background image

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

ŚWIADECTWA WIARY 

 
 

background image

 

„BŁAGAMY O TO, ABY MOC DROGOCENNEJ KRWI JEZUSA, BARANKA BOŻEGO, 

KTÓRY GŁADZI GRZECHY ŚWIATA, UWOLNIŁA NAS OD MOCY CIEMNOŚCI”. 

Nigdy nie opuszczajcie Kościoła Katolickiego!  

Świadectwa zamieszczone poniżej, każdy musi przeczytać! 

Świadectwa; obok których nie przejdziesz obojętnie!  

 

Wyrażamy  wielką  wdzięczność  Osobom,  które  umożliwiły  nam  zapoznanie  się  z  owymi 
Świadectwami i prosimy o morze łask i deszcz róż zarówno dla Autorów w przekazaniu tych 
wielkich  Świadectw  Wiary.  Niech  Niepokalana  otula  ich  płaszczem  opieki  i  nieustannie 
towarzyszy im na drogach życia.
 

ŚWIADECTWO WIOSNY KOŚCIOŁA 

Świadectwo  trwania  w  Kościele  –  mocno  w  poranionym,  ale  wciąż  w 
Chrystusowym Kościele a nie poza Nim czy obok Niego! 

Opowiem  dzisiaj  moją  małą  a  zarazem  wielką  historię;  dlaczego  pokochałem 
Kościół, takim jakim jest. Na moje szesnaste urodziny dostałem od mojej babci 
prezent: książkę Marii z Agredy 

„Mistyczne miasto Boże”

. Tak wciągnęła mnie 

ta  lektura,  że  zabierałem  ją  do  szkoły  i  na  lekcjach  czytałem  pod  ławką  –  nie 
mogłem  się  oderwad.  Któregoś  dnia  na  lekcji  języka  polskiego,  nauczyciel 
przyłapał  kolegę  jak  pod  ławką  czytał  Wisłocką  (starsze  roczniki  pamiętają  z 
pewnością tę książkę)
 i pech chciał, że i mnie przyłapał na tej samej lekcji z moją 
książką.  Staliśmy  się  pośmiewiskiem  całej  klasy.  Ba!  nawet  całej  szkoły.  Jemu 
zapomniano to szybko, mnie to długo zapamiętano.

 

Poszedłem  kiedyś  do  kościoła,  ale  nie  do  mojej  parafii,  lecz  do  innego, 
ponieważ była tam Msza święta z wystawieniem Najświętszego Sakramentu. 
Ku  mojemu  wielkiemu  zdziwieniu  Kapłan  opowiadał  takie  głupoty  na  temat 
Matki  Bożej,  że  Fatima  to  wymysł,  sensacyjka  –  właściwie  zanegował 
wszystko, co związane było z Matką Bożą. Skooczył kazanie na tym, że balaski 
są niepotrzebne  a tabernakulum trzeba przenieśd do bocznej kaplicy. Potem 
wystawił  Najświętszego  Sakrament  i  poszedł  do  konfesjonału.  Po  lekturze 
Mistycznego  miasta  byłem  ogromnie  zbulwersowany  jego  słowami  i 
poszedłem do niego do spowiedzi, aby mi wyjaśnił, co miał na myśli.  

Opowiedziałem mu, że przeczytałem właśnie książkę Marii z Agredy. O mało 
nie  rozwalił  konfesjonału  –  wyrzucił  mnie  i  nie  dał  mi  rozgrzeszenia

Osłupiałem,  ludzie  się  na  mnie  gapili  a  ja  zupełnie  nie  wiedziałem,  co  mam 
robid.  Już  miałem  wyjśd  z  kościoła,  kiedy  podszedł  do  mnie  starszy  siwy 
kapłan  
(spowiadał  po  drugiej  stronie).  Przysiadł  się  do  mnie  i  zapytał  ciepło: 

background image

 

„Chcesz wyjśd, młody człowieku?”

 Odpowiedziałem, że jest mi wstyd i głupio, 

że nie dostałem rozgrzeszenia.  

Wtedy ten Kapłan pokazał mi palcem na Monstrancję i powiedział: – 

„Zobacz, 

Pan  Jezus  też  słuchał  tego  kazania,  ale  nie  wyszedł.  Pozostał  w  Kościele.”

