background image

"Elektryczny Kat" 
H.P.Lovecraft 

Dla kogo

ś

, kto nigdy nie był 

ś

wiadkiem egzekucji przeprowadzonej w 

majestacie prawa, mam do opowiedzenia raczej dziwaczn

ą

, a zarazem 

przera

ż

aj

ą

c

ą

 histori

ę

 o elektrycznym kacie. W istocie s

ą

dz

ę

ż

bardziej mn

ą

 to wstrz

ą

sn

ę

ło, ni

ż

 mogłoby wi

ę

kszo

ś

ci

ą

 ludzi, którzy w 

ci

ą

gu swego 

ż

ycia stawali przed s

ą

dem. Powodem tego jest co

ś

, czego 

byłem 

ś

wiadkiem czterdzie

ś

ci lat temu - bardzo dziwne wydarzenie, 

które doprowadziło mnie na brzeg nieznanych i czarnych otchłani. 

W 1899 roku byłem rewidentem i kontrolerem zatrudnionym w Tlaxcala 
Mining Company w San Francisco, działaj

ą

cym w małych kopalniach 

srebra i miedzi w górach San Mateo w Meksyku. Mieli

ś

my wtedy jakie

ś

 

kłopoty w kopalni numer 3, która miała gburowatego i podst

ę

pnego 

asystenta superintendenta, nazwiskiem Artur Feldon. Szóstego sierpnia 
firma otrzymała telegram mówi

ą

cy, 

ż

e Feldon dał drapaka zabieraj

ą

c ze 

sob

ą

 wszystkie ksi

ę

gi rachunkowe, por

ę

czenia i papiery prywatne 

pozostawiaj

ą

c administracj

ę

 i finanse w stanie zupełnego chaosu. 

Wydarzenie to było dotkliwym ciosem dla przedsi

ę

biorstwa. Pó

ź

nym 

popołudniem prezes McComb wezwał mnie do swego biura i polecił mi za 
wszelk

ą

 cen

ę

 odzyska

ć

 dokumenty. Wiedział, 

ż

e b

ę

d

ą

 trudno

ś

ci. Nigdy 

nie widziałem Feldona, a do dyspozycji były tylko bardzo niewyra

ź

ne 

fotografie. Co wi

ę

cej, moje wesele miało si

ę

 odby

ć

 we czwartek w 

nast

ę

pnym tygodniu, a wi

ę

c ju

ż

 za dziewi

ęć

 dni. Nie miałem wi

ę

zbytniej ochoty spieszy

ć

 do Meksyku i 

ś

ciga

ć

 kogo

ś

 na Bóg wie jak 

wielkich odległo

ś

ciach. Potrzeba jednak była tak wielka, 

ż

e McComb 

uwa

ż

ał, 

ż

e ma prawo 

żą

da

ć

 mego natychmiastowego wyjazdu, a ja ze swej 

strony s

ą

dziłem, 

ż

e w przypadku odniesienia sukcesu, moja pozycja w 

firmie niepomiernie wzro

ś

nie. 

Miałem wyjecha

ć

 w nocy, prywatnym wagonem prezesa do Mexico City, 

sk

ą

d miałem pojecha

ć

 kolejk

ą

 w

ą

skotorow

ą

 do kopalni. Jackson, 

kierownik kopalni numer 3 powinien mnie wtajemniczy

ć

 we wszystkie 

szczegóły i udost

ę

pni

ć

 mi wszelkie mo

ż

liwe 

ś

lady natychmiast po mym 

przyje

ź

dzie, potem za

ś

 miałem rozpocz

ąć

 niezwłocznie poszukiwania - 

przez góry, wzdłu

ż

 wybrze

ż

a, na bocznych uliczkach Mexico City - 

zale

ż

nie od tego, jak rozwinie si

ę

 sytuacja. Wyjechałem z ponur

ą

 

determinacj

ą

 doprowadzenia sprawy do ko

ń

ca i ze skutkiem tak szybko, 

jak to było mo

ż

liwe i koiłem niezadowolenie wyobra

ż

eniami wczesnego 

powrotu, z papierami i winowajc

ą

, i my

ś

lami o weselu, które powinno 

si

ę

 sta

ć

 triumfaln

ą

 ceremoni

ą

Zawiadomiwszy rodzin

ę

, narzeczon

ą

 i najbli

ż

szych przyjaciół 

poczyniłem pospieszne przygotowania do podró

ż

y. Spotkałem si

ę

 z 

prezesem McCombem o ósmej wieczorem na stacji Southern Pacific, 
otrzymałem od niego pewne pisemne instrukcje i ksi

ąż

eczk

ę

 czekow

ą

, po 

czym odjechałem jego wagonem, doczepionym do poci

ą

gu 

transkontynentalnego. Podró

ż

 min

ę

ła bez przygód i po dobrze 

przespanej nocy rozkoszowałem si

ę

 przyjemno

ś

ci

ą

 jazdy tak rozwa

ż

nie 

mi u

ż

yczonym prywatnym wagonem. Przeczytałem z uwag

ą

 instrukcje i 

sformułowałem plany pochwycenia Feldona i odzyskania dokumentów. Do

ść

 

dobrze znałem okolice Tlaxcali - prawdopodobnie lepiej ni

ż

 uciekinier 

- miałem wi

ę

c ju

ż

 pewn

ą

 przewag

ę

 w mych poszukiwaniach, gdyby on ju

ż

 

wcze

ś

niej nie odjechał poci

ą

giem. 

Według instrukcji, Feldon był przedmiotem zmartwienia kierownika 
Jacksona ju

ż

 od pewnego czasu, działaj

ą

c w tajemnicy i pracuj

ą

c bez 

uzasadnienia w laboratorium kopalnianym w dziwnych godzinach. 
Podejrzewano go o współprac

ę

 z dowódcami meksyka

ń

skimi i niektórymi 

peonami w kradzie

ż

y rudy, lecz tubylców uwolniono od zarzutów, nie 

było bowiem wystarczaj

ą

cych dowodów, aby mo

ż

na było odnie

ść

 jakie

ś

 

background image

sukcesy w tak delikatnej sprawie. Mimo tajemniczo

ś

ci, było w tym w 

istocie wi

ę

cej nieposłusze

ń

stwa ni

ż

 winy. Był kłótliwy i mówił tak, 

jakby to firma go oszukiwała, a nie on firm

ę

. Otwarta inwigilacja 

przez jego kolegów, jak pisał Jackson, wydawała si

ę

 coraz bardziej go 

irytowa

ć

, a teraz znikn

ą

ł ze wszystkim, co było wa

ż

ne dla zakładu. O 

tym gdzie mo

ż

e by

ć

, nikt nie miał najmniejszego poj

ę

cia, cho

ć

 ostatni 

telegram Jacksona sugerował, 

ż

e s

ą

 to dzikie stoki Sierra de 

Malinche, gdy

ż

 ten wysoki, okryty mitami szczyt o sylwetce trupa był 

rejonem, z którego pochodzili okoliczni, tubylczy złodzieje. 

W El Paso, do którego dotarli

ś

my o drugiej, w noc poprzedzaj

ą

c

ą

 nasze 

wyruszenie w pogo

ń

, mój wagon został odł

ą

czony od poci

ą

gu 

mi

ę

dzykontynentalnego i przył

ą

czony do specjalnej lokomotywy, któr

ą

 

telegraficznie wysłano na południe, do Mexico City. Drzemałem do 

ś

witu i przez cały nast

ę

pny dzie

ń

 nudziłem si

ę

 na płaskiej, pustynnej 

równinie Chilhuahua. Obsługa powiedziała mi, 

ż

e b

ę

dziemy w Mexico 

City w południe w pi

ą

tek, lecz wkrótce zobaczyłem, 

ż

e istniej

ą

 

niezliczone przeszkody, pochłaniaj

ą

ce cenne godziny. Były oczekiwania 

na bocznicach wszystkich stacji jednotorowej linii, to przegrzewały 
si

ę

 skrzynki smarownicze osi, czy inne trudno

ś

ci komplikowały rozkład 

jazdy. 

W Torreon byli

ś

my o sze

ść

 godzin pó

ź

niej i była ju

ż

 prawie ósma rano 

w pi

ą

tek - pełne dwana

ś

cie godzin pó

ź

niej ni

ż

 przewidywał to rozkład 

jazdy - gdy maszynista otrzymał w ko

ń

cu zgod

ę

 na przy

ś

pieszenie 

podró

ż

y, aby spróbowa

ć

 nadrobi

ć

 opó

ź

nienie. Moje nerwy były na 

granicy wytrzymało

ś

ci i nie mogłem uczyni

ć

 nic innego, ni

ż

 chodzi

ć

 w 

desperacji po przedziale tam i z powrotem. W istocie przekonałem si

ę

ż

e przy

ś

pieszenie to zostało okupione wysokim kosztem, gdy

ż

 po 

trzydziestu minutach pocz

ę

ły si

ę

 mno

ż

y

ć

 objawy przegrzania smarownic 

równie

ż

 w moim wagonie. Po nerwowym oczekiwaniu zdecydowano, 

ż

jedynym wyj

ś

ciem jest powleczenie si

ę

 z jedn

ą

 czwart

ą

 szybko

ś

ci do 

nast

ę

pnej stacji ze sklepami - handlowej faktorii Queretaro. To była 

ostatnia kropla, która przelała kielich goryczy i prawie tupałem z 
w

ś

ciekło

ś

ci jak dziecko. Czasami wydawało mi si

ę

ż

e kołysz

ę

 si

ę

 w 

mym fotelu na biegunach, aby przy

ś

pieszy

ć

 bieg poci

ą

gu z jego 

w

ęż

owego pełzni

ę

cia. 

