background image
background image

E. M. THORHALL

KRÓLOWA ZIMY

Oficyna wydawnicza RW2010 Poznań 2016

Redakcja zespół RW2010 

Copyright © E. M. Thorhall 2016

Okładka Copyright © Mateusz Ślużyński 2016

Aby powstała ta książka, nie wycięto ani jednego drzewa.

Dział handlowy: 

www.marketing@rw2010

Zapraszamy do naszego serwisu: 

www.rw2010.p

Utwór bezpłatny,

z prawem do kopiowania i powielania, w niezmienionej formie i treści,

bez zgody na czerpanie korzyści majątkowych z jego udostępniania.

background image

E. M. Thorhall       

R W 2 0 1 0       Królowa zimy

Zeszłoroczne   walentynki   spędziłam   w swoim   pokoju,   zakuwając   do   sprawdzianu

z matmy. Koleżanki z klasy umawiały się, a ja... Nie miałam chłopaka i jakoś nikt nie

zwracał na mnie uwagi. Po prawdzie niezbyt się tym przejmowałam. Nie ciągnęło

mnie  do imprezowania,  wolałam spędzić  wieczór z książką.  W wolnych chwilach

grałam na gitarze w sekcji gitarowej w miejscowym domu kultury. Do tego byłam

klasowym kujonem. Podsumowując, nie dość, że nie miałam chłopaka, to nic nie

zapowiadało, bym takowego znalazła w najbliższym czasie. Bo niby kto by się miał

mną   zainteresować?   Chłopcy   z klasy   woleli   na   przerwie   wyskoczyć   na   fajkę,   po

lekcjach umawiali się na imprezy i picie. A jak któryś interesował się nauką – to nie

był w moim typie. 

Marcin   zjawił   się   w naszej   klasie   w listopadzie.  Wysoki,   przystojny,   modnie

ubrany.   Nasze   spojrzenia   się   spotkały   i normalnie   jakby   iskry   przeskoczyły.

Przynajmniej tak to odebrałam. No robił nasz nowy kolega wrażenie. Niestety nie

tylko na mnie.

– Jego starzy przeprowadzili się tutaj z Krakowa.

– Podobno są nadziani. Zobacz, jakiego ma fona.

– Dałabym wszystko, żeby się ze mną umówił.

Dziewczyny szeptały między sobą, od kiedy przekroczył próg klasy.

Od razu sobie odpuściłam. 

Ślepa   nie   byłam.   Ze   spiętymi   grzecznie   włosami,   bez   makijażu,   z krótko

obciętymi paznokciami, ubrana w zwykłe dżinsy i koszulę, nie mogłam konkurować

z wystrojonymi i wymalowanymi koleżankami.

Toteż zdziwiłam się, kiedy któregoś dnia zaczepił mnie po lekcjach:

– Aśka, nie masz może notatek z histy? Nie zdążyłem zrobić. 

– Mam. Jasne. – Zatrzymałam się, ściągając plecak z ramienia.

Odszukałam zeszyt i podałam mu. 

– Trzymaj. 

3

background image

E. M. Thorhall       

R W 2 0 1 0       Królowa zimy

– Jutro oddam – obiecał.

– Nie ma sprawy – zakończyłam rozmowę i poszłam w swoją stronę.

O czym miałam z nim gadać? Z tego, co wiedziałam, na imprezy z chłopakami

nie chodził, z dziewczynami z klasy się nie umawiał. Ale poza tym zero informacji. O

rodzinie,   zainteresowaniach,   ulubionej   muzyce.   A nawijać   o głupotach   nie

zmierzałam.  Podobnie  jak ćwierkać,  trzepotać  rzęsami   i robić  z siebie  zakochanej

kretynki. Musiałam trzymać gardę. 

Następnego   dnia,   tak   jak   obiecał,   oddał   zeszyt.   Koleżanki   patrzyły   na   mnie

podejrzliwie. 

– No co? – spytałam Patrycję.

– Kto by pomyślał... Marcinek i ty? Zeszyciki sobie pożyczacie? – zakpiła. 

Zrobiło mi się przykro. 

– Pewnie nie tylko zeszyciki – prychnęła Gośka. 

– Trzymaj się od niego z daleka – oznajmiła nieprzyjemnym tonem Ola. – On

jest mój.

– A wie o tym? – wyrwało mi się.

Przekleństwa, jakie posypały się z ust koleżanki, nie przybliżyły mi sytuacji.

