background image

D

onalD

 T

rump

 

i

 r

oberT

 K

iyosaKi

DlaCZeGo 

CHCemy

ŻebyŚ byŁ 

boGaTy

background image

D

onalD

 T

rump

 

i

 r

oberT

 K

iyosaKi

Świat stoi przed wieloma wyzwaniami, a jedno z nich jest na-
tury  finansowej.  Postawa  roszczeniowa  jest  epidemią,  która 
sprawia, że ludzie oczekują, że państwo, pracodawca lub ro-
dzina się o nich zatroszczy. Donald Trump i Robert Kiyosaki, 
odnoszący sukcesy biznesmeni, są urodzonymi nauczycielami 
i połączyli siły, aby wspólnie zająć się tymi wyzwaniami. W ich 
przekonaniu problemów tych nie rozwiążą pieniądze. Można 
tego dokonać jedynie dzięki edukacji finansowej. Trump i Kiy-
osaki chcą Cię nauczyć, jak możesz stać się bogaty.

„Możesz dać człowiekowi rybę i nakarmić go na jeden dzień 
albo nauczyć go, jak łowić ryby, i nakarmić go na całe życie”.

Choć  każdy  z  autorów  mógłby  napisać  własną  książkę 
na  ten  temat,  to  zdecydowali  się  razem  pracować  nad 
wspólną – z powodu łączącej ich pasji do nauczania oraz 
dla podkreślenia ważności edukacji finansowej. Na popar-
cie tych poglądów, postanowili przekazać część zysków ze 
sprzedaży  tej  książki  na  rzecz  organizacji  charytatywnych 
i edukacyjnych, które wspierają finansową edukację

Książka Dlaczego chcemy, żebyś był bogaty.
Dwóch mężczyzn – jedno przesłanie
została napisana dla Ciebie.

background image

D

onald  Trump  i  Ro-
bert  Kiyosaki  w  swo-
jej  książce  Dlaczego 

chcemy,  żebyś  był  bogaty  mó-
wią o tym, co ich zdaniem po-
winieneś  wiedzieć,  żeby  stać 
się  zamożnym  człowiekiem. 
Obaj i w życiu, i w swojej książ-
ce  postępują  zgodnie  ze  starą 
jak  świat  zasadą:  „Daj  czło-
wiekowi  rybę,  a  nakarmisz  go 
na cały dzień. Naucz człowie-
ka, jak łowić ryby, a nakarmisz 
go na całe życie”.

Autorzy  tłumaczą,  że  aby 

„nauczyć  ludzi,  jak  łowić 
ryby”, trzeba uświadomić im, 
jak  sami  mogą  tworzyć  roz-
wiązania  problemów,  przed 
którymi wszyscy stoimy. To zu-
pełnie  inna  jakość  życia  niż 
wtedy, gdy ktoś „daje ludziom 
rybę”, co w konsekwencji tyl-
ko  uzależnia  ich  od  kogoś 
innego  i  jest  przyczyną  ko-
lejnych  kłopotów.  Pieniądze 
same  w  sobie  nie  rozwiążą 
problemów,  które  wynikają 
z ich braku.

K

luczowe

 

Kwestie

 

poruszone

 

w

 

Książce

:

•  wspólne  obawy:  coraz  mniej 

liczna  klasa  średnia;  ale  też 
możliwość  wyboru  pomiędzy 
znalezieniem się w gronie boga-
tych zamiast pośród biednych;

•  postawa 

roszczeniowa:

 

to  powszechne  nastawienie 
osłabia kraje Zachodu i odbije 
się echem na całym świecie;

•  decydujące  chwile:  w  jaki 

sposób możesz nauczyć się do-
strzegać lekcje, których udzie-
la Ci życie i korzystać z nich 
tak, by dzięki temu poprawiać 
swoją sytuację finansową i ja-
kość własnego życia;

• finansowy alfabet: jego znajo-

mość jest sposobem na to, byś 
mógł panować nad Twoimi fi-
nansami,  Twoją  przyszłością 
i  Twoim  życiem;  a  wszystko 
zaczyna się od edukacji.

c

o

 

wyróżnia

 

 

KsiążKę

?

Dwóch mężczyzn – jedno prze-
słanie... autorzy, którzy wywodzą 
się  z  różnych  środowisk,  każdy 

z nich ma własny punkt widzenia, 
odmienne doświadczenia, ale ich 
wspólną pasją jest edukacja.

Obydwaj  autorzy  odnoszą 

sukcesy finansowe jako biznes-
meni  i  inwestorzy.  Ich  książki 
znajdują  się  na  listach  bestsel-
lerów, każdy z nich z łatwością 
mógłby  napisać  własną  książkę 
na ten temat. Jednak zdecydo-
wali się połączyć siły i wspólnie 
wypowiedzieć się na temat, któ-
ry w ich przekonaniu jest ściśle 
związany z przyszłością świata.

Suma  wiedzy  i  doświad-

czenia autorów – liderów i na-
uczycieli  –  to  potężny  czynnik 
motywujący do działania i prze-
jęcia odpowiedzialności za włas-
ny finansowy byt. Może on być 
także  zachętą  dla  tych,  którzy 
podejmą decyzję i będą chcieli 
stać się ludźmi bogatymi, a więc 
finansowo niezależnymi.

Część  zysków  ze  sprzedaży 

każdej książki jest przekazywa-
na organizacjom charytatywnym 
i edukacyjnym, które wspierają 
edukację finansową.

 

o

„W dzisiejszych niepewnych czasach ci dwaj tytani biznesu 
połączyli swe siły, aby napisać książkę, dzięki której 
uświadamiają nam, że znajomość finansowego alfabetu jest 
dziś absolutnie niezbędna”.

Steve Forbes

prezes i redaktor naczelny

magazynu Forbes

D

onalD

 T

rump

 

i

 r

oberT

 K

iyosaKi

 

D

laczego

 

chcą

żebyś

 

był

 

bogaTy

?

background image

Bogaty ojciec, Biedny ojciec to książka, 

która najdłużej znajduje się na wszyst-

kich  czterech  największych  listach 

bestsellerów  takich  pism  w  Stanach 

Zjednoczonych jak: The New York Ti-

mes,  Business  Week,  The  Wall  Street 

Journal  i  USA  Today.  Na  szczególnie 

cenionej  liście  bestsellerów  dzienni-

ka  New  York  Times  od  ponad  6  lat 

plasuje  się  nieprzerwanie  w  ścisłej 

czołówce.

Przetłumaczone  na  50  języków 

i dostępne w 97 krajach książki z serii 

„Bogaty ojciec” sprzedały się w nakła-

dzie  ponad  26  milionów  egzempla-

rzy  –  zdominowały  listy  bestsellerów 

w  Azji,  Australii,  Ameryce  Południo-

wej, Meksyku i Europie.

W 2005 roku Robert Kiyosaki zo-

stał  przyjęty  do  Galerii  Sław  w  Ama-

zon.com  jako  jeden  z  25  autorów, 

którzy  sprzedali  najwięcej  książek. 

W  serii  „Bogaty  ojciec”  wydano  do-

tychczas  13  książek.  Przed  napisa-

niem  książki  Bogaty  ojciec,  Biedny 

ojciec  Robert  Kiyosaki  stworzył  edu-

kacyjną  grę  planszową  CASHFLOW

®

 

101,  żeby  zapoznać  ludzi  z  finanso-

wymi  i  inwestycyjnymi  strategiami, 

których przez lata uczył go bogaty oj-

ciec. To te właśnie strategie pozwoliły 

mu zostać rentierem w wieku 47 lat. 

Dziś  w  różnych  miastach  na  całym 

świecie istnieje ponad 1 600 Klubów 

Cashflow  –  niezależnych  grup  edu-

kacyjnych  związanych  z  grą  uczącą 

inwestowania.

Robert 

Kiyosaki, 

urodzony 

i wychowany na Hawajach, wywodzi 

się z rodziny Amerykanów japońskie-

go pochodzenia od czterech pokoleń 

mieszkających w Stanach Zjednoczo-

nych. Po skończeniu studiów w No-

wym Jorku wstąpił do amerykańskiej 

piechoty  morskiej  i  walczył  w  Wiet-

namie  jako  oficer  i  pilot  helikopte-

ra  bojowego.  Po  wojnie  pracował 

w  dziale  sprzedaży  firmy  Xerox, 

a w 1977 roku założył własną firmę, 

która  wprowadziła  na  rynek  pierw-

sze  zapinane  na  rzepy  nylonowe 

portfele  dla  surferów.  W  1985  roku 

stworzył międzynarodową firmę edu-

kacyjną,  która  dziesiątkom  tysięcy 

słuchaczy na całym świecie przybliży-

ła zagadnienia związane z biznesem 

i inwestowaniem.

