background image

 

 

Barbara McMahon 

 

 Kłopoty z Candee 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

 

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

 

Dostrzegła go, gdy tylko wyszła z samolotu. Trudno go było nie 

zauważyć, zwłaszcza że poza nim, w zasięgu wzroku, nie było żywej duszy. 

Pozostali pasażerowie dawno poszli, każdy w swoją stronę, a hala przylotów 

świeciła pustkami. Bramka, na końcu prowadzącego do niej korytarza, stała 

otworem. Candee i dwaj towarzyszący jej ochroniarze byli ostatnimi 

pasażerami opuszczającymi pokład samolotu. Jedynie załoga pozostała w 

tyle. 

Na wprost niej, niedbale opierając się o pulpit przy kasie, stał ideał 

mężczyzny. Brad Pitt, Andre Agassi i Bruce Willis razem wzięci albo 

kwintesencja tego, co najlepsze w każdym z nich. Połączenie ich trzech w 

jednym doskonałym ciele. Nie był co prawda aż tak wysoki, jak 

towarzyszący jej ochroniarze, ale miał co najmniej sto dziewięćdziesiąt 

centymetrów wzrostu. Candee, stojąc naprzeciw niego na wysokich 

obcasach, czuła się jak krasnal, mimo że nie należała do niskich kobiet, 

miała bowiem sto siedemdziesiąt pięć centymetrów wzrostu. 

Na pierwszy rzut oka wyglądał jak kowboj. Miał mocno zdarte buty, 

wyblakłe, niemal prześwitujące na kolanach dżinsy. Podniosła wzrok. 

Niebieska koszula, szerokie ramiona, ciemny filcowy kapelusz przesunięty 

zawadiacko do tyłu. Przez chwilę miała nadzieję, że mężczyzna okaże się 

przedstawicielem stanu Kolorado, którego przysłano, aby odebrał ją z 

lotniska. Był bardzo przystojny... 

Zdradziły go oczy. Ciemnobrązowe, bacznie przyglądające się 

otoczeniu, przeszywające wszystko i wszystkich wnikliwym spojrzeniem. 

Gdy zatrzymały się na niej, poczuła na twarzy jakby muśnięcie, niemal 

RS

background image

 

dotyk. Zadrżała z przejęcia. Powinna była się dawno przyzwyczaić do tego 

rodzaju badawczych spojrzeń. W ciągu ostatnich kilku miesięcy co najmniej 

sześć par męskich oczu przyglądało jej się w podobny sposób. Jej życie 

wywróciło się do góry nogami, a ona zastanawiała się, czy kiedykolwiek 

wróci do normy. 

Było jednak w tym nieznajomym mężczyźnie coś innego, niewątpliwie 

wyjątkowego, choć nie była jeszcze pewna, czy to „coś" jej się podoba. Do 

żadnego z jego poprzedników nie poczuła od pierwszego wejrzenia tak 

silnego pociągu fizycznego. Byli po prostu zwykłymi facetami, 

wyznaczonymi przez prokuraturę do dbania o jej bezpieczeństwo. Czym on 

różnił się od nich... ? 

Choć szybko odwrócił wzrok, wiedziała, że doskonale zapamiętał 

najmniejszy szczegół jej twarzy. Dwaj idący u jej boku mężczyźni nie 

zwolnili nawet kroku, gdy go mijali. 

- Druga toaleta - wyszeptał, ledwie poruszając ustami. 

Gdyby nie była na to przygotowana, prawdopodobnie w ogóle nie 

usłyszałaby tego szeptu. Ale ostatnio stała się bardzo wyczulona na różne 

drobiazgi, na które nigdy wcześniej nie zwróciłaby uwagi. Podobno 

obcowanie z przemocą wyostrza zmysły. 

Czy to możliwe, żeby był jej nowym „opiekunem"? -zastanawiała się, 

próbując dotrzymać kroku ochroniarzom, którzy zazwyczaj chadzali szybko, 

rzadko gdziekolwiek przystając. Od miesięcy jej życie polegało na próbie 

dotrzymania im kroku. Mieli oczywiście powody, żeby się spieszyć. Starali 

się chronić jej życie i zadbać o to, by bezpiecznie dotarła do celu swej 

podróży - czekającej na nią kryjówki. A każde zaniedbanie z ich strony 

narażało ją na niebezpieczeństwo. 

RS

background image

 

W ciągu ostatnich dwóch dni mnóstwo obcych ludzi przekazywało ją 

sobie z rąk do rąk. W ciągu tych dni spędziła w samolocie więcej godzin niż 

niejeden wytrawny pilot w ciągu miesiąca. Wielokrotnie przekroczyła strefy 

czasowe, zapominała o jedzeniu bądź przesypiała godziny posiłków. A 

wszystko po to, by zgubić swoich prześladowców. Była wykończona 

biegiem wydarzeń i zirytowana takim obrotem spraw. Pomimo obaw i lęku, 

jaki czuła, miała serdecznie dosyć tego życia na wariackich papierach. 

Gdyby tylko mogła cofnąć czas, żyłaby dzisiaj normalnie. 

A może się myliła co do tego faceta? Może nie był kolejnym 

wyznaczonym przez sąd opiekunem, który miał dbać o jej bezpieczeństwo 

przez najbliższe tygodnie? Oczywiście tylko do czasu procesu, na którym 

miała zeznawać jako świadek koronny. Jeśli jednak nim był, to z pewnością 

w niczym nie przypominał swoich poprzedników. Tamci nosili ciemne 

garnitury, on zaś wyglądał tak, jakby właśnie wrócił z pastwiska. Tamci byli 

wysocy, milczący i w swych ciemnych garniturach bardzo do siebie 

podobni. On wyglądał zupełnie inaczej. Opalony, umięśniony i męski. 

Potrząsnęła głową i przetarła oczy. Czuła, że powieki ma spuchnięte z 

braku snu. Była prawie nieprzytomna ze zmęczenia. 

Candee Adams widziała całe rzesze równie seksownych, opalonych i 

atrakcyjnych mężczyzn na plażach Miami. Byli bardzo dumni ze swoich 

doprowadzonych do połysku i perfekcji brązowych, wysportowanych ciał. 

Ten nie kończący się pokaz męskiej urody przestał wywierać na niej 

wrażenie wiele lat temu. A teraz jakiś wystrojony kowboj miałby zwrócić jej 

uwagę? Najwyraźniej była zbyt zmęczona, by trzeźwo myśleć. 

Pomimo to wiedziała, że i tak zainteresowałaby się, gdyby przechodził 

obok. Ubrany lub nie! 

RS

background image

 

- Zaczekamy tutaj, pani Adams - powiedział jeden z towarzyszących 

jej mężczyzn. 

Nazywał się chyba Bruce Champion... Zbyt duża liczba nazwisk i 

twarzy, które przewinęły się w ciągu ostatnich dni, sprawiła, że Candee 

miała w głowie mętlik. Była tak wyczerpana, że gdyby mogła, to pewnie 

zaraz by się położyła i spałaby chyba przez najbliższy tydzień. 

- Powodzenia - dodał drugi z nich, przyglądając się badawczo twarzom 

pasażerów przebywającym w hali lotniska. 

Wzruszyła ramionami i skierowała się w stronę toalety. Miała ochotę 

opłukać twarz i zmyć z niej ślady zmęczenia. Nie była w stanie przypomnieć 

sobie, kiedy ostatnio leżała w łóżku... 

- Candee Adams? - zapytała kobieta o bardzo podobnej do niej 

fizjonomii i mniej więcej w tym samym wieku. Weszła do toalety, czujnie 

rozglądając się dookoła. 

- Tak, to ja - odpowiedziała, czując nagły przypływ strachu. Odwróciła 

się, żeby sprawdzić na wszelki wypadek, czy ma wolną drogę ucieczki. 

- Sierżant Sally Montgomery - powiedziała nieznajoma, wręczając 

Candee swoją legitymację. 

Minęło trochę czasu, zanim była w stanie przyjrzeć się zdjęciu i 

dokładnie prześledzić dane, widniejące na odznace. Gdy już to zrobiła, 

pokiwała twierdząco głową i zwróciła dokument jego właścicielce. Nagły 

przypływ adrenaliny całkowicie ją rozbudził i usunął z twarzy ślady 

zmęczenia znacznie skuteczniej, niż zrobiłaby to woda. Teraz była już czuj-

na i mogła trzeźwo myśleć. 

- Niech pani pójdzie za mną. Tam jest wolna kabina. Zmieścimy się 

obydwie. 

RS

background image

 

Zaciekawiona Candee podążyła za nieznajomą. Nikt ich nie zauważył. 

Ostatnie z przebywających w toalecie kobiet wyszły, zostawiając je same w 

olbrzymim pomieszczeniu. 

- Jak sądzę, nie zna pani planu - powiedziała Sally, gdy tylko weszły 

do kabiny. 

Candee przecząco pokręciła głową. Nie wiedziała, co miało stać się 

dalej. Wiedziała tylko tyle, że w kabinie jest ciasno i duszno. 

- Jakiego planu? - zapytała znużonym głosem. 

- Zamienimy się ubraniami. Kiedy wyjdę z toalety, odejdę z Dougiem i 

Bruce'em, a pani odczeka dwie minuty i dołączy do Mike'a Blacka, który 

będzie czekał przed drzwiami. Jest za panią odpowiedzialny. 

- Mike Black? Jak wygląda? - spytała Candee, powoli rozpinając 

bluzkę. 

Kolejny plan. Powinna była już dawno do nich przywyknąć. 

Normalność stała się ostatnio w jej życiu czymś wyjątkowym. Czyżby już 

bezpowrotnie? 

- Sto dziewięćdziesiąt centymetrów wzrostu. Brunet -powiedziała z 

uśmiechem Sally. - Stał przy bramce, gdy wychodziła pani z samolotu. 

Chciał się upewnić, że panią rozpozna. Proszę się pospieszyć. Nie mamy co 

prawda powodu przypuszczać, że ktokolwiek dotarł tu za panią, ale na 

wszelki wypadek nie chcę wzbudzać podejrzeń. 

Obydwie przebrały się w pośpiechu. Candee pozbyła się swego 

czerwonego kostiumu z krótką spódnicą, która odsłaniała jej nogi. Teraz 

miała na sobie wytarte, obcisłe dżinsy i luźną, bawełnianą koszulę, w której 

podwinęła rękawy. 

RS

background image

 

- Proszę związać włosy - powiedziała Sally, czesząc swoje i próbując 

ułożyć je w taki sposób, aby przypominały fryzurę Candee. 

- Nie jesteśmy aż tak bardzo do siebie podobne - powiedziała Candee, 

ale posłusznie wyciągnęła dłoń po gumkę, którą podała jej Sally. 

- Na wszelki wypadek założę okulary słoneczne. Nie mamy pewności, 

czy ktoś nas obserwuje, czy nie, ale jeśli obserwuje, to zmylimy go na tyle, 

żeby mogła pani wraz z Mikiem bezpiecznie się oddalić. Miejmy taką 

nadzieję. Myślę jednak, że przy odrobinie szczęścia dawno już pani ich zgu-

biła. Gotowa? 

Candee pokiwała głową. Ostatnie sześć miesięcy wydawały jej się być 

snem na jawie. To dzisiejsze doświadczenie nie było niczym nowym. Oto 

sytuacja jedna z wielu w jej wywróconym do góry nogami życiu. 

- Gotowa - odparta i dodała: - Jak zawsze. 

- Proszę się nie martwić. Mike to profesjonalista. Jeszcze nigdy nie 

stracił świadka. Poza tym, chętnie bym się z panią zamieniła. Trzy tygodnie 

w towarzystwie najbardziej rozchwytywanego kawalera w okolicy. 

Szczęściara z pani. 

Candee uśmiechnęła się uprzejmie i skinęła głową. 

Uśmiech zniknął z jej twarzy, gdy tylko za Sally zatrzasnęły się drzwi. 

Oparła się o zimną ścianę. Cisza panująca w pomieszczeniu huczała jej w 

głowie. Tak, rzeczywiście miała cholerne szczęście... Była świadkiem 

morderstwa, jacyś ludzie ścigali ją, by upewnić się, że nie będzie mogła 

zeznawać, nie widziała domu od pięciu miesięcy. Niewinna osoba została 

ranna, gdy jedna z kolejnych bezpiecznych kryjówek została odkryta przez 

jej prześladowców. Próbowali podłożyć bombę. Jej przyjaciele 

RS

background image

 

najprawdopodobniej umierali z niepokoju o nią. Martwiła się też o sklep. 

Już od kilku lat była menedżerem i wreszcie otwierała się przed nią 

perspektywa zostania współwłaścicielką sklepu. Nie wolno jej zmarnować 

tej szansy. Czyżby jednak mogło coś stanąć na przeszkodzie jej planom? Nie 

miała rodziny, która by się o nią martwiła i o którą ona musiałaby się 

martwić i to był chyba jedyny pozytywny aspekt zaistniałej sytuacji. 

Przynajmniej wciąż żyjesz, pomyślała. I to jest twoje szczęście. 

Spojrzała na zegarek. Chyba minęło już kilka minut od rozstania z 

Sally. Wzięła głęboki oddech. Wyszła z łazienki i prawie zderzyła się z 

Mikiem Blackiem. 

- Myślałem, że już będę musiał pofatygować się do damskiej toalety - 

powiedział, obejmując ją ramieniem i w pośpiechu kierując ją do wyjścia, 

jakby byli już bardzo spóźnieni. 

- Czy nie powinnam zerknąć na pana odznakę? - zapytała, nie mogąc 

złapać tchu z powodu tempa, jakie narzucił, ale chyba też z powodu jego 

dotyku i cudownej bliskości. Poczuła się otulona ciepłem, które biło od tego 

mężczyzny. Ręka Mike'a spoczywała ciężko na jej ramieniu, silna i mocna, a 

dreszcz, który ją przeszył, nie miał bynajmniej nic wspólnego z zimnem. 

Oto szedł przy niej mężczyzna, który miał bronić jej, zadbać o to, by 

przetrwała te najbliższe tygodnie, aż do procesu. Sprawiać, by czuła się 

bezpieczna. 

- Bystra z pani dziewczyna, ale tutaj nie mogę wyjąć odznaki. Sally nie 

mówiła pani, jak mnie rozpoznać? 

- Właściwie od razu po wyjściu z samolotu zorientowałam się, że jest 

pan tym, kim jest. Myślałam tylko, że dobrzy chłopcy noszą białe kapelusze. 

RS

background image

 

Czarny filcowy kapelusz Mike'a był głęboko nasunięty na czoło, 

prawie całkowicie zakrywając mu oczy i sprawiając, że obserwowanie 

okolicy było łatwiejsze i nie wzbudzało podejrzeń. 

- Tak jest tylko w Hollywood. W rzeczywistości, to źli chłopcy noszą 

białe kapelusze dla niepoznaki. Miała pani udany lot? - zapytał, gdy 

przeciskali się przez tłum ludzi, witających przybywających pasażerów lub 

żegnających ze łzami w oczach przyjaciół i ukochanych. 

Mike spokojnie i metodycznie przesuwał się wzdłuż terminalu. I choć 

przyspieszył kroku, starał się iść tak, żeby nie zwracać na nich uwagi. 

- Udany lot? Który? Wyruszyłam z Miami we wtorek. Od tego czasu 

widziałam więcej lotnisk, niż marzyłam, że kiedykolwiek w życiu zobaczę. 

Przebyłam w powietrzu tyle kilometrów, ile niektórzy w ciągu całego 

swojego życia. I nie dostałam za to nawet zniżki na przyszłe loty. 

Mike nieustannie i bacznie obserwował kłębiący się wokół nich tłum. 

Nagle nieoczekiwanie zepchnął ją z drogi spieszącemu się i nie 

zważającemu na nikogo mężczyźnie, który kierował się na drugą stronę 

terminalu. 

- Oho! - Gwałtownie przyciągnął ją do siebie, objął ramieniem, 

pochylił się i pocałował. 

Próbowała złapać oddech, a jej oczy były szeroko otwarte ze 

zdziwienia. Usta Mike'a, ciepłe i jędrne, delikatnie dotknęły jej ust. Rondo 

jego kapelusza zasłoniło ich i Candee poczuła się tak, jakby nagle znalazła 

się w ukryciu. Całując ją, jednocześnie powoli obracał się, aż do momentu, 

gdy jej plecy dotknęły ściany. Osłonięta od tłumu jego ciałem, zbyt 

oszołomiona, by się poruszyć, mogła jedynie pozostać bez ruchu w jego 

ramionach i czuć, jak ciepło jego ciała rozpala ją. Czuła siłę jego ramion 

RS

background image

 

przyciągających ją do siebie i dziwną, pulsującą moc, która biła od niego. 

Cały czas nie opuszczała ją świadomość intymności tego pocałunku, 

zupełnie jakby czas się zatrzymał, a ona odpłynęła w krainę marzeń. 

Mężczyźni nieraz mówili jej, że jest ładna. Prawili komplementy na 

temat jej jasnoblond włosów, błękitnych oczu, nieskazitelnej cery, którą 

odziedziczyła po babci. Jednak nikogo nigdy nie oczarowała tak bardzo, by 

chciał całować ją po kilku minutach od chwili poznania. 

Mike odsunął się nieznacznie. Miał poważny wyraz twarzy. Spojrzał 

na nią, po czym przeniósł wzrok na drzwi z napisem: Wstęp wzbroniony. 

- Chodźmy. - Chwycił ją za rękę i pchnął w stronę tych drzwi. 

Otworzył je i szybko zamknął za nimi. Znaleźli się w długim korytarzu i 

Mike znowu przyspieszył kroku. 

- Do diaska! Czy możemy choć na moment zwolnić? - Candee 

próbowała złapać oddech. - Czy możemy choć troszkę odpocząć? - 

domagała się odpowiedzi. 

- Nie teraz, pani Adams. Nie chcę tracić ani chwili. Pani Adams? - 

zdziwiła się w duchu. Przed sekundą ją całował, a teraz nagle stał się taki 

oficjalny. Dlaczego? 

- Nie nazwałabym tego traceniem czasu... chodzi o udzielenie mi kilku 

odpowiedzi na ważne pytania. - Miała problem z mówieniem i łapaniem 

tchu jednocześnie. 

Nieznacznie zwolnił, pokiwał twierdząco głową, zerkając jednocześnie 

do tyłu na pusty korytarz. 

- Co chciałaby pani wiedzieć? 

- Ten pocałunek na przykład... 

RS

background image

 

10 

- Wydawało mi się, że ktoś nas zauważył i chciałem sprawdzić, co się 

stanie, gdy na chwilę się zatrzymamy. Poza tym, to część obmyślonej przez 

nas strategii. 

- Strategii...? - Korytarz wydawał się nie mieć końca. Zawahał się na 

moment, po czym wzruszył ramionami. 

- Zatrzymamy się na ranczu, a tam wszyscy myślą, że jesteśmy 

zaręczeni. 

- Zaręczeni?! To szaleństwo! Nie możemy być zaręczeni. Przecież 

dopiero się poznaliśmy. 

- To tylko tak zwana przykrywka, pani Adams. Fikcja, a nie 

rzeczywistość. Spędzimy najbliższe trzy tygodnie na ranczu. Nikt tam nie 

wie, że jest pani tak zwanym koronnym świadkiem objętym ochroną. 

Wszyscy sądzą, że jest pani moją narzeczoną. 

- To wszystko? To ten wielki plan, mający zapewnić mi 

bezpieczeństwo, aż do czasu gdy będę zeznawać? - Zatrzymała się i 

wyrwała rękę z jego dłoni. 

On też stanął, spojrzał na nią i uśmiechnął się lekko. 

- Tak. To wszystko. 

Serce Candee nagle zabiło mocniej. Zauważyła, że miał śliczny, mały 

dołeczek w lewym policzku. Wpatrywała się w niego jak zahipnotyzowana. 

Był nie tylko zabójczo przystojny, męski w takim dobrym staroświeckim 

stylu, jaki nieczęsto spotykało się w Miami, seksowny jak diabli - ale miał 

też dołeczek w policzku! A ona zdecydowanie miała słabość do facetów z 

dołeczkami. Zdała sobie nagle sprawę, że jest w niebezpieczeństwie. Innym 

niż to, które mogło ją spotkać ze strony starających się odnaleźć ją 

RS

background image

 

11 

przestępców z Miami, ale jednak w niebezpieczeństwie - groziła jej bowiem 

całkowita utrata rozsądku. 

A przecież w jej życiu nie było czasu na związek, zwłaszcza na 

związek z kimś, kto mieszkał tysiące kilometrów od jej domu i zapewne 

takie kobiety jak ona pożerał na śniadanie. Miała plany na przyszłość, które 

nie przewidywały zamążpójścia. Przynajmniej na pewno nie w najbliższym 

czasie. Poza tym to była jedynie gra - przykrywka - żeby dbać o jej 

bezpieczeństwo. 

I gdy już to wszystko sobie dokładnie przemyślała, uspokoiła się nieco 

i pocieszyła się myślą, że ta gra potrwa zaledwie trzy tygodnie. A tyle to ona 

na pewno wytrzyma. 

- Ruszamy - powiedziała. - Szkoda czasu. 

Kilka minut później znaleźli się pod gołym niebem i wdychali zimne, 

poranne powietrze. W oddali Candee dojrzała zarys centrum Denver. Na 

lewo od drapaczy chmur wyrastało pasmo Gór Skalistych. Zatrzymała się, 

tym razem z ciekawości, i ponownie zabrała rękę z jego dłoni. Z zachwytem 

w oczach wpatrywała się w piękny krajobraz. 

- Czy coś się stało? - Odwrócił się i rozejrzał wokół. Nie zauważywszy 

nic nadzwyczajnego, spojrzał na nią pytająco. 

- Góry Skaliste! Tam na wprost! - Wskazała palcem, zupełnie 

zapominając o zmęczeniu i niebezpieczeństwie, oddając się przyjemności 

podziwiania słynnego pasma górskiego. Odległe, ostre wierzchołki pokryte 

były śniegiem. Te bliższe, łagodne i zaokrąglone - porośnięte drzewami. 

Wyciągnęła dłoń i W krystalicznie czystym powietrzu poczuła, że prawie 

ich dotyka. 

RS

background image

 

12 

- Pani Adams, te góry są tutaj od zawsze i będą jeszcze długo po naszej 

śmierci. Nie musimy oglądać ich właśnie teraz. Ale jeśli sprawi to pani 

przyjemność, to dodam, że już za kilka minut znajdziemy się w samym ich 

sercu. Chodźmy. Jeśli widziałem na lotnisku kogoś zainteresowanego pani 

osobą, to nie chciałbym tu czekać, aż nas znajdzie. 

- Zauważył pan kogoś? - spytała. 

Znów musiała prawie biec, by dotrzymać mu kroku. Co się działo z 

tymi ochroniarzami? Czy oni wszyscy mieli w zwyczaju brać udział w 

dwóch maratonach jeszcze przed śniadaniem? Czy żaden z nich nie mógł 

chodzić w normalnym tempie? 

- Nie mam pewności. Ktoś na pewno panią obserwował. Ale być może 

tylko z powodu pani wyglądu. - Przebiegł po niej wzrokiem, zaciskając usta. 

- A jak wyglądam? - zapytała, łapiąc oddech. – Czy w czasie, gdy 

będzie pan zastanawiać się nad odpowiedzią, moglibyśmy trochę zwolnić? 

Zatrzymał się. 

- Za kilka minut wsiądziemy do samochodu. Będzie pani wtedy mogła 

odpoczywać do woli. Mamy przed sobą trzy godziny jazdy. 

- Dokąd jedziemy? - zapytała, wdychając rozrzedzone powietrze. - 

Denver nie może być przecież aż tak daleko. Czy to nie tam? - Wskazała na 

kontury wieżowców widocznych na południu. 

- Do Wyoming. 

- Wyoming? - Zaskoczona Candee spojrzała na niego. 

Przyjechała z Florydy. Prosto z Miami Beach. Nie wiedziała nic o 

kowbojach, ranczach i otwartych przestrzeniach. Kochała plażę, uwielbiała 

wygrzewać się na słońcu, pływać w wodach oceanu. Lubiła ten zwyczajny, 

południowy tryb życia. Zaś Wyoming to było miejsce, którego nie miała 

background image

 

13 

najmniejszej ochoty oglądać. Już teraz było jej zimno, powietrze wydawało 

się tu dużo chłodniejsze niż to na Florydzie, a ona nie lubiła marznąć. 

- A nie moglibyśmy zamiast do Wyoming pojechać do południowej 

Kalifornii? - zapytała z nadzieją w głosie. Taka podróż byłaby o wiele 

bardziej w jej stylu. 

Mike położył ręce na jej ramionach i przysunął się na tyle blisko, by 

móc spojrzeć jej głęboko w oczy. 

- Nie jesteśmy na wakacjach. Znajduje się pani pod ochroną United 

States Marshal's Service aż do czasu rozpoczęcia się procesu Joela 

Ramireza. Po niepowodzeniu w Key Biscayne, spodziewałbym się, że 

będzie pani oczekiwać od nas rzetelnego wykonywania obowiązków. 

- Sally powiedziała, że jest pan najlepszy - wymamrotała, oszołomiona 

pociągiem fizycznym, jaki nagle do niego poczuła. Miał ciemne oczy, 

przeszywające i baczne spojrzenie. Jego zaciśnięte szczęki świadczyły o 

uporze. Szybko zdała sobie sprawę, że nie był jednym z tych, którzy ulegają 

kobiecym kaprysom. Inni ochroniarze też tego nie robili, ale wykazywali 

wobec niej więcej dyplomacji. Jedno wiedziała na pewno. Przy nim byłaby 

równie bezpieczna w południowej Kalifornii, gdzie było ciepło, jak i w 

Wyoming. 

- Znam swoją pracę. Tym razem nikt pani nie znajdzie. Może pani na 

to Uczyć - zapewnił ją. 

- Można powiedzieć, że od tego zależy moje życie - powiedziała, 

czując doskonale znany od miesięcy, przeszywający ją strach. 

Nie zrobiła nic złego, poza tym, że znalazła się w niewłaściwym 

miejscu i o niewłaściwym czasie. A teraz żyła w ciągłym strachu. Po dwóch 

nieudanych zamachach na nią, zrozumiała, że musi polegać na innych w 

RS

background image

 

14 

dbaniu o jej bezpieczeństwo. Nie podobało jej- się to, ale jeśli chciała 

pozostać przy życiu, nie miała innego wyjścia. 

Surowy wyraz twarzy Mike'a złagodniał. Uśmiech uwidocznił 

dołeczek. Wyprostował się i przesunął opuszkami palców po jej policzku w 

geście dodającym otuchy. Zaskoczył ją, bowiem trudno było się spodziewać, 

że takiego twardziela stać na czułe gesty. 

- Stanę na głowie, żeby była pani bezpieczna. Proszę się przestać 

martwić i uspokoić. Radzę potraktować te kilka tygodni jak wakacje. Ludzie 

muszą płacić spore pieniądze, aby móc spędzić wolny czas na prawdziwym 

ranczu. A pani skosztuje tego dzięki uprzejmości wuja Sama. 

- Więc zatrzymamy się na ranczu - powtórzyła oszołomiona. 

Myśl o Denver już była wystarczająco przykra, ale przynajmniej było 

to duże miasto. Jeszcze raz uświadomiła sobie,że naprawdę nic nie wie o 

ranczach, o hodowli koni czy krów. Nigdy nie interesowała się tym. Lubiła 

małe, modne restauracje, kafejki, plaże. Kochała wodę i słońce. Przecież 

była dziewczyną z Miami Beach. 

- Nie jestem pewna, czy to dobry pomysł... - Nadal próbowała 

oponować. 

- Wytłumaczę pani wszystko, gdy tylko znajdziemy się w jeepie. 

Chodźmy! - Złapał ją za rękę i pociągnął w stronę parkingu. 

Wkrótce wsiadali już do zakurzonego gruchota. 

Zostawiwszy za sobą międzynarodowe lotnisko w Denver, Mike 

skierował samochód na północ i już po kilkunastu minutach znaleźli się na 

otwartej przestrzeni, z dala od cywilizacji. 

- Nie mam ze sobą żadnych rzeczy - powiedziała Candee, gdy tylko 

zdała sobie sprawę, że jej podręczną torbę zabrał jeden z ochroniarzy. A 

RS

background image

 

15 

wszystko, co wzięła ze sobą na tę podróż, znajdowało się właśnie w tej 

torbie. 

- Zatrzymamy się w Laramie i kupimy wszystkie potrzebne rzeczy. 

Pani torbę zatrzyma Sally do czasu pani powrotu do Miami - rzekł Mike, 

zerkając w tylne lusterko. 

- Muszę przyznać, że spodziewałam się jakiejś policyjnej eskorty. Na 

przykład czarnego mustanga jadącego za nami... - powiedziała półgłosem, 

jednocześnie lustrując wzrokiem wnętrze gruchota, którym jechali. 

- Ten samochód jest odpowiedni. Ma silnik, który nigdy nie zawodzi. 

Poza tym, jeśli cokolwiek działoby się nie po naszej myśli, możemy 

pojechać nim na skróty po wertepach. 

- Naprawdę wolałabym nie jechać na żadne ranczo - powiedziała 

stanowczo. Chyba miała tu coś do powiedzenia? 

- Przykro mi, ale to najlepsze, co mogłem wymyślić, biorąc pod 

uwagę, że miałem na to dwa dni. W takich wypadkach, jak ten, staramy się 

unikać zwykłych metod postępowania. Istnieje podejrzenie, że w organizacji 

jest przeciek. Odkrycie pani kryjówki na Florydzie mogło być czysto przy-

padkowe, ale nigdy nic nie wiadomo. A teraz nikt nie wie, gdzie jedziemy, 

oprócz mojego obecnego szefa. 

- Będziemy bezpieczni? 

- Oficjalnie wziąłem urlop. Ranczo należy do mojego brata i nie ma 

powodów przypuszczać, że ktoś wie o moich planach. W razie czego 

możemy liczyć na pomoc mężczyzn pracujących na ranczu. To jakby 

dodatkowa ochrona. 

- Pański brat nie ma nic przeciwko temu? 

RS

background image

 

16 

- On i moja bratowa są teraz gdzie indziej. Niedawno się pobrali i 

pojechali w podróż poślubną. Będziemy mieć cały dom dla siebie. 

Cudownie. Nie dość, że bosko całuje i ciągle popisuje się tym swoim 

przeklętym dołeczkiem, to teraz mówi jej, że będą sami przez najbliższe trzy 

tygodnie. Zupełnie sami. W sercu tego dzikiego stanu. 

Candee zapomniała nagle o przyczynie swojego przyjazdu. 

Zapomniała o lęku towarzyszącym jej przez ostatnie miesiące, o sklepie, o 

karierze... Myślała tylko o tym, że ona i Mike Black zamieszkają sami w 

domu jego dopiero co poślubionego brata, w domu zapewne przesiąkniętym 

atmosferą miłości. I wcale jej się to nie podobało. 

- Tak, tak... Obowiązki i poświęcenie przede wszystkim. Nawet jeśli to 

oznacza zabieranie ze sobą pracy do domu - wymamrotała pod nosem ze 

zgryźliwą ironią. 

- Właściwie, to nikt na ranczu nie wie, że to tylko zadanie. Wszyscy są 

przekonam, że po prostu przyjeżdżam z moją narzeczoną. 

- I naturalnie nie można ich wyprowadzać z błędu... -wyszeptała, 

zastanawiając się, kiedy jej serce zacznie znów bić normalnym rytmem, 

kiedy zdoła wziąć swoją wyobraźnię w karby i przestanie martwić się o 

przyszłość. 

- Coś nie tak z moim planem, pani Adams? 

- Poza faktem, że nie jestem pana narzeczoną i nic nie wiem o panu, a 

to, co wiem, niekoniecznie mi się podoba, to pozostaje jeszcze kwestia 

zgodności naszych charakterów. Pan i ja różnimy się od siebie tak bardzo, że 

chyba trudno będzie przekonać pracowników rancza do tego, że jesteśmy 

parą. Czy pański plan ma na to jakąś radę? Bo ja osobiście nie wierzę, że to 

się uda. 

RS

background image

 

17 

Candee, mówiąc to, cały czas spoglądała za okno i przeklinała się w 

duchu, że tamtego wieczoru, dwa tygodnie przed świętami Bożego 

Narodzenia, wyszła do restauracji coś przekąsić. Gdyby wówczas została w 

domu, nie widziałaby Joela Ramireza i jego broni. I nie utknęłaby teraz na 

ranczu w towarzystwie kogoś, kto udaje kowboja z jakiegoś westernu, a 

sama nie musiałaby udawać jego narzeczonej... 

A pocałunki...? Przecież zaręczona para często się całuje. Candee 

nagle zrobiło się gorąco. Czy będzie próbował ją jeszcze raz pocałować? 

Zaskoczył ją tym pocałunkiem na lotnisku, ale następnym razem będzie 

przygotowana. Przygotowana? Do czego? 

A dotyk? Zaręczeni ludzie lubią się dotykać. Większość jej znajomych 

w przypływach czułości nie mogła wytrzymać bez przytulania i dotykania 

się nawzajem. Rzuciła okiem na Mike'a i jego dłonie. Były silne i 

opiekuńcze. Wyobraziła sobie, jak dotykają jej ciała. 

- Naprawdę nie sądzę... 

- Niech pani mnie źle nie zrozumie, ale nie ma pani specjalnego 

wyboru. Myślę, że jest to najlepszy plan, więc będę się go trzymał - 

powiedział nie znoszącym sprzeciwu głosem. 

Opadła z rezygnacją na siedzenie. Ostatnio wszystko wymykało jej się 

spod kontroli. Przyzwyczajona do tego, że to ona podejmuje decyzje, z 

trudem godziła się na zależność od innych. Już jako nastolatka sama dawała 

sobie radę. Od kilku lat prowadziła butik w Miami, zwiększając liczbę 

klientów i sprzedaż. Pewnie gdyby wpadła na jakiś lepszy pomysł od tego, 

który wymyślił Mike, może przystałby na jej plan, a przynajmniej by go 

rozważył. 

RS

background image

 

18 

Wiedziała, że jest zbyt zmęczona, by próbować teraz coś wymyślić, 

więc zamknęła oczy. Postanowiła, że odpocznie przez kilka minut i na 

pewno jakiś dobry pomysł sam wpadnie jej do głowy. Przecież to właśnie ze 

względu na jej świetne pomysły szefowa chciała, aby została jej wspólnicz-

ką. Na pewno zaraz wpadnie na jakiś pomysł, który przekona Pana 

Wszystkowiedzącego Mike'a Blacka... 

Gdy tylko Candee osunęła się w fotelu i oparła głowę o okno 

samochodu, Mike wiedział, że zasnęła i zaczął jej się uważnie przyglądać. 

Jej ręce luźno spoczywały na kolanach. Na moment odwrócił wzrok, by 

spojrzeć we wsteczne lusterko i upewnić się, że nikt ich nie śledzi. 

Była piękną kobietą. Widział co prawda wcześniej jej zdjęcia, ale nie 

oddawały one w pełni jej urody. Były czarno-białe, a przez to nie ukazywały 

dobrze blasku złotych włosów. Zaciskając palce na kierownicy, próbował 

zignorować uczucie zainteresowania, jakie wzbudzała w nim ta kobieta. 

Była klientką, osobą, którą miał chronić. Jednak gdy przywoływał w 

myślach jej obraz - wychodzącej z samolotu w tej czerwonej opinającej 

biodra spódnicy, nie mógł powstrzymać się, by znowu nie zerknąć na nią. 

Dżinsy nie były za bardzo obcisłe, ale wystarczająco, by uwydatnić miękko 

zaokrąglone kształty, od których nie mógł oderwać oczu. No i ta 

niesamowita ilość lekko falujących jasnych włosów. Przy każdym jej kroku 

zmysłowo kołysały się, nawet teraz, kiedy związane były w kucyk. 

Gdy zobaczył zdjęcie Candee Adams, od razu pomyślał o Sally. 

Chociaż Sally była trochę szczuplejsza, to jej dżinsy nie ucierpiały na tym, 

że włożyła je Candee. Wprost przeciwnie. Wyglądała w nich lepiej od Sally 

i to on był tym, który cierpiał. Gdy na lotnisku wyszła z toalety, nie mógł 

oderwać od niej wzroku. Musiał tłumić w sobie pragnienie puszczenia jej 

RS

background image

 

19 

przodem, tak by mógł bezkarnie i do woli spoglądać na jej miękko 

kołyszące się biodra. 

Czytał jej akta, przesłane faksem do biura w zeszłym tygodniu. 

Wiedział, że była menedżerem jakiegoś modnego butiku w samym centrum 

Miami Beach. Wiedział też, że miała dryg do mody, dość sprecyzowany 

gust i swój własny styl. Wystarczyło na nią popatrzeć. 

Z dyskretnego makijażu, artystycznie rozczochranych włosów i 

tamtego czerwonego kostiumu biła jakaś kobieca siła, która doprowadzała 

mężczyzn do utraty tchu. On sam od dawna nie czuł nic do żadnej kobiety, a 

teraz nagle poczuł, i to aż w nadmiarze. 

