przekonać sam siebie i, być moŜe, odniósłby 
sukces, gdyby nie głos Kaula, który przywrócił go do rzeczywistości.  
- Mam na myśli całą noc, Draco, więc nie ma potrzeby, abyś tu wracał. Zobaczymy się jutro 
wieczorem.  
Draco nie miał pojęcia, co odpowiedzieć, ale z wielkim wysiłkiem zmusił się, Ŝeby słowa, do 
których uŜywania był juŜ tak bardzo przyzwyczajony, opuściły jego usta.  
- Tak, Matt - zaledwie szepnął, zanim odszedł.  
Harry przyglądał się całej scenie z obojętną ciekawością, a jego sumienie, lub to, co z niego 
pozostało, tym razem, dla odmiany, zostawiło go samego.  
„Będę pieprzył Malfoya. Cudownie, czyŜ to nie jest znakomita okazja do zemsty?” - pomyślał 
uśmiechając się złośliwie.  
W końcu skupił uwagę na Kaulu, który właśnie otwierał szampana.  
- Wie pan, panie Potter, coś tak delikatnego musi być podawane na zimno - powiedział nalewając 
złoty płyn do kieliszka Harry’ego.  
Potter zastanawiał się nad treścią tych słów, powoli sącząc drogi trunek.  
- Tak, panie Kaul, ma pan absolutną rację - odparł w końcu, uśmiechając się z zadowoleniem.  
 
***  
 
Pamiętasz, gdy byłeś młody  
Błyszczałe
ś niczym słońce  
Błyszcz dalej, Szalony Diamencie  
Teraz w twoich oczach czego
ś brakuje  
S
ą jak niebo z czarnymi dziurami  
Błyszcz dalej, Szalony Diamencie  
Złapano ci
ę w krzyŜowym ogniu  
Dzieci
ństwa i gwiazdorstwa  
Wyniesiono stalowym podmuchem  
Tak wi
ęc chodź ty ofiaro dla śmiechu z oddali,  

background image

 

Chodź, nieznajomy, micie, męczenniku, i błyszcz!  
(tłumaczenie - Adam Dąbrowski)  
 
 
**Möet et Chandon - marka jednego z najbardziej znanych i ekskluzywnych szampanów. 
 
 
ROZDZIAŁ II: ZAKAZANY OWOC  
 
 
I would tell you about the things  
They put me through  
The pain I've been subjected to  
But the Lord himself would blush  
The countless feasts laid at my feet  
Forbidden fruits for me to eat  
But I think your pulse would start to rush*
  
"Walking In My Shoes", Depeche Mode  
 
 
- Tak więc, Malfoy, co cię przygnało do mugolskiego świata?  
Draco szedł obok niego spokojnie, nie odpowiadając na zadane pytanie.  
Opuścili klub zaledwie minutę temu i teraz zmierzali do mieszkania Malfoya. Od momentu 
wyjścia blondyn milczał, blade ręce wcisnął do kieszeni płaszcza, a jego spojrzenie wędrowało 
gdzieś daleko.  
Harry przez chwilę milczał, ale kiedy milczenie Draco stało się uporczywe, odezwał się 
ponownie.  
- Spodziewałem się raczej, Ŝe będziesz wiódł szczęśliwe Ŝycie w rodzinnej rezydencji, bawiąc się 
ze swoim ukochanym tatusiem w małego ŚmiercioŜercę - zaszydził.  
„Wspaniale. Teraz jest zmuszony, Ŝeby coś odpowiedzieć” - pomyślał, kiedy Draco stanął nagle 
w miejscu. Niestety, szybko został wyprowadzony z błędu, bo Malfoy wyjął tylko z kieszeni 
lekko pogniecioną paczkę Malrlboro i zapalił papierosa.  
Harry zmarszczył brwi.  
- Od kiedy palisz? - zapytał.  
Draco zaciągnął się i obrócił w jego stronę.  
- A odkąd jesteś takim upierdliwym dupkiem, Potter? - wycedził dokładnie tak, jak robił to za 
starych, dobrych czasów w Hogwarcie.  
„Nareszcie. W końcu prawdziwy Malfoy!” - pomyślał uszczęśliwiony Harry, zadowolony z 
reakcji, jaką wywołał.  
- Dobrze wiedzieć, Ŝe są rzeczy, które się nigdy nie zmieniają - odparł, uśmiechając się złośliwie. 
- A teraz opowiedz mi, dlaczego bogaty, zepsuty dzieciak Ŝyje i pracuje jak mugol? JeŜeli moŜna 
to nazwać pracą. - Jego głos przepełniony był szyderstwem.  
Malfoy ponownie zaciągnął się dymem i wbił w Harry’ego zimne spojrzenie szarych oczu.  
- Posłuchaj, Potter. Skoro tego chcesz, moŜemy się dzisiaj pierdolić. Ale tylko tyle. Koniec i 
kropka, rozumiesz? Więc przestań zadawać te gówniane pytania na temat mojego Ŝycia. Nie 
mam zamiaru niczego ci mówić - przerwał i spuścił wzrok. - A ty, uwierz mi, nie chcesz tego 
słuchać - dodał, cichszym juŜ głosem.  

background image

 

Harry wzruszył ramionami.  
- W porządku, Malfoy. Nie będę pytał o twoje Ŝycie, ale chciałbym wiedzieć, dlaczego ten 
męŜczyzna był tak pewien, Ŝe nie odmówisz jego Ŝądaniom?  
- Nigdy się nie poddajesz, prawda? - Draco westchnął i potrząsnął głową. - Mam u niego dług - 
wyjaśnił zwięźle.  
- I właśnie w ten sposób go spłacasz? - Harry, kierowany nagłą ciekawością, drąŜył temat.  
- Dokładnie - wymamrotał Malfoy.  
- Ile mu jesteś winien?  
- Trzydzieści pięć tysięcy funtów.  
W tym momencie nie było juŜ nic więcej do dodania, dlatego przez jakiś czas szli w milczeniu. 
Ciszę, niespodziewanie, przerwał Malfoy  
- Kto by pomyślał, Ŝe cudowny Harry Potter okaŜe się ciotą? - zastanowił się głośno, brzmiąc na 
nieznacznie zaskoczonego, tak, jakby ten drobny szczegół przyszedł mu do głowy po raz 
pierwszy.  
Harry, zupełnie rozdraŜniony tą uwagą, zmarszczył brwi.  
- A kto mógłby przypuszczać, Ŝe mister Władca Świata skończy jako kurwa? - skontrował 
złośliwie.  
JeŜeli jego słowa zraniły Malfoya, nie pokazał tego po sobie, wzruszył tylko ramionami i 
wyrzucił niedopałek.  
- Jesteśmy na miejscu - powiedział Draco, kiedy stanęli przed starym budynkiem. - Winda jest 
zepsuta - Malfoy odezwał się ponownie, zmęczonym głosem, kiedy przekroczyli drzwi 
wejściowe. - Mieszkam na ósmym piętrze - dodał i ruszył w stronę schodów.  
Kiedy dotarli wreszcie do mieszkania, Harry sapał odrobinę, za to Draco nie był nawet spocony. 
Potter obserwował jego nienaturalnie bladą skórę, kiedy blondyn szukał w kieszeni kluczy.  
- Naprawdę, Potter. Jeszcze nie zacząłem, a ty juŜ jesteś zdyszany - powiedział nagle, kpiącym 
głosem.  
Harry wbił w niego spojrzenie.  
- Bardzo się cieszę, Ŝe uwaŜasz tę sytuację za zabawną, Malfoy. Na twoim miejscu nie byłbym 
taki zadowolony. Naprawdę - parsknął głosem pełnym jadu.  
Draco obrócił się do niego, zaciskając dłoń na kluczach.  
- Potter, niczego o mnie nie wiesz, więc nie zakładaj, Ŝe masz choćby blade pojęcie, co czuję - 
warknął i przymknął oczy wciągając głęboko powietrze, jak gdyby próbował odzyskać swój 
zimny spokój. - A teraz pozwól, Ŝe odwalimy to, co musimy, Ŝebym mógł zacząć cięŜką pracę 
nad próbą zapomnienia, Ŝe to... to się w ogóle wydarzyło - dokończył i wreszcie otworzył drzwi.  
Weszli do środka, Draco zdjął płaszcz i rzucił go na starą kanapę. Harry zrobił to samo i przez 
długą chwilę patrzyli na siebie nawzajem. W końcu Draco rozbił ciszę.  
- Potter, mógłbyś coś dla mnie zrobić? - zapytał powoli.  
Harry wzdrygnął się lekko na tę dziwną prośbę, prośbę od kogoś takiego, jak Malfoy, ale 
dzisiejszej nocy wszystko było dziwne, prawda? Więc tylko kiwnął głową, gotowy wysłuchać, 
czego Malfoy od niego chce.  
- Nic nie mów - Draco powiedział miękko, niemal Ŝarliwie.  
I Harry ponownie skinął głową, nawet nie wiedząc, dlaczego to robi.  
Przez długą chwilę patrzyli na siebie uwaŜnie, aŜ w końcu Malfoy spuścił wzrok i przesunął 
smukłe palce w kierunku guzików swojej koszuli. Zaczął je odpinać, powoli, tak, Ŝe moment 
później Harry mógł zobaczyć jego nagą klatkę piersiową, szczupłą, ale wyraźnie zarysowaną pod 
ś

mietankową, nieskazitelną cerą. Kiedy Draco zbliŜył się do niego, niwelując oddzielającą ich 

przestrzeń, Potter nieświadomie oblizał usta. Najpierw jego ręce osiągnęły pierś Harry’ego, 

background image

 

pieszcząc ją lekko przez materiał ubrania, a potem jego palce uniosły się i dotknęły nagiej skóry 
szyi. Harry zadrŜał, kiedy coś w jego umyśle wrzasnęło: TO JEST MALFOY!  
Uciszył ten głos, koncentrując się na palcach Draco, które teraz pomagały mu pozbyć się jego 
własnej koszuli.  
Malfoy patrzył na klatkę Harry’ego, rejestrując lekko opalony kolor ciepłej skóry. Głaskał ją 
dłońmi, a następnie dotknął szyi ustami, całując i liŜąc wraŜliwe miejsca, dopóki Potter nie 
odpowiedział na pieszczoty jękiem.  
Niespodziewanie Draco zdał sobie sprawę z niechcianej myśli, Ŝe Harry smakuje dobrze, więc 
kontynuował, dopóki nie dotarł do klatki piersiowej. Wtedy zaczął powoli ssać sutki, a w tym 
czasie jego ręce nieustająco muskały skórę, uzyskując w odpowiedzi takie same jęki, jak 
poprzednio.  
Po chwili Draco zaczął podąŜać w dół, znacząc skórę lekkimi pocałunkami, aŜ w końcu znalazł 
się przed Harrym na kolanach i pozwolił palcom potańczyć przy guzikach jego spodni. Niedługo 
później obaj leŜeli na podłodze, wcale się tym nie przejmując, gdyŜ Harry mógł teraz czuć ciepły 
oddech na swojej męskości, przenikający przez materiał bielizny, i wprawne palce, odnajdujące 
drogę do środka.  
I kiedy w końcu dotarły do pulsującego miejsca, Harry westchnął głęboko.  
Draco głaskał jego penisa bardzo lekko, co jednak sprawiło, Ŝe napięcie wzrosło i Harry zaczął 
jęczeć z przyjemności po kaŜdym, powolnym ruchu rąk blondyna. Przez jakiś czas Malfoy 
kontynuował draŜniące czynności, badając dłońmi dość znaczną długość Harry’ego, a potem 
nagle wziął jej czubek w usta, próbując słonego smaku.  
PodąŜając za ruchami głowy Malfoya, Harry zaczął oddychać szybciej, aŜ męka nagle ustała. 
Potter krzyknął z rozczarowania, na co Draco, podnosząc się z podłogi, zareagował złośliwym 
uśmieszkiem. Skierował się do sypialni, zmuszając Harry’ego, Ŝeby za nim podąŜył. JuŜ w 
ś

rodku pchnął go na łóŜko i szybko usunął z niego ubranie, po czym sam, juŜ powoli, zaczął się 

rozbierać.  
Patrząc na nagie ciało Draco, Harry nie mógł uwierzyć, jak bardzo jest doskonałe.  
Malfoy zauwaŜył poŜądanie w jego oczach i w duszy uśmiechnął się z satysfakcją. „Przynajmniej 
mu się podobam” - pomyślał i niespodziewanie coś w nim dodało: „Dlaczego nie miałbym takŜe 
się zabawić?”  
Zamrugał i potrząsnął głową, Ŝeby pozbyć się tej sugestii, co okazało się zupełnie bezuŜyteczne 
na widok nagiego, leŜącego na jego łóŜku Pottera, niewątpliwie pobudzonego tym, co wcześniej 
z nim zrobił. „Niech będzie, Ŝe mam z tego nieoczekiwaną przyjemność, ale nie przyznam się do 
niej, choćby miało mnie to kosztować Ŝycie. A juŜ na pewno nie jemu” - pomyślał kładąc się na 
łóŜku obok Harry’ego.  
Pospiesznie wyciągnął rękę i zaczął draŜnić tą palącą skórę lekkimi dotknięciami, a jego usta 
powróciły do pulsującej męskości Harry’ego, podsycając jego podniecenie maksymalnie, ale tak, 
Ŝ

eby nie doprowadzić do szczytowania. W końcu przerwał i połoŜył się płasko na łóŜku. Potter 

wstał i zaczął przyglądać mu się zza szkieł swoich okularów nieco zagadkowym wzrokiem. 
Draco przymknął oczy i spróbował się odpręŜyć oczekując, Ŝe teraz Harry zaspokoi swoją 
przyjemność. Niestety, nie doczekał się, więc uniósł powieki i zobaczył, Ŝe Potter jak gdyby się 
wahał. Dziwny uśmieszek wykrzywiał jego wargi, a w spojrzeniu błyszczało coś 
niebezpiecznego.  
„Co jest nie w porządku?” - zaledwie zdąŜył pomyśleć, a Potter juŜ pochylał się nad nim i kąsał 
skórę na szyi. Z zaskoczenia Draco otworzył szeroko oczy, jednocześnie reagując na dotyk. Z 
jego ust wydobył się zduszony jęk, kiedy Harry lizał jego skórę, ssał sutki i pieścił penisa, 
dokładnie tak samo, jak on robił to wcześniej.  

background image

 

10 

Widok bezradnego pod jego dotknięciem blondyna sprawił Harry’emu duŜo przyjemności. 
Pobudzał tym bardziej, Ŝe ten zawsze zimny i skryty męŜczyzna stracił swoją kontrolę właśnie z 
powodu jego dotyku. Harry skrycie chciał doprowadzić do tego, Ŝeby drugi męŜczyzna takŜe 
czerpał z tego przyjemność. Sprawić, aby Draco Malfoy przyznał, Ŝe pragnie być pieprzony 
przez Harry’ego Pottera, cóŜ, to naprawdę był pomysł godzien uwagi.  
„Zdejmijmy naszego małego anioła z niebios, złammy go i doprowadźmy do płaczu” - pomyślał 
uśmiechając się złośliwie, kiedy jego dłonie i usta draŜniły, popychając ciało pod nim 
niebezpiecznie blisko spełnienia.  
Czując, jak Draco wije się pod jego dotknięciem, uśmiech Harry’ego poszerzył się i Złoty 
Chłopiec zrobił coś, czego ludzie z pewnością nie oczekiwali po szlachetnym Gryfonie: złamał 
obietnicę.  
- Malfoy... - odezwał się, jednocześnie muskając wargami skórę na szyi Draco. Kiedy nie 
otrzymał odpowiedzi, zaczął językiem wytyczać ścieŜkę do jego ucha.  
- Powiedz mi, Malfoy... - zaczął znowu, swoim oddechem doprowadzając Draco do szaleństwa -
 ...czy ci się podoba? - skończył przyglądając się, jak błędny wzrok blondyna zdawał się powoli 
wracać do rzeczywistości i wwiercać w Harry’ego z wyrazem czegoś pomiędzy przeraŜeniem, a 
wstydem.  
- Potter... Ja... - zaczął, ale próba protestu została ucięta jeszcze mocniejszym naciskiem dłoni na 
penisa, co sprawiło, Ŝe Draco szarpnął głową do tyłu, a jego platynowe włosy rozsypały się na 
poduszce niczym słoneczne promienie.  
I nagle pobudzający ruch ustał. W zamian Potter złapał jego nadgarstki i unieruchomił mu ręce. 
Zamrugał kilka razy, aŜ dotarło do niego, na co się szykuje.  
- Potter... nie rób tego - zdołał powiedzieć, drŜąc niekontrolowanie pod wpływem złego, 
zielonego spojrzenia.  
- Czego mam nie robić, Malfoy? - zapytał Harry niewinnie, a jego palce wbiły się głęboko i 
boleśnie w skórę na przegubach jego dłoni.  
Draco przymknął oczy. „Jutro będę miał siniaki” - pomyślał półprzytomnie, próbując zaczerpnąć 
dostateczną ilość powietrza, Ŝeby odpowiedzieć.  
- Nie próbuj pierdolić się z moją głową, Potter - warknął.  
Harry wbił w nie go przepełniony perfidią wzrok.  
- Nie bój się, Malfoy. Wystarczy mi pieprzenie twojego tyłka - odparł.  
- To na co, do cholery, czekasz? - wycedził mruŜąc oczy i próbując uwolnić się z bolesnego 
uścisku.  
- Czekam, aŜ mnie poprosisz. - Potter uśmiechnął się prawie słodko. Draco przestał się szarpać i 
jak skuty lodem wbił w niego spojrzenie. Ale Harry nie zwrócił na to uwagi i pozwolił 
uśmiechowi stać się nawet szerszym. - PoniewaŜ będziesz mnie błagał, prawda, Draco? Powiesz 
mi te cztery magiczne słowa... - przerwał, Ŝeby musnąć ustami skórę szarpiącego się pod nim 
męŜczyzny. - Powiesz... - Przygryzł płatek ucha wyrywając z ust Draco bolesny jęk. - Proszę... 
Harry... Pieprz... Mnie... - skończył imitując akcent Malfoya i nagle puszczając jego nadgarstki.  
Draco oddychał cięŜko i usilnie starał się nie patrzeć na Harry’ego, ignorować własne 
podekscytowanie i zagłuszyć głosik w swojej głowie, mówiący mu, Ŝe jego ciało jest w zasadzie 
gotowe, Ŝeby błagać o pieprzenie do nieprzytomności.  
„Nie będę! Kurwa, NIE BĘDĘ go prosił” - myślał rozpaczliwie. Zerknął na Pottera i zobaczył, 
jak ten leniwie oblizuje własne palce.  
„Nie.” Jedynie tyle zdąŜył pomyśleć, a juŜ czuł ten palec wewnątrz siebie, podczas gdy drugą 
ręką Potter lekko draŜnił jego penisa.  
Draco? Otwórz oczy i spójrz na mnie - powiedział Harry i Draco podporządkował się, 

background image

 

11 

wzdychając głęboko, kiedy do jednego palca dołączył drugi i oba wtłoczyły się głębiej.  
„JuŜ się poddaje” - zauwaŜył Harry w myślach, obserwując oczy Malfoya, które ponownie gubiły 
swoje skupienie.  
- Powiedz to. Po prostu powiedz. - Zagłębił palce najdalej, jak mógł i głaskał penisa delikatnie, 
ale nieprzerwanie.  
„Nie będę błagać” - powtarzał Draco sam do siebie, kiedy słowa Harry’ego ponownie napełniły 
jego uszy.  
- Podoba ci się? Lubisz tak?  
„Nie będę... Tak... Nie będę błagać... Tak, to jest... Naprawdę... lubię...” - W głowie Draco jedna 
myśl goniła drugą.  
- Czy... - Harry wykonał palcami pchnięcie - ...podoba ci się... - teraz poruszył dłonią na penisie -
 ...w ten sposób?  
Przyjemność był nie do wytrzymania, sprawiała, Ŝe kaŜda komórka ciała Draco wrzeszczała z 
pragnienia.  
- Tak - powiedział, w końcu się poddając i zamykając oczy, przez co nie miał okazji zobaczyć na 
twarzy Pottera triumfalnego uśmiechu.  
- Co tak?  
Cisza.  
- Draco, co tak? - Głos był naglący i uparty.  
- Tak, podoba mi się - odwarknął Draco.  
- Och, dobry chłopczyk - odpowiedział Harry dokuczliwym głosem, nie zaprzestając penetracji i 
głaskania jego penisa. Draco poczuł narastającą rozkosz i zajęczał.  
- A teraz powiedz mi... Chcesz, Ŝeby cię pieprzył? - Głos Pottera był całkiem niewinny.  
Draco nie odpowiedział, bo czuł, Ŝe gdyby się zgodził, z jego dumy i obojętności nie pozostałoby 
juŜ nic.  
- Poddaj się, Draco. Chcesz, Ŝebym cię pieprzył i obaj o tym wiemy.  
„Nie. Nie. Nie.”  
- Poddaj się, Draco - powtórzył Harry szeptem. „I pozwól mi cieszyć się władzą, jaką mam nad 
tobą” - dodał juŜ w myślach, wykrzywiając twarz szerokim uśmiechem. - Draco?  
„Nie, proszę.” - Bardzo starał się namówić własne ciało, Ŝeby przestało lubić to, co właśnie z nim 
wyprawiano, ale próby te spełzły na niczym.  
- Powiedz to...  
- Harry... - wyjęczał w końcu Draco z głębokim westchnieniem. Potter pozostawał cichy, 
czekając, aŜ duma Malfoya skruszy się zupełnie. - O BoŜe... Harry... - dodał Draco, topniejąc 
zupełnie pod wpływem dotknięć, ale ciągle próbując się opierać.  
I wtedy Potter wziął w usta jego penisa i zaczął ssać go z bolesną powolnością. Malfoy prawie 
wrzasną z frustracji, czując, jak kaŜdy mięsień napina się i krzyczy w pragnieniu ulgi.  
Draco zamknął oczy i zacisnął pięści, wbijając paznokcie we własne dłonie.  
- Harry. Proszę. Pieprz mnie. - I gdy tylko te słowa opuściły jego usta, poczuł nagły smutek, 
przebijający się przez ogarniającą go rozkosz. Wiedział, Ŝe resztki godności, jakie jeszcze 
posiadał, teraz zostały zniszczone.  
„Nienawidzę cię, Potter” - pomyślał, kiedy palce Harry’ego zostały zastąpione pulsującym 
penisem. - „Kurwa, jak ja cię nienawidzę” - powtórzył, a pojedyncza łza wstydu i gniewu 
ukradkiem spłynęła po jego policzku. - „Nienawidzę” - myślał raz za razem, aŜ doznawana 
przyjemność przytłoczyła go całkowicie, a zawrót głowy odesłał wszystkie inne odczucia gdzieś 
daleko.  
Jakiś czas później, kiedy Draco leŜał na łóŜku próbując odzyskać oddech i kontrolę, Harry 

background image

 

12 

przyglądał się tej bladej, smukłej sylwetce, a jego twarz rozjaśnił uśmiech satysfakcji. Po 
pierwsze z powodu całkiem dobrego pieprzenia, a po drugie, Ŝe w jego myślach szaleńczo 
krąŜyło jedno słowo. „Wygrałem.”  
 
 
* Mógłbym powiedzieć ci o rzeczach  
Do których mnie zmuszano  
O cierpieniu któremu byłem poddawany  
Ale sam Bóg mógłby si
ę zaczerwienić  
Niezliczonych rozkoszach składanych u mych stóp  
Które były dla mnie zakazanym owocem  
Ale my
ślęŜe twój puls mógłby zacząć szaleć  
(tłumaczenie - tomekscot)  
 
 
ROZDZIAŁ III: DZIEŃ PÓŹNIEJ  
 
 
You come across impure  
I didn't mean it  
You're goddamn immature  
I didn't mean it  
You act so insecure  
I didn't mean it  
You hate me now I'm sure  
I didn't mean it*
  
"Slackerbitch", Placebo  
 
 
Zmęczeni, leŜeli na łóŜku. Harry otworzył oczy i zaczął rozglądać się leniwie wokoło, mrugając 
powiekami z powodu światła wczesnego ranka, które padało z okna i urządzało grę cieni na 
plecach Draco. Malfoy spał niespokojnie. Westchnął i wyciągnął rękę po leŜącą na stoliku paczkę 
Malrlboro. Przy tym ruchu jego palce musnęły bladą skórę i Harry znieruchomiał na chwilę, nie 
chcąc obudzić blondyna, ale kiedy nic się nie wydarzyło, wyłuskał papierosa, zapalił go 
zaciągając się głęboko dymem.  
Harry nigdy nie uzaleŜnił się od tego nałogu, głównie dlatego, Ŝe nie widział w paleniu niczego 
interesującego. Ale był przyzwyczajony robić to, na co miał ochotę. A teraz chciał zapalić.  
Właściwie, TO było jego uzaleŜnieniem: mieć, co chce.  
„A nie zawsze zdobycie tego, czego się pragnie, jest tak łatwe, jak sięgnięcie po paczkę 
papierosów...” - pomyślał uśmiechając się do siebie i przypominając sobie swój ostatni podbój, 
swoje ostatnie zwycięstwo. Przeanalizował doskonały kształt leŜącego obok męŜczyzny.  
Draco był piękny, to nie ulegało wątpliwości. Nie tylko przystojny, czy po prostu ładny, ale 
właśnie piękny, niczym jeden z aniołów namalowanych na ścianach najsłynniejszych kaplic 
ś

wiata.  

I on dotknął tej doskonałości, którą skrycie podziwiał od czasów Hogwartu. Mienie tego Ŝywego 
arcydzieła w swoich sprawnych palcach szukającego było dla niego, naprawdę, wyjątkowym 
uczuciem.  

background image

 

13 

„Nie zapominaj o nienawiści Malfoya” - przypomniał sam sobie i jeszcze raz jego wargi 
wykrzywiły się złośliwie, bo wiedział, Ŝe sporą część przyjemności sprawiło mu przebicie się 
przez grubą tarczę samokontroli i arogancji byłego Ślizgona.  
Teraz Harry pławił się w leniwym uczuciu satysfakcji, podobnym do tego, jakie miał po 
trzygodzinnym meczu Quidditcha ze Slytherinem, gdy w końcu jego zmęczone palce zamknęły 
się wokół małego, złotego znicza i wreszcie osiągnął to, o czym marzył od początku gry.  
„Czy ja tęskniłem za Malfoyem?” - zastanawiał się wstając z łóŜka i ubierając bokserki i spodnie. 
Potrząsnął głową. - „Absolutnie nie. Jedyne, czego chciałem, to pokonać go. W Quidditchu czy w 
łóŜku, to nieistotne, dopóki jest między nami rywalizacja.” - Własne wnioski rozbawiły go. - 
„Byłem lepszy na boisku, byłem lepszy w łóŜku” - zakończył rozmyślania, zgniatając niedopałek 
w popielniczce.  
Kiedy ubierał się bez pośpiechu, przez jego głowę ciągle przelatywały obrazy z ostatniej nocy i 
po raz kolejny sam sobie gratulował i podbudowywał wewnętrzną dumę z powodu tego, jak 
doskonale udało mu się odpłacić Malfoyowi za siedem lat drwin i złośliwości. Nawet nie 
zauwaŜył, Ŝe para szarych oczu przygląda mu się badawczo.  
- Harry - usłyszał spokojny, senny głos.  
Odwrócił się i wbił chłodne spojrzenie w zakłopotaną twarz. ZaŜenowanie blondyna sprawiło, Ŝe 
się uśmiechnął.  
- Dzień dobry, Malfoy. Dobrze spałeś? - zapytał z sarkazmem, widząc, Ŝe Draco mruŜy oczy, jak 
gdyby próbował się obudzić.  
- Harry, ja... - zaczął jeszcze raz, ale Potter nie pozwolił mu dokończyć.  
- Tak, Malfoy?  
Draco patrzył na niego przez dłuŜszą chwilę, a kiedy zrozumienie zaczęło pojawiać się w jego 
chmurnych, szarych oczach, wbił wzrok w ziemię.  
Harry potrząsnął głową.  
- Co mi chciałeś powiedzieć? Jak bardzo podobała ci się ostatnia noc? - zasugerował złośliwie, z 
krzywym uśmieszkiem na wargach.  
„Och, więc tak wygląda rumieniący się Malfoy” - pomyślał, widząc jak niecodzienne, czerwone 
zabarwienie zaczyna malować bladą, częściowo zasłoniętą nieporządnymi, platynowymi 
kosmykami skórę policzków blondyna.  
Draco nie odpowiedział. Tak naprawdę, to nawet nie był w stanie, bo coś na kształt czarnej mgły 
gniewu, smutku i niedowierzania przesłoniło jego umysł, pozostawiając tylko jedno, świadome 
pytanie: „Co złego się ze mną dzieje?”  
Kiedy znalazł juŜ wystarczającą ilość odwagi, Ŝeby podnieść wzrok, Potter był juŜ całkowicie 
ubrany i gotowy do wyjścia.  
- Więc... - powiedział, zbliŜając się do łóŜka. Draco patrzył, jak Harry unosi dłoń, dopóki nie 
zaczęła ona muskać skóry na jego policzku, a potem wyŜej, aŜ palce mogły odgarnąć pasma 
jasnych włosów. Zamknął oczy i zadrŜał mimowolnie, na co Potter zareagował śmiechem, razem 
ze swoją dłonią zabierając uczucie przeraŜenia.  
Harry cofnął się o krok i przeszukał kieszenie. Po chwili połoŜył na łóŜku kilka pogniecionych 
banknotów i odwrócił się, teraz juŜ ze zdecydowanym zamiarem opuszczenia pokoju.  
- Har... Potter - zawołał za nim Draco, głosem, któremu juŜ teraz był zdolnym nadać stary, 
gniewny akcent.  
- Tak, Malfoy? - Harry spojrzał na niego badawczym wzrokiem i wygiął brew w łuk.  
- To... - wskazał na rozrzucone po białym prześcieradle pieniądze - ...jest za duŜo.  
Potter wykrzywił wargi w miękkim, demonicznym uśmiechu, jakiego Draco nigdy wcześniej nie 
widział na twarzy Cudownego Chłopca, nawet wtedy, gdy w szkole obrzucał jego i jego 

background image

 

14 

przyjaciół najgorszymi obelgami. I teraz, patrząc na te niebezpiecznie wygięte usta, Draco 
niemalŜe nie mógł powstrzymać swego ciała od drŜenia.  
- Naprawdę? Ale to tylko tysiąc funtów. Powinieneś się bardziej cenić - podsumował ze 
ś

miechem, potrząsając głową. - Właściwie, to uwaŜam, Ŝe to, co zdarzyło się zeszłej nocy, jest 

bezcenne - kontynuował, głosem gładkim jak jedwab, ale zimnym niczym stal. - WyobraŜasz 
sobie? Draco Malfoy błagający, Ŝeby pieprzył go Harry Potter. Moim skromnym zdaniem, to jest 
warte kaŜdej ceny. Ty, walczący z przyjemnością, jaką ci dawałem, aŜ w końcu, bezradny, 
poddałeś się jej zupełnie... i wstyd w twoich oczach... Co ci sprawiło większą udrękę, Malfoy? 
Przymus bycia moja dziwką, czy fakt, Ŝe tak bardzo ci się to podobało?  
Draco pokręcił głową ze zmęczenia i spojrzał prosto w zielone oczy, ze wszystkich sił starając się, 
aby ból, jaki czuł, nie był widoczny na jego twarzy.  
- Dlaczego to robisz, Potter? To nie ty... - zapytał, głosem wypranym z emocji.  
- Malfoy, Malfoy... - Harry zachichotał, i tym razem jego śmiech był odrobinę mniej złośliwy. - 
Być moŜe to nie dawny ja... Ale teraz jestem właśnie taki... A co do moich powodów... Robię to, 
co robię głównie dlatego, Ŝe... mogę - dokończył i wzruszył ramionami.  
Blondyn wpatrywał się w niego cicho i beznamiętnie, więc Harry jeszcze raz potrząsnął głową.  
- Przepraszam, Malfoy, Ŝe zniszczyłem twoje słodkie wspomnienia o pierdolonym, Złotym 
Chłopcu, jakim byłem w Hogwarcie - rzucił gniewnie.  
Przez moment czekał na odpowiedź, która jednak nie nadeszła. Chłopak był zbyt pochłonięty 
składaniem do kupy resztek tego, co kiedyś było Draco Malfoyem, więc nawet nie zerknął na 
Pottera, który po chwili odwrócił się i bez oglądania się za siebie wyszedł z pokoju.  
 
*  
 
Trzy tygodnie później Harry praktycznie nie pamiętał juŜ owej nocy. Został całkowicie 
pochłonięty rozwiązywaniem problemów, związanych z redagowaniem jego najnowszej ksiąŜki, 
tak więc wspomnienie zwycięstwa nad Malfoyem stało się jedynie słodkim, choć nikłym śladem 
w jego umyśle.  
I nawet, kiedy maszynopis, uzupełniony, poprawiony i bezpieczny leŜał na biurku jego wydawcy, 
nie był skłonny zawracać sobie po raz drugi głowy tym nieistotnym wydarzeniem.  
Tak więc, kiedy w deszczowy, poniedziałkowy wieczór, gwiŜdŜąc pod nosem głupią melodyjkę 
stanął pod dobrze mu znanymi drzwiami, jego myśli ciągle krąŜyły wokół nowej ksiąŜki i były o 
lata świetlne oddalone od bladej postaci Draco Malfoya.  
Nacisnął dzwonek i po chwili w wejściu pojawiła się młoda, piękna kobieta.  
- Cześć, Herm - powiedział i uśmiechnął się ciepło. Przyjaciółka odwzajemniła uśmiech i 
wychyliła się, aby pocałować go delikatnie w policzek, muskając przy tym szyję miękkimi, 
czekoladowymi włosami.  
- Cześć, Harry - odpowiedział. - Rona jeszcze nie ma.  
- Nasz rudzielec spóźnia się jak zwykle, co? - zapytał kpiąco, choć doskonale znał odpowiedź.  
Odkąd skończyli Hogwart, spotykał się z Ronem i Hermioną w domu dziewczyny przynajmniej 
raz na tydzień. I o ile dobrze pamiętał, Weasleyowi nigdy nie udało się przybyć na czas.  
Ciągle byli przyjaciółmi, takim samym, wspaniałym trio, jakie tworzyli w latach szkolnych, 
pomimo Ŝe bardzo się od tego czasu zmienili. Harry nie był wśród nich jedynym, Ŝyjącym jak 
mugol. Hermiona została dziennikarką i często pracowała z Ronem, który zdecydował się na 
karierę fotografa.  
Potter zawsze podejrzewał, lub co najmniej miał nadzieję, Ŝe tą dwójkę połączy w końcu coś 
więcej, niŜ praca, ale skoro po siedmiu latach szkoły i trzech kolejnych w dorosłym Ŝyciu nic 

background image

 

15 

powaŜnego między nimi się nie wydarzyło, Harry pogodził się z myślą, Ŝe szanse na głębsze 
relacje między jego przyjaciółmi są raczej poboŜnym Ŝyczeniem.  
Z drugiej jednak strony, on sam był ostatnią osobą, zdolną do spełniania poboŜnych Ŝyczeń. 
Odkąd opuścił Hogwart wszyscy myśleli, Ŝe Złoty Chłopiec niebawem połączy swoje Ŝycie z 
jakąś ładną i dobrą dziewczyną. No dobrze, ostateczne nawet brzydką i niemiłą, ale... bez 
wątpienia dziewczyną.  
Wstrząśnięte twarze przyjaciół, kiedy przedstawił im swojego pierwszego chłopaka, nie 
zmartwiły go szczególnie. Właściwie, gdy tylko pokonali pierwszy szok, pierwsi i najlepsi 
przyjaciele Harry’ego dalej pozostali jego najlepszymi przyjaciółmi i stronnikami.  
- Harry, jak się posuwa twoja praca? Cały ubiegły tydzień byłeś tak zajęty, Ŝe musieliśmy przez 
ciebie zrezygnować z naszego rytualnego obiadu - oskarŜyła go w Ŝartach Hermiona i kiedy 
usadawiał się na kanapie, zaoferowała mu drinka.  
- Przepraszam, Herm, ale ta cholerna ksiąŜka musiała być zredagowana jak najlepiej... Prawie nie 
spałem, Ŝeby ją skończyć - odparł zmęczonym głosem.  
Przyjaciółka kiwnęła głową.  
- Mogę sobie wyobrazić - odpowiedziała uśmiechając się ciepło. - Ale słyszałeś plotki, Ŝe 
najprawdopodobniej właśnie ty zdobędziesz tę nagrodę?  
- Serio? - Harry był zaskoczony. - Nie wiem... Jest wielu dobrych pisarzy biorących udział w tym 
konkursie. Nie spodziewam się, Ŝe wygram tak łatwo. - Zaczął się zastanawiać, marszcząc 
nieznacznie brwi.  
- To niezaprzeczalny fakt, Harry, Ŝe jesteś najlepszy. Poza tym, nigdy nie widziałam, Ŝebyś 
przegrywał w jakiejkolwiek konkurencji - stwierdziła Hermiona, a gdy tylko słowa wypłynęły z 
jej ust w głowie Harry’ego niespodziewanie błysnął obraz szarego, przepełnionego pragnieniem 
spojrzenia.  
Wspomnienie smaku Malfoya na jego wargach sprawiło, Ŝe uśmiechnął się z zadowoleniem.  
- Harry? - odezwała się zaintrygowana przyjaciółka.  
- Tak? - odparł, mruŜąc oczy.  
- Odpłynąłeś gdzieś. - Hermiona zachichotała. - Chyba rzeczywiście niedosypiałeś z powodu tej 
ksiąŜki - zauwaŜyła.  
- I mówi to ktoś, kto sam spędzał całe noce zamknięty w bibliotece - przypomniał jej.  
Dziewczyna kiwnęła głową i pozwoliła myślom powędrować do czasów szkolnych, które tak 
kochała.  
- Powiedz, Herm, co byś powiedziała na dźwięk nazwiska Draco Malfoy? - zapytał nagle Harry.  
- Malfoy? - Wyrwana nagle ze swoich słodkich marzeń przyjaciółka zamrugała szybko kilka razy. 
- Ten nędzny, zepsuty dzieciak? Harry, o co chodzi? - rzuciła ze skargą w głosie. - Próbujesz 
zniszczyć moje dobre wspomnienia z Hogwartu? Malfoy to coś, o czym naprawdę chciałabym 
zapomnieć. I gdybyś teraz mi o nim nie przypomniał, pewnie odniosłabym sukces - dodała z 
niezadowoleniem.  
- Przepraszam, Herm - roześmiał się Harry. - Zrobię wszystko, Ŝebyś mi tylko wybaczyła.  
- Dobrze, na początek mógłbyś iść i wpuścić Rona - zasugerowała wesoło, kiedy rozległ się 
szaleńczy dźwięk dzwonka. - On zawsze męczy mój biedny dzwonek w ten sposób - dodała, 
potrząsając głową.  
Posłusznie wstał, otworzy drzwi i stanął naprzeciw podekscytowanego przyjaciela.  
- Harry! - Ron niemal wrzasnął z zaskoczenia. - Właśnie cię szukałem! - dodał 
rozentuzjazmowanym głosem.  
- Stało się coś złego?  
- Złego? Absolutnie nic! CóŜ moŜe być złego w zdobywaniu cholernej nagrody? - spytał, 

background image

 

16 

uśmiechając się szczęśliwie.  
Harry przymknął oczy.  
- śartujesz, prawda?  
- CóŜ, Harry, myśl sobie, co chcesz, ale... uśmiechaj się do zdjęć i rozdawaj autografy tak, jakby 
sprawiało ci to przyjemność - powiedział Ron tak powaŜnie, jak tylko potrafił.  
- Co się stało? - zapytała Hermiona, pojawiając się w drzwiach jadalni, z rękami skrzyŜowanymi 
na piersiach i uśmieszkiem na wargach.  
- Ron mówi, Ŝe wygrałem - odparł Harry stanowczo, choć jeszcze do końca nie był pewien, czy 
moŜe uwierzyć słowom przyjaciela.  
- To prawda?  
- Tak, to cholerna prawda, Herm - zapewnił rudzielec. - Właśnie wracam z biura prasowego 
komisji konkursowej.  
- W takim razie, Harry... gratuluję - powiedziała z ciepłym uśmiechem. - Mówiłam ci, Ŝe się uda. 
Najmniej, co moŜesz dla mnie zrobić, to dać mi wyłączność na artykuł.  
- Och, dobrze. Chyba i tak nie mam wyboru, prawda? W dodatku jest coś, za co muszę zasłuŜyć 
na wybaczenie - odpowiedział i odwzajemnił się uśmiechem.  
- Wybaczenie? - zapytał Ron.  
- Dokładnie. Rozmawialiśmy przez chwilę, czekając na ciebie i Harry przypomniał mi o istnieniu 
pewnej zadziwiająco skocznej fretki - wyjaśniła.  
Malfoy??? Harry! Dzisiaj wieczorem powinniśmy świętować i planować sobotnią uroczystość, 
uroczystość nie wspominać o koszmarze, który trwał siedem lat! - Ron zaprotestował siadając na 
kanapie i obrzucając go oburzonym spojrzeniem.  
- Dobrze, macie rację. - Harry potrząsnął głową. - Przepraszam, Ŝe wspomniałem o... eee... 
Malfoyu... Porozmawiajmy o czymś innym - zasugerował z nadzieją.  
- Zabierzesz Marka na rozdanie nagród? - zapytała Hermiona nakrywając stół do kolacji.  
- Właściwie, to nie - przyznał Harry z westchnieniem. - Rozstaliśmy się trzy tygodnie temu.  
W pokoju zaległa niezgrabna cisza, którą ponownie przerwała Hermiona, głosem pełnym 
szczerego Ŝalu.  
- Och, Harry, nie chciałam... Tak mi przykro.  
- Naprawdę, Herm, nie przejmuj się. - Uśmiechnął się, chcąc załagodzić atmosferę. - Mnie nie 
jest przykro - zapewnił.  
- Mmm... to nie najlepiej się złoŜyło - stwierdził Ron, sącząc Martini. - Ludzie oczekują, Ŝe 
pokaŜesz się ze swoją najnowsza zdobyczą. Szczególnie kobiety spodziewają się zobaczyć u 
twego boku szczęśliwego faceta. Harry, jak mogłeś zostawić biednego Marka tuŜ przed 
rozdaniem nagród... To nie było rozsądne. Źle wpłynie na twój wizerunek - dodał kpiącym tonem.  
Ale odpowiedź Harry’ego była jak najbardziej powaŜna.  
- Ron, nie masz racji. Czasami myślę, Ŝe naprawdę kogoś potrzebuję, ale bez tej całej słodkiej, 
uczuciowej otoczki - powiedział w zamyśleniu.  
- Mówiłeś, Ŝe nie jest ci przykro z powodu Marka, ale wydaje mi się, Ŝe to rozstanie wpłynęło na 
ciebie bardziej, niŜ chcesz, Ŝebyśmy uwierzyli.  
Harry milczał, ale pozwolił oczom błądzić wokoło, wciąŜ zastanawiając się nad niespodziewaną 
pustką, której Mark nie potrafił wypełnić. Pustką, której właściwie nikt nie potrafił wypełnić, 
poniewaŜ gdy tylko sprawy zaczynały się komplikować, zrywał ze swoimi partnerami.  
- Herm, myślę, Ŝe Harry’emu potrzebna jest odrobina nieszkodliwego seksu, bez tych wszystkich 
utrudnień, związanych z miłością. Powiedzmy, takiego urozmaicenia. Problem tylko, kto 
ś

wiadomie zgodzi się na układ: łóŜko bez uczuć? - zapytał Ron, uśmiechając się nieznacznie.  

- Tak, kto - powtórzył Harry beznamiętnie i, zatopiony we własnych myślach, nie zauwaŜył 

background image

 

17 

nawet zaniepokojonego spojrzenia, jakie wymienili między sobą jego przyjaciele, słysząc jak 
niezwykle obco zabrzmiał jego głos.  
 
 
*Przychodzisz nieczysta  
Nie chciałem tego  
Cholernie niedojrzała  
Nie chciałem tego  
Udajesz skrzywdzon
ą  
Nie chciałem tego  
Teraz mnie nienawidzisz, jestem pewien  
Nie chciałem tego
  
(tłumaczenie - capis) 
 
 
ROZDZIAŁ IV: TYLKO TYLE?  
 
 
Like the naked leads the blind.  
I know I'm selfish, I'm unkind.  
Sucker love I always find,  
Someone to bruise and leave behind.  
 
All alone in space and time.  
There's nothing here but what here's mine.  
Something borrowed, something blue.  
Every me and every you.  
Every me and every you,  
Every Me...
*  
"Every Me, Every You", Placebo  
 
 
O ile prawdą było, Ŝe Harry nie myślał o Draco przez trzy tygodnie po ich spotkaniu, tak od 
pamiętnej kolacji z przyjaciółmi, kiedy to nieopatrznie wypowiedział jego imię, myśl o blondynie 
nie chciała mu dać spokoju.  
Właściwie, to właśnie wtedy pokrętny pomysł zaczął kształtować się w jego głowie, a niedługo 
później był juŜ tak natrętny, Ŝe z jego powodu Harry nie mógł spać przez trzy noce. Trzy długie 
noce, w czasie których rozwaŜał kaŜdą moŜliwość, aŜ w końcu, wieczorem czwartego dnia, 
wsiadł w swoje sportowe BMW i pojechał na znaną juŜ sobie ulicę, przy której znajdowały się 
eleganckie, nieoznakowane drzwi.  
- Dobry wieczór, panie Potter - pozdrowiła go ta sama, co poprzednio, młoda kobieta, kiedy tylko 
wszedł do środka.  
- Dobry wieczór, Dana - odpowiedział i oddał jej płaszcz. - Mogłabyś przekazać panu Kaulowi, 
Ŝ

e muszę z nim porozmawiać? - zapytał. - Prywatnie - dodał po chwili.  

Kobieta kiwnęła głową i zniknęła. Kiedy po kilku minutach wróciła, poprowadziła go przez 
kolejne drzwi, a potem wzdłuŜ korytarza, aŜ w końcu dotarli do biura właściciela klubu. Dana 
zapukała cicho i kiedy usłyszeli zaproszenie jej szefa, odeszła.  

background image

 

18 

Harry otworzył drzwi i wszedł do środka. Na jego widok siedzący przy biurku męŜczyzna wstał i 
podszedł do niego z wyciągniętą ręką. Wymienili mocny uścisk dłoni.  
- Dobry wieczór, panie Potter. Bardzo się cieszę, Ŝe mogę pana znowu zobaczyć. Dana 
wspomniała, Ŝe chciał pan ze mną porozmawiać. Czym mogę słuŜyć? - zapytał i ponownie usiadł 
w swoim fotelu.  
Harry zajął krzesło stojące naprzeciw biurka i uśmiechnął się, mruŜąc oczy.  
Zaczął przemowę, którą planował przez ostatnie cztery dni, a kiedy mówił, pojedyncza myśl 
tłukła się po jego głowie: „Jestem Harry Potter i dostaję to, czego chcę. Zawsze.”  
 
*  
 
- Draco? - Głos zabrzmiał łagodnie.  
- Tak? - odpowiedział, układając na ladzie właśnie zebrane zamówienia. - Chciałaś mi coś 
powiedzieć, Dana. - Odwrócił się w jej kierunku i wykrzywił blade wargi w niewielkim 
uśmiechu.  
Dziewczyna oderwała spojrzenie od męŜczyzny, którego nauczyła się podziwiać, odkąd zaczęli 
ze sobą pracować. Właściwie, to tak naprawdę nie miała pewności, co działo się, kiedy Draco 
znikał z niektórymi gośćmi, ale z łatwością mogła to sobie wyobrazić, widząc zmęczenie na tej 
anielskiej twarzy, kiedy wracał.  
Bardzo dokładnie pamiętała noc, kiedy opuścił klub w towarzystwie Harry’ego Pottera. 
Pamiętała teŜ, jak bardzo zdenerwowany był po powrocie, chociaŜ, jak zwykle, robił wszystko, 
co w jego mocy, aby ukryć własne myśli. Jego samokontrola była jednym z powodów, dla 
których szanowała go aŜ tak bardzo. Wiedziała, Ŝe sama nigdy nie byłaby w stanie pozostać tak 
obojętną i zimną, gdyby kiedykolwiek musiała radzić sobie z aŜ tak wielkim zainteresowaniem
na jakie Draco był naraŜony bardzo często.  
Na szczęście, sama nie potrzebowała tej pracy tak bardzo, jak Malfoy, i nie istniała moŜliwość, 
Ŝ

eby Kaul mógł zmusić ją do zrobienia czegokolwiek, na co nie miała ochoty. Prawdziwymi 

powodami, dla których szef jej potrzebował, była jej lojalność i troskliwa dbałość o wszystko, co 
działo się w klubie, a to były cechy niezwykle przydatne, biorąc pod uwagę rodzaj interesów
jakie Kaul prowadził. I teraz właśnie owa troskliwość, a takŜe niezdolność do oderwania oczu od 
tej cudownej, doskonałej sylwetki, umoŜliwiły jej dostrzeŜenie nawet najmniejszej zmiany w 
wyrazie twarzy Draco. Kiedy się do niej uśmiechnął, przeszedł ją dreszcz, bo wiedziała, Ŝe 
uśmiech jest ostatnią rzeczą, na jaką w tym momencie miał ochotę.  
- Pan Kaul chce cię widzieć - szepnęła, rejestrując zmęczenie w jego oczach, kiedy kiwną głową i 
ruszył w kierunku biura szefa.  
- I... Draco - zawołała, aby go zatrzymać.  
- Tak? - zapytał miękko.  
- Jest u niego Harry Potter - poinformowała go zwięźle i ponownie się wzdrygnęła, gdyŜ grymas, 
który pojawił się na twarzy chłopaka, był bez wątpienia rozpaczą.  
- On... On tam jest...? - urwał, kiedy informacja powoli docierała do jego świadomości.  
Dana kiwnęła głową na potwierdzenie.  
- Pomyślałam, Ŝe chciałbyś wiedzieć.  
Nie odpowiedział, ani się nie poruszył. Po prostu stał, a jego szare spojrzenie zatraciło się gdzieś 
w przestrzeni.  
Dana potrząsnęła głową i nagle, niezdolna oprzeć się temu dziwnemu impulsowi, przytuliła się 
do niego, po raz pierwszy czując w rękach jego smukłe ciało i wdychając słodko-gorzki zapach.  
Draco zamrugał, jak gdyby właśnie się obudził, uświadamiając sobie obecność ciepłego, 

background image

 

19 

drobnego ciała, owiniętego ochronnie wokół niego. Uczucie osobliwego smutku napełniło jego 
pierś, ale nie poruszył się, skrycie ciesząc się z tego pokazu troski, czegoś, z czym na co dzień 
miał niewiele do czynienia.  
- Powodzenia, Draco - szepnęła Dana w jego klatkę piersiową, zanim się odsunęła.  
Wtedy on połoŜył blade dłonie na ramionach dziewczyny, spojrzał na nią i uśmiechnął się, 
odrobinę smutno, ale, po raz pierwszy od długiego czasu, niespodziewanie prawdziwie.  
- Dziękuję, Dana - szepnął, powoli przysunął do niej twarz i delikatnie pocałował w policzek.  
Dziewczyna zadrŜała pod wpływem tego dotyku, a wszystko wokół zdawało się stanąć w miejscu, 
ale wraŜenie prysło, gdy tylko odsunęli się od siebie.  
Dana zamrugała kilka razy, patrząc na oddalającą się sylwetkę Draco, i w tym momencie nagle 
wiedziała, Ŝe widzi go po raz ostatni.  
 