W  1994  roku  Robert  Kiyosaki 

sprzedał swój biznes, a dzięki inwesty-

cjom mógł zostać rentierem w wieku 

47 lat. Wtedy właśnie napisał książkę 

Bogaty  ojciec,  Biedny  ojciec.  Jak  sam 

powiedział:  „Chodzimy  do  szkoły, 

żeby nauczyćsię, jak ciężko pracować 

za pieniądze. Ja piszę książki i tworzę 

produkty,  które  uczą  ludzi,  jak  spra-

wić, by pieniądze zaczęły ciężko pra-

cować dla nich”.

r

oberT

 

K

iyosaKi

 

Robert  Kiyosaki  jest  autorem  książki  Bogaty  ojciec,  Biedny 
ojciec
  –  światowego  bestsellera  i  najpopularniejszej  na  rynku 
pozycji o pieniądzach. Kiyosaki jest inwestorem, przedsiębiorcą 
i nauczycielem, a jego poglądy na temat pieniędzy są sprzeczne 
z powszechnie panującymi opiniami. Podważył on i zmienił to, 
w  jaki  sposób  myślą  o  pieniądzach  dziesiątki  milionów  ludzi 
na  świecie.  Zanegował  sens  „starych”  rad  typu:  znajdź  dobrą 
pracę, ciężko pracuj, oszczędzaj pieniądze, spłać długi, inwestuj 
długoterminowo i dywersyfikuj. 

background image

W  Nowym  Jorku  nazwisko  Trump 

przywodzi  na  myśl  najbardziej  pre-

stiżowe  adresy,  między  innymi 

Trump Tower – znany na całym świe-

cie  wieżowiec  przy  5.  Alei,  Trump 

International Hotel & Tower – uzna-

ny  przez  czasopismo  Conde  Nast 

Traveler  za  najlepszy  amerykański 

hotel, hotel Trump World Tower przy 

United  Nations  Plaza,  wieżowiec 

40  Wall  Street  oraz  Trump  Park  Av-

enue.  Trump  zajmuje  się  nieru-

chomościami  także  poza  Nowym 

Jorkiem,  realizując  projekty  w  Chi-

cago, Las Vegas, Miami, Atlantic City, 

Los Angeles i Palm Beach. Jego do-

robek  inwestycyjny  obejmuje  tak-

że  cztery  nagrodzone  pola  golfowe 

w Nowym Jorku, New Jersey, na Flo-

rydzie i w Kalifornii oraz legendarny 

już  klub  Mar-a-Lago  w  Palm  Beach 

na Florydzie. W 2005 roku zapowie-

dziano  realizację  jego  pierwszego 

projektu w Dubaju, który ma się na-

zywać The Palm Trump International 

Hotel & Tower.

Jego  działania  mają  związek 

nie  tylko  z  rynkiem  nieruchomości 

–  Donald  Trump  wraz  z  siecią  tele-

wizyjną NBC stał się współwłaścicie-

lem trzech największych konkursów 

piękności  na  świecie  oraz  współ-

właścicielem praw do ich transmisji, 

mianowicie konkursów Miss Univer-

se,  Miss  USA  oraz  Miss  Teen  USA. 

Jest także gwiazdą i współproducen-

tem  bardzo  popularnego  programu 

telewizyjnego  The  Apprentice,  któ-

ry  przyciąga  wielu  widzów  zarów-

no  w  USA,  jak  i  na  świecie.  Latem 

2004  roku  zadebiutował  jego  pro-

gram radiowy emitowany na kanale 

Clear Channel i pobił wszelkie rekor-

dy popularności.

Donald Trump jest autorem sied-

miu  książek,  z  których  każda  stała 

się  bestsellerem.  W  2004  roku  po-

wstał Trump World Magazine, w 2005 

–  internetowy  uniwersytet  Trump 

University  Online,  a  program  licen-

cjonowania  marki  Trump  obejmuje 

obecnie  męskie  garnitury,  koszule 

frakowe,  krawaty,  szaliki,  apaszki, 

okulary oraz perfumy. W 2006 roku 

ruszyło  internetowe  biuro  podróży 

GoTrump.com.

 

o

Donald J. Trump jest uosobieniem amerykańskiego 
sukcesu, człowiekiem, który nieustannie ustanawia standardy 
doskonałości, jednocześnie rozwijając swoje zainteresowania 
w dziedzinie nieruchomości, hazardu, sportu oraz rozrywki. 
Ukończył The Wharton School of Finance, a swoją karierę 
biznesową rozpoczął w biurze, które dzielił ze swoim ojcem.

D

onalD

 

T

rump

p

rezes

 T

he

 T

rump

 o

rganizaTion

background image

D

onalD

 T

rump

 

i

 r

oberT

 K

iyosaKi

D

wóch

 

mężczyzn

 – 

jeDno

 

przesłanie

Dwóch  mężczyzn  –  jedno  przesłanie. 
Porozmawiajmy najpierw o tym, jak po-
wstała ta książka. Panie Trump, czy może 
pan powiedzieć dlaczego zaproponował 
pan, byście napisali ją razem?

Donald

: Od dawna byłem wielkim fa-

nem Roberta i książek z serii „Bogaty oj-
ciec”,  znam  je,  czytałem,  wszyscy  moi 
znajomi  je  czytali.  Robert  jest  napraw-
dę  wyjątkowym  człowiekiem  i  chciałem 
wspólnie z nim coś zrobić. Kiedyś razem 
przemawialiśmy.  Słuchałem  go  i  spodo-
bało  mi  się,  on  słuchał  mnie  i  zakładam, 
że też mu się podobało. Proszę go spytać, 
ale  myślę,  że  był  zadowolony.  Któregoś 
dnia słuchało nas jakieś sześćdziesiąt pięć 

tysięcy ludzi. W którymś momencie pod-
szedł do mnie i powiedział: „Powinniśmy 
coś  zrobić  razem”.  Ja  miałem  na  koncie 
kilka  bestsellerów,  on  miał  kilka  swoich, 
no i połączyliśmy siły.

Panie  Kiyosaki,  jak  się  pan  czuł,  kiedy 
pan  Trump  zaprosił  pana  do  napisania 
wspólnej książki?

Robert

:  Rzeczywiście,  zawsze  go  słu-

chałem, a on często mówił o tym, by my-
śleć  na  wielką  skalę.  Abyśmy  mogli  siąść 
do  wspólnej  książki,  musiałem  najpierw 
pomyśleć na wielką skalę, bo nie mieściło 
mi się to w głowie, jestem mu wdzięczny, 
że udzielił mi trochę swojego prestiżu.

Donald

: Obaj byliśmy pod wrażeniem 

siebie nawzajem…

Jakim  doświadczeniem  była  dla  panów 
praca nad tą książką?

Donald

:  Uwielbiam  tego  człowie-

ka.  Jego  żona,  Kim  też  jest  niesamowita. 
Napisała  już  swoje  własne  książki,  któ-
re  czytałem  i  od  początku  ceniłem.  Nie 
wspierałbym  ich,  gdybym  się  z  nimi  nie 
zgadzał.  Połączyła  nas  wyjątkowa  więź 
i  przyszło  nam  to  łatwo.  Nie  było  mię-
dzy nami żadnych problemów, kłopotów, 
bo myślimy w ten sam sposób, mamy po-
dobne  pomysły,  uwielbiamy  uczyć  ludzi 
i chcemy to robić, by im pomagać. To jest 

background image

dla nas najważniejsze, Robert chce poma-
gać ludziom i ja też.

Panowie, właściwie obaj moglibyście już 
przestać  cokolwiek  robić.  Dlaczego  na-
dal pracujecie?

Robert

:  Mielibyśmy  zrezygnować? 

Nie.  Uwielbiamy  uczyć.  Czy  zarabianie 
pieniędzy to zabawa? Najlepsza! I myślę, 
że  taki  jest  nasz  przekaz,  wolimy,  żebyś 
był bogaty niż biedny. Martwi nas, że klasa 
średnia się zmniejsza. To samo mówi Allan 
Greenspan, że zanikanie klasy średniej jest 
zagrożeniem  dla  kapitalizmu  i  stabilizacji 
w świecie. Ale skoro możemy wybrać, czy 
być bogatym, czy biednym, to lepiej być 
bogatym, prawda?

Donald

:  Można  to  też  ująć  inaczej, 

chcemy  nauczyć  ludzi,  jak  zarabiać  pie-
niądze, wyrwać się z klasy średniej i wejść 
do  klasy  wyższej,  jeśli  chodzi  o  osiągane 
zyski. Uczymy ludzi, jak to robić. Ja właś-
nie  tym  się  teraz  zajmuję  i  lubię  to.  Za-
rabiam  dużo,  to  fakt,  ale  uwielbiam  też 
uczyć. Studiowałem w Wharton School of 
Finance,  byłem  dobrym  studentem  i  za-
wsze wierzyłem w edukację. Kiedy wystę-
puję publicznie, czy to przed studentami, 
czy przed kimś innym, uwielbiam przeka-
zywać to, co wiem. A wiem, jak zarabiać 
pieniądze.

Robert

:  Obaj  z  Donaldem  mieliśmy 

bogatych ojców, wiele nauczyliśmy się już 
w domu. A później on stworzył swój tele-
wizyjny program edukacyjny The Appren-
tice,  który  odniósł  spektakularny  sukces, 
sam go oglądałem. Wiele się uczyłem, wi-
dząc jak ludzie popełniają w nim straszne 
błędy, a on im robi „BUM”. To było coś! 
Sam się przy tym uczyłem!

