background image

BENTE PEDERSEN

OBCY PTAK

background image

PROLOG

Był rok 1718.

Od   osiemnastu   lat   trwała   wielka   wojna   północna.   Królestwo   duńsko   -   norweskie 

zdążyło już raz skapitulować i w dziewięć lat później, w roku 1709, ponownie rzuciło się w wir 

walki.  Fryderyka IV zachęciła  klęska,  którą Szwedzi  ponieśli  w tym roku pod Połtawą,  a 

pewnie także chciał się zemścić za to, że w początkowej fazie wojny Karol XII zmusił go do 

uległości.

Norwegia również została uwikłana w konflikt. Karol XII usiłował ją podbić już w 1716 

roku, a teraz właśnie ponowił próbę.

Zrezygnował z podporządkowania sobie Europy, ale Norwegia miała być rekompensatą 

za poniesione klęski. W 1716 roku Karol XII wkroczył do Christianii

  twierdzy Akershus 

jednak nie udało mu się zdobyć. Norwegowie zajęli pozycje na zachód od miasta i skutecznie 

odpierali ataki wojsk szwedzkich usiłujących ich otoczyć szczelnym pierścieniem. Wkrótce 

uzyskali wsparcie ze strony Danii.

Sytuacja   Karola   XII   stawała   się   coraz   trudniejsza,   w  końcu   musiał   podjąć   decyzję 

odwrotu, żeby uniknąć zamknięcia w Christianii. Król nie zamierzał jednak wracać jak nie-

pyszny do domu, chciał wycofać się jedynie do granicy szwedzko - norweskiej, po drodze zająć 

Halden wraz z twierdzą Fredriksten i stamtąd podjąć kolejne natarcie.

Tymczasem mieszkańcy Halden spalili swoje miasto, by nie wpadło Szwedom w ręce, 

zaś Peter Wessel Tordenskiold, kapitan duńskiej floty, z pochodzenia Norweg, zdobył i zni-

szczył szwedzkie okręty w Dynekil, chociaż sam dysponował zaledwie kilkoma statkami. Ów 

chwalebny   czyn,   za   który   uhonorowano   Tordenskiolda   stopniem   komandora,   na   zawsze 

pozostał w pamięci potomnych.

Karol XII zbierał siły do kolejnej wyprawy. Mądry po szkodzie, tym razem zamierzał 

rozpocząć działania wojenne od Fredriksten i dopiero stamtąd ruszyć na podbój Norwegii. Był 

to z pewnością rozsądny zamiar, tyle tylko że pozostał jedynie zamiarem. Król szwedzki nigdy 

nie dotarł dalej niż do Fredriksten, tam bowiem, gdy obserwował oblężenie miasta, trafiła go 

kula.

Nie wiadomo, kim był zabójca, być może tak precyzyjnie wycelował jakiś Norweg, ale 

równie dobrze mógł to zrobić któryś z ludzi króla.

Karol XII nie cieszył się miłością poddanych. Rządził krajem żelazną ręką i wdawał się 

w wojny, które były takim samym nieszczęściem dla Szwedów, jak dla ich wrogów.

*

Christiania - dawna nazwa Oslo (przyp. tłum.).

background image

Trwająca od dwóch dziesięcioleci wielka wojna na północy pochłonęła wiele ludzkich 

istnień i kosztowała mnóstwo pieniędzy. N a r ó d musiał płacić b a r d z o wysokie podatki, 

wsie cierpiały z powodu utraty rąk do pracy. Chłopów siłą wcielano do wojska, król bowiem 

dla pokonania wroga i rozszerzenia swego imperium potrzebował coraz więcej żołnierzy.

Luty 1718, Tornedalen

Finlandia również należała do Karola XII i ona także została zamieszana w prowadzoną 

przez niego wojnę. Pod koniec XVII wieku kraj wyczerpany był wieloma latami katastrofalne-

go nieurodzaju. Na skutek głodu zmarła wtedy niemal jedna czwarta ludności. Ledwo naród 

zdołał otrząsnąć się z tragedii, a już ponownie został zmuszony do uległości. Także Finowie 

mieli płacić podatki na nową wojnę, mieli też w niej walczyć...

Erkki Alatalo skończył dopiero trzydzieści dwa lata, lecz wyglądał na dużo więcej. Na 

razie uniknął przymusowego wcielenia do armii króla Karola XII, ale to w każdej chwili mogło 

się zmienić.

Erkki miał żonę i dwoje dzieci. Spłachetek ziemi, który uprawiał, musiał wyżywić ich 

czworo. Na pooranej bruzdami twarzy udręczonego mężczyzny odcisnęły swe piętno liczne nie 

przespane noce. W piwnych oczach zastygła niejedna łza.

Doświadczył w życiu wielu już nieszczęść i obawiał się, że przyszłość nie będzie lepsza. 

Ubogi chłop z Tornedalen bał się coraz bardziej. Nie o siebie, ale o żonę i dzieci.

background image

1

-   Jeść!   Jestem   głodna,   mamo!   Jeść!   Cienki   głosik   dziecka   przeszedł   w   żałosne 

zawodzenie.

Dwoje dużych ciemnych oczu na wpół z wyrzutem, na wpół z błaganiem wpatrywało 

się w siedzącą przy kamiennym palenisku wychudzoną kobietę, która trzymała w ramionach 

niemowlę. Przynajmniej mały Matti mógł zaspokoić głód, na razie Marja miała jeszcze w 

piersiach trochę pokarmu.

Nikt w rodzinie nie najadał się do syta. Od dawna kładli się spać o głodzie.

- Jeść! - pochlipywała dziewczynka, wkładając do buzi brudny kciuk.

- Będziesz ty cicho! - zagrzmiał ojciec, surowo mierząc wzrokiem córkę. Od jego głosu 

zatrzęsła się niska chata.

-   Raiju,   kochanie!   -   wtrąciła   pośpiesznie   Marja,   obejmując   mocniej   niemowlę.   - 

Wszyscy jesteśmy głodni i nic na to nie poradzimy. Popatrz, mały Matti powinien zasnąć, nie 

marudź tak okropnie! Jesteś już przecież dużą i mądrą dziewczynką, opowiedz lepiej jakąś 

historyjkę! Tak ładnie opowiadasz!

Raija   posłusznie   usiadła,   w   milczeniu   smutnym   wzrokiem   popatrzyła   na   mamę   i 

braciszka.

Opowiedz historyjkę! Łatwo powiedzieć!

Raija nie mogła nieustannie fantazjować, nie zawsze zresztą miała na to ochotę. Nie 

odkryła jeszcze, że ucieczka do świata marzeń pozwala zapomnieć o smutnej codzienności.

Matka,   dostrzegłszy   pełne   wyrzutu   spojrzenie   dziecka,   poczuła   się   jeszcze   bardziej 

zmęczona.   Miała   dopiero   trzydzieści   lat,   ale   wychudzona   i   spracowana,   nie   przypominała 

dorodnej panny o rumianych policzkach, którą była w młodości. Jej samej zresztą wydawało 

się, że od tamtego czasu minęły wieki. Wciąż jeszcze można było powiedzieć, że jest ładna, ale 

dawna olśniewająca uroda przyblakła. Włosy, które niegdyś mieniły się niczym dojrzałe zboże 

w pogodny letni dzień, zaczesywała teraz gładko i upinała na karku w kok. O lokach dawno już 

zapomniała.

Marja pracowała ponad siły. Uprawiali wraz z mężem kawałek pola, ziemia jednak była 

jałowa, a w jesienne noce często zjawiał się podstępny mróz, który nie zawsze zapowiadał swe 

przybycie.

Erkki i Marja dobrze pamiętali nieurodzajne lata z końca poprzedniego stulecia. Żywili 

nadzieję, że uchronią swoje pociechy od takich wspomnień i dzieciństwo nie będzie im się 

kojarzyć ze smakiem chleba pieczonego z kory drzew.

background image

Tyle że nadzieja i marzenia bywają złudne, zwłaszcza gdy jest się biednym.

Lato i jesień 1716 roku przyniosły nieurodzaj, a gdy nieszczęście powtórzyło się rok 

później, oznaczało to dla nich całkowitą katastrofę.

Dwa lata głodu wystarczyły, by złamać każdego. Erkki i Marja zdołali zebrać trochę 

zboża, ale ziarno nie nadawało się na sprzedaż. Nie wystarczyło go też, by wyżywić rodzinę 

podczas długiej zimy.

Najcięższe jarzmo stanowiły podatki. Chłopi popadali w coraz większe długi i coraz 

większą nędzę. Erkki i Marja musieli sprzedać jedyną krowę i obórka stała pusta, a nędzne 

grosze, jakie dostali, nie wystarczyły na długo. Marja dodawała coraz mniej mąki do chleba, 

który piekła, i teraz, w końcu lutego 1718 roku, było w nim już więcej kory brzozowej niż 

mąki.

Erkki z bólem patrzył na to, jak oczy jego żony i dzieci tracą blask, jak wszyscy troje 

marnieją z dnia na dzień, a on nie potrafi temu zaradzić.

Dla tego dumnego mężczyzny bezradność, jaką odczuwał, była nie do zniesienia. Tyle 

miał planów, tyle nadziei. Dręczyło go, że nie potrafi uchronić najbliższych przed głodem. 

Zasługiwali na lepszy los.

Serce   mu   krwawiło,   kiedy   spoglądał   na   smutną,   drobną   buzię   ukochanej   córki. 

Dziewczynka rozpaczliwie próbowała pokonać głód, potwora gryzącego jej trzewia, lecz nie 

udawało się go oszukać chlebem z kory. Erkki zadręczał się myślą, że jego dzieci wychowują 

się w domu, w którym panuje taka straszna nędza. Po tylu chudych latach tkwił po uszy w 

długach. Potrzebował dobrych plonów, żeby je spłacić. Przestał już wierzyć, że kiedykolwiek 

mu się to uda.

Przyszłość jawiła się  Erkkiemu  w ponurych barwach. Gdyby teraz wcielono go  do 

wojska i zmuszono do udziału w wojnie... Nie wiadomo, jak długo potrwa wojna ani jak się 

skończy. Królowie nie wtajemniczali maluczkich w swoje plany, choć to właśnie zwykli ludzie 

najbardziej cierpieli z powodu chorobliwych ambicji monarchów, którym marzyły się wielkie 

zwycięstwa.

Marja wstała i ułożyła Mattiego w kołysce. Erkki sam ją zrobił. Mąż miał zręczne ręce, 

wszystkie meble w izbie były jego dziełem. Kołyskę wyrzeźbił przed laty dla Raiji, dumny, że 

żona urodziła mu taką piękną córkę. Dziewczynka zajmowała w sercu ojca szczególne miejsce. 

Erkki oczywiście kochał także Mattiego. Zawsze marzył o synu, dziedzicu, teraz jednak żałował 

skrycie, że chłopiec przyszedł na świat w tak ciężkich czasach.

Matti   tymczasem,   nieświadom  niczego,   leżał   w   kołysce   i   gaworzył   radośnie.   Raija 

uwielbiała braciszka, uważała, że jest najśliczniejszy na świecie. Gotowa mu była ofiarować 

background image

wszystko.

Teraz siedziała przy nim i kołysała go do snu. Matti wyciągnął rączkę i złapał siostrę za 

palec. Ciepło wypełniło po brzegi serce dziewczynki, gdy dostrzegła na maleńkiej buzi coś na 

kształt uśmiechu, a potem braciszek zamknął swoje brązowe oczki i zasnął.

Erkki porwał kubrak i czapkę i z ponurą miną wymknął się z chaty. Mijając po drodze 

poletka sąsiadów, pomyślał przygnębiony, że wszyscy cierpią jednakową nędzę. Po raz kolejny 

zadał sobie pytanie, jakie też będą zbiory w tym roku. Czy znów takie marne jak w ubiegłych 

latach? Niechętnie się nad tym zastanawiał, ale miał przecież rodzinę na utrzymaniu. Do tego 

jeszcze ta wojna...

W głowie mu huczało.

Już od jakiegoś czasu rozważał pewien plan, który teraz postanowił urzeczywistnić.

Wiedział, że Marja będzie się temu sprzeciwiać i z płaczem błagać go, by odstąpił od 

swych zamiarów. Lękał się, że po tym, co uczyni, żona odsunie się od niego.

Podjął jednak decyzję, najtrudniejszą chyba i najgorszą w życiu, ale kierowała nim 

przecież miłość do najbliższych. Bywa, że ojciec właśnie z miłości do dzieci musi dokonać tak 

dramatycznego wyboru...

Doszedł do obozu Lapończyków. Słyszał wcześniej od jakiejś chłopki, że ponoć pewna 

rodzina lapońska z Ruiji, krainy nad morzem, szykuje się do wyprawy na swoje wiosenne i 

letnie pastwiska. Dowiedział się, że chodzi o Pehra, który ożenił się z Ravną, córką starego 

Matte,   co to niedawno  umarł.  Ravna  wywodziła  się  z  Lapończyków,   którzy  wędrowali   w 

obrębie Finlandii, ale jej mąż wypasał renifery na pastwiskach bliżej morza.

Erkki skierował się więc wprost do jurty Lapończyka z północy.

- Dzień dobry, jak się macie? - pozdrowił gospodarzy.

- Dziękujemy, dobrze! - odpowiedział mu Pehr, jak nakazywał zwyczaj.

W jurcie panował mrok, ale mimo to Erkki poczuł na sobie przenikliwe spojrzenie 

trzech par oczu. Oprócz Pehra w środku znajdowała się także jego żona i syn.

Erkki usiadł i zagadnął:

- Podobno ruszasz na północ. W głębi duszy czuł się jak ostatni nędznik.

Pehr,   ubrany   w   dork

  i   samodziałowy   kaftan,   pokiwał   głową.   Miał   pokrytą 

zmarszczkami, ogorzałą od słońca i wiatru twarz, zwichrzone włosy, czarne jak smoła, i oczy w 

kolorze miodu. Nie był stary, ale pełne trudu życie dodało mu lat.

-   Najpierw   wstąpimy   na   jarmark   do   Lyngen.   Erkki   słyszał   o   Lyngsbotn,   osadzie 

położonej w głębi fiordu Lyngen, do której zamierzał wstąpić Pehr. Tu w okolicy krążyło wiele 

*

Dork (lap.) - futrzana bluza nakładana na gole ciało włosem do wewnątrz (przyp. tłum.).

background image

opowieści o Ruiji.

- Och, nie powinienem był w ogóle wyruszyć na zimowe leże - westchnął Pehr, którego 

mieszkańcy Tornedalen nazywali Peeri Lapończyk, i potrząsnął ze smutkiem głową. - Spotkały 

nas same nieszczęścia.

Erkki zauważył kątem oka, że Ravna spochmurniała gwałtownie, a że słyszał o śmierci 

jej ojca, wymamrotał słowa współczucia. Na twarzach małżonków zagościło przygnębienie.

- Matte był już stary, przeżył swoje - rzekł Pehr, a po chwili dodał: - Podczas wyprawy 

straciłem córkę! Odeszła od nas nasza mała Laila... po prostu zgasła. Byliśmy zupełnie bezradni 

wobec tej choroby, która drążyła ją od środka. Biedne dziecko kasłało i pluło krwią, wreszcie 

umarło! Moja mała córeczka!

- Ile miała lat? - zapytał Erkki, doskonale pojmując cierpienie tych ludzi.

- Siedem... Nasza Laila przeżyła zaledwie siedem lat. Pehr, opowiadając o nieszczęściu, 

jakie ich dotknęło, w jednej chwili się postarzał.

- Ale mamy jeszcze syna Mikkala, dzięki niemu lżej nam znosić żałobę. Chłopak liczy 

sobie czternaście lat. To już dorosły mężczyzna!

Pehr poklepał syna po ramieniu. Erkki dopiero teraz przyjrzał się młodzieńcowi.

Pehr   się   nie   mylił,   to   był   naprawdę   krzepki   chłopak.   W   oczach   Mikkala,   nieco 

jaśniejszych niż oczy ojca, brakowało tego błysku wyrachowania, tak charakterystycznego dla 

Peeri Lapończyka. Szeroka, nieco kanciasta twarz młodzieńca nie była bynajmniej pozbawiona 

urody. Jak na tak niedojrzałego chłopca, miał wyjątkowo wyraziste rysy twarzy.

- Straciłem trzy córki - ciągnął dalej Pehr. - Mikkal jest moim jedynym synem.

- Ja mam córkę - odezwał się Erkki, a jego słowa jakby zawisły w powietrzu. - I syna. 

Raija ma osiem lat. Matti urodził się w grudniu...

- Bieda tu w okolicy - zauważył Pehr. - U ciebie zdaje się nie lepiej, Erkki?

Ojciec Raiji zrozumiał, że Lapończyk go przejrzał. Pehr zmienił temat nieprzypadkowo, 

choć tak się z pozoru mogło zdawać. Nie do końca jednak zapanował nad swym głosem i 

wyrazem twarzy i to go zdradziło.

Erkki potwierdził domysły Lapończyka. Zresztą, co tu ukrywać, zbiory były marne, a 

zima długa. Na szczęście miała się ku końcowi i Erkki tęsknie wyglądał wiosny. Uznał jednak, 

że nie może pokładać całej nadziei wyłącznie w Bogu. Do tej pory tak postępował, ale im 

więcej było brzozowej kory w chlebie, tym częściej nachodziły go chwile zwątpienia. Erkki nie 

pamiętał już, jak smakuje chleb upieczony z mąki. Słowo „chleb” kojarzyło mu się ze smakiem 

drewna.

- W Ruiji nie ma biedy - opowiadał Pehr. - Nikt tam nie głoduje, ani dorośli, ani dzieci.

background image

- Tu pewnie też nastaną w końcu lepsze czasy - odparł Erkki bez przekonania.

- Wielu Finów postanowiło przyłączyć się do nas. Razem z nami ruszają na wybrzeże - 

mówił Pehr, a jego żółte oczy świeciły w mroku jak kocie ślepia. - Ludzie mają już dość 

zmagania się z biedą w tym kraju. A ty, Erkki, nie myślałeś o tym? Nad morzem czeka na 

pracowitych chłopów dużo uprawnej ziemi.

Erkki pokręcił głową.

- To nie dla mnie - odparł ze smutkiem. - Zbyt głęboko zapuściłem tutaj korzenie.

- To znaczy, że głód nie dokuczył ci jeszcze tak naprawdę - stwierdził Pehr, uśmiechając 

się z przymusem.

- Bardziej niż ci się zdaje - westchnął chłop z Tornedalen. - Powiadasz więc, że tam nad 

morzem jest tak dobrze?

- Ludzie muszą tam pracować tak samo jak tutaj - odrzekł Pehr i wzruszył ramionami. - 

Nie wszyscy opływają w dostatek, ale też nikt nie chodzi spać głodny...

- Mówisz, że wielu Finów wyrusza na północ... - Erkki spuścił głowę i popatrzył na swe 

spracowane dłonie.

- Nie bez powodu - potwierdził Pehr.

- Chciałbym cię prosić o przysługę - rzucił pośpiesznie Erkki, umykając spojrzeniem 

przed przenikliwymi oczami Lapończyka.

Pehr jednak domyślił się, o co mu chodzi, i przerwał mu w pół słowa.

- Rozumiem. Jakoś to się da urządzić. Jedna osoba więcej, jedna mniej, nie robi różnicy. 

Ale co z tobą, Erkki? Ty nie dasz się namówić?

Erkki ze smutkiem pokręcił głową.

- O co mu chodzi? - nieoczekiwanie wtrącił  się Mikkal. Erkki drgnął, usłyszawszy 

bezpośrednie pytanie chłopca.

Znowu odezwały się wyrzuty sumienia. Poczuł na sobie pytające spojrzenie młodego 

Lapończyka i popatrzył mu w oczy. Teraz uderzyła go łagodność malująca się na twarzy tego 

młodzieńca. Emanowało zeń tyle ciepła i dobra, że chłopak w jednej chwili wzbudził jego 

zaufanie. Z pewnością nie odziedziczył tych cech po ojcu, bo Pehr był szczwany jak lis. Erkki 

nigdy by mu nie zaufał, gdyby nie zmusiły go do tego okoliczności.

-   Mikkal   za   dużo   pyta.   -   Pehr   pośpiesznie   usprawiedliwił   syna   i   uśmiechając   się, 

wyjaśnił mu: - Zdaje się, że Erkki zamierza wysłać do Ruiji swoje dzieci...

- Tylko jedno - przerwał mu Erkki. - Tylko Raiję. Chłopiec jest jeszcze mały...

Erkki dojrzał we wzroku Mikkala nieme oskarżenie. Nie zaskoczyło go to, sam czuł się 

podle. Ale cóż począć, skoro życie zmusza go, by stawił czoło brutalnej rzeczywistości. Nie 

background image

patrząc już w miodowe oczy młodzieńca, znowu zwrócił się do Pehra.

- Słyszałem, że i inni wysyłają dzieci do Ruiji - rzekł głucho. - Ponoć im tam dobrze, 

ludzie, którzy przyjmują je pod swój dach, traktują je jak swoje... Jedni nie mogą mieć dzieci, a 

inni mają, ale nie są w stanie ich wykarmić... - Mikkal na te słowa spuścił głowę, a Erkki z 

goryczą mówił dalej: - Nie mogę patrzeć, jak moja córeczka głoduje. Chyba w tej Ruiji nie jest 

znowu tak źle... pewnie będzie jej tam lepiej niż tu. Mam długi... jeśli w tym roku znów zdarzy 

się nieurodzaj, nie wiem, co nas czeka. Matti urodził się tuż przed Nowym Rokiem...

- Znajdziemy dla. twojej córki dobrych rodziców! - usłyszał zdecydowany glos Ravny. 

Oczy  Laponki   zapłonęły  dziwnym   blaskiem.   Erkkiemu  Alatalo   zdawało   się,   że   ta   kobieta 

zagląda wprost w najgłębsze zakamarki jego duszy.

- Przyrzekam ci, Erkki Alatalo, że twojej córce będzie dobrze w Ruiji - przemówiła, 

akcentując każdą sylabę. - Wybierzemy dla niej najlepszych rodziców.

Erkki poczuł, że spływa nań spokój. Obietnica została złożona z takim żarem, że chłop 

nabrał pewności, iż Laponka uczyni wszystko, by znaleźć dla Raiji dobry dom.

- Nie mam wam czym zapłacić... Pehr pomachał lekceważąco pomarszczoną dłonią.

- Nie warto o tym mówić! To nic wielkiego! - powiedział.

-   Chętnie   oddam   ci   przysługę.   Widzę   przecież,   jaką   biedę   cierpicie.   Zabiorę 

dziewczynkę   do   Ruiji,   tam   czeka   ją   lepsze   życie.   Jakże   mógłbym   żądać   za   to   zapłaty?   - 

roześmiał się.

- Zresztą bez trudu znajdę dla niej dom. Do Lyngsbotn zjeżdżają na jarmark tłumy ludzi 

z okolic nad fiordem Lyngen, ba, nawet mieszkańcy Dalekiej Północy i całej Laponii. Nie 

pożałujesz, że zwróciłeś się z tym do mnie, Erkki! Uwierz mi, twoja córka będzie w Ruiji żyć 

jak księżniczka.

- Kiedy ruszasz w drogę?

-   Jutro   -   odrzekł   Pehr.   Odpowiedź   Lapończyka   poraziła   Erkkiego   niczym   grom   z 

jasnego nieba. Liczył, że będzie miał więcej czasu na to, żeby przygotować Raiję i żonę, a także 

samego siebie, na rozstanie. Pośpiesznie zebrał się do wyjścia i zapewnił na odchodnym, że 

nazajutrz przyprowadzi małą.

Wymienili jeszcze zwykłe uprzejmości, ale Erkki odpowiadał jak nieobecny duchem. 

Wyszedł z jurty Lapończyków, unikając wzroku czternastoletniego Mikkala, który z powagą 

dorosłego mężczyzny odprowadzał go spojrzeniem. Erkkiemu zdawało się, że z jego wąskich 

oczu płynie strumień oskarżeń.

W  chwilę   później   także   Mikkal   opuścił   jurtę.   Bez   trudu   odgadł,   jakimi   motywami 

kierował się jego ojciec. Nie miał złudzeń, wiedział, że na tej drobnej przysłudze Pehr zamierza 

background image

ubić interes. Odda Raiję ludziom, którzy zapłacą za nią najwięcej, nie przejmując się wcale, do 

kogo dziewczynka trafi.

Mikkal przejrzał także zamiary matki. Nieszczęsna, nie otrząsnęła się jeszcze z żalu po 

śmierci Laili. Ciągle nie mogła się oswoić z prawdą, że córeczki nie ma wśród żywych.

Nie   zważając   na   silny   wiatr,   młodzieniec   stał   bez   ruchu   i   odprowadzał   wzrokiem 

niknącą w oddali zgarbioną sylwetkę Erkkiego Alatalo. Czuł głębokie współczucie dla tego 

człowieka, który powodowany skrajną rozpaczą podjął tak dramatyczną decyzję, ale nie mógł 

go zrozumieć...

Po   powrocie   do   domu   Erkki   niewiele   mówił.   Burknął   tylko,   że   był   w   obozie   u 

Lapończyków i rozmawiał z tymi, którzy wyruszają do Ruiji, a potem przez cały wieczór sie-

dział w kącie i nie spuszczał wzroku z córki. Pochłaniał ją spojrzeniem, pragnąc na zawsze 

utrwalić w pamięci każdy najdrobniejszy szczegół jej wyglądu.

Raija   zauważyła,   że   ojciec   zachowuje   się   inaczej   niż   zwykle,   ale   szybko   przestała 

zwracać na to uwagę. Nauczyła się przyjmować fakty bez zadawania zbędnych pytań.

Marja także dostrzegła zmianę w zachowaniu męża i niepojęta trwoga chwyciła ją za 

serce. Szybko jednak odrzuciła podejrzenie. Niemożliwe, tłumaczyła sobie. Erkki nigdy nie 

zrobiłby czegoś takiego swojej córce. Przecież ją ubóstwia! Mimo to tego wieczoru Marja 

zerkała co rusz na swego męża i nie przestawała się zastanawiać...

Rodzice odesłali Raiję do łóżka, ale dziewczynka nie mogła zasnąć.

Ruija... Tata miał dziś takie dziwne, niespokojne oczy, kiedy wspomniał o Ruiji. Nie 

wiadomo dlaczego. Zatopiła się w myślach, które tak ją pochłonęły, że zapomniała o głodzie 

szarpiącym wnętrzności.

Ruija,   baśniowa   kraina   na   północy   daleko   nad   wielkim   morzem...   Dziewczynka 

zapragnęła, by ojciec powtórzył jej trochę więcej z tego, co usłyszał. Nigdy nie bywał taki mil-

czący, kiedy dowiedział się czegoś nowego. Chyba że przynosił złe nowiny...

Nie, to niemożliwe. Złe wieści o Ruiji? Przecież tam nikt nie cierpi głodu, nikt nie 

dodaje kory do mąki, żeby upiec chleb! W morzu roi się od ryb, wystarczy tylko zarzucić sieci, 

by je wyciągnąć. Tam ludzie są szczęśliwi. Głuszce przelatują całymi stadami i niemal się 

proszą,   by   je   złowić   w   sidła.   W   lasach   i   na   rozległych   równinach   jest   mnóstwo   dzikiej 

zwierzyny.   W  rzekach   zaś   podobno  pływają  ryby   tak  duże   i   tłuste,   że   wprost   nie   można 

uwierzyć własnym oczom.

Ruija to kraina spełnionych marzeń!

Raija westchnęła, pozwalając się ponieść fantazji. Jej myśli poszybowały w górę rzeki 

Torne, do nadmorskiej krainy.

background image

Pomyśleć tylko, najadać się codziennie do syta! To by dopiero było coś!

Raija zapragnęła ujrzeć znowu radosną twarz mamy, usłyszeć jej wesoły śmiech, który 

tak bardzo lubi, a którego od dawna nie słyszała! Gdyby tak tata dostał w Ruiji chatę, oborę i 

łódź, a także własną ziemię...  żeby zbożu nie zagrażało ani słońce, ani mróz, żeby mama 

ubierała się w najładniejsze suknie, a mały Matti miał okrągłe rumiane policzki i pulchne rączki 

z dołkami na łokciach!

To byłoby całkiem inne życie! Nie to, co teraz, gdy w pocie czoła harują na codzienny 

chleb, a mróz w ciągu jednej nocy niweczy cały wysiłek rodziców.

Brzmi to jak bajka! I zapewne tylko bajką zostanie. Ośmioletnia Raija uśmiechnęła się z 

goryczą, w tej jednej chwili nad wiek dojrzała.

Marząc  o krainie,   w której   dzieci   bawią  się,  śmieją  i  najadają  do syta,  ciemnooka 

córeczka Erkkiego Alatalo wreszcie zasnęła. Nikt nie mógł odebrać jej tych marzeń o wielkim 

morzu i Ruiji, do której droga była dłuższa, niż dziewczynka przypuszczała. Nigdy pewnie tam 

nie dotrze, będzie żyć w głodzie i nędzy w Tornedalen, ale przecież nikt nie zabroni jej marzyć.

Erkki pustym wzrokiem wpatrywał się w mrok. Marja leżała wsparta na ramieniu męża.

- Raiję odeślemy do Ruiji, już wszystko uzgodniłem. - Erkki powiedział to tak cicho, że 

ledwie było go słychać. Nie chciał, żeby córeczka wiedziała, o czym mówią.

Marja zerwała się i ścisnąwszy ramię męża, odezwała się ze złowróżbnym spokojem:

- Erkki Alatalo, sprzedajesz własne dziecko?

- Milcz, kobieto! Odwrócił się do żony plecami, ale ona rzuciła się ku niemu niczym 

gronostaj i zmusiła, by spojrzał jej prosto w oczy.

- Nigdy byś sobie tego nie wybaczył! Nie wierzę ci, Erkki! Nawet nie chcę myśleć, że 

coś takiego przyszło ci do głowy!

- To już postanowione!

- Nie zgadzam się! - Marja, blada jak kreda, usiadła na łóżku. - Nie możesz mi tego 

zrobić! Przecież to także moje dziecko! - Ze szlochem ukryła twarz w dłoniach, a jej wychudłe, 

drobne ramiona zadrżały.

Erkki nie mógł słuchać jej płaczu. Rękami sztywnymi jak kłody przygarnął żonę.

- Myślisz, że mnie jest to miłe? - odezwał się z ciężkim sercem. - Sądzisz, że bez żalu 

oddaję nasze dziecko? Czy nie wiesz, Marjo, jak bardzo ją kocham?

- Wydawało mi się, że wiem - odpowiedziała bezbarwnie. - Ale teraz w to zwątpiłam.

