background image

DRAMAT W HOLLYWOOD

Janice Kaiser

Czy Sydney przełamie swe uprzedzenia do świata blichtru i konwenansu, 

jakim, jej zdaniem, jest Hollywood?

ROZDZIAŁ 1

- Proszę mi darować głupie pytanie - powiedział Abe Cohen. - Ale 

jak zamierza pani ochraniać kogoś, kim pani pogardza?

Sydney Charles pomyślała, Ŝe musi mieć się na baczności. Nie 

mogła pozwolić, aby Abe Cohen zniechęcił się do jej projektu. Od niego 
zaleŜało, czy dostanie pracę.

- Panie Cohen... - zaczęła spokojnym tonem.

- Mów mi Abe, kochanie. Twoja matka mówiła do mnie Abe przez 

trzydzieści lat. Ty teŜ moŜesz tak się do mnie zwracać.

- Abe - poprawiła się Sydney, starając się ukryć napięcie - 

policjant nie musi być zakochany w ofierze, Ŝeby szukać mordercy, a 
specjalista od ochrony nie musi być jakoś szczególnie związany z 
pracodawcą. A w ogóle, to mam podobno pilnować córeczki Zinna 
Garretta, a nie jego samego. Z mojego punktu widzenia fakt, Ŝe Zinn 
Garrett jest aktorem, nie ma Ŝadnego znaczenia. A poniewaŜ to Garrett 
podpisuje czek, będę starała się być dla niego uprzejma.

background image

- Uprzejma to za mało - odrzekł Cohen, pociągając cygaro. - 

Gwiazdy filmowe to na ogól ludzie bardzo draŜliwi, przywykli do tego, 
Ŝ

e wszyscy całują ich po rękach. Wiesz o tym. Zinn nie jest aŜ taki 

okropny jak większość z nich, czasem nawet potrafi być całkiem 
rozsądny. Nie zapominaj jednak, Ŝe jest aktorem. Ma pieniądze, jest 
uwielbiany i mieszka w tym mieście. A co najwaŜniejsze - ubóstwia 
swoją córkę. Czy mam jeszcze coś do tego dodać?

Sydney niecierpliwie potrząsnęła głową, odrzucając do tyłu blond 

warkocz.

- Nie, wszystko jasne, Abe. Chciałam ci tylko powiedzieć, co w 

ogóle myślę o aktorach. Dobrze znam Hollywood i nie przepadam za 
jego mieszkańcami. Oczywiście, nie mam na myśli tu obecnych - dodała 
szybko. 

Abe Cohen uśmiechnął się lekko, usiadł wygodniej w fotelu i 

zadumał się.

Sydney była przekonana, Ŝe Abe równie dobrze sam mógłby grać 

w filmach, oczywiście jako aktor drugoplanowy. Był juŜ po 
sześćdziesiątce, miał solidny brzuszek, pokrytą zmarszczkami twarz, z 
charakterystycznym perkatym nosem. Przy tym błyszczącą łysinę i 
nieodłączne cygaro w kąciku ust. Biuro Abe'a mieściło się w dość starym 
budynku w Beverly Hills. Nie było moŜe imponujące, ale przytulne i 
wypełnione najróŜniejszymi pamiątkami z Hollywood. Matka 
opowiadała kiedyś Sydney, Ŝe Abe miał nawet statuetkę Oskara, którą 
jakiś klient zapisał mu w testamencie. Ściany biura były obwieszone 
fotografiami gwiazd filmowych z róŜnych czasów, oczywiście w 
towarzystwie Abe'a Cohena. Abe zresztą zaraz po przyjściu Sydney do 
biura pokazał jej zdjęcie, na którym stał pomiędzy Lee Lorraine, matką 
Sydney, i Dickiem Charlesem, jej ojcem. Zdjęcie było zrobione w czasie 
kręcenia jakiegoś filmu, ze dwadzieścia siedem lat temu. Sydney nigdy 
przedtem nie widziała tej fotografii. Teraz, w czasie rozmowy, 
ukradkiem przypatrywała się ojcu, którego ledwie znała. Abe nagle 
przechylił się nad biurkiem.

- Widzisz, Sydney - powiedział - nie mogę cię polecić Zinnowi 

Garrettowi tylko dlatego, Ŝe znałem twoją matkę. Dlaczego właściwie 
miałbym to robić? Zresztą ciągle wysłuchuję od ludzi najrozmaitszych 
propozycji i pomysłów. A co ty masz do zaproponowania? - 
Wydmuchnął dym w stronę sufitu i znowu oparł się wygodnie w fotelu. - 
Proszę bardzo, słucham.

Sydney wiedziała, Ŝe musi teraz dobrze wypaść. Kilka miesięcy 

background image

temu otworzyła prywatne biuro detektywistyczne, ale interes nie szedł 
zbyt dobrze. Otrzymała w tym czasie tylko kilka niewielkich zleceń, więc 
postanowiła postarać się o kontrakt jako specjalistka od ochrony 
osobistej. Rozpaczliwie go potrzebowała, gdyŜ skończyły się jej 
oszczędności. Była zmuszona wrócić do domu matki, bo nie mogła dalej 
opłacać wynajmowanego mieszkania. Co gorsza, gdyby nie udało się jej 
zdobyć szybko pieniędzy, trzeba będzie zamknąć własne biuro. 
Postanowiła więc zająć się ochroną osobistą. Ludzie dobrze za to płacili, 
więc miała nadzieję, Ŝe wybrnie jakoś z kłopotów finansowych.

- Abe, będę z tobą szczera. Nie mam jeszcze takiej pozycji wśród 

prywatnych detektywów jak Michelle Pfeiffer wśród aktorek. Na razie 
nie jestem gwiazdą. Ale jestem naprawdę dobra w tym, co robię. Wiele 
razy zajmowałam się ochroną osobistą, kiedy jeszcze pracowałam u 
Candy'ego Gonzaleza i zawsze robiłam to dobrze. Teraz sama załoŜyłam 
biuro i chcę się specjalizować właśnie w ochronie ludzi.

- Jak długo pracowałaś u tego Gonzaleza? 

- Trochę ponad rok.

- A przedtem?

- Studiowałam na University of Califomia w Los Angeles, 

specjalizowałam się w kryminologii.

Abe strząsnął popiół do popielniczki.

- Kłopot w tym, Ŝe nie masz zbyt duŜego doświadczenia.

Sydney spojrzała na palmy za oknem, potem potrząsnęła głową.

- Oczywiście - powiedziała - za moją pierwszą rolę nie dostałam 

nominacji do Oskara, ale odniosłam sukces i znam swój fach.

- No dobrze, malutka, ale kontynuując twoje porównanie muszę ci 

powiedzieć, Ŝe przed producentem zawsze stoi pytanie: czy zaangaŜować 
nieznaną debiutantkę, a to zawsze jest duŜe ryzyko, czy raczej postawić 
na znaną gwiazdę.

Sydney pochyliła się ku niemu.

- Jestem naprawdę dobra, daj mi tylko szansę - poprosiła.

Abe machnął ręką.

- Kochanie, posłuchaj dobrej rady. W tym mieście, jeśli się czegoś 

chce, trzeba chcieć z całej siły. A na twojej twarzy nie widać ani śladu 
determinacji. Weźmy na przykład twoją matkę. Kiedy zaczynała karierę, 

background image

była biedna jak mysz, do studia weszła w starej sukienczynie, ale na 
planie filmowym umiała od razu przemienić się w milionerkę. Widać 
więc było, Ŝe odniesie sukces.

- Matka była aktorką, ja nią nie jestem - zauwaŜyła Sydney.

- Zinn Garrett za to jest aktorem, i to znanym.

- Panie Cohen, nie będę błagać pana o tę pracę. Jestem jednak 

pewna, Ŝe dam sobie radę.

- Będę z tobą szczery - powiedział Abe Cohen. - Osobiście 

wolałbym wysłać cię do znanej wytwórni filmów niŜ do ochrony 
dzieciaka Zinna przed jakąś maniaczką. Musisz sama się dobrze 
zaprezentować - poradził.

- Czy to znaczy, Ŝe mnie pan poleci do tej pracy?

- Tak, ale to wszystko, co mogę zrobić. Potem musisz sobie radzić 

sama.

- To cudownie! - wykrzyknęła Sydney, uderzając dłonią o biurko.

- Nie myśl tylko, Ŝe juŜ dostałaś tę pracę. W tym mieście trzeba 

umieć się sprzedać. Teraz będziesz musiała jeszcze przekonać do siebie 
Zinna Garretta.

Sydney mimo wszystko była zadowolona. Kontrakt u Garretta to 

była powaŜna sprawa. W kaŜdej gazecie opisywano, Ŝe sławnemu 
aktorowi groŜono porwaniem córki. Wszyscy o tym mówili. Tak, to było 
powaŜne zadanie i, jeśli jej się uda, moŜe stać się początkiem kariery.

Abe Cohen patrzył na nią z wyraźnym rozbawieniem.

- Wiesz, dziecinko, zawsze dziwiło mnie, Ŝe mając matkę aktorkę, 

sama nie połknęłaś bakcyla filmu. Kiedyś rozmawiałem z nią o tym i 
tłumaczyłem, Ŝe nie moŜna nic robić na siłę.

Tak, matka marzyła, by i Sydney została aktorką. Kiedy była 

jeszcze małym dzieckiem, zabierała ją na wszystkie próbne zdjęcia dla 
młodocianych aktorów. Marzeniem Lee Lorraine było zrobić z córki 
gwiazdę filmową. I trudno powiedzieć, co było dla matki większą 
poraŜką i rozczarowaniem - czy koniec jej własnej kariery filmowej, czy 
teŜ kompletny brak zainteresowania Sydney światem filmu i wielkich 
gwiazd.

Abe przyjrzał się dziewczynie dokładnie.

- Wesz, Ŝe masz dobre zadatki - wyznał z uśmiechem. - Z taką 

background image

figurą i buzią mogłabyś zrobić karierę. Ale to nie wszystko - westchnął. - 
Nie odziedziczyłaś po rodzicach miłości do filmu.

Sydney często powtarzano, Ŝe jest bardzo podobna do matki z lat 

młodości, ale poza tym róŜniły się we wszystkim.

- Tak, aktorstwo nigdy mnie nie pociągało - potwierdziła Sydney.

Abe ze smutkiem pokiwał głową.

- Mama chyba ci powiedziała, Ŝe zajmowałem się takŜe sprawami 

twojego staruszka?

Sydney poczuła znajomy ból, ale uśmiechnęła się, Ŝeby nie dać nic 

poznać po sobie. Ostatnią osobą, o której chciałaby rozmawiać, był Dick 
Charles, ale zdawała sobie sprawę, Ŝe nie da się tego uniknąć.

- Tak, mama wspominała mi o tym.

- Dick był jednym z wielkich. - Abe Ŝuł cygaro. - Był wielki 

wtedy, kiedy jeszcze w filmach grały prawdziwe gwiazdy.

Sydney nic nie powiedziała. Teraz, kiedy Abe obiecał 

zarekomendować ją, powinna przynajmniej być uprzejma.

- Wielka szkoda, Ŝe nie znałaś lepiej swojego staruszka - 

kontynuował Abe.

- Miałam jednak matkę - Sydney z trudem przełknęła ślinę - i 

naprawdę szczęśliwe dzieciństwo, a to jest najwaŜniejsze.

Abe uśmiechnął się i potaknął.

- Wiesz, dziecinko, bardzo mi przypominasz twoją matkę.

- Dziękuję. To chyba komplement, prawda? 

Abe znowu potaknął.

- A jak się miewa Lee?- zainteresował się.

- Zupełnie dobrze, choć trochę dokucza jej artretyzm - odparła 

Sydney.

- Artretyzm jest dokuczliwy, zwłaszcza dla takiej tancerki jak 

twoja mama - stwierdził Abe.

- Mama nie tańczy od lat!

- Oczywiście, nie tańczy juŜ zawodowo, ale wierz mi dziecko, Ŝe 

background image

to zostaje człowiekowi we krwi na zawsze. Choćby parę kroków na 
dywanie w salonie. Lee na pewno tańczy, mogę się załoŜyć.

Abe wydmuchnął dym z cygara.

- Tak - mówił dalej - jej historia była jedną z bardziej tragicznych 

w Hollywood. MoŜe dlatego, Ŝe zaczęła karierę w nieodpowiednim 
czasie. NajwaŜniejsze to trafić na właściwy moment. Lee Lorraine miała 
wszelkie dane po temu, by zrobić wielką karierę, ale jej nie zrobiła. 
Pewnie juŜ ci o tym opowiadano? - zapytał.

Sydney poruszyła się, jakby było jej niewygodnie na wyściełanym 

krześle. Zawsze sprawiało jej przykrość słuchanie, jak to matka nie 
zrobiła wielkiej kariery, a ojciec zrobił, i to właśnie wtedy, kiedy matka 
poświęciła się jej wychowywaniu, a ojciec… Najdelikatniej mówiąc, nie 
moŜna było nic szczególnie dobrego o nim powiedzieć.

- Aktorzy tacy jak twoja matka to juŜ zanikający typ. Ja zresztą teŜ 

naleŜę do tego samego gatunku - westchnął.

Sydney wiedziała, Ŝe stary agent reklamowy lubił grać przed 

ludźmi, a jedną z jego sztuczek było niewątpliwie narzekanie. 
NajwaŜniejsze jednak, Ŝe zechciał jej pomóc i Ŝe poleci ją Zinnowi 
Garrettowi. Była mu za to szczerze wdzięczna.

- Abe, co mam dalej robić?

Agent podał jej kartkę.

- Powiedziałem Zinnowi, Ŝe o pierwszej będziesz u niego. Tu masz 

adres.

Sydney nie mogła ukryć zdumienia.

- Czy to znaczy, Ŝe juŜ wcześniej mnie umówiłeś?

- No tak, ale gdybyś mi się nie spodobała, to bym wszystko 

odwołał. Rozmawiałem z nim wczoraj, był gotów zatrudnić kogoś 
innego. W tym przypadku jednak czas się bardzo liczy.

Sydney zerwała się z krzesła, pochyliła nad biurkiem i mocno 

uścisnęła dłoń Abe'a.

- Dziękuję ci bardzo! - wykrzyknęła.

- A ja ci Ŝyczę, Ŝebyś sobie na tej sprawie połamała nogi.

Sydney odwróciła się i podeszła do drzwi, ale zatrzymał ją głos 

Abe'a.

background image

- Nawiasem mówiąc, Zinn ma dobre oko. Twoja figura… No, 

mądrej głowie dość dwie słowie.

Sydney kiwnęła głową, Ŝe rozumie. Tego właśnie nienawidziła w 

Hollywood. Kobiety i męŜczyźni byli na sprzedaŜ. Nie zawsze chodziło 
o seks. Był to po prostu naturalny sposób bycia w tym mieście, tak 
nieodzowny jak makijaŜ czy eleganckie stroje. Widziała, jak to się 
skończyło w przypadku jej matki i dlatego postanowiła, Ŝe sama nigdy 
nie będzie naśladować stylu Ŝycia gwiazd filmowych.

Wyszła z biura Abe'a i podeszła do swojej hondy stojącej na 

parkingu. Westchnęła na widok sporej plamy ropy i wyciekających 
ciągle spod silnika kropli. Rzeczywiście, silnik jakoś dziwnie 
zachowywał się od pewnego czasu. Musi podjechać do najbliŜszej stacji, 
dokupić ropy i mieć nadzieję, Ŝe uda się jej dojechać na czas do domu 
Zinna Garretta przy Pacific Palisades. Spojrzała na zegarek. Musi się 
pospieszyć, jeśli chce zdąŜyć.

Wsiadła do samochodu, który na szczęście od razu zapalił.

Sydney nerwowo splatała warkocz, czekając w samochodzie pod 

domem Garretta. Rozmawiała juŜ z gospodynią przez domofon i 
dowiedziała się, Ŝe Garretta jeszcze nie ma. Upływały następne minuty, a 
Garrett ciągle nie wracał. Patrzyła teraz na solidną bramę i modliła się w 
duchu, by aktor nie zmienił zdania i nie znalazł kogoś innego do 
ochrony. Dla niej ta praca stanowiła ostatnią deskę ratunku.

Sydney była zdecydowana wykonać swoje zadanie. Zdawała sobie 

sprawę z wszelkich niebezpieczeństw, choć większość tego rodzaju zajęć 
polegała na zwykłej, codziennej harówce, ale za to właśnie jej płacono i z 
tego Ŝyła.

Bez wątpienia prędzej wzięłaby udział w bandyckim napadzie, 

łaziłaby do szulerni i grała tam z handlarzami narkotyków, niŜ dałaby się 
namówić na milutkie pogawędki z aktorami i aktorkami, opowiadającymi 
głównie o problemach swoich duszyczek. Dobrze znała mentalność 
mieszkańców Hollywood, więc wiedziała, czego moŜna się po nich 
spodziewać. MoŜe tak się szczęśliwie złoŜy, Ŝe Garrett będzie większość 
czasu spędzał na planie i opiekę nad córką powierzy wyłącznie jej.

Sydney spoglądała na Pacyfik i wznoszące się u jego brzegów 

pagórki Beverly Hills. Dom Garretta znajdował się na samym szczycie 
wzgórza, widok stamtąd musiał być piękny. Teraz jednak rozkoszowanie 
się widokami uniemoŜliwiał unoszący się w powietrzu i niemal 
całkowicie zasłaniający niebo smog, który przypominał o bliskości Los 

background image

Angeles.

Sam dom był zupełnie nowy, pewnie zbudowany na polecenie 

Garretta. Zamiast powszechnego w tej okolicy róŜowawobeŜowego 
tynku i czerwonych dachówek, dom miał białe mury i zielonkawy dach. 
Wokół rosły olbrzymie palmy i kolorowo kwitnące krzewy.

Sydney spojrzała na zegarek. Garrett spóźniał się juŜ pól godziny. 

Nie był to najlepszy znak. Jadąc tu z biura Abe'a przygotowała się, co i 
jak ma powiedzieć, ale teraz nabierała wątpliwości, czy się jej uda.

Wczoraj, kiedy przewoziła swoje rzeczy do domu matki, czuła się 

kompletnie przegrana, a kiedy matka zaproponowała, Ŝe przyjmie kilku 
uczniów, Ŝeby trochę zarobić, czuła, Ŝe serce niemal jej pęka.

Matka utrzymywała je obie nie tylko grając w filmach, ale takŜe 

prowadząc niewielkie studio, w którym uczyła tańca dzieci aktorów i 
przyszłe baletnice. Zapewniało to niewielki dochód, i pozwalało matce 
zachować kontakt z tym, co tak kochała. Jednak z wiekiem i w miarę, jak 
zaczął rozwijać się u niej artretyzm, musiała zaprzestać dawania lekcji.

Sydney domyślała się, Ŝe matka nigdy nie zaprzestała marzeń o 

karierze filmowej. Z czasem wszystkie ambicje przerzuciła na córkę. 
Ciągle opowiadała jej o świecie filmu, ale Sydney zawsze była bardzo 
niezaleŜna i nie poddawała się wpływom matki.

Konflikt między nimi wynikał właśnie z odmiennych upodobań i 

dla obu był trudny do rozwiązania. Sydney bardzo cierpiała, bo kochała 
matkę gorąco i była jej wdzięczna za wszystkie poświęcenia. Nawet teraz 
trudno było wytłumaczyć Lee, Ŝe jej wielkie przywiązanie do świata 
filmu nie jest rozsądne, Ŝe właśnie to przywiązanie zniszczyło ją samą i 
spowodowało tyle nieporozumień między nią i córką. Jednak za kaŜdym 
razem, kiedy Sydney próbowała w jakikolwiek sposób krytykować 
przemysł filmowy, jej matka wpadała w furię. „Gdyby nie film, nie 
byłoby ciebie na świecie. Nigdy w Ŝyciu nie Ŝałowałam ani przez 
moment tego, co zdarzyło się mnie i twojemu ojcu, bo zostaliśmy 
obdarzeni przepięknym dzieckiem!” - krzyczała.

Oczywiście, matka nie dodawała, Ŝe to dziecko było nieślubne i Ŝe 

własnego ojca znało tylko z ekranu, a w dodatku ten ojciec traktował je 
obie niemal jak powietrze. To wszystko dręczyło Sydney i spowodowało 
jej niechęć do Dicka Chariesa i w ogóle do aktorów, a takŜe do całego 
ś

wiata, który wokół siebie tworzyli.

To juŜ właściwie historia. Ojciec umarł i przeszedł do legendy, a 

matka i ona sama mogły się co najwyŜej pojawić w przypisach do jego 

background image

biografii. Jednak to jego pieniądze pozwoliły Lee utrzymać ładny dom i 
dały jej wystarczające zabezpieczenie na starość.

Kiedy jednak matka wciąŜ udzielała lekcji, choć juŜ z trudem 

chodziła, Sydney zdecydowała, Ŝe musi sama zacząć zarabiać i znalazła 
najpierw pracę u McDonalda.

Spojrzała w boczne lusterko, ale nie ujrzała Ŝadnego samochodu. 

CzyŜby Garrett ją zlekcewaŜył?

Zniecierpliwiona tym wszystkim wysiadła z samochodu, odrzuciła 

warkocz przez ramię, wychyliła się za przydroŜną barierę i zaczęła 
wpatrywać w drogę dojazdową. Próbowała jakoś wygładzić pomiętą juŜ 
sukienkę. Zawsze wolała ubierać się do pracy w spodnie, ale tym razem 
matka tak nalegała, Ŝe zgodziła się włoŜyć sukienkę, bo rzekomo 
seksapil jest rzeczą, która w Hollywood liczy się najbardziej. Sydney nie 
była zachwycona, ale zaufała doświadczeniu matki w kontaktach z 
gwiazdami.

Słońce świeciło ostro, nie było wiatru, a powietrze stawało się 

coraz bardziej gorące. Sydney przypomniał się pewien letni dzień, 
podobnie upalny jak dzisiejszy. Dostała wówczas swe pierwsze zadanie 
jako prywatny detektyw w firmie Candy'ego Gonzaleza. Była wtedy tak 
zdenerwowana, Ŝe ledwie mogła prowadzić samochód, a musiała zdobyć 
jak najwięcej informacji o pewnym maniaku, który wypisywał jakieś 
wariackie listy do jednego z graczy druŜyny Dodgersów z Los Angeles.

Praca u Gonzaleza dała jej potrzebne doświadczenie, jednak 

prywatni detektywi są na ogół z natury ludźmi bardzo niezaleŜnymi. 
Podobnie było z Sydney - pragnęła jak najszybciej usamodzielnić się i 
otworzyć własną agencję. Pytanie tylko, czy nie zrobiła tego za 
wcześnie? MoŜe jednak była zbyt niecierpliwa?

Okiem eksperta zaczęła oglądać mur otaczający posiadłość 

Garretta. Został tak zaprojektowany, by chronić mieszkańców przed 
ciekawskimi spojrzeniami przechodniów i turystów, ale nie zapewniał 
całkowitego bezpieczeństwa. Gdyby ktoś koniecznie chciał się dostać do 
ś

rodka, mógłby to uczynić bez większych problemów.

Musi o tym powiedzieć Garrettowi na samym początku. W ten 

sposób udowodni mu od razu, Ŝe jest profesjonalistką. Jeśli ma dostać tę 
pracę, musi przede wszystkim rozwiać wszelkie wątpliwości Garretta.

Znowu spojrzała na zegarek i w tym samym momencie usłyszała 

nadjeŜdŜający z duŜą prędkością samochód. Był to srebrzysty, 
pobłyskujący chromowaniami jaguar. Prowadził go Garrett. Samochód 

background image

zwolnił i zatrzymał się po drugiej stronie ulicy, przed bramą posiadłości. 
Garrett wyciągnął pilota, nacisnął i brama otworzyła się automatycznie. 
Sydney wyjęła torebkę z samochodu i skierowała się w stronę domu, ale 
zanim przeszła na drugą stronę ulicy, brama zamknęła się. Jaguar jechał 
powoli długim podjazdem w stronę zabudowań. Zatrzymał się, 
męŜczyzna wysiadł, odwrócił się i spojrzał jakby z pewnym wahaniem na 
Sydney.

- Panie Garrett! - zawołała. 

Niezbyt zdecydowany zaczął iść w jej stronę. Miał na sobie 

nieskazitelnie białą koszulę, a twarz przysłaniały olbrzymie słoneczne 
okulary. Sydney była jednak pewna, Ŝe to właśnie jest Zinn Garrett.

Znała tę twarz, choć w rzeczywistości męŜczyzna był duŜo 

przystojniejszy niŜ na ekranie. Zagrał kilka razy w filmach, które nie 
odniosły oszałamiającego sukcesu, ale jego popularność rosła od kilku 
lat, bo występował w telewizyjnym serialu detektywistycznym. Grał 
adwokata broniącego niewinnie oskarŜonych, a były to głównie 
przystojne kobiety,

Sydney nie miała telewizora, więc tylko ze dwa razy widziała u 

kogoś ten serial. Kiedy Garrett podszedł bliŜej, zdziwiła się, Ŝe jest 
wyŜszy, niŜ się jej wydawało. Widać było, Ŝe jest wysportowany i silny. 
Twarz zasłaniały mu okulary, ale Sydney pamiętała, Ŝe Garrett ma piękne 
oczy, mocno zarysowane kości policzkowe i niemal arystokratyczny nos. 
Tylko usta były wąskie i zawsze jakby lekko skrzywione, co 
powodowało, Ŝe nie był lalkowatym pięknisiem. Sydney pamiętała, Ŝe 
oglądając go w paru filmach odniosła wraŜenie, jakby Garrett nie 
traktował tego, co robi, ze zbyt duŜą powagą.

Poczuła, Ŝe serce bije jej szybciej, ale pomyślała, Ŝe to pewnie ze 

zdenerwowania. Nigdy nie peszyła się w obecności sławnych aktorów, 
spotykała ich bardzo wielu i często. Kiedy była jeszcze dziewczynką, 
matka zabierała ją ze sobą do studia filmowego.

Garrett uśmiechnął się i odezwał, zanim zdąŜyła otworzyć usta.

- Ma pani ołówek?

- Ołówek? - Nie bardzo wiedziała, o co mu chodzi.

- No tak, coś do pisania. - Przeszukiwał kieszenie swej jedwabnej 

koszuli, - Bo ja nic przy sobie nie mam.

Sydney otworzyła torebkę, wyciągnęła długopis i podała mu przez 

kratę bramy. Garrett us'miechal się z lekkim rozbawieniem.

background image

- Potrzebuję jeszcze jakiejś kartki. - Wskazał palcem w jej stronę.

- Czy ja wyglądam na sekretarkę? - zapytała odruchowo, ale zaraz 

przestraszyła się, jak on zareaguje na taką uwagę. Trudno było jednak 
wyczytać cokolwiek z jego twarzy,

Sydney znalazła w torebce stary kwit ze sklepu spoŜywczego, 

podała mu i czekała, co będzie dalej,

Garrett odwrócił kwit i napisał coś na drugiej stronie. Potem 

spojrzał na nią i choć nie widziała jego oczu, domyśliła się, Ŝe ocenia jej 
figurę. Potem oddał kwit i szeroko się do niej uśmiechnął.

- Pani jest tu przejazdem, czy teŜ mieszka pani w Los Angeles? - 

zapytał.

- Przepraszam, nie rozumiem.

- Jestem po prostu ciekaw… Pani nie wygląda jak większość… 

no… wielbicielek.

Sydney spojrzała na karteczkę i przeczytała: Z najlepszymi 

Ŝ

yczeniami dla cudownej dziewczyny - Zinn Garrett. Pokręciła głową, 

niczego nie rozumiejąc.

- Co to jest?

- Mój autograf - wyjaśnił Garrett. - Czy spodziewała się pani, Ŝe 

podpisze się: Tom Selleck?

Sydney zrozumiała wszystko i wybuchnęła śmiechem.

- Obawiam się, Ŝe to jakieś nieporozumienie. Panie Garrett, nie 

przyszłam tu po pański autograf.

Zdjął okulary, w jego oczach nie było najmniejszego zakłopotania.

- Pani nie jest kolekcjonerką autografów? 

Pokręciła przecząco głową.

- Czy mogę zatem spytać, o co chodzi? Nie, nie, pozwoli pani, Ŝe 

sam zgadnę. Pewnie ma mi pani doręczyć pozew sądowy. Moja była 
Ŝ

ona i jej adwokat znowu chcą wszcząć sprawę, a pani krótka 

spódniczka, zgrabne nogi i mila buzia miały mnie wprowadzić w błąd, 
tak?

Sydney znowu pokręciła przecząco głową i zdjęła okulary.

background image

- Gdybym miała wręczyć panu pozew, juŜ dawno bym to zrobiła - 

zauwaŜyła.

- Rzeczywiście. - Garrett potarł dłonią policzek. Spojrzał jej w 

oczy. - Zdaje się, Ŝe długo bym musiał zgadywać. MoŜe mi pani coś 
podpowie?

- Zgoda.

Sydney sięgnęła do torebki i wyciągnęła swój półautomatyczny 

pistolet. Nie mierzyła nim w Garretta, ale on i tak pobladł.

- Nazywam się Sydney Charles - przedstawiła się. - Pan chciał 

mnie zatrudnić do ochrony swej rodziny. Od razu muszę powiedzieć, Ŝe 
nie powinien pan podchodzić do bramy i rozmawiać z kimś zupełnie 
nieznajomym.

Garrett nie chciał po sobie pokazać, Ŝe się przestraszył, ale widać 

było, Ŝe jest zdenerwowany.

- To pani jest Sydney Charles? - spytał zdziwiony.

- Tak, byłam z panem umówiona - spojrzała na zegarek - dokładnie 

trzydzieści pięć minut temu.

- Pani Charles, przepraszani za spóźnienie i mam nadzieję, iŜ nie 

gniewa się pani, Ŝe wziąłem ją za moją wielbicielkę. Nie domyśliłem się, 
kim pani jest, bo, prawdę mówiąc, spodziewałem się męŜczyzny.

- To mi się często zdarza, ale jeśli ktoś uwaŜnie czyta, to zauwaŜy, 

Ŝ

e moje imię pisze się nie, jak męskie, przez „i”, na przykład Sidney 

Poitier, ale przez „y” - Sydney, a to jest imię Ŝeńskie.

- No tak - zauwaŜył ponuro Garrett - powinienem popracować nad 

ortografią i chyba teŜ nad metodami zachowania bezpieczeństwa.

- Tak, powinien pan - potwierdziła Sydney.

Garrett wskazał na pistolet, który wciąŜ trzymała w ręce.

- Jak pani schowa tę zabawkę, będziemy mogli przystąpić do 

rozmów.

Wsunęła pistolet do torebki, nie mogąc ukryć zadowolenia, Ŝe 

jednak zrobiła na nim wraŜenie. Trzymała w ręce kartkę z jego 
autografem i nie bardzo wiedziała, co z nią zrobić. Wreszcie podała mu 
ją przez bramę.

- Proszę, mnie to nie jest potrzebne, a pan moŜe odesłać ten 

background image

autograf do muzeum.

Garrett bez słowa wziął kartkę, zmiął i schował do kieszeni.

Sydney przestraszyła się, Ŝe moŜe zbyt daleko się posunęła. Abe 

Cohen ostrzegał ją przecieŜ, iŜ gwiazdorzy są niesłychanie draŜliwi i 
przyzwyczajeni raczej do hołdów niŜ do krytyki czy Ŝartów.

- Widzi pani - wyjaśnił Zinn Garrett - gram w serialu 

detektywistycznym i nauczyłem się, Ŝe nigdy nie powinno się 
sprzeciwiać kobiecie, która ma w torebce rewolwer.

Podszedł do wyłącznika i nastawił kod szyfrowy. Brama otworzyła 

się, Sydney weszła, poczekali chwilę, aŜ brama znowu się zamknie i 
mszyli w stronę domu.

- Jest pani zatem prywatnym detektywem i chce pani zająć się 

ochroną mojej córki?

- Tak.

- Muszę pani powiedzieć, Ŝe sprawa ochrony córki jest dla mnie 

bardzo waŜna. Za nic w świecie nie mogę dopuścić, by coś jej się stało. 
Andrea jest dla mnie wszystkim.

- Przede wszystkim musimy najpierw dowiedzieć się, na czym 

polega zagroŜenie - powiedziała Sydney, próbując za nim nadąŜyć.

Garrett nagle zatrzymał się i zwrócił w jej stronę. Jego głos 

brzmiał niezwykle powaŜnie.

- Powinienem od początku być z panią szczery, pani Charles. Nie 

jest mi wszystko jedno, kogo zatrudnię do tej pracy. I nie musi to być 
pani, tylko dlatego Ŝe Abe panią polecił. Bardzo moŜliwe, Ŝe wynajmę 
kogoś innego.

Sydney zamarła na te słowa, ale postanowiła nie poddawać się tak 

łatwo.

- Zdaję sobie sprawę - odparła jak najbardziej opanowanym 

głosem - Ŝe pan jeszcze mnie nie zatrudnił, ale ja teŜ jeszcze nie 
zdecydowałam, Ŝe podejmuję się tej pracy.

- AleŜ pani jest ostra. Czy do rozmów z klientami przygotowuje się 

pani, czytając powieści Ellery Queena?

Sydney poczuła, Ŝe się rumieni. Bardzo moŜliwe, Ŝe zamiast być 

pewna siebie, była po prostu bezczelna.

background image

- Panie Garrett, chciałam tylko powiedzieć, Ŝe muszę wiedzieć, czy 

praca będzie mi odpowiadała, a poza tym, w tego typu sprawach, w 
dobrze pojętym interesie wszystkich, waŜne jest wzajemne 
porozumienie.

Nic na to nie odpowiedział, ale na jego twarzy malował się 

wyraźny sceptycyzm. Dalej szli w milczeniu, a Sydney rozmyślała, jak 
bardzo potrzebuje tego zajęcia. Tydzień u tego faceta i opłaciłaby 
mieszkanie za parę miesięcy, a poza tym mogłaby później dodawać do 
opisu swojej kariery zawodowej, Ŝe pracowała dla takiej sławy. Nie, nie 
wolno jej przepuścić takiej okazji.

- Jeśli to, co powiedziałam, zabrzmiało złośliwie, bardzo 

przepraszam. Na ogół przy takiej pracy, jak moja, ludzie oczekują, Ŝe 
będziemy twardzielami.

Garrett roześmiał się.

- No nie, pani w ogóle na to nie wygląda. Jeśli chce się pani 

dowiedzieć prawdy, to wyznam, Ŝe bardzo źle pani wszystko rozegrała 
od samego początku. Z wyjątkiem tego wyciągania rewolweru z torebki. 
Wtedy rzeczywiście mnie pani przestraszyła. Ale nie jest pani takim 
twardzielem jak Sam Spade z „Sokoła maltańskiego”.

Sydney nie odzywała się. Irytował ją ten protekcjonalny i pełen 

wyŜszości ton głosu. Jednak najwaŜniejsze było teraz, Ŝeby zaczął 
traktować ją powaŜnie.

- Często wygląd bywa zwodniczy - oznajmiła powściągliwie.

- Tak, z tym mogę się zgodzić. Większość aktorów w mniejszym 

lub większym stopniu ma z tym do czynienia. Na przykład ludzie często 
utoŜsamiają mnie z bohaterem, którego gram.

- Z mojej strony to panu nie grozi, bo w ogóle nie oglądam 

telewizji.

- Moi producenci nie byliby zadowoleni z tego, co pani mówi.

- Nie miałam zamiaru dotknąć pana - dodała szybko w obawie, Ŝe 

moŜe znowu niechcący go obraziła.

- Nic się nie stało. Nie wszyscy muszą lubić bohatera, którego 

gram. Powiem szczerze, Ŝe sam mam czasami dość tego Granta Adamsa.

- Naprawdę?

Widocznie w jej głosie brzmiało prawdziwe niedowierzanie, bo 

background image

Garrett zatrzymał się i przyjrzał jej bacznie. Byli juŜ przy schodach 
prowadzących do domu.

- Pani jest pewnie przekonana, Ŝe jestem typowym hollywoodzkim 

playboyem, ale, szczerze mówiąc, nie bardzo mnie obchodzi to, co pani o 
mnie myśli. Jeśli pani rzeczywiście chce podjąć się pracy u mnie, to musi 
dobrze zrozumieć, Ŝe bezpieczeństwo Andrei jest dla mnie rzeczą 
niezwykle waŜną. Teraz to w ogóle najwaŜniejsza sprawa w moim Ŝyciu.

Sydney spojrzała mu prosto w oczy.

- Rozumiem i bardzo się cieszę, Ŝe tak właśnie podchodzi pan do 

rzeczy.

- Stawiam sprawę uczciwie - zastrzegł Garrett - i dlatego chcę, by 

pani wiedziała, Ŝe naprawdę sądziłem, iŜ zatrudniam męŜczyznę. Nie 
chcę, by pani robiła sobie jakieś nadzieje.

- NajwaŜniejsze - odparła Sydney - Ŝe ja znam swoje moŜliwości i 

wiem, Ŝe jestem w stanie wykonywać tę pracę.

- To mi się podoba. Obiecuję, Ŝe uczciwie rozwaŜę pani 

kandydaturę, ale nic więcej nie mogę obiecać.

- Chodzi mi o to - wyjaśniła dziewczyna - Ŝeby nie miał pan 

uprzedzeń.

Nagle Garrett połoŜył ręce na jej ramionach, tak jakby był jej 

starym znajomym.

- Jak się do pani zwracają przyjaciele?

- PrzewaŜnie mówią do mnie Syd - wykrztusiła Sydney, 

zaskoczona tą nieoczekiwaną poufałością.

- Nie będziesz miała nic przeciwko temu, bym i ja tak do ciebie 

mówił?

Potaknęła w milczeniu.

- Jeszcze jedno Syd. Nie wiem, co ci powiedział Abe, ale chcę, 

Ŝ

ebyś wiedziała, Ŝe jeśli w grę wchodzi moja córka, nie ma nic 

waŜniejszego. Nie obchodzi mnie, czy ktoś jest czerwonoskóry, czy ma 
dwie głowy, ale jeśli jest najlepszy w swoim zawodzie, to go zatrudniam. 
I odwrotnie - zgrabna figura i długie nogi nie liczą się tu zupełnie. 
MoŜesz wierzyć lub nie, ale nie nastawiam się na Ŝadne romanse. Mówię 
ci to, bo nie chcę, Ŝeby były jakieś nieporozumienia.

- Panie Garrett, bardzo się cieszę, Ŝe tak jasno stawia pan sprawę. - 

background image

Uśmiechnęła się do niego i delikatnie zdjęła jego ręce ze swoich ramion. 
- Jeśli to pana interesuje, ja teŜ nie myślę o Ŝadnych romansach.

Zinn Garrett uśmiechnął się szeroko.

- Syd, chyba powinniśmy juŜ wejść do domu i zobaczyć się z 

Andreą.

 

ROZDZIAŁ 2

Garrett otworzył drzwi i wpuścił Sydney do środka. Z głębi 

długiego holu wybiegła do nich mała, moŜe czteroletnia dziewczynka, 
ubrana tylko w same majteczki od kostiumu kąpielowego.

- Tatusiu! Ta… - urwała, kiedy spostrzegła Sydney, ale 

natychmiast ominęła ją i podbiegła do ojca. Zinn pochwycił małą i wziął 
na ręce.

- Dios mio! - Rozległ się czyjś głos z głębi domu. Sydney obejrzała

się i zobaczyła niską, korpulentną Meksykankę, trzymającą w ręku górną 
część dziecinnego kostiumu kąpielowego.

- Dios mio! - powtórzyła kobieta. - Przepraszam pana, seńor 

Garrett, ona wyrwała mi się, kiedy ją ubierałam.

Zinn bawił się z córką, huśtał ją i przytulał.

- Nic się nie stało, Yolando. - Zbagatelizował skargę i dalej mówił 

do córki: - A ty, mój aniołku, skąd wiedziałaś, Ŝe to tata wrócił?

Tymczasem kobieta, wyraźnie zakłopotana, przyglądała się 

Sydney.

- Yolando - zwrócił się do niej Garrett - to jest Sydney Charles, 

prywatny detektyw. Chyba ci wspominałem, Ŝe dzisiaj mamy spotkanie?

- Tak, seńor, ale mówił pan, Ŝe to będzie męŜczyzna, a nie piękna 

młoda dama.

Zinn wybuchnął śmiechem.

background image

- TeŜ byłem na początku zaskoczony, ale moŜesz mi wierzyć, Ŝe 

jest równie ostra jak męŜczyzna. - Mrugnął porozumiewawczo do 
Sydney, ale ona udała, Ŝe tego nie dostrzega. - A to jest moja gospodyni, 
Yolanda, która teŜ zajmuje się Andreą - kontynuował Garrett. - No, a kim 
jest ten małpiszonek, chyba nie muszę mówić.

Dziewczynka nagle zawstydziła się i ukryła twarz na ramieniu 

ojca. Miała takie same ciemne włosy jak on. Sydney dotknęła jej 
policzka.

- Cześć, Andreą - przywitała się. - Czy mi się zdaje, czy wybierasz 

się popływać?

Dziewczynka przytaknęła i znowu schowała twarz.

- Och, seńorita, ona od rana marzy o pływaniu, ale uparła się i nie 

chce włoŜyć górnej części kostiumu.

- Obiecałem jej, Ŝe popływamy, kiedy tylko wrócę do domu - 

wyjaśnił Garrett. - Nie pozwalam jej wchodzić do basenu, kiedy nie ma 
mnie w domu. - Spojrzał na dziewczynkę. - Mój aniołku, idź teraz z 
Yolanda i dokończ się ubierać. Tatuś będzie na ciebie czekał za parę 
minut przy basenie.

Rzeczywiście, Abe Cohen mówił prawdę. Zinn Garrett był głęboko 

przywiązany do córki. Jednak Sydney nie spodziewała się, Ŝe aŜ tak 
bardzo. Ten człowiek zaskakiwał ją. Wcześniej juŜ słyszała trochę 
szczegółów na temat rozwodu Zinna Garrctta z Moniką Parrish. Pobrali 
się na początku jego kariery filmowej. Ona była dopiero początkującą 
aktorką i nie mogła się pogodzić z faktem, Ŝe on stał się stawny, a jej 
kariera jakby utknęła w miejscu. Po urodzeniu się Andrei ich małŜeństwo 
coraz bardziej się psuło i w końcu Monika, która tymczasem stała się 
wziętą aktorką, zaŜądała rozwodu. Nie chciała poświęcić się 
wychowywaniu córki, dlatego Andreą została pod opieką Zinna.

- Co pani sądzi p mojej córce? - zapytał Zinn.