Była prawie dziesi

ą

ta wieczorem, gdy przyjechali

ś

my do Queretaro, 

gdzie sp

ę

dziłem pełn

ą

 niepokoju godzin

ę

 na peronie, podczas gdy mój 

wagon został odstawiony na bocznic

ę

 i majstrowało przy nim ze 

dwudziestu tubylczych mechaników. W ko

ń

cu powiedzieli mi, 

ż

e zadanie 

przerasta ich mo

ż

liwo

ś

ci, gdy

ż

 dalsza jazda wymaga nowych cz

ęś

ci, 

które najbli

ż

ej dosta

ć

 mo

ż

na w Mexico City. Naprawd

ę

, wszystko 

sprzysi

ę

gło si

ę

 przeciwko mnie. Zacisn

ą

łem z

ę

by, gdy pomy

ś

lałem o 

oddalaj

ą

cym si

ę

 coraz bardziej Feldonie - mo

ż

e dotarł ju

ż

 do Vera 

Cruz z jego liniami 

ż

eglugowymi, albo do Mexico City, z mo

ż

liwo

ś

ci

ą

 

wyjazdu stamt

ą

d kolej

ą

 w ró

ż

nych kierunkach - podczas gdy ci

ą

gle nowe 

przeszkody trzymały mnie tu uwi

ą

zanego i bezsilnego. Oczywi

ś

cie 

Jackson powiadomił policj

ę

 we wszystkich okolicznych miastach, lecz 

znaj

ą

c jej mo

ż

liwo

ś

ci, nie potrafiłem powstrzyma

ć

 smutku. 

Najlepsze, co mogłem zrobi

ć

, to złapa

ć

 regularny nocny ekspres do 

Mexico City, który jechał z Aguas Calientes i zatrzymywał si

ę

 na pi

ęć

 

minut w Queretaro. Tutaj powinien by

ć

 o pierwszej, je

ś

li nie miał 

opó

ź

nienia, a w Mexico City o pi

ą

tej w sobot

ę

. Gdy kupowałem bilet, 

dowiedziałem si

ę

ż

e poci

ą

g posiada wagony typu europejskiego, z 

zamykanymi przedziałami, nie za

ś

 ameryka

ń

skiego, z długimi 

przedziałami z rz

ę

dami dwumiejscowych siedze

ń

. Były u

ż

ywane we 

wczesnym okresie meksyka

ń

skiego kolejnictwa, gdy

ż

 pierwszymi liniami 

interesowali si

ę

 Europejczycy, a w 1889 roku Mexican Central nadal 

u

ż

ywał ich znaczn

ą

 ilo

ść

 na krótszych trasach. Zwykle preferowałem 

ameryka

ń

skie wagony, gdy

ż

 nie lubiłem ludzi patrz

ą

cych na mnie, lecz 

tym razem byłem zadowolony z cudzoziemskiego wagonu. Miałem szcz

ęś

cie 

background image

mie

ć

 cały przedział dla siebie, a zm

ę

czony i spi

ę

ty, mile powitałem 

samotno

ść

, jak i zajmuj

ą

ce cał

ą

 szeroko

ść

 wagonu wygodne, 

tapicerowane siedzenie z mi

ę

kkimi podpórkami dla r

ą

k i zagłówkiem. 

Kupiłem bilet pierwszej klasy, mój baga

ż

 przyniesiono z odstawionego 

na bocznic

ę

 prywatnego wagonu, zatelegrafowałem do prezesa McComba i 

do Jacksona powiadamiaj

ą

c obu co si

ę

 stało i usiadłem, aby poczeka

ć

 

na nocny ekspres tak cierpliwie, jak tylko pozwalały mi na to moje 
napi

ę

te nerwy. 

O dziwo, poci

ą

g miał tylko pół godziny spó

ź

nienia, ale nawet i w tym 

przypadku samotne oczekiwanie na stacji było prawie ponad moj

ą

 

wytrzymało

ść

. Konduktor, wskazuj

ą

c mi przedział, powiedział, abym 

zrekompensował sobie opó

ź

nienie i jednocze

ś

nie skorzystał z wygód, 

wyci

ą

gn

ą

łem wi

ę

c wygodnie nogi na przeciwległym siedzeniu w 

oczekiwaniu na cich

ą

, trzy i półgodzinn

ą

 podró

ż

Ś

wiatło z olejowej 

lampki nad głow

ą

 było koj

ą

co przyciemnione i zastanawiałem si

ę

, czy 

uda mi si

ę

 troch

ę

 przespa

ć

 mimo mego niepokoju i napi

ę

cia. Gdy poci

ą

ruszał, wydawało mi si

ę

ż

e jestem sam w całym poci

ą

gu i byłem 

naprawd

ę

 z tego rad. Pocz

ą

łem znowu rozmy

ś

la

ć

 o mym poszukiwaniu i 

kiwałem si

ę

 w takt kołysania wagonu wci

ąż

 przy

ś

pieszaj

ą

cego poci

ą

gu. 

Nagle u

ś

wiadomiłem sobie, 

ż

e nie jestem sam. W rogu naprzeciw mnie, 

wci

ś

ni

ę

ty tak, 

ż

e nie wida

ć

 było jego twarzy, siedział prosto odziany 

m

ęż

czyzna niezwykłego wzrostu, którego nie pozwoliło mi wcze

ś

niej 

zauwa

ż

y

ć

 słabe 

ś

wiatło. Obok niego, na siedzeniu, stała pot

ęż

na 

waliza, zniszczona i wypchana, mocno 

ś

ciskana nawet w czasie snu 

przez jego nieproporcjonalnie szczupł

ą

 r

ę

k

ę

. Gdy lokomotywa ostro 

zagwizdała na jakim

ś

 zakr

ę

cie czy rozje

ź

dzie, 

ś

pi

ą

cy wzdrygn

ą

ł si

ę

 

nerwowo, na wpół czujnie si

ę

 budz

ą

c, podniósł głow

ę

 ukazuj

ą

przyjemn

ą

 twarz, brodat

ą

 i wyra

ź

nie anglosask

ą

, o ciemnych, 

błyszcz

ą

cych oczach. Na mój widok rozbudził si

ę

 całkowicie, a mnie 

zastanowiła wrogo

ść

 i dziko

ść

 jego wzroku. Nic dziwnego, pomy

ś

lałem 

sobie, jest ura

ż

ony moj

ą

 obecno

ś

ci

ą

, gdy

ż

 miał nadziej

ę

ż

e przez 

cał

ą

 podró

ż

 b

ę

dzie miał przedział wył

ą

cznie dla siebie, podobnie jak 

ja byłem zawiedziony znalezieniem towarzystwa w słabo o

ś

wietlonym 

przedziale. Najlepsze jednak, co mogli

ś

my zrobi

ć

, to z wdzi

ę

kiem 

zaakceptowa

ć

 sytuacj

ę

, wi

ę

c zacz

ą

łem przed nim usprawiedliwia

ć

 moje 

wtargni

ę

cie. Wydawał si

ę

 by

ć

 Amerykaninem i obaj powinni

ś

my dozna

ć

 

ulgi po wymianie kilku grzeczno

ś

ci. Potem powinni

ś

my si

ę

 wzajemnie 

pozostawi

ć

 w spokoju przez reszt

ę

 podró

ż

y. 

Ku memu zaskoczeniu, obcy nie odpowiedział na moje grzeczno

ś

ci ani 

słowem. Zamiast tego nadal patrzył na mnie dziko, jakby mnie 
oceniaj

ą

c. Odtr

ą

cił proponowane mu przeze mnie cygaro nerwowym ruchem 

swej wolnej r

ę

ki. Jego druga r

ę

ka nadal 

ś

ciskała wielk

ą

, zniszczon

ą

 

waliz

ę

, a cała jego osobowo

ść

 wydawała si

ę

 promieniowa

ć

 jak

ąś

 utajon

ą

 

zło

ś

liwo

ś

ci

ą

. Po pewnym czasie odwrócił twarz do okna, cho

ć

 w g

ę

stej 

ciemno

ś

ci za oknem nie było wida

ć

 niczego. Co dziwniejsze jednak, 

wydawało si

ę

ż

e patrzy na co

ś

 tak intensywnie, jakby w istocie 

cokolwiek tam widział. Postanowiłem pozostawi

ć

 go jego 

zastanawiaj

ą

cym zaj

ę

ciom i rozmy

ś

laniom nie niepokoj

ą

c go wi

ę

cej. 

Usiadłem wygodnie na swym siedzeniu, opu

ś

ciłem nisko rondo mego 

mi

ę

kkiego kapelusza na twarz i zamkn

ą

łem oczy w nadziei przespania 

si

ę

, na co tak liczyłem. 

Nie spałem ani długo, ani mocno. W pewnej chwili moje oczy otworzyły 
si

ę

, jakby pod działaniem jakiej

ś

 zewn

ę

trznej siły. Zamkn

ą

wszy je z 

pewn

ą

 determinacj

ą

 znowu usiłowałem si

ę

 zdrzemn

ąć

, lecz zupełnie 

bezskutecznie. Wydawało si

ę

ż

e jaka

ś

 rzeczywista siła utrzymuje mnie 

w stanie czuwania, podniosłem wi

ę

c głow

ę

 i rozejrzałem si

ę

 po słabo 

o

ś

wietlonym przedziale, aby zobaczy

ć

, czy wszystko jest w porz

ą

dku. 

Wydawało si

ę

ż

e wszystko jest jak zwykle, lecz zauwa

ż

yłem, 

ż

e obcy w 

przeciwległym rogu przygl

ą

da mi si

ę

 intensywnie - uporczywie, lecz 

nie łagodnie czy przyja

ź

nie, co oznaczałoby zmian

ę

 w jego uprzednim, 

background image

gburowatym stosunku do mnie. Tym razem nie podejmowałem próby 
rozmowy, lecz wróciłem do mej uprzedniej, 

ś

pi

ą

cej postawy, na wpół 

zamykaj

ą

c oczy, jakbym ponownie zasypiał. Nadal jednak przygl

ą

dałem 

mu si

ę

 z ciekawo

ś

ci

ą

 spod mego nisko nasuni

ę

tego ronda kapelusza. 

