background image

NASTOLATEK 

Autor: 

NIKITA 

The Cold Desire

 

 

"NASTOLATEK" część 1 
 

-  Nie  masz  prawa  tak  mówić...  -  szepnął  już  strasznie  zmęczony  ciągnącą  się  kłótnią. 

Przetarł klejące się oczy.  

- Ja!? Ja, nie mam prawa? Jak śmiesz! To wszystko twoja wina! Tylko i wyłącznie twoja! To 

ty  nie  potrafisz  się  zaangażować  jak  normalny,  dorosły  człowiek!  Jesteś  dzieckiem  Dave  i 
zawsze nim pozostaniesz bo nie strać cię na odrobinę prawdy. To koniec, teraz już na pewno. 
Wyjdź, nie chcę cię widzieć.  

Wyszedł cicho z ciężkim sercem. Drzwi zamknęły się za nim z trzaskiem. Już nigdy tam nie 

wróci.  Jego  życie  w  tym  mieszkaniu,  po  pięciu  latach,  tak  po  prostu  się  skończyło.  Nie  czuł 
bólu, choć sądził, że nie będzie mógł sobie z tym poradzić. Jego dusza była spokojna. Szczerze 
mówiąc  nigdy  nie  czuł  się  tak  wolnym.  Pozostawało  w  nim  jednak  uczucie  jakiejś  pustki. 

Uświadomił sobie nagle, że dzisiejszą noc spędzi sam w swojej małej kawalerce. Sam.  

 
Wiatr  wiał  niemiłosiernie.  Zima  tego  roku  była  wyjątkowo  nieprzyjemna.  Ulice  miasta 

wydawały  się  bajkowe,  Marek  jednak  dawno  już  tak  tego  nie  postrzegał,  choć  miał  dopiero 
dziewiętnaście lat. Już dawno zapomniał o baśniach.  

"Niech to diabli, że też musiał spaść śnieg".  
 

Dave dojechał jakoś swoim n-letnim samochodem do głównego skrzyżowania. Przez chwilę 

obawiał się, że nie dojedzie do domu tej nocy. Kiedy wreszcie udało mu się przebrnąć przez 
lodowe  piekło,  zatrzymał  się  przy  sklepie  na  rogu  by  kupić  paczkę  papierosów  i  coś 

mocniejszego.  Koło  czerwonego  garbusa  stojącego  na  parkingu  kręciły  się  jakieś  dzieciaki 
podziwiając  maszynę.  Nieopodal  siedział  jednak  samotny  chłopak.  Najwyraźniej  nie  zależało 
mu na poznaniu owego cacka. Wpatrywał się w ziemię bawiąc się czymś trzymanym w ręku. 
Dave wszedł do sklepu kupił Malboro i trzy piwa, nie lubił przesadzać. Zapłacił kartą kredytową 

i  wyszedł  na  nieprzyjemny  mróz.  Dzieciaków  już  nie  było.  Wóz  również  odjechał.  Mężczyzna 
miał już wsiąść do swojego auta, gdy jego wzrok padł na cień kryjący się za rogiem. Zadumał 
się chwilę, jakby zastanawiając się nad czymś bardzo głęboko, obracając w ręce kluczyki.  

 
-  Hej  -  powiedział  podchodząc  do  młodego  chłopaka.  -  Co  tu  robisz  o  tej  porze?  Nie 

powinieneś być w domu?  

Dopiero gdy ten podniósł na niego wzrok zauważył, że jest on mulatem. Miał niesamowicie 

wyrazistą twarz i zastanawiające, ciemne oczy które przyglądały mu się w ciszy. Nie wydawał 
się wystraszony.  

- Ja nie mam domu - odparł szybko.  

Dave  słyszał  to  już  tyle  razy,  że  nie  mógł  przypomnieć  sobie  by  stykał  się  kiedyś  z 

normalnymi dzieciakami z normalnych rodzin. Chłopak przetarł ręce i schował je do kieszeni.  

- Nie jest ci zimno? Nie wyglądasz zbyt dobrze.  

- Nic mi nie jest. Nie potrzebuję pomocy.  
"Tak jak wy wszyscy.."  
- Jesteś pewny?  

- A co to ciebie do cholery obchodzi!? Zostaw mnie pan!  
- Dam ci stówę jeśli się ze mną prześpisz.  
Zapadła cisza. Przyglądał się twarzy chłopaka; chwilę była bardzo zdziwiona.  
- Nie dzięki, ja nie z tych - odparł.  

- Dwie.  
Cisza. Lekki ruch głową.  
- No dobra trzy.  

- Gdzie mam podpisać? - zapytał kpiąco zarzucając plecak na ramię.  
- Nigdzie. Chodź.  
 

Jechali w ciszy. Śnieg padał a okolica wyludniała się szybko. Nikt nie lubił marznąć w taką 

pogodę. Chłopak oparł się o drzwi i z niesłabnącym zainteresowaniem wpatrywał się w Dave'a.  

background image

-  Obijając  się  tym  gratem  po  mieście  masz  kasę  by  sprowadzać  na  złą  drogę  niewinnych 

nastolatków? - zapytał z tym samym sarkazmem w głosie który zarysowywał się również na 
jego twarzy.  

- Nastolatków? Nie. To mój pierwszy raz. A tak w ogóle ile masz lat?  
- Trzynaście...  
- A tak naprawdę?  

- Dziewiętnaście, ale nie martw się jeśli będą pytali powiem, że trzynaście.  
- Nie bądź taki cwany. Zresztą sam się zgodziłeś, nie pamiętasz.  
- Taak. Po udanej próbie przekupstwa.  

- Już nie rób z siebie takiego świętego. Miałeś wybór...  
- Wybór! Jaki wybór? My nigdy nie mamy wyboru... - przerwał i spuścił wzrok. Zrobiło mu 

się nagle bardzo gorąco. Nie lubił przyznawać się do własnych słabości.  

- Dobra. Dość gadania, jesteśmy na miejscu.  

Kawalerka  znajdowała  się  w  starej  kamienicy  blisko  komisariatu  miejscowej  policji.  Dla 

Dave'a  była  więc  idealnym  miejscem  do  pracy.  Był  dziennikarzem  w  dość  dobrej  gazecie. 
Bliskość policji dawała mu jako taki komfort w wyszukiwaniu sensacji no i oczywiście dawała 

pole do popisu jeśli chodzi o zdjęcia. Właśnie z tego powodu dość dobrze mu się żyło; na tyle 
dobrze by stać go było na sprowadzanie na złą drogę niewinnych nastolatków. Uśmiechnął się 
na widok przestraszonego spojrzenia chłopaka.  

- Nie martw się - powiedział otwierając drzwi budynku.- Najciemniej zawsze pod latarnią.  
Nic  nie  odparł,  prześlizgnął  się  obok  Dave'a.  Korytarze  były  ciemne,  brudne  jak  to  w 

mieście. Czuć było starość i nieustanną wilgoć.  

- Drugie piętro - zadźwięczało w ciemnościach.  

Chłopak  wchodził  powoli  jakby  zastanawiając  się  czy  może  nie  cofnąć  się.  Serce  biło  mu 

coraz mocniej. Bał się tego co czekało go w tym ciemnym domu. Nigdy tego nie robił. Ale nie 
miał wyjścia, ten przeklęty śnieg nie dał mu wyboru. Myślał sobie, ze w końcu facet nie jest 

taki  zły.  Wyglądał  na  jakieś  dwadzieścia  osiem  lat.  Szczerze  mówiąc  był  niezły.  Pomęczy  się 
trochę, a potem przynajmniej prześpi się w ciepłym łóżku i zje coś. I może mróz zelży.  

- To tutaj - powiedział głos w ciemności, otwierając kolejne drzwi. Popchnął lekko chłopaka 

do środka. - Rozgość się - dodał uśmiechając się lekko.  

- Dzięki - wykrztusił.  
Dave  zrzucił  z  siebie  mokry  płaszcz.  Jeszcze  raz  przyjrzał  się  swojej  zdobyczy.  Naprawdę 

wyglądał  niezbyt  ciekawie.  Był  piękny,  owszem,  Dave  dawno  już  nie  widział  tak  pięknego 

chłopca,  ale  zima  dała  mu  w  kość.  Wciąż  nie  mogąc  oderwać  od  niego  wzroku  przeszedł  do 
łazienki.  

 

- Boże, co ja robię? - szepnął z przerażeniem. 
Obmył  zmarzniętą  twarz  pod  wodą  i  otarł  skrupulatnie  ręcznikiem.  Marta  by  go  zabiła. 

