background image

Nocny nalot UFO i „zieloni ludzie”

Zajmując się od kilku lat badaniem zjawiska UFO, czasami natrafiamy na przypadki o wysokim 

stopniu dziwności, począwszy od obserwacji dalekich typu NL (Nocturnal Light – Nocne Światło) 
aż po CE (Close Encounter – Bliskie Spotkanie).

I chociaż pojawienie się UFO samo w sobie jest niezwykłe, to można wymienić kilka powodów, 

dla   których   dane   zdarzenie   uznaje   się   za   mniej   lub   bardziej   dziwne.   Charakteryzuje   się   ono 
najczęściej   „egzotycznym”   wyglądem   zaobserwowanego   obiektu,   nietypowym   zachowaniem,   a 
także   czasem   obserwacji   itp.   Zdarzenie,   które   pragniemy   przedstawić   czytelnikom  UFO,   jest 
niezwykłe   przede  wszystkim   ze  względu  na  czas   trwania  oraz  różnorodność  zaobserwowanych 
obiektów.

Tego rodzaju obserwacje dosyć rzadko docierają do ufologów i łatwo się domyślić, dlaczego tak 

się dzieje. W przypadku zaobserwowania zwykłego przelotu obiektu świadek jest o wiele bardziej 
zdecydowany na podzielenie się swoją obserwacją z badaczami niż w przypadku zaobserwowania 
kilku   różnych   obiektów   i   to   w   długim   okresie   czasu,   w   dodatku   gdy   zachowanie   się   owych 
obiektów jest niezrozumiałe i wydaje się nie mieć żadnego celu. Podstawowym problemem jest to, 
iż świadek odczuwa szereg obaw związanych z wyjawieniem swoich przeżyć, najczęściej jest to 
strach przed ośmieszeniem i obawa, że jego relacja może zostać potraktowana jako żart itp. Sytuacja 
ta   dotyczy   w   szczególności   naszego   kraju,   ponieważ   w   innych   krajach   takie   obserwacje   nie 
wzbudzają zbytnich emocji.

Takie zdarzenia są jednak bardzo cennym materiałem badawczym, chociażby ze względu na 

rzadkość występowania tego rodzaju relacji. Dlatego ciągłym nagłaśnianiem tego rodzaju relacji 
można   wpłynąć   na   to,   że   ludzie   zaczną   w   większym   stopniu   dzielić   się   swoimi   przeżyciami, 
wyzbywając się obaw i stając się bardziej otwartymi w stosunku do ufologów, którzy najbardziej 
potrafią ich zrozumieć.

Mieliśmy to szczęście, że świadkowie bardzo chętnie chcieli podzielić się swoimi przeżyciami, 

oczekując jednocześnie od nas jakiegoś komentarza i ewentualnego wyjaśnienia zaobserwowanych 
zjawisk.

O   tym   zdarzeniu   dowiedzieliśmy   się   pod   koniec   lutego   2003   roku,   kiedy   do   naszego 

Ropczyckiego oddziału CBUFOiZA trafiła informacja o rzekomej obserwacji dziwnego obiektu i 
istot. Informację tę przekazał nam mieszkaniec Wiercan Bogusław R., bliski przyjaciel państwa S., 
którzy, jak się później okazało, byli świadkami spektakularnej obserwacji. Oczywiście sprawą tą 
zajęliśmy się tak szybko, jak tylko mogliśmy, i jeszcze w lutym skontaktowaliśmy się telefonicznie 
ze świadkami, zaś 9 marca 2003 roku pojechaliśmy zarejestrować szczegółowo to zdarzenie na 
miejscu.   Ponieważ   świadkowie   nie   powiedzieli   zbyt   wiele   podczas   rozmowy   telefonicznej,   nie 
bardzo wiedzieliśmy, o jakiego typu obserwację chodzi.

Przypuszczaliśmy, że może chodzić o przypadek typu NL i że będzie on jednym z wielu, jakie 

zarejestrowaliśmy,   co   jednak   nie   znaczy,   że   czyni   go   to   mniej   interesującym   i   że   można   go 
zbagatelizować.   Jednakże   już   po   przyjeździe   na   miejsce   zdarzenia   i   kilkuminutowej   rozmowie 
przekonaliśmy   się,   że   mamy   do   czynienia   z   bardzo   interesującym   zdarzeniem.   Dodajmy,   iż   w 
trakcie prowadzonych przez nas badań UFO na terenie Podkarpacia mieliśmy po raz pierwszy do 
czynienia z tego typu zdarzeniem, które nie ma podobnego odpowiednika w polskiej ufologii.

Z początkowych ustaleń dokonanych w oparciu o informacje uzyskane od Kazimierza S. i po 

części od jego żony wynikało, że pod koniec lipca 1987 roku w miejscowości Będzienica położonej 
w odległości około 25 km na południowy wschód od Ropczyc doszło do serii obserwacji typu NL, 
CE-I, CE-II i CE-III. Wszystkie te zdarzenia rozegrały się na przestrzeni kilku kilometrów między 
godziną   21   a   5   rano.   Podczas   naszego   pobytu   u   świadków   przeprowadziliśmy   rozmowę   z 
Kazimierzem   S.   i   jego   żoną,   którą   nagraliśmy   na   magnetofonie.   Część   tej   rozmowy   zostanie 
przytoczona w dalszej części artykułu.

W dniu rejestracji zdarzenia dała znać o sobie wiosna, błoto oraz topniejący śnieg, uniemożli-

background image

wiając   nam   dokończenie   rejestracji,   która   wymagała   wizji   lokalnej   w   terenie   oraz   wykonania 
niezbędnych pomiarów. Co więcej, nie mieliśmy możliwości dłużej rozmawiać z żoną Kazimierza 
S., która jako pierwsza dostrzegła obiekt, który zapoczątkował swoją obecnością to kilkugodzinne 
zdarzenie. Dlatego też rejestrację postanowiliśmy dokończyć, gdy tylko pozwoli na to pogoda. Jako 
termin  kolejnego spotkania  ze świadkami ustaliliśmy  30 marca 2003 roku. Tym razem pogoda 
dopisała i mogliśmy zarejestrować całe zdarzenie, które prezentujemy poniżej.

Świadkowie twierdzą, że do zdarzenia doszło pod koniec lipca 1987 roku, podając, że było to tuż 

przed żniwami na terenie Będzienicy i Nockowa.

Jak już wspomnieliśmy, seria zdarzeń rozpoczęła się od obserwacji 

dwóch   obiektów   w   kształcie   złączonych   ze   sobą   owali.   Dochodziła 
godzina 21.00, gdy świadkowie Zofia i Kazimierz S. wracali wozem 
razem   z   córką   Barbarą   z   pracy   w   pobliskiej   cegielni.   Panował   już 
półmrok i pogoda była bardzo dobra. Świadkowie mieli już za sobą 
kilka   minut   jazdy   i   będąc   na   zakręcie   piaszczystej   drogi,   Zofia   S. 
zwróciła uwagę męża na coś dziwnego lecącego dość szybko po niebie. 
Po chwili także on dostrzegł to dziwne zjawisko, które obserwowane 
było początkowo w zenicie na znacznej wysokości, którą świadkowie 
ocenili na kilka kilometrów (?), i kierowało się na północny wschód 
(Az=50).   Były   to   dwa   obiekty   składające   się   z   dwóch   czerwonych 
owali. Zofia S. twierdzi że „każda z kul miała wielkość domu”.

