background image

WOBEC  CHWILI  I  PRZYSZŁOŚCI

LIST 

OTWARTY  I  SZCZERY

DO  ROSYAN  I  POLAKÓW

NAPISAŁ  SZCZERBIEC.

V V V

W

V

NAKŁADEM  AUTORA.

D R U K A R N IA   Z W IĄ Z K O W A   W   K R A K O W IE   P O D   Z A R Z .  A.  SZ Y JE W SK IE G O .

background image
background image

P iętnasty  sierpnia  roku  bieżącego  podwójne  znamię  w  dzie­

jach  naszych  nosić  będzie.

U  stóp  Jasnogórskiej  Królowej,  zbożny  naród  polski 

składał  w  skardze  wiekowe  swe  krzywdy  i  ogromnie  burzami 

skołataną  duszę,  pełen  wiary  w  litość,  miłosierdzie  i  orędow­
nictwo  Częstochowskiej  Patronki:  ale  tegoż  dnia  i  tej  samej 

godziny  wezbrana  fala  społecznych  mętów  dzień  wielkiego 

święta  krwawem  splamiła  znamieniem.  Skrytobójcze  dłonie  por­
wały  się  do  czynu,  g r e m i a l n ą ,   z  r o z k a z u   płynącą,  zbro­
dnię  popełniając.

Chlubne  czystością  dzieje  nasze,  zaciemniły  na  zawsze 

znamiona  istnych  nocy  i  nieszporów,  dawno  już  na  zachodzie 
zapomnianych,  dawno  już  przepadłych  w  zmierzchu  barba­
rzyńskich  wieków.

A  nie  był  to  początek,  ni  koniec,  lecz  jeno  etap  w  sze­

regu  zbrodni  od  roku  popełnianych,  lecz  bodaj  czy  nie  prze- 
grywka  do  dalszych  hańbiących  nas  czynów.

Tak  jest.  Hańba  na  naród  spłynęła  potokami  krwi,  hańba 

nam  nieznana,  bośmy  dotąd  w  szczęściu  czy  w  nieszczęściu 

ojczyznę  od  niej  uchronić  umieli,  a  prócz  wstydu  i  poniżenia 

nowe  nad  nami  zawisło  nieszczęście,  po  stokroć  gorsze  niż 

dotąd  przebyte.  Bo  w  blasku  północnych  zórz  zamajaczyły 

ponownie  widma  krwawych  mścicieli  i  niezapomnianych  wi e- 

s z a t i e l i .   Nienawiścią  opętane  rosyjskie  umysły,  całe  spo­

background image

_

 

4

 

-

łeczeństwo  nasze za zbrodnie  winując,  marzą  o  nowych  rzeziach, 
szubienicach,  o  nowej  niewoli  i  nowej  narodowej  męce.  Rzą­

dzącej  władzy  potworne  poddają  myśli,  wsparte  na  strasznej 
przyszłości  kreślonych  obrazach  i  zda  się,  że  synowie  i  wnuki 
niedawnych  mścicieli  z  grobów  ojców  i  dziadów  czerpią  nie­

nawiść,  by  raz  jeszcze  polską  ziemię  zalać  potokami  krwi 

i  w  niej  się  po  łokcie  umazać,  raz  jeszcze  dzikim  barbarzyńskim 
porywom  zadosyć  uczynić  i  w  ostatniej  chwili  konających  wie­
ków,  raz  jeszcze  wschodnią  pohulać  duszą,  zanim  nie  zamrze 
na  wieki  wyparta  siłą  zachodnich  powiewów.

Straszne  grozi  nam  nieszczęście,  po  stokroć  gorsze  już 

istnieje.  Pierwsze  w  progach  domów  naszych  stanęło,  drugie 

w  nich  się  już  zagnieździło.

Po  ostatnich  mordach  zatrząsł  się  nad  nami  cały  Peters­

burg.  W  osłupieniu  i  bezradności  liczył  trupy  i  rannych,  szukał 
rady  i  wyjścia,  a  nam  rzucił  w  twarz  najohydniejszy  zarzut,  na 
jaki  przewrotność  zdobyć  się  mogła.  Zarzucił  narodowi  soli­

darność  ze  zbrodnią.  A  w  odpowiedzi  naród  —  milczał,  bo 
w  strasznem  oskarżeniu  była  prawda  —  było  wiele  prawdy. 
Naród  nie  stanął  w  szeregu  w  potępieniu  zbrodni,  naród  się 
podzielił  I  tu  pierwsze  bolesne  musimy zrobić wyznanie i  uznać, 
że  na  wewnątrz  nas  samych  gorsze  leży  nieszczęście,  niż  widma 
z  północy  ciągnące.

Są  tacy  między  nami,  którzy  od  dnia  zbrodni  zawstydzone 

kryją  lica,  są  tacy,  których  rozpacz  szlachetna  tak  wielka,  że 
ze  złamaniem  graniczy,  są  na  fakta  ludzie  obojętni;  ale o zgrozo, 
są  tacy,  którzy  milczeniem  dzieło  zbrodni  sankcyonują,  są  pono 
inni  tę  samą  zbrodnię  uniewinniający,  są  tacy  —  o  wstydzie 
i  hańbo!  którzy  zbrodnię  poklaskiem  pokryli,  są  jeszcze  i gorsi, 
a  imię  ich  —  przeklęci.  Robimy  to  głębokie  i  szczere  wyznanie 
tak  bardzo  poniżającym  wstydem  i  poczuciem  istniejącego  nie­
szczęścia  bolesne,  bo  nadal  łudzić  się  sami  nie  możemy,  bo 

nie  wolno  milczeniem  istniejącego  zła  uświęcać,  bo  w  nieod­

background image

-

 

5

 

-

zownej  walce z anarchią,  nie tylko  w  tę  ostrzem  godzić musimy, 

która  zbrodnię  płodzi  i  doraźnej  wymaga  kary,  ale  i  przeciw 

tej  wystąpić,  która  poniekąd  ogół  narodu  posiadła,  która  nawet 

trzeźwiejsze  umysły  dalej  powiodła,  aniżeli  stateczność  ich  na 

to  pozwala,  która  całość  kraju  zakaża  i  trucizną  zwichrzonych 

pojęć  przesiąka,  która  uczciwość  narodową  paczy,  etykę  ni­

weczy,  która  sama  w  sobie  n i k c z e m n y   czyni  r o z d z i a ł  

a n a r c h i i   w o b e c   r z ą d u   i  a n a r c h i i   w o b e c   s p o ł e ­
c z e ń s t w a ,   która  wkońcu  milczeniem,  czy  też  niweczeniem 
uświęconych  zasad  i  przykazań,  zbrodnię  jeżeli  nie  płodzi,  to 

w  każdym  razie  uświęca.

Ale  gdy  do  tak  szczerego  wyznania  i  rachunku  sumienia 

przystępujemy,  gdy  nas  stać  jeszcze  na  taki  krok  olbrzymiej 

odwagi,  służy  nam  prawo  innym  niepowołanym  usta  choćby 

brutalnie  zamknąć.

My  jedni  —  i  sami  tylko  —  jesteśmy  w  stanie  podobne 

zrobić  wyznanie,  bo  my  jedni  wiemy  kogo  potępić,  kogo  od­

powiedzialnością  obciążyć  i  przeciw  komu  karzącą  wymierzyć 

rękę.  My  sami  tylko  znamy  dokładnie  głębię  nieszczęścia,  bo 

my  jedni  znamy  duszę  społeczną,  my  wiemy  kogo  oskarżyć 

i  kogo  osądzić,  wiemy  gdzie  źródło  upadku  ducha,  kto  się  nim 

przejął,  a  czyje  dusze  ogniowe  próby  wytrzymały.  Znamy  na-, 

rodowe  warstwy,  znamy  i  męty  społeczne,  więc  wiemy,  kto 
czysty,  a  kto  brudem  skalany.  Więc  my  jedni  wyznanie  robić 

możemy,  a  wara  obcym  przed  ślepem  miotaniem  zarzutów. 

Wam  więc  wara  » p r a w d z i w i   c z y   f a ł s z y w i "   Rosyanie 

przed  rzucaniem  obelg  całemu  społeczeństwu,  przed  czynieniem 

zarzutów  ślepą  nienawiścią  wiedzionych,  przed  płytkiemi  twier­

dzeniami,  potwornemi  insynuacyami,  wara  wam  przed  nową 
orgią  nienawiści,  wara  przed  kłamstwem.  Bo  jeżeli  w  zarzucie 

waszym  jest  część  prawdy,  to  pamiętajcie  o  tern,  że  zło  to. 

i  nieszczęście  waszem  jest  dziełem  i  waszym  pozostanie  wy­

rzutem  sumienia  i  przekleństwem.

background image

-

 

6

 

-

Niemiłosierną  ręką  zdzieramy  maski  z  własnych  naszych 

twarzy,  ale  i  wasze  przed  światłem  obnażymy.

Tak jest,  macie racyę,  są u  nas pojedynczy  ludzie,  są grupy, 

może  nawet  warstwy  całe,  mniej  lub  więcej  ze  zbrodnią  sym­
patyzujące ;  ale  oni  społeczeństwa  nie  tworzą,  przeciwnie  naród 

z  nimi  nie  żyje,  kraj  się  od  nich  odsuwa,  potępia,  wyrzeka 
i  braterstwa  wypiera,  bo  to  nie  nasi  ojcowie  i  bracia,  bo  to 
wasze  potomstwo,  wasze  bękarcie  płody,  których  na  świat  wy­
dała  dzika  mściwość  i  potworna  nienawiść.

Rozebraliście  nas,  podbili  i  miasto  wolnością  —  niewol­

nictwem  obdarzyli.  Mieliście  silę  —  więc  mieliście  prawo.  Szla­
chetne  porywy  zbolałego  narodu  za  winę  poczytując,  siłą 

zgnietliście i  karzącą  wyciągnęli  rękę.  I  to  prawo  pięści  uświęca. 
Mogliście  nas  jeszcze  surowiej  ukarać,  mogliście  zniszczyć, 
ogniem  i  mieczem  kraje  spustoszyć,  ziemie  wyludnić  i  nie 
powstałby  przeciw  wam,  ni  oręż,  ni  potępienie  Europy,  bo- 
byście  dzieł  tych  dokonali  w  wieku,  w  którym  prawa  narodów 
i  sprawiedliwość  szły  w  poniewierkę.  Mogliście  być  w  zaśle­
pieniu  surowsi  jeszcze  i  bardziej  mściwi;  ale  jednej  wam  rzeczy 

nie  było  wolno  dotykać,  kazić  i  znieprawić  —  duszy  narodu. 

