background image

Rozdział pierwszy

Klub Santiago 
położony na rzece Missisipi 
w połowie drogi między Chicago i St. Louis

Matka Natura nie przewidziała, by wampiry i wilkołaki kiedykolwiek żyły w pokoju. A 

nawet upewniła się, by nigdy nie było im przeznaczone cieszyć się byciem czymś w rodzaju 
najlepszych przyjaciół, czy nawiązaniem braterskich więzi, co było od wielu miesięcy 
aktualną modą wśród ludzi. Cholernie ciekawa rzecz, zważywszy, że na tym samym 
terytorium musiały istnieć dwa drapieżne gatunki, które miały skłonność do morderczej 
wściekłości. Ale grożący koniec świata naprawdę uczynił z nich dziwnych sprzymierzeńców, 
a wobec potencjalnego powrotu Mrocznego Lorda z wymiaru piekła, gdzie został wygnany 
wieki temu, zarówno Anasso Wampirów jak i Król Wilkołaków nie mieli wielkiego wyboru i 
musieli spróbować działać razem. 

Cóż, wyrażenie „wspólna praca” było zbyt wielkim i łaskawym opisem ich niełatwego 

rozejmu, Styx przyznał to opierając swoje, mierzące sześć stóp na pięć, ciało o orzechowe 
biurko w biurze jego kolegi Santiago. Ubrany w zwykły zestaw, czyli skórzane spodnie, 
czarne wojskowe buty, jedwabną koszulę, która rozciągnęła się na jego masywnych 
ramionach, wyglądał dokładnie na tego, kim był: twardzielem, przywódcą klanu wampirów. 
Całości dopełniała ponura moc wpisana w azteckie piękno jego twarzy i bezlitosna 
inteligencja w jego ciemnych oczach, która sprawiała, że mądre demony drżały ze strachu. 
Styx był kimś więcej niż ponadwymiarowym zabijaką. Był sprytny, cierpliwy i zdolny do 
kompromisu, kiedy to konieczne. Co było jedynym powodem, dla którego stał w tym samym 
pokoju z przeklętym psem.

Drobne turkusowe ozdoby przewleczone przez warkocz, który wisiał z tyłu prawie do 

kolan, dzwoniły, gdy ze smutkiem potrząsał głową, a jego spojrzenie dokładnie śledziło 
zachowanie towarzysza. Nienawidził się do tego przyznawać, ale Salvatore pasował do tego 
eleganckiego biura – z jego ciemnoszarym dywanem i muzealną jakością obrazów 
francuskich impresjonistów, które wisiały na ścianach wyłożonych panelami, pięknie 
zachowane za szklanymi gablotami – lepiej niż on. 

Draniowi zawsze udawało się wyglądać w każdym calu na króla, z jego ciemnymi 

włosami zaczesanymi do tyłu w koński ogon i muskularnym ciałem ubranym w garnitur 
koloru szarego węgla drzewnego, który bez wątpienia kosztował więcej niż dochód narodowy
brutto kilku małych krajów. Podobnie jak u Styxa, nie można było pomylić z niczym 
brutalnego autorytetu ciemności Salvatore,  wpisanego w jego cechy Latynosa i złote oczy.

Rządził on dziką rasą, która dosłownie rozszarpałaby i zjadła słabego króla. To dawało 

nowe znaczenie powiedzeniu: „Niespokojna głowa, która nosi koronę”. Wilkołak przerwał 
studiowanie całego mnóstwa zaawansowanych technologicznie monitorów i urządzeń 

background image

nadzoru, które dla Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego były tylko w sferze marzeń, 
jego wzrok zatrzymał się na monitorze, na którym zobaczył parę niemal identycznych kobiet 
wilkołaków z blond włosami i zielonymi oczami, siedzącymi przy stole kilka poziomów 
niżej. 

- Jesteś pewien, że to miejsce jest bezpieczne?