Nieznana   pozostaje   dokładna   wysokość,   na   jakiej   poruszały   się 

obiekty. Według świadków mogły one poruszać się na wysokości kilku 
kilometrów, co jest raczej bardzo mało prawdopodobne ze względu na 
ich   bardzo   dużą   wielkość.   Naszym   zdaniem   należałoby   przyjąć,   że 
obiekty przemieszczały się stosunkowo nisko nad ziemią w odległości 

nie większej niż około 200 metrów.

Po zebraniu informacji o wysokości i wielkości pozornej obu obiektów, które miały około 5 cm 

w odległości wyciągniętej ręki, okazało się, że po przeliczeniu ich rzeczywista wielkość wahała się 
w granicach od 16 do 20 metrów, co oznacza, że Zofia S. nie pomyliła  się zbytnio w swoich 
szacunkach.   Obserwowane   obiekty   wyglądały   w   ten   sposób,   że   pierwszy,   mniejszy   i   bardziej 
okrągły obiekt, znajdował się w pozycji poziomej, natomiast drugi, nieco bardziej wydłużony, był 
jakby „doczepiony” z boku i znajdował się w pozycji pionowej. Według świadków owale były 
obserwowane maksymalnie przez 5-6 sekund, po czym „spadły za dom” znajdujący się w odległości 
około   300   metrów.   Oczywiście   należy   wyjaśnić,   że   obiekty   nie   opadły   za   zabudowania,   lecz 
znacznie   dalej   na   horyzoncie.   Ów   dom   jedynie   przysłonił   dalszy   lot   obiektów,   które   zdaniem 
świadków skryły się za horyzontem. Od strony obiektów nie dochodził żaden dźwięk, a ich światło 
nie raziło w oczy. Oboje byli tym bardzo zdziwieni i po chwilowej obserwacji udali się w dalszą 
drogę do domu, nie przypuszczając, że jest to dopiero preludium całej serii niezwykłych nocnych 
zdarzeń.

Do gospodarstwa dojechali po kilku minutach i po wykonaniu kilku czynności udali się do domu. 

W tym czasie na dworze zrobiło się zupełnie ciemno. Po pewnym czasie dostrzegli, że cała pobliska 
okolica została „zalana” jasnobiałym światłem. Kazimierz S. twierdzi wręcz, że jasność była tak 
wielka, iż można było spokojnie dostrzec igłę na podłodze. W 
tym czasie  w domu były również  dwie  córki państwa S. oraz 
mama Zofii S., które również widziały tę dziwną jasność.

Po   chwili   zastanawiania   się,   co   może   być   powodem   takiej 

jasności, świadkowie postanowili wyjść na zewnątrz przed dom. 
Po   wyjściu   całą   rodziną   i   stając   przy   drodze   biegnącej   kilka 
metrów   od   domu   dostrzegli   niezwykły   widok   –   białe   kule 
unoszące się nad ziemią obok siebie. Kule tworzyły dwie grupy, 
po trzy w każdej. Pierwsze trzy znajdowały się w kierunku NE 
(Az=50)   na   wysokości   horyzontalnej   około   10   stopni.   Tak 
twierdzą świadkowie, chociaż mogły się one znajdować jeszcze 
niżej, gdyż były widoczne na tle pól położonych na niewielkich 
wzniesieniach.   Kule   miały   średnicę   2/3   wielkości   tarczy 

background image

Księżyca   w   pełni   i   wisiały   w   bezruchu   obok   siebie,   rozświetlając   całą   okolicę   białym   jasnym 
światłem, które mimo swojej intensywności nie raziło w oczy. Ich odległość świadkowie szacują na 
około 1 kilometr.

Trzy następne znajdowały się w niedużej odległości (około 5 stopni) od pierwszych. Odległość 

od świadków wynosiła rownież około 1 kilometra. Były one wysunięte nieco na północ i tak jak 
pierwsze  wisiały  bardzo  nisko nad ziemią  w całkowitym  bezruchu  także  rozświetlając  okolicę. 
Wszystkie te obiekty tworzyły poziomy rząd świateł.

Kazimierz S. postanowił zawiadomić o tym swojego sąsiada mieszkającego obok. Udał się do 

niego wozem i razem z nim skierował się drogą w kierunku, gdzie po raz pierwszy dostrzegli z żoną 
dwa złączone owale. Po zatrzymaniu się na rozdrożu dróg przez kilka minut obserwowali światła. 
W pewnej chwili sąsiad zwrócił uwagę Kazimierza S. na inne dziwne zjawisko. Był to unoszący się 
w   kierunku   północno-wschodnim   w   odległości   około   3   kilometrów   olbrzymi   pomarańczowo-
czerwony trójkąt.

Według świadka nie był to materialny obiekt, lecz ogień lub 

jakieś światło, które swoją wielkością nieznacznie przewyższało 
rosnące   w   tamtej   okolicy   sosny.   Zjawisko   to   nie   rozświetlało 
jednak tak bardzo okolicy tak jak kule. Trójkąt ten nie tkwił w 
jednym   miejscu,   lecz   powoli   wznosił   się   i   opadał.   Cała 
obserwacja   trwała   około   6  minut,   po  czym   podczas   kolejnego 
wznoszenia   się   w   górę   świetlisty   trójkąt   nagle   zniknął. 
Najciekawsze jednak było, jak twierdzi świadek, to, że od strony 
obiektu dochodził sygnał. „Takiego sygnału w życiu jeszcze nie 
słyszałem” – wspomina świadek. Twierdzi, że był on wysoki i nie 
przypominał   niczego,   co   dotąd   słyszał.   Dopiero   po   dłuższym 
zastanowieniu   powiedział,   że   ten   dźwięk   przypominał   trochę 

„klakson   samochodowy”,   z   tym,   że   był   wyższy.   Po   zniknięciu   trójkąta   świadkowie   ponownie 
skupili swoją uwagę na kulach, co chwilę pytając siebie, co to może być.

Po następnych kilkunastu minutach napięcie wśród obserwatorów wzrosło, gdy dostrzegli, że 

stojąca w odległości około 300 metrów stodoła innego sąsiada „zaczyna się palić”. Kazimierz S. 
postanowił jak najszybciej udać się w tamto miejsce, aby pomóc gasić pożar. Wcześniej jednak udał 
się wozem do domu i razem z dwiema córkami w wieku 16 i 14 lat, które chciały zobaczyć, jak się 
pali, wsiadł na motor marki WSK i pojechał w kierunku rzekomego pożaru. Podczas jazdy było 
bardzo jasno, do tego stopnia, że gałęzie drzew rosnących wzdłuż drogi były widoczne niczym w 
dzień.

W miarę zbliżania się do stodoły stwierdził, że coś jest nie w 

porządku, ponieważ nie było widać ani ognia, ani dymu, ani też 
gaszących   pożar   ludzi.   Po   około   7   minutach   jazdy   polnymi 
drogami dotarł w pobliże stodoły i zobaczył, że żadnego pożaru 
nie ma, że wszystko jest w porządku, z wyjątkiem unoszących się 
nad polami świateł.  Zastanawiało  go, dlaczego  sąsiad, którego 
stodoła jest oświetlana, niczego nie zauważył ani też dlaczego 
mieszkańcy   okolicznych   domów   nie   dostrzegli   dziwnego 
zjawiska. Był nieco przestraszony całym tym widokiem i miał 
pewne obawy, czy nadal kontynuować jazdę, bo, jak powiedział, 
zrozumiał,   że   to   jest   coś   spoza   Ziemi.   Jednak   ciekawość 
przezwyciężyła strach i postanowił przejechać jeszcze około 100 
metrów,   aby   zatrzymać   się   na   wzniesieniu   i   poobserwować 
stamtąd dziwne światła.

