background image

Cheryl Anne Porter

MęŜczyzna do zadań specjalnych

(A Man in Demand)

PrzełoŜył Krzysztof Puławski

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Na miłość boską! Mamo! Co znowu nabroiłaś?! – Julia stanęła w drzwiach jak 

wryta na widok burzy rudych loków i obłędnego wyrazu oczu swojej rodzicielki. 

Matka w jednej ręce ściskała torbę z zakupami i swoją słynną pomarańczową 

torebkę, a drugą trzymała za rączkę ciemnowłosego chłopca, który nie mógł mieć 

więcej niŜ trzy lata. 

Julia oskarŜycielskim gestem wyciągnęła palec w stronę dziecka. 

– Lepiej od razu powiedz, skąd go wzięłaś – zaczęła. Matka uśmiechnęła się do 

niej promiennie, jakby nie dostrzegała powagi sytuacji, i zaczęła się przepychać do 

wnętrza. 

– Prawda, Ŝe jest słodki? – Kiwnęła głową w stronę malca. – Mówię ci, 

szczęściara z ciebie! Szkoda tylko, Ŝe nie mamy dzisiaj świętego Walentego! 

Nareszcie udało mi się znaleźć dla ciebie odpowiedniego faceta. 

– MęŜczyznę, mamo. MęŜczyznę – poprawiła ją odruchowo, przyglądając się 

jednocześnie chłopcu. 

Rzeczywiście był, jak to określiła jej matka, „słodki”. Cały czas trzymał w buzi 

lizaka, co widocznie bardzo go pochłaniało. Stąd być moŜe jego stoicki spokój. 

– No cóŜ, niech ci będzie, męŜczyznę – zgodziła się matka. Julia jeszcze raz 

spojrzała na chłopczyka. 

– Nie wydaje ci się, Ŝe jednak jest trochę za młody? – spytała w końcu. 

Ida Cochran aŜ sapnęła zgorszona głupotą swojej latorośli. 

– Nie chodzi mi o niego, idiotko. Miałam na myśli jego ojca!

– Dobrze, Ŝe nie matkę – mruknęła do siebie Julia, głośno zaś powiedziała: – No 

dobrze, a gdzie on jest?

Ida spojrzała w stronę otwartych drzwi. 

– Zaraz tu będzie. NiemoŜliwe, Ŝeby zostawił tak małego... Jak na zawołanie w 

drzwiach pojawił się nagle facet. Nie, męŜczyzna. A właściwie ideał męŜczyzny. 

Wysoki, muskularny, odziany w obcisłe dŜinsy podkreślające zgrabną sylwetkę. Julia 

z przeraŜeniem pomyślała o tym, Ŝe stoi przed nim boso, w szortach i wysłuŜonej 

koszulce. I na dodatek nie włoŜyła stanika!

MęŜczyzna chrząknął. 

– Hm, cześć. Urządzacie sobie walentynki?

Julia wiedziała, Ŝe gapi się na niego jak sroka w gnat, ale nie mogła się 

powstrzymać. Po chwili poczuła, Ŝe matka daje jej sójkę w bok. Tą ręką, w której 

trzymała torebkę. 

– Odpowiedz mu coś – syknęła. – Nic dziwnego, Ŝe zbliŜasz się do trzydziestki i 

ciągle jesteś bez faceta. 

Julia poczuła, Ŝe jej naturalne loki zaczęły się nagle prostować z przeraŜenia. 

Zakryła usta i zdobyła się na histeryczny szept:

background image

– Mamo, jak mogłaś...?!

– Powiedzieć mu, ile masz lat? – spytała niczym nie zraŜona Ida. – I tak sprawdzi 

w dokumentach, kiedy się lepiej poznacie. 

Julia jęknęła. 

– Nie, nie to. To znaczy to teŜ, ale przede wszystkim... 

przede wszystkim... – Słowa zaczęły ją zawodzić. Machnęła tylko ręką w stronę 

przystojniaka, który wraz z synem obserwował całą scenę. 

– Jak mi się udało ich tu sprowadzić? – spytała domyślnie Ida. – To nie było zbyt 

trudne. Natknęłam się na nich na parkingu i od razu pomyślałam, Ŝe ten większy 

doskonale nadaje się na męŜa dla ciebie. 

– PrzecieŜ moŜe być juŜ Ŝonaty! – wypaliła Julia. 

– Nie, nie jestem. – MęŜczyzna włączył się na chwilę do rozmowy. 

– A właśnie, nie miał obrączki – zauwaŜyła triumfalnie Ida. 

– Wiedziałam, jak tylko ich dorwałam. 

Julia dopiero teraz zauwaŜyła, Ŝe przystojniak teŜ się na nią gapi. Wprost nie 

spuszczał z niej wzroku. Pewnie pierwszy raz widział takie rozczochrane brzydactwo 

bez makijaŜu. 

Trzeba jednak było coś zrobić z tą sytuacją. 

– AleŜ mamo, jak mogłaś! – powtórzyła kolejny raz Julia i ponownie spojrzała na 

męŜczyznę. 

Być moŜe poczuł, Ŝe powinien wszystko wyjaśnić, poniewaŜ znowu chrząknął i 

powiedział:

– Pani, hm... Jak nazwisko?

– Cochran. 

– Pani Cochran dorwała nas, jak sama to określiła, przed sklepem. Spytała, czy 

znam jej córkę Julię. 

– To ja – przerwała mu na chwilę Julia. 

– Właśnie. A kiedy powiedziałem, Ŝe nie, nalegała, Ŝebym z nią poszedł. No i 

poszedłem – zakończył i spojrzał na syna. 

– Skąd wziąłeś tego lizaka, Aaron?

– Od stałej cioci – wyjaśnił chłopczyk. – Mogę? Ojciec tylko machnął ręką. 

– I tak juŜ pół zeŜarłeś – powiedział zrezygnowany. – Mogła pani spytać – 

zwrócił się do Idy. 

Julia poczuła, Ŝe zalewa ją fala wstydu. Nie, czegoś takiego nie spodziewała się 

po własnej matce. 

– Dałaś mu lizaka bez pytania? – zapytała, patrząc na Aarona. 

Matka potrząsnęła energicznie głową. 

– Pytałam, a on skinął głową, Ŝe mogę – powiedziała. MęŜczyzna wyglądał na 

zakłopotanego. 

– Być moŜe zrobiłem to, Ŝeby się juŜ od nas odczepiła – przyznał w końcu. 

background image

– No nic, nie przejmujcie się – powiedziała Ida, uśmiechając się do nich 

promiennie. – W przyszłości popracuję na tym, Ŝeby Aaron nie brał słodyczy od 

obcych. PrzecieŜ jakiś wariat mógłby go porwać!

Julia spojrzała ze zgrozą na matkę. 

– Czy nie rozumiesz, Ŝe właśnie to się stało?! – spytała, ale Ida tylko machnęła 

ręką i zaczęła grzebać w swojej torebce. 

MęŜczyzna wciąŜ stał w drzwiach. Biedaczek nie wiedział, co ze sobą zrobić. 

Taki był los wszystkich, którzy dostali się w szpony Idy Cochran. 

– Posłuchaj, mamo. Miarka się przebrała – zaczęła Julia. 

– JuŜ nie chcę, Ŝebyś szukała dla mnie męŜa. Nigdy nie chciałam. Czy zdajesz 

sobie sprawę z tego, Ŝe pan... Przepraszam, jak pan się nazywa?

– Mike DeAngelo. 

O BoŜe, jakie anielskie nazwisko, pomyślała. 

– śe pan DeAngelo moŜe cię kazać wsadzić do więzienia?

– zakończyła Julia. 

Mike przestąpił z nogi na nogę. 

– Nie ma potrzeby – powiedział, a Ida obdarzyła go wdzięcznym uśmiechem. – 

Sam to zrobię w razie czego. 

Uśmiech na twarzy Idy natychmiast przybladł, a Julia spojrzała na męŜczyznę z 

nowym zainteresowaniem. 

– O BoŜe! Jest pan policjantem?!

Mike rozejrzał się dokoła, jakby ktoś miał zamiar ich podsłuchiwać. 

– Gorzej – powiedział. – Pracuję w FBI. W zasadzie powinienem panią zapytać, 

czy pani matka często zachowuje się w ten sposób. 

Nie tak znowu często. Nie ma w okolicy aŜ tylu przystojniaków, pomyślała. 

– Codziennie – odparła Julia. 

Matka posłała jej spojrzenie, w którym błysnęły ostrza sztyletów, a następnie 

mrugnęła do męŜczyzny. 

– Nie nabierasz nas, Mike? – spytała. Zagadnięty pokręcił głową. 

– Za podszywanie się pod agentów rządowych groŜą powaŜne kary – powiedział. 

– Tego się obawiałam – westchnęła Ida. – Nie będziesz się bała, kiedy on po 

nocach będzie ścigał jakichś gangsterów?

– zwróciła się do córki. 

Mike otworzył tylko ze zdziwienia usta, więc Julia uznała, Ŝe musi 

interweniować. 

– Naoglądała się za duŜo kryminałów – wyjaśniła. 

Mike pokiwał ze zrozumieniem głową. A moŜe jednak było to współczucie?

– Nie wszyscy ścigamy bandytów. To znaczy nie z bronią – zaczął wyjaśnienia. 

Julia pomyślała, Ŝe jest to najgłupsza rzecz, jaka mu się w Ŝyciu przytrafiła. Czy 

ten facet, to znaczy męŜczyzna, nie miał instynktu samozachowawczego? Właśnie 

background image

teraz nadarzała się okazja wywinięcia się cało z opresji i... nie chciał z niej skorzystać. 

FBI powinno jednak lepiej ćwiczyć swoich ludzi. 

– Ach, tak! Więc nie ścigasz bandytów po ulicach! – stwierdziła z 

ukontentowaniem matka Julii, a uśmiech znowu powrócił na jej nieco moŜe za bardzo 

umalowaną twarz. 

Natychmiast sięgnęła do torebki, z której wyjęła duŜy notes i cienkopis. Julia 

chciała schować siew najciemniejszy kąt. Tylko nie to! Tylko nie Ankieta dla 

Przyszłego MęŜa. Szkoda, Ŝe Mike wyznał, iŜ pracuje bez broni. Inaczej miałby moŜe 

jakieś szanse. 

Ida otworzyła notes na czystej stronie, spojrzała na swoją ofiarę i zadała pierwsze 

pytanie. 

– Dobrze, Mike – zaczęła. – Wiemy juŜ, Ŝe nie jesteś Ŝonaty. MoŜesz nam 

powiedzieć, dlaczego?

Zapadła głucha cisza. Julia stwierdziła, Ŝe mimo pory roku zrobiło jej się nagle 

gorąco. Postanowiła działać. Skoczyła jak tygrysica do obu panów i wypchnęła ich na 

zewnątrz przez wciąŜ otwarte drzwi. Następnie krzyknęła: „Uciekajcie!”, zatrzasnęła 

drzwi za sobą i oparła się o nie plecami. 

– AleŜ kochanie, przecieŜ nam ucieknie! Mówię ci, Ŝe ten jest naprawdę 

znakomity – przekonywała ją Ida. 

Julia tylko kręciła głową. W końcu matka zrezygnowała i pospieszyła do kuchni, 

niosąc torbę z zakupami. 

– Czekolada jest tam gdzie zwykle?! – krzyknęła. 

– Chyba tak! Sprawdź! – odkrzyknęła Julia. 

Poczekała chwilę, a następnie nie mogąc się oprzeć pokusie, otworzyła drzwi. 

Słuch jej nie mylił. Ten nieszczęśnik wraz z synem stał jeszcze za drzwiami. 

– Czemu tu jeszcze stoicie?! – spytała szeptem. – Uciekajcie, jeśli wam Ŝycie 

miłe. 

Mike DeAngelo spojrzał na nią uwaŜnie. 

– Chciałem tylko wiedzieć, dlaczego tak piękna dziewczyna jak ty nie moŜe 

nikogo znaleźć – powiedział. – MoŜe powinnaś jednak wyjaśnić matce, Ŝe nie lubisz 

męŜczyzn, Julio?

Spojrzał na nią tak przenikliwie, jak agenci FBI na filmach, które oglądała, a Julia 

poczuła, Ŝe robi jej się niedobrze. Co on sobie wyobraŜa?! I dlaczego mówi jej na 

„ty”?

– Posłuchaj, Mike – postanowiła odpłacić mu pięknym za nadobne. – Uwielbiam 

męŜczyzn! Masami, mówię ci, setkami. Tyle tylko, Ŝe moja praca... nie pozwala... 

Pomyślała, Ŝe nie ma sensu mu tego wszystkiego wyjaśniać. Ciekawe, czy byłby 

w stanie zrozumieć? Wyglądał na twardego faceta, a twardzi faceci to zwykle 

szowiniści. Inna sprawa, Ŝe zrobił na niej piorunujące wraŜenie. 

– Dzie ta stalą ciocia? – W ciszy usłyszeli głos Aarona. Julia spojrzała na malca. 

background image

Spora część lizaka przeniosła się z jego ust wprost na czystą białą koszulkę, reszta 

rozmazała się na buzi dziecka. 

– Stara ciocia była bardzo, bardzo niegrzeczna – wyjaśniła Julia. – Dlatego 

została zamknięta w kuchni. 

– A cio Ŝłobiła? – zainteresował się chłopczyk. 

Julia nie bardzo wiedziała, co odpowiedzieć. Zerknęła na ojca Aarona i 

zauwaŜyła, Ŝe wcale ich nie słucha, tylko się w nią wpatruje. 

– Właśnie, co zrobiła? – Mike powtórzył pytanie syna. 

Julia poczuła się osaczona. Nie wiedziała, co odpowiedzieć. Co więcej, 

stwierdziła, Ŝe sama zaczyna gapić się na Mike’a, krew przy tym szybciej krąŜy jej w 

Ŝ

yłach, a serce wali coraz mocniej. Wiadomo, męŜczyźni to przede wszystkim 

kłopoty. 

Myśl, idiotko! I nie gap się tak na Mike’a. 

– No cóŜ, sprowadziła cię tutaj – zwróciła się do niego. – I dała lizaka Aaronowi. 

– Niedługo będzie świętego Walentego – zauwaŜył zupełnie bez związku Mike. 

Julia czuła się jak zahipnotyzowana. Nie mogła przestać patrzeć na Mike’a. 

Dopiero kiedy Aaron zaczął się niespokojnie ruszać i coś mówić, zdołała się jakoś 

otrząsnąć. Chłopiec włoŜył dłoń do kieszeni, w której zaczął czegoś szukać. 

– Nie mogę blać nic od obcych, ale stalą ciocia nie jest obca – zauwaŜył 

sentencjonalnie Aaron. – Psecies dala mi lizaka. 

– Muszę przyznać, Ŝe jest nieco ekscentryczna – stwierdził Mike. 

– Julio, do cholery! PrzecieŜ ta czekolada jest przeterminowana! Chciałaś mnie 

otruć! – dobiegł do nich z kuchni głos Idy. 

– Gdybym naprawdę chciała, przełoŜyłabym ją do nowego opakowania! – 

odkrzyknęła Julia. 

Przez chwilę stali w drzwiach we trójkę. Aaron nie znalazł tego, czego szukał, w 

prawej kieszeni i zaczął grzebać w lewej. 

– No, idźcie juŜ – popędzała ich Julia. – Mama zaraz tu będzie. 

Mike skinął głowę. 

– Dobrze. Zadzwoń do mnie, jakbyś potrzebowała pomocy FBI – powiedział, 

podając jej swoją wizytówkę, którą wyjął uprzednio z tylnej kieszeni dŜinsów. – Coś 

mi mówi, Ŝe to się moŜe zdarzyć. 

Pomyślała, Ŝe rzeczywiście moŜe się to zdarzyć. Zwłaszcza jeśli matka będzie 

kontynuowała akcję „Kandydat na męŜa”. 

CóŜ, moŜe jednak zniechęci się po pierwszych niepowodzeniach. 

A jeśli Ida ma rację? MoŜe rzeczywiście spędza za duŜo czasu w banku, 

pozwalając Ŝyciu przemknąć się obok?

– Dzięki. I cześć – powiedziała, otrząsając się z tych niewesołych myśli. 

Uścisnęła ciepłą dłoń Mike’a, a następnie lepką rączynę Aarona i juŜ chciała 

zamknąć drzwi, kiedy pomyślała, Ŝe spojrzy na nich jeszcze ostatni raz. Zaczęła od 

background image

Mike’a. I juŜ nie mogła oderwać od niego wzroku. 

Na nic się zdało to, Ŝe uznała takie zachowanie za nieprzyzwoite. Chciała nawet 

zamknąć drzwi, ale coś jej nie pozwalało. 

W końcu to Mike pierwszy oderwał od niej wzrok. Wziął syna za rękę i 

powiedział:

– Chodź, stary, kiedy się umyjesz, to pójdziemy poćwiczyć na salę gimnastyczną. 

Co ty na to?

Aaron pokiwał entuzjastycznie głową na znak, Ŝe mu się ten pomysł bardzo 

spodobał, a następnie skierował się ku schodom. 

– Cześć – poŜegnał ją raz jeszcze Mike i posłał jej takie spojrzenie, Ŝe na moment 

zaparło jej dech w piersiach. – Do zobaczenia. 

– No to cześć. Nie mam juŜ czasu. Będę musiała dobić matkę, jeśli czekolada nie 

poskutkuje. 

Patrzył na nią przez chwilę, po czym się zaśmiał. 

– Ja w kaŜdym razie nic o tym nie wiem. 

Przez moment mogła go jeszcze obserwować z tyłu, ale Mike szybko zniknął z jej 

pola widzenia, poniewaŜ musiał dogonić syna. A potem nicość. Pustka. Bezdenna 

czeluść. No, moŜe trochę przesadzała, ale czym były te wszystkie otaczające ją 

przedmioty w porównaniu z męŜczyzną, który zniknął przed chwilą z jej Ŝycia. 

Chciało jej się wyć. Miała ochotę gryźć i drapać, nie bardzo wiedząc kogo. 

Matkę? Mike’a? A moŜe siebie? Postanowiła więc usiąść i poczekać, aŜ jej przejdzie. 

Nie, nie pomogło. Pozostał jej więc jeden ratunek. To, co zwykle robiła w takich 

momentach. 

Julia uklękła przy kanapie, wtuliła twarz w poduszki, nie chcąc, Ŝeby dźwięk 

dotarł do innych lokatorów, i zawyła. Raz, ale głośno. 

Kiedy podniosła głowę, zauwaŜyła, Ŝe Ida stoi tuŜ przy niej. Matka odgarnęła 

poskręcane loki, spadające jej na czoło. 

– Powinnaś pójść do fryzjera, kochanie. Inaczej całkiem oślepniesz – 

powiedziała. – Szkoda, Ŝe masz rude włosy, jak ja. Zawsze miałam nadzieję, Ŝe 

odziedziczysz kolor włosów po ojcu. 

– No, , przynajmniej Susan i Danowi się udało – stwierdziła Julia, czując, Ŝe 

zbiera jej się na płacz. – Mają błękitne oczęta, blond włoski i poukładane Ŝycie. Nie 

to, co ja. 

Ida pogłaskała ją po głowie. 

– Nie opowiadaj głupot. PrzecieŜ doskonale ci idzie. Tylko te włosy – dodała po 

chwili. – Słyszałam, Ŝe męŜczyźni boją się rudych kobiet. 

Julia spojrzała na poduszki i pomyślała, Ŝe jeszcze się jej dzisiaj przydadzą. 

Czasami, kiedy chciała usiąść na kanapie, bała się ich dotknąć, poniewaŜ wydawało 

jej się, Ŝe są pełne krzyku. 

– Wiesz, gdybyś miała zielone oczy, mogłabyś nawet uchodzić za atrakcyjną – 

background image

ciągnęła nie zwaŜając na nic Ida. – MoŜe zafundujesz sobie takie barwione szkła 

kontaktowe, co? PrzecieŜ to niemoŜliwe, Ŝebyś przy swojej pracy nie miała wady 

wzroku. MoŜe masz jakąś ukrytą?

Julia potrząsnęła głową. 

– Zgodnie z twoją sugestią odwiedziłam okulistę. Nic nie wykrył – przypomniała 

jej. 

Ida tylko machnęła ręką. 

– Patałach! Poza tym to było dwa miesiące temu – stwierdziła. 

Julia pokręciła głową. 

– Nic z tego, mamo. 

Ida spojrzała na nią smętnie. 

– Wiesz, chodzi o to, Ŝe chciałabym zobaczyć przed śmiercią twojego męŜa – 

powiedziała. – To moje najskrytsze marzenie. 

– Ale poniewaŜ masz dopiero pięćdziesiąt siedem lat, moŜemy z tym jeszcze 

poczekać – wpadła jej w słowo córka. 

– Wiesz, ostatnio nie czuję się zbyt dobrze. Coś mnie boli, o, tutaj. – Wskazała 

jakiś fragment ciała. – I jeszcze tutaj. 

Julia tylko machnęła ręką. 

– Daj spokój, mamo. PrzeŜyjesz nas wszystkich. 

– I nie zobaczę twego ślubu. 

– Bzdura. 

Ida Cochran zacisnęła tylko usta. Wyglądała na uraŜoną. Na szczęście nie 

potrafiła długo chować urazy, a juŜ zwłaszcza do członków rodziny. 

– Wiesz co? Sprowadziłam ci takiego wspaniałego kandydata na męŜa, specjalnie 

wypatrzyłam, Ŝe nie ma obrączki, i proszę, jaka spotyka mnie podzięka. – Ida wylała 

przed córką wszystkie swoje pretensje. 

Julia tylko pokręciła głową. 

– Wcale cię nie prosiłam, Ŝebyś mi tutaj kogokolwiek sprowadzała. Zwłaszcza ten 

poprzedni był taki straszny. Mogłaś go sobie darować. 

Ida wzruszyła ramionami. 

– Skąd mogłam wiedzieć, Ŝe się tak okropnie poci? – spytała retorycznie. – Za to 

ten z FBI był naprawdę niezły, co?

– Zobaczysz, Ŝe cię aresztuje albo kaŜe sprawdzić wszystkie twoje podatki. – 

Julia świadomie unikała odpowiedzi na to ostatnie pytanie. 

– Nie bądź głupia – powiedziała matka. – PrzecieŜ podatkami zajmuje się urząd 

skarbowy. 

Julia tylko uśmiechnęła się złośliwie. 

– Tak myślisz? A jak sądzisz, w jaki sposób udało się FBI dobrać do Ala Capone? 

Od tego czasu przede wszystkim sprawdzają podatki. 

Ida jakoś nie wyglądała na przestraszoną. 

background image

– No to niech martwi się tym twój ojciec – stwierdziła. – Dobrze mu to zrobi na 

trawienie. A wracając do tego przystojniaka z FBI... To dobrze, Ŝe ma taką pracę, bo 

jak ci obrabują bank, będziesz wiedziała, do kogo się zwrócić. CzyŜ to nie wspaniałe?

– Wolałabym, Ŝeby nikt jednak nie obrabował banku – zastrzegła Julia. 

Matka tylko machnęła ręką. 

– Mniejsza o bank – stwierdziła. – Chodzi o to, Ŝe mogłabyś znowu zobaczyć 

Mike’a. 

Julia poczuła nagle dreszcz, który przebiegł jej po karku. Schwyciła Idę za rękę i 

zajrzała jej głęboko w oczy. 

– Przysięgnij, Ŝe się do tego nie posuniesz – powiedziała z całą mocą. 

Ida spojrzała na nią jak na wariatkę. 

– Do czego?

– Do tego, Ŝeby zorganizować napad na mój bank. – Zamilkła na chwilę. – 

UwaŜaj, mamo, to naprawdę kryminalna sprawa. Wkraczasz na grząski grunt. 

Twarz Idy rozjaśniła się nagłym uśmiechem. 

– A wiesz, to niezła myśl. Dziwne, Ŝe nie wpadłam na to od razu. 

Po chwili jednak uśmiech przygasł na jej twarzy. 

– Tylko widzisz – ciągnęła, patrząc na córkę – nie ma Ŝadnej pewności, Ŝe to 

Mike zajmuje się włamaniami. Równie dobrze moŜe być w sekcji zabójstw czy jak to 

się tam nazywa. 

Julia odetchnęła z ulgą. 

– Chwała Bogu! Do morderstwa na pewno się nie posuniesz. Ida zerknęła na nią z 

ukosa. 

– Niby nie, ale ostatnio im więcej z tobą przebywam, tym więcej odkrywam w 

sobie morderczych instynktów – stwierdziła po chwili. 

Julia spojrzała na matkę i pod maską rozbawienia dostrzegła w jej oczach 

prawdziwą troskę. Ida nie robiłaby wokół całej sprawy tyle hałasu, gdyby nie zaleŜało 

jej tak bardzo na małŜeństwie córki. 

Julia zaczęła przemierzać równym krokiem pokój. 

– Dobrze, wygrałaś – powiedziała do Idy. – Obiecuję, Ŝe zapomnę o pracy, zacznę 

umawiać się z męŜczyznami i znajdę sobie męŜa. 

Ida wzruszyła ramionami. 

– Znajdziesz męŜa? A ten dzisiejszy ci nie odpowiada? Julia przystanęła. 

– Odpowiada, odpowiada. Jest naprawdę świetny. Wobec tego wyjdę właśnie za 

niego. Tylko błagam, przestań mnie zapisywać do biur matrymonialnych i dawać 

ogłoszenia w gazecie. Zapowiadam, Ŝe nie pójdę juŜ na Ŝadne zorganizowane przez 

ciebie spotkanie. 

Wzrok Idy uciekł gdzieś w bok. 

– Trochę ci nie wyszło z tym ostatnim, co? Julia skinęła głową. 

– To była katastrofa. 

background image

– Wiesz, kochanie, chciałabym, Ŝebyś była szczęśliwa. Tak jak Dan i Susan w 

swoich małŜeństwach. 

MałŜeństwa, dzieci, dzieci, małŜeństwa, to był świat Idy Cochran. Co prawda 

słyszała, Ŝe jest coś takiego jak Ŝycie zawodowe oraz kontakty towarzyskie, ale tak 

naprawdę w to nie wierzyła. 

– Dan przeniósł się do Marylandu, a Susan mieszka w Kalifornii. Myślisz, Ŝe to 

przypadek, iŜ wynieśli się z Florydy? – spytała Julia. 

Ida pokręciła głową. 

– Dana przeniesiono słuŜbowo, a Susan wyjechała z męŜem. Coś ci jest? Czemu 

masz taką minę? – spytała zdziwiona matka. 

– Nie, nic – odparła przez zaciśnięte zęby Julia. – Zastanawiam się, czy ktoś 

słuŜbowo nie przeniósłby mnie na Alaskę. 

background image

ROZDZIAŁ DRUGI

– Dopiero teraz mi to mówisz?! Mike, dzisiaj jest piątek. To znaczy, Ŝe juŜ 

prawie tydzień temu jakaś zwariowana paniusia zaciągnęła twoje dziecko do swojego 

dziecka, z którym według niej powinieneś się oŜenić. 

– To jej dziecko jest oczywiście starsze od Aarona – wtrącił Mike, odstawiając 

czajnik. 

Następnie spojrzał na swojego kumpla, Sala, który siedział przy sąsiednim biurku. 

– Mówiłeś, Ŝe to piękna dziewczyna! – wykrzyknął Sal. – Dlaczego coś 

podobnego nie mogło mnie się przytrafić?!

Mike wziął kubek z kawą i usiadł na swoim miejscu. 

– To z powodu twojej specyficznej urody, Sal – powiedział. – śadna babcia nie 

chciałaby, Ŝeby jej wnuczęta miały długie nosy. 

Sal podrapał się po wystającym, długim nosie i spojrzał na Mike’a. 

– Wiesz, pewnie masz rację, stary – przyznał. – Ale dlaczego nawet nie 

wspomniałeś o tym spotkaniu?!

Mike wzruszył ramionami. 

– Nie było o czym gadać. 

– Nie było o czym gadać?! Nie było o czym gadać?! – pieklił się Sal. – 

Dostarczają ci rudowłosą piękność jak na talerzu i uwaŜasz, Ŝe nie ma o czym gadać?!

Mike uśmiechnął się pod nosem. Kiedy Sal Pomerantz był zdenerwowany, jego 

akcent z Brooklynu stawał się jeszcze silniejszy. 

– Czy zamierzasz przynajmniej powiedzieć Caroline o tej cizi? – drąŜył temat Sal. 

Mike poczuł nagłe ukłucie w sercu. Powiedzieć Caroline? Dlaczego niby miałby 

to zrobić?

– Na imię ma Julia – powiedział Mike. – Oczywiście nic nie powiem Caroline, bo 

nigdy się z nią juŜ nie spotkam. 

– Co? Chcesz tak od razu zerwać z Caroline?! – oburzył się Sal. – Z powodu 

jednego spotkania?

Mike zaczerwienił się, jak złapany na gorącym uczynku. Oczywiście nie chodziło 

mu o Caroline, a o Julię. Czy to moŜliwe, Ŝeby tak to zabrzmiało?

– Nie, Sal! Nie Ŝartuj! Miałem na myśli Julię. 

Sal rozparł się wygodnie na swoim krześle i znowu podrapał się po nosie. 

– A, przepraszam. Pomyliłem się. Czy wobec tego ja mogę zająć się Julią? 

Uwielbiam rude piękności!

Mike postanowił nie reagować na zaczepki. Wziął kubek z kawą i podszedł do 

niewielkiego okna, jedynego w ich biurze. Czuł się podle. Nawet fakt, Ŝe ma dziś 

odebrać Caroline z lotniska, jakoś go nie cieszył. 

Najgorsze było to, Ŝe myśl o pięknej Julii powracała do niego uporczywie. 

Właśnie dlatego podzielił się nią z Salem. Miał nadzieję, Ŝe w ten sposób szybciej 

background image

wyrzuci ją z pamięci. I... nie pomogło. Mike smutno potrząsnął głową. Szkoda, Ŝe juŜ 

jedna dziewczyna nosi jego zaręczynowy pierścionek. Nie będzie przecieŜ się 

zabawiał w bigamistę!

Zaraz, do licha! Co mu w ogóle przychodzi do głowy?! Gdyby nie Sal, o niczym 

takim nawet by nie pomyślał. Spojrzał na kumpla i zauwaŜył, Ŝe obserwuje go z 

czymś w rodzaju pobłaŜliwego uśmiechu. Podszedł więc do swego biurka, usiadł i 

wypił kolejny łyk kawy. Nie usiedział jednak długo. Po chwili wstał i zaczął się 

przechadzać po pokoju. 

– Jeśli nie przestaniesz się zachowywać jak dzika bestia, DeAngelo, to zaraz cię 

wyrzucę przez okno! – oznajmił Sal. – Co ci jest? Tęsknisz za narzeczoną?

Mike przystanął. 

– Nie, do cholery! Jasne, Ŝe nie!

IleŜ razy to powtarzał, Ŝeby zachować swój wizerunek twardego faceta. Ale jedno 

się teraz zmieniło. Tym razem powiedział prawdę. 

Jak to, prawdę? Caroline była przecieŜ jego wybranką. Mieli się pobrać za dwa 

miesiące!

W zasadzie Mike najbardziej lubił w niej to, Ŝe w niczym nie przypominała 

Victorii, jego byłej Ŝony. Tory musiała mieć wszystko podane na talerzu, a Ŝycie było 

dla niej jedną wielką ucztą i chciała spróbować w nim wszystkiego. Wystarczyło, Ŝe 

juŜ raz była matką i Ŝoną, teraz wolała zaznać czegoś nowego. Praca w miesięczniku 

krajoznawczym powinna ją satysfakcjonować. A Caroline? Caroline nie pragnęła 

nowości i była oddana zarówno jemu, jak i Aaronowi. 

Mike przysiadł na swoim biurku i ponownie spojrzał na kumpla. 

– A wiesz, Sal, zdaje się, Ŝe masz rację – powiedział z namysłem. – Chyba po raz 

pierwszy zaczyna mi brakować Caroline. MoŜe dlatego zwróciłem uwagę na tę rudą? 

Sam juŜ nie wiem. 

Sal mrugnął do niego figlarnie. 

– Nie wygłupiaj się, stary. W chwili kiedy przestaniesz zauwaŜać piękne kobiety, 

będę wiedział, Ŝe muszę ci kupić wieniec. Bo to będzie znaczyło tyle, Ŝe jesteś 

martwy. Mike roześmiał się. 

– Ha, mogę ci udowodnić, Ŝe nie jestem martwy. Wiesz, co mi powiedziała ta 

Julia, kiedy po raz drugi otworzyła drzwi?

Mike przez chwilę zastanawiał się, czy powiedzieć kumplowi, Ŝe Julia nie miała 

biustonosza, a jej piersi poruszały się kusząco pod lekką koszulką. Zdecydował 

jednak, Ŝe zachowa to dla siebie. 

– No, co? – spytał Sal. 

– Wiesz, powiedziała, Ŝe jej ma... – Mike przerwał, poniewaŜ zauwaŜył we 

wzroku kumpla wyraźne szyderstwo. Jeszcze jedno słowo, a Sal wybuchnąłby 

niepohamowanym śmiechem. 

Mike skrzywił się, jakby jadł cytrynę. 

background image

– No jak, nie opowiesz mi o niej? – dopytywał się Sal. – MoŜe lepiej opowiedz 

przyszłemu świadkowi o kobiecie twojego Ŝycia, o wspaniałej Caroline, z którą za 

dwa miesiące chcesz się oŜenić!

– Daj mi spokój! – warknął Mike i sięgnął do swojego krawata. 

– No właśnie!

– Co, właśnie?

Wesołe iskierki, które do tej pory czaiły się w oczach Sala, zgasły nagle i kumpel 

spojrzał na niego zupełnie powaŜnie. 

– Czy wiesz, Ŝe kiedy wspominam o twoim ślubie, wykonujesz wciąŜ ten sam 

gest? Poluzowujesz krawat i rozpinasz guzik od koszuli. Tak, jakbyś się dusił. 

– Bzdura – powiedział Mike i z trudem powstrzymał się, Ŝeby nie rozpiąć guzika. 

– Wiesz, moŜe masz rację – powiedział Sal, a potem pochylił się nad swoimi 

papierami. 

Mike odetchnął z ulgą. MoŜe nareszcie skończą tę irytującą rozmowę?

– A tak swoją drogą – Sal podniósł na chwilę głowę – o której jest ten ślub?

O której jest ślub? Zaraz, czyŜby zapomniał? Grzebiąc w pamięci, poluzował 

węzeł krawata i rozpiął guzik od koszuli. Sal tylko smutno pokiwał głową. 

– O dwunastej trzydzieści – powiedział. – Dobrze, Ŝe ja nie zapominam. 