 

Doznałem  olśnienia.  Oczy  napełniły  się  łzami,  a  ten  kapłan  położył  rękę  na 
mojej  głowie  i  powiedział  do  mnie:  –  „Ja  ciebie  rozgrzeszam,  a  ty  pozostao 
jeszcze chwilę i podziękuj Panu Jezusowi”.  

To był moment mojego nawrócenia i pokochania Kościoła, który cierpi i jest 
prześladowany. 

Potem  okazało  się,  że  za  jakiś  czas  ten  kapłan,  który  tak 

negatywnie wypowiadał się o Matce Bożej zmarł nagle podczas odprawiania 
Mszy  Świętej

a  ten  starszy  kapłan  stał  się  moim  przyjacielem  nie  tylko  w 

konfesjonale. Tak wiele opowiedział mi o jego przeżyciach, troskach, a przede 
wszystkim o braku zrozumienia.  

Ale ciągle powtarzał. 

Chodby w kościele – w samym jego środku – było stado 

wilków i ujadały psy, jeśli w najmniejszej cząstce, w okruszynie będzie obecny 
Pan Jezus, nie wychodź z kościoła, jak kiedyś nie wyszedłeś, chociaż zostałeś 
niesłusznie  potraktowany.  Nasz  Pan  Jezus  zezwoli  na  jeszcze  większą  ohydę 
spustoszenia  w  Kościele,  ale  pamiętaj,  nie  zostawiaj  Go  pośród  stada 
Wilków”
.

  Tym  słowom  tego  świątobliwego  Kapłana  chcę  pozostad  wierny. 

Dlatego  bronię  Kościoła,  pomimo  tego,  że  jestem  świadomy  obecności 
wszystkich  żydów,  masonów,  iluminatów,  wilków  
(fałszywych  kapłanów)
psów, bo wierzę, że Pan Jezus jest w Swoim Kościele i cierpi z tego powodu. 

 

Słysząc,  że  „niektórzy  nawróceni  dzisiaj  nie  chcą  chodzid  już  do  Kościoła”, 
przypomniała  mi  się  ta  historia, 

ponieważ  nie  mogę  zgodzid  się  z  tym,  co 

przeczytałem, że Pan Jezus jest na bruku i został wyrzucony z Kościoła

 

(reakcja 

na słowa wypowiedziane przez księdza pełnego wiary w jednym z jego kazao)

.  

Skoro ktoś ma mnie do czegoś takiego przekonywad, to po  co mam iśd  – do 
pustych murów

NIE MA NIC BARDZIEJ GORSZĄCEGO NIŻ WMAWIANIE SOBIE I 

INNYM, ŻE NASZ PAN JEZUS NIE JEST OBECNY W SWOIM KOŚCIELE!

  

Kiedy  powszechnie  wprowadzano  Komunię  świętą  na  stojąco,  zapytałem 
mojego kapłana, co mam robid, jak mam się zachowad?  

Powiedział  mi  bardzo  mądrą  radę.  „PODEJDŹ  DO  KOMUNII  I  PRZED 
SAMYM  PRZYJĘCIEM  CIAŁA  PANA  JEZUSA,  ZAPYTAJ  KAPŁANA, 
CZY MOŻESZ UKLĘKNĄĆ, BY GODNIE UWIELBIĆ TWOJEGO BOGA I 
ZBAWICIELA 

– A TYMI SŁOWAMI WIELCE ZAWSTYDZISZ GO”.  

Tak też zawsze ja czyniłem i nigdy żaden kapłan nie odmówił mi, nie grymasił, a 
nawet niektórzy robili krok do tyłu, abym mógł godnie uklęknąd na stopniach.  

background image

 

Kiedy  ten  starszy  i  mądry  kapłan  zmarł,  dowiedziałem  się,  że  prowadził  swój 
duchowy  dziennik.  Nie  znam  jego  treści,  ale  mogę  się  tylko  domyśled. 
Opowiadał  mi,  że  był  prześladowany,  inni  kapłani  donosili  na  niego,  był 
niesłusznie  oskarżony  o  współpracę  z  bezpieką  i  odsunięty  od  czynności 
kapłaoskich (suspendowany). Chciał prosid o pomoc kard. Wyszyoskiego, ale nie 
udało  się  (nie  dopuszczono  go  do  niego)

Jego  jedyną  nadzieją  i  pocieszeniem 

była zawsze codzienna Msza Święta i cicha adoracja Najświętszego Sakramentu.