Styx prychnął. Fakt, że był partnerem jednej z wilkołaczych sióstr, z których druga była 

partnerką Salvatore, nie przyczynił się do spadku napięcia między nimi. Nie po tym, jak drań 
zrobił wszystko, co w jego mocy, by porwać Darcy Styxsowi.

Oczywiście miał małą (bardzo małą) dawkę sympatii dla kłopotliwego Salvatore. W 

czasie, gdy jego wilkołakom groziło wyginięcie, starał się ocalić swój lud przy pomocy 
czterech zmienionych genetycznie żeńskich szczeniaków. Gdy zostały skradzione, król 
przysiągł je odzyskać. Jego nieszczęściem było to, że Darcy i inna z kobiet, Regan, wybrały 
na partnerów wampiry. Jego wściekła furia została złagodzona, gdy znalazł trzecią siostrę, 
Harley, a ona zdołała przywrócić dawne zwyczaje i popędy godowe, które zostały utracone 
przez wilkołaki na przestrzeni wieków.

- Ciesz się, że Santiago nie ma w pobliżu – ostrzegł. Chociaż klub, w pełni dostosowany

do potrzeb demonów rozsianych po stanie Illinois, był technicznie rzecz biorąc własnością 
Viperów, klanu szefa Chicago, to był zarazem dumą i radością Santiago. – On odbierze twój 
brak wiary w jego system bezpieczeństwa jako osobistą zniewagę. A nieszczęśliwy wampir to
zły wampir.

- Mógłbym to samo powiedzieć o szczęśliwym wampirze – wycedził Salvatore 

obracając się do Styxsa z drwiącym uśmiechem.

- To ty prosiłeś o to spotkanie.

Pies wzruszył ramionami.

- Harley tęskni za siostrą.

Styx wierzył mu. Chociaż minęły tylko trzy tygodnie odkąd Salvatore i Harley opuścili 

Chicago na rzecz St. Louis, dwie siostry stały się niemal nierozłączne, odkąd znowu się 
połączyły. Domyślał się, że nie został zaproszony przez wzgląd na swoją błyskotliwą 
osobowość.

- A ponowne połączenie naszych partnerek daje nam szansę wspólnej rozmowy bez 

potrzeby alarmowania świata o naszym spotkaniu? 

 Salvatore wzruszył ramionami:

- Wolę nie budzić niezdrowej ciekawości.

- Masz informacje?

- Nie, tylko pytania.

background image

- Cholera – skrzywił się Styks. - Bałem się, że to powiesz. Co chcesz wiedzieć?  

- Czy twoim krukom udało się wyśledzić Caine’a i Cassandrę?

 Styx zesztywniał na to niespodziewane pytanie. Nie było tajemnicą, że Cassandra była 

ostatnią zaginioną wilkołaczą siostrą, która niespodziewanie odnalazła się w jaskiniach 
władcy demonów i która teraz uciekała z kundlem magicznie przekształconym w czystej krwi
wilkołaka podczas ratowania kobiety. Ruchy jego osobistych ochroniarzy były jednak 
informacjami tajnymi.

- Co sprawia, iż myślisz, że ich szukam?

Salvatore uniósł brwi z kpiną. 

- To, że jestem piękny nie znaczy, że głupi.

- To jednak znaczy, że jesteś wrzodem na tyłku.

- Zazdrosny?

Styx uniósł wargi i odsłonił ogromne kły.

- Coraz bardziej głodny.

Czuć było dreszcze niebezpieczeństwa, gdy moc dwóch alf wirowała w powietrzu. 

Lodowaty podmuch wampira uderzył przed czystym ciepłem wilkołaka obiecując gwałtowną 
eksplozję w przypadku uwolnienia mocy. Kiedy, z niskim pomrukiem, Salvatore okiełznał w 
sobie wilka, kpiący uśmiech powrócił na jego usta.

- Wiem, że Darcy pragnie spotkać się ze swoją zaginioną siostrą, a ponieważ masz 

świetne rozeznanie w świecie demonów, który jest pod twoją kontrolą, to logicznie 
rozumując, wysłałeś swoich poddanych na polowanie.