Wtedy na lotnisku przyszło mu do głowy, że natarczywie 

przyglądający się Candee mężczyzna jest jednym z ludzi Ramireza, dlatego 

pocałował ją i przedłużył ten pocałunek na tyle, aby tamten ich wyminął. 

Ale pocałunek był pomyłką. Wielkim błędem. A on nie znosił popełniać 

błędów. 

Skąd mógł wiedzieć, że jest taka namiętna i kobieca? Skąd mógł 

przypuszczać, że ten pocałunek obudzi w nim pożądanie, jakiego dawno nie 

odczuwał? Skąd mógł wiedzieć, że poczuje się oszołomiony jej zapachem i 

ciepłem do tego stopnia, że rozpalą się w nim zmysły? 

Nie był już pewien, czy jego plan jest naprawdę dobry. Czy będzie w 

stanie utrzymać dystans i jednocześnie przekonująco udawać, że są 

zaręczeni? Pozostawanie tak blisko niej wydawało mu się teraz większym 

niebezpieczeństwem, niż ścigający ich ludzie. Jednak będzie musiał cały 

czas być blisko Candee, żeby jej strzec. Ale po co te zaręczyny? Głupi 

pomysł. Przeklinał go w myślach. 

RS

background image

 

20 

Po chwili zaczął pocieszać się, że spróbuje zainteresować ją trybem 

życia, jakie prowadzi się na ranczu. Będą jeździć konno, pomagać 

pracownikom, a wieczorami będą oglądać telewizję. To tylko trzy tygodnie, 

dwadzieścia jeden dni, pocieszał się. Postanowił, że będzie starał się 

nieustannie przypominać sobie, że jest na służbie. 

Nagle delikatny zapach jaśminu wypełnił powietrze. Był tak delikatny, 

że prawie nieuchwytny, ale z całą pewnością był to jaśmin. Przypomniał 

sobie, że to ona pachniała jaśminem, gdy ją całował. I wówczas ten zapach 

działał na jego zmysły prawie równie mocno, jak jej ciało. A teraz ten sam 

zapach znów drażnił jego zmysły. Przypomniał sobie bardzo wyraźnie 

uczucie podniecenia, gdy trzymał ją w ramionach. 

Cholera, pomyślał, wygląda na to, że to będą bardzo długie trzy 

tygodnie. 

Candee poruszyła się i otworzyła oczy. Bolała ją głowa, a jakby tego 

było mało, zdrętwiało jej prawe ramię. Powoli usiadła i rozejrzała się. Jeep 

zatrzymał się na czerwonym świetle. 

- Gdzie jesteśmy? - zapytała, spoglądając na jednopiętrowe budynki, 

wysokie liściaste drzewa i obficie kwitnący bez. 

- W Laramie. Miałem panią za chwilę obudzić. Zrobimy szybkie 

zakupy, a potem pojedziemy już prosto na ranczo. 

Światło zmieniło się na zielone. Mike skręcił w prawo i wjechał na 

parking miejscowego supermarketu. Dojrzał wolne miejsce i zaparkował tuż 

pod samym wejściem. 

Candee spojrzała na duży budynek supermarketu, a potem na Mike'a. 

- Zaczekam w samochodzie - powiedziała. 

RS

background image

 

21 

- Obawiam się, że to niemożliwe. Musimy kupić pani trochę ubrań. 

Nie mam pojęcia, jaki ma pani rozmiar. Chodźmy. 

Ze złością spojrzała jeszcze raz na budynek. 

- Chyba nie myśli pan, że kupię tu ubrania. Nigdy ich nie kupuję w 

supermarketach. Ubieram się tylko w... 

- W firmowych sklepach w Miami Beach. Wiem. Jesteśmy jednak w 

Laramie, a nie w Miami, i musimy jak najszybciej dotrzeć na ranczo. Nie 

mamy czasu na jeżdżenie po mieście i szukanie eleganckich sklepów, które 

by się pani spodobały. Na ranczu wystarczą pani dżinsy, kilka T-shirtów, 

które możemy kupić tutaj. Zresztą, wszystkie dżinsy i podkoszulki 

wyglądają jednakowo. Chodźmy już. 

Nagle poczuła złość, słysząc jego kategoryczną komendę, ale 

posłusznie wysiadła z samochodu. Postanowiła, że nie straci panowania nad 

sobą, uniosła dumnie głowę i podążyła za nim w milczeniu. Wcale nie 

prosiła prokuratury o wyznaczenie do tej sprawy właśnie jego. Mógłby być 

choć trochę bardziej serdeczny. Poza tym nie miała najmniejszej ochoty 

kupować ubrań w byle jakim supermarkecie. Obiecała sobie, że będzie mieć 

zawsze wszystko to, co najlepsze. A wchodząc do tego sklepu, poczuła się 

tak, jakby znów była tą biedną i zaniedbaną szesnastoletnią dziewczyną. Nie 

podobało jej się to uczucie i nie chciała wracać do smutnej przeszłości i do 

starych, złych wspomnień. 

Gdy znaleźli się w dziale mody damskiej, mało brakowało, a zaczęłaby 

się głośno śmiać. Mike Black sprawiał wrażenie kogoś, kto się zgubił. 

Wielki, poważny mężczyzna, stojący pośrodku sterty kobiecych 

fatałaszków, wyglądał dość zabawnie. Candee odczuła diabelną satysfakcję. 

No i zaufaj tu mężczyźnie, który twierdzi, że wszystkie ubrania niczym się 

RS

background image

 

22 

od siebie nie różnią. Westchnęła lekko i zaczęła się rozglądać. Musiała się 

na coś zdecydować, nie miała wyboru. Pocieszała ją myśl, że to na krótko, 

zaledwie na kilka tygodni. 

- Przede wszystkim potrzebuję kupić sobie bieliznę - powiedziała, 

kierując się w stronę działu z damską bielizną. Koronkowe halki, przejrzyste 

majteczki i staniki nagle otoczyły ich zewsząd. Zerkając kątem oka, Candee 

spostrzegła z niemałą satysfakcją, jak Mike z zawstydzeniem nasunął 

kapelusz głęboko na czoło, aby ukryć twarz przed ciekawymi spojrzeniami 

klientek. W tym dziale kupującymi były wyłącznie kobiety. Mike był tu 

jedynym mężczyzną. Dobrze ci tak, pomyślała, szukając jakiejś znanej 

marki bielizny, ale niestety bezskutecznie. Wzięła do rąk białą koronkową 

koszulkę i właśnie zastanawiała się, czy nie przydałaby się jej do spania, gdy 

podszedł do niej Mike. 

- Proszę szybko wybrać to, co konieczne i chodźmy -burknął, rzucając 

wściekłe spojrzenia innym kupującym. 

- Nie wiem, czy ta koszulka byłaby dobra. 

- Candee! 

Gwałtownie podskoczyła i spojrzała na niego. Po raz pierwszy zwrócił 

się do niej na „ty" i zawołał ją po imieniu. 

- Co się stało? - Poczuła, jak obezwładniający strach przeszywa jej 

serce. Czyżby ktoś ich odnalazł? Czyżby cały misterny plan legł w gruzach, 

a jej zamiana z Sally na lotnisku była nadaremna? 

- Nic się nie stało. Proszę, nie trać czasu. 

Odetchnęła z ulgą i szybko wybrała kilkanaście par majtek. Miał rację. 

Nagle poczuła szczerą chęć, aby jak najszybciej znaleźć się na ranczu, gdzie 

wreszcie będzie bezpieczna. 

RS

background image

 

23 

- Co teraz? - zapytała. 

- Dżinsy, potrzebne ci dżinsy. Wybranie ich chyba nie sprawi ci 

kłopotu. Wszystkie są takie same, różnią się tylko kolorem. Potem wybierz 

sobie kilka T-shirtów i możemy jechać. 

- O rany! Widzę, że zakupy z tobą to czysta przyjemność. Ciekawa 

jestem, jak ty kupujesz. Pewnie zamawiasz rzeczy z katalogów, co? - 

syknęła, podchodząc do półki z niebieskimi dżinsami. Chwilę zajęło jej 

znalezienie odpowiedniego rozmiaru. Wzięła dwie pary. - Mogę je chyba 

przymierzyć? 

- Tak, ale weź też inne rzeczy, żeby przymierzyć wszystko za jednym 

razem. 

Wyglądało na to, że jego cierpliwość się kończy. Nawet nie starał się 

tego specjalnie ukrywać. Bacznie rozglądał się po sklepie. Nikt nie wyglądał 

podejrzanie. Wiedział, że byłby w stanie zauważyć każdą podejrzaną osobę. 

Płatny morderca na pewno wyróżniałby się w tym tłumie. Zresztą tak samo, 

jak on się wyróżniał. 

Candee wzruszyła ramionami, ale posłusznie podeszła do działu z 

podkoszulkami. T-shirty, które tu leżały, bardzo różniły się od tych, które 

zamawiała do swojego butiku Fashion Image. Te tutaj były zwyczajne, 

owszem, nawet bardzo praktyczne, ale zupełnie inne od tych, do których 

przywykła. Po prostu były w zdecydowanie gorszym gatunku. Czuła się 

dotknięta faktem, że musi coś z nich wybrać, ale wiedziała, że nie może 

grymasić. Lepsze takie niż żadne. A na ranczu T-shirty na pewno będą jej 

potrzebne. Do domu wróci dopiero za trzy tygodnie i musi mieć co na siebie 

włożyć. Przez sekundę pomyślała o tych wszystkich ślicznych rzeczach, 

jakie miała w swojej szafie. Nie było ich dużo, ale każda z nich była droga i 

RS

background image

 

24 

elegancka. Gdy zaczęła pracować w butiku, przyrzekła sobie, że już nigdy 

nie zrobi zakupów w sklepie takim, jak ten. 

- Przypuszczam, że to byłoby już za dużo, jeśli spytałabym, czy mają 

jedwabne bluzki - powiedziała do Mike'a, przeglądając bawełniane 

podkoszulki. 

- Owszem, to byłoby za dużo, zwłaszcza że jedziemy na ranczo, gdzie 

hoduje się konie. To byłoby o wiele za dużo - uzasadnił Mike. 

Jeśli to było przedsmakiem tego, co czekało go przez najbliższe trzy 

tygodnie, to czekało go coś gorszego, niż mógł kiedykolwiek przypuszczać. 

Jej ciało było anielskie, ale nie było nic anielskiego w jej zachowaniu. 

Raczej coś, co nawet anioła wyprowadziłoby z równowagi. 

- Czy mogłabyś się pospieszyć? 

- Nie chcesz zobaczyć, jak w nich wyglądam? - spytała z niemal 

oślepiającym go uśmiechem. 

- Nie! Upewnij się tylko, że pasują i chodźmy już. 

- Ale mamy humorek - powiedziała z wyraźną ironią i skierowała się 

w stronę damskiej przymierzalni. 

Czy wytrzymam z nim trzy tygodnie? - zadała sobie w duchu to trudne 

pytanie i głęboko westchnęła. 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

 

25 

ROZDZIAŁ DRUGI 

 

Candee jak burza wpadła do przebieralni, gotowa głośno wykrzyczeć 

swoją złość. Niech sobie będzie wysoki, ciemny, z dołeczkiem lub bez. Ona 

nie zakocha się w jakimś głupawym macho, udającym kowboja. Lubiła 

wyszukane rozrywki w Miami Beach, a zdecydowanie nie lubiła dżinsów. 

Nie lubiła, gdy ktoś wydawał jej polecenia i była pewna, że właśnie z tego 

powodu nie polubi też Mike'a Blacka. 

Wcisnąwszy się w drugą parę dżinsów, wstrzymała oddech i zapięła je. 

Były obcisłe. Schyliła się i obróciła. Chyba jednak niezbyt obcisłe. Będzie 

jej w nich ciepło w chłodnym górskim powietrzu. 

Westchnąwszy, Candee rozpuściła włosy i przejechała po nich 

palcami. Sięgnęła do torebki, której Sally na szczęście nie wzięła ze sobą, 

znalazła grzebień i rozczesała włosy, układając je do momentu, aż była 

zadowolona z fryzury. Teraz wreszcie wyglądała normalnie. Z wyjątkiem 

ubrania, oczywiście. Odpięła jeszcze jeden guzik w koszuli i spojrzała w 

lustro. Kogo chciała oszukać? Nie było mowy o tym, żeby dobrze wyglądać 

w tym ubraniu. Lepiej było poddać się i udawać zwykłą dziewczynę z 

rancza. Jedynym pocieszeniem było to, że nikt znajomy nie mógł jej tutaj 

spotkać. 

- W porządku, sierżancie Black, nadchodzę - szepnęła, przewiesiła 

sobie przez ramię wszystkie nowe ubrania i wyszła z przymierzami. 

Postanowiła kupić też dwie pary szortów i kostium kąpielowy. Z pewnością 

zrobi się ciepło na tyle, by mogła się opalać. Co innego mogłaby robić przez 

nadchodzące trzy tygodnie? 

RS

background image

 

26 

Mike wlepił w nią wzrok, gdy tylko ukazała się w polu jego widzenia. 

Dobry Boże, nie pasowała do Wyoming, tak samo, jak nie pasowałby tu 

jakiś przybysz z kosmosu. Włosy opadały jej na ramiona jak złoty obłok. 

Policzki były bladoróżowe, a oczy bardziej niebieskie, niż je zapamiętał. W 

popłochu pomyślał, że ta seksowna kobieta, która właśnie wyszła z 

przymierzami, doprowadzi go do szału, zanim zakończy się to zadanie. 

Każda kobieta przechodząca w pobliżu zatrzymywała się, by spojrzeć na 

nią. Większość patrzyła z zazdrością. 

- Gotowa? - Opuścił wzrok, zatrzymując go na prowokacyjnie 

odsłoniętym brzuchu, opalonym w równym stopniu, jak jej ramiona. Czy 

cała była tak opalona? Nie byłby zdziwiony, gdyby się okazało, że tak. 

Nagle naszła go nieodparta pokusa, aby to sprawdzić. 

- Czy nie będą mi potrzebne jakieś buty? - zapytała, zerkając na jego 

twarz. 

Dopiero teraz zauważył, że ma niesamowicie długie rzęsy. Były 

ciemne i mocno podkręcone - perfekcyjnie współgrające z błękitem jej oczu. 

Przyszło mu na myśl, żeby natychmiast zadzwonić do szefa i poprosić o 

zwolnienie go z tego zadania. Minęły niecałe cztery godziny od momentu jej 

poznania, a on ciągle czuł ten dziwny dreszcz. Musiał się skupić i nie mógł 

zapominać, że jest w pracy. Nie chciał, by ranczo zostało namierzone, tak 

jak to się stało z poprzednią kryjówką na Florydzie. 

- Tak, buty będą potrzebne - powiedział - bardziej niż potrzebne, 

konieczne! 

- I kapelusz. Biały oczywiście! - powiedziała dobitnie. 

Pokiwał głową, po czym złapał ją za rękę i pociągnął w stronę stoiska 

z butami. Chciał mieć już te zakupy za sobą i pojechać jak najszybciej na 

RS

background image

 

27 

ranczo. Był przekonany, że nikt ich nie śledzi, ale nie chciał niepotrzebnie 

ryzykować. 

Candee zadrżała, gdy poczuła dotyk jego ręki. Co takiego 

niesamowitego było w tym mężczyźnie? A może to strach sprawiał, że nie 

była w stanie myśleć trzeźwo? Ostatnio była zbyt zajęta karierą, szukaniem 

swojego miejsca w życiu, by pakować się w jakiś dłuższy związek. Raz 

popełniła już ten błąd i gorąco potem tego żałowała. Nie miała ochoty 

powtórzyć tamtego doświadczenia. Dlaczego więc czuła się tak oszołomiona 

tym mężczyzną? 

- Sprawiasz, że czuję się jak więzień - powiedziała, gdy kierowali się 

w stronę parkingu. 

- Przykro mi, że tak to pani odbiera, pani Adams, ale mogę to 

zrozumieć. W pewnym sensie jest pani więźniem, ale przecież tylko dla 

własnego bezpieczeństwa. 

- Wiem, po prostu czasami brakuje mi swobody i niezależności. 

Niestety, nie mogę robić tego, czego chcę i kiedy chcę - odpowiedziała. - 

Poza tym myślałam, że będziesz mówił do mnie Candee. Bądź co bądź, 

jesteśmy zaręczeni. 

Wzięła go pod ramię i oparła się o niego kokieteryjnie. Poczuła, jak 

drgnął i przyszło jej na myśl, że być może nie tylko ona odczuwa dreszcz 

emocji, kiedy się dotykają. Myśl o tym, żeby trochę podrażnić tego wielce 

poważnego mężczyznę wydała jej się kusząca Mogłoby to się okazać niezłą 

zabawą. 

- Czy możemy coś zjeść przed odjazdem? - zapytała, gdy zbliżali się 

do jeepa. 

RS

background image

 

28 

- Zostało nam tylko pół godziny drogi. - Otworzył drzwi do 

samochodu i wrzucił torby z zakupami na tylne siedzenie. 

Candee położyła rękę na brzuchu. Od wczoraj nie miała nic w ustach i 

umierała z głodu. 

- Jestem naprawdę bardzo głodna. 

- Pół godziny i jesteśmy na miejscu. - Mike włączył silnik i ruszyli. 

Zgodnie z tym, co powiedział, na ranczu znaleźli się w niecałe pół 

godziny później. Trawa naokoło była wysoka, w intensywnie zielonym 

kolorze. Pasło się na niej około dwudziestu koni. Za nimi widniało łagodne 

wzgórze porośnięte krokusami. 

- To ranczo ma jakąś nazwę? - zapytała. 

- Bar B - odpowiedział. 

- Barbie? Jak ta sławna lalka? - wykrzyknęła niepomiernie zdziwiona. 

- Nie. Nie jak lalka. Jak bar o nazwie B. B jak Black. 

- Potrząsnął głową, mamrocząc z dezaprobatą pod nosem: 

- Barbie, też mi coś... 

- A ranczo to własność rodzinna czy tylko twojego brata? Jesteś z 

Wyoming? - Nagle zdała sobie sprawę, że niewiele wie o swoim niby-

narzeczonym. Jej ciekawość rosła. Tłumaczyła sobie, że to jedynie dla dobra 

sprawy i powodzenia całego planu. 

- Ranczem zajmuje się mój brat Tom. Ja i Conner inwestujemy w nie, 

ale nie uczestniczymy w życiu codziennym Toma. Wpadamy tu raczej 

sporadycznie. 

- Conner? - powtórzyła. 

- Tom to mój młodszy brat. Ożenił się właśnie z Sarą, swoją pierwszą 

młodzieńczą miłością. Zawsze wiedzieliśmy, że się pobiorą. Conner jest 

RS

background image

 

29 

najstarszy z nas trzech, mieszka w Cheyenne. Jest asystentem prokuratora 

generalnego. 

- Gdzie się poznaliśmy? - zapytała. 

- Jak to? 

- Skoro mam być twoją narzeczoną, to muszę wiedzieć,jak się 

poznaliśmy. Jeśli któryś z pracowników zapyta mnie o to, nie chciałabym 

się zdradzić, jąkając się... 

- Lepiej trzymaj się z daleka od tych mężczyzn - zażądał 

kategorycznie. 

- Słucham? Myślałam, że plan polega na tym, że udajemy 

narzeczeństwo. Czy trzymałbyś swoją prawdziwą narzeczoną z daleka od 

pracowników rancza, czy raczej starałbyś się ją z nimi zintegrować? 

- Gdyby wyglądała tak jak ty, to z pewnością trzymałbym ją zamkniętą 

w ukryciu - powiedział powoli, myśląc o tym, co by się stało, gdyby 

pozwolił jej na absolutną wolność na ranczu. 

Musi tu czuć się bezpieczna i nikt nie powinien nawet przypuszczać, 

że tu przebywa. Jednak pracowało tu około dwunastu kowbojów, 

wypatrujących tylko jakiejś sensacji. Candee jednak miała rację. Jeśli już 

byłby na tyle głupi, żeby się zaręczyć, to na pewno starałby się pokazać 

swojej narzeczonej miejsce, gdzie się urodził i wychował, ale nie miał 

zamiaru podążać śladami brata. Sara była fajną dziewczyną. Znali się od 

dziecka. Mike jednak wciąż pamiętał ból związany z odejściem matki, 

niepewność i zagubienie ojca, przejawiające się w kolejnych małżeństwach, 

z których każde i tak kończyło się gorzkim niepowodzeniem. Pamiętał Amy. 

Był samotnikiem i nie zamierzał tego zmieniać. 

RS

background image

 

30 

- Posłuchaj, Candee. Moim zadaniem jest jedynie zadbać o twe 

bezpieczeństwo do czasu procesu. Wykonam je, jak będę potrafił najlepiej. 

Kiedy każę ci coś zrobić, ty od razu to negujesz. Możesz zadawać tyle 

pytań, ile chcesz i dyskutować ze mną, ale nie teraz. Później. Jasne? - 

zapytał ostrym tonem, spoglądając jej prosto w oczy. 

- Jasne! - Odwróciła głowę i zaczęła wpatrywać się w dom, który 

właśnie wyłonił się zza zakrętu. 

Nigdy nie mieszkała dalej niż dziesięć minut od oceanu. Tu wszystko 

wydawało się być zupełnie inne. Jak tylko sięgała wzrokiem, wszędzie 

roztaczał się widok równiny, bez wody, porośniętej kilkoma drzewami i 

nigdzie ani żywej duszy. Tylko konie, trawa i śnieg na szczytach wzgórz. 

Śnieg! A przecież był maj! 

Przez chwilę narastała w niej niepohamowana złość. Była wkurzona na 

Joela Ramireza i całą tę sytuację. To nie było sprawiedliwe, że z powodu 

czyichś porachunków jej dotychczasowe życie zostało postawione na 

głowie. Nie było jednak sensu wyżywać się z powodu swoich frustracji na 

Mike'u. Próbuje tylko wykonywać swoją pracę najlepiej, jak potrafi, 

pomyślała, i jeśli mu się to uda, to będę mu zawdzięczać życie. 

Dwóch mężczyzn wyszło ze stajni akurat w chwili, gdy Mike 

zatrzymał jeepa przed domem. Jeden z nich pozdrowił go i podążył w stronę 

szałasu, drugi podszedł przywitać się. 

- Cześć, Jason, miło cię widzieć - powiedział Mike. Wysiadł z wozu i 

podał mu rękę. 

- Miło, że przyjechałeś. Tom powiedział, że tym razem zabawisz tu 

kilka tygodni. To dobrze. Jest dużo roboty. - Jason grzecznie zerknął na 

RS

background image

 

31 

Candee, która właśnie wysiadała z jeepa. Uśmiechnęła się do niego, a 

wrażenie, jakie to na nim zrobiło, było widoczne jak na dłoni. 

Czy taką reakcję wywoływała w każdym mężczyźnie? -zastanawiał się 

Mike i był z tego powodu naprawdę poważnie zatroskany. 

- Kochanie, tu jest wspaniale! - Candee chwyciła Mike' a za rękę, 

opierając się o niego. - Cieszę się, że wreszcie mogę zobaczyć to wasze 

ranczo. Czy nie przedstawisz mnie temu przystojnemu kowbojowi? Nie 

mogę uwierzyć, że tu jesteśmy. Chciałabym nauczyć się wszystkiego o 

życiu na ranczu. 

Mam nadzieję, że pan mi wyjaśni to, czego Mike nie będzie wiedział. - 

Candee, mówiąc to, cały czas promiennie uśmiechała się do Jasona. Miała 

nadzieję, że całe to przedstawienie wypadło naturalnie. 

- Jason Hendricks, a to Candee Adams. - Mike przedstawił ich sobie z 

wyraźną niechęcią. 

- Moje uszanowanie. - Jason szarmancko zdjął kapelusz i ukłonił się. - 

Witamy w Bar B. 

- Mów do mnie Candee. Jestem prawie członkiem rodziny. - Pochyliła 

się w jego stronę i szeptem dodała: - Pierwszy raz jestem na ranczu. 

Oczywiście bardzo się z tego cieszę, ale muszę się chyba wiele nauczyć, 

pomożesz mi? 

- Pewnie. Z przyjemnością. - Jason uśmiechnął się, ani na chwilę nie 

odrywając od niej oczu. 

- Oprowadzę cię - powiedział Mike, starając się nie zwracać uwagi na 

sposób, w jaki Jason patrzył na Candee. 

- Oczywiście, kochanie. Miałam nadzieję, że ty to zrobisz, ale 

powiedz, jak się znudzisz. Jestem pewna, że Jason może wziąć mnie pod 

RS

background image

 

32 

swoją opiekę. - Candee spojrzała Mike'owi głęboko w oczy, zupełnie jakby 

byli naprawdę zakochani. 

- Nie wyobrażam sobie, kochanie, że mogłoby mnie znudzić twoje 

towarzystwo. - Mike uśmiechnął się i delikatnie uszczypnął ją w policzek. 

Jednak jego połyskujące oczy ostrzegały ją, że jest bliska przekroczenia 

granicy. 

- Mogę pana zapewnić, że pana to nie znudzi, panie Black - 

powiedziała najbardziej zmysłowym tonem, na jaki ją było stać, a jej serce 

zaczęło bić mocniej. 

Objął ją i spojrzał jej w oczy jak zahipnotyzowany. Przez te kilka 

sekund cały rzeczywisty świat jakby odpłynął i liczyli się tylko oni dwoje, 

zamknięci w magicznym świecie pragnień i wzajemnej fascynacji. 

Pożądanie. Nigdy wcześniej tak mocno go nie odczuwała. A teraz, gdy 

już tak silnie je poczuła, to akurat i miejsce, i okoliczności były zupełnie 

nieodpowiednie. Mężczyzna też był nieodpowiedni. Dziwiło ją to, że po tym 

wszystkim, co ostatnio jej się przydarzyło, ona teraz zastanawia się, czy on 

pocałuje ją jeszcze raz tak, jak wtedy na lotnisku. Czekała na ten pocałunek. 

Czekała na prawdziwy, zniewalający duszę, wzbudzający dreszcz 

pocałunek. Pocałunek, który rozpaliłby w nich obojgu żar namiętności. 

Candee przełknęła ślinę, tłumacząc sobie, że to wszystko 

spowodowane jest stresem albo głodem. 

- Tom powiedział, że się zaręczyłeś. Wygląda na to, że on i Sara 

przełamali lody i zapoczątkowali ten nowy trend w rodzinie. A co z 

Connerem? Też się z kimś spotyka? - zapytał Jason, nie zdając sobie sprawy 

z napięcia iskrzącego pomiędzy dwojgiem stojących przed nim ludzi. 

RS

background image

 

33 

- Nic mi o tym nie wiadomo. Ostatnio nie miałem kontaktu z 

Connerem. Jeśli chodzi o robotę na ranczu, to oczywiście będziemy 

pomagać w miarę możliwości, ale sam rozumiesz, że jak najwięcej czasu 

chcemy spędzić sami. 

- Pewnie, że rozumiem, Mike - uśmiechnął się Jason. 

- Przyjdziemy do was na obiad. 

- Jadamy około szóstej. Do zobaczenia. - Jason uchylił jeszcze raz 

rondo kapelusza, kłaniając się Candee i oddalił się w stronę szałasu. 

Candee szybko odsunęła się od Mike'a, pierwsza kładąc kres tej 

intymnej sytuacji. Wzięła głęboki oddech, żeby wyciszyć swoje emocje, ale 

nagle zmarszczyła nos i zawołała: 

- Fuj, a co to za zapach?! 

Na twarzy Mike'a pojawił się kpiący uśmieszek. 

- Konie, siano i zdrowa dawka nawozu. Wspaniały zapach, prawda? 

- Wolę morskie powietrze - powiedziała Candee, próbując wstrzymać 

oddech. 

- Przyzwyczaisz się. - W jego głosie słychać było całkowity brak 

współczucia. 

W ogóle mało w nim było współczucia, pomyślała Candee, wchodząc 

do domu. 

Na szczęście we wnętrzu przykra woń znikła bez śladu, czuć było 

jedynie zapach cytryny i sosnowy odświeżacz powietrza. Albo wcześniej 

zadbała o to Sara, albo Tom był tak pedantycznym gospodarzem. W każdym 

razie dom był bez skazy. 

Mike poprowadził ją do salonu. Przez wielkie okna ukazał jej się 

wspaniały widok na góry. Kamienny kominek na przeciwległej ścianie 

RS

background image

 

34 

obiecywał ciepło podczas zimowych miesięcy. Stała przed nim duża 

brązowo-beżowa kanapa. Meble wyglądały na mocne i wygodne, a 

porozstawiane po całym wnętrzu krzesła zapewniały siedzące miejsce do 

czytania lub oglądania telewizji. 

- Sypialnie są tutaj - powiedział Mike, choć zaledwie zdołała rzucić 

okiem na salon. - A to pokój gościnny - wyjaśnił, kładąc jej rzeczy na łóżku 

i rozglądając się dookoła tak, jakby po raz pierwszy widział to 

pomieszczenie. 

- Podoba mi się - powiedziała uprzejmie. Uśmiechnął się i kiwnął 

głową. 

- Widziałem wiele pokoi motelowych, które wyglądały lepiej od tego, 

ale wiem, że łóżko jest wygodne. Jestem pewien, że Sara ma plany 

urządzenia pokoi i zrobi to zaraz po powrocie z podróży. Łazienka jest tam - 

wskazał ręką - drugie drzwi na lewo, a mój pokój po drugiej stronie 

korytarza. 

Spotkali się wzrokiem i Candee zaczęła się zastanawiać, czy był jakiś 

powód, dla którego jej to mówił? 

- Gdyby w nocy cokolwiek się działo, będę w zasięgu ręki - 

powiedział, jakby odpowiadając na jej nieme pytanie. 

- Chyba jednak nie przypuszczasz, żeby coś się mogło stać? - zapytała. 

Zdała sobie sprawę, że po raz pierwszy od wielu tygodni zaczyna czuć się 

normalnie. 

- Nie, nie przypuszczam. Będziesz bezpieczna, Candee, ale czy 

pracownicy będą bezpieczni. No, tego to już nie byłbym taki pewny - 

powiedział, postępując dwa kroki w jej stronę. 

RS

background image

 

35 

- O czym ty mówisz? Są w niebezpieczeństwie? - Przypomniała sobie 

kryjówkę w Key Biscayne i moment, w którym ludzie zostali ranni, gdy 

wybuchła bomba w salonie. 

- Jeśli reakcja Jasona jest zwiastunem tego, co ich czeka, to uważam, 

że wszyscy są w niebezpieczeństwie. Czy mogłabyś coś zrobić z włosami? 

- Z włosami? - powtórzyła. Przytrzymała je rękoma z tyłu głowy. - Tak 

lepiej? 

Z trudnością przełknął ślinę. Gdy uniosła ramiona, aby przytrzymać 

włosy, koszula podsunęła się jej do góry i odsłoniła talię. Zobaczył gładką, 

opaloną skórę i zaczął zastanawiać się, jak smakują pocałunki składane na 

tej oliwkowej, aksamitnej skórze? 

Zacisnąwszy usta, przyjrzał się jej włosom. Związane na czubku głowy 

powinny wyglądać skromnie i całkiem zwyczajnie. Niestety, niesforne 

pojedyncze kosmyki powymykały się, opadając na ramiona i szyję. 

Wyglądało to jeszcze bardziej seksownie i prowokująco niż poprzednio. 

- Nie, lepiej je rozpuść - powiedział, po czym szybko wyszedł z 

pokoju. 

Chwilę później Candee usłyszała trzaśniecie drzwiami. Powoli 

podeszła do lustra i zaczęła przyglądać się swemu odbiciu. Może ta 

fascynacja nie była jednostronna? Może Mike Black czuł coś, gdy na nią 

patrzył? Zmrużyła oczy i odwróciła się. Nic od niego nie chciała. Pragnęła 

jedynie cała wrócić do domu. 

Poczuła burczenie w brzuchu. Wyszła z sypialni i udała się do salonu. 

Odszukała drzwi prowadzące do jadalni, a następnie te prowadzące do 

kuchni. Śmiało otworzyła lodówkę i znalazła w niej trochę wędliny, sałatę i 

majonez. Chleb wyjęła z szafki i zrobiła sobie olbrzymią kanapkę. 

RS

background image

 

36 

Nadchodziła pora kolacji, ale czuła, że nie da rady dłużej czekać. Naprawdę 

była bardzo głodna. 

Gdy tylko skończyła jeść, postanowiła rozejrzeć się po kuchni. Szafki 

zrobione były z drzewa dębowego, blat szeroki i pokryty kafelkami, 

kuchenka była co prawda trochę przestarzała, ale to jej nie przeszkadzało. 

Nie lubiła gotować. Ciekawą była, czy Mike potrafi. Nie musiała sama sobie 

gotować odkąd po raz pierwszy znalazła się w rodzinie zastępczej i od 

tamtej pory nie widziała żadnego powodu, dla którego miałoby to się 

zmienić. 

Wzięła drugą połowę kanapki i podeszła do okna. Wyjrzała przez nie i 

nagle poczuła silną tęsknotę za domem. Tęsknotę za palmami, słonym 

powietrzem i gorącym słońcem. Lubiła turystów, którzy zapełniali plaże 

Miami. Była to barwna mieszanka etniczna: od dobrze ułożonych połu-

dniowców, po ognistych Kubańczyków. 

Teraz zamiast plaży widziała nie kończące się zielone pagórki. Gdy tak 

wyglądała przez okno, ogarnął ją jakiś dziwny spokój. Obserwowanie trawy, 

kołyszącej się na wietrze, uspokajało ją. Prawie w ten sam sposób, jak 

patrzenie na fale oceanu. Powietrze było zadziwiająco czyste i przejrzyste. 

Nie czuło się spalin, nie słyszało hałasu. Przyszło jej na myśl, że mogła 

trafić w gorsze miejsce. Poza tym miała tu spędzić tylko trzy tygodnie. 

Powinna o tym cały czas pamiętać. Gdy tylko zacznie się proces, zostanie 

odwieziona do domu - na Florydę, złoży zeznanie i skończy się ten cały 

koszmar. Ale zanim to nastąpi, trzeba przeżyć jeszcze te trzy tygodnie, w 

ciągu których będzie musiała spędzić wiele czasu z Mikiem. A to samo w 

sobie niosło niebezpieczeństwo i wyzwania, które zresztą bardzo lubiła... 

Może nauczy się jeździć konno? Gdy była małą dziewczynką, bardzo 

RS

background image

 

37 

pragnęła mieć konia. To było tak dawno... Poza tym, jeśli nauczy się jeździć 

konno, będzie mogła dokładniej poznać góry. 

- O, są cytryny. Zrobię sobie z nich lemoniadę - wymruczała pod 

nosem. 

- Słucham...? - rozległ się zdziwiony głos Mike'a za jej plecami. 

- Mówiłam do siebie - powiedziała zmieszana i lekko się zarumieniła. 

- Przepraszam, niechcący podsłuchałem. Widzę, że sobie poradziłaś. 

- Tak. Powiedziałeś, że będę mogła zjeść, gdy tylko dojedziemy na 

miejsce. 

- Starczy też dla mnie? 

- Pewnie. - Poczuła mocniejsze bicie serca. - Chcesz kanapkę? 

Przez chwilę się wahał, po czym pokiwał głową. 

- Nie chcę, żebyś gotowała podczas pobytu tutaj. - Odsunął krzesło i 

usiadł przy stole. 

- To dobrze, bo nie jestem dobrą kucharką, ale umiem zrobić kanapki. 

- Dlaczego nie umiesz gotować? - zapytał. 

- Nie chodzi o to, że nie umiem, chodzi o to, że nie mam ochoty - 

odpowiedziała. - Moi rodzice umarli, kiedy byłam nastolatką. W szkole, w 

zamian za pomoc w szkolnej stołówce, dostawałam trzy posiłki dziennie, na 

studiach jadałam w McDonald'sie, a odkąd pracuję, stać mnie na to, żeby 

jadać w restauracjach. 

Przekroiła kanapkę, położyła ją na talerzu Mike'a i usiadła. Z zapartym 

tchem patrzyła, jak je. Robił to w milczeniu, najwyraźniej był równie 

głodny, jak ona. 

- Ustalmy pewne zasady - powiedział, przełykając ostatni kęs. - Nie 

chodzisz na dalsze spacery sama. Trzymasz się blisko domu i szałasu, jeśli 

RS

background image

 

38 

nie jesteś ze mną. Nie odbierasz telefonów i nigdzie nie dzwonisz. Nie 

wysyłasz listów. 

- W porządku. - Pomyślała, że reguły te są znacznie łagodniejsze od 

poprzednich, obowiązujących ją w Key Biscayne. 

- Trzymaj się trochę w cieniu. 

- W porządku. 

- Candee... - zawahał się. Nie wiedział, jak jej powiedzieć coś, co 

niewątpliwie wymagało powiedzenia. 

- Tak? 

- Zdejmij dżinsy Sally i włóż te, które kupiłaś - powiedział po chwili 

milczenia. 