Zresztą nie wnikałam w szczegóły. Nie moja sprawa. Ja mu tylko pożyczyłam zeszyt.

Tyle   że   tego   pożyczania   zeszytów,   notatek,   próśb   o pomoc   w zadaniach,

napisaniu referatu, wypracowania było coraz więcej. Im bliżej końca semestru, tym

częściej Marcin zagadywał mnie o lekcje. I choć koleżanki brała coraz większa złość,

czułam się na swój sposób wyróżniona. 

– Odwdzięczę się – obiecywał, kiedy podrzucałam ściągi.

Nie potrzebowałam jego wdzięczności. Byłam szczęśliwa, że mogę mu pomóc.

Ot,   pierwsze   nastoletnie   zauroczenie.   Przejdzie   jak   ospa   wietrzna.   Musiałam   to

przetrzymać, nie tracąc szacunku do samej siebie i nie narażając się na złośliwości.

Dlatego   na   zewnątrz   –   pełen   spokój,   by   nie   powiedzieć   obojętność.   Tego   by

4

background image

E. M. Thorhall       

R W 2 0 1 0       Królowa zimy

brakowało, żeby się domyślił, jak bardzo mi się podoba i jak zżera mnie ciekawość

co do jego osoby. Mimo upływu czasu dalej mało o nim wiedziałam. Czasem coś tam

bąknął, a potem zawieszał głos. Nie wiem... Czekał na zachętę czy co? A może ja się

miałam otworzyć, ryzykując że powiem o jedno słowo za dużo? O nie. Zresztą na

nieśmiałego nie wyglądał. Nie wypytywałam go więc o życie pozaszkolne, uznając,

że gdyby naprawdę chciał się zwierzyć, to by to zrobił. 

Tylko wieczorami, przed zaśnięciem, moje postanowienia słabły, samokontrola

się wyłączała i wyobrażałam sobie, jak idziemy razem, trzymając się za ręce lub

czule objęci...

– I tak nie masz u niego szans – karciłam się rano. – Jego interesują wyłącznie

twoje notatki. 

A kolejne walentynki zbliżały się wielkimi krokami. Dziewczyny umawiały się,

opowiadały,   jak   je   spędzą.   Ja   milczałam.   Bo   co   miałam   powiedzieć?   Że   pewnie

poczytam książkę? Ewentualnie posiedzę przed kompem? 

– Aśka pewnie będzie przygotowywać wypracowanie dla Marcinka – zauważyła

złośliwie Gośka.

– Może i za mnie napiszesz? – Ewka szturchnęła mnie w plecy.

– Chyba nie liczysz, że się tobą umówi? – nie dowierzała Patrycja.

– Mówił mi, że Aśka jest dobra tylko do nauki. – Ola pojawiła się znikąd. –

A jeśli jeszcze nie wiecie, to na walentynki Marcin zaprosił mnie do nowo otwartej

knajpki w centrum – oznajmiła zwycięsko. 

Dziewczyny były zachwycone.

– Opłacało się latać do kosmetyczki  i wysępić od starych kasę na nowe ciuchy

– chwaliła się Ola. 

Znowu zrobiło mi się przykro. W duchu liczyłam, że może Marcin zaproponuje

mi jakiś spacer. Nie mówię, że zaraz randkę... Przeliczyłam się. Skoro umówił się

5

background image

E. M. Thorhall       

R W 2 0 1 0       Królowa zimy

z Olą, to przecież nie będzie łaził ze mną po parku czy robił coś równie beznadziejnie

romantycznego.

Tylko dlaczego wciąż się na mnie gapił? Ostatnio jakby częściej i intensywniej.

Jego spojrzenia czułam na każdej lekcji. Ilekroć odwracałam głowę, albo żartobliwie

puszczał   do   mnie   oko,   albo   uciekał   wzrokiem,   jakbym   przyłapała   go   na   czymś

niestosownym. Pogubiłam się. 

– Pewnie jednak się czegoś domyślił i nie wie, jak wybrnąć z ambarasującej

sytuacji   –   wyjaśniłam   swojemu   odbiciu   w lustrze.   –   Może   nawet   cię   lubi,   ale

o jakichś romansach nie ma mowy. Spójrz na siebie. Dziewczyny mają rację. Zbyt

atrakcyjna to ty nie jesteś. Miła, niegłupia, pilna, uczynna, ale żadna tam laska.