Styx skinął głową, mając nadzieję przez wzgląd na Salvatore, że to były tylko jego 

przypuszczenia. Był przygotowany do pracy z wilkołakami w celu zapobieżenia końcowi 
świata, ale będzie wkurzony, jeśli te zawszone dranie mają swoich szpiegów w jego obozie.

- Ty też wysłałeś swoje psy? – zapytał.

Po krótkiej przerwie Salvatore niechętnie skinął głową, niezbyt skłonny do dzielenia się

wiedzą ze Styxem.

- Muszę przyznać, że wysłałem Hessa i kilku moich zaufanych poruczników, aby 

porozmawiali z Caine’m.

  - I?

  - I oni twierdzą, że on i Cassandra rozpłynęli się w powietrzu – szczupła twarz 

ściągnęła się w irytacji. – Gdybym nie wiedział, że to najlepsi tropiciele jacy istnieją, 
obdarłbym ich ze skóry za niekompetencję i kłamstwa.

background image

- I chcesz wiedzieć, czy moje kruki odniosły większy sukces?

- Tak.

- Hess mówi prawdę – przyznał Styx odwołując się do prawej ręki Salvatore. - Jagr był 

w stanie śledzić Caine'a do legowiska poza Chicago i choć nie mógł wejść do domu z powodu
czarów, które kundel umieścił wokół podwórka, to wszystkie znaki wskazywały na to, że 
zniknęli.

Salvatore przeklinał, nie zadając sobie trudu, by dalej niepokoić Styxa głupimi 

pytaniami. Jagr był najlepszym krukiem Styxa i jeśli powiedział, że trop się urwał, to się 
urwał. 

- Magia? – zamiast tego zapytał.

- Trop był zbyt zatarty, by stwierdzić na pewno.

Salvatore zaczął chodzić.

- Cholera.

- Rozumiem, że Harley nie będzie zadowolona z wiadomości? – drażnił się, 

stwierdzając z przyjemnością, że Salvatore był zdany na łaskę i niełaskę swojej partnerki.

- Nie bardziej zadowolona niż Darcy – wilkołak potrząsnął głową, napiął ciało. – Ale to 

nie sprawi, że Cassandra powróci do sióstr. I nie odkryje, co do cholery zmieniło parszywego 
kundla w czystej krwi wilkołaka.

- To cię trapi?

- A ciebie nie? – jego pozbawiony radości śmiech rozbrzmiał w biurze. – Paskudne 

stwory, o których myśleliśmy, że zniknęły ze świata na zawsze, wychodzą cało z opresji – 
wilkołak spojrzał na Styxa, jakby to była tylko i wyłącznie jego wina, że ulice nagle 
opanowały demony, które miały być wygnane. Łącznie z tymi cholernymi Sylvermystami 
(diabelskimi kuzynami elfów), które dokonały wielkiego wejścia zaledwie kilka tygodni temu
i przyczyniły się do ratowania Laylah i jej dziecka. – I zdaje się, że każdego tygodnia 
pojawiają się nowe plotki o powrocie Mrocznego Lorda.

Styx odepchnął się od biurka, ogarnął go dziki gniew. 

- Niektóre z nich są cholernie wygodne dla innych.

- Dokładnie – Salvatore machnął ręką. – I mamy dzieci, które rzekomo spełniają jakieś 

głupie tajemnicze proroctwo.

Słowa przepowiedni zapłonęły w umyśle Styxa. Ostatnich kilka tygodni poświęcił na 

odkrywanie wszystkiego, czego dotyczyło proroctwo. A co najważniejsze, próbował odkryć, 
co do cholery mogło ono oznaczać.

background image

- Nie lekceważ tego wilkołaku – warknął. – Jestem już na tyle stary, by wiedzieć, że jest

niebezpiecznie ignorować takie ostrzeżenia.