- Jest naprawdę urocza. - Sydney uśmiechnęła się, bo aktor 

zachowywał się teraz jak typowy ojciec, dumny ze swego dziecka,

MęŜczyzna przypatrywał się jej przez chwilę i doszedł do wniosku, 

Ŝ

e Sydney jest bardzo interesującą kobietą, i to nie tylko pod względem 

fizycznym. Zachowywała się zupełnie inaczej niŜ te, które znał. Tu, w 
Hollywood liczyła się pozycja, sława, dobry kontrakt. Prawie wszystkie 
aktorki, z którymi Zinn grywał, były owładnięte myślą, jak to wszystko 
osiągnąć, a inne kobiety, nawet nie związane ze światem filmu, teŜ 
przejmowały ten styl bycia. Natomiast w Sydney Charles uderzyło go to, 

background image

Ŝ

e od początku nie przypisywała najmniejszego znaczenia do jego 

pozycji, a nawet jakby tym wszystkim trochę pogardzała. Uznał, Ŝe to 
bardzo pouczające doświadczenie. Oczywiście, gdyby Sydney nie była 
przy tym pociągająca, wszystko to nie byłoby tak ciekawe.

Wskazał na torebkę Sydney.

- Czy moŜe razem z pistoletem spakowała pani i kostium 

kąpielowy? - zapytał.

Spojrzała na niego z zakłopotaniem.

- Nie, a dlaczego miałabym?

- Wydawało mi się - wyjaśnił - Ŝe jest pani przygotowana na 

wszelkie moŜliwe sytuacje. Pomyślałem, Ŝe moglibyśmy popływać razem 
z Andreą.

Propozycja ta nie wzbudziła jej zachwytu.

- Nie mam zwyczaju rozmawiać z klientami ubrana w kostium 

kąpielowy - odpowiedziała dość chłodno.

Spojrzał na nią. Jej błękitne oczy wydawały się spokojne, ale 

dostrzegł w nich iskierki gniewu.

- No tak, rozumiem.

- Panie Garrett, chodzi panu o bezpieczeństwo córki, prawda? - 

zadała to pytanie czysto zawodowym tonem. 

- Tak.

- MoŜe więc przystąpimy do omówienia tej sprawy - 

zaproponowała zdecydowanie - zamiast zajmować się takimi 
głupstwami.

- Nie miałem zamiaru zajmować się głupstwami, jak to pani 

określiła, ale chodzi mi po prostu o to, by córka nie czekała zbyt długo. 
Sądziłem, Ŝe moŜemy załatwić dwie sprawy jednocześnie. Porozmawiać 
i popływać z Andreą.

- Och! - Była wyraźnie speszona. - Nie połapałam się, o co chodzi.

Zinna rozbawiła ta sytuacja, bo w gruncie rzeczy nie miałby nic 

przeciwko temu, by obejrzeć Sydney w bikini.

- Poza tym sądziłem - dodał - Ŝe skoro Andrea tak polubiła 

pływanie, to powinienem sprawdzić, jak pani radzi sobie w wodzie.

background image

Sydney wciąŜ zdawała się nie rozumieć, o co mu chodzi.

- Czy umie pani pływać?

- Tak, oczywiście. Nawet zupełnie niezłe. Mam kartę ratownika.

- Czy umie pani udzielić pierwszej pomocy i tak dalej?

- Tak, w mojej pracy ma to szczególne znaczenie. Pewnie 

powinnam zademonstrować, co potrafię, jeśli uwaŜa pan, Ŝe to jest 
waŜne.

- Nie trzeba, wierzę na słowo. - Zinn uśmiechnął się i uznał, Ŝe 

bardzo mu się podoba przekomarzanie z Sydney.

Wziął ją pod ramię i zaprowadził przez długi hol do oranŜerii, 

gdzie znajdowało się mnóstwo roślin i jakichś afrykańskich rzeźb. Stały 
teŜ wiklinowe krzesła zarzucone kolorowymi poduszkami. Przeszli przez 
oranŜerię i weszli do olbrzymiego patio. Zinn wskazał jej krzesło pod 
turkusowym parasolem. Siadł naprzeciwko, a ona rozglądała się 
uwaŜnie. Wokół basenu rozciągał się starannie utrzymany trawnik, a sam 
basen był ogromny. Z patio roztaczał się przepiękny widok na zachodnią 
część Los Angeles. W ogóle cały dom był fantastyczny i elegancko, ze 
smakiem umeblowany.

Sydney odwróciła się do Zinna. Nie była do końca pewna, czego 

ten człowiek od niej oczekuje, jednak zdecydowała się przeprowadzić 
rozmowę tak, jak ona chciała, a nie czekać, aŜ on sam zacznie.

- Co by pan chciał o mnie wiedzieć?

- Rzeczywiście, chciałbym zadać kilka pytań. 

Czekała cierpliwie.

- Czy ma pani przy sobie swoją wizytówkę?

- Mam.

- Mogę zobaczyć?

Wyciągnęła wizytówkę z torebki i podała mu. Oglądał ją przez 

chwilę.

- To dziwne, dzwoniłem pod ten numer zaraz po rozmowie z 

Abe'em, ale okazało się, Ŝe został zlikwidowany.

Dziewczywna zarumieniła się.

background image

- Niedawno się przeprowadziłam i widocznie nie mają jeszcze 

mojego nowego numeru - wyjaśniła. 

- Rozumiem. Jeszcze ten adres. To taki zespół bloków 

mieszkalnych w Santa Monica. Skromne, ale ładne. Czy tam naprawdę 
jest pani biuro? - zapytał.

- Teraz mam biuro w Glendale.

- W jakimś biurowcu?

- Nie potrzebuję szczególnie eleganckiego biura. Wystarczy, Ŝe 

jestem dobra w swoim zawodzie.

Spojrzał jej prosto w oczy.

- To znaczy, Ŝe ma pani biuro w swoim domu?

- No… właściwie… Będę zupełnie szczera. To nie mój dom, lecz 

mojej matki. Mieszkam tam tylko czasowo, szukam czegoś nowego.

Garrett oddał jej wizytówkę i odczuł pewną przyjemność, widząc 

jej lekkie zakłopotanie.

- Zapytam teraz wprost. Ile podobnych spraw prowadziła pani w 

swojej agencji detektywistycznej?

Przypomniały jej się rady Abe'a, Ŝeby zachowywała się tak, jakby 

była najlepszym specjalistą na świecie. Ale czy miała kłamać? Nigdy w 
Ŝ

yciu nie postępowała nieuczciwie.

- Prawdę mówiąc; Ŝadnej tego rodzaju - powiedziała otwarcie.

- A jakiego rodzaju?

- Zaledwie kilka drobnych spraw. Otworzyłam agencję kilka 

miesięcy temu, ale to nie znaczy, Ŝe nie mam doświadczenia. 
Pracowałam przez rok w agencji Candy'ego Gonzaleza w Los Angeles. 
Ochranialiśmy pewną aktorkę szantaŜowaną przez byłego narzeczonego.

- Pani osobiście ją ochraniała?

- Wie pan, Candy nie mógł na przykład wchodzić za nią do 

damskiej toalety.

Zinn lekko się uśmiechnął.

- Zajmowałam się teŜ poszukiwaniem małego chłopca, którego 

ojciec porwał od matki, a potem chroniłam go, dopóki nie aresztowano 

background image

porywacza. To chyba powinno wystarczyć.

- Rzeczywiście, brzmi to nie najgorzej - wyznał - choć jeszcze o 

niczym nie świadczy, a mnie obchodzi przede wszystkim bezpieczeństwo 
Andrei.

- Jeśli pan mnie zatrudni, to mnie takŜe będzie ono obchodziło 

przede wszystkim.

Czuła pulsowanie krwi w Ŝyłach. Zinn Garrett utrzymywał ją w 

niepewności. Raz wydawało się, Ŝe juŜ ją zatrudni, a po chwili, Ŝe sobie 
z niej najzwyczajniej Ŝartuje.

- Panie Garrett, zapytam wprost. Pana naprawdę interesuje, czy 

miałam juŜ podobne doświadczenia zawodowe, czy teŜ pan tylko 
odgrywa komedię?

- Nie rozumiem - odparł zdziwiony.

- Chcę wiedzieć, czy rozmawia pan ze mną powaŜnie, czy to są 

tylko Ŝarty?

Przez chwilę wahał się z odpowiedzią.

- Wcześniej przyznałbym, Ŝe rozmawiam z panią tylko dlatego, Ŝe 

prosił mnie o to Abe. Byłem właściwie zdecydowany wynająć kogoś 
innego. Mówiłem prawdę. Teraz jednak zmieniłem zdanie, bo jest w pani 
coś, co mnie zainteresowało. Jest pani inna i to mi się podoba - wyjaśnił.

Sydney głęboko westchnęła myśląc, ile jeszcze takiej 

bezceremonialności będzie musiała znieść.

- Nie chodzi mi o to, by dostać rolę w pańskim filmie.

- Wiem, ale teŜ ja nie chcę zatrudnić bibliotekarza. W przypadku 

prywatnej ochrony duŜe znaczenie mają takŜe osobiste relacje.

Z głębi domu rozległ się głośny krzyk. Oboje spojrzeli w tamtym 

kierunku. To córka Zinna Garretta się niecierpliwiła. Sydney teŜ była juŜ 
zniecierpliwiona.

- Jeśli praca u pana jest nadal aktualna, to bardzo proszę 

wysłuchać, co mam jeszcze do powiedzenia.

Zinn pochylił się przez stolik i wziął ją za rękę. Sydney zamarła 

pod tym dotknięciem i niemal przestała oddychać.

- Dobrze, ale pozwoli pani, Ŝe jednak najpierw popływam z 

Andreą, tak jak jej obiecałem. To nie potrwa długo.

background image

Wstał, nie czekając na jej odpowiedź.

- Idę się przebrać i za chwilę wracam. - JuŜ w drzwiach odwrócił 

się i dodał: - Proszę mi wierzyć, nie jestem do pani uprzedzony, ale 
muszę teŜ pamiętać, Ŝe i matka Andrei będzie zainteresowana całą 
sprawą. Wprawdzie dla Moniki dziecko nie jest najwaŜniejsze na 
ś

wiecie, ale na pewno będzie chciała wiedzieć, jak zorganizowałem 

ochronę. Teraz Monika jest w Afryce, ale kiedy wróci, nie chciałbym, 
Ŝ

eby miała powód do następnych plotek na mój temat. Powinna pani 

zrozumieć teŜ i moją sytuację.

Przez chwilę zastanawiał się.

- Przyrzekam - powiedział - Ŝe postaram się być w pani przypadku 

obiektywny, ale to wszystko, co mogę obiecać. Yolanda powinna zaraz 
przyjść do pani. Proszę ją poprosić o coś do picia. I proszę się przez ten 
czas trochę odpręŜyć. Naprawdę, nie jestem taki straszny, jak się moŜe 
pani wydawać.

Sydney patrzyła za nim, gdy odchodził. Potrząsnęła głową nie 

wiedząc, co o tym wszystkim sądzić. Ten człowiek niezwykłe gładko 
grał swoją rolę. Irytowała ją zbytnia pewność siebie i giętkość w 
zachowaniu. Na pewno nie był kimś, kogo moŜna by zignorować. Raz 
traktował ją z pewną brutalnością, a zaraz potem z najniewinniejszą miną 
próbował ją podejść i przyłapać na jakiejś nieszczerości czy kłamstwie.

Właściwie było oczywiste, Ŝe Garrett nie traktuje jej całkiem 

powaŜnie, choć nie do końca było jasne, o co mu chodzi. Ta rozmowa o 
pływaniu i kostiumie kąpielowym nie miała nic wspólnego ze sprawami 
zawodowymi, ale udało mu się z tego zręcznie wybrnąć. Tak, był bystry i 
przebiegły. Wiedziała jednak, Ŝe i ona nie wygląda na osobę naiwną, 
która łatwo da się wmanewrować w jakąś grę. CzyŜby tego nie 
spostrzegł?

NajwaŜniejsze, Ŝe jeszcze miała szanse na otrzymanie tej pracy. 

Choć moŜe pierwszą rundę wygrał on, to nie był jednak koniec 
rozgrywki i teraz kolej na jej ruch. Zdawała sobie sprawę, Ŝe przede 
wszystkim powinna zmusić go, by zaczął jej słuchać, a nie Ŝeby ona 
musiała ciągle odpowiadać na róŜne pytania.

Chciała się trochę odpręŜyć. Więc zaczęła przechadzać się skrajem 

basenu. Rzeczywiście był olbrzymi, prawie tak duŜy jak szkolny basen w 
Glendale. Chwilę wpatrywała się w przejrzystą wodę i rozmyślała, 
szukając argumentów, którymi mogłaby przekonać Garretta. Doszła do 
wniosku, Ŝe najwaŜniejsze będzie zaakcentowanie, dlaczego właściwie i 
kto grozi porwaniem Andrei. Z artykułów w gazetach wiedziała, Ŝe jakaś 

background image

tajemnicza kobieta od dłuŜszego czasu prześladowała samego Zinna. 
Zdaje się, Ŝe nie była w pełni normalna i miała rodzaj obsesji na jego de. 
Teraz jednak zaczęła grozić Andrei i sprawa przybrała naprawdę 
niebezpieczny obrót.

Niedawno próbowała nawet porwać dziewczynkę, kiedy ta była z 

gosposią na zakupach w supermarkecie. Wtedy właśnie Garrett 
zdecydował się wynająć prywatnego detektywa.

Sydney doskonale rozumiała postawę Zinna, ale uwaŜała, Ŝe 

powinna go przekonać, Ŝe nie tylko sama ochrona dziewczynki jest 
potrzebna. W jej mniemaniu najwaŜniejszym zadaniem powinno być 
schwytanie owej szalonej kobiety, co wyeliminowałoby zagroŜenie. Poza 
tym, dla Sydney byłaby to okazja do pokazania swoich umiejętności w 
tropieniu i ściganiu przestępców. Była pewna, Ŝe najlepszą obroną jest 
dobrze przygotowany atak.

Pytanie tylko, czy zdoła przekonać Zinna do tej koncepcji? 

Wróciła na swoje miejsce pod parasolem ogrodowym.

Po chwili zobaczyła Andreę w towarzystwie Yolandy. 

Dziewczynka nieśmiało skierowała się w jej stronę. Sydney doskonale 
rozumiała, Ŝe dla czteroletniego dziecka rozmowa z nieznaną dorosłą 
osobą jest tak samo trudna, jak dla niej samej rozmowa o pracy, którą 
chciała dostać.

- Senorita, czego się pani napije? Piwa? - zawołała Yolanda od 

drzwi.

- Proszę jakiś sok albo mroŜoną herbatę.

- Przypilnuje pani przez ten czas małej?

- Oczywiście.

Yolanda kiwnęła głową i odeszła. Dziewczynka chwilę 

przyglądała się Sydney w milczeniu.

- Wiesz, Andrea, badzo ci ładnie w tym róŜowym kostiumie.

Dziecko nic nie odpowiedziało.

- Powiedz mi, lubisz pływać?

Kiwnęło potakująco, ale nadal nic nie mówiło.

- Ja teŜ bardzo lubię pływać. - Uśmiechnęła się do dziewczynki, 

ale ta dalej była powaŜna.

background image

Sydney dotknęła ramienia Andrei i delikatnie pogłaskała. Zawsze 

bardzo lubiła dzieci, choć nieczęsto miała z nimi kontakt. One teŜ dobrze 
się czuły w jej towarzystwie. Chyba jest tak, Ŝe dzieci instynktownie lgną 
do niektórych ludzi. Tak było w przypadku Sydney.

Andrea nieśmiało wzięła ją za rękę.

- Lubisz mojego tatę? - zapytała.

- Tak, to bardzo miły człowiek. Dlaczego pytasz? - Sydney 

roześmiała się.

- DuŜo kobiet go lubi.

- Jestem tego pewna. - Sydney pogłaskała ją po głowie i leciutko 

przyciągnęła bliŜej.

- KaŜda kobieta na świecie lubi mojego tatę.

- Wiesz, to chyba lekka przesada, ale rzeczywiście twój tata jest 

bardzo popularny. A skąd ci to wszystko przyszło do głowy?

- Yolanda tak uwaŜa.

- No to moŜe ma rację.

Andrea przysunęła się jeszcze bardziej.

- Mogę ci usiąść na kolanach? - spytała.

Sydney zdumiało, jak szybko Andrea przestała być nieśmiała i 

pełna rezerwy.

- Oczywiście, Ŝe moŜesz - zgodziła się.

Dziewczynka po sekundzie siedziała jej na kolanach i wyglądała 

na bardzo zadowoloną.

- Yolanda mówi, Ŝe jesteś bardzo ładna.

- Ona jest bardzo miła - przyznała Sydney.

- Ty teŜ jesteś bardzo miła.

- Dziękuję. Ty takŜe jesteś bardzo ładna. - Sydney lekko 

uszczypnęła ją w policzek,

Andrea zachichotała i spojrzała kobiecie w oczy.

- Wiesz, Ŝe tatuś mnie kocha?

background image

- Oczywiście, jesteś przecieŜ jego małą córeczką.

- A ty masz córeczkę?

- Nie, ale jeśli kiedyś będę miała, to chciałabym, Ŝeby była 

dokładnie taka jak ty.

Andrea uśmiechnęła się. Potem lekko dotknęła długiego blond 

warkocza Sydney.

- Dlaczego masz tylko jeden warkocz? - spytała.

- Mniej pracy ze splataniem jednego niŜ dwóch - wyjaśniła 

Sydney.

- A mnie Yolanda zaplata dwa.

- Tak teŜ jest ładnie.

- Wiesz, Ŝe moja mama juŜ nie jest Ŝoną tatusia?

- Jest ci przykro z tego powodu?

Andrea pokręciła głową przecząco, choć Sydney czuła, Ŝe nie jest 

to do końca szczere. Było jej Ŝal dziecka.

- Mama przestała kochać tatusia - powiedziała rzeczowo Andrea.

- To smutne, kochanie. - Pogłaskała ją po policzku.

- MoŜesz jednak widywać mamę czasami i zawsze jesteś z tatą. 

Kiedy ja byłam małą dziewczynką, w ogóle nie widywałam mojego taty.

- A dlaczego? - zdziwiła się Andrea.

- Nie wiem dokładnie, ale on chyba nie chciał mieć córki, więc 

udawał, Ŝe mnie nie ma. Ale teraz juŜ jestem dorosła i nie martwię się 
tym. Pamiętaj, Ŝe jesteś bardzo szczęśliwa mając ojca, który cię tak 
kocha.

Andrea uśmiechnęła się.

- No proszę - rozległ się głos z drugiej strony basenu. - Z częścią 

rodziny Garrettów juŜ sobie pani poradziła.

Andrea, słysząc głos ojca, uwolniła się z objęć Sydney i pobiegła 

w jego kierunku. Zinn chwycił ją w ramiona.

Miał na sobie tylko czarne spodenki kąpielowe. Wyglądał na 

męŜczyznę, który jest w dobrej formie fizycznej.

background image

Sydney przyglądała mu się, jak spaceruje z córką w ramionach 

wokół basenu. Był fantastycznie przystojny.

Nie było po nim widać ani śladu zaŜenowania, zapewne dlatego, 

Ŝ

e tyle czasu spędzał na planie filmowym. Sydney przypomniała sobie, 

Ŝ

e równie pewny siebie był jej ojciec, a to, mimo wszystko, było szalenie 

pociągające.

Dopiero kiedy Zinn stanął przed nią i zobaczyła jego szerokie 

ramiona i mocne bicepsy, przypomniała sobie, Ŝe potrafi teŜ być 
nieprzyjemny. Jakby na dowód tego uśmiechał się ironicznie.

- Cieszę się, Ŝe tak dobrze się rozumiecie - powiedział, Andrea 

głaskała ojca po owłosionej piersi, tak jakby był dziecinną zabawką. 
Sydney rozumiała ją dobrze. Był przecieŜ tak atrakcyjny. Odwróciła 
wzrok.

- Mamy z Andreą wiele wspólnego - wyjaśniła.

- Albo pani lubi dzieci, albo jest po prostu grzeczna. No więc…

- Lubię dzieci, chociaŜ moŜe pan uznać, Ŝe staram się być 

grzeczna.

- Wierzę pani - odrzekł z uśmiechem. Postawił córkę i wskazał 

palcem najpłytszą część basenu. - MoŜesz iść się trochę popluskać, 
aniołku, zaraz do ciebie przyjdę.

Andrea zręcznie wskoczyła do wody. Zinn przyglądał się jej z 

uśmiechem na twarzy.

- Nie mogę pojąć - powiedział do Sydney - jak to się stało, Ŝe 

udało się mnie i mojej byłej Ŝonie wyprodukować coś tak cudownego. 
Andrea będzie musiała sobie dać radę z genami złośliwości Moniki i 
moją pychą… Czy dobrze zna pani Abe'a? - zmienił temat.

- Tak sobie. Znam go dzięki mamie. A ona go znała, kiedy był 

agentem mojego ojca.

- Pani ojca?

Sydney nabrała powietrza.

- Tak, Dicka Charlesa - odpowiedziała.

- Dick Charles był pani ojcem?!

- Tak.

background image

- Nie pamiętam, Ŝeby Dick miał…

- Nie miał… byłam dzieckiem nieślubnym. 

Zinn potaknął.

- Rzeczywiście, coś o tym chyba słyszałem.

- Widzi pan przed sobą Ŝywy dowód. Ale to juŜ było dawno temu i 

rzadko o tym myślę.

- Dlaczego nie została pani aktorką?

Sydney starała się mówić lekkim tonem, chociaŜ nienawidziła 

rozmów na ten temat.

- Bo nie chciałam.

- Ma pani dobre warunki - powiedział Zinn i przyjrzał się jej.

- Nie jestem tutaj z racji tych warunków - odpowiedziała ostro.

Zinn Garrett uśmiechnął się.

- Naprawdę nie wiem, dlaczego ciągle panią zaczepiam. 

Przepraszam, na ogół się tak nie zachowuję.

- Tatusiu, chodź! - zawołała Andrea.

Garrett zrzucił ręcznik, zdjął okulary i podał je zaskoczonej 

Sydney. Popatrzył na nią.

- W gruncie rzeczy podoba mi się, Ŝe jest pani inna, Ŝe nie jest pani 

tylko laleczką z ciałem za milion dolarów.

Sydney nie zdąŜyła nic odpowiedzieć, bo Zinn wskoczył do 

basenu. Miała ochotę rzucić wszystko i pójść sobie. Ale nie mogła. 
Zastanawiała się, czy Garrett wie, jak bardzo jest jej potrzebna ta praca. 
Był przecieŜ gwiazdą, a więc przywykł, Ŝe ma wszystko, co zechce.

Zinn przepłynął szybko basen i znalazł się obok Andrei. 

Pokazywał jej, jak ma płynąć. Ćwiczyli przez pewien czas, wreszcie 
Andrea przepłynęła cały basen, a Zinn z dumą spojrzał na Sydney.

- No i co?

- Brawo, Andrea, znakomicie - pochwaliła dziewczynkę, nie 

patrząc w ogóle na męŜczyznę.

Andrea uśmiechnęła się zadowolona. Zanim znowu odpłynęli, 

background image

Zinn mrugnął porozumiewawczo do Sydney. Nie bardzo wiedziała, o co 
mu chodzi.

Ojciec z córką bawili się w basenie, dopóki nie zjawiła się 

Yolanda, niosąc tacę z napojami. Ustawiła wszystko na stole, a przed 
Sydney postawiła oszronioną szklankę. Przez następne dziesięć minut 
Sydney popijała mroŜoną herbatę i przyglądała się ojcu i córce. Była 
lekko poirytowana sposobem, w jaki Zinn ją traktował i zarazem miała 
duŜo podziwu dla jego pełnego miłości zachowania wobec Andrei.

Rozmowa z nim nie przebiegła tak, jak to sobie wcześniej 

zaplanowała, a to dlatego, Ŝe był typowym aktorem, mającym przesadnie 
wysokie mniemanie o sobie. Zastanawiała się, czy nie rozmawiała z nim 
zbyt poufale.

Po wyjściu z basenu Andrea rzuciła się na chrupki. Popijała je 

sokiem. Zinn wziął ręcznik i stojąc przed Sydney powoli się wycierał. 
Potem usiadł obok, wlał sobie trochę piwa i wypił solidny łyk.

- Sydney - odezwał się - coś mi się zdaje, Ŝe nie czuje się pani 

najlepiej w moim towarzystwie.

Oddała mu jego słoneczne okulary.

- Czy to aŜ tak widać? - zapytała.

- Mam wraŜenie i wiem, Ŝe się nie mylę, Ŝe zupełnie mnie pani nie 

aprobuje. To oczywiście nic złego, kaŜdy ma prawo mieć własne zdanie, 
ale ja jestem po prostu ciekawy, dlaczego?

- To naprawdę nie ma z panem Ŝadnego związku.

- A więc jednak mam rację.

Spojrzała na niego najspokojniej, jak mogła.

- Jeśli chce pan koniecznie wyjaśnienia, to muszę powiedzieć, Ŝe 

nigdy nie przepadałam za hollywoodzkim stylem Ŝycia.

- MoŜe pani nie uwierzy, ale ja takŜe.

- Tak, trudno mi w to uwierzyć.

- Jest pani bardzo bezpośrednia, Syd. Mogę pani dać przykład.

- Co to ma do rzeczy?

- Zawsze oceniam ludzi całościowo.

background image

- Wiec jest pan nie tylko aktorem, ale i psychologiem.

Sydney nie była zupełnie pewna, czy jego oczy za ciemnymi 

szkłami okularów nie taksują jej figury.

- Aktor, jeśli chce być dobrym aktorem, powinien studiować 

ludzką naturę - mówił Zinn. - Zagrać jakąś postać to wcielić się w kogoś 
innego, dlatego naleŜy rozumieć i znać ludzkie motywacje.

- Teraz wiec rozmawiam z pańskim bohaterem Grantem 

Adamsem? - spytała ironicznie Sydney.

- Nie, zupełnie przeciwnie. Gram tylko i wyłącznie przed kamerą, 

nigdy w innej sytuacji, a gram, bo mi za to dobrze płacą. Natomiast moje 
Ŝ

ycie osobiste to zupełnie inna sprawa.

Sydney postanowiła nie spierać się z nim. Nie bardzo mu 

dowierzała, bo nawet tak wyraźna szczerość mogła być udawana, ale to 
nie naleŜało do sprawy.

- Sądzę jednak, Ŝe teraz najwaŜniejszą rzeczą jest to, czy mam się 

zająć Andreą, czy nie.

- Rzeczywiście, odeszliśmy od tego tematu. Co ma pani do 

powiedzenia?

Sydney spojrzała na dziecko.

- Nie jestem pewna - powiedziała z wahaniem - czy powinniśmy 

rozmawiać o tym przy niej.

- Ma pani rację, przespacerujmy się po ogrodzie.

Wstali. Zinn wziął swoją szklankę z piwem.

- Teraz my się trochę przejdziemy - zwrócił się do Andrei - a ty 

dokończ sok i poczekaj na nas, dobrze? 

Andrea pokiwała głową i dalej zajadała chrupki.

Zinn wziął Sydney pod ramię, jakby byli starymi przyjaciółmi. 

Jego ręce były delikatne i mocno opalone. Kiedy odeszli kawałek, 
Sydney zatrzymała się i spojrzała mu w oczy. Puścił ją.

- Przypuszczam, Ŝe szukając kogoś do ochrony dziecka miał pan 

na myśli typowego goryla, wielkiego i odstraszającego na pierwszy rzut 
oka.

- Sądzę, Ŝe ochroniarze na ogół tacy są.

background image

Sydney ruszyła przed siebie, zmuszając go, by podąŜył za nią.

- A jaki jest ten facet, którego zdecydował się pan wynająć, zanim 

ja tu przyszłam?

Zinn był pełen podziwu dla jej brawury.

- Jack jest bardzo doświadczony i rzeczywiście wygląda groźnie, 

ale wcale nie jest głupi. JuŜ kiedyś pracował dla mnie i mam do niego 
zaufanie.

- W stosunku do siebie tego ostatniego nie mogę od pana 

wymagać. Powinnam polegać na pańskiej zdolności wyczucia, Ŝe jestem 
osobą godną zaufania. Pozostaje jeszcze kwestia opinii, czy groźny 
wygląd jest szczególnie waŜny w tej pracy. Sądzę, Ŝe jest wręcz 
przeciwnie. NajwaŜniejsza jest zdolność chronienia dziecka. KaŜdy, 
kogo pan zatrudni, będzie musiał spędzać z nią bardzo duŜo czasu, a jej 
wewnętrzne poczucie bezpieczeństwa teŜ jest przecieŜ waŜne. Kto więc 
będzie lepszym towarzyszem dla pańskiej córki - ja, czy teŜ jakiś bokser, 
choćby najbardziej inteligentny?

Zinn popatrzył w stronę córki i uświadomił sobie, Ŝe Sydney ma 

rację. MoŜe jest naprawdę tak dobra, jak mówi. Intrygowała go.

- Dobra, punkt dla pani - uznał.

- Jest jeszcze sprawa najistotniejsza: jak zapewnić Andrei 

bezpieczeństwo - rozmyślała głośno Sydney.

- To prawda.

- Proszę pamiętać, Ŝe mam broń i bardzo dobrze umiem się nią 

posługiwać.

- Tak…

- Sądzę jednak, Ŝe coś innego jest znacznie waŜniejsze.

- Mianowicie?

- Przede wszystkim naleŜy wyeliminować zagroŜenie. Innymi 

słowy, trzeba jak najszybciej odnaleźć tę maniaczkę - powiedziała 
dziewczyna zdecydowanie.

- PrzecieŜ ta sprawa naleŜy do policji - zaoponował Garrett.

- Racja, oni się tym zajmują, ale nie zaszkodzi mieć 

doświadczonego prywatnego detektywa. Czy ten Jack jest detektywem?

background image

- Nie, jest zawodowym ochroniarzem.

- Widzi pan, a ja jestem detektywem i jednocześnie umiem 

zajmować się ochroną ludzi. Mam zamiar nie tylko strzec Andrei - 
wyjaśniała dalej Sydney - ale równieŜ zająć się poszukiwaniem tej 
kobiety i doprowadzić do jej aresztowania.

- Policja jeszcze do tej pory nie wie dokładnie, kim ona jest. 

Wiemy tylko, Ŝe ma na imię Barbara.

- Czytałam o tym w gazetach. Więc jeszcze raz powtórzę. To, co ja 

proponuję, to zlikwidować problem raz na zawsze, a nie tylko ograniczyć 
się do ochrony.

Zinn był głęboko zaskoczony jej propozycją, podziwiał jej 

entuzjazm i zdecydowanie. Ciągle jednak, patrząc na tę piękną kobietę, z 
trudem dostrzegał w niej prawdziwego detektywa. Działała na niego 
elektryzująco. Bardziej niŜ się tego spodziewał.

- Jest pani inna, niŜ się wydaje na pierwszy rzut oka.

Sydney poczuła smak zwycięstwa, a jednocześnie wyraźną 

sympatię do Zinna. Nie przejmowała się tym, Ŝe podświadomie czuła 
erotyczne napięcie. Po raz pierwszy Zinn Garrett traktował ją jak 
zawodowca, a to sprawiało jej wielką przyjemność. Zinn pociągnął łyk 
piwa.

- Syd, proszę mi powiedzieć, czy ma pani jakiś konkretny plan?

- Nie mogłam niczego planować, zanim was nie poznam, ale teraz 

mam kilka pomysłów.

- Proszę mi opowiedzieć, jeŜeli uwaŜa to pani za stosowne - 

poprosił.

- Seńor Garrett! - zawołała Yolanda. Stała przy stoliku rod 

parasolem. - Czy przynieść coś jeszcze?

- Nie - odparł Zinn. - Proszę wziąć Andreę do domu, niech się 

ubierze.

Andrea jednak najpierw przybiegła do ojca, potem poŜegnała się z 

Sydney i dopiero podeszła do Yolandy.

- Miała mi pani przedstawić swoje pomysły - przypomniał Zinn po 

jej odejściu.

- Muszę tu być, Ŝeby chronić Andreę, jednak nie powinniśmy jej 

background image

straszyć. Chciałabym takŜe, Ŝeby ta Barbara nie wiedziała, Ŝe Andrea jest 
pod ochroną, będzie wtedy bardziej pewna siebie.

- A jak ma pani zamiar to zrobić? - zainteresował się Garrett.

- Trudno przewidzieć jej zachowanie, ale jeŜeli pomyśli, Ŝe jestem 

pana nową dziewczyną, to moŜe skupi się na mnie zamiast na Andrei.

Zinn milczał przez chwilę, zastanawiając się.

- Mamy więc zostać kochankami i nadać temu rozgłos, tak Ŝeby 

Barbara panią zaatakowała, a wtedy pani ją przyłapie - podsumował.

- Mniej więcej.

Zinn uśmiechnął się z zadowoleniem.

- Ale to będzie tylko pozorowane - dodała Sydney. - Nie mam 

zamiaru sugerować, Ŝeby naprawdę coś się wydarzyło między nami… 
Będziemy po prostu udawali kochanków…

- To znaczy, całowali się publicznie itd.…

Zinn wyraźnie dobrze się bawił. Co on sobie wyobraŜa? śe 

Sydney pójdzie z nim po prostu do łóŜka?

- Panie Garrett - kontynuowała oschłym tonem - przedstawiłam 

panu moją koncepcję w dobrej wierze. Nie mam najmniejszego zamiaru 
mieć z panem cokolwiek wspólnego. A seks… ani mi teraz w głowie.

- Rozumiem, ale skoro mamy udawać, to lepiej być przyjaciółmi, 

prawda?

Sydney pokręciła przecząco głową.

- Myślałam przez moment, Ŝe pan mnie traktuje jak 

profesjonalistkę, ale teraz zachowuje się pan jak wobec aktoreczki na 
planie - zauwaŜyła rozczarowana.

- CzyŜby? PrzecieŜ nie powiedziałem nic niewłaściwego. Nasz 

związek moŜe mieć charakter zawodowy, ale nie ascetyczny. Nie 
zakochuję się w kaŜdej aktorce, z którą gram. Ale mam szacunek dla 
tych, które są mile i nie jedzą przed scenami miłosnymi cebuli ani 
czosnku.

- W porządku - rozluźniła się, - Jeśli mnie pan zatrudni, obiecuję 

nie jeść ani cebuli, ani czosnku. Co pan na to?

- Muszę przyznać, Ŝe zaciekawiły mnie pani pomysły.

background image

- Czy to znaczy Ŝe dostaję tę pracę?

- Z natury jestem sceptykiem, więc mogę pani zaproponować 

zatrudnienie na okres próbny. Jeśli wszystko będzie się dobrze układało, 
przedłuŜymy umowę. Proponuję tysiąc dolarów za trzy dni. Odpowiada 
to pani?

Sydney była tak zdumiona zaoferowaną sumą, Ŝe nie myślała dalej 

dyskutować.

- Zgoda. - Wyciągnęła do niego rękę.

Zinn jednak nie uścisnął jej dłoni na znak, Ŝe dobili targu, lecz 

delikatnie podniósł ją do ust i leciutko pocałował.

- Nigdy nie pozwalają mi tego robić w filmie, a i w Ŝyciu niewiele 

jest okazji - wytłumaczył swój gest.

Sydney wstrzymała oddech. Pod dotknięciem jego ust poczuła 

drŜenie w całym ciele i zezłościła się na siebie. Pomyślała, Ŝe to, jak w 
teatrze, nie ma Ŝadnego znaczenia - ani dla niego, ani dla niej.

Musiała przyznać, Ŝe jest człowiekiem, któremu trudno się oprzeć, 

i to nie tylko dlatego, Ŝe jest tak przystojny i pociągający. Miał w sobie 
coś jeszcze. Coś, czego nie umiała nazwać, a wiązało się to z jego 
charakterem ukrytym za maską sławnego aktora. Tak, jest bardziej 
skomplikowany, niŜ mogła przypuszczać na początku. MoŜe byłoby 
łatwiej, gdyby był po prostu wyłącznie fizycznie pociągający. Wtedy 
wszystko byłoby zrozumiałe. Był jednak jednym z hollywoodzkich 
amantów i stal teraz kilka kroków przed nią niemal nagi.

Starała się opanować.

- Coś mi się zdaje, Sydney, Ŝe za tą dziewczęcą buzią kryje się 

prawdziwa tygrysica. Chyba się nie mylę?

Kiwnęła tylko głową. Zastanawiała się, czy będzie umiała mu się 

oprzeć. Czuła, Ŝe coś ją pcha ku niemu, ale broniła się przed tym ze 
wszystkich sił. Nagle odwróciła się i zaczęła iść w stronę domu.

- Syd, dokąd się pani wybiera?

- Muszę pojechać do domu po walizkę.

- Walizkę? - Zinn nie bardzo rozumiał.

- Chyba nie sądzi pan, Ŝe przez trzy dni będę chodziła w jednej 

sukience!

background image

ROZDZIAŁ 3

Lee Lorraine, matka Sydney, była uszczęśliwiona, kiedy córka 

oznajmiła jej nowinę.

- Kochanie, on naprawdę cię zatrudnił?!

- Na razie tylko na trzy dni.

Lee wzięła córkę za ramię i wpatrywała się w jej błękitne oczy.

- Sydney - rzekła z uśmiechem - w kaŜdym razie bardzo się cieszę, 

bardzo.

Siedziały teraz w saloniku małego, ale schludnego domku Lee w 

Glendale. Nic tu się prawie nie zmieniło. Fotografia Dicka Charlesa stała 
na swym honorowym miejscu nad kominkiem. Wokół te same meble, na 
ś

cianach te same obrazy. Nowy był tylko skórzany fotel, który Sydney 

podarowała matce w zeszłym roku na gwiazdkę.

- Mamusiu, nie wyobraŜaj sobie za duŜo, to tylko praca, a nie 

małŜeńska oferta.

Lee w ogóle nie zwracała uwagi na słowa córki i z rozjarzonym 

wzrokiem ciągnęła.

- Dopiero co usłyszałam, Ŝe Zinn Garrett, sam wielki Zinn Garrett, 

szuka do pracy kogoś takiego jak ty, a juŜ jesteś zatrudniona i będziesz u 
niego mieszkać. Naprawdę bardzo Ŝałuję, Ŝe kiedykolwiek powiedziałam 
coś złego w szpiclowaniu.

- Mamo! Jestem prywatnym detektywem, a nie szpiclem! To 

zupełnie co innego, powinnaś to zrozumieć. Poza tym, będę w jego domu 
po to, by strzec jego córki, a nie, by u niego mieszkać.

Lee pełnym wdzięku gestem poprawiła siwiejące blond włosy. 

background image

Mimo upływu czasu i dręczącego ją artretyzmu, miała w sobie ciągle 
wiele uroku. Była nadal szczupła i wciąŜ zachowywała się jak 
prawdziwie wielka aktorka.

- Kochanie, nie udawaj niewiniątka - powiedziała do Sydney. - 

Doskonale wiesz, o co mu moŜe chodzić. PrzecieŜ jest męŜczyzną, 
nieprawdaŜ?

- AleŜ mamo!

- Jest, czy nie jest?

Sydney spojrzała na matkę.

- Mamo, najwaŜniejsze jest to, o co mnie chodzi i tylko to się liczy. 

Dla mnie to tylko i wyłącznie praca.

Lee podeszła do sofy, usiadła i wskazała Sydney miejsce koło 

siebie. Córka posłusznie usiadła obok matki.

- Na litość boską, nie mam Ŝadnych brzydkich myśli! Chodzi mi o 

to, Ŝe masz teraz okazję i tak powinnaś potraktować ten kontrakt - 
właśnie jako okazję.

Sydney spojrzała przeciągle w oczy matki.

- Okazję do czego? - zapytała.

Lee z prawdziwie matczyną troską i cierpliwością zaczęła 

wyjaśniać.

- Moja kochana, ten człowiek jest gwiazdorem, a ty jesteś śliczną 

dziewczyną. On na pewno zna setki ludzi, którzy mogliby ci pomóc.

Sydney nigdy właściwie nie wiedziała, o co chodzi jej matce. Czy 

najzwyczajniej chciała, by Sydney znalazła męŜa, czy teŜ marzyła o 
karierze filmowej dla niej? A moŜe Lee snuła jednocześnie oba plany? 
Pamiętając o wielkiej miłości matki do Dicka Charlesa, sądziła, Ŝe matka 
ś

ni o tym, by córka była gwiazdą, która wyjdzie za mąŜ za gwiazdora.

- Mamo, ja przecieŜ nie jestem aktorką i nie chcę, Ŝeby ktoś mnie 

odkrywał. Czy nie moŜesz zrozumieć, Ŝe te bajeczki, o których ciągle 
ś

nisz, to dzisiaj staroświecczyzna?

Lee zadrŜały usta. Nieustannie, od lat, słyszała od córki ten sam 

argument i choć wielokrotnie próbowała stworzyć jej moŜliwości 
rozpoczęcia kariery aktorskiej, Sydney nieustępliwie trwała przy swoich 
poglądach. Lee zerknęła, czy córka dostrzega wzbierające w jej oczach 

background image

łzy.

- Wiesz, Ŝe kaŜda dziewczyna oddałaby wszystko, Ŝeby być teraz 

na twoim miejscu.

- Mamo, nawet gdyby Zinn Garrett ofiarował mi cały Hollywood, 

nie przyjęłabym. Mam ochraniać jego córkę i tylko to mnie obchodzi, a 
potem chcę dalej prowadzić swoje własne biuro. Nigdy nie przyjęłabym 
tej pracy, gdyby nie chodziło o małe dziecko i gdybym nie miała 
kłopotów finansowych.

Lee otarła łzy i spojrzała błagalnie na córkę.

No tak, znowu te stare dyskusje, z których nigdy nic nie wynikało, 

bo Lee była niepoprawną romantyczką, a Sydney realistką zdecydowanie 
stąpającą po ziemi.

- Mamo, proszę, zrozum, te kilka dni, które spędzę w domu Zinna 

Garretta, nie mogą zmienić moich planów Ŝyciowych.

- Czy uwaŜasz, Ŝe wtrącam się za bardzo do twego Ŝycia?

- Mamo, nie bądź niemądra. Wychowałaś mnie i poświęciłaś się 

dla mnie. Gdyby nie ty, nie wiem, co by ze mną było. - Pogłaskała matkę 
po policzku. - Proszę tylko, pogódź się z rym, Ŝe robię to, co robię i nie 
będę aktorką.

Lee uśmiechnęła się przez łzy.

- Powiedz mi tylko, czy on chociaŜ dostrzegł, Ŝe jesteś taka ładna?

- Nie mam pojęcia, nie rozmawialiśmy na ten temat.

Nie była to prawda, ale Sydney postanowiła nie stwarzać matce 

Ŝ

adnych złudzeń.

- Oczywiście, Ŝe nie rozmawialiście! Ale przecieŜ mogłaś odczytać 

to z jego zachowania.

- Wydaje mi się, Ŝe próbował flirtować. - Sydney wyruszyła 

ramionami. - Ale sama powiedziałaś, Ŝe jest tylko męŜczyzną.

- Kochanie, pamiętaj, Ŝe chcę dla ciebie jak najlepiej…

- Wiem i jestem ci wdzięczna. - Objęła matkę i przy tuliła się do 

niej.

Tak, Lee Lorraine była zawsze niezwykle lojalnym człowiekiem. 

Sydney mogła być pewna jej miłości i oddania, była dobrą matką. Teraz 

background image

Sydney pragnęła coś dla niej zrobić i to był jeszcze jeden powód, dla 
którego podjęła się pracować u Zinna Garretta.