W tym samym czasie żona Kazimierza S. obserwowała kule z podwórka, a następnie z drogi. Po 

dojechaniu   na   wzniesienie,   z   którego   rozpościera   się   wspaniały   widok   na   okoliczne   tereny, 
Kazimierz S. wyłączył silnik motoru i razem z córkami zszedł z niego obserwując obiekty. Wtedy 
też   dostrzegł,   że   w   kierunku   północnym   znajdują   się   trzy   kolejne   kule   koloru   białego,   które 
rozświetlały   pobliskie   pola.   Unosiły   się   bardzo   nisko   nad   ziemią   na   tle   pól   i   dlatego   właśnie 
świadkowie nie dostrzegli ich wcześniej – przysłaniało je wzniesienie, na którym obecnie stali. 
Wielkość i ułożenie świetlistych kul było takie samo jak wcześniej zaobserwowanych świateł. Dla 

background image

świadka stało się jasne również i to, że nie jest to pożar, lecz efekt oświetlania stodoły promieniami 
wydobywającymi się z kul, które wywołały efekt podobny do pożaru. Promienie te stawały się w 
miarę oddalania się od kul coraz szersze. Świadek porównał je do promieni latarki, z tą różnicą, że 
nie rozpraszały się tak mocno. Świadkowie cały czas szukali możliwych wyjaśnień, jednak nic nie 
przychodziło   im   do   głowy.   Kazimierz   S.   twierdzi,   że   te   ostatnie   światła   wziął   początkowo   za 
kombajn, jednak odrzucił to wyjaśnienie, gdy uzmysłowił sobie, że jest po godzinie 22, o której nie 
powinien już pracować żaden kombajn. Poza tym te światła były zupełnie nieruchome.

Świadek skupił swoją uwagę na światłach unoszących się w kierunku północnym, natomiast jego 

córki   obserwowały   dwie   grupy   kul   znajdujące   siew   kierunku   północno-wschodnim.   Dookoła 
panowała zupełna cisza i świadkowie przez kilkanaście sekund obserwowali dziwne zjawiska.

Nagle jedna z córek, 16 letnia Barbara, chwyciła ojca za koszulę i zaczęła krzyczeć: „Matko 

Boska, tato, zielone ludzie w tym kierunku tam od Rzeszowa!”

Tymi dwoma zdaniami rozpoczęło się jedno z najciekawszych zdarzeń, do jakich doszło tej nocy, 

które było kulminacją nocnych zdarzeń z udziałem UFO.

Poniżej prezentujemy fragment rozmowy przeprowadzonej z Kazimierzem S. 9 marca 2003 roku, 

w której opisuje on swoją obserwację prostym wiejskim językiem. Jest to wypowiedź bez żadnych 
poprawek   oraz   szczegółów,   które   ustaliliśmy   później   i   które   przedstawimy   po   zapisie   tego 
fragmentu rozmowy jako uzupełnienie jego wypowiedzi.

Pytanie: Proszę opisać moment zauważenia obiektu, który dostrzegł pan będąc na polanie razem 
z córkami.
Kazimierz S.:  Któraś z córek, nie pamiętam która, krzyknęła, jeszcze mnie tak chwytając tu 
[świadek pokazuje na koszulę]:. „Matko Boska, tato, zielone ludzie w tym kierunku tam od 
Rzeszowa!”. Ja się odwróciłem i nic nie widzę. Ale one krzyczą, narobiły pisku, pokazały mi 
gdzie,  ja patrzę – są. Ekran jak w  telewizji,  tylko pieroński ekran. Wysokości około trzech 
metrów. Jeden chłop, pieroński chłop stał...
Pytanie: Czyli jakiś ekran tam wisiał?

Wygląd obiektu i znajdujących się w jego wnętrzu istot według Kazimierza S. (obiekt i istoty naniesiono 
na zdjęcie komputerowo).

K.S.: Ekran był bielutki, w powietrzu 20 metrów od ziemi wisiał, może 30. Wysokości mówię, 
na oko mówię... około 2,5 metra. To było wyraźnie widać, jak was tu widzę teraz, wyraźnieńko. 
Ramki czarne miało.
Pytanie: A jaki kolor miało tło ekranu?

background image

K.S.: Białe.
Pytanie: Czy z ekranu odchodziły jakieś wiązki światła?
K.S.: Nie.
Pytanie: W jakiej odległości od pana znajdował się na początku ekran?
K.S.: Odległości nie ustaliłem.
Pytanie: W jaki sposób ekran przybliżał się do pana?
K.S.: Prosto, błyskawicznie.
Pytanie: Czy cały czas był na tej samej wysokości?
K.S.: Tak.
Pytanie: Co pan następnie zrobił?
K.S.:  Wsiadłem z córkami z powrotem na motor, zapaliłem, zakręciłem, a to już w sekundę 
bliżej.
Pytanie: I co się dalej działo?
K.S.: Motor nie chciał jechać, puszczam sprzęgło a tu nic. Ale za chwilę ruszyłem.
Pytanie: Z jaką prędkością pan jechał?
K.S.: Niedużo, z 10 kilometrów na godzinę.
Pytanie: Czy ekran cały czas przybliżał się do pana?
K.S.: Oglądałem się i oni byli coraz bliżej mnie.
Pytanie: I oglądał się pan co chwilę?
K.S.: Tak.
Pytanie: A więc w kierunku pana zbliżały się te postacie z ekranem?
K.S.: Tak. I jak skręciłem pod kątem prostym w lewo, wtedy zniknęło.
Pytanie: W jaki sposób ekran przybliżał się do pana?
K.S.: Cały czas nad ziemią.
Pytanie: Ale czy to leciało za panem, czy z boku?
K.S.: Z boku. Jak ja jechałem prosto tak, to to leciało z tyłu po ukosie do mnie.
Pytanie: I na zakręcie pan popatrzył w tamtą stronę?
K.S.: Tak. Zatrzymałem się, ale już ich nie widziałem. Pomyślałem, że tu już się nie mam czego 
bać, bo do domu blisko.
Pytanie: Czyli ekran zniknął, jak się pan zatrzymał?
K.S.: Widocznie nie pasował albo kąt, albo... Bo jak jechałem prosto, to to było. A jak skręciłem 
w lewo pod kątem prostym, to zniknęło.
Pytanie: Mówił pan, że w ekranie znajdowały się jakieś istoty?
K.S.: Na białym ekranie widać było tych zielonych ludzi w skafandrach.
Pytanie: Czy zobaczył je pan od razu na ekranie, czy trochę później?
K.S.: Od razu istoty.
Pytanie: Więc istoty znajdowały się cały czas na ekranie?
K.S.: Tak.
Pytanie: Jak wyglądały te postacie?
K.S.: Jak ludzie. Ten jeden był tęgi, drugi też.
Pytanie: Jakiego byli wzrostu?
K.S.:  Wysokości... no to mówię, około 2,5 metra. Bo to było wyraźnie widać tak jak was tu 