 

Dopiero  na  krótko  przed  emeryturą  zrehabilitowano  go  i  mógł  publicznie 
odprawiad Msze świętą oraz spowiadad. 

Pamiętam też, że ktoś napisał na pewnym forum internetowym, iż chrześcijanin 
nie powinien używad rozumu, lecz serca.  

MOIM  SKROMNYM  ZDANIEM  POWINIEN  UŻYWAD  OBYDWU,  PONIEWAŻ  Z 
ROZUMU WYPŁYWA MĄDROŚD A Z SERCA MIŁOŚD…! 

MARYJA Z LESOTHO 

Poniższa  relacja  jest  rzetelnym  świadectwem  misjonarza  z  Lesotho.  Została 
opublikowana w magazynie “Our Lady of New Time” w 1982 roku.
 

Pewnego dnia Ojciec Oblat wędrował po wysokich górach Lesotho, z różaocem 
w ręku, odwiedzając chrześcijan tu i tam rozproszonych po wioskach. Nagle huk 
grzmotu rzucił go do ziemi. Wstał obolały z pomocą jego katechety, który błagał 
go,  by  zawrócid.  “Demon  jest  bardzo  zły,  ponieważ  jest  tutaj  dusza  do 
ocalenia”, odpowiedział ksiądz i dalej zmierzali szlakiem modląc się. 

Po  dłuższej  wędrówce  po  ścieżkach  górskich  usłyszeli  płacz  dochodzący  z 
odległej  wioski.  Dobry  ojciec  zatrzymał  się,  “Ktoś  nas  woła,  chodźmy  tam!” 
powiedział.  Katecheta  odpowiedział,  “Nie,  ta  wioska  jest  pełna  czarownic,  to 
zasadzka.”  Lecz  ksiądz  odpowiedział  “Byd  może  jest  tam  dusza  do  ocalenia. 
Muszę tam iśd i sprawdzid.” I ksiądz udał się do  wioski, a za nim podążył jego 
ociągający się pomocnik, który wydawał się byd bardziej martwy niż żywy. 

Kiedy dotarli, kilka kobiet otoczyło księdza i zabrało go do chatki, gdzie umierała 
17 letnia śliczna dziewczyna o imieniu Maria. Kobieta powiedziała, “Wołała za 
tobą. Chce byd ochrzczona przez katolickiego księdza, aby mogła byd z  piękną 
panią (Niepokalaną).” Ojciec uklęknął blisko umierającej dziewczyny.  

Maria powiedziała z dużym wysiłkiem; 

“Jesteś katolickim księdzem?”

.  

Odpowiedział, “Tak, jestem”  

“Więc szybko Ojcze mnie ochrzcij. Proszę pospiesz się…” 

Podczas  gdy  katecheta,  przygotowywał  rzeczy  na  chrzest,  Ojciec  zadał  chorej 
kilka  pytao,  na  które  odpowiedziała  bez  wahania.  Misjonarz  był  bardzo 

background image

 

zaskoczony  dowiadując  się,  że  dziewczyna  spędziła  trochę  czasu z  dziedmi  w 
chrześcijaoskiej wiosce, które podzieliły się z nią wiedzą o Bogu. Nie zwlekając 
dłużej, ksiądz udzielił jej sakramentu.  

Kiedy  wypowiadał  słowa,  “Mario,  ja  ciebie  chrzczę…”  promienna  radośd 
rozjaśniła jej młodzieoczą twarz i nowa siła życia popłynęła przez nią. 

Ksiądz  wykorzystał  tę  poprawę,  by  zapytad  dlaczego  chciała  byd  ochrzczona. 
Opowiedziała, 

“Miałam  sen:  Widziałam  piękną  białą  panią,  która  nosiła  pas 

koloru nieba. Uśmiechnęła się do mnie i ucałowała z wielką miłością. Chciałam 
się  do  niej  zbliżyd,  ale  odpowiedziała,  ‘Nie  teraz,  ale  jak  będziesz  ochrzczona 
przez katolickiego księdza, wtedy przyjdę i zabiorę cię.’”

  

Ksiądz  był  bardzo  poruszony  i  dał  jej  CUDOWNY  MEDALIK. 