- Już to zrobiłam. To są te nowe. Nie byłam pewna, czy będą pasować, 

ale są w porządku. Wyglądają na trochę za małe, ale są bardzo elastyczne. - 

Mówiąc to, schyliła się i dotknęła dłońmi podłogi. 

Mike prawie oniemiał na widok jej okrągłej pupy. Podniosła się i 

zaczęła robić okrężne ruchy biodrami, żeby mu udowodnić, jak bardzo 

wygodne są te spodnie. Wstał i powstrzymał ją. 

- Przestań. Są za ciasne. 

- Właśnie ci pokazuję, że nie są. Są bardzo wygodne i... 

- Diabelnie przyciągają uwagę! 

- Nie mów mi o spodniach przyciągających uwagę, Panie Obcisły. 

Swoje zapewne wdziałeś, jak byłeś małym chłopcem i w nich dorosłeś? 

Chcesz, abym dalej ci opowiadała o tym, jakie twoje dżinsy są ciasne? 

Patrzył na nią z wielkim zdziwieniem w oczach. Nikt nigdy tak do 

niego nie mówił. Nagle cała sytuacja wydała mu się komiczna i głośno się 

roześmiał. 

RS

background image

 

39 

- Ja tylko dbam o dobro tych wszystkich facetów na ranczu, którzy 

zapomną jak się siodła konia, gdy cię zobaczą. 

- Nie przesadzajmy, panie Black. 

- Trzymanie się w cieniu oznacza takie zachowanie, żeby ludzie cię nie 

zauważali. W tych dżinsach i z tym uczesaniem zauważą cię wszyscy 

mężczyźni w promieniu stu kilometrów. - Komiczność sytuacji zniknęła. 

Pomyślał, że byłoby mu o wiele trudniej spełnić swe zadanie, gdyby 

ktokolwiek odkrył, kim ona jest. 

- Co jest nie tak z moimi włosami? 

- Nic. Jest ich po prostu za dużo, kręcą się i kuszą... - Nagle zamilkł, 

zdając sobie sprawę, że powiedział za dużo. O wiele za dużo... 

- Nic nie jest nie tak z moimi włosami ani z moim ubraniem. Przyznaj, 

że nie chce ci się tu ze mną siedzieć tyle czasu, a ponieważ utknąłeś, wiec 

chcesz ze mnie zrobić kogoś, kim nie jestem. 

- Masz rację. 

Gdyby była gruba, brzydka albo nijaka, pewnie nie zwracałby uwagi 

na jej włosy i obcisłe spodnie. Niestety, była piękna i zgrabna, a on nie był 

w stanie powstrzymać pociągu, jaki do niej poczuł od pierwszej chwili. 

Pragnął jej, a ona nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, jak bardzo. 

Obiecał sobie wiele lat temu, że nie zwiąże się na stałe z żadną kobietą. 

Nigdy nie zapomniał Amy i zamieszania, jakie wprowadziła w jego życie. 

Oprócz niezobowiązujących rzadkich randek, dotrzymywał danej sobie 

obietnicy. Ale uczucia, jakie w nim wzbierały, od czasu gdy odebrał z 

lotniska Candee, były niepokojące. Czy to wszystko zaczęło się zaledwie 

kilka godzin temu, czy już w momencie, gdy zobaczył jej akta w biurze? 

Wtedy właśnie zdał sobie sprawę, że chciałby się nią zaopiekować. 

RS

background image

 

40 

ROZDZIAŁ TRZECI 

 

Candee bardzo starannie ubierała się przed zejściem na kolację. 

Ponieważ była pięknie opalona, prawie w ogóle się nie malowała. Nałożyła 

tylko tusz na rzęsy i różowy błyszczyk na usta. Włosy uczesała w taki 

sposób, aby jej fryzura zwaliła Mike'a z nóg. Myśl o tym dodawała jej 

otuchy, tym bardziej że w ostatnim czasie nie miała żadnego wpływu na 

swoje życie, więc każda najmniejsza świadomość kontroli nad nim 

pomagała jej w przetrwaniu tych trudnych tygodni. 

Odniosła sukces. Wyraz twarzy Mike'a wyraźnie o tym świadczył, jeśli 

w ogóle czyjś wyraz twarzy może być dowodem czegokolwiek. Był 

oszołomiony. 

- Jestem gotowa i mam duży apetyt - oznajmiła, choć minęły dopiero 

dwie godziny, od czasu gdy zjadła kanapkę. Naprawdę była wciąż głodna. 

- Mogłem powiedzieć Jasonowi, żeby przysłał nam jedzenie na górę - 

mruknął Mike. 

- Nie, nie mogłeś. Chcę dokładnie poznać życie na ranczu. To może 

być jedyna okazja. Jestem po raz pierwszy w Wyoming i niewykluczone, że 

po raz ostatni. Więc skoro zazwyczaj, będąc tu, jadasz z pracownikami na 

dole, to róbmy tak i teraz. 

- To bywa czasem ciężkie i hałaśliwe zajęcie. 

- Bywałam już w miejscach ciężkich i hałaśliwych - odpowiedziała i 

dodała w duchu: Kiedyś nawet mieszkałam w takich miejscach... 

- Opowiedz - poprosił, unosząc ze zdziwieniem brew. 

- Zajrzyj kiedyś do Fort Lauderdale. Nie ma nic bardziej hałaśliwego 

niż dzieciaki pozostawione same sobie. 

RS

background image

 

41 

Uśmiechnął się, a w policzku ukazał się dołeczek. Miała ochotę choć 

raz dotknąć go palcami. Sprawdzić, jak bardzo był głęboki. Zamknęła oczy i 

odwróciła się do Mike'a plecami. Czyżby to górskie powietrze otumaniło jej 

umysł? 

- Idziemy, czy nie? 

- Idziemy - powiedział Mike z westchnieniem, rzucając na Candee 

ostatnie, krytyczne spojrzenie. 

Zanim stół został nakryty, Candee znała już wszystkich mężczyzn, 

pracujących na ranczu, z wyjątkiem jednego, który mieszkał na tyle blisko, 

że na noc mógł wracać do domu. 

Szałas przedstawiał się imponująco. Candee wyobrażała sobie, że 

będzie to jedno pomieszczenie, z wieloma pryczami, drewnianymi ścianami 

i wielkim, pękatym piecem pośrodku. W rzeczywistości wszystko wyglądało 

inaczej. W olbrzymim salonie stały kanapy, stoły, krzesła i ogromny 

telewizor. Było też kilka wspólnych łazienek, ale każdy pracownik miał 

własną sypialnię. Jadalnia mieściła się w oddzielnym pomieszczeniu, a 

kuchnia była niesamowitych rozmiarów. 

Gdy tylko weszła, zauważyła na ścianie tabliczkę: „Kapelusz i ostrogi 

zakazane". Rozglądając się dokoła, zastanawiała się, czy mieszkańcy szałasu 

potrafią czytać. Choć żaden z nich nie miał na głowie kapelusza, to wielu, 

siadając do posiłku, dzwoniło ostrogami. 

Candee przydzielono miejsce na jednym końcu prostokątnego stołu, 

Mike siedział naprzeciwko, a po bokach cała reszta. Próbowała zapamiętać 

imiona wszystkich mężczyzn, ale było ich aż czternastu, więc wiedziała, że 

musi minąć kilka dni, zanim jej się to uda. Byli dość zróżnicowani wiekowo, 

RS

background image

 

42 

starsi i młodsi. Wszyscy raczej wysocy i szczupli, tylko jeden był trochę 

tęższy od całej reszty - kucharz Jason. 

Jedli w milczeniu, ale gdy tylko pierwszy głód został zaspokojony, 

przy stole zaczęły się rozmowy. Prawie wszyscy mieli do Candee jakieś 

pytania. Na początku jednak najbardziej interesowało ich, jak poznała 

Mike'a i jak sprawiła, że się oświadczył? 

Posłała Mike'owi uśmiech przez stół. 

- To przyszło nagle, jak grom z jasnego nieba, prawda, kochanie? 

Opowiedz, jak przyjechałeś na Florydę i kompletnie zwaliłeś mnie z nóg - 

rzuciła wyzywająco. 

Wiedziała, że go drażni, ale miała ochotę trochę sobie z niego 

pożartować. Była w wyśmienitym humorze. Strach, który nie opuszczał jej 

nieprzerwanie od kilku miesięcy, nagle zniknął. Poczuła się bezpieczna w 

towarzystwie tych silnych mężczyzn. 

Mike uśmiechnął się, a oczy zabłysły mu znienacka. 

- Nie muszę im nic mówić, Candee. Jedno spojrzenie na ciebie i każdy 

może się z łatwością domyślić, jak to było. 

Mężczyźni wybuchnęli śmiechem i zmienili temat rozmowy. Pytali o 

Miami, o plażę, o turystów, a także o ekonomiczną sytuację na Florydzie. 

Potem przedstawili Mike'owi obecną sytuację rancza i opowiedzieli o 

zmianach w mieście, jakie zaszły od czasu jego ostatniej wizyty. 

Candee prowadziła ożywioną konwersację ze współbiesiadnikami, 

zachłannie słuchała o czym opowiadają i często się śmiała. Ten świat 

wydawał jej się oddalony od jej świata o całe lata świetlne. Słuchając o ich 

problemach, zaczęła zastanawiać się, chyba po raz pierwszy, czy jej życie 

zawierało w sobie wszystko to, czego pragnęła. Obserwując tych mężczyzn, 

RS

background image

 

43 

zrozumiała, że łącząca ich więź była bardzo silna. Żartowali nawzajem z 

siebie, zaczepiali się, sprawiali wrażenie, że wiedzą o sobie wszystko i że są 

jak rodzina. Dla Candee było to zupełną nowością. Owszem, miała grupę 

znajomych w Miami, ale oni w niczym nie przypominali rodziny. Swoją 

pracę bardzo lubiła, ale nigdy nie zastępowała jej ani rodziny, ani miłości. 

Nagle zrozumiała, jak bardzo zawsze była samotna. Najpierw jej rodzice 

zginęli, potem, gdy wydawało jej się, że znalazła miłość... 

Spojrzała na Mike'a. Podobał jej się. Wszystko w nim jej się podobało. 

Szkoda, że jego charakter nie był trochę mniej szorstki, a on sam bardziej 

beztroski. No cóż, jeśli jednak obcuje się ze śmiercią na co dzień, to trudno 

być beztroskim, prawda? Zastanawiało ją, dlaczego się nie ożenił. Na pewno 

nie ż powodu braku powodzenia. Może nie znalazł odpowiedniej kobiety, a 

może ona... 

- Prawda, Candee? - zapytał Jason. 

- Przepraszam, ale nie słyszałam, o czym mówiłeś. -Uśmiechnęła się, 

mając nadzieję, że nikt nie zauważył, jak wpatrywała się w Mike'a. 

- Nie słyszała, bo od pięciu minut gapi się na Mike'a! Od razu widać, 

jaka jest zakochana! - zaczął wołać jeden z mężczyzn. Pozostali wybuchnęli 

śmiechem, a Candee poczuła nagły przypływ gorąca. 

- Powiedziałem im, że to twoja pierwsza wizyta na ranczu i że 

chciałabyś się wszystkiego dowiedzieć - spokojnie powtórzył Jason, ale 

oczy mu się śmiały. 

- To prawda - przyznała i uciekła wzrokiem gdzieś w bok. Wstydziła 

się w tym momencie spojrzeć na Mike'a. - Chciałabym się nauczyć jeździć 

konno. 

RS

background image

 

44 

- Ja cię nauczę - powiedział Bill, młody chłopak, który wyglądał tak, 

jakby dopiero co skończył szkołę. - Bardzo chętnie. 

- Oczywiście, że ja ją tego nauczę - przerwał mu Mike. 

- Ciekawe, czemu właśnie ty - zażartował Jason. 

- Świetnie! - wykrzyknęła z radością Candee. - Do czasu naszego 

wyjazdu stanę się prawdziwą mistrzynią w jeździe konnej! 

- Gdyby Mike kiedyś był zajęty, to ja go chętnie zastąpię! - 

wykrzyknął Steve. 

- Chciałbyś! - powiedział Hank i wszyscy wybuchnęli śmiechem. 

- Chwilowo zajmuję miejsce Toma, ale tak naprawdę to jestem na 

wakacjach z moją narzeczoną i nie wyobrażam sobie, żeby coś mogło mnie 

od niej odciągnąć. - Mike powiedział to spokojnym i zrównoważonym 

głosem, spoglądając na Candee. 

Było to ostrzeżenie. Subtelne, ale skuteczne. Wkrótce wszyscy, jeden 

za drugim, zaczęli wstawać od stołu. 

- Chodź, kochanie, przejdziemy się jeszcze przed snem.  

Candee, wstając od stołu, spojrzała na zegarek. Nie było jeszcze 

ósmej. Gdy wychodziła z Mikiem z jadalni, wszyscy życzyli im dobrej nocy. 

Drzwi za nimi zatrzasnęły się i Candee nagle poczuła, że dawno nie była tak 

szczęśliwa. 

- Wywarłaś spore wrażenie - powiedział Mike, kierując się dużymi 

krokami w stronę domu. 

- Zwolnij choć trochę - poprosiła, nie chcąc gonić za nim. Poza tym nie 

musiała tego robić. Z łatwością sama odnalazłaby drogę. Dom widać było z 

daleka. 

RS

background image

 

45 

Mike zatrzymał się i odwrócił. Zaczekał, aż ona go dogoni, po czym 

objął ją ramieniem i ruszył ponownie, ale szedł już wolniej. 

Candee, czując jego dotyk, znów miała dreszcze i znów zastanawiała 

się nad tym, nad czym zastanawiała się już poprzednio kilka razy. Czy on 

czuje do niej to, co ona do niego? 

- Zimno? 

Przecząco potrząsnęła głową. Powietrze było chłodne, ale ona nie 

odczuwała zimna, a jedynie bliskość ciała Mike'a, które ogrzewało ją. 

- Posłuchaj, będziemy z nimi jadać, żeby nie musieć zajmować się 

gotowaniem. Jason jest kucharzem od ponad dziesięciu lat i zna się na 

rzeczy. Jednak stanowczo muszę ci zabronić flirtowania, tak jak to robiłaś 

dzisiaj. 

- Nie flirtowałam! - wykrzyknęła z oburzeniem. Stali już pod drzwiami 

domu. 

- Moja droga, dla ciebie flirtowanie jest tym, czym dla innych 

oddychanie. Może nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale patrzysz na 

mężczyznę tak, jakby był dla ludzkości bezcennym darem od Boga, 

uśmiechasz się tym swoim uśmiechem, jakby nikogo oprócz niego na 

świecie nie było, pochłaniasz każde jego słowo. To właśnie jest flirtowanie. 

- Starałam się być po prostu przyjacielska, nic więcej. Uśmiech jest 

miłą rzeczą i tyle. Wcale nie flirtowałam! 

- I pewnie to twoje ubranie też służy jedynie temu, aby być 

przyjacielską dla mężczyzn? 

- To ubranie? A co jest nie tak z moim ubraniem? Przepraszam bardzo, 

ale czy to właśnie nie ty dopilnowałeś, by moje ubrania zostały w Denver? 

Czy to nie ty kazałeś mi kupić takie, a nie inne ubrania w supermarkecie, w 

RS

background image

 

46 

którym byliśmy? Poza tym, jak zdążyłam zauważyć, każdy z mężczyzn 

siedzących z nami przy stole miał na sobie właśnie takie dżinsy jak moje! 

Więc o co ci chodzi? - Nie mogła wprost uwierzyć, że prowadzą taką głupią 

rozmowę i że on przed chwilą oskarżył ją o flirtowanie. 

Mike przysunął się do niej tak, że prawie dotykał jej nosa swoim. 

- Pozwól, że jedno ci powiem, kochanie. Masz rację.Każdy mężczyzna 

w tym szałasie miał na sobie dżinsy, ale żaden nie miał tak obcisłych jak 

twoje. Poza tym mężczyźni nie eksponują tak swoich bioder, a już z 

pewnością nie pokazują przy każdym ruchu swojej gołej talii. - Objął ją w 

pasie, przejechał dłońmi po nagim ciele w kierunku pleców, aż do miejsca, 

gdzie poczuł wgłębienie kręgosłupa. 

Przez moment patrzył jej prosto w oczy. Serce Candee łomotało z 

wrażenia. Próbowała myśleć trzeźwo i nie dać się ponieść emocjom. Czuła 

jego oddech na swoim policzku. Widziała błysk w jego oczach, błysk 

alarmujący o wyczerpującej się cierpliwości. 

- Poza tym mężczyźni nie noszą koszul w ten sposób, nie nachylają się 

tak nad rozmówcą w trakcie rozmowy i nie prowokują go swoim 

zachowaniem, tak jak potrafią to niektóre kobiety. A ty, Candee, należysz do 

nich. - Przy ostatnich słowach Mike ściszył głos, po czym delikatnie 

przesunął palce pomiędzy włosami Candee. Były chłodne i miękkie, 

dokładnie takie, jakimi je sobie wyobrażał. 

Westchnęła z ulgą, ale i rozczarowaniem, gdy opuścił rękę. Próbowała 

wyobrazić sobie, jakby to było, gdyby teraz ich usta spotkały się w 

namiętnym pocałunku. Iskrzące podniecenie przeszyło jej ciało. Nigdy 

wcześniej nie czuła się podobnie. Nawet z Robertem. 

RS

background image

 

47 

- Wejdźmy do środka - powiedział i otworzył drzwi. Candee bez słowa 

weszła do domu. Starała się unikać jego 

wzroku, ale głowę trzymała wysoko. Nie zrobiła nic złego, a z 

pewnością nie flirtowała. Może była trochę bardziej serdeczna tego 

wieczoru niż zwykłe, ale nie miało to nic wspólnego z flirtowaniem! 

- Możemy oglądać telewizję, jeśli masz ochotę - zaproponował Mike. 

- Nie, dziękuję, wolę wziąć kąpiel i poczytać. Przez cztery dni nie 

wysiadałam z samolotu. Mam ochotę po prostu wymoczyć się w wannie. 

Och! - Nagle przypomniała sobie, że robiąc dziś zakupy w supermarkecie, 

nie wzięła jednak tej białej koszulki do spania. 

- Co? - Mike szybko rozejrzał się po pokoju. 

- Zapomniałam o koszuli do spania, nie mam żadnej piżamy. - 

Opuściła głowę, zastanawiając się, czy będzie musiała spać w samych 

majteczkach i staniku. Bo chyba nie w dżinsach? 

- Mam stary podkoszulek, mogę ci go dać. Zakryje co najważniejsze. 

Jest z grubej bawełny, więc dość ciepły. A noce tu bywają chłodne. 

- Dziękuję. 

Przeszył ją dreszcz na myśl o tym, że będzie spała w jego 

podkoszulku. Miała nadzieję, że uda jej się zasnąć z tą błogą świadomością. 

Obiecała sobie, że gdy następnym razem pojadą do miasta, kupi sobie 

prawdziwą koszulę nocną, taką z długimi rękawami, zapinaną pod samą 

szyję i na dodatek flanelową! 

Mike otworzył lodówkę i wyjął z niej piwo. Miał ochotę na coś 

mocniejszego, ale musiał pozostawać czujny przez cały czas i nie mógł 

sobie pozwolić na to, żeby cokolwiek tępiło jego zmysły i spowalniało 

refleks. 

RS

background image

 

48 

Przez chwilę przysłuchiwał się ciszy panującej w domu. Pół godziny 

temu Candee była w łazience. Słyszał wodę lecącą do wanny. A potem nic. 

Może zasnęła, pomyślał. 

Gdy dawał jej książkę do czytania i podkoszulek, podziękowała mu 

grzecznie, ale nie spojrzała mu w oczy. Ani razu, od czasu gdy wyszli z 

szałasu, a on ją objął. Może się mnie boi, pomyślał. Wiedział, że jego 

zadaniem jest przede wszystkim ją chronić, a nie być przyczyną jej 

dodatkowych lęków. 

Postanowił, ze w przyszłości będzie lepiej się kontrolował. Myśli te 

spowodowały, że natychmiast poszedł sprawdzić, czy nic jej się nie stało. 

Cicho przeszedł korytarz i zatrzymał się przy drzwiach łazienki. 

Podniósł rękę, by zapukać, gdy w tej samej chwili drzwi otworzyły się i z 

pomieszczenia buchnęła para. Przed nim stała Candee ubrana w jego 

podkoszulek. Sięgał jej ledwie za pupę, odsłaniając długie, zgrabne i 

opalone nogi. Mike na moment odwrócił wzrok, ale po chwili odważnie 

spojrzał jej prosto w oczy. 

- Zastanawiałem się, czy wszystko w porządku. 

- Tak - odpowiedziała Candee. 

Wiedział, że stojąc w drzwiach, zagrodził jej drogę. Żeby przejść, 

musiałaby otrzeć się o niego, a nie sądził, by chciała to zrobić. 

- Jak książka? - zapytał. 

- Ciekawa. Nigdy wcześniej nie czytałam nic Louisa L'Amoura. Jest 

całkiem dobry. 

- Ja bardzo go lubię - rzekł Mike, opierając jedną rękę o framugę drzwi 

i tym samym jeszcze bardziej zbliżając się do Candee. 

RS

background image

 

49 

Uniosła głowę, ich oczy spotkały się. Zapomniał o tym, co sobie 

wcześniej obiecywał. Zacisnął dłoń na butelce z piwem, żeby nie odstawić 

jej przypadkiem na bok i nie objąć Candee. Miała takie piękne niebieskie 

oczy. I te czarne jak sadza rzęsy... 

- Muszę już iść do łóżka. Robi mi się zimno - powiedziała, oblizując 

dolną wargę. 

Cofnął się, robiąc jej przejście. 

- A więc dobranoc. Widzimy się na śniadaniu o szóstej trzydzieści. 

- O szóstej trzydzieści?! - przeraziła się Candee. 

- Wszyscy na ranczu wstają bardzo wcześnie, żeby zacząć pracę o 

świcie. Jeśli chcemy z nimi jadać, musimy się dostosować. 

- W porządku, a więc do rana - powiedziała i szybko przeszła do 

swojego pokoju, zamykając za sobą drzwi. 

Cholera! - przeklął w myślach. Nie miał prawa jej pragnąć ani nawet o 

niej myśleć! Za trzy tygodnie ich drogi rozejdą się. Jego życie to Wyoming, 

rancza i otwarte przestrzenie. Jej - plaże Florydy. Poza tym wiedział, że 

kobiety to same kłopoty, i obiecał sobie, że już nigdy nie sparzy się na 

żadnej, szczególnie po tym, co przeżył z Amy. 

Serce Candee biło mocno. Wciąż była pod wrażeniem tego 

nieoczekiwanego spotkania z Mikiem. W pokoju panował chłód, dlatego 

szybko wsunęła się pod kołdrę i szczelnie się nią opatuliła. Otworzyła 

książkę i próbowała czytać. Wyrazy zamazywały jej się przed oczyma i nie 

mogła pozbierać myśli. Zamiast liter, widziała wysokiego bruneta, 

opierającego się o framugę drzwi. Niemal czuła jego bliskość, widziała 

zarys ust i zmysłowy dołeczek w policzku. Przycisnęła książkę mocno do 

siebie. Potrząsnęła głową, by odgonić od siebie myśli o Mike'u. Powoli jego 

RS

background image

 

50 

obraz odpłynął, przeczytała jeszcze kilka stron, po czym odłożyła książkę. 

Rozejrzała się po raz ostatni po pokoju i zasnęła. 

Dom przeszył kobiecy głośny krzyk. W ciągu dwóch sekund Mike 

znalazł się w jej pokoju, gotowy, by jej bronić. Leżała w łóżku. 

Najwyraźniej przyśnił jej się jakiś koszmar. Krzyk wydobył się z jej ust 

jeszcze raz. 

Mike bezszelestnie podbiegł do łóżka i podniósł jej głowę z poduszki. 

- Candee, Candee, obudź się. To tylko sen. 

Powoli otworzyła oczy. 

- To ty, Mike? 

- Miałaś zły sen. Boże, krzyczałaś tak, że myślałem, iż ktoś się tu 

wdarł i zaatakował cię. 

- To było okropne - wyszeptała ze łzami w oczach. 

- Co ci się śniło? - zapytał, delikatnie kładąc ręce na jej ramionach. 

- Wszystko było pomieszane, nie po kolei. Strzelanina, wybuch 

bomby, tamten policjant raniony odłamkami szkła. - Candee przetarła oczy. 

- A najgorsze było na końcu. Ramirez z bronią wycelowaną we mnie. 

Próbowałam biec, ale nie mogłam. 

Objął ją i przycisnął mocno do piersi. 

- Wiem, że to wszystko jest dla ciebie bardzo trudne, ale musisz być 

dzielna, nie możesz się teraz załamać. Zdaję sobie sprawę, że przeszłaś 

bardzo wiele, ale już nie jesteś sama. Przejdziemy przez to razem. Tu 

jesteśmy bezpieczni. Poza tym, do procesu już tylko kilka tygodni i niedługo 

będziesz mogła wrócić do normalnego życia. 

- Być może. Ale czasem wydaje mi się, że nigdy o tym wszystkim nie 

zapomnę. 

RS

background image

 

51 

- Podobno czas leczy rany. Poczekaj trochę, a zapomnisz o tym 

koszmarze. Nie martw się, wszystko będzie dobrze... Zobaczysz. - Mówił 

spokojnie, łagodnie i stopniowo ściszał głos. Chciał, aby Candee mogła jak 

najszybciej zasnąć. 

Candee objęła mocno Mike'a- i przytuliła się do niego. Cieszyła się, że 

nie jest sama. Była bardzo śpiąca i zmęczona, ale odczuwała strach przed 

powtórnym zaśnięciem. Nie chciała po raz setny przeżywać tego samego 

koszmaru sennego, który niezmiennie ją przerażał. Powoli jednak jej po-

wieki zaczęły ciążyć i zasnęła. 

Gdy Candee obudziła się, za oknem wciąż panowała ciemność, tylko 

na horyzoncie niebo miało bladoróżowy odcień. Usłyszała szum wody i 

ponownie wtuliła głowę w poduszkę. Przez moment z zamkniętymi oczyma 

wyobrażała sobie Mike'a biorącego prysznic. Widziała krople wody 

spływające po jego szerokich ramionach i muskularnej klatce piersiowej. 

Otworzywszy oczy, musiała złapać głęboki oddech. Przypomniała sobie, jak 

czule obejmował ją ostatniej nocy, gdy obudziła się z krzykiem. Chyba 

jednak miał bardziej skomplikowany charakter, niż wydawało jej się zaraz 

na samym początku ich znajomości. Zastanawiała się, czy zdoła go dobrze 

poznać podczas tych trzech tygodni wspólnego pobytu na ranczu. Czy 

będzie z nią rozmawiał i chętnie spędzał czas w jej towarzystwie, czy raczej 

będzie trzymał się z dala od niej i jedynie ograniczał się do wykonywania 

swoich służbowych obowiązków. Ciekawa była, czy podzieli się z nią choć 

odrobiną siebie. 

Candee wstała z łóżka, podeszła do szafy i ubrała się w ekspresowym 

tempie. Dziś, by nie drażnić Mike'a, włożyła dłuższą koszulkę i wcisnęła ją 

w spodnie. Włosy zebrała w koński ogon. Zastanawiała się, czy zauważy 

RS

background image

 

52 

zmianę w jej wyglądzie i czy doceni to, że zastosowała się do jego poleceń. 

Wiedziała, że Mike wciąż jest w łazience, choć już nie słyszała odgłosu 

lecącej wody. Cichutko wyszła na korytarz i bezbłędnie odnalazła drzwi do 

drugiej łazienki. Szybko umyła zęby, twarz i dłonie, po czym na palcach 

przeszła do pustego salonu. Stanęła w oknie i zapatrzyła się na góry. Ich 

szczyty były ciągle spowite ciemnością, ale podczas gdy obserwowała je, 

niebo stopniowo się rozjaśniało i zarys wierzchołków stawał się coraz 

wyraźniejszy. 

- Myślałem, że będziesz dłużej spała - rozległ się głos Mike'a. 

Odwróciła się. Miał na sobie czyste niebieskie dżinsy, bardzo podobne 

do tych, w których był wczoraj, niebieską koszulę z podwiniętymi rękawami 

i wilgotne ciemne włosy. 

- Idziemy już na śniadanie? - zapytała, a jej spojrzenie uciekło gdzieś 

w bok. Szybko zrozumiała, że nie ma sensu gapić się na niego i kusić samej 

siebie. Mój Boże, ledwo mogła mu się oprzeć, a znała go dopiero drugi 

dzień! Przed nią były jeszcze całe trzy tygodnie... Co to będzie? - pani-

kowała w myślach. 

- Później spałaś już dobrze? 

- Tak. Zadaje się, że zasnęłam, zanim wyszedłeś. Przepraszam. 

- Nie ma sprawy. Całkiem przyjemnie tuliło mi się ciebie do snu. - 

Uśmiechnął się, pokazując dołeczek. - Na dworze jest dosyć chłodno. Zaraz 

przyniosę ci moją bluzę, włożysz ją, gdy będziemy szli na śniadanie. 

- Okay - zgodziła się Candee. 

Nie ma znaczenia, w co ona się ubiera, pomyślał Mike, gdy szli do 

szałasu. Nawet w za dużej bluzie, kryjącej jej talię i piersi, wyglądała 

ponętnie. Włosy związane w kucyk miały sprawić, że będzie wyglądała 

RS

background image

 

53 

skromnie, a fryzura ta uwidoczniła jej wysokie kości policzkowe i 

wyeksponowała piękne niebieskie oczy. 

Wszyscy mężczyźni zgromadzeni w szałasie powitali ją tak, jakby była 

ich starą, dobrą znajomą. 

- Znam Jasona, Hanka, Billa i Steve'a - powiedziała Candee, 

przechodząc wzdłuż siedzących. Pozostali, nie wymienieni przez nią 

mężczyźni, przedstawili się po raz kolejny. W ten sposób przed końcem 

posiłku zapamiętała już imiona prawie wszystkich. 

Podczas śniadania Candee żartowała i rozmawiała z każdym z nich. 

Zadawała wiele pytań i uważnie słuchała odpowiedzi. Zalotnie wysuwała 

głowę, by lepiej widzieć swoich rozmówców. 

Cierpliwość Mike'a powoli się kończyła. Pomyślał, że robiła to 

wszystko celowo, by zrobić mu na złość po tym, jak wczoraj zwrócił jej 

uwagę na to, by nie flirtowała. 

- Możemy zacząć lekcje konnej jazdy już dzisiaj? - zapytała, zalotnie 

patrząc mu w oczy i uśmiechając się przy tym kokieteryjnie. 

- Dzisiaj nie - burknął. 

- Dlaczego nie? - W głosie Candee słychać było zdziwienie, a uśmiech 

zniknął z jej twarzy. 

- Chyba najpierw powinienem sprawdzić kilka rzeczy. Może później 

zaczniemy naukę. - Mike rzucił jej chmurne spojrzenie, po czym szybko 

rozejrzał się dokoła, sprawdzając, jakie wrażenie wywarła na obecnych jego 

odpowiedź. 

Wszyscy zamilkli. Nagle przyszło mu do głowy, że nie byłoby wcale 

takim złym pomysłem, gdyby udało mu się wywieźć ją gdzieś, żeby była z 

dala od tych mężczyzn, z dala od rancza. Mogliby wziąć dwa konie, koszyk 

RS

background image

 

54 

z jedzeniem i spędzić gdzieś całe przedpołudnie, a może i popołudnie aż do 

samego wieczora? Na pewno zmęczyłaby się i nawdychała tyle świeżego 

powietrza, że w nocy spałaby jak suseł. 

- Hank, masz konia, który byłby odpowiedni dla Candee? 

- zapytał Mike, ujęty podekscytowaniem, jakie usłyszał w jej głosie, 

gdy mówiła o przejażdżce. Zdaje się, że naprawdę miała ochotę nauczyć się 

jeździć konno. 

- Możesz wziąć Smoky'ego - zaproponował Hank. 

- Jest dobrym, rączym koniem, a zarazem łagodnym jak baranek. Nie 

sprawi jej kłopotu. 

- Dzięki, Hank. Zajmę się nim, jak będę umiała najlepiej 

- powiedziała Candee, rozpromieniając się w uśmiechu. 

Przez kilkanaście następnych minut Hank dawał Candee rady, jak 

utrzymać się w siodle i nie dać się ponieść koniowi, a ona słuchała, śmiejąc 

się i tłumacząc, że choć nie da rady spamiętać wszystkiego, co jej 

powiedział, to zrobi wszystko, co w jej mocy, by nie spaść z końskiego 

grzbietu. 

W tym samym czasie mina Mike'a stawała się coraz groźniejsza i 

coraz bardziej nachmurzona. 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

 

55 

ROZDZIAŁ CZWARTY 

 

- Nie rozumiem, dlaczego nie możemy już teraz jechać na przejażdżkę 

- powiedziała Candee, przyglądając się siodłającym konie mężczyznom. 

Oparła się o płot i studiowała każdy ich ruch. Była przekonana, że to 

wszystko jest w stanie sama zrobić. Powtórzyć każdy ruch, który widziała. - 

- Powiedziałem ci, że najpierw muszę załatwić kilka spraw. 

- Na przykład co? - Z zaciekawieniem spojrzała na niego. 

- Muszę na przykład zadzwonić do mojego szefa i zdać relację z tego, 

co się tu dzieje oraz dowiedzieć się od niego, co się dzieje tam. Sprawdzić, 

czy agent na lotnisku w Denver widział kogokolwiek podejrzanego. Gdy 

tylko będę pewien, że jesteśmy bezpieczni, pojedziemy na przejażdżkę. Poza 

tym będziemy tu jeszcze przez kilka tygodni, więc będziesz miała mnóstwo 

czasu na naukę konnej jazdy i oglądanie ran-cza. Nie musimy się spieszyć. 

Candee odwróciła się w stronę zagrody i zaczęła przyglądać się 

kowbojom. Starała się ukryć swoje rozczarowanie. Tłumaczyła sobie, że 

kilka godzin nie robi różnicy. 

- Chodź, idziemy do domu - powiedział Mike, dotykając jej ramienia. 

Próbowała zignorować dreszcz podniecenia, który przeszył jej ciało 

pod wpływem jego dotyku. Spojrzała na Mike'a. Nawet nie zauważył jej 

reakcji. Zastanawiała się, co powinna była robić jako jego narzeczona. Może 

powinni często trzymać się za ręce, flirtować? Oczywiście jedynie dla dobra 

sprawy. Uśmiechnęła się do swoich myśli, wyobrażając sobie reakcję 

Mike'a, gdyby mu to zaproponowała. 

- I co teraz? Co mam robić? - zapytała, gdy weszli do domu. 

RS

background image

 

56 

- Muszę chwilę zaczekać. O tej porze w biurze jeszcze nikogo nie ma. 

Dlaczego nie zrobisz po prostu tego, co zazwyczaj robisz w domu? 

- Zazwyczaj o tej godzinie jestem już w pracy, sprawdzam ilość 

sprzedanych towarów, planuję nowe strategie marketingowe, robię aranżacje 

na wystawy jesienne i... 

- A w weekendy? Co robisz w weekendy? - przerwał jej łagodnym 

głosem. 

- Bardzo wiele sobót i niedziel spędzam w pracy. Sklep jest otwarty 

siedem dni w tygodniu ze względu na turystów. 

Mike zdjął z głowy kapelusz i rzucił go na stół. 

- Musisz przecież czasem robić coś, co cię odpręża. Może malujesz 

paznokcie? 

Candee ze zdumieniem podniosła brwi. Uniosła do góry dłonie, 

spoglądając na krótko przycięte, pomalowane bezbarwnym lakierem 

paznokcie. 

- Nie mam pojęcia, co robię w wolnym czasie. 

- W takim razie idź się uczesać, powinno zająć ci to przynajmniej 

godzinę. 

Candee rzuciła Mike'owi piorunujące spojrzenie. 

- Związałam moje włosy w kucyk tylko dlatego, że nie pozwoliłeś mi 

wyglądać „prowokująco", a teraz każesz mi zmienić fryzurę? Czy mógłbyś 

się wreszcie na coś zdecydować, panie Black? 

- Pytałaś mnie, co masz robić. Ja tylko rzucam pomysły! 

- W porządku. - Candee rozpuściła włosy i przejechała pomiędzy nimi 

palcami. - Czy tak może być? 

RS

background image

 

57 

Mike spojrzał na nią. Wyglądała cudownie. Włosy okalały jej twarz 

niczym jasny obłok. Były miękkie jak jedwab. Pragnął znowu ich dotknąć. 

- Nie obchodzi mnie, co będziesz robić. Jestem tu po to, by czuwać 

nad twoim bezpieczeństwem, a nie zabawiać cię. Rób, co chcesz, tylko nie 

wychodź z domu, jeśli mnie przy tobie nie ma - powiedział Mike i zamknął 

za sobą drzwi salonu. Miał nieodpartą ochotę z całej siły trzasnąć nimi, ale 

powstrzymał się. 