Mike dopiero teraz zorientował się, co się stało. 

– Hej, to nieuczciwe! – zawołał. – Spróbujmy jeszcze raz. Pomerantz potrząsnął 

głową. 

– Daj spokój, Mike. PrzecieŜ nie chodzi mi o to, Ŝeby cię pognębić – stwierdził 

spokojnie. – To twoje Ŝycie i zrobisz z nim, co zechcesz. 

– Caroline jest naprawdę miła. I bardzo lubi Aarona – dodał pospiesznie Mike. – 

Poza tym, mógłbyś zająć się pracą. Czy juŜ naprawdę nic nie masz do zrobienia?

Sal tylko wzruszył ramionami. 

– To samo, co ty – powiedział. – Przekładanie papierków z jednej teczki do 

drugiej. 

– Jeśli chciałeś przygód, mogłeś się zaciągnąć do wojska – powiedział 

protekcjonalnie Mike. – Tu mamy FBI, chłopie. Nie moŜemy działać, dopóki ktoś nie 

popełni jakiegoś przestępstwa. 

Mike był parę lat starszy od Pomerantza i wcześniej zaczął pracę w biurze 

ś

ledczym. 

– Jasne – mruknął Sal. – Tyle Ŝe ci cholerni kryminaliści zrobili się teraz jacyś 

leniwi. Na nikim nie moŜna polegać. Takie czasy. Dobrze, Ŝe przynajmniej jesteśmy 

tu, gdzie jesteśmy, a nie w jakimś parszywym Milwaukee czy Detroit. Czasem 

moŜemy pójść po pracy na plaŜę, popodrywać dziewczyny. 

– Ja nikogo nie podrywam – zastrzegł Mike. Znowu pomyślał o Caroline i sięgnął 

do krawata. 

– Nie, no jasne. Po paru latach w FBI zaczynają podrywać ciebie!

background image

Obraz Julii znów stanął mu przed oczami. Obraz wspaniałej, bosonogiej, 

rudowłosej piękności, która nie nosi stanika. Mike uśmiechnął się i pomyślał, Ŝe nie 

ma na co narzekać. 

– To fajnie, Ŝe uwaŜasz tę historię za zabawną, Susan – powiedziała gorzko Julia. 

– Z zaŜenowania omal nie zjadłam koszulki. Jeśli tego nie zrobiłam, to tylko dlatego, 

Ŝ

e zapomniałam włoŜyć biustonosz. Łatwo ci się śmiać. Wyszłaś za mąŜ, zaszłaś w 

ciąŜę i wyjechałaś. To wszystko chroni cię przed mamą. 

Julia zrzuciła buty na wysokich obcasach. Jeden powędrował pod drzwi, a drugi 

za szafę. Następnie zabrała się do ściągania góry kostiumu. Cały czas trzymała 

słuchawkę między ramieniem a głową. 

– Co? Nie, rozbieram się... Jak to, dlaczego?... Kiedy weszłam do mieszkania, 

telefon juŜ dzwonił. Zaczekaj chwilę. 

Julia odłoŜyła słuchawkę, szybko zdjęła wąską spódniczkę, bluzkę i ściągnęła 

stanik. W samych majtkach usiadła znów na łóŜku. 

– No, juŜ jestem... Tak, odbieram cię jutro... Jeśli masz, to podaj. 

Sięgnęła do torebki, z której błyskawicznie wyciągnęła kalendarzyk i otworzyła 

go na właściwej stronie. Zapisała godzinę przylotu, a takŜe numer przejścia dla 

pasaŜerów. 

– Susan? Gdyby mnie nie było, to chwilę zaczekaj... Nie, nie pracuję. A, mam dla 

ciebie wiadomość! Wyobraź sobie, Ŝe w wieku trzydziestu lat mam szansę zostać 

wiceprezesem banku! Co to ma do rzeczy? Przestań gadać o małŜeństwie, bo 

przypominasz wtedy mamę. 

Julia miała nadzieję, Ŝe przestraszy w ten sposób siostrę. Jednak Susan znów 

zaczęła coś pleść o dzieciach, więc Ŝeby zmienić temat, zapytała:

– Jak tam Tommy? Czy cieszy się z tego lotu? – Słuchała przez chwilę, a 

następnie wykrzyknęła:

– No, popatrz, to jego pierwszy! Nie mogę się wprost doczekać, kiedy was 

zobaczę. Jutro będzie naprawdę świetnie! Chyba Ŝe zwalą się wszyscy krewni. Wiesz, 

osiemdziesiąte piąte urodziny Nany, to nie Ŝarty... Tak, tata odbiera dziś Dana i Joan... 

No, to cześć. PrzekaŜ pozdrowienia Benowi i Tommy’emu. 

Julia odłoŜyła słuchawkę, rozprostowała nogi i opadła na łóŜko. Przez chwilę 

leŜała nieruchomo z zamkniętymi oczami. Czy to moŜliwe, Ŝe to rodzina, a nie ona, 

ma rację? Czy rzeczywiście będzie Ŝałować decyzji, Ŝeby skupić się na pracy 

zawodowej? Przez chwilę myślała o swoim Ŝyciu. To prawda, Ŝe czasami czuła się 

nieco samotna, ale najczęściej po prostu nie miała na to czasu. Ciągłe spotkania, 

wyjazdy, rozmowy – to wszystko było szalenie absorbujące. A teraz jeszcze ten 

awans. I to jaki! Kiedy zaczynała, w ogóle o czymś takim nie nie marzyła. A tu 

proszę! Wszystkie kobiety ją popierają. Nawet sprzątaczka zatrzymała ją kiedyś i 

powiedziała, Ŝe jest dumna, poniewaŜ sprząta jej pokój. Julia byłaby pierwszą kobietą 

background image

w banku na tak wysokim stanowisku. 

PołoŜyła dłoń na brzuchu. Ból powoli ustępował. Właśnie dzisiaj, trzynastego w 

piątek, zaczęła się jej miesięczna niedyspozycja. Dobry moment. Gdyby mogła 

wybierać, nie znalazłaby lepszego. 

Przed jej oczami znowu pojawił się obraz przystojniaka. Nie, nie myślała o nim. 

A w kaŜdym razie starała się o nim nie myśleć. Jednak twarz Mike’a wciąŜ gdzieś się 

tam pojawiała w zakamarkach pamięci. Jego uśmiech, jego tubalny głos – to wszystko 

tworzyło coś na kształt ideału. 

Na szczęście miała w tym tygodniu duŜo roboty. Wracała późno, robiła sobie coś 

do jedzenia i niemal natychmiast zasypiała. Myśl o rodzinie przyprawiała ją o 

dreszcze. Nie miałaby ani czasu, ani siły, Ŝeby po powrocie do domu zajmować się 

jeszcze gromadką szkrabów. 

No tak, cały tydzień cięŜkiej pracy. Nawet gdyby chciała, nie mogła zadzwonić do 

Mike’a. Zresztą, co by mu powiedziała? śe chce się z nim umówić między jednym a 

drugim zebraniem w banku? A czy rzeczywiście chciała?

Julia otworzyła szeroko oczy. Ta myśl poraziła ją swoją oczywistością. Chciała. 

Naprawdę chciała. Tylko, na szczęście, nic z tego nie mogło wyniknąć. Nic, poza 

nagłym łomotaniem jej serca. 

– Julio, otwórz!

Wsłuchała się lepiej w ten odgłos. Do licha, to nie serce, ktoś rzeczywiście dobijał

się do jej drzwi. Chyba zdrzemnęła się na chwilę, poniewaŜ straciła kontakt z 

rzeczywistością. 

Teraz wstała i włoŜywszy włochaty szlafrok, podeszła do drzwi. 

– Julio! Jesteś tam?! Znała ten głos, tak, znała. 

– Kto tam? – zapytała słabo. 

– To ja, Mike DeAngelo! Otwórz, na miłość boską!

Przejrzała się w lustrze. Znowu była bosa, a szlafrok prowokacyjnie odkrywał jej 

dekolt. Czy ten facet zawsze musi przychodzić wtedy, kiedy nie ma na sobie stanika?

– Mike, czy moŜesz poczekać? – spytała juŜ nieco głośniej. – Nie jestem 

odpowiednio ubrana. 

MęŜczyzna po drugiej stronie załomotał do drzwi. 

– Julio! Daj spokój! Nie mam czasu na głupoty! Otwórz szybko!

Chciała mu nawet coś powiedzieć na temat dobrego wychowania, ale ton Mike’a 

zdradzał, Ŝe jest bardzo zdenerwowany. Otworzyła drzwi. 

– Co się stało?

Spojrzał na nią nieprzytomnym wzrokiem. Ze zdziwieniem stwierdziła, Ŝe on teŜ 

nie jest odpowiednio ubrany. Miał na sobie tylko dŜinsy – i nic więcej. Jego wilgotne 

włosy zlepiły się nad czołem w strąki. 

– Nie ma go tutaj?! – spytał. 

Od razu domyśliła się, Ŝe chodzi o Aarona. 

background image

– Nie, nie ma. Wejdź do środka. Pewnie ci zimno. Mike potrząsnął głową. 

– Nie mogę. Muszę go szukać. 

Raz jeszcze zaprosiła go gestem do środka. 

– Pomogę ci, tylko muszę się przebrać – powiedziała. – Zrobię to błyskawicznie. 

W tym czasie moŜesz mi opowiedzieć, co się stało. 

Mike zastanawiał się przez chwilę, a następnie skinął głową. Wszedł do środka i 

stanął przy drzwiach, nie bardzo wiedząc, co dalej robić. 

– BoŜe, za dwie godziny musimy być na lotnisku! Julia przeszła do sypialni. 

– Słyszę stąd! – krzyknęła. – Opowiadaj. 

Mike wahał się, nie bardzo wiedząc, od czego zacząć. 

– No więc mieliśmy jechać z Aaronem na lotnisko – zaczął Mike. – Wyjąłem mu 

czyste ubranie i kazałem je włoŜyć, a sam poszedłem do łazienki. A on do mnie 

przyszedł i powiedział, Ŝe chce znowu spotkać tę starą ciocię... 

– O Jezu! Chodziło o mamę! – jęknęła Julia. 

– Tak. – Zastanawiał się przez chwilę, po czym podjął wątek. – Nie mam pojęcia, 

co mu odpowiedziałem. Pewnie, Ŝe później, albo coś takiego. A kiedy wyszedłem z 

łazienki, nie było go w domu. Zostawił drzwi otwarte, więc od razu wiedziałem, Ŝe 

wyszedł. Wybiegłem tak, jak stałem, bo myślałem, Ŝe zaraz go schwytam. 

Tym razem jęk Juli był głośniejszy. Nie miała wątpliwości, Ŝe jej matka ponosi 

moralną odpowiedzialność za to, co się stało. Szybko włoŜyła wygodne welwetowe 

spodnie, a następnie zastanawiała się chwilę nad biustonoszem. Nie, nie moŜe 

pozwolić, Ŝeby Mike, czekał. NałoŜyła więc ciepłą, bawełnianą bluzę, skarpetki i 

wyszła z sypialni. 

– Jestem gotowa – oznajmiła, wsuwając stopy w wygodne buty. – MoŜemy iść. 

Dlaczego tak mi się przyglądasz?

– „Jestem dziewicą, ale to jest bardzo stara bluza” – powiedział. 

Pomyślała, Ŝe doznał szoku i teraz zaczyna się to ujawniać. Dopiero po chwili 

zrozumiała, Ŝe Mike wpatruje się w jej biust i po prostu czyta napis na bluzie. 

Zaczerwieniła się. 

– To jakiś stary łach – zaczęła wyjaśniać. – Nie przyglądałam się, co nakładam. 

Mike wycelował w nią palec. 

– Wiem, Ŝe jest stary, bo tu jest tak napisane – stwierdził. Julia pomyślała, Ŝe 

robią z siebie idiotów, gdy tymczasem Aaron błąka się gdzieś po mieście. Mogła mieć 

tylko nadzieję, Ŝe trafi jakoś do „starej cioci”, chociaŜ doprawdy nie wiedziała jak. 

– Chodźmy juŜ, Mike – stwierdziła i dotknęła jego nagiego ramienia. 

To był błąd. Dotyk sprawił, Ŝe świat zawirował jej przed oczami. Chciała oprzeć 

się o ścianę, ale usłyszała jeszcze głos Mike’a:

– Mam nadzieję, Ŝe go znajdziemy. 

Wyszli na zewnątrz i spojrzeli przed siebie. Ich osiedle było połoŜone nieco 

wyŜej. Za nim rozciągał się olbrzymi obszar miejski z setkami ulic i autostrad, 

background image

placów, a takŜe podejrzanych zakamarków. Wiedziała, o czym Mike myśli. KaŜde 

dziecko musiało się tam zgubić. Miała jednak nadzieję, Ŝe Aaron pozostał gdzieś na 

osiedlu. 

– Czy ma tu jakichś przyjaciół? – spytała. Mike potrząsnął głową. 

– Nie, całe dnie spędza w Tampa u Ŝony jednego z naszych agentów i bawi się z 

jej dziećmi. 

– To moŜe jest u matki? – podrzuciła. Mike tylko zacisnął usta. 

– Victoria jest w Europie – powiedział. – Lata na lotni w Szwajcarii. 

To znaczy, Ŝe jest rozwiedziony, pomyślała Julia. 

– Powiedz, które miejsca przeszukałeś? Zatoczył szeroki krąg ręką. 

– Wszystko koło nas. Została tylko ta część za tobą – wyjaśnił. 

– Wobec tego zaczynamy poszukiwania – oświadczyła głosem nawykłym do 

wydawania poleceń. – Zacznij od tej strony. 

Mike tylko skinął głową i zaczął po kolei penetrować przylegające do siebie 

budynki. Otwierał klatki schodowe i krzyczał:

„Aaron, jesteś tam?!”, a następnie biegł dalej. Dopiero teraz miała okazję docenić 

kondycję agentów FBI. Ona po przebiegnięciu kilkunastu metrów po prostu padała z 

nóg. Daleko jej teŜ było do metodyczności i skrupulatności Mike’a. 

W końcu stanęła przy placu zabaw, z trudem łapiąc oddech. Mike właśnie 

nadciągał od drugiej strony. TeŜ był trochę zmęczony, ale nie tak bardzo, jak ona. 

– I co? – spytała, chociaŜ znała juŜ odpowiedź. 

Mike tylko rozłoŜył ręce w bezradnym geście. Stanął obok niej i oparł się o 

podpory od huśtawki. 

– Popać, co mam, tata – dobiegło do nich gdzieś z oddali. Spojrzeli na siebie. 

Aaron? Czy to moŜliwe? Odwrócili się jak na komendę, ale niczego nie zobaczyli. 

Jednak Mike miał za sobą lata pracy w FBI i dlatego od razu wpadł na to, skąd moŜe 

dochodzić głos. I słusznie, poniewaŜ po chwili zza niewielkiego płotka wyjrzał 

Aaron. Chłopiec trzymał w rękach olbrzymią Ŝabę w kolorze zgniłej kapusty. 

Mike natychmiast podskoczył do chłopca i padłszy na kolana, przytulił go do 

siebie. śaba zniknęła pomiędzy nimi. Julia poczuła, Ŝe za chwilę się rozpłacze. Nigdy 

nie była świadkiem tak wzruszającej sceny. 

Mike przesunął dłonią po ciemnych włoskach syna. 

– Gdzie się podziewałeś?! – spytał małego z wyrzutem. – PrzecieŜ ci mówiłem, 

Ŝ

e nie moŜesz wychodzić bez pozwolenia!

Aaron chciał coś powiedzieć, ale w tym momencie zauwaŜył Julię i cały się 

rozpromienił. 

– Pać tata, to ta pani. – Mały zakładał, Ŝe wszystko w ten sposób wyjaśnił. – 

Mogę pokazać ziabe?

Julia wolałaby tego uniknąć, ale nie protestowała z sympatii dla chłopca. Mike 

poklepał tylko syna po plecach i powiedział:

background image

– Jasne, stary. A potem będziemy musieli pogadać. Czy nie rozumiesz, Ŝe bardzo 

mnie przestraszyłeś?

Aaron zrobił wielkie oczy. 

– Ciałem tylko pójść do stałej cioci – zaczął wyjaśnienia. – A potem sie zgubiłem, 

a potem znalazłem ziabe... 

Dopiero teraz zaczął chyba pojmować, co się stało, poniewaŜ jego bródka 

najpierw zadrŜała, a następnie wybuchnął płaczem. 

Mike znowu przytulił go do swojej szerokiej piersi i zaczął głaskać po głowie. 

– No juŜ dobrze, dobrze. MoŜesz teraz pokazać Julii swoją Ŝabę. 

Aaron momentalnie się rozpogodził i wyciągnął do Julii rękę, w której wciąŜ 

trzymał płaza. 

– Mozieś dotknąć – powiedział. 

Julia w ogóle nie naleŜała do miłośniczek Ŝab, a juŜ zwłaszcza nie zaleŜało jej na 

tym, Ŝeby ich dotykać. Jednak Aaron traktował to jako rodzaj wyróŜnienia i uznała, Ŝe 

nie moŜe jednak odmówić. 

– No, mokra i zimna – stwierdziła, cofając rękę. – Jak twój tata. Mike spojrzał na 

nią z urazą. 

– Chodź, Aaron – powiedział. – Idziemy do domu. 

– Czy ona mozie z nami? – spytał chłopczyk, wyciągając rękę w stronę Julii. 

Tego się nie spodziewali. Spojrzeli po sobie, a następnie Julia chrząknęła. 

– Chętnie bym poszła, ale chyba macie jechać na lotnisko. Nie chcesz zobaczyć 

tych wielkich samolotów?

– A, tak. – Aaron znowu się uśmiechnął, ale zaraz potem spochmurniał. – Tam 

będzie Kalolajn. Ona będzie moją nową mamą – wyjaśnił. 

background image

ROZDZIAŁ TRZECI

Julia wiedziała, Ŝe powinna być zadowolona. Na szczęście była spokrewniona ze 

wszystkimi osobami, które pojawiły się na urodzinach Nany w dniu świętego 

Walentego. „Na szczęście”, poniewaŜ w innym wypadku Ida na pewno zechciałaby ją 

wyswatać któremuś z młodszych, nieŜonatych męŜczyzn. Jednak z jakiegoś nie 

znanego jej powodu czuła się fatalnie. 

Do licha, , wcale nie chciała się tak czuć. Po prostu niechcący tak jakoś się stało. 

Oczywiście samo przyjęcie szło, jak do tej pory, doskonale. Nikt pewnie nawet nie 

zwrócił uwagi na jej nastrój i wszyscy dobrze się bawili. Dlatego kiedy zaczęły się 

tańce, Julia zaszyła się w najciemniejszym kąciku sali. 

Co jakiś czas spoglądała niechętnie w stronę walcujących krewniaków. Dlaczego 

są tak hałaśliwi i denerwujący? Nawet Nana dała się namówić na taniec, chociaŜ 

doprawdy w jej wieku powinna raczej siedzieć za stołem i cieszyć się, Ŝe moŜe 

jeszcze to robić. 

Jednak nie wiedzieć czemu, denerwowało ją to, Ŝe Mike DeAngelo miał się 

oŜenić z jakąś Caroline. Oczywiście, nie chodziło o to, Ŝe była o nią zazdrosna, ale 

Julia obawiała się, Ŝe ta Caroline leci tylko na Mike’a i nie zapewni odpowiedniej 

opieki Aaronowi. To pewnie jakaś głupia dwudziestolatka, której jedynie zabawy w 

głowie, pomyślała. 

Postanowiła, Ŝe czas przestać udawać, Ŝe cokolwiek je, i odstawiła na podłogę 

talerzyk z nie ruszonymi sałatkami. No tak, chętnie by się czegoś napiła, ale bar 

znajdował się po drugiej stronie sali, a poza tym stało tam sporo ludzi. Ciekawe, czy 

udałoby jej się wyśliznąć stamtąd z podwójnym bourbonem? Skąd mogła wiedzieć, Ŝe 

w jej rodzinie jest tylu alkoholików in spe?

Zwalczyła więc chęć pokrzepienia się czymś mocniejszym i sięgnęła po szklankę 

z sokiem. Wypiła parę łyków. Po chwili okazało się jednak, Ŝe nawet tego jej było za 

wiele i Ŝe będzie jednak musiała ruszyć się z miejsca. Wstała i przemknęła się szybko 

do toalety. 

Wybrała pierwszą z brzegu. Nie speszył jej nawet widok pisuarów i dopiero kiedy 

zauwaŜyła przy ostatnim, specjalnie obniŜonym, małego Aarona, a przy nim Mike’a 

DeAngelo, okazała coś w rodzaju zdziwienia. 

– Mike, co tu robisz?! – wykrzyknęła. 

Aaron skończył właśnie siusianie i odwrócił się w jej stronę. 

– To ta pani! – kwiknął radośnie. – To ta pani! Mike chrząknął. 

– Chcesz spytać, co robię w męskiej toalecie? – powiedział z wahaniem. 

Do Julii dopiero teraz zaczęło docierać, Ŝe popełniła błąd. Rozejrzała się dokoła i 

zrozumiała, Ŝe jest wrogiem na obcym terytorium. 

Uciekaj, uciekaj, mówiła do siebie. Jednak z jakichś bliŜej nie wyjaśnionych 

powodów nie mogła się ruszyć. Coś trzymało ją w miejscu. MoŜe właśnie dwie pary 

background image

męskich oczu wbitych w nią z dziwną siłą. 

– Nie, chodzi mi o przyjęcie – odparła po namyśle, chociaŜ z trudem zdołała 

wydobyć z siebie głos. 

Mike przyglądał jej się chwilę, nie bardzo wiedząc, co robić. 

W końcu postanowił, Ŝe nawiąŜe z nią normalną rozmowę, jakby znajdowali się 

w holu kina albo jakimś innym, równie neutralnym miejscu. 

– Zostałem na nie zaproszony – stwierdził. 

– PrzecieŜ to jest przyjęcie tylko dla rodziny – zauwaŜyła. 

– A ty do niej nie naleŜysz. 

Mimo wielu wysiłków Idy, dodała w myśli. 

Mike spojrzał na nią, jakby widział ją pierwszy raz. 

– Rodziny? Czy chcesz powiedzieć, Ŝe jesteś spokrewniona z Charlottą Nelson? 

To niemoŜliwe!

Julia dumnie wypręŜyła pierś. 

– Jestem jej wnuczką. 

W tym momencie drzwi się otworzyły i stanął w nich Dan. 

– O, przepraszam Julio! Pomyliłem się – powiedział jej brat i zamknął 

pospiesznie drzwi. 

Kiedy je otworzył ponownie, juŜ sięgał do rozporka. Na widok Julii mina mu 

zrzedła. 

– Co u licha? – mruknął do siebie, a następnie cofnął się, nie zamykając drzwi, i 

znowu powrócił do środka. – Nie, to ty się pomyliłaś, siostrzyczko. 

Jego wzrok padł na Mike’a i Aarona. 

– A moŜe mama kazała ci sprawdzać tutaj męŜczyzn, co? – spytał, a następnie 

spojrzał z niepokojem w stronę pozamykanych kabin. – Mam nadzieję, Ŝe jej tutaj nie 

ma, prawda?

Aaron zrozumiał z tego chyba więcej, niŜ się spodziewali. 

– Stalą ciocia jest tutaj! Stalą ciocia jest tutaj! – zaczął radośnie krzyczeć. 

– Wobec tego idę do damskiej toalety – powiedział Dan i zaczął się wycofywać. 

Julia musiała dobrą chwilę tłumaczyć, Ŝe trafiła tu przez pomyłkę i Ŝe Ida nie czai 

się w Ŝadnej z kabin. W końcu Dan pokiwał ze zrozumieniem głową i wyciągnął dłoń 

w stronę Mike’a i Aarona. 

– Co prawda rzadko zdarza mi się poznać kogoś w toalecie, ale tym bardziej mi 

miło – powiedział. – Jeśli zaczekacie, to przyprowadzę tutaj resztę rodziny. 

Tylko tak mówił, poniewaŜ naprawdę wolałby zapewne zostać tu sam. Dan bez 

przerwy przestępował z nogi na nogę i co jakiś czas spoglądał tęsknie w stronę 

pisuaru. Jednak Julia postanowiła na miejscu wyjaśnić kwestię obecności Mike’a na 

przyjęciu. 

– No to jak, skąd się tu wzięliście? NaleŜycie do rodziny czy nie? – spytała. 

Mike rozejrzał się dokoła, a potem spojrzał na Julię. 

background image

– Dzięki Bogu, nie – odparł. 

Słysząc to Dan nie mógł się powstrzymać i wybuchnął śmiechem głośnym jak 

armatnia salwa. To z kolei na tyle przestraszyło Aarona, Ŝe chwycił ojca za rękę i 

zaczai się wycofywać w stronę kabiny. Nie był pierwszym dzieckiem, które 

zareagowało podobnie na śmiech Dana. 

Mike dopiero teraz przypomniał sobie o istnieniu syna i o tym, Ŝe trzeba poprawić 

mu ubranie. Pochylił się więc nad nim i sięgnął do jego spodni. 

Julia uznała, Ŝe nie znajdzie lepszej okazji do ucieczki. Nie dowiedziała się 

wprawdzie, dlaczego DeAngelowie przyszli na przyjęcie, ale wiedziała przynajmniej, 

Ŝ

e nie są rodziną. MoŜe stanowią wynajętą ochronę?

Na miłość boską, przecieŜ nie Aaron! A poza tym nie widziała powodu, Ŝeby 

Nana miała się przed kimś zabezpieczać. Większość jej wrogów została juŜ 

wyeliminowana w zupełnie naturalny sposób. 

Julie wpadła do, jak to uprzednio dwukrotnie sprawdziła, damskiej toalety i 

oparła się plecami o drzwi. Dopiero teraz poczuła się bezpiecznie. 

Jednak niemal natychmiast musiała odskoczyć, poniewaŜ ktoś chciał wejść do 

ś

rodka. Popatrzyła nerwowo, kto to moŜe być. 

– Mike?! Co ty tutaj robisz?!

Agent federalny Mike DeAngelo spojrzał na nią niezwykle powaŜnie. 

– Myślę, Ŝe nie masz prawa zadawać mi tego rodzaju pytań – powiedział. – 

Chciałbym wyjaśnić parę spraw. 

– A gdzie jest Aaron?

– Poszedł z Danem do twojej matki – odparł. – Chyba nie zdradza symptomów 

choroby psychicznej. To znaczy twój brat, a nie matka – dodał po chwili. – ChociaŜ 

kto wie, moŜe to u was rodzinne. 

– Dan jest w porządku – zapewniła go. – Pracuje jako pilot. Mike spojrzał na nią 

podejrzliwie. 

– Oglądałem ostatnio film o pilocie, który chciał przelecieć odrzutowcem przez 

ś

rodek ziemi. Prawie mu się udało – dodał, widząc jej niepewną minę. 

Julia nie wiedziała, co robić. 

– O co ci chodzi, Mike? – spytała. 

– O co mi chodzi? Dobrze wiesz, o co mi chodzi. Bo tobie teŜ o to chodzi. I to od 

samego początku. Tak jak mnie... 

Julia patrzyła na niego omdlewającym wzrokiem. Mógł tak ciągnąć przez 

najbliŜszy kwadrans. Mike chyba jednak poczuł, Ŝe zaplątał się w słowach. Przez 

chwilę stał w milczeniu, a następnie podskoczył do niej i pocałował ją. Mocno. W 

same usta. 

Julii wydawało się, Ŝe grunt usuwa jej się spod nóg. Nigdy nie czuła się tak 

wspaniale. Nigdy nie miała wraŜenia, Ŝe nareszcie znalazła to, czego szukała przez 

całe Ŝycie. A ta gąska Caroline? CóŜ, niech poszuka sobie innego faceta! Mike naleŜy 

background image

do niej. Na moment otworzyła oczy. Popatrzyła na przymknięte oczy Mike’a i 

odepchnęła go z całej siły. 

– Kim jest Caroline? – spytała go, wycierając usta. 

Przez chwilę stał, patrząc na nią nieprzytomnym wzrokiem. Dopiero po chwili 

dotarł do niego sens tego pytania. 

– To moja narzeczona – wyjaśnił bezczelnie. Julia skinęła głową. 

– To juŜ wiem od Aarona – stwierdziła. – Chodzi o to, kim jest dla mnie?

Spojrzał na nią baranim wzrokiem. 

– Mike, bo uznam, Ŝe dowcipy o inteligencji policjantów są prawdziwe. 

– Nie jestem policjantem – poprawił ją. W odpowiedzi tylko machnęła ręką. 

– Mike, nie rozumiesz? To jest przyjęcie rodzinne. Skoro ty nie naleŜysz do 

rodziny, to znaczy, Ŝe jestem jakoś spokrewnioną z Caroline. Chcę wiedzieć, kim jest 

i jak się nazywa. 

Dopiero teraz zrozumiał, o co jej chodzi. Przesunął ręką po włosach, a następnie 

cofnął się trochę i usiadł na ozdobnym taborecie, stojącym przy jednej z toaletek. 

– No co, zapomniałeś jej nazwiska? Pokręcił głową. 

– Pewnie to jakaś twoja daleka krewna – stwierdził. – Nie nazywa się ani Nelson, 

ani Cochran, tylko Wyndemere. Caroline Wyndemere. 

Julia usiadła cięŜko. Dobrze, Ŝe za nią równieŜ znajdował się stołek. 

– Chodzi o Wyndemerów z Bostonu? – spytała, chociaŜ wiedziała, Ŝe odpowiedź 

nie moŜe być inna. Mike potwierdził. 

– Mama mówi o niej jak o księŜniczce. Piękna blondynka i w dodatku naprawdę 

bogata?

Spojrzała raz jeszcze na Mike’a. 

– To ta sama – powiedział. 

Julia omal nie wybuchnęła płaczem. Miała nadzieję, Ŝe ta Caroline będzie 

przynajmniej kulawa albo niepełnoletnia, a tu coś takiego. 

– Jak się poznaliście? – spytała mimo dławiącego Ŝalu. 

– Przez wspólnych znajomych – powiedział z ociąganiem. 

– Na balu dobroczynnym. 

– Co? Przez Vanderbiltów czy Astorów? To pewnie był piękny bal, prawda?

– Przestań! Caroline nie jest snobką!

– Tak, tak, oczywiście. Tylko nie lubi się pospolitować z resztą rodziny. To 

dlatego dotarliście na przyjęcie tak późno? – spytała z niewinną miną. 

Mike z trudem przełknął ślinę. 

– Nawet jej nie widziałaś, a juŜ osądziłaś – stwierdził, a Julia musiała mu ze 

wstydem przyznać rację. – Ale jeśli pytasz, to byliśmy na kolacji z przyjaciółmi. 

JuŜ chciała powiedzieć coś szyderczego na temat jedzenia, ale się powstrzymała. 

– No tak. A ja tylko biegam boso i gubię kolejne części ubrania – powiedziała 

smutno. 

background image

Mike spojrzał na nią spode łba. 

– I dlatego cię lubię – stwierdził. 

Julia popatrzyła na swoją spódnicę i zaczęła się nią bawić. Więc co, u diabła, 

robisz z Caroline? chciała zapytać, ale oczywiście się na to nie zdobyła. 

– Do licha, jak ja wyglądam! – Wskazała wielką plamę z sosu powyŜej kolana. 

Musiała się pobrudzić, kiedy odstawiała talerzyk z sałatkami. 

– Daj spokój głupstwom – powiedział z urazą. 

– Dla mnie to nie jest głupstwo. – Wstała, Ŝeby zaprać plamę. – Ale dobrze, 

powiedz wobec tego, co masz zamiar teraz zrobić?

Jego wzrok powędrował w stronę wygodnej kanapki bez oparcia, ustawionej w 

drugim końcu toalety. TuŜ za nią znajdowały się drzwi do następnego pomieszczenia. 

Julia miała nadzieję, Ŝe nikogo tam nie ma. Nagle zrobiło jej się gorąco i chciała 

wręcz powiedzieć Mike’owi, Ŝe jego myśli wędrują w słusznym kierunku. 

Mike wzruszył ramionami. 

– Sam nie wiem – powiedział. – Moglibyśmy przynajmniej stąd wyjść. 

Skinęła głową. 

– Dobrze, a na zewnątrz będziemy udawać, Ŝe nigdy mnie nie całowałeś i Ŝe 

jesteśmy tylko znajomymi – zaproponowała. 

Spojrzał na nią morderczym wzrokiem. 

– Nie mów tak. Wiem, Ŝe to moja wina. Nie powinienem cię był całować. 

PrzecieŜ to ja jestem zaręczony. 

Tak, dobrze, dobrze, zgadzała się z nim w duchu Julia. Mów jeszcze o swoim 

narzeczeństwie. 

– Nie przejmuj się tym pocałunkiem. MoŜemy udawać, Ŝe to taki rodzinny 

zwyczaj. – Jej wzrok powędrował w stronę kanapki. 

– Julio!

– No to udawajmy, Ŝe się nie znamy. Mike uśmiechnął się złośliwie. 

– Myślisz, Ŝe twoja matka potrafi utrzymać język za zębami? Albo Ŝe Aaron nie 

opowie wszystkim, kogo widział w męskiej toalecie?!

Ostatnim słowom Mike’a towarzyszył głęboki jęk Julii. Do tej pory nie zdawała 

sobie sprawy ze wszystkich konsekwencji wtargnięcia do męskiej toalety. 

– No, dzieciaki, nie będzie tak źle! – usłyszeń czyjś wysoki głos, a następnie do 

toalety wkroczyła promieniejąca Ida Cochran. 

Julia jęknęła ponownie. 

– Mamo! Podsłuchiwałaś! Ida pokręciła głową. 

– Nic nie słyszałam – oświadczyła. – A jeŜeli nawet, to przypadkowo. Poza tym 

chciałam powiedzieć, Ŝe potrafię trzymać język za zębami. 

– AleŜ pani Cochran... – Mike próbował włączyć się do rozmowy. 

Ida Cochran, która wyglądała niczym królowa w swojej długiej sukni, przepłynęła 

na środek toalety. 

background image

– Milcz, przyszły zięciu – powiedziała. – Teraz ja będę mówić. 

Mike nie mylił się. Kiedy wyszli z toalety po tyradzie Idy, która trwała niemal 

dziesięć minut, okazało się, Ŝe wszyscy mówią tylko o „scenie w łazience”, jak 

nazwano to całe zdarzenie. 

Zwłaszcza Aaron był zadowolony, gdyŜ mógł w nieskończoność opowiadać o 

tym, co się stało, a i tak wszyscy go słuchali. Co prawda Mike próbował go trochę 

hamować, ale na nic to się nie zdało. 