Zawsze  zresztą  miała  na  to  ochotę.  Ale  przecież  już  nie  jest  z  nim  związana,  może  robić  co 
chce. A on... On mógł spędzać noce z kim mu się podobało; Marcie nic do tego.  

Gdy  wrócił  do  pokoju  chłopak  wyglądał  przez  okno  na  pobliskie  ulice.  Nawet  na  niego  nie 

spojrzał. Dave poszedł do kuchni i wyciągnął z lodówki jakąś dwudniową zapiekankę. Z żalem 
spostrzegł, że nic innego nie zostało. Odgrzał ją szybko w mikrofali i nałożył na dwa talerze.  

-  Chodź  -  powiedział  do  chłopaka  który  nadal  wyglądał  przez  okno.  Szczupła  postać  nie 

kazała na siebie czekać. Przez chwilę się wahał, wpatrując się w Dave.  

- Nie martw się nie jest zatrute.  

Po głębokim namyśle zaczął pochłaniać jedzenie w zastraszająco szybkim tempię.  
- Tak na marginesie, nazywam się Dave Miklin, jestem dziennikarzem. A ty? Jeśli nie chcesz 

nie mów, zrozumiem.  

- Jestem John - odparł szybko.  

- Dlaczego kłamiesz?  
- Ja?  
- Nie rób z siebie większego idioty niż jesteś...  

- Hej!  
- Dobra. Przepraszam.  
- No. Nazywam się Marek, jeśli już chcesz wiedzieć.  

- Marko?  
- Nie. Marek, przecież mówię.  

background image

- Dziwne imię.  
- Tak... moja matka pochodziła ze środkowej Europy, to jej zasługa.  
- Rozumiem. I co teraz?  

- Ty się mnie pytasz? Nie mam pojęcia.  
Zarumienił się  lekko. Spuścił głowę. Ze strachem w oczach rozejrzał się po pokoju. Potem 

przelotem zerknął na Dave'a, który wydawał się studiować jego ciało.  

- Chodź - powiedział i chwyciwszy go za rękę zaciągnął do łazienki. - Rozbieraj się.  
- Co?  
- Dobrze słyszałeś, rozbieraj się.  

Chłopak  stał  zaskoczony.  Dave wreszcie  sam  zaczął  ściągać  z  niego  ubrania.  Wreszcie  był 

golutki jak go Pan Bóg stworzył.  

- No tak już lepiej - powiedział z uśmiechem. - A teraz pod prysznic - lekko wpakował go 

pod  wodę.  Wylał  na  rękę  trochę  żelu  i  zaczął  delikatnie  myć  ciemne  ciało.  Fakt,  że  sam  się 

przy tym zmoczył nie wydawał się mieć dla niego znaczenia. Wreszcie wtarł w ciemne włosy 
szampon.  Gdy  już  było  po  wszystkim,  Marek  nadal  w  lekkim  szoku  trząsł  się  z  zimna  i 
dziwnego  strachu.  Nie  wiedział  co  się  wokół  niego  działo.  Czuł  ręce  które  go  dotykały,  czuł 

ciepłą wodę, ale nie mógł pojąć dlaczego ten mężczyzna to robi.  

Dave wyciągnął duży włochaty ręcznik z szafki nad umywalką.  
- Jak myślisz? - zapytał nadal w świetnym humorze. - Tak, też myślę, że w sam raz.  

Otulił chłopaka i wycierał go poczynając od głowy. Wreszcie owinął ręcznik wokół szczupłej 

taili i spojrzał na swoje dzieło.  

- Dobrze. Poczekaj chwilę.  
Zniknął za drzwiami. Wrócił i podał Markowi koszulkę i szorty.  

- Ubierz się i do łóżka. A i tu masz świeżą szczoteczkę.  
Marek z otwartymi ustami wpatrywał się w swoje odbicie w lustrze. Mokre włosy śmiesznie 

opadały  mu  na  twarz.  Dawno  nie  widział  siebie  w  tak  dobrym  stanie.  Zaczesał  włosy,  umył 

posłusznie zęby, ubrał szorty i koszulkę.  

 
- Cholera - szepnął. - Co ja wyprawiam?  
Dave  siedział  na  łóżku,  wpatrując  się  w  swoją  dłoń.  Wydawało  mu  się,  że  wciąż  czuje  tą 

gorącą  skórę  pod  swoimi  palcami.  Nie  mógł  pozbyć  się  tego  widoku.  Przecież  nie  chciał  się 
przespać  z  tym  chłopakiem.  Myślał  zupełnie  o  czymś  innym,  kiedy  zabierał  go  z  ulicy. 
Zupełnie. A teraz... Już sam nie wiedział czego chce. Właśnie teraz przydała by mu się Marta. 

Ona  dobrze  by  wiedziała  co  zrobić.  A  przy  okazji  wybiła  by  mu  z  głowy  te  głupie  pomysły 
ratowana świata. Już dawno powinien zadzwonić do opieki społecznej, przecież ten dzieciak to 
nie jego problem.  

Marek stał koło niego gdy podniósł wzrok. Tuż koło niego. Spojrzał mu w twarz.  
- Boisz się?  
- Nie.  
- Jesteś pewny?  

- Tak.  
Dave splótł dłonie odejmując chłopaka w pasie. Przyciągnął go do siebie i przyłożył głowę do 

jego klatki piersiowej. Serce waliło jak oszalałe.  

- Znów kłamiesz - szepnął. - Kiedy przestaniesz?  
Marek nie wiedział co zrobić z rękami. Stał sztywno i wpatrywał się w okno.  
- Nie kłamię - powiedział raczej z przekory.  

- Będę musiał cię tego oduczyć.  
- Nie masz szans.  
Podciągnął do góry koszulę chłopaka i delikatnie dotknął ustami jego skóry. Marek wciągnął 

powietrze  z  zaskoczenia. Blady  uśmiech  zagościł  na  twarzy  Dave'a.  Jego  wargi  coraz śmielej 

wędrowały po gorącym ciele, a w głowie pojawiły się głosy: "To wszystko twoja wina! Tylko i 
wyłącznie  twoja!  To  ty  nie  potrafisz  się  zaangażować  jak  normalny,  dorosły  człowiek!  Jesteś 
dzieckiem Dave i zawsze nim pozostaniesz bo nie strać cię na odrobinę prawdy. To koniec...".  

I  czy  nie  miała  racji?  Był  dzieckiem.  Nawet  teraz  bawił  się  tym  zagubionym  chłopcem. 

Inaczej nie można było tego nazwać. I na dodatek podobało mu się to.  

"Czy ja jestem aż tak okropny?"  

- Późno już - powiedział nagle, puszczając Marka. - Kładź się.  
- Ale...  

background image

- Co?  
- Nic.  
Posłusznie  położył  się  z  drugiej  strony  łóżka.  Naciągnął  na  siebie  kołdrę  i  przywarł  do 

pachnącej  poduszki.  Po  chwili  pokój  zaległa  ciemność.  Z  pobliskiego  okna  sączyły  się  kolory 
nocy,  malując  niesamowite  kształty  na  suficie.  Marek  przyglądał  się  tańcu  cieni  i  zasypiał 
szybko.  Dave  za  to  zastanawiał  się  czy  jak  obudzi  się  następnego  dnia  zastanie  jeszcze  w 

swoim łóżku to cudowne ciało, które teraz spało tak spokojnie obok niego.  

 
Ranek  przyniósł  rozczarowanie.  Marek  szybko  się  ulotnił  tak  jak  i  trzy  stówy  z  portfela 

Dave'a.  Ale  to  było  do  przewidzenia,  nigdy  nie  sądził,  że  będzie  inaczej.  Umył  się,  ubrał  i 
ruszył do pracy. Mróz nie zelżał, cienka warstwa lodu nadal pokrywała ulice miasta. Co  jakiś 
czas było słychać syreny karetek w dalekich dzielnicach.  

- Jest robota! - krzyknął Dick jak tylko Dave zjawił się w redakcji.  

- Cholera! - zaklął pod nosem. Nie miał ochoty na pracę w terenie.  
Całe  biuro  wrzało.  Zauważył  to  dopiero  po  chwili.  Jak  nigdy  wszyscy  byli  na  nogach  i 

wyglądali na naprawdę zapracowanych.  

- Co się dzieje? - zapytał starszego redaktora idąc za nim do biura.  
-  Morderstwo  -  odparł  Dick  z  dziką  przyjemnością.  -  I  to  nie  byle  jakie!!  Ho  ho!  Sensacja 

miesiąca! Tak tak! To będzie sensacja..  