- Wierz mi pijawko, nie lekceważę – złote oczy nagle zajaśniały. – Nie po tym jak 

władca demonów nieomal zniszczył wszystkich moich ludzi. Wszystkie znaki wskazują na to,
że bariera między światami jest nieszczelna i właśnie stąd moje zainteresowanie Cassandrą.

Styx skrzywił usta, gdy zdał sobie sprawę, że myśli Salvatore podążyły tą samą drogą, 

co i jego. Obaj ścigali wilkołaczkę w tym samym celu. Wilkołak, który ma mózg. Cholera, 
świat naprawdę oszalał. 

- Poza tym ona jest prorokiem – to było stwierdzenie, nie pytanie.

Salvatore pochylił głowę zgadzając się z tym. 

- Pierwszy prawdziwy prorok w dziejach. Jej zniknięcie w tym czasie nie może być 

zbiegiem okoliczności. 

  - Nie - Styx zacisnął dłonie, które trzymał po bokach. Konsekwencją jej nieobecności 

były dręczące go koszmary. – Ona byłaby bezcenną bronią dla każdego, kto zdobyłby ją i jej 
moce. 

- Potrzebujemy twojej Łowczyni. Ona jedna ma umiejętności potrzebne do odnalezienia

Cassandry.

Styx syknął na wzmiankę o zaginionym wampirze. Za czasów swej młodości Jaelyn 

była najlepszym Łowcą, jacy zostali przeszkoleni w minionym stuleciu. Niestety, ona została 
porwana trzy tygodnie temu przez Ariyala, księcia Sylvermyst. Do diabła z jego czarnym 
sercem.

- Jaelyn nadal jest zaginiona.

- Sylvermyst?

- Tak przypuszczamy, ale nie mamy możliwości, by dowiedzieć się tego na pewno.

Obaj przerwali i przyznali w duchu, że Jaelyn może być już martwa. Po prostu kolejna 

ofiara coraz bardziej niebezpiecznej wojny.

Salvatore zrobił krok do przodu, twarz miał mocno zaniepokojoną.

- Jakiś potwór tu nadchodzi, wampirze – ostrzegł. – Lepiej cholernie dobrze się do tego 

przygotujmy.

Styx skinął głową. Przez tą krótką chwilę idealnie się ze sobą zgadzali.

  - Tak.

background image

Morgana le Fey może była martwa, ale jej bogaty pałac na wyspie Avalon pozostał 

nienaruszony. Dobra, może nie w pełni nienaruszony. Więcej niż jeden pokój był 
poobdzierany po bokach. I wielka sala tronowa była zniszczona, ale rozległe haremy uniknęły
większości uszkodzeń podczas ostatniej wielkiej bitwy Morgany.

Cholerna kompromitacja. Nie dlatego, że duże pokoje zaprojektowane w mozaikowe 

wzory, marmurowe fontanny i kopulaste sufity wyglądały jak coś podobnego do sera z 
dziurami na planie filmowym „Arabskich Nocy” (choć to był wystarczający powód, by spalić 
ten krzykliwy kawałek gówna do fundamentów),  ale dlatego, że Ariyal spędził kilka wieków, 
o których chciałby zapomnieć, w haremie uwięziony jako niewolnik.

To było pilnie strzeżoną tajemnicą, że garstka Sylvermyst odwróciła się od swojego 

mistrza, Mrocznego Lorda. Ułożyli się z Morganą le Fey, że ukryje ich wśród mgieł Avalonu 
w zamian za zaspokojenie jej nienasyconej żądzy mężczyzn i bólu. Niekoniecznie w tej 
kolejności. Niestety Ariyal był ulubieńcem sadystycznej suki.

Była zafascynowana metalicznym połyskiem jego brązowych oczu i długimi 

kasztanowymi włosami. Jego szczupłym, rzeźbionym mięśniom ciała poświęcała długie 
godziny. Podziwiała i torturowała.

