background image

DIANA PALMER 

RODEO 

Tytuł oryginału: That Burke Man 

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

Todd Burke usiadł pewniej na rozklekotanym krześle i zaczął przyglądać się uwaŜnie 

otoczonemu barierką placowi, na którym odbywało się rodeo. Poprawił na głowie stetsona, a 

następnie zerknął na buty i nogawki spodni. Nie pomyślał o tym, Ŝe rodeo to nie kościół. Od 

wielu  lat  nie  pracował  u  ojca,  a  ostatnie  występy  jeździeckie  Cherry  teŜ  juŜ  poszły  w 

zapomnienie. 

Myśl  o  córce  sprawiła  mu  wyraźną  przyjemność.  Ta  dziewczyna  naprawdę  nieźle 

radziła sobie z koniem. Brakowało jej tylko pewności siebie. Była Ŝona Todda nie pochwalała 

tej nagłej pasji. Ale Todd był dumny z córki.  Dzięki niej z mniejszą przykrością wspominał 

swoje małŜeństwo zakończone sześć lat temu szybkim rozwodem. Sąd przyznał mu wówczas 

opiekę  nad  Cherry,  poniewaŜ  Marie  i  jej  nowy  mąŜ  byli  zbyt  pochłonięci  interesami,  Ŝeby 

zająć się dziewczynką. 

Obecnie  Cherry  była  czternastoletnią  pannicą  i  od  czasu  do  czasu  mogła  mu  nawet 

pomóc w prowadzeniu firmy komputerowej. Jednak Todd często czynił sobie wyrzuty, Ŝe nie 

poświęca  córce  dostatecznie  duŜo  czasu  i  uwagi.  CóŜ,  był  przecieŜ  dyrektorem  firmy  i  nie 

mógł wszystkiego zrzucać na podwładnych. 

Ale praca nudziła go coraz bardziej. Miał juŜ za sobą najtrudniejszy, ale jednocześnie 

najciekawszy okres.  Zarobił miliony i teraz pozostawało mu odcinanie kuponów od tego, co 

wypracował  wcześniej.  Miał  nadzieję,  Ŝe  parotygodniowy  urlop  w  czasie  wakacji  Cherry 

pozwoli  mu  znaleźć  coś  nowego,  ekscytującego  w  jego  Ŝyciu  i  pracy,  jednak  szybko 

stwierdził,  Ŝe  juŜ  samo  myślenie  o  tym  za  bardzo  go  nuŜy.  Teraz  czekał  niecierpliwie  na 

występ  córki.  Przyjechali  do  Jacobsville,  poniewaŜ  miał  tu  wystąpić  ulubiony  jeździec 

Cherry.  Zresztą  miasteczko  połoŜone  było  niedaleko  Victorii,  gdzie  znajdowała  się  teksaska 

siedziba firmy. Nie planowali udziału dziewczynki w konkursie. Córka spytała pod wpływem 

nagłego impulsu, czy moŜe wystąpić, a on w końcu się zgodził. Nie liczyli na wiele, poniewaŜ 

poziom rodeo był wysoki, a Cherry mogła co najwyŜej uchodzić za zdolną amatorkę. 

Głos spikera wyrwał go z zamyślenia. Usłyszał swoje nazwisko, a następnie zobaczył 

postać w kapeluszu z szerokim rondem. Przez moment miał wraŜenie, Ŝe to on sam wyjechał 

na  arenę.  Cherry  miała  podobną  sylwetkę,  zwłaszcza  teraz,  kiedy  siedziała  pochylona  na 

koniu. Todd obserwował jej przejazd i serce w nim zamarło. Cherry popełniała podstawowe 

błędy.  Oboje  wiedzieli,  Ŝe  nie  wygra  rodeo,  ale  Todd  liczył  po  cichu  na  to,  Ŝe  przynajmniej 

nie będzie ostatnia. 

background image

AleŜ  to  kompromitujące 

usłyszał  jakiś  Ŝeński  głos. 

Ta  dziewczyna  nigdy  nie 

będzie  dobra.  Wprawdzie  zupełnie  nieźle  trzyma  się  na  koniu,  ale  po  prostu  nie  potrafi 

jeździć. Czegoś jej brakuje. 

Todd  wzdrygnął  się  na  dźwięk  tego  głosu.  Dosłyszał  w  nim  poczucie  wyŜszości, 

którego tak nie znosił. Zwłaszcza jeśli ktoś mówił o jego córce. Szybko teŜ obejrzał się, Ŝeby 

sprawdzić,  kto  pozwala  sobie  na  podobne  uwagi.  Kiedy  w  końcu  dostrzegł  tę  kobietę,  jego 

serce zabiło mocniej. 

Piękna  wysoka  blondynka,  która  tak  obcesowo  potraktowała  umiejętności  Cherry, 

zaczęła mówić o sobie towarzyszącemu jej męŜczyźnie. Stwierdziła, Ŝe czuje się świetnie i Ŝe 

jest u szczytu formy. Nawet noga doskwiera jej mniej niŜ zwykle. Oczywiście będzie musiała 

uwaŜać na plecy, ale to juŜ drobnostka. NajwaŜniejsze, Ŝe znów pokaŜe się na rodeo. 

Oparła  się  o  barierkę  i  raz  jeszcze  spojrzała  na  Cherry.  Dziewczynka  wykonywała 

zwrot. Zachowywała się tak, jakby usłyszała jej uwagę i to speszyło ją jeszcze bardziej. Jane 

zrobiło  się  głupio.  Młodociana  zawodniczka  najwyraźniej  bała  się  gwałtownych  manewrów. 

Powiedziała  o  tym  stojącemu  obok  kowbojowi,  a  on  skinął  głową.  Ta  Chenny  czy  Cherry 

musiała być nowicjuszką, poniewaŜ Jane nigdy nie słyszała jej nazwiska, a przecieŜ od wielu 

lat brała udział (i wygrywała!) w róŜnych zawodach. 

Jane  nie  miała  ochoty  na  dalsze  obserwacje.  Postanowiła  rozprostować  nogi. 

Skierowała  się  więc  do  wyjścia,  nie  rozglądając  się  dokoła.  Nagle  na  jej  drodze  pojawił  się 

ubłocony  męski  but.  Podniosła  wzrok,  Ŝeby  sprawdzić,  co  się  dzieje.  Dostrzegła  dryblasa  w 

nieokreślonym  wieku,  o  cięŜkim,  stalowym  spojrzeniu.  Nawet  nie  podniósł  się  z  krzesła. 

Wyciągnął po prostu nogę i zagrodził jej przejście. 

Jane otworzyła usta, Ŝeby coś powiedzieć, ale męŜczyzna odezwał się pierwszy: 

Kto  pani  pozwolił  krytykować  tę  dziewczynę?! 

huknął  na  nią. 

Wszystko 

słyszałem! Taka lalunia jak pani nie powinna w ogóle zabierać głosu w tych sprawach! 

Jane  spojrzała  na  niego  ze  zdumieniem.  Nie,  ten  facet  równieŜ  nie  pokazywał  się  na 

rodeach. A przynajmniej nie w Teksasie. 

Kim pani jest? Modelką? Pewnie pracuje pani tutaj na rodeo, co? Jako hostessa… 

Todd  aŜ  zaśmiał  się  w  duchu,  poniewaŜ  blondynka  wyglądała  na  zupełnie  zbitą  z 

pantałyku. Wpatrywała się w niego z otwartymi ustami, jakby ujrzała jakieś dziwne zwierzę. 

Czy  pani  w  ogóle  rozumie  moje  pytanie? 

dodał  po  chwili,  patrząc  na  nią  z 

politowaniem. 

Jane  powoli  zaczynała  dochodzić  do  siebie.  Nie  spodziewała  się  takiego  ataku  i 

potrzebowała czasu, Ŝeby ochłonąć. 

background image

Doskonale  rozumiem 

powiedziała  twardym,  ostro  brzmiącym  głosem. 

Nie  mam 

jednak  zamiaru  odpowiadać  na  podobne  impertynencje.  Chciałabym  przejść. 

Wskazała 

nogę, która spoczywała przed nią niby szlaban. 

Nie tędy. 

MęŜczyzna zarechotał, najwyraźniej bardzo z siebie zadowolony. 

A właśnie, Ŝe tędy. 

Jane  schyliła  się,  syknęła,  poniewaŜ  poczuła  nagły  ból  w  plecach,  a  następnie 

chwyciła  nogę  męŜczyzny,  uniosła  ją  do  góry  i  pchnęła  lekko.  Wiedziała,  Ŝe  rozchwiane 

krzesło  nie  wytrzyma  tego  naporu.  Siedzący  obok  kowboje,  którzy  obserwowali  jazdy  z 

kamiennymi twarzami, teraz nie potrafili ukryć rozbawienia. MęŜczyzna zaczął gramolić się z 

ziemi,  ale  to  juŜ  nie  interesowało  Jane.  Ruszyła  do  wyjścia,  gdzie  czekał  jej  opiekun, 

pomocnik i najlepszy przyjaciel, Tim Harley. 

Tim nawet nie starał się ukryć dezaprobaty, ale mimo to przyprowadził jej ulubionego 

wałacha, Nawiasa. Jane zacisnęła wargi i spróbowała go dosiąść. 

Nie  powinnaś  dzisiaj  jeździć 

gderał  Tim. 

Masz  jeszcze  czas. PrzecieŜ  widzę,  co 

się dzieje. 

AleŜ, Tim! PrzecieŜ nie mogłam nie przyjąć zaproszenia. Byłoby ci wstyd za mnie, 

sam przyznaj 

tłumaczyła, starając się nie myśleć o bólu. 

Nikt nie oczekiwał, Ŝe  wystąpisz 

ciągnął  Harley. 

Wszyscy myśleli, Ŝe po prostu 

pokaŜesz się na rodeo. Wiesz, jako wielokrotna zwycięŜczyni. 

Jane usadowiła się w siodle. W samą porę, poniewaŜ zauwaŜyła, Ŝe zbliŜa się do niej 

dryblas  w  szarym  stetsonie.  Na  szczęście  inni jeźdźcy  juŜ  ją  otoczyli  i  ruszyła  na  plac.  Jane 

była  tutaj  legendą.  Niestety,  musiała  przed  rokiem  zakończyć  występy.  Jednak  wszyscy  ją 

jeszcze dobrze pamiętali. 

Proszę  państwa 

rozległ  się  głos  spikera. 

Oto  Jane  Parker.  Najpiękniejsza  i 

najlepsza.  ZwycięŜczyni  wielu  zawodów.  Obecnie,  jak  wiecie,  nie  występuje,  ale  wciąŜ 

wspaniale trzyma się na koniu. 

Jane  posłała  uśmiech  wiwatującym  tłumom.  Był  to  prawdziwy  wyczyn,  zwaŜywszy, 

Ŝ

e plecy bolały ją jak licho. Z trudem utrzymywała się na koniu. 

Bob Harris wyszedł na plac i wręczył jej pamiątkową rozetkę. 

Nawet nie próbuj zsiadać 

powiedział, zasłoniwszy dłonią mikrofon. 

Posłuchała jego rady. 

Proszę państwa, proszę o chwilę uwagi. 

Głos Boba znów rozbrzmiewał z pełną siłą. 

Wszyscy współczujemy Jane z powodu tragicznej śmierci ojca, Orena Parkera, wspaniałego 

jeźdźca  i  dwukrotnego  mistrza  świata  w  rzutach  lassem.  Organizatorzy  tego  rodeo  chcieliby 

background image

uczcić jego pamięć. Jane, przyjmij od nas tę pamiątkową rozetkę i wiedz, Ŝe jesteśmy z tobą. 

Proszę państwa, Jane Parker! 

Zgromadzeni  na  rodeo  widzowie  znowu  zaczęli  wiwatować.  Jane  uniosła  do  góry 

rozetkę,  a  następnie  przypięła  ją  sobie  do  piersi.  Bob  podał  jej  mikrofon.  Podziękowała  w 

krótkich,  lecz  serdecznych  słowach  za  pamięć  i  w  obawie,  Ŝe  za  chwilę  spadnie  z  konia, 

skierowała się szybko do wyjścia. 

W końcu znalazła się poza placem. Jednak tutaj czekała na nią pierwsza niespodzianka 

nie  mogła  zsiąść  z  konia.  Zaraz  teŜ  pojawiła  się  i  druga  w  postaci  gniewnego  kowboja  o 

stalowym spojrzeniu. MęŜczyzna chwycił wędzidło i skrzywił z pogardą usta. 

Patrzcie, patrzcie, kto by powiedział, Ŝe taka z ciebie mistrzyni. 

Bez ogródek zaczął 

jej mówić per "ty". 

Siedzisz na tym koniu, jakbyś połknęła kij. Dawno nie widziałem kogoś, 

kto jeździłby gorzej. 

Uśmiechnął się do niej kpiąco, a następnie mrugnął porozumiewawczo. 

A moŜe sędziowie zwracali uwagę na inne twoje walory, co? 

Jane  z  pewnością  kopnęłaby  go  w  twarz,  gdyby  nie  to,  Ŝe  plecy  bolały  ją  nieludzko. 

Siły opuściły ją zupełnie. Pobladła tylko z wyczerpania i złości. 

Tfu! 

splunął arogancki kowboj. 

Nie wiedziałem, Ŝe jesteś taka. Zupełnie bez ikry. 

Trzymaj się, Jane! JuŜ idę! 

dobiegł do niej głos opiekuna. 

Odwróciła  się  trochę,  Ŝeby  móc  go  widzieć.  Biegł  do  niej  z  rozwianą  brodą. 

Zmarszczone  czoło  i  grymas  na  twarzy  powodowały,  Ŝe  wyglądał  na  starszego,  niŜ  był  w 

rzeczywistości. 

Mam  nadzieję,  Ŝe  odechce  ci  się  niemądrych  popisów 

ciągnął  Tim. 

I  co?  Nie 

moŜesz zsiąść z konia? Dobrze, zaraz ci pomogę. Tylko spokojnie. Nie musisz się spieszyć. 

Tim pogładził ją delikatnie po nodze. Jane poczuła się nieco lepiej. 

Czy  zawsze  trzeba  jej  pomagać  zsiadać  z  konia? 

drwił  dalej  nieznajomy. 

Wydawało mi się, Ŝe gwiazdy rodeo powinny same sobie z tym radzić. 

MęŜczyzna  nie  mówił  z  teksaskim  akcentem.  W  ogóle  trudno  było  określić,  skąd 

pochodzi. Tim łypnął na niego niechętnie. 

Niech  pan  lepiej  uwaŜa,  bo  napyta  pan  sobie  biedy 

powiedział. 

Ludzie  tutaj  są 

spokojni,  ale  pewnych  rzeczy  nie  będą  tolerować.  Zwłaszcza  jeśli  idzie  o  Jane.  No  chodź, 

myszko 

zwrócił się bezpośrednio do swojej ulubienicy. 

Jakoś sobie z tym poradzimy. 

Nieznajomy wciąŜ patrzył na nich i chyba coś mu powoli zaczęło świtać, Po pierwsze 

zauwaŜył,  Ŝe  twarz  blondynki  jest  biała  jak  prześcieradło,  a  po  drugie,  Ŝe  zaciska  zęby  tak, 

jakby walczyła z bólem. 

background image

Stary męŜczyzna, który pomagał jej zsiąść z konia, nie wyglądał na siłacza. Był niski i 

zasuszony. W zasadzie tylko jego gęsta, długa broda sprawiała wraŜenie potęŜnej. MoŜna by 

pomyśleć, Ŝe naleŜała do kogoś innego. 

Todd przesunął się nieco do przodu. 

Zaraz, moŜe pomogę. 

Tim  zmierzył  go  badawczym  wzrokiem  i  natychmiast  skinieniem  głowy  wyraził 

aprobatę. Jeśli nawet nieznajomy nie był zbyt mądry, to z całą pewnością bardzo silny. 

Niech pan pamięta, Ŝe nie moŜe upaść 

powiedział. 

Inaczej nawet gorset jej nie pomoŜe. 

Gorset?  Tak,  to  wiele  wyjaśniało.  Todd  wyczuł  go  pod  palcami,  kiedy  chwycił 

dziewczynę wpół. DrŜała na całym ciele. Dostrzegł teŜ łzy płynące z jej oczu. 

Nie mogę 

szepnęła. 

Nie mam siły. 

Niech pani chwyci mnie za szyję. 

Todd natychmiast powrócił do oficjalnych form. 

Trzeba tylko unieść nogę, reszta pójdzie łatwo. 

Bruzdy na czole Tima jeszcze się pogłębiły. 

Nie  przejmuj  się,  Tim 

powiedziała  słabym  głosem. 

Na  pewno  sobie  poradzę, 

skoro juŜ udało mi się dosiąść konia. 

Ból ponownie przeszył jej ciało. Tym razem był jeszcze silniejszy. Jednak Jane nawet 

nie  jęknęła.  Przywarła  tylko  z  całej  siły  do  ciała  nieznajomego,  jakby  to  była  ostatnia  deska 

ratunku. 

Dokąd teraz? 

spytał męŜczyzna, kiedy znalazła się w jego ramionach. 

Tim podrapał się w czoło i rozejrzał bezradnie dokoła. Dlaczego nie pomyślał o tym 

wcześniej? PrzecieŜ Jane nie będzie mogła chodzić po takiej jeździe. 

Tam 

powiedział  w  końcu,  wskazując  samochód  z  przyczepą,  stojący  kilkadziesiąt 

metrów dalej. 

Todd ruszył w jego kierunku. Drzwi do przyczepy były otwarte. Wewnątrz znajdował 

się wózek na kółkach, a takŜe niewielka kanapa. Twarz jasnowłosego kowboja zasępiła się na 

widok wózka. 

Mówiłem  ci,  mówiłem  setki  razy 

gderał  Tim. 

Popatrz,  co  narobiłaś.  Znowu 

rehabilitacja się przedłuŜy. 

Nie, tylko nie tam 

jęknęła dziewczyna na widok wózka. 

Tam ci będzie najlepiej 

mruknął Tim. 

Nie, wolę usiąść na kanapie. 

Todd przystanął zdezorientowany przed otwartym samochodem. 

background image

Proszę, wolę kanapę 

powtórzyła Jane, drŜąc z bólu. 

Zaraz dam ci środki przeciwbólowe. 

Tim  wskoczył  pierwszy  do  przyczepy  i  zaczął  myszkować  w  niewielkiej  kuchence. 

Todd posadził dziewczynę na kanapie najdelikatniej, jak potrafił. 

Dziękuję 

szepnęła. 

Zdaje się, Ŝe zrobiłem z siebie strasznego idiotę 

powiedział. 

Ale moja córka wcale 

nie jest taka zła. Dopiero zaczęła się uczyć. 

Jane powoli kojarzyła fakty. Musiała chwilę pomyśleć, Ŝeby przypomnieć sobie to, co 

wydarzyło  się,  zanim  poczuła  potworny  ból.  Po  chwili  jednak  zrozumiała  całą  sytuację. 

Postępowanie  męŜczyzny  wydało  jej  się  bardziej  racjonalne,  co  nie  znaczyło,  Ŝe  je 

pochwalała. 

Przykro  mi,  Ŝe  tak  pan  odebrał  moją  krytykę 

powiedziała  po  chwili  namysłu. 

Wcale  nie  uwaŜam,  Ŝeby  pańska  córka  była  zła.  Chodzi  o  to,  Ŝe  po  prostu  boi  się  zwrotów. 

To, niestety, widać. Ktoś powinien jej pomóc, Ŝeby nauczyła się radzić sobie ze strachem. 

Umiem  jeździć  konno,  ale  to  wszystko 

stwierdził  nieznajomy. 

Nie  znam  się  na 

rodeo, mimo Ŝe w Wyoming jest ono prawie tak popularne jak w Teksasie. 

Jesteście z Wyoming? 

zapytała. 

Tak.  Przenieśliśmy  się  tu  parę  tygodni  temu,  Ŝeby…  Ŝeby… 

Nie  wiedział  czemu, 

ale  nie  chciał  powiedzieć  tej  kobiecie  o  rozwijającej  się  firmie. 

ś

eby  być  bliŜej  matki 

Cherry. Tak ma na imię moja córka 

dodał po chwili. 

Obecność Marie w Victorii nie miała najmniejszego wpływu na tę decyzję. Zresztą nie 

wiedzieli  w  ogóle,  Ŝe  tam  mieszka.  Ona  równieŜ  przeprowadziła  się  w  te  okolice  zupełnie 

niedawno. 

Todd  spojrzał  na  blondynkę.  Wyglądała  na  zdziwioną  jego  wyjaśnieniami,  ale  nie 

pytała o nic. 

Och, rozwiedliśmy się jakiś czas temu 

powiedział. 

Matka Cherry zamieszkała w 

Victorii ze swoim drugim męŜem. 

Jane skinęła głową. 

Czy pańska była Ŝona jeździ konno? 

spytała. 

MoŜe mogłaby uczyć Cherry. 

Oczy nieznajomego pociemniały. 

Wprost  nienawidzi  koni 

odparł. 

Od  początku  była  przeciwna  temu  występowi. 

Ale Cherry to uwielbia. Ćwiczyła całymi dniami. 

No tak, zabrakło tylko kogoś, kto by jej pomógł 

powiedziała Jane. 

Zrobiło  jej  się  smutno.  Wyglądało  na  to,  Ŝe  mała  wychowywała  się  bez  matki.  Jane 

background image

wiedziała,  co  to  znaczy.  Jej  mama  zmarła  na  zapalenie  płuc,  kiedy  ona  jeszcze  chodziła  do 

szkoły. 

Spojrzała  na  męŜczyznę.  Powiedział,  Ŝe  pochodzą  z  Wyoming.  To  wyjaśniało, 

dlaczego mówił z tak dziwnym akcentem. Ból nieoczekiwanie znowu dał znać o sobie. Jane 

syknęła, nie przygotowana na nowy atak, i poczuła, Ŝe robi jej się słabo. Musiała połoŜyć się 

na kanapie. 

Tim wrócił po chwili z kuchni. Podał jej butelkę z colą i dwa proszki. Jane połknęła je 

natychmiast. 

Uff, zaraz będzie lepiej 

westchnęła, opadając ponownie na wyściełane siedzenie. 

Nic pani nie jest? 

Nie, nie, juŜ dobrze 

odparła. 

Todd  nie  miał  tu  juŜ  nic  do  roboty.  PoŜegnał  się  i  wyszedł  z  przyczepy.  Po  chwili 

jednak dopędził go Tim. 

Nie podziękowałem panu jeszcze za pomoc 

powiedział. 

Drobnostka 

mruknął Todd. 

Co jej się stało? 

Tim westchnął cięŜko. 

Miała wypadek samochodowy 

wyjaśnił. 

Jej ojciec zginął na miejscu, a Jane tkwiła 

w  samochodzie  przez  parę  godzin,  zanim  przyszła  pomoc.  Lekarze  myśleli,  Ŝe  złamała 

kręgosłup. 

Todd skrzywił się boleśnie, jakby przydarzyło się to jemu samemu. 

O nie, na szczęście nie było tak źle 

uspokoił go Tim. 

Okazało się, Ŝe wypadł jej 

dysk. To na szczęście mniej powaŜne, chociaŜ bolesne i trudne do wyleczenia. Nawet po paru 

latach mogą się odzywać jakieś bóle. 

Rozumiem. 

Todd pokiwał głową. 

Tim uśmiechnął się i pogładził swoją gęstą brodę. 

Na  szczęście  Jane  się  nie  poddała.  Lekarze  mówili,  Ŝe  nigdy  nie  widzieli  kogoś 

takiego.  Tylko  dzięki  olbrzymiemu  wysiłkowi  woli  udało  jej  się  wstać  tak  szybko  z  wózka. 

Ona  zawsze  musi  być  najlepsza.  Ma  to  po  ojcu.  Na  pewno  byłby  z  niej  teraz  dumny. 

Oczywiście, Jane nigdy juŜ nie weźmie udziału w zawodach. 

Po co więc, do licha, wsiadła dzisiaj na konia?! 

Tim pokiwał głową. 

Chciała pokazać wszystkim, Ŝe się nie poddała i nie podda 

odparł po prostu. 

Wie 

pan… Przepraszam, jak brzmi pana nazwisko, bo nie dosłyszałem? 

Burke. Todd Burke. 

background image

Ja nazywam się Tim Harley. Miło mi pana poznać. 

MęŜczyźni uścisnęli sobie prawice. 

Więc  wie  pan,  panie  Burke,  czasami  trzeba  zrobić  coś  głupiego,  Ŝeby 

zamanifestować swoją postawę. Byłem temu przeciwny, ale oczywiście rozumiem Jane. 

Todd pokiwał głową. W zasadzie nie było juŜ nic do dodania. PoŜegnał się z Timem i 

skierował w stronę placu, z którego odpływali kolejni widzowie. Czuł się dziwnie. Nigdy nie 

spotkał tak upartej i dumnej kobiety. Nie miał wątpliwości co do tego, Ŝe za jakiś czas znowu 

dosiądzie ona konia. 

ś

ałował  teŜ,  Ŝe  ich  znajomość  zaczęła  się  właśnie  w  ten  sposób.  Jasnowłosa  Jane  na 

pewno  chciała  dobrze.  Jej  krytyka  nie  była  przecieŜ  złośliwa.  Todd  nie  od  dziś  wiedział,  Ŝe 

jest przewraŜliwiony na punkcie córki. Cherry była przecieŜ jego jedynym dzieckiem, jedyną 

radością. Chciał, Ŝeby spotykało ją wszystko, co najlepsze. 

Bez trudu odnalazł córkę, która rozmawiała właśnie z jednym z młodych kowbojów. 

Tato,  widziałeś  ją?! 

wykrzyknęła. 

Tę  panią  z  jasnymi  włosami?!  To  była  sama 

Jane Parker! 

Todd  spojrzał  na  młodego  kowboja,  a  ten  przygarbił  się,  zaczerwienił,  a  następnie 

zniknął z pola ich widzenia. 

Tak, widziałem. Zaniosłem ją nawet do samochodu. 

Kogo? Chyba nie Jane Parker? Gdzie jest ten chłopak? Był przecieŜ taki miły. 

Todd pogłaskał córkę po głowie. 

Przykro mi, kochanie, ale zdaje się, Ŝe go spłoszyłem 

stwierdził z westchnieniem. 

Sama wiesz, Ŝe w takich sytuacjach zachowuję się jak słoń w składzie porcelany. 

Cherry rozglądała się jeszcze przez chwilę, ale później dała temu spokój. 

Kogo niosłeś? Nie odpowiedziałeś na moje pytanie. 

Twoją idolkę. Jane Parker. Ma teraz jakieś problemy z plecami i nie moŜe jeździć. 

Cherry zmarszczyła czoło. 

Słyszałam,  Ŝe  zrezygnowała  z  występów,  ale  nie  wiedziałam  nic  o  kontuzji 

powiedziała. 

Przyjechałam tu specjalnie dla niej. Widziałam film z zeszłorocznego rodeo i, 

mówię ci, była fan

 - 

ta

 - 

sty

 - 

czna! 

Toddowi trudno było dzielić entuzjazm córki. Zwłaszcza po tym, co się zdarzyło. 

No tak, ja teŜ nie wiedziałem nic o jej kontuzji 

westchnął. 

Wszyscy popełniamy 

błędy. 

Cherry  spojrzała  z  zaciekawieniem  na  ojca,  ale  jego  mina  nie  skłaniała  do  drąŜenia 

tematu. Todd był chmurny i wyraźnie z czegoś niezadowolony. Po chwili jednak rozpogodził 

background image

się i połoŜył dłoń na ramieniu córki. 

To twoje pierwsze rodeo 

powiedział. 

Dziwnym trafem organizatorzy nie przyznali 

ci Ŝadnego trofeum, ale moŜe mógłbym ci to jakoś wynagrodzić? 

Córka uśmiechnęła się i spojrzała mu prosto w oczy. 

Naprawdę, tato? Wiesz, tak chciałabym porozmawiać z Jane Parker. MoŜesz mnie z 

nią poznać? 

Todd  chrząknął.  Czy  powinien  powiedzieć  córce,  co  sądzi  o  jej  jeździe  uwielbiana 

przez nią mistrzyni? 

Jest bardzo ładna 

dodała Cherry, nie czekając na odpowiedź. 

Mama teŜ jest ładna, 

ale nie aŜ tak. 

Dziewczynka  posmutniała  na  wspomnienie  matki.  Spuściła  głowę  i  spojrzała  na 

czubki swoich butów do konnej jazdy. 

Mama  nie  moŜe  się  ze  mną  spotkać  w  przyszłym  tygodniu.  Będzie  zajęta. 

Wspominała ci o tym? 

Mhm. 

Nie  chciał  mówić  Cherry,  Ŝe  pokłócili  się  z  tego  powodu.  Marie  starała  się  unikać 

spotkań z córką. Zwłaszcza jeśli w pobliŜu znajdował się jej nowy mąŜ, dla którego opuściła 

ich sześć lat temu. 

Zupełnie  nie  wiem,  co  ona  w  nim  widzi 

ciągnęła  Cherry,  lustrując  swoje  buty. 

Ciągle mu się coś nie podoba, a poza tym nie lubi ani zwierząt, ani dzieci. Jak moŜna z kimś 

takim wytrzymać? 

Głos zaczął jej drŜeć niebezpiecznie. 

Todd  pogładził  córkę  po  ramieniu.  Wiedział,  Ŝe  mimo  wielu  nieporozumień  wciąŜ 

kocha matkę i czeka na spotkanie z nią. Nie znosiła tylko nowego męŜa Marie. Zresztą było 

to uczucie odwzajemnione. 

No  wiesz,  on  jest  bardzo  inteligentny.  I  napisał  ksiąŜkę.  Podobno  stała  się 

bestsellerem. 

PrzecieŜ ty teŜ jesteś inteligentny i bogaty 

argumentowała Cherry. 

To  co  innego.  Ja  sam  doszedłem  do  wszystkiego.  Nie  mam  dyplomu 

uniwersyteckiego. 

Cherry zachichotała. 

On  teŜ  nie 

powiedziała. 

Słyszałam,  jak  mama  mówiła  przez  telefon,  Ŝe  nie 

skończył studiów. Oczywiście on tego nie słyszał. 

Todd ponownie pogładził ją po ramieniu. 

Nie przejmuj się tym wszystkim. NajwaŜniejsze, Ŝeby mama była szczęśliwa. 

background image

Nie kochasz jej juŜ? 

spytała Cherry powodowana nagłym impulsem. 

Todd zafrasował się. Nigdy wcześniej nie rozmawiali tak szczerze o tym, co się stało. 

Wydawało mu się, Ŝe córka nie jest na tyle dojrzała, Ŝeby móc to wszystko zrozumieć. 

W kaŜdym razie nie tak, Ŝeby móc ponownie się z nią oŜenić 

odparł. 

MałŜeństwo 

wymaga  dobrej  woli  dwojga  osób.  Twoja  mama  miała  juŜ  dosyć  czekania,  kiedy  wrócę  z 

pracy. Dlatego odeszła. 

Mnie teŜ miała dosyć 

szepnęła Cherry. 

Twarz Todda wykrzywiła się w nagłym grymasie. 

Nie, to nieprawda. Mama wciąŜ cię kocha… po swojemu. Powinnaś to zrozumieć. 

Tak, rozumiem, rozumiem. 

Cherry zaczęła kiwać głową. 

Wiem teŜ, Ŝe powinieneś 

pomyśleć o ponownym małŜeństwie. Co z tobą będzie, kiedy ja wyjdę za mąŜ? Todd stłumił 

uśmiech. 

Zostanę sam. 

Właśnie! 

triumfowała  córka. 

Dlatego,  jeśli  nie  chcesz  mamy,  powinieneś 

pomyśleć  o  jakiejś  innej  Ŝonie.  JuŜ  ja  się  tym  zajmę. 

Cherry  nagle  spowaŜniała. 

Chciałabym pójść jesienią do szkoły w Victorii. Mam juŜ dosyć tego internatu. 

Nigdy mi o tym nie mówiłaś. 

Nie chciałam 

przyznała niechętnie. 

Nawet nie wiesz, jak się cieszę z tych wakacji. 

Nie przeszkadza mi nawet twoja praca. I tak będziemy się widywać częściej niŜ zwykle. 

Todd  z  trudem  przełknął  ślinę.  Starał  się  nie  patrzeć  w  szare,  podobne  do  jego 

własnych, oczy córki. 

Więc,  hm…  Stwierdziłem,  Ŝe  naleŜy  mi  się  dłuŜszy  urlop  i  Ŝe…  Ŝe  chętnie 

spędziłbym z tobą parę tygodni. 

Cherry  aŜ  podskoczyła  do  góry.  Wiadomość  ucieszyła  ją  tak  bardzo,  Ŝe  nie  zwróciła 

najmniejszej  uwagi  na  ślady  nieszczerości  w  jego  głosie.  Todd  zastanawiał  się  właśnie,  jak 

uda mu się przetrwać bez pracy. Stwierdził jednak, Ŝe gotów jest wiele poświęcić, byle tylko 

Cherry była zadowolona. 

Wyglądało na to, Ŝe córka zapomniała zupełnie o Jane Parker. On jednak wciąŜ o niej 

pamiętał. 

To cudownie, tato. Będziesz moim trenerem. Pewnie nie zauwaŜyłeś, ale ciągle mam 

problemy 

paplała Cherry. 

Zwłaszcza ze zwrotami. 

Todd skinął głową. 

Wiesz, myślę, Ŝe da się coś z tym zrobić. 

Co? 

background image

Potem  ci  powiem 

powiedział  z  tajemniczą  miną. 

Na  razie  chciałbym  coś  zjeść. 

Wprost umieram z głodu. 

Ja teŜ 

zawtórowała mu Cherry. 

To co? Pojedziemy moŜe do chińskiej restauracji? 

zapytał. 

Ś

wietny  pomysł! 

Cherry  po  raz  kolejny  podskoczyła  do  góry.  Wsiedli  do  starego 

forda,  którego  Todd  wypoŜyczył  po  oddaniu  ferrari  do  przeglądu.  Samochód  zarzęził,  kiedy 

Todd  przekręcił  kluczyk  w  stacyjce,  w  końcu  jednak  zapalił.  Po  chwili  mknęli  juŜ  w  stronę 

miasteczka, zostawiając za sobą tuman kurzu. 

Znalezienie chińskiej restauracji okazało się dosyć trudne, poniewaŜ w Jacobsville był 

tylko  jeden  taki  lokal.  Poza  tym  znajdowało  się  tu  mnóstwo  barów  i  restauracji  oferujących 

potrawy z grilla czy z roŜna. Po skończonym posiłku mieli jeszcze trochę czasu na rozmowę, 

a  następnie  znów  pojechali  na  rodeo.  Zaczynała  się  właśnie  popołudniowa  część  zawodów. 

Cherry miała przed sobą jeszcze jeden występ. 

Tym razem obiecała, Ŝe da z siebie wszystko, ale przejazd wokół beczek znów jej nie 

wyszedł.  Skończyła  zebrawszy  słabe  oklaski  i  skierowała  się  na  wybieg.  Todd  widział,  Ŝe 

córka z trudem tłumi łzy. 

No, no, nie przejmuj się 

powiedział, chcąc ją pocieszyć. 

Jeszcze wszystko przed 

tobą. 

Nie, to nie ma sensu 

stwierdziła, wycierając odruchowo suche juŜ oczy. 

Po prostu 

nie umiem jeździć. Trzeba się z tym pogodzić. 

Todd zatoczył ręką szeroki krąg. 

Czy  wiesz,  jak  wyglądałby  ten  plac,  gdyby  wszyscy  rezygnowali  po  pierwszym 

nieudanym  występie? 

spytał. 

Być  moŜe  zostałoby  tutaj  paru  zawodników,  a  moŜe  nie 

byłoby nikogo! Czy wiesz, co stałoby się ze mną, gdybym zrezygnował z pracy po pierwszej 

poraŜce? 

Cherry udało się jakoś uśmiechnąć. 

Nie byłbyś potentatem komputerowym 

stwierdziła po prostu. 

A propos, nad czym 

teraz pracujesz? 

Nad  programem  dla  księgowych 

odparł,  zadowolony,  Ŝe  córka  zapomniała  o 

niedawnej poraŜce. 

Ee,  księgowość,  nudy. 

Cherry  skrzywiła  się. 

Kto  tego  w  ogóle  potrzebuje? 

Wszyscy u mnie w szkole uwaŜają, Ŝe osiągnąłeś szczyty, jeśli idzie o gry. 

Todd omal nie wybuchnął śmiechem. 

Cieszę  się  z  tego 

powiedział. 

Nie  mogę  jednak  zapominać  o  małych  firmach, 

background image

które potrzebują tego programu. Pamiętaj, Ŝe… 

Todd  chciał  juŜ  zaczął  wykład  na  ulubiony  temat,  ale  przerwał  mu  radosny  pisk 

Cherry. Spojrzał na córkę, nie bardzo wiedząc, co się stało, a następnie skierował wzrok tam, 

gdzie dziewczynka patrzyła z przejęciem i zachwytem. 

To Jane Parker! 

zawołała do ojca. 

Jednak  początkowy  zachwyt  ustąpił  miejsca  smutkowi.  Jane  Parker  siedziała  na 

wózku  inwalidzkim.  Wyglądała  na  zmęczoną  i  przygnębioną.  Tim  wiózł  ją  w  kierunku  ich 

domu  na  kółkach,  do  którego  teraz  doczepiono  jeszcze  przyczepę  dla  koni.  Wszystko 

wskazywało na to, Ŝe chcą juŜ odjechać. 

Todd  nie  mógł  na  to  pozwolić.  JuŜ  wcześniej  przyszło  mu  do  głowy,  Ŝe  mógłby 

poprosić  jasnowłosą  mistrzynię,  by  udzieliła  Cherry  paru  lekcji.  Dzięki  temu  córka  miałaby 

znakomitą trenerkę, a Jane nowe zajęcie. Todd nie wątpił, Ŝe wszystko poszłoby doskonale. 

background image

ROZDZIAŁ DRUGI 

Pani Parker! 

krzyknął Todd. 

Jane  obejrzała  się  za  siebie  i  zauwaŜyła  męŜczyznę  z  jasnowłosą  dziewczynką. 

Zacisnęła dłonie na poręczach inwalidzkiego wózka. Spotkanie z Toddem Burkę było ostatnią 

rzeczą, na którą miałaby ochotę. 

Słucham? 

spytała, siląc się na uśmiech. Nie lubiła, gdy widywano ją na wózku. 

To moja córka, Cherry 

przedstawił dziewczynkę. 

Chciała panią poznać. 

Jane skrzywiła się mimowolnie. Oczywiście jej nikt nie zapytał o zdanie. 

Bardzo mi miło. 

Co się pani stało? Czy coś panią boli? 

dopytywała się Cherry. 

To był wypadek, 

prawda? 

Jane skrzywiła się jeszcze bardziej. 

Pani Parker rzeczywiście miała wypadek 

odparł Todd. 

Nie powinnaś o to pytać. 

Na twarzy Cherry pojawił się rumieniec. 

Przepraszam.  Naprawdę  bardzo  mi  przykro 

powiedziała  i  nie  zraŜona  pierwszym 

niepowodzeniem, podeszła do wózka. Kucnęła przy nim i spojrzała Jane prosto w oczy. 