Gdy poci

ą

g mkn

ą

ł przez noc, zauwa

ż

yłem, 

ż

e w wyrazie twarzy 

patrz

ą

cego na mnie m

ęż

czyzny nast

ę

puje subtelna, lecz stopniowa 

zmiana. Zadowolony najwidoczniej z tego, 

ż

e zasn

ą

łem, pozwolił, aby 

na jego twarzy odbijała si

ę

 gmatwanina emocji, natury których nie 

mo

ż

na było by

ć

 pewnym. Nienawi

ść

, strach, triumf i fanatyzm migotały 

w zło

ż

ony sposób na linii jego warg i w k

ą

cikach oczu, podczas gdy 

wzrok wyra

ż

ał naprawd

ę

 niepokoj

ą

cy stopie

ń

 chciwo

ś

ci i okrucie

ń

stwa. 

Za

ś

witało mi nagle, 

ż

e ten człowiek jest szalony, a tym samym 

niebezpieczny. 

Nie przecz

ę

ż

e byłem gł

ę

boko przestraszony, gdy zobaczyłem, jak si

ę

 

przedstawia sytuacja. Oblałem si

ę

 cały zimnym potem i z trudem tylko 

utrzymywałem wygl

ą

d rozlu

ź

nionego i drzemi

ą

cego. 

Ż

ycie miało dla mnie 

naprawd

ę

 zbyt wiele uroków, a my

ś

l o tym, 

ż

e mam do czynienia z 

maniakalnym morderc

ą

 - prawdopodobnie uzbrojonym i z pewno

ś

ci

ą

 

wyj

ą

tkowo silnym - była przera

ż

aj

ą

ca. Ka

ż

dy rodzaj ewentualnej walki 

musiałby wypa

ść

 na moj

ą

 niekorzy

ść

, gdy

ż

 facet był naprawd

ę

 

olbrzymem, w najlepszej atletycznej kondycji, podczas gdy ja byłem 
zawsze raczej kruchy, a teraz jeszcze zm

ę

czony strachem, bezsenno

ś

ci

ą

 

i napi

ę

ciem nerwowym. Była to dla mnie chwila niezaprzeczalnie ci

ęż

ka 

i czułem zupełnie blisko straszn

ą

 

ś

mier

ć

, gdy dostrzegłem w oczach 

obcego furi

ę

 szale

ń

stwa. Dotarły do mojej 

ś

wiadomo

ś

ci wydarzenia z 

przeszło

ś

ci - jakby na po

ż

egnanie - jak ton

ą

cemu w ostatniej chwili 

staje przed oczami całe 

ż

ycie. 

Oczywi

ś

cie miałem rewolwer w kieszeni płaszcza, lecz ka

ż

dy ruch z mej 

strony, aby po niego si

ę

gn

ąć

 i wyci

ą

gn

ąć

 go, byłby zbyt oczywisty. Co 

wi

ę

cej, gdybym to zrobił, reakcja szale

ń

ca nie mogła budzi

ć

 

ż

adnych 

w

ą

tpliwo

ś

ci. Nawet gdybym do niego strzelił raz czy dwa, mogłaby mu 

pozosta

ć

 jeszcze wystarczaj

ą

ca ilo

ść

 siły, aby odebra

ć

 mi pistolet i 

wyko

ń

czy

ć

 mnie, lub je

ś

li sam jest uzbrojony, mo

ż

e strzeli

ć

 lub 

zasztyletowa

ć

 mnie, nie usiłuj

ą

c nawet mnie rozbroi

ć

. Kto

ś

 mo

ż

zastraszy

ć

 zdrowego na umy

ś

le człowieka gro

żą

c mu pistoletem, ale 

całkowita nieprzewidywalno

ść

 reakcji szale

ń

ca daje mu sił

ę

 i 

niebezpiecze

ń

stwo prawie nadludzkie. Nawet w epoce przed Freudem 

podzielałem ogólne przekonanie o niebezpiecznej sile osoby 
pozbawionej normalnych hamulców. To, 

ż

e obcy w rogu przygotowuje si

ę

 

do podj

ę

cia jakiej

ś

 morderczej akcji nie ulegało dla mnie 

najmniejszej w

ą

tpliwo

ś

ci, s

ą

dz

ą

c po jego płon

ą

cych oczach i 

skr

ę

caj

ą

cych si

ę

 mi

ęś

niach twarzy. 

Nagle usłyszałem, 

ż

e jego oddech przeszedł w krótkie, urywane sapanie 

i zobaczyłem, 

ż

e jego pier

ś

 unosi si

ę

 we wzrastaj

ą

cym podnieceniu. 

Chwila odkrycia kart była bliska i usiłowałem desperacko wymy

ś

li

ć

, co 

mog

ę

 w tej sytuacji zrobi

ć

. Udaj

ą

c, 

ż

e nadal 

ś

pi

ę

, zacz

ą

łem przesuwa

ć

 

r

ę

k

ę

 stopniowo, jakby nie

ś

wiadomie w kierunku kieszeni, w której był 

mój pistolet, przygl

ą

daj

ą

c si

ę

 uwa

ż

nie szale

ń

cowi, aby zorientowa

ć

 

si

ę

, czy zauwa

ż

ył mój ruch. Na nieszcz

ęś

cie zauwa

ż

ył - prawie na 

ułamek sekundy przed tym, gdy fakt ten odbił si

ę

 na jego twarzy. 

Ruchem tak zwinnym i nagłym, 

ż

e wprost niewiarygodnym u człowieka 

jego wzrostu, znalazł si

ę

 nagle tu

ż

 nade mn

ą

, zanim zd

ąż

yłem si

ę

 

zorientowa

ć

, co si

ę

 stało. Wynurzył si

ę

 nade mn

ą

 i kołysz

ą

c si

ę

 w 

przód i w tył jak olbrzymi ogr z legend, przyszpilił mnie jedn

ą

 

pot

ęż

n

ą

 r

ę

k

ą

, a drug

ą

 uniemo

ż

liwił si

ę

gni

ę

cie po rewolwer. Wyj

ą

ł go z 

mej kieszeni i wło

ż

ył do swojej, po czym uwolnił mnie z pogard

ą

doskonale wiedz

ą

c o swej przewadze fizycznej. Nast

ę

pnie wyprostował 

si

ę

 na cał

ą

 wysoko

ść

 - głow

ą

 prawie dotykaj

ą

c sufitu przedziału - i 

spojrzał na mnie wzrokiem, którego w

ś

ciekło

ść

 szybko zmieniła si

ę

 w 

wyraz współczucia i jakiej

ś

 diabelskiej kalkulacji. 

background image

Nie ruszałem si

ę

 i po chwili m

ęż

czyzna zaj

ą

ł swe miejsce na przeciw 

mnie, u

ś

miechaj

ą

c si

ę

 widmowym u

ś

miechem, gdy otworzył sw

ą

 wielk

ą

wypchan

ą

 waliz

ę

 i wyci

ą

gn

ą

ł z niej jaki

ś

 przedmiot o szczególnym 

wygl

ą

dzie. Była to du

ż

a skrzynka półgi

ę

tkich drutów, splecionych w 

taki sposób, jak maska łapacza w baseballu, lecz przypominaj

ą

ca 

bardziej hełm nurka. Jego szczyt poł

ą

czony był kablem, którego drugi 

koniec pozostawał w walizie. Z urz

ą

dzeniem tym obchodził si

ę

 z 

widocznym uczuciem, tul

ą

c je na kolanach. Ponownie pocz

ą

ł mi si

ę

 

przygl

ą

da

ć

 i oblizywa

ć

 wargi prawie kocim ruchem j

ę

zyka. Nagle, po 

raz pierwszy odezwał si

ę

 - gł

ę

bokim, dojrzałym głosem, którego 

mi

ę

kko

ść

 i kultura wydawały si

ę

 wstrz

ą

saj

ą

co przeczy

ć

 jego prostemu, 

sztruksowemu ubraniu i zaniedbanemu wygl

ą

dowi. 

- Ma pan szcz

ęś

cie. Powinienem najpierw pana u

ż

y

ć

. Przeszedłby pan do 

historii jako pierwszy owoc znacz

ą

cego pomysłu. Ogromne konsekwencje 

socjologiczne - powinienem rzuci

ć

 lekkie 

ś

wiatło. Promieniuj

ę

 przez 

cały czas, lecz nikt o tym nie wie. Teraz ty si

ę

 dowiesz. 

Inteligentna 

ś

winka morska. Koty i osiołki - to działa nawet na 

osiołka... 

Przerwał, a jego owłosione rysy twarzy pocz

ę

ły si

ę

 porusza

ć

 

konwulsyjnie, zsynchronizowane 

ś

ci

ś

le z szybkim, wirowym ruchem całej 

głowy. Wygl

ą

dało to tak, jakby chciał si

ę

 otrz

ą

sn

ąć

 z jakiej

ś

 mgły. 