- Mamo, zarobię sporo pieniędzy, jeśli wszystko dobrze pójdzie, i 

nie będę ci juŜ siedziała na głowie.

Pocałowała matkę i poszła do siebie spakować trochę rzeczy. 

Matka utrzymywała jej pokój w takim samym stanie jak wtedy, kiedy 
Sydney jeszcze tu mieszkała. Na ścianach wisiały róŜne dyplomy ze 
szkoły, zdjęcia z występów baletowych i z rozmaitych okresów Ŝycia 
Sydney. Podeszła do fotografii zrobionej w studio filmowym. Miała 
wtedy pięć lat i kiedy skierowano na nią światła i kamery, wybuchnęła 
głośnym płaczem. To chyba przekreśliło jej karierę aktorską.

Sydney przypomniała sobie, jak do jedenastu lat na wyraźną 

prośbę matki brała lekcje tańca i jak potem zdecydowanie postanowiła z 
tym skończyć. Miała juŜ wtedy własne zdanie na temat aktorstwa i 
kariery.

Spakowała walizkę i przebrała się w jasnoniebieską koszulkę polo, 

białe bawełniane spodnie i espadryle. Potem wyjęła z szuflady pudełko z 
amunicją i włoŜyła je do torebki. Matka nigdy nie widziała broni i 
Sydney nie chciała, Ŝeby kiedykolwiek ją zobaczyła. Nie musiała o tym 
wiedzieć". Poszła do saloniku.

Lee stała przy oknie. Odwróciła się do Sydney.

- Co się stało, kochanie, z twoim samochodem? - zapytała.

- A co takiego? – zaniepokoiła się Sydney.

- Jest pod nim jakaś kałuŜa.

- No nie!

- Coś złego?

Sydney wyjrzała przez okno.

- Boję się, Ŝe ten samochód juŜ zakończył swój Ŝywot. Silnik 

ostatnio pracował coraz gorzej. Wezmę chyba taksówkę. Jutro zadzwonię 
do mechanika i poproszę, Ŝeby się nim zajął.

Otworzyła torebkę, w której było tylko pięć dolarów i kilka 

banknotów jednodolarowych.

- Mamo, czy moŜesz mi poŜyczyć ze czterdzieści dolarów? - 

poprosiła.

background image

- Jasne, kochanie. Poczekaj moment.

Lee poszła do kuchni, a Sydney dziękowała Bogu za to, Ŝe dostała 

tę pracę.

- Oddam ci za kilka dni i zaproszę na kolację - powiedziała do 

matki.

- Nie bądź głuptasem, oszczędzaj pieniądze dla siebie.

- Mamo, muszę ci chociaŜ postawić kolację. Potem będę juŜ mogła 

kupować filtra, biŜuterię i wszystko, czego tylko zapragniesz.

Lee Lorraine pogłaskała córkę po policzku.

- Jeśli tak, to lepiej miej nadzieję, Ŝe Zinn Garrett zechce się z tobą 

oŜenić, a nie Ŝe zaproponuje ci tylko zdjęcia próbne.

Sydney roześmiała się.

- Nic z tych rzeczy, mamo.

Lee wyglądała na obraŜoną.

- Mówisz, jakby to miało być nieszczęście. Co ja bym dała za to, 

Ŝ

eby twój ojciec... - Zamilkła i zacisnęła wargi.

- Dajmy sobie spokój.

Sydney pocałowała ją i zatelefonowała po taksówkę.

Pieniądze, które miała, ledwie starczyły na opłacenie kursu. 

Wysiadła, wzięła walizkę i podeszła do bramy posiadłości Zinna Garreta. 
Znała juŜ kod domofonu i nie musiała nikogo wzywać.

Była ciekawa, jak dom jest zabezpieczony przed intruzami, więc 

spacerowała przez kilka minut wzdłuŜ ogrodzenia. Mur był solidny, ale 
niezbyt skuteczny jako ochrona, a bramę łatwo pokonałby szybko jadący 
większy samochód.

Idąc w kierunku domu, Sydney zastanawiała się, czy warto 

zaproponować Zinnowi powaŜniejsze przeróbki w zabezpieczeniu domu. 
Trzeba by zmienić posiadłość w fortecę. Nie miało to większego sensu. 
NajwaŜniejsze było pilnowanie samej Andrei.

Sydney obejrzała cały teren i postanowiła sprawdzić wieczorem 

ś

wiatła. Dobre oświetlenie bardziej odstraszało napastników niŜ ploty i 

mury. Zwykle bandyci wolą działać w ciemności i Sydney miała 
nadzieję, Ŝe Barbara zachowa się podobnie.

background image

NajwaŜniejsze jednak było znalezienie i zatrzymanie Barbary. 

Musiała porozmawiać z policjantami, którzy prowadzili tę sprawę. 
Sydney próbowała juŜ porozumieć się z detektywem Marvinem 
Kaslowem z policji w Los Angeles, ale, niestety, wyjechał na kilka dni. 
Znała go jednak z czasów pracy u Candy'ego, więc postanowiła spotkać 
się z nim zaraz po jego powrocie.

Zanim nacisnęła dzwonek, Yolanda otworzyła drzwi.

- Ach, to pani. Zastanawiałam się, kiedy pani wróci. Chodziła pani 

po terenie?

- Badałam, na ile tu jest bezpiecznie.

- Mur jest bardzo wysoki.

- Tak, to jest dobry mur.

Yolanda wzięła od Sydney walizkę.

- PokaŜę pani pokój. Kolacja będzie za godzinę. Pan Garrett 

powiedział, Ŝe wtedy się z panią spotka.

Sydney szła za Yolanda przez duŜy dom i zaglądała do pokojów, 

których jeszcze nie widziała. Czuła się trochę niepewnie. Rozmowa, 
nawet ostra, z Zinnem Garrettem to jednak było co innego, niŜ 
zamieszkanie z nim pod jednym dachem.

Pokój gościnny mieścił się w odrębnym skrzydle domu. W pokoju 

był kominek, a wokół niego kilka wygodnych foteli, w części sypialnej 
stało olbrzymie loŜe, toaletka i szezlong. Wszystkie elementy wystroju 
wnętrza harmonizowały ze sobą. Dotknęła narzuty pokrywającej łóŜko. 
Był to francuski jedwab. Zastanawiała się, ile czasu zajmie jej 
przystosowanie się do takiego luksusowego Ŝycia.

- Senorita, podoba się pani pokój?

- Jest bardzo piękny.

Yolanda przez chwilę patrzyła na nią z wyraźnym zadowoleniem.

- Muszę pani powiedzieć, Ŝe jestem zadowolona, Ŝe będzie pani tu 

mieszkała - wyznała. - Tak się boję o małą od czasu tamtego wypadku. 
Ta kobieta jest chyba szalona, niemal chciała nas zabić!

- Yolando, nie denerwuj się, juŜ więcej nic takiego się nie 

powtórzy.

- Szczerze mówiąc, sefiorita, to obawiam się równieŜ o pana 

background image

Garretta. Tak bardzo się przejął tym incydentem w supermarkecie.

Sydney odruchowo dotknęła ramienia kobiety.

- Yolando - powiedziała uspokajająco - po to tu jestem, Ŝeby on teŜ 

się przestał denerwować.

Gospodyni Garretta z niedowierzaniem kręciła głową.

- Trudno uwierzyć, by ktoś tak zły i niebezpieczny, jak tamta 

kobieta, mógł się przestraszyć kogoś tak ładnego i miłego jak pani - 
wyznała szczerze. - A moŜe seńor Garrett zatrudnił panią z innego 
powodu, a nie dlatego, Ŝe jest pani z policji. Co pani o tym sądzi?

- Mam nadzieję, Ŝe tak nie jest.

Yolanda miała jednak taką minę, jakby swoje i tak wiedziała i za 

nic nie dala się przekonać. Sydney zmieniła temat.

- Jak długo pani pracuje dla Garretta? - zapytała.

- Dwa i pół roku. Zaczęłam pracować kiedy rozwiódł się z Ŝoną.

Sposób w jaki zaakcentowała słowo „Ŝona” wymownie świadczył 

o wyraźnej niechęci. Sydney chciała się dowiedzieć czegoś więcej o 
Zinnie Garretcie, uznała więc, Ŝe gospodyni moŜe być cennym źródłem 
informacji.

- Dobrze się pani tu pracuje? Pan Garrett naleŜycie panią traktuje?

- Seńor Garrett jest bardzo sympatycznym człowiekiem. Jest 

prawdziwym męŜczyzną i chyba nie muszę mówić, jaki jest przystojny. 
KaŜda kobieta to widzi.

Sydney przytaknęła.

- MęŜczyźni tacy jak on, gwiazdorzy filmowi, są zazwyczaj 

otoczeni przez mnóstwo kobiet. Jak ktoś, prowadząc takie Ŝycie, moŜe 
pozostać normalny? - zastanawiała się.

- Nie bardzo rozumiem, o czym pani mówi, seńorita. To prawda, 

Ŝ

e pan Garrett jest bardzo sławny, ale dla mnie jest zawsze dobry, Kiedy 

jest w domu, to zupełnie inny człowiek niŜ ten, którego moŜna zobaczyć 
na ekranie.

Gospodyni bez wątpienia mówiła prawdę, Sydney jednak miała 

wraŜenie, Ŝe Yolanda ocenia swego pana z trochę innego punktu 
widzenia niŜ ona sama. Faktem było, Ŝe od samego początku Sydney 
była zaskoczona zachowaniem Zinna, zupełnie odmiennym od sposobu 

background image

bycia Granta Adamsa, którego grał w serialu.

- MoŜe masz rację, Yolando.

- Jeśli chce pani wiedzieć, co myślę - powiedziała Meksykanka - to 

uwaŜam, Ŝe od czasu gdy pana Garretta opuściła Ŝona, on trochę obawia 
się kobiet, choć tego po nim nie widać.

Sydney wpatrywała się w Yolandę uderzona tą myślą.

- Sądzisz, Ŝe aŜ tak bardzo kochał Monikę…

- AleŜ nie, wręcz odwrotnie. On obawia się, Ŝeby coś takiego się 

nie powtórzyło. No, ale teraz juŜ muszę iść, a pani pewnie zechce się 
przebrać do kolacji, Ŝeby być jeszcze piękniejszą.

Po wyjściu gospodyni Sydney stała dłuŜszą chwilę, zastanawiając 

się nad tym wszystkim. Dopiero potem zaczęła rozpakowywać walizkę i 
układać swoje rzeczy.

Cały dzień był tak upalny i duszny, Ŝe postanowili wziąć kąpiel. A 

moŜe do kolacji powinna włoŜyć wieczorową sukienkę? I moŜe jakoś 
inaczej się uczesać? Lee zawsze powtarzała, Ŝe warkocz jest dobry, kiedy 
się gra w tenisa, idzie na plaŜę czy jedzie na piknik, ale przy innych 
okazjach Sydney powinna inaczej upinać włosy. Matka mówiła teŜ, Ŝe 
rzadko która kobieta ma tak piękne włosy jak Sydney i dlatego częściej 
powinna je pokazywać, a nie tylko ciasno splatać w warkocz. Właściwie 
dzisiaj miała dobrą okazję, by zmienić uczesanie. Najpierw jednak poszła 
do łazienki, w której stała olbrzymia wanna z urządzeniem do 
podwodnego masaŜu. Dla Sydney była to nowość, bo w swoim 
wynajmowanym mieszkanku miała tylko prysznic, a u matki w domu 
była mała wanna. A tu taki luksus!

Po kąpieli owinęła się w olbrzymi ręcznik i przejrzała w 

lustrzanych drzwiach szafy. Zastanawiała się nad tym, co Yolanda 
mówiła o Garretcie. Czy to mogła być prawda, Ŝe jest zupełnie inny, niŜ 
jej się wydawało? Czy rzeczywiście tak głęboko zraniła go była Ŝona, Ŝe 
teraz, wbrew pozorom, stał się bardzo ostroŜny wobec kobiet? W 
kaŜdym razie byłoby to coś wyjątkowego jak na Hollywood.

Dlaczego jednak teraz myślała o tym wszystkim? Nigdy dotąd, 

nawet jako podlotek, nie zaprzątała sobie głowy problemami miłości. 
Wystarczyło, Ŝe w jej domu matka była niepoprawną romantyczką. 
Sydney zawsze bała się, by nie popełnić podobnego błędu jak matka, 
więc do chłopców odnosiła się z rezerwą. Nie, to nie była jakaś awersja 
do męŜczyzn. Podobnie jak koleŜanki, chodziła na randki, kiedy jeszcze 
była w college’u. Od kiedy jednak zaczęła pracować, nie bardzo miała 

background image

okazję spotkać kogoś odpowiedniego. Specyfika jej pracy wykluczała 
romantyczne znajomości.

Był jeden wyjątek. Kiedy Sydney pracowała w agencji 

detektywistycznej Candy'ego Gonzaleza, zatrudnił ją do pomocy pewien 
młody prawnik, Brent Haydon. Wkrótce Haydon zaczął bardziej 
interesować się Sydney niŜ sprawą, którą prowadził. Potem jeszcze przez 
kilka miesięcy spotykali się, ale, jak większość młodych, robiących 
karierę ludzi, Brent podporządkował swoje Ŝycie obowiązującym modom 
i gustom. Ludzie jemu podobni zmieniali dziewczyny wraz z nadejściem 
nowego sezonu, tak jakby to był nowy typ sportowych butów czy nart. 
Sydney nie spodziewała się po Brencie czegoś nadzwyczajnego, ale nie 
chciała teŜ, by umieszczał ją na skali swych wartości gdzieś między 
nowym samochodem BMW a najnowocześniejszym sprzętem 
compactowym czy najnowszym modelem faxu. Zerwała tę znajomość i 
wtedy teŜ pochłonęły ją problemy związane z prowadzeniem własnego 
biura. A teraz zaczynała odczuwać dziwną fascynację Zinnem Garrettem.

Zaczesała włosy, skręciła je i upięła na czubku głowy. Spośród 

kilku rzeczy, które ze sobą zabrała, wybrała Ŝółtą letnią suknię z bardzo 
głębokim dekoltem z tyłu. MoŜe była nawet trochę za bardzo 
prowokująca, ale najmniej się pomięta w walizce.

Kiedy Sydney była juŜ gotowa, czuła się tak, jakby wybierała się 

na randkę, a nie na rodzinną kolację. Po wyjściu ze swojego pokoju od 
razu dwukrotnie źle skręciła w korytarzach, ale wreszcie odnalazła 
gabinet z wieloma skórzanymi fotelami i sofami. Były tam teŜ stoliki z 
marmurowymi blatami, wokół porozstawiano hebanowe figury, 
przypominające rzeźby afrykańskie. Dominowały dwa kolory: kremowy i 
brzoskwiniowy.

Zinn siedział z Andreą i czy tał jej ksiąŜeczkę dla dzieci. Spojrzeli-

na Sydney, kiedy weszła do pokoju. Na twarzy Zinna pojawił się 
niekłamany zachwyt. Przez chwilę on i Andrea nie odzywali się ani 
słowem.

- Dobry wieczór! - powiedziała Sydney, nagle czując się jakoś 

niezręcznie w swoim ubraniu.

- Tatusiu! - zawołała Andrea, - Spójrz, jaka ona jest śliczna!

- Dokładnie to samo chciałem powiedzieć.

Zinn wstał z fotela. Ubrany był w granatowy blezer i jasnoróŜową 

bawełnianą koszulę. Włosy miał jeszcze mokre po myciu i pachniał 
dobrą wodą kolońską.

background image

Podszedł do Sydney, wziął jej dłoń i pocałował z szalunkiem, a 

równocześnie z wielką naturalnością. Potem przez chwilę dokładnie się 
jej przyglądał.

- Gdybym był reŜyserem, moja droga, kazałbym jeszcze zrobić 

pani makijaŜ.

- Czy wyglądam niedobrze? - Sydney odruchowo dotknęła 

policzka.

- Nie, aleŜ skąd. Zastanawiam się tylko, czy moŜe się ktoś pani 

przestraszyć, bo anioły nie wzbudzają przecieŜ strachu.

Sydney szybko zrozumiała, o co mu chodzi.

- Nie trzeba być stukilowym gorylem, by skutecznie kogoś 

chronić. NajwaŜniejsze to dokładnie wiedzieć, co się robi - 
odpowiedziała.

Andrea podeszła do nich. Sydney uśmiechnęła się do niej i 

pogłaskała po głowie. Andrea uczesana była teraz w jeden warkocz, jak 
przedtem Sydney.

- Czy zrobić pani coś do picia? - zapytał Zinn.

- Poproszę wodę mineralną.

- Pani w ogóle nie pija nic mocniejszego?

- Nie wtedy, kiedy jestem na słuŜbie - odparła. - A przez następne 

trzy dni będę miała dwudziestoczterogodzinne dyŜury.

- Sydney, pani postawa jest godna pochwały.

Zinn podszedł do lustrzanej szafki i otworzył ją. W środku był 

barek. Zaczął przygotowywać trzy szklanki i jednocześnie obserwował w 
lustrach Sydney. Podobało mu się jej nowe uczesanie i dostrzegł, Ŝe jest 
ładniejsza, niŜ zapamiętał. Wahał się, jak ma ją traktować, choć nigdy nie 
miał takich wątpliwości wobec kobiet. Sądził, Ŝe Sydney nie dostrzegła, 
jak głębokie wywarła na nim wraŜenie.

Zinn zawsze dobrze czuł się w towarzystwie kobiet i umiał z nimi 

rozmawiać ich własnym językiem. Wyjątkowo tylko zdarzało się, by 
kobieta mogła wprawić go w zakłopotanie. Zastanawiał się, czy Sydney 
Charles była takim wyjątkiem.

Andrea tymczasem wzięła Sydney za rękę.

background image

- Widzisz, jak jestem uczesana? - spytała.

- Tak, bardzo ci do twarzy w tym warkoczyku. Sama się uczesałaś?

Andrea zachichotała.

- O nie, to Yolanda. Widzisz, teraz jestem uczesana tak jak ty.

Sydney dotknęła palcem noska dziewczynki.

- Teraz moŜemy być bliźniaczkami - powiedziała.

Zinn pochwycił spojrzenie, jakim obrzuciła go Sydney.

Dostrzegł w nim coś dziwnego. Był pewien, Ŝe nie chodzi o to, Ŝe 

się jej nie podoba. Wręcz odwrotnie, kiedy byli blisko siebie, czuł 
najwyraźniej fluidy wzajemnej fascynacji. Była jednak jakaś bariera 
między nimi, a fakt, Ŝe nie był pewien, co to takiego, tylko zwiększał 
jego zainteresowanie.

Podszedł do kanapy, na której siedziała Sydney z Andrea i podał 

im szklanki z napojami. Jego córka zawzięcie plotkowała z Sydney, więc 
usiadł z boku i przysłuchiwał się rozmowie. Andrea opowiadała 
szczegółowo historyjkę, którą jej czytał przed nadejściem Sydney.

- Tatusiu - zwróciła się do ojca z pytaniem - wiesz, Ŝe Sydney nie 

miała tatusia, kiedy była małą dziewczynką, bo on jej nie chciał?

- Och! - Zinn spojrzał na Sydney.

- Opowiedziałam jej historię mojego Ŝycia.

- Rozumiem.

Dalej bacznie ją obserwował i zdawał sobie sprawę, Ŝe cokolwiek 

Sydney opowiedziała jego córce, było to naprawdę przejmujące.

W pewnej chwili zdecydował, Ŝe Andrea juŜ dość się nagadała i 

zaproponował córce, by poszła pomóc Yolandzie nakryć do stołu. MoŜe 
było to egoistyczne zachowacie, ale bardzo chciał na chwilę zostać sam z 
Sydney.

- Doskonale pani sobie radzi z dziećmi - zwrócił się do niej, kiedy 

dziewczynka wyszła juŜ z gabinetu.

- Trudno powiedzieć, na czym to polega, ale to chyba kwestia 

wzajemności. Trzeba traktować je równie powaŜnie jak dorosłych.

- To zabawne, Ŝe wzajemność między ludźmi albo istnieje, albo jej 

background image

brak.

Sydney tylko potaknęła, nic nie mówiąc.

- Jak pani myśli, skąd się bierze taka wzajemność? 

Wzruszyła ramionami.

- Kto to wie?

Zinn potrząsnął kostkami lodu w swojej szklance.

- Jest pani z kimś związana? - spytał nagle. 

Sydney zamrugała oczami ze zdumienia.

- O co panu dokładnie chodzi?

- Czy w pani Ŝyciu jest ktoś specjalny?

- Nie.

- To dziwne, tak atrakcyjna dziewczyna jak pani…

- A jaki związek ma jedno z drugim? - spytała lekko poirytowanym 

tonem.

Udał, Ŝe nie słyszy gniewu w jej glosie.

- A moŜe pani szuka tego jedynego?

- Nie, na razie nie - zawahała się. - Ale o co panu właściwie 

chodzi?

- Pomyślałem, Ŝe jesteśmy obydwoje w podobnej sytuacji.

- Jeśli chodzi o relację między pracownikiem a pracodawcą, nie ma 

to najmniejszego znaczenia.

Zinn długo wpatrywał się w jej błękitne oczy.

- Dlaczego Andrea jest z panią w tak dobrej komitywie, a mnie się 

to zupełnie nie udaje? - poskarŜył się. - Czy dlatego, Ŝe ona jest 
dziewczynką i ma tylko cztery lata?

- Nie jest tak, jak pan sugeruje. Nie mam awersji do męŜczyzn.

- Nie, nie to miałem na myśli.

- Ach, pan widocznie jest przyzwyczajony, Ŝe wszystkie kobiety 

pana ubóstwiają.

background image

- To pani przyjmuje takie załoŜenie. Teraz rozumiem.

- Nie przyjmuję Ŝadnego załoŜenia, a pan jest jednym z tych, 

którzy stwarzają właśnie taką atmosferę ubóstwienia wokół aktorów.

Zinn odstawił swoją szklankę na stolik i delikatnie pogładził 

Sydney po szyi. Odsunęła się od niego.

- Czy pani była jedynaczką? - zapytał po chwili. - A moŜe to takŜe 

niedelikatne pytanie?

- Moja matka nigdy nie wyszła za mąŜ i potem nigdy nie miała 

nikogo innego oprócz mego ojca. A pan?

- Nie, ja teŜ nie miałem nikogo innego.

Sydney zarumieniła się.

- Nie, nie to miałam na myśli. Pytałam, czy pan miał rodzeństwo?

- TeŜ byłem jedynakiem i muszę się przyznać, Ŝe byłem potwornie 

rozpieszczany. Moi krytycy mówią, Ŝe taki zostałem do dziś.

- I co, mają rację?

- A jak pani sądzi?

Sydney chwilę wahała się z odpowiedzią,

- Wydaje mi się, Ŝe pan lubi postawić na swoim.

Zinn sięgnął znowu po szklaneczkę i w roztargnieniu obracał nią.

- Nie uwaŜa pani, Ŝe mówimy o róŜnych rzeczach?

- CzyŜby zarzucał mi pan zbyt duŜą subtelność? 

Skrzywił się lekko na jej nieustanne próby uniknięcia powaŜnej 

rozmowy.

- Chodzi mi o to, Ŝe pani boi się pewnych tematów.

- Na przykład jakich?

- Pani ojciec stanowi dla pani problem, nieprawdaŜ?

Sydney przez chwilę nie odzywała się. Potem westchnęła. Co 

takiego było w Zinnie Garretcie, Ŝe czuła się przez niego jakby 
osaczona? Czy tylko z niej Ŝartował, czy chciał ją dotknąć, a moŜe badał 
jej reakcje na wszystkie moŜliwe sytuacje? O swoim ojcu nie chciała z 

background image

nim rozmawiać.

- MoŜe porozmawialibyśmy o czymś innym?

Obydwoje bawili się teraz swoimi szklaneczkami i siedzieli w 

milczeniu. Czuli narastające napięcie. W Sydney samo wspomnienie o 
ojcu niespodziewanie obudziło dawne emocje. Czuła, jak oczy zachodzą 
jej łzami. Nie patrzyła na Zinna i miała nadzieję, Ŝe to szybko minie.

- Ośmielę się i zadam pani jeszcze jedno pytanie.

Spojrzała na niego z pewną obawą.

- Jestem ciekaw, czy ma pani taką awersję tylko do aktorów, czy w 

ogóle do całego przemysłu filmowego?

Sydney odstawiła swoją wodę mineralną, złoŜyła ręce i poddała 

się.

- Zinn, nie bardzo wiem, jak panu na to odpowiedzieć. Moja matka 

miała zawsze zupełnie inne niŜ ja podejście do tych spraw, to znaczy do 
filmu i aktorów. TakŜe do związku z moim ojcem i okoliczności, w 
jakich przyszłam na świat. Czy to wystarczająca odpowiedź na pańskie 
pytanie?

- Sydney, ja nie jestem Dickiem Charlesem.

Nie była zupełnie pewna, co chciał przez to powiedzieć, ale 

uznała, Ŝe jest to prowokacja z jego strony.

- Nie rozumiem, jaki związek z czymkolwiek ma moje 

pochodzenie. Poza tym uwaŜam, Ŝe to moja prywatna sprawa.

- Dobrze, nie mówmy juŜ o tym.

- Dziękuję.

- Ciekaw jestem tylko, co pani moŜe o mnie wiedzieć? Skąd pani 

wie, jaki ja jestem naprawdę?

- Ja wcale nie chcę wiedzieć o panu wszystkiego. Obchodzą mnie 

wyłącznie te rzeczy, które dotyczą mojej pracy u pana.

Przysunął się do niej bliŜej.

- To nie tylko pani praca, to takŜe dotyczy mnie. Pani sama ustaliła 

taką zasadę na początku, kiedy decydowała się podjąć tę pracę. Tylko o 
to mi chodzi. Bezpieczeństwo Andrei to sprawa osobista, jak pani 
mówiła, i moŜe dlatego mam takie, powiedziałbym, ludzkie podejście do 

background image

całej sprawy. Mam nadzieję, Ŝe będę przez panią dobrze zrozumiany.

- Czy kiedykolwiek ile pana rozumiałam?

- Mam wraŜenie, Ŝe pani mnie wcale nie zna i, co gorsza, obawiam 

się, Ŝe jestem ofiarą róŜnych pani uprzedzeń.

- To bardzo powaŜne oskarŜenie.

Zinn uśmiechnął się, jakby bagatelizując swą wcześniejszą 

wypowiedź. Wyciągnął rękę i dotknął jej policzka z taką pewnością, 
jakby od zawsze miał do tego prawo. Patrzyła mu prosto w oczy i nie 
poruszała się.

- Nie urodziłem się aktorem. W gruncie rzeczy nawet nie starałem 

się, Ŝeby dostać się do filmu. Nie wiem, czy pani wie, ale przedtem 
studiowałem prawo i właśnie tam zostałem… odkryty.

Ostatnie słowo zaakcentował w wyraźnie ironiczny sposób.

- Nie, nie wiedziałam o tym.

- Tak. Byłem wtedy na pierwszym roku. Zawód prawnika wydawał 

mi się całkiem ciekawy i uwaŜałem, Ŝe jest to najlepszy sposób, by coś w 
Ŝ

yciu osiągnąć. Wtedy właśnie ojciec kolegi, który był reŜyserem, 

zobaczył mnie i zapytał, czy nie myślałem nigdy o aktorstwie. Wcześniej 
grywałem w szkolnych przedstawieniach, ale nie dlatego, Ŝe kochałem 
teatr, a raczej dlatego, Ŝe była to dobra okazja do spotykania się z 
dziewczętami. Llyod Feiris, ten reŜyser, zaproponował mi zdjęcia 
próbne.

- A reszta naleŜy juŜ do historii - z ledwo skrywanym sarkazmem 

dopowiedziała Sydney.

- No tak. Chodzi mi jednak przede wszystkim o to, Ŝe Lloyd ukazał 

mi wtedy moŜliwość dość łatwego zarobienia pieniędzy i przy okazji 
dobrej zabawy. Nie od razu stałem się gwiazdorem, ale rola Granta 
Adamsa pozwoliła mi stać się niezaleŜnym finansowo na tyle, Ŝe powrót 
na studia nie miał juŜ większego sensu.

- Zinn, pan nie musi się przede mną tłumaczyć. 

Dotknął jej policzka.

- Ale moŜe tego właśnie chcę.

Sydney starała się nie zwracać uwagi na te słowa i na fakt, Ŝe 

dotykał jej twarzy, bawił się pasmem jej włosów.

background image

- Dobrze więc. Pan wykonuje swoje zajęcie dla pieniędzy, a ja, bo 

lubię moją pracę - podsumowała.

- Och, ja teŜ lubię moją pracę, proszę mnie dobrze zrozumieć. 

Pieniądze nie są bez znaczenia, ale praca nie moŜe być nudna. W kaŜdym 
razie ja nie jestem Grantem Adamsem. Jestem sobą. Szczerze mówiąc, 
jestem zawsze rozgoryczony, kiedy ludzie nie chcą we mnie widzieć 
prywatnego człowieka, a widzą tylko bohatera filmu.

Sydney odstawiła szklankę na stolik i odsunęła się od niego.

- MoŜe to jest właśnie cena sławy.

- Nie. Tak mogą mnie oceniać nieznajomi i rozumiem, Ŝe tak 

zazwyczaj czynią. Nie ma jednak najmniejszego powodu, by pani robiła 
to samo i odmawiała dostrzegania tego, jaki jestem naprawdę.

To, co teraz powiedział, brzmiało niezwykle powaŜnie. Sydney nie 

bardzo wiedziała, co odpowiedzieć. Chciała się dowiedzieć, dlaczego mu 
tak na tym zaleŜy i jednocześnie bała się jego wyznania.

Zinn przysunął się do niej i najzwyczajniej w świecie wziął ją za 

rękę. Uśmiechnął się. Bawił się jej palcami i najwyraźniej zastanawiał 
się, co dalej.

Sydney czuła, jak cała drŜy pod dotykiem jego ręki. Spojrzeli sobie 

głęboko w oczy i dziewczyna zrozumiała, Ŝe w ciągu tych kilku chwil jej 
pełna rezerwy i ostroŜności postawa wobec Zinna Garretta zmieniła się w 
całkowite zrozumienie. MoŜe zresztą taki był jego cel, moŜe to właśnie 
chciał osiągnąć. Sydney nie była całkiem pewna, co teraz powinna 
uczynić, ale jej wahania przerwało wejście Andrei.

- Tatusiu, tatusiu, kolacja gotowa!

Zinn poklepał dłoń Sydney, dając do zrozumienia, Ŝe jeszcze 

powrócą do tej rozmowy. Potem odwrócił się do córki.

- Nie chcesz, Ŝeby wystygła, prawda? - zapytał. - Podstawowa 

zasada, jaka obowiązuje w tym domu - wyjaśnił, pochylając się ku 
Sydney. - Nie wolno pozwolić, by cokolwiek wystygło!

background image

ROZDZIAŁ 4

Po kolacji Yolanda zabrała Andreę do kąpieli, Zinn poszedł do 

siebie załatwić parę telefonów, a Sydney wyszła rozejrzeć się po 
posiadłości. Przede wszystkim chciała sprawdzić, jak zainstalowane jest 
oświetlenie na zewnątrz, ale marzyła teŜ o zaczerpnięciu świeŜego 
powietrza.

Był piękny wieczór. W dole widać było światła miasta, a na niebie 

błyszczały gwiazdy. Tylko od strony Pacyfiku rozciągała się ciemność. 
Pacific Palisades leŜało tuŜ nad oceanem i było enklawą dla bogatych i 
uprzywilejowanych. Tutaj, na najwyŜszym ze wzgórz, mieszkał Zinn 
Garrett

Sydney patrzyła w dół na światła Santa Monica i rozmyślała o 

stylu Ŝycia Zinna. W ciągu tygodnia za jeden odcinek serialu „For the 
Defense” zarabiał więcej niŜ większość ludzi przez cały rok.

Oczywiście, w Hollywood bardzo często traktowano aktorów 

moŜe nie tyle jak gwiazdy, co raczej jak meteory. MoŜna było zabłysnąć 
na jakiś czas i potem pogrąŜyć się w kompletnym zapomnieniu. 
Niektórzy w najlepszym momencie swojej kariery gromadzili spore 
fundusze, które potem pozwalały im wieść całkiem dostatnie Ŝycie. Nie 
wszystkim się to udawało. Najgorszą jednak dla aktorów rzeczą była 
utrata sławy i popularności.

Sydney zastanawiała się, na ile Zinn Garett jest wewnętrznie 

przygotowany na moment zakończenia kariery filmowej, bo, wcześniej 
czy później, spotykało to kaŜdego. Bardzo nieliczne i wyjątkowe były 
przypadki kontynuowania kariery do późnego wieku.

Czy jest coś, co mogłoby mu później sprawiać satysfakcję? 

Dziwne, obawiała się o jego przyszłość, nie wiadomo z jakiego powodu. 
Co ją to wszystko obchodzi!

Poszła wzdłuŜ muru do najbardziej oddalonego punktu 

posiadłości. Mur nie był bardzo wysoki, a zaraz za nim rozciągał się 
głęboki wąwóz. Usiadła na murze i przyglądała się domowi. Był 
oświetlony jak zamek z bajki.

Podziwiając go, Sydney wspominała niedawną kolację. Zinn 

siedział na końcu długiego stołu, ją Yolanda umieściła po przeciwnej 
stronie, Andreę zaś pośrodku, jakby między rodzicami. Kiedy jedli 

background image

kolację i Ŝartowali z dziewczynką, Sydney cały czas zastanawiała się, 
dlaczego Zinnowi tak bardzo zaleŜy na tym, co ona o nim myśli. Odgadł 
jej uprzedzenia do aktorów i przemysłu filmowego i najwyraźniej się tym 
przejmował. Tego Sydney zupełnie się po nim nie spodziewała.

Podczas posiłku Zinn był ujmujący. Pytał ją o pracę i o metody 

szkolenia prywatnych detektywów. Wciągał teŜ Andreę do rozmowy i 
pokazywał na przykładzie Sydney, Ŝe kobieta powinna ufać we własne 
siły. Być moŜe dla tak małej dziewczynki nie był to dobry temat do 
rozmowy. Sydney zrozumiała jednak, Ŝe Zinn nie tylko ogromnie kocha 
córkę, ale teŜ dba o jej wewnętrzny rozwój i traktuje ją niezwykle 
powaŜnie. Bardzo się to Sydney spodobało.

Kiedy tak siedziała i rozmyślała, w drzwiach patio pojawił się 

Zinn. Sądziła, Ŝe z powodu duŜej odległości i mroku, jaki panował w 
pobliŜu muru, nie zauwaŜy jej. Zinn obszedł basen i wpatrywał się w 
ciemność, aŜ spotkał jej wzrok. Podszedł.

- Stąd roztacza się piękny widok, nieprawdaŜ? 

Sydney odwróciła głowę w kierunku miasta.

- Tak, rzeczywiście piękny - potwierdziła.

Objęła się ramionami, choć właściwie nie mogła powiedzieć, by 

było jej zimno.

Zinn w swój naturalny i zwyczajny sposób otoczył ją ramieniem. 

Było to tak przyjacielskie, Ŝe Sydney nie mogła się bronić. Poza tym nie 
chciała, by się obraził.

- Jak pani sądzi, czy uda się ochronić moją córkę przed tą kobietą?

- Nie widzę powodu, dla którego miałoby się nie udać. Poza tym 

nie mamy przecieŜ do czynienia z Cosa Nostra.

- Ta kobieta, Barbara, jest naprawdę niebezpieczna. Nawet dla 

mnie.

Jego głos brzmiał niezwykle powaŜnie i Sydney była absolutnie 

przekonana, Ŝe teraz nie grał.

- Proszę mi dokładnie wszystko o niej opowiedzieć. 

Wiadomościom gazetowym nie bardzo moŜna ufać.

Westchnął głęboko i zaczął opowiadać.

- Jedno wiem na pewno. Jest wariatką. Od kilku juŜ lat, a 

właściwie od pierwszego odcinka serialu, ma dziwną obsesję na moim 

background image

punkcie. Ciągle mnie śledzi.

Dotknął ramienia Sydney i roześmiał się.

- MoŜe jest emerytowanym prywatnym detektywem?

- Dziękuję za komplement.

- Potrafi pojawić się w najzupełniej nieoczekiwanym czasie i 

miejscu. Najgorsze, co się zdarzyło, prócz tego wypadku z Andreą, miało 
miejsce w Meksyku. Byłem wtedy w Puerto Vallarta z kilkorgiem 
przyjaciół. Miałem tam willę, zanim rozstaliśmy się z Moniką. Pewnego 
wieczoru pojechaliśmy wszyscy do restauracji na kolację. Nie czułem się 
najlepiej, więc zostawiłem towarzystwo i wróciłem do domu. Siedziała w 
sypialni na fotelu, kompletnie naga. MoŜna się domyślić, czego ode mnie 
oczekiwała. Powiem uczciwie, Ŝe się wtedy przestraszyłem. Niech pani 
sobie tylko wyobrazi: wchodzę do domu i zastaję coś takiego!

- Czy przynajmniej była ładna?

- Zupełnie przystojna. Ruda, dobrze po trzydziestce.

- Co jeszcze robiła?

- Przede wszystkim nonsensowne rzeczy. Po ogłoszeniu mojego 

rozwodu z Moniką Ŝądała, bym się z nią oŜenił. Sądziłem, Ŝe jest 
narkomanką, moŜe zresztą jest. Nie mam pojęcia. Policja doszła do 
wniosku, Ŝe ona nie jest całkiem przy zdrowych zmysłach, ale okazała 
się na tyle przebiegła, Ŝe zawsze udaje się jej uciec.

- Policji nie udało się jej zidentyfikować?

- Nie. Wiadomo tylko, Ŝe mówi o sobie Barbara. Och, gdybym 

tylko wiedział, kim ona jest, od razu kazałbym ją aresztować. Niestety, 
jest nieuchwytna. Pojawia się i znika, nie wiadomo jak i kiedy. Nie 
zwracałem przez jakiś czas na to uwagi, ale zdobyła mój zastrzeŜony 
numer telefonu i zaczęła grozić, Ŝe zrobi coś złego Andrei, jeśli się z nią 
nie oŜenię. Wtedy teŜ nie przejąłem się zbytnio, aŜ do tego zdarzenia w 
supermarkecie.

- Jest pan pewien, Ŝe to ta sama kobieta? - upewniła się Sydney.

- Opis dokładnie do niej pasował.

Zinn dotknął ręką nagich pleców Sydney. Spojrzała na niego nie 

rozumiejąc, co ma znaczyć ten gest, ale wyglądało na to, Ŝe dotknął jej 
jakby nieświadomie. Patrzył przed siebie pogrąŜony w myślach. Jednak 
ten niewinny gest Zinna spowodował, Ŝe Sydney poczuła wewnętrzne 

background image

drŜenie. Wolała nie być tak blisko niego, odsunęła się.

- Nie jest pani zimno? - zatroszczył się.

- Nie, nie.

Czuła, Ŝe jest napięta i zdenerwowana. Jej własne reakcje 

irytowały ją.

- Czy pani Ŝałuje, Ŝe przyjęła u mnie pracę? - odezwał się Zinn po 

długim milczeniu.

JuŜ chciała gwałtownie zaprzeczyć, ale uświadomiła sobie, Ŝe 

właściwie powinna potaknąć. Nie mogła jednak wszystkiego rzucać z 
powodu lekkiego dotknięcia. Nie zrobił przecieŜ nic złego! Po prostu 
zachowywał się w zwykły dla siebie sposób. Skąd mógł wiedzieć, jakie 
wraŜenie wywiera na niej jego bliskość. Dla Sydney był jednak 
przedstawicielem świata, z którym nie chciała mieć nic wspólnego, 
zwłaszcza pod względem emocjonalnym.

- Ma pani jakieś złe przeczucia, obawy?

Westchnęła tylko, bo wiedziała, Ŝe nie moŜe mu powiedzieć 

prawdy. A jeśli sam się juŜ domyślił, jakie robi na niej wraŜenie i Ŝe to 
właśnie jest dla niej kłopotliwe? Takie wyznanie z pewnością sprawiłoby 
mu satysfakcję. To zresztą jest typowe dla większości aktorów.

- To zbyt mocno powiedziane - odpowiedziała krótko Sydney.

- A o co właściwie chodzi? - wypytywał dalej Zinn.

Stał o trzy metry od niej, tyłem do oświetlonego domu, więc jego 

twarz i cała sylwetka kryły się w cieniu.

- Nie wiem, moŜe jest pan uczuciowy, ale ja nie Ŝyczę sobie 

Ŝ

adnych związków uczuciowych między nami.

Przez chwilę patrzył ze zdumieniem, potem jakby zrozumiał, o co 

jej chodzi.

- To juŜ wszystko? - zapytał.

- A to nie wystarczy? - zareplikowała.

- Wie pani, nie sądzę, by o to chodziło. Odwróciła się gwałtownie. 

Była niemal pewna, Ŝe Zinn ma na myśli jej ojca, a o nim nie chciała 
więcej rozmawiać. I to wszystko nie było wcale winą Zinna, lecz 
dręczących ją całe Ŝycie wspomnieli.

background image

Kiedy była małą dziewczynką, widziała ojca tylko parę razy, i za 

kaŜdym razem bardzo krótko, czasami nawet tylko kilka minut. Matka 
próbowała jej wytłumaczyć, Ŝe Dick nie rozumie dzieci i nie bardzo umie 
z nimi rozmawiać, i Ŝeby nie przejmowała się tak bardzo jego 
zachowaniem. Sydney nie mogła jednak nie brać sobie do serca jego 
oschłości. Był w końcu jej ojcem!

Wydawało się jej, Ŝe lepiej byłoby, gdyby w ogóle nie widywała 

Dicka Charlesa. Kiedy Sydney miała dwanaście lat, Lee wymusiła na 
Dicku, Ŝeby spędził z córką cały dzień. MoŜe Ŝywiła jakieś nadzieje, Ŝe 
ojciec lepiej pozna córkę. Spotkanie okazało się jedną wielką katastrofą. 
Dick bał się zostać z nią sam na sam, więc zaprosił kilku przyjaciół. Było 
to zwykłe towarzyskie spotkanie w jego ekskluzywnej willi w Bel Air. 
Przysłał po nią do Glendale wspaniałą czarną limuzynę. Pamiętała to jak 
dziś. Ubrana była w róŜową sukienkę i płaszczyk w pepitkę, właściwie 
była przesadnie wystrojona. Dick przywitał ją dość niepewnie i patrzył 
na nią trochę jak na muzealny eksponat. Kiedy tylko zorientował się, Ŝe 
jest spokojna i grzeczna, od razu zaczął grać przed przyjaciółmi rolę 
kochającego ojca. Sydney chodziła z nim i witała się z gośćmi. Dick 
czasami kładł dłoń na jej ramieniu i był to właściwie jedyny bliŜszy z 
nim kontakt. Zapamiętała te chwile na całe Ŝycie. JeŜeli jednak całe to 
przedstawienie było przeznaczone bardziej dla przyjaciół niŜ dla niej, to i 
tak Sydney była pod wraŜeniem. Dick ją oczarował i gotowa była mu 
wszystko wybaczyć. Marzyła o tym, by rzucić mu się w ramiona i by on 
ją uściskał.