background image

widzę teraz. Zielone wszystko, w skafandrach jakby. Stali jeden do drugiego twarzą. Drugi był 
mu po ramiona.
Pytanie: Która istota była wyższa?
K.S.: Ta istota po lewej.
Pytanie: Czy te istoty się poruszały?
K.S.: Właśnie, że się nie ruszały.
Pytanie: Cały czas stały w miejscu?
K.S.: Tak.
Pytanie: Proszę opisać ich ubiór.
K.S.: W skafandrach, jak nurek. Na głowie też.
Pytanie: Jaki dokładnie był jego kolor?
K.S.: Zielony.
Pytanie: Czy zapamiętał pan jakieś szczegóły w wyglądzie ubrania?
K.S.: Nie. Tylko skafander.
Pytanie: Czy ten skafander był obcisły?
K.S.: Tak.
Pytanie: Czy widział pan buty?
K.S.: Buty były. Jak skafander [kolor] coś podobnego.
Pytanie: Na czym stały?
K.S.: Na tym ekranie, na tym białym.
Pytanie: Czy sprawiały wrażenie, że się komunikują?
K.S.: Nie, nie, nie. Stały sztywno. Tylko była odległość [około 60 cm].
Pytanie: Jakie były proporcje ich głów w stosunku do ciała?
K.S.: Jak u człowieka. Widać było wyraźnie, że jak u ludzi.
Pytanie: A ręce w stosunku do ciała?
K.S.: Były normalne, tak jak u ludzi.
Pytanie: Jak miały ułożone ręce?
K.S.: Na dół.
Pytanie: Czy widział pan ich oczy?
K.S.: Byli jakby do nas troszeczkę do przodu, ale nie całkiem.
Pytanie: Czyli stali jakby bokiem do siebie?
K.S.: Tak jakby ukosem do siebie i na nas patrzyli.
Pytanie: Czyli widział pan ich twarze?
K.S.: Tak. Ale to tak szybko. Jak oni byli tam, to ja sobie myślę: „napatrzę się, to będę kiedyś 
opowiadał”. Ale to tak szybko przybliżało się, więc niedużo zobaczyłem.
Pytanie: Proszę więc je opisać.
K.S.: Wyglądały jak nasze.
Pytanie: Czy widział pan ich włosy?
K.S.: Nie.

background image

To tyle jeśli chodzi o rozmowę nagraną podczas naszej pierwszej wizyty u państwa S. Z nagrania 

jednoznacznie wynika, że Kazimierz S. razem z dwiema córkami był świadkiem obserwacji typu 
CE-III.   Ponieważ   w   dniu   naszego   pierwszego   pobytu   nie   dopisała   pogoda   i   nie   mogliśmy 
przeprowadzić innych badań w terenie, a także dlatego, że nie mieliśmy zbyt dużo czasu, nasze 
pierwsze ustalenia nie były zbyt dokładne. Dopiero podczas drugiej wizyty zdołaliśmy ustalić w 
miarę rzetelnie i dokładnie przebieg zdarzeń.

Zanim jednak przejdziemy do dalszej części opisu, przedstawiamy kolejną rozmowę, tym razem 

przeprowadzoną z córką Kazimierza, Barbarą, którą odbyliśmy w Nockowej 15 kwietnia 2003 roku. 
Poniżej zamieszczamy najważniejsze jej fragmenty, które ukazują nieco inny obraz zdarzenia w 
stosunku do relacji Kazimierza S. Relacja ta pokazuje, jak bardzo złożone jest to zdarzenie, a także 
istotne elementy świadczące o wpływie UFO na świadomość wszystkich świadków.

Pytanie: Proszę opisać wydarzenia, jakich była pani świadkiem.
Barbara: Co pamiętam z tych wydarzeń... obiekty przemieszczające się, te światła.
Pytanie: Czy obserwowane światła stały w miejscu, czy przemieszczały się?
Barbara: Nie były to przemieszczające się takie światła.
Pytanie: Jakie to były ruchy, gwałtowne czy takie powolne?
Barbara: Niegwałtowne, później pojechaliśmy tam motorem, właśnie z tatą i siostrą, tam na to 

wzgórze, no i ja... co widziałam po tej przekątnej, czyli to był punkt światła zmieniający się w 
różne figury geometryczne, tak jak mówiłam, czy to trójkąt, czy to kwadrat, czy to koło, no i w 
tym zmieniające się, tym punkcie tego światła, trzy, raz, trzy, raz, cztery postacie, te istoty, jakby 
przemieszczały się w tym kole, jakimś takim ruchem, no może... nie wiem, czy ze zgodnym z 
ruchem wskazówek zegara, ale nie zawsze były cztery, nie zawsze były trzy. One to też jakby 
postać przyjmowały, dla mnie to był wygląd, jakby w kształcie takiego trójkąta, ale bardziej 
głowa, niecała postać. Głowa jakby trójkątna, a tu, już jakby podobna do postaci, nie do postaci?

Pytanie: Proszę opisać kolor zaobserwowanego „ekranu”, czy był rażący na przykład jak światła 

samochodowe?

Barbara:  To było rażące w oczy, właśnie jak pan mówi, reflektor samochodowy. Zwłaszcza 

wtedy, jak się przybliżało.

Pytanie: Mogłaby pani opisać sam moment, jak pani dojechała z siostrą i tatą na wzgórze, co 

wtedy pani zrobiła?

Barbara: Patrzyłam w stroną Rzeszowa.
Pytanie: Długo trwało obserwowanie innych świateł, nim dostrzegła pani ekran?
Barbara: Było to chwilę, myśmy tam stali z  15-20 minut, rozmawialiśmy.
Pytanie: Proszę opisać wygląd i kolor zaobserwowanych istot.
Barbara: To było w tym żółtym świetle, a one właśnie miały... będzie dziwne, jak powiem, że 

były zielone, no ale takie były zielone, no bo nie powiem, że były pomarańczowe ani czerwone.

Pytanie: Czy kolor istot był jasny, czy ciemny?
Barbara: Jasna zieleń.
Pytanie: One wyglądały jak ludzie?
Barbara:  Z sylwetki to wyglądały takie, jak mówię, głowa przypominała trójkąt, czyli  taką 

figurę   geometryczną.   A   tu   tak,   jakby   postacie   przypominały   jakiegoś   żołnierza   ubranego   w 
zbroję.

Pytanie: A głowa była zaokrąglona czy kanciasta?
Barbara: Nie taka kanciasta.
Pytanie: A czy widziała pani oczy lub inne szczegóły?
Barbara: Nie, bym powiedziała jakby ręce to też takie większe, człapowate.

background image

Pytanie: Czy ręce były dłuższe niż u ludzi, czy takie same?
Barbara: Ta sama proporcja nóg i rąk... była dłuższa od tułowia nieproporcjonalne takie.
Pytanie: A jak miały ręce ułożone?
Barbara: Normalnie, do przodu wyciągnięte, stały w lekkim rozkroku.
Pytanie: Jak stały istoty wobec siebie?
Barbara: Prosto i nie patrzyły na siebie.
Pytanie: Czy istoty miały na nogach coś przypominającego buty?
Barbara:  Coś   takiego   jakby   nurek   i   te   ręce   były   jakby   podobne,   takie 

człapowate.