Gesty te zast

ą

pione zostały usiłowaniami złagodzenia rysów twarzy, 

jakby chciał ukry

ć

 coraz bardziej oczywiste szale

ń

stwo pod pozorami 

łagodno

ś

ci, przez któr

ą

 przebłyskiwała jednak chytro

ść

. Natychmiast 

dostrzegłem t

ę

 ró

ż

nic

ę

 i powiedziałem, aby przekona

ć

 si

ę

, czy mog

ę

 

poprowadzi

ć

 jego umysł w bezpieczniejszym kierunku: - Wydaje si

ę

ż

masz cudowny instrument, je

ś

li w ogóle mog

ę

 co

ś

 o tym powiedzie

ć

Mo

ż

esz mi opowiedzie

ć

 jak na to wpadłe

ś

Skin

ą

ł głow

ą

- To tylko logiczna refleksja, drogi panie. Dostrzegłem konieczno

ść

 

chwili i pracowałem nad tym. Inni mogliby dokona

ć

 tego samego, gdyby 

mieli umysł tak pot

ęż

ny - to znaczy zdolny do nieustannej 

koncentracji - jak ja. Miałem przekonanie - konieczn

ą

 sił

ę

 woli - to 

wszystko. Przekonałem si

ę

, jak nikt inny dot

ą

d, jak konieczne jest 

usuni

ę

cie z ziemi wszystkich przed powrotem Quetzalcoatla i 

stwierdziłem te

ż

ż

e nale

ż

y tego dokona

ć

 w sposób elegancki. 

Nienawidziłem rzezi wszelkiego rodzaju, a wieszanie jest barbarzy

ń

sko 

prostackie. Wiesz, 

ż

e w ubiegłym roku rada miejska Albany głosowała 

za przyj

ę

ciem krzesła elektrycznego jako narz

ę

dzia egzekucji 

skazanych, ale cały ten aparat, o którym my

ś

leli, jest tak prymitywny 

jak rakieta Stephensona, czy pierwszy silnik elektryczny Davenporta. 
Znałem lepszy sposób i powiedziałem im o nim, lecz nie zwracali na 
mnie uwagi. Bo

ż

e, co za głupcy! Jakbym nie wiedział wszystkiego o 

ludziach, 

ś

mierci i elektryczno

ś

ci - student, m

ęż

czyzna i chłopiec - 

technolog i in

ż

ynier - 

ż

ołnierz szcz

ęś

cia... 

Odchylił si

ę

 do tyłu, jego oczy zw

ę

ziły si

ę

- Ponad dwadzie

ś

cia lat temu słu

ż

yłem w armii Maksymiliana I. Chcieli 

mi nada

ć

 tytuł szlachecki. Potem ci przekl

ę

ci powsta

ń

cy zabili go i 

wróciłem do domu. Wróciłem i tułałem si

ę

. Mieszkałem w Rochester, 

Nowym Jorku... 

Jego oczy stały si

ę

 jeszcze bardziej chytre, pochylił si

ę

 do przodu i 

dotkn

ą

ł mego kolana palcami swej paradoksalnie szczupłej r

ę

ki. 

- Wróciłem, jak ju

ż

 powiedziałem, ale wszedłem w to gł

ę

biej ni

ż

 

którykolwiek z nich. Nienawidziłem powsta

ń

ców, lecz lubiłem 

Meksykanów. Zagadka? Posłuchaj mnie, młody człowieku - nie my

ś

l, 

ż

background image

Meksyk jest naprawd

ę

 hiszpa

ń

ski. Bo

ż

e, gdyby

ś

 znał szczepy, które ja 

znam! W górach - Anahuac - Tenochtitlan - starzy... 

Zacz

ą

ł 

ś

piewa

ć

 i melodyjnie wy

ć

- Ia! Huitzilopotchli!... Nahuatlcatl! Siedem, siedem, siedem... 
Xochimilca, Chalca, Tepaneca, Acolhua, Tlahuica, Tlascalteca! 
Azteca!... Ia! Ia! Byłem w Siedmiu Jaskiniach Chicomoztoca, lecz nikt 
nie powinien o tym wiedzie

ć

! Mówi

ę

 ci o tym, gdy

ż

 nigdy tego nie 

powtórzysz... Przestał i podsumował zwykłym tonem. 

- Byłby

ś

 zaskoczony, gdyby

ś

 wiedział, o czym mówi si

ę

 w górach. 

Huitzilopotchli wraca... to nie ulega w

ą

tpliwo

ś

ci. Ka

ż

dy peon na 

południe od Mexico City mo

ż

e ci to powiedzie

ć

. Lecz nie zamierzałem 

si

ę

 tym zajmowa

ć

. Jak ci ju

ż

 powiedziałem, wróciłem do domu i 

pracowałem na korzy

ść

 społecze

ń

stwa nad mym elektrycznym katem, gdy 

ta przekl

ę

ta rada miejska Albany przyj

ę

ła inny sposób. 

Ż

art, prosz

ę

 

pana, 

ż

art! Krzesło dziadka - siedz

ą

cego przy kominku - Hawthorne... 

Pocz

ą

ł si

ę

 

ś

mia

ć

 w potwornej parodii dobrego humoru. 

- Có

ż

, prosz

ę

 pana, chciałem by

ć

 pierwszym człowiekiem, który 

usi

ą

dzie na tym przekl

ę

tym krze

ś

le i poczuje pr

ą

d ich małych baterii! 

Nie skurczyłyby nawet 

ż

abiej łapki! A oni chcieli tym zabija

ć

 

morderców - nagroda honorowa - wszystko! Nagle jednak, młody 
człowieku, zobaczyłem bezu

ż

yteczno

ść

 - w istocie szczególn

ą

 

nielogiczno

ść

 - zabicia tylko kilku. Ka

ż

dy jest morderc

ą

 - morduj

ą

 

idee - kradn

ą

 pomysły - ukradli mój i pilnuj

ą

, pilnuj

ą

, pilnuj

ą

... 

M

ęż

czyzna zakaszlał si

ę

 i przerwał, a ja powiedziałem uspokajaj

ą

co: 

- Jestem pewien, 

ż

e pa

ń

ski pomysł jest najlepszy i z pewno

ś

ci

ą

 w 

ko

ń

cu go zastosuj

ą

Widocznie jednak moja delikatno

ść

 była zbyt mała, gdy

ż

 w jego 

odpowiedzi zabrzmiała 

ś

wie

ż

a irytacja. 

- "Jest pan pewien", tak? Przyjemne, delikatne, zdawkowe zapewnienie. 
Do diabła z tym - ale wkrótce si

ę

 przekonasz! Có

ż

, do diabła, całe 

dobro jakie mogłoby płyn

ąć

 z tego krzesła, zostało mi skradzione. 

Duch Nezahualpilli powiedział mi to na 

ś

wi

ę

tej górze. Pilnuj

ą

pilnuj

ą

, pilnuj

ą

... 

Znowu si

ę

 zakaszlał, a potem ponownie zacz

ą

ł trz

ąść

 głow

ą

, wyraz 

twarzy te

ż

 mu si

ę

 zmieniał. Wydawało si

ę

ż

e to go uspokaja na pewien 

czas. 

- Czego potrzebuje mój pomysł, to wypróbowania. O, tutaj! Druciany 
kaptur czy te

ż

 sie

ć

 na głow

ę

 jest gi

ę

tka i łatwo si

ę

 j

ą

 nakłada. 

Cz

ęść

 szyjna wi

ąż

e, lecz nie dusi. Elektrody dotykaj

ą

 czoła i 

podstawy mó

ż

d

ż

ku - wszystko to jest konieczne. Przytrzyma

ć

 głow

ę

czego jeszcze trzeba? Głupcy, tam w Albany, z ich rze

ź

bionym, 

d

ę

bowym, wygodnym krzesłem uwa

ż

aj

ą

ż

e to co

ś

 wspaniałego. Idioci! - 

nie wiedz

ą

ż

e nie potrzeba pora

ż

a

ć

 całego ciała, wystarczy tylko 

mózg! Widziałem ludzi, którzy zgin

ę

li w walce - wiem lepiej. A ten 

ich głupi obieg pr

ą

du - dynamo - cały ten kram. Dlaczego nie chc

ą

 

zobaczy

ć

, czego dokonałem z akumulatorem? Sza - nikt o tym nie wie - 

sam tylko posiadam t

ę

 tajemnic

ę

, sam - ja i oni, je

ś

li im pozwol

ę

... 

Lecz musz

ę

 mie

ć

 obiekty do

ś

wiadczalne - obiekty - wiesz kogo wybrałem 

na pierwszy? Próbowałem 

ż

artowa

ć

, szybko przechodz

ą

c w przyjazn

ą

 

powag

ę

 w charakterze 

ś

rodka uspokajaj

ą

cego. Szybka my

ś

l i trafne 

słowa mogły mnie uratowa

ć

- Có

ż

, jest mnóstwo doskonałych obiektów w

ś

ród polityków w San 

background image

Francisco, stamt

ą

d pochodz

ę

. Potrzebuj

ą

 twego sposobu, a ja chciałbym 

pomóc ci go wdro

ż

y

ć

! Naprawd

ę

 s

ą

dz

ę

ż

e b

ę

d

ę

 mógł ci pomóc. Posiadam 

pewne wpływy w Sacramento i je

ś

li chciałby

ś

 wróci

ć

 ze mn

ą

 do Stanów 

po tym, gdy załatwi

ę

 swoje sprawy w Meksyku, zobaczysz, 

ż

e ci

ę

 

wysłuchaj

ą

Odpowiedział spokojnie i grzecznie: 

- Nie, nie mog

ę

 wróci

ć

. Przyrzekłem sobie to, gdy ci przest

ę

pcy z 

Albany odrzucili mój pomysł i wysłali szpiegów, aby mnie pilnowali i 
ukradli mi go. Ale musz

ę

 mie

ć

 jako obiekt Amerykanina. Ci powsta

ń

cy 

s

ą

 pod kl

ą

tw

ą

, to byłoby zbyt łatwe, a pełnej krwi Indianie - 

prawdziwe dzieci Opierzonego W

ęż

a - s

ą

 

ś

wi

ę

ci i nietykalni, chyba 

tylko jako po

ś

wi

ę

cone ofiary... a i te musz

ą

 by

ć

 zabijane zgodnie z 

ceremoniałem. Musz

ę

 mie

ć

 Amerykanina nie wracaj

ą

c tam - a pierwszego 

człowieka, którego wybior

ę

 spotka szczególny honor. Wiesz kto to 

jest? 