Znacznie później, kiedy wspominała tamto spotkanie, zrozumiała, 

co wtedy mógł czuć Dick. Pewnie pomyślał, Ŝe oto jest u niego jego 
własna córka i Ŝe powinien zachować się w związku z tym jak 
prawdziwy ojciec. No i zagrał swoją Ŝyciową rolę. Nie była tylko pewna, 
czy odegranie tej roli sprawiło mu jakąś trudność. MoŜe takie udawanie 
było dla niego łatwe i naturalne jak uwodzenie kobiet.

- Hipokryta! - mruknęła do siebie.

- Przepraszam, nie rozumiem…? - Zinn podszedł bliŜej.

Sydney zbyt późno zdała sobie sprawę, Ŝe ostatnie słowo 

powiedziała na glos.

- Bardzo przepraszam. Myślałam o czymś zupełnie innym.

- Chciałbym, Ŝeby pani juŜ nie powracała do tych ponurych myśli. 

- Uśmiechnął się.

- Proszę mi wierzyć, Ŝe to absolutnie nie dotyczyło pana.

background image

- Jest pani tego zupełnie pewna?

Sydney spojrzała na niego. Wdziała Zinna Garretta, a wspominała 

ojca.

- Przypomniało mi się pewne, dawno minione, zdarzenie związane 

z moim ojcem.

- Och, rozumiem.

- To nic takiego, ale czasem niespodziewanie mi się przypomina.

- I właśnie teraz się pani przypomniało. - W jego głosie brzmiała 

nuta sceptycyzmu.

- Proszę, niech pan nie wyciąga z tego fałszywych wniosków,

- Powinna pani jednak coś zrobić z tymi wspomnieniami.

- Och, proszę, niech pan nie mówi do mnie jak doktor! - 

powiedziała zirytowana. - Nie jestem w nastroju do takich rozmów.

Potrząsnął nią lekko, trzymając za ramiona.

- Sydney, nie moŜe pani nieustannie dręczyć się. Powinna pani 

wyrzucić to z siebie - poradził jej Ŝyczliwie.

- Ale to doprawdy nic waŜnego. Takie głupie wspomnienia z 

dzieciństwa.

- Nic, co panią zasmuca, nie moŜe być głupie.

- To naprawdę nic specjalnego. Przypomniało mi się tylko, jak 

pierwszy raz byłam u swojego ojca. Miałam wtedy dwanaście lat. To 
było całe wieki temu.

- To spotkanie było dla pani oczywiście bardzo bolesne.

- Mój ojciec taki po prostu był i juŜ. - Wzruszyła ramionami, 

pragnąc ukryć dojmujący ból, który odczula.

- Niech mi pani wszystko opowie - poprosił Zinn.

Sydney nie opierała się juŜ dłuŜej i zaczęła mówić. Opowiadając 

trochę drŜała, więc Zinn przytulił ją do siebie. PołoŜyła głowę na jego 
ramieniu, zupełnie nie zdając sobie z tego sprawy. Po chwili dopiero 
spostrzegła się i jednocześnie zdumiała, jak szybko i łatwo uległa jego 
urokowi i jak całkowicie mu zaufała. Jej ojciec miał w sobie dokładnie 
ten sam rodzaj uroku i czaru, któremu trudno się było oprzeć.

background image

- Nie znałem pani ojca, więc nie mogę poradzić nic rozsądnego. 

Wiem tylko jedno, Ŝe nie ma Ŝadnego porównania między tym, co pani 
mi opowiedziała o swoim ojcu a tym, co ja sam czuję do Andrei.

- Nie, ja nie porównuję, nie o to mi chodzi - zaprzeczyła Sydney,

- Sądzę, Ŝe jednak pani to czyni, chód moŜe nie zdaje sobie z tego 

sprawy. Być moŜe, Ŝe Dick Charles i ja jesteśmy jakoś do siebie podobni, 
ale to wynika raczej z charakteru naszego zawodu i absolutnie nie 
oznacza, Ŝe jesteśmy identyczni. Ja nie jestem Dickiem Charlesem.

- JuŜ mi pan to mówił - przypomniała.

Zinn obrócił ją ku sobie i uniósł jej podbródek tak, by spojrzała mu 

prosto w oczy.

- Tak, juŜ to mówiłem i będę powtarzał dopóty, dopóki pani nie 

zrozumie, o co mi chodzi.

- Zinn…

Patrzyła mu w oczy. Czuła, jak jego ręce zsuwają się niŜej po jej 

obnaŜonych plecach, czuła ich ciepło. Po chwili wziął jej twarz w dłonie 
i zbliŜył usta do jej warg. Pozwoliła mu się pocałować. Najpierw całował 
ją czule i delikatnie, potem mocniej przycisnął do piersi. Pocałunek stał 
się namiętny. Teraz liczyło się tylko jedno, Ŝe była w jego ramionach. 
Nie istniały Ŝadne powody, dla których miałaby nie pozwolić na te 
pocałunki, nic teraz nie było waŜne. Nawet nie próbowała się opierać 
temu, czego sama pragnęła. Pocałunki były coraz namiętniejsze, Zinn w 
końcu oderwał usta od jej ust. Sydney powoli otworzyła oczy i 
próbowała zrozumieć, co się stało. Czuła mocny uścisk męŜczyzny, bicie 
jego serca. I nagle zorientowała się, Ŝe stało się właśnie to, czego 
postanowiła za wszelką cenę od początku uniknąć.

Powoli wyzwoliła się z uścisku i odsunęła od niego na bezpieczną 

odległość.

Zinn spojrzał zdumiony i niezbyt zadowolony zmianą jej nastroju. 

To tym bardziej utwierdziło Sydney w przekonaniu, Ŝe powinna jak 
najszybciej skończyć ten epizod.

Odwróciła się, Ŝeby wrócić do domu. Zinn jednak chwycił ją i 

trzymał mocno.

- Nie! - Zaprotestowała, szarpiąc się z nim.

- Zostań! - Jego głos brzmiał jak rozkaz.

background image

- Nie, nie chcę tego.

Mówił do niej cicho, niemal szeptem.

- Ja chcę.

Próbowała się wyzwolić z jego objęć, ale trzymał ją mocno. JuŜ 

zastanawiała się, czy będzie musiała zastosować jakiś chwyt judo, kiedy 
przyszło jej na myśl, by spróbować przemówić mu do rozsądku.

- Zinn, nie po to tu jestem, a jeśli tak myślisz, to zaraz odejdę.

- PrzecieŜ wiedziałaś, Ŝe mam ochotę cię pocałować i nie 

protestowałaś. śałuję, Ŝe zmieniłaś zdanie, ale nie będę cię za nic 
przepraszał. Nie miałem Ŝadnych złych zamiarów.

- Nie chodzi o twoje zamiary. Ja naprawdę nie chcę tego rodzaju 

stosunków między nami.

Przez chwilę patrzył jej głęboko w oczy, a potem wypuścił ją z 

ramion. Cofnęła się o krok.

- Jeśli mnie pan teraz zwolni, zrozumiem.

- Nie, przeciwnie. Dziś wieczorem mam jakieś zebranie i nie 

będzie mnie w domu kilka godzin. Nie chcę, by Andrea i Yolanda 
zostały same w domu.

- Zebranie wieczorem?

- Zarówno mój producent, jak i reŜyser to nocne Marki i najlepiej 

pracuje się im wieczorami. Takie sesje z nimi miewam raz na dwa lub 
trzy miesiące. Chodzi mi o to, by Andrea była bezpieczna. Od czasu 
tamtej próby porwania nigdy nie wychodziłem z domu wieczorem.

- W porządku, zostanę. Przynajmniej na tę noc.

Patrzyli sobie chwilę w oczy, potem ona odwróciła się i zaczęła iść 

w stronę domu.

- Zaczekaj - poprosił Zinn. - Nie będę cię przepraszał za to, Ŝe cię 

pocałowałem. Nie Ŝałuję tego i ty powinnaś uczciwie przyznać, Ŝe teŜ nie 
Ŝ

ałujesz.

Nic nie odpowiedziała, tylko szybko odeszła.

W domu przebrała się w trochę za duŜy podkoszulek z napisem 

„L.A. Dodgers”. Zawsze w nim sypiała. Choć minęło juŜ pół godziny od 
rozstania z Zinnem, ciągle czuła dreszcze. Nie mogła zaprzeczyć, Ŝe jego 

background image

pocałunek na nią podziałał. Jak łatwo uległa! Och, jak mogła być tak 
niemądra!

Czuła się zakłopotana. Tyle lat nie mogła się nadziwić, jak łatwo 

jej matka uległa Dickowi, a teraz sama znalazła się w podobnej sytuacji! 
Oczywiście, jeden pocałunek to jeszcze nie romans i nieślubne dziecko, 
ale zawsze wszystko jakoś się zaczyna.

Zrozumiała, Ŝe nie moŜe oskarŜać wyłącznie Zinna, ona sama była 

równie winna. W przyszłości to właśnie ona powinna starać się utrzymać 
ich stosunki na płaszczyźnie zawodowej.

PołoŜyła się i wpatrywała w sufit. W domu panowała cisza. 

Sydney próbowała się skupić na myśleniu o dziewczynce, do której 
ochrony została zatrudniona. To był problem. Pozwoliła Zinnowi 
oderwać się od myślenia o swej pracy. Było to w zasadzie niezgodne z 
regułami jej zawodu. No i poza tym od lat wiedziała, czego kobiety mogą 
się spodziewać po aktorach.

Na szczęście jeszcze nie jest za późno! Wszystko będzie dobrze, 

jeśli tylko skupi się wyłącznie na pracy. Wzięła szlafrok, przerzuciła go 
przez ramię i poszła sprawdzić pokój Andrei. W sypialni paliła się mała 
nocna lampka. Sydney podeszła do łóŜka i pochyliła się. Andrea była 
bardzo ładnym dzieckiem, teraz wyglądała jak śpiący aniołek. To 
straszne, Ŝe z powodu sławy ojca zagraŜało jej niebezpieczeństwo.

Patrząc na córkę Zinna przypomniała sobie własne dzieciństwo, 

kiedy tak bardzo cierpiała i tęskniła do ojca, który kochałby ją jak córkę. 
To wspomnienie niemal wycisnęło łzy z jej oczu, więc szybko opuściła 
pokój Andrei.

Nieszczęścia i cierpienia dzieciństwa zostają w duszy na zawsze i 

nawet u dorosłego człowieka czasem się odzywają.

Andrea miała chociaŜ to szczęście, Ŝe ojciec naprawdę ją kochał. 

Tego o swoim własnym ojcu Sydney nie mogła powiedzieć. MoŜe więc 
tak silna uczuciowa reakcja na niego była czymś, czego sobie nie 
uświadamiała, a co było najzwyklejszą tęsknotą i resentymentem.

Jakiś czas nie mogła zasnąć, a kiedy jej się to udało, zaczęły 

męczyć ją koszmary. Nagle poczuła, Ŝe ktoś nią potrząsa. Otworzyła 
oczy i spojrzała w twarz kobiety, Krzyknęła.

- Senorita, seńorita! Ktoś tu jest! Boję się!

Dopiero wtedy rozpoznała, Ŝe to Yolanda. Uniosła się na łokciu.

background image

- Co ty mówisz? Gdzie? Kto? - pytała gorączkowo.

- Ktoś jest na zewnątrz, na pewno. Miałam się juŜ kłaść, 

wyłączyłam najpierw telewizor, a zaraz potem światło i wtedy 
zobaczyłam przez okno jakąś postać. Strasznie się boję. Jestem pewna, Ŝe
to ta Barbara.

Sydney wyskoczyła z łóŜka, ze stolika nocnego chwyciła swój 

pistolet.

- O Matko Najświętsza! - wyszeptała na ten widok Yolanda i 

szybko się przeŜegnała,

Sydney potrząsnęła ją za ramię.

- Na pewno dobrze widziałaś? - pytała. - Jesteś pewna, Ŝe to 

Barbara?

- Nie widziałam twarzy, ale kto inny mógłby być?

- MoŜe to jakiś włamywacz. Nie denerwuj się, Yolando. Zaraz się 

tym zajmę. Ty idź teraz do pokoju Andrei i poczekaj na mnie. Gdyby 
ktoś próbował tam wejść, krzycz z całej siły.

- Si, seńorita. To mogę zrobić. 

Sydney podeszła do telefonu.

- Co pani robi?

- Dzwonię po policję.

Yolanda znowu się przeŜegnała i cicho wyszła z pokoju. Sydney 

połączyła się szybko. Powiedziała, o co chodzi i podała adres. Potem 
wyszła sprawdzić dom. Było ciemno, światło w holu było wyłączone. 
Zastanawiała się, która moŜe być godzina i czy Zinn juŜ wrócił. Przeszła 
cały hol, mijając pokój Andrei sprawdziła, czy jest tam Yolanda. 
Gosposia siedziała na krześle przy łóŜeczku małej i chyba się modliła.

Dziewczyna doszła powoli do pokoju Zinna. Drzwi były otwarte, 

ale po ciemku prawie nic nie widziała. OstroŜnie, trzymając palec na 
spuście, weszła do środka i wreszcie dostrzegła, Ŝe łóŜko jest nietknięte. 
Zinn jeszcze nie wrócił. Właśnie wtedy kątem oka zauwaŜyła jakąś 
sylwetkę. Serce jej zamarto. Błyskawicznie odwróciła się i zobaczyła, Ŝe 
to ktoś na zewnątrz. Nie wiedziała, kto to jest, ale najwyraźniej 
metodycznie okrąŜał dom. Pokój Yolandy był dokładnie po drugiej 
stronie, w pobliŜu kuchni. Sydney zrozumiała, Ŝe ten ktoś zaczął obchód 
od frontu i pewnie szuka otwartego okna.

background image

Wyszła znowu do holu, cały czas trzymając palec na spuście 

pistoletu. Ponownie zajrzała do pokoju Andrei. Yolanda siedziała 
pogrąŜona w modlitwie. Sydney przeszła przez salon. W oknie znowu 
dostrzegła czyjś cień, zaraz jednak ten ktoś skrył się w krzakach.

Sydney postanowiła pójść do oranŜerii, bo domyśliła się, Ŝe rabuś 

będzie próbował wejść przez patio, a potem przez oranŜerię. Czuła, Ŝe 
zaschło jej w ustach. Serce biło coraz szybciej. Mocniej ścisnęła pistolet i 
schowała się w cieniu.

Po chwili dostrzegła poruszenie wśród liści na skraju patio. Zanim 

rabuś zdołał wejść do oranŜerii, ciszę przerwał nagły dźwięk dzwonka. Z 
pewnością była to policja. Sydney szybko pobiegła do holu i przez 
domofon usłyszała głos policjanta.

- Włamywacz jest juŜ wewnątrz! - krzyknęła. - Przed chwilą 

widziałam go w patio!

Potem włączyła przycisk otwierający główną bramę. Czuła 

wzrastające napięcie. Pobiegła z powrotem do oranŜerii. TuŜ za drzwiami
wpadła na kogoś z całym impetem. Nieznajomy cofnął się, Sydney 
odruchowo zamachnęła się i uderzyła włamywacza kolbą pistoletu w 
głowę. Osunął się na ziemię.

- Nie ruszaj się! - krzyknęła.

Panowała cisza. Sydney nie dostrzegała Ŝadnego ruchu. Powoli, z 

bronią wciąŜ wycelowaną w miejsce, gdzie leŜał włamywacz, podeszła 
do ściany, szukając kontaktu. Znalazła, nacisnęła przycisk i pokój zalało 
jaskrawe światło.

Sydney ostroŜnie zbliŜyła się do leŜącego męŜczyzny. Spojrzała na 

jego twarz. Osłupiała, To był Zinn Ganett.

- Mój BoŜe!

Uklękła obok i zobaczyła, Ŝe z głowy Zinna spływa struŜka krwi.

- Och, Zinn, przepraszam. Skąd mogłam wiedzieć, Ŝe to ty?

Kiedy dotknęła ostroŜnie jego twarzy, Zinn cicho jęknął. Sydney 

odetchnęła z ulgą. Zinn znowu jęknął i zamrugał powiekami. Sydney 
ułoŜyła jego głowę na swych kolanach. Czuła, jak łzy spływają jej po 
policzkach.

- Zinn, proszę, wybacz mi - szeptała. W drzwiach pojawił się 

policjant.

background image

- Nic się pani nie stało?

- Nie, nic.

- To jest właśnie ten włamywacz?

Sydney zacisnęła usta, by nie wybuchnąć płaczem i tylko 

potrząsnęła głową.

- Wydawało mi się, Ŝe to włamywacz - wykrztusiła po chwili. - To 

jest właściciel tego domu.

Wszedł jeszcze jeden policjant.

- A kim pani jest? - spytał.

- Nazywam się Sydney Charles. Jestem prywatnym detektywem. 

Pan Garrett zatrudnił mnie do ochrony.

- Świetnie się pani spisała, - Oficer uśmiechnął się pod wąsem. 

Ukląkł obok Garretta i przyjrzał się ranie.

- Wiesz, Eddie - zwrócił się do kolegi - on nieźle oberwał. Trzeba 

wezwać karetkę.

Eddie wyciągnął zza pasa nadajnik i poprosił o przysłanie karetki.

Sydney wciąŜ trzymała krwawiącą głowę Zinna na kolanach. 

Ranny mamrotał coś niezbyt zrozumiale. Sydney spojrzała na klęczącego 
obok policjanta.

- Rany na głowie zazwyczaj obficie krwawią. To normalne i tym 

bym się nie przejmował. Bardziej obawiam się, czy nie doznał wstrząsu 
mózgu.

Zinn próbował otworzyć oczy, mamrotał coś o Barbarze.

- Tak mi przykro. Naprawdę nie chciałam - powtarzała bez 

przerwy Sydney, głaszcząc Garretta po policzku.

Policjant podniósł leŜący obok pistolet.

- Tym go pani uderzyła? 

Kiwnęła głową.

- Ma pani licencję?

- Tak.

background image

- A jakieś dokumenty?

- Są w moim pokoju. Chce pan, Ŝebym po nie poszła? 

Policjant zmarszczył brwi.

- Pani tu mieszka?

- Przeniosłam się tu dopiero dziś.

Zinn znowu coś zamruczał, próbując podnieść głowę.

- Andrea? Andrea? - powtarzał.

- Zinn, Andrea jest bezpieczna. Naprawdę jest bezpieczna.

- Niech pan leŜy spokojnie - odezwał się policjant. - Zaraz 

przyjedzie karetka. Proszę się niczym nie denerwować.

Zinn trzymając się za głowę powoli usiadł, zupełnie nie zwracając 

uwagi na rady policjanta. Wyglądał teraz zupełnie przytomnie.

- Co się stało? - zapytał.

- Ta pani sądziła, Ŝe jest pan włamywaczem. 

Zinn z trudem odwrócił głowę w stronę Sydney.

- To ty mnie tak załatwiłaś?

- Nie wiedziałam, Ŝe to ty.

Wyciągnął chusteczkę i przycisnął ją do rany.

- Od tej pory będę swój powrót ogłaszał fanfarami.

- Ale dlaczego nie wszedłeś głównymi drzwiami?

- Sprawdzałem, czy wszystko jest w porządku.

- Mam nadzieję, Ŝe tak było.

- Czy moŜemy zatem uznać cały ten wypadek za nieporozumienie? 

- spytał policjant przysłuchujący się rozmowie,

- Powinien pan właściwie uznać to za moją piramidalną głupotę - 

odparł Zinn.

Przed domem rozległa się syrena karetki,

- Wyjdę przed bramę i przyprowadzę sanitariuszy - powiedział 

background image

stojący w drzwiach policjant.

Garrett próbował wstać.

- Niech pan lepiej się nie rusza. - Powstrzymał go policjant. - 

Zranienia głowy bywają bardzo zdradliwe.

Sydney wzięła od Zinna chusteczkę i wytarła mu policzki i szyję.

Mimo swego stanu, męŜczyzna miał jeszcze dość sił, by 

przypatrywać się Sydney. ZauwaŜył, Ŝe kolana ma poplamione krwią. 
Starał się zetrzeć ją dłonią. Potem wskazał jej króciutką koszulkę.

- W czymś takim sypiasz? - zapytał.

Zarumieniła się, słysząc to pytanie. Była tak zdenerwowana 

wypadkiem, Ŝe kompletnie zapomniała o tym, jak jest ubrana, a jej 
podkoszulek rzeczywiście bardzo mało zasłaniał. Policjant zorientował 
się, Ŝe Sydney po początkowym szoku teraz poczuła się niezręcznie, 
więc wyszedł z pokoju.

Zinn dotknął jej policzka.

- Jak sądzisz - powiedział - czy teraz mam jeszcze jakiekolwiek 

wątpliwości, Ŝe nie nadajesz się do tej pracy?

- Nie masz do mnie Ŝalu?

- No, jeszcze nie jestem pewien - uśmiechnął się. - Wymyślę coś, 

co masz zrobić, Ŝebym się nie gniewał.

Weszli sanitariusze i dwaj policjanci. Sanitariusze od razu zajęli 

się Zinnem.

- Wystarczy parę tabletek aspiryny i trochę bandaŜa - powiedział 

Zinn.

- Obawiam się, Ŝe tak łatwo nie pójdzie - odparł młody sanitariusz. 

- UwaŜam, Ŝe powinien pana obejrzeć jeszcze lekarz.

- Zna pan jakiegoś lekarza, który by przyjechał do domu?

Sanitariusz roześmiał się.

- Miejmy nadzieję, Ŝe będzie jakiś dyŜur w izbie przyjęć w 

szpitalu. Teraz jest inaczej niŜ za dawnych lat.

- Za dawnych lat, kiedy kobiety były tylko kobietami.

Sydney odruchowo obciągnęła swój podkoszulek. Czuła się 

background image

strasznie, patrząc na całkiem zakrwawioną koszulę Zinna.

Sanitariusze przy pomocy policjantów umieścili poszkodowanego 

na noszach. Na ten widok Sydney poczuta się jeszcze gorzej. Chciała z 
nim pojechać do szpitala, ale wiedziała, Ŝe nie moŜe opuścić domu i 
zostawić Andrei samej.

- Wrócę do domu zaraz, jak tylko dostanę aspirynę i jak mi 

zabandaŜują głowę. No i jeszcze będę musiał dopilnować, czy ci chłopcy 
dostaną zapłatę.

Wyciągnął rękę w jej kierunku. Podeszła i uścisnęła mu dłoń. 

Potem uniosła ją i przytuliła do swego policzka.

- Bardzo cię przepraszam. 

Zinn uśmiechnął się.

- UwaŜam, Ŝe właściwie warto było.

- Bardzo cię boli?

- Czy pan jest juŜ gotowy? - zapytał sanitariusz.

- Gotowy jak zawsze.

Wynieśli go z pokoju. Sydney towarzyszyła im do drzwi. Razem z 

nią poszedł jeden z policjantów. Poczekała, aŜ załadują nosze do karetki 
i obserwowała, jak wyjeŜdŜają przez bramę.

- Czy teraz mógłbym zobaczyć pani dokumenty? Muszę napisać 

raport z tego zdarzenia.

- Pójdę po torebkę.

Sydney poszła do swojego pokoju. Po drodze w holu zobaczyła 

Yolandę wychylającą się z sypialni Andrei.

- Zastrzeliła pani bandytę, senorita?

- Niezupełnie, Yolando. Był to raczej strzał samobójczy.

 

background image

ROZDZIAŁ 5

Następnego dnia, tuŜ po wczesnym śniadaniu Sydney zabrała 

Andreę i samochodem Zinna pojechały do szpitala. Sydney ogarnął 
niepokój przed spotkaniem z aktorem. Wprawdzie sposób, w jaki 
wczoraj chciał sprawdzić zabezpieczenie domu, nie był najmądrzejszy i 
jeśli skradał się po ciemku, Sydney musiała postąpić tak, jak postąpiła, 
ale mimo wszystko czulą się podle.

Najgorsze było to, Ŝe po wypadku coś się między nimi zmieniło i 

teraz Sydney uznała, Ŝe powinna okazywać współczucie. Zinn był 
przecieŜ niewinną ofiarą i cierpiał od rany zadanej jej ręką. Czy jednak 
nie wykorzysta jej poczucia winy? Nie umiała odpowiedzieć na to 
pytanie.

- No, jesteście! - przywitał je okrzykiem, kiedy stanęły w 

drzwiach.

Andrea natychmiast podbiegła do ojca i rzuciła mu się w ramiona. 

Sydney podeszła powoli i spojrzała mu w oczy.

- Dzień dobry.

Wyglądał nawet nieźle. Głowę miał obandaŜowaną. W miejscu, 

gdzie go uderzyła, widać było lekkie opuchnięcie. Poza tym nic nie 
wskazywało na to, Ŝe wczorajszego wieczora został zraniony.

- Jak się czujesz?

- Trochę tak, jakbym miał kaca, ale bez wcześniejszej 

przyjemności picia.

- Czy chcesz, Ŝebym zrezygnowała z pracy u ciebie? - Starała się 

nadać głosowi spokojne i naturalne brzmienie.

- Wręcz odwrotnie! Zastanawiam się nawet nad podwyŜką dla 

ciebie. Gdybym to nie był ja, a jakiś bandyta, chciałbym, Ŝebyś zrobiła 
dokładnie to, co zrobiłaś.

Wyciągnął do niej rękę. Podeszła bliŜej i podała mu dłoń. Nie 

uścisnął jej jednak, jak oczekiwała, ale delikatnie pogłaskał wnętrze. 
Zdawała sobie doskonale sprawę, Ŝe nie powinna się na to zgadzać, ale 
powiedziała sobie, Ŝe nie moŜe go w tej sytuacji denerwować.

- Wczoraj nie powinienem był tak skradać się wokół domu. - 

Spojrzał na Sydney. - Ale musiałem koniecznie sprawdzić, czy wszystko 

background image

jest w porządku.

- Dlaczego musiałeś?

- Kiedy wracałem, miałem wraŜenie, Ŝe ktoś mnie śledzi.

Spojrzeli jednocześnie na Andreę. Chcieli się upewnić, Ŝe nie 

przysłuchuje się ich rozmowie.

- Wiesz przez kogo?

- Nie, nie wiem. Ale wtedy wydawało mi się, Ŝe to ona.

- Przyjrzałeś się samochodowi? MoŜe zauwaŜyłeś numery albo 

jakiś inny szczegół?

- Próbowałem, ale tamten samochód trzymał się w sporej 

odległości.

Andrea zaczęła się niecierpliwić.

- Tatusiu, idziesz do domu?

- Tak, kochanie. Zaraz przyjdzie doktor, zbada mnie i potem 

pojedziemy do domu.

- Czy jesteś chory? 

Zinn popatrzył na Sydney.

- Powiedzmy, Ŝe się uderzyłem w głowę.

- Jak?

Znowu spojrzał na dziewczynę i porozumiewawczo ścisnął jej 

dłoń.

- Zdaje mi się, kochanie, Ŝe wpadłem na kogoś. 

Sydney mruknęła coś pod nosem.

- Tak, córeczko, zdaje się, Ŝe na kogoś złego.

- Co to znaczy, tatusiu?

- Nic, nic, troszeczkę Ŝartuję.

- Rzeczywiście, tylko troszeczkę - powiedziała Sydney i uwolniła 

dłoń z jego dłoni. Chyba juŜ wystarczająco go pocieszyła.

Do pokoju weszła pielęgniarka.

background image

- Za chwilę przyjdzie do pana doktor - uprzedziła. - Niestety, 

pańska rodzina musi przejść do poczekalni.

Zinn zauwaŜył zmieszanie Sydney.

- Widzisz, kochanie, jak wszystko szybko roznosi się po mieście? 

W kronikach towarzyskich róŜnych gazet będą dzisiaj 
nieprawdopodobne historie na mój temat. Musimy utrzymywać, Ŝe to 
była mała sprzeczka.

Sydney zarumieniła się.

- Nie denerwuj się. Moja pani rzecznik umie sobie radzić. Poda 

prasie zwykłe oświadczenie i będzie podkreślała, Ŝe jesteśmy szczęśliwą 
parą.

Bawił się zakłopotaniem Sydney.

Dziewczyna pomyślała jednak, Ŝe wszystko dobrze się składa i 

pasuje do jej planu.

Pielęgniarka ponownie zajrzała do pokoju.

- Rodzina moŜe zostać jeszcze tylko kilka minut.

- Zinn - Sydney nie mogła opanować podniecenia - wiem, Ŝe 

Ŝ

artowałeś, mówiąc o tym oświadczeniu dla prasy, ale mnie się wydaje, 

Ŝ

e to fantastyczny pomysł. Powinieneś to zrobić!

Spojrzał na nią z takim zdumieniem, jakby nagle oszalała.

- O czym mówisz? Nie rozumiem.

Sydney spojrzała na Andreę, ale dziewczynka była całkowicie 

zajęta oglądaniem kolorowego magazynu, który przedtem podał jej 
ojciec.

- Pamiętasz, powiedziałam ci, Ŝe najlepiej by było, gdyby Barbara 

przeniosła swoją nienawiść z Andrei na mnie. Teraz wszystko zaczyna 
pasować do mojego planu.

- Tak…

- Nadarzyła się znakomita okazja. Byłeś w szpitalu i to jest 

wiadomość, którą na pewno podadzą gazety. MoŜemy trochę ubarwić 
całą historię. Twoja rzeczniczka moŜe oświadczyć, Ŝe pokłóciłeś się ze 
swoją kochanką, która mieszka z tobą. Dlatego wylądowałeś w szpitalu. 
Teraz jednak juŜ wszystko jest dobrze między nami i bardzo się 
kochamy. Barbara z pewnością przeczyta to wszystko i przy odrobinie 

background image

szczęścia uda mi się skierować jej agresję na mnie.

- Wspaniale wymyśliłaś! Ale przecieŜ ona moŜe cię zabić!

- Jesteś niepowaŜny, Zinn. Dam sobie radę.

Znowu ujął jej dłoń i delikatnie pogłaskał.

- Zgadzam się na wszystko, a zwłaszcza na to, Ŝe bardzo się 

kochamy. Brzmi całkiem nieźle.

Sydney uwolniła rękę.

- Chodzi tylko o efekt, jaki wywrze ta wymyślona historyjka! -

powiedziała stanowczo. - Nasze stosunki pozostaną od teraz ściśle 
zawodowe. Mam zamiar tylko zagrać rolę mieszkającej z tobą kochanki. 
Ludzie twojej profesji powinni rozumieć, co znaczy zagrać rolę.

- Jesteś sarkastyczna - zauwaŜył Zinn.

- Masz rację. Przepraszam,

Zinn głaskał po głowie Andreę, ale spojrzenie utkwił w Sydney.

- W takim razie - powiedział po chwili - jeśli bierzesz na siebie 

dodatkowe ryzyko, powinienem ci to wynagrodzić. Dam ci dwieście 
dolarów więcej za kaŜdy dzień. Niech to będzie właśnie dodatek za 
ryzyko.

Znowu pojawiła się pielęgniarka.

- Bardzo mi przykro, ale za chwileczkę będzie tu doktor. Proszę, 

niech pani pójdzie ze mną.

Zinn pocałował córkę, Sydney wzięła ją za rękę i szła za 

pielęgniarką. W drzwiach odwróciła się jeszcze.

- Dziękuję za podwyŜkę - rzekła. - Nie wiem tylko, jakie ryzyko 

chcesz mi wynagrodzić. Ryzyko ze strony tej kobiety, czy moŜe z twojej.

Zinn uśmiechnął się.

- Będę trzymał cię w niepewności - oświadczył.

background image

Zinn zbudził się po godzinnej drzemce w swojej sypialni. Po 

obiedzie poczuł, Ŝe cios w głowę osłabił go bardziej, niŜ przypuszczał i 
połoŜył się.

Jednak pierwszą rzeczą, jaką zrobił po przyjeździe ze szpitala, to 

zatelefonował do Judy Meecham, rzeczniczki prasowej. Powiedział, by 
opublikowała historyjkę o jego kłótni z kochanką i o ich pogodzeniu się. 
Judy była zachwycona. To był prawdziwy rarytas dla rubryk 
towarzyskich. Oczywiście, Zinn nie wspomniał jej, Ŝe to pomysł Sydney, 
który niewiele ma wspólnego z rzeczywistością.

Potem usiadł w swym ulubionym fotelu z Andreą na kolanach, a 

Sydney krąŜyła po pokoju, obmyślając dalsze posunięcia. Poprosiła, by 
zjedli obiad bez niej, bo chciała pojechać do miasta, do Marvina 
Kaslowa, który był szefem komisariatu policji w Los Angeles. Sydney 
miała nadzieję, Ŝe uda się jej przyspieszyć sprawę identyfikacji Barbary.

Zinn nie sprzeciwiał się temu pomysłowi. Nie był jeszcze w pełnej 

formie, ale nie bał się o Andreę, dopóki był z nią w domu. Powiedział 
Sydney, by wzięła jego jaguara.

Pobiegła z rozwianym warkoczem, pod pachą trzymała torebkę z 

pistoletem. Pomachała im jeszcze na poŜegnanie i zniknęła. Naprawdę 
była niezwykle oddana swej pracy. Teraz wchodziła do akcji.

Zinn po przebudzeniu poprawił sobie poduszki i starał się nie 

myśleć o tępym bólu rozsadzającym czaszkę. To przykre doświadczenie, 
kiedy dostał od Sydney w głowę, wcale nie zwiększyło jego zaufania do 
jej moŜliwości i umiejętności jako specjalisty od ochrony. Ciągle jednak 
ta kobieta intrygowała go, a przede wszystkim zastanawiał się, dlaczego 
tak łatwa wymknęła się tamtego wieczora z jego ramion, Wtedy w 
ogrodzie byli poza zasięgiem świateł i mogliby posunąć się dalej, a nie 
tylko poprzestać na pocałunkach. Bardzo tego chciał i był przekonany, Ŝe 
i Sydney takŜe. Nie wierzył za bardzo, by zmiana jej nastroju była 
zupełnie szczera. Znał kobiety na tyle, by wiedzieć, kiedy powodują nimi 
uczucia, a kiedy rozsądek. Dlaczego w dzisiejszych czasach kobiety tak 
często mają poczucie winy, kiedy tylko kierują się odruchem serca, 
uczuciem? Według niego, to właśnie męŜczyźni zawsze są romantykami, 
a nie kobiety. Natomiast współczesne kobiety zawsze, kiedy nie uczynią 
tego, co nakazuje im rozsądek, przeŜywają to jako poraŜkę i mają 
poczucie winy.

Sydney Charles szalenie zaleŜało, by traktować ją powaŜnie jako 

prywatnego detektywa. ZaleŜało jej na tym tak bardzo, jakby to było 
najwaŜniejszą sprawą na świecie.

background image

Zinn wyobraził sobie jej odpowiedź: Nie, nie mogę cię pocałować, 

bo jestem detektywem. OtóŜ to!

Zrobił chyba powaŜny błąd, Ŝe zaangaŜował się emocjonalnie. Nie 

chciał być wobec Sydney nie w porządku. Problem polegał jednak na 
tym, Ŝe Zinn doskonale pamiętał podobne zachowanie i postawę u 
Moniki. Skończyło się to rozpadem ich małŜeństwa.

Bardzo moŜliwe, Ŝe porównanie nie było sprawiedliwe. Nie mógł 

jednak tak łatwo zapomnieć swych doświadczeń Ŝyciowych, a zwłaszcza 
tych związanych z miłością.

Kiedyś rozmawiał z Patti Lind, zaprzyjaźnioną z nim aktorką, o 

niezaleŜności współczesnych kobiet. Powiedział jej wtedy, Ŝe uwaŜa tę 
niezaleŜność tylko i wyłącznie za wymówkę słuŜącą do odrzucania 
męŜów czy kochanków. Patti zezłościła się i oskarŜyła go o chęć 
utrzymania kobiet w posłuszeństwie i zatrzymania ich za wszelką cenę w 
domu. Tłumaczył jej, Ŝe jednak chodzi o coś powaŜniejszego, a nie o te 
stare argumenty wysuwane przez feministki. Problem nie tkwi w tym, Ŝe 
kobiety chcą robić karierę zawodową, ale w tym, Ŝe karierą tłumaczą 
niechęć i unikanie jakiejkolwiek bliskości duchowej i psychicznej z 
męŜczyzną. Zresztą, męŜczyźni czynią podobnie i to jest niebezpieczne.

Usłyszał, Ŝe ktoś otwiera drzwi do jego sypialni. Dostrzegł 

Andreę.

- Tatusiu, jak się czujesz?

- Czuję się świetnie. - Wyciągnął do niej ręce. - Chodź i pocałuj 

tatę.

Andrea podskoczyła i podbiegła do niego. Za nią w drzwiach 

pojawiła się Yolanda.

- Nie byłyśmy pewne, czy pan się juŜ obudził, senor.

- JuŜ dawno się obudziłem i czuję się bardzo dobrze.

- Och, to wspaniale.

- A co z Sydney?

- Przed chwilą wróciła z komisariatu. Powiedziałam jej, Ŝe pan śpi. 

Chciałaby z panem później porozmawiać.

- Powiedz, Ŝeby przyszła od razu. Chyba juŜ widziała męŜczyznę 

w piŜamie?

background image

- Si, seńor.

Zinn pocałował Andreę w policzek.

- MoŜe poszłabyś do Yolandy? - zapytał. - Chcę porozmawiać z 

Sydney.

- A ja teŜ mogę porozmawiać?

- Nie teraz. Jak tylko skończymy, będziesz mogła przynieść tu 

swoje warcaby i pogramy trochę.

Andrea podskoczyła uradowana.

- Cudownie!

Zinn się roześmiał.

Kilka minut później Sydney zapukała cicho i otworzyła drzwi.

- A oto i domowy detektyw! Jak tam polowanie?

- Wspaniale.

Weszła do sypialni. Miała na sobie obcisłe spodnie i bluzkę z 

krótkimi rękawami. Złoty warkocz był przerzucony do przodu. Jej widok 
poruszył go. Z kaŜdą godziną podobała mu się coraz bardziej. Poklepał 
dłonią łóŜko pokazując, by siadła koło niego.

- Co ciekawego powiedział Kaslow?

- Nie wiedzą jeszcze zbyt wiele. W kaŜdym razie uwaŜają, Ŝe 

Barbara nie jest morderczynią.

- AleŜ ona prawie porwała moje dziecko! Czy nic nie robią w tej 

sprawie?

- Pracują nad tym, ale słusznie zrobiłeś, Ŝe zaangaŜowałeś 

prywatnego detektywa.

- Czy twoja opinia jest na pewno obiektywna?

Zinn miał wielką ochotę pociągnąć ją za warkocz, ale powstrzymał 

się. Właściwie chętnie by ją teŜ pocałował, ale rozmawiali słuŜbowo i 
Sydney na pewno by zaprotestowała.

- A dlaczego jesteś tak podekscytowana?

- Kiedy byłam w Szklanym Domu, Kaslow…

background image

- W Szklanym Domu? - przerwał zdziwiony.

- W Komendzie Głównej.

- To tak się nazywa w policyjnym Ŝargonie, rozumiem.

- Tak mówią policjanci, ale to nie jest Ŝargon. W kaŜdym razie 

Kaslow poradził, abym poszła do policyjnego psychologa. Mnóstwo się 
dowiedziałam od niego i w jego opinii mój plan wobec Barbary ma 
wielkie szanse powodzenia.

- Ja nie potrafię się tak emocjonować twoim planem.

- Ale przecieŜ właśnie po to mnie zatrudniłeś.

JuŜ chciał powiedzieć, Ŝe wolałby tego nie uczynić. Chciałby 

raczej traktować ją tak, jak męŜczyzna moŜe traktować kobietę, ale na to 
Sydney z pewnością by się nie zgodziła. Irytowało go, Ŝe postanowiła 
utrzymać dystans.

Zastanawiał się, co się z nim dzieje! Zakochuje się w prywatnym 

detektywie? W dodatku ona z zasady nienawidzi aktorów. Zinn z 
łatwością mógłby mieć niemal kaŜdą kobietę. Problem polegał na tym, Ŝe 
obchodziła go wyłącznie Sydney.

Wbrew poprzednim postanowieniom wziął ją za rękę. Jej dłoń była 

chłodna. Zastanawiał się, czy reszta jej ciała teŜ jest chłodna.

- Rozumiem doskonale, Ŝe chciałabyś bardzo, by twój plan się 

udał, ale nie moŜesz pracować bez przerwy dwadzieścia cztery godziny 
na dobę. KaŜdy potrzebuje trochę odpoczynku.

Patrzyła na jego rękę, ale nie cofała swojej.

- Dam sobie radę.

- Oczywiście, ale musisz mieć trochę czasu na Ŝycie osobiste - 

przyjaciół, rodzinę… moŜe na romans.

UwaŜnie obserwował jej twarz. Nie zareagowała na wspomnienie 

o romansie. No tak, juŜ mówiła, Ŝe nie jest z nikim związana. Zanim 
zdąŜył cokolwiek dodać, wysunęła dłoń z jego ręki i wstała.

- JeŜeli będę potrzebowała wolnego dnia, to dam znać wcześniej, 

dobrze?

Uśmiechnęła się słodko i wyszła z pokoju. OstroŜnie, po cichu, 

zamknęła za sobą drzwi.

background image

Zinn westchnął. Dlaczego zawsze musiał się interesować trudnymi 

kobietami? Gdyby był mądrzejszy, właśnie teraz by z tym skończył. 
Niech Sydney wykona swoje zadanie i zniknie z jego Ŝycia. Potrząsnął 
głową, kiedy przypomniał sobie, co do niej czuje i co moŜe ona czuje do 
niego.

Następnego dnia Sydney wstała bardzo wcześnie, kiedy wszyscy 

jeszcze spali. Poszła do głównej bramy i zabrała gazety. Usiadła w 
kuchni i zaczęła je przeglądać. Rzeczniczka Zinna dobrze się spisała. Na 
trzeciej stronie była notatka o tym, Ŝe Zinn został ranny i Ŝe musiał być w 
szpitalu. Natomiast na stronie poświęconej towarzyskim plotkom 
znajdowało się mnóstwo sensacyjnych szczegółów o kłótni i 
późniejszym pogodzeniu się kochanków. Podano nawet, Ŝe Sydney jest 
nieślubną córką Dicka Charlesa. To, oczywiście, nie spodobało się za 
bardzo Sydney, ale musiała przyznać, Ŝe taka wiadomość mogła 
wzbudzić dodatkowe zainteresowanie. Na szczęście, nikt się nie 
dowiedział, Ŝe jest prywatnym detektywem.

Do kuchni przyszła Yolanda i zajęła się przygotowaniem 

ś

niadania.

- Czy Zinn zazwyczaj wstaje wcześnie czy raczej później? - 

zagadnęła ja Sydney.

- Zawsze wstaje bardzo wcześnie, seńorita. Dzisiaj nie idzie do 

studia. Powiedział mi, Ŝe musi odpocząć, bo za kilka dni wyjeŜdŜa na 
zdjęcia do San Francisco.

- Tak?

