background image

 Tłumaczenie nieoficjalne: 

czarymery

Charlaine Harris

Lily Bard 05

Czysta terapia

background image

Rozdział 1

Wyprowadziłam ciężki cios w nos, przewróciłam go, chwyciłam za szyję i zaczęłam 

dusić.   Po   bólu   i  niewyobrażalnym  upokorzeniu,   ta  wściekłość  była  całkowicie   czysta   i 

dobra. Chwycił mnie rękami w nadgarstkach i próbował odciągnąć moje palce. Krzyczał, 

charczał i błagał, a ja stopniowo zdawałam sobie sprawę, że wymawiał moje imię.

To nie jest część moich wspomnień.

I nie byłam znów w tej budzie na polu bawełny.

Leżałam na szerokim firmowym łożu, a nie na rozwalającej się, starej kanapie.

Lily! Przestań! Uścisk na nadgarstkach wzmógł się.

Nie byłam w odpowiednim miejscu – czy raczej, złym miejscu.

Lily!

To nie był odpowiedni człowiek … zły człowiek.

Wyskoczyłam   z   łóżka   i   stanęłam   w   rogu   sypialni.   Mój   oddech   wyglądał   jakby 

chodził   w   poszarpanych   spodniach   a   moje   serce   waliło   zbyt   blisko   uszu.   Zapaliło   się 

światło, oślepiając mnie na chwilę. Kiedy przyzwyczaiłam się się do blasku, dywagując 

powoli, zdałam sobie sprawę, że patrzę na Jacka. Jack Leeds.  Jackowi leciała krew z nosa, 

a   na   szyi   miał   czerwone   znaki.   Ja   mu   to   zrobiłam.   Zrobiłam   to   wszystko,   aby   zabić 

mężczyznę, którego kocham. 

***

- Wiem, że nie chcesz tego robić, ale to może pomóc- powiedział Jack.  

Jego głos był zmieniony przez obrzęk nosa i gardła. Bardzo się starałam nie wyglądać 

ponuro. Nie chciałam iść do żadnej, cholernej grupy terapeutycznej. Nie lubiłam o sobie 

opowiadać i w ogóle po co ta cała terapia? Z drugiej i to decydującej strony, nie chciałam 

znów uderzyć Jacka. Bicie to straszna zniewaga dla osoby, którą się kocha. Z drugiej strony 

Jack mógł mi oddać. Branie pod uwagę, jak silny był, nie było istotnym czynnikiem. Więc, 

później tego ranka, po wyjściu Jacka, który musiał jechać do Little Rock, na spotkanie z 

klientem,   zadzwoniłam   na   numer,   który   zobaczyliśmy   z   Jackiem   na   ulotce   w   sklepie 

background image

spożywczym. Nadrukowany był na jasnozielonym papierze, który Jack wyłowił kątem oka, 

kiedy kupowałam znaczki pocztowe.

Napis głosił: 

BYŁAS MOLESTOWANA SEXUALNIE?

CZUJESZ SIĘ SAMOTNIE?

ZADZWOŃ JUŻ DZIŚ 237-7777

WEŹ UDZIAŁ W NASZEJ TERAPII GRUPOWEJ

NIGDY WIĘCEJ SAMOTNOŚCI!

- Centrum Zdrowia Hartsfield County - powiedział kobiecy głos.

Oczyściłam gardło. 

-   Chciałabym   dowiedzieć   się   czegoś   o   grupie   terapeutycznej   dla   ofiar   gwałtów- 

powiedziałam,

menedżerskim tonem głosu.

-   Oczywiście - powiedziała kobieta, jej głos skrupulatnie neutralny sprawił, że rozbolały 

mnie zęby. - Grupa spotyka się we wtorki o ósmej, tutaj w centrum. Nie musisz podawać 

swoich danych. Wystarczy, że przyjdziesz i wejdziesz przez tylne drzwi, prowadzące na 

parking. Można tam też zaparkować.

Dobrze, w porządku - powiedziałem. Zawahałam się, a następnie zadałam kluczowe 

pytanie.

Ile to kosztuje?

Dostaliśmy dotację, aby to realizować – powiedziała - To nic nie kosztuje.

Taa...   dotację,   z   moich   podatków.   Ta   wiadomość   sprawiła   jednak,   że   w   jakiś   sposób 

poczułam się lepiej. 

Czy mogę powiedzieć Tamsin, że będziesz przychodzić? - zapytała kobieta. 

Muszę to przemyśleć – odpowiedziałam, bojąc się uczynić krok, który z pewnością 

przysporzy mi bólu.

***

             Carol Althaus mieszkała w środku chaosu. Porzuciłam większość moich klientów i 

background image

chciałabym, aby Carol była jednym z nich, ale miałam jeden z moich rzadkich momentów 

litości   i   zostałam   przy   sprzątaniu   u   niej.   Sprzątałam   tylko   u   Carol,   Wintropów   i 

Drinkwatersów, a poniedziałek był jedynym dniem, kiedy sprzątałam we wszystkich trzech 

domach. Wróciłam do sprzątania u Wintropów również we czwartki i pozostawałam otwarta 

na jednorazowe posyłki czy okazyjne sprzątanie również w inne dni, ale pracowałam też dla 

Jacka, więc mój rozkład zajęć był skomplikowany.

        Chaos panujący w domu Carol był jej własnym dziełem, widziałam to w jego stylu, ale 

to wciąż był chaos, a ja lubię porządek. Życie Carol wymknęło się spod kontroli kiedy 

poślubiła Jaya Althausena, rozwiedzionego sprzedawcę z dwoma synami. Jay sprawował 

opiekę nad synami. Aby spłacić kredyt, pracował cały czas i choć może kochał Carol, która 

był anatomicznie atrakcyjna, religijna i głupia, również bardzo potrzebował opiekunki do 

dzieci. Więc ożenił się z Carol i pomimo wielu doświadczeń i jego synami, mieli również 

wspólne dzieci, dwie córki. Zaczęłam pracować dla Carol gdy była w ciąży z drugą córką, 

kiedy to każdego dnia siedziała bezwładnie w fotelu. Opiekowałam się jej dziećmi półtora 

dnia, tylko raz, kiedy Jay miał wypadek samochodowy za miastem. Prawdopodobnie te 

dzieci   nie   były   demonami.   Być   może   były   one   nawet   zwyczajne,   ale   wszystkie   razem 

tworzyły piekło. I niestety, w domu też.

       Carol potrzebowała, abym przychodziła do niej co najmniej dwa razy w tygodniu, na 

jakieś   sześć   godzin   bez   przerwy,   a   mogła   sobie   pozwolić   na   jakieś   cztery   godziny   w 

tygodniu, ledwo. Dałam Carol najlepszą jakość usług, za takie pieniądze, jakiej nigdzie 

indziej by nie dostała. W czasie roku szkolnego prawie możliwym było dla Carol uporać się 

z tym wszystkim. Dziewczynki – Heather i Dawn - były jeszcze w domu, miały tylko pięć i 

trzy lata, ale chłopcy byli w szkole. Lato było inną parą kaloszy.   Był to koniec czerwca, 

więc wszystkie dzieci były w domu przez około trzy tygodnie. Carol nie zapisała ich do 

żadnej   z   czterech   szkół   biblijnych.   Pierwszy   Kościół   Baptystów   i   Centralny   Kościół 

Metodystyczny miały już skompletowane grupy na to lato, więc dom był jeszcze bardziej 

niż zwykle zaśmiecony papierowymi rybkami,   chlebem poprzyklejanym do papierowych 

talerzyków,   owieczkami   zrobionymi   z   wacików   i   patyczków   od   lodów,   koślawymi 

rysunkami rybaków ciągnących sieci wypełnione ludźmi. Kościół Fundamentalistyczny i 

Episkopalny   były   jeszcze   przed   nimi.  Weszłam   otwierając   własnym   kluczem.   Zastałam 

Carol,   stojącą   pośrodku   kuchni.   Próbowała   rozczesać   długie,   splątane   loki   Dawn. 

Dziewczynka płakała. Miała na sobie koszulę nocną z Kubusiem Puchatkiem na przodzie. 

background image

Miała  na  sobie  plastikowe,  zabawkowe  buty  na  wysokim obcasie,  a na  twarzy makijaż 

zrobiony   kosmetykami   matki.   Rozejrzałam   się   po   kuchni   i   zaczęłam   zbierać   naczynia. 

Kiedy wróciłam do kuchni minutę później z ładunkiem brudnych szklanek i dwoma płytami, 

które   leżały   na   podłodze   w   gabinecie,   Carol   nadal   stała   pośrodku   kuchni,   a   jej   twarz 

wyrażała ekstremalną ekspresję. 

Dzień dobry, Lily- powiedziała w spiczasty sposób.

Cześć Carol.

Czy coś się stało?

Nie – Dlaczego zapytała? Czy martwiła by się o moje samopoczucie, gdybym jej 

powiedziała, że w nocy próbowałam zabić Jacka? 

Mogłabyś się przywitać kiedy wchodzisz.

Kiedy Carol mówiła, ten mały uśmieszek wciąż grał na jej twarzy. Dawn spojrzała na mnie 

z   taką   fascynacją   jakbym   była   kobrą.   Jej   włosy   nadal   były   w   nieładzie.   Mogłabym 

rozwiązać ten problem za pomocą nożyczek w około pięć minut i uważam ten pomysł za 

bardzo kuszący. 

Przepraszam, myślałam o czymś innym – powiedziałam do Carol grzecznie. 

Czy jest dziś coś specjalnego do zrobienia?

Carol pokręciła głową z tym małym uśmieszkiem na twarzy. 

Te same magiczne rzeczy co zawsze – powiedziała ironicznie i znów pochyliła się 

nad głową Dawn. Kiedy pracowała szczotką nad gęstymi włosami dziewczynki, najstarszy 

chłopiec wpadł do kuchni ubrany w kąpielówki. 

Mamo, mogę iść popływać?

Dziewczynki odziedziczyły po Carol cerę i brązowe włosy, ale chłopcy byli faworytami w 

dziedziczeniu. Przypuszczam, że po swojej biologicznej matce, obaj byli rudzi i piegowaci. 

Gdzie? - zapytała Carol, wiążąc włosy Dawn w kucyk żółtą gumką.

U Tommy'ego Suttona. Zostałem zaproszony. - powiedział Cody.

Pamiętasz, że mogę tam pójść sam?

Cody miał dziesięć lat i Carol pokazała mu kilka ulic, które mógł przemierzać sam. 

Ok.. Wróć za dwie godziny. 

Tyler ryknął wściekle w kuchni.

To nie fair. Chcę iść popływać.

background image

Nie byłeś zaproszony.

Cody uśmiechnął się szyderczo.

Byłem!

Znam brata Tommy,ego. Mógłbym pójść!

           Tak jak ustaliłam z Carol, załadowałam zmywarkę i wyczyściłam kuchenkę. Tyler 

wycofał się do swojego pokoju trzaskając drzwiami. Dawn pobiegła truchtem grać w swoje 

Duplo, a Carol tak szybko wyszła z kuchni, że pomyślałam iż się rozchorowała. Heather 

pojawiła się przy moim łokciu i obserwowała każdy mój ruch. Nie jestem osobą nie lubiącą 

dzieci.. Nie to, że lubię lub nie lubię wszystkich dzieci. Do każdego z nich podchodzę 

indywidualnie, tak jak do dorosłych. I niemal lubiłam Heather Althaus.  Była na tyle duża 

by   iść  do   przedszkola,   miała  krótkie,   łatwe  do   rozczesywania  włosy,   a  nie   takie,   które 

wymagały drastycznie dużo pracy i doprowadzały Carol do łez, a ona starała się dbać o 

siebie. Heather spojrzała na mnie i z powagą powiedziała:

Hej, panno Lily - i wyjęła zamrożonego gofra z zamrażarki. Po przypieczeniu go w 

tosterze, Heather wzięła dla siebie talerz, widelec i nóż i ustawiła je na blacie. Heather miała 

na sobie limonkowo - zielone szorty i niebieską koszulę, niezbyt szczęśliwe połączenie, ale 

ona sama się ubrała i ja to szanuję. W uznaniu, nalałam szklankę soku pomarańczowego dla 

niej i położyłam na stole. Tyler i Dawn truchtem wybiegli na ogrodzone podwórko. Dla 

wygody, Heather i ja siedziałyśmy w kuchni w milczeniu. Kiedy zjadła swojego gofra, 

podniosła stopy do góry, po czym zeszła z krzesła i odsunęła je z drogi, kiedy myłam 

mopem podłogę. Kiedy na jej talerzu została tylko plama po syropie, Heather powiedziała:

Moja mama będzie mieć dziecko. Mówi, że Bóg da nam małego brata lub siostrę. 

W ten sposób wyjaśniła mi nieprzyjemne dźwięki dochodzące z łazienki. Oparłam się na 

moim mopie próbując przetrawić tą wiadomość.  Nie potrafiłam wymyślić jednej, normalnej 

odpowiedzi,   więc   skinęłam   tylko   głową.   Heather   wykręciła   krzesło   i   pobiegła   do 

przełącznika aby włączyć wentylator, by szybciej wysuszyć umytą podłogę. Zawsze tak 

robiłam. 

Czy   to   prawda,   że   dziecko   przybędzie   dopiero   za   jakiś   czas?-   zapytała   mnie 

dziewczynka.

Prawda. - powiedziałam.

Tyler mówi, że brzuch mamy będzie taki duży jak arbuz.

To też prawda.

background image

Będą musieli wyciąć je nożem, tak, jak tatuś tnie arbuza?

Nie  - miałam  nadzieję,  że  nie będę  musiała  kłamać  –  w  ogóle  nie będą  musieli 

przecinać-  dodałam aby ukryć lęk przed następnym pytaniem. 

Jak dziecko wydostanie się na zewnątrz?

Mama   wytłumaczy   ci   to,   tak   jak   trzeba   –   powiedziałam   po   chwili   namysłu. 

Wolałabym odpowiedzieć jej rzeczowo, ale nie chciałam uzurpować sobie roli Carol. 

Przez   szklane,   przesuwane   drzwi   na   podwórko   (drzwi,   które   były   wiecznie 

ozdobione odciskami dłoni), widziałam, że Dawn zaniosła swoje Duplo do piaskownicy. 

Trzeba będzie je wymyć. Tyler strzelał miękkimi pociskami z   pistoletu Nerf w kierunku 

butelki po wodzie mineralnej, nadal wypełnionej  wodą. Wszystko wydawało się być w 

porządku i nie widziałam żadnego czającego się niebezpieczeństwa, więc postanowiłam 

sprawdzić   za   pięć   minut,   podczas   gdy   Carol   nadal   była   niedysponowana.     Z   Heather, 

depczącą mi po piętach poszłam do pokoju, który dzieliła z siostrą z zaczęłam zmieniać 

pościel. Pomyślałam,   że sekunda mojej koncentracji zmusi Heather do znalezienia sobie 

czegoś   innego   do   roboty.   Zamiast   tego   siedziała   na   małym   krzesełku   Fisher-Price   i 

przyglądała mi się z uwagą.

Nie   wyglądasz   na   szaloną   –   powiedziała.   Przestałam   wygładzać   płaski   kawałek 

pościeli i spojrzałam przez ramię na dziewczynkę.

Nie   jestem   –   powiedziałam.   Mój   głos   był   płaski   i   zbliżał   się   do   furii.   Trudno 

powiedzieć dlaczego mnie to zraniło, ale tak było. 

Bezsensownym by było wyżywać się na dziecku za to, że powtarza to, co najwyraźniej 

usłyszało od dorosłych.

Więc  dlaczego  chodzisz sama  po nocy?  Czy  to nie  jest  straszne?  Tylko  duchy  i 

potwory wychodzą na zewnątrz w nocy.

Moją pierwszą reakcją było, że ja jestem straszniejsza, niż jakikolwiek duch czy potwór, ale 

to wcale nie było pocieszające dla małej dziewczynki, a w głowie zamigotał mi już inny 

pomysł.

- Nie boję się wychodzić nocą – powiedziałam, co było bliskie prawdy. I nie było w nocy 

więcej rzeczy do przestraszenia się niż w dzień, na pewno.

Więc robisz to, żeby pokazać, że się nie boisz? - Zapytała Heather.

Poczułam   ten   sam   ból,   który   ogarnął   mnie,   gdy   zobaczyłam   zakrwawiony   nos   Jacka. 

Wyprostowałam się, trzymając w rękach wiązkę brudnej pościeli i popatrzyłam na tę małą 

background image

dziewczynkę przez chwilę. 

Tak- powiedziałam- dokładnie dlatego to robię.

Wtedy,   w   tamtym   miejscu   wiedziałam,   że   następnego   wieczoru   pójdę   na   sesję 

terapeutyczną. Już czas. Na razie nauczę Heather jak zrobić szpitalną fałdę na pościeli.

background image

Rozdział 2

Następnego wieczoru, wsunęłam się przez oznaczone drzwi, jakbym chciała ukraść 

trochę pomocy, a nie dostać ją za darmo. Na parkingu, tylko częściowo widocznym z ulicy, 

stały cztery samochody. Rozpoznałam dwa z nich. Boczne drzwi, które widziałam, były 

ciężkie i metalowe. Zamknęły się za mną z ciężkim łomotem, a ja skierowałam się w stronę 

tylko dwóch rozświetlonych pokoi.   Wszystkie pozostałe drzwi w górę i w dół korytarza 

były zamknięte, o co byłam gotowa się założyć. Kobieta pojawiła się w progu pierwszego 

otwartego pokoju i zawołała:

Chodź! Jesteśmy gotowi, aby zacząć!

Im bliżej podchodziłam, tym bardziej się upewniałam, że kobieta była tak ciemna jak ja 

blond, była tak delikatna, jak ja twarda i mówiła dwa razy więcej niż ja mogłabym nawet 

pomyśleć.

Jestem Tamsin Lynd – powiedziała, machając ręką.

Lily Bard – powiedziałam, łapiąc ją za rękę i potrząsając energicznie. Skrzywiła się.

Lily?

Bard – dodałam, chcąc zrezygnować z tego co miało nadejść. Jej oczy zrobiły się 

okrągłe za małymi, grubo oprawionymi   okularami. Moje imię wyraźnie było jej 

znane. Było sławne, jeśli ktoś dużo czytał o zbrodniach. 

Przed wejściem do pokoju terapii, Lily, wyjaśnię zasady.

Cofnęła się i gestem wskazała miejsce, które najwyraźniej było jej biurem. Biurko i krzesło 

ustawione były naprzeciwko drzwi, a na nim wszędzie walały się książki i dokumenty. 

Pokój był bardzo mały i nie było miejsca na nic więcej jak biurko, krzesło i dwie szafki na 

książki.   Ściana   za   biurkiem   pokryta   była   czymś,   co   wyglądało   jak   wykładzina, 

ciemnoszarym z różowymi drobinkami, aby pasowało do dywanu na podłodze. Uznałam, że 

wykładzina przeznaczona była do przypinania dokumentów i wycinków z gazet. Wycinki i 

biuletyny poprzypinane były pinezkami a efekt był co najmniej niewesoły. Terapeutka nie 

zaprosiła mnie abym usiadła, tylko stała naprzeciwko badając mnie wzrokiem uważnie. 

Zastanawiałam się czy wyobraża sobie, że czyta mi w myślach. Czekałam. Kiedy Tamsin 

zobaczyła, że nie zamierzam nic powiedzieć, zaczęła.

Każda kobieta, należąca do tej grupy, wiele o sobie powiedziała, a grupa ta ma na 

celu pomóc im przywyknąć do sytuacji społecznych, pracowniczych i osobistych, 

background image

bez uczucia strachu.   Więc to co tutaj mówimy jest poufne i musisz dać słowo, że 

historie,   które   usłyszysz   w   tym   pokoju,   zostaną   w   Twojej   głowie.   To   jest 

najważniejsza zasada. Czy zgadzasz się z tym?

Skinęłam głową. Czasami myślałam, że cały świat znał moją historię, ale gdybym miała 

możliwość zapobieżenia temu, nikt nigdy nie dowiedział by się o niej. 

Nigdy nie miałam grupy takiej jak ta, w Shakespeare musiałam znaleźć te kobiety. 

Zaczęły przychodzić, kiedy były już gotowe powiedzieć o tym co je spotkało lub 

kiedy   życie   z   tym,   stało   się   nie   do   zniesienia.   Kobiety   opuszczają   grupę,   kiedy 

poczują się lepiej. Możesz przychodzić tak długo, jak długo będę prowadzić terapię, 

jeśli   będziesz   tego   potrzebować.   Teraz   chodźmy   do   sali   terapeutycznej,   poznasz 

resztę grupy.

Ale zanim zdążyłyśmy się ruszyć, zadzwonił telefon. Reakcja Tamsin była nadzwyczajna. 

Szarpnęła się i odwróciła do biurka. Jej ręka wystrzeliła w stronę aparatu. Kiedy ponownie 

rozległ się dźwięk dzwonka, jej palce zacisnęły się na słuchawce, ale nadal jej nie uniosły. 

Pomyślałam,   ze   taktowniej   będzie   ominąć   biurko   i   popatrzeć   na   wycinki   na   ścianie. 

Zgodnie   z   przewidywaniami,   większość   była   o   gwałtach,   nękaniu   i   funkcjonowaniu 

systemu   sądowego.   Niektóre   były   o   dzielnych   kobietach.   Dyplomy   i   stopnie   naukowe 

zostały oprawione w ramki i wyeksponowane, a ja byłam pod prawdziwym wrażeniem. 

Oczywiście, inteligentna Tamsin, podniosła słuchawkę i powiedziała:

Halo?

Zabrzmiało to jakby była śmiertelnie wystraszona. Następną rzeczą, którą zobaczyłam, była 

dysząca i zatopiona w stojącym przed biurkiem,  krześle dla klientów, Tamsin. Porzuciłam 

moje próby wyglądania jakby mnie tam nie było. 

Przestań! - terapeutka syknęła do telefonu – Musisz z tym skończyć! Nie, nie będę 

tego słuchać! - i rzuciła słuchawką na podstawkę, jakby chciała nią rozbić komuś 

głowę.   Tamsin   wzięła   kilka   głębokich   wdechów,   niemal   szlochając.   Potem 

opanowała się na tyle by móc ze mną rozmawiać.

Jeśli mogła byś pójść do pokoju obok, to będę tam za kilka minut, muszę tylko 

zabrać kilka rzeczy. 

Polubiłam jej spryt i zimną krew. Zawahałam się, czy zaoferować pomoc, ale uświadomiłam 

sobie,   że  okoliczności   byłyby   śmieszne.  Wycofałam   się   zza   biurka  Tamsin,   wyszłam   z 

pokoju,   skręciłam   dwa   kroki   w   lewo   i   weszłam   do   drugiego   pokoju.   Drugi   pokój 

background image

przypominał   wiele   rzeczy,   ale   na   pewno   nie   pokój   terapeutyczny.     Był   tam   duży, 

konferencyjny stół, otoczony krzesłami. Pokój był bez okien, na ścianach wisiało kilka 

mdłych krajobrazów. Był to gest w kierunku dekoracji. Czekały tam już kobiety, niektóre z 

puszkami napojów, a przed nimi leżały notatniki. Moja prawie przyjaciółka, Janet Shook, 

była tam, oraz kobieta, która miała nieprzyjemny wyraz twarzy. Przez moment próbowałam 

sobie przypomnieć jak się nazywa, aż zdałam sobie sprawę, że ta formalnie ubrana kobieta, 

wyczesana   w   okazałą   fryzurę   to   Sandy   McCorkindale,   żona   pastora   Kościoła 

Fundamentalistycznego, znanego lokalnie jako NIK. Sandy i ja spotkałyśmy się parę razy, 

kiedy   kościół   zatrudniał   mnie   by   przygotować   poczęstunek   na   posiedzeniach   zarządu 

przedszkola SCC i miałyśmy różnice poglądów na temat składu menu lunchu na corocznym 

posiedzeniu zarządu kościoła. Sandy była tak samo zadowolona, że mnie widzi, jak ja że 

spotkałam ją. Po drugiej stronie stołu Janet uśmiechnęła się szeroko. Janet jest, tak samo jak 

ja, wysportowana i cholernie umięśniona.  Ma ciemnobrązowe włosy, kołyszące się w tył i 

w   przód,   opadające   na   policzki   i   mające   tendencje   do   wchodzenia   do   oczu.   Janet   i   ja 

trenujemy   czasem   razem   i   jesteśmy   członkiniami   tej   samej   grupy   trenującej   karate. 

Usiadłam obok niej i przywitałam się z reszta kobiet i wtedy weszła Tamsin i zaczęła się 

krzątać, trzymała podkładkę z klipsem i kilka dokumentów, a jej duże piersi podskakiwały. 

Na moje oko całkiem się uspokoiła. 

Drogie Panie, czy zapoznałyście się ze sobą?

Wszystkie, oprócz ostatnio wchodzącej – wycedziła jedna z kobiet siedzących po 

drugiej stronie stołu.

Była jedną z trzech kobiet, których nigdy wcześniej nie widziałam. Tamsin pełniła honory. 

To jest Carla, a to jest Melanie  - Tamsin wskazała kobietę, która wcześniej mówiła, 

niską, szczupłą i bardzo pomarszczoną z kaszlem palacza. Młodsza kobieta, siedząca 

obok niej, Melanie, była pulchną blondynką z ostrym spojrzeniem i wściekłością 

widoczną   na   twarzy.   Ostatnia   przedstawiona   mi   kobieta,   Firella,   była   jedyną 

Afroamerykanką   w   grupie.   Miała   fryzurę,   której   czubek   wyglądał   jakby   był 

zbudowany z baterii. Nosiła bardzo poważne okulary. Ubrana była luźno i wygodnie. 

Panie, to jest Lily.  - powiedziała Tamsin z rozmachem, kończąc wprowadzenie. 

Czując się tak wygodnie, jak tylko pozwalało mi na to krzesło, skrzyżowałam ręce na piersi, 

czekając na to co będzie dalej. Tamsin zdawała się liczyć nas. Wyjrzała przez drzwi na 

korytarz, jakby oczekiwała, że ktoś jeszcze przyjdzie, zmarszczyła brwi i powiedziała:

background image

Dobra,  zaczynajmy,  wszyscy  maja kawę  lub co  tam  chcą do  picia?   Okay,  dobra 

robota.

Tamsin Lynd wzięła głęboki wdech.

Niektóre z Was zostały zgwałcone. Niektóre z Was zostały zgwałcone lata temu. 

Czasami ludzie po prostu muszą wiedzieć, że kogoś innego spotkało to samo. Więc, 

czy któraś z Was mogłaby  opowiedzieć trochę o tym co jej się przydarzyło?

Skuliłam się w środku, bardzo mocno pragnąc wyparować stąd i znaleźć się w moim małym 

domu,  niewiele ponad  kilometr  stąd.  Jakoś  wiedziałam,  że Sandy McCorkindale będzie 

mówić jako pierwsza i miałam rację. 

- Panie – zaczęła. Jej głos brzmiał niemal tak profesjonalnie, ciepło i przyjaźnie, jak jej 

męża z ambony. 

Jestem   Sandy   McCorkindale,   a   mój   mąż   jest   pastorem   Kościoła 

Fundamentalistycznego. - Wszyscy skinęli głowami. Wszyscy znali ten kościół.

Zostałam skrzywdzona, dawno, dawno temu.  - powiedziała Sandy z profesjonalnym 

uśmiechem.

W galaktyce, daleko, daleko?

Kiedy dopiero co rozpoczęłam studia.

Czekaliśmy,   ale   Sandy   nie   powiedziała   nic   więcej.   Pozostała   uśmiechnięta.  Tamsin   nie 

zmuszała Sandy do powiedzenia niczego więcej. Zamiast tego zwróciła się do Janet, która 

siedziała obok niej. 

Lily i ja jesteśmy koleżankami z siłowni – powiedziała Janet do Tamsin.

Och, naprawdę? To świetnie – rozpromieniła się Tamsin. 

Ona  wie,   że  zostałam   zgwałcona,   ale  nic  poza  tym   –   powiedziała  powoli  Janet. 

Spojrzała na mnie kątem oka. Wydawała się być skonsternowana, tym, jaki wpływ na 

mnie będzie miała jej historia. Niedorzeczne. 

Zostałam zaatakowana jakieś trzy lata temu, kiedy byłam na randce z chłopakiem, 

którego   znałam   całe   moje   życie.   Wyjechaliśmy   z   parkingu   i   jechaliśmy   polami, 

wiesz,   jak   nastolatki.   I   on   nagle   się   zatrzymał.   On   po   prostu...   Nigdy   nie 

powiedziałam policji . Powiedział, że nie pozostawił na mnie żadnych śladów, że 

policja nigdy mu tego nie udowodni, że nie będą go ścigać.

Dalej, ah, Carla?

Grałam w bilard – powiedziała ochryple. Wyglądała na około pięćdziesiąt lat, a były 

background image

to ciężkie lata. 

Wygrałam też trochę pieniędzy. Myślę, że jeden z tych chłopców musiał mnie nie 

lubić. Wrzucił coś do mojego drinka. Następna rzecz, jaką pamiętam, to że jestem w 

moim samochodzie, naga, bez grosza. Moje klucze sterczały między moimi nogami. 

Musieli mnie gwałcić, kiedy byłam nieprzytomna. Znam każdego z nich. 

Zgłosiłaś to? - zapytała Tamsin.

Nie, ja ich znam, wiem gdzie mieszkają – powiedziała Carla.

Zapadła długa chwila ciszy, kiedy przetrawiałyśmy to, co usłyszałyśmy. 

To uczucie, ta potrzeba zemsty, to jest coś, o czym będziemy rozmawiać na dalszym 

etapie – powiedziała wreszcie Tamsin..

 Melanie, chcesz nam powiedzieć co się stało?

Pomyślałam, że Tamsin nie zna zbyt dobrze Melanie, tylko wie jak brzmi jej głos.

To dla mnie coś nowego, więc odpuśćcie mi na razie.

Melanie   wydała   z   siebie   nerwowy   chichot,   bardzo   nieodpowiedni,   ale   pasujący   do   jej 

pulchnych, różowych policzków, który kontrastował z gniewem w jej ciemnych oczach. 

Pomyślałam, że Melanie była jeszcze młodsza od Janet. 

Dlaczego tu jesteś, Melanie?

Tamsin  była  teraz  w pełni terapeutą  z jej  ubraniami,  formularzami,  działającymi  na  jej 

korzyść. Skrzyżowała kostki, pokryte grubymi, beżowymi pończochami, starając się nie 

bawić ołówkiem przy podstawce z klipsem.

Masz na myśli, co mi się przydarzyło?- zapytała Melanie.

Tak - odpowiedziała Tamsin cierpliwie.

Bo   zgwałcił   mnie   mój   przyrodni   brat,   dlatego!   Przyszedł   do   mojej   przyczepy, 

wszystko porozwalał i złapał mnie w drzwiach, a chwilę później był już na mnie. Nie 

miałam   czasu   wyjąć   mojego   Magnum   357,   nie   mogłam   zadzwonić   na   policję. 

Wszystko odbyło się tak szybko, że nie dały byście wiary. 

Czy policja aresztowała go?

Jasne. Nie wyszłam z posterunku policji zanim nie znalazł się za kratkami. Policja 

próbowała mnie odwieść od tego, co robiłam, mówili, że w relacjach rodzinnych coś 

poszło nie tak, ale ja wiedziałam co robię i wiedziałam co on zrobił. Moje zamiary 

były niczym w porównaniu z tym, jak mnie skrzywdził. Jego żona powiedziała, że jej 

background image

też to robił, kiedy była chora lub nie miała ochoty. Byli małżeństwem, więc myślę, że 

wydawało jej się, że nie wolno jej się poskarżyć, ale ja wiem, że może to zrobić. 

To dobrze, Melanie – powiedziała Tamsin, a ja w myślach powtórzyłam te słowa.

Może być trudno stanąć w obronie prawdy, Firella? 

Oh, cóż... przeniosłam się tutaj z Nowego Orleanu jakiś rok temu - powiedziała 

Firella – Jestem zastępcą dyrektora gimnazjum, tu, w Shakespeare, podobną pracę 

miałam w Luizjanie. 

Moje   poglądy   co   do   jej   wieku   poszły   w   górę.   Firella   była   prawdopodobnie   koło 

pięćdziesiątki, a nie trzydziestki piątki, jak pierwotnie zakładałam.

Kiedy mieszkałam w Nowym Orleanie, zostałam zgwałcona w szkole, przez ucznia.

Wtedy Firella zamknęła usta i przemilczała resztę tej historii, tak, jakby już dość dała nam 

do myślenia. I miała rację. Pamiętałam zapach szkoły, kreda, szafki, brudna wykładzina 

przemysłowa  i    cisza  w budynku,  kiedy  uczniowie poszli  do  domu.   Myślałam  o kimś, 

jakimś drapieżniku, poruszającym się bezgłośnie po budynku …

Złamał mi też rękę – powiedziała Firella. Poruszyła lewą ręką, trochę tak, jakby 

badając jej użyteczność -  Wybił kilka zębów. Zaraził mnie opryszczką.

Powiedziała to bardzo poważnie i rzeczowo. Wzruszyła ramionami i zamilkła.

I złapali go?

Tak – powiedziała kobieta ze znużeniem.

Złapali go, powiedział, że sypiałam z nim od miesięcy. Taki konsensus. Zrobiło się 

naprawdę paskudnie. To było we wszystkich gazetach, ale złamana ręka i brakujące 

zęby były mocnym dowodem, naprawdę.

Tamsin rzuciła spojrzenie w moją stronę, aby upewnić się, że pojęłam fakt, że nie jestem 

jedyną ofiarą na świecie, która przeszła straszną gehennę. Nigdy nie byłam egoistką. 

- Lily, czujesz się na siłach opowiedzieć nam dziś swoją historię? - zapytała terapeutka. 

Walczyłam z niemal przytłaczającą chęcią by wstać i wyjść, ale zmusiłam się, by usiąść i się 

zastanowić. Myślałam o nosie Jacka, o zaufaniu, które okazały mi te kobiety. Gdybym miała 

o   tym   opowiedzieć,   równie   dobrze   mogę   to   zrobić   teraz,   jak   i   każdego   innego   dnia. 

Skupiłam się na klamce, kilka stóp za uchem Tamsin. Żałowałam, że jakiś czas temu nie 

nagrałam tego na taśmę. 

Kilka lat temu mieszkałam w Memphis – powiedziałam stanowczo – Pewnego dnia 

w   drodze   z   pracy   do   domu   zepsuł   mi   się   samochód.   Kiedy   szłam   na   stację 

background image

benzynową,   jakiś  człowiek,   grożąc   bronią  uprowadził   mnie.  Wynajął   mnie  małej 

grupie rowerzystów na weekend. Tym się zajmował. Zabrali mnie do takiej... starej 

budy na polach w  Tennessee.

Poczułam drżenie, prawie niezauważalne dreszcze,ale mogłam je poczuć aż do podeszew 

moich stóp. 

Było ich około pięciu, pięciu mężczyzn i jedna lub dwie kobiety. Zawiązali mi oczy 

więc ich nie widziałam. Przykuli mnie do łóżka. Gwałcili mnie i wycięli nożami 

wzory na mojej klatce piersiowej i brzuchu. Kiedy wychodzili, jeden z nich dał mi 

pistolet. Był wściekły na faceta, który im mnie wynajął. Nie pamiętam dlaczego. 

To nie była prawda, ale nie chciałam dalej wyjaśniać. 

Pistolet miał jeden nabój. Mogłam się zabić. Zrobiłabym tym niezły bałagan. Na 

zewnątrz było wtedy bardzo gorąco.

Miałam zaciśnięte pięści. Walczyłam by zachować równy oddech. 

Ale kiedy porywacz wrócił, zastrzeliłam go. I umarł.

W pokoju było tak cicho, że słyszałam swój własny oddech. Czekałam, aż Tamsin coś 

powie. Ale oni czekali na mnie. Janet powiedziała:

Powiedz nam, jak to się skończyło.

Ach, cóż, rolnik, do którego należała ziemia, przyszedł i mnie znalazł. Zadzwonił na 

policję, a oni zabrali mnie do szpitala. .

Wersja skrócona. 

 - Jak długo? -Tamsin zapytała.

Jak długo mnie tam trzymali? Cóż, zobaczmy.

Dreszcze się wzmogły. Wiedziałam, że teraz musi je już być widać. 

Cały piątek, całą noc, sobotę i część niedzieli, tak myślę.

Jak długo, zanim rolnik przyszedł.

Och,   tak,   przepraszam,   czyli   jeszcze   resztę   niedzieli,   poniedziałek   i   większość 

wtorku.   Jakoś   tak   -   powiedziałam.   Wyprostowałam   się   tak   mocno,   że   klatka 

piersiowa chciała mi pęknąć. Próbowałam się trzymać. 

 - Pamiętam to – powiedziała Melanie – Byłam tylko dzieckiem, ale pamiętam, to było we 

wszystkich   gazetach.   Pamiętam,   jak   życzyłam   ci,   abyś   miała   szansę   zastrzelić   ich 

wszystkich.

background image

 Spojrzałam na nią zaskoczona. 

Pamiętam, że myślałam, że sama się o to prosiłaś, idąc, po tym, jak twój samochód 

się zepsuł – powiedziała Firella. Wszyscy spojrzeli na nią. 

To było zanim dowiedziałam się, że kobiety mają prawo chodzić tam, gdzie chcą i 

nikt nie może im przeszkadzać.

To prawda Firella – powiedziała stanowczo Tamsin.

Jaka jest zasada, ludzie?

Wszyscy czekali.

Nie obwiniaj ofiary za zbrodnię – powiedziała, prawie śpiewnie.

Nie obwiniaj ofiary za zbrodnię – odpowiedzieliśmy chórem. 

Myślę, że niektórzy wiedzieli coś o tym, więcej niż inni, sądząc po wyrazach twarzy. 

 - Opiekunka do dziecka jest odwożona do domu przez ojca dziecka, gwałci ją,jest winna? - 

zapytała ostro Tamsin.

Nie obwiniaj ofiary za zbrodnię – odpowiedzieliśmy. Muszę przyznać, że był to dla 

mnie   wysiłek.   Musiałam   się   zdecydować,   czy   Jack   powinien   dać   mi   czas,   ale 

przypomniałam sobie krew wypływającą z jego nosa. 

Kobieta spaceruje sama w nocy, zostaje złapana i zgwałcona – powiedziała Tamsin – 

Czy to jej wina?

Nie obwiniaj ofiarę za zbrodnię – powiedzieliśmy stanowczo. 

Kobieta jest ubrana w obcisłą spódniczkę, bez stanika, idzie do baru w złej części 

miasta, upija się, wsiada do samochodu z nieznajomym, zostaje zgwałcona. Czy to 

jest jej wina?

Chór zamarł. To wymagało większego przemyślenia.

Jak myślisz, Lily? - Tamsin zapytała bezpośrednio mnie.

Myślę,   że  chce  wyglądać  atrakcyjnie,   nawet  prowokacyjnie,   ale  tonie  znaczy,   że 

zasługuje na zgwałcenie. Myślę, że nawet głupota, upijanie się z ludźmi, których nie 

znasz, nie zasługuje na karę bycia zgwałconym. Kobieta musi być odpowiedzialna za 

swoje własne bezpieczeństwo – zamilkłam. 

A co masz na myśli, mówiąc: odpowiedzialna za swoje własne bezpieczeństwo?

To było pytanie, na które mogłam odpowiedzieć.

To   oznacza   naukę   walki   –   powiedziałam   z   całą   pewnością   –   To   oznacza   bycie 

background image

ostrożnym. To tak, jak dbanie o samochód żeby się nie zepsuł, upewnianie się czy 

drzwi są zamknięte i ocena otoczenia w zakresie zagrożenia.

Niektóre kobiety spojrzały na mnie z powątpiewaniem, kiedy wspomniałam o walce, ale 

reszta moich działań doczekała się akceptacji. 

Jak   odpowiedzialna   byłaś   za   swoje   bezpieczeństwo   zanim   zostałaś   zgwałcona- 

zapytała terapeutka. 

Jej ciemne oczy zostały skierowane prosto na mnie. Pochyliła się do przodu, a jej 

bluzka rozchyliła się nieznacznie, bo była za bardzo wypełniona. 

Nie bardzo. Upewniałam się, że zawsze mam dość pieniędzy by zadzwonić. Kiedy 

jechałam na pierwszą randkę z kimś, kogo nie znałam, mówiłam przyjaciółce lub 

dwóm, gdzie idę i z kim.

Tak więc można powiedzieć, że większość z tych mądrości nie przydała Ci się?

Tak.

Czy możesz winić kobietę za to, że nie ma tych samych zasad?

Nie.

W miarę jak dyskusja się rozwijała, ja ograniczyłam się do słuchania przez resztę godziny. 

Problem   odpowiedzialności   był   zawiły.   Kobiety   ubierały   się   prowokacyjnie,   aby 

przyciągnąć uwagę i podziw, bo je to satysfakcjonowało. Wierzę, że bardzo niewiele kobiet 

nosi biustonosz push-up, bluzkę low-cut [bluzka z głębokim dekoltem, odsłaniająca piersi –  

tłum.], mini spódnicę i wysokie obcasy, jeżeli mają zamiar zostać w domu czy na przykład 

pracować   przy   komputerze.  Ale  zainteresowanie   seksualne   nie   jest   tożsame  z  gwałtem. 

Wiem, że nie istnieje kobieta, która wychodzi wieczorem z domu, wystrojona, z myślą, że 

ucieszy ją bycie zmuszoną groźbą użycia noża do zrobienia loda komuś obcemu. I istnieje 

bardzo niewiele kobiet, które chodzą same po nocy, mając nadzieje, że jakiś facet zaoferuje 

jej wybór między seksem a uduszeniem. Faktem pozostaje, że głupota i/lub słabość nie jest 

karalna. I to by było na tyle, jeśli chodzi o mnie. A co ze zgwałconymi babciami i dziećmi? 

Były obiektami seksualnymi w oczach wypaczonych zboczeńców. Ten wzorzec myślenia 

był mi znany, przestarzały. Potwierdzał w jakim miejscu byliśmy i dokąd zmierzaliśmy. 

Myślałam o własnej terapii. Tamsin Lynd, swoją obecnością, zmuszała na do myślenia o 

wydarzeniach  i  problemach,   z  którymi   trudno   się  zmierzyć,   udźwignąć.   Co  za  praca   – 

musieć   słuchać   o   tym   wszystkim.   Zastanawiałam   się   czy   ona   kiedykolwiek   została 

zgwałcona,   pomyślałam,   że   to   nie   mój   interes,   nie   powinnam   pytać,   ponieważ   była 

background image

neutralna,   była   liderem   grupy,   przynajmniej   pozornie.   Czy   Tamsin   przeżyła   gwałt?   Z 

pewnością  miała  teraz  kłopoty,   z  którymi  musiała   sobie   radzić.  Ten  telefon  nie   był  od 

znajomego.  Kiedy  sesja się  skończyła, Tamsin wyprowadziła nas,  pozostając  w pustym 

budynku – aby uporządkować kilka rzeczy – jak powiedziała. Gdy byłyśmy na parkingu, 

kokon wzajemnego,  rozpuszczonego  bólu  i    Melanie,  i Sandy, rozwiał  się natychmiast. 

Carla   wsiadła   do   swojego   starego   samochodu   i   zapaliła   papierosa,   zanim   przekręciła 

kluczyk w stacyjce. Firella powiedziała do nikogo szczególnego:

Mieszkam tu, w prawo, w dole ulicy – ułożyła kluczyki w dłoni, przybrała dumną 

minę i ruszyła w ciemność. 

Janet   przytuliła   mnie.   Nie   było   to   coś   typowego   w   naszych   relacjach   i   prawie   się 

wzdrygnęłam.   Trzymałam   ręce   sztywno   za   jej   plecami   i   próbowałam   się   zbliżyć,   aby 

odwzajemnić uścisk.  Zrobiła krok do tyłu i roześmiała się.

Tak lepiej?

Poczułam się zakłopotana, dałam jej to odczuć.

Nie musisz przede mną udawać – powiedziała.

Kim jest Tamsin? – zapytałam aby zmienić temat.

Pracuje tu około roku – powiedziała Janet, chcąc przejść na moje tory – Ona i jej maż 

mają niewielki dom na Compton. Oboje są Jankesami. On ma inne nazwisko. 

Janet jasno dała do zrozumienia, że to małżeństwo było bardzo nietradycyjne. 

Przeszkadza ci to?

Janet pokręciła głową.

Ona może spędzać czas nawet z aligatorami. Przyjście do tej grupy jest najlepszą 

rzeczą, jaką zrobiłam, odkąd zostałam zgwałcona.

Nie zgłoszenie gwałtu nie wydaje się pasować do ciebie – powiedziałam ostrożnie. 

Nie pasuje do takiej mnie, jaką jestem teraz. To byłam ja wtedy. 

Czy kiedykolwiek pomyślałaś o zgłoszeniu tego, nawet teraz?

On nie żyje – powiedziała po prostu Janet – To było w gazetach w zeszłym roku. 

Może pamiętasz? Mart Weekins? Próbował przejść przez żółtą linię na tym dużym 

zakręcie za miastem, na trasie nr 6. Sprawiedliwość przyszła z innej strony. 

Tak -odpowiedziałam.

Nie wziął odpowiedzialności za swoje bezpieczeństwo, tak myślę. Czy myślisz, że 

background image

to, że on był tam wtedy było nierozsądne?

Zastanawiam   się,   czy   był   ubrany   prowokacyjnie   –   powiedziała   Janet   i   obie 

roześmiałyśmy się, trochę maniakalnie.

***

Jak to się często zdarzało, kiedy poznałam Tamsin Lynd, słyszałam o niej wszędzie i ciągle 

ja spotykałam. Widziałam ją na poczcie,   w sklepie spożywczym, na stacji benzynowej. 

Czasami towarzyszył jej tęgi mężczyzna z ciemnymi włosami, brodą i wąsami, wygolonymi 

w staranny wzór. Za każdym razem uśmiechała się do mnie przyjaźnie, ale bezosobowo, 

więc mogłam odpowiedzieć uśmiechem lub zignorować go, wybór należał do mnie. Jako, że 

następnego tygodnia, po mojej drugiej sesji, pojechałam z Jackiem do Little Rock, starałam 

się   opisać   mu   jej   wygląd   i   charakter,   ale   w   ogóle   nie   mogłam   sobie   z   tym   poradzić. 

Zazwyczaj   od   razu   wiem,   czy   kogoś   lubię   czy   nie,   ale   z   Tamsin   nie   mogłam   się 

zdecydować. Może to nie ma znaczenia z osobą , jeśli ma ona tylko pomóc ci wyprostować 

coś w twojej głowie. Może nie miałam po prostu powodu lubić ja lub nienawidzić. 

Jest inteligentna – powiedziałam – Zawsze mówi nam o innych stronach naszych 

doświadczeń.

Czy jest sympatyczna? 

Jack wygładził włosy z boku jedną ręką, przełożył drugą rękę na kierownicę i wygładził z 

drugiej strony. Jego wymykające się, niesforne kosmyki, sztywnych czarnych włosów, to 

pewny znak, że myślał o czymś innym kiedy się ubierał.   Zastanawiałam się, czy zaprzątała 

mu myśli moja wydajność w pracy.  

Nie bardzo – powiedziałam- ma silny charakter. Po prostu nie wiem, co się na niego 

składa.

Zazwyczaj podejmujesz decyzje co do ludzi szybciej niż w tym przypadku. 

Zastanawiam się nad nią. Może jest to część bycia doradcą, ale ona nie wydaje się 

skupiać teraz na tym, co czujemy do napastnika, tylko o problemach, które wynikły z 

ataku.

Może ona wychodzi z założenia, że nienawidzisz wszystkich mężczyzn.

Możliwe. Albo po prostu czeka, aż my to powiemy. Chyba żadna z nas nie należy do 

klubu „Mężczyźni są wspaniali” i myślę, że jedna lub dwie osoby z grupy naprawdę 

background image

nienawidzą wszystkich mężczyzn, do pewnego stopnia.

Jack rzucił mi niewygodne spojrzenie. Nie byłam pewna jak bardzo chciał usłyszeć o moich 

nowych doświadczeniach, a ja nie byłam pewna, jak bardzo chcę się nimi podzielić.

Jesteś pewna, że dobrze się czujesz w tej nowej pracy? - spytał po raz setny.

Jack – powiedziałam ostrzegawczo.

Wiem, wiem, ja tylko... czuje się odpowiedzialny.

Jesteś odpowiedzialny. Wszystko jest w porządku i nawet trochę się cieszę. 

To Jack wpadł na pomysł, abym była prywatnym detektywem, jak on. Aby to osiągnąć, 

muszę pracować razem z doświadczonym śledczym przez dwa lata. Ta praca była moim 

pierwszym krokiem, a doświadczonym śledczym był Jack. Zatrzymaliśmy się na parkingu 

przy   centrum   handlowym   w   zachodniej   części   Little   Rock.  To   był   drugi   Marvel   Gym 

otwarty w tym mieście i zajmował dwie trzecie powierzchni całego centrum handlowego. 

Mel   Brentwood   ryzykował   trochę   pieniędzy   otwierając   drugą   siłownię,   zwłaszcza,   że 

Marvel nie było zwyczajnym miejscem do podnoszenia ciężarów. Marvel było luksusową 

siłownią, z różnymi zajęciami, otwartą cały dzień, ze specjalną salą do ćwiczeń aerobowych 

(bieżnie, ścianka do wspinaczki), sauną, solarium, jacuzzi, dużą ilością hantli, dla ludzi, 

którzy   chcieli   przyjść   powyciskać   trochę   żelastwa.   Poszłam   do   damskiej   szatni,   która 

posiadała również damską łazienkę, zdjęłam bluzkę i spodenki i złożyłam aby schować je 

do zamykanej szafki.  Pod spodem nosiłam strój do ćwiczeń, zawsze go zakładałam. Był to 

spandeksowy kostium w cętki leoparda, bez rękawów, z nogawkami do połowy uda. Z boku 

klatki piersiowej, wypukłymi literami, widniał napis MARVEL, a pod nim słowo siłownia, 

mniejszą czcionką.   Mimo, że kostium odsłaniał każdy posiadany przeze mnie kilogram, 

zakrywał moje blizny. Nosiłam czarne skarpety i ciężkie czarne Nike'i, wyglądające trochę 

militarnie. Po chwili namysłu zostawiłam torebkę, zamknęłam szafkę i poszłam na parter, 

aby się zalogować w systemie, odliczającym czas pracy. Moja praca była mało płatna, jako 

dla nowo przyjętych i polegała na tym, że miałam się opiekować i sprawdzać ludzi, którzy 

zapłacili   za   roczne   członkostwo.   Reszta   mojej   pracy   polegała   na   pokazywaniu   nowym 

gościom,   jak   korzystać   z   urządzeń,   asekurowaniu   ludzi   którzy   przyszli   bez   kumpla, 

sprzedawaniu napojów i ubrań i odbieranie telefonów. Na jednej zmianie pracowały zawsze 

dwie  osoby,   kobieta  i  mężczyzna.   Jeśli  kolega,   który   dzielił   ze  mną  zmianę,   chciał  iść 

poćwiczyć, miałam go zastąpić i on musiał to samo robić dla mnie.  

Nigdy nie pokazałam tak dużo siebie tak wielu obcym, praktycznie z dnia na dzień. 

background image

Zanim jeszcze złe czasy mnie naznaczyły, zawsze byłam skromna. Ale musiałam się poznać 

z   innymi   pracownikami,   którzy   byli   ode   mnie   młodsi.   Jack   zapewnił   mnie,   że   jeśli 

którykolwiek z miałby takie ciało jak moje, obnosiłby się z nim znacznie bardziej niż ja. 

Aby   zminimalizować   moją   samoświadomość   o   pojawiającym   się   zainteresowaniu, 

ograniczyłam   makijaż   do   minimum,   unikałam   bezpośredniego   kontaktu   wzrokowego   z 

mężczyznami i ignorowałam jakiekolwiek zainteresowanie objawiane przez którąkolwiek z 

osób.   Ponieważ   przednie   drzwi   były   otwarte   już   wiedziałam,   że   kierownik   tam   był. 

Rzeczywiście   w   jego   biurze   paliło   się   światło.   Linda   Doan   mnie   nie   lubiła   i   była 

zdecydowana pozbyć się mnie przy pierwszej nadarzającej się okazji. Linda nie mogła mnie 

zwolnić, ale jeszcze o tym nie wiedziała. Nie wiedziała co ja tak naprawdę tam robiłam. 

Byłam   pod   przykrywką.   Samo   to   określenie   wywoływało   u   mnie   chichot,   ale   to   była 

prawda. Od otwarcia, siedem miesięcy temu, w siłowni grasował złodziej. Ktoś wkradał się 

do szatni i innych miejsc i kradł gościom różne rzeczy – pieniądze,  biżuterię, telefony 

komórkowe. Niemożliwym było, że złodziej był gościem, a Jack uważał, że robił to jeden z 

pracowników, biorąc pod uwagę miejsca, z których ginęły te rzeczy. 

Szatnia   męska,   damska,   składzik   przy   saunie   –   jęczał   Mel   Brentwood   –   napoje, 

zegarki, łańcuszki, pieniądze, niedużo, niezbyt drogie, ale to tylko kwestia czasu. 

Goście usłyszą o tym i przestaną przychodzić. Jeśli nie znajdziemy złodzieja, wywalę 

wszystkich z pracy, przysięgam, zrobię to.

 

Byłam pewna, że takie drastyczne działanie było niezgodne z prawem, ale to nie była 

moja sprawa by o tym mówić. Zauważyłam, że Jack, który wyglądał przez okno, miał pusty 

wyraz twarzy. Mel nie mógł być takim idiotą na jakiego pozował. Otworzył sieć siłowni za 

pieniądze,   które   pożyczył   od   sceptycznych   przyjaciół,   rodziców   i   sprawił,   że   dobrze 

prosperowały, ciągle myśląc jak je zareklamować w telewizji bez wielkich nakładów.

Czy możemy zainstalować kamery w szatniach? - zapytał Jack.

Jasne,   że   nie!   Jak   myślisz,   jak   większość   z   tych   ludzi   zareaguje   na   to,   że   ich 

filmujemy? Nie ma sposobu na umieszczenie ich tam tak, by nikt nie zauważył.

Ale byłam pewna, że Mel zainteresował się tym pomysłem. 

Jeśli nie chciałbym zgłaszać kradzieży policji... - powiedział powoli – gdybym tylko 

chciał złapać drania i zwolnić...

Kamera nigdy nie wyszłaby na jaw – powiedział Jack – Możemy ją zdemontować, 

background image

zniszczyć  taśmę,   nikt  się nie  dowie.  Możemy  ją uruchamiać  zdalnie.   Nie  jestem 

entuzjastą filmowania nieświadomych tego ludzi, ale to zadziała.

Czy nadal potrzebuję Lily? - zmierzył mnie jak rewolwerowiec, który może użyć 

swojej zabawki. 

Oczywiście, są rzeczy, których kamera nie wyłapie – powiedział Jack – a my musimy 

jeszcze wymyślić sposób na pozbycie się problemu.

Dobra, dziewczyny – powiedział Mel waląc mnie w ramię, jakby chciał mnie zagrzać 

do gry – Zaczynasz działać tak szybko, jak jesteś w stanie założyć rajstopy.

Spojrzałam na niego groźnie. Nie byłam zadowolona z pracy dla Mela, ale pracowałam już 

dla wielu osób, dla których praca nie podobała mi się. Powiedziałam sobie, żeby odpuścić. 

Był niepoprawny politycznie, ale płacił Jackowi za tą pracę. Jack mógłby złapać innego 

klienta, który zadzwoniłby do niego stojąc akurat w korku i jego firma kręciłaby się. Więc 

tkwiłam   tam,   w   siłowni   Marvel,   w   chwalebnym   firmowym,   leopardzim   kostiumie, 

upewniając się, że goście przeciągnęli swoje zielone karty przez czytnik aby komputer mógł 

zarejestrować ich obecność. Wręczałam gościom małe ręczniki, jeśli zapomnieli o swoich, 

sprawdzałam zapas dużych ręczników kąpielowych w pokoju z szafkami, sprzedawałam 

drogie „zdrowe” napoje, umieszczone w lodówce za ladą. Były to codzienne obowiązki, ale 

każdego   dnia   zdarzał   się   jakiś   konkretny   problem   do   rozwiązania.   W   ciągu   pierwszej 

godziny mojej dzisiejszej pracy, zmieniłam ustawienia wagi w urządzeniu do treningu nóg, 

potem   dyskretnie   wyczyściłam   ławeczkę   do   podnoszenia   ciężarów,   na   której   potwornie 

spocony gość, leżąc, tak ją ubrudził, że wyglądała jakby ktoś wytarzał ją w błocie. Przez 

sekundę   lub  dwie  byłam   wściekła   na  Byrona,   dwudziestoczteroletniego  chłopaka,   który 

dzielił ze mną zmianę. Zastępował wszystkie kobiety podczas treningu, co zjednywało mu 

względy wszystkich kobiet, oprócz mnie. Ze mną próbował pogrywać. Był wyrzeźbiony. 

Można   powiedzieć,   że   miał   o   sobie   mniemanie,   że   jest   zbudowany   jak   grecki   posąg, 

zmysłowy,   męski.  To   znaczy,   jeśli   Byron   w   ogóle   znał   któreś   z   tych   słów.   Byron   był 

marnowaniem miejsca pracy, jeśli chodzi o moją opinię. Podczas dwóch tygodni pracy w 

Marvel, nie jestem w stanie zliczyć ile razy miałam nadzieję, że on jest złodziejem. Chyba, 

że ludzie płacili grube pieniądze za kartę członkowską by popatrzeć na Byrona, biednego 

pracownika: uprzejmego dla ludzi, których lubił, którzy mogli mu pomóc i niegrzeczny dla 

gości, którzy nie mogli nic dla niego zrobić czy spodziewali się po nim, że będzie pracował. 

A  on   nie   zajmował   się   niczym,   co   stało   nieruchome.   Dlaczego   Linda   Doan   zatrudniła 

background image

Byrona, było dla mnie zagadką. 

Muszę zanieść ręczniki do damskiej szatni – powiedziałam – potem mam zamiar 

potrenować.

Dobra – powiedział Byron. Mówca. Zaczął robić inny zestaw brzuszków.

Zabrałam stertę ręczników do damskiej szatni. Kiedy weszłam, w  łazience ktoś brał 

prysznic, co było zaskakujące, bo było zbyt wcześnie, mogła być dziesiąta, może dziesiąta 

trzydzieści. Strumień wody zamilkł, kiedy dotarłam do szafki na ręczniki. Szłam cicho, bo 

zawsze   tak   chodzę.     Złapałam   gościa   na   gorącym   uczynku.   Kobieta   przeszukała   moją 

torebkę, którą zostawiłam na wierzchu, by kusiła, dodatkową parę butów, opartą o moją 

szafkę. Przeszukiwałam w myślach listę gości, próbując przyporządkować zdjęcie twarzy, 

którą widziałam do danych personalnych. Uczyłam się tego na pamięć. W końcu wpadłam 

na jej nazwisko: Mandy Easley. Mandy dowiedziała się o mojej obecności w szatni po tym, 

jak wyciągnęła dwadzieścia dolarów z mojego portfela i otworzyła przegródkę z kartami 

kredytowymi. Mandy miała tylko dwadzieścia lat, ale kiedy mnie zobaczyła, wyglądała jak 

stara wiedźma. Jej ciemnobrązowe włosy były jeszcze mokre od prysznica, wąska twarz 

była naga od makijażu, a ręcznik owijał się skromnie wokół niej, ale nadal nie wyglądała 

niewinnie. Jej spojrzenie było winne jak cholera. 

Oh,   ah,   Lily,   prawda?   Szukałam   właśnie   drobnych   do   automatu,   na   tampony   – 

powiedziała roztrzęsionym głosem.

To automat przyjmuje teraz dwudziestki?

Ah, ja... - dwadzieścia dolarów powiewało z jej palców kiedy wpatrywała się w 

torebkę, zupełnie, jakby drobne miały się zmaterializować w   jej rękach – och, to 

wypadło! Przykro mi, po prostu pozwól mi schować to z powrotem... - i zaczęła 

szukać drobnych. Cała był spięta. 

Pani Easley – z tonu mojego głosu zorientowała się, że nie ujdzie jej to płazem. 

O, cholera – powiedziała i zakryła twarz dłońmi, jakby wstyd ją przytłoczył.

Lily, szczerze mówiąc nigdy nie robiłam czegoś takiego. - Starała się wycisnąć kilka 

łez, ale nie potrafiła na zawołanie.