Desperacko grałem na zwłok

ę

- Och, je

ś

li tylko w tym trudno

ść

, znajd

ę

 ci tuzin pierwszorz

ę

dnych 

Jankesów, gdy tylko dotrzemy do Mexico City! Wiem, gdzie s

ą

 tłumy 

górników, znikni

ę

cia których nikt nie zauwa

ż

y przez całe dnie... 

Lecz przerwał mi ponownie z min

ą

 autorytetu, w której był cie

ń

 

rzeczywistej godno

ś

ci. 

- Zbyt długo ju

ż

 

ż

artujemy. Wsta

ń

 i stój wyprostowany jak m

ęż

czyzna. 

Ty jeste

ś

 wybranym przeze mnie obiektem i powiniene

ś

 na tamtym 

ś

wiecie dzi

ę

kowa

ć

 mi za zaszczyt, jak po

ś

wi

ę

cona ofiara dzi

ę

kuje 

kapłanowi za to, 

ż

e przeniósł j

ą

 do wiecznej chwały. Nowa zasada - 

ż

aden inny 

ż

ywy człowiek nie 

ś

nił nawet o takiej baterii i nikt nigdy 

by na to nie wpadł, cho

ć

by 

ś

wiat eksperymentował przez tysi

ą

c lat. 

Wiesz, 

ż

e atomy nie s

ą

 tym, za co je uwa

ż

amy? Głupcy! Za sto lat 

jaki

ś

 głupek mo

ż

e na to wpadnie, je

ś

li pozostawi

ę

 

ś

wiat przy 

ż

yciu. 

Gdy wstałem na jego polecenie, wyci

ą

gn

ą

ł dodatkow

ą

 stop

ę

 kabla z 

walizy i stan

ą

ł wyprostowany obok mnie, druciany hełm wyci

ą

gn

ą

ł 

obur

ą

cz w moj

ą

 stron

ę

, na jego opalonej i brodatej twarzy pojawił si

ę

 

wyraz prawdziwej egzaltacji. Przez chwil

ę

 podobny był do ja

ś

niej

ą

cego 

helle

ń

skiego hierofanta. 

- Oto, Młodo

ś

ci - libacja! Wino kosmosu - nektar mi

ę

dzygwiezdnych 

przestrzeni - Linosie - Iacchusie - Ialemusie - Zagreusie - 
Dionizosie - Atisie - Hylasie - wyskoczcie z Apollina i zabijajcie 
przy pomocy psów Argosa - nasienie Psamathe - dziecko sło

ń

ca - Evoe! 

Evoe! 

Pocz

ą

ł znowu 

ś

piewa

ć

, tym razem jego umysł wydawał si

ę

 by

ć

 daleko w 

przeszło

ś

ci, w

ś

ród klasycznych wspomnie

ń

 z dni sp

ę

dzonych na uczelni. 

Stoj

ą

c wyprostowany zauwa

ż

yłem, 

ż

e nad moj

ą

 głow

ą

 zwisa kabel 

sygnałowy i zastanowiłem si

ę

, czy mógłbym do niego si

ę

gn

ąć

 gestem 

odpowiadaj

ą

cym jego ceremonialnemu nastrojowi. Warto było spróbowa

ć

wi

ę

c z takim samym antyfonalnym okrzykiem "Evoe!" wyci

ą

gn

ą

łem ramiona 

do przodu i w gór

ę

 w rytualny sposób, maj

ą

c nadziej

ę

 szarpn

ąć

 za 

kabel zanim zauwa

ż

y, co si

ę

 stało. Lecz to było na nic. Zobaczył mój 

zamiar i zrobił ruch r

ę

k

ą

 w kierunku prawej kieszeni płaszcza, gdzie 

znajdował si

ę

 mój rewolwer. Słowa były zb

ę

dne, stali

ś

my przez chwil

ę

 

jak wyrze

ź

bione pos

ą

gi. Potem powiedział spokojnie: - Pospiesz si

ę

Znów jak szalony szukałem w mym umy

ś

le dróg ucieczki. Wiedziałem, 

ż

drzwi w meksyka

ń

skich poci

ą

gach nie s

ą

 zamykane, lecz mój towarzysz 

bez trudu mógł mnie zatrzyma

ć

, gdybym próbował je otworzy

ć

 i 

wyskoczy

ć

. Prócz tego poci

ą

g jechał zbyt szybko i nawet gdyby mi si

ę

 

background image

to udało, cała sprawa zako

ń

czyłaby si

ę

 prawdopodobnie fatalnie. 

Pozostało tylko gra

ć

 na zwłok

ę

. Po trzy i pół godzinnej podró

ż

y, 

przejechali

ś

my ju

ż

 dobry kawałek, teraz doje

ż

d

ż

ali

ś

my ju

ż

 do Mexico 

City i stra

ż

 i policja na dworcu powinny natychmiast zapewni

ć

 

bezpiecze

ń

stwo. 

Pomy

ś

lałem, 

ż

e powinny istnie

ć

 dwa sposoby dyplomatycznej zwłoki. 

Gdyby udało mi si

ę

 odroczy

ć

 nało

ż

enie mi hełmu, zyskałbym 

wystarczaj

ą

c

ą

 ilo

ść

 czasu. Oczywi

ś

cie nie s

ą

dziłem, aby to naprawd

ę

 

było 

ś

mierciono

ś

ne, ale znałem wystarczaj

ą

co szale

ń

ców, aby wiedzie

ć

co si

ę

 mo

ż

e zdarzy

ć

, gdy ich zamiary zawiod

ą

. Do jego rozczarowania 

doł

ą

czy si

ę

 obł

ą

kane uczucie, 

ż

e to ja jestem odpowiedzialny za 

niepowodzenie rzeczy, która zaprz

ą

tała jego uwag

ę

 i prowadziła go do 

mniej lub bardziej rozległych poszukiwa

ń

. Zastanawiałem si

ę

 tylko, 

jak daleko si

ę

gnie ta naiwno

ść

 i czy b

ę

d

ę

 mógł zawczasu przygotowa

ć

 

przepowiedni

ę

 niepowodzenia, które to niepowodzenie przypnie mi na 

zawsze łatk

ę

 proroka czy wtajemniczonego, czy te

ż

 nawet boga. Miałem 

jakie takie poj

ę

cie o meksyka

ń

skiej mitologii, warto wi

ę

c było 

spróbowa

ć

, cho

ć

 chciałem najpierw sprawdzi

ć

 inne sposoby gry na 

zwłok

ę

, tak aby przepowiednia była nagł

ą

 rewelacj

ą

. Czy oszcz

ę

dzi 

mnie w ko

ń

cu, gdyby udało mi si

ę

 go przekona

ć

ż

e jestem prorokiem 

czy istot

ą

 bosk

ą

? Czy mog

ę

 "objawi

ć

 si

ę

" jako Quetzalcoatl lub 

Huitzilopotchli? Wszystko, aby tylko przeci

ą

gn

ąć

 cał

ą

 rzecz do 

pi

ą

tej, kiedy to powinni

ś

my dotrze

ć

 do Mexico City. 

Moje pocz

ą

tkowe "wej

ś

cie" powinno podst

ę

pnie opanowa

ć

 wol

ę

 weterana. 

Gdy maniak powtarzał swe polecenie, abym si

ę

 po

ś

pieszył, 

opowiedziałem mu o mojej rodzinie, o moim zamierzonym mał

ż

e

ń

stwie i 

poprosiłem o mo

ż

liwo

ść

 pozostawienia przesłania i rozporz

ą

dzenia mym 

maj

ą

tkiem. Je

ś

li, powiedziałem, da mi kawałek papieru i zgodzi si

ę

 

wysła

ć

 poczt

ą

 to, co napisz

ę

, b

ę

d

ę

 mógł umrze

ć

 spokojniejszy i z 

własnej woli. Po chwili wahania wyraził na to zgod

ę

 i pocz

ą

ł grzeba

ć

 

w walizie szukaj

ą

c notatnika i wr

ę

czył mi go z powag

ą

, podczas gdy ja 

ponownie usiadłem. Przygotowałem ołówek, zr

ę

cznie ułamałem koniuszek 

grafitu i znów zyskałem chwil

ę

 zwłoki, podczas gdy on szukał swojego 

ołówka. Gdy dał mi go, sam wzi

ą

ł mój złamany i pocz

ą

ł go ostrzy

ć

 

du

ż

ym no

ż

em z rogow

ą

 r

ę

koje

ś

ci

ą

, który trzymał za pasem pod 

płaszczem. Było jasne, 

ż

e złamanie drugiego ołówka nie na wiele by mi 

si

ę

 przydało. 

Co tam napisałem, teraz z trudem sobie przypominam. Po wi

ę

kszej 

cz

ęś

ci był to bełkot zło

ż

ony z przypadkowo wybranych, zapami

ę

tanych 

fragmentów literatury, gdy nie mogłem sobie przypomnie

ć

 ju

ż

 niczego 

wi

ę

cej. Pisałem tak niewyra

ź

nie jak tylko mogłem, nie niszcz

ą

c samej 

natury tego jako pisma, wiedziałem bowiem, 

ż

e b

ę

dzie chciał rzuci

ć

 na 

to okiem, zanim przyst

ą

pi do eksperymentu i u

ś

wiadamiałem sobie, jak 

by zareagował na widok oczywistych nonsensów. Próba była straszliwa i 
denerwowałem si

ę

 z ka

ż

d

ą

 sekund

ą

, gdy poci

ą

g zwalniał. W przeszło

ś

ci 

cz

ę

sto pogwizdywałem radosny galop w takt wesołego stukotu kół 

poci

ą

gu, lecz teraz wydawało si

ę

ż

e tempo zwolniło do szybko

ś

ci 

marsza pogrzebowego - mojego marsza pogrzebowego, zreflektowałem si

ę

 

ponuro. 