- Przestań gadać od rzeczy! Mam dość problemów na głowie...  
- Tak, wiem. Marta wreszcie przejrzała na oczy?  
- Nie przeciągaj struny!  
-  Dobra  -  zaśmiał  się.  -  Jasne..  No  więc  wczoraj  w  nocy  zabito  producenta  najnowszej, 

najoszczędniejszej żarówki.  

Dave prawie się przewrócił ze zdziwienia.  
- Że jak? I to ma być ta sensacja?! Nie rozśmieszaj mnie.  

-  Czemu  jesteś  dziś  tak  sarkastyczny?  Przecież  ten  gościu  to  jeden  z  najbogatszych 

mieszkańców tego miasta.  

- Aaa. No to teraz już wszystko wiadomo. Gdyby był biedny to nawet palcem byś nie kiwnął.  
-  Czyżbyś  stracił  swą  obiektywność?  To  nie  moja  wina,  że  ludzie  wolą  czytać  o  bogatych. 

Czy to moja wina? No powiedz?  

- Uch...- nie miał ochoty na bezsensowne rozmowy.  
-  Dobrze,  jak  chcesz.  Jedź  do  sądu.  Podobno  mają  kogoś.  Zbadaj  sprawę  i  jak  będziesz 

mógł to pogadaj z kimś. Musimy mieć to na dzisiejsze popołudniowe wydanie.  

Dave szybko wyszedł z biura swego szefa mrucząc pod nosem:  
- Potrzebujemy, potrzebujemy.. Ty potrzebujesz, stary....  

Przezornie zabrał ze sobą jednego z młodszych fotografików. Kiedy wreszcie dotarli pod sąd, 

budynek  był  już  oblegany  przez  tłumy  dziennikarzy.  Dave  nie  zważając  na  tłumy  ruszył  do 
innego  wejścia,  które  znajdowało  się  na  zapleczu.  Młody  chłopak  podreptał  za  nim  w  ciszy. 
Dzięki  swoim  niezbyt  jasnym  powiązaniom  Dave'a  dostał  się  na  sale  rozpraw.  Nie  była  to 

jeszcze  typowa rozprawa.  Na sali  wybudowanej  na wzór antycznych  świątyń,  znajdowała  się 
tylko  pani  sędzia,  dwóch  strażników  i  oskarżony.  Mężczyzna  stanął  w  cieniu  filaru.  Nagle 
przeszył  go  dreszcz.  Nie  wiedział  dlaczego  tak  zareagował  na  widok  znajomej  twarzy.  Na 

miejscu oskarżonego siedział Marek, z załzawionymi oczami które próbował ukryć. Wpatrywał 
się w podłogę.  

- Pytam cię ostatni raz - powiedziała ostro pani sędzia a jej głos rozszedł się echem po sali. 

- Gdzie byłeś zeszłej nocy?  

Marek powstrzymał następną falę łez. Pokręcił głową w milczeniu.  
"Cholera dlaczego nic nie mówi?"  
- Słyszysz mnie chłopcze? Będziesz miał wielkie problemy jeśli zaraz nie odpowiesz.  

Nadal milczał nie kryjąc już łez.  
Dave ruszył szybkim krokiem w ich stronę.  
- Przepraszam, że przerywam... Chciałbym coś powiedzieć.  

- Kto pana tu wpuścił?  
- Chciałbym powiedzieć, że ten chłopak był ze mną. Całą noc był ze mną.  
Strażnicy  popatrzyli  na  niego  w  dziwny  sposób,  za  to  Marek  wyglądał  jakby  zobaczył 

samego diabła.  

- Cześć - rzekł do niego Dave z miłym uśmiechem.  

background image

- Jest pan pewien? - sędzia spojrzała na mężczyzną ze zdziwieniem. Kiwnął głową.  - Musi 

pan to poświadczyć...  

- Wiem. Zaraz to zrobię. Mogę najpierw z nim porozmawiać?  

- Ale w tej sali.  
- Jasne.  
Złapał  nastolatka  za  poły  kurtki  i  zaciągnął  go  pod  drzwi.  Chłopak  patrzył  na  niego  ze 

zdziwieniem.  

-  Dlaczego  im  nie  powiedziałeś?  -  zaczął  ostro.  -  Jesteś  albo bardzo głupi,  albo  po  prostu 

uparty.  

Tym razem Marek już nie wytrzymał. Łzy spłynęły po policzkach.  
- Idiota! Jesteś idiotą! Myślisz, że dla kogo to zrobiłem! Dla kogo?! Idiota!  
- Po wszystkim wracamy do domu.  
- Nigdzie z tobą nie idę!  

- Nie przeginaj bo dostaniesz.  
- Nie boję się ciebie.  
- Znów kłamiesz.  

 
Szczerze  mówiąc  Marek  nie  miał  wyboru.  Przez  cały  dzień  siedział  przy  biurku  Dave'a  w 

jego pracy, a potem ten po prostu zaciągnął go do samochodu.  

- Nie chcę! - krzyczał, aż ludzie oglądali się za nimi.  
- Nic mnie to nie obchodzi!!  
- Ratunku!! Molestują dziecko!!  
- Pomarzyć zawsze możesz.  

- Idiota!  
- Nawzajem.  
  

* * * 
 
"NASTOLATEK" część 2 
  

Wieczór był spokojny. Siedzieli naprzeciwko siebie nic nie mówiąc.  
-  Dobra,  ja  mam  już  dość  -  rzekł  wreszcie  zirytowany  Dave.  -  Idź  się  umyć,  chyba 

pamiętasz gdzie jest łazienka?  

- Taa  
- No to już. Nie ma na co czekać. Mam dziś zły dzień. Pośpiesz się.  
- Co? Chcesz żeby twoje zwierzątko było czyste i pachnące? Hm?  

- ...  
- Może się przyłączysz?  
- Marco, to, że wczoraj nic ci nie zrobiłem nie znaczy, że dziś nie będę mieć ochoty.  
Chłopakowi mina zrzedła.  

- Nazywam się Marek - szepnął i już potulny jak baranek poszedł w stronę łazienki.  
Słuchając  szumu  wody  zastanawiał  się  co  może  zrobić  dla  tego  dziwnego  dzieciaka,  który 

tak  nagle  pojawił  się  w  jego  życiu.  Nie  mógł  opiekować  się  nim  wiecznie,  a  i  tak  w  końcu 

któregoś dnia odejdzie. Wydawał się zupełnie pogodzony ze swoim losem. Mógłby jednak stać 
się  kimś,  z  niewielką  pomocą.  Swoim  wyglądem  zauroczyłby  niejednego,  więc  trzeba  to 
wykorzystać.  Jak  najprędzej. Myśl,  że  mógłby  wrócić  na  ulicę  wydała  mu  się  tak  odległa  jak 

jego związek z Martą. Mógłby mu pomóc.  

Wstał ciężko z fotela i przeszedł do łazienki. Z nieukrywaną przyjemnością wpatrywał się w 

zarys ciemnego ciała pod prysznicem. Oparł się o ścianę i przyglądał jak chłopak zakręca wodę 
i wychodząc z kabiny napotyka jego wzrok. Przez chwilę wydawał się zażenowany ale szybko 

przybrał dumną postać.  

- Czego chcesz? - zapytał sięgając po ręcznik.  
Dave  go  jednak  ubiegł.  Patrzyli  na  siebie  chwilę  po  czym  mężczyzna  otoczył  nastolatka 

puszystością i zaczął wycierać go powolnymi ruchami jakby sprawdzając kształt ciała.  

- Mam propozycję. - powiedział wreszcie Dave.  
- Jak sądzę nie do odrzucenia.  

- Jakbyś zgadł.  
- Słucham więc.  

background image

- Możesz tu zamieszkać jak długo zechcesz, jeśli gdzieś jutro ze mną pójdziesz.  
- Aż boję się zapytać gdzie.  
- Znajdę ci pracę.  

Chłopak zamrugał oczami.  
- Niby gdzie?  
- Zobaczysz.  

- To zaczyna mi się coraz mniej podobać. - opasał się ręcznikiem. - Wcale a wcale.  
Mężczyzna chwycił go za ramiona i postawił przed lustrem. Stanął za nim i wpatrywał się w 

ich wspólne odbicie. Marek trochę nieufnie spojrzał również.  