*  
 
- Wejdź, proszę.  
Draco usłyszał serdeczny głos Matta Kaula, więc pchnął drzwi i wszedł do biura. Udało mu się 
pozostać zimnym i obojętnym, pomimo Ŝe tak naprawdę absolutnie nie czuł się swobodnie.  
- Pan Potter chciałby ci coś powiedzieć - oznajmił jego szef i wstał z fotela. - Będę w pokoju 
obok, jeŜeli byś mnie potrzebował - odezwał się, tym razem do Harry’ego, i wyszedł.  
Draco nie poruszył się nawet, kiedy drzwi z cichym kliknięciem zamknęły się za męŜczyzną.  
Harry wbił w niego spojrzenie, wiec odwzajemnił się tym samym, w duchu mając jednak 
nadzieję, Ŝe w nagłej ciszy, która zapanowała w pokoju, ten drugi nie usłyszy bicia jego serca.  
„Uspokój się” - polecił sam sobie. „Przyszedł, bo znowu chce się pieprzyć” - pomyślał chłodno. - 
„I, prawdopodobnie, zranić” - dodał na koniec, śmiejąc się w środku z tej nagłej eksplozji 
sarkazmu.  
- Malfoy, usiądź - powiedział Harry miękko.  
- Nie, wolę stać.  
- Siadaj. - Tym razem głos Pottera był o ton twardszy.  
Draco zmruŜył oczy słysząc rozkaz, ale w końcu usiadł naprzeciw Pottera. Był zbyt 
zaabsorbowany utrzymywaniem obojętnej fasady, którą powoli i boleśnie odbudowywał przez 
ostatnie trzy tygodnie, Ŝeby mieć siłę na kłótnię.  
Harry westchnął i pochylił się w stronę Malfoya, opierając łokcie na kolanach i trąc oczy pod 
okularami. Draco wpatrywał się w niego z odrętwieniem.  
- Malfoy, mam ci coś do zakomunikowania, ale powiem to tylko raz - odezwał się Harry, nie 
spuszczając wzroku z obojętnej maski na twarzy Malfoya. - Zrozumiałeś?  
Kiedy po chwili Draco kiwnął głową, kontynuował:  
- Właśnie miałem rozmowę z Mattem - powiedział z uśmiechem. - Bardzo ciekawą rozmowę. Na 
temat twojej osoby - wyjaśnił i poczekał na reakcję.  
„Nic” - zauwaŜył po chwili, lekko zdumiony, ale ciągnął dalej:  
- Spłaciłem twój dług - wyznał wreszcie, mając nadzieję, Ŝe wiadomość pomoŜe wstrząsnąć tym 
zimnym, szarym spojrzeniem, ale Draco jedynie zmarszczył brwi.  
- Powinienem ci podziękować? - zapytał pewnym głosem.  
Harry uśmiechnął się nieznacznie. „Słynny malfoyowski sarkazm. Niewiele, ale na początek 
wystarczy” - pomyślał z rozbawieniem. Przez chwilę trwała cisza, ale w końcu potrząsnął głową i 
mówił dalej:  
- Oczywiście, Ŝe nie. Dobrze wiesz, Ŝe niczego nie robię za darmo.  
- Wiem. - Słowo zabrzmiało, jakby Draco wcale nie był rozmową zainteresowany.  

background image

 

20 

Potter westchnął głęboko i zaczął wyjaśniać:  
- Właściwie, to kupiłem twój dług, więc ciągle go masz, ale teraz jesteś moim dłuŜnikiem.  
- Jak się spodziewasz, Ŝe będę go spłacał? Planujesz otworzyć burdel? Wybraniec Potter podąŜa 
za modą? Sam bym tego lepiej nie wymyślił - zakończył pewnym głosem.  
- CóŜ, mimo iŜ pomysł, Ŝe pracujesz dla mnie jako dziwka, wydaje się dość... zabawny, to jednak 
nie skorzystam. Wymyśliłem dla ciebie coś innego - odparł Harry bez mrugnięcia okiem, 
uśmiechając się przy tym złośliwie.  
- Jeśli nie tak, to w jaki sposób mam spłacić dług? - Draco powtórzył niczym echo i przymruŜył 
oczy, czując, jak palący gniew zaczyna krąŜyć w jego Ŝyłach, podgrzewając zimną krew i 
sprawiając, Ŝe chce uderzyć Harry’ego, a potem jeszcze raz i jeszcze, aŜ z jego gęby nie zniknie 
ten zadowolony z siebie uśmieszek. Ale powstrzymał się, nagle pragnąc dowiedzieć się więcej. 
Niespodziewanie obudziło się w nim czysto naukowe zainteresowanie w poznaniu sposobu, w 
jaki pracuje ten zdemoralizowany umysł za tak niewinnie wyglądającymi okularami.  
- Tak się składa, Ŝe potrzebuję kogoś do towarzystwa. Kogoś, kto mi pomoŜe i wesprze, kto 
będzie do dyspozycji, gdy go potrzebuję i zniknie, kiedy mu kaŜę - wyjaśnił.  
- Mmm... nigdy nie brałeś pod uwagę własnego, chętnego chłopaka, Potter? Mógłbym teŜ 
zasugerować pełnoetatową dziwkę - odparł Draco chłodno.  
- Tak, ale rozstałem się z moim partnerem właśnie w dniu, w którym mieliśmy naszą miłą randkę 
- odparł i nie umknął jego uwagi sposób, w jaki Draco cofnął się na wspomnienie owego 
spotkania. - I, generalnie, nie jestem zwolennikiem korzystania z usług prostytutek...  
- Och, nie jesteś? Naprawdę? - Głos Draco był sarkastyczny, a szare oczy błyszczały od gniewu.  
Harry zignorował go i mówił dalej:  
- Prawdziwym powodem jest to, Ŝe nie chcę zawracać sobie głowy bzdurami typu miłość, co, 
niestety, wydaje się być niezbędnym elementem składowym opcji posiadania chłopaka. Wiesz 
moŜe, dlaczego tak jest, Malfoy?  
- Jakiś ty biedny, Potter. Nie chcesz się angaŜować, co? Jeśli tylko ktoś staje się dla ciebie zbyt 
bliski, dajesz mu kopa, prawda? - zapytał, unosząc brew. - CóŜ takiego stało się naszemu 
szlachetnemu Gryfonowi, Ŝe zmieniło go to w bezdusznego gnojka? - Draco w końcu nie 
wytrzymał.  
Ale Harry wcale nie obraził się z powodu złośliwego epitetu. Zamiast tego uśmiechnął się i 
kontynuował wypowiedź:  
- Rozumujesz właściwie, Malfoy. Ale to nic zaskakującego, zawsze byłeś sprytnym Ślizgonem - 
stwierdził z rozbawieniem.  
Draco zmarszczył brwi na dźwięk słów, które brzmiały niemal jak komplement.  
- Teraz spróbuj pomyśleć, w jaki sposób mógłbyś pomóc mi rozwiązać moje problemy - 
zasugerował z uśmiechem.  
I Draco poczuł, jak nagłe zrozumienie zaczyna świtać w jego głowie.  
- Nie - szepnął, przymykając oczy.  
- Co nie? - spytał Harry, a jego uśmiech jeszcze się poszerzył.  
- Chcesz, Ŝebym zagrał rolę twojego kochającego chłopaka? - wymamrotał, na co Potter kiwnął 
głową.  
- Strzał w dziesiątkę! - odezwał się Harry radośnie. - Będziesz mój przez dwa miesiące. Na 
koniec tego okresu twój dług zostanie anulowany, a dodatkowo otrzymasz jeszcze drugie 
trzydzieści pięć tysięcy funtów.  
Draco przymknął oczy, a jego mózg pracował intensywnie, próbując przetrawić niespodziewane 
informacje.  
- Siedemdziesiąt tysięcy za dwa miesiące mojego Ŝycia? - zapytał retorycznie.  

background image

 

21 

Ale Harry i tak odpowiedział.  
- Widzisz, zarobisz nawet więcej, niŜ ostatnim razem. Z drugiej strony, mówiłem ci, Ŝebyś się 
wyŜej cenił...  
- Powiedziałeś teŜ, Ŝe upokarzanie mnie jest bezcenne - odciął się gorzko.  
- Ale, Malfoy, czy ja cię upokorzyłem? - zapytał Harry, udając niewinne zaskoczonego.  
Draco popatrzył na niego w sposób, który sprawił, Ŝe przez chwilę Ŝałował swoich słów, ale 
uczucie zniknęło tak samo szybko, jak się pojawiło.  
- Więc? - zapytał.  
- Co więc? Obaj wiemy, Ŝe ostatnio nie mam Ŝadnego, cholernego wpływu na to, co się ze mną 
dzieje - stwierdził Draco zmęczonym głosem.  
- Chcesz znać warunki? - zapytał Harry.  
- Warunki? - powtórzył Draco matowym głosem.  
Potter przytaknął.  
- Musisz przeprowadzić się na ten okres do mnie. Dostaniesz własny pokój, gdzie będziesz mógł 
trzymać swoje rzeczy i spędzać wolny czas. Dam ci tyle pieniędzy, ile będziesz potrzebował. 
Kiedy mnie nie będzie, moŜesz robić, co ci się Ŝywnie podoba. Ale kiedy jestem, robisz to, co 
podoba się mnie. Musisz mi towarzyszyć w czasie tych wszystkich przyziemnych spotkań i grać 
rolę troskliwego i kochającego chłopaka. Będziesz miły i uprzejmy dla moich przyjaciół. Mówisz 
mi po imieniu, ja do ciebie takŜe. I nie będziesz podwaŜał moich poleceń. - Harry skończył, ale 
po chwili zmruŜył zielone oczy i dodał: - Wszystko jasne?  
Jego głos stał się nagle ostry i zimny, ale Draco pozostał nieporuszony.  
- Coś jeszcze? - zapytał, nabierając głęboko powietrza.  
- Nie. A właściwie tak, jedna rzecz - powiedział Harry, patrząc mu prosto w oczy. Kiedy 
rozbawiony uśmieszek wpełzł na jego wargi, dodał: - Oczywiście, będziesz ze mną sypiał.  
 
 
*Jak nagi prowadzi ślepego  
Wiem, 
Ŝe jestem samolubny i niedobry  
Zakochany frajer, zawsze znalazłem kogo
ś  
By si
ę wyŜyć i puścić w niepamięć  
 
Sam w czasie i przestrzeni  
Nic tu nie ma, lecz to, co jest  
Nale
Ŝy do mnie  
Co
ś poŜyczonego, coś niebieskiego  
Zawsze ja i zawsze Ty  
Zawsze ja i zawsze Ty  
Zawsze ja...
  
(tłumaczenie-aguta)  
 
 
ROZDZIAŁ V: WSZYSTKO JASNE  
 
 
You're taking the fun  
Out of everything  
You're making it clear  

background image

 

22 

When I don't want to think  
You're taking me up when  
I don't want to go up anymore  
I'm just watching it all
*  
"There's No Other Way", Blur  
 
 
Draco powoli zamknął drzwi i włoŜył klucze do kieszeni płaszcza. Potem zamknął oczy i stał bez 
ruchu, aŜ nie nabrał pewności, Ŝe jego samokontrola jest wystarczająca, aby sprostać temu, co go 
czeka. Rzucił ostatnie spojrzenie w kierunku swojego mieszkania i w końcu, ze wszystkich sił 
starając się nie myśleć, dokąd i z kim idzie, podniósł torbę i zszedł na dół.  
Na zewnątrz było zimno i padał deszcz.  
ZauwaŜył stojące na ulicy srebrnoszare BMW, więc podszedł szybko do samochodu i wsiadł do 
ś

rodka.  

- Sporo czasu ci to zajęło - powiedział Potter zamiast powitania.  
- Musiałem się upewnić, Ŝe niczego nie zapomniałem - odpowiedział z rezerwą patrząc przez 
okno, nagle bardzo pochłonięty obserwowaniem uderzających o szybę kropel.  
Harry rzucił mu spojrzenie przez ramię i uśmiechnął się w duchu, wyobraŜając sobie, jaką 
wewnętrzną walkę w tej chwili musi toczyć Malfoy sam ze sobą.  
Resztę drogi przebyli w ciszy. Kiedy dotarli na miejsce, lało juŜ jak z cebra. Draco wysiadł i 
czekał, aŜ Potter wprowadzi samochód do garaŜu. Stał na deszczu i obserwował piętrzący się 
przed nim budynek, a potem ciemne, pokryte chmurami niebo.  
- Co ty tu jeszcze robisz? Wejdź, jesteś cały mokry. - Dobiegający z tyłu głos Harry’ego był 
pełen irytacji.  
Ostatni raz popatrzył na niebo, kiwnął głową i bez słowa wszedł za Potterem do środka, a potem 
do windy, która zawiozła ich do znajdującego się na poddaszu apartamentu.  
- To twój pokój - powiedział Potter otwierając jedne z drzwi.  
Draco postawił torbę na podłodze i ruszył za Harrym w głąb mieszkania.  
- Tu jest kuchnia, ale ja zwykle jadam na mieście.  
Harry uśmiechnął się, uświadamiając sobie, Ŝe jeszcze nigdy nie uŜył swojej kuchenki.  
Malfoy nadal nie powiedział ani jednego słowa, choć napięcie jego szczupłej sylwetki było 
wyraźnie widoczne. Rozglądał się dookoła z ewidentną niewygodą, przenosząc cięŜar ciała 
nerwowo z jednej nogi na drugą.  
Harry westchnął głęboko.  
- Dlaczego się zgodziłeś? - zapytał nagle. Widział, jak Malfoy cofa się o krok i otwiera usta, 
jakby dopiero szukał odpowiedzi.  
- Ja... Nie miałem wyboru - powiedział w końcu cicho.  
- Jak to, nie miałeś? - Wzrok Harry’ego wwiercał się w niego badawczo.  
Draco potrząsnął głową i rzucił Potterowi zmęczone spojrzenia.  
- W jaki inny sposób mógłbym ci zapłacić?  
- Zawsze mogłeś nie płacić w ogóle - zasugerował Harry ze wzruszeniem ramion.  
- I co wtedy? Zostać twoim dłuŜnikiem na całe Ŝycie? - Draco zripostował unosząc gniewnie 
brew. - Bycie twoim... - odwrócił wzrok - ...twoim cholernym niewolnikiem przez dwa miesiące 
jest juŜ wystarczająco złe. Ale Ŝycie ze świadomością, Ŝe muszę być wdzięczny Harry’emu 
Potterowi za zwrócenie mi wolności, jest o wiele gorsze. Więc niewaŜne, co o tym myślę, wybór 
był tylko jeden. Jak mówią, im większy ból, tym szybciej mija.  
Harry przez chwilę przyglądał mu się beznamiętnie.  

background image

 

23 

- Draco, ty cierpisz? - zapytał głosem zimniejszym niŜ deszcz, który go wcześniej zmoczył i 
Malfoy zadrŜał. - Naprawdę czujesz się upokorzony i bezradny? Czy ty się mnie boisz, Draco? - 
kontynuował. Jego spojrzenie niemalŜe wypalało w skórze dziury, a lodowaty głos pozbawiał 
zdolności ruchu.  
- Harry... Ja... -- zaczął, próbując zrozumieć, dlaczego ten drugi stał się nagle tak niebezpieczny.  
Potter zrobił w jego kierunku krok, potem drugi, a jego zielone oczy wręcz płonęły zimnym 
blaskiem.  
- Draco - odezwał się tonem nagle niepokojąco spokojnym i niskim, a jego ciepły oddech 
pogłaskał miękką skórę na policzku Malfoya. - Boisz się mnie? - zapytał, a w tym czasie jego 
palce znalazły drogę przez mokre, platynowe kosmyki.  
Czekając na odpowiedź, Harry przez chwilę pieścił włosy Draco, powodując dotykiem 
niekontrolowane drŜenie drugiego męŜczyzny.  
„Dlaczego się trzęsę? Naprawdę się go obawiam? Czy to prawda, co mówi?” - zastanawiał się 
przymykając powieki, niezdolny oderwać spojrzenia od zielonych oczu Harry’ego. - „Co on 
wyprawia? I dlaczego, do diabła, zgodziłem się na to... coś?” - zdąŜył pomyśleć, zanim palce 
Pottera nagle zacisnęły się na jego włosach i szarpnęły nimi boleśnie.  
Draco cofnął się, podąŜając głową za ruchem trzymającej go ręki.  
- Har... - zaczął, zdezorientowany, ale urwał w pół słowa, widząc na wargach Pottera zadowolony 
uśmieszek.  
„Co on, do cholery, wyprawia?!”. Nic więcej nie zdąŜył pomyśleć, poniewaŜ poczuł kolejne 
szarpnięcie, wywołujące falę palącego bólu, który zmusił go do zaciśnięcia powiek.  
- Otwórz oczy - nakazał Harry miękko, choć nie cofnął dłoni.  
Draco posłuchał i ujrzał twarz Pottera zaledwie kilka cali od swojej własne. Ich usta niemalŜe się 
dotykały.  
- Boli? - zapytał Harry, prawie muskając jego wargi.  
Draco kiwnąłby głową, ale w pozycji, w jakieś się znajdował, okazało się to niemoŜliwe. Widział, 
jak Potter, niezadowolony brakiem odpowiedzi marszczy brwi, a zaraz potem jego włosy zostały 
pociągnięte gwałtownie jeszcze raz. Teraz prawie krzyknął.  
- Boli? - Harry zapytał ponownie, łagodnie, niemal dotykając go ustami.  
- Tak... - Draco w końcu przyznał cichym głosem.  
Na twarz Pottera wpełzł uśmieszek triumfu.  
- W porządku - powiedział i wreszcie go puścił.  
Draco cofnął się instynktownie, oplatając się ramionami.  
- Następnym razem nie odzywaj się, jeŜeli nie wiesz, o czym mówisz. - Ton Pottera był 
złowróŜbny. - To był ból. A tak... - wskazał na Draco - ...wygląda strach. Chcesz, Ŝeby stosunki 
między nami ułoŜyły się w taki właśnie, chory sposób? Bo ja nie.  
Malfoy nie odpowiedział, choć przyglądał się Potterowi z rezerwą, próbując pojąć znaczenie jego 
słów.  
- Mamy umowę, Draco. Zaakceptowałeś ją, kierowany własnymi powodami, więc teraz się z tym 
pogódź. Dwa miesiące to długi okres. Ale moŜe wydać ci się nieskończenie dłuŜszy. I mimo Ŝe 
tego nie chcę, być moŜe będę zmuszony sprawić, Ŝe stanie się on dla ciebie boleśnie długi - 
zakończył stanowczym głosem.  
Draco zmruŜył oczy, ale kiwnął głową na zgodę, co sprawiło, Ŝe Harry pozwolił swoim wargom 
wykrzywić się w odrobinę cieplejszym uśmiechu.  
- Bardzo dobrze. Skoro juŜ wiesz, jak sytuacja mogłaby wyglądać, zgodzisz się ze mną, Ŝe 
skarŜenie się na swój los jest bezuŜyteczne, prawda? Nie wiem, co ci się przydarzyło, ale cóŜ, 
Ŝ

ycie toczy się dalej... Na jakiś czas odłóŜ swoją dumę na bok, Draco. Zapomnij o nienawiści do 

background image

 

24 

mnie. Jesteś tutaj w pracy. Spójrz na to w ten sposób, a zobaczysz, Ŝe wszystko okaŜe się 
prostsze.  
Kiedy Harry skończył mówić, ponownie przysunął się do Malfoya. Ciało Draco napięło się w 
oczekiwaniu, spodziewając się wszystkiego, poza zwyczajnym, delikatnym muśnięciem palców 
na twarzy.  
- OdpręŜ się - powiedział Harry, gdyŜ nie umknęło jego uwadze, jak Malfoy cofnął się przed 
pieszczotą. - Nie mam zamiaru więcej cię ranić i nie chcę widzieć w twoich oczach przeraŜenia. 
Przypominasz mi zaszczutego smoka - dodał miękko, niemalŜe figlarnie.  
Draco próbował się zrelaksować pod wpływem niespodziewanie delikatnego dotyku, ale nagły 
dreszcz sprawił, Ŝe jego ciało zaczęło dygotać.  
- Chyba najwyŜszy czas, Ŝebyś wziął gorący prysznic, bo się przeziębisz - stwierdził Harry, 
uśmiechając się łagodnie. - Chodź, pokaŜę ci, gdzie jest łazienka.  
Malfoy kiwnął głową i skierował się za Potterem, usilnie próbując ignorować nękające jego 
umysł pytania, na które nie znał odpowiedzi.  
 
*  
 
Kiedy wnętrze łazienki napełniło się parą, Draco rozebrał się powoli, zrzucając mokre ubrania 
wprost na podłogę. Potem wszedł pod ciepły strumień wody i przez jakiś czas stał nieruchomo, 
powalając myślom biec powoli, tak, jak krople na jego skórze.  
„Gdzie, do diabła, podział się hogwardzki Złoty Chłopiec?” - pomyślał. - „To nie jest Cholerny 
Harry Potter, to... zupełnie inny człowiek. Całkowicie odmieniony. Podobnie, jak ja, jeśli mam 
być szczery” - dodał ze zmęczeniem sam do siebie. - „Ale jak mam przetrwać razem z nim te 
dwa miesiące? Przez całe siedem lat nienawiści nigdy nie był aŜ tak... nieprzyjemny. Hej, czy ja 
naprawdę zaczynam się go bać?”  
Draco nie umiał znaleźć prostej odpowiedzi. Przez jego umysł wciąŜ przewijało się słowo 
„zmiana”, co napełniało jego pierś niewygodnym uczuciem, którego nie potrafił zrozumieć. Stał, 
ciągle pogrąŜony w myślach, kiedy nagle naszło go inne, dziwne wraŜenie. Zamrugał kilka razy i 
starł z szyby parę.  
Zamrugał jeszcze kilka razy i znieruchomiał. Potter był w łazience i spokojnie mu się przyglądał.  
Fakt, Ŝe jest obserwowany nawet biorąc pieprzony prysznic, rozzłościł Draco, ale po chwili 
potrząsnął głową i sięgnął po szampon. Wypłukał włosy i skończył się myć, usilnie starając się 
ignorować pieszczący jego skórę, zadowolony wzrok intruza.  
W końcu westchnął i zakręcił kurki. Wyszedł z kabiny i stanął, nagi, ociekający wodą, ale 
patrzący na Pottera wyzywająco.  
„Wróćmy do tego, co stare, dobre i sprawdzone: ja jestem Draco Malfoy, on - Harry Potter. 
Nienawidzimy się nawzajem fanatycznie. I fakt, Ŝe przez dwa miesiące jesteśmy zmuszeni 
pieprzyć się ze sobą, potwierdza tylko, jak daleko potrafimy się posunąć, Ŝeby zranić jeden 
drugiego.”  
- Mogę dostać ręcznik? - zapytał Draco ozięble po chwili.  
Harry kiwnął głową i nadal się uśmiechając wyciągnął rękę trzymająca biały ręcznik. Kiedy 
jednak Malfoy chciał go odebrać, cofnął nagle dłoń.  
Draco uniósł brew.  
- Podobno nie chciałeś, Ŝebym się przeziębił. - Jego głos był stanowczy, ale zadrŜał, poniewaŜ w 
pomieszczeniu zaczęło się ochładzać.  
- Racja - potwierdził Potter i podszedł bliŜej. Delikatnie przesunął materiał po twarzy Malfoya, 
wycierając miękką skórę, a potem coraz niŜej, aŜ w końcu zawinął ręcznik wokół jego tali.  

background image

 

25 

KaŜdy z tych ostroŜnych ruchów Draco znosił stojąc nieruchomo, ale kiedy Harry dotknął ustami 
wraŜliwego miejsca pomiędzy jego szyją a obojczykiem, zlizując i ssąc zabłąkane krople wody, 
nie mógł się powstrzymać i jęknął w odpowiedzi.  
Harry kontynuował swoje czynności w powolnym tempie i Draco zamknął oczy, próbując oprzeć 
się pragnieniu reagowania. W końcu poczuł wargi Pottera na uchu.  
- Draco... czy zraniłem cię dzisiaj zbyt mocno? - zapytał łagodnym, prawie zmartwionym głosem, 
draŜniąc przy tym oddechem delikatną skórę.  
Malfoy otworzył szeroko oczy, nie mogąc powstrzymać drŜenia ciała. A wtedy, niespodziewanie, 
Potter objął go i zaczął głaskać nagie ramiona.  
- Harry...  
- Szzz... marzniesz - przerwał mu Harry, całując miejsca, które przed chwilą dotykał.  
W końcu się odsunął się i ujął go za podbródek, delikatnie zmuszając Draco do spojrzenia mu w 
oczy.  
- Lepiej? - zapytał, a jego zielone oczy wyglądały na zaniepokojone.  
- Harry, to... - Malfoy popatrzył na niego z zakłopotaniem i resztę wypowiedzi dodał juŜ w 
myślach. - „To jest chore. Przestań, to nie jest gra, a ja nie jestem twoją zabawką. Proszę.”  
Draco sam siebie skarcił w myślach za bycie tak słabym i z zaŜenowaniem spuścił wzrok na 
podłogę.  
„Mogę to wytrzymać. Dawałem sobie radę z gorszymi rzeczami, niŜ schizofreniczny Harry 
Potter. To praca. To tylko praca” - przypomniał sobie chłodno. - „Miejmy to juŜ za sobą.” - 
Westchnął niedostrzegalnie i ponownie spojrzał na Pottera, starając się ukryć swoje wewnętrzne 
zaniepokojenie.  
- To nie jest najwygodniejsze miejsce - posunął się do uŜycia bardzo sugestywnego i seksownego 
głosu. - Być moŜe powinniśmy pójść gdzie indziej - zasugerował niejednoznacznie.  
Harry uniósł brew, kiwnął głową i poprowadził Draco do swojej sypialni.  
„Przedstawienie czas zacząć...” - pomyślał Malfoy z goryczą, kiedy jego ręce zaczęły rozbierać 
Pottera.  
JuŜ po chwili obaj byli nadzy, a ubrania i ręcznik leŜały na podłodze. Draco czuł ręce Harry’ego, 
biegające po całym jego ciele, sprawiające, Ŝe drŜy z napięcia i... przyjemności. Przyznał to w 
końcu, kiedy sięgnął po penisa partnera i zaczął go głaskać.  
Potter zajęczał, więc Draco pchnął go na łóŜko i połoŜył się obok, a jego wprawne, blade dłonie 
na męskości drugiego męŜczyzny dotykały, owijały, pieściły.  
Harry pozwolił się ponieść emocjom. „Draco, jesteś naprawdę dobry” - zdołał pomyśleć, zanim 
zalała go kolejna fala rozkoszy. Usta Malfoya ujęły jego penisa, liŜąc go łagodnie, draŜniąco, a 
zaraz potem, niespodziewanie, ssąc. Harry jęczał, ciesząc z doznania mokrości i gorąca, jakie go 
otaczało.  
Pozwolił na tę grę, dopóki nie poczuł, Ŝe jest niebezpiecznie blisko szczytu. Wtedy, nagle, 
odepchnął Malfoya od siebie, przewrócił go na plecy i przycisnął do materaca. Skupił wzrok na 
szarych oczach, szukając w nich czegoś nieokreślonego, czegoś, czego istnienie w tych 
rozszalałych głębinach Chłopiec-Który-PrzeŜył instynktownie wyczuwał.  
Ciągle analizował dziwne wraŜenie, kiedy Draco zdjął jego okulary i odłoŜył je na stojący obok 
łóŜka stolik, sprawiając, Ŝe świat nagle stał się zamazanym obrazem, snem, w którym zagubiłby 
się, gdyby nie czuł pod sobą tego gorąca, tej skóry, płonącej naprzeciw jego własnej.  
Jego usta sięgnęły do szyi Draco, całując ja, liŜąc i gryząc lekko, aŜ smukły, rozciągnięty pod 
nim kształt nie zaczął wić się odruchowo. Ujął w dłoń penisa blondyna, pocierając go 
stanowczymi ruchami, a potem złapał wargami róŜowy sutek i zaczął ssać go powoli, co wyrwało 
z ust Malfoya zduszony jęk.  

background image

 

26 

Po jakimś czasie zatrzymał się i spojrzał na mającego nieznaczne problemy z oddychaniem 
partnera.  
- Draco.  
Malfoy spojrzał na niego pytająco. Harry przesunął rękę, sięgnął do jedwabistych, platynowych 
kosmyków i odgarnął je, odsłaniając szare spojrzenie.  
- Nie chcę cię zranić - odezwał się nieoczekiwanie, sam niezdolny zrozumieć nagłego pragnienia, 
kaŜącego mu te słowa wypowiedzieć.  
Malfoy przyglądał mu się przez długą chwilę, ale bez okularów Harry nie mógł odczytać wyrazu 
jego twarzy. W końcu otworzył usta, nadal niepewny, co ma powiedzieć, ale Draco uniemoŜliwił 
mu to, kładąc smukły palec na wargach.  
- Nie musisz nic mówić. Nie musisz niczego wyjaśniać. - Ton jego głosu był tak samo 
nieczytelny, jak wyraz twarzy.  
Harry przymknął oczy.  
- Ale... - spróbował odpowiedzieć. W tym momencie, nawet nie wiedząc dlaczego, powiedzenie 
czegokolwiek wydało mu się nagle sprawą Ŝycia i śmierci.  
„Czemu teraz wydaje mi się, Ŝe wszystko zaczyna się komplikować? Skąd ta nagła potrzeba, aby 
przepraszać? Co się ze mną dzieje?” - Harry ponownie spojrzał na Malfoya. - „Co ja mu robię? I 
dlaczego mu to robię?”  
Ale nagle Draco poruszył się pod nim, złapał jego palce, wziął je do usta i zaczął ssać powoli. W 
końcu Harry przestał kłócić się sam ze sobą i pchnął mokre palce do wnętrza leŜącego pod nim 
męŜczyzny, pozwalając rozkoszy i poŜądaniu przejąć kontrolę.  
Malfoy zamknął oczy i napiął mięśnie. Potter zatrzymał się, czekając, aŜ ciało partnera 
przyzwyczai się do wtargnięcia. Kiedy Malfoy w końcu zrelaksował się wystarczająco, Harry 
zaczął poruszać dłonią, przygotowując go, dopóki blondyn nie zaczął jęczeć. Usunął palce i 
wszedł w niego jednym, płynnym ruchem, pogrąŜając się w ciepłej ciasnocie.  
Kiedy zaczął poruszać się w tej odurzającej szczelności, z jego ust wyrwał się zduszony dźwięk. 
Po chwili ujął w dłoń penisa Draco i zaczął go głaskać w rytm własnych pchnięć. Niewiele 
później usłyszał, jak Malfoy jęczy i wykrzykuje jego imię, co sprawiło, Ŝe został strącony 
niebezpiecznie blisko krawędzi.  
- Draco - szepnął, powtarzając pchnięcia i ruchy ręki raz za razem, aŜ Malfoy zaczął łkać i 
wyginać plecy w łuk, ulegając zgubnej, namiętnej przyjemności. Reakcja ta sprawiła, Ŝe oddech 
Harry’ego przyspieszył, więc pchnął jeszcze jeden, ostatni raz, zanim nie stopił się zupełne i nie 
dołączył do Malfoya.  
 
 
Psujesz zabawę  
W ka
Ŝdej sytuacji  
Sprawiasz, 
Ŝe to staje się jasne  
Kiedy nie chc
ę myśleć  
Wznosisz mnie ku górze  
Kiedy ja ju
Ŝ nie chcę tam iść  
Tylko przygl
ądam się wszystkiemu  
(tłumaczenie-eliah) 
 
 
ROZDZIAŁ VI: JAK WE ŚNIE  
 

background image

 

27 

 
Tender is the night  
Lying by your side  
Tender is the touch  
Of someone that you love too much  
Tender is the day  
The demons go away  
Lord I need to find  
Someone who can heal my mind
*  
”Tender”, Blur  
 
 
Harry zamknął oczy i westchnął. Mógł czuć obecność nieruchomego, śpiącego Malfoya obok 
siebie. Po chwili uniósł powieki i skupił spojrzenie na suficie.  
„Draco” - pomyślał. - „Co mi się stało? Nienawidzę cię, ale... Do diabła. Problem w tym, Ŝe nie 
wiem, dlaczego czuję się taki zdezorientowany. Nie ma ku temu Ŝadnego powodu, prawda?”  
Spojrzał na Malfoya. Nie mógł być pewien, czy blondyn spał, mimo Ŝe się nie poruszał. Pozwolił 
oczom przebiec leniwie po bladym ciele, studiując smukły kształt, mleczną, gładką skórę i 
rozrzucone na poduszce, platynowe włosy, świecące w przytłumionym świetle jak promyki 
księŜyca. Niespodziewanie poczuł dziwne wibracje w dole brzucha i odwrócił głowę.  
„Prawda?”  
Zmarszczył brwi, ze wszystkich sił starając się dojść do porozumienia z tą częścią siebie, która 
mówiła, Ŝe nic wyjątkowego się nie wydarzyło. Bezskutecznie.  
„Dlaczego, do cholery, cię tu sprowadziłem?”  
Harry w końcu się poruszył i zmusił do patrzenia w innym kierunku.  
- Draco - powiedział cicho. - Draco, obudź się.  
Blondyn obrócił się w jego stronę i spojrzał pytająco, w pełni juŜ przebudzony. Harry gapił się na 
niego beznamiętnie przez dłuŜszą chwilę.  
„Co się ze mną dzieje? To tylko Malfoy. Dobry seks. Nieistotny rozdział w Ŝyciu” - 
argumentował sam do siebie, usiłując ignorować drgania w piersi i skupiając się, aby jego głos 
pozostał obojętny.  
- MoŜesz teraz iść do swojego pokoju - odezwał się szorstko.  
Draco wstał i sięgnął po leŜący na podłodze ręcznik. Zawinął go luźno wokół bioder i podszedł 
do drzwi, ale zanim je otworzył, zatrzymał się.  
- Rozczarowałem cię? - zapytał stanowczym głosem, nie odwracając się.  
Harry’ego przebiegły ciarki, ale kiedy Malfoy na niego spojrzał, odzyskał juŜ zimny spokój.  
- Dlaczego pytasz? - Zwęził podejrzliwie oczy.  
Draco potrząsnął głową.  
- Naprawdę nie mam pojęcia - odpowiedział z grymasem niezdecydowania na twarzy.  
- Nie, nie rozczarowałeś mnie. - Wargi Harry’ego wykrzywiły się w uśmieszku. - Właściwie, to 
bardzo miło spędziłem czas, ale wolę spać sam.  
- W porządku - odparł Malfoy zmęczonym głosem i, nie patrząc juŜ na Harry’ego, wyszedł.  
Kiedy drzwi zamknęły się z cichym kliknięciem, Potter westchnął z ulgą. Miał wraŜenie, Ŝe 
gdyby Draco pozostał jeszcze chwilę dłuŜej, poprosiłby go, Ŝeby w ogóle nie odchodził.  
Potrząsnął głową, i nakazując sobie spać, połoŜył się na poduszce i zamknął oczy.  
 
*  

background image

 

28 

 
„Och, czy cię rozczarowałem, Harry? Czy kiedykolwiek mi wybaczysz? Wiem, Ŝe nie zasługuję 
na twoją dobroć, ale moŜe odwdzięczę się szybkim numerkiem?” - pomyślał Draco gniewnie. - 
„Chyba rozwijam w sobie skłonności do masochizmu. Nie, to nie moŜe się powtórzyć. Ale TO 
dzieje się w kaŜdym pieprzonym momencie, odkąd pojawiłem się w tym mieszkaniu” - dodał 
sam do siebie sarkastycznie. - „Kurwa, gdzie są te cholerne papierosy?”  
Wszedł do pokoju z mętlikiem w głowie. Przeklinał cicho, kiedy zakładał na siebie parę 
wypłowiałych dŜinsów i sweter. W końcu otworzył szklane drzwi i wyszedł na taras. Wyciągnął 
z paczki papierosa, po czym go zapalił. Ze wszystkich sił starał się nie myśleć. Zimne, nocne 
powietrze sprawiło, Ŝe zadrŜał. Zaciągnął się jeszcze raz i zawinął wokół siebie ramiona.  
„Kim jesteś, Harry Potterze? Tym, który się troszczy, czy tym, który rani? Nie wiem, co się z 
tobą stało. I chyba jestem obłąkany, Ŝe w ogóle obchodzi mnie to, Ŝe się zmieniłeś. Cholera” - 
pomyślał Draco i zadrŜał po raz kolejny.  
Spojrzał na niebo, na którym teraz widoczne były gwiazdy. Srebrne kropelki na 
ciemnogranatowym aksamicie. A wokół cicha, zimowa noc.  
„Harry...”  
 
*  
 
- Harry.  
Głos. Kto mnie woła? Tu jest tak ciemno.  
- Harry.  
Jeszcze raz. Ton
ę w tym mroku.  
- Gdzie jeste
ś?  
- Harry, min
ęło tyle czasu.  
- Kim jeste
ś? Chyba cię nie znam.  
- Znasz, cho
ć nie pamiętasz. Ale uwierz, znasz bardzo dobrze.  
- Gdzie jeste
ś? Nie mogę... Nie widzę cię. Tu jest zbyt ciemno.  
- By
ć moŜe nie chcesz widzieć.  
Smutek. Mocne, białe 
światło. Rani moje oczy. Przez chwilę jestem ślepy w kompletnej jasności. 
Ale teraz mog
ę rozpoznać jakieś ciemne sylwetki. Podchodzą bliŜej. Czarne, zakapturzone. To... 
Ś

miercioŜercy. Wszędzie wokół mnie. Widzę, jak podnoszą róŜdŜki i kierują je w stronę mojego 

serca.  
- Avada Ke...  
- Nie!!!
  
 
- Otwórz oczy, Harry!  
 
*  
 
Wpatrzony w gwiazdy i zagubiony we własnych myślach, Draco stracił poczucie czasu. Kiedy 
wreszcie wrócił do rzeczywistości, był przemarznięty. Zerknął na zegarek i uświadomił sobie, Ŝe 
spędził na tarasie dwie godziny. Wszedł do pokoju i zamknął drzwi. Westchnął i zaczął ściągać z 
siebie sweter.  
I wtedy, nagle, usłyszał krzyk. Przepełniony strachem i udręką wrzask.  
„Harry” - pomyślał tylko i wybiegł z pokoju.  
Potter, przykryty kołdrą, trząsł się jak w konwulsjach. Kiedy Draco wyciągnął w jego stronę rękę, 

background image

 

29 

szarpnął głową, a z jego ust wyrwał się podobny do płaczu dźwięk. Draco złapał go za ramiona i 
potrząsnął lekko.  
- Obudź się, Harry! - powiedział.  
Potter jednak ciągle walczył z nękającymi go we śnie ŚmiercioŜercami.  
- Otwórz oczy, Harry! - Draco spróbował jeszcze raz.  
Gdy tylko skończył mówić, odpowiedziało mu zaniepokojone, zielone spojrzenie. Potter miał 
nieznacznie przyspieszony oddech i marszczył brwi, próbując skupić wzrok na siedzącym przy 
nim męŜczyźnie.  
- Draco - powiedział chrapliwym głosem. Zamrugał kilka razy powiekami i nakrył oczy dłońmi.  
- Och, mój BoŜe - szepnął.  
I nagle zimne palce Malfoya były na jego własnych, splatając je ze sobą.  
- To nic... To tylko koszmar - powiedział Draco łagodnie. - Chodź tu - dodał bez zastanowienia i 
objął Harry’ego delikatnie.  
Uścisk trwał tylko chwilkę i kiedy się rozdzielili, Malfoy ułoŜył go z powrotem na poduszce. 
Harry zamknął oczy, więc Draco odgarnął ciemne kosmyki z jego spoconego czoła i musnął 
palcami bladą bliznę.  
Poczuł, jak Harry zadrŜał pod tym dotknięciem, więc cofnął rękę.  
- Spróbuj zasnąć - powiedział, po czym wstał z łóŜka  
- Zaczekaj - Harry szepnął. - Proszę, zostań. - Nie otwierając, oczu złapał dłoń Draco i splótł ich 
palce razem.  
Malfoy zmarszczył brwi, ale nie zaprotestował i połoŜył się obok.  
- Jesteś ŚmiercioŜercą? - Potter zapytał nagle, głosem odległym, jak gdyby był na granicy snu.  
- Nie widziałeś dokładnie całego mojego ciała?  
- Tak, ale chcę to usłyszeć od ciebie - nalegał Harry.  
Draco westchnął.  
- Nie, nie jestem - odpowiedział w końcu.  
- Dlaczego?  
- Dlaczego? - Malfoy poczuł gniew, ale wiedział, Ŝe okazanie tego niczego nie zmieni. - 
Dlaczego nie zostałem ŚmiercioŜercą? A dlaczego powinienem nim zostać? To jest właściwe 
pytanie, Harry. Tylko dlatego, Ŝe kaŜdy oczekiwał, iŜ będę chciał być godnym synem własnego 
ojca? - zapytał z goryczą.  
Potter milczał, a Draco zagapił się w sufit.  
„Rozczarowałeś mnie, synu.”  
„Poniewa
Ŝ ty rozczarowałeś mnie, ojcze.”  
- Opowiedz mi - szepnął Harry niespodziewanie. - Opowiedz mi swoją historię, Draco.  
- Myślałem, Ŝe juŜ ją znasz. Pod koniec siódmego roku wróciłem do domu. Ojciec oznajmił, Ŝe 
teraz przejdę inicjacje. Odmówiłem. On mnie wydziedziczył. Opuściłem rodzinę i cały, 
czarodziejski świat. Bez niczego, tylko z róŜdŜką i ubraniem, które miałem na sobie. Bez 
pieniędzy. Ale bez nich nie da się Ŝyć, więc kiedy spotkałem Matta, przyjąłem jego propozycję. 
Byłem na tyle zdesperowany, Ŝe zaakceptowałbym wszystko. Zgodziłem się. Nawet na ciebie. - 
Draco cedził słowa zmęczonym głosem, poprzez nagle ogarniającą go senność.  
- Dlaczego sprzeciwiłeś się ojcu? - zapytał ponownie Harry, takŜe sennym głosem.  
- Uwierzyłbyś, gdybym powiedział, Ŝe nie wiem? Pamiętam, Ŝe wtedy miałem dobry powód. Ale 
potem nigdy nie zrozumiałem, jaki on naprawę był - odparł Draco z krzywym uśmieszkiem na 
ustach.  
- Mogłeś uŜyć magii, Ŝeby lepiej ci się Ŝyło w świecie mugoli - zauwaŜył Harry, obracając się na 
swojej stronie łóŜka i przysuwając do Malfoya.  

background image

 

30 

- Pewnie, Ŝe mógłbym. Ale nie chciałem. Odkąd odszedłem z domu, nie uŜyłem róŜdŜki ani razu. 
Ja... Czułem, Ŝe to byłoby złe. Magia była zła. Ona i ojciec sprawiły, Ŝe moje Ŝycie stało się takie 
popieprzone. I jeszcze coś. - Draco zwinął się w kłębek, podświadomie przysuwając się blisko 
ciepła ciała Harry’ego. - Ale nie pamiętam co.  
- Śnili mi się ŚmiercioŜercy. Ciemność. I ktoś tam był. Ktoś, kogo znałem, ale nie mogłem go 
sobie przypomnieć. Draco?  
- Mmm...  
- Mógłbyś zrobić to jeszcze raz?  
- Co?  
- Objąć mnie.  
Malfoy zmarszczył brwi, ale przysunął się i otoczył ramionami ciało drugiego męŜczyzny. Potter 
poruszył się i ułoŜył głowę na smukłej klatce piersiowej, a jego ciemne kosmyki kontrastowały z 
bladą skórą. Harry pozwolił, aby z jego ust wydobyło się zadowolone westchnienie, więc Draco, 
korzystając z tego, Ŝe jego twarz jest niewidoczna, uśmiechnął się lekko, wyciągnął rękę i 
zanurzył dłoń w czarnych włosach i przeczesał je leniwie palcami.  
- Draco?  
- Mmm?  
- Jutro... Jutro wszystko będzie jak dawniej.  
Twarz Malfoya zachmurzyła się, ale nie powiedział ani słowa.  
- To się nigdy nie wydarzyło - kontynuował Harry zmęczonym głosem.  
- Wiem - szepnął Draco.  
Przez chwilę leŜeli w milczeniu.  
- Ale dzisiejsza noc jest cudowna - powiedział Harry na koniec, łagodnym, sennym głosem.  
Draco nie odpowiedział. Słyszał, jak oddech Pottera na jego skórze staje się coraz bardziej 
regularny. Spuścił wzrok na wtulone w niego ciało i pierwszy raz tego dnia Ŝadne dylematy nie 
zaprzątały jego umysłu. Teraz, leŜąc na łóŜku, trzymając w objęciach zupełnie bezbronnego 
Pottera, pozwolił sobie nie przejmować się tym, co się wydarzy następnego dnia.  
W tym właśnie momencie czuł się szczęśliwy.  
„Cudownie” - szepnął nieświadomie, poczym pogrąŜył się we śnie.  
 
 
*Czułość jest nocą  
Le
Ŝąc obok ciebie  
Czuło
ść jest dotknięciem  
Kogo
ś, kogo kochasz zbyt mocno  
Czuło
ść jest dniem  
Kiedy demony odchodz
ą  
Panie, musz
ę znaleźć  
Kogo
ś, kto uleczy mój umysł  
(tłumaczenie-tomazzz11)  
 
 
ROZDZIAŁ VII: NIEDORZECZNOŚĆ  
 
 
...he'll look at me and smile  
I'll understand  

background image

 

31 

and in a little while  
he'll take my hand  
and though it seems absurd  
I know we both won't say a word...
*  
"The Man I Love", George Gershwin  
 
 
Kiedy Draco obudził się następnego ranka, miejsce obok było puste i zimne. Bezwiednie dotknął 
klatki piersiowej, przypominając sobie, jak się czuł, kiedy spoczywała na niej głowa Harry’ego, 
jego ciepło... Wspomnienie sprawiło, Ŝe zadrŜał bezradnie.  
Wstał z łóŜka i zaczął spacerować po mieszkaniu.  
- Harry? - zawołał, ale nie otrzymał Ŝadnej odpowiedzi.  
Wzruszył ramionami i wszedł do kuchni, gdzie znalazł gorącą kawę. Nalał sobie filiŜankę i 
zaczął sączyć napój powoli, krzywiąc się z powodu gorzkiego smaku.  
„Nowy dzień. Przestań się zastanawiać. Dzisiaj mamy juŜ jutro! Nie myśl o tym!”  
Ale nie potrafił. Nic nie mógł poradzić na to, Ŝe jego umysł cały czas analizował sytuację. Był 
tutaj, w domu Pottera. Wiedział, Ŝe wkrótce jego tak zwany chłopak wróci i Draco będzie 
zmuszony przypomnieć sobie, jaka wspaniała była ostatnia noc. Spojrzy na Harry’ego, usłyszy 
jego głos i wrócą wspomnienia ostatniej nocy, pieszczot i późniejszego, cichego porzucenia.  
„Ale teraz wszystko wróci do normy. Lepiej, Ŝebym pozbył się tych pieprzonych myśli” - 
stwierdził ze znuŜeniem, odstawiając do zlewu pustą filiŜankę, która natychmiast zniknęła. 
Zapewne stała juŜ czysta na półce w kredensie.  
Draco uśmiechnął się złośliwie.  
„Tak, to miejsce jest zdecydowanie zbyt porządne, jak na niechlujnego Harry’ego Pottera” - 
pomyślał z roztargnieniem.  
Przeszedł do salonu, szukając czegoś, co zauwaŜył wczoraj wieczorem. Fortepian. Zastanowił się, 
czy Harry rzeczywiście na nim gra, czy ustawienie czarnego instrumentu zostało podyktowane 
jedynie względami stylistycznymi.  
Podszedł wolnym krokiem i usiadł przed klawiaturą. Uniósł pokrywę i zdjął zieloną tkaninę, 
przykrywającą czarno-białe klawisze. Steinway & Sons - przeczytał złoty napis. Och. Przez 
chwilę rozwaŜał, czy powinien unieść ze zdziwienia brwi, ale wokoło nie było nikogo, na kim 
musiałby robić dobre wraŜenie. PołoŜył materiał na kolanach i dotknął klawiszy tak lekko, Ŝe nie 
rozległ się Ŝaden dźwięk. Były zimne i gładkie.  
Uśmiechnął się z rozmarzeniem, kiedy wspomnienia z dzieciństwa zaczęły przepływać przez 
jego umysł. To dzięki matce zaczął uczyć się grać, biorąc lekcje w tajemnicy przed ojcem. 
Lucjusz Malfoy uznałby je za bezuŜyteczną umiejętność i z pewnością nie wyraziłby na nie 
zgody. To byłoby straszne, poniewaŜ Draco niemal natychmiast zakochał się w czystych 
dźwiękach i światach, jakie muzyka była w stanie dla niego stworzyć.  
Miał pięć lat, kiedy po raz pierwszy połoŜył palce na klawiaturze. Osiemnaście, gdy został 
zmuszony wyrzec się grania. Bolało bardziej, niŜ strata rodziców czy majątku. Zostawienie 
fortepianu oznaczało utratę moŜliwości ucieczki do innej rzeczywistości. Podczas tych 
wszystkich, niekończących się lat w rodzinnej rezydencji zawsze, kiedy poczuł się 
zdenerwowany, czy po prostu smutny, grał, zostawiając wszelkie zmartwienia za sobą i odlatując 
do innego świata, tworzonego tylko dla niego przez kaŜdy nowy dźwięk.  
Nawet w Hogwarcie uzaleŜnienie go nie opuściło. Kochał muzykę na tyle, Ŝe schował dumę do 
kieszeni i zapytał Dumbledore’a, bardzo grzecznie zapytał, czy istnieje moŜliwość, aby mógł grać 
takŜe w szkole.  

background image

 

32 

Okazało się, Ŝe tak. Codziennie przez siedem lat spędzał kilka godzin w zakurzonym, ukrytym 
pokoju. Tylko on, anonimowy, fortepian i muzyka. Samotnie, poniewaŜ, poza dyrektorem, nikt o 
tym nie wiedział. Tak było doskonale.  
Teraz, po trzech latach, Draco ułoŜył palce na klawiszach ponownie. Zamknął oczy, 
przypominając sobie godziny nauki, poświęcenia i miłości. Jedynej miłości jego dzieciństwa. W 
tym momencie, w salonie Harry’ego i przy fortepianie Harry’ego, pozwolił temu uczuciu 
powrócić, otoczyć go i poprowadzić. Jego palce zaczęły się poruszać. Muzyka wypełniła pokój.  
Doskonale.  
 
Harry stał nieruchomo przed drzwiami swojego mieszkania. Słyszał dochodzące zza nich dźwięki 
fortepianu. Wszedł ostroŜnie do środka, i kierując się muzyką, zatrzymał się przy wejściu do 
salonu.  
Draco grał. Jego palce biegały po klawiaturze ze spokojną precyzją. NiezauwaŜony, Harry 
zapatrzył się na niego. Były rywal siedział z zamkniętymi oczami, całkowicie zagubiony w 
doznaniu. Potter zwrócił uwagę na jego pozę, sposób, w jaki platynowe włosy opadały mu na 
oczy i jak bardzo rysy twarzy stały się zrelaksowane.  
Uśmiechnął się miękko i podszedł do Malfoya. PoniewaŜ muzyka przycichła, połoŜył dłonie na 
ramionach blondyna. Wokół nich gasnął ostatni ton. Przez chwilę obaj trwali bez ruchu, w ciszy, 
dziwnie spokojni, jak gdyby przyzwyczajeni do takiej zaŜyłości.  
- Graj - odezwał się Potter niespodziewanie, nie wiedząc nawet, dlaczego.  
I Malfoy zaczął grać, zupełnie bezwiednie, jazzową przeróbkę prostej melodii.  
„Pewnego dnia przyjdzie... męŜczyzna, którego kocham...” - zacytował Harry szeptem, z rękami 
ciągle na ramionach Draco, którego palce biegały lekko po klawiaturze, improwizując trudne 
przejścia lub interpretując po swojemu mniej skomplikowane kawałki, tworząc perfekcyjne, 
czyste akordy.  
Kiedy w końcu dźwięki ucichły, Draco obrócił się w stronę Harry’ego. Przez chwilę wpatrywali 
się w siebie w milczeniu.  
„Pewnego dnia przyjdzie...”  
„Co się dzieje?”  
„...męŜczyzna, którego kocham...”  
„Słyszałem to wcześniej. Czułem to wcześniej. PrzeŜywałem to wcześniej.”  
Dziwnym zbiegiem okoliczności, w tym samym momencie pomyśleli dokładnie to samo. 
RozwaŜali te same pytania i zmagali się z tymi samymi odczuciami.  
Patrzyli na siebie, być moŜe przez minutę. A moŜe całe lata.  
Magia tej chwili została zniszczona przez brzęczenie dzwonka przy drzwiach.  
Odwrócili się od siebie, zaŜenowani.  
- To pewnie Claude - powiedział Harry i potrząsnął głową.  
Draco przytaknął i, kiedy Potter poszedł wpuścić gościa, zamknął pokrywę klawiatury i 
zmarszczył brwi.  
„Co to za piosenka? Zapomniałem” - pomyślał. - „I skąd wiedziałem, Ŝe to właśnie jej Harry 
chciał posłuchać?”  
Draco ciągle się zastanawiał, kiedy Potter wrócił do salonu w towarzystwie młodego, niskiego 
męŜczyzny.  
- Claude, to jest Draco. JuŜ ci mówiłem, czego potrzebuję.  
- Mmm... miło cię poznać, Draco. - Mugol obszedł Malfoya dookoła, uwaŜnie studiując jego 
sylwetkę.  
- Ja takŜe się cieszę - odparł blondyn grzecznie, wbijając w Pottera badawcze spojrzenie.  

background image

 

33 

- Claude jest moim krawcem. Poprosiłem go, Ŝeby uszył dla ciebie kilka garniturów - wyjaśnił 
Harry i zwrócił się do męŜczyzny. - Jeden będę potrzebował na piątkowy wieczór.  
- Oczywiście, Harry - odparł Claude i obrócił się do Draco. - Mógłbyś się rozebrać? - zapytał.  
Malfoy przymknął oczy, ale posłusznie zdjął koszulę i spodnie.  
- Świetnie - powiedział krawiec i zaczął zdejmować miarę. - Biorąc pod uwagę jego bladą cerę, 
sugeruję kolor ciemnoszary. Prawie czarny, ale nie całkiem. Czerń zniszczyłaby naturalny blask 
skóry. MoŜe odcień głębokiego błękitu. Jak myślisz? - zwrócił się do Pottera.  
- Tak, teŜ będzie pasował. Chcę, Ŝeby on wyglądał niesamowicie i wierzę w twój dobry smak, 
Claude - odparł Harry, krzywiąc usta w uśmieszku.  
- Ce n'est pas difficile.** Z takim ciałem... - podkreślił krawiec, odwzajemniając uśmiech Pottera, 
który teraz chichotał cicho.  
Draco zarumienił się i odwrócił z zaŜenowaniem głowę, nie wypowiadając ani słowa, dopóki 
mugol nie skończył i nie mógł z powrotem nałoŜyć na siebie ubrania. Przypomniał mu się sklep 
pani Malkin, gdzie wszystkie pomiary były robione magicznie, bez potrzeby stania półnagim 
przed obcym człowiekiem.  
Kiedy Claude poinformował ich, Ŝe ma wszystko, czego potrzebuje, Harry odprowadził go do 
wyjścia. Gdy wrócił do salonu, znalazł Malfoya siedzącego na kanapie, z twarzą ukrytą w 
dłoniach.  
- Wszystko z tobą w porządku? - zapytał marszcząc brwi.  
Draco wzdrygnął się nieznacznie i podniósł wzrok.  
- Dlaczego potrzebuję garnituru na piątkowy wieczór? - zapytał.  
Potter uśmiechnął się z rozbawieniem.  
- Och, racja. Nie mówiłem ci, prawda?  
Malfoy patrzył na niego z zakłopotaniem, więc Harry westchnął.  
- Przyznano mi nagrodę, więc będziemy musieli wziąć udział w uroczystości. Niestety, to 
konieczność - wyjaśnił.  
- Nagrodę? - zapytał Draco.  
Potter przymknął oczy.  
- Tak, nagrodę - powtórzył. - Draco, kim ja jestem? - zapytał, widząc zdezorientowany wyraz 
twarzy blondyna.  
- A cóŜ to za pytanie? - odparł Malfoy ze złością i wstał z kanapy. - Mógłbym odpowiedzieć na 
kilka sposobów: Harry Potter, Chłopiec-Który-PrzeŜył...  
Nie podobało mu się to. Nie podobał mu się sposób, w jaki Potter się z nim bawił. I jeszcze ta 
nagroda. Czyli setki gapiących się na niego ludzi, wiedzących, co działo się z nim za 
zamkniętymi drzwiami, w rękach sławnego bohatera... To było czymś więcej, niŜ upokorzeniem. 
„To jest chore!” Draco czuł, Ŝe traci nad sobą panowanie. Był wściekły, a Potter ciągle czekał na 
odpowiedź. „Zaraz dostaniesz swoją odpowiedź!”  
- Nie, chwila, mam lepszą definicję. Harry, Pierdolony Potter, Chłopiec-Który-Pieprzył... mnie
Podoba ci się?  
Harry nie odpowiedział, ale gapił się na niego beznamiętnie. Malfoy instynktownie zrobił krok 
do tyłu.  
- Posłuchaj - powiedział Potter łagodnie, podchodząc bliŜej. - Wiesz, Ŝe jestem pisarzem?  
Draco wpatrywał się w niego, uświadamiając sobie oczywisty fakt, Ŝe to tylko cisza przed burzą.  
- Nie posiadam teraz Ŝadnego, prywatnego Ŝycia. Nie, Ŝebym kiedykolwiek je miał. Ale wiesz, 
czasami potrzebuję od tego odpocząć. I tutaj właśnie zaczyna się twoja rola. W piątek, przed 
całym światem, zagrasz rolę mojego chłopaka. Ludzie dostaną pretekst, Ŝeby wygadywać o nas 
najróŜniejsze nonsensy i przez najbliŜsze dwa miesiące będę miał spokój, bez sterczących pod 

background image

 

34 

drzwiami fanów i poczty przeładowanej chorymi, miłosnymi listami. Rozumiesz teraz, o co mi 
chodziło, kiedy poprosiłem, abyś ze mą zamieszkał? - zapytał i podszedł kilka kroków. - Chyba 
nie sądziłeś, Ŝe potrzebowałem cię tylko do łóŜka, prawda? Faktem jest, iŜ doskonale się do tej 
roli nadajesz. Jesteś doskonały. Dobrze wychowany. Inteligentny. A takŜe, nie ukrywam, świetny 
do pieprzenia - powiedział z uśmiechem. - Chłopak, jakiego wszyscy oczekują przy moim boku - 
skończył i zbliŜył się jeszcze bardziej.  
Draco cofnął się, aŜ jego plecy dotknęły ściany. Podczas całej przemowy wpatrywał się w Pottera 
uwaŜnie. Ale kiedy Harry zamilkł i stanął dokładnie przed nim, nerwowo uciekł wzrokiem.  
- Tak więc, Draco, pomoŜesz mi z własnej woli? Czy powinienem znaleźć skuteczniejszą metodę 
przekonywania? - zapytał spokojnie, kładąc jedną rękę na ścianie i pochylając się w stronę 
Malfoya.  
Draco nie odpowiedział, nawet nie podniósł głowy, więc Potter złapał go delikatnie za podbródek 
i zmusił do spojrzenia mu w oczy. Harry zobaczył własne odbicie w szarych źrenicach. 
Uśmiechnął się łagodnie i popieścił policzek Malfoya.  
- DrŜysz - powiedział po chwili.  
Draco przymknął oczy.  
- Ciągle się mnie boisz? - zapytał, ale nie otrzymał Ŝadnej odpowiedzi. Malfoy wpatrywał się w 
niego szeroko otwartymi oczyma. „Są niesamowite” - zauwaŜył, ale zaraz potrząsnął głową i 
odepchnął tę myśl daleko.  
- Powiedziałem ci, Ŝe nie musisz się mnie obawiać. Nie skrzywdzę cię więcej - wyjaśnił. - 
Wierzysz mi? - zapytał, nerwowo muskając kciukiem dolna wargę Malfoya.  
I nagle poczuł, jak te kuszące usta poruszają się pod jego dotknięciem.  
- Wierzę - szepnął Draco.  
- To dobrze - odparł Harry i skinął głową. - Teraz muszę na chwilę wyjść. Rób, co chcesz - dodał 
i ruszył w kierunku drzwi.  
- Harry? - zawołał Malfoy, nadal opierając się o ścianę. Gryfon zatrzymał się i spojrzał na niego 
pytająco. - Fortepian... Grasz na nim?  
Potter potrząsnął przecząco głową, a potem odpowiedział na pytanie, którego Draco nawet nie 
zadał.  
- Nie, ale wiedziałem, Ŝe kiedyś pojawi się ktoś, kto będzie grał.  
Draco wpatrywał się w niego zupełnie oszołomionym wzrokiem, więc Harry, zanim wyszedł, 
posłał mu niewielki, ale szczery uśmiech.  
„Kiedyś pojawi się ktoś, kto będzie grał.”  
„Kiedyś pojawi się ktoś, kto będzie grał.”  
„Kiedyś pojawi się ktoś, kto będzie grał.”  
 