Potem oczywiście przyszła kolej na Dana. Julia z niepokojem obserwowała 

Caroline. Chciała sprawdzić, jakie wraŜenie robi na niej ta historia. 

Dan doszedł właśnie do tego, jak bardzo chciał skorzystać z pisuaru i jak to było 

utrudnione. 

– Daj spokój, braciszku – powiedziała Julia z czarującym uśmiechem, w którym 

jedynie członkowie najbliŜszej rodziny potrafili odczytać pogróŜkę. – Caroline na 

pewno nie interesują tego rodzaju trywialne historyjki. 

– Ale wie, do licha, co się robi w toalecie, ha, ha! – wykrzyknął Dan. 

Oczy wszystkich zwróciły się w stronę narzeczonej Mike’a. Caroline spłoniła się 

lekko, ale nic nie powiedziała. Pochyliła się tylko nad swoim talerzykiem, poniewaŜ 

właśnie rozpoczęto serwowanie deserów. 

Katastrofa wisiała w powietrzu. Zwłaszcza Ŝe Dan nie zamierzał dać za wygraną. 

– Hej, Julio, opowiedz Caroline o swoim awansie – powiedział tata i spojrzał 

groźnie w stronę Dana. 

Dobry BoŜe! Świetna pora, Ŝeby opowiadać o awansie i organizacji banku. A 

moŜe, Ŝeby podtrzymać rozmowę, poda ceny akcji na giełdzie? Jednak czy miała 

wyjście? Pomoc ojca przyszła w samą porę. 

– To nic takiego – oznajmiła skromnie. – Po prostu mam zostać wiceprezesem. 

Mike, który usiadł obok narzeczonej, omal nie zadławił się kawałkiem ciasta. 

Przy stole zapanowała cisza. Caroline chrząknęła, pewnie jej się zdawało, Ŝe 

bardzo elegancko. 

– Hm, to miło, Julio. Taki awans. 

Julia poczuła się jak dziecko, które chwali się innemu dziecku swoim rysunkiem, 

a tamto dziecko w ogóle nie wie, o co chodzi. 

– Właśnie, awans – podjęła Caroline. – Twój tato duŜo o tobie odpowiadał. 

Zresztą Aaron teŜ. 

Julia nagle poczuła się winna i oblała się rumieńcem niczym nastolatka. Zerknęła 

jeszcze na Mike’a, Ŝeby sprawdzić, jak on się czuje. 

– Naprawdę? – spytała Julia. 

– Mike teŜ coś kiedyś o tobie wspominał. – Caroline zamyśliła się na chwilę. – 

Zdaje się, Ŝe cię bardzo lubi. 

Kto? Mike czy Aaron? Chciała spytać, ale zamiast tego uśmiechnęła się miło do 

Caroline. 

background image

Ale czy naprawdę ma obowiązek być miła dla Caroline? PrzecieŜ ta piękna 

kobieta ma wszystko, o czym moŜe zamarzyć: pieniądze, luksusy, a takŜe pewnie 

spory tłumek adoratorów. Czy musi mieć równieŜ jedynego męŜczyznę, którego ona, 

Julia Cochran, jest w ogóle w stanie pokochać?!

Spojrzała na Mike’a, a on na nią. Jedyny męŜczyzna, którego moŜe pokochać? 

Kiedy to zrozumiała? Czy wtedy, w toalecie, gdy całowali się jak dwoje uczniaków?

W tym momencie Caroline znowu uznała za stosowne coś powiedzieć:

– Jesteście naprawdę wspaniałą rodziną. Ja zawsze byłam jedynaczką i nie 

wiedziałam, ile przez to tracę. A teraz... sama nie mogę się doczekać, kiedy załoŜę 

rodzinę. – Spojrzała krowimi oczami na Mike’a, który znowu się zakrztusił 

kawałkiem ciasta. Ten facet w ogóle chyba nie powinien jeść. Inaczej jeszcze dziś 

wyląduje w kostnicy. 

Mike poczerwieniał, więc Dan, który siedział nieopodal, grzmotnął go po plecach. 

– Dzięki – powiedział Mike. 

– Będziemy musieli się częściej spotykać – ciągnęła Carolinę. – Powiem 

Reginaldowi, Ŝeby wpisywał mi do kalendarzyka spotkania rodzinne... 

Reginald? Kim jest Reginald? Wystarczyło spojrzeć na Mike’a, Ŝeby stwierdzić, 

Ŝ

e nie darzy go zbytnią sympatią. 

– Tak, bardzo chcę się spotykać z rodziną. Tyle Ŝe mieszkam tak daleko i mam 

pracę... 

Julia wypuściła z dłoni widelczyk, który spadł z brzękiem na talerzyk. Wszyscy 

spojrzeli na nią, a ona z kolei wpatrywała się w Caroline. Ma pracę? Ta gęś ma jakąś 

pracę? Nie mogła w to uwierzyć. 

– Ty pracujesz? – spytała po prostu Julia. Caroline wyglądała na spłoszoną. 

– Tak, ale to nic wielkiego – zaczęła tłumaczyć. – Po prostu Reginald uwaŜa, Ŝe 

powinnam czymś wypełnić czas. To raczej rodzaj działalności dobroczynnej, czy ja 

wiem... 

Teraz i inni zaczęli zdradzać oznaki zaciekawienia. Parę osób zaczęło się 

domagać informacji o pracy Caroline. Między innymi Jack Cochran. 

– Opowiedz o tym – domagał się natarczywie. – Jesteśmy tacy ciekawi. 

Caroline krygowała się jeszcze przez chwilę. To pozwoliło Julii orzec z całą 

stanowczością, Ŝe ta dziewczyna zupełnie nie nadaje się na Ŝonę Mike’a. 

– Skoro was to interesuje – powiedziała Caroline. – No cóŜ, zajmuję się pomocą 

dla samotnych matek, a poza tym zasiadam w komisji do spraw sztuki w Bostonie. 

Opracowuję programy pomocy dla niepełnosprawnej młodzieŜy i część z nich 

finansuję. To mniej więcej wszystko. 

– Do licha, z ciebie to prawdziwa Matka Teresa! – powiedział Dan. 

Julia tylko westchnęła. MoŜe to niedobrze, Ŝe jej rodzina pokpiwa sobie z 

Caroline. PrzecieŜ tak naprawdę jest ona szalenie miła i dobra, tylko moŜe niezbyt 

mądra. I, co odnotowała nie bez satysfakcji, kompletnie pozbawiona poczucia 

background image

humoru. 

– Pewnie będzie ci tego brakować, kiedy przeprowadzisz się z Reginaldem na 

południe? – powiedziała Julia, zastanawiając się, kim, u licha, moŜe być Reginald. 

Caroline potrząsnęła głową. 

– O nie, to Mike zrezygnuje z pracy i przeprowadzi się do nas – sprostowała. 

– Osztateczne deczyŜje jeszcze nie zapadły. – Julia spojrzała w stronę, z której 

dochodził ten głos. Nie, to nie był Aaron, ale jego ojciec, który, jak jej się zdawało, 

mówił przez zaciśnięte zęby. 

Caroline spojrzała z wyrzutem na narzeczonego. 

– Kochanie, przecieŜ rozmawialiśmy... 

– Och, jak to miło – przerwała jej Julia. – Więc Mike zrezygnuje z pracy i 

przeprowadzi się do Bostonu. To oczywiście jakieś tam przestarzałe wymysły, Ŝe 

męŜczyzna musi pracować. PrzecieŜ równie dobrze moŜe być tym, no... – udawała, Ŝe 

szuka słowa, chociaŜ wiedziała, Ŝe go nie uŜyje. JuŜ Mike by jej pokazał, co myśli o 

„gosposiu domowym”. I tak patrzył na nią tak, jakby był obraŜony. 

Orkiestra znowu zaczęła grać. Większość gości skończyła juŜ swój kawałek 

urodzinowego tortu. Caroline wciąŜ opowiadała zebranym o swojej pracy, natomiast 

Mike wstał i podszedł do Julii. 

– Zatańczysz? – spytał. 

Rozejrzała się wokół, jakby te słowa były skierowane do kogoś innego. Kiedy 

jednak okazało się, Ŝe do niej, tylko wzruszyła ramionami. 

– Nie chcę – mruknęła. 

– AleŜ chcesz. 

Ktoś ją uszczypnął w pupę, a Julia podskoczyła i wylądowała wprost w objęciach 

Mike’a. Kiedy się odwróciła, zobaczyła tylko słodko uśmiechniętą buzię swojej 

bratowej. Kiedyś, na początku, wszyscy w rodzinie dawali się nabrać na jej minki, 

dopóki nie przekonali się, Ŝe drzemie w niej prawdziwy diabeł. 

Caroline wciąŜ opowiadała przy stole o swojej „pracy”. Zaczęli tańczyć. Mike 

przyciągnął ją blisko, ale w jego zachowaniu nie było czułości, tylko złość. 

– Co ty, do cholery, wyprawiasz, Julio?!

Odchyliła się trochę, Ŝeby spojrzeć mu w pociemniałe od gniewu oczy. 

– Nie wiem, o co ci chodzi. 

– No, to chyba ty jedna. – Zerknął w stronę stołu. – Bez przerwy... prowokujesz 

moją narzeczoną. 

– MoŜe zapytamy Caroline, co o tym sądzi? – zaproponowała. 

Mike ścisnął jej ramię tak mocno, Ŝe aŜ syknęła. 

– Ani mi się waŜ! – powiedział, a potem zamilkł. Tańczyło im się naprawdę 

wspaniale. Sunęli przytuleni po parkiecie i po chwili okazało się, Ŝe jest to dla nich 

najwaŜniejsze. Nawet Mike, który wmawiał sobie, Ŝe chce przede wszystkim pogadać 

z Julią, musiał przyznać, Ŝe nie miał do tej pory tak dobrej partnerki. Oczywiście, jeśli 

background image

chodzi o taniec. 

Tulili się do siebie coraz mocniej, zapominając o BoŜym świecie. 

– Dlaczego mnie pocałowałeś? – spytała w pewnym momencie Julia. 

– Wiedziałem, Ŝe zadasz mi to pytanie – powiedział w zamyśleniu. – Sam je sobie 

zadawałem, ale po prostu nie znam odpowiedzi. 

Julia poczuła, Ŝe łzy gromadzą jej się pod powiekami. 

– Nie musiałeś tego robić – powiedziała. – PrzecieŜ zaleŜy ci na Caroline. 

Wystarczy spojrzeć. 

Skinął głową. 

– Tak, zaleŜy. 

– Więc dlaczego? Dlaczego, Mike?

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY

– Pani Cochran? Przepraszam, Ŝe przeszkadzam, ale... 

Julia podniosła głowę znad grubego pliku dokumentów, których przeglądanie 

zdąŜyło juŜ wywołać u niej straszliwy ból głowy. W drzwiach biura stała jej 

asystentka, Charlene. Gdy tylko zobaczyła wyraz twarzy szefowej, mina jej zrzedła. 

– Nie, Charlene, to nie chodzi o ciebie, tylko o tę cholerną poŜyczkę. – Starała się 

uśmiechnąć, co jej się jednak nie udało. – Mów, czego potrzebujesz. 

Charlene pokręciła głową. 

– Ja niczego, ale pani moŜe się przydać aspiryna. Pani matka czeka na dole.

Julia złapała się za głowę. 

– Nie, tylko nie teraz! – jęknęła. 

Od przyjęcia u Nany nie minęło nawet czterdzieści osiem godzin. Nie miała 

ochoty na tłumaczenia, dlaczego Mike i Caroline, nie mówiąc o niej, wyszli tak 

wcześnie. Wczoraj specjalnie nie podnosiła słuchawki, chociaŜ telefon dzwonił jak 

oszalały. 

– Ona czeka – zauwaŜyła Charlene, która wiedziała, Ŝe „czekanie” nie oznacza w 

wypadku Idy Cochran grzecznego siedzenia na krzesełku. Matka Julii krąŜyła pewnie 

teraz wśród pracowników banku jak tygrys w klatce. 

Julia myślała przez chwilę. 

– Dobrze, powiedz jej, Ŝe umarłam – zarządziła w końcu. 

– Będzie chciała zobaczyć ciało – zauwaŜyła bystro asystentka. 

– Wobec tego poinformuj ją, Ŝe mnie przenieśli do Timbuktu. 

Chariene rozłoŜyła ręce. 

– Niestety, nie mamy tam oddziału – stwierdziła. Julia westchnęła z rezygnacją. 

– Trudno, wobec tego niech przyjdzie – powiedziała. – Będę musiała ją zabić. 

Chariene zrobiła powaŜną minę. 

– Obiecuję milczeć jak grób. 

Obie kobiety roześmiały się, ale był to śmiech podszyty goryczą. W wyniku 

ostatniej wizyty Idy Chariene zdecydowała się przefarbować włosy na kolor, którego 

nie znosiła, a takŜe przenieść dziecko do innego Ŝłobka, co przyprawiło ją o nowe 

stresy. A Julia? Julia wolała w ogóle nie myśleć o spustoszeniach, jakie w jej Ŝyciu 

poczyniła wścibska matka. 

– Aha, powinnam chyba jeszcze uprzedzić, Ŝe nie jest sama – dodała Chariene. 

Julię coś ścisnęło w Ŝołądku. 

– O BoŜe, tylko nie mów, Ŝe znowu przyprowadziła panie z klubu brydŜowego. 

Zachowuje się tak, jakby bank był doskonałym miejscem na wycieczki!

– Nie, przyszła tylko z jedną osobą. – Chariene postanowiła najwidoczniej bawić 

się z szefową w „ciepło-zimno”. 

– Jezu! Kolejny kandydat na męŜa! Asystentka udawała, Ŝe się zastanawia. 

background image

– Jak na męŜa, to jest chyba trochę za młody – stwierdziła po chwili. 

– No wiesz, Charlene! To juŜ impertynencja! – przerwała jej Julia. 

– MoŜe mieć najwyŜej cztery lata – zakończyła triumfalnie Charlene. 

Julia tak się przestraszyła, Ŝe zapomniała nawet obrazić się na asystentkę. Matka 

znowu porwała Aarona DeAngela. W ten sposób ściągnie sobie na kark nie tylko 

gniew BoŜy, ale teŜ FBI. 

– Posłuchaj, Charlene, jak ten chłopiec wygląda?

– Och, jest śliczny – odparła asystentka. – Ma niebieskie oczka i kręcone blond 

włoski. 

Julia odetchnęła z ulgą. To był jej siostrzeniec, Tommy. Ciekawe, gdzie się 

podziała jej siostra?

– A nie widziałaś tam blondynki w ciąŜy? Wiem, Ŝe to brzmi jak dowcip, ale 

pytam powaŜnie – dodała szybko Julia. 

Charlene potrząsnęła głową. 

– Nie, ale mogła być w łazience – odparła. – Czy choćby gdzieś w poczekalni. 

– Hej, ho! Julio! Jesteśmy tutaj! – dobiegło do nich wołanie zza drzwi. – Znudziło 

nam się czekanie. 

Na dźwięk głosu Idy Cochran pracownicy z sąsiednich pomieszczeń zaczęli 

szybko zamykać swoje drzwi. Zwykle trzymało się je otwarte dla wygody. Charlene 

rozejrzała się w panice. 

– Ratuję się ucieczką – rzuciła w stronę Julii, a następnie zrobiła to, co 

zapowiedziała. Udało jej się, poniewaŜ Ida skierowała się wprost do córki. 

– Witam, mamo. – Julia wstała zza biurka. 

TuŜ za Idą w drzwiach pojawili się Susan i Tommy. 

– Cześć, kochanie. – Matka cmoknęła ją w policzek. – Chyba zepsuł ci się 

telefon. Dzwoniłam wczoraj do ciebie parę razy, ale nikt nie odbierał. 

Julia przywitała się z siostrą i Tommym. 

– No i popatrz, Susan, jak ona tu powaŜnie wygląda – ciągnęła Ida. – WyobraŜasz 

sobie, kierownik działu poŜyczek. Szkoda tylko, Ŝe dałaś im takie kiepskie zdjęcie do 

tej wystawy w holu. Wyglądasz tak, jakbyś miała krzywe zęby. I co? Będzie na nas, Ŝe

nie dopilnowaliśmy. 

– AleŜ mamo! – Julia usiłowała powstrzymać ten potok wymowy. – Czemu 

zawdzięczam... 

– Chcemy cię wyciągnąć na lunch – przerwała jej Ida. – Wybieramy się do baru 

sałatkowego. Tak będzie lepiej dla Susan. Wiesz, te obstrukcje są szczególnie 

uciąŜliwe w ciąŜy. 

Julia nie wiedziała, ale mogła się domyślać. Jej siostra spłonęła rumieńcem. 

– AleŜ mamo, mówiłaś to juŜ ze sto razy – zauwaŜyła. – I wcale nie musiałaś 

wyjaśniać temu facetowi na stacji benzynowej, co to są obstrukcje... 

Julia poklepała Susan po ramieniu. 

background image

– Witaj w domu, siostrzyczko – powiedziała. – Widzisz, dobrze tu wpaść 

czasami, Ŝeby przypomnieć sobie, dlaczego mieszkasz w Kalifornii. 

Następnie Julia pochyliła się nad Tommym i pocałowała go na powitanie. 

Chłopiec bawił się niczym aniołek, jakby to, co działo się w pokoju, w ogóle go nie 

obchodziło. 

A działo się wiele. Drzwi do jej biura otwarły się po raz kolejny. Zanim zdąŜyła 

podnieść głowę, Ida i Susan juŜ patrzyły w tę stronę. Julia wyprostowała się wolno, 

przeczuwając najgorsze. 

I najgorsze przyszło. Na progu stał, niczym anioł zagłady, Mike DeAngelo. 

Za chwilę nas zastrzeli, pomyślała Julia. Nie wiedziała wprawdzie, dlaczego 

miałby to zrobić, ale obecność jej matki wystarczyła, Ŝeby usprawiedliwić podobne 

działania. 

Jednak Mike wciąŜ stał w swoim ciemnym garniturze jakby wprost z Ŝurnala i 

stonowanym krawacie. Prawą rękę trzymał w kieszeni, gdzie, jak to sobie Julia 

wyobraŜała, znajdowała się broń. 

– Zanim mnie oskarŜysz, chcę powiedzieć, Ŝe nie mam z tym nic wspólnego! – 

wykrzyknęła Ida. 

Mike stał i patrzył wprost w jej oczy. Julia czuła, Ŝe serce łomocze niespokojnie 

jej w piersi. Nie widziała nic i nikogo poza Mikiem. 

– Poczekamy na dole – rzuciła jej siostra, ciągnąc jedną ręką Tommy’ego, a drugą 

Idę. – No, chodź, mamo. Julia woli być bez świadków. 

Susan ledwo wywlekła matkę na korytarz. Drzwi się zamknęły. Zostali sami. Julia 

z trudem zdołała przełknąć ślinę. 

– Czy to wizyta prywatna, czy słuŜbowa? – spytała w końcu nieswoim głosem. 

Mike chrząknął. 

– Hm, prywatna. 

I stał dalej, wciąŜ się w nią wpatrując. 

– To znaczy, Ŝe nikt w tej chwili nie okrada banku ani nie defrauduje pieniędzy?

– O ile wiem, to nie – odparł po chwili. 

Minę miał taką, jakby nie wiedział jednak zbyt wiele. Przez chwilę jeszcze patrzył 

na Julię, a potem zaczął niespokojnie przechadzać się po jej biurze. 

– Więc o co chodzi?

Przystanął i znowu na nią spojrzał, a następnie wzruszył ramionami. 

– Sam nie wiem – wyznał w końcu. – Caroline wciąŜ tu jest. Zajmuje się 

Aaronem, a ja miałem jechać słuŜbowo do Plant City. 

– No i co?

– Nie pojechałem. 

Tyle to mogła sama stwierdzić. Widziała go przecieŜ w tej chwili przed sobą. 

– MoŜe przyszedłeś przeprosić za to, co wydarzyło się w sobotę – zasugerowała. 

Zaklął coś pod nosem. Julia co prawda nie zrozumiała, ale pomyślała, Ŝe to moŜe 

background image

lepiej. W końcu jednak Mike opadł na krzesło przy jej biurku. 

– A wiesz – powiedział – to w końcu mógłby być jakiś powód. Wobec tego 

przepraszam za sobotę. 

Julia aŜ się zagotowała w środku. Go za tupet!

– A przynajmniej wiesz, za co przepraszasz? – spytała rozeźlona. 

– To moŜe ty mi powiesz – odparował. Jasne, Ŝe to zrobi, jeśli on sam się nie 

domyśla. 

– Za to, Ŝe mnie pocałowałeś, chociaŜ nie miałeś do tego Ŝadnego prawa! – 

wypaliła. 

– Nie podobało ci się?

– I za to, Ŝe zostawiłeś mnie na pastwę wszystkich krewnych – dodała, udając, Ŝe 

nie dosłyszała pytania. 

– PrzecieŜ mnie obraziłaś – przypomniał jej. Julia jeszcze bardziej poczerwieniała 

na twarzy. 

– A ty? Ty mnie upokorzyłeś! Zraniłeś! Ty... !

JuŜ był przy niej i trzymał ją w ramionach. Nawet nie przypuszczała, Ŝe moŜe się 

to stać tak szybko. 

– Tak, tak, Julio. Masz rację – powiedział, a ona poczuła jego gorący oddech na 

twarzy. – „Właśnie dlatego tu przyszedłem. Powinnaś wiedzieć, Ŝe nie chciałem cię 

zranić. Naprawdę nie chciałem. 

Skinęła głową, kurcząc się jak pisklę. Przez chwilę zastanawiała się, czy Mike teŜ 

słyszy to dudnienie w uszach. Czuła się słaba i bezradna. A kiedy Mike nie pocałował 

jej i wypuścił ze swego uścisku, poczuła się równieŜ oszukana. Przez chwilę stała 

nieruchomo, a potem poprawiła kostium. 

– No tak, Mike. To dobrze. 

Oboje nie bardzo wiedzieli, co powiedzieć. Julia wręcz czuła obecność Caroline 

w tym pokoju. Mike przestąpił z nogi na nogę. 

– To ja juŜ pójdę – oświadczył, a potem spojrzał na Mię, jakby chciał, Ŝeby go 

zatrzymała. 

Julia skinęła głową. 

– Tak, tak będzie najlepiej. 

Mike wyszedł. Po prostu wyszedł. Julia poczuła, Ŝe jeszcze bardziej nienawidzi 

poniedziałków. 

W środę po południu obudził go przeszywający dziecięcy krzyk. Mike zerwał się 

z kanapy i przetarł oczy. Potrzebował trochę czasu, Ŝeby przypomnieć sobie, gdzie 

jest i co się dzieje. 

Wczesnym popołudniem razem z synem odwiózł Caroline na lotnisko. Chłopiec 

zasnął w drodze powrotnej, więc Mike przeniósł go do łóŜka, a następnie sam poszedł 

w jego ślady. Krzyk dobiegał z pokoju Aarona. 

background image

Kiedy tam wpadł, mały płakał rzewnymi łzami, siedząc na podłodze z otwartym 

terrarium, nazywanym przez nich „Ŝabarium” vel „ziabalium”, ze względu na jedyną 

jego mieszkankę. Teraz Ŝaba zniknęła. Mike aŜ zatrząsł się na myśl, Ŝe grasuje gdzieś 

po mieszkaniu. 

– Co ty wyprawiasz, synku? Przekraczasz barierę dźwięku? Chłopiec spojrzał na 

niego zapłakanymi oczami. 

– Nie ma ziaby. – Wskazał Ŝabarium. 

– Nie przejmuj się. Nie mogła uciec daleko – powiedział Mike najbardziej 

pewnym tonem, na jaki go było stać. – Jak myślisz, jak to się mogło stać?

Aaron przestał płakać i pogrąŜył się na chwilę w myślach, marszcząc przy tym 

zabawnie czółko. 

– To Kalolajn – powiedział w końcu. – Ona nie lubi ziaby. Sprawa przedstawiała 

się gorzej, niŜ przypuszczał/Jeśli Caroline maczała w tym palce, trudno będzie 

odnaleźć zbiegłą Ŝabę. 

– Wiesz, synku, to na pewno nie ona – starał się ułagodzić Ŝal chłopca. – Ale 

swoją drogą mogłeś nie wkładać jej Ŝaby do torebki. Bardzo się przestraszyła. 

Oczka małego rozbłysły na chwilę, ale potem znów przygasły. TuŜ przed nim 

stało puste Ŝabarium. Aaron zrobił złą, zaciętą minę. 

– Nie lubię Kalolajn – powiedział. 

Rozmowa stawała się coraz powaŜniejsza. Mike usiadł na podłodze obok syna. 

– PrzecieŜ wiesz, Ŝe chcę się z nią oŜenić. I to juŜ za dwa miesiące, dodał w 

myśli. 

Mina Aarona stała się jeszcze bardziej zacięta. Chłopiec tupnął nogą. 

– Nie lubię Kalolajn – powtórzył. – Wole Lulje. 

To było coś nowego. Mike natychmiast domyślił się, Ŝe chodzi o Julię. Zresztą 

Aaron najczęściej nie zniekształcał jej imienia. Teraz chyba zwiodło go tak bliskie 

zestawienie dwóch „1”. 

– Dobrze, amigo, pogadamy o tym jeszcze. – Mike wstał. – A teraz czas poszukać 

twojej Ŝaby, co? Myślę, Ŝe jest gdzieś w domu. 

Przeszukali cały pokój Aarona, zaglądając pod łóŜko, pod stolik pokryty 

nieprawdopodobną ilością kolorowych papierów, plasteliny i kredek, a nawet do 

wielu zabawek, takich jak domek z klocków lego czy teŜ wielka cięŜarówka z 

pojemną skrzynią. Na próŜno. Pod koniec obaj opadli z sił i przetarli spocone czoła. 

– Wiesz co, synku? Chodźmy najpierw coś zjeść – zaproponował Mike. 

Syn natychmiast pokiwał głową. 

– A ci Julia mozie iść? – zapytał nagle i spojrzał ojcu głęboko w oczy. 

Mike opierał się długo, prawie cały kwadrans. W końcu jednak uległ, mówiąc 

sobie, Ŝe robi to wyłącznie dla dobra Aarona. 

Julia otworzyła im dopiero po paru minutach. Miała na sobie ciepłe spodnie od 

dresu i luźną koszulkę i znowu była bez biustonosza. Mike starał się nie schodzić 

background image

wzrokiem poniŜej linii jej ramion, co i tak niewiele pomagało. Zwłaszcza Ŝe 

wystarczyło spojrzeć w toń niebieskich oczu, Ŝeby się w nich zatracić. 

– Zginęła nam Ŝaba – powiedział na wstępie Mike. 

– Co wam zginęło? – spytała, wpuszczając ich do środka. 

– Ziaba – podpowiedział Aaron. 

Julia obejrzała się, jakby w obawie, Ŝe za chwilę skoczy na nią jakieś paskudne 

Ŝ

absko. 

– Tutaj jej nie ma. – Miało to być zdanie twierdzące, ale wyszło trochę jak 

pytanie. 

Mike pokręcił głową. 

– Nie. Jest gdzieś u nas w mieszkaniu. 

– Fuj, ohyda!

Julia zachowała się jak typowa kobieta. Mike zerknął na syna, Ŝeby sprawdzić, 

czy straciła w jego oczach. Ale wyglądało na to, Ŝe nie. 

– Zginęła Ŝaba i jest nam z tego powodu smutno – powiedział Mike. – Jednym 

mniej, a drugim bardziej. 

Tym razem Julia zrozumiała, o co mu chodzi. Pochyliła się nad chłopcem i 

pogłaskała go po główce. 

– Och, Aaronie! Jak mi przykro! Co mogę dla ciebie zrobić w tej sytuacji?

Mike chrząknął. 

– Postanowiliśmy zaprosić cię na kolację – powiedział. – śeby nabrać siły przed 

dalszymi poszukiwaniami. 

Julia spojrzała najpierw na Aarona, a potem na Mike’a. Zrobiła taką minę, jakby 

chciała odmówić. 

– Chodzi tylko o posiłek, o nic więcej – szepnął. – Daję słowo honoru. 

Aaron patrzył na Julię wyczekująco, a ona przykucnęła przy nim na chwilkę. 

– I jak, Aaronie? Chcesz, Ŝabym, to znaczy Ŝebym poszła? 

Chłopiec uśmiechnął się i skinął główką. 

– Nawet plosiłem tatę – powiedział. Julia zastanawiała się tylko chwilę. 

– Zgoda, zaraz się przebiorę i idziemy – postanowiła. Zajęło jej to niecały 

kwadrans, co mile ich obu zaskoczyło. 

W wypadku Caroline czekali zwykle ponad pół godziny. Tymczasem Julia 

włoŜyła tylko dŜinsy i sweter i rozczesała włosy, co pewnie trwało najdłuŜej. 

W końcu wyszli we trójkę, śmiejąc się i Ŝartując, wdychając nieco chłodniejsze 

wieczorne powietrze. Zaczęło się juŜ ściemniać, postanowili więc nie zasypiać 

gruszek w popiele i wybrać się do najbliŜszej restauracji. Bez trudu znaleźli wolny 

stolik i usiedli: Aaron przy Julii, a Mike po drugiej stronie, naprzeciwko nich. Po 

chwili pojawiła się kelnerka i złoŜyli zamówienie. 

Aaron zaczął się bawić jakimś składanym modelem, który po raz setny rozsypał 

mu się w kieszeni, więc Mike miał czas, Ŝeby porozmawiać z Julią. 

background image

– Co tam u ciebie słychać? – zagaił. Wzruszyła ramionami. 

– Praca, praca, praca. Rodzina teŜ zaczyna się rozjeŜdŜać. Dan, pamiętasz, 

poznałeś go wtedy w toalecie, i jego Ŝona Joan juŜ wyjechali. Susan razem z męŜem i 

Tommym chcą wrócić w tym tygodniu do Kalifornii. 

– Tommy! – Aaron uniósł na chwilę głowę znad swego modelu. 

Mike kiwnął głową. 

– Zdaje się, Ŝe nieźle się razem bawili – powiedział i omal nie dodał: „Prawie tak 

jak my”. 

Julia skinęła głową. 

– Tak, Tommy to świetny chłopak. MoŜe tylko trochę za mały dla Aarona. 

Mike potrząsnął głową. 

– Nie, wcale nie. To dobrze, Ŝe się polubili, bo przecieŜ będą niedługo kuzynami. 

Spojrzała na niego jak raŜona gromem. PrzecieŜ obiecał, Ŝe nie będzie robił 

Ŝ

adnych osobistych wycieczek. Mike zmieszał się trochę. 

– To znaczy, przez Caroline – wyjaśnił. Z kolei Julia się zaczerwieniła. 

– A tak, masz rację. – Przez chwilę milczała. – Czy... czy Caroline mieszkała z 

wami?

O nie, to wcale nie było niewinne pytanie. Jednak Mike natychmiast pospieszył z 

odpowiedzią:

– Niejasne, Ŝe nie. Mieszkała w Tampa. 

I musiał się jeszcze powstrzymać, by nie dodać, Ŝe wcale ze sobą nie spali, tylko 

bez przerwy się kłócili. I to właśnie z jej powodu. 

Julia skinęła głową. 

– No tak, ale teraz juŜ wyjechała – powiedziała. – To znaczy, na jakiś czas. 

– Tak, dziś po południu. Odwieźliśmy ją na lotnisko. 

– Aha, i zaraz po jej wyjeździe przyszedłeś do mnie – stwierdziła złośliwie. 

Mike nawet nie pomyślał, Ŝe to mogło tak wyglądać. Przez chwilę zastanawiał 

się, czy się na nią obrazić, ale uznał, Ŝe jednak nie zrobi tego. 

– Nie, to naprawdę nie tak, Julio. Musisz zrozumieć – przekonywał ją. 

W odpowiedzi tylko machnęła ręką i pochyliła się nad Aaronem, który próbował 

doczepić koła do składanego właśnie samochodu. 

– Musisz mocniej przycisnąć – podpowiedziała. 

Aaron poszedł za jej radą, rozległ się suchy trzask i pierwsza para kół znalazła się 

na miejscu. Chłopiec spojrzał na nich triumfalnie. Julia zaczęła udzielać mu kolejnych 

rad i w końcu chłopcu udało się zrobić to, nad czym się biedził od paru minut. 

Mike patrzył, jak Julia doskonale radzi sobie z jego synem i jak potrafi nawiązać 

z nim kontakt. Dlaczego nie umie tego Caroline, która przecieŜ deklaruje, Ŝe 

„uwielbia dzieci”? Czy to jest jakiś dar, czy po prostu kwestia osobowości?

Aaron postanowił samodzielnie skończyć pracę. Julia uniosła nieco głowę i 

spojrzała na Mike’a. 

background image

– Wiesz, Ŝe potrafisz przewiercić człowieka wzrokiem? – raczej stwierdziła, niŜ 

spytała. – Czasami czuję się przy tobie winna i sama nie wiem, dlaczego. 

Lekko skinął głową. 

– Nauczyli mnie tego w FBI – powiedział. 

– Nie wygłupiaj się!

– Tak jest, proszę pani!

Znowu przez chwilę milczeli. Tylko Aaron mruczał coś pod nosem. 

– Myślę, Ŝe Caroline będzie dobrą matką dla niego – powiedziała Julia, 

wskazując chłopca. 

– Wiem. Tylko dlatego się z nią Ŝenię. – Mike zorientował się, Ŝe powiedział 

głupstwo. – To znaczy nie tylko, ale między innymi. 

Julia spojrzała na niego z wyzwaniem w oczach. 

– Na przykład? – spytała. 

– No, jest miła, serdeczna. I nie jeździ po świecie nie wiadomo po co. 

– Zapomniałeś dodać, Ŝe jest tolerancyjna – powiedziała. – PrzecieŜ pozwala ci 

się umawiać ze mną. 

Tutaj się myliła, ale Mike nie chciał się do tego przyznać. 

– Z tobą? – powtórzył. – PrzecieŜ jesteśmy tylko przyjaciółmi. 

Julia pochyliła się nad stolikiem. Przez chwilę zastanawiała się, co powiedzieć, a 

potem pokręciła głową. 

– Nie, Mike. Nie jesteśmy tylko przyjaciółmi. 

– Nie wierzysz w przyjaźń między męŜczyzną i kobietą? – zapytał, patrząc na nią 

prowokacyjnie. 

– Między męŜczyzną i kobietą, tak. Ale nie między nami. PrzecieŜ wiesz 

doskonale, Ŝe to coś więcej. 