Postanowił zadzwonić do szefa do domu, zamiast czekać do momentu 

otwarcia biura. Wszedł do pokoju brata, gdzie na biurku stał telefon. 

Candee miała nadzieję, że Mike szybko wróci i że będzie miała okazję 

powiedzieć mu, co myśli o nim i jego głupich komentarzach. Nie 

potrzebowała nikogo, żeby ją zabawiał. Dbała o siebie sama przez lata i 

mogła nadal to robić. Poza tym Mike nie był nikim więcej, jak tylko jej 

ochroniarzem - zwykłym nadzorcą. Czemu jednak tak bardzo ją pociągał? 

Dlaczego tęskniła za następnym pocałunkiem? On zaś najwyraźniej 

traktował ich znajomość w kategoriach czysto zawodowych. Myślał, że jest 

próżna i pusta. Jak on to powiedział? „Idź i uczesz sobie włosy. Powinno 

zająć ci to co najmniej godzinę". Jakoś tak powiedział... a może trochę 

inaczej? Nieważne. Czy naprawdę uważał ją za tak próżną kobietę? Za 

wszelką cenę chciała mu udowodnić, że się myli. Podeszła do okna i znowu 

zapatrzyła się na góry. W głowie miała już kilka pomysłów, co robić, aby 

mu udowodnić, że jest skromna, poważna i rozumna, a nie jakaś płocha, 

słodka idiotka, przysłowiowa głupia blondynka. Lecz po chwili zdała sobie 

sprawę, że to nie ma sensu, a Mike ma rację. Nie jest ani jej narzeczonym, 

ani jej nadzorcą, a tylko stara się dbać o jej bezpieczeństwo, nie jest więc 

takie ważne, co o niej myśli. 

RS

background image

 

58 

Candee odeszła od okna i wróciła do swojego pokoju. Wzięła książkę, 

którą zaczęła czytać poprzedniego wieczoru. Wyciągnęła się na łóżku, 

układając się wygodnie na stosie poduszek. Nie minęło kilka minut, a jej 

powieki stały się ciężkie i zasnęła. 

- Candee? - Mike delikatnie ją potrząsnął. 

- Tak? - Powoli zaczęła wracać do rzeczywistości. - O co chodzi? 

- Ciągle masz ochotę na konną jazdę? - zapytał, a w jego oczach widać 

było rozbawienie. 

- Tak. - Odłożyła książkę i usiadła. - Nie chciałam spać. Która jest 

godzina? 

- Po dziesiątej. Spałaś cały ten czas? 

- Chyba tak. Próbowałam czytać, ale nic mi z tego nie wyszło. - 

Wstała, podeszła do komody, wzięła do ręki szczotkę i zaczęła czesać 

włosy. Spotkała jego wzrok w lustrze. 

- Możesz zostawić włosy rozpuszczone, jeśli masz ochotę. To 

popołudnie spędzimy sami. Dostałem od kucharza koszyk z prowiantem. 

- Coś takiego! A przecież miałeś mnie nie zabawiać i nie organizować 

mi rozrywek - powiedziała z ironią w głosie. 

- Jeśli chcesz, możemy zostać w domu. 

- Nie, nie chcę. 

Mike wyszedł z pokoju, a Candee szybko schwyciła swój nowy 

kapelusz, założyła go na głowę i pognała za nim, bojąc się, że zmieni 

zdanie. 

Nie minął kwadrans, a Mike i Candee, usadowieni na końskich 

grzbietach, jeździli po podwórzu. Candee nigdy wcześniej nie dosiadała 

konia, a jeszcze przed chwilą wdrapanie się na niego wydawało jej się 

RS

background image

 

59 

czymś niemożliwym. Wszystko stało się możliwe dopiero wówczas, gdy 

Trevor ułożył swe dłonie w koszyczek, po to, by mogła wdrapać się na 

siodło. Usadowiła się wygodnie i spojrzała na Mike'a. 

I co teraz? - pomyślała, próbując zignorować podniecenie, które cały 

czas czuła. 

- Spokojnie - powiedział Trevor, uśmiechając się do niej przyjaźnie. 

- Wiem, co mam robić - zawołał Mike, podjeżdżając na swoim koniu 

do Candee i ustawiając się dwa kroki przed nią. 

Rytm, w jakim konie chodziły po podwórzu był bardzo uspokajający. 

Po chwili Candee zapomniała o nerwach i odprężyła się. Słońce świeciło 

jasno, a powietrze stało się ciepłe. Nasunęła kapelusz głębiej na oczy i 

zaczęła rozglądać się dokoła. Już zapomniała o tym, że jeszcze wczoraj 

chciała jechać do Kalifornii. Dziś wszystko było idealne. Jako dziecko 

marzyła o konnej jeździe, a teraz jej marzenia stawały się rzeczywistością. 

Ostrożnie wyciągnęła dłoń i pogłaskała grzbiet konia. 

Mike ani razu się nie odwrócił, by sprawdzić, czy z nią wszystko w 

porządku. Może słyszał miarowy stukot końskich kopyt. Pragnęła, by choć 

na chwilę skierował ku niej wzrok i upewnił się, że daje sobie radę. 

- Dowiedziałeś się już, czy wciąż jeszcze jesteśmy w nie-

bezpieczeństwie? - zapytała, odważnie zrównując się z Mikiem. 

- Nie wziąłbym cię na przejażdżkę, gdybym przypuszczał, że coś może 

nam grozić. Rozmawiałem z moim szefem. Wszystko wskazuje na to, że cię 

zgubili. Wiem też, że nikt za nami tu nie dotarł i nikt nawet nie podejrzewa, 

że tu jesteś. 

- Mówisz to z ogromnym przekonaniem – powiedziała Candee, nadal z 

zachwytem rozglądając się po otaczających ich rozległych równinach. 

RS

background image

 

60 

- Na jedną z naszych kryjówek na Florydzie napadnięto wczoraj w 

nocy. Była pusta, ale ktokolwiek to zrobił, sądzi, że ty wciąż jesteś na 

Florydzie. 

- Kolejna bomba? - zapytała z drżeniem w głosie, przypominając sobie 

niedawne dramatyczne przeżycia. 

- Tak. Na szczęście nikomu nic się nie stało, ale to tylko potwierdza 

prawdopodobieństwo przecieku. 

- Więc twój plan działa - powiedziała, uśmiechając się do niego. 

Jeśli już miała utknąć na dłużej pośrodku tego dzikiego rancza w 

Wyoming, pragnęła, by jej towarzysz okazał się przynajmniej... towarzyski. 

A Mike traktował ją dziś od rana jedynie jak zadanie do wykonania... 

którym niewątpliwie była. Nie potrzebowała żadnych specjalnych 

względów. Chciała tylko, by... by był co najmniej tak miły dla niej, jak 

pozostali mężczyźni na ranczu. I by pamiętał ich pocałunek na lotnisku. A 

on, jak na złość, od rana traktował ją jak powietrze. 

- Cieszę się, że wreszcie mam szansę pojeździć konno. Mówiłam ci, że 

kiedy byłam dzieckiem, to zawsze chciałam mieć własnego kuca? 

- I miałaś? 

- Nie. - Candee przecząco potrząsnęła głową. - Nigdy nie mieliśmy 

pieniędzy. Miałam szczęście, że było nas stać na nowe bury dla mnie na 

początku każdego roku szkolnego. O kucu mogłam tylko marzyć. Ale 

pamiętam, jak bardzo pragnęłam go mieć. 

Przez chwilę stanęła jej przed oczyma ta mała dziewczynka, która tak 

bardzo marzyła o tym, żeby mieć własnego konia. Co ją opętało, żeby 

wspominać o tych nieszczęsnych butach? Ten etap życia miała już dawno za 

RS

background image

 

61 

sobą i chciała o nim całkowicie zapomnieć. Dziś było ją stać na to, by 

kupować sobie nową parę butów co tydzień. 

- Miałaś ciężko. Ale, widzisz, wszystko ma też swoją dobrą stronę. 

Gdybyś miała konia, musiałabyś poświęcić sporo czasu siodłaniu, 

szczotkowaniu i ujeżdżaniu go. Z koniem jest dużo roboty. 

- Pewnie tak. 

- A teraz jest moment w sam raz na to - powiedział Mike i dodał: - A 

nie na flirty. 

- Na co? - Spojrzała mu prosto w oczy, zastanawiając się, jak to 

możliwe, że mężczyzna ma takie długie rzęsy. Dłuższe od jej własnych. - Na 

jakie flirty? O czym ty znowu mówisz? 

- Prosiłem cię, żebyś nie podrywała pracowników rancza. Dziś przy 

śniadaniu ledwo się powstrzymałem od uwag. 

- Nie flirtowałam - wycedziła przez zęby. - A na wypadek, gdybyś 

zapomniał, to przypomnę ci, że przywiozłeś mnie tu jako swoją narzeczoną. 

To nie był niczyj inny pomysł, tylko twój. Staram się więc grać moją rolę, 

jak potrafię najlepiej. Co chciałbyś, żebym robiła? Zupełnie ignorowała ich 

obecność? Była dla nich niemiła? Czy takie właśnie zachowanie pasowałoby 

do twojej narzeczonej? Chciałam wydać się im sympatyczna ze względu na 

ciebie, na twoją tu opinię, ale zawsze mogę się zmienić. Jeśli chcesz, mogę 

okazywać im swoją niechęć i mogę zacząć ich lekceważyć. Jeśli ty tego 

chcesz, to proszę bardzo! 

Mike słuchał jej w milczeniu, jednocześnie myśląc o Amy i o tym, że 

nigdy nie przywiózł jej na ranczo, bo nie chciał się nią z nikim dzielić. 

Candee miała rację. Nie prosiła o to, by właśnie on jej strzegł. Był za nią 

RS

background image

 

62 

odpowiedzialny i obiecał sobie, że nie pozwoli, by wydarzyło się coś, co nie 

powinno się wydarzyć pomiędzy nimi. 

- Gdybyśmy byli naprawdę zaręczeni, to flirtowałabyś ze mną - 

odezwał się wreszcie, zastanawiając się, czy mówiąc to, nie wychodzi na 

idiotę. 

- Jak się na to zdecyduję, to ty pierwszy się o tym dowiesz. A 

tymczasem pokazujesz mi ranczo, czy nie? Gdzie są te wszystkie konie, 

które wczoraj widzieliśmy, jadąc tu? 

- Chcesz je zobaczyć? No, to jedziemy. Pokażę ci - powiedział Mike, 

zwiększając tempo. 

Candee szybko go dogoniła, przypominając sobie rady Trevora. Była 

przekonana, że koń zdawał się je również pamiętać. 

- Zapomnij o kłopotach i podziwiaj piękno Wyoming. 

- Niełatwo mi to przychodzi, ale spróbuję. Chciałabym się dowiedzieć 

o tym miejscu jak najwięcej, zwłaszcza że nie sądzę, żebym miała tu 

kiedykolwiek wrócić. A teraz opowiedz mi, jak chłopak z rancza zostaje 

tym, kim ty jesteś? I dlaczego to robi? Dla fajnej odznaki? 

- Nie, dla fajnej pracy. 

Roześmiała się, czując, że wraca jej dobry humor. 

- Czy to takie fajne wypatrywać przestępców na lotniskach i dworcach, 

ukrywać się, mieszkać w niewygodnych kryjówkach albo niańczyć kogoś na 

ranczu? 

- Jest w tym coś więcej - odpowiedział. 

- Niebezpieczeństwo? 

- To też, ale z czasem staje się to na ogół rutyną. A ty, dlaczego 

zostałaś menedżerem sklepu? Dla prestiżu? 

RS

background image

 

63 

- A żebyś wiedział. Tylko że okazało się to być bardzo ciężką pracą. 

Ale przynajmniej mam zniżkę na ubrania. A to pomaga. 

Tak było na początku. Zaczęła pracować w sklepie, by mieć wiele 

pięknych ubrań. Wkrótce jednak okazało się, że spodobało jej się 

podejmowanie decyzji, pracowanie nad nowymi pomysłami. Szybko 

przeszła drogę od sprzedawcy do menedżera. A teraz mogła stać się 

współwłaścicielem. Jeśli właścicielka - Paulette - nie zmieniła zdania 

podczas jej nieobecności, to wszystko było na dobrej drodze. 

- Założę się, że nie ma u was dżinsów - zauważył z kpiną w głosie. 

- Są. Tylko że takie, w których nie jeździ się konno, bo zbyt dużo 

kosztują. Ale jestem pewna, że są równie wygodne jak te. - Rzuciła mu 

spojrzenie spod ronda kapelusza, uświadamiając sobie, że pobili prawdziwy 

rekord, rozmawiając ze sobą bez sprzeczki już od kilku ładnych minut. 

- Tam są konie, o które pytałaś. 

Stanęli na wierzchołku pagórka. Przed nimi rozciągały się ogromne 

tereny wolnej przestrzeni, a na nich tysiące jasnych grzbietów pasących się 

koni, 

- O rany! - wykrzyknęła Candee, spoglądając na dół. - Miliony żywych 

hamburgerów! Oczywiście, jeśli ktoś lubi końskie mięso, bo ja na pewno 

nie. 

- Chcesz zjechać na dół i bliżej się im przyjrzeć? Przez chwilę wahała 

się, aż wreszcie przecząco potrząsnęła głową. 

- Nie dzisiaj. Następnym razem. Myślę, że na dzisiaj dość już wrażeń. 

Nauczyłam się siedzieć na końskim grzbiecie i chyba całkiem nieźle już 

jeżdżę. 

RS

background image

 

64 

- Siedzenie na koniu, gdy ten się przechadza, właściwie nie zalicza się 

do jazdy. 

- Dla mnie na razie to wystarczy. 

- No dobrze, w takim razie pojedźmy tędy. Pokażę ci rzekę. 

Dłuższy czas jechali w milczeniu. Candee podążała za nim, żałując, że 

nie wie zbyt wiele o mężczyznach. Ten tu nie był z pewnością zbyt 

rozmownym typem. Zastanawiała się, czy była to cecha jego charakteru, czy 

po prostu taki był tylko na służbie. 

- Byłeś kiedyś żonaty? - zapytała odważnie, mając nadzieję, że w ten 

sposób nawiąże z nim jakąś bardziej osobistą rozmowę. 

- Nigdy - odpowiedział lakonicznie. 

- Ja też nie. 

- A byłaś z kimś blisko? - zapytał nieoczekiwanie, po czym wolno 

poprowadził konia w dół, odnajdując wąską ścieżkę pomiędzy skałami. 

Nie wiedziała, czy odpowiadać na to pytanie. 

- Candee? - Jego głos brzmiał miękko i łagodnie. Obejrzał się i 

popatrzył jej w oczy. Napięcie rosło. 

- Kiedyś, dawno temu. 

- W twoich aktach nie ma nic o żadnych mężczyznach. 

- W moich aktach?! - krzyknęła. - Ty masz moje akta?! 

- Biuro ma. Przesłano je nam, gdy zaczęliśmy się zajmować tą sprawą. 

- Nie wierzę własnym uszom! Jak bardzo szczegółowe są informacje w 

nich zawarte? Jak śmiesz szperać w moich aktach? Nie chcę, żeby moje 

życie było otwartą księgą dla wszystkich. To wcale nie jest zabawne. 

Mike próbował powstrzymać śmiech. Bawiła go jej złość. Candee 

rzuciła mu wściekłe spojrzenie. 

RS

background image

 

65 

- Ja o tobie nic nie wiem, a ty wszystko wiesz o mnie. To 

niesprawiedliwe! A tak właściwie, to co konkretnie wiesz? 

- Wiemy dużo o twoich latach szkolnych, wiemy, gdzie mieszkasz i 

gdzie pracujesz. Candee, przecież to należy do naszych obowiązków. 

- Nie chcę już nic więcej wiedzieć o waszych obowiązkach! - 

wykrzyknęła. 

W tym samym momencie koń nieoczekiwanie zatrzymał się i omal nie 

spadła z jego grzbietu. Udało jej się jednak chwycić go za grzywę i z 

powrotem bezpiecznie usiąść w siodle. 

- Dasz sobie radę? - zapytał Mike. - Już wszystko w porządku? 

- W porządku - burknęła niegrzecznie, nadal rozeźlona na niego. - 

Skoro ty wiesz tyle o mnie, to uważam za właściwe, żebyś opowiedział mi 

coś o sobie. 

- Co chcesz wiedzieć? 

Zawahała się. Chciała wiedzieć wszystko! Jednak dokładne poznanie 

jego życiorysu chyba nie było konieczne, zwłaszcza że wkrótce miała 

wrócić do Miami i nigdy więcej go nie oglądać. 

- Czy byłeś kiedyś blisko? - Czego? 

- Ślubnego kobierca. 

Teraz on przez chwilę wahał się z odpowiedzią. Myślami odpłynął 

gdzieś daleko. Candee zaczęła żałować, że zadała to pytanie. Z drugiej 

jednak strony fakt, że tak długo zastanawiał się nad odpowiedzią, podsycał 

jej pragnienie zaspokojenia ciekawości. 

- Raz o tym myślałem - przyznał wreszcie - ale nie wyszło. A jak było 

z tobą? 

RS

background image

 

66 

Wzięła głęboki oddech, odwróciła wzrok, żeby nie patrzeć na niego i 

zaczęła mówić. 

- To było dawno. Jeszcze na studiach. Wtedy było mi bardzo ciężko, 

ale jakoś dawałam sobie radę. Moi rodzice już dawno nie żyli. Zresztą 

pewnie wiesz to wszystko... Robert też był studentem. Zaczęliśmy spotykać 

się i coraz bliżej być ze sobą... - Na chwilę wspomnienia wróciły ze 

zdwojoną siłą. Były bardzo wyraźne i wciąż sprawiały ból. Od lat próbowała 

zapomnieć o tamtym etapie swojego życia. - No cóż, błędnie odczytałam 

jego intencje. Nie miał ochoty na ożenek. I tyle. 

- Dlaczego odnoszę wrażenie, że bardzo skróciłaś całą historię? 

- Teraz twoja kolej. 

- Poznałem dziewczynę z Denver. Zakochaliśmy się w sobie, a 

przynajmniej tak mi się wydawało. Ale chciała ode mnie czegoś, czego nie 

mogłem jej dać. Kiedy nie zostawiłem pracy, żeby wspólnie z jej ojcem 

poprowadzić ich rodzinny interes, nasz związek się rozpadł. Wtedy 

obiecałem sobie, że już nigdy nie popełnię podobnego błędu. 

- Jakiego błędu? Czy takiego, że się zakochasz, czy że się zakochasz w 

kimś, kto będzie próbował cię zmienić? 

- Jedno i drugie. Chcesz zobaczyć rzekę czy wracamy? 

- Chcę. 

Znowu dość długo jechali w. milczeniu, aż dotarli na brzeg rzeki 

Laramie. Mike zeskoczył z konia i podszedł do Candee, by pomóc jej zsiąść. 

- Dam sobie radę - odparła i rzeczywiście sama zsiadła z konia. Nogi 

miała jak z waty, bolały ją uda. Twardo postawiła stopy na ziemi i powoli 

ruszyła w kierunku rzeki. Jej koń potulnie podążył za nią. - Jak tu pięknie - 

powiedziała, rozkoszując się widokami. 

RS

background image

 

67 

- Pomyślałem sobie, że możemy zjeść tu lunch. 

- Dobry pomysł. 

Candee przypomniała sobie ich niedawną rozmowę. Obydwoje 

sparzyli się na miłości. Obydwoje byli zbyt ostrożni, by ponownie ulec 

uczuciom. Mogli zostać jedynie przyjaciółmi. Przez chwilę Candee 

zastanawiała się, czy to dobrze, aż doszła do wniosku, że tak. 

Nad wodą było bardzo przyjemnie. Pyłki topoli pokryły brzeg, znad 

rzeki wiała lekka, chłodna bryza. Candee z zachwytem wpatrywała się w 

taflę wody, żałując, że nie zabrała kostiumu. Brakowało jej plaży i kąpieli, a 

jednak musiała przyznać, że jak dotąd, cały dzisiejszy dzień był jedną 

wielką przyjemnością. 

- Mamy koc? - zapytała, siadając obok Mike'a, po uprzednim 

uważnym przyjrzeniu się trawie rosnącej w tym miejscu. 

- Nie. 

- Jest jedna dobra rzecz, jeśli chodzi o dżinsy. Możesz siadać, gdzie 

tylko ci się podoba i nie boisz się, że zaraz się ubrudzisz. 

- To prawda. Weź to. Tu są dwie kanapki dla ciebie. Kazałem 

Jasonowi zadbać o to, by były duże i smaczne. Poznałem już twój apetyt. 

- Nie mam wcale aż takiego wielkiego apetytu. Wczoraj po prostu 

jadłam normalny posiłek po raz pierwszy od dawna - powiedziała Candee 

obrażonym tonem, ale gdy tylko ugryzła pierwszą kanapkę, zmieniła zdanie. 

Może to świeże powietrze powodowało, że była taka głodna, a może obec-

ność tego mężczyzny... 

Wkrótce kończyła już jeść drugą kanapkę, udowadniając tym samym, 

że Mike miał rację. Pomimo że siedziała w cieniu, a znad rzeki wiał wiatr, 

było jej ciepło. Pomyślała, że lato w Wyoming nie jest wcale takie straszne. 

RS

background image

 

68 

- Chciałabym, żebyśmy mogli popływać. 

Mike wyciągnął się na ziemi, opierając głowę o siodło i nasuwając 

kapelusz głęboko na oczy. 

- Proszę bardzo. Rób to, na co masz ochotę. Ja się zdrzemnę. Nie 

wyspałem się dziś w nocy, bo ktoś mnie obudził... 

- Nie wzięłam kostiumu - powiedziała i jednocześnie zarumieniła się, 

bo nagle przypomniała sobie, jak w nocy tuliła się do niego, kiedy obudził ją 

ten stale powtarzający się koszmar senny. 

- Rozbierz się do bielizny i już. Nie ma tu przecież nikogo oprócz nas. 

- Masz rację. 

Zmarszczyła brwi. Pomysł był niewątpliwie kuszący. Wiedziała, że ma 

dobrą figurę i nie wstydziła się pływać w bieliźnie, ale postanowiła, że tego 

nie zrobi. Nie w jego obecności. 

- Umiesz pływać? - zapytał z powątpiewaniem Mike, unosząc rondo 

kapelusza. 

- Oczywiście, że umiem. Ale, jeśli myślisz, że zdejmę dla ciebie 

ubranie to... 

- Nie dla mnie. Powiedziałem ci, że nie jestem zainteresowany. 

Wzięła głęboki oddech i odwróciła twarz w stronę rzeki. Żaden 

mężczyzna nie mógł tego ująć dosadniej. Nawet gdyby się rozebrała, nie 

zwróciłby na nią uwagi. Rzuciła mu spojrzenie przez ramię. Wyglądało na 

to, że już zasnął. 

Nie zastanawiając się dłużej, zdjęła buty i podwinęła nogawki spodni. 

Skoro nie mogę pływać, to przynajmniej pochodzę sobie w wodzie. To 

lepsze, niż leżenie na ziemi i czekanie, aż on się obudzi, pomyślała. 

RS

background image

 

69 

Jej niespodziewany wrzask zerwał Mike'a na równe nogi. Nie minęła 

sekunda, a był przy niej. 

- Co się stało? Zauważyłaś kogoś? - zapytał. 

- Co się stało?! Ta woda jest lodowata! Mało brakowało, a bym się w 

niej wykąpała! 

- Wrzeszczałaś tak, jakby cię co najmniej chcieli zabić i to tylko z 

powodu odrobinę chłodniejszej wody? 

- Odrobinę chłodniejszej? Ta woda jest jak lód! Uśmiechnął się. 

- Zawsze jest taka zimna, bo spływa z gór razem ze śniegiem. Tylko w 

niektórych płytkich miejscach jest troszkę cieplejsza. 

- Mogłeś mnie uprzedzić. 

Zezłoszczona jego dobrym humorem, popchnęła go lekko w stronę 

wody. Stracił równowagę i runął prosto do rzeki, lecz w ostatniej chwili 

złapał ją za rękę i pociągnął za sobą. Oboje leżeli w wodzie. 

- Zimno mi! Natychmiast wyciągnij mnie stąd! - krzyczała Candee. 

Odepchnęła Mike'a i zaczęła się szamotać, próbując wstać. Nie mogła 

złapać oddechu z powodu zimna. Lodowata wilgoć przedostała się do każdej 

części jej ciała, mocząc całe ubranie i włosy. 

- Powiedziałaś, że umiesz pływać - śmiał się Mike. 

- Oczywiście, że umiem! - wykrzyknęła, po czym odepchnęła Mike'a i 

wstała. W kilka sekund była już na brzegu. Z włosów ciekła jej woda, a 

nowy, jeszcze przed chwilą biały kapelusz, płynął po rzece. Mike zanurzył 

się, by podpłynąć do niego. Złapał go i po chwili był już na brzegu. 

Candee dzwoniła zębami i cała się trzęsła. Była przyzwyczajona do 

ciepłego morza i słońca, a nie do takiego zimna. Mike wciąż się śmiał, więc 

RS

background image

 

70 

obiecała sobie, że jeśli natychmiast nie przestanie, to znowu wepchnie go do 

wody. 

- To wcale nie jest zabawne. Nie po to unikałam kul na Florydzie, żeby 

teraz zamarznąć na śmierć w Wyoming! 

Ubranie przylepiło się do jej ciała, tworząc niemalże drugą skórę. 

Włosy były całe mokre, tak że mogła je wyżymać. 

- Nie można zamarznąć na śmierć w tak krótkim czasie. Woda jest 

zimna, ale nie lodowata. Często pływaliśmy w niej jako dzieci. 

- Po pierwsze nie jestem dzieckiem, a po drugie jestem 

przyzwyczajona do ciepłego morza, a nie do lodowatej rzeki! 

Mike wlepił w nią wzrok. Każdy centymetr jej ciała był teraz 

widoczny. Mokra koszula oblepiała jej piersi, a mokre spodnie były jeszcze 

bardziej opięte. Jego śmiech urwał się w momencie, gdy zdał sobie sprawę, 

że Candee naprawdę cała trzęsie się z zimna. Bez namysłu podbiegł do niej i 

przytulił do siebie. 

- Tak cieplej? - zapytał, przyciskając ją mocno do piersi. Jemu z 

pewnością było cieplej. 

Candee przestała dygotać i objęła go. Pierś Mike'a była niczym piec, 

który rozgrzewał ją stopniowo. Po chwili czuła już prawdziwy żar. 

Próbowała się odsunąć, ale podniecenie, które ją ogarnęło, było silniejsze. 

Powoli uniosła twarz i spojrzała mu prosto w oczy. Zanim zdążyła 

powiedzieć słowo, pochylił się i poczuła jego gorące wargi na swych ustach. 

Mike znowu całował ją. 

 

 

 

RS

background image

 

71 

ROZDZIAŁ PIĄTY 

 

- Nie! - wykrzyknął Mike i odepchnął Candee. - Obiecałem sobie, że 

więcej do tego nie dopuszczę! 

Candee odwróciła się, żeby nie mógł dostrzec jej rozpalonych 

policzków. 

- Pomyśl o tym, jak o udzielaniu pierwszej pomocy... usta usta. Mnie 

było zimno, a ty mnie rozgrzewałeś. 

Żałowała, że to powiedziała. Miała utrzymywać dystans między nimi, 

a nie zmniejszać go. Ostatnia rzecz, jakiej pragnęła, to dać po sobie poznać, 

jak wielkie wrażenie wywierały na niej jego pocałunki. Ktoś musiał 

zachować pozory i tym kimś powinna być ona. 

Delikatnie chwycił ją pod brodę, po czym podniósł jej głowę tak, aby 

musiała spojrzeć mu w oczy. Powoli przejechał palcem po jej ustach, 

zafascynowany ich idealnym kształtem. 

- Usta usta? Pierwsza pomoc. No cóż, chyba musimy szybko wracać 

do domu, aby się przebrać. Nic ci nie jest? 

- Nie licząc tego, że trzęsę się z zimna, to chyba nic. Przypomnij mi 

tylko, żebym w najbliższym czasie nawet nie wspominała o kąpielach. - 

Podniosła wzrok i odważnie spojrzała na niego, mając nadzieję, że buzujące 

w niej emocje nie są widoczne w jej oczach. 

- To ty mnie wepchnęłaś do wody - wypomniał jej, rozbawiony. 

- Uwierz mi, że teraz tego bardzo żałuję. - Nagle cała sytuacja wydała 

jej się komiczna i wybuchnęła śmiechem. 

- Jednak mogłeś mnie uprzedzić. 

RS

background image

 

72 

- Miałaś przynajmniej na tyle rozsądku, by wchodzić do wody bez 

butów. Moje są całkiem mokre. 

Zachichotała. 

Mike jeszcze raz dotknął jej ust, po czym odwrócił się i zaczął szukać 

suchego miejsca, żeby móc usiąść. Gdy już je znalazł, usiadł i zdjął buty. 

Wylało się z nich sporo wody. Ściągnął skarpetki i wycisnął je. Zakładając 

buty ponownie, jęknął: 

- Nie jest to najprzyjemniejsze uczucie. 

Candee obserwowała go cały czas. Nagle Mike zdjął koszulę, 

odsłaniając swój umięśniony, opalony tors. Stała jak zahipnotyzowana, 

wlepiając w niego wzrok. Znajome uczucie ciepła zaczęło ponownie ją 

ogarniać. Wiedząc, że będzie musiała za chwilę odwrócić wzrok, odwlekała 

ten moment, by jak najdłużej cieszyć oczy widokiem pięknego, męskiego 

ciała. Pragnęła dotknąć palcami jego klatki piersiowej i zbadać każdy jej 

mięsień, a ustami „skosztować" opalonej skóry. 

W pewnej chwili ich oczy spotkały się. Czas stanął. Nie liczyło się nic 

oprócz nich dwojga. Candee na moment przestała oddychać, dopiero po 

chwili wrócił jej płytki, nierówny oddech. 

- Odwrócę się, żebyś mogła zdjąć koszulę i ją wycisnąć - powiedział 

Mike zachrypniętym głosem. 

Czy on też czuł to pożądanie i pragnienie? - zastanawiała się. Gdy się 

odwrócił, zobaczyła jego plecy. Były również mocno opalone i pięknie 

umięśnione. 

- Candee?  

Podskoczyła. 

- Co? 

RS

background image

 

73 

- Już skończyłaś? 

- Prawie. Powiem ci, kiedy będziesz mógł się odwrócić - zawołała i 

dopiero teraz zaczęła się rozbierać. 

Mocno skręcała materiał, wyżymając koszulę. Następnie gwałtownym 

ruchem trzepnęła nią w powietrzu. 

Na ten odgłos - strzepywania mokrego materiału - Mike szybko się 

odwrócił i czujnie rozejrzał się wokół. 

- Mówiłam ci, że dam znać, kiedy będziesz mógł się odwrócić - 

powiedziała i zażenowana przycisnęła koszulę do piersi. Zauważyła, że ma 

tak mokry stanik, że stał się aż przezroczysty. 

- Nie wiedziałem, co to za odgłos. Muszę cię pilnować. To moja rola. 

- Pilnować, to nie znaczy gapić się na mnie, kiedy stoję naga i mokra. - 

Bez trudu dostrzegła błysk zainteresowania w jego oczach. 

- Tak jest, pani Adams - powiedział posłusznie, uśmiechając się. 

Candee pospiesznie włożyła koszulę. Niestety, nadal uwidoczniała 

każde zaokrąglenie jej ciała. Gdyby miała koc, okryłaby się nim. Ale nie 

miała nic. Nadrabiając miną, uniosła wysoko głowę i wyzywająco spojrzała 

w oczy Mike'owi. 

- Założę buty i możemy iść. 

Droga powrotna nie należała do najprzyjemniejszych. Mokre dżinsy 

przylepiały się do ciała. Wiał wiatr, który nieubłaganie wdzierał się pod 

wilgotne ubranie. Słońce bawiło się z chmurami w chowanego, powodując, 

że Candee marzła i przez to czuła się coraz bardziej nieszczęśliwa. Gdy jej 

oczom ukazał się dom, natychmiast odzyskała dobry humor. Pomyślała o 

czekającej ją gorącej kąpieli i suchym ubraniu. 

RS

background image

 

74 

- Możemy przyspieszyć? - zapytała, żałując, że nie jest wybornym 

jeźdźcem. 

- Nie. Gdy się jest tak blisko stajni, należy dopilnować, by konie 

przemierzały wolno ostatni odcinek drogi. A poza tym, czy aby na pewno 

jesteś przygotowana na szybki galop? 

- Nie mogę się doczekać gorącej kąpieli - mruknęła, ukradkiem 

pospieszając konia. 

Mike postanowił, że dziś nie pójdą na kolację do szałasu. Jason miał 

im przynieść posiłek do domu. 

Candee weszła do salonu i z niezadowoleniem spostrzegła, że na 

kanapie siedzi Mike i czyta gazetę. Nie było go w domu przez całe 

popołudnie i z tego powodu trochę się boczyła na niego. 

- Co tu robisz? Nie masz ochoty odpocząć od mojego towarzystwa? 

Zróbmy sobie przerwę, dobrze? 

- Spędziłem popołudnie na pracy w stajni. Jak się domyślam, nie 

czytałaś mojej wiadomości, skoro leżała nietknięta w tym samym miejscu, w 

którym ją zostawiłem. 

- Nie tęskniłam za tobą - rzuciła uszczypliwie, opadając na krzesło, 

które stało naprzeciwko kanapy. 

- Czy to dla mnie tak się wystroiłaś? 

- O czym ty mówisz? Mam na sobie dżinsy... 

- Ale te twoje włosy i cały ten makijaż... 

- Masz, zdaje się, bzika na punkcie moich włosów. Uczesałam je po 

myciu. Kręcą się naturalnie. Nie robiłam z nimi nic wyjątkowego. Poza tym 

wcale nie jestem umalowana. Nie miałam czasu, żeby w tym twoim 

RS

background image

 

75 

supermarkecie kupić cokolwiek do zrobienia makijażu. Jedyna rzecz, jaką 

mam, to tusz do rzęs. 

- Wyglądasz, jakbyś miała róż na policzkach. 

- To słońce. 

- Co? 

- To od słońca. Byłam trzymana w zamknięciu tak długo,że cała moja 

opalenizna zbladła. Możesz sobie wyobrazić, jak ciężko było mi żyć w 

Miami pod kluczem. Przez całą wiosnę pogoda była przepiękna, a ja 

tkwiłam za zamkniętymi drzwiami. Dopiero dziś moje policzki nabrały 

trochę koloru. 

- Postaram się, żebyśmy częściej wychodzili. 

- Mówiłeś, że jest tu bezpiecznie. Nie mogłabym sama wychodzić? 

Mike zawahał się. Jak dotąd, nie było obaw, że ktoś dotarł za nimi aż 

tutaj. Wprost przeciwnie. Włamanie do kryjówki na Florydzie było 

dowodem na to, że ludzie ścigający Candee wierzyli, że ona nadal przebywa 

na Florydzie. Przyszło mu na myśl, że gdyby dwojgu zaufanym 

pracownikom zdradził powód, dla którego Candee przebywała na ranczu, to 

i oni też mogliby jej pilnować. 

- Moim zadaniem jest być przy tobie non stop. 

- W porządku, ale nie rób ze mnie więźnia. Przecież nie uczyniłam nic 

złego. Znalazłam się w nieodpowiednim miejscu, o nieodpowiedniej porze. 

Od tamtego momentu jestem ciągle trzymana pod kluczem. A ja lubię 

przebywać z ludźmi, odwiedzać znajomych, po prostu jestem bardzo 

towarzyska i dlatego mam już tego dość. 

RS

background image

 

76 

- Rozumiem. No dobrze. Pozwałam ci wychodzić, tylko proszę, abyś 

nie oddalała się zbytnio od stajni. Słyszysz? Nie odchodź nigdzie dalej. A 

jak zobaczysz coś podejrzanego, to natychmiast mnie zawołaj. 

W oczach Candee pojawił się błysk radości. 

- Dziękuję! To mi naprawdę dobrze zrobi. Obiecuję, że od jutra będę 

wygrzewała się na słońcu i pracowała nad moją opalenizną. 

Mike rozłożył przed sobą gazetę, ale nie widział druku. Przed oczyma 

stała mu Candee i jej włosy. Złote i jasne, jak słońce. Wiedział, że wkrótce 

jej skóra nabierze jeszcze bardziej miodowego koloru. Już teraz wyglądała 

jak... Stop! Nie powinno go interesować, jak ona wygląda. Była pod jego 

opieką i nie wolno mu o tym zapominać, bez względu na to, jak 

zniewalająco wygląda. Dlaczego musiał to sobie ustawicznie powtarzać? 

Jason zapukał do drzwi i nie czekając na zaproszenie, otworzył je. 

Wszedł, niosąc na dużej tacy dwa talerze przykryte aluminiową folią. 

- Przyniosłem jedzenie, Mike. Cześć, Candee. Będzie nam cię 

brakowało przy kolacji - powiedział. 