Inna nastolatka może by się przejęła, ja jednak zawsze chadzałam własnymi

drogami. Starałam się wierzyć w siebie i nie pędzić ślepo za tłumem. Tego nauczyli

mnie rodzice. Nie mówię, że pożegnanie z pielęgnowanym wieczorami marzeniem

spłynęło po mnie jak woda po kaczce, ale...

– Przeżyję – mruknęłam ironicznie. – Przejdzie jak ospa wietrzna. 

Najważniejsze, że on nie miał o niczym pojęcia. Naprawdę cieszyłam się, że

w naszych rozmowach traktowałam Marcina z bezpieczną rezerwą. Same konkrety,

cienia flirtu. Poza tym od kiedy dowiedziałam się, że zaprosił Olę do knajpki, ochota

na   pomaganie   mu   znacznie   osłabła.   Wolałabym   ograniczyć   nasze   kontakty   do

minimum.  Co z oczu, to z serca, podobno. A on jak na złość zawracał mi głowę

błahostkami,   z którymi   przedszkolak   by   sobie   poradził.   Jakieś   zaćmienie   umysłu

przechodził?

– Czy ty jesteś taki głupi, czy  tylko udajesz?  – nie wytrzymałam, kiedy  na

przerwie zapytał o odmianę „to be” w czasie teraźniejszym. 

– Domyśl się, królowo zimy. – Uśmiechnął się. 

– Nie mam czasu na rebusy – burknęłam, starając się nie gapić na jego uśmiech. 

6

background image

E. M. Thorhall       

R W 2 0 1 0       Królowa zimy

– To szkoda. Naprawdę. – Spoważniał. – Nie wiem, jak ktoś tak mądry może

być zarazem tak ślepy – dodał.

Potem zabrał zeszyt z angielskiego i odszedł. 

Nie rozumiałam, o co mu chodzi. Że niby kto jest ślepy? Ja? A kto umówił się

Olą? Święty Walenty?! Ze mną odmiana czasowników po angielsku, a z nią randka.

Dziękuję bardzo za taki podział obowiązków.

Na domiar złego samorząd szkolny wymyślił, że postawią w holu na parterze

dużą urnę, do której uczniowie będą mogli wrzucać kartki walentynkowe. Uważałam

to   za   głupi   pomysł.  Wręcz   okrutny.  W stosunku   do   tych,   którzy   nie   mieli   komu

dedykować swojej kartki ani nie spodziewali się jej od nikogo. Dotąd podchodziłam

ze zdrowym dystansem do podobnych szopek, ale tego roku całe to święto zaczynało

mnie   coraz   bardziej   drażnić.   Ileż   można   słuchać   pisków   i chichotów?   Do   tego

w całym   mieście   masy   serduszek,   gwiazdek,   kokardek   i innych   kiczowatych

gadżetów. 

W dniu   wyciągania   tych   nieszczęsnych   walentynek   nie   poszłam   do   szkoły.

Najzwyczajniej   w świecie   stchórzyłam.   Nie   zniosłabym   widoku   Oli   wyciągającej

kartkę od Marcina i chwalącej się nią na prawo i lewo. To byłoby ponad moje siły.

Zaszyłam się w swoim pokoju z książek, którą od dawna chciałam przeczytać. Tak

mnie wciągnęła, że nawet nie zauważyłam, kiedy zrobiło się popołudnie.

Mama wróciła już z pracy i krzątała się po mieszkaniu, kiedy ktoś zadzwonił do

drzwi. Nie zainteresowałam się, uznając, że to na pewno nikt do mnie.

– Aśka, kolega do ciebie. – Mama stanęła na progu mojego pokoju.

– Do mnie? – zdziwiłam się. I zrobiłam oczy jak spodki, dostrzegając za jej

plecami Marcina. – Co ty tu robisz?

–   Nie   było   cię   w szkole   –   oznajmił   spokojnie.   –   To   jakoś   musiałem...   –

Popatrzył niepewnie na moją mamę, która uśmiechnęła się lekko i zaproponowała:

– Napijecie się herbaty? Przygotuję owocową.

7

background image

E. M. Thorhall       

R W 2 0 1 0       Królowa zimy

Nie czekając na odpowiedź, wpuściła Marcina do pokoju i zamknęła za nim

drzwi. 

– Co musiałeś? – zapytałam. – Czego znowu nie wiesz?

–  Aśka,   czy   ty   jesteś   taka   głupia,   czy   tylko   udajesz?   –   Roześmiał   się.   –

Naprawdę uważasz, że nie jestem w stanie przyswoić podstawowych wiadomości

z lekcji?