- I co? - rzucił zaczepnie.  
- Co widzisz? - odparł na to Dave.  
- Jak to?  
- Powiedz mi co widzisz?  

- Czy to podchwytliwe pytanie?  
-  Niemożliwy  jesteś  -  chwycił  go  za  brodę  i  dokładnie  ustawił,  by  światło  objęło  młodą 

twarz. - Wiesz co ja widzę?  

- Nie...  
- Widzę pięknego mężczyznę, który powaliłby na kolana niejedną osobę gdyby tylko chciał. 

Czy myślałeś kiedyś, żeby wykorzystać swój wygląd?  

- Nikt mi nigdy nie mówił, że jestem piękny - rzekł dziwnie cicho spuszczając wzrok.  
- Jesteś - Dave pochylił się i delikatnie pocałował jego nagie ramię.  
Marek  odwrócił  się  powoli  i  spojrzał  mu  prosto  w  twarz.  Światło  dodawało  blasku  jego 

skórze i oczom. Przysunął się bliżej Dave'a, który instynktownie odsunął się trochę. Uśmiech 

na twarzy chłopca uspokoił jego sumienie.  

- Boisz się mnie? - zapytał niezwykle kokieteryjnie.  
- Nie.  

- I widzisz, kto tu teraz kłamie?  
Chłopak chwycił go za kark, przyciągnął do siebie i pocałował. Jego wargi, jeszcze wilgotne 

od gorącej wody,  najpierw  powoli,  potem niezwykle  natarczywie  zaczęły  wdzierać  się  w  usta 
mężczyzny.  

"Wcale nie jest tak źle" pomyślał chłopak, uśmiechając się.  
Oderwał  się  wreszcie  od  Dave'a.  Mężczyzna  stał  jak  skamieniały.  Spoglądał  na  osobę 

stojącą tuż przed nim i czuł, że nogi się pod nim uginają.  

- Kiedyś doprowadzisz mnie do szaleństwa - powiedział wreszcie.  
- Wiem - odparł Marek, wychodząc z łazienki. - Dobrze o tym wiem.  
 

-  Wstawaj!  -  Dave,  już  dawno  na  nogach,  próbował  ściągnąć  z  łóżka  kłębek  zawinięty  w 

prześcieradło. - Powiedziałem wstawaj!!  

Chłopak  nie  zamierzał  się  ruszyć.  Był  strasznie  śpiący  i  nie  przywykł  do  tak  wczesnego 

wstawania.  

- Jezuuuuu, daj ty mi spokój. - mruknął.  
Dave nie wytrzymał; szczeniak zaczął go irytować. Podszedł więc, chwycił rogi prześcieradła 

zanim  Marek  zdążył  zareagować.  Nie  był  zbyt  ciężki,  to  nic  że  kilka  razy  walnął  głową  o 

podłogę. Mężczyzna zwinnym ruchem wsadził go pod prysznic i odkręcił zimną wodę.  

Rozległ się rozdzierający krzyk.  
- A mówiłem żebyś się mnie słuchał... 

- Jesteś świr, wiesz?  
- Jasne. Wszyscy mi to mówią...  
Marek  spojrzał  spode  łba  na  swego  oprawcę  i  ostentacyjnie  zatrzasnął  drzwi.  Gdy  pojawił 

się w nich z powrotem był już suchy i przebudzony.  

- Ubieraj się - rzucił Dave dopijając herbatę. - Tam masz ciuchy.  
Chłopak ze zdziwieniem spojrzał na nowiutkie ubranie.  
- Skąd wiedziałeś...?  

Marek nagle poczuł na sobie ciężką rękę która potargała mu włosy i lekko przytuliła go do 

ciepłego ciała.  

- A jak myślisz?? - szepnął Dave. - Pośpiesz się nie mamy czasu.  

Już  po  kilku  chwilach  jechali  po  zaśnieżonej  ulicy.  Marek  wpatrywał  się  w  okno,  a  Dave 

zastanawiał się czy dobrze robi. Nie znał go w końcu ani trochę. Zerkał co jakiś czas na swego 

background image

towarzysza,  który  nie  przestawał  przyglądać  się  spadającym  płatkom  śniegu.  Wyraz  jego 
dziecięcej jeszcze twarzy zmienił się nie do poznania. Mężczyznę przeszył zimny dreszcz.  

"Nie chcę żeby się zmienił"- pomyślał smutno.  

- Dave... - cichy szept zabrzmiał w samochodzie niemrawo.  
- Tak? - zapytał dziwnie zlękniony, że to nie będzie miła rozmowa.  
- Dave co my robimy?  

Czy  się  nie  przesłyszał?  Może  ten  dzieciak  ma  więcej  rozumu  w  głowie  niż  się  mogło 

wydawać...  

-  Słyszysz  mnie?  -  ciemna  twarz  zwróciła  się  wreszcie  w  drugą  stronę.  -  Przecież  to  do 

niczego nie prowadzi...  

Dave milczał szukając jakiegoś logicznego wytłumaczenia swoich czynów. Nie mógł znaleźć 

żadnych.  

- Boję się... - urwał nagle.  

- Co?  
- Boję się.  
- Czego? Mnie?  

- Nie, siebie.  
- Nie rozumiem...  
- To co robisz... Czego chcesz ode mnie w zamian?  - ciemne oczy znów wpatrywały się w 

niego z dziką intensywnością. - To co zrobiłem wczoraj... To był wygłup. Wiesz o co mi chodzi.  

- Wiem.  
- Więc?  
- Nie wiem dlaczego zabrałem cię wtedy..., ale nie chcę robić niczego wbrew tobie. Nie chcę 

do niczego zmuszać, ale przecież możesz u mnie po prostu mieszkać. Nic się nie stanie.  

- ...  
- Rozumiesz?  

- Tak.  
 
Wreszcie dojechali. Wielki budynek zrobił na Marku niesamowite wrażenie. Przez kilka chwil 

miał  ochotę  uciec  jak  najdalej  od  tych  wszystkich  ludzi.  Czuł  się  zaszczuty.  Miał  dziwne 

wrażenie, że wszyscy się na niego gapią, że wiedzą... Wiedzą??? O czym??? Nieznośna myśl 
zagnieździła  się  w  jego  głowie.  Czego  tak  się  obawiał?  Poczuł  nagle  czyjąś  mocną  rękę 
trzymającą jego. Podniósł wzrok i napotkał smutne spojrzenie swego nowego przyjaciela.  

- Nie bój się. Jestem tu.  
Odpowiedział  mu  równie  smutnym  grymasem  twarzy  i  przyglądał  się  zamykającym  się 

drzwiom windy. Jechali na 10 piętro. Kiedy winda stanęła Dave pociągnął za sobą chłopaka.  

W drzwiach jak się wydawało zagraconego pokoju stała młoda dziewczyna. Włosy skręcały 

jej  się  we  wszystkie  możliwe  kierunki,  na nosie  miała  gustownie  dobrane  okulary,  ale  reszta 
ubrania  wskazywała  na  małe  przejmowanie  się  swoim  wyglądem.  Kiedy  zobaczyła  Dave'a 
podbiegła do niego nieprzerwanie gryząc żółty ołówek.  

- Cześć skarbie. Jeszcze chwila, ok.? - rzuciła przelotne, ciepłe spojrzenie na Marka, który 

stał i wpatrywał się we wszystko ze zdziwieniem.- Jeszcze chwila.  

Biegiem  wróciła  do  pokoju.  Przez  chwilę  widać  było  jakieś  dziwne,  latające  przedmioty. 

Potem kilka błyśnięć. I w drzwiach pojawił się młodzieniec w długich blond włosach.  

- Dzięki skarbie. Już wszystko - czupryna włosów przybiegła do nich. - Dobrze teraz wy.  
W pokoiku panował artystyczny nieład. Dziewczyna przyjrzała się Markowi z każdej strony.  

- Tak, tak. Cudownie, cudownie. Teraz ty zostaniesz ze mną, a Dave pójdzie sobie na kawę 

- tu spojrzała ze stanowczością na mężczyznę stojącego w rogu.  

- Jasne, jak sobie życzysz Anno D. Zawsze do usług.  
- Ale... - Marek już zamierzał coś powiedzieć. Dave'a już nie było.  

 
Tak jak obiecał, poszedł na kawę. Siedząc w małej kawiarence, popijał ciemny płyn. Nagle 

zaczął wpatrywać się w ciecz falującą przed jego oczami.  