- Si, seńorita. I jeszcze jedno. Wczoraj pan Garrett powiedział, 

Ŝ

ebym pani przekazała, Ŝe dzisiaj idzie z panią na obiad do „Hard Rock 

Cafe”. Rzeczniczka pana Garretta dzwoniła wieczorem, Ŝe będą tam 
fotoreporterzy, Ŝeby zrobić zdjęcia nowej dziewczynie. Nie wiedziałam, 
o co chodzi, ale pan Garrett powiedział, Ŝe pani zrozumie.

- Tak, rozumiem.

- Aha, przyjdzie teŜ jakiś Jack, Ŝeby pilnować małej, kiedy was nie 

będzie w domu.

- To bardzo dobrze.

Yolanda zajęła się dalej śniadaniem.

Rzeczniczka Zinna najwyraźniej lubiła kuć Ŝelazo póki gorące. 

Rzekomy romans stawał się coraz głośniejszy. Sydney przestraszyła się, 

background image

czy aby nie posunęła się za daleko i czym to wszystko moŜe się 
skończyć. Nie miała najmniejszej wątpliwości, Ŝe podoba się Zinnowi. 
Ona takŜe czuła od samego początku, Ŝe między nimi nawiązała się nić 
sympatii. Teraz pozostawało tylko pytanie, czy będzie umiała przestać o 
tym myśleć i skupić się na wykonaniu planu, który zresztą sama 
skonstruowała.

Wczorajszy wieczór spędzili spokojnie w domu. Zinn przyszedł na 

wspólną kolację, ale, choć nadrabiał miną, widać było, Ŝe ma sienie 
najlepiej. Zaraz po kolacji poszedł się połoŜyć do siebie. Andrea 
siedziała w jego sypialni i oglądała rysunkowe filmy na wideo. Yolanda 
powiedziała, Ŝe Zinn większość z nich zna juŜ na pamięć. Sydney zaś 
spędziła wieczór na planowaniu dalszych posunięć. Zadzwoniła do 
specjalisty od oświetlenia i umówiła się z nim. Człowiek ten pracował 
dla Candy'ego Gonzaleza i miał spore doświadczenie.

Teraz Sydney spojrzała na zegarek. Miała jeszcze trochę czasu do 

jego przyjścia. Zaczęła jeść huevos rancheros, które podała jej Yolanda. 
Przyniosła ich cały półmisek, bo poprzedniego dnia przy śniadaniu 
Sydney bardzo je chwaliła i zajadała z apetytem.

- Jak długo Zinn będzie dzisiaj spał?

- Powiedział, Ŝebym zastukała o dziewiątej. Sydney właśnie 

kończyła śniadanie, kiedy rozległ się dzwonek. Pośpiesznie dokończyła 
kawę i pobiegła otworzyć bramę. Przyszedł specjalista od oświetlenia. 
Był Latynosem, gdzieś pod sześćdziesiątkę. Nazywał się Manny Ibanez, 
Obszedł i wymierzył całą posiadłość, a potem wskazał, co naleŜałoby 
wymienić, a co zrobić na nowo. Sydney poprosiła go, by obliczył koszty 
ekspresowej naprawy systemu oświetlenia całej posiadłości. Ibanez 
obiecał, Ŝe niedługo to zrobi i zadzwoni do niej po południu. Po jego 
odejściu Sydney wróciła do domu. Zinn juŜ wstał i właśnie jadł śniadanie 
w patio. Podeszła do niego.

- Jak się czujesz?

Odstawił filiŜankę i posłał jej swój sławny uśmiech.

- Dziękuję. JuŜ znacznie lepiej. Proszę, siądź przy mnie.

Kiedy siadła naprzeciwko niego, Zinn obejrzał ją od stóp do głów. 

Miała na sobie dŜinsy i zwykłą koszulkę.

- Yolanda powiedziała ci o naszej randce?

- Powiedziała, Ŝe idziemy do ,,Hard Rock Cafe”.

- Judy uwaŜa, Ŝe to doskonałe miejsce. Zawsze sporo osób tam się 

background image

kręci. Będą teŜ dziennikarze.

- Zechcą zrobić nam zdjęcia?

- Tak i zobaczyć nas w akcji.

- W akcji? Co to znaczy?

Zinn przełknął kawałek grzanki i uśmiechnął się.

- Wiesz, takie typowe dla Hollywood scenki z randki. Musimy 

spełnić oczekiwania publiczności.

- Wystarczy, Ŝe pojawimy się razem w restauracji. Co więcej 

moŜna zrobić w publicznym miejscu?

- Syd, kochanie, teraz jesteśmy na ustach wszystkich, Wiesz… 

uwaŜają nas za kochanków. Musimy więc się tak zachowywać, jakbyśmy 
naprawdę nimi byli. Od czasu do czasu całować się i przytulać, 
zwłaszcza przed obiektywami. To nic wielkiego, a powinniśmy być 
przekonujący jako kochankowie.

Przypatrywała mu się w milczeniu.

- O co chodzi, dziecino?

- Zinn, dlaczego sądzę, Ŝe wykorzystujesz tę sytuację?

- Nie mam najmniejszego pojęcia, A ty jak sądzisz? - zapytał z 

niewinną miną.

- Podejrzewam, Ŝe za bardzo spodobał ci się ten pomysł.

- A czego byś oczekiwała, Ŝe będę się wzdragał na myśl o 

pocałowaniu ciebie? Jeśli dobrze pamiętam, to było zupełnie przyjemne, 
kiedy robiliśmy to bez kamer.

- Więc jednak chcesz wykorzystać okazję!

- Syd, to twój pomysł, a nie mój. Ja po prostu wcielam w Ŝycie 

twój plan. Nie ma sensu robić czegoś bez głębokiego przekonania. Jeśli 
naprawdę chcemy, Ŝeby Barbara stała się zazdrosna, powinniśmy 
przekonująco odegrać role kochanków.

- Pamiętaj o najwaŜniejszym. To jest tylko gra.

- Nie mogę obiecać - Zinn patrzył jej prosto w oczy - Ŝe nie będzie 

mi to sprawiało przyjemności. Prawda jest taka, Ŝe coraz bardziej mi się 
podobasz. Dlatego to nie będzie rola trudna do zagrania.

background image

Sydney wstała.

- Domagam się, byś traktował to tylko i wyłącznie zawodowo. 

Mam nadzieję, Ŝe posiadasz na tyle przyzwoitości, Ŝeby to respektować.

- Oczywiście.

Zaczęła iść w stronę drzwi.

- Och, Syd! - zawołał ją.

- Tak?

- Ubierz się w coś seksownego i moŜe odrobinę prowokacyjnego, 

Tak zresztą poradziła Judy. Musimy wywołać wraŜenie.

- A moŜe powinnam zrobić striptiz na stole? Czy to zadowoliłoby 

Judy?

- Nie, to byłaby juŜ pewna przesada - odpowiedział Zinn, usiłując 

zachować powagę.

Sydney odwróciła się na pięcie i energicznie wyszła z patio.

O jedenastej czekała na Jacka Dowda w olbrzymim salonie, Stały 

tam dwie identyczne miękkie, śnieŜnobiałe kanapy. Na ścianach wisiały 
współczesne, abstrakcyjne obrazy. Na stoliku do kawy ustawiona była 
nowoczesna rzeźba kinetyczna.

Zaraz po przyjściu Jacka mieli z Zinnem pojechać do restauracji. 

Na razie nie pojawił się ani jeden, ani drugi.

Sydney postanowiła, Ŝe nie pozwoli Zinnowi wyprowadzić się z 

równowagi. ChociaŜ nie była zawodową aktorką, to jednak chęć 
oszukania Barbary dodawała jej natchnienia, Zinn Garrett chciał, Ŝeby 
ubrała się seksownie, więc to zrobiła. Przy pomocy Yolandy skróciła swą 
najkrótszą białą lnianą spódnicę. Do tego nałoŜyła czerwoną jedwabną 
bluzeczkę, dość przezroczystą. A skoro chciał, by była trochę 
prowokacyjnie ubrana, nie włoŜyła staniczka.

Chodziła niecierpliwie po salonie na swych wysokich obcasach. 

Nagle odezwał się dzwonek. Zjawił się Jack Dowd, Był to bardzo wysoki 
i potęŜnie zbudowany brunet Miał chyba koło czterdziestki. Samym 
swoim wyglądem mógł niezgorzej przestraszyć.

Przyjrzał się jej króciutkiej spódnicy w tak obcesowy sposób, jak 

to czasem potrafią robić męŜczyźni.

background image

- Nowa dziewczyna, co? - zapytał.

- Nie. Jestem detektywem. Nazywam się Sydney Charles, a pan to 

pewnie Jack Dowd?

- Ooo…

Sydney wyciągnęła do niego rękę.

- Przepraszam za wygląd - wyjaśniła - ale to konieczne dla 

fotoreporterów.

- No nie, gdyby pani stała na czatach przed bankiem, nawet 

dziesięciu policjantów nie spostrzegłoby, Ŝe jest napad.

- Dziękuję za komplement. O to w jakimś sensie chodzi w moim 

planie.

Dowd rozejrzał się wokół.

- System alarmowy działa? - zapylał.

- Tak, ale to bardzo prosty system.

- JuŜ dawno mówiłem Garrettowi, Ŝe powinien go zmienić.

- Zaczęłam zmieniać oświetlenie.

- To juŜ coś, w kaŜdym razie dobre na początek.

- Wychodzimy, jak tylko Zinn wróci.

- Proszę się nie martwić. JuŜ tu kiedyś byłem i czuję się jak w 

domu.

Udał się do kuchni, najprawdopodobniej coś przekąsić. Sydney 

siadła na kanapie i popatrzyła na spódniczkę, zastanawiając się, czy 
moŜe nie przesadziła trochę z tym prowokacyjnym strojem.

Wreszcie pojawił się Zinn, ubrany w niebieski blezer i jasnoŜółtą 

koszulę rozpiętą pod szyją. Sydney na jego widok zerwała się z kanapy.

- Gotowy?

Zinn patrzył na nią z nie ukrywanym zdumieniem, kiedy szła do 

niego przez pokój. Sydney zbliŜyła się i spojrzała mu prosto w oczy. 
Zinn cofnął się pół kroku i przyglądał się jej badawczo.

- Wyglądasz jak kobieta, która moŜe spokojnie rąbnąć faceta w 

głowę, a on i tak wróci, a nawet poprosi o jeszcze.

background image

- Chyba o to ci chodziło.

- Tak, ale… nie wyobraŜałem sobie czegoś tak…

- Jak?

- Czegoś tak poraŜającego.

Sydney starała się nie dać po sobie poznać, jaką satysfakcję 

sprawiły jej te słowa.

- No dobrze, idziemy na ten nasz występ.

- Boję się, Ŝe moŜesz na fotoreporterach wywrzeć takie wraŜenie, 

Ŝ

e będą łazić za tobą całymi tygodniami.

- Trudno. Nie mam juŜ wyjścia. 

Zinn potaknął.

- Czy Jack przyszedł? - upewnił się.

- Tak, teraz siedzi w kuchni.

- To dobrze. Bardzo dobrze.

Zinn chyba nie przykładał Ŝadnego znaczenia do tego, co mówi, bo 

cały był skupiony na wpatrywaniu się w Sydney. Ona zaś z trudem 
powstrzymywała się od śmiechu.

Wziął w palce pasmo jej włosów i zaczął się nim bawić. Sydney 

zamarła. MęŜczyzna przysunął się bliŜej. Uniósł jej podbródek do góry i 
leciutko, czule pocałował w usta.

- Smakujesz równie doskonale, jak wyglądasz… 

Cofnęła się, próbując okazać niezadowolenie.

- Tego nie było w umowie - zastrzegła.

- KaŜdy aktor ci powie, Ŝe do roli trzeba się przygotować. Staram 

się tylko wprowadzić w odpowiedni nastrój. Naprawdę, to jest czysto 
zawodowe podejście.

- Lepiej jednak trzymaj ręce przy sobie, dopóki nie staniemy przed 

dziennikarzami.

- Sydney, wiem, Ŝe jesteś twarda, ale czy ani troszeczkę ci się to 

nie podobało?

background image

- Nigdy nie zdradzam zawodowych tajemnic. 

Podeszła do stołu i zabrała swoją torebkę.

- Szefie, kto prowadzi: ja czy ty? - spytała.

Zinn zgodził się, by prowadziła. Nie był to jednak najlepszy 

pomysł, bo cały czas czuła na sobie jego gorące spojrzenie. Próbowała 
jakoś podtrzymywać rozmowę, ale Zinn wolał nic nie mówić, tylko 
dotykał jej włosów albo nagiego ramienia.

Opowiedziała mu o spotkaniu z ekspertem od oświetlenia i o 

konieczności dodatkowych instalacji. Przyjął to do wiadomości bez 
komentarza.

- Yolanda wspomniała mi, Ŝe wybierasz się na zdjęcia do San 

Francisco.

- Tak, cały zespół jedzie tam na parę dni.

- Myślałam o tym. Chyba dobrze byłoby, gdybym z tobą pojechała. 

Zwłaszcza gdybyśmy o tym zawiadomili prasę. To moŜe być dla Barbary 
okazja do zrobienia czegoś przeciwko mnie.

- Masz na myśli, Ŝe moŜe będzie próbowała zrobić ci krzywdę?

- Zinn, to tak się mówi. Mnie chodzi o to, Ŝeby zmusić ją do 

jakiegoś działania. A im wcześniej, tym lepiej.

Sydney jechała bulwarem San Vincente, potem autostradą San 

Diego do Westwood, gdzie zatrzymała się na czerwonym świetle.

- Bardzo bym chciał, Ŝebyś wybrała się ze mną - powiedział po 

chwili Zinn,

- Pamiętaj, tylko na ściśle zawodowej płaszczyźnie - ostrzegła go.

- Sydney, coś mi się zdaje, Ŝe masz lekką obsesję na tym punkcie. - 

Mówiąc to, znowu zaczął bawić się jej włosami. - Chciałbym, Ŝebyś juŜ 
dała temu spokój.

Zmieniły się światła i Sydney ruszyła.

- Jestem po prostu ostroŜna.

- Tym samym przyznajesz, Ŝe coś cię kusi.

Spojrzała mu w oczy.

- Oczywiście - odpowiedziała - Ŝe mnie kusi. Ani ty, ani ja nie 

background image

jesteśmy przecieŜ z kamienia.

Zinn odetchnął z ulgą,

- Dziękuję, Ŝe to mówisz. JuŜ się bałem, Ŝe mój wrodzony czar 

przestał działać na kobiety.

- Jak tylko przestanie działać, to ci zaraz powiem.

Minęli bulwar Santa Monica i skręcili w stronę Beverly

Hills, a potem podjechali pod „Hard Rock Cafe”. Przed wejściem 

czekała juŜ grupka ludzi. Sydney zaparkowała samochód. Zaledwie Zinn 
wysiadł, nadbiegł jakiś fotoreporter i natychmiast zaczął robić zdjęcia,

- No, dziecinko, idziemy. Jesteśmy na miejscu - powiedział Zinn 

do Sydney. Dziewczyna teŜ wysiadła i teŜ została natychmiast 
obfotografowana. Wszystko wydawało się absurdalne i śmieszne.

Podeszła do Zinna, a on ją objął. Odrzuciła włosy do tyłu. Stali tak 

przez chwilę, patrząc w skierowane na nich obiektywy. Sydney 
usłyszała, jak ludzie powtarzają nazwisko Zinna, a jakaś nastolatka 
piszczy z zachwytu.

- Proszę ją pocałować - zaŜądał fotograf.

Zinn pocałował Sydney we włosy. Obejmował ją mocno w talii. 

Patrzyli sobie w oczy i uśmiechali się.

- Wiesz, jest nieporównanie przyjemniej, kiedy to robimy w 

samotności, bez świadków - szepnął do niej,

- Wiem, co masz na myśli - odpowiedziała, nie przestając 

uśmiechać się do obiektywów.

Podeszła do nich reporterka o ładnych blond włosach i dość 

inteligentnej twarzy. W ręku trzymała magnetofon i mikrofon.

- To jest właśnie ta dziewczyna? - zapytała nie przedstawiając się.

- Tak - odpowiedział Zinn. - To jest Sydney Charles.

- Jak się pisze jej imię? Przez „i” czy przez „y”?

- Przez „y” - odparła Sydney.

- Co to za historia, Zinn? - pytała dalej reporterka. - Jesteście 

zaręczeni czy nie?

- Sydney i ja jesteśmy dobrymi przyjaciółmi.

background image

Reporterka potrząsnęła głową z niedowierzaniem.

- I tak dalej, i tak dalej… Dlaczego jednak, skoro jesteście tak 

dobrymi przyjaciółmi, wylądowałeś w szpitalu? - indagowała.

- To było nieporozumienie - powiedział Zinn. - Jeśli ludziom 

naprawdę na sobie zaleŜy, wtedy pojawiają się silne emocje.

- Czym go pani uderzyła?

Sydney spojrzała niepewnie na Zinna.

- Pięścią - odpowiedział szybko. - Ona jest bardzo silna.

- śałujesz tego, Sydney? - wypytywała reporterka.

- Bardzo Ŝałuję. Naprawdę go kocham i nie wyobraŜa sobie pani, 

jak strasznie się czułam, kiedy zobaczyłam, co mu zrobiłam.

Sydney zdawała sobie sprawę, Ŝe brzmi to trochę idiotycznie. No, 

ale o to chodziło. Chciała, Ŝeby do Barbary dotarły właśnie takie rzeczy.

- Czy moŜe pani powiedzieć, co takiego zrobił Zinn Garrett, Ŝe aŜ 

tak mocno pani zareagowała?

- Jestem o niego potwornie zazdrosna i nie znoszę, kiedy jakaś 

kobieta mu się przygląda - wyznała Sydney.

Zinn uśmiechnął się.

- Powinnaś zmienić zawód, kochanie - wyszeptał jej do ucha.

- Ile pani ma lat?

- Dwadzieścia pięć.

- Gdzie pani pracuje?

- W telekomunikacji - szybko odpowiedział za nią Zinn.

Reporterka spojrzała na niego z niedowierzaniem, ale nic nie 

powiedziała.

- Jest pani z Los Angeles?

- Teraz mieszka u mnie - znowu wtrącił się Zinn.

- Tak, jesteśmy nierozłączni - dodała Sydney.

- Zabieram ją za parę dni na plan zdjęciowy do San Francisco.

background image

- Ale jesteście przecieŜ tylko przyjaciółmi, nieprawdaŜ?

- Na razie.

Sydney podniosła dłoń do góry.

- Jeszcze nie mam Ŝadnego pierścionka - powiedziała.

- Panie Garrett, czy moŜe pan coś dodać na temat niedawnej próby 

porwania pańskiej córki?

- Mamy nadzieję, Ŝe niebezpieczeństwo minęło. Ufamy, Ŝe 

kobieta, która próbowała to zrobić, zostawi nas juŜ w spokoju.

- A czy pani nie czuje się zagroŜona? - reporterka zwróciła się do 

Sydney.

- Dlaczego miałabym czuć się zagroŜona? Nigdy w Ŝyciu nie 

zrobiłam nikomu nic złego.

Dziennikarka rzuciła na nią pełne zdumienia spojrzenie, Sydney 

zaś czuła nieprzepartą chęć uderzenia tej kreatury. Wiedziała, Ŝe nie 
moŜe tego uczynić, bo wtedy nagłówki gazet zapełniłyby się jeszcze 
większymi głupstwami i zmyśleniami.

Tłum wielbicieli wokół nich gęstniał. Niektórzy podsuwali 

Zinnowi kartki z prośbą o autograf.

Reporterka wyglądała juŜ na powaŜnie poirytowaną.

- Zinn, powiedz mi wreszcie coś naprawdę ciekawego! - zaŜądała.

- Jesteśmy teraz szczęśliwsi niŜ kiedykolwiek przedtem. Ten 

przykry incydent zbliŜył nas do siebie jeszcze bardziej. Ta dziewczyna to 
chyba miłość mojego Ŝycia. A teraz muszę juŜ wszystkich przeprosić. 
Jeszcze nie całkiem dobrze się czuję.

Przepchnęli się przez tłum i weszli do restauracji, gdzie było 

znacznie spokojniej i mniej tłoczno.

- Zawsze tak jest, kiedy wybierasz się do miasta na hamburgera? - 

zapytała Sydney.

- Tylko wtedy, kiedy mi zaleŜy na rozgłosie. 

Objął ją wpół i poprowadził do stolika.

- Jak moŜna wytrzymać coś takiego?

- ToteŜ prawie nigdy nie szukam rozgłosu. Zgodziłem się teraz na 

background image

to wszystko, Ŝeby dostosować się do twojego planu.

- Rzeczywiście nie lubisz rozgłosu?

- MoŜe trudno w to uwierzyć, ale tak. Niestety, jest to cena, którą 

czasem trzeba płacić i zawsze wtedy myślę, czy nie lepiej było skończyć 
prawo.

Usiedli w zacisznym kąciku. Zaraz pojawiła się kelnerka. Zinn 

zamówił piwo San Miguel i hamburgera, a Sydney wodę mineralną i 
sałatkę.

Ludzie siedzący w restauracji gapili się na nich bez przerwy. Jakaś 

dziewczynka podeszła i prosiła o autograf, potem to samo zrobiło kilka 
nastolatek. Zinn Ŝartował z nimi i podpisywał się na serwetkach.

- Czy juŜ jako student byłeś takim boŜyszczem kobiet?

- Och, nie. Byłem klasycznym molem ksiąŜkowym. Cały czas się 

uczyłem, choć startowałem teŜ w uniwersyteckiej reprezentacji 
pływackiej,

- Naprawdę?

- Słowo daję.

- Myślałam, Ŝe raczej byłeś głównym aktorem we wszystkich 

uniwersyteckich przedstawieniach.

- Tylko raz czy dwa wystąpiłem w czymś takim, ale głównie 

dlatego, Ŝe dziewczyna, która bardzo mi się podobała, naleŜała do kółka 
teatralnego.

- Gdzie studiowałeś?

- W Tucson, w Arizonie. Mój ojciec był agentem 

ubezpieczeniowym, a matka uczyła w szkole średniej.

- Byłeś zatem zwyczajnym chłopakiem - zaŜartowała Sydney.

- I nadal nim pozostałem. Tylko niektórzy nie chcą tego dostrzec.

- Bardzo mi przykro, ale nie mogę w to uwierzyć. Ktoś Ŝyjący 

wśród nieustannych pochlebstw nie moŜe być takim zupełnie 
zwyczajnym człowiekiem - powątpiewała Sydney.

- MoŜliwe, Ŝe tak się wydaje innym. Jednak ja dokładnie znam 

siebie i wiem, kim jestem. Zdaję sobie sprawę, jak sztuczna i 
nieprawdziwa jest postać Granta Adamsa, ale ja nim nie jestem. To tylko 

background image

moja praca. Mój ojciec sprzedawał polisy ubezpieczeniowe, ale przecieŜ 
sam nie był polisą. Dla niego najwaŜniejsza była rodzina i grono 
przyjaciół. Tak samo dla mnie,

Sydney przez dłuŜszy czas nic nie mówiła. Zastanawiała się nad 

jego słowami.

- Czy twoi rodzice jeszcze Ŝyją? - spytała wreszcie.

- Moja matka tak. I ubóstwia Andreę. Myślałem nawet przez 

chwilę, Ŝeby wysłać Andreę do Tucson, ale potem zrezygnowałem z 
tego, bo przestraszyłem się, Ŝe ta wariatka mogłaby i tam dotrzeć. Nie 
mogłem matki naraŜać na takie przeŜycia.

Sydney słuchała z wielką uwagą. Pierwszy raz była z nim w 

miejscu publicznym. ZauwaŜyła kontrast między sławnym gwiazdorem, 
którego ubóstwiają kobiety, a tym człowiekiem, który teraz rozmawiał z 
nią o najzwyklejszych sprawach.

Po chwili dopiero uświadomiła sobie, Ŝe wpatruje się w Zinna 

podparłszy ręką brodę. Ludzie wokół teŜ się w niego wpatrywali. Sydney 
jednak widziała zupełnie innego człowieka.

Kelnerka przyniosła zamówione dania. Zinn znowu dal autograf 

jakiejś pani z Nebraski.

- Co twoja była Ŝona sądzi o całej tej sprawie z Barbarą?

Sydney ciekawiło poprzednie małŜeństwo Zinna, ale przedtem nie 

wiedziała, jak o to zapytać.

- Nie było jej w kraju, kiedy ta kobieta próbowała porwać Andreę. 

Zadzwoniłem do jej agenta i opowiedziałem wszystko dokładnie. 
Powiedziałem teŜ, jakie przedsięwziąłem środki ostroŜności. Jak tylko 
się dowiedziała o wszystkim, zadzwoniła z Afryki, Ŝeby porozmawiać z 
Andreą. Potem ja wytłumaczyłem jej, co się stało i upewniłem, Ŝe 
wszystko jest w porządku. Uspokoiła się i nie dzwoniła od tamtej pory.

- Powinno ją to bardziej obchodzić.

- AleŜ z pewnością obchodzi. Ona kocha Andreę, ale jest teŜ 

zadowolona, Ŝe nie musi się nią stale zajmować,

- To dlatego rozwiedliście się?

Zinn pocierał policzek, zastanawiając się nad odpowiedzią.

- Nie, raczej nie z tego powodu. Jeśli chcesz znać prawdę, to 

powiem ci, Ŝe Monika traktowała siebie i swoją karierę znacznie 

background image

powaŜniej niŜ ja. Miała właściwie obsesję, by zostać gwiazdą. 
Rzeczywiście cierpiała nad tym, Ŝe ja się tym nie przejmowałem. Nasze 
poglądy na Ŝycie były tak róŜne, Ŝe musieliśmy się rozstać.

Sydney spojrzała mu w oczy i wiedziała, Ŝe mówi szczerą prawdę. 

Zinn pociągnął łyk piwa i oparł się wygodniej o krzesło.

- Wytłumaczę ci dokładniej, na czym polegała ta ogromna róŜnica 

między mną a Moniką - kontynuował. - Pamiętasz, co o mnie myślałaś, 
kiedy przyszłaś pierwszy raz do mojego domu?

- Tak.

- Myślałaś o mnie jak o rozkapryszonym gwiazdorze, bo taki mój 

obraz zapamiętałaś z filmów i gazet. To tak, jak dzisiaj z tobą. Za tą 
fasadą seksownego stroju jesteś nadal sobą. Teraz musisz grać, bo tego 
wymaga sytuacja i to wiąŜe się z twoją pracą. To jest po prostu praca i ja 
tak to traktuję. Zupełnie inaczej było z Moniką. Dla niej ta cała fasada 
gwiazdorstwa była rzeczywistością.

- Jest jednak między nami róŜnica w poglądach na Ŝycie.

- Jeśli rzeczywiście coś takiego istnieje, to tylko to, Ŝe ty znacznie 

bardziej serio traktujesz samą siebie.

- Jak mam to rozumieć?

- Nigdy do tej pory nie widziałem cię wesołej, rozluźnionej. 

Wyglądasz, jakbyś nieustannie była na słuŜbie.

Sydney odsunęła talerz po sałatce.

- Kiedy ty pracujesz - powiedziała - wcielasz się w Granta 

Adamsa. Kiedy ja pracuję, trzymam zawsze przy sobie broń.

- Chyba mnie nie zrozumiałaś zbyt dobrze. - Pokręcił głową.

MęŜczyzna siedzący przy stoliku obok zwrócił się do Zinna z 

prośbą o autograf dla swojej córki, która leŜała w szpitalu chora na nerki. 
Powiedział, Ŝe serial z Zinnem jest jej ulubionym programem. Zinn 
poprosił męŜczyznę o adres i obiecał wysłać jego córce swoje duŜe 
zdjęcie z autografem. MęŜczyzna był wyraźnie bardzo zadowolony z tej 
obietnicy. Potem Zinn zawołał kelnerkę, Ŝeby zapłacić rachunek.

- Nie wiem jak ty - zwrócił się do Sydney - ale ja mam na dzisiaj 

dosyć Granta Adamsa. Marzę, Ŝeby wrócić do domu i być sobą.

Sydney teŜ marzyła o powrocie. Nie była jednak w stu procentach 

pewna, z jakim Zinnem Garrettem będzie wracała. Czy z boŜyszczem 

background image

milionów kobiet, czy z człowiekiem, który mimo sławy pozostał sobą i 
którego poglądy na Ŝycie wcale nie róŜniły się tak bardzo od jej 
własnych?

 

ROZDZIAŁ 6

W drodze powrotnej Zinn był zadziwiająco milczący. Sydney i tym 

razem prowadziła i nie była w nastroju do rozmowy. Próbowała jakoś 
rozsądnie uporządkować swoje uczucia. To, co powiedział jej niedawno 
Zinn, zupełnie zmieniało jego obraz i nie była pewna, czy miała rację, 
traktując go na początku jak rozkapryszonego gwiazdora. Przypomniała 
sobie, Ŝe przynajmniej jedna rzecz jest pewna. Przede wszystkim ma 
zadanie do wykonania, i to za wszelką cenę.

- UwaŜasz, Ŝe to całe przedstawienie, które dzisiaj odegraliśmy, 

przyniesie jakieś efekty? - zapytała po chwili.

- Spodziewam się, Ŝe zrobi się wokół nas spory rozgłos, a przecieŜ 

o to nam chodzi. W końcu Barbara teŜ się o wszystkim dowie.

- Tak, i kto to moŜe wiedzieć, co ona wtedy zrobi. Najtrudniejsze 

są chyba dochodzenia dotyczące osób niezrównowaŜonych psychicznie. 
Nie moŜna tu zastosować Ŝadnych racjonalnych załoŜeń i sposobów 
postępowania. - Spojrzała na niego i zauwaŜyła, Ŝe przypatruje się jej ze 
smutkiem w oczach. - Zinn, co się stało?

- Nie, nic takiego. Chyba jestem trochę zmęczony.

- Naprawdę?

- Wiesz, myślałem teŜ o tobie. To niesamowite, teraz wyglądasz 

jak piękna i beztroska dziewczyna, ale tak naprawdę jesteś kimś zupełnie 
innym.

- AleŜ ta minispódniczka to tylko przebranie - odpowiedziała 

szybko Sydney.

background image

- Tak, wiem.

- Właśnie tacy ludzie jak ty powinni to dobrze rozumieć.

- Masz rację.

Znowu zamilkli na pewien czas. Sydney starała się skupić na 

sprawie Barbary, Ŝeby na chwilę zapomnieć o Zinnie. Takie myśli były 
dla niej zbyt niepokojące. Cała ta afera z Barbarą nie była prosta. 
Wszystko, co mogła uczynić, to próbować na róŜne sposoby zmusić tę 
kobietę do działania i być jednocześnie gotową do reakcji.

- Powiedz mi, Zinn, jak to będzie w San Francisco? To znaczy, na 

czym polega kręcenie zdjęć na wyjeździe?

Opowiedział jej dokładnie. Głównie pracują cały dzień, ale 

niektóre ujęcia kręcą teŜ wieczorem, i to w najróŜniejszych miejscach w 
mieście.

- JeŜeli rzeczywiście Barbara orientuje się w tych sprawach, to 

powinna uznać, Ŝe ten wyjazd jest dla niej idealną okazją.

- Osobiście wolałbym jednak, Ŝeby przedtem złapała ją policja. Nie 

podoba mi się, Ŝe wszystko ma spaść na ciebie.

Sydney nie zamierzała się z nim sprzeczać. To właściwie 

maturalne, Ŝe okazywał niepokój.

W domu wszystko było w porządku. Jack Dowd oglądał mecz 

baseballowy, a Yolanda i Andrea piekły w kuchni ciastka. Jack zaczął się 
zaraz zbierać do wyjścia mówiąc, Ŝe jest zawsze do dyspozycji, jeśli 
zajdzie taka potrzeba. Zinn skierował się do swego gabinetu, Ŝeby 
postudiować rolę. Andrea chciała trochę popływać. Poprosił więc 
Sydney, by poszła z nią na basen, a sam wyszedł z plikiem papierów.

Sydney z Andrea przebrały się w kostiumy i poszły pływać. Od 

czasu do czasu wychodziły z wody, Ŝeby odpocząć. W pewnym 
momencie do basenu podszedł Zinn. Przez chwilę patrzył na nie i 
odszedł bez słowa.

Tego wieczoru Zinn wybierał się na kolację, którą organizowało 

kilku znanych producentów filmowych. Zanim wyszedł, zapukał do 
drzwi pokoju Sydney. Właśnie skończyła prysznic, miała jeszcze mokre 
włosy i siedziała na łóŜku w szlafroku. Zinn w czasie rozmowy pozostał 
przy drzwiach.

- Trudno mi dokładnie powiedzieć, o której wrócę, ale tym razem 

background image

na pewno wejdę frontowymi drzwiami.

Sydney roześmiała się.

Dzisiejszego wieczoru prezentował się wyjątkowo przystojnie. 

Miał na sobie granatową marynarkę, koszulę w odcieniu lawendy i 
krawat w podobnym kolorze, Sydney zdała sobie sprawę, Ŝe coraz 
większą uwagę zwraca na jego wygląd. Za wszelką cenę postanowiła 
myśleć tylko i wyłącznie o sprawach zawodowych.

- Dzwonił do mnie właśnie Manny Ibanez - powiedziała, nie 

patrząc w jego kierunku. - Ten specjalista od oświetlenia. Opracował juŜ 
projekt poprawienia świateł i sporządził kalkulację kosztów.

- Jeśli uwaŜasz jego projekt za dobry, to powiedz mu, Ŝeby się brał 

do pracy. Całkowicie polegam na twojej opinii.

Ciągle stał przy drzwiach.

- Zatem baw się dobrze - rzuciła Sydney.

- Chętnie zabrałbym cię ze sobą, ale tam w ogóle nie będzie prasy, 

a poza tym, to strasznie nudne spotkanie.

- Lepiej, Ŝebym została z Andreą. PrzecieŜ nie moŜesz 

jednocześnie opłacać i mnie, i Jacka. I tak mam wyrzuty sumienia, Ŝe 
musisz go zatrudnić, kiedy pojadę z tobą do San Francisco. Zwłaszcza Ŝe 
to wszystko sama wymyśliłam.

- Nie bądź niemądra. Nie chodzi przecieŜ o pieniądze. Wiesz, Ŝe 

najwaŜniejsze dla mnie jest bezpieczeństwo Andrei.

Potaknęła bez słów.

- I jeszcze coś, Syd - powiedział, przestępując z nogi na nogę. - W 

przyszłą sobotę ma się odbyć premiera filmu Michaela Douglasa. To 
chyba doskonała okazja, Ŝeby pokazać się razem. Powinnaś ze mną 
pójść.

- To będzie po naszym powrocie z San Francisco. MoŜe juŜ nie 

będziemy wtedy potrzebowali tak wystawiać się na widok publiczny.

- Pewnie masz rację, ale mogłabyś, tak czy inaczej, wybrać się ze 

mną na tę premierę. Nie mam z kim iść, a ty zupełnie dobrze sobie 
radzisz w tym hollywoodzkim światku. Wspólnie moglibyśmy gdzieś w 
kąciku poŜartować sobie z całego tego blichtru.

Pomysł udania się na premierę z Zinnem w pierwszej chwili nie 

wydał się Sydney bardzo pociągający. Zaraz jednak zaczęła go 

background image

analizować, A moŜe Barbara do tego czasu nie pojawi się i trzeba będzie 
jednak pokazać się z Zinnem na tej głośnej premierze. To w końcu jej 
obowiązek. Musi zrealizować plan do końca.

- Dobrze, pójdę - zgodziła się.

Zinn się uśmiechnął. Wyglądał na naprawdę uszczęśliwionego.

- Muszę juŜ pędzić. Trzymaj się tymczasem.

- Ty teŜ uwaŜaj na siebie, a gdybyś zauwaŜył, Ŝe ktoś cię śledzi, od 

razu jedź na policję.

Pomachał do niej i wyszedł.

Następnego dnia, kiedy Sydney się obudziła, Zinn juŜ wyjechał do 

studia filmowego. Yolanda podała list, który zostawił dla Sydney. 
Dziewczyna otworzyła kopertę. W środku oprócz listu znajdowała się 
karta kredytowa. Zaczęła czytać.

Syd,

Jutro o trzeciej wyjeŜdŜamy do San Francisco. Przygotuj sobie 

ubrania na trzy dni. Jeśli potrzebujesz czegoś, kup Da tę kartę 
kredytową. Zadzwoń teŜ do Jacka, Ŝeby został przez te dni z Yolandą i 
Andreą. Kiedy wybierzesz się do sklepów, kup teŜ wieczorową suknię na 
premierę. Powinnaś ładnie wyglądać. Widziałem juŜ nasze zdjęcia z 
„Hard Rock”. Judy uwaŜa, Ŝe są dobre. Jeśli chcesz, przywiozę je do 
domu.

Zinn

Widocznie zdawał sobie sprawę, Ŝe Sydney nie ma odpowiednich 

strojów na te wielkie hollywoodzkie fety ani pieniędzy, by je kupić. Była 
mu wdzięczna, Ŝe tak taktownie rozwiązał ten problem. Był zatem 
człowiekiem nie pozbawionym wraŜliwości.

Nie miała zbyt wiele czasu na przygotowanie się do wyjazdu. 

Kupienie kilku zwyczajnych strojów nie stanowiło Ŝadnego kłopotu, ale 

background image

wybór sukni na premierę okazał się powaŜną sprawą. Sydney nigdy w 
Ŝ

yciu nie kupowała sobie wieczorowej sukni na wielką galę i nie miała 

najmniejszego pojęcia, na co powinna się zdecydować.

W końcu doszła do wniosku, Ŝe najlepszym doradcą będzie jej 

własna matka. Zadzwoniła i poprosiła, by Lee pojechała z nią po zakupy. 
Umówiła się takŜe z Jackiem. Yolanda zamówiła taksówkę i wkrótce 
potem Sydney była juŜ w drodze do Glendale.

Matka czekała na nią w drzwiach,

- Sydney, moje dziecko! Umieram z niepokoju. Nie wiem, co się 

dzieje! Zaraz po twoim telefonie zadzwoniła do mnie Gladys Waitley i 
powiedziała, Ŝe w gazetach pisano o tobie i o Zinnie. Powiedz mi, o co 
chodzi?

- Mamo, przede wszystkim nie mam zamiaru zostać aktorką 

filmową. Trochę rozgłosu w prasie na temat mojego rzekomego romansu 
z Zinnem zaaranŜowałam tylko po to, by odwrócić' uwagę tej wariatki 
Barbary od córki Zinna. Teraz teŜ biorę udział w tej mistyfikacji. Jadę z 
nim do San Francisco i muszę kupić kilka kostiumów do tej roli.

Wzięła matkę pod ramię i zaprowadziła do taksówki.

- Jedziemy do Westwood? - spytała Lee.

- Tak, mamo.

- Sydney - juŜ wewnątrz samochodu Lee z niepokojem zwróciła 

się do córki - nie wiem dokładnie, o co chodzi w tym wszystkim, ale 
naprawdę bardzo się o ciebie boję.

- Uwierz mi, mamo, nie ma się czego obawiać. To po prostu naleŜy 

do moich obowiązków.

- No tak! Wspaniale to brzmi!

- Słuchaj, w przyszłą sobotę idziemy z Zinnem na premierę filmu 

Michaela Douglasa. Muszę na tę okazję kupić jakąś suknię i powinnam 
to zrobić dzisiaj, bo po południu wyjeŜdŜam na parę dni. 

Lee znacząco westchnęła.

- Mamo, proszę cię…

- Sydney…

- Mamo, pamiętaj, Ŝe to tylko i wyłącznie praca. Nic poza tym.

background image

- Naprawdę, kochanie? Naprawdę w najmniejszym nawet stopniu 

cię to nie porusza? Zawsze uwaŜałam, Ŝe powinnaś czegoś takiego 
doświadczyć. Kto wie, czym to się skończy? Masz teraz okazję, o której 
nawet marzyć przedtem nie mogłaś. Z całą pewnością Zinn musiał 
zauwaŜyć, jaka jesteś ładna. No i masz tyle innych zalet. Musisz tylko 
poczekać, co z tego wyniknie. - Lee ścisnęła rękę córki. - Kochanie, to 
jest twoja wielka szansa! Jedna na milion!

Sydney spojrzała matce w oczy. Współczuła jej. Biedaczka była 

tak podekscytowana, Ŝe aŜ drŜała. Nadzieje, które Lee od lat Ŝywiła na 
temat przyszłości córki, właśnie teraz wydawały naprawdę się spełniać.

- Mamo, wiem, Ŝe mówisz to wszystko, bo mnie kochasz, ale to 

naprawdę nie jest tak ze mną i z Zinnem, jak piszą w gazetach.

- Chcesz mi powiedzieć, Ŝe to nie on chciał, Ŝeby robili wam te 

zdjęcia?

Sydney potrząsnęła głową.

- Powiedz mi chociaŜ, czy on cię lubi?

- Wydaje mi się, Ŝe tak. Na początku mieliśmy trochę 

nieporozumień, ale teraz wszystko jest dobrze. Tylko Ŝe to są wszystko 
wyłącznie zawodowe sprawy.

Czuła, Ŝe nie mówi całej prawdy, ale nie mogła inaczej postąpić, 

nie stwarzając jednocześnie matce złudnych nadziei.

Lee była wyraźnie rozczarowana.

- Mamo, mówiłam ci juŜ tyle razy, Ŝe powaŜnie traktuję moją pracę 

i karierę zawodową.

Lee w ogóle tego nie słuchała i głośno zaczęła rozwaŜać.

- Ale przecieŜ musiał próbować flirtować. To niemoŜliwe, Ŝeby nie 

próbował.

Sydney patrzyła przez okno, by uniknąć wzroku matki.

- Pocałował cię? Prawda, Ŝe cię pocałował?

Sydney rzuciła jej niepewne spojrzenie.

Lee z radością klepnęła się po kolanie.

- Oczywiście! Wiedziałam, domyślałam się! JakŜe mógłby nie 

podziwiać najpiękniejszej dziewczyny w Hollywood!

background image

Sydney wolała nic nie mówić. Wszystko, co pozostało biednej 

matce, to marzenia. Lepiej ich nie odbierać. Postanowiła tylko, Ŝe nie 
będzie matce stwarzała Ŝadnych złudnych nadziei. Za kilka dni skończy 
pracę i Zinn Gairett zniknie na zawsze z jej Ŝycia.

- A teraz, kochanie, mam nadzieję, Ŝe zechcesz posłuchać, jaki 

mam plan co do twojej sukni.

- Oczywiście. Wiem, Ŝe ty zrobisz to najlepiej.

- JuŜ z domu zadzwoniłam do Noli Jimenez. Pamiętasz, jak ci o 

niej opowiadałam?

- Nie, nie za bardzo.

- Znam ją jeszcze z dawnych czasów. Była wtedy prostą 

krawcową, a teraz jest znaną projektantką mody i ma wiele własnych 
sklepów. Sporo znanych aktorek się u niej ubiera.

- Chcesz zamówić u niej suknię?

- PrzecieŜ idziesz na premierę, prawda? I to w towarzystwie 

słynnego aktora. Wszyscy będą ci się przyglądać!

- Mamo, to nie jest aŜ tak istotne.

- Powiedz mi lepiej, ile moŜemy wydać?