- Cześć, pomogę ci. - Zerwała się z krzesła i pospieszyła z pomocą. - 

Wiesz, jak to jest z zakochanymi. Chcemy trochę czasu spędzić tylko we 

dwoje. - Rzuciła Mike'owi zalotne spojrzenie. 

Zaniosła talerze do jadalni i wróciła do pokoju. 

Zakochani? - Mike raczej wolałby, żeby nie mówiła takich rzeczy w 

obecności Jasona. Owszem, mieli udawać narzeczonych, ale ona 

najwyraźniej zbyt szybko wczuła się w rolę. Czy była to kwestia praktyki? 

Może ktoś na nią czekał na Florydzie, a ona tylko udawała zakochaną? 

- Cóż, nie mamy Mike'owi tego za złe. Sądzimy tylko, że nie powinien 

być takim egoistą - powiedział Jason z uśmiechem. 

RS

background image

 

77 

Candee też się uśmiechnęła i wzięła go pod rękę. 

- Obiecuję, że jutro przyjdę na obiad. Mam tylko nadzieję, że będę 

pamiętać wszystkie wasze imiona. 

- Będzie nam miło - odpowiedział, a po chwili dodał: - Ty też, Mike, 

będziesz mile widziany, ale pod warunkiem, że przyjdziesz z uśmiechem na 

ustach. 

- Wynocha, Jason. Dzięki za obiad. 

Mężczyzna zachichotał, zadowolony ze swego żartu i pospiesznie 

wyszedł. 

- Gotowy, żeby siąść do kolacji? - zapytała Candee, udając, że nie 

zauważa zbierających się chmur. Skoro sprawiało mu przyjemność bycie 

zrzędą, to nie zamierzała mu w tym przeszkadzać. Ona w każdym razie 

miała zamiar zjeść kolację w miłym nastroju. 

Mike przeszedł na skróty do jadalni, zastępując Candee drogę. 

- Czy jedzenie to wszystko, czego pragniesz, kochanie? Na pewno nie 

zamierzasz wykorzystać tej chwili we dwoje? 

Pchnęła go, ale nawet nie drgnął. Powoli podniosła wzrok, aż 

napotkała jego spojrzenie. 

- Czy to nie ty zacząłeś tę grę? Czy to nie ty powiedziałeś, że naszym 

zachowaniem nie powinniśmy wzbudzać podejrzeń i wątpliwości, co do 

tego, że jesteśmy parą? Powiedziałeś, że zjemy tutaj. Ja chciałam iść do 

szałasu. Nie bierz tego do siebie, ale jestem zmęczona przebywaniem z tobą 

sam na sam dwadzieścia cztery godziny na dobę. Najpierw się nie 

odzywasz, potem masz pretensje. Wszystko, co robię, nie podoba ci się. A ja 

miałam jedynie ochotę na trochę śmiechu i rozmowę. A poza wszystkim, 

RS

background image

 

78 

gdy słyszę od chłopców o ich pracy i o tym, jak wygląda ich dzień, to 

zapominam o własnych kłopotach. 

Wziął jej dłonie w swoje ręce. 

- Jutro zjemy ze wszystkimi. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, jak 

bardzo musisz czuć się samotna. Wszystko, co robiłem, było dla twojego 

dobra. Ale rozumiem, że kobieta przyzwyczajona do rozrywek musi tu się 

nudzić albo czuć się stłamszona. 

Słowo „stłamszona" nie do końca oddawało stan, w jakim się 

znajdowała, gdy trzymał ją za ręce. Była oszołomiona jego dotykiem, 

spojrzeniem jego ciemnych oczu. Wyobrażała sobie, jak składa pocałunek 

na jej ustach. Niejasna tęsknota za uczuciami, o których sądziła, że dawno 

minęły, stawała się coraz silniejsza, gdy jej dotykał. 

Wzięła głęboki oddech i zdała sobie sprawę, że popełnia błąd. Poczuła 

jego zapach. Był inny niż te wszystkie słodkie zapachy perfum, do których 

przywykła. Tworzył swoistą kombinację skóry i sosny, słońca i ciepła, 

męskiej siły i męskiego seksu. Jej serce zaczęło bić mocniej i szybciej, a ona 

zastanawiała się, czy on czuje to jej przyspieszone tętno. 

- Zjedzmy kolację, póki jest gorąca. - Uwolniła ręce z jego uścisku. 

Poszła do kuchni. Potrzebowali sztućców i czegoś do picia. 

Zadowolona, że może choć na chwilę wyrwać się spod magnetycznego 

wpływu Mike'a, ociągała się z powrotem jak mogła najdłużej. Z obawy, że 

będzie jej szukał, po kilku minutach wzięła głęboki oddech i wróciła do 

jadalni. 

- Może być woda? - zapytała, stawiając pełne szklanki przed każdym 

talerzem. 

RS

background image

 

79 

- Pewnie. - Czekał, aż Candee skończy rozkładać sztućce i serwetki, aż 

wreszcie usiadł. 

Ona też zajęła miejsce, starając się myśleć o czymś innym niż o tym, 

jak się czuła, gdy trzymał ją za ręce. 

- Czytałaś dziś? 

- Tak. Skończyłam książkę. Masz jakąś inną tego samego autora? - 

zapytała, usiłując za wszelką cenę trzymać się tematów neutralnych. 

- Tak. Wydaje mi się, że Tom ma wszystkie jego książki. Poszukam 

ich, jak zjemy. 

Candee często jadała tak zwane służbowe obiady i wiedziała, jak 

poprowadzić niezobowiązującą, lekką konwersację, poruszając tak zwane 

bezpieczne tematy. Rozmawia się wtedy o filmach i książkach, o ulubionym 

jedzeniu lub o przyszłych kandydatach na prezydenta. 

Gdy tylko skończyli jeść, Candee szybko zebrała ze stołu talerze i 

zaniosła je do kuchni. Ona zmywała naczynia, a Mike zajął się wycieraniem. 

Trwało to całe pięć minut. 

Czuła, że teraz powinna odejść. Najlepiej wprost do swojego pokoju. I 

nie pokazywać się aż do rana. 

- Znajdziesz mi książkę? - zapytała. - Chciałabym jeszcze dzisiaj 

poczytać. 

- Nie chcesz pooglądać telewizji? 

- Nie dziś. Jestem trochę obolała po dzisiejszej przejażdżce. Będzie 

lepiej, jak się położę. 

- Będziesz obolała jeszcze przez kilka dni. Chyba że pojedziemy 

gdzieś jeszcze raz. Może jutro? 

RS

background image

 

80 

- Zgoda - odpowiedziała bez wahania. - Bardzo dobrze się dziś 

bawiłam. 

Przez moment odniosła wrażenie, że Mike chce jeszcze coś dodać, ale 

odwrócił się i poszedł do kuchni. 

Dziesięć minut później Candee włożyła podkoszulek Mike'a i weszła 

pod kołdrę. Bolały ją nogi, zwłaszcza mięśnie ud, ale była bardzo z siebie 

dumna, a głównie ze swojej wytrzymałości. Przecież do dzisiejszego dnia 

ani razu nie siedziała na koniu. Pomyślała, że jeśli będzie jeździć 

codziennie, to na pewno w ciągu tych trzech tygodni opanuje sztukę konnej 

jazdy. Może Mike miał rację? Może powinna potraktować pobyt tutaj jak 

wakacje i korzystać ze wszystkich uroków życia na ranczu? 

Gdy i tej nocy obudził go płacz Candee, właściwie nie zdziwił się i 

zareagował tak, jakby się go spodziewał. Położył się do łóżka kilka godzin 

wcześniej, ale nie zasnął. Zostawił na wszelki wypadek otwarte drzwi. Gdy 

usłyszał płacz Candee, w kilka sekund był przy niej. Jeden rzut oka 

wystarczył, by się przekonać, że w pokoju nie było nikogo oprócz kobiety 

niespokojnie rzucającej się na posłaniu. 

Usiadł na skraju materaca i delikatnie nią potrząsnął, cicho 

wymawiając jej imię. 

- Candee, Candee, obudź się! 

Otworzyła oczy i dość szybko zdała sobie sprawę z tego, gdzie jest i 

kto przy niej siedzi. 

- Kolejny koszmar? - zapytał łagodnie. 

- Tak - wyszeptała, przecierając oczy. 

Wyglądała jak małe dziecko. Pod wpływem impulsu, bez 

zastanowienia pochylił się i wziął ją na ręce wraz z kocem, którym była 

RS

background image

 

81 

przykryta. Usiadł na krześle obok okna. Przytulił jej głowę do piersi i objął 

ramionami. Przez chwilę siedzieli w milczeniu, słychać było tylko 

złowieszczy stukot okiennic. 

- Opowiedz mi, co ci się śniło. Czasem to pomaga. Wzdrygnęła się. 

- Zaczęło się od strzelaniny. Zobaczyłam Ramireza oddającego strzał. 

Widziałam krew ofiary. W moim śnie krew zalewa wszystko... ulice, 

samochody i próbuje też zalać mnie. Ja uciekam, a on mnie goni. Jestem 

przerażona, ale nie umiem uciekać wystarczająco szybko. Krew mnie goni i 

on mnie goni i... wtedy ty mnie obudziłeś. 

- Śnił ci się już ten sen przed przyjazdem do Wyoming? Candee 

twierdząco pokiwała głową. 

- Co się dzieje, gdy nikt cię nie budzi? 

- Zazwyczaj słyszę odgłos strzału i czuję się tak, jakbym była martwa. 

To okropne uczucie. Nienawidzę go. Czy wiesz, że tamtego wieczoru 

poszłam po lody? Mogłam siedzieć w domu, ale nie, musiałam wyjść, bo 

miałam ochotę na lody miętowo-czekoladowe. 

- Los tak chciał. Musisz jeszcze trochę wytrzymać i będziesz mogła 

wrócić do swojego normalnego życia. Uda ci się na pewno. 

- Jeśli jeszcze jest do czego wracać. 

- Co masz na myśli? 

- Nie jestem pewna, czy właścicielka sklepu wciąż trzyma dla mnie 

moją posadę. Mija już pięć miesięcy... A byłam tak blisko tego, żeby stać się 

współwłaścicielką butiku. Rośliny w moim mieszkaniu na pewno już dawno 

uschły, a przyjaciele myślą, że zapomniałam o nich i odeszłam na dobre. 

Gdy tylko prokurator zorientował się, że grozi mi niebezpieczeństwo, od 

RS

background image

 

82 

razu kazał mnie ukryć. Nie miałam nawet czasu, żeby kogokolwiek 

uprzedzić. 

- Możesz kupić nowe rośliny, wytłumaczyć, co się wydarzyło 

znajomym i szefowej. Wszystko będzie dobrze. 

Candee westchnęła z ulgą. Po raz pierwszy od dawna ktoś przemawiał 

do niej w taki sposób, że czuła się bezpieczna. 

- Przepraszam, że cię obudziłam. 

- Jeszcze nie spałem. Czasem, gdy pracuję nad sprawą, nie śpię po 

nocach. Już ci lepiej? 

- Powinnam się położyć - powiedziała. 

Mike uśmiechnął się. Nawet nie drgnęła, mówiąc, że powinna iść spać. 

Dopiero po chwili usadowiła się wygodniej na jego kolanach, a jej ręka 

objęła jego ramię. 

- Nie jest ci zimno? - zapytał z troską w głosie. 

- Przy tobie i pod tym kocem? Wykluczone. - Uśmiechnęła się, mając 

nadzieję, że ta chwila będzie trwała wiecznie. Próbowała zapamiętać każdy 

moment tej szczególnej nocy. 

- To musi być cudowne, mieć kogoś przy sobie cały czas - 

powiedziała. - Ja byłam samotna prawie przez całe moje życie. 

- Nie przez całe. Gdy byłaś dzieckiem, nie byłaś sama. Teraz też nie 

jesteś. 

Uśmiechnęła się, czując się bezpieczna. Co prawda siedziała w 

ciemnym pokoju, ale była pod opieką mężczyzny, który przyrzekł strzec jej 

życia. 

- Mama umarła, kiedy byłam jeszcze małą dziewczynką. Taty nie stać 

było na niańkę. Większość dziecięcych lat spędziłam zamknięta w domu 

RS

background image

 

83 

albo włócząc się gdzieś po szkole. Ojciec nie był zbyt dobrym opiekunem. 

Zresztą... rzadko bywał trzeźwy. Zawsze brakowało nam pieniędzy. A gdy 

trochę więcej zarobił, to i tak zaraź przepijał. Mówił, że pije z tęsknoty za 

mamą. Być może bardziej tęsknił niż ja... 

- Więc mamy dużo wspólnego. 

- Na przykład? 

- Mój ojciec też nie był wzorowym ojcem. Był żonaty cztery razy, 

wszystkie kolejne żony zdradzał, a swoim synom w ogóle nie poświęcał 

uwagi. 

- Zawsze obiecywałam sobie, że jeśli wyjdę za mąż i będę miała 

dzieci, to stworzę dobrą, kochającą się rodzinę. Chciałam być najlepszą 

mamą na świecie i dobrą żoną. Jednak teraz nie sądzę, bym kiedykolwiek 

wyszła za mąż. Robert zabił we mnie moje nadzieje i cały mój młodzieńczy 

romantyzm gdzieś się ulotnił. 

- Proszę, opowiedz mi o nim. 

- Dlaczego chcesz o nim słuchać? Jest późno i powinnam cię wysłać 

do łóżka. 

- Proszę, opowiedz mi o Robercie - powtórzył prośbę, która tym razem 

zabrzmiała jak żądanie, i jednocześnie mocniej przytulił ją do siebie. 

Candee cichutko westchnęła i po chwili zaczęła opowiadać. 

- Poznaliśmy się na studiach. Kochałam go i wierzyłam, że on też mnie 

kocha. Niestety, pomyliłam się. 

- Skąd wiesz? 

- Tak mi powiedział, gdy się rozstawaliśmy. Teraz widzę, że byłam 

bardzo naiwna, łatwowierna, nie miałam żadnego doświadczenia i dlatego 

pomyliłam się. Gdybym była mądrzejsza... A przecież powinnam była to 

RS

background image

 

84 

wiedzieć od samego początku. Nic mu się we mnie nie podobało, ani moje 

ubrania, ani fryzura, ani sposób, w jaki mówię. Wszystko krytykował i cały 

czas próbował mnie zmienić. 

- Jak ja - powiedział Mike dobitnie. 

- Ty, być może, nie przepadasz za mną, ale przynajmniej nie próbujesz 

mnie zmienić. Chcesz jedynie pomóc mi przeżyć do procesu. 

- To nieprawda, że cię nie lubię, Candee. Ja tylko wykonuję moją 

pracę. A najlepszym sposobem na zapewnienie bezpieczeństwa jest 

niewychylanie się i staranie się być niewidocznym. Ty natomiast jesteś 

najbardziej żywiołową osobą, jaką ostatnio miałem okazję poznać. Po tym 

wszystkim, co cię spotkało, wciąż zachowujesz się naiwnie i postępujesz jak 

małe dziecko. Tam gdzieś są źli ludzie, którzy chcą cię zabić. A im lepiej 

jesteś ukryta, tym większą masz szansę, że cię nie znajdą. Bycie 

niewidocznym nie oznacza bynajmniej flirtowania z każdym mężczyzną na 

ranczu. Taki facet pójdzie do miasta i będzie tam o tobie opowiadał, będzie 

chciał się pochwalić, że zwrócił twoją uwagę, a to może ci zaszkodzić. Nie 

wiemy przecież, kto go będzie słuchał, komu się będzie chwalił. 

- Nie flirtuję z nimi. Naprawdę interesuje mnie ich praca, ich sposób 

życia. Jest tak różny od tego w Miami. Nie rozumiem więc dlaczego, gdy się 

uśmiecham, od razu krzyczysz na mnie. 

Mike przytulił ją jeszcze mocniej. 

- Twój uśmiech wystarczy, by rozjaśnić komuś cały świat. Każdy z 

tych mężczyzn może zakochać się w tobie w okamgnieniu. Pójdzie do 

miasta i będzie opowiadał, że zakochał się w mojej narzeczonej. I zanim się 

zorientujemy, na ranczo zjadą znajomi z sąsiedztwa, którzy koniecznie będą 

chcieli cię poznać. 

RS

background image

 

85 

- Próbujesz mnie rozweselić? Dziękuję - zaśmiała się cichutko. 

Nikt nigdy tak jej nie przytulał. Potrzebowała tego. Przez moment 

ogarnęło ją zwątpienie. Może nie zaplanowała swego życia tak jak powinna? 

Podobało jej się, gdy ktoś ją przytulał. Podobało jej się siedzenie z kimś 

bliskim w ciemnościach nocy. Postanowiła, że gdy już cały ten koszmar się 

skończy, to spróbuje poważniej zaangażować się w jakiś związek. Nawet 

jeśli miałaby nigdy więcej się nie zakochać, podobała jej się bliska obecność 

drugiej osoby. Być obok i tak trwać. To by jej wystarczało. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

 

86 

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

 

Następnego poranka Candee obudziła się, czując promienie słoneczne 

na twarzy. Usiadła na łóżku i przeciągnęła się. Ze zdziwieniem spojrzała na 

niebo i dostrzegła, że słońce stało już bardzo wysoko. Czyżby było aż tak 

późno? Spoglądając na mały zegar wiszący nad komodą, nie mogła uwie-

rzyć, że było po dziesiątej! Jak to się stało, że Mike pozwolił jej tak długo 

spać? I nagle powróciły wszystkie wspomnienia poprzedniej nocy. 

Przypomniała sobie każdą sekundę, od momentu gdy Mike wyrwał ją z 

sennego koszmaru, aż do chwili gdy ułożył ją z powrotem w łóżku. Nie był 

wtedy tym milczącym i małomównym człowiekiem, którego znała. Przez 

chwilę był troskliwy, niemal kochający. Nie, to nie było dobre słowo na 

określenie tego nie bawiącego się w żadne sentymenty mężczyzny. 

Wstała z łóżka, podeszła do okna i otworzyła je. Powietrze na dworze 

było tylko trochę chłodniejsze od tego w pomieszczeniu. Candee 

zastanawiała się, w co się ubrać. W końcu włożyła dżinsy. Powietrze mogło 

wydawać się ciepłe, ale ona wolała na wszelki wypadek nie ufać klimatowi 

panującemu w Wyoming. Pogoda była tu z całą pewnością 

nieprzewidywalna. 

Zastanawiała się, jaką postawę powinna przyjąć, gdy go zobaczy. Czy 

powinna być oziębła i udawać, że zapomniała o wczorajszej nocy? Czy 

słodka i wdzięczna? Zaśmiała się. Gdyby zaczęła się wdzięczyć, to z całą 

pewnością doprowadziłaby go do furii. A więc oziębłość? Chyba jednak 

musi obrać taką strategię, jeśli nie chce, aby domyślił się, jak wiele znaczył 

dla niej fakt, że ktoś ją w nocy przytulał i dawał ukojenie w ciemności. 

RS

background image

 

87 

Stanęła w drzwiach salonu. Mike'a nigdzie nie było. Nagle poczuła 

ukłucie w sercu. Położyła rękę na piersi w starym, znajomym jej geście i 

szybko zdała sobie sprawę, że podobny ból odczuwała, gdy odszedł Robert. 

On nigdy jej nie kochał. Powinna była to wiedzieć od samego początku. I 

gdyby nie była aż tak skupiona na romantycznych mrzonkach, pewnie by to 

zauważyła. W Mike'u nie było nic romantycznego. Pomimo to podobał jej 

się. Chciała jak najwięcej się o nim dowiedzieć. Tym razem jednak nie 

miała już złudzeń. Nie było między nimi nic więcej poza silnym pociągiem 

fizycznym. Ukłucie w piersi powtórzyło się. Zaczęła szukać Mike'a w całym 

domu, ale bez rezultatu. Otworzyła drzwi i wyjrzała na podwórze. Nikogo 

tam nie było. Zdobyła się na odwagę i po raz pierwszy sama, bez jego 

towarzystwa, wyszła i udała się prosto do szałasu. 

Dwóch kowbojów siedziało przy stole, na którym były rozrzucone 

jakieś dokumenty. Zapach ciepłej, parzonej kawy unosił się w powietrzu. 

- Dzień dobry, Candee, masz ochotę na kawę? 

- Dzień dobry. Mam ochotę przede wszystkim na coś do jedzenia. 

Mogę sobie coś zrobić? 

- Jason tu jest. Właśnie przygotowuje obiad. Na pewno coś ci zrobi. 

Poszła do kuchni. 

- Cześć, Jason. Przepraszam, że tak późno przychodzę. Mogę dostać 

coś do jedzenia? 

- Pewnie. Mike powiedział, że będziesz długo spała, więc odłożyłem 

dla ciebie słodkie bułeczki. Siadaj, 

Po śniadaniu, gdy Candee zaczęła rozmawiać z Jasonem, do kuchni 

wszedł Mike. Pozostali mężczyźni po wypiciu kawy poszli do stajni. 

- Dobrze spałaś? - zapytał. 

RS

background image

 

88 

- Tak, dziękuję - odpowiedziała, czując, jak jej policzki pąsowieją. 

Zmarszczyła czoło. No proszę, oto jak wygląda jej strategia bycia oziębłą, 

pomyślała zawstydzona i trochę zła na siebie. Wystarczyło, by na nią 

spojrzał, a czerwieniła się jak podlotek. - Nie chciałam spać aż tak długo... 

- Nic się nie stało. Pomagam cały ranek w stajni. Do obiadu będziesz 

sama. Na pewno dasz sobie radę. Na przejażdżkę pojedziemy dopiero po 

południu. 

- Oczywiście. Nie potrzebuję niańki - powiedziała - ale za to 

potrzebuję tej książki, którą mi obiecałeś. 

- Książki są w biurze. Wybierz sobie którąś z nich, taką, która ci 

pasuje. - Przez cały czas patrzył jej prosto w oczy. 

Jason chrząknął, a Mike spojrzał na niego i uśmiechnął się promiennie. 

- Nie zapominajcie, że ja tu jestem. 

Mike odwrócił się i wyszedł bez słowa. Grał swoją rolę narzeczonego 

jak umiał najlepiej i to wszystko. Gdyby mógł, to już dawno by powiedział 

pracownikom, dlaczego on i Candee przebywają na ranczu. Ale wtedy nie 

miałby już pretekstu, by spędzać z nią każdą wolną chwilę, a może i po-

całować...  I z tego właśnie powodu był na siebie najbardziej wściekły. Nie 

powinien myśleć o niej w ten sposób! Pamiętał dobrze, jak kończą się jego 

związki z kobietami. Nie zapomniał Amy. Jednak Candee wydawała się być 

najbardziej samotną kobietą, jaką znał. Samotną i delikatną. Może jego brat 

Conner miał rację, mówiąc mu, że ma kompleks rycerza... Chciał chronić 

Candee nie tylko przed zabójcami, czyhającymi na jej życie. Chciał chronić 

ją także przed otaczającymi ją mężczyznami. Wiedział jednak, że gdy tylko 

proces się skończy, ona wróci do swego życia w Miami, a on zostanie w 

Denver. Dzieli ich od siebie tysiące kilometrów. Nie tylko geograficznych. 

RS

background image

 

89 

Zatrzymał się jeszcze na chwilę przed stajnią, zastanawiając się, czy 

kiedykolwiek będzie w stanie o niej zapomnieć... 

Candee przyglądała się swojemu nowemu kostiumowi kąpielowemu. 

Kupiła go w pośpiechu, gdy wychodzili już ze sklepu. Był jednoczęściowy. 

Miał niebieski kolor i wysoko wycięte nogawki. Zdecydowała się go 

włożyć. Był bardziej przyzwoity niż jej bikini. Więcej zakrywał. Wzięła 

ręcznik, książkę i wyszła na dwór w poszukiwaniu jakiegoś 

nasłonecznionego miejsca. 

Godzinę później przestraszył ją głos Mike'a. 

- Co ty, u diabła, wyprawiasz?! 

Usiadła na kocu, przytrzymując przód kostiumu. Wcześniej, opalając 

się, zdjęła ramiączka, by uniknąć nierównej opalenizny. 

Widząc jego złą minę, Candee okazała zdziwienie. 

- Co wyprawiam? Opalam się i czytam. O co ci chodzi? Nie 

rozumiem, przecież pozwoliłeś mi wyjść na dwór, pod warunkiem, że będę 

trzymała się blisko domu. 

- O co mi chodzi?! Spójrz na siebie! Masz na sobie skrawek materiału. 

To nie jest Miami Beach! 

Candee podniosła się, założyła ramiączka kostiumu i z powagą 

oświadczyła: 

- Mam na sobie całkiem normalny kostium kąpielowy, który zakrywa 

o wiele więcej niż zwykłe bikini. Leżę sobie tuż koło domu, a nie na środku 

zagrody. Zajmuję się swoimi sprawami i... 

- .. .doprowadzam wszystkich mężczyzn do obłędu. 

- Wszystkich? 

Zrozumiał aluzję. Spojrzał jej prosto w oczy. 

RS

background image

 

90 

- Owszem. Wszystkich - powtórzył.  

Uśmiechnęła się, a on spojrzał na nią spode łba. 

- Czy doprowadzanie mężczyzn do obłędu to pani ulubiona zabawa, 

pani Adams? Czy może chodzi pani o coś bardziej osobistego? 

- Osobistego? 

- Czy postawiłaś sobie za zadanie, żeby pewien pomocnik szeryfa stał 

się ofiarą twoich wdzięków? 

- Czy naprawdę sądzisz, że byłabym do tego zdolna? 

- Owszem, jestem o tym przekonany. Pytanie tylko, czy właśnie to 

robisz? 

- Po prostu się opalałam i nic więcej. Poza tym, czy nie ustaliliśmy 

wczoraj, że żadne z nas nie jest zainteresowane drugim? - Wiedziała, że 

kłamie, przecież była nim zainteresowana. I to bardzo. Trzymanie rąk przy 

sobie wymagało od niej wiele silnej woli. 

- Nawet świętego byś uwiodła w tym stroju. A ja nie jestem świętym. - 

Pogładził ją po karku, a ona znów poczuła ogień, gdy jej dotykał. 

Nagle, zupełnie nieoczekiwanie, tę intymną chwilę przerwał im gwizd 

jednego z pracowników rancza. Mike odwrócił się, chwycił ręcznik Candee i 

okrył jej ramiona. 

- Idź do środka i włóż coś na siebie. 

- Ale ja chcę się jeszcze opalać. 

- Idź i włóż jakieś ubranie, bez dyskusji! 

Candee odwróciła głowę i spojrzała w stronę zagrody. Trzech 

kowbojów stało opartych o płot i gapiło się na nich. Na twarzach mieli 

szerokie uśmiechy. Przeniosła wzrok na Mike'a i kładąc rękę na jego szyi, 

powiedziała z zalotnym uśmiechem: 

RS

background image

 

91 

- Widzę, ze masz publiczność. Czy dlatego grasz rolę zazdrosnego 

narzeczonego? Rozumiem, że robisz to dla dobra tych chłopców. Pamiętaj 

jednak, że nie jestem twoją własnością. Nawet gdyby nasze zaręczyny były 

prawdziwe, uważam, że miałabym prawo opalać się, kiedy chcę i gdzie 

chcę. - Mike pochylił się tak, że mógł dotknąć jej ust swoimi, ale nie zrobił 

tego. - Ale ty trzymaj się swej roli, kochanie - powiedziała i lekko musnęła 

wargami jego usta. Wiedziała, że igra z ogniem, ale nie myślała o tym w tej 

chwili. Nigdy przedtem nie czuła się taka zuchwała i prowokująca. 

Mike przyciągnął ją do siebie. 

- Chcesz tego, kochanie? - zapytał. 

- Tak dobrze grasz swoją rolę - odpowiedziała, przytulając się do niego 

i czując ogarniające ją szaleństwo. Dlaczego nie wykorzystać tej gry i nie 

bawić się w nią przez te kilka tygodni? Obydwoje byli przecież odporni na 

jakąkolwiek groźbę zakochania się. 

Mike nie pozwolił jej dłużej się nad tym zastanawiać. Jego pocałunek 

był tak gorący, że Candee zapomniała o wszystkim - o prowokowaniu go i o 

przyglądających się im ludziach. 

Wziął głęboki oddech, lekko odsunął się i powiedział: 

- Proponuję, aby jednak przenieść się do domu. 

- W porządku, niech ci będzie tym razem, ale jutro też zamierzam się 

opalać - zdecydowała, sięgając po książkę. 

- Dopilnuję, żeby wszyscy pracowali jutro z dala od domu - 

odpowiedział, podążając tuż za nią, niemal depcząc jej po piętach. 

- Boisz się, że ucieknę? - zapytała, czując jego oddech na swoich 

plecach. 

RS

background image

 

92 

- Nie, delektuję się widokiem nóg, które wydają się nigdzie nie 

kończyć. 

Zaczerwieniła się. Nie przywykła do komplementów, nie wiedziała, 

jak na nie odpowiadać. Podniosła wyżej głowę i weszła do domu. 

- Zdaje się, że włożę teraz te dżinsy, które tak bardzo lubisz. 

Po raz pierwszy Mike poczuł się niepewnie. Przypływ złości, gdy 

patrzyli na nią mężczyźni, zaskoczył go. Zaczaj żałować, że jego koledzy z 

Florydy tak słabo wywiązali się ze swoich obowiązków i Candee trafiła w 

jego ręce. Była z pewnością problemem, i do tego przez duże P. 

Drzwi do biura były szeroko otwarte. W środku stała Candee, w 

zawadiackiej pozie, trzymając ręce na biodrach. 

- Tak lepiej, panie Black? 

Mike spojrzał na nią. Najpierw dojrzał falujące jasne włosy, potem 

delikatne krągłości biustu i pępek, koszulę bowiem miała związaną pod 

biustem, a na końcu jego wzrok zatrzymał się na długich nogach i bosych 

stopach. 

- Miałaś mówić do mnie Mike - burknął, wykręcając się w ten sposób 

od odpowiedzi i ignorując nagły przypływ emocji, który pojawiał się za 

każdym razem, gdy ją widział. Stanowczo za długo już z nią przebywał i to 

wszystko tłumaczyło. 

- Mike - poprawiła się Candee. 

- Lepiej. Jesteś gotowa na przejażdżkę? - zapytał, obserwując z 

uśmiechem jej niezadowoloną minę. 

- Tak sądzę - odpowiedziała, mrużąc oczy. - Muszę tylko założyć buty. 

Za sekundę wracam. 

RS

background image

 

93 

Popędziła do swojego pokoju, szczęśliwa, że dzięki temu może ukryć 

zmieszanie. Mike raz zachowywał się tak, jakby popełniła zbrodnię, a za 

chwilę był słodki, jak do rany przyłóż. Nie mogła się już doczekać, kiedy 

znowu wsiądzie na konia. Nogi miała sztywne, ale nie na tyle, by miało ją to 

powstrzymać. Wskoczyła w buty, sięgnęła po filcowy kapelusz i włożyła go 

na głowę tak, by ukryć pod nim włosy, a szyję i kark pozostawić odsłonięte. 

Gdy weszli do stajni, dwóch kowbojów zaczęło żartobliwie 

komentować scenę, która przed chwilą rozegrała się na ich oczach. Mike 

próbował zachować spokój, wydając im polecenia dotyczące koni. 

- Pilnuje tej swojej kobiety całkiem nieźle, trzeba mu to przyznać, 

prawda, stary? - mówił Steve do Billa, chichocząc i z kpiną w oczach 

spoglądając na Mike'a. 

Candee roześmiała się, ale z obawą zerkała na Mike'a, czekając na jego 

reakcję. 

- Kobieta lubi, by o nią dbać. Powinniście to sprawdzić, chłopcy! - W 

końcu dał się sprowokować i zareagował na ich zaczepki. 

- Nie zamierzam okazywać szczególnych względów żadnej konkretnej 

kobiecie - zaprotestował Steve. - Zbyt wiele ich wokół, by zajmować się 

tylko jedną. 

- Do chwili, aż trafisz na tę właściwą - zripostowała Candee. 

- Może to ty nią jesteś? Niestety, jesteś już zajęta - przekomarzał się z 

nią Steve. 

Mike podszedł do Candee od tyłu, położył ręce na jej biodrach i 

uniósłszy ją w górę, posadził w siodle. 

- Przestraszyłeś mnie! - zawołała. - Mogłam to sama zrobić. 

RS

background image

 

94 

- Nie ma sprawy. Do zobaczenia, chłopcy! - krzyknął, po czym 

wskoczył na konia i ruszył w stronę zagrody. 

- Dzięki, Steve, do zobaczenia przy obiedzie - powiedziała Candee, 

pospieszając konia i podążając za Mikiem. - Dokąd dziś pojedziemy? - 

zapytała, gdy go dogoniła. 

- Chcesz jeździć, to jeździmy! - zawołał Mike, przycisnął kolanami 

boki konia, a ten ruszył jak strzała. 

Koń Candee podjął gonitwę. Zaskoczona, podskoczyła na siodle, po 

czym złapała się z całej siły jedną ręką za grzywę, a drugą za siodło. 

Kapelusz sfrunął jej z głowy i poleciał w nieznanym kierunku. Słońce 

zaświeciło jaskrawo, niemal całkowicie ją oślepiając, wiatr wiał w oczy i 

podrażniał je tak, że zaczęły łzawić. Włosy opadały jej na twarz. Kurczowo 

trzymała się grzywy konia, bojąc się, że lada moment spadnie. Jednak już po 

chwili złapała rytm i poczuła się na tyle pewnie, że puściła końską grzywę i 

z powrotem chwyciła za wodze. I wtedy właśnie koń nieoczekiwanie 

zatrzymał się, a ona, nie przygotowana na takie gwałtowne hamowanie, 

omal nie przeleciała nad jego łbem. Dygocząc, wyprostowała się w siodle i 

wzięła głęboki oddech. Bez chwili zastanowienia przełożyła nogę i zsiadła z 

konia. 

- Przepraszam cię, Smoky, ale nie jestem przyzwyczajona do takich 

dzikich gonitw. Myślę, że twój spokojny trucht wystarczy mi do końca 

pobytu tutaj - powiedziała, patrząc, jak Mike coraz bardziej się oddala. W 

niecałą minutę zniknął za pagórkiem i nie było go już w polu widzenia. Nie 

obchodziła go nic, a nic. Została w tyle, a on nawet się nie obejrzał, nie 

zatrzymał konia, tylko... E, tam! 

RS

background image

 

95 

Candee zawróciła konia i zaczęła iść z powrotem w stronę domu. 

Przerzuciła wodze nad jego łbem tak, że mogła go prowadzić. Po 

kilkuminutowym spacerze dostrzegła na ziemi swój kapelusz. Schyliła się 

po niego i już prawie go dosięgła, gdy usłyszała rytmiczny tętent kopyt. 

Jednak nie obejrzała się, tylko spokojnie podniosła kapelusz z ziemi. 

- Spadłaś? Nic ci się nie stało?! - zawołał z przerażeniem Mike. 

Zatrzymał konia i zsiadł z niego, odrzucił wodze i podbiegł do Candee. 

- Nie spadłam, ale nie dzięki tobie. Nie mam pojęcia, jak się jeździ 

galopem. Masz szczęście, że nic mi się nie stało. Ciekawa jestem, co by 

zrobiła prokuratura, gdyby jej świadek koronny zginął? - Energicznie 

otrzepała kapelusz o swoje udo, uwalniając się tym samym od złości i 

przerażenia. Miała ochotę go uderzyć, tak była wściekła. 

Mike wziął głęboki oddech, podniósł rondo kapelusza i otarł ręką pot z 

czoła. 

- Nie powinienem był tak gnać. Przepraszam cię, Candee. Nie 

chciałem, żeby coś ci się stało... - Zawahał się przez chwilę. - Byłem zły. 

- Nic nowego. Jesteś zły, od chwili gdy zobaczyłeś mnie na lotnisku. 

Skoro nie chciałeś brać tej sprawy, mogłeś chyba powiedzieć swojemu 

szefowi, że nie masz ochoty mnie pilnować. 

- Tak właśnie myślisz? Że nie chciałem podjąć się tego zadania? 

- A co mam myśleć? - zapytała, zakładając kapelusz. Słońce nadal 

świeciło bardzo jasno. Powietrze było ciepłe i unosił się dziwny zapach, 

który kojarzył się jej ze stanem Wyoming. 

- Powinnaś wiedzieć, że moja praca polega na tym, że bronię cię przed 

ludźmi, którzy cię ścigają. Powinnaś mi w tym pomagać, a nie robić 

maślane oczy do każdego faceta na ranczu. 

RS

background image

 

96 

- Wiesz co? Jesteś po prostu durniem! Sprzykrzyła mi się ta twoja 

gadka. Nie robię do nikogo maślanych oczu. Staram się być miła. Nie 

spotkałeś być może żadnych miłych ludzi w swoim życiu, skoro nie 

odróżniasz bycia miłym od kokietowania. 

Odwróciła się i zaczęła iść w stronę domu. 

- Dokąd idziesz? 

- Wracam do domu. 

- Wsiądź na konia. 

- Nie, dziękuję. Poproszę któregoś z twoich pracowników, by mnie 

nauczył jeździć konno. Przejażdżka taka jak wczoraj to co innego niż wyścig 

przez prerię. 