Donald

:  Tak,  The  Apprentice  to  była 

dobra  zabawa.  Tak  jak  mówi  Robert,  ten 
program  odniósł  sukces,  bo  czegoś  uczył. 
Byli  tam  ludzie  z  Harvardu,  Yale,  Whar-
tona,  najlepsi.  Czasem  są  bardzo  mądrzy, 
a nie zawsze na takich wyglądają. Wszyscy 
są mądrzy, ale nie widać tego po nich. The 
Apprentice stał się najpopularniejszym pro-
gramem w tej stacji. Co zadziwiło wszyst-
kich,  bo  wcześniej  słyszałem,  że  program 
biznesowy nie ma prawa pojawić się w cza-
sie najwyższej oglądalności. I nigdy wcześ-
niej w historii telewizji coś takiego się nie 
zdarzyło. A The Apprentice został najpopu-

larniejszym  programem  telewizyjnym.  Ba-
wił, ale przede wszystkim uczył i to właśnie 
obaj z Robertem robimy teraz. Znowu.

Panie  Trump,  co  powoduje,  że  osiąga 
pan sukcesy?

Donald

: Uwielbiam to, co robię i ro-

bię to dobrze. Z pewną dozą inteligencji 
trzeba się urodzić. Robert też nie powie, 
że można wziąć kogoś, kto nie jest specjal-
nie mądry i w cudowny sposób zmienić go 
w  multimilionera.  Z  czymś  takim  trzeba 
się urodzić. Ale wiele osób to coś w sobie 
ma. Przyjmij, że masz w sobie co trzeba, 
kochaj to, co robisz, nigdy nie rezygnuj, ni-
gdy…  a  potem  przychodzą  kolejne  małe 
rzeczy, których uczymy w książce.

Pochodzicie obaj z bardzo różnych śro-
dowisk, pan z Nowego Jorku, finansowej 
stolicy świata, a pan, panie Kiyosaki z le-
niwej, wyluzowanej…

Donald

: On wcale nie jest leniwy, pro-

szę mi wierzyć…

Ale  pochodzi  z  takich  okolic,  gdzie  ra-
czej  żyje  się  wolniej.  Jak  to  się  stało, 
że się spotkaliście, pan na początku nie 
miał żadnych pieniędzy, a pan ich trochę 
miał, jednak dziś pracujecie razem.

Robert

:  Może  ja  odpowiem.  Miałem 

wielkie szczęście, że w ’65 roku opuściłem 
senne, rolnicze miasteczko na Hawajach, 
by studiować w Nowym Jorku. To były dwa 
najtrudniejsze  lata  mojego  życia,  bo  jak 
pan  powiedział,  ja  wciąż  byłem  wyluzo-
wany, leniwy… a takich w Nowym Jorku 
po  prostu  się  wyrzuca,  prawda?  W  tym 
mieście  nie  można  być  leniwym.  Ale 
po  drugim  roku  zacząłem  kochać  Nowy 
Jork.  Myślę,  że  właśnie  dlatego  na  wiele 
rzeczy patrzymy tak samo, bo Nowy Jork 
mnie  zmienił,  już  nigdy  nie  wróciłbym 
na Hawaje. Nowy Jork to najbardziej wy-
jątkowe miejsce na Ziemi, finansowa stoli-
ca świata, i to chyba jest odpowiedź.

Donald

: To miasto ma mnóstwo ener-

gii  i  wszystkim  się  ona  udziela.  Wycho-
dzą  z  samolotu  i  nie  czują  się  najlepiej, 
a potem wszędzie zjawiają się ludzie pełni 
energii i to naprawdę ma tak niesamowity 
wpływ – jak kiedyś w przypadku Roberta. 
Przyjechał  do  Nowego  Jorku,  a  ja  akurat 
wtedy jechałem na Hawaje, bo stawiałem 
duży  budynek  w  Honolulu.  Nowy  Jork 
to świetne miejsce.

Panie Trump, czy pan się boi porażki?

Donald

: Nie, nie boję się. Gdy włą-

czamy  telewizor,  widzimy  tysiące  ludzi, 
którzy  codziennie  giną  z  powodu  trzę-
sień ziemi, tsunami, huraganów, na woj-

nach,  na  których  w  ogóle  nie  powinno 
nas  być.  Kiedy  się  widzi  te  wszystkie 
problemy  na  świecie,  to  czego  się  tu 
bać  tak  naprawdę?  To  nie  ma  znacze-
nia.  W  pewnym  sensie  to  wszystko  nie 
ma  znaczenia.  I  ja  to  mówię  ludziom. 
Wtedy opada z nas pewne napięcie. Jeśli 
będziemy to wszystko traktować zbyt po-
ważnie, staniemy się kłębkiem nerwów. 
Trzeba się cieszyć tym, co robimy, robić 
to jak najlepiej, ale w ostatecznym roz-
rachunku, co tak naprawdę ma znacze-
nie? To zdejmuje z nas pewne napięcie. 

Przyjmij, że masz w sobie co trzeba, kochaj 
to, co robisz, nigdy nie rezygnuj, nigdy… 
a potem przychodzą kolejne małe rzeczy, 
których uczymy w książce.

background image

Nie wiem, czy Robert się ze mną zgodzi, 
ale często widzę ludzi, którzy tak bardzo 
się czymś przejmują, że nie potrafią już 
normalnie  funkcjonować.  Czasem  trze-
ba  sobie  powiedzieć:  „Nieważne,  czy 
to się uda, czy nie”. Ale do tego trzeba 
się pozbyć tego wielkiego napięcia. Wte-
dy łatwiej jest działać.

Robert

: Myślę, że łączy nas i to, że obaj 

chodziliśmy  do  szkół  wojskowych,  a  tam 
się uczy dyscypliny, tego, że trzeba być sil-
niejszym,  wykonywać  rozkazy  i  przewo-
dzić. No i jeszcze to, że obaj ponieśliśmy 
porażki. On stracił prawie miliard…

Donald

:  Straciłem  dużo  pieniędzy… 

już sprzedałem tę gazetę.

Robert

: Ja straciłem tylko milion. Dzię-

ki czemu stajemy się lepsi? Kiedy napisałeś 
książkę „The Art. Of the Deal” byłem pod 
wielkim  wrażeniem.  Ale  kiedy  napisałeś 
„The Art of the Comeback”, czyli o tym jak 
to jest powrócić do gry po stracie… Ludzie 
się  martwią,  że  stracili  kilkaset  dolarów, 
a ty straciłeś miliard…

Donald

: Kilka miliardów…

Robert

:  I  wracasz!  Myślę,  że  to  nas 

łączy,  kiedy  już  raz  doświadczyłeś…  tak 
wiele tego, czego wszyscy się bardzo boją, 
to  już  się  nie  obawiasz.  Myślę,  że  to  jest 
ta różnica. Dla mnie osobiście to była naj-
lepsza  szkoła,  kiedy  przeanalizowałem 
wszystkie własne błędy i od nowa zaczą-
łem budować firmę.

Donald

:  Nie  chciałbyś  tego  powta-

rzać, ale to świetna edukacja…

Robert

: Przeczytałem „The Art Of the 

Comeback”  i  pomyślałem:  to  jest  wiel-
ki  człowiek.  Stąd  się  wziął  mój  szacunek 

do niego, bo książka „The Art Of the Deal” 
opowiadała  o  jego  sukcesach,  ale  kiedy 
napisałeś „The Art Of the Comeback” uro-
słeś w moich oczach. Większość ludzi nie 
przyznałaby się publicznie do błędów.

Donald

: Bo też różne rzeczy się zda-

rzają,  rynek  się  zmienia,  na  początku  lat 
dziewięćdziesiątych  mieliśmy  katastro-
fę  w  nieruchomościach  i  wielu  mądrych, 
solidnych  ludzi  straciło  wszystko.  Ja  za-
wsze walczyłem ostro, wielu moich znajo-
mych zbankrutowało, a ja nigdy. Niektórzy 
zbankrutowali  i  dosłownie  zniknęli,  pró-
bowałem  się  z  nimi  kontaktować,  ale 
nie  odpowiadają,  bo  czują  się  fatalnie, 
a to było wiele lat temu. Ja walczyłem bar-
dzo twardo, nie zbankrutowałem, zawsze 
się dogadywałem z bankami i w pewnym 
sensie  była  to  dla  mnie  dobra  zabawa. 
To może brzmieć irracjonalnie, ale bardzo 
wiele  się  uczysz  o  sobie,  kiedy  walczysz 
z  przeciwnościami.  Kiedy  się  zmagasz 
z  poważną  przeszkodą,  odkrywasz,  jaki 
jesteś  naprawdę,  czy  wytrzymujesz  pre-
sję.  Znam  ludzi,  którzy  zawsze  byli  silni 
i  twardzi,  a  potem  zmieniali  się  w  bek-
sy.  Na  początku  lat  dziewięćdziesiątych 
dosłownie  klęczeli  na  ziemi  i  płakali.  Pa-

miętam  jednego  człowieka,  którego  ści-
gał  bank.  To  był  bardzo  arogancki  facet. 
Uważał  się  za  kogoś  wybitnego,  o  wiele 
lepszego niż ludzie, którzy go obsługiwali 
w banku, bo były lata osiemdziesiąte i do-
brze  mu  się  wiodło.  Traktował  tych  ludzi 
bardzo źle, a w tym czasie dawał pod za-
bezpieczenie swój osobisty majątek. Potem 
przyszedł rok dziewięćdziesiąty i nagle nie 
był w stanie spłacać tych kredytów, chcie-
li  mu  zabrać  dom,  żonę,  psa,  wszystko. 
I nagle ten arogancki człowiek, którego ja 
uważałem za twardego gracza, padł na ko-
lana, błagał tych bankierów i płakał. Pomy-
ślałem, że to jest żałosne.