Wiedział. Nawet jeśli bał się do tego przyznać sam przed sobą, to wiedział o tym 

doskonale. Wystarczyło przecieŜ, Ŝe tylko spojrzał na Julię, a juŜ działo się z nim coś 

dziwnego. Nigdy wcześniej tego nie doświadczył i być moŜe dlatego nie miał pojęcia, 

co z tym dalej robić. 

– Gotowe! – Aaron puścił złoŜony model samochodu po blacie stolika. 

Samochodzik spadł i wylądował tuŜ pod nogami kelnerki, która pojawiła się 

właśnie z ich zamówieniem. 

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY

– Jestem idiotką! Kompletną idiotką, Susan! Ale co mam robić?! Ta Caroline 

zawsze będzie między nami! Do licha, dlaczego zaręczył się z naszą kuzynką?!

Julia, która od jakiegoś czasu krąŜyła po pokoju, teraz przystanęła i spojrzała na 

siostrę. Susan, która usadowiła się w wielkim fotelu ojca, równieŜ nie miała 

najszczęśliwszej miny. Pękaty brzuch bardzo jej juŜ przeszkadzał. Jednak co jakiś 

czas przechylała się, wydobywała ze stojącego obok słoja marynowany ogórek i 

zjadała go pospiesznie. 

– I co ty na to? – Julia skierowała pytanie bezpośrednio do siostry. 

– Wiesz co, mów lepiej ciszej – powiedziała Susan. – Wydaje mi się, Ŝe mama 

ma tu podsłuch. 

Julia rozejrzała się niespokojnie dokoła. 

– śe teŜ człowiek nie moŜe być bezpieczny nawet w domu rodziców – 

westchnęła, ale nieco zniŜyła głos. – No dobrze, co mi radzisz?

Susan z wyrazem desperacji na twarzy ugryzła kolejny ogórek. 

– Daj mu spokój – powiedziała. – W ten sposób tylko ty będziesz cierpieć i 

obędzie się bez skandalu. 

– Ładna mi siostra! – mruknęła Julia i przeszła do oszklonych drzwi, 

wychodzących na patio. TuŜ za nim znajdowały się pola golfowe, na których uwijało 

się kilku graczy. 

– No dobrze, ale dlaczego on do mnie bez przerwy przychodzi? Ja nigdy u niego 

nie byłam – ciągnęła Julia. – Dobrze, za pierwszym razem przyciągnęła go mama, a 

za drugim szukał syna. Ale przyszedł nawet do mnie do biura. A potem znowu do 

domu. Zaprosił mnie na kolację! Zaraz po odwiezieniu Caroline na lotnisko! 

WyobraŜasz sobie?!

Susan nadgryzła ogórek z miną kobiety, która wyobraŜa sobie znacznie więcej, 

niŜ moŜna by przypuszczać. 

– Jak moŜesz jeść tyle tych ogórków? – jęknęła Julia. – Od samego patrzenia robi 

mi się niedobrze. 

Susan wytarła sobie usta serwetką. 

– Kiedyś to zrozumiesz – powiedziała. – Mam nadzieję, Ŝe z nim nie poszłaś?

Julia spuściła głową. 

– Poszłam. To Aaron mnie zaprosił – dodała szybko. – Tyle Ŝe znowu zrobiłam z 

siebie kompletną idiotkę, bo się pokłóciłam z Mikiem. Sama nie wiem, dlaczego. 

Siostra w odpowiedzi tylko pokiwała głową. 

– A ja wiem. 

– Wiesz?

– Oczywiście. Bronisz się w ten sposób. Nie chcesz zostać na lodzie, kiedy 

nowoŜeńcy zwiną manatki i wyruszą w podróŜ poślubną. 

background image

– Nie chcę zostać na lodzie?

– Właśnie. A ja pragnę ci to uświadomić, Ŝeby ci pomóc – dodała Susan. 

Julia obciągnęła sukienkę, a następnie znowu zaczęła krąŜyć po pokoju. 

– Gdybyś naprawdę chciała mi pomóc, nie pozwoliłabyś mamie zaprosić dzisiaj 

Mike’a i Aarona – stwierdziła w końcu. 

Susan pokręciła głową. 

– PrzecieŜ mama pytała cię o zdanie – przypomniała, wyobraź sobie, Ŝe zrobiła 

to, zanim zaprosiła obu panów. Czy podejrzewałabyś ją o tyle taktu?

Julia rozłoŜyła ręce w bezradnym geście. 

– PrzecieŜ to nie mój dom. To nie ja zapraszam gości. Co miałam powiedzieć? śe 

nie chcę ich widzieć? – Julia westchnęła. – Zresztą mama ma rację. Tommy nie ma 

się z kim bawić i w czasie posiłków trzeba go sadzać przed telewizorem. 

Susan wybuchnęła śmiechem. 

– A wiesz, Ŝe to sam Tommy zapraszał Aarona? – powiedziała. – Mama tylko 

zadzwoniła i poprosiła chłopca do telefonu. 

Julia parsknęła śmiechem. Wyobraziła sobie dzieciaki rozmawiające przez 

telefon. 

– To musiało być bardzo zabawne!

– Tak, zwłaszcza kiedy rozmawiali o tobie. 

Uśmiech zniknął z twarzy Julii. 

– O mnie? A co mówili? Susan tylko machnęła ręką. 

– Nic takiego. Zdaje się po prostu, Ŝe jeden z panów DeAngelo, a mianowicie 

Aaron, bardzo cię lubi – stwierdziła siostra. 

Julia ponownie się uśmiechnęła. 

– Tak, Aaron jest bardzo miły. 

– Podobnie jak jego ojciec. 

– Zamknij się!

– Hej, mówię prawdę! – wykrzyknęła Susan. – Dokąd biegniesz?!

Julia usłyszała ryk silnika i nie mogła się powstrzymać, Ŝeby nie sprawdzić, czy to

oni. Jednak samochód, szary ford escort, przejechał obok domu rodziców i zniknął za 

zakrętem. Kolejne rozczarowanie. De ich jeszcze ją czeka? Julia wróciła do siostry. 

– Bardzo elegancko się ubrałaś jak na grillowanie – zauwaŜyła Susan. – Czy to 

nowa sukienka?

Julia opadła na kanapę i spojrzała złym wzrokiem na siostrę. 

– Nie myśl sobie, Ŝe to specjalnie na przyjazd Mike’a. Kupiłam ją, bo mi się 

podoba. Mogłabyś dać spokój tym ogórkom – dodała, widząc, Ŝe Susan po raz kolejny 

sięga do słoja. 

Siostra przez chwilę była zajęta przeŜuwaniem, a potem, kiedy otworzyła usta, 

Ŝ

eby coś powiedzieć, przerwały jej hałasy dobiegające od drzwi. 

– Wróciła mama z Tommym – zauwaŜyła. – ZałoŜę się, Ŝe kupiła mu nową 

background image

zabawkę. 

Julia tylko wzruszyła ramionami. Co jato mogło obchodzić? Po chwili obie 

usłyszały głos Idy:

– Julia! Susan! Gdzie się schowałyście? 

Susan odstawiła słój z ogórkami. 

– Tu, mamo! Siedzimy pod łóŜkiem! Na pewno nas nie znajdziesz!

Julia uśmiechnęła się do siostry. Przypomniały jej się stare dobre czasy. Teraz 

Susan nie miałaby Ŝadnych szans zmieścić się pod łóŜkiem. Nie z tym brzuchem. 

Oczywiście, gdyby było tu jakieś łóŜko. 

Po chwili usłyszały sapanie Idy. Matka nigdy nie chodziła normalnie. Zawsze się 

gdzieś spieszyła. 

– A, tu jesteście! – krzyknęła od drzwi. – Popatrzcie, kogo przyprowadziłam. 

Julia poczuła się tak, jakby śnił jej się ten sam sen. W drzwiach stał Aaron 

DeAngelo. Natychmiast podbiegła do chłopca, Ŝeby go uściskać. Aaron rzucił się z 

piskiem w jej ramiona. 

– Aaronie, jak się miewasz?

– Świetnie – padła odpowiedź. – Będziemy z Tomim puscać bańki. 

Aaron zaprezentował przyrząd do puszczania baniek, który najprawdopodobniej 

kupiła Ida. Susan tylko jęknęła ze swojego miejsca. 

– Wiesz co, Aaron? Idźcie moŜe do łazienki albo do pralni. Julia zerknęła w głąb 

korytarza. Niestety, nikogo tam nie było. Gdzie wobec tego podział się Mike? CzyŜby 

Ida dopuściła się nowego aktu kidnapingu?

– Mamo, skąd on się tutaj wziął? – Julia wskazała chłopca, starając się nadać 

swojemu głosowi jak najbardziej powaŜne brzmienie. 

Ida tylko machnęła ręką. 

– Chodź, Aaron – powiedziała. – Idziemy do łazienki. Susan, zostaw te ogórki, bo 

będziesz potem rzygać jak pijany królik. 

Susan zrobiła niewinną minkę. 

– AleŜ, mamo – powiedziała, ale Ida zniknęła juŜ za drzwiami. 

– A widzisz, mówiłam ci – powiedziała nie bez satysfakcji Julia. Susan udawała, 

Ŝ

e się obraziła. 

– I co, jesteś po jej stronie? – spytała. – Pomyśl lepiej, skąd się tutaj wziął ten 

mały. Sam chyba nie przyjechał. Nie wygląda na takiego, który miałby juŜ prawo 

jazdy. 

Julia tylko westchnęła. 

– W końcu i tak się dowiemy – stwierdziła. – ZdąŜyłam się juŜ przyzwyczaić do 

tego, Ŝe Ŝycie pełne jest niespodzianek. Zwłaszcza gdy się ma taką matkę. 

Sprawa rzeczywiście wyjaśniła się dosyć szybko. Kiedy obie z siostrą przeszły na 

patio, dostrzegły dalej, obok basenu, sylwetkę wysokiego, smagłego męŜczyzny. 

DeAngelo senior gawędził sobie właśnie z ich ojcem i z Benem. Cała trójka stała przy 

background image

dymiącym grillu. Mike dotąd ich nie zauwaŜył. 

– Mam wraŜenie, Ŝe jest jeszcze bardziej przystojny niŜ przedtem. – Susan 

odruchowo pogłaskała siostrę po ramieniu. – Moje biedactwo. 

Julia spuściła głowę. Nikt jej nie musiał mówić, Ŝe Mike jest przystojny, a tym 

bardziej tego, Ŝe ona jest godna poŜałowania. Zastanawiała się, czy jeszcze jest na nią 

zły z powodu środowego zajścia w restauracji. No cóŜ, za chwilę będzie miała okazję 

to sprawdzić, bo Mike właśnie obrócił się w ich stronę. 

I... CzyŜby jej się zdawało? W wyrazie twarzy Mike’a dostrzegła coś w rodzaju 

tęsknoty. Otwierał właśnie puszkę i tak się zagapił, Ŝe piwo polało mu się po rękach i 

opryskało buty. 

– No, stary, nie powinieneś juŜ więcej pić – zaŜartował Jack Cochran. 

Ben sięgnął po ręcznik, wiszący na słupku obok. 

– Wytrzyj tym – powiedział, podając go Mike’owi. – Będziesz mógł z niego 

potem wyssać piwo, jeśli ci zabronią pić. 

Susan dosłownie zawlokła Julię za rękę do grilla. Następnie przywitała się z 

Mikiem. 

– To miło, Ŝe mógł pan do nas przyjechać – powiedziała. Mike uśmiechnął się w 

odpowiedzi. 

– Aaron bardzo chciał tu być. Od czasu telefonu Idy ciągle mówił o Tommym. 

Idy? CzyŜby byli juŜ po imieniu? Mike nie pozostawił w kaŜdym razie Ŝadnych 

wątpliwości co do tego, Ŝe nie chciał tu przyjechać i Ŝe zrobił to jedynie dla syna. A 

juŜ na pewno nie dla niej. 

Bo niby dlaczego miałby o niej myśleć? PrzecieŜ jest zaręczony z jej kuzynką. 

Nagle Mike spojrzał na Julię. 

– Bardzo ładnie wyglądasz w tej sukience – powiedział. Julia spłonęła 

rumieńcem. Miała wraŜenie, Ŝe wszyscy się na nią gapią, i przeklinała chwilę, w 

której zdecydowała się na wybór stroju na dzisiejszą okazję. 

– Jest nowa i kupiła ją tylko dlatego, Ŝe jej się spodobała – poinformowała 

zebranych Susan, a następnie odwróciła się w stronę siostry, dając znaki, Ŝeby teraz 

ona coś powiedziała. 

Julia przestąpiła z nogi na nogę. 

– Dziękuję, Mike. Ty teŜ świetnie wyglądasz. Skończona idiotko, wyrzucała sobie 

w myśli. Nie mówi się męŜczyznom, Ŝe dobrze wyglądają! Teraz trzeba powiedzieć 

coś jeszcze, Ŝeby zatuszować tę gafę. 

– Czy moŜe znaleźliście Ŝabę? – spytała. 

Z kolei wszyscy spojrzeli na Mike’a. Nikt oczywiście nie miał pojęcia, o co 

chodzi. 

– To Ŝaba mojego syna – wyjaśnił. – Uciekła z terrarium, ale na szczęście udało 

nam sieją znaleźć. Była w łazience. Ale muszę powiedzieć, Ŝe zdarzały mi się 

przyjemniejsze spotkania w łazienkach. 

background image

Julia zaczerwieniła się jeszcze bardziej. 

– Mógłbyś nie wywlekać tej starej historii, Mike – bąknęła. Zebrani wybuchnęli 

ś

miechem. Oczywiście wszyscy poza Julią. I, o dziwo, Mikiem. Jego mina 

wskazywała, Ŝe jest mu w tej chwili naprawdę przykro. 

Po chwili rozmowa powróciła na dawne tory. Jedynie Mike i Julia mieli kłopot, 

Ŝ

eby się w nią włączyć czy teŜ w ogóle śledzić jej bieg. 

Przerwało ją dopiero nadejście Idy, za którą kroczyli, niczym dwaj paziowie, 

Tommy i Aaron, puszczając co jakiś czas banki mydlane ze swoich przyrządów. 

Nawet królowa nie mogła liczyć na lepsze wejście. 

Nagle Ida zatrzymała się przed zebranymi. Wszyscy czekali na jej słowa. Chłopcy 

takŜe przestali puszczać bańki. 

Ida otworzyła usta. 

– Zajmijcie się, do cholery, tymi burgerami, bo zaraz wam się spalą – 

powiedziała. – I przestańcie tak się na mnie gapić. 

Usiądź, Mike. Tutaj, obok Julii. Napijesz się czegoś? No i co tam słychać w FBI? 

Tak, zwłaszcza Julię bardzo to interesuje. Kochanie, podaj chłopcom ketchup. No, a 

jak tam plany małŜeńskie? Nie widujesz się chyba często z Caroline? No, chyba juŜ 

częściej z Julią, cha, cha. Czy przyjedzie jeszcze przed ślubem? Julio, nie rób takiej 

miny i podaj mi musztardę. Kim jest dla nas? Zaraz... jest córką syna najstarszego 

brata kuzyna... albo jakoś tak. NiewaŜne, grunt, Ŝe jesteśmy spokrewnione. 

To były słowa matki, które dźwięczały jeszcze w głowie Julii podczas jazdy 

samochodem. Na przyjęciu Ida gadała bez przerwy. To ona przekonała ją i Mike’a, Ŝe 

powinni się trzymać blisko siebie w drodze powrotnej do Brandon, To równieŜ ona 

namówiła Mike’a, Ŝeby zostawił Aarona „u Tommy’ego” na noc. Julia zerknęła do 

tyłu. Mike wciąŜ jechał za nią, jak to było umówione. Ciekawe, co dalej? I co 

wyobraŜała sobie jej matka?

Spojrzała na zegarek. Było prawie za kwadrans jedenasta. Jeszcze wcześnie. 

Jechała właśnie Providence Road i skręciła w lewo. Spojrzała w lusterko wsteczne i 

zobaczyła, Ŝe Mike siłą nawyku skręcił w przeciwną stronę. I dobrze. Teraz kaŜde z 

nich pójdzie swoją drogą. Julia nie potrafiła ukryć rozczarowania. Miała jednak 

nadzieję, Ŝe Mike za nią pojedzie. Oczywiście później, kiedy chciałby wejść do jej 

mieszkania, musiałaby odmówić. Ale skąd pomysł, Ŝe chciałby? No cóŜ, moŜe by nie 

chciał, ale ona i tak by odmówiła!

Wjechała na swoje miejsce, wyłączyła silnik i światła, a następnie zaciągnęła 

ręczny hamulec. To wszystko. Trzeba iść do domu. 

Jednak jakoś nie poszła. WciąŜ siedziała na miejscu, w nadziei Ŝe Mike jednak 

przyjdzie i da jej okazję do wykazania się niezłomną moralną postawą. W końcu 

jednak stwierdziła, Ŝe nie ma co czekać. Wysiadła z wozu, włoŜyła sweter, poniewaŜ 

zrobiło się dosyć chłodno, i... skierowała się w stronę mieszkania Mike’a. 

Przystanęła gdzieś w połowie drogi, wsłuchując się w nocne hałasy. Samochody 

background image

wciąŜ sunęły Providence, odgłosy silników mieszały się z kumkaniem Ŝab, 

pohukiwaniem sów, a takŜe dźwiękami rozmów, dobiegającymi z pobliskiej 

kawiarenki. W końcu ruszyła dalej. Przeszła koło kortów tenisowych. Przez cały czas 

zadawała sobie to jedno pytanie: co ja najlepszego robię? Jednak nie potrafiła sobie na 

nie odpowiedzieć. 

ś

eby dojść do mieszkania Mike’a, powinna skręcić właśnie teraz, tuŜ za wielkim 

omszałym dębem. Zrobiła to bez wahania. I nagle wpadła na kogoś, kto tak samo jak 

ona szedł równym, zdecydowanym krokiem, tyle Ŝe w przeciwną stronę. 

– Przepraszam – powiedziała właśnie w tym samym momencie, w którym zrobił 

to męŜczyzna, mówiący głosem Mike’a. 

Mike?! Julia osłupiała. Czy to naprawdę on?

– Mike, to ty?

Pytanie nie było pozbawione sensu, poniewaŜ stary dąb zupełnie zasłaniał 

osiedlowe latarnie i oboje znajdowali się teraz w głębokim cieniu. 

– Julia?!

– A więc to ty! – ucieszyła się. 

– Co tutaj robisz, Julio?

– A ty? – zareagowała błyskawicznie. 

– Chciałem ci pokazać twój portret namalowany przez Aarona – powiedział. – 

ZuŜył do niego całą czerwoną farbę. A ty dlaczego wędrujesz nocą? To 

niebezpieczne. 

Łgarz, pomyślała. Miał tyle okazji, Ŝeby pokazać mi ten portret. 

– No cóŜ, ja... chciałam ci pokazać broszury z mojego banku – powiedziała, 

czując, Ŝe jej tłumaczenie w ogóle nie trzyma się kupy. – Wiesz, na wypadek, gdybyś 

chciał zmienić bank. Albo wziąć kredyt. 

ś

eby wyprawić wesele, dodała w duchu. 

– Przed jedenastą?

– Mamy wydłuŜone godziny obsługi klientów. Ale nie do tego stopnia – 

przyznała po chwili. 

Mike roześmiał się na te słowa. Bezczelny!

– No dobrze, dawaj te broszury – powiedział. – Chętnie je sobie przejrzę. 

– To wobec tego poproszę o mój portret. 

Ku jej zaskoczeniu Mike natychmiast podał jej jakąś kartkę papieru. Wzięła ją do 

ręki, ale niestety nie mogła obejrzeć. Przysunęła ją blisko twarzy i w końcu zobaczyła 

parę plam. 

– Olbrzymie podobieństwo – stwierdziła. 

– Nie bądź taka pewna – ostrzegł ją Mike. – Lepiej przesuńmy się parę kroków, 

będziesz mogła obejrzeć rysunek przy świetle. 

Tak teŜ zrobili. Gdy stanęli pod latarnią, stało się jasne, Ŝe Julia nie ma przy sobie 

Ŝ

adnych broszur. Okazało się równieŜ, Ŝe przeceniła jednak talenty malarskie małego 

background image

DeAngelo. 

– Hm, no tak, prawdziwy Picasso – rzuciła wymijająco. 

– Masz rację, chociaŜ muszę powiedzieć, Ŝe sam wpadł na pomysł umieszczenia 

dwojga oczu po tej samej stronie twarzy – poinformował ją. 

I nagle cała sytuacja wydała jej się tak zabawna, Ŝe wybuchnęła śmiechem. 

Głośnym, oczyszczającym śmiechem, który okazał się bardzo zaraźliwy. A kiedy 

oboje juŜ się naśmiali i otarli łzy z policzków, Mike spojrzał na nią powaŜnie. 

– Wiesz chyba, Ŝe robimy z siebie idiotów – odezwał się. 

– Oczywiście to bzdura z tym portretem i broszurami. 

Julia trąciła go łokciem. 

– Nie chcesz chyba powiedzieć, Ŝe sam go namalowałeś! – wykrzyknęła. 

Mike uderzył się w pierś. 

– Przysięgam, Ŝe to autentyczny Aaron DeAngelo. Malowane wczoraj po 

południu. Nawet farba juŜ wyschła. Ja się przynajmniej lepiej zabezpieczyłem. 

– Za coś ci chyba płacą w tym FBI – stwierdziła lekko. 

– Gdybyś wyszedł na takiego idiotę jak ja, poczułabym się oszukana jako 

podatniczka. MoŜe mi jeszcze powiesz, Ŝe ukartowałeś zostawienie Aarona wraz z 

Idą? Oboje jesteście do tego zdolni. 

PotęŜna pierś Mike’a zadrŜała pod kolejnym ciosem. 

– Nie, przysięgam, Ŝe nie!

Julia uśmiechnęła się pod nosem. Mike zachowywał się trochę jak mały chłopiec. 

Tyle tylko, Ŝe był zniewalająco przystojny i męski. 

– Dobrze, wierzę ci – powiedziała. – I... przepraszam za moje zachowanie w 

ś

rodę w kawiarni. Naprawdę powinnam bardziej uwaŜać. Mike machnął ręką. 

– Nie ma o czym mówić – stwierdził. – Prawdę mówiąc, chciałem cię zobaczyć 

tak samo jak Aaron. Wiesz, co on ostatnio opowiada? śe jesteś jego narzeczoną. Więc 

tak czy siak wszystko pozostaje w rodzinie. 

Spojrzeli sobie powaŜnie w oczy w nagłym przekonaniu, Ŝe pragną siebie bardziej 

niŜ kiedykolwiek. Między nimi nie było juŜ Ŝadnych barier. śadnych, oprócz 

Caroline. 

Julia spuściła głowę. 

– Pójdę juŜ – powiedziała. Mike chwycił ją za rękę. 

– Nie, nie odchodź. 

Stali przez chwilę, wsłuchani w mowę swoich ciał. Julia czuła, jak bije jej serce i 

jak jej ciało głośno i wyraźnie mówi, Ŝe pragnie Mike’a i tylko Mike’a. Jej oddech 

stał się krótki i urywany. 

Mike wciąŜ trzymał ją za rękę. 

– Julio, wiesz, Ŝe nie potrafię teraz odejść – oznajmił chrapliwym głosem. – KaŜ 

mi to zrobić albo chodź ze mną. 

Nie, nie potrafiłaby mu w tym momencie powiedzieć, Ŝeby sobie poszedł. Raz 

background image

kozie śmierć, pomyślała i wolno zbliŜyła się do niego. Ich usta zetknęły się tak jak 

kiedyś. Jednak tym razem pocałunek był duŜo mocniejszy i bardziej zmysłowy. 

Niebiosa się otwarły i buchnął z nich płomień. Dokoła biły pioruny. 

Potrzebowała chwili, Ŝeby się zorientować, Ŝe dzieje się to wyłącznie w jej 

głowie. ChociaŜ niezupełnie, bo kiedy wsłuchała się w hałasy nocy, usłyszała 

pohukiwania i okrzyki zachęty, dobiegające z pobliskich balkonów. 

Odskoczyli od siebie jak oparzeni. Julia chciała umknąć w krzaki, ale Mike wciąŜ 

trzymał ją za rękę. 

– Przydałoby się nam trochę prywatności – powiedział. 

– No tak – bąknęła. Nie był to szczególnie błyskotliwy komentarz, ale na nic 

więcej nie było ją stać w tej sytuacji. 

– Chodźmy do mnie. – Mike pociągnął ją za rękę. Julia potrząsnęła głową. 

– Nie, wolę u mnie – odparła. – U ciebie są rzeczy Aarona i... i w ogóle – dodała z 

kobiecą logiką. 

Mike skinął głową. 

– Dobrze, pójdziemy do ciebie – zgodził się. – Ale najpierw i tak musimy zajrzeć 

do mnie. Muszę wziąć prezerwatywy – dodał, napotkawszy jej pytający wzrok. – Nie 

noszę ich, tak jak niektórzy faceci, w portfelu. 

Julia myślała, Ŝe spali się ze wstydu. Jednocześnie wiedziała, Ŝe musi jakoś 

zareagować. Jest przecieŜ nowoczesną kobietą końca dwudziestego wieku. 

– No cóŜ, powinnam chyba być zadowolona – powiedziała, walcząc z 

zaŜenowaniem. – To chyba znaczy, Ŝe nie byłeś pewny... Czy mam iść – spojrzała w 

stronę jego mieszkania – czy mogę zaczekać u siebie?

Chwycił ją mocniej za rękę. 

– Idziesz ze mną – powiedział. – Nie chciałbym wyłamywać drzwi do twojego 

mieszkania. 

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY

Julia patrzyła na znajomy sufit w swojej sypialni. Nie widziała jednak białej 

farby, a raczej przetaczające się po niej chmury i zastępy anielskie, które zgodnym 

chórem śpiewały „Alleluja!” I to dlaczego? Tylko dlatego, Ŝe jakiś tam Mike 

DeAngelo dotknął jej ciała!

Najchętniej zrzuciłaby teraz ubranie i stanęła przed nim naga, jak ją Pan Bóg 

stworzył. A nawet nie tyle stanęła, co... 

Zresztą, prawdę mówiąc, i tak leŜała, a Mike przesuwał dłonią po jej ciele. 

Właśnie zatrzymał się na chwilę i dotknął koniuszka jej piersi, a Julia myślała, Ŝe 

zemdleje. Westchnęła cięŜko, co Mike potraktował jako sygnał i przesunął dłoń 

jeszcze niŜej. 

Julia myślała, Ŝe zwariuje z poŜądania. Nie sądziła nawet, Ŝe potrafi kogoś tak 

pragnąć. Mike przesunął dłoń niŜej i jeszcze niŜej. Przestraszyła się, Ŝe za chwilę 

straci przytomność. 

– To niesprawiedliwe jęknęła. – Teraz ja. 

Patrzył jej przez chwilę w oczy, a potem roześmiał się i opadł na łóŜko. 

– Dobrze. Jestem do twojej dyspozycji. 

Z początku nie bardzo wiedziała, co robić dalej. Jak się zachować. Ale potem 

podwinęła nieco spódnicę i siadła na Mike’u okrakiem. Natychmiast wyczuła tuŜ pod 

sobą pewną twardość. 

– Oj, uwaŜaj! – jęknął. 

Będę, będę, pomyślała, nagle rozpalona z powodu swojego nagłego odkrycia. 

Zaczęła rozpinać mu koszulę, delektując się dotykiem jego skóry. Nareszcie 

zrozumiała, Ŝe i ona potrafi budzić poŜądanie. Oczy Mike’a powiedziały jej wszystko. 

Pragnął jej tak mocno, jak ona jego. 

W pewnym momencie pochyliła się i pocałowała tors Mike’a. Nawet w 

najśmielszych marzeniach nie podejrzewała, Ŝe moŜe być tak odwaŜna. Jeszcze jeden 

wysiłek i wzięła w usta jego sutek. Mike jęknął. Otworzyła na moment oczy i 

dostrzegła jego rozpalony wzrok. Przesunęła dłonie dalej i jeszcze dalej. WciąŜ była 

na górze. Między nimi zaczęło iskrzyć i oboje wiedzieli, Ŝe lada moment dojdzie do 

wybuchu. 

W końcu Mike nie mógł się juŜ powstrzymać. Wyciągnął do niej ręce i zaczął 

pieścić najpierw ramiona, a potem jej nabrzmiałe piersi. Julia krzyknęła. Mike wziął 

ją mocno w ramiona i zaczął tulić do siebie, jednocześnie zdejmując z niej resztkę 

ubrań. 

Robił to drŜącymi rękami, w gorączce poŜądania, ale nawet gdyby był całkowicie 

spokojny, nie poszłoby mu szybciej. Co prawda oszczędziłby moŜe wówczas jej 

garderobę, ale to juŜ była zupełnie inna historia. 

Sama nie wiedząc, jak jej się to udało, zdjęła mu spodnie i slipy. JuŜ chciała 

background image

przytulić się mocno do Mike’a, kiedy nagle odsunął ją nieco. 

– Chwilkę, kochanie. 

Myślała, Ŝe się rozpłacze. Jednak on juŜ był przy niej. Tyle tylko, Ŝe zawartość 

pakiecika, leŜącego do tej pory w kieszeni jego spodni, znalazła się zupełnie gdzie 

indziej. 

– Jesteś gotowa?

Nie musiał pytać. Cała była poŜądaniem, pragnieniem, oczekiwaniem. Po chwili 

zwarli się w miłosnym uścisku i poszybowali gdzieś w dal, daleko poza ściany 

sypialni Julii, poza jej dom i chyba nawet poza ziemię. Krzyczeli z rozkoszy, całkiem 

tego nieświadomi. 

Dopiero po kilkunastu minutach dotarło do nich, co się dzieje. LeŜeli na pościeli, 

dysząc cięŜko i wciąŜ tuląc się do siebie. 

Kiedy Julia oprzytomniała, przyszła jej do głowy straszna myśl. 

– Ile tego masz? – spytała. 

– Czego? – Zdezorientowany Mike objął ją mocniej. 

– No... prezerwatyw. – To słowo z trudem przeszło jej przez gardło. 

Roześmiał się, a następnie pocałował ją radośnie w skroń. 

– Obawiam się, Ŝe jedną. Miałem w domu tylko dwie – dodał tytułem 

usprawiedliwienia. 

Julia spojrzała na niego znacząco i uśmiechnęła się domyślnie. Jednocześnie 

dotknęła torsu Mike’a, chcąc mu przypomnieć wcześniejszą pieszczotę. 

– Czy wobec tego nie wybrałbyś się na stację benzynową? – spytała niewinnie. 

Znowu zaczął ją tulić i po chwili okazało się, Ŝe muszą skorzystać z drugiego, 

ostatniego juŜ środka zabezpieczającego. Potem jednak, kiedy legli zmęczeni obok 

siebie, zapomnieli o propozycji Julii. Ukołysały ich coraz spokojniejsze i coraz 

bardziej miarowe oddechy. Zasnęli na wymiętej pościeli, nadzy, odkryci, śniąc O tym, 

co przed chwilą robili na jawie. Julia spała głęboko, przytulona do Mike’a. JuŜ dawno 

nie miała tak przyjemnych snów. A Mike? Mike trzymał ją mocno za rękę, jakby w 

obawie, Ŝe mogłaby mu się wyrwać i uciec. 

Julia aŜ podskoczyła na łóŜku i nadstawiła ucha. Kto to? Co to?

Tak, miała rację. Znowu usłyszała pukanie. Ktoś najwyraźniej dobijał się do 

drzwi. I to pewnie od jakiegoś czasu, inaczej robiłby to delikatniej. Przetarła oczy i 

spojrzała na zegarek, stojący przy łóŜku. Dziewiąta dwadzieścia. No tak, przecieŜ 

rodzice mieli być u niej juŜ pięć minut temu. Jak zwykle przyszli bardzo punktualnie. 

Julia wyskoczyła z łóŜka niczym rącza łania i zerknęła do lustra. 

Dlaczego, do licha, jest naga? PrzecieŜ nigdy nie sypia nago! I co się w ogóle 

wczoraj działo?

Wspomnienia niczym wiatr przemknęły jej przez głowę, zostawiając jedynie 

zamęt i nieporządek. BoŜe jedyny! Co się tutaj działo! Spojrzała na łóŜko i... 

odetchnęła z ulgą. Na szczęście Mike wyszedł wcześniej. JuŜ wczoraj myślała o tym, 

background image

jak się będą Ŝegnać i co powinna powiedzieć, a tutaj proszę, Mike zaoszczędził jej 

tego wszystkiego, a takŜe czegoś duŜo, duŜo gorszego. 

– Zaraz otworzę, tylko skorzystam z łazienki! – krzyknęła. 

Weszła do środka. Na ramieniu trzymała ręcznik, który suszył się na drzwiach jej 

sypialni. Trochę zdziwiło ją to* Ŝe jest tu tak parno. 

– Mike?! – zduszony okrzyk natychmiast przeszedł w szept: – Mike, to ty?!

– A spodziewałaś się kogoś innego? – spytał retorycznie. – Wiesz, wydawało mi 

się, Ŝe ktoś pukał do drzwi. Ale to pewnie do sąsiadów – dodał, patrząc z nadzieją w 

jej oczy. 

Julia pokręciła przecząco głową. 

– Nie, to nie do sąsiadów – powiedziała z rezygnacją. Dopiero teraz przypomniała 

sobie, Ŝe jest naga, i natychmiast zakryła się ręcznikiem. Był on jednak na tyle mały, 

Ŝ

e nie była w stanie osłonić całego ciała. Musiała się więc zdecydować na zasłonięcie 

wybranych fragmentów. 

– Czy wiesz, kto to jest? Czy moŜe byłaś umówiona z hydraulikiem?

Julia wykonała ten sam gest, co poprzednio. 

– To nie hydraulik. Stało się to najgorsze, co się mogło stać – poinformowała go. 

Mike aŜ stęknął. 

– Nie powiesz chyba, Ŝe to Ida?! To nie moŜe być ona! Julia wzruszyła 

ramionami, co natychmiast spowodowało obsunięcie się ręcznika. 

– Nie moŜe, ale jest – powiedziała, poprawiając swój jedyny przyodziewek. – 

Zresztą nie sama, a z całą rodziną. Umówiliśmy się na kwadrans po dziewiątej. 

– No, to moŜe ich nie wpuścimy – zaproponował. Julia pokręciła głową. 

– Mamy zjeść razem śniadanie, a następnie odwieźć Susan i Bena na lotnisko – 

powiedziała. – To raczej ty mógłbyś coś wymyślić. Przebrać się za wieszak albo coś 

w tym rodzaju – podsunęła mu pomysł. 