 
*...Patrzy na mnie z uśmiechem  
niedługo sko
ńczę tą udrękę  
Ta chwila zostanie echem  
a on chwyci mnie za r
ękę  
I chocia
Ŝ wydaje się to nierealne,  
milczenie miedzy nami jest tak bardzo naturalne
...  
(tłumaczenie - yami-no)  
 
 
** ce n'est pas difficile - to nie jest trudne 

background image

 

35 

ROZDZIAŁ VIII: NIEBO I PIEKŁO  
 
 
are you in you counting the days  
oh how long until you have your freedom  
your freedom
*  
"Heaven Out Of Hell", Elisa  
 
 
- Draco, jesteś gotowy? - zawołał Harry juŜ mocno poirytowanym głosem.  
Kiedy Malfoy nie odpowiedział, „jakŜe teraz sławny pisarz” rozwaŜył moŜliwość rozwalenia 
drzwi. Na szczęście okazało się, Ŝe nie będzie to konieczne, poniewaŜ po kilku minutach same 
się otwarły.  
Harry zapomniał, jak się oddycha, gdyŜ cała jego uwaga została skupiona na stojącej przed nim 
osobie.  
Draco Malfoy był niesamowity i Potter wątpił, iŜ jest to jedynie zasługa Cloude’a. Bez wątpienia 
garnitur był doskonały i znakomicie podkreślał idealną sylwetkę Malfoya. Ale chodziło o coś 
jeszcze. O sposób, w jaki Draco go nosił. Wydawało się, Ŝe jest osobą wręcz stworzoną, aby 
ubierać się elegancko. Posiadał naturalną aurę, która mówiła: jestem bliŜszy Bogu, niŜ 
jakikolwiek inny człowiek kiedykolwiek będzie, więc nawet nie próbuj dosięgnąć mojego 
poziomu.  
Harry zastanowił się, czy to z powodu bycia Malfoyem, czy przez ciągnące się całe dzieciństwo 
lekcje dobrego wychowania, odpowiedniego dla czystokrwistych czarodziejów.  
NiewaŜne, co było powodem, wiedział jedno. On sam nigdy nie będzie miał tego niesamowitego 
wyglądu, poniewaŜ Ŝaden garnitur nie byłby w stanie dać mu aŜ tak potęŜnej osobowości. Nie 
ulegało wątpliwości, Ŝe Draco promieniowałby taką sama aurą, gdyby miał na sobie znoszone, 
wypłowiałe dŜinsy.  
Potter ciągle był zatopiony w myślach, ze spojrzeniem bezwiednie utkwionym w swoim 
kochanku, więc Draco nerwowo przebiegł palcami po włosach. Harry, zupełnie mimochodem, 
zauwaŜył, iŜ Malfoy nie uŜył tyle Ŝelu, jak to miał zwyczaj robić w szkole. Przez to platynowe 
kosmyki opadały mu swobodnie na nieskazitelne policzki.  
- Tak? - zapytał Draco po chwili, nerwowo przestępując z nogi na nogę. - Wszystko w porządku?  
Harry uśmiechnął się i uniósł brew.  
- Właściwie, to czegoś ci brakuje - powiedział i ostroŜnie wyjął coś z kieszeni.  
Draco z zaskoczeniem zobaczył na dłoni Pottera dwa białe, niewielkie pąki róŜ. Harry delikatnie 
wziął jeden z nich i umieścił go w klapie jego marynarki, a drugi włoŜył do swojej. Malfoy zrobił 
krok do przodu, tak, Ŝe ich ciała prawie się dotykały, wyprostował kwiat i eleganckim ruchem 
ręki wygładził materiał.  
- W porządku? - zapytał w końcu Potter, uśmiechając się i patrząc mu prosto w oczy. Draco 
kiwnął głową i odwzajemnił uśmiech. - W takim razie, chodźmy - dodał Harry i obaj opuścili 
mieszkanie.  
 
Potter był zdenerwowany. Draco mógł wyczuć, Ŝe napięcie wzrasta z kaŜdą mijającą minutą.  
- Nie za bardzo lubisz takie imprezy, prawda? - zapytał, przerywając wreszcie panującą w 
samochodzie ciszę.  
Harry wzdrygnął się, ale nie spuścił wzroku z drogi przed nimi.  
- MoŜna tak powiedzieć. Nigdy nie przyzwyczaiłem się do sławy. I wątpię, czy kiedykolwiek się 

background image

 

36 

przyzwyczaję.  
Draco przez chwilę zastanawiał się nad tą odpowiedzią, aŜ w końcu zdecydował się zaryzykować 
i zadać pytanie, które nurtowało go od ich pierwszego spotkania w klubie.  
- Dlaczego Ŝyjesz wśród mugoli, Harry?  
- Dlaczego?  
- Wiesz, początkowo myślałem, Ŝe to jest sposób na ucieczkę od popularności, jaką miałeś wśród 
czarodziejów, ale wydaje mi się, Ŝe nie jesteś w stanie uniknąć światła reflektorów. W takim 
razie, dlaczego tu jesteś?  
- Pamiętasz, co mi powiedziałeś? O magii? Mimo Ŝe nie odwróciłem się od niej tak całkowicie, 
jak ty, to i tak czuję się z nią niewygodnie. Głównie dlatego, Ŝe przypomina mi o nim.  
- O nim?  
- Voldemorcie.  
Wzmianka tego imienia sprawiła, Ŝe obaj zamilkli na dłuŜszą chwilę.  
- Ale go zabiłeś, prawda? - Draco zaryzykował kolejne pytanie.  
- Tak, zabiłem. - Potter przytaknął nieznacznie, a jego spojrzenie wędrowało po ulicy. - Ale 
czasami mam wraŜenie, Ŝe robiąc to, coś straciłem. Coś okropnie waŜnego. I ciągle tego szukam.  
- Co to jest? - zapytał Malfoy łagodnie.  
Harry zaśmiał się z goryczą i potrząsnął lekko głową.  
- Jeśli kiedykolwiek się dowiesz, to koniecznie mi powiedz, Draco. Bardzo chciałbym wiedzieć, 
czym to jest...  
 
*  
 
- Myślisz, Ŝe juŜ przyjechał? - zapytał Ron nerwowym głosem.  
- Nie wiem - odpowiedziała Hermiona, patrząc na otaczający ich tłum i szukając wzrokiem 
nieporządnej, czarnej czupryny.  
- Być moŜe wcale nie przyjdzie - zaryzykował rudzielec, za co otrzymał wymowne spojrzenie.  
- Nie, skoro obiecał, Ŝe przyjdzie, to ja mu wierzę. Poza tym powiedział, Ŝe ma nowego chłopaka, 
więc nie zabraknie mu poparcia, którego potrzebuje. I chociaŜ bardzo nienawidzi takich 
uroczystości, wie, Ŝe musi tu być. Inaczej menadŜer obedrze go ze skóry.  
Ron roześmiał się i potrząsnął głową.  
- Nie sądzę, Ŝeby taka groźba podziałała. Rozmawiamy o Harrym Potterze, zabójcy Sama-Wiesz-
Kogo.  
- Voldemorta, Ron. Do diabła, ciągle jeszcze nie jesteś w stanie wymówić tego głupiego imienia? 
Tak, pokonał Czarnego Pana, ale choćby nie wiem jak śmiesznie to brzmiało, w tłumie Harry 
ciągle czuje się skrępowany - wyjaśniła dziewczyna, lekko rozdraŜniona. - Miejmy nadzieję, Ŝe 
jego partner posiada nerwy ze stali i będzie w stanie go uspokoić - dodała.  
- Czy to nie Harry? - zapytał po chwili Ron, marszcząc brwi.  
Hermiona spojrzała we wskazywanym przez niego kierunku. Zobaczyła wysokiego, 
ciemnowłosego męŜczyznę, poruszającego się szybko przez tłum w stronę pierwszego rzędu 
foteli, które zostały zarezerwowane dla zwycięzców konkursu.  
Z loŜy dla prasy, w której siedziała, widziała wyraźnie, jak Harry odwraca się i chwyta za rękę 
wysokiego męŜczyznę, nakłaniając go do zajęcia miejsca obok siebie. Mocno przełknęła ślinę, 
widząc, jak blask oświetlających amfiteatr lamp odbija się od jasnych włosów.  
„Jasnych? Raczej platynowych” - pomyślała sarkastycznie, próbując zwalczyć nieprzyjemny 
węzeł, narastający w dole jej brzucha. - „Odwróć się. Spójrz na mnie” - namawiała bezgłośnie. I 
choć w jej niemych słowach nie było Ŝadnej magii, ktoś w niebie postanowił ich wysłuchać, gdyŜ 

background image

 

37 

po chwili jasnowłosy męŜczyzna obrócił głowę, aby szepnąć coś do ucha Harry’ego, pokazując w 
końcu swoją twarz.  
„Blada cera, ostre rysy” - rejestrowała Hermiona. - „Malfoy. Draco Malfoy” - przyznała w końcu, 
nie mogąc ignorować oczywistego dowodu przed swoimi oczami. I właśnie wtedy, Hermiona 
Granger, najlepsza czarownica w szkole, uznana dziennikarka i piękna kobieta zrobiła coś, co 
sprawiło, Ŝe brew Rona zniknęła pod jego grzywką z zaskoczenia.  
- Kurwa mać - zaklęła szeptem, po czym z desperacją zakryła twarz dłońmi.  
 
*  
 
Uroczystość przebiegała spokojnie. Wymieniano róŜne kategorie konkursowe i w blasku fleszy 
oraz przy gromkich brawach wręczano nagrody.  
Draco był spokojny. Poza upokorzeniem, jakie zapewne go nie ominie, kiedy Harry wejdzie na 
podium, całe zdarzenie wydało mu się tysiące razy przyjemniejsze, niŜ zgromadzenia 
ś

miercioŜerców, w jakich musiał uczestniczyć.  

Harry, dla odmiany, z kaŜdym wyczytywanym imieniem napinał się coraz bardziej. Draco 
widział, jak jego palce wbijają się w poręcze fotela. Westchnął i, niespodziewanie, ujął lewą dłoń 
Pottera i uścisnął ją lekko. MęŜczyzna wzdrygnął się i spojrzał na niego z wykrzywiającym mu 
wargi uśmieszkiem.  
- Uspokój się, albo dostaniesz ataku serca zanim wręczą ci tę durną statuetkę - powiedział Draco 
sarkastycznie. - A to sprowadziłoby na mnie niepotrzebne kłopoty. Za duŜo musiałbym się 
później tłumaczyć.  
Harry westchnął, ale ciepły dotyk w końcu pozwolił mu się odrobinę odpręŜyć. Kiedy Malfoy to 
poczuł, cofnął rękę, ale Potter złapał ją z powrotem i, uparcie patrząc przed siebie, nie reagował 
na badawcze spojrzenia partnera.  
Przez jakiś czas siedzieli w milczeniu, trzymając się za ręce.  
- A teraz kolej na kategorię Najlepszy Pisarz - usłyszeli głos mistrza ceremonii. - Jesteśmy 
szczęśliwi, Ŝe moŜemy wręczyć tę nagrodę jednemu z najbardziej uznanych artystów ostatnich lat, 
panu Harry’emu Potterowi!  
Cały amfiteatr rozbrzmiał oklaskami. Harry spojrzał na Draco nerwowo, ale ten tylko kiwnął 
głową w stronę sceny.  
- Idź i miej to z głowy - powiedział cicho.  
Chłopiec-Który-PrzeŜył wstał, i gdy ruszył w kierunku podium, ujawniła się odwaga, którą 
dojrzała w nim Tiara Przydziału pierwszego dnia w Hogwarcie. Kiedy wyciągał rękę w kierunku 
spikera, był juŜ całkowicie spokojny i odpręŜony. Draco, w niewierze, potrząsnął tylko głową i 
uśmiechnął się sam do siebie.  
- Dziękuję - powiedział Harry, odbierając od mistrza ceremonii statuetkę. Poczekał, aŜ oklaski 
ucichną i zwrócił się do publiczności. - Dziękuję wszystkim, którzy są tutaj dzisiaj ze mną, 
towarzysząc mi w jednym z najwaŜniejszych dni mojego Ŝycia. Mam tylko nadzieję, Ŝe 
przyznając mi tą nagrodę, wiecie, co robicie - dodał i uniósł figurkę do góry. Tłum zaśmiał się, a 
po chwili Harry kontynuował. - Postaram się być godny tej nagrody, dla was wszystkich, a 
szczególnie dla ludzi, którzy mnie do tej pory wspierali. Szczególne podziękowania kieruję do 
Franka Lieb, mojego menadŜera, któremu jakoś ciągle udaje się ze mną wytrzymać. - Przerwał i 
odczekał, aŜ ucichnie kolejna fala oklasków. - A takŜe Hermionie Granger i Ronowi Weasleyowi 
- powiedział i zaczął rozglądać się po widowni, aŜ w końcu znalazł dwie znajome twarze w loŜy 
dla prasy. Uśmiechnął się do nich i kontynuował. - Byli moimi przyjaciółmi od dzieciństwa i 
wbrew wszystkiemu, co razem przeszliśmy, pozostali dla mnie najbliŜszymi ludźmi na świecie. - 

background image

 

38 

Harry przerwał i spojrzał na Rona i Hermionę, a za jego wzrokiem podąŜyły spojrzenia całej 
widowni. - I na końcu wreszcie, chciałbym podziękować komuś specjalnemu. MęŜczyźnie, który 
stał u mego boku, niewidoczny, ale który jest dzisiaj tutaj, aby dzielić ze mną tę wspaniałą chwilę. 
- Widownia zareagowała na słowa Pottera wstrzymanymi oddechami, czekając, aŜ ów tajemniczy 
męŜczyzna ujawni swoją toŜsamość. Harry, zadowolony z reakcji, uśmiechnął się i wpił wzrok w 
Malfoya, który siedział na swoim fotelu jak skuty lodem. Widok ten niemal doprowadził 
Harry’ego do wybuchu śmiechem, ale zdołał się opanować i zakończyć wypowiedź. - To dla 
ciebie, Draco - powiedział czule i zaczął klaskać.  
 
„To dla ciebie, Draco.” - Malfoy westchnął. - „Po prostu cudownie. JeŜeli ci ludzie będą się dalej 
tak na mnie gapić, to się aportuję” - pomyślał, niemniej w jakiś sposób udało mu się nieznacznie 
wykrzywić wargi i ze spokojem wytrwać, dopóki oklaski i ciekawskie spojrzenia nie osłabły.  
Beznamiętnie wpatrywał się w scenę, ignorując otaczający go tłum, aŜ Potter z powrotem zajął 
miejsce obok niego. Spojrzał na niego, a w zamian na ustach Harry’ego pojawił się złośliwy 
uśmieszek. Draco bezsilnie potrząsnął głową.  
- Wiesz, Ŝe cię nienawidzę, prawda? - zapytał powaŜnym tonem.  
- Tak, wiem. - Potter zachichotał. - Ale nie wydaje ci się, Ŝe własnie dlatego cała sytuacja jest tak 
zabawna? - odpowiedział z jeszcze szerszym uśmiechem.  
Draco ponownie potrząsnął głową i odwrócił wzrok, przygotowując się psychicznie, Ŝeby dał 
radę przetrwać resztę tego wieczoru.  
„ Nie potrzebuję niczego więcej. Tylko przetrwać” - pomyślał sarkastycznie.  
 
- Hermiona...  
- Tak, Ron?  
- Hermiona...  
- Tak, Ron?  
- Hermiona...  
- Do cholery, Ron, co? - dziewczyna warknęła, ze wzrokiem ciągle przyklejonym do karku 
Malfoya.  
- Hermiona - powtórzył Weasley po raz kolejny, ale po gniewnym spojrzeniu, jakie otrzymał, 
zdecydował się skończyć zdanie, zanim przyjaciółka postanowi wyładować swoją złość na nim. - 
To, co widzę, nie jest tym, co myślę, Ŝe widzę, prawda?  
- Racja. Być moŜe nie jest - dziewczyna zgodziła się z nim, składając ręce na piersi. - Ale na 
pewno jest tym, co usłyszałeś z ust Harry’ego.  
- Och, nie - jęknął rudzielec i schował głowę w ramionach, potrząsając nią bezradnie. - Nie. Nie. 
Nie. To jakiś koszmar. To musi być jakiś pierdolony koszmar.  
- Tak, najgorszy koszmar w moim Ŝyciu - zgodziła się z nim przyjaciółka. - I powinnam 
przewidzieć, Ŝe na to się zanosi - dodała juŜ szeptem, głosem pełnym frustracji. - Niech to szlag!  
 
- Harry.  
Potter znał ten głos. Wiedział takŜe, Ŝe słyszał go jedynie wtedy, gdy zbliŜały się SUMy lub 
OWTMy, a on nadal nie zaczął się do nich przygotowywać. Więc kiedy się odwracał, spodziewał 
się, Ŝe stanie naprzeciw bardzo zdenerwowanej Hermiony. I śmiało mógł załoŜyć, Ŝe tam, gdzie 
była przyjaciółka, na pewno znajdzie Rona, więc wcale się nie zdziwił, widząc obok dziewczyny 
totalnie wściekłego rudzielca.  
- Hermiona, Ron - powiedział z uśmiechem, nie bacząc na napiętą atmosferę. - Fajnie, Ŝe 
przyszliście. Widziałem, Ŝe mieliście całkiem przyjemne miejsca na widowni... - zaczął, ale 

background image

 

39 

Weasley przerwał mu pełnym gniewu głosem.  
- Dosyć! Nie mam teraz ochoty na pogawędki. Gdzie on jest? - warknął.  
- Panie Weasley, sądzę, Ŝe właśnie mnie szukasz, prawda? - Przeciągający wyrazy głos przerwał 
konfrontację pomiędzy Harrym i Ronem. Rudzielec odwrócił się gwałtownie w kierunku, z 
którego dobiegały słowa, nadal niezdolny uwierzyć w to, co widział. Zamrugał kilka razy, zanim 
przymknął oczy i zacisnął pieści. Przed nim, obok Harry’ego, stał on. „Draco, cholerny, Malfoy” 
- pomyślał.  
Blondyn zignorował mordercze spojrzenie Łasicy (bo w jego głowie Weasley ciągle był Łasicą), 
skinął głową i, uśmiechając się uprzejmie, wyciągnął rękę.  
- Miło mi znowu cię spotkać - powiedział.  
Ron wytrzeszczył na niego oczy, wbijając pełne obrzydzenia spojrzenie w oferowaną mu smukłą, 
bladą dłoń, jak gdyby był to wyjątkowych rozmiarów pająk.  
Draco uniósł brew i spojrzał na Weasleya pytająco.  
- Coś nie w porządku? - zapytał po chwili.  
Ron skrzywił się i, nagle, uderzył w wyciągniętą dłoń. Draco zmruŜył oczy, ale nie odezwał się 
ani słowem.  
- Jesteś zły, Malfoy. Całkowicie i ponad wszelką wątpliwość zły. Co, do diabła, starasz się 
udowodnić? - Rudzielec wyrzucał z siebie słowa z wściekłością.  
Draco patrzył na niego ze spokojnym skupieniem.  
- Harry... - odezwał się do Pottera, nie odrywając jednak szarego spojrzenia od rozpalonych oczu 
Weasleya. - Być moŜe najlepiej dla wszystkich byłoby, gdybym poczekał na ciebie na zewnątrz - 
dokończył cicho.  
- Tak, idź się pieprzyć, Malfoy - powiedział Ron ze złośliwym uśmiechem.  
- Absolutnie nie sądzę, Ŝe powinieneś wychodzić, Draco - odezwał się w końcu Potter, kładąc 
rękę na ramieniu blondyna. - Mam rację, Herm?  
Dziewczyna zmarszczyła brwi, studiując nieczytelną twarz Malfoya. Ale w końcu, biorąc pod 
uwagę proszący uśmiech Harry’ego, przytaknęła powoli.  
Draco odchylił głowę na bok i spojrzał na nią.  
- Wybacz, moje zachowanie jest niedopuszczalne - powiedział i niezdecydowanym ruchem 
wyciągnął do niej rękę.  
Kiedy Hermiona przyjęła oferowaną dłoń, oczy Rona poszerzyły się w zdumieniu. JuŜ był 
gotowy zabić Fretkę, jak ciągle nazywał Malfoya w myślach, kiedy ten uniósł powoli rękę 
dziewczyny i musnął jej wierzch ustami, nie odrywając od czarownicy oczu.  
- Malfoy! - warknął Weasley, ale został całkowicie zignorowany.  
- Cieszę się, Ŝe mogłem cię znowu zobaczyć, panno Granger - odezwał się Draco, zwracając się 
do Hermiony. Na chwilę przesunął spojrzenie na Rona, ale zaraz jego wzrok wrócił do 
dziewczyny. - Ciągle panna, nie mylę się? - zapytał grzecznie, wykrzywiając wargi w uśmiechu, 
gdy rudzielec otworzył z zaskoczenia usta.  
Hermiona odwzajemniła uśmiech, zapobiegając w ten sposób złośliwej ripoście Weasleya, nie 
odrywając jednak oczu od Draco.  
- Tak, masz rację, Malfoy - powiedziała. - A co z tobą? Dobrze ci się układa z Harrym? - spytała, 
patrząc prosto w srebrne źrenice.  
- Świetnie, dziękuję - odpowiedział z nieczytelnym wyrazem twarzy.  
- Harry, jeŜeli nie masz nic przeciwko - zaczął Ron, drŜąc z wściekłości i patrząc na Malfoya 
wyzywająco - to pozwól, Ŝe zapytam, w jaki sposób śmiercioŜerca zakochał się w Harrym 
Potterze? Myślałem, Ŝe pedałów nie włączano w szeregi Czarnego Pana - wycedził.  
- Ron! - Hermiona i Harry odezwali się niemal jednocześnie, tak samo znuŜonymi głosami, ale 

background image

 

40 

Draco uniósł rękę i pomachał nią lekcewaŜąco.  
- Nic się nie stało, Harry - powiedział, a potem zwrócił się do Rona. - Panie Weasley, kiedy 
ludzie się kochają, łączą się ich dusze. A one nie zwaŜają na płeć, czy układy - wyjaśnił 
łagodnym głosem.  
Cała trójka, nawet Potter, wpatrywali się w niego ze zdumieniem. Draco wykorzystał ten moment, 
Ŝ

eby opuścić towarzystwo.  

- Harry, masz coś przeciwko, jeŜeli teraz wrócimy do domu? Jestem trochę zmęczony, ty na 
pewno teŜ. To był bardzo wyczerpujący wieczór - powiedział, uśmiechając się łagodnie.  
Harry kiwnął głową, nadal zbyt zaszokowany, aby się sprzeciwiać.  
- Tak, masz rację. Zobaczymy się niedługo - zwrócił się do przyjaciół.  
- Panno Granger, panie Weasley, do widzenia - dodał jeszcze Draco, zanim podąŜył za Harrym.  
Ron i Hermiona gapili się bez słowa, aŜ obaj dawni rywale zniknęli w tłumie. Potter nawet nie 
zwrócił na nich uwagi, gdyŜ jego umysł zaprzątnięty był jedną, jedyną myślą. „Kiedy ludzie się 
kochają, łączą się ich dusze. A dusze nie zwaŜają na płeć, czy układy. Kiedy ludzie się kochają... 
Co chciałeś przez to powiedzieć, Draco?”  
 
 
*jesteś zamknięty, odliczasz dni  
och, jak długo jeszcze, zanim odzyskasz wolno
ść,  
swoj
ą wolność  
(tłumaczenie - Kaczalka)  
 
 
ROZDZIAŁ IX: UDERZENIE  
 
 
Nothing really matters,  
Anyone can see,  
Nothing really matters, nothing really matters to me,  
Any way the wind blows...
*  
"Bohemian Rapsody", Queen  
 
 
Draco znowu stał na tarasie. Kiedy dotarli do domu, Harry poszedł do swojego pokoju, aby się 
przebrać, a gdy wrócił, Ŝeby odszukać Malfoya, zastał w salonie otwarte szklane drzwi, przez 
które do środka wpadały zimne podmuchy powietrza. Przeszedł go dreszcz, ale mimo to wyszedł 
na taras.  
Blondyn, oparty o balustradę, palił papierosa i wpatrywał się w światła miasta.  
Harry przez chwilę stał nieruchomo, obserwując, jak blada sylwetka przecina czerń nocy, a 
niewielkie ilości światła odbijają się od potarganych przez wiatr włosów.  
- Draco?  
Malfoy odwrócił się i wbił w niego spojrzenie, a jego usta zacisnęły się nieznacznie, kiedy po raz 
kolejny zaciągnął się dymem.  
- Mówiłeś powaŜnie? - Niespodziewanie tylko te słowa był w stanie wypowiedzieć.  
Draco przez chwilę zastanawiał się nad pytaniem Pottera. I odpowiedział w jedyny sposób, w 
jaki mógł. Jedyny, na jaki sam sobie pozwolił.  
- Oczywiście, Ŝe nie.  

background image

 

41 

Obaj męŜczyźni patrzyli na siebie w milczeniu. Obaj wierząc w wypowiedziane przed chwilą 
słowa. W kłamstwo. Bo tak było łatwiej.  
- Oczywiście, Ŝe nie - Harry potwierdził łagodnie, pomimo Ŝe nie chciał tego robić. Przez kilka 
sekund, gdzieś w podświadomości, miał nadzieję, Ŝe Malfoy nie był aŜ tak dobrym aktorem. - 
Wykonałeś świetną robotę.  
- Jesteś pewien? - zapytał Draco, ponownie opierając się o balustradę.  
- Oczywiście, Ŝe tak - odparł Potter i podszedł bliŜej.  
- Cieszę się, w końcu za to mi płacisz - powiedział Malfoy głosem pełnym smutku, którego Harry 
nie zdąŜył jednak usłyszeć, bo z powodu wiatru zbyt szybko zaniknął w otaczającym ich 
powietrzu.  
Draco skończył papierosa i odwrócił się, aby stawić czoła swojemu rywalowi, który, stojąc teraz 
zupełnie blisko, studiował go uwaŜnie, próbując zrozumieć, co tak boleśnie narasta mu w piersi.  
„Przestań!”  
I rzeczywiście, uczucie ustało, pozwalając Draco wykrzywić wargi w uśmieszku. Potter nie 
odrywał od niego oczu.  
- I jeszcze za to - powiedział, podchodząc do Harry’ego bliŜej i dotykając jego policzka zimnymi 
palcami.  
Potter zadrŜał, więc Draco przysunął się jeszcze trochę. Kiedy ich ciała zetknęły się ze sobą, 
umieścił usta na szyi partnera i zaczął śledzić chłodną skórę gorącymi dotknięciami.  
Harry zadrŜał ponownie i nieświadomie wplótł palce we włosy Malfoya, który nie przestawał 
ozdabiać jego ciała powolnymi pocałunkami. KaŜde dotknięcie warg było delikatne i intymne, 
pokazując tym uwielbienie na swój własny sposób. I nagle koniec.  
Palce Harry’ego nie zaprzestały leniwych ruchów. Draco podniósł wzrok i ich spojrzenia się 
spotkały.  
Moment i wieczność. Wtedy to się stało.  
Harry powoli pochylił się w stronę Malfoya i dotknął wargami jego ust. Draco ze zdumienia 
otworzył szeroko oczy. Bardzo chciał coś powiedzieć. Cokolwiek.  
„To jest złe” - pomyślał. - „Więc dlaczego czuję się tak... dobrze?”  
Język Pottera ślizgał się po jego ustach, naruszając ich ciepło. Dłonie muskały jasne kosmyki, a 
potem przesunęły się niŜej, leniwie głaszcząc szyję i ramiona.  
Draco zadrŜał pod czułym atakiem, ale nie chciał pozwolić Potterowi wygrać tej bitwy. OstroŜnie 
odszukał jego język, a po chwili, nabierając śmiałości, zaczął pieścić go i draŜnić swoim 
własnym. Temperatura powietrza mogła być bliska zera, ale obaj czarodzieje niemal płonęli od 
Ŝ

aru ich pierwszego pocałunku.  

W końcu Draco odsunął się, zostawiając Pottera pełnego zakłopotania, i przyjrzał się partnerowi 
uwaŜnie.  
- Nie - zaczął Malfoy, chcąc wyjaśnić. - Proszę, nie rób tego znowu. Harry, ja... - spróbował 
jeszcze raz, ale nie potrafił znaleźć odpowiednich słów. Podniósł rękę i dotknął własnych warg, 
jak gdyby tym prostym gestem mógł sprawić, Ŝe przestaną tęsknić za ciepłem, którego 
doświadczyły zaledwie chwilę temu.  
- Czego mam nie robić, Draco? Nie miałeś problemu, kiedy cię pieprzyłem, więc dlaczego 
przeszkadza ci, Ŝe chcę cię całować? - zapytał Potter rozgniewanym głosem.  
- Nie rozumiesz. Harry, ja... - Ale Potter nie pozwolił mu skończyć, ucinając jego wypowiedź.  
- Ty co? - warknął.  
- Mógłbym uwierzyć, Ŝe naprawdę tego chcesz - powiedział odległym, sennym głosem.  
„Czy naprawdę tego chcesz?”  
„Czy naprawdę tego chcę?”  

background image

 

42 

W głowach obu męŜczyzn wirowało to samo, proste pytanie. Ale nie było na nie równie prostych 
odpowiedzi. Poszli spać zagubieni we własnych myślach, nie powiedziawszy juŜ ani słowa.  
 
 
*  
 
 
Draco przez całą noc nie mógł zasnąć. Wpatrzony w sufit, próbował nie myśleć o wargach 
Harry’ego, o cieple jego ciała i wszystkim, związanym z tym cudownym uczuciem, jakiego 
jeszcze nigdy w Ŝyciu nie zaznał.  
„Zaskoczył mnie, kiedy byłem bezbronny. Do cholery! Przestań się zastanawiać!”  
O piątej wstał w końcu z łóŜka i wziął prysznic w nadziei, Ŝe strumień ciepłej, pieszczącej skórę 
wody wypłucze z głowy niechciane wspomnienia.  
Godzinę później był juŜ ubrany w dŜinsy i zielony sweter. Wszedł do kuchni, aby przygotować 
sobie filiŜankę kawy. KaŜdy ruch wykonywał automatycznie i bezuczuciowo. Odkąd jego mózg 
wydawał się być niezdolny do skupienia się na czymkolwiek innym, niŜ „incydencie z 
pocałunkiem”, zakazał sobie myślenia w ogóle. Bo kaŜda myśl z tym związana sprowadzała ze 
sobą równocześnie uczucie ciepła i tęsknoty. Na to nie mógł sobie pozwolić. Musiał przywołać 
całe swoje wychowanie, aby pamiętać, Ŝe Malfoy nie jest wraŜliwy. Malfoya cechuje zimny 
obiektywizm i cholerny realizm. Wiedział, Ŝe to, co się stało, było pomyłką. Pieprzoną pomyłką, 
która się nie powtórzy. Nigdy więcej. Bo jeśli nie...  
„Jeśli nie, to co?” - zastanowił się ze złością, czując, Ŝe rozsądek po raz kolejny przegrał z 
ckliwymi uczuciami.  
Skończył kawę, wyszedł na taras i sięgnął po papierosy. Wiedział, Ŝe nieistotne, jak bardzo by się 
starał odzyskać godność, juŜ jej po prostu nie posiadał. Westchnął i zaciągnął się dymem.  
„Do czego, w zasadzie, powinienem się teraz przyznać? śe zaczynam czuć? Czuć coś do Pottera
PrzecieŜ to chore. Powinno być chore, więc dlaczego w ogóle biorę to pod uwagę?”  
W głowie kłębiły mu się tysiące pytań, lecz ani na jedno nie miał odpowiedzi. A przynajmniej 
Ŝ

adnej konkretnej odpowiedzi, jedynie wraŜenie, które wyrywało się na zewnątrz, dając aluzje 

większej prawdy, na której akceptację ciągle nie był gotowy. Z powodu dumy. Z powodu strachu.  
- Jak długo jeszcze, zanim będę mógł się stąd wynieść? - zastanowił się na głos, ale zaraz 
zrozumiał, Ŝe nie ma z kim rozmawiać, więc zaśmiał się smutno. - Jak długo jeszcze, zanim 
oszaleję? - szepnął.  
Cisza świtu była jedyną odpowiedzią, jaką otrzymał.  
 
Około pół do dziesiątej w mieszkaniu rozbrzmiał wściekły dźwięk dzwonka. Draco wzdrygnął 
się, nie oczekując, Ŝe coś moŜe przerwać spokój tego poranka. Harry ciągle jeszcze nie wyszedł 
ze swojego pokoju.  
„Taki hałas z pewnością go obudzi” - pomyślał, otwierając drzwi.  
Kiedy je otworzył, zaległa niewygodna cisza. Ron i Hermiona przyglądali się stojącemu przed 
nimi męŜczyźnie z zupełnie odmiennymi wyrazami twarzy, począwszy od „mieliśmy bezsenną 
noc” do „juŜ moŜesz zacząć się modlić”.  
Draco potrzebował tylko sekundy, aby znaleźć sposób stawienia czoła dwójce ze Świętej Trójcy. 
Na początek uśmiechnął się, a potem zaczął odgrywać swoje małe przedstawienie.  
- Panno Granger, panie Weasley, jaka wspaniała niespodzianka. Niestety, Harry jest jeszcze w 
łóŜku, ale jeśli macie ochotę we... - nie skończył zdania, poniewaŜ gdy tylko słowo „łóŜko” 
opuściło jego usta i dotarło do świadomości Rona, rudzielec odepchnął go gwałtownie na bok i 

background image

 

43 

wtargnął do mieszkania, wściekły jak pies - …jść - dokończył i westchnął głęboko, zanim 
Weasley zaczął wrzeszczeć.  
- POTTER! PODNOŚ SWOJĄ LENIWĄ DUPĘ! Masz nam wiele do wyjaśnienia i juŜ jesteś 
SPÓŹNIONY! - krzyknął, a jego twarz osiągnęła ten sam niebezpieczny, szkarłatny odcień, co 
włosy.  
„JeŜeli Potter do tej pory się nie obudził, to teraz na pewno mu się to udało” - pomyślał Draco i 
potrząsnął bezradnie głową.  
Po chwili Harry rzeczywiście się pojawił, mając na sobie jedynie spodenki i szary podkoszulek, z 
włosami, jeŜeli to moŜliwe, rozczochranymi jeszcze bardziej, niŜ zwykle, i z krzywo załoŜonymi 
okularami.  
- Ron - odezwał się. - Nie istnieje nic aŜ tak waŜnego, Ŝeby nie mogło poczekać, aŜ wezmę 
prysznic. Czujcie się, jak u siebie. Wrócę za minutę - dodał i zniknął.  
Draco przymknął powieki. Hermiona potrząsnęła głową. Ron zaklął i opadł cięŜko na kanapę. Po 
chwili dziewczyna dołączyła do niego, a Draco poszedł zamknąć drzwi. Przez dłuŜszą chwilę 
nikt się nie odzywał, aŜ Weasley przerwał ciszę, pytając, która godzina.  
- Powinno być około pół do dziesiątej - odparła Hermiona zmęczonym głosem, więc Draco 
zastanowił się, jak długo juŜ musiała słuchać narzekań rudzielca.  
- Potrzebuję się napić. Czegokolwiek - powiedział Ron, zanim spojrzał na Malfoya znacząco.  
- Oczywiście. Co ci mogę podać?  
Weasley wzruszył ramionami, odmawiając odpowiedzi komuś, kto zawsze był dla niego, co 
najmniej, cholerną fretką.  
- Panno Granger? Co mogę przynieść dla ciebie? - Draco spróbował jeszcze raz.  
- Kawę, czarną, bez cukru. I dziękuję - dodała, uśmiechając się uprzejmie.  
Draco zniknął w kuchni. JeŜeli nie byłby prawdziwym Malfoyem, przeklinałby teraz we 
wszystkich trzech językach, które znał. Zamiast tego, dla „wściekłej Łasicy” napełnił szklankę 
czymś, co pachniało jak szkocka, a dla Hermiony nalał kawę.  
„Granger. Niestety, jedyna normalna z całej cholernej trójki.”  
Draco wrócił do salonu. Weasley patrzył na swój napój podejrzliwie, dziewczyna, dla odmiany, 
zaczęła spokojnie sączyć kawę. Rudzielec zmarszczył brwi, ale w końcu zdecydował się wypić 
alkohol. Jednym łykiem.  
Draco przyglądał mu się ze zdumieniem, ale w przypadku Łasicy nic nie powinno wydawać się 
dziwne. Hermiona spojrzała na przyjaciela, a potem odwróciła się w jego stronę.  
- CóŜ, Malfoy, wyglądasz na odrobinę zmęczonego. Nie spałeś dobrze ostatniej nocy? - zapytała, 
a Ron wbił w nią oszołomione spojrzenie.  
Draco uśmiechnął się złośliwie.  
- W zasadzie, to wcale nie spałem, ale nie z powodu, jaki ma na myśli pan Weasley.  
Granger zachichotała sarkastycznie. Nie mogła nie przyznać, Ŝe wyraz twarzy Rona w tym 
momencie był bezcenny. Ale zabawnie było tylko przez chwilę.  
- Pierdol się, Malfoy. Co ci się wydaje? śe przyszliśmy tu złoŜyć gratulacje najbardziej 
porąbanej parze na świecie?  
Draco nawet nie mrugnął okiem na ten wybuch i Hermiona zorientowała się, Ŝe podziwia 
opanowanie byłego szkolnego rywala. Opanowanie, które zawsze posiadał i które nieodmiennie 
wyprowadzało rudzielca z równowagi.  
„Ron nigdy się nie nauczy, Ŝe jego słowa nie mogą Malfoya zranić” - pomyślała.  
- I jeśli Harry jest tak ślepy, Ŝe nie widzi, jakim obrzydliwym palantem jesteś, to ja, jako jego 
przyjaciel, mam obowiązek go uświadomić.  
- Sądzę, Ŝe juŜ ci się to udało - odparł Draco, unosząc wyzywająco brew.  

background image

 

44 

Kiedy Ron wstał, Hermiona potrząsnęła bezradnie głową.  
- Ty obrzydliwy palancie - warknął.  
- Powtarza się pan, panie Weasley - przypomniał Draco spokojnie.  
Wtedy Ron eksplodował, doskoczył do niego i złapał za sweter. Malfoy nie zareagował i 
pozwolił pchnąć się na ścianę. Całkiem mocno, co nie uszło uwadze Hermiony, która wzdrygnęła 
się i zmarszczyła brwi.  
- Ron, przestań - powiedziała zimno, ale przyjaciel był zbyt wściekły, Ŝeby zwaŜać na jej słowa.  
- Zabiję cię, Malfoy. Poczekaj tylko - wysyczał.  
- Raczej nie mam moŜliwości, Ŝeby gdzieś odejść, prawda? - Draco rozwaŜył na głos, tonem 
spokojnym i niewinnym, jak gdyby mówił o pogodzie. Ale nastrój Rona wcale nie był słoneczny, 
co potwierdził unosząc pięść, gotową, aby uderzyć Malfoya w twarz.  
- Dosyć! - odezwał się głos i Ron, choć niechętnie, puścił swoją ofiarę. Harry stał obok Hermiony, 
z oczami błyszczącymi od gniewu. Rudzielec odwzajemnił mu się takim samym spojrzeniem i 
wrócił na kanapę. Draco z kolei, pozostał na miejscu, czekając, aŜ Potter coś powie. I Harry 
rzeczywiście to zrobił.  
- Pamiętasz, jak cię uprzedzałem? - zapytał chłodno. Malfoy wzdrygnął się i spojrzał na niego 
pytająco.  
Hermiona zmarszczyła brwi.  
- Harry, w zasadzie to Rona trochę poniosły nerwy - zaczęła wyjaśniać, gdyŜ wcale nie spodobał 
jej się wyraz oczu przyjaciela. Było w nich coś, czego nigdy wcześniej nie widziała i co wydało 
jej się zupełnie przeraŜające.  
- To nie ma znaczenia, Hermiona - odparł Harry, nie odrywając rozpalonych, zielonych oczu od 
Malfoya. - On wiedział. Teraz oczekuję, Draco, Ŝe przeprosisz za swoje zachowanie.  
Dziewczyna popatrzyła na przyjaciela w zdumieniu. Ron, z nieznacznie opuszczoną szczęką 
wyglądał, jakby oblano go lodowatą wodą. Draco przymruŜył oczy, ale ciągle wbijał spojrzenie 
w swojego kochanka, który, z załoŜonymi na piersi rękami, nie odrywał od niego wzroku.  
- Ron czeka, Draco.  
Malfoy zamrugał, uświadamiając sobie w końcu, Ŝe Potter nie Ŝartował. Atmosfera stała się 
niebezpiecznie napięta.  
„To się nie dzieje naprawdę” - pomyślał Draco w panice. Ale, mimo Ŝe bardzo nie chciał w to 
uwierzyć, Harry naprawdę Ŝądał od niego przeprosin. I wiedział, Ŝe musi to zrobić, prędzej, czy 
później. Zacisnął zęby i starając się ze wszystkich sił pozostać spokojnym, spojrzał na Weasleya.  
- Przepraszam - powiedział.  
 
„Przepraszam?” - Hermiona ze zdumieniem zmarszczyła brwi. - „Draco Malfoy przeprasza Rona 
Weasleya? Tu naprawdę dzieje się coś niedobrego” - pomyślała, pozwalając spojrzeniu 
wędrować pomiędzy zdumionym Ronem, zadowolonym Harrym i niewyraŜającym Ŝadnych 
emocji Malfoyem. W końcu blondyn się poruszył.  
- Dokąd idziesz? - zapytał Harry prawie łagodnie.  
- Zapalić - wymamrotał Draco, zanim zniknął.  
Harry usiadł na kanapie i uśmiechnął się ciepło do swoich przyjaciół. Ron ciągle był w szoku, 
więc zwrócił się do Hermiony.  
- Herm, co mogę dla ciebie zrobić? - zapytał, ciągle z uśmiechem na ustach.  
Czarownica spojrzała na niego znacząco, zanim jej wargi wykrzywiły się w grymasie.  
- Zastanawiałeś się nad mówieniem nam prawdy?  
Harry spojrzał na dziewczynę. Powinien wiedzieć, Ŝe jej nie da się oszukać. Hermiona zawsze 
była niesamowicie spostrzegawcza.  

background image

 

45 

Ponownie się roześmiał.  
- CóŜ, nie jestem pewien, czy chcesz ją znać, Herm - stwierdził Potter i zaczął swoją opowieść.  
 
„Odpieprz się, Harry! PO PROSTU SIĘ ODE MNIE ODPIEPRZ!”  
Draco, trzęsąc się z wściekłości, dotarł do łazienki. Odkręcił zimną wodę i ochlapał nią twarz. 
Nie przejmując się kapiącymi na sweter kroplami, spojrzał na swoje odbicie w lustrze. Miał 
wykrzywione w grymasie oburzenia wargi i głębokie cienie pod oczami, które dzięki śmiertelnie 
bladej twarzy były jeszcze bardziej wyraziste.  
- Jestem wykończony - stwierdził zmęczonym głosem.  
Odetchnął głęboko, próbując się uspokoić, ale bezskutecznie. Był zły. Czuł się zraniony.  
„Harry mnie upokorzył i przez to czuję się zraniony. Taka jest cholerna prawda. Co teraz? Czy 
przez to stanę się słaby? A moŜe wręcz przeciwnie, twardszy? Czy on zdaje sobie sprawę, co ze 
mną robi? NIEMOśLIWE! PoniewaŜ gdyby wiedział... Gdyby wiedział i robił to celowo...”  
Nie chciał nawet dokończyć tej myśli. Prawda była zbyt przeraŜająca. Oznaczała, Ŝe Harry Potter 
stał się zupełnie kimś innym. Złoty Chłopiec, odwaŜny Gryfon okazałby się dobrze 
zamaskowanym, ślizgońskim gnojkiem. Draco potrząsnął głową i zaśmiał się sam do siebie. 
Osuszył twarz i przed powrotem do salonu poszedł poszukać papierosów.  
 
- śartujesz!  
- Nie.  
- Malfoy. Jest. Twoją. Prostytutką? Wybacz, ale nie mogę w to uwierzyć. Mój mózg mi nie 
pozwala - stwierdził ze śmiechem Ron.  
- Masz rację, patrząc na to w ten sposób... Rzeczywiście, sytuacja jest dziwna. Ale, jednocześnie, 
niesamowicie zabawna - powiedział Harry.  
Hermiona patrzyła na męŜczyzn bez słowa, kiedy kontynuowali rozmowę o stosunkach 
pomiędzy Harrym i Malfoyem. Wyglądało, jakby świetnie się bawili.  
„Chciałam znać prawdę, a teraz Ŝałuję swojego Ŝyczenia. To brzmi jak jakiś cholerny koszmar. A 
moi przyjaciele rozmawiają o tym, jak o Quidditchu.”  
Z punktu widzenia Hermiony, cała sytuacja była zła. Malfoy kiedyś był draniem. Być moŜe 
ciągle jest draniem.  
„Ale Harry mówi i zachowuje się jak nieczuły śmiercioŜerca. A co gorsze, nawet tego nie 
dostrzega. Nie rozumie, Ŝe zabawia się z człowiekiem? Kurwa! Dlaczego wcześniej nie 
zauwaŜyłam, na co się zanosi? Dlaczego nie dostrzegłam, jak się zmienił? Powinnam wziąć pod 
uwagę moŜliwe konsekwencje...”  
Jej tok myślenia został zakłócony, poniewaŜ dotarło do niej kilka słów z rozmowy przyjaciół.  
- Mówisz, Ŝe jest dobry do pieprzenia? - zapytał zdumiony Ron.  
- Prawdę mówiąc, najlepszy, jakiego miałem - potwierdził Harry, z ironicznym uśmiechem.  
- Miło wiedzieć.  
Cała trójka odwróciła się na dźwięk zimnego głosu. Malfoy stał w wejściu, oparty o framugę, z 
papierosem w ustach i całkowicie obojętnym wyrazem twarzy.  
Ron pierwszy odzyskał głos.  
- Więc, Malfoy, podoba ci się bycie kurwą Harry’ego? - zapytał złośliwie.  
Draco nie odpowiedział. Wpatrywał się w ścianę, a jego szare oczy były tak szkliste, jak u 
martwej osoby.  
„To nie boli. JeŜeli o tym nie myślę, to nie boli.”  
Głos Weasleya przerwał jego rozwaŜania.  
- Co, zapomniałeś języka w gębie? Pozbyłeś się wreszcie swojej dumy, czy masz usta za bardzo 

background image

 

46 

przeciąŜone pracą, Ŝeby mówić?  
- Ron! - krzyknęła wstrząśnięta Hermiona.  
Sytuacja stawała się nie do zniesienia. Ale Draco ponownie nic nie odpowiedział, odwrócił się 
tylko, z głową zajętą liczeniem, jak wiele kroków dzieli go od swojego pokoju lub tarasu.  
- Uciekasz? - zawołał za nim Weasley, głosem pełnym zadowolenia, ale Malfoy go zlekcewaŜył, 
a raczej zrobiłby to, gdyby nie odezwał się Harry.  
- Właśnie, Draco, gdzie się wybierasz? Ron z tobą rozmawia. Zostań.  
- Harry! - wrzasnęła Hermiona, tonem drŜącym od narastającego oburzenia.  
Co? - warknął.  
Dziewczyna zamrugała kilka razy, przymknęła oczy i wstała, trzęsąc się z wściekłości, co 
zdarzało jej się niezmiernie rzadko.  
- To jest obrzydliwe - powiedziała artykułując słowa tak, jakby rozmawiała z dwuletnim 
dzieckiem. - Ty jesteś obrzydliwy, Harry. I nie mogę uwierzyć, Ŝe jestem twoją przyjaciółką. 
Najlepszą przyjaciółką... takiego gnojka! - dokończyła juŜ krzycząc.  
Na dźwięk przekleństwa Ron się skrzywił, a Harry uniósł ze zdziwienia brwi.  
- Nie widzisz, jak się zachowujesz? Teraz to śmiercioŜercy mogliby się od ciebie uczyć. Na 
Merlina! Co, do diabła, się z tobą dzieje? - zapytała, powstrzymując cisnące się do oczu łzy, 
rozdarta między ogarniającą ją wściekłością a rozsądkiem, który podpowiadał, Ŝe być moŜe ona 
sama przyłoŜyła do tej zmiany rękę.  
MęŜczyźni patrzyli na Hermionę beznamiętnie.  
- Harry... - zaczęła znowu, tym razem łagodnie, ze wszystkich sił starając się za tym pustym 
spojrzeniem odnaleźć dawnego przyjaciela. I nagle zielone oczy skupiły się na niej, a ich 
właściciel się uśmiechnął.  
- Herm, ze mną wszystko w porządku. Być moŜe jestem odrobinę nieuprzejmy, ale... - Nie zdąŜył 
jednak skończyć, bo przerwał mu głos dziewczyny.  
Nie, Harry. To nie jest zwykła nieuprzejmość. To bezpodstawna złośliwość. Nienawiść. Mrok. 
Zastanawiałeś się kiedykolwiek, skąd to się w tobie bierze?  
Przez ciało Chłopca, Który PrzeŜył przebiegł dreszcz.  
„Mrok? Jaki mrok jest we mnie? Dlaczego mam ochotę wszystko niszczyć? I dlaczego niszczeni
Draco wydaje się wyjątkowo przyjemne?” - zastanowił się, ale zanim zdąŜył sformułować 
odpowiedź, Hermiona przerwała jego myśli.  
- Wychodzę. Zobaczymy się, kiedy twój mózg zacznie znowu funkcjonować - powiedziała, 
niemalŜe ze smutkiem. - A ty, Ron, jesteś po prostu wspaniały. Zachowałeś się jak palant, którym 
Malfoy kiedyś był. RóŜnica jednak polega na tym, Ŝe masz teraz za duŜo lat, aby moŜna ci było 
to wybaczyć - wyjaśniła.  
Weasley wzdrygnął się, a poczucie winy zaczęło być widoczne na jego twarzy.  
- Herm, zaczekaj - powiedział i pobiegł za przyjaciółką.  
Harry i Draco zostali sami w salonie. Do towarzystwa mieli jedynie ciszę.  
 
 
Nic naprawdę nie znaczy,  
Czy kto
ś moŜe zobaczyć,  
Nic naprawd
ę nie znaczy, to nic naprawdę nie znaczy dla mnie  
Wiatr i tak wieje...
  
(tłumaczenie - marttina) 
 
 

background image

 

47 

ROZDZIAŁ X: SŁOWA I CZYNY  
 
 
Where were you when I was burned and broken  
While the days slipped by from my window watching  
Where were you when I was hurt and I was helpless  
Because the things you say and the things you do surround me
*  
"Coming Back To Life", Pink Floyd  
 
 
Jego palce przebiegły po nieskazitelnej skórze. Pochylił się w stronę spoczywającego w jego 
objęciach ciała, całując delikatnie kaŜde miejsce, które teraz tak dobrze znał, i zostawiając po 
sobie ciepłe smuŜki przyjemności.  
Draco drŜał, więc Harry przytrzymał go mocniej, nawet na chwilę nie przerywając czułego 
misterium. Jego dłonie pieściły kolejne miejsca, lekko, niemalŜe kochająco, aŜ w końcu palce 
zamknęły się wokół pulsującej męskości kochanka, sprawiając, Ŝe ciało drugiego męŜczyzny 
chciało wyrwać się z jego objęć. Harry nie miał zamiaru na to pozwolić. Zacisnął ramiona we 
władczym geście, a jego dłoń nieprzerwanie kontynuowała łagodne i draŜniące ruchy. Pozwolił 
spojrzeniu wędrować po ciele Malfoya.  
Draco leŜał bezbronny pod jego dotknięciem. Zdumiewające, szare oczy miał mocno zaciśnięte, a 
doskonałe wargi lekko rozchylone, więc Harry mógł czuć, jak lekki oddech draŜni jego skórę. 
Uśmiechnął się uradowany tym widokiem i przesunął wzdłuŜ ciała blondyna. Jego usta 
niespodziewanie zatrzymały się nad penisem Malfoya.  
Draco wygiął plecy w łuk, z wielkim trudem powstrzymując jęk i pozwalając wraŜliwej części 
ciała musnąć wargi kochanka. Język Harry’ego polizał go powoli, zwilŜając przeczuloną skórę, 
draŜniąc i doprowadzając do krawędzi rozkoszy. W końcu wziął jego penisa do ust.  
Draco wydał z siebie cichy okrzyk przyjemności, więc mokry i ciepły język Harry’ego na 
moment zwolnił swoje ruchy, aby uspokoić kochanka, lecz kiedy poczuł, Ŝe ten się ponownie 
odpręŜa, jego wargi wznowiły boleśnie powolną wędrówkę w dół. Malfoy napiął się, a kaŜde 
włókno jego istoty zostało skupione na upajającym doznaniu.  
Ręce Pottera ponowiły wędrówkę po nieskazitelnej skórze, pieszcząc ją bez pośpiechu, draŜniąco. 
Z dominacji nad męŜczyzną w swoich ramionach Harry czerpał własną przyjemność. Kiedy 
dotarły do niego ledwie słyszalne jęki, a ciało pod nim zaczęło się delikatnie wić, co świadczyło, 
Ŝ

e Malfoy jest juŜ niebezpiecznie blisko szczytu, wsunął mu do ust palec. Draco zaczął go ssać, 

podobnie jak Harry ssał jego członka. W końcu Potter zatrzymał się, a jego wprawne palce 
powędrowały w dół, aŜ dotarły do ciepłego i ciasnego wejścia.  
W powolnym tempie przebiły się przez pierścień mięśni, a potem poruszyły kilka razy tam i z 
powrotem. Jednocześnie Harry starał się rozproszyć uwagę kochanka mokrym dotykiem warg na 
penisie. Kiedy wreszcie wyczuł, Ŝe Draco całkowicie akceptuje wtargnięcie, wycofał palce z 
gorącej ciasnoty, odszukując do niej drogę własnym członkiem.  
Malfoy ponownie spiął wszystkie mięśnie i wygiął plecy, mimowolnie ułatwiając kochankowi 
dostęp. Ale poniewaŜ mieli na to cały czas świata, Harry nie chciał się spieszyć. Spokojnym 
ruchem wsunął się w Draco całkowicie, a potem znieruchomiał na chwilę, z kochankiem 
unieruchomionym pod sobą, i zaczął tropić wilgotnymi pocałunkami jego szyję i bawić się 
platynowymi włosami.  
Draco westchnął, zupełnie niezdolny oprzeć się takiemu atakowi. Oczy w dalszym ciągu miał 
zamknięte, ale Harry widział, jak marszczy brwi, kiedy wreszcie zaczął poruszać się w jego 

background image

 

48 

wnętrzu, bez pośpiechu, wchłaniając kaŜdą porcję oferowanego gorąca i przyjemności.  
Malfoy zajęczał cicho i gwałtownie odchylił do tyłu głowę, udostępniając w ten sposób 
kochankowi delikatne gryzienie, lizanie i ssanie skóry na szyi, podczas gdy dłoń Harry’ego ujęła 
penisa i zaczęła głaskać go powolnymi, acz zdecydowanymi ruchami, dopasowanymi do pchnięć 
bioder.  
Sekunda po sekundzie obaj męŜczyźni poddawali się, pozwalając, aby rozkosz i ciepło drugiego 
ciała obejmowały ich, dopóki nie stali się zupełnie w sobie zatraceni. Ostatnie świadome myśli 
roztapiały się bezradnie w ciasnej plątaninie białej pościeli i ciemności, zapachu seksu i cieple, 
podekscytowaniu i Ŝądzy, wirując coraz szybciej i szybciej, aŜ nie pozostało juŜ nic. Nic, poza 
Harrym i Draco. I księŜycem w oknie, oświetlającym ich drŜące od chłodu, spocone po 
uniesieniu ciała.  
Harry westchnął, czując zawrót głowy. Był świadomy ciepłej, poruszającej się obok niego 
sylwetki. Wiedział, Ŝe Malfoy zaraz zacznie się ubierać, nie czekając nawet, aŜ ochłonie po 
niewiarygodnym stosunku, i bez słowa wyjdzie z pokoju.  
Potter wiedział o tym, poniewaŜ tak działo się od pamiętnego dnia, gdy upokorzył Draco przed 
swoimi przyjaciółmi. Od tego czasu Malfoy stał się dziwnie cichy i uległy. Od uroczystości 
rozdania nagród minęły juŜ ponad dwa tygodnie i koniec pierwszego wspólnego miesiąca zbliŜał 
się nieubłaganie. Harry zdawał sobie sprawę, Ŝe musi coś zrobić, poniewaŜ cisza między nimi 
stawała się dla niego nie do zniesienia. Obezwładniała i pozbawiała ciepła. Sprawiała, Ŝe 
zaczynał Ŝałować swojego okrucieństwa. Sprawiała, Ŝe czuł się źle. Uznał, Ŝe najwyŜszy czas z 
tym skończyć.  
- Draco - szepnął. - Nie odchodź. Proszę.  
 