 Mam straszne kłopoty finansowe, proszę, nie dzwoń na policje! Moja mama może 

umrzeć, jeśli byłabym karana.

Jesteś karana – obserwowałam ją. Jej twarz podniosła się z dłoni i spojrzała na mnie.

background image

Co?

Jesteś karana. Za kradzieże w sklepach i wystawianie czeków bez pokrycia.

Komputer  w  siłowni pokazał  nam,  którzy  pracownicy i goście byli w siłowni  w 

czasie, kiedy zdarzały się kradzieże i dwudziestotrzyletnia rozwódka, Mandy Easley się 

powtarzała. Jack sprawdził jej przeszłość kryminalną. 

Z chęcią zwrócimy ci pieniądze za twoją kartę członkowską, przelewem, jak tylko 

nam ją zwrócisz. - poinstruowałam ją.

Kiedy będę miała kartę w ręku, będziesz mogła odejść.

Nie   zamierzasz   zadzwonić   na   policję?   -   Zapytała,   nie   mogąc   uwierzyć  w   swoje 

szczęście. Czułam się tak samo.

Kiedy zwrócisz kartę, możesz iść.

Dobrze, Robokopie – powiedziała z furią, ulga popchnęła ją na granice ostrożności.

Weź tą cholerną kartę! - 

Odwróciła   się   i   szarpała   kieszeń   szortów   leżących   na   szafce   za   nią.   Wydobyła 

plastikową kartę i rzuciła nią we mnie. Mandy nie wyglądała jak młoda, zadbana 

kobieta, kiedy wyszarpywała dwadzieścia dolarów z mojej torebki, miała szyderczy 

wyraz twarzy. Rzadko spotykałam osobę o tak brzydkim wyrazie twarzy, kobietę czy 

mężczyznę. Myślę, że Mandy Easley była takim samym marnotrawstwem przestrzeni 

jak Byron i chciałam wyrzucić ją za drzwi. Czułam się przez nią chora. Odczytała 

coś z mojej twarzy, bo zaprzestała swoich maniakalnych wybuchów.   Zszarpała z 

siebie ręcznik pozwalając mu upaść na podłogę, po czym włożyła szorty i koszulkę i 

wsunęła stopy w sandały. Zabrała torebkę, złośliwie przewróciła stos ręczników i 

skierowała się do sali prowadzącej do głównego wejścia. Odwróciła się na pięcie, 

rzuciła jakiś ognisty komentarz do osób przebywających w sali do wyciskania, tak 

aby wszyscy słyszeli, ale ruszyłam w jej kierunku z największym obrzydzeniem na 

twarzy.  Wybiegła  z  siłowni  po  raz  ostatni.   Musiałam  wrócić  i  posprzątać  i  choć 

robiło   mi  się   niedobrze,   podniosłam   kartę,   którą  rzuciła   we  mnie  Mandy.   Kiedy 

składałam ręczniki i odkładałam na miejsce, wyobrażałam sobie różne sposoby na to 

jak zmusiłabym Mandy do podniesienia tej karty. Potem ponownie zajęłam miejsce 

obok Byrona.

Co się stało z Mandy? - zapytał od niechcenia, odrywając się na chwilę od fascynacji 

swoją twarzą odbitą w lśniącym blacie. 

background image

Wybiegła stąd jak poparzona kotka.

Nie mogłam mu powiedzieć, że ona kradła. To wyrzucało by za burtę cały pomysł. Ale 

mogę powiedzieć mu coś innego. 

Miałam jej zabrać kartę członkowską – powiedziałam, jeszcze bardziej poważnie i 

spokojnie, niż normalnie. Wytrzeszczył oczy z ciekawości.

Co? Dlaczego? - pozostałam niewzruszona.

Czy  ona złożyła na ciebie  skargę?   -  Byron stworzył teorię.   Mogłam  praktycznie 

zobaczyć parę uchodzącą z jego uszu. 

Czy ona faktycznie coś zrobiła? Pod prysznicem?

Miałam   nie   ujawniać   układów   biznesowych   między   Jackiem   a   Melem   Brentwoodem. 

Odwróciłam wzrok, mając nadzieję, że zauważy moje zakłopotanie. 

Nie chcę o tym mówić – powiedziałam zgodnie z prawdą. 

To było naprawdę okropne.

Biedna Lily – powiedział Byron, kładąc rękę na moim ramieniu i lekko przyciskając.

Biedna dziewczynka.

Gryząc wargę  od  środka żeby nie zawarczeć,  zasugerowałam  Byronowi,  że  chciałabym 

wrócić do pracy. Zdjął rękę z mojego ramienia kiedy odsunęłam się do stojaka z prasą. 

***

Po rozgrzewce i zrobieniu pierwszych czterdziestu pięciu powtórzeń, usiadłam na 

siedzisku   i   postawiłam   stopy   na   dużej   metalowej   płycie.   Pchnęłam   lekko   by   wyważyć 

ciężar, odrzuciłam barki do tyłu i pozwoliłam kolanom uderzyć w moją klatkę piersiową, 

wdech. Nogi prosto, wydech. Nogi do klatki piersiowej, wdech. Nogi prosto, wydech. I tak 

w kółko, aż wykonałam czterdzieści pięć powtórzeń.  Pod koniec treningu zrozumiałam, że 

powinnam być dumna, że zakończyłam sukcesem moją pierwszą sprawę, jako prywatny 

detektyw.   Jakoś   telewizja   i   przemysł   filmowy   nie   przygotowały   mnie   do   poczucia 

satysfakcji z wykrycia złodzieja. Nie biegałam wymachując bronią, policja nie groziła mi, 

Mel Brentwood nie próbował się ze mną przespać. Czy to możliwe, że media wprowadziły 

mnie   w   błąd?   Kiedy   tak  rozmyślałam,   zauważyłam,   że  Byron  był  tak  podekscytowany 

możliwością   szerzenia   wiadomości   o   Mandy,   że   wziął   płyn   i   zaczął   czyścić   lustra 

pokrywające ściany w sali gimnastycznej. Czynność ta zbliżyła go na odległość szeptu do 

background image

kilku jego kumpli i wielu innych osób zgromadzonych po bokach. Spojrzenia rzucane w 

moją stronę powiedziały jasno, że moje starcie z Mandy urosło do rangi mitu. Przynajmniej 

dobrze sobie potrenowałam pracując tutaj. Zastanawiałam się jak długo Mel będzie chciał 

zatrzymać mnie w tej pracy i że może to być ostatni raz kiedy jestem w siłowni Marvel. 

Jack odebrał mnie na koniec mojej zmiany. Byłam tak zadowolona, że go widzę, że czułam 

się prawie głupio. Jack jest wyższy ode mnie o piętnaście centymetrów, ma piwne oczy, a 

jego włosy nadal mają kolor głębokiej czerni. Na twarzy ma bliznę, bardzo cienką, biegnącą 

od linii włosów,  przechodzącą w pobliżu oka,  poprzez policzek i kończącą się aż przy 

szczęce. Jest mało widoczna. Ma wąski mocny nos i proste brwi. Pracuje jako prywatny 

detektyw odkąd zmuszono go do odejścia z policji w Memphis jakieś pięć lat temu.

Podoba mi się ten strój – powiedział kiedy szliśmy do samochodu.

W tym upale czuję się jak jedna wielka kupa smrodu, chcę wziąć prysznic i założyć 

coś luźnego i bawełnianego. 

Tak, proszę pani. Cieszysz się, że mnie widzisz czy wydarzyło się coś ciekawego w 

siłowni?

To i to.

Kiedy byliśmy w samochodzie wracając do Sheakspeare, miasta, w którym mieszkałam od 

pięciu lat, zaczęłam opowiadać Jackowi przebieg całego mojego dnia. 

Czyli to cały czas była Mandy – stwierdziłam.

Myślę, że jestem trochę rozczarowany, myślałem, że Byron robi te wszystkie rzeczy 

–   powiedział   Jack.   Odwróciłam   się   sapiąc   z   irytacji   gdy   odgarniałam   niesforny 

kosmyk, a on zacisnął usta w cienką linię i jego twarz nabrała poważnego wyrazu. 

Bycie głupim palantem to jeszcze nie przestępstwo – powiedziałam.

Więzienia nie są na tyle duże – zgodził się Jack.

Co się teraz stanie?

Zadzwonię do Mela gdy wrócimy do domu.

***

Podczas   gdy   Jack   rozmawiał   przez   telefon,   poszłam   do   łazienki,   odkleiłam   od   siebie 

paskudny kostium i wrzuciłam go do kosza. Tak jak się spodziewałam, prysznic w zaciszu 

własnej   łazienki,   chociaż   ciasny,   był   wspaniały.   Suszenie   się   było   czystą   rozkoszą. 

background image

Zawinęłam nad głową moje przylegające do skóry, mokre blond loki, sprawdziłam czy moje 

nogi   są  gładkie,   użyłam   dużo  dezodorantu,   wtarłam   w   ciało  balsam,   zanim  wyszłam  z 

łazienki by przyłączyć do Jacka. Właśnie marynował steki. Rzadko jadaliśmy wołowinę. 

Jakaś specjalna okazja?

Złapałaś swojego pierwszego złodzieja.

I zamierzasz mi pogratulować martwą krową?

Odstawił marynatę i popatrzył na mnie z oburzeniem.

Czy można sobie wyobrazić lepszy sposób?

Ah.... tak.

I to jest?

Strasznie powoli dziś myślisz – powiedziałam i zdjęłam szlafrok

Od razu załapał.

***

Ponieważ wróciliśmy do Sheakspeare za późno by zdążyć na zajęcia karate, później tego 

wieczoru poszliśmy na spacer. Jack spędził większość dnia siedząc więc chciał się trochę 

porozciągać przed snem. 

Mel podziękował – powiedział Jack, po tym jak szliśmy jakieś dwadzieścia minut – 

Myślę, że znów do nas zadzwoni, jak będzie miał jeszcze jakieś kłopoty. Zrobiłaś 

kawał dobrej roboty.

Jego głos był pełen dumy i nieoczekiwanie jakieś światło zapaliło mi się w piersi. 

Więc, co dalej? - zapytałam.

Mamy sprawę wypadku przy pracy, mogłabyś sobie z nią poradzić – powiedział Jack 

– mam wiele spraw tego rodzaju. 

Ta osoba twierdzi, że nie jest w stanie już pracować?

Tak. W tym przypadku to kobieta. Upadła na śliskiej podłodze w pracy i mówi, że 

nie   może   się   zgiąć   i   niczego   podnieść.   Mieszka   w   małym   domku   w   Conway. 

Obserwacja może być trudna w miejscu gdzie jest dużo sąsiadów, więc musisz być 

kreatywna. 

To nie był przymiotnik, którego bym użyła, kiedy myślałam o moich umiejętnościach, więc 

background image

czułam się trochę niespokojnie. 

Potrzebuję aparatu, jestem początkująca.

Tak i wiele wypełniaczy czasu. Książkę lub dwie, gazety, przekąski.

Ok.

Kluczyliśmy jeszcze kilka minut. Kiedy mijał nas znajomy samochód, powiedziałam:

Jack, to moja terapeutka, z mężem, jak sądzę.

Patrzyliśmy na beżowego sedana skręcającego w Compton. To była kierunek, w którym 

planowaliśmy iść i kiedy minęliśmy ten sam zakręt, zobaczyliśmy, że samochód zatrzymał 

się   przed   jednym   ze   starych   domów.   Był   to   dom   zbudowany   w   popularnym   stylu   lat 

trzydziestych i czterdziestych, kwadratowy z szerokim gankiem podtrzymywanym przez 

filary. Tamsin i jej towarzysz wysiedli już z samochodu. On stał przy drzwiach, a ona nieco 

z tyłu. W blasku światła na ganku widziałam, że był częściowo łysy i duży. Brzęk kluczy 

zabrzmiał jak z małej stoczni. Tamsin krzyknęła. Jack dotarł tam przede mną. Przesunął nas 

na bok, a ja dostrzegłam kałużę krwi na pomalowanej na szaro betonowej podłodze ganku. 

Rozglądałam się na boki, ale nie mogłam zobaczyć skąd pochodziła. 

Tam – powiedział Jack robiąc jeszcze jeden krok przede mną. Podążyłam wzrokiem 

za jego palcem i zobaczyłam wiewiórkę zwisającą z gałęzi drzewa mimozy, które 

obrastały   ganek.   Ciężki   zapach   mimozy   zmieszał   się   w   gorącym   powietrzu   z 

zapachem krwi. Ponieważ nie mieli karmnika, ani żadnych drzewek owocowych, 

wiewiórki tam nie przychodziły. Kiedy zdałam sobie sprawę, że gardło wiewiórki 

jest   rozcięte,   a   małe   zwierzątko   zostało   powieszone   na   drzewie,   jak   bombka 

choinkowa   poza   świątecznym   sezonem,   zaczęłam   płonąć   w   środku.   Słyszałam 

Tamsin szlochającą w tle, a jej mąż powiedział:

O nie, tutaj też. Kochanie, może to były tylko jakieś dzieci, albo ktoś zrobił nam 

chory żart...

Wiesz,   że   to   był   on,   wiesz   o   tym   –   powiedziała  Tamsin   dławiąc   się   i   sapiąc   – 

mówiłam ci o telefonach, to znowu on. Śledził mnie.

Przepraszam, jestem jJck Leeds. To jest Lily. Byliśmy na spacerze. Przepraszam, że 

przeszkadzam, ale może możemy pomóc.

Człowiek z ramieniem owiniętym wokół Tamsin powiedział:

Mnie   również   przykro.   Nie   możemy   w   to   uwierzyć,   przepraszam,   jestem   Cliff 

Eggers, a to jest moja żona, Tamsin Lynd.

background image

Tamsin i ja  znamy się  –  mruknęłam grzecznie,  starając się  nie patrzeć na twarz 

Tamsin gdy była w takiej rozsypce.

Oh, Lily – Tamsin wzięła długi , drżący oddech, wyglądała jakby starała się wziąć w 

garść w obecności klienta – Przykro mi – powiedziała, chociaż diabli wiedzą za co - 

To jest po prostu bardzo smutne

Jasne, jest – zgodził się Jack – Czy nie uważa Pani, że powinniśmy wezwać policję, 

Pani Lynd.?

Oh,   zadzwonimy   do   nich,   zawsze   dzwonimy,   ale   oni   nie   mogą   nic   zrobić   – 

powiedział jej mąż z nagłą agresją. Przetarł twarz swoja dużą dłonią. Miał jedną z 

tych starannie przyciętych bród i ramką na usta.

Nie mogli nic zrobić wcześniej, nie zrobią i teraz.

Głos Cliffa Eggersa był niepewny i przerywany. Przebierał kluczami w drzwiach, aż udało 

mu się je otworzyć. Weszli do przedpokoju, a Tamsin skinęła na mnie. Ujrzałam duży, 

przyjazny pokój. Po prawe stronie od drzwi wisiały zdjęcia w zabytkowych oprawkach. 

Widziałam zdjęcie ślubne Tamsin w białej sukni i dyplom ukończenia studiów jej męża. Na 

szafce stała duża misa z mosiądzu. Tamsin powiedział:

Jutro rano do nich zadzwonimy.

Mąż przytaknął. Potem zwrócił się do nas:

Dziękujemy, że przyszliście nam pomóc, przykro mi, że musieliście się zaangażować 

w coś tak nieprzyjemnego.

Wybacz, proszę – powiedziała Tamsin. 

Ledwo ukrywała swoją udrękę. Czułam, że wiedziała, że popełniła błąd zapraszając nas do 

środka,   że   tylko   czeka   aż   wyjdziemy,   aby   mogła   zrzucić   tę   maskę   rozsypując   się 

kompletnie. 

Oczywiście – powiedział natychmiast Jack. Spojrzał na Cliffa.

Potrzebujesz nas abyśmy.... - skinął głową w kierunku wiewiórki.

Tak – powiedział Cliff z wielką ulgą - To byłoby bardzo miłe. 

Śmietnik jest z tyłu, na podwórku, za żywopłotem.

Wyszliśmy   z  powrotem  na  ganek,   a   Cliff   i  Tamsin  zamknęli  za   nami   drzwi.   Jack   i   ja 

spojrzeliśmy na siebie.

Uh – powiedziałam wreszcie.

background image

Podwójne uh - powiedział Jack.

Wyłowił scyzoryk z kieszeni dżinsów i pochylił się nad balustradą, sięgając by przeciąć 

sznurek. Trzymając małego trupa w wyciągniętej ręce, zszedł po schodach i okrążył dom 

idąc do altanki śmietnikowej. Cliff mówił do Jacka, że altanka była za żywopłotem, co było 

konieczne, ponieważ na podwórku Eggers – Lynd wszystko było za żywopłotem. To był 

stary dom, a poprzedni właściciele lubili sadzić rośliny. Frontowy dziedziniec był otwarty 

do   ulicy,   ale   żywopłot   starannie   przycięty   rósł   po   obu   bokach,   prowadząc   aż   na   tylne 

podwórze. Zieleń dodawała okolicy nowszy wygląd. Podczas gdy czekałam, wydawało mi 

się, że słyszę głosy, więc przeszłam obok domu zajrzeć na podwórko. W ciemności, na 

tyłach  domu,   obok   tylnego   żywopłotu  zobaczyłam   dwie   postacie.   Jack   wrócił   po   kilku 

sekundach.

Ich   sąsiad   był   na   zewnątrz,   chciał   wiedzieć   co   się   stało   –   wyjaśnił   –   On   jest 

policjantem, więc chociaż organy ścigania dowiedzą się czegoś o tym.

  Mogłabym powiedzieć Jackowi, że podejrzewam, że Cliff Eggers nie ma zamiaru 

zgłaszać tego incydentu, ale zastanawiałam się, z opóźnieniem, czy potrafiłabym coś 

wywnioskować   ze   stanu   ciała   wiewiórki.   Nie   wiedziałam   nic   o   metabolizmie 

wiewiórek,   zwłaszcza   w   tym   upale   i   przerastało   mnie   oszacowanie   jak   długo 

wiewiórka nie żyła. Po ostatnim zerknięciu na krew i ukłuciu żalu, nie miałam tam 

nic więcej do zdziałania. Jack dołączył do mnie na podjeździe i wznowiliśmy nasz 

spacer. Nie byłam w stanie nic powiedzieć dopóki nie odeszliśmy o przecznicę od 

tego  domu,   a  i  tak  nie  powiedziałam  wiele.   Ktoś  nękał Tamsin  Lynd,   wszystkie 

wskazówkami, o jakich dowiedziałam się z rozmów z tymi ludźmi, było to, że to 

prześladowanie   trwało   już   od   jakiegoś   czasu.   Jeśli   Tamsin   i   jej   mąż   nie   chcieli 

poprosić nas o pomoc, to co można zrobić?

Nic-   doszłam   do   wniosku   prostując   się   po   umyciu   twarzy   w   umywalce   w 

łazience. Jack zareagował na moje słowa.

Chyba nie – zgodził się – A ty uważaj na siebie jeśli o nią chodzi. Myślę, że ta  

terapia   grupowa   jest   ci   potrzebna,   ale   nie   chce   żebyś   znalazła   się   w 

niebezpieczeństwie kiedy jej sytuacja zaostrzy się. 

background image

Kiedy trzydzieści minut później położyłam się spać, złapałam się na rozmyślaniu, 

że dla Tamsin musi być to bardzo trudne, wysłuchiwać o problemach innych 

ludzi,   podczas   gdy   jej   własne   leżały   zamiecione   pod   dywan.   Przypomniałam 

sobie później, że Tamsin dostawała zapłatę za swoją pracę i była przygotowana 

do radzenia sobie z depresja spowodowaną słuchaniem opowieści o takiej ilości 

nędzy   i   zła.   Jack   jeszcze   nie   spał,   więc   opowiedziałam   mu   o   moich 

przemyśleniach.

Ona   wysłuchuje   wiele   złych   rzeczy,   tak   –   powiedział.   Jego   głos   spokojnie 

wypływał z ciemności.

Ale spójrz na odwagę, determinację. O tym też słyszy. Zauważ jakie odważne 

wszystkie jesteście.

Nie mogłam nic odpowiedzieć. Miałam ściśnięte gardło. Dobrze, że było ciemno. W końcu 

udało   mi   się   położyć   rękę   na   ramieniu   Jacka,   a   chwilę   później   zauważyłam   po   jego 

oddechu, że śpi. Zanim sen pokonał również mnie, rozmyślałam. To dlatego Jack jest tutaj, 

obok mnie. Ponieważ on myśli, że jest tak, jak właśnie powiedział. 

To był niezły powód.

Rozdział 3

background image

Po mojej trzeciej sesji terapeutycznej, wtorkowa noc przebiegła spokojnie. Miałam za sobą 

godziny   siedzenia   w   samochodzie,   stania   w   sklepie   spożywczym,   dryfowania   wokół 

centrum,   a   wszystko   w   pogoni   za   pracownikiem   Worker's   Comp.   Mogłam   spokojnie 

przeanalizować nasze sesje terapeutyczne. Muszę przyznać, że nie byłam w stanie określić, 

czy Tamsin Lynd działała według jakiegoś planu, kierującego nas drogą ku wyzdrowieniu. 

Wydawało mi się, że czasami po prostu mówi o czymś losowo, a czasami całkiem dobrze 

sobie   radzi   z   ukierunkowaniem   grupy.   Niektóre   z   kobiet   wybrały   sobie   w   grupie 

przyjaciółkę, z wyjątkiem Janet Shook. Sandy McCorkindale szczególnie mnie drażniła. 

Bardzo starała się być idealną żoną pastora i prawie jej się udało. Jej idealnie skrojone, 

konserwatywne   ubrania,   ładny   makijaż,   wypierane   były   przez   szaloną   determinację   do 

zachowania   gładkiej   powierzchni   twarzy   w   stanie   nienaruszonym.   Żyłam   zbyt   blisko 

krawędzi   rozpaczy   i   choroby   psychicznej   by   zauważyć   to   u   innych,   ale   Sandy 

McCorkindale   była   wulkanem   chodzenia.   Jestem   pewna,   że   zmusiła   swoją   rodzinę   do 

chodzenia na palcach, albo może nieświadomie tak robili.   Pozostałe kobiety było OK. 

Stopniowo   zapamiętałam   ich   osobiste   historie.   W   mieście   wielkości   Sheakspeare, 

niemożliwym jest zachować anonimowość. Na przykład, nie tylko wiedziałam, że Carla (ta 

z   rechoczącym   głosem)   jest   Carlą   Preston,   wiedziałam   też,   że   jej   ojciec   przeszedł   na 

emeryturę z   Shakespeare Drilling and Exploration, a jej mama pracowała na stołówce w 

szkole   podstawowej.   Wiedziałam,   że   Carla   pali   jak   smok,   kiedy   wychodzi   bocznymi 

drzwiami z Centrum Zdrowia, była mężatką trzy razy i zawsze mówi to co myśli. Została 

babcią, kiedy miała trzydzieści pięć lat. Melanie Kleinhoff nie wyglądała już tak smutno, 

pomimo swojego wieku i blado ziemistej cery. Wyznaczała sobie cel (nieważne jak trudny 

do   zrealizowania)   i   sprowadzała   wykonanie   zadania   do   poziomu   idiotyzmu.   Nigdy   nie 

skończyła   liceum   i   nadal   była   żoną   człowieka,   którego   brat   ją   zgwałcił.   Firella   Bale, 

prawdopodobnie najbardziej wykształcona z nas – z wyjątkiem naszej terapeutki – czasem 

nie wiedziała jak się wpasować. Była czarna, inteligentna i rozważna, była nauczycielką, a 

w pracy traktowała wszystkich z pozycji władzy. Była samotna matką, a jej syn był w 

wojsku.   Sandy,   Janet   i   ja   nigdy   nie   miałyśmy   wątpliwości,   że   możemy   podzielić   się 

naszymi przemyśleniami z kobietą innej rasy. Tamsin wydawała się być bardziej ostrożna z 

Carlą i Melanie.  Od razu zauważyłyśmy, że Carla czuła się niekomfortowo w stosunku do 

Firelli. Kiedy Carla miała jakieś nowe przemyślenia, nie chciała się nimi dzielić z nami 

background image

wszystkimi. Na szczęście zdawało się, że usunęła ten konkretny kamień z drogi. Melanie 

nie usunęła i mogłyśmy oglądać jej walkę z własną życzliwością, w dobrym znaczeniu tego 

słowa. Nasz wspólny los był ponad kolorem skóry, sytuacją ekonomiczną czy edukacją, ale 

dla niektórych z nas było to łatwiejsze niż dla innych. Nie byłam już świadkiem żadnych 

więcej incydentów, ani nie słyszałam żadnych pogłosek o Tamsin i jej mężu. Nie mówiłam 

nic o tym, co ja i Jack widzieliśmy tego wieczora gdy byliśmy na spacerze. Z tego co mi 

wiadomo, nikt w Sheakspeare nic nie wiedział o tym,  że nasza terapeutka jest nękana. 

Sandy   McCorkindale   czekała   na   zewnątrz,   kiedy   przyjechałam   na   trzecie   spotkanie. 

Chociaż   wiedziałam   o   życiu  Sandy   więcej   niż   innych  uczestniczkach   terapii,znałam   jej 

męża, ich synowie pracowali w jej kościele, byłam w jej domu, uświadomiłam sobie, że 

mniej ją rozumiem niż inne członkinie naszej małej grupy. Czekanie razem z nią w tym 

upale   nie   było   dobrą   perspektywą.   W   ciągu   dwóch   tygodni   od   naszego   pierwszego 

spotkania, wiosna przeszła całkowicie w lato. Było cieplej niż w sześciu odcieniach piekła, 

kiedy stało się na asfalcie, może temperatura spadła do trzydziestu pięciu stopni Celsjusza z 

czterdziestu bo było po południu. O ósmej wieczorem na parkingu nie było jeszcze ciemno, 

nadal był skąpany w blasku zachodzącego słońca. Owady zaczęły swoją intensywną nocną 

serenadę.  Gdybym teraz  wyjechała za  miasto,  zaparkowała na  drodze  w odosobnionym 

miejscu i próbowała porozmawiać z osobą towarzyszącą, dźwięki owadów i żab byłyby 

poważną przeszkodą. Ktokolwiek, kto spodziewa się ciszy na łonie natury, szczególnie na 

południu,   mógłby   się   zdziwić.   Niechętnie   wysiadłam   z   samochodu.  To   był   bezowocny 

dzień,   spędzony   na   sterczeniu   w   Little   Rock,   Jacka   nie   było   w   mieście,   pracował   nad 

sprawą zaginionych osób, więc ominie mnie łagodny blask spełnienia, który zwykle cieszył 

mnie po długim dniu. Kiedy wrócę do domu po godzinie terapii, obiecałam sobie, że wezmę 

przyjemny,  chłodny  prysznic  i poczytam.     Po  dniu spędzonym  na  kontaktach  z  innymi 

ludźmi,   telewizja   była   kolejną   partią   głosów,   których   trzeba   było   słuchać.   Wolę   mieć 

książkę w ręku niż pilot. 

Dobry wieczór, Sandy – powiedziałam. W tym momencie, światła bezpieczeństwa na 

słupach, zapaliły się. Z resztkami światła dziennego tworzyły długie cienie z drzew. 

Patrzyłam na wizualną szachownicę, aby dostrzec kobietę stojącą przy bocznych, 

zawsze przez nas używanych drzwiach. Kiedy podeszła bliżej, zobaczyłam, że czoło 

żony pastora zdobią krople perlistego potu. Miała na sobie kostium młodej matrony, 

białą   bluzkę   pod   długą,   bezkształtną   sukienką   bez   rękawów,   w   kolorze   khaki. 

background image

Pasemka włosów Sandy opadały w dokuczliwą grzywkę, makijaż i cała reszta były 

na  swoim   miejscu,   ale  na  pewno  coś  działo  się  w  jej   głowie.   Jej  brązowe  oczy 

dyskretnie rzucały spojrzenia na moją twarz, zaparkowane samochody, krzaki i z 

powrotem.

Tamsin nie zostawia otwartych drzwi – powiedziała wściekle Sandy. 

Niosła   swoja   słomiana   torbę   w   zwyczajny   sposób,   ale   nagle   zsunęła   torbę   z   ramienia, 

złapała   za   pasek   i   uderzyła   nią   w   bok   swojego   samochodu.   Podskoczyłam   i   ledwo 

powstrzymałam   warknięcie.   Po   raz   piąty   lub   szósty   zastanowiłam   się   dlaczego   Sandy 

przychodziła.  Nigdy  nie mówił  o wielu  szczegółach  tego,  co  jej  się  przydarzyło,  ani  o 

swoich uczuciach,  ale ciągle próbowała się pokazać. Naprawdę się starała odseparować od 

całej tej emocjonalnej masy. Jednakże każdego wtorkowego wieczoru siedziała i słuchała. 

Oparłam   się   o   ścianę   i   czekałam,   aż   Tamsin   otworzy   drzwi.   Nie   odczułam   więcej 

wybuchów   emocjonalnych   Sandy   McCorkindale.   Melanie   i   Carla   przyjechały   razem. 

Uznałam,   że   musiały   się   znać   wcześniej,   zanim   dołączyły   do   grupy   terapeutycznej.  W 

rozmowach często odnosiły się do wspólnych znajomych. 

Dobrze,   mam  czas  na  papierosa   –  powiedziała   Carla,   swoim  ochrypłym   głosem. 

Miała włączone jedno światło i puchła w jego blasku.

Zepsuł mi się samochód, dzisiaj, przed Piggly Wiggly i musiałam zadzwonić do 

Melanie żeby mnie tu podwiozła. 

Normalnie, spodziewałabym się, że Sandy odbije konwersacyjną piłeczkę, ale nie dzisiaj. 

Co się zepsuło? - zapytałam po chwili.

Mój chłopak mówi, że to może być alternator – powiedziała Carla – Mam nadzieję, 

że to jest coś tańszego. Tamsin jeszcze nie ma?

Jej samochód tam stoi – powiedziała Sandy z wyrzutem, pokazując na niewielką 

Hondę Civic, należącą do Tamsin. 

Ale ona nie otworzy drzwi!

Melanie i Carla posłały Sandy te same ukośne, ostrożne spojrzenia, co ja wcześniej. Firella 

wyszła pieszo z mroku na końcu małego parkingu, trzymając gaz pieprzowy w jednej ręce a 

klucze w drugiej.

Hej wszystkim – zawołała – Mamy spotkanie tutaj, na parkingu, w ciemnościach?

Carla roześmiała się, a Melanie tylko uśmiechnęła. W miarę jak Firella się zbliżała, 

przeliczyła osoby i obserwowała. 

background image

Jednej z nas brakuje.

Oh, samochód Janet też tu stoi.

Sandy pękła.

Widzicie?

Spojrzałyśmy wszystkie i zauważyłyśmy, że ciemne Camaro Janet stoi na wpół zasłonięte 

przez Hondę Tamsin. 

Więc gdzie jest Janet i dlaczego drzwi są wciąż zamknięte – zapytała Carla. Nie była 

zdenerwowana tym, że coś mogło się stać, tylko – była gotowa sforsować zamek by 

znaleźć w klimatyzowanym pomieszczeniu. Sandy, w tym swoim dziwnym nastroju 

wyglądała na zszokowaną.

Och, mój Boże – wrzasnęła, wstrząśnięta do głębi.

Ja po prostu nigdy nie wierzyłam, że znam kogoś, kto.... oh mój Panie.  

Choć jestem prawie pewna, że Carla paplała, tylko dla przyjemności słyszenia własnego 

głosu i by zszokować Sandy, nie skomentowałam. Miałam książkę telefoniczną na przednim 

siedzeniu samochodu, wyciągnęłam z kieszeni mój telefon komórkowy, ciągnąc za smycz, 

na której go nosiłam, ponieważ była fajna i wybrałam numer centrum. Wewnątrz budynku 

usłyszałyśmy, bardzo cichy, dźwięk dzwonka telefonu. To był ten na głównej recepcji, za 

frontowymi drzwiami. Na linii odezwał się głos. 

Dodzwoniłeś   się   do    Hartsfield   County   Health   Unit,   godziny   pracy   trwają   od 

dziewiątej do piątej, od poniedziałku do piątku. Jeśli znasz numer wewnętrzny osoby, 

do której dzwonisz, wybierz go – tak zrobiłam. Na zewnątrz budynku usłyszałyśmy, 

że inny telefon zaczął dzwonić, tym razem bliżej. Liczyłyśmy dzwonki. Po czterech 

powrócił głos z automatu, aby powiedzieć, że osoby, do której dzwonię nie ma teraz 

przy biurku i poinformował by zadzwonić w godzinach urzędowania. Poinformował 

również co robić w nagłych przypadkach.

Czy   to   jest   nagły   przypadek?   -   spytałam   niepewnie.   Powiedziałam   to   głośno,   a 

Firella powiedziała:

Wydaje się być. 

Obejrzałam się i spojrzałam na drzwi. Ciężkie, metalowe, pomalowane na brązowo, miały 

służyć personelowi, żeby terapeuci nie musieli wchodzić i wychodzić przez recepcję. Były 

zamykane co wieczór, ale we wtorek, o ile mi wiadomo, choć mogły się odbywać inne 

rodzaje terapii, zawsze były zamykane o tej samej porze. Tamsin zawsze zamykała drzwi, 

background image

gdy nasza sześcioosobowa grupa znalazła się już w środku i powiedziała mi kiedyś, że 

otwierała je tylko na jakieś dziesięć minut przed rozpoczęciem zajęć. Światło przy drzwiach 

nie było zbyt jasne, ale mogłam powiedzieć, świecąc moją malutką latarką w breloczku, że 

zasuwa   w   drzwiach   nie   była   zasunięta.   Więc   drzwi   nie   były   zamknięte   na   klucz,   po 

godzinach urzędowania. Pociągnęłam za klamkę, zaskoczona. Nie drgnęły. Podczas, gdy 

inne kobiety obserwowały, znów włączyłam moją małą latarkę. Muszę powiedzieć mojemu 

agentowi   ubezpieczeniowemu,   że   jego   gratisy   są   bardzo   przydatne.     Tym   razem 

poświeciłam   wokół   krawędzi   drzwi,   próbując   dostrzec   coś  co   da  mi   jakąś   wskazówkę, 

dlaczego drzwi były tak uparte. Za drugim albo trzecim razem zostałam nagrodzona, gdy 

zdałam sobie sprawę, że odłamek drewna wystaje od dołu. 

Tutaj   –   powiedziałam   i   przykucnęłam.   Słyszałam   Melanie   wyjaśniającą   coś 

wszystkim, ale zignorowałam ich. Starałam się chwycić kawałek drewna w kleszcze 

utworzone z kciuka i palca wskazującego ale mi się nie udało. Dzisiejszego wieczoru 

po   raz  pierwszy   w  życiu   zapragnęłam   mieć  długie   paznokcie.   Sprawdziłam   ręce 

wokół mnie.

Firella – powiedziałam – Twoja paznokcie są najdłuższe. Sprawdź czy dasz radę 

chwycić ten kawałek drewna, tutaj. To zaklinowało drzwi. 

Sandy, coraz bardziej nerwowym głosem sugerowała, że trzeba teraz wezwać policję, a 

przynajmniej jej męża, ale Carla położyła rękę na ramieniu Sandy i powiedziała: 

Cicho, kobieto.

Podczas   gdy   Firelle   kucnęła   i   próbowała   wykręcić   kawałek   drewna   ze   szczeliny, 

zauważyłam,   że   papieros   Carli   spalił   się   aż   do   filtra.   Też   się   martwiła.   Po   wielu 

potrząśnięciach głową i kilku szeptach: 

No, nie do końca … prawie... cholerstwo! - Firella powiedziała:

Mam to! - i podniosła wąski kawałek drewna, około czterech centymetrów długości, 

dwóch szerokości i nie więcej niż dwóch milimetrów grubości, jeśli w ogóle. 

To było odpowiedniej wielkości by wsunąć w szczelinę w drzwiach, po prostu na tyle grube 

aby wpaść, kiedy pierwsza osoba próbowała dostać się do biura Tamsin. Pociągnęłam i 

przekręciłam klamkę, ale się zawahałam. 

Na co czekasz? - zapytała Carla głosem bardziej ochrypłym niż kiedykolwiek.

Teraz jesteśmy spóźnione – czekałam, bo myślałam o odciskach palców, ale potem 

wzruszyłam ramionami. Na swój własny rachunek, Sandy już miała otworzyć drzwi.

background image

Pamiętaj,   że   ona   nie   odbiera   telefonu   –   powiedziałam   głosem   tak   cichym   i 

spokojnym   jak   tylko   mogłam.   Otworzyłam   drzwi.   Pozostałe   kobiety   skupiły   się 

wokół mnie. Korytarz był oświetlony, a drzwi biura Tamsin otwarte, ale drzwi do sali 

terapeutycznej, nie. 

Tamsin! - odezwała się Carla – Ty i Janet, jesteście tam? Przestańcie się wygłupiać, 

słyszycie? Reszta z nas będzie zazdrosna – Carla próbowała brzmieć wesoło, ale 

atmosfera w korytarzu była na to zbyt ciężka. Melanie powiedziała:

Boję się – nie sygnalizowała jednak, że chce uciec. Zaparła się stopami, a jej wyraz 

twarzy, podobny do buldoga mówił, że nie zamierza się cofnąć. 

Wszyscy się boją – powiedziała Sandy. Dziwne, że to ona była spokojniejsza. 

Czy nie uważasz, że lepiej byłoby wyjść na parking i zadzwonić na policję?

Nie – odpowiedziałam. Wszyscy spojrzeli na mnie – Jak chcesz możesz poczekać na 

zewnątrz – powiedziałam cedząc słowa. Najlepiej by było, żeby wszyscy poczekali 

na mnie na zewnątrz. 

Ale muszę zobaczyć, czy z nimi wszystko w porządku – nawet powolna Melanie 

potrafiła czytać między wierszami. Ku mojemu zdziwieniu powiedziała: 

Nie, pójdziesz. Wszyscy pójdziemy. 

Wszyscy pójdziemy – powiedziała Firella, jeszcze bardziej pewnym głosem. 

Sandy nic nie odpowiedziała, ale się zbytnio nie oddaliła. Cudownie, pomyślałam, pięć 

muszkieterek. Poczłapałyśmy ciężko korytarzem, zbite ciasno ze sobą. Nie potrafiłam dłużej 

kontrolować swojego niepokoju i wysunęłam się na prowadzenie, po czym skręciłam w 

lewo i zajrzałam do biura Tamsin. Moje ręce automatycznie uniosły się do pozycji walki. 

Przygotowałam się na coś, ale nie na to co działo się w środku. Za biurkiem Tamsin, na 

ścianie pokrytej tkaniną, gdzie wycinki z gazet były poprzypinane szpilkami ….

O, mój Boże – powiedziała słabo Sandy.

Kurwa, kurwa, kurwa – głos Carli charczał zszokowany.

 ….. było ciało, a jego bladość była pierwszą rzeczą, jaką zanotowałam, biel klatki 

piersiowej, ramion, twarzy przy jej ciemnych włosach. 

Święta Maryjo, Matko Boża – powiedziała Firella, jej głos był bardziej stabilny, niż 

by się mogło wydawać – módlcie się za nami teraz i w godzinę śmierci naszej. 

Ale   było   tam   też   zaczerwienienie,   co   było   zaskakujące,   ale   znaczące.   Lśniące 

zaczerwienienie   rozciągające   się   od     -   pręta?   To   naprawdę   był   metalowy   pręt?   Tak, 

background image

wychodzący z serca...

Kim jest ta kobieta? - widocznie byłam bardziej zaskoczona przez tą sytuację niż 

wszyscy.

Naga i martwa – powiedziałam, uciekając myślami gdzieś w zakamarki umysłu. 

Więc – powiedziała Firella. Jej głos był niepewny i usłyszałam jak ciężko przełyka 

nudności. 

Czy ona naprawdę jest przypięta do tej ściany?

Pod moimi stopami praktycznie nie było gruntu, byłam wystarczająco zszokowana, by się 

zachwiać i przewrócić wszystkich w pomieszczeniu. 

Janet   leżała   z   przodu   biurka.   Byłam   tak   sparaliżowana   trupem,   że   nawet   jej   nie 

zauważyłam. Janet obróciła się z wielkim wysiłkiem i zobaczyłam wielki siniak na jej czole. 

Jej ręka powędrowała jednak do tyłu głowy, powoli i boleśnie. W jednej chwili Firella 

znalazła się po jej drugiej stronie i razem starałyśmy się ja podnieść. Chociaż wierzyłyśmy, 

że jesteśmy same w budynku (przynajmniej ja), chciałam jak najszybciej zabrać stamtąd 

Janet, jakby martwota była zaraźliwa.  Janet zaczęła coś mamrotać, ale nie mogłam nic 

zrozumieć. Jęknęła, kiedy próbowałyśmy postawić ją na nogi. Bez dyskusji położyłyśmy ją 

z powrotem na dywanie. 

- Musimy się stąd wydostać – powiedziała Carla w trybie pilnym, a ja się z nią zgodziłam. 

Ale nie mogłyśmy wszystkie wyjść. Wyjęłam mój telefon i podałam Melanie, która była 

cicha i wstrząśnięta. Wszyscy spojrzeli na nią. Wzruszyła ramionami. 

To znaczy zabrać Janet do szpitala na własną rękę . Tak, żeby policja nie mogła jej z 

tym   połączyć.   Mam   na   myśli,   że   tego   gola   strzelił   ktoś   bardzo,   bardzo   chory, 

prawda?

To prawda – powiedziała Sandy. 

Popatrz – powiedziałam i wszyscy popatrzyli na mnie. Czułam puls Janet i starałam 

się   sprawdzić   czy   jej   źrenice   są   rozszerzone.     Zatrzymałam   się   i   próbowałam 

pozbierać w sobie. 

Jesteśmy na liście, w planie terapii, przychodząc tutaj, wiesz. Każda z nas. Nasze 

nazwiska są gdzieś zapisane, nieważne jak Tamsin obiecała, że to jest poufne. Nie 

sądzę, że możemy to ominąć. 

Czy myślisz, że ktoś, kto zabił tę kobietę, umieścił ja tam, abyśmy ją zobaczyły? - 

zapytała Sandy drżącym głosem. - Albo dla Tamsin.

background image

To było śmieszne pytanie, dla kogoś, kogo tam nie było. Jeśli się tam było, zamiar widoczny 

był   w   aranżacji   ułożenia   ciała.   Widząc   ta   biedną   kobietę,   wisząca   wśród   artykułów   o 

gwałtach,   wzmocnieniu   pozycji   kobiet,   dokładności   badań   DNA,   cięższych   wyrokach 

wydawanych na gwałcicieli … miałyśmy wiedzieć, że po tym wszystkim jesteśmy bezsilne. 

Starałyśmy się  patrzeć wszędzie, tylko nie na ciała. Biała jak ściana- to zdanie przyszło mi 

do   głowy   gdy   spojrzałam   na   naszą   grupę   terapeutyczną...   z   wyjątkiem   Firelli,   która 

przybrała kolor popielaty. 

Więc nie możemy tego uniknąć – przyznała Carla – Ale... nie, myślę, że musimy 

stanąć z tym twarzą w twarz.

Tak w ogóle, my jej nie zabiłyśmy – powiedziała energicznie Sandy, tak jakby to 

wyjaśniało całą sprawę i pewna siebie, płynnie przeszła do przodu.

Po długiej pauzie powiedziała:

No, ja nie.

Dość tego, musimy uzyskać pomoc dla Janet – spojrzałam na Melanie – Ty, Carla i 

Sandy   wyjdźcie   drzwiami,   którymi   weszłyśmy   –  powiedziałam  –  zadzwońcie  na 

dziewięćset   jedenaście.   Firella   i   ja   zostaniemy   tu   z   Janet.   Pamiętajcie,   żeby 

powiedzieć, że potrzebujemy karetki. 

Nie  znalazłyśmy  Tamsin  –   powiedziała  Sandy.   Zapomniałyśmy   o Tamsin  w   tym 

zamieszaniu po znalezieniu ciała nagiej kobiety i nieprzytomnej Janet. 

Ona może gdzieś tutaj być – szepnęła Sandy - Ona może być tym kto to zrobił.

Spojrzałyśmy na nią, jakby wyrosła jej druga głowa. 

Albo ona też nie żyje – przypomniała jej Carla.

Nie sądzę, że powinnyśmy chodzić tutaj, szukając jej – powiedziała rozsądnie Firella 

– lepiej zadzwonić na policję, jak powiedziała Lily. Janet potrzebuje karetki. 

Carla, Melanie i Sandy odwróciły się do wyjścia, kiedy Firella powiedziała: 

Do diabła z tym, czy ktoś zna te kobietę?

Ja   –   powiedziała   Melanie,   nie   zatrzymała   się,   ani   nie   odwróciła   –   To   moja 

szwagierka, żona człowieka, który mnie zgwałcił. 

Po chwili szokującego oszołomienia, Carla i Sandy pobiegły za nią korytarzem na parking. 

Drzwi   zostawiły   otwarte,   więc   nie   byłyśmy   od   nich   odizolowane,   co   doceniłam. 

Usłyszałam, jak Carla próbuje dzwonić i powtarza kilka razy co ma powiedzieć. Firella i ja 

patrzyłyśmy na siebie niepewne jak zareagować na identyfikację kobiety. Przestałam myśleć 

background image

o tym czego nie mogłam zrozumieć i zaczęłam o tym co mogłam, że moja przyjaciółka 

została zaatakowana. Nie wydawało się, że mogę coś dla niej zrobić. Janet poruszała się od 

czasu do czasu, ale nie wydawała się być całkiem świadoma.  

Ona nie wisi tam naprawdę, prawda? Podobnie jak wycinki z gazet? - powiedziała 

Firella po chwili. Oczywiście miała na myśli biało - czerwony obiekt wiszący na 

ścianie.

Nie   widzę   możliwości,   aby   ściana   była   na   tyle   miękka,   żeby   wbić   pręt   na   tyle 

głęboko, by ją utrzymał.

Kolor Janet był okropny, jakby błotnistej zieleni.

Rozumiem o czy mówisz. Rozejrzę się za biurkiem.

Firella, udowadniając, że jest twardsza niż ja – myślę, że lata szkolnego systemu utwardziły 

ja – wstała i spojrzała na blat biurka. Nagle z powrotem usiadła na podłodze. 

Myślę, że jest trochę podparta – zaraportowała – pętlą wokół ramion, dołączoną do 

paznokci,   które   zostały   wbite   w   ścianę.   Jej   dolna   połowa   siedzi   na   oparciu 

obrotowego krzesła Tamsin. Pod koła włożony jest kitel lekarski, żeby fotel się nie 

ruszał.   Nie   wymyśliłam   żadnej   odpowiedzi.   Zastanawiam   się   czy   jedna   osoba 

mogłaby   ustawić   ją   w   ten   sposób.   Wygląda,   jakby   potrzebne   były   dwie.   - 

powiedziała Firella w zamyśleniu.

Myślę,   że   jedna   osoba   miała   wystarczająco   dużo   czasu,   żeby   to   zrobić   – 

powiedziałam, więc nie mogła myśleć, że byłam bardziej zszokowana od niej. 

To wymagało wiele przygotowań. Klin w drzwiach, żeby utrzymać nas z dala, aż 

scena zostanie ustawiona, kitel, żeby utrzymać fotel w bezruchu.

Martwię się o Tamsin- powiedziała następnie Firella. 

Ja też – łatwo było się z tym zgodzić. Zastanawiałam się czy Tamsin jest w sali 

terapeutycznej. Zastanawiające również było czy żyje. 

Janet,   pomoc  już  jedzie  –  powiedziałam,   niezbyt  przekonana,   czy  w  ogóle  mnie 

słyszy – Trzymaj się, jeszcze tylko chwilę. 

To była prawda, mogłam usłyszeć syreny i nie sądzę, że był ktoś szczęśliwszy, słysząc, że 

nadjeżdżają. Nie rozmawiałam z moim przyjacielem, Claudem Friendrichem od jakiegoś 

czasu,   od   jednej   pamiętnej   nocy,   ale   ponieważ   był   szefem   policji,   a   to   była   scena 

morderstwa, dokonanego w granicach miasta, nie było sposobu, aby uniknąć spotkania z 

nim. 

background image

Lily – przywitał mnie. Użył swojego policyjnego głosu, ciężkiego, ponurego, trochę 

groźnego.

Claude – prawdopodobnie brzmiałam tak samo.

Co tu się dzisiaj stało? - zagrzmiał.

Ty nam to powiedz – powiedziałam – Chodzimy tutaj na terapię grupową.

Chodzisz na terapię – brwi Clauda prawie dotknęły jego siwiejących włosów.

Tak – powiedziałam krótko. 

Przyjęłaś   pomoc   –   powiedział   ze   zdumieniem   wypisanym   na   twarzy   –   To   Jack 

musiał znaleźć na to sposób.

Tak.

A  gdzie on teraz jest?

W trasie.

Ok, więc chodzisz tu na terapię grupową, ty i te kobiety?

Tak.

A grupa jest dla....?

Bardzo   wysoka   czarnoskóra   kobieta   pojawiła   się   nad   ramieniem   Clauda.   Miała   włosy 

przycięte przy skórze głowy. Była naprawdę czarna, miała na sobie klasyczny, praktyczny 

kostium   w   kolorze  khaki   z   odznaką   przypiętą  do  klapy.   Jasnożółty   top   pod   marynarką 

promiennie kontrastował z jej kolorem skóry. Miała szeroką sylwetkę i nosiła okulary w 

grubych, niebieskich oprawkach. 

Alicia – przesłuchaj tego świadka, znam ją, jest spostrzegawcza – powiedział Claude.

Tak, proszę pana – duże oczy skierowały się na mnie.

Lily, to detektyw Stokes. Zasiliła nasze szeregi z Cleveland.

Cleveland, Ohio? - Cleveland, Mississippi, nie byłoby zaskakujące. 

Tak.

Musieli ją trzymać w jakimś ukryciu. Skupiając się na bardziej istotnych problemach, 

wyjaśniłam Claudowi i detektyw Stokes, że jesteśmy grupą składającą się z ofiar 

gwałtów, spotykałyśmy się w każdy wtorkowy wieczór w centrum zdrowia, że grupa 

była prowadzona przez kobietę, której brakuje wśród nas i że może gdzieś być w 

budynku. 

Tamsin Lynd – powiedziała Stokes niespodziewanie. Popatrzyłam na nią.

background image

Tak – powiedziałam powoli – Tamsin Lynd.

Wiedziałam – powiedziała detektyw do siebie tak szybko i tak cicho, że nie jestem 

pewna czy dobrze zrozumiałam. Stokes zwróciła się do mundurowego i wydała mu 

kilka szybkich rozkazów. Popatrzył na nią z urazą na twarzy i w całej postawie, ale 

potem odwrócił się posłusznie. Pokręciłam głową. Stokes odwalała swoją robotę. 

Zauważyła moje kręcenie głową i spojrzała na mnie. Nie wiem, jak zinterpretowała 

moją reakcję, ale na pewno nie było to współczucie. 

Claude pokazał gestem, żeby kontynuować, więc przeszłam do wyjaśniania, jak nie 

mogłyśmy dostać się do środka, że się w końcu udało i co znalazłyśmy. Ucieszyłam 

się gdy zobaczyłam, jak karetka zabiera Janet, zanim skończyłam zeznawać. Stokes, 

która była ode mnie jakieś cztery cale wyższa, powiedziała:

Znasz ofiarę?

Nie.

Czy któraś z was ją zna?

Zapytaj ich. 

Stokes wyraźnie miała ochotę rzucić się na mnie z siłą tony cegieł, gdy zobaczyłam coś, co 

sprawiło, że kolana zmiękły mi z ulgi. Mundurowy, którego Stokes wysłała do budynku 

prowadził Tamsin Lynd, obejmując ja ramieniem. Wydawała się być w dobrej formie.  Szła 

o własnych siłach. Płakała i drżała, ale nie wyglądała na ranną. Nie miała na sobie ani kropli 

krwi. Zaraz po mnie zauważyli ją Stokes i Claude. 

- Twoja brakująca terapeutka? - zapytał Claude.

Tak – odpowiedziałam. Ulga aż zawróciła mi w głowie. Podeszłam do niej nawet nie 

myśląc o pozostałej dwójce depczącej mi po piętach.

Lily, czy wszystko w porządku? - zapytała Tamsin odrywając się od policjanta i 

chwytając mnie za ramiona. 

Z wyjątkiem Janet – odpowiedziałam. Powiedziałam jej, że Janet jest w karetce.

Co do cholery się tutaj stało?

Zauważyłam,   że   widownia   wzrosła   znacznie   wokół   nas,   słuchając   tej   rozmowy.   Jedno 

piorunujące   spojrzenie   Stokes   rozproszyło   ich,   ale   ona   i   Claude   pozostali.   I   w   tym 

momencie,   patrząc   w   oczy   Tamsin   Lynd,   przypomniałam   sobie   rozmowę   telefoniczną, 

wiewiórkę   z   rozciętym   gardłem   i   strach   w   którym   żyła.   Byłam   zdenerwowana,   bardzo 

background image

zdenerwowana, ale w tej jednej sekundzie wzięłam się w garść. 

W twoim biurze była martwa kobieta – powiedziałam po małej pauzie, żeby dwoje 

policjantów mogło mnie powstrzymać jeżeli by chcieli.

Gdzie byłaś?

Tylko ktoś, kto był świadkiem przynajmniej części problemów Tamsin, mógł zrozumieć jej 

reakcję. 

O mój Boże – jęknęła – nie, znowu!

Znowu?   -   powtórzyłam,   bo   nie   dokładnie   tego   się   spodziewałam.   Wtedy 

powiedziałam bardziej surowo:

Znowu? Znalazłaś kobietę zabitą w twoim biurze więcej niż jeden raz?

Nie.. Chodzi mi o to... cały cykl. Wiesz o wiewiórce wiszącej na moim ganku – 

powiedziała drżącym głosem. Jej trzęsąca się ręka wskazała na Clauda. 

Wiem o Twoich poprzednich problemach – powiedziała Stokes szorstko. 

Chciałbym abyś nakreśliła mi ogólny obraz – Tamsin skinęła głową. 

Starała się kontrolować swój urywany oddech i łzy. Po chwili ciągnęła:

Ukryłam się w sali terapeutycznej – wyznała. Spojrzała na mnie, jakby miało to 

rozgrzeszyć ją za instynkt samozachowawczy.

Saralynn   przyszła   wcześniej,   więc   mogłam   jej   przekazać   moje   wprowadzenie. 

Powiedziałam część rzeczy i przypomniałam sobie, że zostawiłam jakieś papiery w 

sali terapeutycznej, więc poszłam tam żeby je zabrać, a gdy tam byłam słyszałam... 

słyszałam... 

Słyszałaś, jak zabijano tą kobietę?

Tamsin skinęła głową.

A  ja   zamknęłam   drzwi   –   powiedziała   i   wzdrygnęła   się   dysząc   –  Tak   cicho,   jak 

mogłam zamknęłam drzwi i przekręciłam zamek.

To   było   trudne   do   przełknięcia.   My   zaryzykowałyśmy,   wchodząc   do   budynku, 

byłyśmy w niebezpieczeństwie, aby pomóc Tamsin. Ale na własną rękę Tamsin nie 

otworzyła drzwi, aby spróbować uratować życie tej kobiety. Ta wiedza zaczęła mnie 

dusić,   ale   odepchnęłam   ją   na   bok.   Strach   może   zrobić   wszystko   z   człowiekiem. 

Bałam się już wcześniej i byłam pewna, że to nie było również pierwsze straszne 

doświadczenie Tamsin. 

background image

Nie słyszałaś kiedy Janet weszła? - mój głos był tak gładki jak tylko się dało.

Ta sala jest dosyć dźwiękoszczelna – powiedziała, odsuwając swoje ciemne włosy z 

oczu.

Wydawało mi się, że słyszę jakiś głos w korytarzu, ale myślałam, że to ten sam 

człowiek, który zabił biedną Saralynn, więc byłam zbyt przerażona by odpowiedzieć. 

To była Janet, tak myślę. Później usłyszałam inne głosy, więcej ludzi.

Chciałam powiedzieć, że narobiłyśmy wystarczająco hałasu by mogła ustalić naszą 

tożsamość, ale to nie była moja sprawa.   Teraz, kiedy wiedziałam, że sytuacja jest 

mniej więcej pod kontrolą, ucieszyłabym się gdyby Claude dał mi zielone światło. 

Doszłam do wniosku, że pomysł Tamsin na to aby ukryć się w bezpiecznym miejscu, 

podczas gdy jedna kobieta była zabijana, a drugiej rozbijano głowę, był niezgodny ze 

mną.   Otworzyłam   usta,   żeby   zapytać   Clauda,   czy   mogę   już   iść,   gdy   kolejny 

samochód wjechał na parking i podjechał z tyłu,  gdzie samochody policyjne nie 

tarasowały drogi. Cliff Eggers wypadł z niego, jakby go ktoś wypchnął i podbiegł do 

swojej żony. 

Tamsin! - zawołał  - wszystko w porządku?

Cliff – nasza terapeutka rzuciła się w wielkie ramiona mężczyzny i szlochała przy 

jego piersi. 

Nie zniosę tego drugi raz, Cliff.

Co się stało? Zapytał łagodnie, a Stokes, Claude i staliśmy i słuchaliśmy. 

Ktoś zabił kobietę i zostawił ją w moim biurze!

Ciemne oczy Cliffa, rzuciły zblazowane spojrzenie na Clauda, kolejny wielki biały facet. 

To prawda? - zapytał, jakby Tamsin często w ten sposób fantazjowała, albo chciałby 

żeby tak było.

Obawiam się, że tak. Jestem szefem policji, Claude Friedrich. Chyba nie mieliśmy 

przyjemności. 

Claude wyciągnął rękę, a Cliff odwrócił się od Tamsin by nią potrząsnąć.

Cliff Eggers – odpowiedział – Jestem mężem Tamsin.

Czym się Pan zajmuje, Panie Eggers? - powiedział Claude w towarzyski sposób, 

choć prawie widziałam skurcz u detektyw Stokes.

background image

Jestem transkryptorem medycznym – robiąc pauzę by ochłonąć – jestem pewien, 

że pańska żona jest jedną z moich klientek. Przeważnie pracuję w domu, moim i 

mojej żony. 

Miny nas wszystkich wyrażały pustkę. 

Kiedy lekarz przebada pacjenta, nagrywa wyniki badań i zalecenia co do leczenia. Ja 

biorę te nagrania i konwertuje na zapis cyfrowy.

Nie miałam pojęcia, co Carrie robi ze swoimi danymi medycznymi, a z twarzy Clauda 

można było wyczytać, że również pozostaje w ignoranckiej niewiedzy, albo zapomniał o 

tym, ale zadowolony z siebie nie był. Byłam chyba jedyną z obecnych tu osób, która znała 

go na tyle, by to zauważyć. 

Mieszkacie tu, w Sheakspeare? - zapytał Claude.

Tak, tu zaraz, na Compton.

Wielka   dłoń   Cliffa   Eggersa   gładziła   włosy  Tamsin,   jakby   je   pielęgnowała.   Już   miałam 

zapytać Tamsin czy słyszała wcześniej jak ktoś wychodzi z budynku, kiedy krąg, w którym 

stała nasza grupa, złamał się, kiedy usłyszeliśmy, jak ktoś woła:

Lily! Lily!

Rozejrzałam się po parkingu, próbując znaleźć źródło głosu. Całkowita ciemność otoczyła 

już parking, a światła uliczne były otoczone przez owady. Poniżej nich brzęczeli ludzie, 

wyglądając tak bezkształtnie, jak robaki. Miała nadzieję, że wszyscy ci policjanci, którzy się 

pojawili,   byli   bardziej   użyteczni,   niż   wyglądali.   Claude   nie   był   głupcem   i   wysyłał 

wszystkich swoich ludzi na tyle szkoleń, na ile tylko mógł sobie pozwolić.  Nic dziwnego, 

że tak szybko capnął detektyw z dużej jednostki, która na pewno ma więcej doświadczenia 

niż którykolwiek z miejscowych policjantów. Myślę, że, choć nigdy mi o tym nie mówił, 

nawet jak się spotykaliśmy, że stara się ze wszystkich sił podnieść procent mniejszości 

narodowych w swoim departamencie, zwłaszcza odkąd Sheakspeare miało jakieś problemy 

rasowe, około półtora roku temu. 

Lily!

To był on, najprzystojniejszy młody człowiek w Sheakspeare, król balów maturalnych i 

cierń w moim boku, Bobo Winthrop.  Moje serce zamarło, podczas gdy inna część mojego 

ciała zareagowała zupełnie inaczej. Ścisnęłam swoje myśli, jak gumowym wężem. 

Bobo – powiedziałam formalnie.