Jest 

pani  naprawdę  wspaniała.  Widziałam  wszystkie  kasety  z  pani  występami.  Nie  mogłam 

przyjeŜdŜać  na  rodea,  ale  tatuś  kupił  mi  filmy.  To  było  naprawdę  świetne.  Chciałabym  tak 

jeździć.  Niestety,  ciągle  mam  problemy  ze  zwrotami.  Tatuś  nie  moŜe  mi pomóc,  bo  nie  jest 

trenerem 

paplała dziewczynka. 

Czy będzie pani jeszcze mogła jeździć? 

Cherry! 

zagrzmiał Todd. 

W  porządku 

powiedziała  słabym  głosem  Jane.  Oczy  dziewczynki  były  czyste  i 

jasne. Nie było w nich fałszu ani zakłamania. Jane rozluźniła się trochę. Najbardziej bała się 

udawanego współczucia. 

Nie 

odparła  szczerze,  po  chwili  zastanowienia. 

Lekarze  twierdzą,  Ŝe  nie  będę 

mogła jeździć konno. A w kaŜdym razie nie będę startować w zawodach. 

Szkoda, Ŝe  nie  mogę  pani  pomóc 

westchnęła  Cherry. 

W  przyszłości chciałabym 

zostać  chirurgiem.  Zdecydowałam  się  zdawać  biologię  i  matematykę  na  egzaminie 

końcowym.  Tata  mówi,  Ŝe  mogłabym  potem  rozpocząć  naukę  u  Johnsa  Hopkinsa.  To 

najlepsza akademia medyczna w kraju. 

Jane uśmiechnęła się i tym razem wypadło to znacznie naturalniej. 

Chirurgiem? 

powtórzyła. 

Nie znałam nikogo, kto miałby takie plany. 

background image

Cherry rozpromieniła się. 

To  teraz  juŜ  pani  zna 

stwierdziła. 

Szkoda,  Ŝe  pani  wyjeŜdŜa,  bo  chciałam  się 

poradzić w sprawie tych zwrotów. Coś mnie paraliŜuje i nie potrafię ich dobrze wykonać. To 

ś

mieszne, prawda? A przecieŜ wcale nie boję się na przykład widoku krwi. 

Jane skinęła głową, chociaŜ tak naprawdę nie słyszała pytania. Patrzyła na promienną 

twarz  Cherry  i  czuła  się  pusta  w  środku.  Jeszcze  parę  lat  temu  przypominała  tę  jasnowłosą 

dziewczynkę. Gdzie zniknęła radość, beztroska, olbrzymi głód Ŝycia? 

Co?  Nie,  niestety 

odparła  Jane,  gdy  zrozumiała,  Ŝe  Cherry  pyta  ją,  czy  nie  moŜe 

dłuŜej zostać, 

Jestem zmęczona, poza tym mamy dzisiaj wywiady… 

Wywiady? 

przerwała jej Cherry. 

Dla radia czy telewizji? 

Kobieta na wózku pokręciła smutno głową. 

Nic  z  tych  rzeczy 

odparła. 

Daliśmy  ogłoszenie  do  gazet,  Ŝe  potrzebujemy 

zarządcy  na  ranczu.  Nie  znamy  się  na  tym  z  Timem.  Od  śmierci  taty  straciliśmy  mnóstwo 

pieniędzy 

wyznała na koniec. 

Mój  tata  zna  się  świetnie  na  finansach 

oznajmiła  z  niewinną  minką  Cherry. 

Naprawdę potrafi dokonać cudów. Sam prowadzi ksiąŜki swojej fir… 

To znaczy małej firmy komputerowej, dla której pracuję 

wpadł jej w słowo Todd. 

Miał nadzieję, Ŝe córka domyśli się, o co chodzi. I rzeczywiście; co prawda była nieco 

zdziwiona, ale nie powróciła juŜ do kwestii jego firmy. 

Tim i Jane spojrzeli po sobie, a następnie utkwili spojrzenia w Toddzie. 

Umie  pan  prowadzić  księgi  rachunkowe? 

zapytał  Tim,  kładąc  akcent  na  ostatnich 

słowach, Ŝeby nie było wątpliwości, o co mu chodzi. 

Jasne. 

Tim pochylił się nad Jane i rzekł cicho: 

Domek  zarządcy  stoi  pusty,  od  kiedy  przeprowadziliśmy  się  z  Meg  do  głównego 

budynku.  Mogłabyś  udzielać  dziecku  lekcji  jazdy  konnej,  zamiast  snuć  się  godzinami  po 

domu. 

Cherry  zastanawiała  się,  czy  nie  powinna  się  obrazić  za  "dziecko",  natomiast  Todd 

obserwował całą scenę z nie ukrywanym rozbawieniem. 

AleŜ, Tim! On pewnie juŜ ma pracę! 

Mimo wysiłków Jane mówiła na tyle głośno, 

Ŝ

e bez trudu ją usłyszał. 

Pracuję w Victorii dla… 

zawahał się 

małej firmy. Ale mam sporo wolnego czasu. 

Z przyjemnością spróbowałbym czegoś nowego. 

Jane  spojrzała  na  swoje  dłonie,  a  następnie  na  stopy  ustawione  na  podpórce  przy 

background image

wózku. 

Tak chciałabym nauczyć się porządnie jeździć 

westchnęła, moŜe nazbyt teatralnie, 

Cherry. 

Teraz to nawet szkoda pieniędzy taty na wpisowe. 

Jane  podniosła  wzrok.  MęŜczyzna  o  stalowym  spojrzeniu  stał  przed  nią  i  czekał  na 

decyzję. Przy okazji nieźle się chyba bawił. 

Nie zatrudni pana 

stwierdził Tim. 

Jest zbyt dumna, Ŝeby przyznać,  Ŝe właśnie o 

kogoś takiego jej chodziło. Woli tkwić cały dzień na ganku i uŜalać się nad sobą. 

Do diabła! 

warknęła Jane. Chciała wstać, ale nie mogła. 

Widzi  pan.  Nie  chce  się  poddać.  MoŜe  wygląda  jak  malowana  lala,  ale  potrafi 

walczyć. Szkoda tylko, Ŝe nie chce słuchać dobrych rad. 

Todd  pokiwał  z  uznaniem  głową.  Kobieta  na  wózku  z  pewnością  zasługiwała  na 

szacunek. 

Proponuję  dwutygodniową  próbę 

powiedział  w  końcu. 

Oboje  zorientujemy  się, 

jak  nam  się  razem  pracuje.  Naprawdę  znam  się  na  księgowości.  Poza  tym  w  tak  krótkim 

czasie nie będę mógł narobić wielu szkód. 

I tak niewiele nam moŜe zaszkodzić 

stwierdził Tim, kierując te słowa bardziej do 

szefowej niŜ Todda. 

Jane waŜyła przez chwilę w myśli wszystkie za i przeciw. Jej zaufanie wzbudził fakt, 

Ŝ

e  Todd  ma  córkę.  Oznaczało  to,  Ŝe  pragnie  stabilizacji.  Bała  się  samotnych  męŜczyzn,  z 

których kaŜdy mógł się okazać złodziejem albo kimś jeszcze gorszym. 

MoŜemy spróbować 

zdecydowała w końcu. 

Niestety, nie mieliśmy  ostatnio zbyt 

duŜych zysków, więc pensja będzie niska. 

Podała sumę. 

Do tego dochodzi zakwaterowanie 

i wyŜywienie. Oczywiście zrozumiem, jeśli uzna pan, Ŝe to za mało. 

Todd podrapał się w brodę. 

MoŜe być 

powiedział. 

Ale pod warunkiem, Ŝe uda mi się utrzymać obecną pracę. 

Mogę dojeŜdŜać do Victorii wieczorami. 

Starał  się  nie  patrzeć  na  córkę.  Gdyby  to  zrobił,  Cherry  na  pewno  by  się  jakoś 

zdradziła albo oboje wybuchnęliby śmiechem. 

A co na to pański szef? 

Och,  to  bardzo  wyrozumiały  człowiek 

odparł  Todd. 

Jestem  w  końcu  samotnym 

ojcem, prawda? 

Jane skinęła głową. 

Dobrze. Musimy juŜ jechać. MoŜecie teraz załatwić swoje sprawy. Oczywiście jeśli 

nie chcecie zostać jeszcze jakiś czas na rodeo. 

background image

Ojciec i córka spojrzeli na siebie. 

My  teŜ  jedziemy 

zdecydowała  Cherry. 

Mam  juŜ  dosyć  rodeo.  Jestem 

zdegustowana i załamana swoim występem. 

Nie  przesadzaj 

powiedziała  Jane. 

Strach  jest  czymś  naturalnym.  KaŜdy  go 

przeŜywa. 

Pani teŜ się bała? 

Jane  skinęła  głową.  Nie  dodała  tylko,  Ŝe  pozbyła  się  strachu  na  długo  przed 

pierwszym występem. 

Zaraz  wszystko  przygotuję 

powiedział  Tim. 

MoŜe  wydaje  wam  się  dziwne,  Ŝe 

chciało  nam  się  brać  ten  dom  na  kółkach,  Ŝeby  przejechać  kilkanaście  kilometrów,  ale 

chodziło o wygodę Jane. 

Brodaty męŜczyzna otworzył drzwi przyczepy i pchnął w tym kierunku wózek. Todd 

natychmiast pospieszył mu z pomocą. 

Ja się nią zajmę 

powiedział. 

Tim  odetchnął  z  ulgą.  Jane  nie  była  cięŜka,  ale  jego  kręgosłup  był  w  coraz  gorszym 

stanie. Todd uniósł jego szefową lekko jak piórko i posadził na kanapie w przyczepie. 

Co zrobić z tym? 

spytał, wskazując wózek. 

TeŜ włoŜyć do środka 

odparł Tim. 

Później zaprowadzę go na miejsce. 

Todd  wstawił  więc  wózek  do  przyczepy,  a  potem  wysłuchał  dokładnych  instrukcji 

Tima  dotyczących  drogi  na  ranczo.  Następnie  samochód  odjechał,  a  ojciec  i  córka  długo 

jeszcze patrzyli za nim. 

Naprawdę chcesz to zrobić, tato? A co będzie, jak się Jane dowie? 

Później  będziemy  się  o  to  martwić 

odparł  Todd. 

Prowadzenie  rancza  to 

prawdziwe wyzwanie dla finansisty, a ty nauczysz się lepiej jeździć. 

Po chwili dodał jeszcze 

powaŜniejszym tonem: 

Myślę, Ŝe obie strony mogą na tym skorzystać. 

A co z firmą? 

Cherry nie dawała mu spokoju. 

No  cóŜ,  mam  dobrych  pracowników.  Poza  tym  wziąłem  urlop. 

Pogłaskał 

dziewczynkę  po  głowie. 

Potraktujmy  to  jak  wakacyjny  wypad.  Przynajmniej  pobędziemy 

trochę razem. 

Ś

wietny pomysł 

zgodziła się. 

Potem przecieŜ będę musiała wrócić do szkoły. 

Zawiesiła głos, ale ojciec nie podjął tematu. Najwyraźniej myślał o czymś innym. 

Powinieneś być milszy dla pani Parker 

powiedziała w końcu. 

Obawiam się, Ŝe ona mnie nie lubi 

odparł Todd, rozkładając ręce. 

Ty jej teŜ nie lubisz, prawda? 

spytała Cherry, przyglądając się mu ukradkiem. 

background image

Ee, nie jest tak źle 

mruknął. 

Dlaczego więc chcesz jej pomóc, skoro jej nie lubisz? 

dopytywała się córka. 

Todd  nie  znał  odpowiedzi  na  to  pytanie.  Sam  się  zastanawiał,  co  w  niego  wstąpiło. 

Jane Parker wcale mu się nie podobała. Pewnie jeszcze rok temu była trzpiotowatą panienką, 

która  robiła  słodkie  oczy  do  wszystkich  męŜczyzn  w  okolicy.  Jednak  cóŜ,  teraz  dotknęło  ją 

nieszczęście i trzeba jej jakoś pomóc. 

Trochę mi jej szkoda 

powiedział bez przekonania. 

Cherry skinęła głową. Najwidoczniej ta odpowiedź ją zadowoliła. 

Mnie teŜ 

stwierdziła. 

Ale nie moŜemy się z tym zdradzić. Jest bardzo dumna. 

Skinął głową. 

I w gorącej wodzie kąpana 

dodał. 

Właśnie. Skąd my to znamy? 

podchwyciła córka. 

Todd udał, Ŝe nie zrozumiał aluzji. 

Szybko dotarli do luksusowego domu, który Todd niedawno kupił w Victorii, i zabrali 

się  do  pakowania  najpotrzebniejszych  rzeczy.  Z  trudem  udało  im  się  wyjaśnić  gospodyni 

imieniem Rosa, Ŝe wyjeŜdŜają. 

Co? JuŜ? 

dopytywała się kobieta. 

PrzecieŜ państwo prawie tutaj nie mieszkali! 

Obiecali, Ŝe wkrótce wrócą, i pomknęli wynajętym fordem w stronę Jacobsville, gdzie 

mieli odnaleźć ranczo Parkerów. Udało im się to bez trudu. 

Dom i obejście nie przedstawiały szczególnie budującego widoku. Rozległe pastwisko 

ogrodzono płotem łatanym drutem kolczastym, co miało odstraszyć bydło. Stara stodoła miała 

niewątpliwie  jedną  zaletę 

tę,  Ŝe  stała.  Dom,  wokół  którego  rosły  śliczne  kwiaty,  z  całą 

pewnością  wymagał  remontu,  a  przynajmniej  odmalowania,  a  stara  droga,  biegnąca  obok 

wiatraka,  bardziej  przypominała  bezdroŜe  niŜ  jakikolwiek  uczęszczany  szlak.  Była 

piaszczysta,  nie  pokryta  nawet  Ŝwirem,  a  w  jej  zagłębieniach  zgromadziła  się  woda  po 

ostatnim deszczu. 

Todd  i  Cherry  zatrzymali  forda  na  podwórku,  za  samochodem  z  przyczepą.  Od  razu 

zauwaŜyli, Ŝe schodki prowadzące na ganek są spróchniałe, a jedyny nowy fragment domu to 

podjazd zrobiony z desek, zapewne dla wózka. W głębi posesji znajdował się budynek, który 

mógł, przy duŜej dozie optymizmu, uchodzić za garaŜ, a dalej, w bujnej, nie koszonej trawie 

stał domek. Todd domyślił się, Ŝe w nim właśnie mają zamieszkać. Miał  nadzieję, Ŝe jest w 

nim więcej niŜ jeden pokój. 

Ku  ich  zaskoczeniu  okazało  się,  Ŝe  to  nie  wszystko.  Za  ich  domkiem  znajdował  się 

jeszcze jeden, nowszy budynek. Znacznie mniejszy niŜ wielkie domisko przy podwórku, ale z 

background image

pewnością wygodny, zwłaszcza w lecie. Na jego ganku stały nawet fotele na biegunach. 

Witamy 

powiedział Tim, zbliŜając się do nich. 

Todd uścisnął mu dłoń. 

JuŜ jesteśmy 

oznajmił, jakby nie było to oczywiste. 

Czy tam moŜemy złoŜyć nasze rzeczy? 

Todd skinął dłonią w kierunku domku, ale Tim pokręcił przecząco głową. 

Nie, nie. Tam mieszka stary Hughes. Pomaga mi trochę przy bydle, ale juŜ niewiele 

moŜe. Jest zmęczony i schorowany. Pracuje tutaj od dziecka. Dopiero za dwa lata przejdzie na 

emeryturę i będzie mógł gdzieś się przenieść. Zamieszkacie tam. 

Todd  odetchnął,  widząc,  Ŝe  Tim  wskazuje  mniejszy  z  dwóch  domów.  Jego  córka 

równieŜ wyraźnie poweselała. 

Oczywiście ten dom jest trochę zaniedbany 

ciągnął Tim. 

Wszystko tutaj wymaga 

naprawy, tylko nie ma komu jej przeprowadzić. Zatrudniamy jeszcze trzy osoby, głównie na 

godziny. Ale mają dosyć pracy przy ogrodzeniu i maszynach. 

Domek, w którym się znaleźli, wcale nie był w najgorszym stanie. Miał trzy sypialnie 

i  niewielką  bawialnię,  a  w  wyglądającej  na  nie  uŜywaną  kuchni  znaleźli  niewielki  piecyk, 

czajnik i lodówkę. 

Mogłabym się nauczyć gotować 

zauwaŜyła Cherry. 

Daj spokój. Masz na to jeszcze sporo czasu 

stwierdził Todd. 

Oczywiście, nie musisz 

powiedział Tim. 

Będziecie jedli razem z nami. Ale jeśli 

chcesz,  moja  Ŝona  cię  nauczy  gotować.  Nigdy  nie  mieliśmy  własnych  dzieci,  więc  Meg 

chętnie zajmuje się cudzymi. 

Cherry znowu poczuła się dotknięta określeniem  "dziecko", ale stary brodacz patrzył 

na nią z tak miłym i rozbrajającym uśmiechem, Ŝe nie potrafiła się długo gniewać. Dla kogoś 

w tym wieku musiała jeszcze być oseskiem. 

Jak czuje się pani Parker? 

spytała w końcu. 

Wesołe błyski w oczach Tima natychmiast zgasły. Stary zasępił się. 

Kiepsko 

mruknął. 

PołoŜyła się, ale ciągle ma bóle. Mówiłem jej, Ŝe nie powinna 

wsiadać na konia, ale mnie nie słuchała. Zawsze taka była. Od dziecka kpiła sobie ze mnie w 

Ŝ

ywe oczy. Szkoda, Ŝe zabrakło jej ojca. Miał na nią dobry wpływ. 

Dosiadanie konia rzeczywiście było niepotrzebne 

zgodził się Todd. 

Niepotrzebne?!  Wręcz  szkodliwe!  A  wszystko  dlatego,  Ŝe  jakiś  dureń  napisał  w 

gazecie, Ŝe Jane pewnie zjawi się na rodeo w wózku inwalidzkim. 

Rysy Todda stęŜały w nagłym przypływie złości. 

background image

Co to była za gazeta? 

spytał. 

Jakiś tygodnik, który wychodzi w Jacobsville 

odparł Tim. 

Nie powinna brać sobie 

tego  do  serca.  To  sprawka  tego  dzieciaka  od  Sikesów.  Skończył  niedawno  szkołę 

dziennikarską i wydaje mu się, Ŝe moŜe sobie na wszystko pozwolić. 

Todd zapamiętał to nazwisko. Na przyszłość. 

Czy przyjedzie tu jakiś lekarz? 

Oczywiście.  To  przyjaciel  domu.  Jego  ojciec  trzymał  Jane  do  chrztu.  Jeśli  będzie 

zajęty, to przyśle swoją zastępczynię, Lou. Miał tyle roboty, Ŝe musiał… 

Ten doktor nie jest Ŝonaty? 

Todd przerwał staremu. 

Tim potrząsnął przecząco głową. 

Nie.  Kochał  się  kiedyś  w  Jane,  ale  po  wypadku  z  nim  zerwała.  Poza  tym  to  było 

jeszcze przed Lou… A Jane nie chce się z nikim wiązać. 

PrzecieŜ wstanie kiedyś z tego wózka. 

Stary westchnął i szarpnął swoją wspaniałą brodę. 

Jednak bóle mogą się powtarzać. Poza tym nie będzie mogła brać udziału w rodeo, a 

to dla niej przecieŜ najwaŜniejsze w Ŝyciu. 

To samo powiedziała Cherry 

wymamrotał do siebie Todd. 

Tim spojrzał na niego podejrzliwie. 

Mam nadzieję, Ŝe nie będzie pan chciał, no… wykorzystać Jane. 

Todd  uśmiechnął  się  i  potrząsnął  głową.  Troskliwość  starego  wydała  mu  się 

wzruszająca. 

Nie,  nic  z  tych  rzeczy.  Mam  za  sobą  nieudane  małŜeństwo,  a  nie  jestem  na  tyle 

cyniczny, Ŝeby proponować jej chwilowy związek. 

Tim  odetchnął  z  ulgą,  a  następnie  poklepał  go  po  plecach,  co  nie  było  łatwe,  biorąc 

pod uwagę róŜnicę wzrostu. 

Na  pewno  się  jakoś  dogadamy 

stwierdził. 

Cieszę  się,  Ŝe  pan  tu  jest.  Będę  miał 

teraz trochę więcej wolnego czasu. MoŜe uda mi się zreperować to i owo. Przede wszystkim 

zajmę się schodami. 

Mogę pomóc 

zgłosił się na ochotnika Todd. 

Znam się trochę na stolarce. 

Naprawdę?! 

Stary  spojrzał  na  niego  uwaŜnie. 

To  wspaniale!  Mamy  tu  jakieś 

narzędzia, bo ojciec Jane zajmował się robieniem mebli. To wszystko sam wykonał. 

Z kolei Todd zdziwił się na te słowa. Zarówno kredensy, jak i szafy w wielkim, starym 

domu, do którego dotarli, wyglądały na dzieło profesjonalisty. 

No proszę! 

powiedział, poklepując mijany stół. 

To naprawdę świetna robota. 

background image

Weszli  do  salonu,  w  którym  znaleźli  Jane  wraz  z  Cherry.  Dziewczynka  siedziała 

wpatrzona w swoją idolkę. Jane leŜała blada na kanapie, ale chętnie odpowiadała na pytania 

nieletniej amazonki. 

To długo nie potrwa 

powiedział Tim, gładząc Jane po ramieniu. 

Zaraz powinien 

tu być lekarz. 

Dzięki, Tim 

powiedziała słabym głosem. 

Do  tej  pory  starała  się  jakoś  trzymać,  ale  teraz  siły  zaczęły  ją  opuszczać.  Nawet 

Cherry to zauwaŜyła i przestała pytać o konie. 

Nie  ma  pani  jakichś  środków  przeciwbólowych? 

spytał  szorstko  Todd,  chcąc 

przynajmniej tonem zamaskować swój niepokój. 

Mam 

szepnęła zbielałymi wargami. 

Nie działają. 

A  jak  pani  myśli,  dlaczego? 

Próbował  utrzymać  napastliwy  ton,  ale  głos  mu  się 

zaczął łamać. Ta Parker wyglądała naprawdę kiepsko. 

Nie wsiadłabym na konia, gdyby nie artykuł o rodeo. Ten facet nazwał mnie kaleką. 

Jane walczyła z sobą, Ŝeby nie zacząć jęczeć. 

Dobrze, dobrze. Pojedziemy jutro z Cherry do miasteczka i kaŜemy mu zjeść to, co 

napisał. Na pewno się otruje. 

Na  bladej  twarzy  Jane  pojawił  się  na  chwilę  uśmiech.  Po  chwili  ustąpił  jednak 

grymasowi bólu. 

Zdaje się, Ŝe słyszę samochód 

powiedział Tim. 

To pewnie lekarz. 

Chora  wyraźnie  się  zmieszała.  Todd  spojrzał  na  nią,  starając  się  zgadnąć,  o  czym 

myśli.  Jej  uczucia  względem  doktora  z  pewnością  nie  były  jednoznaczne.  Czy  to  moŜliwe, 

Ŝ

eby go jednak kochała? 

Odgłosy silnika umilkły i po chwili do salonu wszedł wysoki rudzielec. Miał na sobie 

szary  flanelowy  garnitur,  krawat  na  gumce  i,  rzecz  rzadka  w  tych  okolicach,  czyste,  szare 

buty. Doktor postawił na stoliku czarną torbę i zdjął kapelusz. 

Todd obserwował go uwaŜnie. 

Doktor  Jebediah  Coltrain 

Tim  przedstawił  nowo  przybyłego. 

Kiedyś  wszyscy 

nazywali go po prostu: Rudzielec. 

Teraz juŜ tego nie robią 

powiedział doktor. 

On równieŜ się nie uśmiechał. 

A to Todd Burke i jego córka Cherry 

ciągnął Tim jak wytrawny mistrz ceremonii. 

Todd ma się zająć u nas księgowością. 

Coltrain skinął głową i zwlekał chwilę, zanim uścisnął dłoń Todda. Nieco przyjaźniej 

background image

potraktował  Cherry.  MoŜna  było  nawet  powiedzieć,  Ŝe  na  jego  twarzy  pojawiło  się  coś  w 

rodzaju uśmiechu. 

No  słucham,  co  zmalowałaś  tym  razem? 

zwrócił  się  bezpośrednio  do  chorej. 

Jeździłaś  konno?  Mogłem  się  tego  spodziewać.  Następnym  razem  wezmę  ze  sobą  wieniec 

zamiast torby. 

Doktor zaczął badać Jane. Jego olbrzymie łapska okazały się nadzwyczaj delikatne w 

kontakcie z pacjentką. Todd obserwował z niechęcią przebieg badań. 

NadweręŜyłaś  sobie  mięśnie 

zawyrokował  w  końcu  Coltrain. 

Mam  nadzieję,  Ŝe 

nie wywiąŜe się z tego stan zapalny. Czekaj, zaraz zrobię ci zastrzyk przeciwbólowy, a potem 

będziesz  musiała  odpocząć.  W  najbliŜszych  dniach  Ŝadnych  ćwiczeń.  Proszę  mi  pomóc 

zwrócił się do Todda. 

Miał  głos,  który  wymuszał  posłuszeństwo.  Todd  uśmiechnął  się  tylko,  a  następnie 

wziął  podaną  ampułkę  z  przezroczystą  cieczą  i  ułamał  jej  czubek.  Coltrain  w  tym  czasie 

przygotował strzykawkę i igłę jednorazową. Szybko odsłonił ramię Jane i zrobił jej zastrzyk. 

Dzięki, Rudzielcu. 

Lekarz wzruszył ramionami. 

Od czego masz przyjaciół. Niedługo zaśniesz. To bardzo silny środek. 

Cherry  zaofiarowała  się,  Ŝe  posiedzi  z  chorą.  Coltrain  wskazał  im  wzrokiem 

podwórko, dając znak, Ŝe chce z nimi porozmawiać. 

Co  się  stało? 

spytał  Tim,  kiedy  znaleźli  się  w  końcu  w  bezpiecznej  odległości  od 

salonu. Stary był naprawdę zaniepokojony. 

Muszę  ją  prześwietlić 

powiedział  Coltrain. 

NadweręŜenie  mięśni  to  wersja 

robocza. Trzeba to sprawdzić. Niepotrzebnie dosiadła konia 

dodał poirytowany. 

Próbowałem ją powstrzymać. 

Tim rozłoŜył ręce. 

Doktor machnął ręką. 

PrzecieŜ wiem, Ŝe to nie twoja wina 

powiedział. 

Nie chcę jej dzisiaj męczyć, ale 

jutro przyślę tutaj karetkę. Chciałbym, Ŝeby Jane dotarła do szpitala. NiezaleŜnie od tego, co 

będzie  mówić  i…  robić. 

Spojrzał  znacząco  na  męŜczyznę,  którego  poznał  przed  niecałym 

kwadransem. 

Todd skinął głową. 

MoŜe pan na mnie liczyć. 

Coltrain uśmiechnął się. Po raz pierwszy, od kiedy się poznali. 

Nie chciałbym być na pana miejscu. 

Usłyszeli wyraźny dzwonek. Był to stojący w przedpokoju telefon. Tim poszedł, Ŝeby 

background image

go odebrać, a następnie wrócił po Coltraina. 

Do ciebie 

powiedział. 

Po chwili zza drzwi zaczęły docierać do nich fragmenty głośnej rozmowy. 

Tak, ja… Nie, nic mnie to nie obchodzi… Jestem lekarzem i sam ustalam, co mam 

robić… Do cholery z umową! Dobrze, jeszcze o tym porozmawiamy. No, to na razie. 

Doktor wyszedł, trzaskając drzwiami, poŜegnał się i wsiadł do samochodu. Tim długo 

patrzył za oddalającym się autem. 

Nic z tego nie będzie 

powiedział w końcu. 

Z czego? 

zapytał Todd. 

Chodzi o niego i Lou. Zupełnie do siebie nie pasują. Ona ma ciągle nowe pomysły i 

chciałaby wszystko robić nowocześnie, a on woli stare, sprawdzone metody. Sam nie wiem, 

dlaczego jeszcze współpracują. 

Todd  teŜ  nie  wiedział.  Miał  jednak  nadzieję,  Ŝe  ta  współpraca  potrwa  długo,  jak 

najdłuŜej.  Sam  nie  wiedział,  dlaczego,  ale  nie  podobał  mu  się  sposób,  w  jaki  Coltrain 

traktował Jane. 

background image

ROZDZIAŁ TRZECI 

Jane szybko zasnęła, ale poniewaŜ jęczała przez sen i przewracała się z boku na bok, 

Todd zdecydował się zostać przy niej, gdy Cherry poszła do łóŜka. Wcześniej dostał od Tima 

ksiąŜkę przychodów i rozchodów i teraz zabrał się do lektury. Czas mijał mu szybko. KsiąŜka 

była czymś w rodzaju podręcznika, któremu nadałby tytuł "Jak nie naleŜy prowadzić rancza". 

Straty i zaniedbania widać było gołym okiem. 

Poza  bydłem  na  ubój  Jane  miała  cztery  ogiery,  z  których  kaŜdy  zdobywał  nagrody 

przed  śmiercią  jej  ojca.  Teraz  mogłyby  spełniać  funkcje  rozpłodowe,  co  zwiększyłoby 

dochody, ale oczywiście nikt o tym nie pomyślał. W gospodarstwie uŜywano przestarzałego 

sprzętu.  Gdyby  zająć  się  jego  naprawą  i  konserwacją,  moŜna  by  odpisać  sporą  kwotę  od 

podatku. Tego rodzaju moŜliwości pojawiały się niemal wszędzie. Jego zdaniem ranczo miało 

szansę  rozwoju,  a  co  za  tym  idzie  i  zarobkowania,  tylko  nikt,  jak  do  tej  pory,  o  tym  nie 

pomyślał. 

Todd  zdjął  okulary  i  przetarł  powieki.  Przez  moment  miał  wraŜenie,  Ŝe  ktoś  go 

obserwuje. Kiedy spojrzał na Jane, zauwaŜył, Ŝe ma otwarte oczy. 

Nie wiedziałam, Ŝe nosi pan okulary 

powiedziała sennym głosem. 

Jestem  dalekowidzem 

wyjaśnił. 

Noszę  okulary  tylko  do  pracy.  Podobno  mnie 

postarzają. 

Przez  chwilę  przyglądała  mu  się  uwaŜnie.  WciąŜ  była  senna  i  z  trudem 

powstrzymywała ziewanie. 

A ile pan ma lat? 

spytała w końcu. 

Trzydzieści pięć. A pani? 

O  całe  dziesięć  mniej 

oznajmiła,  jak mu  się zdawało,  triumfalnie. 

Nawet  trudno 

mi sobie wyobrazić, jaka będę w pana wieku. 

Todd nie chciał ciągnąć tego tematu. 

Lepiej się pani czuje? 

Troszkę. 

Jane  spojrzała  niechętnie  na  swoje  nogi. 

Po  prostu  nie  znoszę  takiego 

stanu. Jestem zupełnie bezsilna. Dobrze, Ŝe juŜ nie czuję bólu. 

To nie będzie przecieŜ trwało wiecznie 

przypomniał jej Todd. 

Jane  potrząsnęła  głową.  Jasne  włosy  opadły  jej  na  czoło  i  oczy.  Odgarnęła  je 

niecierpliwym ruchem. 

ZałoŜę się, Ŝe pan nigdy nie był w takiej sytuacji. Chodzi mi o bezsilność 

dodała po 

background image

chwili, widząc jego zdumione spojrzenie. 

Todd zmarszczył w zamyśleniu czoło. 

Miałem kiedyś zapalenie płuc 

mruknął niechętnie. 

Nazwa  choroby  brzmiała  niewinnie.  PrzecieŜ  wiele  osób  choruje  na  zapalenie  płuc. 

Dlatego Todd nie zwracał uwagi na swój stan, do momentu kiedy nie mógł juŜ pracować i z 

trudem  chodził.  Lekarze  kazali  mu  zostać  w  domu  tylko  pod  warunkiem,  Ŝe  Ŝona  się  nim 

zaopiekuje. A Marie miała wtedy akurat waŜne przyjęcie. Zajęła się właśnie projektowaniem 

wnętrz  i  z  jakichś  względów  musiała  uczestniczyć  w  tej  imprezie.  Tak  mu  przynajmniej 

powiedziała. 

Co się stało? 

zaniepokoiła się Jane, widząc jego minę. 

Nie, nic. Miałem kiedyś zapalenie płuc, a Ŝona pojechała na przyjęcie 

powiedział. 

Nie byłoby jeszcze najgorzej, gdyby nie schowała gdzieś lekarstw. Nie mogłem ich znaleźć. 

W  ogóle  z  trudem  chodziłem.  Kiedy  przyjechała  nad  ranem,  miałem  czterdzieści  stopni 

gorączki  i  trzeba  mnie  było  natychmiast  umieścić  w  szpitalu.  To  było  czternaście  lat  temu. 

Nieco później w tym samym roku urodziła się Cherry. 

O BoŜe! To straszne! 

jęknęła Jane. 

I co? Został pan z Ŝoną? 

Toddowi wydawało się, Ŝe nie powinni omawiać jego osobistych problemów. Jednak 

leŜąca obok kobieta nie wyglądała na taką, która łatwo daje za wygraną. Widać było, Ŝe ten 

temat ją poruszył i zaciekawił. 

Po  pierwsze,  mówiłem  sobie,  Ŝe  nie  zrobiła  tego  specjalnie.  Marie  zawsze  gdzieś 

chowała  rzeczy,  a  potem  nie  wiedziała,  gdzie  są.  Po  drugie  była  wtedy  w  ciąŜy.  Gdybym 

wystąpił o rozwód, na pewno nie chciałaby mieć ze mną dziecka 

tłumaczył cierpliwie. 

A pan chciał! 

To było raczej stwierdzenie, a nie pytanie. 

ZauwaŜyłam, Ŝe Cherry 

jest do pana bardzo przywiązana. 

Zawsze  chciałem  mieć  dzieci 

przyznał  nieco  zaŜenowany. 

Sam  jestem 

jedynakiem. Wychowałem się na wielkim ranczu. Wiem, co to znaczy samotne dzieciństwo. 

Pragnąłem mieć więcej dzieci, ale… skończyło się na jednej córce. 

Jego rozmówczyni oblizała wargi. Pytanie, które chciała zadać, było bardzo osobiste. 

Czy matka nie chciała Cherry? 

Twierdziła,  Ŝe  dziecko  przeszkadza  jej  w  pracy 

powiedział  z  wyczuwalnym 

smutkiem w głosie. 

Oczywiście, spotykają się.  Marie lubi  grać rolę dobrej, oddanej matki. 

Jest  projektantką  wnętrz i  większość  jej  klientów to  konserwatywni  Teksańczycy.  Wie  pani, 

tacy, co lubią, Ŝeby wszystko było na swoim miejscu. 

Czy Cherry wie…? 

background image

Trudno  pewnych  rzeczy  nie  zauwaŜyć.  PrzecieŜ  nie  jest  głupia.  Staram  się  tylko 

zapobiegać  kolejnym  manipulacjom.  Nie  pozwalam  równieŜ,  by  Marie  wtrącała  się  w 

prywatne Ŝycie naszej córki. Weźmy choćby rodeo. 

Jane znowu potrząsnęła głową. 

Nie rozumiem. 

Marie jest przeciwna występom córki. 

Ach, a Cherry jednak jeździ! 

Jane nie mogła powstrzymać okrzyku. 

Wbrew temu, 

co sądzi o tym matka. 

Skinął powaŜnie głową. 

To mnie przyznano opiekę nad dzieckiem. 

Sytuacja  powoli  stawała  się  jasna.  Samotny  ojciec  wychowujący  córkę  był  wciąŜ 

jednak  kimś  niesłychanie  rzadko  spotykanym  i  Jane  chciałaby  zadać  mnóstwo  pytań.  Teraz 

czuła, Ŝe jest zmęczona i senna. Pokój, w którym znajdował się Todd, zaczął od niej powoli 

odpływać. 

Tak dziwnie się czuję 

szepnęła. 

Nie mam pojęcia, co podał mi ten Rudzielec. 

Wygląda na trochę narwanego 

stwierdził niechętnie Todd. 

Jane nie zwróciła uwagi na ton jego głosu. 

Zawsze taki był 

powiedziała. 

Bardzo go lubię. 

Lubię.  Powiedziała:  "lubię".  To  mogło  znaczyć  wszystko  i  nic.  Todd  zmarszczył 

czoło, zastanawiając się nad znaczeniem tego słowa w wypadku Jane. 

Lubi go pani? 

spytał. 

Tak, właśnie 

odparła, starając się przemóc senność. 

Lubię. MęŜczyźni jako tacy mnie nie interesują. Nie bawi mnie teŜ seks. 

Ostatnie słowa wypowiedziała niemal szeptem, a po chwili juŜ spała. Todd przyglądał 

się  jej  z  prawdziwą  przyjemnością,  zastanawiając  się  nad  sensem  ostatniego  stwierdzenia. 

Jane była prawdziwą pięknością. Jeśli nawet nie interesowała się męŜczyznami, to męŜczyźni 

z  pewnością  interesowali  się  nią.  Pewnie  miała  jakiegoś  swojego  chłopaka.  PrzecieŜ  Tim 

mówił mu o Coltrainie. 

Dopiero  po  chwili  dotarło  do  niego,  Ŝe  siedzi  z  otwartą  ksiąŜką  na  kolanach.  Miał 

przecieŜ  jeszcze  sporo  pracy.  Lepiej  będzie,  jeśli  zajmie  się  problemami  rancza,  a  nie 

intymnym Ŝyciem jego właścicielki. 

Karetka  pogotowia  przyjechała  następnego  ranka  dokładnie  o  dziesiątej.  W  oczach 

Jane pojawił się błysk gniewu, kiedy ją zobaczyła. 

Nie  mam  zamiaru,  słyszycie?!  Nie  mam  zamiaru  iść  do  szpitala! 

powtarzała, 

background image

patrząc na Todda rozgorączkowanym wzrokiem. 

Todd  został  sam  w  domu.  Tim  znalazł  dla  siebie  jakieś  zajęcie  na  pastwisku,  a  Meg 

zabrała Cherry na zakupy. Todd dopiero teraz przejrzał ich grę. 

Nikt nie chce, Ŝeby pani tam została 

przekonywał upartą rekonwalescentkę. 

Mają 

panią po prostu prześwietlić, a potem przywieźć do domu. 

Jane  usiadła  na  łóŜku.  Jasne  włosy  rozsypały  na  ramionach.  Todd  pomyślał,  Ŝe 

wygląda jak nimfa przy leśnym strumyku. Jak rozzłoszczona nimfa. 

Na  pewno  niczego  sobie  nie  złamałam 

stwierdziła  autorytatywnie. 

Nigdzie  nie 

jadę. 

Stojący  w  drzwiach  pielęgniarze  spojrzeli  na  siebie,  a  następnie  skierowali  pytający 

wzrok na Todda. 

Zrobi pani to, co kazał doktor Coltrain! 