*  
 
Pewnego razu ojciec powiedział mu, Ŝe na wszystko przychodzi pora, ale kaŜdy czas jest dobry 
na milczenie.  
I Draco spędził dziewiętnaście lat swojego Ŝycia starając się ze wszystkich sił spełnić wymagania 
męŜczyzny, którego kochał i nienawidził. Nauczyć się, jak być godnym w znaczeniu, w jakim 
rozumiał to Lucjusz. Istoty bycia Malfoyem. Zdolności, by schować emocje przed innymi ludźmi, 
poniewaŜ milczenie nie było brakiem słów. Milczenie było brakiem uczuć kryjących się za tymi 
słowami.  
Teraz nadszedł czas, aby wykorzystać tę umiejętność w praktyce.  
„Pozwoliłem, Ŝeby Harry zajrzał w głąb mojej duszy. Nie wiem, dlaczego tak zrobiłem, ale to 
sprawiło, Ŝe zostałem zraniony. I dlatego muszę z tym skończyć.”  
Więc zaczął Ŝyć w niekończącym się déjà-vu własnego dzieciństwa, stał się przezroczysty
Ukrywał prawdziwe myśli za lekkim uśmiechem, rozmową, posłuszeństwem, seksem, wszystko 
zgodnie z wolą Harry’ego.  
„Byłem marionetką ojca przez dziewiętnaście lat, mogę być marionetką Złotego Chłopca przez 
dwa miesiące. A patrząc na całą sytuację z ekonomicznego punktu widzenia, transakcję moŜna 
by uznać za bardzo satysfakcjonującą.”  
Ta chłodna kalkulacja sprawiła, Ŝe Draco uśmiechnął się do siebie gorzko. Otworzył się przed 
Harrym bóg wie ile razy, zanim rozpoczął własną grę.  
„Nie pozwolę mu wygrać. Nie pozwolę, aby mnie złamał. Nigdy więcej nie zobaczy mojego 
prawdziwego ja.”  
Kiedy zaczął się rozbierać, wydawał się być zagubiony we własnych myślach. Ruchy wykonywał 
niemal automatycznie, ale zwodniczo, wiedząc dokładnie, co sprawi, Ŝe Harry stanie się niemy. 

background image

 

49 

W rzeczywistości najmniej, co mógł zrobić, aby jego determinacja się nie załamała, było 
ignorować drugiego czarodzieja. Kiedy ręce Harry’ego sięgnęły skóry, umysł juŜ uciekł gdzieś, 
gdzie będzie mógł schronić się przed narastającym i nieznośnym poczuciem desperacji.  
 
Od chwili, gdy Ron i Hermiona opuścili jego mieszkanie, Harry czuł się dziwnie smutny. Nawet 
gdyby przyjaciółka nie powiedziała tak dobitnie, co sądzi o jego postępowaniu, i tak wiedział, Ŝe 
upokorzył Draco bez powodu.  
„Ale czułem się tak dobrze, kiedy po jego minie widziałem, jak bardzo jest zraniony. Zawsze, 
gdy tak się dzieje, napełnia mnie słodko-gorzkie uczucie. Chcę go złamać. A potem chcę go 
uzdrowić. Pieprzyć i całować. Uderzyć i posiąść. Ciągle i ciągle od nowa.  
Kurwa, co się ze mną dzieje?  
Myślę, Ŝe Malfoy zasługuje na to, co z nim robię. Ale zaraz uświadamiam sobie, ze nikt na coś 
takiego nie zasługuje, nawet on. Jestem rozdarty i nie mam pojęcia, dlaczego. Robię to, jak 
gdybym miał powód. Powód, który w rzeczywistości nie istnieje.  
Dlaczego tak mocno na niego reaguję? Czy nie powinienem być neutralny? Po prostu chłodny i 
obojętny, poniewaŜ jesteśmy dla siebie niczym, byliśmy dla siebie niczym i zawsze będziemy dla 
siebie niczym.  
Ale wszystko wskazuje, Ŝe nie jestem do tego zdolny. Ja czegoś nie mogę. Nie jestem w stanie 
po prostu go ignorować. Kiedy stajemy ze sobą twarzą w twarz, nienawidzę go ze wszystkich sił. 
To nie jest obojętność, którą powinienem czuć. I czasami zastanawiam się, czy... Skoro potrafię 
nienawidzić go tak bardzo, dlaczego nie mógłbym...”  
Harry zamrugał kilka razy, kiedy zaczęło na niego spływać coś w rodzaju zrozumienia. Ale 
momentalnie odciął od siebie te myśli, poniewaŜ były czymś, czego nie potrafiłby zaakceptować. 
W zamian spędzał dni na próbach unikania niechcianych pytań. I być moŜe odniósłby sukces, 
gdyby nie wpłynęło na niego dziwne zachowanie Draco.  
Wydawało się, Ŝe wszelka chęć buntu, pasja, nienawiść czy nawet zwykła niechęć wyparowała z 
Malfoya. Po mieszkaniu poruszał się jak duch, przez większość czasu niewidoczny. Przychodził, 
kiedy Harry go zawołał i znikał, gdy nie był potrzebny. Był niezwykle cichy, jak gdyby zapas 
słów skurczył mu się do „tak, Harry”, „nie, Harry”, i czasami, dla odmiany „być moŜe”, „w 
porządku”, „jasne”.  
Harry widział, Ŝe pali więcej, je mniej, duŜo czyta, a na fortepianie gra bez natchnienia.  
Nadal uprawiali namiętny seks, ale gdy tylko skończyli, znikał, zostawiając po sobie ciszę i puste 
łóŜko. Pomimo Ŝe Draco wił się w jego ramionach z rozkoszy, kiedy się kochali, z taką samą 
intensywnością jak wcześniej, gdy się nienawidzili, to Harry zaczął sobie uświadamiać fakt, Ŝe 
teraz nie jest w stanie z tego aktu czerpać tyle samo przyjemności.  
Nie potrafił wyjaśnić, dlaczego zmiana w zachowaniu Malfoya tak bardzo na niego wpłynęła. 
JeŜeli chciałby być ze sobą uczciwy, musiałby przyznać, Ŝe na początku tego właśnie chciał. To 
była część ich umowy. Rekompensata za wszystkie zniewagi, jakie cięty język Ślizgona rzucał na 
niego w przeszłości.  
Ale wtedy naprawdę nie myślał o Malfoyu jako o człowieku, dopiero później były rywal 
udowodnił, Ŝe jest źródłem pytań, tajemnic i bardzo niewielu odpowiedzi. Harry zawsze był 
ciekawski, a nieuchwytna osobowość Draco Malfoya sprawiała, Ŝe trudno było oprzeć się 
wyzwaniu. Sprawiała, Ŝe ich niecodzienna relacja, ze wszystkimi związanymi z nią skazami i 
dziwactwami, stawała się niezwykle interesująca i warta przeŜycia.  
„Ale teraz nie ma juŜ Malfoya, zostało puste ciało. Co się zmieniło?”  
Ciągle się zastanawiał, leŜąc w łóŜku, kiedy Draco przyszedł do pokoju, zgodnie z 
wcześniejszym Ŝyczeniem Harry’ego i zaczął się rozbierać, powoli, prowokująco. Potter odsunął 

background image

 

50 

myśli na bok, postanawiając nie zapomnieć, Ŝeby poprosić o wyjaśnienia.  
„Później.”  
 
*  
 
- Draco - szepnął. - Nie odchodź. Proszę.  
Teraz właśnie nadeszło owo źniej. Seks był cudowny. Harry chciał, Ŝeby wszystko odbywało 
się delikatnie i z czułością, nieświadomie próbując wyczuć swojego kochanka, dosięgnąć go. Ale 
Malfoy był gdzie indziej i Harry musiał się dowiedzieć gdzie.  
Draco odwrócił się i posłał mu zdziwione spojrzenie. Wyglądał jak posąg wyrzeźbiony z lodu: 
blady, lśniący, doskonały. I zimny.  
- Tak, Harry? - Potter aŜ cofnął się na lodowate brzmienie tego głosu, ale nie zawahał się. 
Pragnienie wyjaśnienia sytuacji było silniejsze niŜ cokolwiek innego.  
- Po prostu chcę wiedzieć - przyznał. - Co się z tobą dzieje?  
Draco jeszcze przez chwilę wpatrywał się w niego, stojąc zupełnie nieruchomo, ale w końcu 
westchnął i na powrót stał się istotą ludzką.  
- Co mi się stało? - zastanowił się na głos. Wreszcie skupił się na męŜczyźnie leŜącym na łóŜku. - 
Posłuchaj, Harry. Kupiłeś mnie, prawda? Zawarliśmy umowę. Ja wykonuję swoją część pracy. 
Czego jeszcze ode mnie chcesz?  
- To tylko... - Harry zaczął, wstając i zawijając luźno wokół bioder prześcieradło. - Nie wiem. 
Teraz jest inaczej.  
- Och, racja. Jest inaczej. Chcesz wiedzieć, co jest inne, Harry? Byłem głupcem, ale w końcu 
dostałem nauczkę i zrozumiałem. Nigdy nie pokazuj prawdziwego siebie. - Zdezorientowany 
Potter zmarszczył brwi. - Wiesz, Harry, dlaczego to wcześniej było takie zabawne? PoniewaŜ 
pozwoliłem ci poznać, jaki naprawdę jestem. Wiedziałeś, gdzie pchnąć, Ŝeby zabolało. Gdzie 
dotknąć, by sprawić, Ŝe tracę zmysły. Bawienie się mną było dla ciebie wielką przyjemnością, 
prawda? Bawienie się mną i własnymi przyjaciółmi. Dostałeś swoją porcję rozrywki, czyŜ nie? 
Ale teraz koniec. Sprawiłeś, iŜ zrozumiałem, Ŝe zapłaciłeś jedynie za pieprzenie mojego ciała i 
zachowywanie się jak twoja ulubiona laleczka, bez słowa protestu. Jednak moja przeklęta dusza 
nie została wymieniona jako obiekt transakcji! Dlatego przykro mi, ale skoro to jedyna rzecz, 
jaką jeszcze posiadam, nie widzę powodu, dla którego powinienem pozwolić ci zniszczyć kogoś, 
kim naprawdę jestem.  
- Nie miałem zamiaru...  
- Och, nie miałeś. W takim razie, co chciałeś osiągnąć?  
- Byłeś dupkiem dla Rona i Hermiony. Prędzej czy później musiałeś ich przeprosić.  
- Harry, Harry - powiedział Draco z goryczą, kręcąc powoli głową. - Ciągle chowasz się za 
swoimi przyjaciółmi? Między mną a nimi nigdy nic nie było. Zawsze chodzi tylko o ciebie i o 
mnie. Nienawidzę cię. Więc automatycznie nienawidzę twoich przyjaciół. Ale gdyby nie ty, nie 
poświęciłbym im jednej złośliwej uwagi. Prawdę mówiąc, uwaŜam, Ŝe Hermiona Granger ma 
jeden z najbardziej fenomenalnych umysłów, z jakimi się spotkałem. I Weasley. Ron Weasley. 
Myślę, Ŝe gdyby był moim przyjacielem, bez wahania oddałbym w jego ręce Ŝycie. To chyba 
niezły komplement, skoro ja sam nie ufam nikomu. - Wyraz zakłopotania nie znikał z twarzy 
Pottera. - Nie rozumiesz, Harry? Nie mieszaj w to przyjaciół. Problem, jak zawsze, jest pomiędzy 
tobą i mną. Błędne koło. Nienawidzę cię. Zraniłem ich, Ŝeby zranić ciebie. Ty nienawidzisz mnie. 
Dlatego urządzasz cały ten pokaz ze zmuszaniem do przeproszenia jakŜe to biednego Rona 
Weasleya. Ale przyznaj, Ŝe tak naprawdę nie myślałeś o jego satysfakcji, mam rację? ZaleŜało ci 
tylko na własnej, chorej przyjemności. Powiedz, Harry, podobało ci się chociaŜ? Zostałem 

background image

 

51 

upokorzony wystarczająco? Zakładam, Ŝe tak, skoro nawet Granger odczuła potrzebę bronienia 
mnie przed tobą.  
Draco skończył, ale Harry ciągle mógł wyczuć gniew emanujący od smukłego ciała. Wyraźnie 
czuł niebezpieczeństwo i groźbę otaczająca Malfoya, ale nie przejmował się tym. Bo wiedział, Ŝe 
wszystko było jego błędem i czuł się z tym dziwnie źle.  
I dlatego właśnie powoli, jak gdyby próbował zbliŜyć się do wystraszonego zwierzątka, podszedł 
blisko do kochanka. Równie powoli uniósł rękę i połoŜył dłoń na miękkim policzku Draco. Jego 
palce dotknęły miękkich kosmyków i zaczęły przesuwać się po nich w uspokajającej pieszczocie.  
W ten właśnie sposób Harry mówił „przepraszam”, poniewaŜ tylko tak potrafił okazać skruchę, 
kiedy uświadomił sobie, Ŝe Ŝadne słowa, mimo najszczerszych chęci, nie opuszczą jego ust. Ale 
Draco to wystarczyło. Westchnął głęboko i zamknął oczy.  
Dlaczego, Harry? - szepnął, ale jedyną odpowiedzią, jaką dostał, były wargi Harry’ego na jego 
własnych.  
Draco z zaskoczenia otworzył szeroko oczy, ale jakikolwiek moŜliwy gniew rozmył się na widok 
zmartwionego, pełnego bólu spojrzenia. Kiedy język kochanka przebiegł po jego dolnej wardze, 
draŜniąco, pytając o pozwolenie, prosząc o więcej, Draco powoli opuścił powieki. Przez chwilę 
zaciskał zęby, próbując sobie przypomnieć, dlaczego nie ufał Harry’emu, dlaczego nie chciał być 
całowany, dlaczego to było złe i dlaczego później tak bardzo bolało.  
Ale nadal nie było odpowiedzi, nic, poza wargami Harry’ego modlącymi się na jego własnych.  
A kto byłby w stanie odrzucić tak czyste i pełne czci pragnienie?  
Na pewno nie Draco, który, przeklinając siebie za bycie takim słabym, otworzył lekko usta, 
pozwalając językowi Pottera wślizgnąć się do środka. Wtargnięcie było bardzo delikatne, wręcz 
dokuczliwe. Po kilku chwilach Draco odkrył, Ŝe mimowolnie odpowiada na pocałunek, nie mniej 
łagodnie, ale teŜ z nie mniejszą pasją.  
Czasami pocałunek był wart tysiąc słów. Czasami pocałunek ujawniał niemoŜliwe do wyraŜenia 
uczucia. Czasami zmieniał wszystko. Czasami teŜ nie zmieniał niczego. Ale dopóki trwał, Ŝaden 
z nich nie mógł wiedzieć, co przyniesie.  
I mimo Ŝe nie znali ani tego, co się wydarzyło, ani tego, co działo się teraz, ani tego, co będzie, 
całowali się tak rozpaczliwie, jak gdyby Ŝycie zaleŜało wyłącznie od dotyku ich warg.  
Harry objął Malfoya i przyciągnął do siebie władczo, ale teŜ ochronnie. Draco poczuł się 
otoczony zarówno przez ciemność, jak i światło, ale poddał się temu objęciu, przysuwając się tak 
blisko, jak to było moŜliwe.  
I kiedy pocałunek został wreszcie przerwany, pozostali w tej pozycji, po prostu patrząc na siebie, 
z ciałami ściśniętymi ze sobą kurczowo, niezdolni się rozłączyć.  
Draco połoŜył głowę na ramieniu Harry’ego w geście rezygnacji, zamknął oczy i wdychał 
przyjemny zapach nagiej skóry kochanka.  
- Czasami czuję tę ciemność w tobie. Nie wiem, skąd przychodzi i to jest... przeraŜające. Właśnie 
teraz zastanawiam się, co zrobisz za minutę. Czy nadal będziesz mnie obejmował? Czy 
odepchniesz od siebie? - powiedział ledwie słyszalnym szeptem, zapewne dlatego, Ŝe wcale nie 
chciał znać odpowiedzi.  
Harry zadrŜał i ścisnął Draco mocniej, jak gdyby testując jego realność, a tylko ten rozkoszny, 
relaksujący moment, jaki ze sobą dzielili, był w stanie uratować przed zatraceniem jego zmysły.  
I w końcu wypowiedział słowa, jedyne, jakie nie byłyby kłamstwem:  
- Nie wiem, Draco. Naprawdę nie wiem.  
 
 
*Gdzie byłaś gdy byłem rozbity, gdy spalałem się  

background image

 

52 

Gdy dni prześlizgiwały się przez okno obserwując mnie  
Gdzie była
ś gdy byłem zraniony, bezradny  
Bo wszystko co powiedziała
ś, co zrobiłaś, otaczało mnie  
(tłumaczenie - sound)  
 
 
ROZDZIAŁ XI: BYĆ MOśE MIŁOŚĆ  
 
 
Do you really think  
that love is gonna save the world?  
Well, I don't think so  
Do you really think  
that love is gonna save your soul?  
Well I sure hope so  
I really hope so  
But I don't think so
*  
"Do You Believe", The Cardigans  
 
 
Pierwszy dzień drugiego wspólnego miesiąca zastał ich razem. Poranek wpadał przez okno, a 
promyki światła napełniały pokój. Harry budził się powoli, otoczony przyjemnym ciepłem 
własnego łóŜka, które, od dnia cichego rozejmu, dzielił z Draco. Uśmiechnął się lekko w 
zimowym słońcu i, nie do końca jeszcze przebudzony, podniósł rękę, aby dotknąć miękkich 
włosów kochanka. Poczuł, jak spływa na niego coś w rodzaju relaksującego szczęścia.  
„Zakochuję się w Draco Malfoyu” - pomyślał mimowolnie. I to odkrycie przebudziło go zupełnie. 
ZmruŜył oczy i sięgnął po leŜące na nocnej szafce okulary. Te kilka słów, rozbrzmiewających raz 
za razem w jego głowie, uczyniło go niespodziewanie zakłopotanym i obnaŜonym.  
Draco ciągle spał nieruchomo, nie zdając sobie sprawy, Ŝe tuŜ obok niego Harry porusza się 
niespokojnie.  
„Czy ja naprawdę zakochuję się w Draco Malfoyu?” - zastanowił się chłodno, patrząc na 
sylwetkę kochanka i rozwaŜając dziwne uczucie, jakie ten widok wywoływał.  
„Kurwa.”  
Zerwał się z łóŜka i zaczął szukać ubrania, a tysiące przeciwstawnych emocji wirowało w jego 
głowie.  
„To niemoŜliwe. Nie zakochuję się w nim. Nie mogę zakochać się w nim. Co, do diabła, sobie 
wyobraŜam? To jest Draco Malfoy! Nie pozwolę mu się do siebie zbliŜyć. Nie ufam mu. Nie 
ufam mu ani trochę. Ja...”  
Teraz, zupełnie juŜ ubrany, jeszcze raz spojrzał na blondyna. Przez chwilę lustrował 
zrelaksowane, czyste rysy i czuł, jak coś zaciska mu się w piersi. Śpiąc, Draco był tak bezbronny, 
nieświadomy burzy sprzecznych emocji, jakie wywoływała jego obecność.  
Przez chwilę Harry stał, zakłopotany, ale zaraz potrząsnął mocno głową, aby odegnać niechciane 
myśli, odwrócił się i szybko wyszedł z pokoju, nie oglądając się za siebie ani razu. Nie mógł 
nawet patrzeć na Malfoya w swoim łóŜku, bo juŜ samo patrzenie wywoływało zbyt wiele 
przyjemnych wraŜeń. A Harry bał się ich, choć, jako dzielny Gryfon, którym zdarzało mu się być 
w przeszłości, nie przyznałby się do tego sam przed sobą. Podobnie, jak nie przyznałby się, Ŝe 
jego zakochanie się w byłym Ślizgonie jest cholernie prawdopodobne.  

background image

 

53 

Wybiegł z mieszkania próbując nie pamiętać, Ŝe Gryfoni nie uciekają.  
 
*  
 
- Mmm... Harry?  
Kiedy Draco się obudził, miejsce obok było puste, w ciągu ostatnich dni zdąŜył się juŜ do tego 
przyzwyczaić. Potter zawsze wstawał przed nim i wychodził załatwiać swoje interesy. PołoŜył 
się z powrotem i pozwolił sobie na jeszcze chwilę lenistwa, po czym przeciągnął się i wstał.  
Miał dzisiaj dobry nastrój. Ostatnia noc była wyjątkowo przyjemna, a potem wyspał się 
porządnie. Wspomnienia spowodowały, Ŝe uśmiechnął się do swojego odbicia w lustrze.  
Od pamiętnej nocy, kiedy doszło między nimi do konfrontacji, Harry zachowywał się niemal 
troskliwie.  
„Przynajmniej nie sprawił, iŜ Ŝałuję, Ŝe poddałem się tak łatwo” - pomyślał. - „A raczej jeszcze 
nie sprawił” - poprawił sam siebie.  
 
Dzień minął powoli. Draco w zasadzie nie myślał o Harrym, dopóki nie skończył oglądać 
wyjątkowo nudnego filmu. Ziewnął, wyłączył telewizor i rozciągnął się na kanapie. Dopiero 
wtedy spojrzał na zegarek. Pół do dwunastej. I Ŝadnej wiadomości. Malfoy zmarszczył ze 
zdziwienia brwi. Potter zawsze wracał na kolację. I seks. Cały dzień, bez jednego słowa, to nie 
było normalne i Draco zaczął się zastanawiać, czy nie stało się coś złego.  
Przez jego umysł przepływały róŜne przypuszczenia, aŜ wreszcie pogrąŜył się w niespokojnym 
ś

nie.  

 
*  
 
Harry był pijany. Tak bardzo pijany, Ŝe nie mógł znaleźć kluczy do mieszkania.  
- Pozwól, pomogę ci - odezwał się rozbawiony głos, a męska dłoń wślizgnęła się do kieszeni 
ciasnych dŜinsów.  
Harry zachichotał.  
- Och, zrób tak jeszcze raz, T.R. - wycedził niewyraźne słowa, uśmiechając się przy tym głupio.  
MęŜczyzna nazwany T.R. roześmiał się łagodnie i potrząsnął głową. W porównaniu z Potterem 
był zupełnie trzeźwy.  
- Taki niecierpliwy, Harry? - zapytał dokuczliwym głosem i pchnął drzwi. - Sugeruję, aby 
najpierw dotrzeć do sypialni. Nie sądzę, Ŝeby robienie tego na korytarzu było szczególnie 
wygodne - powiedział i odgarnął opadające mu na czoło czarne kosmyki.  
- Mmm... dlaczego nie? - wymruczał Harry zamykając oczy i napierając na ciało drugiego 
męŜczyzny.  
T.R. zaśmiał się ponownie i pociągnął Pottera w głąb ciemnego mieszkania.  
- Być moŜe dlatego, Ŝe w stanie, w jakim jesteś, nie dasz rady tego zrobić nawet w łóŜku, a co 
dopiero na stojąco, oparty o ścianę. Lepiej będzie, jak pójdziesz spać.  
- Nie ma mowy, ze mną wszystko w porządku. Daj mi tylko minutę - upierał się Harry 
bełkotliwym głosem.  
Brunet westchnął głęboko i spróbował znaleźć przełącznik, jednocześnie podtrzymując Pottera, 
aby nie upadł na podłogę. Wyjątkowo trudne zadanie, ale na szczęście dla T.R. salon nagle zalało 
ostre światło.  
MęŜczyzna zmruŜył oczy, ale po chwili skupił wzrok na stojącej po przeciwnej stronie pokoju 
osobie. Ręka Draco ciągle dotykała kontaktu, a na bladej twarzy malował się nieokreślony wyraz.  

background image

 

54 

T.R. uśmiechnął się z zakłopotaniem.  
- Harry... Harry, słyszysz mnie? Nie mówiłeś, Ŝe masz gościa - zapytał nie odrywając spojrzenia 
od blondyna. - Harry? - powtórzył po chwili.  
- Słyszę cię! - odparł Potter niespodziewanie mocnym głosem.  
T.R. patrzył, jak Harry wbija wzrok w trzeciego męŜczyznę.  
- W takim razie, powinienem juŜ iść - powiedział.  
Potter potrząsnął przecząco głową i uśmiechnął się spokojne.  
- Absolutnie nie. Mieliśmy plan na wieczór, prawda?  
T.R. przymknął oczy.  
- My... Dobrze, Harry, ale... - przerwał szukając odpowiednich słów. - Kim on jest?  
Potter wrócił zimnym spojrzeniem do Draco, który ciągle stał nieruchomo, zbyt zdezorientowany, 
aby powiedzieć cokolwiek, i uśmiechnął się z wyŜszością.  
- Nikim.  
A potem złapał T.R. za rękę i pociągnął go do sypialni, zostawiając zdumionego Draco samotnie.  
 
*  
 
„Nikt.”  
„Kim on jest?”  
„Nikim.”  
„Kim jestem?”  
„Nikim.”  
„Dlaczego się przejmuję? To nie dzieje się naprawdę. To sen. Tylko sen. Czekałem na Harry’ego 
i zasnąłem na kanapie. Obudziłem się, kiedy wrócił. Tak. I teraz znowu śpię i mam sen. Odgłosy 
dochodzące z sypialni są jedynie częścią koszmaru.”  
Ale to nie było prawdą. I Draco nie mógł uwierzyć we własne kłamstwa, niewaŜne, jak bardzo 
się starał. Próbując jakoś rozproszyć myśli, poszedł do kuchni i wyjął z lodówki butelkę wódki. 
Napił się prosto z niej, nie mając zamiaru zawracać sobie głowy szklanką. Jego umysł ledwie 
zarejestrował palący gardło, chłodny płyn.  
Po kilku kolejnych łykach opadł na podłogę i oparł się plecami o ścianę, ze spojrzeniem 
zagubionym tak samo jak serce.  
Mógł poczuć, gdy alkohol zaczął krąŜyć w jego Ŝyłach, ale nie powodował odrętwienia 
wystarczającego, aby zatrzymać narastający w piersi ból. Przebiegł palcami po włosach i głęboko 
wciągnął powietrze.  
„Nie powinienem cierpieć, prawda? Nie powinienem się przejmować. Mieliśmy rozejm, nic 
więcej. Dlaczego więc coś we mnie boli tak bardzo, kiedy słyszę, jak Harry pieprzy tego faceta? 
Pieprzy go w pokoju obok, tak jakby mnie tu w ogóle nie było.  
Nikt.  
Och, racja. Dla Harry’ego jestem nikim. Jedynie kimś, z kim sypiał niemal kaŜdej nocy przez 
ostatni miesiąc.  
Nikim, choć zdołał mnie zranić. Nikim, chociaŜ mnie pocałował. Nikim, chociaŜ oddałem 
pocałunek.  
Draco zachichotał cicho na wspomnienie pocałunku i sposobu, w jaki zdołał on znaleźć drogę do 
jego duszy. Zatruwając ją.  
Potrząsnął ze znuŜeniem głową i przełknął więcej alkoholu.  
To mój problem. Moja udręka i moja rozkosz. Ja, Draco Malfoy, jestem zakochany w Harrym 
Potterze.”  

background image

 

55 

Niezdolny, aby dalej zaprzeczać prawdzie, roześmiał się histerycznie i śmiał się coraz głośniej, 
aŜ do chwili, gdy otrzeźwił go strach, Ŝe zostanie usłyszany, więc zacisnął zęby na prawej dłoni. 
Przestał dopiero, gdy poczuł w ustach miedziany smak. Podciągnął kolana do klatki piersiowej i 
oparł na nich z rezygnacją czoło.  
„Jestem zakochany w Harrym Potterze i nikt nie moŜe mnie od tego uratować. Jak moŜna 
uratować kogoś od niego samego?”  
Zakrył dłońmi uszy, ignorując krew kapiącą mu na włosy i białą podłogę kuchni.  
Czuł się chory. Zmęczony. Bezradny.  
I rozpaczliwie samotny.  
 
*  
 
- Cześć.  
Draco poderwał się, gwałtownie wybudzony ze snu. Zamrugał kilka razy i rozejrzał się wokół. 
Ś

wiatło neonówki rozjaśniało pomieszczenie. Wreszcie jego wzrok skupił się na tyle, aby dojrzeć 

parę nóg odzianych w czarne dŜinsy. Powoli podniósł głowę, aŜ jego spojrzenie napotkało 
uśmiechniętą twarz obcego człowieka.  
ZmruŜył oczy z gniewem i podejrzliwością. Głowa bolała go okropnie, a pamięć była niewyraźna. 
Zaatakowały go przebłyski wspomnień z ostatniej nocy, raniąc fizycznie i emocjonalnie. A takŜe 
przypominając, Ŝe nie lubi tego męŜczyzny.  
Właśnie miał wypowiedzieć jeden ze swoich sarkastycznych i ostrych komentarzy, kiedy 
zmaterializowała się przed nim filiŜanka kawy. Patrząc na stół zobaczył śniadanie i zrozumiał, Ŝe 
ten człowiek czuje się w mieszkaniu Pottera bardzo swobodnie. Butelka wódki zniknęła, a Draco 
miał na ramionach zarzucony koc.  
Wziął oferowaną kawę i spróbował wstać. Zakręciło mu się w głowie i gdyby męŜczyzna nie 
podsunął mu krzesła, na pewno runąłby na podłogę.  
- Dzień dobry. Widzę, Ŝe odczuwasz przyjemności dnia następnego. Kac to straszna suka, co?  
Draco nie odpowiedział, sączył jedynie swoją kawę. Brunet nie wydawał się tym przejmować i 
spokojnie smarował masłem kawałek chleba.  
- A przy okazji, jestem T.R. - odezwał się gawędziarskim tonem, wyciągając rękę. Draco ze 
znuŜeniem ujął oferowaną dłoń, ale szybko cofnął się, kiedy uścisk męŜczyzny podraŜnił ranę.  
T.R. zmarszczył brwi i zerknął na smugi krwi pokrywające bladą skórę Malfoya. Draco poczuł 
się nieswojo i uciekł spojrzeniem.  
- Mogło wdać się zakaŜenie - powiedział T.R. i juŜ bez dalszych słów opuścił kuchnię.  
Draco przymknął powieki i skupił się z powrotem na swojej kawie.  
„Harry. Przeklęty gnojek. Nienawidzę cię. Chcę cię nienawidzić. Muszę cię nienawidzić. 
Dlaczego wszystko nie moŜe być tak jak dawniej?”  
Jego myśli przerwał powrót T.R., niosącego butelkę wody utlenionej i plastry. Bez pytania ujął 
dłoń Malfoya i opatrzył ją. Draco nie odezwał się, dopóki męŜczyzna nie skończył.  
- Dziękuję - powiedział, a w odpowiedzi otrzymał jedynie wzruszenie ramion.  
- Jeszcze kawy? - zapytał.  
- Tak - odparł Draco. - T.R. to skrót?  
- Od Thomas Rafael, ale ludzie rzadko uŜywają mojego imienia. Jest zbyt długie - wyjaśnił 
brunet z uśmiechem.  
- Jestem Draco - powiedział Malfoy i spuścił wzrok.  
- Ładnie.  
Przez chwilę panowała cisza.  

background image

 

56 

- Jesteś chłopakiem Harry’ego? - zapytał T.R. strapionym głosem.  
Przez ciało Malfoya przebiegł dreszcz. Potrząsnął przecząco głową.  
- Ale kochasz go, prawda?  
Draco zamrugał i zapatrzył się na męŜczyznę, jakby wyrosła mu druga głowa. T.R. uśmiechnął 
się łagodnie.  
- To takie oczywiste? - zapytał stanowczo.  
- Nie - zaprzeczył T.R. - Ale jestem dobry w zgadywaniu. I znam Harry’ego od jakiegoś czasu. - 
Draco cały czas nie spuszczał z niego wzroku. - On jest pełen czegoś złego. Chodzi mi o to, Ŝe 
nosi w sobie jakiś cięŜar, który stara się ignorować. Kiedy jego waga staje się zbyt wielka, Harry 
się załamuje. Zwykle przychodzi wtedy do mnie. Pijemy, rozmawiamy o niczym, a kiedy 
zmęczymy się rozmową, idziemy do łóŜka. Na tym opiera się nasza relacja - wyjaśnił z 
uśmiechem. - Robimy tak od naszego pierwszego spotkania w pubie. Tej nocy oboje byliśmy 
jednakowo wkurzeni i samotni. On chciał rozmawiać, ja nie chciałem myśleć. Obaj 
potrzebowaliśmy się upić, a potem pieprzyć. Bez tchu, ale teŜ bez uczuć. - T.R. przerwał i przez 
chwilę zastanawiał nad swoimi ostatnimi słowami. - JeŜeli naprawdę go kochasz, masz spory 
problem. Harry rani ludzi. Mimowolnie, ale głęboko. Zdałem sobie z tego sprawę i byłem 
dostatecznie mądry, aby nie przywiązać się do niego za bardzo. Ale patrząc na ciebie, widzę, Ŝe 
moje słowa są teraz bezuŜyteczne.  
Draco westchnął i potarł palcami skronie.  
- Nie bezuŜyteczne - powiedział. - Tylko spóźnione.  
Twarz T.R. wykrzywił grymas.  
- W takim razie mogę udzielić ci rady. - Poczekał, aŜ Draco kiwnie głową. - Poszukaj w nim 
ciemności. Zbadaj ją. I jeśli uznasz, Ŝe dasz radę ją pokonać, wtedy dasz sobie radę takŜe z 
Harrym.  
Malfoy wpatrywał się w męŜczyznę, rozwaŜając jego słowa. Myślał o własnych uczuciach i 
lękach, o mroku wewnątrz Pottera i jego pocałunkach.  
- Mam nadzieję, Ŝe dam radę - westchnął.  
- Będziesz musiał - T.R. powiedział powaŜnie. - Inaczej on sprawi, iŜ poŜałujesz, Ŝe w ogóle 
masz serce.  
Obaj pogrąŜyli się w myślach i milczeli przez dłuŜszy czas. W końcu T.R. wstał.  
- Pójdę juŜ. Nie chcę tu być, kiedy Harry się obudzi. Kiedy boli go głowa, staje się prawdziwym 
skurwysynem.  
Draco takŜe wstał i odprowadził męŜczyznę do wyjścia.  
- Miło było cię poznać, Draco. śyczę ci szczęścia. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, więcej nie 
zobaczę ani ciebie, ani Harry’ego.  
Malfoy przytaknął, T.R. uśmiechnął się do niego. Uścisnęli sobie dłonie i męŜczyzna wyszedł. 
Draco zamknął za nim drzwi, oparł się o nie i zastanowił przez chwilę.  
„Szukaj ciemności.”  
Czuł, jakby się dusił, schwytany między własne myśli a nieruchome, wypełniające mieszkanie 
powietrze. Bez zastanowienia, nieświadomie, wyszedł z mieszkania, nie zdając sobie nawet 
sprawy, gdzie idzie.  
 
 
* Naprawdę myślisz  
Ŝ

e miłość uratuje świat?  

Nie zgadzam się z tobą.  
Naprawd
ę myślisz  

background image

 

57 

Ŝ

e miłość uratuje twoją duszę?  

Tak, mam nadzieję  
naprawd
ę mam nadzieję  
ale w to nie wierz
ę.  
(tłumaczenie - Kaczalka) 
 
 
ROZDZIAŁ XII: ZBYT PÓŹNO  
 
 
you love the way I look at you  
while taking pleasure in the awful things you put me through  
you take away if I give in  
my life  
my pride is broken  
 
you like to think you're never wrong  
you want to act like you're someone  
you want someone to hurt like you  
you want to share what you've been through  
(you live what you learn) 
*  
"Points Of Authority", Linkin Park  
 
 
- Kurwa mać.  
Harry zajęczał, przewracając się z boku na bok i walcząc z bałaganem, jaki stanowiła teraz jego 
pościel. Nie otwierał oczu, poniewaŜ ciepłe, popołudniowe promienie słońca raniły go i posyłały 
fale ostrego bólu do podstawy czaszki. Szamotał się przez chwilę, tak naprawdę nie chcąc 
wstawać, ale leŜeć dłuŜej teŜ nie był w stanie.  
- Cholerna głowa - przeklął, kiedy w końcu udało mu się ruszyć w stronę łazienki. Chlapał twarz 
zimną wodą, dopóki przykry łomot pod powiekami nie zelŜał.  
Wzdychając głęboko i nie zaszczycając swojego rozmytego odbicia w lustrze ani jednym 
spojrzeniem, wrócił do pokoju. ZałoŜył na siebie obcisłą bluzę i dŜinsy, a potem automatycznym 
ruchem wsunął na nos okulary i poszedł do kuchni.  
Mieszkanie było ciche, czego jednak nie zauwaŜył, gdyŜ ciągle miał wraŜenie, jakby jego głowę 
otaczała szklana kula. Mimo to spostrzegł na stole zapomniane śniadanie. Na widok 
posmarowanej masłem kromki chleba musiał odwrócić głowę. Sama myśl o przełknięciu 
czegokolwiek innego niŜ kawa budziła w nim mdłości. Podchodząc do ekspresu, zauwaŜył na 
blacie dwie puste filiŜanki. Oczywiście zaklęcie czyszczące nie działało.  
„Pewnie ze względu na T.R.” - pomyślał, wkładając naczynia do zlewu i zaledwie zauwaŜając, 
jak znikają. - „Powinienem zmodyfikować zaklęcia tak, aby ponownie działały, gdy tylko mugoli 
nie będzie w pobliŜu. Ale najpierw muszę się zająć bólem głowy. A do jednego i drugiego 
potrzebuję róŜdŜki.”  
Wyjął kubek, napełnił go kawą i opuścił kuchnię. Przeszedł do gabinetu, gdzie usiadł w fotelu, i 
opierając się wygodnie, zaczął pić gorący napój. Po chwili sięgnął do pierwszej od góry szuflady 
biurka i spod sterty papierów wyciągnął swoją starą róŜdŜkę.  
Zacisnął na niej dłoń na próbę. Drewno pod palcami wydawało się ciepłe i wibrujące. Coś 

background image

 

58 

między uśmiechem a grymasem wykrzywiło mu wargi. Ten przedmiot niósł ze sobą tyle 
wspomnień, zarówno dobrych, jak i złych. W końcu westchnął, odepchnął od siebie przeszłość, 
dotknął końcem róŜdŜki skroni i wymruczał proste zaklęcie, którego nauczyła go Hermiona.  
Kiedy ból osłabł znacznie, zadowolony z efektu, wsunął ją do jednaj z kieszeni spodni i 
spokojnie skończył kawę, próbując nie myśleć o niczym.  
Było pół do trzeciej, kiedy wrócił do kuchni z pustym kubkiem. Teraz zdecydował się zjeść 
przygotowaną kanapkę. Obszedł stół i wtedy zauwaŜył brązowe ślady na białej posadzce. 
Zmarszczył brwi, ledwie rejestrując, Ŝe to krew, poniewaŜ z nieznanych powodów jego mózg 
połączył plamę z zupełnie inną myślą:  
„Gdzie jest Draco?”  
 
*  
 
Ron oglądał w telewizji mecz piłki noŜnej, choć, prawdę mówiąc, wcale go to nie interesowało. 
Nie miał nawet swojego ulubionego zespołu. Po prostu gapił się na graczy biegających za piłką, 
zdumiony, co ciekawego ludzie widzą w tak nudnej grze.  
„Quidditch jest lepszy. No, ale Quidditch to Quidditch” - pomyślał z uśmieszkiem.  
Było pół do dziewiątej wieczorem i właśnie sięgał do lodówki po piwo, zaledwie zauwaŜając 
padający za oknem deszcz, kiedy ciszę przerwał dźwięk dzwonka. Ze zmarszczonymi z 
zaskoczenia brwiami otworzył drzwi. A kiedy rozpoznał stojącą w korytarzu przemoczoną i 
trzęsącą się sylwetkę, zmarszczył je jeszcze bardziej.  
- Witaj, Herm.  
Dziewczyna zamrugała, jakby wyrwana z długiego snu.  
- Ron - powiedziała głosem słabym i drŜącym, dokładnie odzwierciedlającym jej wygląd. - Och, 
Ron... - Wyglądało, jakby dławiła się tymi prostymi słowami i na oślep rzuciła się w ramiona 
przyjaciela.  
I kiedy Ron pieścił delikatnie jej włosy, podejrzewał, Ŝe to nie deszcz moczy jego koszulę. To, co 
spływało po jego szyi w miejscu, w którym Hermiona schowała twarz, było dziwnie ciepłe.  
 
*  
 
Harry krąŜył po salonie jak zwierzę zamknięte w klatce.  
„Co on sobie wyobraŜa? Ma nadzieję, Ŝe będę się martwił?”  
Oparł się o okno i spojrzał w dół, na błyszczące od deszczu i świateł latarni ulice. Westchnął.  
„Mógł mi powiedzieć, Ŝe wychodzi. Powinien powiedzieć. On nie moŜe robić tego, co chce. To 
nie działa w ten sposób. Nie ze mną. Ale zdaje się, Ŝe zapomniał o tej części umowy. W 
porządku, pewnie nadszedł czas, aby mu przypomnieć” - pomyślał, pełen narastającego gniewu, 
ale teŜ niepokoju, do którego nigdy by się nie przyznał.  
PrzymruŜył oczy, skupiając spojrzenie na kroplach deszczu, uderzających teraz gwałtownie o 
szybę.  
„Wracaj, Draco. Czekam na ciebie.”  
 
*  
 
Hermiona siedziała na łóŜku, zawinięta w niebieski, zbyt duŜy na nią szlafrok, z filiŜanką 
rumiankowej herbaty w dłoniach.  
Ron, oparty o framugę drzwi, patrzył na nią z troską. Z ledwością udało mu się wciągnąć ją do 

background image

 

59 

mieszkania, zanim rozkleiła się zupełnie, płacząc jak dziecko i paplając bez sensu o błędach i 
kłamstwach.  
- Herm...  
Kiedy wypowiedział jej imię, wzdrygnęła się i podniosła na niego spojrzenie. Oczy miała 
czerwone i pełne łez.  
Ron poczuł ukłucie bólu na widok przyjaciółki w takim stanie. Chciał znowu ją przytulić tak, jak 
pozwoliła na to wcześniej. Chciał pieścić jej czekoladowe włosy i szeptać do ucha słowa otuchy.  
Ale nie zrobił nic z tych rzeczy, stał tylko, patrząc na nią i czekając, aŜ znowu zacznie mówić. 
Tym razem wydawało się, Ŝe Hermiona odzyskuje swoje zwykłe opanowanie.  
- Nie byłam dobrym przyjacielem, Ron - zaczęła, patrząc prosto w jego niebieskie oczy. - Ani dla 
ciebie, ani dla Harry’ego. Szczególnie nie dla Harry’ego. Okłamałam cię, wierząc, iŜ postępuję 
słusznie. Schlebiałam sobie, Ŝe wiem, co jest właściwe. A byłam tylko głupia i zarozumiała. - 
Ron widział, jak jej twarz wykrzywia się na dźwięk tych słów, ale zanim zdąŜył powiedzieć coś 
na pocieszenie, kontynuowała. - Od naszej wizyty u Harry’ego i Malfoya ciągle o tym myślę i nie 
mogę znaleźć rozwiązania. Doszłam do wniosku, Ŝe z tej sytuacji nie ma wyjścia. Ale być moŜe 
znowu popełniam ten sam błąd. Znowu jestem tylko głupia i zarozumiała. - Westchnęła i 
zacisnęła palce na ciepłej filiŜance. Nagle uśmiechnęła się, przywołując odległe wspomnienia. - 
Jak go nazywaliśmy? - rzuciła niespodziewanie, ale Ron nawet nie zdąŜył zapytać, o kogo jej 
chodzi, bo sama sobie odpowiedziała: - Arogancki palant.  
I właśnie ten arogancki palant poprosił mnie o pomoc. Draco Malfoy wyciągnął białą flagę i 
przyszedł do mnie, Hermiony Granger, szlamy, prosić o pomoc. Myślałam, Ŝe jestem od niego 
lepsza. Ale teraz juŜ nie mam tej pewności, poniewaŜ sama nie poprosiłam wtedy o pomoc ciebie. 
Pomimo Ŝe byłeś moim najlepszym przyjacielem, a nie najgorszym wrogiem. - Ron z 
zakłopotania zmarszczył brwi. Potrzebował zdecydowanie więcej informacji, aby rozwiązać tę 
łamigłówkę. - I nawet teraz tak duŜo czasu zajęło mi zrozumienie, Ŝe jednak cię potrzebuję - 
powiedziała, potrząsając bezradnie głową. - Ale przyszłam tu, prawda? Jestem starsza. I nawet, 
jeśli nie jestem lepsza od Malfoya, to mogę być przynajmniej tak dobra jak on - dodała z 
westchnieniem. Przez chwilę wydawała się zastanawiać nad następnymi słowami. W końcu 
podniosła smutne spojrzenie na przyjaciela i odezwała się nieznacznie drŜącym głosem: - Ron, 
proszę, pomóŜ mi.  
 
*  
 
Kiedy Draco wrócił, mieszkanie było pogrąŜone w mroku. Zamknął za sobą drzwi, i nie 
zapalając światła, ruszył w stronę swojego pokoju.  
- Gdzie, do kurwy nędzy, byłeś?  
Malfoy zmruŜył oczy, analizując otaczającą go ciemność. W końcu, na tle okna, dostrzegł zarys 
sylwetki.  
- Gdzieś.  
Nikt mu nie odpowiedział, ale po chwili pokój zalało światło, ukazując postać Pottera. Draco 
patrzył na niego beznamiętnie, aŜ Harry poczuł, jak ból głowy powraca ze zdwojoną siłą. Z 
westchnieniem potarł skronie.  
- Jest druga nad ranem - stwierdził stanowczym głosem.  
- Martwiłeś się?  
- Nie.  
Zaległa lodowata cisza. Przez jakiś czas nikt się nie odzywał, ale Draco nagle ruszył się z miejsca 
i podszedł bliŜej. Harry zmarszczył brwi, kiedy Malfoy uniósł rękę i smukłymi palcami 

background image

 

60 

przeczesał jego nieporządne włosy. Kiedy zimna ręka dotarła do szyi, poczuł lekki nacisk. 
PodąŜył za tym łagodnym ruchem tak, Ŝe po chwili ich wargi dotknęły się, najpierw delikatnie, 
draŜniąco, a potem z głodem, gniewem i rządzą.  
Harry z zaskoczenia zamknął oczy, a kiedy Draco polizał jego dolną wargę, rozchyli usta 
nieznacznie. Ręce Malfoya poruszały się po jego plecach, prowokacyjnie, podniecająco, 
wysyłając dreszcze wzdłuŜ kręgosłupa.  
Wkrótce Harry zorientował się, Ŝe odpowiada na inicjatywę, głaszcze platynowe, mokre od 
deszczu włosy, atakuje te ciepłe usta, pieszcząc blade wargi i dokuczliwy język. Czuł, jak jego 
podekscytowanie rośnie, pozwolił więc emocjom objąć go tak samo, jak jego ramiona 
obejmowały smukłe ciało we władczym geście.  
I nagle pocałunek skończył się. Spojrzał na Malfoya pytająco, rozluźniając uścisk na tyle, Ŝe 
Draco był w stanie się z niego uwolnić.  
Blondyn patrzył na niego z obojętnym wyrazem twarzy. I grymasem obrzydzenia na wargach.  
Harry przymknął oczy. Krew pulsowała boleśnie w jego mózgu, posyłając tępe uderzenia do 
skroni.  
Co, Draco? - zapytał z rozdraŜnieniem. Wcale nie podobał mu się widok przed oczami.  
- Jak to, co? Nie moŜesz tego powiedzieć, Harry? Wydaje mi się, Ŝe chcesz się pieprzyć. Czy 
właśnie dlatego jesteś tak... niecierpliwy?  
Potter zmarszczył głęboko brwi i oblizał usta, które ciągle nosiły smak Draco. Popatrzył na 
męŜczyznę ze złością.  
- Nawet gdyby, uwaŜasz, Ŝe nie mogę?  
Draco uśmiechnął się, ale jego oczy pozostały zimne i puste.  
- AleŜ oczywiście, Ŝe moŜesz. Jestem twoją dziwką, prawda? - powiedział z sarkazmem. 
Wzruszył ramionami, a złośliwy grymas nie opuścił jego warg. - Myślałem tylko, Ŝe jesteś mną 
zmęczony, Harry.  
- Zmęczony? Dlaczego? - Potter spojrzał na niego podejrzliwie.  
- Och, nie wiem. MoŜe z powodu T.R.?  
Potter roześmiał się i odszukał wzrokiem oczy Malfoya.  
- CzyŜbyś był zazdrosny, Draco? - zastanowił się na głos, kiedy juŜ uchwycił szare spojrzenie. 
Oczekiwał jakiejś reakcji, ale blondyn panował nad sobą całkowicie, a jego źrenice nie były 
niczym innym niŜ dwoma soplami lodu.  
- Nie. Nie zazdrosny. Tylko zdziwiony, bo przy mnie nigdy tak nie wrzeszczałeś - potwierdził 
nieobecnym głosem. Harry otworzył szeroko oczy, zaskoczony tą niespodziewaną, beztroską 
uwagą. - Och, jakŜe mi przykro. Nie chciałem wprawić cię w zakłopotanie. Ale widzisz, nie było 
moŜliwości, abym nie usłyszał. Nie pomogło nawet zatykanie uszu. A poza tym pomyślałem, Ŝe 
dziś wieczorem nie będziesz chciał mnie pieprzyć. Naprawdę zrozumiem, jeśli juŜ nigdy nie 
będziesz chciał tego robić. Obiecuję nie płakać z tego powodu. - Głos Malfoya mógłby być 
niewinny, gdyby nie fałszował go sarkazm.  
Harry czuł, jak jego policzki pokrywają się ciepłym rumieńcem, choć nie wiedział, czy z 
zakłopotania, czy gniewu.  
- Draco. - Imię zostało wypowiedziane tak jak groźba, ale Malfoy był juŜ zbyt zmęczony, aby 
skorzystać z ostrzeŜenia. A poza tym wiedział, Ŝe nie ma nic do stracenia.  
- Tak, Harry? - odpowiedział prowokująco.  
- Mylisz się. Chcę cię dzisiaj pieprzyć - warknął Potter, a jego zielone oczy błyszczały z gniewu.  
Draco uniósł brew.  
- Skoro tak twierdzisz. Zawsze jestem do twojej dyspozycji. - Harry czuł, jak gorąca furia 
zaczyna krąŜyć w jego Ŝyłach. Malfoy swoim pokazem złośliwości doprowadził go na skraj 

background image

 

61 

wybuchu. - Ale zanim dokonamy tego plugawego aktu, ostatnie pytanie. Tylko po to, poniewaŜ 
chcę, abyś był zadowolony z moich... usług. - Po tych słowach uśmiechnął się i zbliŜył o krok. 
Harry nie odrywał od niego podejrzliwego spojrzenia. - Wczoraj... krzyczałeś tak głośno, bo T.R. 
jest lepszym kochankiem ode mnie? Czy dlatego, Ŝe on pieprzył cię lepiej, niŜ ty pieprzysz mnie
- Potter cofnął się, co poszerzyło uśmiech na wargach Malfoya. - Mam rację, Harry? Zmieniłeś 
swoje preferencje? - Twarz Draco przybrała kpiąco zadziwiony wyraz, na co Harry zmruŜył oczy 
i zacisnął pięści. Malfoy zauwaŜył to, ale nie zamierzał się przejmować. Wszystko toczyło się 
teraz własnym Ŝyciem, więc kontynuował draŜnienie niskim głosem. - Jesteś zawstydzony, Harry? 
Mogę to zrozumieć. Bóg wie, jak dobrze mogę to zrozumieć. Ale przecieŜ mnie nie musisz się 
wstydzić. Powiedz, ja chcę tylko dogodzić ci jak najlepiej. Nawet, jeŜeli będzie to oznaczało, Ŝe 
muszę wsadzić mojego ku...  
Harry miał dość. Nie chciał, Ŝeby Malfoy skończył, więc Malfoy nie skończył. PoniewaŜ coś 
między pięścią a otwartą dłonią uderzyło prawą stronę jego ust, wystarczająco mocno, Ŝeby 
głowa odskoczyła na bok, a wargi zostały rozbite.  
Przez chwilę obaj gapili się na siebie ze zdumieniem. W końcu Draco odwrócił wzrok, uniósł 
dłoń w stronę ust i wzdrygnął się, kiedy ich dotknął. Jego blade palce były pokryte krwią. Ten 
szczegół wstrząsnął Harrym. Czerwone plamy na skórze koloru kości słoniowej. I szare oczy, 
pełne nienawiści, gniewu i czegoś jeszcze, czegoś złego, co ściskało boleśnie serce. 
Rozczarowania.  
Wściekłość wydawała się nagle opuścić Harry’ego. Pozostało tylko zmęczenie i smutek.  
- Draco, przepraszam... - zaczął, podchodząc bliŜej.  
Malfoy spojrzał na niego i cofnął się o krok. Potter spotkał jego wzrok, boleśnie świadomy, Ŝe 
posunął się za daleko. Ale oczy byłego Ślizgona nie wyraŜały niczego, były wyblakłe i puste, co 
tylko spotęgowało Ŝal Harry’ego.  
- Nie ma takiej potrzeby - szepnął nagle Malfoy. - To ja przepraszam. - Potter z zakłopotania 
opuścił powieki. - Powiedziałeś, Ŝe więcej mnie nie zranisz. I uwierzyłem ci - ciągnął Draco, a 
jego słowa spowodowały, Ŝe przez ciało Harry’ego przebiegł dreszcz. Bo były tak boleśnie 
prawdziwe. - Przepraszam, Ŝe byłem aŜ takim głupcem - skończył Malfoy szeptem, ponownie 
spuszczając spojrzenie. - ZauwaŜyłeś, jak wszystko między nami zawsze wydaje się dziać zbyt 
późno? - Gorzki grymas wykrzywił blade wargi i Harry zastanowił się, do czego to wszystko 
prowadzi. - Zawsze było za późno. W pociągu spóźniłem się i straciłem szansę na twoją przyjaźń. 
Trzy lata temu, dla odmiany, to ty się spóźniłeś, a ja straciłem wszystko. PoniewaŜ Voldemort, 
niestety, ciągle Ŝył, kiedy wróciłem do domu i zostałem zmuszony do dokonania wyboru. 
Kolejne spóźnienie to moja wina, bo nie powiedziałem „przepraszam”, kiedy mogłem i 
dopuściłem do tego, Ŝe mnie znienawidziłeś. A teraz z kolei ty się spóźniasz, gdyŜ twoje 
przeprosiny są... - przerwał, szukając odpowiedniego słowa - ...bezuŜyteczne. Zawsze jeden z nas 
próbuje dogonić drugiego. W nienawiści. W gniewie. Myślisz, Ŝe kiedykolwiek osiągniemy to, za 
czym tak usilnie biegamy, niewaŜne, czym to tak naprawdę jest? Cel niezmiennie wydaje się być 
tuŜ, tuŜ, prosto przede mną. Odnoszę wraŜenie, Ŝe wystarczy wyciągnąć rękę, aby go złapać. 
Prawie go mam, prawie mi się udaje... - Harry zdziwił się, poniewaŜ Draco rzeczywiście 
wyciągnął rękę, a jego szare oczy błyszczały, jak gdyby właśnie naprawdę miał schwycić coś, 
czego pragnął. Poczuł nagły impuls, Ŝeby go objąć, poniewaŜ widok chłopaka w tej pozycji, tak 
kruchego, smutnego, z sennym i zagubionym spojrzeniem, rozrywał mu serce. - Prawie. - Draco 
zacisnął palce w pięść. Pustą pięść. - Prawie nigdy nie wystarczy, Harry - powiedział, patrząc na 
swoją dłoń. - I zawsze, kiedy czuję pustkę, która nie moŜe napełnić moich rąk, w zamian 
napełnia ona moją duszę. Lub to, co z niej pozostało - dodał i uniósł wzrok. - Jestem taki 
zmęczony, Ŝe mógłbym usnąć na zawsze. Czasami marzę, Ŝe połoŜę się do łóŜka jak zwykle, 

background image

 

62 

wiedząc, Ŝe obudzę się następnego ranka, ale ten kolejny poranek nie nadejdzie. Uwierzysz, jeśli 
powiem, Ŝe nie ma to dla mnie znaczenia? Czy ktoś mógłby spełnić moje marzenie? MoŜe ty? - 
Draco uśmiechnął się z goryczą i nieznacznie potrząsnął głową. - Dlatego zrań mnie, Harry. Nie 
powinno być ci trudno. Właściwie myślę, Ŝe jesteś jedyną osobą, która kiedykolwiek była w 
stanie to zrobić. I robisz to tak dobrze. Zrań mnie. Spraw, Ŝe będę krwawił i płakał, dopóki nie 
pozostanie we mnie nic poza bólem. PoniewaŜ ból to jedyna rzecz, która mówi mi, Ŝe następnego 
dnia słońce wstanie takŜe dla mnie. śe przyjdzie kolejny poranek, a ja nadal będę oddychał. - 
Harry nie odpowiedział. Coś cięŜkiego, przeraŜającego tłukło się w jego piersi, uniemoŜliwiając 
wciągnięcie powietrza. Czuł, Ŝe Draco na niego patrzy i wiedział, Ŝe powinien coś powiedzieć. 
Ale nie był w stanie, poniewaŜ Gryfon w nim został przestraszony. Właśnie zobaczył najgłębszą 
depresję duszy. - Uwierzyłem ci.  
- Tak naprawdę wcale tego nie chcesz, Draco - odezwał się jednak niespodziewanie, głosem, 
którego sam nie rozpoznawał.  
- Od kiedy przejmujesz się tym, czego chcę? - Malfoy spojrzał na niego wyzywająco. - Myślisz, 
Ŝ

e podoba mi się bycie twoim niewolnikiem? śe lubię, kiedy mnie pieprzysz? Kiedy pieprzy 

mnie ktokolwiek? Myślisz, Ŝe chciałem, abyś zranił mnie w ten sposób? śe zaufałem ci, bo 
pragnąłem, Ŝebyś to zaufanie zniszczył?  
- Więc czego ode mnie chcesz, Draco?  
- Nigdy nie oczekiwałem od ciebie czegokolwiek. Ale ty, Harry? Powiedz, czego ty chcesz tak 
naprawdę? - Nie otrzymał odpowiedzi, choć Potter uciekł spojrzeniem i najwyraźniej rozwaŜał 
jego słowa. - Wiem, Ŝe podoba ci się mój widok w takiej sytuacji. Być moŜe to sadystyczna część 
Złotego Chłopca... ale naprawdę lubisz mnie ranić, prawda, Harry? Od naszego pierwszego 
spotkania, w tym klubie, moŜesz myśleć tylko o tym, jak poniŜyć mnie jeszcze bardziej. Jak 
gdybym juŜ nie został poniŜony wystarczająco. Ale dla ciebie, Harry, nigdy nie będzie 
wystarczająco, mam rację? Nigdy nie zapłacę odpowiedniej ceny. Nigdy nie będę człowiekiem, 
nigdy nie będę nikim poza wspomnieniem wroga z dzieciństwa. Wspomnieniem, które trzeba 
zniszczyć.  
- Masz rację. - Draco zamrugał z zaskoczenia, a Harry spojrzał na niego z łagodnym uśmiechem. 
- Lubię cię ranić. Czuję się świetnie, wiedząc, Ŝe cierpisz z mojego powodu. Myślę, Ŝe to daje mi 
więcej przyjemności niŜ pieprzenie ciebie. PoniewaŜ pieprzę cię po to, aby zranić, a nie dla 
samego seksu. MoŜe dlatego właśnie, kiedy jestem z tobą, nie pozwalam sobie na utratę kontroli. 
Jestem zbyt zajęty rozkoszą, jaką daje mi widok pięknej, złamanej, leŜącej pode mną lalki. - 
Potter podszedł bliŜej, z ciągłym uśmiechem na ustach, niebezpieczny i tak zimny, jak lodowaty 
ogień płonący w jego zielonych oczach. - Naprawdę chcesz zobaczyć, jak wiele ciemności jest 
we mnie? - zapytał, dotykając delikatnie obolałych warg Malfoya. - Naprawdę chcesz, abym cię 
zranił? Mogę sprawić ci tyle bólu... - Jego palec nacisnął zakrwawione miejsce, powodując, Ŝe 
Draco się cofnął. Uśmiech Pottera stał się szerszy. - Właśnie tego potrzebujesz? Zniszczę cię, 
wypalę, aŜ nie pozostanie w tobie juŜ nic. - Ręce Harry’ego ześlizgnęły się na szczupłą talię 
kochanka i zacisnęły lekko. Jego oddech połaskotał ucho Draco, kiedy odezwał się ponownie. - 
Próbowałem być dla ciebie dobry. Część mnie wcale nie chce sprawiać ci bólu. Część mnie 
Ŝ

ałuje tego, co zrobiłem. Ale teraz, kiedy na ciebie patrzę, moja dusza domaga się krwi i łez, 

zemsty i nienawiści - szepnął, zaciskając ręce. - Malfoy nie odpowiedział, oddychając powoli 
pod wpływem narastającego na jego Ŝebrach, bolesnego nacisku dłoni Pottera. - Więc, Draco? 
Pragniesz się dowiedzieć, czego naprawdę od ciebie chcę?  
Ponownie zaległa długa chwila ciszy, aŜ w końcu Draco zdołał wciągnąć w płuca wystarczającą 
ilość powietrza, aby odpowiedzieć.  
- Tak.  

background image

 

63 

Słowo było ledwie słyszalnym szeptem. Ale wystarczyło. Harry puścił go i zrobił krok do tyłu, a 
wtedy Draco mógł dojrzeć wyraz jego twarzy i nie zdołał powstrzymać lodowatego dreszczu 
przebiegającego mu przez ciało.  
Potter uśmiechnął się z okrutnym zadowoleniem. Jego oczy przepełnione były obietnicą 
koszmaru, który właśnie miał się rozpocząć.  
 