A  tegoście  dokonali  ku  wiecznemu  własnemu  poniżeniu  i  wła- 
snej  zgubie.

Co  było  wyrzutkiem  waszego  społeczeństwa,  słaliście  na 

zachodnie  kresy,  dzieło  kultury  waszej  im  powierzając.  A teraz 

patrzcie  na  ich  twórczość  i  sami  sądźcie.

Nie  potępiamy  ich  za  bolesne  poniżenia,  za  mściwość  i za 

brutalne  deptanie  rzekomych  praw  naszych  dziejowych,  praw 

narodów,  ale  największą  obciążamy  winą  i  odpowiedzialnością 

za  bezczeszczenie  praw  Boskich,  wam,  nam  i  światu  całemu 

wspólnych,  za  poniewierkę  sprawiedliwości  i  uczciwości,  za 

wyzbycie  się wszelkiej  miłości,  za to  najokropniejsze z apostolstw, 
za  apostolstwo  nienawiści.

background image

-

 

7

 

-

Hartowna  dusza  narodu  kulturalnym  waszym  zabiegom 

rozpaczliwy  opór  stawiała  i  poczuciem  samoobrony  niejedne 
nieszczęścia  w  danych  chwilach  odsuwała;  ale  perfidya  wasza 

była  mistrzowską,  ale  zażartość  i  ślepota  zbyt  silną,  by  słabsze 
umysły  mogły w  nierównej  walce osiągnąć zwycięstwo.  A wyście 
właśnie  w  te  słabe  uderzyli  dusze,  wyście  od  dzieci  zaczęli, 
wyście  te  młode  umysły  przedewszystkiem  kazili,  wszczepiali 

w  nie  nienawiść,  tak  długo  i  tak  usilnie,  aż  w  ogół  narodu 
zakorzenioną  została.  Posiadła  nas  nienawiść  tak  olbrzymia,  że 

ponad  miłością  zagórowała  i  doszliśmy  w  wielu  wypadkach  do 

niebywałego  absurdum,  że  więcej  nienawidziliśmy  wroga,  niż 

kochali  ojczyznę,  że  krokami  naszemi  kierowała  nienawiść, 
żeśmy  w  końcu  sami  tej  nienawiści  stali  się  apostołami.  1  gdy 

wybiła  odrodzenia  chwila  i  wolny  czyn  i  wolne  słowo  prawo 

obywatelstwa  zyskało,  wtedy  owoc  waszej  pracy  okazał  się 
dojrzałym,  wtedy  ze  zgliszcz  ojczystych  jedna  tylko  żywiołowa 
wybuchła  siła,  której  przykazaniami  były  nienawiść  i  niszczenie. 

Powstali  wasi  spadkobiercy  i  dzieło  wasze  dokańczali  i  tam 
gdzieście  wy  nie  doszli,  tam  oni  dotarli.  A  gdy  odporniejsze 

jednostki  duszę  narodu  rozpaczliwym  odruchem  od  strasznej 

zagłady  ratować  chciały,  gdy  pożerającej  otchłani  ofiary  wy­
kradali,  wtedy  —  brutalną  ręką  ich  odsuwano  ze stereotypowem 

»eto  nie  wasze  dieto.«

Tak  jest  —  to  nie  nasze  dzieło,  to  wasza  własność  i  wa­

szej  pracy  owoc.  Znikczemniliście  nam  dusze,  bo  nienawiść 
nas  posiadła,  bośmy  znienawidzili  wszystko  co  duchem  waszym 
tchnęło,  wszystko  co  powiewem  wschodu  było,  wszystko  co 
rosyjskie  piętno  miało,  wszystko  co  znamieniem  haszem  było. 

I  dzisiejszych  zbrodni  źródło  w  nienawiści  leży  i  części  spo­

łeczeństwa  względność  także  na  niej  spoczywa.  1  tej  krzywdy 
nie  możemy  wam  zapomnąć,  nie  potrafimy  nigdy  darować.

Dziś  się  się  już  sami  nie  łudzimy  i  wiemy,  że  nad  prze­

paścią  stoimy.  To  już  nie  przełom,  ni  rozdroże,  to  otchłań,

background image

w  którą  nas  wpycha anarchia  własna  i  bezrozumna  wasza  dalsza 

działalność.  Za  grzechy  jednych  cały  kraj  do  odpowiedzialności 

pociągacie,  za  winy  i  zbrodnie  pojedynczych  warstw  kraj  cały 
karzecie  i  jak  gdyby  kraj  cały  przeciw  wam  się  podnosił,  od­

dajecie  go  na  łaskę  i  niełaskę  brutalnego  żołdactwa,  mnożąc 
co  dnia  liczbę  niewinnych  ofiar  i  wzmacniając  mur  nienawiści, 
jaki  latami  prześladowania  między  nami  a  wami  wznieśliście.

A  my  się  ratować  chcemy  i  ratować  musimy,  bo  się  miara 

przebrała,  bo  mamy  dosyć  tego  złego.  Dosyć  mamy  chaosu 

anarchii,  mordów,  zbrodni  i  wrzaskliwych  kłótni,  dosyć  brato­
bójczych  walk  i  zapamiętania,  dosyć  nędzy,  krwawiących  ran, 

głodu  i  ruiny.  Przesyt  już  ogarnia  tego  szału,  który  nas w  prze­

paść  zapędza,  dosyć  mamy  bierności  własnej  i  wstydliwego 

tchórzostwa  i  wstrzymać  musimy  pęd  ponoszący  nas  w  otchłań 

dalszego  nieszczęścia,  uchwycić  się  ostatkiem  sił  krawędzi  prze­

paści,  ratować  siebie  —  ratować  kraj.

Chcemy  walkę  prowadzić  z  niszczącą  nas  anarchią  i  prą­

dami  przewrotu  i  do  podjęcia  jej  dziś  gotowi  jesteśmy,  ale  cóż 

kiedy  władzy  wszelkiej  i  siły  z  niej  wypływającej  wyzbyci,  stać 
musimy  w  miejscu  —  bezbronni.  Rwiemy  się  do  czynu,  do 

odrodzenia,  naprawy,  ale  wszędzie  zapora  istnieje,  stawiana 

przez  tych  z  was,  co  w  pyszałkowatej  zarozumiałości  sami  po­

rządek  społeczny  zaprowadzić  pragną,  nie  licząc  się z tą  prawdą 

dziś  już  niezbitą,  że  ani  rząd  biurokratyczny,  ani  wojsko  wasze, 
ni  u  nas  ni  u  siebie  ładu  nie  powróci,  o  ile  miejscowej  lud­
ności  w  pomoc  nie  zawezwą.  Rwiemy  się  do  czynu  twórczego, 

bo  nadszedł  dlań  czas  od  wieków  oczekiwany,  a  gdy  łamiecie 

nam  skrzydła,  gdy od  wszystkiego  usuwacie,  nie  dziwcie  się,  że 

mniej  zrównoważone  umysły,  że gwałtowniejsze  natury,  prędzej 

czy  później  zbaczają  ku  lewicy,  bo  tam  znajdują  upust  i  dla 

własnych  porywów  i  dla  zrozumiałej  żądzy  czynu.  Nie  dziwcie 

się,  że  skrajne  partye  wywrotu  z  dniem  każdym  rosną  w  siłę 

liczebną,  bo  wy  im  adeptów  zsyłacie,  wy  im  czynnych  człon-

background image

-

ków  dostarczacie,  podczas  gdy  stateczne  społeczeństwa  umysły 
trawią  czas  i  energię  na  akademickich  rozprawach,  jeno  dalsze 
rozdwojenie  w  narodzie  płodząc.  A*gdy  pewnik  wsparcia  się 

na  społeczeństwie  byi  niezaprzeczony,  z  czem  się  do  niego 

dotąd  zwróciliście,  jakiej  pomocy  odeń  zażądano?  Chwytać 
i  wydawać  przestępców  ulicznych.  Oto  na  jakie  zaufanie  rząd 
biurokratyczny  do  społeczeństwa  się  zdobył,  oto  jedyne  role 

ł a p a c z y   i  d e n u n c y a n t ó w   jakie  przeznaczył,  oto  pomoc, 

którą  wobec  anarchii  mętów  społecznych,  ma  państwu  dostar­

czyć  kulturalny,  wiele  milionów  liczący  naród.

Stoimy  przeto  bezbronni,  gorzej  jeszcze,  bo z góry  i  z dołu 

zagrożeni,  stoimy zrozpaczeni,  nie wiedząc, gdzie  szukać pomocy 

i  ratunku.

Wiemy,  że  nasi  wielko  i  małorządcy  rad  naszych  nie  ze­

chcą  wysłuchać  i  żądaniom  zadosyć  nie  uczynią,  wiemy,  że  na 
czerń  biurokratyczną  liczyć  nam  nie  wolno,  bo  każda  zdrowa 
rada,  lub  mądry  postępek  przyspiesza  jedynie  ostateczny  koniec 
ich  zyskownego  bytu,  wiemy  zresztą  dobrze,  że  cała  ta  sza­
rańcza  kraj  nasz  niszcząca,  jedynie  krwią  naszą  i  naszą  nędzą 
żyje.  Ale  spoglądając  dalej,  dojrzeliśmy,  że  falanga  kraj  nasz 

zalewająca,  nie  jest  duszy  rosyjskiej  prawdziwym  obrazem,  że 
to  tylko  pożądliwe  zysków  i  zemsty  społeczne  męty,  że  poza 

niemi  jest  inna  jeszcze,  narodowa  dusza,  nie  mściwa  ni  niena­
widząca.  Spojrzeliśmy  jeszcze  głębiej  i  spostrzegli,  że  rdzeń 
rosyjskich  ludzi  nie  z  tych  się  składa,  którzy  aż  s z y l d ó w  
potrzebują,  by  „ p r a w d z i w o ś c i   s we j "   dać  znamię,  że  poza 

tymi,  których  znamy,  jest  społeczeństwo  całe  inne,  nie  skażone, 

nie  znieprawione,  ale  godne  i  uczciwe.  I  gdy  nastała  wielka 
odrodzenia  chwila,  stanęliśmy  ramię  przy  ramieniu  z  tymi 
prawdziwymi  Rosyanami,  zaufania  dłoń  im  podali  i  wzajemny 
uścisk  odczuli.  To  też  dzisiaj  znowu  do  was  rękę  wyciągamy 
i  pomocy  żądamy,  ale  nie  od  pojedynczych  partyi,  stronnictw 
czy  grup,  ale  do  milionów  szlachetnych  państwa  obywateli,  do

background image

-

 

10

 

-

rosyjskich  prawdziwych  patryotów,  gdziekolwiek  oni  są  i  ja­
kiekolwiek  stanowisko  zajmują,  do  mądrości  i  prawości  narodu 
apelujemy,  żądając  pomocy  i  obrony  przeciwko  tym,  którzy 
oszczerstwa  miotając,  węzły  nas  łączące  ponownie  zrywają, 

którzy  miasto  zgody  i  miłości,  nowe  czynniki  nienawiści  w  was 
i  nas  wszczepić  usiłują.  Żądamy  pomocy  od  was,  byście  hydrze 
miotającej  się  kark  zdusili,  byście  wy,  z  wśród  waszych  naj­

lepsi,  do  nas  narodu,  a  nie  do  mętów  trafili,  byście  nas  do 

czynu  wezwali,  nie  odsuwali,  nie  gardzili,  byście  wzajemnie  od 
nas  pomocy  żądali.