Zlekceważył mój ton i mnie objął.  Kątem oka  zauważyłam,  że  krzaczaste  brwi Clauda 

background image

unoszą się w kierunku linii jego włosów.

Wszystko w porządku? - zapytał czule Bobo.

Tak, dziękuję – powiedziałam, głosem tak sztywnym, jak tylko potrafiłam.

Czy   to   twój   przyjaciel,   Lily?   -   zapytała   Tamsin.   Doszła   do   siebie   na   tyle,   by 

powrócić do swojej roli terapeutki i nagle neutralne słowo przyjaciel wydawało się 

mieć wiele konsekwencji. 

To jest Bobo Winthrop – powiedziałam – Bobo, to są Tamsin Lynd i Cliff Edggers – 

wypełniłam swój obowiązek.

Co tu się stało – zapytał Bobo, potrząsając głową w stronę Tamsin i Cliffa. Byłam 

zadowolona,   że   detektyw   Stokes   zabrała   Clauda   do   prawdziwych   policyjnych 

obowiązków.   Chciałam   znaleźć   się   gdzieś   indziej.   Ruszyłam   do   samochodu, 

zastanawiając się, czy ktoś jeszcze mógłby mnie zatrzymać. Nikt tego nie zrobił. 

Bobo wlekł się za mną, jeśli blondyn wzrostu metr osiemdziesiąt może się wlec. 

Zamordowano tam dzisiaj kobietę – powiedziałam do mojego dużego cienia, kiedy 

dotarliśmy do mojego samochodu – nożem lub przez uderzenie w głowę.

Kim  ona była?   -  marudził  Bobo gdzieś  nade  mną,  a  ja  wyciągnęłam kluczyki z 

kieszeni. Zastanawiałam się, gdzie się rozproszyła reszta mojej grupy terapeutycznej. 

Na posterunek policji? Do domu? Jeśli Melanie nie powiedziała policji jak nazywa 

się ofiara, to oni i tak dość szybko to ustalą. Wyglądała okropnie. 

Nie znałam jej – powiedziałam trafnie, choć nie do końca szczerze. Bobo dotknął 

mojej twarzy i pogładził dłonią mój policzek. 

Wracam do domu – powiedziałam.

Czy Jack będzie u ciebie dziś wieczorem?

Nie, jest w trasie.

Potrzebujesz mnie? Ucieszyłbym się.

Nie – ucięłam to i zakończyłam tak zdecydowanie jak to było możliwe. Cholera, 

kiedy Bobo znajdzie sobie dziewczynę lub przestanie przyjeżdżać do domu na święta 

i wakacje? Musi być jakieś specjalne określenie osoby, którą się bardzo lubi, kogoś, 

kto budzi głęboko zakorzenione pożądanie, a kogo się nigdy nie pokocha. Nie było 

nic   bardziej   idiotycznego,   bardziej   niewytłumaczalnego,   jak   chemia   między 

dwojgiem ludzi, którzy nie mieli ze sobą prawie nic wspólnego, ani nawet żadnej 

background image

potrzeby przebywania razem w tym samym pokoju. Kochałam Jacka, kochałam go 

bardziej niż cokolwiek innego, a reagowanie na Bobo w ten sposób było drażniące. 

Do   zobaczenia   wkrótce   –   powiedział,   porzucając   nadzieję   na   przedłużenie   się 

spotkania. Zrobił krok w tył, przyglądając się jak wsiadam do mojego samochodu i 

przekręcam kluczyk. Kiedy znów spojrzałam w okno, już go nie było. 

background image

Rozdział 4

Kiedy Jack zadzwonił tego wieczoru, brzmiał, jakby był zmęczony do szpiku kości. Podążał 

szlakiem szesnastoletniego uciekiniera z Maumelle, przysłowiowy chłopak z dobrego domu, 

wkręcił się w subkulturę narkotykową, a następnie w prostytucję. Rodzina nie miała z nim 

kontaktu od roku. Jack powiedział mi, że rodzina odbierała głuche telefony z różnych miast 

na całym południu i byli przekonani, że po drugiej stronie jest ich syn, który wstydzi się 

odezwać i zapytać czy może wrócić. Rodzina popadła w poważne kłopoty finansowe przez 

poszukiwania syna. 

Jak możesz im pomóc – zapytałam, tak delikatnie, jak potrafiłam.

Jeśli nie spróbuję, zatrudnią kogoś innego – odpowiedział. Jack brzmiał na starszego 

niż trzydzieści pięć lat. 

Ludzie zdesperowani tak robią. Przynajmniej zrobię wszystko co w mojej mocy by 

znaleźć chłopaka. Odkąd znaleźliśmy Summer Dawn Macklesby, jestem facetem od 

szukania zaginionych dzieciaków. 

Czy w ogóle wpadłeś na jakiś trop tego chłopaka?

Tak – Jack nie brzmiał na zadowolonego.

Widziałem go wczoraj w nocy, w okolicy Mount Vernon, na ulicy Read. - Jack był w 

Baltimore.

Wygląda okropnie. Jakby był chory.

Nie udało ci się z nim porozmawiać?

Wyszedł z jakimś mężczyzną i nie wrócił. Pójdę tam ponownie dziś wieczorem. 

Może będę musiał mu zapłacić za jego czas, ale odbędę tę rozmowę. 

Nie było nic więcej do powiedzenia.

Jak tam twoja obserwacja? - spytał, oczekując dobrych wieści.

Ona się nie zgina. Nosi kołnierz na szyi i chodzi z laską, a jeśli się zgina, to robi to 

tam gdzie nie jestem w stanie jej zobaczyć. Może Bonnie Crider naprawdę doznała 

urazu. Byłoby miło spotkać uczciwą kobietę.

Nie ma szans. Tu jest zbyt wiele znaków ostrzegawczych. Ona jest oszustką. Musimy 

wymyślić jakiś sposób by przyłapać tą kobietę. Pomyśl o tym.

Okay   –   odpowiedziałam.   Powiedziałam   to   bardzo   neutralnie,   bo   jestem 

background image

przyzwyczajona   do   przyjmowania   poleceń,   ale   nie   jestem   przyzwyczajona   do 

przyjmowania ich od Jacka. Jednak przypomniałam sobie delikatnie, że był teraz 

moim szefem. 

Proszę – powiedział nagle Jack.

Okay – powtórzyłam zgodniejszym tonem. 

Teraz ja mam co nieco do opowiedzenia.

Oh! - Usłyszałam w głosie Jacka obawę.

Terapia grupowa była dzisiaj niespodziewanie ekscytująca – powiedziałam.

Oh, nowa kobieta?

Tak, dobry kierunek.

Ktoś ją zgwałcił w jakiś dziwny sposób?

Nie wiem nic o gwałcie. Nigdy nie miała szansy nam o tym opowiedzieć. Ktoś ją 

zabił i zostawił ciało w biurze Tamsin.

Po tym jak Jack krzyczał przez minute lub dwie i upewnił się, że nie grozi mi bezpośrednie 

niebezpieczeństwo, stał się praktyczny. 

Tylko   tego   brakowało   twojej   grupie,   tak,   martwej   kobiety,   razem   z   przemocą   w 

pakiecie z traumą. Kim ona była, czy ktoś wie?

Jack był zainteresowany moją historią, tym bardziej gdy opowiedziałam o martwej kobiecie, 

zachowaniu Tamsin i nowej detektyw, Alicii Stokes. 

Rozumiem, dlaczego Claude capnął wykwalifikowanego detektywa, ale dlaczego, do 

diabła, ta kobieta chciała przyjechać do Sheakspeare?

Dokładnie. 

Nie   znam   nikogo   z   jednostki   w   Cleveland,   ale   być   może   jakiś   mój   kolega   zna. 

Mógłbym wykonać kilka telefonów jak wrócę – ciekawość Jacka, która uczyniła go 

tak dobrym detektywem, może czynić go trochę niewygodnym od czasu do czasu, 

ale w tym przypadku ja również byłam tak samo ciekawa kim jest Stokes. Tej nocy 

rzucałam   się   na   łóżku   i   kręciłam   widząc   ranę   w   piersi   kobiety,   blady   korpus   i 

czerwoną krew. Ciągle się zastanawiałam dlaczego ciało zostało pozostawione w 

biurze Tamsin. To było wysłanie wiadomości, oczywiście: kobieta zamordowana i 

powieszona   pośrodku   tych   wszystkich   artykułów   o   tym,   jak   kobiety   mogą 

przezwyciężyć przemoc i żyć bezpiecznie. Pomyślałam, że dla Tamsin było już za 

background image

późno   na   ukrycie   przed   nami   tego,   że   jest   terroryzowana   od   dłuższego   czasu. 

Przecież teraz cała grupa była uwikłana w jej problemy, choć to ona miała rozwiązać 

nasze. Wreszcie wstałam z łóżka, wciągnęłam szorty i T-shirt, skarpetki i buty do 

chodzenia. Jacka nie było w domu, więc wróciłam do starego wzorca. Wrzuciłam 

telefon i klucze do kieszeni i wyszłam z domu, zmierzając prosto przed siebie do 

parku, który wypełniał duży obszar naprzeciwko mojego domu. Park Estes, jest jedną 

z mniej popularnych spuścizn odkąd okazało się, że będzie należał do Sheakespeare, 

tak długo, jak pozostanie w stanie zalesionym. Jeśli drzewa będą wycinane na jakiś 

inny użytek, miasto będzie tracić ziemię na rzecz najbliżej mieszkającego potomka 

Harrego Estesa. Co jakiś czas, w lokalnej prasie ukazywał się artykuł, wyrażający 

oburzenie sytuacją Estes. Mieszkańcy uważali, że miasto powinno sprzedać tą ziemię 

albo zwrócić rodzinie, ponieważ ścieżki były źle utrzymane, a drzewa nieprawidłowo 

oznakowane. Wtedy nie byłoby problemu ze sprzątaniem po drugiej stronie ulicy, 

połamane   gałęzie   i   liście   będą   wywiezione,   a   na   drzewach   powieszone   tablice 

informacyjne. Ścieżki będą wysprzątane, a nowe śmietniki dyskretnie poustawiane. 

Dzieci ze szkoły podstawowej będą odwiedzać park i zbierać opadłe liście, a kilka 

kobiet z klubu ogrodnika wiosną przyjdzie wsadzić kilka bylin. Następnie zakochani 

i ćpuny rozpoczną nocne wizyty, śmietniki zostaną zniszczone, oznaczenia znikną, a 

cały cykl zacznie się od nowa. Teraz Estes było ożywione, petunie były posadzone 

przez   kobiety   z   Kościoła   Fundamentalistycznego,   Sandy   McCorkindale   zapewne 

była wśród nich. Ścieżki były wolne od śmieci i kamieni, na krzewach nie było 

żadnych dekoracji ze zużytych prezerwatyw. Obeszłam wszystkie ścieżki szybko i 

cicho. Nagle, bez żadnego ostrzeżenia poczułam skurcz w nodze, która zesztywniała. 

Kopnęłam w beton na ścieżce o wiele za szybko niż bym chciała i zrobiłam straszny 

hałas.   Ból   był   intensywny.  Wiedziałam,   że   gdybym   mogła   wstać   i   rozprostować 

nogę, odzyskałabym czucie. Łatwiej powiedzieć niż zrobić, ale udało mi się podnieść 

do pozycji klęczącej, a potem na nogi. Prawie wrzasnęłam, kiedy postawiłam na 

ziemi prawą stopę, ale w ciągu kilku sekund skurcze straciły na sile i odpuściły. 

Zawróciłam w stronę domu. Noga była słaba i obolała. Twarz miałam spoconą, a ręce 

mi   drżały.   Kiedy   wróciłam   do   domu,   poszłam   do   kuchni   i   wzięłam  Advil.   Nie 

wiedziałam   czy   to   może   pomóc,   ale   trochę   powinno   odpuścić.   Kulejąc   trochę, 

poszłam   do   łazienki   i   umyłam   twarz,   klepiąc   też   mokrą   ręką   po   karku.   Byłam 

background image

szczęśliwa, że jestem już z powrotem w łóżku. Rozciągając się, zasnęłam w ciągu 

kilku minut, pełzając pod prześcieradłem. Następnego ranka prawie nie pamiętałam o 

tym   incydencie.   Kiedy   wstałam   z   łóżka,   aby   przygotować   się   do   mojej   pracy 

detektywistycznej,   ból   mięśni,   które   złapał   skurcz   był   tylko   słabym   cieniem 

dyskomfortu. Zastanawiałam się, czy skurcz nie miał coś wspólnego ze zbliżającym 

się okresem, który mógł nadejść w każdej chwili, sądząc po objawach. Zabrałam 

kilka plastikowych saszetek do torebki by się zabezpieczyć. Bonnie Crider, powódka 

Worker's Comp., mieszkała przy ruchliwej, podmiejskiej ulicy w Conway. Domy w 

stylu ranczerskim, małe parcele, garaże na jeden samochód, wszystko to mówiło 

„niższa klasa średnia”. Crider była przełożoną grupy mężczyzn, która zajmowała się 

transportem   dużych   pudeł   wokół   magazynu.   Pudła   przyjeżdżały,   odjeżdżały,   ale 

wszystkie   były   przewożone   na   swoje   miejsce   na   wózkach   widłowych.   Crider 

rozdysponowywała   obowiązki   między   pracowników,   wypełniała   dokumenty   na 

każdy transfer i ogólnie zarządzała i odpowiadała za to miejsce jako najwyższa w 

hierarchii. Straciła   szansę awansu i nie dostała podwyżki na którą, jej zdaniem, 

zasługiwała. Tak wynikało z jej akt osobowych.  Kiedy miała wypadek w magazynie, 

który   doprowadził   do   nieweryfikowalnego   urazu   kręgosłupa,   to   zastanowiło   jej 

przełożonego.   Operator   wózka   widłowego   za   szybko   wszedł   w   zakręt   i   potrącił 

Crider   pudłem,   które   wiózł.   Upadła   na   twardą   podłogę.   Przestraszony   kierowca 

wezwał karetkę, kiedy Crider nie mogła wstać. Teraz Crider twierdziła, że jest zbyt 

chora by kiedykolwiek jeszcze pracować. Miała bóle pleców, sztywność karku i silny 

ból   w   ramieniu.     Wszystkie   te   objawy   miały   być   przewlekłe.   Miło   by   było   jej 

wierzyć, ale ja nie wierzyłam. Nawet jeśli z przyczyn zawodowych nie miałabym jej 

tego udowadniać. Nadal bym jej nie wierzyła. Miałam wystarczająco dużo czasu do 

refleksji, siedząc w swoim samochodzie. Prawdopodobnie nie świadczy to o mnie 

dobrze. Niech tak będzie. Używałam swojego samochodu na zmianę z Jacka a teraz 

znów jeździłam moim. Udawałam, że oglądam dom wystawiony na sprzedaż, który 

był po przeciwnej stronie ulicy, chodziłam od drzwi do drzwi aby uzyskać poparcie 

dla nieistniejącego kandydata politycznego. Przykro powiedzieć, ale żadna z osób, 

które były w domu nie zorientowała się, że kłamię. Były na tyle nieświadome, by 

przyjąć moje twierdzenie, że istnieje kandydat, o którym nigdy nie słyszeli, który 

ubiega się o wejście do Kongresu z tego dystryktu. Odwiedzałam sklep spożywczy i 

background image

zatankowałam benzynę. Bonnie Crider nie wychodziła zbyt często z domu, a jak już 

wyszła, uparcie nosiła kołnierz i laskę. Nawet nie chodziła na spacery. Czy ta kobieta 

nigdy   nie   słyszała   o   ćwiczeniach?   Wiedziałam   oczywiście,   że   miała   domową 

siłownię, poradniki i ławeczkę, na której wyciskała. Nienawidziłam tego pomysłu, 

ale gdy myślałam o tym by bliżej wściubić nos, byłam pewna, że żadne zdjęcie, które 

zrobiłabym   przez   okno   nie   byłoby   dopuszczone   jako   dowód   sądowy.   Chciałam 

zapytać o to Jacka. Po kilku godzinach siedzenia w samochodzie czułam się jak 

mrówka,   ze  stłumioną  energią,   taka  konwencjonalna  i   melancholijna,   skłonna   do 

bezowocnego rozmyślania o rzeczach, na które nie mam wpływu. Zastanawiałam się 

czy   kobieta   zamordowana   poprzedniego   wieczoru,   miała   dużą   rodzinę. 

Zastanawiałam się czy z Janet było wszystko w porządku i czy Tamsin mogłaby 

troch lepiej wyjaśnić swoje zachowanie. Miałam ochotę na drzemkę. Skąd do cholery 

się   to   wzięło?   Od   kiedy   to   jak   ucinam   sobie   drzemki   lub   nawet   myślę   o   tym? 

Pokręciłam   głową.   Chyba   się   starzeję.   Cóż,   oczywiście,   że   tak.   Ale   ostatnio 

myślałam   i   czułam   się   niepodobnie   do   mnie.   Czy   różnica   polegała   na   tym,   że 

zamieszkałam z Jackiem, czy sprawiła to moja nowa praca, czy terapia? Robiłam 

dużo nowych rzeczy w tym samym czasie, to pewne. Być może te nowe wzorce i 

działania miały jakiś skumulowany efekt.  Może byłam wciskana do jakiejś rurki, by 

z   drugiej   strony   wyjść   odmieniona.   Pomysł   był   głęboko   niepokojący.   Miałam 

perfekcyjnie ułożone życie zanim poznałam Jacka. Może życie zaczęło się zmieniać, 

bym bardziej zaangażowała się w to, co dzieje się wokół mnie, zanim Jack przyjechał 

do Sheakspeare po raz pierwszy do pracy. Ale odkąd go poznałam, zmiany stały się 

normą. Siedziałam i rozmyślałam o tym moim małym niepokoju, podrywając się co 

jakiś czas by zmienić ustawienie samochodu. Zaczynałam się martwić o mój stan 

psychiczny, kiedy miałam te małe objawienia. Była to oczywiście wariacja w czasie 

PMS! Zamiast mojej zwykłej, mniejszej cierpliwości, bólu piersi i pleców, miałam te 

wszystkie   dodatkowe   skurcze   i   wahania   nastroju.   Te   odchylenia   od   normy   były 

dowodem na to, że moje ciało się zmienia, młodość mijała. W końcu przekonałam 

samą siebie, że rozsądną reakcją było:

I co z tego?

Pozwoliłam sobie na powrót do mojego cichego domu w Sheakspeare, odkleiłam od siebie 

spocone ubranie i poszłam pod prysznic. Piętnaście minut później, czesząc moje mokre loki 

background image

palcami, sprawdziłam moją sekretarkę. Głos mojej przyjaciółki, Carrie Trush, powiedział:

Kiedy wrócisz, zadzwoń do mnie dzisiaj. Wiem, że jesteś w samym środku nauki 

nowego zawodu, ale mam tu kryzys „sprzątaniowy”. Plus – po prostu chcę z tobą 

pogadać.

Zapisałam, żeby do niej oddzwonić w notatniku przy telefonie. Druga wiadomość była od 

Melanie.

Hej,   myślę,   że   mam   dobry   numer,   głos   w   sekretarce   brzmiał   jak   twój,   słuchaj, 

wszyscy musimy porozmawiać, zadzwoń do mnie.

Podyktowała swój numer, zawahała się, jakby miała coś powiedzieć, po czym rozłączyła 

się. Po raz pierwszy spojrzałam na licznik wiadomości. Osiem. Nigdy wcześniej nie miałam 

ich tak dużo. Przytłumiony głos powiedział:

Panno Bard, mam nadzieję, że doszła Pani już do siebie. Mówi Detektyw Stokes, 

musi Pani przyjść, złożyć zeznania z przebiegu ostatniego wieczoru.

Alicia Stokes artykułowała każde słowo, jakby jej się miały usta rozpuścić, gdyby któregoś 

doskonale nie sformułowała. Kolejny telefon był od Tamsin, która chciała przełożyć naszą 

przerwaną sesję terapeutyczną. Głośno się zaśmiałam, słysząc to. Dzwoniła też Firella. I 

Janet, brzmiała na słabą. I Carla. Każdy, oprócz Sandy. Dzwonił jej mąż. 

Lily, mówi Joel McCorkindale.

Miała głęboki, szczery głos, który rozpoznałabym wszędzie. 

Chciałbym z tobą porozmawiać o tej terapii grupowej, na którą chodzisz z moją 

żoną. Mam nadzieję, że nie myślisz, że złamała zasadę poufności waszych spotkań. 

Po prostu cię rozpoznałem na parkingu, kiedy podrzuciłem Sandy na spotkanie w 

zeszłym tygodniu. Proszę, zadzwoń do mnie, do kościoła, kiedy będziesz mogła.

Spojrzałam   na   zegarek.   Była   siedemnasta   trzydzieści.   Znalazłam   numer   kościoła   i 

wybrałam. Odebrał osobiście. Jego sekretarka musiała pójść do domu. To musi być ważna 

rozmowa dla Wielebnego McCorkindalea. 

Lily – powiedział z wystudiowaną uprzejmością, kiedy się przedstawiłam – Miałem 

nadzieję, że mogłabyś przyjść tu do mnie żeby porozmawiać.

Pomyślałam chwilę. Wzięłam prysznic, czułam się już lepiej, choć nadal bardzo zmęczona. 

Raczej – powiedziałam niechętnie – Mogę być za kilka minut.

background image

Nałożyłam   trochę   makijażu,   żeby   zakryć   cienie   pod   oczami,   wyszczotkowałam 

włosy i wyruszyłam. Zamknęłam za sobą drzwi, powlokłam się schodami w dół na 

chodnik i skręciłam w prawo. Uważnie patrząc pod nogi, ponieważ chodnik w wielu 

miejscach  był  popękany,   przeszłam  obok  apartamentów Sheakespeare Garden,  a 

następnie za róg, na parking i do budynku Kościoła Fundamentalistycznego. Biuro 

Joela   McCorkindalea   było   na   piętrze,   w   skrzydle,   gdzie   mieściła   się   szkółka 

niedzielna. Siłownia była oblegana, sądząc po ilości zaparkowanych samochodów, 

ale   była   oddzielnym   obiektem,   znajdującym   się   po   drugiej   stronie   głównego 

kościoła.   Duży   budynek   kościoła   był   cichy,   kiedy   otworzyłam   szklane   drzwi   i 

weszłam na schody. Wlekłam się, trzymając za poręcz. Z każdym chwytem czułam 

się coraz bardziej i bardziej zmęczona. Nie sądzę czy kiedykolwiek czułam się tak 

wyprana.   Udało   mi   się   dotrzeć   do   drzwi   biura   Wielebnego   i   zapukać   bez 

odpoczynku, ale musiałam się do tego zmusić. To był również dzień treningu karate. 

Jęknęłam   sama   do   siebie.   Musiałam   to   przegapić.   Joel   podszedł   do   drzwi   by   je 

otworzyć i wpuścić mnie do środka. To była jedna z tym małych uprzejmości, dzięki 

którym   zyskał   sobie   sympatię   tak   wielu   członków   swojego   zgromadzenia, 

szczególnie   kobiet.   Usiadłam   w   wygodnym   fotelu,   który   mi   wskazał   i   byłam 

szczęśliwa,   że   to   zrobił.   Joel   usiadł   na   takim   samym   fotelu,   ustawionym   w 

bezpiecznej  odległości  od mojego.   Podczas tej  rozmowy  nie było  biurka między 

nami, kolejny sygnał, splótł dłonie przed sobą, opierając łokcie na poręczach fotela. 

Lily, nie wiem czy pomaga ci uczęszczanie do tej grupy terapeutycznej, ale niepokoję 

się o Sandy. 

Powinieneś raczej porozmawiać o tym z terapeutką. 

Nie sądzę żeby była obiektywna, będzie utrzymywać, że Sandy potrzebuje jej usług, 

bez względu na wszystko. 

Teraz   to   się   zgubiłam   –   powiedziałam   po   chwili,   podczas   której   próbowałam 

zrozumieć sens jego słów. Zastanawiałam się czy mój umysł jedzie po takim samym 

dziwnym torze po jakim wydawało się jechać moje ciało. 

Słyszałem,  nie  przez  zwykłe plotkarstwo,  ale  przez obawy  naszych wiernych,  że 

Tamsin   Lynd   ma   twarde   poglądy   dotyczące   stosunków   między   kobietami, 

mężczyznami i kościołem. Te poglądy nie pokrywają się z naszą interpretacją Pisma 

Świętego. 

background image

Wyszłabym stamtąd gdybym nie była zbyt zmęczona żeby się podnieść. 

A to jest moją sprawą.... w jaki sposób?

Zwracam się do ciebie po... radę.

Nie rozumiem.

Rozumiem, że znacie się wszyscy, wzajemnie.

Patrzyłam na gładko ogoloną twarz Joela, starannie przycięte wąsy i idealną fryzurę. 

Nosił bardzo dobry garnitur, nie tak drogi, by wierni zaczęli plotkować, ale na pewno 

wystarczająco ładny. 

Joel  –  nie   lubił,   gdy   używałam   jego  imienia.   Zawsze   był   zniesmaczony,   ale  nie 

protestował, a ja nie chciałam być tak niegrzeczna, jak mój instynkt mi początkowo 

nakazywał. 

Joel – powiedziałam jeszcze raz, próbując ostrożnie dobierać słowa – Nie sądzę, że 

kiedykolwiek słyszałam, by Tamsin powiedziała choć jedno słowo o jakiejkolwiek 

religii podczas terapii – wzięłam głęboki oddech – Wydaje mi się, że powinieneś być 

bardziej zaniepokojony zdrowiem psychicznym swojej żony niż możliwymi opiniami 

teologicznymi jej terapeutki. 

Oczywiście. Samopoczucie   Sandy jest moim   głównym problemem – powiedział 

Joel  –  Ja  po  prostu...  dlaczego ona  uważa,  że w ogóle potrzebuje  chodzić  na tą 

terapię?   –   wybuchł,   jakby   autentycznie   zdziwiony.   Nagle   Joel   wyglądał   jak 

prawdziwy   człowiek,   a   nie   jak   mały,   nieczuły   bożek.   Modliliśmy   się   o   jej 

wyzdrowienie   i   wybaczenie   dla   człowieka,   który   zrobił   jej   ta   straszną   rzecz. 

Dlaczego ona potrzebuje jeszcze o tym rozmawiać?

Ponieważ twoja żona została zgwałcona – powiedziałam, jakbym mówiła mu to po 

raz pierwszy – ona musi rozmawiać z innymi kobietami, które żyją z takimi samymi 

doświadczeniami.  Ona musi być w stanie wyrazić swoje własne prawdziwe uczucia

o tym, co się z nią stało, z dala od ludzi, którzy oczekują tak wiele różnych rzeczy od 

niej.

Odchylił się na chwile w fotelu. W tym momencie wyglądał na tak wrażliwego, jakim go 

jeszcze nigdy nie widziałam. I nie wątpię, że Joel McCorkindale kochał swoją żonę. I nie 

wątpię, że wiedział, jakim ciężarem dla barków jego żony jest jego status osoby publicznej i 

jaką walką dla niej jest zachowanie wizerunku żony, na jaką, jak myślała, zasłużył. 

Ten człowiek zaczepił moją żonę, kiedy była na studiach, ponad dwadzieścia lat 

background image

temu, tylko tyle mi powiedziała – rzekł – Dlaczego potrzebuje pomocy teraz?

Zaczepił? Zabrzmiało to tak, jakby kloszard ja prosił o drobne – tylko, że w cholernie 

przerażających okolicznościach. Zauważyłam, że nawet Joel zdawał się nie wiedzieć co 

przydarzyło się jego żonie. 

Czy nigdy nie udzielasz rad członkom swojej kongregacji, którzy zostali zgwałceni? 

- zapytałam. Pokręcił głową.

Cieszyłbym się mogąc pomóc jeśli ktoś by się zgłosił, ale to się nigdy nie zdarzyło. 

Czyli nie wykonujesz swojej pracy – powiedziałam – W pewnym sensie. Ponieważ, 

uwierz   mi,   Wielebny,   twoja   kongregacja   zrzesza   również   ofiary   gwałtu   –   Joel 

spojrzał   niezadowolony   z   tej   koncepcji,   ale   nie   mogłam   się   domyśleć,   co 

spowodowało to jego nieszczęście. 

Ile kobiet jest w waszej grupie? - zapytał, patrząc na swoje równiutko złożone ręce.

Mogę powiedzieć, że więcej niż ja i twoja żona – powiedziałam ze smutkiem – A my 

jesteśmy tylko ułamkiem.  Ile kobiet jest w twojej kongregacji?

Zamrugał skonsternowany. Dwieście pięćdziesiąt, plus minus. 

Czyli masz około dwudziestu pięciu ofiar – powiedziałam – W zależności, których 

statystyk się trzymasz.

Był w szoku, nie mam pytań. 

Muszę już iść Joel. I nie sądzę bym była pomocna, ale mam nadzieję, że ty będziesz 

dla Sandy, bo na pewno ma poważne problemy.

Wstałam na nogi, myśląc, że to była strata czasu i energii i wyszłam. On nadal siedział w 

swoim  fotelu,   kiedy   zamykałam  za  sobą   drzwi  i   chyba   całkowicie   się   pomyliłam.   Joel 

McCorkinale był całkowicie pogrążony w myślach. Może się modlił. Po powrocie miałam 

więcej wiadomości na sekretarce, więc zjadłam sałatkę i jakieś krakersy by mieć z głowy 

kolację. Byłam bardziej głodna niż myślałam, że będę i było później niż planowałam, ale 

zadzwoniłam   do   Carrie.   Odebrał   Claud   i   krzyknął   jej   imię.   Słyszałam,   jak   mówiła,   że 

przyjdzie za minutę, a potem dźwięk zakręcanej wody. 

Dziś   moja   kolej   mycia   naczyń   –   wyjaśniła   –   Słuchaj,   dzwoniłam   do   ciebie   bo 

kobieta,   która   przychodzi   sprzątać,   Kate   Henderson,   wzięła   trochę   wolnego, 

ponieważ jej córka urodziła dziecko. Tak się zastanawiałam... Nienawidzę mieszać 

interesów z przyjaźnią, ale czy byłaby taka możliwość, abyś przychodziła na kilka 

minut dziennie, zanim Kate wróci z Ashdown?

background image

Sprzątałam   w   biurze   Carrie   jakieś   półtora   roku   temu,   kiedy   jeden   z   jej   pacjentów 

podwyższył zapotrzebowanie za sprzątanie. Zamówiła wtedy jednorazowe sprzątanie. Nie 

mogłam tego rozplanować od razu. 

Pracuję w Little Rock w tym tygodniu – powiedziałam - ale na pewno mogłabym 

przyjść w czwartek i sobotę rano. Pozostałe dni, muszę jeszcze zobaczyć jak wyjdzie. 

Może   skończę   pracę   w   Little   Rock   już   niedługo   –   To   było   dość   optymistyczne 

myślenie, ale możliwe.

Docenię każdą chwilę, którą mi poświęcisz – powiedziała Carrie – Więc, zobaczymy 

się jutro?

Oczywiście.   Przyjdę   jutro   najpierw   do   ciebie,   zanim   zaczniesz   przyjmować 

pacjentów. Potem muszę iść do Whintropów, ale mogę wrócić po zamknięciu. 

Więc będzie czysto na czwartek rano i piątek rano i przyjdziesz w sobotę czyli na 

poniedziałek też będzie to dobrze wyglądać. Świetnie. 

Ulga przesączała się przez wysoki głos Carrie. W tle jej mieszkania słyszałam dudnienie.

Claude chce wiedzieć, czy Alicia Stokes dzwoniła do ciebie- przekazała Carrie.

Powiedz mu, że tak i że zaraz do niej oddzwonię. 

Dzwoniła – powiedziała Carrie do Clauda – Lily oddzwoni do niej zaraz.

Mówi,   że   dobrze   –   Carrie   słuchała   jeszcze   przez   chwilę   dudnienia   –   Kazał   ci 

powiedzieć, że Alicia Stokes może być prawie tak samo twarda jak ty.

Mogłam usłyszeć w jej głosie, że się uśmiecha.

Powiedz mu, że będę w tej sprawie super dokładna – powiedziałam.

background image

Rozdział 5

Alicia Stokes miała miała własny, mały box na posterunku policji w Shakespeare, 

który od ostatnich trzech lat mieści się „tymczasowo” w starym domu za więzieniem, dzięki 

czemu   spełniał   normy,   wymagane   przez   państwo   dla   umiejscowienia   budynku   policji. 

Miasto   reagowało   ospale   na   to,   że   policja   potrzebowała   budynku.   Zawsze   władze 

Shakespeare tak reagowały, gdy trzeba było wydać pieniądze. Kilka lat temu zakończono 

budowę   nowego   więzienia.   Więźniowie   mogą   maszerować   po   dodatkowych   metrach   i 

zostali osadzeni w przyzwoitych kwaterach. Nie było niespodzianką, że prace przy budowie 

nowego posterunku policji zwolnią. Miło było pospacerować po dużej werandzie, kiedy 

przychodziło się na policję, ale ten stary dom naprawdę nie był dostosowany do tych celów 

i powinien zostać opuszczony w ciągu dwóch miesięcy. Box Alicii znajdował się na tyłach 

dawnego salonu, a ona już zdążyła powiesić zdjęcia niektórych swoich bohaterów. Każdy z 

jej   bohaterów   był   czarny   i   był   kobietą.  Alicia   Stokes   miała   odwagę   być   inna,   a   także 

poświęcała się swojej pracy. Kazała mi przyjść zaraz po moim telefonie do niej mimo, że 

robiło się już ciemno. Wstała, żeby podać mi rękę, tak jak lubię, po czym wskazała mi 

najmniej   niewygodne   krzesło.   W   przeciwieństwie   do   Joela   McCorkindalea,   usiadła 

zdecydowanie po tej stronie biurka, która rządzi. Miastenie obie miałyśmy udawać, że nikt 

nie może nas usłyszeć, co nie było łatwe, bo ścianki oddzielające boxy sięgały głowy pani 

detektyw. 

Chciałabym   odtworzyć   wydarzenia   ostatniej   nocy   –   powiedziała   Detektyw, 

rozpoczynając przesłuchanie. Potem spiszemy zeznanie, abyś mogła podpisać, zanim 

wyjdziesz.

Czyli spędzę tu trochę czasu. Skinęłam głową zrezygnowana. Detektyw Stokes miała przed 

sobą na biurku  podkładkę  z notesem.  Otworzyła go  na  świeżej  stronie i  napisała moje 

nazwisko na górze strony, po czym zapytała:

Jak długo uczęszczasz na tą terapię?

To była moja trzecia sesja. Trzeci tydzień.

I wszyscy członkowie zostali zgwałceni i są w trakcie terapii?

Taka jest idea. 

Klimatyzacja, zapewne tak stara, jak dom, ledwo radziła sobie z ciepłem. 

Jak trafiłaś na tą terapię? Byłaś wcześniej pacjentką Centrum?

background image

Nie. 

Opowiedziałam jej o ulotkach w sklepie spożywczym i opisałam, jak doszło do pierwszego 

spotkania. 

Kto tam był?

Te same osoby, które były tam wtedy w nocy – Pomyślałam o liście.

Czy pani Lynd nie mówiła o innych osobach, które miałyby przyjść?

Nie, ale to nie byłoby zaskoczeniem

Przypomniałam sobie swoją własną niechęć. 

Można   się   spodziewać,   że   ktoś   przyjdzie,   a   w   jednej   sekundzie   zmieni   zdanie   i 

wycofa się całkowicie.

Pamiętam Tamsin, wyglądającą na korytarz tego pierwszego wieczoru, kiedy pomyślałam, 

że czeka na kogoś lub usłyszała pukanie do drzwi na końcu korytarza. 

Myślę,   że   ten,   kto   zabił   tę   kobietę,   miał   na   sobie   kitel   –   powiedziałam.   Nie 

potrafiłam   powstrzymać   spekulacji   na   temat   tego   fartucha,   którego   użyto   do 

podtrzymania krzesła w bezruchu.

Czy to był pielęgniarski?

Była tam jedna pielęgniarka, która wykonywała testy narkotykowe. Detektyw wydawała się 

mnie nie słyszeć. 

Czy musieliście podpisywać listę obecności?

Okulary   powiększały   jej   ciemne,   duże   oczy   w   kształcie   migdałów.   Teraz   zostały   one 

skierowana na mnie i gapiły się jak na więźnia.

Nie, mieliśmy mieć klauzulę poufności.

Klauzulę?

Jak nasze tajemnice miały pozostać niewyjawione?

To prawda. Czy pani Lynd opowiadała ci kiedyś o swoim własnym życiu?

Pokręciłam głową.

No, nie bezpośrednio.

Mój   wewnętrzny   termostat   dostawał   bzika.  Wzięłam   chusteczkę   z   pudełka   na   biurku   i 

wytarłam twarz.

Co masz na myśli?

Widzieliśmy zabitą wiewiórkę koło jej domu. Kiedyś w biurze odebrała telefon i 

background image

wydawała się być bardzo zdenerwowana. 

Oczywiście   musiałam   przejść   przez   opis   obu   incydentów   z   panią   Detektyw,   ale 

spodziewałam się tego. 

Czyli wiedziałaś już wtedy, że pani Lynd jest nękana?

Tak.

Czy zgłosiłaś to na policję?

Nie.

Detektyw Stokes spojrzała na mnie niemal łobuzersko, co było niepokojące. 

Dlaczego nie? Czy to nie było logiczną rzeczą, którą trzeba zrobić?

Nie.

Dlaczego nie? Nie ufasz policji, że pomaga obywatelom?

Byłam zaskoczona jej podejściem. 

Logicznym było, że Tamsin i jej mąż powinni zadzwonić na policję. To ich sprawa.

Kręciłam się na krześle, starając się znaleźć wygodną pozycję. 

Czy kiedykolwiek pomyślałaś, że gdybyś nas wezwała, ta kobieta mogłaby żyć?

Byłam w bezpośrednim niebezpieczeństwie utraty kontroli. W tej sytuacji byłoby to bardzo, 

bardzo złe. 

Jeśli   zadzwoniłabym   wczoraj   i   powiedziała,   że   znalazłam   martwą   wiewiórkę, 

powieszoną na drzewie, co byś z tym zrobiła? Tak realnie?

Sprawdziłabym   to   –   powiedziała   Alicia   Stokes,   pochylając   się   do   przodu,   aby 

upewnić się, że dotarło do mnie – Ostrzegałabym panią Lynd, żeby nie chodziła 

nigdzie sama. Zaczęłabym zadawać pytania. 

Wtedy wyrzuciłam z siebie kilka rzeczy.

Ty też już wiedziałaś – powiedziałam, w myślach dodając swoją opinię o tym.

Wiedziałaś, że ktoś nęka Tamsin Lynd. I co z tym zrobiłaś?

Przez chwilę myślałam, że Stokes zamierza pochylić się nad biurkiem i mnie łupnąć. Potem 

zebrała się w sobie i skłamała. 

Skąd miałam wiedzieć coś takiego? - zapytała.

Huh   –   odpowiedziałam,   okazując   jej   swoje   obrzydzenie.   Jeśli   Alicia   Stokes 

zamierzała grać w jakąś grę z chowaniem i szukaniem, to niech to robi w swoim 

cholernym, prywatnym czasie.

background image

Ona wyglądała jak Tamsin, prawda?

Detektyw Stokes położyła długopis na czubku swojej żółtej podkładki.

Co masz na myśli, Panno Bard?

Wiesz co mam na myśli. Martwa kobieta. Wyglądała jak Tamsin. 

Nie miałam pojęcia o czym Detektyw myśli, kiedy patrzyła na mnie.

Kto ci o tym powiedział?

Nikt. Nie jestem ślepa. Blada, pulchna, brunetka. Wyglądała jak Tamsin.

Wyglądała teraz na zainteresowaną.

Ale jak wiesz, powiedziała mi.... - sprawdziła notatkę w swoim notesie – Melanie 

Kleinhoff, że ofiara była jej szwagierką, żoną jej męża brata.

Melanie mówiła o tym – przyznałam – Saralynn, tak miała na imię?

Powiedziałaś mi wczoraj, że nie znasz personaliów ofiary. 

Nie. Powiedziałam, że jej nie znam. Pytałaś czy inni ja rozpoznali i powiedziałam 

żebyś  ich   spytała   –   dzieliłam   włos   na   czworo,   ale   praktycznie   powiedziałam   jej 

prawdę – Nie lubię powtarzać tego, co inni mi mówią, kiedy mam to zatrzymać dla 

siebie. 

Twarz Detektyw Stokes powiedziała mi co o tym myśli i zaczęłam się zastanawiać, czy nie 

jestem po prostu krnąbrna jak uparta muł. 

Więc gdzie jest mąż Saralynn, ten, który zgwałcił Melanie? - zapytałam – Myślę, że 

gwałcił też Saralynn, bo miała zamiar dołączyć do naszej grupy.

Tom Kleinhoff jest w więzieniu – powiedziała Detektyw Stokes, nie potwierdzając i 

nie zaprzeczając moim przypuszczeniom. 

Nie mógł wyjść za gwałt za kaucją, bo ma inne zaległe grzywny. 

Byłoby dobrze gdyby to on był winny. To byłoby proste, bezpośrednie i koniec.

Szkoda, że to nie on, nie? - powiedziała Stokes, powtarzając moje myśli. Myślę, że 

nie było to pochopne założenie. Skinęłam głową.

Proszę pozwolić, że zapytam, panno Bard. Pani chłopak jest prywatnym detektywem.

Niesmak   w   jej   głosie   powiedział   mi,   że   znała   okoliczności,   w   jakich   Jack   stał   się 

prywatnym detektywem, że zostawił policję w Memphis kiedy zbierały się nad nią czarne 

chmury. 

Jeśli uważasz, że ta kobieta zginęła przez pomyłkę z Tamsin Lynd … dlaczego? Czy 

background image

to miała być wiadomość wysłana do Tamsin Lynd, że kobieta przypominająca ją, 

została zabita w jej biurze? Czy to prawdziwa pomyłka zabójcy, który znalazł grubą 

brunetkę w odpowiednim miejscu, tak, że był pewny że złapał odpowiednia ofiarę? 

Albo to była wiadomość dla całej grupy?

Nie spekulowałam tak daleko, nie byłam pewna czy doszłabym do tych samych wniosków.

Nie   myślałaś   o   tym?   Cóż,   to   może   lepiej   –   Zachowanie   Alicii   Stokes   było 

zdecydowanie zimne i twarde.

Ktoś uważa, że zabicie tej kobiety może pomóc pięciu ofiarom gwałtu, musisz sobie 

tylko zadać pytanie, dlaczego?

Jej rozmyślania poszły tak daleko, że wszystko co mogłam zrobić to gapić się na nią.

Co twój chłopak myśli o tym, że należysz do tej grupy? - zapytała, nie schodząc z 

kursu.

On tył tym, który chciał, żebym tam poszła. 

Jesteś pewna, że nie jest zły, że poświęcasz tak dużo czasu tej grupie kobiet? Może 

nie spodobały mu się jakieś rady, które dała ci Tamsin? Może Tamsin powiedziała ci 

abyś stawiła mu czoło? Jak długo on tu mieszka? 

Mieszka tu zaledwie kilka tygodni. Przez kilka lat mieszkała w Little Rock.

Wściekła na siebie za to gaworzenie, zdałam sobie sprawę jak zmęczona byłam.

Wtedy zacząłem odczuwać złość. Nawet starałam się zapamiętać wszystkie pytania, abym 

mogła zacząć reagować, ale pomyślałam, po co się męczyć? Wstałam.

Posadź swój tyłek z powrotem na krześle – powiedziała Alicia Stokes.

Spojrzałam jej w oczy.

Dopóki tego nie załatwię – dodała.

Wściekłość uderzyła we mnie jak kula ognia.

Gówno możesz mi zrobić – powiedziałam wolno i nisko – przyszłam złożyć zeznania 

i   złożyłam.   Jeżeli   nie   zamierzasz   mnie   aresztować,   to   nie   muszę   tu   siedzieć   i 

odpowiadać na wszystkie pytania.

Stokes patrzyła na mnie groźnie, opierając się o biurko. Położyła skrzyżowane stopy na 

blacie. Policjant z patrolu, którego nigdy nie spotkałam,  żylasty, piegowaty mężczyzna, 

spojrzał z wejścia w stronę boxu, przewrócił oczami i wycofał się. 

To wygląda jak strzelanina w O.K. Corral (słynna strzelanina na dzikim zachodzie –  

tłum.) – powiedział głos Clauda za mną.

background image

Wypuściłam oddech w długim podmuchu. Zastanawiałam się co by się wydarzyło gdyby 

tamten patrolowy go nie ściągnął, czy Stokes rozłożyłaby mnie na swoim biurku? Czy ja 

uderzyłabym oficera policji? 

Właśnie wychodziłam – powiedziałam do Clauda. Okrążyłam go i skierowałam się 

do   głównego   wyjścia,   omijając   biurka,   krzesła   i   kilku   innych   ludzi   z   wzrokiem 

utkwionym w podłogę. Piegowaty patrolowy trzymał otwarte dla mnie drzwi. Na 

jego identyfikatorze widniało: G. McClanahan. Zanotowałam w pamięci, że dla G. 

McClanahana   mam   gratisowe   sprzątanie   domu.   W   tym   momencie,   wejście   do 

samochodu   i   odjazd   jak   najdalej   stąd,   był   dla   mnie   najlepszym   posunięciem. 

Zastanawiałam się, czy Claude odbywał teraz rozmowę ze Stokes i jaka ta rozmowa 

mogłaby być. Wiedziałam, że ona nie ma powodu by mnie teraz bardziej lubić, to na 

pewno, a ja nie wiedziałam czy mnie to obchodziło czy nie. Co bardziej pewne, to 

fakt, że tak szybko, jak ja myślę, Detektyw mogła myśleć szybciej i dodałam to do 

listy jej grzechów. Byłam pewna, że jej koledzy również. Stokes była czarną kobietą 

z północy, agresywną, bardzo wysoką (założę się, że też silną) i inteligentną jak 

cholera.   Będzie   musiała   się   wykazać   jako   zespół   jednoosobowy,   żeby   zdobyć 

popularność,   a  nawet  bycie tolerowaną.   Jak  ona  może  mieszkać  w  Shakespeare? 

Dlaczego podjęła tą pracę? Moim zdaniem było to taką sama zagadką, co kobieta 

przybita   do   ściany   w   Centrum.   Może   nasze   miasto   płaciło   lepiej   niż   mi   się 

wydawało, albo może Stokes planowała popracować trochę w małych jednostkach, 

bardzo małych. Może Stokes miała rodzinę w okolicy. Nie umknęło mojej uwagi, że 

do   zagadkowych   i   tajemniczych   morderstw,   doszło   w   Shakespeare   (gdzie   normą 

było,   że   w   sobotnią   noc   ktoś   kogoś   godzi   nożem),   wtedy,   gdy   zagadkowa   i 

tajemnicza detektyw zjawiła się, by je rozwiązać. Niektórzy mogliby pomyśleć, że to 

też jest podejrzane. 

***

Kiedy   się   obudziłam,   czułam   się   oszołomiona.   Musiałam   się   zmusić   do 

posłuszeństwa zegarowi. Był to jeden z dni, które spędzałam w Shakespeare, musiałam 

dodatkowo posprzątać biuro Carrie, oprócz sprzątania u Winthropów.  Zmuszając się do 

każdego   kroku,   ubrałam   się,   zjadłam,   chociaż   bolała   mnie   głowa   i   już   czułam   się   tak 

zmęczona, jak po ciężkim dniu. Zastanawiałam się czy coś mi się śniło, bo najlepsze sny to 

te   zapomniane,   i   czy   dlatego   spałam   niespokojnie.   Nie   przypomniałam   sobie   żadnego 

background image

skrawka   snu,   kiedy   myłam   zęby   i   czesałam   włosy.   Założyłam   moje   nowe   trampki,   by 

poprawić sobie samopoczucie. Nieczęsto kupowałam nowe rzeczy, a te high-tpoy były na 

totalnej wyprzedaży, ale kiedy je założyłam i zasznurowałam, spojrzałam na nie i wydawało 

mi się jakbym je widziała po raz pierwszy, albo moje stopy, jeśli o to chodzi. Zobaczyłam 

samochód   zaparkowany   na   rogu,   na   tyłach   biura   Carrie   i   miałam   wrażenie,   że   już   go 

widziałam, ale nie mogłam skojarzyć gdzie i kiedy. Przyjechałam godzinę wcześniej, zanim 

miał przyjść którykolwiek z pracowników. Kiedy złapałam za klamkę tylnych drzwi, były 

otwarte. 

Hallo! - powiedziałam ostrożnie, nie chcąc nikogo straszyć.

Dzień dobry – odezwała się bardzo zadowolony głos. Cliff Egers wystawił głowę 

przez drzwi jednego z pokoi po lewej stronie. 

Carrie mówiła, że przyjdziesz.

Przyniosłam ze sobą przybory do sprzątania i kilka innych rzeczy. Nie wiedziałam czy 

Carrie   trzyma   tutaj   swój   nowy   odkurzacz,   więc   mój   samochód   był   nieźle   załadowany. 

Miałam tu dużo do zrobienia.

A ty jesteś tutaj tak wcześnie, bo robisz te medyczne transkrypcje? - powiedziałam 

głosem, który niósł się po korytarzu, kiedy znosiłam swoje ciężary.

Właśnie   tak   –   Cliff   pojawił   się   znów   w   drzwiach,   uśmiechając   się   promiennie, 

jakbym powiedziała coś bardzo mądrego. 

W ten sposób lepiej mi się pracuje, a resztę pracy dla moich lekarzy mogę zrobić w 

domu.   

A ty lubisz swoja prace – dźgnęłam.

Jest fascynująca, codziennie uczę się czegoś nowego. Lepiej do niej wrócę. 

Cliff wycofał się do swojego biurka, a ja zaczęłam sprzątanie od poczekalni. Kurz, mycie, 

polerowanie,  odkurzanie,  podłoga.  W krótkim  czasie,  gazety  zostały  ułożone na  małym 

stoliku po środku pomieszczenia, krzesła ustawione w równych rzędach przy ścianie. Duża 

wycieraczka przy głównym wejściu, na której został brud z butów większości pacjentów, 

została wytrzepana i położona dokładnie na wprost drzwi. Cliff przemknął w dół korytarza 

w gumowych butach, a ja myłam szklaną barierkę oddzielająca poczekalnię i pomieszczenia 

biurowe. Z dezaprobatą zauważyłam, że nowa sprzątaczka Carrie była leniem, a lada w 

recepcji była po prostu wstrętna. 

Chcesz filiżankę kawy? - zapytał po kilku minutach.

background image

Nie, dziękuję – odpowiedziałam grzecznie. Przeszłam już do kolejnych pomieszczeń 

i korytarza, wirując szybko,  dopóki nie dotarłam do pokoju,  w którym pracował 

Cliff. Krzepki mężczyzna siedział przy biurku z zestawem słuchawkowym, a jego 

palce   biegały   po   klawiaturze   komputera.   Poruszał   lekko   nogą,   a   kiedy   myłam 

podłogę za nim zauważyłam, że naciskał pedał. Nie słuchał muzyki z odtwarzacz 

CD, jak na początku pomyślałam. Słuchał głosu Carrie. Mogłam ledwo go usłyszeć 

gdy ścierałam kurze. Carrie mówiła: „tepmeratura 38. Pan Danby miał dwa razy 

gorączkę w ciągu ostatnich dwóch dni, a jego brzuch stał się bardzo wrażliwy na ból 

i dotyk. W badaniu, w lewym dolnym kwadrancie było wyczuwalne....” 

Wiesz coś o medycynie? - zapytał głośno Cliff, kiedy wycierałam ramę obrazu.

No, nie bardzo – odrzekłam.

To jak słuchanie telenoweli każdego dnia – powiedział, jakbym pytała.

Hmmm   –   odpowiedziałam,   unosząc   książkę,   żeby   wytrzeć   kurz   i   odkładając   ja 

dokładnie w takiej samej pozycji. 

Jak się Tamsin czuje? - zapytałam, żeby go powstrzymać od zadawania mi więcej 

pytań. Widziałam, jak jego usta zaczęły tworzyć frazę. 

Dobrze, zważywszy na szok, jaki przeżyła – powiedział Cliff z ciężkim wyrazem 

twarzy. Zawahał się na chwilę, a potem powiedział:

Ta sytuacja zrujnowała nasze nowe życie, które tu zaczęliśmy. 

Wydawało mi się, że podchodzi to tego w dziwny sposób. Przecież to życie Saralynn było 

zrujnowane. 

To,   co   spotkało   tą   zamordowaną   kobietę,   było   straszne   –   ciągnął   dalej   Cliff, 

powtarzając moje myśli – ale ja jestem mężem Tamsin i nie mogę jej pomóc, bardziej 

martwiąc się o kogoś innego. Dla osoby, której sprawia radość pomaganie innym, jej 

życie było pełne problemów w ciągu ostatnich kilku lat.

Z tego co widziałam, to była prawda. 

Przenieśliście się tutaj z środkowego zachodu? - zapytałam, próbując potwierdzić 

akcent.

Wyrównałam   stos   formularzy   ubezpieczeniowych   i   włożyłam   zszywacz   do   szuflady 

poniżej. 

Pochodzę z północnego Kentucky – powiedział – ale dużo się przeprowadzaliśmy w 

ciągu kilku ostatnich lat, odkąd skończyliśmy edukację. Ciężko nam było znaleźć 

background image

miejsce, gdzie oboje mielibyśmy pracę, którą lubimy i dobre warunki.

Jack i ja mieliśmy teraz ten sam problem.

Więc jak długo już tu mieszkacie?

Nieco ponad rok, tak myślę. Naprawdę podoba mi się tutaj, a Tamsin wreszcie ma 

nowych przyjaciół.

Zastanawiałam się jak długo Detektyw Stokes mieszka tutaj. Mieliśmy tutaj jakąś inwazję 

jankesów. Był też nowy, piegowaty oficer G.McClanahan w policji. Nie miałam pojęcia 

skąd   on   pochodzi.   Kiedy   posprzątałam   miejsce   pracy   Cliffa   i   załadowałam   sprzęt   z 

powrotem do samochodu, rozmyślałam o tym by zapytać o aluzje co do przeszłości Tamsin. 

Cliff wydawał się bardziej niż chętny do rozmowy, ale ja czułam się nieswojo dyskutując o 

tajemnicach Tamsin bez jej zgody czy obecności. Cisza w domu Winthropów była tym 

czego   potrzebowałam   po   niespodziewanej   i   obciążającej   obecności   Cliffa   Egersa   w 

gabinecie Carrie. Były wakacje, więc byłam trochę zaskoczona nie zastając nikogo w domu 

i  dość  zadowolona.   Mogłam   wykonywać  swoje  obowiązki  w  takiej   kolejności  w  jakiej 

chciałam, do czasu, aż Amber Jean weszła tylnymi drzwiami, eskortowana przez około 

sześciu swoich przyjaciół. Amber Jean była z zupełnie innego sortu niż jej starszy brat 

Bobo. Rzuciła mi zwykłe cześć, tak jak i dwóch jej znajomych, a reszta zachowywała się 

tak   jakbym   była   niewidzialna.   Właściwie   nie   winiłam   ich   o   to   za   bardzo.   Wolę   być 

ignorowana niż w centrum uwagi. Trzech chłopców miało około piętnastu czy szesnastu lat 

i przechodziło tą głupkowatą fazę dorastania, gdzie w jednej minucie zachowują się jak 

dorośli, a drugiej jak durne dzieciaki. Poznałam Bobo, kiedy był w tym wieku. Dziewczyny 

były dla mnie bardziej nieodgadnione. Ponieważ kiedyś też byłam w ich wieku i miałam 

siostrę, powinnam lepiej rozumieć nastoletnie dziewczęta. Ale te konkretne dziewczyny... 

może to pieniądze ich rodziców im to zrobiły, może to była „wolność”, którą miały … były 

takie mobilne, każda z nich miała własny samochód... albo może wszystkie te czynniki 

naraz sprawiły, że ich doświadczenia tak się różniły od moich. Ulżyło mi, kiedy cała grupa 

poszła na basen. Chłopcy ściągnęli koszulki i sandały, a dziewczyny różne inne rzeczy. 

Uważałam, że chłopcy nosili szorty jako kąpielówki, a dziewczyny już wcześniej miały pod 

ubraniami stroje kąpielowe. Bardzo skąpe stroje kąpielowe. Bardzo, bardzo skąpe. Strój 

Amber Jean krzyczał różem i wzorkiem z zielonymi listkami. Wyglądała w nim bardzo 

atrakcyjnie. Włożyła głowę przez szklane drzwi i powiedziała:

Lily, możesz nam przynieść trochę lemoniady i jakieś przekąski na basen?

background image

Nie.

Gapiła się na mnie.

Nie? - powtórzyła, a chłopak stojący najbliżej obejrzał się.

Nie. Sprzątam. Nie jestem służącą – skończyłam myć podłogę i wycisnęłam mopa. 

Amber starała się zachować swoją wyższość. 

Ok, nie ma problemu – powiedziała zimno.

Chodźcie! - zawołała przez ramię – sami musimy sobie wziąć jedzenie.

Znalazłam   sobie   coś   do   zrobienia   w   głównej   sypialni,   żeby   zejść   z   ich   drogi,   a   kiedy 

usłyszałam jak szklane drzwi się zamykają, wróciłam. Podłoga była jeszcze wilgotna, a oni 

narobili śladów. Musiałam wytrzeć ponownie. Cóż, to była zapłata za nie bycie służącą. 

Biorąc głęboki wdech, ponownie zajęłam się podłogą. Pomyślałam, że Amber Jean znajdzie 

jakiś powód, żeby znów przyjść, więc poczekałam kilka minut, na wszelki wypadek. Kiedy 

Amber Jean i jej przyjaciele byli na zewnątrz, wyczyściłam zlew i wypolerowałam, żeby nie 

przerywać   pracy.   Kiedy   czyściłam   kontuar,   wszedł   Howell   Trzeci.   Ten   drugi   syn   był 

Howellem Winthropem Trzecim, ale nazywano go Howell Trzeci od urodzenia, dzięki jego 

matce, która uważała to przezwisko za słodkie. Jako piskliwy, smukły, gładki, przynoszący 

dumę uczeń, Howell był pomostem pomiędzy Bobo (piękny i umiarkowanie inteligentny) a 

Amber (dość ładna i głupia).

Cześć, Lily – powiedział Howell Trzeci – Ups, przepraszam, podłoga – robił duże 

kroki, by przejść jak najszybciej przez linoleum.

W porządku – powiedziałam – Prawie wyschło.

Teraz, kiedy stał na dywanie w salonie, Howell Trzeci, usłyszał hałas na basenie i wyjrzał. 

Wyraz obrzydzenia pojawił się na jego twarzy.

Amber Jean – powiedział ze złością. Po chwili zerknęła na niego.

Ona   się   opala   topless   –   powiedział   do   mnie   Howell  Trzeci,   brzmiąc   jak   ktoś   o 

dziesięć lat młodszy, a miał siedemnaście lat. 

Lily, ona nie powinna tak robić. 

Czy ona cię posłucha? - zapytałam po chwili wahania. W okrężny sposób poczułam 

się trochę odpowiedzialna. Gdybym przyniosła im napoje i chipsy, Amber Jean nie 

pokazywałaby teraz piersi. Nie było w tym dużo sensu, ale takie były fakty.

Nie. Zadzwonię do mamy – powiedział, podejmując decyzję – Nienawidzę na nią 

background image

skarżyć,   ale   to   jest   żenujące.   Ona   myśli,   że   jak   będzie   cool,   to   nie   będą   jej 

obgadywać, ale to nieprawda. Te małolaty wszystkim o tym powiedzą. 

Spojrzał na mnie z wyrzutem na twarzy, ale ja nie miałam prawa wcielać się w rolę matki 

Amber   Jean.   Wątpię   czy   by   mnie   posłuchała,   nawet   gdybym   jej   to   powiedziała. 

Prawdopodobnie zdjęłaby dolną część bikini, też na złość mnie. Tak więc, gdy Howell 

Trzeci dzwonił do matki (była na jednym z rodzinnych posiedzeń firmy, tym z udziałem 

księgowego) i od razu uzyskał obietnicę, że jest w drodze do domu, zabrałam swoje rzeczy i 

wyszłam stamtąd. Ostatnią rzeczą, jakiej chciałam być świadkiem była kłótnia rodzinna 

Winthropów. Pomyśleć, jaka byłam szczęśliwa jakiś miesiąc czy dwa temu, gdy Beanie 

zadzwoniła do mnie, żebym wróciła do pracy dla jej rodziny. Brakowało mi dochodów jakie 

dzięki tej pracy uzyskiwałam i w jakiś pokręcony sposób ich samych mi brakowało. Co ja 

sobie   myślałam?   Czy   padłam   ofiarą   syndromu   matki?   Kręcąc   głową   na   samą   siebie, 

pojechałam do domu na lunch. Popołudnie powinnam mieć wolne, ale na sekretarce miałam 

wiadomości. 