“To  ta  pani!  To  ją 

widziałam!”

 powiedziała umierająca dziewczyna. Pocałowała medalik z miłością 

i  wtedy  wyczerpana  zasnęła.  Ojciec  pobłogosławił  ją  i  wrócił  na  swoją  drogę. 
Nie był daleko, kiedy czarownice z wioski zawołały do niego płacząc: “Umarła.” 

IDŹ, BO TEN CZŁOWIEK UMIERA 

Świadectwo Ojca Dominika Buszty 

W roku 1930 ksiądz Adam Sikora pracował, jako wikariusz parafii w Borysławiu. 
Pewnego  razu,  gdy  wieczorem  położył  się  do  łóżka  i  już  zasnął,  ktoś  mocno 
zapukał do zamkniętej okiennicy, obudził go i natarczywie wołał: 

„Proszę zaraz 

iśd do  chorego, który dogorywa w  bloku przy ul. Sobieskiego nr 50 na  drugim 
piętrze”

.  Ksiądz  wstał,  wyszedł  na  ganek  by  zobaczyd  osobę,  która  by  go 

zaprowadziła  do  chorego,  ale  nikogo  nie  było.  Wrócił  więc  do  mieszkania  i 
położył się do łóżka. Po krótkim czasie usłyszał ponowne pukanie i natarczywe 
wołanie by szedł do chorego. Wyszedł na ganek, ale nie było człowieka, który 
go wzywał.  

Pomyślał więc, że jest to jakaś prowokacja. Może zbuntowani Ukraiocy chcą go 
nocą wyciągnąd z domu i zamordowad. Położył się do łóżka, ale tym razem już 
w  ubraniu.  Za  chwilę,  mimo  zamkniętych  drzwi,  wchodzi  bez  pukania  do 
mieszkania  starszy  wiekiem  mężczyzna,  zbliża  się  do  łóżka,  chwyta  leżącego 
księdza, wyrzuca z łóżka i mówi surowym rozkazującym głosem: 

„Natychmiast 

idź pod wskazany adres, bo ten człowiek umiera!”

 Po tych słowach tajemnicza 

postad znikła. 

Ksiądz  zrozumiał,  że  ma  do  czynienia  z  jakimś  nadprzyrodzonym  zjawiskiem, 
któremu  oprzed  się  nie  wolno.  Śpieszy  do  kościoła,  bierze  z  tabernakulum 
Najświętszy  Sakrament,  zabiera  święte  oleje  i  szybko  idzie  na  ul.  Sobieskiego 
pod  numer  50.  Dzwoni  do  bramy  i  oznajmia  stróżowi,  że  jest  wezwany  do 
chorego.  Stróż  zdziwiony  odpowiada,  że  nic  mu  nie  wiadomo,  aby  tu  ktoś 

background image

 

chorował  i  wzywał  w  nocy  księdza.  Gdy  ksiądz  informuje  go,  że  potrójnym 
pukaniem do  mieszkania ktoś go wzywał pod ten adres, bo  na drugim piętrze 
umiera  człowiek,  stróż  przypomniał sobie,  że  faktycznie  jest tam  chory  lekarz, 
ale jest to człowiek niewierzący, który może księdza nie przyjąd.  

Na prośbę księdza prowadzi go na drugie piętro i wskazuje mieszkanie chorego. 
W drzwiach ukazuje się żona lekarza i pyta:, „Kto księdza tu sprowadza o takiej 
porze?  Przecież  ani  mąż  ani  ja  nie  prosiliśmy,  bo  oboje  jesteśmy  niewierzący; 
zbyteczna  fatyga  księdza”.  Ksiądz  powiedział,  że  wezwał  go  do  chorego  jakiś 
starszy mężczyzna, wskazał mu dokładny adres i zmusił aby się tu udał. 

Zaskoczona  tą  relacją  żona  decyduje  się  wprowadzid  księdza  do  pokoju 
chorego. Na widok księdza zaintrygowany chory nerwowo pyta:, „Kto księdza tu 
sprowadza  do  mnie?”  Ksiądz  opowiada  mu  przebieg  potrójnego  wezwania 
przez jakiegoś starszego człowieka z siwą brodą, który po prostu wyrzucił go z 
łóżka  i  nakazał  śpieszyd  do  chorego  pod  wskazany  adres.  Lekarz  zamyślił  się  i 
polecił żonie, by przyniosła z sąsiedniego pokoju wiszący na ścianie obraz.  