Pytanie: Czy te buty były w takim samym kolorze, czy też odróżniały się od 

reszty?

Barbara: Tyle że większe, kolorem nie.
Pytanie: Czy ich dłonie było widać wyraźnie, czy miały coś założone?
Barbara: Tak jakby coś im założono na te ręce.
Pytanie: A ręce były proporcjonalne jak u ludzi czy dłuższe?
Barbara: Dłuższe, do kolan.
Pytanie: Jak pani zauważyła na początku, to jaka była pierwsza figura?
Barbara: Koło.
Pytanie: W jakich odstępach czasu znikały istoty?
Barbara:  One tak jakby przemieszczały się, tak jakby zmieniało się w trójkąt, to tak, jakby 

gdzieś jedna naszła na drugą, to chodziło zgodnie z ruchem wskazówek zegara.

Pytanie: Te istoty znikały?
Barbara: Tak i za chwilę zrobiły się cztery, ale jak wchodziło w trójkąt, to były trzy.
Pytanie: Czy widziała pani boki tego ekranu, czy było to płaskie jak kartka.
Barbara: Nie, było zupełnie płaskie.

Pytanie: Proszę powiedzieć, czy stroje istot były obcisłe czy nie?
Barbara: Obcisłe, przylegające.
Pytanie: Czy były widoczne jakieś szczegóły ubrania, przykład zamki, 

pas itp.?

Barbara: Coś takiego jakby chropowate, jak dinozaury.
Pytanie:  Pani   tata   wspomniał,   że   jedna   istota   była   niższa   a   druga 

wyższa, czy pani to potwierdza?

Barbara:  Tak, przypominam sobie, że jak przy tym przemieszczaniu 

były takie momenty, że nie były wszystkie jednakowe, to jest też fakt 

słusznie zauważony, były takie momenty.

Pytanie: Ile czasu obserwowała pani każdą z figur?
Barbara: Najpierw było koło, chwilę można było na to patrzeć... ze 3-4 minuty.
Pytanie: A jak figury się zmieniały, czy z trójkąta błyskawicznie zmieniały się w kwadrat?
Barbara: To nie było zauważalne, nagle się pojawiało.
Pytanie: Czy pamięta pani, jaka była ostatnia figura widoczna przed odjazdem?
Barbara: Koło.

background image

To   tyle,   jeśli   chodzi   o   fragmenty   rozmów   przeprowadzonych   ze   świadkami.   Są   one   różne, 

szczególnie jeśli chodzi o wygląd istot i obiektu. Jednak dalsza część wydarzeń jest przedstawiana 
przez dwoje świadków praktycznie tak samo.

Tuż   po  tym,   jak  świadkowie  wsiedli   na  motor   i  próbowali   odjechać,  wydarzyła   się  kolejna 

ciekawa   rzecz.   Otóż   motor   został   na   pewien   czas   unieruchomiony.   Jak   zeznaje   świadek, 
spowodowane to było awarią sprzęgła. Mimo iż kilka minut wcześniej było zupełnie sprawne, teraz 
całkowicie   odmówiło   posłuszeństwa.   Świadek   kilka   razy   próbował   ruszyć   z   miejsca,   ale 
podejmowanie przez niego próby nie przynosiły efektu, gdyż motor za każdym razem przygasał. 
Dodatkowo Kazimierz S. przez pewien czas odczuwał delikatne mrowienie na plecach, czego z 
kolei nie czuły jego córki. Dopiero po kilku sekundach motor zaczął normalnie pracować, a dziwne 
odczucia psychosomatyczne ustąpiły. Świadkowie pojechali tą samą trasą z prędkością około 10 
km/h, co chwilę odwracając się za siebie i obserwując obiekt. Kazimierz S. twierdzi, że obiekt 
kierował się za motorem, natomiast jego córka utrzymuje, że wykonywał cały czas ten sam manewr 
co wcześniej, co sprawiało wrażenie, że się do nich zbliża. W tym miejscu ich relacje różnią się i 
przyjmujemy, że relacja córki jest bliższa prawdy.

Po   przejechaniu   kilkudziesięciu   metrów   świadkowie   dojechali   do   zjazdu   ze   wzniesienia. 

Ponieważ strach nieco ustąpił, Kazimierz S. postanowił zatrzymać się, by popatrzeć na obiekt, ale 
gdy spojrzeli w tamtą stronę, niczego już nie dostrzegli. Kazimierz S. twierdzi, że uczucie strachu 
ustąpiło bardzo szybko, po czym ogarnęła go pewność siebie i przekonanie, że nie ma się czego bać, 
bo do domu jest już blisko. Stojąc tak przez chwilę i widząc, że nic się już nie dzieje, ruszyli w 
dalszą drogę. Była ona rozświetlana przez widoczne w dalszym ciągu kule, które cały czas tkwiły w 
tym samym miejscu. Po drodze minęli gospodarstwo sąsiada, które tak jak wcześniej skąpane było 
w świetle promieni wychodzących z kul. Po około 5 minutach dojechali do skrzyżowania dróg, 
gdzie Kazimierz S. dostrzegł razem z żoną około godziny 21.00 dwa pierwsze obiekty. Do domu 
dzieliła   ich   odległość   już   około   100   metrów,   gdy   stali   się   świadkami   kolejnego   niezwykłego 
zdarzenia.

W kierunku północno-wschodnim dostrzegli ognistoczerwoną kulę, która bardzo szybko opadała 

w dół. Kula ciągnęła za sobą ogon w tym samym kolorze. Miejsce, w którym opadła, znajdowało 
się bardzo blisko miejsca, gdzie wcześniej Kazimierz S. obserwował razem z sąsiadem trójkąt. W 
momencie   zauważenia   kula  znajdowała  się  na  wysokości  horyzontalnej  około  60  stopni i  była 
obserwowana   przez   2-3   sekundy.   Po   tym   zdarzeniu   świadkowie   udali   się   do   domu   i   nadal 
obserwowali sześć świecących kul. Około godziny 23 wszyscy oprócz Kazimierza S. poszli spać. 
Kazimierz S. poszedł do pokoju na pierwsze piętro, skąd obserwował kule.

Zjawisko to przez cały czas tkwiło w miejscu i nie zmieniało swojego wyglądu do około godziny 

4.00, kiedy to kule bardzo szybko zmieniły położenie. Sprawiało to wrażenie, jak gdyby pomieszały 
się i znajdowały na różnych wysokościach, ale w bliskiej od siebie odległości. Oprócz tego wśród 
kul pojawiła się jeszcze jedna taka sama. Wszystkie pozostawały w tym położeniu do około godziny 
5.00, kiedy świadek mocno zmęczony położył się spać. Na drugi dzień czuł się przemęczony i jak 
twierdzi, przez jakiś czas miał problemy z sercem. Z tego powodu przebywał nawet w szpitalu. W 
tym miejscu należy jednak podkreślić, że świadek nie jest pewien, czy to właśnie to zajście było 
powodem pogorszenia się jego stanu zdrowia, chociaż zbieżność jest zastanawiająca.