Erkki zacisnął powieki, by powstrzymać łzy palące jak ogień. Raija, jego oczko w 

głowie! Cudny kwiatuszek, który po nim odziedziczył charakter. Natura obdarzyła ją urodą 

matki,  miała jej rysy twarzy i zgrabną sylwetkę,  ale  oczy,  które ciskały gromy, kiedy się 

background image

złościła, mieniły się tą samą barwą co oczy ojca. Mała Raija była jego radością i najdroższym 

skarbem. Ona nie powinna cierpieć!

Trafiała jej się szansa - szansa na życie, jakiego on sam nie może jej zapewnić, życie 

bez biedy czającej się pod powałą niczym mroczny, złowieszczy cień. Właśnie takie życie sobie 

dla niej wymarzył, dla niej i dla całej rodziny, bo najbliżsi byli dla niego wszystkim. Wiedział 

jednak, że to marzenie nigdy się nie spełni.

A może jeszcze nadejdą lepsze czasy? Bo czy przez trzy kolejne lata mogą być takie 

marne plony? Uznał jednak, że i to jest możliwe. Nie umiał już wierzyć w nadejście lepszych 

dni.

- Nie tego pragnąłem dla ciebie - mruknął Erkki i pogładził żonę po plecach.

Marja pochlipywała cicho, połykając łzy.

Erkki wyczul pod palcami wystające kości. W młodości Marja była urodziwą panną. 

Najmłodszą córką chłopa, który, choć miał ośmioro dzieci, radził sobie doskonale. Marja przy-

wykła do lepszego życia niż to, które ofiarował jej Erkki. Serce mu pękało, bo przecież kochał 

ją tak mocno, a stał się przyczyną jej nieszczęścia. A teraz jeszcze odbiera jej dziecko...

- Nie tylko nam jest ciężko - wyjąkała Marja załamującym się głosem. - Inni mają 

więcej dzieci niż my...

Po wychudzonych policzkach Erkkiego Alatalo popłynęły łzy. Jego postanowienia nic 

już nie mogło zmienić. Być może kiedyś znienawidzi siebie za to, że tak właśnie postąpił, ale 

gdyby nie wykorzystał okazji, by poprawić los dziecka, pogardzałby sobą do końca swych dni. 

Nie mógł skazywać córki na głód i cierpienie, to byłby egoizm z jego strony. W Ruiji nikt nie 

cierpiał biedy, Peeri Lapończyk nie jedyny tak twierdził. Nad morzem mieszkają dobrzy ludzie, 

zaopiekują się jego córeczką, jego kwiatuszkiem. Wychowają ją jak swoją. Raiji będzie tam 

dobrze...

Odczuł swego rodzaju ulgę, gdy podjął wreszcie tę trudną decyzję - miał nadzieję, że i 

Marja jakoś się z tym oswoi - ale równocześnie cierpiał tak, jakby ktoś ugodził go nożem prosto 

w serce. Bał się, że jego przyszłość bez radosnego śmiechu córeczki i jej łagodnego głosu 

zamieni się w piekło.

Ale za to Raija będzie szczęśliwa!

- Marjo, spójrz prawdzie w oczy! Tu nie zdołamy zachować jej przy życiu. Ledwie nam 

starczy jedzenia dla niej na jutro. Mamy więc ją zatrzymywać, skoro tam może jej być lepiej?

Odetchnął głęboko. Jak na niego była to długa przemowa, ale bardzo mu zależało, by 

Marja zrozumiała jego intencje.

Stracą córkę. Erkki nie chciał jednocześnie stracić także żony. Teraz najważniejsze, by 

background image

wzajemnie się wspierali, bo w nadchodzącym czasie będą siebie bardzo potrzebować.

- A więc to prawda! - wyszeptała Marja pozbawionym wyrazu głosem, jakby nagle 

uszło z niej życie.

Erkki nie odpowiedział, jedynie mocniej ją przytulił. Zrozumiała.

Delikatnie głaskał żonę po włosach, ale czy cokolwiek mogło ją teraz pocieszyć?

- Kiedy? - Marja nie była w stanie wydobyć z siebie nic ponad to jedno słowo.

Czekając   na   odpowiedź,   zamknęła   oczy,   próbowała   się   uspokoić.   Matti   cicho 

pochlipywał w kołysce, miała nadzieję, że nie zacznie płakać i nie zbudzi Raiji...

- Jutro...

- Nie! - krzyknęła z rozpaczą. Erkki pokiwał głową. Usiadł, dotykając stopami zimnej 

podłogi, i ugiął kark jakby pod brzemieniem podjętej decyzji.

Dopiero   teraz   Marja   dostrzegła   w   jego   oczach   łzy.   Odruchowo   wyciągnęła   rękę   i 

wytarła słone strużki płynące po pooranej zmarszczkami twarzy.

Nagle poczuła, jak ogarnia ją bezmierna czułość. Nie, Erkki nie robi tego ze względu na 

siebie, po to tylko, by mieć do wykarmienia o jedną gębę mniej, jak przez chwilę skłonna była 

przypuszczać.

Marja zrozumiała jego intencje, ale wcale nie zrobiło jej się lżej, gdy pomyślała, że 

nazajutrz ma pożegnać jedyną córkę.

- Jutro - wymamrotała i opadła ciężko na posłanie. Wpatrzona w powałę, czuła, jak łzy, 

których nie mogła zatrzymać, płyną jej z oczu.

Erkki przytulił mocniej wychudzone ciało Marji. Leżeli w milczeniu wpatrzeni w mrok, 

starając się oswoić z prawdą, że nie ma innego wyjścia.

Przed świtem Erkki z ulgą usłyszał spokojny oddech żony. Ucieszył się, że przynajmniej 

Marja trochę wypocznie, bo sam nie miał nadziei, że uda mu się zasnąć. Wreszcie jednak i jego 

zmogło zmęczenie. Ostatnie, co pomyślał, nim zapadł w sen, to jak bardzo podobne jest imię 

jego ukochanej córeczki do nazwy krainy nad morzem. Raija i Ruija...

Może Opatrzność zdecydowała już dawno, że Raija nie będzie dorastać w Tornedalen?

Raiję obudził głośny płacz Mattiego. Zaspana, usiadła na łóżku. Słońce. To znaczy, że 

jest już późny poranek, pomyślała. Usłyszawszy krzątaninę mamy, wstała zdziwiona, dlaczego 

jej nie obudzono. Nie lubiła zaniedbywać swoich obowiązków.

Boso podeszła do kołyski i wzięła na ręce zapłakanego braciszka. Zauważyła, że ojciec 

jeszcze nie wyszedł. Siedział nachmurzony, na jego pooranej bruzdami twarzy czaił się smutek. 

Mama miała podpuchnięte i zaczerwienione oczy. Czy to znowu coś z wojną? Raija słyszała 

kiedyś sporo na ten temat.

background image

- Co się stało? - zapytała, chociaż wiedziała dobrze, że nie wolno mieszać się w sprawy 

dorosłych.

- Ubierz się, dziecko! - poprosiła mama i wzięła na ręce Mattiego.

Raija   posłusznie   założyła   ubranie.   Smutne   spojrzenia   rodziców   napełniły   ją   nagle 

niewytłumaczalnym lękiem.

- Wyruszasz do Ruiji, moje dziecko - odezwał się ojciec. Córka popatrzyła na niego z 

niedowierzaniem,   ale   zaraz   rozpromieniła   się,   uszczęśliwiona.   Czyżby   jej   skryte   marzenia 

miały się spełnić?

-   Do   Ruiji!   -   powtórzyła   z   nabożeństwem.   -   Kiedy?   W  chacie   zapanowała  niemal 

namacalna cisza.

- Dziś - odpowiedziała w końcu Mar ja. Dziewczynka obrzuciła rodziców uważnym 

spojrzeniem i dostrzegła w ich oczach dziwny żal. Oboje zachowywali się jakoś nienaturalnie. 

Wreszcie wewnętrzny głos podpowiedział jej, że coś się musiało stać i że jej marzenia jednak 

się nie spełnią.

Patrzyła i powoli docierała do niej straszliwa prawda, tłumiąc w zarodku ledwie co 

powstałą radość.

- Wy zostajecie! - zawołała zdruzgotana. Marja z płaczem odłożyła synka do kołyski i 

przytuliła mocno Raiję, której drobne ciałko zesztywniało.

- Zobaczysz, w Ruiji będzie ci dobrze, o wiele lepiej niż w domu! - przekonywała 

matka. - Zaopiekują się tobą mili ludzie. Wszystko będzie jak w bajce!

Raija wyczuwała jednak, że matka sama nie wierzy w to, co mówi, i jej słowa wcale nie 

podniosły dziewczynki na ducha.

-   Nie   chcę!   -   zawołała   zrozpaczona,   ale   rodzice   odpowiedzieli   jej   milczeniem. 

Zrozumiała   wówczas,   że   cokolwiek   powie   czy   uczyni,   to   i   tak   nie   zdoła   zmienić   ich 

postanowienia.

Ten dzień zamienił się w koszmar, godziny wlokły się niemiłosiernie. Raija dostała 

wszystko, co było w domu najlepszego do jedzenia, ale ledwie to tknęła. Nie chciała jeść, wo-

lałaby umrzeć. Jeśli nie może zostać z najbliższymi, to nie ma po co dłużej żyć. Co zrobi bez 

nich w Ruiji?

Marja i Erkki mocno tulili córeczkę, jakby chcieli przelać na nią całą swoją miłość. 

Pragnęli, by zapamiętała, jak bardzo ją kochają. Wysyłając ją do obcych, kierowali się miłością. 

Nie sprzedawali własnego dziecka...

Nadeszła chwila rozstania. Raija, ubrana w długą czarną spódnicę i kumagi

, założyła 

*

Kumagi - buty z garbowanej skóry z charakterystycznym zawiniętym noskiem (przyp. tłum.).

background image

płaszcz, a matka otuliła ją brązową chustą. Pod stertą ubrań chude ciałko małej zdawało się 

jeszcze drobniejsze. Dziewczynka wzięła na ręce Mattiego i przez chwilę, trwającą wieczność 

całą, tuliła mocno braciszka. Czy jeszcze kiedyś go zobaczy? Lepiej o tym nie myśleć!

Potem   ostrożnie   ułożyła   niemowlę   w   kołysce.   Cherubinek   ze   złotymi   loczkami   na 

główce patrzył na nią jakby ze zdziwieniem swymi dużymi brązowymi oczami.

- Żegnaj! - szepnęła, mrugając powiekami, by powstrzymać napływające łzy. Potem 

mocno przycisnęła usta do pulchnego policzka braciszka.

Zmuszono ją do wyjazdu do Ruiji. Och, udałaby się tam z radością, gdyby towarzyszyli 

jej Matti, mama i tata, ale teraz sama myśl o wyprawie wzbudzała w niej tylko smutek i lęk.

Marja patrzyła na dwoje swoich dzieci, z trudem powstrzymując łzy. Erkki otoczył żonę 

ramieniem, ale ten gest nie zdołał jej pocieszyć. Kiedy już w żaden sposób nie dało się odwlec 

rozstania, Marja załamała się. Przytuliła mocno córeczkę i z płaczem błagała ją, by zrozumiała, 

że robią to z miłości.

- Bardzo cię kochamy, dziecinko! - powtarzała, całując ją w policzki.

Raija   pośpiesznie   pogłaskała   matkę   po   wychudzonej   twarzy.   Przez   chwilę   jej   oczy 

wyrażały ogromną miłość, ale zaraz przygasły.

Raija ujęła dłoń ojca i wyruszyli.

Nie potrafiła dłużej powstrzymać się od płaczu. Łzy ziębiły jej policzki, ale ona nie 

przestawała szlochać. Jej mała rączka spoczywała w dużej, silnej ręce ojca, dziewczynka jednak 

nie czuła się bezpieczna. Najchętniej wyrwałaby mu się i uciekła. Biegłaby z całych sił i gdzieś 

ukryła...

Może wtedy pozwoliliby jej zostać w domu?

Ale Erkki Alatalo nie dał córce najmniejszej szansy ucieczki.

Małe nóżki nieustannie posuwały się naprzód.

Zbliżali się do miejsca, gdzie mieli się pożegnać, do miejsca, w którym miała zostać 

przerwana ostatnia nić łącząca Raiję z rodzinnym domem. Tam dziewczynka dołączy do Pehra i 

towarzyszących mu ludzi.

Nie chcę! Nie chcę opuszczać najbliższych! kołatało jej w głowie. Niech sobie będzie 

nawet najcudowniej w tej Ruiji, wcale nie chcę tam jechać! Wszystkie te marzenia były na niby, 

tak naprawdę wcale nie pragnęłam, żeby się spełniły...

Przecież nie o tym marzyłam, by jechać sama do tej północnej krainy nad morzem! Nie 

chcę być sama, należę do nich, do Mattiego, mamy i taty. Czy tata tego nie pojmuje?

Bezładne myśli układały się w pytania, ale choć dziewczynka poruszała ustami, nie 

mogła wydobyć z siebie głosu, płakała tylko.

background image

Erkki czuł się jak morderca. Jakie znaczenie miało to, że wiedział, iż ratuje córce życie, 

skoro ona sama nie zdawała sobie z tego sprawy? Może go nawet nienawidziła? Lękał się jej 

zapytać o cokolwiek, bał się odpowiedzi. Raiją zawsze targały skrajne uczucia, kierowała się 

raczej głosem serca niż rozsądkiem.

Erkki westchnął ciężko.

- Raiju, maleńka - wykrztusił wreszcie. Tak bardzo pragnął, by jego głos zabrzmiał 

czule i z miłością, a tymczasem z jego ust wydobył się jedynie smutny szept. - Robię to, po-

nieważ bardzo cię kocham!

Przemawiał do córki, choć doskonale wiedział, że i tak go nie zrozumie, ale samo to, że 

słucha, stanowiło dla niego pewną pociechę. Ten dzień wryje się Raiji w pamięć. Jego słowa 

zapadną w jej serce na zawsze. Kiedyś być może zrozumie, że miłość można wyrażać na różne 

sposoby! Erkki żywił nadzieję, że tak się stanie.

- Chcę, żeby ci było dobrze, córeczko! Dlatego wysyłam cię z Pehrem do Ruiji. Tam 

będzie ci lepiej niż tu z nami, kochanie!

Raija milczała. Ani nie potrafiła, ani nie chciała odpowiedzieć. Oczywiście słyszała, co 

tata mówi, ale sens jego słów do niej nie docierał. Była za mała, by zrozumieć.

Ojciec ścisnął ją mocno za rękę. Dziewczynka mimo to czuła, że ją zawiódł.

-   Przecież   tak   marzyłaś,   córeczko,   żeby   zobaczyć   Ruiję!   -   Erkki   za   wszelką   cenę 

próbował do niej dotrzeć. - Pamiętasz, rozmawialiśmy o rybach i o morzu, o górach...

Raija z zaciśniętymi ustami wpatrywała się w dal. Niech nie próbuje jej wmówić, że 

chciała jechać do Ruiji, bo to nieprawda! Jej dom jest tutaj, w Tornedalen! Marzenia o Ruiji 

snuła sobie dla zabawy! Czy on, jej własny ojciec, nie potrafi tego zrozumieć?

Dochodzili   do   obozu.   Lapończycy   i   fińskie   rodziny,   które   przyłączyły   się   do 

koczowników,   żeby   wraz   z   nimi   odbyć   wędrówkę   ku   morzu,   ku   lepszemu   jutru,   właśnie 

zbierali się do wymarszu.

Raija szła coraz wolniej, coraz niechętniej. Wszystko wokół niej było obce i nowe: 

ludzie, renifery, lapońskie sanie. Obce twarze, same obce twarze!

Niektórzy   przyglądali   się   dwojgu   Finom   z   ciekawością,   inni   w   ogóle   na   nich   nie 

zwracali uwagi, pochłonięci swoją pracą. Raija była przerażona. Bezwiednie przytuliła się do 

ojca, który ścisnął mocniej jej dłoń, próbując dodać córce odwagi. Ale wtedy dziewczynce 

przypomniało się, dlaczego się w tym miejscu znaleźli. Ojciec miał ją tutaj zostawić, samą 

wśród tych obcych ludzi. Oni zabiorą ją do Ruiji.

Przez   chwilę   prawie   o   tym   zapomniała.   Nowe   otoczenie   rozpaliło   jej   ciekawość, 

napawało ją lękiem, ale zarazem przedziwnie wabiło.

background image

Szybko jednak stłumiła w sobie kiełkujące zainteresowanie. Przecież tu, w tym miejscu, 

miała zostać pozbawiona wszystkiego, co kocha.

Pehr zauważył, że nadchodzą, i na swych wykrzywionych jak pałąki nogach wyszedł im 

roześmiany na spotkanie.

- Już sądziłem, że się rozmyśliłeś - odezwał się na przywitanie.

W   odpowiedzi   na   te   nie   najstaranniej   dobrane   słowa   na   twarzy   Erkkiego   Alatalo 

przemknął jedynie cień uśmiechu.

-   Ładna   dziewczynka   -   mruknął   Pehr.   Raija   obrzuciła   go   hardym,   przepełnionym 

nienawiścią spojrzeniem. Nikt nigdy jej nie zmusi, by polubiła tego człowieka!

Pehr aż się wzdrygnął, ujrzawszy emanującą z oczu dziecka nienawiść. Wiele można 

było zarzucić temu mężczyźnie o pooranej bruzdami twarzy, który podjął się przeprowadzić 

Raiję do Norwegii, jednak z pewnością potrafił doskonale odczytywać uczucia i nastroje. Miał 

to po prostu we krwi, wielokrotnie jego przeczucia się potwierdzały.

- Tak, tak... Pożegnaj się z małą. Ruszamy... - burknął, umykając wzrokiem przed parą 

dziecięcych oczu, które ciskały iskry.

Nadeszła chwila, której Erkki najbardziej się lękał - rozstanie.

Powoli przykucnął i przytulił Raiję. Nie mógł jednak znieść pełnego wyrzutu spojrzenia 

dużych brązowych oczu. Nieme potępienie, które odmalowało się na twarzy ośmioletniego 

dziecka, miało go prześladować przez resztę życia. Płacz ściskał mu gardło, więc tylko bez 

słowa mocniej przygarnął córkę.

- To dla twojego dobra, Raiju! - wyszeptał raz jeszcze. Było mu ogromnie ciężko, bo 

wiedział, że ona, niczego nie pojmując, właśnie jego obarcza odpowiedzialnością za to, co się 

stało.

Wstał, poklepał córeczkę po policzku i odszedł, zataczając się jak pijany.

Raija nie wyrzekła ani jednego słowa.

Dopiero   gdy   przygarbiona   sylwetka   ojca   zginęła   w   oddali,   z   oczu   dziewczynki 

popłynęły łzy, a jej ciałem wstrząsnęły dreszcze, jakby dokuczał jej chłód.

Sama.   Została   zupełnie   sama.   Nic   by   nie   dało,   gdyby   pobiegła   za   ojcem.   I   tak 

przyprowadziłby ją z powrotem. Ogarnięta paniką odwróciła się do obcych ludzi. Przez łzy nie 

mogła ich rozróżnić - zlewali się w rozmazane plamy. Nagle jedna postać oddzieliła się od 

pozostałych. Do zapłakanej dziewczynki podszedł starszy od niej chłopak i otoczył ramieniem 

jej drobne ciało wstrząsane szlochem. Raija przytuliła się do tego obcego, który okazał jej 

ciepło i czułość. Ukryła twarz na piersi syna Pehra i płakała, płakała.

Mikkal nie pojmował, skąd się w nim bierze taka czułość dla małej Raiji. Zwykle 

background image

spoglądał na dziewczyny z pogardą. Ale to samotne dziecko o dużych, wyrażających rozpacz 

oczach poruszyło w nim jakąś strunę. Dziewczynka była taka mała i bezradna. Chłodny wiatr 

targał wystające spod chusty czarne pukle, które wyglądały jak skrzydła zmagającego się z 

wichurą kruka.

Mikkal, trzymając Raiję w ramionach, usłyszał swój własny głos:

- Płacz, płacz, maleńki kruku! Jest ci teraz bardzo ciężko, ale ja się o ciebie zatroszczę, 

zawsze będę się troszczyć...

background image

2

Ludzie. Sami obcy ludzie, którzy przywędrowali tu z południa całymi rodzinami. Z ich 

oczu wyzierał głód, rozpacz i tłumiona nadzieja. Dorośli, mężczyźni i kobiety o zniszczonych 

od ciężkiej pracy dłoniach, i dzieci, tak jak Raija oderwane od korzeni. Ich jednak nie czekała 

tak   drastyczna   odmiana   życia,   bo   przecież   miały   przy   sobie   rodziców.   Raija   tymczasem 

znalazła się całkiem sama pośród obcych. Dziecko, które nigdy dotąd nie opuszczało rodzinnej 

wsi w Tornedalen, nigdy nie przebywało poza rodzinną chatą!

Finowie,   którzy   przyłączyli   się   do   Lapończyków,   próbowali   zaprzyjaźnić   się   z 

dziewczynką. Użalali się nad tym dzieckiem wyrzuconym z rodzinnego gniazda. Ale Raija nie 

chciała   litości.   Była   zbyt   dumna,   by   znieść   ludzkie   współczucie.   Słyszała   za   plecami 

potępiające szepty: „To potwory! Kto widział, żeby sprzedawać własne dziecko!”

Opuszczający kraj Finowie nie mogli pogodzić się z tym, że ludzie wywodzący się z 

tego samego co oni dumnego narodu upadli tak nisko. Raija słyszała, co mówią, i odgrodziła się 

od nich grubym murem.

Nikomu nie wolno tak mówić o mamie i tacie!

Co prawda sama nie przestawała w myślach oskarżać rodziców, ale to całkiem inna 

sprawa! Każdego, kto ośmielił się powiedzieć o nich choć jedno złe słowo, Raija obrzucała 

lodowatym spojrzeniem i odwracała się plecami.

Dziewczynką zajęli się Lapończycy: Pehr i jego żona o nieprzeniknionym obliczu.

Ravna starała się nawiązać kontakt z małą Finką, ale Raija nie chciała przyjąć miłości, 

którą Laponka pragnęła ją obdarzyć. Odsuwała się, gdy tylko Ravna wyciągnęła dłoń, żeby ją 

pogłaskać po głowie albo otrzeć policzki z łez.

Za nic na świecie nie polubi tych ludzi! Została zmuszona, by z nimi być, ale nikt nie 

może jej nakazać, by ich pokochała.

Jej zaufania nie można kupić ani zdobyć siłą.

Stanęła z boku i kuliła się niczym przerażone pisklę, gdy tylko ktoś się do niej zbliżał. 

Szeroko otwartymi oczami śledziła czujnie każdego, kto próbował nawiązać z nią kontakt, i 

odpychała go wzrokiem. Raija nie chciała się z nikim zaprzyjaźnić.

Dopuściła do siebie tylko jedną osobę - Mikkala. Tylko jemu zaufała i dobrowolnie 

podała rękę. Nikomu innemu nie udało się wywołać uśmiechu na bladej, poważnej twarzyczce 

dziecka.

Młody Lapończyk stał się jedynym przyjacielem Raiji dość nieoczekiwanie, właściwie 

•wbrew swej woli. O niczym takim nie myślał, kiedy podszedł, by pocieszyć zapłakane dziecko 

background image

pozostawione przez ojca. Ale równocześnie nie miał nic przeciwko obcowaniu z Raiją, bo przy 

tej małej dziewczynce, delikatnej jak źdźbło trawy, poczuł się dorosły. Stał się nie tylko jej 

przyjacielem, ale i obrońcą. To opuszczone dziecko obudziło w nim nie znane dotąd uczucie. 

Nie potrafił go nazwać, bo w końcu aż tak dorosły nie był, wiedział jedynie, że jest za Raiję 

odpowiedzialny.

Rozmawiał z nią w jej ojczystej mowie. Poznał fiński dzięki matce, która wyrosła w 

Finlandii.   Od   maleńkiego   mówił   językami   obojga   rodziców,   a   potem   nauczył   się   jeszcze 

norweskiego. Tak więc ten dojrzały nad wiek chłopak potrafił porozumieć się aż w trzech 

językach.

Pocieszał   Raiję   i   opowiadał   jej   ciekawe   historyjki,   żeby   czymś   zająć   jej   myśli, 

namawiał, by coś zjadła, a kiedy płacz znowu chwytał ją za gardło i dziewczynce zdawało się, 

że świat wokół niej się zawalił, przytulał ją mocno. Raija wypłakała na ramieniu Mikkala morze 

łez, ale on z niej nie szydził.

Nowe, obce otoczenie budziło w niej lęk. Nie odezwała się ani słowem, kiedy Ravna 

nałożyła jej kaftan uszyty ze skóry renifera. Dziewczynka czuła się w nim jakoś nieswojo, ale 

zaakceptowała nowe ubranie, bo dzięki niemu nie marzła.

Pehr,   ujrzawszy   ją   w   tym   stroju,   przeżył   wstrząs.   W   jego   oczach   odmalowało   się 

zaskoczenie i ból. Raija domyśliła się, że kaftan należał do Laili, zmarłej córki Pehra i Ravny. 

W głębi duszy czuła wdzięczność, że Ravna podarowała jej ubranie córeczki, ale upór i smutek 

nie pozwalały jej podziękować.

Broniła się ze wszystkich sił przed pozytywnymi uczuciami. Nie zamierzała pozwolić, 

by nowi opiekunowie stali się dla niej kimś ważnym. Nienawidziła ich z całego serca!

Największą   wrogość   budził   w   niej   Pehr.   Mógł   wszak   powiedzieć   ojcu,   że   jej   nie 

zabierze! To on przecież decydował o wszystkim! Ale on chciał ubić interes. Raija nasłuchała 

się o tym wystarczająco dużo. Towarzyszący Lapończykom Finowie rozprawiali o rodzicach, w 

desperacji wysyłających swoje dzieci z Lapończykami do Ruiji. Na wybrzeżu bezdzietni ludzie 

przygarniali fińskie dzieci. Na ogół trafiały w dobre ręce, choć niektórzy brali je do siebie tylko 

dlatego, że potrzebowali siły roboczej, kosztującej tyle co pożywienie. Tym, którzy przywozili 

małych Finów do Ruiji, płacono wcale pokaźne sumki. Dziewczynka rozumiała, że dla Pehra 

jest wyłącznie towarem, który sprzeda na jarmarku, i dlatego za każdym razem, gdy patrzyła na 

przebiegłego Lapończyka, jej oczy zwężały się w szparki.

Nie zgodziła się wsiąść do pulek, którymi powoził. Kiedy niezbyt delikatnie chwycił ją, 

żeby posadzić w tych saniach bez płóz, zaparła się, a jej ciało zrobiło się ciężkie jak ołów. Pehr 

złapał Raiję mocniej i siłą umieścił w pułkach. Napotkawszy jednak spojrzenie dziewczynki, 

background image

zadrżał, bo nigdy jeszcze nie okazano mu tak jawnie wrogości. Raija nie bała się, ona go 

nienawidziła!   Wrażenie   było   tak   silne,   jakby   dziecko   wykrzyczało   mu   to   prosto   w   oczy. 

Powinien postawić na swoim, ale zdenerwowany wysadził małą i popchnął w stronę syna, który 

bez słowa przyglądał się zajściu.

Mikkal znieruchomiał, tylko policzki mii drgnęły, zdradzając, że nie podobało mu się, w 

jaki sposób ojciec potraktował Raiję. Nie patrząc na niego, pociągnął dziewczynkę do swoich 

sań. Nie okazywał jej litości ani nie narzucał się z przyjaźnią. Nie należał do ludzi, którzy 

gadają   tylko   po   to,   żeby   przerwać   milczenie.   Choć   był   jeszcze   bardzo   młody,   zdążył   się 

nauczyć, że cisza może być równie cenna jak potok słów.

Nie odezwał się, ale z jego twarzy i gestów Raija odgadła nie wypowiedziane słowa. 

Nie potrzebowała o nic pytać. Wiedziała, że na Mikkalu może polegać.

Pułki, którymi powoził, najwyraźniej jej odpowiadały. Pehr na ten widok zacisnął zęby 

ze złości i pomyślał, że dziewczyna, która już teraz jest utrapieniem, może przysporzyć mu 

jeszcze wiele kłopotów. Z prawdziwą radością się jej pozbędzie. Gdy tylko trafi się okazja, 

dobije targu z jakimiś poczciwcami z wybrzeża.

Dostrzegł w tym dziecku niebezpieczny temperament. Poznał to po oczach. Póki co 

żarzyły   się   w   nich   tylko   iskierki,   ale   nie   miał   żadnych   wątpliwości,   że   rozpalą   się   złym 

płomieniem, nim minie parę lat.

Ale to już nie moje zmartwienie! pomyślał, dziękując w duchu dobrym mocom. W 

Lyngsbotn otrzymam zapłatę i nasze drogi się rozejdą...

Ruszyli przed wieczorem, nie bacząc na zapadające ciemności. Posuwali się naprzód 

nawet wówczas, gdy noc przemalowała granat wieczoru na nieprzeniknioną czerń. Renifery i 

zaprzęgi ciągnęły długim łańcuchem wzdłuż białych pustkowi. Finowie, którzy przyłączyli się 

do   Lapończyków,   mogli   dotrzymać   tempa   dzięki   temu,   że   użyczono   im   zaprzęgu.   Ufali 

Pehrowi i czuli się przy nim bezpiecznie, nie po raz pierwszy bowiem pokonywał tę trasę i 

dobrze znał szlaki. Raiji z trudem przychodziło się z tym pogodzić. Po drodze mijali inne grupy 

Finów, pieszo zdążających do Ruiji, ku nowej przyszłości. Mężczyźni, kobiety, dzieci... Cały 

swój skromny dobytek ciągnęli za sobą na małych sankach.

Grupa prowadzona przez Pehra zatrzymała się dopiero przed świtem, gdy noc zaczynała 

powoli rzednąć i nie otaczała ich już grubą ścianą, lecz wydawała się łagodniejsza, jakby 

bardziej przyjazna. Raija nie pojmowała, dlaczego poruszają się nocą, ale jak się okazało, miało 

to swoje wytłumaczenie. Nocny mróz tworzył na śniegu szreń, grubą lodową skorupę, na której 

sanie   miały   lepszy   poślizg,   a   zwierzęta   i   ludzie   nie   musieli   brnąć   w   głębokich   zaspach. 

Lapończycy potrafili wykorzystywać to, co ofiarowywała im natura.

background image

Raija spała przez większą część drogi i prawdę mówiąc niewiele zapamiętała. Odnosiła 

wrażenie, że przesuwający się przed jej oczami krajobraz właściwie się nie zmienia, widziała 

tylko śnieg i mrok. Miejsce, w którym zatrzymali się na postój, niczym się nie różniło od 

innych miejsc. Raija zmrużyła oczy. Połyskujące niebieskawo połacie śniegu niemal zlewały się 

w jedno z granatowym niebem. Gdzieniegdzie wystawały spod białej  pokrywy poskręcane 

karłowate   brzozy,   które   swym   wyglądem   przypominały   budzące   grozę   postaci   z 

nierzeczywistego świata. Drzewa rzucały przedziwne cienie na bezkresny ocean bieli.