Mike spojrzał w dół, zastanawiając się, czy propozycja z wieszakiem była aluzją 

dotyczącą jego męskości. Szybko teŜ sięgnął po drugi ręcznik i przepasał się nim w 

biodrach. Oparł się o umywalkę i pogrąŜył w myślach. 

– Julio, kochanie! Otwórz! – dobiegło z przedpokoju wołanie. 

– Nie mógłbyś szybciej myśleć? – spytała go. – Oglądałam kiedyś Bonda. Ten to 

podejmował decyzje błyskawicznie. 

– To dlatego, Ŝe jest Anglikiem – mruknął Mike. – Anglicy są znani z szybkiego 

myślenia. I działania. 

Nawet się nie roześmiała. Zresztą nie było jej do śmiechu, poniewaŜ hałasy 

dobiegające od strony przedpokoju znowu się nasiliły. 

– Mam!

Julia spojrzała na niego z nadzieją. 

– Mam doskonały plan – powiedział juŜ spokojniej Mike. – Musimy przenieść tu 

moje ubrania, następnie wpuścisz rodzinę, po czym przyjdziesz tutaj, Ŝeby się ubrać. 

background image

Ubierzemy się oboje, a potem ja się zmyję. 

Ten plan nie prezentował się zbyt błyskotliwie. Nie było w nim nic niezwykłego. 

Oczekiwała raczej, Ŝe Mike wszystkich zahipnotyzuje albo wyleci przez okno na 

łazienkowym chodniczku. Skoro jednak nie zaproponował niczego takiego, musiała 

się zgodzić na to, co miało szansę powodzenia. 

Pędem przenieśli jego ubrania do łazienki. Mike zerwał z niej ręcznik, pod 

którym kryła swe wdzięki. 

– Owiń tym głowę i powiedz, Ŝe brałaś prysznic – rozkazał, podając jej 

jednocześnie szlafrok, o którym zupełnie zapomniała. 

Julia przeszła do przedpokoju i trzęsącymi się rękami otworzyła drzwi, za którymi 

stali jej tata, mama, Ben z Ŝoną, Tommy, a takŜe Aaron. O BoŜe, co będzie, kiedy 

znajdzie tu swego ojca. 

– Prze... przepraszam, brałam prysznic. Ida spojrzała na nią z powątpiewaniem. 

– JuŜ chcieliśmy dzwonić po ślusarza – powiedziała, wchodząc do środka. – 

Aaron musi skorzystać z toalety. 

Julia zastąpiła jej drogę. 

– Nie, nie wolno. 

– Dlaczego? – spytała Ida. 

– Bo muszę się ubrać. A poza tym, poza tym... – dodała, widząc, jak nędznymi 

dysponuje argumentami – toaleta jest zepsuta. 

Tym razem juŜ wszyscy patrzyli na nią jak na wariatkę. 

– To pewnie jakiś drobiazg – powiedział jej tata. – Zaraz się tym zajmę. 

Julia musiała bronić dostępu do toalety własnym ciałem. Nawet Ben powiedział, 

Ŝ

e moŜe spróbować coś zrobić. 

– Nie, nie! – protestowała nieszczęśliwa Julia. – To nawet nie toaleta, tylko... 

tylko światło. Zgasło mi światło i nie mam zapasowych Ŝarówek. 

– Co?! Brałaś prysznic po ciemku?! – Susan popukała się znacząco w czoło. 

Julia z trudem przełknęła ślinę. Znała juŜ tę zabawę. Im Więcej człowiek kłamie, 

w tym większą ilość absurdów daje się uwikłać. 

– Wysiadło przed chwilą. Nic nie mogłam zrobić – tłumaczyła. 

Rodzina zaczęła przechodzić w głąb mieszkania. Ida w ogóle nie chciała słuchać 

jej tłumaczeń. 

– Na pomoc – powiedziała bezgłośnie Julia do siostry. Miała nadzieję, Ŝe Susan 

odczyta ruch jej warg. 

– Słucham? – mruknęła Susan. 

– PomóŜ mi. Mike tutaj jest – wyszeptała jej Julia do ucha. 

– O BoŜe! – wyrwało się z ust Susan. Wszyscy przybyli zwrócili się w jej stronę. 

– Co się stało? Źle się poczułaś, kochanie? – dopytywała się Ida. 

– Nie, ale pomyślałam, Ŝe powinniśmy najpierw odprowadzić Aarona do Mike’a 

– odparła Susan. – MoŜe się niepokoić o chłopca. 

background image

Julia chwyciła Susan za rękę. CzyŜby nie zrozumiała? Jednak siostra odtrąciła jej 

dłoń i ciągnęła nienaturalnie podniesionym głosem:

– Jeśli go znowu nie zastaniemy, to zostawimy wiadomość. Przynajmniej będzie 

wiedział, gdzie nas szukać. Zresztą jestem pewna, Ŝe juŜ wrócił. Pewnie wyszedł po 

pączki albo inne ciastka. 

Dopiero teraz Julia zrozumiała, na czym polegał plan siostry. Spojrzała na nią z 

podziwem. Wydawać by się mogło, Ŝe to ot, taka sobie zwykła gospodyni domowa. A 

przecieŜ od razu potrafiła zapanować nad sytuacją, nad którą ona, urzędnik bankowy 

wysokiego szczebla, zupełnie straciła kontrolę. 

Ben pokręcił z powątpiewaniem głową. 

– Nigdzie nie wyszedł – stwierdził. – PrzecieŜ Aaron rozpoznał jego samochód na 

parkingu. 

Susan wydała z siebie jakiś piskliwy odgłos. Bała się, Ŝe jej plan spali na 

panewce. 

– No proszę, oto cały mój mąŜ! Potrzebuje samochodu, Ŝeby zrobić nawet drobne 

zakupy! Nie wszyscy męŜczyźni są tacy, mój drogi – kpiła dalej. – Niektórzy lubią 

chodzić. Choćby po to, Ŝeby później nie skarŜyć się na nadwagę. No, chodźmy. 

– MoŜe rzeczywiście zobaczmy, co tam się dzieje – stwierdziła Ida. – Susan ma 

rację. Powinniśmy byli od razu zostawić wiadomość. 

– Czy chcesz powiedzieć, Ŝe jestem za gruby? – spytał Ben Ŝonę. – PrzecieŜ 

ć

wiczę codziennie. W sobotę chodzę na basen, a w niedzielę gram w baseball... 

– No, chodźmy juŜ – ponagliła wszystkich Susan. 

Julia pozwoliła siostrze przejąć całą inicjatywę. Stała tylko z boku i patrzyła, jak 

Susan poskramia rodzinę niczym groźne bestie. 

– Tak, idźcie juŜ, idźcie – dodał tata. 

– Jak to: idźcie? – Julia spojrzała na ojca. 

– Zostanę tutaj, kochanie – powiedział. – W moim wieku nadmiar chodzenia 

moŜe tylko zaszkodzić. 

I kiedy inni opuścili mieszkanie, on wziął ze stolika jakieś pismo kobiece i usiadł 

w najlepsze w fotelu. 

– Nie przeszkadzaj sobie, kochanie – powiedział. – Chyba Ŝe chcesz, Ŝebym 

jednak sprawdził to światło w łazience. 

Julia pokręciła przecząco głową, ale ojciec zrobił taki gest, jakby chciał wstać. 

– Nie, tato, nie ruszaj się! To znaczy... nie musisz się tym przejmować. Poradzę 

sobie. 

I natychmiast wycofała się do ciemnej łazienki. Ciekawe, co będzie, kiedy rodzina 

wróci i odkryje, Ŝe ze światłem wszystko jest w porządku. 

– Mike, gdzie jesteś? – szepnęła. 

Kotara przy prysznicu odsunęła się. W mdłym świetle wpadającym przez szybkę 

mogła dostrzec, Ŝe Mike jest juŜ zupełnie ubrany i gotowy do działania. 

background image

– Wyszli juŜ? – spytał. 

– Tak, został tylko tata – poinformowała go. – Będziesz musiał na niego uwaŜać. 

Poza tym wszyscy poszli do ciebie. 

Mike stał juŜ przy drzwiach, ale w tym momencie zatrzymał się na chwilę. 

– Do mnie? Dlaczego?

– Bo przecieŜ przywieźli ze sobą Aarona! Zapomniałeś?!

Mike uderzył otwartą dłonią w czoło. Julia bała się, Ŝe usłyszy to ojciec, ale po 

chwili pomyślała, Ŝe dźwięk jest na tyle neutralny, Ŝe to nic nie szkodzi. 

– No tak, Aaron!

– Musisz juŜ iść, Mike. 

Sięgnął do klamki. 

– Julio, czy zauwaŜyłaś, Ŝe wszystkie waŜne chwile w naszym Ŝyciu rozgrywają 

się w łazience? – spytał. 

Julia nie myślała o tym. Pragnęła jak najszybciej pozbyć się Mike’a z mieszkania. 

– Idź juŜ. Oni myślą, Ŝe poszedłeś po pączki. Powiedz, Ŝe nie mogłeś ich dostać. 

Mike pokiwał ze zrozumieniem głową. 

– Dobrze, jest tylko jeden problem – stwierdził. 

– Jaki?

– Mam na sobie to samo ubranie, co wczoraj – stwierdził takim tonem, jakby to 

przesądzało o wszystkim. 

– Bo jesteś facetem, niechlujem, fleją, czy ja wiem! – niemal wykrzyknęła. 

– Nie jestem niechlujem! AŜ sapnęła z gniewu. 

– Ale dzisiaj będziesz – powiedziała tonem nie znoszącym sprzeciwu. – Tylko 

dzisiaj, a jutro juŜ moŜesz zmieniać skarpetki co dwie godziny!

W końcu udało jej się wypchnąć Mike’a z mieszkania. Przedtem sprawdziła, czy 

ojciec, pogrąŜony w lekturze „Cosmopolitan”, niczego nie zauwaŜy. Cała operacja 

powiodła się nadzwyczajnie. Mike wyszedł na korytarz na bosaka, po czym stojąc juŜ 

na wycieraczce, włoŜył buty. Na odchodnym zdołał jeszcze pocałować Julię, chociaŜ 

ona nie wiedziała, czy chce go w ogóle widzieć po tym, co się stało. 

Po wyprawieniu Mike’a wróciła do pokoju, do ojca. 

– To niesamowite, tato – powiedziała. – Wystarczyło, Ŝe dotknęłam tylko tej 

Ŝ

arówki i sama się naprawiła. 

Mike dopiero po upływie dziesięciu godzin od zdarzenia zdołał odzyskać pogodę 

ducha. Kiedy jednak raz ją odzyskał, nie potrafił przestać się śmiać. Zwłaszcza kiedy 

przypominał sobie, jak poinformował wszystkich zebranych, Ŝe wyszedł kupić pączki, 

a Ida zdziwiła się, Ŝe właśnie to sugerowała Susan. Śmiał się równieŜ, kiedy 

przypominał sobie, jak poszukiwali jego ubrania i Julia wpełzła pod łóŜko, 

zapominając o tym, Ŝe z tyłu jest zupełnie naga. Ach, ta Julia! Dawno nie spotkał tak 

wspaniałej kobiety! Dawno? Nie powinien się oszukiwać: nigdy nie spotkał nikogo 

tak miłego, czułego i obdarzonego tak wspaniałym poczuciem humoru! Tylko co z 

background image

tego?

Ś

miech zamarł mu na ustach, kiedy przypomniał sobie, Ŝe dzień jego ślubu zbliŜa 

się wielkimi krokami. Caroline! Czy mógłby ją skrzywdzić? PrzecieŜ jest taka słaba i 

wiotka, taka róŜna od innych kobiet. Julia była przy niej jak przaśny krupnik przy 

czarce bulionu. Cały problem polegał na tym, Ŝe on nie lubił bulionu. Mdliło go na 

widok tej zupy. 

Włączył telewizor, Ŝeby o tym nie myśleć. Właśnie nadawano jakiś teleturniej, na 

którym nie mógł się skoncentrować. Pstryknął więc po raz wtóry pilotem i obraz 

znikł. 

Pomyślał, Ŝe powinien sprawdzić, co dzieje się u Aarona. Od jakiegoś czasu z 

jego pokoju nie dobiegały Ŝadne odgłosy, co źle wróŜyło ich Ŝabie, Maćkowi. śaba 

miała się w rzeczywistości nazywać Maczek, tak jak ta z popularnej kreskówki, ale 

Aaron wymawiał to imię po swojemu i w ten sposób Maczek został Maćkiem. 

Był właśnie w drodze do pokoju syna, kiedy usłyszał pukanie do drzwi. Drgnął 

gwałtownie. To mogło oznaczać, Ŝe za nimi stoi Julia. 

JuŜ chciał je otworzyć, kiedy z pokoju wybiegł Aaron, zupełnie goły, 

pomalowany trójkolorową pastą do zębów. 

– Ha, ha, Idianie z Maćkiem! – wykrzyknął. 

Nie Indianie, tylko idioci, pomyślał Mike. Konkretnie dwóch idiotów. Miał 

nadzieję, Ŝe Julia nie zobaczy ich w tej sytuacji. 

– Synku, idź do łazienki umyć się i przebrać. 

– Ha, ha, Idianie pokaziać Maćka – wykrzyknął chłopiec i zanim ojciec zdołał go 

powstrzymać, śmignął mu pod ramieniem wprost do drzwi. 

Otworzył je na szerokość łańcucha, o którym Mike starał się juŜ pamiętać, i 

wysunął dłoń przed siebie. 

– Aaron, nie moŜesz tak się pokazać Julii! – krzyknął Mike. 

– To nie Julia, to mama – powiedział Aaron, zerkając na korytarz. 

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY

Mike obserwował przez szparę w drzwiach, jak Victoria rozsiada się na łóŜku 

Aarona i zaczyna rozmowę z chłopcem. Zastanawiał się, jaki jest cel tej nagłej wizyty 

oraz jak wpłynie ona na syna. 

Ubrany juŜ Aaron był w dalszym ciągu onieśmielony. Nic dziwnego, skoro znał 

matkę głównie z kartek pocztowych z dalekich krajów i sporadycznych rozmów 

telefonicznych. Jednak na przykład Julię znał od niedawna, a juŜ tulił się do niej i 

rozmawiał jak z kimś bliskim. Dziwne, Ŝe nie udawało mu się to z Tory czy nawet z 

Caroline. 

Mike chrząknął, chcąc zwrócić na siebie uwagę. 

– Victorio, czy to znaczy, Ŝe zakończyłaś juŜ podróŜ po Gwatemali? – spytał. 

Zagadnięta skinęła głową. 

– Tak, a przedtem byłam w Szwajcarii. Rozumiem twoje rozczarowanie, Ŝe nie 

spadłam do jakiejś przepaści, ale cóŜ, takie jest Ŝycie. – Zerknęła na syna. – Potem 

jeszcze odwiedziłam Holandię. Wiesz, gdzie to jest, Aaronie?

Chłopiec pokręcił głową. Przy matce starał się mówić jak najmniej. 

– W Europie – podpowiedziała mu. – OdłóŜ teraz te rupiecie. Kupiłam ci tam 

naprawdę świetne zabawki. Zaraz ci pokaŜę. 

Aaron zebrał swoje skarby, na które matka nawet nie zerknęła. Tory wstała i 

podeszła do drzwi. 

– Zaraz wracam – rzuciła. 

Mike mrugnął porozumiewawczo do syna, a następnie wyszedł za nią, chcąc jej 

pomóc. Nawet nie musiał się zastanawiać, jaki samochód wynajęła. Oczywiście, był 

to jaguar o metalicznym połysku. PrzecieŜ zawsze chciała być pierwsza i najlepsza. 

Patrzył na nią teraz zdziwiony, Ŝe zupełnie nic do niej nie czuje. 

Victoria otworzyła bagaŜnik i zaczęła wyjmować z niego prezenty. Mike odbierał 

je ze stoickim spokojem. 

– Nie poinformowałeś mnie o przeprowadzce – powiedziała chłodno. – Miałam 

sporo kłopotu ze znalezieniem was. Czy o to chodziło?

Mike postanowił nie dać się sprowokować. 

– Po prostu zmieniłem dzielnicę – wyjaśnił. – Gdybym chciał, nigdy byś mnie nie 

znalazła. 

Spojrzała na niego z ukosa. 

– A tak, agent federalny! – Wydęła usta w pogardliwym grymasie. 

Mike tylko wzruszył ramionami. Teraz miał okazję dokładnie przyjrzeć się byłej 

Ŝ

onie. Nie widział jej przez rok. W tym czasie niewiele się zmieniła. MoŜe tylko jej 

kasztanowe, falujące włosy były teraz nieco dłuŜsze. Poza tym wciąŜ miała doskonałą 

sylwetkę i cerę. 

– Posłuchaj, Tory, dlaczego właściwie tu przyjechałaś? – spytał mimowolnie. 

background image

Victoria zamknęła bagaŜnik samochodu. 

– Proszę, a cóŜ to za pytanie!

– Tak samo dobre, jak kaŜde inne. Mam nadzieję, Ŝe na nie odpowiesz. 

Victoria skrzyŜowała ręce na piersiach. 

– Przyjechałam, Ŝeby się spotkać z moim synem – odparła w końcu. 

– Twoim synem? – Mike zaakcentował pierwsze słowo. Tory połoŜyła chłodną 

dłoń na jego ramieniu. Czuł ten chłód nawet przez koszulę. 

– OdpręŜ się. To krótka wizyta. Rzeczywiście chciałabym z tobą o czymś 

pogadać, ale to nic strasznego. 

Mike nie dał się zwieść jej zapewnieniom. Wiedział, Ŝe jedynym wspólnym 

tematem ich rozmów moŜe być tylko Aaron. Miał teŜ świadomość, Ŝe nie znaczyło to 

nic dobrego dla jego syna. 

– Kiedy wyjeŜdŜasz? – spytał nieufnie. Tory roześmiała się nieszczerze. 

– PrzecieŜ przed chwilą przyjechałam! JuŜ chciałbyś się mnie pozbyć?

Tak, właśnie na to miał największą ochotę. I Victoria oczywiście o tym wiedziała. 

– Kim jest Julia? – spytała nagle. Omal nie upuścił pakunków. 

– Skąd wiesz o Julii?! Victoria rozłoŜyła ręce. 

– Sam co najmniej dwa razy wymieniłeś jej imię, kiedy czekałam pod drzwiami – 

stwierdziła. – Więc kim ona jest? I czy Caroline wie o niej?

Po raz pierwszy związki rodzinne pomiędzy dwiema paniami pomogły mu 

wybrnąć z niezręcznej sytuacji. 

– Julia jest kuzynką Caroline. 

Victoria zrobiła taką minę, jakby wiele się domyślała, ale nie chciała o tym 

mówić. 

– O, to bardzo wygodnie. 

Mike spojrzał na nią groźnie. 

– Co to ma, do licha, znaczyć?!

– AleŜ Mike, nie zapominaj, z kim rozmawiasz – powiedziała ze znaczącym 

uśmiechem. – PrzecieŜ widzę, Ŝe jesteś po uszy zakochany. 

Rozradowana Julia przeskoczyła przez gałązkę leŜącą na chodniku, jakby grała w 

klasy i skręciła w stronę bloku Mike’a. Nagle osłupiała. TuŜ przed nią stał Mike, 

odwrócony do niej tyłem, i rozmawiał z jakąś niezwykle elegancką kobietą. Mike 

miał w rękach pakunki, a kobieta walizeczkę podróŜną i oboje byli bardzo zajęci 

rozmową. 

Kiedy kobieta uśmiechnęła się do Mike’a, Julia zacisnęła wargi. Przycisnęła do 

siebie mocniej prodiŜ, który niosła do Mike’a. Kim moŜe być ta kobieta? I ciekawe, 

czy Caroline wie o jej istnieniu?

Wiedziała jedno: Mike nie moŜe jej teraz zobaczyć. Nie miała przecieŜ Ŝadnego 

prawa do tego, Ŝeby interesować się jego Ŝyciem prywatnym. Stała tak, czując, Ŝe 

background image

trzymane w prodiŜu ciasteczka zaczynają jej ciąŜyć niczym młyńskie koło. Spoglądała 

na całą scenę wygłodniałym wzrokiem biedaka, który trafił na ucztę bogaczy. 

Kiedy jednak rozmówcy podnieśli głos i usłyszała swoje imię, a takŜe słowo 

„odpowiednia”, pomyślała, Ŝe czas znikać. Odwróciła się i juŜ chciała skręcić za róg, 

kiedy ktoś nagle schwycił ją za nogi. 

Nie, to nie mógł być Mike. 

– Mamo, tato! Zobaczcie, to Julia! – usłyszała pełen szczęścia głos Aarona. 

Mamo? MoŜe się przesłyszała. Mimo wszystko, z Aaronem przyklejonym do 

nogi, nie miała wyboru i musiała się odwrócić. Próbowała się nawet uśmiechnąć, ale 

mięśnie twarzy odmówiły jej posłuszeństwa. 

Mike niemal do niej podbiegł, chociaŜ w rękach wciąŜ miał pełno paczek. TuŜ za 

nim pospieszyła ta wspaniała szatynka. 

– Julio, nie spodziewałem się ciebie! – wykrzyknął. Wyciągnęła przed siebie 

prodiŜ, jakby to była tarcza, która obroni ją od złego. 

– Wiem. Upiekłam trochę ciasteczek. 

Wyciągnął po nie ręce, a paczki, które trzymał, natychmiast posypały się na 

chodnik. Szatynka patrzyła z ironią, jak Mike je zbiera. Julia miała okazję dokonać 

porównań i stwierdzić, Ŝe ani jej dŜinsy, ani bluza nie umywają się do eleganckiego 

stroju tej kobiety. RównieŜ ciasteczka, które przyniosła, nie mogą konkurować z 

prezentami w luksusowych opakowaniach. 

Skąd Mike, do licha, bierze te wszystkie kobiety?!

Victoria, która najbardziej panowała nad sytuacją, uznała w końcu za stosowne 

przerwać ciszę. 

– Dzień dobry – powiedziała, wyciągając dłoń do Julii. – Jestem matką Aarona. 

Victoria Lane DeAngelo – przedstawiła się. – A pani z pewnością jest Julią?

Julia zamrugała oczami, ściskając podaną jej dłoń. Zaraz, zaraz, czyŜby światowej 

sławy pisarka i fotoreporterka była rzeczywiście matką Aarona?! Mike nigdy jej o tym 

nie mówił. 

– Tak, jestem Julia. 

– Julia psiniosła ciastećka. – Aaron pociągnął nosem. – Na pewno baldzo dobie. 

Wszyscy zaczęli patrzeć na prodiŜ, który Julia wciąŜ trzymała w dłoniach. W 

końcu Victoria uznała, Ŝe znowu powinna przejąć inicjatywę. 

– To moŜe wejdziemy i spróbujemy tych „doblych ciasteciek” – zaproponowała. – 

Będziemy mogły się lepiej poznać. 

Zabrzmiało to bardziej jak groźba niŜ zachęta i Julia Ŝywiołowo zaprotestowała. 

Teraz nie miała juŜ wyboru. Zerknęła bezradnie na Mike’a, a potem nagle 

uśmiechnęła się i wręczyła ciasteczka Aaronowi. 

– Proszę, kochanie – powiedziała. – Zobaczymy się później. Smacznego. 

Szybko poŜegnała zebranych, przeszła spokojnie przez osiedle, z uśmiechem 

pozdrowiła sąsiadkę, weszła do mieszkania i trzasnęła drzwiami tak, aŜ tynk posypał 

background image

się ze ściany. Następnie, zaciskając pięści, zaczęła chodzić po przedpokoju. W końcu 

weszła do sypialni, tej samej, w której niedawno kochała się z Mikiem, i rzuciwszy 

się na łóŜko, zaczęła walić pięściami w materac. To jej trochę pomogło, ale nie za 

bardzo. 

Przez następną godzinę snuła się po mieszkaniu, nie mogąc znaleźć dla siebie 

miejsca. Snułaby się pewnie dłuŜej, gdyby nie pukanie do drzwi. 

O BoŜe, tylko nie on, pomyślała. Gotowa była zapytać, kto to, a jeśli to będzie 

Mike, poinformować go, Ŝe nie ma jej w domu. 

Jednak kiedy usłyszała na korytarzu jego głos, zmieniła zdanie. Otworzyła drzwi, 

wciągnęła Mike’a do środka, a następnie trzasnęła nimi tak, Ŝe tynk ponownie posypał 

się na podłogę. 

– Julio, posłuchaj!

– Tylko nic nie mów! – syknęła przez zęby, zastanawiając się, dlaczego w ogóle 

go wpuściła. 

Zaczęła znowu krąŜyć po mieszkaniu, a Mike starał się za nią nadąŜyć. 

– Lepiej milcz. Jestem tak zła, Ŝe sama nie wiem, do czego mogę być zdolna. – 

Zatrzymała się nagle. – A właściwie powiedz mi jedną rzecz. Czy wiedziałeś, Ŝe 

twoja Ŝona to ta słynna pisarka i fotoreporterka, która dostała Nagrodę Pulitzera?!

Mike wzruszył ramionami. 

– No, wiedziałem, Ŝe coś tam dostała... – powiedział wykrętnie. – A poza tym, to 

moja była Ŝona – dodał. 

Julia sapnęła niczym lokomotywa. 

– To dlaczego nic mi nie powiedziałeś?! Spojrzał na nią zbaraniałym wzrokiem. 

– A jakie to ma znaczenie? – spytał. 

Och, ci męŜczyźni! Julia czuła się oszukana, zdradzona i wyszydzona. 

– Zresztą – podjął Mike – wydaje mi się, Ŝe coś ci o tym wspominałem. 

Julia potrząsnęła głową. 

– Powiedziałeś tylko, Ŝe lata na lotni w Holandii. 

– W Szwajcarii – poprawił ją. – W Holandii wysoko by nie poleciała. 

A tak, na paczkach, które widziała, znajdowały się napisy „Madę in Netherlands” 

i to ją zmyliło. 

– NiewaŜne, Mike. – Julia złapała się za głowę. – Zresztą sama się mogłam 

domyślić. Czytałam jej ksiąŜki i artykuły. Widziałam zdjęcia na wystawach. Dlaczego 

mi to umknęło?

– Bo tak naprawdę, to głupstwo – podsunął jej z Ŝelazną konsekwencją Mike. 

Odsunęła się od niego na parę kroków. Burza jej rudych włosów zatańczyła w 

powietrzu. 

– Nie, Mike. To nie jest głupstwo. A wiesz dlaczego? Dlatego, Ŝe nie mogę 

konkurować z twoimi kobietami. Są ode mnie lepsze! No, popatrz na mnie. Nie piszę 

ksiąŜek. Nie wystawiam swoich prac w galeriach. Nie ratuję samotnych matek i 

background image

młodocianych przestępców. Tak jak Caroline – dodała zaraz. – No i co ty na to, Mike?

Tylko popatrz. 

Popatrzył, ale w jego oczach nie pojawiły się niesmak czy pogarda. Pojawił się 

jednak groźny grymas, który widywała, gdy karcił Aarona. 

– MoŜesz się na chwilę uciszyć i przestać histeryzować?! – zapytał. 

Histeryzować? No tak, robi z niej histeryczkę! Julia jednak posłusznie zamilkła. 

Nie na długo jednak. Znowu zalała ją fala Ŝalu. 

– Och, Mike! – jęknęła. – Dlaczego pojawiłeś się w moim Ŝyciu?! Wszystko 

miałam poukładane, a teraz wydaje mi się to takie puste, bezbarwne... 

Znowu spojrzał na nią groźnie, więc umilkła i tylko łzy popłynęły jej po twarzy. 

– Nie wygłupiaj się, Julio. Jesteś wspaniałą kobietą. Potrząsnęła głową. 

– Nie, nie pocieszaj mnie. Victorii i Caroline do pięt nie dorastam. – Julia 

wybuchnęła szlochem. – Nie mogę z nimi rywalizować! A przecieŜ cię kocham!

To wyznanie sprawiło, Ŝe natychmiast podszedł do niej i wziął ją w ramiona. 

Początkowo przytuliła się do niego ufnie, ale potem zaczęła go odpychać. 

– Nie, Mike. Nie dotykaj mnie. PrzecieŜ nie jesteś wolny. Masz Caroline. I swoją 

byłą Ŝonę. 

Ręce Mike’a opadły w dół niczym dwie uschnięte gałęzie. 

Patrzył na Julię tak, jakby widział ją po raz pierwszy. Przez chwilę kręcił głową, a 

potem powiedział:

– Mylisz się tak głęboko, Ŝe nawet nie wiem, od czego zacząć sprostowania. W 

kaŜdym razie nie mogę tego zrobić teraz, kiedy Tory zabrała Aarona. Będziemy 

musieli jeszcze porozmawiać. Ale pamiętaj, Julio, Ŝe zupełnie nie masz racji. 

Julia spojrzała na niego nieprzytomnym wzrokiem. 

– Co za Tory zabrała Aarona? – spytała z niepokojem. – I dlaczego pozwoliłeś?

– Victoria. Moja była Ŝona. Wzięła go ze sobą do Atlanty, Ŝeby pokazać rodzicom 

– wyjaśnił Mike. – Chce wyjść po raz drugi za mąŜ. Za swojego wydawcę. – Mike 

zaśmiał się gorzko. – Spotkałem go kiedyś. Jest tak samo samolubny jak Tory, więc 

moŜe będzie im razem dobrze. 

Julia nagle zapomniała o swoich problemach. 

– Czy... czy ona wróci? Rysy Mike’a stwardniały. 

– O tak, na pewno – stwierdził. – PrzecieŜ nie będzie tracić czasu na zajmowanie 

się dzieckiem. Wystarczy, Ŝe się z nim od czasu do czasu pokaŜe. 

Julia nagle zrozumiała, Ŝe być moŜe strasznie się przed chwilą wygłupiła. 

Victoria Lane DeAngelo być moŜe nie jest jednak jej rywalką. 

– Przepraszam cię, ale byłam bardzo rozŜalona – powiedziała. – Nagadałam ci 

głupstw. Nie gniewaj się, ale chciałabym teraz zostać sama. 

Patrzył na nią przez chwilę, jakby zastanawiał się, czy wyjść. MoŜe myślał o tym, 

Ŝ

e jest, podobnie jak jego była Ŝona, samolubna i nie potrafi patrzeć dalej czubka 

własnego nosa. 

background image

– Dobrze – rzucił w końcu. I wyszedł. 

W poniedziałek koło jedenastej zadzwonił jego słuŜbowy telefon. Mike 

natychmiast podniósł słuchawkę. Maureen poinformowała go, Ŝe ma gościa. Panią o 

nazwisku... Mike nie słuchał. Powiedział, Ŝe się jej spodziewa i Ŝeby wydać jej 

przepustkę. 

Następnie odłoŜył słuchawkę i odwrócił się do kumpla. 

– Słuchaj, Sal, muszę odebrać gościa. Przyszła pani Garcia w sprawie tych 

facetów z Ybor City. MoŜesz przygotować jej papiery?

Sal przerwał przeglądanie dokumentów w jednej z szafek i westchnął głęboko. 

– Chodzi o te oszustwa? – spytał, a Mike skinął głową. – O BoŜe, szkoda 

staruszków. Dobra, przygotuję ci te dokumenty. 

Mike włoŜył marynarkę, bardziej po to, Ŝeby zakryć kaburę pistoletu niŜ dla 

elegancji, i ruszył do drzwi. 

– Hej, Mike! – krzyknął za nim Sal, uderzony nagłą myślą. – Gdyby się okazało, 

Ŝ

e jest niczego sobie, to mogę ją przesłuchać zamiast ciebie. 

– Świntuch!

– Chrum, chrum – dobiegło do niego jeszcze, kiedy wychodził na korytarz. 

Wsiadł do windy i zjechał na dół. Od razu skierował się do Maureen, długoletniej 

i niezwykle rzeczowej pracownicy biura. 

– Gdzie jest pani Garcia? – spytał. Rozejrzał się raz jeszcze. – Nie widzę jej tutaj. 

– Kto taki? – Maureen odłoŜyła ołówek i spojrzała na Mike’a. 

– Pani Garcia – powtórzył cierpliwie. – PrzecieŜ dzwoniłaś z informacją, Ŝe czeka 

na mnie jakaś kobieta. 

Recepcjonistka skinęła głową. 

– Tak, pani Cochran. JuŜ jej wypisałam przepustkę. Poszła do toalety. Wyglądała 

na bardzo zdenerwowaną. Mam nadzieję, Ŝe to nic powaŜnego. 

Mike odruchowo pokręcił głową. Był trochę oszołomiony. Chciał nawet pójść za 

Julią do toalety, ale uznał, Ŝe tym razem jednak nie wypada. 

W końcu Julia pojawiła się holu. Przez chwilę milczeli, a następnie Mike wskazał 

jej zaciszne miejsce za wielką palmą. Popatrzył na jej ubranie. DŜinsy i bluza? W 

poniedziałek?

– Nie pracujesz? – zaczął rozmowę. 

– Nie. – Potrząsnęła głową. – Dzwoniłam do banku, Ŝe jestem chora. 

– A jesteś? – zaniepokoił się. 

Rzeczywiście nie wyglądała najlepiej. Miała cienie pod oczami i była trupio 

blada. 

– Tak. To znaczy, nie. Nie jestem w najlepszej formie, ale nic mi nie jest – dodała 

gwoli wyjaśnienia. – Chciałam z tobą porozmawiać. 

Mike wstał i wskazał jej ręką drogę. 

– Wobec tego chodźmy – powiedział. – JuŜ wziąłem twoją przepustkę. 

background image

Julia rozejrzała się dokoła. 

– Jakoś dziwnie się tutaj czuję – stwierdziła. – Jakbym szła na przesłuchanie. 

– Nic się nie stanie, jeśli będziesz ze mną. Nie odchodź ani na krok, bo cię 

zastrzelą. 

Spojrzała na niego rozszerzonymi ze strachu oczami. 

– To oczywiście Ŝart – powiedziała niepewnie. Mike uśmiechnął się pod nosem. 

– MoŜliwe – stwierdził. – Chodźmy. 

Mike szedł pewnie przed siebie, czując za sobą lekkie kroki Julii. Wiedział, Ŝe 

jest tuŜ za nim. Nikt z gości oczywiście nie traktował powaŜnie groźby zastrzelenia, 

ale jakoś wszyscy potem starali się trzymać blisko niego. Tak na wszelki wypadek. 

Czuł zapach Julii. Słyszał jej oddech. Oddech kobiety, którą, jak mu się 

wydawało, kochał. Jednak czy mogło to wystarczyć? Nie wystarczyło w wypadku 

Tory. A jak będzie teraz?

Zatrzymali się w pobliŜu windy i Mike omal nie palnął się w czoło. CóŜ on 

najlepszego robi? Traktuje Julię jak wroga tylko dlatego, Ŝe kiedyś nie wyszło mu z 

inną kobietą! To przecieŜ głupota!