Nie miał nic…

Donald

:  Nie  chodzi  nawet  o  to,  tyl-

ko… w ogóle go nie żałowałem, bo wie-
działem,  że  to  był  zły,  bardzo  arogancki 
człowiek, i w dodatku okazało się, że nie 
miał charakteru. W trudnych momentach 
odkrywasz  prawdę  o  sobie,  widzisz,  czy 
jesteś  silny,  czy  masz  odwagę,  czy  znie-
siesz presję. A tego się nie dowiesz, kiedy 
wszystko idzie dobrze.

Robert

:  Ja  się  nieźle  napracowałem 

nad  moim  charakterem.  Odkryłem  swo-
je  wady  i  wiedziałem,  co  muszę  zmie-

W naszej książce dużo piszemy o tym, 
dlaczego zwyciężamy, dlaczego wracamy  
na ring. Tu chodzi nie tyle o samo 
zwyciężanie, ile o to, żeby wracać do walki. 
Sporo piszemy w tej książce o naszych 
krytycznych momentach

background image

nić. Myślę, że najważniejsze jest tu słowo 
„powrót”. Obaj mamy znajomych, którzy 
otrzymali cios i już się nie podnieśli.

Donald

:  Tak  jest  najczęściej.  Rzad-

ko  się  zdarza,  by  ktoś  się  podniósł. 
To wymaga od człowieka specjalnych cech 
charakteru.

Robert

: W naszej książce dużo pisze-

my  o  tym,  dlaczego  zwyciężamy,  dlacze-
go  wracamy  na  ring.  Tu  chodzi  nie  tyle 
o  samo  zwyciężanie,  ile  o  to,  żeby  wra-
cać do walki. Sporo piszemy w tej książ-
ce  o  naszych  krytycznych  momentach, 

na  przykład  w  szkole  wojskowej.  Wiele 
osób służy dzisiaj w armii, czy zgodzisz się, 
że wyszkolenie wojskowe pomaga później 
w biznesie?

Donald

:  Uwielbiałem  to,  i  choć  od-

kryłem,  że  wojsko  nie  jest  dla  mnie,  ale 
samo wyszkolenie bardzo mi się podoba-
ło. Musiałem się dostosować do tego syste-
mu. Miałem sierżanta o nazwisku Debias, 
naprawdę twardego. Na niego nie działały 
żadne sztuczki, jakie się stosowało wobec 
innych.  Zawsze  cię  dopadł.  Nie  było  tak 
jak dzisiaj, że jak ktoś ci przywali pięścią 
w  twarz,  to  idzie  do  więzienia.  Oni  nas 

traktowali naprawdę twardo, dawali nam 
popalić. Nie chcę bronić tamtych metod, 
ale  wiem,  że  człowiek  uczył  się  wtedy 
o wiele więcej, niż dziś, kiedy nauczyciele 
boją się nawet podnieść głos na uczniów, 
żeby nie stracić pracy. Łatwiej dziś wyrzu-
cić nauczyciela, niż ucznia! Myślę, że obaj 
z Robertem nauczyliśmy się wiele w szko-
le wojskowej. Dla mnie wojsko to nie było 
najlepsze rozwiązanie, ale na pewno mam 
teraz wiele szacunku dla tej instytucji.

Robert

:  Wojsko  dokonało  u  mnie 

tego,  czego  moi  rodzice  nie  chcieli  zro-
bić.  Myślę,  że  to  jest  największa  różnica. 

background image

Ja też nie pozostałem długo w marynarce, 
ale na pewno odebrałem tam ważną lek-
cję, największą, czyli jak pokonać strach. 
Wiem, że żołnierze, którzy wrócą z Iraku, 
doświadczą  strasznych  rzeczy,  ale  wrócą 
jako silniejsi ludzie, o ile nie pozwolą, by 
te  przeżycia  ich  pokonały.  Wielu  wraca-
jących z Wietnamu na to pozwoliło, a ja 
uważałem, że… będę silniejszy niż dramat 
jaki widziałem. Myślę, że właśnie to daje 
nam dziś siłę w biznesie. Dla mnie to była 
na pewno chwila prawdy o sobie.

Porozmawiajmy  teraz  o  pieniądzach. 
Niektórzy  mówią,  że  pieniądze  szczęś-
cia nie dają, że człowiek nie jest z nimi 
szczęśliwy, czy to prawda?

Donald

:  Tak,  prawda,  ale  na  pewno 

bardzo  ułatwiają  życie.  Jeśli  możesz  wy-
kształcić  dzieci,  nie  musisz  się  martwić, 
czy stać cię na dobrego lekarza, kiedy ktoś 
w  rodzinie  zachoruje,  z  pewnością  jest 
ci  w  życiu  łatwiej.  Ja  nie  używam  okre-
ślenia  „szczęśliwy”,  tylko  „zadowolony”. 
A to pieniądze dają na pewno. A powyżej 
pewnego poziomu, to już jest tylko gra, ale 
można ją po prostu kochać.

Robert

: Właśnie, to jest gra, prawda?

Donald

: Tak, i chcesz w nią grać dobrze, 

nie chcesz przegrywać. Ale to tylko gra.

Czy  dzisiaj  łatwiej  jest  zostać  bogatym 
niż trzydzieści lat temu?

Robert

:  Myślę,  że  tak.  Internet  i  ko-

munikacja są łatwiejsze, jest więcej możli-
wości zarabiania i pomnażania pieniędzy. 
Powiem jeszcze coś o tych, którzy mówią, 
że  pieniądze  szczęścia  nie  dają.  Zdarza-
ło  mi  się  nie  mieć  pieniędzy  i  jeśli  ktoś 
mi mówi, że pieniądze nie czynią człowie-
ka szczęśliwym, to chyba nigdy nie był bez 
grosza albo ktoś mu po prostu dał pienią-
dze.  Kim  i  ja  jesteśmy  małżeństwem  już 
od dwudziestu lat i pamiętam, że kiedy nie 
mieliśmy  pieniędzy,  walczyliśmy  ze  sobą 
o wiele bardziej. Dziś jesteśmy szczęśliwsi. 
To jest gra, śledzimy nasze wyniki, cieszą 
nas one… i jak mówi Donald, chodzi o to, 
czy kochasz to, co robisz. Jeśli dla pienię-
dzy robisz coś, czego nie lubisz, to jesteś 
biedny, dla mnie byłoby to piekło.

Panie  Trump,  czy  myśli  pan,  że  każdy 
może być bogaty?

Donald

: Nie, myślę, że nie każdy. Uwa-

żam, że nasz świat nie gra z nami fair i że, 
niestety  trzeba  się  urodzić  z  pewną  dozą 
inteligencji. To nie musi być superinteligen-
cja, ale trochę trzeba jej mieć. Nie można 
komuś, kto nie ma oleju w głowie, powie-
dzieć: „Tu masz kartkę, jest na niej napisane 
wszystko, co masz robić. Wystarczy, że bę-
dziesz wykonywał te proste czynności, byś 
stał się bogaty”. Świat taki nie jest. Często 
słyszymy, że wszyscy ludzie zostali stworze-
ni  równymi.  To  brzmi  wspaniale,  napisali 
to jacyś cudowni ludzie, tyle, że to niepraw-
da, bo nie wszyscy ludzie są tacy sami. Dziś 
się  mówi,  „wszyscy  mężczyźni  i  kobiety”, 
oczywiście  wiele  lat  temu  nie  powiedzia-
no  by  tego.  Jednak  niewątpliwie  trzeba 
mieć coś tu, pod czaszką i kiedy założymy, 
że ktoś to ma, może zostać bardzo bogaty.

Robert

:  O  tym  właśnie  jest  ta  książka. 

Bo jeśli nie umiesz być bogaty w Ameryce, 
to nigdzie nie będziesz bogaty. Nie ma chy-
ba miejsca na świecie, gdzie łatwiej byłoby 
to zrobić. Cały ten kraj jest tak zaprojekto-
wany,  by  ułatwić  sprawę  tym,  którzy  chcą 
być bogaci. I stąd nasze obawy, bo uważamy, 
że życie dzisiaj stało się trochę zbyt łatwe. 
Ludzie są przekonani, że wiele im się należy, 
i to zarówno bogaci, jak i biedni. Oczekują, 
że rząd się o nich zatroszczy. I to nas mar-
twi.  Uważamy,  że  naszym  głównym  prob-
lemem  jest  dzisiaj  globalizacja,  żaden  rząd 
nie jest w stanie ochronić swoich obywateli 
przed  światem.  Nie  zapobiegnie  zwyżkom 
cen ropy, nie zahamuje wzrostu potęgi Chin. 
Dziś przeciętna osoba konkuruje o miejsce 
pracy  z  kimś  w  Indiach,  na  Filipinach,  czy 
w  Irlandii.  Świat  jest  dziś  inny,  łatwiej  jest 
stać się bogatym, ale jeśli przyjmiesz posta-
wę roszczeniową, to będzie ci ciężko.

Donald

: Chyba nie zgodzę się z Rober-

tem, że rząd nie może nic zrobić w spra-
wie cen ropy. Myślę, że mógłby je bardzo 
obniżyć.  Krajom  i  firmom  produkującym 
ropę  wiele  uchodzi  na  sucho,  podobnie 
jak  ludziom  i  firmom  związanym  z  ener-
gią. Myślę, że w tej dziedzinie rząd mógłby 
działać o wiele aktywniej, ale wielu rzeczy 
nasze rządy nie potrafią zrobić dobrze.