W tym momencie można odnieść wrażenie, że obydwie relacje, które są tak odmienne, świadczą, 

że są wytworem wyobraźni, zaś samo zdarzenie jest nieudolną próbą wprowadzenia nas w błąd! 
Jednak nie jest to tak, jak się wydaje! To, co na pierwszy rzut oka wydaje się nieprawdopodobne, 
może mieć swoje wytłumaczenie. Musimy uwolnić się od stereotypowych poglądów mówiących, że 
to, co widać gołym okiem, jest prawdziwym odbiciem naszej rzeczywistości. W tym przypadku 
znaczna   część   zdarzeń   była   prawdopodobnie   wynikiem   oddziaływania   UFO   na   świadomość   i 
psychikę świadków, których relacje z obserwacji „obiektu” i istot znacznie różniły się od siebie.

Przechodząc do analizy, skoncentrujmy naszą uwagę na chwili zauważenia obiektu na wzgórzu.
Według Kazimierza S. dostrzeżenie go nastąpiło kilkanaście sekund po dojechaniu świadków na 

miejsce i zejściu z motoru. Zupełnie inny czas obserwacji okolic przed pojawieniem się obiektu 
podaje jego córka, gdyż według niej trwało to 15-20 minut. Nie miało to większego znaczenia z 
punktu widzenia przebiegu zdarzeń, ale w znaczący  sposób wydłuża czas  wydarzeń w tamtym 
miejscu. Według Kazimierza S. „obiekt” w pierwszej chwili znajdował się w odległości około 1 km, 
co stoi w sprzeczności z relacją jego córki Barbary, która określa tę odległość na około 300 metrów. 

background image

Uważamy,   że   odległość   podana   przez   jej   ojca   była   przesadzona,   ponieważ   z   odległości   1   km 
dostrzeżenie   istot   byłoby   utrudnione.   Poza   tym   świadek   wskazywał   nam,   że   obiekt   został 
zauważony   nad   domami,   które   znajdują   się   mniej   więcej   w   odległości   około   300   metrów.   Z 
odległości,   w   jakiej   przebywał,   wyliczyliśmy,   że   jego   wysokość   wynosiła   około   3,5   metra   a 
szerokość blisko 3 metry.

Podobnie jak z odległością, świadek nieco przesadził również z szybkością. Stwierdził, że obiekt 

poruszał się bardzo szybko i że w ułamku sekundy znalazł się w pobliżu niego i jego córek, to jest w 
odległości około 150 metrów. Wydaje się jednak, że obiekt poruszał się w rzeczywistości znacznie 
wolniej, na tyle wolno, że Kazimierz S. mógł przez kilka sekund obserwować ekran z istotami, 
wsiąść na motor i odjechać. W momencie odjazdu stwierdził, że motor nie może ruszyć z miejsca i 
przygasa. „Motor nie chciał jechać, puszczam sprzęgło a tu nic”.

Powyższy przypadek możemy zakwalifikować także do kategorii CE-II (oprócz CE-III), jako że 

ekran   z   widocznymi   istotami   oddziaływał   na   pracę   motoru   i   świadka,   który   odczuł   pod   jego 
wpływem mrowienie na całym ciele oraz – jak to wyraził – „poczułem lekkie uderzenie prądem”. 
Dopiero  po kilku sekundach  praca motoru  zaczęła  wracać  do normy, a wspomniane  wcześniej 
dziwne odczucia psychosomatyczne ustąpiły.

Nasuwa się nam tutaj inna obserwacja – CE-II z Gruszowa Małego koło Dąbrowy Tarnowskiej.
Doszło do niej 21 sierpnia 2002 roku około godziny 22.00. Kilkunastoletni chłopiec dostrzegł, 

jadąc motorem  po okolicznych polnych drogach, złocistą  kulę wiszącą nisko nad lasem. Kiedy 
przestraszony   gwałtownie   zahamował   i   przy   skręcie   podniósł   przód   motoru,   oświetlając   kulę 
światłem reflektora, ta uczyniła to samo, oświetlając go jasnym promieniem światła, który odłamał 
niewielki   kawałek   wierzchołka   brzozy.   W   tym   momencie   świadek   poczuł   na   całym   ciele 
mrowienie,   a   motor   zaczął   się   dławić.   Kula   przemieszczała   się   nad   świadkiem   przez   kilkaset 
metrów cały czas oświetlając go promieniem.

Tak   więc   oddziaływanie   na   motor   Kazimierza   S.   nie   było   odosobnionym   zdarzeniem,   zaś 

literatura światowa odnotowuje takich przypadków bez liku. Co ciekawe, wygląda na to, że jedynie 
on sam odczuwał tego typu dolegliwości, ponieważ w trakcie rozmów z jego córkami żadna nic 
takiego   sobie   nie   przypominała.   Świadkowie   podczas   jazdy   cały   czas   oglądali   się   za   siebie   i 
obserwowali „obiekt”, który był coraz bliżej. Świadek twierdzi, że odczuwał z tego powodu duży 
lęk i w obawie o bezpieczeństwo swoje i córek chciał jak najszybciej stamtąd uciec. Zastanawiające 
jest natomiast to, czy nagłe uwolnienie się od strachu i nabranie pewności siebie jest wyłącznie 
efektem bliskości domu? A może było tak, że z chwilą zniknięcia obiektu przestał on oddziaływać 
na świadka? Jest to całkiem możliwe, tym bardziej że przypadków, w których NOLe oddziałują na 
stan   psychiczny   i   świadomość   świadka   jest   w   naszym   kraju   dosyć   dużo.   Szkoda   tylko,   że 
świadkowie nie dostrzegli samego zniknięcia bądź odlotu obiektu, ponieważ mogłoby to pomóc 
nam określić charakter tego zjawiska.

Ciekawym elementem jest również to, że świadkowie przez cały czas trwania obserwacji widzieli 

tylko „przód” ekranu. Świadek twierdzi, że zarówno podczas postoju, jak i jazdy nie mógł dostrzec 
jego boków! Dodatkowo stwierdził, że można nań było patrzeć tylko pod określonym kątem, co 
sugeruje, że możemy mieć tutaj do czynienia ze swego rodzaju „hologramem UFO”. Jest to bardzo 
możliwe, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że istoty przez cały czas stały w bezruchu zmieniając 
swoje położenie niczym zaprogramowane automaty. To tłumaczyłoby, dlaczego było widać tylko 
„przód” ekranu, który był niczym „wycinek” przestrzeni!

Nie jest to jedyny przypadek, w którym zaobserwowano obiekt w kształcie „ekranu”. Podobny 

obiekt widziano w lipcu 2000 roku w Nosówce koło Rzeszowa oraz w okolicach Wylatowa. W 
pierwszym   przypadku   w   miejscu,   w   którym   unosił   się   obiekt,   odkryto   piktogram   zbożowy. 
Obserwowany wówczas obiekt był w kształcie prostopadłościanu w jasnym kolorze z widocznym 
niebieskim pasem przebiegającym z góry na dół. Warto dodać, że Będzienica leży tylko około 10 
km od Nosówki! Również nasi koledzy z LKBZN „Kontakt” mieli okazję zarejestrować zdarzenie, 
w którym obserwowano podobny obiekt.

Istotnym elementem w wyglądzie ekranu były widoczne ramy o grubości około 30 cm. Otaczały 

one ekran z każdej strony i kontrastowały z oświetlanym przez ciągle widoczne kule otoczeniem.