I w tym momencie pomyślał teŜ, Ŝe za półtora miesiąca powinien oŜenić się z 

Caroline. 

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY

– Ja tylko Ŝartowałem, stary. Ale mimo wszystko bardzo ci dziękuję – powiedział 

Sal, taksując Julię wzrokiem. 

Wstał i wyciągnął w jej stronę rękę. 

– Miło mi panią poznać, pani Garcia – powiedział z uśmiechem. 

Julia spojrzała najpierw na niego, a potem na Mike’a, nie bardzo wiedząc, co się 

dzieje. Przypuszczała tylko, Ŝe z niej Ŝartują. 

– Siadaj, Pomerantz – powiedział Mike. – To nie jest pani Garcia. MoŜesz 

schować te papiery – dodał, wskazując swoje biurko. 

Sal zamrugał oczami. Mimo to nie cofnął swojej wielkiej łapy. 

– Tym milej mi panią poznać. – Potrząsnął dłonią Julii. – Proszę mi mówić Sal. 

– Ja jestem Julia Cochran. 

Mike spojrzał znacząco na kumpla, który miał właśnie zasiąść za swoim 

biurkiem. 

– Czy mógłbyś nas zostawić na parę minut samych? – spytał. Sal udawał 

zaskoczonego. W końcu jednak wstał i skierował się do wyjścia. 

– Podoba mi się – szepnął do Mike’a, przechodząc obok niego, jednak na tyle 

głośno, Ŝe Julia równieŜ go dosłyszała i oczywiście się zaczerwieniła. 

Zostali sami. Mike nagle przypomniał sobie o formach towarzyskich i 

zaproponował Julii, Ŝeby usiadła. Przez chwilę milczeli, nie bardzo wiedząc, co dalej. 

Julia zaczęła bawić się paskiem od torebki. Mike poczuł, Ŝe robi mu się gorąco, więc 

zdjął marynarkę i powiesił ją na poręczy krzesła. Przez chwilę zastanawiał się, 

dlaczego Julia patrzy na niego w tak dziwny sposób. Dopiero po chwili domyślił się, 

Ŝ

e zaniepokoił ją widok pistoletu. 

Odruchowo dotknął kabury. 

– Zawsze noszę go w pracy – wyjaśnił. 

– Rozumiem. 

Znowu zapadła cisza. Mike przypomniał sobie, ile kobiet, czasami bardzo 

ładnych, przesłuchiwał w tym pokoju. A teraz nie miał odwagi zapytać Julii, po co 

przyszła. – Mike, ja... – urwała nagle. 

– Tak?

Spuściła oczy i zaczęła mówić, szybko, jakby to była kwestia, której wyuczyła się 

wcześniej. 

– Mike, wiem, Ŝe nie mam do tego prawa, ale postanowiłam o ciebie walczyć. 

Chcę, Ŝebyś wiedział, co czuję. I pragnę ci uświadomić, Ŝe nie jest to dla mnie łatwe... 

Julia coraz bardziej kurczyła się na swoim krześle. Mike nie mógł juŜ dłuŜej 

patrzeć, jak ona się męczy. Podszedł do niej i połoŜył dłoń na jej głowie. 

– I co mam teraz z tobą zrobić? Pochyliła się jeszcze bardziej. 

– Przepraszam, wiem, Ŝe nie powinnam tutaj przychodzić. Zaraz sobie pójdę. 

background image

Mike pogłaskał ją po włosach. 

– Nie, nie wychodź – poprosił. – Daj mi tylko trochę czasu. Podszedł do okna i 

wyjrzał na zewnątrz. Dzień był trochę pochmurny, ale nie padało. Kogo chciał 

oszukać? PrzecieŜ wiedział, co powinien teraz powiedzieć. 

– Mój ojciec był zawodowym wojskowym – zaczął. – Admirałem. Musieliśmy za 

nim jeździć od bazy do bazy, Nigdy tak naprawdę nie miałem domu. Wszyscy 

koledzy w szkole mi zazdrościli. 

Julia przez chwilę milczała, a potem uniosła nieco głowę. 

– Wcale się im nie dziwię – stwierdziła. – Gdzie mieszkają teraz twoi rodzice?

– W Oklahoma City – odparł. – Byłem jedynakiem, więc Aaron jest ich jedynym 

wnukiem. 

– W takim razie pewnie bardzo za nim tęsknią. Dzieli was taka duŜa odległość. 

– Tak. Jeździmy tam czasami albo oni tu przyjeŜdŜają. Na razie to wystarcza, ale 

wiem, Ŝe wszystko się zmieni, kiedy Aaron zacznie szkołę. 

Znowu zapadło milczenie. Mike zastanawiał się, jak dalej poprowadzić tę 

rozmowę. 

– Ojciec przekazał mi wartości, w które naprawdę wierzę. MoŜe to zabrzmi 

ś

miesznie, ale kocham ten kraj i chcę go bronić. Wstąpiłem do FBI zaraz po 

skończeniu studiów w Oklahomie. 

Skinęła głową. 

– To do ciebie pasuje. Jesteś człowiekiem zdecydowanym i pewnym swoich racji. 

Spojrzał na nią niemal z urazą. 

– Byłem – rzucił tylko. 

Julia nie śmiała spytać, co to znaczy. Po chwili Mike podjął swój monolog:

– Spotkałem Tory na studiach. Pobraliśmy się zaraz po ich skończeniu. Było nam 

razem dobrze. Szybko urodził się Aaron. I właśnie wtedy okazało się, Ŝe Tory zaczyna 

robić karierę. Dostała bardzo ciekawą propozycję pracy. Zaczęła odwiedzać wystawy. 

Uznała, Ŝe potrzebuje tego bardziej niŜ rodziny. Wówczas wzięliśmy rozwód. 

– Nie chciała zatrzymać Aarona? 

Mike roześmiał się gorzko. 

– Tylko by jej przeszkadzał. – Milczał przez chwilę. – Później przeniesiono mnie 

do Atlanty, potem do Bostonu, a teraz jestem tutaj. 

Julia pokiwała głową. Nareszcie zaczynała rozumieć, o co mu chodzi. 

– A teraz Caroline ma stworzyć dla niego prawdziwy dom? – spytała. – Bez 

wyjazdów. Bez przedszkoli. 

Mike odwrócił się do niej. 

– Spotkaliśmy się niecały rok temu. Rozmawialiśmy o dzieciach. Caroline 

uwielbia dzieci. Pomyślałem, Ŝe będzie doskonałą matką dla Aarona. I właśnie kiedy 

się zaręczyliśmy, przeniesiono mnie tutaj. 

Znowu pokiwała głową. 

background image

– No tak, FBI nie ma szacunku dla rodziny – stwierdziła. 

– Kochasz ją?

Dosyć często zadawał sobie ostatnio to samo pytanie. 

– Lubię w niej wiele rzeczy – odparł wymijająco. 

– Ja teŜ, ale to nie jest odpowiedź na moje pytanie. 

– Poprosiłem ją o rękę, a ja traktuję powaŜnie to, co mówię. Julia westchnęła. 

Wiedziała, Ŝe to nie będzie łatwa rozmowa. 

– W dalszym ciągu nie udzieliłeś mi odpowiedzi. 

Mike czuł się jak osaczone zwierzę. Jeszcze przed chwilą był pewien, Ŝe kocha 

Julię i Ŝe tylko z nią moŜe być szczęśliwy. Ale teraz nie wiedział juŜ nic. Gdzieś z 

otchłani pamięci wyłoniła się twarz Victorii, która powtarzała jedno pytanie: „Czy 

mnie kochasz? Czy mnie kochasz? Czy mnie kochasz?”

– A co to ma za znaczenie?! – wybuchnął w końcu. – Caroline przynajmniej 

siedzi w domu i nie robi kariery! Będzie doskonałą matką!

W oczach Julii pojawiły się łzy. 

– Myślisz, Ŝe jestem taka jak twoja była Ŝona? – bardziej stwierdziła niŜ spytała. 

Mike pokiwał smętnie głową. 

– Przynajmniej jeśli idzie o pracę zawodową. 

Julia wstała, zapominając o torebce, która upadła na szarą wykładzinę. 

– A czy zaleŜy ci na mnie?! – niemal krzyknęła. Nie, nie potrafił skłamać. 

– Bardziej niŜ przypuszczasz. 

– Więc dlaczego nie wyciągniesz z tego ostatecznych wniosków?! Dlaczego nie 

chcesz oŜenić się ze mną?!

Mike tylko pokręcił głową. 

– Mam juŜ narzeczoną – powiedział. – To nie byłoby honorowe, gdybym wycofał 

się półtora miesiąca przed ślubem. 

Julia patrzyła na niego nie widzącymi oczami. 

– Myślisz, Ŝe będzie bardziej honorowo, jeśli oŜenisz się z niewłaściwą osobą? – 

spytała, kładąc ręce na biodrach. – MoŜe od razu powiedz jej, Ŝe jej nie kochasz i 

robisz to tylko z obowiązku. 

Pozostał mu juŜ tylko tępy upór. 

– Dałem słowo. 

Julia milczała przez chwilę. CzyŜby zastanawiała się, jakich argumentów jeszcze 

uŜyć? Jak go przekonać? W jaki sposób najlepiej do niego dotrzeć?

– Dobrze, to chyba juŜ wszystko. Nie mam nic więcej do powiedzenia – 

stwierdziła w końcu. – Moim zdaniem postępujesz nieuczciwie nie tylko w stosunku 

do siebie samego, ale teŜ Caroline. Wydaje ci się, Ŝe wszystkie pracujące kobiety 

muszą prędzej czy później opuścić swoje rodziny. PoniewaŜ wbiłeś to sobie do głowy, 

nikt nie zdoła cię przekonać, Ŝe moŜe być inaczej. 

Przestąpiła leŜącą na podłodze torebkę i podeszła do Mike’a. 

background image

– Mam nadzieję, Ŝe będziecie szczęśliwi – powiedziała. – Chyba rozumiesz, 

dlaczego nie będę na ślubie. 

Mike buntował się przeciwko własnej decyzji. Chciał, Ŝeby Julia go od niej 

odwiodła. Jednak teraz, po tym, co się stało, nie mógł juŜ niczego odwołać. 

– Przykro mi, Julio – powiedział. 

– Mnie tym bardziej. – Rozejrzała się dokoła. – Dobrze, Ŝe to nie łazienka. I Ŝe 

przynajmniej raz ja będę mogła wyjść od ciebie. 

Julia szybko przeszła przez korytarz, nie dbając o to, Ŝe ktoś moŜe ją zastrzelić. 

Zjechała windą do holu i chciała wyjść, ale jakaś starsza kobieta domagała się od niej 

przepustki. Nie miała Ŝadnej przepustki. Dopiero po telefonie, pewnie od Mike’a, 

jakoś ją puścili. 

Łzy płynęły jej po policzkach, kiedy wyszła z budynku FBI, ale rozszlochała się 

na dobre dopiero po wejściu do samochodu. 

– Idiota, kompletny idiota – powtarzała do siebie. 

Czuła się upokorzona i zdradzona. W końcu udało jej się znaleźć ligninowe 

chusteczki w schowku samochodu i wytrzeć nos. Jednak później znowu dostała 

spazmów. Płakała, wcale się nie hamując. Nie dbała o to, Ŝe ktoś w tej chwili moŜe ją 

zobaczyć. Nagle usłyszała pukanie w szybę samochodu. O BoŜe!

– Julio. 

Załzawionymi oczami popatrzyła na stojącego na zewnątrz męŜczyznę. Był nim 

Sal. Szybko wytarła oczy i wysiadła. 

– O co chodzi? – spytała. 

– Zostawiłaś torebkę. – Sal wrzucił ją przez otwarte drzwi do samochodu. – Nic 

ci nie jest?

– Nie, nic takiego – odparła i znowu zaniosła się łkaniem. 

Nawet nie protestowała, kiedy Sal wziął ją w ramiona. Płakała, czując przy 

policzku jego wykrochmaloną białą koszulę. Sal był od niej wyŜszy o głowę i miał 

potęŜne bary, co powodowało, Ŝe czuła się bezpiecznie. 

– Zdaje się, Ŝe powinienem dać w zęby pewnemu kowbojowi z Oklahomy – 

powiedział. 

– Mógłbyś to dla mnie zrobić? Chętnie bym ci pomogła. Julia ponownie wytarła 

oczy. Obecność Sala spowodowała, Ŝe czuła się teraz lepiej. 

 Jasne. Ja będę walił w zęby, a ty niŜej. 

Julia zdołała nawet się uśmiechnąć. Jak to dobrze, Ŝe nie zrobiła przed wyjściem 

makijaŜu, bo teraz rozmazałby się pewnie po całej twarzy. 

– Wiesz, Sal, fajny z ciebie facet – powiedziała. – W zasadzie to powinnam wyjść 

za ciebie. 

Sal z powagą skinął głową. 

– TeŜ tak uwaŜam – powiedział. – A prawda, dobrze, Ŝe mi przypomniałaś. 

background image

Sięgnął do wewnętrznej kieszeni marynarki i wyjął z niej plastikową kulę, w 

której zwykle znajduje się guma do Ŝucia wraz z niespodzianką. Gumy juŜ nie było, 

ale Sal wyjął z kuli nieprawdopodobny złoty pierścionek, który zamrugał w świetle 

dnia swoim kocim oczkiem. 

– To dla ciebie. – Wręczył jej pierścionek. – Na szczęście. Julia natychmiast 

zakochała się w nim bez pamięci. Nigdy nie spotkała takiego faceta. 

– Och, jaki piękny. – PołoŜyła sobie pierścionek na dłoni. 

– Chciałem ci jeszcze kupić wodę mineralną, ale bałem się, Ŝe odjedziesz. 

Julia posłała mu swój blady uśmiech. 

– W tym stanie nie zajechałabym daleko – powiedziała. 

– Myślałem, Ŝe będziesz tańczyć z radości, iŜ pozbyłaś się takiego sobka jak 

Mike. 

Spojrzała na niego ze zdziwieniem. 

– Skąd wiedziałeś, Ŝe się pozbyłam? – spytała. Sal tylko machnął ręką. 

– Wystarczyło na niego spojrzeć. Wyglądał jak siedem nieszczęść. Wręczył mi 

tylko torebkę i powiedział, Ŝe to twoja. Sam się musiałem domyślić, co dalej robić. 

Julia nagle spochmurniała i wyciągnęła do niego rękę z pierścionkiem. 

– Nie mogę go przyjąć – oświadczyła. – Jest zbyt ładny. Sal potrząsnął głową. 

– Weź go. Kosztował tylko pięć dolców. Oczywiście z gumą, ale gumę juŜ 

zuŜyłem. Tylko nie noś go, bo ci zafarbuje palec na zielono. 

Julia pokręciła głową. 

– Nie zaleŜy mi. – Schowała pierścionek do kieszeni dŜinsów. – Dzięki, Sal. 

Jesteś naprawdę bardzo miły. 

Sal rozejrzał się dokoła. 

– Tylko nie powtarzaj tego tutejszym przestępcom. Muszę dbać o swoją reputację.

Uniosła dłoń do góry jak w sądzie. 

– Obiecuję. 

Na jego brzydkiej twarzy znowu pojawił się uśmiech. Tak niewiele mu trzeba 

było do szczęścia. 

Pod wpływem impulsu znowu przywarła do niego na moment i objęła go. Miała 

wraŜenie, Ŝe Sal rozumie zarówno ją, jak i Mike’a, chociaŜ nie wiedziała dlaczego. 

MoŜe po prostu był tego rodzaju facetem. 

Na koniec Sal poklepał ją po plecach. 

– Dobra z ciebie dziewczyna – powiedział. 

– To zaleŜy – powiedziała, a potem raz jeszcze powtórzyła to sobie cicho: – To 

zaleŜy. 

Minuty ciągnęły się jedna za drugą Wiedziała, Ŝe powinna juŜ iść, ale nie miała 

na to najmniejszej ochoty. Zdawała sobie sprawę, Ŝe gdy tylko znajdzie się w domu, 

znowu zacznie płakać. 

– Czas juŜ na mnie – powiedziała w końcu. – Dobry z ciebie kumpel, Sal. Mike 

background image

ma tutaj prawdziwego przyjaciela. 

Sal przestąpił z nogi na nogę. 

– Obawiam się, Ŝe dzisiaj będzie innego zdania – rzekł z namysłem. – Chyba 

jednak dam mu w zęby. 

Julia uśmiechnęła się juŜ jakby nieco weselej. 

– Dzięki. 

Julia patrzyła za nim. JuŜ prawie wchodził do budynku, kiedy odwrócił się i 

krzyknął do niej:

– DeAngelo to skończony idiota! Pomachała mu tylko ręką na poŜegnanie. 

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

– Posłuchaj, mamo, ty to zaczęłaś i ty pomoŜesz mi skończyć. Nawet nie próbuj 

się wykręcać – powiedziała Julia, mocno ściskając słuchawkę w dłoni. 

Po rozmowie z Salem postanowiła się nie poddawać. Ale co innego 

postanowienie, a co innego działanie. Jednak teraz, po dwóch dniach płaczu, 

stwierdziła, Ŝe nareszcie przyszedł jej czas. 

– Co tam znowu zaczęłam? – usłyszała mało przytomny głos matki. – Nie, Jack, 

zmień kanał na jedenasty. Tak, na jedenasty. Chcę obejrzeć wiadomości. Tak, wiem, 

Ŝ

e rozmawiam przez telefon, ale za chwilę skończę. To tylko Julia, na miłość boską. 

Tylko Julia. Te słowa ubodły ją swoją bezwzględnością. 

– Czy moŜesz mnie w końcu wysłuchać, mamo?!

– Tak, kochanie. Słucham cię cały czas – zapewniła ją Ida. – Powiedz mi, co 

zaczęłam. 

– Chodzi o Mike’a. Uznałam w końcu, Ŝe miałaś rację i Ŝe będzie dla mnie 

idealnym męŜem – oświadczyła. – Czy pomoŜesz mi go odzyskać?

– Nie – padła krótka odpowiedź. 

Tego Julia się nie spodziewała. Na moment odłoŜyła słuchawkę, patrząc tępo w 

ś

cianę. 

– Dlaczego? – spytała po chwili milczenia. 

– No wiesz, Caroline jest członkiem rodziny. 

– A ja kim jestem? – spytała Ŝałośnie Julia. 

– To co innego, kochanie. Nie moŜna zabierać męŜa jednej osobie z rodziny i 

dawać drugiej. MoŜe dojść do niesnasek. 

Julia zacisnęła pięści. 

– JuŜ dochodzi – mruknęła. 

– Nie, kochanie. Ja nie mam zamiaru się z tobą kłócić. Powiedziałam, co miałam 

do powiedzenia, i juŜ nie poruszajmy tego tematu. 

Julia aŜ się zagotowała w środku. Cała matka! Najpierw narobi bałaganu, a potem 

umywa ręce! Udaje niewiniątko!

– Czy mam ci przypomnieć, jak się zaczęła ta cała historia?! I co ci wtedy 

mówiłam?!

Ida chrząknęła. 

– No tak, a powiedz, co z twoim awansem? – próbowała zmienić temat. 

– Dostałam – odparła ponuro Julia. 

– Och, świetnie! Zaraz powiem ojcu. 

Julia chciała zaprotestować, ale matka natychmiast odłoŜyła słuchawkę. Chyba 

zmusiła ojca, Ŝeby podszedł do telefonu, poniewaŜ po chwili usłyszała w słuchawce 

głos Jacka. 

– Cześć, tato... Tak, teŜ się cieszę... Nie wiem jeszcze, czy przyjmę... Nie, nie 

background image

chodzi o przyjęcie. Nie mam czasu na przyjęcia... Co? Mama moŜe urządzić?... W 

piątek o siódmej?... Zaprosić wszystkich znajomych z banku?... 

Julia przysiadła z przeraŜenia. To było przecieŜ ponad pięćdziesiąt osób. Tylko 

Ida mogła wpaść na tak szaleńczy pomysł. 

– Dobrze, dobrze, zaproszę wszystkich... Posłuchaj, tato, opowiem o tej pracy w 

piątek, dobrze?... Ktoś od paru minut dobija się do drzwi. Muszę otworzyć... Tak, 

dziękuję i pozdrów mamę. 

Julia z ulgą odłoŜyła słuchawkę. Nikt nie dobijał się do drzwi, ale dzięki tej 

wymówce mogła przerwać absurdalną rozmowę. 

W tym momencie rozległo się pukanie. No tak, kara za kłamstwo. Zapinając 

bluzkę, Julia przeszła do przedpokoju i bez pytania otworzyła drzwi. 

– Mike?!

Stał za progiem z ramionami skrzyŜowanymi na piersi. Na widok Julii zdjął 

przeciwsłoneczne okulary. 

– Zaskoczona? – spytał. 

– Raczej zaszokowana. 

Mike włoŜył okulary do wewnętrznej kieszeni marynarki. 

– Mogę wejść? – Nie. 

Mike przestąpił z nogi na nogę. 

– No tak... posłuchaj, Julio... 

– To raczej ty posłuchaj, Mike – przerwała mu. – Dwa dni temu zrobiłam z siebie 

idiotkę. Ale w końcu wypłakałam się i mam juŜ ciebie dosyć. 

Spojrzała mu prosto w oczy, z nadzieją, Ŝe nie zauwaŜy, iŜ ona kłamie. CóŜ 

łatwiejszego niŜ rzucić się w teraz w jego ramiona, pomyślała. CóŜ łatwiejszego, a 

jednocześnie głupszego?

Przez chwilę mierzyli się wzrokiem. 

– Wcale tak nie myślisz – zawyrokował w końcu. Ciekawe, na jakiej podstawie 

tak twierdził? CzyŜby dostrzegł coś w jej oczach?

– Tym razem się mylisz – oświadczyła. – Naprawdę juŜ z tobą skończyłam. 

Chciała zamknąć drzwi, ale Mike zatrzymał je nogą. Miał chyba wyćwiczony ten 

gest. 

– A ja skończyłem z Caroline – rzucił od niechcenia. Julia poczuła się tak, jakby 

wielki głaz zwalił się jej na głowę. 

Powinna teraz tańczyć z radości. Zwycięstwo przyszło tak łatwo. AŜ nazbyt 

łatwo. Jeszcze przed chwilą prosiła Idę, Ŝeby pomogła jej odzyskać Mike’a, a tutaj 

proszę, sam Mike łasił się jej do stóp. Wróciły do niej wspomnienia 

poniedziałkowych upokorzeń. 

– A co mnie to obchodzi? – rzuciła, jak jej się wydawało, lekkim tonem. 

Mike zmarszczył brwi i na jego czole pojawiły się dwie pionowe bruzdy. 

– Powinno – powiedział. – PoniewaŜ chcę być z tobą. 

background image

Zachowanie Julii w tym momencie zaskoczyło nawet ją samą. Nie wiedząc 

czemu, wydęła pogardliwie wargi i spojrzała na Mike’a z ukosa. 

– DlaczegóŜ to podjąłeś tak szybką decyzję? – zapytała kpiąco. – W poniedziałek 

byłeś zdecydowany na coś zupełnie innego. Czekaj, dzisiaj mamy środę. Ciekawe, czy 

do piątku jeszcze raz zmienisz zdanie i uznasz, Ŝe jednak wolałbyś nie mieć 

pracującej Ŝony. 

Mike spuścił wzrok. Czuł się winny tego, co się stało. 

– Wiesz, rozmawiałem potem z Salem i musiałem wszystko przemyśleć – 

przyznał. – Doszedłem do wniosku, Ŝe oboje macie rację. 

Julia wyobraziła sobie tę rozmowę i uśmiechnęła się lekko. Kochany brzydal. 

MoŜna na niego liczyć. 

– Mamy rację? – powtórzyła. – Co chcesz przez to powiedzieć?

– No, chodzi o Caroline – mruknął niechętnie. – To byłoby nieuczciwe równieŜ w 

stosunku do niej. A Sal powiedział, Ŝe jeśli cię stracę, to nie chce mnie więcej widzieć 

i sam się z tobą oŜeni. 

– Aha, więc jesteś tu z powodu Sala? Przynajmniej w pewnym sensie. 

Mike spojrzał na nią, jakby chciał przeniknąć jej grę. 

– Jasne, przecieŜ widziałaś, Ŝe nie mam z nim szans. To olbrzym. 

– Ale ma dobre serce i nie bije niedorozwiniętych. Mike uśmiechnął się do Julii. 

– Daj spokój – powiedział. – PrzecieŜ wiesz, Ŝe jestem tu tylko z twojego 

powodu. 

Coś ją nagle tknęło. Przypomniała sobie wczorajszą pocztę. 

– Czy rozmawiałeś juŜ z Caroline? – Mike pokręcił przecząco głową. – A nie 

uwaŜasz, Ŝe powinieneś najpierw ją poinformować o swojej decyzji?

RozłoŜył ręce. 

– Myślałem, Ŝe będziesz zadowolona. 

– Zadowolona? Dlatego, Ŝe rujnujesz Ŝycie mojej kuzynce? Zaczekaj chwilkę. 

Zostawiła go przed drzwiami, nie pozwalając wejść do środka, sama natomiast 

cofnęła się do przedpokoju i szybko znalazła kremową kopertę zaadresowaną 

ozdobnym pismem. Kiedy wróciła, Mike wciąŜ stał u progu mieszkania. 

– Popatrz, dostałam to wczoraj po południu – oznajmiła, podsuwając mu pod nos 

kopertę. – Poznajesz? To wasze zaproszenia. 

Mike poluzował tylko węzeł krawata. 

– Do licha, pospieszyła się nieco – jęknął. – No tak, będzie trochę zamieszania. 

Czy to z powodu tego zaproszenia tak się zachowujesz? – spytał ją na koniec. 

Julia wzięła się pod boki. 

– To znaczy, jak?

– Jakby cię coś ugryzło. 

Julia gniewnie potrząsnęła głową. 

– Jakby mnie coś ugryzło? Wiesz, ugryzło mnie juŜ w poniedziałek, kiedy 

background image

wyznałam ci miłość, kiedy się upokorzyłam i zostałam odrzucona. To właśnie wtedy 

mnie ugryzło i zjadło. Nie chcę cię znać. 

Mike przez chwilę patrzył na nią nie widzącymi oczami. Jeszcze bardziej 

poluzował węzeł krawata, a na jego twarzy pojawił się wyraz determinacji. 

– Muszę sprawdzić, czy nie kłamiesz. – Mike przestąpił próg i bez uprzedzenia 

przyciągnął Julię ku sobie. 

Przytknął wargi do jej ust, a Julia zdołała mu się opierać jedynie przez pierwszych 

parę sekund. Potem sama zaczęła go całować. Coraz mocniej i namiętniej. 

– Nie!

W pewnym momencie udało jej się wyrwać i oprzeć plecami o framugę drzwi. 

Nie czuła się tu jednak bezpiecznie. Mike spojrzał na nią szyderczo i załoŜył ręce na 

piersiach. 

– Kłamałaś – stwierdził. 

– Co niby nieprawdziwego powiedziałam?

– śe ci na mnie nie zaleŜy – padła odpowiedź. Spojrzała na niego szyderczo. Jego 

rozwój intelektualny rzeczywiście nie nadąŜał za fizycznym. 

– Nigdy nie mówiłam, Ŝe mi na tobie nie zaleŜy – zaprotestowała. – Mówiłam 

tylko, Ŝe nie chcę cię znać. Gdyby mi na tobie nie zaleŜało, w ogóle nie byłoby tej 

rozmowy. Zresztą i tak juŜ pogubiłam się w tym wszystkim i nie wiem, o co chodzi. 

Mike uśmiechnął się do niej. Minę miał bardzo pewną siebie. 

– O to, Ŝe zrywam z Caroline, Ŝeby być z tobą – wyjaśnił. 

– I wyglądasz na bardzo zadowolonego z tego powodu – zauwaŜyła. – BoŜe, 

strzeŜ mnie przed facetami, którzy z uśmiechem niszczą Ŝycie innej kobiecie. 

Mike przesunął dłonią po włosach. 

– Nie sądzę, Ŝebym niszczył jej Ŝycie – powiedział. – Wręcz przeciwnie, pewnie 

by się tak stało, gdybym się z nią oŜenił. 

Julia spojrzała na kopertę, która wypadła jej z ręki i leŜała teraz na podłodze 

pomiędzy nimi. 

– No tak, ale Caroline jeszcze o tym nie wie – przypomniała. – I nie wiedzą ci, 

którzy dostali od niej zaproszenia, – Caroline nie wysyła zaproszeń – sprostował 

odruchowo Mike. – To robota Reginalda. 

– Szkoda, Ŝe ten Reginald nie skłonił jej do przemyślenia całej sprawy. 

Mike tylko skinął głową. 

– Szkoda. 

Julia myślała jeszcze przez chwilę i stwierdziła, Ŝe nadszedł czas wielkiej próby. 

Zobaczy, co teraz powie Mike. 

– Właśnie dostałam awans – poinformowała go. – Będę wiceprezesem First 

Southern Bank. 

Nie dodała tylko, Ŝe jeszcze nie przyjęła nominacji i Ŝe w ogóle zastanawia się, 

czy to zrobić. 

background image

– Gratulacje. – Mike rozejrzał się dokoła. – Teraz pewnie będziesz mogła sobie 

kupić domek. Nareszcie zaczniesz Ŝyć pełnią Ŝycia. 

Jeśli tak miałaby wyglądać pełnia Ŝycia, to wolałaby od razu połoŜyć się do 

grobu. Praca, zebrania, zebrania, praca. Miała jednak nadzieję, Ŝe zachowa sporo 

wolnego czasu i będzie miała ochotę, Ŝeby z niego korzystać. Stwierdziła jednak, Ŝe w 

tym momencie dotarła do istoty konfliktu, który istniał między nią a Mikiem. 

– Nie traktuję tego w ten sposób – powiedziała. – Po prostu chcę pracować. 

– Ale czy będziesz na mnie czekać, kiedy przyjdę z pracy? Czy stworzysz mi 

dom?

– I wyjedziesz, kiedy cię gdzieś przeniosą? – wpadła mu w słowo. – Nie, Mike, 

nie chcę być twoją podporą. Podpory zwykle się wyrzuca, kiedy nie są juŜ potrzebne. 

Mike potrząsnął głową. 

– Do diabła z podporami! – niemal krzyknął. – Czy nie widzisz, Ŝe chcę ciebie?! 

ś

e tylko na tobie mi zaleŜy?!

Julia patrzyła na niego ze smutkiem. 

– Tylko widzisz, Mike, ja to nie tylko ja, ale takŜe moja praca i to wszystko, co 

mnie otacza – stwierdziła filozoficznie. 

– Do diabła z pracą! PrzecieŜ cię kocham! Julia cofnęła się w głąb mieszkania. 

– Czasami okazuje się, Ŝe to nie wystarcza – szepnęła. – Idź juŜ, Mike. Chcę 

zostać sama.

Julia omal nie upuściła kieliszka, kiedy Mike wkroczył na przyjęcie urządzone na 

jej cześć. Działo się to w piątek koło ósmej. Najpierw pomyślała, Ŝe się wdarł 

podstępem, ale potem zaczęła węszyć w tym robotę Idy. 

Spojrzała na Charlene, z którą właśnie rozmawiała. 

– Przepraszam cię, ale muszę iść zabić swoją matkę – powiedziała. 

Asystentka uśmiechnęła się do niej znad swojego kieliszka. 

– Proszę pamiętać, Ŝe proponowałam pomoc. 

– Dziękuję, moŜe następnym razem. 

Julia starała się przemykać nie zauwaŜona między gośćmi, co okazało się dosyć 

trudne, poniewaŜ była bohaterką wieczoru. Kątem oka zauwaŜyła, jak ojciec wita się z

Mikiem i klepie go serdecznie po ramieniu. I ty, Brutusie? pomyślała. 

W końcu udało jej się dotrzeć do Idy, która informowała szeroko dwóch 

członków rady nadzorczej o klinicznych szczegółach związanych z ciąŜą jej córki. 

Robiła przy tym takie wraŜenie, jakby to chodziło o Julię, więc męŜczyźni przyjrzeli 

jej się podejrzliwie. 

– To nie ja jestem w ciąŜy, tylko moja siostra – wyjaśniła Julia i zaciągnęła matkę 

w jakiś ciemny kąt. 

– Co on tu robi?! – spytała natychmiast. 

– Kto? – zdziwiła się Ida. – John Carpenter czy Hank Atchison? PrzecieŜ z nimi 

background image

pracujesz. 

Julia ścisnęła matkę mocniej za ramię. 

– Mike! Nie udawaj idiotki. 

Ida uśmiechnęła się do niej promiennie. 

– A więc jednak zdecydował się przyjść! – zawołała i omal nie zaklaskała w ręce. 

– Wiedziałam, Ŝe się ucieszysz. 

Julia zrobiła ponurą minę, chcąc pokazać matce, jak bardzo jest uradowana. 

– Jak cholera! – mruknęła. 

– PrzecieŜ prosiłaś mnie o pomoc. 

– A ty odmówiłaś – wpadła jej w słowo Julia. 

– Odmówiłam, ale potem przemyślałam sprawę. 

– Ja teŜ przemyślałam sprawę. Nie chcę Mike’a. Ida spojrzała na nią okrągłymi 

oczami. 

– Nic nie rozumiem. Najpierw go chcesz, potem nie chcesz... Wszystko to jakieś 

dziwne. 

– Nie chcę. To ostateczna decyzja – oświadczyła twardo Julia. 

Ida pogłaskała córkę po ramieniu. 

– Wobec tego powiedz o tym jemu, a nie mnie – poprosiła. Po czym zamyśliła się 

jeszcze przez chwilę. – Zaraz, zaraz, ale czy wiesz, Ŝe Mike chce zerwać z Caroline? 

Kiedy do niego dzwoniłam, mówił, Ŝe ma juŜ bilet do Bostonu. 

Julia tylko machnęła ręką. 

– Wiedziałam, Ŝe chce to zrobić. Nie sądziłam tylko, Ŝe tak szybko. 

– Spieszy się ze względu na ciebie. Julia pokiwała głową. 

– Oczywiście, Ŝe ze względu na mnie. 

– No więc w czym problem? – zdziwiła się Ida. – PrzecieŜ go kochasz. 

– Kocham, ale nie chcę – padła odpowiedź. 

Ida jeszcze przez chwilę przyglądała się swojej córce. Dotknęła nawet jej czoła, 

Ŝ

eby sprawdzić, czy nie ma gorączki. W końcu pokiwała tylko smutno głową. 

– Dobrze. Przysięgam, Ŝe juŜ nigdy nikogo ci nie będę swatać – powiedziała. – 

Skończone. 