Nigdzie  nie  jadę.  MoŜecie  zabrać  te  nosze 

zwróciła  się  bezpośrednio  do 

pielęgniarzy. 

Proszę, panowie, podejdźcie bliŜej. 

Todd równieŜ postanowił ją ignorować. 

Omal nie rzuciła się na niego z pięściami. 

Ty!… Ty!… 

wyrwało jej się. 

Todd nie zwrócił na to uwagi. Podszedł do niej i wziął ją na ręce. Nie chciał wdawać 

się w utarczki słowne. Pragnął, by Jane znalazła się jak najszybciej w szpitalu. 

Początkowo chciała podrapać tego wielkiego męŜczyznę, który w tak niemiły sposób 

wtargnął  w  jej  Ŝycie.  Jednak  gdy  poczuła  tuŜ  obok  jego  szeroki  tors,  stało  się  z  nią  coś 

dziwnego. Zaparło jej dech w piersiach i stała się zupełnie niezdolna do działania. Trwało to 

zaledwie  parę  sekund.  Po  chwili  znalazła  się  na  noszach,  jeden  z  sanitariuszy  przykrył  ją 

białym  prześcieradłem  i  ponieśli  ją  do  karetki.  Jane  czuła  się  jak  dzikie  zwierzę,  schwytane 

nagle w niewidzialne wnyki. 

Pojadę  za  wami  samochodem 

rzucił  Todd,  zaglądając  do  przestronnego  wnętrza 

karetki. 

Jane  spojrzała  na  niego  wymownie  i  zacisnęła  usta.  Sprawiło  to,  Ŝe  stracił  pewność 

siebie.  JuŜ  wcześniej  serce  zabiło  mu  Ŝywiej,  kiedy  poczuł  blisko  siebie  drobne  ciało 

dziewczyny. A teraz to spojrzenie zupełnie wytrąciło go z równowagi. 

Nic  mi  pani  nie  powie? 

spytał,  odwracając  od  niej  wzrok. 

Nie  będzie  pani 

krzyczeć i drapać? 

JuŜ u mnie nie pracujesz 

rzuciła przez zaciśnięte zęby. 

Todd potrząsnął głową. 

background image

Nie, nie moŜe mnie pani wylać 

powiedział z przekonaniem. 

Niby dlaczego? 

PoniewaŜ straci pani ranczo 

odparł z uśmiechem. 

Myślę, Ŝe z moją pomocą uda 

się je zachować. 

Jane  zmarszczyła  brwi.  Być  moŜe  była  zbyt  porywcza,  ale  stać  ją  teŜ  było  na 

przemyślane decyzje. 

W jaki sposób? 

zadała kolejne pytanie. 

Porozmawiamy  o  tym  po  prześwietleniu 

stwierdził,  wycofując  się  z  wnętrza 

karetki.  Pomógł  jeszcze  pielęgniarzowi  zamknąć  tylne  drzwi,  a  następnie  skierował  się  do 

swego auta. 

Coltrain  przyglądał  się  uwaŜnie  kliszy.  Wyglądał  na  zadowolonego.  Pionowa 

zmarszczka nad jego nosem znikła teraz niemal zupełnie. 

Mówiłam ci przecieŜ, Ŝe nic mi nie jest. 

Jane zdecydowała się przerwać panujące w 

tym sterylnym wnętrzu milczenie. 

Rudzielec ze stetoskopem na szyi, wśród rozmaitych przyrządów i narzędzi, wydawał 

jej się kimś innym, mało znanym. Kimś, kogo trzeba się trochę obawiać. 

Coltrain oderwał wzrok od kliszy. 

Nie  powiedziałem  przecieŜ,  Ŝe  nic  ci  nie  jest. 

Zrobił  efektowną  przerwę. 

Na 

szczęście  moja  diagnoza  się  potwierdziła  i  nie  masz  Ŝadnych  złamań.  Powinnaś  jednak 

pamiętać,  Ŝe  jesteś  chora.  Jeszcze  jeden  taki  wyczyn,  a  być  moŜe  będziesz  musiała  spędzić 

całe Ŝycie na wózku inwalidzkim. Czy o to ci chodzi? 

Jane spuściła wzrok. 

Nie 

szepnęła. 

Więc przestań się popisywać i udowadniać wszystkim, Ŝe jesteś u szczytu formy! 

huknął Coltrain. 

Ten reporter i tak będzie musiał odpokutować za swoje grzechy 

dodał po 

chwili z dziwnym uśmiechem. 

Co masz na myśli? 

Rudzielec poprawił stetoskop, rozejrzał się dokoła i mrugnął do niej łobuzersko. 

Miejscowe Stowarzyszenie Jeździeckie zabroniło mu wstępu na rodeo. 

Jane patrzyła na lekarza z niedowierzaniem. 

PrzecieŜ  to  największa  impreza  sportowa  w  okolicy!  Zwłaszcza  o  tej  porze  roku. 

Skąd o tym wiesz? 

spytała podejrzliwie. 

No cóŜ, hm, jestem przecieŜ w zarządzie. 

Dziewczyna uderzyła się otwartą dłonią w czoło. 

background image

AleŜ ze mnie gapa! To twoja sprawka, przyznaj się. 

Wyciągnęła palec w kierunku 

przyjaciela. 

Nie tylko 

odparł z powagą Coltrain. 

Wszyscy się ze mną zgadzają. Zresztą gazeta 

i  tak  miała  kłopoty,  poniewaŜ  właściciele  sklepu  Ŝelaznego  i  stacji  obsługi  samochodów 

wycofali  swoje  reklamy.  Znasz  ich  pewnie.  Startowałaś  z  ich  synami  w  zawodach.  Coś  mi 

mówi, Ŝe powinnaś przeczytać najnowsze wydanie gazety. 

Dopiero  po  chwili  dotarło  do  niej  to,  co  powiedział.  Przez  chwilę  patrzyła  na  niego 

oniemiała, a potem uśmiechnęła się. 

Mają mnie przeprosić? 

spytała z niedowierzaniem. 

Ty stary diable! 

Jesteś przecieŜ moją przyjaciółką. 

Wzruszenie  ścisnęło  jej  gardło.  Zdołała  jedynie  wykrztusić  krótkie:  "dzięki". 

Spontanicznie rzuciła się w ramiona przyjaciela. 

W  tym  momencie  rozległo  się  pukanie  do  drzwi.  Todd  Burke  wszedł  do  środka  bez 

zaproszenia.  JuŜ  chciał  coś  powiedzieć,  ale  na  widok  połączonej  w  uścisku  pary  stanął  jak 

wryty.  Niemal  jednocześnie,  tyle  Ŝe  drugimi  drzwiami,  weszła  do  gabinetu  doktor  Lou 

Blakely.  Lekarka  zmierzyła  wzrokiem  doktora  Coltraina  i  Jane,  a  następnie  połoŜyła  na 

biurku jakieś papiery. 

Mam  tu  wyniki  badań  Neda  Rogersa 

powiedziała. 

Obawiam  się,  Ŝe  nie  są  zbyt 

pomyślne. 

Nie  mogła  pani  poczekać,  aŜ  skończę  rozmowę  z  pacjentką? 

zapytał  opryskliwie 

Coltrain. 

Policzki doktor Blakely pokryły się rumieńcem. 

Zrobiłam juŜ wszystko i chcę wyjść na lunch. PrzecieŜ juŜ dwunasta. 

Dwunasta? 

powtórzył  z  niedowierzaniem  Coltrain. 

A,  rzeczywiście. 

Odwrócił 

się w stronę Jane. 

No cóŜ, w zasadzie to juŜ wszystko. 

Odwiozę ją do domu 

wtrącił się Todd. 

Mam parę pytań dotyczących prowadzenia 

rancza. Obawiam się, Ŝe to nie moŜe czekać. 

Doktor Blakely przyglądała się z uśmiechem nie znanemu męŜczyźnie. W jej oczach 

pojawiło  się  zainteresowanie.  Przez  moment  czekała,  aŜ  Coltrain  ich  sobie  przedstawi,  a 

następnie sama wyciągnęła rękę do nieznajomego. 

Doktor Louise Blakely 

powiedziała. 

Miło mi pana poznać, panie… 

Nazywam  się  Burke,  Todd  Burke 

pospieszył  z  wyjaśnieniami. 

Zarządzam 

ranczem pani Parker. 

A ja jestem współpracownicą doktora Coltraina. 

background image

Asystentką 

poprawił ją naburmuszony Rudzielec. 

Lou  spojrzała  na  niego  z  wyraźną  wrogością,  jednak  Coltrain  udawał,  Ŝe jej  w  ogóle 

nie zauwaŜa. 

W  umowie,  którą  podpisałam,  jest  wyraźnie  napisane,  Ŝe  zatrudniają  mnie  jako 

pańską współpracownicę, doktorze 

przypomniała mu. 

Przez cały rok. 

Rudzielec nie zwrócił na nią większej uwagi. 

Zadzwoń, gdybyś potrzebowała pomocy 

powiedział do Jane. 

ł uwaŜaj na siebie. 

Na jego czole znowu pojawiła się charakterystyczna zmarszczka. 

Dobrze, będę uwaŜać 

obiecała Jane. 

Coltrain poklepał ją po ramieniu, a następnie podszedł do biurka. 

Teraz obejrzyjmy te wyniki 

zwrócił się do Lou. 

PoŜegnali się z lekarzami i Todd zawiózł Jane na szpitalnym wózku na parking, gdzie 

stał jego samochód. Następnie pomógł jej przejść na tylne siedzenie i ruszył w stronę rancza. 

Przez dłuŜszą chwilę jechali w milczeniu. 

Czy  jest  pani  zazdrosna  z  powodu  Lou? 

spytał  niespodziewanie,  przypominając 

sobie wyraz jej twarzy, kiedy Lou i Coltrain pochylili się nad biurkiem. 

O Rudzielca? Nie. Martwię się z powodu Lou 

dodała. 

Todd zerknął do tylnego lusterka. Jane była pochłonięta swoimi myślami. Wyglądało 

na to, Ŝe mówi szczerze. 

Lou nie potrafi sobie z nim poradzić 

podjęła temat. 

To dziwne, jest przecieŜ taka 

niezaleŜna i stanowcza. 

MoŜe się w nim kocha 

podsunął Todd. 

Mam  nadzieję,  Ŝe  nie.  Inaczej  srodze  się  rozczaruje.  Rudy  to  zaprzysięŜony  stary 

kawaler.  Nie  widzi  niczego  poza  swoją  pracą.  Lubi  kobiety,  ale  z  Ŝadną  nie  potrafiłby  się 

związać. 

Na ustach Todda pojawił się lekki uśmiech. 

Pewnie potrafi go pan zrozumieć, bo pan teŜ taki jest, prawda? 

Skinął głową. 

Kto raz się sparzył, ten dmucha na zimne 

stwierdził sentencjonalnie. 

Zahamował  gwałtownie,  poniewaŜ  właśnie  zmieniły  się  światła.  Było  to  ostatnie 

skrzyŜowanie przed wyjazdem z Jacobsville. 

Jane syknęła z bólu. 

Przepraszam, powinienem bardziej uwaŜać. 

Nie, nic się nie stało 

szepnęła. 

background image

Widzi pani, mam juŜ za sobą nieudane małŜeństwo 

Todd ciągnął zaczęty wątek. 

Dlatego będę szczery. Nie interesuje mnie na przykład romans z panią. Chciałbym natomiast 

wyprowadzić to ranczo na prostą. Ale uwiedzenie pani zupełnie nie wchodzi w grę. 

Nie  odpowiedziała  od  razu.  Todd  zerknął  do  lusterka,  Ŝeby  sprawdzić,  co  robi. 

Rozczarował się jednak, poniewaŜ Jane nie łkała ani nie załamywała rąk. 

Dziękuję za szczerość 

powiedziała. 

A teraz się pewnie pani na mnie obrazi 

mruknął, skręcając w boczną drogę. 

Jane nie potrafiła powstrzymać śmiechu. 

Widzę,  Ŝe  naprawdę  świetnie  mnie  pan  poznał,  panie  Burke 

zaszczebiotała. 

poza tym ta skromność!  Oczywiście, wszystkie kobiety czyhają na pana. A jeśli nie potrafią 

pana usidlić, to się obraŜają. 

Todd był nieco zdezorientowany. Nie spodziewał się takiej dozy sarkazmu i ironii. 

ś

e co? 

wyjąkał. 

Dziękuję, Ŝe mnie pan uprzedził o swoich zamiarach 

ciągnęła Jane. 

Wprawdzie od 

początku miałam ochotę rzucić się na pana w przypływie nagłej Ŝądzy, ale teraz, kiedy wiem, 

ze romans pana nie interesuje, będę się oczywiście pilnować.  Zresztą, łatwo mógłby  się pan 

obronić, gdybym pana molestowała. 

Jane zatrzepotała rzęsami. 

Musi mi pan wybaczyć, ale 

taki pan ładny. A tak w ogóle nie boi się pan podróŜować sam z kobietami? Ja nie mogłabym 

pana uwieść,  ale inne nie będą miały podobnych skrupułów. Niech pan uwaŜa, bo łakomy z 

pana kąsek. 

Todd  wydawał  jakieś  niezrozumiałe  pomruki.  Ta  dziewczyna  kpiła  sobie  z  niego  w 

Ŝ

ywe oczy. Co więcej, sam to sprowokował. 

Niech się pani nie wygłupia 

powiedział, oglądając się za siebie. 

Samochód  omal  nie  zjechał  do  rowu.  Jane  trochę  się  przestraszyła,  ale  jednocześnie 

była z siebie dumna. Burkę nie wyglądał na faceta, którego łatwo wyprowadzić z równowagi. 

Ja  się  wygłupiam?  PrzecieŜ  oboje  zgadzamy  się  co  do  tego,  Ŝe  jest  pan  wspaniały. 

ś

adna kobieta nie potrafiłaby się panu oprzeć. 

Wcale tego nie powiedziałem. 

Ale tak pan uwaŜa! 

wypaliła. 

Przez  resztę  drogi  milczeli.  Todd  czuł  się  jak  ostatni  idiota.  Nie  lubił  kobiet  tak 

wygadanych  jak  Jane  Parker.  Musiał  teŜ  pamiętać,  Ŝe,  sądząc  z  jej  reakcji  na  artykuł  w 

gazecie, łatwo ją zranić. 

Zatrzymali się na podwórku i Todd wyłączył silnik. Przez chwilę siedzieli w zupełnej 

ciszy. 

background image

Dawno się tak nie ubawiłam 

powiedziała w końcu Jane. 

Bardzo pana przepraszam 

za  te  Ŝarty,  ale,  prawdę  mówiąc,  po  raz  pierwszy  od  niepamiętnych  czasów  czułam  się  tak 

dobrze. 

Todd odwrócił się do niej. Jego oczy przypominały lodowe sople. 

Bardzo nie lubię, kiedy się ze mnie Ŝartuje 

stwierdził. 

Będzie lepiej, jeśli sobie to 

pani zapamięta. 

Rysy Jane stwardniały. 

Będzie  lepiej,  jeśli  zapamięta  pan,  Ŝe  nie  wolno  do  mnie  mówić  tym  tonem! 

oznajmiła. 

Otworzyła drzwiczki i zabrała się do wysiadania. Todd chciał jej pomóc, ale pokręciła 

głową. 

Niech pan zawoła Tima z wózkiem 

powiedziała. 

Tak będzie lepiej. 

Todd zazgrzytał zębami. JuŜ chciał rzucić jakąś niepochlebną uwagę na temat wózka, 

ale w porę się opanował. Wiedział, Ŝe Jane uznałaby to za obrazę. 

Dobrze 

mruknął. 

Wszedł do domu i zaczął szukać Tima. Znalazł go w kuchni, gdzie brodacz rozmawiał 

właśnie z Ŝoną. 

No i co? 

zapytali jednocześnie na jego widok. 

Wszystko w porządku. 

To dlaczego ma pan taką ponurą minę? 

spytał Tim. 

Pokłóciliśmy się 

wyznał. 

Meg pokiwała tylko głową, jakby tego właśnie się spodziewała, a Tim aŜ gwizdnął. 

To  juŜ  coś! 

krzyknął. 

Pamiętam,  jak  Jane  wspaniale  kłóciła  się  z  Coltrainem. 

Szkoda, Ŝe juŜ się nim nie interesuje. Stanowiliby idealną parę. 

Niby dlaczego? 

spytał naburmuszony Todd. 

Tylko dlatego, Ŝe jest lekarzem? 

I  synem  farmera 

dodał  Tim. 

Nigdy  by  nie  pozwolił,  Ŝeby  ranczo  Jane  tak 

podupadło. Czy uda się panu jakoś podreperować nasze finanse? 

Todd  zastanawiał  się  przez  chwilę  nad  odpowiedzią.  Nie  chciał  wzbudzać  złudnych 

nadziei. 

Myślę, Ŝe tak. Ale proszę nie oczekiwać ode mnie gotowych recept. 

Tim  skinął  głową,  a  następnie  ponownie  spytał  o  Jane.  Z  ulgą  wysłuchał  tego,  co 

powiedział  doktor.  Następnie  obaj  męŜczyźni  wyszli  do  przedpokoju.  Todd  wziął  wózek  i 

wypchnął go na zewnątrz. 

Dlaczego pan jej po prostu nie przeniesie? 

spytał Tim. 

background image

Todd wzruszył ramionami. 

Tim  stanął  w  drzwiach.  Z  przyjemnością  obserwował  to,  co  działo  się  przy 

samochodzie, chociaŜ zdaje się, Ŝe Jane i Todd znowu się kłócili. Przynajmniej nie myśli bez 

przerwy o swoich nogach, ucieszył się stary. No i ma się czym zająć. 

Kiedy znaleźli się w domu, z kuchni wyjrzała Meg. 

Obiad  za  kwadrans 

oznajmiła. 

Mógłby  pan  poszukać  Cherry?  Ćwiczy  zwroty 

wokół beczek. Powinna być na padoku 

zwróciła się do Todda. 

Bez trudu odnalazł córkę na placu. Jeździła wolno wokół beczek. 

Cześć, tato! 

krzyknęła i pomachała ręką na jego widok. 

Cześć. Jak leci? 

zapytał. 

MoŜe być. Nie lubię jeździć tak wolno, ale Jane powiedziała, Ŝe powinnam od tego 

zacząć. 

Jane? Jesteście na "ty"? 

zdziwił się. 

Tak. Nie mówiłam ci? 

spytała, zatrzymując konia. 

Co powiedział lekarz? 

Todd pokiwał uspokajająco głową. 

Wszystko w porządku 

powiedział. 

Chodź na lunch. Ma być gotowy za parę minut. 

Dobrze. Zrobię tylko jeszcze jedno okrąŜenie. 

Todd wsadził ręce w kieszenie i ruszył w stronę domu. 

Lunch się nieco opóźniał, więc miał jeszcze chwilę na rozmowę z Timem. Następnie 

poszedł  do  łazienki,  Ŝeby  się  trochę  odświeŜyć.  Czuł  się  coraz  bardziej  głodny  i  z 

utęsknieniem czekał na posiłek. 

Cherry  oczywiście  się  spóźniła  i  od  razu  rzuciła  na  jedzenie.  Stanowili  chyba 

wspaniały widok: córka i ojciec pałaszujący obiad z apetytem. 

Jane  siedziała  nad  niemal  pełnym  talerzem.  Przed  obiadem,  kiedy  nikt  nie  słyszał, 

wygłosiła jakąś sarkastyczną uwagę na temat wody kolońskiej Todda, ale teraz milczała. 

To Tim pierwszy zaczął rozmowę: 

Wiesz,  Jane,  pan  Burke  uwaŜa,  Ŝe  znalazł  sposób  na  to,  Ŝeby  wyjść  z  kryzysu. 

Będziemy tylko musieli zacisnąć pasa i wziąć kredyt. 

Jane westchnęła głęboko. 

Właśnie tego się obawiałam 

powiedziała ponuro. 

Nikt juŜ nam nie da pieniędzy. 

Z kredytem nie będzie Ŝadnych problemów 

rzekł pewnym tonem Todd. 

Nie  chciał  wdawać  się  w  wyjaśnienia,  dlaczego.  KaŜdy  bank  zdecyduje  się  na 

poŜyczkę,  jeśli  on  będzie  poręczycielem.  Todd  miał  zamiar  wyciągnąć  Jane  z  tarapatów. 

Zwłaszcza Ŝe kwota, której w tej chwili potrzebował, była niczym w porównaniu z rocznym 

background image

dochodem jego firmy. 

Dobrze.  Ile  potrzebujemy  i  na  co  wydamy  te  pieniądze? 

spytała  zaintrygowana 

Jane. 

Wyjaśnił  jej  wszystko  pokrótce,  starając  się,  by  zrozumiała,  na  czym  polega 

skomplikowany  system  ulg  podatkowych  i  inwestycyjnych.  Mówił  teŜ  o  wydzierŜawieniu 

niepotrzebnych gruntów, modernizacji parku maszynowego i innych usprawnieniach. 

Jane  aŜ  zaparło  dech  z  wraŜenia.  Wizje,  jakie  roztaczał  Todd,  zdawały  się  być 

spełnieniem  jej  Ŝyczeń.  Bardzo  chciała,  tak  jak  proponował,  prowadzić  stadninę,  zamiast 

hodowli  bydła  rzeźnego.  Małe,  nowoczesne  ranczo  było  jej  marzeniem.  PrzecieŜ  przede 

wszystkim znała się na koniach! 

Poza  tym 

ciągnął  Todd 

ma  pani  znane  nazwisko.  To  wstyd,  Ŝe  pani  tego  nie 

wykorzystała.  Inne  gwiazdy  rodeo  juŜ  dawno  zajęły  się  reklamą  odzieŜy  czy  końskiego 

oporządzenia. Nie myślała pani o tym? 

W… wolałabym tego nie robić 

odparła. 

Dlaczego? 

Jane spojrzała na talerz, z którego ubyło bardzo niewiele zupy. Wzięła łyŜkę do ręki i 

zamieszała prawie juŜ chłodną ciecz. 

Nie pozwolę, Ŝeby fotografowali mnie na wózku! 

powiedziała. 

Todd pokiwał głową. 

Nikt  nie  będzie  musiał  tego  robić 

powiedział. 

Po  pierwsze,  nie  będzie  pani  całe 

Ŝ

ycie jeździć na wózku. Po drugie, nie musi się pani wcale pokazywać. Kontrakt reklamowy 

moŜe dotyczyć nazwiska, portretu, dawnych zdjęć z rodeo. 

Jane przyłoŜyła dłonie do skroni i zaczęła je rozmasowywać. Ten  Burke  przyprawiał 

ją o ból głowy. 

Kto by tam wykorzystał do reklamy kogoś juŜ prawie nieznanego? Jest tylu nowych 

zawodników. 

Nie  wygłupiaj  się! 

krzyknęła  Cherry,  która  milczała  do  tej  pory,  poniewaŜ  była 

zajęta pochłanianiem przepysznej grzybowej zupy. 

PrzecieŜ jesteś legendą! W stadninie, w 

której uczyłam się jeździć, wszędzie były plakaty z twoją podobizną. 

Jane otworzyła szeroko oczy. Wiedziała o istnieniu plakatów, ale nie sądziła, by ktoś 

je kupował. 

Zapomniałaś, prawda? 

wtrącił się Tim. 

Mówiłem ci, Ŝe musieli dodrukowywać te 

plakaty, ale pewnie nie zwróciłaś na to uwagi. To było zaraz po wypadku. 

Nie,  nie  zwróciłam  na  to  uwagi 

przyznała  Jane.  Następnie  spojrzała  na  Todda. 

background image

Zrobię wszystko, Ŝeby uratować ranczo. 

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY 

Todd  uparł  się,  Ŝeby  jechać  samemu  do  banku  w  Jacobsville.  Nie  chciał,  Ŝeby  Jane 

zauwaŜyła, jak będzie załatwiał poŜyczkę. 

Sprawa,  jak  przypuszczał,  okazała  się  dosyć  prosta.  Szef  banku  zadowolił  się  jego 

pisemnym poręczeniem. Potem jeszcze tylko parę telefonów i odpowiednia kwota znalazła się 

na koncie Jane. Mógł nią teraz swobodnie dysponować. Przede wszystkim pomyślał o nowym 

sprzęcie, a takŜe o firmie, która dokonałaby niezbędnych napraw na ranczu. 

Kiedy  Jane  zobaczyła  pierwszy  rachunek,  omal  nie  spadła  z  wózka.  Miała  ochotę 

poprosić o whisky, ale w końcu uznała, Ŝe nie wypada. 

Nie mogę sobie na to pozwolić 

powiedziała, potrząsając świstkiem. 

Myli  się  pani 

zaoponował  spokojnie  Todd. 

Konserwacja  jest  na  dłuŜszą  metę 

znacznie tańsza niŜ wymiana wszystkiego. 

A to ogrodzenie?! 

No tak, tutaj rzeczywiście nie miałem wyboru.  Musiałem zdecydować się na nowe. 

Drewniane ogrodzenie ciągle trzeba łatać drutem kolczastym. To moŜe być niebezpieczne dla 

zwierząt 

tłumaczył spokojnie. 

Poza tym zamówiłem zbiornik na wodę… 

Cysternę 

przerwała mu. 

W Teksasie mówimy: "cysternę". 

Właśnie,  cysternę 

ciągnął. 

No  i  oczywiście  znalazłem  firmę,  która  dokona 

naprawy  dachu.  Na  górze  pełno  jest  garnków  i  wiader  do  zbierania  deszczówki.  Jeśli  nie 

załatamy dziur, wkrótce cały dach przegnije i trzeba będzie go wymienić na nowy. 

Jane przymknęła oczy. Na jej czole pojawiły się zmarszczki. 

Skąd ja na to wszystko wezmę pieniądze?! 

jęknęła. 

Właśnie tego pytania się spodziewałem 

powiedział Todd z uśmiechem. 

Siedział  swobodnie  rozparty  na  krześle  w  rozpiętej,  dŜinsowej  koszuli,  którą  włoŜył 

zaraz  po  przyjeździe  z  Jacobsville,  i  luźnych  spodniach.  Musiała  przyznać,  Ŝe  wyglądał 

bardzo atrakcyjnie. 

I cóŜ? 

ponagliła go. 

Chcę  wykorzystać  dwa  ogiery  na  rozpłód 

odparł. 

Za  zarobione  dzięki  nim 

pieniądze  będziemy  mogli  załoŜyć  stadninę.  Później  sami  będziemy  sprzedawali  źrebięta 

pełnej czy raczej czystej krwi. Nie wiem, jak się u was nazywa. 

Jane  chciała  wygłosić  komentarz  na  temat  liczby  mnogiej,  której  uŜywał  w  swoich 

rozwaŜaniach Burkę, ale zamiast tego rzuciła automatycznie: 

background image

Pełnej  angielskiej,  czystej  arabskiej. 

Dopiero  po  chwili  dotarło  do  niej  to,  co 

powiedział Burke. 

Będziemy potrzebowali lepszej stajni 

stwierdziła, uŜywając narzuconej 

przez Burke'a liczby mnogiej. 

Todd skinął głową. 

Wiem. Zbudujemy nową. Znalazłem juŜ odpowiednią ekipę wykonawczą. 

Ale  przecieŜ  na  to  trzeba  jeszcze  więcej  pieniędzy! 

wykrzyknęła. 

W  tej  chwili 

stoimy na krawędzi bankructwa, a pan mi proponuje nowe wydatki! Pozwoli pan, Ŝe powtórzę 

pytanie: skąd brać na to pieniądze? 

Todd skinął głową, chcąc dać znak, Ŝe rozumie jej zastrzeŜenia. Przez chwilę milczał, 

wpatrując się w okolone jasnymi włosami oblicze Jane, a następnie zaczął wyjaśnienia. 

PoŜyczka  to  pierwsze  źródło,  ale  zgadzam  się  z  panią,  Ŝe  niewystarczające 

powiedział. 

Ogiery, to drugie. A poza tym… 

urwał i spojrzał niepewnie na Jane. 

Poza tym? 

MęŜczyzna zaczerpnął tchu. 

Rozmawiałem  z  duŜą  fabryką  odzieŜy  z  Houston.  OtóŜ  są  zainteresowani 

współpracą.  Chcieliby  rozpocząć  promocję  kowbojskich  ubrań  dla  kobiet.  Zdaje  się,  Ŝe 

chodzi głównie o dŜinsy i kurtki dŜinsowe. 

Jane z trudem przełknęła ślinę. 

Czy wiedzą o…? 

Todd nie pozwolił jej dokończyć pytania. 

Wiedzą. Nie będą pani fotografować na wózku. To bardzo rozsądna oferta. 

Todd podał wysokość proponowanego honorarium. Jane nie mogła uwierzyć własnym 

uszom. 

To chyba jakiś Ŝart 

powiedziała niepewnie. 

Burke pokręcił przecząco głową. 

Nic  podobnego.  To  wcale  nie  tak  duŜo.  Oczywiście,  dopiero  pani  zaczyna. 

Radziłbym  dokładnie  obejrzeć  wszystkie  rodzaje  ubrań,  które  ma  pani  reklamować. 

Ostatecznie będzie na nich pani nazwisko. 

Jane  aŜ  się  zaczerwieniła.  Perspektywa  ujrzenia  swojego  nazwiska  na  ubraniach 

kowbojskich  była  bardzo  podniecająca.  I  pomyśleć,  Ŝe  w  tym  będą  jeździć  zawodnicy  na 

rodeach.  Nie  chciała  jednak  popadać  w  przesadny  optymizm.  PrzecieŜ  nie  podpisała  jeszcze 

umowy. 

Tak, nie chciałabym promować tandety. 

To  zrozumiałe 

stwierdził. 

Jednak  wydaje  mi  się,  Ŝe  to  przyzwoite 

background image

przedsiębiorstwo. Jest juŜ na rynku parę lat. Wszyscy mówili o nim pozytywnie. Zresztą sama 

pani się przekona. Mają tu przyjechać w następny piątek. Przepraszam, Ŝe nie konsultowałem 

z panią sprawy terminu. 

Jane wyciągnęła rękę. 

Nie  szkodzi 

odparła. 

Mam  przecieŜ  masę  czasu.  Nie  będę  twierdzić,  Ŝe  jest 

inaczej. 

Todd  obserwował  ją  uwaŜnie.  Błękitne  oczy  lśniły  dziwnym  blaskiem.  Blade  dotąd 

policzki  nabrały  rumieńców.  Jane  wyglądała  na  oŜywioną  i  zadowoloną.  Piękniała  z  minuty 

na  minutę.  Gwałtowny  ruch  piersi  pod  cienkim  materiałem  bluzki  wskazywał,  Ŝe  jest 

podniecona. 

Niech  pan  przestanie  grać  rolę  uwodziciela 

powiedziała,  zauwaŜywszy  jego 

spojrzenie. 

Porozmawiajmy lepiej o interesach. 

Todd uśmiechnął się do niej i przymruŜył jedno oko. Efekt był piorunujący. 

Na pewno pani tego chce? 

Jane z trudem powstrzymała drŜenie rąk. 

Na pewno 

odparła. 

Wróćmy do tych ludzi z fabryki. O której mają przyjechać? 

Do  czwartku  ustalono  wszystkie  szczegóły  spotkania.  Następnego  dnia  rano  Jane 

miała odbyć rozmowę z dwójką przedstawicieli przedsiębiorstwa. Rozpoczęły się teŜ prace na 

ranczu.  Od  świtu  towarzyszył  im  jęk  pił  i  zgrzyt  cięŜkich  maszyn,  a  takŜe  nawoływania 

robotników. 

Aby  uciec  od  hałasu,  Jane  wyruszała  z  Cherry  do  letniej  zagrody  dla  koni. 

Dziewczynka  robiła  spore  postępy,  ale  Todd  nie  miał  okazji  tego  docenić,  poniewaŜ  całymi 

dniami  siedział  w  pokoju  przy  biurku  i  albo  sprawdzał  rachunki,  albo  rozmawiał  przez 

telefon. Jane nie mogła pojąć, jak moŜe pracować w tym hałasie. PrzecieŜ dobiegał on nawet 

do pastwiska. 

BoŜe, trudno to wytrzymać! 

jęknęła, obserwując swoją uczennicę. 

Któregoś dnia 

kaŜę powystrzelać tych ludzi. 

Cherry  uśmiechnęła  się  do  niej.  Skończyła  właśnie  siodłać  klacz,  podarowaną  jej 

przez ojca. 

Ale  moŜe  lepiej  po  tym,  jak  skończą  reperować  dach.  Inaczej  znów  będzie 

przeciekać 

zauwaŜyła przytomnie i poklepała klacz po karku. 

W końcu zdecydowałam się, 

jak ją nazwać. Piórko. Dlatego Ŝe galopuje tak lekko. Jane skinęła głową. 

To  dobre  imię 

zgodziła  się. 

Powinnaś  jej  na  więcej  pozwalać.  Ta  klacz  potrafi 

sama brać najostrzejsze zakręty. Musisz jej tylko popuścić cugli. 

background image

Cherry posmutniała. Spuściła głowę i przysiadła obok Jane na wielkiej beli siana. 

Nie mogę 

powiedziała. 

Staram się, ale mi nie wychodzi. 

Boisz się, Ŝe spadniesz, prawda? 

Cherry  zaczęła  wyskubywać  siano  z  beli,  na  której  siedziała.  Wyglądała  w  tej  chwili 

na bardzo zakłopotaną. 

To  teŜ 

przyznała. 

Ale  bardziej  boję  się  o  konia.  Pierwszy  raz,  kiedy  byłam  na 

rodeo, widziałam upadek. Koń złamał nogę. Chcieli go oddać do rzeźni, ale ubłagałam tatę i 

kupił mi go. Jest teraz u krewnych w Wyoming. Od tego czasu mam problemy z szybką jazdą, 

a zwłaszcza ze zwrotami. 

Jane przytuliła dziewczynkę mocno do siebie. Todd o niczym jej nie powiedział. 

Po  prostu  nie  miałaś  szczęścia 

powiedziała. 

Jeźdźcy  kochają  swoje  konie  i 

wiedzą, jak unikać okaleczenia zwierząt. Oczywiście zdarza się, Ŝe ktoś zleci z konia. Sama 

miałam  złamane  Ŝebro,  kiedy  spadłam  z  klaczy  w  czasie  treningu.  Jednak  nigdy  nie 

widziałam powaŜnego wypadku w czasie rodeo. To raczej rzadkość. 

Naprawdę? 

spytała Cherry. Na jej twarzy pojawił się nagle promienny uśmiech. 

MoŜesz  mi  wierzyć.  Konie  instynktownie  wyczuwają,  co  jest  dla  nich  najlepsze. 

Zadanie jeźdźca to przede wszystkim nie przeszkadzać… 

NiemoŜliwe! 

przerwała jej Cherry nagłym okrzykiem. 

Na  jej  czole  pojawiły  się  zmarszczki. Przed  oczami  miała  tych  zawodników,  których 

uwaŜała  za  najlepszych.  CzyŜby  Jane  miała  rację?  Czy  wystarczyło  zdać  się  na  koński 

instynkt? CzyŜby cała sprawa była aŜ tak prosta? 

To  wcale  nie  jest  takie  proste 

dodała  Jane,  jakby  odgadła  jej  myśli. 

Trzeba 

przezwycięŜyć strach i zaufać zwierzęciu. 

Chciałabym spróbować 

powiedziała Cherry. 

Zerwała  się  na  równe  nogi  i  podbiegła  do  skubiącego  trawę  konia.  W  oczach  Jane 

pojawił  się  wyraz  nostalgii  i  zadumy.  Ona  teŜ  kiedyś  odkrywała  te  proste  prawdy.  Kiedy  to 

było? Piętnaście, moŜe osiemnaście lat temu? 

Dobrze, ale pamiętaj: nie spiesz się 

ostrzegła swą uczennicę. 

Musisz się równieŜ 

nauczyć, Ŝe koń wyczuwa twoje nastroje. Wie, kiedy jesteś zła, zmęczona lub teŜ podniecona. 

Co tu się dzieje?! Spotkanie na szczycie? 

usłyszała za sobą głos Todda. 

Widzę, Ŝe pana równieŜ hałasy wygoniły z domu 

powiedziała. 

Nie na długo. Zaraz muszę wracać. Mam mnóstwo roboty. 

Tato,  chcesz  popatrzeć?! 

krzyknęła  do  niego  Cherry  z  końskiego  grzbietu. 

Spróbuję robić zwroty. 

background image

Todd rozłoŜył ręce. 

Właśnie mówiłem, Ŝe jestem zajęty 

odparł, podchodząc do córki. 

Wyrwałem się 

tylko na chwilę. Muszę wracać do pracy. 

A  ja  myślałam,  Ŝe  jesteśmy  na  wakacjach 

powiedziała  półgłosem  Cherry  i 

mrugnęła do niego. 

Jane nic nie słyszała. Siedziała na sianie i mruŜąc oczy, wpatrywała się w jakiś odległy 

punkt na horyzoncie. 

Dobrze, zostanę jeszcze chwilę 

stwierdził Todd po krótkim namyśle. 

Córka uśmiechnęła się do niego. 

Dzięki. 

Podszedł do beli i usiadł obok Jane, która w ciągu ostatnich minut czyniła olbrzymie 

wysiłki, Ŝeby nie zwracać na niego uwagi. Musiała jednak przyznać, Ŝe w dŜinsowej bluzie, 

spodniach i w szarym stetsonie wyglądał jak prawdziwy kowboj. Miał sylwetkę urodzonego 

jeźdźca. Zwłaszcza nogi, długie i mocne, doskonale by mu słuŜyły w czasie jazdy. 

Cherry mówiła mi o koniu ze złamaną nogą 

rzuciła w jego stronę. 

To było bardzo 

miłe z pańskiej strony. 

Todd zsunął stetsona na tył głowy. 

Miłe? Nawet nie próbowałem się sprzeciwiać. Nie potrafię się oprzeć łzom. 

Jane uśmiechnęła się. 

Dobrze o tym wiedzieć. 

Chodziło mi o łzy Cherry 

zreflektował się Todd. 

Wygląda na to, Ŝe znowu nie mam szczęścia 

powiedziała kpiącym tonem. 

Todd  spojrzał  na  nią  z  ukosa.  Wyglądała  niezwykle  kusząco  i  bezbronnie.  Ciekawe, 

czy potrafiłby oprzeć się łzom Jane? Postanowił jednak nie myśleć o tym. 

Rozmawiałem z moją byłą Ŝoną 

oświadczył. 

Powiedziała, Ŝe chce jednak zaprosić 

Cherry  do  siebie.  Mają  się  wybrać  po  zakupy.  Dlatego  będę  musiał  wyjechać  jutro  z  rana. 

Jednak  przy  odrobinie  szczęścia  powinienem  zdąŜyć  na  negocjacje  w  sprawie  reklamy. 

Gdyby  mi  się  to  nie  udało,  proszę  niczego  nie  podpisywać.  Najpierw  musi  to  zobaczyć 

prawnik. 

Wiem o tym. 

To dobrze. 

Radosne  okrzyki  Cherry  przerwały  im  rozmowę.  Dziewczynka  cieszyła  się, 

przejechawszy  parę  razy  wokół  beczek.  Robiła  to  wolno,  ale  z  coraz  większą  wprawą. 