Sydney wzruszyła ramionami.

- Nie mam pojęcia. Zinn nic nie powiedział.

Lee zastanawiała się przez moment.

- MoŜe Nola sprzeda nam coś, co juŜ przygotowała. To będzie 

kosztowało jakieś trzy albo cztery tysiące dolarów. Jest za mało czasu, 
Ŝ

eby zaprojektowała coś zupełnie nowego. Sądzisz, Ŝe Zinn zapłaci tyle?

- Pewnie tak, jeśli takie są teraz ceny sukien wieczorowych. Nie 

chcę tylko wykorzystywać sytuacji i nadmiernie szaleć.

- Sydney, kochanie, musisz wyglądać najładniej!

- Cztery tysiące za wygląd!

- Poczekaj, moŜe coś na to poradzimy. Podałam Noli twoje 

wymiary, a ona powiedziała, Ŝe ma właśnie kilka sukien odpowiednich 
dla ciebie. Poza tym mówiła, Ŝe niedawno pewna bardzo bogata klientka 
odesłała nową suknię, bo budziła w niej nieprzyjemne wspomnienia.

background image

- Ja nie jestem taka wybredna - roześmiała się Sydney.

- Dobrze, dobrze, moja droga. Nola jest moją przyjaciółką, ale 

musimy ją teŜ przekonać, Ŝe jesteś warta tego, by mieć suknię od niej. 
Dlatego będziesz musiała podawać jej nazwisko, jeśli ktoś zapyta, skąd 
masz suknię.

- Dobrze, zrobię to - powiedziała, patrząc przez okno.

- Wyglądasz na roztargnioną. Sydney, czy martwisz się czymś?

- AleŜ skąd! Po prostu z natury lubię wszystko obserwować. To 

zawodowy nawyk.

- Wiesz, wolałabym, Ŝebyś na kilka dni zapomniała o twoim 

szpiegowaniu. Masz przed sobą prawdziwą szansę.

Sydney nadal nie komentowała rozwaŜań matki.

- Nola mówiła - opowiadała dalej Lee - Ŝe jedna z tych sukien jest 

w kolorze kości słoniowej i wygląda trochę jak suknia panny młodej. 
Jednak z drugiej strony, przy twojej karnacji to moŜe stworzyć wspaniały 
efekt.

Sydney tylko potakiwała. Marzenia są rzeczą wspaniałą, ale 

rzeczywistość ma swoje prawdziwie koszmarne strony.

Kiedy Sydney wróciła do domu Zinna, w progu powitała ją 

Yolanda. Powiedziała, Ŝe Andrea nie chciała spać po południu i teraz 
ogląda telewizję, Zinn uczy się roli, a Jack Dowd juŜ sobie poszedł. 
Pomogła jej teŜ zanieść do pokoju paczki z ekskluzywnych sklepów.

- Kupiła pani suknię na to wielkie przyjęcie? - zapytała w drodze 

do pokoju.

- Tak, kupiłam, ale jeszcze jej nie przywiozłam. Muszą zrobić 

jakieś małe poprawki.

- ZałoŜę się, Ŝe jest bardzo piękna, seńorita.

Sydney musiała się uśmiechnąć. Suknia była rzeczywiście 

przepiękna i choć przypominała trochę suknię ślubną, to Sydney 
wyglądała w niej po prostu wspaniale.

- Pewnie chce pani trochę odpocząć przed obiadem. Na pewno się 

pani zmęczyła tymi zakupami - powiedziała Yolanda.

- To prawda, jestem wykończona, ale lepiej mi zrobi, jak pójdę 

background image

trochę pobiegać.

- Biegać?! AleŜ to szaleństwo!

- Tak, Yolando. To najlepszy sposób na to, by się odpręŜyć.

Gospodyni pokręciła z niedowierzaniem głową.

- Teraz dziewczęta są zupełnie inne, seńorita. Chyba juŜ jestem 

stara, bo nic z tego nie rozumiem.

- Ale kobiety teŜ mają mięśnie. Kiedyś udawały, Ŝe ich nie mają, 

ale to przecieŜ nieprawda.

Yolanda znowu pokręciła głową.

- CóŜ ja mogę wiedzieć, jestem tylko gosposią, ale wydaje mi się, 

Ŝ

e do pani bardziej by pasowało chodzenie w pięknych sukniach.

Kiedy Yolanda wyszła z pokoju, Sydney przebrała się w swój 

jasnoniebieski kostium do biegania. Przypomniała sobie przy tym 
zabawną scenkę w sklepie Noli. Lee zachowywała się tam jak prawdziwa 
królowa Hollywood, a nie jego ofiara. Było to moŜe trochę śmieszne, ale 
swoje niespełnione marzenia Lee przeniosła od dawna na córkę i teraz, 
kiedy miała okazję choć przez krótką chwilę poczuć, Ŝe znowu jest w 
centrum wielkiego świata, nie mogła powstrzymać się od odegrania 
znanej sobie roli. Sydney patrzyła na to pobłaŜliwie, bo pomyślała, Ŝe 
moŜe lepiej mieć marzenia, niŜ nie mieć ich wcale.

Bardziej jednak niŜ marzenia matki trapiła ją myśl o Zinnie 

Garretcie. Od pierwszego spotkania wiedziała doskonale, czego moŜe się 
spodziewać. Zinn był aktorem, przystojnym i zniewalającym. Powinna 
być na to odporna po doświadczeniach z własnym ojcem, takŜe 
przystojnym i uroczym, którego urokowi nie oparła się nie tylko jej 
matka, ale równieŜ ona sama.

Gdyby nawet Zinn okazał się zupełnie innym człowiekiem niŜ jej 

ojciec, to i tak Ŝył w świecie, w którym prawda i fałsz były ze sobą tak 
wymieszane, Ŝe trudno przychodziło je oddzielić. Mógł sobie ironizować 
na temat Hollywood, ale nie potrafił odrzucić hollywoodzkiego stylu 
Ŝ

ycia. Z drugiej strony, Sydney zdawała sobie sprawę, Ŝe to nie tylko 

sam Hollywood stanowił przez tyle lat przyczynę jej rozgoryczenia i 
Ŝ

alu. Prawdziwym powodem był ojciec, który doskonale wykorzystał 

wszystkie hollywoodzkie sztuczki po to, by nie wiązać się z jej matką i z 
nią.

Z Zinnem było wręcz odwrotnie. Nie opuścił Andrei i Sydney była 

przekonana, Ŝe gdyby przyszło mu wybierać między karierą a własnym 

background image

dzieckiem, wybrałby córkę.

Tylko dokąd zaprowadzą ją takie rozwaŜania? Wolałaby w ogóle o 

tym nie myśleć. Wszystko byłoby wtedy znacznie prostsze. Gdyby 
jednak nie był znanym aktorem, a ona nie pracowałaby dla niego, 
domagałaby się czegoś więcej niŜ tylko pocałunku. Jednak w obecnej 
sytuacji było to po prostu nierozsądne.

Zasznurowała buty do biegania i wyszła z domu. Nie spotkała po 

drodze nikogo z domowników. Na dziedzińcu wykonała kilka skłonów, 
potem pobiegła do głównej bramy, nacisnęła kombinację cyfr i wyszła 
poza teren posiadłości. Pamiętała, by chwilę zaczekać, aŜ brama 
dokładnie się zamknie,

Zaczęła biec w dół wzgórza, ale nie przebiegła jeszcze nawet stu 

metrów, kiedy usłyszała warkot silnika i instynktownie poczuła, Ŝe jakiś 
samochód jedzie wprost na nią. Rzuciła krótkie spojrzenie do tyłu i 
dostrzegła, Ŝe auto prowadzi ruda kobieta. Odbiła się mocno i 
przeskoczyła odgradzające jezdnię krzaki. Jednak w momencie wybicia 
błotnik samochodu zahaczył o jej stopę. Upadła cięŜko na prawy bok. 
Powoli podniosła się i zobaczyła jeszcze, jak samochód z wielką 
szybkością zjeŜdŜa w dół. Było za daleko, by odczytać numery, ale 
Sydney dostrzegła jednak pierwsze trzy litery na tablicy rejestracyjnej. 
Stała i przez chwilę oddychała cięŜko, potem pokuśtykała do 
najbliŜszego drzewa, oparła się o nie i zaczęła masować obolałą nogę.

Wreszcie nadszedł moment ataku ze strony tej kobiety, a ona 

zupełnie nie była nań przygotowana. Całe szczęście, Ŝe przeŜyła i nic 
powaŜnego się nie stało. Pewnie ma otarte ramię i biodro, a noga w 
kostce jest trochę nadweręŜona, Zła na siebie pokuśtykała do bramy 
domu. Postanowiła natychmiast zadzwonić do Marvina Kaslowa.

W domu nic nikomu nie powiedziała o wypadku. Nie było 

potrzeby wywoływać popłochu. Później spokojnie wytłumaczy Zinnowi, 
Ŝ

e zagroŜenie ze strony Barbary jest realne i moŜe przyjść w kaŜdej 

chwili. Zadzwoniła do Kastowa, potem zdjęła but z bolącej stopy i poszła 
do bramy, by tam zaczekać na policjanta. Przyjechał po dwudziestu 
minutach.

- Właśnie jechałem do domu, kiedy pani zatelefonowała. 

Pomyślałem jednak, Ŝe mogę popracować trochę po godzinach.

- Przykro mi, Ŝe nie trafiłam dokładnie na pańskie godziny 

urzędowania.

- Niech pani powie, co się stało.

background image

Sydney opowiedziała szczegółowo całe zdarzenie.

- Ale nie przyjrzała się jej pani dokładnie? - zapytał Kaslow, 

gryząc zapałkę.

- Nie. Mam tylko wraŜenie, Ŝe była ruda.

- Jest pani pewna?

- Mignęła mi tylko. Nie wiem dokładnie.

- No dobrze. MoŜe te litery z tablicy coś nam dadzą.

- W kaŜdym razie okazuje się, Ŝe mój pomysł zadziałał.

- Jaki znowu pomysł? - zdziwił się Kaslow.

Sydney wytłumaczyła mu, Ŝe postanowiła skierować na siebie 

nienawiść Barbary, by odwrócić uwagę tej szalonej kobiety od Andrei. 
Wspomniała teŜ, Ŝe prasa juŜ podała wiadomość o jej wspólnym z 
Zinnem wyjeździe do San Francisco.

- No, dziecinko, jest pani twardsza, niŜ myślałem. Miejmy tylko 

nadzieję, Ŝe nic złego się pani nie stanie. - Kaslow najwyraźniej był pod 
duŜym wraŜeniem. Spojrzał na zegarek. - Mógłbym stąd zadzwonić? - 
zapytał. - Muszę natychmiast powiadomić wydział komunikacji, Ŝeby 
zaczęli sprawdzać w swoich komputerach wszystkie tablice o podobnych 
literach.

- Proszę bardzo - powiedziała, choć nie była zachwycona, Ŝe 

Kaslow będzie wykonywał swą policyjną robotę w domu. Weszła z nim 
do holu i tam spotkali przechodzącego właśnie Zinna.

- Ach, to pan Kaslow? - Zinn przywitał się zdziwiony. - Co pana tu 

sprowadza?

- No cóŜ, napad to napad, nawet jeśli ofiarą jest prywatny 

detektyw. U nas w policji bardzo powaŜnie traktujemy takie sprawy.

Zinn był najwyraźniej zdumiony.

- O jakim napadzie pan mówi?

- Ta kobieta, Barbara, próbowała przejechać pannę Charles. - 

Kaslow spojrzał na Sydney. - Nie mówiłaś panu Garrettowi o tym?

Zinn podszedł do nich bliŜej.

- Kiedy Barbara tu była? Gdzie dokładnie?

background image

- Pół godziny temu. - Sydney pospieszyła z wyjaśnieniami. - To się 

stało na ulicy, kiedy biegałam. Naprawdę nic takiego, nie ma się czym 
denerwować.

- Nie ma czym! Ktoś próbował cię przejechać, a ty mówisz, Ŝe nie 

ma się czym denerwować?! - Zinn właściwie wykrzyczał to wszystko,

Sydney spojrzała na niego. Był wyraźnie przejęty i odrobinę 

rozzłoszczony.

- PrzecieŜ to jest dokładnie to, czego się po niej spodziewaliśmy - 

powiedziała cicho. - Niestety, nie byłam w stanie złapać jej tym razem.

Zinn patrzył na nią z niedowierzaniem.

- Słuchajcie, moi drodzy! - powiedział Kaslow. - Wy tu sobie 

wyjaśnijcie wszystko, a ja pójdę do kuchni zadzwonić.

Kiedy Kaslow odszedł, Zinn wziął jej twarz w swoje dłonie i 

wpatrywał się w nią uwaŜnie.

- Sydney, na pewno nic ci się nie stało? - dopytywał się.

- Nie. Nic takiego. Tylko błotnik zahaczył o moją nogę i potem 

wylądowałam w krzakach, ale w nic mi się nie stało.

- O mój BoŜe! - jęknął Zinn.

Niespodziewanie przygarnął ją do siebie, tak jak przygarnia się 

dziecko, które cudem uniknęło niebezpieczeństwa,

Najpierw ten gest Zinna rozbawił ją, ale chwilę później, kiedy 

poczuła delikatny zapach jego wody kolońskiej, próbowała wyzwolić się 
z uścisku. Odsunął się krok do tyłu, ale dalej trzymał ją za ramiona.

- Chcę zobaczyć, gdzie się uderzyłaś.

- AleŜ, Zinn, to naprawdę nic wielkiego.

- Dobrze, dobrze. Obejrzymy stopę.

Wziął ją pod rękę i zaprowadził do pokoju. Tam posadził na 

kanapie, a potem ukląkł przed nią, rozsznurował but i zdjął skarpetę. 
Zaczął ostroŜnie i delikatnie dotykać stopy w róŜnych miejscach.

- Boli tu?

- Nie, raczej łaskocze. - Uśmiechnęła się do niego. Nagle nacisnął 

mocniej, aŜ się skurczyła z bólu.

background image

- No tak! - wykrzyknął Zinn.

- O co ci chodzi? - zapytała.

- Próbuję postawić diagnozę.

- Bawisz się teraz w doktora? - droczyła się z nim.

- Musisz dać się zbadać doktorowi i leczyć.

- Jesteś niepowaŜny! Wiele razy bywałam gorzej potłuczona.

W drzwiach pojawił się Kaslow.

- Zupełnie nieźle. Okazuje się, Ŝe samochód jest wynajęty. 

Powinniśmy teraz łatwo sprawdzić, kto go wynajął.

- Niech pan pamięta, Ŝe Barbara jest bardziej przebiegła niŜ 

zwyczajny przestępca - przypomniała Sydney.

- Niestety, na to wygląda.

- Zawiadomi mnie pan, jak coś znajdziecie?

- No pewnie! Panią w pierwszej kolejności. Teraz juŜ pójdę. Jutro 

ktoś przyjedzie i spisze pani zeznanie, dobra?

- Dobrze, ale niech się zjawi wcześnie rano. WyjeŜdŜamy do San 

Francisco.

Kaslow uśmiechnął się do Zinna.

- Ma pan tu prawdziwy dynamit, panie Garrett - ostrzegł 

Ŝ

artobliwie, pomachał im i wyszedł.

Zinn spojrzał z uśmiechem na Sydney.

- No, no, prawdziwy dynamit - zaŜartował.

- Och, przestań! - krzyknęła ostro.

Wstała z kanapy, ale Zinn zmusił ją, by znowu usiadła. Pochylił się 

nad nią. Tak bardzo pragnął ją pocałować!

Powoli i lekko dotknął ustami jej warg. Usłyszał stłumiony okrzyk, 

ale nie był to zbyt gwałtowny protest. Po chwili poczuł, jak jej ręce 
oplatają jego szyję, a palce powoli zanurzają się we włosach. Oddała mu 
pocałunek.

Czekał na to od dawna. Ogarnął go płomień namiętności. Sydney 

background image

powoli otworzyła oczy i uśmiechnęła się do Zinna.

- Właściwie powinieneś pocałować to miejsce, gdzie się uderzyłam 

- przekomarzała się z nim. - Mniej by wtedy bolało.

- To się da zrobić, ale moŜe nie teraz. Tak naprawdę, to zaleŜy mi, 

Ŝ

ebyś zgodziła się na wizytę doktora, Syd. To moŜe być groźniejsze 

stłuczenie, niŜ się wydaje.

Sydney potrząsnęła głową i wstała z kanapy. Wstając poczuła ból 

w tym biodrze, na które upadla. Wiedziała, Ŝe jutro ból będzie jeszcze 
bardziej dotkliwy.

- Wierz mi, naprawdę nic mi nie jest. MoŜe tylko połoŜę się trochę 

przed kolacją

- Bardzo dobrze. - Spojrzał na zegarek. - MoŜesz odpoczywać, jak 

długo chcesz. Yolanda idzie dzisiaj do kina ze swoją siostrą, więc 
będziemy musieli sami wziąć sobie kolację. Poproszę tylko, Ŝeby przed 
wyjściem dała jeść Andrei i połoŜyła ją do łóŜka. Andrea nie spała dziś w 
dzień, więc na pewno zaśnie wcześniej, a my moŜemy zjeść 
kiedykolwiek.

- Dobrze. Idę do siebie.

Zinn patrzył, jak idzie, ostroŜnie stąpając chorą nogą. Weszła do 

siebie i zamknęła drzwi. Pomyślał, Ŝe tym razem sama odpowiedziała na 
jego pocałunek. I zrobiła to z równą namiętnością jak on. JuŜ się przed 
nim nie broniła. To znaczy, Ŝe jest jakiś postęp, juŜ nie jest tak okropnie 
uprzedzona do niego. MoŜe wreszcie dostrzegła, Ŝe jest nie tylko 
aktorem, ale takŜe normalnym człowiekiem.

Sydney połoŜyła się i próbowała zasnąć. Zaraz jednak po 

zamknięciu oczu przypomniała sobie pocałunek Zinna i niemal czuła 
jego zapach i promieniujące od niego ciepło. Usiadła gwałtownie na 
łóŜku, by odpędzić ten obraz, ale to niewiele pomogło. Od tamtego 
popołudnia w„Hard Rock” Zinn jawił się jej w zupełnie innym świetle. 
Wiedziała od samego początku, Ŝe mu się podoba, ale teŜ musiała 
pamiętać, Ŝe ma zadanie do wykonania. To było dla niej najwaŜniejsze. Z 
czasem jednak zainteresowanie tą szaloną kobietą bladło, a ona 
zaczynała coraz bardziej interesować się Zinnem. Coś takiego przytrafiło 
się pierwszy raz w jej zawodowej karierze!

Zrezygnowała z odpoczynku i postanowiła wziąć prysznic. W 

łazience zdjęła ubranie i dokładnie obejrzała stłuczenia. Na nodze i 
ramieniu juŜ zaczęły pokazywać się granatowe siniaki. Najgorzej jednak 
miała stłuczone biodro. Po prysznicu, a potem długiej gorącej kąpieli 

background image

powinno być lepiej.

Weszła pod prysznic. Ciepła woda spływała po jej ciele, a ona 

dalej rozmyślała o pocałunku Zinna. Zdała sobie sprawę, Ŝe takie 
marzenia są bezcelowe i szybko zmniejszyła temperaturę wody. Nie 
zrobi to najlepiej na stłuczenia, ale moŜe trochę ostudzi jej wyobraźnię. 
Wytarła się szorstkim ręcznikiem, włoŜyła szlafrok i znowu połoŜyła się 
do łóŜka. Zamknęła oczy i zasnęła. Po jakimś czasie usłyszała pukanie 
do drzwi. Spojrzała na zegarek. Było wpół do dziewiątej.

- Tak?

- To ja - odezwał się Zinn. - Mogę wejść?

- Nie jestem ubrana.

- To brzmi zachęcająco.

- ZaleŜy od punktu widzenia. - Uśmiechnęła się do siebie.

- Jak się czujesz?

- Bardzo dobrze.

- Co byś powiedziała na saunę? To powinno pomóc na twoje 

stłuczenia.

- Bardzo dobry pomysł. Zaraz włoŜę kostium.

- Pójdę włączyć ogrzewanie i zaraz wracam.

Sydney szybko wstała, czując nagły przypływ energii.

WłoŜyła czarno-biały kostium kąpielowy i przejrzała się w lustrze. 

Był dość skąpy i, niestety, widać było siniaki.

Wyciągnęła z szuflady bluzkę, Ŝeby nałoŜyć ją na kostium i wtedy 

usłyszała pukanie. Zaraz potem Zinn wszedł do pokoju. Był tylko w 
spodenkach kąpielowych. Wyglądał niezwykle pociągająco.

- Jesteś gotowa?

- Tak, prawie - powiedziała niepewnie. - Yolanda wyszła?

- Tak, i juŜ połoŜyła Andreę spać. Będziemy sami.

Sydney zrozumiała, co miał na myśli, ale nie miała siły, by 

zaprotestować. Zaczęła wkładać koszulę, ale kiedy musiała wsunąć 
bolące ramię w rękaw, skrzywiła się z bólu. Zinn natychmiast podbiegł 
do niej.

background image

- Daj, zobaczę.

Delikatnie zsunął koszulę i dotknął jej ramienia. ZadrŜała pod 

dotykiem jego palców.

- Zinn, to siniak, ale nie taki wielki. Po saunie zrobi mi się lepiej.

Pochylił się i zaczął delikatnie całować jej ramię.

- To teŜ powinno pomóc.

Sydney chciała coś odpowiedzieć, ale nie mogła. Teraz byli 

zupełnie sami, a ona czuła niezwykłe dreszcze przenikające jej ciało.

- Zinn…

Otoczył ją ramionami i wtulił twarz w zagłębienie szyi, Czuła jego 

oddech na skórze. Lekko pocałował jej ucho.

- Zinn, naprawdę sądzę, Ŝe…

Zupełnie nie zwracał uwagi na jej słowa. Całował ją coraz 

mocniej, coraz goręcej.

- Mój BoŜe! Zinn… ja…

Teraz pocałował ją delikatnie, a ona zarzuciła mu ręce na szyję i 

mocno objęła. Poprowadził ją w stronę łóŜka i powoli na nim połoŜył. 
Zaraz potem leŜał na niej i namiętnie ją całował.

Sydney nieświadomie dotykała jego piersi. Czuła elektryzujące 

ciepło. Tak, właściwie od samego początku marzyła o tym, by tak go 
głaskać.

Zinn rozpiął jej staniczek i odrzucił na bok. Potem powoli, bardzo 

powoli zaczął całować jej piersi. Sydney jęknęła. DrŜała cała i czuła 
ogarniające ją poŜądanie.

Zinn sięgnął niŜej i ściągnął dół jej kostiumu. Zamknęła oczy. 

Bardzo dawno nie była z męŜczyzną, ale nie czuła się teraz 
zdenerwowana ani zawstydzona. Czuła tylko przemoŜne pragnienie, a 
pragnęła ze wszystkich sił Zinna Garretta. I dobrze wiedziała, Ŝe on 
równieŜ jej pragnie.

Pocałował ją w policzek, potem w nos.

- Jesteś zabezpieczona? - zapytał. 

Potrząsnęła głową.

background image

- Zaraz się tym zajmę.

Wstał z łóŜka i wyszedł z pokoju.

Sydney czekała na niego. PoŜądanie, które czuła, było tak silne, Ŝe 

niemal bolesne. Po chwili usłyszała skrzypienie drzwi. Wrócił. Szybko 
zdjął spodenki kąpielowe i połoŜył się kolo niej. Dotknęła go. Pragnął jej 
najwyraźniej. Zaczął głaskać jej całe ciało. Nie mogła juŜ dłuŜej czekać.

- Zinn, proszę, juŜ!

Patrzyła mu w oczy i poczuła, jak wtargnął w nią. Jęknęła z 

rozkoszy. Poruszał się powoli, jakby chciał, by do niego przywykła, ale 
ona sama teraz go zachęcała. Objęła go nogami i ponagliła, Wreszcie 
oboje jednocześnie przeŜyli ekstazę.

Zinn leŜał obok niej i nic nie mówił. Sydney chciała mu 

powiedzieć, jak było wspaniale, ale nie potrafiła wykrztusić ani słowa.

- Jesteś cudowna. Nigdy nie przestanę ci mówić, jak bardzo jesteś 

mi bliska - powiedział i przytulił się do niej.

Sydney była na granicy płaczu. Otarła łzy.

- Uraziłem cię? - zapytał Zinn. Pokręciła przecząco głową. 

Zobaczył siniak na jej nodze. - Nie powiedziałaś mi o tym!

- Nie chciałam, poza tym to nic strasznego.

- Nic strasznego? Co jeszcze ukrywasz przede mną?

- Nic. Naprawdę.

Zinn wziął jej głowę w swoje ręce.

- Czy ty się uwaŜasz za jakiegoś komandosa?

- Nie, ale za detektywa, który zarabia pięćset dolarów dziennie. I 

nie płacą mi za to, Ŝebym narzekała.

- Teraz jesteś śliczną dziewczyną, która ma siniaka. - Pocałował ją. 

- Zajmę się tym. Zaraz przyniosę trochę lodu i połoŜymy na stłuczenie. 
Obiecaj, Ŝe poczekasz na mnie.

- Dobrze. - Sydney nie mogła powstrzymać uśmiechu. - Obiecuję.

background image

ROZDZIAŁ 7

Zinn idąc do kuchni zajrzał do Andrei. Spała spokojnie. Spojrzał 

na zegarek. Do powrotu Yolandy było jeszcze sporo czasu. Zastanawiał 
się, czy Sydney będzie miała jakiś pomysł, co mogliby zjeść na kolację. 
Usiadł przy stole kuchennym i czekał. Czuł się po prostu cudownie. 
Sydney Charles nie tylko budziła jego poŜądanie. Znali się tylko kilka 
dni, a oprócz fizycznej fascynacji odczuwali głębokie wzajemne 
zrozumienie i duchową bliskość.

Zinn zdawał sobie jednak doskonale sprawę, Ŝe to dopiero 

początek ich związku. Co będzie dalej? Był człowiekiem dojrzałym i 
doświadczonym i wiedział, Ŝe zakochanie to dopiero początek, Ŝe to nie 
wszystko. JuŜ raz przeŜył coś podobnego z Moniką i nie najlepiej się 
skończyło.

Po rozwodzie opowiedział swojej matce, jak doszło do katastrofy 

małŜeńskiej. Wtedy wyjaśniła mu, jak waŜna oprócz romantycznej 
miłości jest sprawa wzajemnego zrozumienia i poczucie jedności z 
drugim człowiekiem. Wydawało mu się wówczas, Ŝe są to jedynie 
poboŜne Ŝyczenia. Po latach przekonał się jednak, Ŝe w słowach matki 
zawarta była głęboka mądrość. Musiał się jeszcze przekonać, czy on i 
Sydney będą do siebie pasowali takŜe pod tym względem.

Pozostawała jeszcze sprawa tej szalonej Barbary, która za wszelką 

cenę chciała uczynić coś złego najpierw jego córce, a teraz Sydney. Ta 
kobieta to istny potwór i on nie moŜe dopuścić, by Sydney naraŜała się 
na śmiertelne niebezpieczeństwo.

- Co to? Kolacja jeszcze nie gotowa? - zapytała od drzwi Sydney.

Ubrana była w granatowy szlafrok, nogi miała bose, i włosy 

wilgotne i zaczesane do tyłu.

Zinn wstał od stołu, podszedł do niej, objął mocno i pocałował.

- Czekałem z decyzją na eksperta.

- Na jakiego eksperta?

- Chyba umiesz gotować?

background image

Sydney potrząsnęła głową.

- Umiem zrobić owsiankę na śniadanie, kanapki z masłem 

orzechowym i odgrzać gotowe mroŜone dania.

- Mój BoŜe! I dopiero teraz mi to mówisz!

Sydney uśmiechnęła się ironicznie.

- JeŜeli takie rzeczy mają dla ciebie znaczenie, to trzeba było 

zapytać wcześniej.

Zinn zrobił najbardziej rozczarowaną minę, jaką potrafił.

- A ty? Teraz wielu męŜczyzn umie gotować.

- Jeśli sądzisz, Ŝe właśnie ja się do nich zaliczam, to się głęboko 

mylisz.

Sydney zrobiła okrągłe oczy ze zdziwienia.

- Ty teŜ nie umiesz gotować?

Zinn potrząsnął głową.

- Zatrudniłem Yolandę, bo dobrze gotuje i umie zajmować się 

dziećmi.

- No to mamy problem. śadne z nas nie moŜe być dobrą Ŝoną.

Zinn wziął ją za rękę i poprowadził do lodówki. Otworzył drzwi, 

objął Sydney ramieniem i pokazał jej, co jest w środku.

- Są jakieś resztki. MoŜe byś umiała je podgrzać, co?

- Tak, ale pod warunkiem Ŝe masz kuchenkę mikrofalową. A ty 

nakryjesz stół. Nie będę robiła wszystkiego sama.

Pocałował ją w policzek.

- Sydney, moja kochana, nasza wspólna przyszłość jawi się w 

ponurych barwach, a przecieŜ jeszcze nawet ni dobre się nie zaczęła.

- Moja matka zawsze mnie pouczała, Ŝe dla męŜczyzny 

najwaŜniejsze jest, czy kobieta umie gotować i dbać o porządek. Teraz 
widzę, Ŝe powinnam była jej słuchać.

Niespodziewanie zadzwonił telefon. Odebrał Zinn.

- Syd, to Marvin Kaslow do ciebie.

background image

Sydney rozmawiała z Kaslowem, a Zinn w tym czasie wyjął trochę 

jedzenia z lodówki i postawił na blacie kuchennym. Rozmowa się 
przedłuŜała, więc włoŜył, co się dało, do kuchenki mikrofalowej i 
włączył podgrzewanie. Sydney skończyła rozmowę, kiedy wszystko było 
juŜ gotowe. Podeszła do niego i pomogła przenieść jedzenie na stół.

- I co powiedział Kaslow? - zapytał w końcu Zinn.

- Zebrali sporo wiadomości na jej temat, ale nie udało im się 

jeszcze jej złapać.

- Czego się dowiedzieli?

Sydney napełniła dwie szklanki mroŜoną wodą i postawiła je na 

stole. Usiedli. Zinn wpatrywał się w nią, czekając na odpowiedź.

- Policja sprawdziła, Ŝe Barbara wynajęła samochód w agencji w 

Beverly Hills. Na podstawie informacji, które policja juŜ zebrała, moŜna 
ją zidentyfikować.

- Naprawdę? Wiedzą, kim ona jest?

- Kaslow powiedział, Ŝe nazywa się Barbara Walsh. Leczyła się 

kiedyś w szpitalu psychiatrycznym. Pochodzi z San Francisco - to jest 
interesujące, a w Hollywood działa po raz pierwszy.

- Pochodzi z San Francisco? - Zinn był wyraźnie zaniepokojony tą 

wiadomością.

Sydney kiwnęła głową i zaczęła jeść.

- To znaczy Ŝe ma doskonałą okazję, Ŝeby śledzić nas w San 

Francisco. Na pewno świetnie zna teren.

- Tak, ale właśnie o to nam chodzi.

Zinn spojrzał na swój talerz. Jeszcze przed chwilą był głodny, 

teraz całkowicie stracił apetyt. Przyglądał się Sydney uwaŜnie przez 
dłuŜszą chwilę. Spojrzała na niego zdziwiona.

- Sydney, naprawdę uwaŜasz, Ŝe to dobry pomysł ten wspólny 

wyjazd do San Francisco?

Roześmiała się.

- Zinn, prawie juŜ ją mamy. Zresztą, zdaje się, Ŝe ona jest gotowa 

na wszystko. Kaslow powiedział, Ŝe dziś wieczorem zadzwoniła do 
redakcji gazety, która opublikowała nasze zdjęcia i wywiad. Powiedziała 

background image

im, Ŝe wydała na mnie wyrok śmierci.

- O BoŜe!

- PrzecieŜ to nic nowego, juŜ raz próbowała to zrobić. Ale im 

bardziej jest wściekła, tym jest mniej ostroŜna, a dla nas to tylko lepiej. 
Teraz będzie miała doskonałą okazję, by zaatakować.

- Ale przecieŜ naprawdę moŜe cię zabić!

Spojrzała na niego powaŜnie.

- Słuchaj, kosztuję cię pięćset dolarów dziennie. Na ubrania do San 

Francisco wydałam ponad tysiąc i po prostu boję się powiedzieć, ile 
będzie kosztowała suknia na premierę. Za takie pieniądze masz prawo 
czegoś oczekiwać. Wynająłeś mnie do konkretnego zadania i ja je 
właśnie wykonuję.

- Do diabła z pieniędzmi! Wynająłem cię, byś chroniła Andreę, a 

nie polowała na Barbarę.

- PrzecieŜ w końcu obydwoje zgodziliśmy się co do tego, Ŝe to jest 

najlepszy sposób. A poza tym, ja się lepiej na tym znam. Ty płacisz za to, 
Ŝ

e ci doradzam, jak najlepiej zlikwidować zagroŜenie.

Sydney zajęła się jedzeniem. Wydawała się zupełnie nie zwracać 

uwagi na zatroskanie Zina.

- Sydney, nie chcę, Ŝeby ci się coś stało!

- Ja teŜ nie chcę, by mi się coś stało - powiedziała, odkładając na 

bok widelec. - Muszę tylko wykonać swoje zadanie.

- MoŜesz przez minutę nie myśleć o pracy?!

- Zinn, o co ci chodzi? Wiemy juŜ, kim jest Barbara, i Ŝe pochodzi 

z San Francisco. Czy dlatego mamy od razu tracić głowę?

Bębnił palcami po stole i wpatrywał się w nią. Zaczynał juŜ być 

zniecierpliwiony jej nieustępliwością.

- Nic nie zjadłeś. - Sydney wskazała na jego talerz.

- Nie jestem głodny.

Skrzywiła się. Ona teŜ była rozgoryczona.

- Powiedz mi, o co ci właściwie chodzi?

Przyglądał się jej uwaŜnie i wahał się, czy moŜe powiedzieć to, co 

background image

myśli.

- Sydney, czy dzisiaj nie odniosłaś wraŜenia, Ŝe moje uczucia w 

stosunku do ciebie są… śe cię bardzo lubię?

Uśmiechnęła się ironicznie.

- Nie, nie odniosłam takiego wraŜenia. 

PołoŜyła dłoń na jego dłoni.

- Poza tym uczucia się zmieniają - dodała. 

Chwycił jej rękę i podniósł do ust, zaczął całować kaŜdy palec.

- Sydney, nie mógłbym Ŝyć, gdyby ci się coś stało.

- Zinn, nic mi się nie stanie.

- JuŜ zapomniałaś! PrzecieŜ dzisiaj ta wariatka chciała cię 

przejechać!

- Ale nie przejechała.

- Sydney! - Był wyraźnie coraz bardziej wzburzony. - Dlaczego 

jesteś taka uparta? Nie widzisz, Ŝe wszystko zaczyna się wymykać spod 
kontroli? To nie są Ŝarty! To bardzo powaŜna sprawa.

- Nigdy nie uwaŜałam, Ŝe to są Ŝarty, ani przez sekundę. I powiem 

ci szczerze, Ŝe ja teŜ się boję. Taka jest jednak moja praca i tak właśnie 
zarabiam na Ŝycie.

Zinn wstał i zaczął chodzić tam i z powrotem. Wreszcie stanął za 

swoim krzesłem, pochylił się i spojrzał jej głęboko w oczy.

- Chcę, Ŝebyś przestała zajmować się tą sprawą. Jack będzie 

zajmował się ochroną Andrei, dopóki policja nie złapie Barbary. Zapłacę 
ci za dwa tygodnie plus premia. MoŜe weź swoją matkę i pojedźcie na 
Hawaje, oczywiście na mój koszt. Zostań tam tak długo, aŜ się skończy 
cały ten koszmar. Ja załatwię z Judy, by ogłosiła w prasie, Ŝe zerwaliśmy 
ze sobą.

Sydney wprost nie mogła uwierzyć w jego słowa. Patrzyła mu w 

oczy w milczeniu.

- Nie moŜesz tego zrobić - powiedziała w końcu.

- Owszem, mogę. JuŜ postanowiłem.

Poczuła się dotknięta do Ŝywego, choć zdawała sobie sprawę, Ŝe 

background image

robił to wszystko, by ją uchronić od niebezpieczeństwa. Mimo to była 
tak rozgoryczona, Ŝe przez chwilę nie mogła wydusić z siebie ani słowa. 
Napiła się zimnej wody i starała się opanować.

- Jeśli straciłeś zaufanie do moich umiejętności, to rozumiem. 

Zniosę jakoś to, Ŝe ze mnie rezygnujesz. W Ŝadnym wypadku nie mogę 
jednak zgodzić się na zwolnienie mnie z powodów innych niŜ 
profesjonalne.

Zinn zupełnie nie zwrócił uwagi na to, co powiedziała.

- Zatrzymaj wszystkie ubrania i suknię, premiery odbywają się co 

jakiś czas i kiedyś, jak to wszystko się skończy, na pewno razem się 
wybierzemy. Teraz jednak wolałbym, Ŝebyś była jak najdalej stąd.

- Zinn! Mnie nie chodzi o stroje, pieniądze czy premiery!

- Ani mnie. NajwaŜniejsze jest dla mnie twoje bezpieczeństwo.

- Przedtem nie było aŜ tak waŜne. Co takiego się zmieniło?

- Nie rozumiesz tego?

- To, Ŝe się kochaliśmy, nie ma nic do rzeczy. Gdybym wiedziała, 

Ŝ

e po pójściu z tobą do łóŜka będę traktowana jak porcelanowa laleczka, 

nigdy bym tego nie zrobiła! Skąd ten nagły pomysł, Ŝe jestem za 
delikatna do swojej pracy?

- Wiesz dobrze, Ŝe tak nie myślę!

- A jak, powiedz? UwaŜasz, Ŝe kobieta moŜe wykonywać 

niebezpieczną pracę, ale pod warunkiem Ŝe to nie jest twoja dziewczyna?

- To niesprawiedliwe, co mówisz.

- Ale czy to prawda?

- Martwię się o ciebie.

- Powinieneś teŜ szanować moją godność, a nie próbować mnie 

rozpieszczać. Taką mam pracę i taki mam zawód.

- Czy dobrze rozumiem, co mówisz? Powinienem cię akceptować z

pistoletem w ręku albo wcale?

Sydney przypominało to, choć sytuacja była zupełnie inna, Dicka 

Charlesa, który proponował jej matce pozostanie z nim - ale na jego 
warunkach. Jej ojciec był pozbawionym wraŜliwości egoistą. Chciał być 
z Lee, ale to, czego ona chciała i czego pragnęła, w ogóle się nie liczyło. 

background image

Matka zgodziła się na te warunki. Sydney juŜ dawno temu postanowiła, 
Ŝ

e nigdy, przenigdy nie zgodzi się na podobny układ z męŜczyzną!

- Zinn, chodzi mi o to - zaczęła wyjaśniać - Ŝe albo akceptujesz 

mnie taką, jaką jestem, albo nie akceptujesz w ogóle.

- Wygląda na to, Ŝe zupełnie inaczej oceniamy sytuację.

- To był jednak powaŜny błąd - Sydney z trudem dobierała słowa - 

Ŝ

e poszłam z tobą do łóŜka. Nie powinno się nigdy łączyć spraw 

zawodowych z osobistymi.

Zinn wyglądał na głęboko zasmuconego. Myślał nad czymś 

chwilę.

- No cóŜ - westchnął - rzeczywiście nie ma powodu, by twoja 

zawodowa godność ucierpiała tylko dlatego, Ŝe coś się zdarzyło między 
nami. Kontynuuj swoją pracę. Mam nadzieję, Ŝe ją pomyślnie 
zakończysz.

Sydney uśmiechnęła się leciutko. Zinn na pewno nie zdawał sobie 

sprawy, jak to wszystko było dla niej waŜne. Był jednak na tyle mądry, 
Ŝ

e pozwolił jej, by dalej pracowała.

- Dziękuję ci. Naprawdę jestem ci wdzięczna i doceniam, Ŝe się ze 

mną zgodziłeś.

- Mam nadzieję, Ŝe nasza… przyjaźń nie ulegnie zmianie - 

powiedział ponurym głosem.

- W tych okolicznościach tak będzie chyba najlepiej.

- Rozumiesz, Ŝe nie miałem niczego złego na myśli i nie chciałem 

cię w Ŝaden sposób obrazić.

- Tak, wiem to.

Zinn obserwował ją i miał poczucie jakby ponownie przeŜywał 

podobną sytuację. Monika teŜ miała prawdziwą obsesję na punkcie swej 
kariery zawodowej. Czy współczesne kobiety przedkładają karierę nad 
wszystko inne?

Usłyszał powracającą Yolandę i wtedy podszedł do stołu i zaczął 

jeść kolację.

background image

Następnego ranka po obudzeniu Sydney zadawala sobie pytanie, 

czy wygrywając bitwę, nie przegrała wojny. Nie wiedziała, czy 
wczorajszy incydent w kuchni był wynikiem naturalnego u Zinna 
odruchu odpowiedzialności i chęci opieki, czy teŜ świadczył o jego 
sposobie traktowania kobiet w ogóle. Czy po zakończeniu sprawy z 
Barbarą nadal byłby między nimi konflikt interesów? Nienawidziła 
samej myśli, Ŝe Zinn być moŜe zechce z nią zostać, ale tylko i wyłącznie 
na swoich warunkach.

Poszła do kuchni. Yolanda powiedziała jej, Ŝe Zinn juŜ dawno 

wyszedł do studia filmowego. Dla Sydney zostawił wiadomość, Ŝe o 
pierwszej podjedzie po nią taksówka i zabierze ją na dworzec. Tam się 
dopiero spotkają. Koło dziewiątej do pokoju Sydney przyszła Andrea. 
Miała smutną minkę.

- Tatuś wyjeŜdŜa, a ja nie mogę z nim pojechać - poskarŜyła się 

Ŝ

ałośnie.

- Niestety, to prawda, kochanie, ale nie będzie go tylko kilka dni.

- A ty zostaniesz ze mną?

- Nie, jadę z twoim ojcem, bo muszę mu pomóc.

- Ale dlaczego ja nie mogę pojechać?

Sydney objęła małą i posadzka obok siebie na łóŜku.

- Musimy teraz wyjechać, ale bardzo szybko wrócimy - zapewniła 

- i wtedy pomyślimy nad zorganizowaniem czegoś specjalnego, dobrze?

Dziewczynka uspokoiła się, a kiedy Sydney poprosiła, by pomogła 

się jej spakować, była juŜ zupełnie zadowolona. Przez cały czas 
rozmawiały o najróŜniejszych rzeczach. Andrea dopytywała się o matkę 
Sydney.

- Będę mogła kiedyś pojechać z tobą do twojej mamusi? - zapytała 

w końcu.

- Oczywiście, kochanie. Na pewno się ucieszy, kiedy ją 

odwiedzisz.

Potem przyszedł policjant od Kaslowa i spisał zeznanie Sydney. 