"On wygląda tak samo" - pomyślał i uśmiechnął się do siebie. - "Ciekawe jak smakuje..."  
Nie  miał  w  tej  nieprzyzwoitej  wizji  na  myśli  kawy.  Bynajmniej  nie  o  nią  mu  chodziło. 

Pomyślał  jak  miło  byłoby  wreszcie  trochę  go  okiełznać.  Może  i  stwarzał  pozory 

nieprzystępnego, ale przecież bał się zostać sam. Dave był mu do czegoś potrzebny. To może i 
naciągane stwierdzenie, umocniło mężczyznę w przekonaniu, że jednak dobrze robi.  

background image

Nagle coś szturchnęło go w ramię. Anna D. pochylała się nad nim.  
- Taak?? Czego pani sobie życzy??  
- Sprowadziłeś mi prawdziwy skarb.  

Zaczerwieniony Marek usiadł spokojnie na pobliskim krześle.  
-  On  jest  niesamowity!!  -  włosy  sprężynowały  dookoła.  -  Biorę  go  jak  tylko  będzie  mógł 

zacząć. Chciałabym też żeby zamieszkał z innymi, będzie mu łatwiej dojeżdżać do pracy...  

- Nie!  
- Nie! - powiedzieli równocześnie.  
Marek zarumienił się jeszcze bardziej, a Dave spuścił zmieszany wzrok.  

- Boże, ok., jak chcecie -uśmiech nie schodził jej z twarzy. - Ale za spóźnienia będę karać i 

to surowo.  

- Nie będę się spóźniał - zapowiedział Marek stanowczo.  
- Ok. Wierzę ci na słowo. - I zacznij o niego dbać Dave, ma dobrze się odżywiać, wysypiać, i 

dbać o tą piękną twarzyczkę, bo to teraz nasz wspólny skarb.  

- Wszystko czego zapragniesz, Anno D.  
- Tak ma właśnie być. Ja mówię, ty słuchasz i wykonujesz! Dobra, ja idę, ty zajmij się nim. 

Pracę  rozpoczynasz...  powiedzmy  od  przyszłego  tygodnia.  Masz  więc  cztery  dni  słodkiego 
lenistwa. Pa..  

- Pa.. - odparli, a jej już nie było.  

Nastolatek wpatrywał się w swoje palce.  
- I jak było? - zapytał Dave dopijając kawę, smakowała mu jakoś lepiej.  
- Eee. Nieźle. A tak w ogóle to dzięki...  
- Nie ma za co. Na pewno nie chcesz mieszkać z innymi? Może tam miałbyś lepiej. Ja nie 

zawsze jestem w domu na czas, a jem z reguły mrożonki...  

- Przestań gadać bzdury. Nie chcę być tam... sam.  
- Dobra więc załatwione. A teraz idziemy coś zjeść.  

Obiad  w  restauracji  przebiegał  w  niesamowicie  luźnej  atmosferze.  Jakby  wszystko  się  już 

wyjaśniło,  jakby  nie  było  po  między  nimi  żadnych barier.  Żartowali,  rozmawiali.  Nie  zwracali 
uwagi  na  otoczenie.  W  czasie  deseru  nie  mogli  oderwać  od  siebie  wzroku.  Było  to  tak 
naturalne jak to, że byli tam po prostu razem. Jak przyjaciele... 

  
* * * 
 

"NASTOLATEK" część 3 
  
Całą  następną  część  dnia  Marek  spędził  samotnie.  Dave  musiał  wyjść  do  redakcji.  Dzień 

ciągnął się niesamowicie. Kiedy wreszcie nadszedł wieczór, chłopak nadal był sam. Zanurzony 
w fotelu wpatrywał się w okno. Światła były zgaszone. Kiedy usłyszał szczęk zamka, nawet nie 
drgnął.  

- Marek? Dlaczego siedzisz po ciemku??  

Mężczyzna podszedł do małej postaci skulonej w wielkim fotelu.  
- Marek?  
- Cześć... myślałem, że już się nie dowleczesz.  

- Przepraszam...  
- Nie ma sprawy.  
Dave  ściągnął  z  siebie  lekko  zaśnieżoną  kurtkę.  Otrzepał  włosy,  ściągnął  buty.  Usiadł 

naprzeciwko fotela, na łóżku, i wpatrywał się w swego towarzysza.  

- O co chodzi? - zapytał.  
Chłopak  zerknął  na  niego.  Wstał  niezwykle  lekko  i  przysunął  się  do  niego.  Objął  duże 

ramiona swoimi chudymi rękami i przyglądał się znajomej twarzy z bliska. Dave nie poruszył 

się.  

- O co chodzi? - szepnął tylko w usta tamtego.  
- Powiesz mi coś?  

- Jasne...  
- Chcesz być ze mną?  
- Słucham?  

- Czy chcesz być ze mną? Czy chcesz co noc czuć mnie przy sobie? Czy chcesz się ze mną 

kochać? Być ze mną?  

background image

- ...  
- Zdecyduj teraz, to twoja ostatnia szansa... - przysunął swoje giętkie ciało do niego. 
Marek usiadł mu na kolanach i czekał.  

-  A  chcesz  żebym  cię  kochał?  -  odparł  Dave,  czując  jak  jego własne  serce  uderza mu  jak 

młotem.  

- Tak - powiedział po prostu i znużył się w jego ustach. - Jeśli mnie zostawisz nie będziesz 

mógł już wrócić - szeptał. - Jeśli mnie zranisz nie przebaczę ci...  

- Nigdy - odpowiedział równie cicho.  
Mężczyzna  obrócił  się  i  przycisnął  go  lekko  swoim  ciałem.  Pocałunek  był  głęboki,  mokry. 

Marek zaczął ściągać z niego gruby sweter... Dave przerwał.  

- Jesteś pewny, że chcesz to zrobić? Może... może trochę boleć... jeśli nie chcesz...  
- Cicho bądź...  
 

Ranek przywitał ich jasnym słońcem. Dave obudził się pierwszy. W głowie mu szumiało, ale 

nie  chciał  wstawać.  Wspomnienia  nie  dawały  mu  spokoju.  Przyjrzał  się  małej  postaci  śpiącej 
obok.  Oddychała  spokojnie,  tak  jakby  nic  się  nigdy  nie  stało.  Oparł  się  o  ścianę  i  wyciągnął 

papierosa, już miał zapalić, kiedy stwierdził, że może obudzić chłopaka. Nie chciał tego.  

Marek powoli otwierał oczy. Poruszył się nieznacznie i syknął z bólu. Po głowie kołatały mu 

się obrazy ostatniej nocy... Jednak ból zamazywał wszystkie dobre wspomnienia.  

- Nie śpisz?  
- Nie - odparł niechętnie.  
Poczuł zapach papierosa.  
- Zgaś, nie lubię ich zapachu w domu.  

- Przepraszam...- Dave odłożył niedopałka. - Marco, wszystko w porządku?  
- Tak, jasne - skłamał.  
- Marco? Jesteś pewny?  

Ból się nasilił.  
- Tak... - szepnął, bo nie chciał by jego głos zadrżał zbyt mocno.  
Poczuł na swoim nagim biodrze rękę która pogłaskała go delikatnie.  
- Nie kłam...  

Z jego gardła wydobył się tylko szloch. Dave przez chwilę był przerażony. Przysunął się do 

nastolatka  i  delikatnie  przywarł  do  jego  pleców  swoim  nagim  ciałem.  Objął  go  jedną  ręką  i 
pocałował w drżące ramię.  

-  Przepraszam..  -  szepnął,  a  ciałem  chłopaka  wstrząsnął  kolejny  dreszcz.  - Przepraszam  - 

powiedział szybko - zabolało?  

Odsunął się nieznacznie.  

- Nie... ja nie... nigdy... - zmilkł zmieszany.  
- Nic nie mów. Nic się nie stało.  
I tu się mylił. Stało się i to bardzo wiele. Marek czuł to w swoim młodym sercu. Zaczynał 

ufać drugiemu człowiekowi, przerażała go ta myśl, a jeszcze bardziej bał się tego, że kiedyś to 

się skończy. Choć bolało go jeszcze, przysunął się bliżej Dave, który w odpowiedzi przytulił go 
delikatnie.  

- Pamiętasz, przecież powiedziałem, że nigdy cię nie zostawię... - rzekł mężczyzna zupełnie 

nieświadomy tego, że odpowiadał tym na lęki chłopaka, który leżał tuż koło niego.  

  
* * * 

 
"NASTOLATEK" część 4 
  
Marek nawet nie zauważył kiedy znów zasnął. Gdy zbudził się ponownie Dave już nie było. 