Jak pan myśli, jak będzie wyglądać przy-
szłość naszej gospodarki?

Donald

:  Wiele  będzie  zależało 

od tego, kto zostanie prezydentem w Sta-
nach, czy wycofamy się z wojny w Iraku, 

gdzie  nie  powinno  nas  być.  Wydaliśmy 
tam od pięciuset do dziewięciuset miliar-
dów dolarów, a nie potrafimy odbudować 
Nowego Orleanu, Luizjany, gdzie wydaje-
my bardzo niewiele. Tak wygląda nasz kraj. 
Nie  dajemy  pieniędzy  na  edukację,  ale 
przeznaczamy ogromne sumy, setki miliar-
dów dolarów na pomoc dla Irakijczyków, 
którzy  nie  chcą,  żebyśmy  tam  byli.  Przy-
znajmy to, oni nas tam nie chcą, albo tylko 
nieliczni. Dlatego wiele zależy od naszych 
przywódców, kto to będzie i jak skutecz-
nie poprowadzi ten kraj.

Panie  Kiyosaki,  dlaczego  pan  tak  lubi 
nieruchomości?

Robert

:  Jedno  słowo:  kontrola.  Nie 

mam żadnej kontroli nad akcjami, firmami, 
a w nieruchomościach mam wpływ na przy-
chód, wydatki, wartość aktywów, amortyza-
cję,  podatki,  zarządzanie,  na  wiele  rzeczy. 
Główny powód jest taki, że mój bank chętnie 
pożyczy  mi  pieniądze  na  zakup  nierucho-
mości, ale nie pożyczy na fundusze inwesty-
cyjne. Nieruchomość możemy ubezpieczyć, 
a jednostek funduszu nie. Korzyści jest bar-
dzo wiele, ale by odnieść sukces w nierucho-
mościach, trzeba być jeszcze mądrzejszym. 

10

background image

Tu też są dobre i złe inwestycje. Musisz być 
jeszcze lepszy, bo jeśli stracisz kontrolę nad 
nieruchomością to tracisz wszystko.

A co pan myśli o cenach ropy i złota?

Donald

:  Ze  złotem  jest  ciekawa  sytu-

acja, bo ludzie często się zastanawiają, ja-
kie ono ma znaczenie. A przecież złoto jest 
standardem od bardzo wielu lat. Od począt-
ku  ludzkości  było  standardem,  więc  lepiej 
z nim nie igrać, bo to jest niezwykle trudne.

Uwielbiam nieruchomości, to jest kre-

atywny  biznes.  Znam  się  na  nim,  Robert 
się  na  nim  zna,  dobrze  sobie  radzimy. 
Jak  mówił  Robert,  w  nieruchomościach 
można  zrobić  wiele  rzeczy,  które  są  nie-
możliwe  w  innych  biznesach,  w  sensie 
finansowania,  użycia  dźwigni,  transferu 
zysku.  Jeśli  człowiek  wie  co  robi,  może 
wziąć hipotekę pod budynek, nie zainwe-
stować w niego nic, a pieniądze wykorzy-
stać gdzie indziej – co jest nie do zrobienia 
z  wieloma  innymi  firmami.  Nieruchomo-
ści to zawsze był dobry biznes, wystarczy 
spojrzeć  na  listę  Forbesa.  Wielu  napraw-
dę  bogatych  ludzi  zbiło  fortunę  na  nie-
ruchomościach,  nie  wszyscy,  ale  wielu. 
To sprawia frajdę, jest jak malowanie obra-

zu – jest piękne i ma się coś, czego moż-
na dotknąć, poczuć. A przy akcjach masz 
tylko  mały  certyfikat,  trudno  powiedzieć 
co ma się naprawdę. Gdy się ma coś nama-
calnego, prawdziwego, w czym da się na-
wet mieszkać, można poczuć się lepiej.

Robert

:  Ja  bym  dodał  jeszcze  drugie 

słowo: kreatywność. Właśnie tak zarabiasz 
pieniądze,  bierzesz  coś,  czego  nikt  inny 
nie chce, a kilka lat później stoi tam wy-
soki, lśniący budynek – jak twoje projek-
ty w Honolulu czy Waikiki. Dziś wszyscy 
chcą  budować  w  tej  części  Waikiki,  po-
nieważ „pan Trump tam wchodzi”. Jakby 
miał czarodziejską różdżkę – kiedy on tam 
wchodzi, cała okolica ożywa.

Donald

: Powtarzam wszystkim, że to naj-

lepsza możliwa lokalizacja w mieście.

Słyszałem  na  jej  temat  dwie  opinie. 

Jedni mówili: to nie najlepsze miejsce, ale 
idzie w górę, a inni: to będzie Piąta Aleja 
Hawajów. Nie wiedziałem, co myśleć, ale 
wybrałem ten drugi tok myślenia, bo wie-
lu ludzi uważa, że to będzie świetne miej-
sce. Na tym polega piękno nieruchomości. 
Można  wziąć  taki  teren,  postawić  tam 
piękny budynek, z odpowiednią architek-
turą i zapleczem, a później go wypromo-

wać.  Można  z  tej  okolicy  zrobić  świetną 
lokalizację.  Gdy  budowałem  Gulf  &  We-
stern Building, po zachodniej stronie Cen-
tral Parku –nazywano to miejsce Columbus 
Circle – stał tam stary, niezbyt piękny bu-
dynek. Ludzie mówili: „To niedobra loka-
lizacja”. A ja na to: „Dobre sobie!”. Dziś 
to tak zwany Zachodni Central Park i uzy-
skujemy tam najwyższe stawki w mieście. 
To doskonała lokalizacja. Myślę, że to samo 
stanie  się  na  Hawajach,  ale  trzeba  wie-
dzieć, co się robi, żeby przekonać do tego 
ludzi. No i stworzyć odpowiedni produkt, 
bo samymi słowami się ich nie przekona.

Robert

:  Ja  zawsze  mówię,  że  różnica 

między nami jest taka, że Donald jest de-
weloperem. Taki ktoś musi mieć wizję, do-
strzec coś, czego jeszcze nie ma, a potem 
to stworzyć. Więc kiedy słyszę, że „wszystko 
zależy od lokalizacji”, mówię: „Nie! Wszyst-
ko zależy od dewelopera”. Dobry dewelo-
per potrafi wziąć złą lokalizację i zmienić ją 
w najlepsze miejsce w okolicy. Można też 
zrobić odwrotnie, czyli zniszczyć dobrą lo-
kalizację. Więcej zależy od dewelopera, niż 
od lokalizacji. Donald robi to teraz w Waiki-
ki. Znam tamte strony, tam się wychowałem. 
Kiedyś to była najpiękniejsza część miasta. 
Potem ktoś ją zaniedbał i źle nią zarządzał. 
A to, co on tam teraz robi jest czymś ab-
solutnie… ja nie potrafiłem tego dostrzec. 
On wyburza cały kwartał, jeździliśmy tam 
z Kim na rowerach i zadzieraliśmy głowy: 
„O rany,  popatrz!”  Ja  tego  nie  widziałem, 
nie  wyobrażałem  sobie!  Mieszkałem  tam 
i tego nie widziałem. To była okropna okoli-
ca, a teraz… On przejął budynek i upiększa 
go,  część  wyburzył,  część  ozdobił  rzeźba-
mi,  poszerzył  ulicę,  przestarzałe  miejsce 
zrobiło się całkowicie nowoczesne.

Donald

:  Robert  powiedział  coś  cie-

kawego.  Do  znudzenia  słyszę  w  kółko, 
że wszystko zależy od lokalizacji, jakby nikt 
wcześniej  tego  nie  słyszał.  Odpowiadam 
wtedy:  „Dajcie  spokój!”.  Wiele  razy  wi-
działem, jak bezmyślni ludzie przejmowali 
świetną  lokalizację  i  tracili  na  niej  pienią-
dze. Widziałem też mądrych ludzi, którzy 
za niewielką cenę brali złą lokalizację i za-
rabiali  na  niej  fortunę.  To  nie  lokalizacja 
decyduje.  Oczywiście,  kiedy  miejsce  jest 
piękne, wszystko idzie łatwiej i przyjemniej. 
Ale najlepsze transakcje robisz wtedy, kiedy 
kupujesz coś tanio i tworzysz tam świetną 
lokalizację. Często się zdarza, że ktoś nie-
zbyt mądry niszczy dobre miejsce. 

o

11

background image

D

laczego

 

chcemy

żebyś

 

był

 

bogaTy

j

aK

 

możesz

 

sprawić

że

 

sTaniesz

 

się

 

bogaTy

(

fragmenT

 

KsiążKi

)

Rozwiązuj problemy

Każdy z nas ma czasem kłopoty z pie-

niędzmi. Jeżeli chcesz stać się boga-

ty, musisz umieć się z nimi uporać. 

Rozpoznanie  problemu  daje  okazję 

do tego, by znaleźć rozwiązanie.

Każde pokolenie ma swoje włas-

ne problemy finansowe. Wyzwania-

mi,  przed  którymi  stało  pokolenie 

moich rodziców, były wielka depre-

sja  i  wojna  światowa.  Rozwiązanie 

tych  problemów  w  ich  wykonaniu 

polegało na pójściu do szkoły, zdo-

byciu  pewnej  i  bezpiecznej  pracy, 

która gwarantowała różne świadcze-

nia, przejściu na emeryturę w wieku 

 lat i grze w golfa do końca życia. 