  Z niskim pomrukiem otrząsnął się z nieprzyjemnych wspomnień. Zamiast tego 

skoncentrował się na kobiecie, która obecnie korzystała z nieprzyjemnych niespodzianek 
ukrytych wśród aksamitnych i wykwintnych gobelinów. No, może nie jest to radość, co ona 
teraz czuje, przyznał z rozbawieniem, obserwując, jak powoli się budziła i odkryła, że  jest 
przykuta do ściany za pomocą srebrnych kajdan.

Jaelyn, wampirzyca, wrzód na jego tyłku, wyrzucająca z siebie ciąg przekleństw, 

zdawała się nie doceniać, że ostrożnie zabezpieczył materiałem jej skórę, by nie zetknęła się z
palącym srebrem, lub że wybrał jeden z pokoi, który został specjalnie zbudowany w celu 
ochrony krwiopijców, z małą ilością światła słonecznego, które sączyło się przez okoliczne 
mgły. W istocie wyglądało to tak, jakby jedyną rzeczą, którą była w stanie docenić, to 
możliwość rozerwania mu gardła przez jej perłowo – białe kły. Zdradzieckie gorąco 
przebiegło jego ciało. Wytłumaczył sobie, że to przewidywalna reakcja. Ona była 
oszałamiająca, nawet jeśli była pijawką.

Wysoka i atletycznie szczupła, była mieszanką ras, które połączyły się w egzotyczne 

piękno. Błyszczące czarne włosy, wpływ Dalekiego Wschodu, były zebrane w ciasny warkocz
spływający na plecy. Wpływy azjatyckie zostały powtórzone w kształcie oczu, które były w 
ciemnym odcieniu błękitu, kolorze ujawniającym europejskie dziedzictwo. Jej skóra była 
blada jak alabaster i tak idealnie gładka, że pragnął przejechać po niej palcami. Od stóp do 
głów. I z powrotem.

Dodać do tego czarny elastyn, który przylgnął do jej krągłości i mały pistolet, który 

zabrał, bo był na tyle sprytny, aby go wziąć na długo przed tym nim przeszli przez portal i 
była istnym spełnieniem fantazji. Łowczyni. Zabójcza piękność. Tak, nie było żyjącego 
człowieka (a może nawet martwego), który nie poświeciłby części siebie, by znaleźć się 

background image

między tymi smukłymi, długimi nogami. Ale Ariyal nie był w stanie całkowicie zapomnieć, 
że zszokowała go świadomość, jaki wstrząs w jego życiu sprawiło uwięzienie rąk tej kobiety. 
Cholera, jej jeden dotyk wzbudził w nim ogień. I to go wkurzyło. W przeciwieństwie do jego 
braci, nie pozwalał, by namiętności rządziły jego życiem. To on rządził namiętnościami.

Ponuro przypomniał sobie, że nie zrobił w cholerę nic, by powstrzymać ciepło, 

przelewające się przez jego krew, gdy jej spojrzenie koloru indygo prześlizgnęło się po jego 
szczupłym ciele, które było nagie z wyjątkiem pary luźnych spodni. 

Jasna cholera. Jego mięśnie się napięły, a członek stwardniał. Od jednego spojrzenia. Co

do cholery by się stało, gdyby położył ją na pobliskim łóżku i …

Wampirzyca zesztywniała niewątpliwie wyczuwając jego wybuch pożądania. 

Następnie, z widocznym wysiłkiem, zmrużyła te wspaniałe oczy i przyjęła pozę lodowatego 
spokoju.

- Ty – padło pokryte lodem słowo.

- Ja.

Stała dumnie zachowując się tak, jakby nie była obecnie przykuta do ściany.

- Dlaczego mnie porwałeś?

Wzruszył ramionami nie chcąc wyznać prawdy. On nie miał cholernego pojęcia, 

dlaczego ją schwytał, gdy uciekał przez portal i przeniósł z mroźnych jaskiń Syberii na tą 
ukrytą wyspę. Wiedział tylko, że jego reakcja na tą kobietę była mroczna, pierwotna i 
niebezpiecznie zaborcza.