Lapończycy postawili jurtę ze zręcznością, której się nabywa przy wykonywaniu po 

tysiąckroć tej samej czynności. Finowie towarzyszący rodzinie Pehra mieli zająć dwie jurty. 

Bardzo się namęczyli, zanim zdołali je wznieść. Raija uważnie obserwowała ich poczynania i 

po   raz   pierwszy   od   chwili,   kiedy   opuściła   rodzinny   dom,   poczuła   rozbawienie.   Ale   nie 

roześmiała się, nawet usta jej nie drgnęły.

Ravna popatrzyła na dziewczynkę, która wsunęła się do jurty za innymi, i zdawało się 

jej, że widzi tylko parę dużych zalęknionych oczu. Pehr wyraźnie unikał dziecka. Wprawdzie 

ośmioletnia dziewczynka nie mogła mu w żaden sposób zagrażać, jednak Pehr wyczuwał, że 

ciemnooka,   filigranowa   Raija   Alatalo   przysporzy   mu   kłopotów.   Nawet   on   jednak   nie 

przewidział, ile siwych włosów przybędzie mu na głowie za jej sprawą...

Pehr i Ravna zajęli prawą stronę jurty, a dziewczynce przydzielili miejsce po lewej 

stronie   od   wejścia.   Raija   rozglądała   się   bacznie   wokół,   mimo   że   nowe   otoczenie   nadal 

wzbudzało w niej trwogę. Domyśliła się, że w lapońskiej jurcie wszystko ma swoje ściśle 

określone miejsce. Ziemia została przykryta kilkoma warstwami skór reniferowych, a wnętrze 

pod ścianami wymoszczono skórzanymi worami i derkami, które chroniły przed przeciągiem. 

Przy samym wejściu Pehr i Mikkal złożyli opał, a żywność i sprzęt gospodarski rozmieścili w 

taki sposób, by Ravna miała do nich łatwy dostęp. Pośrodku znajdowało się palenisko, na 

którym   już   wkrótce   trzaskał   ogień.   Przyjemne   ciepło   wypełniło   wnętrze   jurty   i   rozgrzało 

przemarznięte ciała wędrowców. Nawet Raija poczuła błogość.

Ravna   wyciągnęła   suszone   mięso   z   renifera   i   ugotowała   je.   Raija   obserwowała 

Lapończyków szeroko otwartymi oczami, zaciekawiona wszystkim, co robili. Ich codzienne 

życie tak bardzo różniło się od sposobu życia chłopów w Tornedalen.

W   innych   okolicznościach   zasypałaby   ich   pytaniami,   póki   nie   dowiedziałaby   się 

wszystkiego, co ją interesowało. Ale teraz nie chciała przyjmować niczego od Ravny i Pehra, 

nie   chciała   nawet   słuchać  ich   odpowiedzi  na  pytania.   Pozostało   jej  jedynie   obserwować   i 

chłonąć nowe wrażenia.

Pehr błogosławił ciszę, jaka panowała w jurcie. Pomyślał, że jeśli tylko ten dzieciak nie 

background image

będzie się wiele odzywał, jakoś zniesie jego obecność i dowiezie do Lyngen.

W   milczeniu,   z   cierpliwością,   którą   sam   uznał   za   anielską,   pokroił   mięso   i   podał 

dziecku. Dziewczynka nie zareagowała. Szturchnął ją lekko, ale ona cofnęła się gwałtownie, 

jakby ją uderzył, i odsunęła się pod ścianę jurty. Kiedy popatrzyła mu w oczy, nie dostrzegł w 

nich strachu, ale upór.

- Będziesz jeść, dziewczyno! - powiedział stanowczo i niemal rzucił jej miskę pod nogi.

Raija pokręciła głową.

- Ach, nie?! Widać było, że Pehr z trudem nad sobą panuje. Gdyby to było jego własne 

dziecko,   nie   pozwoliłby   nigdy   na   taką   bezczelność,   bez   wahania   złoiłby   mu   skórę!   Pehr 

oczekiwał od swych dzieci szacunku.

- Zajmij się tą wroną, Mikkal, skoro już się tak ciebie uczepiła. Nie zazdroszczę ci... Nie 

zapominaj jednak, że masz inne obowiązki...

Mikkal   skinął   głową   i   spokojnie   podniósł   miskę.   Obrzucił   Raiję   nieprzeniknionym 

spojrzeniem i nie spuszczając wzroku z naburmuszonej twarzy dziewczynki, podsunął małej je-

dzenie. Raija szybko wyciągnęła dłoń i chwyciła naczynie.

Pehr obserwował spod oka córkę Erkkiego. Kawałek za kawałkiem wkładała mięso do 

ust i żuła energicznie. A więc jedzenie jej smakowało! Gdy dziewczynka zorientowała się, że 

Pehr na nią patrzy, skuliła się i wciąż go obserwując, przybrała postawę obronną.

To samo powtórzyło się kilkakrotnie podczas posiłku, aż wreszcie Pehr nie wytrzymał.

- Ty, Raija Alatalo! - rzucił ostro.

Raija niechętnie popatrzyła na Lapończyka, który podniósł się z miejsca i stanął nad nią.

- Ojcze! - odezwał się Mikkal, starając się załagodzić sytuację.

- Masz mnie słuchać! - ciągnął Pehr, nie zwracając uwagi na syna. - Obojętnie, czy ci 

się to podoba, czy nie. Kiedy każę ci jeść, to znaczy, że masz jeść! Nie na rękę mi, żebyś 

dojechała   do   Ruiji   wychudzona,  z   zapadniętymi   policzkami.   Poza   tym  nikt   mi  nie  będzie 

mówił, że morzę dzieci głodem. Jesteś pod moją opieką, rozumiesz?

- Mniej ci zapłacą, jeśli będę chuda? - spytała Raija zaczepnie.

- Zrozumiano? - warknął Pehr, udając, że nie słyszy jej uwagi.

Raija dyszała ciężko, w końcu, blada jak kreda, skinęła głową.

- To dobrze. I nie patrz na mnie, jakbym był stallo! - rzucił jeszcze Pehr, a potem 

chwycił czapkę i wyszedł.

Pozostali w milczeniu dokończyli posiłek, a potem Mikkal pomógł dziewczynce ułożyć 

się do snu. Otulił ją starannie okryciem ze skór i sam przygotował sobie posłanie obok.

Jakiś wewnętrzny głos podpowiedział mu, że dziewczynka potrzebuje kogoś bliskiego 

background image

właśnie teraz. Po raz pierwszy w życiu miała spać z dala od rodzinnego domu.

Myśli Raiji poszybowały z powrotem do małej zagrody w Tornedalen, do niewielkiej 

izby i trojga ludzi, którzy byli całym jej życiem.

Czuła zmęczenie w każdym skrawku ciała, głowa opadała, jednak sen, który mógłby 

przynieść małej wytchnienie i spokój, nie nadchodził.

Nie opuszczały jej wspomnienia, a sceny z rodzinnego domu zamieniały się w cudowne 

obrazy. Ból rozsadzał jej piersi, kiedy rozmyślała o najbliższych. Ukradkiem wyjęła rękę spod 

przykrycia i powoli przesuwając ją po reniferowych skórach, wsunęła pod derkę, którą okryty 

był Mikkal.

- Co ci jest, Mały Kruku? - wyszeptał chłopak, uścisnąwszy mocno dłoń dziewczynki.

Przez chwilę wpatrywała się w niego z rozpaczą, a potem wydusiła z siebie:

- Mikkal, co to jest stallo? Spodziewał się wszystkiego, tylko nie takiego pytania.

Uśmiechnął się promiennie, miodowe oczy zalśniły w półmroku niczym gwiazdy, a 

surowa, poważna twarz złagodniała.

Raija uznała, że Mikkal jest piękny. Do tej pory dostrzegała w nim tylko oparcie i 

dobroć, której tak strasznie łaknęła. Od tej chwili stał się dla niej ideałem.

Przyciszonym głosem Mikkal wyjaśnił dziewczynce, że stallo to taki olbrzym, głupi i 

brzydki troll.

- Ale to tylko postać z baśni - dodał, żeby jej zanadto nie wystraszyć.

- Przecież rozumiem! - prychnęła.

Mikkal był zaskoczony. Nie przypuszczał, że baśniowy stallo tak poruszy wyobraźnię 

Raiji. Przecież dziewczynka doskonale pojmowała, że ktoś taki nie istnieje naprawdę, więc też 

nie mogła się go bać. Potrzebowała jednak widać czegoś, czym mogłaby zająć myśli, ulatujące 

ciągle do rodzinnego domu, a okropny troll znakomicie się do tego nadawał.

- Twój ojciec nie jest stallo! - wyszeptała, nie wypuszczając dłoni Mikkala. - On nie jest 

głupi!

Był to w jej ustach prawdziwy komplement. Niestety, Pehr go nie usłyszał, bo pojawił 

się w jurcie trochę później. Przy palenisku zastał zasępioną żonę. Kiedy zobaczył, że syn 

zasnął, trzymając za rękę niesforną córkę Erkkiego Alatalo, ukucnął przy ogniu i mruknął:

- Nic dobrego z tego nie będzie.

Ravna   nie   odpowiedziała.   Wzruszył   ją   widok   dwojga   szepczących   ze   sobą   dzieci. 

Niemal   czuła,   jak   tworzy   się   między   nimi   więź.   Kiedy   zasnęły,   w   jej   sercu   zrodziło   się 

marzenie.

Kolejne dni wyprawy upływały w tym samym rytmie. Nocą posuwali się naprzód, spali 

background image

i   odpoczywali   za   dnia.   Raija   straciła   poczucie   czasu.   W   jej   pamięci   na   zawsze   pozostał 

monotonny biały krajobraz, mrok, chłód i groźne cienie rzucane przez poskręcane wiatrem 

karłowate brzozy, a także grupki wędrujących pieszo ludzi, którzy tak jak i oni zdążali w 

kierunku morza - ku Ruiji.

Przemierzali   pustkowia,   postępując   wytyczonym   przez   renifery   szlakiem,   wąskimi 

ścieżkami   wydeptanymi   w   głębokim   śniegu   północy.   Po   drodze   mijali   chaty,   w   których 

pomimo ciasnoty zatrzymywali się na odpoczynek inni wędrowcy. Raija, choć nadal wrogo 

usposobiona do swych nowych opiekunów, zrozumiała, że ci, którzy przyłączyli się do Pehra, 

mieli dużo szczęścia. Im bowiem nie brakowało pożywienia.

Raija nie głodowała, nie marzła i był przy niej ktoś, komu ufała. Codziennie grzała się 

przy ogniu paleniska. Trzask płomieni, zapach skóry, smak zupy ugotowanej na mięsie renifera 

- wszystko to, zrazu obce, z czasem stało się znajome. Polubiła też suszone twarde mięso z 

renów, było smaczniejsze, niż mogłaby sobie wymarzyć.

Raija wędrowała do krainy, o której tyle rozmyślała, tylko że ta kraina przestała jawić 

się jej jako miejsce szczęśliwe.

Ruija straciła dla niej ów tajemniczy, magiczny urok. Marzenia dziewczynki, podobnie 

jak kiedyś ku północy, teraz ulatywały na południe, ku znajomym traktom i bliskim ukochanym 

osobom, których miała zapewne więcej nie zobaczyć.

Pragnęła   ujrzeć   znowu   zielone   zbocza   i   poczuć   zapach   świerkowych   lasów.   Nie 

pociągało jej już ogromne morze pełne srebrnych ryb.

Któregoś pogodnego poranka zatrzymali się na postój i Pehr, wskazując na prowadzący 

w dół długi wąski tunel w śniegu, wyjaśnił, że zbliżają się do celu, do fiordu Lyngen.

Raija   popatrzyła   na   góry   piętrzące   się   stromo   ku   niebu   i   puściła   wodze   fantazji. 

Zapragnęła nagle zobaczyć z bliska tę wyśnioną krainę. Równocześnie nienawidziła samej my-

śli, że już wkrótce dotrą do osady nad fiordem, bo nazbyt dobrze wiedziała, co to oznacza. Dla 

Mikkala   i   innych   miał   to   być   kolejny   krótki   postój   przed   dalszą   wędrówką,   ale   dla   niej 

wyprawa dobiegała końca.

W dolinie nad fiordem los Raiji zostanie przypieczętowany.

Prawda, że nienawidziła Pehra i nie przywiązała się jakoś szczególnie do jego żony, ale 

przecież Pehr, Ravna, Mikkal i ona - Raija - stanowili jedność. Przywykła do panującego w 

jurcie przytulnego ciepła, polubiła nowe otoczenie i zapachy, zwłaszcza gdy nauczyła się je 

rozpoznawać.

Rodzina   lapońska   oznaczała   bezpieczeństwo,   bez   względu   na   to,   czy   dziewczynka 

akceptowała to, czy nie. Nie tak dawno, gdy oderwano ją od bliskich, ziemia usunęła się jej 

background image

spod stóp. Teraz udało się jej zadzierzgnąć więzy z opiekunami, które, choć jeszcze wątłe, 

dawały jakieś poczucie bezpieczeństwa.

Wkrótce jednak i ta słaba nić pęknie. Znowu wszystko się zmieni. Tak naprawdę Raija 

sama nie wiedziała, czego chce. Miotały nią sprzeczne uczucia. Niechęć, nienawiść, zwątpienie 

zmagały się w niej z potrzebą bezpieczeństwa, pragnieniem, by mieć choć jednego bliskiego 

człowieka, który by się o nią troszczył.

Dlatego   też   gdzieś   w   głębi   serca   lękała   się   rozstania   z   lapońską   rodziną.   Bardzo 

przywiązała się do Mikkala i ta przyjaźń, pierwsza w jej życiu, wydawała się dziewczynce 

czymś pięknym. Nie chciała jej utracić.

W ciągu kilku tygodni wyzbyła się wielu iluzji, to, w co wierzyła dotąd z dziecięcą 

naiwnością,   okazało  się  ułudą.   Zrozumiała,   że  rzeczywistość   różni  się   od  obrazów  podsu-

wanych jej przez wyobraźnię.

Marzenia należały do świata cieni, do którego mogła wśliznąć się ukradkiem na parę 

chwil, by poznać smak nieosiągalnego,  ale zaraz musiała stamtąd wracać. Wracać do rze-

czywistości,   która   obchodziła   się   z   ośmioletnią   dziewczynką   z   Tornedalen   wyjątkowo 

bezlitośnie.

Na szczęście marzeń nikt nie mógł jej odebrać, to światełko ukryte gdzieś głęboko w 

sercu jaśniało tylko dla niej i nikt nie mógł jej go wykraść lub podstępnie pozbawić.

Zatrzymali  się  po raz ostatni na wspólnym postoju,  po którym mieli  do pokonania 

jeszcze tylko jeden etap - zjazd po zboczu doliny nad fiord.

Raija wysiadła z sań i obejrzała się za siebie, tam gdzie w oddali pozostały jej rodzinne 

strony. Jakie to dziwne uczucie - stąpać po ziemi Ruiji. Była trochę rozczarowana; tak jak 

przedtem   widziała   wokół   siebie   jedynie   przykrytą   śniegiem   bezkresną   przestrzeń.   Kiedyś 

dziewczynce się wydawało, że Ruija to tylko góry i morze.

- Tam powędrujemy. Mikkal wskazał ręką na północny zachód, gdzie daleko na tle 

błękitnego nieba wznosiły się szczyty.

- A tu w dole leży Lyngen, mała Raiju.

- Zobaczymy morze? - spytała z nadzieją w głosie, przypomniawszy sobie opowieści o 

wielkich rybach i falach uderzających o piasek.

- Nie, tylko fiord. Morze jest dalej. Jarmark odbywa się w Lyngsbotn, prawie na samym 

końcu fiordu. Tam jest dużo lasów, prawie tak jak w Finlandii, tyle że u was są lasy świerkowe, 

zaś nad fiordem rosną sosny i brzozy. Zobaczysz, spodoba ci się...

Raija wcale nie była tego pewna. Odszukała niemal dorosłą dłoń Mikkala, który uścisnął 

drobną rękę dziewczynki, jakby chciał dodać jej odwagi.

background image

- Chyba nie chcę tam jechać. Nigdy więcej cię nie zobaczę, Mikkalu!

Czternastolatek   nie   odpowiedział.   Bo   i   cóż   miał   rzec?   Raija   widziała   sprawy 

wystarczająco jasno. Westchnął. Mógłby próbować ją pocieszyć, podsłuchał kiedyś rozmowę 

rodziców na jej temat, ale miał świadomość, że fałszywe nadzieje sprawiłyby Raiji jeszcze 

większy ból.

Stali, trzymając się za ręce: mała fińska dziewczynka, rzucona daleko od rodzinnego 

domu, i na wpół dorosły lapoński chłopak. Patrzyli w dół na dolinę kończącą się nad oto-

czonym górami fiordem, na góry i płaskowyż, który ciągnął się po horyzont. Śnieg i niebo.

Żadne z nich nie znało tych traktów.

Nie wiedzieli nic o przyszłości, skrytej jak natura pod śnieżną powłoką.

Los,   być   może   na   zawsze,   miał   rozdzielić   dzieci,   które   tak   do   siebie   przylgnęły. 

Świadomość tego rozdzierała obojgu serca.

- Nie ma mowy! - oświadczył stanowczo Pehr.

- Raija zostanie! - rzekła z uporem Ravna, nie podnosząc głosu, a jej twarz pozostała 

nieruchoma.

-   Przyrzekłem   Erkkiemu   Alatalo,   że   oddam   jego   córkę   jakiejś   rodzinie   w   Ruiji,   i 

obietnicy dotrzymam.

- Przecież my też mieszkamy w Ruiji - nie ustępowała Ravna. - Będziemy dbać o małą, 

Mikkalowi zresztą także jej towarzystwo wyjdzie na dobre.

Pehr wciągnął powietrze, usiłując opanować zdenerwowanie.

- Kobieto! - jęknął. - Erkki Alatalo myślał o rodzinie Norwegów, nie rozumiesz czy nie 

chcesz zrozumieć?

- Przyznaj się, Pehr, chodzi ci o zarobek! Zamierzasz zabrać Raiję na jarmark i ubić 

interes, co?

Ravna dotknęła czułego punktu Pehra.

-   Dla   mnie   najważniejsze   jest   dobro   dziecka!   -   wykrzyknął.   -   I   twoje.   Chciałabyś 

uczynić z niej nową Lailę, żono, ale to niemożliwe. Nasza córka umarła! A Raija trafi do nor-

weskiej rodziny w Lyngen. To moje ostatnie słowo!

- W takim razie nie jadę do osady. - Ravna pomimo gwałtownego wybuchu męża 

pozostała spokojna i opanowana. - Zostanę tutaj razem z Raiją.

- Ha! - wrzasnął Pehr, odwracając się do żony. - Chciałbym to widzieć! Ledwie pozwoli 

ci   się   dotknąć,   a   ty   chcesz   ją   u   nas   zostawić!   Przecież   ten   dzieciak   traktuje   nas   jak 

zadżumionych! No, może z wyjątkiem Mikkala.

Ravna uśmiechnęła się leciutko, bo nie zwykła okazywać uczuć nie w porę. Teraz 

background image

jednak podeszła do Pehra i ujęła go za ramię.

- Znam cię dobrze, Pehr - powiedziała łagodnie. - Wiem, o co ci chodzi. Ty się jej boisz. 

Boisz się córki Erkkiego Alatalo. Jak to Mikkal ją nazywa? Mały Kruk... Boisz się tego Małego 

Kruka, dlatego chcesz się jej pozbyć. Poza tym chciałbyś zarobić...

Przypuszczenia Ravny były niebezpiecznie bliskie prawdy.

Pehra prześladowało przepełnione nienawiścią spojrzenie Raiji. Kiedy patrzyła na niego 

tymi ciemnymi oczami, które paliły jak rozżarzone węgle, kulił się w sobie i ogarniało go 

poczucie winy.

Nie nazwałby tego strachem... Prędzej wstydem. Ale strach? Nie! W tundrze nie raz 

natknął się na drapieżnika, uchodząc cało z opresji, a nawet zdobywając skóry... Miałby więc 

się bać ośmioletniej dziewczynki?

- Będzie, jak postanowiłem - powtórzył z uporem. Ravna, nie zważając na sprzeciw 

męża, pociągnęła go za sobą. Przepchnęli się przez gromadę ludzi, minęli zaprzęgi i stado 

reniferów. I wtedy pokazała mu oddalone od wszystkich dwie postaci. Dwoje dzieci z dwóch 

różnych światów, dzieci, które połączył los. Stały blisko siebie i wyglądały, jak gdyby były 

całkiem same na ziemi.

- Obchodzi cię trochę twój syn, Pehr? - zapytała Ravna łagodnie, nie mogąc oderwać 

wzroku od Mikkala i dziewczynki z Tornedalen. - Czy nie zauważyłeś, że Raija stała mu się 

bliska jak młodsza siostra? Stracił wiele rodzeństwa, ostatnio małą Lailę. Czy chcesz, by i ta, do 

której tak się przywiązał, odeszła?

Pehr toczył walkę ze sobą. Starał się myśleć rozsądnie, ale przecież nie był człowiekiem 

bez serca.

Surowe życie uczyniło go twardym, ale gdzieś głęboko tliła się w nim zwykła ludzka 

dobroć. Ravna, dobrze o tym wiedząc, użyła właściwych słów.

- No dobrze, niech tak będzie - zdecydował Pehr, bo zrozumiał, że został pokonany. - 

Ale pamiętaj, że byłem temu przeciwny. Chyba mam za miękkie serce... - westchnął i kręcąc 

głową, odszedł.

Ravna uśmiechnęła się. Raija to nie Laila, nie wolno jej o tym zapominać, ale będzie 

córką, której tak pragnęła, odkąd śmierć zabrała jej Lailę. Ravna prawie biegła w kierunku 

dwojga stojących nieruchomo dzieci.

Kiedy znalazła się przy nich, Mikkal podniósł wzrok na matkę. Ravnie zdawało się, że 

dostrzega w jego twarzy cień nadziei, jakby nieme pytanie.

Nabrała podejrzeń, że syn podsłuchiwał jej wcześniejsze rozmowy z mężem.

Po raz kolejny starała się uchwycić spojrzenie dziewczynki, ale ta próba, tak jak i 

background image

wcześniejsze, skazana była na niepowodzenie. Jak ma przebić się przez pancerz, którym oto-

czyło się to dziecko?

- Raija zostaje z nami! - powiedziała. Poczuła na sobie palące spojrzenia obojga dzieci.

- Powędruje z nami do Varanger. Od dzisiaj będzie twoją siostrą, Mikkalu.

Chyba jeszcze nigdy syn nie patrzył na matkę z taką miłością i wdzięcznością.

Nim Laponka zdążyła się zorientować, Raija rzuciła jej się na szyję i twarz przytuliła do 

jej twarzy. Ravna poczuła łzy na policzku i nie wiedziała, czy to jej własne, czy dziecka. Ciepły 

oddech dziewczynki muskał jej skórę.

- Dziękuję, Ravno - wyszeptała Raija. - Dziękuję... mamo... Dla tej jednej chwili warto 

było  walczyć.   Ravna   zyskała   córkę,   podobnie   jak  i   Pehr,   on   jednak   nie   był   tak  jak  żona 

zachwycony z powodu powiększenia się rodziny. Nie protestował jednak więcej. Z natury 

małomówny, uznał, że tego przedpołudnia dość się już nagadał.

Nastąpiło pożegnanie. Towarzyszący Lapończykom Finowie ruszyli w dół w stronę 

fiordu   Lyngen,   gdzie   większość   z   nich   zamierzała   się   osiedlić.   Niektórzy   postanowili   iść 

jeszcze dalej, ale odłożyli to na później. Teraz nęcił ich jarmark, o którym tyle słyszeli. Pragnęli 

spotkać ludzi, zobaczyć, czy uda im się wymienić jakieś towary.

Pehrowi odechciało się jarmarku. Nie miał już przecież nic na sprzedaż. Uznał, że skoro 

Raija zostaje z nimi, nie ma po co jechać w dół doliny.

W głębi duszy żałował, że uległ Ravnie, Lękał się konsekwencji tej udzielonej pod 

wpływem chwilowej słabości zgody. Już nie raz mu się zdarzało, że dał się ponieść emocjom i 

potem zbierał  tego gorzkie  owoce, żadna jednak z dotychczasowych decyzji nie miała tak 

poważnego wpływu na losy całej jego rodziny. Czul się jak ostatni głupiec. Wiele by dał, by 

cofnąć dane słowo i zgodnie z wcześniejszymi planami jechać teraz z innymi na jarmark.

Zmrużył oczy i patrzył na zachód, gdzie na tle śniegu i nieba widać było przesuwające 

się ciemne sylwetki ludzi, których przyprowadził z Finlandii. Jakże im zazdrościł!

Czym były ich zmartwienia w porównaniu z kłopotami, które spadły na jego głowę!

Ravna wymusiła na nim, by zgodził się przyjąć do rodziny obce dziecko. Ośmioletnia 

Finka, w której czaił się ognisty temperament, miała być odtąd jego córką.

Raiję Alatalo i Lailę dzieliło wszystko - to tak, jakby porównywać niebo i ziemię. Laila, 

ukochane dziecko. Na wspomnienie zmarłej córki Pehr poczuł w sercu przeszywający ból. Była 

taką czułą istotką, radosną i pełną życia. Zdarzało się, że stroiła fochy, ale nigdy przy ojcu. W 

oczach Pehra Laila urosła do ideału. Odeszła tak nagle! Po śmierci dziewczynki zaczął jej 

przypisywać o wiele więcej zalet, niż miała ich naprawdę, i ze zwykłego dziecka uczynił anioła, 

niemal świętą.

background image

Nawet   Ravna   miałaby   trudności   z   rozpoznaniem   własnej   córki   we   wspomnieniach 

męża.

Raija zaś była całkowitym zaprzeczeniem tej idealnej  istoty,  której wizerunek Pehr 

stworzył we własnej pamięci.

Zapewne rzeczywiście różniła się od Laili, jaką ta była za życia, ale nie do tego stopnia, 

jak to wydawało się Pehrowi.

Raija   była   dzieckiem   bardzo   żywo   reagującym.   Odznaczała   się   gwałtownym 

usposobieniem, z jej twarzy jednak trudno było odczytać uczucia i myśli, tak że nigdy właści-

wie nie było wiadomo, co temu dziecku chodzi po głowie. Oczy Raiji nie potrafiły kłamać, 

choć często jej spojrzenie pozostawało nieodgadnione.

Pehr westchnął ciężko. W duchu przyznawał Ravnie rację: bał się tego obcego dziecka, 

które, choć urodą nie różniło się tak bardzo od dzieci lapońskich, naturę jednak miało całkiem 

odmienną. Pojęcia nie miał, o czym ta mała myśli - może z wyjątkiem chwil, gdy dziewczynka 

na niego patrzyła. W takich momentach nie ulegało najmniejszej wątpliwości, że Pehr wziął 

sobie na kark duży kłopot. Jego nowa córka go nienawidziła...

Lapończyk   odwrócił   się   plecami   do   niknących   w   oddali   wędrowców.   Ravna   z 

Mikkalem stawiali jurtę, a Raija biegała wokół, zajęta zbieraniem wystających spod śniegu ga-

łązek na opał.

Pehr   podszedł   do   żony   i   syna.   Kiedy   pomagał   im   stawiać   jurtę,   jego   twarz   była 

nieprzenikniona,   a  usta   zaciśnięte.   Tego   dnia  zamierzali   odpocząć.   Potem  mieli   ruszyć   na 

wschód i rozbić obozowisko w tym samym, co zwykle o tej porze roku miejscu.

Mikkal wszedł do jurty i rozrzucił na śniegu drobne gałązki, które następnie przykrył 

skórami z renów. Pehr wyładowywał sanie, zerkając raz po raz na Raiję, nadal zajętą przydzie-

loną jej pracą. Westchnął ciężko. W rodzinie nikt nie powinien żywić wzajemnie do siebie 

takiej niechęci jak on i Raija. Skoro już ma odgrywać rolę ojca, jego obowiązkiem jest scalać 

rodzinę, wyjaśniać wszelkie nieporozumienia.

- Zostańcie tu - nakazał krótko żonie i synowi. Mikkal wyprostował się i na wpół ze 

zdziwieniem, na wpół z lękiem spojrzał na ojca.

- Chyba nie chcesz nastraszyć Raiji? - zapytał.

- Nie jestem stallo! - huknął Pehr. Mikkal uśmiechnął się.

- To samo powiedziała Raija, kiedy wyjaśniłem jej, kim jest stallo. Stwierdziła, że ty 

taki nie jesteś...

Dziewczynka zebrała całą naręcz chrustu. Mikkal śmiał się, że podnosi z ziemi same 

drzazgi,   ale   grubszych   gałązek   nie   było   w   pobliżu,   a   oni   potrzebowali   przecież   ciepła. 

background image

Wcześniej Raija nie włączała się do pomocy. Było jej wszystko jedno. Teraz jednak, kiedy 

Ravna powiedziała, że należy do rodziny...

Tak, teraz robiła to dla swojej rodziny...

Raija wiedziała dobrze, że nigdy głośno tego nie przyzna. Przełamała się jedynie wobec 

Ravny. Nazwała ją mamą... Dalej nie mogła się posunąć, nie zdradzając tych, których zostawiła 

w swym prawdziwym domu.

Pehra zauważyła dopiero wtedy, gdy stanął przy niej. Właśnie przyklękła na śniegu, 

więc wrażenie, że ma nad sobą jakiegoś olbrzyma sięgającego błękitnego nieba, jeszcze się 

spotęgowało. Tak naprawdę Pehr był tylko o głowę wyższy od Mikkala.

Odruchowo przycisnęła mocniej chrust do piersi, co nie uszło uwagi Pehra.

Ponury grymas odmalował się na jego twarzy, a bruzdy jakby się pogłębiły. Chrząknął i 

powiedział:

-   Musimy   porozmawiać,   ty   i   ja!   -   Tak?   Dziecięcy   głos   zabrzmiał   dźwięcznie,   ale 

wyczuwało się w nim niechęć.

Pehr przykucnął i oparł dłonie na kolanach.

- Ravna zdecydowała, że u nas zostaniesz - rzekł, tym razem nie odwracając wzroku od 

ciemnych oczu dziewczynki, w których płonęło nieme oskarżenie. - Masz być naszą córką, 

dlatego też jak córka masz się zachowywać.