Mike zrównał się z nią i położył rękę na jej ramieniu. 

- Nauczę cię jeździć konno - zapewnił łagodnie. - Obiecuję solennie. 

- Po co? 

- Po to, żebyśmy dalej mogli ciągnąć naszą grę - powiedział, muskając 

ją dłonią po policzku. - Czy nie za długo byłaś dziś na słońcu? To może być 

zgubne w tym klimacie. Wyoming jest położone o wiele wyżej niż Miami. 

- Ja się zajmę opalaniem, a ty się zajmij nauką jady konnej, dobrze? 

- Zgoda. Ale wróćmy do domu, jadąc na koniach. Spacer w tych 

butach nie należy do przyjemności. 

Zgodziła się. Zaczęła wspinać się na siodło, chciała powiedzieć, że 

sama da sobie radę, pomyślała jednak, że skoro on chce jej pomóc, pozwoli 

mu na to. 

Lubiła to uczucie, kiedy Mike kładł dłonie na jej biodrach i podsadzał 

do góry. 

RS

background image

 

97 

- Już jesteście? - zapytał ze zdziwieniem Steve, gdy wjechali na 

podwórze. 

- Candee chce popróbować najpierw jazdy w różnym tempie na 

podwórzu, a dopiero potem wyjechać w teren. 

- Słusznie - powiedział Steve, otwierając im bramę. 

Nie minęło pięć minut, a Mike zaczął uczyć Candee podstawowych 

zasad konnej jazdy. Odpowiadał na wszystkie jej pytania, tak że już po 

godzinie czuła się w siodle dosyć pewnie. 

- Chcesz wyjechać w teren? - zapytał, gdy po raz dziesiąty zrobiła 

okrążenie na uprzęży bez najmniejszego potknięcia. 

- Nie, dziękuję. Teraz marzę o gorącej kąpieli w wannie. Czuję ból w 

nogach. 

- A jeszcze nie próbowałaś na nich stanąć - zaśmiał się. Odwzajemniła 

mu się uśmiechem, najładniejszym, na jaki 

było ją stać. Nagle spoważniała i uśmiech zniknął z jej twarzy. 

Pomyślała, że miałaby ochotę zrobić mu teraz zdjęcie i wziąć je ze sobą do 

Miami na pamiątkę. W ten sposób nigdy nie zapomniałaby, jak wygląda 

jego uśmiech. 

- Coś się stało? - spytał. 

Potrząsnęła głową i odwróciła wzrok. Podjechała do ogrodzenia i 

zwinnie zeskoczyła z końskiego grzbietu. 

- Mówiłem ci, że szybko się nauczysz - powiedział, patrząc na jej 

wyczyn z zadowoleniem. 

- Miałeś rację, ale nie mogę za to ruszyć się z miejsca. Mogłabym tak 

stać do rana. 

RS

background image

 

98 

Mike podjechał do niej i niczym piórko porwał ją z ziemi, sadzając za 

sobą na koniu. 

- Co ty robisz? Postaw mnie na ziemię. Dam sobie radę. 

- Podwiozę cię do domu, mała. Obejmij mnie i trzymaj się mocno. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

 

99 

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

 

Minęły dwa tygodnie. 

Candee zanurzyła się w gorącej wodzie w wannie i błogo westchnęła. 

Jej ciało zaczęło powoli się odprężać, a woda delikatnie je masowała. Ciepło 

koiło jej obolałe mięśnie. Wyciągnęła prawą nogę, skrzywiła się z bólu i 

zgięła ją w kolanie. Od dnia, w którym Mike nauczył ją, jak jeździć stępa i 

galopem, jak poprawnie siedzieć w siodle i trzymać wodze, Candee 

codziennie trenowała. Czasem nawet sama na podwórzu. Może nie stała się 

mistrzynią, ale z pewnością radziła sobie dosyć dobrze. 

Do procesu zostało jej już niewiele dni. Czas mijał nieubłaganie. 

Zwłaszcza gdy spędzała go z Mikiem. Czasami żałowała, że poznali się w 

takich przykrych okolicznościach. Może gdyby poznali się przypadkowo, 

wtedy zostaliby przyjaciółmi? Na przykład, gdyby przyjechał do Miami na 

wakacje... Próbowała wyobrazić go sobie jako beztroskiego turystę, 

zachwyconego życiem nocnym w Miami i długimi piaszczystymi plażami. 

Jednak jego oddanie pracy wykluczało taki obraz. Czasem wyglądał na 

bardziej zrelaksowanego, na przykład w czasie kolacji, które jadali w 

szałasie razem z kowbojami. Ale to były tylko pozory. Tak naprawdę cały 

czas pozostawał czujny. W każdej chwili gotowy do obrony. 

Woda wystygła i Candee wyszła z wanny. Niestety, nadal czuła ból 

mięśni. Ubrała się i poszła do salonu. Wyjrzała przez okno i zmarszczyła 

czoło. Jak na kogoś, kto miał jej pilnować,zbyt często nie było go przy niej. 

Zastanawiała się, czy kiedykolwiek uda mu się odprężyć w jej towarzystwie. 

Próbowała mu w tym pomóc, używając różnych sposobów. Żartów, 

kokietowania, nawet uwodzenia. Jednak zazwyczaj zaciskał zęby i 

RS

background image

 

100 

odchodził. Gdzie był teraz? Ale czy chciała, by obserwował jej każdy krok? 

Być może. Fascynował ją przecież. Często zastanawiała się, co sprawiło, że 

miał ochotę strzec życia innych, narażając swoje? Czy był szczęśliwy i 

zadowolony ze swojej pracy, z tego, kim był? Zadanie, które teraz 

wykonywał, okazało się być stosunkowo nietrudne, ale nie byłoby takie, 

gdyby mężczyzna czyhający na jej życie, odnalazł ich. Zadrżała na samą 

myśl o tym, co mogłoby się stać. 

Candee jeszcze raz wyjrzała przez okno i zobaczyła, że Mike i Steve 

jeżdżą konno na podwórzu. Mike próbował właśnie dosiąść konia, o którym 

słyszała od Billa, że nie można go ujeździć. 

Wyszła z domu, oparła się o ogrodzenie i przyglądała się ujeżdżaniu 

narowistego konia, ciekawa, czy Mike'owi uda się zapanować nad tym 

dzikim zwierzęciem. 

W jednej sekundzie Mike wskoczył na siodło, a Steve puścił uprząż 

konia. Koń zaczął kręcić się w kółko, machając przy tym łbem i wierzgając 

nogami. Cały czas próbował zrzucić ze swego grzbietu człowieka. 

Steve stał z boku i śmiał się, ale gdy zobaczył Candee, podszedł do 

niej i razem usiedli na dość wysokim płocie, żeby lepiej widzieć. 

- Mike jest niezły, ale ten koń to prawdziwy dzikus. Poza tym Mike'a 

dawno nie było na ranczu... Uważaj, Mike! Uspokój go! 

Candee wstrzymała oddech. Kilka razy wyglądało to tak, jakby Mike 

miał zaraz spaść. Ale za każdym razem wychodził z tego obronną ręką. 

Widziała determinację w jego oczach. 

Dwóch innych mężczyzn przyłączyło się do nich. Gwizdali i 

komentowali scenę, doprowadzając konia do jeszcze większej furii. 

Przebiegł wzdłuż ogrodzenia, jakby celowo, żeby zrzucić jeźdźca. W pewnej 

RS

background image

 

101 

chwili zatrzymał się i stanął na tylnych nogach, kopiąc przednimi. Mike 

jednak utrzymał się na jego grzbiecie i koń w końcu uspokoił się. Candee 

odetchnęła z ulgą. Zdała sobie sprawę, że tak mocno zacisnęła palce na 

ogrodzeniu, że całe jej zbielały. Strach o Mike'a ustąpił i poczuła się dumna 

z niego. Ryzykował, mogło mu się coś stać, a pomimo to udało mu się i 

wytrzymał. Może praca na ranczu wcale nie była bardziej bezpieczna od 

jego pracy? 

- No i jak ci się to podobało, dziewczyno z miasta? - zapytał Steve, 

unosząc lekko do góry rondo jej kapelusza. 

- Bardzo. Trochę przerażające, ale i ekscytujące. Ty też coś takiego 

umiesz robić? 

- Już nie. Ale każdy kowboj musi mieć to za sobą. Przeważnie robimy 

to, gdy jesteśmy młodzi i głupi. 

- Miał wiele szczęścia, że ten koń nie zaczaj tarzać się z nim na 

grzbiecie. Kilka tygodni temu zrobił to właśnie z Jackiem - powiedział 

Jason. 

Candee zadrżała, wciąż na nowo odczuwając emocje. Miała ochotę 

podbiec do Mike'a i powiedzieć mu, jak bardzo się cieszy, że nic mu się nie 

stało i że imponująco wyglądał na tym wierzgającym koniu. 

Mike podprowadzał konia w stronę ogrodzenia i jednocześnie zerkał 

na Candee. Mógł się spodziewać, że znów będzie w centrum męskiej uwagi. 

Z wielkim skupieniem słuchała czegoś, co mówił Steve, a jej wielkie 

niebieskie oczy wlepiały się w niego z podziwem. Steve również chętnie jej 

słuchał. Mike nie miał mu tego za złe. Sam był ofiarą tego jej spojrzenia. I 

za każdym razem, kiedy tak na niego patrzyła, czuł coraz większy pociąg do 

niej. 

RS

background image

 

102 

- Czy ktoś chce się przejechać na tej owieczce? - zawołał, spoglądając 

na Candee. 

- Nie ja - powiedziała, śmiejąc się. - Ale ty byłeś wspaniały, sierżancie. 

Nigdy bym cię nie podejrzewała o tyle ukrytych talentów. 

- Sierżancie? - z rozbawieniem zapytał Jason. - Nie jesteśmy aby za 

bardzo oficjalni? 

- Zdaje się, że ona lubi mi przypominać, kim jestem. Czasem 

zastanawiam się, czy nie poleciała na odznakę szeryfa... 

- No, kochanie, chyba mnie o to nie podejrzewasz? - odpowiedziała, 

oblewając się rumieńcem. 

- Daj mi tego konia. Ja spróbuję - powiedział Trevor. - Myślę, że jest 

zbyt zmęczony, by sprawiać kłopoty. - Przeskoczył przez ogrodzenie i 

podszedł do konia. 

- Dziś może jest zmęczony, ale strzeż się jutro. Będzie znów w 

bojowym nastroju. 

Trevor z łatwością wskoczył na siodło i wolnym truchtem okrążał 

podwórko. 

- Wygląda równie potulnie, jak ten koń, na którym ja jeździłam - 

powiedziała Candee. 

Mike podszedł do ogrodzenia, oparł się o płot tuż koło niej. Czuła 

bijące od jego ciała ciepło. 

- Jak tylko nauczy się, kto jest szefem, wszystko będzie dobrze. Ma 

wigor i serce. 

- Musi tylko umieć słuchać poleceń - powiedziała cichutko, by jedynie 

Mike mógł ją usłyszeć. 

Uśmiechnął się. 

RS

background image

 

103 

- To prawda - rzucił jej spojrzenie i dodał znaczącym tonem: - 

Najważniejsze to słuchać poleceń. 

- Nie jestem koniem, kochanie - powiedziała, odrzucając zalotnie do 

tyłu głowę. 

- To pewne. 

W tej samej chwili Steve podszedł do Candee i dotknął jej ramienia. 

- Chcesz teraz przyjść do szałasu i zobaczyć pamiątki z rodeo, o 

których ci kiedyś wspominałem? - zapytał. 

- Pewnie - odrzekła i spojrzała pytająco na Mike'a. - Jeśli Mike nie ma 

nic przeciwko temu. 

- Oczywiście, że nie. Zresztą i tak zaraz idę do domu, bo chcę się 

wykąpać. 

Udawał, że nic go to nie obeszło. Mówił jej przecież tysiące razy, by 

nie flirtowała z pracownikami rancza, ale ona w ogóle nie zwracała na to 

uwagi. Mało tego. Teraz szła do szałasu pod rękę ze Steve'em, żeby oglądać 

pamiątki z rodeo! 

Gdy po godzinie Mike przyszedł do szałasu, Candee nakrywała do 

stołu. Podniosła wzrok i skinęła głową. 

- Wszystko w porządku? - zapytała, zatrzymując się w drzwiach do 

jadalni. 

- A co by miało być nie w porządku? - Jego oczy zwężały się, gdy 

bacznie ją obserwował. 

- To ujeżdżanie konia wyglądało dosyć przerażająco. 

- To zabawa. 

- Mogło ci się coś stać. 

- Ale się nie stało. Spojrzała na niego. 

RS

background image

 

104 

- Wiem. Ale mogło. Kto by wtedy się mną opiekował? - powiedziała 

szybko. Lepiej było pozwolić mu myśleć, że martwiła się o własne dobro, a 

nie o jego bezpieczeństwo. 

- A więc o to chodzi, pani Adams. Proszę się nie martwić. W ciągu 

jednego dnia biuro szeryfa przysłałoby tu kogoś na moje miejsce, a poza 

tym ma pani wokół siebie tuzin facetów gotowych skoczyć za panią w 

ogień. 

Zacisnęła usta, by nic więcej nie powiedzieć. Nie chciała,by to 

wszystko tak zabrzmiało, ale nie miała odwagi powiedzieć mu, jak bardzo 

martwiła się, że coś mu się stanie. Przez chwilę stał obok niej, wnikliwie się 

jej przyglądając. 

- O co chodzi? - zapytała, podnosząc wzrok, by spojrzeć mu prosto w 

oczy. 

- Dobrze się bawiłaś ze Steve'em? 

- Pokazał mi kilka swoich pamiątek z rodeo. 

- Na przykład co? 

- Pokazał mi sprzączkę do paska, którą wygrał i kilka zdjęć. Całkiem 

interesujące. 

- Założę się, że był zachwycony tym, że spijałaś z jego ust każde 

słowo. 

Zatrzęsła się ze złości na takie podłe insynuacje. 

- Czyżbyś był zazdrosny?! - wybuchła. 

- Nie jestem zazdrosny. Musiałoby coś między nami być, bym czuł 

zazdrość. Martwię się tylko o twoje dobro. Gdybyśmy byli zaręczeni, nie 

tolerowałbym takiego zachowania. 

RS

background image

 

105 

Candee już otworzyła usta, by mu odpowiedzieć, gdy usłyszała odgłos 

zbliżających się kroków. Wszyscy zaczynali schodzić się na obiad. 

Zamknęła usta. Obiecała sobie, że pomówi z nim później, gdy będą sami. 

Nieoczekiwanie Mike złapał ją za nadgarstek. Serce omal nie 

wyskoczyło jej z piersi, a krew zaczęła szybciej krążyć w żyłach. Jego 

dłonie łaskotały jej skórę i czuła, jak wzdłuż kręgosłupa przebiegają 

dreszcze pożądania. 

Przez chwilę wpatrywał się w nią, nagle pochylił się i jego usta 

dotknęły jej warg. Ale pocałunek był zimny. Chciał jedynie udowodnić coś 

mężczyznom wchodzącym do jadalni. Iskra pożądania, która przed chwilą 

zapaliła się w ciele Candee, gwałtownie zgasła. Jego pocałunek zmroził jej 

krew w żyłach. 

Po chwili odsunął się i uwolnił ją ze swego uścisku. 

Zdruzgotana, wzięła głęboki oddech i lekko się uśmiechnęła, by nie 

dać nic po sobie poznać. Czy było widać jej wielkie rozczarowanie? Miała 

nadzieję, że nie. 

Mike wyraził jasno tym pocałunkiem, że nic do niej nie czuje. Był 

tylko jej ochroniarzem do czasu procesu. Ta parodia pocałunku była z jego 

strony prawdziwą podłością. Gdyby ją spoliczkował, nie sprawiłby jej 

większej przykrości. Sądziła, że zaczynało im na sobie zależeć. A 

przynajmniej, że Mike darzy ją sympatią. 

Candee przez całą kolację nie odezwała się ani razu. Była bliska 

płaczu. Pragnęła wrócić do domu, do Miami. Być może czuła się tam 

samotna, ale przynajmniej nie musiała męczyć się z facetem, który kpił z jej 

uczuć. 

RS

background image

 

106 

Nie spojrzała na niego ani razu podczas tego posiłku. Nie pozostało to 

nie zauważone przez współbiesiadników, ale nikt nie powiedział ani słowa. 

Steve kontynuował opowieści o rodeo, a wkrótce i inni zaczęli opowiadać o 

swoich przygodach na rodeo. 

Candee nie chciała jeść deseru. Wstała, gdy Jason i Hank zaczęli 

sprzątać ze stołu. 

- Chyba już pójdę do domu. Ciągle bolą mnie nogi po mojej dzisiejszej 

jeździe. - Uśmiechnęła się uprzejmie i ruszyła w kierunku drzwi. 

- Odprowadzę cię - powiedział Mike i wstał od stołu. 

- Nie trzeba - odparła chłodno, gdy otwierał drzwi. - Myślę, że sobie 

poradzę. 

Nie zareagował. Szedł za nią krok w krok. Żadne z nich nie odezwało 

się ani słowem. Mike zatrzymał ją przy drzwiach, kładąc rękę na jej 

ramieniu. Wszedł pierwszy i zapalił światło. Upewnił się, że w środku 

nikogo nie ma, po czym pozwolił jej wejść do domu. Bez słowa poszła do 

swojego pokoju i bezszelestnie zamknęła za sobą drzwi. 

Od razu rzuciła się na łóżko. Łzy płynęły jej ciurkiem. Za wszelką 

cenę starała się, by nie usłyszał jej płaczu. Tak bardzo pragnęła być już w 

domu. Płakała z powodu pustki, jaką odczuwała. Z powodu straconego 

czasu w pracy i zaprzepaszczonych możliwości kariery zawodowej. Z 

powodu mężczyzny, który myślał o niej jak o zadaniu do wykonania. 

Gdy wypłakała już wszystkie łzy, leżała na łóżku i zastanawiała się, w 

którym momencie jej życie stało się tak pogmatwane. Tamta strzelanina 

oczywiście dużo zmieniła. Jednak poznanie Mike'a nie powinno było 

znaczyć dla niej więcej, niż poznanie tamtego sierżanta na Florydzie. A 

jednak znaczyło. Było w nim coś, co ją zafascynowało po raz pierwszy od 

RS

background image

 

107 

rozstania z Robertem. Ale Mike, podobnie jak Robert, nie był nią 

zainteresowany. Chciał, żeby się zmieniła. Przestała być tym, kim była. A 

tego nie mogła zrobić. Czy taki już ma być jej los? Miłość bez 

wzajemności? Ciągle będzie zakochiwać się w mężczyznach, którzy jej nie 

chcą? Chwileczkę. A więc znowu była zakochana? Nie! Zresztą... I tak nie 

było sensu okłamywać samej siebie. Zakochała się w Mike'u i nic nie mogła 

na to poradzić. Oczarował ją. A kiedy bywał miły, nie było na całym świecie 

drugiego takiego jak on. 

Przed chwilą płakała, a teraz uśmiechała się na wspomnienie o tym, 

jak wpadli do rzeki, jak on udzielał jej lekcji konnej jazdy, jak się wściekł, 

gdy zobaczył, że się opala. A gdy pomyślała o tamtym, namiętnym 

pocałunku, to naprawdę zrobiło się jej lżej na duszy. 

Powoli zapadała w sen, myśląc ze zdziwieniem, że w zasadzie chyba 

zaczynała lubić Wyoming. 

Rano, gdy się obudziła, z zadowoleniem stwierdziła, że jej normalny, 

dobry humor wrócił. Szybko się ubrała i pobiegła na śniadanie do szałasu. 

Nie zaczekała na Mike'a, nie dbając o to, czy się wścieknie, że poszła sama. 

- Dzień dobry, Candee. Dzisiaj wyglądasz na weselszą - przywitał ją 

Jason. 

- Bo i jestem weselsza. Zamierzam się dzisiaj wygrzewać na słońcu i 

nic nie robić. Każdy mięsień mnie boli - poskarżyła się, ale z uśmiechem na 

ustach. 

- Musisz jeździć konno i nie przestawać nawet na jeden dzień. Trzeba 

trenować non stop, żeby wzmocnić wszystkie mięśnie nóg. 

- Jeździłam codziennie przez ostatnie dwa tygodnie. Wystarczy. Za 

tydzień już nie będę mogła jeździć, więc zamierzam teraz wyciągnąć się na 

RS

background image

 

108 

słońcu i odpoczywać. - No i oczywiście rozzłościć Mike'a. Mogła niemal w 

każdym szczególe wyobrazić sobie jego reakcję. 

- Dlaczego za tydzień nie będziesz jeździć? 

- Bo wrócę do Miami. 

- Ale chyba tu jeszcze przyjedziesz? Myślałem, że dlatego Mike cię tu 

przywiózł, żebyś mogła zobaczyć, co jest dla niego ważne. Pracuje w 

mieście, ale każde wakacje spędza na ranczu. Zawsze wierzyłem, że 

któregoś dnia porzuci pracę za biurkiem i wróci na ranczo, by wychować 

gromadkę dzieci i pomóc Tomowi zajmować się ziemią. 

- Może tak zrobi, ale na pewno nie ze mną. Tu nie jest moje miejsce. I 

wydaje mi się, że Mike zdaje sobie z tego sprawę. 

- Pokłóciliście się wczoraj, to jasne. Nie przekreślaj wszystkiego z 

powodu jednej kłótni. Pogadaj z nim - po przyjacielsku poradził Jason. 

Do jadalni weszli Steve i Trevor. Byli w bardzo dobrych humorach i 

od razu starali się namówić Candee na spędzenie z nimi wieczoru w mieście. 

- Wiesz, że w O.K. Corral gra dziś świetna kapela? Umiesz tańczyć 

country? 

Potrząsnęła głową. 

- W Miami, w dyskotekach grają tylko południowoamerykańską. 

- Nigdy nie jest za późno na dobrą muzykę. Candee, musicie z nami 

iść. 

- Nie sądzę, żeby Mike się zgodził. 

- Na co? - rozległ się nieoczekiwanie pytający głos Mike'a a jego twarz 

przybrała znany Candee grymas braku akceptacji. 

Uśmiechnęła się do niego, wkładając w to wiele wysiłku. 

RS

background image

 

109 

- Steve nas namawia, żebyśmy poszli dziś do miasta. Podobno będzie 

grała jakaś fajna kapela country. Ale powiedziałam mu, że nie sądzę, byś się 

zgodził. 

- I miałaś rację. - Mówiąc to, usiadł przy stole. 

- Może powinniście iść gdzieś sami i zabawić się tylko we dwójkę - 

zaproponował Steve. 

- To znaczy? 

- Wyczuwam małe ochłodzenie w powietrzu. Może ty i Candee 

powinniście wyrwać się we dwoje do miasta, pójść na kolację, wpaść do 

O.K., potańczyć. Wiemy, że ty uważasz Bar B za najlepszy, ale może twoja 

ukochana tak nie uważa. 

- Narzekasz? - zwrócił się do Candee. 

- Nie - odpowiedziała. 

Przez chwilę marzyło jej się wyjście do miasta. Normalne życie choć 

przez kilka godzin. Zakupy. Kolacja we dwoje, a nie z całą bandą facetów. 

- Tu też jest wiele do robienia - powiedział. 

- Oczywiście. Zaraz po śniadaniu zamierzam się opalać. - Spojrzała 

mu prosto w oczy, zuchwale wyzywając go na pojedynek. 

Sarkastyczne „na pewno" Mike'a, uprzedzone zostało komentarzem 

Trevora. 

- Myślę, że to świetny pomysł. Możesz nawet iść nad rzekę. Tam nie 

jest tak gorąco. 

- Z całą pewnością. Już się w niej kąpałam, jest zimna jak lód. 

Mężczyźni zaśmiali się. 

- Pozwól, że najpierw zadzwonię. Może Steve ma rację i naprawdę 

potrzebujemy spędzić trochę czasu poza ranczem - powoli wycedził Mike. 

RS

background image

 

110 

Candee spojrzała na niego zdziwiona. Po raz pierwszy powstrzymała 

się od komentarza, by przypadkiem nie zmienił zdania. Ale za to 

uśmiechnęła się do niego. Prawdziwym, szczerym i ciepłym uśmiechem. Już 

sama myśl o kilku godzinach spędzonych z dala od tego miejsca budziła w 

niej wręcz dziecięcą radość. 

Mike odłożył słuchawkę. Nie było najmniejszych podejrzeń, że ktoś 

wiedział o ich pobycie w Wyoming. Jednak myśl o kilkugodzinnym sam na 

sam z Candee była dla niego bardzo deprymująca. 

Nie mógł jednak zapomnieć wyrazu jej twarzy, gdy powiedział, że 

może gdzieś pojadą. Rozjaśniła się jak twarz dziecka na myśl o prezentach 

pod choinką. Gdyby teraz odmówił, nie zniósłby jej rozczarowania. Wstał 

od biurka i poszedł powiedzieć jej, że otrzyma ten swój upragniony dzień w 

mieście. Znalazł ją stojącą przed kominkiem, gotową do drogi. 

- I co? Możemy jechać? 

- Tak. 

- Szefie! - wykrzyknęła, rozpromieniając się. - Będę posłuszna jak 

baranek. Dziękuję, Mike! Naprawdę to doceniam. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

 

111 

ROZDZIAŁ ÓSMY 

 

Wyruszyli godzinę później. Mike niejasno się wyrażał na temat 

spotkania z jakimś mężczyzną w miejscowym barze tego wieczoru. Chciał 

jednak, żeby Candee chociaż przez jeden dzień miło spędziła czas i mogła 

robić to, na co ma ochotę. 

Stary jeep przedzierał się krętymi ścieżkami w dół doliny. Candee 

wyglądała przez okno, z zachwytem obserwując wspaniały pejzaż. 

Wiedziała, że nic już nie będzie takie samo, gdy wróci do Miami. Czyżby 

zaczynała lubić Wyoming? W oddali dostrzegła dachy domów Laramie. 

Wysokie topole, rosnące wokół miasta, były jedynymi drzewami w 

promieniu wielu kilometrów. 

- Byłeś kiedykolwiek w Miami? - zapytała, gdy wjeżdżali do miasta. 

- Nie. 

Mike przez całą drogę nic nie mówił. Zastanawiała się, o czym myśli. 

- Będziesz miał czas, żeby je obejrzeć, kiedy będziesz mnie odwoził do 

domu? 

- Wątpię. 

- Mogłabym ci trochę pokazać. Rzucił jej spojrzenie. 

- Przyjedziemy w noc przed procesem. W tym tygodniu wybierają 

ławę przysięgłych. Gdy tylko ją skompletują, będziemy mogli jechać do 

Miami. A moje zadanie, to dostarczyć cię tam w całości. Gdy już to zrobię, 

wracam do domu. 

Powoli przełknęła ślinę. To ostatnie zdanie zabrzmiało tak sucho i 

lakonicznie. Czyżby nic go nie obchodziło, że się więcej nie zobaczą? 

- Weź dzień urlopu, żebyśmy mogli pójść na plażę. 

RS

background image

 

112 

- Po co? - zawahał się. 

- Ty pokazałeś mi Wyoming, więc chcę ci się zrewanżować. - 

Brzmiało to dosyć rozsądnie i, jak sądziła, nie zdradzało jej emocji. 

- To wszystko było w ramach mojej pracy, Candee. Kiedy złożysz 

zeznanie, groźba, że cię ktoś zabije, minie. Wtedy ten etap mojej pracy 

będzie skończony i muszę podjąć nowe zadanie. To jest jak interes. 

Zrobione, załatwione i przystępujemy do następnego. Rozumiesz o czym 

mówię? 

- Rozumiem. - Oczywiście, że dla niego była to tylko praca. To ona 

była na tyle głupia, żeby sądzić, że to coś więcej. 

- Candee...? 

Odwróciła się w jego stronę i pokazała promienny uśmiech. 

- Nie martw się, sierżancie. My, południowcy, jesteśmy znani ze swej 

gościnności. Umiemy być wdzięczni i lubimy się odwzajemniać. 

Rozumiesz? Przysługa za przysługę. Chciałam jedynie pokazać ci swoje 

miasto, po tym, jak ty pokazałeś mi swoje ranczo. Zrozumiałam, co mi 

powiedziałeś o pracy i w ogóle... A teraz powiedz mi, co zamierzamy 

oglądać w Laramie? Są tu jakieś sklepy? 

- Główną atrakcją jest uniwersytet. O sklepach nie wiem zbyt wiele. 

- Tu studiowałeś? Pokiwał głową. 

Uśmiechnęła się z zadowoleniem. Kolejny fragment wiedzy na temat 

jego przeszłości. 

- Skończyłeś prawo? 

- Kryminologię. 

RS

background image

 

113 

Mike jechał przez miasto, a Candee bacznie się rozglądała. Laramie 

było zupełnie inne niż Miami. Najwyższy budynek miał może cztery, pięć 

pięter. Wszystkie zbudowane były z cegły. 

Zatrzymał samochód i zaparkował na poboczu. 

- Stąd możemy już iść na piechotę. Chcesz zobaczyć uniwersytet? 

- Oczywiście, że chcę - odpowiedziała. 

Gdyby ktoś sześć miesięcy temu powiedział jej, że będzie umierała z 

ciekawości, by zobaczyć uniwersytet stanowy w Wyoming, zaśmiałaby mu 

się prosto w twarz. Dziś jednak chciała dowiedzieć się jak najwięcej o 

Mike'u i ta wspólna wyprawa na uniwersytet była kolejną możliwością 

bliższego poznania go. 

Mike oprowadził ją po terenie uniwersytetu, opowiadając wiele 

anegdot ze swych studenckich czasów. Po niespełna godzinie wrócili do 

samochodu. 

- Co teraz? 

- Lunch, a potem możemy robić to, na co masz ochotę. 

- W takim razie chcę zrobić zakupy, a potem iść do kina. 

- Zakupy? 

- Jasne. Nigdy nie wiadomo, co mogę tutaj dojrzeć w sklepach. Może 

podpatrzę jakieś nowe pomysły do mojego butiku? 

Przez chwilę zastanawiała się, czy butik, gdy do niego wróci, będzie 

jeszcze „jej" butikiem. Ale dzisiaj nie chciała się tym martwić. Postanowiła 

cały dzień dobrze się bawić i nie myśleć o przykrych rzeczach. 

- Nie musimy nic kupować, chcę tylko trochę popatrzeć na wystawy i 

pooglądać sobie różne kobiece ciuszki. A potem pójdziemy do kina, dobrze? 

RS

background image

 

114 

Jaki film chciałbyś obejrzeć? Od wieków nie byłam w kinie. Chyba grają tu 

w kinach jakiś dobry film? 

- Chyba tak - lakonicznie odpowiedział Mike. 

 Candee zamyśliła się. Mike cały ranek starał się utrzymać dystans. 

Gdy doszli do samochodu, otworzył jej drzwi, po czym sam usiadł za 

kierownicą i trzasnął drzwiami tak, że cały samochód aż się zatrząsł. 

Zamarła. Co doprowadziło go do takiej wściekłości tym razem? 

- Masz jakieś szczególne życzenia co do miejsca, w którym zjemy 

lunch? 

- Chcę jechać w takie miejsce, gdzie podają tłuste hamburgery, frytki i 

lody. Koniecznie czekoladowe. 

- Bardzo zdrowo - zakpił. 

Przysunęła się do niego, zadziornie się uśmiechając i wyszeptała: 

- Jestem głodna jak wilk. I tęsknię za byle jakim jedzeniem. 

Mike wyprostował się i gwałtownie ruszył. Silnik jeepa aż zawarczał. 

Jak ona cudownie pachniała jaśminem. Gdyby pozwolił jej bardziej się 

do siebie zbliżyć, zapomniałby o dystansie, jaki miał zachowywać. Chciał 

scałować ten figlarny uśmiech z jej ust i jeszcze bardziej rozpalić te iskierki 

w jej oczach. Pragnął jej. Uwielbiał jej dziecięcy entuzjazm, gdy mówiła o 

ranczu, o koniach. Uwielbiał ten wyraz jej twarzy, na wpół skupiony, na 

wpół zamyślony, gdy wpadał jej do głowy jakiś nowy pomysł. 

Mike znalazł popularny bar z hamburgerami i zaparkował samochód. 

- Chcesz zjeść w środku, czy tutaj? - zapytał, wyłączając silnik. 

- Tutaj - odpowiedziała, spoglądając na tłum ludzi kłębiących się w 

barze. 

- Zaraz wrócę. 

RS

background image

 

115 

Patrzyła, jak wysiada z wozu. Obserwowała każdy jego ruch. Przy nim 

każdy inny mężczyzna wyglądał blado. Kochała go. Może było to głupie, ale 

prawdziwe. Okłamywanie siebie i przekonywanie, że nic do niego nie czuje, 

było jeszcze głupsze. Z całą pewnością go kochała. 

Po chwili Mike wrócił i przyniósł dużą torbę pełną jedzenia. 

- Pyszne - powiedziała, jedząc z apetytem. Uśmiechając się, Mike 

pokiwał głową i ugryzł swojego hamburgera. 

Jedli w milczeniu. Miała wrażenie, że był to chyba najsmaczniejszy 

posiłek, jaki w życiu jadła. 

Mike przysunął się do niej i lekko dotknął palcem kącika jej ust. 

- Ubrudziłaś się musztardą - powiedział tak cicho, że prawie 

niedosłyszalnie. 

Gdy Candee próbowała zlizać musztardę z ust, Mike nagle jęknął i 

przyciągnął ją do siebie. 

- Ja to zrobię - powiedział, delikatnie zbierając musztardę na palec. 

Candee objęła go gwałtownie i mocno przycisnęła do siebie. Świat 

zawirował, w głowie mieniła się tęcza kolorów. Wszystkie ekscytujące 

emocje ogarnęły ją naraz. Gdy jego język prześlizgnął się po jej ustach, 

rozchyliła wargi. Chciała być jeszcze bliżej niego. Zapomniała o 

hamburgerach, frytkach i napojach, leżących na jej kolanach, i przysunęła 

się do niego. 

- Ojej! - krzyknął Mike, łapiąc kubek z colą, wylewającą się na jego 

spodnie. - Strasznie zimne! 

- Przepraszam - powiedziała Candee, z trudem łapiąc resztę jedzenia, 

które zsuwało się z jej kolan na podłogę. 

RS

background image

 

116 

Wzięła serwetkę i zaczęła wycierać plamę na spodniach Mike'a, ale on 

energicznym ruchem złapał ją za nadgarstek i odepchnął. 

- Nie dotykaj mnie! - warknął. 

- Chciałam tylko pomóc - zaprotestowała. Oparł się o siedzenie i 

zamknął oczy. 

- Cholera. Ja wcale tego nie zamierzałem. Chciałem tylko wykonać 

kolejne zadanie i basta. Nie potrzebuję tego! 

- Czego? - zapytała zmieszana. Przed chwilą całował ją, zapominając o 

bożym świecie, a teraz narzekał i przeklinał. 

- Nie potrzebuję tego pożądania i wibracji między nami - powiedział 

przez zaciśnięte zęby. - Powinniśmy zachować czysto służbowe stosunki. 

Candee odsunęła się, usiadła wygodnie, położyła ręce na biodrach i 

wypaliła: 

- Nigdy o nic cię nie prosiłam, panie Black. Po pierwsze, wystarczyło 

powiedzieć, że się ubrudziłam. Dałabym sobie radę. Ale nie! Ty musiałeś 

sam się tym zająć. A co do pożądania między nami, to jest obopólne, nie 

zauważyłeś? I nikomu nie szkodzi. Ja jestem wolna, ty jesteś wolny. I może 

nawet mi się podoba? -I to bardzo, dodała w myśli. 

Wyjrzał przez okno. 

- Syndrom sztokholmski. 

- Co takiego? 

- Przy porwaniach albo w sytuacjach, w których ktoś jest 

zakładnikiem, bywa, że ofiara zakochuje się w swym dręczycielu. Nazywa 

się to syndromem sztokholmskim. Ja jestem twoim jedynym łącznikiem i 

kontaktem ze światem. Od kilku tygodni możesz polegać na mnie i 

RS

background image

 

117 

wyłącznie na mnie. Więc wydaje ci się, że coś do mnie czujesz. Podobnie 

jest, gdy kobiety w ciąży zakochują się w swoich położnikach. 

Candee patrzyła na niego szeroko otwartymi oczyma, zupełnie jakby 

patrzyła na szaleńca. 

- Zwariowałeś? Nie jestem zakładnikiem i nie zakochałam się w tobie, 

bo jesteś moim jedynym obrońcą i jedynym kontaktem ze światem. 

- W ogóle się we mnie nie zakochałaś. 

- Chcesz się założyć? 

Gdy się odwrócił, by na nią spojrzeć, w jego oczach nie było już 

płomienia, a jedynie lodowaty chłód, który wstrząsnął Candee. 