Pomachali jej, chcąc dać znak, Ŝe patrzą. 

background image

Czy Cherry lubi swoją matkę? 

spytała Jane. 

Jako tako 

odparł Todd. 

Nie znosi za to ojczyma. 

Jane zmierzyła go spojrzeniem. Nic dziwnego, skoro miała tak wspaniałego ojca. 

To  normalne 

powiedziała. 

Dzieci  rozwiedzionych  rodziców  często  chcą,  Ŝeby 

rodzice byli razem. 

Todd pokręcił przecząco głową. 

To  nie  dotyczy  Cherry.  Za  duŜo  widziała. 

Obrócił  się  twarzą  do  Jane. 

Czy  pani 

rodzice się kłócili? 

Jane wyruszyła ramionami. 

Nie  mam  pojęcia.  Mama  zmarła,  kiedy  zaczęłam  chodzić  do  szkoły.  W  zasadzie 

wychowywał mnie tata. No i jeszcze Tim i Meg 

dodała po chwili namysłu. 

Ś

mierć ojca musiała być wielką stratą dla pani. 

Skinęła głową, nie chcąc dać poznać, jak jest wzruszona. 

Przynajmniej zostali mi Tim i Meg 

szepnęła. 

Nie wiem, co bym bez nich zrobiła. 

Mój  tata  zmarł  dziewięć  lat  temu,  a  mama  dwa  lata  później 

powiedział  Todd. 

Bardzo mi ich brakuje. 

Tak  to  juŜ  jest 

stwierdziła,  nie  chcąc  poddać  się  fali  Ŝalu. 

Ludzie  po  prostu 

umierają. Zawsze tak było i będzie. 

Todd skinął głową. 

Jasne. Ale tym, którzy zostają, wcale nie jest z tego powodu łatwiej. 

Jane musiała mu przyznać rację. Opanowały ją czarne myśli. Nie  wiadomo do czego 

by doszło, gdyby nie Cherry, która podjechała do nich i zeskoczyła z konia. 

A teraz uwaŜajcie 

powiedziała, patrząc na nich rozognionymi oczami. 

Przez  chwilę  szeptała  coś  do  ucha  klaczy,  a  następnie  dosiadła  jej  i  zaczęła  ćwiczyć 

zwroty.  Widać  było,  Ŝe  popuściła  koniowi  cugli,  dzięki  czemu  przejazd  wypadł 

nadspodziewanie dobrze. 

Brawo! 

krzyknął Todd. 

A widzisz, mówiłam ci! Poszło wspaniale! 

zawtórowała mu Jane. 

Cherry wyglądała na uszczęśliwioną. 

To zasługa Jane 

wyjaśniła ojcu. 

Gdyby nie ona, nigdy bym się tego nie nauczyła. 

Jane uśmiechnęła się pobłaŜliwie. 

To przede wszystkim twoja zasługa 

powiedziała. 

PrzecieŜ ty dosiadasz konia. 

Cherry jednak nie słuchała. Poklepała Piórko po karku i ruszyła w stronę placyku. 

Poćwiczę jeszcze trochę 

rzuciła. 

background image

Tylko uwaŜaj! 

krzyknął za nią Todd. 

Pamiętaj, co ci mówiłam! Powoli i ostroŜnie! 

dodała Jane. 

Todd  spojrzał  na  nią.  Jane  miała  na  sobie  koszulkę  z  krótkimi  rękawami,  która 

wspaniale  podkreślała  szczupłość  jej  ciała  i  spręŜystość  biustu.  Zwykle  blade  policzki  były 

zaróŜowione z podniecenia. Pewnie nie zdawała sobie sprawy z tego, Ŝe wygląda piękniej niŜ 

kiedykolwiek. 

Powoli i ostroŜnie 

powtórzył, wpatrując się w nią uporczywie. 

Jane  wyczuła  jego  spojrzenie.  Podniosła  wzrok  i  napotkała  jego  przenikliwe, 

stalowoszare oczy. Na moment zaparło jej dech z wraŜenia. 

Todd uniósł dłoń i dotknął jej policzka. Przesunął palcami wokół ust, brody, a potem 

powędrował  nimi  nieśmiało  niŜej.  Jane  bała  się  poruszyć.  Miała  wraŜenie,  Ŝe  ktoś  ją 

zaczarował i wystarczy jeden niepotrzebny gest lub zbędne słowo, a czar pryśnie. Todd chyba 

czuł  to  samo.  Jego  palce  zatrzymały  się  na  wiotkiej  szyi.  Wyczuwał  nimi  gwałtowny  puls 

Jane. Jego serce biło chyba równie mocno. Cherry? Och, Cherry nie mogła ich widzieć. Jazda 

pochłonęła ją niemal zupełnie. Co jakiś czas wydawała tylko radosne okrzyki. 

Palce Todda przesunęły się niŜej. 

Todd! Todd! Przyjechał szef ekipy remontowej! 

usłyszeli głos Tima. 

Spojrzeli za siebie. Rzeczywiście, Tim zbliŜał się do nich wolno. 

Todd z trudem przełknął ślinę. 

JuŜ idę! 

odkrzyknął. 

Mówiłem ci, Ŝe wcale nie mam ochoty na romans 

zwrócił 

się do Jane. 

Odsunęła się od niego na odległość, którą zapewne u

 - 

znała za bezpieczną. 

Tak, rzeczywiście. To ja rzuciłam się na ciebie! Nie wygłupiaj się lepiej! 

Todd! Todd! Chodź juŜ! 

nawoływał Tim. 

Todd wstał i spojrzał na Jane. 

Jeszcze pogadamy 

rzucił z nutką pogróŜki w głosie. 

Jeszcze pogadamy 

zawtórowała mu. 

Aha, moŜe od razu wyjaśnisz, od kiedy jesteś 

na "ty" z moim zarządcą?! 

Todd roześmiał się głośno. 

Od dzisiaj 

wyjaśnił. 

Tak samo jak z tobą. 

Chciał juŜ odejść, ale Jane nie miała zamiaru go tak puścić. 

Czekaj!  Ja  teŜ  chcę  z  nim  porozmawiać!  Ostatecznie  to  jest  mój  dom.  Chciałabym 

wiedzieć, co tu się będzie działo. 

Todd skinął głową. 

background image

Myślałem  o  tym 

powiedział,  starając  się  zapomnieć,  jak  gładka  i  jedwabista  jest 

skóra Jane. 

Chciałem was umówić na oddzielne spotkanie, ale moŜe tak rzeczywiście będzie 

lepiej. 

Powiedzieli  Cherry  o  spotkaniu,  a  następnie  ruszyli  w  stronę  domu.  Szef  ekipy 

remontowej,  wyglądający  bardziej  na  biznesmena  lub  przemysłowca,  czekał  na  nich  koło 

swojego zielonego mercedesa. 

Poznajcie się. Bill Hayes, Jane Parker 

powiedział Todd. 

AleŜ ja juŜ o panu słyszałam! 

Jane nie potrafiła ukryć podniecenia. 

Podobno pana 

firma jest najlepsza! 

Staramy się 

powiedział skromnie ciemnowłosy męŜczyzna o pociągłej twarzy. 

Ja 

natomiast nie tylko o pani słyszałem, ale widziałem panią na rodeo. Wspaniałe przeŜycie! Ten 

wypadek to straszne nieszczęście. 

Jane nie poczuła się uraŜona, chociaŜ zwykle reagowała gwałtownie na słowa takie jak 

"wypadek", czy "wózek". Widać jednak było, Ŝe Hayesowi jest naprawdę przykro. 

No  cóŜ,  róŜnie  w  Ŝyciu  bywa.  Jednak  trzeba  jakoś  Ŝyć  dalej 

odparła 

sentencjonalnie. 

Hayes skinął głową. 

Racja.  Myślała  juŜ  pani  o  tym,  co  mogłoby  zastąpić  rodeo  w  pani  Ŝyciu? 

zapytał 

otwarcie i, o dziwo, tym razem Jane równieŜ nie miała o to do niego pretensji. 

Chcę załoŜyć stadninę i mieć tu same najlepsze konie 

powiedziała pół Ŝartem, pół 

serio. 

Wspaniały  pomysł.  Ja  teŜ  hoduję  konie  i  uwaŜam,  Ŝe  nie  ma  nic  wspanialszego 

stwierdził Hayes. 

Spojrzeli  na  siebie  z  nie  ukrywaną  sympatią.  Mimo  iŜ  była  wciąŜ  na  wózku,  Jane 

wyglądała  naprawdę  pięknie.  Tylko  ślepiec  by  tego  nie  dostrzegł,  a  Hayes  najwyraźniej  nie 

miał problemów ze wzrokiem. 

Todd musiał interweniować. 

Hm, hm. Mieliśmy obejrzeć plany! 

A, plany. 

Bill spojrzał na niego z namysłem. 

Omówiłem juŜ część spraw z pani… 

księgowym 

zwrócił się znowu do Jane. 

Jednak to pani dom i pani musi zdecydować. Zaraz 

wszystko pokaŜę. 

Otworzył  tylne  drzwiczki  samochodu  i  wyjął  duŜą  teczkę.  Następnie  raz  jeszcze 

spojrzał na Jane, a potem na Todda. Jane wskazała dłonią dom. 

Porozmawiamy  o  wszystkim  w  salonie.  Tim,  czy  mógłbyś  poprosić  Meg,  Ŝeby 

background image

podała nam kawę? 

zwróciła się do trzymającego się nieco z boku swego starego opiekuna. 

Jasne 

mruknął zagadnięty. 

Jane zaprosiła Hayesa do salonu, sama natomiast zdecydowała, Ŝe zrezygnuje z wózka 

i skorzysta teraz z kul. Todd zaoferował swoją pomoc. 

UwaŜaj 

powiedział, kiedy zostali sami. 

Ten facet to kobieciarz. Poza tym jestem 

przekonany, Ŝe wcale nie jest dobrym materiałem na męŜa. 

WaŜne, Ŝe jest dobrym fachowcem 

stwierdziła Jane i ruszyła w stronę salonu. 

Hayes powitał ich juŜ w progu. 

Zaraz pani pomogę 

powiedział, biorąc Jane pod rękę. 

To bardzo miło z pana strony. 

Uśmiechnęła się do niego uwodzicielsko. 

Todd  zazgrzytał  zębami.  Tak  głośno,  Ŝe  chyba  oboje  musieli  go  słyszeć.  Los  mu  nie 

sprzyjał. Najpierw ten rudy doktor, a teraz inŜynier

 - 

elegancik. Nie, Ŝeby sam miał ochotę na 

romans  z  Jane.  Ta  dziewczyna  znajdowała  się  jednak  pod  jego  opieką  i  czuł,  Ŝe  musi  ją 

chronić przed niebezpieczeństwami Ŝycia. 

Weźmy  się  do  tych  planów 

powiedział,  widząc,  Ŝe  Hayes  znów  zaczyna 

komplementować Jane. 

Plany? A tak, proszę bardzo. 

Przysunęli się bliŜej do stołu i zaczęli przeglądać papiery. Naprawy domu nie budziły 

Ŝ

adnych kontrowersji. Jane wiedziała, Ŝe są konieczne, zresztą ekipa juŜ i tak zabrała się do 

roboty. 

Po  chwili  dostali  kawę  i  wspaniałą  babkę  upieczoną  przez  Meg.  Jane  ukroiła  dwa 

grube kawałki i jeden znacznie cieńszy. 

Proszę się częstować 

powiedziała do obu męŜczyzn. 

Hayes  pokazał  jej  plany  rozbudowy  stajni.  To,  co  zobaczyła,  wydało  jej  się 

oszałamiające. 

Czy naprawdę potrzebujemy aŜ tyle miejsca? 

Hayes skinął głową. 

Tak,  jeśli  myśli  pani  o  stadninie.  Wiem  z  praktyki,  Ŝe  jeśli  ktoś  decyduje  się  na 

kupno konia, to musi mieć czystą i przestronną stajnię. 

Moim zdaniem jest to konieczne 

dodał Todd. 

Jane milczała przez chwilę. 

Sama nie wiem… 

Nie musi pani od razu podejmować decyzji 

powiedział Hayes. 

Na razie zajęliśmy 

się domem. Proszę się zastanowić i powiadomić mnie, co pani zamierza. 

background image

Jane  potarła  czoło.  Koszty  związane  z  przebudową  były  olbrzymie,  ale  dzięki 

modernizacji  ranczo  mogłoby  zacząć  przynosić  zyski.  Chciała  zaczekać  do  jutra.  Być  moŜe 

uda jej się podpisać kontrakt reklamowy i dzięki temu zarobi potrzebne pieniądze. 

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY 

Jane  prawie  nie  spała  tej  nocy.  Cały  czas  zastanawiała  się,  co  wyniknie  z  rozmów  z 

przedstawicielami firmy odzieŜowej. Todd twierdził, Ŝe same korzyści, ale ona nie była tego 

taka pewna. 

Przyjadę z powrotem, zanim się tu zjawią 

pocieszał ją, poganiając zaspaną córkę. 

Przestań się martwić. 

Jane skinęła głową. 

Spróbuję.  Nigdy  czegoś  takiego  nie  robiłam. 

W  jej  głosie  wyczuwało  się  ślady 

niepokoju. 

Mam nadzieję, Ŝe zaproponują mi jakieś sensowne ubrania. 

Na  pewno.  Inaczej  cała  sprawa  mijałaby  się  z  celem 

stwierdził  autorytatywnie 

Todd. 

Reklama jest po to, Ŝeby propagować dobre produkty, a nie po to, Ŝeby wypromować 

złe. 

Jane  nie  wyglądała  na  przekonaną.  Uściskała  serdecznie  Cherry,  Ŝycząc  jej  miłego 

pobytu w Victorii. Obie stały się w ciągu tych paru dni prawdziwymi przyjaciółkami. Dzieliło 

je niewiele ponad dziesięć lat róŜnicy wieku, a łączyła wspólna miłość do koni. 

ś

yczę udanych zakupów 

powiedziała na koniec Jane. 

Cherry uśmiechnęła się do niej. 

Cześć. Zobaczymy się w poniedziałek. UwaŜaj na siebie, 

Wskazała kule. 

ś

adnych 

tańców. 

Jane zaśmiała się cicho. Ostatnio stała się znacznie mniej draŜliwa na punkcie swojej 

niesprawności. 

Dobrze 

obiecała. 

Pomachała  im  jeszcze  ręką  na  poŜegnanie,  a  następnie  wróciła  do  domu.  Todd 

wyglądał  na  złaknionego  wolności.  Trudno  się  było  oprzeć  wraŜeniu,  Ŝe  z  przyjemnością 

zasiada  za  kierownicą  starego  forda.  Ciekawe,  czy  spędzi  weekend  na  ranczu?  Wyglądał  na 

męŜczyznę, który lubi i umie się bawić. Poza tym jest tak przystojny, Ŝe pewnie istnieje wiele 

kobiet czekających na sygnał od niego. 

Jane  zajrzała  do  gabinetu  Todda.  Nie  dlatego,  Ŝeby  go  jej  brakowało,  ale  chciała 

obejrzeć  ksiąŜki  rachunkowe.  Todd  w  krótkim  czasie  doprowadził  wszystkie,  łącznie  z 

główną ksiąŜką przychodów i rozchodów, do naleŜytego porządku. Nawet ona orientowała się 

teraz w prowadzonych zapisach. Wydawało się to takie proste, ale Jane wiedziała, Ŝe prostota 

jest najtrudniejsza. 

background image

Ciekawe,  dlaczego  ktoś  taki  jak  Todd  Burke  pracuje  dla  jakiejś  firmy.  PrzecieŜ 

mógłby  załoŜyć  biuro  i  zarabiać  dwa,  a  moŜe  nawet  trzy  razy  więcej.  Pewnie  brakuje  mu 

ambicji, zdecydowała po długich rozmyślaniach. Tak, to na pewno to. 

Jane  być  moŜe  zmieniłaby  zdanie,  gdyby  zobaczyła  Todda  zasiadającego  w 

skórzanym fotelu firmy Burke

 - 

Hathaway Business Systems. Todd wykupił wcześniej część 

firmy  naleŜącą  do  starego  Hathawaya,  zdecydował  jednak,  Ŝe  ze  względów  komercyjnych 

pozostawi dawną nazwę. 

Todd  zaczął  pracę  od  samego  rana.  Najpierw  podyktował  sekretarce  kilka  listów,  a 

następnie,  wraz  z  nastaniem  odpowiedniej  pory,  zadzwonił  do  kilku  firm.  Potem  wydał 

dyspozycje dotyczące dalszej pracy. Chciał, aby wszystkie waŜne dokumenty przesyłano mu 

faksem, który zainstalował w  gabinecie na  ranczu. Czuł się nieco winny z tego powodu, ale 

przecieŜ umawiał się z Jane, Ŝe pracę u niej będzie traktował jako dodatkową. 

Nie chciał zdradzać, jaka jest naprawdę jego pozycja zawodowa, chociaŜ wiedział, Ŝe 

moŜe się to kiedyś na nim zemścić. Jednak kiedy Jane wyzdrowieje, przestanie moŜe być tak 

czuła  na  punkcie  swojego  czasowego  kalectwa.  Todd  współczuł  jej,  ale  nie  był  to  jedyny 

powód,  dla  którego  zdecydował  się  pomóc  dziewczynie.  Paradoksalnie,  sukces  go  zmęczył. 

Czuł, Ŝe nie ma juŜ nic do roboty. Mógł teraz korzystać z owoców swojej pracy, ale jakoś go 

one  nie  cieszyły.  Kiedy  więc  na  horyzoncie  pojawiła  się  sprawa  rancza,  potraktował  ją  jak 

wyzwanie.  Dzięki  niej  mógł  przypomnieć  sobie  dawne,  pionierskie  lata.  Cieszył  go  element 

ryzyka,  chociaŜ  wiedział,  Ŝe  dysponując  odpowiednią  kwotą,  bez  trudu  poradzi  sobie  ze 

wszystkimi trudnościami. 

Tyle Ŝe nie chciał w ten sposób pomagać Jane. Jego pieniądze przypominałyby coś w 

rodzaju  protezy  albo  wózka  inwalidzkiego,  a  on  chciał,  Ŝeby  dziewczyna  sama  stanęła  na 

nogi. Tak w sensie dosłownym, jak i przenośnym. 

Todd rozejrzał się po luksusowo urządzonym wnętrzu biura, a następnie przypomniał 

sobie  gabinet  na  ranczu.  Tak,  musiał  przyznać,  Ŝe  znajdował  przyjemność  w  jeszcze  jednej 

rzeczy.  Tutaj  był  multimilionerem,  a  u  Parkerow  traktowano  go  jak  normalnego  człowieka. 

Nie  słyszał  "ochów"  i  "achów"  na  swój  temat.  Co  więcej,  czasami  wręcz  dawano  mu  do 

zrozumienia,  Ŝe  nie  jest  najmilej  widzianym  gościem.  Ta  atmosfera  bez  pochlebstw  bardzo 

mu odpowiadała. Zapomniał juŜ, na czym polegają normalne stosunki między ludźmi. 

Poza  tym  była  jeszcze  jedna  sprawa.  Cherry  wspaniale  się  bawiła!  Od  razu  polubiła 

Jane. Co więcej, wiele się od niej nauczyła i to nie tylko jeśli idzie o jazdę, ale i w ogólnym 

sensie. 

Szkoda tylko, Ŝe on nie potrafił zaprzyjaźnić się z Jane! 

background image

Todd  zachmurzył  się  i  odsunął  od  siebie  podpisane  listy,  leŜące  na  mahoniowym 

blacie biurka. Tak, szkoda, Ŝe się nie zaprzyjaźnili. Jane wyraźnie dawała mu do zrozumienia, 

Ŝ

e nie traktuje go jak kogoś bliskiego. Wiedział, Ŝe robi na niej wraŜenie, ale to było za mało, 

Ŝ

eby zbudować trwałe podstawy przyjaźni. 

Pomyślał  gniewnie, Ŝe dawno nie spotkał nikogo o takim uroku osobistym i urodzie. 

Być  moŜe  gdyby  nie  zły  początek,  losy  ich  znajomości  potoczyłyby  się  zupełnie  inaczej. 

Todd nieraz zastanawiał  się, czy Jane miała kochanków. Nie byłoby  w tym, oczywiście, nic 

dziwnego. PrzecieŜ ten lekarz kręcił się przy niej od dawna. Niemniej jednak Todd wyczuwał, 

Ŝ

e Jane i Coltrain nigdy nie byli ze sobą blisko. 

Siedział za biurkiem pogrąŜony w myślach i nawet nie zauwaŜył, Ŝe obok zjawiła się 

sekretarka. 

Hm, przepraszam, panie Burke 

zaczęła nieśmiało. 

Powinien pan jeszcze podpisać 

te dwie umowy. O, tu i tu 

dodała, podsuwając mu dokumenty. 

A, tak. Oczywiście. 

ZłoŜył podpis w zaznaczonych miejscach. 

Czy coś jeszcze? 

Nie. Przynajmniej na razie. 

Dobrze.  Zajrzę  do  biura  w  przyszłym  tygodniu.  Gdyby  musiała  pani  się  ze  mną 

skontaktować, proszę skorzystać z numeru, który zostawiłem. 

Spojrzał na nią groźnie. 

Ale proszę pamiętać! Tylko w razie konieczności. 

Tak, proszę pana. 

Sekretarka posłusznie skinęła głową. 

Prosiłbym,  Ŝeby  w  takich  wypadkach  wysyłała  pani  faksy.  Wystarczy  krótkie: 

"proszę  o  kontakt" 

ciągnął  Todd. 

I  gdyby  pani  mogła  podpisywać  się  imieniem,  a  nie 

nazwiskiem. W ten sposób wszyscy pomyślą, Ŝe jest pani moją dziewczyną. 

Pani  Emory  zachichotała.  Jednak  po  chwili,  jak  przystało  na  idealną  sekretarkę, 

opanowała się i z kamienną twarzą powiedziała: 

Dobrze, proszę pana. 

Todd  odsunął  od  siebie  papiery.  Teraz  miała  się  nimi  zająć  pani  Emory.  Pomyślał 

jeszcze, Ŝe musi jej dać w przyszłym miesiącu podwyŜkę, a następnie poŜegnał się i ruszył do 

drzwi. 

Miał nadzieję, Ŝe nie będzie Ŝałował swojej decyzji wyjazdu do Jacobsville. 

Przywitała  ją  jedna  z  wice  dyrektorek  firmy  Slim  Togs,  Micki  Lane.  Jane  od  razu 

polubiła  tę  na  oko  dwudziestoparoletnią  kobietę  o  mocnym  uścisku  i  szczerym  spojrzeniu. 

Jednak  zaraz  za  nią  pojawił  się  niejaki  Rick  Wardell,  szef  marketingu  firmy.  Wardell 

zachowywał  się  protekcjonalnie,  a  Micki,  która  usiłowała  protestować,  zbywał  głupimi 

Ŝ

artami. 

background image

Jane początkowo znosiła spokojnie to, Ŝe się ją traktuje z góry. Kiedy jednak Wardell 

z zadowoloną miną pogrąŜył się w wywodach na temat szczęścia, jakie ją spotkało z powodu 

tej reklamy, Jane podniosła rękę do góry. 

Stop! 

powiedziała. 

PrzecieŜ jeszcze nie zgodziłam się na Ŝadną reklamę. 

Jak to? 

Wardellowi dosłownie opadła szczęka. 

Tak  to 

odparła  Jane. 

Nie  mam  zamiaru  reklamować  czegoś,  czego  jeszcze  nie 

widziałam. 

Ale przecieŜ jesteśmy tacy znani! 

Szef marketingu próbował ratować sytuację. 

Nie  dla  mnie 

stwierdziła  sucho  Jane. 

Miłośnicy  rodeo  znają  od  lat  mnie  i  moją 

rodzinę.  Jeśli  zdecyduję  się  coś  reklamować,  na  pewno  wielu  z  nich  mi  uwierzy  i  kupi  te 

rzeczy. Chcę mieć pewność, Ŝe ich nie oszukam. 

Wardell  z  trudem  przełknął  ślinę,  a  następnie  połoŜył  dłoń  na  jej  ramieniu.  Micki 

przyglądała się temu z mściwą satysfakcją. 

Posłuchaj, złotko 

zaczął Wardell 

nie rozumiesz chyba, Ŝe to uprzejmość z naszej 

strony… 

W oczach Jane pojawiły się błyskawice. Gdyby była zdrowa, ten Wardell juŜ by leŜał 

na ziemi. 

Nikt nie mówi do mnie "złotko", chyba Ŝe na to pozwolę 

wysyczała przez zęby. 

Nie jestem jakąś tam modelką! 

Wardell skurczył się i zmalał. Dopiero teraz poczuł, Ŝe grunt usuwa mu się spod nóg. 

Usłyszeli szum silnika i pisk opon przed domem. To Todd przyjechał swoim starym fordem. 

Przez chwilę w salonie panowała cisza, jakby umówili się, Ŝe będą czekać na Todda. 

Na jego widok twarz Wardella rozjaśniła się w szerokim uśmiechu. 

Dobrze,  Ŝe  pan  jest,  Burke 

powiedział,  pewny,  iŜ  łączą  ich  więzy  męskiej 

solidarności. 

Pani Parker chyba nie rozumie, Ŝe powinna być wdzięczna naszej firmie za to, 

Ŝ

e wybraliśmy ją do tej promocji. MoŜe pan potrafi jej to jakoś wytłumaczyć. 

Todd skinął głową. 

Oczywiście. Jeśli przyjmiemy, Ŝe ta wdzięczność powinna być udziałem obu stron. 

Wardell zachichotał nerwowo. 

Powinien  pan  wiedzieć,  Ŝe  Jane  otrzymała  kilka  propozycji  reklamowych 

powiedział  Todd  ze  słodkim  uśmiechem. 

Na  początek  wybraliśmy  pana  firmę,  ale  to  się 

moŜe zmienić. 

Wardell  zmarkotniał  i  usunął  się  w  kąt.  Todd  spojrzał  na  stojącą  obok  kobietę,  która 

wyglądała na mocno poirytowaną przebiegiem rozmowy. 

background image

Pani  Lane? 

spytał  Todd  i  wyciągnął  ku  niej  swoją  dłoń. 

Myślałem,  Ŝe  to  pani 

miała prowadzić rozmowy. 

Miałam 

powiedziała  ponuro  Micki,  ściskając  wyciągniętą  prawicę. 

Pan  Wardell 

zajmuje się u nas marketingiem i sprzedaŜą. 

Czy chce pan nam coś sprzedać? 

spytała Jane. 

Nie, raczej nie. 

Wardell zaczął się powoli wycofywać. 

Wobec tego moŜe zostawi pan negocjacje swojej bardziej doświadczonej koleŜance 

zaproponował przyjaźnie Todd. 

Rick Wardell wyglądał na zupełnie pognębionego. 

Tak,  oczywiście. 

Cofnął  się  jeszcze  bardziej  w  stronę  drzwi. 

Miło  mi  było 

państwa poznać 

zwrócił się do Jane i Todda. 

Dziewczyna zacisnęła tylko zęby, więc Todd musiał odpowiedzieć za nich dwoje: 

Nam równieŜ, panie Wardell. Nam równieŜ. 

Jeśli podpiszę umowę z pani firmą, musi w niej być zastrzeŜenie, Ŝeby ten facet nie 

podchodził  do  mnie  na odległość  strzału 

powiedziała  Jane  do  Micki.  patrząc  na  zamknięte 

drzwi. 

Micki Lane uśmiechnęła się nieco sztucznie. 

Och,  Rick  ma  swoje  wady,  ale  teŜ  i  zalety 

stwierdziła  przepraszającym  tonem. 

Jest  świetnym  sprzedawcą.  Potrafiłby  sprzedać  lód  Eskimosom.  Tyle  Ŝe  zŜera  go  ambicja. 

WciąŜ powtarza, Ŝe chciałby robić coś ciekawszego. 

Wszyscy troje roześmieli się na myśl o wysiłkach Wardella, który pewnie czekał teraz 

na Micki w furgonetce firmy. Atmosfera stała się nieco lŜejsza i bardziej przyjazna. 

MoŜe zanim zaczniemy negocjacje, pokaŜę pani nasze nowe produkty, które miałaby 

pani reklamować 

zaproponowała Micki. 

Tak, bardzo proszę. 

Jane wymieniła porozumiewawcze spojrzenie z Toddem. Rozmowa nareszcie zaczęła 

przyjmować  poŜądany  bieg.  Micki  wyszła,  lecz  po  chwili  wróciła  z  torbą  pełną  ubrań. 

Znajdowały się w niej bluzy z frędzlami i naszytymi cekinami, tak lubiane przez miłośników 

rodeo, a takŜe nabijane ćwiekami spodnie. 

Oczywiście  nasza  firma  gwarantuje  odpowiednią  jakość 

powiedziała  Micki. 

Wszystko jest uszyte jak trzeba, a cekiny nie blakną i trzymają się mocno. 

Jane przyłoŜyła jedną z bluz do piersi. 

Fajna 

powiedziała. 

Micki  skinęła  z  aprobatą  głową.  Była  ładna  i  drobna.  Jej  oliwkowa  cera  wskazywała 

background image

na to, Ŝe któryś z przodków pochodził z Włoch. W ciemnych oczach młodej kobiety co i rusz 

pojawiały się wesołe iskierki, które zgasły jedynie w czasie tyrady Wardella. 

Miło  mi,  Ŝe  się  to  pani  podoba 

powiedziała  do  Jane. 

MoŜe  teraz  uda  nam  się 

spokojnie porozmawiać. 

W ciągu dwóch godzin opracowali szczegóły umowy. Micki była uszczęśliwiona. Co 

prawda  Jane  powiedziała,  Ŝe  chciałaby  pokazać  ją  jeszcze  swojemu  prawnikowi,  lecz 

jednocześnie  zapewniła,  Ŝe  jeśli  nie  wynikną  jakieś  nowe  okoliczności,  to  natychmiast  ją 

podpisze. 

Czarnowłosa wicedyrektor skinęła głową i uścisnęła ich dłonie. 

To oczywiste 

stwierdziła na odchodnym. 

Todd patrzył za nią z namysłem, drapiąc się po brodzie. 

Jest wolna 

podsunęła mu usłuŜnie Jane. 

A poza tym bardzo ładna. 

Spojrzał na nią przeciągłe, a następnie po raz ostatni podrapał się po brodzie i wsadził 

swoje  olbrzymie  łapska  do  kieszeni  dŜinsów.  Jane  patrzyła  na  niego  wyczekująco,  on 

tymczasem pokręcił przecząco głową. 

Nie jestem zainteresowany. 

Dlaczego? 

spytała. 

Nie podrywam osób, z którymi pracuję. 

Jane wzruszyła ramionami. 

Myślałam, Ŝe księgowi nie przejmują się takimi sprawami. 

JuŜ  chciał  powiedzieć, Ŝe  księgowi  być  moŜe  nie,  ale  szefowie  firm  powinni  uwaŜać 

na to, co robią, ale na szczęście w porę ugryzł się w język. 

Być  moŜe  kiedyś  będę  z  nią  pracował 

powiedział  po  chwili. 

Romans  z  przyszłą 

szefową byłby powaŜnym błędem. 

Nie mówiąc o obecnej! 

wpadła mu w słowo. 

Przyglądał jej się przez chwilę uwaŜnie. Najwyraźniej nie spodobał mu się wyraz jej 

twarzy. 

Nie masz wcale powodów do radości 

powiedział ponuro. 

Jane poczuła ukłucie w sercu. W tej jednej, jedynej chwili poczuła, Ŝe Todd być moŜe 

ma rację. MoŜe rzeczywiście straci wspaniałą przygodę. Jednak szybko odegnała od siebie te 

myśli. 

Jestem potwornie zmęczona i senna 

powiedziała, aby zmienić temat. 

Chciałabym 

trochę odpocząć. 

Todd rozejrzał się dookoła. 

background image

MoŜesz połoŜyć się tutaj. Ja muszę teraz trochę popracować. Meg i Tim pojechali po 

zakupy, tak Ŝe nikt ci nie będzie przeszkadzał. 

Ekipa  remontowa  zakończyła  chwilowo  prace  i  przygotowywała  się  do  następnej, 

bardziej skomplikowanej fazy operacji. 

Dobrze 

powiedziała Jane, wyciągając się z cichym jękiem na kanapie. 

Zdaje się, 

Ŝ

e  trochę  nadweręŜyłam  kręgosłup.  Nienawidzę  wózka,  ale  chodzenie  o  kulach  jest  bardzo 

męczące. 

Todd  nic  jej  nie  odpowiedział.  Zresztą  Jane  nie  czekała  na  odpowiedź.  Zamknęła 

oczy, westchnęła raz jeszcze i zasnęła mimo bólu, który ją męczył. 

Wyglądała naprawdę pięknie. MoŜe nawet zbyt pięknie, jak na jego gust. Nawet teraz, 

w  domowym  stroju  i  bez  makijaŜu,  mogłaby  zdobić  okładki  najpoczytniejszych  kobiecych 

pism. 

Todd odwrócił się w stronę drzwi. Nie przyjechał tu, Ŝeby podziwiać śpiące piękności. 

Jeszcze  tydzień  lub  dwa  i  będzie  wolny.  Znowu  zacznie  normalną  pracę  w  swoim  biurze.  I 

zapomni o Jane. Tak, z pewnością uda mu się zapomnieć. 

W  ciągu  następnego  tygodnia  Jane  zaprzyjaźniła  się  jeszcze  bardziej  z  Cherry.  Obie 

stały  się  niemal  nierozłączne.  Najczęściej  moŜna  je  było  zobaczyć  przy  koniach.  Cherry 

doskonaliła swoją technikę jazdy, a Jane udzielała jej kolejnych rad. Jednak te rady nie były 

juŜ  tak  potrzebne  jak  poprzednio.  Córka  Todda  nareszcie  przełamała  wewnętrzne  opory  i 

zaczęła jeździć śmielej i sprawniej. Jane widziała, Ŝe jej uczennica jest na właściwej drodze, i 

była dumna z tego powodu. 

Todd tymczasem czuł się coraz gorzej w swojej nowej pracy. Prowadzenie rachunków 

i  nadzorowanie  remontu  było  łatwe.  Jednak  wystarczyło,  Ŝeby  na  horyzoncie  pojawiła  się 

Jane,  a  juŜ  zapominał,  co  miał  zrobić,  i  cały  jego  spokój  diabli  brali.  Nie  mógł  się 

skoncentrować, nie potrafił liczyć, nie nadawał się do niczego. W głowie mu się nie chciało 

pomieścić, Ŝe to wszystko z powodu jednej kobiety. Dlatego kiedy ponownie przybyła Micki 

Lane,  z  którą  miał  omawiać  dalsze  szczegóły  kontraktu,  postanowił  wybić  klin  klinem  i  nie 

licząc się z konsekwencjami, zaprosił ją na tańce. 

Tańce  w  Jacobsville  odbywały  się  raz  w  miesiącu  i  były  doskonałą  okazją  do 

nawiązywania  towarzyskich  kontaktów.  Poznawało  się  na  nich  nowe  osoby  z  miasteczka  i 

omawiało  waŜne  wydarzenia,  takie  jak  spęd  krów  czy  epidemię  biegunki  u  Turnerów.  Jane 

bywała  na  nich  często  przed  wypadkiem.  Mogła  pójść  i  teraz,  traktując  je  jako  pretekst  do 

spotkania  ze  znajomymi,  ale  widok  tańczących  par  i  sama  nazwa  "tańce"  działały  na  nią 

przygnębiająco. Kiedy Cherry wspomniała przy jakiejś okazji, Ŝe Todd wybiera się na tańce z 

background image

tą  "czarnulą  od  spodni",  Jane  poczuła  ukłucie  zazdrości.  Lubiła  Micki,  ale  trudno  ją  sobie 

było  wyobrazić  z  Toddem.  Starała  się  nie  przejmować,  myśląc,  Ŝe  skoro  nie  moŜe  być  z 

ojcem, to znajdzie pociechę w towarzystwie jego córki. 

Jednak ostatecznie i to się nie powiodło. Cherry przyjęła spóźnione zaproszenie matki 

do  Victorii  i  zamiast  zostać  w  sobotę  i  niedzielę  na  ranczu,  wyjechała  rano  autobusem. 

Trudno  było  mieć  o  to  do  niej  pretensje.  Na  ranczu,  poza  jazdą  konną,  nie  mogła  przecieŜ 

liczyć  na  Ŝadne  rozrywki.  Jednak  kiedy  Todd  i  Meg  oznajmili,  Ŝe  teŜ  wyjeŜdŜają,  Jane 

poczuła się absolutnie pognębiona. Wszyscy ją opuścili. 

Na nikim nie mogła polegać. Musiała teraz trwać jak Ŝeglarz przy sterze i nie dać po 

sobie znać, Ŝe jest jej przykro. 

Todd zbierał się właśnie do wyjazdu, kiedy nagle wydało mu się, Ŝe Jane jest bledsza 

niŜ zwykle. 

Nie  przeszkadza  ci  to,  Ŝe  jadę  do  miasteczka? 

spytał. 

Zostaniesz  tutaj  całkiem 

sama. 

Jane wypręŜyła dumnie pierś. 

Jestem  do  tego  przyzwyczajona 

powiedziała  z  godnością. 

Tim  i  Meg  lubią 

odwiedzać kuzynów. WyjeŜdŜają przynajmniej raz w miesiącu. 

Jednak  Todd  wyglądał  na  zakłopotanego.  Wcale  nie  podobało  mu  się  to,  Ŝe  Jane  ma 

zostać sama w tak wielkim domu. 

To  małe  i  bezpieczne  miasteczko 

tłumaczyła  mu. 

Z  pewnością  nikt  na  mnie  nie 

napadnie. Poza tym mam strzelbę. 

Wskazała przedpotopowy przedmiot wiszący na ścianie. 

To moŜe powiesz mi, gdzie są naboje do tego cudu techniki? 

spytał złośliwie. 

Jane westchnęła cięŜko. 

Znajdę je, jeśli będą mi potrzebne. 

Bardzo  dobrze! 

ucieszył  się  Todd. 

Mam  nadzieję,  Ŝe  złodziej  będzie  na  tyle 

uprzejmy, Ŝe poczeka. A moŜe jeszcze pomoŜe ci w poszukiwaniach. 

Nie musisz silić się na te złośliwości 

odparowała. 

Mam prawie dwadzieścia sześć 

lat i potrafię sobie poradzić. Idź juŜ i zajmij się swoimi sprawami. Mam ochotę na odrobinę 

samotności i dobrą ksiąŜkę. 

Todd wahał się jeszcze przez chwilę. 

Co to za ksiąŜka? 

spytał podejrzliwie. 

Jane wzruszyła ramionami, ale on wypatrzył juŜ czerwony grzbiet i barwną obwolutę. 

"Bitwa o Alamo: fakty i hipotezy" 

przeczytał. 

Co to za dziwactwo? 

Po prostu lubię ksiąŜki historyczne 

odparła. 

Nie widzę w tym nic dziwnego. 

background image

Przez chwilę mierzyli się wzrokiem. Todd starał się zmusić ją, Ŝeby spuściła oczy, ale 

ona patrzyła na niego dumnie. 