- Tak - powiedziała Raija obojętnym tonem. Pehr ciągnął uparcie:

- Nie ukrywam, że wolałbym wieźć ciebie teraz do Lyngen. Nadal jestem przekonany, 

że tak byłoby najlepiej dla nas wszystkich. Ale ustąpiłem Ravnie. Wiem, że mnie nie lubisz, i 

niech tak zostanie. Ale skoro masz być naszą córką i mamy się tobą opiekować, wymagać będę 

od   ciebie   tego   samego,   czego   wymagam   od   Mikkala.   Nie   licz   na   jakieś   szczególne 

traktowanie...

Przerwał na chwilę, by słowa zapadły dziecku w pamięć.

Raija była wdzięczna Pehrowi, że powiedział jej całą prawdę, choć oczywiście wcale 

nie cieszyła się z tego, że od tej pory będzie jej opiekunem. Skłamałaby, gdyby udawała, że jest 

inaczej, ale niewątpliwie poczuła do niego cień sympatii.

- Żądam od ciebie posłuszeństwa - dodał stanowczo Pehr. - Żebyś nie przyniosła wstydu 

ani mnie, ani pozostałym członkom rodziny. To wszystko! Zrozumiałaś, Raija?

Dziewczynka zareagowała dopiero po dłuższej chwili. Niechętnie skinęła głową.

Pehr uśmiechnął się pod nosem, tak by tego nie zauważyła. Zdawał sobie sprawę, ile ta 

zgoda kosztowała uparte i dumne dziecko. Widać, że była córką Erkkiego Alatalo, chłopa z 

Tornedalen, któremu poza uporem nic już nie pozostało.

background image

Zresztą dla Pehra Raija zawsze pozostanie córką Erkkiego. Przyrzekł sobie, że nigdy 

więcej nie zbliży się nawet w okolice Tornedalen. Nie mógłby spojrzeć w oczy temu dumnemu 

chłopu i przyznać się, że próbował okiełznać jego córkę.

Ale przecież musiał ją ujarzmić, by zrozumiała, kim jest. Nie może sobie wyobrażać, że 

jest lepsza. W ich codziennym trudnym bytowaniu nie było miejsca na fochy i grymasy, dziew-

czynce należało to wbić do głowy, zanim dotrą do Varanger.

Podniósł się z kucek i pomógł dziewczynce wstać. Z ogromną niechęcią Raija chwyciła 

wyciągniętą do niej dłoń. Razem ruszyli w stronę samotnej jurty ukrytej pośród pojedynczych 

głazów. Raija zastanawiała się, skąd wzięły się na tym pustkowiu. Może przyniósł je jakiś troll? 

Ale przecież trolle istniały tylko w baśniach...

Pehr uchylił zasłonę przy wejściu do jurty, ale zanim wpuścił Raiję, powiedział:

- I jeszcze jedno... Raija patrzyła na niego wyczekująco.

- Nie nazywasz się odtąd Raija Alatalo, ale Raija córka Pehra.

Dziewczynka już chciała zaprotestować, ale się powstrzymała.

- Tak? - rzekła jedynie i zacisnęła usta. Potem weszła do środka, położyła chrust na 

stałym miejscu i usiadła obok Mikkala. Wszystko jedno, jak mnie będą nazywać, pomyślała. I 

tak wiem, kim jestem, i to jest najważniejsze. Na zawsze pozostanę Raiją Alatalo, nigdy, ale to 

nigdy nie stanę się córką Pehra.

Nie   powiedziała   jednak   tego   na   głos.   Przyrzekła   posłuszeństwo,   a   obietnica   jest 

obietnicą. Raija umiała dotrzymywać danego słowa.

background image

3

Czerwiec, pora słońca i komarów.

Raija wymachiwała ręką, żeby się opędzić od natrętnych owadów, które wielką chmarą 

niczym rozwścieczona armia atakowały każdy skrawek jej odsłoniętego ciała.

Dziewczyna   poirytowana   opuściła   rękawy   i   powróciła   do   ścinania   turzycy.   Nie 

przepadała za tą pracą, ale skoro trzeba ją wykonać... Zresztą, wolała już ścinać turzycę niż szyć 

kumagi   czy   też   zajmować   się   robótkami   ręcznymi.   Wprost   nienawidziła   wszelkich   prac 

uchodzących za typowo kobiece, związanych z prowadzeniem domu i rodziną. Bardziej od 

gotowania i szycia nęciły ją inne zajęcia.

Czasami marzyła, by być chłopcem, chodzić całymi dniami po tundrze, łowić ryby, 

wypasać renifery, polować. O ileż to ciekawsze niż nudna praca, jaką wykonywały kobiety w 

obozowisku!

Właściwie   Raija   powinna   teraz   pomagać   Ravnie   gotować   obiad   i   przeczesywać 

zgrzebłem turzycę. Miała jednak zły humor i nic jej nie wychodziło. Nie pojmowała, czemu tak 

się dzieje. W każdym razie jej przybrana matka wysłała ją poza obóz.

Tutaj   była   przynajmniej   sama   i   mogła   spokojnie   rozmyślać.   A   jej   myśli   potrafiły 

ulatywać daleko. Poza tym pracowała powoli.  Nie dlatego żeby była leniwa,  ale marzenia 

potrzebowały czasu. Nie wszystkim się to podobało, Ravna jednak rozumiała swą przybraną 

córkę. Powiedziała Raiji, żeby uporała się z pracą do wieczora, a gdy mówiła te słowa, w jej 

oczach pojawił się dziwny błysk. Dziewczynka nie dostrzegła w spojrzeniu Ravny niczego 

szczególnego, nie domyślała się nawet, że i jej lapońska matka także o czymś marzy.

Minęło pięć lat od czasu, kiedy Raija Alatalo wbrew swej woli została przywieziona do 

Ruiji. Pehr i Ravna przygarnęli córkę chłopa z Tornedalen, a Mikkal stał się jej przybranym 

starszym bratem.

Pięć lat na dobre i na złe.

Raija   skończyła   trzynaście   lat,   ale   wyglądała   na   piętnastolatkę.   Była   niewysoka   i 

szczupła jak matka, a biegała tak szybko, że mogłaby się ścigać z wiatrem. Sukienka uszyta ze 

skóry rena skrywała przybierające kobiece kształty ciało.

Córka Erkkiego Alatalo już jako dziecko była wyjątkowo ładna, a teraz jej okrągła 

dziecięca buzia stała się bardziej wyrazista. Dziewczynka miała łagodnie zarysowane policzki i 

błyszczące brązowe oczy pod ciemnymi, wygiętymi w łuki brwiami, ale jej wzrok przestał już 

być dziecinny i ufny. Usta miała pełne i miękkie, a kiedy poważniała, co zdarzało się dość 

rzadko, wysuwała dolną wargę do przodu, tak jakby była nadąsana.

background image

Minęło   pięć   lat,   odkąd   opuściła   rodzinny   dom.   W   tym   czasie   wiele   zobaczyła, 

doświadczyła też niejednego. I choć życie nauczyło ją kryć się z tym, co naprawdę czuje, to jed-

nak to dziewczę, w którym budziła się kobieta, nie potrafiło w pełni zapanować nad sobą.

Już jako dziecko objawiła swą zdolność do odczuwania skrajnych emocji - albo kogoś 

kochała, albo nienawidziła - i pod tym względem niewiele się zmieniło. Raija nigdy nie zdołała 

polubić Pehra, ale starannie ukrywała niechęć, jaką do niego żywiła.

Nawiasem mówiąc, niechęć była wzajemna. Ojciec i przybrana córka rozmawiali ze 

sobą rzadko i chłodno, choć nie bez wzajemnego respektu.

Natomiast Ravnę Raija pokochała całym sercem, mimo że tylko jeden raz nazwała ją 

matką. Zresztą tej kobiety nie można było nie lubić. Płynęło z niej tyle ciepła i dobroci!

Raija chodziła z dumnie podniesioną głową. W ciężkich chwilach nie zginała karku ani 

nie okazywała uległości. Nie leżało to w jej naturze. Wiedziała, kim jest, i znała swoją wartość. 

Dawało jej to pewność i wewnętrzną moc, zupełnie niezwykłą u trzynastoletniej dziewczynki. 

Czasami jednak Raija czuła się znacznie starsza. Zdarzało się, że uciekała do świata marzeń 

nawet   wtedy,   gdy   przebywała   wśród   hałaśliwej   gromady.   Potrafiła   siedzieć   z   ludźmi,   a 

równocześnie oddalać się myślami do miejsc, do których nikt nie mógł dotrzeć. Jej brązowe 

oczy zdawały się wówczas zasnuwać mgłą, a twarz zastygała. Dziewczynka nadal miała bujną 

wyobraźnię, a nawet rozwinęła ją jeszcze pod wpływem przeżyć.

Południowe słońce silnie prażyło. Raija otarła pot z czoła. Im bardziej się pociła, tym 

bardziej natrętne stawały się komary. Krwiożercze bestie!

Jaka szkoda, że Pehr nie ma pastwisk bliżej morza tak jak wielu Lapończyków. Nie... 

Pehr był jedyny w swoim rodzaju. Nawet lanie z jego stada cieliły się w innych miejscach niż 

łanie z innych stad.

Kiedy większość Lapończyków podążała za reniferami na wybrzeże, Pehr i jego rodzina 

wędrowali w głąb lądu, na płaskowyż, gdzie wprost roiło się od komarów.

Raija gotowa byłaby sądzić, że wynika to ze złośliwości Pehra, gdyby nie świadomość, 

że nawet on nie jest w stanie narzucić swej woli zwierzętom, które kierowały się odwiecznym 

instynktem.

Zresztą nie byli na górskim pastwisku całkiem sami. Towarzyszyła im stara ciotka Pehra 

i paru krewnych, a także Pawa syn Matty ze swoją rodziną: dwoma synami i córką. Aslak, 

najstarszy z trojga rodzeństwa, był o dwa lata młodszy od Mikkala, następna w kolejności była 

Sigga, a potem Anders. Cała trójka przyszła na świat rok po roku.

Pawa, jak przypuszczała Raija, był w wieku Pehra. Miał ogromny brzuch i wyjątkowo 

gęste, krzaczaste brwi.

background image

Raija   nie   zdradzała   się   z   tym,   co   sądzi   o   wyglądzie   Pawy,   bo   zapewne   zostałaby 

posądzona o brak szacunku dla starszych, póki jednak trzymała język za zębami, nikomu nie 

przynosiło to szkody. Pawa naprawdę był otyły, a spod czapki, którą zdejmował chyba tylko do 

spania, sterczały brwi. Cieszył się ogólnym poważaniem. Miał liczne stado reniferów, jego 

synowie dobrze się zapowiadali, a córka wyróżniała się wyjątkową urodą.

Raija, która nie była z tego powodu zachwycona, nie przestawała się dziwić, jakim 

cudem Pawa mógł być ojcem tak pięknej dziewczyny, tym bardziej że, jak słyszała od Ravny, 

zmarła przy narodzinach najmłodszego syna żona Pawy także nie słynęła z urody.

Nie   dało   się   jednak   zaprzeczyć,   że   szesnastoletnia   Sigga   o   piwnych   oczach   była 

prawdziwą pięknością. Eteryczna, skromna i powściągliwa - stanowiła dokładne przeciwień-

stwo Raiji.

Bo choć Raija także przypominała delikatny kwiat, w istocie była silna, odznaczała się 

nieprawdopodobną   wolą   życia   -   tak   jak   kwiaty   w   targanej   wichrami   tundrze.   Na   pozór 

delikatne, znosiły lepiej niż wiele większych i silniejszych roślin nieurodzajną glebę i surowy 

klimat.

Do   uszu   Raiji   doleciał   zza   pobliskiego   wzniesienia   dźwięk   dzwonków   i   głuche 

dudnienie.   Niemal   czuła,   jak   ziemia   drży   pod   jej   stopami.   Usłyszawszy   nawoływanie, 

dziewczynka w jednej chwili porzuciła ścinanie turzycy i zerwała się na równe nogi. Pomyślała 

sobie, że ma przed sobą jeszcze długi dzień i do wieczora zdąży wykonać przydzieloną jej 

pracę.

Pobiegła   tam,   skąd   rozlegało   się   pobrzękiwanie.   Dobrze   wiedziała,   co   oznacza   ten 

dźwięk. Już pięć lat przebywała u Lapończyków i wszystko to, co składało się na ich życie, 

teraz stanowiło także jej świat.

Renifery źle znosiły ostre słońce, męczył je skwar i komary. Czasem, gdy miały już 

dość upału i natrętnych owadów, potrafiły wyrwać z kopyta całym stadem. Zapewne właśnie to 

przytrafiło się Mikkalowi, który sam, bo Pehr miał go zmienić dopiero pod wieczór, pilnował 

zwierząt.

Raija wspięła się na niewielkie wzniesienie, z którego roztaczał się widok na okolicę. 

Na twarzy dziewczynki pojawił się szeroki uśmiech. Miała rację, Mikkal starał się zagonić 

renifery w stronę skalnego nawisu, gdzie mogłyby znaleźć trochę cienia.

Udało mu się to wreszcie po wielu trudach. W chłodnym cieniu stado uspokoiło się i 

niebawem pasło tak spokojnie, jakby się nic nie zdarzyło.

Mikkal rozłożył się na mchu, dłonią osłaniając oczy przed słońcem.

Raija uśmiechnęła się i pobiegła w jego kierunku. Pewna, że Mikkal ją widzi, z daleka 

background image

pomachała mu wesoło ręką.

- I co, niepoprawne dziecię, znowu się wymknęłaś? - zapytał żartobliwie, gdy znalazła 

się przy nim.

Raija prychnęła i pogroziła mu zaciśniętą piąstką.

- Dziecię,  ja ci dam dziecię - udawała obrażoną. - Poza tym wolno mi tutaj być - 

wyjaśniła, sadowiąc się obok. - Ravna kazała mi naciąć turzycy.

Mikkal uniósł lekko brwi, po czym włożył do ust liść szczawiu.

- Widzę, że ciężko harujesz - zauważył z uśmiechem. - Nic bardziej nie cieszy moich 

oczu, jak widok pracowitych dziewcząt.

Raija poklepała go przyjaźnie po policzku.

- A ty to co? Przed chwilą omal nie straciłeś stada. Tylko szczęśliwym trafem udało ci 

się zapędzić renifery pod skałę...

- I tak nie uda ci się mnie zdenerwować, Raiju. Jestem nieczuły na twoje zaczepki. Nie 

zauważyłaś?

Mikkal starał się zachować spokój, ale w głowie kłębiły mu się gorączkowe myśli. 

Matka wysłała Raiję...

Domyślił się zamiarów Ravny. Już dość dawno pojął, jakie matka ma plany. Najgorsze, 

że wcale go to nie przerażało. Ale przecież matka powinna wiedzieć to, z czego i on dobrze 

zdawał sobie sprawę.

- Jesteś nudny - oznajmiła Raija, choć naprawdę wcale tak nie sądziła. Mikkal nie był 

nudny. Nazwała go tak, ponieważ ostatnio zachowywał się jakoś inaczej, a nie potrafiła znaleźć 

właściwego słowa na określenie tej zmiany. Kiedyś świetnie się razem bawili,  teraz coraz 

częściej jej unikał. Ostatnimi tygodniami często wymykał się do jurty Pawy i nie zabierał jej ze 

sobą.

Wprawdzie twierdził, że spotyka się z kolegami, ale Raija go przejrzała. Wiedziała 

swoje! To z powodu Siggi biegał jak kot z pęcherzem!

- Dziwne, że chcesz ze mną rozmawiać, skoro jestem taki nudny...

Mikkal pociągnął Raiję za długi, gruby warkocz, opadający jej na plecy.

- Czy mam duży wybór? - odparła Raija, posyłając mu pełne irytacji spojrzenie. - Za 

rodziną Pawy nie przepadam jak niektórzy.

- Doprawdy, z wiekiem stajesz się coraz bardziej złośliwa - drażnił się z nią. - A takim 

byłaś słodkim dzieckiem...

Mikkal sięgnął po nóż i kawałek kości, w której rzeźbił. Pewnie szykuje jakaś ozdobę, 

pomyślała Raija, patrząc z nieskrywaną niechęcią na pochłoniętego pracą Mikkala.

background image

- Dla kogo to? - zapytała niezadowolona. - Pewnie dla Siggi?

Mikkal długo przyglądał się Raiji. Była piękna nawet teraz, kiedy patrzyła na niego 

rozczarowana i zła. Przez ostatnie lata obserwował, jak dorasta, na jego oczach przemieniła się 

z kanciastego podlotka w taką Raiję, jaką teraz widzi. Mały Kruk... jego młodsza siostra.

Mikkal odwrócił wzrok i ciężko westchnął. Wszystko między nimi dobrze się układało, 

póki Raija była samotnym, bezbronnym dzieckiem, które potrzebowało opieki i troski. Teraz 

ich wzajemne stosunki się skomplikowały. Coraz trudniej było mu odgrywać rolę starszego 

brata. Podobnie jak Raija, on także od dawna szukał ucieczki w świecie marzeń.

Bał   się   samego   siebie,   bał   się,   że   nie   zdoła   zapanować   nad   pragnieniami,   które 

nawiedzały go, gdy siedział samotnie na pastwisku i pilnował stada. Wiele rozmyślał, a jego 

wyobraźnia wykazywała niebezpieczną skłonność do błądzenia po zakazanych ścieżkach.

Wiedział, że matka myśli o tym samym, aczkolwiek jej marzenia zapewne nie były tak 

nieskromne.

- No cóż, myślę, że Sigga ucieszyłaby się z jakiejś ładnej ozdoby, nie sądzisz? - zapytał 

lekko.

Raija wzruszyła ramionami, udając obojętność, jednak ten gest był dość wymuszony.

- Zdaje się, że ma braci, którzy mogą się o to postarać - rzuciła niechętnie.

Mikkal   nie   wytrzymał   dłużej   i   roześmiał   się.   Odłożył   nóż   i   otoczywszy   Raiję 

ramieniem, powiedział wesoło:

- A ty, Raija, masz tylko jednego brata. Prawda, że to chciałaś powiedzieć? I ten jedyny 

brat siedzi i rzeźbi ozdoby dla Siggi. Uważasz, że postępuję jak głupiec?

Potargał   Raiji   grzywkę,   a  potem  zdjął   rękę  z  jej   ramienia.   Jego   śniade  silne  palce 

pogładziły pieszczotliwie nie dokończoną jeszcze figurkę.

Kiedy Raija zobaczyła z bliska ozdobę, w jej zachmurzonych oczach rozbłysła radość. 

Bez namysłu rzuciła się Mikkalowi na szyję i wycałowała, omal nie pozbawiając go tchu.

- To dla mnie! - krzyknęła mu wprost do ucha. - Czemu od razu nie powiedziałeś? Jesteś 

stallo!

Ostrożnie uwolnił się z uścisku Raiji i podał jej swoje dzieło. Usta rozciągnęły się w 

uśmiechu, ale w oczach, w jego osobliwych miodowych oczach, czaił się ból.

Malutka rzeźba nie została jeszcze skończona, ale już było widać, że przedstawia ptaka, 

kruka w locie.

- Myślisz, że by mi się chciało robić ozdoby dla Siggi? - spytał z przekorą.

Ucieszyło go, że figurka tak się spodobała Raiji. Właściwie nie zamierzał pokazywać 

jej,   póki   nie   skończy,   to   miała   być   tajemnica.   Tak   bardzo   pragnął   zrobić   dziewczynce 

background image

niespodziankę, ofiarować jej coś niezwykłego! Długo się zastanawiał, aż wpadł na pomysł, 

żeby wyrzeźbić kruka, ptaka Raiji. Bo cóż pasowało do niej lepiej niż właśnie kruk?

Wśród cennych przedmiotów, jakie posiadał, tylko jedna rzecz nadawała się dla młodej 

panny - srebrna broszka. Ale tej ozdoby nie mógł ofiarować Raiji. Była to rodzinna pamiątka, 

część należącego do rodziny srebra odziedziczonego po babce ze strony ojca, które kiedyś miał 

podarować w prezencie zaręczynowym swej wybrance. Taką broszką nie obdarowywało się 

młodszej siostry, nawet jeśli się ją mocno kochało. Poza tym srebro po babce nie byłoby kom-

pletne, gdyby zabrakło broszki.

Ale ponieważ miał zręczne ręce, pomyślał sobie, że wyrzeźbi dla Raiji ptaka.

- Zdawało mi się, że lubisz Siggę? - rzuciła pytająco dziewczynka, opierając się o ramię 

Mikkala. Objął Raiję, choć lękał się, by nie odkryła targających nim uczuć. W roztargnieniu 

nawijając na palec pukiel czarnych włosów dziewczyny, odpowiedział:

- Właściwie to nawet lubię.

- Bardzo? - chciała koniecznie wiedzieć.

- Dosyć - odpowiedział, uśmiechając się lekko. Musiał się pilnować, by nie zdradzić 

swych prawdziwych uczuć.

Raija,   która   pomimo   swych   trzynastu   lat   czasem   nadal   zachowywała   się   bardzo 

dziecinnie, pytała dalej:

- Bardziej niż mnie?

-   Przecież   ty   jesteś   moją   siostrą,   Mały   Kruku!   -   odrzekł,   delikatnie   gładząc   ją   po 

włosach swą mocną dłonią.

Raiję zalała fala osobliwych uczuć: coś pięknego, a zarazem obcego i niebezpiecznego 

zawładnęło na moment jej ciałem. Uwolniwszy się z uścisku Mikkala, poderwała się na równe 

nogi i prychnęła pogardliwie:

- Phi, siostra! Nazywam się Raija Alatalo i pochodzę z Tornedalen.

- A mimo to jesteś moją młodszą siostrą!

Jego miękki głos wywołał uśmiech na twarzy dziewczynki.

- Tak, masz rację, starszy bracie! - zgodziła się nagle z niezwykłą jak na nią uległością i 

spuściła oczy. Zaraz jednak uśmiechnęła się przekornie i z figlarnymi  błyskami w oczach 

nachyliła   nad   nim   i   cmoknęła   w   policzek.   -   Nazywam   się   Raija   Alatalo   -   powtórzyła   i 

odwróciwszy się na pięcie, podbiegła lekko z powrotem do swoich zajęć.

Mikkal zamarł i jak skamieniały wpatrywał się w nie dokończoną figurkę. Siostrzana 

pieszczota wywołała w jego sercu prawdziwy zamęt. Ciągle czul palący dotyk delikatnych warg 

Raiji. Z ciężkim westchnieniem podciągnął wysoko kolana, objął je ramionami i oparł na nich 

background image

głowę. Nawet nie zauważył, że rzeźbiony kruk wypadł mu z rąk w kępy porostów i mchu.

Co się ze mną dzieje? myślał przerażony. Ściągam przecież tylko nieszczęście na siebie 

i na nią!

Był   tak   wzburzony,   że   nie   zorientował   się,   iż   ktoś   mu   się   bacznie   przygląda. 

Tymczasem Pehr już od jakiegoś czasu z bezpiecznej odległości obserwował syna. Coś mu 

kazało tu przyjść, sprawdzić, jak Mikkal sobie radzi.

Jakie to szczęście, że posłuchał wewnętrznego głosu! Okazało się, że syn zajmuje się 

nie tylko pilnowaniem stada. Pehr zaklął siarczyście, przyglądając się Mikkalowi, który siedział 

nieruchomo niczym głaz, sprawiając wrażenie człowieka ciężko doświadczonego przez los. 

Lapończyk, nie przestając pod nosem wymyślać swemu niepoprawnemu synowi, ruszył w kie-

runku obozowiska. Zamierzał poważnie rozmówić się z żoną.

To, co zobaczył, zaniepokoiło go nie na żarty. Obawiał się, że może to pokrzyżować 

wszystkie jego plany.

Był ślepy! Tak, chyba był ślepy, że wcześniej nic nie zauważył.

Przecież   dziewczynka   dorastała   tuż   pod   jego   bokiem,   a   on   jakby   wcale   tego   nie 

dostrzegał.

Ale teraz przejrzał wreszcie na oczy i zobaczył zmiany, jakie zaszły w jej wyglądzie. 

Nie była już dzieckiem!

I to właśnie Mikkal wytrącił go z uśpienia. Przeklęty młokos! Najgorsze jednak, że i on 

- syn Pehra - przestał być dzieckiem i, co było widać wyraźnie, nie cierpiał, jak ojciec, na 

ślepotę.

Mikkal od razu się zorientował, co siedzi w Raiji, rozmyślał ponuro Pehr. Pewnie zdążył 

też już bliżej poznać jej wdzięki. Ale nic z tego!

Tym razem nie pozwoli, by uczucia i sentymenty zniszczyły jego zamiary.

Pehr postanowił już dawno, jak pokieruje życiem Mikkala. Rozmawiał parę razy na ten 

temat z Pawą i ułożyli się co do szczegółów. W zaplanowanej dla Mikkala przyszłości nie było 

miejsca dla Raiji.

Ravna z daleka zauważyła Pehra i od razu się domyśliła, jak bardzo jest wzburzony. 

Udając, że niczego nie dostrzegła, weszła do jurty. Znała dobrze gwałtowny charakter męża i 

nie chciała, by ktoś prócz niej był świadkiem niepohamowanego wybuchu jego złości.

Pehr pospieszył za nią i zasłonił otwór wejściowy. Nie kryjąc wściekłości, zerwał z 

głowy czapkę i zwracając się do siedzącej przy palenisku żony, wycedził:

- I co powiesz na to, że twój syn obcałowuje na pastwisku tę twoją niby - córkę?

- Naprawdę?

background image

- Pewnie uważasz, że nic się nie stało? Pehr podszedł bliżej i popatrzył Ravnie prosto w 

oczy.

Dumna Laponka nie uciekła spojrzeniem.

- A może to twoja robota? Coś mi się tak zdaje... Od początku miałaś dziwną słabość do 

tego fińskiego bachora! Ale ostrzegam cię, Ravno, nie pozwolę na to!

- Przecież nie są rodzeństwem!

- Nie są! - wrzasnął Pehr, ale zaraz zaczął mówić spokojniej: - Nie są rodzeństwem, 

choć razem się wychowali... Ale ja i tak nie pozwalam!

Głos mu drżał.

- To nie jest twoje życie, Pehr - wtrąciła Ravna. - Pozwól młodym zadecydować...

- A niby dlaczego? - Pehr popatrzył na żonę zaskoczony. - Czy my sami postanowiliśmy 

o naszym ślubie? Nie! Nikt nas o nic nie pytał! A jednak czy któreś z nas ucierpiało z tego 

powodu?

Ravna przyjęła słowa męża milczeniem. Ożyły wspomnienia. Przypomniała sobie, jak 

bardzo rozpaczała, kiedy rodzice postanowili wydać ją za Pehra, choć wówczas był nawet dość 

przystojny i dziarski. Nigdy jednak nie przyznała mu się do tego. Minęły lata, które oprócz 

radości   przyniosły   wiele   smutku.   Czas   odcisnął   swój   ślad   na   twarzy   Pehra,   znacząc   ją 

zmarszczkami i głębokimi bruzdami, a i z nią nie obszedł się zbyt łaskawie. Niewiele pozostało 

w niej z młodej roześmianej panny, pełnej nadziei i ufności. Nie, życie u boku Pehra nie było 

takie, jak sobie niegdyś wymarzyła. Przywykła do męża, ale czy go pokochała?

Ravna przeczuwała, że w życiu można otrzymać znacznie więcej niż to, co los darował 

jej.

Pragnęła, by Mikkalowi dane było zaznać szczęścia, i tego samego życzyła Raiji, w 

której odnajdywała siebie samą z młodości. Pehr jednak nigdy się tego od niej nie dowie! A 

zresztą, nawet gdyby mu się zwierzyła, i tak by nie zrozumiał.

-   Chyba   wiesz,   jakie   mam   plany   wobec   Mikkala?   -   zagrzmiał   Pehr,   wytrącony   z 

równowagi milczeniem żony.

Denerwowało go, że Ravna potrafi przejrzeć go na wylot, podczas gdy on sam nigdy tak 

naprawdę nie zdołał poznać i zrozumieć swojej żony. Syn zaś był zatrważająco podobny do 

matki. Pehr zdawał też sobie sprawę, jak wielki wpływ ma Ravna na Mikkala, a także na 

krnąbrną córkę Erkkiego Alatalo, i lękał się, że teraz może to wykorzystać.

- Czy Raiji też zaplanowałeś już przyszłość? - usłyszał spokojny głos.

Pehr spojrzał na żonę zdumiony i nagle go olśniło. Ravna niechcący podpowiedziała mu 

dziecinnie proste rozwiązanie. Czemu sam na to nie wpadł?

background image

Postanowił działać także i w tej sprawie, ale z największą ostrożnością, tak by nie 

wzbudzić niczyich podejrzeń.

Usiadł obok Ravny w milczeniu, wyraźnie dając jej do zrozumienia, że powiedział 

ostatnie słowo i nie zamierza dłużej strzępić języka.

- Coś bym zjadł, kobieto! - rzekł, z trudem skrywając uśmiech triumfu. - Zaraz idę 

zmienić Mikkala przy reniferach.

Ravna spełniła prośbę męża. Nie zdołał jednak uśpić jej czujności, od razu w jej sercu 

zrodziła się obawa, że Pehr zamierza brutalnie wkroczyć w życie jej ukochanych dzieci.

Z   wieloletniego   doświadczenia   wiedziała   jednak,   że   nie   ma   sensu   zadawać   teraz 

żadnych pytań. Pozostawało jedynie czekać i bacznie obserwować rozwój sytuacji. Miała tylko 

nadzieję, że mąż nie podejmie żadnych drastycznych kroków.

Tymczasem   Mikkal   i   Raija   wracali   razem   do   obozowiska.   Mikkal   podejrzewał,   że 

dziewczyna specjalnie na niego poczekała, ale nie rzekł na ten temat ani słowa. Skończył już 

rzeźbić  kruka,  ale  nie  miał  zamiaru  na razie  ofiarować  go  dziewczynie.  Zresztą Raija  nie 

zapytała o figurkę. Może już o niej zapomniała?

Mikkal niósł turzycę, której nacięła Raija. Dziewczyna co prawda mówiła, że da sobie 

radę sama, ale on i tak wziął od niej snopek. Musiał za wszelką cenę zająć ręce, by nie uczynić 

czegoś, czego mógłby potem żałować.

- Jestem wykończona! - oznajmiła Raija. - Dość mam tej pracy. Nie wyobrażasz sobie, 

jak bardzo nienawidzę być dziewczyną!

- Nie mów tak! - przerwał jej Mikkal surowo.