Dopóki  sami  u  nas  sprawiedliwość  czynić  będziecie,  do­

póty  siłą  przyzwyczajenia  dzieła  wasze  mściwości  przypisywane 

będą.  Pamiętajcie  o  tem,  że  w  sercach  całego  polskiego  narodu 
krwawemi  literami  zapisane  zostały  całe  szeregi  nazwisk  Su- 
worowów,  Murawiewów,  Paszkiewiczów,  Hurków,  Orżewskich 

lub  Czertkowów  i  dziś  jeszcze  każden  wymiar  waszej  sprawie­

dliwości,  nosi  na  sobie  piętno  dalszego  ciągu  praskich,  czy 

krożańskich  rzezi,  wileńskich  szubienic,  czy  warszawskich  ka- 

zamatów.  Pamiętajcie  o  tem,  że  dotychczasowe  wasze  dzieło 

kultury  było  niszczeniem  tego,  na  co  wieki  się  dla  nas  złożyły, 
więc  dziś  każde  przez  was  samych  napoczęte  dzieło  będzie 
przez  społeczeństwo  oceniane,  jako  dalszy  ciąg  prac  noszących 

znamiona  Katkowów,  Pobiedonoscewów,  Nowosilcowów  lub 
Apuchtinów.  Dziś  wymiarze  kary  i  odrodzeniu  ducha  inny  mu­
simy  nadać  charakter,  dziś  do  nowego  przystąpić  dzieła,  dziś 
na  nieszczęście  na  kary  same  już  nie  czas,  dziś  tępić  i  wyplenić 

trzeba  zbrodnię.  tI  nas  samych  do  tego  strasznego  powołajcie 

dzieła,  bo  my jedni  winniśmy  sądzić,  wyroki  wydawać  i  takowe 

spełniać,  my  jedni  już  dziś  jesteśmy  w  stanie  tępieniu  zbrodni 
i  anarchii  dać  znamię  w i e l k i e j   s p r a w i e d l i w o ś c i   i  my  
j e d n i   t o   u c z y n i m y .   Wyście  za  pośrednictwem  waszych 

do  nas  wysłanników  p r a w o   t o   u t r a c i l i ,   bo  jeszcze  potra­
ficie  mordować,  ale  nie  wyleczyć.  Dlatego  do  was  silnym  od­

background image

-

 

11

 

-

zywamy  się  głosem,  do  was  wszystkich  szlachetnych  Rosyan, 
do  was  zaufaniem  Monarszem  zaszczyconych,  d z i s i e j s z y c h  
c z y   j u t r z e j s z y c h   m i n i s t r ó w ,   do  was  ludzi  wpływu 
i  znaczenia,  do  was  ludzi  czynu  i  szlachetnych  porywów,  do 
was  stronnictw  i  klubów,  d o   w a s   p a t r y o t ó w .   Nie  dajcie 

nam  ginąć  w  morzu  anarchii,  nie  dajcie,  by  najprzedniejsza 
część  państwa  poszła  w moralną  i  materyalną  poniewierkę i  dla­

tego  musicie  się  zwrócić  do  naszego  społeczeństwa  z  żądaniem 

pomocy  i  rady.  A  jeżeli  to  ponad  wasze  siły  n a   r a z i e   spo­

łeczeństwo  całe  zaufaniem  obdarzyć,  szukajcie  wśród  niego 
tysięcy  setek,  j e d n o s t e k .   Szukajcie  wśród  nas  na  zło  lekarza, 
takiego,  któryby  bóle  wewnętrzne  znał  i  pojmował,  bo  wasi 

wysłannicy  ich  nie  rozumieją,  bo  nigdy  zrozumieć  nie  chcieli. 

Znaleźć  musicie  ludzi  stanowczych  w  działaniu,  ale  których 

dusz  treścią  będzie  nie  nienawiść,  ale  miłość,  a  którzy  możni 
w  siłę,  nie  tylko  tępić,  ale  i  leczyć  potrafią.

Zło  u  nas  powstałe  jest  złych  waszych  synów  okropnem 

dziełem,  ale  nie  przepomnijcie  tej  prawdy,  że  i  waszem  także 

stało  się  nieszczęściem  i  ratując  nas,  ratujecie  i  siebie.  A  jeżeli 

i  dziś  jeszcze  tego  nie  uczynicie,  wtedy  przestańcie  nas  a  tylko 

samych  siebie  winujcie,  bo  dacie dowód,  że  wysłannicy  wasi  na 

zachodnich  kresach  treścią  dusz  waszych  się  stali,  wtedy  prze­

stańcie  kłamać  i  udowadniajcie  otwarcie,  żeście  czego  innego 

nie  zdolni,  jak  tyiko  niszczenia  i  mściwości,  wsedy  przestańcie 

twierdzić,  że  waszą  kochacie  ojczzyznę,  bo  nas  zaprzepasz­

czając,  sami  siebie  w  przepaść  wpychacie.  Jeżeli  pomocą 
naszą  wzgardzicie  i  duch  wspólnego  zaufania  i  odrodzenia  ze 

zgliszcz  nie  powstanie,  wtedy  zadrżyjcie  w  posadach  waszych 
własnych,  bo  z  pośród  was  samych  kiedyś  zemsta  dziejowa 
wyrośnie.  Boście  jednej  krwi  i  z  jednej  ziemi,  co  i  wasi 

ślepotą  otumanieni  włościanie,  bo  to  wasi  wychowańcy  i  wa­

szego  ducha  synowie,  a  kiedy  na  nich  przyjdzie  czas  porywu 

do  czynu,  wtedy  w  krwi  po  łokcie  się  umażą,  wtedy  w  mści­

background image

-

 

12

 

-

wości  i  nienawiści  jedyną  znajdą  działalność,  wtedy  sprawie­

dliwością  ich  będzie  mord,  leczeniem  śmierć,  boście  ich  tylko 

tego  nauczyć  potrafili  i  tylko  tym  przykładem  świecili.

*

*  

*

A  teraz  własne  przetrząśnijmy  sumienia.
Żądamy  powołania  nas  do  współdziałania  w  tęp.eniil 

anarchi  i  destrukcyjnej  pracy  wywrotowych  stronnictw,  rwiemy 

się  do  czynu  i  odrodzić  się  sami  pragniemy;  ale  pierwej  zer­
wać  musimy  z  tradycyjnem  obrzucaniem  zarzutami  wrogów 

tylko  naszych,  a  siałem  uniewinnianiem  siebie  samych,  musimy 
jasno  sobie  uświadomić,  ile  winy  naszej  leży  w  dzisiejszem 

położeniu,  jaką  sami  odpowiedzialnością  obciążyć  stę  mamy 
i jakie  błędy  przez  nas  popełnione  zostały.  Dopiero  wtedy  czyn 
nasz  może  być  stateczny,  a  odrodzenie  rzeczywiste.

Chcemy  walkę  prowadzić  z  podziemną  robotą,  anarchii 

i  wywrotu.  Dobrze.  Ale  kardynalny  warunek:  wydobądźmy  się 
sami  z  podziemi  i  zabiegom  naszym  dajmy  jawności  siłę  i  ucz­
ciwość.  Przyznajmy  się  do  błędu  a  raczej  winy,  że  siedem­
dziesięcioletnią  bezustanną  konspiracyą  niweczyliśmy  podstawy 
kardynalne  wszelkiej  uczciwej  działalności  społeczne],  to  jest 
odwagę  i  odpowiedzialność,  gorzej  jeszcze,  bośmy  własną  tą 

taktyką,  tak  bardzo  naród  do  tajemnej  rozmiłowali  roboty,  że 

sami  i  dobrowolnie  przygotowaliśmy odpowiedni  nastrój  i  teren 
działalności  dla  tych  społecznych  czynników,  które  światła  nie 
znoszą  i  które  w  wiecznej  nocy  dzieło  swe  zniszczenia  prowa­
dzić  muszą.  To  też,  gdy  wybiła  wielka  epokowa  godzina,  gdy 
czyn  narodzenia  swego  żądał,  ale  czyn  odważny  i  odpowie­
dzialny,  wtedy  —  przeliczmy,  ile  zakażone  konspiracyą  społe­
czeństwo  dostarczyło  adeptów  tajemnej  i  podziemnej  twór­
czości,  rozrachujmy  szeregi  ludzi,  dla  których  jawność  postę­
pku  nakładała  zbyt  ciężką  dla  ich  bark  odpowiedzialność,  dla 
których  tajemniczość  już  sama  była  bohaterstwem,  zsumujmy

background image

-

 

13

 

-

liczby  sił  narodowych  przepadłych  dla  sprawy  ojczystej, zliczmy 
przedewszystkiem  te,  które  w  przepaść  anarchii  i  otchłań  zbro­

dni  kraj  rodzimą siłą wpychają, a  wielkość  naszej  winy  poznamy.

Więc  dziś  koniec  z  tym  grzechem  zrobić  musimy,  przeto 

jedno  na  ustach  zaklęcie  m am y:  precz  z  tajemnicy  kłamstwem, 

ciążącem  na  nas  jak  przekleństwo,  a  wskrześmy  szczerość  i  od­
wagę,  uchwyćmy  w  dłonie  broń  stokroć  silniejszą  —  jawność, 

bo  ona  jedna  tchórzostwa  się  wypiera,  ona  jedna  jest  ucz­
ciwą,  silną  do  ataku  i  obrony,  ona  jedna  prawą  i  narodu  na­

szego  godną.