Poczytałabyś lepiej coś o miłości. Tak jak wszystkie normalne dziewczyny 

rzucił. 

Jeśli będę miała ochotę na romans, to nie muszę zaglądać do ksiąŜek. 

Todd chrząknął. 

Pochlebiasz mi 

powiedział prowokacyjnie. 

Tobie? Skąd ci to przyszło do głowy?! Wcale nie ciebie miałam na myśli! 

Naprawdę? 

Pochylił  się  nad  nią  i  musnął  dłonią  koniuszki  jej  włosów.  Odsunęła  się  trochę,  ale 

Todd  chwycił  z  tyłu  jej  szyję  i  przyciągnął  Jane  do  siebie.  Zobaczyła  jeszcze  jego 

stalowoszare oczy, zanim poczuła na ustach smak męskich warg. 

Chciała  go  odepchnąć,  ale  nie  była  w  stanie.  Nozdrza  wypełniał  jej  podniecający 

zapach  wody  kolońskiej.  Czuła,  Ŝe  cały  świat  wokół  zawirował.  Todd  zaczął  pieszczotliwie 

gładzić  jej  plecy  i  kark,  a  ona  znowu  nie  miała  siły,  Ŝeby  zaprotestować.  Co  więcej, 

poddawała się tej pieszczocie, zdając sobie sprawę, Ŝe pragnie jej coraz bardziej. 

W  tej  sytuacji  mogły  pomóc  jedynie  radykalne  środki.  Dlatego  podniosła  do  góry 

dłonie i… połoŜyła je na ramionach Todda. Pod palcami wyczuła jego twarde mięśnie. 

Todd był coraz bardziej podniecony. To, co zaczęło się jako zamierzona prowokacja, 

przybrało  nagle  niespodziewany  bieg.  Nie  miał  siły,  Ŝeby  oprzeć  się  coraz  to  nowym  falom 

poŜądania, a one niosły go i niosły nie wiadomo dokąd. 

Jego  ręka  wśliznęła  się  pod  bluzkę  dziewczyny  i  zaczęła  powolną  wędrówkę.  Jane 

jęknęła z rozkoszy. Czuła się jak ćma, która leci na oślep w migoczący płomień świecy. 

Nie! 

jęknęła, kiedy ich usta oderwały się na chwilę od siebie. 

Było  jej  słabo,  lecz  i  dobrze  zarazem.  Jeszcze  raz  szepnęła  coś,  co  miało  być 

protestem, a potem rzuciła się na oślep ku nieznanemu światłu. 

Nigdy  wcześniej  nie  doświadczyła  czegoś  takiego.  Pocałunki  gdzieś  w  krzakach  na 

wagarach wydały jej się teraz czymś zupełnie pozbawionym erotyzmu i niewinnym. Jej skóra 

była jakby naładowana elektrycznymi ładunkami. Czuła kaŜde muśnięcie palców Todda. 

On  tymczasem  dotarł  do  jej  piersi.  Jane  jęknęła,  gdy  przeszyła  ją  niespodziewana 

rozkosz.  Następnie,  nie  bardzo  wiedząc  co  robi,  zaczęła  rozpinać  koszulę  Todda.  Po  chwili 

stał juŜ półnagi przy kanapie, a ona mogła nasycić oczy widokiem jego szerokiego torsu. To 

jej  jednak  nie  wystarczyło.  Pociągnęła  go  ku  sobie  i  zaczęła  całować  jego  klatkę  piersiową. 

Todd jęknął podobnie jak ona przed chwilą. Nie przypuszczał, Ŝe w lej dziewczynie jest tyle 

Ŝ

aru i siły. 

background image

Jej  usta  błądziły  po  ciele  Todda  i  powoli  przesuwały  się  niŜej.  Todd  gładził  płowe 

włosy  i  mruczał  z  ukontentowania.  Jane  chciała,  Ŝeby  znowu  zaczął  ją  pieścić.  Pragnęła 

poczuć jego dłoń na swojej piersi. Wyprostowała się więc i spojrzała mu w oczy. 

I co? Nie wiesz, co robić? 

spytał. 

Potrzebujesz specjalnych instrukcji? 

Te  pytania  otrzeźwiły  ją  na  tyle,  Ŝe  zdołała  się  od  niego  odsunąć.  Syknęła  z  bólu, 

czując,  Ŝe  coś  niedobrego  stało  sicz  jej  kręgosłupem.  Todd  chciał  jej  pomóc,  ale 

powstrzymała go ruchem ręki. Przez moment patrzyła na niego, mrugając powiekami. 

Nie, nie potrzebuję 

wyrwało jej się. 

Todd patrzył ze zdziwieniem na jej pałające policzki i błyszczące oczy. Jane w niczym 

nie przypominała teraz tej opanowanej, chłodnej dziewczyny, z którą stykał się na co dzień. 

Była rozpalona i drŜąca. I patrzyła na niego 

czy to moŜliwe? 

z nienawiścią. 

Sięgnął po koszulę i zaczął się ubierać. Jane odwróciła wzrok. Ręce mu się trzęsły, co 

doprowadzało  go  do  pasji.  W  końcu  udało  mu  się  zapiąć  wszystkie  guziki  oraz  pasek 

kremowych  spodni,  które  włoŜył  specjalnie  na  tańce.  Coś  takiego  nie  zdarzyło  mu  się  z 

Marie. Nigdy nie stracił panowania nad sobą. To równieŜ mu się nie podobało. Miał juŜ dość 

Jane razem z jej ranczem. 

I co mi teraz powiesz? 

spytał, wlepiając w nią oczy. 

Nie myślałaś o mnie? 

Nawet  na  niego  nie  spojrzała.  UłoŜyła  się  wygodnie  na  kanapie  i  przymknęła  oczy. 

Todd podszedł do drzwi. 

Zamknę za sobą 

powiedział. 

Skinęła  głową,  ale  i  tym  razem  nie  zaszczyciła  go  spojrzeniem.  Wyszedł  bez  słowa. 

Czuł, Ŝe oszalałe serce wciąŜ tłucze mu się w piersi. Czy Jane naprawdę go nienawidzi? Co 

do niego czuje? Te pytania nie dawały mu spokoju. 

Zamknął drzwi na klucz, a następnie podszedł do wysłuŜonego forda. Wieczór z Micki 

na pewno dobrze mu zrobi. Pozwoli zapomnieć, zapomnieć, zapomnieć. 

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

Jego  plany  spaliły  jednak  na  panewce.  To  prawda,  Ŝe  Micki  była  miłą  towarzyszką. 

Faktem jest, Ŝe świetnie się z nią tańczyło. Jednak Todd w Ŝaden sposób nie mógł zapomnieć 

o  Jane.  WciąŜ  czuł  na  ustach  jej  ciepłe  wargi  i  dziwił  się,  Ŝe  tak  krucha  istota  potrafiła 

wykrzesać z siebie tyle energii. 

To  miło,  Ŝe  mnie  zaprosiłeś 

powiedziała  Micki,  z  którą  bez  większych  ceregieli 

przeszedł na "ty". 

Ale czy Jane nie miała nic przeciwko temu? 

Jane to moja szefowa 

mruknął ponuro w odpowiedzi. 

No tak 

zgodziła się Micki. 

Jednak to, jak na ciebie patrzyła… 

Todd zgubił rytm. Szybko jednak odzyskał panowanie nad sobą i kontynuował taniec. 

Patrzyła  na  mnie? 

zapytał  obojętnym  tonem  z  nadzieją,  Ŝe  uda  mu  się  ukryć 

podniecenie. 

Micki uśmiechnęła się z ulgą. 

No, normalnie. Myślałam, Ŝe się w tobie kocha. Wszystko wska… 

To  absurd! 

niemal  krzyknął  Todd  i  natychmiast  przerwał  taniec.  Policzki  nagle 

zaczęły go palić. 

AleŜ  dlaczego?  PrzecieŜ  bardzo  jej  pomogłeś.  Jane  miała,  zdaje  się,  spore  kłopoty. 

Jej prawnik, pan Kemble, mówił, Ŝe uratowałeś ją od bankructwa. 

Przesadzał 

wtrącił Todd. 

W kaŜdym razie jej pomogłeś 

ciągnęła. 

Tego nie zapomina się tak łatwo. 

Micki  spuściła  wzrok  i  przez  chwilę  obserwowała  parkiet.  Stali  z  boku,  więc  nie 

przeszkadzali tańczącym parom. Mogli bez przeszkód kontynuować rozmowę. 

Poza tym Jane jest śliczna 

zaczęła z innej beczki. 

Nasi spece od reklamy nie mogą 

wyjść z podziwu. Chcą jak najszybciej zacząć kampanię telewizyjną. 

No owszem, nie jest brzydka 

zgodził się Todd. 

A  poza  tym  bardzo  skromna 

stwierdziła  Micki. 

Rzadko  spotyka  się  piękną 

kobietę, która nie robiłaby hałasu wokół swojej urody. 

Todd  miał  juŜ  dosyć  rozmowy  o  przymiotach  Jane.  Rozejrzał  się  po  sali.  Właśnie 

skończył się jeden taniec i miał się zacząć drugi. 

Zatańczymy jeszcze? 

spytał. 

Micki skinęła radośnie głową. 

Todd był tego wieczoru wyraźnie nie w humorze. NieostroŜna uwaga Micki na temat 

background image

tego, Ŝe Jane prawdopodobnie się w nim kocha, wtrąciła go w otchłań niepewności. Wszystko 

ś

wiadczyło przeciw tej tezie i jedyne "za" stanowiły gorące pocałunki, które wciąŜ tak dobrze 

pamiętał.  Jego  nastrój  udzielił  się  partnerce,  więc  przetańczyli  kilka  tańców,  a  następnie 

odwiózł ją do domu. 

Na poŜegnanie pocałował Micki. W policzek. 

Kiedy  wyjeŜdŜał  z  Jacobsville,  ledwie  dochodziła  jedenasta.  Zazwyczaj  bawiłby  się 

jeszcze  w  najlepsze,  tak  jak  kaŜdy  normalny  męŜczyzna.  Zaklął  pod  nosem  i  zawrócił  do 

miasteczka. Zajrzał do baru, gdzie zamówił duŜe piwo, nad którym spędził półtorej godziny. 

Następnie, kiedy uznał, Ŝe pora jest juŜ odpowiednia, znowu ruszył w drogę powrotną. 

Początkowo  miał  zamiar  pójść  od  razu  do  siebie.  Zaniepokoiło  go  jednak  zapalone 

ś

wiatło  na  ganku  i  to,  Ŝe  przed  domem  nie  było  samochodu  państwa  Harleyów.  Postanowił 

więc sprawdzić, co się dzieje. 

Wszedł  na  ganek  i  nacisnął  klamkę.  Drzwi  nie  były  zamknięte.  Następne  równieŜ,  a 

takŜe  kolejne.  W  ten  sposób  dotarł  do  sypialni,  z  której  sączyło  się  mdłe  światełko.  Todd 

pchnął uchylone drzwi i wszedł do środka. 

Jane  siedziała  na  łóŜku  i  czytała  przy  nocnej  lampce.  Miała  na  sobie  satynową 

piŜamkę  z  głęboko  wyciętym  dekoltem,  który  odsłaniał  wspaniale  okrągłe  ramiona  i  duŜy 

fragment piersi. Todd stał, wpatrując się niemal bez tchu w zjawisko przed sobą. 

Jane wolno podniosła oczy. 

JuŜ jesteś? 

spytała retorycznie. 

Co się stało? 

dodała, widząc jego minę. 

Dlaczego,  do  diabła,  nikt  nie  zamknął  drzwi?! 

zawołał,  starając  się,  by  jego  głos 

brzmiał moŜliwie jak najostrzej. 

Były otwarte? NiemoŜliwe. Sama je zamknęłam. Zapaliłam tylko światło dla Tima i 

Meg. 

Todd zmarszczył brwi, starając się nie patrzeć na Jane. 

Tak, były otwarte. Poza tym Tim i Meg jeszcze nie przyjechali. MoŜe zostawili jakąś 

wiadomość na sekretarce? 

spytał na koniec. 

Jane wzruszyła ramionami. 

Nie mam pojęcia 

odparła. 

Po prostu wzięłam aspirynę i połoŜyłam się, bo bolały 

mnie plecy. 

Todd  wycofał  się  w  pośpiechu  z  sypialni,  mrucząc  pod  nosem,  Ŝe  zaraz  to  sprawdzi. 

Rzeczywiście, dzwonił Tim i powiedział, Ŝeby na nich nie czekać, poniewaŜ zostaną na noc u 

kuzynów. 

Todd  potarł  dłonią  czoło.  Czuł  się  jak  pijany.  Było  to  dziwne,  poniewaŜ  wypił  tylko 

background image

jedno piwo. Myśli o półnagiej Jane powracały do niego uporczywie. W zasadzie powinien jej 

powiedzieć,  Ŝe  Harleyowie  nie  wracają.  A  potem  co?  MoŜe  zdjąć  z  niej  tę  piŜamkę?  Czy 

pozwoliłaby mu na to? Czy rzeczywiście go kocha? Co się z nim w ogóle dzieje? 

Wyszedłszy  z  gabinetu,  wymamrotał  pod  nosem  jakieś  przekleństwo.  Powinien  jak 

najszybciej stąd uciec i wziąć zimny prysznic. 

Udało  mu  się  dotrzeć  aŜ  do  drzwi  wejściowych.  Tutaj  utknął,  czując,  Ŝe  nie  zdoła 

przekroczyć  progu  domu,  w  którym  znajduje  się  Jane.  Po  krótkiej  walce  wewnętrznej 

zdecydował się wrócić do sypialni dziewczyny. 

OdłoŜona ksiąŜka w dalszym ciągu leŜała na stoliku. Mdłe światło lampki oświetlało 

Jane. Miał wraŜenie, Ŝe w tej chwili jest piękniejsza niŜ kiedykolwiek. 

I… i co? Dzwonili? 

spytała nieswoim głosem. 

Ona  teŜ  pamiętała  ich  namiętny  pocałunek.  To,  co  się  z  nią  działo,  przypominało 

gwałtowną  burzę.  Zniknął  gdzieś  instynkt  samozachowawczy.  W  tej  chwili  pragnęła  tylko 

Todda. Chciała z nim być, czuć go obok siebie. 

Tak. Nie wrócą na noc. 

Siedziała  z  otwartymi  oczami.  Pragnęła  go  i  bała  się  jednocześnie.  Todd  chyba  to 

odgadł, poniewaŜ zamknął drzwi, a następnie podszedł do łóŜka i zgasił lampkę. 

W  ciemności  słyszeli  tylko  swoje  oddechy.  Widzieli  kontury  swoich  ciał.  Todd  stał 

przez chwilę przy łóŜku, jakby zastanawiając się, co dalej robić. W końcu wyciągnął dłoń w 

stronę  Jane.  Poczuła  ją  na  ramieniu  i  zadrŜała.  Odetchnęła  głęboko.  Jednocześnie  jej  ciało 

zachowywało się tak, jakby nie naleŜało do niej. Wygięło się w łuk, poddając się pieszczocie. 

Z  ust  Jane  wyrwał  się  cichy  jęk  rozkoszy.  Todd  dotknął  ich  swoimi  wargami,  a  następnie 

zsunął piŜamę z jej ramion i zaczął całować piersi. 

Zupełnie  nie  przygotowana  na  to,  Jane  przeŜyła  nagłą  ekstazę.  Wszystko  wokół  niej 

kręciło  się  jak  na  ogromnej  karuzeli.  Nie  miała  pojęcia,  co  się  z  nią  dzieje.  Pragnęła  tylko 

jednego 

Ŝ

eby "to" trwało wiecznie. 

Reagowała  jednak  prawidłowo.  Todd  ani  przez  moment  nie  domyślił  się,  Ŝe  brakuje 

jej  doświadczenia.  MoŜe  dlatego,  Ŝe  sam  był  zaślepiony  Ŝądzą  i,  pomimo  małŜeńskich 

doświadczeń, czuł teraz coś nowego i niepowtarzalnego. 

Delikatnie  ułoŜył  Jane  na  łóŜku  i  pozbawił  satynowej  piŜamki.  Czuł  obok  siebie 

drŜące z rozkoszy nagie ciało. 

Czy jesteś zabezpieczona? 

spytał. 

C…co? 

Czy bierzesz jakieś pigułki albo coś takiego? 

dopytywał się. 

background image

N… nie 

odpowiedziała słabym głosem. 

Todd  westchnął.  Na  szczęście  on  miał  zabezpieczenie.  JuŜ  dawno  zwątpił  w  sens 

noszenia przy sobie prezerwatyw, a teraz 

przydałyby się. 

Jego pytanie podziałało na Jane otrzeźwiająco. Ale tylko na chwilę. Kolejne pocałunki 

znowu ją oszołomiły. Todd szybko nałoŜył prezerwatywę i kontynuował pieszczoty. 

Spokojnie, kochanie, będę bardzo ostroŜny. 

UłoŜył  ją  tak,  Ŝeby  nie  urazić  kręgosłupa.  Jane  poddawała  się  tym  zabiegom,  czując, 

Ŝ

e  są  nieuniknione.  Zresztą  brakowało  jej  woli,  Ŝeby  się  sprzeciwić.  Pragnęła  Todda,  albo, 

mówiąc ściślej, jej ciało pragnęło go z całą mocą. 

RównieŜ Todd czuł, Ŝe dzieje się z nim coś dziwnego. 

Nigdy  wcześniej  nie  doświadczył  takiej  Ŝądzy.  Być  moŜe,  gdyby  miał  czas,  Ŝeby  się 

nad tym zastanowić, uznałby to za niepokojące. Teraz jednak pragnął Jane, która leŜała przed 

nim jak kwiat z rozchylonymi płatkami. Nie potrafił juŜ dłuŜej opierać się zewowi natury. 

Starał  się  wejść  w  nią  bardzo  delikatnie.  Wiedział,  Ŝe  nie  będą  mogli  kochać  się 

normalnie. Nie przypuszczał jednak, Ŝe czeka go taka niespodzianka. Dopiero po chwili pojął, 

co  się  dzieje.  Rozsądek  krzyczał:  "Wycofać  się!  Wycofać!",  ale  on  nie  potrafił  go  juŜ 

usłuchać. Jego ciało wpadło w miłosny trans. Praktycznie stracił nad nim  kontrolę. Usłyszał 

jeszcze krzyk bólu i pomyślał, Ŝe zawsze będzie siebie nienawidzić z tego powodu. 

Oboje  natychmiast  osiągnęli  szczyt.  Jane  poczuła,  Ŝe  boi  zamienia  się  w  rozkosz,  a 

potem  w  jeszcze  większą  rozkosz,  później  natomiast  nie  czuła  juŜ  nic.  Kiedy  znowu 

odzyskała  pełną  świadomość,  stwierdziła,  Ŝe  płacze,  a  plecy  znowu  zaczęły  ją  boleć.  Todd 

siedział tuŜ obok i scałowywał łzy z jej oczu. 

Przepraszam, nie wiedziałem 

szepnął. 

Jest mi potwornie głupio. 

Nic  nie  powiedziała,  tylko  zaniosła  się  jeszcze  większym  szlochem.  Todd  myślał,  Ŝe 

spali  się  ze  wstydu.  Dręczyło  go  ogromne  poczucie  winy.  Sam  nie  wiedział,  co  ze  sobą 

zrobić. 

Dziewczyno,  przecieŜ  masz  dwadzieścia  pięć  lat 

powiedział  celowo  szorstkim 

tonem. 

Na co czekałaś? Na Ślub? 

Jane przełknęła łzy. 

To nie powód do Ŝartów. 

Rozumiem. Pochodzisz z rodziny hołdującej tradycyjnym wartościom… 

Odczep się od mojej rodziny! 

Todd zastanawiał się przez chwilę, czy wyjaśniać, Ŝe wcale nie zamierza  z niej kpić. 

Zamiast tego pochylił się i pocałował jej mokry policzek. 

background image

Było wspaniale 

szepnął. 

Ale bolało 

poskarŜyła się, wiedząc, Ŝe nie jest to cała prawda. 

Podobno zawsze boli za pierwszym razem 

powiedział. 

Chciałbym wynagrodzić ci 

ten ból. 

JuŜ  miała  zamiar  powiedzieć,  Ŝe  nie  potrzeba,  ale  nagle  poczuła  rękę  Todda  na  szyi. 

Dopiero  teraz  przypomniała  sobie,  Ŝe  w  dalszym  ciągu  jest  naga.  Chciała  zakryć  piersi,  ale 

Todd  ją  uprzedził  i  zaczął  je  całować.  Zupełnie  zapomniała  o  bólu  kręgosłupa.  Znowu 

poczuła rozkosz, narastającą w miarę, jak pieszczoty Todda stawały się coraz śmielsze. Sama 

nie  wiedząc  dlaczego,  przywarła  do  niego  całym  ciałem.  Zapragnęła,  Ŝeby  w  nią  wszedł 

jeszcze raz. Czuła się pusta bez niego. Jednak on bardzo teraz uwaŜał. Starał sienie poddawać 

fali poŜądania. Pieścił ją, trzymając swoje zmysły na wodzy. 

Wystarczyło  jednak,  Ŝeby  Jane  przytuliła  się  mocniej,  a  znów  stracił  panowanie  nad 

sobą.  UłoŜył  ją  delikatnie,  jak  za  pierwszym  razem,  a  Jane  nie  protestowała.  Co  więcej, 

pociągnęła go ku sobie. 

Chwileczkę, kochanie. Teraz teŜ muszę się zabezpieczyć 

szepnął. 

Ciemność ukryła jej rumieniec. Była tak zaŜenowana, Ŝe nie wiedziała, co powiedzieć. 

Na  szczęście  nic  nie  musiała  mówić.  Po  chwili  znowu  się  połączyli.  Tym  razem  teŜ  bolało, 

ale  znacznie  mniej,  a  rozkosz,  która  wypełniła  ją  niemal  natychmiast,  kazała  zapomnieć  o 

bólu. 

W końcu oderwali się od siebie. Todd pomógł jej ułoŜyć się wygodnie  na pościeli, a 

następnie połoŜył się tuŜ obok. 

Jane juŜ nie płakała. Zastanawiała się nad tym, co się z nią stało. 

Jak plecy? 

usłyszała pytanie. 

W porządku. 

Musiała zagryźć wargi, Ŝeby znów nie wybuchnąć płaczem. 

Jak się czujesz? 

Dobrze. 

Dotknął  jej  ramienia.  Nawet  teraz  było  to  przyjemne.  Mimo  to  Jane  wykonała 

niechętny gest. 

Lepiej się ubierz 

powiedziała. 

Zaczyna robić się zimno. 

Todd  wstał  i  zaczął  się  ubierać.  Wcześniej  jednak  przykrył  ją  kołdrą,  Starała  się  na 

niego  nie  patrzeć.  Na  szczęście  Todd  nie  zapalał  lampki.  Jane  ze  zgrozą  myślała  o  chwili, 

kiedy będzie musiała spojrzeć mu w twarz. Jak się zachowa? Czy uda jej się ukryć wstyd? A 

jeśli  tak,  to  kosztem  jakich  wyrzeczeń?  Te  i  inne  pytania  nie  dawały  jej  spokoju.  LeŜała 

background image

sztywno wyprostowana i patrzyła w sufit. 

Todd widział, Ŝe się martwi, ale nie wiedział, jak jej pomóc. Chętnie by ją jeszcze raz 

przeprosił,  ale  przeprosiny  wydawały  mu  się  czymś  zupełnie  niestosownym  w  obliczu  tego, 

co  się  stało.  Nigdy  nie  znalazł  się  w  podobnej  sytuacji.  Musiał  przyznać,  Ŝe  nie  wie,  jak  się 

zachować. 

Todd ubrał się w końcu i stanął przy łóŜku. Spojrzał na Jane. Co dalej? 

ZauwaŜyła, Ŝe skończył się ubierać. Milczał. Co dalej? WciąŜ czekała. 

Chrząknął. CzyŜby chciał to powiedzieć teraz? JuŜ najwyŜszy czas! 

No, cóŜ… Śpij dobrze. 

Wyszedł. Pragnęła go zatrzymać, ale nawet nie próbowała tego robić. To i tak nic by 

nie  dało.  Poczuła,  Ŝe  znów  ma  mokre  policzki.  Nie  płakała  jednak  tak  jak  przedtem.  Płacz 

przynosi  ulgę  i  uspokaja.  Tym  razem  z  oczu  ciekły  jej  po  prostu  dwie  struŜki  łez.  Todd  ani 

razu nie powiedział, Ŝe ją kocha. Dlaczego? 

Odpowiedź mogła być tylko jedna. 

Kiedy  obudziła  się  następnego  dnia,  cała  była  obolała.  Otworzyła  oczy,  a  następnie 

zamknęła je, poraŜona nagłą jasnością. I właśnie w tym momencie przypomniała sobie, co się 

stało.  Mimo  bólu  usiadła  na  łóŜku  i  z  wypiekami  na  twarzy  zaczęła  rozwaŜać  wydarzenia 

ostatniej nocy. 

Jej  piŜamka  leŜała  obok łóŜka.  Krzywiąc  się,  wstała  i  przyjrzała  się  pościeli.  No  tak, 

wszystko  jasne.  Nic  się  jej  nie  przyśniło.  Szybko  zdjęła  prześcieradło  i  wraz  z  piŜamą 

wrzuciła  je  do  kosza  na  brudną  bieliznę.  Następnie  znowu  usiadła,  Ŝeby  trochę  odpocząć. 

Kiedy  zebrała  siły,  ruszyła  do  łazienki,  Ŝeby  jak  najszybciej  wziąć  prysznic.  Przed  kabiną 

odstawiła  kule  i  chwyciła  się  poręczy  zamontowanej  tutaj  specjalnie  dla  niej.  Kiedy  juŜ  się 

wykąpała  i  ubrała  w  Ŝółty  golf  i  dŜinsy,  przyszło  jej  do  głowy,  Ŝe  nie  ma  sensu  czekać  z 

praniem. Zebrała brudne rzeczy, starając się ukryć nawet przed sobą prześcieradło i piŜamkę, 

zaprogramowała  pralkę  najpierw  na  płukanie  zimną  wodą,  a  następnie  na  pranie  z 

gotowaniem.  Meg,  która  pojawiła  się  w  domu  koło  jedenastej,  wcale  nie  była  z  tego 

zadowolona. 

Hej, to przecieŜ moja robota 

powiedziała do Jane. 

MoŜe przynajmniej pozwolisz 

mi to rozwiesić. 

Jane pomyślała, Ŝe za Ŝadne skarby nie chciałaby rozwieszać prześcieradła i piŜamki, i 

skinęła energicznie głową. 

Wzięłam się do tego, bo nie miałam czym się zająć 

wyjaśniła z kamienną twarzą. 

Wszyscy wyjechali, a Todd wybrał się na randkę z Micki Lane. 

background image

Z tą od ubrań? 

upewniła się Meg. 

Ta czarnulka jest bardzo ładna. 

Mhm. I podoba się Toddowi. 

Meg zerknęła podejrzliwie na Jane. 

Myślałam, Ŝe Todd podoba się tobie 

powiedziała bez ogródek. 

O, tak. Jest znakomitym księgowym. 

Gospodyni  skinęła  głową.  Nie  dała  po  sobie  poznać,  jakie  nadzieje  wiązała  ze 

"znakomitym  księgowym".  Jej  osobiście  wydawał  się  on  wcieleniem  męskiego  ideału  i  nie 

miałaby nic przeciwko temu, Ŝeby oŜenił się z Jane. 

Tak  była  zajęta  swoimi  myślami,  Ŝe  nie  zauwaŜyła  smutku  w  oczach  swojej 

podopiecznej i chlebodawczyni. 

No właśnie, a skoro juŜ o tym mówimy, to gdzie jest Todd? 

spytała. 

Od przyjazdu 

nigdzie go nie widziałam. 

Nie mam pojęcia. Nie widziałam go dzisiaj 

odparła Jane, nie zastanawiając się nad 

tym, Ŝe nie jest to zupełnie zgodne z prawdą. 

To  dziwne.  O  tej  porze  zawsze  kręci  się  w  kuchni.  Lubi  coś  przekąsić  przed 

lunchem. 

MoŜe ma randkę z Micki 

zasugerowała Jane. 

Meg podeszła do okna i wyjrzała na podwórko. Po chwili wróciła, kiwając głową. 

No tak, nie ma jego samochodu. 

Jane czuła się tak, jakby ktoś wbił jej sztylet w serce. 

Więc jednak randka 

szepnęła do siebie. 

Meg wzruszyła ramionami. 

A  bo  to  wiadomo.  Todd  ma  róŜne  swoje  sprawy.  Nie  musi  się  przecieŜ  za  kaŜdym 

razem odmeldowywać. 

Nie musi 

zgodziła się Jane. 

Nawet  nie  płakała.  Poszła  do  siebie,  Ŝeby  poczytać.  Później,  przy  lunchu,  słuchała 

sprawozdania Tima i Meg z pobytu u kuzynów.  I nikt, naprawdę nikt, nie zwrócił uwagi na 

to, Ŝe jest dzisiaj bledsza i mniej rozmowna. A jeśli nawet cokolwiek dostrzegł, to złoŜył to na 

karb choroby. 

Todd przywiózł Cherry  na ranczo tuŜ przed zmrokiem. Mimo iŜ córka przekonywała 

go,  Ŝe  doskonale  sobie  poradzi,  zdecydował  się  na  podróŜ  do  Victorii.  Być  moŜe  jemu 

równieŜ  było  głupio  i  chciał  zapomnieć  o  tym,  co  się  stało,  pomyślała  Jane.  Jedno  tylko  się 

zmieniło 

juŜ  nieodwołalnie  przeszedł  z  nią  na  "ty".  Jednak,  ku  jej  zdziwieniu,  wszyscy 

przyjęli to jako coś naturalnego. 

background image

Spotkali się we trójkę w pokoju telewizyjnym. Jane oglądała właśnie wiadomości. 

Jak ci się udał weekend? 

spytała Cherry. 

Niespecjalnie 

odparła zagadnięta, nie wdając się w szczegóły. 

O BoŜe! Jaka jesteś blada! Czy coś się stało?! 

Jane próbowała ukryć zmieszanie. Musiała się teŜ powstrzymywać, Ŝeby nie spojrzeć 

na Todda. 

Nic takiego 

odparła. 

Trochę mnie bolą plecy, ale sporo dziś odpoczywałam. 

Muszę  sprawdzić  obliczenia 

powiedział  Todd  oficjalnym  tonem. 

Wezmę  księgi 

rachunkowe do siebie, jeśli pozwolisz. 

Wyczuła  w  nim  chłód  i  obcość.  Wiedziała,  Ŝe  musi  odpłacić  tym  samym,  Ŝeby 

przetrwać. 

AleŜ oczywiście 

powiedziała z wymuszonym uśmiechem. 

Czy jedliście coś? 

Cherry otworzyła juŜ usta, ale ojciec był szybszy: 

Tak, po drodze. Teraz juŜ pójdziemy. PoŜegnaj się, Cherry. 

Dziewczynka  patrzyła  to  na  Jane,  to  na  ojca,  świadoma  napięcia  Jakie  powstało 

między  dorosłymi.  W  końcu  jednak  powiedziała  "dobranoc"  i  skierowała  się  w  stronę 

wyjścia. Todd podąŜył za córką. 

Jane  wróciła  do  oglądania  telewizji,  ale  niewiele  do  niej  docierało.  Ani  razu  nie 

spojrzała na Todda. Ciekawe, czy tak juŜ będzie zawsze? 

Robotnicy  bardzo  szybko  uwinęli  się  z  remontem  domu  i  przystąpili  do  dalszych, 

niezbędnych  napraw.  Wszystko  szło  według  planu.  Jane  zajrzała  teŜ  do  nowej  stajni  i  była 

zaskoczona postępem robót. Dziwiło ją równieŜ to, Ŝe jakość nie ustępuje tempu. 

Nadszedł czas, kiedy mogli kupić klacze do przyszłej stadniny. Jane wybrała się razem 

z Cherry i Toddem na aukcję do znanej stadniny niedaleko Corpus Christi. Dorośli zajmowali 

się przeglądaniem katalogu, a Cherry zachwycała się kaŜdym koniem, którego wyprowadzano 

na placyk. 

Jane  doskonale  znała  się  na  koniach.  Nawet  jej  ojciec  nie  Ŝałował,  kiedy  decydował 

się  kierować  jej  radą.  Todd  szybko  zorientował  się,  Ŝe  najlepiej  zrobi  idąc  w  jego  ślady, 

dlatego  głównie  milczał.  Szybko  kupili  trzy  dorodne  klacze  i  źrebaka.  Todd  ustalił  z 

właścicielem warunki transportu i w zasadzie byli juŜ wolni. 

MoŜe wstąpimy gdzieś na lody 

zaproponowała Cherry, ocierając pot z czoła. 

Jest 

potwornie gorąco. 

Todd z trudem przełknął ślinę. 

Dobrze. Jeśli Jane nie jest zbyt zmęczona 

powiedział z wahaniem. 

background image

Jane skinęła głową. Po raz pierwszy zdecydowała się iść bez kul i mimo bólu czuła się 

dziwnie lekko. Parę razy miała wręcz ochotę wsiąść na konia i pogalopować przed siebie. 

Nie jestem zmęczona 

powiedziała. 

Todd skinął głową. 

Chodźcie do samochodu. Musimy podjechać do miasteczka. 

Bez trudu znaleźli małą lodziarnię otoczoną wianuszkiem samochodów. Nie tylko im 

było gorąco. Todd rozejrzał się bezradnie. Wszystkie stoliki były zajęte. 

MoŜemy  na  razie  usiąść  pod  drzewami 

powiedziała  Cherry  do  ojca. 

NajwyŜej 

zajmiemy stolik, jak się któryś zwolni. 

Todd  wciąŜ  nie  wyglądał  na  przekonanego,  więc  córka  sama  podjęła  decyzję. 

Poprosiła  o  swoje  ulubione  lody  czekoladowe,  a  Jane  po  chwili  namysłu  wzięła  to  samo. 

Todd jak niepyszny powędrował do kolejki. 

Męczyło go jednak nie to, Ŝe musi kupić lody obu dziewczynom. Wiedział, Ŝe postąpił 

ź

le,  i  wciąŜ  czynił  sobie  z  tego  powodu  wyrzuty.  Pozbawił  Jane  czegoś,  co  mogła  chcieć 

ofiarować swojemu przyszłemu męŜowi. Być moŜe nawet kochała się w nim na początku, ale 

teraz był pewny, Ŝe go nienawidzi. Świadczył o tym jej chłodny, wyprany z emocji ton oraz 

to,  Ŝe  w  ogóle  nie  chciała  na  niego  patrzeć.  Czyniła  to  rzadko  i  niechętnie.  Ani  razu  nie 

spojrzała mu w oczy. To wszystko świadczyło co najmniej o wrogości. 

Najbardziej martwiło go to, Ŝe Cherry wyczuwa złą atmosferę. Córka nie pytała o nic, 

ale wiedział, Ŝe męczy ją zaistniała sytuacja. Kochała zarówno jego, jak i swoją nauczycielkę 

i  nie  mogła  zrozumieć,  co  się  między  nimi  dzieje.  Przypominało  to  trochę  sytuację  przed 

rozwodem jej rodziców i było chyba równie bolesne. 

Sprzedawca po raz trzeci spytał go, czym moŜe słuŜyć i Todd ocknął się z zamyślenia. 

Zamówił  dwie  porcje  lodów  czekoladowych  z  polewą  i  wiórkami  kokosowymi,  a  następnie 

zaczął  się  zastanawiać,  co  wziąć  dla  siebie.  Najchętniej  zamówiłby  duŜą  whisky  z  lodem. 

PoniewaŜ jednak nie podawano jej w lodziarni, wybrał lody waniliowe z likierem. 

Wrócił na placyk i bez trudu wypatrzył Jane i Cherry pod jednym z drzew. 

Nawet coś się zwolniło, ale wolałyśmy zostać tutaj 

poinformowała go córka. 

Tu 

jest tak przyjemnie. 

Todd podał im lody. 

Proszę, to dla was. 

Cherry rzuciła się na swoją porcję. Jane jadła jednak bardziej powściągliwie. 

Pycha! Naprawdę świetne. Uwielbiam czekoladę! 

entuzjazmowała się Cherry. 

Jane skinęła głową. 

background image

Ja teŜ. Tylko muszę na nią uwaŜać. Jeśli zjem za duŜo albo za szybko, to boli mnie 

później głowa. 

Dlaczego  nie  powiedziałaś  o  tym  wcześniej? 

burknął  Todd. 

Kupiłbym  ci  coś 

innego. 

Spojrzała  na  niego,  chyba  po  raz  pierwszy  tego  dnia,  jeśli  nie  liczyć  przypadkowych 

zerknięć, i powiedziała: 

Lubię lody. Nikt mi nie będzie dyktował, co mam jeść, a czego nie. 

Cherry, która uporała się juŜ z połową swojej porcji, szybko wtrąciła się do rozmowy: 

Co myślisz o tym źrebaku, Jane? Wiesz, strasznie mi się podoba. 

Co  takiego?! 

zawołał  Todd,  nie  słysząc  najwyraźniej  uwagi  córki. 

Co  ty  sobie 

wyobraŜasz?! 

Twarz  Jane  pociemniała  z  gniewu.  Todd  wyprostował  się  i  spojrzał  na  nią  swoim 

stalowym  wzrokiem.  Milczeli,  ale  było  to  bardziej  wymowne,  niŜ  gdyby  skoczyli  sobie  do 

oczu. Cherry nie wiedziała, co robić. 

Chyba pójdę po serwetki 

rzuciła. 

Ani ojciec, ani Jane nie zauwaŜyli tego, Ŝe odeszła. Patrzyli na siebie w napięciu jak 

dwoje dzikich zwierząt. W końcu Todd rozluźnił się trochę. 

MoŜe przestaniemy udawać, Ŝe nic się nie stało 

zaproponował. 

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

Jane poczuła jego palce na swojej dłoni. Chciała ją cofnąć, ale nic mogła. Bała się, Ŝe 

jeśli Todd spojrzy jej w oczy, natychmiast odgadnie, co się z nią dzieje. 

To nie moŜe dłuŜej trwać 

powiedział, zastanawiając się, dlaczego odwraca od niego 

wzrok. 

WciąŜ cię pragnę. Bardziej niŜ kiedykolwiek. 

Niemal czuła na twarzy jego palący oddech. 

ś

ałuję tego. co się stało 

powiedziała zduszonym głosem. 

Tak, wiem. Ale nic juŜ na to nie poradzimy, I muszę ci powiedzieć, Ŝe nigdy nie było 

mi tak dobrze. Myślę, Ŝe powinniśmy być razem. 

Spojrzała na niego ukradkiem. Co miał na myśli? Nie, w jego oczach nie było miłości, 

a tylko poŜądanie. 

Chodzi ci o romans 

powiedziała bardziej twierdzącym niŜ pytającym tonem. 

Todd skinął głową, niszcząc w ten sposób jej marzenia o czymś więcej. 

Nie wierzę w małŜeństwo 

powiedział z goryczą. 