 
 
* Lubisz, gdy tak na ciebie patrzę  
Kiedy znajduj
ę przyjemność w tych paskudnych sytuacjach,  
które mi zgotowała
ś  
Odbierasz, gdy si
ę poddaję  
Moje 
Ŝycie, moja duma jest złamana  
 
Lubisz my
ślećŜe się nigdy nie mylisz  
(
śyjesz, jak się nauczyłaś)  
Musisz si
ę zachowywać jakbyś była kimś  
(
śyjesz, jak się nauczyłaś)  
Chcesz, 
Ŝeby ktoś cierpiał jak ty  
(
śyjesz, jak się nauczyłaś)  
Chcesz si
ę dzielić tym, co przeszłaś  
(
śyjesz, jak się nauczyłaś 
(tłumaczenie - marttina)  
 
 
ROZDZIAŁ XIII: BEZ POWROTU  
 
 
As you look around this room tonight  
Settle in your seat and dim the lights  
Do you want my blood, do you want my tears?  
What do you want?  
What do you want from me?
*  
"What Do You Want From Me", Pink Floyd  
 
 
Hermiona skończyła swoją opowieść o trzeciej nad ranem. Mówiła cicho, ale Ron nie uronił ani 
jednego słowa, słuchając w skupieniu, nie śmiejąc ruszyć się z miejsca i nie odrywając od 
przyjaciółki oczu ani raz.  
Teraz milczeli oboje, pogrąŜeni w myślach, być moŜe na zupełnie inne tematy. Ron analizował 
nagły potok informacji, starając zmusić się do ich przetrawienia. Hermiona, dla odmiany, nie 
mogła się zdecydować, czy wyjawienie wszystkiego przyjacielowi przyniosło ulgę czy strach z 
powodu niemoŜliwości przewidzenia jego reakcji. W końcu Ron westchnął głęboko i usiadł obok 
niej na łóŜku.  
- Herm, mamy powaŜny problem. - W odpowiedzi dziewczyna tylko kiwnęła głową. - Ale jakoś 
powinniśmy go rozwiązać. Myślę, Ŝe jedyną rzeczą, jaką moglibyśmy zrobić, to porozmawiać z 
nimi - zasugerował, uśmiechając się łagodnie.  

background image

 

64 

- Kiedy to zrobimy?  
- Jutro z samego rana - odparł. Hermiona jeszcze raz kiwnęła głową, ale nie wydawała się 
naprawdę przekonana. Ron objął ją delikatnie, na co drgnęła, zaskoczona, ale kiedy przyjaciel 
zaczął powoli głaskać jej włosy, niespodziewanie odpręŜyła się.  
- Nie martw się, Herm. Będę z tobą - szepnął, a ona odwzajemniła uścisk, uspokojona jego 
obecnością.  
Siedzieli tak przez dłuŜszy czas, dopóki Hermiona nie odezwała się znowu, głosem stłumionym z 
powodu wtulonej w jego szyję twarzy.  
- Ron?  
- Tak?  
- Mogę tutaj spać?  
- Oczywiście.  
Odsunęli się od siebie, ale tylko odrobinę. Hermiona podniosła wzrok, a na jej wargach gościł 
trochę nieśmiały uśmiech. A potem powoli, kiedy Ron obserwował ją ze zmieszaniem i 
zaskoczeniem, oparła się o niego i delikatnie dotknęła jego ust swoimi. Chłopak zamknął oczy, 
czując, jak przez jego ciało przepływa fala dreszczy.  
Ponownie się od siebie odsunęli i dziewczyna spojrzała na niego ze strachem, ale teŜ potrzebą 
poznania jego reakcji. Nie musiała czekać długo, poniewaŜ juŜ po chwili Ron odwzajemnił jej 
gest, nieśmiało muskając skórę i nieświadomie prosząc o coś więcej. I Hermiona dała mu więcej, 
rozchylając nieznacznie wargi i pozwalając jego językowi wsunąć się do środka, słodko i z czcią.  
Przez bardzo długi okres czasu byli przyjaciółmi. To, co się zdarzyło podczas ostatnich kilku 
chwil, stanowiło coś ponad to łagodne uczucie. Ponad rozumowanie i pojmowanie. Było niczym 
przekroczenie niszczejącego mostu i dotarcie do miejsca, z którego nie ma juŜ odwrotu.  
Pocałunek okazał się skazą w tamie. Był niczym w porównaniu z barierą, którą zniszczył. Był 
niczym w porównaniu z latami wiernej przyjaźni. Ale jednocześnie wystarczył, Ŝeby zapora 
runęła natychmiast.  
Był iskrą, która sprawiła, Ŝe ogień wybuchnął.  
- Ron?  
- Tak?  
- Mogę spać z tobą?  
- Oczywiście.  
 
*  
 
Malfoy cofał się powoli, nie odrywając oczu od Harry’ego nawet na sekundę. Potter obserwował 
go ze złowrogim uśmiechem i Draco mógł zrozumieć jego wesołość. Mówiła o tym, o czym obaj 
dobrze wiedzieli: przekroczyli granicę. I teraz znaleźli się w miejscu, z którego nie ma powrotu.  
- Boisz się, Draco? - Chłopak zastanowił się dłuŜej nad odpowiedzią. Widział, jak uśmiech 
Pottera staje się szerszy. - A powinieneś - dodał Harry, pokonując powstałą między nimi 
odległość.  
Był teraz bardzo blisko. Draco mógł wyczuć emanującą od niego wściekłość, nienawiść i groźbę. 
Miał zaledwie tyle czasu, Ŝeby uświadomić sobie, iŜ otworzył bramy piekieł, kiedy wszystko się 
zaczęło.  
Potter uderzył go prosto w Ŝołądek tak, Ŝe całe powietrze uszło z jego płuc. Zgiął się wpół i 
złapał za brzuch, a oczy rozwarły się szeroko z zaskoczenia. Usilnie starał się oddychać, ale nie 
był w stanie tego robić. Zacisnął powieki i juŜ miał upaść na podłogę, kiedy ręce Harry’ego 
złapały go i podtrzymały.  

background image

 

65 

Draco nie powiedział ani słowa. Ciągle walczył o oddech i w chwili, kiedy zrozumiał, Ŝe juŜ się 
dusi, poczuł, jak Potter pochyla się nad nim i całuje wściekle. Czuł, jak kręci mu się w głowie, a 
ciało zaczyna drętwieć z braku tlenu. Harry nadal atakował jego usta, ale nie mógł zrobić niczego.  
Brunet pocałował go jeszcze kilka razy, gryząc dolną wargę i otwierając świeŜą ranę, smakując 
jego krew z poczuciem zwycięstwa.  
Właśnie wtedy Potter zauwaŜył, Ŝe szare oczy Malfoya zaczynają uciekać w głąb czaszki. 
Odsunął się od niego i uśmiechnął.  
- Co się dzieje, Draco? Mdlejesz? Tak szybko? PrzecieŜ dopiero zaczęliśmy. Chcesz przegapić 
najlepszą zabawę?  
Potter złapał go za kołnierz koszuli, przytrzymał i spoliczkował. Mocno. Raz. Drugi raz. Trzeci.  
W końcu Draco odpowiedział na atak ostrym wciągnięciem powietrza. Zamrugał, odzyskując 
przytomność, oddychając cięŜko i coraz wyraźniej uświadamiając sobie ból brzucha i twarzy.  
Harry puścił go i Malfoy osunął się na podłogę. Obserwował całą scenę z lekkim rozbawieniem.  
- Wstawaj, Draco.  
Kiedy nie nastąpiła Ŝadna reakcja, Potter potrząsnął głową i niespodziewanie kopnął leŜącego 
męŜczyznę. Jego but uderzył mocno w Ŝebra i kiedy ból przeszył całe ciało, Draco musiał z 
całych sił powstrzymać krzyk.  
„Wstań!”  
Powoli zaczął podnosić się na drŜących nogach, łapiąc się za klatkę piersiową, gdzie mógł 
wyczuć kilka złamanych Ŝeber. Potter połoŜył mu delikatnie rękę na ramieniu.  
- Następnym razem postaraj się, Ŝebym nie musiał powtarzać - powiedział łagodnie, a jego palce 
zaciskały się coraz mocniej i mocniej. - Rozumiesz? - zapytał.  
Draco zamrugał kilka razy, zanim podniósł wzrok i jego własne spojrzenie spotkało się ze 
spojrzeniem drugich oczu, zielonych i pozbawionych kontroli. Kiwnął głową.  
- Grzeczny chłopiec - powiedział Harry i pochylił się, aby zlizać krew z wargi Draco. - Mmm... 
smakujesz dobrze - stwierdził, kiedy jego wargi przesuwały się po skórze, aŜ dotarły do szyi. 
Zaczął całować i ssać wraŜliwe miejsca, na co Draco odpowiedział zupełnie nieświadomym 
jękiem. Wtedy Potter ugryzł go. Tak mocno, Ŝe pociekła krew. Uśmiechnął się, gdy miedziany 
smak napełnił jego usta, a potem pocałował swoją ofiarę ponownie, tym razem duŜo gwałtowniej 
i mocniej.  
Draco czuł, Ŝe od smaku swojej własnej krwi robi mu się niedobrze. Szarpnął się w próbie 
uwolnienia, ale Harry’emu nie spodobał się ten słaby pokaz buntu, więc uderzył go jeszcze raz, w 
Ŝ

ołądek, potem w klatkę piersiową, i znowu, i znowu, aŜ wydał się tym zmęczony i odepchnął go 

mocno od siebie. Draco zrobił krok do tyłu, ale stracił równowagę i potoczył się na ścianę, 
uderzając głową w wiszący na niej obraz. Szkło rozprysło się i opadło na podłogę, a 
półprzytomny męŜczyzna poszedł jego śladem, zostawiając po sobie smugę krwi wypływającej z 
rozciętej głowy.  
- Zobacz, co zrobiłeś - westchnął Potter.  
Draco nie odpowiedział, z całych sił starając się zachować przytomność i skupiając się na 
łomoczącym bólu pod czaszką.  
Harry obserwował leŜącego u jego stóp męŜczyznę. Malfoy, zgarbiony teraz, pół oparty o ścianę, 
przypominał złamaną lalkę. Wyglądał całkowicie Ŝałośnie, z tą swoją piękną twarzą, opuszczoną 
na pierś, posiniaczoną i splamioną krwią. Jego zwykle platynowe włosy, ciągle jeszcze wilgotne 
od deszczu, z powodu przeciętej przez rozbite szkło skóry na głowie, przybrały teraz kolor 
głębokiej czerwieni i brązu.  
Harry podszedł do niego i usiadł obok na podłodze. Ujął w dłoń podbródek Draco i zmusił do 
spojrzenia sobie w oczy.  

background image

 

66 

- Masz dość? - zapytał.  
Malfoy przymknął powieki i rozwaŜył pytanie.  
- Nie, Harry. Postaraj się bardziej. Jestem pewien, Ŝe stać cię na więcej - odpowiedział 
zachrypniętym głosem.  
Potter z wściekłości zmruŜył oczy. A potem, prawie leniwie, wziął do ręki kawałek szkła. Bawił 
się nim przez chwilę, oceniając jego ostrość. W końcu uśmiechnął się i dotknął odłamkiem 
policzka Draco, przyciskając go tak mocno, jak to tylko moŜliwe bez rozcinania skóry. Studiował 
srebrne spojrzenie i nie zauwaŜył w nim śladu wahania. Nawet przez sekundę. W końcu 
westchnął i przesunął szkłem po szyi Malfoya, dotarł do kołnierzyka koszuli i uŜył ostrza, aby 
naciąć tkaninę, którą potem rozdarł rękami, odsłaniając bladą, posiniaczoną klatkę piersiową.  
Oczy Draco śledziły jego poczynania i Harry dobrze o tym wiedział. Robiąc to, co robił, czuł się 
naprawdę świetnie. Smak krwi w ustach oszałamiał. Uśmiechnął się łagodnie i powoli przycisnął 
szklany odłamek do gładkiej skóry, tym razem przecinając ją. Pojawiła się krew, której 
towarzyszył konwulsyjny oddech.  
Obserwował, jak szkarłatny płyn ścieka po białej powierzchni. Kontrast był zdumiewający. 
Patrząc na bladą cerę Malfoya, moŜna by przypuścić, Ŝe w jego Ŝyłach płynie mleko. Ale to była 
niewątpliwie krew. Język Harry’ego nie mógłby go okłamać, kiedy powolutku badał nim nową 
ranę, zostawiając za sobą smugę czerwieni i śliny.  
W końcu spojrzał na Draco, który zdawał się obserwować go z zupełną obojętnością. Harry 
uśmiechnął się i nachylił nad nim, składając na wargach delikatny pocałunek. Draco jęknął, 
najpierw z przyjemności, jaką wywołał język Harry’ego w jego ustach, a potem z bólu, gdyŜ 
szkoło w ręce Pottera zaczęło raz po raz przesuwać się po skórze jego piersi i ramion, zostawiając 
za sobą ślady cięć, jedne głębsze, inne płytsze.  
- Mmm... cieszę się, Ŝe ci się podoba - powiedział Harry, przerywając pocałunek.  
Malfoy wykrzywił wargi w grymasie pełnym obrzydzenia.  
- Tylko podporządkowuję się twojemu szaleństwu.  
Harry przymknął oczy i nagle złapał Draco za gardło, ściskając je niebezpiecznie. Podniósł szkło 
i przysunął je do oczu Malfoya.  
- UwaŜaj na to, co mówisz - wysyczał jadowicie. - Czuję, Ŝe teraz mógłbym cię zabić.  
Draco nie odpowiedział. Nie mógł odpowiedzieć, bo w jego płucach znowu brakowało powietrza, 
ale odrzucając na bok wszelką ostroŜność, poruszył wargami, wypowiadając nieme słowa: zrób 
to.  
Harry zmruŜył oczy, potrząsnął głową i roześmiał się.  
- Zawsze pewny siebie, co? To świetnie. Gdybyś poddał się zbyt łatwo, nie byłoby takiej zabawy. 
Poza tym, przed nami mnóstwo czasu - powiedział i odsunął rękę.  
Draco praktycznie nie mógł oddychać, ale zanim miał szansę zrobić z tym cokolwiek, poczuł, jak 
Potter zaczyna wlec go w kierunku sypialni.  
- Idziemy, Draco. I przestań zachowywać się jak jakieś pierdolone zwłoki - powiedział i puścił go, 
przez co Malfoy upadł na podłogę sypialni z głuchym odgłosem. - Bardzo dobrze - dodał, biorąc 
do ręki róŜdŜkę i obracając nią leniwie między palcami. - Wiesz, Ŝe cierpienie do ciebie pasuje? 
Wyglądasz tak dobrze, kiedy jesteś pokaleczony i posiniaczony. - Skierował na Draco róŜdŜkę i 
wyszeptał kilka słów. - Ale w tej chwili wyglądasz jeszcze lepiej - stwierdził i uśmiechnął się na 
widok Malfoya, który leŜał teraz na łóŜku, mocno przywiązany do jego kolumienek. Nie 
doczekawszy się odpowiedzi, Harry westchnął. - Draco, Draco. Dlaczego milczysz? Chciałeś, 
abym sprawił, Ŝe zaczniesz wrzeszczeć, prawda? - Potter wszedł na łóŜko i usiadł na nogach 
swojej ofiary, przyglądając jej się pytająco. - Chciałeś, abym sprawił, Ŝe będziesz krwawił. 
Chciałeś, Ŝebym cię zranił. Jestem zmęczony próbami spełnienia twoich oczekiwań. Co jeszcze 

background image

 

67 

chcesz, abym zrobił? - zapytał miękko, ale jego zielone oczy błyszczały niebezpiecznie, kiedy 
zastanawiał się nad odpowiedzią. Draco nie odezwał się, ale widział, jak senny uśmieszek wpełza 
na twarz Pottera. Kolejne słowa wcale go nie zaskoczyły. - Och tak. Ciągle muszę cię złamać.  
 
*  
 
Osoba, która zrywała z niego ubranie, nie była człowiekiem, tylko wściekłym zwierzęciem. 
Głodną bestią, delektującą się poranioną i pokrwawioną skórą, którą z rozkoszą ssała i lizała.  
Pod wpływem ataku Draco zadrŜał, ale nie mógłby powiedzieć, czy to ze strachu, czy z jakiegoś 
innego powodu. Był całkowicie oszołomiony, widząc, jak jego ciało nieznacznie reaguje na 
poczynania Pottera, i z ledwością słysząc, jak jego umysł wrzeszczy z przeraŜenia. Udało mu się 
pozostać przytomnym, ale wszystko postrzegał w zupełnie oderwany od rzeczywistości sposób, 
jak gdyby to nie on leŜał tu zraniony, związany i nagi. Chłodno obserwował, jak Harry zdejmuje 
spodnie i pochyla się nad nim, z nieznikającym, drapieŜnym uśmiechem na wargach.  
Patrzył na całą scenę z oddali, dopóki ostry, palący ból nie przeszył jego ciała, które mimowolnie 
wygięło się w łuk. Oddychał głęboko, starając się odpręŜyć i zaakceptować wtargnięcie, próbując 
nie myśleć o bólu, upokorzeniu i czymś ciepłym, co zaczęło spływać pomiędzy jego nogami.  
Harry wchodził w niego mocno, głęboko wbijając się raz za razem w to ciasne ciepło aŜ do 
momentu, kiedy Draco nie był w stanie się powstrzymać i krzyknął z udręki. Dopiero wtedy 
wstał i spojrzał z góry na wykrzywioną twarz drugiego męŜczyzny.  
- Draco - powiedział łagodnie. Malfoy otworzył powoli oczy i skupił wzrok na pochylonej nad 
nim sylwetce. Harry zauwaŜył nieskaŜoną, głęboką rozpacz w srebrnych oczach. Ale teraz się 
tym nie przejmował. - To boli? - zapytał, ale nie otrzymał odpowiedzi. Draco zamrugał 
zdezorientowany, starając się złapać oddech, pomimo przygniatającego jego pierś cięŜaru ciała 
Pottera. - Chcesz wiedzieć, dlaczego to boli tak bardzo? - zapytał Harry, odgarniając delikatnie 
jasne kosmyki ze spoconego czoła. - PoniewaŜ to nie ma nic wspólnego z miłością. Dla ciebie 
ona nie istnieje. Więc odwal swoją robotę, bądź małą, grzeczną dziwką i pozwól mi cię pieprzyć 
- skończył z uśmiechem.  
Draco wpatrywał się w niego zaszokowany, dopóki Harry nie wszedł w niego ponownie i nie 
zaczął wykorzystywać umęczonego ciała dla własnej przyjemności. Zamknął oczy, ponownie 
tracąc kontakt z rzeczywistością. I mimo Ŝe Harry gwałcił go, nie mógł myśleć o niczym innym 
niŜ słowach, które przed chwilą usłyszał. Ciało krzyczało z bólu, ale nie czuł tego. PoniewaŜ 
jedyne, co w tym momencie miało znaczenie, było cierpieniem w sercu, które groziło jego 
wybuchem z powodu rozpaczy i desperacji.  
ś

adnej miłości. Wszystko, co kiedykolwiek zdarzyło się w tym pokoju, nie miało z nią nic 

wspólnego. Podobnie, jak nie miało z nią nic wspólnego cokolwiek, co zdarzyło się w 
jakimkolwiek pokoju w kaŜdym innym dniu jego Ŝycia. Teraz to sobie uświadomił.  
Harry zmarszczył brwi, widząc, Ŝe Malfoy stał się cichy i nieruchomy, a jego głowa obróciła się 
na bok.  
- Draco? - śadnej odpowiedzi. - Draco, patrz na mnie, kiedy cię pieprzę - warknął ze złością.  
PrzedłuŜająca się cisza sprawiła, Ŝe stracił resztki cierpliwości. Uderzył Malfoya w twarz tak, Ŝe 
odwrócił jego głowę w swoją stronę. I właśnie wtedy to zobaczył.  
Błyszczące ślady na bladej skórze. Ciche łzy, które powiedziały mu więcej niŜ jakiekolwiek 
słowa.  
To było jak nagły wgląd prosto w duszę Draco. To było jak dotknięcie jego bólu i jego pustki. I 
Harry zrozumiał, Ŝe to właśnie on jest tego przyczyną. Po raz pierwszy uświadomił sobie, co tak 
naprawdę zrobił.  

background image

 

68 

Potem wszystko wydarzyło się szybko. Poderwał się gwałtownie na nogi, nie odrywając wzroku 
od wilgotnych śladów na jego policzkach. Automatycznie wciągnął spodnie i otworzył usta, 
próbując coś powiedzieć, ale wszelkie słowa zostały zmyte przez łzy.  
Jeszcze raz spojrzał na blady kształt przywiązany do łóŜka. Zamknął oczy.  
„Co zrobiłem?”  
Odpowiedź na swoje pytanie miał tuŜ przed sobą, leŜącą cicho i nieruchomo jak zepsuta lalka. 
Tylko Ŝe to nie była lalka. To był Draco. Draco, który ciągle płakał bezgłośnie, a gorzkie, 
desperackie łzy wypływały z jego błędnych, srebrnych oczu.  
Harry cofał się na ślepo, aŜ dotknął plecami ściany. Czuł się złapany w pułapkę. Chciał uciec, 
choć gdzieś głęboko wewnątrz siebie wiedział, Ŝe nie istnieje miejsce, w którym mógłby się 
ukryć. Nie mógł uciec od siebie. Ale tutaj takŜe nie mógł pozostać.  
W końcu podniósł róŜdŜkę i aportował się.  
 
 
You can lose yourself this night  
See inside there is nothing to hide  
Turn and face the light  
What do you want from me?
**  
 
*  
 
*Kiedy przechodzisz tej nocy przez pokój,  
Sadowisz si
ę w fotelu i przyciemniasz światła,  
Czy chcesz mojej krwi, czy chcesz moich łez,  
Czego chcesz,  
Czego ode mnie chcesz?
  
(tłumaczenie - emmerald)  
 
 
 
**MoŜesz stracić się tej nocy,  
Spojrze
ć wewnątrz, nie ma tam nic do ukrycia,  
Odwró
ć się i staw czoła światłu  
Czego ode mnie chcesz?
  
(tłumaczenie - emmerald) 
 
 
ROZDZIAŁ XIV: JAK DESZCZ  
 
 
Since I've Been Loving You, I'm about to lose my worried mind.  
Said I've been crying, my tears they fell like rain,  
Don't you hear, Don't you hear them falling,  
Don't you hear, Don't you hear them falling. 
*  
"Since I've Been Loving You", Led Zeppelin  
 
 

background image

 

69 

To nie poranne słońce obudziło Hermionę. Na zewnątrz ciągle padało, czego się moŜna było 
spodziewać po zwykłym, zimowym dniu. Nie, to było wraŜenie, Ŝe musi coś zrobić. Otworzyła 
powoli oczy i zamrugała z powodu jasnego światła. Szybko przekręciła się w łóŜku, wiedząc, 
czyją twarz zobaczy przed sobą. Zrelaksowane rysy śpiącego Rona były najlepszym „dzień 
dobry”, jakie otrzymała od dłuŜszego czasu. Uśmiechnęła się w nagłym poczuciu całkowitego 
zaspokojenia, jakiego, w pewnym sensie, nie zaznała nigdy wcześniej, aŜ do poprzedniej nocy, 
kiedy dryfowała pomiędzy snem a jawą, zwinięta w bezpiecznym objęciu Rona. Przetarła oczy i 
ziewnęła, a potem powoli i ostroŜnie, aby nie budzić przyjaciela, teraz juŜ więcej niŜ przyjaciela, 
pochyliła się ku niemu i delikatnie dotknęła wargami jego czoła.  
- Dzień dobry, Ron - szepnęła.  
Rudzielec zajęczał przez sen i Hermiona uśmiechnęła się jeszcze raz, kiedy nieświadomie 
zmarszczył brwi i potarł czoło w miejscu, którego przed chwilą dotknęła. Śpiąc, wyglądał jak 
małe dziecko i serce dziewczyny zmiękło na ten uroczy widok.  
W końcu wstała i poszukała ubrania, które w nocy zostało rzucone na podłogę w pełnym 
podekscytowania pośpiechu. Weszła do łazienki z zamiarem przygotowania się do wyjścia. 
Postanowiła, Ŝe sama stawi czoła Harry’emu i Malfoyowi. Pomimo wszystko, Ron nie zasłuŜył 
na taką presję, i jeśli sytuacja między nią i Harrym stałaby się naprawdę nieciekawa, nie chciała 
stawiać go w niewygodnym połoŜeniu.  
JuŜ gotowa, rzuciła ostatnie spojrzenie śpiącemu kochankowi i wyszła, zostawiając na 
kuchennym stole krótką notatkę, gdzie napisała, Ŝe niedługo wróci.  
Mieszkanie Harry’ego nie było daleko, po drodze zdąŜyła jedynie zastanowić się nad faktem, Ŝe 
wyjaśnienie wszystkiego nie będzie łatwą sprawą. A utrzymanie starej przyjaźni będzie jeszcze 
trudniejsze. Psychicznie przygotowała się na najgorsze. W końcu, stojąc juŜ pod drzwiami, 
westchnęła, nacisnęła dzwonek i uspokoiła samą siebie, Ŝe robi tylko to, co konieczne. Harry 
zasłuŜył na to naprawdę w takim samym stopniu, jak ona zasłuŜyła na jego gniew.  
Nadal stała zagubiona w myślach, kiedy dotarło do niej, Ŝe nikt nie odpowiedział na dzwonek. 
Marszcząc brwi, spróbowała jeszcze raz, z tym samym skutkiem.  
„Być moŜe wyszli” - pomyślała, nieznacznie rozczarowana.  
Po kilku kolejnych próbach juŜ miała się wycofać, gdy zadzwoniła jej komórka. NiemalŜe 
podskoczyła na ten dźwięk.  
„Dlaczego jestem taka zdenerwowana?” - zastanawiała się, odbierając telefon.  
- Hermiona?  
Dziewczyna przymknęła oczy, rozpoznając głos, ale kompletnie nie rozumiejąc jego tonu.  
- Ron?  
- Herm... Och, BoŜe, gdzie jesteś? - zapytał przyjaciel drŜącym głosem.  
- Ron? Jestem przed mieszkaniem Harry’ego, ale go nie ma. Co się dzieje? - teraz ona zadała 
pytanie, nie starając się nawet ukryć niepokoju.  
- On jest tutaj.  
- Harry?  
- On... on aportował się do mojej kuchni minutę temu i...  
- Ron, co się stało? - powtórzyła pytanie, gdyŜ jej niepokój zamienił się w lęk. Weasley nigdy nie 
był taki nerwowy. A w jego niezdecydowaniu wyczuła coś naprawdę złego.  
- On jest w szoku, tak mi się wydaje. Cały czas gada coś o Malfoyu i... Jest cały umazany krwią, 
Herm. Ale nie jest ranny, więc... Nie sądzę, aby to była jego...  
Hermiona miała tak suche usta, Ŝe z wielkim trudem przełknęła ślinę. Wbiła wzrok w zamknięte 
drzwi przed sobą.  
„Myśl. Myśl. Myśl.”  

background image

 

70 

- W porządku, Ron - powiedziała nagle znowu mocnym głosem. - Zatrzymaj Harry’ego u siebie i 
absolutnie nie pozwól mu nigdzie iść.  
- Dobrze, ale co z tobą? Nie wracasz? - zapytał zmartwiony.  
- Później, teraz mam coś do zrobienia. Zadzwonię do ciebie jak najszybciej. Ron... Ufam ci. 
Pilnuj go i, na wszystkich bogów, nie mów mu niczego. Rozumiesz? Zaczekaj z tym na mnie.  
Gdy tylko skończyli rozmowę, Hermiona poszukała w torebce róŜdŜki.  
„Gdzie ona się, do diabła, podziała?” - pomyślała gniewnie, ale zaraz poczuła pod palcami 
uspokajający dotyk gładkiego drewna. Westchnęła z ulgą i skierowała róŜdŜkę w stronę drzwi.  
- Alohomora - szepnęła.  
W odpowiedzi zapadki zamka cicho kliknęły i wejście stanęło otworem. Weszła do środka, 
jednocześnie niepewna i zdecydowana. OstroŜnie przemierzyła mieszkanie, rozglądając się 
wokół.  
- Malfoy? - zawołała. - Jest tu...  
Nie skończyła, poniewaŜ jedna ze ścian salonu zwróciła jej uwagę. Wisiał na niej obraz, ale jego 
szklana osłona, roztrzaskana, tworzyła na podłodze błyszczący bałagan. Błyszczący i krwawy 
bałagan.  
Jej wzrok podąŜył śladem słabej, brunatnej smugi, ciągnącej się wzdłuŜ salonu i znikającej na 
korytarzu. Na chwilę zapomniała, jak się oddycha.  
- Malfoy? - zawołała jeszcze raz, niezdolna opanować drŜenia głosu. Ślad, którym się kierowała, 
prowadził do sypialni Harry’ego. Drzwi były uchylone i nie zastanawiając się dwa razy, pchnęła 
je. Widok, jaki ujrzała, sprawił, Ŝe zamknęła oczy, a jej szczęka nieznacznie opadła.  
- Och, mój BoŜe - wyszeptała.  
 
*  
 
- Harry.  
Ron był bardzo zaniepokojony. Odkąd Potter pojawił się w jego mieszkaniu, bez przerwy 
powtarzał jak mantrę te same słowa: Co ja zrobiłem? Draco, co ja ci zrobiłem?  
A potem nagle umilkł. Weasley spojrzał na przyjaciela, naprawdę nie wiedząc, co myśleć lub 
powiedzieć. Harry usiadł na podłodze, w kącie kuchni. Podciągnął do piersi kolana, objął je 
ramionami i oparł na nich czoło. Boleśnie przypominał małego chłopca w schowku pod 
schodami.  
- Harry, co się stało? - zapytał łagodnie po raz kolejny. Przez dłuŜszy czas nie otrzymywał 
odpowiedzi, ale w końcu coś przełamało się w zielonym spojrzeniu i Harry niespodziewanie 
odezwał się.  
- To ja się stałem, Ron. - Głos był niespodziewanie stanowczy. Rudzielec wzdrygnął się, bo nie 
oczekiwał ani takiego wytłumaczenia, ani tak zagubionego tonu. - Chodzi o to, Ŝe cały świat 
myśli, Ŝe mnie zna. Dobry i godzien zaufania Gryfon. Ludzie tak zakładają, a nie wiedzą o mnie 
ani jednej, pierdolonej rzeczy. - Przyjaciel zareagował na ten chaotyczny wybuch zmieszanym 
spojrzeniem, ale Harry nie zwrócił na to uwagi. - Nawet ty - dodał w zamian. Ron nie powiedział 
niczego, czekając na kontynuację wypowiedzi. - Byliście z Hermioną moimi najlepszymi 
przyjaciółmi od tak dawna. Zawsze po mojej stronie. Z powodu tego i wszystkiego innego, co dla 
mnie zrobiliście, dam ci radę i modlę się, Ŝebyś potraktował mnie powaŜnie. Nie ufajcie mi
Nigdy więcej.  
- Ale Harry... - zaczął Ron.  
- Jak mógłbyś mi ufać, skoro ja sam sobie nie ufam? Zawsze byłem taki pewien własnej 
uczciwości. Zawsze wiedziałem, co jest właściwe i właśnie to robiłem. Tak jak w przypadku 

background image

 

71 

Voldemorta. On był zły, ja byłem dobry. Moim przeznaczeniem było zabić go i tak właśnie 
zrobiłem. Koniec i kropka. śadnych wątpliwości. Ale to wszystko nigdy nie jest takie proste. 
Przekonujemy tylko samych siebie, abyśmy mogli spać spokojnie.  
- Nie rozumiem cię, Harry - szepnął Ron, patrząc na swoje buty i bardzo przypominając teraz 
swoją piętnastoletnią wersję.  
- Dobrze, w takim razie pomyśl o Draco. O Malfoyu. Co o nim sądzisz? - Twarz Pottera 
wykrzywił grymas i chłopak po raz pierwszy poszukał spojrzeniem wzroku Rona. Rudzielec nie 
odezwał się, zbyt skupiony na dziwnym wyrazie oczu przyjaciela. - Więc odpowiem za ciebie. 
Malfoy to gnojek, który przez siedem lat zmieniał twoje Ŝycie w piekło. Głęboko wewnątrz 
siebie jest śmiercioŜercą. Nie potrafi okazać ludzkich uczuć - Harry podsumował opinię o 
Ś

lizgonie według Rona Weasleya. Rudzielec kiwnął głową nieznacznie, nie rozumiejąc, dokąd ta 

rozmowa zmierza, ale świadomy, Ŝe to jedyny sposób, aby powstrzymać Harry’ego od ucieczki. - 
A teraz powiem ci prawdę. On jest samotny. I zrozpaczony. Za zimną fasadą jest tak bardzo 
ludzki, Ŝe to aŜ boli. - Ostatnie słowa wypowiedziane zostały szeptem. Ron, zakłopotany, 
przyjrzał się przyjacielowi. Harry uśmiechał się, łagodnie i sennie. - Pewnie zastanawiasz się, 
skąd to wiem. Bo spojrzałem w głąb jego oczu. I widziałem, jak płakał - kontynuował, patrząc na 
swoje ręce, nadal poplamione krwią. - To ja sprawiłem, Ŝe płakał. Tak bardzo chciałem go zranić, 
Ŝ

e uderzałem raz po raz, pięściami i słowami, aŜ w końcu zapłakał. - Ron przełknął głośno ślinę i 

zastanowił się przez chwilę, czy kiedykolwiek naprawdę znał swojego przyjaciela. Jak mogli się 
tak od siebie oddalić? Wiedział, jak bardzo zamknięty w sobie Harry potrafił być, ale nigdy by 
nie przypuścił, Ŝe skrywa aŜ tak duŜo tajemnic. Niespodziewanie, cisza znowu została przerwana. 
Draco płacze cicho. Jak ten deszcz. Bez grzmotów. Bez słów. Tylko łzy. - Harry westchnął 
cicho i Ron niespokojnie przeniósł wagę ciała z jednej stopy na drugą. - Przez wszystkie te lata 
moglibyśmy go znać, gdybyśmy tylko spojrzeli mu w oczy. Ale nie zrobiliśmy tego. Woleliśmy 
wierzyć w swoje przekonania. Ale wczoraj w nocy zrobiłem to. I poza bólem ujrzałem w nich 
coś jeszcze. Kogoś jeszcze. Zobaczyłem siebie. Nie miałem sił, aby się rozpoznać. I nie chciałem. 
Uciekłem. - Przez chwilę trwała uciąŜliwa cisza, dopóki Harry ponownie jej nie przerwał. - A 
wiesz, jaka jest ironia w tym wszystkim, Ron? On mi zaufał. Wiedziałem o tym. Tak samo, jak 
wiem, Ŝe ty teŜ mi ufasz. RozwaŜ to. A potem, proszę, jeszcze raz przemyśl nasze wzajemne 
stosunki.  
 
*  
 
- Malfoy... Draco, obudź się...  
MęŜczyzna leŜał na łóŜku, nadal zupełnie nieruchomy. Hermiona potrząsnęła nim lekko, 
niepewna, gdzie połoŜyć ręce, aby nie zranić go jeszcze bardziej.  
Draco był w strasznym stanie. Jego nagie ciało prawie w całości pokrywała wyschnięta krew, a 
tam, gdzie jej nie było, szybko pojawiały się paskudne siniaki.  
Hermiona próbowała być spokojna, ale nie za bardzo jej się to udawało. Chłopak wyglądał jak 
martwy. Jedynie nieznaczny ruch jego klatki piersiowej świadczył o tym, Ŝe Malfoy ciągle 
oddycha. Ale nie ulegało wątpliwości, Ŝe jak najszybciej trzeba mu udzielić pomocy medycznej.  
- Draco... obudź się... - Głos Hermiony przepełniony był lękiem, który usilnie starała się ukryć.  
Nagle Malfoy otworzył oczy i dziewczyna odetchnęła z ulgą.  
- Draco - powiedziała.  
- Nie... - Czarownica zamknęła oczy. - Proszę, Harry, nie...  
Hermiona zamarła w bezruchu. Harry? Nie była głupia, równieŜ tą moŜliwość brała pod uwagę, 
ale ciągle nie pozwalała sobie uwierzyć, Ŝe jej najlepszy przyjaciel byłby zdolny do czegoś 

background image

 

72 

takiego. W końcu zdecydowała, Ŝe konsekwencjami tego odkrycia zajmie się później. Delikatnie 
dotknęła dłonią czoła męŜczyzny i zmarszczyła brwi, czując rozpaloną skórę.  
- Spokojnie...To ja, Hermiona. Nie bój się, chcę ci pomóc - szepnęła, próbując jednocześnie 
rozwiązać krępujący Malfoya sznur. Po chwili zauwaŜyła, Ŝe Draco patrzy na nią ze zdumieniem.  
- Granger - powiedział, podnosząc się trochę i zawijając wokół siebie prześcieradło. Jego ciało 
trzęsło się z bezradności. - Ja... Ze mną wszystko w porządku... muszę tylko... - chciał 
kontynuować, ale nagle połoŜył dłoń na ustach, a jego oczy rozwarły się szeroko. Wstał 
gwałtownie i mimo groźby, Ŝe w kaŜdej chwili moŜe upaść, skierował się w stronę łazienki. 
Hermiona poszła za nim, w samą porę, aby zobaczyć, jak opróŜnia do umywalki zawartość 
Ŝ

ołądka.  

- O mój BoŜe!  
W wymiocinach praktycznie nie było nic poza krwią. Malfoy wytarł ręką usta i spojrzał na nią 
pytająco.  
- Po twojej reakcji sądzę, Ŝe to nie za dobry znak - stwierdził, a potem zupełnie stracił 
równowagę.  
Hermionie w ostatniej chwili udało się go złapać i zapobiec uderzeniu o posadzkę. Draco stracił 
przytomność i dziewczyna, mamrocząc pod nosem przekleństwa, ułoŜyła go delikatnie na 
podłodze i poszła po swoją róŜdŜkę. Kiedy wróciła, od razu podeszła do wanny, napełniła ją 
zimną wodą i wyszeptała zaklęcie, którego nauczyła się w czasie kursu na magomedyka. W 
duchu modliła się, aby było skuteczne.  
Chyba rzeczywiście tak się stało, bo po chwili woda zapieniła się, a jej kolor nabrał turkusowego 
odcienia. Za pomocą róŜdŜki uniosła bezwładne ciało i ostroŜnie przelewitowała je do wanny. 
Ciecz natychmiast stała się czerwona i zaczęła wściekle wrzeć.  
„Uda się... Uda się...”  
Patrzyła się przed siebie i ściskała w pięści gładkie drewno tak mocno, iŜ niemal pękło. W końcu 
kipienie ustało, a kolor wody zmienił się na jaskrawozielony. Westchnęła głęboko, wiedząc, Ŝe 
ś

miertelne niebezpieczeństwo minęło. Pochyliła się nad Malfoyem i powoli zaczęła obmywać 

jego rany. Przez dobre kilka minut nie była świadoma wbijającego się w nią i śledzącego jej 
ruchy srebrnego spojrzenia.  
- Dlaczego to robisz?  
Wzdrygnęła się, słysząc niespodziewane pytanie, i obróciła głowę, aby spotkać spojrzenie 
męŜczyzny.  
- Umierałeś.  
- Wiem, ale nie sądziłem, Ŝe cię to cokolwiek obchodzi - stwierdził po prostu.  
Hermiona nie odpowiedziała i dalej pracowała w ciszy.  
- Minie trochę czasu, zanim rany zaleczą się zupełnie, ale blizny nie zostaną. Zaklęcie uzdrawia 
uszkodzenia wewnętrzne, bo one są zwykle najniebezpieczniejsze - wyjaśniła, starając się 
uniknąć waŜniejszych, ale teŜ bolesnych tematów.  
- Nie wiedziałem, Ŝe jesteś magomedyczką.  
- Zaczęłam specjalizować się w tym kierunku po Hogwarcie, ale nigdy nie ukończyłam szkolenia. 
Właściwie to jestem dziennikarką - odpowiedziała.  
- Ale z pewnością poradziłaś sobie dobrze. Efekt wydaje się być niezły.  
Czarownica uniosła brew na ten niespodziewany pokaz zaufania.  
- Zmieniłeś się.  
- Wiele rzeczy się zmienia - odpowiedział tajemniczo.  
Przez chwilę nie mówili nic, a ciszę przerywało jedynie chlapanie wody. Hermiona ostroŜnie 
umyła Malfoyowi włosy, uwaŜając na głębokie przecięcie, które się pod nimi ukrywało.  

background image

 

73 

- To był Harry - powiedziała nagle. Draco wzdrygnął się. To nie było pytanie, tylko stwierdzenie, 
więc nie mógł zrobić nic więcej poza odwzajemnieniem jej spojrzenia. - Wiem, Ŝe to on - 
kontynuowała dziewczyna spokojnie. - Dzisiaj rano aportował się do domu Rona, był cały we 
krwi. Twojej krwi, jak sądzę. - MęŜczyzna milczał, uparcie wbijając wzrok w ścianę. - Draco, co 
się wydarzyło? - zapytała cicho, w końcu się od niego odsuwając.  
Malfoy bez słowa wyszedł z wanny i zawinął sobie ręcznik wokół tali.  
Hermiona westchnęła i poszła za nim do sypialni. Chłopak stanął przy łóŜku i, zszokowany, 
wpatrywał się w pościel. Wyglądała jak obraz nowoczesnego artysty, gdzie zamiast farby do 
stworzenia amorficznych kształtów uŜyto krwi.  
- Draco... dlaczego nie chcesz o tym rozmawiać?  
- PoniewaŜ nie ma nic do powiedzenia - warknął. - Tak samo, jak nie ma nic, co moŜna by zrobić, 
Hermiono - dodał po chwili cicho.  
Dziewczyna przymknęła oczy, czując nadchodzący wybuch.  
- Do diabła! Nie zostaniesz tu z nim. Dla jego własnego dobra nie pozwolę, aby to się powtórzyło. 
Bo właśnie teraz sama nie wiem, co bym mu zrobiła - powiedziała gniewnie.  
Malfoy potrząsnął bezradnie głową.  
- Nie rozumiesz. Nie chodzi o to, Ŝe Harry nie pozwala mi odejść. To ja nie chcę odejść.  
Szczęka Hermiony opadła nieznacznie, kiedy usłyszała to szczere wyznanie.  
- W takim razie - zaczęła łagodnie - będziemy musieli skontaktować się z dobrym psychiatrą. 
Wyglądasz na wzorcowy przykład człowieka z syndromem sztokholmskim.  
Draco zaczął się śmiać tak histerycznie, Ŝe musiał usiąść na podłodze. Hermiona wpatrywała się 
w niego ze zdumieniem.  
- To... to było niezłe - powiedział wreszcie, kiedy juŜ odzyskał oddech. - Ale niestety, syndrom 
sztokholmski nie jest moim problemem. Tę chorobę nazywa się miłością. Czy naprawdę sądzisz, 
Ŝ

e psychiatra mógłby powstrzymać mnie od kochania Harry’ego?  

Dziewczyna zamrugała, zdziwiona jeszcze bardziej niŜ poprzednio.  
- Nie... - zaczęła, niezdolna uformować myśli w słowa.  
- Och, tak. Trochę mi zajęło, zanim zrozumiałem, Ŝe ja go, do cholery, kocham - powiedział, 
uśmiechając się łagodnie, ale szczerze. Ten uśmiech był czymś, czego Hermiona nigdy wcześniej 
u niego nie widziała. - Nienawidzę siebie za to, Ŝe jestem tak diabelnie głupi i mówię ci to 
wszystko, ale drugiej strony i tak nie mogę niczego z tym zrobić. - Przerwał, poniewaŜ 
dziewczyna usiadła obok niego i objęła go po przyjacielsku. - Nie ma na to Ŝadnej kuracji, 
prawda? - szepnął pokonany. Hermiona nie mogła powstrzymać łez, które zaczęły wypływać jej 
z oczu. Nagle poczuła dłonie Malfoya na swojej twarzy. Delikatnie nakierował jej głowę tak, Ŝe 
teraz mogła spotkać jego szare, lśniące spojrzenie. - Nie płacz - powiedział i łagodnie dotknął 
ustami jej łez i jej smutku.  
- Draco, jesteś pewien? Istnieje tyle rzeczy, o których nie masz pojęcia - odezwała się drŜącym 
głosem. Malfoy zmarszczył brwi na widok jej przestraszonych oczu. - Czy... czy kiedykolwiek 
zastanawiałeś się, dlaczego on robi to wszystko? - pytała uparcie.  
Malfoy zmruŜył oczy, badawczo obserwując jej łagodne rysy.  
- O czym ty mówisz? - zapytał śmiertelnie powaŜnym głosem.  
- O niczym, czego sam byś nie wiedział. Ty tylko... nie pamiętasz. Nie moŜesz pamiętać - 
poprawiła się, wstała i zaczęła przemierzać pokój nerwowymi krokami, obracając róŜdŜkę w 
palcach.  
Draco wpatrywał się w nią przez chwilę, zanim ponownie się odezwał.  
- Co powinienem pamiętać? - zapytał spokojnie.  
Hermiona wzdrygnęła się i odwróciła od niego szybko, zbyt szybko.  

background image

 

74 

- Nie sądzę, aby to był dobry pomysł - szepnęła.  
Draco westchnął, podniósł się z podłogi i podszedł do niej powoli.  
- A to był twój pomysł, prawda? - powiedział cicho. Dziewczyna kiwnęła głową, nadal nie 
patrząc mu w oczy. - Hermiona, posłuchaj. Wszystko się zmienia. My się zmieniamy. Nie da się 
tego procesu powstrzymać, jest po prostu ludzki. Nie bój się popełniać błędów, one takŜe są jak 
najbardziej ludzkie...  
- To moŜe okazać się bolesne. Nie fizycznie, ale... Po tym mógłbyś zawieść się sam na sobie. 
Ciągle chcesz sobie przypomnieć? - zapytała. Draco kiwnął głową, a w jego spojrzeniu widoczna 
była pewność. Właśnie wtedy Hermiona podjęła decyzję. - Lepiej, Ŝebyś się połoŜył - szepnęła.  
Draco posłusznie usiadł na łóŜku i obserwował ją badawczo. Widział, jak westchnęła i 
skierowała na niego róŜdŜkę. Ostatnim, co usłyszał, były dwa proste, dobrze znane słowa:  
- Finite Incantatem.  
 