Lily,   hej,   staram   się   zorganizować   dzisiaj   spotkanie,   które   we   wtorek   nam   nie 

wyszło. Nienawidzę wypadać z rytmu pracy – powiedziała Tamsin – Och, mówi 

Tamsin Lynd, do zobaczenia wieczorem, mam nadzieję, o tej samej porze co zwykle.

Spotkanie   we   wtorek   nie   wyszło?   To   był   tylko   jeden   ze   sposobów   na   ujęcie   tego. 

Wieczorem niechętnie udałam się do budynku Centrum. Choć było jeszcze jasno, to cały 

dzień   ciążył   mi   na   barkach   jak   ciężki   płaszcz.   Pragnęłam   snu,   a   ból   pleców   i   piersi 

przypomniał mi, że mój cykl zatacza pełne koło. Gdy wjeżdżałam na parking, zobaczyłam 

Janet wysiadającą z samochodu.

Jak się masz? - zapytałam.

Dużo lepiej – powiedziała, próbując się słabo uśmiechnąć – Nadal boli mnie głowa, 

ale nie mam żadnych złamań a na rentgenie wszystko wygląda normalnie. 

A lekarz co myśli, że ci się stało? - dołączyłam do niej, starając się dotrzymać jej 

kroku. 

Janet wydała długie westchnienie.

Uważa, że ktoś mnie uderzył czymś twardym w tył głowy, a wtedy poleciałam do 

przodu   i   uderzyłam   głową   w   inną   twardą   powierzchnię.   To   było   wszystko,   co 

napisał.   Byłam   nieprzytomna   tylko   przez   jakieś   pięć   minut.   Wydaje   mi   się,   że 

słyszałam   ciebie   i   Firellę,   gdy   czekałyście   ze   mną.   Czyli   nie   byłam   zbyt   długo 

background image

nieprzytomna.

Nam się wydawało długo – powiedziałam – Bardzo się o ciebie martwiłyśmy.

Cieszę się, że weszłyście tam wszystkie. Detektyw powiedziała mi co się wydarzyło. 

Nie   pamiętam,   żebym   widziała   tą   martwą   kobietę,   więc   chyba   powinnam 

podziękować osobie, która mnie uderzyła. Nie chcę tego pamiętać. 

Więc nie przypominasz sobie, żebyś widziała kogoś w budynku?

Nie.   Ledwo   pamiętam   wtorkowy   wieczór.   Wydaje   mi   się,   że   pamiętam   jak   idę 

korytarzem, ale nawet to nie jest dla mnie do końca jasne. 

Reszta  grupy   siedziała   w  ciszy   w  sali  terapeutycznej.   Janet  i   ja  siedziałyśmy   po   lewej 

stronie stołu, Melanie i Carla po przeciwnej. Firella weszła i wyciągnęła krzesło po mojej 

drugiej   stronie   a   Sandy   siedziała   ze   wzrokiem   utkwionym   w   podłogę.   Owionęła 

spojrzeniem   cały   stół,   nie   spotykając   niczyjego   spojrzenia.   Tamsin   przyszła   ostatnia   i 

usiadła na końcu, najbliżej drzwi. 

Musiałyśmy spotkać się dziś wieczorem, aby porozmawiać o tym, jak każda z ans 

czuje się po tym, co się tutaj wydarzyło. Jak już wszystkie wiecie, zamordowaną 

kobietą, która została tu znaleziona, była szwagierka Melanie, Saralynn. Była żoną 

mężczyzny, który zgwałcił Melanie. Właśnie dostali rozwód.

Firella pokręciła głową.

Niedzielne obiady musiały być piekłem w tej rodzinie.

Melanie skinęła głową. Jej pulchna, ziemista twarz była ściągnięta, a oczy czerwone. Miała 

pokręcone   włosy,   jakby   próbowała   się   od   tego   wszystkiego   odciąć   Była   to   ta   sama 

determinacja, która doprowadziła ja do ścigania napastnika, kiedy nikt na świecie nie chciał 

jej pomóc przezwyciężyć tamtego kryzysu. 

Jak sobie radzisz ze swoim mężem po tym wszystkim?

Jest dobrze – powiedziała Melanie – kocha mnie, a ja kocham jego, bardziej niż 

cokolwiek innego na świecie, a on mnie nigdy nie zawiódł. Jego brat jest śmieciem i 

Deke zawsze o tym wiedział. To nie wina Deke, że jego matka i ojciec wydali na 

świat samo zło.

To   wspaniale,   Melanie   –   powiedziała   Tamsin.   Nie   brzmiała   na   przekonaną. 

Pochyliłam się trochę, aby mieć lepszy widok na naszą terapeutkę.

Czy myślisz, że twój szwagier jest odpowiedzialny za śmierć swojej żony?

Nie, skoro siedzi w wiezieniu – odpowiedziała cierpko Melanie. 

background image

Zauważyłam, że ci, którzy o tym nie wiedzieli, wyglądali na rozczarowanych. Wydawało 

się,   że   wszyscy   byliby   zadowoleni,   mogąc   zrzucić   winę   za   to   morderstwo   na   Toma 

Kleinhoffa. 

Dlaczego nie powiesz nam co o tym myślisz? - zapytała Firella. Pochyliła się by móc 

spojrzeć Tamsin prosto w twarz – Dlaczego nie powiesz nam co się wydarzyło tutaj 

we wtorek wieczorem?

Ta nagła agresja zaskoczyła wszystkich z wyjątkiem mnie. Tamsin zarumieniła się na kolor 

głęboko śliwkowy. 

Postanowiłam   się   ukryć   w   sali   terapeutycznej,   gdy   ginęła   Saralynn   Kleinhoff   – 

powiedziała półgłosem. Widziałam, jak Sandy pochyla się nad stołem, aby usłyszeć – 

Bardzo się wystraszyłam, kiedy się dowiedziałam, że zabójca jest w budynku. Nie 

uważam by to było bardzo zaskakujące.   

Ale... - zaczęłam zanim pomyślałam. Pochyliłam się aby skupić jej wzrok na sobie. 

Zatrzymałam się zanim wyraziłam swoje wątpliwości. 

Co, Lily? - zapytała Tamsin, ale tylko dlatego, że była przerażona tym co powiem. 

Chciałyśmy obnażyć uczucia Tamsin, aby dowiedzieć się z czym była szczera. 

Opowiedz nam dokładnie co się stało – powiedziałam z delikatnym naciskiem – 

Można powiedzieć, że każda z nas mogła zostać przybita do tej ściany w twoim 

biurze. Jak to się stało, że szwagierka Melanie i Janet zostały zaatakowane, a ty nie?

Czy obwiniasz Tamsin za to, że jej nie zaatakowano, Lily? - zapytała Firella – czy 

obwiniasz ofiarę za zbrodnię, że tak powiem?

Właśnie, do czego zmierzasz, Lily? - Wychrypiała Carla.

Dobre pytanie. 

Chcę   tylko   wiedzieć,   co   się   dokładnie   stało.   Przyjeżdżamy   tu   co   tydzień   – 

przycichłam na chwilę – mamy się tu czuć bezpiecznie. Jak ten człowiek, który zabił 

Saralynn dostał się tu? Jak się wydostał, tak, że nikt go nie zobaczył. 

Wszyscy wokół stołu zamyślili się po wysłuchaniu moich pytań. Nie byłam pewna dlaczego 

wmanewrowałam   naszą   terapeutkę   w   opowiedzenie   nam   czegoś   co   ją   zdenerwuje,   ale 

byłam zdeterminowana. 

Jak już mówiłam w noc wypadku, Lily – powiedziała Tamsin z niechęcią – Saralynn 

miała   przyjść   wcześniej,   więc   miałam   z   nią   porozmawiać   przez   chwilę,   jak   z 

każdym,   zanim   dołączy   do   grupy.   Poprosiłam   ją   żeby   przyszła   piętnaście   minut 

background image

wcześniej, czyli trochę wcześniej niż kazałam tobie przyjść. Ty byłaś ostatnią osobą, 

której dawałam instrukcje i przypomniałam sobie, że muszę się spieszyć. Trochę się 

martwiłam, że Saralynn jest w takiej bliskiej relacji z Melanie i jak to wpłynie na 

grupę, więc trochę o tym rozmawiałyśmy. 

Nie było słychać nikogo w budynku? - zapytała Firella.

Mogłam słyszeć, teraz wydaje mi się, że słyszałam, ale to mógł być ktoś kto został 

dłużej, albo wrócił po coś, co zostawił.... ktokolwiek. 

Tylne drzwi były zamknięte? - Sandy chciała się upewnić. 

Nie,  tylne drzwi nie były zamknięte – Tamsin nabrała czerwonych rumieńców – 

Wiedziałam, że przyjdziecie, więc nie zamknęłam ich za Saralynn. 

Słyszałaś otwieranie drzwi, kiedy rozmawiałyście? 

Nie, nie wydaje mi się.

Kiedy spojrzałam sceptycznie, powiedziała:

To jest dla mnie najnormalniejszy dźwięk na świecie. Nawet nie wiem czy bym to 

zauważyła.

Zaczynała się złościć.

Czyli   miałaś   powód,   żeby   zostawić   Saralynn   w   swoim   biurze?...   -   powiedziała 

Melanie, żeby Tamsin wróciła do tematu.

Tak, zostawiłam listę członków grupy w sali terapeutycznej i musiałam ją wziąć, 

żeby   wpisać   Saralynn,   tylko   jej   imię   i   numer   telefonu,   pamiętacie,   wzięłam   te 

informacje   od   wszystkich,   tak   na   wszelki   wypadek,   gdyby   trzeba   było   odwołać 

zajęcia. 

Tak, więc kiedy ty byłaś w sali terapeutycznej.... - ponagliła Melanie.

Okay, kiedy tam byłam dokumenty spadły mi na podłogę. Wypadło mi wszystko w 

mojego notesu i zaczęłam to zbierać. 

Po krótkiej wizji, w której Tamsin garbi się, jak białowłosy starzec, zauważyłam, że rozlała 

swój napój. Może tak robili ludzie z północy lub środkowego wschodu. Wszyscy czekali, 

obserwując ją. Janet miała uniesione wargi, odsłaniając zęby. Złość? Sceptycyzm?

Zaczęłam zbierać wszystko i usłyszałam jak ktoś idzie do mojego biura.

Słyszałaś, że ta osoba  idzie od strony sali terapeutycznej czy od drzwi wejściowych?

Nie pamiętam skąd – przyznała – Próbowałam sobie przypomnieć, ale nie mogę. 

background image

Sandy jej przerwała:

Jaką to robi różnicę, Lily?

Wzruszyłam ramionami.

- Różnicę robi, czy zabójca ukrywał się w budynku i czekał zanim nadarzyła się okazja do 

zaatakowania kobiety, gdy będzie sama, czy przyszedł z parkingu, może już po wejściu 

Saralynn. 

Ich twarze mówiły, że ta różnica jest interesująca, po czym z powrotem zwróciły się do 

Tamsin. Pokręciła głową. 

Nie ma mowy, po prostu tego nie pamiętam. Po tym jak usłyszałam, że ktoś idzie do 

mojego   biura,   usłyszałam,   jak   Saralynn   coś   mówi,   ale   nie   zrozumiałam   co. 

Wydawała się zaskoczona, ale nie wystraszona. Potem powiedziała : „Co?” i wydała 

z siebie okropny dźwięk. Potem było dużo szurania i chrząkania i wiedziałam już co 

się dzieje. Byłam taka przerażona. Wiem, że powinnam pójść i jej pomóc, ale byłam 

zbyt przerażona. Podeszłam do drzwi sali terapeutyczne. Zamknęłam je, wiecie jak 

one się zamykają. Tak cicho jak tylko mogłam, przekręciłam zamek..

Dostała chór odgłosów współczucia od wszystkich obecnych w pokoju, z wyjątkiem mnie. 

Jej   wzrok  podróżował   po  twarzach  wszystkich   zebranych   kobiet,   aby   zatrzymać  się  na 

mojej. 

Lily, myślę, że już to wyjaśniłyśmy. Czy obwiniasz mnie za nieudzielenie pomocy 

Saralynn?

Nie. - powiedziałam – Myślę, że to był zdrowy rozsądek.

A czy winisz mnie za to, że pozwoliłam wejść Janet i jej nie ostrzegłam?

Nie. Jeśli nie poszłaś pomóc Saralynn, dlaczego miałabyś pomagać komuś innemu? 

Skrzywiła się, jakbym zarzuciła jej bezduszność. 

To znaczy, pewnie spodziewałaś się, że ten kto zabił Saralynn, zabije również ciebie 

jeśli spróbujesz pomóc Janet.

Więc co masz do mnie?

Pomyślałam przez chwilę. 

Wydawałaś się.... bać już wcześniej – powiedziałam, podnosząc powoli głowę – Nie 

sądzisz, że powinnaś nam opowiedzieć o wszystkim?

Widziałam strach na jej twarzy, czytając z jej szczelnie zaciśniętych ust i sposobu, w jaki 

układały się jej ramiona. Wiem wiele o strachu. 

background image

Nie widzę w tym krzty sensu, Lily – powiedziała Carla.

Cóż, tak, jest sens – powiedziała Janet nienaturalnie ochrypłym głosem. 

Tamsin już była ofiara i podziewa się, że znów może się nią stać.

Terapeuta nie powinien mówić o swoich problemach – przypomniała Tamsin. - Nie 

mogłam powiedzieć, nawet jak bym chciała.

A  dlaczego   nie   chcesz?   Dzielimy   się   z   tobą   naszymi   wszystkimi   problemami   – 

powiedziała nielogicznie Carla.  

Tak jest, kiedy przychodzisz po pomoc – zaczęła Tamsin.

Oh, taką pomoc, jaką otrzymałyśmy wtorkowego wieczoru? - głos Sandy był gorzki i 

ostry.

Reszta z nas próbowała patrzeć na nią bez gapienia się, bo Sandy najbardziej izolowała się 

od całej grupy. Nie chciałyśmy jej wystraszyć czy wygonić, to było tak jakby mieć rannego 

jelenia na swoim podwórku, a ty czujesz się odpowiedzialna za zbadanie go. 

Zobaczenie tej martwej kobiety w twoim biurze było najstraszniejszą rzeczą, jaką 

widziałam od dłuższego czasu, a jeśli wiesz cokolwiek o tym , dlaczego to się stało 

lub jeśli to się stało przez ciebie, myślę, że mamy prawo to wiedzieć. A co jeśli to się 

zdarzy którejś z nas? - wymieniłam spojrzenia z Janet, nie całkiem podążając za 

myślą Sandy.

Oczywiście – powiedziała Carla, która najwyraźniej miała ten sam problem. 

Pomyśl o tym!

Byłam beznadziejnie zażenowana.

Mówisz – wyjaśniła Firella – że być może morderstwo Saralynn ma coś wspólnego z 

przeszłością Tamsin, a nie ma nic wspólnego z nami. Może wszyscy bylibyśmy tak 

przerażeni jak ona? Jakby jeden z rowerzystów, którzy zgwałcili Lily podążał za nią i 

zabili Saralynn, na zajęciach prowadzonych przez Lily?

Właśnie, coś w tym rodzaju – Carli ulżyło, że ktoś ją rozumiał.

Albo jakby to był ten, ktokolwiek to był, kto zgwałcił Sandy. Nie to, że Sandy by 

wyjawiła  swoim  siostrom   z  grupy,   kto  to   był,   tak,   jak   to  zrobiła   każda  z  nas  – 

powiedziała Melanie, a ja przez chwilę zastanawiałam się nad tymi słowami. 

Sandy oblała się czerwonym rumieńcem.

No cóż, panienko, powiem ci, dlaczego ta sprawa nie łączy się ze mną, ponieważ 

background image

człowiekiem, który mnie zgwałcił był mój dziadek i powiem ci co z tym zrobiłam. 

Wlałam mu truciznę na szczury do kawy i ten sukinsyn umarł.

Wszyscy patrzyli na nią, a nasze szczęki wisiały otwarte. Przez milion lat, większość z nas 

by nie przewidziała, co wyjdzie z ust Sandy. 

Poradziłaś sobie – powiedziała Firella, kiwając głową.

Miałam gęsią skórkę. Kolejny morderca. Czułam,że się uśmiecham, ale byłam pewna, że 

widać jak nieuprzejmy był to uśmiech. 

Dobrze   dla   ciebie   –   powiedziałam   jej.   Twarz   Tamsin,   to   był   dopiero   widok. 

Profesjonalne podniecenie, że Sandy wyjawiła co jej się przydarzyło, zmieszane z 

przerażeniem tym co powiedziała i obawą o własną sytuację.

Nie spodziewałaś się tego, co? - zaszydziła Carla.

Nie – łatwo przyznała Tamsin – nigdy nie spodziewałam się, że Sandy podzieli się 

tym z nami, szczególnie w takim zakresie. Sandy, czy dobrze się teraz czujesz, kiedy 

wyrzuciłaś to z siebie?

Zauważyłam, że uwaga odwróciła się od Tamsin, a to było niewątpliwie to, czego chciała. 

Sandy wyglądała jakby zagrzebała się wewnątrz siebie, by odkryć to co się tam znajduje. Jej 

spojrzenie było nieobecne, smutne i ślepe na wszystko wokół.

Tak,  czuję  się całkiem dobrze – powiedziała.  Zaskoczenie  było  widoczne  w    jej 

głosie – Czuję się cholernie dobrze.

Spojrzała na siebie radośnie zszokowana..

  Nienawidziłam tego starego dziada. Nienawidziłam go.  Miałam osiemnaście lat, 

kiedy   to   się   stało.   Można   by   pomyśleć,     że   osiemnastolatka   może   walczyć   z 

dziadkiem,   prawda?  Ale   on   miał   tylko   pięćdziesiąt   osiem   i   całe   życie   pracował 

fizycznie. Był silny i podły i miał nóż.

Co się potem stało? - zapytała Tamsin. Mówiła gładko i powoli, więc Sandy płynnie 

kontynuowała. 

Powiedziałam   mamie.   Nie   wierzyła   mi   dopóki   nie   zobaczyła   krwi   na   łóżku   i 

pomogła   mi   posprzątać.   Mieszkał   z   nami   odkąd   zmarła   babcia.   Potem   rodzice 

mówili, że zabrali dziadka do szpitala. Powiedzieli mu, że musi zostać w szpitalu 

psychiatrycznym do końca życia, albo to co mi zrobił wyjdzie na jaw i będzie musiał 

iść do zwykłego więzienia. 

Uwierzył im?

background image

Musiał, bo się zgodził. Próbował powiedzieć, że nikt mi nie uwierzy. Obawiałam się 

tego, ale oczywiście okazało się, że jestem w ciąży.

Zbyt strasznie było patrzeć na twarz Sandy.

Miałam dziecko i udowodniłabym ojcostwo.

Poczułam mdłości. 

Co się stało z dzieckiem – zapytałam. 

Straciłam   dziecko,   ale   wtedy   dziadek   był   już   zamknięty.   Dziękuje   za   to   Bogu 

każdego dnia. Dwa dni po stracie dziecka, odwiedziłam dziadka w szpitalu i dałam 

mu kawę. Była kująca, że tak powiem. Bałam się, że będzie chciał wyjść, skoro już 

nie byłam w ciąży. 

Mówienie strasznej i gołej prawdy zbierało swoje żniwo, mogłam to wyczytać z jej twarzy. 

Nie udowodniono ci tego? - Firella też utrzymywała swój głos spokojny i mówiła 

powoli.

To zabawne – powiedziała Sandy luźno – Mimo, że nie próbowałam się włamać, nikt 

mnie nie widział. Jakbym była niewidoczna. Gdybym usiadła i tydzień to planowała, 

nie wyszło by tak jak wtedy. Na recepcji nikogo nie było – pokręciła głową widząc 

przeszłość wyraźniej, niż widziała teraźniejszość – W całym skrzydle nikogo nie 

było.   Sama   wcisnęłam   na   recepcji   guzik   otwierający   drzwi.   Był   sam   w   swoim 

pokoju. Podałam mu kubek. Miałam drugi dla siebie, bez dodatków. Piliśmy kawę. 

Powiedziałam, że mu wybaczyłam – znów pokręciła głową – uwierzył w to, a kiedy 

całej   kawy   już   nie   było....   leki   uspokajające   trochę   zaburzyły   mu   odczuwanie 

smaków.... wstałam i wyszłam. Kubki zabrałam ze sobą. I nikt mnie nie widział z 

wyjątkiem jednej pielęgniarki. Nigdy nie powiedziała ani słowa. Ja się po prostu nie 

zarejestrowałam przy wejściu. 

Sandy   zatraciła   się   jak   w   sennych   wspomnieniach,   zarówno   strasznych   jak   i 

satysfakcjonujących. 

Czy kiedykolwiek powiedziałaś swojemu mężowi? - zapytała Tamsin, a jej niedawny 

świat został przyćmiony przez Sandy McCorkindale.

Nie – odpowiedziała – nie powiedziałam.

Myślę, że nadszedł czas, prawda? - Głos Tamsin był łagodny i przymilny. 

Być może – przyznała Sandy – Może nadszedł, ale on może nie chcieć kogoś, kto 

został przez kokoś... więc.... brudny... moi synowie.... Kościół. - I Sandy zaczęła 

background image

płakać, jej boki wyginały się w ogromnym, falującym szlochu.

On cię naprawdę kocha – powiedziałam.

Jej głowa szarpnęła się do góry i posłała mi gniewne spojrzenie.

Skąd możesz niby o tym wiedzieć, Lily Bard?

Ponieważ wezwał mnie wczoraj do swojego biura, żeby zapytać co się z tobą dzieje. 

Nie wie dlaczego chodzisz na terapię i nie ma najmniejszego pojęcia jak ci pomóc. 

Patrzyła na mnie oszołomiona.

Mój mąż martwi się jak mi pomóc? Mój mąż zastanawia się dlaczego potrzebuję 

terapii?

Skinęłam głową. 

Sandy spojrzała głęboko zamyślona. Tamsin spojrzała na zegarek i powiedziała:

To był wielki wieczór, a nasz czas się skończył. Dlaczego nie zachować reszty tej 

dyskusji na następny wtorek?

Uciekła od dalszej części naszego przesłuchania i zauważyłam, że całe jej ciało odprężyło 

się.

Niektórzy   narzekali,   ale   reszta   grupy   zgodziła   się.   Myśli   Sandy   były   tak   odległe,   że 

wydawało się,, że nie ma jej z nami w pokoju. Gdy wyszłyśmy z budynku, zobaczyłam, że 

Sandy przeszła na koniec parkingu i wśliznęła się do samochodu, gdzie w fotelu siedział 

Joel, czekając na nią. Widziałam jak pochyla się żeby ją pocałować w policzek, a kiedy to 

zrobił, chwyciła go za ramię i zaczęła mówić. 

background image

Rozdział 6

Niektóre dni układają się po prostu wspaniale. Nie ma ich wielu, ale cieszę się kiedy 

dostaję   jeden   z   nich.   Zanim   wyjechałam   na   obserwację   do   Little   Rock,   miałam   dwa 

telefony. Jeden był od Mela Brentwooda, właściciela siłowni, pytał czy nie popracowała 

bym tego dnia. Próbowałam mu wytłumaczyć, że odkąd złodziej został złapany, realizuję 

kolejne   zlecenie.   Mel   odpowiedział,   że   nie   znalazł   nikogo   na   moje   miejsce   i   jeśli   to 

możliwe,   naprawdę   chciałby   żebym   wróciła   na   moje   dawne   stanowisko.   Fajnie   byłoby 

zarobić dodatkowe pieniądze, nie muszę martwić się o ten jeden dzień.

Panie Brentwood, ponowne zatrudnienie mnie może być trochę niewygodne.

Oh, nikt nie wie, że jesteś prywatnym detektywem – zapewnił mnie Mel – Nadal 

myślą, że jesteś zwykłym pracownikiem, który dostał lepszą ofertę pracy. Poleciłem 

Lindzie aby wpisała cię na listę zastępczą. 

Chciałam, aby Jack był przy mnie i doradził mi co zrobić. Nie chciałam zrazić ważnego 

klienta Jacka, ale nie chciałam też przegapić obserwacji Beth Crider. Być może dobrze by 

było odpuścić jej na jeden dzień. Może czuła się obserwowana, a jeden dzień przerwy 

uśpiłby jej czujność. 

Dobrze, Panie Brentwood, przyjadę – powiedziałam i odłożyłam słuchawkę. Telefon 

natychmiast znów zadzwonił.

Tak? - zapytałam z lekką obawą.

Kochanie, to ja – powiedział Jack.

Jak się masz? Gdzie jesteś?

Nadal w hotelu, ale szykujemy się do wyjazdu na lotnisko. 

My?

Zgodził się wrócić ze mną – powiedział cicho Jack – Jest teraz w łazience, więc 

mogę chwilę porozmawiać.

Po prostu się zgodził? - zapytałam z niedowierzaniem.

Jest chory i przerażony – powiedział Jack –   Został pobity i wyrzucony jak śmieć, 

dwa dni temu.

Jeśli chłopak był pobity, to stało się to w odpowiednim czasie, aby go stamtąd zabrać, 

pomyślałam,   ale   zatrzymałam   to   dla   siebie.   Nigdy   nie   byłam   pewna   czy   wierzę   w 

przeznaczenie   czy   nie,   ale   czasem   pocieszające   było   uwierzyć   w   coś   takiego.   Jack 

background image

powiedział, że planuje go odwieźć do domu zaraz po wylądowaniu, a potem przyjedzie do 

Shekaspeare.

Nieważne jak późno będzie – powiedział.

Czułam się jak kawał drewna, kiedy parkowałam samochód przy Marvel, mimo że miałam 

znów na sobie ten wstrętny leopardzi kostium. Kiedy włożyłam do szafki torebkę i torbę z 

lunchem, Linda Doan, ubrana w biustonosz treningowy z paskami zebry i opięte czarne 

spodenki,   co   rodziło   przy   jej   ciężkiej   figurze,   pytanie,   czy   strój   nie   był   totalną   gafą? 

Ponieważ na jej plakietce było napisane „Manager”, nie zapytałam jej, co będzie, jeśli jej 

wielki biust rozerwie ten biustonosz, powstrzymałam się, z czego byłam dumna. 

To znów ja – powiedziałam tak wesoło, że ponownie spojrzałam w lustro by się 

upewnić, że to nadal jestem ja.

Nawet Linda wyglądała na zaskoczoną. 

Musiałaś mieć ciekawą noc. Wyglądasz bardzo dziarsko.

I   na  pewno  byłam.   Dziarska.   Lily   Bard  dziarska?   Dopóki  byłam  takim  pewnym  siebie 

członkiem zespołu, zapytałam:

Czy jest jakiś odzew z grupy rytmiki?

To   był   mój   pomysł.   Znudziło   mi   się   prowadzenie   zajęć   w   małych   grupach   w   sali   do 

aerobiku, gdzie wszystko obracało się wokół kilku ćwiczeń. Zestaw rytmicznych ćwiczeń, 

który robiliśmy na zajęciach karate był dla ludzi tutaj dosyć egzotyczny. I bardzo bolesny. 

Linda wyglądała na zmieszaną. Była brązowa od solarium, miała pasemka od fryzjera i 

ciężką budowę od ćwiczeń. Była też trochę ostrożna, zbyt, kiedy widziała, że jej interesy są 

zagrożone. 

Kilka kobiet powiedziało, że to była najcięższy trening, jaki kiedykolwiek wykonały 

– odpowiedziała Linda – I co najmniej jedna z nich chciała spróbować jeszcze raz.

Świetnie – powiedziałam.

Byron  powiedział  mi,   że  znasz  Mela  –  widać  było,   że  Linda  stara  się  utrzymać 

swobodę w głosie, ale byłam pewna, że wreszcie dochodzimy do sedna rozmowy. 

Skinęłam głową. 

Czy on cię wysłał żebyś miała na mnie oko? - spytała porzucając wszelkie pozory 

normalnej rozmowy.

Nie – odpowiedziałam. Sznurówka mi się rozwiązała, więc przykucnęłam, żeby ją 

zawiązać.

background image

Przestań ze mną pogrywać – powiedziała Linda wściekłym szeptem.

Nie pogrywam, po prostu zawiązuję buta.

Cóż, nie wierzę, że przyszłaś tu tylko do pracy.

Wierz sobie w co chcesz – powiedziałam. Wzięłam butelkę z płynem do czyszczenia, 

ręczniki papierowe i podeszłam do najbliższego lustra, żeby rozpocząć moją rundę 

sprzątania. Spojrzałam na odbicie Lindy w lustrze i jej mina powiedziała mi, że ona 

naprawdę   mnie   nienawidzi.   Nie   dbałam   o   to   zbytnio,   ale   gdybym   mogła   jej 

powiedzieć   po   co   tak   naprawdę   tam   byłam,   to   oczyściłabym   atmosferę.   Mel 

Brentwood jasno to określił. Chciał żebym była zastępczym pracownikiem. Jeden ze 

stałych klientów, Jay Scarlatti, wysoki, szczupły, kościsty mężczyzna, uśmiechnął się 

do   mnie   promiennie.   Przychodził   codziennie   rano,   po   bieganiu,   żeby   trochę 

powyciskać,   potem brał  prysznic i  szedł  do pracy  w  garniturze,  który  jego żona 

przynosiła poprzedniego popołudnia. Jay był mną fizycznie zainteresowany. Nie miał 

pojęcia jaki mam charakter.    Dziś jak zawsze zobaczył ciało w uniformie,  a nie 

osobę, która w nim była. 

Witaj piękna – powiedział, podchodząc do mnie kiedy myłam jedną z ławeczek.

Jak się dziś masz? 

Nie wolno mi było bić klientów, więc odpowiedziałam lekko, że dobrze i miałam nadzieję, 

że to wystarczy. 

Jak się miewa pani Scarlatti? - zapytałam.

U Katy wszystko w porządku – odpowiedział sztywno.

To   dobrze.   Wydaje   się   być   taką   miłą   kobietą,   kiedy   przynosi   twoje   ubrania   po 

południu. To niedobrze, że nigdy nie masz czasu żeby zrobić to samemu. 

Jay Scarlatti skrzywił się.

Jesteś dosyć stanowcza, prawda? - spytał mieląc słowa.

Wygląda na to, że muszę. Masz dziś ochotę na mój zestaw rytmiczny ?

Wyglądał na zaskoczonego.

Tak, oczywiście.

Więc stańmy w szeregu.

Schowałam moje przyrządy czyszczące, zagwizdałam gwizdkiem i od razu zebrał się mały 

tłumek. Linda i Byron także dołączali do szeregu, odkąd powiedziałam Byronowi, że może 

background image

prowadzić te zajęcia kiedy mnie nie ma.  

Zobaczysz – powiedział młody muskularnie zbudowany chłopak do swojego kumpla.

Te  ćwiczenia  wywołują  ból    w miejscach,   gdzie  nawet  nie  wiedziałem,   że  mam 

mięśnie – wyglądał na podekscytowanego ta perspektywą.

Zaczęliśmy więc, na początku kazałam im dotknąć podłogi przed palcami u nóg, usłyszałam 

chór jęków i pękanie spoin, ale stopniowo się poprawiało, a odkąd nalegałam na dyscyplinę 

od   początku  treningu,   nie   słyszałam   już  żadnych  skarg.   Linda  i   Byron  byli   czerwoni   i 

dyszeli, ale udało im się dotrwać do końca ćwiczeń. Teraz, kiedy nie szukałam złodzieja, 

naprawdę cieszyłam się z całodniowego pobytu w siłowni. Byłam taka wdzięczna za to, że 

nie muszę przez cały dzień siedzieć w mieście pod domem Beth Crider i być super miła dla 

jej sąsiadów. 

***

Jack   uważał,   że   dotrze   do   domu   około   dwudziestej   drugiej,   więc   zostawiłam   mu   na 

podstawce do mikrofalówki trochę jedzenia.  Byłam gotowa by wejść do łóżka i trochę 

poczytać, kiedy usłyszałam przekręcany klucz w drzwiach frontowych. Dotrzymywałam 

Jackowi towarzystwa gdy jadł i mył zęby. Opowiadał trochę o tym jak znalazł chłopca, i że 

w połowie drogi do domu stwierdził, że czuje się już lepiej i chce wrócić na ulicę. On i Jack 

odbyli rozmowę i chłopak postanowił wrócić do pierwotnego planu. 

Co powiedziałeś, żeby go przekonać – zapytałam.

Powiedziałem, że zabiorę go do domu kopiącego i krzyczącego, jeśli będę musiał. 

Odpowiedział   mi,   że   nie   jestem   do   tego   zdolny,   więc   złapałem   go   za   szyję   i 

przytrzymałem minutę. 

Założę się, że to go przekonało.

Tak, oraz to jak mu powiedziałem, że znalazłem mnóstwo takich uciekinierów jak on 

w trumnach. Tamci nigdy nie wrócili.

Widziałeś mnóstwo uciekinierów. 

Tak, Poczynając od czasu kiedy byłem policjantem widziałem zbyt wielu. Tacy jak 

on,   którzy   sprzedawali   swoje   tyłki,   nie   wytrzymywali   trzech   lat.   Zabijała   ich 

choroba, klient, wstręt do siebie samego, albo narkotyki,  głównie narkotyki. 

Za każdym razem gdy Jack śledził uciekiniera, popadał w depresję, ponieważ prawdą było, 

że   dzieciak   prawdopodobnie   ucieknie   ponownie.   Jakakolwiek   krzywda   doprowadziła 

dziecko do ucieczki z domu, rzadko była usuwana przez życie na ulicy. Czasami uzasadniali 

background image

powód swojej ucieczki znęcaniem psychicznym lub fizycznym. Czasami opierali go na tym, 

że „rodzice ich nie rozumieją”. Znalezienie dzieciaka często prowadziło do tego, że musiał 

robić to ponownie, a nie było to zajęcie, które go cieszyło. Wolałby złapać złodzieja, albo 

przyłapać kogoś na oszustwie. 

Czy   jest   szansa   żebyś   dowiedział   się   czegoś   o   naszym   nowym   detektywie?- 

zapytałam, kiedy Jack wsunął się do łóżka.

Nie teraz. Jutro – powiedział w półśnie. Jego usta  poruszyły się przy moim policzku 

w szybkim pocałunku. 

Wszystko jutro – obiecał, a zanim zgasiłam lampkę nocną, odpłynął.

***

Następnego ranka, gdy wróciłam ze sprzątania gabinetu Carrie, Jack był pod prysznicem. 

Był już po treningu, sądząc po stosie ubrań na podłodze. Jack nie wyznawał tej samej 

zasady sprzątania ich przed wejściem pod prysznic, którą zaszczepiła mi moja mama kiedy 

byłam nastolatką. Wzięłam głęboki oddech i zostawiłam jego ubrania tam gdzie je rzucił. 

Kiedy piętnaście minut później wyszedł z małej, dusznej łazienki,energicznie potrząsając 

włosami, robiłam listę zakupów spożywczych przy stole w kuchni. Zdecydowanie warto 

było czekać. Westchnęłam, gdy Jack wciągnął szorty i T-shirt i szczotkował swoje długie 

włosy.

Kiedy się obudziłem, zadzwoniłem do znajomej policjantki z Memphis, a ona zna 

kogoś, kto pracuje w Cleveland – powiedział Jack.

I   co?   -   zapytałam   niecierpliwie,   gdy   przerwał   szczotkowanie   włosów   –   O   jaką 

sprawę chodzi?

Ona   nie   była   nawet   prowadzącą   –   mruknął   Jack,   wciąż   zajęty   swoimi   upartymi 

włosami. 

Oznacza to, że nie była detektywem prowadzącym śledztwo. Przeprowadziła tylko 

kilka przesłuchań i tyle. Nikt nie wie dlaczego się przeniosła. Ostatnio pracowała 

przy sprawie...   - dodał widząc irytację na mojej twarzy - … kobiety, która była 

nękana. 

Poczułam głębokie uczucie niepokoju.

Okay. Co dokładnie się stało?

Pamiętaj,   że   słyszałem   to   z   drugiej   ręki   i   nie   wiem   jak   dobrze   informator   zna 

Detektyw Stokes.

background image

Skinęłam głową, żeby wiedział, że zarejestrowałam to zastrzeżenie.

Ta nękana kobieta z Cleveland dostawała listy w pogróżkami. Były podrzucane pod 

jej drzwi, dom był niszczony, odbierała telefony, ktoś trzy razy ukradł jej torebkę, 

samochód został zdewastowany... Część z tych rzeczy była po prostu irytująca, ale 

inne były poważniejsze, a składając wszystko razem sytuacja była straszna.

A co policja na to?

Byli na  dobrej  drodze,  ale nie zdołali  nikogo  złapać.  Facet,  który  był mentorem 

Stokes,   był   prowadzącym   śledztwo   i   wciągnął   ją   do   prowadzenia   niektórych 

czynności, przesłuchań sąsiadów czy czegoś nie widzieli lub kogoś kręcącego się po 

okolicy. Ustalała, którzy z sąsiadów byli w domu, kiedy to się działo. Wiesz, takie 

tam. 

Więc mocno się w to zaangażowała, jak mniemam. 

Bardziej   niż   nakazuje   zdrowy   rozsądek..   Zaczęła   spędzać   czas   na   obserwowaniu 

domu, starając się jak diabli złapać tego gościa. Zachowywała się jak wściekła żeby 

się dowiedzieć, co się działo z tą kobietą...

Mogę zrozumieć dlaczego.

Jakie to było uczucie wiedzieć, że ktoś obserwuje każdy twój ruch. Ktoś czeka aż zostaniesz 

sama,   twój   strach   jest   jego   jedynym   celem.   I   ta   osoba   może   sobie   spokojnie   uciec. 

Policjanci nie mogą go zatrzymać, funkcjonariusze, którzy przysięgali chronić nie mogą 

wykonać swojej pracy. Mimo to on może cię dopaść. Pochyliłam się potrząsając głową i 

potarłam bolący kark. 

Więc ona ma obsesję na punkcie złapania tego prześladowcy i podąża za jego ofiarą.

Tak, mniej więcej o to chodzi.

Co się dalej stało?

Otarła się o niego trzy razy. Wydział dał jej dużo luzu, bo była dobrym detektywem, 

kobietą, no i była z mniejszości rasowych. Nie chcieli być zmuszeni do zwolnienia 

jej. Po pewnym czasie, kiedy wydawało się, że ona śledzi ofiarę tak, jak to robił 

prześladowca, dali jej długi urlop, żeby mogła sobie wszystko na nowo w głowie 

poukładać. 

Jack spojrzał z dezaprobatą; nikt mu przecież nie sugerował, że powinien iść na długi urlop 

przez swoje złe zachowanie. Oni chcieli, żeby odszedł. Gdyby nie zrezygnował, wylali by 

go. 

background image

Tak więc, bez względu na to, co Alicia Stokes powiedziała Claudowi, tak naprawdę 

ona nadal jest pracownikiem Wydziału Policji w Cleveland.

Tak – powiedział Jack, spoglądając z zaskoczeniem – Myślę, że tak. Z pewnością 

Claude zadzwonił tam, kiedy zgłosiła się do niego do pracy. To jest pierwszy krok 

przy   sprawdzaniu   referencji.   Zadzwonił   i   uzyskał   oficjalną   historyjkę.   Wtedy 

skorzystał ze znajomości, żeby wydobyć tą prawdziwą, tak, jak ja dzisiaj to zrobiłem, 

więc Claude musi wiedzieć o jej problemie. 

Zastanawiałam   się,   czy   chronicznie   zapracowany   i   cierpiący   na   brak   personelu 

Claude, znalazł na to czas. Pokręciłam głową, wolną od problemów, które mnie nie 

dotyczyły   i   wróciłam   do   mojej   listy   zakupów.   Strasznie   dużo   czasu   zabrało   mi 

dokończenie tego zadania. Nie mogłam się skupić. Prawdę mówiąc nie czułam się 

zbyt dobrze. 

Kiedy Jack wykazał chęć nadrobienia jego nieuwagi z poprzedniej nocy, odepchnęłam go. 

Zrobiłam   to   po   raz   pierwszy   i   kiedy   spojrzał   na   mnie   zaskoczony,   poczułam   się   w 

obowiązku powiedzieć mu, że czekam na okres i czuję się gorzej niż zwykle. Jack był 

gotowy odpuścić dyskusję na ten temat. Wydaje mi się, że uważał wypytywanie mnie o 

kobiece   sprawy   za   niemęskie.     Po   kolejnych   trzydziestu   minutach  lista   była   gotowa,   a 

tygodniowe   menu   skomponowane.   Byłam   również   obolała.   Jack   zgodził   się   pójść   do 

sklepu, a kiedy zobaczyłam niepokój na jego twarzy, poczułam się zażenowana. Rzadko 

chorowałam i nienawidziłam tego, nienawidziłam chodzić do lekarzy, wydawać pieniądze 

na   wykupienie   recept.   Po   wyjściu   Jacka   –   po   wielu   upomnieniach   –   pomyślałam,   że 

mogłabym się położyć, tak jak mi zasugerował. Nie pamiętam kiedy ostatni raz położyłam 

się w ciągu dnia, ale czułam się bardzo dziwnie. Wróciłam do sypialni i usiadłam na brzegu 

łóżka.   Podniosłam   nogi   i   położyłam   się   po   swojej   stronie   łóżka.   Nie   mogłam   znaleźć 

wygodnej pozycji. Strasznie bolały mnie plecy. A najdziwniejsze, że to było rytmiczne. 

Miałam straszne uczucie zaciskania, a potem to odchodziło. Przez kilka minut czułam się 

lepiej, a potem znowu się zaczęło. Do czasu, aż usłyszałam Jacka rozpakowującego zakupy 

w kuchni, byłam spocona i przerażona. Leżałam plecami do drzwi sypialni i chciałam się 

odwrócić   by   na   niego   spojrzeć,   ale   bałam   się   poruszyć.   Jego   kroki   zatrzymały   się   w 

drzwiach.

Lily, krwawisz -   powiedział - nie wiedziałaś? - W jego spokojnych słowach była 

background image

panika.

Nie   –   powiedziałam,   będąc   w   szponach   jednego   z   tych   ataków   bólu   –   Boże, 

założyłam   sobie   wkładkę,   na   wszelki   wypadek.   To   nigdy   nie   sprawiało   mi   tyle 

kłopotów – czułam się zbyt nieszczęśliwa, żeby się wstydzić. 

Czy na pewno to jest tylko okres? - spytał. 

Obszedł brzeg łóżka, żeby spojrzeć mi w twarz i przykucnął. 

Nie wydaje mi się – powiedziałam oszołomiona – Tak mi przykro. Ja nigdy nie 

choruję.

Spojrzał na mnie.

Nie przepraszaj – powiedział – jesteś blada jak ściana. Lily, słuchaj, wiem że ty jesteś 

kobietą,   a  ja jestem  mężczyzną,   ale  czy  te  bóle,   które masz...  czy  ty  miałaś tak 

kiedyś?

Dlaczego miałabym? - spytałam zirytowana.

Bolą cie plecy? - spytał jakby bał się odpowiedzi.

Skinęłam głową.

W nony mniej?

Znów skinęłam.

Spóźniasz się?

Nigdy nie miałam bardzo regularnie. Podaj mi kalendarz.

Jack   przyniósł   mój   gratisowy   kalendarz   reklamujący   bank   z   gwoździa   w   kuchni,   a   ja 

przełożyłam kartkę na poprzedni miesiąc. Policzyłam.

No cóż, spóźnia się. Nie wiem dlaczego ten okres mam taki bolesny, ostatni w ogóle 

nie bolał. Kilka skurczów. 

Skoro ja byłam blada jak ściana, to byliśmy dopasowanym kompletem. Jack stracił 

wszystkie kolory.

Co powiedziałaś? - spytał.

Powtórzyłam.

Lily – powiedział, jakby trzeźwiał – Kochanie, myślę, że ty... Myślę, że musimy się 

dostać do szpitala.

Wiesz, że nie mam ubezpieczenia – powiedziałam – Nie mogę sobie pozwolić na 

zapłacenie rachunku.

background image

Ja mogę – powiedział Jack ponuro – Pojedziesz.

Byłam tak zaskoczona, jak tylko można. Jack nigdy nie mówił do mnie w ten sposób. 

Powiedział:

Dzwonię po karetkę.

Nie zgodziłam się na to. Dostanie się do szpitala zajmie nam około czterech minut, nawet 

zatrzymując się na czerwonych światłach. 

Wystarczy   położyć   matę   kąpielową   na   siedzeniu   –   zaproponowałam   –   gdybym 

więcej krwawiła.

Jack wiedział, że nie pójdę jeśli nie zgodzi się na moje warunki, więc wziął matę z łazienki i 

zaniósł do swojego samochodu. Potem wrócił, aby mi pomóc i udaliśmy się do samochodu 

w chwili, gdy ból zmalał. Wsiadłam i zgięłam się, a Jack pospiesznie przeszedł na swoją 

stronę   samochodu   i   włożył   kluczyk   do   stacyjki.   Wycofał   w   niesamowitym   tempie   i 

wypadliśmy na ulicę jakby tędy nigdy nic nie jeździło. Nie obchodziło mnie to. Naprawdę 

bolało. Nagle poczułam głęboko we mnie straszliwy skurcz. 

Oh – powiedziałam, ostro pochylając się do przodu.

Wzięłam głęboki wdech, wypuściłam … i ból się zatrzymał.

Lily? - zapytał Jack szalonym głosem– Lily, co się dzieje?

Przeszło – powiedziałam z ulgą. Spojrzałam z ukosa na Jacka, ale nie wydawał się 

sądzić,   że   to   dobra   wiadomość.   Właśnie   miałam   zapytać   czy   mnie   słucha,   gdy 

poczułam wytrysk czegoś mokrego i ciepłego. Spojrzałam w dół by zobaczyć krew. 

Dużo krwi. 

Czułam   się   bardzo   zmęczona.   Pomyślałam,   że   położę   sobie   głowę   na   bocznej   szybie. 

Poczułam chłód na policzku. Jack zerknął na mnie i prawie uderzył w samochód przed 

nami. 

Co mi jest? - zapytałam Jacka, kiedy wjechaliśmy pod wiatę pogotowia a on otwierał 

drzwi.

Zostań tu – krzyknął  i  zniknął w budynku.  Mata  kąpielowa  była  cała  czerwona. 

Pogratulowałam   sobie   przezorności,   próbując   nie   dopuścić   do   siebie   że   byłam 

przerażona. W ciągu kilku sekund wyszła pielęgniarka z wózkiem inwalidzkim. Jack 

pomógł mi wysiąść i w tej samej minucie, w której wstałam, moje nogi były całe 

zalane. Spojrzałam na siebie zawstydzona i przerażona.

Co mi się stało? – zapytałam ponownie.

background image

Kochanie,   poroniłaś   –   powiedziała   dziarsko   pielęgniarka,   jakby   każdy   głupi 

powinien to wiedzieć, a ja pomyślałam, że miała rację. 

background image

Rozdział 7

Carrie była tam w pięć minut i potwierdziła to, co mówiła pielęgniarka. Byłam tak 

zszokowana, że nie wiedziałam, która część tej historii była gorsza, to, że zaszłam w ciążę, 

nie wiedząc o tym,czy fakt, że straciłam dziecko.

Nasze dziecko – powiedziałam do Jacka, próbując zamortyzować straty, uderzenie 

tych wydarzeń. Łzy spłynęły na moje policzki i byłam zbyt zmęczona, by je wytrzeć. 

Nie wiedziałam czy tak naprawdę to jestem smutna czy głęboko zdumiona. Jack był 

tak samo jak ja zaskoczony tym incydentem. Wyszedł nagle z kabiny w izbie przyjęć, 

a ja patrzyłam za nim leżąc na noszach. Wróciła Carrie.

On płacze – szepnęła do mnie, a ja nie mogłam sobie tego wyobrazić. 

Wtedy   przypomniałam   sobie,   że   poprzednia   kobieta   Jacka,   Karen   Kingsland,   została 

zamordowana, będąc w ciąży. Carrie spytała:

Naprawdę nie wiedziałaś?

Nigdy nawet o tym nie pomyślałam – przyznałam – nigdy nie dodałam do siebie 

razem tych objawów. Chyba jestem po prostu za głupia.

Lily, tak mi przykro, nie wiem co powiedzieć.

Pokręciłam głową. Nie miałam pojęcia co mogłaby powiedzieć. 

Myślałam, że mam zbyt wiele blizn – powiedziałam do Carrie – Myślałam, że przez 

to co przeszłam, nie jestem zbyt płodna, poza tym zabezpieczaliśmy się za każdym 

razem i byłam pewna, że jestem tak bezpieczna jak tylko się da.

Tylko abstynencja daje sto procent pewności – powiedziała automatycznie Carrie. 

Utkwiła we mnie rozpalone spojrzenie zza swoich wielkich okularów. 

Lily, muszę ci zrobić D. i C. 

To   oznaczało   opłatę   za   salę   operacyjną,   anestezjologa   i   noc   w   szpitalu.   Zaczęłam 

protestować.

Nie ma opcji – powiedziała stanowczo. Jacka powiedział:

Rob, co masz robić, Carrie. Zgadzamy się. 

Wyszedł zza zasłony za nią. Miał czerwone oczy. Wziął mnie za rękę.

Wiesz – powiedziała Carrie powoli, opierając się o ścianę i przyciskając podkładkę z 

klipsem   do   piersi.   Wyglądała,   jakby   myślała   o   powiedzeniu   czegoś,   czego   nie 

powinna. 

background image

Jeśli to się zdarzyło raz, może się zdarzyć i drugi. Oparła podbródek na podkładce. 

Spojrzałam na Jacka. Jego włosy wisiały wokół ramion, a blizna na twarzy prawie 

błyszczała w ostrym blasku świetlówek. Wydawał się nie wiedzieć co o tym myśleć, 

nawet ja nie wiedziałam jak się czuję z tym co mi się stało, ale prawda była taka, że 

było jak na dnie głębokiej studni smutku. 

Dziecko – powiedział niepewnie Jack – Dziecko.

Kupa roboty - Powiedziałam, myśląc o domu Althausów. Carrie zesztywniała.

Oczywiście – wtrąciła bardzo cichym głosem, patrząc wszędzie tylko nie na nas – 

Myślę, że zawsze miło jest, jeśli rodzice dziecka są małżeństwem. 

Oh, nie ma problemu – powiedział Jack z roztargnieniem. Potem warknął, a jego 

oczy spotkały moje. Wzruszyłam ramionami. Carrie poderwała się. Kiedy podniosła 

głowę, jej okulary błyszczały.

Więc zamierzacie wziąć ślub?

Nie – odpowiedziałam – Już wzięliśmy.

Po   tym   całym   gadaniu   „rodzice   powinni   być  małżeństwem”,Carrie   zrobiła   nam   piekło, 

ponieważ byliśmy małżeństwem. Bo byłam jej jedyną druhną i powinnam jej oddać ten 

komplement, bo Cleude chciałby być na ceremonii, bo chcieliby mieć szansę i przyjemność 

dać nam prezent ślubny, bla, bla, bla.

Słuchaj, Carrie – powiedziałam – Mam zamiar powiedzieć to tylko raz, ponieważ 

jestem   twoja   przyjaciółką.   Nie   chcemy   rozmawiać   o   małżeństwie,   nie   chcemy 

zmieniać   naszego   stylu   życia,   nie   chcemy   publikować   tego   w   gazetach.   Nawet 

rodzicom   nie   powiedziałam,   choć   Jack   powiedział   siostrze,   bo   rzuciła   aluzję   – 

spojrzałam na Jacka, który wyglądał na speszonego – Tak czy inaczej, to nie jest nasz 

najlepszy dzień, prawda? Poczekaj i naskocz na nas gdy poczuję się lepiej.

Przepraszam – powiedziała Carrie przykładnie – Słuchaj, Lily, mam zamiar zrobić ci 

D i C za … - spojrzała na zegarek – około godzinę. Wtedy stół operacyjny będzie 

wolny. Teraz jest w nim dr Howard.

Czego mam się spodziewać?

Rozmawialiśmy o tym przez chwilę,a ja zaczęłam się lepiej czuć. Carrie zapewniła mnie, że 

bardzo szybko wyzdrowieję. Kiedy Carrie wyszła za zasłonkę, Jack wziął mnie za rękę. 

Przysunął sobie nogą krzesło i usiadł przy łóżku,opierając o nie głowę. Przez chwilę oboje 

milczeliśmy, co było cudowne po całym zgiełku gdy przybyliśmy do szpitala, walce by 

background image

zdjąć   mi   jeansy   i   szoku   z   powodu   poronienia.   Czułam   się   wyczerpana   psychicznie   i 

fizycznie. Straciłam dużo krwi. Myślę, że zdrzemnęłam się chwilę, Jack chyba też.  Kiedy 

dryfowałam w niespokojnym śnie, pomyślałam, że to był pierwszy raz, kiedy czułam się 

naprawdę mężatką. Czułam, jak biegnie między Jackiem a mną więź, pulsująca życiem i 

składnikami   odżywczymi.   Potem   myślałam   o   dziecku,   które   było   połączone   ze   mną 

pępowiną i o Jacku, gdy wychodził z tej białej kabiny by płakać nad naszym straconym 

dzieckiem.   Wpatrywałam   się   w   ścianę,   na   te   niezrozumiałe   medyczne   przyrządy 

pozawieszane na niej i pomyślałam, że gdybym nie pozwoliła Jackowi wejść do mojego 

życia, nie doświadczylibyśmy tego bólu. Suchymi oczami wpatrywałam się w ścianę, od 

czasu   do   czasu   gładząc   ciemne   włosy   i   nie   wiedziałam   czy   byłabym   zadowolona   czy 

nieszczęśliwa, gdybym go nigdy nie spotkała. Wieczorem Tamsin i Cliff przyszli do mojego 

pokoju. Był dwuosobowy, ale nie było innego pacjenta, co zapewne było zasługą Carrie. 

Jack wyszedł i pojechał do domu. Chciał posprzątać bałagan, który zrobiliśmy rano przed 

wyjściem,   wziąć   prysznic   i   przebrać   się.   Znów   drzemałam,   ale   tym   razem   z   powodu 

znieczulenia.   Byłam   zaskoczona,   kiedy   otworzyłam   oczy   i   zobaczyłam   parę   stojącą   w 

drzwiach.

Tamsin – powiedziałam – Cliff.

Byłam z wizytą u klienki podczas przerwy obiadowej i zobaczyłam twoje nazwisko 

na liście przyjęć – wyjaśniła Tamsin. Trzymała w ręce mały bukiet stokrotek. 

Dobrze się czujesz, Lily?

Tak,   dużo   lepiej   –   powiedziałam,uważając   aby   się   nie   poruszyć   –   Dziękuję   za 

odwiedziny. 

Tamsin umieściła kwiaty na szerokim parapecie, a Cliff podszedł do łóżka i spojrzał w dół 

na mnie. 

My też przeżyliśmy poronienie – powiedział – Tamsin straciła dziecko jakieś trzy 

lata temu.

Tamsin spojrzała w dal, jakby jego wzmianka o tej stracie była wyrzutem.

Jak sobie radzisz? - zapytałam ją.

Masz na myśli śmierć Saralynn?

Skinęłam głową.

Dochodzę do siebie – powiedziała – Jej matka była u mnie. To było okropne.

Mogę sobie wyobrazić – skłamałam.

background image

Przyniosłam ci kilka czasopism – Tamsin pogrzebała w torbie – O, tu są. Może 

któryś z nich rozproszy cię na chwilę. Ułożyła stosik na stoliku przy łóżku. Była na 

tyle sprytna by pominąć House and Beautiful i Vogue.

Dziękuję – powiedziałam.

Pójdziemy już, do zobaczenia. Mam nadzieję, że poczujesz się lepiej.

Dziękuję.

Po ich wyjściu było mi wstyd, że chciałam żeby wyszli. Nie chciałam nikogo widzieć ,ale 

powinnam   się   postarać   być   bardziej   uprzejma.   W   szczelinie   pomiędzy   zasuniętymi 

zasłonami widziałam letnie słońce, oświecające najdłuższy dzień w moim życiu. Widziałam 

tylko kawałek kuli świecącej w swej glorii, zakończonej paskiem czerwieni i pomarańczy. 

Długo patrzyłam. Potem się wyłączyłam.

Pielęgniarka w końcu przyszła, aby pomóc mi w łazience. Była to tęga kobieta w 

średnim wieku, która w ogóle nie miała dla mnie współczucia … co było dla mnie rodzajem 

ulgi po emocjonalnym rozdarciu, jakie miałam tego dnia.  Kiedy przyczłapałam po jasnym 

linoleum, z łazienki, z powrotem do mojego łóżka, zdałam sobie sprawę, że Tamsin musiała 

sobie poradzić z tymi samymi trudnościami. Jej życie było pełne zagrożeń, a ona i Cliff 

najprawdopodobniej nie widzieli ich końca. Aby chronić samą siebie, chciałam trzymać 

swoją   terapeutkę   na   dystans.   Miałam   za   dużo   własnych   kłopotów,   aby   pomóc   z   jej 

problemami. Cokolwiek Tamsin zrobiła, albo co jej zrobiono, nie chciałam mieć z tym nic 

wspólnego.   Miałam   wstręt   do   poziomu   mojego   uwikłania   w   życie   innych   ludzi,   nawet 

Jacka. Właśnie tu mnie to doprowadziło, do tego przykrego, białego łóżka w tym przykrym, 

białym   miejscu,   gdzie   wypadła   z   mojego   ciała   część   mnie   samej.   Złapałam   oddech, 

zbuntowany przez mój własny udział.

Kiedy Jack wrócił, próbował potrzymać mnie za rękę, ale wysunęłam palce z jego 

uścisku i utkwiłam spojrzenie w ścianie.

Niedługo poczuję się lepiej – obiecałam ścianie. Zmusiłam się by kontynuować. Jeśli 

było coś, czego naprawdę nienawidziłam, to było tłumaczenie się.

Przez chwilę miałam dziecko, a teraz jest po wszystkim.

Nie mogłam, nie powinnam tak traktować Jacka. Było mi wstyd. Zrobiłam moją drugą 

najmniej ulubioną rzecz i zaczęłam płakać. Gorące łzy płynęły po mojej twarzy. Zagryzłam 

wargi żeby nie wydawać dźwięków, ale to nie pomogło. 

Przykro mi – powiedziałam – Przykro mi, że nie mogłam donosić naszego dziecka.

background image

Posuń się.

Przesunęłam się jak mogłam na wąskim łóżku. Słyszałam, jak buty Jacka uderzyły o 

podłogę, a następnie materac przyjął ciężar jego ciała. Owinął się wokół mnie. Nie 

było nic do powiedzenia, ale przynajmniej byliśmy razem. 

background image

Rozdział 8

Następnego dnia rano, zaraz po tym jak Carrie sprawdziła czy wszystko w porządku, 

wyszłam do domu. Jack milczał podczas krótkiej jazdy do domu, ja też. Kiedy dotarliśmy 

na miejsce, wysiadł, obszedł samochód dookoła i otworzył mi drzwi. Powoli obróciłam nogi 

i wstałam, zadowolona, że przyniósł mi ubrania do szpitala by zastąpić moje zniszczone 

jeansy. Powrót w skromnej, szpitalnej sukience, to byłoby po prostu zbyt wiele. Czułam się 

trochę niepewnie, ale pozwolił mi samej dojść do domu. Oszołomiona rozejrzałam się po 

salonie.

Kto? - Zapytałam. Jack patrzył na moją twarz, swoją utrzymując ciemną i poważną.

Co...?

Obok dwuosobowej kanapy, na małym stoliku, stał wazon z różowymi goździkami. 

Trzy białe róże zdobiły szczyt telewizora. Mały suszony bukiet stał na szafce, na 

książki. 

Idź się położyć, Lily – powiedział.

Powlekłam   się   do   naszej   sypialni,   gdzie   znalazłam   dwa   małe   bukiety   i   dwie   kartki. 

Usiadłam ostrożnie na krawędzi łóżka i podniosłam nogi do góry. 

Skąd to się wzięło - Byłam pewna, że mój pierwotny zamysł, że Jace przyniósł to 

wszystko, był szalony.