- Naprawdę tak uważam! - rzekła z przekonaniem. Po chwili jednak dodała: - No, może 

niezupełnie. W każdym razie nie cierpię tych nudnych prac, które muszą wykonywać kobiety. 

Wy, mężczyźni, macie o wiele ciekawsze zajęcia.

- Chciałbym cię widzieć, jak łapiesz reny na ubój - zauważył ironicznie. - Zanim byś się 

zorientowała, średniej wielkości roczniak pociągnąłby cię do samego fiordu Varanger!

Raija jednak nie podzielała jego obaw, przekonana, że pomimo swej drobnej postury 

jest dosyć silna.

- A może podobałoby ci się kastrowanie samców? - kpił dalej Mikkal.

Przekomarzając się, doszli do namiotu. Chłopak rzucił snopek turzycy na ziemię.

Raija zmarszczyła czoło. Czy w tym, co mówi Mikkal, jest trochę racji? Być może 

rzeczywiście nie wszystkie męskie zajęcia są takie ciekawe, jak jej się dotąd wydawało, ale 

większość na pewno jest lepsza od tego, czym muszą się zajmować kobiety.

Powiedziała to Mikkalowi, a on roześmiał się ciepło i pogłaskał Raiję po policzku.

background image

- Wolę, Mały Kruku, że jesteś dziewczyną - odrzekł i przytrzymał jej brodę. Dotyk jego 

gorącej dłoni wywołał rumieniec na policzkach Raiji. Stała nieruchomo pod jego spojrzeniem, 

które mówiło więcej, niż trzynastolatka potrafiła zrozumieć. - Jesteś piękną młodziutką kobietą, 

Mały Kruku. Nie zapominaj o tym i bądź z tego dumna.

Drżący głos Mikkala wyrażał bezgraniczną czułość.

Chłopak cofnął gwałtownie rękę i wszedł do środka, pozostawiając Raiję oniemiałą ze 

zdumienia.

Ten Mikkal się jakoś dziwnie zachowuje! pomyślała, odprowadzając wzrokiem swego 

przybranego brata, którego nagle przestała rozumieć.

Zaraz jednak podążyła jego śladem.

Jedli w milczeniu. Mikkal raz po raz zerkał ukradkiem na Raiję, co nie uszło uwagi 

Ravny. Serce krwawiło jej z żalu nad synem. Ile czułości kryło się w tych spojrzeniach!

Czy patrzyłby z takim samym żarem na Lailę, gdyby żyła? Czy tak patrzy brat na 

siostrę?

W głowie Ravny roiło się od pytań i wątpliwości. Mikkal, choćby nie wiadomo jak się 

starał,   nie   potrafił   ukryć   swego   uwielbienia   dla   Raiji.   Zachowywał   się   jak   zakochany 

mężczyzna.

Stało się to, o czym Ravna marzyła.

Wiedziała, co prawda, że Pehr umyślił sobie na synową Siggę. Nigdy nie powiedział 

żonie tego wprost, ale bez trudu wysnuła taki wniosek na podstawie rzucanych przez niego 

mimochodem słów.

W gruncie rzeczy Ravna nie miała nic przeciwko urodziwej córce Pawy, zręcznej i 

skromnej. Doprawdy była to wymarzona kandydatka na żonę, a przy tym miała szesnaście lat - 

osiągnęła więc w przeciwieństwie do Raiji wiek odpowiedni do zamążpójścia.

Ale pomimo wszystkich tych zalet  Ravna nie umiała sobie wyobrazić Siggi  w roli 

przyszłej synowej. Wiedziała, że ta dziewczyna nie nadaje się na żonę dla Mikkala. Ravna tak 

bardzo pragnęła, by jej syn był szczęśliwy i dostał od życia to, co najlepsze! Sigga niewątpliwie 

mogła być wspaniałą żoną, ale dla innego mężczyzny. Nie dla Mikkala.

Po posiłku syn położył się na posłaniu i przyglądał się krzątającym kobietom.

- Czy dziś się nie wybierasz do synów Pawy? - rzuciła niby to obojętnie Raija.

Ravna, słysząc to, uśmiechnęła się w duchu.

- Nie - odrzekł stanowczo Mikkal.

- Mogę z tobą pójść! - mówiła dalej z uśmieszkiem Raija, bawiąc się warkoczem. - 

Potrzymam cię za rękę, starszy bracie...

background image

- Wykluczone! - twarz Mikkala stężała.

- A może sama pójdę? - ciągnęła Raija.

- Nie wolno ci! - rzucił Mikkal, unosząc się na łokciach.

- Ha! - prychnęła Raija. - Chyba nie sądzisz, że będę cię pytać o pozwolenie?

- Nie wypada, żebyś sama odwiedzała synów Pawy - chłodno oświadczył Mikkal. - Bo 

jak przypuszczam, to do nich się wybierasz, za Siggą przecież nie przepadasz!

- W przeciwieństwie do innych... - odcięła się Raija. Mikkal był śmiertelnie poważny.

- Chyba nie chcesz, żeby chłopcy czynili sobie jakieś nadzieje?

Raija uniosła brwi w udanym zdumieniu. Nie była głupia. Sprowokowała Mikkala, żeby 

sprawdzić jego reakcję.

- Może to wcale nie byłoby takie niemądre - rzuciła, lekko wzruszając ramionami. - Ja 

dostanę któregoś z synów Pawy, a ty ożenisz się z Siggą. Może niedługo będziemy prawdziwą 

rodziną, starszy bracie?

Raija wiedziała, że sprawia przykrość Mikkalowi, ale choć w duchu czuła do siebie 

pogardę, nie mogła się powstrzymać od złośliwości.

Ile to razy jej było przykro, kiedy Mikkal wymykał się w kierunku jurt Pawy! Teraz 

odpłacała mu pięknym za nadobne.

-   W   takim   razie,   siostrzyczko,   pewnie   ucieszy   cię   wiadomość,   że   Aslak   jest   tobą 

zainteresowany. - Mikkal zacisnął pięści, a oczy mu pociemniały.

Raija już miała na końcu języka ciętą replikę, ale powstrzymała ją Ravna.

- Zamilcz! - nakazała, a potem zwróciła się do syna: - Tego, co właśnie powiedziałeś, 

nie mów nigdy ojcu. Nigdy!

Dlaczego   mąż   nie   miał   się   o   tym   dowiedzieć,   Ravna   nie   wyjaśniła,   ale   Mikkal 

zrozumiał.

W twarzy matki wyczytał bowiem wyraźne ostrzeżenie, ale i zrozumienie. Domyślił się, 

że odkryła jego najskrytszą tajemnicę, że wiedziała to, czego on nawet w myślach nie śmiał 

nazwać. Matka wiedziała...

I nagle poczuł się tak, jakby uszło z niego powietrze. Złość, jaką wywołały przycinki 

Raiji, zniknęła jak poranna rosa w promieniach słońca.

- Dobrze, mamo, nic nie powiem - odezwał się przytłumionym głosem.

Ravna   odetchnęła   z   ulgą   i   uspokojona   zajęła   się   pracą.   Raija   wyczuła,   że   coś   się 

wydarzyło pomiędzy matką a synem, ale zarówno Ravna, jak i Mikkal dali jej do zrozumienia, 

że nie chcą o tym rozmawiać.

Mikkal pociągnął dziewczynę lekko za warkocz.

background image

- To co, Mały Kruku? Zgoda?

Uśmiechnął się tak rozbrajająco, że Raija bez najmniejszego wahania mu wybaczyła. 

Nie potrafiła gniewać się na Mikkala, w każdym razie niezbyt długo.

-   Zgoda   -   odpowiedziała   i   odsłoniła   w   szerokim   uśmiechu   białe   zęby.   -   Szczerze 

mówiąc, nie przepadam za Aslakiem...

W oczach Mikkala pojawiły się wesołe błyski.

Raija cmoknęła go paradnie, a on odwzajemnił się dziewczynie żartobliwym klapsem. 

Normalnie pewnie by ją to rozzłościło, ale teraz zrobiło się jej wesoło. Nikomu innemu nie 

pozwoliłaby na taką poufałość. Mikkal jednak był wyjątkiem.

Wiedział, dlaczego traktowała go inaczej. Dla niej był starszym bratem.

Ravna, która mało mówiła, choć tak wiele rozumiała, odgadła uczucia syna. Zapragnęła, 

by jej mąż nie był taki uparty.

Ale, niestety, Pehr był surowy i nieustępliwy, a przy tym jeszcze bardziej oszczędny w 

słowach niż żona. W milczeniu obserwował syna i Raiję przez następne dni i jego niepokój 

przybierał  na sile. Coraz bardziej utwierdzał  się w przekonaniu, że ma rację, i postanowił 

pozbyć się kłopotliwej wychowanki.

Mijały tygodnie, życie toczyło się zwykłym rytmem. Każdy zajmował się swoją pracą.

Raija baczniej niż kiedyś przyglądała się Aslakowi, pewna, że nikt tego nie widzi. Nie 

miała w stosunku do niego żadnych specjalnych zamiarów, kierowała nią zwykła ciekawość. To 

Mikkal, wspomniawszy, że Aslak jest nią zainteresowany, zdołał zaintrygować budzącą się w 

niej kobietę.

Teraz widziała Aslaka w innym świetle, ale z jej strony nie mogło być mowy o jakimś 

głębszym uczuciu.

Wydawało się, że nic nie zburzy spokojnej codzienności. Stało się jednak inaczej.

Któregoś wieczoru Pehr wybierał się wraz z Pawą pilnować stada. Ci dwaj mężczyźni 

spędzali ostatnio ze sobą wiele czasu. Bez porozumienia z Ravną Pehr rozmówił się z Pawą i 

wspólnie ustalili, jak załatwić wszystko najlepiej dla obu stron.

Pehr przywołał Raiję i bez ogródek oświadczył:

- Dłużej nie możesz u nas zostać, Raiju. Nie jesteś jedną z nas. Przyrzekłem twemu ojcu 

przeprowadzić cię do Ruiji i dotrzymałem słowa. Ale obiecałem mu także, że znajdę dla ciebie 

norweskich opiekunów. Nie daje mi to spokoju, dlatego zdecydowałem, że wyjedziesz.

Raija wpatrywała się w Pehra szeroko otwartymi oczyma. Słyszała jego słowa, ale nie 

pojmowała ich znaczenia. Głos mężczyzny dochodził do niej jakby z daleka, ona sama zaś 

miała wrażenie, że unosi się gdzieś wysoko pod chmurami. W jednej chwili jakby cofnęła się w 

background image

czasie o pięć lat. Bo przecież już kiedyś to przeżyła. Dokładnie to samo.

I tak jak wtedy, w domu w Tornedalen przed pięciu laty, całe jej życie legło w gruzach.

- Nie mogę u was dłużej zostać? - wyszeptała tylko zbielałymi wargami. Oczy jej 

płonęły taką rozpaczą, że nawet Pehr poczuł się nieswojo.

- Lepiej ci będzie u swoich - odrzekł, unikając bezpośredniej odpowiedzi na pytanie. - 

Zresztą  to już  postanowione  - dodał  zapatrzony  w  horyzont. - Wkrótce  Pawa wyruszy  na 

zimowe leże, a ty zabierzesz się z nim.

To powiedziawszy, odwrócił się i ruszył w stronę pastwiska.

Raija ocknęła się, pobiegła za Pehrem i chwyciła go za rękę.

- Dokąd mam jechać? Popatrzył na nią obojętnym wzrokiem. Raija puściła go, a on 

poszedł dalej, rzucając przez ramię tylko jedno słowo:

- Lyngen.

Łzy cisnęły się Raiji do oczu, nie mogła zebrać myśli.

Po raz drugi już w jej krótkim życiu otworzyła się przed nią otchłań. Dławił ją płacz, 

ledwie zdołała stłumić szloch. Nic nie widząc przez zasłonę łez, rzuciła się przed siebie, byle 

jak najdalej od obozowiska. Nie zastanawiała się, dokąd ucieka. Po prostu biegła, biegła...

Oczy ją piekły, ocierała je, ale nie mogła przestać płakać.

Co chwila potykała się i upadała. Pokaleczyła ręce i kolana, zabłociła twarz. Ale za 

każdym razem wstawała i znowu biegła przed siebie. Dalej, coraz dalej...

Gdy tylko Mikkal wszedł do jurty, wyczuł, że coś się stało.

Omiótł   spojrzeniem   niewielką   przestrzeń.   Matka   siedziała   nieruchomo   na   swoim 

zwykłym miejscu, ale wyglądała na zmartwioną.

- Gdzie Raija? - zapytał, zatrzymując się w wejściu. Matka wzruszyła ramionami.

- Nie wiem. Widziałam, jak rozmawiała z ojcem. Nie przyszła razem z nim?

Mikkal pokręcił przecząco głową.

Niechętnie usiadł do posiłku, ale nic mu nie smakowało. Nie potrafił wyjaśnić, skąd się 

w nim bierze ten dziwny niepokój. Co prawda wiedział, że Raija bywa czasem lekkomyślna, 

jednak nie miała zwyczaju znikać bez uprzedzenia.

- Chyba nie poszła do Pawy? - zapytał zdjęty nagłym strachem. Przypomniał sobie, że 

ostatnio Raija wyraźnie zainteresowała się Aslakiem.

Ravna zaprzeczyła.

Mikkal wstał i wyjrzał na zewnątrz. Czy ojciec nie wyglądał jakoś dziwnie? zastanowił 

się nagle. Nie, chyba nie. Nie ma co wpadać w panikę! Może Raija po prostu chciała pobyć 

trochę sama?

background image

W jurcie zapanowała przygnębiająca cisza.

- Ojciec coś knuje - odezwała się nagle Ravna, nie podnosząc wzroku znad roboty i nie 

przerywając ani na chwilę szycia kumagów. W tej pracy nie miała sobie równych. Członkowie 

rodziny szybko zdzierali obuwie, więc Ravna szyła kolejne pary. Raija starała się pomagać, ale 

brakowało jej  cierpliwości.  Zazwyczaj  więc Ravna poprawiała i  sama kończyła jej  szycie. 

Właściwie szybciej poradziłaby sobie z tą pracą bez pomocy przybranej córki.

- Nic mi nie powiedział - ciągnęła Ravna. - Ale ja czuję, że coś knuje.

Odłożyła na bok but i opuściła dłonie. Popatrzyła z powagą na Mikkala, a potem rzekła 

głosem przepełnionym smutkiem i miłością:

- Nie powinieneś tak otwarcie okazywać swoich uczuć, synu.

Mikkal oblał się gwałtownym rumieńcem i zacisnął usta, nozdrza mu drgały.

Ravna   uśmiechała   się   z   matczyną   czułością,   pełna   zrozumienia.   Mikkal   chciał   coś 

powiedzieć, ale głos uwiązł mu w gardle. Odwrócił się i oparł czołem o ścianę jurty.

- Ja także tego chciałam. - W głosie Ravny wyczuwało się drżenie. - Przez cały czas o 

tym marzyłam. Tak bardzo ją pokochałam, nie chcę jej stracić. Ale nie przewidziałam, że to 

przyjdzie tak wcześnie. Gdybyś trochę poczekał, Mikkalu! Raija jest jeszcze taka młoda...

Młodzieniec wyprostował się, z jego przymrużonych oczu wyzierała rozpacz, twarz 

miał ściągniętą bólem.

- Myślisz, mamo, że o tym nie wiem? Ravna nie odpowiedziała. Zajęła się ponownie 

pracą. Mikkal patrzył przed siebie. Wszystko to, co skrywał w sobie, jak mu się zdawało przez 

całą wieczność, wypłynęło teraz na powierzchnię niczym śmietana na mleku, którą można 

łatwo zebrać.

- Nie chciałem tego - rzekł ze smutkiem. - Naprawdę nie chciałem. Ale nic na to nie 

poradzę. Nie dało się tego uniknąć...

Wpatrywał się w milczeniu w niebo, w pustkę. Potem odetchnął ciężko i zapytał już 

niemal zwykłym głosem:

- Gdzie ona się podziewa?

Ravna wyszła za nim z jurty i razem przeszukali obozowisko.

Raiji   nigdzie   nie   było.   Żeby   tak   zniknąć   bez   uprzedzenia?   To   zupełnie   do   niej 

niepodobne. Matka i syn popatrzyli po sobie.

Coś   się   musiało   stać,   coś,   o   czym   żadne   z   nich   nie   wiedziało.   Obojgu   niemal 

równocześnie przyszło na myśl, że ostatnią osobą, z którą rozmawiała Raija, był Pehr.

Mikkal wsunął kciuki za pas. Zmrużył oczy i zacisnął usta.

- Pójdę z nim pomówić - oznajmił po chwili głosem nie zdradzającym żadnych uczuć. - 

background image

Z pewnością maczał w tym palce! Sam mi powie o wszystkim.

Ravna stała nieruchomo, odprowadzając wzrokiem oddalającego się pośpiesznie syna. 

Wieczorne słońce rzucało złociste promienie i barwiło krajobraz na czerwono.

Przemknęło jej przez myśl, że nie chciałaby teraz znaleźć się w skórze męża. Mikkal był 

w takim nastroju, że byle co mogło go rozwścieczyć.

Ravna liczyła, że mąż wykaże rozsądek.

Nagle przestała się obawiać o Raiję. Wiedziała, że Mikkal ją odnajdzie.

background image

4

Mikkal ani myślał bawić się w grzeczności. Stanął przed ojcem w szerokim rozkroku i 

popatrzył mu prosto w oczy - nie jak zbuntowany wyrostek, ale jak dorosły mężczyzna.

Pawa zrozumiał, że coś musiało się stać, i bez słowa odszedł na bok. Nie chciał być 

świadkiem sprzeczki między Pehrem a jego synem.

- Gdzie Raija? - rzucił krótko Mikkal. Pehr był zaskoczony pytaniem syna, ale nie dał 

tego po sobie poznać.

-   Pytałem   cię   o   coś!   -   Mikkal   nie   podniósł   głosu,   ale   nie   ulegało   najmniejszej 

wątpliwości, że jest zdesperowany.

Patrząc na swego dorodnego jedynaka, przez ułamek sekundy Pehr poczuł ojcowską 

dumę. Szybko jednak przypomniał sobie, że chłopak może ściągnąć wstyd na całą rodzinę. 

Doprawdy, nie zasługuje na to, by się nim szczycić!

- Raija? - Pehr rozłożył ręce. - Tutaj jej nie ma. Zapytaj matkę! Nie pałam taką jak ona 

miłością do tego dzieciaka.

- Raiji nie ma w obozowisku - wyjaśnił Mikkal już nie panując nad niepokojem.

- Ach, nie? - Pehr uśmiechnął się lekko.

- Co jej powiedziałeś?

- Siadaj! Mikkal zawahał się przez moment, ale został wychowany w posłuszeństwie 

wobec ojca. Kucnął więc i zmrużywszy oczy, popatrzył wyczekująco. Pehr postanowił być 

szczery.

- Nie podoba mi się twój stosunek do Raiji - rzekł twardo. Z zastygłej twarzy Mikkala 

trudno było wyczytać targające nim uczucia. Jego oblicze przypominało maskę. Tylko oczy 

żyły, błyszczały żółto z wściekłości.

Ale Pehr nie przeląkł się złości syna.

Powie mu wszystko. Mikkal musi go wysłuchać!

Nie dopuszczał myśli, że mogłoby stać się inaczej.

- Raija nas opuści, po części sam jesteś temu winien - oznajmił stanowczo.

Z twarzy Mikkala opadła maska, tak szczelnie dotąd skrywająca jego uczucia.

- Powiedziałeś jej to? - spytał z niedowierzaniem, unosząc brwi.

- Musiałem - odparł ze spokojem ojciec.

- Aslak? - wychrypiał z trudem Mikkal.

- A więc wiesz o tym? - Na twarzy Pehra nie drgnął ani jeden mięsień. - Nie, nie Aslak.

Chłopak odetchnął z ulgą.

background image

- Postanowiłem, że odeślę Raiję do Lyngen, do norweskiej rodziny, tak jak mnie prosił 

Erkki Alatalo.

- Nie możesz tego uczynić! - przerwał ojcu wzburzony Mikkal. - Miejsce Raiji jest tutaj. 

U nas! - Omal nie powiedział „u mnie”, ale opamiętał się w ostatniej chwili.

- Mogę! - Pehr wstał. - Mogę, Mikkalu, i właśnie to uczynię! Nikt mi w tym nie 

przeszkodzi! Zapamiętaj to sobie! Nikt! - Odetchnął głęboko i dodał: - I radzę ci, skończ z tymi 

głupstwami. Im szybciej, tym lepiej!

Mikkal spuścił głowę i w milczeniu patrzył na swe dłonie.

- Skończ z tymi głupstwami - powtórzył ojciec. - Mam wobec ciebie pewne plany. 

Chodzi o Siggę.

- Czy to także już zostało postanowione? - W głosie Mik - kala zabrzmiało szyderstwo, 

ale ojciec nie zwrócił na to uwagi.

- Tak.

- A jeśli nie zechcę? Pehr popatrzył na syna zdumiony. Sama myśl o tym, że Mikkal 

mógłby się przeciwstawić jego woli, była dla niego wstrząsem.

- To postanowione - wysyczał przez zęby. - Pawa i ja zdecydowaliśmy o tym już dawno.

- A Raija?

Pehr usiadł i popatrzył na syna. Na jego twarzy nie dostrzegł  najmniejszych oznak 

synowskiego oddania.

- Raija, Mikkalu, nie powinna cię w ogóle obchodzić - rzekł z naciskiem. - Trafi do 

swoich.

- Raija jest u swoich - z uporem odparł Mikkal. Pehr pokręcił głową.

- Mylisz się, Raija nie jest jedną z nas, nigdy nie była. To dziewczyna nie dla ciebie. 

Sigga bardziej nadaje się na twoją żonę. Pochodzicie z tego samego ludu, pamiętaj o tym!

Mikkal westchnął.

- Ojcze - zaczął niepewnie - kochałeś mamę, czy zostaliście przymuszeni do zawarcia 

małżeństwa?

Twarz Pehra drgnęła.

- To nie ma nic do rzeczy - odpowiedział i zamilkł. A po chwili dodał: - Kochałem 

twoją matkę, ale pobierając się, wypełniliśmy wolę naszych rodziców.

Pehr   najwyraźniej   chciał   przez   to   podkreślić,   że   niezależnie   od   swych   uczuć 

podporządkowałby się woli rodziców.

-   Nie   możesz   odesłać   Raiji   do   Lyngen!   -   Głos   Mikkala   przybrał   błagalny   ton.   - 

Obiecuję, że skończę z tymi, jak powiadasz, głupstwami. Tylko pozwól jej zostać. Zrobię wszy-

background image

stko, co zechcesz - ciągnął, nie patrząc na ojca. - Ożenię się z Siggą. Tylko pozwól Raiji zostać 

z nami.

Pehr spoważniał.

- Nic nie wytargujesz, Mikkalu! Martwi mnie tylko, że tak przejmujesz się tym, bo 

zdania nie zmienię. Raija pojedzie do Lyngen. A jeśli nawet by została, to dla Aslaka, nie dla 

ciebie. Nie czyń sobie żadnych nadziei!

Mikkal zacisnął zęby. Poczuł się tak, jakby dostał w twarz. Słowa ojca odbijały się w 

jego głowie złowieszczym echem. Minęła cała wieczność, nim odzyskał mowę.

-   Rozumiem,   Raija   pojedzie   do   Lyngen.   Porozmawiam   z   nią   -   rzekł   bezbarwnie, 

podźwignąwszy się z miejsca.

Zdawało mu się, że coś w nim umarło. Przegrał walkę, nim jeszcze na dobre się zaczęła. 

Miał dopiero dziewiętnaście lat, a czuł się tak, jakby przeżył całe stulecie. Oślepiony bólem 

szedł przez płaskowyż, zadając sobie jedno tylko pytanie: Czy na tym polega sens życia, by 

doświadczać porażki za porażką? Czy narodził się tylko po to, by cierpieć? Nigdy nie będzie 

mu dane zaznać szczęścia, które było tak blisko...

Raiji   zabrakło   łez.   Spuchnięte   i   zaczerwienione   oczy,   z   których   wyzierała   pustka, 

wpatrywały się w jakiś odległy punkt, nie widząc niczego.

A było jej tak dobrze! Zaczynało kiełkować w niej jakieś nowe, wzniosłe uczucie, obce, 

ale  zarazem niezwykle  delikatne.  Jeszcze  nie  rozumiała,  co to,  ale  wydawało się  jej  takie 

cudowne. Słodki ból gdzieś głęboko w środku... Może tak właśnie się dzieje, gdy człowiek 

dorasta?

Na pewno czas odsłoniłby przed nią tę tajemnicę, przeczuwała to. Przycisnęła dłonie do 

piersi. Serce waliło jej jak szalone, tłukło się jak u przerażonego pisklęcia wyrzuconego z 

gniazda.

Czuła tam w środku ciepełko, maleńki słaby płomyk na wietrze. Nie rozumiała, kto go 

w niej rozpalił, ale wiedziała, że jeśli stąd wyjedzie, płomyk zgaśnie.

Raija   zapatrzyła   się   na   otaczające   ją   grzęzawiska,   gęste   łozinowe   zarośla   i   kępy 

północnych wrzosów. Kwitnące moroszki porastające mokradła bieliły się, z daleka przypo-

minając błyszczące w słońcu płatki śniegu. Niebo na zachodzie przybrało barwę purpury. Zza 

wzgórza znajdującego się za moroszkowym kobiercem wyglądała słoneczna tarcza. Chmury 

przypominały plamy krwi. Może to jakiś znak?

Raija oparła się o głaz, przy którym odpoczywała. Pochylony kolos porośnięty mchem, 

przypominający zgarbionego starca, chronił od wiatru i niepogody.

Raija pomyślała sobie, że przed nią na tym miejscu siedziało pewnie wiele ludzi, ale 

background image

chyba nikomu nie towarzyszyły takie ponure myśli.

Zapragnęła umrzeć. Może umrze, jeśli tu zostanie dość długo? Ciekawe, czy by jej 

szukali?

Pehr   z   pewnością   nie,   raczej   by   się   ucieszył,   że   zniknęła.   Może   Aslak   by   się 

zaniepokoił? Trudno powiedzieć. Ale Ravna na pewno będzie się martwić, i Mikkal... Mikkal 

będzie jej szukać.

Raija   wyobraziła   sobie,   jak   ją   znajduje   martwą...   Nie!   To   okropne!   Dziewczynka 

pośpiesznie otworzyła oczy, by uciec od ponurego obrazu, jaki podsuwała jej wyobraźnia. 

Tłumaczyła sobie, że musi pogodzić się z rzeczywistością.

Otworzyła szeroko oczy i zamrugała gwałtownie powiekami... Co to? C z y ż b y w z r o 

k spłatał jej figla? N i e , nawet ona, Raija, nie potrafiła nadawać marzeniom tak realnych 

kształtów.

Na tle słonecznej tarczy wychylającej się zza wzgórza dostrzegła ciemną postać. Na 

pewno nie był to głaz ani wierzbowe zarośla.

A więc szukali jej! Dziewczyna nie widziała wprawdzie z daleka twarzy, ale bez trudu 

domyśliła się, kim jest nadchodzący. Wstała jak lunatyczka i pobiegła mu na spotkanie. Kiedy 

Mikkal chwycił ją w ramiona i uścisnął z całych sił, poczuła ulgę, choć bała się, że połamie jej 

kości.

W kółko szeptał jej imię i gładząc po włosach, mówił nieskładnie o swej rozpaczy i 

lęku.

- Raiju, maleńka, dlaczego to zrobiłaś?

Zdumiona zwróciła ku niemu twarz. Czyżby nie wiedział? Nie rozumiał?

Mikkal, dostrzegłszy w oczach dziewczyny nieme oskarżenie, wypuścił ją gwałtownie z 

objęć. Znużony osunął się na wrzosy i otarł czoło. Komary, zwabione zapachem potu, obsiadły 

mu twarz, ale on ledwie je zauważał.

Raija nie usiadła.

Ze   łzami   w   oczach   i   na   pół   rozplecionym   warkoczem   wyglądała   jak   ucieleśnienie 

cierpienia.

- Nie mów, że i ty chcesz mnie stąd odesłać, Mikkalu!

W milczeniu patrzył na jej ciemną sylwetkę na tle płonącego nieba. Chociaż niewysoka 

i drobnej budowy, dominowała teraz nad nim. Wieczór powoli przechodził w noc, ochłodziło 

się, powietrze stało się klarowniejsze, ale Raija zdawała się tego nie zauważać.

Mikkal odniósł nagle wrażenie, że Raija stoi w samym środku płonącego stosu, nie 

dostrzegając wcale języków ognia. Ale to nie był ogień, lecz postrzępiona chmura w kolorze 

background image

krwi i miłości...

Wydało mu się, że ta mała zrozpaczona dziewczyna posiada w sobie niesamowitą moc. 

Zdziwił się, ale zarazem uradował, bo nagle zyskał pewność, że Raija nie przelęknie się nawet 

wtedy, kiedy na swej drodze napotka stallo czy inne złe moce.

Poradzi sobie! przemknęła mu nagła myśl. Przeciwstawi się wszelkim przeciwnościom 

losu. Będzie przygotowana, nie da się zaskoczyć. Z zasadzek, jakie szykuje jej życie, wyjdzie 

cało, z podniesionym czołem. Czy jednak była to dla niego jakaś pociecha? Nie miał do końca 

pewności.

- Chcesz, żebym wyjechała? - powtórzyła. Powoli pokręcił głową.

- Dlaczego jestem dziewczyną? - wybuchnęła z rozpaczą i zrezygnowana opadła na 

kolana. - Gdybym była chłopakiem, Pehr pozwoliłby mi zostać. Potrzebowałby mnie wówczas.

- To nie dlatego...

Mikkal uświadomił sobie, że bierze w obronę swego ojca. Raija zwróciła się ku niemu i 

zawołała z gniewem:

- Skoro jesteś taki mądry, wytłumacz mi, czemu przestałam być tu mile widziana? 

Dlaczego mam wyjechać gdzieś, gdzie nie znam żywej duszy?

- Tak będzie najlepiej - wydusił Mikkal przez zaciśnięte zęby.

Mógłby jej oczywiście powiedzieć, skąd ten pośpiech, by ją odesłać. Mógłby... ale nie 

uczyni tego. Wolał zaoszczędzić jej bólu. Lepiej nie pozbawiać jej resztki złudzeń. Na zawsze 

pozostanie dla niej kochanym starszym bratem, na którego może liczyć. Tak powinno być. Nie 

chciał zniszczyć tego obrazu. Nie powie o roli, jaką odegrał w tym dramacie. Ukryje przed 

Raiją prawdę, by nie skrzywdzić tego dziecka, jakim nadal była.