Ksiądz  poznaje,  że  to  właśnie  ten  człowiek  z  obrazu  wezwał  go  do  chorego. 
Wtedy  lekarz  rozrzewnionym,  drżącym  głosem  opowiedział  jak  to  jego 
umierająca matka ten obraz świętego Józefa przekazała mu  wraz z przepisaną 
na kartce modlitwą do świętego Józefa o szczęśliwą śmierd i nakazała mu, aby 
tę modlitwę odmawiał przez całe życie. I mówił dalej:, „Chociaż straciłem wiarę 
i  nie  wierzyłem  w  Boga  wraz  z  żoną,  to  jednak  by  dotrzymad  słowa  danego 
matce tę modlitwę machinalnie odmawiałem. Teraz widzę, że święty Józef nie 
pozwolił  mi  zginąd  marnie.  Proszę  mnie  szybko  wyspowiadad  i  pojednad  z 
Bogiem.” Po spowiedzi przyjął pobożnie Komunię świętą, jako Boski Pokarm na 
drogę  wieczności  oraz  sakrament  namaszczenia  świętym  olejem,  gorąco 
dziękując młodemu kapłanowi, który o tej porze przybył do niego. 

Ksiądz wyszedł zadowolony z wyświadczonej choremu posługi i skierował się do 
wyjścia.  Nie  zdążył  dojśd  do  windy,  gdy  nadbiegła  żona  chorego  i  płacząc 
zawołała: „Księże, mój mąż kona!” Wrócił więc kapłan by odmówid modlitwy za 
konającego. Katolicki pogrzeb odprawił ksiądz Adam na prośbę doktorowej. 

Powyższą historię o świętym Józefie, patronie dobrej śmierci opowiedział nam 
sam ksiądz Adam Sikora na spotkaniu księży diecezji przemyskiej w roku 1954. 

NIE BĘDĘ SIĘ SPOWIADAŁ! 

Świadectwo Księdza Romana Lisieckiego 

Wspomnienie z kolędy Jest rok 1956, może 1957. Duże miasto. Kooczę kolędę 
w jednym z bloków. Informuje mnie starsza pani: - Proszę księdza, naprzeciwko 

background image

 

nas  mieszka  partyjniak,  jest  ciężko  chory  na  płuca,  ostatnie  stadium  gruźlicy. 
Nie  wiem  czy  zechce  przyjąd  księdza.  Jego  żona  jest  w  sanatorium.  Domem 
opiekuje  się  jego  teściowa,  dobra  katoliczka;  z  nią  są  dwie  wnuczki,  małe 
dziewczynki... - No, zobaczymy... Jesteśmy na korytarzu.  

W otwartych drzwiach stoi starsza, sympatyczna niewiasta i uprzejmym gestem 
zaprasza do wejścia. - Prosimy do nas! Wchodzę do dużego pokoju. Niedaleko 
od  drzwi  na  łóżku  leży  wymizerowany  młody  człowiek.  Spogląda  na  mnie  z 
uwagą i zaraz woła: 

- Nie będę się spowiadał!

  

Uśmiechnąłem  się  i  mówię:  "Pokój  temu  domowi".  Dalszy  ciąg  kolędy  jak 
zwykle.  Na  zakooczenie  rozdaję  CUDOWNE  MEDALIKI.  Podchodzę  też  do 
chorego. - Może pan przyjmie ode mnie ten medalik na pamiątkę? Chory waha 
się...  -  Dziękuję,  ale  nie  będę  go  nosił  na  piersi...  -  Może  byd  pod  poduszką  - 
mówię polubownie i wkładam medalik pod głowę choremu.  

Teraz babcia z dziedmi wychodzi do kuchni i rozpoczyna się rozmowa. - Proszę 
księdza,  opuścili  mnie  wszyscy,  zapomnieli  o  mnie...  Już  poszły  wszystkie 
oszczędności, ratuje nas tylko teściowa. Nie ma pieniędzy na węgiel, nie mam 
środków do życia. Dzieci trzeba dobrze odżywiad, bo grozi im mój los. Jedna z 
córeczek  ma  już  zaciemnienia  w  płucach.  Co  będzie  dalej?  -  Jestem  do  głębi 
poruszony...  -  Niech  pan  będzie  spokojny.  Pomyślimy  o  tym...  -  mówię  po 
chwili.  Wracam  do  siebie,  ale  obraz  tej  biednej  rodziny,  widmo  śmierci  i  ból 
ojca, nieszczęsny stan jego duszy - nie dają mi spokoju.  