Byłem juŜ Ŝonaty i mam przykre 

doświadczenia z tego okresu. Ale wracając do nas, to sama przyznasz… 

A co z Cherry?! 

przerwała mu gwałtownie. 

Ma  przecieŜ  czternaście  lat  i  wie,  Ŝe  nie  jestem  mnichem 

odparł. 

Poza  tym  nie 

wierzy juŜ w opowieści o księciu zakochanym przez całe Ŝycie. 

Jane z trudem przełknęła ślinę. Jej oczy posmutniały. Todd wciąŜ trzymał ją za rękę. 

Ale obawiam się, Ŝe ja wciąŜ w nie wierzę. 

Nie  wygłupiaj  się!  Nie  chcesz  chyba  powiedzieć,  Ŝe  w  naszych  czasach  liczysz  na 

trwały związek! 

szydził. 

Właśnie,  Ŝe  wierzę.  Taki  do  grobowej  deski.  I…  i  będę  wierna  męŜowi. 

Jane 

uniosła dumnie głowę. 

I oczywiście powiem mu o tym, co wydarzyło się między nami. 

Todd cofnął się nieco i wyprostował. 

Myślisz, Ŝe znajdziesz kogoś takiego? 

spytał juŜ bez kpiny, ale z wyraźną troską. 

Myślę, Ŝe warto szukać. 

Milczeli przez chwilę. W tym czasie legły w gruzach wszelkie nadzieje Jane. Jej serce 

przepełniał  ból.  Czy  to  moŜliwe,  Ŝe  świat  trwa  nadal  w  nie  zmienionym  kształcie?  Świeci 

słońce? Szumią drzewa? Ludzie jedzą lody i rozmawiają o jakichś nieistotnych sprawach? 

Todd  siedział  naprzeciwko  niej,  zmęczony  i  nagle  postarzały.  Jane  uśmiechnęła  się 

smutno. 

background image

Przykro mi, Todd. Ja nie mam za sobą nieudanego małŜeństwa i dlatego łatwiej mi 

wierzyć w bajki. Nie, nie chcę się wdawać w romans. Nawet z tobą. 

Jego  oczy  zalśniły  dziwnym  blaskiem.  CzyŜby  powiedziała  mu  nie  zamierzony 

komplement? 

Ale podobało ci się wtedy, w nocy 

powiedział zdławionym głosem. 

Jane zebrała te resztki odwagi, które jej zostały. Nie było ich wiele. 

Jasne, Ŝe tak. Było wspaniale. Dzięki. 

Widziała,  Ŝe  rozzłościła  go  tylko  tym  wyznaniem.  JuŜ  otworzył  usta,  Ŝeby  na  nią 

krzyknąć, kiedy obok pojawiła się roześmiana Cherry. 

Mam  juŜ  serwetki 

powiedziała. 

Miło  tu  posiedzieć  w  tym  cieniu.  Straszny  upał. 

Zjedliście juŜ lody? 

Oboje spojrzeli na swoje kubeczki, w których znajdowała się płynna substancja. 

W  pewnym  sensie 

powiedział  Todd  wstając. 

Musimy  juŜ  ruszać.  Mam  trochę 

zaległości w pracy i chciałbym to nadrobić. 

AleŜ tato, przecieŜ… 

Wystarczyło  jedno  jego  spojrzenie,  Ŝeby  zamilkła.  Co  mogło  zajść  między  ojcem  i 

Jane? 

No  dobrze  juŜ,  dobrze 

powiedziała  z  ociąganiem  Cherry. 

MoŜemy  jechać.  Nie 

zgłaszam Ŝadnych pretensji. 

Następne  dni  były  wypełnione  pracą.  Jane  konferowała  z  Micki  Lane  w  sprawie 

kampanii  reklamowej,  Cherry  zajmowała  się  jazdą,  a  Todd  siedział  całymi  godzinami  w 

gabinecie i pracował jak wariat. Harleyowie patrzyli na to wszystko oczami zdrowych ludzi, 

którym nagle kazano zamieszkać w domu wariatów. Nie protestowali jednak, a nawet moŜna 

było  przypuszczać,  Ŝe  są  zadowoleni.  Timowi  jakby  ubyło  parę  lat,  a  zawsze  Ŝwawa  Meg 

wykonywała swoje obowiązki z energią nastolatki. 

Siódmego  czy  ósmego  dnia  po  pamiętnej  wyprawie  Micki  zadzwoniła  do  Jane  z 

wiadomością,  Ŝe  będą  musiały  wybrać  się  do  Victorii  na  zdjęcia.  Zaproponowała,  Ŝe  po  nią 

wpadnie,  ale  Jane  nie  chciała,  Ŝeby  młoda  wicedyrektorka  spotkała  się  z  Toddem.  Tak  się 

szczęśliwie składało, Ŝe ostatnio zupełnie się nie widywali. Zresztą Todd spotykał się tylko z 

Timem, za pośrednictwem którego omawiał z nią sprawy związane z ranczem, oraz z Meg. 

Jane powiedziała, Ŝe dziękuje i poprosi kogoś, Ŝeby ją podwiózł. 

Dobrze 

zgodziła się Micki. 

A jak się miewa Todd? Nie widziałam go ostatnio. 

Jest  bardzo  zapracowany 

odparła  Jane  rzeczowym  tonem. 

Ma  huk  roboty  z 

wykańczaniem stajni i obejścia. Poza tym kontroluje wszystkie roboty. 

background image

Rozumiem 

powiedziała Micki smutnym głosem. 

To zajmuje sporo czasu. 

Sporo 

zgodziła się Jane. 

Znacznie  więcej  niŜ  poprzednio,  dodała  w  duchu.  Więc  pewnie  to  tylko  pretekst? 

MoŜe chodzi o to, Ŝeby jak najrzadziej się z nią widywać? 

Dobrze, wobec tego spotykamy się w piątek 

zakończyła Micki. 

W piątek o dziewiątej 

potwierdziła Jane. 

Nie  powiedziała  o  tym  wyjeździe  ani  Toddowi,  ani  Cherry.  Była  pewna,  Ŝe  Tim 

zawiezie ją do Victorii, jeśli go o to poprosi. Wcześniej jeszcze musiała się wybrać do doktora 

Coltraina  na  rutynowe  badania.  Rudzielec  opukał  ją  i  osłuchał,  zmierzył  ciśnienie  krwi, 

zajrzał  do  oczu,  a  takŜe  zrobił  kilka  ponurych  min,  zanim  oznajmił,  Ŝe  wszystko  jest  w  jak 

najlepszym porządku. 

To wspaniale 

powiedziała z uśmiechem. 

Coltrain zachmurzył się jeszcze bardziej. 

Tyle  tylko,  Ŝe  masz  cienie  pod  oczami  i  jesteś  blada 

stwierdził. 

Chodzi  tu  o 

Burke'a? 

To nie twoja sprawa 

ucięła krótko. 

AleŜ Jane, przecieŜ nie jestem ślepy. 

Czerwona  ze  wstydu  Jane  odmówiła  dalszej  rozmowy  na  ten  temat.  W  ogóle  nie 

chciała słyszeć o Toddzie. Pragnęła raz na zawsze wymazać go z pamięci. 

I  jeszcze  jedno 

dodał  Rudzielec,  kiedy  zaczęła  zbierać  się  do  wyjścia. 

MoŜesz 

teraz trochę częściej chodzić. 

Twarz Jane rozchmurzyła się natychmiast. 

A jeździć? 

No,  nie  przesadzaj.  Musisz  bardzo  uwaŜać.  Upadek  z  konia  mógłby  mieć  fatalne 

skutki. 

Nawias mnie nigdy nie zrzucił. 

Co nie znaczy, Ŝe nie moŜe tego zrobić. 

Zapomniała, Ŝe Coltrain sam był doskonałym jeźdźcem i znał się na koniach jak nikt 

inny. W czasie studiów dorabiał sobie nawet występami na rodeo, chociaŜ nigdy nie traktował 

tego powaŜnie. 

Lekarz zastanawiał się przez chwilę. 

Dobrze,  spróbuj  jeździć.  Ale  bardzo  uwaŜaj 

dodał. 

Słyszałem,  Ŝe  będziesz 

reklamowała jakieś ubrania. Czy to prawda? 

Jane uśmiechnęła się. 

background image

Pewnie Meg była ostatnio z wizytą u twojej matki, co? 

spytała domyślnie. 

Nie doczekała się odpowiedzi. Rudzielec wciąŜ wlepiał w nią te swoje zielone oczy. 

Mam reklamować stroje do rodeo, głównie dŜinsowe spodnie i kurtki. Wybieram się 

nawet w piątek do Victorii na zdjęcia. 

Nie zrobiło to na nim specjalnego wraŜenia. 

Jak masz zamiar tam się dostać? 

spytał. 

Pewnie Tim mnie zawiezie. 

Coltrain pokręcił przecząco głową. 

Ja  to  zrobię 

powiedział. 

Mam  w  Victorii  konsylium  w  sprawie  leukemii,  którą 

leczyłem tutaj. Pacjent się przeprowadził i muszę jechać. 

Jestem  umówiona  na  dziewiątą  i  mogę  zostać  w  Victorii  ładnych  parę  godzin 

uprzedziła go. 

Znajdę sobie coś do roboty 

mruknął. 

Jane rozpromieniła się na myśl o wspólnej jeździe z przyjacielem. 

To wspaniale! Będziemy mogli sobie pogadać. Ciągle brakuje nam czasu. 

Przyjadę  do  ciebie  po  ósmej 

powiedział  Coltrain,  który  równieŜ  zaczął  się 

uśmiechać. 

W tym momencie usłyszeli pukanie do drzwi i po chwili do gabinetu zajrzała doktor 

Lou Blakely. 

Przepraszam, ale pan Harris nie chce ze mną rozmawiać o swoich hemoroidach. Czy 

mógłbyś…? 

Jej spojrzenie padło na Jane. 

Zaraz  tam  przyjdę 

powiedział  krzywiąc  się,  jakby  widok  Lou  sprawił  mu 

przykrość. 

Nie jesteś dla niej zbyt miły 

stwierdziła Jane, kiedy lekarka zniknęła za drzwiami. 

Tak, wiem 

powiedział z roztargnieniem i zamyślił się na moment. 

Kiedy  wychodziła,  wciąŜ  był  zamyślony  i  poŜegnał  się  z  nią  w  roztargnieniu.  Na 

wszelki  wypadek  przypomniała  mu  o  piątku  i  wyszła.  Rudzielec  nigdy  się  tak  nie 

zachowywał. W miasteczku był znany z pogodnego usposobienia. Jednak z jakichś względów 

nie stosowało się to do Lou. Zachowywał się tak, jakby jej nie znosił. Dlaczego więc wybrał 

ją do współpracy? 

Poszła na parking, gdzie juŜ czekała na nią Meg z codziennymi sprawunkami. Droga 

do  domu  zajmowała  kilkanaście  minut.  Kiedy  zatrzymały  się  na  podwórku,  wypatrująca  ich 

Cherry  natychmiast  podbiegła  do  samochodu.  Jej  policzki  pałały,  a  oczy  świeciły  niczym 

dwie gwiazdy. 

background image

Udało się! Udało! 

krzyczała. 

Pobiłam mój własny rekord! 1 wcale się nie bałam! 

Naprawdę. 

Jane wysiadła z wozu i ucałowała dziewczynkę. 

Jestem  z  ciebie  bardzo  dumna 

powiedziała. 

Zobaczysz,  daleko  zajdziesz.  Czy 

raczej zajedziesz 

dodała z uśmiechem. 

W  czasie  lunchu  omawiali  najpierw  sukcesy  Cherry,  a  potem  Jane  nieostroŜnie 

wygadała się, Ŝe ma sesję zdjęciową w Victorii. 

To wspaniale! 

ucieszył się Tim. 

Ale kto cię tam zawiezie? W zasadzie mógłbym 

to zrobić, chyba Ŝeby… Todd znalazł trochę czasu. 

Todd  siedział  pochylony  nad  talerzem  i  w  milczeniu  jadł  ziemniaki.  Wyglądał  jak 

nieobecny, chociaŜ kiedy padło jego imię, natychmiast uniósł głowę. 

Mogę ją odwieźć, jeśli będzie chciała 

rzucił w przestrzeń. 

Dziękuję,  nie  będzie  chciała 

powiedziała,  przedrzeźniając  go,  Jane. 

Ma  juŜ 

kierowcę. 

CzyŜby! A kogo to? 

spytał Tim. 

Todd znowu spuścił głowę i zabrał się do jedzenia ziemniaków. 

Rudzielec musi pojechać do Victorii w sprawach słuŜbowych 

wyjaśniła. 

Obiecał, 

Ŝ

e zabierze mnie ze sobą. 

Todd odsunął talerz. 

Pójdę juŜ do pracy 

oznajmił. 

Cały dzień pilnowałem robotników. Muszę się teraz 

zająć rachunkami. 

Meg  spojrzała  z  wyrzutem  na  prawie  pełny  talerz,  ale  nic  nie  powiedziała. 

Przynajmniej na temat jedzenia. 

Były jakieś pilne faksy do ciebie 

zwróciła się do Todda. 

Sprzątałam twój pokój i 

połoŜyłam je na szafce. Od niejakiej Julii. 

Julii? Jakiej Julii? 

zastanawiała się głośno Cherry, nie zwaŜając na to, Ŝe ma pełne 

usta. 

Aaa! 

Zrobiła taką minę, jakby zgadła. 

Ojciec  kopnął  ją  pod  stołem  w  kostkę.  Cherry  wydała  kolejny  okrzyk,  a  następnie 

przełknęła  to,  co  miała  w  buzi.  Dzięki  temu  zyskała  trochę  czasu  i  zrozumiała,  co  ma  robić 

dalej. 

Pewnie bardzo za tobą tęskni 

zwróciła się do ojca, uśmiechając się złośliwie. 

Z całą pewnością 

potwierdził Todd. 

Nie wątpił, Ŝe obłoŜona pracą i nękana przez klientów Julia Emory pragnęłaby go jak 

najszybciej zobaczyć. W interesie swoim i firmy. 

background image

Hm,  muszę  do  niej  zadzwonić.  Nie  przejmuj  się,  obciąŜę  kosztami  rozmówcę 

po 

raz pierwszy zwrócił się bezpośrednio do Jane. 

Jane skinęła głową, nie słysząc, co do niej mówi. Więc Todd miał jakąś dziewczynę! 

Nie  było  w  tym  nic  dziwnego!  PrzecieŜ  był  zupełnie  normalnym  i  w  dodatku  przystojnym 

męŜczyzną! 

Kiedy  Todd  wyszedł,  rozmowa  potoczyła  się  swobodniej,  jednak  wszyscy  mieli 

wraŜenie,  Ŝe  jadalnia  stała  się  nagle  pusta.  Tim  skończył  lunch  i  wyszedł,  a  Meg  zebrała 

resztki obiadu i zaniosła je swoim kurom. 

Jane i Cherry zostały same. 

Czy myślałaś kiedyś o tym, Ŝeby wyjść za doktora Coltraina? 

spytała dziewczynka. 

Kiedyś,  tak 

odparła  Jane. 

Bardzo  go  lubię,  poza  tym  mieliśmy  ze  sobą  wiele 

wspólnego. Zabrakło nam tylko tego czegoś, czego potrzeba do wspólnego związku. 

Czyli po prostu nie chciałaś z nim iść do łóŜka? 

podsumowała córka Todda. 

AleŜ Cherry! 

PrzecieŜ  nikt  nie trzyma  mnie  pod  kloszem. Wiem  o  wielu  sprawach 

powiedziała 

dziewczynka  tonem  dorosłej  osoby. 

Jednak  sama  wolałabym  zaczekać  z  tym  aŜ  do  ślubu. 

Wiesz,  Ŝe  niektórzy  chłopcy  teŜ  tak  myślą?  Na  przykład  Mark,  z  mojej  klasy,  twierdzi,  Ŝe 

dzięki temu nie trzeba się obawiać chorób wenerycznych. 

Jane wydawało się, Ŝe źle słyszy. 

Czego? 

Chorób wenerycznych 

odparła ze śmiechem Cherry. 

Nigdy o nich nie słyszałaś? 

Jane odchrząknęła. 

No  tak,  słyszałam.  Ale  prawdę  mówiąc,  nigdy  się  tym  nie  interesowałam.  Ani 

seksem 

dodała  po  chwili  wahania. 

Wiesz,  jakoś  nigdy  nie  spotkałam  chłopaka,  który, 

który… 

szukała odpowiednich słów. 

Cherry wzniosła oczy ku niebu. 

O BoŜe! Widzę, Ŝe będę ci musiała wszystko wyjaśnić 

powiedziała autorytatywnie. 

Czy rodzice nie rozmawiali z tobą o tych sprawach? 

Jane juŜ chciała odpowiedzieć, ale w jadalni pojawił się nachmurzony Todd. 

Jeszcze tu jesteście? 

spytał. 

Cześć, tato. Właśnie rozmawiałam z Jane o seksie. Mój BoŜe, a wydawało mi się, Ŝe 

to ja jestem zacofana! Dobrze, chyba odłoŜymy tę rozmowę. Pójdę teraz do stajni. 

Cherry szybko opuściła jadalnię. Todd spojrzał Jane prosto w oczy. 

Czy musisz rozmawiać o tym z Cherry? Nie lepiej zapytać mnie? 

background image

Jane poczuła, Ŝe drŜy.  Zagryzła wargi, Ŝeby  się  opanować. Narastał w niej strach, Ŝe 

Todd za chwilę to zauwaŜy. 

Daj spokój! 

ucięła krótko. 

Ale Todd nie chciał jej dać spokoju. 

Jane!  Czego  się  boisz?  Jest  nam  razem  dobrze,  pragniemy  siebie…  CzegóŜ  więcej 

chcieć? 

Seks to dla mnie za mało 

odparła. 

Jesteś pewna? 

spytał, biorąc ją pod brodę. 

Nie doczekał się jednak odpowiedzi. 

Tak piękna i tak naiwna 

ciągnął. 

Chciałabyś, Ŝebym dał ci gwiazdkę z nieba. Ale 

ja mogę dać ci tylko rozkosz. 

ZbliŜył swe usta do jej warg i jednocześnie chwycił ją za rękę. 

Ani się waŜ! 

syknęła Jane, oglądając się w stronę kuchni. 

Todd przyciągnął ją lekko do siebie. 

Nie  wygłupiaj  się.  Meg  nawet  nie  zwróci  uwagi  na  to,  Ŝe  się  całujemy.  Wszyscy 

przyjmą to normalnie. Wszyscy 

oprócz ciebie. 

Jego usta były coraz bliŜej. Jane chciała go odepchnąć, ale stała jak sparaliŜowana. 

Nie potrafisz się nawet przyznać przed sobą, Ŝe mnie pragniesz 

szepnął Todd. 

przecieŜ poŜądasz mnie, pragniesz aŜ do utraty tchu. 

Chciała  zaprzeczyć.  Pragnęła  wyrwać  się  i  uciec  z  jadalni.  Tak  się  jej  przynajmniej 

wydawało. 

Todd  nie  pocałował  jej,  chociaŜ  jego  usta  znajdowały  się  parę  centymetrów  od  warg 

Jane. 

Wiem, Ŝe mnie pragniesz 

szeptał, a jego oddech miał w sobie woń kawy. 

Pocałuj 

mnie. Pocałuj mnie teraz. 

W  innych  warunkach  skwitowałaby  śmiechem  taką  bezczelność.  Jednak  teraz  jakoś 

nie  mogła  tego  uczynić.  Co  gorsza  poczuła,  Ŝe  rzeczywiście  ma  ochotę  pocałować  Todda. 

Tym większą, im bardziej się od niej oddalał. 

W  zasadzie  trudno  było  powiedzieć,  które  z  nich  wykonało  pierwszy  gest.  Zdaje  się, 

Ŝ

e z jakichś powodów Jane straciła równowagę i juŜ po chwili znalazła się w jego ramionach. 

Todd  zaczął  ją  pieścić  i  całować,  a  ona  jęczała  z  rozkoszy.  W  końcu,  w  przypływie  nie 

tajonego poŜądania, przycisnął ją do siebie. 

Jane krzyknęła. Nie był to jednak krzyk rozkoszy. 

Co się stało? 

spytał, rozluźniając uścisk. 

Czy to twój kręgosłup? 

background image

Skinęła głową. Musiała się powstrzymywać, Ŝeby nie prosić go, by znów ją przytulił. 

Naprawdę nie chciałem cię skrzywdzić! 

Jane skinęła głową. 

Ale skrzywdziłeś. 

Todd nie wiedział, co ze sobą zrobić. Ręce zaczęły mu się trząść. Wiedział, Ŝe nigdy 

by sobie nie wybaczył, gdyby coś stało się Jane. 

Zaraz zadzwonię po lekarza 

powiedział drŜącym głosem. 

Jane pokręciła głową. 

Nie chodzi mi o to, co stało się teraz 

powiedziała. 

Mam na myśli tamtą noc. 

Todd  odetchnął  z  ulgą.  Jednocześnie  stwierdził,  Ŝe  powinien  jeszcze  raz  przeprosić 

Jane. Wtedy wypadło to jakoś niezręcznie, a potem, cóŜ, starał się jej unikać. 

Przepraszam  cię,  ale  naprawdę  nie  mogłem  się  wtedy  powstrzymać.  Rzeczywiście 

prosiłaś  mnie,  Ŝebym  przestał,  a  ja  nie  mogłem.  Do  tej  pory  mam  z  tego  powodu  wyrzuty 

sumienia. Ale z drugiej strony… 

urwał na widok jej miny. 

Z drugiej strony? 

podchwyciła. 

Wiesz, miałem wraŜenie, Ŝe jest ci po prostu dobrze. Byłem pewien, iŜ uwolniłaś się 

od jakiegoś cięŜaru. Tak wspaniale nam było wtedy. Pomyśl, Ŝe mogłoby tak być zawsze. 

Jane  poczuła,  Ŝe  znowu  zrobiło  się  jej  gorąco.  "Zawsze"  znaczyło  spędzenie  ze  sobą 

kilku nocy, a "dobrze" 

częste zaspokajanie Ŝądzy. Jak on śmiał mówić do niej w ten sposób! 

I to teraz, kiedy wydało się, Ŝe ma gdzieś dziewczynę, która niczego się nie domyśla. Tylko 

ona, Jane, poznała go jak zły szeląg. 

Pocałujesz mnie? 

spytał nagle. 

Nie. Nie, Todd. Mam tego dość. 

Więc czego chcesz? 

Jane uśmiechnęła się smutno. 

Chcę związku na całe Ŝycie 

odparła. 

I dzieci. Chcę mieć dzieci. 

Ja juŜ mam dziecko 

powiedział sztywno. 

Spojrzała mu w oczy. Czy naprawdę jej nie rozumiał, czy teŜ nie chciał zrozumieć? 

Chodzi mi o własne dziecko. Takie, które nigdy nie tęskniłoby za tatą. 

Ja chcę ci dać duŜo więcej. 

Jane pokręciła głową i westchnęła. 

Seks bez miłości jest niczym. 

Todd aŜ zagotował się na to stwierdzenie. 

Zaraz zobaczymy, czy niczym, ty mała hipokrytko! 

krzyknął i wpił się w jej wargi. 

background image

Jane  nie  miała  czasu  się  bronić.  Zaczęli  się  całować  długo  i  namiętnie  i  nawet  nie 

zauwaŜyli, Ŝe w drzwiach pojawiła się Cherry. 

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY 

Cherry stała przez chwilę na progu, obserwując całą scenę. W końcu zauwaŜył ją Todd 

i odsunął delikatnie Jane. 

Przepraszam,  szukałam  Meg 

powiedziała  dziewczynka  i  uśmiechnęła  się  lekko. 

Nie przeszkadzajcie sobie. 

Jane  zaczerwieniła  się  niczym  piwonia  i  spuściła  wzrok.  Córka  Todda  teŜ  się 

zmieszała i wybiegła na podwórko. Nawet Todd nie wyglądał teraz na zbyt pewnego siebie. 

Przepraszam 

powiedział. 

Zdaje się, Ŝe znów popełniłem głupstwo. 

Jane  nie  wiedziała,  o  co  mu  dokładnie  chodzi,  więc  pozostawiła  tę  wypowiedź  bez 

komentarza.  Odsunęła  się  tylko  od  Todda  i  usiadła.  Dopiero  teraz  poczuła  ból  kręgosłupa. 

Todd patrzył na nią tak, jakby chciał powiedzieć coś jeszcze. W końcu jednak zgarnął papiery 

ze stołu i zaczął się wycofywać. 

Jeszcze  raz  przepraszam 

powiedział,  nawet  na  nią  nie  patrząc. 

Zajmę  się  teraz 

pracą. 

Jane  nie  reagowała.  Usłyszała  tylko  odgłos  zamykanych  drzwi,  co  napełniło  ją 

smutkiem.  JuŜ  chciała  się  rozpłakać,  kiedy  do  pokoju  wśliznęła  się  jakaś  postać.  Jane  z 

nadzieją podniosła głowę. 

Cherry?! 

Przepraszam,  widziałam,  jak  ojciec  wychodził.  Ja  naprawdę  nie  chciałam 

tłumaczyła się dziewczynka. 

O BoŜe! Nigdy nie widziałam, Ŝeby tata kogoś całował. Nawet 

mamę, kiedy byłam mała. 

Jane zarumieniła się aŜ po korzonki włosów. 

Nie, Cherry. To była… 

szukała odpowiedniego słowa 

pomyłka. 

Cherry uśmiechnęła się do niej przyjaźnie. Chciała dać do zrozumienia, Ŝe nie ma nic 

przeciwko temu. 

Ee tam 

powiedziała. 

Jaka pomyłka? Powiedz lepiej, czy ci się podoba? 

Kto? 

Tata, oczywiście 

odparła Cherry. 

Wszystkie moje koleŜanki się w nim kochają. 

Jane pokręciła głową. 

Nie,  Cherry.  Nie  powinnaś  z  tym  wiązać  Ŝadnych  nadziei.  Przede  wszystkim, 

gdybym kogoś pokochała, chciałabym wyjść za niego za mąŜ, a twój ojciec nie chce słyszeć o 

małŜeństwie. 

background image

O! 

Mina Cherry natychmiast zrzedła. 

Naturalnie wciąŜ jesteś moją przyjaciółką. Prawda? 

Dziewczynka z trudem zdobyła się na uśmiech. 

Jasne 

powiedziała. 

Jane spędziła w Victorii prawie cały dzień. Rudzielec odbył swoje spotkanie i czekał 

na  nią  cierpliwie.  Ona  natomiast  pozowała  do zdjęć  w  róŜnych  strojach  firmy  Slim  Togs.  O 

dziwo, nawet jej się to spodobało.  Zwłaszcza Ŝe  fotograf i Micki bardzo dbali o to, Ŝeby jej 

nie męczyć. Jane nawet nie zauwaŜyła, jak szybko upływa czas. 

To  chyba  juŜ  wszystko 

stwierdziła  w  końcu  Micki. 

Jack  mówił,  Ŝe  świetnie  mu 

poszło.  Powinien  mieć  wspaniałe  zdjęcia.  Oczywiście  skontaktujemy  się  z  tobą,  kiedy 

dokonamy wyboru. Poza tym dobrze by było, gdybyś pokazała się na promocji tych nowych 

ubrań w naszym sklepie i moŜe na jakimś rodeo. 

Nie ma problemu. Fajnie mi się pozowało. A poza tym te rzeczy są naprawdę dobre 

powiedziała Jane, przesuwając dłonią po zdobionej cekinami kurtce. 

My  teŜ  jesteśmy  bardzo  zadowoleni  ze  współpracy.  Jesteś  urodzoną  modelką 

pochwaliła ją Micki i zamyśliła się na chwilę. 

A co u Todda? Został na ranczu? 

Jane skinęła głową. 

Tak.  Ciągle  ma  jakieś  nowe  pomysły.  Moi  ludzie  przestali  juŜ  na  mnie  zwracać 

uwagę. Słuchają tylko jego. Będę miała kłopoty z dyscypliną, kiedy wyjedzie. 

CzyŜby miał taki zamiar? 

spytała Micki. 

Nie. Jeszcze nie. 

Jane z trudem osiągnęła względny spokój ducha. Starała się nie myśleć o Toddzie i o 

tym, co się stało. Teraz pytania Micki wytrąciły ją z równowagi. 

Jest  bardzo  przystojny 

Micki  drąŜyła  temat,  mimo  Ŝe  na  jej  twarzy  pojawiły  się 

ś

lady smutku. 

Pewnie ma mnóstwo róŜnych dziewczyn. 

Pewnie tak 

potwierdziła Jane. 

Niektóre nawet przysyłają mu faksy. 

Micki zaśmiała się, ale wypadło to raczej ponuro. 

Zdaje się, Ŝe nie mam Ŝadnych szans. A ty? Miałabyś na niego ochotę? 

Przede wszystkim nie lubię kolejek 

odparła wykrętnie Jane. 

Micki smutno pokiwała głową. 

No  tak,  kiedy  w  końcu  zjawia  się  ktoś  taki  jak  Todd,  zawsze  otoczony  jest 

wianuszkiem kobiet. Myślę, Ŝe w końcu zostanę starą panną. 

W jej głosie było tyle smutku, Ŝe Jane poczuła, iŜ po

 - - 

winna ją jakoś pocieszyć: 

MałŜeństwo to nie wszystko 

powiedziała. 

MoŜesz przecieŜ jeszcze zostać szefową 

background image

swojej firmy. 

Micki skinęła głową, ale smutek w jej oczach wcale nie zniknął. 

To moŜliwe 

stwierdziła, nabrawszy powietrza w płuca. 

Tyle Ŝe mam mały sekret. 

Po prostu uwielbiam Ŝycie domowe. Gotowanie obiadów, prasowanie koszul, dzieci. 

Chciałabyś być kurą domową? 

spytała z niedowierzaniem Jane. 

Oczywiście.  Ale  nie  mów  o  tym  nikomu,  bo  będą  się  ze  mnie  śmiali 

poprosiła 

Micki. 

Wiesz,  lubię  moją  pracę,  zarabiam  fantastycznie,  ale  raz  na  jakiś  czas  miałabym 

ochotę się z kimś pokłócić. 

Nie chcesz być sama 

domyśliła się Jane. 

A kto chce? 

Czasami nie mamy wyboru. 

Obie panie zamyśliły się na chwilę. Nie była to pogodna zaduma. Wręcz przeciwnie, 

mimo młodego wieku myślały o starości i samotności. 

Pierwsza ocknęła się Micki. 

Wszystko  będzie  dobrze 

powiedziała,  nie  bardzo  wiedząc,  czy  mówi  o  zdjęciach, 

czy teŜ ich przyszłym Ŝyciu. 

Zadzwonię do ciebie w połowie przyszłego tygodnia. Trzymaj 

się. 1 Ŝyczę miłej podróŜy. 

Dzięki. 

Jane  zeszła  do  holu  i  odszukała  w  torebce  kartkę,  na  której  Coltrain  zapisał  jej  swój 

numer  telefonu  w  szpitalu.  Zadzwoniła  do  niego,  Ŝeby  powiedzieć,  Ŝe  juŜ  jest  gotowa. 

Rudzielec pewnie zanudził się na śmierć do tej pory. 

Nie  pojechali  jednak  z  powrotem  na  ranczo.  Coltrain  wysadził  ją  przed  najlepszą 

restauracją w Victorii. 

Czas na kolację 

oznajmił. 

Daj spokój 

usiłowała protestować. 

Nie jestem odpowiednio ubrana. 

I cóŜ z tego? Ja teŜ nie. 

Miał na sobie sportową marynarkę i koszulę bez krawata. 

Niech się gapią, jeśli mają na to ochotę. 

Jane  roześmiała  się  głośno.  Przypomniały  jej  się  róŜne  ekstrawagancje  Rudzielca 

jeszcze z czasów szkolnych. Chyba przywykł do tego, Ŝe i tak się wyróŜnia z racji płomiennej 

czupryny,  i  wygłupy  stały  się  dla  niego  chlebem  powszednim.  Potem,  na  studiach,  stał  się 

bardziej stateczny. Pewnie zrozumiał, Ŝe lekarz powinien być kimś budzącym szacunek, a nie 

prowokującym do śmiechu. 

Dobrze, idziemy 

zdecydowała Jane. 

Usiedli  przy  małym  stoliku  i  zamówili  kraby  oraz  krwiste  befsztyki,  a  na  deser 

background image

specjalność zakładu 

lodowy torcik pokryty warstwą czekolady. 

Będę pamiętała ten deser do końca Ŝycia 

powiedziała, kiedy juŜ jechali do domu. 

Dawno nie jadłam czegoś tak wspaniałego. 

Ja teŜ 

mruknął Coltrain. 

Kiedy prowadził, skupiał się całkowicie na tej czynności. Być moŜe taki był teŜ, kiedy 

operował. Zrobił specjalizację z chirurgii miękkiej, nabył biegłości w operacjach płuc, jednak 

w  końcu  zdecydował  się  na  prowadzenie  praktyki  internistycznej  w  rodzinnym  mieście. 

Dlaczego? Jane nie miała zielonego pojęcia. 

Czy chciałbyś mieć dzieci? 

spytała. 

Jasne. Masz w związku z tym jakąś propozycję? 

Jane zarumieniła się. Nie po raz pierwszy tego dnia. 

Nie wygłupiaj się. Po prostu pytam. 

Coltrain  zerknął  na  nią  i  o  mały  włos  nie  zjechał  na  pobocze.  Na  drodze  prawie  nie 

było ruchu. Nic im w tej chwili nie groziło. 

Wiesz, Ŝe mówię powaŜnie. Wystarczyłoby jedno twoje słowo, a… 

zawiesił głos. 

Lubię dzieci i sprawdziłbym się jako mąŜ. Mamy ze sobą więcej wspólnego niŜ wielu ludzi, 

którzy zdecydowali się na małŜeństwo. 

Tak, brakuje nam tylko jednego. 

Coltrain pokiwał głową, wypatrując czegoś na drodze. 

Szkoda 

szepnął. 

Zwolnił  trochę.  Ręka  Jane  odnalazła  jego  dłoń,  spoczywającą  na  dźwigni  zmiany 

biegów. 

Nie  przejmuj  się.  Zawsze  będziesz  moim  najlepszym  przyjacielem 

próbowała  go 

pocieszyć. 

Szkoda, Ŝe wolisz Burke'a. 

Nie zaprzeczyła. Spuściła tylko głowę i cofnęła dłoń. 

Ale on ma ochotę jedynie na romans i szybkie rozstanie. 

A ty? 

spytał Coltrain. 

Na małŜeństwo i gromadkę dzieci 

odparła, starając się panować nad głosem. 

MoŜe on teŜ chce tego samego, tylko mu się wydaje, Ŝe jest inaczej. 

Jane pokręciła przecząco głową i uśmiechnęła się gorzko do swoich myśli. 

Zdaje się, Ŝe ma dosyć małŜeństwa 

stwierdziła. 

Nie sądzę, by ktoś taki mógł być 

dobrym męŜem. A jednak… 

nie dokończyła zdania i spuściła głowę. 

Rudzielec dostrzegł nieszczęśliwą minę, a następnie połoŜył dłoń na jej udzie w geście 

background image

pocieszenia. 

Ze  względu  na  twoje  migreny  nie  polecałbym  ci  pigułek  antykoncepcyjnych 

powiedział. 

Są jednak inne sprawdzone metody. 

AleŜ, Rudzielcu! 

wykrzyknęła. 

Nie  ma  się  na  co  oburzać.  Powinnaś  juŜ  dorosnąć.  Przynajmniej  zostaną  ci  piękne 

wspomnienia. To teŜ jest coś warte. 

Zaskakujesz mnie. 

Coltrain uśmiechnął się smutno. 

Sam  siebie  równieŜ 

powiedział 

Jednak  powinnaś  pamiętać,  Ŝe  seks  jest 

wspaniałym  uzupełnieniem  miłości.  Być  moŜe  Burke  nie  chce  się  z  tobą  oŜenić,  ale  jestem 

pewien, Ŝe cię kocha. 

Co?! 

Myślę, Ŝe ty równieŜ o tym wiesz 

odparł spokojnym głosem. 

PrzecieŜ od samego 

początku był o mnie zazdrosny. Kocha cię, to jasne. 

MoŜe chodziło mu tylko o seks? 

Rudzielec  skinął  głową.  Minęli  zagrodę  Desherów,  znajdującą  się  po  drodze  do 

rancza. Za chwilę powinni skręcić, a dalej jechać prosto przed siebie. 

MoŜliwe, chociaŜ mało prawdopodobne 

stwierdził po chwili namysłu. 

Ten Burke 

za bardzo się o ciebie troszczy. Ma złe doświadczenia małŜeńskie i dlatego nie chce się Ŝenić 

powtórnie. Trzeba o niego walczyć, Jane. Czy jesteś na to zdecydowana? 

Walczyć? 

Jane  zrobiła  zdziwioną  minę. 

Nazywasz  to  walką?  Nie,  nie  potrafię 

zabiegać o względy męŜczyzn. Od tego przecieŜ jest małŜeństwo. 

Rudzielec nie protestował. 

Zgadzam się 

powiedział. 

Pomyśl jednak, Ŝe małŜeństwo jest tylko kwestią czasu. 

On cię kocha. Poza tym mam wraŜenie, Ŝe Burkę jest bardzo konserwatywny. No i ma jeszcze 

córkę, o której musi myśleć. 

Powiedział, Ŝe nigdy się juŜ nie oŜeni. 

Prezydent mówił, Ŝe nie zwiększy podatków. 

Jane  spojrzała  koso  na  przyjaciela  i  wybuchnęła  śmiechem,  Był  to  pierwszy  objaw 

rozbawienia od chwili incydentu z Toddem. 

Dobrze,  wcale  nie  musisz  poświęcać  dla  niego  swoich  ideałów 

ciągnął  Coltrain 

ugodowym  tonem. 

Ale  są  chyba  jakieś  sposoby  na  zainteresowanie  męŜczyzny  bez 

konieczności pójścia z nim od razu do łóŜka? 

Pewnie są 

rzuciła w przestrzeń. 

background image

Spojrzała  na  Coltraina.  Czy  to  moŜliwe,  Ŝeby  był  aŜ  tak  szlachetny?  Nie 

przypuszczała, Ŝe będzie chciał jej pomóc. W kaŜdym razie nie w tej sprawie. I to na chwilę 

po  tym,  jak  niemal  się  jej  oświadczył.  Tak,  jest  prawdziwym  przyjacielem.  Wiedziała,  Ŝe 

moŜe na niego liczyć. 

Opowiedz mi o tych zdjęciach 

poprosił, chcąc zmienić temat. 

Nie wymęczyli cię 

za bardzo? 

SkądŜe. Było bardzo fajnie. 

Jane  zaczęła  opowiadać  o  tym,  co  działo  się  w  czasie  sesji zdjęciowej.  Nie  trwało  to 

jednak długo, poniewaŜ juŜ po chwili znaleźli się na terenie rancza. Ściemniało się. Na ganku 

przed  domem  paliło  się  światło.  Jane  podziękowała  przyjacielowi  i  sama,  o  własnych  siłach 

weszła po schodkach na ganek. Tam powitał ją Todd. 