- Posłuchaj mnie, Candee, bo wiem, o czym mówię. Raz wydawało mi 

się, że jestem zakochany w pewnej bardzo pięknej kobiecie. Miała na imię 

Amy. Przez kilka miesięcy byliśmy zaręczeni. Szalałem za nią. Ale ona 

chciała kogoś zupełnie innego, kogoś, kim nie jestem. Nie znosiła Kolorado, 

uwielbiała Nowy Jork. Nie cierpiała mojej pracy, pragnęła imprez, blasku i 

życia w świetle reflektorów. Wyjechała do Nowego Jorku i zanim do niej 

dojechałem, cała jej miłość wyparowała, znikła, odpłynęła w siną dal. Mnie 

tak szybko nie przeszło. Ale czegoś się od niej nauczyłem. I od mojego ojca. 

Nie chcę się wiązać z żadną kobietą, a zwłaszcza z piękną blondynką z 

Miami, która kocha bikini, ocean, plażę i opalonych facetów. 

Candee wpatrywała się w niego z bijącym sercem. A więc kochał inną 

kobietę, pomyślała z rozpaczą. 

- Przykro mi - wyszeptała. 

- Czas leczy większość ran. Jedno wiem. Niezależnie od tego, jak 

bardzo ty mi się podobasz i jak bardzo ja podobam się tobie, wszystko to 

minie ci po tygodniu pobytu w Miami. 

RS

background image

 

118 

Oparta się o siedzenie i odetchnęła głęboko. Próbowała powstrzymać 

łzy, które cisnęły jej się do oczu. Była tym wszystkim bardzo zmęczona. 

Pragnęła cofnąć czas. Wiele by dała, by tamtego pechowego dnia zostać w 

domu. Ale czy na pewno? Gdyby nie wyszła wtedy z domu, nie poznałaby 

Mike'a. Wiedziała, że nie zapomni o nim w ciągu tygodnia. Może on o niej 

tak, ale nie ona o nim. Była pewna, że będzie za nim tęsknić, gdy tylko 

znajdzie się w Miami. Będzie tęsknić za czymś, co mogłoby się wydarzyć, 

ale się nie wydarzyło. 

Milczeli. Upiorna cisza wydawała się trwać wiecznie. Przerwał ją 

Mike, zbierając wszystkie śmieci i wyrzucając je przez okno do kosza. 

- Co teraz? - zapytała, próbując zachować dobrą minę. 

- Pójdziemy do sklepów, tak jak chciałaś. 

Candee obiecała sobie, że już więcej nie otworzy się przed Mikiem. 

Gdy szli wzdłuż First Street, trzymała się z dala od niego. Radość, którą 

czuła jeszcze niedawno na myśl o dniu spędzonym w mieście, odpłynęła 

bezpowrotnie. W jej głowie pojawiło się wiele pytań dotyczących Amy. Czy 

naprawdę nic już do niej nie czuł, czy mimo wszystko wciąż żywił do niej 

uczucie? 

- Wystarczy - powiedziała, gdy przeszli wzdłuż First i Second Street, 

oglądając po drodze prawie wszystkie wystawy. - Jestem zmęczona. Chcę 

obejrzeć film i zjeść popcorn. 

- Znów chcesz jeść? Przed chwilą skończyliśmy lunch. 

- Do kina nie chodzi się bez popcornu i coca-coli. 

- Kino jest obok uniwersytetu, więc musimy zawrócić. 

- Prowadź. 

RS

background image

 

119 

Przez cały czas trwania filmu Candee zastanawiała się nad swoją 

sytuacją. Kochała Mike'a i nic, co mówił, nie mogło tego zmienić. Nie 

zamierzała wyznawać mu swoich uczuć po raz kolejny. Ostatnie, czego 

pragnęła, to jego litości. Ona też miała za sobą nieudany związek. A jeśli 

sądził, że to, co do niego czuła, jest tylko przelotną fascynacją, nie będzie go 

przekonywać, że się myli. I tak miała dużo szczęścia, że prześladowcy nie 

odnaleźli jej. Dużo szczęścia, że spotkała Mike'a. I to musi jej na razie 

wystarczyć. 

Po wyjściu z kina poszli do restauracji na obiad. Candee opowiadała 

mu zabawne historie z życia Miami. Próbowała pokazać, że mimo wszystko 

ma dobry humor. 

- Gotowa do wyjścia? - zapytał, gdy wypiła ostatni łyk kawy. 

- Gotowa, żeby pójść do prawdziwego baru na Dzikim Zachodzie. 

- Idziemy do domu. 

- Myślałam, że idziemy do tego baru, o którym opowiadali chłopcy na 

ranczu. Chyba nazywał się O.K. Corral. 

- Nie. 

- Czemu nie? - zapytała, a na jej twarzy widać było rosnące 

niezadowolenie 

- Candee, przyjechaliśmy do miasta po to, by na chwilę odpocząć od 

rancza. Miałaś dzisiaj wystarczająco dużo przyjemności, a teraz już 

wracamy do domu. 

- Ale ja chcę iść gdzieś, gdzie można potańczyć. 

- Tylko o tym myślisz! O zabawie i miłym spędzaniu czasu. 

- O miłym spędzaniu czasu?! Moje życie jest w ruinie. Mogłam stracić 

już pracę. Gdy nie śpię, ciągle jestem przerażona, a gdy śpię, mam 

RS

background image

 

120 

koszmary. A ty masz czelność mówić mi prosto w twarz, że myślę tylko o 

zabawie! Zwariowałeś! Staram się jak mogę zachować pogodę ducha i nie 

przejmować się tym wszystkim, co wydarzyło się w moim życiu i to nie z 

mojej winy. Nie chcę być ciężarem dla innych i bez przerwy przypominać 

im o strachu, w jakim żyję. Chciałam iść potańczyć, by o tym wszystkim 

zapomnieć. Czy to zbrodnia? 

Candee wstała od stołu i w obawie przed tym, że na oczach Mike'a 

rozklei się jak małe dziecko, szybko poszła do łazienki. 

Mike dopiero teraz, gdy wybuchła, zdał sobie sprawę, jak bardzo 

musiała być przerażona. Dwa razy ktoś próbował ją zabić i mało brakowało, 

aby już nie żyła. Przebywała cztery tysiące kilometrów od domu i bliskich. 

Tylko dlatego, że była koronnym świadkiem, musiała się ukrywać. A on 

potraktował ją tak, jakby była winna jakiejś zbrodni. 

Mijały minuty. Mike zastanawiał się, czy nie powinien posłać kelnerki, 

by sprawdziła, czy z Candee jest wszystko w porządku, ale właśnie pojawiła 

się przy stoliku. 

- Chodźmy - powiedział. - Trevor i Steve będą się o nas martwić. 

- Więc tak wygląda prawdziwy bar country - powiedziała Candee, gdy 

dziesięć minut później weszli do O.K. Corral. 

Podłogi były drewniane. Nad staroświeckim barem wisiało wielkie 

lustro. Wszystkie stoły i ławy także były drewniane. W rogu sali grał zespół 

składający się z dwóch gitarzystów, perkusisty i pianisty. W powietrzu czuć 

było zapach dymu. 

Znaleźli miejsce i usiedli, lecz zaraz, gdy zagrała kapela, Candee 

została poproszona do tańca przez wysokiego mężczyznę ubranego w dżinsy 

i kowbojki, z kapeluszem na głowie. Przedstawił się jako Joe Morgan. 

RS

background image

 

121 

Spojrzała na Mike'a, zastanawiając się, czy będzie miał coś przeciwko. Mike 

kiwnął głową, pozwalając jej na taniec. 

- Nowa w mieście? - zapytał Joe, gdy tylko zaczęli poruszać się w 

rytm skocznej melodii. 

- Nie, jestem tylko z wizytą w Bar B - odpowiedziała, starając się nie 

zgubić kroków tego dziwnego tańca, który był jej zupełnie obcy. 

- Jesteś przyjaciółką Sary? 

- Mike'a. 

- Nie sądziłem, że taki z niego kobieciarz - powiedział Joe, rytmicznie 

obracając nią raz w prawo, a raz w lewo. 

- Jesteśmy tylko przyjaciółmi. 

- Skoro jesteście tylko przyjaciółmi, to chyba możesz się spotykać z 

innymi? 

Spojrzała na niego i uśmiechnęła się. 

- Pewnie, złotko, ale jestem bardzo wybredna. Melodia zmieniła się i 

teraz rytmy stały się wolniejsze. Joe przyciągnął ją do siebie i zaczęli się 

kołysać. 

- A skąd jesteś, mała? 

- Z Florydy. Byłeś kiedyś w Miami? 

- Nie, ale mógłbym wpaść z wizytą. 

Zachichotała. Rozmowa stawała się pierwszej klasy flirtowaniem. 

- Nie miałabyś ochoty wymknąć się stąd na drinka? - zapytał Joe. 

- To nie byłoby grzeczne. W końcu przyszłam z Mikiem. 

- Byłabyś weselsza, wracając ze mną do domu, niż z tym 

sztywniakiem. 

RS

background image

 

122 

Candee zaśmiała się. Joe był sympatyczny, zabawny, a ona po raz 

pierwszy od bardzo dawna dobrze się bawiła, nie myśląc o niczym 

przykrym. 

- Nie znam zbyt wielu mieszkańców Wyoming, ale czy wszyscy są 

tacy szybcy i konkretni jak ty? 

- Szybcy? Ę, nie. Pójdziemy sobie wpierw na drinka, a potem 

opowiesz mi historię swojego życia... 

- A ty opowiesz mi historię swojego? 

- Oczywiście. Mogę ją opowiadać nawet całą noc, jeśli będziesz miała 

ochotę słuchać. 

Zanim przyszła jej do głowy jakaś błyskotliwa odpowiedź, silna ręka 

Mike'a złapała ją za ramię i odciągnęła od Joego. 

- Skończył ci się czas, Candee. Powiedz temu panu do widzenia. 

- Stary, ta pani i ja tańczymy - zaprotestował Joe. 

- Puść mnie, Mike! - zawołała Candee, oblewając się rumieńcem. Była 

zażenowana zachowaniem Mike'a. 

- Czy Candee powiedziała ci, że jesteśmy zaręczeni? -zapytał Mike. 

- Nie, powiedziała, że jesteście tylko przyjaciółmi. Nie miałem 

zamiaru sprawiać ci kłopotów, Mike. 

- My tylko tańczyliśmy, Mike. Nie rób z tego afery federalnej. Nie 

jestem nawet pewna, czy rzeczywiście jesteśmy przyjaciółmi! - Mówiąc to, 

wyrwała się Mike'owi z uścisku i podziękowawszy Joemu za taniec, 

pobiegła do toalety. 

Gdy stała przed lustrem, do toalety weszła jakaś kobieta, którą Candee 

widziała wcześniej na parkiecie. 

- Cześć - rzuciła z uśmiechem. 

RS

background image

 

123 

- Cześć - odpowiedziała Candee, zastanawiając się, jak długo będzie 

musiała tu tkwić, zanim jej przejdzie złość do Mike'a. 

- Jesteś z Mikiem Blackiem, prawda? Wygląda, jakby miał zaraz 

wybuchnąć. 

- Często tak wygląda - powiedziała Candee. 

- Gratulacje z powodu zaręczyn. 

- To mogą być najkrótsze zaręczyny świata - wymamrotała. 

- Cóż, nie spodziewaj się, że nie będzie zazdrosny o największego 

przystojniaka i podrywacza w tym mieście. 

- Joe? O nim mówisz? - zapytała zaskoczona i rozbawiona Candee. 

- O nim. Joe jest prawdziwym pożeraczem serc. Umie oczarować 

nawet ptaki na drzewach. Złamał wiele serc. 

- Był miły. 

- Oczywiście - kobieta zaśmiała się. - Według mnie, to będąc z 

Mikiem, nie powinnaś nawet go dostrzegać. Idź już i pociesz Mike'a. 

- Gotowa do wyjścia? - zapytał Mike, gdy tylko wyszła z toalety. 

- Nie. Przyszłam tu, żeby potańczyć i chcę tańczyć. Widzę Jasona i 

Steve'a. Jeśli chcesz jechać do domu, to jedź. Ja mogę wrócić z nimi. 

- W porządku. Będziemy tańczyć. - Gwałtownie chwycił ją za rękę i 

pociągnął w stronę parkietu. 

Była tak zaskoczona, że nie wydobyła z siebie ani słowa. 

Tańczyli. Każdą melodię, którą zagrano. Oczy Mike'a świeciły 

niezdrowym blaskiem, zupełnie jakby rzucał jej wyzwanie, chcąc zmusić do 

powiedzenia „dość". Gdy zaczęły się wolne rytmy, poczuła, jak coraz 

mocniej ją obejmuje. Kręciło jej się w głowie. Przytulona do muskularnej 

RS

background image

 

124 

piersi, nie dbała o chłód jego spojrzenia. Marzyła, by kochał ją tak, jak 

kochał Amy albo... by kochał ją tak, jak ona kochała jego. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

 

125 

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

 

Tańcząc, kilka razy wpadli na Joego. Udawał, że ich nie widzi. Candee 

zauważyła też kobietę, z którą rozmawiała w toalecie i uśmiechnęła się do 

niej porozumiewawczo. Muzyka była tak głośna, że rozmowa była 

niemożliwa. Z daleka dojrzała kilku pracowników rancza i pomachała im na 

powitanie. Gdy zapowiedziano taniec wolny, Steve uśmiechnął się i 

podszedł do Candee z zamiarem poproszenia jej do tańca, ale natychmiast 

wkroczył Mike. 

- Ten taniec należy do mnie. 

Candee z ochotą wtuliła się w jego ramiona. Przycisnął ją do siebie 

mocno, a ona nie oponowała. Zamknęła oczy i pozwalała się prowadzić. 

Mogłaby tak spędzić całą noc, tańcząc wolno z Mikiem. Nie myślała o tym, 

co jej powiedział, przykre wspomnienia odsunęła od siebie. 

- Dziękuję, że zabrałeś mnie do miasta - szepnęła. - Jestem taka 

zadowolona, że mogłam choć na chwilę oderwać się od rzeczywistości. 

- Nie ma tu tyle rozrywek, co w Miami - powiedział cicho. 

- Podobało mi się wszystko. Uniwersytet, First Street, jedzenie. 

Zostały jej dwa dni w Bar B. Dwa dni z Mikiem. Na myśl o tym 

zachwiała się, po czym gwałtownie wyprostowała. 

- Chcę iść do domu - powiedziała i odwróciła się, nie czekając na jego 

reakcję. 

Podążyła w kierunku drzwi. Kilka osób pomachało jej na do widzenia. 

Odpowiedziała tym samym, próbując zachować uśmiech, na który w tym 

momencie nie miała najmniejszej ochoty. 

RS

background image

 

126 

Kochała go, a on jej nie wierzył... Jaka szkoda. Ciężko westchnęła. 

Postanowiła sobie, że będzie dzielna w ciągu tych ostatnich dwóch dni jej 

pobytu na ranczu. 

- Co będziesz robił po zakończeniu tej sprawy? - zapytała, gdy znaleźli 

się już w samochodzie. 

Gromadziła każdy skrawek informacji na jego temat. W ten sposób, 

gdy w przyszłości pomyśli o nim, będzie mogła sobie wyobrażać, gdzie 

mieszka, co robi, co sądzi o różnych rzeczach. I skóro nie będą mogli być 

razem, będzie wiedziała, że gdzieś tam Mike żyje i ma się dobrze. To będzie 

musiało jej wystarczyć. 

- Zajmę się następną. 

- Będziesz pilnował innego świadka? 

- Może. 

- Skoro jestem pierwszym świadkiem koronnym, którego przywiozłeś 

do Bar B, gdzie zazwyczaj ich zabierasz? 

- Mamy specjalne domy-kryjówki w Denver. Ponieważ sądziliśmy, że 

gdzieś pojawił się przeciek, dlatego nie mogłem tam cię ukryć. Dopiero od 

momentu tej drugiej bomby w Miami wiemy, że znaleźli cię przez czysty 

przypadek. 

- Więc mogliśmy równie dobrze zostać w Denver? 

- Równie dobrze mogłaś zostać na Florydzie. 

Wtedy byśmy się nie poznali, pomyślała. Zastanawiała się przez 

chwilę, czy wyszłoby jej to na dobre, czy na złe. 

- Masz w Denver mieszkanie albo dom? 

- Co to jest? Gramy w dwadzieścia pytań? - zapytał ze 

zniecierpliwieniem w głosie. 

RS

background image

 

127 

- Próbuję nawiązać konwersację. Ty też mógłbyś się trochę wysilić. 

- W porządku. Pogoda jest taka, jak co roku o tej porze. Niskie opady, 

od czasu do czasu gwałtowne burze. Cena wołowiny zdaje się nie wzrastać, 

z korzyścią dla Bar B. Tom i Sara niedługo wracają, a my musimy zrobić 

jutro pranie. 

Wyjrzała przez okno, a powieki zadrżały jej pod naporem łez. Gdy 

jedna z nich spłynęła jej po policzku, Candee szybko wytarła ją wierzchem 

dłoni. 

- Cholera, Candee, jeśli płaczesz, to... 

- To co? - zapytała, trzymając w dalszym ciągu nos przy szybie. Jedna 

łza nie oznaczała, że płacze. 

- Nie wiem, co. Ale nie płacz. 

- Nie płaczę. Miałam coś w oku. Dlaczego miałabym płakać? Dobrze 

się dzisiaj bawiłam. Podobały mi się tańce. Steve całkiem nieźle sobie radzi 

na par... 

- Nie chcę słyszeć o żadnym facecie z rancza. 

- Dlaczego? Czy to zazdrość? 

- Nie jestem zazdrosny - odparował. 

- Mnie nie oszukasz - syknęła. 

- Udajemy narzeczeństwo. Omal się dziś nie zdradziłaś, flirtując z 

Joem Morganem. 

- Wcale nie. Po prostu dobrze się bawiłam i tyle. Wszyscy dobrze się 

bawili. 

Mike pozostał milczący przez resztę drogi, a Candee zastanawiała się, 

czy mógł być zazdrosny o nią? Czy mógł czuć do niej coś więcej, niż sam 

RS

background image

 

128 

chciał się do tego przyznać? Może odpychał ją, bo uważał, że tak powinien 

postępować jako jej ochroniarz? Z poczucia obowiązku? 

Gdy dotarli do domu, obydwoje skierowali swoje kroki do kuchni. 

Było to bardzo przyjemne uczucie - być wieczorem razem w kuchni. Prawie 

jak zabawa w dom. Candee postawiła mleko na ogniu. Postanowiła zrobić 

sobie kakao. Wodziła wzrokiem za Mikiem, obserwowała każdy jego ruch. 

Pragnęła go dotknąć, poczuć jego napiętą skórę, przesuwała wzrok od jego 

karku aż po klatkę piersiową. 

- Candee. 

- Słucham? 

- Mleko się gotuje. 

Zdjęła garnek z ognia i wsypała do niego kakao, powoli mieszając. 

- Co robisz? 

- Próbuję dokładnie wymieszać. 

- Już jest dawno wymieszane - powiedział i obrócił ją tak, by spojrzała 

na niego. 

- A jeśli nie masz racji? To co wtedy? 

- Jest wymieszane. Widziałem, jak... 

- Nie, nie chodzi mi o kakao. Mam na myśli nas... a raczej to, co jest 

między nami. A jeśli się mylisz? A jeśli powinniśmy być razem? Czy nie 

powinniśmy się zastanowić? Przykro mi z powodu twoich złych 

doświadczeń z Amy, ale z nami może być zupełnie inaczej. Do żadnego ze 

strzegących mnie mężczyzn nie czułam tego, co czuję do ciebie. To nie jest 

żaden sztokholmski syndrom. 

Pogłaskał ją delikatnie po policzku i przesunął palcami po jej włosach. 

RS

background image

 

129 

- Możemy się zastanawiać, jeśli chcesz, ale to i tak niczego nie zmieni. 

Za dwa dni jedziesz do domu. Tydzień lub dwa po procesie nie będziesz 

mnie już pamiętała. 

Candee wspięła się na palce i lekko go pocałowała. 

- Nie sądzę, żebym kiedykolwiek zapomniała ciebie lub to, co mnie tu 

spotkało. 

Wahał się przez chwilę, po czym ujął jej głowę w swoje ręce i 

pocałował ją. Jego dłonie delikatnie pieściły jej policzki. Miał ciepłe i jędrne 

usta, które na dodatek całowały nieziemsko. Jego włosy były gęste i 

jedwabiste w dotyku. Zanurzyła w nich ręce i przylgnęła do niego, jak 

kociak szukający miłości. 

W pewnym momencie wziął ją na ręce i zaczął iść w stronę schodów. 

Kierował się prosto do jej sypialni. 

Zrozumiała, że chciał się z nią kochać! A więc nie mógł już dłużej 

opierać się pożądaniu, które do niej czuł. Zaraz więc przekona się, jak silna 

jest jej miłość. Udowodni mu to, bo go kocha I ona też nie jest mu obojętna. 

Już nie widzi w niej jedynie zadania do wykonania A z czasem na pewno 

pokocha ją, tak jak ona kocha jego. Czuła rozpierającą serce radość. 

Gdy weszli do pokoju, nie zapalił światła. Podszedł do łóżka i powoli 

postawił ją na podłodze. Candee czuła, że jej nogi trzęsą się jak galareta. Jej 

zmysły były rozpalone do białości. Uniosła usta do kolejnego pocałunku. 

- Omotałabyś świętego, Candee, a ja nim nie jestem. Ale jestem 

uczciwym facetem, który próbuje wykonywać swoje obowiązki jak umie 

najlepiej. Jeśli chcesz tu zostać na następne dwa dni, to bardzo cię proszę... - 

na chwilę zawiesił głos, jakby zawahał się, co powiedzieć - ...skończ już z 

tymi swoimi gierkami. - Pocałował ją i wyszedł. 

RS

background image

 

130 

Candee zaniemówiła ze zdziwienia, a po chwili z rozpaczą rzuciła się 

na łóżko. 

Pragnął jej. Teraz to wiedziała na pewno. Ona też go pragnęła. Dała 

mu to do zrozumienia pocałunkami i dotykiem. Ale to najwyraźniej mu nie 

wystarczało. Czuła się jak kompletna idiotka Weszła pod kołdrę i naciągnęła 

ją na głowę tak, jakby chciała się schować przed nim i przed całym światem 

Ogarnęło ją uczucie wstydu i poniżenia Marzyła o tym, by mogła wyłączyć 

myśli, tak jak wyłącza się światło. 

Żaden mężczyzna nie mógł tego jaśniej wyrazić - ta znajomość po 

prostu go nie interesowała. 

Przez następne dwa dni Candee unikała Mike'a. Czas spędzała głównie 

w swoim pokoju. Gdy zaproponował jej przejażdżkę, wykręciła się bólem 

głowy. A kiedy odmówiła zejścia na obiad, wtargnął do jej pokoju, kazał 

skończyć z dąsami i zejść na dół. Zignorowała go. 

- Mam migrenę. Światło, jedzenie i hałas przyprawiają mnie o mdłości. 

Tylko kiedy był zajęty w stajni, szła tam, by mu się przyglądać. 

Tego dnia, kiedy wyruszali na Florydę, Candee wstała wcześniej. 

Ubrała się i poszła do szałasu pożegnać wszystkich. Jason przygotował jej 

na drogę kilka kanapek. 

- Jedzenie w samolotach nie jest dobre - powiedział, całując ją w 

policzek i wręczając zapakowane kanapki. 

- Dziękuję. 

Mike przyglądał się jej, nic nie mówiąc. Dziesięć minut później byli 

już w samochodzie i jechali w stronę Denver. 

- Jeszcze dziś powinnaś znaleźć się w domu - powiedział Mike. 

- To dobrze. Będę mogła spać u siebie? 

RS

background image

 

131 

- Nie. Mamy zarezerwowane pokoje w hotelu. Będą tam na ciebie 

czekać twoje ubrania. Wybrano już ławę przysięgłych, więc proces zaczyna 

się jutro. Będziesz miała dobrą ochronę. Ramirez jedynie nie chciał dopuścić 

do twoich zeznań, ale jak już je złożysz, będzie po wszystkim. Nie sądzimy, 

by chciał się mścić. 

- Mam nadzieję, że się nie mylisz. 

Candee nic więcej już nie mówiła, a jedynie z zachwytem spoglądała 

na mijane krajobrazy. Przegapiła te widoki, jadąc tu trzy tygodnie temu. 

Znalazłszy się na pokładzie samolotu, poprosiła o słuchawki i zaczęła 

słuchać muzyki, starając się ignorować siedzącego obok Mike'a. 

Do Miami dotarli dopiero późno w nocy. Zaraz po wyjściu z samolotu 

Candee wiedziała, że jest już w domu. Poczuła zapach słonego powietrza i 

ciepły powiew znad oceanu. Kilka minut później zaprowadzono ich do 

czarnego samochodu, otoczonego przez trzech mężczyzn w równie czarnych 

garniturach. 

Gdy już jechali, Candee obserwowała jasno oświetlone ulice, pełne 

ludzi. Wyglądały zupełnie inaczej niż puste przestrzenie Wyoming. 

Zachłannie wpatrywała się w neony, światła przy plaży, reklamy świetlne 

kin, szyldy restauracji. Ludzie poubierani byli w szorty, kostiumy kąpielowe 

i letnie sukienki na ramiączka. 

Wreszcie dotarli do hotelu. W drzwiach powitała ich kobieta w 

eleganckiej białej marynarce. 

- Witamy w Miami, pani Adams. Nazywam się Alicja Longstreet - 

powiedziała nieznajoma, pokazując Candee legitymację. - Dzięki, chłopcy. 

Dalej ja się tym zajmę. - Alicja uśmiechnęła się do czterech mężczyzn 

stojących tuż za Candee i zamknęła im drzwi przed nosem. 

RS

background image

 

132 

Candee obejrzała się za siebie. Nie miała nawet okazji powiedzieć 

Mike'owi dobranoc. 

- To pani jest teraz moją nową ochroną? 

- W czasie trwania procesu będę z panią cały czas. 

- A co z Mikiem Blackiem? 

- Nie chcemy, żeby pani choć przez moment była sama,nawet w 

toalecie. Słyszałam, że Black jest dobry, ale do toalety nie może z panią 

wejść - uśmiechnęła się. - Przyniosłam kilka rzeczy, które wybrałam z pani 

szafy w zeszłym tygodniu. Już jutro rano idziemy do sądu. 

- A sierżant Black? - zaniepokoiła się Candee. Czyżby już wyjeżdżał? 

Czyż nie będzie miała szansy pożegnać się z nim? 

- Wróci do Kolorado. 

- Chcę, żeby został, do czasu gdy proces się skończy. 

- Ja będę pani pilnować. 

- Być może. Ale jemu ufam. Chcę, żeby został. 

- Zobaczę, co da się zrobić - powiedziała Alicja, podchodząc do 

telefonu. - Proszę się jednak nie denerwować. Ja tu jestem i jest pani 

bezpieczna. Ma pani ochotę na kąpiel? 

- Wielką. 

- Za tamtymi drzwiami jest sypialnia. Będziemy ją wspólnie dzielić. 

- Dobrze. 

Candee otworzyła drzwi i weszła do sypialni. Dwa olbrzymie łóżka 

zajmowały większą część pokoju. Podeszła do szafy i zajrzała do środka. 

Wisiało w niej kilka znajomych sukienek i kostiumów. Uśmiechając się, 

Candee wyciągnęła ręce, by ich dotknąć. 

RS

background image

 

133 

W wannie spędziła prawie godzinę. Łazienka była niemal tak duża jak 

sypialnia, z olbrzymią umywalką, prysznicem, a nawet telefonem. Po kąpieli 

Candee ubrała się w koszulę nocną, rozczesała włosy i poszła do sypialni. 

Alicja leżała na łóżku i czytała gazetę. 

- Jak się okazało, każde pani życzenie jest dla moich szefów rozkazem 

- powiedziała. - Mike Black będzie w grupie, która przyjdzie tu jutro, by 

eskortować panią do sądu. Zostanie do końca procesu. 

Candee uśmiechnęła się. 

- Dziękuję. Co to za czasopismo? Nie miałam w ręku żadnego 

magazynu od momentu wyjazdu z Florydy. 

Następnego ranka Candee bardzo starannie dobrała swoją garderobę. 

Włożyła niebieski kostium i śnieżnobiałą bluzkę. Krótka spódnica odsłaniała 

jej długie, opalone nogi. Niebieski kostium podkreślał kolor oczu. 

Przeglądając się w lustrze, uśmiechnęła się z aprobatą. 

- Będziesz miał za swoje, kowboju - szepnęła do siebie. Weszła do 

salonu. Mike i pozostali mężczyźni już tam 

byli. Przez chwilę nie mogła go poznać. Miał krótko ostrzyżone włosy, 

ciemny garnitur, białą koszulę i wiśniowy krawat. Wyglądał tak, że miała 

ochotę go schrupać. Poza nim nie dostrzegała nikogo innego. 

- Gotowa? - zapytał. Pokiwała głową. 

- Jak nigdy. 

Mike był pod wrażeniem olśniewającej urody Candee. Pierwsze, co 

rzuciło mu się w oczy, to jej długie, kształtne, seksowne nogi. Był zły na 

nią, bo doskonale zdawała sobie sprawę, że na jej widok każdemu 

mężczyźnie skakało ciśnienie krwi, ale to jej nie wystarczało, podkreślała 

jeszcze swoje kształty obcisłym i kusym kostiumem. Miał ochotę kazać 

RS

background image

 

134 

wszystkim, żeby wyszli. Nie mógł jednak winić ich za to, że wpatrywali się 

w nią jak zahipnotyzowani, gdy cały czas prowokowała ich tym swoim 

cudownym uśmiechem. 

Wyszli na korytarz i Mike wziął ją pod ramię. Nie mógł dłużej 

powstrzymywać się przed tym, by jej nie dotknąć. Miała takie różowe, 

miękkie i wilgotne usta... Nagle zapragnął, by chociaż jeszcze jeden ostatni 

raz móc ją pocałować... 

Wsiedli do samochodu. Alicja usiadła z przodu, a Mike tuż obok 

Candee. Niechcący wyprostował rękę i przejechał palcami po jej udzie. Jego 

dotyk parzył. Czuła się tak, jakby jej noga płonęła. Spojrzała na niego. Nie 

potrafił się jej oprzeć. Wiedziała o tym. Chciała rzucić mu się w ramiona i 

prosić go, by ją kochał. 

- Zdenerwowana? - zapytał Mike. 

- Troszkę... Tak naprawdę to jestem przerażona. 

- Nikt cię nie skrzywdzi. Zaufaj mi - powiedział, chwytając ją za rękę. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

 

135 

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 

 

Candee weszła do sądu tylnym wejściem. Alicja przez cały czas była 

tuż obok niej, a Mike zaraz za nią. Sala była pełna. Kilka miejsc z boku było 

wolnych i Alicja poszła w ich kierunku. Ściśnięta pomiędzy nią a Mikiem, 

Candee usiadła, bacznie się rozglądając. 

Wprowadzono podejrzanego. Ława przysięgłych zajęła swoje miejsca. 

Na końcu wszedł sędzia. Rozpoczęła się rozprawa. 

Przez cały ranek zajmowano się wstępnymi czynnościami 

proceduralnymi. Candee marzyła, by te wstępne formalności już się 

skończyły i by mogła wreszcie zeznawać. Z upływem czasu atmosfera 

stawała się coraz bardziej gorąca, a napięcie rosło. W pewnej chwili 

Ramirez odwrócił się i rozejrzał po sali. Gdy dostrzegł Candee, zmrużył 

oczy i zaczął jej się przyglądać. 

- Odwróć się - szepnął Mike. 

- Dlaczego? 

- Nie patrz mu w oczy. Chce cię tylko i wyłącznie przestraszyć. 

- I udaje mu się. Jestem przerażona. 

Mike uśmiechnął się, a serce Candee podskoczyło. 

- Patrz na jego usta albo na ucho, ale nie w oczy. Twoje zeznania go 

załatwią. Nie będzie już dla nikogo groźny. 

Około południa sędzia ogłosił przerwę. Candee, Alicja i Mike przeszli 

do małego pomieszczenia konferencyjnego, do którego przyniesiono im 

lunch. 

RS

background image

 

136 

- O, hamburgery! - ucieszyła się Candee. - Przebywałam na ranczu w 

Wyoming przez ostatnie trzy tygodnie. Jedliśmy tam wołowinę robioną na 

różne sposoby, ale hamburgery jadłam tylko raz - powiedziała do Alicji. 

Jej wzrok spotkał wzrok Mike'a. Przypomniała sobie ten pamiętny 

lunch i pocałunek. Wkrótce wszystko miało wrócić do normalności. A 

normalność oznaczała w jej życiu brak Mike'a. 

Westchnęła i odłożyła na bok nadgryzionego hamburgera. Wstała i 

podeszła do okna, by spojrzeć na widoczny w oddali ocean. Pierwszą rzeczą, 

jaką planowała zrobić po skończeniu procesu, było spędzenie całego dnia na 

plaży. Jednak myśl o tym wcale nie przynosiła jej ukojenia. Nagle stanęły jej 

przed oczyma konie na ranczu i z żalem pomyślała, że już nie będzie miała 

okazji pojeździć konno w towarzystwie Mike'a. 

- Już czas, Candee - odezwał się Mike. 

Na szczęście, miała jeszcze w sobie odrobinę godności. Uniosła 

dumnie głowę i uśmiechnęła się do niego. Ofiarowywała mu miłość, a on ją 

odrzucił, więc nie zamierzała już dłużej narzucać mu się. 

- Jestem gotowa. Mam nadzieję, że wkrótce mnie wezwą. 

Tego dnia Candee nie została jeszcze wezwana do złożenia zeznań. 

Wróciła z Alicją do hotelu i zamówiły obiad. Zmęczona i na wpół 

przytomna po całym dniu siedzenia na sali sądowej, poszła wcześnie spać. 

Zanim Mike i reszta eskorty zapukali do ich drzwi następnego ranka, 

Candee i Alicja były już gotowe. Candee miała dziś na sobie elegancką 

beżową sukienkę i wysoko związane włosy, tak ze tworzyły kaskadę jasnych 

fal opadających na plecy. 

Dopiero w samo południe powołano ją na świadka. Czując na sobie 

spojrzenie Ramireza, posłuchała rad Mike'a i próbowała go zignorować. 

RS

background image

 

137 

Przedstawiciel prokuratury pytał ją o przebieg zdarzeń tamtego pechowego 

dnia. Kazał omawiać każdy detal, aż do chwili gdy zdobył niezbędne 

informacje. Potem nadeszła kolej na adwokata oskarżonego. Zadając wiele 

pytań, jedno za drugim, starał się zdyskredytować Candee jako świadka i 

zapędzić ją w ślepy zaułek. Odpowiadała powoli, po namyśle, zerkając od 

czasu do czasu na Mike'a. Czuła, że czerpie od niego siłę, by stawić czoło 

adwokatowi Ramireza. Mike ani na chwilę nie spuszczał z niej oczu, jego 

pewny wzrok dodawał jej odwagi. 

Skończyła zeznawać o czwartej. Była zwolniona z dalszego 

przebywania na sali sądowej. 

- Jestem wolna? - zapytała Alicji, gdy stanęły przy drzwiach 

wyjściowych. Na dworze jasno świeciło słońce i było gorąco. Odgłos 

samochodów był przytłumiony, ale widziała duży ruch na ulicach. 

- Nigdy nie była pani więźniem - powiedziała z uśmiechem Alicja. 

- Czasem tak właśnie się czułam. - Wstrzymała oddech. Nie chciała w 

takich okolicznościach żegnać się z Mikiem. Na schodach gmachu 

sądowego, w obecności Alicji i innych ludzi. W ogóle nie chciała się z nim 

żegnać, ale wiedziała, że to nieuniknione. 

- Będziemy cię pilnować do czasu ogłoszenia werdyktu. Ale 

najważniejsze zostało powiedziane dzisiaj. Myślę, że niebezpieczeństwo 

minęło - poinformował Mike. 

Alicja pokiwała głową. 

- Może już pani wrócić do domu i poskładać swoje życie do kupy. 

Będziemy jeszcze przez jakiś czas obserwować pani dom, ale najgorsze już 

jest za panią. Miło było panią poznać, Candee. Powodzenia. 

- Dziękuję. 

RS

background image

 

138 

- Odwiozę cię do domu, jeśli chcesz - szepnął Mike. 

- Jutro przywieziemy pani ubrania, żeby już nie musiała pani jechać do 

hotelu - zapewniła Alicja. 

Mike zawołał taksówkę. Gdy wsiedli, podał adres kierowcy. 

- Co zrobisz najpierw? - zapytał, by przerwać milczenie. 

- A co mogę robić? 

- Wszystko. Biuro w Miami wyznaczyło dla ciebie ochronę, by 

pilnowała twojego domu i chodziła za tobą, gdy pójdziesz do pracy lub do 

sklepu. 

- Lub na plażę. Pokiwał głową. 

- Myślę, że zacznę od odwiedzenia mojej szefowej, żeby sprawdzić, 

czy wciąż mam pracę. 

- A później? 