Co  robid?  co  robid?  Trzeba  ratowad,  zwłaszcza  dzieci,...  ale  jak?...  Naraz 
przychodzi - jak olśnienie - zbawcza myśl. - Napisz do Wojewódzkiego Komitetu 
Wykonawczego  Partii.  Nie  namyślam  się  długo,  nie  radzę  się  księdza 
proboszcza,  tylko  z  miejsca  piszę  wprost  do  Partii,  ale  bez  wyrzutów. 
Przedstawiam  stan  faktyczny  ich  członka  i  jego  rodziny.  Proponuję  wysłanie 
dzieci do prewentorium. Wysyłam list polecony i czekam.  

Upłynęły może dwa tygodnie. - Telefon!! - mówią do mnie. - Wzywają księdza. - 
Czy do Komitetu? - Nie! Do chorego, u którego ksiądz był po kolędzie. Wchodzę 
do  pokoju,  a  chory  gruźlik  z  miejsca:  -  Wiem,  co  ksiądz  dla  mnie  zrobił... 
Dziewczynki  są  już  w  prewentorium,  mam  węgiel  i  wszystko,  nawet  owoce 
południowe...  Chcę  księdzu  podziękowad.  Niech  mnie  ksiądz  wyspowiada. 
Podchodzę  zupełnie  blisko,  siadam  na  krześle,  widzę  na  piersi  chorego  na 

background image

 

łaocuszku  Cudowny  Medalik...  Zwyciężyłaś,  O  Matko  Najświętsza!!!.  Twoje 
Niepokalane Serce łamie wszelkie przeszkody, by ratowad biedne dzieci...  

Spowiadam tegoż chorego dwa razy. Zaopatrzyłem Sakramentami Świętymi na 
spotkanie z Chrystusem, którego Serce wszystko chce przebaczyd, a nikogo nie 
potępid.  Kiedy  Kazimierz  (takie  imię  miał  mój  chory)  umierał,  wyraził  swoją 
ostatnią wolę: - Niech mnie pochowa ten ksiądz, który był u nas na kolędzie... 
Tak też się stało.  

A  wy,  którzy  czytacie  to  świadectwo  zapamiętajcie; 

Matka  Bożą  nigdy  nie 

rzuca słów na wiatr. Spełnia zawsze to, co przyrzeka. 

Nawet wtedy, gdy z bólem 

Serca  zapowiada  nieszczęścia  i  klęski  za  bunt  przeciw  Bogu,  za  brak  szacunku 
dla Jego przykazao, za brak miłości ku Niemu...  

Wołajcie  więc  każdego  dnia; 

„Przeczysta  Dziewico!  Ratuj  świat,  ratuj  Polskę, 

ratuj  nas  wszystkich;  ukryj  nas  w  Swoim  Niepokalanym  Sercu  i  przemów  za 
nami do Boga”. 

Ks. Roman Lisiecki 

PODANIE O OJCU PAWLE RUSZLU 

Pięknym  i  cennym  zabytkiem  starego  Lublina  jest  kościół  oo.  Dominikanów, 
wybudowany w roku 1342, z rozkazu Kazimierza Wielkiego, w obwodzie murów 
miejskich, przy uliczce Złotej. 

W  jednej  z  jego  licznych  kaplic,  zwanej  Ruszlowską,  ogarnia  zaduma  nad 
dziwnymi  drogami  duszy  ludzkiej,  która  opuściwszy  ciało,  ma  jeszcze  coś  do 
powiedzenia światu. 

Nazwa tej kaplicy pochodzi od cudownego obrazu Matki Boskiej (dziś znanego 
Matką  Bożą  Ruszelską)
,  będącego  niegdyś  własnością  ojca  Pawła  Ruszla, 
przeora zgromadzenia, który umarł w połowie XVII wieku. Ma ona chór i organy 
i tę tajemniczośd dziwną, wiążącą dawne i dzisiejsze dzieje. 