Dzięki podanej przez panią Barbarę pozornej wielkości „ekranu” ustaliliśmy jego rzeczywistą 

wielkość,   która   była   imponująca!   Po   wcześniejszym   zapoznaniu   się   ze   sposobem   określania 

background image

wielkości pozornej świadek podała, że wynosiła ona 5 cm. Po prostym przeliczeniu okazało się, że 
przy   odległości   około   300   metrów   „obiekt”   miał   około   25   metrów!   Tym   samym   sposobem 
określiliśmy wysokość widocznych na jego tle zmieniających się postaci, która wynosiła według 
pani Barbary 0,5 cm, co przekłada się na 2,5 metra wzrostu i koresponduje z oceną Kazimierza S.

Jeśli chodzi o wygląd istot, to właściwie do tej sprawy nie możemy nic więcej dodać ponad to, co 

podali świadkowie.

Zastanawiający jest jedynie fakt, że Kazimierz S. inaczej widział istoty i obiekt w porównaniu z 

córkami, przy czym najmłodsza córka bardzo słabo pamięta przebieg tego zdarzenia, tym niemniej 
potwierdziła, że „obiekt” przekształcał się w inne figury. Poza tym Kazimierz S. nie był w stanie 
określić wyglądu dłoni istot. Jak już wcześniej wspomnieliśmy było to prawdopodobnie celowe 
oddziaływanie   UFO   na   świadomość   każdego   ze   świadków   z   osobna,   co   wyjaśnia,   dlatego   ich 
relacje tak bardzo różnią się od siebie. Mimo iż widzimy UFO w kształcie spodka, nie zawsze tak 
jest. Jako przykład możemy podać fakt obserwacji przelotu UFO klasycznego kształtu w styczniu 
1998 roku nad Górą Kalwarią. Świadek tego zdarzenia sfotografował przelatujący obiekt w dość 
bliskiej odległości. I jakież było jego zaskoczenie, kiedy po wywołaniu zdjęcia nie było na nim 
UFO w kształcie dysku z kopułą, lecz szereg falistych i kolorowych wyładowań nieokreślonych 
kształtów. A przecież jego wzrok widział „materialny obiekt”! Jego wzrok a raczej świadomość 
określiła   to   jako   UFO,   jednak   aparat   fotograficzny   świadomości   nie   ma   i   utrwalił   to,   co 
rzeczywiście było wtedy widoczne. Także i w tym przypadku świadkowie mogli ulec manipulacji, a 
taki a nie inny wygląd istot był niezbędny do tego, aby nie ulegli jeszcze większym stresom.

Wielogodzinne zdarzenie rozgrywające się w Nockowej powinno zostać zauważone przez setki 

osób, albowiem nie sposób jest nie widzieć 25-metrowego monitora nad pobliskim domem czy 
wcześniejszego przelotu dwóch NOLi, w momencie kiedy nie było jeszcze zupełnie ciemno. Czy 
tak było rzeczywiście?

Wszystko wskazuje na to, że nie, i jest to kolejna zagadka tego zdarzenia. Według pani Barbary 

na drugi dzień do cegielni jej ojca przyszedł sąsiad mieszkający we wsi Dziadówki, który widział 
nad   ranem   dziwną   jasność   nad   polami   oraz   przemieszczające   się   kule.   To   samo   obserwował 
podobno pewien kierowca autobusu, który szedł nad ranem do pracy. Ale czy tylko tych kilka osób 
widziało tak doskonale widoczne obiekty?

Jest wielce prawdopodobne, że tak, gdyż pani Barbara stwierdziła podczas obserwacji obecność 

osób   (rolników)   na   okolicznych   polach.   Aby   było   jeszcze   ciekawiej,   dodajmy,   że   ci   ludzie 
znajdowali się na polach, nad którymi unosiły się obiekty!

W następnych dniach świadkowie obserwacji rozpytywali swoich sąsiadów o to, czy oni również 

widzieli niezwykłe zjawiska.

Okazało się jednak, że żadna z pytanych osób nie potwierdziła słów świadków, mimo iż osoby te 

chciałyby   doświadczyć   podobnych   zdarzeń.   Biorąc   pod   uwagę   czas   obserwacji   i   różnorodność 
obserwowanych   obiektów,   zjawisko   to   powinna   dostrzec   ogromna   większość   mieszkańców 
Będzienicy,   Nockowej   i   innych   okolicznych   wsi.   Tymczasem   przez   prawie   16   lat   świadkowie 
spotkali tylko jedną osobę, która widziała jedynie dziwną jasność nad polami i słyszeli o kierowcy 
autobusu,   który   podobno   coś   widział.   Jak   to   możliwe,   że   sąsiad   państwa   S.,   którego   stodoła 
oświetlana była przez kilka godzin, niczego nie dostrzegł? Dlaczego mieszkańcy, w których okolicy 
pojawił się ogromny „ognisty” trójkąt, w żaden sposób nie zareagowali?

Aby chociaż trochę przybliżyć się do prawdy i móc odpowiedzieć sobie na te pytania, ponownie 

musimy zagłębić się w sferę nieco głębszych hipotez.

Jedna z nich głosi, że tylko świadkowie mieli zachowaną całkowitą świadomość tego, co się 

wokół nich dzieje, natomiast okoliczni ludzie byli „wyłączeni”.

Jednak w tym miejscu rodzi się kolejne pytanie. Skoro byli „wyłączeni”, to dlaczego normalnie 

wykonywali swoje obowiązki na polu? A może to „wyłączenie” ograniczało się wyłącznie do UFO?

Inna z kolei hipoteza mówi, że to, czego doświadczyli świadkowie, było efektem oddziaływania 

obiektu na ich świadomość. Być może przebywający w tamtym miejscu obiekt i istoty wyglądali, 
jak wcześniej wspomnieliśmy, zupełnie inaczej, a to, co obserwowali świadkowie, było celowym 
działaniem. Możliwe że to zdarzenie było przez obce istoty z góry zaplanowane, natomiast państwo 

background image

S. byli głównym obiektem jakichś prowadzonych przez nie badań. Czy polegało to na sprawdzeniu 
zachowań człowieka w danej sytuacji i otoczeniu? Być może. Wydaje się jednak, że gdyby nie byli 
oni celem lub przynajmniej jednym z powodów pojawienia się obiektów i istot, niczego by nie 
dostrzegli. Jeśli obce istoty rzeczywiście dysponują o wiele bardziej zaawansowaną od nas myślą 
techniczną,  na co  wiele  wskazuje,  to nie  byłoby dla  nich większym  problemem  wpłynięcie  na 
świadomość ludzi, a tym samym spowodowanie, że będą całkowicie nieświadomi rozgrywających 
się dookoła zdarzeń. Przypadki, w których obiekty lub też jego załoganci wpływali bezpośrednio na 
to, co dana osoba ma zobaczyć a czego nie, są powszechnie znane ufologom.