Chłopak rozglądnął się po mieszkaniu.  

- Pusto... 
Wstał. Powoli poczłapał do łazienki i spędził tam dłuższy czas.  

Pół  dnia  leżał  i  zastanawiał  się  co  zrobić.  Na  stole  leżała  kartka:  "Jakby  coś  było  nie  tak 

jestem  tu....".  Bardzo  kusząca  propozycja...  Wzory  na  suficie  przestały  już  przypominać 
cokolwiek. Co mógłby zrobić?  

- Co on wczoraj mówił? Że mnie nie zostawi? Nie...  
Wreszcie się zdecydował. Z całą stanowczością młodego serca ruszył szybko przez pokój w 

background image

locie  łapiąc  kartkę  i  wciskając  ją  głęboko  do  kieszeni.  Zamknął  drzwi  i  wyszedł  na  korytarz. 
Wraz z kolejnymi krokami tracił pewność siebie...  

Gdyby  Dave  wiedział,  co  się  stanie,  nie  był  by  może  tak  nieostrożny.  Czekała  go 

niespodzianka, na którą nie był gotowy.  

-  Dave!!  -  Dick  był  tego  dnia  w  swoim  żywiole.  Jak  zawsze  gdy  bogaczom  działa  się 

krzywda. - DAVE!!!!  

- Czego? - mężczyzna wysunął swoją niezadowoloną twarz z biura; a raczej z małej klitki w 

rogu sali.  

- Chłopcze nie wyglądasz najlepiej - gruchnął Dick z błogim uśmiechem na swojej twarzy. - 

Masz kaca czy jak?  

"Co cię to obchodzi gruba beczko....."  
- Tak - powiedział zamiast tego. - mam kaca. Nie widać? Mam kaca, a wczoraj zaciągnąłem 

do łóżka nastolatka i schlaliśmy się jak świnie!! Mam to potwierdzić na piśmie!!  

Kiedy zauważył, ze mówi o kilka tonów za wysoko, było już za późno. Wszyscy z niemałym 

zaciekawieniem przyglądali się tej scenie.  

Na twarzy Dave zagościł najbardziej głupkowaty uśmieszek na jaki było go wtedy stać.  

- Widzę, ze rozstanie z Martą nie wyszło ci na dobre... - rzekł Dick. - Bardzo mi przykro. 
- Do jasnej cholery! Dajcie wy mi spokój! Nie chodzi o Martę!  
- No bo wiesz.. my tu zawsze jesteśmy. Jakbyś chciał pogadać czy coś...  

Cała  kadra  dziennikarska  wysłuchiwała  z  nieukrywaną  uwagą  wypowiedzi  Matki  Teresy. 

Wszyscy równo skinęli głowami na znak zgody. Dla Dave było to za wiele...  

- Niech was diabli!!  
Zatrzasnął drzwi.  

- Eeeeeee....  
- Czego?  
Z za drzwi wysunęła się ręka z jakimiś papierami.  

- Przejrzyj to przy okazji....  
- Jasne - mężczyzna trzasnął drzwiami jeszcze głośniej dając do zrozumienia, że nie życzy 

sobie aby mu przeszkadzano.  

Przez następną część dnia miał względny spokój. Zanurzył nos w komputerze i delektował 

się  spokojem.  Po  chwili  jednak  ten  spokój  wydał  mu  się  zbyt  piękny.  Podniósł  głowę  i 
wsłuchiwał  się  przez  chwilę  w  ciszę  za  drzwiami.  Wstał  powoli  i  zerknął  czy  przypadkiem  się 
nie pozabijali, co wcale nie byłoby takie straszne. Niestety, wszyscy czuli się dobrze. Może za 

wyjątkiem  tych  którym  szczęki  opadały  prawie  do  ziemi.  Środkiem  sali  szła...  nie  kto  inny 
tylko Marta. Młoda, szczupła, ciemnowłosa kobieta. Dave poczuł, że pot spływa mu do butów.  

"Czego ja się boje?"  

Wreszcie ktoś zastukał cicho do drzwi. Dave z przyzwyczajenia przeczesał włosy i otworzył. 

Marta wsunęła się do pokoju, a Dave przy okazji rozejrzał się po sali.  

-  Do  roboty!  Do  roboty!-  fuknął  i  ponownie  zatrzasnął  drzwi.  Pomyślał  ile  jeszcze  razy 

będzie musiał to robić żeby wstawili nowe.  

Kobieta  rozsiadła  się  jak  zawsze  na  niskiej  kanapie.  Uśmiechnęła  się  do  niego  lekko, 

uwodzicielsko jak zawsze. Powstrzymał się przed zwyczajowym pocałunkiem w policzek.  

- Witaj - powiedziała.  

- No cześć - odparł siadając na fotelu. Nie podobała mu się ta wizyta.  
- O co chodzi? Już nie mogę cię odwiedzać?  
- Nie, nie o to mi chodzi. Dziwię się po prostu. Coś się stało?  

-  Tak  - odrzekła  spuszczając  swoje długie  rzęsy.  -  Chciałam cię  przeprosić. Za  tamto.  Nie 

potrzebnie tak wybuchłam.  

- Nie rozumiem do czego zmierzasz.  
- Chciałabym wszystko naprawić. Przecież te pięć lat...  

- Nie! Teraz... Powiedziałaś, ze mam ci się na oczy nie pokazywać. Nie wiem jak ty, ale ja 

wziąłem to sobie do serca!  

- Przecież te pięć lat coś znaczą!  

- Znaczą. Zawsze będą znaczyć, ale to już nie wróci.  
Znów poczuł, że to go tak naprawdę nie obchodzi, że jest to już daleko za nim. Te wszystkie 

lata. Już prawie nie pamiętał....  

- Dave, pomyśl. Przecież jesteśmy dorośli. Możemy to jakoś załatwić.. Pamiętasz..  
-  Właśnie  o  to  chodzi,  że  nie.  -  rzekł  wpatrując  się  w  jej  oczy.  -  Chodzi  o  to,  że  już  nie 

background image

pamiętam.  

Marta zacisnęła swoje usta w mściwą kreskę.  
- Jesteś dzieciak. Nie jesteś już taki młody. Mam nadzieje, że o tym pamiętasz.  

- Nie rozumiem cię. Dlaczego chcesz to ciągnąć, skoro wiesz, że cię nie kocham.  
- Bo ja kocham ciebie...  
- Jesteś...  

Nagle rozmowę przerwał odgłos pukania. Na sali znów było cicho.  
"Wygląda na to, ze dziś jestem sensacją dnia."- pomyślał Dave z goryczą.  
Pukanie  nie  ustało.  Przeciwnie,  nasiliło  się  i  stało  się  nadzwyczaj  irytujące.  Mężczyzna 

zerwał się wreszcie z fotela i krzyknął zanim otworzył.  

- Cholera!! Pilnujcie swoich spraw!!  
Tuż przed nim stał Marek. Chłopak patrzył na niego trochę zdziwionymi oczami. Już otwierał 

usta żeby coś powiedzieć, kiedy zobaczył Martę. Ta uwiesił się ramienia Dave i wpatrywał się 

intensywnie w nastolatka.  

- Dave - powiedziała - czy to twój nowy fotograf. Zatrudniają coraz młodszych...  
- Zamknij się! - szepnął zauważywszy jak Marek cofa się nieznacznie.  

- A co? Nie mam racji, skarbie?  
- Zatkaj się - powtórzył.  
Marek  odwrócił  się  i  zaczął  iść  w  stronę  drzwi.  Po  drodze  upuścił  ściskaną  w  ręku  kartkę. 

Jego wzrok zaczął mętnieć. Zdał sobie sprawę z tego, że to łzy zasłaniają mu wszystko.  

- Marek! - krzyknął za nim Dave, nie zwracając już uwali na kolegów i Martę.  
Chłopak zaczął biec. Mężczyzna puścił się za nim. Ledwo wyrobił zakręt, okręcając się wokół 

Dicka.  

- No to się nazywa zapał do pracy! - krzyknął grubas za znikającym pracownikiem.  
Marek  otworzył  drzwi  z  napisem  "Wyjście  ewakuacyjne".  Zaczął  zbiegać  po  schodach. 

Wreszcie przystanął i nie mając już sił upadł na kolana. Zaczął płakać. Był wściekły. Czuł się 

jak  kompletny  idiota.  Jego  twarz  była  gorąca  tak  jak  i  łzy  spływające  po  niej.  Płakał  jak 
dziecko. Nie mógł już tego powstrzymać.  