Koło jedenastej pojawił się Jack Dowd z teczką i torbą na ubrania. Czytał 

background image

juŜ najwidoczniej gazety, bo zaraz oznajmił Sydney:

- Nie mogłem pojąć, dlaczego Garrett zatrudnił ciebie, mimo Ŝe to 

ja tyle lat dla niego pracowałem - zachichotał. - Teraz juŜ dobrze 
rozumiem.

- Wierz mi, Jack, Ŝe kobieta w tym zawodzie nie ma łatwego Ŝycia.

- No, nie przesadzaj. PrzecieŜ jak juŜ będzie po wszystkim, zawsze 

moŜesz wyjść za mąŜ za Garretta.

- Typowo męskie podejście do sprawy - stwierdziła z goryczą.

- Czy powiedziałem coś nie tak?

- Wiesz, to nie jest przyjemny temat do rozmowy - zachmurzyła się 

Sydney. - Skończmy juŜ.

W południe przyszedł klown imieniem Crackers i pokazywał róŜne 

sztuczki. To była niespodzianka, którą Zinn przygotował dla Andrei, by 
ją trochę pocieszyć.

Taksówka podjechała dokładnie w połowie jego występu. Sydney 

szybko pocałowała dziewczynkę i wybiegła. Oczy zachodziły jej łzami. 
Troskliwość Zinna o córkę stanowiła niesamowity kontrast z 
zachowaniem jej własnego ojca.

Przyjechała na lotnisko wcześniej niŜ Zinn. Zaprowadzono ją do 

poczekalni dla pasaŜerów pierwszej klasy. Przynajmniej w ten sposób 
była zabezpieczona przed tłumem na lotnisku. Pamiętała, Ŝe Barbara 
moŜe zjawić się w kaŜdej chwili. Musiała cały czas uwaŜać. Dwadzieścia 
minut przed odlotem zebrała się juŜ większość ekipy filmowej, ale Zinn 
sienie pojawiał. Pracownicy lotniska poinformowali Sydney, Ŝe bardzo 
moŜliwe, iŜ reszta zespołu poleci następnym samolotem. Prawie wszyscy 
weszli juŜ na pokład i Sydney pogodziła się z myślą, Ŝe poleci sama, 
kiedy zobaczyła, jak wbiega Zinn z paroma innymi osobami.

- No, udało się! JuŜ myśleliśmy, Ŝe nie zdąŜymy.

Objął ją ramieniem i przedstawił członkom zespołu. Parę twarzy 

wydało się jej znajomych z ekranu telewizyjnego. Szczególnie Patti Lind, 
przystojna brunetka, która w serialu grała asystentkę Granta Adamsa, 
była bardzo sympatyczna i miła.

Sydney siedziała obok Zinna.

- Czy Crackers przyszedł w południe? - zapytał Zinn.

- Tak. Miałam ci właśnie powiedzieć, jak dobrze to wymyśliłeś. 

background image

Andrea była zachwycona, prawie nie zauwaŜyła, kiedy wyszłam.

- O to właśnie chodziło.

Zinn gładził jej rękę i zachowywał się tak, jakby nic się nie stało. 

Oczywiście, to była gra, ale Sydney nie miała nic przeciwko temu,

- Mamy dość intensywny plan zajęć. Zaczynamy juŜ dziś 

wieczorem i kręcimy w dwóch róŜnych miejscach. Skończymy późno w 
nocy, a jutro zaczynamy o siódmej rano.

- Nie moŜna powiedzieć, Ŝebyś miał lekką pracę.

- Tak jest, kiedy gra się w serialach.

Lot trwał tylko godzinę, ale Zinn wykorzystał go na drzemkę. 

Sydney przeglądała magazyny. Dziwiła ją łatwość, z jaką Zinn przeszedł 
do porządku dziennego nad ostatnimi wydarzeniami,

Spojrzała na śpiącego. To jest człowiek, z którym się wczoraj 

kochała i którego tak pragnęła, mimo Ŝe nie chciała się do- tego przed 
sobą przyznać. Musi otrząsnąć się z tego nastroju, bo to się fatalnie 
skończy,

W San Francisco była mgła, ale technicy z ekipy zdecydowali, Ŝe 

moŜna kręcić zdjęcia. Wszyscy zajechali najpierw do hotelu „Fairmont” 
na Nob Hill. Mieli czas tylko na szybki posiłek i zaraz potem odjeŜdŜali 
do Aquatic Park, gdzie kręcono pierwsze ujęcia.

Zinn był w dobrym nastroju i cały czas traktował Sydney jak swoją 

dziewczynę.

Mglisty wieczór w San Francisco, choć w samym środku lata, nie 

był ciepły. Sydney, kuląc się z zimna, przyglądała się przygotowaniom 
do zdjęć. Przypomniało jej to, jak jeden jedyny raz matka zabrała ją, by 
zobaczyła swego ojca w czasie pracy. Było to dla niej wtedy duŜe 
przeŜycie i zarazem spore rozczarowanie.

Wtedy kręcono we wnętrzu i dekoracje były inne. Zapamiętała, Ŝe 

na środku planu stało olbrzymie staroświeckie łóŜko z baldachimem i 
aksamitnymi draperiami. Ojciec teŜ miał jakiś staroświecki kostium i 
wielkie wąsy. Matka była bardzo podekscytowana, ściskała Sydney za 
ramię, ilekroć pojawiał się Dick. Jednak Sydney wydawał się on wtedy 
szalenie odległy i obcy. Nie mogła uwierzyć, Ŝe ten człowiek to 
naprawdę jej ojciec.

Kiedy zaczęto juŜ kręcić, ojciec podszedł do innego męŜczyzny, 

wziął go za ramię i, krzycząc na niego, zaprowadził do drzwi. 

background image

Przyglądały się temu dwie przestraszone kobiety w długich sukniach. 
Potem Dick starszej z nich takŜe kazał wyjść i został sam z bardzo ładną, 
młodą kobietą, która wyglądała na mocno przeraŜoną. Sydney potem 
połapała się, Ŝe grała ona córkę Dicka. Widać było, Ŝe bohater bardzo 
kocha swoje dziecko i kiedy przytulił je do siebie, Sydney nie 
wytrzymała i uciekła z planu.

Matka nigdy nie zrozumiała, o co jej wtedy chodziło. To było tak 

dawno temu, ale nawet teraz pamięta wszystkie najdrobniejsze 
szczegóły.

Rozejrzała się po zgromadzonych wokół ludziach. Było mało 

prawdopodobne, by Barbara znała rozkład i miejsce wszystkich zdjęć, 
ale Sydney nie mogła tego całkowicie wykluczać. Miała nadzieję, Ŝe 
Barbara Walsh zjawi się wreszcie i umoŜliwi jej zakończenie całej 
sprawy. To będzie oznaczało takŜe koniec zawodowych kontaktów z 
Zinnem. Nie była juŜ tak pewna swych postanowień. Od momentu, kiedy 
kochała się z nim, sama właściwie juŜ nie wiedziała, czego powinna 
chcieć.

Zinn miał krótką przerwę w zdjęciach i podszedł do niej. Objął ją i 

pomachał ręką do grupy wielbicieli, którzy głośno wołali jego nazwisko.

- Męczący sposób zarabiania na Ŝycie. A mógłbym teraz siedzieć 

w domu, w wygodnym fotelu i czytać sobie gazetę - poskarŜył się.

- Taka jest cena sławy.

- To trudna praca, ale ktoś musi ją wykonywać - zaśmiał się cicho. 

- Syd - objął ją mocniej - muszę z tobą koniecznie porozmawiać o 
wczorajszym wieczorze. Mam nadzieję, Ŝe mi wybaczysz. MoŜe zbyt 
emocjonalnie podszedłem do wszystkiego, ale mam złe wspomnienia z 
małŜeństwa z Moniką. Mówi się, Ŝe doświadczenia z nieudanego 
związku ciąŜą nad człowiekiem i to chyba jest prawda.

- Nie rozumiem, co wspólnego z tym ma Monika?

- Nie mam zamiaru nie doceniać twojej pracy, ale w przypadku 

Moniki kariera stała się waŜniejsza niŜ wszystko inne. Ja i Andrea 
zeszliśmy na drugi plan. Nie chciałbym, Ŝeby tak się stało z nami. Nie 
chcę, by od samego początku między nami tak było. Wiem, uwaŜasz, Ŝe 
to, co ci wczoraj powiedziałem, było niesłuszne. Na pewno nie chciałem 
cię dotknąć. Jeśli byłem zbytnio troskliwy, to dlatego Ŝe naprawdę mi na 
tobie bardzo zaleŜy.

Sydney nie przypuszczała, by Zinn miał złe intencje wczorajszego 

wieczoru, ale to, co teraz powiedział, stawiało wszystko w zupełnie 

background image

innym świetle.

- Wiesz, moŜe ja jestem najzwyczajniej przewraŜliwiona - 

zastanawiała się głośno. - Jestem ofiarą swojej przeszłości, podobnie 
zresztą jak i ty. Moja matka spędziła całe lata na wskazywaniu mi, jak 
powinnam według niej pokierować swoim Ŝyciem. Nie brała w ogóle pod 
uwagę, Ŝe ja sama chcę coś wybrać. Wiem, miała zawsze dobre intencje. 
Ale nie o to przecieŜ chodzi, bo dobrymi intencjami jest wybrukowana 
droga do piekła.

ReŜyser zawołał Zinna.

- JuŜ idę. Obowiązki wzywają. - Pocałował ją w policzek.

Patrzyła za nim z mieszanymi uczuciami. Trudno było długo 

złościć się na tego człowieka. Poczuła się nagle zmęczona. Pobyt na 
planie filmowym przywoływał zbyt przykre wspomnienia i nie chciała w 
tym miejscu myśleć o Zinnie. Postanowiła pójść na spacer.

Naprzeciwko parku znajdowała się przytulna kawiarnia „Buena 

Vista”. Sydney chciała zajść na kawę, ale pomyślała, Ŝe tam teŜ będzie 
sporo ludzi. Teraz wolała być sama, więc postanowiła wrócić do hotelu.

Zaczęła iść Hyde Street. Przeszła zaledwie dwie czy trzy 

przecznice, kiedy zorientowała się, Ŝe ktoś za nią idzie. Odwróciła się i 
zobaczyła jakiegoś męŜczyznę. Nie był to Zinn ani nikt z ekipy. 
MęŜczyzna miał na sobie płaszcz, a jego twarz była ukryta w cieniu 
kapelusza. Sydney, jak kaŜda kobieta, zwracała szczególną uwagę na 
męŜczyzn o podejrzanych zamiarach. Zastanowiła się przez sekundę, czy 
męŜczyzna moŜe mieć jakiś związek z Barbarą. Odrzuciła tę myśl jako 
mało prawdopodobną. Na wszelki wypadek dyskretnie odbezpieczyła 
broń.

Na skrzyŜowaniu zatrzymała się na chwilę i rozejrzała, jakby nie 

mogła się zdecydować, w którą iść stronę. Nieznajomy teŜ zatrzymał się 
w pewnej odległości i przypalił papierosa. To stawało się coraz bardziej 
podejrzane.

Usłyszała nadjeŜdŜający tramwaj i powoli zaczęła iść w stronę 

przystanku. MęŜczyzna zrobił to samo. Teraz była juŜ pewna, Ŝe ją 
ś

ledzi.

Nadjechał tramwaj, Sydney wsiadła i dostrzegła, Ŝe nieznajomy 

takŜe wsiada do drugiego wagonu. Dlaczego była śledzona? Przez kogo?

Postanowiła się tego dowiedzieć.

Kilka przecznic dalej tramwaj zaczął zwalniać na zakręcie, wtedy 

background image

Sydney wyskoczyła i szybkim krokiem zaczęła iść ulicą. Znalazła jakąś 
bramę, schowała się tam i wyciągnęła broń. Czekała. W panującej ciszy 
wyraźnie słychać było zbliŜające się kroki. Serce biło jej gwałtownie, 
gardło miała wyschnięte. Kiedy męŜczyzna przechodził kolo bramy, 
gdzie się ukryła, szybko zaszła go od tyłu i przyłoŜyła mu pistolet do 
ucha. Zamarł. Był niewiele wyŜszy od niej, ale solidnie zbudowany.

- No dobrze, proszę pana - starała się nadać swemu głosowi bardzo 

stanowcze brzmienie. - Teraz mi pan powie, dlaczego mnie śledzi albo 
nie odejdzie stąd o własnych siłach.

- Ja… nie miałem zamiaru zrobić pani nic złego. Mam po prostu 

pani pilnować. To wszystko.

- Dlaczego ma mnie pan pilnować?

- Zostałem do tego wynajęty.

- Przez kogo?

- Przez Zinna Garretta. Chciał mieć gwarancję, Ŝe nic złego się 

pani nie stanie. Daję słowo honoru. Kazał mi panią obserwować i nie 
dopuścić, by spotkało panią coś złego.

Sydney poczuła, Ŝe ogarniają wściekłość.

- Więc to Zinn pana wynajął? - upewniła się.

- Tak. Słowo daję.

- Kim pan jest?

- Prywatnym detektywem. Nazywam się Norm Boranski.

Sydney odsunęła pistolet od jego głowy.

- Ma pan legitymację?

- Tak, oczywiście.

Cofnęła się, ale dalej trzymała go na muszce.

- Teraz grzecznie i powoli wyciągnij portfel.

Zrobił, co mu kazała. Pokazał swoją legitymację. Naprawdę był 

detektywem.

- Czy Zinn mówił panu, co mi konkretnie zagraŜa?

- Tak. Ruda kobieta o nazwisku Walsh.

background image

- No, wspaniale!

- Proszę pani, robię tylko to, za co mi płacą. Nie robię nic 

nielegalnego.

- Wiem, panie Boranski. Nie mam do pana pretensji. JuŜ raczej do 

Garetta.

Przed chwilą mówił jej o swoich dobrych zamiarach, przepraszał, a 

wcześniej i tak wynajął goryla do jej ochrony. CóŜ za hipokryta!

- Niech pani zrozumie. To dobrze płatna praca. Mam nadzieję, Ŝe 

nie będzie pani przeszkadzało, Ŝe będę pani pilnował.

- Teraz wracam do hotelu - oświadczyła.

- MoŜemy razem pojechać następnym tramwajem. Będzie za 

piętnaście minut.

- Nie, wolę pójść na piechotę, jeśli to panu nie przeszkadza.

- To niezła wspinaczka na to Nob Hill!

- Powiedział pan, panie Boranski, Ŝe nieźle panu płacą, prawda? A 

poza tym trochę ruchu dobrze panu zrobi.

- SierŜant w mojej brygadzie piechoty morskiej nie był tak 

bezlitosny jak pani! - poskarŜył się Boranski.

Sydney roześmiała się, choć właściwie zupełnie nie było jej do 

ś

miechu.

Zinn nie był w stosunku do niej całkowicie uczciwy, a to jej się 

bardzo nie podobało.

 

ROZDZIAŁ 8

 

W hotelu Sydney czekała na powrót Zinna i aŜ do północy 

oglądała telewizję. Była pewna, Ŝe będzie się zastanawiał, co się z nią 
stało i Ŝe zajrzy do jej pokoju. Zrobiło się jednak tak późno, Ŝe na pewno 

background image

poszedł juŜ spać. Sydney równieŜ zdecydowała się iść do łóŜka. NałoŜyła 
nocną koszulkę z napisem „Dodgers” i podeszła do okna zaciągnąć 
zasłony. Z szesnastego piętra hotelu roztaczał się fantastyczny widok na 
słynny most Golden Gate. Przez chwilę patrzyła na światła wielkiego 
miasta. Kiedy zaczęła zasuwać zasłony, usłyszała ciche pukanie.

- Kto tam? - zapytała, podchodząc do drzwi.

- To ja, Zinn.

- Idę juŜ do łóŜka, jestem rozebrana.

- Sydney, koniecznie muszę z tobą porozmawiać. Proszę cię, 

otwórz.

Posłuchała jego prośby i otworzyła.

- Powiedz mi, gdzieś do diabła zniknęła?! Tak strasznie się 

denerwowałem!

Zinn wszedł do pokoju. Sydney zamknęła za nim drzwi.

- Jak mogłaś tak zniknąć bez słowa! Po mieście krąŜy ta wariatka, 

a ty sobie gdzieś łazisz i nikt nie wie, gdzie jesteś!

- MoŜe i powinnam była cię uprzedzić, ale nie o to teraz chodzi. 

Chcę przede wszystkim dowiedzieć się, dlaczego kazałeś mnie śledzić? 
Przepraszałeś mnie za ta Ŝe jesteś nadmiernie opiekuńczy, ale przedtem 
wynająłeś człowieka, Ŝeby mnie pilnował! Ach, jakim ty jesteś 
hipokrytą!

- Ten człowiek miał być dyskretny.

- Był teŜ, niestety, głupi. Bardzo to pochlebne, Ŝe zatrudniłeś i 

mnie, i takiego typa.

- Sydney…

Chodziła tam i z powrotem po pokoju, nie zwracając uwagi na jego 

słowa.

- Okłamałeś mnie! Czy myślisz, Ŝe będę mogła kiedykolwiek ci 

uwierzyć?!

- Wynająłem Boranskiego jeszcze w Los Angeles. Zanim 

poszedłem z tobą do łóŜka. Nie wiedziałem wtedy, Ŝe taką wagę przy 
wiązujesz do spraw zawodowych.

- Mogłeś go jednak potem zwolnić, prawda?

background image

Zinn bezradnie wzruszył ramionami.

- Jack mi go polecił - tłumaczył. - Wszystko było juŜ załatwione, 

nie mogłem człowiekowi sprawić zawodu.

- I Jacka w to wtajemniczyłeś?! Powiedziałeś mu, Ŝe szukasz dla 

mnie ochrony? Co za upokorzenie!

Podeszła do niego bliŜej.

- Czy wyobraŜasz sobie, jakbyś się czuł, gdyby na twoje miejsce 

zaangaŜowano innego aktora? Tylko na wszelki wypadek, bo a nuŜ tobie 
by się coś stało. Jak byś się czuł w takiej sytuacji?

- Sydney, uspokój się, proszę. Wierz mi, Ŝe ta sprawa nie ma nic 

wspólnego z moją wiarą w twoje umiejętności zawodowe.

Nie zwracała najmniejszej uwagi na jego wyjaśnienia.

- A dlaczego nie troszczysz się o bezpieczeństwo Boranskiego? 

Dzisiaj był w niezłych opałach, bo niemal mu strzeliłam w łeb.

- Czy przyszło ci w ogóle do głowy, Ŝe cię po prostu kocham i 

wszystko, co cię moŜe spotkać, jest dla mnie waŜne?

JuŜ miała mu coś odpowiedzieć, ale w ostatniej sekundzie dotarły 

do jej świadomości słowa Zinna. Powiedział, Ŝe ją kocha.

MęŜczyzna wyciągnął ramiona i przycisnął ją mocno do piersi. 

Tak dobrze było trwać w jego objęciu i czuć jego mocne mięśnie i miły, 
lekki zapach wody kolońskiej. Zinn nic juŜ nie mówił, ale teŜ i nie 
musiał. Cała złość i gniew Sydney zupełnie zniknęły. Pomyłki i błędy 
czynione w imię miłości są tak łatwe do wytłumaczenia.

- Mnie teŜ nie było łatwo - odezwał się po chwili. - Najpierw 

oberwałem po głowie, musiałem znosić nieustanną krytykę mojego 
zawodu i charakteru, skradłaś mi serce, i na koniec tego wszystkiego 
dowiaduję się, Ŝe jestem potworem, poniewaŜ staram się uchronić cię od 
niebezpieczeństwa.

- Zinn, nigdy nie powiedziałam, Ŝe jesteś potworem - 

zaprotestowała Sydney.

- Najgorsza jest jednak dla mnie myśl, Ŝe ty nie odwzajemniasz 

moich uczuć.

- Myślisz tak, bo nigdy ci ich nie wyznałam? Poszłam z tobą do 

łóŜka. Być moŜe inne kobiety robią to szybko i bez zastanowienia, ale 

background image

nie ja. Gdybym cię nie kochała, nigdy bym tego nie zrobiła. Wydawało 
mi się, Ŝe to dla ciebie oczywiste.

- Rzeczywiście, bardzo oczywiste, zwłaszcza Ŝe przy najmniejszej 

wzmiance na temat twojej pracy od razu się jeŜyłaś i nie chciałaś na mnie 
patrzeć.

Ujął jej rękę i dotknął nią swego policzka. Był jeszcze chłodny od 

wieczornego powietrza. Potem odwrócił dłoń i zaczął całować jej 
wnętrze. Sydney zadrŜała.

Objął ją obiema rękami w talii i spojrzał głęboko w oczy. Dotknął 

jej bioder.

- Boli cię jeszcze w tym miejscu?

- Nie, juŜ wszystko dobrze, moŜe jest troszkę wraŜliwsze.

- Będę się bardzo starał, Ŝeby cię nie urazić.

Sydney zarzuciła mu ręce na szyję i rozchyliła usta.

Wspięła się na palce i pocałowała go.

Zinn odpowiedział silnym, namiętnym pocałunkiem. Wsunął ręce 

pod jej koszulkę i zaczął delikatnie gładzić nagie plecy.

Sydney z całej siły przycisnęła się do niego. Pragnęła go, gorących 

pocałunków, silnego ciała, jego całego,

Znowu przesunął rękę i teraz pieścił jej pierś, mrucząc coś 

niewyraźnie.

- Tylko o tym myślę od wczoraj - wyznał. - Tak strasznie cię 

pragnę, Syd.

Sydney gorączkowo ściągnęła z siebie koszulkę. Była teraz tylko 

w skąpych majteczkach. Zinn przechylił ją do tyłu i dotknął ustami 
czubków jej piersi. Sydney przycisnęła mocniej jego głowę.

Zinn wziął ją na ręce, zaniósł do łóŜka i ostroŜnie połoŜył. LeŜała i 

przyglądała się, jak on się rozbiera. Patrzyła na jego mocne ramiona, 
silny tors. Dostrzegła jego całkowitą gotowość do miłości. Zamknęła 
oczy, przypomniała sobie, jak to było, kiedy wszedł w nią i na samo 
wspomnienie poczuła niezwykły dreszcz podniecenia.

Zinn połoŜył się obok i zaczął całować jej szyję. Delikatnie 

dmuchał jej w ucho, co przejmowało ją drŜeniem.

background image

- Jesteś taka piękna - szeptał. - Taka piękna.

Sydney nie otwierała oczu, skupiona na doznawanych 

pieszczotach.

- Ty teŜ, Zinn - wyszeptała tylko.

Pocałował jej dłoń, a potem po kolei całował kaŜdy palec. Znowu 

zaczął pieścić jej piersi, a rękami sięgnął łona. Całował całe jej ciało, 
nieustannie wstrząsane dreszczami.

Pragnęła go mocno, niemal do bólu. Czekała z niecierpliwością, 

ale on dalej całował ją i pieścił. Sydney pomyślała, Ŝe pragnęłaby tak 
pozostać na zawsze - w tym słodkim i dręczącym zarazem oczekiwaniu.

W pewnej chwili Zinn wyjął małe pudełeczko z kieszeni spodni.

- Kochanie, chcę, Ŝebyś była zabezpieczona - wyszeptał. Otworzył 

plastikowe opakowanie i załoŜył prezerwatywę. Potem wszedł w nią. 
Kochał ją długo i powoli. Przyspieszył i obydwoje poczuli w tym samym 
czasie ostateczną rozkosz. Opadł na nią całym cięŜarem i tak pozostał 
przez moment. Przesunął się potem na bok, ale ciągle trzymał ją w 
mocnym uścisku. Odgarnął włosy, które opadły jej na twarz i delikatnie 
pocałował w policzek. Sydney przyciągnęła go bliŜej do siebie i teŜ 
pocałowała. Bardzo długo leŜeli tak spleceni ze sobą.

- Zinn, to było cudowne, po prostu cudowne - szepnęła Sydney.

- To ty jesteś cudowna, Syd. Kocham cię, bardzo cię kocham.

- Tak bym chciała, Ŝeby to trwało wiecznie, Ŝeby nie było Ŝadnego 

jutra.

- Nigdy nic nie wiadomo. MoŜe jutro będzie jeszcze cudowniej.

- Nie, to zupełnie niemoŜliwe. - Sydney powoli potrząsnęła głową.

Długo leŜeli obok siebie w milczeniu. Głaskała jego muskularny 

tors a, kiedy sięgnęła niŜej, poczuła jego ponownie nabrzmiałą męskość. 
To odkrycie sprawiło, Ŝe zapragnęła go gwałtownie i po chwili znowu 
stanowili jedno. Tym razem jednak ona patrzyła na niego z góry, 
poruszała się rytmicznie, a on pieścił jej piersi.

Zasnęli teŜ razem. Po kilku godzinach Sydney obudziła się i ze 

zdumieniem stwierdziła, Ŝe znowu go pragnie. Kochali się na wiele 
róŜnych sposobów.

- O BoŜe - jęknęła Sydney, kiedy poczuła, Ŝe Zinn przeŜył ekstazę. 

background image

- Nie zdziw się, jeŜeli obudzisz się, a ja będę juŜ na innym świecie. MoŜe 
juŜ jestem i nic o tym nie wiem.

- W kaŜdym razie ja jestem z tobą - zapewnił ją Zinn. - To są 

niebiosa.

- Masz rację.

Przytulili się do siebie.

- Jak ja się mogłam na ciebie złościć? - wyszeptała Sydney.

Od wielu miesięcy Sydney nie spała tak dobrze i spokojnie. 

Obudziła się koło siódmej, ale Zinna juŜ nie było. Musiał widocznie 
wstać bardzo wcześnie. Czuła się oszołomiona po tak niesamowitej 
miłosnej nocy, podczas której doznała niewyobraŜalnych rozkoszy. Zinn 
był cudownym kochankiem i potrafił spełnić jej najskrytsze erotyczne 
fantazje. ZadrŜała na samo wspomnienie. Nigdy w Ŝyciu nie 
doświadczyła czegoś takiego. Wiedziała jednak, Ŝe nawet najwspanialszy 
seks nie wystarczy. Tak bardzo się od siebie róŜnili, Ŝe nawet przemoŜna 
siła wzajemnego przyciągania mogła okazać się z czasem zawodna.

Oczywiście, Zinn przeprosił ją i bardzo starał się wytłumaczyć 

motywy swojego postępowania, ale teraz, w blasku dnia Sydney 
zaczynała nabierać wątpliwości, czy rzeczywiście on ją dobrze 
zrozumiał. Tak, powiedział, Ŝe ją kocha. Sydney była jednak powaŜnie 
zaniepokojona - jego filozofia Ŝyciowa i stanowczość będą wielką 
przeszkodą w ich związku. MoŜe z czasem wszystko się ułoŜy. Jest tylko 
niebezpieczeństwo, Ŝe wzajemna fascynacja kaŜe im zapomnieć o 
dzielących ich róŜnicach, a potem będzie juŜ za późno i wszystko 
skończy się wzajemnymi pretensjami.

Tylu ludzi Ŝyje ze sobą, nawet się pobierają, a nie mówią w ogóle 

o swoich wewnętrznych problemach. A trzeba przecieŜ robić to 
wcześniej, zanim wzajemne Ŝale i nieporozumienia nie doprowadzą do 
zupełnego rozkładu związku, niechęci, moŜe nawet nienawiści. Te 
smutne rozwaŜania były chyba wynikiem tego, Ŝe Sydney, nie chcąc 
naśladować błędów własnej matki, była aŜ nadto trzeźwa i racjonalnie 
patrzyła na wszystkie sprawy, nawet na miłość. Matka dostrzegała w niej 
tę cechę i często prosiła, by przestała podchodzić do wszystkiego tak 
chłodno.

Sydney usiadła na brzegu łóŜka i rozejrzała się po pokoju, który 

był świadkiem jej najcudowniejszej nocy. Pewnie po takich przeŜyciach 
Ŝ

adna inna kobieta nie miałaby tak pesymistycznych myśli jak ona. 

Matka powiedziałaby, Ŝe z pewnością jest szalona.

background image

Tak, romans matki z Dickiem Charlesem był zapewne takim 

zapomnieniem i teŜ padały słowa o miłości. Obydwoje jednak tak się 
róŜnili i mieli tak inną hierarchię wartości, Ŝe stały związek był w ich 
przypadku wykluczony.

Czy ją, Sydney, łączy z Zinnem coś więcej niŜ fizyczna 

fascynacja? Czuła jakiś dziwny niepokój. Czy Zinn miał podobne 
obawy? Powinna później powaŜnie z nim porozmawiać.

Poszła do łazienki wziąć prysznic. Na toaletce znalazła list od 

Zinna.

Syd,

Dziś wieczorem parę osób z ekipy wybiera się na kolację do 

miasta. WłóŜ jakąś nową sukienkę, teŜ pójdziemy. Nie było ci chyba 
smutno, Ŝe cię nie obudziłem? Tak słodko spałaś. Zadzwonię do ciebie 
koło południa. Dziś kręcimy na plaŜy i to będzie dość męczące. Czy 
powiedziałem ci wczoraj, Ŝe jesteś prześliczna i cudowna? Jeśli 
zapomniałem, to powiem dziś wieczór.

Całuję, Zinn

Sydney przeczytała list dwa razy. Brzmiał tak szczerze, Ŝe zaczęła 

mieć wątpliwości, czy słusznie się zadręczała.

Ubrała się i zamówiła śniadanie do pokoju. Pijąc kawę zaczęła 

rozmyślać o Barbarze. Czy jest w Los Angeles, czy moŜe zmieniła plany 
i nadal będzie chciała zrobić coś złego Andrei? Zaniepokojona 
zadzwoniła do rezydencji Zinna. Odebrała Yolanda. Sydney poprosiła 
Jacka.

- Cześć, Jack. Wszystko w porządku? - zapytała.

- Tak. Udało mi się wymigać od oglądania „Ulicy Sezamkowej”.

- Widzisz, jaka to parszywa praca! - roześmiała się Sydney. - Ktoś 

jednak musi to robić.

- Chcę ci jeszcze coś powiedzieć, póki nie ma Yolandy.

- Tak?

- Znasz przypadkiem kogoś, kto wychodzi za mąŜ?

- Co? O czym ty mówisz? - zdziwiła się.

background image

- Zabawne, ale dzisiaj rano, kiedy poszedłem do bramy zabrać 

gazety, znalazłem zawieszoną lalkę. Ubraną w strój panny młodej.

- Panny młodej?

- Tak. To nie wszystko. Do lalki była przypięta karteczka z 

napisem: „Piękna suknia!” Nic poza tym, tylko te słowa. Aha, jeszcze 
coś. Sukienka lalki była z przodu poplamiona czerwonym atramentem. 
Domyślam się, Ŝe to sztuczki tej wariatki, ale dlaczego lalka w ślubnej 
sukni? Czy ty coś z tego rozumiesz?

Sydney od razu pomyślała o swej sukni zamówionej u Noli.

- Słuchaj, Jack. To bardzo waŜne. Nie wiem tylko, skąd Barbara 

dowiedziała się o sukni.

- Nie rozumiem, o co ci chodzi.

- Nic nie szkodzi. To teraz niewaŜne, Wspomniałeś Yolandzie o 

lalce?

- Nie, nie chciałem jej denerwować.

- Świetnie. Zatrzymaj tę lalkę, chcę ją obejrzeć. Zaraz jadę na 

lotnisko i za kilka godzin powinnam być u was.

- Wydawało mi się, Ŝe masz zostać kilka dni w San Francisco.

- Barbara jest przecieŜ w Los Angeles, więc nie mam po co tu 

zostawać.

- To ja nie będę juŜ potrzebny?

- O nie, Jack. Ja muszę jakoś sprowokować tę babę, to moja jedyna 

szansa, Ŝeby ją złapać.

- No dobra. Aha, dzieciak tu idzie. Daję ci ją.

- Sydney, Sydney, kiedy wrócisz? - usłyszała głosik Andrei.

- Dzisiaj po południu.

- Tatuś teŜ?

- Nie, kochanie, ale teŜ juŜ niedługo - obiecała.

Kilka dobrych minut pogadały przez telefon. Zaraz potem Sydney 

poprosiła w recepcji o rezerwację biletu do Los Angeles na 
najwcześniejszy lot. Napisała karteczkę do Zinna z wyjaśnieniem i 
zapewnieniem, Ŝe zadzwoni do niego późnym wieczorem. Spakowała się 

background image

i wyszła. Karteczkę wsunęła pod drzwi pokoju Zinna.

Na lotnisku w Los Angeles złapała taksówkę i po pół godzinie 

była juŜ w rezydencji. Otworzyła jej Yolanda. Andrea natychmiast 
przybiegła i z wielkim entuzjazmem powitała Sydney. Rzuciła się jej w 
ramiona i mocno objęła. Sydney podniosła ją do góry,

Z kuchni wyszedł Jack Dowd. Na jego widok Yolanda zrobiła 

dziwny grymas.

- Dios mio! IleŜ ten człowiek je! - szepnęła Sydney do ucha. - Bez 

przerwy muszę chodzić kupować mu jedzenie.

Sydney roześmiała się.

- To pewnie dlatego Zinn mnie zatrudnił - cicho powiedziała do 

Yolandy. - Zaoszczędził na jedzeniu.

Jack podszedł do nich.

- Cześć. Co słychać we Frisco?

- Paskudna pogoda.

Sydney postawiła Andreę na podłodze.

- Słuchaj, kochanie - zaproponowała - idź teraz do swojego 

pokoju, a ja za parę minut przyjdę do ciebie. Teraz muszę porozmawiać z 
panem Dowdem.

Yolanda odeszła z Andreą, a oni przeszli do salonu. Jack otworzył 

barek i wyciągnął stamtąd lalkę. Sydney wzięła ją do ręki i zaczęła 
dokładnie oglądać.

- To staroświecka lalka.

- Tak?

- Dość droga. Zastanawiające, jak jej suknia podobna jest do 

mojej.

- Do twojej?

- Tak. Kupiłam wieczorową suknię na premierę, na którą w sobotę 

idę razem z Zinnem.

- Skąd ta wariatka mogła się dowiedzieć, jaką suknię kupiłaś?

- TeŜ bym to chciała wiedzieć. Czy zawiadomiłeś o tym policję?

background image

- Powiedziałaś, Ŝe za parę godzin wracasz, więc uznałem, Ŝe sama 

się tym zajmiesz.

- Dobrze. Zaraz zadzwonię do Kaslowa. Dzięki za wszystko.

- Nie ma za co. Przynajmniej coś się zaczyna dziać, a powiem 

szczerze, Ŝe juŜ zaczynałem się nudzić.

- Bądź ostroŜny i uwaŜaj, bo Barbara moŜe jeszcze mieć jakieś 

plany wobec Andrei.

- Kotku, ochrona ludzi to mój zawód. Znam się na tym.

Sydney zadzwoniła do Kaslowa.

- Nie złapaliście jeszcze Barbary Walsh? - spytała.

- Nie, dziecino. Odnaleźliśmy jej rodzinę, ale oni teŜ jej szukają. 

Kilka miesięcy temu zniknęła z domu i nie dawała znaku Ŝycia. Martwią 
się o nią. Rozmawialiśmy z psychiatrą, który ją leczył. Obawia się, Ŝe jej 
stan się pogorszył i moŜe być niebezpieczna.

- Nie trafiliście na Ŝaden ślad?

- Dotarliśmy do paru miejsc, gdzie się zatrzymywała, ale zawsze za 

późno. Jest bardzo przebiegła.

- A gdzie się zatrzymała ostatnio? Macie jakieś dane?

- W Pasadenie. Dwa dni temu.

- MoŜe się domyślacie, gdzie moŜe być teraz?

- Zupełnie nie. Porzuciła wypoŜyczony samochód, więc domyśla 

się, Ŝe jesteśmy na jej tropie. Teraz mogła ukraść jakiś inny.

- Mam nadzieję, Ŝe wysłaliście za nią list gończy.

- Oczywiście. Postanowiliśmy nawet podać jej rysopis do 

wiadomości publicznej. Dziś będzie w popołudniowych gazetach.

- To wiele nie pomoŜe.

- TeŜ tak myślę.

- Widzi pan, nie wiem, czy to moŜe mieć' duŜe znaczenie, ale mam 

coś, co powinno chyba pana zainteresować.

W trakcie rozmowy z Kaslowem uwaŜnie oglądała lalkę i znalazła 

pod sukienką firmową nalepkę ze sklepu przy Melrose Avenue.

background image

Opowiedziała policjantowi o lalce i podała adres sklepu.

- Tak, powinniśmy chyba to sprawdzić. Jak tylko znajdę kogoś 

wolnego, wyślę go tam.

- Nie jest pan jednak przekonany, Ŝe to moŜe coś dać?

- Nie o to chodzi. Mam za mało ludzi. JuŜ teraz dwie grupy 

sprawdzają motele, a to przecieŜ nie jest jedyna sprawa, którą się 
zajmujemy. Jeśli będzie coś pilnego, wtedy mogę zmobilizować 
dodatkowych ludzi.

- To moŜe ja sama pojadę sprawdzić ten sklep?

- PrzecieŜ nie powiedziałem, Ŝe się tym nie zajmę! - zdenerwował 

się Kaslow.

- Ja się po prostu zgłaszam na ochotnika - uspokajała go Sydney.

- Wolałbym, Ŝeby pani zostawiła to nam.

Sydney nie chciała draŜnić Kaslowa, bo potrzebowała jego 

pomocy. Nie zamierzała jednak dać za wygraną.

- Obiecuję, Ŝe będę ostroŜna. Mam tylko jedną prośbę.

- Jaką?

- Macie juŜ pewnie jej zdjęcie, a mnie by się teraz bardzo przydało.

- Mamy nawet kilka zdjęć. Mogę zrobić kopie. Przysłać je pani?

- Wolałabym sama po nie wpaść.

- Dobrze. KaŜę je dla pani zostawić w portierni.

- Dzięki. Będę za godzinę.

OdłoŜyła słuchawkę. Potem schowała lalkę do torby i poszła na 

chwilę do Andrei.

Wzięła jaguara i najpierw postanowiła pojechać do No-li, a 

dopiero potem do sklepu przy Melrose. Noc spędzi u matki w Glendale, 
bo Jack nadal pilnuje Andrei.

- Witaj! - Nola Jimenez podeszła do Sydney. - Twoja suknia 

będzie gotowa za dwa dni.

- Nie przyjechałam po suknię. Chciałabym z tobą porozmawiać.

background image

Nola zaprowadziła ją do swego biura i podsunęła krzesło.

- Wiesz, Ŝe stałaś się jedną z moich popularniejszych klientek?

- Ja? - zdziwiła się Sydney.

- Kochanie, wszyscy o tobie mówią. KaŜdy, komu wspomnę, Ŝe 

robię dla ciebie suknię, od razu o ciebie wypytuje. Jak wyglądasz, jaka 
jesteś. Nawet do mnie telefonowano z pytaniem, czy to ja robię dla ciebie 
tę suknię.

- Kto telefonował?

- Jakaś dziennikarka.

- Wypytywała o moją suknię?

- Tak, i to bardzo dokładnie. Prosiła nawet, Ŝebym jej pozwoliła 

przyjść i zobaczyć. Trochę to dziwne, Ŝe właśnie twoja suknia budzi 
takie zainteresowanie, bo przecieŜ na tę premierę robię ich aŜ sześć.

- Nola, powiedz mi, jak się nazywała ta dziennikarka?

- Nie pamiętam, ale jakoś bardzo zwyczajnie - Brown albo Jones. 

Mówiła, Ŝe jest z telewizji.

- Przyszła do ciebie?

- Była wczoraj. Pomyślałam, Ŝe skoro masz w niej wystąpić za dwa 

dni, to i tak nikt nie da rady uszyć takie; samej kreacji, więc jej 
pokazałam.

- No i co dalej?

- Przyszła, obejrzała i poszła sobie. Ta dziennikarka była dziwnie 

niegrzeczna, nawet mi nie podziękowała.

- Powiedz, jak wyglądała?

- Wysoka, gdzieś koło trzydziestki, niebrzydka, choć trochę 

zaniedbana. Miała rude włosy, długie do ramion.

- Zachowywała się dziwnie?

- Tak. Dość niezwykła kobieta. - Nola spojrzała na Sydney. - A co, 

znasz ją moŜe?

- W pewnym sensie, tak.

Nola zaczęła się wyraźnie niepokoić.

background image

- Nie masz nic przeciwko temu, Ŝe pokazałam jej suknię?

- AleŜ skąd! Radzę ci tylko uwaŜać, gdyby przyszła tu jeszcze raz. 

Podejrzewam, Ŝe to moŜe być ta kobieta, która próbowała porwać córkę 
Zinna Garretta.

- Mój BoŜe!

- Zdaje się, Ŝe teraz szykuje coś przeciwko mnie.

- Och, Sydney… - Nola była autentycznie przeraŜona.

- Nola, nie denerwuj się, a gdyby znowu przyszła, dzwoń od razu 

na policję.

- Na pewno to zrobię.

Sydney poŜegnała się i wyszła. Pojechała do Parker Center, gdzie 

w portierni czekała na nią koperta ze zdjęciem. Natychmiast ją 
otworzyła. Kobieta na zdjęciach miała wyraziste rysy, moŜe nawet nieco 
zbyt wyraziste jak na kobietę. W spojrzeniu widać było coś posępnego. 
Fotografie wyglądały na robione przez zawodowca.

Sydney schowała kopertę do torby. Musiała się pospieszyć, Ŝeby 

zdąŜyć przed zamknięciem sklepu przy Melrose.

ROZDZIAŁ 9

W pobliŜu studia filmowego Paramount, przy ulicy Melrose, 

znajdował się sklep z antykami. Na drzwiach wisiała karteczka z 
informacją, Ŝe sprzedawczyni wróci za piętnaście minut. Sydney 
postanowiła zaczekać.

Obejrzała przy okazji wystawę. Najwyraźniej sklep specjalizował 

się w staroświeckich lalkach, których kilkanaście wystawiono w 
witrynie.

Sydney nie zdąŜyła jeszcze zawiadomić matki, Ŝe przyjedzie do 

niej przenocować. Poszła więc do najbliŜszego sklepiku, Ŝeby stamtąd 

background image

zadzwonić.

- Dlaczego nie jesteś w San Francisco? - spytała ze zdumieniem 

Lee, kiedy dowiedziała się, skąd córka telefonuje.

- Och, to długa historia. W kaŜdym razie jestem juŜ na tropie tej 

kobiety.

- A co z Zinnem?

- Da sobie radę beze mnie. Mamo, chcę ci tylko powiedzieć, Ŝe 

przyjadę do ciebie na noc.

- Sydney! Jak moŜesz rzucać tak wspaniałego człowieka dla tego 

przeklętego szpiegowania?!

- Mamo, juŜ raz o tym rozmawiałyśmy.

OdłoŜyła słuchawkę poirytowana napomnieniami matki. 

Rzeczywiście, dzisiaj tak była pochłonięta tropieniem Barbary, Ŝe 
zupełnie nie myślała o Zinnie. Poczuła wyrzuty sumienia. MoŜe się 
będzie niepokoił, kiedy zobaczy, Ŝe wyjechała? Zadzwoniła więc do San 
Francisco. Zinna nie było w hotelu. Zostawiła w recepcji wiadomość, Ŝe 
będzie dziś u matki w Glendale.