 
*Od kiedy cię pokochałem, zdaję się tracić mój udręczony rozum.  
Mówi
ę, ja płaczę, moje łzy spadają jak deszcz,  
Czy nie słyszysz, czy nie słyszysz jak spadaj
ą,  
Czy nie słyszysz, czy nie słyszysz jak spadaj
ą.  
(tłumaczenie - surfer17)  
 
 
ROZDZIAŁ XV: FINITE INCANTATEM  
 
 
The waiting seems eternity  
The day will dawn of sanity  
Is this a kind of magic?  
It's a kind of magic  
There can be only one  
This rage that lasts a thousand years  
Will soon be done
*  
"It's A Kind of Magic", Queen  
 
 
- Cieszę się, Ŝe przyszedłeś, Malfoy.  
Ś

lizgon cofnął się, aby się ukryć, i zlustrował wzrokiem otoczenie, próbując zlokalizować źródło 

głosu. Przeszukał wzrokiem starą, zakurzoną klasę. Przez chwilę rozwaŜał, czy dźwięk nie 
rozległ się jedynie w jego wyobraźni, ale właśnie wtedy sylwetka chłopaka zmaterializowała się 
przed nim. Przymknął oczy i potrząsnął z rezygnacją głową. W czarnej, szkolnej szacie, z 
przypiętą do niej, lekko błyszczącą oznaką prefekta i łagodnym uśmiechem na ustach, stał przed 
nim Harry Potter.  
- Przestraszyłem cię? - zapytał po chwili, a jego zielone oczy błyszczały w ciemności.  
- Ciągle nie moŜesz zrezygnować z tych dziecinnych gierek, Potter? - zapytał Draco 
sarkastycznie, sięgając po coś, co leŜało na podłodze, tuŜ przy stopach Harry’ego. Lekko lśniąca 
tkanina, peleryna niewidka. Gdy tylko poczuł materiał pod palcami, Malfoy wykrzywił wargi w 
kpiącym grymasie. - Zawsze się za tym chowasz - wycedził. - Czy kiedykolwiek przyszło ci do 
głowy, Ŝe to pierwsza oznaka niezaspokojonych skłonności podglądacza?  

background image

 

75 

Słysząc tę uwagę, Potter jedynie wyszczerzył się w uśmiechu.  
- Właściwie tak, ale doszedłem do wniosku, Ŝe pomysł mógłby ci się spodobać. Bycie oglądanym 
potajemnie, kiedy spełniasz swoje najbrudniejsze fantazje...  
- Tak, mógłby, ale do tego potrzebuję właśnie ciebie - powiedział, uśmiechając się znacząco.  
Potter takŜe się roześmiał. Dźwięk był doskonały i Draco przez chwilę czuł w głowie 
niesamowitą lekkość.  
- Ale przecieŜ jestem tutaj, prawda? - powiedział Harry nagle, głosem niskim i drŜącym i zrobił 
krok w stronę Ślizgona. A potem kolejny. Stanął na wprost niego i Draco mógł obserwować, jak 
ręce unoszą się w kierunku jego szaty, palce poruszają się po czarnym materiale, potem wokół 
szyi, aŜ w końcu opadają, trzymając zielono-srebrny, ślizgoński szalik.  
Draco miał czas jedynie na uniesienie pytająco jednej brwi, a potem poczuł miękkie usta 
Harry’ego na swojej szyi, ssące i delikatnie przygryzające jego skórę. Z gardła wyrwało mu się 
coś podobnego do niskiego warknięcia. Wtedy Gryfon wypuścił go, a jego zielone spojrzenie 
połączyło się z szarym.  
„Jeśli on będzie gapił się na mnie w ten sposób zbyt długo, to oszaleję” - pomyślał Draco, 
obserwując, jak Harry powoli uwalnia się ze swojej szaty i upuszcza ją na zakurzoną podłogę. 
Stał teraz przed nim w luźnym swetrze i starych, za duŜych dŜinsach.  
Tym razem to Draco zaatakował, zawłaszczając poŜądliwie ciało Chłopca, Który PrzeŜył, 
dotykając go, pieszcząc i draŜniąc. Harry zajęczał, kiedy blade, smukłe palce otarły się o jego 
męskość i zaczęły rozpinać zamek spodni.  
- Mal... foy... - szepnął, gdy dłoń Draco znalazła drogę do środka i zawinęła się władczo wokół 
twardego penisa. Ślizgon nie przerywał pieszczoty, przez co nogi Harry’ego ugięły się pod nim i 
aby nie stracić równowagi, musiał oprzeć się na swoim kochanku, poddając się głodnemu objęciu. 
Wargi Malfoya muskały jego ucho i wraŜliwą skórę na szyi, a starania te zostały wynagrodzone 
przez słaby, ale pełen wdzięczności jęk.  
- Potter... to brzmi prawie tak, jakbyś cierpiał. MoŜe naprawdę tak jest. Chcesz, Ŝebym przestał?  
- Nie... Nigdy... nie przestawaj... - wymamrotał Harry, z wielkim trudem łapiąc oddech.  
Draco uśmiechnął się na to nieświadome potwierdzenie jego władzy. Jeszcze jakiś czas draŜnił 
się z chłopakiem, dopóki Potter nie odsunął się od niego.  
Gryfon powoli osunął się na kolana i Malfoy poczuł wędrujące po jego nogach ręce, które 
wreszcie dotarły na przód spodni i pozwoliły sobie odsunąć zamek i pobudzająco pogłaskać 
twarde wzniesienie.  
Po chwili Harry uwolnił penisa kochanka z drogich spodni i znieruchomiał, wpatrując się w 
niego. Malfoy westchnął, czekając, dopóki Gryfon nie zaczął umieszczać lekkich pocałunków 
wzdłuŜ jego członka. Harry był nieprzewidywalny, ale Draco się tym nie martwił, bo i tak 
wiedział, czym to się skończy.  
Język Pottera zaczął szybko poruszać się po nabrzmiałym ciele, zostawiając za sobą mokre ślady 
palącej przyjemności. Draco spojrzał w dół i zadrŜał, stając się niemal pijany widokiem 
klęczącego przed nim Złotego Chłopca.  
Nagle Harry rozchylił usta i ujął w nie czubek penisa. Powoli, boleśnie powoli. Po chwili 
zatrzymał się, więc Draco syknął i zamknął oczy. Wiedział, co musi teraz zrobić.  
- Potter... proszę... - szepnął. Był przekonany, Ŝe kochanek uśmiechnął się w sobie na ten pokaz 
słabości, ale nie miał zamiaru się przejmować, o ile ciągle otaczało go to uzaleŜniające gorąco.  
Harry zaczął poruszać ustami po penisie Draco, pieścić go językiem, z ustami łapczywie 
zawiniętymi dookoła. Malfoy zajęczał i nieświadomie pozwolił dłoniom wpleść się w czarne 
włosy i głaskać je delikatnie i lekko, tak samo, jak kochanek poruszał się po jego erekcji.  
Gryfon doprowadził go juŜ niebezpiecznie blisko szczytu, a kiedy Harry wziął go w usta jeszcze 

background image

 

76 

głębiej, bezradnie odrzucił głowę do tyłu.  
I nagle wszystko ustało. Ślizgon westchnął z frustracji, a jego wzrok spotkał patrzące na niego 
wyzywająco oczy Pottera.  
- Nie w ten sposób, Malfoy.  
Draco uniósł brew, widząc, jak kochanek podnosi się, podchodzi do niego blisko, bierze jego 
penisa w dłoń i głaszcze go powoli.  
- Nie? - zapytał, z całych sił starając się zachować swój firmowy akcent.  
- Nie - szepnął Harry, a jego ciepły oddech połaskotał ucho Draco. - Wolałbym, Ŝebyś mnie 
pieprzył, Malfoy.  
Draco przymknął oczy, chwilowo pochłonięty wraŜeniami, jakie dostarczała dłoń Pottera, jego 
głos, sama bliska obecność jego ciała.  
- Myślisz, Ŝe to pragnienie jest moŜliwe do spełnienia?  
- Mmm... - Ślizgon mruknął i nieznacznie odsunął kochanka od siebie. Harry wbijał w niego 
pytające spojrzenie, więc Draco w końcu się uśmiechnął.  
- Rozbierz się, Potter.  
Gryfon zachichotał i bardzo powoli zaczął zdejmować z siebie po kolei kaŜdą część garderoby, a 
kochanek nie spuszczał z niego głodnego spojrzenia. AŜ w końcu z gracją, o którą nikt by go nie 
podejrzewał, ułoŜył się na wyścielającej podłogę odzieŜy, całkowicie zrelaksowany w swojej 
nagości.  
Malfoy, pozbywając się własnych ubrań, pozwolił swoim oczom podróŜować po całej, smukłej, 
zaoferowanej mu na tej brudnej podłodze starej klasy, sylwetce. Przez chwilę wahał się, boleśnie 
podekscytowany, lecz ciągle z niezwykłym wraŜeniem odkrywania, jakie odczuwał za kaŜdym 
razem, gdy widział tę ciemną stronę Złotego Chłopca. Mógł się załoŜyć o całą fortunę swojej 
rodziny, Ŝe nikt, nawet w najdzikszych fantazjach, nie wyobraŜał sobie, co Harry był w stanie 
zrobić, jeŜeli pozostawał z nim sam na sam dłuŜej niŜ pięć minut.  
- Na co czekasz, Malfoy? Chodź tu i weź mnie, zanim ja wezmę ciebie. - Gryfon posłał mu 
niecierpliwy uśmiech.  
Draco był bardziej niŜ chętny, aby posłuchać rady. „A raczej doradcy” - pomyślał, kładąc się 
obok kochanka i pozwalając rękom swobodnie badać jego ciało i dotykać wszystkich tych miejsc, 
o których wiedział, Ŝe ich draŜnienie doprowadzi partnera do szału. Potter zaczął jęczeć, więc 
Draco zamknął mu usta swoimi, tłumiąc dźwięki przyjemności, podczas gdy jego dłoń 
nieprzerwanie pieściła penisa Harry’ego. Polizał miękkie wargi kochanka, zakłócając ich 
naturalne ciepło i smakując słodycz oraz lekką słoność siebie samego. Czuł się boleśnie 
podekscytowany i, o ile mógł stwierdzić, Potter takŜe znajdował się juŜ blisko krawędzi. Nagle 
przerwał ich głodny pocałunek i z góry spojrzał na te doskonałe, czerwone usta.  
- Malfoy... ja... - wykrztusił Harry.  
- Cicho... - odpowiedział Draco z uśmiechem i musnął dwoma palcami wargi kochanka. Gryfon 
bez chwili zastanowienia zaczął je ssać, powoli, tak samo, jak Ślizgon poruszał swoją ręką na 
jego erekcji.  
- JuŜ... Draco... - Głos Pottera, gdy w końcu uwolnił palce partnera, brzmiał niemal błagalnie. 
Kiedy Malfoy usłyszał, w jaki sposób zostało wypowiedziane jego imię, przez ciało przebiegła 
mu fala oszałamiającej przyjemności. Wiedział, Ŝe skoro Harry posunął się do tego, znajduje się 
juŜ na skraju utraty własnych zmysłów.  
Właśnie na coś takiego Draco czekał. AŜ ktoś zapragnie go kaŜdą komórką swojego ciała.  
PoniewaŜ jedyną rzeczą, jakiej Draco potrzebował wręcz rozpaczliwie było, aby ktoś 
potrzebował jego.  
I co dziwne, właśnie Harry Potter okazał się do tego idealny. W tych rzadkich chwilach, które 

background image

 

77 

dzielili, potrzebował Ślizgona tak, jak nikt wcześniej. I nawet gdyby Draco nie przyznał się do 
tego, nawet przed samym sobą, w tych momentach zrobiłby wszystko, Ŝeby zaspokoić potrzebę 
kochanka. Aby wreszcie osiągnąć coś, czego nigdy nie miał.  
Powód do Ŝycia.  
Więc Draco pchnął palce do wnętrza Harry’ego, powoli, ostroŜnie, wsuwając je dopóty, dopóki 
Gryfon nie zrelaksował się i ponownie nie zaczął jęczeć.  
- Draco... Teraz... Muszę cię czuć... Potrzebuję cię...  
Gdy tylko te błagalne słowa dotarły do jego mózgu, Malfoy doznał wraŜenia, jak coś w nim 
płonie wściekle, jak kaŜde włókno jego istoty wrzeszczy. Był doskonale świadomy, Ŝe jedynym 
sposobem, aby zaznać ukojenia, jest spełnienie prośby kochanka.  
I zrobił to.  
Harry płakał, kiedy penis Draco wchodził do jego ciepłego, ciasnego wnętrza. Na chwilę zamarł, 
rozkoszując się uczuciem zatapiania się w drugim ciele. A potem poruszył się znowu, patrząc na 
drugiego chłopaka i ani razu nie odrywając spojrzenia od tych nieskupionych, zielonych oczu, 
jedynej rzeczy, która w tym momencie była w stanie uratować go od całkowitego zagubienia się 
w tym cieple i rozkoszy.  
Pochylił się, zawłaszczając wargi Harry’ego jeszcze raz, jednocześnie bawiąc się z 
roztargnieniem czarnymi włosami. Ich usta nieco tłumiły wzajemne jęki, ale w końcu, gdy 
przyjemność stała się nie do zniesienia, nie było nic, co mogłoby powstrzymać ich od 
wrzeszczenia imienia kochanka.  
 
*  
 
- BoŜe, Draco... Kocham cię.  
Blondyn zamarł. LeŜał na plecach, z kochankiem obok siebie, czekając, aŜ minie nieodłączny 
zawrót głowy. Powoli obrócił się w stronę Gryfona. Nie widział jego twarzy, poniewaŜ Harry był 
odwrócony do niego tyłem, ale po bezruchu jego ciała i powolnym unoszeniu się klatki 
piersiowej mógł wywnioskować, Ŝe chłopak śpi.  
Westchnął, dochodząc do wniosku, Ŝe najprawdopodobniej tylko wyobraził sobie, Ŝe słyszy te 
słowa. Ale jego ulga trwała bardzo krótko, poniewaŜ juŜ po chwili Harry patrzył na niego, 
oczami bardzo zielonymi i bardzo przebudzonymi. I kiedy jego wargi rozchyliły się, słowa, które 
je opuściły, były wręcz szokujące.  
- Słyszałeś mnie, Malfoy?  
Draco przez chwilę czuł się wytrącony z równowagi, ale w końcu przymknął oczy i odpowiedział 
na pytanie.  
- Tak, słyszałem. Ale będę udawał, Ŝe tego nie zrobiłem - odparł chłodno.  
Harry nie wydawał się być tą uwagą dotknięty. Jedynie pytająco uniósł brew.  
- I co, twoim zdaniem, takie udawanie mogłoby zmienić? - zapytał spokojnie.  
Draco zmarszczył brwi, wstał i ubrał się szybko bez słowa. Kochanek chwilę go obserwował, 
zanim nie poszedł w jego ślady. Dopiero kiedy nakładał buty, Ślizgon znowu się odezwał.  
- Nie kocham cię, Potter - stwierdził tonem podobnym do tego, jakim ogłasza się oczywistości w 
stylu „Ziemia jest okrągła”.  
- Rozumiem - powiedział Harry, w ogóle niewzruszony tą wiadomością. - Ale ja nie pytałem, czy 
ty coś do mnie czujesz. I nigdy nie poproszę, Ŝebyś moją miłość odwzajemnił. Nie jestem aŜ tak 
głupi - dodał z uśmiechem. - Po prostu stwierdziłem fakt. Kocham cię. Koniec i kropka. Nie 
istnieje nic, co byś mógł z tym zrobić. I nie istnieje nic, co chciałbym, abyś z tym zrobił. - Wstał, 
z ciągle nieopuszczającym jego warg uśmiechem, który sprawił, Ŝe zmarszczka na twarzy 

background image

 

78 

Malfoya jeszcze się pogłębiła. - Jedynie chciałem być szczery. To taka nieodłączna cecha 
Gryfona. Przepraszam, ale nic na to nie mogę poradzić - dokończył. Chwilę przyglądał się 
stojącemu przed nim w bezruchu Ślizgonowi. - Coś nie w porządku?  
- Coś nie w porządku? Wszystko jest nie w porządku! - syknął Draco z wściekłością. - Nie 
moŜesz mnie kochać. Do jasnej cholery! Jesteś Harry pieprzony Potter! A ja... - Malfoy uciekł na 
chwilę spojrzeniem, starając się znaleźć odpowiednie słowa. - Gdy tylko skończy się rok szkolny, 
zostanę śmiercioŜercą. Właśnie to jest nie w porządku.  
Przez jakiś czas Harry patrzył na niego z zamyślonym wyrazem twarzy.  
- JeŜeli nie chcesz, nie musisz nim zostać - stwierdził.  
Draco potrząsnął głową ze śmiechem.  
- A kto powiedział, Ŝe nie chcę? Ale tak czy owak, to nieistotne. WaŜne, Ŝe my... my razem... to 
jest złe - dokończył, nerwowo przebiegając palcami przez włosy, teraz miękko opadające wokół 
twarzy. Przestał uŜywać Ŝelu, kiedy Harry powiedział mu, Ŝe tak wygląda seksowniej.  
- Być moŜe jesteś zły, Draco - powiedział Potter, a Malfoy cofnął się na dźwięk tonu, jakiego 
uŜył wymawiając jego imię. - O nic cię nie proszę. I nie oczekuję, Ŝe się zmienisz. Po prostu... cię 
kocham.  
- Zamknij się! - krzyknął Draco, na moment tracąc kontrolę. Gryfon patrzył na niego spod 
półprzymkniętych powiek. Rozgniewany Malfoy nie był teraz częstym widokiem. - Co... Co ty 
sobie wyobraŜasz? Byliśmy wrogami. Jesteśmy wrogami. Pieprzenie się niczego nie zmienia. W 
przyszłości takŜe będziemy wrogami. Będę musiał się zabić, Potter. Co wtedy zrobisz? - zapytał 
wyzywająco, czekając na jedyną, moŜliwą odpowiedź.  
Odpowiedź, która jednak nie nadeszła.  
- Nic - odparł Harry spokojnie.  
- Nic? - powtórzył zdezorientowany Draco.  
Chłopak westchnął, zanim udzielił odpowiedzi.  
- Nic nie zrobię. Ty moŜesz być moim wrogiem, ale ja nie jestem twoim.  
- Potter... Zabiję cię.  
- Tak, prawdopodobnie to zrobisz - zastanawiał się Harry na głos, a Malfoy nie mógł oderwać od 
niego zdumionego spojrzenia.  
- Nie myślisz o tym powaŜnie.  
- Och, wręcz przeciwnie, myślę bardzo często. Wiem, jakie są moje obowiązki. Ale szczerze 
przyznaję, Ŝe teraz mam je głęboko gdzieś. Na pewno znajdzie się sposób na uratowanie świata 
bez mojego udziału, więc nie widzę problemu, jeśli sam zrezygnuję.  
- Ale twoi przyjaciele... Co z nimi?  
- Na pewno czeka ich wiele bólu - potwierdził Harry i westchnął. - Ale w końcu jakoś sobie 
poradzą. Wiesz co, Draco? Sądziłem, Ŝe mógłbym cię uratować od bycia śmiercioŜercą. Od tego, 
tak naprawdę, wszystko się zaczęło. Ale kiedy juŜ cię poznałem, zmieniłem zdanie. Ty jesteś tym, 
który uratował mnie. Właśnie od bycia Harrym pieprzonym Potterem - skończył ze smutnym 
uśmiechem.  
Malfoy cofnął się, teraz juŜ naprawdę przeraŜony.  
- Nie widzisz, co miłość z tobą robi? Jesteś kompletnie szalony.  
- Tak, masz rację. Ale nigdy jeszcze, wbrew temu, jak mnie nazywają, nie czułem się tak 
cholernie Ŝywy - odpowiedział Gryfon, ciągle uśmiechając się lekko.  
- Nie mogę ci na to pozwolić. - Głos Draco był śmiertelnie powaŜny.  
- Rób, co chcesz - powiedział Harry zmęczonym tonem i sięgnął po peleryę niewidkę. - Ale nie 
sądzę, Ŝebyś mógł cokolwiek na to poradzić - dodał jeszcze, a potem zniknął.  
 

background image

 

79 

*  
 
„Nie moŜesz nic na to poradzić.”  
Ta myśl prześladowała Draco cały dzień i noc, aŜ w końcu, niespodziewanie, wpadł mu do głowy 
pomysł. Z tego właśnie powodu biegł teraz w stronę biblioteki. To, czego szukał, znajdowało się 
w jednym z ciemnych kątów pomieszczenia. I bynajmniej nie chodziło mu o ksiąŜkę. Powoli 
podszedł do stolika i odezwał się niskim głosem:  
- Granger.  
Dziewczyna podniosła głowę znad poŜądliwie czytanego podręcznika, a jej mina, gdy tylko 
skupiła wzrok na bladej twarzy, stała się podejrzliwa.  
- Czego chcesz, Malfoy?  
- Porozmawiać.  
Młoda czarownica uniosła pytająco brew.  
- A odkąd to nas dwoje urządza sobie przyjazne pogawędki?  
- Od kiedy twój przyjaciel idiota się we mnie zakochał - wycedził Draco znuŜonym głosem.  
- Mój przyjaciel? - Dziewczyna była lekko zdezorientowana.  
- Potter.  
Tym razem na twarzy Granger widoczne było prawdziwe zaskoczenie, więc z głośnym hukiem 
zamknęła ksiąŜkę i szybkim krokiem wyszła za Ślizgonem z biblioteki.  
 
*  
 
- Nie wierzę ci.  
- To spytaj Pottera, jemu uwierzysz.  
Hermiona przeanalizowała posiadane informacje. Wiedziała, Ŝe Harry chciał uratować Malfoya 
od losu śmiercioŜercy. Podejrzewała, Ŝe rodzaj relacji, jaki łączył go ze Ślizgonem, nie był tylko 
przyjaźnią, ale...  
„Zakochany w Draco Malfoyu!? Harry jest idiotą! A to znaczy, Ŝe naprawę jest zakochany. 
Niech to szlag!”  
- W porządku. Więc sugerujesz, Ŝeby skorygować mu pamięć tak, aby zapomniał, Ŝe cię kocha, 
zgadza się? - Draco lekko skinął głową, a dziewczyna zmarszczyła brwi. - Dlaczego... - zaczęła, 
ale nagle przerwała.  
„Dlaczego tego chcesz?” - początkowo chciała zapytać. Malfoy mógł wykorzystać słabość 
kochanka i oddać go w ręce Czarnego Pana jako prezent z okazji przyłączenia go do szeregów 
ś

miercioŜerców, zyskując tym przychylność Tego-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać. - 

„Dlaczego próbujesz dawać Harry’emu szansę?” - zastanawiała się, a będąc niewątpliwie 
inteligentną czarownicą, przed oczami ujrzała oszałamiającą prawdę. - „PoniewaŜ, być moŜe, ty 
sam, choć nigdy byś się do tego nie przyznał, teŜ...” - ucięła własne myśli. Nie było teraz czasu 
na rozwaŜania na temat uczuć Malfoya. Trwała wojna i od kaŜdego oczekiwano, Ŝe zagra swoją 
rolę. Nawet od Harry’ego. Szczególnie od Harry’ego.  
Coś głęboko w jej sercu protestowało przeciw tak zimnemu rozumowaniu i niemal uległa 
pragnieniu, aby uświadomić Draco. Ale w końcu rozum zwycięŜył i dokończyła pytanie.  
- Dlaczego sam tego nie zrobisz?  
Malfoy przymknął oczy.  
- Ja... nie mogę.  
Odpowiedź stanowiła kolejny dowód potwierdzający jej teorię i przez chwilę czuła ostry ból 
winy, Ŝe wykorzystuje uparte zaprzeczanie przez Ślizgona własnym uczuciom, ale ponownie 

background image

 

80 

rozsądek wygrał z emocjami.  
- Dobrze. Ale nie wiem, czy potrafię to zrobić...  
- Granger. Proszę - wykrztusił Malfoy, starając się ukryć desperację.  
Oniemiała dziewczyna wpatrywała się w niego przez chwilę bez słowa.  
„Draco Malfoy prosi o coś mnie? Szlamę? Ten dzień trzeba zapisać w kalendarzu” - pomyślała. 
A potem powoli skinęła głową i oboje, jednakowo zmieszani, uścisnęli sobie dłonie.  
 
*  
 
- Malfoy... Draco, dlaczego mnie unikasz? - zapytał Harry spokojnie.  
Malfoy odwrócił się do niego plecami. Znowu byli w tej samej, starej klasie. Ale nastrój panował 
zupełnie inny.  
- Potrzebowałem czasu, Ŝeby przemyśleć całą sytuację - odparł Ślizgon, nie zmieniając pozycji.  
- Rozumiem. I doszedłeś do jakichś wniosków? - dopytywał się Potter.  
- Tak.  
- Tak? Co chcesz przez to powiedzieć?  
- To. - Draco odwrócił się nagle, z róŜdŜką skierowaną wprost na klatkę piersiową Gryfona. - 
Harry nie cofnął się. Ciągle wbijał w Malfoya zielone, badawcze spojrzenie. - Powinienem 
załoŜyć, Ŝe postanowiłeś wprowadzić w Ŝycie część o zabijaniu? - zapytał półprzytomnie.  
Ś

lizgon potrząsnął głową.  

- Nie będzie części o zabijaniu. A przynajmniej nie tak, jak to zaplanowałeś, poniewaŜ będziesz 
się bronił.  
Harry patrzył na niego przez chwilę, zanim nie roześmiał się łagodnie.  
- Jesteś tak uparty, Ŝe mógłbyś być Gryfonem. Powiedziałem, Ŝe nie będę z tobą walczył. Nigdy - 
dodał z niebezpiecznym błyskiem w oczach.  
Ale Draco pozostał niewzruszony.  
- Och, no tak... PrzecieŜ mnie kochasz, prawda? - odezwał się z kpiną. - W porządku. Za chwilkę 
rozwiąŜemy ten mały problem i wszystko będzie znowu normalne.  
Potter zmarszczył brwi.  
Normalne? Co to znaczy normalne? Czy w moim pierdolonym Ŝyciu coś kiedykolwiek było 
normalne? I jak masz zamiar rozwiązać mój mały problem? Zagrozisz mi? - odciął się ze złością.  
Nie zwaŜając na wycelowaną w niego óŜdŜkę, zrobił krok w stronę Malfoya. Ale Ślizgon 
zareagował błyskawicznie. Harry miał zaledwie tyle czasu, aby usłyszeć, jak coś szepcze, a 
potem zorientował się, Ŝe stoi oparty o ścianę, niezdolny do wykonania jakiegokolwiek ruchu.  
- Potter, Potter, myślę, Ŝe przysłowiowa, gryfońska odwaga nie jest niczym innym niŜ głupotą.  
Draco... Pozwól mi odejść.  
- Oczywiście, Ŝe to zrobię. Ale dopiero po - wycedził Ślizgon, bawiąc się trzymaną w ręce 
róŜdŜką.  
- Po czym? - warknął Harry.  
- Jak juŜ rozwiąŜemy nasz problem. Twój problem. Zobaczysz, będziesz czuł się świetnie. MoŜe 
odrobinę zdezorientowany, ale nie zapamiętasz niczego z naszej ostatniej, przyjaznej pogawędki. 
Podobnie, jak nie zapamiętasz niczego o nas - wyjaśnił Draco spokojnie.  
Kiedy w końcu podniósł swoje zimne spojrzenie, zobaczył zdesperowany, pełen zrozumienia 
wzrok Harry’ego.  
- Nie... Proszę, nie rób tego. Nie moŜesz mi tego zrobić - szepnął.  
Draco poczuł, jak coś zamarło mu w piersi na dźwięk tych błagalnych słów. Ale odepchnął od 
siebie emocje i uśmiechnął się z drwiną.  

background image

 

81 

- Dlaczego nie mogę? - zapytał, podchodząc bliŜej, kładąc rękę na ścianie, tuŜ obok głowy 
Gryfona, i opierając się na niej.  
- Bo to jedyne co mam dla mnie znaczenie. Jedyne, dla czego Ŝyję. Proszę, nie odbieraj mi tego - 
odpowiedział.  
Draco uśmiechnął się z wyŜszością. Czuł, Ŝe ma teraz wszystko pod kontrolą, Ŝe jest silny i 
pewny siebie, Ŝe moŜe sobie poradzić z własnym, oszalałym umysłem.  
- Jak to miło słyszeć, kiedy błagasz, Potter. Jesteś tak Ŝałosny, Ŝe nie ma Ŝadnej przyjemności w 
ranieniu ciebie - wycedził łagodnie wprost do ucha chłopaka.  
Gryfon zadrŜał.  
- Draco... Draco, proszę... Ja... Zrobię wszystko, co zechcesz, ale proszę... Proszę, nie rób tego - 
szeptał, z rozpaczą wbijając spojrzenie w oczy Draco.  
Ale w tych oczach nie było litości.  
Malfoy nie odpowiedział, więc Harry, pokonany, spuścił wzrok na podłogę. Nie usłyszał, gdy 
drzwi najpierw otwarły się, a potem cicho zamknęły. Usłyszał za to głos Malfoya.  
Harry, najwyŜszy czas zostawić wszystko za sobą - powiedział Ślizgon z uśmiechem, a potem 
spojrzał na Pottera i grymas wesołości został zastąpiony pełnym smutku skrzywieniem warg. - 
Ostatni pocałunek? - zapytał łagodnie.  
Harry podniósł na niego wzrok i Draco nie potrzebował odpowiedzi, bo te oczy mówiły wszystko. 
Powoli dotknął wargami ust chłopaka, pieszcząc delikatnie i zagłębiając się w nich po raz ostatni. 
Obaj wiedzieli, Ŝe pocałunek jest ich poŜegnaniem, nawet, jeŜeli w przyszłości będą mieć jeszcze 
ze sobą coś wspólnego. Draco odsunął się i zamknął oczy, poniewaŜ poczuł, Ŝe między nimi 
wydarzyło się coś cudownego, coś, na co jednak nie mogli sobie pozwolić.  
Patrząc na Harry’ego, widział, jak błyszczące ślady plamią jego policzek. Serce Draco na 
moment się zatrzymało, ale uśmiech Pottera boleśnie przywrócił je do Ŝycia.  
- Wiesz, Ŝe w przyszłości juŜ nigdy nikogo nie pokocham?  
To nie było pytanie, tylko stwierdzenie. Malfoy zamknął oczy i z trudem odsunął się od 
kochanka.  
- Zrób to - powiedział w pozornie pustą przestrzeń pomieszczenia.  
Nie patrzył na Harry’ego, kiedy zaklęcie zostało rzucone. Jedyne, co słyszał, to miękki, głuchy 
odgłos, gdy bezwładne ciało uderzyło o podłogę.  
„Przepraszam” - pomyślał, ale nie wypowiedział tych słów na głos. Zamiast tego zwrócił się do 
Hermiony, gdy tylko dziewczyna zdjęła z siebie otrzymaną od niego pelerynę niewidkę.  
- To działa - powiedziała łagodnie.  
Draco kiwnął głową, ale nie odwrócił się w jej stronę.  
- A teraz zrób to jeszcze raz. Proszę. - Czarownica ze zdumieniem zamrugała oczami. Trwająca 
kilka sekund cisza zdawała się wiecznością, zanim Draco nie odezwał się ponownie. - Dziękuję, 
Granger.  
Uniosła róŜdŜkę.  
 
 
* Oczekiwanie zdaje się wiecznością  
Dzie
ń zaświta trzeźwym wejrzeniem  
Czy jest w tym jaka
ś magia  
Jest w tym jaka
ś magia, to moŜe być tylko jedno  
To szale
ństwo, które trwa tysiąc lat  
Wkrótce przeminie
  
(tłumaczenie - martoosia) 

background image

 

82 

 
 
ROZDZIAŁ XVI: TRUDNE DECYZJE  
 
 
The narrowest path  
Is always the holiest  
So walk on barefoot for me  
Suffer some misery  
If you want my love  
If you want my love  
 
Man will survive  
The harshest conditions  
And stay alive  
Through difficult decisions  
So make up your mind for me  
Walk the line for me  
If you want my love  
If you want my love
*  
"Judas", Depeche Mode  
 
 
To było podobne do tonięcia w głębokiej, ciemnej wodzie. I kiedy juŜ straciłeś wszelką nadzieję, 
nagle znowu widzisz światło.  
Draco zamrugał kilka razy, próbując oswoić się z otaczającą go jasnością.  
- Co się stało? - zapytał i zamierzał podnieść się z łóŜka.  
- Nie wstawaj. Ciągle jesteś zbyt słaby - usłyszał uspokajające słowa. Westchnął i połoŜył się z 
powrotem.  
- Granger. Musiałem zasnąć - powiedział ze znuŜeniem i zamknął oczy, tracąc tym samym widok 
zdziwionej twarzy czarownicy.  
- O czym śniłeś? - zapytała dziewczyna po chwili.  
- O róŜnych rzeczach. Siódmy rok w Hogwarcie...  
„Harry...”  
„Bo
Ŝe, Draco... Kocham cię.”  
„Prosz
ę, nie rób tego...”  
Otworzył oczy i ujrzał zmartwioną twarz kobiety.  
- Granger... Hermiona - szepnął niepewnie. - To był tylko sen, prawda? - W odpowiedzi nie 
otrzymał nic poza przepełnioną smutkiem miną. - Kurwa! - warknął i w końcu wstał.  
Przekleństwo z ust Malfoya sprawiło, Ŝe czarownica wzdrygnęła się i wróciła do realnego świata. 
Westchnęła, wiedząc, Ŝe konieczne są pewne wyjaśnienia.  
- Zrozumiałeś juŜ, Ŝe to nie sen? Usunęłam zaklęcie wymazujące pamięć, które rzuciłam na 
ciebie jeszcze w szkole. Właśnie dlatego wszystko sobie przypomniałeś. Wiem, Ŝe narazie 
wspomnienia nie wydają się bardzo realistyczne, ale jeśli będziesz o nich duŜo myślał, to się 
wyostrzą - powiedziała spokojnie.  
Draco, zmieszany, przerwał swój spacer po pokoju i spojrzał na Hermionę.  
- Chcesz powiedzieć, Ŝe ja mu to naprawdę zrobiłem? - Przez chwilę zdawał się przetrawiać 

background image

 

83 

nowe informacje. - Potrzebuję papierosa. A potem moŜemy rozmawiać. Jest jeszcze kilka spraw, 
których nie rozumiem - dodał i wyszedł z pokoju.  
Dziewczyna potrząsnęła głową. Było tak wiele rzeczy, których sama nie mogła pojąć. Jedyne, co 
miała, to przypuszczenia. Ale prawda była czymś więcej, niŜ to pozornie wyglądało. A poczucie 
winy ciąŜyło jej nieznośnie.  
Draco po kilku minutach wrócił do sypialni. Obdarzył kobietę znuŜonym spojrzeniem. 
Wyglądała na naprawdę zmartwioną, więc połoŜył jej delikatnie ręce na ramionach.  
- Wiesz, Ŝe musimy porozmawiać? - powiedział z wymuszonym uśmiechem.  
- A od kiedy to my dwoje odbywamy przyjacielskie pogawędki? - Hermiona starała się 
odwzajemnić lekki ton.  
- Odkąd idiota, którym jestem, zakochał się w twoim przyjacielu.  
Przez chwilę wpatrywali się w siebie nawzajem, a potem, o dziwo, wybuchnęli zgodnym, cichym 
ś

miechem.  

 
*  
 
- Muszę przyznać, Ŝe przez chwilę byłam naprawdę spanikowana.  
- Tak, ale Królowa Rozsądku wreszcie zrobiła to, co do niej naleŜy...  
- MoŜna tak powiedzieć - kiwnęła głową. - Ukryłam ciało Harry’ego pod peleryną, 
przetransportowałam do dormitorium i połoŜyłam do łóŜka. Potem wróciłam i zaniosłam cię do 
klasy Snape’a. KaŜdy wiedział, Ŝe spędzałeś tam sporo czasu. Zostawiłam ci pelerynę niewidkę i 
wróciłam do wieŜy Gryffindoru. Następnego dnia Harry obudził się i poszliśmy zjeść śniadanie. 
Obserwowałam cię, ale obaj zachowywaliście się normalnie. A potem wszystko potoczyło się juŜ 
zwyczajnie, aŜ do końca roku szkolnego. - Draco kiwnął głową powoli, a Hermiona westchnęła, 
zanim zaczęła kontynuować. - Dobrze, prawie zwyczajnie. Od tamtej nocy musiałam radzić sobie 
jakoś z poczuciem winy, które ciągle we mnie tkwiło. Gdybyś mógł porozmawiać z Ronem, to 
on powiedziałby ci, Ŝe te ostatnie dni szkoły były jakieś dziwne. Zawsze, kiedy ty i Harry 
spotykaliście się, mogłam wyczuć siłę zaklęcia. Pamiętam, jak na siebie patrzyliście. Walki 
między wami się skończyły, a ty zawsze wyglądałeś, jakbyś chciał coś powiedzieć. Właśnie 
dlatego starałam się być w pobliŜu. Moje umiejętności, wtedy, nie były wystarczające, aby rzucić 
to zaklęcie całkiem poprawnie i wiedziałam, Ŝe jeśli będziecie przebywać blisko siebie przez 
odpowiednio długi czas, to… czekają nas komplikacje - skończyła szybko i uciekła spojrzeniem 
od posiniaczonej twarzy Draco. - Ale niewaŜne, co bym zrobiła, prawdy i tak nie moŜna było 
ukryć. Harry się zmienił. Nie kłamał, kiedy powiedział, Ŝe nigdy juŜ nikogo nie pokocha. Do 
końca roku szkolnego był samotny. Gdy tylko ktoś próbował się do niego zbliŜyć, odpychał go. 
Od owej nocy nigdy tak naprawdę się nie uśmiechnął. Był świetny w udawaniu, ale jeśli 
zajrzałbyś w głąb jego oczu, zobaczyłbyś w nich nieokreślony smutek. Robił wszystko, co mógł, 
Ŝ

eby poradzić sobie z nieokreślonym gniewem.  

Draco przez chwilę obserwował Hermionę, po czym sięgnął po papierosa i zapalił go. Przez jakiś 
czas zaciągał się w ciszy, zanim w końcu się odezwał.  
- Wiesz, Ŝe zaklęcia korygujące pamięć tak naprawdę jej nie wymazują? Pokrywają ją tylko 
fałszywymi wspomnieniami, ale prawda zawsze gdzieś tam w głowie tkwi - wyjaśnił z 
westchnieniem. - Właśnie dlatego dokonałem w swoim Ŝyciu decyzji takich, a nie innych. Myślę, 
Ŝ

e Harry zawsze jakoś na mnie wpływał. Tak jak sobie Ŝyczył, nie zostałem śmiercioŜercą. Kiedy 

sprzeciwiłem się własnemu ojcu, wiedziałem, Ŝe muszę tak postąpić. Po prostu nie mogłem 
przyłączyć się do Voldemorta. Zamiast tego odszedłem. I od tego czasu miałem odczucie, Ŝe 
magia jest czymś, co zniszczyło moje Ŝycie. Nigdy więcej nie uŜyłem róŜdŜki, nawet kiedy 

background image

 

84 

mogłoby to zaoszczędzić mi sporo problemów - skończył i odgarnął wpadające mu do oczu 
włosy.  
- Prawdopodobnie to było ukryte wspomnienie o skrzywdzeniu Harry’ego - domyśliła się 
Hermiona. - Ale, tak naprawdę, nie wiem. Kiedy zobaczyłam was razem, w dniu rozdania 
nagród… prawie zemdlałam. Miałam świadomość, jakie niebezpieczeństwo to ze sobą niesie. 
Twoja bliskość mogła złamać zaklęcie, a nawet jeśli nie, to spowodowałaby kilka niepoŜądanych 
reakcji. Moje domysły były słuszne, prawda?  
Przez twarz Draco przebiegł grymas.  
- Tak - powiedział po chwili. - Myślę, Ŝe bycie razem, tak blisko, dzielenie łóŜka… Wszystko to 
obudziło podświadomość Harry’ego. Teraz juŜ wiem, Ŝe sprawy między nami nie zostały 
zakończone. Rozstaliśmy się w nienawiści i bólu, a przynajmniej ja go takiego zostawiłem. To 
jest powód, dlaczego teraz jest tak pełen gniewu i złości - powiedział i spuścił wzrok. - I z tego 
powodu teraz nie mogę go za nic winić - dokończył.  
Hermiona zamknęła oczy i potrząsnęła głową.  
- Pewnie masz rację, Draco. Być moŜe to nie jego wina. Ciągle jest pod wpływem zaklęcia i 
niczego nie pamięta. Zapewne czuje, Ŝe musi cię nienawidzić, ale, tak naprawdę, nie wie 
dlaczego. Ale sądzę, Ŝe nie powinniście zostawać razem. To jest szczególnie niebezpieczne 
właśnie dla ciebie. Proszę, posłuchaj… zostań ze mną, dopóki nie usunę z Harry’ego zaklęcia. 
Potem on zrozumie…  
Draco przez chwilę patrzył na nią, zanim odpowiedział.  
- Nie.  
- Nie? - Dziewczyna była bardzo zaintrygowana.  
- Nie chcę, Ŝebyś usunęła zaklęcie z Harry’ego.  
- Dlaczego?  
- PoniewaŜ teraz to i tak niczego nie zmieni. A wręcz przeciwnie, wszystko stanie się jeszcze 
gorsze. Pomyśl tylko. Ktoś, kogo kochasz bardziej niŜ cokolwiek innego, rani cię. Oszukuje 
najbliŜszy przyjaciel. W końcu odkrywasz, Ŝe ty, Złoty Chłopiec, godny zaufania Gryfon, jesteś 
w stanie z nienawiści zadać tyle bólu komuś, kogo kiedyś kochałeś. Komuś, kogo, być moŜe, 
nadal byś kochał, gdyby tylko dano ci taką szansę - powiedział i wbił w nią szare, burzowe 
spojrzenie. - Jak byś się czuła? I co byś zrobiła? - zapytał.  
Hermiona nie odpowiedziała, bo prawda była zbyt bolesna. W końcu westchnęła zrezygnowana.  
- Więc co proponujesz? - zapytała nieśmiało.  
- Zgodnie z umową, będę tu jeszcze przez miesiąc. Potem wyjadę - powiedział.  
- Ale… Co z tobą? PrzecieŜ mówiłeś…  
- Wszystko, co powiedziałem, jest prawdą. Kocham go, ale… między nami wszystko jest 
zakończone. Zniszczyłem to i teraz nie mam moŜliwości, aby to naprawić. Ale Harry, jeśli nie 
odzyska wspomnień, nie będzie z tego powodu cierpiał. I przy odrobinie szczęścia, niedługo 
znowu go zapomnę - powiedział i spojrzał na nią ze smutkiem. - Ten jeden, ostatni raz, proszę cię, 
Ŝ

ebyś mi pomogła.  

 
*  
 
Ron patrzył na śpiącego męŜczyznę. Zaledwie godzinę temu rozmawiał z Hermioną, a teraz 
bardzo się martwił, zarówno o nią, jak i o przyjaciela. Cały czas rozmyślał o tym, czego 
dowiedział się zeszłej nocy. O Harrym, Malfoyu, ich siódmym roku. Wszystko, choć 
niewiarygodne, okazało się boleśnie realne. Nie miał pojęcia, czy Hermiona zaplanowała wyznać 
Harry’emu prawdę. Jakkolwiek by zareagował na wiadomość o zdradzie, zarówno kochanka, jak 

background image

 

85 

i przyjaciółki, na pewno nie będzie to miało pozytywnego wpływu na ich przyjaźń. NiewaŜne, 
jak bardzo przeraziła go ciemna strona Harry’ego, którą pokazał. Robiąc to wszystko z Malfoyem, 
ciągle pozostawał najbliŜszą mu osobą. To właśnie było najgorsze.  
Kiedy zadzwonił dzwonek, ciągle był zagubiony w myślach. Rzucił ostatnie spojrzenie na 
ś

piącego męŜczyznę, po czym poszedł otworzyć drzwi.  

Na progu stała Hermiona. Rudzielec obrzucił ją zmartwionym spojrzeniem. Dziewczyna 
przedstawiała sobą widok całkowitego załamania. Jej bluzka była poplamiona krwią, włosy 
opadały wokół twarzy w pozlepianych kosmykach, a makijaŜ rozmazał się z powodu łez i potu.  
- Co się… - chciał zapytać, ale jego wypowiedź została gwałtownie przerwana.  
- Później, Ron. Gdzie on jest? - zapytała, próbując zachować resztki spokoju.  
- Jestem tutaj.  
Rudzielec zrobił krok do tyłu i odwrócił się w stronę Harry’ego, który wbijał w dziewczynę 
beznamiętne spojrzenie. Ona jednak bez słowa skierowała się do łazienki, z której wyszła dopiero 
po dziesięciu minutach. Potter usiadł na krześle w kuchni, a Ron, czując się całkowicie nie na 
miejscu, zaczął robić kawę. ZdąŜył postawić parujące kubki na stole, kiedy Hermiona wróciła. 
Usiadła takŜe i spojrzała na przyjaciela.  
- Harry? - zapytała głosem zimnym jak lód.  
- Co z nim? - odpowiedział pytaniem, nie odrywając wzroku od trzymanej w dłoniach filiŜanki.  
- śyje.  
Ron obserwował całą scenę cicho, prawie nie mogąc oddychać. Napięcie pomiędzy jego 
przyjaciółmi było tak wielkie, Ŝe mógł niemal widzieć przecinające kuchenne powietrze 
błyskawice. Beznamiętne zachowanie Pottera sprawiło, Ŝe Hermiona znajdowała się na granicy 
wybuchu.  
- To dobrze - powiedział Harry po jakimś czasie.  
Dobrze? To wszystko, co masz do powiedzenia? - zapytała głosem drŜącym z wściekłości. 
Spojrzał na nią, ale nie powiedział ani słowa więcej. - Prawie go zabiłeś. I zostawiłeś, 
związanego i krwawiącego. Gdybym przyszła trochę później, nie znalazłabym Draco Malfoya w 
twoim łóŜku. Znalazłabym zwłoki.  
- Dziękuję - powiedział po chwili milczenia.  
Dziewczyna zamknęła oczy, a kiedy znaczenie wypowiedzianych słów dotarło do jej mózgu, 
wstała i uderzyła Harry’ego w twarz.  
- Nie zrobiłam tego dla ciebie. Zrobiłam to dla niego. On zasługuje na coś lepszego. Zasługuje na 
kogoś lepszego niŜ ty. Bo jest lepszy niŜ ty - powiedziała ze śmiertelnym spokojem, obserwując, 
jak czerwony ślad jej dłoni zaczyna pojawiać się na jego policzku.  
- Wiem - szepnął po chwili. - Tak samo, jak wiem, Ŝe teraz juŜ nic nie mogę zrobić. Bóg wie, jak 
bardzo mi przykro, ale co to zmieni? Nie zasługuję nawet na to, Ŝeby wysłuchał moich 
bezuŜytecznych przeprosin. Co mam powiedzieć, Hermiona? Jest cokolwiek, co teraz mogę 
powiedzieć? - zapytał, całkowicie pokonany.  
Przyjaciółka spojrzała na niego zimnym wzrokiem.  
- Nie udzielę odpowiedzi na twoje pytania. Obawiam się, Ŝe jedyne, co moŜesz, to ponieść 
konsekwencje swoich działań. - Widziała, jak jego twarz przybiera wyraz zaskoczenia, więc 
dodała: - Chyba naprawdę nie sądziłeś, Ŝe wszystko da się tak łatwo naprawić? - Harry nadal 
wpatrywał się w nią, a w jego zielonych oczach był taki smutek, Ŝe Hermiona miała wraŜenie, iŜ 
moŜe w nich zatonąć. W końcu westchnęła z rezygnacja. - Idź do niego. On, mimo wszystko, 
czeka na ciebie. Powiedział mi, Ŝe dotrzyma słowa i zostanie, tak jak się umówiliście. Ale 
posłuchaj, powiem ci coś i powiem to tylko raz, więc postaraj się skupić. Nie spraw, Ŝe stracę 
przyjaciela, dobrze?  

background image

 

86 

Harry wstał w milczeniu i spojrzał na nią smutno.  
- Dziękuję. - To było jedyne słowa, jakie wypowiedział, po czym uniósł róŜdŜkę i aportował się.  
Ron i Hermiona przez chwilę wpatrywali się w siebie nic nie mówiąc, aŜ w końcu dziewczyna z 
płaczem opadła na kolana. Weasley podbiegł do niej i delikatnie wziął w ramiona.  
- Cicho… nie płacz… Zobaczysz, Ŝe w końcu wszystko się ułoŜy - powiedział, starając się 
mocno wierzyć we własne słowa.  
 
*  
 
Harry aportował się do salonu. Wszystko było tak, jak zostawił to noc wcześniej. Usilnie starając 
się nie zwracać uwagi na widoczną na ścianie i podłodze krew, poszedł do swojej sypialni.  
OstroŜnie popchnął uchylone drzwi. W pokoju panował rozjaśniony jedynie światłem z korytarza 
półmrok. Ale to wystarczyło, Ŝeby dojrzeć leŜącą na łóŜku sylwetkę. Gdy podszedł bliŜej, niemal 
przestał oddychać. Ogarnęła go panika. Przez chwilę myślał, Ŝe Hermiona skłamała. Draco miał 
zamknięte oczy, a jego skóra, pod tymi wszystkimi siniakami i cięciami, była straszliwie blada. 
Jego ciało pozostało nieruchome i Harry juŜ zaczął oswajać się z myślą, Ŝe Malfoy jest martwy, 
kiedy zauwaŜył, jak jego klatka piersiowa porusza się, niemal niezauwaŜalnie. Wpatrywał się w 
ten ruch jak zahipnotyzowany.  
W górę.  
I w dół.  
W górę.  
I w dół.  
Draco jednak Ŝył.  
Harry zamknął oczy z powodu napełniającej go ulgi. A potem jeszcze raz spojrzał na śpiącego 
męŜczyznę. Starał się zrozumieć, co czuł, myśląc, choćby tylko przez chwilę, Ŝe Draco jest 
martwy.  
„Ból” - szepnęło coś w jego głowie. - „Ból, napełniający kaŜdą komórkę ciała. Ból, zapychający 
gardło i sprawiający, Ŝe dusisz się od własnych wrzasków. Ból, wypalający mózg i 
niepozwalający na złoŜenie jednej, składnej myśli. Ból, ściskający serce, aŜ zacznie krwawić, 
tnący wszystkie nerwy, łamiący kości i pozbawiający oczy zdolności widzenia. Zwykły, 
przeraźliwy ból, doprowadzający do śmierci lub szaleństwa. Albo do jednego i drugiego.”  
„Ale to zupełnie zrozumiałe, biorąc pod uwagę, co do niego czujesz, prawda, Harry?”  
„Harry?”  
„Jesteś tu nadal?”  
Harry oczywiście był, ale zbyt zajęty wpatrywaniem się w Draco, aby usłyszeć głosy w swojej 
głowie. Zbyt zajęty, zbyt upojony widokiem doskonałości śpiącego męŜczyzny, aby rozwaŜyć te 
kilka słów.  
„Biorąc pod uwagę, co do niego czujesz.”  
„Biorąc pod uwagę, co do niego czujesz.”  
Odpowiedź istniała, gdzieś tam, głęboko ukryta w jego umyśle. W jego sercu. W jego duszy.  
W końcu Harry zrozumiał, chociaŜ nie mógłby wypowiedzieć tego na głos inaczej niŜ 
zduszonym krzykiem, na który sobie pozwolił, opadając obok łóŜka na kolana. UłoŜył głowę na 
klatce piersiowej Draco, delikatnie, otulając ją swoim smutkiem i swoim łkaniem, zwilŜając 
powoli okrywającą ją kołdrę.  
Był na skraju utraty własnych zmysłów, kiedy poczuł, jak coś świetlistego muska jego czoło. 
Uniósł głowę i zza łez i mokrych szkieł okularów, ujrzał zdumiewające, szare spojrzenie. 
Przełknął ślinę, starając się powstrzymać płacz i zrozumieć, co mówią te nieczytelne oczy.  

background image

 

87 

Draco był nieznacznie zdezorientowany rozgrywającą się przed nim sceną. Ale nagle, 
napotykając wzrok kochanka, uśmiechnął się łagodnie.  
Harry’ego przeszedł dreszcz. Patrzył na męŜczyznę bez zrozumienia, kiedy ten uniósł rękę i 
przebiegł palcami przez jego mokry policzek.  
- Dlaczego płaczesz, Harry?  
„PoniewaŜ cię kocham. PoniewaŜ kochałem cię cały ten czas, a jednak ci to zrobiłem” - przyznał 
w końcu sam przed sobą, ale nie był w stanie powiedzieć niczego na głos, gdyŜ nie potrafił 
opanować łkania.  
Draco westchnął głęboko.  
- Chodź tu - powiedział cicho.  
Harry wspiął się na łóŜko i ułoŜył obok niego. Kochanek zdjął mu okulary i umieścił je na 
nocnym stoliku. Wtedy Harry objął go, delikatnie, wtulając się w niego ostroŜnie, lecz z 
desperacją rozbitka.  
Trwali tak w swoich ramionach przez długi czas, nie wypowiadając ani słowa.  
Draco wsłuchiwał się w tłumiony płacz do czasu, aŜ obaj pogrąŜyli się we śnie.  
Wbrew wszystkiemu, Malfoy nigdy nie czuł się bardziej bezpieczny.  
Wbrew wszystkiemu, Harry nigdy nie czuł się w ten sposób.  
Zakochany…  
 
 
*Jest zawsze najbardziej święta  
Wi
ęc wędruj boso ku mnie  
Zno
ś niedolę  
Je
śli pragniesz mojej miłości  
Je
śli pragniesz mojej miłości  
 
Człowiek przetrwa  
Najsurowsze warunki  
I prze
Ŝyje  
Najtrudniejsze decyzje  
Wi
ęc otwórz swój umysł dla mnie  
Krocz prosto ku mnie  
Je
śli pragniesz mojej miłości  
Je
śli pragniesz mojej miłości  
(tłumaczenie - siewier1990)  
 
 
 
ROZDZIAŁ XVII: STARE WSPOMNIENIA  
 
 
Come as you are, as you were,  
As I want you to be  
As a friend, as a friend, as an old enemy,  
Take your time, hurry up  
The choice is yours, don't be late.  
Take a rest, as a friend, as an old memory  

background image

 

88 

Memory*  
"Come As You Are", Nirvana  
 
 
Pierwszą rzeczą, jaka dotarła do Draco, kiedy następnego ranka otworzył oczy, była nieobecność 
Harry’ego i dziwny zapach. Wstał ostroŜnie, starając się zminimalizować zawroty głowy. Miał na 
sobie jedynie parę spodenek, ale nie było mu zimno. Właściwie odniósł wraŜenie, jak gdyby 
owijało go dziwnie ciepłe, mrowiące uczucie.  
Po kilku chwilach obserwacji własnego, poranionego ciała zrozumiał, Ŝe musiało to być jakimś 
efektem działania zaklęcia, które wczoraj rzuciła Hermiona. Wszystkie przecięcia całkowicie się 
zasklepiły, a siniaki w ciągu dwudziestu czterech godzin straciły swój głęboki, purpurowy kolor. 
Domyślił się, Ŝe za kilka dni po ranach nie pozostanie Ŝaden ślad. Nadal stał, zagubiony we 
własnych myślach, kiedy dotarło do niego, co to za dziwny zapach rozchodzi się w powietrzu.  
„Coś się pali” - stwierdził i ruszył powoli w stronę kuchni.  
Potter był w środku, tak zaabsorbowany przygotowywaniem śniadania, iŜ przez kilka chwil 
nawet nie zorientował się, Ŝe jest obserwowany.  
 
Harry obudził się wcześniej i po raz pierwszy nie czuł pragnienia ucieczki z łóŜka i od leŜącego 
w nim męŜczyzny. Wieczorem długo nie mógł zasnąć, poddając się w końcu i ze spokojem 
rozwaŜając swój stosunek do Draco, nie odrywając przepełnionego winą i niepokojem spojrzenia 
od śpiącego kochanka.  
Nie mógł zrozumieć, dlaczego Malfoy jest dla niego taki dobry. Zachowywał się tak, jak gdyby 
nic się nie wydarzyło. Jak gdyby Harry go nie skrzywdził. Nie mógł uwierzyć, Ŝe męŜczyzna tak 
szybko mu wybaczył. Właściwie był całkowicie pewien, Ŝe nie istniała Ŝadna moŜliwość 
odpuszczenia jego win. Wiedział, Ŝe niewaŜne, jak wiele czasu upłynie, on sam nigdy sobie nie 
wybaczy. Więc w jaki sposób Draco mógł to zrobić?  
Poruszył się ostroŜnie i nie odrywając oczu od bladej sylwetki, delikatnie dotknął platynowych 
włosów, tak ostroŜnie, jak gdyby były one świętością.  
Nie wiedział, co byłoby teraz gorsze. JuŜ raczej wolałby, Ŝeby Malfoy okazał wściekłość. 
Obrzucił go jadowitymi epitetami, uderzył, zadał tyle samo bólu, ile Harry sprawił jemu. Z 
przyjemnością zniósłby nawet piekielne męki, jeŜeli tylko Draco by sobie tego Ŝyczył. Miał 
ś

wiadomość, Ŝe nawet na kolanach błagałby o więcej, byle tylko chłopak mógł się zemścić.  