Wiele osób z generacji drugiej woj-

ny światowej miało plan emerytalny 

o określonym świadczeniu, oszczęd-

ności oraz świadczenia z programów 

ubezpieczenia  społecznego  i  zdro-

wotnego.  Dla  wielu  przedstawicieli 

pokolenia  moich  rodziców  dobre 

wykształcenie i dobra praca wystar-

czyły, żeby przetrwać pod względem 

finansowym.

Moi rówieśnicy, czyli ludzie uro-

dzeni  w  czasie  powojennego  wyżu 

demograficznego,  muszą  zmierzyć 

się  z  innymi  problemami  finanso-

wymi.  Dziś  studia  na  dobrej  uczel-

ni  i  dobra  praca  już  nie  wystarczą. 

Na  domiar  złego,  stanowiska  pracy 

są przenoszone za granicę. W dzisiej-

szych  czasach  coraz  mniej  firm  ofe-

ruje pracownikom plany emerytalne 

o określonym świadczeniu. Ponieważ 

plany  te  są  bardzo  kosztowne,  fir-

my,  które  jeszcze  je  mają,  zaczynają 

je wycofywać lub zmieniać na inne, 

żeby po prostu oszczędzić pieniądze. 

Pracodawcy nie chcą płacić pracow-

nikom do końca ich dni.

W 1 roku, w związku ze zmia-

nami  na  rynkach  światowych,  wiele 

firm  przestało  oferować  swoim  pra-

cownikom  plany  emerytalne  o  okre-

ślonym  świadczeniu  (OŚ)  i  przeszło 

na  plany  o  określonej  składce  (OS), 

które  znane  są  w  USA  jako  01(k), 

IRA i Keogh. Problem mojego poko-

lenia polega na tym, że plan OŚ jest 

prawdziwym  planem  emerytalnym, 

a plan OS nie – jest to plan oszczęd-

nościowy. Tak naprawdę 01(k) nigdy 

nie  miał  być  planem  emerytalnym. 

W innych krajach problem jest iden-

tyczny, używa się jedynie innych nazw 

dla planów o określonym świadczeniu 

i o określonej składce.

Mówiąc najprościej, plan o okre-

ślonym  świadczeniu  zapewni  Ci 

wypłaty  do  końca  życia.  Natomiast 

w ramach planu o określonej skład-

ce  będziesz  otrzymywał  świadczenia 

tylko  do  momentu,  gdy  skończą 

się pieniądze na Twoim koncie eme-

rytalnym. Innymi słowy, w planie OŚ 

– przynajmniej teoretycznie – nigdy 

nie  skończą  się  pieniądze,  podczas 

gdy w planie OS – może tak się stać. 

Może to dlatego dziennik USA Today 

odkrył,  że  największy  strach  wśród 

Amerykanów  wywołuje  wizja  wy-

czerpania się pieniędzy, gdy nie będą 

oni już w stanie pracować. Większość 

z  nas  już  wie,  że  niemal  0%  ludzi 

z  pokolenia  powojennego  wyżu  de-

mograficznego nie ma dość pieniędzy 

na życie na stare lata.

Ludzie  urodzeni  później,  często 

nazywani  pokoleniami  X  i  Y,  będą 

musieli poradzić sobie z innymi prob-

lemami finansowymi. Jeżeli pokolenie 

wyżu  demograficznego  nie  uprzątnie 

jak  należy  bałaganu  pozostawionego 

przez  swoich  rodziców,  to  pokolenia 

X i Y będą musiały się uporać z jeszcze 

większym  rozgardiaszem.  Będą  zmu-

szone poradzić sobie ze swoimi finan-

sowymi kłopotami i długiem naszego 

kraju (największym w historii świata), 

ale odziedziczą także problemy finan-

sowe generacji swoich rodziców, ludzi 

powojennego wyżu demograficznego, 

a  może  nawet  swoich  dziadków,  po-

nieważ  oczekuje  się,  że  wszyscy  oni 

będą żyć dłużej. Przez to, że długość 

naszego życia znacznie wzrośnie, mo-

żemy  się  spodziewać,  że  wydłużymy 

nasze lata pracy i później przejdziemy 

na emeryturę, ale co stanie się w sytu-

acji, gdy będziemy żyli dłużej, ale nie 

będziemy mogli już pracować?

Skala  tego  problemu,  który 

wciąż  się  pogłębia,  jest  przytłaczają-

ca – obecnie jest to kwestia bilionów 

dolarów.  Przekazywanie  tego  prob-

lemu kolejnym pokoleniom sprawia 

tylko, że staje się on większy i bardziej 

złożony.  Im  poważniejsze  i  bardziej 

skomplikowane  są  te  kłopoty,  tym 

większej potrzebujemy inteligencji fi-

nansowej, aby się z nimi uporać. Bę-

dziemy potrzebować tyle inteligencji, 

ile się da, aby je rozwiązać.

12

background image

Jest  jeszcze  coś  gorszego  –  i  tu 

powtórzę  tytuł  artykułu,  który  uka-

zał  się  1  października  200  roku 

TIME Magazine:

The Great Retirement Ripoff

(Wielkie oszustwo emerytalne).

„Miliony  Amerykanów,  którzy 

myślą, że otrzymają świadczenia 

emerytalne,  czeka  PRZYKRA 

NIESPODZIANKA.

Jak  korporacje  okradają  obywa-

teli – z pomocą Kongresu”.

Brak  edukacji  finansowej  w  na-

szych szkołach ułatwia nieuczciwym 

ludziom  –  nawet  wybranym  przez 

naród przedstawicielom różnych par-

tii – okradanie ludzi, którzy niczego 

nie  podejrzewają,  i  to  legalnie.  Tak 

więc problem ten jest coraz większy.

Jakbym nie wiedział

Zarówno Donald, jak i ja mamy na-

dzieję,  że  się  mylimy,  ale  naprawdę 

uważamy, że Ameryka jest w tarapa-

tach.  A  jeżeli  Ameryka  ma  kłopoty, 

to ma je cały świat.

Dziś  jednym  z  większych  proble-

mów na świecie jest rosnąca cena ropy 

naftowej. Ropa stanowi krew światowej 

gospodarki.  Jeśli  jej  cena  będzie  zbyt 

wysoka, a my w niedługim czasie nie 

znajdziemy lepszej alternatywy, to go-

spodarka  światowa  zacznie  umierać. 

Jak kiedyś powiedział do mnie Donald: 

„Jeśli paliwo na stacji będzie kosztować 

 dolary za litr, to dla mnie czy dla cie-

bie nie będzie to miało większego zna-

czenia. Ale jeżeli ktoś zarabia 10 dola-

rów na godzinę, to przy cenie paliwa  

dolary za litr nakarmienie jego rodziny 

będzie  trudnym  zadaniem”.  I  dodał 

jeszcze:  „Ropa  naftowa  ma  wpływ 

na  wszystko  w  naszej  gospodarce,  ale 

problem polega na tym, że jej zasoby 

się  kończą.  Jej  cena  wzrośnie  jeszcze 

bardziej. Ty  i  ja  sobie  poradzimy,  ale 

miliony ludzi odczują to boleśnie”.

Jeżeli cena ropy przekroczy 100 do-

larów za baryłkę – a moim zdaniem 

w najbliższej przyszłości tak się stanie 

– to nasza gospodarka na tym ucierpi, 

ale Ty  wcale  nie  musisz.  Możesz  już 

dziś  stawić  czoła  temu  problemowi 

i być częścią rozwiązania.

Gdy  rozmawiam  z  ludźmi 

na  temat  niektórych  wyzwań  finan-

sowych, przed jakimi stoimy, bardzo 

różnie na to reagują. Dość często sły-

szę  wówczas:  „Niech  mi  pan  lepiej 

o tym nie mówi”. Inna reakcja, z jaką 

się spotykam, jest taka: „Musimy my-

śleć  pozytywnie.  Całe  to  negatywne 

podejście jest złe” lub „Bóg rozwiąże 

ten problem”.

Tak wypowiadają się ludzie o ni-

skiej inteligencji finansowej. Zamiast 

stawić czoła tym przeciwnościom i za-

pytać: „Jak mogę zarobić na tych prob-

lemach?”, wolą schować głowę w pia-

sek. I to właśnie dlatego miliony, jeżeli 

nie miliardy, ludzi boleśnie to odczują 

w nadchodzących latach. Zamiast po-

patrzeć na ten problem jak na okazję, 

wolą mieć klapki na oczach.

Bogaty ojciec nauczył mnie, nie-

długo  po  pierwszym  kryzysie  naf-

towym  w  latach  1–,  że  ropa 

i zamożność są bezpośrednio ze sobą 

związane. Mawiał: „Zamożność rów-

na się energia”. Ponieważ odbywałem 

praktykę w firmie Standard Oil, pły-

wając od 1 roku na ich tankow-

cach,  byłem  zainteresowany  tymi 

sprawami.  Wyjaśnienie  bogatego 

ojca było proste. Zwykł mówić: „Gdy 

koszt energii spada, nasza zamożność 

wzrasta”. Tak  można  byłoby  zapisać 

to równanie:

A w przypadku większości ludzi, 

gdy koszt energii wzrasta, ich zamoż-

ność spada.