Mój fortel działał do chwili, gdy zapełniłem cztery kartki sze

ść

 na 

dziewi

ęć

, a

ż

 w ko

ń

cu szaleniec wyci

ą

gn

ą

ł zegarek i powiedział, 

ż

e mam 

jeszcze pi

ęć

 minut. Co powinienem teraz zrobi

ć

? Pospiesznie my

ś

lałem 

nad formami sformułowania mej ostatniej woli, gdy przyszła mi do 
głowy nowa my

ś

l. Zako

ń

czywszy zawijasem i wr

ę

czywszy mu kompletn

ą

 

stron

ę

, któr

ą

 wło

ż

ył bez ceregieli do lewej kieszeni płaszcza, 

przypomniałem mu o moich wpływowych przyjaciołach w Sacramento, 
którzy powinni by

ć

 bardzo zainteresowani jego pomysłem. 

- Mog

ę

 ci da

ć

 do nich list polecaj

ą

cy? - powiedziałem. - Mog

ę

 zrobi

ć

 

szkic z opisem twego kata, aby ci

ę

 przyja

ź

nie wysłuchali? Mog

ą

 

background image

uczyni

ć

 ci

ę

 sławnym, wiesz - a nie stanowi 

ż

adnego problemu, aby 

zastosowa

ć

 twoj

ą

 metod

ę

 w całym stanie Kalifornia, je

ś

li usłysz

ą

 o 

tym od kogo

ś

 takiego jak ja, kogo znaj

ą

 i wierz

ą

 mu. 

Spróbowałem tego sposobu w nadziei, 

ż

e my

ś

li zawiedzionego wynalazcy 

pozwol

ą

 mu na chwil

ę

 zapomnie

ć

 o aztecko-religijnej stronie całej 

sprawy. Gdy znów zwróci si

ę

 w tym kierunku, wyskocz

ę

 z "objawieniem" 

i "proroctwem". Ten schemat zadziałał, gdy

ż

 jego oczy zaja

ś

niały 

gorliw

ą

 akceptacj

ą

, cho

ć

 szorstko powiedział mi, abym si

ę

 pospieszył. 

Nadal opró

ż

niał waliz

ę

, wyci

ą

gaj

ą

c z niej dziwacznie wygl

ą

daj

ą

c

ą

 

pl

ą

tanin

ę

 szklanych pojemników i spiral, do których były przymocowane 

druty id

ą

ce od hełmu, opatruj

ą

c to komentarzem zbyt technicznym, abym 

mógł go zrozumie

ć

, dla niego jednak najwidoczniej prostym. Udawałem, 

ż

e notuj

ę

 wszystko to co mówi, zastanawiaj

ą

c si

ę

, czy rzeczywi

ś

cie 

ten dziwaczny aparat mo

ż

e by

ć

 bateri

ą

. Czy doznam wstrz

ą

su, gdy 

zastosuje to urz

ą

dzenie? M

ęż

czyzna mówił pewnie, jakby był 

autentycznym elektrykiem. Opis wynalazku był dla niego stosownym 
zadaniem i zobaczyłem, 

ż

e przestał si

ę

 niecierpliwi

ć

. Nios

ą

ca 

nadziej

ę

 szaro

ść

 

ś

witu zamigotała za oknem czerwieni

ą

 zanim zako

ń

czył 

i poczułem w ko

ń

cu, 

ż

e moja szansa ucieczki poczyna si

ę

 

urzeczywistnia

ć

Jednak on tak

ż

e zobaczył 

ś

wit i znów zacz

ą

ł si

ę

 denerwowa

ć

. Wiedział, 

ż

e poci

ą

g powinien by

ć

 w Mexico City o pi

ą

tej i z pewno

ś

ci

ą

 podj

ą

łby 

szybkie działanie, gdybym nie zapełnił jego umysłu nowymi pomysłami. 
Gdy wstał zdecydowanie, kład

ą

c bateri

ę

 na siedzenie obok otwartej 

walizy, przypomniałem mu, 

ż

e nie zrobiłem jeszcze koniecznych szkiców 

i poprosiłem go, aby potrzymał hełm tak, bym mógł go narysowa

ć

 blisko 

baterii. Usiadł znowu, przypominaj

ą

c mi wiele razy, abym si

ę

 

pospieszył. Po chwili przerwałem, aby zasi

ę

gn

ąć

 informacji, w jakiej 

pozycji ofiara znajduje si

ę

 w czasie egzekucji i w jaki sposób 

zostaje przezwyci

ęż

ona jej prawdopodobna szamotanina. 

- Có

ż

 - odparł - przest

ę

pca jest mocno przywi

ą

zywany do pala. Nie ma 

znaczenia jak bardzo szarpie głow

ą

, gdy

ż

 hełm przylega 

ś

ci

ś

le, a 

jeszcze bardziej si

ę

 

ś

ci

ą

ga, gdy przepłynie przeze

ń

 pr

ą

d. Przekr

ę

camy 

wył

ą

cznik stopniowo - o tutaj, i starannie aran

ż

ujemy całe 

przedsi

ę

wzi

ę

cie potencjometrem. 

Przyszedł mi do głowy nowy pomysł, gdy uprawne pola z coraz 
cz

ę

stszymi domami w 

ś

wietle 

ś

witu zapowiadały nasze zbli

ż

anie si

ę

 do 

stolicy. 

- Musz

ę

 jednak - powiedziałem - narysowa

ć

 hełm na ludzkiej głowie, 

tak jak narysowałem go obok baterii. Czy nie mógłby

ś

 go nało

ż

y

ć

 na 

chwil

ę

, tak abym mógł ci

ę

 naszkicowa

ć

 wraz z tym? Gazety i 

przedstawiciele władz mog

ą

 chcie

ć

 tego wszystkiego, a bardzo lubi

ą

aby wszystko było kompletne. 

Gdyby si

ę

 to udało, miałbym mo

ż

e lepsz

ą

 szans

ę

 ni

ż

 ucieczka, gdy

ż

 na 

moj

ą

 uwag

ę

 oczy szale

ń

ca znowu rozbłysły. 

- Gazety? Tak - do cholery, mo

ż

esz zrobi

ć

 tak, aby to dostało si

ę

 do 

gazet? Redaktorzy 

ś

miali si

ę

 ze mnie i nie chcieli wydrukowa

ć

 ani 

słowa. No, pospiesz si

ę

! Nie mamy ani sekundy do stracenia. Dalej, 

niech to diabli, wydrukuj

ą

 rysunki! Sprawdz

ę

 twój szkic, czy nie 

zrobiłe

ś

 jakiego

ś

 bł

ę

du - musi by

ć

 dokładny za wszelk

ą

 cen

ę

. Pó

ź

niej 

znajdzie ci

ę

 policja - powiedz

ą

 jak to działa. Notatka w Associated 

Press - twój list - nie

ś

miertelna sława... Pospiesz si

ę

, mówi

ę

 - 

pospiesz si

ę

 do cholery! 

Poci

ą

g chwiał si

ę

 na gorszych torach w pobli

ż

u miasta i zataczali

ś

my 

si

ę

 nieskładnie raz po raz. Udało mi si

ę

 złama

ć

 ponownie ołówek, lecz 

oczywi

ś

cie szaleniec natychmiast wr

ę

czył mi mój własny, który 

background image

wcze

ś

niej zaostrzył. Mój pierwszy zasób forteli był ju

ż

 bliski 

wyczerpania i czułem, 

ż

e musz

ę

 za chwil

ę

 odwoła

ć

 si

ę

 do głównego 

pomysłu. Nadal byli

ś

my o dobry kwadrans od stacji i nadszedł czas, 

aby skierowa

ć

 my

ś

li mego towarzysza w stron

ę

 religii i spreparowa

ć

 

bosk

ą

 przepowiedni

ę

Przypomniawszy sobie wszystko, co wiedziałem o mitologii Azteków, 
rzuciłem nagle ołówek i papier i zacz

ą

łem 

ś

piewa

ć

- Ia! Ia! Tloquenahuaque, Ty, Którego Istota Jest w Tobie! Ty tak

ż

e, 

Ipalnemoanie, Przez Którego 

Ż

yjemy! Słysz

ę

, słysz

ę

! Widz

ę

, widz

ę

Orle nios

ą

cy W

ęż

a! Przesłanie! Przesłanie! Huitzilopotchli, twój 

grzmot rozlega si

ę

 echem w mej duszy! 

Na mój za

ś

piew szaleniec popatrzył z niedowierzaniem przez sw

ą

 dziwn

ą

 

mask

ę

, na jego przystojnej twarzy ukazał si

ę

 wyraz zaskoczenia i 

zdumienia, który szybko zmienił si

ę

 w zaniepokojenie. Wydawało si

ę

ż

e jego umysł opustoszał na chwil

ę

, a potem przekrystalizował w inny 

wzór. Podniósłszy r

ę

ce w gór

ę

, pocz

ą

ł 

ś

piewa

ć

 jakby we 

ś

nie. 

- Mictlanteuctli, Wielki Panie, znak! Znak z twej czarnej jaskini! 
Ia! Tonatiuh-Metztli! Cthulhu! Rozkazuj, a ja b

ę

d

ę

 słu

ż

ył! 