Carrie i Claude. Janet przyniosła suszony bukiet i trochę kurczaka. Helen Drinkwater 

zostawiła   kartkę   w   drzwiach.   Marshall   przyniósł   film   do   obejrzenia,   z   Jackie 

Chanem. Birdie Rossiter przysłała kwiaty z kartką z jej psem Durwoodem – Głos 

Jacka brzmiał sucho – Winthropowie przysłali kwiaty, Carlton, ten z drzwi obok 

wpadł i zostawił kartkę i McCorkinalowie przysłali kwiaty.   Jack wziął notatnik z 

nocnego stolika.

Zobaczmy. Ktoś o imieniu Carla przyniósł ciasto ze słodkich ziemniaków. Ktoś inny, 

o imieniu Firella, kazał przekazać, że wieczorem przyniesie szynkę.

Ludzie w Shakespeare byli wcześniej dla mnie dobrzy, pomagali kiedy potrzebowałam, ale 

to, co działo się teraz było przytłaczające. Drinkwaterowie, na przykład, od kiedy dbali o 

moje samopoczucie? McCorkindalowie? Bywałam pobita na czarno i niebiesko, a oni tego 

nawet nie zauważyli. Coś w tym, że straciłam dziecko, uderzyło w akord.

Jak oni się tak szybko dowiedzieli?

background image

Wychowałaś się w małym miasteczku i nie wiesz?

Jack próbował brzmieć na rozdrażnionego, ale mu nie wyszło.

Potrząsnęłam głową, nie mając pojęcia jak rozwiązać buty. 

Pastor   McCorkindale   odwiedza   szpital   co   wieczór.   Beanie   Winthrop   jest 

wolontariuszką.   Najstarsza   córka   Raphaela   Ruondtreesa   pracuje   w   izbie   przyjęć, 

więc   Raphael   zaniósł   wieści   do   siłowni.   Zadzwoniłem   do   twoich   klientów   i 

powiedziałem, że nie możesz przyjść w tym tygodniu, więc też wiedzieli. Załatwiłem 

z siostrą kobiety, która sprząta u Carrie, żeby poszła za ciebie do Winthropów i 

Atlhausenów, a ona jest najlepszą przyjaciółką młodszej siostry Carli.

Naprawdę to zrobiłeś? - byłam tak zaskoczona tym wszystkim, że pozbawiło mnie to 

równowagi. 

Nie pójdę do pracy w tym tygodniu? Ale Carrie powiedziała, że jutro będzie już ze 

mną dobrze – powiedziałam. Czułam jak krew napływa mi do twarzy – Mogłabym..

Nie – powiedział stanowczo Jack.

Zapadła długa cisza. 

Co? - Zaczęłam zaciskać pięści. 

Nie – twarz Jacka była bez wyrazu – Nie pójdziesz. Zanim zrobisz tą swoją minę, 

posłuchaj mnie. Co Carrie rzeczywiście powiedziała? Jutro poczujesz się lepiej, jeśli 

trochę zwolnisz, a to oznacza brak pracy. Oznacza to też, że zostaniesz w domu i 

będziesz odpoczywać. Teraz” - i podniósł rękę w ostrzeżeniu – Wiem, masz zamiar 

wygłosić mowę „muszę zarabiać na życie”i wiem, że jesteś zła.

Miał rację.

Ale mówię ci, weźmiesz wolne, żeby wydobrzeć, a ja zamierzam tego dopilnować.

Kim jesteś, żeby mi rozkazywać? - zaczęłam powoli, ale już czułam, jak rośnie mi 

ciśnienie.

Lily, jestem... twoim... mężem – powiedział z sugestywnymi przerwami, jak ktoś, kto 

chce być dokładnie zrozumiany. 

I nagle, jak fala, która poprzedza huragan, zalało mnie zrozumienie. Jakby to trzymało mnie 

w tym pokoju, moje palce zaciskały się na narzucie, patrzyłam niewidzącym wzrokiem, a te 

oszałamiające fakty  zmyły  mój  gniew.  Straciłam  dziecko.  Ten  mężczyzna,   to mój  mąż. 

Dyszałam, rozpaczliwie łapiąc powietrze, jakbym miała się udusić. Jack podszedł do łóżka, 

oczywiście zmartwiony. Czułam, jak łzy płyną mi po policzkach. Nie mogłam się zmusić 

background image

żeby puścić narzutę i wziąć chusteczkę.

Lily?

Z   falą   pełnego   zrozumienia,   objął   mnie   i   czułam   się   tak   zamężna,   jak   nigdy 

wcześniej. Płakałam drugi raz w ciągu dwóch dni, czego nienawidzę. Jack podawał 

mi chusteczkę za chusteczką, a kiedy najgorsze minęło, został ze mną, nie poruszając 

się, ogrzewając mnie swoim ciepłem.  

Przykro mi – powiedziałam, starając się nie dbać o to, że brzmiałam słabo i drżałam 

– Jack przepraszam.

Czułam się winna, że nie mogłam zadbać o jego dziecko, winna, że nie udało mi się lepiej 

niż Karen Kingsland, choć nie ma porównania między nami. 

To   takie   głupie   –   udało   mi   się   powiedzieć   i   byłam   taka   wdzięczna,   kiedy   nie 

potwierdził. Nie wiedziałam, że zasnęłam dopóki się nie obudziłam. Jack też miał złą 

noc   i   mogłam   usłyszeć   po   jego   oddechu,   że   drzemał   za   mną.   Znów   zaczęłam 

rozmyślać o tym co mi powiedział. Zmusiłam się, by przyznać, że miał rację. Już 

wcześniej się o tym przekonałam, kiedy po kontuzji wcześniej wróciłam do pracy i 

zrobiłam   sobie   krzywdę.   Choć   znałam   Jacka   i   kochałam,   od   miesięcy,   byłam   w 

szoku,   jaką   miał   władzę   nad   moim   życiem.   Nie  myślałam,   że  tak   bezpośrednio. 

Chyba nie można kogoś kochać i się nie zmienić. Zaczęłam się zastanawiać w jaki 

sposób   ja   zmieniłam   Jacka.   Nie   pił   ani   nie   palił,   mimo,   że   wcześniej   z   oboma 

przesadzał. Prawie nie miał kiedy myśleć o innych kobietach, a ja nie wiedziałam jak 

bym sobie z tym poradziła gdyby zrobiło się bardzo źle. Nie wymyśliłam niczego, co 

chciałabym   zmienić   w   Jacku.   Więc...   czy   Jack   był   idealny?   Nie,   nie   tak   to 

odczuwałam. Wiedziałam, że Jack był niedoskonały. Był niecierpliwy, co oznaczało, 

że   nie   zawsze   wszystko   dobrze   planuje.   Za   bardzo   opierał   się   na   intuicji.   Miał 

trudności z poradzeniem sobie ze swoją dumą. Odwróciłam się twarzą do niego. 

Spojrzałam   na   jego   powieki,   na   zrelaksowaną   twarz   z   cienkim   nosem   i   lekko 

pomarszczoną  blizną.  Jack był  dwukrotnie  rozwiedziony  i  miał  fatalny  romans z 

Karen   Kingsland,   żoną   innego   policjanta.   Karen   nie   żyła   od   pięciu   lat.   Po   raz 

pierwszy pomyślałam, jak wyglądały jego żony, gdzie teraz są? Po raz pierwszy 

potwierdziłam   przed   sobą,   że   jestem   jedną   z   tych   żon.   Jednym   z   następstw 

utrzymania naszego małżeństwa w tajemnicy, było to, że nie musiałam myśleć o 

konsekwencjach, które niesie ciężki bagaż, ujęty w słowo żona. Cóż, możemy z tym 

background image

zrobić co chcemy. Prędzej cz później, musiałam powiedzieć rodzicom. Mogłam sobie 

wyobrazić, jak fikają koziołki na ulicy, a potem, jak trzeźwieją na wiadomość, że 

Jack   był   wcześniej   dwukrotnie   żonaty.   Musieli   też   dowiedzieć   się   o   aferze   z 

romansem Jacka i Karen, której mąż skończył zabijając się, a także ją na oczach 

połowy policji z Memphis i telewizji.  Cóż, wszystkie te kobiety – wliczając Karen, 

które wykorzystały Jacka, żeby zwrócić na siebie uwagę męża – były idiotkami. 

Każda kobieta, która pozwoliła Jackowi odejść, z definicji, była głupia. Nigdy nie 

myślałam o wpływach astrologii, ale w tym przypadku muszę stwierdzić, że te inne 

kobiety, dlatego rozstały się z Jackiem, bym ja mogła go mieć. Zadzwonił dzwonek 

do drzwi, a gdy Jack nie drgnął, zwlekłam się z łóżka i poszłam schodami przez mały 

salon by otworzyć drzwi. Carol Althaus i Heather miały na sobie pasujące do siebie 

krótkie  zestawy,  różowo  –  fioletowe  koszulki  bawełniane  schowane  w  różowych 

szortach. Carol trzymała Heather za rękę, a w drugiej trzymała torbę prezentową z 

Hellmarka. 

Och, obawiam się, że cię obudziłyśmy – patrząc na moje rozczochrane włosy.

Nie spałam. Wejdźcie – Stanęłam z boku a Heather pociągnęła Carol, żeby weszły. 

Raz dwa usiadłyśmy, a Heather powiedziała towarzysko:

To taki ładny mały domek, panno Lily. 

Dziękuję.

Nie często była nazywana z takim szacunkiem. 

Czy mogłabym podać wam szklankę wody z lodem lub trochę soku żurawinowego?

Nie, dziękujemy, zostaniemy tylko minutę. Nie chcemy cię obciążać.

 Lepiej się czujesz? - zapytałam Carol.

O, tak! Wiesz jak to jest. Gdy poranne mdłości przejdą jest w porządku.

Wtedy zrozumiała, że nie wiem jak to jest i zamknęła oczy z upokorzenia. Zrobiła ruch ręką 

jakby chciała usunąć to, co powiedziała. Heather patrzyła na matkę, jakby jej wyrosły rogi. 

Jeśli   nie   stanę   na   nogi   do   poniedziałku...   wiem,   że   Jack   zadzwonił   do   ciebie   i 

powiedział, że zorganizował kogoś w zastępstwie, aby ci pomóc.

Towarzyska rozmowa zdecydowanie miała na celu, by mnie podejść w sprawie pracy. 

Masz zamiar wrócić, prawda, panno Lily?

Wąska twarz Heather napięła się, kiedy pochylała się ku mnie.

Tak, mam taki zamiar.

background image

Jej ramiona opadły pod ciężarem ulgi.

Przyniosłyśmy ci prezent – powiedziała i zsunęła się z siedzenia by podać mi torbę. 

Dała mi ją uroczyście z poważną miną.  Jack wszedł do przedpokoju i usiadł na 

oparciu mojego fotela. Przedstawił się, natomiast Carol patrzyła na niego jak mały 

tygrysek. Heather wydawała się spokojniejsza i bardziej zainteresowana. W torbie 

była kartka z pluszowym misiem. Łapy misia były rozłożone, a napis na brzuchu 

mówił: wielki uścisk. Okay. Prezent został wybrany przez Heather. Wiedziałam jak 

tylko zobaczyłam żółty kolor. Była tam też figurka blond lalki ze ścierka w jednej 

ręce i miotłą w drugiej. 

To ty – wyjaśniła Heather – Podoba ci się ? – przysunęła się blisko i czekała, aż coś 

powiem. 

To wygląda tak jak ty na koniec dnia – powiedział Jack nad moim ramieniem. Z 

dźwięku   jego   głosu   mogłam   stwierdzić,   że   się   uśmiecha.   Ponownie 

przeanalizowałam posturę figurki i parsknęłam. 

Bardzo   mi   się   podoba   –   powiedziałam   do   Heather   i   spojrzałam   na   Carol,   żeby 

włączyć ją w podziękowania – położę ją na tej półce, żeby wszyscy mogli ją widzieć. 

Jack wstał z oparcia fotela i ostrożnie postawił figurkę na mojej małej biblioteczce. 

Umieścił ją na honorowym miejscu, na górze i spojrzał na mnie by uzyskać moją 

aprobatę.

Dzięki – powiedziałam – Heather, zgadzasz się, że wygląda dobrze?

Chcę się przytulić – powiedziała Heather.

Próbowałam   szybko   ukryć   moje   zdziwienie.   Przesunęłam   się   do   przodu   w   fotelu   i 

otworzyłam ramiona. To było jakby trzymać ptaszka. Ostry smutek przeszedł przeze mnie,  i 

musiałam się powstrzymać żeby nie przycisnąć dziecka mocno do siebie. Westchnęłam tak 

cicho jak mogłam, poklepałam Heather po ramieniu i delikatnie puściłam. 

***

Jack   pojechał   do   Little   Rock,   w   poniedziałek   rano,   pozostawiając   mnie   z 

długą listą ograniczeń: tylko lekkie ćwiczenia, tylko trochę jazdy, zero sprzątania. Po tym 

jak   powoli   zjadłam   śniadanie,   zauważyłam,   że   czuję   się   znacznie   lepiej,   przynajmniej 

fizycznie. Była dopiero siódma piętnaście, a ja już byłam wolna. Poszłam więc do siłowni, 

pobiegałam   trochę   na   bieżni   i   zrobiłam   kilka   ćwiczeń   na   górne   partie   ciała.   Marshall 

background image

Sedaka, właściciel siłowni, wyszedł z biura, aby porozmawiać ze mną. Wyglądał na bardziej 

umięśnionego niż kiedykolwiek.  Podziękowałam mu za film z Jackie Chanem. Po tym jak 

niezręcznie  wyraził swoje  współczucie  z  powodu  mojego poronienia,  opowiedział  mi  o 

swojej nowej dziewczynie.  Skinęłam głową.

Och, naprawdę? - powiedziałam po odpowiednim odstępie czasu, zastanawiając się, 

czy kiedykolwiek spojrzał na Janet Shook, która wabiła go od lat. Młody człowiek, 

który wydawał się ćwiczyć codziennie, pokazywał Tamsin i Cliffowi jak działają 

niektóre urządzenia. Lubili ćwiczyć, jak powiedział mi Marshall pewnego dnia, gdy 

czuł się zniechęcony, więc powiedzieli, że lubią ćwiczyć w jego siłowni. Faktem 

było, że, jak się przekonałam pracując na siłowni w Litlle Rock, praca za małą pensję 

w   siłowni   jest   taka   sama   jak   praca   za   niską   pensje   w   każdej   innej   pracy.   Tego 

młodego człowieka rozpoznałam jako jednego z przyjaciół Amber Jean Winthrop. 

Byłam prawie pewna, że był jednym z tłumu na basenie Winthropów, tego dnia gdy 

Howell Trzeci był tak zdenerwowany. Tamsin wyglądała jak kluska w swoim stroju 

treningowym z Wall – Martu, bawełnianym, składającym się z czarnych szrotów i 

biustonosza   sportowego.   Strój   był   przykryty   ogromnym  T-shirtem,   który   musiała 

pożyczyć   od   męża.   Cliff   nie   radził   sobie   lepiej   manifestując   dyskomfort   i 

niepewność, mając na sobie parę starych dresów, które musiał uratować z collegeu, 

bo był totalnie starożytny i pełny dziur. 

Role się odwróciły – powiedziała Tamsin z bladym uśmiechem – Jesteśmy w miejscu 

mocy, z której mnie można wyłączyć. 

Nie wyjęła dokładnie słów z moich ust, bo nigdy nie powiedziałabym tego głośno, ale 

wyjęła te myśli prosto z mojej głowy. Interesującym było, że nazywała Centrum Zdrowia, 

miejscem   mocy.   Napaści,   które   miały   miejsce   w   jej   biurze   musiały   wstrząsnąć   jej 

psychicznymi i emocjonalnymi fundamentami. Zważając na to, przeszła wielki powrót do 

zdrowia. 

Masz zamiar przychodzić codziennie rano?

No cóż, będziemy próbować. Cliff i ja za dużo jedliśmy ostatnio, ale mieliśmy tyle 

nerwów. To jest właśnie to, co robię gdy się denerwuję, jem pączki. Jezu, czy ty masz 

w ogóle jakiś tłuszcz? 

Jasne – powiedziałam czując się niezręcznie.

Cieszę   się,   że   czujesz   się   na   tyle   dobrze,   że   przyszłaś   dziś   rano   –   powiedziała 

background image

Tamsin, jej oczy były niekomfortowo sympatyczne. 

Dziękuję za odwiedziny w szpitalu – powiedziałam sumiennie – podobały mi się 

kwiaty.

Kiedy  straciłam dziecko...  -  zaczęła,  dla moje  do dyskomfortu,  ale właśnie  Cliff 

wskazał na nią, by dołączyła do niego, ponieważ młody człowiek tłumaczył kolejną 

część sprzętu. 

Celowo wyszłam wcześniej, by Tamsin nie mogła znów zacząć tej rozmowy. W tej chwili 

nie chciałam się zagłębiać w czyjeś problemy, ponieważ swoich miałam w nadmiarze. Ale 

później tego dnia cieszyłam się, że słuchałam, jak Tamsin mówi prosto z serca. Korygując: 

może nie cieszyłam się, ale byłam wobec tego bardziej tolerancyjna. Zawieszenie w nic nie 

robieniu nie było czymś, do czego byłam przyzwyczajona. Wyczyściłam szafki kuchenne, 

powoli i ostrożnie, tylko nieznacznie naruszając zakazy Jacka. Siedziałam w cichym domu, 

ponieważ Jack odsunął mnie od sprawy Beth Crider. Zadzwonił raz ze swojej komórki, by 

sprawdzić jak się czuję i by powiedzieć mi, że nie miał więcej szczęścia w przyłapaniu jej 

niż ja miałam. Wieczorem, kiedy wycierał naczynia, które myłam opowiadał oburzony, że 

nie zamknął sprawy Beth Crider. 

Może naprawdę jest kontuzjowana – powiedziałam bez przekonania.

Huh – Jack nie wydawał się zmartwiony tymi wątpliwościami – Przez wszystkie lata 

kiedy byłem prywatnym detektywem,  tylko raz spotkałem się z przypadkiem, że 

człowiek był tak chory, jak deklarował. Raz. Do dziś gdy jestem w okolicy jadę pod 

jego dom żeby sprawdzić, bo nie mogę w to uwierzyć.  

Poziom cynizmu jest tutaj dość wysoki.

Absolutnie. Czy miałaś dziś czas by sprawdzić stan jej kredytów?

Jack   miał   program   komputerowy,   który   mógł   wiele   powiedzieć   o   indywidualnej 

sytuacji   finansowej.   Dla   mnie   było   to   przerażające,   że   nie   musiał   przedstawiać 

żadnych specjalnych uprawnień, wyjaśniać celu, kiedy kupował ten program. Każdy 

mógł go kupić tak łatwo, jak ludzie zajmujący się egzekwowaniem prawa. 

Jeśli   zrobiłam   wszystko   tak,   jak   trzeba,   to   nic   w   jej   sytuacji   finansowej   się   nie 

zmieniło.

Czyli jest sprytniejsza niż większość z nich, ale przygwoździmy ją – pewność siebie 

wypływała z jego głosu – W następnym tygodniu możesz przejąć obserwację, jeśli 

poczujesz   się   wystarczająco   dobrze.   Powinienem   posiedzieć   trochę   w   biurze   i 

background image

podzwonić. 

Udało mi się utrzymać spokojny wyraz twarzy, ale musiałam przyznać, że było mi przykro. 

Jack  spędzi  kilka  nocy   w  Little  Rock,   w  następnym  tygodniu.  Wynajął  pokój   w  domu 

swojego przyjaciela, Roya Costimiglia, którego syn się ożenił i wyprowadził jakiś rok temu. 

Mógł przychodzić i wychodzić kiedy chciał i nie męczyć się z wynajmem mieszkania, więc 

układ był idealny. Wiedziałam, kiedy Jack przenosił się do mnie, że będzie musiał spędzać 

trochę czasu w Little Rock. Po prostu nie chciałam za nim tęsknić. 

Oczywiście   –   powiedziałam   –   Słuchaj,   czy   dowiedziałeś   się   czegoś   więcej   o 

morderstwie   Saralynn?   -   Jack   i   Claude   byli   razem   na   piwie   dzień   przed   moją 

rozmową z Carrie. Claude chciał pogadać z Jackiem, ponieważ było tylko kilka osób 

w   mieście,   z   którymi   Claude   mógł   swobodnie   porozmawiać.   Jack,   człowiek   z 

zewnątrz, doświświadczony w egzekwowaniu prawa, mąż kobiety, która nie była 

plotkarą, spadł Claudowi jak z nieba.

Nie sądzę by poczynili jakieś postępy w sprawie – powiedział Jack -   Choć możliwe, 

że czytam między wierszami. A nowa detektyw, cóż wszyscy akceptują tego nowego 

chłopaka, McClanagana, który przyszedł do Clauda naskarżyć na nią. Ona jest zbyt 

jankesowata, zbyt czarna, zbyt nieustępliwa. 

Można by pomyśleć, że woleliby, żeby to mężczyzna oficer był nieustępliwy.

Najwyraźniej.   Nie   powinna   być   w   stanie   zepchnąć   ich   do   patroli   i   przejąć   nad 

wszystkim   inicjatywę.   Oni   woleliby,   żeby   nie   miała  tak   dużych  ambicji   jak   oni, 

ponieważ   wierzą,   że   bardziej   zasługują   na   wsparcie,   bo   mają   żony   i   dzieci   do 

wykarmienia. 

Jack zastanawiał się nad tym, kiedy zaczesywał włosy do tyłu i wiązał gumką na 

karku.

Nie, ale ona musi się starać siedem razy bardziej niż mężczyzna i prawdopodobnie 

dwa razy bardziej niż biała kobieta z południa – powiedział Jack – Cieszę się, że nie 

jestem w jej skórze. 

Tego właśnie dnia, kto wpadł zobaczyć się ze mną? Detektyw Alicia Stokes. Otworzyłam 

drzwi,   próbując   nie   wyglądać   na   tak   zaskoczoną,   jak   się   czułam.   Zamiast   swoich 

służbowych ubrań miała na sobie szorty, T-shirt bez rękawów i ciężkie buty do chodzenia na 

nogach, zamiast sandałów. 

Lepiej się czujesz? - zapytała Stokes, ale nie tak, jakby naprawdę jej zależało.

background image

Czuję się dobrze – powiedziałam z równym entuzjazmem. 

Muszę z tobą porozmawiać. 

Ok – cofnęłam się i pozwoliłam jej wejść do mojego czyściutkiego (teraz) małego 

domku. 

Chcesz Coke?

Wysłanie   Jacka   na   zakupy   spożywcze,   miało   swoje   konsekwencje.   Miałam   też   paczkę 

Cheetos.

Jasne.

Co?

Patrzyła na mnie.

Mówiłaś, że colę. To jest to czego chcę.

Nie przejmowałam się wyjaśnieniami, że wszystkie napoje bezalkoholowe nazywam Coke, 

jak większość ludzi z południa. Nalałam jej. Nie często piję napoje gazowane, ale tym 

razem   dołączyłam   do   niej.   Kiedy   usiadła   w   fotelu,   zadowolona   z   mojej   gościnności, 

zapytałam co mogę dla niej zrobić. 

Możesz mi powiedzieć co myślisz o Tamsin Lynd.

Dlaczego cię obchodzi co myślę?

Ponieważ wszyscy w tym cholernym mieście mówią, że powinnam zapytać ciebie. 

Uznałam to za niezrozumiałe, ale wydawało mi się, że będę wyglądać na fałszywie skromną 

jeśli zapytałabym ją o coś więcej na ten temat, więc wzruszyłam ramionami i powiedziałam, 

że nie znam Tamsin zbyt dobrze.

Jest twoją terapeutką?

Tak.

Ponieważ zostałaś zgwałcona

Tak.

Ok. Jak myślisz, jak ona wykonuje swoją pracę?

Całkiem dobrze.

Opisz mi to.

Powiedziałam ostrożnie:

Te z nas, które na początku nie chciały mówić, teraz mówią. Nie wiem w jaki sposób 

ona to zrobiła, a może nie zrobiła nic, ale faktem jest, że wszystkie dzielimy się z 

background image

sobą nawzajem naszymi przeżyciami, w ten czy inny sposób.

Czyż nie trafnie to ujęłam?

Myślisz, że pasowałabym do grupy?

Nie.

Dlaczego nie? Bo jestem jankeską? Bo jestem czarna?

Tamsin jest jankeską. Firella jest czarna. 

Więc dlaczego?

Ponieważ nie zostałaś zgwałcona.

Skąd wiesz?

Pokręciłam głową.

Nie martwiłabyś się o dopasowanie do grupy, gdybyś została zgwałcona.

Po prostu nie było w niej tego piętna, znaku, ale nie mnie jej o tym mówić. Spytała skąd 

wiem, a ja po prostu nie mogłam jej powiedzieć. Nie miała znaku towarowego. 

Jak sądzisz, jak mogłabym się zbliżyć do tych kobiet?

Po co?

Chciałabym ją poobserwować.

Poczułam rosnące uczucie zagłady.

To ona – powiedziałam.

Co?

To ona. Wzięłaś urlop w pracy w Cleveland żeby ją obserwować. 

Skąd o tym wiesz?

Wzruszyłam ramionami.

Lepiej mi powiedz, teraz.

Jack wykonał kilka telefonów – nie chciałam, żeby pomyślała, że oceniam jej wyniki 

pracy lub, że Claude mi coś powiedział. Cofnęła się w fotelu, wysoka, czarna, spięta 

i wściekła. 

Ja o tobie też wiem.

Większość ludzi wie.

Nie podobało jej się to. Nie lubiłam jej. Czułam pewien niechętny podziw dla kogoś, kto 

prowadzi   sprawę   z   taką   bezwzględną   determinacją,   a     jednocześnie   wydawała   się   być 

dziwakiem.   Podobnie   jak   człowiek,   który   ścigał   Jeana   Valjeana  (jeden   z   bohaterów 

background image

powieści „Nędznicy” – tłum.) …. jak on miał na imię? Inspektor … Javert, to było to. 

Jak to jest być tak uzależnionym? - zapytałam, szczerze zaintrygowana.

Myślę, że ona sama to robi – powiedziała Alicia Stokes. Pochyliła się do przodu, 

oparła długie ręce na kolanach, jej cola stała zapomniana na stoliku obok niej – 

myślę, że ona wszystkich oszukuje i nie mogę jej pozwolić tak po prostu odejść. 

Zmarnowaliśmy   tyle   roboczogodzin   w   Cleveland   …   moglibyśmy   w   tym   czasie 

rozwiązać cztery inne sprawy, w których inni ludzie naprawdę nas potrzebowali, w 

przeciwieństwie do próby ochrony jednej neurotycznej kobiety, która tak naprawdę 

prześladuje sama siebie. Wszystkich oszukała. Wszystkich. 

Posłałam Stokes długie, twarde spojrzenie.

Mylisz się – powiedziałam.

Na jakiej podstawie.

Wszystko z nią w porządku. Nie jest tak szalona. Wiedzielibyśmy. 

Ach tak? Jesteś dyplomowanym psychiatrą? Wiesz, że zdarzały się takie przypadki 

już wcześniej. W większości sprawcami były te kobiety. Wszyscy mężczyźni czują 

żal   wobec   biednej   prześladowanej   kobiety.   Czują   się   sfrustrowani,   bo   nie   mogą 

ochronić   jej   przed   złym   demonem,   który   jej   to   robi.   Potem   okazuje   się,   że   to 

wszystko robi sama!

Alicia   Stokes   z   pewnością   wierzyła   w   to,   co   mówi.   Spojrzałam   w   dół   na   moje   ręce, 

rozważając to. Starałam się przeorganizować mój światopogląd, żeby spojrzeć na Tamsin 

tak,  jak Stokes na  nią  patrzyła.  Tamsin,   z  jej  mężem,  transkryptorem  medycznym i  jej 

małym, starym domem.  Tamsin w swoich ładnych konserwatywnych ubraniach, z tłustym 

brzuchem,   pozytywnym   myśleniem   i   współczującym   charakterem.   Nic,   czego 

doświadczyłam ze strony Tamsin nie pasuje do horroru emocjonalnego, jaki mógłby być 

zdolny do zaplanowania i przeprowadzenia tak sprytnych działań. Ale mogłam się mylić. 

Jak wskazała detektyw, nie byłam psychiatrą. Co, jeśli Stokes miała rację? Konsekwencje 

dla mnie, dla całej grupy, byłyby katastrofalne. Wszystkie sobie wzajemnie ufałyśmy i na 

tym budowałyśmy relacje. Zaufanie było podstawą, fundamentem położonym przez Tamsin 

Lynd. Spojrzałam w górę by znaleźć detektyw pochyloną do przodu, czekającą cierpliwie, 

aż skończę rozmyślać. 

Może tak być, nieprawdaż?

Chyba – powiedziałam niechętnym, nieszczęśliwym głosem – zdajesz sobie sprawę, 

background image

że twoje własne zachowanie cholernie śmierdzi. 

Stokes była zaskoczona i niemal straciła panowanie. Przez długą chwilę napięcia widziałam 

wojnę na jej twarzy. Potem złożyła wargi razem, wzięła wdech i wydech i zebrała się w 

sobie.

Wiem o tym – powiedziała.

To nie moja sprawa – powiedziałam powoli, zaskakując samą siebie, że mówię jej to 

co myślę – Ale co zamierzasz zrobić gdy to się skończy? Wcześniej czy później 

poznamy   prawdę.   Policja  w   Cleveland   może   nie  chcieć  cię  z  powrotem.   Claude 

będzie wściekły gdy się dowie, że zatrudniłaś się pod fałszywym pretekstem. Jak 

zdołałaś to ominąć przy sprawdzaniu referencji?

Mój   przełożony   oddał   mi   największą   przysługę   na   świecie   –   powiedziała  Alicia 

Stokes.   Złożyła   razem   swoje   wielkie   dłonie,   końcówkami   długich   palców 

podpierając podbródek. Widziałam jak wcześniej robi ten gest i wydaje mi się, że 

czuła się wylewnie. 

Więc wiedziałam, kiedy Claude do niego zadzwonił, że dostałam dobre referencje. 

Testy fizyczne i psychiczne przeszłam bez problemu - uśmiechnęła się – inni byli 

zadowoleni, że jadę. Nie mogli nic powiedzieć, bo mogłabym zostać.  

Starałam się nie pokazać na twarzy zdziwienia.  Stokes mówiła mi więcej niż chciałam 

wiedzieć, ale potem pomyślałam, z kim innym mogłaby porozmawiać? Może rozpaczliwie 

potrzebowała   z   kimś   porozmawiać?   Detektyw   Stokes   potrzebowała   dobrej   grupy 

terapeutycznej. Coś zaćwierkało w pokoju. Rozejrzałam się zaskoczona. 

To mój telefon – powiedziała Stokes. Wyciągnęła go z małej saszetki, przypiętej do 

paska.

Tak? - powiedziała po rozłożeniu telefonu, który wyglądał na bardzo mały w jej ręku. 

Kiedy słuchała, jej twarz stwardniała, a oczy zapłonęły.  

Będę tam – powiedziała nagle. Telefon wrócił w głąb saszetki. 

Zabierz   mnie   do   domu   Tamsin   Lynd   –   powiedziała   i   podeszła   do   mnie.   Kiedy 

złapałam   za   klucze   i   spojrzałam   na   nią,   wyglądała   na   niemal   szczęśliwą,   a 

przynajmniej mniej wściekłą. 

Czy z Tamsin wszystko w porządku? - zapytałam stąpając po niepewnym gruncie. 

O tak, z małą panią terapeutką wszystko dobrze.  To jej mąż Cliff jest ranny. - Stokes 

była wesoło uśmiechnięta. 

background image

***

Mogłam   się   dowiedzieć   co   się   stało,   bez   wysiadania   z   samochodu.   Cliff   siedział   na 

trawniku, krwawiąc, a sanitariusze pochylali się nad nim, kiedy podjechałyśmy, po trzech 

minutach od telefonu. 

Zostań tu – powiedziała Alicia, więc siedziałam i patrzyłam. Myślę, że jej celem było 

utrzymanie mnie z dala od miejsca przestępstwa, czy całej sytuacji, cokolwiek tam 

się działo. Mogła mnie po prostu wysłać do domu. Po co nadal mnie potrzebowała, 

teraz kiedy już nie chciała transportu?

Nie było wiele trudności w ocenieniu dowodów. Noga Cliffa została głęboko rozcięta i 

krwawiła, jak to mówią, obficie. Sanitariusze odcięli mu nogawkę spodni. Widziałam, że 

jeden ze schodków, prowadzących do bocznych drzwi domu, tych najbliżej garażu, któremu 

brakowało wierzchołka. Rozbite drewno pomalowane na ten sam kolor, leżało na ziemi. 

Cóż, to mógł być wypadek. Ciężki człowiek spotyka słaby schodek. Noga Cliffa mogła 

przejść przez schodek, rozcinając po drodze jego goleń. Jednak to nie pasowało do faktów. 

Noga była rozcięta, nie otarta, mogłam to zobaczyć wyraźniej, niż bym chciała. Na pewno 

do  takiego  zwykłego  wypadku  nie  wezwałby  karetki.   Ktoś  zapukał  w  moje  okno,   a  ja 

prawie   wyskoczyłam   ze   skóry.   To   był   nowy   policjant,   oficer,   ….jak   widniało   na   jego 

identyfikatorze, McClanahan. Opuściłam okno i czekałam. 

Proszę   pani,   musi   pani   odjechać   –   powiedział   przepraszająco.   Położył   rękę   na 

drzwiach. Miał na sobie ciężki, złoty pierścionek i postukał nim o drzwi samochodu, 

gdy wpatrywał się w działania sanitariuszy.

Spojrzałam na niego, tak naprawdę spojrzałam na niego, po raz pierwszy. Nie był wysoki, 

ani   gruby,   ani   napompowany   czy   przystojny.   W   rzeczywistości   był   to   zwykły   blady 

mężczyzna, piegowaty, z rudymi włosami, jasnymi zielonymi oczami, ale w tej twarzy była 

inteligencja i asekuracja, oraz dziwny zbieg okoliczności, że zawsze był pod ręką kiedy 

byłam z Detektyw Stokes. 

Wtedy będziesz musiał powiedzieć Detektyw Stokes, że kazałeś mi iść do domu, bo 

powiedziała   mi   żebym   stała   właśnie   tutaj   –   powiedziałam.   Mierzyliśmy   się 

wzrokiem.

Och, naprawdę?

Naprawdę.

Lily Bard, tak?

background image

Wiesz kim jestem?

Ludzie nigdy nie patrzyli na mnie w ten sposób, gdy wiedzieli. Zawsze coś dodawali: litość, 

zgrozę, jakiś rodzaj lubieżności, a czasami nawet obrzydzenie. Ciekawość też. McClanahan 

był jednym z ciekawskich. 

Tak. Dlaczego detektyw poleciła ci zaczekać tutaj?

Nie mam pojęcia.

Podejrzewałam, że zapomniała, że już mnie więcej nie potrzebuje, ale zatrzymałam 

tą wiedzę dla siebie.

Odwrócił się.

Skąd jesteś?

To była jego kolej by podskoczyć.

Nie mieszkam tu długo – powiedział wymijająco. Jego oczy w kolorze butelkowej 

zieleni, były stabilne i spokojne.

Nie  mieszkasz...   -   ale  musiałam  się  zatrzymać,   by   nie  powiedzieć:  Ty   nie  jesteś 

zwykłym policjantem. Taka protekcjonalność byłaby dla niego nie do zniesienia, ale 

to była prawda, że oficer McClanahan nie był z ogólnego sortu policjantów z małego 

miasta. On nie był stąd, nie był w ogóle z terenu poniżej linii Masona – Dixona, albo 

straciłam   całkowicie   słuch.   Przyznaję,   akcenty   które   słyszałam   codziennie   były 

bardziej   rozwodnione,   niż   te,   które   słyszałam   w   młodości.   Mobilność   ludności   i 

telewizja zadbały o to.

Tak, proszę pani? - czekał, patrząc, trochę rozbawiony.

Odjadę – powiedziałam i uruchomiłam samochód. Straciłam ochotę na sparing z tym 

człowiekiem.

Jeśli Detektyw Stokes będzie mnie potrzebowała, żeby wrócić, będę w domu. 

Nie pracuje pani dzisiaj?

Nie.

Żadnego sprzątania?

Nie.

Byłaś chora? - wyglądał na zaciekawionego, lekko rozbawionego. 

Straciłam dziecko – powiedziałam. Wiedziałam, że starałam się wymazać mój obraz 

„Lily Bard – ofiary” z jego mentalnej szufladki, ale zmiana na wersję „Lily Bard, 

background image

żałobna Madonna”, nie była dużo lepsza.  Gdybym już całkiem doszła do siebie, 

potrafiłabym trzymać buzię na kłódkę. 

Bardzo mi przykro – powiedział. Jego słowa były sztywne, ale głos na tyle szczery 

by mnie uspokoić. 

Do   widzenia   –   powiedziałam   i   odjechałam.   Poszłam   do   wypożyczalni   filmów, 

wypożyczyłam trzy stare filmy i pojechałam do domu obejrzeć je, wszystkie. Może 

zajęłabym się szydełkowaniem. 

background image

Rozdział 9

Bobo Winthrop został na tą noc w Shakespeare. Wiedział wszystko o sprawie Cliffa 

Eggersa.

Pod schodami ukryty był kołek – powiedział mi, swoim urokliwym, młodym głosem. 

Siedzieliśmy na moich małych i bardzo publicznych schodach. Chciałam, żeby to 

było miejsce publiczne. Było wiele przyczyn, dla których nie powinnam przebywać z 

Bobo w prywatnych miejscach. Objęłam kolana ramionami, starając się ignorować 

ból w dole brzucha i nieobliczalne migotanie niedoli.

Kołek, nie stek? – roześmiał się (po angielski słowa są podobne, czyli brzmiał to tak:  

Stake-k-e nie, steak-e-k?, ale w polskim już nie wyszło dowcipnie:) - tłum.)

Nie. Zaostrzony i wbity w ziemię pod schodami, więc kiedy schodek pękł, noga 

wpadła i została rozcięta przez kołek – odgarnął blond włosy w twarzy. Przyszedł do 

mnie prosto z zajęć karate i był ubrany w luźne spodnie i sportowy top na szerokich 

ramiączkach.

Myślę, że to mogło się przydarzyć każdemu – powiedziałam.

Oh. No tak, myślę, że tak. Jeśli jego żona wróciła by do domu wcześniej, to ona 

mogła się zranić zamiast niego. 

Nie myślałam o tym wcześniej. Skrzywiłam się i wyobraziłam sobie jak Tamsin wchodzi na 

schodek i nadziewa się na kołek. 

Czy   on   musiał   zostać   w   szpitalu?   -   pomyślałam,   że   jeśli   Bobo   wiedział   o   tym 

wszystkim, to może wiedział jeszcze więcej.

Nie, wysłali go do domu. Te rany wyglądały naprawdę brzydko, ciotka Mary Frances 

mi powiedziała, ona jest pielęgniarką na ostrym dyżurze, pani Powell. Mówiła, że te 

rany wyglądały gorzej niż były naprawdę, ale musiały być naprawdę bolesne. 

Mery Frances była jedną z byłych dziewczyn Bobo. Miał talent do pozostawania z nimi w 

dobrych stosunkach. Janet Shook biegła w dół ulicy. Jej mała, kwadratowa twarz wyrażała 

determinację, a jej podskakujące, brązowe włosy pociemniały od potu wokół uszu i czoła. 

Zatrzymaj się na chwilę i zajrzyj do mnie – zawołałam, a ona spojrzała na zegarek, 

na lewym nadgarstku po czym rzuciła się na trawę.

Chcesz krzesło ogrodowe?

Nie, nie – zasapała – Trawa jest ok. I tak musiałam się zatrzymać. Nadal  nie doszłam 

background image

do siebie po tym uderzeniu w głowę, a do tego byłam dziś na zajęciach karate. 

Powinnaś tam być, Lily. Bobo i ja mieliśmy uczyć dwie panie około sześćdziesiątki, 

jak stać w  pozycji  inshiko dachi, ale  zapomniałam  o  bieganiu.  Zapisałam  się na 

wyścigi w Springdale w następnym miesiącu. 

Janet i Bobo rozgadali się na temat biegania, odpowiedniego obuwia, odwzorowania trasy i 

maksymalizacji czasu biegu. Położyłam policzek na kolanie i zamknęłam oczy, pozwalając 

dwóm   znanym   mi   głosom   opływać   mnie.   Na   koniec   dnia,   w   którym   zbytnio   się   nie 

napracowałam, czułam się dosyć wyczerpana. Rozmyślałam o nodze Cliffa, rozciętej przez 

schodek – cóż to musiał być za szok! - oraz wrogiej wizycie Detektyw Stokes. Myślałam o 

zielonych   oczach   oficera   McClanahana.   Zastanawiałam   się   czy   widział   ciało   biednej 

Saralynn Kleinhoff i czy patrzył na nią z tym samym zimnym zaciekawieniem, z którym 

patrzył na mnie. Czy wygląd jego twarzy był mi bliski? Czy już go wcześniej spotkałam? 

Po chwili rozmyślania byłam tego pewna. Zaczęłam grzebać w mojej pamięci. Nie był w 

mundurze policyjnym. Coś związanego z psem? Pies, mały pies...

Lily? - powiedziała Janet.

Co?

Wyglądasz,   jakbyś   odleciała   –   powiedziała,   brzmiąc   na   bardziej   niż   trochę 

zaniepokojoną – Dobrze się czujesz?

Och, tak, w porządku. Chciałam tylko coś sobie przypomnieć, jedną z tych małych 

rzeczy, skulonych na krańcach umysłu. 

Z czego Marshall nie zdaje sobie sprawy – powiedział Bobo do Janet, ewidentnie 

wznawiając   rozmowę,   którą   przerwali   –   to,   że   Shakespeare   potrzebuje   nowego 

sklepu sportowego. 

Czułam jak moje brwi czołgają się na czoło. To mówi młody człowiek,  którego ojciec 

posiadał sklep sportowy z tak dużą ilością towaru, że planował drukować katalog. 

Oh, zgadzam się – ręce Janet poleciały w górę, żeby pokazać rozmiar jej zgody – 

dlaczego mam jeździć do Montrose po spodnie treningowe? Dlaczego dzieci biorące 

lekcje   jazzu   u   Syndi   Swayze   nie   mogłyby   sobie   kupić   nakolanników   tutaj?   To 

znaczy, jest kilka rzeczy, które można kupić w Wal- Marcie.

Nigdy nie widziałam Janet tak ożywionej. Brzmiała młodziej. Ile ona może mieć lat? Ze 

zdziwieniem zdałam sobie sprawę, że Janet była co najmniej siedem lat młodsza ode mnie 

(myślałam, że Janet jest starsza -tłum).

background image

Tak, czy jesteś całkowicie zadowolona ze swojej pracy? - zapytał Bobo, ni stąd ni z 

zowąd.

Cóż   –   Janet   zmarszczyła   twarz   –   Wiesz   jak   to   jest.   Przez   ostatnie   cztery   lata 

zarządzałam programem Safe After School i czuję, że się cofam. Niepokoję się. Nie 

chcę uczyć w szkole, a to jest jedyna rzecz, którą umiem. 

Moja rodzina, wszyscy jesteśmy handlowcami – powiedział Bobo.

Zdałam sobie sprawę, że miał rację, choć nigdy nie pomyślałabym o nim w ten sposób. 

Rodzina   bobo   zarabiała   pieniądze   na   handlu,   sprzedawali   sprzęt   sportowy,   myśliwski, 

wędkarski, drewno, wyposażenie wnętrz, paliwo, budując imperium Whintropów. 

Więc – wrócił do tematu  –  Myślę,  że  mam to w krwi.  Spójrz,  myślałem trochę 

ostatnio. Powiedz mi teraz Janet i ty oczywiście też, Lily, czy to dobry pomysł. 

Myślę, że sklep sportowy to nie jest miejsce, do którego większość kobiet i dzieci 

chciałoby przyjść. To czego chcą, jak sądzę, to mniejszy sklep, gdzie mogą przyjść 

bez przechodzenia katuszy z wędkami czy karabinami, mniejszy sklep, gdzie można 

kupić   spodnie   do   biegania,   sportowe   biustonosze   i   te   nakolanniki,   o   których 

wspomniałaś, te, które się nosi przy braniu lekcji jazzu.

Buty do tańca – powiedziała rozmarzona Janet – Baletki.

Myślę, że właśnie powstał tutaj niezły pomysł – powiedział Bobo filozoficznie.

Ale pomysły to nie są pieniądze, które zagwarantują rozruch.

Zabawne, że o tym wspomniałaś – powiedział Bobo. Uśmiechał się. Wyglądał na 

osiemnaście lat, ale wiedziałam, że teraz miał co najmniej dwadzieścia jeden – Bo 

mój dziadek właśnie ma zamiar zatwierdzić testament i mam nadzieję dostać znaczną 

ilość pieniędzy. 

Janet gapiła się na niego.

Mówimy poważnie? Nie tylko marzymy? Naprawdę myślisz, że byłaby możliwość to 

zrobić?

Musimy się jeszcze wiele nauczyć.

My? - zapytała Janet słabym głosem.

Tak. Jesteś osobą, która wie czego potrzebujemy. Jesteś kobietą z pomysłem. 

Cóż – Janet brzmiała jak bez tchu – Naprawdę tak myślisz?

Jasne, że tak. Lily, nie masz nic przeciwko, żebyśmy dokończyli bieganie Janet i 

background image

poszli do niej do domu dokończyć rozmowę? Co sądzisz o tym pomyśle?

Czułam się stara i smutna.

Myślę, że to świetny pomysł dla was obojga.

Twarz Janet zapłonęła jak pochodnia. Bobo był nie mniej podekscytowany. Rozciągali się 

przez chwilę, zanim zaczęli biec.   Zauważyłam, że wzrok Bobo przebiegł po tyłku Janet, 

kiedy się pochyliła. Skinął lekko głową, sam do siebie. Tak, to ładny tyłek. Kiedy ruszyli w 

dół   ulicy,   musiałam   się   do   siebie   uśmiechnąć.   Wszystkie   te   godziny   spędzone   ma 

zamartwianiu się o niestosowne uczucie Bobo do mnie, wszystkie te razy kiedy próbowałam 

do odepchnąć, znienawidzić, zwalczyć mój wstyd za pociąg fizyczny do niego... i wszystko 

to zabrał mózg i tyłek Janet Shook oraz szczypta krwi handlowca. Weszłam do środka i 

kiedy spojrzałam na drzwi za mną, roześmiałam się głośno.

***

Następnego   ranka,   nudnego,   nudnego,   nudnego   ranka,   poszłam   do   biblioteki. 

Musiałam   wymienić   książki   i   pomyślałam,   że   mogłabym   zrobić   rozpoznanie   co   do 

uciekinierów.   Jack   omawiał   drukowanie   małej   broszurki,   ponieważ   duża   część   jego 

działalności   dotyczy   takich   poszukiwań.   Dobrze   bym   się   poczuła   robiąc   coś   ważnego. 

Biblioteka w Shakespeare była skromna, mieściła się w najstarszym budynku powiatu, który 

pokazywał,   jaką   rangę   dla   wszystkich   ludzi   z   Shakespeare   miało   czytanie.   Latem   było 

gorąco, a zimą rury szczękały i jęczały. Powietrze było ciepłe i gęste. Sufity były bardzo 

wysokie. Miałam wrażenie, że w pewnym czasie budynek był bankiem. Było w nim dużo 

marmuru. Aby uczłowieczyć budynek, bibliotekarze powiesili zasłony, położyli dywany, 

powiesili plakaty i w niektóre dni to działało. Ale dziś nie był taki dzień. Zbierało się na 

deszcz i jednolite ponuro szare niebo odbijało ten efekt w marmurze. Weszłam z wilgotnego 

porannego   upału   w   zimne   marmurowe   wnętrza   i   zadrżałam.   Przez   wysokie   okna   z 

wesołymi,  żółtymi,  rozsuniętymi,  by  pokazać niebo,  zasłonami,  widziałam srebrny  klon 

targany   silnym   wiatrem.   Wkrótce   spadnie   deszcz.   Użyłam   jednego   z   komputerów   i 

zaczęłam spisywać listę książek i artykułów z czasopism. Jeden z artykułów miał bardzo 

świeżą datę. Powinien nadal znajdować się w obszarze czasopism bieżących, komfortowo 

urządzonym   zakątku   z   głębokimi   krzesłami   i   dywanem.   Po   przeczytaniu   artykułu   i 

zrobieniu kilku notatek, wzięłam egzemplarz People i przerzuciłam kilka stron, zdziwiona 

po raz kolejny, że czytelnicy mogą być zainteresowani życiem obcych ludzi, których nigdy 

nie poznali. Dlaczego fryzjerkę z Shakespeare miałoby obchodzić, od jakiego projektanta 

background image

spodnie założyła Julia Roberts, na premierę swojego nowego filmu. Czy barman z Little 

Rock będzie bogatszy o wiedzę, że Russell Crowe odrzucił rolę w tym filmie? Oczywiście, 

siedziałam tutaj i czytałam wyśmiewany przeze mnie artykuł.   Trzymałam gazetę bardzo 

blisko, przyglądając się pierścionkowi pewnej piosenkarki, który kosztował jedną trzecią 

budżetu   światowego.   Pierścionek...   magazyn   o   gwiazdach.   Nagle   niektóre   synapsy 

wystrzeliły w mojej głowie. Zdjęcie, które sobie przypomniałam nie pochodziło praktycznie 

z tego magazynu, ale powiązałam je z magazynem analogicznie. Jak to się stało, że to 

zobaczyłam? Te rzeczy nie należały do mojego normalnego porządku czytania. Szturchałam 

moją słabą pamięć dopóki nie dokręciłam luźnego gwintu. Widziałam zdjęcie, kiedy byłam 

w biurze Carrie i odkurzałam. Pismo leżało otwarte w jednym z pokoi, ale którym? Niemal 

widziałam okładkę po tym jak je automatycznie zamknęłam i położyłam na stosie z innymi. 

Okładka była koloru kości słoniowej ze zdjęciem aktorki, być może znów Julii Roberts, 

ubranej w jeansy, buty i chustkę, kontrastującą z naturalnym kolorem biura Carrie! 

Starając się utrzymać obraz w mojej pamięci, pojechałam do Carrie. Oczywiście jej 

biuro było otwarte i pełne pacjentów, więc wyjaśniłam recepcjonistce, że nie przyszłam na 

wizytę lekarską, tylko chcę poszukać czegoś, co prawdopodobnie zostawiłam, kiedy byłam 

ostatnio sprzątać. Gennette Jenks, pielęgniarka, spojrzała na mnie podejrzliwie, ale Gennette 

zawsze była podejrzliwa wobec mnie. Kobieta po pięćdziesiątce z surową miną, farbowana 

brunetka i naturalnie skuteczna, co było jedynym powodem, dla którego Carrie dalej ją tu 

trzymała. Rozejrzałam się po małej, przedniej części biura, która była zapchana faxem, 

kopiarką, ogromną szafka na akta i kopami papieru poukładanymi wszędzie. Żadnych gazet. 

W gabinecie Carrie też ich nie było, poza poszarpanym, starym egzemplarzem  Reader's 

Digest na małym stoliku z krzesłem, na lewo od biurka. To było krzesło złych wiadomości, 

ponieważ najczęściej gdy Carrie sadzała pacjentów na krześle, a sama siadała za swoim 

biurkiem, to znaczyło, że ma do przekazania złe wiadomości. Przesunęłam krzesło do mniej 

niegościnnego kąta. Czasopisma leżały w dużym stosie na stole w poczekalni koło kilku 

krzeseł na końcu korytarza, gdzie pacjenci mogą poczekać, gdy obliczane były ich opłaty. 

Przejrzałam   stos   i   wyjęłam   okładkę,   której   szukałam.   Stanęłam   bokiem   do   pokoju,   w 

którym pracowała w niepełnym wymiarze godzin urzędniczka, cycata blondynka, zajmująca 

się   roszczeniami   ubezpieczeniowymi.   To   było   to   samo   pomieszczenie,   w   którym   Cliff 

Eggers tego ranka, gdy sprzątałam i to było to pomieszczenie, w którym znalazłam otwartą 

gazetę i zwróciłam do stosu. To wyjaśnia dlaczego przypomniałam sobie gazetę. Stałam tam 

background image

dość długo, kiedy do mnie mówił, więc miałam czas by zapamiętać okładkę. Po tym jak 

kiwnęłam   do   urzędniczki,   która   odpowiedziała   mi   niepewnym   uśmiechem,   zaczęłam 

kartkować magazyn. Raz, drugi... zaczęłam wątpić w siebie, kiedy zauważyłam poszarpaną 

krawędź. Ktoś musiał wyrwać stronę z magazynu. Może był tam świetny przepis na sałatkę 

z   kurczaka,   ale   ogólnie   rzecz   biorąc,   wątpiłam   w   to.   Kogoś   oprócz   mnie   te   strona 

zainteresowała. Teraz, kiedy wiedziałam jakiej gazety potrzebuję, wróciłam do biblioteki, 

ozdobiona   przez   pierwszy   podmuch   deszczu.   Sforsowałam   ciężkie   szklane   drzwi. 

Błyskawica robiła wzory na niebie i wiatr przybrał na tempie, więc widok przez wysokie 

okna   był   złowieszczy.   Mary   Lou   Pettit,   bibliotekarka,   pracująca   w   wypożyczalni,   była 

wyraźnie   niezadowolona   z   gwałtowności   pogody.   Kiedy   przemierzyłam   dużą,   otwartą 

przestrzeń przed  jej  biurkiem,  żeby  dostać  się  do  obszaru czasopism,  zobaczyła mnie i 

skrzywiła się przesadnie, zapraszając mnie do podzielenia jej niepokoju. Podniosłam rękę w 

odpowiedzi  i  wzruszyłam  ramionami.   Prawdę  mówiąc,   zawsze  lubiłam  dobrą  burzę.  W 

biurze   Carrie   sprawdziłam   datę   czasopisma.   Okazało   się,   że   gazeta   była   już   odłożona. 

Wypełniłam   kupon,   wręczyłam   bibliotekarce   i   czekałam   dziesięć   długich   minut,   kiedy 

szukała go w pomieszczeniach z czasopismami. Spędziłam czas patrząc jak deszcz chłosta 

okna w regularnych podmuchach. Odmawiając sobie zerknięcia, dopóki nie zostałam sama, 

poszukałam   półukrytego   stolika   w   rogu.   Przeszłam   do   strony,   która   była   wyrwana   z 

egzemplarza, który sprawdzałam. „Autor chroni prywatność” głosił banalny nagłówek, więc 

sprawdziłam drugą stronę, by zobaczyć czy jest tam coś interesującego. Była tam reklama 

suplementu diety, jaką widziałam w wielu innych gazetach, więc przerzuciłam z powrotem. 

Tytułowy autor był średniego wzrostu i budowy mężczyzną, ubranym w dres i czapkę z 

daszkiem, dodatkowo miał okulary słoneczne. Trzymał za smycze dwa jamniki. Okay. Więc 

odpowiedź nie będzie natychmiastowa. Przysunęłam krzesło bliżej stołu i zaczęłam czytać. 

Miałam tylko jedną osobę w zasięgu wzroku, kościsty i bezrzęsy młody człowiek, który 

pracował w jednym ze sklepów spożywczych. Czytał magazyn komputerowy. Wydawał się 

całkowicie   pochłonięty,   więc   zaczęłam   skanowanie.   Autor   bestsellerowych   powieści 

kryminalnych Baby Doll Dead i Mother and child, pustelnik, Gibson Banks … bla, bla, bla 

prawdziwe nazwisko trzymane  w  całkowitej  tajemnicy przez  wydawcę...  jego  wydawca 

miał prawo do publikacji tylko tego zdjęcia... „ Prawdopodobnie wynajął psy do zdjęcia” 

powiedział Gary Kinneally, fotograf. „Wydają się go w ogóle mnie obchodzić”. Ponownie 

zbadałam zdjęcie .Wyciągnęłam małą lupę, dołączoną do mojego łańcuszka z kluczami, 

background image

którą dostałam na ostatnie Boże Narodzenie od mojej siostry. Nigdy wcześniej nie miałam 

okazji z niej skorzystać, ale teraz cieszyłam się, że ją miałam. Dopiero po chwili nauczyłam 

się skutecznie jej używać i w końcu skierowałam na twarz mężczyzny. Bardzo ostrożnie 

oglądałam jego skórę. Zdjęcie było czarno-białe, ale można było zauważyć, że jego włosy 

nie były ciemne. Nie miał wąsów. Analizowałam jego ciało. Miał około metr osiemdziesiąt, 

może metr metr osiemdziesiąt pięć.  Przeniosłam lupę nad jego rękę,  przedłużoną przez 

smycze,   na   których   trzymał   psy.   Popatrzyłam   na   jego   rękę   naprawdę   blisko.   Potem 

spojrzałam ponownie.

A potem się wściekłam. 

Nie   było   go   na   posterunku   policji.   To   był   jego   wolny   dzień.   Dyspozytor   mi 

powiedział.   Miałam   szczęście   nie   spotykając   Clauda   znów   na   mojej   drodze.   Skąd 

wiedziałam gdzie on mieszka? Spotkałam go, jak wychodził z domu podczas jednego z 

moich   nocnych   spacerów.   Nie   zdawałam   sobie   wtedy   sprawy   z   tego   kim   jest,   a 

przynajmniej z tego, co skrywa jego prawdziwa tożsamość. Przy starym domu na ulicy 

Mimosa skierowałam się do frontu, nie zważając, że jestem już w połowie drogi, na jego 

trawniku.     Przemknęłam   przez  rozmokłą   trawę  i  stanęłam  na   frontowym   ganku,   zanim 

zdążyłoby   się   powiedzieć   „zdrajca”.   Byłam   zbyt   wściekła   by   podnieść   rękę   i   zapukać. 

Odwróciłam się bokiem, podniosłam nogę i kopnęłam. Oficer McClanahan podniósł wzrok 

znad komputera ze zrozumiałym zaskoczeniem. 

background image

Rozdział 10

Panna   Bard   -   powiedział,   wstając   bardzo,   bardzo   powoli   -   Czy   wszystko   w 

porządku?

Myślę, że nie -  powiedziałam cicho. Deszczówka ściekała mi po twarzy. Zadrżałam 

z powodu klimatyzacji, bo moje ubrania były mokre.

Nie mam zamiaru cię zaatakować – zauważył, a ja zdałam sobie sprawę, że stałam w 

pozycji   do   walki,   ciało   miałam   ustawione   bokiem   do   niego,   kolana   ugięte,   ręce 

zaciśnięte w pięści, jedną trzymałam przy klatce piersiowej, a drugą wyciągniętą 

przed siebie. 

Ja mogłabym cię zaatakować, bądź co bądź – powiedziałam. Krążyłam trochę w 

prawo. Stał za biurkiem z komputerem i trudno było zobaczyć co mógłby zrobić. 

Chciałam się tego dowiedzieć.

Wiem kim jesteś – powiedziałam mu.

Cholera. Wyrwałem kartkę z magazynu w gabinecie lekarskim, gdy byłem po mój 

zastrzyk na alergię. Wiedziałem, że w obrębie miasta jest o wiele więcej kopii, ale 

tak wiele osób mogło zobaczyć ten jeden. 

Wyczułam ruch i spojrzałam w stronę drzwi prowadzących na tył domu. Dwa małe psy tam 

stały,   jamniki   ze   zdjęcia.   Nie   szczekały,   tylko   patrzyły   na   mnie   okrągłymi,   brązowymi 

oczami   i   machały   powoli,   i   niepewnie   ogonami.   Spojrzałam   szybko   na   „Oficera 

McClanahana”. Nie poruszył się. 

Czy to one mnie zdradziły? - spytał. Brzmiał spokojnie, ale widać było, że bardzo się 

stara by tak było.

Pierścień.

Spojrzał na swój palec.

Nawet o tym nie pomyślałem – powiedział, a w głosie miał ciężkie zmartwienie – 

Psy, tak, ale nigdy nie pomyślałem o tym cholernym pierścionku.

Był ciężki i złoty z jakimś herbem, biało – granatowym, nie mogłam przytoczyć kolorów ze 

zdjęcia, oczywiście, ale mogłam rozróżnić ciemny i jasny. 

Mój pierścień z collegu – powiedział.

Psy nie były tylko rekwizytami – powiedziałam.

Nie, uśmiałem się jak diabli, kiedy czytałem tę historię – powiedział Gibson Banks. 

background image

Wskazał na psy – To jest Sadie, a to jest Sam – jego twarz zrelaksowała się do 

uśmiechu, ale moja nie. Jeśli myślał, że słodkie imiona jego psów zauroczą mnie, 

spotkał nieodpowiednią kobietę.

Wydaje mi się, że jesteś na mnie strasznie wściekła – kontynuował z wyblakłym 

uśmiechem.