Gdzie byłaś? 

spytał natarczywym tonem. 

Na kolacji z Rudzielcem. 

Spojrzał na zegarek. 

A potem? 

Potem  kochaliśmy  się  w  samochodzie  i  siadły  nam  wszystkie  cztery  opony 

wyjaśniła. 

Todd  zaniemówił.  Przez  chwilę  stał  jak  raŜony  gromem,  a  następnie  wybuchnął 

ś

miechem. 

Doprawdy! 

Jane dotknęła dłonią przodu jego białej koszuli. CzyŜby włoŜył ją specjalnie dla niej? 

Od tej pory chciała być z nim absolutnie szczera. 

Nie mogłabym się kochać z kimś innym 

powiedziała z prostotą 

poniewaŜ kocham 

ciebie. 

Serce  podeszło  mu  do  gardła.  Oto  stał  przed  nim  jego  ideał 

wspaniała,  kochająca 

dziewczyna. Dotknął jej pszenicznych włosów, a następnie pogładził Jane po policzku. 

Ja  teŜ  cię  kocham 

powiedział  ku  własnemu  zaskoczeniu. 

Od  samego  początku. 

Nie  mogłoby  być  nam  ze  sobą  tak  wspaniale,  gdyby  nie  łączyło  nas  uczucie.  To  zupełnie 

jasne. 

Tak 

szepnęła. 

Todd przytulił ją do siebie. Chciał ją mieć przy sobie. Czuć ją tak jak pamiętnej nocy, 

kiedy ziściły się jego marzenia. 

Czy… czy zmieniłaś zdanie? 

spytał, gładząc czule jej plecy. 

Coltrain  nie  chce  mi  dać  pigułek  antykoncepcyjnych,  poniewaŜ  mam  bóle  głowy 

background image

powiedziała. 

Todd zesztywniał. Nie mógł uwierzyć własnym uszom. 

Co?! Rozmawiałaś z tym konowałem na temat pigułek?! 

To raczej on ze mną rozmawiał 

wyjaśniła Jane. 

Wie, Ŝe cię kocham. 

Gniew  zaślepił  go  na  chwilę.  Puścił  Jane  i  odstąpił  od  niej  na  krok.  Wystarczyło 

jednak, Ŝe na nią spojrzał, a juŜ w jego sercu pojawiły się cieplejsze uczucia. 

Więc nie moŜesz przyjmować pigułek? 

spytał. 

Tak,  z  powodu  migreny.  Dlatego  ciągle  musielibyśmy  się  liczyć  z  tym,  Ŝe  mogę 

zajść w ciąŜę. 

Zabezpieczyłem się ostatnio. 

Tak, wiem. 

Jane skinęła głową. 

Jednak róŜne rzeczy mogą się zdarzyć. To nie jest 

stuprocentowe zabezpieczenie. 

Todd  musiał  jej  przyznać  rację.  Patrzył  na  nią  i  zastanawiał  się,  czy  chciałby  mieć  z 

nią  dziecko.  Nie,  to  byłaby  katastrofa.  Nie  potrafiłby  opuścić  matki  swego  dziecka.  Ślicznej 

malutkiej  blondyneczki,  której  mogliby  urządzać  przyjęcia  urodzinowe,  tak  jak  kiedyś 

Cherry,  albo,  jeszcze  lepiej,  chłopca,  którego  nauczyliby  jeździć  konno,  rzucać  lassem  i  w 

ogóle wielu róŜnych sztuczek. 

Jane milczała. 

Dlaczego nic nie mówisz? 

Powiedziałam juŜ wszystko 

odparła. 

Nie chciałabym, Ŝebyś myślał, Ŝe pragnę cię 

złapać w pułapkę. 

Spojrzał w jej smutne oczy, a następnie dotknął policzka. Był mokry. 

Marie  nie  chciała  mieć  ze  mną  dziecka 

powiedział  z  namysłem. 

Oboje  byliśmy 

wtedy  pijani.  Wiedziałem,  Ŝe  bierze  pigułki,  ale  była  na  tyle  roztargniona,  Ŝe  często  o  nich 

zapominała. Tylko dlatego urodziła się Cherry. 

Todd! Na miłość boską! 

Jesteś zaszokowana? 

spytał. 

Niektórzy ludzie po prostu nie chcą mieć dzieci. Tak 

jak moja była Ŝona 

dodał po chwili. 

Mam nadzieję, Ŝe nie powiedzieliście o tym Cherry! 

Prosiłem Marie, Ŝeby tego nie robiła. Zresztą ona na swój sposób kocha córkę. 

A ty? 

Uśmiechnął się, ale bardziej do siebie niŜ do niej. 

Jak moŜesz pytać? Pamiętam, kiedy pierwszy raz zobaczyłem tę kruszynę. AŜ trudno 

uwierzyć, Ŝe wyrosła juŜ na taką pannicę. 

background image

Znowu  spojrzeli  sobie  w  oczy.  Były  jakby  rozświetlone  wewnętrznym  blaskiem. 

Obojgu  towarzyszyły  podobne  myśli.  ś  tym  Ŝe  jedne  dotyczyły  dziecka  juŜ  narodzonego,  a 

drugie 

tego, które dopiero mogłoby przyjść na świat. W końcu jednak Todd pokręcił głową. 

PrzecieŜ na razie w ogóle nie powinnaś mieć dzieci 

przypomniał jej. 

Ze względów 

zdrowotnych. 

To  przecieŜ  nie  będzie  trwało  wiecznie 

stwierdziła. 

Poza  tym  byłabym  gotowa 

podjąć ryzyko. 

Todd znowu posłał jej spojrzenie pełne czułości. Wzruszyło go to, Ŝe właśnie z nim. 

No, no, nie wywołuj wilka z lasu 

powiedział pełnym ciepła głosem. 

Jane pokręciła głową. 

PrzecieŜ nic się nie stało. 

Czy  mu  się  zdawało,  czy  teŜ  wyczuł  w  jej  głosie  nutkę  rozczarowania? CzyŜby  Jane 

chciała zajść w ciąŜę? W jej stanie? Nie, to niemoŜliwe. 

Odnoszę wraŜenie, Ŝe trochę tego Ŝałujesz 

rzucił, chcąc zbadać jej reakcję. Ku jego 

zaskoczeniu była ona dość gwałtowna. 

To  nie  twoja  sprawa!  Przynajmniej  nie  musisz  mieć  wyrzutów  sumienia.  Będziesz 

mógł  wrócić  do  pracy  w  Victorii,  a  ja  zrobię  majątek  na  reklamie  jakichś  ciuchów.  Oboje 

będziemy zadowoleni. 

Czy wyjdziesz za Coltraina? 

zapytał, spuściwszy smętnie głowę. 

Niestety, nie kocham go 

odparła ze smutkiem. 

Gdybym go kochała, natychmiast 

bym to zrobiła. 

Todd tylko pokiwał głową. 

WciąŜ cię pragnę 

powiedział. 

Będę na ciebie czekał. 

Obawiam się, Ŝe nic z tego nie wyjdzie, Todd. 

Zostawiła  go  na  ganku  i  weszła  do  środka.  Teraz  chciała  się  tylko  wykąpać.  Ona  teŜ 

go  pragnęła,  jednak  nie  darowałaby  sobie,  gdyby  Todd  musiał  się  z  nią  oŜenić  z  powodu 

dziecka.  A  Ŝe  oŜeniłby  się,  tego  była  zupełnie  pewna.  Znała  się  na  ludziach  i  wiedziała,  Ŝe 

trudno byłoby znaleźć kogoś uczciwszego i bardziej opiekuńczego niŜ Todd Burke. 

W  następny  piątek  Todd  odwiózł  Cherry  do  matki.  Sam  równieŜ  miał  zamiar 

zatrzymać  się  na  jakiś  czas  w  Victorii,  Ŝeby  załatwić  najbardziej  pilne  sprawy  zawodowe. 

Poza tym chciał zapomnieć o Jane. Pragnienie, jakie odczuwał, potęgowało się, gdy była tuŜ 

obok. 

Pomachał  córce  na  poŜegnanie,  a  następnie  omal  nie  wjechał  na  wypielęgnowany 

trawnik  przed  białym  domem  w  stylu  wiktoriańskim,  w  którym  Marie  mieszkała  ze  swoim 

background image

nowym męŜem, Williamem. 

Co się stało twojemu ojcu? 

spytała Marie córkę. 

Wygląda na wyprowadzonego z równowagi. 

To  pewnie  z  powodu  Jane 

odparła  Cherry. 

Przyłapałam  ich  na  tym,  jak  się 

całowali. Naprawdę tak było 

dodała, widząc wyraz niedowierzania w oczach matki. 

Marie zaprowadziła ją na przestronny taras, wypielęgnowany tak, jak cała posiadłość. 

Cherry spojrzała na swoje buty. No tak, znowu zapomniała je wyczyścić. Jak zwykle. I mama 

będzie  się  gniewać,  teŜ  jak  zwykle.  Czemu  wszystko  w  tym  domu  musi  być  takie  czyste  i 

ładne? Dlaczego nie moŜna traktować pewnych rzeczy normalnie? 

Jednak  Marie  się  nie  gniewała,  a  to  dlatego,  Ŝe  nie  zauwaŜyła  śladów  na  czystej 

podłodze. Myślami błądziła gdzie indziej. 

PrzecieŜ mówił, Ŝe nie chce się Ŝenić 

rzuciła w zadumie. 

Zarzekał się, Ŝe nigdy w 

Ŝ

yciu. 

Nigdy  nie  mów  nigdy 

powiedziała  Cherry,  a  następnie  uśmiechnęła  się, 

zadowolona, Ŝe uniknie kazania na temat obowiązku utrzymywania domu w czystości. 

Jane 

uczy mnie jazdy. Jest wspaniała. Chciałabym być taka jak ona. 

Marie poczuła kolejne ukłucie zazdrości. Tym razem było jednak o wiele boleśniejsze. 

O  ile  mogła  się  juŜ  nie  przejmować  byłym  męŜem,  gdyŜ  nie  zaleŜało  jej  na  zdobyciu  jego 

miłości,  o  tyle,  wraz  z  upływem  lat,  miłość  Cherry  stawała  się  dla  niej  coraz  waŜniejsza. 

Marie znała jeden sposób, Ŝeby ją sobie zaskarbić. 

Jutro wybierzemy się na zakupy 

powiedziała, klasnąwszy w ręce. 

Co ty na to? 

I tym razem reakcja córki zaskoczyła ją boleśnie. Cherry westchnęła, zrobiła znudzoną 

minę, spojrzała gdzieś nad jej głową i w końcu bąknęła: 

MoŜe być. 

Marie załamała ręce. 

W  twoim  wieku  powinnaś  przede  wszystkim  myśleć  o  strojach 

powiedziała. 

Chyba lubisz się ładnie ubierać, moja panno? 

Lubię 

potwierdziła Cherry. 

Przynajmniej w stroje do rodeo. 

Matka  wzniosła  oczy  ku  niebu,  natomiast  Cherry,  natchniona  niespodziewaną  myślą, 

nagle się oŜywiła. 

Ale skoro juŜ będziemy na zakupach, to moŜe wstąpimy do księgarni 

powiedziała. 

Chciałabym kupić parę ksiąŜek medycznych i podręcznik do nauki jazdy konnej. 

KsiąŜki?! PrzecieŜ to strata czasu! 

AleŜ mamo! PrzecieŜ chcę studiować medycynę! 

background image

Marie pogładziła córkę po ramieniu. 

Jesteś jeszcze bardzo młoda, kochanie. Na pewno zmienisz zdanie. 

Cherry odsunęła się od niej. 

Jane mówi co innego. UwaŜa, Ŝe powinnam rozwijać swoje zainteresowania. Nawet 

gdybym później zdecydowała się na inne studia, to i tak co nieco zostanie mi w głowie. 

Dosyć  mam  juŜ  tej  całej  Jane!  Jak  ty  do  mnie  mówisz?!  Jestem  przecieŜ  twoją 

matką! 

oburzyła się Marie. 

Cherry natychmiast spokorniała. Wbiła wzrok w podłogę i bąknęła: 

Przepraszam, mamo. 

Marie objęła córkę ramieniem. 

Chodź, kochanie. Napijemy się herbaty. Miałam dziś od rana wiele zajęć. 

Ciekawe,  co  robiła?  zastanawiała  się  Cherry.  Pewnie  przymierzała  jakąś  suknię  albo 

układała  wieczorne  menu.  śycie  matki  wydawało  jej  się  puste.  Całkowicie  wypełniały  je 

spotkania  towarzyskie  i  zawodowe,  w  czasie  których  robiło  się  to  samo  i  wypowiadało  te 

same zdania. 

Co  innego  Jane.  Nawet  kiedy  poruszała  się  o  kulach,  zawsze  starała  się  jakoś 

urozmaicić  swoje  Ŝycie.  A  poza  tym  te  rozmowy!  Nawet  w  czasie  zwykłej  pogawędki  przy 

herbacie moŜna było usłyszeć coś waŜnego. 

Nagle  zrobiło  jej  się  cieplej  na  sercu.  Pomyślała,  Ŝe  być  moŜe  spotka  ukochaną 

nauczycielkę  w  czasie  tego  weekendu  w  Victorii.  Wiązało  się  to z  kontraktem  reklamowym 

Jane, ale Cherry nie pamiętała, o co dokładnie chodziło. NiewaŜne. NajwaŜniejsze, Ŝe będzie 

mogła ją spotkać. 

Cherry  zaczęła  rozmyślać  o  Jane  i  po  jakimś  czasie  stwierdziła,  Ŝe  nic  miałaby  nic 

przeciwko temu, Ŝeby mistrzyni rodeo została jej macochą. 

Cherry nawet nie sądziła, Ŝe tak szybko ujrzy przyjaciółkę. Co prawda nie spotkała jej 

w Victorii, ale Marie i William zostali w ostatniej chwili zaproszeni na waŜne przyjęcie, które 

miało trwać do późna w nocy, i dlatego zdecydowali, Ŝe Cherry musi wrócić na ranczo. 

Marie zadzwoniła nawet do byłego męŜa, Ŝeby go o tym uprzedzić, ale Todd załatwiał 

właśnie  jakieś  sprawy  z  klientami.  Nie  miała  wyboru.  Wyprowadziła  więc  srebrnego 

mercedesa z garaŜu i wskazała córce miejsce obok siebie. Pomyślała, Ŝe nie ma tego złego, co 

by  na  dobre  nie  wyszło,  i  oto  nadarza  jej  się  okazja,  Ŝeby  przytrzeć  nieco  nosa  uwielbianej 

przez córkę kobiecie. 

Czy ta Jane wie, jaki Todd jest bogaty? 

spytała zdawkowym tonem. 

Nie, tata nic jej nie powiedział 

odparła Cherry. 

To jest nasz sekret. Wie tylko, Ŝe 

background image

tata pracuje w firmie komputerowej w Victorii. 

Po co ta cała mistyfikacja? 

Tacie  było  Ŝal  Jane 

odparła,  nie  zastanawiając  się,  dlaczego  matka  wypytuje  ją  o 

szczegóły. 

Miała  kłopoty  ze  zdrowiem,  prawie  nie  mogła  chodzić,  a  ranczo  było  w 

opłakanym stanie. Dlatego tata przyjął tę pracę. Nie chciał jednak, Ŝeby Jane myślała, Ŝe się 

nad nią lituje. To bardzo szlachetnie z jego strony, prawda? 

Prawda, prawda 

powiedziała z roztargnieniem Marie. 

Mówiłaś, Ŝe to ranczo teraz 

kwitnie. A skąd ta Jane wzięła na to pieniądze? Miała jakieś oszczędności? 

Cherry z zapałem pokręciła głową. 

Tata mówił, Ŝe stała na krawędzi bankructwa. To on załatwił jej poŜyczkę. 

Cherry  paplała  przez  całą  drogę,  a  Marie  skrzętnie  zbierała  wszystkie  informacje  na 

temat rywalki. Tak, rywalki. 

Nie  potrafiła  inaczej  myśleć  o  Jane.  O  ile  gotowa  była  oddać  jej  Todda  (mimo  iŜ  w 

głębi ducha wciąŜ sądziła, Ŝe naleŜy do niej), o tyle o córkę miała zamiar walczyć jak lwica. 

O, konie! 

krzyknęła Cherry. 

Popatrz, jakie wspaniałe! 

W  zasadzie  mogłabyś  spędzić  ze  mną  część  wakacji. 

Matka  zignorowała  pełne 

entuzjazmu okrzyki. 

Wybieramy się z Williamem do Nassau i na Jamajkę, a moŜe nawet na 

Martynikę. 

Och, byłoby fajnie 

westchnęła Cherry. 

Ale w sierpniu muszę przygotowywać się 

do  rodeo.  Szkoda  byłoby  zaprzepaścić  tyle  pracy.  Poza  tym  mam  wspaniałego  konia. 

Nazwałam go… 

Och, konie, konie! 

przerwała jej matka. 

Nic, tylko te brudne zwierzęta! 

Konie są bardzo czyste 

szepnęła Cherry, czując, Ŝe zbiera się jej na płacz. 

Wjechały  na  podwórko  i  zatrzymały  się  z  piskiem  opon.  Marie  otworzyła  drzwiczki 

po  swojej  stronie.  Od  razu  poznała  Jane,  która  rozmawiała  z  jakimś  zasuszonym,  brodatym 

staruszkiem. Naburmuszona Cherry wygramoliła się ze swego miejsca. 

Jane  podeszła  do  nich.  Poruszała  się  wolno,  lecz  sprawnie.  Nie  miała  Ŝadnego 

makijaŜu, ale nie szkodziło to jej urodzie. Wręcz przeciwnie 

podkreślało naturalną czerwień 

warg  i  wspaniały  błękit  oczu.  Marie  od  razu  zrozumiała,  dlaczego  Todd  mógł  się  w  niej 

zakochać. 

Jane, to moja mama. Mamo, to Jane. 

Marie uśmiechnęła się sztucznie. 

Miło mi panią poznać 

powiedziała zdawkowo. 

Tyle o pani słyszałam. 

Proszę mi mówić po imieniu 

powiedziała Jane i uścisnęła jej dłoń. Następnie objęła 

background image

Cherry i ucałowała ją gorąco w oba policzki. 

Brakowało mi ciebie 

szepnęła. 

Ja teŜ tęskniłam 

powiedziała dziewczynka. 

Marie zamarła. Gniew, który w niej wzbierał, nie mógł znaleźć ujścia. 

MoŜe napije się pani herbaty? 

zaproponowała Jane. 

Och,  mów  mi  Marie 

zrewanŜowała  się,  z  trudem  starając  się  nadać  głosowi 

naturalne brzmienie. 

PrzecieŜ jesteśmy prawie rodziną. 

Jane  spłoniła  się,  ale  nic  nie  powiedziała.  Zaprosiła  matkę  i  córkę  do  salonu,  a 

następnie poprosiła Cherry, Ŝeby przypomniała Meg o herbacie i ciasteczkach. Dziewczynka 

wybiegła w podskokach z pokoju. 

Marie rozejrzała się dokoła. To, co zobaczyła, wcale jej nie zachwyciło. Stare meble w 

róŜnych stylach, wyblakłe tapety, skrzypiąca podłoga. Jane poprosiła ją, Ŝeby usiadła. 

Piękne  mieszkanko 

rzuciła  Marie  w  stronę  gospodyni. 

Nie  spodziewałam  się 

czegoś takiego. 

Och, to nic nadzwyczajnego. Przede wszystkim wymaga remontu. 

W  ogóle  spodziewałam  się  czegoś  innego 

ciągnęła  Marie,  nie  zwaŜając  na  jej 

słowa. 

Zwłaszcza  kiedy  mój  mąŜ,  mój  były  mąŜ 

poprawiła  się  ze  słodkim  uśmiechem 

powiedział mi, Ŝe ma zamiar pomóc bezbronnej kalece. 

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

Początkowo Jane miała wraŜenie, Ŝe się przesłyszała. Potem jednak, kiedy spojrzała w 

chłodne oczy Marie, zrozumiała, Ŝe nie ma kłopotów ze słuchem. 

Nie jestem kaleką 

powiedziała dumnie. 

To tylko czasowa niedyspozycja. 

Och,  przepraszam.  Pewnie  źle  zrozumiałam.  To  zresztą  jest  bez znaczenia.  Miło ze 

strony  Todda,  Ŝe  zechciał  się  tobą  zająć.  Rzadko  się  zdarza,  Ŝeby  multimilioner  i  właściciel 

olbrzymiej firmy komputerowej poświęcał czas jakiemuś zadłuŜonemu ranczu. 

Jane nie ruszała się i na moment przestała oddychać. Patrzyła tylko na rozmówczynię 

nie widzącym wzrokiem. 

Słu… słucham? 

Z kolei Marie wyraziła zdziwienie, uniósłszy w górę swoje cienkie, wyskubane brwi. 

Nie  wiedziałaś?  Naprawdę  nie  wiedziałaś? 

dopytywała  się  z  ironicznym 

uśmieszkiem. 

To  zadziwiające.  Jego  zdjęcia  pojawiają  się  regularnie  w  pismach 

poświęconych  gospodarce.  No,  ale  pewnie  nie  czytasz  tego  rodzaju  rzeczy 

dodała, 

spoglądając na leŜący na stoliku miesięcznik poświęcony hodowli koni. 

Nie, nie czytam 

wybąkała Jane. 

Todd  musiał  się  nieźle  bawić,  udając  zwykłego  księgowego 

ciągnęła  Marie, 

sadowiąc  się  wygodniej  na  kanapie. 

ChociaŜ,  z  drugiej  strony,  dziwię  się,  Ŝe  przystał  na 

takie warunki. 

Wskazała dłonią wnętrze pokoju. 

Przywykł do luksusowego rollsa i ferrari. 

No i własnego szofera. 

Szofera? 

powtórzyła bezwiednie Jane. 

Efekty  ataku  przeszły  najśmielsze  oczekiwania  Marie.  Nie  spodziewała  się,  Ŝe 

właścicielka rancza będzie tak zdruzgotana. Sądziła raczej, Ŝe wiadomość o bogactwie Todda 

ucieszy ją i jednocześnie skłoni do wyjaśnień. 

Tak, moja droga. Trudno przecieŜ, Ŝeby sam prowadził. 

Ale  przecieŜ  Todd  zajmuje  się  ksiąŜkami,  prowadzi  rachunki… 

usiłowała 

argumentować. 

Marie skinęła głową. 

O  tak,  zna  się  na  tym  świetnie 

stwierdziła. 

Jest  geniuszem  w  sprawach 

dotyczących finansów. Zwłaszcza Ŝe nie skończył Ŝadnych studiów. 

Ale dlaczego? Dlaczego nic mi nie powiedział? 

Pewnie bał się, Ŝe zakochasz się w jego pieniądzach 

odparła Marie. 

Miał w tym 

background image

względzie pewne doświadczenia, a ty 

coś niebezpiecznie błysnęło w oczach Marie 

miałaś 

chyba problemy finansowe. 

Siedząca do tej pory sztywno Jane wstała i spojrzała groźnie na gościa. 

Poradziłabym sobie 

powiedziała. 

I nie potrzebuję niczyjej litości. 

Oczywiście,  chociaŜ  dzięki  Toddowi  wszystko  poszło  chyba  nadzwyczaj  dobrze 

rzuciła Marie. 

Jane  pobladła  i  zacisnęła  pięści.  JuŜ  chciała  coś  powiedzieć,  kiedy  przeszkodziły  jej 

odgłosy kroków za drzwiami, zza których po chwili wyłoniła się roześmiana Cherry. 

Jane,  Meg  powiedziała,  Ŝe  jeśli  chcecie… 

Spojrzała  na  obie  kobiety  i  słowa 

zamarły na jej ustach. 

C… co się tutaj stało? 

Cherry  skierowała  oskarŜycielskie  spojrzenie  na  matkę.  Marie  nie  wytrzymała  tego  i 

wstała, zakładając ręce na piersi, jakby mogło ją to chronić przed gniewem córki. 

Co jej powiedziałaś? 

Cherry skierowała te słowa bezpośrednio do matki. 

Marie wypręŜyła pierś. 

Tylko prawdę 

odparła. 

I tak by się w końcu o wszystkim dowiedziała. 

O tacie? 

Marie  zdołała  tylko  skinąć  głową.  Jej  pokłady  pewności  siebie  topniały  z  minuty  na 

minutę.  Zwłaszcza  Ŝe  Jane  rzeczywiście  wyglądała  kiepsko.  Bladość  nie  chciała  ustąpić  i 

widać było, Ŝe cierpi. 

Chyba juŜ pójdę 

powiedziała Marie drŜącym głosem i sięgnęła po torebkę. 

To dobry pomysł, mamo 

stwierdziła chłodno Cherry. 

Zanim przyjedzie tata. 

Marie zagryzła wargi. O tym teŜ nie pomyślała. Jeszcze jedna komplikacja. 

Przepraszam, nie chciałam… 

Po prostu wyjdź 

przerwała jej córka. 

Im szybciej, tym lepiej. 

Jane skinęła głową, chcąc dać znak, Ŝe w pełni się z tym zgadza. 

AleŜ  Cherry!  PrzecieŜ  jestem  twoją  matką! 

wykrzyknęła  Marie,  czując,  Ŝe  twarz 

oblewa jej gorący rumieniec. 

Wiem.  I  wstyd  mi  z  tego  powodu 

odparowała  Cherry. 

Nigdy  nie  czułam  się 

gorzej. 

Marie wciągnęła głęboko powietrze. Policzki ją paliły, a łzy same nabiegły do oczu. 

Ja  tylko  chciałam… 

szepnęła,  czując,  Ŝe  nie  ma  co  liczyć  na  zrozumienie.  I 

słusznie.  Cherry  odwróciła  się  do  niej  plecami,  a  ta  Jane,  która  ukradła  jej  miłość  córki,  nie 

posunęła  się  co  prawda  do  tego,  ale  wciąŜ  stała  blada  jak  płótno.  Marie  chwyciła  torebkę  i 

wybiegła na podwórze. Gorące łzy płynęły po jej policzkach. 

background image

Jane dopiero teraz poczuła, Ŝe opuszcza ją gniew. Za to plecy znowu zaczęły ją boleć, 

chociaŜ nie robiła przecieŜ niczego, co wymagałoby wysiłku. Usiadła więc cięŜko na fotelu i 

spojrzała na tkwiącą przy oknie dziewczynkę. 

Pojechała 

rzuciła Cherry. 

Czy to wszystko prawda? 

spytała Jane. 

Czy twój ojciec jest właścicielem firmy i 

ma drogie samochody? I czy poświęca swój cenny czas na ratowanie mojego rancza? 

Tak,  to  prawda 

przyznała  z  westchnieniem  Cherry. 

Ale  nie  wiem,  co  ci  mama 

nagadała.  W  jakim  świetle  to  przedstawiła.  Obawiam  się,  Ŝe  sama  ją  sprowokowałam, 

opowiadając o tobie. Zdaje się, Ŝe jest po prostu zazdrosna. 

Jane  pokiwała  smętnie  głową.  Dotarło  do  niej  tylko  to,  Ŝe  Cherry  wszystko 

potwierdza.  Nie  zastanawiała  się  nawet  nad  tym,  Ŝe  dziewczynka  mówi  wyjątkowo  dojrzale 

jak na swój wiek. 

Tak, nawet coś podejrzewałam 

powiedziała do siebie. 

Wydawało mi się dziwne, 

Ŝ

e zatrudnia się u innych, zamiast załoŜyć własną firmę. Oszukał mnie. Nabrał jak dziecko. 

Cherry  wyciągnęła  rękę,  jakby  chciała  dotknąć  przyjaciółki,  ale  po  chwili 

zrezygnowała. 

Naprawdę  nie  chciał  cię  skrzywdzić,  Jane 

powiedziała. 

Chodziło  mu  tylko  o  to, 

Ŝ

eby ci pomóc. Początkowo nie chciał mówić o firmie, a potem jakoś się tak ułoŜyło. Jednak 

zapewniam, Ŝe mu na tobie zaleŜy. 

ZaleŜy! Powiedział przecieŜ, Ŝe ją kocha! Ale nie oszukuje się tych, których się kocha. 

Co  więcej,  pozwolił,  Ŝeby  ona  się  w  nim  zakochała,  wiedząc,  Ŝe  nie  ma  dla  nich  Ŝadnej 

przyszłości. Gdyby był zwykłym księgowym, moŜe by coś z tego wyszło. Jednak okazało się, 

Ŝ

e  jest  multimilionerem!  Właścicielem  firmy!  Po  co  byłaby  mu  dziewczyna  ze  wsi,  która 

skończyła  tylko  szkołę  średnią  i  nie  wie,  jak  się  zachować  w  dobrym  towarzystwie? 

Rzeczywistość była aŜ nadto przygnębiająca. 

Powiedz coś 

poprosiła Cherry. 

Jane  nie  mogła  wydobyć  z  siebie  głosu.  Nagle  opanowała  ją  myśl,  Ŝe  Todd  wróci 

jeszcze dzisiaj. Co mu powie? Jak w ogóle będzie mu mogła spojrzeć w twarz? Wszystkie te 

myśli sprawiły, Ŝe jeszcze bardziej skuliła się na kanapie. 

Równie nagle znalazła rozwiązanie. Rudzielec! PrzecieŜ moŜe zaprosić go na kolację i 

umiejętnie rozegrać to spotkanie. 

Proszę, nie mów ojcu o tym, co się dzisiaj wydarzyło 

poprosiła wciąŜ stojącą przy 

oknie Cherry. 

Porozmawiam z nim później. 

Twarz  dziewczynki  rozjaśniła  się  nieco.  Nie  był  to  jeszcze  uśmiech,  ale  jego  nikła 

background image

zapowiedź. 

Mama  wcale  nie  jest  taka  zła 

wystąpiła  w  obronie  Marie. 

Tylko  po  prostu 

powierzchowna i zazdrosna. Mam nadzieję, Ŝe mi wybaczysz. 

Dopiero  teraz  Jane  zrozumiała,  co  mogła  przeŜywać  biedna  dziewczyna.  Do  tej  pory 

pochłaniały ją wyłącznie własne problemy. 

AleŜ nie mam ci czego wybaczać 

powiedziała. 

Twarz Cherry znowu rozjaśniła się i tym razem był to juŜ uśmiech. Delikatny i blady, 

ale uśmiech. 

Więc ciągle jestem twoją przyjaciółką? 

Oczywiście. 

Dzięki Bogu! 

Cherry odetchnęła z ulgą. 

A juŜ się bałam, Ŝe wszystko skończone. 

Jane wstała, podeszła do Cherry i objęła ją. Teraz, kiedy juŜ opadły emocje, cierpiała 

znacznie mniej. 

Co ty opowiadasz?! Wszystko będzie po staremu. Tylko, widzisz… 

spuściła wzrok 

mam wraŜenie, Ŝe nie pasuję do twojego ojca.  Wychowałam się na ranczu. Nie mogłabym 

Ŝ

yć bez koni i świeŜego powietrza. 

AleŜ tata teŜ się wychował na ranczu 

stwierdziła Cherry. 

Jego rodzina pochodzi z 

Wyoming. 

Jane poklepała ją po ramieniu. 

Jednak  teraz  go  to  juŜ  nie  interesuje.  Ma  na  głowie  inne  sprawy.  Zresztą  widzisz 

Jane westchnęła 

ja i doktor Coltrain znamy się od dziecka. Dorastaliśmy tu razem. I wydaje 

nam się, Ŝe do siebie pasujemy. Zaprosiłam go zresztą dzisiaj na kolację 

skłamała na koniec. 

Nic mi nie mówiłaś! 

PrzecieŜ nie wiedziałam, Ŝe dzisiaj przyjedziesz 

odparowała Jane. 

Wypadło  to  na  tyle  przekonująco,  Ŝe  Cherry  juŜ  nie  nalegała  na  wyjaśnienia. 

Rzeczywiście  była  tu  niespodziewanym  gościem.  Gdyby  nie  przyjęcie,  w  dalszym  ciągu 

znajdowałaby się w Victorii. 

Jeśli  chcesz,  moŜesz  zjeść  z  nami  kolację 

dodała  Jane  i  z  ulgą  stwierdziła,  Ŝe 

Cherry nie ma na to najmniejszej ochoty. 

Pewnie pojedziemy gdzieś z tatą 

powiedziała. 

Jane nie protestowała. 

Naprawdę ci na nim nie zaleŜy? 

spytała Cherry z Ŝałosną miną. 

No cóŜ, jest bardzo miły 

odparła Jane. 

A poza tym tak wiele mu zawdzięczam. 

Ostatnie  zdanie  sprawiło,  Ŝe  Cherry  źle  się  poczuła.  Zdobyła  się  jednak  na  uśmiech. 

background image

Potem szybko poŜegnała się i poszła do swojego pokoju. 

Gdy  tylko  wyszła,  Jane  wybuchnęła  płaczem.  Nie  mogła  powstrzymać  się  nawet 

wówczas, kiedy do pokoju weszła Meg z herbatą i ciasteczkami. 

Jesteś sama? 

spytała. 

A gdzie, do licha, są goście? JuŜ pojechali? 

W odpowiedzi Jane jeszcze bardziej zaniosła się płaczem. 

Cherry  teŜ  była  jakaś  nieswoja.  Widziałam  ją,  jak  biegła  do  domku 

powiedziała 

Meg. 

Co się tutaj, u licha, stało? 

Wszystko 

odparła zwięźle Jane. 

Ten drań! Ten wąŜ z płową czupryną. 

Jakkolwiek wyobraŜenie sobie węŜa z płową czupryną przekraczało moŜliwości Meg, 

to jednak zaraz domyśliła się, o kim mowa. 

Chodzi ci o Todda? Oszukał cię? A wydawało się, Ŝe jest takim dobrym księgowym! 

Wcale nie jest księgowym! 

zawołała Jane i znowu wybuchnęła płaczem. 

Meg załamała ręce. Stanęła jej przed oczami wizja całkowitego bankructwa rancza, a 

kto wie, moŜe nawet i długów. 

Co ty powiesz! A tak mu dobrze z oczu patrzyło! Więc oszukał nas? 

Nie nas, tylko mnie 

odpowiedziała Jane. 

Todd jest właścicielem olbrzymiej firmy 

komputerowej i multimilionerem. 

Meg najpierw stanęła jak wryta, a potem wybuchnęła śmiechem. 

Daj spokój! Nie nabijaj się ze starej kobiety! 

Zaskoczona jej reakcją Jane przestała płakać, chociaŜ na policzkach wciąŜ miała ślady 

łez. 

Wcale cię nie nabieram 

powiedziała z urazą w głosie. 

Ma w domu rollsa i ferrari. 

Meg pokręciła przecząco głową. 

To niemoŜliwe. Widziałaś, jak jadł moje kluski? AŜ mu się uszy trzęsły! 

Jane westchnęła poirytowana tą dziwną argumentacją. 

Powiedziała  mi  o  tym  matka  Cherry.  Zresztą  Cherry  to  potwierdziła,  choć 

początkowo nie chciała tego zrobić. 

Meg była juŜ mniej pewna siebie. 

To po co zatrudniałby się jako księgowy? 

rzuciła w jej stronę. 

Jane zaczerpnęła głęboko powietrza. Poczuła, Ŝe znów zbiera jej się na płacz. 

Z  litości 

odparła. 

Z  litości  dla  kaleki.  Teraz  przestało  mnie  juŜ  dziwić  to,  Ŝe 

dostałam tę poŜyczkę z banku. 

Gospodyni pogłaskała ją po ramieniu. 

Nie  przejmuj  się  tym  wszystkim 

powiedziała. 

Todd  to  Todd.  Z  pieniędzmi  czy 

background image

bez. 

Tak, tyle Ŝe nie będzie teraz wiedział, czy chodzi mi o niego, czy o jego pieniądze 

ciągnęła  Jane  płaczliwym  głosem. 

Jego  Ŝona  mówiła,  Ŝe  piszą  o  nim  w  róŜnych  gazetach 

poświęconych gospodarce. Nie czytam ich, ale Todd moŜe o tym nie wiedzieć. 

Meg pokiwała głową. Dopiero teraz pojęła złoŜoność całej sytuacji. 

Rozumiem 

mruknęła. 

To jednak nie potrwa długo 

stwierdziła Jane. 

Mam zamiar radykalnie zmienić całą 

sytuację. 

Jak? 

Z  pomocą  Rudzielca 

odparła  Jane. 

Todd  od  dawna  jest  o  niego  zazdrosny. 

NajwyŜszy  czas,  Ŝeby  znalazł  ku  temu  powody.  Zaproszę  go  dzisiaj  na  kolację,  Ŝebyśmy 

mogli wszystko uzgodnić. 

Gospodyni wpadła w popłoch. 

Tylko nie to! 

zaprotestowała. 

Coltrain zasługuje na coś więcej. 

Oczywiście 

zgodziła się z nią Jane. 

Wszystko odbędzie się na niby. Tylko po to, 

Ŝ

eby spławić Burke'a 

dodała. 

Tylko Ŝeby Coltrain nie czuł się w tej roli fatalnie 

przestrzegła ją Meg. 

Nie będzie 

powiedziała z całą mocą Jane. 

W odróŜnieniu ode mnie, dodała w duchu. 

Tak jak sądziła, Rudzielec zgodził się przyjść na kolację. Miał, co prawda, dyŜur, więc 

wziął ze sobą pager, za pomocą którego moŜna go było w razie czego przywołać. Jane miała 

mało  czasu,  dlatego  upiekła  kurczaka  i  zrobiła  sałatkę  warzywną.  Więcej  czasu  poświęciła 

swojej  osobie.  Umalowała  się  nawet  i  elegancko  ubrała.  Nie  chciała,  Ŝeby  Rudzielec 

zauwaŜył, co się z nią działo. Nic jednak nie potrafiło zamaskować smutku, który widniał w 

jej oczach. 

Czy to naprawdę takie waŜne, Ŝe on ma pieniądze? 

spytał Coltrain, kiedy siedzieli 

przy kawie. 

Tak. Zwłaszcza jeśli będzie myślał, Ŝe mi na nich zaleŜy 

odparła. 

A to juŜ jego problem. MoŜe pozwolisz mu, Ŝeby sam sobie z tym poradził? 

Niby dlaczego? 

Bo  on  cię  kocha,  idiotko!  Powinnaś  dać  mu  jakąś  szansę 

powiedział  Rudzielec. 

Ten twój plan wcale mi się nie podoba. 

Nie mam lepszego. Po co się maskował? Odpłacę mu pięknym za nadobne. 

Coltrain  patrzył  przez  chwilę  na  jej  rozpłomienioną  twarz.  Nie  chciał  dopuścić,  by 

background image

zrobiła coś, czego później będzie Ŝałować. 

Pewnie sprawiało mu przyjemność, Ŝe pragniesz go dla niego samego 

stwierdził. 

Milionerzy nieczęsto mogą mieć taką pewność. 

On teŜ nie. 

Dlaczego? 

PoniewaŜ mogłam o nim gdzieś przeczytać albo usłyszeć, a potem grać naiwną gęś. 