– Nie wiem... – Nieco skołowana potrząsnęłam głową. – Może masz problemy...

– rzuciłam złośliwie, biorąc się w garść.

– Oj, dziewczyno, jesteś okrutną królową zimy. – Ściągnął plecak z ramienia

i zaczął w nim grzebać. – Masz. – Podał mi śliczną, kolorową kartkę. Grającą!

Gapiłam się na niego z niedowierzaniem. 

– Nie było cię w budzie, to musiałem przynieść osobiście. 

– Dla mnie...?

Oblało mnie gwałtowne gorące, serce mało nie wyskoczyło mi z piersi, a ręce

zaczęły drżeć. Czy to były objawy nagłego przypływu nadziei?

– Dla ciebie. Od takiego jednego głupka, który nie umie poprawnie odmienić „to

be”.

I naraz   był   przy   mnie.   A chwilę   potem   znalazłam   się   w jego   objęciach

i szaleńczo odwzajemniałam pocałunki. 

–   Czy   ty   nie   byłeś   przypadkiem   umówiony   z Olą?   –   wyszeptałam,   gdy

musieliśmy przerwać dla złapania oddechu.

–   Czy   ja   wyglądam   na   kogoś,   kto   umawiałby   się   kimś   takim   jak   Olka?   –

W niebieskich oczach dostrzegłam wyrzut.

– Ale Ola mówiła... 

Odsunął się nieco. Ja klapnęłam na łóżko, bo nogi odmówiły mi posłuszeństwa.

Szczęście potrafi przygnieść.

8

background image

E. M. Thorhall       

R W 2 0 1 0       Królowa zimy

–  A ty   jej   uwierzyłeś?   Choć   robiłem,   co   mogłem,   by   każdą   chwilę   spędzać

z tobą. Ryzykowałem, że weźmiesz mnie za tępaka...

– Herbatka! – obwieściła ostentacyjnie głośno moja mama. 

Marcin   błyskawicznie   otworzył   drzwi,   wziął   z rąk   mamy   tacę   i postawił   na

biurku. 

– Wracając do rozmowy. – Zamknął drzwi i usiadł tuż obok mnie na tapczanie.

Oparł się plecami o ścianę i złapał mnie wpół, sadzając sobie na kolanach. – Ola

proponowała   mi   kilkanaście   razy   jakieś   randki,   imprezy,   wspólne   wyjścia,   ale

wyjaśniłem jej grzecznie, że nie jestem zainteresowany.

– Aha – mruknęłam niezbyt mądrze.

–   Interesuje   mnie   wyłącznie   pewna   nieczuła   kujonka.   –   Pogładził   mnie   po

policzku. – Tak skutecznie udawałaś niewzruszoną, tak bardzo się pilnowałaś, by

nasze kontakty nie wkroczyły poza sferę koleżeńsko-szkoloną, że czasem się bałem...

– Zawiesił głos, zawahał się, jakby nagle stracił rezon. Albo potrzebował zachęty.

– Czego się bałeś? 

– Że sobie to wymyśliłem, że mi się przewidziało i tego pierwszego dnia, gdy

spojrzeliśmy na siebie, nie było żadnych iskier, żadnego trzęsienia ziemi. – Spojrzał

na mnie, unosząc pytająco brwi.

– Było – zapewniłam go natychmiast. – Były istne fajerwerki!

Tym razem to ja pierwsza go pocałowałam. Bardzo, bardzo gorąco. 

9

background image

E. M. Thorhall       

R W 2 0 1 0       Królowa zimy

Oficyna wydawnicza RW2010 oraz wydawnictwo SUMPTIBUS

proponują:

E. M. Thorhall: ZAMEK LAGHORTÓW, I tom cyklu ZBROJNI

Ostrzegamy: ta opowieść wciąga i pochłania.
Nie będziecie się mogli doczekać ostatniej strony, a potem będziecie żałować, że to już koniec.
Akcja, turnieje, dworskie obyczaje, intrygi, zjawy, dziwne istoty, rodzące się uczucie, którego obie
strony się wypierają, humor, barwny język, plastyczne opisy – to wszystko znajdziecie w I tomie
powieści z cyklu Zbrojni pod tytułem: Zamek La ghortów
Młodziutka Kyla, uciekając przed niechcianym ślubem, trafia pod opiekę Sir Eryka i jego żony
Lady   Lyanny.   Poznaje   zamek,   jego   mieszkańców,   nawiązuje   przyjaźnie,   uczy   się   fechtunku,
odkrywa   prawdę   o swoim   pochodzeniu.   Wiele   się   wokół   niej   dzieje.  Wszyscy   zdają   się   lubić
i akceptować   jasnowłosą   podopieczną   Laghortów,   prócz   jednej   osoby:   ponurego,   opryskliwego
Morhta. Ten pochodzący z Varthenu surowy i oschły dowódca najemników z jakiegoś powodu od
samego   początku   nie   znosi   dziewczyny   i nie   zamierza   jej   pobłażać.   Panna   drażni   go,   irytuje
i wzbudza niezrozumiały dla niego samego gniew. Kyla znosi jego zachowanie do czasu... 
Książka jest dostępna w wersji elektronicznej oraz papierowej: 

Zamek Laghortów

E. M. Thorhall: Handlarze niewolników, 

II tom cyklu ZBROJNI

Ta powieść ekscytuje i niepokoi.
Jak   potoczyły   się   dalsze   losy   dzielnych   zwiadowców   i ryzy   Sir   Eryka?   Muszą   mierzyć   się
z kolejnymi wyzwaniami losu czy wiodą spokojny i nudny żywot na zamku? Nuda na pewno nie
czeka czytelnika. Tym razem autorka odważyła się na znacznie więcej niż spokojne opisy przyrody
i okolic zamku, na śledzenie turniejów czy relacje z dworskich intryg. Dzieje się sporo. Na początek
szarą zamkową codzienność ożywia duże i radosne wydarzenie, jakim są zaślubiny jednego ze
zbrojnych. Co nie znaczy, że dalej będzie sielankowo.
Uzbrojona grupa handlarzy ludźmi napada świtem na jedną z wiosek należących do Sir Eryka. Na
ratunek   uprowadzonym   wyrusza   drużyna   pod   dowództwem   Morhta.   Czy   i tym   razem   surowy
Vartheńczyk   poradzi  sobie  z każdą  przeciwnością  i niespodzianką?  A może  wręcz  przeciwnie  –
może   z jakiegoś   powodu   stchórzy   i ucieknie?   A Kyla?   Co   ta   dziewczyna   ma   wspólnego
z półumarłymi istotami? Jaką więź ją z nimi łączy? Okażą się sojusznikami czy wrogami?
Niespodziewane zwroty akcji, czarny humor, zbrojni, rozpustne dziewki, gildia łotrów, przemoc
i gwałt, miłość i magia, barbarzyńcy i... dhampir. Co tu, na ciemnika, robi dhampir?
Książka dostępna jest w wersji elektronicznej oraz papierowej 

Handlarze niewolników

.

10

background image

E. M. Thorhall       

R W 2 0 1 0       Królowa zimy

Joanna Łukowska: PAŃSTWO TAMICKIE

Kraina niezwyczajnej codzienności.
Powieść obyczajowa w dwudziestu epizodach, które łączy para bohaterów – młode małżeństwo,
wchodzące w dorosłe życie na przełomie lat 80-tych i 90-tych ubiegłego wieku. Zaczyna się od
„ślubu z rozsądku”, czyli... dla mieszkania. Takie były czasy, że osobie samotnej przysługiwała
zaledwie kawalerka, a małżeństwu „aż” M3. Sporo humoru w codzienności, czasem zaskakujący
finał, trochę wzruszeń i smutku, trochę grozy, odrobina magii... Jak to w życiu. 
Bohaterami są ludzie, duzi i mali, zwierzęta, duchy oraz święci. 
Książka, która bawi, wzrusza i pokrzepia. To patchworkowa opowieść, w której kolejne rozdziały
są jak kolorowe kawałki kołdry – każdy inny, ale razem tworzą zgrabną i ciepłą całość.
Powieść dostępna w wersji elektronicznej i papierowej 

Państwo Tamickie

.