A  jawność  czynu  i  ten  zysk  nam  przyniesie,  że  przyćmi 

blask  tak  bardzo  poniżającej  nas  aureoli  męczeństwa,  że  bez­
wstydne  nasze  niewolnictwo  przestanie  w  tajemnych  swych 

norach  wić  nadal  wieńce  laurowe  i  korony  cierniowe,  prze­
stanie  niemi  własne  zdobić  skronie  i  chodzić  żebrząc  o  litość, 

wiecznie  odpychane,  wyśmiane  i  poniżane.  Jawność  tego  upo­
korzenia  by  nie  zniosła,  nie  dopuściła  Jawność  dalej  pow­
szechna,  ale  całkowita  i  bez  wyjątków,  uzbraja  każdego  oby­
watela  w  możność  czynu,  otwiera  sama  przez  się  szerokie  pola 

krytyki  i  dyskusyi,  ale  przytem  niweczy  w  konspiracyjnych  po­

jęciach  zrodzone  niedorzeczne  i  wszelką  osobistą,  a  szlachetną 

twórczą  inicyatywę  druzgoczące  pytanie  —  skąd  mandat?  Jaw­
ność  czynu  rodzi  odpowiedzialność,  a  przyjęta  z  góry  na  barki, 
najwyższym  staje  się  w  naszych  stosunkach  mandatem.  Jawność 
wkońcu  jedna  może  nas  powołać  do  gremialnego  czynu,  ona 

osądzi,  kto  do  niego  zdolny  i  powołany  i  przerwie  obłudną 

grę  tych,  którzy  tajemne  własne  bezrobocie  mogli  otaczać  nim­

bem  społecznej  pracy,  nie  kontrolowanych  poświęceń  i  naro­
dowych  bohaterstw.

Jawność  jedna  i  tylko  ona  może  tały  naród  wyrwać- z  naj­

cięższego  upadku  —  z  b i e r n o ś c i   i  bierności  narodowej 
nikczemny  płód  zniszczyć  —  t c h ó r z o s t w a .   Bo  dwom  tym 

czynnikom,  tym  głównym  narodowym  grzechom, zawdzięczamy

background image

-

 

14

 

-

dzisiejszy  nasz  ostateczny  upadek  i  rozpacz  naszą  dziejową. 
Trawiły  one  nasz  organizm  przez  lat  całe  dziesiątki,  ale  nigdy 
go  tak  głęboko  nie  skaziły,  jak  w  czasach  ostatnich,  gdy  wy­

siłek  narodu  stał  się  obowiązkiem,  kiedy  odwaga  była  przy­
kazaniem.  Dziś  rwiemy  się  do  czynu,  ale  znów  będzie  on  ja­

łowym,  znowu  zaprzepaści  się  w  potopie  dobrych  i  szlache­
tnych  chęci,  dopóki  z  biernością  ostatecznych  nie  skończymy 

rachunków,  dopóki  ostatkiem  sił nie  wyzbędziemy się  prostracyi 
i  tchórzowstwa  i  nie  zdobędziemy  się  na  jasny  sąd  i  otwarty 
pogląd  ostatnich  naszych  działalności,  tak  bardzo  oba  te  piętna 

na  sobie  noszące.

Wschodnia  bojowa  łuna  i  nas  krwawem  światłem  oblała: 

Na  dzikich  polach  Mandżuryi  zrodzony  nowych  dziejów  hura­
gan  i  nas  owiał,  otumanił  i  porwał.  Wmieszani  integralnie 
w  wir  kłębiących  się  wypadków,  stanęliśmy  niebawem  oko 
w  oko  z  historycznem  pytaniem  —  ewolucya  —  czy  rewolu- 
cya?  Mądrość  i  odwaga  narodu  winny  były  stanowczą  i  na­
tychmiastową  dać  odpowiedź  i  prawnie  tego  spodziewać  się 

i  żądać  mogliśmy  od  siebie  samych,  bo  taką  chwilę  nie  każde 

przeżywa  pokolenie,  tego  znaczenia  moment  nie  często  w  dzie­

jach  się  powtarza,  a  myśmy  dnia  nie  docenili,  myśmy  zamilkli. 

Myśmy  milczeniem  naszem  sami  siebie  się  zaparli,  przecząc 

istnieniu  narodowej  siły,  mądrości,  odwagi  i  narodowej  kul­

tury.  Myśmy  zamilkli,  ale  bierność  nasza  zdumionemu  światu 

polską  dała  odpowiedź,  ona  stworzyła  ten  dziwoląg  polityczny, 

godny  zgnilizny  i  barbarzyństwa:  ona  dała  nam  wybraną  przez 

się  dyrektywę  —  e w o l u c y ę   r e w o l u c y i .   Bierności  naszej 
wypływem,  było  zajęte  przez  nas  stanowisko.  Nie  zdobyliśmy 
się  ani  na  zliczenie  sił  własnych,  ani  na  siłom  tym  odpowiedni 

czyn,  przepomnieliśmy  stanowisko  kulturą  nam  przekazane,  za­
parli  się  posłannictwa,  wyrzekli  prerogatyw  na  przyszłość,  od­

wagę  zaprzepaścili  —  gorzej  po  stokroć  —  stchórzyli.

background image

15

 

-

Stchórzyliśmy  przed  ewolucyą,  której  rozwój  cierpliwości, 

wysiłków  i  miary  wymagał,  stchórzyliśmy  przed  rewolucyą, 
w  której  zwycięstwo  nie  wierzyliśmy.  Stchórzyliśmy  przed  rzą­

dem,  który  siłą  od  czasu  do  czasu  wybuchał;  stchórzyliśmy 
przed  anarchią,  gdy  stanowczymi  obrońcami  ładu  społecznego 

stawać  się  winniśmy.  Stchórzyliśmy  przed  wywrotem  i  prze­

wrotem,  ślepi  —  dufając  w  ich  siły  i  twórczość;  stchórzyliśmy 
przed  bezrobociem  i  lenistwem,  od  nich  czynu  się  spodziewa­

jąc;  stchórzyliśmy  przed  własnemi  dziećmi,  których  akt  także 
tchórzostwo  piętnowało,  stchórzyliśmy  przed  zbrodnią,  mordem 

i  rabunkiem,  własną  ofiarnością  i  wyrozumieniem  zbrodnie  te 
uniewinniając;  stchórzyliśmy  przed  sobą  sami,  wzajemnie  się 

kwitując  z  podstawowych  zasad  dotąd  nietykalnych  i  świętych. 

Jeno  tylko  przed  własnem  nie  stchórzyliśmy  sumieniem,  jeno 

tylko  jemu  wojnę  wypowiedzieli,  dotąd  z  zażartością  wiedzioną, 

dotąd  zwycięzką,  dotąd  w  grób  nas  wodzącą,  bo  gdy  przyszła 

anarchia,  gdy  przyszła  zbrodnia  i  gdy  przyszły  jej  szeregi, 
wtedy  w  bierności  i  tchórzostwie  milczeliśmy.

Ewolucyą  —  rewolucyi!  To  znaczy:  czekajmy  na  rozwój 

wypadków,  czekajmy  na  wypowiedzenie  się  Rosyi,  nie  wy­
przedzajmy  faktów,  patrzmy,  śledźmy,  nie  angażujmy  się.  Oto 
bierność  na  całej  linii.  A  gdzież  czyny,  do  których  nas  prze­
szłość  uprawniała  i  powoływała,  gdzież  szlachetności  porywy, 

gdzie  górujące  myśli,  gdzie  walka  i  znoje,  gdzie  ten  wielki 
wysiłek?  Nie  dosyć  na  tem.  Bierność  naszą  i  tchórzostwo  ubie­

raliśmy  w  szaty  mądrej  dyplomacyi  i  przemyślnej  taktyki,  sami 
się  tumaniąc  i  oszukując,  a  jeżeli  kiedy  miara  się  przebrała,, 
wtedy  sialiśmy  groźne  protesty  i  przestrogi,  do  kogo  i  dokąd? 

do  Rapperswylu...  do  tej  przystani  emigracyjnej  bierności,  do 
tego  zbioru  żebractw  narodowych,  do  tej  szatni  „łachmanów 
taniego  miłosierdzia  Europy".

Ale  praw da!  Wybiła  godzina  wolności  i  odrodzenia  się 

Rosyi,  a  z  chwilą  tą  i  nam  inna,  jaśniejsza  zaświeciła  jutrzenka.

background image

16

 

-

Nadszedł  dla  nas  czas  wyboru  prawnych  własnych  przedsta­
wicieli,  nadarzyła  się  pierwsza  od  tylu  lat  sposobność  praw­
nego  stawiania  żądań  i  prawnej  walki  o  nowe  zakony.  I  w  jakiż 
mandat  uzbroiliśmy  przyszłych  naszych  bojowników?  w  man­

dat  bierności.  Jakąż  bronią  walczyliśmy  o  szczęście  przyszłe 

ojczyzny?  Tchórzostwem.  Tak jest. Jeżeli  bierność  i  tchórzostwo 
są  naszego  nieszczęścia  przyczyną,  jeżeli  z  nich  wypływają  bóle 

i  poniżenia  wstydem  oblanej  ojczyzny,  to  myśmy  te  błędy  na­

rodu,  to  uczuć  spaczenie,  tam  na  świetlisku  Europy,  własną 

taktyką  i  działaniem  uprawnili  i  uświęcili

Dziejowy  dramat  Dumy  państwowej  trzy  akta  w  sobie 

posiadał 

W  pierwszym  postawiono  na  porządku  dziennym 

adres  do  korony  w  odpowiedzi  na  mowę  tronową.  Był  to  nie­
mowlęcy  krok  parlamentarny  nowej  prawodawczej  reprezen- 
tacyi.  Nieznanym  był  jeszcze  jej  skład,  ni  skrystalizowane  po­

glądy,  nie  wypełniały  izby  stronnictwa,  ale  żywioły  polityczne, 
jedna  tylko  parlamentarna  frakcya  w  sobie  samej  niezaprze­
czoną  tworzyła  całość,  to  Polacy.  Myśmy  jedni  szli  do  Dumy 
związani  hasłem  solidarności,  my  jedni  nosiliśmy  na  sobie  pię­
tno  reprezentacyi,  pewnej,  jasno  określonej  narodowości  i  ten- 
dencyi,  myśmy  jedni  z  wstępujących  w  nowy  świat  konstytu­

cyjnych  zwyczajów  mieli  już  poza  sobą  przeszłość  i  charakter 
parlamentarnego  zespołu,  wspartego  na  wiekowych  pracach 
sejmowych  w  naturze  naszej  leżących.  Był  to  niezmiernej  wagi 
atut  w  naszym  ręku,  który  natychmiast  w  grę  winien  był  być 
wprowadzony  i  zużytkowany,  była  naówczas  chwila  i  sposo­
bność,  by  reprezentacya  nasza  formacyjną  wyższość  wykazała, 
by  wielką  mową  i  o  wielkim  stylu  zaznaczyć  wobec  Rosyi
i  Europy,  żeśmy  nie  surowi  ni  spaczeni,  żeśmy  mimo  cudzych 

wysiłków, a dzięki  własnej  narodowej  kulturze  ci  sami  co w  Ga- 

licyi,  co  w  Poznańskiem,  żeśmy  wnuki  i  prawnuki  posłów  sej­

background image

-

 