- Zniewoliłaś mnie – wycedził. – To jest sprawiedliwe.

- Jakby Sylvermyści wiedzieli, co to znaczy sprawiedliwość. 

W jego uśmiechu nie było przeprosin.

- Nie słyszałaś starego powiedzenia, że w miłości i na wojnie wszystkie chwyty są 

dozwolone? – pozwolił spojrzeniu osunąć się na kuszące krągłości jej biustu, pożądanie 
przeszyło go, ją przyprawiło o dreszcze. - Możemy bez wątpienia dodać jeszcze kilka 
czynności do listy.

- Puść mnie.

- Coś jest nie tak, dziecinko? Boisz się, że zmierzamy w złym kierunku? – celowo 

zrobił pauzę. – A może masz nadzieję?

- Masz tylko część racji.

Podszedł na tyle blisko, by poczuć jej uwodzicielski zapach piżma, który był sprzeczny 

z obrazem zimnego, bezlitosnego myśliwego. Ale wszystko w tej kobiecie było… 
skomplikowane. Sprzeczne.

background image

- Wiesz, nie ma powodu, byśmy byli wrogami.

- Nie ma nic, poza tym, że zostałam wynajęta przez Wyrocznię, by cię schwytać -  jej 

uśmiech był chłodny. - O tak, a twoje psycho próby zabiły dwoje bezbronnych dzieci.

- Bezbronnych? – rozgorzała w nim frustracja. – Te paskudztwa były naczyniami 

Mrocznego Lorda i jeśli Tearlochowi uda się wykorzystać dziecko, by wskrzesić mistrza, to 
możesz się obwiniać za rozpętanie piekła.

Zignorowała jego ostrzeżenie. Podobnie jak zignorowała je w jaskini na Syberii, kiedy 

zrobił co mógł, by położyć kres niebezpieczeństwu. Był przygotowany, by uczynić to, co było
konieczne, ale z powodu przeklętych wampirów, jedno z dzieci, razem z magiem zostało 
skradzione przez jego brata Tearlocha. Teraz mógł się tylko modlić, by miał możliwość 
wyśledzenia ich, zanim wskrzeszą Mrocznego Lorda i rozerwą zasłony, które 
powstrzymywały hordy piekieł.

- Nie płacą mi za ratowanie świata. Płacą mi za dostarczenie twojego tyłka Komisji. 

Ariyal zmarszczył brwi na to niepożądane przypomnienie. Komisja była 

zgromadzeniem Wyroczni, które były wielkimi szychami w świecie demonów. To były 
zawsze złe wieści, gdy decydowali, że jesteś godny ich uwagi. Zwłaszcza jeśli są gotowi 
zapłacić wygórowaną cenę  wampirzemu Łowcy za ciebie.

- Dlaczego?

- Nie wiem. Nie obchodzi mnie to. To tylko praca. 

  Pochylił się do przodu, aż znalazł się z nią twarzą w twarz.

- Wyczuwam tu coś bardziej osobistego, niż tylko pracę.

Przez chwilę głód zapłonął w jej oczach, sprawiając, że jego ciało napięło się w 

oczekiwaniu. Och, do diabła tak. Potem, równie szybko, emocje zniknęły.

- Zabieraj się stąd.

- Wolałbym zabrać się za ciebie.

- Odsuń. Się.

Ariyal zadrżał pod wpływem chłodu w jej głosie, który rozbrzmiał w powietrzu.

 

Cholera. Minutę temu kobieta miała w głosie pożądanie, a teraz mogłaby zamrozić ogień.

- Dobrze – odsunął się i uśmiechnął z irytacją. – Mam nadzieję, że czujesz się 

komfortowo, dziecinko. Zostajesz tutaj.

Jej ostrożne spojrzenie prześliznęło się po pokoju, który był bogato urządzony w 

odcieniach złota i kości słoniowej. 

- Gdzie jest to tutaj?

background image

- Avalon.