Nie   pieprz   –   powiedziałam.   Podeszłam   troszkę   bliżej,   a   psy   podeszły   mnie 

powąchać. Nie zareagowałam na ich zimne noski, dotykające moich kostek i nie 

spuściłam z niego wzroku. 

Więc, co zamierzasz zrobić? Chcesz mnie uderzyć, czy co?

Nie podjęłam jeszcze decyzji – powiedziałam. Łatwo było tak stać i myśleć, co dalej 

zrobić,   ale   on   stawał   się   coraz   bardziej   nerwowy.   Mój   oddech   był   spokojny, 

dyskomfort w mojej miednicy pozostawił tylko niewielki ból i bez problemu mogłam 

go   kopnąć.   Zastanawiałam   się,   czy   Jack   wróci   do   Shakespeare   ratować   mnie   z 

więzienia i czy proces zajął by dużo czasu. 

Zdradziłeś mnie i mojego przyjaciela Clauda – powiedziałam.

Wprowadziłem cię w błąd.

Przyjechałeś napisać o moim życiu, nie mówiąc mi o tym.

Nie, nie o twoim życiu.

Wyglądał   na   naprawdę   oburzonego.   Poczułam   się   dziwnie   zakłopotana,   winna 

jakiegoś rodzaju pychy.

Jacka?

Nawet nie Jacka, jakkolwiek fascynujące by to było dla każdego fana prawdziwej 

zbrodni, że jesteście parą.

Więc o kim?

Tamsin Lynd – powiedział Gibson Banks.

Czy   Claude   wie   kim   jesteś?   -   cały   ogień   mnie   opuścił,   nagle   i   bez   ostrzeżenia. 

Opadłam na krzesło koło biurka. 

Wie, że jestem Gerry McClanahan, oficer policji, który chce mieszkać w małym 

mieście. 

To kim naprawdę jesteś? Jak się naprawdę nazywasz?

Cóż, spędziłem piętnaście lat pracując w wydziale i mieszkając w St Louis, zanim 

background image

okazało   się,   że   lubię   pisać,   tak   samo   jak   lubię   być   policjantem.   Od   tego   czasu 

przeprowadzałem się po całej Ameryce, przechodząc od przypadku do przypadku. W 

Europie też. 

Podniosłam rękę by przerwać tą dygresję.

Ale Claude nie wie, że jesteś również Gibsonem Banksem?

Gerry spojrzał w dół i miałam nadzieję, że naprawdę czuje się chociaż trochę zawstydzony. 

Nie, nigdy wcześniej nie przyjmowałem prawdziwej pracy, by być bliżej przypadku. 

Pomyślałem, że to jedyny sposób, by pozostać w ukryciu w tym małym mieście.

Przetarłam twarz ręką. Claude miał jednego policjanta, który był pisarzem i drugiego, który 

miał obsesję by udowodnić swoją wersję wydarzeń, w tej samej sprawie.

Mam zamiar mu powiedzieć – powiedziałam.

Żałuję, że nie mogę cię przekonać byś tego nie robiła, ale słyszałem, że szef i jego 

żona są twoimi przyjaciółmi. 

Tak.

Gerry McClanahan vel Gibson Banks nie był zbyt zdenerwowany kiedy mi odpowiadał.

A co z Tamsin Lynd?

Jest moją terapeutką.

Jak myślisz, co jej się przydarzyło? 

Nie pozwalam byś mnie cytował. Jeśli uważasz, że umieścisz mnie w swojej książce, 

to zasługujesz na wszystko, co dostajesz.

Czułam  jakby ktoś  przeszył  mnie  ogromnym szydłem.  Moje biedne życie,  tak  boleśnie 

zrekonstruowane i to wszystko mogło zostać zniszczone. 

Nie pisz o mnie – powiedziałam, starając się nie brzmieć, jakbym błagała – Nie pisz 

o  Jacku.   Nie  rób   tego  –  Jeżeli  nie  słyszał  mojej  rozpaczy,  był  głupi.   Gdyby  się 

roześmiał, zabiłabym go. Ale, prawie tak samo źle, spojrzał chłodno i bez emocji. 

Jestem w Shakespeare, podążając za historią Tamsin Lynd – powiedział po długiej 

przerwie,   podczas   której   dźwięk   kropli   deszczu   kapiących   z   dachu   stał   się 

nienaturalnie   głośny   –   Kobieta   z   klasy   średniej,   na   jej   poziomie,   z   jej 

wykształceniem, śledzona przez szaleńca, kiedy podróżuje za nią po Ameryce? To 

wspaniała historia. Wiesz, Tamsin i Cliff dwa razy się przeprowadzali, żeby uciec od 

tego faceta, ale on jakoś zawsze dowiaduje się gdzie ona jest i zaczyna pozostawiać 

jej znaki swojej … co? Nienawiści do niej? Miłości? A ona jest zupełnie zwyczajną 

background image

kobietą ze złą fryzurą i nadprogramowymi kilogramami. To jest niesamowite, bo 

może się przydarzyć każdemu – Gerry McClanahan mówił z taki zapałem, że muszę 

przyznać, że był zachwycony, że może z kimś porozmawiać. 

Ale to jej się to dzieje. Ona z tym żyje. Nie oglądasz filmu – powiedziałam powoli i 

dobitnie.

Rozmowa z tym człowiekiem była jak mówienie do szkła. Wszystko co powiedziałam, 

uleciało bez odzewu.

Ta sprawa ma więcej zwrotów akcji niż można sobie wyobrazić. Spójrz na ciebie z 

tym twoim imieniem i znajdź kogoś takiego w prawdziwej powieści kryminalnej, 

albo Jack Leeds, bohater tego filmiku z telewizji, prawdziwy kawałek Ameryki.

Mówił  o  tym okropnym materiale  z mózgiem  Karen latającym wokół klatki piersiowej 

Jacka, kiedy jej mąż ją zastrzelił. Miałam chwilowy zawrót głowy, ale McClanahan jeszcze 

nie skończył.

A   ty   jesteś   po   prostu   bocznym   wątkiem,   Mam,   na   myśli,   patrz.   Jedna   z 

podopiecznych zostaje zamordowana w biurze terapeutki. To niesamowite. Ta sprawa 

jest do góry nogami. Kiedy sprawa się skończy, a ja wydam moją książkę, pomyśl ile 

kobiet   dowie   się   o   tym,   jak   to   jest   być   nękanym!   Pomyśl   o   tych   wszystkich 

informacjach, jeśli to się kiedyś im przydarzy.

Ty nie przekazujesz informacji kobietom w Ameryce, o tym jak się zachować w 

takiej sytuacji – powiedziałam – Ty zarabiasz pieniądze na cudzym nieszczęściu.

Nie – powiedział i po raz pierwszy mogłam powiedzieć, że był już zły – To nie to. To 

wspaniała historia. Tamsin jest zwykłą kobietą w wyjątkowej sytuacji. Prawda o niej 

powinna zostać opowiedziana.

Nie znasz prawdy, nie wiesz co się naprawdę dzieje.

Położył ręce na żółtej podkładce z klipsem leżącej na biurku i pochylił się nad nim, jakby 

strzegąc jego zawartości. Skupił się na mnie. 

Ale   jestem   bardzo   blisko.   Jestem   tu,   pracuję   przy   dochodzeniu   w   sprawie 

morderstwa, które miało miejsce w biurze Tamsin! Śmierć tej zamordowanej kobiety 

stanowi   ważny   moment   w   życiu   Tamsin.   Czy   można   być   bliżej?   -   był 

zaczerwieniony z podniecenia, butelkowo – zielone oczy świeciły radością.

Miałam wiele rzeczy do powiedzenia, ale żadna z nich, ani nawet wszystkie razem, nie 

zrobiłyby wrażenia na tym człowieku. Miał zamiar zniszczyć moje życie. Po raz kolejny 

background image

pomyślałam o zabiciu go. 

Założę się, że tak wyglądasz, zanim pociągniesz za spust – powiedział zjadając mnie 

wzrokiem.   W   tej   niekończącej   się   chwili   czułam   się   jak   obnażona   przed   tym 

człowiekiem.

Słuchaj – powiedział - Bądź cicho, pozwól mi się koło tego kręcić, a zostawię cię w 

spokoju. 

Spojrzałam na niego. Targujemy się?

Pracuję uczciwie jak każdy inny policjant na ty posterunku. Naprawdę pracuję, a nie 

tylko pogrywam sobie. Jeżeli pozwolisz mi doprowadzić tą historię do końca... jesteś 

w domu.

Mam ci wierzyć, że jesteś szczery?

Udawał, że się skrzywił.

Ała. Prawda jest taka, że zrobiłem dla Tamsin więcej niż jakikolwiek inny policjant 

mógłby   kiedykolwiek   zrobić.   Nie   zdajesz   sobie   sprawy,   ale   kupiłem   ten   dom, 

ponieważ jest obok domu Tamsin i Cliffa. Obserwuję. Zawsze, gdy Tamsin jest w 

domu, a ja nie jestem w pracy, obserwuję.

Pozwól, że ujmę to wprost – powiedziałam – Też ją śledzisz?

Zaczerwienił się głęboko. Nigdy nie spojrzał w ten sposób na to co robi, mogę się o to 

założyć.

Obserwuję ją – powiedział.

Czekasz, aż ktoś przyjdzie i ją dorwie.

Wstałam i wyszłam z domu.

Pamiętaj! - zawołał za mną – Jeśli ja zachowam swoja pracę, ciebie w książce nie 

będzie.

Poszłam prosto do Clauda. Byłam w zawieszeniu, czasie od chwili trafienia pocisku 

do   momentu,   gdy   zaczyna   się   odczuwać   ból,   okresie   karencji,   gdy   rzeczywiście 

czujesz oszołomienie, ale wiesz, że nadchodzi coś strasznego (przynajmniej to było 

to, co niektóre ofiary postrzałów mi powiedziały). Gdybym zaczekała, mogłabym 

przyjąć ofertę Gerrego McClanahana. Nie mogłam sobie pozwolić na zawahanie. 

***

background image

Stary   dom,   tymczasowa   siedziba   posterunku   policji,   wyglądał   na   szczególnie 

samotny w deszczu. Byłam taka mokra, że ponowne wyjście nie stanowiło problemu. 

Weszłam  na  posterunek  policji.  Woda  lała  się  strumieniami  z  moich  włosów,   ku 

ucieszcie recepcjonistki. Poszła do biura Clauda, po tym jak o niego zapytałam i 

zaprowadziła mnie po krótkiej konsultacji. Dała mi również ręcznik. Nie wiedziałam 

co wycierać najpierw, ale po tym jak wytarłam twarz i włosy, zaczęłam schodzić 

ręcznikiem w dół. Potem rozłożyłam ręcznik na niewygodnym krześle naprzeciwko 

biurka   Clauda   i   usiadłam   na   nim.   Claude   przybrał   zawodową   minę,   poważną   i 

dosadną, a ja swoją zwykłą, obojętną i równie dosadną. Byliśmy po prostu dwojgiem 

twardych   ludzi,   tam,   w   tym   małym   biurze,   a   ja   miałam   powiedzieć   mojemu 

przyjacielowi   Claudowi   kilka   brutalnych   rzeczy.   Zanim   coś   powiedziałam, 

zamarzyłam   sobie,   by   być   na   tyle   bogatą   by   zapłacić   komuś   by   przyszedł   tu   i 

powiedział   Claudowi   te   wszystkie   nieprzyjemne   wiadomości.   Nadal   nie   byłam 

zdecydowana czy chcę rozmawiać o Alicii Stokes. W końcu przekazałam mu tylko 

wieści o Gerrym McClanahanie. Jeśliby Claude trochę bardziej się postarał, mógł się 

dowiedzieć o obsesji Alicii Stokes. A może wiedział. Może potrzebował jej bardziej 

niż dbał o jej dziwactwa. Powiedziałam sobie, że nie chciałam przekazać Claudowi 

tylu złych wiadomości w tym samym czasie. 

Więc – zagrzmiał Claude,  gdy skończyłam  –  Mój najnowszy oficer jest  znanym 

pisarzem?

Skinęłam głową.  

On   jest   wykwalifikowanym   oficerem   policji,   prawda?   Mam   na   myśli,   że   jego 

referencje są w porządku.

Te słowa były łagodne, nie wskazujące na to, że Claude był naprawdę solidnie wściekły. 

Tak, on jest zawodowym oficerem policji. Powiedział mi, że przerwał prace na kilka 

lat, żeby podróżować za jakieś pieniądze, które odziedziczył.

Claude obrócił krzesło by spojrzeć na kapiący świat. 

Nie było go w ewidencji – Claude gapił się na cholerne okno przez dłuższą chwilę – 

I on zamierza pisać o zabójstwie Saralynn Kleinhoff?

Pisze książkę o nękaniu Tamsin Lynd. 

To był kolejny szok dla Clauda, który przetarł twarz dłonią.

Więc, nigdy nam o tym nie powiedziała, a ja nie wiedziałbym o tym po dziś dzień, 

background image

gdyby Detektyw Stokes nie pamiętała z poprzedniej pracy, że Tamsin Lynd była 

nękana już przez jakiś czas. Na tyle długi aby było to zauważalne. 

Według McClanahana, tak. On mówi, że dwa razy się przeprowadzała.

A on, kimkolwiek jest, podąża za nią.

Alicia Stokes ma swoją teorię na ten temat.

Tak,  Alicia   uważa,   że   Lynd   sama   robi   te   wszystkie   rzeczy.   Puściła   mi   taśmę   o 

podobnych przypadkach, do których doszło kilka lat temu, o kobietach, które same 

sobie robiły takie rzeczy. Same rozsmarowywały obornik na własne drzwi, rzucały 

bomby dymne na ganek, wysyłały sobie listy pełne gróźb i nienawiści. 

Nie   mogłam   pomóc,   ale   uświadomiłam   sobie,   że   Tamsin   była   w   sali   konferencyjnej, 

podczas gdy mordowano Saralynn, a atak na Janet byłby bardziej wytłumaczalny, gdyby 

dokonała go Tamsin. Próbowałam sobie wyobrazić, jak Tamsin przybija Saralynn do ściany, 

ale po prostu nie mogłam, ale wiedziałam lepiej niż ktokolwiek inny, że to, co może tkwić w 

środku człowieka jest nieprzewidywalne. Jednak... Pokręciłam głową. Po prostu nie mogłam 

sobie tego wyobrazić. Nie chciałam. 

Lily, czym on ci zagroził?

Co?

Powiedziałaś McClanahanowi, że przyjdziesz tutaj?

Tak.

Nie starał się ciebie zatrzymać?

Nie odpowiedziałam.

Wiem, że to zrobił, Lily. Nie kłam.

Odrętwienie   odeszło,   a   pytanie   Clauda   zwróciło   moją   uwagę   na   moje   rany.   Ból   mną 

wstrząsnął.   Zdałam   sobie   sprawę,   całkowicie,   że   moje   nowe   życie   się   skończyło. 

Prawdopodobnie Jacka również. Mieliśmy przejść przez całą sprawę jeszcze raz, oboje. Nie 

byłam pewna, czy byliśmy na tyle silni by to znieść. Patrząc w dół na moje złożone na 

kolanach ręce, powiedziałam mu. Po chwili milczenia Claude powiedział:

Niech go diabli.

Amen – powiedziałam.

Siedzieliśmy w milczeniu.

Co z powiedzeniem o tym Tamsin? - zapytałam.

background image

Claude potarł palcem powierzchnię odznaki.

Lily,   idź   do   domu   i   odpocznij   –   powiedział   w   końcu   -   Nie   jesteś   za   to 

odpowiedzialna. Przykro mi, że to ja jestem odpowiedzialny, ale tak jest. To jest ktoś 

kogo ja zatrudniłem, obserwuje ją.

Ale nie nielegalnie – powiedziałam po namyśle - pozostaje na swojej własności. On 

nie   zgrzeszył.   On   po   prostu...   Obserwuje   życie   Tamsin   Lynd.   Z   bezpiecznej 

odległości. 

Nie komunikuje się z nią, ani jej nie straszy? - zapytał Claude, ostro rozmyślając. 

Nie. On po prostu patrzy i czeka na to co jeszcze jej się przydarzy – nie mogłam nic  

na to poradzić i zadrżałam.

Może powinienem powiedzieć jej mężowi, Cliffowi. 

Cliff   Eggers,   transkryptor   materiałów   medycznych?   Nie   wydaje   mi   się   żeby   to 

przyniosło coś dobrego. 

Mnie też. Cóż, Lily, jestem pewien, że Jack mnie dorwie i pobije jeśli nie pójdziesz 

do domu odpocząć. 

Z jakichkolwiek powodów, chciał żebym poszła. Nie było już nic co mogłam powiedzieć 

lub zrobić. Musiałam po prostu siedzieć i czekać, aż konsekwencje spadną na mnie. Nie 

mogłam nic zrobić aby zatrzymać to co się wydarzy. Poprzysięgłam sobie, że już nigdy w 

życiu nie będę bezradna. W końcu po to zaczęłam trenować i byłam czujna. A teraz znów 

jestem ofiarą. Czułam się bardzo zmęczona. Zwróciłam po drodze ręcznik w recepcji, a gdy 

wróciłam do domu, byłam szczęśliwa biorąc prysznic, jeszcze bardziej się mocząc, a potem 

włożyłam   suche   ubrania.   Siedziałam   w   mojej   ulubionej   półleżącej   pozycji,   po   tym   jak 

włączyłam jeden z wypożyczonych filmów i już na zwiastunach zasnęłam. Ktoś mnie złapał 

za rękę, a ja ją wyrwałam. 

Co? Przestań – mruknęłam ciężko przez sen.

Lily! Lily! Obudź się!

Jack? Co ty tu robisz? - skupiłam się na nim z małymi trudnościami. Nie byłam 

przyzwyczajona do drzemania i uznałam, że jest to niezgodne ze mną. 

Dostałem telefon – powiedział twardo, zaciśniętym gardłem – Powiedziano mi, że 

lepiej żebym szybko wrócił, bo masz kłopoty.

Kto tak powiedział?

background image

Ktoś, kto nie chciał się przedstawić. 

Wszystko ze mną w porządku – powiedziałam, trochę zmieszana, ale nadal pewna, 

że wszystko ze mną okay – Po prostu zasnęłam kiedy wyszłam z biura Clauda. Nie 

byłeś... będziesz naprawdę wściekły jak ci powiem co się stało. 

To musi być coś, przez co zaspałaś na zajęcia karate – powiedział Jack. Spojrzałam 

za niego na zegar. Była siódma trzydzieści. Spałam około dwóch godzin, co mnie 

zdumiało. Mogłam zliczyć na palcach jednej ręki ile razy się zdrzemnęłam w ciągu 

dnia, w dorosłym życiu. 

Jak się czujesz?

Całkiem dobrze – powiedziałam – Pozwól, że się trochę odświeżę. Mam w ustach 

jakoś gumowato. Nie mogę uwierzyć, że zasnęłam. Gdy wróciłam z łazienki byłam 

już rozbudzona i czułam się znacznie lepiej. Umyłam twarz, wyszczotkowałam zęby 

i uczesałam się. Jack spojrzał już spokojniej, ale był wściekły. Ten feralny telefon 

nieźle go zdenerwował. 

Czy próbowałeś do mnie dzwonić zanim rzuciłeś się do powrotu z Little Rock?

To   pomogłoby   rozwiązać   zagadkę,   kto   do   niego   dzwonił   i   ulżyć   zdenerwowaniu.   Jack 

wyglądał na winnego.

Raz.

Brak odpowiedzi.

Brak.

Czy dzwoniłeś na komórkę?

Tak.

Wzięłam ją ze stołu i spojrzałam. Była wyłączona.

Dobra, pozwól, że ci powiem gdzie byłam.

Mogłabym zwymyślać Jacka za to, że wrócił do Shakespeare pod presją moich poważnych 

kłopotów, fizyczną i psychiczną. 

Byłam na policji.

Ciemne brwi Jacka uniosły się. 

Naprawdę?

Teraz był zdeterminowany by nie przeszkadzać.

Tak, byłam tam z powodu tego nowego policjanta.

background image

Rudy facet? - nie było wiele rzeczy, których Jack by nie zauważył. 

Tak, okazuje się, że to Gerry McClanahan, dobrze, ale prawdą też jest, że to pisarz 

kryminałów, Gibson Banks.

Och, nie – Jack stał przy oknie, patrząc w ciemność, a teraz usiadł obok mnie. 

Zamknął na chwilę oczy oceniając, jakie to może nam wyrządzić szkody. Kiedy je otworzył, 

wyglądał, jakby był plutonem egzekucyjnym.

Boże, Lily, będzie bardzo źle, wszystko zacznie się od nowa.

Nie   za   nami   przyjechał.   Jesteśmy   dla   niego   tylko   bocznym   wątkiem.   Czymś   co 

napotkał przypadkowo.

Nie potrafiłam ukryć goryczy.

Jack spojrzał na mnie tak, że lepiej nie zwracać na to uwagi, więc powiedziałam mu krótko i 

zwięźle, co Gerry McClanahan vel Gibson Banks mi zaproponował i co z tym zrobiłam. 

Mógłbym go zabić – powiedział Jack. Spojrzałam mu w twarz i uwierzyłam w to – 

Nie mogę uwierzyć, że ten skurwiel złożył ci propozycję.

Kiedy Jack był zły, wściekał się na całego, nie było wątpliwości. Był wściekły. 

Mam zamiar teraz iść i porozmawiać z nim.

Nie, proszę Jack – wzięłam go za ręce – Nie możesz tam iść wściekły. Poza tym 

może być na patrolu – Miałam przebłysk pomysłu, coś o Jacku i jego nerwowym i 

impulsywnym   charakterze,   ale   ze   względu   na   pilność   sytuacji,   nie   zdążyłam   go 

zarejestrować. 

Więc znajdę go w samochodzie – Jack wyjął ręce z mojego uścisku. Wiedziałam, że 

moja ciąża uczyniła Jacka głuchym na pewne rzeczy, jak to, że jestem kobietą, która 

zdecydowanie umie o siebie zadbać.  A może dlatego, że nasze krótkie wspólne życie 

było zagrożone, wstrząsnęło nim tak strasznie. 

Możesz ze mną iść, jeśli się boisz, że zabiję drania – powiedział Jack odczytując 

mnie   poprawnie   –  Ale   mam   zamiar   porozmawiać   z   nim   dziś   wieczorem.   Znów 

poczułam,   jak   w   moim   mózgu   dzwoni   dzwonek,   ale   nie   potrafiłam   dokonać 

odpowiednich połączeń. Nie czułam się wystarczająco silna by iść do samochodu, a 

tym bardziej iść za pomysłem Jacka, do domu pisarza. Ale musiałam.

Okay, chodźmy – powiedziałam wstając. 

Wyciągnęłam mój tani płaszcz przeciwdeszczowy z małej szafy w salonie, a Jack wziął 

swój. Wzięłam swoją komórkę. 

background image

Musimy wziąć samochód – powiedziałam, starając się nie brzmieć tak chwiejnie, jak 

się czułam – Nie chcę iść w ciemnościach.

Jack nie dał się oszukać. Widziałam, że wie, że byłam słaba. Rzucił mi ostre spojrzenie 

kiedy wyjmował kluczyki do samochodu z kieszeni i wiedziałam, że nawet troska o moje 

dobre samopoczucie nie jest w stanie powstrzymać go od konfrontacji z pisarzem. Jack 

czekał ledwo trzymając w ryzach swoje zniecierpliwienie, dopóki nie usadowiłam się na 

siedzeniu pasażera i nie wyjechaliśmy. Nawet prowadził jak wściekły. W małym domku 

świeciło się światło. Do diabła, McClanahan był w domu. Bez względu na to, jak mnie dziś 

zdenerwował, chciałam by był na posterunku, albo na patrolu, wszędzie, tylko nie sam w 

domu. Wysiadłam z samochodu i poszłam za Jackiem chodnikiem do frontowych drzwi. 

Uderzył w nie tak, jak policjant, którym kiedyś był. 

Brak odpowiedzi.

Pisarz   mógł   wyjrzeć   i   zobaczyć   kto   przyszedł   i   postanowił   siedzieć   cicho.  Ale   Gerry 

wyglądał mi na człowieka, który rozkoszowałby się taką konfrontacją, tak, by mógł napisać 

o tym później. Jack zapukał ponownie.

Pomocy! - krzyknął męski głos z tyłu domu.

Pomóż mi!

Przeskoczyłam przez ogrodzenie wokół ganku i wylądowałam obiema nogami na ziemi, 

wstrząsając moimi wnętrznościami, które zaczęły się zwijać. O Boże, to boli. Dwukrotnie 

wciągnęłam ciążki oddech, podczas gdy Jack podszedł do mnie. Przystanął na sekundę, ale 

machnęłam ręką by poszedł pomóc osobie, która krzyczała. Byłam pewna, że muszę iść do 

domu umyć się i zmienić podkładkę. Czułam, że leci mi krew, ale ból ustąpił i poszłam za 

krzykiem, który słyszałam, na tyłach domu. Ledwo mogłam zrozumieć Jacka i... czy to był 

Cliff   Eggers?...   pochylał   się   nad   czymś   skulonym   w   ciemności,   w   rogu   żywopłotu, 

oddzielającego podwórko domu, który był z tyłu. Po prawej widziałam tył domu Tamsin, a 

łagodne światło oświetlało tylne drzwi. Był tam worek śmieci rozrzuconych na ziemi obok 

Cliffa, który był pokryty ciemnymi plamami. Widziałam Cliffa  tylko w ubraniach do pracy, 

a teraz Cliff nosił stary, biały T-shirt i stare, odcięte szorty. 

Nie podchodź bliżej, Lily – powiedział Jack – To jest miejsce zbrodni.

Przykucnęłam więc w wysokiej trawie, kiedy wyjmowałam komórkę z kieszeni. Rzuciłam 

background image

ją Jackowi, który wybrał numer. 

Mówi   Jack   Leeds.   Jestem   na   ulicy   Mimosa   1404   –   powiedział   –   Mieszka   tutaj 

człowiek, Gerry McClanahan, oficer policji, został zabity.

Usłyszałam pisk dyspozytorki przez telefon. Podniosłam się i pochyliłam nad schodami 

tylnego ganka, który był zadaszony. Był tam włącznik światła. Obróciłam go w górę i tylne 

podwórze zalała duża ilość światła. Gerry leżał na brzuchu, a pod jego głową była duża 

kałuża krwi.

Tak, jestem pewien, że nie żyje – powiedział Jack – pokazując kciukiem i palcem 

wskazującym podziękowania za włączenie światła.

Nie, nie będę go ruszał.

Jack wcisnął „zakończ” na klawiaturze telefonu i rzucił mi go z powrotem. Cliff, tęgi, duży 

Cliff, płakał. Przetarł oczy wierzchem dłoni, wpatrując się w ciało leżące przed nim na 

ziemi. Twarz miał wykrzywioną silnymi emocjami. Nie wiedziałam, która emocja dostanie 

nagrodę   za   dominację,   ale   zauważyłam,   że   szok   też   tam   był.  W  płocie   odgradzającym 

podwórka była duża dziura, a w niej leżał inny worek na śmieci, biały i rozdarty na górze. 

Wyszedłem wyrzucić śmieci – powiedział zapłakanym głosem – Usłyszałem jakiś 

dźwięk tutaj i przyszedłem sprawdzić.

Co mu się stało? - myślę, że powinnam się tego dowiedzieć. 

Ma wbity nóż – odpowiedział Jack. 

O mój Boże – powiedział Cliff, jego głos był nie więcej niż szeptem, noc wokół nas, 

basen  światła  z  tyłu  domu  Cliffa,   stał  się  obcy   w  mgnieniu  oka,   kiedy   wszyscy 

myśleliśmy o nożu i osobie, która go wcześniej dzierżyła. Mam szczególny lęk przed 

nożami. Przyłapałam się na przyciskaniu pod piersiami skrzyżowanych ramion by 

chronić mój brzuch. Czułam się najbardziej wrażliwa i przerażona od lat. Myślałam, 

że to dlatego, że mojej hormony podnosiły się i opadały, rozregulowane przez moje 

poronienie, które nadal mną wstrząsało, kiedy o tym pomyślałam. Wyprostowałam 

się i poszłam na frontowe podwórko. Patrząc w niebo, gdzie w chmurach była dziura, 

przez którą mogłam zobaczyć gwiazdy, zdałam sobie sprawę, że chcę iść do domu, 

zamknąć drzwi i już nigdy z niego nie wyjść. Miałam już wcześniej to uczucie. Teraz 

przynajmniej chciałam, żeby Jack zamknął się ze mną. To był postęp, jak sądzę. 

Słyszałam zbliżające się syreny. Wróciłam na moje poprzednie stanowisko. 

Gdzie jest Tamsin? - usłyszałam jak Jack zapytał Cliffa.

background image

W domu, pod prysznicem – powiedział Cliff – O Boże, to ją zabije.

Miałam straszną ochotę się roześmiać. Tamsin nie była tą, która nie żyje, jej biograf umarł 

koło jej domu. Zamiast pisać ostatni rozdział historii Tamsin, Gerry McClanahan sam stał 

kilkoma akapitami w niej. Czyż to nie poetycka sprawiedliwość? Ironia? Czy to kosmiczna 

równowaga wszechświata czy potworna boża kara? Nie miałam pojęcia, ale wiedziałam, że 

wzięcie prysznica byłoby dobrym pomysłem, jeśli miałoby się krew na rękach. Cieszyłam 

się, że nie ujawniłam Alicii Stokes Claudowi, bo on na pewno jej potrzebował tej nocy. 

Drugi jego detektyw był na wakacjach, a trzeci był w szpitalu ze złamaną nogą, zmiażdżoną 

feralnego popołudnia w domu mężczyzny, aresztowanego za posiadanie laboratorium do 

wyrobu narkotyków, na swojej farmie.  Pracownia została ustawiona w starej stodole, takiej 

ze zgniłymi deskami w podłodze, jak się okazało. Ciemna twarz Alicii Stokes była jeszcze 

trudniejsza do odczytania w dramatycznym świetle tylnego ganku.  Zastanawiałam się czy 

automatycznie przypisała winę Tamsin Lynd. Jej podejrzenia były dobre i zaraziła mnie 

nimi. Kiedy Jack i Cliff dostali rozkaz odsunięcia się od sterty na ziemi, widziałam, więcej 

niż   chciałam,   co   zostało   z  Gerrego   McClanahana.   Ubrany   był  w  szorty   i  T-shirt,   leżał 

zwinięty w kłębek, a na szyi miał straszną ranę, z której wystawał trzonek noża. Nie miał 

żadnych ran na swoich zaciśniętych rękach, albo przynajmniej ja ich nie widziałam. Nie 

trzymał broni. Kiedy staliśmy w maleńkim ogródku, znów się rozpadało. Na niebie była 

ciemna  masa chmur,  które  ugięły  się  pod swoim  ciężarem  i nasze  włosy  wkrótce  były 

mokre i oklapłe. Tak, jak rude włosy zwłok. Nie było to dobre dla miejsca zbrodni. Choć 

plastikowe namioty zostały ustawione tak szybko, jak to możliwe, jestem pewna, że były 

jakieś małe wskazówki na żywopłocie i   na podwórku, które zostały utracone. Przenośny 

generator prądu, zasilał lampy oświetlające każde źdźbło trawy lśniącym blaskiem, a ludzie 

zaczęli   się   schodzić   od   strony   ulicy,   aby   popatrzeć,   pomimo   deszczu.   Byłam   bardzo 

szczęśliwa,   że   powiedziałam   Jackowi,   że   pójdę   z   nim,   odkąd   Jack   był   w   morderczym 

nastroju, gdy mu wyjawiłam drugą tożsamość Gerregy McClanahana. Claude też o tym 

myślał. Mogłam się tego domyślić po tym w jaki sposób spoglądał na Jacka. Tych dwóch 

lubiących   się   wzajemnie   mężczyzn,   było   na   najlepszej   drodze   by   zostać   dobrymi 

przyjaciółmi, jakimi byłyśmy ja i Carrie, ale zawsze wiedziałam, że w Claudzie jest ta żyłka 

dzikości, która Jacka więcej niż jeden raz doprowadziła do upadku. Powiedziałam:

Byłam z Jackiem każdej sekundy gdy usłyszeliśmy jak Cliff krzyczy.

Wierzę, Lily – powiedział Claude, pozornie łagodnym głosem – Ale wiem dlaczego 

background image

przyjechaliście   tu   jako   pierwsi.   Ten   człowiek   mógł   wam   przysporzyć   wielu 

kłopotów. 

To dlatego Jack został wezwany – powiedziałam.

Co?

Opowiedziałam Claudowi i Alicii Stokes o anonimowym telefonie, który Jack odebrał w 

biurze w Little Rock. Trudno było powiedzieć czy detektyw Stokes mi wierzyła czy nie, ale 

założyłam, że Claude tak. Było by trochę głupio opowiadać takie historie, gdyby nie były 

prawdziwe,   odkąd   zapisy   rozmów   Jacka   można   było   sprawdzić.   Stokes   wydawała   się 

bardziej zainteresowana przesłuchaniem Cliffa Eggersa. Ktoś, kto szpiegował Tamsin nie 

był, oczywiście, w łaskach Cliffa, ale on wydawał się nie wiedzieć, że policjant prowadził 

podwójne życie. To była informacja, którą Claude zdawał się trzymać pod kapeluszem, 

przynajmniej na razie. Wkrótce musiało to wyjść. Najczęściej pisarze nie są celebrytami, jak 

gwiazdy filmowe, ale Banks był bardzo blisko osiągnięcia tego statusu. 

Cliff mówił Alicii (po raz trzeci), że po prostu wyszedł wynieść dwa worki śmieci i 

usłyszał jęk lub w każdym razie jakiś dźwięk, na tylnym podwórku, sąsiadującym z jego. 

Ten dźwięk, oczywiście, zmusił go do sprawdzenie tego. Gdybym była przedmiotem tylu 

zaciekłych ataków co Cliff i Tamsin, nie wiem czy byłabym  taka szybka do sprawdzania, 

kto   hałasuje.   Kiedy   Cliff   składał   swoje   wyjaśnienia,   Tamsin   wyszła   z   domu   owinięta 

szlafrokiem i z mokrymi włosami.   Jej szlafrok i włosy wyglądały lekko absurdalnie gdy 

przeszła  przez   tylne  podwórko   i   stanęła  pod  parasolem.   Przewidywalnie,   rozsypała   się, 

kiedy   się   dowiedziała   czemu   wszyscy   stoimy   w   deszczu.   Stokes   pokazała   jej   nóż, 

zamknięty w plastikowej torbie. 

Nigdy wcześniej go nie widziałam – powiedziała.

Czy znałaś oficera McClanahana? - zapytała Stokes twardo i zimno. Czy Stokes 

jeszcze nie wiedziała o sekretnej tożsamości funkcjonariusza McClanahana? Chyba 

nie. 

Tak, rozmawialiśmy przez żywopłot. To, że policjant mieszkał tak blisko sprawiało, 

że czułam się o wiele bezpieczniejsza! - powiedziała Tamsin, a ilość ironii uderzyła 

mnie.   Czułam   jak   wykrzywiają   mi   się   usta   i   musiałam   się   odwrócić   od   grupy 

skupionej na podwórku, składającej się w tej chwili z Alicii, Clauda, Cliffa, Tamsin i 

policjanta,  którego nie znałam.  Stokes wysłała Tamsin by stanęła obok mnie, by 

zrobić miejsce dla karawanu. Tamsin drżała.

background image

To jest tak blisko mojego domu, Lily. Najpierw Saralynn ginie w moim biurze, a 

teraz oficer McClanahan zostaje zabity tuż za moim domem. Muszę coś wymyślić, 

żeby ochronić siebie, ale nie mogę nosić pistoletu. Nienawidzę ich. 

Możesz dostać jakiś gaz pieprzowy w sprayu w sklepie Sneaky Pete w Little Rock – 

powiedziałam – Jest na ulicy Fontella – powiedziałam jej jak tam dojechać. 

Po całym deszczu, który spadł ostatnio, ciepło w nocy sprawiło, że atmosfera była niemal 

nie   do   zniesienia.   Im   dłużej   staliśmy   w   dusznej   nocy,   tym   mniej   byliśmy   skłonni   do 

rozmowy. Czułam jak pot spływa mi po twarzy i cieknie zagłębieniem między biodrami. 

Tęskniłam  za  klimatyzacją,    prysznicem.  Te  małe  rzeczy  zaczęły  przewyższać  rangą  te 

znacznie bardziej ważne, jak to, że człowiek zmarł kilka metrów dalej, człowiek, którego 

znałam. Zamknęłam oczy i oparłam się o ścianę domu, ale aluminiowy siding nadal był 

nagrzany po gorącym dniu, więc wyprostowałam się z powrotem. Tamsin wyglądała jakby 

odzyskała nad sobą kontrolę. Wyciągnęła grzebień z kieszeni i zaczęła rozczesywać włosy. 

Odezwała się jeszcze tylko raz, zanim ja i Jack mogliśmy odejść. Powiedziała:

Nie wiem jak długo jeszcze wytrzymam, żyjąc w ten sposób. Ten... terroryzm... musi 

się skończyć.

Skinęłam  głową,  ponieważ  brak reakcji byłby  nie do  zniesienia,  ale  nie wiedziałam  co 

odpowiedzieć.   To   się   nie   skończy   dopóki   nie   znajdą   źródła.   Jack   podszedł   do   mnie   i 

wyciągnął rękę. Choć było niemal zbyt gorąco, nawet dla takiego kontaktu, chwyciłam ją i 

kiwając   do   Tamsin,   wróciliśmy   do   jego   samochodu.   Byliśmy   zadowoleni   wracając   do 

domu, biorąc błogi prysznic, zakładając czyste rzeczy, wyciągając się w chłodnym łóżku, 

leżąc blisko siebie w klimatyzacji wystarczającej by było nam przyjemnie. Nie wiem co o 

tym wszystkim myślał Jack, ale ja bardzo się cieszyłam, że Gerry McClanahan nie będzie 

już pisał tej książki.  Jack i ja znów mogliśmy prowadzić nasze życia, nim będąc narażeni. 

Tamsin, przynajmniej na chwilę, nie była narażona na rozgłos, choć, jeśli kiedykolwiek 

zostanie odkryte, kto ją prześladuje, pojawi się kilka artykułów prasowych na ten temat. 

Ona i Cliff również na tym dobrze wyszli. Tylko Gibsonowi Banksowi i jego wydawcy 

wyrządzono trwałą krzywdę.

Mogłam z tym żyć.

background image

Rozdział 11

Następnego ranka pojechałam z Jackiem do Little Rock. Nie zniosłabym kolejnego 

dnia  siedząc  w  małym  domu  i  nic  nie  robiąc.   Musiałam  obiecać  Jackowi,   że  nie  będę 

wykonywać żadnych energicznych ruchów. Było ze mną absolutnie wszystko w porządku, a 

ja byłam rozdrażniona, coraz bardziej, ciężarem jego opiekuńczości. Ponieważ wracałam do 

obserwowania   Beth   Crider,   łatwo   było   przysiąc,   że   ograniczę   wysiłek.   Zaczynałam 

nienawidzić Beth Crider. Jack zakopał się w swoim biurze, żeby pozałatwiać formalności i 

odpowiedzieć na telefony. Przygotowałam się do akcji i pojechałam ponownie do dzielnicy 

Crider. Może powinniśmy kupić dom blisko niej? Może gdyby Jack pchał mój wózek w dół 

ulicy (chyba chodzi o to, że się zestarzeją pilnując tej Crider – tłum.), ona by się pomyliła i 

rzuciła laskę. Dziś będę przygotowana. Przywiozłam ręczny odkurzacz, różne rzeczy do 

czyszczenia,  wiadro plus  kilka  przyborów  ze  sklepu Sneaky  Pete.  Zaparkowałam  przed 

domem ze znakiem „Na sprzedaż” w ogródku, troje drzwi od Beth Crider i wysiadłam. Po 

tym jak wszystko poustawiałam, zaczęłam pracę. Po krótkim czasie pot ciekł mi po twarzy. 

Walczyłam z ochotą zdjęcia butów i skarpetek. Samochód Jacka nigdy nie był myty wolniej 

i   dokładniej.   Kiedy   potrzebowałam   wody,   brałam   ją   z   zewnętrznego   kranu.   Miałam 

szczęście, że woda nie była odłączona, ponieważ musiałam kilkakrotnie napełniać wiadro. 

Kiedy  Crider  wyszła przez swoje  frontowe  drzwi  z kopertą w  ręku,   otrzymałam  swoją 

nagrodę. Nie trzeba było być geniuszem, by wiedzieć, że zamierzała włożyć kilka listów do 

wysłania, do swojej skrzynki pocztowej. W tej okolicy były one postawione na końcach 

podjazdów. Siedząc plecami do niej, na siedzeniu pasażera, obserwowałam ją w lusterku 

wstecznym, polerując je środkiem do czyszczenia szkła. Sięgnęłam by włączyć kamerę, 

którą  miałam  ustawioną,   naładowaną  i  gotową.   Była  włożona  w  pluszową  pandę.   Była 

podparta i ustawiona tak, by kamera obejmowała tylko ten obszar, ponieważ Beth wysyła 

swoje listy zazwyczaj w tym czasie.   Wsunęła listy do skrzynki, zamknęła ją i podniosła 

czerwoną chorągiewkę. Potem zawahała się i widziałam, że patrzy na ziemię.

Dawaj, suko – wyszeptałam, polerując lusterko po raz drugi – Schyl się po to.

Spojrzała w tę i z powrotem, w górę i w dół ulicy. Byłam jedyną osoba na ulicy, do tego 

odwróconą   plecami.  Wtedy   przykucnęła,   giętka   jak   tylko   chciała,   by   podnieść   banknot 

dziesięciodolarowy,   poszarpany   i   przyklejony   obok   krawężnika.   Podrzuciłam   go   przez 

okno, jadąc w dół ulicy. Miałam nadzieję, że to będzie wyglądać tak, jakby poranna bryza 

background image

wywiała   niektóre   śmieci   z   samochodu   i   zostawiła   na   jej   podwórku.     Beth   Crider 

wyprostowała się i ruszyła z powrotem do domu. Przypomniała sobie by wznowić swój 

chód, kiedy była pięć kroków od schodów. Wiedziałam, że kamera wyłapie przejście z trybu 

krzepkiego   na   rehabilitacyjny.   Roześmiałam   się   wewnątrz   siebie.   Samochód   Jacka, 

natomiast, był już czysty. 

Spojrzał w górę, kiedy weszłam do jego biura, robiąc małe przejście z biznesmena i 

detektywa w mojego kochanka. Pandę miałam schowaną pod pachą.  

Zrobiłam to – powiedziałam, wiedząc, że brzmiałam dumnie, ale nie byłam w stanie 

pozbyć się tego z głosu.

Tak! - wystrzelił w górę i mnie przytulił – Zobaczmy!

Razem obejrzeliśmy film o pokusie Beth Crider.

Więc, co teraz będzie? - zapytałam.

Teraz,   United   Warehouse,   zwróci   się   do   Beth   Crider   i   poprosi   ją   o   obniżenie 

roszczenia, a ona prawdopodobnie to zaakceptuje. United da jej trochę gotówki, ona 

podpisze jakieś papiery i to będzie na tyle.

Nie będę jej ścigać?

Trzymanie się z dala od sądów oszczędza czas, pieniądze i rozgłos.

Ale ona oszukuje.

Oszczędność czasu i pieniędzy jest ważniejsza niż dochodzenie roszczeń w biznesie. 

Poza wyjątkowymi okolicznościami, kiedy publiczne ukaranie odpędza innych ludzi, 

mogących sprawiać kłopoty. 

Już nie byłam tak szczęśliwa.

To nie w porządku – powiedziałam, nie dbając o to, że brzmiałam ponuro.

Nie dąsaj się, Lily. Zrobiłaś kawał dobrej roboty.

Dąsaj?

Twoja   dolna   warga   unosi   się,   oczy   masz   zmrużone,   ręce   zaciśnięte   w   pięści   i 

kołyszesz   się   na   stopach.   Wyglądasz,   jakbyś   właśnie   dowiedziała   się   prawdy   o 

Świętym Mikołaju. To właśnie nazywam dąsaniem.

Więc, czy United Warehouse dużo ci za to zapłaci? - zapytałam, zmieniając układ 

warg, rozluźniając pięści i otwierając szeroko oczy.

Zapłacą. Dostaniesz procent, jak każdy stażysta.

background image

Poczułam   głęboką   ulgę.   Teraz   poczułam   się   lepiej   myśląc   o   moim   porzuceniu   pracy 

sprzątaczki. 

Chodźmy na lunch – powiedział Jack. Wyłączył komputer, po zapisaniu wyników 

pracy – Spotkamy się z Royem i ciotką Betty.

Starałam się cieszyć z lunchu z przyjaciółmi Jacka, ale ja po prostu nie znałam dwóch 

starszych detektywów na tyle dobrze, aby odczuwać osobistą przyjemność z przebywania w 

ich towarzystwie. Spotkałam ich oboje wcześniej i rozmawiałam z nimi kilka razy przez 

telefon. Kiedy prowadzono nas do ich stolika w restauracji Cracker Barrel (ulubionej Roya), 

pierwszą   dostrzegłam   ciotkę   Betty.   Z   jej   blaknącymi,   brązowymi   włosami,   ładnym 

garniturem i praktycznymi butami, Elizabeth Fry, wyglądała jak lubiona ciotka każdego z 

nas. Miała ten rodzaj pomarszczonej, dobrze wychowanej, uprzejmej twarzy, która wzbudza 

powszechne zaufanie. Jack mi powiedział, że Betty była jednym z najlepszych detektywów 

na południowym wschodzie. W tej chwili Betty opowiadała Royowi jakąś historię, która go 

rozśmieszyła. Roy nie uśmiechał się za dużo, szczególnie od czasu zawału. Mimo, że miał 

poczucie humoru, to bardziej skłaniało się ono do makabry. Kiedy usiadłam naprzeciwko 

niego, mogłam mu spojrzeć w oczy. Nie był wysoki.

Hej – powiedziałam.

Betty pochyliła się, by pogłaskać mnie po ręce, a Roy spojrzał wzrokiem skazańca.

Hej, kochanie, dobrze się czujesz? - sięgnął swoją krótką ręką i poklepał miejsce, 

które Betty pogłaskała.

Thelmie i mnie jest bardzo przykro.

Thelma była żoną Roya, której był oddany. Oczywiście, Jack powiedział im o poronieniu. 

Powinnam się tego spodziewać. 

Czuję   się   dużo   lepiej   –   powiedziałam,   bardzo   się   starając   nie   brzmieć   zimno   i 

sztywno. Zawaliłam.  Zauważyłam, że Roy i ciotka Betty wymienili spojrzenia.

Wymiana   prywatnych   doświadczeń,   nawet   z   bliskimi   przyjaciółmi,   w   miejscach 

publicznych, była nie dla mnie, nawet jeśli wiedziałam, że jestem niesympatyczna. 

Bardzo się wysiliłam.

Przepraszam, trudno mi o tym mówić.

To było bardziej prawdziwe, niż zdawałam sobie z tego sprawę, ponieważ poczułam łzy w 

oczach. Chwyciłam menu i próbowałam się na nim skupić. Uparcie rozmywało się. 

Lily przyłapała Beth Crider dziś rano – powiedział Jack. Wiedziałam, że to była 

background image

zmiana tematu i po wszystkich wykrzyknikach zauważyłam, że był zadowolony z 

tego. Po minucie lub dwóch doszłam do siebie i byłam w stanie wyglądać przyjaźnie, 

tylko tyle. Siedziałam tyłem do wejścia więc nie wiedziałam co sprawiło, że Roy 

zesztywniał i wyglądał na wściekłego przez chwilę lub dwie, po tym jak złożyliśmy 

zamówienia.

Cholera – powiedział pod nosem, a jego oczy śmigały z mojej twarzy na Jacka i z 

powrotem.

Nadchodzą kłopoty. - powiedział troszkę głośniej. 

Kto tam jest? - powiedział Jak tak, jakby bał się, że już zna odpowiedź. 

Ona – Powiedziała ciotka Betty, sugestywnym głosem.

Dlaczego, to jest stół prywatnych detektywów, nieprawdaż? – powiedział za mną 

głos młodej kobiety, z południowym akcentem, tak ciężkim, że można go było użyć 

do posmarowania bułki jak masłem.

A  niech mnie!  Nie zostałam  zaproszona.  A kogo  my  tu  mamy,  na moim  starym 

miejscu?

Beżowy, dobrze skrojony kostium, drgnął  za mną i spojrzałam w górę, by zobaczyć piękną 

kobietę, może kilka lat starszą ode mnie, stojącą przy stole. Patrzyła na mnie z fałszywą 

radością. Idealny makijaż, miodowe ramiona i potargane włosy, zostały zaprojektowane tak, 

by odwrócić uwagę od nosa, który był trochę za długi i ust, które były trochę za małe. 

Jesteś po prostu zbyt kosztowna – powiedział elegancki przybysz. Nikt nigdy nie 

nazwał mnie kosztowną, nawet moi rodzice.

Pozwól, że się przedstawię, ponieważ wydaje mi się, że Jack stracił język, swój 

wspaniały język – mrugnęła do mnie szelmowsko.

No, no, no, nie odważyłam się spojrzeć na Jacka. Wahałam się pomiędzy rozbawieniem a 

gniewem. Roy powiedział:

Lindsey, to jest Lily, Lily, Lindsey Wilkerson.

Skinęłam głową, nie wyciągając ręki. Gdybym to zrobiła, mogłabym stracić kilka palców. 

Nie często spotykasz ludzi, którzy rozsiewają wokół nieprzyjazne emocje w ten sposób. 

Pokazywanie rąk, tak przystępnie, było wielkim błędem. 

Droga stara Betty. Jak się masz? - zapytała Lindsey.

Dobrze,   dziękuję –  powiedziała „droga stara Betty”  głosem  wyblakłym jak stara 

farba. 

background image

Słyszałam, że pracujesz na własna rękę.

Płace za wynajem – powiedziała Lindsey od niechcenia. Miała przy sobie skórzaną 

torebkę, która kosztowała więcej niż dwa moje zestawy ubrań, które w większości 

były z Wall - Martu. Jej piękne buty miały dwucalowe obcasy i zastanawiałam się jak 

w nich chodziła. 

Lily, jak ci się podoba praca pod Jackiem?

Wzruszyłam ramionami. Była subtelna jak grzechotnik.

Ty   uważaj,   Lily,   Jack   ma   reputację,   że   nieźle   się   wygłupia   ze   swoimi 

współpracownikami – ostrzegła mnie Lindsey z udawanym niepokojem – Wtedy po 

prostu pozostawia ich wzburzonych i słabych.

Dzięki za radę – powiedziałam łagodnym głosem. Czułam jak Jack zrelaksował się, 

przedwcześnie.

Gdzie on  cię  znalazł?   - powiedziała.  Jej  południowy   akcent zaczął  drażnić  moje 

nerwy. „Ty” wychodzi „te”, a „gdzie” było obrzydliwie blisko „gdzia”. Nie w tej 

samej   piaskownicy   co   ciebie,   było   moja   pierwszą,   odrzuconą   odpowiedzią. 

Rozważyłam   opcję   nie   odpowiadania   w   ogóle.   Spojrzałam   jej   w   oczy.   Zaczęła 

przestępować z nogi na nogę i jej złośliwy uśmiech zniknął, ale zebrała się i byłam 

gotowa się założyć, że pojawi się znowu. 

Jack – powiedziała, pochylając się nad stołem, tuż przede mną. - Muszę do ciebie 

przyjść i zabrać kilka rzeczy, które zostawiłam. 

Jej gardło było wyeksponowane, tuż przede mną. Czułam jak moje palce zaciskają się na 

nożu, który trzymałam. W tym czasie, część mojego mózgu, która nie straciła nad sobą 

panowania, mówiła mi, że to nie w porządku zranić kogoś tylko dlatego, że jest starą suką. 

Nie sądzę żebym miał coś twojego – powiedział Jack. Kątem oka widziałam, jak 

zaciska ręce na krawędzi stołu – Nie mieszkam już w tamtym mieszkaniu.

Nie wiedziała o tym.

Gdzie się przeniosłeś?

Też jesteś detektywem? - zapytałam.

Dlaczego.. tak, kochanie, oczywiście, jestem – wyprostowała się i wiedziałam, że jest 

to dobry moment by spojrzeć na jej imponujący rozmiar miseczki.

Wtedy mogłabyś się dowiedzieć – jak również tego, że się pobraliśmy.

background image

Słuchaj, suko... - pochyliła się do przodu do mnie, wyciągając palec wskazujący. 

Ludzie wokół nas przestali jeść i słuchali. 

Moja ręka wystrzeliła w górę, jak strzała. Chwyciłam ją za rękę i wbiłam kciuk pomiędzy 

jej kciuk i palec wskazujący. Krzyknęła z bólu.

Puść mnie – syknęła. Nacisnęłam mocniej i puściłam. Łzy napłynęły jej do oczu, 

stała tam i pocierała rękę,  aż  zrozumiała,  że  stała  się śmieszna,  a  potem  zrobiła 

jedyną rzecz jaka była do zrobienia, wyszła. Ciocia Betty i Roy od razu zaczęli 

mówić o czymś innym, inni ludzie wrócili do swoich spraw, pozostawiając mnie i 

Jacka w jakimś kokonie. Podniosłam łyżeczkę z długą rączką i zaczęłam mieszać 

mrożoną herbatę. Była za słaba. Lubię coś więcej niż kolorowa woda.

Uh, Lily – zaczął Jack – Słuchaj, ja...

Zrobiłam zamaszysty ruch ręką...

Było, minęło.

Ale ona nie miała na myśli...

Było, minęło.

Później, kiedy ja i ciotka Betty rozmawiałyśmy o jakimś głośnym wyroku sądu, usłyszałam, 

jak   Roy   zapytał   Jacka   czy   naprawdę   miałam   na   myśli,   że   nigdy   więcej   nie   będziemy 

rozmawiać o Lindsey. 

Oczywiście – głos Jacka oscylował pomiędzy rozbawieniem a smutkiem.

To jest kobieta jedna na milion – powiedział Roy – Nie robi zamieszania o każdy 

drobiazg.

Ty to powiedziałeś – Jack nie brzmiał na całkowicie zachwyconego. 

Później, kiedy zjedliśmy, zapłaciliśmy i wróciliśmy do samochodu Jacka, okazało się, że na 

lakierze widnieje długa rysa w dół. Spojrzałam na Jacka i uniosłam brwi.  

Domyślam   się,   że   to   ona   –   powiedział   –   Mściwość   to   jej   drugie   imię.   Lindsey 

Mściwa Wilkerson.

Skończy na tym?

Nie – w końcu spojrzał mi w oczy – Jeśli Betty i Roya by tam nie było, być może, ale 

ona jest dumna i dba o takie rzeczy w obecności świadków.

Jeżeli coś zrobi – powiedziałam – Pożałuje tego. 

Jack rzucił mi spojrzenie, ale w końcu niepokój na jego twarzy zastąpił uśmiech. 

background image

Nie mam co do tego wątpliwości - odpowiedział poczym pojechaliśmy z powrotem 

do   biura.   Segregował   i   sprzątał.   Dał   mi   kolejne   zadanie,   przy   komputerze   oraz 

wykład   do   przeczytania,   o   procedurach   rozliczeniowych.     Jako   pewnego   rodzaju 

uczta dla Jacka, w naszej drodze powrotnej do Shakespeare, zatrzymaliśmy się w 

Sneaky Pete, jednym z ulubionych przedsiębiorstw Jacka. Jack chciał powiedzieć 

petowi o sukcesie pandy z kamerą. Jak to często bywa, sklep był pusty od klientów, 

ale pełny towarów. Większość dochodów sklepu pochodziła ze sprzedaży wysokiej 

jakości kamer i systemów bezpieczeństwa dla domów, ale Pete Blanchard założył 

sklep z pomysłem, że będzie tam można kupić wszelkiego rodzaju drogie urządzenia 

nadzorujące.

Pete Blanchard nie wyrobił sobie jeszcze o mnie zdania, a i ja nie wiedziałam co o nim 

myśleć, więc nasze rozmowy były zazwyczaj niepewne i pośrednie. Przeważnie cieszyłam 

się   jak   Jack   lawirował   między   półkami   i   dobrze   się   bawił,   ale   Pete   czuł,   że   jego 

obowiązkiem jest zabawiać mnie, gdy Jack robił zakupy. Fakt, że Jack rzadko coś kupował, 

nie wydawał się przejmować Pete. Znał Jacka od kilku lat i lubił go. Za każdym razem gdy 

go widziałam, Pete miał na sobie ten sam rodzaj ubrania. Nosił koszulkę polo, spodnie 

khaki i adidasy. Wydawał się mieć kilka wersji tego stroju, ale jemu się podobało i to było 

to,   co   nosił.   A   ja   to   szanowałam.   Były   policjant,   Pete,   miał   zapewne   problemy   z 

dopasowaniem się do radiowozu, miał jakieś metr dziewięćdziesiąt pięć. Miał siwe włosy i 

wąsy, ale jego skóra w kolorze toffi miała tylko kilka zmarszczek, więc nie mogłam zgadnąć 

ile   miał   lat.  Tego   szczególnego   popołudnia   w   sklepie   pracował   syn   Pete.   Uczył   się   w 

collegu i zarabiał gdzie mógł. Washington Blanchard uważał się za mądrzejszego niż jego 

ojciec   i   znacznie   bardziej   wyrafinowanego.   Jack   powiedział   mi   kiedyś,   że   Wash,   jak 

mówiono na tego  młodego  człowieka,  uczy się  dobrze,  ale zbyt  długo.  Jeżeli tak  dalej 

pójdzie, ktoś mu umyje usta skarpetką, co nie byłoby pożądanym widokiem, jak powiedział 

mi błysk w oku Jacka.

Chociaż nie było to zapisane w moim kalendarzu, najwidoczniej dzisiejszy dzień był 

wyznaczony jako Dzień Walczących z Lily. Większość z mężczyzn odstraszam. Nie wydaję 

im się, nie wiem, kobieca lub coś. Zwłaszcza, jeśli wiedzą co mi się przydarzyło. Mała 

część mężczyzn, tych którzy byli jacyś ześwirowani, uruchamiali przy mnie tego świra. 

Wash Blanchard był członkiem tej małej grupy. Kiedy Pete pokazywał Jackowi okulary, 

którymi można było robić zdjęcia, Wash zapytał mnie   kim był kobieta zamordowana w 

background image

biurze Tamsin. Ta śmierć znalazła się w prasie w Little Rock głównie ze względu na jej 

dziwne okoliczności. Little Rock jako całość, starało się zapomnieć, że jest jeszcze w tym 

stanie coś na południe od niego. Nie sprawdziłam rano, czy śmierć Gerrego McClanahana 

pojawiła się   w prasie, ale pomyślałam, że nie, ponieważ to zdarzyło się tak późno. W 

każdym razie Wash nie podniósł tematu, więc tym bardziej ja tego nie zrobiłam. Wash 

chciał wiedzieć czy znałam ofiarę morderstwa, znalezioną w Centrum Zdrowia. 

Nie.

Nie może być wielu kobiet w Shakespeare, Lily.

Nie znałam jej.

Zastanawiałem się co ona robiła w tym budynku. Gazety nie wyjaśniły tego. 

Szła na spotkanie grupy wsparcia.

Wash był zdumiony. Powiedział:

Skąd o tym wiesz?

Wzruszyłam ramionami, ale nic nie powiedziałam.

Widziałaś ją? - zapytał. Wash miał bezmyślne pragnienie biernego słuchania o krwi i 

śmierci. Jeśli kiedyś zdarzy mu się zobaczyć to z bliska, straci je migiem.

Tak.

Jak wyglądała? Naprawdę była przybita?

Spojrzałam tęsknie na drzwi. 

Nie mów do mnie więcej – powiedziałam. Zaczęłam oglądać stojak z aparatami, 

takimi,   które   potrafią   wszystko   po   naciśnięciu   jednego   przycisku.   To   był   rodzaj 

aparatu dla mnie. Podobało mi się fotografowanie jako pomoc w pamięci i jako 

sztuka, ale nie byłam zainteresowana by się tym zajmować.

Bo jestem czarny, tak? - znów był przede mną, zdecydowany by mi przeszkadzać. 

Czasami ludzie nie rozumieją angielskiego.

To nie ma nic wspólnego z twoją skórą, tylko z twoim nieprzyjemnym charakterem – 

powiedziałam, trzymając głoś pod kontrolą, ale z ciągle rosnącym ciśnieniem. Wielki 

Pete wtrącił się. Czułam za sobą obecność Jacka.

Coś tutaj nie tak? - Pete starał się brzmieć spokojnie. 