17

 

-

mowych  i  wielkosejmowych.  Nadarzała  się  sposobność  zew­

nętrzną  formą  parlamentarnych  rodzimych  zwyczajów,  nie  tylko 

siebie  na  świetlisko  wystawić,  ale  i  kulturalną  wykazać  wyż­
szość,  zwalczając  w  tekście  adresowym  myśli  przeczące  tejże 

kulturze  i  sprawiedliwości.  Bo  zwracano  się  do  monarchy

prośbą  o  amnestyę  całkowitą  i  bez  ograniczeń.  A  więc  zbro­

dniarze,  mordercy,  rabusie  i  świętokradcy,  którzy  w  politycz­
nym  chaosie  proceder  swój  do  niebywałych  wynieśli  rozmia­

rów,  więc  ci,  którzy  w  chwili  odrodzenia  się  państwa  święte 

pojęcia  wolności  i  nowe  ludów  porywy  własnemi  deptali  no­

gami,  więc  te  męty  społeczne,  ta  żywa  hańba  narodu,  na  równi 
z  bohaterami  stawiana  być  miała,  więc  w  obronie  zbrodni  jak 

w  obronie  bohaterstwa  stawała  cała  Duma,  a  z  nią  i  Polacy. 

A  ci  ostatni  winni  byli  z  obowiązku  i  przekonań  stanąć,  choćby 

sami  jedni,  przeciwko  wszystkim.

Nam  Polakom,  którzyśmy  w  ostatniem  stuleciu  tyle  boha­

terów  wolności  na  świat  wydali,  tyle  krwi  ofiarnej  przelali,  go­
dziło  się  różnicę  winy  i  zasługi  zaznaczyć.  Nam  Polakom,  dla 

których  ostatnie  stulecie  jednem  nieprzerwanem  pasmem  po­

gardy  praw  ludzkich  się  stało,  godziło  się  stanąć  w  obronie 

pomiatanej  sprawiedliwości.  Nam  Polakom,  stuletnim  ofiarom 

nieuczciwości,  skruszyć  należało  kopię  przed  światem  w  obro­

nie  uczciwości.  A  myśmy  tego  nie  uczynili,  poświęciliśmy  przy­

rodzone  nam  prawa,  bośmy  stchórzyli  przed  Dumą,  przed  jej 

jednością,  przed  jej  skrajnością.  Pytamy  dzisiaj  —  dlaczego?

Dlaczego  także  w  drugim  akcie  dramatu  stanęliśmy  po 

stronie  wywrotowych  projektów  agrarnych,  dlaczego  mimo 

płytkich  autonomicznych  zastrzeżeń,  projekt  przymusowych  wy­

właszczeń  uznaliśmy,  czemuśmy  przeciw  woli  narodu  działali,' 

który  nie  tylko  pisanemi  oświadczeniami  w  przeciwnym  stawiał 

się  obozie,  ale  który  kulturalną  swą  duszą  wzdrygał  się  na 

myśl  wstrząsających  przewrotów ?  Dlaczego  uznaliśmy  za  go­

dne  i  celowe  rzucić  między  zbolały  i  wypadkami  oszołomiony

background image

-

 

18

 

-

lud  polski  przeklętą  myśl  na  wieki  pokutującą,  nowe  zarzewie 

zdolne w  przyszłości  jasnym  wybuchnąć  płomieniem,  ba  — go­
rzej  jeszcze,  powtórną  humańską  pożogą ?  Czemuż  Polacy wie­

kową  nie nauczeni  przestrogą,  sami  siebie  się zaparli  i  własne  ra­

miona  ku  Szeli  II-mu  wyciągali?  Czyżby  sami  wierzyli  „że 
hajdamackie  noże  są  sposobem  do  poprawy  losu,  że  za  takiem 

to  czerwonem  morzem  znajduje  się  ziemia  obiecana?"  Dla­

czegóż  to,  w  takiej  chwili,  kiedy  mury  między  chatą  a  dwo­

rem  nienawiścią  wzniesione  idą  w  rozsypkę,  między  tąż  chatą 
i  tymże  dworem  nowe  stwarzają  bagno,  trucizną  tchnące  i  nie­

przebyte?  Czemuż  wstąpiliśmy  na  drogę  do  nowych  bólów, 

nowych  klęsk  i  nowych  rozpaczy  prowadzącą?

Bo  nas  na  nią  tchórzostwo  wpędziło,  bośmy  stchórzyli 

przed  szałem  opętanych  kadetów,  przed  grożącą  zakrwawioną 
pięścią  trudowików,  bośmy  stchórzyli  przed  utopią,  przed 

obawą  utraty  miru,  błyskotliwej  popularności  i  e f e m e r y c z ­

n y c h   p r z y r z e c z e ń .   Gdybyśmy  mieli  naówczas  odwagę 

przeciwko  skrajnym  wystąpić  zakusom,  przyjęłoby  nas  za­
pewne  gwizdem  i  oburzeniem,  ale  stojąc  na  wyżynach  zacho­
dniej  kultury,  jedno  na  pewno  osiągnęlibyśmy  w  zysku  —  po­
szanowanie,  a  posłowie  nasi  po  powrocie  do  kraju  nie  byliby 

zmuszeni  w  wykrętnych  oświadczeniach  szukać  rehabilitacyi 
w  oczach  społeczeństwa.

Więc  tchórzostwo,  zaparcie  się  i  wykręty!  Więc  znowu 

pytamy  dlaczego?

Nadszedł  akt  trzeci,  akt  ostatni.

Hydra  rewolucyi  opanowała  wysoką  izbę  i  miarę  prze­

brano.  Zrywano  dobrowolnie  węzły  łączące  przedstawicielstwo 

ludowe  nie  tylko  z  władzą,  ale  i  tej  władzy  najwyższą  głową. 
Z  równowagi  i  miary  wyprowadzone  umysły  sięgnęły  po  moc, 
której  nie  byli  legalnymi  posiadaczami.  Wstąpili  w  prawa  in­
nym  przynależne  i  lekkomyślnie  działając,  prawodawczą  izbę 
w  prowokacyjną  hallę  zmienili.  Stanęli  otwarcie  na  rozdrożu

background image

-

 

19

 

-

i  z  trybun  poselskich  wyrós1  manifest  do  ludu,  którego  treścią 
było  pytanie:  z  r z ą d e m   c z y   z  n a m i ?   —  z  rządem,  czy 
z  rewolucyą,  anarchią  i  wywrotem?  Innego  już  wyboru  nie 
było  i  innego  także  Polacy  nie  mieli.  A  jakież  stanowisko  za­
jęli ?  jakież  godne  kulturalnego  narodu  kulturalnej  reprezen- 
tacyi  postąpienie?  W  takiej  przełomowej  i  epokowej  chwili, 

w  takiem  zdarzeniu,  zwłaszcza  my  obowiązani  byliśmy  bez  za­

strzeżeń  opowiedzieć  się  po  jednej  czy  po  drugiej  stronie,  ro­
zum  nasz  polityczny  na  jednej  szali  w  całości  złożyć,  i  kultu­
ralnym  tradycyom  zadosyć  uczynić,  a  myśmy  —  stchórzyli. 
Wstrzymaniem  się  od  głosowania,  z  odmową  poparcia  jednych 

czy  drugich,  rzuciliśmy  nasze  stanowisko  na  poniewierkę,  de­
pcząc  i  pomiatając  własną  odwagą.  Stchórzyliśmy  przed  dzi­
siejszą  legalną  władzą  i  przed  kiełkującą  nową  rewolucyjną, 
stchórzyliśmy  zwłaszcza  przed  sobą  samymi,  nie  chcąc  brać 

na  własne  barki  zaszczytnej  odwagą  odpowiedzialności.  Nie 
dosyć  na  tem,  chlubimy  się  z  własnego  postępowania,  wyno­
simy  szczęśliwą  dyplomacyę  i  mądrą  poprawkową  taktykę,  ale 
zapominamy  o  jednem,  że  była  to  chwila,  w  której  reprezen- 
tacya  polska  winna  była  głos  zabrać  w  imię  narodu  swego, 

nie  poprzestać  na  stylistycznych  poprawkach,  ale  glos  ten  wi­

nien  być  silnym  i  potężnym,  brzmieć  nie  szmerem  echa  za­
chodniej  orowincyi,  ale  siłą  sumienia  Polskiego  Państwa.

Tegośmy  nie  zrobili,  zrobiliśmy  więc  źle  i  za  ten  błąd, 

za  tę  winę  dziś  sami  ciężko  pokutować  musimy  i  dziś  już  zbie­
ramy  owoc  tej  błędnej  dyplomatycznej  taktyki.  Z  góry  idą­

cym  przykładem  kaziliśmy  całe  własne  społeczeństwo  i  gdy 

tam  w  Dumie  jawnie  i  otwarcie  ustępowaliśmy  wywrotowym 

ideom,  biernością  rewulucyjne  wspomagał1

'  zakusy  i  żądaniem 

amnestyi  wszelką  zbrodnię  sankcyonowali,  wtedy  ta  sama  ta­

ktyka  i  pobłażliwość  na  własnych  naszych  wyrosła  zagonach, 
wtedy  doszliśmy  do  absurdum,  stanęliśmy  nad  przepaścią,  b e z ­

r o b o c i e   p r z y j m u j ą c   za  b r o ń ,   a n a r c h i ę   p o j m u j ą c

background image

-

 

20

 

-

j a k o   e w o 1 ii c y ę,  z b r o d n i ę   u z n a j ą c   z a   a r g u m e n t .  

I  pytać  teraz  musimy  raz  jeszcze  i  ostatecznie,  czemu  tyle  po­

święceń,  czemu  tyle  poniżenia,  czemu  tchórzostwa,  a  nie  od­
ważna  wybrana  taktyka?