W tym momencie zobaczyły ojca i Mike’a, którzy szli właśnie w ich kierunku. Ida

chciała odciągnąć Julię gdzieś na bok, ale juŜ było za późno, poniewaŜ Jack machał 

do nich ręką. 

– O BoŜe, tylko nic nie mów Mike’owi – poprosiła Ida. – Zranisz jego i siebie. 

Julia potrząsnęła głową. 

– JuŜ odbyliśmy tę rozmowę. – Ojciec z Mikiem właśnie podeszli do nich, więc 

uśmiechnęła się promiennie. – Och, Mike, jak miło cię tutaj widzieć. To uprzejmie z 

twojej strony, Ŝe znalazłeś czas, Ŝeby do nas zajrzeć. Pozwól, Ŝe... Au!!!

Czy to moŜliwe, Ŝeby matka uszczypnęła ją w pośladek? Najpierw Susan, a teraz 

ona? Julia poczuła się upokorzona i zdradzona. 

background image

Ojciec zachowywał się tak, jakby niczego nie dostrzegł. 

– Mike mówił mi właśnie, Ŝe jutro leci do Bostonu – poinformował wszystkich. – 

Nie moŜesz się juŜ doczekać ślubu, co? Chcesz się spotkać z Caroline?

Mike skinął głową. 

– To prawda, chcę się spotkać z Caroline. 

– Zamknij się, stary – odezwała się Ida półgębkiem do męŜa. – Nie będzie 

Ŝ

adnego ślubu. 

– Nie będzie Ŝadnego ślubu? – powtórzył Jack i zamrugał bezradnie oczami. – O, 

jaka szkoda. A tak się cieszyłem, Ŝe wejdziesz do naszej rodziny. 

Mike spojrzał na Julię. 

– Ja teŜ się cieszyłem – powiedział. 

– Cieszyłeś się? Więc skąd ta decyzja? – Jack był jeszcze bardziej bezradny niŜ 

przedtem. 

– Julia moŜe to wszystko wyjaśnić – oświadczył Mike. Wszyscy jak jeden mąŜ 

spojrzeli na Julię, a ona skurczyła się pod ich spojrzeniem. Ida zdecydowała, Ŝe 

powinna przejąć inicjatywę. 

– Najlepiej będzie, jeśli Julia porozmawia z Mikiem – uznała. – Idź, bo cię znowu 

uszczypnę – syknęła w ucho córki, wyczuwając w niej opór. 

– Mówisz, Ŝe najlepiej? No tak, dobrze – powtarzał bezradny Jack. 

Julia nie chciała ryzykować polemiki z matką. Spojrzała na Mike’a. 

– Dobrze, chodźmy na zewnątrz – zaproponowała. Ruszyli przed siebie, ale kiedy 

juŜ dotarli do przeszklonych drzwi, Julia stanęła. 

– A dlaczego niby mam wychodzić z własnego przyjęcia? – spytała z upartą miną. 

– To wobec tego chodźmy do toalety – zaproponował bez cienia uśmiechu Mike. 

– Męskiej czy damskiej? – spytała natychmiast, przekonana, Ŝe jest to najlepsze 

miejsce do odbywania tego rodzaju rozmów. 

– Do pierwszej wolnej – zaproponował. 

Modliła się, Ŝeby to była damska. Jednak okazało się, Ŝe obie toalety są zajęte. 

Jednak w końcu drzwi damskiej otwarły się i wyszła z niej Gina, współpracownica 

Julii. Gina chciała nawet o coś zapytać, ale Mike odsunął ją od drzwi. 

– Przepraszam – powiedział i brutalnie wciągnął Julię do środka. 

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

Gdy tylko Mike zamknął drzwi toalety, Julia rzuciła się na niego i zaczęła go 

całować. Objął ją mocno i tulił do siebie jak kogoś, kogo dawno nie widział. I nagle 

Julię zalała fala poŜądania. To samo działo się z Mikiem, który drŜącymi rękami 

zaczął rozpinać guziczki z tyłu jej długiej sukni. W końcu suknia zsunęła się w dół, 

ale Julia trochę w nią zaplątała i omal nie przewróciła. 

Na szczęście Mike czuwał. 

– To niczego nie załatwia – szepnęła, tuląc go do siebie. 

– Tak, wiem. – Zmagał się z pozwijanym materiałem. W końcu udało mu się 

wyswobodzić Julię z sukni. 

– Poza tym, nie moŜemy... tutaj... – ciągnęła z trudem, łapiąc oddech. 

Mike całował ją teraz po ramionach, mocując się z haftkami biustonosza. 

– Dlaczego? – spytał. 

– PrzecieŜ... PrzecieŜ nie masz Ŝadnego zabezpieczenia. Spojrzał na nią 

triumfalnie. 

– Mam!

Julia zesztywniała i odepchnęła Mike’a, któremu właśnie udało się rozpiąć jej 

biustonosz. Poczuła na swojej skórze chłodny powiew wentylacji. 

– Naprawdę?

Patrzył na nią, nie bardzo rozumiejąc, o co jej chodzi. Przypominał w tej chwili 

podnieconego rasowego ogiera. Szybko rozpiął swoją koszulę i zdjął ją, ukazując nagi 

tors. 

– Tak, zawsze teraz mam przy sobie prezerwatywę, kiedy wiem, Ŝe się będę z 

tobą widział – wyjaśnił. – No, podejdź bliŜej. 

Julia rozejrzała się po łazience. Niestety, nie było to zbyt wielkie pomieszczenie. 

Najczęściej słuŜyło wszystkim członkom rodziny i tylko w czasie przyjęć nosiło 

dumne miano „damskiej toalety”. 

Wzrok Mike’a powędrował za jej wzrokiem. 

– Jak chcesz się kochać? – spytał. 

– Najlepiej na sedesie. 

Spojrzał na nią zbaraniałym wzrokiem. 

– Słucham?

– Trzeba opuścić deskę – wyjaśniła. – Tak będzie wygodniej. 

Mike aŜ się skrzywił z obrzydzenia. 

– Nie moŜesz wymyślić czegoś innego? – spytał. 

– Mamy jeszcze umywalkę – zauwaŜyła. 

Mike obejrzał umywalkę, ale z oczywistych przyczyn nie wchodziła ona w grę. 

Przez chwilę stali bezradni, rozglądając się dokoła. 

Nagle Julia poczuła się potwornie samotna. Wyciągnęła ręce do Mike’a. 

background image

– Chodź – powiedziała. 

Wziął ją w ramiona i zaczął całować. Delikatnie, a potem coraz mocniej. Sama 

nie wiedziała, jak to się stało, Ŝe zdjęli resztki ubrania, a potem Mike uniósł ją 

ostroŜnie, oparł o ścianę i nagłe znalazł się w niej. Starała się nie krzyczeć, chociaŜ 

rozkosz ogarnęła całe jej ciało. Kochali się, dysząc cięŜko. KaŜde z nich starało się 

przekazać partnerowi całą miłość i czułość, którą dla siebie mieli. W końcu Mike 

postawił Julię na podłodze. 

Nagle straszna myśl przyszła jej do głowy. Spojrzała w dół. 

– Mike! Nie nałoŜyłeś prezerwatywy. 

Na jego twarzy jeszcze malowała się błogość i początkowo nie zrozumiał, o co 

Julii chodzi. Kiedy jednak dotarło do niego znaczenie jej słów, sam się przeraził. 

– No tak! Zapomniałem! – jęknął. – Przepraszam, Julio! Nie wiem, co teraz robić. 

Chwyciła go za ramię. 

– Zaraz, musimy się zastanowić. 

PogrąŜyła się na chwilę w myślach, a Mike obserwował w napięciu jej rysy. 

– Przysięgam, Julio. To był przypadek, naprawdę. Uciszyła go gestem. Jeszcze 

przez chwilę myślała, a potem rozłoŜyła bezradnie ręce. 

– Mogłam zajść w ciąŜę, mogłam nie zajść – stwierdziła wreszcie. 

– Przepraszam cię, Julio. To moja wina. 

Pokręciła głową. 

– Obawiam się, Ŝe nie dałam ci zbyt duŜo czasu, Ŝebyś mógł pomyśleć o 

zabezpieczeniu. 

– Mimo wszystko to ja powinienem pamiętać. 

Julia tylko machnęła ręką i ze smętną miną przysiadła na sedesie. Mike podszedł 

do niej i pogłaskał ją po głowie. 

– Wiesz, jakby się coś stało, to przecieŜ nie tragedia – zauwaŜył. 

Julia nie chciała o tym rozmawiać. 

– Wiesz co, umyj się i ubierz. Chcę skorzystać z toalety i teŜ się umyć. 

Posłuchał jej natychmiast. Pochlapał się trochę wodą z umywalki i wytarł 

papierowymi ręcznikami, a następnie włoŜył slipy i resztę ubrania. Zebrał teŜ z 

podłogi rzeczy Julii, a przede wszystkim suknię, która się trochę pomięła, oraz 

koronkowe majteczki. 

– Ojej! – zawołał na widok dziurki w majtkach. – Popatrz, co się stało. 

JuŜ chciał parsknąć śmiechem, ale mina Julii nie wróŜyła niczego dobrego, więc 

się powstrzymał. Julia wzięła swoje zniszczone majteczki i pomyślała, Ŝe są rozdarte 

tak samo jak ona. No, moŜe nie do końca tak samo, ale podobnie. 

– Następnym razem będę ostroŜniejszy – zapewnił ją. 

– Jeśli będzie następny raz – rzuciła. 

Spojrzał na nią powaŜnie i ponownie pogłaskał po głowie. 

– Posłuchaj, nie chcę rozmawiać o przyszłości w toalecie. Jutro jadę do Bostonu i 

background image

wracam w niedzielę z Aaronem. A potem zobaczymy, jak nam się będzie układać. 

KaŜde z nas będzie robiło to, na co ma ochotę. No co, zgoda?

Chciała powiedzieć, Ŝe nie słyszała o niczym głupszym niŜ takie „małŜeństwo na 

próbę”, ale tylko skinęła głową. 

– Zgoda. 

Julia zaczęła się myć, po czym spojrzała niecierpliwie na Mike’a. 

– Mógłbyś juŜ wyjść? – spytała. – Trochę się krępuję. Mike skinął głową, ale 

zrobił to tak, jakby jej nie słyszał. Od paru chwil wydawał się być zajęty czymś 

zupełnie innym. 

– Posłuchaj, czy nic cię nie niepokoi? – spytał. Julia nadstawiła uszu. 

– Nić, przecieŜ jest zupełnie cicho – zauwaŜyła. 

– Właśnie! PrzecieŜ jesteśmy na przyjęciu. Ludzie powinni rozmawiać, śmiać się, 

czy ja wiem, hałasować. Jak zwykle przy takiej okazji. 

Julia pokraśniała na twarzy. Jednocześnie spojrzała na zegarek. 

– Jezus, Maria! PrzecieŜ jesteśmy tutaj od dwudziestu minut, a nikt nawet nie 

zapukał do drzwi. 

Natychmiast zapomniała, dlaczego chciała zostać sama w łazience. Szybko się 

wytarła i włoŜyła resztę ubrania. Wraz z Mikiem stanęła przed drzwiami. 

– Nie, nie pójdę tam – powiedział. – Strasznie mi głupio. 

– Jeśli sądzisz, Ŝe pójdę sama, to chyba zwariowałeś! – warknęła. – Idziemy 

razem. 

– Ty nie będziesz musiała niczego wyjaśniać – przekonywał Mike. – PrzecieŜ to 

damska toaleta. Co innego ja. 

Julia popukała się w głowę. 

– Moja koleŜanka widziała, jak mnie tutaj wciągałeś. Na szczęście będę mogła 

mówić, Ŝe uŜyłeś siły – dodała złośliwie. 

Oboje spojrzeli na drzwi. 

– Ale przecieŜ to twoi przyjaciele – nalegał Mike. – Ludzie Ŝyczliwi. Na pewno 

nie będą chcieli zrobić ci przykrości. 

Julia myślała o tym przez chwilę. 

– Nie, najwyŜej zaśpiewają nam to, co w szkole: „Miłość się kończy łóŜkiem, a 

potem idzie Julia z brzuszkiem”. 

Mike rozejrzał się dookoła. 

– Widzisz tu jakieś łóŜko? – spytał. 

– Wiesz, gdyby było, mógłbyś się spodziewać za drzwiami mojego ojca z 

pistoletem – powiedziała powaŜnie. – Nie uwierzysz, ale rodzice są przekonani, Ŝe 

jestem dziewicą, poniewaŜ nie wyszłam jeszcze za mąŜ. 

Mike poklepał nerwowo po kieszeniach marynarki. 

– Do licha, szkoda, Ŝe nie wziąłem swojego – wymamrotał. 

– To, co ze sobą wziąłeś, wystarczy – stwierdziła. – I to nie po to, Ŝeby kogoś 

background image

zabić, a wręcz odwrotnie. 

Mike tylko jęknął w odpowiedzi. 

– Nie znęcaj się nade mną! Mam juŜ dosyć. Idziemy!

Nacisnął klamkę i pchnął drzwi, a następnie wyjrzał na zewnątrz. Nikogo tam nie 

było. Wbrew oczekiwaniom nie czekały na nich ani wiwatujące tłumy gości, ani 

ojciec Julii z pistoletem. Ktoś wygasił wszystkie światła i pozostawił tylko kilka 

nocnych lamp. 

Julia i Mike przeszli przez pusty pokój. Próbowali otworzyć przeszklone drzwi, 

ale były zamknięte. 

– Mam nadzieję, Ŝe nie wyskoczą nagle z ukrycia, wołając a kuku! – powiedział 

Mike. 

Julia pokręciła głową. 

– Nie sądzę. Popatrz na parking. Prawie pusty. Rzeczywiście na bocznym 

parkingu stały tylko samochody jego oraz Julii i jeszcze wielki lincoln, który mógł 

naleŜeć do państwa Cochranów. 

– Bardzo dziwne – mruknął Mike. – Jakbym trafił w jakąś pętlę czasu. 

Julia westchnęła. 

– Obawiam się, Ŝe nas usłyszeli i postanowili wyjść, Ŝeby nie zrobić nam 

przykrości – stwierdziła. – Co oczywiście nie zmienia faktu, Ŝe w poniedziałek będę 

musiała spojrzeć im wszystkim w twarz. 

– Pójdę z tobą – zaproponował Mike. 

– Nie, dziękuję. W sumie nie są tacy źli, skoro poszli. Zresztą, jestem teraz ich 

szefową – przypomniała sobie. – To znaczy, większości z nich. 

Mike jeszcze raz rozejrzał się dookoła. 

– A gdzie jest Ida?

– Pewnie pomaga ojcu ładować pistolet – odparła Julia. – Na twoim miejscu 

wyjechałabym do Bostonu i juŜ nigdy stamtąd nie wracała. 

Kilkanaście godzin później Mike był juŜ w Bostonie. Dotarcie do tego, co 

przypominało mauzoleum, a w rzeczywistości stanowiło dom rodzinny 

Wyndemere’ów, zajęło mu dalsze pół godziny. I nagle trach! Okazało się, Ŝe w domu 

jest tylko Reginald, szczupły, elegancki blondyn, który siedział na niesłychanie 

cennym antycznym krześle po drugiej stronie prawdopodobnie bezcennego stolika. 

Mike mógł się załoŜyć, Ŝe Reginald znał nazwy tych wszystkich mebli, które ich 

otaczały. On osobiście nie odróŜniał zwykłego kredensu od serwantki. 

– Spodziewamy się panny Wyndemere lada moment, panie DeAngelo – 

powiedział Reginald. 

Spodziewamy się? CzyŜby Reginald zaczął juŜ mówić o sobie w liczbie mnogiej?

– Jacy „my”, Reginaldzie? Masz mysz w kieszeni?

– Sądzę, Ŝe nie, panie DeAngelo. 

background image

– Skoro nie wiesz na pewno, to moŜe byś sprawdził – zaproponował Mike, zdając 

sobie sprawę, Ŝe kompromituje się w ten sposób ostatecznie w oczach Reginalda. – 

Czy wiesz przynajmniej, gdzie jest Caroline?

Reginald zrobił obraŜoną minę. 

– Zaraz sprawdzę – powiedział. 

Wziął do ręki kalendarz, który leŜał na stoliku, otworzył na odpowiedniej stronie i 

powiódł wypielęgnowanym palcem w dół. 

– O, jest. Aktualnie przebywa u krawcowej, gdzie mierzy... suknię ślubną. 

Mike poczuł się fatalnie. Na tyle, Ŝe nie zaŜartował z „aktualnie przebywa” 

Reginalda. Zresztą coś innego przykuło jego uwagę. Dziwne wahanie w głosie 

Reginalda. Nie zwracał na to Wcześniej uwagi, ale czy to moŜliwe, Ŝe ten facet 

kochał się w Caroline?

Nie miał jednak czasu, Ŝeby o tym pomyśleć, bo do domu wbiegła Caroline. 

– Dziesięć minut przed czasem – zauwaŜył Reginald. 

– Och, Mike! Go za niespodzianka! – wykrzyknęła Caroline i nadstawiła mu 

policzek do pocałowania. 

Mike ucałował ją, a potem spojrzał na Reginalda. Na jego twarzy pojawił się 

wyraz przykrości. Z kolei skierował wzrok na nieco zdziwioną Caroline. Jaka z niej 

miła i przyjemna kobietka, pomyślał. Szkoda tylko, Ŝe wcześniej nie zauwaŜył, iŜ 

zupełnie nie nadaje się na jego Ŝonę. 

– Jak długo moŜesz u nas zostać, Mike? – spytała Caroline. 

– Będę musiała pozmieniać wszystko w moim kalendarzyku. 

– W kalendarzyku i w Ŝyciu – powiedział. Spojrzała na niego z niepokojem. 

– Czy coś się stało? Wyglądasz tak ponuro. 

Mike raz jeszcze spojrzał na Reginalda i pomyślał, Ŝe mógłby zostać z nimi w 

czasie rozmowy. Nie, to jednak było niemoŜliwe. 

– Tak, kochanie. Musimy porozmawiać – oświadczył Mike. 

– Czy Reginald mógłby poczekać w pokoju obok?

Caroline spojrzała na Reginalda, a on skinął lekko głową i wyszedł. Przed 

wyjściem posłał jeszcze Mike’owi ostrzegawcze spojrzenie. 

Zostali sami. 

– MoŜe usiądziemy – zaproponował Mike. 

– Dobrze – zgodziła się Caroline, ale nadal stała. 

Mike nie wiedział, od czego zacząć. 

– Tak mi przykro, Caroline. Nigdy nie sądziłem, Ŝe... Ŝe... – Bał się mówić dalej. 

– śe zakochasz się w Julii – dokończyła. 

Dobrze, Ŝe jeszcze stał, bo gdyby usiadł, chyba spadłby z bezcennego krzesła. 

– Co takiego?! Caroline rozłoŜyła ręce. 

– MoŜe jestem zepsuta, ale nie ślepa – powiedziała. – Widziałam, co się z tobą 

działo. Czy ona przynajmniej cię kocha?

background image

Nie wiedział, co odpowiedzieć. Caroline chyba po raz pierwszy od początku 

trwania ich związku czymś go zaskoczyła. No, ale cóŜ, takie są kobiety. 

– Trudno mi za nią mówić – odparł w końcu. – Jest zła, Ŝe chcę cię zranić. 

Caroline potrząsnęła głową. 

– Niepotrzebnie – uspokoiła go. – Od początku nie pasowaliśmy do siebie. Jesteś 

dla mnie za silny. Nie pasujesz ani do mnie, ani – rozejrzała się dokoła – do tego 

domu. Wiedziałam, Ŝe to się musi zdarzyć, tylko nie miałam pojęcia kiedy. 

Kilka łez spadło na sukienkę Caroline. Natychmiast wyjęła cieniutką białą 

chusteczkę i wytarła oczy. 

– Nasz związek to było prawdziwe szaleństwo, Mike – stwierdziła. – Jedyne 

szaleństwo, na jakie sobie kiedykolwiek pozwoliłam. 

Spojrzał na nią zdziwiony. On tego tak nie odbierał. Prawdę mówiąc, ich związek 

wydawał mu się aŜ do znudzenia poprawny, odarty z wszelkiego szaleństwa. 

– Skoro tak uwaŜasz – powiedział niepewnie. – Wydawało mi się, Ŝe po prostu 

się kochamy. 

Skinęła głową. W tym momencie mógł w niej podziwiać wielką damę. Julia w 

takiej chwili rzuciłaby mu się pewnie z pazurami do oczu. 

– Mnie się pewnie będzie zawsze tak wydawać. – Caroline mówiła na pół do 

siebie, na pół do Mike. – Ale to nie wystarczyłoby, Ŝeby prowadzić wspólne Ŝycie. 

– Nie wystarczyłoby – powtórzył niczym echo. Caroline próbowała się nawet 

uśmiechnąć. 

– No, to przynajmniej mój krawiec odetchnie – stwierdziła, siadając w końcu. 

– Co chcesz przez to powiedzieć?

– Och, ta suknia wydawała mi się okropna – wyjaśniła. – Zrobiłam krawcowi 

straszną scenę. Julia byłaby ze mnie dumna. 

Tak, miała rację. Julia była dumna z kaŜdego, kto potrafił robić sceny, a 

najbardziej z siebie. 

– Jeszcze jedno, Mike! – W oczach Caroline znowu pojawiły się nie chciane łzy. 

– Tak?

– Obiecaj, Ŝe będziemy się widywać po waszym ślubie – poprosiła. – Chciałabym 

się spotykać z wami i z Aaronem. 

Mike pokiwał głową. 

– Tak, oczywiście. Będę tylko musiał spytać Julię, czy zechce – powiedział. 

– Och, o Julię się nie martwię. Jesteśmy przecieŜ kuzynkami. W końcu i tak 

wszystko zostaje w rodzinie. – Uśmiechnęła się smutno. 

Siedzieli oboje przy stoliku. Milczenie przeciągało się. Mike zastanawiał się, co 

teraz robić. Czy ma wstać i wyjść? Czy się poŜegnać?

– Wiesz co, Mike? Chyba nie puszczę cię tak łatwo – stwierdziła nagle Caroline. 

AŜ podskoczył na swoim miejscu. 

– Co chcesz przez to powiedzieć?

background image

– Kiedy chcesz wracać?

– Jutro po południu muszę odebrać Aarona od rodziców Victorii w Atlancie – 

poinformował ją. – Wróciła właśnie z Europy i chciała się spotkać z synem. 

– To świetnie. Wobec tego moŜesz zostać do jutra i trochę mi pomóc. Przede 

wszystkim powinieneś porozmawiać z moimi rodzicami. Pozostają jeszcze te straszne 

ilości zaproszeń i, nie uwierzysz, stosy prezentów, które juŜ dostaliśmy. Myślę, Ŝe teŜ 

powinieneś się nimi nacieszyć. 

Mike skinął smętnie głową. 

– Dobra, wobec tego musimy powiedzieć o wszystkim Reginaldowi – stwierdził. 

– Będzie zdruzgotany. Nie masz pojęcia, ile czasu i energii poświęcił na 

przygotowanie uroczystości. I teraz co? Jeszcze się namęczy przy odwoływaniu całej 

imprezy. 

Mike tylko pokiwał głową, chociaŜ wcale nie był przekonany, Ŝe Reginald się 

mimo wszystko nie ucieszy. Jakieś dziwne stosunki panowały między nim a Caroline. 

Coś, co nie pozwalało im się spoufalać. 

– MoŜe nie będzie tak źle – mruknął sam do siebie. Jednak Caroline go usłyszała i 

w tym samym momencie jej twarz pokryła się delikatnym rumieńcem. Szybko 

skierowała się do wyjścia, Ŝeby ukryć zakłopotanie. 

background image

ROZDZIAŁ JEDENASTY

Julia wyjrzała na zewnątrz z domu rodziców. WciąŜ padał deszcz. Jego krople 

rozpryskiwały się o patio i kafelki przy basenie. Tak, to była odpowiednia pogoda jak 

na pierwszy dzień marca. Przesunęła torbę z odpadkami pod drzwi wyjściowe i 

chwyciła za szczotkę. 

W domu rodziców obowiązywała Ŝelazna zasada: trzeba zawsze posprzątać po 

swoim przyjęciu. Dlatego teraz Julia w ulubionych spodniach od dresu i flanelowej 

męskiej koszuli niczym Herkules starała się zaprowadzić porządki w tej stajni 

Augiasza. 

Pierwszy dzień marca. Raz jeszcze zaczęła liczyć. Jej ostatnia niedyspozycja 

zaczęła się trzynastego w piątek. Właśnie wtedy poznała Mike’a. Natomiast 

„incydent” wydarzył się przedwczoraj, co tak naprawdę niewiele jej mówiło. No cóŜ, 

trzeba zaczekać. A Ŝycie niech toczy się swoim torem. 

OdłoŜyła szczotkę i ponownie wyjrzała na zewnątrz. Miała wraŜenie, Ŝe deszcz 

jeszcze się nasilił. Trudno. Jednym ruchem otworzyła przeszklone drzwi, chwyciła 

torbę z odpadkami i pobiegła truchtem w stronę śmietnika. Trochę zmokła, ale nie za 

bardzo. 

Pomyślała, Ŝe w domu czeka na nią gorąca czekolada i romans ulubionej autorki. 

Ta myśl dodała jej otuchy. Teraz trzeba tylko przetrzeć na mokro podłogę i będzie 

mogła wracać do swojego mieszkania. 

Jednak najprzyjemniejsze i tak było planowanie zamordowania Mike’a. 

RozwaŜała juŜ grzybki, wykradzenie jego własnego pistoletu i poraŜenie prądem. 

Teraz jednak pomyślała o czymś bardziej męskim i wyciągnęła przed siebie kij 

szczotki. 

– En gardę! – krzyknęła kiepską francuszczyzną. – Broń się, monsieur. 

Zadała cios Bogu ducha winnej zasłonce. 

– JuŜ się bronię! – Ktoś chwycił ją z tyłu i uniósł w powietrze, tak Ŝe wypuściła 

szczotkę. 

Oczywiście wiedziała, kim jest ów tajemniczy „ktoś”. Musiała niestety pogrzebać 

nadzieję, Ŝe zginie w katastrofie lotniczej. 

– Mike! Puszczaj! Zostaw mnie! – krzyknęła. 

– Dobrze. 

Potraktował to nazbyt dosłownie i wypuścił ją natychmiast, tak Ŝe o mało nie 

klapnęła na podłogę jak Ŝaba Aarona. 

– Brakowało ci mnie? – spytał. Uśmiechnęła się do niego jak zakochana kobieta. 

– O tak, bo właśnie chciałam zrobić pasztet z prosiaka – oświadczyła. 

Spojrzał na nią nieufnie. 

– Chyba nie robi się pasztetu z prosiaka – stwierdził. Julia poklepała go po 

ramieniu. 

background image

– Z ciebie by wyszedł. 

Dopiero teraz zrozumiał, Ŝe się z niego nabija. Zrobił groźną minę, a następnie... 

chwycił Julię w ramiona i obsypał pocałunkami. 

W tym momencie do akcji wkroczył równieŜ Aaron. Widząc, co się dzieje, pisnął 

cienko i chwycił Julię za nogę. Miała więc przy sobie dwóch swoich męŜczyzn. 

– Mi ciebie Wakowało, mi ciebie Wakowało u babci w Lancie – powtarzał. 

Julia oswobodziła się z objęć Mike’a i pochyliła, Ŝeby przywitać się z Aaronem. 

– Ja teŜ za tobą tęskniłam – powiedziała. – Czy przynajmniej dobrze się bawiłeś?

Chłopiec pokiwał głową. 

– Mhm. Mama teś tam była. Ale pojechała do... do... Makao – przypomniał sobie. 

– Nie, Aaron, makao to taka gra w karty – poprawił syna Mike. – Mama pojechała 

na wspinaczkę do Monaco. 

Julia spojrzała z niedowierzaniem na Mike’a. 

– Chyba to wymyśliłeś – oświadczyła. – Nie wierzę. Mike uśmiechnął się do niej, 

a następnie uderzył pięścią w szeroką pierś. 

– Przysięgam, Ŝe to prawda. 

– Tat, tak, plawda – poparł go Aaron. – Do Makao. 

Mike rozejrzał się po znajomych kątach. Znalazł nawet na parapecie papierowy 

kapelusz, który przeoczyła. Następnie wskazał na zasłonkę. 

– Czy ten cios przeznaczony był dla mnie? – spytał. Zastanawiała się, czy 

skłamać, czy teŜ nie. 

– A co ty w ogóle tutaj robisz? – spytała. – Nie spodziewałam się ciebie z 

powrotem tak szybko. 

Przyjrzała się uwaŜnie Mike’owi. Był trochę nie dogolony i miał cienie pod 

oczami, co wskazywało, Ŝe niewiele spał. Tylko Aaron wyglądał na wypoczętego. 

– Przyszedłem do ciebie – odparł. – PrzecieŜ z tobą mieszkam. 

Julia przypomniała sobie układ, który zawarli. Przełknęła ślinę i spojrzała w bok. 

Uznała, Ŝe nadszedł czas wielkich pytań i decydujących rozstrzygnięć. 

– A... a jak się miewa Caroline? – spytała, czując, Ŝe jest to jedyne pytanie, na 

jakie ją stać. 

Mike milczał przez chwilę, a następnie odparł powaŜnie:

– W porządku. Myślę, Ŝe znalazła sobie kogoś na całe Ŝycie. 

– A ten ktoś to... ty? – spytała słabym głosem. Mike pokręcił głową. 

– Nie, Reginald. Jej asystent. 

Reginald? Wiele o nim słyszała, ale myślała, Ŝe to ktoś starszy. W pewnym 

momencie nawet sądziła, Ŝe to ojciec lub inna osoba z rodziny. Czy to moŜliwe, Ŝeby 

Caroline zakochała się w swoim asystencie?

– Nie Ŝartujesz?

– Byłbym skończonym idiotą, gdybym to robił. Tak, oczywiście. Miał rację. 

– Caroline prosiła, Ŝeby ci pogratulować – dodał jeszcze Mike. 

background image

– Pogratulować? A, pewnie chodzi o awans. Mike złapał się za głowę. 

– Do licha, zapomniałem jej o tym powiedzieć – stwierdził z bezczelnym 

uśmiechem. – Caroline chce ci pogratulować wspaniałego męŜa. – Wypiął pierś do 

przodu. – Czyli mnie. 

– Kondolencje byłyby tu bardziej na miejscu – mruknęła Julia. 

Musiała jednak przyznać, Ŝe poczuła ulgę. Nie spodziewała się niczego dobrego 

po wizycie Mike’a w Bostonie. Sądziła, Ŝe Caroline zechce o niego walczyć. Nie 

dlatego, Ŝeby była w nim po uszy zakochana. Julia wiedziała jednak, Ŝe Ŝadna kobieta 

nie jest zadowolona, kiedy jej się zabiera męŜczyznę. Okazało się jednak, Ŝe nie 

doceniła swojej kuzynki. 

– Caroline uwaŜa, Ŝe będę doskonałym męŜem. Julia chwyciła szczotkę do ręki. 

– Ha, będziesz jeszcze lepszym trupem! – krzyknęła, mierząc w niego. – Broń się. 

Mike podniósł ręce do góry. 

– Nie będziesz chyba biła bezbronnego męŜczyzny – zaniepokoił się. – Prawdę 

mówiąc jednak od razu przypuszczałem, Ŝe szykujesz na mnie zamach. 

Julia zdecydowała się uderzyć, wykorzystując moment nieuwagi Mike’a. Jednak 

nagle jakimś cudem szczotka znalazła się w jego rękach. Mike spojrzał na nią, a 

następnie wykonał parę ruchów i kij zafurkotał w powietrzu. 

– Teraz moja kolej – oświadczył. Julia rozłoŜyła ręce. 

– To i tak na nic, Mike – powiedziała. – Nie wyjdę za ciebie. Szczotka wypadła 

mu z ręki i głośno stuknęła o podłogę. 

– Dlaczego?

Julia poszukała wzrokiem Aarona. Chłopiec budował coś, pewnie zamek, z 

krzeseł, które zestawiła w jedno miejsce, Ŝeby jej nie przeszkadzały w sprzątaniu. 

– PoniewaŜ nie odpowiadałaby ci Ŝona, która ma swoją pracę – odparła. – W 

dodatku bardzo angaŜującą pracę. MoŜesz twierdzić, Ŝe jest inaczej, ale nie sądzę, 

Ŝ

eby tak było naprawdę. 

Mike z powagą skinął głową. 

– Dlatego właśnie nie proponuję ci od razu małŜeństwa – przypomniał. – 

Pobądźmy trochę razem. Lepiej się poznajmy. PrzecieŜ teraz albo się kłócimy, albo – 

spojrzał na Aarona – kochamy. Nic pośrodku. Dlatego spróbujmy najpierw zostać 

przyjaciółmi, a potem kochankami. AŜ dwie kobiety powiedziały mi ostatnio, Ŝe 

miłość to nie wszystko. Jeśli tak, to zobaczmy, co jeszcze moŜemy sobie dać. 

Jakie piękne przemówienie, pomyślała Julia. Pewnie układał je przez całą drogę. 

Czuła się wewnętrznie rozdarta. Z jednej strony musiała przyznać sama przed 

sobą, źe cieszy się z zerwanych zaręczyn Mike’a. Z drugiej bała się zostać kolejną 

narzeczoną tego męŜczyzny. Kiedyś, kiedy wydawało jej się, Ŝe musi o niego po 

prostu walczyć, cała sytuacja wydawała się duŜo prostsza. 

A moŜe Mike ma rację? MoŜe trzeba spróbować? Julia wyciągnęła do niego rękę. 

– Dobrze – powiedziała. – To rozsądna propozycja. Bądźmy przyjaciółmi. 

background image

Mike posłał jej swój najbardziej seksowny, najwspanialszy uśmiech. Na jego 

widok serce Julii zaczęło szybciej bić. 

– Przyjaciółmi – powtórzył z naciskiem Mike, ujmując jej dłoń. 

– Nie opowiadaj mi bzdur! Jakimi znowu przyjaciółmi? Tylko dlatego zerwałeś z 

Caroline?! Myślałem, Ŝe kochasz Julię!

Sal oskarŜycielskim wzrokiem popatrzył na Mike’a, który łakomie zerkał na 

wielką kanapkę, leŜącą przed nim na talerzu. 

– Jasne, Ŝe kocham – potwierdził. – Przyjaciele mogą się kochać. 

Mike ugryzł pierwszy kęs kanapki i przeŜuwał go przez dłuŜszą chwilę. Sal nic 

nie jadł, tylko patrzył na kolegę jak na wariata. 