Ale pokojowa cisza i wyrozumiałe objęcie, jakie otrzymał w zamian... Po prostu łamały mu serce.  
Były duŜo gorsze niŜ jakakolwiek kara, jaką mógł sobie wyobrazić. I być moŜe to właśnie był 
sposób, w jaki Malfoy zamierzał mu się odpłacić, a Harry nie mógłby zrobić niczego, poza 
akceptowaniem tego z wdzięcznością, pokornie znosząc swój własny ból i pozwalając wstydowi 
wziąć go w swoje objęcia, topiąc się w poczuciu winy za kaŜdym razem, gdy spojrzy na tą kiedyś 
nieskazitelną, a teraz pokaleczoną i posiniaczoną skórę.  
„Nie zasługuję na niego. Nie zasługuję na jego objęcia. Nie zasługuję, aby słuchać tego 
uspokajającego głosu. Ani na patrzące na mnie, przejrzyste oczy. Do diabła, nie zasługuję nawet 
na prawo do płaczu nad nim ani na poczucie winy czy Ŝalu.  
Ale jestem tu. Zdesperowany i przepełniony skruchą. A takŜe doskonale świadomy, Ŝe nie mam 
prawa do odkupienia.”  
Z takimi myślami w końcu wstał z łóŜka. Draco poruszył się przez sen i Harry wiedział, Ŝe 
niedługo zapewne się obudzi, ale póki co zdecydował, Ŝe da mu pospać trochę dłuŜej i poszedł do 
kuchni.  
I właśnie tam Malfoy go znalazł i przez kilka chwil obserwował jego niezdarne próby 

background image

 

89 

przygotowania posiłku. W końcu jednak Potter wyczuł parę wpatrujących się w niego szarych 
oczu i odwrócił się do kochanka. Zamrugał kilka razy i pozwolił, aby trzymany w dłoniach kubek 
wyślizgnął mu się palców. Praktycznie nie zauwaŜył, jak rozbija się on o podłogę, poniewaŜ w 
jasnym, porannym słońcu wpadającym przez okno, efekt jego działań na skórze Draco był nawet 
wyrazistszy i widok ten był po prostu wstrząsający.  
Po raz kolejny poczuł pragnienie, aby zapłakać, bełkocząc niekończące się słowa przeprosin i 
tuląc ostroŜnie stojącego przed nim męŜczyznę. Ale powstrzymał się, poniewaŜ to wszystko było 
bezuŜyteczne. Lub po prostu samolubne. Być moŜe sprawiłoby, Ŝe sam poczuje się lepiej, ale nie 
uzdrowiłoby Draco. Ani ran, które Harry zadał jego ciału, ani tych na duszy.  
- Przepraszam, przestraszyłem cię - powiedział Malfoy po chwili, patrząc na niego z uwagą.  
Harry zrobił krok do tyłu i potrząsnął głową.  
- Nie... nic się nie stało. Ja tylko nie jestem dobry w tych sprawach. PrzewaŜnie jadam poza 
domem - wyjaśnił nerwowo.  
W zamian otrzymał powolne przytaknięcie, po czym spuścił wzrok i nie podniósł, dopóki nie 
usłyszał swojego imienia.  
- Harry?  
- Tak? - odpowiedział dezorientowany.  
- Wydaje mi się, Ŝe tosty się palą - odparł Draco ze śmiechem.  
- Cholera!  
Malfoy zachichotał, widząc, jak jego kochanek walczy z tosterem. W końcu małe urządzenie 
wygrało, chwaląc się dwoma kawałkami zwęglonego chleba. Harry przeklął po raz kolejny i 
wsadził oparzoną rękę pod strumień zimnej wody.  
Draco, chcąc nie chcąc, musiał się roześmiać, za co otrzymał zdziwione spojrzenie. Kiedy się 
wreszcie uspokoił, zrobiło mu się Ŝal Pottera.  
- Przepraszam, nie chciałem się z ciebie wyśmiewać. Chodzi tylko o to, Ŝe... jesteś w tych 
sprawach trochę niezdarny, prawda? - powiedział.  
Harry milczał, nadal wpatrzony w stojącego przed nim męŜczyznę, a w uszach ciągle brzęczał 
mu jego krystaliczny śmiech.  
Draco uniósł brew i podszedł bliŜej.  
- Pozwól mi zobaczyć - powiedział, ujmując zranioną dłoń. Ze zmarszczonym czołem obejrzał 
oparzone miejsce.  
- Nie martw się, to nic takiego - odezwał się Harry po chwili.  
- Mmm... tak, jedynie niewielkie zaczerwienienie. Ale chciałbym ci jakoś pomóc - szepnął, 
podnosząc rękę kochanka do twarzy i muskając ją delikatnie wargami.  
Ten czuły gest niemal poraził Pottera. Szybko cofnął dłoń i wbił w Malfoya szeroko otwarte oczy. 
I chociaŜ twarz Ślizgona stanowiła obojętną maskę, jego szczere, przejrzyste spojrzenie nie 
mogło ukryć bólu. Harry zaczerpnął głęboko powietrza i spuścił wzrok, szukając w głowie 
odpowiednich słów.  
- Nie musisz być dla mnie miły. Tak naprawdę, nawet nie musisz tu dłuŜej zostać. Ja... - przerwał, 
czując potrzebę przepraszania, ale gdzieś głęboko wewnątrz siebie wiedział, Ŝe w tej chwili 
byłoby to bardzo nie na miejscu. - Odejdź i nie martw się o naszą umowę. UwaŜam ją za 
zakończoną.  
Draco uśmiechnął się lekko, wprawiając tym Pottera w zakłopotanie.  
- Między nami nic nigdy nie będzie zakończone, Harry - powiedział. - A jeśli chodzi o bycie 
miłym... Właśnie tego chcę. A ty przynajmniej spróbuj się z tym pogodzić.  
Potter kiwnął głową, nadal jednak zbyt przestraszony, aby podnieść wzrok na kochanka. Malfoy 
westchnął i ujął w dłonie jego twarz, zmuszając go do spojrzenia sobie w oczy. Słodki oddech 

background image

 

90 

Draco na jego wargach sprawił, Ŝe niemalŜe nie był w stanie przełknąć śliny.  
- Tylko spróbuj, Harry.  
To były ostatnie słowa, jakie usłyszał, zanim został przyciągnięty do tych miękkich ust, które 
pocałował bardzo ostroŜnie, z czcią i czułością. Język Draco pieścił jego własny delikatnie, 
draŜniąco. Nawet nie uświadamiając sobie tego, objął szczupłą talię kochanka i powoli 
przyciągnął go bliŜej. Odruch ten pozbawiony był zwyczajowej stanowczości, a zamiast tego 
okazał się ochronny i nieśmiały równocześnie.  
Harry pozwolił Malfoyowi kontrolować pocałunek. Język Draco pieścił wnętrze ust, roszcząc 
sobie prawo do jego ciepła. W tym momencie był w stanie wyrwać sobie serce własnymi rękami 
i oddać je męŜczyźnie, którego kochał i który całował go, jak gdyby jutro miało nigdy nie 
nadejść. Jak gdyby czas, przestrzeń i wszelki ból nagle zniknęły.  
W tej kuchni, napełnionej światłem poranka i zapachem spalonego chleba, byli tylko oni.  
Jedynie Draco i Harry, Harry i Draco i nikt inny. Nie istniało nic i nikt, kogo by potrzebowali, 
oprócz siebie nawzajem, swoich ust, rąk, skóry oraz palących i roztapiających dotyków.  
Zanim się skończyły, zdawały się być cudownie wieczne.  
Wpatrując się sobie w oczy, z wargami tylko nieznacznie oddalonymi od siebie, bezwiednie 
dzielili te same uczucia i lęki. I właśnie wtedy Potter delikatnie dotknął policzka kochanka. 
Draco wzdrygnął się, gdyŜ jego ciało ciągle było wraŜliwe.  
Harry, zmieszany, szybko cofnął rękę.  
- Zraniłem cię? - zapytał i zaraz sam siebie zganił w myślach za własną głupotę.  
Malfoy westchnął.  
- Nie. Nie tym razem - powiedział cicho, na co Harry zamknął na chwilę oczy, w ciszy 
przeŜywając gorycz i ból, jakie te słowa ze sobą przyniosły.  
W końcu jednak spojrzał na kochanka ponownie, uśmiechając się niepewnie i próbując ukryć 
własne uczucia.  
- Chodź - powiedział, biorąc rękę Malfoya i delikatnie ciągnąc go w stronę sypialni. - Powinieneś 
odpoczywać - wyjaśnił.  
Draco posłusznie wykonał polecenie, w milczeniu pozwalając Harry’emu połoŜyć się do łóŜka.  
Potter usiadł obok na podłodze, opierając głowę na prześcieradle, z dłońmi wplecionymi we 
włosy kochanka, pieszczącymi je uspokajająco, i oczami utkwionymi w miękkich zarysach 
leŜącej sylwetki. Pozostał tak, dopóki Draco nie zapadł w spokojny sen. I nawet gdy nogi 
zdrętwiały mu całkowicie, nie ruszył się z miejsca, zagubiony we własnych, słodko gorzkich 
myślach.  
 
*  
 
Kiedy Draco otworzył oczy po raz drugi tego dnia, pierwszą rzeczą, jaką zauwaŜył, była 
ponowna nieobecność Harry’ego oraz krótka notatka, leŜąca na nocnym stoliku:  
 
Musiałem wyjść, ale niedługo wrócę. JeŜeli byś czegoś potrzebował, napisałem numer mojego 
telefonu.  
Prosz
ę, spróbuj odpoczywać.  
Harry
  
 
Malfoy potrząsnął lekko głową, próbując na chwilę zapomnieć o Potterze. Zaczął się zastanawiać 
nad ostatnimi zmianami w tym, co przy odrobinie wyobraźni mógłby nazwać związkiem. Harry 
cierpiał. To było widoczne tak wyraźnie, jak gdyby aureola bólu świeciła mu nad głową. Czuł z 

background image

 

91 

tego powodu zarówno smutek, jak i pewnego rodzaju przyjemność. Potter zasłuŜył na karę. Ale z 
drugiej strony Ŝal wynikał stąd, Ŝe Draco go kochał i miał świadomość, iŜ to, co Harry zrobił, 
było poniekąd jego winą. Przykro było patrzeć, jak się teraz zachowuje. Wydawało się, Ŝe boi się 
wszystkiego: nieumiejętności kontrolowania własnych emocji, bólu, Draco, siebie samego.  
Westchnął głęboko i wstał z łóŜka. Czuł się rozdarty. Wiedział, Ŝe przebywanie razem nie 
przyniesie im niczego dobrego, a równocześnie nic go to nie obchodziło. Chciał zatonąć w tej 
beznadziejności razem z Harrym.  
Harrym, który go skrzywdził, a przez to sam został zraniony. Harrym, którego kochał i który 
znienawidziłby go, gdyby tylko odzyskał swoje wspomnienia.  
Draco zaczynał tracić kontrolę nad własnymi myślami i próbował je od siebie odegnać, kiedy 
nagle uświadomił sobie, Ŝe miłość do Harry’ego jest jedyną realną rzeczą w jego Ŝyciu. I 
jednocześnie czymś, co nie znaczyło niczego. PoniewaŜ w tym momencie, z dudniącym bólem 
głowy i bolesnym cięŜarem w sercu, z całych sił postanowił nie zmieniać decyzji, jaką podjęli z 
Hermioną.  
Musiał zostawić Harry’ego raz na zawsze.  
PoniewaŜ tak właśnie powinno być. PoniewaŜ, gdy postąpił tak w szkole, była to jedyna 
właściwa rzecz, jaką zrobił w ciągu całego swojego Ŝycia. PoniewaŜ, choćby nie wiadomo jak 
bardzo tego pragnął, szczęśliwe zakończenie pomiędzy nimi dwoma stanowiło coś mniej 
realnego niŜ sen.  
Zupełnie bezcelowe było udawanie, Ŝe moŜe, tylko być moŜe, w przyszłości ich losy ponownie 
splotą się ze sobą i dostaną kolejną szansę. Draco wiedział, ze teraz nie ma dla nich ani miejsca, 
ani czasu. I jeŜeli kiedykolwiek był, dawno juŜ minął, pogrzebany pod cięŜarem przepełnionych 
bólem, Ŝalem i utraconymi wspomnieniami lat.  
Ubrał się i cicho zapragnął, aby mieć kogokolwiek, kto by go wysłuchał i dodał sił w dźwiganiu 
jego decyzji do końca, poniewaŜ z kaŜdą przemijającą chwilą stawało się to coraz trudniejsze. 
Dlatego, Ŝe koniec drugiego miesiąca zbliŜał się nieubłaganie, a Harry stał się lepszy. I poniewaŜ 
miłość do niego Ŝłobiła w sercu Draco coraz głębsze rany.  
„Kto moŜe mi pomóc?” - zastanawiał się rozpaczliwie, zanim w końcu udało mu się odgonić 
natrętne myśli.  
I wtedy, w niemoŜliwej do wyraŜenia nadziei, Ŝe jednak uda mu się uciec od tej nieznośnej 
rzeczywistości, podszedł do fortepianu, usiadł przy nim i zaczął grać.  
 
*  
 
Zagraj ją.”  
Po co, Potter? To tylko głupia piosenka.”  
Ale mnie się podoba. Proszę, Malfoy, zagraj ją dla mnie.”  
Więc zagrał, z uczuciem, wiedząc, Ŝe zrobiłby to nawet, gdyby Harry nie prosił. PoniewaŜ musiał 
reagować na jego pragnienia i Ŝył po to, aby spełniać Ŝyczenia kochanka.  
 
Draco uśmiechnął się łagodnie na niespodziewane wspomnienie, podczas gdy jego palce 
sprawnie biegały po klawiaturze. Skończył w momencie, kiedy w jego głowie ta niemądra 
melodia zaczęła krąŜyć raz za razem, przywołując pamięć dźwięków starego pianina w starej, 
hogwarckiej klasie i cichego nucenia Harry’ego.  
- Zagraj ją.  
Draco zamrugał, nagle przywrócony do rzeczywistości przez autentycznego Pottera, który 
dziwnym trafem uŜył tych samych słów i tego samego tonu jak ten w marzeniach.  

background image

 

92 

- Po co, Harry? To tylko głupia piosenka.  
- Ale mnie się podoba. Proszę, Draco, zagraj ją dla mnie.  
Wiec zagrał, z uczuciem, zatracając się w niekończącym się déjà-vu, zagubiony w potrzebie 
spełnienia prośby kochanka, poniewaŜ wiedział, ze juŜ niedługo nie będzie miał takiej szansy.  
Harry odwrócił głowę i jego zielone oczy obserwowały scenę, której umysł nie mógł pamiętać. 
Nierozpoznawalne, zatracone wspomnienia. Ale w końcu muzyka ucichła i Draco odwrócił się, 
aby spojrzeć na drugiego męŜczyznę z pytającym wyrazem twarzy.  
- Tak? - zapytał cicho.  
- Nie... nic, ja tylko... - zaczął Harry niepewnie. - Tylko miałem wraŜenie, jakbym to wszystko 
juŜ kiedyś przeŜywał.  
Draco kiwnął głową i uciekł wzrokiem, przestraszony, Ŝe oczy mogłyby zdradzić jego myśli.  
- Jak się czujesz? - zapytał Potter nagle.  
- Lepiej. Sądzę, Ŝe sen przyspiesza działanie zaklęć leczących - odparł cicho. Harry przytaknął, 
wpatrzony gdzieś daleko, z rękami wepchniętymi w kieszenie.  
- Czy... czy chciałbyś gdzieś wyjść? - Draco rzucił mu zdziwione spojrzenie. - Jest coś, co 
chciałbym ci pokazać, jeŜeli masz ochotę - wyjaśnił szybko.  
Malfoy skierował wzrok w stronę okna. Było juŜ prawie ciemno.  
W końcu obrócił się w stronę Harry’ego, z niewielkim, ale szczerym uśmiechem na ustach.  
- Tak, bardzo chętnie.  
Potter odwzajemnił uśmiech i Draco zobaczył coś podobnego do ulgi i szczęścia w jego 
szmaragdowych oczach.  
- Świetnie. Pójdę po płaszcze - powiedział i szybko wyszedł z salonu.  
Usta Draco wykrzywił smutny grymas. Potrząsnął lekko głową i powrócił do fortepianu, aby 
pieścić palcami kremowe klawisze. Czekając na Harry’ego, bezgłośnie wypowiadał tak dobrze 
mu znane słowa.  
„Pewnego dnia przyjdzie męŜczyzna, którego kocham.”  
ś

aden dźwięk nie opuścił jego warg, nie potrzebował tego. Głowę przepełniała mu muzyka.  

 
 
* Przyjdź jaki jesteś, jaki byłeś,  
Jaki chc
ę, byś był  
Jako przyjaciel, jako przyjaciel, jako stary wróg.  
Nie spiesz si
ę, pospiesz się  
To twój wybór, nie spó
źnij się.  
Odpocznij, jak przyjaciel, jak stare wspomnienia  
Wspomnienia
  
(tłumaczenie - Purple_Cat) 
 
 
ROZDZIAŁ XVIII: LICZĄC GWIAZDY  
 
 
in you I see dirty  
in you I count stars  
in you I feel so pretty  
in you I taste god  
in you I feel so hungry  

background image

 

93 

in you I crash cars  
we must never be apart
*  
"Ava Adore", Smashing Pumpkins  
 
 
 
Harry jechał powoli przez ulice Londynu. Od czasu do czasu zerkał na Draco, siedzącego na 
miejscu dla pasaŜera z zamkniętymi oczami. ZbliŜający się zmierzch farbował jego platynowe 
włosy odcieniami czerwieni i pomarańczu, tworząc wokół głowy piękną, miedzianą aureolę.  
Malfoy uniósł powieki dopiero wtedy, kiedy opuścili asfaltową drogę. Spojrzał przez okno i 
marszcząc brwi, przyglądał się otoczeniu. Znajdowali się na jakimś duŜym, pustym polu, 
porośniętym dziką trawą.  
Harry zatrzymał samochód na wprost zachodzącego słońca i wyłączył silnik. Jeszcze przez 
chwilę siedział bez słowa, zanim obrócił się w stronę Draco.  
- Lepiej wysiądźmy - powiedział z nieśmiałym uśmiechem.  
Malfoy czuł się trochę zdezorientowany, ale posłuchał Harry’ego. Stanęli naprzeciw otoczonego 
ciepłymi kolorami, zachodzącego słońca, mruŜąc podraŜnione jego ostatnimi promykami oczy.  
Kiedy juŜ zupełnie zniknęło za horyzontem, Draco odwrócił się, aby popatrzeć na Pottera. Harry 
własnie sprawdzał, która jest godzina.  
- Mmm... zaraz się zacznie - powiedział, sprawiając, Ŝe blondyn jeszcze bardziej zmarszczył brwi.  
- Co się zacznie?  
- To - odparł Harry, wskazując palcem na niebo, nieznacznie powyŜej punktu, gdzie jeszcze 
przed chwilą widzieli słońce.  
Draco miał zaledwie tyle czasu, aby spojrzeć we wskazanym kierunku, gdy donośny dźwięk 
zaczął przeszywać powietrze. Otworzył szeroko oczy, kiedy w końcu to zobaczył. Przysłonił 
dłońmi uszy i nie wiadomo dlaczego, zadrŜał. Wtedy właśnie poczuł najpierw obecność 
kochanka blisko siebie, a potem otaczające go ramiona. Oparł się o jego pierś, niezdolny oderwać 
wzroku od czegoś, co właśnie się do nich zbliŜało.  
W milczeniu obserwowali, jak to coś powiększało się, aŜ w końcu przeleciało nad ich głowami, 
zmierzając w nieznanym kierunku. Powoli zaniknął takŜe i dźwięk, pozostawiając ich w ciszy.  
Zanim Draco znowu się odezwał, upłynęło kilka chwil.  
- To był... - zaczął, ale zabrakło mu słów.  
- ... samolot. Mugolski środek transportu - skończył Harry.  
- Tak, wiem. Tylko nigdy wcześniej go nie widziałem. To znaczy, nie z tak bliska.  
Potter uśmiechnął się, słysząc w głosie Malfoya zdziwienie.  
- Tak podejrzewałem i dlatego cię tutaj zabrałem. Pomyślałem, Ŝe chciałbyś to zobaczyć.  
- Chciałem - potwierdził Draco miękko, opierając głowę na ramieniu kochanka.  
- Ale jesteś smutny - powiedział Harry z lekkim niepokojem w głosie.  
- Jestem? Raczej nie - odparł z westchnieniem. - Dokąd ten samolot poleciał? - zapytał 
niespodziewanie.  
- Nie wiem. Ale gdybyś chciał, jednym z nich mógłbyś dotrzeć wszędzie.  
- JeŜeli wiesz, gdzie to jest - powiedział Draco cicho.  
- Tak. JeŜeli wiesz... - szepnął Harry ze smutkiem.  
A potem przez długi czas obaj milczeli, wpatrzeni w punkt, w którym jeszcze przed chwilą 
widoczny był samolot. I znowu to Draco przerwał ciszę, podnosząc jednocześnie rękę i 
zakreślając płynny ruch w kierunku nieba.  
- Zobacz. Gwiazdy.  

background image

 

94 

- Są bardzo jasne. Mamy dzisiaj przejrzyste powietrze - odpowiedział Harry, oddychając głęboko 
i czując zapach wilgoci i trawy. Czuł, jak Draco drŜy w jego ramionach, więc przytulił go 
mocniej, ale delikatnie, przestraszony, Ŝe znowu go zrani. Przestraszony, Ŝe znowu wszystko 
zepsuje. - Zimno ci? - zapytał, pieszcząc oddechem ucho kochanka.  
Draco obrócił się w jego objęciu tak, Ŝe teraz stał naprzeciw drugiego męŜczyzny, z 
nieodgadnionym wyrazem szarych oczu. Ale Harry nie miał wystarczającej ilości czasu, aby się 
w tym spojrzeniu zagłębić, poniewaŜ Malfoy nagle wtulił twarz w jego klatkę piersiową.  
- Tak, trochę. Ale nie chcę odchodzić. Jeszcze nie - odpowiedział, głosem nieznacznie 
stłumionym przez materiał płaszcza.  
JeŜeli Harry mógłby zobaczyć teraz jego twarz, zauwaŜyłby grymas goryczy na jego ustach.  
Draco zastanawiał się nad dziwnym doborem słów, których uŜył.  
„Nie chcę odchodzić. Nigdy nie chcę odchodzić. Chciałbym zostać tu, w ten sposób, na zawsze. 
Czuję, Ŝe mógłbym teraz umrzeć i wcale bym tego nie Ŝałował’ - zastanawiał się, nieświadomy, 
Ŝ

e w tym momencie Harry myśli dokładnie to samo.  

„Nie mam prawa czuć się szczęśliwy. Ale Bóg wie, Ŝe tak jest. Ta chwila jest wszystkim, o co 
mógłbym prosić. Być moŜe jedynie poza tym, aby trwała wiecznie” - Harry modlił się, 
podnosząc rękę, aby pogłaskać delikatnie miękkie włosy Draco. A potem pochylił się, Ŝeby 
musnąć je wargami.  
Malfoy uniósł głowę, z pytającym wyrazem oczu. Przez chwilę patrzyli na siebie, zanim Draco 
nie przysunął się, powodując, Ŝe ich usta się zetknęły.  
Podczas pocałunku obaj drŜeli, ale nie mogliby powiedzieć, czy to z powodu zimnego wiatru, czy 
niemego uczucia, uparcie schowanego głęboko wewnątrz ich serc, poniewaŜ kaŜdy z nich był 
pewien, Ŝe w ten sposób postępuje właściwie.  
Intymna chwila trwała, dopóki ostry hałas nie rozdarł powietrza ponownie. Odsunęli się od siebie, 
aby spojrzeć na kolejny, zmierzający do swojego celu samolot. I tak samo jak wcześniej, nie 
powiedzieli niczego. AŜ w końcu Harry przerwał ciszę.  
- Chodźmy do domu.  
 
*  
 
Gwiazdy obserwowały ich, kiedy wracali. Gdy dotarli na miejsce, nie było jeszcze szczególnie 
późno, ale Harry był w pewnym sensie tak znuŜony, jak jeszcze nigdy wcześniej.  
- Jak się czujesz? - zapytał miękko.  
- Dobrze. MoŜe trochę zmęczony. Masz coś przeciwko, Ŝebym poszedł wziąć prysznic? - odparł 
Draco.  
- Nie, oczywiście, Ŝe nie - potrząsnął głową. - Powiedz tylko, jeŜeli będziesz czegoś potrzebował.  
- Dam sobie radę - usłyszał jeszcze, jak Draco odpowiada, zanim zniknął w łazience.  
Harry zdjął buty i połoŜył się na łóŜku. Z westchnieniem potarł oczy.  
„Draco. Co mogę powiedzieć? Co mogę zrobić? Dlaczego doprowadziłem do takiej sytuacji?”  
Był tak pochłonięty we własnych myślach, Ŝe nawet nie zauwaŜył, kiedy zasnął.  
Draco, gdy wyszedł z łazienki, znalazł go właśnie we śnie. Potrząsnął zawiniętą w ręcznik głową 
i ostroŜnie podszedł bliŜej, zdjął kochankowi okulary i połoŜył je na pobliskim stoliku. Kiedy 
tylko odwrócił się z powrotem, zauwaŜył, Ŝe Harry wbija w niego swoje zdumiewająco zielone 
oczy.  
- Nie chciałem cię obudzić - przeprosił. Ale drugi męŜczyzna nie wydawał się tego słyszeć.  
- Czy między nami kiedykolwiek się ułoŜy?  
Pytanie przez chwilę wisiało w powietrzu. Draco zamarł w bezruchu, szukając odpowiedzi, której 

background image

 

95 

jednak nie znalazł. Ale kiedy ponownie spojrzał na Harry’ego, zrozumiał, Ŝe ten wcale jej nie 
potrzebuje. Więc połoŜył się obok, chowając twarz w krzywiźnie jego szyi, wdychając zapach 
skóry i pragnąc jej skosztować.  
Jego palce łagodząco utorowały sobie drogę przez gęstwinę czarnych włosów, odpychając daleko 
wszelkie pytania i odpowiedzi, nadzieje i lęki. Harry odkrył, Ŝe kiedy ciało kochanka znajduje się 
tak blisko, nie jest w stanie spójnie myśleć. A gdy te doskonałe, blade wargi rozchyliły się, by 
spróbować wraŜliwej skóry, umysł Harry’ego stopniał całkowicie.  
„Co on robi? Co ja robię? Nie mogę...” - myślał gorączkowo, czując, jak jego ciało zaczyna 
reagować na kaŜdy drobny gest kochanka.  
- Draco... Przestań... Ja...  
- Cicho - szepnął mu Malfoy do ucha, draŜniąc je swoim oddechem. - Kochaj się ze mną...  
Byli zbyt pochłonięci wzajemnymi doznaniami, aby zrozumieć prawdziwe znaczenie tych słów. 
Ręce Draco odpinały kolejne guziki koszuli partnera, pieszcząc wyłaniające się spod niej kawałki 
gładkiej skóry. I Harry nie był w stanie powstrzymać drŜenia, pomimo usilnych prób opanowania 
własnego ciała.  
- Pozwól mi - powiedział Draco, zanim zaatakował jeden z obnaŜonych sutków.  
Więc Harry pozwolił, jęcząc z powodu dotyku i wyciągając ręce, aby sięgnąć tych platynowych 
kosmyków, łaskoczących jego skórę. Palce kochanka pieściły jego ciało domagając się reakcji, 
więc odpowiedział, wołając jego imię w niekończącej się modlitwie. Czuł, jak Draco rozpina mu 
spodnie, sięga pod materiał i zawija palce mocno wokół jego erekcji. Wygiął ciało w łuk, 
wystawiając je na rozkosz, jaką ofiarował mu kochanek.  
W końcu jednak Malfoy zatrzymał się, dając im czas na pozbycie się ubrań. Harry objął go 
delikatnie i przytulił. Jego usta bezustannie pieściły wargi Draco, a ręce badały bladą skórę lekko 
i ostroŜnie, tropiąc gojące się rany i wbijając sobie ich kształt boleśnie w pamięć.  
Draco jęczał, gdy usta kochanka przesuwały się wzdłuŜ jego klatki piersiowej, brzucha, aŜ w 
końcu dotarły do penisa. Pocałunki Harry’ego były tak przyjemne i delikatne, Ŝe czuł, jak się topi 
pod ich wpływem. Jego mięśnie napinały się i rozluźniały na spotkanie kaŜdego dotknięcia. W 
końcu te usta objęły jego męskość i Draco stracił resztki kontroli, jakie jeszcze posiadał.  
Harry robił wszystko, co w jego mocy, aby dać drugiemu męŜczyźnie jak najwięcej rozkoszy, 
poruszając językiem i wargami z wprawą i doświadczeniem, naciskając odpowiednie punkty na 
ciele, aby pasja stała się jak najintensywniejsza.  
Podniecony do granic moŜliwości, Draco zaczął wreszcie wykrzykiwać jego imię, więc Harry 
zwolnił odrobinę, nie chcąc doprowadzić do przedwczesnego końca, przywodząc tym kochanka 
niemal do szaleństwa.  
- Harry... Proszę... Muszę... Muszę cię poczuć... - szepnął wreszcie Draco, chwytając jego rękę, 
unosząc ją do ust, a potem całując i ssąc palce.  
- Jesteś pewien? Ja... - zaczął, wpatrując się w bladą twarz, podczas gdy jego druga dłoń 
nieprzerwanie pieściła erekcję partnera.  
- Proszę... Po prostu to zrób - odpowiedział Draco, z wielkim trudem łapiąc oddech.  
Harry cofnął dłoń i dotknął palcami jego warg, zostawiając na nich wilgotny ślad. Ponownie 
wziął penisa kochanka do ust i zaczął pieścić jego wejście, powodując, Ŝe ciało pod nim wygina 
się, a głowa kochanka szarpie do tyłu.  
- Harry... - syknął Draco, tracąc nad sobą zupełnie kontrolę, kiedy jeden palec znalazł się w jego 
wnętrzu. - Więcej... - Drugi palec podąŜył w ślady pierwszego, więc zamknął oczy i poddał się 
całkowicie doznaniom, jakich dostarczał mu kochanek.  
Potter nie zaprzestawał pieszczot, dopóki nie poczuł, Ŝe Draco odpręŜył się całkowicie i 
odpowiada na jego starania zarówno mową ciała, jak i słowami:  

background image

 

96 

- Teraz... Potrzebuję cię...  
Harry delikatnie wyjął palce i wsunął się w to ciepło tak powoli, jak tylko potrafił. Na moment 
znieruchomiał, gdyŜ ciało pod nim ponownie się napięło, i niemal zatonął w tej gorącej ciasnocie. 
Ale w końcu kochanek poddał się przyjemności i poruszył nieznacznie, pozwalając zatopić się w 
sobie jeszcze bardziej. Harry czuł, jak ręce Draco oplatają jego plecy, głaszcząc je i sprawiając, 
Ŝ

e nie mógł zrobić nic, poza spełnieniem niemej prośby poprzez powolne, głębokie pchnięcia, 

które doprowadziły ich obu na skraj bez najmniejszych trudności.  
- Draco... - szepnął głosem drŜącym z podniecenia. Widział, jak kochanek otwiera szare oczy i 
patrzy na niego wzrokiem przepełnionym Ŝądzą i pragnieniem. - BoŜe... Draco... - powtórzył, 
pochylając się i pochłaniając jego usta tak samo, jak ekstaza pochłonęła ich ciała, unosząc je w 
wirze namiętności, rozkoszy i emocji.  
 
Kiedy leŜeli juŜ zaspokojeni Harry poczuł, jak obrócone ciało Draco kuli się blisko niego, z 
plecami przytulonymi do jego klatki piersiowej. Pocałował go miękko w szyję i pogładził dłońmi 
blade, szczupłe ramiona.  
- Wszystko w porządku? - zapytał cicho, robiąc cokolwiek, aby ukryć strach i ciekawość.  
- Mmm... tak... - odpowiedział Malfoy leniwie, głosem lekko stłumionym przez poduszkę.  
Nie starali się na siebie patrzeć, jednakowo zmęczeni i senni. Ale bezwiednie obaj przez jakiś 
czas w milczeniu przypominali sobie wydarzenia, jakie miały miejsce, kiedy byli razem, myśląc 
o tym, co czuli i czego się teraz po sobie spodziewali.  
Być moŜe, ale tylko być moŜe, gdyby byli w stanie w tym momencie wyrazić swoje obawy i 
pragnienia na głos, odkryliby, Ŝe łączy ich więcej niŜ początkowo sądzili. Ale sypialnia pozostała 
cicha, podczas gdy gwiazdy na zewnątrz z dezaprobatą obserwowały, jak tracą jedną z ostatnich 
szans na naprawienie wszystkiego.  
Tak więc Harry i Draco, jednakowo znuŜeni i rozdarci, odpłynęli w identyczny, pozbawiony 
marzeń sen, próbując nie myśleć o przepaści, jaka ich dzieli pomimo fizycznej bliskości.  
Próbując nie myśleć o dniu, który właśnie minął i zbliŜył ich do końca, długo oczekiwanego, ale 
przepełnionego nieokreślonym lękiem.  
 
 
* W tobie widzę brud  
W tobie licz
ę gwiazdy  
W tobie czuj
ę się atrakcyjny  
W tobie smakuj
ę Boga  
W tobie czuj
ę się taki głodny  
W tobie rozbijam samochody  
Nie mo
Ŝemy nigdy się rozdzielić  
(tłumaczenie - Tobjazz)  
 
 
ROZDZIAŁ XIX: DZIŚ W NOCY  
 
 
time is never time at all  
you can never ever leave  
without leaving a piece of youth  
and our lives are forever changed  

background image

 

97 

we will never be the same  
the more you change the less you feel  
believe, believe in me, believe... believe  
that life can change, that you're not stuck in vain  
we're not the same, we're different tonight  
tonight... tonight, so bright  
tonight... tonight
*  
"Tonight, Tonight", Smashing Pumpkins  
 
 
Wchodzili razem do mieszkania po raz ostatni, ale tylko Draco o tym wiedział. Kiedy Potter 
włączył światło, przez jego ciało przebiegł dreszcz.  
- Coś się stało? - zapytał Harry zmartwionym głosem, widząc zmarszczone brwi kochanka.  
Malfoy potrząsnął głową.  
- Nie, nic takiego - zaprzeczył, ale Potter najwyraźniej mu nie uwierzył.  
- Wiesz... Ŝe moŜesz mi powiedzieć. JeŜeli tylko chcesz... - zachęcił niepewnie.  
Draco uśmiechnął się czule, widząc niezdecydowanie Harry’ego. Od dnia, kiedy pobił go prawie 
na śmierć, był niespokojny i przestraszony, a kaŜdy ruch wykonywał po dłuŜszym zastanowieniu. 
To napełniało Draco smutkiem i współczuciem. Ale nie miał czasu, aby analizować swoje 
emocje. W zasadzie nie miał czasu na nic. Gorzki grymas wykrzywił jego usta.  
- Co byś chciał usłyszeć, Harry? śe cię nienawidzę? - Słysząc te słowa, Potter wzdrygnął się i 
odwrócił wzrok. Draco westchnął. - Spójrz na mnie - powiedział i Harry niepewnie wykonał 
polecenie. - Nie jestem na ciebie zły za to, co zrobiłeś. Nie winię cię i nie chcę, Ŝebyś sam bez 
końca pogrąŜał się w wyrzutach sumienia. To bezcelowe, nie sądzisz? - Potter zamrugał, jak 
gdyby ktoś właśnie uderzył go w twarz. - Chodź tu. Chcę mieć dobre wspomnienia z tej nocy - 
dodał Draco łagodnie.  
Potter posłuchał, nawet się nie zastanawiając, co tak naprawdę znaczą słowa kochanka.  
 
*  
 
and you know you're never sure  
but you're sure you could be right  
if you held yourself up to the light  
and the embers never fade in your city by the lake  
the place where you were born  
believe, believe in me, believe... believe  
in the resolute urgency of now  
and if you believe there's not a chance tonight  
tonight... tonight, so bright  
tonight... tonight
  
 
*  
 
„Malfoy... co ty ze mną robisz?”  
Harry przymknął z zaskoczenia oczy, nie mając pojęcia, dlaczego akurat to zdanie nagle pojawiło 
się w jego umyśle.  
„Ja nie... proszę, nie... nie przestawaj...”  

background image

 

98 

„To moje słowa? Nie pamiętam, abym kiedykolwiek powiedział coś takiego” - zastanawiał się, 
kiedy Draco, ten prawdziwy, przerwał jego marzenia.  
- Coś się stało?  
„Coś się stało, Potter? Rozluźnij się” - powiedział głos tonem denerwująco rozbawionym.  
Draco widział, jak męŜczyzna ponownie zamrugał i zapatrzył się przed siebie.  
- Harry? - zapytał zdezorientowany.  
- Tak? - odpowiedział, wracając do rzeczywistości.  
- Chcesz, Ŝebym przestał? - zapytał Draco.  
„Chcesz, Ŝebym przestał, Potter?  
„Nie, proszę, nie przestawaj” - usłyszał swoją odpowiedź.  
- Nie, proszę, nie przestawaj - beznamiętnie powtórzył rozbrzmiewające mu w głowie słowa i 
pochylił się, Ŝeby pocałować ofiarowane mu miękkie wargi.  
Draco na moment zmarszczył brwi, uderzony przez nagłe uczucie déjà-vu, ale zaraz uśmiechnął 
się z zadowoleniem.  
- To dobrze - powiedział i zaczął rozpinać koszulę kochanka. Zsunął mu ją z ramion i wychylił 
się, by muskać ustami i draŜnić wraŜliwą skórę na szyi. Harry szarpnął głową do tyłu, oferując 
gardło tym głodnym wargom. Jęknął, gdy zaatakowały go delikatne pocałunki i leciutkie 
ukąszenia. Otoczył ramionami smukły tors kochanka.  
- PrzeraŜasz mnie - szepnął nieświadomie.  
Draco zamarł w bezruchu, kiedy wreszcie prawda do niego dotarła.  
„PrzeraŜasz mnie.”  
„Chcesz, Ŝebym przestał?”  
„Malfoy, co ty ze mną robisz?”  
„Chcesz, Ŝebym przestał?”  
Draco przypomniał sobie, jak spełnił te błagania i kochał się z Harrym po raz pierwszy w 
Hogwarcie, na ich pełnym zagubienia, siódmym roku.  
„On... pamięta!” - pomyślał spanikowany, ale Potter objął go mocniej i zaczął odwzajemniać 
pieszczoty, jednocześnie pozbywając się jego koszuli.  
Kochaj się ze mną dziś w nocy - powiedział głosem odległym, jakby dopiero powrócił z 
pogrzebanej głęboko przeszłości.  
- Harry... - Draco westchnął, czując, jak ręka kochanka wędruje w dół jego brzucha, a wargi 
zaciskają się na sutku.  
Proszę... - Potter nagle szepnął naprzeciw jego piersi. - Proszę, chcę cię poczuć w sobie. 
Prosz
ę... - powtórzył jeszcze, zanim jego język nie wrócił do smakowania bladej skóry kochanka.  
Draco jęczał, gubiąc się, poniewaŜ niemoŜliwym było teraz odróŜnienie chwili obecnej od 
przeszłości, rzeczywistości od marzeń. Wplótł palce w czarne włosy i przechylił głowę Pottera 
tak, aby ich spojrzenia mogły się spotkać. Zobaczył zielone otchłanie wypełnione Ŝądzą i 
pragnieniem. Uśmiechnął się i złapał dolną wargę Harry’ego między zęby, ssąc ją delikatnie 
przez chwilę, zanim jej nie uwolnił i nie zaatakował językiem ciepłego wnętrza. Zrobił to w ten 
sam sposób jak wtedy, kiedy byli w szkole. I został wynagrodzony miękkim jękiem. Przesunął 
ręką wzdłuŜ ciała kochanka, aŜ dotarł do twardego penisa i dotknął go przez materiał spodni.  
- Jesteś pewien? - Pytając uŜył dokładnie tych samych słów jak kiedyś, nie przejmując się, Ŝe 
prowadzi niebezpieczną grę. Ich ostatnią grę.  
„Jesteś pewien, Potter?”  
Młody Gryfon skin
ął głową, a jego zielone oczy za szkłami okularów były tak duŜe, Ŝe Malfoy 
zdj
ął je i stanął naprzeciw nieskupionego, ale pełnego determinacji spojrzenia. Ślizgon 
u
śmiechnął się z wyŜszością.  

background image

 

99 

- Tak… - wysyczał Harry, czując pieszczotę smukłych palców.  
- Sprawi
ęŜe tego nie poŜałujesz - wyszeptał do ucha kochanka, rozpinając jego spodnie.  
- Wiem, Ŝe nie będę - powiedział Harry cicho i półnagi, z zamkniętymi oczami, połoŜył się na 
łóŜku. Draco patrzył na niego przez chwilę, czując przeszywające jego serce Ŝądło bólu.  
„A jednak to zrobiłem. Sprawiłem, Ŝe Ŝałujesz” - pomyślał gorzko, po czym połoŜył się obok 
kochanka i zdjął mu okulary.  
Harry wbił w niego nieskupione, przepełnione pragnieniem spojrzenie. Dokładnie jak wtedy. I 
tak samo, jak wtedy, pewne.  
„Czy zdawałem sobie sprawę, Ŝe w tamtym momencie w tych oczach była takŜe miłość? 
Wiedziałem, co zrobię i co stracę? - zastanowił się Draco, niezdolny oderwać wzroku od 
Harry’ego. Ale teraz nie chciał szukać odpowiedzi.  
- Zamknij oczy - powiedział w zamian i uśmiechnął się miękko. Kochanek posłuchał, oddając się 
zupełnie w jego ręce, które rozebrały go i podniecały, dopóki nie był w stanie robić niczego 
innego niŜ błagać o więcej.  
- Harry - szepnął Draco, głaszcząc jego erekcję z roztargnieniem. - Nie chcesz kochać się ze mną? 
- zapytał draŜniąco.  
Potter powstrzymał jęk.  
- Nie… - powiedział z wielkim trudem, na co Draco zmarszczył brwi. - Chcę… Ŝebyś ty kochał 
się ze mną - wyjaśnił i stęknął, kiedy dłonie kochanka odsunęły się od niego.  
Nawet mimo niewyraźnego obrazu, jaki miał przed sobą, Harry mógł dostrzec wstrząśnięty 
wyraz twarzy Malfoya. Coś, co nie było częstym zjawiskiem.  
- Chcesz… Ŝebym to ja kochał się z tobą? - zapytał niepewnie.  
Przytaknął i zamknął oczy.  
Draco studiował jego pięknie zarumienioną twarz, niesamowite ciało i ukrytą w nim duszę. 
Wszystko, co kochał.  
- Harry, nie chcę cię zranić…  
Kochanek uśmiechnął się do niego, nawet nie podnosząc powiek.  
- Nie zranisz mnie. Nie jesteś mną - powiedział głosem pełnym goryczy, a potem złapał dłoń 
Draco i uniósł ją do swoich ust.  
„Być moŜe teraz nie. Ale kiedyś na pewno to zrobiłem. A ty, Harry, prędzej czy później 
wszystko sobie przypomnisz. I co wtedy zrobisz? Równie chętnie mi siebie zaoferujesz?” - W tej 
chwili jednak kochanek całował jego palce z czcią i czułością, więc Draco odepchnął od siebie te 
myśli.  
- I wiem, Ŝe nie sprawisz, iŜ kiedykolwiek będę tego Ŝałował. Proszę, kochaj się ze mną - 
powiedział jeszcze Harry, a potem zaczął ssać smukłe palce.  
To było jak poraŜenie prądem. Draco przesunął drugą rękę, Ŝeby móc pieścić włosy, policzki i 
szyję partnera.  
- Jesteś pewien? - zapytał po raz kolejny.  
 
*  
 
we'll crucify the insincere tonight  
we'll make things right, we'll feel it all tonight  
we'll find a way to offer up the night tonight  
the indescribable moments of your life tonight  
the impossible is possible tonight
  
 

background image

 

100 

*  
 
Draco widział, jak ciało kochanka spina się całe pod wpływem wtargnięcia.  
- OdpręŜ się - powiedział łagodnie i pochylił, aby polizać jego penisa.  
Harry jęknął, czując zagłębiające się w nim palce. Zamknął oczy i westchnął.  
- Och, BoŜe… Draco…  
Malfoy uśmiechnął się z satysfakcją i nie przestając pieścić erekcji kochanka, wycofał palce. 
Kiedy w niego wchodził, Potter nie uniósł powiek. Jeden płynny ruch. Harry krzyknął i napiął 
mięśnie wokół penisa partnera.  
- Cicho… Jeśli chcesz, mogę przestać…  
- Nie… - wydyszał. - Wszystko w porządku. Ja… czuję, Ŝe w ten sposób jest… właściwie - 
powiedział miękko.  
- Otwórz oczy.  
Harry posłuchał i jego wzrok napotkał szare spojrzenie. Draco patrzył ze zmartwioną miną na 
zaczerwienioną twarz kochanka i jego zaciśnięte w cienką kreskę wargi. Przytłoczony widokiem 
pochylił się i dotknął tych nęcących ust, całując je, aŜ ciało pod nim nie odpręŜyło się i Harry nie 
zaczął jęczeć. Zaczął powoli poruszać się w jego wnętrzu, aŜ do momentu, gdy nawet myślenie o 
oddychaniu stało się zbyt trudne. W końcu jego starania doprowadziły do tego, Ŝe Potter zatracił 
się całkowicie.  
- Draco… - szepnął. - Nie zostawiaj mnie. Nie zostawiaj mnie znowu. - Jego głos był niespójny, 
sam nawet go niemal nie słyszał, czuł tylko, Ŝe to, co powiedział, jest właściwe. śe juŜ dawno 
powinien o to poprosić.  
Malfoy zamknął oczy, pozwalając słowom otoczyć go, podobnie jak emocjom, które odczuwał 
juŜ od tak długiego czasu. I modląc się, aby trwały zawsze.  
- Harry… - powiedział cicho, dotykając skóry kochanka, draŜniąc jego penisa i poruszając się w 
nim powoli i głęboko. Potter znowu jęknął i odrzucił głowę do tyłu, ofiarując siebie dokładnie tak 
samo, jak robił to, gdy był jeszcze Złotym Chłopcem w Hogwarcie.  
„Nie przypominaj sobie. Nie teraz. Nigdy” - pomyślał Draco, jak opętany całując słoną skórę na 
szyi.  
- Proszę… - Malfoy nagle zorientował się, Ŝe błaga, ale podniecenie stało się nie do wytrzymania, 
a kaŜdy problem i kaŜdy lęk zniknął w jego intensywności. Jedyne, co do niego docierało, to głos 
Harry’ego wykrzykującego jego imię. Więc poszedł w jego ślady, powtarzając jedno słowo w 
niekończącym się szepcie jak kołysankę, która porwała ich obu w oszałamiający spokój 
spełnienia.  
 
- Proszę, obejmij mnie - wymruczał Harry, tuląc się do kochanka i kładąc mu głowę na piersi.  
Malfoy wplótł palce w czarne włosy, głaszcząc je z roztargnieniem, kiedy obaj pogrąŜali się we 
ś

nie. Słyszał, jak oddech męŜczyzny staje się spokojny i regularny.  

- BoŜe, Draco… Kocham cię.  
Na dźwięk tych słów rytm serca blondyna gwałtownie przyspieszył. Dokładnie to samo słyszał 
dawno temu.  
- Harry? - odezwał się przestraszonym szeptem, czekając, aŜ historia się powtórzy.  
Tym razem jednak nie usłyszał odpowiedzi. Jego kochanek nadal spał i Draco nie był w stanie 
zrobić niczego innego niŜ obserwować go we śnie przez całą noc, z sercem tak samo boleśnie 
bijącym w klatce piersiowej jak myśli i pytania wirujące w jego głowie.  
Kiedy nadszedł świt, ciągle nie uzyskał Ŝadnej odpowiedzi. Pełen lęku wstał, ostroŜnie, aby nie 
obudzić Harry’ego, ubrał się mechanicznie, znalazł kawałek papieru i napisał na nim kilka słów. 

background image

 

101 

PołoŜył kartkę na stoliku, blisko okularów. Raz jeszcze spojrzał na swojego kochanka, swoją 
miłość, jak gdyby chciał napełnić oczy i serce widokiem jego zrelaksowanej sylwetki.  
„Tak jest lepiej, dla nas obu” - przerwał mu wewnętrzny głos.  
Westchnął i delikatnie dotknął włosów Harry’ego. W końcu wyrwał się z tego bolesnego 
niezdecydowania, opuścił pokój i zamknął za sobą drzwi wejściowe.  
I odszedł. Być moŜe na zawsze.  
 
 
* Czas nigdy nie jest tylko czasem  
Nigdy nie uda Ci si
ę odejść bez opuszczenia części młodości  
I nasze 
Ŝycia na zawsze zmienione  
Nigdy nie b
ędziemy tacy sami  
Im wi
ęcej zmieniasz tym mniej czujesz  
Uwierz, uwierz we mnie, uwierz  
ś

ycie moŜe się zmienić, nie jesteś zatrzymany na próŜno  

Nie jesteśmy tacy sami, dziś wieczorem jesteśmy inni  
Dzi
ś wieczorem, tak jasno  
Dzi
ś wieczorem  
 
I wiesz 
Ŝe nigdy nie jesteś pewny  
Ale jeste
ś pewny Ŝe moŜesz mieć rację  
Je
śli podniesiesz się do światła  
Niedopałki nigdy nie zanikn
ą w Twoim mieście nad jeziorem  
Miejsce gdzie si
ę urodziłeś  
Uwierz, uwierz we mnie, uwierz  
W ten stanowczy po
śpiech  
Je
śli wierzysz, to nie ma dzisiaj szans  
Dzi
ś wieczorem, tak jasno  
Dzi
ś wieczorem  
 
Ukrzy
Ŝujemy dziś nieszczerego  
Zrobimy to dobrze, poczujemy to wszystko dzi
ś  
Znajdziemy sposób by zaoferowa
ć tej nocy  
Nieopisane momenty Twojego 
Ŝycia dziś wieczorem  
Niemo
Ŝliwe dziś staje się moŜliwe  
(tłumaczenie - kkinguus) 
 
 
ROZDZIAŁ XX: OSTATNIA SZANSA  
 
 
Can't we give ourselves one more chance?  
Why can't we give love that one more chance?  
Why can't we give love give love give love?  
Give love give love give love give love give love?  
Cause love's such an old fashioned word  
And love dares you to care  

background image

 

102 

For people on the edge of the night  
And love dares you to change our way  
Of caring about ourselves
*  
"Under Pressure", Queen  
 
 
Gdyby Harry choć w najmniejszym stopniu podejrzewał, co przyniesie mu kolejny poranek, na 
pewno nie obudziłby się z błogim uśmiechem na ustach, który nie chciał go opuścić, pomimo 
irytującego brzęczenia telefonu. Świadomość wróciła do niego w momencie, kiedy dźwięk ustał, 
więc westchnął i przeciągnął się leniwie.  
- Draco? - zawołał cicho i wyciągnął rękę, przeszukując stronę łóŜka, na której spodziewał się 
znaleźć kochanka. - Draco? - powtórzył, teraz juŜ z niepokojem, kiedy jego palce nie napotkały 
na nic poza zimną pościelą.  
Sekundę później był całkowicie przebudzony. Sięgnął po okulary i wsunął je na nos. Rozejrzał 
się wokół i głęboko zmarszczył brwi, kiedy uświadomił sobie panującą wszędzie ciszę, 
podkreślającą jeszcze brak odpowiedzi na jego pytanie.  
W końcu wstał z łóŜka i zajrzał do łazienki.  
- Draco, jesteś tu?  
Ponownie Ŝadnej reakcji. Harry przełknął nerwowo ślinę i przeszukał wszystkie pomieszczenia, 
nawet balkon, ale nie zobaczył tam uspokajającej sylwetki Malfoya, opierającego się o balustradę 
i palącego papierosa.  
Gdy wrócił do sypialni, był więcej niŜ zaniepokojony. Dalej trzymał się nadziei, Ŝe Draco po 
prostu wyszedł, nawet jeśli sam sobie nie mógł wytłumaczyć, dlaczego i po co kochanek miałby 
to zrobić. Po chwili, kiedy dostrzegł leŜącą na stoliku kartkę papieru, i ta moŜliwość zanikła.  
„Jak mogłem jej wcześniej nie zauwaŜyć?” - zastanowił się, biorąc notatkę do ręki. Nawet jeśli 
zauwaŜył drŜenie swojej dłoni, nie zastanawiał się, dlaczego tak się dzieje. Przez chwilę trzymał 
złoŜoną kartkę i patrzył na nią, ale tak naprawdę jej nie widział. W końcu jednak westchnął i 
przeczytał:  
 
Harry, nasza umowa dobiegła końca.  
Draco  
P.S. Nie szukaj mnie. Nie pisz do mnie. Nawet nie my
śl o mnie.  
 
W momencie, kiedy treść słów do niego dotarła, jego ciało zamarło w bezruchu. Dla kogoś 
patrzącego z boku, mógłby się wydawać doskonałą, marmurową kopią samego siebie. Posągiem, 
trzymającym w lewej ręce kawałek papieru, z oczami niezdolnymi widzieć czegokolwiek.  
„Umowa się skończyła. Wczoraj. Skończyła się wczoraj wieczorem. Zupełnie o tym 
zapomniałem” - przebiegła mu przez głowę refleksyjna myśl. - „Draco miał odejść juŜ wczoraj. 
Zapomniałem. Och, więc…” - zastanawiał się, a w tym czasie jego palce, cięŜkie jak kamienie, 
straciły kontrolę i notatka bezgłośnie upadła na podłogę. W końcu do niego dotarło, Ŝe Malfoya 
juŜ tu nie ma. I wreszcie był w stanie pojąć znaczenie tych dwóch słów. - „Draco. Odszedł.”  
Harry dokładnie wsłuchał się w dźwięk kaŜdego z rozbrzmiewających mu w głowie słów. 
Wydawały się takie bezosobowe. Tak przeraŜająco puste.  
ZadrŜał. Jego ciało zaczęło wykazywać nieświadome oznaki Ŝycia. Teraz nie mógł przestać się 
trząść. Nie mógł przestać myśleć o Draco.  
O Draco, który odszedł.  
Odkrył, Ŝe nie jest zdolny do zrobienia czegokolwiek poza bezmyślnym gapieniem się w 

background image

 

103 

szyderczo niewinnie wyglądający kawałek papieru, który leŜał u jego stóp.  
- Dopiero nauczyłem się kochać cię znowu - szepnął, roztrzaskując nienaturalną ciszę, a wtedy 
pojedyncza łza zaczęła spływać po jego policzku, zostawiając po sobie wilgotny ślad.  
I kiedy cisza zapanowała ponownie, zaczął się zastanawiać, dlaczego wybrał akurat takie, 
ostatnie słowo.  
„Znowu?”  
„Znowu” - szepnęło coś w jego głowie, a potem wszystko spowiła ciemność.  
 
*  
 
W klasach Hogwartu, późnym, listopadowym wieczorem było niesamowicie zimno.  
Harry, opatulony w dodającą otuchy pelerynę niewidkę, zadrŜał i rozłoŜył Mapę Huncwotów. Po 
krótkiej, uwaŜnej obserwacji, skupił wzrok na swoim celu. Zaśmiał się gorzko, zapisując w 
pamięci kierunek. Schował pergamin i w milczeniu kontynuował drogę w stronę nieznanego mu 
pomieszczenia w ślizgońskich lochach.  
Gdy dotarł na miejsce, zza grubych, drewnianych drzwi dobiegł go znajomy akcent.  
- JeŜeli to jest to, czego ode mnie oczekujesz, ojcze, cóŜ mogę powiedzieć? - Harry usłyszał 
spokojny, zrezygnowany ton głosu swojego największego wroga.  
- Nic, Draco. Niczego nie musisz mówić. Chcę tylko, Ŝebyś zrobił to, co musisz. Tutaj nie ma 
miejsca na dyskusję. - Tym razem rozpoznał głos Lucjusza Malfoya.  
A potem zapadła cisza.  
 