Bośmy  posłów  naszych  mandatem  bierności  obciążyli, 

bośmy  poszli  do  Dumy  państwowej  odziani  ponownie  w  „ł a­
c h m a n y "   zapomnianych  i  wyśmianych  praw  historycznych, 

nie  odrzucili  precz  tego  stroju  „ t a n i e g o   m i ł o s i e r d z i a "  

gorzej  jeszcze  —  duszę  dziadostwem  skazili  i  nie  tylko  żebra­

czą  rękę  po  jałmużnę  dalej  wyciągali,  ale  nie  pomnąc  na  obo­

wiązki  godności  naszej  należne,  wlasnemi  najświętszemi  cno­
tami  i  zasadami  frymarczyli.

Zarzucaliśmy  ugodowcom,  że  dla  wątpliwych  zysków 

osobistą  godność  w  poniewierkę  zdawali,  że  od  wieńców  na 

znienawidzonych  trumnach  składanych  do  uszeregowanych  lu­

dzi  przed  pomnikiem  wileńskim,  że  to  było  jedno  pasmo  po­

niżeń,  upokorzeń  i  niedozwolonych  ofiar,  krzywdę  krajowej 
godności  czyniące;  że  chociaż  bez  mandatów,  ale  Polaków 
mianem  się  szczycąc,  kraj  cały  w  poniewierkę  słali  i  „poniże­

nia  brudem  plamili".  To  byli  w  oczach  kraju  ugodowcy, 

A  czemże  innem  stali  się  posłowie  nasi?  Ugodowcami  także, 
ale  gorszej  miary,  ugodowcami  opatrzonymi  już  w  mandat, 

których  się  Polska  zaprzeć  nie  mogła.  I  gdy  tamci  przez  ogół 

znienawidzeni,  ci  teraz  przez  ogół  apoteozowani  poszli  w  otwar­

tej  grze  dla  nowych  efemerycznych  i  wątpliwej  wartości  zdo­

byczy  frymaczyć  godnością,  uczciwością,  sprawiedliwością  i  od­
wagą  ducha  polskiego.  Zamienili  ugodę  z  rządem  na  u g o d ę  

z  b e z r z ą d e m ,   miasto  osobistych  poniżeń,  Polskę  w  poni­

żenie  oddali.  A  w  zamian  co  mieli  osiągnąć?  Jakież  mieli 

„ p r z y r z e c z e n i a " ?   Co  miało  być  przeciwwartością  tych 

najboleśniejszych  ofiar?  Co  było  godnem  ceny  tej  miary?  A u ­
t o n o m i a .

background image

-

 

21

 

-

Postawiliśmy  ją  jako  szczęśliwości  postulat,  gdy  rządy 

księcia  Mirskiego  nową  jutrzenkę  przyszłości  ukazały,  domaga­
liśmy  się  jej  za  Wittego  i  za  Durnowa,  za  anarchii  i  reakcyi, 

żądaliśmy  jej  za  samowładztwa  i  za  konstytucyi,  w  dniach  nie­

okiełznanej  wolności,  w  chwili  repressyi  i  w  czasach  terroru 
białego  czy  czerwonego.  Stworzyliśmy  z  odrzuconej  niegdyś 

przez  nas  idei  autonomicznej,  zbawienną,  czarodziejską  formę 

rządów  politycznych,  idącej  w  parze  z  wszystkiem  i  zawsze, 

licującą tak dobrze  z  satnowładczą  najwyższą  władzą,  jak  i  z  ter­

rorem  najniższego  bandytyzmu.  Uznaliśmy  ślepo  i  bez  dyskus- 

syi,  że  autonomia  Królestwa  Polskiego,  wprowadzona  natych­
miast  i  w  najszerszem  tego  słowa  znaczeniu,  jest  lekarstwem 
na  wszystkie  bóle  krajowe,  że  jest  różdżką  czarodziejską,  że 
naprawi  wadliwy  ustrój  państwowy  i  zniweczy  potęgę  biuro- 

kracyi,  że  ona  jedna  kwestyę  agrarną  i  socyalną  ułagodzić 

i  uregulować  może,  że  jest  jedynym  warunkiem  naszego  istnie­

nia  i  jedynym  dogmatem  narodowej  wiary.  A  takie  ideą  sza­

fowanie,  takie  uogólnianie  pojęcia  paczyło  jego  znaczenie.  Nie 
dosyć  na  tem,  myśmy  dalej  poszli.  Autonomia,  albo  —  mc, 

nic  —  albo...  i  tu  nie  stało  słów  na  dokończenie  ultimatum, 
nie  mieliśmy  siły  do  poparcia  stawianego  żądania,  chyba 

tylko  bierność  i  bezczynność.  I  mimo  to skuliśmy  z  autonomii 

m a n d a t   i m p e r a t y w n y   dla  „ n a s z e g o   p o s e l s t w a   d o  
D u m y   p a ń s t w o w e j “,  łamiąc  wszelkie  inne  ich  zakusy, 

zmuszając  do  bezczynności.  A  tymczasem!  blizkie  urzeczywi­

stnienia  samorządne  reformy  szły  w  zapomnienie,  szkolnictwo 
i  wychowanie  publiczne  przepadało,  kraj  tonął  w  morzu  anar­
chii  i  zbrodni.  Tak  jest,  tylko  autonomia!  i  to  był  nasz  man­

dat  bierności.

Nie  w  jej  jednakże  właściwem  pojęciu  leży  bierność,  ale 

w  sposobie  i  czasie  wybranym  do  ogłoszenia  jej  za  nienaru­
szalny  dogmat  narodowej  wiary,  bez  względu  na  zmiany  czasu 
i  położenia.  Bo  wszelkie  z  umysłów  ludzkich  wyrosłe  pojęcie,

background image

22

 

-

nawet  do  wysokości  prawd  wyniesione,  niezmiennej  nie  po­

siada  wartości,  przeciwnie cenności  swojej  tracić  może  znamiona 

w  miarę  ewolucyi  dziejowej,  lub  postępu  wiedzy  ludzkiej.

To  też  autonomia  Wielopolskiego,  przez  nas  wzgardzona 

i  odrzucona,  cech  dzisiejszej  bierności  na  sobie  nie  miała.  Była 

wysiłkiem,  byl  to  czyn,  był to  dopiero  wielkiego  dzieła  początek. 

Mieliśmy  stać  się  probierzem  nowych  kulturalnych  zachodnich 

rządów,  mieliśmy  być  źródłem  zdrowych  i  ożywczych  soków, 

Rosyę  całą  niemi  użyźnić,  przykładem  świecić,  przodować,  sobie 

chwały,  a  innym  szczęścia  przysporzyć.  Ofiarowaną  nam  za­
szczytną  rolę,  ślepi  czy  otumanieni  odrzuciliśmy,  niwecząc  szla­
chetne  władcy  zamiary,  miażdżąc  jedną  z  największych  dziejo­
wych  postaci.  A  dziś,  po  czterdziestu  latach  męczeństwa  i  nie­
woli,  w  chwili  gdy  cała  Rosya  do  n o w e g o   życia  powstała, 

gdy  n o w e   zapanowały  pojęcia  i  stosunki,  gdy  siły  i  zasoby 
społeczne już różne, gdy  świat cały  n o w y   się  zrodził,  myśmy — 
z  tym  samym  stawili  się  postulatem,  myśmy  wzgardzoną  da­

wniej  broń  w  ręce  ujęli  i  z  nią  do  walki  stanęli,  niebaczni 
jednak  na  stępione  jej  ostrze  i  straconą  wartość  realną.  A  do 
tego  dziś  inne  nadaliśmy  postulatowi  brzmienie  i  nie  czynu, 
lecz  bierności  ma  znamiona,  dzisiejsza  jego  formuła,  to  w  cia­
snych  i  samolubnych  zamknąć  się  granicach,  zrzec  się  przyro­
dzonych  kulturalnych  prerogatyw,  skwitować  z ogólno-państwo- 
wych  ambicyi,  nie  dzielić  w  walce  o  szczęśliwą  przyszłość 

wielkich  rosyjskich  znojów,  przykładem  w  niej  nie  świecić, 
skąpić  wysiłków,  to  wkońcu  kosztem  choćby  obłudy  i  tchórzo­
stwa  mizerny  wygrać  los  i  własny  kraj,  państwo  w  sobie  two­

rzący,  w  kresową  zamienić  prowincyę.  Takie,  a  nie  inne  idei 
nadaliśmy  znaczenie  i  taką  bronią  walczyć  chcieliśmy,  taki  na­

rzuciliśmy  posłom  naszym  mandat,  zaczerpnięty  z  osławionej 

i  nieszczęsnej  przedwyborczej  „ d e k l a r a c y i   p o s e l s k i e j " ,  

paczącej  wszystko  co  w  autonomicznej  idei  było  swego  czasu 
wielkiego,  co  było  posłannictwem  i  wielkiej  przyszłośęi  zadat­

background image

-

 

23

kiem.  I  zaiste  ogromną  na  sobie  noszą  odpowiedzialność  ci, 

którzy  podobnej  przodują  „ n a r o d o w e j   l i k w i d a c y i " .

I  to  w  takiej  chwili,  wiekopomnej  chwili.  W  chwili  odro­

dzenia  się  państwa  i  mnogich  jego  ludów,  w  chwili  samoroz- 

poznania  popełnianych  błędów  i  dróg  prostowania,  w  chwili 

braterskich  uścisków  i  wzajemnej  ofiarowanej  pomocy,  w  chwili 

przebudzenia  się  i  zmartwychpowstania  ze  zgliszcz.  W  takiej 
chwili,  w  której  Polacy,  wiekowemi  dziedzictwy  możni,  nie 

obcy  wolności,  ale  jej  stróże  i  orędownicy,  urodzeni  obrońcy 

praw  ludzkich  i  zagrożonych  praw  Boskich  ofiarni  bohaterowie, 
mogli  kultury  zachodniej  stać  się  jeszcze  rzecznikami  i  prowo­
dyrami,  gdy  państwu,  z  którem  ich  los  złączył,  a  łączność  tę 

dojrzałością  polityczną  stwierdzili  i  uznali,  mieli  sposobność 
oddać  niezapomniane  usługi,  gdy  pierwsze  wśród  ludów  mo­

carstwa kulturalne zajmując stanowisko,  byli  w  możności,  szczerą 
dla  państwa  pojętą  pracą i  własnej  ojczyźnie  nową  pełną  chwały 

zgotować  przyszłość,  wtedy  —  w  takiej  chwili,  ponownem 

wzgardziliśmy  Szczytnem  posłannictwem,  wtedy  samolubną 

jedynie  poprowadzili  walkę  i  nie  tylko  państwu  pomocy  od­

mówili,  ale własną tchórzliwą  taktyką  wywrotowe  anarchii  plany 
i  zabiegi  wzmacniali  i  potęgowali,  —  wtedy  przepomnieliśmy, 

że  wielka  autonomiczna  idea,  szeroko zakrojona  i nie samolubna 

może  być  szczytną,  nietykalną  i  świętą,  może  nawet  stać  się 

dogmatem  narodowej  wiary;  ale  jeśli  dla  jednych  nabrała  już 

tego  znaczenia,  czy  godziło  się  lekkomyślnie  i  bez  pewności 
zwycięstwa  stawiać  ją  na  czele  dzisiejszych  narodowych  żądań, 

czy  wolno  ją  było  uzależniać  i  równać  z  wywrotowymi  wnio­

skami  anarchicznej  Dumy  państwowej,  czy  było  się  w  prawie 
dla  niej  frymarczyć  innymi  narodu  dogmatami  po  stokroć  star­

szymi  i  stokroć  świętszymi ?!  Nie,  nigdy,  po  stokroć  przenigdy.