Jak   już   wspomnieliśmy,   poruszamy   się   głównie   w   sferze   hipotez   i   w   zasadzie   każde 

wytłumaczenie   może   być   dobre.   Nie   oznacza   to,   że   mamy   takie   zdarzenia   traktować   z 
przymrużeniem oka. Wręcz przeciwnie, właśnie poprzez badanie tego typu przypadków możemy 
zdobyć   nową   wiedzę   o   naturze   zjawiska   UFO.   Podczas   wizji   lokalnej   pytaliśmy   świadków   o 
ewentualne ślady, które mogły pozostawić widziane wtedy obiekty. Według Kazimierza S. jedynym 
obiektem, który mógł pozostawić po sobie ślad, była spadająca kula. Twierdzi on, że gdyby to było 
bliżej, to z pewnością by to sprawdził. Jednak gdyby nawet spadająca kula pozostawiła po sobie 
jakiś ślad, to trudno byłoby odnaleźć miejsce jej rzekomego spadku, gdyż obserwacja prowadzona 
była w warunkach nocnych i z dużej odległości, co uniemożliwia dokładne zlokalizowanie miejsca.

Jest całkiem możliwe, że jeśli takie ślady rzeczywiście powstały, to mogą się tam znajdować do 

dzisiaj. Fakt, że od czasu zdarzenia minęło prawie 16 lat, niczego nie przekreśla. Znane są przecież 
przypadki, w których ślady zachowują się przez dużo dłuższy czas. Kazimierz S. pytał swojego 
sąsiada, czy czegoś nie zauważył, ale odpowiedź była negatywna. Żadnych śladów nie było także w 
okolicy, gdzie widziano dwa pierwsze obiekty.

Kolejnym interesującym aspektem tej sprawy jest relacja świadka mówiąca o przelotach kilka 

dni po zdarzeniu samolotu wojskowego, o którym mówiono w całej wsi.

Czyżby w całą tę sprawę było zamieszane wojsko, które dobrze wiedziało, że nad Będzienicą i 

Nockową pojawiło się dziwne zjawisko?

Być może wojskowe radary wykryły w tej strefie coś, co je bardzo zainteresowało. Jeśli tak było, 

to zjawisko musiało być niewidoczne dla ludzkiego oka, natomiast aparatura wojskowa nie miała 
większych problemów ze zlokalizowaniem „celu”.

Oczywiście   można   mówić,   że   ten   samolot   wykonywał   rutynowy   lot,   który   nie   miał   nic 

wspólnego ze zdarzeniami opisanymi w tym artykule, jednak wiąże się z tym kilka wątpliwości.

Po pierwsze, wedle  zeznań  świadka  takiego  samolotu  nigdy  wcześniej  ani później  w  tamtej 

okolicy nie widziano. Po drugie, rutynowy lot tuż po zdarzeniu jest wielce zastanawiający. Poza 
tym dlaczego akurat w tym a nie innym miejscu?

Na te pytania z pewnością nie poznamy już odpowiedzi.

Wracając do przeżyć świadków, należy wspomnieć, że w przypadku Kazimierza S. nie było to 

ostanie zdarzenie związane z UFO. Zimą tego roku był świadkiem obserwacji UFO w kształcie kuli. 
Zdarzenie rozegrało się prawdopodobnie 22 lutego około godziny 22.00. Przebywając w pokoju na 
parterze, świadek obserwował przez okno okolicę, gdy w pewnym momencie dostrzegł w kierunku 
północno-wschodnim na wysokości horyzontalnej około 60 stopni dziwną jasną białą kulę. Miała 
wielkość dwóch Księżyców w pełni i wisiała nieruchomo na tle ciemnego nieba. Nie emanowała 
żadnego innego światła i nie wysyłała żadnych promieni. „Nic nie było, tylko balon” – opisuje 
świadek. Obiekt ten obserwował przez około 30 minut, po czym widząc, że nic się nie zmienia, 
poszedł spać.

Zdarzenie   to   bardzo   mocno   utkwiło   świadkom   w   pamięci   i   w   pewien   sposób   zmieniło   ich 

światopogląd, przynajmniej w sprawie UFO. Są oni prostymi ludźmi, którzy nie przywiązują na co 
dzień większej uwagi do tego typu zjawisk. O swoich przeżyciach opowiadali dość emocjonalnie, 
co dało się szczególnie zauważyć u Kazimierza S., który złożył nam większą część relacji. Nic nie 
wskazuje   na   to,   że   mamy   tutaj   do   czynienia   z   jakimś   wyreżyserowanym   oszustwem.   Wręcz 
przeciwnie. Fakt, że przepytywani osobno świadkowie opisują to samo, w dodatku dwukrotnie, 
świadczy o prawdziwości tego zdarzenia. Gdyby Kazimierz S. miał zmyślić historię z ekranem i 
obcymi istotami, to z pewnością pokusiłby się o bardziej „egzotyczny” opis ich wyglądu zamiast 

background image

opowiadać o istotach wyglądających jak ludzie. Poza tym wiele innych szczegółów tego zdarzenia 
można spotkać tylko w literaturze ufologicznej. Dopuszczaliśmy również możliwość, że opis ubioru 
istot został zaczerpnięty z rozpowszechnionej w mediach obserwacji Jana Wolskiego z Emilcina. 
Świadek twierdzi, że rzeczywiście słyszał o tym zdarzeniu, lecz nie miało ono żadnego wpływu na 
jego relację.

Kończąc ten artykuł pragniemy zaznaczyć, że relacje takie jak ta, które na pierwszy rzut oka 

wydają się nieprawdopodobne, należy badać i analizować tak jak inne. Uważamy, że to właśnie 
takie   zdarzenia   są   mimo   swej   złożoności   doskonałym   materiałem   w   badaniach   tego   typu 
obserwacji, gdyż dostarczają nam nie tyle dowodów,  co  wskazówek,  na  jakie  aspekty  winniśmy 
zwracać  uwagę  prowadząc badania. Pokazują nam, że zjawisko UFO należy rozpatrywać również 
w   kwestii   innowymiarowości,   czasu   i   innych   zjawisk   PSI,   a   nic   tylko   w   sferze   czysto 
pozaziemskiej.

To także przykład, że błędem jest traktowanie UFO jako jedynie materialnych obiektów. Trzeba 

zająć się drugą stroną tego fenomenu, to znaczy stroną niematerialną i niejednokrotnie ocierającą się 
o kwestie takie jak parapsychologia, radiestezja, telekineza itp. Zjawisko UFO jest według nas 
wielopoziomowe i tak należy do tego podchodzić, jeśli chcemy je zrozumieć. Wielu czytelnikom z 
pewnością to się nie spodoba i być może posądzi nas o próbę wyjaśnienia takich zdarzeń ze wszelką 
cenę. Nic bardziej błędnego! Uważamy, że zarówno sfera materialna, jak i niematerialna, jest tak 
samo ważna. Nie wolno ignorować takich relacji, jak ta, gdzie zaobserwowane obiekty najwyraźniej 
nie   miały   materialnego   charakteru.   Niestety,   wielu   badaczy   usilnie   trzyma   się   stereotypowych 
metod badawczych w stylu zmierzyć, spisać relację i włożyć do archiwum, ignorując przy tym 
pozostałe sprawy.

Być   może   za   taką   sytuację   w   naszym   kraju   można   obwiniać   brak   współpracy   ufologów   z 

fizykami,   psychologami,   radiestetami   itp.,   którzy   mogliby   w   jakiś   sposób   wspomóc   ufologów. 
Niezależnie jednak od tego, czy taka współpraca będzie, czy nie, zdarzenia takie jak to w znaczący 
sposób przybliżają nas do tego, jak i gdzie szukać wyjaśnień zjawiska UFO.

Autor: Arkadiusz Miazga, Grzegorz Dawid
Magazyn UFO NR 4 (56) X-XII 2003