- Nie zawiedź mnie, Mikkalu! - W błagalnym geście chwyciła go za łydki. Mocny 

uścisk małych dłoni parzył jak ogień, przenikając przez cholewy aż do nagiej skóry.

Mikkal zaczerpnął parę haustów chłodnego powietrza, by się opanować i żeby jego głos 

zabrzmiał mocno i zdecydowanie.

- Twój ojciec życzył sobie, żebyśmy zabrali cię na wybrzeże i umieścili w norweskiej 

rodzinie.

Raiji wydawało się, że słowa Mikkala docierają do niej z bardzo daleka.

- Mnie jest tutaj dobrze - powiedziała.

-  Wiem,  że  dobrze  się  u nas   czułaś.  Ja...   my...   bardzo cię   kochamy. Ale   niedługo 

staniesz się dorosła i musisz pojechać tam, dokąd chciał cię wysłać ojciec, tam, gdzie spotkasz 

swoich rodaków. Wiem, że wielu Finów osiedliło się w Lyngen...

Raija, wciąż jeszcze bardzo dziecinna, nie dostrzegała żadnej logiki w tym, co mówił 

background image

Mikkal.

- Dorosła! - prychnęła, zaśmiawszy się krótko. - Mam jechać do obcych ludzi, dlatego 

że niedługo będę dorosła? Nie rozumiem!

Mikkal westchnął i odgarnął z czoła długą czarną grzywkę. Dlaczego ojciec nie zadbał o 

to, by Raiji wyjaśnić wszystko do końca? Doprawdy, wiele załatwił, ale najgorsze pozostawił 

Mikkalowi...

Z rezygnacją popatrzył w brązowe oczy dziewczynki.

- Niedługo staniesz się na tyle dorosła, by wyjść za mąż. Kogo tutaj poślubisz? Aslaka? 

Andersa? Nie, Raiju, ty nie jesteś stworzona dla żadnego z nich. Powinnaś sobie znaleźć kogoś 

ze swoich. Tak będzie najlepiej dla wszystkich.

Raija zagryzła dolną wargę i zarumieniła się. O tym nie pomyślała... Rzeczywiście, 

wkrótce... Sądziła zawsze... Co właściwie sądziła? Policzki spłonęły jej jeszcze bardziej, gdy to 

sobie   uzmysłowiła.   Uznawała   za   oczywiste,   że   Mikkal   zawsze  będzie   ją   chronił   i   otaczał 

opieką. Że nie musi wychodzić za mąż, skoro Mikkal zawsze będzie przy niej.

Jak mogła okazać się aż taka niemądra? Rozgniewała się na samą siebie. Nigdy nie 

przyszło jej do głowy, że przecież Mikkal zechce się ożenić i założyć rodzinę.

Mikkal   nie   pozostanie   na   zawsze   jej   ukochanym   starszym   bratem,   któremu   ufa 

bezgranicznie, jej opiekunem i ostoją. Wcześniej czy później będzie należał do innej kobiety. 

Nie jako brat, ale jako...

Nie będzie mogła dzielić z nim tamtych uczuć, nie będzie mogła dzielić się nim z tamtą 

kobietą. Co ona sobie w ogóle wyobrażała? Przecież tak naprawdę wcale nie jest jego siostrą! 

Tylko Raiją Alatalo z Tornedalen.

Nagle uświadomiła sobie, że ta na nowo odkryta prawda otwiera przed nią nieznane 

dotąd perspektywy...

Mikkal dostrzegł, że jego słowa wywarły pożądany skutek.

O ile ją znał, dotąd nie pomyślała o tym, że kiedyś będzie dorosła.

-   Myślisz,   że   łatwo   mi   będzie   rozstać   się   z   tobą?   -   zapytał   z   troską,   uścisnąwszy 

przyjaźnie jej dłoń. - Ale ostatnie, czego pragnę, to widzieć cię w roli żony któregoś z synów 

Pawy. Przecież nie po to przybyłaś do Ruiji, Mały Kruku! Myślę, że nie po to!

Sądził, że Raija będzie protestowała, ale ona milczała. Nie atakowała go, nie ciskała 

przekleństwami, jakie nie przystoją dziewczynce, w jej oczach nie dostrzegł uporu ani błagania.

Twarz Raiji była pusta, bez wyrazu. Dziewczynka poddała się.

-   Ach,   tak   -   wyrzekła   tylko,   cofając   rękę.   Drobne   dłonie   na   kolanach   wyglądały 

żałośnie. Kiedy patrzył na nią, przeżywał prawdziwe tortury.

background image

Słońce zniknęło, ale niebo nadal płonęło wszystkimi odcieniami purpury, rozjaśnionej tu 

i ówdzie złotem i oraniem. Było pięknie.

Mikkal potrafił okiełznać złość Raiji, przywykł do tego, ale nie mógł znieść jej cichej 

rezygnacji. Napawała go lękiem. Nadal nie potrafił wyjaśnić Raiji wszystkiego. Prawda była 

zbyt   zawikłana,   a   jego   rola   w   tym   dramacie   aż   nazbyt   oczywista.   Czy   mógł   wyznać 

dziewczynie, że to on ponosi winę za wszystko, co ma się stać?

- Musimy wracać. Wstał i nie patrząc na dziewczynę, ruszył wolno przed siebie.

- Poczekaj! - dogonił go cichy, zalękniony głos. Fala czułości złagodziła jego surową 

twarz. W kilku susach znalazł się przy dziewczynie.

- Jesteś zmęczona - powiedział. Raija pokiwała głową. Dopiero teraz zorientowała się, 

że nogi ma jak z waty i że boli ją całe ciało, a przy tym uświadomiła sobie, że od śniadania nic 

nie jadła. Od tej pory upłynęło wiele godzin i głód wyraźnie jej dokuczał. Poza tym przemokły 

jej stopy i drżała na całym ciele, zziębnięta.

Mikkal, widząc, jak dygocze, przytulił ją mocno. Raija zarzuciła mu ręce na szyję i 

chłonęła ciepło, którego jej użyczał. W jego silnych ramionach czuła się bezpieczna.

Mikkal obejmował ją delikatnie. Oczy mu pociemniały, skrywając tajemnicę, której 

Raija nigdy nie miała poznać.

- W każdym razie nie możemy stać w tym błocie - zadecydował i wziął ją na ręce, jakby 

ważyła tyle co piórko. Rozejrzał się wokół i uznał, że tylko głaz, przy którym odnalazł Raiję, 

może dać im osłonę przed chłodnym wiatrem, który nocą na płaskowyżu wiał dość silnie.

Skierował kroki w stronę kamiennego kolosa, leżącego na suchym podłożu tuż obok 

niewielkiego zagłębienia.

Nie raz nocował już pod gołym niebem, sam bądź z innymi, bywało, że bez jedzenia.

Jedzenie... no tak, nie pomyślał, żeby coś zabrać ze sobą! Sam był po obiedzie, gorzej z 

Raiją. Wybiegł z obozowiska na łeb, na szyję, pochłonięty jednym tylko pragnieniem - żeby ją 

znaleźć. Nie mógł sobie darować takiej bezmyślności. Przecież pragnął się o nią troszczyć, 

chciał jej dobra. Teraz jednak niewiele mógł zrobić, by jej pomóc.

Naciął wierzbowych witek i przygotował legowisko pod osłoną głazu. Raija tymczasem 

nazbierała szczawiu. Jadła teraz grube zielone liście i rozgniatała w palcach czerwone kwiaty.

Mikkal, spojrzawszy na nią, uśmiechnął się sam do siebie. Inna na jej miejscu użalałaby 

się, uderzyła w płacz, wymyślała mu od najgorszych, ale nie Raija. Miał rację, ta dziewczyna 

poradzi sobie w każdej sytuacji. Wiedział, że jest głodna, ale zamiast się skarżyć, starała się 

oszukać pusty żołądek tym, co miała pod ręką.

Podziwiał ją za to. Jego mała Raija była wyjątkowo dzielna. Przypominała mu uparty 

background image

górski kwiatek, który kolejny raz miał zostać wyrwany z ziemi i przesadzony w inne miejsce. 

Była jak obcy ptak, który na swój sposób potrafił się przystosować do nowych warunków, 

niezależnie od przeciwności, jakie by napotykał.

Raija. Dumna córka Erkkiego Alatalo. Jego przybrana siostra. Mały Kruk. Dziewczyna, 

która nigdy nie będzie należeć do niego.

- Mikkal, śpisz? - Głos Raiji wyrwał go z zamyślenia. Potrząsnęła nim, a potem ufnie 

wsunęła mu rękę pod pachę. Mikkal nie protestował, bo czuł, że dziewczyna spragniona jest 

bliskości drugiego człowieka.

- Myślę, że przenocujemy tutaj. Rano będziemy mieć więcej sił.

- Ale przecież ty o świcie musisz iść pilnować stada - zaprotestowała.

Mikkal uśmiechnął się tylko i poprowadził ją na przygotowane legowisko. Umieścił 

dziewczynę przy samym kamieniu, gdzie najmniej wiało, a sam ułożył się obok. Ogrzewał ją 

swym ciałem, a równocześnie osłaniał od wiatru. Raija wyciągnęła się przy nim, wzruszająco 

ufna. Wierzyła mu bez najmniejszych zastrzeżeń. Mikkal wsunął jej pod głowę ramię, żeby 

miała wygodnie. Czy ufałaby mu tak ślepo, gdyby potrafiła czytać w jego myślach? Gdyby 

poznała choć małą cząstkę jego marzeń?

Zacisnął usta i zamknął oczy, nie liczył  jednak na to, że noc ześle mu sen. Raija, 

przytuliwszy się mocno do niego, zasnęła skulona w kłębek.

Mikkal słyszał jej spokojny oddech. Rozplecione włosy dziewczyny łaskotały go w 

policzek. Leżał jednak nieruchomo, wpatrzony w nocne niebo, tracące z wolna odcień purpury. 

Zmagał   się   z   myślami,   które   trudno  by  nazwać   braterskimi.   Wszystko  mogłoby  wyglądać 

inaczej, gdyby Raija była trochę starsza!

Brakowało kilku lat, by mógł zadecydować o ich wspólnej przyszłości.

Trwająca   zaledwie   parę   godzin   noc   zdawała   się   Mikkalowi   długa   jak   całe   życie. 

Przeżywał tortury. Raija leżała tak blisko, a była dlań nieosiągalna jak gwiazda na niebie.

Tuż przed świtem obudził ją, pociągając lekko za włosy. Dziewczynka, choć nadal 

głodna, nie narzekała, bo zdawała sobie sprawę, że sama napytała sobie biedy. Najważniejsze, 

że odzyskała siły, a poranne słońce ogrzewało jej ciało.

Szli ku obozowisku. Mikkal milczał, co trochę dziwiło Raiję. Nie należał wszak do 

osób, które od rana miewają kiepski humor. Nie dociekała jednak, co się stało.

Wystarczyło jej, że idzie kilka kroków za nim. Musiała dobrze wyciągać nogi, żeby 

nadążyć, ale nawet nie przeszło jej przez myśl prosić go, by zwolnił. Rozumiała, że śpieszy się 

do stada, i dopasowała się do tempa, jakie narzucił. Miała nadzieję, że Mikkal zdąży jeszcze coś 

zjeść, nim pobiegnie na pastwisko.

background image

Kiedy zmęczeni i głodni dotarli do obozowiska, Ravna nie zapytała ich o nic. Mikkal 

popatrzył na Raiję surowo i nakazał, by zmieniła ubranie i trochę się przespała. Sam nie musiał 

się przebierać. Futrzana bluza nakładana na gołe ciało włosem do wewnątrz, dork, utrzymywała 

ciało suche i w cieple nawet w razie przemoczenia.

Potem wyszedł z jurty i sięgnął po kij pasterski, u dołu grubszy, u góry zaś ostro 

zakończony.

Matce, która za nim wyszła, opowiedział w kilku zdaniach o zamiarach ojca.

- Nie możemy na to pozwolić! - wykrzyknęła porywczo Ravna.

Stanęła   przed   synem,   a   z   jej   oczu   wyzierała   niema   prośba   o   pomoc.   Chciała,   by 

wspólnie przeciwstawili się Pehrowi.

Ale Mikkal umknął wzrokiem przed błagalnym spojrzeniem matki.

-   Tak   będzie   najlepiej   -   powiedział   bezbarwnie   i   odszedł,   ucinając   w   ten   sposób 

rozmowę.

- Nie poznaję cię, synu! - zawołała za nim Ravna, ale Mikkal nie odwrócił się.

Raija mimo woli usłyszała rozmowę matki i syna. Ciągle jeszcze ubrana w zabłoconą i 

mokrą sukienkę ze skóry, wyszła do Ravny. Choć miała dopiero trzynaście lat, na jej twarzy 

malowała się powaga jak u dorosłego, doświadczonego przez życie człowieka. W milczeniu, ze 

smutkiem w oczach objęła mocno przybraną matkę. Obie były niemal tego samego wzrostu. 

Ravna popatrzyła z rozpaczą na dziewczynkę, którą traktowała jak rodzoną córkę.

- Mikkal ma rację, tak będzie najlepiej - powiedziała Raija i ze szlochem wtuliła twarz 

w kaftan Ravny. Przed nią nie wstydziła się łez.

Przybrana matka obejmowała drżącą jak liść na wietrze dziewczynkę, ale nawet ona, 

która w głębi ducha pragnęła tego, czemu Pehr wszystkimi sposobami starał się zapobiec, mu-

siała przyznać, że decyzja męża, choć brutalna, jest słuszna...

Popatrzyła na słońce, jakby szukała rady w jego złotym blasku, ale ono jedynie ją 

oślepiło.

- Biedne dziecko - szepnęła, ale Raija tego nie słyszała.

background image

5

Nie wszystko jednak ułożyło się po myśli Pehra. Lapończyk najchętniej wyprawiłby 

Raiję do Lyngen od razu, ale ponieważ trwało jeszcze lato, musiał uzbroić się w cierpliwość i 

czekać, aż Pawa ruszy za stadem na zimowe pastwiska. Wyglądał tego dnia jak zbawienia, póki 

co czyniąc wszystko, by utrzymać Mikkala i Raiję z dala od siebie.

Gdy tylko widział ich razem, natychmiast wynajdywał zajęcie dla jednego z nich bądź 

dla   obojga.   Ale   odnosił   wrażenie,   że   Ravna   skrycie   niweczy   jego   zamiary,   bo   gdy   tylko 

nadarzała się okazja, wysyłała młodych razem. Kiedy jej to wypominał, a zdarzało się to często, 

robiła niewinną minę i zaprzeczała wszystkiemu. Zarzekała się przy tym, że nigdy by jej nawet 

nie przyszło do głowy postępować wbrew woli męża. Ale Pehr nie wierzył żonie, więc i ją 

zaczął uważnie obserwować. Co prawda Ravna nie sprzeciwiała się mocno, kiedy oznajmił jej, 

jakie   ma   plany   wobec   Raiji,   nie   umiał   jednak   odgadnąć,   co   ukrywała   za   swym   mądrym 

spojrzeniem.

Kiedyś kochał ją do szaleństwa i właściwie nadal darzył ją uczuciem, tyle że coraz 

częściej zdawał sobie sprawę, że tak naprawdę nie zna kobiety, która od tylu lat była jego żoną. 

Syna, którego mu urodziła, także chyba nie.

Lato płynęło na pozór normalnie. Liście wierzbiny powoli blakły, a tundra gotowała się 

do   zmiany   szaty.   Soczysta   zieleń   miała   rychło   ustąpić   pola   całej   gamie   czerwieni.   Na 

mokradłach dojrzewały moroszki. Ciągle były jeszcze twarde, ale Raija wiedziała, że niebawem 

będzie  można  zbierać   soczyste,   żółciutkie   owoce.   Odwiedziła  wszystkie   sobie  tylko  znane 

miejsca, gdzie rosły te maliny. Wydawało jej się, że nie ma na świecie nic pyszniejszego nad 

owe   złociste   kuleczki.   Smakowały   długimi   letnimi   nocami,   podczas   których   nie   zapadały 

ciemności, smakowały słońcem.

Cieszyła   się,   powracając   do   znajomych   miejsc,   które   odwiedzała   co   roku,   odkąd 

przybyła do Ruiji. Pehr zawsze latem wypasał swoje stado w tym rejonie, renifery bowiem 

miały stałe pastwiska i miejsca, gdzie się cieliły.

Rajia pokochała te strony, a teraz na swój sposób się z nimi żegnała. Nigdy więcej już 

nie spędzi tu lata!

Wkrótce stado zostanie zebrane i rodzina Pehra wyruszy na wschód, by dotrzeć na 

jesienne pastwiska, nim u zwierząt zacznie się czas rui. Przygotowania zresztą były już w toku. 

Należało dokładnie przejrzeć odzież, narzędzia i sprzęty, które mieli ze sobą zabrać. Trwało 

wielkie pakowanie i wszyscy byli bardzo zajęci.

Raija  wykonywała  sumiennie  swoje  obowiązki,   ale   praca  nie  sprawiała   jej   radości. 

background image

Wiedziała,   że   nie   powędruje   na   wschód   wraz   z   pozostałymi.   Tutaj   ich   drogi   miały   się 

rozdzielić.

Czas płynął nieubłaganie szybko i wnet dojrzały moroszki.

Raija z Ravną wybrały się na mokradła nazrywać soczystych owoców. Stały w grząskim 

błocie z przemoczonymi nogami i lepkimi palcami, ale warto było podjąć ten trud.

Raija wkładała do ust maleńkie słoneczne kulki i zanim połknęła, długo rozkoszowała 

się ich smakiem. Zastanawiała się, czy w Lyngen też rosną moroszki, ale nie miała kogo o to 

zapytać.

Renifery zostały spędzone w jedno miejsce, a potem oddzielono stado Pehra od stada 

Pawy. Wszyscy brali udział w selekcji renów, także kobiety. Raija pracowała jak szalona i na-

wet Pehr musiał przyznać, że jest zręczna i wytrwała.

Starszy   syn   Pawy,   siedemnastoletni   Aslak,   wprost   nie   mógł   oderwać   oczu   od 

dziewczyny i prawił jej komplementy. Raija, rozbawiona, raz po raz posyłała mu uśmiechy, 

które   bynajmniej   nie   studziły   zainteresowania   chłopaka.   Aslak   wiele   sobie   obiecywał   w 

związku z tym, że Raija miała towarzyszyć im w drodze do Lyngen. Często puszczał wodze 

fantazji i wyobrażał sobie, co się wtedy zdarzy...

Ale cierpliwość nie była jego mocną stroną. Wieczorem, kiedy rozdzielono już stada, 

podążył za Raiją, która odeszła poza obozowisko, by w samotności pożegnać się z każdą kępą 

wrzosów, z krajobrazem, z chmurami...

Aslak nie rozumiał zachowania dziewczyny, ale było mu na rękę spotkać się z nią sam 

na sam z dala od innych.

Wyłonił się powoli z cienia i chrząknął delikatnie, żeby jej nie przestraszyć. Raija nie 

wyglądała na zaskoczoną. Odwróciła się i skinąwszy nieznacznie głową, zapytała, dokąd się 

wybiera.

- Tam gdzie ty - odpowiedział Aslak w przypływie odwagi, bo w gruncie rzeczy był 

dosyć nieśmiały.

Roześmiała się.

- Ja nigdzie nie idę.

- To się dobrze składa - rzekł cicho Aslak i zbliżył się do niej jeszcze o krok. Potem, 

niewiele myśląc, chwycił dziewczynę w ramiona i mocno przycisnął do siebie.

W pierwszej chwili Raija była zbyt zaskoczona, by zareagować.

O co temu Aslakowi chodzi? pomyślała tylko, bo jego zachowanie wcale nie wydało jej 

się zabawne.

Zaraz jednak wstąpiła w nią złość i zaczęła się szarpać.

background image

- Puść mnie, ty głupcze! - syknęła, uderzając drobnymi piąstkami w jego tors.

Był tak zaskoczony, że posłuchał.

Raija stała nieruchomo, a jej oczy ciskały błyskawice. Aslak uznał, że przypomina teraz 

rozzłoszczonego leminga, ale to uczyniło ją jeszcze ponętniejszą w jego oczach. Sigga, kiedy 

się denerwowała, wyglądała jak troll, a Raija była po prostu słodka.

- Głupi jesteś, czy co? - grzmiała. - O co ci chodzi? Aslak rozłożył ręce, przeczesał 

palcami włosy, znów rozłożył ręce i zrobił krok w jej stronę.

Dziewczyna odskoczyła.

- Nie udawaj niewiniątka! Czyżbyś nic nie pojmowała? - W głosie Aslaka zabrzmiało 

zniecierpliwienie. - Mało razy się do mnie uśmiechałaś? Myślisz, że nie zauważyłem? Zerkałem 

ku tobie, przecież wiesz, a ty nie sprzeciwiałaś się temu...

- Uśmiechałam się, spoglądałam na ciebie? - powtórzyła Raija zdumiona. - Możliwe, ale 

to nic nie znaczy - roześmiała się. - I nie daje ci żadnych praw, żebyś tak się do mnie odnosił. 

To obrzydliwe!

Aslak przytrzymał ją, nim zdołała uciec.

Nieoczekiwanie   jego   zielonobrązowe   oczy   znalazły   się   tuż   przy   twarzy   Raiji,   jego 

grzywka   dotknęła   jej   czoła.   Poczuła   nieprzyjemny   zapach   z   ust   chłopaka.   To   było   takie 

wstrętne, takie głupie...

- Obrzydliwe? - wyszeptał Aslak, wykręcając jej ręce i mocno ściskając ją w pasie. - 

Nie, Raiju, to wcale nie jest obrzydliwe, to...

Chciał, by się przekonała sama, jak to jest naprawdę. Wpatrzony w usta dziewczyny, 

pochylił się nad nią, ale nim zdążył ją pocałować, poczuł nagle na ramieniu żelazny uścisk. 

Ktoś oderwał go od Raiji. W oczach dziewczyny dostrzegł uwielbienie, a z ruchu jej warg 

domyślił się, kto stoi za jego plecami. Zaraz też usłyszał, jak Mikkal chrapliwym głosem prosi 

Raiję, by odeszła. Dziewczyna posłuchała od razu.

Jej reakcja zaskoczyła Aslaka bardziej niż to, co się wydarzyło później.

Mikkal odepchnął go od siebie z odrazą jak jakiegoś gada, a potem, nie przebierając w 

słowach, nakazał mu trzymać łapy z daleka od Raiji.

- Bo jeśli nie, to gorzko pożałujesz! - zakończył, a ruch ręki w stronę wiszącego u pasa 

noża był aż nadto wymowny.

Syn   Pawy   jednak  nie   był   wcale   głupi.   W  jego   skośnych   oczach   pojawił   się   błysk 

zrozumienia.

- Chcesz ją mieć dla siebie! - zawołał. Nie powinien był tego mówić. Mikkal, zwykle 

spokojny i opanowany, niełatwo dawał się sprowokować, jednak kiedy wpadał w gniew, biada 

background image

temu, przeciwko komu był on skierowany.

Jeden cios przekonał Aslaka, że powinien trzymać język za zębami. Chłopak runął na 

ziemię jak rażony gromem. Na to, by stawić czoło starszemu i silniejszemu koledze, nie miał 

nawet cienia szansy.

- Nie waż się zrobić czegoś takiego jeszcze raz, Aslak! - usłyszał.

Nie widział wyraźnie twarzy stojącego nad nim Mikkala, ale ton, jakim ten przemówił, 

dobitnie wskazywał, że syn Pehra nie żartuje.

- Nie radzę ci nawet o tym myśleć! - wycedził Mikkal przez zęby. - Raija jest moją 

siostrą, trzymaj się od niej z daleka! Zapamiętaj: ona jest dla ciebie za dobra!

Aslak nie odpowiedział,  ale obiecał  sobie  w duchu przemyśleć wszystko. Nie miał 

wcale ochoty narażać się Mikkalowi. Aż tak bardzo ta chuda Finka go nie obchodziła!

Ostatni wieczór  nadszedł  zbyt  prędko. Ravna pomogła Raiji  spakować jej  skromny 

dobytek w niewielki tobołek. Wytłumaczyła dziewczynce, że nie powinna brać ze sobą zbyt 

wielu skórzanych kaftanów i sukni, bo norweska rodzina, do której trafi, wyposaży ją w inną 

odzież.

Ravna wyjaśniła także, że niektórzy Norwegowie uważają Lapończyków za gorszych od 

siebie, więc nowa rodzina Raiji z pewnością dołoży starań, by dziewczynka porzuciła lapońskie 

obyczaje: stroje, język i obrzędy - to, do czego przywykła. Ravna prosiła jednak, by zachowała 

ich w pamięci, ale by nie przeciwstawiała się jawnie woli nowej rodziny.

Raija, połykając łzy, zapewniała, że nigdy ich nie zapomni.

Wieczory stawały się coraz ciemniejsze. Słońce wisiało nisko nad horyzontem niczym 

czerwona   kula  i   nie   wysyłało   już   złotych   promieni.   W  powietrzu  czuło  się   chłód.   Natura 

okrywała się rumieńcem przed nadejściem zimy, która rychło miała ogołocić ją z listowia.

Raija,   choć   tak   wrażliwa   na   piękno,   nie   zachwycała   się   otaczającą   ją   przyrodą. 

Przechadzając się samotnie pomiędzy jurtami, chłonęła zapachy, dźwięki, nastrój. Czyniła tak 

wielokrotnie, lecz teraz to nie było to samo. Pragnęła po prostu wszystko zapamiętać i zabrać ze 

sobą.

Przy jurcie starej Elle natknęła się na Mikkala. W mroku błysnęły białka jego oczu.

- Chciałam pożegnać się z Elle - powiedziała odruchowo.

Mikkal odsłonił otwór prowadzący do jurty i Raija musiała wejść do środka, choć tak 

naprawdę wcale nie zamierzała odwiedzać Elle. Staruszka, o której Pehr mówił, że ma nie po 

kolei w głowie, wzbudzała w niej lęk.

Teraz  jednak odwrotu  nie  było. Kątem oka  dostrzegła,   że Mikkal   wszedł   za nią,   i 

odetchnęła z ulgą.

background image

- Raija przyszła cię pożegnać, Elle - wyjaśnił Mikkal, gdy usiedli.

Stara Laponka ukazała w uśmiechu bezzębne dziąsła i pokiwała głową.

-   A   więc   odchodzisz?   -   stwierdziła   raczej,   niż   spytała,   wpatrując   się   w   ogień.   - 

Rozumiem, dobrze to rozumiem, nie jesteś jedną z nas. Wiedziałam to, kiedy cię zobaczyłam 

po raz pierwszy. Pomyślałam sobie wówczas: ta tutaj nie zostanie. Jej los splecie się z naszym, 

ale ona tu nie zostanie. Naprawdę tak pomyślałam...

- Chciałam się pożegnać - wtrąciła Raija, która najchętniej opuściłaby natychmiast jurtę 

Elle. Nie mogła nic poradzić na to, że ciotka Mikkala budziła w niej dziwny lęk.

-  Chodź tu do mnie  - odezwała  się  Elle   w chwili,   kiedy Raija  zamierzała  wstać i 

chyłkiem się wycofać. Dziewczyna nie mogła jednak okazać nieposłuszeństwa. Z ociąganiem 

podeszła do kościstej kobiety i przyklękła obok niej. Czuła się niepewnie, choć Mikkal był w 

pobliżu.

- Pokaż mi swoją dłoń, dziecko! Raija znów posłusznie spełniła polecenie Elle, ale 

mdliło ją na samą myśl, że starucha dotknie jej swą żylastą ręką. Opanowała się jednak, bo 

odgadła, co tamta chce uczynić. Wiele słyszała o tym, że Elle potrafi przepowiadać przyszłość.

Nawet Pehr pomrukiwał, że Elle za dużo wie, i dodawał, że od tego pomieszał jej się 

rozum.

Raija   wiedziała,   że   Elle   nie   jest   całkiem   normalna,   i   zastanawiała   się   nie  raz,  czy 

staruszka w ten sposób chce dodać sobie aury tajemniczości, czy może...?

Nagle   ogarnęła   ją  ciekawość.   Lęk,   który  Raiji   przez   cały  czas  towarzyszył,   ustąpił 

miejsca przemożnemu pragnieniu, by poznać własną przyszłość. Zaintrygowana przysunęła się 

do starej Laponki i utkwiła spojrzenie w jej pomarszczonej twarzy, jakby sama chciała z niej 

coś wyczytać.

Ale twarz Elle pozbawiona była wyrazu.

- Co widzisz? - spytała Raija drżącym szeptem. Elle nie odrywała oczu od drobnej, 

noszącej już ślady ciężkiej pracy ręki dziewczynki. Bez słowa wodziła kościstym palcem po 

liniach wewnątrz jej dłoni.

- Co widzę? - mruknęła po chwili. - Wszystko! Tutaj zaznaczone jest całe twoje życie, 

dziecko.

Dziewczynka wzdrygnęła się i pośpieszne zerknęła na Mikkala, który siedział po drugiej 

stronie dopalającego się ognia. W jurcie panował mrok, ale Elle najwyraźniej zdołała dojrzeć 

to, co najważniejsze.

-   Powiedz   mi,   co   zobaczyłaś   -   poprosiła   Raija.   Elle   uśmiechnęła   się   szeroko. 

Zmarszczki na jej wychudzonej twarzy przypominały wyryte w skale bruzdy.

background image

- Dobrze, dziecko. Powiem ci...

I zaczęła mówić cicho, ale dobitnie, tak żeby Raija i Mikkal zrozumieli każde jej słowo.

- Jesteś  jeszcze dzieckiem,  Raiju, ale bardzo szybko staniesz się dorosła. Widzę w 

twoim życiu wielu mężczyzn. Niektórzy są potężni, dzierżą władzę, żaden nie jest miernotą. 

Będą wśród nich tacy, dla których staniesz się przyczyną nieszczęść. Szczęście nie jest ci 

pisane. Będziesz musiała o nie walczyć.  Ludzie  zwrócą się przeciwko tobie,  niektórzy cię 

znienawidzą, odwrócą się do ciebie plecami i dziwić się będą tym, którzy staną po twojej 

stronie. Ale nie widzę wiele łez. Jesteś dumna, dziecko. Widzę ludzi, którzy cię wspierają, ale 

tylko jeden z nich będzie dla ciebie znaczył coś szczególnego. Ten jeden będzie ci przyjacielem 

i pozostanie ci wierny przez całe życie. Dzieci? Nie będziesz miała dużo dzieci. Widzę więcej 

mężczyzn niż dzieci, ale te, które urodzisz, przysporzą ci tyleż trosk, co radości. Widzę zimne 

światło, Raiju... Widzę, że poświęcasz dziecko...

Elle   przerwała   na   chwilę,   by   nabrać   powietrza.   Napięcie,   które   wyczuwało   się   w 

dusznym pomieszczeniu, nieco zelżało.