– My teŜ jesteśmy przyjaciółmi, Mike. Czy chcesz przez to powiedzieć, Ŝe mnie 

kochasz?

Mike omal nie zadławił się kanapką. 

– Ty, uwaŜaj. Bo ci rozkwaszę nos. 

Sal rozłoŜył tylko ręce w bezradnym geście. 

– Chciałem jedynie sprawdzić, czego mogę się w przyszłości spodziewać. Wiesz, 

kwiaty, czekoladki, płomienne wyznania. Zdaje się, Ŝe wszystko przede mną. 

Mike odstawił szklankę z mroŜoną herbatą, którą musiał popić kanapkę. 

– Bądź powaŜny – upomniał kumpla. 

– Jestem powaŜny. Skoro wy jesteście przyjaciółmi, to znaczy, Ŝe mogę jednak 

oŜenić się z Julią. Dałem jej nawet pierścionek. 

Mike uniósł się gwałtownie. Julia nic mu nie mówiła o pierścionku. 

– Jaki pierścionek? – warknął. 

Sal odzyskał nagle apetyt i wbił zęby w spoczywającą przed nim kanapkę. 

PrzeŜuwał ją długo i starannie. 

– Co za pierścionek, Pomerantz?! – ponaglił Mike. 

– Wiesz co, jak będziesz patrzył na mnie tak groźnie, to się przestraszę i dostanę 

czkawki – powiedział Sal. – Po prostu przyjaźnię się z Julią, tak jak ty. Dałem jej 

jakiś czas temu dziecięcy pierścionek. Lepiej się wtedy poczuła. 

Mike spojrzał nieufnie na kumpla. 

– Kiedy to było? – spytał. 

– Płakała wtedy z twojego powodu – padła odpowiedź. Mike odsunął od siebie 

talerz z kanapką. Poczuł, Ŝe nie jest głodny. 

– Sam nie wiem, co mam robić, Sal – jęknął. – Poradź mi coś. 

Sal równieŜ nie miał ochoty na kanapkę. 

– Co mam radzić? – mruknął. – Nie znam się na babach. Sam coś wymyśl. 

Mike wstał od stolika. 

– Dobrze, wobec tego zapłać rachunek. Ja to zrobię następnym razem. Muszę 

teraz zadzwonić. 

background image

– Do kogo?! – krzyknął za nim zdziwiony Sal. 

– Do matki Julii – dobiegła do niego odpowiedź. 

– Dobrze, to właśnie musimy zrobić. – Ida czuła się jak generał na polu bitwy. 

Mike spojrzał na nią z podziwem. Siedzieli właśnie przy stole w domu 

Cochranow w Sun City Center i Ida przeglądała kalendarz, a takŜe notes z adresami. 

– Potrzebujemy jeszcze jakiegoś pretekstu, Ŝeby urządzić przyjęcie – stwierdziła 

po chwili namysłu. – Masz jakiś pomysł?

Mike podrapał się po nosie. 

– Nie, nic mi nie przychodzi do głowy – stwierdził po zastanowieniu. 

Ida raz jeszcze zajrzała do kalendarza. 

– Mnie teŜ. MoŜe wobec tego zapytamy Jacka. Czasami miewa zupełnie dobre 

pomysły. 

Zawołano Jacka, który przyszedł razem z Aaronem. Trzymali wspólnie jakąś 

budowlę z klocków lego. 

– Fajne, co? – spytał Jack. 

– Tak, bardzo fajne – potwierdziła Ida. – Posłuchaj, Jack, chcemy urządzić 

przyjęcie i potrzebujemy okazji. 

Obaj panowie postawili swoją konstrukcję na stole. Aaron próbował wpasować 

do całości klocek, który im został. Na próŜno. 

– Świetnie – powiedział Jack. – Na przykład jakiej?

– Właśnie o to samo chcieliśmy ciebie spytać – oznajmiła Ida. 

– Źle to robisz, Aaronie. – Jack rzucił się na kolana. – UwaŜaj, bo rozwalisz całą 

bramę. Trzeba delikatnie włoŜyć ten klocek. 

Jack uzupełnił brakujące ogniwo skrzydła bramy i spojrzał z triumfem na 

zebranych. Jedynie Aaron zaklaskał z radości. Pozostali zdradzali dziwne oznaki 

zdenerwowania. 

– Nie podoba wam się budowla? O co wam chodzi?

– Jack, chcemy zorganizować przyjęcie – powtórzyła cierpliwie Ida. 

– Byle nie takie, jak to ostatnie – powiedział stary Cochran. 

– Najadłem się tylko wstydu. 

Mike myślał, Ŝe się zapadnie pod ziemię. 

– Jack, przecieŜ mamy koniec dwudziestego wieku! – wykrzyknęła Ida. – Nie 

chcesz chyba, Ŝeby twoja córka została dziewicą do końca Ŝycia!

Gdyby Julia to słyszała, to chyba zemdlałaby z wraŜenia, pomyślał Mike. Spojrzał 

na Aarona. Mały na szczęście zajęty był klockami lego. Mimo to Mike chrząknął 

ostrzegawczo. 

– A właśnie, wróćmy do tematu – powiedziała jak zwykle czujna Ida. – PrzecieŜ 

chodzi o to, Ŝeby Mike mógł oŜenić się z Julią i nie zamykać się juŜ z nią w łazience. 

Mike poczuł, Ŝe czerwieni się jeszcze bardziej. Chciał coś powiedzieć, wyjaśnić, 

background image

ale nie mógł wydusić z siebie ani słowa. Jack tylko spojrzał na niego groźnie. 

– PrzecieŜ siedemnastego mamy świętego Patryka – przypomniał. – Julia niczego 

się nie domyśli. Zaprosimy rodzinę oraz irlandzkich znajomych. I wszyscy będą 

musieli ubrać się na zielono. 

Ida aŜ zaklaskała w dłonie. 

– Och, Jack! Wiedziałam, Ŝe moŜna na ciebie liczyć! Jeśli tylko uda się 

człowiekowi wyrwać cię ze szponów sklerozy – dodała ze smutkiem. 

background image

ROZDZIAŁ DWUNASTY

– Jaki jest twój ulubiony kolor?

– Fioletowy. Popatrz, Aaron ugrzązł po szyję w tych plastikowych kulkach. 

Mike spojrzał we wskazanym kierunku i pomachał synowi. 

– Nic mu nie będzie – powiedział. – Uwielbia sale zabaw. Czy naprawdę 

powiedziałaś: fioletowy?

Julia poczuła, Ŝe musi jakoś uzasadnić swój wybór. 

– Jestem ruda, a fiolety doskonale pasują do tego koloru włosów – wyjaśniła. 

Mike skinął głową na znak akceptacji. 

– A jakie lody lubisz?

Siedzieli właśnie przy stoliku niewielkiego barku w sali zabaw. Aaron bawił się w 

„suchym basenie”, a oni zajęci byli rozmową. 

– Posłuchaj, Mike, od powrotu z Bostonu wciąŜ zadajesz mi pytania. To trochę za 

duŜo, zwaŜywszy, Ŝe spotykamy się codziennie. 

– MoŜesz odpowiedzieć jeszcze na to?

– Miętowo-czekoladowe – odparła. 

Mike skrzywił się, jakby jadł cytrynę. 

– Obrzydlistwo!

– Widzisz, mówiłam, Ŝe nie pasujemy do siebie. Nie podoba ci się ani mój 

ulubiony kolor, ani smak lodów! Nie ma sensu tego ciągnąć. 

Mike poklepał ją po ręce. 

– AleŜ jest, jest. Kiedy masz urodziny?

– Wiesz co, jutro wydrukuję ci cały mój Ŝyciorys. Mam go u siebie w 

komputerze. 

Mike myślał przez chwilę. 

– Wobec tego teraz trudniejsze pytanie – stwierdził. – Czy sypiasz w moim 

podkoszulku? Nigdy mi go nie zwróciłaś. 

Julia zaczerwieniła się aŜ po korzonki włosów. 

– Nie oczekiwałam takiego pytania od przyjaciela – powiedziała. – Jak chcesz, to 

ci go jutro oddam. 

Spojrzał na nią znacząco. Nie, nie znacząco. Gdyby nie chodziło o Mike’a, 

powiedziałaby raczej: obleśnie. 

– MoŜesz go zatrzymać – rzucił lekko. – Ile masz jeszcze urlopu?

– Co?!

– No, ile masz wolnych dni – wyjaśniał cierpliwie. Julia pokiwała głową na znak, 

Ŝ

e rozumie. 

– Jasne, jasne. Tak szybko zmieniasz tematy, Ŝe trudno za tobą nadąŜyć. – 

Zamyśliła się na chwilę. – Czekaj, sama nie wiem. Z sześć, siedem tygodni. 

– Świetnie. To dla mnie bardzo waŜne. 

background image

– Nie wyobraŜaj sobie, Ŝe z twojego powodu wezmę urlop – powiedziała 

groźnym tonem. 

Mike jednak zrobił nieprzeniknioną minę i spojrzał w stronę Aarona. Chłopiec 

skakał teraz jak Ŝaba na materacu wodnym. 

– Świetna zabawa – stwierdził. – Sam bym sobie poskakał. A jak długi jest urlop 

macierzyński?

Julia poczerwieniała raz jeszcze. Tym razem jednak jej twarz nabrała bardziej 

intensywnych kolorów. 

– Skąd przypuszczenie, Ŝe jestem w ciąŜy?! – spytała zaczepnie. 

Tylko machnął ręką. 

– Wystarczy na ciebie spojrzeć. No to jak?

Julia nie mogła opanować drŜenia rąk. Wiedziała, Ŝe kiedyś będzie musiała 

powiedzieć Mike’owi, ale nie sądziła, Ŝe nastąpi to tak szybko. I w taki sposób. Poza 

tym wciąŜ nie miała pewności. W tym momencie nawet najdokładniejsze testy mogły 

zawieść. 

– Trzy miesiące – odparła. – Przy pierwszym dziecku wynosi trzy miesiące. 

WciąŜ nie wiedziała, czy Mike zgaduje, czy teŜ rzeczywiście domyśla się prawdy. 

Usiłował być wesoły, ale zauwaŜyła cienie pod jego oczami i dziwną bladość. Być 

moŜe myliła się co do niego. MoŜe ta ich „przyjaźń” kosztowała go więcej niŜ ją. 

– Nie przejmuj się, Mike – powiedziała. 

JuŜ był przy niej. Na moment przywarł do jej warg w krótkim, lecz gorącym 

pocałunku. Julia myślała, Ŝe serce wyskoczy jej z piersi. 

– Mike, tu są dzieci! – pisnęła. 

– Wiem – powiedział smutnym głosem. – Gdybyśmy byli sami, wyglądałoby to 

zupełnie inaczej. 

Julia poczuła dziwny ucisk w brzuchu. Chyba domyślała się, jak by to wyglądało. 

Nagle zrobiło jej się bardzo gorąco. 

– Dobrze, wracajmy do pytań – powiedział Mike. – Czy masz rodzeństwo?

Myślała, Ŝe rzuci się na niego z pięściami. 

– Tak, mam rodzeństwo. ZdąŜyłeś je nawet poznać. Na dragie imię mam Marie, a 

na trzecie Monty Python. Uwielbiam czekoladę i kłótnie. Nie znoszę pająków, węŜy i 

facetów z FBI. Kiedyś, kiedy miałam dziewięć lat, naplułam na koleŜankę i 

powiedziałam, Ŝe jak wygada rodzicom, to wyrwę jej włosy z głowy – wyrecytowała 

niczym maszyna. – A teraz, skoro wiesz o mnie juŜ wszystko, to chodźmy razem do 

łóŜka. 

Mike patrzył na nią osłupiały, a następnie wybuchnął śmiechem. JuŜ po chwili 

była w jego ramionach i całowali się jak opętani. Nie widzieli, Ŝe Aaron macha im 

wesoło ze szczytu rury, którą miał zamiar zjechać. Nie widzieli nic. Dopiero kiedy 

nieco się opamiętali, okazało się, Ŝe są otoczeni dziećmi. 

– Zupełnie jak Barbie i Ken! – wykrzyknęła jakaś dziewczynka. 

background image

Ani Julia, ani tym bardziej Mike nie wiedzieli, czy potraktować to jak 

komplement. Mike wciąŜ trzymał ją w swoim Ŝelaznym uścisku. 

– On ją udusi! – wykrzyknęła jakaś starsza pani, zapewne babcia któregoś 

dziecka. 

Julia juŜ chciała powiedzieć, Ŝe nie czuje się ani trochę uduszona, kiedy Mike 

jednym ruchem wyjął swoją odznakę i pokazał ją zebranym. 

– Spokojnie – powiedział. – Jestem z FBI. 

– A potem powiedział: spokojnie, jestem z FBI. WyobraŜasz sobie miny tych 

wszystkich ludzi, a zwłaszcza dzieciaków?

Rosie, najnowsza sympatia Sala, a teraz takŜe nowa przyjaciółka Julii, 

wybuchnęła śmiechem. Obie panie układały właśnie serwetki na stołach. Rosie 

potraktowała bardzo powaŜnie przykazanie Idy, Ŝeby włoŜyć na przyjęcie coś 

zielonego i cała ubrała się na zielono. Wyglądała teraz jak papuga. „Pyle Ŝe była to 

niezwykle smukła, długonoga papuga. 

– To jeszcze nic – mówiła dalej. – Sal opowiadał mi, Ŝe kiedyś musieli się bronić 

klopsikami przed mafią w kuchni jakiejś restauracji. 

Julia poprawiła na głowie zielony melonik. 

– Pewnie to wymyślił – stwierdziła. – ChociaŜ, kto wie. Czasami naprawdę nie 

wiem, czego się po nich spodziewać. Ale wybrałyśmy sobie facetów, co, Rosie?

Rosie pokiwała głową, ale w tym geście nie było Ŝalu. 

– Gorzej pewnie nie mogłyśmy trafić – przyznała. – Ale na pewno nudniej. 

Mówiłam ci, jak poznałam Sala? Przywiózł do szpitala podejrzaną, która zaczęła 

rodzić. WyobraŜasz sobie?

Julia nie miała ochoty rozmawiać o porodach. 

– Tak, Sal jest kochany. Znacznie lepszy niŜ Mike – dodała z Ŝalem. 

Rosie zajrzała jej głęboko w oczy. 

– Zamienisz się? – spytała. 

Wzrok Julii padł na pierścionek, który dostała od Sala. RównieŜ Rosie spojrzała 

w tym kierunku. 

– Sal opowiadał mi tę historię. – Dotknęła lekko ręki Julii. – Popatrz, jest 

doskonały na dzień świętego Patryka. Zafarbował ci palec na zielono. 

Julia skinęła głową. 

– Właśnie dlatego go włoŜyłam. 

Skończyły juŜ układanie serwetek i Julia wzięła talerzyki, z których mieli 

korzystać zaproszeni. 

– PomóŜ mi rozłoŜyć sztućce. Powinny leŜeć w kilku miejscach, Ŝeby goście nie 

tłoczyli się przy stole – powiedziała do Rosie, sama zaś zajęła się ustawianiem 

talerzyków. – Zwykle moja mania zajmuje się wszystkim, ale dzisiaj jest jakaś 

podenerwowana. Sama nie wiem, dlaczego. Rosie machnęła ręką. 

background image

– To nic. Cieszę się, Ŝe mogę ci chociaŜ trochę pomóc. Ty najwięcej tutaj 

zdziałałaś. – Rosie rozejrzała się po pięknie udekorowanym wnętrzu. – No, ale od 

tego ostatecznie są dzieci. 

Julia poczuła, Ŝe coś utknęło jej w gardle. Niechciana łza parzyła jej policzek. 

Pragnęła odwrócić się od Rosie, ale nie mogła. Dziewczyna Sala natychmiast 

zauwaŜyła, Ŝe z Julią dzieje się coś dziwnego, odłoŜyła więc sztućce i przysunęła się 

do niej. 

– Co się stało?

Julia potrząsnęła głową. 

– Nic takiego, Rosie. Po prostu jestem w ciąŜy. Dzisiaj rano znowu zrobiłam 

sobie test i był pozytywny. 

Rosie wyciągnęła ku niej ramiona. 

– JuŜ dobrze. – Pogłaskała ją po głowie. – PrzecieŜ wiem, Ŝe tak naprawdę 

chciałaś tego dziecka. Skontaktuję cię z dobrym lekarzem u siebie w szpitalu. 

Julia spojrzała na Rosie jak na czarodziejkę. 

– Skąd to wiesz? – spytała. 

Rosie uśmiechnęła się do niej promiennie. 

– Doświadczenie – odparła. – Poza tym wystarczy spojrzeć na ciebie i Mike’a, 

Ŝ

eby domyślić się, jak bardzo się kochacie. Mówiłaś mu juŜ o dziecku?

Julia pokręciła głową. 

– Wobec tego jeszcze poczekaj z tą informacją – poradziła jej Rosie. – Idź teraz 

do łazienki, umyj oczy i zrób się na bóstwo. To przecieŜ nie Halloween, tylko twój 

wymarzony wieczór. Poradzę sobie tutaj. 

Julia posłuchała jej, jakby pięć lat od niej młodsza Rosie była tu jakimś 

autorytetem. A moŜe i była? Z pewnością spotkała w swoim Ŝyciu więcej kobiet w 

ciąŜy niŜ cała jej rodzina razem wzięta. 

Z drugiej jednak strony, skąd mogła wiedzieć, Ŝe to ma być jej wymarzony 

wieczór? Julia traktowała to przyjęcie jak kaŜde inne. MoŜe Rosie w ogóle rzadko 

chodziła na przyjęcia i stąd to przekonanie?

Po chwili dotarła do łazienki i spróbowała otworzyć drzwi. Niestety, były 

zamknięte. Ida zwykle wysiadywała tam długie godziny przed przyjęciami. Julia 

przeszła więc do łazienki przeznaczonej dla gości. Właśnie ktoś otwierał drzwi. 

Oczywiście Mike! Miała juŜ dość tych łazienkowych spotkań. Chciała zapytać, co 

tu robi, ale on był szybszy. 

– Cześć, Julio. Co się stało? Wyglądasz, jakbyś płakała. 

– Nie, nie płakałam. Skończyłeś juŜ? – spytała, wskazując drzwi łazienki. 

Mike skinął głową, wciąŜ tarasując jej przejście. 

– MoŜe tak, moŜe nie – mruknął. – Powiedz lepiej, co się stało?

– Nie twoja sprawa – powiedziała ostro, chociaŜ było to oczywiste kłamstwo. 

Następnie, nie zwaŜając na Mike’a, przepchnęła się do wnętrza łazienki. 

background image

Spojrzała w lustro. Tusz do rzęs rozmazał się ohydnie, tworząc długie smugi na 

policzkach. 

Mike wciąŜ stał w drzwiach. 

– MoŜesz je zamknąć? – poprosiła. 

Wszedł do środka i zamknął drzwi na zamek, a następnie spojrzał na Julię. 

– Tak dobrze? – spytał. 

Pokręciła głową. 

– Chodziło mi o to, Ŝebyś zamknął je od zewnątrz – uściśliła. 

– Wobec tego staraj się na przyszłość wydawać jaśniejsze polecenia. Skoro juŜ 

wszedłem, to zostanę. 

Rozsiadł się na stołeczku przy umywalce. Julia wydobyła z szafki waciki i płyn 

do mycia twarzy, a takŜe kosmetyczkę, w której miała ołówek, tusz i inne podobne 

przybory. 

– Powiedz w końcu, dlaczego płakałaś. Z mojego powodu?

– Tak, Mike. Pomyślałam, ile czasu straciłam w twoim towarzystwie i zrobiło mi 

się go Ŝal – powiedziała ze złością. 

– Nie Ŝartuj. Chcesz wiedzieć, ile zimnych pryszniców brałem ostatnio z twojego 

powodu?

Julia odłoŜyła wacik na półeczkę. 

– Dość tego!

Podeszła do drzwi i zwolniwszy zamek, otworzyła je na ościeŜ. 

– Do widzenia!

Mike spojrzał na Julię z urazą, ale posłusznie ruszył we wskazaną stronę. 

– Och, Mike! Tu jesteś – usłyszeli głos Idy. 

– Mamo!

– Julia? No tak, mogłam się domyślić, Ŝe jesteście w którejś łazience. Szukałam 

cię, Mike – wyjaśniła. – Sal właśnie zjada ciasteczka, a Aaron to zobaczył i teŜ chce 

jedno. Mogę mu dać?

– To ładnie z jego strony, Ŝe tylko jedno – powiedział Mike. 

– Na razie jedno – podkreśliła Ida. – Nie moŜesz czegoś zrobić z Salem?

Mike rozłoŜył ręce. 

– Niestety, nie jestem jego szefem. 

Julia nie chciała oglądać dalej tej sceny. Zatrzasnęła drzwi od łazienki i nareszcie 

poczuła się bezpieczna. 

Wszędzie było pełno zieleni. Zielone spodnie, zielone marynarki, zielone suknie i 

zielone nakrycia głowy. Niektóre dzieci miały nawet twarze pomalowane na zielono. 

RównieŜ ksiądz z pobliskiej katolickiej parafii przystroił sutannę na zielono. Tylko 

jedzenie nie było zielone. I nie miało szans się zazielenić, poniewaŜ goście nie 

próŜnowali. 

Na przykład niejaki Sal Pomerantz tak sobie upodobał ciasteczka, Ŝe zagarniał raz 

background image

za razem coraz to nowe ich porcje. Aaron patrzył na niego z wzrastającym podziwem, 

zaglądając co jakiś czas do plecionych półmisków i sprawdzając, czy starczy teŜ dla 

niego. 

Na kanapie siedzieli mama i tata, niczym para papuŜek nierozłączek, i pełnili 

honory domu. Julię zawsze zdumiewało to, Ŝe udawało im się z sukcesem urządzać 

przyjęcia, na których spotykały się tak róŜne osoby, jak na przykład dzisiaj. Ciekawe, 

czy byliby zadowoleni, gdyby dowiedzieli się, Ŝe ich córka jest w ciąŜy?

Ktoś chwycił ją od tyłu za rękę. Od razu poznała ten profesjonalny uchwyt. 

– Przestraszyłeś mnie, Mike – skarciła go. 

– Nie widziałaś Aarona? – spytał. – Właśnie go szukam. 

– Niepotrzebnie. Cały czas chodzi za Salem jak zaczarowany. Za kaŜdym razem, 

kiedy go widzę, myślę sobie: jakie to ładne dziecko. 

– Kto? Sal?

– Nie, Aaron. 

– Nasze będą jeszcze ładniejsze – zapewnił ją, a Julia poczuła, Ŝe serce podeszło 

jej do gardła. – Chcesz sprawdzić?

Mogła odpowiedzieć, Ŝe juŜ nie potrzebuje, ale jedynie pokręciła głową. 

– Nic z tego, Mike – powiedziała. – Wiesz, Ŝe mam swoją pracę. Poza tym 

jesteśmy tylko przyjaciółmi. 

Mike spojrzał znacząco w jej oczy, a potem szepnął do ucha:

– Chodźmy na zewnątrz. – Julia poczuła na szyi jego gorący oddech. 

Dała się poprowadzić w stronę patio. Pomyślała, Ŝe tak będzie lepiej. Nie ma się 

co męczyć. Powie mu juŜ teraz. 

– Mike, chciałabym... – zaczęła, kiedy otoczył ich wieczorny półmrok. 

– Nie, teraz ja – przerwał jej. – Przez ostatnie tygodnie zamęczałem cię róŜnymi 

pytaniami, waŜniejszymi i mniej waŜnymi. Ale ostatnie, to najwaŜniejsze, zostawiłem 

na teraz. 

Julia zmarszczyła brwi. 

– Słucham, Mike? 

Mike spojrzał na zegarek. 

– Do licha, nie mamy zbyt duŜo czasu. Zaraz podadzą ciasta. 

– Ciasta? Jakie ciasta?

– NiewaŜne. Jeśli idzie o twoją pracę, wcale nie musisz z niej rezygnować. 

Ostatnio doszedłem do wniosku... Wiesz, ten przymusowy celibat zmusił mnie do 

przemyślenia pewnych rzeczy... Więc doszedłem do wniosku, Ŝe to wcale nie praca 

Tory nas rozdzieliła. Chodziło raczej o... jak się to nazywa?... RóŜnicę charakterów. 

Rozumiesz, o co mi chodzi?

– Tak, ale miałeś zadać jakieś pytanie. Uspokoił ją gestem ręki. 

– Zaraz do niego dojdę – powiedział. – Natomiast jeśli idzie o Caroline, to 

chciałem się z nią oŜenić, poniewaŜ wydawało mi się, Ŝe tak będzie lepiej dla Aarona. 

background image

Rozumiesz, chciałem mu dać matkę. Ale tak naprawdę to jej nie kochałem. To 

znaczy, lubiłem ją, ale wiesz, to nie wystarczy. 

Julia poczuła ukłucie w piersi. CzyŜby chciał powiedzieć, Ŝe jej równieŜ nie 

kocha? A w kaŜdym razie „nie kocha jej tak naprawdę”?

– Pytanie, Mike. Czekam na twoje pytanie – przypomniała. Chwycił ją za rękę. 

– Właśnie, Julio. Wiem, Ŝe wiele kobiet cierpiało z mojego powodu. 

A ja będę następną, pomyślała. 

– Wiele kobiet cierpiało – powtórzył – ale chciałbym, Ŝeby to się skończyło. 

Teraz, kiedy znalazłem ciebie. Czy mogę cię prosić o rękę?

Julia spojrzała na jego wyciągnięte ramię. 

– Co? Drugą? – spytała mało przytomnie. 

Mike puścił natychmiast jej dłoń. 

– To powaŜna sprawa powiedział. – Czy wyjdziesz za mnie? Potrząsnęła głową, 

myśląc, Ŝe zachowują się trochę jak postaci z jakichś starych filmów. 

– Mike, to zdarzyło się tak nagle. Nie mogę od razu odpowiedzieć. 

Spojrzał na nią całkiem zaskoczony. 

– Nagle? Po tym, co robiliśmy w tych wszystkich łazienkach?! Jak w ogóle 

moŜesz tak mówić?

Julia zasłoniła dłonią usta, chcąc stłumić chichot. 

– Wiesz, myślałam o czymś innym. Znamy się, niestety, niecały miesiąc... 

– Mnie wystarczy. Wyjdziesz za mnie?

W tym momencie zapomniała o tym, Ŝe jest w ciąŜy. Starała się tylko skupić na 

tym, co dotyczyło ich związku. Szukała tego, co moŜe być gwarancją jego stabilności 

i pewności. Szukała, ale nie mogła znaleźć nic poza miłością. Czy to wystarczy? 

Nagle coś ją zaniepokoiło. 

– Co tam się dzieje, Mike?

– Nic takiego. 

– PrzecieŜ widzę, Ŝe coś się dzieje – naciskała. – Nagle zrobiło się jakoś cicho. 

– Wydaje ci się – mruknął, ale jednocześnie na jego ustach pojawił się jakiś 

dziwny uśmieszek. 

– Oj, Mike. Coś knujesz. 

– Przypominam, Ŝe nie odpowiedziałaś jeszcze na moje pytanie. – Zerknął 

nerwowo w stronę domu. 

Julia rozłoŜyła ręce w bezradnym geście. 

– Nie mogę ci jeszcze odpowiedzieć, Mike. To świetnie, Ŝe się zgadzasz, abym 

miała Ŝycie zawodowe. Ale przecieŜ pracujesz dla FBI. Co będzie, jak cię gdzieś 

przeniosą?

To powinien być argument decydujący. Mike z powagą pokiwał głową, ale nie 

wyglądał na zbytnio zmartwionego. 

– Rozmawiałem o tym z moim szefem. – Popatrzył jej w oczy. – Zagwarantował 

background image

mi, Ŝe zatrzymają mnie tutaj jeszcze trzy lata. To duŜo czasu, Julio. Wiele się moŜe 

zmienić. 

Julia skinęła głową. Nadeszła chyba pora, Ŝeby zdradzić wszystkie sekrety. Mike 

powiedział juŜ chyba, co miał do powiedzenia. 

– Wiele się juŜ zmieniło – zauwaŜyła. Spojrzał na nią nieufnie. 

– Co chcesz przez to powiedzieć?

– Jestem w ciąŜy. 

Mike poczerwieniał na twarzy i nadął się niczym balon. Myślała, Ŝe za chwilę 

eksploduje. Co zresztą nastąpiło. 

– Jesteś w ciąŜy?! – ryknął tak, Ŝe było go chyba słychać w całym mieście. 

– Doskonale się składa, Ŝe chcesz się ze mną oŜenić, prawda? – spytała. 

Kątem oka zobaczyła tłum osób, które przepychały się w drzwiach prowadzących 

na patio. 

– Kiedy to się stało? Wtedy w łazience? – upewnił się, podchodząc bliŜej do Julii. 

Nie pozwoliła mu się objąć i pocałować. Nie odpowiedziała teŜ na jego pytanie. 

Wymknęła mu się i wskazała gestem dom. 

– Mamy towarzystwo. 

Goście wysypali się z domu i ustawili niemal równym szpalerem na patio. Mike 

patrzył na nich, jakby nie wiedział, kim są i skąd się tu wzięli. 

– Ona jest w ciąŜy – oznajmił, wskazując Julię. – Wkrótce się pobieramy. 

– Tego nie powiedziałam – zaprotestowała Julia. 

W tym momencie z tłumu wybiegł Jack i zamachał rękami. 

– Hej, Mike! Nie zapomniałeś czegoś? 

Mike spojrzał w osłupieniu na ojca Julii. 

– PrzecieŜ mówiłeś, Ŝe mogę się z nią oŜenić?

– Ciasta, stary! Ciasta! – przypomniał mu Jack Cochran. 

– Aa! – Mike uderzył się dłonią w czoło. – Zupełnie zapomniałem. 

Nikt poza Julią się nie zdziwił. Wszyscy wiedzieli o ciastach. To był jakiś 

cholerny spisek. 

– Co to za ciasta? – spytała nieufnie. Mike uśmiechnął się szeroko. 

– Przygotowałem dla ciebie ciasto. I sam je dekorowałem – pochwalił się. – A 

drugie dekorował Aaron. 

Julia popatrzyła na Mike’a ze zdumieniem. 

– Zrobiliście dla mnie ciasta?!

– Tak. Chcesz je zobaczyć?

Nie czekając na odpowiedź, wziął ją za rękę i zaprowadził do wnętrza domu. 

Stojący na patio goście rozstąpili się, robiąc im drogę. Julia zauwaŜyła, Ŝe jej matka 

wyciera sobie oczy chusteczką, ale nie miała pojęcia dlaczego. 

– Nie widzę Ŝadnych ciast – powiedziała, gdy znaleźli się na sali. – Chyba nie 

musimy iść do łazienki?

background image

Mike pokręcił głową. 

– Nie, nie musimy. 

Rosie i Sal Pomerantz, którzy stali przy stole, rozstąpili się, ukazując dwa wielkie 

ciasta, jedno okrągłe, a drugie prostokątne, fioletowego koloru. Aaron podszedł do 

niej i wziął ją za rękę. Julia poczuła, Ŝe chce jej się płakać. 

– Będzieś moją mamą? – usłyszała obok głos Aarona. Wzięła go na ręce i 

wszyscy troje przytulili się do siebie. 

– Kocham was – szepnęła. – Nawet nie sądziłam, Ŝe tak bardzo. Kiedy postawiła 

Aarona na podłodze, natychmiast zaczął ją ciągnąć w stronę ciast. 

– Julio, Aaron zadał ci pytanie – powiedział Mike. – DuŜym chłopcom nie musisz 

odpowiadać, ale małym powinnaś. 

Julia potoczyła wzrokiem po zebranych, a następnie przykucnęła przy Aaronie. 

– Tak – powiedziała. – Będę twoją mamą. 

Mike odetchnął z ulgą. Zebrani zaczęli klaskać. Ida wybuchnęła płaczem, więc 

mąŜ musiał ją uspokajać. W sali powstał zamęt. Mike i Aaron podprowadzili Julię do 

stołu. 

– Pszecitaj! Pszecitaj! – wykrzyknął. – Ten oklągły mój! – wykrzyknął Aaron. – 

Sam mówiłem tacie, co napisiać. 

Na okrągłym cieście widniał napis: „Mike kocha Julię”. 

– A to prostokątne jest moje – dodał Mike. 

Na prostokątnym cieście Mike napisał po prostu: „Kocham cię, Julio”. 

– Och, Mike! – Rzuciła się w jego ramiona. 

– Moje jest czekoladowo-miętowe – szepnął jej do ucha. – Tylko Aaron nie dał 

się przekonać, Ŝe ktoś moŜe jeść coś takiego. 

– Dzięki, Mike. 

– Więc jak? MoŜe odpowiesz teŜ na moje pytanie? Teraz nie musiała juŜ się 

zastanawiać. 

– Tak, Mike. Wyjdę za ciebie. 

– To świetnie, bo inaczej nic by nie wyszło z naszego zaręczynowego przyjęcia – 

powiedział. – Goście byliby rozczarowani. 

– Zaręczynowego przyjęcia?! – powtórzyła, rozglądając się dokoła. – Czy 

wszyscy, a w szczególności moja matka, wiedzieli, Ŝe to jest zaręczynowe przyjęcie? 

– spytała groźnie. 

Mike uśmiechnął się i skinął głową. 

– Tak. Nawet mam dla ciebie pierścionek. 

Z wewnętrznej kieszeni marynarki wyjął niewielkie pudełeczko, w którym 

znajdował się prawdziwy złoty pierścionek z diamentem. 

– Pozwolisz, Ŝe zwrócę ten stary właścicielowi. – Mike zdjął z palca Julii 

dziecinny pierścionek. – Sal moŜe go teraz potrzebować. 

Rosie przytuliła się do Sala. Ida wybuchnęła jeszcze głośniejszym płaczem. Julia 

background image

natychmiast spojrzała w jej stronę. 

– Wiesz co, Mike, zgodziłam się za ciebie wyjść i nie wypada mi się wycofywać –

powiedziała. 

– Masz rację – przytakną! natychmiast. 

– Chciałabym tylko postawić jeden warunek. Wyjdę za ciebie, jeśli pomoŜesz mi 

zabić matkę – oświadczyła. – Sama jakoś nie mogę tego zrobić. 

Mike spojrzał na Julię, potem na Idę, a potem znowu na Julię i wybuchnął 

ś

miechem. 

– Chyba jej daruj tym razem. Gdyby nie Ida, nigdy byśmy się nie poznali. Mam 

lepszy pomysł. 

– Jaki?

Mike pochylił się nad Julią. 

– Chodźmy lepiej do łazienki – szepnął wprost do jej ucha.