- Idiota... jestem idiotą!!!!!  
Dave  wreszcie  go  znalazł.  Powili  zszedł  na  trzecie  piętro.  Na  trzech  ostatnich  schodach 

siedział Marek. Cały drżał.  

- Marek...- zaczął.  
Nastolatek nawet nie drgnął. Otarł łzy. Nieznacznie pociągnął nosem.  

- Zostaw mnie - powiedział tylko.  
- Marek przestań się wygłupiać..  
- Powiedziałem zostaw!  

-...  
- Czy ja wyglądam na tak naiwnego? - zapytał po chwili nie podnosząc wzroku. - Powiedz? 

Aż tak naiwnie.  

- Nie, ale jesteś głupi...  

- Co!!!  
- Zanim się oburzysz, wróć ze mną, to wszystko ci wyjaśnię.  
- Nie mam zamiaru słuchać twoich kłamstw!!!  

Dave  nie  lubił  być  posądzany  o  kłamstwo.  Nie  lubił  też  jak  druga  osoba  nie  chciała  się 

podporządkować. Chwycił go więc za poły kurtki i zaczął wciągać po schodach. Marek kopał i 
krzyczał, ale nic mu to nie pomogło.  

-  A  teraz  ładnie  i  po  cichu  pójdziemy  do  mojego biura  i  porozmawiajmy  sobie  z  tą  panią. 

Dobrze?  

- Nie - powiedział wyrywając się.  
- Marco nie denerwuj mnie. Proszę. Mam dziś zły dzień. I to przez jakiegoś szczeniaka. Nie 

chce mi się walczyć. Rozumiesz?  

- Nie - odparł z tym samym skutkiem.  
Dave zbliżył do niego swoją twarz.  

- Bo będziesz dziś spał na podłodze....  
- Nic mnie to nie obchodzi. Mogę spać na ulicy. Może znajdzie mnie jakiś zboczeniec....  
- Marco..  

Mężczyzna chwycił go za szyję i pocałował przygryzając wargi. Chłopak wzdrygnął się, gdy 

poczuł smak krwi. Po chwili zaczął ją zlizywać z ich ust. Niesamowicie podniecał go ten dziwny 

background image

pocałunek.  

- Jesteś tylko mój - szepnął Dave. - A teraz chodź.  
Wciągnął  zamroczonego  chłopaka  na  korytarz. Przeciągnął  przez  oniemiałą  salę  i  wciągnął 

do biura gdzie Marta w spokoju piła herbatę. Zatrzasnął drzwi i posadził chłopaka obok niej na 
kanapie.  

- Teraz tak: wy siedzicie cicho, ja mówię. Po pierwsze Marta nie jest moją dziewczyną - tu 

zwrócił  się  do  Marka.  -  po  drugie  Marto   n i e   j e s t e ś m y   j u ż   r a z e m .  Wszyscy 
wszystko rozumieją?  

Skinienia głów.  

- Dobra. Teraz: Marek... ona tu jest bo byliśmy ze sobą pięć lat. To trochę czasu, więc to 

normalne, że tu przyszła - Marta uśmiechnęła się lekko. - Ale Marto teraz jestem z nim, i nie 
życzę sobie takich przedstawień jak przed chwilę.  

Kobieta aż otworzyła usta. Wyglądała jak ryba wyciągnięta z wody. Twarz jej zbielała.  

- Że niby jak??!!  
- Tak jak słyszałaś...  
Kobieta spojrzała na zawstydzonego chłopaka koło niej.  

- Eeeee... to ja już pójdę...  
- Najwyższy czas - potwierdził Dave.  
Marta z niemałym trudem wysunęła się z pokoju tak cicho jak się w nim zjawiła, zamykając 

za sobą drzwi.  

- Czy to ci wystarczy? - zapytał Dave siadając na kanapie.  
Marek nic nie odpowiedział.  
- Marco? Słyszysz?  

- Słyszę.  
- Wiec?  
- Może dziś prześpię się w łóżku..  

- Może nawet na pewno. A tak w ogóle to, co tu robisz?  
- Nic. Nudziło mi się - skłamał.  
- Wyjdziemy gdzieś??  
- Przecież jesteś w pracy.  

- Nieważne. Poradzą sobie beze mnie.  
- Ok.  
Cały  dzień  chodzili  po  mieście.  Kupili  japońskie  jedzenie  w  jakiejś  przydrożnej  knajpce  i 

postanowili spędzić miły wieczór.  

- Po co kupiłeś miód? - zapytał nastolatek wypakowując zakupy.  
Dave tylko uśmiechnął się niewinnie. Natomiast Marek zasępił się.  

- Nie podoba mi się to spojrzenie.  
- To nie patrz.  
Gdy zakupy znalazły się w lodówce. Dave zaczął przygotowywać kolację. Marek natomiast 

rozsiadł się przed telewizorem i bawił się pilotem.  

-  Może  byś  mi  pomógł?  -  powiedział  Dave  tnąc  pomidory.  Wcale  nie  wyglądał  na  kogoś, 

komu trzeba pomagać.  

- Pamiętasz, że Anna D. mówiła, że masz o mnie dbać. Nie mogę się przepracowywać.  

- Niech cię tylko dorwę Anno D. - mruknął pod nosem Dave.  
Po  około  godzinie  kolacja  była  gotowa.  Wyglądało  to  całkiem  nieźle,  jak  na  przygotowane 

przez faceta. Smakowała za to lepiej.  

- Dobre? - zapytał mężczyzna widząc jak chłopak pochłania jedzenie.  
- Ehem-  mruknął pomiędzy kęsami.  
- To dobrze. - Dave uśmiechnął się i przez cały wieczór przyglądał się temu niesamowitemu 

pokazowi emocji.  

Przy  końcu  posiłku  Marek  zaczął  zachowywać  się  co  najmniej  dziwnie.  Jedzenie  już  mu 

jakoś nie szło. I rozglądał się jakby czegoś szukał.  

- Coś nie tak? - zapytał Dave.  

- Nie. Nic. Zupełnie nic.  
Jednak coś było nie tak. Atmosfera stawała się ciężka. Można ją było prawie krajać nożem. 

Kiedy Marek wyskrobał już ostatni kawałek mięsa z talerza niesamowicie szybko czmychnął do 

łazienki.  Dave  z  uśmiechem  iście  szatańskim  zmywał  naczynia.  Zanosiło  się  na  burzę  i  to  z 
piorunami.  

background image

Minęła godzina. Marka nadal nie było widać.  
- Nic się nie stało? - Dave stał przy drzwiach i wsłuchiwał się w odgłos płynącej wody.  
- Nie....nic.  

- Masz zamiar stamtąd wyjść?  
- Ehhhemmm.  
Z  ociąganiem  chłopak  wyłonił  się  zza  drzwi.  Ubrany  w  sam  podkoszulek  i  spodenki 

niesamowicie  szybko  znalazł  się  pod  kołdrą. Zgasił  światło  i  zaczął  chrapać.  Dave  prawie  się 
popłakał próbując powstrzymać śmiech.  

- Marco, czy coś się stało?  

- Nie - przytłumiona odpowiedź nie była wyraźna.  
Mężczyzna zapalił górne światło.  
- Marcoooo..  
Małego przeszły ciarki. Nie lubił takiego głosu, a już na pewno nie lubił rzeczy, które się za 

nim kryły.  

- Tak???  
Nastolatek, tak jak się spodziewał, usłyszał otwieraną lodówkę. Potem kroki, które zbliżały 

się  niebezpiecznie  szybko...  Wreszcie  odwrócił  głowę.  Podciągnął  kołdrę  pod  samą  szyje,  jak 
dobrze wychowana dziewczyna.  

- Wcale mi się to nie podoba - szepnął, patrząc błagalnym wzrokiem na Dave trzymającego 

miód.  

- Po co ci to? - zapytał nastolatek.  
- Zobaczysz - odparł Dave.  
- Jakoś nie mam dziś chęci na odkrywanie tajemnic - odparł zsuwając się z łóżka.  

- A ja mam. Cóż za dziwna rozbieżność opinii.  
Słoiczek złotego płynu powędrował na stoliczek koło łóżka.  
- Boisz się? - zapytał Dave w miłym uśmiechem.  

- Niee...  
- To chodź tu.  
- Nieeee...  
- Nie zrobię ci krzywdy...  

- Nieeeeeeeeeeeee...  
- Rozumiem chcesz się trochę pobawić...  
- Nieeeeeeeeeeeeeeeeee...  