- Twoje życie nie zawsze będzie piękne - dodała Elle, puszczając dłoń Raiji. - Ale 

musisz je przeżyć. Dla wielu ludzi staniesz się kimś ważnym. Zapamiętają cię nie tylko z po-

wodu twej urody.

Elle zamilkła.

- Nie strasz Raiji! - Głos Mikkala przerwał ciszę, burząc nastrój. - Przyznaj się, że 

zmyśliłaś większą część tej przepowiedni!

- O, nie! - Elle pogroziła mu pięścią, ale w tym geście nie było surowości. Elle miała 

słabość do Mikkala. Dostrzegała w nim cechy, które wydawały się jej obiecujące. - Wszystko, 

co mówię, jest prawdą - zapewniła przenikliwym, drżącym głosem.

- Niech i tobie powróży - zaproponowała Raija. - Skoro i tak w to nie wierzysz, to co ci 

szkodzi?

Ale Mikkal odmówił stanowczo.

- Niech Raija wierzy sobie w to, co usłyszała, ale co do mnie, możesz sobie darować 

wymyślanie dramatycznej i ponurej przyszłości, pełnej tajemniczych kobiet i dzieci, które nie 

spełniają pokładanych w nich nadziei - powiedział, wstając z miejsca.

Raija poderwała się w tej samej chwili i rzuciła na odchodnym:

- Żegnaj, Elle!

Twarz staruszki znów stała się nieprzenikniona.

- Zadziwiające - mruknęła do samej siebie. - Doprawdy zadziwiające...

Mikkal skierował kroki poza obozowisko, tam gdzie nie dochodził blask płomieni z 

background image

ognisk,  a  głosy tłumił   tajemniczy szept  wiatru.  Raija  pospieszyła  za  nim,   ale  chłopak  za-

chowywał się tak, jakby jej w ogóle nie widział.

Dopiero gdy się zatrzymał i przykucnął, rzekł, z trudem wymawiając słowa:

- Chcę się już teraz z tobą pożegnać, Raiju. Jutro, kiedy wyruszysz w drogę, mnie tutaj 

nie będzie.

-   Chyba   nie   mówisz   tego   poważnie!   -   Raija   opadła   na   kolana,   daremnie   usiłując 

uchwycić w ciemności spojrzenie chłopaka.

Mikkal pochylił głowę. Nie był w stanie opisać targających nim uczuć. Być może po raz 

ostatni rozmawia z Raija, ostatni raz ją widzi...

Opanował się ogromnym wysiłkiem woli. Wsunął rękę za kaftan, po czym chwycił 

Raiję za rękę i nic nie mówiąc, włożył coś do jej drobnej dłoni.

Raija poczuła na skórze metal. Nie był jednak chłodny, bo Mikkal ogrzał go własną 

piersią. Nim jeszcze otworzyła dłoń i zobaczyła błyszczący w mroku przedmiot, domyśliła się, 

że to srebrna broszka. Tyle razy się nią zachwycała! Stanowiła część srebra odziedziczonego po 

babce Mikkala ze strony ojca. Srebra, którym Mikkal miał kiedyś obdarować narzeczoną.

- Nie mogę jej przyjąć - wyszeptała Raija, wpatrując się jak zaczarowana w srebrną 

ozdobę.

Mikkal   próbował   zmusić   się   do   uśmiechu,   ale   jego   twarz   wykrzywiła   się   tylko   w 

żałosnym grymasie.

-  Jest   dla  ciebie,  Raiju -  odezwał  się  zmienionym  głosem.  -  Jedynie  tobie  chcę  ją 

ofiarować.

- Ale przecież ta broszka stanowi nieodłączną część rodzinnego srebra - protestowała 

nadal Raija.

- Mimo to chcę ci ją dać - odparł stanowczo Mikkal i żeby uciąć dalszą dyskusję, 

chwycił drobną dłoń dziewczyny i zacisnął ją wokół broszki. - Chcę, by ta broszka stała się dla 

ciebie pamiątką. Obiecaj mi, że nigdy się jej nie pozbędziesz, a kiedy ją będziesz przypinała, bo 

mam nadzieję, że czasem się w nią ustroisz, pomyślisz o mnie.

Na gęstych, ciemnych rzęsach Raiji zalśniły łzy.

- Dziękuję! - wyszeptała uroczyście. - Dziękuję, Mikkalu! Nigdy cię nie zapomnę! 

Zawsze będę o tobie pamiętać, nie tylko wtedy, gdy przypnę broszkę... I nigdy się z nią nie 

rozstanę, nigdy...

- Tylko nie pokazuj jej mojemu ojcu - ostrzegł Mikkal. Raija zrozumiała i przypięła 

broszkę na piersi od spodu koszuli, tak, by czuć przez cały czas jej dotyk. Policzki miała mokre 

od łez, jej duże, głębokie oczy wyrażały na przemian radość i smutek. Dziewczyna ściskała 

background image

mocno dłonie Mikkala. W ciemności, do której oboje zdążyli już przywyknąć, widzieli swoje 

zmienione twarze.

- Co mogłabym ci ofiarować, Mikkalu, żeby odwdzięczyć się za taki podarek? Nie 

posiadam niczego równie pięknego...

Mikkal zmusił się do uśmiechu.

-   Owszem,   Raiju   -   odezwał   się   miękko.   -   Masz   coś   o   wiele   piękniejszego,   co   po 

tysiąckroć przewyższa wartość tej broszki...

Popatrzyła na swego przybranego brata, nie rozumiejąc jego słów. O czym on mówi? 

Chyba sobie z niej żartuje?

- Twoje włosy, Raiju - wyszeptał uroczyście i zanurzył dłonie w czarnej gęstwinie, 

opadającej kaskadą na szczupłe ramiona dziewczyny.

Zaskoczona Raija pomyślała, że Mikkal chyba stracił rozum.

- Nigdy nie widziałem piękniejszych włosów niż twoje, Mały Kruku! Daj mi pukiel, na 

pamiątkę po mej uko... małej siostrze...

Popatrzyła na niego uważnie. Czyżby sobie z niej kpił? To do niego niepodobne. Patrzył 

jednak śmiertelnie poważnie. Policzki mu pobladły, brwi się ściągnęły, a nozdrza drgały niczym 

u spłoszonego zwierzęcia. Ani w oczach, ani w kącikach ust nie dostrzegła cienia uśmiechu.

Raija wzruszyła ramionami i roześmiała się lekko. Uniesiona jej dłońmi czarna grzywka 

zatańczyła przed twarzą Mikkala.

- Proszę bardzo - zawołała wesoło. - Dużo chcesz? Mam nadzieję, że zostawisz mi 

trochę, bo wiesz... nie chciałabym wyglądać tak jak Elle.

Mikkal uśmiechnął się. Stara ciotka Elle miała takie liche włosy, że ledwie przykrywały 

jej czaszkę, i by to ukryć, nie zdejmowała czapki nawet w nocy. Widać zachowała jeszcze 

resztki kobiecej próżności.

- Nie, Mały Kruku, nie będziesz wyglądać jak Elle!

Smukłymi palcami pogładził jej jedwabistą grzywkę i delikatnie obciął pukiel czarnych 

włosów. Nawet sposób, w jaki to uczynił, zdradzał jego troskę i czułość.

- Zachowam go na zawsze! - zapewnił, a w jego zachrypniętym głosie słychać było 

wzruszenie.

Raija,   do   głębi   poruszona   tym,   co   się   stało,   zapragnęła   powstrzymać   napór 

niezrozumiałych uczuć i zmusiła się, by myśleć praktycznie.

- Jeśli chcesz zachować na zawsze moje włosy, nie możesz ich tak trzymać luzem - 

stwierdziła, po czym zdjęła z szyi skórzany mieszek, w którym ukrywała różne swoje skarby: 

ładne kamyki, zasuszone kwiatki, grzebyk z kości, kilka igieł. Wysypała wszystko na dłoń. 

background image

Kiedyś i tak musiałaby się pozbyć tych śmieci, bo przecież tak naprawdę nie były to skarby. 

Akurat nadarzała się po temu okazja.

- Schowaj tutaj! - poleciła, zawieszając Mikkalowi mieszek na szyi.

Uśmiechnął się i posłuchał, a potem nie był już dłużej w stanie oprzeć się pokusie. 

Wziął Raiję w ramiona i stali tak, objęci, przez długą chwilę.

Brat i siostra - choć nie zrodzeni z jednej matki.

Młody mężczyzna i dziewczynka, która zaczynała przeobrażać się w kobietę.

- Postaraj się mnie odwiedzić, Mikkalu - wyszeptała Raija z desperacją w głosie. - 

Umrę, jeśli cię już nigdy nie zobaczę...

- Odwiedzę cię - odpowiedział, nie do końca pewien, czy nie karmi jej kłamstwem. - 

Odwiedzę cię, nie zapomnij mnie!

Oślepiona łzami, pokręciła głową. Jej wargi ułożyły się w słowo „nigdy”, ale głos nie 

wydobył się z gardła. Mikkal pocałował ją szybko w policzek.

- Idź już spać, Raiju! Żegnaj, Mały Kruku!

- Zegnaj!

Uścisnęła go mocno raz jeszcze i, nie oglądając się za siebie, pobiegła w stronę jurty. 

Mikkal widział,  jak wchodzi do środka. To  było pożegnanie, być może na zawsze. Punkt 

zwrotny w życiu Raiji, a także w jego życiu.

background image

6

- Musicie przechodzić tam, gdzie jest najgłębiej? Daję głowę, że robicie to tylko po to, 

żeby mnie zdenerwować!

- Bzdura! - zaprzeczył stanowczo siedemnastoletni Reijo, zatrzymując się na środku 

rzeki, gdzie nurt był wartki i woda sięgała mu za kolana. Chłopak był raczej niewysoki i krępy, 

miał szerokie barki i trochę krzywe nogi. Wyglądał dojrzale jak na swój wiek.

- Oj, te dziewczyny! - westchnął ciężko, wymieniając porozumiewawcze spojrzenie ze 

szczupłym   chłopcem,   który   stał   na   drugim   brzegu.   Tamten   tylko   wzruszył   ramionami   i 

uśmiechnął   się   nieznacznie,   a   potem   wyciągnął   na   trawie   i   rozejrzał   się   wokół   pozornie 

obojętnym wzrokiem.

- Mam tutaj tak stać? Nie ma co, wspaniali z was przyjaciele!

- Dobrze, już dobrze - ugodowo odezwał się Reijo i zawrócił, brodząc w wodzie. - 

Chodź! - rzucił  i wziąwszy Raiję na ręce, ostrzegł: - Tylko pamiętaj, nie kręć się, bo się 

skąpiesz.

Raija   roześmiała   się   głośno   i   objęła   masywny   kark   chłopaka,   przykryty   gęstymi 

płowymi włosami. Potarmosiła go przekornie za czuprynę, na co zareagował wściekłym spoj-

rzeniem i zaciśnięciem ust.

I tak mnie nie oszukasz, pomyślała Raija, uśmiechając się w duchu. Dobrze wiedziała, 

że nie była mu całkiem obojętna, choć Reijo usilnie starał się dowieść, że nic dla niego nie 

znaczy.

- Przeklęte kobiety - prychnął, wypuszczając dziewczynę z rąk metr od brzegu. Raija nie 

zdążyła unieść w porę spódnicy i zamoczyła ją do pół łydki. Udawała jednak, że nic się nie 

stało. Wystudiowanym gestem objęła młodzieńca i przytuliła się do niego. Kątem oka zerkała 

na   Karla,   który,   przygryzając   źdźbło   trawy,   z   największym   zainteresowaniem   obserwował 

szczyt po drugiej stronie rzeki. Ale Raija wiedziała, że przez cały czas ma ich w zasięgu 

wzroku.

- Dziękuję ci, Reijo! - odezwała się ciepło. - Wiedziałam, że nie zostawisz mnie tam 

samej.

- Hmm... - chrząknął chłopak i wyswobodził się z jej ramion. Czy musiała to robić? 

Przecież w ten sposób tylko prowokuje awanturę! Czyżby nie zdawała sobie z tego sprawy? - 

Puść! - powiedział z niechęcią i położył się na trawie obok przyjaciela.

- Raija! - usłyszeli dochodzące zza drzew głośne wołanie. - Raija!

Młodzieńcy wymienili spojrzenia i uśmiechnęli się lekko, ale pilnowali się, by Raija 

background image

tego nie zauważyła.

-   O,   nie,   znowu!   -   syknęła   dziewczyna   przez   zaciśnięte   zęby   i   zniecierpliwiona 

przewróciła oczami. - O co znów chodzi?

Nie zwracając uwagi na przyjaciół, pobiegła w stronę ścieżki i po chwili zniknęła w 

brzozowych zaroślach, kierując się w stronę zabudowań, skąd dochodziło wołanie.

Kristina stała przy chacie surowa, wyprostowana jak struna, z trudem skrywając złość. 

Ta Raija z dnia na dzień stawała się coraz bardziej nieznośna! Znikała przy każdej nadarzającej 

się okazji. Chyba powinna wiedzieć, ile zostało jeszcze do zrobienia! Przecież były tylko we 

dwie i mogły liczyć jedynie na siebie.

Szare oczy prześliznęły się badawczo po okolicy. Kolo ich poletka, które zdążyły już 

skosić,   płynęła   leniwie   rzeka.   Pachniało   jesienią.   Wysuszone   siano   trafiło   już   do   stodoły. 

Zbocza powoli traciły świeżą zieloną barwę, a liście na drzewach gdzieniegdzie pożółkły.

Kristina zauważyła, że nad brzegiem rzeki coś się poruszyło. Niewiele dało się ukryć 

przed jej bystrym wzrokiem. Już z daleka dostrzegła rękę, niebieską spódnicę i kruczoczarną 

czuprynę. Zwróciła też uwagę na mokry brzeg spódnicy.

Ledwie Raija znalazła się w zasięgu ręki Kristiny, poczuła mocne szarpnięcie za włosy. 

Dziewczyna zacisnęła zęby i bez mrugnięcia wytrzymała spojrzenie opiekunki.

- Mówiłam ci, żebyś nie latała nad rzekę z tymi chłopaczyskami! To nie przystoi pannie 

w twoim wieku! I chyba pamiętasz, że masz swoją robotę, prawda?

Raija  skinęła  lekko   głową  i  zacisnęła  usta.   Z  doświadczenia  wiedziała,   że  jeśli   się 

odezwie, będzie jeszcze gorzej.

Kristina z rękami na biodrach prawiła dalej swoje kazanie, a jej podniesiony głos niósł 

się daleko.

- Wstydu nie masz, Raiju! Kto to widział, żeby tak ciągle włóczyć się po okolicy? Poza 

tym ile razy ci powtarzałam, żebyś trzymała się z dala od syna tego zarośniętego Kwena z 

przylądka. Słyszysz? Nie wolno ci się zadawać ani z Kwenami, ani z Lapończykami!

Dziewczyna uśmiechnęła się pogardliwie. Kristina najwyraźniej zapomniała, że Raija 

sama   pochodzi   z   Finlandii,   a   więc   także   jest   Kwenką,   wychowywała   się   zaś   wśród   La-

pończyków.

- Karl powinien mieć na tyle rozumu w głowie, żeby nie przyprowadzać pod drzwi 

uczciwych ludzi tego wyrzutka - mruknęła Kristina.

Karla, syna sąsiadów, Kristina uważała za porządnego chłopaka. Był Norwegiem z krwi 

i kości. Do jego rodziny nie przyplątał się żaden Kwen, jak nazywano tutaj przybyszów z 

Finlandii, ani Lapończyk, a takich rodzin nie dało się naliczyć wiele wzdłuż fiordu Lyngen!

background image

Te tereny nie były gęsto zaludnione, a znaczną większość ich mieszkańców stanowili 

Lapończycy. Z biegiem lat przez góry dotarli tu także Finowie - głównie w następstwie wielkiej 

wojny na północy - i osiedlili się nad brzegami obfitującego w ryby fiordu. Norweskich rodzin 

nie żyło nad fiordem Lyngen wiele. Raczej wątpliwe, by Kristina wywodziła się z rodziny, 

która nie miała żadnych związków z Lapończykami, ale za żadne skarby by się do tego nie 

przyznała. Jej rodzice przypłynęli w głąb fiordu z wysp na początku osiemnastego wieku, kiedy 

na wybrzeżu nastały gorsze czasy.

Połowy  były  w   tym  czasie   mało  obfite,   mało  też  ryb  dostarczano  do  nadmorskich 

okręgów.   Po  Hanzeatach   handel  suszonymi  rybami  przejęli   kupcy,   którzy  zamiast   zbożem 

woleli płacić innymi towarami. A tymczasem właśnie na zboże było na wybrzeżu północnej 

Norwegii największe zapotrzebowanie.

W wielu osadach zapanowała bieda, ludzie umierali. Inni zaś, tak jak rodzice Kristiny, 

przenieśli się w głąb fiordu, gdzie prócz rybołówstwa można się było jeszcze zająć uprawą roli.

I tak tu już osiedli na dobre. Póki nie pomarli, pracowali na wydzierżawionym kawałku 

ziemi. Potem Kristina poznała Pedera, pobrali się i wspólnie uprawiali nadal ten sam kawałek 

pola. Dwa razy do roku Peder wypływał na połów: zimą na Lofoty, a do Finnmarku latem. 

Łudzili się, że urodzą im się dzieci, mimo że już nie byli pierwszej młodości, gdy los ich ze 

sobą połączył. Ale lata mijały, a w ich chacie nie słychać było ani dziecięcego płaczu, ani 

śmiechu. Zestarzeli się bez potomstwa...

-   Karl   nie   powinien   się   zadawać   z   tym   włóczęgą   -   mamrotała   Kristina,   wyraźnie 

adresując swoje słowa do Raiji, która jednak tylko wzruszyła ramionami. - Nie ufam ani ojcu, 

ani synowi - dodała, mając na myśli Reijo i jego ojca, Anttiego Kesaniemi.

Nie lubiła tego rybaka z Finlandii, który pobudował chatę na przylądku. Nie żadną tam 

ziemiankę, ale drewnianą chatę! Za kogo on się w ogóle uważa? Mieszka tylko z synem, bo 

podobno żona mu umarła. Kristina i inne baby ze wsi podejrzewały nawet, że pomógł biedaczce 

opuścić   ten   świat.   Nie   ufały   ani   trochę   osiłkowi   z   gęstą   jasną   brodą,   choć   można   było 

przypuszczać, że skore do wydawania surowych opinii kobiety tak naprawdę czuły nie tylko 

pogardę do tego samotnego mężczyzny z przylądka...

- To podstępny człowiek - mówiła dalej Kristina, wzdrygając się na samą myśl o rosłym 

Kwenie.

Nawet nie zauważyła, że Raija znów wykorzystała jej nieuwagę. Kiedy opiekunka z 

gniewem i pogardą rozmyślała o Kwenie, który przywlókł się do osady i sprowadził nad fiord 

zarazę, dziewczyna znów się wymknęła nad rzekę. Kristina nie zauważyła jej zniknięcia nawet 

wówczas, gdy Raija dotarła do zagajnika i zbiegła w dół. Wkrótce była już u ujścia rzeki, skąd 

background image

niespiesznie powędrowała wzdłuż brzegu zaznaczonego mokrą linią przez fale przypływu.

Dziewczyna   bardzo   lubiła   spacerować   boso,   zdjęła   więc   kumagi   i   zawiesiła   je   na 

drzewie. To prawda, że zimno jej było w nogi, poza tym musiała uważać na ostre kamienie, ale 

ponieważ stąpała lekko, nie kaleczyła stóp.

Wiedziała, że fiord to nie otwarte morze, ale i tak ją fascynował. Fiord Lyngen wyglądał 

dokładnie tak, jak Ruija z dziecięcych marzeń dziewczynki: Strome góry tonęły w wodzie, a ich 

pokryte śniegiem szczyty przypominały siwe głowy potężnych starców. Tutejszy krajobraz w 

niczym nie przypominał bezkresnych przestrzeni w ojczystej Finlandii. Tutaj wszystko zdawało 

się takie majestatyczne, takie przytłaczające!

Od fiordu wzdłuż obu brzegów rzeki ciągnęła się niezbyt szerokim pasmem płaska, 

zielona równina, a tuż za nią wyrastał mieszany las, który wyglądał tak, jakby schodził po 

zboczu góry. Raija kochała to miejsce, ale zarazem go nienawidziła.

Spędziła tu już dwa lata. To długi czas.

- Kristina mnie nie lubi - powiedziała Raija na głos. - Kristina mnie nie cierpi.

Cisza. Ten, do którego zwracała swe słowa, nie mógł odpowiedzieć. Dziewczyna nie 

rozmawiała bowiem z morzem, kamieniami czy cyplem, mówiła do kogoś, kogo wprawdzie nie 

było przy niej, lecz kto przez minione dwa lata towarzyszył jej nieustannie. Jedyny, z którym 

mogła być zupełnie szczera, jedyny, któremu ufała.

Tego przyjaciela wcale by nie zaskoczyły kolejne słowa Raiji.

- Nienawidzę Kristiny! Szkoda, że nie zostałam dłużej u Elle, że jej nie wysłuchałam...

Miała   na   myśli   starą   ciotkę   Pehra,   która   wróżyła   jej   ostatniego   wieczoru   przed 

wyjazdem. Jak dotąd niewiele z jej przepowiedni się spełniło. Właściwie tylko to, że Raija 

szybko dorosła. Ale dziewczynka wierzyła gorąco, że Elle potrafiła nie tylko wróżyć z ręki. Im 

dłużej rozmyślała o staruszce, tym większej nabierała pewności, że Elle umie także rzucać 

czary.

- Chciałabym umieć czarować! - zawołała Raija, zwracając się w stronę fiordu, skąd 

wiała lekka bryza. - Chciałabym umieć czarować! - krzyknęła najgłośniej, jak mogła, ku falom, 

które   obmywały   jej   kostki.   Brzeg   spódnicy,   który   zdążył   już   prawie   wyschnąć,   znów   się 

zamoczył i zabrudził. Ale Raija się tym specjalnie nie przejęła. Zaśmiała się, wystawiając twarz 

pod wiatr.

- Chcesz czarować? Okropny rechot, niczym ostre smagnięcie,  rozległ  się tuż przy 

policzku Raiji.

Dziewczyna odwróciła się błyskawicznie. Odór potu, tytoniu i wódki osaczył ją jak mur.

Instynktownie cofnęła się i w odruchu obronnym zasłoniła rękoma pierś. Ale nie była 

background image

dość szybka.

Brutalna dłoń przytrzymała jej nadgarstki, druga zaś obmacywała szczupłą talię.

- Zdaje się, że trafił ci się niezły kąsek, Isak! - rozległ się obleśny śmiech z niewielkiego 

pagórka tuż za naniesionymi przez przypływ kamieniami.

- Może się podzielimy? - dorzucił trzeci mężczyzna równie bezceremonialnie.

- Może - mruknął Isak, uśmiechając się i lubieżnie oblizując wargi.

Isak miał koło dwudziestu pięciu lat i przez całe życie mieszkał nad fiordem. Był średni 

spośród jedenaściorga rodzeństwa, ale do pracy się nie rwał i do niczego nie doszedł. O niczym 

także   nie   marzył.   Łowił   ryby,   trochę   polował,   włóczył   się   ze   znajomymi   i   upijał   do 

nieprzytomności mocną gorzałką, kupioną od wędrownych handlarzy.

Właśnie siedzieli, opróżniając butelkę, Isak, jego młodszy brat Sigurd, a także Svend, 

kompan od pijatyk, kiedy nieświadoma niczego Raija pojawiła się na brzegu.

Teraz dziewczyna starała się go odepchnąć, ale jej opór na niewiele się zdał. Isak z 

łatwością przyciągnął  ją do siebie,  była wszak szczupłą i niepozorną dziewczyną, a on za 

plecami miał dwóch kompanów gotowych mu przyjść z pomocą.

- Pewnie nauczyłaś się tego i owego u Lapończyków... - mruknął Isak, a w jego oczach 

pojawił się groźny błysk.

- Wiadomo - zaśmiał się Svend i otworzył kolejną flaszkę. - Trzeba to uczcić, taka 

ptaszyna trafiła się nam w sobotnie popołudnie! - Przystawił szyjkę butelki do ust i pociągnął 

łapczywie, nie spuszczając wzroku z Isaka i dziewczyny.

Sigurd także wpatrywał się w nich nieruchomo, ciężko dysząc.

- Daj sobie na wstrzymanie! - rzucił Sigurdowi Svend, starszy od niego o trzy lata, i 

podał mu butelkę. - Obowiązuje kolejka!

Demonstracyjnie położył się na trawie z rękami pod głową. Sigurd niechętnie wyciągnął 

się obok, ale cały czas bacznie obserwował, co dzieje się na brzegu.

- Puść mnie! - warknęła wojowniczo Raija, próbując się wyrwać. Ale jej opór tylko 

dodatkowo podniecił Isaka.

- Taka ładna dziewczyna jak ty... - ciągnął, przyciskając ją mocno do siebie.

Gdy   pochylił   się   i   jego   nabrzmiała   czerwona   gęba   znalazła   się   przy   twarzy   Raiji, 

dziewczynie zrobiło się niedobrze.

- Ty wściekła suczko! - szeptał dalej. - Wychowana u Lapończyków. Jasne, że umiesz to 

i owo...

Wypuścił z dłoni nadgarstki dziewczyny i zaczął obmacywać jej piersi. Dyszał coraz 

gwałtowniej, podobnie jak Sigurd,  który nawet na moment nie spuszczał wzroku z brata i 

background image

pięknej dziewczyny. Svend tymczasem nasunął czapkę na oczy i udawał, że śpi.

Raiji zdawało się, że zaraz zwymiotuje. Nagle poczuła, że ma wolne ręce, i na nowo 

wstąpiła w nią nadzieja. Znieruchomiała na moment, a wtedy na pełnych wargach Isaka pojawił 

się obleśny uśmiech. Ścisnął ją jeszcze mocniej, usiłując równocześnie podciągnąć jej spódnicę.

- Jesteś gorętsza, niż udajesz, Laponeczko - zaśmiał się chrapliwie. - Postaraj się trochę 

współdziałać. Zobaczysz, że ci się to spodoba...

Raija odpowiedziała mu na to tak, jak zasłużył. Kopnęła go w łydkę, a równocześnie 

wbiła paznokcie w jego twarz, drapiąc oba policzki.

Była boso,  więc  kopnięcie  okazało się  mało  bolesne, ale  jej  ostre pazurki  dały się 

Isakowi we znaki.

W jednej chwili niemal wytrzeźwiał, a w jego oczach błysnął gniew.

- Ty diabelska dziewko! - zaklął, ogarnięty furią, i z całej siły wykręcił jej ręce. Już nie 

namawiał dziewczyny do współdziałania, tylko brutalnie cisnął ją na trawę za naniesionymi 

przez przypływ kamieniami.

- Przeklęta kocico! - wysyczał przez zaciśnięte, żółte od tytoniu zęby. Zadrapania na 

policzkach podeszły mu krwią. - Drogo mi za to zapłacisz!

- Daj tej dziwce porządną nauczkę - zachęcał brata pijany Sigurd, wymachując butelką. 

Trzeci kompan tymczasem zasnął.

Isak rzucił się na Raiję i jednym szarpnięciem rozerwał jej bluzkę. Wsunął dłoń za 

zniszczony materiał, a ustami przywarł do szyi dziewczyny.

Raija krzyknęła. Krzyczała ze wszystkich sił. Sigurd rechotał głośno.

- Zamknij się, lapońska dziwko! - Isak zakrył ręką usta Raiji, ale ona go ugryzła. - Do 

diabła!

Cofnął gwałtownie dłoń, a dziewczyna znów krzyknęła na całe gardło.

- Ja ci pokażę! - wrzasnął Isak, rozgniewany już nie na żarty. Nagle jakby diabeł w 

niego wstąpił. Zamknął w żelaznym uścisku uniesione nad głową ręce Raiji, a drugą dłonią 

wymierzył dziewczynie serię policzków. Każdemu uderzeniu towarzyszyło wyzwisko.

- Ty piekielna Laponko! Dziwko! Lapońska szmato! Wiedźmo! Suko!

Na pierwsze uderzenia Raija zareagowała krzykiem, ale potworny ból sprawił, że już po 

chwili nie była w stanie wydobyć głosu. W głowie jej huczało, świat wokół niej zawirował, a 

kolejne uderzenia na moment zatrzymywały go i na nowo wprawiały w ruch.

W uszach usłyszała dzwonienie. Niebo, fiord, góry - wszystko zlało się w siną jednolitą 

masę. Nad sobą widziała już tylko Isaka, który wydał się jej groźnym olbrzymem. Było jej 

niedobrze, pociemniało jej w oczach z bólu i ze strachu.

background image

-  Lapońska  dziwka!  Szmata! -  dosłyszała jeszcze  dochodzący  gdzieś   z daleka  głos 

napastnika, a potem zapadła w czarną otchłań.

- Co tu się dzieje?

Isak opuścił rękę i podniósłszy wzrok, zobaczył zbliżającego się Fina.

-   Sigurd!   -   wrzasnął,   wzywając   pomocy,   ale   brat   uznał,   że   lepiej   będzie   zniknąć. 

Ściskając w garści cenną flaszkę, umknął w stronę lasu.

Svend zaś, obudzony ze snu, także się wycofał. Nie był zbyt odważny, a poza tym nie 

zamierzał oberwać za coś, czego nie zrobił.

Isak został sam.

Ciężko   dysząc,   przybrał   postawę   obronną.   Szczypały   go   krwawiące   zadrapania   na 

policzkach.

Antti jednym spojrzeniem ocenił sytuację. Jego zielone oczy napełniły się nienawiścią. 

Szeroko stawiając nogi, podszedł do Isaka.

- Wynoś się stąd do diabła! - zawołał, mocno uderzając go w twarz. Isak, oszołomiony 

gorzałką, nie zdążył się uchylić. Cofnął się, z trudem utrzymując równowagę. Ale Antti nie 

zamierzał odstąpić. - Spróbuj jeszcze raz tknąć Raiję! - krzyknął i wymierzył następny cios, 

żeby podkreślić wagę swych słów. - Jeśli jeszcze kiedykolwiek ją ruszysz, będziesz żałował do 

końca życia!

Kolejne mocne uderzenia powaliły Isaka na ziemię.

Trudno było uwierzyć, że ten skamlący z bólu podpity osiłek jeszcze przed chwilą tak 

odważnie napastował bezbronną dziewczynę.

Antti, nie zwracając więcej na niego uwagi, ukląkł przy nieprzytomnej Raiji.