Rok 1, ten sam, w którym roz-

począłem karierę biznesową jako świe-

żo upieczony przedstawiciel handlowy 

firmy Xerox, potwierdził teorię boga-

tego ojca. W tymże roku wysokie ceny 

ropy naftowej stały się przyczyną tego, 

że gospodarka się załamała. Ludzie nie 

wypożyczali już kserokopiarek. Wręcz 

przeciwnie,  wypowiadali  podpisane 

wcześniej  umowy.  Podczas  mojego 

pierwszego spotkania z klientem do-

słownie padłem na kolana – błagałem, 

a  nie  sprzedawałem.  Błagałem  go, 

żeby nie wypowiadał umowy. Pamię-

tam, jak jeden klient powiedział: „Po 

co mi kserokopiarka? Mój biznes nie 

istnieje”.  To  jest  jedynie  mały  przy-

kład tego, co się dzieje, gdy cena ener-

gii rośnie.

Zamiast zarabiać pieniądze, przez 

pierwsze  2  lata  byłem  w  stosunku 

do firmy pod kreską. Byłem im winny 

pieniądze, bo za każdym razem, gdy 

ktoś  zrywał  umowę  o  wypożyczenie 

kopiarki, kosztami prowizji wypłaco-

nej  już  wcześniej  przedstawicielowi 

handlowemu, który tę umowę pod-

pisał,  był  obciążany  przedstawiciel, 

który danego klienta stracił. Nie mo-

głem niczego sprzedać, przymierałem 

głodem i w ciągu tych 2 lat kilka razy 

byłem bardzo blisko zwolnienia.

Złe czasy mogą sprawić, 

że staniesz się bogaty

Dobrą  stronę  tej  sytuacji  stanowił 

fakt,  że  problem  pogarszającej  się  go-

spodarki  w  efekcie  sprawił,  że  stałem 

się  lepszym  sprzedawcą.  Chociaż  nie 

zarobiłem  wtedy  zbyt  dużo,  to  zdo-

byte  doświadczenie  do  dziś  przynosi 

mi korzyści. Moje biznesy odnoszą suk-

ces,  ponieważ  potrafię  sprzedawać 

– i ponieważ rozumiem znaczenie sprze-

daży  i  marketingu.  W  trudnych  eko-

nomicznie czasach możesz dzięki temu 

mieć przewagę. To jedna z zasad, które 

tak Donald Trump, jak i ja często powta-

rzamy:  „Jeżeli  zajmujesz  się  biznesem, 

to musisz nauczyć się sprzedawać”.

Jak zwiększyłem moją 

inteligencję finansową?

Ponieważ na świecie brakowało ropy, 

bogaty  ojciec  zasugerował,  żebym 

dowiedział  się  czegoś  więcej  na  te-

mat przemysłu naftowego. W latach 

1-  pracowałem  dla  Standard 

1

background image

Oil – jako praktykant oraz jako trzeci 

oficer na ich tankowcach. A że intere-

sowała mnie ropa, łatwiej było mi do-

wiedzieć się o niej czegoś więcej.

Gdy zacząłem odnosić sukcesy jako 

przedstawiciel  handlowy  firmy  Xerox, 

to aby dowiedzieć się więcej o ropie, za-

trudniłem się na pół etatu w firmie naf-

towej  z  Oklahomy,  która  sprzedawała 

udziały  w  inwestycjach  pozwalających 

na  korzystanie  z  ulg  podatkowych. 

W tamtych czasach można było zain-

westować 100 tysięcy dolarów i otrzy-

mać  z  tego  tytułu  ulgę  podatkową 

w wysokości czterokrotności swojej in-

westycji. Na przykład, przy zainwesto-

waniu 100 tysięcy dolarów można było 

skorzystać z ulgi podatkowej w wyso-

kości 00 tysięcy. Zatem taki inwestor 

mógł zarobić więcej na wydobyciu ropy 

naftowej i płacić niższe podatki – jest 

to jeden z powodów, dla których boga-

ci stawali się jeszcze bogatsi.

Sprzedaż tych naftowych ulg po-

datkowych  w  okresie  wysokich  cen 

w  tej  branży  nauczyła  mnie  kilku 

ważnych rzeczy. Pierwszą z nich był 

fakt, że nie każdy biznes cierpiał z po-

wodu  kryzysu  naftowego. To  otwo-

rzyło  mi  oczy  i  zacząłem  rozumieć, 

że w rzeczywistości wiele osób się bo-

gaciło,  podczas  gdy  inni  byli  coraz 

biedniejsi.  Gdy  to  sobie  uświado-

miłem,  zaczęła  się  rozwijać  moja 

inteligencja finansowa – zobaczyłem 

dzięki  temu  inny  świat.  Po  moich 

doświadczeniach ze sprzedażą ksero-

kopiarek firmy Xerox i sprzedaży ulg 

podatkowych bogatym w moim wol-

nym  czasie  doszedłem  do  wniosku, 

że ja też chcę być bogaty.

Nauka

Spójrz na poniższe równanie:

Okrutna  rzeczywistość  jest  taka, 

że  gdy  ceny  energii  idą  w  górę,  za-

możność  kraju  spada,  ale  nie  dotyczy 

to osób o wysokiej inteligencji finanso-

wej, które potrafią inwestować mądrze.

Dlatego gdy jesteś bogaty, równa-

nie to może wyglądać tak:

Wybór  należy  do  Ciebie.  Mo-

żesz zdecydować, które z powyższych 

równań bardziej Ci odpowiada.

Zostałem wspólnikiem w przedsię-

wzięciach, których celem było znale-

zienie ropy naftowej, ponieważ chcia-

łem znaleźć się wśród ludzi bogatych. 

Dziś nadal inwestuję w spółki naftowe 

i gazowe, tak jak robiłem to w latach 

0. i 0. poprzedniego wieku.

W  dzisiejszych  czasach  ulgi  po-

datkowe  (choć  nie  tak  korzystne 

jak  w  przeszłości)  nadal  są  kuszące. 

Za każde 100 tysięcy dolarów, które 

dziś  zainwestuję,  uzyskam  0-pro-

centowy  odpis  oraz  1-procentową 

ulgę podatkową z tytułu wyczerpania 

się  surowców  naturalnych.  Oznacza 

to,  że  gdy  zainwestuję  taką  kwotę, 

mogę  odpisać  sobie  od  przychodu 

0 tysięcy dolarów i na każdego do-

lara  przychodu  otrzymuję  1-pro-

centową ulgę podatkową, czyli zara-

biam  więcej  i  płacę  niższe  podatki. 

Spróbuj  zrobić  tak  samo  z  oszczęd-

nościami,  akcjami,  obligacjami  czy 

jednostkami  uczestnictwa  funduszy 

inwestycyjnych.  Wiedza  o  tym,  jak 

zarabiać więcej i płacić mniejsze po-

datki,  świadczy  o  dużej  inteligencji 

finansowej.

W moim przypadku wystarczyło 

znaleźć  uczciwą  firmę  naftową.  Jak 

przed laty powiedział mi bogaty oj-

ciec: „Z definicji naftowiec to kłamca 

stojący obok dziury w ziemi”. Może-

my  także  zamienić  słowo  naftowiec 

na poszukiwacz złota.

Dziś  zarabiam  dużo  pieniędzy 

na  sprzedaży  moich  książek  i  gier, 

jednak  większość  mojego  mająt-

ku  pochodzi  z  mojej  kopalni  złota 

w  Chinach,  kopalni  srebra  w  Ame-

ryce Południowej, moich firm działa-

jących na rynku nieruchomości oraz 

spółek naftowych w Stanach Zjedno-

czonych.

Za każdym razem, gdy jakiś repor-

ter zadaje mi pytanie: „Czy napisanie 

książki o stawaniu się bogatym nie jest 

najlepszym  sposobem,  żeby  samemu 

stać się bogatym?” – śmieję się i odpo-

wiadam: „Jeśli myśli pan, że napisanie 

międzynarodowego bestsellera i stwo-

rzenie edukacyjnej gry planszowej jest 

łatwe,  to  dlaczego  sam  pan  tego  nie 

spróbuje?”.  Moim  zdaniem  o  wiele 

łatwiej jest znaleźć ropę czy złoto, niż 

napisać bestseller.

Donald Trump i ja piszemy książ-

ki, ponieważ obawiamy się, że Ame-

rykanie  i  ludzie  na  całym  świecie 

mają  przed  sobą  niespokojne  pod 

względem finansowym czasy. Chcie-

libyśmy nie mieć racji, ale martwi nas 

to, że finanse milionów ludzi ucierpią 

z powodu nadchodzących sztormów 

na finansowym oceanie. Nasze prze-

słanie brzmi: kiedy masz odpowied-

nią wiedzę finansową oraz właściwie 

się przygotowujesz, możesz rozwinąć 

swoją  inteligencję  finansową  i  prze-

płynąć  przez  te  wzburzone  wody, 

i w efekcie stać się bogatszym.

W

ypoWiedź

 d

onalda

Wiedza zastępuje strach

Nasze  przesłanie  brzmi:  przy  od-

powiedniej  wiedzy  finansowej  oraz 

planowaniu  możesz  przejść  przez 

niespokojne  czasy  burz  w  naszym  fi-

nansowym świecie, bo potrafisz znaj-

dować sposoby rozwiązywania różnych 

problemów – dzięki tym umiejętnoś-

ciom możesz stać się bogaty.