Poszła jeszcze raz do sklepu z antykami. Teraz był otwarty. Stara, 

gruba kobieta siedziała za kontuarem i zajadała chrupki.

- Czym mogę pani słuŜyć? - zapytała, nie przerywając jedzenia.

- Mam lalkę, która prawdopodobnie została kupiona w tym sklepie 

- zaczęła Sydney. - Czy mogłaby mi pani powiedzieć, kto ją kupił?

Kobieta odłoŜyła na bok torebkę z chrupkami i z trudem podniosła 

się z fotela. Sydney wyciągnęła lalkę i podała jej.

- Tak, to z mojego sklepu - od razu stwierdziła kobieta. - Ktoś 

zniszczył sukienkę tej lalki. Ja nigdy nie sprzedaję towaru w takim 
stanie!

- Czy pani pamięta, kto kupił tę lalkę?

- Sprzedałam ją przedwczoraj.

- Komu?

Kobieta w zamyśleniu tarła podwójny podbródek.

- A kim pani jest?

background image

- Nazywam się Sydney Charles i jestem prywatnym detektywem. - 

Pokazała kobiecie swoją legitymację - Próbuję ustalić, kim jest osoba, 
która kupiła tę lalkę.

- A co ona takiego zrobiła?

- Muszę z nią o czymś porozmawiać.

- Wiem tylko - powiedziała kobieta po chwili zastanowienia - Ŝe 

ma na imię Barbara. Od kilku lat kupuje u mnie staroświeckie lalki. 
Wydaje mi się, Ŝe jest kolekcjonerką. Teraz pojawiła się po 
kilkumiesięcznej przerwie.

Sydney pokazała zdjęcie Barbary Walsh.

- Czy to ona?

- Tak, to ta sama - potwierdziła bez wahania sprzedawczyni.

- Czy pani moŜe wie, gdzie mogę ją odnaleźć?

- Niestety, nie. Ostatnim razem nawet pytałam, czy nie zostawiłaby 

mi swojego telefonu, to mogłabym do niej zadzwonić, ale nie chciała. 
Powiedziała, Ŝe sama wpadnie sprawdzić.

- Co sprawdzić?

- Lalkę, którą zamówiła. Mam ją dla niej sprowadzić z innego 

sklepu w Santa Monica. To dziewiętnastowieczna, rosyjska lalka i kiedy 
Barbara dowiedziała się o tym egzemplarzu, była bardzo zainteresowana, 
tym bardziej Ŝe lalka ma rude włosy, a Barbara przepada właśnie za 
takimi. Umówiłyśmy się więc, Ŝe wkrótce wpadnie i obejrzy ją.

Sydney poczuta dreszcz emocji.

- Powiedziała, kiedy do pani wpadnie?

- Jutro ma zadzwonić, Ŝeby się dowiedzieć, czy juŜ lalkę 

sprowadziłam. I przyjedzie po południu.

- Proszę pani, to dla mnie bardzo waŜne, Ŝeby ją odnaleźć. Czy 

mogłaby pani dać mi znać, kiedy ona tylko do pani zadzwoni?

Kobieta wzdrygnęła się.

- Nie chcę się mieszać w niczyje sprawy - odparła.

- Zrekompensuję to pani - obiecała Sydney i wyciągnęła 

dwadzieścia dolarów. - Proszę, a jeśli pani zadzwoni do mnie, dostanie 

background image

pani następną dwudziestkę.

- No, nie wiem… - Kobieta patrzyła z wahaniem na pieniądze.

- Wszystko, co pani ma zrobić, to tylko zadzwonić do mnie z 

informacją, czy Barbara przyjedzie do pani. I, oczywiście, pod Ŝadnym 
pozorem nie moŜe jej pani wspomnieć o naszej rozmowie. Po prostu 
koniecznie chcę się z nią spotkać.

- Właściwie, co mi szkodzi zadzwonić do pani… Tylko jak pani 

juŜ się z nią spotka, to wtedy - czterdzieści dolarów.

- Zgoda.

- Dobrze. Zrobię to, o co pani prosi. Jaki jest pani telefon?

Sydney podała numer telefonu swojej matki.

- I niech pani pamięta: ani słowa o naszej rozmowie! - ostrzegła 

ponownie.

Do Glendale jechała w okropnych korkach. Zastanawiała się, czy 

nie zawiadomić Kaslowa o swoich odkryciach. Jeśli Barbara 
rzeczywiście miała jutro przyjechać do tego sklepu, to Kaslow przysłałby 
pewnie swoich chłopców, którzy by ją aresztowali.

Na dobre utknęła w korku na drodze. Spojrzała w bok i 

spostrzegła, Ŝe męŜczyzna jadący eleganckim porsche prowadzi 
oŜywioną rozmowę przez telefon. Przypomniała sobie, Ŝe przecieŜ i w 
jaguarze Zinna widziała telefon umieszczony pod oparciem na ręce. 
Sprawdziła. Był. Zadzwoniła do Kaslowa. Nie zastała go juŜ w biurze. 
Zostawiła więc wiadomość, Ŝe jutro w sklepie przy Melrose moŜe 
pojawić się Barbara Walsh.

Pół godziny później była w Glendale w domu Lee.

Matka powitała ją wymówkami.

- Sydney, coś ty zrobiła temu biedakowi?! Zinn dzwonił juŜ trzy 

razy i jest coraz bardziej zaniepokojony.

Sydney postawiła swoją walizkę i zamknęła drzwi.

- Był zdenerwowany czy zezłoszczony? - spytała.

- Trudno powiedzieć. Wobec mnie był uprzejmy.

- Powinnam chyba do niego zadzwonić.

background image

Lee podeszła do telefonu i chciała podać Sydney słuchawkę.

- Och, mamo, moŜe najpierw pozwolisz mi pójść do łazienki?

- Dziecko, jak moŜesz być tak nonszalancka?

- Nonszalancka? PrzecieŜ kaŜdy musi czasem pójść do łazienki!

- Wiesz dobrze, o co mi chodzi.

Po kilku minutach Sydney wróciła i zastała matkę bardzo 

zasmuconą.

- Czy masz zamiar wyjaśnić mi, co się właściwie dzieje? - 

naciskała Lee.

- JuŜ ci mówiłam. Musiałam wrócić do Los Angeles, bo tu się 

sprawy komplikują.

- Nie interesują mnie te detektywistyczne historie. Mam na myśli 

twój związek z Zinnem. Co się stało? Czy on cię kocha? A ty jego?

- Mogę ci tylko powiedzieć, Ŝe nie powinnaś spodziewać się zięcia 

w najbliŜszym czasie.

Lee wzniosła w górę oczy i westchnęła.

- O BoŜe! Chyba go nie odrzuciłaś? - wykrzyknęła,

- Podoba mi się, jak pewnie kaŜdej kobiecie, ale pociąg fizyczny to 

coś zupełnie innego niŜ miłość. Sądziłam, Ŝe ty właśnie dobrze to wiesz.

- Nie masz najmniejszego pojęcia, co mnie łączyło z twoim ojcem, 

więc radzę ci, zachowaj dla siebie takie uwagi,

Sydney zrobiło się przykro, Ŝe zraniła matkę. Podeszła do Lee i 

objęła ją.

- Mamusiu, przepraszam cię - powiedziała. - Nie powinnam była 

tak mówić.

- JuŜ dobrze. W kaŜdym razie tamte sprawy nie mają nic 

wspólnego z tobą i Zinnem. Powiedz, czy się kochacie?

- Właściwie… no tak, zaleŜy mi na nim.

Na twarzy Lee pojawił się promienny uśmiech.

- To znaczy, Ŝe go kochasz. Następne pytanie. Czy odrzucasz go 

dlatego, Ŝe jest aktorem i tak się złoŜyło, Ŝe pracuje właśnie w 

background image

Hollywood?

- Nie, mamo, ja go nie odrzucam. Nie jestem jeszcze pewna swoich 

uczuć. To znaczy wiem, Ŝe mi na nim zaleŜy, ale to przecieŜ za mało.

- Znowu rozwaŜasz to bardzo racjonalnie - ostrzegła ją Lee.

- Naturalnie. Trzeba być człowiekiem odpowiedzialnym. Zinn ma 

swoje śycie, a ja swoje. Czy zdajesz sobie sprawę z tego, w jak róŜnych 
ś

wiatach Ŝyjemy?

- CzyŜbyś nie była gotowa na kompromis?

W tym momencie zadzwonił telefon. Sydney podniosła słuchawkę.

- Słucham?

- No, Ŝyjesz jednak. Mam więc odpowiedź na moje pierwsze 

pytanie. - Telefonował naturalnie Zinn.

- Cześć. Czy dostałeś moją kartkę?

- Sydney, co ty wyprawiasz?

- Widać, Ŝe nie przeczytałeś, co napisałam.

- Zostawiłem cię śpiącą jak aniołek, miałem nadzieję, Ŝe cię 

zobaczę za kilka godzin, a tu dowiaduję się, Ŝe wyjechałaś walczyć z 
siłami zła.

- PrzecieŜ w tym celu mnie wynająłeś.

- Czy rozumiesz, jak się zdenerwowałem?

- Zinn, czy znowu chcesz mi tłumaczyć, Ŝebym nie robiła tego, za 

co mi płacisz?

- Nie będę juŜ mówił, Ŝe się martwię o ciebie, Ŝe cię kocham - 

westchnął Zinn - bo, jak widzę, nic cię to nie obchodzi. MoŜe mi 
powiesz wobec tego, co robisz?

- Chcę sprowokować Barbarę, a kiedy juŜ to zrobię, 

porozmawiamy o nas.

- Dzięki i za to.

- Znowu ironizujesz.

- Tak - odpowiedział- Zinn. - Przepraszam. Czy moŜesz mi 

powiedzieć, co planujesz?

background image

- Nie wiem, Zinn. Naprawdę nie wiem. Staram się myśleć o nas, o 

przyszłości i nie wiem, Kiedy jestem przy tobie, tracę głowę. Wczoraj 
było cudownie, moŜe nawet za wspaniale. MoŜe na tym polega problem.

- Zupełnie nie wiem, o co ci chodzi, Sydney, ale cię kocham.

- Chyba mnie nie rozumiesz.

- Posłuchaj, kochanie, masz rację, musimy porozmawiać. Jutro 

skończymy kręcić w San Francisco. MoŜemy potem rozmawiać całymi 
dniami. Spotkajmy się u mnie jutro po południu.

- Chcę najpierw zakończyć sprawę. Skoro Jack opiekuje się 

Andreą, ja wolę zostać tutaj. Myślę, Ŝe jutro wszystko się rozwiąŜe.

- Dlaczego? Czy coś się stało?

- Nic konkretnego. Mam pewien ślad. Jutro będę wiedziała więcej.

- Kiedy się zatem zobaczymy?

- Zatelefonuję do ciebie. Pojutrze idziemy na premierę. JeŜeli nie 

schwytamy do tego czasu Barbary, musimy pójść razem i tam spróbować.

- To brzmi dobrze.

- Chcesz, Ŝeby ją aresztowali?

- Tak, ale pragnę jeszcze czegoś. 

Ton jego głosu był jednoznaczny.

- Ja teŜ wolałabym, Ŝeby to wszystko juŜ się skończyło.

- MoŜe wtedy dowiemy się oboje, jak się Ŝyje normalnie - dodał 

Zinn.

- Tak, chyba masz słuszność. - Sydney zdała sobie sprawę, Ŝe Zinn 

rzeczywiście miał rację. Nie wiedzieli, jak będzie wyglądał ich związek 
w normalnych warunkach.

Tej nocy Sydney budziły co chwilę jakieś potworne koszmary. 

Dopiero nad ranem zapadła w głęboki sen. Około wpół do dziesiątej 
matka obudziła ją.

- Sydney, zobacz, co przed chwilą przyniesiono!

Sydney z trudem otworzyła powieki i zobaczyła matkę z dwoma 

olbrzymimi bukietami. Matka usiadła na brzegu łóŜka i zaczęła 

background image

odczytywać dołączone do kwiatów bileciki.

- To od Zinna dla mnie. Posłuchaj: „Matka takiej córki musi być 

takŜe bardzo piękna. Dziękuję pani za Sydney. Zinn Garrett”.

Lee była wyraźnie wzruszona.

- Jakie to miłe z jego strony. Takie piękne róŜe. Ten człowiek o 

wszystkim pamięta. Jest doprawdy czarujący.

Sydney przez chwilę wpatrywała się w twarz matki.

- Mój ojciec przysłał ci kiedykolwiek kwiaty? - zapytała.

- Właściwie… no tak… kiedy byliśmy razem, ciągle przysyłał 

kwiaty. Zresztą, za moich czasów to był bardzo popularny zwyczaj.

- MoŜe Zinn jest konserwatywny.

- Och, jak moŜesz sobie Ŝartować z takiego człowieka jak Zinn. Ty 

nie zasługujesz na takiego męŜczyznę, naprawdę nie zasługujesz!

- AleŜ, mamo, ja nie Ŝartuję, tylko stwierdzam fakt.

Sydney powoli otworzyła swój bilecik i przeczytała; „Jedynym 

nieszczęściem jest to, Ŝe nie kochamy się tak bardzo, jak moglibyśmy. 
MoŜe powinniśmy o tym porozmawiać. Całuję, Zinn”.

Wzruszenie Ścisnęło jej gardło. Zinn dobrze wiedział, czego ona 

się obawiała i chyba ją rozumiał. Zamrugała powiekami, by ukryć łzy.

- Nie obawiaj się - odezwała się Lee. - Nie będę pytała, co do 

ciebie napisał. A twoje kwiaty są bardzo piękne.

Sydney zagryzła wargi i juŜ nie mogła powstrzymać łez. Matka 

objęła ją i przytuliła mocno do siebie, tak jakby Sydney nadal była małą 
dziewczynką.

- Nie martw się, kochanie. Wszystko będzie dobrze. To zupełnie 

normalne, Ŝe masz wątpliwości i wahasz się, kiedy zaleŜy ci na 
męŜczyźnie.

- Ale mógłby być dentystą albo księgowym! - chlipnęła Sydney.

- Wtedy nie byłby takim człowiekiem, jakim jest i nie wiadomo, 

czy byś go pokochała. Niekiedy najlepiej jest zaakceptować rzeczy 
takimi, jakie są.

- Tylko pod warunkiem, Ŝe on zaakceptuje mnie taką, jaką jestem.

background image

- Zawsze są dwie strony medalu, A czy ty naprawdę chcesz go 

zaakceptować takim, jakim jest? Teraz wstawię kwiaty do wazonów, a ty 
weź prysznic - zarządziła Lee. - Zaraz przygotuję ci śniadanie.

Sydney posłusznie poszła do łazienki. ZdąŜyła się namydlić, kiedy 

usłyszała wołanie matki,

- O co chodzi, mamo? - zapytała, uchylając drzwi łazienki.

- Dzwoni do ciebie pani ze sklepu z antykami. Mówi, Ŝe to pilna 

sprawa. Chodzi o jakąś lalkę. Ktoś, kto ma ją odebrać, juŜ jedzie do jej 
sklepu. Rozumiesz coś z tego?

- Tak. Kiedy ta osoba ma przyjechać do sklepu?

- Powiedziała, Ŝe w ciągu piętnastu minut.

- O mój BoŜe! Nie rozłączyła się jeszcze?

- Nie.

- Mamo, poproś, niech ta pani zatrzyma tę osobę, jak długo się da. 

Ja juŜ jadę - dodała.

- Sydney, co tu się dzieje?

- Potem ci opowiem. Teraz jadę do Hollywood.

- Czy to ma jakiś związek z osobą, która chciała porwać córkę 

Zinna?

- Och mamo! No dobrze. Właśnie o nią chodzi.

- Dziecko, wolałabym…

Sydney jednak nie słuchała, tylko szybko nałoŜyła dŜinsy i wytarła 

głowę ręcznikiem. Potem załoŜyła koszulkę i sportowe buty.

- Spróbuj dodzwonić się do Marvina Kaslowa - poprosiła matkę, 

wybiegając z domu - i powiedz mu, Ŝe Barbara Walsh będzie za dziesięć 
minut w sklepie przy ulicy Melrose. Poproś, Ŝeby natychmiast wysłał tam 
radiowóz.

- Kochanie, naprawdę… czy musisz to robić?

Sydney sięgnęła do torebki po swój pistolet.

- Zrób to, o co cię proszę - powiedziała do matki - a potem ci 

wszystko wyjaśnię.

background image

Lee zbladła na widok pistoletu, który Sydney włoŜyła sobie za 

pasek od dŜinsów.

- O BoŜe! Błagam, bądź ostroŜna!

- Będę, Obiecuję.

Wybiegła z domu i wskoczyła do jaguara. Jechała bardzo szybko. 

Ruch był duŜy, choć skończyły się poranne korki. Upłynęło juŜ 
dwadzieścia minut od telefonu właścicielki sklepu. Pewnie musiała od 
kilku minut zagadywać klientkę, by ją zatrzymać w sklepie. MoŜe 
Kaslowowi uda się schwytać Barbarę, gdyby ona nie zdąŜyła na czas. 
Przypomniała sobie o telefonie w samochodzie. Zadzwoniła najpierw do 
matki.

- Mamo, dodzwoniłaś się do Kaslowa?

- Tak, kochanie, choć nie było to proste. Powiedział, Ŝe od razu 

wysyła kilku policjantów do tego sklepu.

- Dobrze. Chciałam się tylko upewnić.

- Kochanie, błagam, uwaŜaj na siebie.

- Będę uwaŜała. Nie denerwuj się.

Na ulicy Melrose jak na złość parę razy musiała zatrzymywać się 

na światłach. Z daleka dostrzegła wóz policyjny. Pytanie tylko, czy 
zdąŜyli na czas.

Podjechała pod sklep i zwolniła. Przy drzwiach stało dwóch 

policjantów rozmawiających Ŝ właścicielką, która wskazywała im ręką 
na drugą stronę ulicy,

Sydney od razu zrozumiała, Ŝe Barbara juŜ opuściła sklep.

Nagle tuŜ przed nią ruszył jakiś samochód. Sydney w ostatniej 

sekundzie nacisnęła hamulec, by uniknąć zderzenia. Dostrzegła za 
kierownicą rudowłosą kobietę. Była to bez wątpienia Barbara Walsh. 
OdjeŜdŜała bardzo szybko, być moŜe zaalarmowana obecnością policji. 
Sydney przyspieszyła i mijając sklep kilka razy nacisnęła klakson, chcąc 
zwrócić uwagę policjantów. Nie była jednak pewna, czy zrozumieli, o co 
jej chodziło. Nie mogła zatrzymywać się i tłumaczyć, bo przede 
wszystkim musiała dogonić Barbarę Walsh. Na Highland Avenue 
Barbara przejechała na światłach, nieomal powodując wypadek. Miała 
teraz jakieś dwieście metrów przewagi nad Sydney. Na Wilshire był 
jednak taki tłok, Ŝe Barbara musiała skręcić w inną ulicę. Tutaj teŜ 
panował ścisk. Barbara usiłowała wyprzedzić autobus, ale wtedy 

background image

najechał na nią inny. Wypadek nie był powaŜny, ale samochód Barbary 
nie nadawał się do uŜytku, Kobieta wyskoczyła ze swojego rozbitego 
auta i zaczęła biec chodnikiem. Sydney wyciągnęła pistolet i pobiegła za 
nią. W ostatniej chwili zobaczyła, Ŝe Barbara skręca w boczną uliczkę. 
Gdzieś z tyłu rozległy się syreny policyjnych samochodów.

Barbara biegła bardzo szybko, wyprzedziła Sydney o około sto 

metrów. Obejrzała się i dostrzegła pościg. Przed nią była Ŝelazna 
barierka oddzielająca chodnik od muzeum. Nie było gdzie się schować. 
Jednak za muzeum znajdował się park Hancock. Barbara tam właśnie się 
skierowała. W parku było niewiele osób, więc łatwo moŜna było dostrzec 
uciekającą kobietę. Sydney biegła z całych sił i zmniejszyła dystans do 
kilkunastu metrów.

- Stój! Stój, bo strzelam! - krzyczała do uciekającej. Barbara była 

juŜ wyraźnie zmęczona, bo zwolniła. Sydney teŜ cięŜko oddychała i 
czuła ból w stłuczonym biodrze.

Nagle uciekająca kobieta zatrzymała się i odwróciła. Sydney 

wycelowała w nią pistolet.

- Jest pani aresztowana! To juŜ koniec! - zawołała.

- Nie zasługujesz na niego! - Barbara Walsh zaczęła krzyczeć. - 

Nie jesteś jego godna!

- Proszę się uspokoić!

Barbara powoli przesuwała się w stronę Sydney.

- Nie dostaniesz go! - W jej głosie słychać było furię. - Zabiję cię 

przedtem,

- Stój, bo strzelam! - Sydney wymierzyła dokładniej.

Barbara zupełnie nie zareagowała na ostrzeŜenie. Sydney cofnęła 

się parę kroków.

- Uprzedzam, Ŝe będę strzelać!

Barbara zupełnie nie zwracała na to uwagi, tak jakby lekcewaŜyła 

wszelkie niebezpieczeństwo. W jej oczach błyszczało szaleństwo. 
Podchodziła coraz bliŜej do Sydney. Była juŜ tylko kilka kroków od niej. 
Wtedy Sydney zrozumiała, Ŝe albo musi strzelać, albo znaleźć jakiś inny 
sposób unieszkodliwienia kobiety. Spróbowała ogłuszyć ją kolbą 
pistoletu, ale Barbara odparła cios ramieniem. Od razu teŜ jedną ręką 
chwyciła Sydney za gardło. Drugą mocno trzymała uzbrojoną dłoń 
Sydney. W szamotaninie pistolet wypadł i potoczył się w trawę. 

background image

Szaleństwo dodawało Barbarze sił. Wreszcie Sydney zdołała chwycić 
przeciwniczkę za włosy. Pozwoliło jej to zastosować chwyt, przerzucić 
Barbarę przez ramię i powalić na trawę. Natychmiast rzuciła się na nią, 
wykręciła ręce do tyłu i mocno trzymała. Przycisnęła kolanem plecy 
Barbary, by trudniej jej było wyzwolić się z uchwytu.

Sydney rozejrzała się wokół i dostrzegła nadciągającą pomoc. 

Dwoje mundurowych policjantów biegło w jej kierunku. Jednym był 
szczupły blondyn, drugim przysadzista Murzynka. Ona nadbiegła 
pierwsza i od razu wyciągnęła kajdanki, które natychmiast załoŜyła 
Barbarze.

- To pani jest Sydney Charles? Prywatny detektyw? - spytał 

policjant.

Sydney kiwnęła potakująco.

Tymczasem Murzynka znalazła w trawie pistolet.

- Czy to pistolet pani czy jej?

- Mój.

Murzynka powąchała lufę, by stwierdzić, czy z broni strzelano.

- Muszę go na razie zatrzymać. - Popatrzyła na leŜącą Barbarę i 

powiedziała do Sydney: - Dobra robota.

- Ona powinna pójść do szpitala - oświadczyła Sydney,

- Tak się domyślam. Nic się pani nie stało?

- Nie, nic.

- Potrzebuje pani czegoś?

-Nie, dziękuję. Chcę tylko wrócić do domu.

-  No tak. Nieźle się zaczął dla pani ten dzień.

- Tak, ale nawet nie chcę myśleć o tym, jak mógł się skończyć.

Nie mogła sobie przypomnieć, kiedy Zinn obiecał do niej 

przyjechać. Jednego była jednak pewna: bardzo chciała go znowu 
zobaczyć.

Minęła dobra godzina, zanim mogła wrócić do domu. Najpierw 

czekano na karetkę, która zabrała Barbarę do szpitala, potem złoŜyła 
dokładne zeznanie, a później zjawił się Marvin Kaslow, któremu musiała 
wszystko powtórzyć. Wreszcie skądś znaleźli się dziennikarze i ekipa 

background image

telewizyjna. Im takŜe musiała opowiedzieć o całym zdarzeniu.

- No, jest pani teraz prawdziwym bohaterem - z leciutką 

złośliwością orzekł Kaslow.

- Powinien pan raczej powiedzieć: prawdziwą bohaterką. Nie 

zrobiłam jednak niczego szczególnego. Najbardziej cieszę się z tego, Ŝe 
nie musiałam do niej strzelać.

- Będzie pani najsłynniejszym w mieście prywatnym detektywem. 

Garrett powinien dać pani jakąś premię.

- Och, czy mógłby pan przy okazji zawiadomić go o całej tej 

historii? Ja pewnie będę się z nim widziała później, na razie marzę o 
powrocie do domu, ciepłej kąpieli i odpoczynku.

- Dobra, załatwione - obiecał Kaslow.

Sydney poszła do samochodu i pojechała do Glendale. Kiedy 

opowiedziała matce, co się zdarzyło, ta osunęła się na krzesło i chwyciła 
za serce.

- O mój BoŜe!

- Mamo, juŜ po wszystkim. Nie denerwuj się.

- Sydney, gdyby ci się coś stało, chyba bym cię zabiła! Słowo daję.

Spojrzały na siebie i wybuchnęły śmiechem.

- Wiesz, Sydney, jestem pewna, Ŝe gdyby Ŝył twój ojciec, byłby z 

ciebie dumny. On zawsze uwielbiał ekstrawagancję. Podejrzewam, Ŝe to 
był podstawowy problem w naszym związku, bo ja zawsze byłam 
okropnie konwencjonalna.

- Chciałabym, Ŝeby i Zinn cenił sobie ekscentryczność - 

westchnęła Sydney.

- A właśnie! - wykrzyknęła Lee. - Na śmierć zapomniałam, Ŝe 

dzwonił godzinę temu. Powiedział, Ŝe musi zostać jeszcze jeden dzień w 
San Francisco. Wróci jutro po południu i przyjedzie, Ŝeby zabrać cię na 
premierę. Ma tu być koło szóstej.

Lee podeszła do Sydney.

- Mam nadzieję, Ŝe nie gniewasz się, Ŝe zdradziłam, jak bardzo 

spodobały ci się kwiaty od niego?

Sydney wzruszyła ramionami.

background image

- Nie, a poza tym naprawdę mi się podobają.

- Wiesz, powiedziałam mu teŜ, jak bardzo chcesz się z nim znowu 

zobaczyć…

Sydney spojrzała na matkę podejrzliwie.

- Coś mu jeszcze naopowiadała?

- Tylko to, co sama mówiłaś. śe bardzo lubisz jego córkę, Ŝe…

- Mamo, juŜ starczy.

- Nie powiedziałam ani słowa nieprawdy. Sydney, ty jesteś lepsza 

niŜ ci się samej zdaje. Zresztą, przyznaj, czy cokolwiek skłamałam?

Nie było sensu spierać się z matką.

- Ale, dzięki Bogu, to juŜ koniec swatania.

- Niestety, nie doszliśmy do tego tematu.

- Dobrze, mamo. Teraz idę się kąpać, a jeśli zadzwoni Zinn, to 

proszę, nie opowiadaj mu, Ŝe poszłam wybierać ślubną suknię,

- Więc jednak myślisz w takich kategoriach!

Sydney była juŜ w drzwiach, ale teraz się odwróciła.

- Mamusiu, wiesz, Ŝe cię kocham, ale muszę ci coś wyznać: jesteś 

jak koń trojański.

- Co masz na myśli?

- Nie będę więcej rozmawiała z tobą na temat Zinna. Teraz dopiero 

odkryłam, Ŝe nie dam rady cię pokonać.

Wyszła z pokoju, ale słyszała radosny śmiech swojej matki.

ROZDZIAŁ 10

background image

Zinn siedział nad brzegiem basenu i popijał mroŜoną herbatę. Był 

juŜ ubrany w smoking i teraz czekał tylko na taksówkę. Zaraz po 
powrocie z San Francisco, kilka godzin temu, zadzwonił do Glendałe, ale 
dowiedział się od Lee, Ŝe Sydney właśnie wyszła do fryzjera.

Wydawało mu się niesprawiedliwe, Ŝe wkrótce zabierze Sydney na 

uroczystą premierę, kiedy największym jego marzeniem było zostać z nią 
sam na sam.

Tylko raz rozmawiał z Sydney przez telefon od czasu aresztowania 

Barbary. Powiedział wtedy, jak bardzo mu zaimponowała jej odwaga. W 
głosie Sydney słyszał natomiast pewne wahanie i nieśmiałość. Przyznała 
jednak, Ŝe chce się z nim spotkać, choć właściwie nie było juŜ 
specjalnego powodu, by pokazywali się razem na premierze. Barbary nie 
trzeba było juŜ prowokować. Sydney chciała jednak pójść z Zinnem na tę 
premierę.

Zinn był pewien własnych uczuć, ale zupełnie nie wiedział, co 

Sydney Charles czuje do niego. Czy ciągle ma uprzedzenia w stosunku 
do jego pracy? Czy akceptuje go takim, jakim jest? Poza tym, duŜą rolę 
w jej Ŝyciu odgrywa praca i kariera zawodowa. Tak, Sydney miała rację - 
silny wzajemny pociąg i cudowne chwile w łóŜku to zbyt mało, by miało 
starczyć na całe Ŝycie.

- Tatusiu, dlaczego tu siedzisz?

Andrea szła brzegiem basenu, trzymając w ramionach swojego 

misia. Zinn posadził sobie córkę na kolanach.

- Odpoczywam trochę przed wyjściem - wyjaśnił. - Wiesz, Ŝe 

bardzo za tobą tęskniłem?

- Och, ja teŜ tęskniłam za tobą.

Zinn dotknął warkocza Andrei. Był jeszcze mokry. Zaraz po 

powrocie do domu pływał z córką w basenie. Potem Yolanda zabrała 
Andreę, by ją przebrać i uczesać.

- Wie pan - opowiadała gosposia Zinnowi - Andrea chce się czesać 

tylko tak, jak panna Sydney. Traktuje ją zupełnie jak matkę.

Teraz Andrea siedziała na kolanach ojca, mocno do niego 

przytulona.

- Mogłabym pójść z wami na przyjęcie? - spytała cichutko.

background image

- Bardzo bym chciał, Ŝebyś poszła, ale to jest przyjęcie tylko dla 

dorosłych. Obiecuję, Ŝe kiedy się rano obudzisz, juŜ będę w domu i 
przyjdę do twojego pokoju.

- A Sydney teŜ będzie rano w domu?

- Chciałbym, Ŝeby była, ale nie wiem, co ona postanowi.

- Ale ja chce, Ŝeby do nas wróciła.

- Powiem jej o tym.

Zinn juŜ wcześniej myślał, Ŝe to się dobrze złoŜyło, iŜ Andrea i 

Sydney tak się polubiły.

- Senor Garrett! - zawołała z głębi domu Yolanda. - Taksówka juŜ 

przyjechała.

Andrea odprowadziła ojca aŜ do drzwi wyjściowych i poprosiła, by 

pocałował na dobranoc jej ukochanego misia,

- I pamiętaj, pocałuj teŜ Sydney ode mnie - dodała szybko.

- Kochanie, obiecuję, Ŝe to zrobię.

Sydney, ubrana juŜ w nową suknię, stała przed duŜym lustrem, 

kiedy usłyszała dzwonek do drzwi. Wiedziała, Ŝe to Zinn i serce jej 
zadrŜało. Poprawiła jeszcze raz suknię i rzuciła ostatnie spojrzenie w 
lustro. Wyglądała bardzo pięknie i elegancko. Wyszła, by otworzyć 
drzwi, ale uprzedziła ją matka. Przywitała się z Zinnem i dopiero wtedy 
on podszedł do niej i obejrzał od stóp do głów. Na jego twarzy pojawił 
się uśmiech aprobaty i zadowolenia.

Przez dłuŜszą chwilę patrzyli na siebie nic nie mówiąc.

- Nie sądzi pan, Ŝe Sydney wygląda prześlicznie? - Lee przerwała 

ciszę.

- Wygląda fantastycznie.

Zinn podszedł do Sydney, ujął jej dłoń i ucałował. Potem lekko 

pocałował ją w policzek.

- AŜ boję się jej dotykać!

- Nie jestem ze szkła - zaśmiała się Sydney. - Wczoraj chyba to 

udowodniłam?

Zinn uśmiechnął się i objął dziewczynę w talii.

background image

- Pasujemy do siebie? - zwrócił się do Lee,

Przyglądała im się przez chwilę.

- Jesteście najpiękniejszą parą, jaką kiedykolwiek widziałam - 

orzekła. - A wierzcie mi, widziałam ich wiele w Hollywood.

- Choć raz w Ŝyciu jesteś obiektywna, mamusiu - zaŜartowała 

Sydney.

- Och, Sydney, nie bądź cyniczna. - Zinn ścisnął jej dłoń. - 

UwaŜam, Ŝe twoja matka ma rację.

Wyszli przed dom, poŜegnali się z Lee i wsiedli do taksówki.

- Andrea prosiła, bym cię od niej ucałował - powiedział Zinn. - 

Tęskniła za tobą.

- Wiesz, ja teŜ za nią tęskniłam.

- Zatem mogę cię pocałować?

- Naturalnie!

Zinn pochylił się i delikatnie dotknął ustami jej warg. Mimo Ŝe juŜ 

się przecieŜ z nim kochała, Sydney czuła się zaŜenowana jak 
pensjonarka.

MęŜczyzna, jakby domyślając się wszystkiego, wziął ją za rękę. 

Był szczęśliwy, Ŝe jest z nią.

- Trochę to dziwne, Ŝe nie musimy juŜ denerwować się, co zrobi 

Barbara - odezwała się Sydney.

- To prawda. Przez dłuŜszy czas nie mogłem uwierzyć, Ŝe juŜ po 

wszystkim. Kaslow opowiedział mi, Ŝe zachowałaś się jak prawdziwa 
bohaterka. Jestem z ciebie dumny i bardzo wdzięczny.

- Naprawdę? - nie dowierzała Sydney.

- AleŜ tak! Tak bardzo się poświęcałaś i tyle trudu włoŜyłaś w tę 

pracę… dlatego cieszę się, Ŝe wykonałaś wszystko tak dobrze.

- To moŜe mi pomóc w karierze zawodowej. Bardzo waŜna jest w 

moim zawodzie reklama, podobnie zresztą jak w twoim.

- Jeśli w przyszłości ktoś ze znajomych będzie szukał prywatnego 

detektywa, to na pewno polecę ciebie jako najlepszego.

Sydney bała się cokolwiek powiedzieć, by nie zepsuć jakimś 

background image

nieopatrznym słowem tego wieczoru.

Wjechali na Hollywood Boulevard, Był juŜ straszny tłok. 

Kierowca zatrzymał się przecznicę przed wejściem do teatru, bo stał tam 
juŜ długi rząd samochodów.

Sydney zrozumiała, Ŝe wcale nie jest zadowolona i nie cieszy się, 

tak jak sobie wyobraŜała wcześniej. Chciała być z Zinnem, ale nie w 
hollywoodzkim tłumie, lecz sama. Nie potrzebowała wcale tego blichtru 
i ekstrawagancji. Najzwyczajniej pragnęła zostać z Zinnem sam na sam.

- Czekałeś na ten wieczór? - spytała.

- Szczerze mówiąc nie za bardzo. Przede wszystkim czekałem, by 

się z tobą spotkać.

Sydney ścisnęła mu dłoń. Samochód powoli zbliŜał się do wejścia 

do teatru.

- Sydney, naprawdę masz ochotę na tę premierę?

- Oczywiście, Ŝe tak!

- A mnie się zdaje, Ŝe nie.

- Och, Zinn, jak myślisz, czy wielu prywatnych detektywów ma 

okazję być zaproszonym na premierę przez gwiazdora?

- Nie brzmi to szczerze.

- Zinn, to jest część twojego Ŝycia i wiem, Ŝe chcesz, Ŝebym tam z 

tobą była dziś wieczór.

Zinn spojrzał jej głęboko w oczy.

- Eddie, zawracaj, zmieniłem plany - powiedział nagle do 

kierowcy.

- Dokąd mam jechać?

- Wszystko jedno. MoŜesz jechać na Santa Monica Boulevard, w 

kierunku plaŜy.

- Zinn, co robisz?!

- Nagle straciłem ochotę na tę premierę. Nie sądzę, Ŝeby Mike miał 

do nas Ŝal.

- Ale juŜ tu jesteśmy!

background image

- Masz taką wielką ochotę pokazać się na premierze?

- Nie, nie aŜ tak wielką - odpowiedziała z leciutkim wahaniem.

- Podobnie i ja. Najchętniej wybrałbym się gdzieś na kolację.

- Świetnie, pojeździmy i poszukamy czegoś.

Sydney nie mogła wyjść ze zdumienia. Mijali właśnie teatr i 

zgromadzony wokół niego tłum, oczekujący na pojawienie się znanych 
aktorów i aktorek. Kręciło się tam wielu fotoreporterów. Zinn oparł się 
wygodniej i rzeczywiście wyglądał na bardzo zadowolonego.

- Rezygnujesz z premiery ze względu na mnie?

- Ze względu na nas.

- Chyba nie powiedziałam nic, co mogłoby…

- Sydney, to ja tego chcę.

- Jesteś pewien?

- Syd, w tej sukni jesteś najpiękniejszą kobietą, jaką widziałem. 

Jeśli nie zaleŜy ci tak bardzo, Ŝeby i inni cię zobaczyli, to pozwól mi 
cieszyć się tobą w samotności.

Zinn kazał kierowcy zatrzymać się przed restauracją. Wysiedli z 

samochodu. Wziął Sydney pod ramię i poprowadził do wejścia. Kelnerka 
na ich widok zrobiła okrągłe ze zdumienia oczy.

- Stolik dla palących czy dla niepalących, panie Adams? - zapytała 

odruchowo.

- Dziękuję, ale przed nami byli ci państwo. - Zinn wskazał ręką na 

czekającą rodzinę.

- Och, przepraszam - Kelnerka zarumieniła się. Wokół słychać 

było oŜywione szepty.

- Czy to nie któraś z Aniołków Charliego? - wykrzyknęła jakaś 

starsza pani na widok Sydney.

Zostali wreszcie zaprowadzeni do stolika, a kelnerka podała im 

szklaneczki z wodą.

- Czy Ŝyczą sobie państwo coś do picia? - spytała.

- Mam ochotę na mroŜoną herbatę - powiedziała Sydney.

background image

- Ja teŜ. I od razu zamówimy omlety.

Zinn wybrał z karty jakiś specjalny omlet, a Sydney poprzestała na 

zwykłym z grzybami i serem.

Jakaś starsza pani z ośmioletnią mniej więcej dziewczynką 

podeszły z prośbą o autograf. Poprosiły takŜe o autograf Sydney,

- W jakim filmie pani gra? - spytała dziewczynka.

- „Najtrudniejsza misja” - zaŜartowała Sydney.

Później juŜ nikt im nie przeszkadzał i spokojnie mogli zjeść 

kolację. Byli obydwoje w doskonałych nastrojach. Potem pojechali na 
plaŜę w Santa Monica. Słońce juŜ niemal całkowicie zaszło za horyzont. 
Szli wysadzaną palmami aleją, odgradzającą plaŜę od ulicy. Biegali po 
niej zwolennicy joggingu, dzieci jeździły na wrotkach i na rowerach. Oni 
dwoje w swych eleganckich wieczorowych strojach budzili zdumienie,

- Pomyśl tylko - odezwał się Zinn. - Gdyby pewnego dnia Lloyd 

Ferris nie przyszedł na mój uniwersytet, moŜe teraz spacerowałabyś ze 
znanym adwokatem.

- Bardziej prawdopodobne, Ŝe ty byś spacerował z kimś innym.

- Nie, nie wierzę w to. Byliśmy sobie przeznaczeni, Syd.

- To brzmi bardzo romantycznie.

- Czy to coś złego?

- Nie, skądŜe. Sądzę tylko, Ŝe mamy powaŜniejsze sprawy do 

omówienia.

- Na przykład jakie?

Zeszli teraz z chodnika i szli brzegiem wydmy. PoniŜej znajdowała 

się plaŜa, szeroka i piaszczysta, teraz niemal zupełnie pusta. W oddali 
błyszczały światła miasta.

- No więc, jakie to mamy problemy? - powtórzył pytanie Zinn.

Sydney oparła głowę na jego ramieniu.

- Boję się, Ŝe Ŝyjemy w tak róŜnych światach… - szepnęła.

- Oczywiście, Ŝe nie jesteśmy tacy sami. Zresztą, to byłoby 

straszne, gdyby tak było. Pytanie tylko, czy moŜemy się wzajemnie 
zaakceptować?

background image

- I właśnie to mnie martwi.

- W takim razie nie ma problemu.

- Zinn, przecieŜ i ty musisz mieć jakieś wątpliwości.

Zinn spojrzał na ocean. Zastanawiał się, jakich słów ma uŜyć.

- No… nie wiem właściwie, co jest dla ciebie waŜne wŜyciu.

- Zinn, ja nie jestem Moniką. Chyba to cię gnębi.

- Rozumiem, Ŝe powinnaś robić to, co chcesz robić. Gdybyś nie 

mogła, byłabyś nieszczęśliwa. Próbowałem tolerować ambicje Moniki, 
nie odmawiałem jej niczego i w rezultacie oboje z Andreą staliśmy się 
dla niej najmniej waŜni. Czasami twoja niepowstrzymana chęć 
dopadnięcia Barbary bardzo mi przypominała charakter Moniki. Bardzo 
się tym trapiłem… nie w tym sensie, Ŝebym chciał zabronić ci 
czegokolwiek…

- Rozumiem, Zinn. W rozmaitych sytuacjach róŜne rzeczy 

stawiamy na pierwszym miejscu. Monika dokonała wyboru opuszczając 
ciebie, ja nigdy tego nie zrobię.

Przyglądał się jej przez pewien czas. Potem przysunął delikatnie 

do siebie i się pocałowali. Było im cudownie.

- Sydney, moŜe to zabrzmi trochę za bardzo bezpośrednio, ale ja 

wiem, czego chcę. Co prawda, przyszłość jest zawsze nam nie znana, ale 
teraz chcę, byś została moją Ŝoną - wyznał.

Przytulił ją.

- Zinn… Ja…

- Mam świadomość, Ŝe cię zaskoczyłem, ale chcę, Ŝebyś mnie 

dobrze zrozumiała. Wiem, co myślisz o moim świecie, o mojej pracy, ale 
wiem teŜ, Ŝe zrozumiałaś, iŜ staram się, by moje Ŝycie było normalne i 
takie właśnie Ŝycie chciałbym z tobą dzielić.

- Och, Zinn…

Objęła go i przytuliła do siebie. Zaczęła płakać, nie zdając sobie z 

tego sprawy. MęŜczyzna odsunął się od niej i spojrzał jej prosto w oczy. 
Próbowała się opanować.

- Sydney, kochanie, jako aktor umiem rozpoznawać ludzkie 

zachowania, ale, do licha, nie wiem teraz, czy się zgadzasz, czy nie.

background image

Sydney roześmiała się przez łzy, a potem wytarła oczy.

- AleŜ tak! PrzecieŜ Grant Adams zawsze zdobywa dziewczynę!

- Tak - odparł Zinn. - Ale to nie dziewczyny jego zdobywają!

- Tu jest Hollywood, Zinn. Tu się zdarzają najdziwniejsze 

rzeczy…