Monika Gabor: UWAGA NA MARZENIA
Trzy różne kobiety – trzy różne historie.
Podglądamy   miłosne   i życiowe   perypetie   trzech   przyjaciółek.   Każda   z nich   jest   inna,   każdej
przytrafia się coś innego, każda inaczej reaguje. 
Iza, aktywna zawodowo, ambitna i kompetentna, również prywatne życie bierze we własne ręce,
dokonując wyborów na przekór wszystkim i wszystkiemu. Dąży do celu, którym jest szczęście, nie
słuchając rad i nie bacząc na konsekwencje. 
Marta to domatorka spełniająca się w roli żony, matki, gospodyni domowej. Rozwód jest dla niej
szokiem,   zarazem   początkiem   zmian.   Jak   wpłynie   na   nią   rozpad   rodziny?   Czy  będzie   umiała
jeszcze komukolwiek zaufać? Julia wiedzie życie, o którym marzy każda z nas. Kochający mąż,
mądra   córka,   satysfakcjonująca   praca...   Gdzie   tkwi   haczyk?   Czy   traumatyczne   dzieciństwo
wypłynęło na wybór zawodu? Czy można być jednocześnie lojalną przyjaciółką, kompetentnym
psychologiem i uczciwym człowiekiem? A gdy trzeba wybrać...
Powieść dostępna w wersji elektronicznej i papierowej: 

Uwaga na marzenia

.

Aneta Rzepka: KIESZENIE PRZESZŁOŚCI
Kornelia i Ola pochodzą z dwóch różnych światów, ale obie zostały w życiu boleśnie zranione
i dlatego doskonale się rozumieją. Trudne, nierzadko traumatyczne doświadczenia z dzieciństwa
sprawiają,   że   przyjaciółki   nie   zawsze   podejmują   słuszne   decyzje.   Zachowują   się   dziwnie
i niejednoznacznie. Nie są ani dobre, ani złe. Próbują być sobą, ale najpierw muszą siebie odnaleźć.
Kornelia uważa, że „samotność jest do bani”. Dlatego tkwi w związku opartym na przemocy –
z chłopakiem, którego nie kocha. Bo nie umie kochać. A raczej boi się miłości, która odsłania
w człowieku najsłabsze punkty i czyni go podatnym na zranienie. 
Ola ma dwie twarze: jest szaloną dziewczyną pragnącą dobrze się bawić i poważną panią prezes
zarządzającą rodzinną firmą. Seks bez zobowiązań oraz balansowanie na granicy ryzyka pozwalają
jej utrzymać niezbędną równowagę psychiczną. Tylko tak potrafi odreagować stres.

11

background image

E. M. Thorhall       

R W 2 0 1 0       Królowa zimy

Mężczyźni, którzy pojawiają się w życiu tych dwóch młodych kobiet, również niosą w kieszeniach
sporo niełatwych doświadczeń... 
Czy Ola i Nela odważą się być sobą, czy sięgną po marzenia, czy odnajdą miłość i czy jej nie
stracą? 
Żywe dialogi, barwne postaci, wartka akcja oraz wplątana w fabułę nić tajemnicy sprawiają, że

Kieszenie   przeszłości

  czyta   się   z zapartym   tchem.   Zarezerwujcie   sobie   czas,  bo   jak   zaczniecie

czytać, nie będziecie mogli przestać.

Joanna Łukowska: OD PIERWSZEGO DOTYKU
Różne oblicza miłości.
Miłość wszystko wybaczy, tłumaczy, przeczeka? Tęsknimy za miłością romantyczną, pełną pasji,
ogarniającą duszę i ciało... Ale może lepsza jest miłość z rozsądku? Czy pożądanie wystarczy?
A czy związek bez namiętności przetrwa? Czy miłość kiedyś się kończy?
Narratorów,   próbujących   odpowiedzieć   sobie   na   te   pytania,   dzieli   wszystko:   wiek,   płeć,
doświadczenia, wykształcenie, temperament, oczekiwania. Wspólnym mianownikiem jest miłość.
Od   pierwszego   dotyku,   spojrzenia,   słowa,   żartu...   Miłość   przychodzi   różnymi   drogami,   pod
różnymi   maskami,   dlatego   czasem  jej   nie   rozpoznajemy.   Bywa   zmysłowa,   zachłanna,   okrutna.
Bywa nagła jak majowa burza, ale najczęściej jest zwyczajna. Co nie znaczy, że nie jest niezwykła. 

Od pierwszego dotyku

  to zbiór romantycznych historii, pełnych ciepła, emocji, humoru, nadziei,

pasji oraz erotyzmu. Jeżeli jest ci smutno i źle – przeczytaj, a rozchmurzysz się. Jeżeli szukasz
relaksu, wytchnienia, wzruszeń, porady lub... afrodyzjaku – przeczytaj, a nie zawiedziesz się. Jeżeli
przestajesz wierzyć w miłości – przeczytaj koniecznie!

12