We  wszelkich  dotychczasowych  stosunkach  z  rządem 

i  przy wszystkich  z nim  prowadzonych układach  zawsze otwarcie 

zaznaczyliśmy,  że  z  niczego  na  przyszłość  nie  kwitujemy,  ni

background image

-

 

24

 

-

z  wiary,  ni  języka,  ni  tradycyi,  ni  żadnych  narodowych  celów. 

I  słusznie.  A  dziś,  gdy  po  raz  pierwszy  zawezwani  zostaliśmy 

do  wspólnej  nad  przyszłością  pracy,  z  potępienia  godnym  po­

śpiechem  do  kwitowań  przystąpiono,  nie  pomnąc  na  prawdę, 

że  godność,  sprawiedliwość  i  uczciwość  z  wiary  naszej  wypły­

wają,  że  one  stały  się  twórcami  tradycyjnej  naszej  kultury,  że 

te  trzy  cnoty  i  świętości  są podstawami  s a m o i s t n e g o   b y t u  

n a s z e g o   m o r a l n e g o ,   więcej  zaiste  znaczącego  od  samo­
istnego  bytu  politycznego.  Ody  Duma  popadła  w  hipnozę  roz­
paczliwej  skrajności,  myśmy  popadli  w  hipnozę  biernej,  do tego 
efemerycznej  autonomii  i  wszystko  dla  niej  poświęciliśmy.  Przy 

odezwie  do  korony,  wyzbyliśmy  się  dla  projektu  autonomii 
godności  i  sprawiedliwości;  w  sprawie  agrarnej  za  przyrzeczoną 
autonomię  samobójczą  wznieśliśmy  rękę,  a  manifest  do  ludu 
wstrzymanem  głosowaniem  przeprowadziliśmy,  obrażeni  odrzu­
coną  poprawką  autonomiczną.  Nie  dosyć  na  tem.  Ody  wybor- 
skie zgromadzenie było  dla  nas, urodzonych  konstytucyonalistów, 
aktem  niedopuszczalnym,  gdyśmy  godnie  stanęli  na  stanowisku 

przyrodzonych  nam  sejmowych  zwyczajów,  i  tam  krok  nasz 
polityczny,  powiedzmy  wykwintny,  spaczyliśmy  małodusznie 

pojętą  autonomiczną  ideą.

A  taką  wspaniałą,  tak  piękną  mieliśmy  przed  nami  drogę!

Czemu  stanąwszy  wreszcie  przed  forum  publicznem  ro­

syjskiej  społeczności,  nie  staliśmy  się  prawdziwie  obrońcami 

„ w a s z e j   i  n a s z e j   w o l n o ś c i “ ?  czemu  wierząc  w  dosko­

nałość  i  zbawienność  autonomicznych  rządów,  nie  przyszliśmy 
do  ludu  rosyjskiego  z  mądrą  i  przetrawioną  radą,  czemuśmy 
im  nie  wskazali,  że  szczęście  państwa  i  krajów  z  nim  złączo­
nych  w  autonomicznej  decentralizacyi  leży,  czemuśmy  do  nich 
nie  rzekli,  że  my  gotowi  jesteśmy  do  tak  pojętego  samorządu, 
że  go  w  imię  rozwoju  państwa  i  kraju  naszego  mamy  prawo 

żądać,  że  go  przyjmiemy  z  wdzięcznością;  jeden  jednak  kar­

dynalny  stawiając  warunek,  iż  w  rzędzie  obdarzonych  możemy

background image

-

 

25

 

-

być  pierwsi,  ale  i  innym  równe  prawo  i  równa  możność  roz­
woju  się  należy,  że  my  prerogatyw  nie  chcemy,  bośmy  pod 
ciężarem  praw  wyjątkowych  ginęli,  więc  pierwsi  je  precz  od­

rzucamy, a jedynie  p r a w   p a ń s t w o w y c h   s i ę  d o m a g a m y  

i  o  wspólnej  marzymy  szczęśliwości.  Czemuż  reprezentacya 

nasza,  jednolitną  szczytną  kulturę  przedstawiająca,  nie  stanęła 
na tym  piedestale,  który  mu  historya  sama  pod  stopy  u s ta w ia j

Bośmy w  niewolnictwie wielkiego  ducha  postradali, bośmy, 

zaiste  smutne  to  powiedzieć,  „znikczemnieli",  bo  nas  dzisiaj  już 
nie  stać  na  szersze  porywy  i  większego  posłannictwa  idee. 

Bośmy  wychowańcy  niedobitków  konspiracyjnej  ery,  która 

zawsze  tumaniła  umysły  społeczności  hasłem  „wolnej  i  niepod­

ległej  od  morza  do  morza  sięgającej  ojczyzny",  hasłem,  którego 

podstawą  była  u t o p i a   —  prawdą  m a r z e n i e   —  treścią 

b i e r n o ś ć   i  n i e n a w i ś ć   d o   w r o g ó w .   I  w te dwa  ostatnie 
uzbrojeni  czynniki,  poszliśmy do  Dumy  państwowej,  miłości  się 

zapierając,  która  jedyna  czynu  się  domaga  i  którą  tylko  czyn 
od  martwoty  uratować  może.

Ale  jeszcze  czas,  jeszcze  nie  zapóźno,  jeszcze  czyn  wielki 

spełnić  możemy.  Najprzód  jednakże  jeden  konieczny  wysiłek. 
Musimy  na  historyczne  pytania  dać  wreszcie  odpowiedź,  lecz 
nie  bałamutną,  ani  dwuznaczną,  tylko  jasną  i  szczerą,  opowie­

dzieć  się  po  jednej  czy  po  drugiej  stronie,  musimy  wszyscy 

pod  jednym  ojczystym  skupieni  sztandarem,  a  nie  zakażeni 

mrzonkami  kosmopolitycznych  wywrotów, wybrać  między  ewo- 
lucyą,  a  rewolucyą  i  to  bez  ogródek  i  bez  kompromisów.  Mi­

łość  kraju  i  mądrość  doświadczenia  jedną  nam  tylko  dać  mogą 
odpowiedź:  ewolucyę  wybrać,  rewolucyę  potępić.  Dwóch  zdań 
w  danym  wypadku  być  nie  może  i  my to  sami  dawno  czujemy, 
ale  w  bierności  i  marzycielstwie  chowani,  chcemy  się  jeszcze 

łudzić,  na  sobie  samych  nie  polegać i  cudzymi  wysiłkami  nadal 
zamki  budować  na  lodzie.  Precz  zatem  z  rewolucyą  i  precz 
z  całym  arsenałem  dzisiejszej  jej  broni  bezrobociem,  anarchią

background image

-

 

26

 

-

i  mordem.  Nie  dajmy  wpajać  w  siebie  fałszywych  sądów  i  prze­

konań  i  zrozumiejmy  wreszcie,  że  bezrobocie  jest  materyalnem, 
a  anarchia  moralnem  samobójstwem,  mord  zaś  jakikolwiek  on 

jest,  polityczny  czy  prywatny,  zostanie  jedynie  i  tylko  — 

z b r o d n i ą .   Jedno  jest  tylko  przykazanie  „nie  zabijaj"  i  jedno 
jego  istnieje tlómaczenie,  więc my  je sami  w  inne  nie  ubierajmy 

brzmienie,  ani  innego  nie  dawajmy  mu  znaczenia;  wiedzmy 
tylko,  że  zabić,  to  jest  zbrodnię  popełnić,  której  skutki  zawsze 
te  same:  wstyd,  utrata  czczci  i  zasłużona  kara.

W porozbiorowych  czasach,  ginąc w  partyjnych  zawiściach 

i  kłótniach,  zbyt  często  mianem  zdrajcy  szafowaliśmy  i  zna­
czenia  je  pozbawili,  ale  dziś  w  dawnem  i  nieskażonem  pojęciu 
samo  przez  się  na  usta  powraca  i  to  potężne  słowo  wielkiej 

narodowej  exkomuniki  rzucić  w  twarz  musimy  nie  tylko  tym, 

którzy  własnemi  rękoma  ohydę  zbrodni  popełniają,  ale  i  tym, 
którzy  ślepą  nienawiścią  przejęci  w  małodusznej  swej  roli, 
z  ukrycia,  tchórzliwi  i  nikczemni,  zbrodni  przyklaskują.  Ojczyzna 

nasza  stanęła  nad  przepaścią,  a  doprowadziła  ją  nad  nią  pod­

ziemna  i  nizka  rewolucya,  a  kto  bronią  jej  walczy,  lub  broń 
tę  uświęca,  ten  własną  ojczyznę  w  przepaść  sam  wpycha,  ten 
sam  na  siebie  nakłada  straszne  znamię  zdrajcy.  Ale  ta  nasza 

anatema  nie  może  być  bierną,  lecz  musi  być  jawną  i  czynną. 
Samych  sprawców  zbrodni  pozostawmy  sądom,  katom  i  szu­
bienicom,  ale  nad  tymi  drugimi  ojczyzny  mordercami  sami  sąd 
ustanówny  i  wyrok  wydajmy,  wyrok  potępienia,  odepchnięcia 

i  wyparcia  się,  jedną  tylko  zostawiając  drogę  zbłąkanym  po­

wrotu  na  łono  ojczyzny:  znojną  pracę  i  dalszego  życia  chrze­

ścijańską  uczciwość.