Rudzielec juŜ chciał jej coś odpowiedzieć, lecz w tym momencie otworzyły się drzwi i 

do środka wszedł Todd. Miał na sobie szary dwurzędowy garnitur, na nogach szyte na miarę 

buty. Spojrzał najpierw  na nich, a następnie na swojego  rolexa. Na lewej ręce miał sygnet z 

diamentem  zdolnym  oślepić  konia.  Dopiero  teraz  wyglądał  na  tego,  kim  był  naprawdę 

na 

przemysłowego potentata. 

Właśnie miałem zebranie, kiedy pani Emory poinformowała mnie o tym, co się stało 

wyjaśnił, wskazując strój. 

Znam juŜ wersję Marie i chciałbym usłyszeć twoją 

zwrócił się 

do Jane. 

Coltrain  chrząknął,  Ŝeby  przypomnieć  o  swoim  istnieniu.  Todd  spojrzał  na  niego 

swoimi stalowoszarymi oczami. 

Widzę, Ŝe jecie kolację 

mruknął. 

I domyślam się z jakiej okazji. 

Rudzielec aŜ otworzył usta. Ten Burke był znacznie sprytniejszy, niŜ przypuszczał. 

MoŜe  byśmy  więc  tak  po  prostu  powiedzieli  sobie  prawdę 

zaproponował. 

Bez 

Ŝ

adnych planów, rozgrywek czy udawania. 

Posłał Jane znaczące spojrzenie. 

Co wy na to? 

Zacznijmy od tego, czy dobrze się pan bawił kosztem Jane? 

zwrócił się do Todda. 

Bawił? To chyba nie jest właściwe słowo. Pracowałem jak wół, zaniedbując bardzo 

waŜne sprawy firmy. 

Ale dlaczego? 

nie wytrzymała Jane. 

Bo było mi cię Ŝal. Mogłaś przecieŜ wszystko stracić mimo uporu i wielkiego hartu 

ducha. 

Mogłeś powiedzieć prawdę! 

Po co? Byłoby ci lŜej? 

spytał Todd. 

Chciałem ci po prostu pomóc stanąć na nogi. 

Ale teraz juŜ poradzę sobie sama. Nie potrzebuję niczyjej pomocy! 

Oczywiście 

zgodził się. 

Wszystko juŜ jest dopracowane. I tak byś sobie poradziła, 

gdybyś znalazła przyzwoitego księgowego. 

Przez  chwilę  siedzieli  w  milczeniu.  Jane  patrzyła  na  Todda,  a  on  na  nią  lub  na 

Rudzielca. Czas płynął wolno. śadne z nich nie wiedziało, co począć. 

Tak, hm, no cóŜ… 

zaczął Coltrain, który najwyraźniej przyjął rolę mediatora. 

background image

Jednak Jane nie pozwoliła mu skończyć. 

Co masz zamiar teraz robić? 

spytała Todda, chcąc zakończyć całą sprawę. 

Będę musiał zająć się swoją firmą 

odpowiedział, nie patrząc jej w oczy. 

Poza tym 

Cherry  musi  wrócić  do  szkoły.  Moja  córka  naprawdę  wiele  ci  zawdzięcza.  Ma  teraz  nawet 

szansę na rodeo. 

Jane pokiwała głową. 

Tak, Cherry zawsze będzie moją przyjaciółką. 

Cherry, a ja nie? 

Jestem  ci  głęboko  wdzięczna  za  wszystko,  co  dla  mnie  zrobiłeś 

powiedziała 

drętwym głosem. 

Todd chwycił ją za rękę. 

AleŜ Jane! 

Czy  mam  wyjść? 

spytał  Rudzielec,  który  najwyraźniej  czuł  się  niezręcznie  w  tej 

sytuacji. 

Ani mi się waŜ! 

krzyknęła Jane, wyrywając dłoń z niedźwiedziego uścisku Todda. 

Boisz się mnie 

powiedział oskarŜycielskim tonem Todd. 

Nie mam juŜ nic więcej do powiedzenia 

stwierdziła. 

Poza "Ŝegnaj". 

Todd zwiesił smętnie głowę. 

Cherry będzie przykro. 

Usta Jane skrzywiły się w podkówkę. Po chwili jednak opanowała Ŝal. 

Tak, wiem 

powiedziała. 

Mnie teŜ jest przykro. 

Todd wstał i wyciągnął ku niej rękę. Skinął teŜ głową Coltrainowi. 

Jestem głęboko wdzięczna za wszystko. 

Za wszystko? 

powtórzył głębokim, pełnym podtekstów tonem. 

Jane zaczerwieniła się i chyba właśnie o to mu chodziło. Raz jeszcze skinął im głową i 

wyszedł. Rudzielec patrzył na nią z niedowierzaniem. 

Ty  idiotko!  Czy  duma  jest  dla  ciebie  waŜniejsza  niŜ  uczucie?  Do  końca  Ŝycia 

będziesz Ŝałowała tego, Ŝe nie pozwoliłaś mu wszystkiego powiedzieć. 

Wiem, co ma do powiedzenia 

Ŝ

achnęła się Jane. 

To nadęty, samolubny głupek. 

Wydawało mi się, Ŝe mu na tobie zaleŜy. 

Jane  ukryła  twarz  w  dłoniach,  Ŝeby  nie  widział  jej  miny.  Coś  jej  mówiło,  Ŝe  nie 

wygląda teraz najlepiej. Przez chwilę walczyła z chęcią rozpłakania się na dobre, a w końcu 

bąknęła: 

W dodatku głupek z pieniędzmi. 

background image

Pieniądze  to  nie  wszystko 

rzucił  Coltrain,  który  nie  bardzo  wiedział,  co  zrobić  z 

rękami. Najchętniej objąłby przyjaciółkę, Ŝeby ją jakoś pocieszyć. 

Tak. Dla kogoś, kto je ma. 

Posłuchaj,  on  teŜ  jest  dumny 

Coltrain  wrócił  do  właściwego  tematu  rozmowy. 

Jeśli pozwolisz mu teraz odejść, to juŜ do ciebie nie wróci. 

Wcale tego nie chcę. 

Chcesz! 

Nie chcę! 

Mogli  się  tak  spierać  przez  najbliŜszą  godzinę.  Rudzielec  westchnął  i  podniósł  się  z 

miejsca. Niestety, nic nie udało mu się wskórać. Jane potrafiła być uparta jak osioł. 

Pójdę juŜ 

rzucił. 

Skinęła głową. 

Dzięki, Ŝe przyszedłeś. Nie poradziłabym sobie bez ciebie. 

I  tak  sobie  nie  poradziłaś 

powiedział,  czyniąc  ostatni  wysiłek,  by  jakoś  do  niej 

przemówić. 

Kłóciłaś  się  z  nim  tylko,  zamiast  po  prostu  porozmawiać.  A  teraz  zostaniesz 

sama. 

Wzruszyła ramionami. 

To nic nowego. 

Twój ojciec chciałby, Ŝebyś była szczęśliwa. 

Ale  nie  za  wszelką  cenę.  Todd  nie  jest  facetem,  który  mógłby  się  oŜenić  z 

dziewczyną ze wsi. Nie wiedziałabym nawet, jak się zachować w towarzystwie. 

Z kolei Rudzielec wzruszył ramionami. 

Wszystkiego  moŜna  się  nauczyć 

stwierdził  i  spojrzał  na  zegarek. 

Ojej,  jestem 

spóźniony. No, trzymaj się. Pędzę na obchód. 

PoŜegnała  go,  a  następnie  wyszła  na  ganek,  Ŝeby  zobaczyć,  jak  odjeŜdŜa.  Po  chwili 

zauwaŜyła, Ŝe Todd i Cherry skończyli juŜ pakowanie i zabrali się do przenoszenia bagaŜy do 

samochodu.  Rzeczywiście  był  to  rolls.  Jane  ukryła  się  w  bawialni  i  wyjrzała  zza  zasłonki. 

Pojechali. Dom wydawał się teraz znacznie bardziej pusty niŜ kiedykolwiek. 

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 

ś

ycie bez Todda i Cherry stało się nudne i męczące, ale ranczo kwitło. Jane świetnie 

sobie  radziła  ze  sprawami  organizacyjnymi.  Odkryła  w  sobie  talenty,  o  których  istnieniu 

nawet  nie  wiedziała.  Zwykle  to  ojciec  zajmował  się  całym  ranczem.  Teraz  prowadziła 

rozmowy  z  hodowcami,  podpisywała  umowy,  zamieszczała  ogłoszenia  w  pismach 

poświęconych hodowli koni i jeździła na aukcje. Nawet Tim był zdziwiony, skąd bierze tyle 

energii. 

Reklama  ubrań  równieŜ  szła  znakomicie.  Firma  zdecydowała  się  w  końcu  na  krótki 

film dla telewizji. Po pierwszych projekcjach sprzedaŜ wzrosła dwukrotnie. Okazało się teŜ, 

Ŝ

e  pomogło  to  jej  w  interesach.  Mogła  teraz  liczyć  na  współpracę  najlepszych  hodowców. 

Stała się popularna, Ŝeby nie powiedzieć: sławna. Uruchomiony przez Todda mechanizm sam 

się napędzał i pozwalał liczyć na sukcesy w przyszłości. 

Jednak Jane, mimo licznych spotkań i zajęć, prowadziła samotne Ŝycie. Nie mogła teŜ 

jeździć  konno.  Pierwsza  powaŜna  próba  zakończyła  się  kompletnym  fiaskiem.  Musiała 

później przeleŜeć tydzień w łóŜku, kurując zbolały kręgosłup. Ale to właśnie wtedy zapisała 

się na korespondencyjny kurs księgowości, dzięki któremu udało jej się nauczyć prowadzenia 

ksiąg rachunkowych. Sprawę ułatwiło to, Ŝe Todd pozostawił wszystko w idealnym porządku. 

Czasami  myślała  o  nim.  Zastanawiała  się,  czy  jest  zadowolony  z  tego,  Ŝe  wrócił  do 

swojej firmy. 

Todd  być  moŜe  był  zadowolony,  ale  większość  jego  pracowników  nie.  Od  swojego 

powrotu  stał  się  uszczypliwy  i  nieprzyjemny.  Nic  mu  sienie  podobało.  Wszyscy  pracowali 

zbyt  wolno.  W  dziale  projektów  nie  wymyślono  niczego  sensownego,  a  w  kaŜdym  razie 

niczego, co by mu się podobało. Programiści nie troszczyli się o sprzęt, a zwłaszcza dyskietki, 

które  kładziono  często  tuŜ  obok  kawy.  Na  argumenty,  Ŝe  przecieŜ  zawsze  tak  było,  Todd 

zaciskał tylko  gniewnie  usta. Nawet jego nieoceniona sekretarka, pani Emory, podpadła mu, 

kiedy  nie potrafiła znaleźć jakiegoś dokumentu  w ciągu piętnastu sekund. Jednym słowem 

wszystko było źle. 

Wcale  nie  lepiej  przedstawiała  się  sytuacja  w  domu.  Cherry,  która  po  raz  pierwszy 

miała  pójść  do  normalnej  szkoły  bez  internatu,  nie  wiedziała  juŜ,  czy  powinna  się  z  tego 

cieszyć. Ojcu nie podobały się jej stroje, muzyka, której słuchała, a takŜe oglądane przez nią 

filmy.  Doszło  do  tego,  Ŝe  Todd  po  emisji  jakiegoś  filmu  zadzwonił  do  lokalnej  stacji 

telewizyjnej i ostro nawymyślał któremuś z redaktorów. Gdyby mu chociaŜ ulŜyło! 

background image

Cherry  znosiła  to  wszystko  spokojne.  Jednak  kiedy  ojciec  zabronił  jej  kupowania 

magazynu  poświęconego  koniom,  tylko  dlatego,  Ŝe  ukazał  się  w  nim  artykuł  o  Jane,  nie 

wytrzymała i powiedziała, co o tym sądzi. 

Wiesz, tato, zrobiłeś się ostatnio potwornie zgryźliwy 

stwierdziła. 

Ludzie boją się 

do ciebie podchodzić. 

Spojrzał  na  nią  znad  stron  Wall  Street  Journal.  Wyglądał  na  zaskoczonego  tą 

wiadomością. 

Naprawdę? Boją się mnie? Chyba trochę przesadzasz. Wcale nie jestem zgryźliwy. 

Cherry odchrząknęła. 

To  bardzo  łagodne  określenie 

powiedziała. 

Pani  Emory  uŜyła  znacznie 

dosadniejszego,  kiedy  po  raz  czwarty  kazałeś  jej  przepisać  list  z  powodu  zbyt  małego 

marginesu.  Czy  rzeczywiście  musiałeś  go  mierzyć  linijką?  A  znowu  Chris  powiedział,  Ŝe 

zniszczyłeś jego nowy program. Dobrze, Ŝe miał go na twardym dysku. 

Todd wzruszył ramionami, a następnie odłoŜył gazetę, której i tak juŜ nie czytał. 

To  nie  moja  wina,  Ŝe  wszyscy  oduczyli  się  pracować.  Mogę  przecieŜ  oczekiwać 

odrobiny  zaangaŜowania  od  moich  pracowników!  A  jeśli  idzie  o  to  pismo,  to… 

Todd 

poczuł, Ŝe się zapędził. 

Właśnie!  Widziałeś  zdjęcie  Jane?  Była  na  rozkładówce!  Wyglądała  naprawdę 

ś

wietnie! 

Nie zauwaŜyłem. 

Naprawdę? Wydawało  mi się, Ŝe widziałam to pismo na twoim biurku. A było tam 

naprawdę duŜe jej zdjęcie. 

Todd sięgnął po "Wall Street Journal" i otworzył go ostentacyjnie. 

Czy nie zadano ci jakiejś pracy domowej? Jak oni was uczą w tej szkole? 

Tato, przecieŜ szkoła się jeszcze nie zaczęła! 

Brwi Todda powędrowały w górę. 

Naprawdę? 

Mógłbyś do niej zadzwonić, wiesz 

rzuciła jakby od niechcenia Cherry. 

Do szkoły? Po co? 

Miałam na myśli Jane. 

Todd  skrzywił  się,  jakby  mu  zaproponowała  wspólny  mord  albo  coś  równie 

odpychającego. 

Do niej?! Po co?! PrzecieŜ dała mi kosza! 

CzyŜbyś  myślał  o  tym,  Ŝeby  się  z  nią  oŜenić? 

spytała  drŜącym  głosem. 

Jane 

background image

byłaby znakomitą matką. 

Todd pokręcił głową. 

Teraz  i  tak  za  mnie  nie  wyjdzie.  Wyraźnie  mi  to  powiedziała.  A  poza  tym  ty  masz 

juŜ matkę 

dodał po chwili namysłu. 

Córka wzniosła oczy do góry. 

Nie wiem, czy zauwaŜyłeś, Ŝe ostatnio nie rozmawiamy ze sobą. To z powodu Jane. 

Todd  ponownie  odłoŜył  gazetę  i  podszedł  do  córki.  Jego  cięŜka  dłoń  spoczęła  na  jej 

ramieniu. 

Ja teŜ zrobiłem jej awanturę 

powiedział. 

Cherry spojrzała błagalnie w jego oczy. 

Zadzwoń do Jane, tato. PrzecieŜ ona szaleje za tobą, a ty… za nią. 

Nic  z  tego 

uciął  krótko  Todd. 

Jane  wyjdzie  pewnie  za  tego  płomiennowłosego 

doktora i będą mieli mnóstwo małych rudzielców. 

Cherry pokręciła głową. 

Tak  kiepsko  ją  znasz?  No  nic,  widzę,  Ŝe  wolisz  męczyć  siebie  oraz  innych  i 

doprowadzić swoich pracowników do choroby nerwowej lub alkoholowej. 

Nikt z moich ludzi nie pije 

warknął. 

Chris  się  upił.  Po  raz  pierwszy  w  Ŝyciu.  Po  tym,  jak  potraktowałeś  jego  nowy 

program 

poinformowała  go. 

Mówi,  Ŝe  wyjedzie  do  Kalifornii,  Ŝeby  stworzyć  program 

wirtualny  dla  źle  traktowanych  pracowników.  Będą  oni  mogli  dręczyć  swoich  szefów,  a 

nawet ich zabijać. 

Uuu! Złośliwy chłopak! 

mruknął Todd. 

Będę mu chyba musiał dać podwyŜkę, bo 

inaczej rzeczywiście to zrobi. 

Cherry uśmiechnęła się, zachęcona powrotem ojcowskiego dobrego humoru. 

A co z Jane? 

spytała odwaŜnie. 

Todd znowu stał się ponury. 

Nawet mi o niej nie wspominaj! 

Tak, ona teŜ uwaŜała, Ŝe nie jest dla ciebie dość dobra. 

Co takiego? 

Todd spojrzał z ukosa na córkę. 

Kiedy  mama  powiedziała  jej  o  firmie  i  rollsie,  zrobiła  się  biała  jak  papier.  Mama 

przekonała ją, Ŝe nie nadaje się na Ŝonę milionera. 

Jak śmiała! 

wrzasnął Todd. 

Jane nadaje się do tego bardziej niŜ ona sama! 

Nikt  jej  tego  nie  powiedział 

ciągnęła  z  niewinną  minką  Cherry. 

Pewnie  ciągle 

uwaŜa, Ŝe jest gorsza. 

background image

Niby dlaczego? 

mruknął Todd. 

No cóŜ, skończyła tylko średnią szkołę. 

Tak jak ja. 

Poza  tym  nie  wiedziałaby,  jak  się  zachować  na  przyjęciu. 

Cherry  zagięła  drugi 

palec. 

Wiesz,  jak  nie  znoszę  przyjęć  i  tych  wszystkich  wypindrzonych  paniuś  z  ich 

widelczykami, łyŜeczkami i nie wiadomo czym. 

Jane ma powaŜne podejście do Ŝycia. Chce je ułoŜyć raz na zawsze. 

A  ja?  Myślisz,  Ŝe  ja  nie  mam?  Bardzo  powaŜnie  potraktowałem  swój  związek  z 

twoją matką. No ale cóŜ, Jane jest inna 

naszła go nagła refleksja. 

Właśnie. I po namyśle muszę stwierdzić, Ŝe moŜe jednak zdecyduje się na związek z 

doktorem Coltrainem 

oświadczyła z niewinną minką Cherry. 

PrzecieŜ go nie kocha! 

odparował Todd. 

Miłość to nie wszystko. Jane musi myśleć o przyszłości. Doktor Coltrain to powaŜny 

partner. A poza tym szaleje za nią. 

Cherry! 

AleŜ  tato,  przecieŜ  wcale  nie  zamierzasz  się  z  nią  Ŝenić.  Więc  nie  powinno  cię  to 

martwić. 

I nie martwi! 

warknął Todd. 

Jak cholera! 

Cherry spojrzała na niego uwaŜnie. 

A moŜe jednak? 

Wahał  się  przez  chwilę.  Przez  chwilę  miał  zamiar  skarcić  córkę,  ale  w  końcu  z 

cięŜkim westchnieniem zagłębił się w fotelu. 

No dobrze, a jeśli nawet? Nie sądzę, Ŝeby Jane chciała ze mną teraz rozmawiać. 

Dziewczynka  zaczęła  się  zastanawiać.  Niestety,  ojciec  miał  rację.  Jane  nie  będzie 

odbierać  telefonów  od  Todda,  a  kiedy  ten  przyjedzie  na  ranczo.  zwieje  gdzie  pieprz  rośnie. 

Cherry poznała dobrze reakcje przyjaciółki. 

Wiem!  Rodeo! 

wykrzyknęła  olśniona  nagłą  myślą. 

Jane  na  pewno  przyjedzie, 

Ŝ

eby mnie zobaczyć. 

Todd zasępił się i potarł zmarszczone czoło. Córka z pewnością miała rację. 

Na  pewno  się  przebierze 

powiedział  głosem  pełnym  zwątpienia. 

A  poza  tym 

usiądzie gdzieś w tylnych rzędach. Nie wypatrzymy jej. 

Mógłbyś poprosić Chrisa, Ŝeby ją odszukał 

rzuciła Cherry. 

Na pewno to zrobi. 

Coś ty! 

Ŝ

achnął się Todd. 

JuŜ raczej będzie mnie przypiekał ogniem w przestrzeni 

background image

wirtualnej. 

AleŜ tato, po podwyŜce? 

Oboje  roześmieli  się  głośno.  Todd  śmiał  się  trochę  z  siebie.  Nie  od  dziś  dawał  się 

córce wodzić za nos. Cherry natomiast śmiała się z radości. Z ulgą stwierdziła, Ŝe ojciec bez 

zbędnych sporów przystał na jej plan. 

Dobrze, porozmawiam z nią 

powiedział w końcu Todd. 

Ale co potem? 

A potem będziemy Ŝyć długo i szczęśliwie. 

Ciekawe,  którzy  długo,  a  którzy  szczęśliwie 

mruknął  pod  nosem  Todd.  Zrobił  to 

jednak bez przekonania. Pomysł Cherry wydawał mu się coraz bardziej kuszący. 

Tego dnia, kiedy Cherry miała wystąpić na rodeo w Victorii, Meg przygotowała lekki 

lunch. Mimo to Jane prawie go nie tknęła. Siedziała przy stole, dłubiąc widelcem w ryŜu. 

To  co?  Pojedziesz  w  końcu  na  występ  swojej  uczennicy? 

spytał  Tim  gderliwym 

tonem, który miał zamaskować troskę. 

Jane pokręciła głową. 

Nie. Bo on tam będzie. 

Oczywiście, przecieŜ jest jej ojcem. 

Jane odsunęła od siebie kawałek marchewki unurzany poprzednio w sosie. 

Chciałabym ją zobaczyć, ale nie mogę ryzykować spotkania 

powiedziała. 

Mogłabyś włoŜyć szal na głowę i okulary słoneczne 

podpowiedziała jej Meg. 

Na 

pewno cię nie pozna. Aha, i sukienkę. PrzecieŜ nigdy nie nosisz sukienek. 

Jane  zastanawiała  się  nad  tym  przez  chwilę.  Tak,  mogłaby  się  przebrać.  I  usiąść  w 

tylnym rzędzie. Todd na pewno będzie chciał obejrzeć Cherry z bliska. 

MoŜe rzeczywiście pojadę 

stwierdziła po pełnej napięcia chwili. 

Tam będzie cały 

tłum. Zresztą nie sądzę, Ŝeby w ogóle chciał mnie spotkać. 

Jasne,  Ŝe  by  chciał! 

krzyknął  Tim,  ale  w  tym  samym  momencie  Ŝonę  kopnęła  go 

pod stołem w kostkę. 

Au! 

jęknął. 

To jest, chciałem powiedzieć, na pewno by nie chciał. W ogóle nawet 

by na ciebie nie spojrzał. No bo po co? 

Usta  Jane  wykrzywiły  się  w  podkówkę,  a  noga  Meg  jeszcze  raz  wylądowała  na 

obolałej kostce męŜa. Tim jęknął, a potem zamilkł na dobre. 

Dobrze, pojadę 

zawyrokowała w końcu Jane. 

WłoŜyła prostą biało

 - 

zieloną sukienkę, sandały, a następnie związała włosy i ukryła 

je  pod  szeroką  przepaską  zrobioną  nie  z  szalika,  lecz  z  chustki.  Potem  przymierzyła  ciemne 

okulary. 

background image

I jak? 

spytała. 

Meg  skinęła  z  aprobatą  głową.  Jednocześnie  starała  się  zapamiętać  wszystkie 

szczegóły stroju, Ŝeby móc przekazać je Cherry przez telefon. 

Znakomicie. Na pewno nikt cię nie rozpozna. 

Jane uśmiechnęła się juŜ nieco pewniej. 

TeŜ  tak  pomyślałam,  jak  zobaczyłam  siebie  w  lustrze 

powiedziała. 

Wyglądam 

zupełnie inaczej. Nawet czuję się jakoś dziwnie. 

Jane była skłonna przypisywać zmianę w swoim nastroju nowemu ubraniu. Nawet jej 

do głowy nie przyszło, Ŝe moŜe to być spowodowane czymś innym. Na przykład perspektywą 

spotkania z Toddem. 

WyjeŜdŜając  do  Victorii,  zastanawiała  się  nad  skomplikowanymi  kolejami  losu. 

Wiedziała, Ŝe musi unikać Todda, a jednocześnie Cherry pozostała jej przyjaciółką. Pisywały 

nawet do siebie, z tym Ŝe Ŝadna nie wspominała ani słowem o Toddzie. 

Kiedy  przyjechali  na  rodeo,  skończyły  się  właśnie  wstępne  uroczystości.  Z  trudem 

udało  im  się  znaleźć  miejsce  na  parkingu,  a  następnie  przeszli  w  stronę  stadionu.  Tim  kupił 

bilety. Jane usadowiła się w jednej z ostatnich ławek w obawie, Ŝe towarzystwo Meg i Tima 

moŜe  ją  zdradzić.  Od  razu  teŜ  zauwaŜyła  młodego  człowieka,  który  intensywnie  się  w  nią 

wpatrywał. Niech lepiej uwaŜa. Jeśli będzie się do niej przystawiał, spadnie z bardzo wysoka. 

Próbowała skoncentrować się na zawodach, ale jakoś jej się to nie udawało. Przez cały 

czas  wypatrywała  Todda  gdzieś  w  pierwszych  rzędach.  W  duchu  mówiła  sobie,  Ŝe  to  ze 

względów bezpieczeństwa. 

Na  początku  występowali  męŜczyźni,  próbujący  sił  w  ujeŜdŜaniu  i  rzucaniu  lassem. 

Potem  kobiety.  Potem  znów  męŜczyźni.  Jane  nawet  nie  widziała  tego,  co  działo  się  na 

placyku. Wręczono pierwsze nagrody i ogłoszono występy juniorek. Cherry miała jechać jako 

czwarta. Jane przestała rozglądać się dokoła i zaczęła śledzić przejazdy. Pierwsza dziewczyna 

była  dobra,  ale  zdenerwowana.  Nic  dziwnego,  przecieŜ  to  Ŝadna  przyjemność  otwierać 

zawody.  Druga  pojechała  słabo,  ale  za  to  trzecia  wypadła  rewelacyjnie.  W  końcu  padło 

nazwisko Burke. Jane zacisnęła dłonie. Krew zaczęła jej Ŝywiej krąŜyć w Ŝyłach. Cała oblała 

się  rumieńcem.  Wystarczył  tylko  rzut  oka  na  prosto  trzymającą  się  w  siodle  zawodniczkę, 

Ŝ

eby  moŜna  było  stwierdzić,  iŜ  Cherry  jest  dzisiaj  nie  do  pobicia.  Jane  aŜ  gwizdnęła.  Jej 

skołatane nerwy uspokoiły się i juŜ spokojnie obejrzała cały występ. Nawet gdyby Cherry nie 

wygrała, to i tak odniosła wielki sukces. 

Jednak  sędziowie  teŜ  mieli  oczy.  Ogłoszono  wyniki.  Cherry  była  najlepsza.  Jane 

zapiekły powieki. Czuła się tak, jakby była matką dziewczyny. Jakiś męŜczyzna podszedł do 

background image

Cherry i wziął ją w ramiona. Todd!!! Kiedyś Jane teŜ była w jego ramionach. I ją teŜ przytulał 

tak czule i serdecznie. 

Uznała,  Ŝe  juŜ  czas  wracać  do  domu.  Wstała  i  zaczęła  się  przeciskać  do  miejsc 

zajmowanych  przez  Tima  i  Meg.  Nie  było  ich  tam  jednak.  Być  moŜe  poszli  pogratulować 

Cherry,  pomyślała  Jane.  Wiedziała,  Ŝe  ona  się  na  to  nie  zdecyduje.  Na  pewno  nie  przy 

Toddzie. 

Westchnęła  cięŜko  i  powlokła  się  noga  za  nogą  do  wyjścia.  Postanowiła,  Ŝe  zaczeka 

na  swoich  opiekunów  w  samochodzie.  Dopiero  na  parkingu  przypomniała  sobie,  Ŝe  nie  ma 

kluczyków i będzie musiała sterczeć na zewnątrz. Zresztą, prawdę mówiąc, miała problemy z 

odnalezieniem  własnego  auta.  Nie  zdarzyło  jej  się  to  nigdy  wcześniej.  Zawsze  miała  dobrą 

pamięć do miejsc i przedmiotów. Kiedy tak stała wśród samochodów, ktoś podszedł i chwycił 

ją za rękę. 

Znała tę dłoń. Znała tego człowieka. 

Todd bez słowa zaprowadził ją do czarnego ferrari. Tutaj się zatrzymali. 

Zdejmij te cholerne ciemne okulary 

powiedział. 

PrzecieŜ słońce juŜ zaszło. 

Jane dosłownie zamurowało. Przez dłuŜszą chwilę nie mogła wydobyć z siebie głosu. 

S… skąd wiedziałeś? 

MoŜna cię było poznać choćby po tych okularach 

powiedział. 

Jesteś jedyną osobą, 

która nosi je o zmierzchu. Ale tak naprawdę, to Cherry uknuła spisek z Timem i Meg. 

Gdzie oni teraz są? 

spytała poirytowana. 

Todd otworzył drzwiczki i wskazał jej miejsce obok kierowcy. 

W  domu.  Czekają  na  nas. 

Spojrzał  jej  prosto  w  oczy. 

Mogą  sobie  czekać. 

Straciliśmy duŜo czasu, Jane, bardzo duŜo czasu. 

Patrzyła na niego, niczego nie rozumiejąc. Wszystko działo się zbyt szybko. 

Zaraz, chwileczkę 

powiedziała, wciąŜ wahając się, czy wsiąść do samochodu. 

Todd pochylił się i ją pocałował. Jane dotknęła warg. 

To… to nie moŜe się udać 

szepnęła do siebie. 

Jakimś cudem usłyszał jej głos. 

To  na  pewno  się  uda,  Jane.  Pobierzemy  się  i  będziemy  mieli  całą  gromadę  dzieci. 

Tak, Ŝebyśmy mogli prowadzić rodzinne ranczo. 

AleŜ ja nie jestem wykształcona 

wyrwało jej się. 

Ja teŜ. 

Ani obyta towarzysko. 

Podobnie jak ja 

powiedział i popchnął ją lekko w stronę otwartych drzwiczek. 

background image

Poza tym nie znoszę przyjęć. 

ś

ebyś wiedziała, jak ja ich nienawidzę! 

Zamknął  drzwiczki  i  przeszedł  na  drugą  stronę  samochodu.  Dzięki  temu  zyskała 

trochę czasu. Niewiele jednak jej to dało. W dalszym ciągu nie wiedziała, co robić. 

Tęskniłem za tobą. A ty? 

zapytał, sadowiąc się tuŜ obok. 

Jane w końcu skapitulowała. 

Bardzo 

przyznała. 

Nigdy w Ŝyciu nie czułam się tak samotna. 

Zobaczysz,  jak  będzie  nam  dobrze!  Z  wyjątkiem  tych  chwil,  kiedy  będziemy  się 

kłócić.  Zdaje  się,  Ŝe  oboje  jesteśmy  uparci  jak  osły 

naszła  go  nagła  refleksja. 

A  Cherry 

będzie najszczęśliwszą dziewczyną w Jacobsville 

dodał po chwili. 

W Jacobsville? Będziemy mieszkać w Jacobsville? 

dopytywała się. 

Jasne. PrzecieŜ nie skończyłem jeszcze pracy na ranczu. 

Od razu wiedziałam, Ŝe chodzi ci o moje ranczo! 

wykrzyknęła. 

Ty materialisto! 

Todd uruchomił silnik. Nie ryczał on tak, jak w innych samochodach, ale jednocześnie 

czuło się w nim olbrzymią moc. Te dźwięki przypominały pomruki tygrysa. Ruszyli bez pisku 

opon, ale za to szybko. Jane pomyślała, Ŝe oto ziściły się jej marzenia i sama była zaskoczona 

tym, Ŝe wszystko poszło tak gładko. 

Tak przy okazji, powiedz, jak tam twoje ranczo. Pewnie wszystko podupada? 

Jane roześmiała się, szczęśliwa, Ŝe moŜe pochwalić się sukcesem. 

Wręcz przeciwnie 

odparła. 

Skończyłam kurs dla księgowych i nieźle sobie radzę. 

Todd spojrzał na nią z ukosa, Ŝeby sprawdzić, czy nie Ŝartuje. Była powaŜna. 

No i co? Wcale nie było to takie trudne, prawda? 

O BoŜe! Todd! Dokąd jedziemy?! 

Skręcili  właśnie  z  głównej  drogi  na  jakiś  leśny  trakt.  Samochód  podskakiwał  na 

wybojach. Todd zredukował prędkość i spojrzał na nią z czułością. 

Do domu 

odparł. 

Ale pomyślałem, Ŝe zrobimy sobie mały przystanek. 

W drodze powrotnej zrobili jeszcze kilka takich "małych przystanków". 

Pobrali się parę dni później. Tim i Meg byli świadkami, a podniecona Cherry druhną. 

Była to cicha ceremonia. Nie zaprosili na nią nikogo. Być moŜe dlatego nie mówiono o niej w 

Jacobsville.  Toddowi  nie  zaleŜało  na  rozgłosie.  Miał  go  juŜ  dosyć.  A  Jane,  którą  po 

telewizyjnych reklamach równieŜ proszono o autografy, podzielała jego pogląd. 

Po  ślubie  i  weselnej  kolacji  wyjechali  na  krótki  miesiąc  miodowy  na  Jamajkę. 

Nareszcie mogli być sami. Mieli do dyspozycji wspaniały, luksusowy apartament w Montego 

Bay  z  nie  mniej  wspaniałym  i  luksusowym  łóŜkiem.  Todd  chciał  z  niego  skorzystać,  gdy 

background image

tylko się tam zainstalowali. 

Czy  nie  powinniśmy  raczej  pójść  i  obejrzeć  ocean? 

spytała  Jane,  oddychając 

cięŜko,  gdyŜ  Todd  zaczął  ją  całować  w  szyję. 

Płacimy  przecieŜ  tak  duŜo.  A  to,  co  teraz 

robimy, moglibyśmy robić wszędzie. 

No, niezupełnie 

zaprotestował nowo poślubiony mąŜ, dotykając jej piersi. 

Poczuła, Ŝe brakuje jej tchu. 

Och, Todd 

jęknęła. 

To co? Idziemy? 

spytał, odsuwając się trochę od niej. Chwyciła go mocno i zaczęła 

całować.  Po  chwili  byli  juŜ  zupełnie  nadzy.  Mimo  klimatyzacji  w  pokoju  było  ciepło,  więc 

pościel nie była im potrzebna. Skorzystali natomiast z wielkiego, podwójnego łoŜa. 

Chyba nie musimy 

szepnęła mu wprost do ucha. 

LeŜeli przytuleni, całując się bez przerwy. Byli tak spragnieni siebie, Ŝe nie zwaŜali na 

nic.  Zapomnieli  nawet  sprawdzić,  czy  zamknęli  drzwi.  Dopiero  po  jakimś  czasie  dotarło  do 

Todda, Ŝe musi uwaŜać. 

Nie boli? 

spytał, czując pod sobą drobne ciało Jane. 

Pokręciła głową. Jej jasne włosy przypominały złotą burzę na błękitnej poduszce. 

Nie. Czuję się coraz lepiej. Chodź do mnie. 

Wyciągnęła ręce. 

Toddowi  nie  trzeba  było  tego  dwa  razy  powtarzać.  Przywarł  do  niej  i  juŜ  po  chwili 

tulił ja, pieszcząc plecy i pośladki. 

Och, Todd! Tak ciebie pragnę! 

Dotknął  jej  ud,  a  ona  otworzyła  się  jak  róŜa.  Kochali  się  długo  i  namiętnie,  w 

zgodnym  rytmie  ciał.  Nawet  nie  przypuszczali,  Ŝe  moŜe  im  być  tak  dobrze.  Kochali  się  bez 

wyrzutów  sumienia,  bez  strachu,  bez  wzajemnych  pretensji,  wiedząc,  Ŝe  mają  przed  sobą 

wspaniałą przyszłość. W końcu legli obok siebie na pościeli. Jane poczuła, Ŝe łzy spływają jej 

po policzkach. 

Mój BoŜe! Myślałam, Ŝe umrę. 

Ze strachu? 

Nie. Ze szczęścia 

odpowiedziała, marszcząc brwi. 

A ty się śmiałeś. 

RównieŜ ze szczęścia. 

Wobec tego moŜe spróbujemy jeszcze raz 

zaproponowała, spuszczając wzrok. 

Todd  przytulił  ją  znowu  i  zaczął  pieścić.  Jego  ręce  błądziły  po  jej  ciele.  Jednak  po 

chwili pomyślało nieszczęsnej chorobie swojej nowo poślubionej Ŝony. 

A jak twoje plecy? 

spytał, odsuwając się nieco od niej. 

Nie bolą? 

Wręcz przeciwnie. Mam wraŜenie, Ŝe działa to na mnie terapeutycznie. 

background image

Todd natychmiast znalazł się tuŜ obok niej. 

Zatem musimy to powtórzyć. 

Znowu  się  połączyli  i  tym  razem  było  im  jeszcze  wspanialej.  Jane  krzyczała  z 

rozkoszy. Nigdy dotąd nie czuła się tak pełna. A Todd nigdy nie był tak zaspokojony. 

Zasnęli. Dochodziła szósta i tego dnia nie zjedli kolacji. Spali prawie dziesięć godzin i 

kiedy się obudzili, złote słońce opromieniało całą zatokę. Pierwszy  otworzył oczy  Todd,  ale 

Jane, jakby to wyczuwając, obudziła się zaraz po nim. 

Mogliśmy przynajmniej zasłonić okno 

powiedziała. 

Dlaczego? Tak jest bardzo dobrze. 

Patrzył na jej nagie ciało, a w jego oczach widać 

było niekłamany zachwyt. 

Bardzo  długo  spałam 

stwierdziła,  zerkając  na  zegarek. 

Zresztą  nic  dziwnego. 

Przed ślubem prawie nie zmruŜyłam oka. Bałam się, Ŝe twoja była Ŝona znajdzie jakiś sposób, 

Ŝ

eby nam zepsuć uroczystość. 

Niepotrzebnie 

stwierdził Todd. 

Widziałaś, jak Cherry sobie z nią poradziła. Marie 

była  potulna  jak  trusia.  Moja  córka  powinna  zostać  psychiatrą,  a  nie  jakimś  zwykłym 

lekarzem. 

Chciałbyś tego? 

O BoŜe, nie! 

Oboje  wybuchnęli  śmiechem.  Ich  spojrzenia  spotkały  się,  ale  Jane  szybko  spuściła 

wzrok. 

Na szczęście teraz jakoś się dogadały 

szepnęła. 

Kto? 

Todd zdąŜył juŜ zapomnieć, o czym przed chwilą rozmawiali. 

Cherry i Marie 

odparła. 

Są w dobrej komitywie. 

Aha 

powiedział. 

A my jesteśmy w najlepszej z moŜliwych. 

Jane skinęła głową. 

Kocham cię 

szepnęła. 

Ja teŜ cię kocham. 

Nawet  nie  zauwaŜyli,  kiedy  zaczęli  się  całować.  Jane  zamknęła  oczy.  Wyobraziła 

sobie wody oceanu, opływającego ich samotną wyspę. Wody oceanu miłości.