Mężczyzna niesamowicie szybko znalazł się przy chłopcu. Chwycił go w tali i rzucił na łóżko. 

Marek  był  przerażony,  a  jego  przerażenie  wzmogło  się,  gdy  zobaczył  coś  w  ręku  swego 
oprawcy. Niby nic takiego. Cztery małe czerwone wstążeczki. Nic groźnego, a jednak.  

- Dave ja nie mam ochoty...  
- Nie wierzę.  
I jakby na potwierdzenie tych słów zaczął ściągać z Marka ubranie. Najpierw koszulka. Gdy 

już  t-shirt  leżał  na  podłodze  Dave  zaczął  związywać  mu  ręce.  Marek  nawet  się  nie  rzucał. 

Dobrze wiedział, że nie ma szans.  

-  Poskarżę  się!!  -  mówił  zamiast  tego.  -  Słyszysz?  Poskarżę  się  na  policji,  że  mnie 

wykorzystujesz. Przyjdą po ciebie ...i za..zamkną...cię...  

Jego potok słów przerywały krótkie pocałunki.  
- Nie... przekupisz... mnie... Słyszysz?...  
Następnie na podłogę powędrowały jego spodenki.  

- Nie!! Nie, przestań. To wcale nie... nie jest zabawne. Zostaw moje nogi!! Hej to boli... nie 

uśmiechaj się tak głupkowato!!!... zo..zostaw... Zbocze..zboczeniec...  

Wreszcie Dave stanął nad swoim dziełem. Wyglądało nader obiecująco. Ręce związane nad 

głową i przywiązane do łóżka. Nogi zaś pojedynczo przywiązane do końców łóżka. Młode ciało 

wyginało się próbując się oswobodzić. Pięknie...  

- Jesteś śliczny, wiesz?  
- Przestań! Rozwiąż mnie!!!  

Światło  zgasło.  Marek  krzyknął  i  po  chwili  zamilkł.  Poczuł  ciepły  oddech  na  swojej  skórze. 

Pachniał miodem.  

- Wiesz co - szepnął mężczyzna. - Chciałem ci to wynagrodzić.  

- Co? - Marek nie rozumiał o co mu chodzi. Zupełnie.  
- Wiem, że cię bolało... wczoraj...  

background image

Chłopak uspokoił się. Popatrzył na twarz, która pochylała się nad nim.  
- Nic się takiego nie stało. - powiedział.  
- Nie kłam. Widziałem krew. Wiesz, że nie chciałem.  

- Wiem...  
- Dlatego dziś ...dziś to będzie twój wieczór...  
- Nie miałbym nic przeciwko kinu czy wesołemu miasteczku... ale to mi się nie podoba...  

- Zaczekaj...  
- Hej hej... co robisz..??  
Chłopak usłyszał jak zakrętka ląduje na podłodze. Nic dobrego to nie wróżyło.  

  

* * * 

 
"NASTOLATEK" część 5 

  
-  Niech  cię  szlag!  -  Marek,  trochę  oszołomiony  przeżyciami  sprzed  kilku  chwil,  powoli 

wstawał z łóżka. 

- Przez ciebie jestem cały... cały... 
- Klejący... - podpowiedział Dave zapalając papierosa. Miał niesamowicie zadowoloną minę. 
Marek  tylko  fuknął  i  poszedł  pod  prysznic.  Nie  mógł  powiedzieć,  że  mu  się  nie  podobało. 

Wciąż  jeszcze  czuł  te  dreszcze  przenikające  jego  ciało,  ale  postanowił,  że  nie  da  się  tak 
traktować. Chociaż... może... czasami... 

- Nie! O czym ja, do cholery, myślę!! 
Otrząsnął się szybko i postanowił przespać następną część nocy. Musiał się wysypiać. Tego 

wymagała nowa praca. Dave powinien to rozumieć. W końcu to on ją załatwił. 

Wrócił  do  łóżka  z  kwaśną  miną.  Dave  spojrzał  na  niego,  uśmiechnął  się  i  zgasił  światło. 

Chłopiec poczuł jak obejmują go ciepłe ramiona. 

- Nie przymilaj się. I tak cię nie... lubię. 
Dave zaśmiał się cicho. Ten mały nie mógł wymyślić niczego innego. "Nie lubię cię." Zrobiło 

mu się cieplej na sercu. 

- A ja cię kocham. - rzekł niespodziewanie nawet dla samego siebie. Nastała cisza. Bardzo 

krępująca  cisza.  Marek  nie  mógł  uwierzyć,  że  to  usłyszał;  Dave  nie  mógł  uwierzyć,  że  to 
powiedział. Nie wiedział co z tym zrobić. 

- Przepraszam.- rzekł w końcu, ponieważ zrozumiał, że to nie był odpowiedni moment. Na 

takie stwierdzenie z reguły coś się odpowiada. Nie chciał stawiać Marka w takiej sytuacji. Nie 
padło jednak ani jedno słowo... 

- Nie chciałem... - zaczął. 

-  Nic  nie  szkodzi  -  wyszeptał  chłopak.  Odwrócił  się  do  Dave'a.  Patrzyli  sobie  w  oczy. 

Ciemność  wcale  ich  nie  dzieliła.  Zdawała  się  ich  łączyć.  Spajać  w  coś  więcej  niż  tylko  dwa 
ciała.  Marek przypatrywał  się  swojemu  kochankowi  zastanawiając  się  czy  to  co  usłyszał  było 
prawdą. Jego ręka zaczęła błądzić po twarzy mężczyzny leżącego obok. 

- Przytul mnie. 
Dave powoli objął chłopca i wtulił się w jego włosy. 
- Co mówisz? - zapytał, gdy Marek szepnął mu coś do ucha. 

-  Chciałem...  chciałem...  -  nie  mogło  mu  to  przejść  przez  gardło.  Myślał,  że  takie  uczucia 

ma już za sobą. Czuł wstyd. - Chciałem powiedzieć, że było mi naprawdę super. - tylko tak to 
mógł wyrazić, nie znał innych słów którymi mógłby to opisać. - I nie chodzi mi tylko o dzisiaj, 

choć było nieziemsko. 

Dave chciał zobaczyć jego twarz, nie lubił tak prowadzić rozmów. Jednak Marek przywarł do 

niego mocniej. 

- Nie... inaczej ci tego nie powiem, a chciałbym coś... powiedzieć. Proszę nie utrudniaj mi... 

-  wziął  głęboki  oddech.  -  Przez  te  kilka  dni  było  mi  tak  dobrze...  tak  dobrze,  że  szczerze 
mówiąc  nie  mogę  w  to  uwierzyć.  To  za  dużo...  za  dużo  dla  mnie....  Ale  jeśli  to  nie  sen, 
chciałbym  zawsze  budzić  się  koło  ciebie.  Nie  wiem  czy  przeżyłbym  jeszcze  jedna  zimę  bez 

ciebie, rozumiesz o co mi chodzi... po prostu nie... - robiło mu się coraz bardziej gorąco. Język 
mu się plątał. - Po prostu nie zrań mnie.  Proszę. Nie chcę cię... nie chcę cię stracić  bo... bo 
chyba też cię kocham. I nie myśl sobie, że mówię to tylko dlatego, że ty tak powiedziałeś. Nie 

wiem...  nie  wiedziałem  jak  to  jest  czuć  coś  takiego,  ale  teraz  wiem,  że  chcę  być  tu  z  tobą. 
Więc pomóż mi przez to przejść. Dobrze? 

background image

- Oczywiście... 
-  Nie  mów  tego  tak  lekko...  Ty  nie  rozumiesz  wszystkiego.  Kiedy  jesteśmy razem  ja..., ja 

wyczuwam coś jeszcze. Jakąś straszną pustkę. Boję się, że kiedyś mnie pochłonie. Nie potrafię 

ci  tego  lepiej  wytłumaczyć.  Boję  się  tej  czerni.  Ale  kiedy  jesteś  tak  blisko...  tak  jak  teraz 
wydaje  mi  się,  że  tamto  uczucie  to  tylko  złudzenie.  Jak  mgła.  Że  minie  jak  tylko  nastanie 
ranek. 

Dave zaczął czuć jak ciało Marka drży. Jakby bał się czegoś. Jakby było mu zimno. 
- Spróbuję ci pomóc. - powiedział. - Najlepiej jak będę mógł. Czy teraz to czujesz? 
- Nie... teraz czuję tylko ciebie... 

 
KONIEC