W całym tym bełkocie było jedno słowo, które poruszyło jak

ąś

 dziwn

ą

 

strun

ę

 w mej pami

ę

ci. Dziwn

ą

, gdy

ż

 nigdy nie wyst

ę

powało w 

ż

adnym 

opracowaniu meksyka

ń

skiej mitologii, jednak słyszałem je 

niejednokrotnie w przej

ę

tych groz

ą

 szeptach peonów w mojej 

macierzystej kopalni w Tlaxcali. Wydawało si

ę

 by

ć

 cz

ęś

ci

ą

 jakiej

ś

 

wielkiej tajemnicy i prastarego rytuału, gdy

ż

 nast

ę

powały po nim 

charakterystyczne, wypowiadane szeptem odpowiedzi, które słyszałem 
raz po raz, a które nie było znane nawet nauce akademickiej. Ten 
szaleniec musiał sp

ę

dzi

ć

 du

ż

o czasu z peonami ze wzgórz i z 

Indianami, tak jak to zreszt

ą

 powiedział, gdy

ż

 z cał

ą

 pewno

ś

ci

ą

 ta 

niezanotowana wiedza nie pochodziła z samej nauki zawartej w 
ksi

ąż

kach. Stwierdziwszy, 

ż

e nale

ż

y uwiarygodni

ć

 swój ezoteryczny 

bełkot, zdecydowałem si

ę

 uderzy

ć

 w jego najczulszy punkt i dałem 

odpowied

ź

, jakiej u

ż

ywali tubylcy. 

- Ya-R'lyeh! Ya-R'lyeh! - krzykn

ą

łem. - Cthulhu fhtaghn! Nigurat-Yig! 

Yog-Sothoth... 

Ale nie miałem okazji doko

ń

czy

ć

. Wprawiony w religijny szał 

prawidłow

ą

 odpowiedzi

ą

, której jego na wpół 

ś

wiadomy mózg 

prawdopodobnie nie oczekiwał, szaleniec rzucił si

ę

 na kolana, raz po 

raz skłaniaj

ą

c sw

ą

 głow

ę

 w drucianym hełmie i kr

ę

c

ą

c ni

ą

 w lewo i w 

prawo. Za ka

ż

dym razem jego pokłony stawały si

ę

 coraz gł

ę

bsze i 

usłyszałem, 

ż

e jego pokryte pian

ą

 wargi powtarzaj

ą

 "zabij, zabij, 

zabij" w szybko nabrzmiewaj

ą

cej monotonii. Przyszło mi na my

ś

l, 

ż

przesadziłem i moja odpowied

ź

 wyzwoliła narastaj

ą

c

ą

 mani

ę

, która mo

ż

go doprowadzi

ć

 do punktu w którym mnie zabije, zanim dotrzemy do 

stacji. 

Gdy łuk pokłonów szale

ń

ca stawał si

ę

 stopniowo coraz wi

ę

kszy, 

odległo

ść

 kabla z jego hełmu od baterii stawała si

ę

 coraz mniejsza. 

Teraz, w swym delirium zacz

ą

ł powi

ę

ksza

ć

 zakres obrotów głow

ą

, aby 

zatoczy

ć

 pełny okr

ą

g, tak 

ż

e kabel owin

ą

ł mu szyj

ę

 i pocz

ą

ł szarpa

ć

 

za jego zamocowania do baterii le

żą

cej na siedzeniu. Zastanawiałem 

si

ę

 co zrobi, gdy wydarzy si

ę

 rzecz nieuchronna i bateria zostanie 

ś

ci

ą

gni

ę

ta na podłog

ę

 i prawdopodobnie zniszczona. 

Wtem nast

ą

pił nagły kataklizm. Bateria, szarpni

ę

ta z brzegu siedzenia 

przez ostatni gest maniaka w jego orgiastycznym szale

ń

stwie, istotnie 

spadła, ale nie stłukła si

ę

 całkowicie. Zamiast tego, jak to 

zanotowały moje oczy w ułamku sekundy, uderzenie przesun

ę

ło 

background image

potencjometr, tak 

ż

e przeł

ą

cznik skoczył natychmiast w swe kra

ń

cowe 

poło

ż

enie, przepuszczaj

ą

c pełny pr

ą

d. Zadziwiaj

ą

ce, 

ż

e tam był pr

ą

d. 

Wynalazek nie był tylko snem szale

ń

ca. Zobaczyłem ol

ś

niewaj

ą

c

ą

niebiesk

ą

 zorz

ę

, usłyszałem wycie, bardziej przera

ż

aj

ą

ce ni

ż

 

wszystkie krzyki, jakie słyszałem w czasie tej szalonej, straszliwej 
podró

ż

y i poczułem przyprawiaj

ą

cy o mdło

ś

ci smród palonego ciała. To 

było wszystko, co mogła znie

ść

 moja 

ś

wiadomo

ść

. Zemdlałem. 

Gdy stra

ż

 kolejowa w Mexico City ocuciła mnie, zobaczyłem na peronie 

tłum wokół drzwi do mego przedziału. Na mój mimowolny krzyk tłocz

ą

ce 

si

ę

 twarze stały si

ę

 zaciekawione i w

ą

tpi

ą

ce i byłem zadowolony, gdy 

stra

ż

nik usun

ą

ł wszystkich z wyj

ą

tkiem lekarza, który przeciskał si

ę

 

do mnie. Mój krzyk był całkiem naturaln

ą

 rzecz

ą

, lecz wydałem go pod 

wpływem czego

ś

 wi

ę

cej, ni

ż

 szokuj

ą

cego widoku na podłodze przedziału, 

który spodziewałem si

ę

 zobaczy

ć

. Nale

ż

ało by raczej powiedzie

ć

 - pod 

wpływem braku, gdy

ż

, prawd

ę

 mówi

ą

c, na podłodze niczego nie było. 

Nie było te

ż

, jak powiedział stra

ż

nik, w chwili gdy otworzył drzwi 

przedziału. Mój bilet był jedyn

ą

 zapłat

ą

 za ten przedział i byłem 

jedyn

ą

 osob

ą

, któr

ą

 w nim znaleziono. Tylko mnie i moj

ą

 waliz

ę

, nic 

wi

ę

cej. Jechałem sam, przez cał

ą

 drog

ę

 od Queretaro. Stra

ż

nik, doktor 

i gapie pukali si

ę

 znacz

ą

co w czoła w odpowiedzi na me chaotyczne 

pytania. 

Czy to wszystko było snem, czy te

ż

 rzeczywi

ś

cie oszalałem? 

Przypomniałem sobie mój niepokój, napi

ę

te nerwy i wzdrygn

ą

łem si

ę

Podzi

ę

kowawszy stra

ż

y i doktorowi i uwolniwszy si

ę

 od tłumu, 

wtoczyłem si

ę

 do taksówki, któr

ą

 pojechałem do Fonda Nacional, gdzie, 

po zatelegrafowaniu do Jacksona w kopalni, spałem a

ż

 do popołudnia w 

nadziei pozbierania si

ę

. Obudziłem si

ę

 o trzynastej, w sam

ą

 por

ę

, aby 

złapa

ć

 kolejk

ę

 w

ą

skotorow

ą

 do okolic kopal

ń

, lecz gdy wstałem, 

znalazłem pod drzwiami telegram. Był od Jacksona i donosił, 

ż

znaleziono Feldona martwego w górach tego ranka; wie

ść

 o tym dotarła 

do kopalni około dziesi

ą

tej. Wszystkie papiery s

ą

 bezpieczne, a biuro 

w San Francisco zostało natychmiast powiadomione. Tak wi

ę

c cała ta 

podró

ż

, z jej nerwowym po

ś

piechem i rani

ą

cymi do

ś

wiadczeniami nie 

zdała si

ę

 na nic. 

Wiedz

ą

c, 

ż

e McComb b

ę

dzie oczekiwał osobistego raportu niezale

ż

nie od 

przebiegu wypadków, wysłałem nast

ę

pny telegram i mimo wszystko 

złapałem w

ą

skotorówk

ę

. Cztery godziny pó

ź

niej turkotałem i 

podskakiwałem do stacji przy kopalni nr 3, gdzie czekał ju

ż

 Jackson, 

aby mnie kordialnie powita

ć

. Był tak przej

ę

ty tym, co si

ę

 dzieje w 

kopalni, 

ż

e nie zauwa

ż

ył, i

ż

 nadal si

ę

 trz

ę

s

ę

. Nie zauwa

ż

ył te

ż

 mego 

cierpi

ą

cego wyrazu twarzy. 

Opowiadanie superintendenta było krótkie i przekazał mi je, gdy 
szli

ś

my w stron

ę

 chaty na zboczu wzgórza nad jaskini

ą

, w której 

le

ż

ało ciało Feldona. Powiedział, 

ż

e Feldon zawsze był dziwaczn

ą

pos

ę

pn

ą

 osob

ą

. Od czasu, gdy go przyj

ę

to rok temu, pracował nad 

jakimi

ś

 tajemniczymi urz

ą

dzeniami mechanicznymi, uskar

ż

ał si

ę

 na to, 

ż

e go nieustannie szpieguj

ą

 i bratał si

ę

 wyra

ź

nie z tubylczymi 

robotnikami. Z cał

ą

 pewno

ś

ci

ą

 jednak był fachowcem, znał okolice i 

ludzi. Miał zwyczaj robienia długich wycieczek na wzgórza, gdzie 

ż

yli 

peoni i nawet brał udział w niektórych ich prastarych, poga

ń

skich 

ceremoniach. Napomykał o dziwnych sekretach i obcych siłach tak samo 
cz

ę

sto, jak cz

ę

sto chwalił si

ę

 sw

ą

 zr

ę

czno

ś

ci

ą

 w zagadnieniach 

mechaniki. Ostatnio rozło

ż

ył si

ę

 zupełnie, stał si

ę

 chorobliwie 

podejrzliwy w stosunku do kolegów i niew

ą

tpliwie skłonił swych 

tubylczych przyjaciół do kradzie

ż

y rudy w chwili, gdy zacz

ę

ło mu 

brakowa

ć

 gotówki. Potrzebował niewiarygodnych ilo

ś

ci pieni

ę

dzy to na 

to, to na tamto - przychodziły do niego skrzynie z laboratoriów i 
sklepów sprzedaj

ą

cych maszyny w Mexico City lub w Stanach. 

background image

Je

ś

li chodzi o ostatnie znikni

ę

cie z papierami - uczynił tylko 

szalony ruch oznaczaj

ą

cy odwet za to, co nazywał "szpiegowaniem". Z 

pewno

ś

ci

ą

 był szalony, gdy

ż

 pod

ąż

ył przez cał

ą

 krain

ę

 do ukrytej 

jaskini na dzikim zboczu nawiedzonej Sierra de Malinche, gdzie nie ma 

ż

adnego białego człowieka i czynił tam jakie

ś

 niezwykle potworne 

rzeczy. Jaskinia, której nigdy wcze

ś

niej nie znaleziono przed ko

ń

cow

ą

 

tragedi

ą

, była pełna przera

ż

aj

ą

cych, prastarych azteckich idoli i 

ołtarzy; te ostatnie pokryte były zw

ę

glonymi ko

ść

mi niedawno 

spalonych ofiar w

ą

tpliwej natury. Tubylcy nie powiedzieli nic - a 

nawet przysi

ę

gali, 

ż

e o niczym nie wiedz

ą

 - lecz łatwo było 

spostrzec, 

ż

e jaskinia jest ich miejscem spotka

ń

 od bardzo dawna i 

ż

Feldon brał udział w ich obrz

ę

dach w całej pełni. 