Tak  postępując,  przerzedzone  wprawdzie  będziemy  mieli 

własne  szeregi,  ale  pozostaną  one  nam  zato  czyste  —  prawe 
i  jawnie  działające  i  tylko  w  takim  zespole  możemy  przystąpić 
do  twórczego  dzieła.  Zwłaszcza  teraz,  w  danej  chwili,  gdy  do 
nowej  Dumy  państwowej  innych  mamy  wybrać  posłów,  zwła­

background image

-

 

27

 

-

szcza  teraz zjednoczone  dzielne  musimy  mieć  szeregi,  gdy  kraj 
nasz  stanął  nad  przepaścią  dezorganizacyi  i  gdy  największym 
staje  się  naszym  obowiązkiem  ratować  go  wielkim  ostatecznym 

wysiłkiem.  Prawda  to  dzisiaj  już  niezbita  i  niewątpliwa,  że  od 

przyszłej  Dumy  losy  całego  państwa  zależą,  bo  jeżeli  i  ta  nowa 

prawodawcza reprezentacya  w bezdeń  skrajności  popadnie,  jeżeli 

anarchii  służyć  i  dalej  dzieło  swe  zniszczenia  prowadzić  będzie, 
to  już  nie  stanie  sił  państwowej  żywotności  do  wstrzymania 

pędu ,  wpychającego  w  czeluście  otchłani  całe  mocarstwo, 

a  nam  w  udziale  najgorszy  przypadnie  los  do  zniesienia,  bo 
albo  także  utoniemy  w  morzu  bezrządu,  albo  zdani  będziemy 

na  łaskę  i  niełaskę  tych  z  naszych  wrogów,  którzy  nas  w  nie­

nawiści  prześcigną  i  nienawiścią  tą  zduszą.

To  też  wobec  nowej  pracy  nowe  drogi  wybrać  należy.

Wyjściem polityki  naszej  dotychczasowej  była bezsprzecznie 

wspomniana  już wyżej  osławiona  „d e k 1 a r a c y a  p o s e l s k a “, 
a  że  wczas  z  obiegu  cofnięta,  więc  mało  szerszemu  ogółowi 
znana,  mimo  to  jednak  pozostała  w  swojej  sile,  przodowała 

z  ukrycia  wyborom  i  stała  się  nieszczęsną  dyrektywą  polskiej 
reprezentacyi  w  Dumie  państwowej,  tamując  rozwój  wszelkie] 

szerszej  myśli,  lub  dalej  sięgających  poglądów;  kto  zaś  doku­
ment  ten  czytał  i  kto  bacznie  śledził  przebieg  petersburskich 
naszych  zabiegów,  ten  się  łacno  przekona,  że  niema  chwili 

w  parlamentarnem  naszem  nadnewskiem  życiu,  któraby  na  so­
bie  nie  nosiła  piętna  tego  tajemnego  aktu,  będącego  alfą 
i  omegą  creda  naszego  politycznego  i  naszej  parlamentarnej 
taktyki.

A  zda  się  przepomniano,  że  w  przededniu  wyborów,  po 

ogłoszonej  konstytucyi,  po  wprowadzonym  stanie  wojennym 
i  oburzającym  komunikacie  ministeryalnym,  że  naród  zelżony 
i  do  głębi  obrażony  zażądał  głosu.  Naród  nie  porwał  się  do 
broni  w  lekkomyślnej  walce,  nie  stawał  w  obronie  rzekomych 

praw  historycznych,  ale  stanął  jak  jeden  mąż  w  obronie  g o ­

background image

-

 

28

 

-

dności  swojej  i  własnej  uczciwości.  Nie  była  to  anonimowa 

„d e k 1 a r a c y a  p o s e l s k a " ,   ale dziesiątkami  tysięcy  podpisów' 

stwierdzone  w y z n a n i e   w i a r y ,   to  nie  podziemnej  machi- 

nacyi  konspiracyjnej  dokument,  ale  otwarte  słowo,  jawną  i  ce­
lową  walkę  zapowiadające.  Więc  któryż  z  tych  dokumentów, 
w  ciągu  trzech  miesięcy  z  duszy  polskiej  wyrosły,  miał  mieć 
w  przyszłości  dominujące  znaczenie,  któryż z tych  dwóch  aktów 

był  prawdziwym wyrazem  przekonań  i  woli  narodu,  któryż  miał 

moc  obowiązującą?  Czy  akt  tajemnych  leaderów,  czy  jawne 

wyznanie  narodu?  Dwóch  zdań  być  nie  może,  a  żeśmy  dotąd 
fałszywy  wybór  zrobili,  musimy  dzisiaj  błąd  ten  naprawić.  Akt 

zatem  drugi,  akt  woli  narodu  musi  stać  się  dla  nas  wyjściem 

w  przyszłej  politycznej  działalności,  a  zanim  w  miarowej  ewo­
lucyjnej  pracy  do  ostatecznych  wniosków  i  postulatów  doku­

mentu  dojdziemy,  musimy  z  samego  założenia  aktu  własną 
najbliższej  przyszłości  powziąć  dyrektywę.

Jasno  i  dobitnie  mamy  w  nim  zaznaczoną  wolę  i  prze­

konanie społeczeństwa,  uznającego  państwowość  rosyjską, a z tej 
premissy  dwa  niezbite  wypływają  wnioski:  pierwszy  —  że 

gdyśmy  z Rosyą  złączeni,  szczęście  nasze od  jej  szczęścia,  rozwój 

nasz  od  jej  rozwoju  zależy,  a  siła  nasza  w  jej  sile  polega; 
drugi  —  że  gdyśmy  raz  z  Rosyą  złączeni,  ambicyi  naszej  i  sta­

rania  celem,  własnemi  zasobami  i  miarą  największej  możności, 
państwu  do  odbudowy  siły  nasze  ofiarować  i  w  państwie  tem 

możliwie  znaczące  zająć  stanowisko.  W  takiem  zrozumieniu 
położenia  leży  rozum  nasz  polityczny  i  p a t r y o t y z m   i  z  tą 
myślą  przewodnią  stańmy  do  wyborów  i  z  tym  hasłem,  a  nie 
mandatem,  poślijmy  nowych  posłów  naszych  do  drugiej  Dumy 

państwowej.  Nie  okłamujmy  się  sami  i  wyznajmy  szczerze,  że 
jeśli  rozwój  wypadków  nowym  i  zdrowszym  nie  popłynie  ko­

rytem,  to  dziś  lub  jutro,  Polska,  nawet  autonomiczna,  z  trupem 

związaną  być  może;  więc  i  naszym  najpierwszym  staje  się 
obowiązkiem  wezbrane  fale  w  normalne  wprowadzić  łożysko,

background image

29

z  mętów  je  oczyścić  i  silne  tamy  założyć.  A  tama  nasza  to 
kultura,  nie  chełpliwa  jednak,  ale  czynna  i  z  nią  idźmy  do 

Dumy  państwowej,  stawiając  ją  tam,  gdzie  bałwan  wywrotu 
wzbiera,  gdzie  wir  utopii  powstaje,  gdzie  przypływ  skrajności, 
lub  barbarzyńskie  grożą  zalewy,  gdzie  prądy  się  miażdżą,  gdzie 
walka  ustaje,  a  rozbój  się  poczyna.  Idźmy  z  nią  do  Dumy 
państwowej  i  ofiarujmy  ją w  usługi  tym  synom  rosyjskiej  ziemi, 

którzy w znoju  spokojnej  odbudowy  państwa z nami  emulować 

będą,  których  przykazaniem  nie  wzwracać  i  niszczyć,  ale  n a ­
p r a w i a ć   i  s t w a r z a ć ,   których  hasłem  nie bezrząd i  anarchia, 

ale  w o l n o ś ć   i  r ó w n o ś ć .   I  tej  jednej  rzeczy  wzamian  za 

nasze  usługi  zażądamy,  bo  równi  na  polu  bitwy,  równi  w  walce

0  wolność,  równi  przed prawem  i  wobec  monarchy  być  chcemy. 
A  wtedy,  w  równość  tę  możni,  możemy  stanąć  przed  Rosyą

1  władcą  i  wielkie  złożyć  wyznanie:

„Dojrzeliśmy  w  nieszczęściu  i  błędy  nasze  poznali. 

Potworność  zbrodni  w  domu  naszym  spełnianych  przeraża 

nas  i  poniżającym  wstydem  oblewa,  ale  i  wy  za  winy  nasze 

hańbiącą  nosicie  odpowiedzialność.  Ale  i  wasze  plami  dzieje 

zbrodnia  i  przestępstwo.  Razem  z  wami  w  otchłani  anarchii 

i  bezrządu  giniemy,  to  też  razem  z  wami  siebie  i  was  ra­

tować  chcemy.  Mądrość  dziejowa  daje  nam  naukę  niemo- 

żebności  w  Rosyi  rządów  centralistycznych  —  podzielmy  się 

niemi  —  podzielmy  odpowiedzialnością.  Stwórzmy  wielkie 

mocarstwo,  r z e s z ę   z j e d n o c z o n y c h   p a ń s t w ,  nie żądając 

dla  siebie  prerogatyw,  ni  pierwszeństwa.  My  ich  pierwsi 

nie  chcemy,  bo  własnym  przykładem  stwierdzić  możemy,  że 

niema  kraju,  ni  mocarstwa  na  wyjątkowych  prawach  wspar­

tego,  któregoby  rozwój  stał  się  znamienitym.  Wyzbądżcie 

się  nienawiści,  a  my  wam  krzywdy  przypomnimy.  Prze­

stańcie  jak  dotąd  liczyć  się  z  nami,  a  liczcie  na  nas.  Ujmy 

wam  i  ojczyźnie  waszej  nie  czyniąc,  rolę  nadrzecznych  kre­

sowców  z  pogardą  odrzucamy,  państwem  bowiem  jesteśmy

background image

-

 

30

i  państwem  na  wieki  zostaniemy,  korony  mocarza  północy 

najprzedniejszą  tworząc  ozdobę.  Królewski  nasz  tytuł,  krwi 

naszej  własność  i  zasługa,  Tobie  Cesarzu  północy  został 

powierzony.  A  żeś  przeto  piastunem  najwyższej  narodowej 

godności,  jednej  naszej  wysłuchaj  prośby,  jednemu  naszemu 

zadość  uczyń  żądaniu:  Daj  nam  możność  d z is ia j,  z  mętów 

społecznych,  s a m y m   oczyścić  własną  ojczyznę,  zmiażdżyć 

co  rodzi  zniszczenie,  zmazać  co  hańbę  przynosi  i  podstawę 

stworzyć  przyszłości  odrodzenia.

Warszawa,  wrzesień  1906.