Ona traktuje mnie jak śmiecia, ignoruje mnie i przezywa – powiedział Wash, ale jego 

głos nie był tak pełny sprawiedliwego gniewu, jak mógłby być. 

background image

Nie wyobrażam sobie jak Lily to robi – powiedział Pete. 

Wyjaśnianie. Ludzie zawsze chcą wyjaśniać. Pragnęłam wyjść bez słowa, ale było to jedno 

z ulubionych miejsc Jacka. 

Nie interesuje mnie opowiadanie o miejscu zbrodni, ani o tym jak ta kobieta zmarła. 

Ta, która zginęła w Shakespeare.

Pete spojrzał na syna. 

Wash, chcesz porozmawiać o trupach, to przypomnij mi, żebym pokazał ci kilka 

zdjęć tego, co widziałem w Wietnamie.

Masz zdjęcia, tato? - Wash brzmiał na zaskoczonego i szczęśliwego.

Wybaczcie nam, Jack, Lily. Wash i ja mamy kilka rzeczy do omówienia.

Jack i ja wyszliśmy pospiesznie. Starałam się pojąć, czy powinnam przeprosić Jacka, ale 

bez względu na to, z której strony by nie patrzeć, ta mała wpadka, nie była moją winą. 

Jednakże Jack się nie odzywał i zastanawiałam się czy był zły. 

- To naprawdę dziwaczne, nieprawdaż? – powiedział nagle Jack – Myślisz, że mili ludzie, 

tacy jak Pete i Marietta, jego żona, mogliby przekazać takie dobre geny swoim dzieciom i 

nic nie powinno pójść źle. A potem, spójrz na Washa. Musi się uczyć każdej rzeczy raz za 

razem, rzeczy, których nawet nie powinien się uczyć. Rzeczy, które powinien wiedzieć... 

instynktownie. 

Dokąd ta rozmowa prowadziła? Podążyłam na chwilę za tym tokiem myślenia. Genetyka. 

Dzieci okazywały się być inne niż ich rodzice. Okay.

Chcesz mieć dziecko Jack? - Unikaliśmy tej rozmowy odkąd straciłam dziecko.

W żaden sposób, Lily, nie wiem – oczywistym było, że tylko czekał, aż ja zacznę ten 

temat. 

Jeśli utrzymała byś dziecko, jeśli wszystko poszłoby dobrze, byłbym dumny, mając z 

tobą dziecko. Kiedy dziecko... - zawahał się.

Straciliśmy – dodałam.

Kiedy straciliśmy dziecko, myślę, że wiesz jak mnie to zasmuciło. Następnego dnia, 

może poczułem też małą ulgę. Jakie to by wprowadziło zmiany w naszym życiu, co?

Skinęłam, kiedy się odwrócił by sprawdzić moją reakcję.

Możesz mi powiedzieć jak się czujesz? - zapytał.

Tak jak ty.    

background image

Żadnych kombinacji?

Zaskoczyło mnie, że płakałeś. To sprawiło, że bardziej cię kocham. 

Jeśli zamierzaliśmy coś powiedzieć, to dlaczego by nie powiedzieć wszystkiego.

Nienawidzę patrzeć jak jesteś słaba i krwawisz. Wystraszyło mnie to śmiertelnie. No 

i z radością byłbym ojcem naszego dziecka.

Czy   kiedykolwiek   chciałeś   być   ojcem   dziecka   Lindsey   Wilkerson?   -   zapytałam, 

utrzymując  pokerową  twarz.   Zrobiłam  unik  przed  ręka  Jacka,   kiedy  machnęła  w 

moją stronę, bo byłam na to przygotowana.

Najlepszy na świecie argument na kontrolowanie urodzin – powiedział.

Nie roześmiałam się, ale uśmiechnęłam. Wyłapał to kątem oka i uśmiechnął się do mnie w 

ten niegodziwy sposób, który tak kochałam. 

***

Tamsin   i   Cliff   przyszli   tego   wieczoru.   Zadzwonili   najpierw,   a   ja   powiedziałam,   że   w 

porządku, ale nie powinnam była. Naprawdę nie chciałam ich widzieć, nie chciałam słuchać 

o skumulowanych kłopotach Tamsin, ale ona mi pomogła, więc byłam zobligowana by 

pomóc jej. Było to jarzmo, prawie nie do zniesienia. Nakazałam sobie, by nigdy więcej nie 

prosić o pomoc. Powinnam się wstydzić mojego niechętnego podejścia. Może nawet troszkę 

się wstydziłam, ale przebywanie teraz w pobliżu Tamsin było ryzykowne. 

Jak  się   czujesz?   -   pytanie Tamsin   wydawało   się   być  powierzchowne,   zwłaszcza, 

kiedy nawet na mnie nie spojrzała by wysłuchać odpowiedzi.

W porządku, a ty i Cliff? - wskazałam im krzesła i zaproponowałam coś do picia, jak 

należało zrobić. Jack zaproponował Cliffowi napój, a Tamsin zignorowała temat. 

Możesz   sobie   wyobrazić   jakie   to   dziwne,   znalezienie   tego   policjanta,   który   tak 

naprawdę był słynnym pisarzem? – powiedziała mi Tamsin.

Skinęłam. Mogła sobie wyobrazić. 

I wtedy przypomniałam sobie też tę kobietę, Detektyw Stokes.

Jack przeszedł koło mojego ramienia by wręczyć Cliffowi napój.

I Lily, chcę wiedzieć dlaczego ja?

Nie mogłam  uwierzyć,  że  dobrze słyszałam.  Tamsin Lynd,   ze wszystkich  ludzi,  pytała, 

bezspornie.   Czy   to   było   coś,   przez   co   przechodziły   niektóre   ofiary,   bez   względu   jak 

otwarcie i sprytnie były represjonowane? To nie mogła być prawda. I dlaczego zdecydowała 

background image

się   porozmawiać   o   tym   ze   mną?   Bo   byłam   Superofiarą?   Myślałam   przez   chwilę,   ale 

zdecydowałam, że nie mam innego wyjścia niż porozmawiać o tym z Tamsin. 

Dlaczego jesteś inna? - zapytałam ją.

Co masz na myśli?

A czy możesz nam zadawać to pytanie na zajęciach grupowych?

Zaczerwieniła się.

Rozumiem co masz na myśli.

Myślisz, że jesteś od nas lepsza, bo jesteś prześladowana,a nie zgwałcona?

Cliff   spojrzał   przerażony   i   zdenerwowany,   po   czym   machnął   ręką   jakby   chciał   mi 

zasygnalizować, żebym zwróciła na niego uwagę, ale posłałam mu tłumiące spojrzenie. 

Tamsin stawiła mu opór, Jack również był w pokoju, ale to była rozmowa między mną i nią. 

Oh,   Lily,   nienawidzę   tak   na   siebie   patrzeć   –   Tamsin   była   teraz   naprawdę 

zdenerwowana. Ale to było zdenerwowanie w bardziej inteligentny sposób.

Dlaczego nie ty, Tamsin? Co czyni cię lepszą lub nie do ruszenia?

Teraz rozumiem – odetchnęła – Załapałam. Ale wydaje mi się, że myślałam, że nie 

dlatego, że jestem lepsza, tylko, że nie jestem. Jestem za gruba, w średnim wieku, 

mam   pospolitą   i   mało   płatną   pracę.   Nie   ma   we   mnie   nic   wybitnego.   Czym 

przyciągam osobę, która jest tak zdeterminowana?

Jesteś bardzo wyjątkowa, kochanie – powiedział Cliff, desperacko gorliwym głosem 

– jesteś najbardziej słodką, łagodną, miłą...

Oh, Cliff – twarz Tamsin promieniowała wdzięcznością, ale i zrezygnowaniem.

Jesteś jedynym, który w to wierzy – dodała z lekkim uśmiechem. 

Nie miałam  zamiaru  siedzieć i  kąpać Tamsin w  komplementach.  W sumie miała rację. 

Lubiłam ją, trochę, doceniałam ją, ale w Tamsin Lynd nie było nic nadzwyczajnego, jak dla 

mnie... poza byciem ofiarą.

Właśnie   zostałaś   złapana   przez   Pazur   –   to   było   najlepsze   wytłumaczenie,   jakie 

mogłam wymyślić.

Pazur?

Wiesz,   ta  gra,   która  stoi  przy  wejściu  do Wall  –  Marta?  Ta,   do  której   wrzucasz 

monetę,  a  metalowy pazur obniża się  do  pudełka z  pluszowymi misiami  i może 

złapie, a może nie. To jest Pazur.

background image

Lily!   -   Tamsin   spojrzała   na   mnie   z   dziwaczną,   żartobliwą   ekspresją   –   To   jest 

najbardziej depresyjna filozofia o jakiej słyszałam. 

Wzruszyłam  ramionami.  Nie miałam  efektu Pollyanny  (efekt  Pollyanny  –  skłonność do 

szukania we wszystkim pozytywów – tłum.)

Pazur cię złapał, Tamsin, więc ty masz prześladowcę, a Janet nie, mnie zgwałcono, 

ciebie nie, Saralynn zamordowano, Carlę nie, pazur ją ominął.

Więc nie wierzysz, że boży plan rządzi światem?

Roześmiałam się. Jakiś plan, tak. 

Nie wierzysz, że większość ludzi rodząc się, jest dobrych?

Nie – Po prawdzie, wiedziałam, że niektórzy ludzie wierzyli w to, co jest całkowicie 

niewytłumaczalne. 

Tamsin spojrzała naprawdę przerażona.

Nie wierzysz, że dostajemy tylko tyle ile jesteśmy w stanie unieść?

Oczywiście, że nie.

Spróbowała jeszcze raz.

Czy wierzysz w ewentualne ukaranie złoczyńców?

Wzruszyłam ramionami.

Więc jak dajesz radę żyć? - Tamsin była smutna, ale nie tak osobiście smutna, jak 

była wcześniej.

Jak daję radę żyć? Z dnia na dzień, jak wszyscy. Kilka lat temu żyłam z godziny na 

godzinę. Przez jakiś czas z minuty na minutę.

Po co?

Cliff wyglądał jakby chciał być wszędzie, tylko nie tutaj. Ale zauważyłam, że Jack pochylił 

się do przodu by słyszeć co mówię. 

Najpierw, chciałam zabić... tych, którzy mnie zaatakowali – ostrożnie dobierałam 

słowa. Byłam tak szczera, jak potrafiłam – Nie potrafiłam też dodać moim rodzicom 

więcej nieszczęścia, umierając, ponieważ często myślałam o samobójstwie. Nigdy 

więcej strachu, nigdy więcej blizn, nigdy więcej rozpamiętywania.

Ale po czasie, zaczęłam się bardziej angażować w życie, w staranie się, by znaleźć 

sposób na to by przetrwać dni, jeśli nie noce, produktywnie, zrobić wzór działania, 

by przetrwać – wzięłam łyk z mojej szklanki z wodą. 

background image

Czy myślisz, że to jest to, co powinnam zrobić?

Nie wiem co powinnaś zrobić – powiedziałam, zdumiona, że ktoś mnie pyta o radę - 

Musisz   się   tego   dowiedzieć.   Zawodowo   doradzasz   ludziom,   jak   powinni   sobie 

radzić. Wydaje mi się, że to nie pomaga ci teraz. 

Nie – powiedziała głosem delikatnym i zmęczonym – Teraz nie pomaga.

Tylko częściowo dałam jej radę, tylko filozofię, którą pielęgnowałam.

Musisz żyć dobrze, by pokonać tego, kto ci to robi – powiedziałam – Nie możesz 

pozwolić mu wygrać.

Czy to jest sedno życia, by nie pozwolić mu wygrać? A co ze mną? Kiedy będę żyć 

dla samej siebie? 

Żyjesz dla siebie, całkowicie - powiedziałam jej. Wstałam by wyszła.

Myślałam,   że   wszystkich   ludzi,   którzy   znają   odpowiedź,   będziesz   miała   więcej 

współczucia.

Rzecz w tym, że to nie robi żadnej różnicy – spojrzałam Tamsin prosto w oczy – Nie 

ma   znaczenia   ile   współczucia   mam   dla   ciebie,   to   cię   nie   wyleczy   szybciej   lub 

wolniej. Nie jesteś ofiarą kosmicznej równowagi. Jest nas miliony. To nie umniejsza 

twojej osobistej walki. To tylko powiększa twoją wiedzę o bólu na świecie. 

Myślę – powiedziała Tamsin, kiedy ona i Cliff podeszli do drzwi – że powinnam była 

zostać w domu.

To zależy od tego, czego chcesz – zamknęłam za nimi drzwi. Widziałam twarz Jacka.

Co? - zapytałam, krótko i szybko.

Lily, czy nie uważasz, że mogłabyś troszkę bardziej...

Wrażliwa, uczuciowa, ciepła?

Cóż... tak. 

Powiedziałam jej  dokładnie tak, jak jest, Jack. Miałam lata na to, by o tym myśleć. 

Nie wiem dlaczego ludziom się wydaje, że są zawsze bezpieczni.

Jack uniósł brwi w zapytaniu. 

Pomyśl o tym – powiedziałam – Nikt nie oczekiwał, że będzie bezpieczny, aż do tego 

wieku, jeśli poczytasz książki historyczne. Pomyśl o tysiącach lat wcześniej, latach 

bez   przepisów   prawa,   rządzonych   mieczem.   Żadnego   powszechnego   systemu 

sprawiedliwości czy szczepionek przeciwko chorobom. Lordowie swobodnie zabijali 

background image

mężów, mężowie swobodnie gwałcili i zabijali żony. Porody często kończyły się 

śmiercią.   Żadnych   antybiotyków.   Tylko   tu   i   teraz   kobiety   są   wychowywane   w 

wierze, że są bezpieczne, a to jest fałsz. To nie prawda. To paraliżuje nasze poczucie 

zagrożenia, które ratuje nam życia.

Jack spojrzał oszołomiony. 

Dlaczego nigdy mi nie powiedziałaś, że tak się czujesz?

Po prostu nigdy o tym nie rozmawialiśmy.

Jak możesz nawet dzielić ze mną łóżko, jeśli tak bardzo nienawidzisz mężczyzn?

Nie nienawidzę mężczyzn, Jack – tylko niektórych z nich, resztą pogardzam – po 

prostu nie wierzę... nie, pozwól, że odwrócę to w druga stronę. Wierzę, że kobiety 

powinny być bardziej ostrożne.

To   był   najłagodniejszy   sposób,   w   jaki   mogłam   to   ująć.   Jack   otworzył   usta   by   coś 

powiedzieć, ale podniosłam rękę by go zablokować. 

Wiem, że to nie w porządku, ale powiedziałam tak dużo jak mogłam, jak na jeden 

wieczór. Czuję się jakbym wyciągnęła sobie wnętrzności  do wglądu. Możemy odtąd 

być cicho? Jeśli będziesz chciał, możemy porozmawiać jutro.

Tak, to by było okay – powiedział Jack. Wyglądał na trochę oszołomionego – Jesteś 

pewna, że chcesz dziś dzielić ze mną łóżko?

Chcę cię w moim łóżku każdej nocy – powiedziałam, zmuszając się do ujawnienia 

jeszcze jednego kawałka prawdy. Po raz pierwszy od mojego poronienia, tej nocy 

dałam mu dowód tej prawdy. Po długiej, słodkiej chwili, spaliśmy tej nocy plecy w 

plecy, czułam komfort jego ciepłej skóry, przez cienki materiał mojej nocnej koszuli. 

Nie   czułam   by   odwrócił   się   ode   mnie,   kiedy   nasze   plecy   się   stykały,   po   prostu 

byliśmy połączeni w specjalny sposób. Leżałam rozbudzona, rozmyślając, dłużej niż 

lubiłam.   Odkąd   byłam   na   fali   prawdy,   musiałam   przemyśleć   to,   czego   nie 

powiedziałam Tamsin i czego nie powiedziałabym nikomu innemu na świecie. Moje 

zdrowienie przyspieszyło kiedy zakochałam się w Jacku. Miłość też osłabia, sprawia, 

że jest się wrażliwym, ale siła, moc miłości... nadal mnie zdumiewały, kiedy o nich 

myślałam. Umarłabym za niego, pozwoliłabym się zranić, oddałabym wszystko co 

mam za jego szczęście, ale pewna część mnie nie mogłaby się dla niego zmienić. 

Były   to   cechy   i   postawy   wymagane   dla   mojego   przetrwania.   Wiedza   o   tym 

pozostawiała mnie z niespokojnym uczuciem, że pewnego dnia będę musiała w pełni 

background image

stawić temu czoła, bardziej szczegółowo. To sprawiało, że cierpiałam. W czasie snu 

Jack oddychał trochę ciężko, tak jak często to robił gdy zaskoczyłam go podczas 

seksu. Był to dźwięk nieskończenie pocieszający dla mnie. Słuchając go, zasnęłam.

background image

Rozdział 12

Następnego ranka obudziłam się z oczyszczonym umysłem i zrelaksowana. Zanim 

Jack wyszedł na spotkanie z klientem w Benton, porozciągałam się trochę i wykonałam 

kilka łagodnych ćwiczeń, które dobrze mi zrobiły. Po tym wszystkim, gdy ogólnie czułam 

się lepiej, zmieniłam pościel, ciesząc się czystym gładkim perkalem. Telefon zadzwonił, 

gdy akurat zastanawiałam się co zrobić następnego. 

Mówi Dani Weingarten – zaanonsowała się dzwoniąca. Potem nastała cisza.

Tak? - powiedziałam wreszcie. 

Dani Weingarten, pisarka sensacyjna – powiedział głos, niezbyt formalnie.

Tak?   -   Czytam   bardzo   mało   fikcji,   więc   jej   nazwisko   nie   było   dla   mnie   zbyt 

ekscytującym faktem, którego dzwoniąca nie wydawała się być świadoma.

Jestem narzeczoną Gerrego McClanahana – powiedziała w drodze wyjaśnienia.

Okay – prędzej czy później dojdzie do sedna.

Przylatuję jutro z Florydy, by zająć się ciałem Gerrego i zabrać je z powrotem do 

Corinth   w   Ohio...   jego   rodzinnego   miasta   –   dotychczas,     Dani   Weingarten,   nie 

przekazała mi ani skrawka informacji, które by mnie interesowały. Potem była długa 

pauza.

Słyszysz mnie? - zapytała, sprawdzając.

Nie wiedziałam, że to wymaga odpowiedzi.

Kolejna długa pauza.

Okay – powiedziała – Spróbujmy tak. Rozmawiałam z policją w Shakespeare i szef 

policji   polecił   cię   jaką   najlepszą   domową   sprzątaczkę   w   mieście.   Cokolwiek   to 

znaczy. Więc, jeśli masz czas, chciałabym byś poszła do domu Gerrego i zaczęła 

pakować jego rzeczy. Zapakuję je i zabiorę do siebie.

Prawie   się   rozłączyłam.   Spędziłam   wystarczająco   dużo   czasu   sortując   pozostałości   po 

śmierci. Ale pomyślałam o rachunku za szpital, który wkrótce przyjdzie i moim lepszym 

zdrowiu, więc powiedziałam, że mogę to zrobić. 

Klucz? - zapytałam.

Możesz go wziąć z komisariatu -   powiedziała Dani Weingarten. Jej głos brzmiał 

teraz łagodniej, jakby zużyła już wszystkie swoje siły – Powiedziałam im, że tak 

background image

będzie w porządku. Znałaś Gerrego?

Tak – powiedziałam – Trochę go znałam.

Mówił, że Shakespeare to fascynujące małe miasteczko – brzmiała, jakby była na 

granicy płaczu.

Dużo mówił o swojej pracy? - zapytałam ostrożnie.

Nigdy – powiedziała Dani Weingarten – Opowiadał tylko, kiedy pierwszy szkic był 

gotowy.

Czyli nie wiedziała, że byłam jedną z fascynujących rzeczy w Shakespeare. Dobrze. 

Zatrzymasz się w jego domu? - nie pakowałabym wtedy całej pościeli.

Nie, nie mogłabym tam zostać – jej głos stawał się coraz cięższy od zbierających się 

łez – Zatrzymam się w motelu. Jeśli macie jakiś motel w Shakespeare.

Mamy jeden. Nazywa się Best Western. Chcesz żebym zrobiła rezerwację?

Byłoby wspaniale – brzmiała na zaskoczoną i nie winiłam jej za to – Zamierzam 

wynająć samochód na lotnisku, powinnam tam dotrzeć około piętnastej trzydzieści.

Powiem im. 

Wiesz – powiedziała nagle – Ja w to po prostu nie wierzę – i odłożyła słuchawkę. 

Uwierzy, jutro. Zadzwoniłam do motelu po czym pojechałam na policję. Claude zostawił 

klucz   dyspozytorce   z   wiadomością,   że   policjanci   zakończą   czynności   w   domu   około 

jedenastej.   Będę   miała   dom   dla   siebie   po   ich   wyjściu.   Czułam   energię   na   myśl   o 

nadchodzących pieniądzach i czasie do zabicia, więc pojechałam do domu Whintropów. Stał 

koło   niego   tylko   samochód   Bobo,   żaden   inny.   Weszłam   wołając   go,   ale   nikt   mi   nie 

odpowiedział. Basen był pusty. Może poszedł gdzieś ze znajomymi. Obrzuciwszy wzrokiem 

niewiarygodny bałagan, wzięłam się do roboty. Było tyle do zrobienia, że nie wiedziałam od 

czego zacząć. W przypadku, gdyby Bobo spał na piętrze, postanowiłam skoncentrować się 

na parterze. Salon, kuchnia, pokój gier, łazienka, spiżarnia, główna sypialnia, główna szafa, 

główna łazienka, mała łazienka w przedpokoju, po pewnym czasie były czyste i lśniące. 

Kilka razy wydawało mi się, że słyszałam głos; może Beanie zostawiła włączone radio. 

Sprawdziłam,   ale   nic   nie   znalazłam.     Kiedy   zamknęłam   drzwi   do   szafy   (ze   świeżo 

wypolerowanym   lustrem),   zaczynałam   odczuwać   lekkie   zmęczenie.   Cóż,   znaczne 

zmęczenie, ale odeszło na myśl o przerwaniu przed skończeniem. Zastanawiałam się, co by 

było   gdybym   uprościła   sobie   pracę   na   piętrze.   Kiedy   zaczęłam   wchodzić   na   górę, 

usłyszałam   nad   sobą   dźwięk.   Spojrzałam   w   górę   by   ujrzeć   bardzo   zaskoczoną   Janet 

background image

podążającą za równie zaskoczonym Bobo, idącym po schodach. Ponieważ Janet zapinała 

guziki   bluzki,   nie   było   możliwym   udawanie,   że   organizowali   swój   sklep   sportowy.   Na 

pewno byli zaangażowani w inne wspólne przedsięwzięcie. 

Uniosłam brwi.

Hej, Lily – powiedziała Janet, ściskając te słowa, jakby były tubką pasty do zębów. 

Patrzyła wszędzie, tylko nie na moją twarz, którą z trudem utrzymywałam neutralną.

Lily – powiedział Bobo – Ach, nie słyszeliśmy jak weszłaś. 

Jego twarz pokryła się szkarłatem z zażenowania. Jeśli patrzył by na niego każdy, tylko nie 

ja,   byłoby   to  dla  niego   łatwiejsze.   Janet   nie   wiedząc,   że  Bobo   żywił   do  mnie   niegdyś 

uczucia, nie obawiała się niczego. Zaśmiała się zaskoczona i przewróciła do mnie oczami.

No, myślę, że nie – byłam naprawdę zadowolona, że nie zaczęłam sprzątać najpierw 

na górze. Skinęłam delikatnie, bardzo starając się nie uśmiechać i zaczęłam iść w 

stronę schodów. Bobo wydawał się wyjść z szoku i poszedł za Janet przez salon. 

Przeszli   w   ciszy   do   kuchni,   a   potem   usłyszałam   jak   Janet   chichocze,   a   Bobo 

przyłącza się. 

Zaśmiałam   się,   gdy   znalazłam   się   bezpieczna   na   schodach.   Zdecydowałam,   że 

tandetnie byłoby z mojej strony gdybym poszła teraz do pokoju Bobo i zmieniła 

pościel. Sprzątnęłam więc łazienkę na piętrze, pozostawiając wszystkie trzy sypialnie 

tak, jak były. Beanie powinna się cieszyć, że w ogóle przyszłam. Nie sądziłam by 

Beanie złościła się o sypialnie dzieci. Mniejszy porządek jest lepszy niż żaden. 

***

Nieco później, po obiedzie i odpoczynku,   udałam się do domu Gerrego na ulicy 

Mimosa. Grzebanie w rzeczach zmarłych nigdy nie jest przyjemnością, ale ta sprawa 

miała znaczenie symboliczne. Jak zauważyłam podczas mojej poprzedniej wizyty, 

mebli   było   bardzo   mało.   Zastanawiałam   się   czy   były   wynajęte,   tak   jak   dom. 

Dyspozytor   na   policji   powiedział   mi,   że   jamniki   poszły   do   domu   z   oficerem 

Stuckeyem, który ma dwóch małych synów, więc wiedziałam że wszystko było z 

nimi   dobrze,   ale   jakkolwiek   ich   pozostawione   zabawki   wyglądały   na   bardziej 

zdewastowane, niż pozostawiony komputer Gerrego McClanahana. Przeszłam przez 

cichy   dom.   Wszystkie   pokoje   były   puste,   oprócz   frontowego   z   jego   wielkim 

biurkiem, kanapą, telewizorem i większej sypialni, ze zwyczajowym umeblowaniem. 

W szufladzie kuchennej była umowa najmu mebli, więc położyłam ją na wierzchu, 

background image

by   Dani   Weingarten   ją   zobaczyła.   Po   krótkim   przeglądzie   zauważyłam,   że   było 

niesłychanie   mało   do   spakowania.   Zadzwoniłam   do   ludzi,   od   których   Gerry 

McClanahan   wynajął   dom.   Nie  włączali  dzisiaj   radia  i   nie  słyszeli,   co   się   stało. 

Musiałam wysłuchać wiele krzyków i lamentów, zanim udało mi się zadać istotne 

pytania o to, do kogo należała pościel, garnki czy patelnie. Dowiedziałam się, że te 

rzeczy należały do Gerrego. Zastanawiałam się nad klatkami, które znalazłam za 

tylnymi drzwiami. Nie wydawały się wystarczająco duże dla jego psów, choć na 

pewno były używane. Mogłabym zapytać o to  Dani Weingarten, jeśli je rozpozna. 

Miałam pomysł na zorganizowanie dalszej pracy, więc poszłam do garażu, który był 

siedzibą   lokalnej   firmy   przeprowadzkowej   i   kupiłam   kilka   pudeł,   zatrzymując 

paragon, tak, by Pani Weingarten mogła mi zwrócić pieniądze. Włączyłam radio w 

wynajętym domu by mieć jakieś towarzystwo podczas pakowania ubrań zmarłego 

mężczyzny. Zazwyczaj nie lubię rozrywki. Ale ten dom był smutny. Chociaż minęły 

lata odkąd miałam jakieś zwierzę, prawie chciałam, by te małe psy były tam ze mną. 

Pakowanie ubrań McClanahana nie zabrało wiele czasu. Ostrożnie pakowałam jego 

mundur, zastanawiając się czy będzie w nim pochowany. Kim ten człowiek w końcu 

był? Policjantem czy pisarzem? Na pewno był badaczem. Były co najmniej trzy półki 

książek dokumentalnych, jak Dar Strachu Gavina de Beckera, Morderstwo: Rok na 

zabójczych   ulicach  Davida   Simona.   Spojrzałam   na   książkę   Beckera   tłumiąc 

parsknięcie. McClanahan nie czytał jej wystarczająco dokładnie: nie wystraszył się, 

kiedy powinien był.  Jedyną rzeczą, której byłam pewna o jego śmierci było to, że 

widział jak  nadchodzi i  jej  nie rozpoznał.  Trio  książek aktualnie  rozłożonych  na 

biurku, było bardziej niepokojące. Były cieńsze i miały naukowy wygląd, jak książki, 

których nie można dostać w zwykłym sklepie, chyba, że na zamówienie. Ta leżąca na 

górze   została   zatytułowana  Psychologia   dwojga;   Wybór   partnera   przez   Lauren  

Munger  i   cieńsza   czarno-niebieska,   napisana   przez   Steva   Cobena,   zatytułowana: 

Patologiczne   pary:   duety   ze   złą   przeszłością.  Poczułam   błysk   wściekłości   tak 

intensywny,   że   musiałam   usiąść.   Pomimo   tego   co   powiedział,   ewidentnie   Gerry 

McClanahan,   zamierzał   pisać   o   mnie   i   Jacku.   Badał   nas.   Może   początkowo 

zainteresował   się   nami   jako   bocznymi   wątkami   historii   Tamsin   Lynd,   ale   to 

zainteresowanie ewoluowało. Wzięłam kilka głębokich oddechów, powtarzając sobie 

w kółko, że teraz już nic z tym nie można zrobić i spakowałam książki razem z 

background image

resztą. Znalazłam arkusz z biografią, przygotowany chyba przez jego publicystę, na 

którym Gerry naniósł małe poprawki tu i tam.  Zdobył nagrody i wyróżnienia, a jego 

książki zostały przetłumaczone na dwadzieścia różnych języków. Miałam inne rzeczy 

na   głowie,   gdy   przeglądałam   artykuł   w  The   People.  Czytając   strony   biografii 

zrozumiałam,   że   nie   będzie   już   furory,   gdy   okaże   się,   że   patrolowy   Gerry 

McClanahan jest również Gibsonem Banksem. Zastanawiałam się ile mielibyśmy 

czasu, zanim go zamordowano. Byłam pewna, że niedużo. Był tam plik notatek o 

innym projekcie. Gerry planował wstępnie pisanie książki o seryjnym mordercy z 

Minnesoty. To  naprawdę  byłaby  zmiana  tematu.   Dom   był  już  przeszukany   przez 

policję, a ja wiedziałam, że nie znajdę nic niezwykłego, czego już nie widziałam. 

Plus,   jeśli   policjanci   nie   zabrali   nic   ciekawego   ze   sobą,   ale   kiedy   podnosiłam 

długopis,   który   upadł   na   podłogę,   zobaczyłam   krawędź   żółtego   arkusza   papieru 

wydartego   z   podkładki   z   klipsem,   wystający   bardzo   nieznacznie   spod   biurka. 

Pamiętałam,   że  Gerry   miał   taką  podkładkę   przed  sobą   gdy   z  nim   rozmawiałam. 

Podkładka i komputer wydawały mi się w tej chwili przesadą. Dlaczego oba? Teraz, 

pochyliłam się i wyciągnęłam długopis oraz kartkę. Kartka pokryta była czarnymi 

zapiskami,   małym   charakterem   pisma.   Spojrzałam   na   nią.  Włączyłam  lampkę  na 

biurku by widzieć lepiej. To był dziennik osób wchodzących i wychodzących z domu 

Tamsin. Wydawało się, że u Tamsin nic się nie dzieje, przynajmniej w ciągu dnia. 

Para Lynd – Egger poszła do pracy, wróciła do domu. Różne światła zapalały się i 

gasły. Tamsin sprzątała na tylnym ganku, a Cliff spędził kilka minut w małej szafie 

narzędziowej przed gankiem, niedługo potem.  Kartka była datowana na dzień przed 

tym, jak Jack i ja słyszeliśmy krzyk Tamsin na frontowym ganku. Byłam pewna, że 

reszta   tego   dziennika,   która   była   straszna   sama   w   sobie,   została   zabrana   przez 

policję.   Może   Gerry   wyrwał   kartkę   i   miał   ją   wyrzucić   ponieważ   tego   dnia   nic 

ciekawego się nie działo. Miałam nadzieję, że pozostałe obserwacje miały większą 

wartość. Osoba prześladująca terapeutkę – ciężko było nie myśleć o tej osobie jako o 

pewnego rodzaju pomiocie zła, ponieważ był tak niewidzialny  - nie lubiła kiedy ktoś 

inny ich prześladował, jestem gotowa się o to założyć. Obsesja Gerrego na punkcie 

obsesji   prześladowcy,   doprowadziła   go   do   jego   własnej   śmierci.   Kiedy   po 

skończonej pracy zamknęłam za sobą drzwi, nagle zdałam sobie sprawę, że Gerry w 

końcu   musiał   odkryć,   kim   jest   prześladowca.   Miałam   nadzieję,   że   po   tym,   ile 

background image

poświęcił dla tej wiedzy, miał chwilę satysfakcji. Czy był bardzo zaskoczony... albo 

może twarz zabójcy była mu dobrze znana? Cieszyłam się, że po powrocie do domu 

mogłam   się   położyć,   ale   to   było   dobre,   byłam   zmęczona,   a   nie   wyczerpana. 

Obejrzałam kilka programów w telewizji: biografia aktora, o którym słyszałam tylko 

mimochodem, dokumentalny o CIA. Żenującym było uświadomić sobie, że obudził 

mnie dzwoniący telefon. 

Tak?

Lily – Jack.

Cześć.

Nie wrócę na noc do domu. Zamierzam od razu zabrać się za nowe zlecenie. Jeśli 

prezesowi spodoba się moja praca, będę miał od nich więcej zleceń. 

Co on chce żebyś zrobił?

Ona   –   czułam   się   zakłopotana   –   Ona   chce   żebym   zrobił   dokładne   rozpoznanie 

tożsamości   osób   ubiegających   się   o   pewne   delikatne   stanowisko   pracy   –   mówił 

ogólnie, bez konkretów, ale dla mnie było to w porządku. 

Odpoczywałaś dzisiaj? - zapytał Jack z podejrzeniem w głosie.

Cóż, zrobiłam dzisiaj parę rzeczy.

Wiesz co Carrie powiedziała, Lily!

Po prostu nie mogłam już tego wytrzymać. Musiałam coś zrobić, albo po prostu 

umrzeć z nudów. 

Lily, musisz słuchać lekarza.

Tak – powiedziałam, utrzymując łagodny głos. 

Kocham cię.

Wiem. Ja też cię kocham. Muszę iść Jack, ktoś jest pod drzwiami. 

Otwórz je rozmawiając ze mną.

Poszłam do drzwi i spojrzałam przez judasza, którego jack dla mnie zainstalował.

Wygląda jak Bobo.

Och, okay – powiedział Jack z ulgą. Przekrzywiłam głowę, kiedy otworzyłam drzwi. 

Jack,   który   czasami   był   zazdrosny,   nigdy   nie   załapał,   że   tak   naprawdę   nie   miał 

aktualnie o co być zazdrosny, jeśli chodzi o Bobo. Byłam wdzięczna za brak ostrości 

tego czym zainteresowany był ten konkretny Whintrop. Czasami czułam się strasznie 

background image

winna, gdy złapałam nieoczekiwany przebłysk uczuć do Bobo i poczułam fizyczną 

reakcję na jego widok. 

Pa, Jack – powiedziałam, a on odpowiedział, że zobaczymy się jutro. Wpuściłam 

Bobo do środka, ciekawa co ma mi do powiedzenia. Tym razem byłam bezpieczna 

przed – cóż, bezpieczna – kiwnęłam mu żeby usiadł i sama również to zrobiłam. 

Wszystko w porządku z …? - próbował trochę machać ręką, nie chcąc po prostu tego 

wypowiedzieć. 

Z tobą sypiającym z moją przyjaciółką?

Tak, z tym.

Oczywiście, Bobo. Masz więcej niż osiemnaście lat, Janet też – za nic na świecie nie 

powiedziałabym   mu   o   moich   bardzo   skomplikowanych   uczuciach.   Prawie   nie 

dopuszczałam ich do siebie. Ale jak to często robi, Bobo zaskoczył mnie. To dlatego 

nigdy   nie   straciłam   więzi   z   tym   nadzwyczajnym   złotym   chłopcem.   To   dlatego 

pomimo różnicy wieku i stylu życia, istnieje związek między nami. 

To nie tylko to, wiesz o tym – powiedział, widać było jego gniew, stał z napiętymi 

ramionami.   Wyciągnęłam   ręce   przed   siebie,   dłońmi   na   zewnątrz.   Chciałam   go 

zatrzymać,   nie   będziemy   teraz   rozmawiać   na   poważnie,   nie   tutaj.   Miałam   tego 

wystarczająco dużo poprzedniego wieczoru. Moja długa rozmowa z Tamsin Lynd 

nadal mnie uciskała.

Musisz mi powiedzieć, jeśli to prawda.

Nagle wszystko stało się jasne.

Słyszałeś, że jestem mężatką.

Tak. Czy to prawda?

Powiedz, że nie przespałeś się z Janet na złość.

Czy to prawda?

Tak, to prawda.

Jak długo?

Miesiąc.

Dlaczego trzymałaś to w tajemnicy?

To jest niczyja sprawa – powiedziałam, nie dbając o to, czy brzmiałam opryskliwie.

Ależ jest – powiedział – Jest. Powinnaś mi powiedzieć.

background image

Straciłam humor.

Dlaczego? Zamierzałeś się ze mną ożenić?  

Nie! Ale o zamężnej kobiecie nie powinno się nawet myśleć!

Więc, skoro jestem mężatką, jestem dla ciebie święta, nie możesz mnie pożądać.

Właśnie! Dokładnie tak!

Więc zakończmy to, tu i teraz. Jestem zamężna. 

Przestałaś o mnie myśleć? Wzięcie ślubu zmieniło coś? Znam cię. Wiem, że o mnie 

myślisz.

Bobo, to jest zbyt dziwne. Żadne z nas nie ma potrzeby myśleć o drugim. To jest złe.

A ty jesteś teraz mężatką. 

Tak.

Kochasz go?

Oczywiście, bardziej niż cokolwiek innego.

Ale...

Nie ma żadnego ale. Musimy to zamknąć. To koniec. 

Mówiliśmy to już wcześniej. Czy raczej ty mówiłaś.  

Chcesz mi powiedzieć, że zachęcałam cię do tego, byś myślał, że powinniśmy iść 

razem do łóżka?

Nie, tego nie powiedziałem. Mówię tylko, że widzę w twoich oczach, że wiesz, że 

gdybyśmy to zrobili, byłoby świetnie, że chcesz się ze mną pieprzyć, tak bardzo jak 

ja chcę się pieprzyć z tobą. 

Ale nie możemy tego zrobić, ponieważ po jakimkolwiek akcie seksualnym pozostają 

konsekwencje.

Wziął głęboki wdech.

To prawda.

Więc nie możemy więcej o tym rozmawiać.

Nie możemy – zgodził się powoli, mało przekonany. 

Nie   chcę   otworzyć   tych   drzwi   mając   siwe   włosy   i   znaleźć   się   nadal   o   tym 

gadającego. 

Zaśmiał się trochę.

Nie – powiedział – Muszę iść dalej ze swoim życiem.

background image

A ja i Jack z naszym.

Lily – powiedział. Wyciągnął rękę i pogłaskał mnie po policzku. 

Kochasz mnie trochę?

Tak – powiedziałam. Byłam mu to winna – Tylko trochę.

Zamknęłam drzwi.

***

Moje niezapamiętane sny musiały spowodować, że kręciłam się na łóżku, ponieważ 

następnego dnia obudziłam się zmęczona. Wzięłam filiżankę kawy na zewnątrz, na mój 

mały ganek i siedziałam słuchając ptaków. Mój krzew różany, pnący się po taniej kratce z 

boku ganku, był w rozkwicie. Wybrałam różę dla zapachu, a nie wyglądu, zamknęłam oczy 

by w pełni się nim cieszyć. Mój sąsiad, Carlton Cockroft, pomachał do mnie ze swojego 

ganku, a ja podniosłam rękę. Wiedzieliśmy, że jest zbyt wcześnie na rozmowę. Nasyp przy 

torach kolejowych pokryty był kwitnącymi chwastami wszelkich rozmiarów i rodzajów. Nie 

wiedziałam wiele o chwastach, ale mogę docenić ich wygląd i pracowitość. Widziałam 

motyla   i   małą   pszczołę,   latające   z   kwiatka   na   kwiatek.   Kiedy   miałam   już   tego   dość, 

rozłożyłam   lokalną   gazetę,   którą   znalazłam   na   końcu   podjazdu.   „MĘŻCZYZNA 

ZASZTYLETOWANY PRZEZ NIEZNAJOMEGO” – przeczytałam największy nagłówek. 

Zaczęłam czytać, zakładając, że jest to sprawozdanie z morderstwa Gerrego McClanahana, 

które miało miejsce zbyt późno, by opisać je we wczorajszym wydaniu. Zasztyletowanie 

jest rzadkie w Shakespeare, a jeśli zrobił to nieznajomy, prawie niespotykane. Najczęstsza 

odmiana   morderstw   w   Shakespeare   to   męskie   jeden   na   jednego   w   sobotnie,   wieczorne 

bijatyki   po   drinku.   Właśnie   kręciłam   głową   przewidując   co   będzie   zamieszczone   w 

wiadomościach  ogólnokrajowych o podwójnym życiu  Gerrego,  gdy mój wzrok wyłapał 

nazwisko w artykule.

„Cliff   Eggers   z   ulicy   Compton   1410   został   przewieziony   do   szpitala   wczoraj,   późnym 

wieczorem, po tym jak został ugodzony nożem przez nieznajomego, potwierdziła lokalna 

policja. Eggers, który od około roku jest mieszkańcem Shakespeare, powiedział, że szedł po 

zmroku do swojego samochodu, kiedy napastnik rzucił się na niego zza żywopłotu przy 

jego posesji. Napastnik zaatakował go od tyłu i uciekł. Skrępowany przez obandażowaną 

nogę, Eggers nie mógł za nim pobiec. Początkowo, Eggers powiedział, że nie zdawał sobie 

sprawy, że został ugodzony.

Czułem jakby mnie uderzył – powiedział Eggers – Zadzwoniłem do żony, a ona 

background image

wezwała policję.

Policjant,   Gerry   B.McClanahan,   został   zabity   prawie   za   domem   Eggersa   dwie   noce 

wcześniej (przeczytaj pokrewny artykuł na stronie numer 2)

W   naszym   sąsiedztwie   może   się   znajdować   obłąkana   osoba,   której   celem   jest 

domostwo Eggersa – powiedział Claude Friedrich, szef policji - Każdy dostępny 

policjant został oddelegowany do tej sprawy.

Zapytany, czy ma jakieś wskazówki w tej sprawie, Friedrich odpowiedział:

Nowe informacje napływają cały czas.

Eggers został wyleczony i wypuszczony ze Szpitala Regionalnego w Shakespeare. „

Stwierdziłam,   że   komentarz   Clauda   oznaczał,   że   nic   jeszcze   nie   wiedzą.   Carrie 

zadzwoniła do mnie poprzedniego wieczoru by podziękować mi za posprzątanie jej biura. 

Wiedziałam, że to ty – powiedziała – Bo zawsze tak fajnie układasz czasopisma – 

powiedziała też, że jej sprzątaczka niedługo wraca, ale nie wspomniała o Cliffie 

Eggersie. Nie mogła, oczywiście, teraz to rozumiałam. Nie mogła plotkować o pracy 

swojego męża, tak, jak nie nie mogłam o Jacka. Ucieszyłam się, jak zawsze, widząc 

stary samochód Carrie, zaparkowany na tyłach jej gabinetu. Często przychodziła w 

soboty by nadgonić papierkową robotę.

Nie ma nikogo w szpitalu? - zapytałam gdy weszłam tylnymi drzwiami.

Ani żywej duszy, możesz uwierzyć? - wyszła ze swojego gabinetu z kubkiem w ręce. 

Miała na sobie strój weekendowy czyli spodenki i T-shirt. 

Nawet Cliffa Eggersa? - zapytałam. 

Nie, krwawił jak zarzynana świnia, ale cięcie nie było głębokie. 

W którym miejscu miał przecięte? - zapytałam, ponieważ Carrie była w nastroju do 

rozmów. 

Z tyłu, dość dziwnie – powiedziała Carrie – To był zabawny rodzaj rany. Zaczynała 

się tutaj   – i  dotknęła  punkt tuż powyżej  mojej  talii,   na  lewo od  kręgosłupa –  a 

kończyła się tutaj – pokazała jak rana szła w dół do połowy mojego biodra – Głębsza 

przy końcu.

Czyli   jakby   cios   zadany   przez   innego,   niskiego   człowieka   –   powiedziałam   po 

przemyśleniu tego.

Tak, nieprawdaż? Nie wydaje mi się bym kiedykolwiek widziała ranę od noża, taką 

background image

jak ta. 

Może...   -   pomyślałam   przez   chwilę   –   Dobra,   co   jeśli   Cliff   sobie   szedł,   a 

nożownikowi   omsknął   się   nóż   –   podniosłam   rękę   z   wyimaginowanym   nożem   i 

machnęłam w dół po łuku – Więc jeśli Cliff odsunął się, koniec noża przeciął mu 

tylko biodro, a nie wbił powyżej kręgosłupa, tak, jak to miał na celu.

Być może, być może – powiedziała Carrie, patrząc z powątpiewaniem na moje plecy.

Oczywiście Cliff jest co najmniej dwadzieścia centymetrów wyższy od ciebie, ale 

nadal powiedziałabym, że napastnik musiał być niższy od Cliffa lub uklęknął, ale nie 

mogę sobie tego wyobrazić. 

Ja też nie mogłam, ale pomysł był ciekawy.

Co   robiła  Tamsin   gdy   to   wszystko   się   działo?   -   zapytałam,   starając   się   brzmieć 

zwyczajnie. Sądziłam, że skoro Tamsin i Carrie pracują w służbie zdrowia to się 

znają i miałam rację.

Powiedziała mi, że gotowała w kuchni – powiedziała Carrie, wciąż patrząc na moje 

plecy jakby na nich znajdowała się odpowiedź. 

Podejrzewam, że przybyła do szpitala razem z Cliffem?

O taa, tak zdenerwowana jak tylko się da. Nie wiem jak długo ona będzie w stanie 

wykonywać swoją pracę, jeśli wokół niej będą się działy takie rzeczy.  Mówiła coś o 

kolejnej przeprowadzce. 

Spojrzałam na Carrie.

Co miała na sobie?

Oh, nie wiem. Ah, parę starych jeansów i T-shirt, wydaje mi się.

Nie fartuch?

Nie. Albo jest jedną z tych kobiet, które nie gotują w fartuchu, albo go zdjęła zanim 

przyszła. Dlaczego?

Carrie zdawała sobie sprawę, że to dziwne pytanie.

Po prostu się zastanawiałam – ulżyło mi kiedy zadzwonił telefon, bo Carrie znów 

zanurzyła się w swoich obowiązkach. Nie chciałam tłumaczyć się Carrie, ani nawet 

przyznawać   do   tego,   że   Alicia   Stokes   zaraziła   mnie   swoimi   podejrzeniami. 

Zastanawiałam się czy moja terapeutka ugodziła swojego męża w plecy. Tęskniłam 

za Jackiem kiedy polerowałam zlew w damskiej łazience.  Tak łatwo było z nim 

omawiać takie rzeczy. Jego również wydawało się to cieszyć. Jack rozumiał ludzi 

background image

trochę   lepiej   niż   ja.   Ja   odpychałam   ludzi,   którzy   mieli   problemy   emocjonalne, 

wystarczy spojrzeć na bałagan pomiędzy Bobo i mną. Dobrze było się zamknąć i 

odepchnąć nasze wzajemne przyciąganie. Miałam nagły i bezprecedensowy błysk 

fantazji.   Wyobrażałam   sobie   jak   Beanie   Winthrop   dowiaduje   się,   że   Bobo   i   ja 

wzięliśmy   ślub   i   jak   każdego   ranka   witają   mnie   emocje   na   jej   twarzy.   Chociaż 

Beanie Winthrop miała kilka cech godnych podziwu, to nigdy się nie lubiłyśmy. 

Wydawało   się  to  prawie   warte   okłamania   jej   tylko   po   to   by   zobaczyć  jej   minę. 

Zastanawiałam się czy z jej jedynej córki, Amber Jean, wyrośnie dobra kobieta. Jej 

nastoletniość stawiała ją oczywiście na niepewnym gruncie. Tego ranka Amber Jean 

była   na   zdjęciu   w   gazecie,   pomagając   w   rozdawaniu   darów.  Akcję   dobroczynną 

prowadził   Kościół   Fundamentalny,   Kalwaria   Chrzciciela   i   Pierwszy   Kościół 

Prezbiteriański.  Wyglądała   na   zdjęciu   skromnie   i   delikatnie,   nie   jak   dziewczyna, 

która zdejmuje bluzkę przed grupą chłopaków lub taka, która próbuje rozporządzać 

kobietą   starszą   od   siebie.     „Obraz   wart   tysiąca   słów”   nie     ma   zastosowania   w 

przypadku   Amber   Jean.   A   co   z   moim   mentalnym   obrazem   Tamsin?   Tamsin 

wyglądała na przeciętnego, młodego zawodowca, z tego rodzaju, który naprawdę 

chce pomóc nie dbając o pieniądze. Ale ona była prześladowana, w trzech miejscach 

pracy, w dwóch stanach. Wokół niej umierały małe zwierzęta, nieprzyjemne rzeczy 

zdarzały się jej wszędzie, a ludzie koło niej zaczynali padać jak muchy. Była w 

centrum zniszczenia, w oku cyklonu. Myśląc o Tamsin i jej sytuacji pojechałam na 

siłownię.   Była  pierwszą  osobą  jaką   zauważyłam,   kiedy   weszłam   do  Body  Time. 

Rozmawiała   z   Marshallem.   Wglądała   mizernie   i   była   zaniedbana.   Była   brudna, 

spocona i rozczochrana. Marshall poklepał ją lekceważąco w plecy i przysunął do 

mnie.   Marshall   jest  tak   wytrenowany,   że   od  jego  brzucha  odbiła  by   się   moneta. 

Mógłby być modelem dla rzeźbiarza. Wyglądał tak niebezpiecznie, że przyprawiał o 

krzyk bólu. Cieszyłam się, mając go za przyjaciela. Mogłabym powiedzieć, że chciał 

mnie zapytać czy to prawda, że Jack i ja pobraliśmy się, ale nie mógł się do tego 

zmusić. Wiedział, że nienawidziłam osobistych pytań, więc był zdeterminowany do 

unikania tych najbardziej osobistych. 

Skoro  nie  ma Jacka,  może  razem poćwiczymy – zasugerował.  Zgodziłam się  bo 

zawsze dobrze mieć asekurację, a z partnerem trening idzie lepiej. Dziś był dzień 

trenowania tricepsa, chociaż byłam daleko od mojego normalnego harmonogramu, 

background image

więc mogłam zacząć wszędzie. Triceps odpowiadał Marshallowi, więc podeszliśmy 

do regału z ciężkimi odważnikami, by zacząć.  Przyjmując pozycję do podnoszenia, z 

rękami na odważnikach siedemdziesiątkach, tych z górnej półki szafy, zaczęłam mój 

pierwszy   zestaw.   Skoncentrowałam   się   na   oddechu.   Marshall,   natomiast, 

skoncentrował się na setkowych odważnikach, a jego ciało poruszało się jakby miał 

sprężyny osadzone w ramionach. 

Tamsin opowiadała mi o Cliffie – powiedział Marshall, kiedy odpoczywał pomiędzy 

zestawami – Przyszła dziś rano bo w końcu zasnął i nie wiedziała co ze sobą zrobić. 

Skinęłam głową.

 Taa – Marshall porozciągał się trochę, a następnie zrobiliśmy nasz drugi zestaw – 

pompki.

Myślę, że wiesz, że była śledzona przez tego szaleńca – powiedział bezpośrednio.

Taa, słyszałam o tym – powiedziałam ostrożnie – Ciężko uwierzyć, że w mieście tej 

wielkości nie zauważyliśmy nikogo nowego. 

Marshall spojrzał na mnie pytająco po czym przyjęliśmy pozycję do podnoszenia po raz 

trzeci i ostatni. 

To prawda – powiedział – ale jakie jest inne wytłumaczenie? Domyślam się, że coś 

wymyśliłaś.

A co, jeśli to ona? - zapytałam. 

Marshall parsknął szyderczo.

Ta, jasne. Jest miłą kobietą i nie ma na tyle ikry by powiedzieć buuuu do gęsi. 

Myślisz, że sama sobie to robi, by zdobyć sympatię, jak Velma?  (Velma – seryjna 

zabójczyni,   chodzi   o   jej   sposób   zwabiania   ofiar   –   tłum.)  To   wydaje   się   nieco 

naciągane.

Wzruszyłam ramionami kiedy wstałam by się poruszać i złagodzić ból.

Kto jeszcze mógłby to być? - naprawdę chciałam wiedzieć co Marshall o tym myślał.

Niech pomyślę – powiedział – Ah... Cliff, ale on nie pociąłby się sam nożem na 

plecach i on szaleje na punkcie Tamsin. Okay, to nie on... a może ta nowa detektyw? 

Wysoka, czarna kobieta? 

Pracowała przy sprawie Tamsin, gdy ta mieszkała o Ohio – powiedziałam – Jeśli 

Stokes pchnęłaby Cliffa nożem, możesz mi wierzyć, byłby martwy. 

Mówiłam to poważnie, ale Marshall roześmiał się myśląc, że to był żart. 

background image

Był  też  drugi,   nowy  policjant,   patrolowy,  ale on  teraz  też  nie  żyje  – powiedział 

Marshall, myśląc głośno.

Oh, no Jack! On jest nowy w mieście.

Ha, ha, ha – powiedziałam, mój głos wyrażał jak mało zabawne to było. 

Jest jeszcze facet, który zaczął się umawiać z moją byłą. 

Myślałam,że Thea bierze ślub.

Ja też, ale on ją poznał odrobinę za dobrze.

I teraz ona umawia się z kimś innym?

Jasne. Wiesz jaka jest Thea, bardzo elastyczna jeśli chodzi o mężczyzn. 

Nie lubiłam Thea, bardzo. Psuła kobietom opinię.

Kim jest ten facet?

Nowy grabarz w domu pogrzebowym.

Oh, to jest w kręgu zainteresowań Thea – powiedziałam – Założę się, że to uwielbia.

Marshall   znowu   się   roześmiał,   ale   mniej   szczęśliwie.   Tym   razem   wiedział,   że   byłam 

poważna i zgodził się ze mną.  Thea miała w sobie jakąś okrutną i makabryczną żyłkę, więc 

sex w domu pogrzebowym będzie pasował do jej łóżkowej playlisty, jeśli wszystko co 

słyszałam było prawdą. 

Ale   on   i   Thea   byli   w   Branson   gdy   Saralynn   Kleinhoff   została   zamordowana   – 

powiedział Marshall.

Więc   wyeliminowałam   tego   podejrzanego   w   ciągu   pięciu   minut.   Byłam   pewna,   że 

wszystkie te przestępstwa zostały popełnione przez tą samą osobę. Wszystko inne byłoby 

zbyt   wielkim   zbiegiem   okoliczności.   Nie   dlatego,   że  nie  wierzę  w  zbiegi  okoliczności. 

Wierzę, ale myślę, że to by zbyt rozciągało tą sprawę, by nawet dla zabawy dopuścić taką 

możliwość.   Kiedy   wróciłam   do   domu,   na   podjeździe   stał   samochód   Jacka.   Bardzo   się 

ucieszyłam widząc go tam. Gdy weszłam do kuchni, gotował coś, co ładnie pachniało.  

Na obiad będą kanapki z bekonem. Mam świeże, dopiero co zerwane pomidory i 

wino – powiedział mi jego bezbłędnie zadowolony z siebie głos.

Nie jem dużo bekonu bo jest niezdrowy, ale kanapka z nim i świeżymi pomidorami była 

zbyt smaczna by sobie odpuścić.

Gdzie je dostałeś? - na szafce w kuchni leżało sześć pomidorów. Były zielone.

Od   ciotki   Betty   –   powiedział   –   Czy   możemy   zjeść   wieczorem   smażone   zielone 

background image

pomidory?

Dwie smażone rzeczy jednego dnia to było naprawdę dużo, ale skinęłam głową. Stałam 

obok niego, patrząc jak gotuje.

Nie ruszaj się – powiedziałam.

A ty co zamierzasz robić?

Udawać, że dźgam cię nożem.

Myślę, że to nie była odpowiedź, którą chciałem usłyszeć – ale Jack posłusznie się 

zatrzymał. 

Podniosłam rękę nad głowę, jakbym trzymała nóż skierowany w dół. Moja ręka śmignęła w 

powietrzu,   a   ja   wzrokiem   wyznaczyłam   punkt,   w   który   ostrze   mogłoby   przeciąć   plecy 

Jacka. 

Hmmm.

Mogę w czymś pomóc? - zapytał Jack. 

Podniósł małymi szczypcami kawałek bekonu z patelni i położył na papierowym 

ręczniku by odsączyć tłuszcz.   Wyjęłam małą deskę do krojenia i zaczęłam kroić 

pomidora. 

Pozwól, że dźgnę cię jeszcze raz – powiedziałam, ale tym razem z nożem w ręce, 

trzymanym przed sobą. 

Rana opisana przez Carrie po prostu nie mogła zostać zadana, jeśli to odbyło się w ten 

sposób. Podczas gdy Jack wkładał lód do dwóch szklanek, wyjaśniłam mu co robię. 

W porządku, pozwól mi spróbować – odwrócił mnie i dla ostrożności biorąc tępy nóż 

stołowy, zaczął eksperymentować – Zadrasnął na górze, a rozciął na dole, zaczynając 

z lewej strony pleców, kończąc z prawej – powiedział – Myślę, że masz rację, to 

musiał być cios zza głowy. 

Zza głowy kogoś znacznie niższego, prawda? - położyłam na stole nasze talerze i 

złożone serwetki obok każdego z nich. Jack poszedł po chleb i majonez, domowej 

roboty mojej mamy. 

Cliff jest trochę wyższy od ciebie, prawda? - Jack skinął głową, wziął widelec by 

położyć plasterki pomidora na chlebie. 

Ma jakiś metr osiemdziesiąt?

Jack powiedział:

Ledwo.

background image

Nie mogłam myśleć o nikim więcej, zaangażowanym w te epizody, kto był niski, oprócz 

kilku kobiet z grupy i samej Tamsin. 

Może Tamsin to zrobiła przez przypadek? I teraz wstydzą się przyznać?

Jack podobał mi się nawet gdy żuł, co jest jednym z najbardziej nieatrakcyjnych zajęć dla  

człowieka. Przełknął. 

Mogła pomylić Cliffa z kimś innym, wydaje mi się, że koło ich domu jest latarnia 

uliczna, praktycznie naprzeciwko. Został zaatakowany na podjeździe, prawda? Jak w 

dobrym świetle oraz w miejscu, gdzie może go oczekiwać, mogła dźgnąć go nożem 

przez przypadek?

Jest tylko jedna nowa osoba w mieście oprócz nich – powiedziałam, nie będąc w 

stanie wymyślić niczego na poparcie. Powiedziałam o mojej rozmowie z Marshallem 

o nowym kochanku Thea. Jack powiedział:

Poznałem go, biega wieczorami.

Joel McCorkindale też – starałam się coś z tym zrobić. Joel biega, Talbot biega, żona 

Joela należy do grupy, jest niska. To się z niczym nie sumuje. To miało tak mało 

sensu, jak jedna z tych zagadek logicznych kiedy czytasz ją po raz pierwszy. „Jeśli 

Mery ma pudla, a Mery jest wyższa niż Saray i Brendy, a pies Brendy jest brązowy 

to przeczytaj następujące instrukcje, aby dowiedzieć się kto ma jamnika”. Poza tym, 

Sandy McCorkindale może być pół-dziwakiem, ale po prostu nie mogłam sobie jej 

wyobrazić   rozcinającej   wiewiórkę   i   wieszającej   ją   na   drzewie.   Łatwiej   było 

wyobrazić sobie Sandy dźgającą kogoś nożem. Jedliśmy w ciszy, delektując się naszą 

pierwszą wiosenną BLT (skrót od becon, lettuce czyli sałata i tomato czyli pomidory, 

jest to nazwa kanapki – tłum.) Kiedy umyliśmy naczynia, zapytałam Jacka co  teraz 

może się wydarzyć. 

Nie   wiem.   Prześladowanie   nie   jest   powszechnym   przestępstwem,   a   ja   nie   mam 

doświadczenia. Kiedy zaczynałem moją praktykę, Roy obsługiwał sprawę podobną 

do tej. Policja nie brała kobiety na poważnie, ponieważ intruz nic jej nie robił.

Intruz?

Taa, wchodził do jej mieszkania, kiedy jej nie było, przeglądał jej rzeczy, zostawiał 

prezenty.

Skrzywiłam się. Obrzydliwe i przerażające. 

Zgadzam się – Jack spojrzał ponuro kiedy szorował patelnię – W końcu zebrała 

background image

wystarczającą ilość pieniędzy by by zapłacić za całodobową obserwację. Okazyjne 

sprawdzanie   nie   było   po   prostu   skuteczne.   Potem   nie   zajęło   to   dużo   czasu. 