Syknęła w szoku: 

- Niemożliwe.

- Takie niebezpieczne słowo.

- Mgły są nieprzeniknione - jej zimna arogancja pozostała, ale w jej oczach nie było 

śladu ostrożności. – Chyba, że zostały zniszczone przez śmierć Morgany le Fey?

Jego usta wykrzywił pozbawiony radości uśmiech.

- Przetrwały, ale nie marnowałem wieków jako seksualny niewolnik tej suki jedynie 

podziwiając piękno. Odkryłem tajne wyjścia wieki temu.

Przyglądała mu się w milczeniu i Ariyal ukrył nagły grymas. Łowcy mieli wiele 

umiejętności. Byli podobno silniejsi i szybsi niż zwykłe wampiry, a także potrafili tak bardzo 
wtopić się w cień, że dla wszystkich byli niewidoczni. Bardziej imponujące było to, że byli 
żywymi wykrywaczami kłamstw. Podobno żaden demon nie mógł ich oszukać.

Nie potrzebował takiego kłopotu. Chryste. Powinien zostawić ją na Syberii.

- Jeśli wiedziałeś, jak uciec z wyspy, to dlaczego tego nie zrobiłeś? – spytała.

- Ponieważ nie mogłem uratować moich braci nie alarmując strażników.

- Więc zostałeś?

Skrzywił się, zaskoczony jej ciekawością. 

- Nie mogłem ich zostawić. Czy jesteś tym zaskoczona?

Nieczytelne emocje zmąciły jej piękną twarz, zanim je ukryła.

- Sylvermyści nie słyną z wielkodusznych serc i szlachetnych charakterów. Tearloch to 

udowodnił.

  Ariyal nie mógł się spierać. Sylvermyści mieli długą, zasłużoną reputację istot o 

okrutnych charakterach, głodnych przemocy, ale byłby przeklęty, gdyby pozwolił pijawce o 
zimnym sercu, aby go oceniała. Nie po tym wszystkim, co poświęcił, by ratować ludzi.

- Tearloch jest przerażony i…. zagubiony – przyznał. - Kiedyś go namierzę i 

przekonam, że popełnia błąd.

- Masz na myśli to, że zrobi, jak chcesz albo go zabijesz?

- Ach, tak dobrze mnie rozumiesz, dziecinko.

- Rozumiem, że jesteś draniem, który ratuje swoją bezwartościową skórę – stwierdziła.

background image

- Dobrze. Więc nie muszę cię przekonywać, że mógłbym z radością cię tu zostawić, byś 

zgniła, chyba, że zgodzisz się zrobić dokładnie to, co powiem.

Lodowaty uśmiech wygiął jej usta. 

- Nie bądź kretynem. Jeśli zniknę, Anasso wyśle tuzin wojowników, aby mnie szukali.

- Może wysłać setki, jeśli chce. Oni nigdy nie będą w stanie wyczuć cię za mgłą.

Jego wzrok skupił się na jej pełnych ustach, łatwo wyobrażając sobie przyjemność, jaką

mogą dać człowiekowi. Z pomrukiem podszedł krok bliżej, ignorując niebezpieczeństwo.

- Spójrz prawdzie w oczy, dziecinko, już pewnie założyli, że nie żyjesz.

- Wtedy będą na ciebie polować i zabiją cię. Nigdzie nie pójdziesz, wszędzie cię znajdą.

Chwycił jej podbródek, wpatrując się w oczy, które straciły lód na rzecz ognia w 

kolorze indygo. Jego ciało napięło się z pożądania.

- Spędziłem wieki w haremie Morgany le Fey. Pijawki mnie nie przestraszą.

- A co cię przestraszy?

- To…

Ignorując kły, które mogły rozerwać mu gardło jednym zamachem, nie wspominając, że

pazury z litego betonu mogły się przez nie przebić, Ariyal pochylił się i uwięził jej usta w 
pocałunku czystego posiadania.

Moja…