- Gdy tylko skończy się proces i będę pewna, że on nie będzie mi 

zagrażał, chcę iść na plażę. Pragnę przechadzać się między ludźmi bez 

obawy, że ktoś mnie zastrzeli. Być poza domem przez cały dzień i czuć się 

bezpiecznie. Chcę pływać na falach, taplać się w oceanie i zjeść tuzin hot 

dogów. 

- Wiem, że uwielbiasz takie jedzenie - powiedział Mike, a twarz 

rozjaśniła mu się w uśmiechu. 

Candee ciężko westchnęła. Uwielbiała takie jedzenie, ale jeszcze 

bardziej uwielbiała tego mężczyznę. Nie chciała się z nim żegnać. 

- Pójdziesz ze mną na plażę? 

Mike zawahał się przez moment. 

- Jeśli dostanę nową sprawę, będę mógł zostać tylko jeden dzień po 

ogłoszeniu wyroku. 

RS

background image

 

139 

Jej serce zabiło mocniej. Nie spodziewała się, że Mike zmieni zdanie. 

Ogarnęła ją radość. Mają przed sobą jeszcze kilka wspólnych dni. Spróbuje 

dowiedzieć się czegoś więcej na jego temat, lepiej go poznać i więcej 

zapamiętać, aby miała co wspominać z ich wspólnego pobytu w Miami. 

Gdy taksówka zatrzymała się przed jej domem, Candee wysiadła i 

podążyła za Mikiem. Rozejrzał się po okolicy, zatrzymując wzrok na 

czarnym samochodzie po drugiej stronie ulicy. Mężczyzna siedzący w nim 

za kierownicą porozumiewawczo skinął głową, Mike odetchnął z ulgą. 

- Proszę na mnie zaczekać - zwrócił się do taksówkarza. 

Candee, rozczarowana, że nie zostanie u niej dłużej, poprowadziła go 

do drzwi. Otworzyła je i zamarła. W środku śmierdziało stęchlizną i kurzem. 

Rośliny zwiędły, a ich wyschnięte kikuty zwisały z doniczek. Kurz 

pokrywał wszystko. Była w domu, choć jeszcze tego nie czuła. 

- Zazwyczaj jest tu trochę przytulniej - powiedziała. 

- Nie było cię przez kilka miesięcy, Candee. Wszystko wydaje ci się 

trochę obce i dziwne. Ale gdy tylko zaczniesz swoje zwykłe, codzienne 

życie, wszystko wróci do normy. Przyjdę jutro rano. 

- Dobrze, będę czekała. - Mówiąc to, popatrzyła mu prosto w oczy. - 

Mike, dziękuję ci za wszystko. Za dbanie o moje bezpieczeństwo i za 

pokazanie mi Wyoming i w ogóle... - Już w myślach dokończyła: za tulenie 

mnie w nocy, za twoje pocałunki. 

Nagle wziął ją w ramiona i pocałował. Poczuła zawrót głowy i nagły 

przypływ nadziei. Nie mogła mu być obojętna. Musiał żywić do niej jakieś 

uczucia. Mike zanurzył obie dłonie w jej kręconych włosach, owijając je 

sobie wokół palców. Rozchylił jej usta i delektował się słodyczą i smakiem 

miodu, jaki poczuł. 

RS

background image

 

140 

Trąbienie taksówki oderwało ich od siebie. 

- Będę rano. 

Jedenaście dni później ogłoszono wyrok. Przez te wszystkie dni Mike 

woził ją do pracy, którą Paulette jednak trzymała dla niej, odwoził po pracy 

do domu i zostawał na kolację. 

Ramirez skazany został na dożywocie bez możliwości zwolnienia 

warunkowego. 

- Wiec jestem bezpieczna? - zapytała Candee po usłyszeniu wyroku. 

- Tak sądzimy. Dziś wieczorem po raz ostatni będą cię pilnować nasi 

ludzie - powiedział Mike, manewrując w ruchu ulicznym w drodze 

powrotnej z sądu. - Twój dom jest już bezpieczny. Możesz bez obaw o 

swoje życie poruszać się sama po mieście. 

- A czy pamiętasz, jak umawialiśmy się, że po ogłoszeniu wyroku 

pójdziemy razem na plażę? Czy wciąż jesteśmy umówieni? Jeśli tak, to 

wezmę jutro dzień wolny. 

Przez te jedenaście dni Mike znów zbudował pomiędzy nimi mur. Od 

czasu tamtego ostatniego pocałunku traktował Candee z dystansem. Nie 

było między nimi nic osobistego, choć tak bardzo tego pragnęła. Teraz to 

służbowe zadanie, polegające na obowiązku pilnowania jej, było dla niego 

definitywnie skończone. Zastanawiała się, czy to coś zmieni między nimi. 

- Jutro pójdziemy na plażę, a potem wyjadę. Zamknęła oczy z 

uczuciem ulgi. Jeszcze jeden dzień razem. 

Gdy Mike zapukał do jej drzwi następnego ranka, Candee czuła się 

onieśmielona niczym podlotek. Włożyła kostium kąpielowy, a na niego 

koszulkę i szorty. Na stopach miała sandały, a włosy związała w koński 

ogon. Podbiegła do drzwi i na widok ukochanego rozpromieniła się. 

RS

background image

 

141 

- Cześć. Gotowa? - Mike zmierzył ją wzrokiem od stóp do głów i 

uśmiechnął się z uznaniem. 

Zaczerwieniła się i zadrżała pod wpływem jego spojrzenia, czując 

tęsknotę, tak jak zawsze, gdy się przy niej pojawiał. 

- Przyjechałem samochodem. 

- Myślałam, że weźmiemy mój. 

- Mam zarezerwowany lot na osiemnastą. Odstawię samochód na 

lotnisko. 

- Aha... - Wiedziała, że w końcu będzie musiał wrócić do domu. 

Dlaczego więc było to dla niej takim szokiem? - Mogłam cię odwieźć. 

- Sam pojadę. Tak będzie lepiej. 

Plaża była zatłoczona, lecz Candee znalazła miejsce nad samą wodą, 

gdzie się rozłożyli. Spojrzała na Mike'a. Czy będzie się dobrze bawił? A 

może było tu dla niego za wiele ludzi i za duży ruch? Skrzywiła się, gdy 

dostrzegła, że bacznie się rozgląda. 

- Sądziłam, że jestem już bezpieczna - powiedziała, rzucając na piasek 

torbę i zdejmując sandały. 

- Jesteś. Nie zamknęlibyśmy sprawy, gdybyśmy nie byli tego pewni. 

- Po co zatem się rozglądasz? 

- To przyzwyczajenie. - Uśmiechnął się, wziął swój ręcznik i rozłożył 

na piasku obok ręcznika Candee. 

Gdy wstał, zdjęła koszulkę. Przełknął ślinę na widok jej skąpego 

bikini. Miała jędrny i sterczący biust. Piękne ramiona, giętkie i umięśnione. 

Była boska. Wiedział, że ma doskonałą figurę. Widział ją w kostiumie, gdy 

opalała się na ranczu. Ale tamten strój był niczym w porównaniu z tym 

RS

background image

 

142 

skąpym bikini. Jej skóra błyszczała w słońcu, a on pragnął jedynie móc ją 

porwać, zanieść w jakieś ukryte miejsce i kochać się z nią przez cały dzień! 

- Umiesz pływać? - zapytała, z uśmiechem na ustach, który topił jego 

serce. 

- Oczywiście, zapomniałaś o rzece? Pływaliśmy w niej jako dzieci. 

- Kto mógłby zapomnieć o rzece? Ale poczekaj, aż poczujesz tę wodę. 

Ten ocean jest w sam raz do pływania, a nie do zamarzania. Biegniemy? - 

Prawie frunęła, gdy biegła w stronę fal. 

Mike szybko ściągnął dżinsy, zrzucił T-shirt i zaczaj ją gonić. Choć raz 

zamierzał cieszyć się chwilą. Zaraz wyjeżdżał i był przekonany, że w ciągu 

tygodnia Candee o nim zapomni. 

Ocean był ciepły. Fale łagodne i orzeźwiające. Bawili się, taplając się 

w wodzie jak dzieci. Co chwila jedno oblewało znienacka wodą drugie. W 

końcu Candee miała dosyć. Przepłynęła leniwie wzdłuż brzegu i wyszła z 

wody. Mike przyłączył się do niej po chwili. 

- Masz dosyć? - zapytał, przesuwając po niej wzrokiem. 

- Na razie tak. - Wycisnęła wodę z włosów i potrząsnęła nimi. 

Słońce grzało w sam raz. Był czerwiec i w Miami było gorąco, a nie 

chłodno jak w Wyoming. Przez chwilę zatęskniła za górami. Pomimo że 

była szczęśliwa z powrotu do domu, to brakowało jej surowych górskich 

krajobrazów. Wydawało jej się to dziwne, że była tam tylko trzy tygodnie, a 

miejsce to zdobyło jej serce. 

- Chcesz hot doga? - zapytał Mike w drodze powrotnej do ich 

ręczników rozłożonych na piasku. 

- Nawet dwa. Z ketchupem i musztardą. I dużą mrożoną herbatę - 

powiedziała Candee, stając blisko Mike'a, by móc poczuć jednocześnie 

RS

background image

 

143 

słony zapach oceanu i ostry zapach mężczyzny. Jej oczy zdawały się 

widzieć każdy centymetr jego ciała. Chciała go jak najlepiej zapamiętać. Nie 

mogąc się powstrzymać, przejechała dłonią po jego ramieniu. Mike 

odwrócił się i spojrzał na nią, mrużąc oczy. 

Wzięła głęboki oddech. Uśmiechając się do sprzedawcy, wyciągnęła 

rękę po swoje jedzenie. Mike dla siebie kupił też dwa hot dogi i coca-colę. 

Za kilka minut byli już przy swoich ręcznikach. 

- Co z twoim wejściem w spółkę z właścicielką butiku, w którym 

pracujesz? Nic mi o tym nie mówiłaś - zapytał, gdy tylko Candee usiadła i 

zaczęła jeść. 

Zamknęła oczy, rozkoszując się każdym kęsem. Minęły miesiące 

odkąd miała w ustach prawdziwego hot doga. Nic tak nie smakowało. 

- Uprzedzono ją, że mnie nie będzie i wiedziała o całej sprawie, 

dlatego czekała na mnie i wciąż jest zainteresowana. Jednak nie miałyśmy 

jeszcze czasu o tym pogadać. 

- Pewnie kamień spadł ci z serca? 

Jakoś nie odbierała tego w ten sposób. Nie była już tak bardzo pewna, 

czy rzeczywiście chce zostać współwłaścicielką butiku. 

- Spędzasz dużo czasu na ranczu? 

- Nie. Tylko wakacje i wszystkie święta. Tom nim zarządza, ja mu 

tylko pomagam od czasu do czasu. 

Miała tysiące pytań, ale wiedziała, że on nie zechce odpowiedzieć na 

nie. Dbał o zachowanie swojej prywatności. I może tak było lepiej. Dużo 

czasu minęło, zanim zapomniała o Robercie. Może dzięki temu, że nie 

wiedziała o Mike'u zbyt wiele, będzie w stanie szybciej o nim zapomnieć? 

RS

background image

 

144 

Nagle jej oczy wypełniły się łzami, które zdradziecko zaczęły spływać po 

policzkach. 

- Candee? 

Spojrzała na niego, próbując się uśmiechnąć, ale jej wargi drżały i bała 

się, że za chwilę dostanie spazmów. 

- Czy ja cię zraniłem? 

Jeszcze nie, ale zranisz, gdy wyjedziesz, pomyślała. Potrząsnęła głową, 

zamrugała oczyma, próbując powstrzymać płacz. 

- Będę za tobą tęsknić, Mike - powiedziała łagodnie i położyła rękę na 

jego ramieniu. Siedzieli tak blisko siebie, że czuła jego oddech na policzku. 

Widziała błękit nieba nad Miami i błękit oczu Mike'a. 

- Za tydzień o mnie zapomnisz. Obiecuję. - Głaskał jej policzki i 

próbował otrzeć jej łzy. 

- Nie jestem tego pewna, Mike. Nie sądzę, żebym kiedykolwiek o 

tobie zapomniała. 

- Już przez to przechodziłem, Candee, doskonale wiem, o czym 

mówię. 

- A jeśli się mylisz? To co wtedy? 

- Nie mylę się. - Był przekonany. - Chcesz już iść? 

- Nie, chcę poleżeć na słońcu i posłuchać szumu fal. Poczuć słoną 

bryzę. Masz jeszcze kilka godzin. Zostań ze mną. 

- Dobrze. 

Pływali jeszcze i bawili się w wodzie, ale cała przyjemność, jaką 

Candee czerpała z tego wcześniej, gdzieś zniknęła. Czuła, że nie uda jej się 

powstrzymać czasu, który biegł nieubłaganie. 

Dojechanie do jej domu zajęło im tylko dziesięć minut. 

RS

background image

 

145 

- Pewnie nie chcesz wchodzić? - Oblizała suche drżące wargi. 

- Nie mam już czasu. 

- Racja. I tak jestem szczęśliwa, że zostałeś dzień dłużej. Jeszcze raz 

dziękuję ci za wszystko. - Otworzyła drzwi samochodu. 

- Candee, zaufaj mi. Wiem, o czym mówię. 

- Może. Czas pokaże. - Przymknęła oczy, by się nie rozpłakać, do 

chwili gdy zostanie sama. 

Przyciągnął ją do siebie i pocałował. Jego usta były ciepłe i namiętne. 

Jego dotyk rozpalił ją. Candee przytuliła się do niego, czując, jak z każdą 

upływającą sekundą wznosi się coraz wyżej, aż osiąga wyżyny rozkoszy. 

Tak bardzo kochała tego mężczyznę... tak bardzo! Poczuła skurcz serca, gdy 

odsunął ją od siebie. Musnął jej usta palcami, a na jego twarzy pojawił się 

uśmiech pełen smutku. 

- Miłego życia, mała. 

- Do widzenia, Mike. - Szybko wyskoczyła z samochodu i pobiegła w 

stronę swojego domu. 

Gdy przekręcała klucz w drzwiach, usłyszała odgłos silnika. To Mike 

podjechał. Jednak nie obejrzała się za siebie. Nie miała po co. 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

 

146 

ROZDZIAŁ JEDENASTY 

 

Gdy minął tydzień, Candee już wiedziała, że Mike nie miał racji. 

Tęskniła za nim bardziej, niż przypuszczała w swoich najczarniejszych 

myślach. Jej uczucia nie zmieniły się, nie osłabły, nie zbladły. Każdego dnia 

robiła to, co do niej należało, spędzała w pracy wiele godzin, ale entuzjazm, 

który kiedyś odczuwała, przepadł. Gdy Paulette zapytała, czy Candee wciąż 

nosi się z zamiarem wejścia z nią w spółkę, nie była w stanie podjąć decyzji. 

- Czy mogę dać ci odpowiedź w ciągu kilku najbliższych dni? - 

zapytała. 

Paulette zgodziła się, a Candee, ku swemu zaskoczeniu, odetchnęła z 

ulgą. Tak jej na tym zależało jeszcze kilka miesięcy temu, a teraz wahała się, 

jej zainteresowanie wyraźnie osłabło. 

Była niespokojna. Nie umiała siedzieć w butiku podczas przerw, więc 

często wychodziła na spacery. Za każdym razem, gdy widziała wysokiego, 

opalonego bruneta, serce biło jej mocno i musiała przekonać się, czy to nie 

Mike. Wiedziała, że nie ma go w Miami, ale wciąż miała nadzieję, że może 

zechce przyjechać tu i odwiedzić ją. Zastanawiała się, co teraz robi. Czy 

zapomniał o niej, czy może myślał o niej równie często, jak ona o nim. 

Nic nie było w stanie skupić jej uwagi na dłuższą metę. Schudła. 

Każdej nocy śniła o Mike'u. Koszmary zniknęły,a zamiast nich pojawiły się 

erotyczne sny. Jeszcze mocniej uwidoczniały jego nieobecność, powodując, 

że tęskniła za nim jeszcze bardziej 

Pod koniec miesiąca Paulette poprosiła Candee do swojego biura.   

- Posłuchaj, Candee, najwyższy czas, żeby pogadać. 

- O czym, o butiku? 

RS

background image

 

147 

Wciąż nie była zdecydowana, czy wejść w tę spółkę z szefową. Nie 

mogła sama siebie zrozumieć, ale ta decyzja wydawała jej się zbyt ważna, 

by podjąć ją bez przekonania. Usiadła naprzeciwko Paulette i bezmyślnie 

wpatrywała się w dokumenty leżące na biurku. Wiedziała, że takie zachowa-

nie jej nie pomaga, ale nie mogła wykrzesać z siebie ani odrobiny 

entuzjazmu. 

- Nie, nie o butiku. O tobie. Wiem, że w ostatnich miesiącach twoje 

życie było niczym zepsuta kolejka górska jadąca nad przepaścią. Jednak 

najwyższy czas, by się pozbierać. Proces się skończył. Ramirez siedzi w 

więzieniu. Twojemu życiu nie zagraża już niebezpieczeństwo. Wiem, że to 

trudne, ale cały ten zgiełk i strach musisz zostawić za sobą. 

- Już to zrobiłam - powiedziała Candee. 

- Nie. Coś wciąż jest nie tak. Nie jesteś tą samą Candee Adams, którą 

znałam. Schudłaś tak, że ubrania wiszą na tobie. Masz sińce pod oczyma. 

Owszem, uśmiechasz się do klientów, ale już nie żartujesz i nie rozmawiasz 

z nimi tak jak poprzednio. A energia, której miałaś tak dużo, zupełnie nie 

wiem, gdzie się podziała. Co się z tobą dzieje? 

Candee utkwiła wzrok w małym okienku na tylnej ścianie. Jedyne, co 

przez nie dostrzegała, to chłodny błękit nieba. Taki sam kolor nieba 

widywała w Wyoming. Odwróciła wzrok od okna, by spojrzeć Paulette 

prosto w oczy. 

- Moje życie przez pół roku było piekłem. Czy to nie wystarczający 

powód? Myślę, że jeszcze nie doszłam do siebie po tych przejściach. To 

chyba musi jakiś czas potrwać. 

Paulette potrząsnęła głową. Wystukując na biurku rytm swoimi 

długimi paznokciami, przyglądała się jej wnikliwie. 

RS

background image

 

148 

- Jesteś typem wojownika, umiesz przetrwać w trudnych warunkach. 

Wiem, jak całe życie walczyłaś. Wróciłaś miesiąc temu i miałaś 

wystarczająco dużo czasu, by wykrzesać z siebie entuzjazm i zapał do pracy. 

A tymczasem wydajesz się być coraz bardziej przygnębiona, jeszcze 

bardziej niż zaraz po powrocie. To coś innego. Candee, powiedz mi, o co tak 

naprawdę chodzi? 

Candee westchnęła ciężko i znów spojrzała Paulette prosto w oczy. 

- Zakochałam się bez wzajemności w jednym z pilnujących mnie 

mężczyzn. 

Odetchnęła z ulgą. Zauważyła, że głośne przyznanie się do uczucia i 

do bólu, który ono za sobą niosło, wręcz sprawiło jej przyjemność. 

- Wiedziałam, że to coś więcej. Zgaduję, że to ten przystojniak, który 

był tu kilkakrotnie podczas trwania procesu. Jesteś pewna, że to uczucie bez 

wzajemności? 

- Przynajmniej on tak twierdzi, ale... - Przypomniała sobie jego 

pocałunki, opiekuńczość, zazdrość. Jednak musiał coś do niej czuć! 

- Ale? 

- Opowiadał mi, że raz już się zawiódł na kobiecie, którą bardzo 

kochał i nie ma ochoty więcej próbować. - Mówienie o tym bolało, bardziej 

niż przypuszczała Czas nie leczył jej ran. 

Paulette nie miała współczucia w oczach. Suchym tonem zapytała: 

- No i co zamierzasz zrobić? Chudnąć, aż zupełnie zmarniejesz? 

Candee potrząsnęła głową, dumnie uniosła brodę do góry i 

wyprostowała ramiona. 

- Nic mi nie jest. Mam się dobrze. 

RS

background image

 

149 

- Dobrze to się miałaś pół roku temu. Ta Candee, która przekonywała 

mnie, że powinnam odsprzedać jej połowę butiku, nie pozwoliłaby, by 

cokolwiek psuło jej dobry humor. Walczyłaby. Tamta Candee, która 

podwoiła naszą sprzedaż dzięki swemu uśmiechowi i zapałowi, nie 

chodziłaby osowiała przez miesiąc. Szybko znalazłaby rozwiązanie. 

- Jakie? 

- Daj spokój, Candee, przecież jesteś kobietą. I to bardzo piękną, 

młodą kobietą. Chyba nie muszę ci mówić, jak zdobywać mężczyznę, 

którego pragniesz. Jeśli naprawdę go kochasz, zrób coś z tym. Albo go 

zdobądź, albo wyrzuć ze swojego życia i przestań mieć z jego powodu 

nieustanną chandrę. 

Candee ze zdziwieniem spojrzała na Paulette. Czy naprawdę było aż 

tak bardzo widać jej przygnębienie, brak dobrego humoru? I to tylko 

dlatego, że przez ostatnie tygodnie była całkowicie zajęta myślami o 

Mike'u? Paulette miała rację, ona nie poddawała się bez walki. I teraz 

nadszedł czas, by jeszcze raz to sobie udowodnić. Była warta tego, by mieć 

Mike'a przy sobie. Obydwoje na siebie zasługiwali. Tylko, czy była w stanie 

go o tym przekonać? 

- Masz rację, Paulette. - Uśmiechnęła się, a jej oczy zaczęły błyszczeć. 

- Będę potrzebowała kilka dni wolnego. 

- Chwileczkę! Nic nie mówiłam o braniu urlopu. Miałaś wolne ostatnie 

sześć miesięcy, a teraz znów chcesz kilka dni? - Paulette wydawała się być 

zdumiona, że Candee miała odwagę prosić o to. 

- Tak. Proszę cię, Paulette. Kiedy wrócę, porozmawiamy o wszystkim, 

co dla ciebie jest ważne. Obiecuję. Mam kilka wspaniałych pomysłów na 

wystawy. Mam też pomysł na bożonarodzeniową wyprzedaż, która ściągnie 

RS

background image

 

150 

kupę klientów. Najpierw muszę jednak coś wyjaśnić z pewnym przystojnym 

brunetem, 

Candee pognała do domu. Kochała go i była całkowicie pewna swoich 

uczuć. Wiedziała, że wystarczy trochę pracy, a będą w stanie razem 

zbudować trwały, dobry związek. Nie wiedziała jeszcze tylko, jak i gdzie. 

Uwielbiała Miami i nigdy nie myślała, że mogłaby mieszkać gdzie indziej. 

On uwielbiał zachodnie stany i tu nie byłby szczęśliwy. Lecz z pewnością 

potrafią znaleźć jakieś rozwiązanie. Jednak najpierw musiała go przekonać o 

swojej miłości. I dowiedzieć się od niego, czy on też chce ją kochać. 

Wpadła do domu i pobiegła do telefonu. W ciągu pół godziny dopięła 

wszystko na ostatni guzik. Była gotowa do wyjazdu już nazajutrz z samego 

rana. Usiadła na krześle, a serce biło jej mocno. Nie wiedziała tylko, czy z 

radości, czy ze strachu. Miała nadzieję, że to, co robi, nie okaże się wielką 

życiową pomyłką. Narażała swą kobiecą dumę na szwank, lecz chodziło 

przecież o jej dobro, o jej szczęśliwą przyszłość. 

Candee wślizgnęła się za kierownicę wypożyczonego samochodu i 

zatrzasnęła za sobą drzwiczki. Czy coś w życiu w ogóle mogło być proste? 

Ciężko westchnęła i przekręciła kluczyk w stacyjce. Włączając się do ruchu, 

obrała kierunek, który jej wskazano. Niedługo potem jechała już autostradą 

prowadzącą z Denver przez Fort Collins do Wyoming. 

Mike'a nie było w domu. Pierwsze niepowodzenie. Znalazła w książce 

telefonicznej adres jego biura i udała się tam, ale tylko po to, by się 

dowiedzieć, że pojechał na urlop. 

Drugie niepowodzenie. Wsiadła więc do samochodu i pojechała na 

północ. Pamiętała, jak mówił, że wakacje zawsze spędza na ranczu. Znajdzie 

go tam. Znajdzie i powie, że... Że co? Że go kocha? Rozmowa z nim sam na 

RS

background image

 

151 

sam w jego mieszkaniu, to jedno. Ale powiedzenie mu tego w obecności 

wszystkich pracowników rancza, to zupełnie co innego. Będzie tam też jego 

brat i bratowa. Wzdrygnęła się na samą myśl o być może czekającym ją 

upokorzeniu, po czym szybko włączyła radio, żeby zagłuszyć przykre myśli. 

Paulette ma rację. Ona zawsze, od dziecka, miała waleczne serce. A 

teraz znów ma okazję to udowodnić, walcząc o coś najistotniejszego w jej 

życiu. 

Dzień był piękny. Lekki wiatr wiał od zachodu. Trawa stawała się 

coraz bardziej sucha, a jej zielony kolor mieszał się z różnymi odcieniami 

brązu i żółci. Dwupasmowa droga prowadziła od Fortu Collins przez liczne 

pagórki. Konie pasły się na łąkach, zupełnie jak na ranczu Bar B. Candee 

przypomniała sobie niechęć do tego miejsca, gdy po raz pierwszy się tu 

zjawiła. Jak bardzo była wkurzona, że ugrzęzła na jakimś ranczu, a nie na 

plaży w Kalifornii. A trzy spędzone tu tygodnie okazały się być 

najcudowniejszymi w jej życiu. 

Mają rację, jestem głupcem, pomyślał Mike, rzucając na łóżko 

koszulę. Zmarszczył czoło, podniósł ją i wpakował do torby. Jason pierwszy 

to powiedział, gdy Mike wrócił na ranczo i ogłosił, że zerwał zaręczyny. Po 

pierwsze, od samego początku nie powinien się bawić w tę komedię z 

zaręczynami. Mógł najzwyczajniej w świecie zaufać ludziom na ranczu. 

Znaliby prawdę i teraz nie musiałby słuchać ich ciągłych komentarzy na 

temat tego, jakim jest głupcem. 

Rozejrzał się po pokoju. Zapakował wszystko, co było mu potrzebne. 

Wziął torbę podróżną i zarzucił ją na ramię. Pomyślał, że pewnie minie 

sporo czasu, zanim znowu tu przyjedzie. Nie chciał, by jego brat i pozostali 

mężczyźni patrzyli na niego, kręcąc z dezaprobatą głową. Nie to było jednak 

RS

background image

 

152 

najgorsze. Wszędzie, gdzie spojrzał, widział Candee. Na podwórzu, gdzie 

uczyła się jeździć konno, w ogródku, w którym przyłapał ją na opalaniu. 

Nawet w korytarzu prowadzącym do pokoju gościnnego nachodziły go 

wspomnienia, których nie mógł od siebie odpędzić. 

Ciągle zastanawiał się, czy dobrze jej się wiodło? Czy pozbierała się 

już i doprowadziła swoje życie do porządku? Czy myślała o nim? 

„A co będzie, jeśli się mylisz, Mike? Co będzie, jeśli cię nie 

zapomnę?" Te jej słowa ciągle chodziły mu po głowie. 

Mike wsiadł do samochodu i skierował jeepa w stronę Denver. 

Przyjechał na ranczo w poszukiwaniu spokoju i samotności. Chciał mieć 

czas na przemyślenie kilku spraw, ale nie znalazł tu spokoju, zaczepiali go i 

karcili za jego rzekomą głupotę. Nikt go tu nie rozumiał. 

Może jednak krótka wycieczka do Miami wyjaśniłaby jego 

wątpliwości? Nawet jeśli Candee różniła się od Amy, nie oznaczało to 

wcale, że powinien od razu myśleć o małżeństwie. I nie dawało żadnych 

gwarancji, że byliby bardziej szczęśliwi niż jego ojciec w kolejnych 

związkach. 

Potrząsnął głową. Nie, Candee była inna. I jak bluszcz owinęła mu się 

wokół serca. Chciał co dzień widzieć jej uśmiech, jej niebieskie oczy, 

słyszeć jej południowy akcent, kosztować ust i czuć jej kobiece ciało w 

swoich ramionach. 

Czy jednak musiał podjąć to ryzyko? Postanowił, że do jutra 

zdecyduje, czy ma ochotę je podejmować. 

Przejeżdżając przez wzgórze, zwolnił, gdy na poboczu przeciwnego 

pasa zauważył stojące samochody. Czyżby wydarzył się jakiś wypadek? 

Przy drodze stało kilka pojazdów. 

RS

background image

 

153 

Mijając je, dojrzał wśród nich mały samochód osobowy i mężczyznę 

zmieniającego w nim koło, podczas gdy reszta mężczyzn mu się 

przyglądała. Gwałtownie nacisnął na hamulec, gdy kątem oka dostrzegł 

puszyste blond loki, czerwoną sukienkę i długie opalone nogi, których 

trudno było nie zauważyć. Zatrzymał jeepa w żwirowej zatoczce i zgasił sil-

nik. Zatrzasnął drzwi, przeszedł przez asfaltową drogę i podbiegł prosto do 

grupy mężczyzn i blond piękności, którą dobrze znał, aż za dobrze! 

Jej włosy błyszczały w słońcu jak złoto i falowały wokół twarzy, 

podkreślając urodę błękitnych oczu. Śmiała się i coś mówiła, a każdy z 

obecnych tu mężczyzn zdawał się spijać z jej ust każde słowo. 

Wzrok Mike'a zatrzymał się na króciutkiej czerwonej sukience, której 

brakowało co najmniej dwudziestu centymetrów, by można było 

powiedzieć, że ma przyzwoitą długość. Nie winił więc żadnego z obecnych 

tu mężczyzn za to, że lgnęli do niej jak pszczoły do miodu. Przecież to 

normalna kolej rzeczy, gdy w polu widzenia pojawiała się Candee. Była 

wobec tych obcych mężczyzn tak samo miła, przyjazna i otwarta, jak wobec 

Alicji czy Paulette, czy wobec niego... 

Nagle ogarnęła go zazdrość. Pragnął jej uśmiechów wyłącznie dla 

siebie. Pragnął dzielić z nią jej radość. Pragnął jej całej! Nie potrzebował już 

więcej czasu, by podjąć decyzję. Właśnie przed chwilą ją podjął. 

- Potrzebujecie pomocy? - zapytał. 

Candee odwróciła się, a jej twarz tak się rozpromieniła na jego widok, 

że zaniemówił. 

- Mike! - Przebiegła kilka kroków, rzuciła mu się na szyję i przytuliła 

się do niego tak mocno, iż myślał, że go udusi. 

RS

background image

 

154 

Gdy jego ramiona czule ją objęły, wiedziała już, że odnalazła to, czego 

szukała. Pocałunek, którym ją obdarował, potwierdził to. Musiał coś do niej 

czuć, a teraz to udowodnił. 

Mike przerwał pocałunek i przyjrzał się jej z bliska. Była taka słodka i 

delikatna. 

- Została z ciebie skóra i kości - powiedział. 

- Tak się cieszę, że cię widzę, Mike - wyszeptała, a w jej oczach igrały 

ogniki szczęścia. 

- W jakie znów wpadłaś tarapaty? - zapytał Mike. 

- Złapałam gumę, a ci mili panowie ofiarowali mi pomoc. Bez nich nie 

dałabym sobie rady. Uwielbiam Wyoming, ludzie są tu tacy serdeczni. 

- Dziękujemy za pomoc. Dalej poradzimy sobie sami - zwrócił się do 

mężczyzn Mike. 

Trzymał ją w ramionach i patrzył, jak wszyscy żegnają się i wsiadają 

do swoich wozów. Nie minęło pięć minut, a byli sami. 

- Mogłem przypuszczać, że gdy cię znowu zobaczę, będzie się wokół 

ciebie kłębił rój facetów - powiedział ze śmiechem, gdy odjechała ostatnia 

ciężarówka. 

- Ja też się cieszę, że cię widzę, Mike - uśmiechnęła się Candee. 

- Co ty tu, do diabła, robisz? 

- Co tu robię? Przyjechałam do ciebie, bo cię kocham, Mike. Już wtedy 

ci to mówiłam. Minęły tygodnie, a ja wciąż czuję to samo. Więc 

postanowiłam przyjechać, żeby ci o tym powiedzieć. Uważam, że 

powinniśmy porozmawiać. Ja nie jestem Amy - rzekła odważnie. 

- Wiem o tym - powiedział łagodnie i przytulił ją do siebie. - Ona 

nigdy nie sprawiała mi takich kłopotów jak ty. 

RS

background image

 

155 

Wziął jej twarz w dłonie i podniósł tak, by na niego spojrzała. 

- Byłem głupcem. Właśnie jechałem do Miami, by się z tobą zobaczyć 

i powiedzieć ci, że chyba się myliłem. To,co powiedziałaś tamtego 

ostatniego dnia, że może się mylę, ciągle kołatało mi się po głowie. 

Pomyślałem, że pojadę do ciebie i sprawdzę, czy wciąż czujesz do mnie to 

samo. Czy rzeczywiście się myliłem, mówiąc, że po tygodniu zapomnisz o 

mnie. 

- Naprawdę jechałeś do Miami? - zapytała z niedowierzaniem. - 

Wyobraź sobie, że mogliśmy się minąć i ty wylądowałbyś pod moim 

domem, a ja na ranczu twojego brata! - Zadrżała. - Mało brakowało. Nie 

jestem pewna, czy miałabym wystarczająco dużo odwagi, by znów za tobą 

jechać. 

- Jechałem po ciebie. Całkiem podbiłaś moje serce. Chciałem się 

przekonać, czy wciąż coś do mnie czujesz. 

- Nie jestem Amy, mówiłam ci. 

- Zapomniałem ci powiedzieć, że nie znoszę kobiet, które ciągle 

powtarzają: „A nie mówiłam?". 

- No cóż, postaram się o tym pamiętać, albo ty będziesz musiał się 

przyzwyczaić do mojego: A nie mówiłam? 

- Kochanie, ostatnie tygodnie były dla mnie piekłem. Wszyscy na 

ranczu nazywali mnie idiotą, bo pozwoliłem ci odejść. Gdziekolwiek 

spojrzałem, ty stawałaś mi przed oczyma. W nocy śniłaś mi się. Ciężko jest 

zmienić postanowienia, które zakorzeniły się mocno w człowieku, ale teraz 

już wiem, że potrzebuję cię bardziej niż czegokolwiek innego w życiu. To, 

co do ciebie czuję, to coś więcej, niż czułem do Amy. Chcę, żebyś spędziła 

RS

background image

 

156 

ze mną całe życie. Wyjdź za mnie. Zamieszkaj ze mną i stwórzmy 

szczęśliwą rodzinę. Zostań matką moich dzieci. 

- Jesteś pewien, że tego chcesz? Ja niczego bardziej nie pragnę, jak 

tego, aby móc zestarzeć się u twojego boku, razem z tobą. Kocham cię, 

Mike. 

- Myślałem o tym, że możemy zamieszkać w Galveston. W Teksasie, 

nad zatoką. Są tam jedne z najpiękniejszych plaży w Ameryce. Ty będziesz 

miała swoją ukochaną wodę i plażę, a ja nadal będę na swoim ukochanym 

Zachodzie. Ty będziesz mogła otworzyć tam swój własny sklep, a ja będę 

pracował dla lokalnego biura szeryfa. Co ty na to? - zapytał z poważną 

miną. 

Jego ciepłe ręce delikatnie obejmowały ją, gdy czekał na odpowiedź. 

Nie musiał czekać długo. Candee odpowiedziała niemal natychmiast. 

- Tak, Mike, chcę za ciebie wyjść. Niczego tak nie pragnę, jak tego, 

aby zostać twoją żoną. Kocham cię, Mike. 

- Łzy szczęścia zaczęły spływać po jej twarzy. 

Spojrzał na nią i uśmiechnął się szeroko, radośnie. Dawno się tak nie 

uśmiechał. 

Serce zabiło jej na widok ukochanego dołeczka w jego policzku i 

wreszcie odważyła się go dotknąć. Podniosła rękę i czułe pogłaskała go po 

twarzy. Ze wzruszenia nie mogła już nic mówić. 

- Ja też cię kocham, Candee. Zawsze będę cię kochał 

- powiedział, zdając sobie sprawę, że będzie musiał przyzwyczaić się 

do jej kokieterii, słonecznego uśmiechu i serdeczności wobec obcych 

mężczyzn. Będzie musiał nauczyć się, jak dzielić się nią z innymi. Lecz 

każda noc będzie należała tylko do niego. Przyszłość zapowiadała się 

RS

background image

 

157 

wspaniale, bo wiedział, że spędzi ją z Candee. I nigdy nie pozwoli jej 

odejść. Była to najlepsza decyzja, jaką kiedykolwiek w życiu podjął. 

Wiedział, że ich miłość będzie trwać i trwać... wiecznie! 

Pochylił głowę i złożył na jej ustach czuły pocałunek. 

RS


Document Outline