Przez jakiś czas czekał pod drzwiami, starając się wymyślić pretekst, dla którego mógłby stanąć 
twarzą w twarz ze Ślizgonem. Niestety, nie znalazł Ŝadnego dobrego powodu.  
Od początku siódmej klasy wiedział, Ŝe ten rok przyniesie wiele zmian. JuŜ w czasie wakacji 
jego blizna sygnalizowała, Ŝe Voldemort niedługo przerwie ten dziwaczny spokój, jaki panował 
od przeklętego, czwartego roku.  
Kiedyś Ron wyjawił mu, Ŝe aby wygrać w szachy, kaŜdy element musi znaleźć się na właściwym 
miejscu. „Najpierw przygotuj pole bitwy, a potem uderz” - powiedział przyjaciel.  
Harry uznał, Ŝe metafora ta jest doskonała do określenia taktyki Voldemorta. Dumbledore nie 
utrzymywał swoich ruchów w sekrecie, więc Harry był pewien, Ŝe tak szybko, jak tylko wróg 
będzie gotowy, coś się wydarzy.  
Ale czy on sam takŜe był gotowy?  
Potter zastanawiał się nad tym codziennie po przebudzeniu, przyciskając dłonie do rozpalonej od 
wizji nieprawdopodobnych posunięć Voldemorta blizny.  
Dlatego, siadając pomiędzy Ronem i Hermioną w ekspresie hogwardzkim, pozwolił spojrzeniu 
błądzić po krajobrazie za oknem, rozmyślając o elementach, polu bitwy i sposobie na zwycięstwo, 
poniewaŜ przegrana dla niego nawet nie wchodziła w grę.  
I kiedy jego wzrok ponownie skupił się na wnętrzu przedziału, kątem oka zauwaŜył na korytarzu 
błysk platynowych włosów. Kiedy się odezwał, śmiertelnie powaŜnym tonem głosu, przestraszył 
swoich przyjaciół:  
- Zastanawiam się, czy będę w stanie go zabić.  
Gdy Ron i Hermiona otrząsnęli się juŜ z szoku, rudzielec zapytał:  
- Sam-Wiesz-Kogo?  
Harry spojrzał na niego i zmarszczył brwi. W tym momencie Voldemort był ostatnią osobą, o 
której myślał.  
- Nie, Malfoya - odparł, sprawiając, Ŝe przyjaciele wstrzymali oddech. - KaŜdy wie - 

background image

 

104 

kontynuował spokojnie - komu lojalna jest jego rodzina. KaŜdy wie, w czyje szeregi wstąpi, gdy 
tylko skończy się rok szkolny. A ja wiem, Ŝe gdzieś tam będę musiał stanąć z nim twarzą w twarz. 
Zastanawiałem się, czy jeśli będzie to konieczne, dam radę go zabić.  
Ani Ron, ani Hermiona nie potrafili udzielić mu odpowiedzi. Ale Harry jej nie potrzebował, 
poniewaŜ głęboko w głębi serca wiedział, Ŝe nie byłby w stanie spojrzeć Malfoyowi prosto w 
jego przejrzyste oczy i wypowiedzieć owych dwóch słynnych słów:  
Avada Kedavra.  
 
Harry zadrŜał ponownie, otrząsając się ze wspomnień. Za zamkniętymi drzwiami nadal panowała 
cisza. Na chwilę zamknął oczy, westchnął, a potem wyciągnął rękę, nacisnął klamkę i pchnął 
drzwi.  
Draco siedział na fotelu przed kominkiem. Nie wydawało się, Ŝe usłyszał, iŜ ktoś wszedł do 
pokoju. Jego sylwetka była całkowicie nieruchoma, z łokciami wspartymi o kolana i twarzą 
ukrytą w dłoniach.  
Harry zrobił krok do przodu, niepewny, jak ma dalej postąpić.  
- Wolałbym teraz zostać sam - odezwał się nagle Malfoy, głosem brzmiącym dziwnie miękko. 
Harry wstrzymał oddech, na chwilę ulegając panice, gdy Ślizgon podniósł wreszcie bladą twarz. 
Ale gdy tylko zauwaŜył jego zmarszczone ze zdziwienia brwi przypomniał sobie, Ŝe ciągle ma na 
sobie pelerynę.  
I to był właśnie moment, gdy naprawdę podjął swoją decyzję.  
Pozwolił, aby okrycie zsunęło mu się z ramion, odkrywając jego sylwetkę i naraŜając się na 
lodowate spojrzenie swojej Nemezis.  
Potter - Malfoy warknął, jak gdyby to nazwisko było przekleństwem. - Co ty tutaj, do cholery, 
robisz?  
Harry nie odpowiedział, ale nie odrywał od bladego chłopca niepewnego wzroku. Draco za to 
wstał, splótł ręce na piersi i wbił w Gryfona wyzywające spojrzenie. Czekał na odpowiedź.  
- Ja… - zaczął Potter, starając się ze wszystkich sił nadać głosowi pewny ton. „Dlaczego nagle 
tak trudno mi stawić czoła Malfoyowi?” - zastanowił się. - Chciałem porozmawiać.  
Ś

lizgon wygiął brew w łuk.  

- Więc mów - westchnął w końcu. Harry patrzył, jak ze zmarszczonymi brwiami ponownie siada 
w fotelu. - Wiem, co myślisz. I sądzę, Ŝe moim obowiązkiem jest przypomnieć ci, iŜ w kaŜdej 
chwili mogę posłać cię do diabła. Teraz moŜesz kontynuować. - Draco uśmiechnął się z 
wyŜszością i wykonał gest w stronę krzesła, po czym jeszcze raz potarł dłonią czoło i westchnął.  
Potter przyciągnął fotel bliŜej Malfoya i usiadł naprzeciwko niego. Przez kilka chwil obserwował 
swojego wroga. Ślizgon był bledszy niŜ zwykle, miał ciemne kręgi pod oczami i zmęczony 
wyraz twarzy. Harry odezwał się, zanim zdąŜył pomyśleć co robi.  
- Czym się martwisz?  
Przez ciało Malfoya przebiegł dreszcz.  
- Na Merlina, Potter... - Ślizgon szybko odzyskał pewność siebie. - Co ci pozwala myśleć, Ŝe 
gdybym rzeczywiście czymś się martwił, zwierzyłbym się właśnie tobie? - zapytał z uśmieszkiem.  
Harry otrząsnął się z odrętwienia.  
- Nie wiem. Pewnie dlatego, Ŝe gdybym ja był na twoim miejscu, szukałbym pomocy.  
- A od kiedy ja zachowuję się tak jak ty, Potter? CzyŜby to była niezbyt subtelna rada, abym 
podąŜał w ślady Złotego Chłopca? - kontynuował, a uśmiech na jego twarzy poszerzał się coraz 
bardziej.  
- Dobra - warknął Harry z gniewem. - Usłyszałem, co mówił twój ojciec - wymamrotał pod 
nosem z nadzieją, Ŝe Malfoy mu uwierzy. Wytrzymał wyzywające, nieufne spojrzenie swojego 

background image

 

105 

wroga i ze zdumieniem spostrzegł, Ŝe jego blada twarz marszczy się, ukazując dobrze dotąd 
skrywaną samotność i udrękę.  
- Powinienem kazać ci się odpierdolić - stwierdził Draco ponuro, zanim nie zapadł się z 
powrotem w fotelu i nie zasłonił oczu dłońmi.  
- Ale nie kazałeś. Dlaczego?  
Malfoy nie odpowiedział. Prawdopodobnie dlatego, Ŝe był zbyt zajęty zastanawianiem się, 
dlaczego nie przeklął Harry’ego, jak tylko ten się przed nim pojawił. Ślizgon wzruszył 
lekcewaŜąco ramionami.  
- A co z tobą, Potter? - zapytał, patrząc w głąb zielonych oczu. - ZauwaŜyłem, Ŝe obserwujesz 
mnie od początku roku szkolnego. Nie walczysz ze mną jak kiedyś. Często za mną łazisz. Masz 
jakiś problem, Potter? Jest coś, co chciałbyś mi wyznać? - Uśmiechnął się złośliwie.  
Harry zamrugał, zdumiony swoim brakiem spostrzegawczości. Ani przez moment nie przyszło 
mu do głowy, Ŝe jego działania są aŜ tak oczywiste.  
- Ja… - zaczął. - Myślałem o tobie - powiedział i natychmiast tego poŜałował. Jego słowa 
zabrzmiały w zupełnie niewłaściwy sposób.  
Malfoy wpatrywał się w niego z dziwnym pół uśmieszkiem.  
- Więc o to chodzi? Jestem obiektem twoich mokrych snów, Potter? Czuję się zaszczycony. 
Naprawdę - powiedział z fałszywą powagą.  
Wbrew jego usilnym staraniom, słowa Ślizgona wprowadziły Harry’ego w stan 
niewytłumaczalnego zakłopotania i sprowadziły prawie nieświadomy, bezradny rumieniec. W 
zamyśleniu wbijał wzrok w ziemię, nie dostrzegając nawet, Ŝe Malfoy podszedł bliŜej.  
Cofnął się, kiedy zimna ręka dotknęła jego podbródka, zmuszając go do podniesienia wzroku. 
Draco patrzył na niego szarymi, czystymi jak woda oczami. A potem powoli pochylił się i Harry 
poczuł, jak jego ciepły oddech pieści mu policzek.  
- śartowałem, Potter - szepnął Malfoy rozbawionym tonem, uwaŜnie obserwując reakcję Gryfona.  
Harry westchnął, choć w danej chwili nie mógłby stwierdzić, czy z ulgi, czy z rozczarowania.  
Chciał coś powiedzieć. Chciał odepchnąć swojego wroga. Chciał zrobić cokolwiek. Ale Draco 
był tak blisko. Tak cholernie realistyczny, uspokajający i na tym miejscu właściwy, z wargami 
tylko o kilka cali od policzka Harry’ego i ręką nadal parzącą dotykiem jego skórę.  
Nie doczekawszy się odpowiedzi, Malfoy zmarszczył brwi. Zmarszczka jeszcze się pogłębiła, 
kiedy zauwaŜył, Ŝe Gryfon wpatruje się w jego usta.  
Z wahaniem przesunął po nich koniuszkiem języka, jednym szybkim, róŜowym mignięciem.  
Wzrok Pottera nie stracił zdecydowania, a wręcz podąŜył za tym ruchem w czymś na kształt 
transu.  
Malfoy był zdezorientowany. Oczywiście wcześniej Ŝartował. Ale Harry widocznie nie miał 
zamiaru porzucać swojej gryfońskiej postawy.  
- Potter?  
- Mmm…  
- Co…?  
Jedno słowo mogło znaczyć wiele rzeczy. Ale Harry nie martwił się rozwaŜaniem niekończących 
się moŜliwości. Po prostu usłyszał, jak jego głos odpowiada.  
- Nie wiem.  
To była prawda. Przyszedł tutaj z dokładnym planem. Miał przygotowaną przemowę. Wiedział, 
czego chce. I miał konkretne powody.  
Ale teraz wszystko wydawało się takie odległe w porównaniu z tymi cienkimi, bladymi wargami. 
Usta Malfoya były w tym momencie jedynym problemem, jaki zaprzątał jego umysł.  
„Czy są miękkie i jedwabiste? Czy zimne i twarde?”  

background image

 

106 

W jakimkolwiek innym momencie, wstydziłby się takich myśli. Pewnie nawet nie przyszłyby mu 
do głowy.  
Draco z kolei czuł się zaszokowany. Oczy Pottera były jak otwarta ksiąŜka. I ta na czerwono 
zabarwiona skóra, która zdawała się parzyć koniuszki jego palców, upewniła go, Ŝe dobrze 
odczytał zielone spojrzenie.  
Harry był zaskoczony.  
Malfoy to wiedział. A nauczono go, aby korzystać ze słabości wroga. NiewaŜne, w jaki sposób.  
Tak więc, zdając się na wrodzony, ślizgoński instynkt, pochylił się i zaatakował. Choć gdy z 
ostroŜną lekkością dotknął ust Gryfona, Ŝaden postronny obserwator nie nazwałby tego w ten 
sposób.  
Draco wydawał się prawie przestraszony moŜliwością zniszczenia Pottera. Ale Harry nie był 
Chłopcem, Który PrzeŜył bez powodu. Więc kiedy pierwszy szok związany z tym ciepłym i 
draŜniącym kontaktem osłabł, zachował się jak prawdziwy, dzielny lew. OdwaŜnie rozchylił 
wargi, prowokując tym Malfoya do zrobienia kolejnego kroku.  
I Draco zrobił. Zatracił się w uzaleŜniającym cieple wnętrza tych ust, badając je łapczywie, ale 
delikatnie.  
Uspokajali się, Ŝe wszystko wróci do normy źniej.  
Ale nie wiedzieli, Ŝe źniej juŜ nie będą chcieli, aby wszystko wróciło do normy.  
 
*  
 
Harry zamrugał.  
„Gdzie jestem?”  
Zorientował się, Ŝe leŜy na podłodze.  
„To jest mój pokój. Moja sypialnia. Śniłem. O mnie, Draco i…” - otworzył szeroko oczy, kiedy 
poczuł w głowie uderzenie silnego bólu - „… naszym siódmym roku” - pomyślał, ściskając 
dłońmi skronie, gdyŜ miał wraŜenie, Ŝe jego mózg w kaŜdej chwili moŜe eksplodować. - 
„PoniewaŜ ja i Draco byliśmy razem. Byliśmy razem juŜ wcześniej. Wszystko zaczęło się dlatego, 
bo chciałem namówić go na zmianę stron. Ale w końcu nie pragnąłem juŜ niczego poza nim. 
Wtedy mu powiedziałem. Powiedziałem, Ŝe… Kurwa, powiedziałem mu, Ŝe go kocham. I…  
Zanim Harry zdąŜył pogrąŜyć się w kolejnych bolesnych wspomnieniach, ponownie zadzwonił 
telefon. Ruszając się jak pod wodą, uniósł słuchawkę i przyłoŜył ją do ucha, ale nic nie 
powiedział. Przez chwilę wsłuchiwał się w ciszę, która końcu została przerwana przez drąŜący 
głos.  
- Harry?  
- Hermiona - westchnął, kiedy dobrze znany głos przyjaciółki wytrącił go z apatii. - Posłuchaj, 
teraz nie jest najodpowiedniejsza chwila…  
- On odszedł, prawda? - zapytała szybko.  
- Skąd… - spróbował coś powiedzieć, ale znowu mu przerwano.  
- Skąd wiem? Nie teraz, Harry. Wszystko wyjaśnię ci później i będziesz mógł skopać mi tyłek za 
zniszczenie twojego Ŝycia. Ale teraz, na Merlina, posłuchaj uwaŜnie, bo nie ma czasu. Jego 
samolot odlatuje za piętnaście minut, a nie moŜna aportować się na teren lotniska. Pomyśl o 
jakimś miejscu jak najbliŜej i biegnij za nim. To twoja ostatnia szansa, Harry. Proszę, pospiesz 
się!  
Hermiona nie miała szansy dodania jeszcze czegokolwiek, poniewaŜ aparat telefoniczny został 
rzucony na podłogę, kiedy Harry się ubierał. Gdy sięgał po róŜdŜkę, próbował zmusić swoje 
myśli do skupienia się na miejscu, do którego chciał się udać.  

background image

 

107 

„JeŜeli wiesz, gdzie to jest…”  
Harry przymknął oczy, gdy w jego głowie rozbrzmiał miękki głos Draco.  
„Pole, gdzie oglądaliśmy odlatujące samoloty. Gdzie liczyliśmy gwiazdy.”  
Kiedy unosił róŜdŜkę, wbrew wszystkiemu uśmiechnął się czule, wyobraŜając sobie otoczenie i 
przypominając zapach trawy.  
A potem, skręcając dłoń w nadgarstku, znalazł się na łące.  
 
 
* Czy nie moŜemy dać sobie jeszcze jednej szansy  
Dlaczego nie mo
Ŝemy dać miłości tej jednej szansy  
Dlaczego nie mo
Ŝemy dać miłości  
 
Bo miło
ść to takie staroświeckie słowo  
I miło
ść pozwala ci troszczyć się  
O ludzi na skraju nocy  
I miło
ść pozwala ci zmienić sposób w jaki  
Traktujemy si
ę nawzajem  
(tłumaczenie - ladyfanka)  
 
 
ROZDZIAŁ XXI: NIE ODCHODŹ  
 
 
Cold and frosty morning there's not a lot to say  
About the things caught in my mind  
And as the day was dawning my plane flew away  
With all the things caught in my mind  
 
I don't wanna be there when you're...  
Coming down  
I don't wanna be there when you hit the ground  
So don't go away, say what you say  
Say that you'll stay  
Forever and a day ... In the time of my life  
Cos I need more time, yes I need more time  
just to make things right
*  
"Don't Go Away", Oasis  
 
 
Dla Draco, który nigdy wcześniej tu nie był, lotnisko okazało się niczym kalejdoskop ludzi, 
dźwięków i ruchu, chociaŜ w tej właśnie chwili nie dostrzegał zbyt wiele wokół siebie. Jego 
kłębiące się od wątpliwości myśli ciągle były przy Harrym.  
Siedział i czekał na samolot, z nieobecnym spojrzeniem i umysłem odgrywającym ciągle od 
nowa bezsensownego, cichego menueta. Był zupełnie nieświadomy otaczającego go świata.  
„Chciałem zostać, ale uznałem, Ŝe lepiej będzie odejść.”  
„Kocham Harry’ego, ale go zostawiłem.”  
„Pragnę, Ŝeby on takŜe mnie kochał, ale kiedy to zrobił, zraniłem go.”  

background image

 

108 

„Harry twierdzi, Ŝe mnie kocha, ale zadał mi tyle bólu.”  
„Zastanawiam się, czego on chce, choć nie wiem nawet, czego sam chcę.”  
Draco zadawał sobie te same pytania, odkąd Harry przez sen wyszeptał owe trzy przeklęte słowa, 
które juŜ wcześniej zadecydowały, jak potoczy się ich Ŝycie, a teraz miały zrobić to samo.  
„Czego naprawdę chcę?” - zapytał sam siebie po raz kolejny. Ale zanim miał szansę choćby 
spróbować sformułować sensowną odpowiedź, z głośników rozległ się ascetyczny głos:  
- PasaŜerowie lotu WX-038 do Nowego Jorku proszeni są o zgłoszenie się przy wyjściu numer 
dziewiętnaście.  
Draco przymknął powieki, uświadamiając sobie w końcu, Ŝe znajduje się na lotnisku, w prawej 
ręce ściska bilet i właśnie zapowiedziano odlot jego samolotu.  
Nie pozbył się męczących go wątpliwości, ale w tym momencie nie miały one juŜ Ŝadnego 
znaczenia. Był zły i zmęczony. I musiał odejść.  
Pospiesznie schował wszelkie dylematy na dnie zdezorientowanego umysłu, wstał i ruszył w 
kierunku wyjścia.  
 
*  
 
Gdy tylko Harry poczuł twardy grunt pod nogami, zaczął biec w szalonym tempie.  
Biegł tak, jak gdyby jego Ŝycie od tego zaleŜało.  
I w zasadzie, w pewnym sensie, była to prawda. Musiał zdąŜyć, musiał zatrzymać Draco. Musiał 
powiedzieć mu to, co powinien powiedzieć juŜ dawno temu.  
Harry biegł, a kaŜde uderzenie jego serca, kaŜdy oddech i kaŜda myśl istniały tylko dla Draco.  
Na oślep pokonał drzwi wejściowe międzynarodowego terminalu odlotów, bezwiednie 
zakładając, Ŝe Malfoy będzie starał się uciec jak najdalej od źródła swojego bólu.  
„PoniewaŜ przyniosłeś mu tylko ból, wiesz?”  
Harry wiedział. Ale nadal biegł.  
„Jakim prawem chcesz nękać go nadal swoją nieodwzajemnioną potrzebą bliskości?”  
Miał zamiar odpowiedzieć sam sobie, ale właśnie znalazł się przed tablicą odlotów. Kiedy w 
pośpiechu analizował widok przed sobą, jego mięśnie domagały się odpoczynku, płuca paliły, a 
w głowie szumiało z braku tlenu.  
I kiedy skupił się na symbolach lotów, wykazie godzin i miast docelowych, uderzyła go nagła 
myśl. Czyste, oszałamiające zrozumienie. Głęboko wewnątrz siebie pojął, Ŝe to, co robi, jest 
zdecydowanie i całkowicie samolubne.  
„Biegnę za nim. Próbuję go zatrzymać. Próbuję go złapać. Chcę, Ŝeby został. Bo jeśli odejdzie...” 
- myślał, a jego mokra od potu skóra niespodziewanie stała się lodowata. - JeŜeli naprawdę 
odejdzie....”  
Harry potrząsnął głową, aby odegnać od siebie te myśli. Wiedział, Ŝe teraz lepiej się nad tym nie 
zastanawiać. Nie brał tego pod uwagę. Nie i juŜ! I właśnie z tego powodu nie mógł nic poradzić i 
postanowił jednak być samolubnym do końca. AŜ Draco zdecyduje się zostać. Albo kaŜe mu się 
odpieprzyć.  
Po prostu musiał zrobić wszystko, aby powstrzymać ten katastrofalny rozwój sytuacji i nie 
dopuścić, Ŝeby nieprzewidziane wydarzenia decydowały o jego Ŝyciu.  
„Nie tym razem. I na pewno nie bez walki” - obiecał sobie, kiedy jedna z pozycji na tablicy 
przykuła jego uwagę. Zamrugał i skupił się na niej.  
Lot WX-038 do Nowego Jorku. Godzina odlotu: 12:45. Wyjście numer 19. Odprawa...  
Zamarł na ułamek sekundy, zanim doczytał ostatnie słowo.  
...w trakcie  

background image

 

109 

Ale gdy tylko treść dotarła do jego mózgu, otrząsnął się z tego nienaturalnego bezruchu i 
ponownie zaczął biec.  
Prosto do wyjścia numer dziewiętnaście. Prosto do Draco.  
 
*  
 
Czekając na odlot Malfoy ze wszystkich sił starał się, aby jego myśli stały się chłodne i 
przepełnione gniewem, skoro pozbycie się wspomnień o Harrym nie było moŜliwe. O dziwo, 
udało mu się. Jego mózg przetwarzał teraz fakty w sposób, w jaki robił to zawsze w Hogwarcie: 
sarkastycznie, analitycznie i logicznie.  
„Harry sobie przypomni” - rozwaŜał, kiedy napis z numerem wyjścia pojawił się przed jego 
oczami. - „Dlaczego próbuję się oszukiwać? Przypomni sobie i nawet nie jestem w stanie sobie 
wyobrazić, co wtedy ze mną zrobi.”  
Westchnął, obserwując ludzi stojących za grubą szybą i czekających na swoją kolej przy 
odprawie.  
„Czy właśnie tego naprawdę chcę? Pozwolić, aby mnie zniszczył, a potem błagać o uzdrowienie 
tylko po to, aby mógł to zrobić jeszcze raz? Jestem aŜ tak szalony? Czy tylko świadomy, Ŝe na 
nic innego nie ma dla mnie nadziei? - pomyślał z goryczą i zajął swoje miejsce w kolejce. 
Mimowolnie przyszło mu do głowy, Ŝe te wszystkie drzwi i bramki są dla mugoli oznaką 
bezpieczeństwa.  
„Zarówno wyjazd, jak i pozostanie tutaj niczego nie zmienią. Równie dobrze mógłbym rzucić 
monetą...”  
Draco ze znuŜeniem potrząsnął głową i rozejrzał się wokoło, ze zmieszaniem zauwaŜając, Ŝe 
przyszła juŜ jego kolej.  
„Odejść lub zostać.”  
„Odejść lub zostać.”  
„Czy to naprawdę to samo?”  
Nie wiedział.  
Przekroczył bramkę i znalazł się po drugiej stronie szklanej ściany. I od razu zaczął się 
zastanawiać, czy postąpił właściwie. Odetchnął głęboko i starał się sam siebie przekonać, Ŝe 
nawet gdyby jego odejście było błędem, to przynajmniej coś w swoim Ŝyciu zmieni.  
„Tylko dlaczego własne argumenty brzmią tak obco?”  
Jednak tym razem nie starał się odpędzić niechcianych myśli. JuŜ niewiele czasu dzieliło go od 
ostatecznego kroku. I nie istniało nic, co mogłoby w tym momencie zmienić jego zdanie. Nic, co 
mogłoby go zatrzymać.  
Nic, poza własnym imieniem, wykrzykiwanym przez daleki jeszcze, ale dobrze mu znany głos.  
 
*  
 
Wiele razy w swoim Ŝyciu Harry był bliski utraty nadziei. Ale jeszcze nigdy nie czuł tak strasznej 
potrzeby, aby się jej trzymać za wszelką cenę, bo inaczej postrada zmysły.  
Draco nie było nigdzie widać, a bramka numer dziewiętnaście majaczyła jako odległy, 
rozmazany punkt. Ale Harry biegł dalej, omijając ludzi i bagaŜe, rozglądając się wokół i szukając 
oznaczeń, które upewniały go, Ŝe kieruje się w odpowiednią stronę.  
„Nie ma czasu” - myślał. - „Draco, zaczekaj!” - błagał w duchu.  
I chyba ktoś na górze wysłuchał jego modlitw, poniewaŜ wreszcie znalazł odpowiednie wyjście.  
Znalazł teŜ Draco, czekającego na ostatnią przed odlotem kontrolę.  

background image

 

110 

Czekającego za grubą, szklaną ścianą.  
 
*  
 
- Draco, zaczekaj! - zdołał krzyknąć, zanim się zorientował, Ŝe gardło ma zupełnie suche.  
Nawet nie próbował przepchnąć się do wyjścia. Od razu podbiegł do szyby i zaczął uderzać w nią 
pięściami, zwracając tym na siebie uwagę gapiów. I Draco.  
Malfoy usłyszał krzyk, a potem uderzenia w ścianę. Przez chwilę czuł pragnienie, aby 
zignorować wszystko tak, jak zignorował miłość Harry'ego na siódmym roku. I chyba właśnie z 
powodu tego wspomnienia, w końcu się odwrócił. Bo miał juŜ dość wszystkiego. Bo miał dość 
siebie, swojej głupoty i tego, Ŝe jednak zakochał się w Harrym, przez co wszystko stało się takie 
trudne.  
Westchnął i zbliŜył się do szklanej ściany. Stanął naprzeciw niej. Naprzeciw męŜczyzny, którego 
kochał, choć starał się nienawidzić.  
I nagle naszło go uczucie, Ŝe stoi nie tylko przed Harrym. śe teraz moŜe stawić czoła 
wszystkiemu. Niespodziewanie odeszły wszelkie uprzedzenia, lęki i wątpliwości. Był gotowy 
wysłuchać, co Harry chciał mu powiedzieć.  
Był teŜ gotowy na to, aby na podstawie tych słów zadecydować, co zrobi dalej.  
 
*  
 
Damn my situation and the games I have to play  
With all the things caught in my mind  
Damn my education I can't find the words to say  
With all the things caught in my mind 
 
 
*  
 
Harry’emu zabrakło słów. Przemiana, jakiej był świadkiem, wprawiła go w oszołomienie.  
Kiedy Draco się odwrócił, jego oczy okazały się zimne i twarde, przez co Ŝołądek Harry’ego 
skręcił się z rozpaczy, czując, Ŝe po raz kolejny wszystko zostało ustalone bez pytania go o 
zdanie.  
Ale wtedy srebrne spojrzenie zmiękło do czegoś w rodzaju oczekiwania.  
Zrozumiał, Ŝe Draco czeka na jego decyzję. Zrozumiał, Ŝe jego marzenie właśnie miało się 
spełnić. W końcu, chociaŜ raz, tylko od niego zaleŜało, jaką wybierze drogę.  
„Więc dlaczego jest tak cholernie niepewny? Dlaczego poczucie bycia samolubnym gnojkiem 
powraca z taką intensywnością? Dlaczego czuje się tak przeraŜająco nie na miejscu? Dlaczego, 
do diabła, jest tak pewien, Ŝe Malfoy prawdopodobnie nie wie, co jest dla niego dobre i nadal 
zechce pozostać, wbrew wszystkiemu, co mu zrobił?  
Potter miał świadomość, Ŝe tym razem będzie musiał walczyć, aby wszystko się dobrze ułoŜyło. 
Ale na coś takiego nie był gotowy.  
Zawstydzony, odwrócił wzrok.  
Dlatego nie zauwaŜył smutku przebiegającego przez twarz Draco.  
 
*  
 
I don't wanna be there when you're...  

background image

 

111 

Coming down  
I don't wanna be there when you hit the ground  
So don't go away, say what you say  
Say that you'll stay  
Forever and a day ... In the time of my life  
Cos I need more time, yes I need more time  
just to make things right 
 
 
*  
 
- Draco... - zaczął Harry.  
“Proszę, nie odchodź. Proszę, wybacz mi. Proszę.”  
Jego myśli wydawały się tak wyraziste, ale nie był w stanie wypowiedzieć ich na głos.  
Potrząsnął głową i podniósł pełne desperacji spojrzenie. Ale to, co zobaczył, pogłębiło jeszcze 
jego rozpacz. Draco przyglądał mu się z rezygnacją.  
- Proszę, ja... - Harry spróbował jeszcze raz, gorączkowo, bardziej czując, niŜ rozumiejąc, Ŝe 
sytuacja całkowicie wymyka mu się spod kontroli. Jak zwykle. „Nie. Nie tym razem. Nie, nie, 
nie.” - Proszę, zostań. Proszę - szepnął cicho. Zbyt cicho. Pełen paniki uzmysłowił sobie, Ŝe jego 
słowa nie są w stanie przeniknąć przez szkło.  
Draco nadal wbijał w niego pełne ufności, szczere oczy.  
Harry ponownie, ze zdenerwowaniem, uderzył w szkło.  
- Nie odchodź - poprosił jeszcze raz, teraz głośniej, topiąc się niemalŜe w tym czystym spojrzeniu.  
 
*  
 
- Nie odchodź - usłyszał. Słowa były niewyraźne, ale ich sens mógł odczytać z ruchu warg 
Harry’ego.  
Ale to juŜ nie miało znaczenia. WaŜne było, Ŝe Harry się zawahał. Gdyby powiedział cokolwiek. 
Gdyby się wściekał. Gdyby tylko jego wzrok nie był tak niepewny. Wtedy Draco nie zrobiłby 
tego, czego nie chciał.  
Nie podniósłby dłoni do ust, nie pocałowałby palców. Nie dotknąłby nimi szkła. Nie 
potrząsnąłby głową w geście przygnębienia i nie wykrzywiłby warg z goryczą.  
Nie odszedłby.  
 
*  
 
Me and you what's going on?  
All we seem to know is how to show  
The feelings that are wrong 
 
 
*  
 
Pierwsze, co przyszło Harry’emu do głowy to zdziwienie, jak bardzo ten arogancki chłopiec 
potrafił się zmienić. I jak wiele bólu było w jego oczach, kiedy rzucił mu ostatnie spojrzenie, 
zanim obrócił się i odszedł.  
A potem zauwaŜył mgiełkę na szkle, w miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą Draco trzymał dłoń. 
Jak szybko zanika. Tak szybko, jak bryła w jego gardle narasta i uniemoŜliwia oddychanie. 

background image

 

112 

Uniósł rękę i dotknął szyby dokładnie w miejscu, w którym zrobił to Draco.  
Lekko, jak gdyby z roztargnieniem, musnął gładką powierzchnię.  
- Kocham cię, Draco - powiedział cicho, głosem bliskim załamania.  
Ale po drugiej stronie nie było nikogo, kto mógłby odczytać słowa z jego warg.  
W końcu Harry uświadomił sobie, jak bardzo jest samotny.  
Całkowicie, przeraŜająco samotny.  
 
 
*W zimny i mroźny poranek  
Nie ma zbyt wiele do powiedzenia  
O rzeczach uwi
ęzionych w moim umyśle  
I kiedy nastanie 
świt mój samolot odleci  
Wraz ze wszystkimi rzeczami uwi
ęzionymi w moim umyśle  
Nie chc
ę być tam, kiedy ty będziesz...  
Spadał  
Nie chc
ę być tam, kiedy uderzysz o ziemię  
 
A wi
ęc nie odchodź, powiedz, co masz do powiedzenia  
Powiedz, 
Ŝe zostaniesz  
Na wieczno
ść i o jeden dzień dłuŜej... w chwili mojego Ŝycia  
Poniewa
Ŝ potrzebuję więcej czasu, tak, potrzebuję więcej czasu  
Aby wszystko naprawi
ć  
 
Pieprzy
ć moją sytuację i gry, w które muszę grać  
Wraz ze wszystkimi rzeczami uwi
ęzionymi w moim umyśle  
Pieprzy
ć edukację, nie potrafię znaleźć słów do wypowiedzenia  
Wraz ze wszystkimi rzeczami uwi
ęzionymi w moim umyśle  
 
Nie chc
ę być tam, kiedy ty będziesz...  
Spadał  
Nie chc
ę być tam, kiedy uderzysz o ziemię  
A wi
ęc nie odchodź, powiedz, co masz do powiedzenia  
Powiedz, 
Ŝe zostaniesz  
Na wieczno
ść i o jeden dzień dłuŜej... w chwili mojego Ŝycia  
Poniewa
Ŝ potrzebuję więcej czasu, tak, potrzebuję więcej czasu  
Aby wszystko naprawi
ć  
 
Ja i ty, co si
ę dzieje?  
Jedynym, co wydaje nam si
ęŜe potrafimy jest ukazywanie  
Uczu
ć, które są niewłaściwe  
(tłumaczenie - Ariel i Gobuss)  
 
 
INTERLUDIUM: TO, CO NAJCENNIEJSZE  
 
 
There was a boy  

background image

 

113 

A very strange enchanted boy  
They say he wandered very far, very far  
Over land and sea  
A little shy and sad of eye  
But very wise was he  
And then one day  
One magic day he passed my way  
And while we spoke of many things  
Fools and kings  
This he said to me  
"The greatest thing you'll ever learn  
Is just to love and be loved in return"
*  
"Nature Boy", David Bowie & Massive Attack  
 
 
Ron był zmartwiony. Bardzo zmartwiony. Sytuacja nie była typowa, poniewaŜ ostatni raz w ten 
sposób czuł się, gdy jeszcze Ŝył Voldemort. Teraz, biorąc pod uwagę, Ŝe przedmiot jego 
niepokoju w pewnym sensie pozostał ten sam, wszystko wydawało się prawie Ŝartem. Prawie. 
PoniewaŜ przez ostatnie dni nic, co dotyczyło Harry’ego, nie było zabawne.  
Odkąd Malfoy odszedł, Harry nie był sobą. Oczywiście próbował zachowywać się tak, jak gdyby 
nic się nie zmieniło, ale Rona nie potrafił oszukać. Nie, skoro spędzili razem siedem lat, ucząc się 
w tych samych klasach, śpiąc w tym samym dormitorium, dzieląc te same lęki i wątpliwości. 
Absolutnie nie.  
Ron mógłby powiedzieć, Ŝe Harry zanika. Jak zapomniany płomień, który powoli gaśnie, gotowy, 
aby zniknąć całkowicie, bez względu na to, jaką ilość alkoholu Złoty Chłopiec wypijał, spędzając 
bezsenne noce w klubach lub siedząc na kanapie w swoim mieszkaniu i gapiąc się bezmyślnie na 
ś

ciany.  

Weasley chętnie podzieliłby się swoimi podejrzeniami z Hermioną, ale ona i tak torturowała juŜ 
sama siebie poczuciem winy za niezliczone pomyłki, jakie popełniła, więc nie chciał martwić jej 
jeszcze bardziej. Jedyne, co mu pozostało, to próbować łagodzić jakoś stres swojej dziewczyny i 
dbać, aby Harry nie zrobił nic, czego potem mógłby Ŝałować. Czego wszyscy mogliby Ŝałować.  
Codziennie po południu aportował się do mieszkania Pottera i zmuszał go, aby coś zjadł, a potem 
siadał z nim na kanapie i prowadził jednostronną rozmowę o niczym. Po dwóch godzinach 
wychodził.  
Jednak to był zaledwie początek. JeŜeli Harry zdecydował się pozostać w domu, Ron przewaŜnie 
siadał na schodkach przed drzwiami, a w tym czasie jego przyjaciel upijał się, dopóki nie stracił 
przytomności, albo płakał rozpaczliwie, aŜ nie usnął. Wtedy wchodził do środka, aby sprawdzić, 
czy wszystko jest w porządku, oczywiście na ile mogło być w porządku, biorąc pod uwagę Ŝycie 
Harry’ego, i dopiero po tym wracał do siebie.  
Gdy Potter decydował się opuścić mieszkanie, Ron szedł za nim, trzymał z daleka od kłopotów i 
pomagał wrócić do domu, kiedy przyjaciel nie był w stanie zrobić tego sam.  
Dzisiaj Harry zamierzał wyjść. Weasley zmarszczył brwi w rosnącym zainteresowaniu, zapiął 
guziki płaszcza i podąŜył śladem Harry’ego.  
 
Ron westchnął i zajął miejsce w zacisznym kącie pubu. Harry siedział przy barze, 
zaabsorbowany oglądaniem własnego odbicia, załamującego się na szkle rzędu butelek i 
wiszącego za nimi lustra. Sączył powoli tonik, wykrzywiając usta pod wpływem smaku, który 

background image

 

114 

tak doskonale komponował się z jego gorzkimi myślami.  
- Pan Weasley? - usłyszał nagle. Zamrugał z zaskoczenia i podniósł wzrok, napotykając miękkie 
rysy twarzy młodego męŜczyzny. Zmarszczył brwi, próbując sobie przypomnieć, czy widział 
tego człowieka juŜ wcześniej. - Nie pamiętasz mnie, prawda? - kontynuował nieznajomy z 
niewielkim uśmiechem, gdyŜ poprawnie odczytał zakłopotanie na twarzy rudzielca. - Jestem 
Mark. Mark Boyland. Spotkaliśmy się raz czy dwa, kiedy mieszkałem z Harrym - wyjaśnił.  
Ron kiwnął powoli głową, a jego oczy nieświadomie powędrowały do ciągle samotnie 
siedzącego przy barze przyjaciela.  
- Co się z nim stało?  
- Proszę? - zapytał Ron podejrzliwie, zaskoczony bezpośredniością pytania.  
- Co się z nim stało? - powtórzył Mark. - Nigdy wcześniej nie widziałem go w takim stanie. - 
Weasley zmarszczył brwi, zastanawiając się, czego ten człowiek mógł tak naprawdę chcieć. - 
Pewnie ciekawi cię, co mnie to obchodzi - Mark przerwał jego myśli.  
- Skąd… - zaczął Ron, ale męŜczyzna zignorował go.  
- Mam tylko jedno pytanie. Powinienem się martwić? - zapytał łagodnie.  
- JeŜeli dobrze pamiętam - zaczął Weasley, przechylając głowę na bok - Harry nie dał ci Ŝadnego 
powodu, abyś darzył go przyjaznymi uczuciami. Powiedziałbym nawet, Ŝe wręcz przeciwnie - 
dokończył. Poczuł się nieznacznie rozczarowany, kiedy męŜczyzna nie zareagował na zaczepkę.  
- CóŜ mogę powiedzieć? Nic na to nie poradzę. Jeśli chcesz, nazwij to trudnym do zwalczenia 
przyzwyczajeniem. Rozumiem twoją nieufność, zapewne powinienem pójść i zapytać go sam - 
skończył i wzruszył ramionami.  
- Zapytać go?  
- Co się z nim dzieje.  
- To bardzo długa historia, która swoje korzenie ma w specjalnym talencie Harry’ego do 
czynienia siebie nieszczęśliwym - parsknął Ron.  
Mark potrząsnął głową z uśmiechem.  
- W takim razie powinienem usiąść.  
- Jeśli chcesz - powiedział Weasley, wzruszając ramionami i biorąc kolejny łyk toniku. 
MęŜczyzna czekał, wbijając w niego łagodne, brązowe spojrzenie. Uczciwe spojrzenie, które 
przekonało Rona. - Dobrze. W zasadzie chodzi o to, Ŝe Harry pozwolił mu odejść… - zaczął.  
 
*  
 
- Harry?  
Potter przymknął oczy i westchnął, obracając powoli głowę, nie ufając swoim ruchom po trzech 
Martini na praktycznie pusty Ŝołądek.  
- Witaj, Mark - szepnął, rozpoznając patrzącego na niego z dziwnym błyskiem w oczach 
męŜczyznę.  
- Co tu robisz?  
Harry parsknął i lekko potrząsnął głową.  
- A jak ci się wydaje? - zapytał sarkastycznie.  
- Mmm… tracisz czas? - odpowiedział męŜczyzna niewinnie.  
- Mam sporo czasu do tracenia - odciął się Potter i jednym łykiem opróŜnił swój kieliszek.  
- Nie sądzę - powiedział Mark łagodnie, ale stanowczo.  
- Nie sądzisz? - warknął Harry i posłał mu lodowate spojrzenie, które, co przyjął z 
rozczarowaniem, w Ŝaden sposób nie zakłóciło spokoju jego byłego chłopaka.  
- Dokładnie. Nie sądzę. PoniewaŜ wcześniej usłyszałem pewną opowieść. Bardzo dziwną. I 

background image

 

115 

pomyślałem, Ŝe ty, jako uznany pisarz, mógłbyś dopowiedzieć mi jej zakończenie. Autor zawsze 
wie, jak kończą się jego historie.  
- Dobrze, Mark, ale to nie jest moja historia - wymamrotał, czując, Ŝe drugi męŜczyzna nie 
zamierza tak łatwo rezygnować.  
- Skoro tak twierdzisz - zakpił Mark. - Ale mimo to mogę opowiedzieć ci jej zakończenie. 
Główny bohater, Harry Potter - zaczął, nie zwracając uwagi, Ŝe jego rozmówca wzdrygnął się - 
zaraz wyjdzie z tego pubu i pobiegnie do domu, Ŝeby spakować kilka rzeczy, które będą mu 
potrzebne w ciągu najbliŜszych kilku dni. Potem uda się na lotnisko, Ŝeby zdąŜyć na najbliŜszy 
lot do… - męŜczyzna przez chwilę zdawał się rozwaŜać swoje następne słowa - ...powiedzmy, do 
Nowego Jorku. Kiedy przybędzie na miejsce, nasz bohater zacznie szukać pewnej osoby. 
Rozpaczliwie i z desperacją. Ale w końcu ją znajdzie. Będzie z nią rozmawiał. Być moŜe odkryje, 
Ŝ

e ta osoba czekała, aŜ się pojawi. Ja bym czekał, wiesz? - dodał miękko, a potem westchnął i 

zanim zaczął kontynuować, posłał Harry’emu nieczytelne spojrzenie. - Lub, być moŜe, ta osoba 
kaŜe naszemu bohaterowi iść do diabła. To teŜ prawdopodobne. KaŜde wyjście jest moŜliwe. Ale 
tak czy inaczej, Harry Potter, którego znam, zrobiłby wszystko, co w jego mocy, aby dostać to, 
czego chce, jeŜeli naprawdę tego pragnie. - Harry zmruŜył oczy podraŜnione przyćmionym 
ś

wiatłem tego miejsca. Patrzył na uśmiechającego się teraz łagodnie Marka, jak gdyby widział go 

po raz pierwszy w Ŝyciu. - Ale dobrze, to tylko Ŝyczenia pokornego czytelnika - powiedział 
męŜczyzna smutno. - Teraz wszystko zaleŜy od wielkiego pisarza, który sam zdecyduje, jak 
napisać następny rozdział. Ostatni rozdział.  
Harry jeszcze raz zmruŜył oczy, czując, jak wypite Martini nagle wyparowuje z jego Ŝołądka.  
- Ja… Muszę iść… - szepnął, wstając.  
- Tak, musisz. Powodzenia, Harry - dodał Mark miękko, więc Potter jeszcze na chwilę się 
zatrzymał.  
- Zadzwonię do ciebie. Kiedy wrócę - powiedział szybko. - Kiedy wrócimy - poprawił się, 
wywołując tym uśmiech na twarzy męŜczyzny.  
- Wiem - odpowiedział Mark. - Mamy umowę, pamiętasz? - dodał.  
Harry kiwnął głową na potwierdzenie i wyszedł.  
 
*  
 
- Gdzie, do diabła…  
- Uspokój się, Ron - powiedział Mark spokojnie. - Mogę tak cię nazywać?  
- Gdzie on jest? - powtórzył rudzielec gorączkowo, ignorując pytanie męŜczyzny.  
- Jest tam, gdzie powinien. I nie ma Ŝadnego powodu, Ŝebyś za nim biegł. Nie złapiesz go, 
poniewaŜ on ma teraz cel. I nikt nie moŜe go zatrzymać - wyjaśnił Mark.  
- Ty…?  
- Tak.  
- Mmm…  
- Tak?  
- Myślisz, Ŝe to zrobi? - zapytał Ron z niepokojem.  
MęŜczyzna przez chwilę rozwaŜał pytanie, a potem posłał Weasleyowi psotny uśmiech.  
- W końcu to Harry Potter, prawda?  
Ron westchnął i potrząsnął głową.  
- Harry Pieprzony Potter - zacytował ponuro i skończył swój tonik.  
Obaj męŜczyźni patrzyli na siebie przez chwilę, a potem wybuchnęli śmiechem.  
 

background image

 

116 

 
* Był kiedyś chłopak  
bardzo dziwny  
oczarowany chłopak  
powiedział, 
Ŝe rozmyśla  
bardzo daleko, bardzo daleko  
przez l
ądy i morza  
troch
ę nieśmiały  
ze smutkiem w oczach  
ale bardzo m
ądry  
i pewnego dnia, magicznego dnia  
przeci
ął moją drogę  
i wtedy mówił  
o wielu rzeczach  
głupcach i królach  
powiedział do mnie  
”Najwspanialsz
ą rzeczą,  
której si
ę kiedykolwiek nauczysz  
to kocha
ć i być kochanym"  
(tłumaczenie - ineziss)  
 
 
EPILOG: POZWÓL MI CIĘ KOCHAĆ  
 
 
Let me love you true, let me rescue you  
Let me bring you to where two roads meet  
Oh come back above  
Where there is only love, only love
*  
"The Ground Beneath Her Feet", U2  
 
 
Kiedy w powietrzu przebrzmiała ostatnia nuta, rozległy się oklaski. Wstał od pianina i lekko 
ukłonił się w stronę widowni jazzowego klubu, po czym zszedł ze sceny. Na zewnątrz czekała na 
niego noc. Kolejna zimna, samotna noc.  
NałoŜył płaszcz i wyszedł. Idąc wzdłuŜ oblodzonej ulicy chuchnął na palce, Ŝeby je ogrzać, po 
czym wepchnął ręce do kieszeni. Gdy tylko jego skóra odzyskała wraŜliwość, poczuł to. Coś 
miękkiego i jedwabistego. Jego prawa dłoń zamknęła się ostroŜnie wokół nieznanego przedmiotu, 
zanim nie uniósł ręki i nie obejrzał jej zawartości pod przyćmionym światłem latarni.  
Draco Malfoy zamarł ze wzrokiem wbitym w biało-róŜowy kwiat.  
Minęła długa chwila, zanim w końcu był w stanie zareagować.  
- Potter. - Jego głos rozbrzmiał ozięble i głośno na pustej ulicy. - PokaŜ się. Wiem, Ŝe tu jesteś - 
dodał i odwrócił się.  
Harry stał przed nim, starsza wersja chłopca, który ukryty pod peleryną niewidką włóczył się po 
korytarzach Hogwartu o najbardziej nieprawdopodobnych godzinach.  
Wpatrywali się w siebie bez ruchu. Nie wiedzieli, co powiedzieć. Nie wiedzieli, co myśleć.  
W końcu Harry zrobił krok do przodu.  

background image

 

117 

- Nie - powiedział Malfoy łagodnie. Potter nie odrywał od niego badawczego spojrzenia, ale 
zatrzymał się. Draco zaczerpnął głęboko powietrza, starając się zapanować nad biciem swojego 
serca. Nad swoimi emocjami. - Czy kiedykolwiek przestaniesz chować się pod tą przeklętą 
peleryną? - zapytał ze znuŜeniem.  
- Draco…  
Malfoy zamknął oczy. ZdąŜył juŜ zapomnieć, jak spokojnie i pewnie Harry potrafi wypowiadać 
jego imię. - Wszędzie cię szukałem…  
- Jak zwykle dobry z ciebie szukający. Znalazłeś mnie, więc mów, czego chcesz, Potter? Co 
jeszcze mogę dla ciebie zrobić? - zapytał, rozkładając ręce sarkastycznie w geście imitacji kogoś 
pokonanego.  
- Tylko porozmawiać ze mną - powiedział Harry łagodnie.  
- Ale rozmawiamy, prawda? - odparł z fałszywą niewinnością. - A moŜe to tylko przenośnia? W 
takim przypadku mam nadzieję, Ŝe przyniosłeś ze sobą gotówkę. Nie mam zamiaru oddawać się 
za darmo - dodał, z przyjemnością obserwując wstrząśnięty wyraz twarzy Pottera. - Przynajmniej 
nie tym razem - dopowiedział ponurym głosem.  
- Nie masz racji. Ja… - zaprzeczył Harry, podchodząc bliŜej.  
- Nie zbliŜaj się do mnie - powiedział Draco, wyciągając róŜdŜkę i kierując ją w stronę 
męŜczyzny. Kawałek drewna, który znaczył tak wiele. Tak wiele smutnych, bolesnych, 
utraconych rzeczy. - Tym razem mówię „nie”, Potter - wyjaśnił spokojnie, głosem tylko odrobinę 
głośniejszym od szeptu. - Koniec z moją głupotą. Koniec z uczciwością. Koniec z przebaczaniem. 
JeŜeli zrobisz jeszcze krok, świat straci dobrego pisarza. - Harry przez chwilę rozwaŜał 
ostrzeŜenie, ale w końcu ruszył do przodu. - Potter, ostrzegam cię…  
- Draco, proszę. Posłuchaj mnie przez moment. Poświęć mi tylko kilka minut. Potem, jeŜeli 
kaŜesz mi odejść, zrobię to i nigdy więcej nie wrócę - powiedział, zbliŜając się powoli i 
spokojnie.  
- Kilka minut? Czy jest coś, co moŜesz powiedzieć w kilka minut, a czego nie udało ci się zrobić 
przez dwa miesiące? - zapytał Draco ze złością, ciągle kierując w stronę Potter róŜdŜkę.  
- Mogę powiedzieć, Ŝe cię kocham - odparł Harry, jednocześnie delikatnie łapiąc nadgarstek 
Malfoya.  
- Czy to jakiś dowcip, Potter? - zapytał Draco gorączkowym tonem.  
- Nie, szczera prawda.  
Bliskość Harry’ego była niebezpieczna. Draco czuł się rozdarty pomiędzy pragnieniem, aby 
przyciągnąć go bliŜej, a potrzebą odepchnięcia daleko od siebie.  
Prawda? - powtórzył, uśmiechając się z wyŜszością. - Nie znasz prawdy, Harry. Gdybyś ją znał, 
nie byłoby cię tutaj. Gdybyś ją znał, nie wyznawałbyś mi głupich słów miłości. Prawdopodobnie 
stłukłbyś mnie na krwawą miazgę. Co najmniej - dodał i spróbował wyszarpnąć rękę.  
Harry pozwolił mu na to natychmiast i obserwował, jak Malfoy cofa się kilka kroków.  
- Zastanawiałem się, dlaczego to zrobiłeś. - Draco uznał, Ŝe najlepiej przemilczeć te słowa i 
oddalił się jeszcze trochę. - Dlaczego chciałeś, Ŝebym zapomniał. - Choćby nie wiadomo, jak 
bardzo chciał, teraz nie mógł juŜ udawać, Ŝe nie słyszy. Nie mógł ignorować myśli, Ŝe Harry 
wiedział i mimo to przyjechał go szukać. Odwrócił się i spojrzał na smutno uśmiechającego się 
Pottera. - W dniu, kiedy skończyła się nasza umowa i odszedłeś… Obudziłem się samotnie, 
znalazłem twoją wiadomość i… Och, do diabła, nie wiem, jak to się stało, ale sobie 
przypomniałem. Wszystko. Hogwart. Siódmy rok. Nas.  
Malfoy potrząsnął głową i westchnął.  
- Więc co teraz? Oczekujesz moich przeprosin? - zapytał cicho.  
- Dlaczego to zrobiłeś, Draco? - zapytał Harry ponownie, ignorując wypowiedź blondyna.  

background image

 

118 

- Dlaczego? Nie wiem, kurwa, dlaczego! - krzyknął Malfoy. - Przestraszyłem się. Ciebie. Twojej 
głupiej miłości do mnie. Tego, co mogłoby się wydarzyć, gdybym pozwolił ci mnie kochać. Czy 
to takie waŜne dlaczego? Zrobiłem to i za to mnie znienawidziłeś. Nienawidzisz mnie! To 
wszystko.  
- Masz rację. Wcale nie chcę wiedzieć dlaczego - opowiedział Harry miękko, tak, jakby mówił 
sam do siebie. - Ale poza tym się mylisz. Nie znienawidziłem cię. Wtedy, kiedy trzymałeś w 
rękach moją przyszłość i podjąłeś decyzję, co z nią zrobić… nie czułem nienawiści. Nie 
mógłbym, nawet gdybym chciał. A teraz… teraz juŜ rozumiem - dodał, patrząc Malfoyowi prosto 
w oczy. - Rozumiem, Ŝe wszystko, co zrobiłeś, nie wynikało z egoistycznych pobudek. Zrobiłeś 
to dla mnie.  
Draco poczuł w ustach niespodziewaną suchość. Zaczęło go ogarniać coś w rodzaju desperacji.  
- Nie odpowiedziałeś na moje pytanie - odezwał się po chwili. - Czego chcesz teraz? Czego tak 
naprawdę chcesz ode mnie?  
ś

adnego niezdecydowania. śadnego zastanawiania się dwa razy. PoniewaŜ Harry bardzo dobrze 

znał odpowiedź i nie miał zamiaru pozwolić szansie prześlizgnąć mu się przez palce. Nie tym 
razem.  
- Ciebie. - Jego głos był zaledwie szeptem, ale Draco odczuł go jak uderzenie w policzek. 
Zacisnął pięści i przymknął oczy.  
- Kurwa, Harry! Bądź powaŜny! - wykrzyknął drŜącym, niebezpiecznie bliskim załamania 
głosem.  
- Jestem powaŜny. Nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek był bardziej powaŜny niŜ teraz - 
odpowiedział, pocierając z roztargnieniem czoło. - Chcę ciebie. Bałagan w moim Ŝyciu trwa 
zdecydowanie zbyt długo. Po prostu pozwól mi spróbować - poprosił, patrząc wprost w szare 
oczy. - Nie obiecuję ci niczego. Nie obiecuję raju na ziemi. Nie obiecuję dozgonnej miłości, 
namiętności i wiecznego szczęścia. Nie mogę i nie chcę tego robić. Nigdy więcej nie mam 
zamiaru cię okłamywać, Draco. Ale chcę, Ŝebyś wiedział, Ŝe będę się starał. JeŜeli tylko mi 
pozwolisz, postaram się tak bardzo, jak tylko jestem w stanie, aby nam się udało. - Malfoy 
patrzył na niego bez słowa. Bardzo chciał mieć siłę, Ŝeby się sprzeciwić, odmówić, ale słowa 
Harry’ego sprawiały, iŜ jego pewność siebie się kruszyła. - Proszę, Draco - usłyszał w końcu. - 
Pozwól mi cię kochać.  
Po tych słowach zapadła cisza. Pełna oczekiwania. I nadziei.  
 
*  
 
Kiedy zadzwonił telefon, Mark z westchnieniem podniósł się z łóŜka. Budzik na stoliku nocnym 
wskazywał pół do trzeciej nad ranem. Po omacku podszedł do aparatu i podniósł słuchawkę.  
- Słucham.  
- Mark?  
MęŜczyzna zmruŜył ze zdziwienia oczy.  
- Harry? Wiesz, która jest godzina… Co się stało? - zapytał ze znuŜeniem.  
Przez kilka chwil panowała cisza.  
- Przykro mi, Ŝe cię obudziłem. Ale chciałem powiedzieć, Ŝe wracam. Wracamy. Obiecałem, Ŝe 
zadzwonię. Dobranoc. I dziękuję - dodał Harry miękko i rozłączył się.  
Mark gapił się bezmyślnie na trzymaną w ręce słuchawkę, zanim znaczenie słów Pottera w końcu 
do niego dotarło.  
- Dobranoc, Harry - szepnął i zanim zrozumiał, co robi, uśmiechnął się szeroko.  
 

background image

 

119 

*  
 
Potter odłoŜył telefon na szafkę przy łóŜku i obrócił się. Draco spał obok, z ręką opuszczoną na 
poduszkę Harry’ego. Zanim zasnął, pieścił jego włosy.  
Harry uśmiechnął się i delikatnie splótł swoje palce z palcami kochanka. Pozostał tak, 
obserwując sen drugiego męŜczyzny przez czas, który wydawał się wiecznością.  
Otaczała ich ciepła i spokojna noc.  
Ostatnim Ŝyczeniem Harry’ego, zanim zamknął oczy, było, aby ta chwila nigdy się nie skończyła.  
 
 
*Kochać ciebie chcę, uratować cię  
Poprowadzi
ć do przecięcia dróg  
Na wierzch powró
ć więc,  
Gdzie tylko miło
ść jest  
(tłumaczenie - alksandraa)  
 
 
KONIEC