Przypomina  mi  to  prosty  przy-

kład  rozwiązania  problemu.  Gdy 

niedawno  w  moim  biurze  zjawił 

się Robert, który przyszedł poroz-

mawiać o książce, na środku poko-

ju  stało  czerwone  krzesło.  Zapy-

tałem go, czy mu się podoba i ile, 

jego zdaniem, kosztowało.

Stał i patrzył na to eleganckie, 

wyściełane,  pokojowe  krzesło, 

i w końcu powiedział:

– Nie mam pojęcia.

Byłem bardzo zadowolony.

– Mike, 

menedżer 

mojego 

pola  golfowego  w  Kalifornii,  za-

dzwonił  i  powiedział,  że  potrze-

1

background image

buje  150  krzeseł  do  restaura-

cji  i  że  zaoferowano  mu  krzesła 

po 1500 dolarów za sztukę. Wyglą-

dało  mi  to  na  drogi  interes,  więc 

zamiast  się  zwyczajnie  zgodzić, 

zadzwoniłem w kilka miejsc.

– To  krzesło  kosztowało  mnie 

90 dolarów – powiedziałem z dumą. 

– Jest fantastyczne. Jest najlepsze. 

Proszę, usiądź na nim. I w dodatku 

jest lepsze od tego za 1500 dolarów. 

Czy wiesz, ile pieniędzy oszczędzi-

łem, odbywając zaledwie kilka roz-

mów telefonicznych?

To  jest  kwestia  przywództwa 

i  umiejętności  rozwiązywania 

problemów.  Jeżeli  moi  pracowni-

cy  uważają,  że  bezmyślnie  wyda-

ję pieniądze, to i oni tak będą je 

wydawać.  Tak  więc  robię  to  nie 

tylko  po  to,  aby  oszczędzić  środ-

ki, ale także aby dać przykład mo-

jemu zespołowi. Nie boję się, jak 

wiesz,  wydawać  pieniędzy.  Lubię 

kupować to, co najlepsze. Jednak 

nie lubię marnować pieniędzy. Tak 

wielu  ludzi  szarpie  się  ze  swoimi 

finansami, bo chcąc zaoszczędzić, 

kupują  tanio.  Możesz  stać  się  bo-

gaty, będąc skąpym, ale kto chciał-

by być bogatym skąpcem?

Nawet gdy znajdowałem się w fi-

nansowych  tarapatach,  nigdy  nie 

byłem skąpy. Gdy moja firma była 

w dołku, cały czas dobrze opłaca-

łem swoich pracowników. I to właś-

nie dlatego kupuję najlepsze krze-

sło  po  najlepszej  cenie.  Nie  lubię 

przepłacać,  szczególnie  gdy  mogę 

dostać  lepszy  towar  za  mniejszą 

kwotę.  Oczekuję,  że  moi  pracow-

nicy będą postępować tak samo.

Dobrze  by  było,  abyśmy  wszy-

scy pamiętali o tym, że nieznaczny 

nawet  wysiłek  jest  stokroć  lepszy 

od  wymówek.  Gdyby  każdy  z  nas 

trochę  się  postarał  zrozumieć  to, 

co  dzieje  się  wokół  niego,  jeśli-

byśmy  wykonali  ten  wielki  skok 

naprzód  i  zaczęli  używać  swojej 

wyższej,  niepopadającej  w  samo-

zadowolenie części umysłu, to mo-

glibyśmy w rezultacie zacząć przy-

tomnie  myśleć.  Rozwiązywanie 

problemów  to  najbardziej  efek-

tywna  edukacja.  Jak  zrozumienie 

może zastąpić nienawiść, tak wie-

dza może zastąpić strach.

Ignorancja może i jest łatwiejszą 

drogą, ale często bywa następstwem 

strachu. Jak powiedział Robert Frost: 

„Niczego  bardziej  się  nie  boję,  niż 

wystraszonych ludzi”. Zmniejsz swój 

strach i dodaj sobie odwagi.

Podobają mi się rysunki Roberta 

i  gdy  patrzę  na  jego  strzałki  ozna-

czające energię i zamożność, myślę 

o tym, jak nasza energia może zwięk-

szać majątek. Jeżeli jesteś dość wy-

trwały,  aby  stanowczo  iść  naprzód, 

to  jest  to  wspaniała  energia  sama 

w  sobie.  I  jeśli  będziesz  koncen-

trował się na swoim działaniu, jest 

całkiem możliwe, że odniesiesz suk-

ces. Zawsze podobało mi się stwier-

dzenie  Aleksandra  Grahama  Bella: 

„Skoncentruj wszystkie swoje myśli 

na pracy, którą musisz wykonać. Pro-

mienie słońca nie parzą, dopóki nie 

zostaną  skupione”.  Jeżeli  potrafisz 

kontrolować swoją energię, to masz 

dużą szansę na stworzenie i kontro-

lowanie swojego majątku. Obydwie 

Twoje  strzałki  będą  skierowane  we 

właściwym kierunku.

Nauczyłem się, że to, co jest waż-

ne, może czasami być niewidoczne 

dla oka. W tym momencie potrzebna 

jest przenikliwość. Przywódcy to lu-

dzie, którzy zastąpili strach przeni-

kliwością, dlatego potrafią przewidy-

wać to, co nieuniknione. Ich wiedza 

pomogła im wyrobić w sobie jasność 

myślenia,  która  może  skutecznie 

zastąpić strach i która w znacznym 

stopniu  zwiększa  ich  szanse  odnie-

sienia sukcesu.

Rozwiązywanie  problemów  jest 

o  wiele  łatwiejsze,  jeżeli  myślisz 

o  nich  jak  o  wyzwaniach.  Możesz 

tak je postrzegać, bo są one częścią 

naszego życia. Pozytywne podejście 

do problemów bez wątpienia doda 

Ci więcej energii. Mówię „bez wąt-

pienia”  z  pełnym  przekonaniem, 

ponieważ wiem, że stwierdzam fakt 

–  wiem  to  z  doświadczenia.  Pew-

ność  siebie  jest  wielkim  krokiem 

w kierunku odwagi, w konfrontacji 

z którą strach zniknie.

Robert  mówi,  że  problem  może 

stworzyć okazję. Dobrze powiedzia-

ne – ja też się z tym zgadzam. Jeżeli 

zaczniesz patrzeć na problemy w ten 

sposób, to gwarantuję, że znajdziesz 

się na dobrej drodze do ich rozwią-

zania.  Miałem  już  różne  poważne 

kłopoty  –  na  przykład  zadłużenie 

o  łącznej  wartości  kilku  miliardów 

dolarów  –  ale  nigdy  nie  zbankruto-

wałem  i  dziś  odnoszę  większe  suk-

cesy  niż  kiedykolwiek  wcześniej, 

mówię więc z doświadczenia.

Budynek  Trump  Tower  od  tak 

dawna  znajduje  się  na  mapie  No-

wego  Jorku  jako  obiekt  wart  obej-

rzenia, że ludzie zapominają, iż nie 

pojawił się on na Manhattanie z dnia 

na  dzień.  Napotkałem  wiele  prze-

szkód,  musiałem  uporać  się  z  licz-

nymi  przeciwnościami,  żeby  mój 

nowy  budynek  mógł  być  usytuo-

wany  właśnie  w  tym  miejscu,  czyli 

obok  sklepu  jubilerskiego  Tiffany 

and  Co.  Musiałem  rozwiązać  wiele 

problemów.  Najpierw  chciałem  ku-

pić  budynek  sklepu  Bonwit  Teller, 

ale jego właściciele myśleli, że po-

stradałem zmysły. Nie poddałem się, 

choć 3 lata zajęło mi dojście z nimi 

do  porozumienia.  Potem  chciałem 

kupić  prawa  własności  przestrzeni 

powietrznej nad tą działką. Ich za-

kup  miał  mi  umożliwić  zbudowanie 

o wiele wyższego budynku. Gdy już 

je  zdobyłem,  wciąż  bezwzględnie 

musiałem dokupić niewielką działkę, 

ponieważ  przepisy  dotyczące  zago-

spodarowania terenu wymagały, aby 

za  każdym  budynkiem  znajdowało 

się  9  metrów  wolnej  przestrzeni. 

Kosztowało mnie to kolejne analizy 

i negocjacje. Na domiar wszystkiego, 

razem  z  moim  architektem  Derem 

Scuttem przejrzeliśmy przynajmniej 

50 projektów, z każdego wybierając 

to,  co  najlepsze,  i  uwzględniając 

wszystko  to  w  ostatecznym  pro-

jekcie.  Potem  nasz  projekt  musiał 

zostać  zatwierdzony  przez  władze 

miasta  i  trzeba  było  uzyskać  odpo-

wiednie pozwolenia na budowę.

To tylko część historii związanej 

z  Trump  Tower.  Żaden  z  tych  eta-

pów nie był łatwy, ale każdy z nich 

potraktowałem jako wyzwanie i do-

brze  się  bawiłem,  dopracowując 

szczegóły. Gdybym tak tego nie wi-

dział, łatwo byłoby się zniechęcić. 

Jednak  się  nie  poddałem  i  teraz 

mam  piękny  budynek,  który  jest 

znany  na  całym  świecie.  Czy  było 

warto? Tak! I jest to wspaniały przy-

kład rozwiązywania problemów.

  o

1

background image

www

.

boGaTyojCieC

.

pl