Poszukiwacze znale

ź

li to miejsce tylko dzi

ę

ki za

ś

piewom i ko

ń

cowemu 

okrzykowi. Było to tu

ż

 po pi

ą

tej tego ranka i po całonocnym 

obozowaniu grupa zbierała si

ę

, aby powróci

ć

 do kopalni. Nagle kto

ś

 

usłyszał delikatny rytm w pewnej odległo

ś

ci i rozpoznał natychmiast 

jeden z tych potwornych, starych, tubylczych rytuałów, odprawianych w 
jakim

ś

 odosobnionym miejscu, na zboczu góry maj

ą

cej kształt trupa. 

Słyszano te same stare imiona: Mictlanteuctli, Tonatiuh-Metztli, 
Cthulhu, Ya-R'lyeh i cał

ą

 reszt

ę

 - lecz potworn

ą

 rzecz

ą

 było to, 

ż

zmieszane z nimi były angielskie słowa. Naprawd

ę

 był to angielski 

białego człowieka a nie złodziejski 

ż

argon. Prowadzeni tymi 

d

ź

wi

ę

kami, pospieszyli poro

ś

ni

ę

tym zielskiem zboczem w ich kierunku, 

gdy nagle po chwili ciszy usłyszeli wrzask. Był tak straszliwy, 

ż

ż

aden z nich nigdy nie słyszał w 

ż

yciu nic straszniejszego. Poczuli 

tak

ż

e dym i jaki

ś

 gryz

ą

cy zapach. 

Potem natkn

ę

li si

ę

 na jaskini

ę

, której wej

ś

cia chronił g

ą

szcz krzewów 

mesquite. Buchały stamt

ą

d kł

ę

by 

ś

mierdz

ą

cego dymu. Gdy o

ś

wietlili 

wn

ę

trze, ujrzeli znajduj

ą

cy si

ę

 tam potworny ołtarz i jakie

ś

 

groteskowe wyobra

ż

enia, migocz

ą

ce w 

ś

wietle 

ś

wiec, które musiały by

ć

 

zmienione nie dalej ni

ż

 pół godziny temu, a na wysypanej 

ż

wirem 

podłodze le

ż

ało co

ś

 tak potwornego, 

ż

e wszyscy cofn

ę

li si

ę

. To był 

Feldon z głow

ą

 spalon

ą

 na frytk

ę

 przez jakie

ś

 dziwne urz

ą

dzenie, 

które miał na ni

ą

 nało

ż

one - był to pewien rodzaj drucianej klatki 

poł

ą

czonej z roztrzaskan

ą

 bateri

ą

, która najwidoczniej spadła na 

podłog

ę

 z pobliskiego ołtarza. Gdy ludzie to zobaczyli, wymienili 

mi

ę

dzy sob

ą

 spojrzenia, my

ś

l

ą

c o "elektrycznym kacie". Feldon zawsze 

chwalił si

ę

 pomysłem rzeczy, któr

ą

 wszyscy odrzucali lecz próbowali 

mu j

ą

 ukra

ść

 i skopiowa

ć

. Papiery spoczywały bezpiecznie w stoj

ą

cej 

obok niego torbie i w godzin

ę

 pó

ź

niej kolumna poszukiwaczy wyruszyła 

w drog

ę

 powrotn

ą

 do kopalni nr 3 z przera

ż

aj

ą

cym ci

ęż

arem na 

zaimprowizowanych noszach. 

To było wszystko, lecz wystarczyło, abym pobladł i zachwiał si

ę

, gdy 

Jackson prowadził mnie do chaty, w której le

ż

ało ciało. Posiadałem 

bowiem wyobra

ź

ni

ę

 i czułem, 

ż

e w jaki

ś

 nadnaturalny sposób tragedia 

zamienia si

ę

 w koszmar. Wiedziałem co zobacz

ę

 w chacie, za tymi 

otworzonymi drzwiami, wokół których zgromadzili si

ę

 zaciekawieni 

górnicy i nie drgn

ą

łem, gdy moje oczy spocz

ę

ły na olbrzymiej postaci, 

prostym, sztruksowym ubraniu, dziwnie delikatnych dłoniach, kłaczkach 
spalonej brody i na tej samej piekielnej maszynie - lekko uszkodzonej 
baterii i hełmie, poczerniałym od spalenia tego, co było w 

ś

rodku. 

Wielka, otwarta waliza nie zaskoczyła mnie - l

ę

kałem si

ę

 tylko jednej 

rzeczy: zło

ż

onych kartek wystaj

ą

cych z lewej kieszeni. W chwili, gdy 

nikt nie patrzył, wyci

ą

gn

ą

łem r

ę

k

ę

 i zabrałem te dobrze znajome 

papiery i zmi

ą

łem je w r

ę

ku nie odwa

ż

ywszy si

ę

 spojrze

ć

 na zapis. 

Powinienem 

ż

ałowa

ć

ż

e jaki

ś

 rodzaj panicznego strachu sprawił, 

ż

spaliłem je tej samej nocy, nawet nie patrz

ą

c na nie. Mogły by

ć

 

dowodem na co

ś

 lub przeciwko czemu

ś

 - lecz je

ś

li o to chodzi, to 

miałbym dowód, gdybym zapytał koronera o rewolwer, wyci

ą

gni

ę

ty z 

prawej kieszeni płaszcza. Nigdy jednak nie miałem odwagi pyta

ć

 o to - 

gdy

ż

 mój własny rewolwer zgin

ą

ł po tej nocy w poci

ą

gu. Mój ołówek 

background image

tak

ż

e nosił 

ś

lady prymitywnego i po

ś

piesznego ostrzenia, niepodobnego 

do starannego zaostrzenia, jakie mu nadałem w pi

ą

tek po południu, w 

prywatnym wagonie prezesa McComba. 

W ko

ń

cu zaintrygowany pocz

ą

łem zbiera

ć

 si

ę

 do powrotu. Prywatny wagon 

został ju

ż

 naprawiony, gdy wróciłem do Queretaro, lecz najwi

ę

kszej 

ulgi doznałem po przekroczeniu Rio Grande w El Paso i po wje

ź

dzie do 

Stanów. W nast

ę

pny pi

ą

tek byłem w San Francisco, a w nast

ę

pnym 

tygodniu odbył si

ę

 odroczony 

ś

lub. 

Co naprawd

ę

 zdarzyło si

ę

 tej nocy? Jak powiedziałem, nie o

ś

mielam si

ę

 

nawet domy

ś

la

ć

. Ten facet, Feldon, był szalony rozpoczynaj

ą

c to i u 

szczytu swego szale

ń

stwa przyswoił sobie pewn

ą

 cz

ęść

 prehistorycznej 

azteckiej wiedzy czarnoksi

ę

skiej, której nikt nie miał prawa zna

ć

Był naprawd

ę

 wynalazczym geniuszem, a ta bateria musiała by

ć

 

autentyczn

ą

 rewelacj

ą

. Słyszałem pó

ź

niej, jak był postponowany przez 

pras

ę

, opini

ę

 publiczn

ą

 i mo

ż

nych tego 

ś

wiata. Zbyt wiele rozczarowa

ń

 

nie jest dobre dla człowieka jego rodzaju. W jaki

ś

 sposób zadziałało 

pewne piekielne poł

ą

czenie wpływów. Nawiasem mówi

ą

c, rzeczywi

ś

cie 

mógł by

ć

 

ż

ołnierzem Maksymiliana. 

Gdy opowiadam t

ę

 histori

ę

, wi

ę

kszo

ść

 ludzi uwa

ż

a mnie za kłamc

ę

. Inni 

kład

ą

 to na karb nienormalnej psychologii - niebiosa tylko wiedz

ą

jak byłem zdenerwowany - za

ś

 jeszcze inni mówi

ą

 o pewnego rodzaju 

"projekcji astralnej". Moja gorliwo

ść

 w pochwyceniu Feldona z 

pewno

ś

ci

ą

 wysłała me my

ś

li ku niemu, a z cał

ą

 t

ą

 india

ń

sk

ą

 magi

ą

zdolny był do ich rozpoznania i wyj

ś

cia im na przeciw. Czy był w 

przedziale wagonu, czy w jaskini góry o kształcie trupa? Czy to, co 
przydarzyło si

ę

 mnie, przydarzyło si

ę

 w istocie jemu? Musz

ę

 wyzna

ć

ż

e nie wiem i nie jestem pewien, czy chc

ę

 wiedzie

ć

. Od tego czasu 

nigdy nie byłem w Meksyku i, jak powiedziałem na pocz

ą

tku, nie chc

ę

 

słysze

ć

 o elektrycznym kacie.