Złapaliśmy   go   jak   grzebał   w   jej   bieliźnie,   drugiego   dnia.   To   był   zarządca   jej 

mieszkania. To była trudna sprawa by ją skierować do sądu, bo posiadał legalnie 

klucz.

Wygraliście?

Tak,   ale   ona   oczywiście   musiała   się   przeprowadzić   i   stwierdziła,   że   nie   może 

pozostać w tym mieście, nawet po zmianie mieszkania. On dostał klapsa po łapkach, 

a jej życie zmieniło się dramatycznie. 

Ojej,   to  brzmiało  znajomo.   Słyszałam  takie  historie  około  miliona  razy.  Westchnęłam  i 

zapytałam Jacka jakie ma plany na dzisiejsze popołudnie. 

Najpierw   uderzam   do   komputera,   aby   sprawdzić   kilka   rzeczy   o   Alicii   Stokes. 

Następnie   idziemy   pod   dom   Tamsin   by   popatrzeć   na   jej   podjazd.   Następnie,   w 

pewnej chwili, planuję dla nas poważną sesję w sypialni, tam.

Zostałam złapana między uśmiechem i dezaprobatą.

Dlaczego się tym zajmujesz? - zapytałam.

Ponieważ doprowadza cię to do szaleństwa, a ja tego nie chcę. Lubię cię szczęśliwą. 

Zaczęliśmy   tą   całą   sprawę,   więc   nie   musisz   już   mieć   koszmarów   nocnych   i 

nienawidzę, że przez to stajesz się jeszcze bardziej wściekła. 

Zaskoczyło mnie, że Jack postrzegał mnie jako wiecznie złą. To prawda, ale nie chciałam by 

wiedział, że tak jest. Byłam oszustką, kimś kim pogardzałam.

To nie przez ciebie – powiedziałam

Wiem o tym.

Kocham cię.

Wiem o tym.

Czy to ci naprawdę przeszkadza?

Martwi mnie, czasami. Jeśli będzie cię to zjadać, kiedyś może także dosięgnąć mnie. 

Nie widzę tego jakoś. 

Chciałbym, bym i ja nie widział. 

Spojrzałam w dół nie mogąc spojrzeć mu w oczy. Może miał rację. Była na to duża szansa. 

Dziękuję za pomoc Jack.

background image

Rozwiążemy to – powiedział. 

Czy musimy robić te rzeczy w wymienionej kolejności?

Dlaczego, nie, chyba nie.

Czy możemy odwrócić kolejność?

Założę się, że można - uśmiechnął się. Blizna zmarszczyła się, jego niebieskie oczy 

zwęziły się, a kurze łapki na ich rogach rozprzestrzeniły, aż uśmiech wpłynął na jego 

całą twarz.

Wziąłem głęboki oddech. 

Kto pierwszy do łóżka - powiedziałam, dostał fory.

Skończyło się remisem. 

***

Później, tego popołudnia, Jack musiał przyznać, że jest bliski wyczerpania. Alicia 

Stokes nie miała żadnych ciekawych wyników w wyszukiwaniu. Miała dobry kredyt, na 

czas płaciła podatki. Dochód miała niewielki, ale adekwatny do czasu i miejsca. Kiedyś 

była mężatką, teraz rozwódką. Nigdy nie miała dzieci i nie służyła w siłach zbrojnych. 

Kiedy Jack był zajęty przy komputerze, postanowiłam skosić trawnik. Łatwo było myśleć 

podczas   koszenia   i   podobało   mi   się   podwórko   kiedy   skończyłam.   Użyłam   nawet 

podkaszarki i zamiotłam trawę z chodnika. Podczas całej tej pracy, myślałam i myślałam, i 

nie wymyśliłam żadnego jasnego wytłumaczenia na błędne koło otaczające Tamsin Lynd. 

Musiałam patrzeć na to ze złej strony, ale nie mogłam znaleźć nowej perspektywy. Jack 

wyszedł na zewnątrz, gdy słońce rzucało już długie cienie.  Leżałam na świeżo przyciętej 

trawie,   lekceważąc   prawdopodobieństwo   pogryzienia   przez   mrówki   i   pewność   plam   z 

trawy, i patrzyłam na ogromny błękit. Moje tylne podwórko jest bardzo małe i biegnie 

pochyło   do   torów   kolejowych.   Jest   widoczne   z   okien   na   drugim   piętrze   budynku 

apartamentowca obok i z tylnego okna mieszkania Carltona, ale daje iluzję prywatności. 

Carltona   nie   było   w   domu,   w   każdym   razie,   bo   widziałam   jak   odjeżdżał   swoim 

samochodem, a mieszkanie w apartamentowcu, które było najbliżej mnie, było w tej chwili 

wolne, więc może rzeczywiści nikt mnie nie widział. Jack wyciągnął się obok mnie na 

trawie. Włosy miał luźne od czasu naszej sesji w sypialni i wiedziałam, że będziemy musieli 

powyciągać z nich kawałki trawy zanim pójdziemy spać. Ale nie było to coś, czego nie 

mogłabym zrobić. Było ciepło i cicho, a zapach trawy wyraźnie docierał do naszych nosów. 

Spójrzmy – powiedział Jack, mówiąc powoli i sennie.

background image

Okay – brzmiałam z taką samą werwą jak on. 

Tamsin przenosi się do Shakespeare, bo była prześladowana w swoim poprzednim 

miejscu zamieszkania, w Cleveland.

Właśnie.

Detektyw z tej sprawy, nie prowadzący, ale jeden z przydzielonych do wykonania 

kilku czynności, jest młodą detektyw, Alicią Stokes. 

Tak – zamknęłam oczy przed bezwzględnym błękitem. 

Alicia Stokes zaczyna fascynować się sprawą, ma obsesję, kiedy to Tamsin Lynd i jej 

mąż Cliff Eggers przenoszą się do Shakespeare. Alicia znajduje w końcu sposób by 

podążać za nimi. 

Podążać za nimi, podoba mi się to – przekręciłam się na bok i podparłam na prawym 

łokciu.

Ponadto, w ciągu kilku miesięcy, pisarz kryminalny, którego prawdziwe nazwisko 

brzmi Gerry McClanahan, pojawia się na policji w Shakespeare. Jest prawdziwym 

policjantem, więc nie wydaje się nieuczciwy. Jego sekretne życie jako pisarza nie jest 

nikomu znane. 

Gerry vel Gibson Banks, wie nie tylko o Tamsin i Cliffie, ale również o obsesji 

policjantki. Przyjechał obejrzeć przedstawienie.

Skinęłam głową.

I po raz kolejny te rzeczy zaczynają się przydarzać Tamsin Lynd … i jednocześnie 

Cliffowi.

Jednocześnie. Uwielbiam kiedy używasz dużych słów – wygięłam się by pocałować 

Jacka w czoło. Przysunął się do mnie bliżej. 

Oskarżenia, Konsekwencje, Terytorialny... - Jack uśmiechał się, jego oczy wzniosły 

się ku niebu, a ja znów się pochyliłam by go pocałować, tym razem nie w czoło. 

Więc, ona odbiera telefony – wznowił Jack – Mają one miejsce, gdy znaleziona 

zostaje martwa wiewiórka.

Potem zostaje zamordowana Saralynn Kleinhoff – i przybita do ściany – w biurze 

Tamsin.  W  czasie,   gdy  Tamsin   nadal   jest   w   budynku,   ale   Janet,   która   przerywa 

zabójcy, nie zostaje zamordowana, tylko pozbawiona przytomności. 

Następnie pisarz, który zamierza napisać książkę o obu, prześladowanej i policjantce, 

background image

która nie może przestać śledzić prześladowcy, jeśli można tak powiedzieć, zostaje 

zamordowany podczas obserwowania prześladowania. 

To jedna z możliwości. 

Wtedy mąż Tamsin, jej ostatnia twierdza, wpada w pułapkę. Wkrótce potem zostaje 

zaatakowany na własnym podjeździe.

I właśnie tutaj teraz jesteśmy – położyłam głowę na piersi Jacka i przerzuciłam nad 

nim   rękę.   Zamknęłam   też   oczy   i   poczułam   na   policzku   pocałunek   słońca. 

Wiedziałam, że za chwilę będzie mnie wszystko swędzieć i będzie mi niewygodnie, 

ale ten moment był sielankowy. 

Chociaż znamy prześladowcę, musi to być ktoś nowy w mieście, tylko że jedyną 

nową osobą jest, być może przewrotnie, grabarz, który jest niewinny. 

Tak to wygląda w skrócie.

A my nie doszliśmy do niczego.

No cóż, to nie ty i nie ja. 

Oh, dobra, tylko dziesięć tysięcy więcej ludzi do przeanalizowania.

Rzeczywiście   zaczęło   mnie   swędzieć.   Usiadłam   i   zaczęłam   wybierać   kawałki 

pociętej trawy.   Pomyślałam o pakowaniu rzeczy Gerrego i życiu, które za sobą 

zostawił. Jego nagrody i osiągnięcia, jego związki z ludźmi w wielkim świecie i w 

małym, jego notatki do przyszłych projektów, które teraz nie zostaną już ukończone, 

chyba, że ktoś zostanie zatrudniony do tego, by skończył to, co on zaczął. Notatki. Te 

wszystkie   notatki.   Chciałabym   je   przeczytać   zanim   policja   je   zgarnęła.   Gerry 

McClanahan,   po   tym   wszystkim,   stał   się   wyszkolonym   detektywem   z   dużym 

doświadczeniem.   Jakie   wyciągnął   wnioski   na   temat   prześladowcy   Tamsin   Lynd? 

Wszystko   co   pamiętałam,   to   to,   że   nazwał   tą   sprawę   fascynującą.   To   nie   było 

pomocne. 

O czym tak twardo myślisz? - zapytał Jack. Podpierał się na łokciach. Wyjaśniłam 

mu mój tok myślenia. 

Fascynująca – powiedział – nazwał ją fascynującą?

Taa. I powiedział: Ta sprawa jest postawiona na głowie. Nikt jej nie zapomni. 

Postawiona na głowie.

Skinęłam. 

background image

Spójrzmy   więc   –   powiedziałam,   w   większości   do   siebie   –   Jeśli   sprawa   jest 

postawiona na głowie... to ofiara jest sprawcą? To może oznaczać, że Tamsin jest 

odpowiedzialna za te wszystkie rzeczy.

Albo to może oznaczać, że ktokolwiek jest winny, wygląda niewinnie. 

Ktokolwiek kocha Tamsin, aktualnie jej nienawidzi. 

To wstrząsnęło nami obojgiem.

Kto kocha Tamsin? - zapytał Jack, prawie szeptem.

Cliff kocha Tamsin. 

Po chwili wytrzeszczania oczu, oboje pokręciliśmy głowami w niedowierzaniu. 

E tam – powiedziałam – Widziałeś jak on płakał kiedy odbierał ją z parkingu po 

zamordowaniu Saralynn? I rana na nodze kiedy upadł na tym schodku?

Chodź popatrzymy na ich podjazd – powiedział Jack.

Poszliśmy pieszo bo było pięknie i ponieważ to wyglądało na mniej zamierzone. Ale 

nie musieliśmy się denerwować o to. W domu na ulicy Compton nikogo nie było. 

Poszliśmy   w   górę   podjazdu   jakbyśmy   byli   zaproszeni.   Pobieżnie   zapukaliśmy   w 

drzwi, potem odwróciliśmy się by odeprzeć atak z poprzedniej nocy. 

Ty będziesz Cliffem – powiedziałam Jackowi – Pamiętaj, że noga jest jeszcze obolała 

od wypadku na schodach. 

Jack   udawał,   że  wychodzi   z  domu.   Pokuśtykał   w   dół   po   schodach   i   ruszył   powoli   do 

miejsca, gdzie para parkowała swoje samochody. Jack wyjął swoje kluczyki, jak ktoś kto 

miał zamiar wyjechać. Potem zatrzymał się. Pojawiłam się za nim tak cicho jak to możliwe, 

ale na podjeździe był żwir. Nawet pas trawy pomiędzy podjazdem a żywopłotem był pełny 

żwiru. 

Z kilometra bym usłyszał, że podchodzisz – powiedział przez ramię – Nie ma mowy 

żeby ktoś podkradł się do Cliffa.

Oczywiście, kiedy słyszysz, że ktoś idzie za tobą, kiedy jesteś na zewnątrz, odwracasz się 

żeby to sprawdzić. Każdy by tak zrobił. Nie możesz po prostu robić dalej tego co robiłeś. 

Podniosłam rękę udając dźganie nożem.   Tym razem ukucnęłam trochę niżej, do wzrostu 

Tamsin.  Machnęłam niezręcznie ręką, tak by była blisko miejsca, gdzie Carrie opisała mi 

ranę. Ale kąt był zły, prosto w dół, a nie od lewej do prawej.

To nie działa – powiedziałam Jackowi, niemal radośnie. 

Ty wiesz i ja wiem, że gdy ktoś się do ciebie zbliża od tyłu, odwracasz się żeby 

background image

sprawdzić, czego chce – twarz Jacka była coraz bardziej ponura gdy to mówił – A 

jeśli nożownik był zdeterminowany, mógł zostać i spróbować go dźgnąć jeszcze raz. 

Jack jeszcze raz odwrócił się do mnie plecami. Pochylił się podniósł rękę za plecami tak 

daleko, jak tylko mógł ją zgiąć. Miał scyzoryk w prawej dłoni, skierowany ostrzem w dół. 

Zrobił cięcie w dół. Końcówka noża zarysowała mu plecy w łuk,  od lewej do prawej. 

Gdyby nie był ostrożny, to miał by ranę aż do biodra. Było dokładnie tak, jak opisała to 

Carrie. 

Oh, nie, Jack – czułam się tak jakbym miała się rozpłakać i nie mogłam powiedzieć 

dlaczego.

Może to nie być tak – powiedział Jack – Ale dla mnie to właśnie tak wygląda. 

Więc co on zrobił z nożem? - zapytałam – Schował do kieszeni?

Nie znaleźli go w szpitalu – powiedział Jack. Znów udał, że się tnie, po czym położył 

jedną rękę na wyimaginowanym samochodzie, a drugą włożył swój scyzoryk w głąb 

żywopłotu. Następnie oboje, na czworakach bardzo uważnie szukaliśmy. Jack znalazł 

plamę zakrzepłej krwi na ściółce ze starych liści poniżej żywopłotu, tuż po tym jak 

wyjął nóż. 

Oczywiście napastnik mógł go tu wcisnąć by później go wyjąć. To nie musi być tak, 

że Cliff go podrzucił. - powiedział Jack. 

Skinęłam głową. Czułam się dwadzieścia lat starsza, a to wszystko w mgnieniu oka. 

To była zdrada na wielką skalę. Na niewyobrażalną.  

Myślisz, że Claude już się zorientował?

Jack i ja ruszyliśmy chodnikiem. Jack włożył ręce do kieszeni i skrzywił się. 

Myślisz, że był zbyt rozproszony przez te przewroty w jego wydziale?

Zatrzymaliśmy   się   na   następnym   skrzyżowaniu.   Tamsin   zatrzymała   się   przed   znakiem 

STOP, naprzeciwko nas i przez przednią szybę zauważyłam, że wygląda mizernie. Pulchna i 

pewna   siebie   kobieta,   którą   poznałam   kilka   tygodni   temu,   po   prostu   zniknęła. 

Zakończyliśmy nasz mały eksperyment akurat na czas. Pomachała nam przez skrzyżowanie 

i próbowała się uśmiechnąć, ale jej się nie udało. Skinęliśmy głowami i poszliśmy dalej. 

Czułam się w stosunku do niej jak zdrajca. Najpierw myślałam, że sama siebie prześladuje, 

a teraz podejrzewałam, że jej mąż był oprawcą. 

Musimy   porozmawiać   z   Claudem   –   powiedziałam.   Jack   skinął   głową   bez 

entuzjazmu. 

background image

Żadne z nas nie czuje się szczęśliwe na komisariacie. Od czasu  mojej gehenny, bałam się 

policjantów, którzy na początku włączyli mnie do programu dla ofiar, a Jack wciąż był 

odrzucany przez niektórych z nich za udział w skandalu, który doprowadził do tego, że na 

siłę musiał odchodzić z pracy w Memphis. 

Claude chętnie się z nami spotkał. Miałam połowiczną nadzieję, że będzie zajęty 

zwalczaniem   przestępczości   lub   pogrążony   w   papierkowej   robocie.  Weszliśmy   do   jego 

biura. Spojrzał zdziwiony, ale zadowolony, że nas widzi, co było reakcją tak daleką od tej, 

kiedy   sama   do   niego   przyszłam.   Wtedy   wyglądał   jakby   chciał   się   odwrócić   i   wyjść. 

Sumienie zażądało byśmy wzięli drewniane krzesła i usiedli naprzeciwko starego biurka 

Clauda, i powiedzieli z czym przychodzimy. Spojrzałam na Jacka, wzięłam głęboki oddech i 

rozpoczęłam   wykładanie   naszej   teorii.   Kiedy   Claude   upewnił   się,   że   skończyłam, 

powiedział:

To dość ciekawe rzeczy. Co masz by to udowodnić?

Moje serce zamarło. 

Nie  znaleziono  żadnych  dowodów,  które  wskazywały by na  Cliffa,  Tamsin...  lub 

kogokolwiek innego?

Masz na myśli, w ogóle? Albo w śmierci Saralynn Kleinhoff? W zabójstwie mojego 

policjanta? Weźmy morderstwo Saralynn Kleinhoff. Zobaczmy – Claude zagrzmiał, 

zapadając się niżej na krześle i krzyżując kostki – Musiał to być ktoś, kto miał klucze 

do ośrodka zdrowia. To daje czterdziestu obecnych i byłych pracowników, plus ich 

rodziny. 

Nawet o tym nie pomyślałam. 

Musi to być ktoś, kto nie ma nic przeciwko ubrudzeniu sobie rąk. Cóż, kto wie? 

Moja babcia, najbardziej wybredne stworzenie na zielonej ziemi Boga, albo rzeźnik, 

który zabija kurczaka tak szybko, że nawet nie zdążysz powiedzieć Jack Robinson – 

kontynuował Claude – Musi to być ktoś z osobistą niechęcią do Tamsin Lynd. Ludzie 

pracujący przy chorobach psychicznych maja wrogów wszelkiego rodzaju, prawda? 

A co do myślenia, że to musi być ta sama osoba, która nękała ją w Illinois – cóż, 

dlaczego? To może być naśladowca. Nie musi to być ktoś, kto tu za nią przyjechał. 

Jeśli chodzi o wiszącą wiewiórkę, każdy mógł to zrobić, w każdej chwili. Można 

było związać wiewiórkę wcześniej, i wziąć ją tam, nawleczoną na sznurek i zawiesić 

w minutę lub mniej.

background image

Nie poszło tak, jak się spodziewałam. Jack też spoglądał ponuro. 

Potem Gerry. Teraz, kiedy wiem o Gerrym, mogę zrozumieć lepiej wiele rzeczy z 

nim związanych. Ale nie przestałem być na niego zły za to, że mnie oszukał i założę 

się, że jest o wiele więcej ludzi, którzy też są na niego źli. To nie znaczy, że został 

zabity tylko za to, że jak ci powiedział, obserwował Tamsin, a Cliff jest jedynym, 

który daje Tamsin na to alibi, mówi, że była wtedy pod prysznicem. Cóż, może była, 

a może nie.

Zamknęłam oczy pragnąc znaleźć się gdzieś indziej. 

Co do tej sceny, która oboje odegraliście – możecie mieć rację. Może tak być. Ale 

jeśli Cliff sam się dźgnął, to niekoniecznie oznacza, że zabił Saralynn i Gerrego. To 

nie oznacza, że terroryzował własną żonę. Musimy to jakoś udowodnić.

Brak dowodów sądowych? - Jack pochylił się do przodu na krześle. 

Na Saralynn były włókna, które pochodziły ze spodni, takich jakie Cliff miał tego 

dnia na sobie, w kolorze khaki. Marki Dockers. Każdy ma takie. Cliff powiedział, że 

był   tam   wcześniej,   tamtego   dnia,   kiedy   przywiózł  Tamsin   obiad.  Włókna   mogły 

wtedy tam zostać. 

Powiedz, że mamy rację – powiedział Jack – Powiedz, że osobą, która stoi za tym 

wszystkim jest Cliff. Jak myślisz, co teraz zrobi?

Moje oczy śmignęły do Clauda, który rozmyślał nad tym.

Jeśli   będzie   się   trzymał   swojego   wzorca,   przestanie.   Przeprowadzą   się.   Potem 

zacznie się wszystko od początku.

Jack skinął głową. Claude kontynuował, miał zatroskaną twarz, jak człowiek o dziesięć lat 

starszy. 

Ale jego działania nasilały się i nasilały. Od paskudnych figli, do małych zgonów, 

takich   jak   wiewiórki,   aż   do   śmierci   człowieka,   jak   Saralynn   i   Gerry.   Co   mu 

pozostało? Następnym razem, myślę, że będzie chciał zabić ją.

Z żalem, zgodziłam się z tym. 

background image

Rozdział 13

Moglibyśmy równie dobrze nie iść do Clauda – powiedziałam do Jacka. Byliśmy 

w drodze do domu z Body Time następnego ranka, kiedy to wróciłam do tematu.

Tak – patrzył prosto przed siebie z twarzą jak chmura burzowa i postawą tak 

agresywną jak moja. 

Nie możemy po prostu czekać, aż ją zabije. Nie możemy stać pod jej domem 

przez kilka dni lub tygodni. Nie możemy wszędzie za nią chodzić albo zabić 

Cliffa zanim on zabije ją - Jack spojrzał na mnie z ukosa. Widziałam, że pomysł z 

zabiciem Cliffa przemawiał do niego.

Nie możemy – powiedziałam głosem mojego nauczyciela, kiedy recytował nam 

Złotą Regułę każdego ranka.  

Nie zamierzamy znów mieć kłopotów z prawem. 

Kiedy wróciliśmy do domu, przynajmniej część naszych problemów została rozwiązana. Na 

sekretarce była wiadomość od Tamsin. Nawet głos jej drżał.

Lily, mówi Tamsin, po prostu nie mam siły do żadnych domowych obowiązków, a 

dom   wygląda   strasznie.   Jeśli   czujesz   się   lepiej,   ale   tylko   wtedy,   naprawdę 

doceniłabym gdybyś oddzwoniła.

Od razu do niej oddzwoniłam. 

Mówi Lily – powiedziałam.

Oh, oh, Lily! Czy mogłabyś dziś przyjechać i pomóc mi posprzątać dom? Nie wiem 

czy pójdę do pracy w tym tygodniu... a dziś na pewno będę w domu. Jestem taka 

wstrząśnięta. 

Myślę,   że   mogę   przyjść   –   powiedziałam.   Była   niedziela   rano   i   nic   nie   miałam 

zaplanowane, a już za dużo przerw miałam w tym tygodniu. 

Oh, dzięki Bogu!

Porozmawiałyśmy jeszcze chwilę, cóż, ona mówiła, po czym rozłączyłam się. Jack stał 

obok mnie podczas całej rozmowy. Patrzyliśmy na siebie przez sekundę lub dwie. 

Musisz tam iść?  - przeczesał włosy palcami i opuścił na ramiona.

Tak, jestem jej to winna.

Myślisz, że Cliff tam jest?

background image

Nie powiedziała.

Nie jestem pewien, Lily. Nienawidzę, gdy jesteś blisko tej kobiety. Żal mi jej, ale jest 

ludzkim piorunochronem. 

Nie byłam zbytnio podekscytowana prośbą Tamsin.

Może   ona  naprawdę   potrzebuje  mnie   tam   do   sprzątania.   Możliwe,   że   potrzebuje 

towarzystwa i nie ma nikogo odpowiedniego by o to poprosić.

Zamierzasz iść? - Jack wciąż był niechętny. 

Tak, ale zadzwonię do ciebie gdy tam dotrę. Jeśli nie zadzwonię, przyjedź sprawdzić 

co się dzieje. Nie wiem czy jestem w stanie znieść wiele płaczu - W dziwacznych 

momentach strata dziecka nadal powalała mnie jakimś specyficznym bólem. 

Nie zapomnij zadzwonić – Jack dotknął moich włosów.

Nie, nie zapomnę. 

Wykapałam się i przebrałam. Kiedy wychodziłam z domu było około dziesiątej. Dziesiąta 

rano w gorący niedzielny poranek. Shakespeare przeżywało swój szczyt. Parking kościelny 

był   pełny   samochodów.   Mały,   jasnowłosy   chłopczyk   kierował   zdalnie   sterowanym 

samochodzikiem na swoim podjeździe.  Na ulicy, na której mieszkała Tamsin, wszystko 

wyglądało absolutnie normalnie. Oba samochody były zaparkowane pod domem, a ja ich 

zastawiłam swoim. Nie byłam zbytnio zadowolona, że Cliff jest w domu, ale miałam tylko 

podejrzenia co do niego. Dźwigając mój sprzęt czyszczący, weszłam na schody frontowego 

ganku i zapukałam. Zawodowym wzrokiem obiegłam podwórko, potrzebowało zamiatania, 

jeśli nie mycia wężem ogrodowym. Tamsin natychmiast podeszła do drzwi. Wyglądała tak 

okropnie, jak poprzedniego dnia. Miała brudne i rozczochrane włosy, jej odcięte jeansy i 

bluza były stare, nie miała na sobie makijażu ani biżuterii. 

Dziękuję, że przyszłaś – powiedziała słabym głosem – Po prostu nie znoszę gdy 

wszystko jest takie brudne, a ludzie wchodzą i wychodzą cały czas. Nawet nie mogę 

powiedzieć kto jeszcze zobaczy mój dom z policją przychodzącą przez cały czas.

Cliff jest w domu? 

W salonie leżała duża ilość różnych papierów oraz kilka kubków po kawie.

Tak, jest w drugim pokoju, tam gdzie mamy telewizor.

Ten salon, udekorowany w tanim, wygodnym, amerykańskim stylu, nie posiadał telewizora 

ani żadnego odtwarzacza muzycznego. Półki zawieszone na ścianie zapełnione były małymi 

statuetkami z porcelany, przedstawiającymi małe dzieci z szeroko otwartymi oczami. 

background image

Czyż nie są kochane? Uwielbiam takie rzeczy – powiedziała Tamsin, podążając za 

moim wzrokiem – Moi rodzice dawali mi jedną każdego roku, kiedy byłam mała. 

Resztę kupił Cliff.

Pomimo jej zaniedbanego wyglądu, Tamsin wydawała się spokojna i pod kontrolą. To mnie 

zachęciło. Może nie będzie tak źle. Jak tylko mi wyjaśni plan działania, zadzwonię do 

Jacka.

Gdzie   chcesz   żebym   zaczęła?   -   stanęłam   przed   nią   z   podniesionymi   brwiami, 

czekając, aż przemówi.

Może tam – Tamsin wskazała korytarz prowadzący na tył domu, a ja skinęłam by 

poprowadziła mnie ciemnym korytarzem. 

Tutaj? - zapytałam i złapałam klamkę ostatnich drzwi w korytarzu. 

Tak – odpowiedziała, a ja nacisnęłam klamkę w tym samym czasie, gdy ona mówiła 

to tak wesoło. 

Napotkałam smugę jasnego światła słonecznego oraz widok Cliffa Eggersa związanego i 

zakneblowanego taśmą oraz leżącego na podłodze. Potem ona zrobiła mi coś strasznego, 

coś co wstrząsnęło całym moim ciałem i upadłam obok niego. Przez kilka chwil byłam 

całkowicie zdezorientowana. A może kilka minut. Czułam jakby w moich nogach nie było 

kości. Mówienie było po prostu niemożliwe, nawet gdybym była w stanie sformułować 

zdanie. Miałam otwarte usta i śliniłam się. Poczułam, że mam mokro w kroku, zmoczyłam 

spodnie. Kiedy zdałam sobie sprawę, że nadal mogę myśleć, a moje myśli tworzą sensowne 

wzory, moja pierwsza koncepcja była jasna, że powinnam uniknąć tego, cokolwiek to było, 

by   mi   to   zrobiono   jeszcze   raz,   za   wszelką   cenę.   Wędrując   wzrokiem,   napotkałam 

zdesperowane,  brązowe oczy Cliffa i tak  powoli jak  mogłam  uczepiłam  się  ich.  Wciąż 

żyłam. To była ważna rzecz. Nie zadzwoniłam do Jacka, więc przyjedzie, wcześniej czy 

później,   chyba,   że   Tamsin   zrobiła   coś,   podczas   gdy   byłam   nieprzytomna,   by   oszukać 

również jego. Oczywiście czułam się jak największa idiotka. Oczy Cliffa patrzyły na mnie. 

Bał  się  jak  cholera.   I  nie   dziwię   mu  się.   Byłam   zadowolona,   że  taśma  na  jego  ustach 

uniemożliwiała mu mówienie. Nie potrzebowałam strachu innej osoby. Miałam mnóstwo 

własnego.

Co zamierzasz zrobić? - zapytałam Tamsin z wielkim wysiłkiem. To było pierwsze 

zdanie, które udało mi się wydobyć z siebie. Trzymała coś w prawej ręce, czarne, 

wąskie, co w końcu rozpoznałam jako paralizator. Wzięłam głęboki oddech czystej 

background image

goryczy. O Boże, kto jej powiedział gdzie to kupić? Mogłam to być ja? Trudno było 

być   bardziej   złym   na   siebie,   niż   ja   byłam   w   tamtej   chwili   lub   bardziej 

zniesmaczonym rasą ludzką. 

Jeśli   nie   jesteś   oburzona   tym,   co   on   mi   zrobił,   zamierzam   sama   to   zrobić   – 

powiedziała Tamsin – Więc, nie wiem co będę chciała zrobić z tobą.

Dlaczego? - to było prawdopodobnie bezsensowne pytanie. 

Co dziwne, wyglądała jakby myślała nad odpowiedzią. 

Zorientowałam   się   w   ciągu   kilku   ostatnich   dni.   Początkowo   to   po   prostu   nie 

wydawało się możliwe, że ktoś, kto żyje ze mną, śpi ze mną, zanosi moje sukienki do 

pralni, starał się doprowadzić mnie do szału. Te pierwsze wydarzenia, te z Cleveland, 

nawet te zrobił Cliff.

Zamiast   patrzeć   na   mnie,   wpatrywała   się   w   nicość   i   przysięgam,   miała   najbardziej 

rozczarowany i załamany wyraz twarzy. Mogłabym jej współczuć, gdyby mnie nie powaliła 

i nie upokorzyła. 

Zorientowałam   się,   że   w   tamtym   tygodniu,   kiedy   straciłam   nasze   dziecko,   Cliff 

chciał   mnie   zabić.   Myślał,   że   sprowokowałam   poronienie.   Wiedział,   że   miałam 

wysokie   ubezpieczenie.   Jedna   polisa   byłam   służbowa,   na   dużą   kwotę,   a   druga 

indywidualna.  Wydawało   mu   się,   że   w   mojej   profesji   bycie   zamordowanym   nie 

byłoby   takie   dziwne.   Robił   więc   transkrypcje   z   moich   sesji   terapeutycznych.  W 

zasadzie tam się poznaliśmy, w klinice.

Obracała w rękach wąskie, czarne urządzenie, jak pilot do telewizora. 

Cliff robił transkrypcje moich sesji z bardzo agresywnym pacjentem, który mógł 

myśleć o zabiciu mnie. Myślę, że Cliff chciał mnie pobić na śmierć.

Zobaczyła na mojej twarzy zachętę do zwierzeń. Gdybym miała siłę, zabrałabym swoje 

włosy z szyi. 

Mógł liczyć na to, że policja będzie szukać wśród moich pacjentów, znajdą tego 

człowieka i aresztują.

I co? - kiedy nie próbowałam powiedzieć zbyt wiele było okay. Czułam, że moje 

nogi   są   trochę   bardziej   funkcjonalne.   Cliff   mógł   trochę   bardziej   się   poruszać. 

Zawiązała jego ręce z przodu, co nie było zbyt kompetentne. Skubał taśmę próbując 

odkleić ją ze swoich ust. 

Przeprowadziliśmy   się   raz,   w   okolice   Cleveland,   po   tym,   jak   znalazłam   węża 

background image

przybitego do drzwi. Przeprowadzka nie pomogła. Po tym, zdałam sobie sprawę, w 

ciągu tych kilku dni,   że Cliff przeciągał swoją zabawę zbyt długo. Charles, mój 

pacjent, zmarł w wyniku bójki w barze. Wtedy Cliff musiał przestać.  Oczywiście nie 

dodałam wtedy dwa do dwóch. 

Jej twarz była pusta, a oczy ciemne. 

Naprawdę myślałam, że Cliff zaproponował tą przeprowadzkę do Shakespeare, bo 

się o mnie martwił. Rzucił swoją firmę i wszystko co miał, by przenieść się ze mną 

na południe, a ja wierzyłam, że możemy być tu szczęśliwi. Nie skojarzyłam śmierci 

Charlesa z końcem prześladowań, końcem strasznych wiadomości na automatycznej 

sekretarce. Cliff powiedział mi kilka minut temu, że tamtejsza policja podejrzewała, 

tak   jak   to   sobie   zaplanował,   że   moim   prześladowcą   był   Charles.   Zaczęli   by   się 

zastanawiać   gdybym   nadal   otrzymywała   te   telefony.   Przybyliśmy   więc   tutaj, 

osiedliliśmy   się,   myślałam,   że   wszystko   tak   dobrze   idzie,   a   tu   znów   zaczęłam 

odbierać   te   telefony.   Dom   został   zaatakowany.   Była...   kupa...   rozmazana   na 

drzwiach.

Cliffowi udało się zdjąć taśmę.

Lily – powiedział słabym głosem – Nie pozwól jej mnie zabić.

Nawet na niego nie spojrzałam.

Tak?  - rzekłam  do Tamsin,  by  zachęcić  ją do rozmowy. Im  więcej  mówiła,  tym 

więcej czasu zyskiwałam.

Zdecydowaliśmy więc, że policja się myliła, że to ktoś inny za mną tu przyjechał. 

Nadal nie przyszło mi do głowy, by podejrzewać najbardziej oczywistą osobę. 

Pokręciła głową na własną naiwność.

Wymyśliliśmy, ja wymyśliłam, a Cliff udawał, że się z tym zgadza, że skoro ktoś 

dzwonił tylko kiedy Cliffa przy mnie nie było, to ten facet musiał mnie obserwować, 

by wiedzieć, że jestem sama. To sprawiło, że byłam jeszcze bardziej przerażona. 

Wsuwał liściki pod drzwi, do moich ubrań, oh mój Boże! - zadrżała i rozpłakała się. 

Moja sympatia byłaby większa, gdybym nie leżała tam w mokrych spodniach.

Lily – powiedział Cliff – Nie zrobiłem tych rzeczy. Kocham moją żonę... mimo że 

podłożyła kołek pod schodek by mnie zranić. Jeśli po prostu pozwolisz mi odejść, 

możemy to rozwiązać. 

Rozrywał   niezręcznie   taśmę   wokół   nadgarstków,   ale   było   to   znacznie   trudniejsze. 

background image

Powiedziałam:

Tamsin, dlaczego mnie tu ściągnęłaś?

Ponieważ możesz go zabić.

Pokręciłam głową.

Możesz go zabić - powtórzyła przekonująco – Zabiłaś wcześniej człowieka. On też 

na to zasługuje. Pomyśl co on mi zrobił. Nie powinien żyć! - jej twarz przybrała 

przebiegły wyraz – Co jeśli się wydostanie i zrobi to komuś innemu? Wiem, że ty z 

całej naszej grupy terapeutycznej masz poczucie sprawiedliwości.

Miała na myśli, że nieskrępowane przepisami prawa. 

Mogłabyś go zabić dla mnie. Wszyscy bylibyśmy bezpieczniejsi.

Przypisała Cliffa do każdego mężczyzny, który mógłby skrzywdzić kobietę. 

Proszę zrób to dla mnie! Jestem zbyt delikatna, zbyt krucha by sobie poradzić z 

zabiciem go.

Zmieniła głos tak, by brzmiał jak wykonany ze starej koronki.

Ja po prostu nie mam odwagi, determinacji. Potrzebuję byś to zrobiła ze względu na 

inne kobiety – pustą ręką dotknęła piersi – Pomóż siostrze.

Ty mnie sparaliżowałaś.

Bałam się, że uciekniesz, zanim będę mogła z tobą porozmawiać, jeśli czegoś nie 

zrobię – powiedziała, a jej głos brzmiał tak rozsądnie, że aż się skrzywiłam.

Znam cię z grupy. Nie mogłabyś po prostu siedzieć i słuchać mnie, gdybym tego nie 

zrobiła. Mogłabyś? Pomyśl o tym, Lily. Musisz to zrozumieć. Kochałam go bardziej 

niż kogokolwiek na świecie. Zabrał mi wszystko. W nic już nie wierzę. 

Powinna   go   przetrzymywać   nieprzytomnego,   ponieważ   przyglądał   mi   się   gorączkowo, 

potrząsając głową by zaprzeczyć temu co mi mówiła. 

Lily, Tamsin właśnie straciła rozum. Nie słuchaj jej, bo jest wykolejona. Kocham 

moją żonę i robiłem wszystko by jej pomóc przez to przejść. Proszę, nie pozwól jej 

zrobić czegoś gorszego niż to.

Zauważyłam, że robił postępy w poluzowaniu taśmy na nadgarstkach. To było trudne, ale do 

zrobienia. Następnym razem, kiedy będę chciała kogoś związać, nie zadzwonię do Tamsin 

żeby   mi   pomogła.   Tamsin   kontynuowała   wyliczanie   swoich   krzywd.   Ponieważ   byłam 

jeszcze zbyt słaba by się podnieść, miałam dużo czasu na myślenie. O tym, że  to było dość 

szczęśliwe, że ich dziecko się nie urodziło, cokolwiek by nie spowodowało poronienia. Co, 

background image

jeśli to, co opowiadała Tamsin nie było prawdą? Była głęboko poruszona. Może się mylić, 

albo po prostu kłamać. Co jeśli po prostu chciała mieć pretekst do zabicia Cliffa z rozsądną 

szansą na uniewinnienie lub na najniższy wyrok. Udawanie, że wyznał jej swoje winy co do 

jej   długiego   prześladowania,   zabicia   Saralynn   i   Gerrego   McClanahana,   zapewni   jej 

doskonałą historię do opowiedzenia ławie przysięgłych. Zwłaszcza z takim świadkiem jak 

ja. Mogła mieć duże nadzieje, że się nabiorę i pomogę jej z Cliffem, ale mogła też zapewnić 

sobie  dobry  proces,  jeśli byłam  tu  by  być  świadkiem  jej  szału  i  cierpienia,  nawet  jeśli 

musiała mnie unieruchomić bym to oglądała. Byłam całkiem pewna, że Tamsin nie była tak 

szalona jak pokazywała i dość pewna, że próbowała pokazać mi chwilowe szaleństwo. Nie 

byłam w stanie powiedzieć jednoznacznie. Jedynym pewnikiem było to, że nienawidziłam 

Tamsin,   mojej   terapeutki,   która   wykorzystała   to,   czego  dowiedziała  się   z  naszych   sesji 

terapeutycznych, by służyło jej własnym celom: moja pogarda dla litery prawa, moje silne 

poczucie sprawiedliwości. Zignorowała inne rzeczy o mnie, które były tak samo ważne, jak 

moja całkowita i absolutna nienawiść do ludzi, którzy sprawiają, że czuję się bezradna, 

moja niechęć do bycia brudną fizycznie i moja niechęć do bycia pokonaną. 

Co się stało w twoim biurze kiedy zginęła Saralynn? - zapytałam. Mówiłam już 

lepiej.

Przysięgam na Boga, że dokładnie to, co powiedziałam policji – powiedziała Tamsin.

Wiedziałaś, że tam byłem – powiedział Cliff, chropawym głosem – Wiedziałaś, że 

ktoś zabija Saralynn i ukryłaś się. Cały czas się zastanawiałem, czy w ogóle obchodzi 

ją to na tyle by wyjść? Jeśli wyjdzie, okaże się odważna, nie kończyłem... krzyczała 

do ciebie, Tamsin. Słyszałaś ją i zostałaś tam, cicho w tej sali terapeutycznej nie 

robiąc nic. 

Lily, on stara się ciebie nabrać, tak, jak nabrał mnie!

Płakała, kołysała się na boki wciąż trzymając paralizator w ręku.

Wiedziałaś, że ktoś ją zabija – powtarzał Cliff – I wiedziałaś, że to byłem ja.

Tamsin oddychała jak po biegu, była blada i spocona.

Słyszę co mówisz – powiedziałam, nie mogąc powstrzymać się od stwierdzenia, że 

Tamsin  nie  była jedyną  rozczarowaną  osobą  tutaj.   Czułam się silniejsza z każdą 

minutą. Zamierzałam zabrać ten paralizator z dala od niej, ponieważ gdybym miała 

ją   pobić,   było   to   bezsensowne.   W   rzeczywistości   zaczynało   to   brzmieć   bardzo 

atrakcyjnie.

background image

Pomogę ci Tamsin – powiedziałam, patrząc w oczy Cliffa. 

Kiedy   podciągnęłam   się   na   kolana,   zauważyłam,   że   Cliff   zrobił   wielkie   postępy   w 

uwalnianiu   nadgarstków.   W   każdej   minucie   mógł   się   uwolnić.   Chwyciłam   się   oparcia 

kanapy i podciągnęłam do góry. Stwierdziłam, że wszystkie moje mięśnie działały. Stojąc 

prosto   czułam   się   dobrze.   Cliff   tarzał   się   po   podłodze   jak   olbrzymie   kręgle.   Subtelnie 

uwalniał nadgarstki. Palcami rozerwał   ostatnią warstwę taśmy. Szarpnął tak mocno, że 

pękła mu skóra. Tamsin, stojąc w otwartych drzwiach wyglądała na absolutnie szaloną.

Zabij go, Lily! - wrzasnęła – Zabij go, zabij go, zabij go!

Oboje  ciężko oddychali.  Podczas  gdy Tamsin wyliczała swoje krzywdy, ja uczyłam się 

rozmieszczenia   mebli   w   pokoju.   Sofa   i   fotel   przedzielone   małym   stołem,   telewizor   na 

dębowym stoliku, mój sprzęt do sprzątania, w którym był mój telefon komórkowy. Był 

strasznie blisko Tamsin, zdecydowałam, że zbyt blisko. Nie chciałam ponownie znaleźć się 

w zasięgu jej paralizatora. Nieco bliżej, na stole, między kanapą a krzesłem, stał telefon. 

Chwyciłam słuchawkę i uderzyłam dziewięć jeden jeden zanim Cliff wpadł na mnie od tyłu. 

Rzuciłam   się   zamaszyście   na   kanapę,   uderzając   gwałtownie   nosem   w   drewniany 

podłokietnik. Nagle dopadł mnie oślepiający ból, a moja krew była wszędzie. Podniosłam 

się tak szybo, jak pozwalał mi na to ból. Tamsin krzyczała i celowała w Cliffa paralizatorem 

odskakując. Cliff był na tyle blisko by móc ją kopnąć. Widząc Cliffa nadal miotającego się 

po   podłodze   z   nadal   związanymi   rękami,   zdałam   sobie   sprawę,   że   patrzy   na   coś 

naprzeciwko siebie, co pozwoli mu stanąć i walczyć w pozycji pionowej. Uniosłam tył 

stopy i kopnęłam go tak mocno, jak tylko mogłam w tej samej chwili, w której on rozerwał 

więzy. Nie miałam czasu na zastanawianie się, ale moja stopa wylądowała na dolnej części 

jego pleców. Wstrząs dotarł do mojej twarzy i spowodował jeszcze większy ból nosa. Cliff 

ryknął z bólu, a ja o mało nie dołączyłam do niego. 

To jest to, Lily! Kop sukinsyna! - krzyknęła Tamsin zachwycona. Oczywiście ręce 

miała w górze, jak cheerleaderka. Nie ma szans by mogła wycelować paralizator na 

czas. Miałam nadzieję, że odzyskałam siły na tyle, by to zakończyć. Zrobiłam dwa 

kroki, cofnęłam pięść i uderzyłam ją w brzuch tak mocno jak jeszcze nigdy w życiu. 

Dla mojej wielkiej przyjemności, Tamsin zamknęła się ostatecznie. Stałam, kołysząc 

się na nogach, obserwując jej knebel. Chwila ciszy była orzeźwiająca jak chłodny 

prysznic, ale to się skończyło, kiedy wtargnął Jack. Stał w drzwiach, zlany potem, 

dysząc. 

background image

Nie zadzwoniłaś, co z tobą, twój nos jest złamany?

Skinęłam głową. Spojrzał na podłogę, a potem na mnie.

Cóż, które z nich to zrobiło?

Diabli wiedzą – powiedziałam i zadzwoniłam na policję.

***

Ponieważ jest dobrym i miłosiernym człowiekiem, Claude, pozwolił   Alicii Stokes 

przesłuchać Tamsin. 

Jeśli jesteś mądra – powiedział Claude Alicii swoim grzmiącym głosem – Dowiesz 

się więcej o byciu policjantem przez następne dwie godziny, niż przez ostatni rok.

Jack i ja siedzieliśmy na wyznaczonych krzesłach, czekając na naszą kolej do pokoju 

przesłuchań.   Alicia   obdarzyła   mnie   długim,   zamyślonym   spojrzeniem,   kiedy   szła   do 

jednego z takich pokoi. Claude był z Cliffem w szpitalu. W tej grze brałam udział jako 

przypadkowa ofiara. Moje cierpienie i drżące mięśnie były efektem ubocznym tajnej wojny 

pomiędzy Tamsin i Cliffem. Byli ofiarami siebie, przynajmniej ja tak to postrzegałam. Jak 

mężczyzna   i   kobieta,   którzy   postępowali   zarówno   dobrze,   przynajmniej   poprzez   wybór 

swoich profesji, mogli tak daleko wejść do czerwonej strefy ludzkiego cierpienia. To było 

coś, czego nie byłam w stanie zrozumieć. Poszłam do szpitala na rentgen nosa, potem do 

domu   wziąć   prysznic,   zanim   przyjechałam   na   komisariat   policji.   Wciąż   czułam   się 

chwiejnie i trochę jak inna osoba, która od urodzenia miała tylko niewielki związek z Lily 

Bard. Jack dał mi jasno do zrozumienia, że nigdzie bez niego nie pójdę. Nie sprzeczałam się 

z nim, kiedy powiedział, że zawiezie mnie na komisariat. Czułam się bardziej sobą od 

chwili kiedy Claude i Alicia usiedli przede mną by wypytać co Tamsin mówiła, zanim Jack 

wpadł z odsieczą jak kawaleria. Z kierunku ich pytań wywnioskowałam, że będą ich ścigać 

z oskarżenia publicznego. Claude wierzył, że większość tego, co powiedziała Tamsin było 

prawdą, ale uważał, że Tamsin uświadomiła sobie intencje Cliffa wcześniej niż twierdziła. 

Powiedział,   że   przeprowadzka   do   Shakespeare   została   wymyślona   przez   Tamsin,   która 

wierzyła, że w małym miasteczku policjanci są niedoświadczeni i zacofani, i nie będą w 

stanie rozwiązać wszystkich przestępstw popełnionych na ich terenie, pod warunkiem, że 

przestępca jest sprytny. Cóż, kiedy Claude mi o tym powiedział, do diabła z nią. Na jednym 

poziomie ich małżeństwo przebiegało w przewidywalnym tempie. Kochali się, pracowali, 

czasami walczyli, a każde realizowało własne plany. Na innym poziomie byli zaangażowani 

background image

w walkę na śmierć i życie.

Nie wiem co się stało we wczesnym etapie ich małżeństwa, ale wydawało się, że 

głębokie problemy Cliffa z żoną, zaczęły się od poronienia. Tamsin wydawała się 

cieszyć z sympatii, jaką jej te problemy zjednały w naprawdę podejrzanym stopniu – 

powiedział   Claude   prostując   kostki.   Podparł   nogi   na   krawędzi   biurka   w   swojej 

ulubionej pozycji.

Tamsin   powiedziała   też,   że   on   liczył   na   pieniądze   z   jej   ubezpieczenia   – 

powiedziałam.

Claude pokręcił głową.

Ja po prostu nie widzę, żeby pieniądze były ważną ważną częścią tego wszystkiego. 

Sądzę, że po raz pierwszy powiedziałem coś takiego.

Wzruszyłam ramionami. 

Ale   w   jakiś   sposób   zdecydował   się   na   grę,   w   odwecie.   Zabawnie   było   straszyć 

Tamsin.   Jest   lepiej   wykształcona   niż   Cliff,   ma   większe   aspiracje,   cieszył   się 

spychaniem jej na krawędź.

Cliff podniósł stawkę zabijając Saralynn – powiedziała Alicia Stokes. Była spocona. 

Jej skóra lśniła jak wypolerowany mahoń - Tamsin przyznała, że podejrzewała męża. 

Może te kroki, które słyszała na korytarzu były jej zbyt dobrze znane, by blokować tą 

w wiedzę w jej podświadomości. 

Powiedziała ci to? - zapytałam.

Stokes skinęła głową, powoli i świadomie. 

Tak, zorientowała się, że Cliff miał dostęp do jej kluczy do budynku, znał jego układ 

i   zwyczaje,   a   także   wiedział,   że   tego   dnia   ma   się   spotkać   wcześniej   z   nowym 

członkiem grupy.

Pojawienie się Janet było prawdziwym szokiem – szef policji wrócił do swojej części 

narracji. Po całym miesiącu tej cichej walki, rozmowa musiała być ulgą, zarówno dla 

Tamsin, jak i Cliffa. Ja zadzwoniłabym po adwokata i milczała, ale to nie było dla 

mnie tak trudne, jak dla większości ludzi. 

Jest jeszcze sprawa tego, że ona ukryła się w tej sali terapeutycznej. Myślę, że on nie 

mógł   się   doczekać   jej   reakcji   na   znalezienie   ciała,   że   planował   słuchać   choćby 

efektów dźwiękowych z korytarza. Tylko, że ona się schowała, więc musiał wyjść. 

Wiedział, że członkowie grupy niedługo przybędą. Wyszedł frontowymi drzwiami i 

background image

odjechał   swoim   samochodem,   zaparkowanym   na  parkingu  apteki,   pół   przecznicy 

dalej. Nie myślał, że ktoś mógłby zapamiętać jego samochód pod apteką i miał rację. 

Potem pojawił się w ośrodku zdrowia. Spodziewał się, że jego żona kompletnie się 

załamie,   ale   poradziła   sobie   z   tym   całkiem   dobrze.   Reakcja   Cliffa,   na   parkingu, 

pamiętasz, jak zdenerwowany się wydawał? Naprawdę był.

A co z Gerrym McClanahanem? - Jack nalał sobie kolejny kubek kawy z ekspresu. 

Była   na   nogach   całą   noc.   Też   bym   była,   gdyby   tabletki   od   Carrie   nie   dały   mi 

porządnego kopa. Wiele bolesnych rzeczy spotkało mnie w życiu, ale złamany nos 

był w pierwszej trójce. Oczekiwałam, że jutro będę wyglądać tak, że za samą twarz 

będzie mnie można aresztować. Tak powiedział mi Jack. Przynajmniej byłam czysta i 

sucha,   a   zabrudzone   ubrania   prały   się   w   pralce   na   tyłach   domu.   Byłam   gotowa 

postawić pieniądze na to, że Gerry wiązał Cliffa z prześladowaniami, ale jak się 

okazało, połowicznie się myliłam.  Claude właśnie skończył czytać notatki Gerrego 

McClanahana na temat dziwnych zachowań swoich sąsiadów. Kiedy Jack przyszedł 

na komisariat, Claude i Alicia dyskutowali co komu mogą udowodnić i kto o co 

będzie oskarżony. Psychiczne załamanie Tamsin wyjaśniło niektóre z ich pytań. Jak 

wykazał dziennik nadzoru, Gerry zauważył Cliffa idącego do szopy z narzędziami, 

co uznał za dziwne, bo zawsze wychodził stamtąd z pustymi rękami. Gerry zakradł 

się raz lub dwa, żeby sprawdzić tą szopę, kiedy Cliffa i Tamsin nie było w domu. 

Widział w niej klatki dla zwierząt, ale nie zastanowiła go ich obecność do czasu 

znalezienia   martwej   wiewiórki   wiszącej   na   drzewie.   Po   przeczytaniu   raportu 

policyjnego na temat tego incydentu, Gerry odnalazł zwłoki w śmietniku, do którego 

włożył je Jack. Wtedy ukradł klatki (później widziałam je w domu Gerrego, po jego 

śmierci), które zawierały mnóstwo włosów wiewiórki. Gerry zamierzał wysłać je do 

laboratorium by zbadać kod genetyczny i porównać. Claude nie wiedział czy takie 

badanie jest możliwe, a jeśli było, to czy wyniki mogły by być dopuszczone jako 

dowód  w sądzie.   Z  głosu  Clauda  mogłam  wyczytać,   że podziwiał Gerrego,  jego 

wytrwałość i gotowość do ryzyka popełnienia gafy. Na kartce z dziennika Gerrego, 

którą znalazłam był zapis, że widział jak Gerry idzie do szopy z narzędziami w noc 

przed znalezieniem martwej wiewiórki. Gerry planował oddać klatki Cliffowi, by ten 

nie   nabrał   podejrzeń,   ale   zanim   to   zrobił,   był   świadkiem   czegoś   jeszcze 

dziwniejszego.  Widział jak Tamsin uszkadza swoje schody. Miarka się przebrała. 

background image

Dramat, którego był świadkiem całkowicie nim zawładnął. Zachował się jak pisarz, a 

nie policjant, a gdy Cliff zauważył, że brakuje klatek, poszedł po słabych śladach na 

mokrej ziemi i doszedł do Gerrego. Może Gerry był właśnie na swoim tylnym ganku, 

wypełniając swój dziennik; może Cliff zapukał do tylnych drzwi Gerrego i domagał 

się wyjaśnień lub wymyślił jakiś powód by wyciągnąć Gerrego na zewnątrz. I zabił 

go. Później zrozumiał, że policja może go podejrzewać i ustawił niezdarny zamach 

na samego siebie. Po tym nieudanym zamachu, Tamsin nie mogła mieć wątpliwości, 

bez względu na to, jak ślepa była na prawdę. 

Tylko,   że   ona   wspierała   Cliffa   –   powiedział   Jack   z   niedowierzaniem   –   Kiedy 

powiedziała, że nigdy wcześniej nie widziała noża, którym został zabity Gerry. Z 

pewnością go rozpoznała.  A Cliff wezwał mnie na pomoc, może po to by obwinić 

mnie o śmierć Gerrego. 

Świat byłby lepszy gdyby ci dwoje się nie spotkali – powiedział Claude. 

Aha, masz rację – powiedziała Alicia Stokes, starając się zakryć ręką ziewnięcie. 

Jeśli chodzi o ciebie, Detektyw Stokes, musimy odbyć prywatną konferencję. Cliff 

Eggers powiedział mi, że rozpoznaje cię z Cleveland. Mam powody sądzić, że byłaś 

bardziej świadoma i zaangażowana w tą sprawę niż raczyłaś mi powiedzieć.

Nagle Alicia się przebudziła.

Cóż, Lily i ja pojedziemy już do domu – powiedział Jack. Wyciągnął rękę, a ja 

wzięłam ją z wdzięcznością. Pociągnął mnie lekko by pomóc mi wstać. Pomoc była 

takim luksusem. Miałam nadzieję, że nigdy nie będę tego brała za pewnik. Mogłam 

być przynajmniej pewna, że Jack i ja nigdy nie staniemy się tacy jak Cliff i Tamsin. 

Nasze   ciężkie   czasy   i   agresywne   impulsy   stały   się   tylko   rozbłyskiem   w   skali 

wszechświata.  Wszyscy wiedzieli, że nie bylibyśmy do tego zdolni. W żaden sposób 

nie musieliśmy sobie tego udowadniać. Claude poklepał Jacka po ramieniu, kiedy 

Jack wychodził z pokoju. Claude powiedział:

Tak w ogóle to ptaszki ćwierkały, że poślubiłeś tę kobietę -  nie uśmiechał się, nie 

wyglądał na szczęśliwego. Coś trochę staromodnego i całkowicie paternalistycznego 

(styl   zarządzania   przedsiębiorstwem   -   opiera   się   on   na   przyjaznych   stosunkach  

międzyludzkich – tłum) pojawiło się na twarzy Clauda – lepiej dobrze ją traktuj.

Postaram się jak najlepiej – powiedział Jack.

Nie był taki zły przez pierwsze trzy miesiące – powiedziałam.

background image

Claude   zaczął   się   do   nas   uśmiechać.   Widziałam   jak   za   nim   Stokes   siedzi   na   starym 

biurowym krześle z opadniętą szczęką. 

Kiedy zamierzacie poinformować o tym resztę świata? - zapytał Claude.

To się stopniowo wydostaje – powiedziałam – w pierwszej kolejności chcieliśmy 

sami się do tego przyzwyczaić.

Czy moja żona pierwsza się dowiedziała? - Claude brzmiał dumnie mówiąc „moja 

żona”.

Tak, moja żona powiedziała twojej żonie – powiedział Jack, uśmiechając się jak 

idiota.

Kiedy drzwi zaczęły się za nami zamykać, słyszeliśmy, jak Claude zaczyna rozmowę ze 

swoim detektywem. 

Czy chcesz mi powiedzieć dla kogo tak naprawdę pracujesz, Stokes? - zaczął, a 

potem drzwi zatrzasnęły się na swoje miejsce.

Ponieważ następnego dnia był poniedziałek, Jack i jak do późna leżeliśmy w łóżku. Moje 

twarz była opuchnięta i posiniaczona. Wyglądałam piekielnie. Nadal czułam się trochę słaba 

przez paralizator, który policja potraktowała z wielkim respektem. Sprawdzili Tamsin pod 

względem opłat za posiadanie broni, a w dodatku pod względem wszystkich innych opłat. 

Zastanawiałam się czy Sneaky Pete będzie miał kłopoty, ale nie mogłam wykrzesać z siebie 

na tyle energii by się o to martwić. 

Jak dwoje ludzi, którzy powinni się kochać, tak wszystko pokomplikowali? - zapytał 

Jack.

Mogli by po prostu dostać rozwód, tak, jak inne pary. 

Musieli   być   bardzo   zadowoleni   ze   swojej   małej   wojny.   Idealnie   dopasowana 

patologia.

Pomyślałam o wstaniu i zmianie pościeli, ale tak miło było mieć powód, by leżeć w łóżku, 

tak   miło   było   mieć   Jacka   obok   siebie.   Byłam   pewna,   że   przyzwyczaję   się   do   tej 

przyjemności, z czasem. Budzenie się obok Jacka mogłoby się stać rutyną. Zaczynałam 

zauważać małe rzeczy, które drażnią w małżeństwie, ale ze względu na terror mojego życia, 

doceniałam   prosty   fakt   miłości.   Tak   jak   Jack.   Nie   mogłam   pomóc,   ale   czułam   się 

przekonana, że Cliff i Tamsin zasługiwali na siebie. Tak jak ja i Jack. Wpatrując się w biały 

sufit w mojej czystej sypialni, wyobrażałam sobie, jak na przestrzeni wieków ludzie się 

krzyżowali: mężczyźni i kobiety szukali idealnie dopasowanej osoby, a znajdowali w nich 

background image

co   najwyżej   wygodę,   a   co   gorsza,   produkt   jednej   pokręconej   psychiki   przyciągał   inny, 

równie przewrotny. Byłam dzieckiem miłości. Moi rodzice byli szczęśliwi w małżeństwie, a 

ja byłam beneficjentką na szczęście. Po tym, jak zostałam zmuszona do innego rodzaju 

skrzyżowania,   zmieniłam  się   nieodwołalnie   w   kogoś,   kogo   mnie   samej   trudno   by   było 

zaakceptować.   Wydawało   mi   się,   że   teraz   miałam   szansę   na   zmianę   z   powrotem. 

Zastanawiałam się czy to naprawdę było możliwe. Nie jestem kobietą, która może usiąść i 

planować   życie   daleko   w   przyszłość.   Nie   jestem   również   kobietą,   która   łatwo   zmienia 

filozofię. Wreszcie odpłynęłam od tego tematu łączenia się w pary i z powrotem zatonęłam 

w sobie samej, na łóżku, z wyraźnym uczuciem ulgi. 

Dziś – powiedziałam – będziemy czyścić rynnę. (powiedzenie czyścić rynnę oznacza 

wyciskanie reszty spermy z penisa po ejakulacji – tłum :)))