Ojciec  Paweł  był  człowiekiem  niepospolitego  miłosierdzia,  rozumu,  dobroci  i 
pobożności.  Braciszkowie  twierdzili,  że  lampkę  oliwną  przed  obrazem  Matki 
Boskiej  w  jego  celi  zapalają  aniołowie.  Toteż  gdy  umarł,  żal  i  płacz  był  tym 
większy, że ciało jego znikło bez wieści. 

Z czasem ludzie wytłumaczyli sobie, że pan Bóg razem z ciałem zabrał do nieba 
swego  wiernego  sługę  i  oddawali  mu  cześd  jako  świętemu.  Bo  gdzieżby  się 
podział?  Kto  by  go  skraśd  pozwolił?  Braciszkowie  trzymali  wartę  u  tych  zwłok 

background image

 

najdroższych i odprawiali modły przez dnie i noce. Więc nagłe zniknięcie ciała 
tylko nadprzyrodzonemu zrządzeniu przypisad można było. 

Pewno zdrzemnęli się znużeni wartownicy i przez ten moment stał się dziw. 

Ale  w  klasztorze  zaczęły  dziad  się  niesamowite  rzeczy.  Organy  same  grały  w 
kaplicy ojca Pawła Ruszla, a przy ołtarzu widad było cieo ludzkiej postaci, jego 
postaci...  Po  korytarzach  snuła  się  jakaś  zjawa...  To  ojciec  Paweł  klasztor 
nawiedzał. Widział go ten i ów... Ten i ów trwogą zdjęty żegnał się i na kolanach 
upadał. Wieśd o tym rozchodziła się po Lublinie i okolicy. Ludzie trwożyli się, ale 
świadkowie  stwierdzili  prawdziwośd  tych  zjawisk...  Rzeczywiście  były  to 
zjawiska  nadprzyrodzone,  chod  mało  zrozumiałe,  bo  wędrówkę  pośmiertną 
ludzie  zwykli  uważad  za  pokutę,  a  czysty  żywot  ojca  Ruszla  wykluczał  taką 
możliwośd. 

W ten sposób minęło prawie dwieście pięddziesiąt lat. Ze zjawą u dominikanów 
zżyły  się  pokolenia.  Każdy  wiedział,  nikt  się  nie  dziwił.  Zjawia  się...  Mszę 
odprawia... Na organach gra... Po korytarzach chodzi... Nikomu z tego powodu 
nie stała się żadna krzywda... 

Kiedy  władze  rosyjskie  zajęły  klasztor  na  koszary,  ujrzał  zjawę,  w  korytarzu 
wartujący  żołnierz  i  uciekł  przestraszony.  Następny  rosyjski  wartownik  był 
odważniejszy. Po prostu zmierzył się i strzelił. Zjawa rozłożyła ręce i... znikła w 
ścianie. Wtedy żołnierz zaalarmował władze. 

I oto komisja śledcza w miejscu ściśle wskazanym przez wartownika rozkazała 
ścianę  opukad,  a  wyłowiwszy  uchem  jakby  próżnię,  zarządziła  -  na  pewnej 
przestrzeni  -  ścianę  odmurowad.  Wtedy...  o  dziwo;  ujrzano  we  wnęce  szkielet 
ludzki,  który  po  zbadaniu  takich  przedmiotów  jak  szkaplerz  i  różaniec,  okazał 
się... ojcem Pawłem Ruszlem. 

A teraz pytanie i wniosek:, 

Kto go zamurował i dlaczego?

 

Przypuszczad  należy,  że  uwielbiający  go  braciszkowie  zainscenizowali 
wniebowzięcie  zacnego  dominikanina,  aby  przed  wiernym  ludem  tym  więcej 
podnieśd jego cnoty. A tymczasem pokorna dusza ojca Ruszla znieśd nie mogła 
tego zrównania go z Matką Boską i niepokoiła żyjących, aby ujawnid prawdę. Bo 
fakt faktem, że z chwilą odmurowania szkieletu; zjawa nie pokazała się więcej. 

Ale pamięd o tym i dziś nie wygasła. 

MODLITWA O ROZEZNANIE DUCHOWE 

„O  Mój  Jezu,  okryj  mnie  Swoją  Drogocenną  Krwią  i  napełnij 
mnie  Duchem  Świętym,  abym  mógł  rozpoznad,  czy  te  słowa 
pochodzą od Ciebie. Uczyo mnie pokornym w duchu. Przyjmij 
miłosiernie moje błaganie i otwórz moje serce na Prawdę”