Delikatnie poklepał ją po opuchniętych policzkach. Gniew całkiem go opuścił, ustępując 

miejsca bezsilności. Nie chciał nawet myśleć o tym, co by się stało, gdyby nie usłyszał krzyków 

dziewczyny, kiedy zsuwał łódź na wodę.

Szeptał jej imię i dziękował Stwórcy, że udało mu się ją ocalić.

Mała Raija. Mała Raija, która okazywała mu tyle zaufania. Społeczność żyjąca nad 

fiordem  nie  przyjęła  go  z otwartymi  ramionami,  dlatego   Antti  uważał  za  swój   obowiązek 

wspierać drobną dziewczynę, która przed dwoma laty przybyła do osady. Wzięło ją do siebie 

małżeństwo   Norwegów   w   podeszłym   wieku.   Nowi   opiekunowie   jednak   nie   przywykli   do 

dzieci, więc nie najlepiej się to wszystko ułożyło. Raija była wyjątkowym dzieckiem, ale oni 

tego nie zauważali. Jej upór tłumaczyli tym, że wywodziła się z Finów - z marnych Finów - i 

postawili sobie za cel wychować ją tak, by spełniła ich oczekiwania.

Ale Raija nie była w stanie się zmienić. Kiedy tylko mogła, biegła na przylądek do 

background image

Anttiego, jedynego spośród dorosłych, który starał się ją zrozumieć.

- Nie... nie... - mamrotała Raija na wpół przytomna.

Antti w kółko powtarzał jej imię, a jego wielkie, zniszczone od ciężkiej pracy dłonie 

wciąż gładziły ją delikatnie po policzkach.

- Gdzie... ty.... co? Fin z największą czułością zapewnił dziewczynę, że nic jej już nie 

grozi.

Pomyślał, że na zawsze zapamięta jej wzrok, wzrok zaszczutego zwierzęcia. Nikomu 

nie wolno niszczyć tak delikatnej i wrażliwej istoty!

Okrył Raiję swoim kaftanem, a potem wziął ją na ręce. Przeklinał w duchu Isaka i jego 

kompanów, drani i nierobów, którzy poważyli się zaatakować bezbronne dziecko.

A najgorsze, że rodzina i znajomi i tak staną po ich stronie. Przecież pochodzili z tej 

wioski, tu uważano ich za swoich. Winą za to, co się stało, zostanie obarczona Raija, bo 

powiedzą, że ich sprowokowała.

Kiedy Kristina zobaczyła Raiję w ramionach Kwena, wobec którego żywiła jedynie lęk 

i   pogardę,   wybiegła   mu   naprzeciw.   Z   pewnością   wyrwałaby   Raiję   z   jego   ramion,   gdyby 

władczym tonem nie nakazał jej zachować spokój.

Kristina posłuchała, była wszak tylko bezbronną kobietą, ale od razu zobaczyła, że Raija 

jest bosa i ma na sobie kaftan tego brudnego przybłędy. Co to mogło znaczyć, nie chciała nawet 

myśleć. Jednak chyba nie dopuścił się aż takiej podłości?

- Co się stało? Co jej zrobiłeś? Znów rzuciła się ku Anttiemu, jednak zapomniała unieść 

spódnicę i nadepnęła na nią. Przewróciłaby się niechybnie, gdyby jej nie przytrzymał. Gdy 

tylko odzyskała równowagę, wzdrygnęła się i puściła ramię Fina.

Opiekunka Raiji zawsze uważała się za coś lepszego, choć tak naprawdę nie miała ku 

temu żadnych powodów. Antti, widząc jej zachowanie, uśmiechnął się tylko pogardliwie.

- Co zrobiłeś Raiji? - zapiszczała Kristina cienkim głosem, zadzierając głowę ku górze. 

Ale Antti jej nie odpowiedział. Bez słowa wszedł do chałupy i położył dziewczynę na łóżku. 

Raija otworzyła oczy, które w mroku wydawały się nienaturalnie duże. Antti poczuł, jak ściska 

go w gardle. Szybko odwrócił wzrok i poszukał skóry, którą mógłby okryć dziewczynę.

-   Już   dobrze,   Raiju   -   odezwał   się   do   niej   po   fińsku.   Po   drobnej,   bladej   twarzy 

dziewczynki przemknął uśmiech.

- Antti, jesteś taki dobry! Twardy, surowy mężczyzna poczuł pod powiekami łzy.

Tymczasem do chaty wbiegła Kristina i nie posiadając się z oburzenia, drżącą ręką 

wskazała mii drzwi.

- Wynoś się stąd! - zawołała.

background image

Antti wyprostował się i założył na głowę czapkę. Nie zamierzał kłaniać się tej kobiecie 

z szacunkiem.

- Ta leniwa dziewka pewnie umyśliła sobie spędzić resztę dnia w łóżku? - gderała dalej 

Kristina.

Teraz  Antti rozgniewał  się  nie na  żarty. Wyciągnął  Kristinę za  drzwi  i  powiedział 

wreszcie to, co od dawna leżało mu na sercu.

- Takim jak ty nie powinno się pozwalać wychowywać dzieci! Skoro Bóg nie dal ci 

urodzić własnych, nie powinien też pozwolić, byś niszczyła życie cudzych!

- Ty byś się pewnie chętnie podjął jej wychowania, co? - przerwała mu Kristina z 

szyderczym uśmiechem. - Ty obleśny samcze!

Ale Antti nie zamierzał ustąpić.

- Raiję napadł syn porządnego Norwega! - Jego oczy pociemniały na samo wspomnienie 

tego   zdarzenia   i   wyglądały   teraz   jak   morze   w   czasie   sztormu.   Nie   pomijając   żadnych 

szczegółów, Antti opowiedział o wszystkim, co wydarzyło się na brzegu. Kristina pobladła, 

pierś jej falowała, a w jej sercu walczyły sprzeczne uczucia. Nie była pewna, czy powinna 

dawać wiarę słowom Kwena.

- Myślę, że Raija szła właśnie do mnie - ciągnął Antti. - Nie powinnaś jej pozwalać 

chodzić samej. Nigdy nic nie wiadomo. Teraz pewnie będą się chcieli zemścić...

-  Spróbuj   jej   czegoś   zabronić...  -  zaczęła  Kristina,   ale  zaraz  ugryzła  się  w  język  i 

spuściła oczy. Kiedy Antti ponownie uchwycił jej spojrzenie, niemal zrobiło mu się żal tej 

kobiety.

To prawda, Raija miała trudny charakter. Zapewne niełatwo było jej matkować. Do tej 

pory patrzył na wszystko oczami Raiji, bo bardzo pokochał to dziecko.

- Przepraszam - przez zaciśnięte blade wargi wydusiła Kristina. Bez wątpienia wiele ją 

kosztowały te słowa. - A właściwie, po co ona do ciebie chodzi? Ma przecież robotę w domu. 

Po śmierci Pedera przybyło mi obowiązków. Niełatwo gospodarzyć wdowie, a z tą dziewczyną 

tylko dodatkowy kłopot.

- Uczę Raiję czytać.

- Czytać? A na co jej to?

- Sama mówisz, że kobiety mają ciężkie życie - odparł spokojnie Antti. - Umiejętność 

czytania może się Raiji kiedyś przydać. Jest bardzo pojętna. I uczy się chętniej niż Reijo.

- To twój syn także umie czytać?

- Oczywiście.

To przesądzało sprawę. Kristina podjęła decyzję. Wprawdzie nadal nie widziała w tym 

background image

większego sensu, ale skoro hałaśliwy wyrostek, syn Anttiego z przylądka, potrafił czytać, to 

Raija tym bardziej powinna posiąść tę umiejętność.

- Przypilnuję, żeby nie chodziła sama - obiecała. - Nie wiem... jak mam ci dziękować... - 

dodała bardzo cicho. Słowa podziękowania niemal uwięzły jej w gardle.

Anttiego rozbawiło to i półżartem powiedział:

- Być może jeszcze za wcześnie o tym mówić, ale mam przecież syna, który pewnego 

dnia zechce się ożenić. Raija pochodzi z Finlandii, tak jak my. Myślę, ze Reijo nie byłby złym 

mężem...

- Masz rację - odrzekła surowo Kristina. - Za wcześnie jeszcze o tym mówić.

Antti uśmiechnął się w duchu. Domyślił się, co miały znaczyć te słowa. Ta Norweżka 

uważa, że Reijo nie jest dość dobry dla jej wychowanki.

- Pomyśl jednak o tym - rzucił na odchodnym.

Gdyby wzrok mógł zabijać, Antti na miejscu padłby trupem. W Kristinie wszystko się 

gotowało. Co za bezczelność! Jak on śmiał w ogóle wystąpić z taką propozycją? Wydaje mu 

się, że jego syn jest odpowiednim kandydatem na męża dla Raiji! Prawda, Antti uratował 

dziewczynę od hańby, ale to nie daje mu żadnych praw, by żądać takiej zapłaty!

Kristina i Peder snuli kiedyś własne plany, o których wspomnieli nawet Kristianowi i 

Marcie Elvejordom. Sąsiadom przypadły one do gustu, jednak obie strony uznały, że można z 

tym poczekać jeszcze kilka lat.

Kristina chętnie odłożyłaby tę sprawę, ale czas zaczynał ją poganiać. Bóle ramienia, 

zawroty głowy, słabnące siły - to sygnały, których nie można było lekceważyć. Teraz doszło 

kolejne ostrzeżenie. Raija wprawdzie jest bardzo młoda, ale przestała już być dzieckiem.

Trzeba porozmawiać z Elvejordami i jak najszybciej wszystko uzgodnić. Kristina nie 

miała już sił, by samotnie dźwigać ciężar odpowiedzialności za dziewczynę. Kiedy brali ją na 

wychowanie, nie zdawała sobie sprawy, że będzie to takie trudne. Razem z Pederem planowali 

taką wspaniałą przyszłość dla swej podopiecznej, ale ze strony dziewczynki napotykali niemal 

wyłącznie upór, rzadko wdzięczność za to, że się nią zajęli.

Raija   nigdy   nie   stała   się   posłuszną   córką,   jakiej   pragnęli.   Niełatwo   było   ją   sobie 

podporządkować. Kristina zauważyła, że w miarę jak dziewczyna dorasta, właśnie ta cecha cha-

rakteru   zaczyna   w   niej   dominować.   Jeśli   silny   charakter   Raiji   objawi   się   wyraźnie, 

Elvejordowie mogą wycofać się z obietnic i poszukają dla syna bardziej ustępliwej żony.

Raija zapadła w głęboki sen. Nie mogła nic wiedzieć o tym, że po raz kolejny ktoś 

decydował,   w  jakim   kierunku  potoczy   się   jej   życie.   Po  raz   kolejny  dziewczyna   miała  się 

dowiedzieć ostatnia, jaki los jej gotują. Bo nie tylko Kristina myślała o przyszłości Raiji.

background image

Nad rzeką, kilka kilometrów od zabudowań wioski, siedzieli dwaj młodzieńcy.

Reijo z obojętnym wyrazem twarzy żuł źdźbło trawy, Karl natomiast nie przestawał 

ciskać kamieniami, jakby w ten sposób starał się rozładować targającą nim złość.

- Co się tak wściekasz? - zagadnął Reijo. Podniósł głowę i mrużąc oczy, popatrzył w 

niebo. - Dziś się przytuliła do mnie, jutro przytuli się do ciebie! - Wypluł trawę i unikając 

wzroku przyjaciela, dodał: - To chyba nie powód, żebyś się tak miotał.

Karl nie przestawał rzucać kamieniami. Na jego twarzy malowało się cierpienie. Karl 

miał siedemnaście lat, ale okrągłe policzki sprawiały, że wyglądał młodziej niż Reijo, mimo że 

był od niego wyższy. Reijo wydawał się dojrzalszy, silnie zarysowany podbródek i pociągła, 

wyrazista twarz dodawały mu powagi. Karl doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Nawet krępa 

sylwetka Reijo wydawała się bardziej męska niż jego szczupłe ciało. Karl był pewien, że Raija 

także to zauważyła, i gdyby miała wybierać, wolałaby Reijo.

Zresztą   dała   tego   dowód.  Przecież   nie   rzuciła   się   Reijo   na  szyję  tylko   dlatego,   że 

przeniósł ją przez rzekę. Chyba że...

Karl poczuł w piersi ból.

- • Posłuchaj, Karl! - Reijo usiłował uspokoić przyjaciela. - Dla Raiji to nic nie znaczy. 

Zrozum, ona jest jeszcze dzieckiem.

- Ale ty nie patrzysz na nią jak na dziecko - głos Karla zabrzmiał lodowato. - Nie 

udawaj, że nie zwróciłeś uwagi na to, jak się dziś do ciebie tuliła. Nie oszukuj mnie, Reijo! 

Myślisz że nie zauważyłem, jak na nią patrzysz?

Reijo zarumienił się lekko. Próbował zbyć przyjaciela żartem, ale zrozumiał, że nic nie 

ukryje przed badawczym spojrzeniem Karla.

- N o , cóż - westchnął. - Może masz rację. Jest nas więc dwóch. Ale ona przecież jest 

naprawdę jeszcze dzieckiem. Żaden z nas nie może sobie rościć do niej praw.

- Robisz wszystko, żeby wzbudzić jej zainteresowanie - rzekł Karl. - Gdyby to od ciebie 

zależało, nie pozwoliłbyś mi się w ogóle do niej zbliżyć.

Reijo popatrzył surowo na Karla.

- To kłamstwo, dobrze o tym wiesz. Jesteś moim najlepszym przyjacielem. Ufam ci. 

Jeśli kiedyś Raija wybierze ciebie, nie ośmielę się wchodzić ci w drogę. Chcę, żebyś o tym 

wiedział. Ale wszystko zależy od niej.

- Co za szlachetność!

Karl nie wierzył przyjacielowi, nie był w stanie. Bo wiedział, że gdyby dziewczyna 

wybrała Reijo, starałby się ich rozdzielić.  Dlatego  nie potrafił  pojąć, że Reijo mógłby się 

zdobyć na taki gest. Karl gotów był uczynić wszystko, by zdobyć Raiję. Nie rozumiał, że 

background image

miłość Reijo jest inna.

- Nie wierzysz mi - odezwał się cicho Reijo. Karl potrząsnął głową. Twarz mu stężała. 

Nie zauważył nawet, że grzywka opadła mu na oczy.

- Ja się pierwszy nią zaopiekowałem, kiedy przybyła do wioski - mówił, nie patrząc na 

Reijo. - Byłem jej pierwszym przyjacielem. Do mnie przyszła...

- To jednak wcale nie znaczy, że możesz ją mieć na własność. Poza tym wcale nie 

wiadomo, czy cię kiedyś zechce!

- Nie? - syknął Karl, a jego twarz wykrzywiła wściekłość. Reijo naprawdę się zmartwił, 

nigdy   dotąd   nie   widział   przyjaciela   tak   wzburzonego.   Karl   był   zwykle   spokojny,   wręcz 

flegmatyczny. Rzadko kiedy źle się wyrażał o innych i nigdy wcześniej nie okazywał tak 

gwałtownych uczuć.

- Raiji chyba wolno ze mną rozmawiać - ciągnął spokojnie Reijo. - Nie możesz jej tego 

zabronić. Mnie zresztą także nie.

Karl milczał. Reijo miał rację, nie może im przeszkodzić.

A może jednak...? Tych dwoje tyle łączy... Raija i Reijo... Nawet ich imiona brzmią 

podobnie, jak zaklęcie. Raija żartowała często, powtarzając: „Raija i Reijo przybyli do Ruiji”. 

Może to przeznaczenie?

Oboje   mówili   po   fińsku.   Ileż   to  razy   Karl   zastawał   ich   pochłoniętych   rozmową  w 

języku, z którego on sam rozumiał zaledwie parę słów. Kilka razy przyłapał Raiję na tym, że 

rozmawiała na głos sama ze sobą w obcej dla niego mowie. Bardzo go bolało, że przyjaciele 

mają przed nim sekrety, a on stoi z boku tylko dlatego, że nie zna fińskiego.

Czasami Raija droczyła się z nim, mówiąc do niego w swoim rodzinnym języku. Co 

prawda zazwyczaj wyjaśniała nie znane mu słowa, ale nie był do końca pewien, czy zawsze tłu-

maczyła je dokładnie.

Tęsknota, którą dostrzegał w jej oczach, napawała go większym lękiem, niż chciał się 

do tego przyznać. Zaprzedałby duszę, byleby się tylko dowiedzieć, o czym myśli, kiedy tak 

wpatruje się w dal. O czym... A może o kim? O Reijo? Nie, Karl nie dopuszczał nawet tej 

myśli. Raija należała do niego, w marzeniach była tylko jego, by ją zdobyć, gotów był nawet 

zabić.

Reijo przeraził się, patrząc na twarz przyjaciela. Spojrzenie błękitnych oczu nie należało 

do Karla, którego znal. Dostrzegł w nim błysk okrucieństwa.

- Przestań ją zachęcać tak jak dziś - syknął Karl przez zaciśnięte zęby.

Reijo nie pojmował. Czy on ją rzeczywiście zachęcał? Żeby jednak uspokoić Karla, 

gotów był obiecać wszystko.

background image

- Jak chcesz - rzekł, ale zaraz, jakby za podszeptem diabła, dodał: - Tylko że to dotyczy 

także ciebie!

Karl wypuścił z rąk kamień.

- Co masz na myśli?

- Nie udawaj niewiniątka, Karl. Kręcisz się koło niej i wprost wychodzisz ze skóry, żeby 

pomóc Kristinie w cięższych pracach, a wszystko po to, by być bliżej Raiji!

- Skąd wiesz? Reijo wzruszył ramionami.

- Nie muszę daleko pytać, wystarczy, że porozmawiam z Raiją...

Nie dokończył, bo Karl rzucił się na niego i powalił na ziemię. Jego twarz wykrzywiła 

się z wściekłości. Reijo znów dostrzegł ów dziwny błysk w oczach przyjaciela.

- A więc rozmawiacie o mnie? Nie życzę sobie! - krzyczał, uderzając ciałem Reijo o 

ziemię.

Reijo otrząsnął się z zaskoczenia i pojął, że to nie żarty. Karl był zdecydowany na 

wszystko. Reijo zrozumiał, że musi się z nim bić.

Był co prawda niższy od Karla, ale równie zręczny i silny. Obaj młodzieńcy od dziecka 

nawykli do ciężkiej  pracy, wyrobili więc sobie i muskuły, i wytrzymałość. Wiele razy się 

siłowali, ale nigdy nie bili.

Reijo nie chciał uderzyć przyjaciela, szybko jednak zrozumiał, że nie ma wyboru.

Błękitne oczy Karla błyszczały fanatyczną nienawiścią. Chłopak walczył zaciekle.

Reijo  zacisnął   zęby.   Zrozumiał,   że   tym  razem  na  nic   się   nie  zda   odwoływanie   do 

przyjaźni.

Rozluźnił mięśnie, żeby Karlowi się wydawało, iż zyskał nad nim przewagę. Kiedy Karl 

przydusił go do skalistej ziemi, Reijo poczuł, jak ostry kamień wbija mu się w plecy, i syknął z 

bólu.

-   Może   jednak   powstrzymam   cię   od   rozmów   z   Raiją...   -   głos   Karla   zabrzmiał 

nienaturalnie chrapliwie.

Reijo wycelował cios w twarz Karla, ale ten uchylił się i zaraz Karl odwzajemnił się 

ciosem w brzuch. Reijo jęknął z bólu. Karl był górą.

Reijo   poczuł   kolejne   mocne   uderzenie   w   twarz.   Policzki,   nos,   usta   zapiekły   go 

niemiłosiernie. W głowie mu łomotało, pulsowały skronie.

Co my robimy? przemknęła mu myśl. Przecież byliśmy nierozłącznymi przyjaciółmi, a 

teraz gotowi jesteśmy się pozabijać z powodu dziewczyny? Właściwie dziecka jeszcze...

Więcej nie zdążył pomyśleć, bo przez czerwoną mgłę zobaczył uniesioną do góry rękę 

Karla i jakiś szary cień. Instynktownie obrócił się na bok, a wówczas coś mocno uderzyło o 

background image

ziemię w miejscu, w którym przed chwilą miał głowę. Mgła ustąpiła. Reijo dźwignął się na 

kolana, plując krwią, ale nie odrywał oczu od Karla, który stał nieruchomo, mrugając nerwowo 

powiekami, jakby chciał się obudzić z koszmarnego snu.

Opuścił bezwładnie ręce i wpatrywał się z osłupieniem w kamień, którym przed chwilą 

rzucił. Po długiej chwili, która zdawała się trwać wieczność, zwrócił twarz ku Reijo. Blady jak 

trup zdołał jedynie wykrztusić:

- Chciałem cię zabić...

Potem   osunął   się   na   ziemię.   Klęczał,   kryjąc   twarz   w   dłoniach   i   zanosząc   się 

spazmatycznym płaczem. Ramiona mu drżały, kiedy szlochał przejmująco jak dziecko.

Reijo, choć uczestniczył w bójce, miał wrażenie, że przyglądał się temu, co zaszło, 

jakby z boku. Widział siebie i Karla i był kompletnie porażony tym, co się stało.

Otarł się o śmierć. Nie miał najmniejszych wątpliwości, że gdyby kamień trafił w jego 

głowę, leżałby teraz martwy, zamordowany przez przyjaciela.

W końcu Karl zdołał stanąć na nogach i chwiejnym krokiem podszedł do Reijo. Drżącą 

ręką odgarnął z czoła grzywkę. Jego oczy, z których jeszcze przed chwilą biła nienawiść i żądza 

mordu, wyrażały teraz bezgraniczną rozpacz.

- Dzięki ci za to, że żyjesz - wyszeptał i otarł krew z policzka przyjaciela.”

Reijo usiłował przywołać uśmiech.

-   Nie   byłoby   warto...   Nawet   ona   nie   jest   tego   godna...   -   Karl   wyciągnął   dłoń, 

pozdzieraną do krwi na kostkach. Nadal nie mógł uspokoić jej drżenia. Reijo popatrzył na 

swoje ręce, zabrudzone ziemią i mocno podrapane.

Karl nie cofał dłoni. Reijo usłyszał jego słowa:

- Czy możesz mi wybaczyć? Nie wiem, co we mnie wstąpiło, ale to się nigdy więcej nie 

powtórzy. Nigdy! Przyrzekam, że nikogo nie uderzę, jeśli nie będę musiał... Tylko wybacz mi, 

Reijo - dokończył gasnącym szeptem.

Reijo przełknął ślinę, w ułamku sekundy przypomniał sobie lodowaty chłód w oczach 

Karla, jego nieludzkie spojrzenie. Zobaczył nadlatujący w swoim kierunku kamień, poczuł 

pocałunek śmierci...

Ale ta chwila minęła. Teraz znów stał przed nim Karl, którego znal, i wyciągał do niego 

rękę z prośbą o wybaczenie.

Popatrzyli na siebie w milczeniu. Usta Karla drżały, oddychał ciężko. W jego oczach 

Reijo widział rozpacz i błaganie. Chwycił dłoń przyjaciela i mocno uścisnął. A potem padli 

sobie w ramiona. Karl dygota! na całym ciele. Reijo dotknął policzkiem mokrej od łez twarzy 

przyjaciela, a potem uświadomił sobie, że i on płacze.

background image

Zakłopotani odsunęli się od siebie. Reijo podszedł na brzeg i obmył w rzece ręce i 

twarz.   Karl   zrobił   to   samo.   Woda   zesłała   cudowny   chłód,   ukoiła   ból   i   ostudziła   emocje. 

Młodzieńcy bez słowa wymienili spojrzenia.

- Może to była próba naszej przyjaźni - powiedział w końcu Reijo, zapatrzony w wartki 

nurt.

- Nie mogę cię prosić o to, byś pozostał moim przyjacielem po tym, co się stało - rzekł 

Karl przygnębiony.

Reijo uśmiechnął się blado. Długo siedział w milczeniu ze wzrokiem utkwionym w 

rzekę. Ktoś, kto obserwowałby go z boku, mógłby sądzić, że wypatruje ryb. Karl poczuł się 

żałośnie mały. Szydził z Reijo, wyśmiewał jego szlachetność uczuć. A teraz Reijo udowodnił 

mu, że być szlachetnym to coś wielkiego.

Omal go nie zabił, a on mu prawie natychmiast wybaczył. Samo to dowodziło, że Reijo 

jest od niego lepszy, bardziej niż on godny Raiji...

- Jesteśmy przyjaciółmi. - Reijo uśmiechnął się szeroko, patrząc na Karla. - Oczywiście, 

że jesteśmy przyjaciółmi!

Karl w życiu nie słyszał piękniejszych słów. Nie śmiał w nie uwierzyć. Przez chwilę 

zdawało mu się nawet, że może się pomylił. Ale wyraz twarzy Reijo świadczył o tym, że ich 

przyjaźń ocalała.

- Ze względu na Raiję, dobrze, że tak się to skończyło. Nie zasługuje, żebyśmy z jej 

powodu stali się wrogami.

Reijo, dostrzegłszy pustkę w spojrzeniu Karla, dodał pośpiesznie:

- Nie tylko dlatego. Nadal jesteś moim najlepszym przyjacielem. Przyjaźnimy się od 

wielu lat i to się liczy. Ten koszmar trwał zaledwie parę minut. Nie byłeś sobą. A skoro udało 

nam się wyjść cało z takiej próby, myślę, że nasza przyjaźń przetrwa cale życie...

background image

7

Tak naprawdę wszyscy się jednak mylili co do Raiji: Kristina, która pośpiesznie udała 

się do sąsiadów, Antti, który, patrząc ponuro przed siebie, wiosłował zamaszyście przez fiord, 

Karl, który uciekł w góry, nienawidząc siebie za swe grzeszne myśli, wreszcie Reijo, któremu 

chodziły po głowie takie same myśli, a który uważał Raiję za nie rozumiejące niczego dziecko.

Wszyscy byli w błędzie. Raija dawno już przestała być dzieckiem. Na długo przed tym, 

nim Karl i Reijo zdali sobie sprawę ze swych uczuć, ona wiedziała. Zauważyła, jak prześcigają 

się w wyświadczaniu jej drobnych przysług, jak obaj starają się być blisko niej. Wystarczyło 

jedno jej słowo, a ich twarze rozpromieniały się bądź posępniały.

Bawiło ją to, a zarazem napełniało lękiem. Oczywiście, igrała z ogniem, wykorzystując 

tę   nowo   odkrytą   władzę   nad   przyjaciółmi.   Ale   która   młoda   dziewczyna   nie   uczyniłaby 

podobnie?

Kiedy jednak pojęła, jakie namiętności potrafi w nich wywołać, przeraziła się i zaczęła 

kontrolować swoje zachowanie w ich obecności. Uśmiechnąwszy się do jednego, natychmiast 

kierowała uśmiech do drugiego. Jeśli Reijo wzbudził jej irytację, krzyczała także na Karla. Raz 

po raz jednak korciło ją, by zabawić się trochę ich kosztem. Na przykład wówczas nad rzeką...

Gdyby chciała, przeszłaby sama, ale podkusiło ją, by pozwolić płowowłosemu Finowi 

przenieść się na drugi brzeg. Znów sprawdziła, jak ci dwaj znoszą rywalizację. Jeden i drugi 

chciał zyskać przewagę, ale żadnemu się nie udawało.

Teraz Raija zrozumiała coś jeszcze. Upokarzający epizod z Isakiem otworzył jej oczy. 

Zrozumiała, co by się mogło stać, gdyby przypadkowo nie zjawił się w pobliżu Antti, i na samą 

myśl o tym wszystko się w niej burzyło.

Raija nie była tak naiwna, by nie wiedzieć, na czym polega związek między kobietą a 

mężczyzną. Miała oczy i uszy i już dawno to zrozumiała.

Wiedziała, że miłość fizyczna nie musi być wstrętna i brudna, tak jak to odczuwała, gdy 

Isak próbował wziąć ją siłą. Wiedziała, że może być piękna, choć do końca nie potrafiła sobie 

tego wyobrazić. Tak daleko nie sięgała wyobraźnią.

Przywoływała różne obrazy: Reijo gładzi zakamarki jej ciała, których wcześniej dotykał 

Isak, tyle że delikatniej i czulej... Nie!

Raija skuliła się i zakryła cała futrzaną narzutą. Zamrugała gwałtownie powiekami, by 

odpędzić koszmar. Gdy powoli spłynął na nią spokój, znów zamknęła oczy. Karl... Równie 

gwałtowna reakcja. Znowu uczucie wstrętu! Jej dłonie wędrowały po całym ciele. Kuliła się 

nawet pod własnym dotykiem. Brzydziła się samej siebie.

background image

Odsunęła na bok okrycie, chwyciła chustę i uciekła z bezpiecznej chaty. Nogi niosły ją 

nad rzekę. Nie widziała ani nie słyszała, co się dzieje dookoła. Pragnęła tylko jednego: jak 

najprędzej zmyć z siebie brud.

Zdjęła chustę i rzuciła ją na kamienie przy brzegu, po czym weszła do wody.

Ciało dziewczyny zdrętwiało z zimna, jednak nawet chłód wody nie zdołał ostudzić jej 

rozgorączkowanych myśli. Zatrzymała się na środku rzeki, gdzie woda sięgała powyżej piersi. 

Bez wahania przykucnęła, wystawiając tylko głowę nad powierzchnię.

Szczękała zębami z zimna, ale równocześnie doznawała wrażenia cudownej świeżości. 

Tarła pod wodą całe ciało, jakby chciała usunąć ślady brutalnych rąk Isaka.

Spłukiwała gorące policzki chłodną wodą.

Nogi   jej   ścierpły.   Choć   stąpała   po   ostrych   kamieniach,   nie   czuła   bólu.   Ledwie 

utrzymywała równowagę, ale na szczęście rzeka w tym miejscu była szeroka, a nurt niezbyt 

wartki. Ostatkiem sił dotarła na brzeg i rzuciła się w wysoką trawę. Drżące z zimna ciało okryła 

chustą. Marzła, ale równocześnie było tak, jakby na nowo odżyła. Co prawda kiedy zamykała 

oczy, nadal wydawało jej się, że pożądliwe dłonie obmacują jej nagą skórę, jednak lodowata 

kąpiel spłukała z niej najgorszy brud.

- Dlaczego dzieją się takie rzeczy? - wyszeptała, nie do siebie ani nie do wiatru. Jej 

słowa były skierowane do przyjaciela, którego tylko ona widziała, bo istniał jedynie w jej 

wyobraźni.

- Dlaczego oni posuwają się do takich postępków? - przemawiała, szlochając, w języku 

niezrozumiałym dla Karla. - Ty byś nigdy tak nie postąpił, prawda? Ani wobec mnie, ani wobec 

nikogo innego.

Niewidzialny przyjaciel Raiji nie odpowiedział. Nie mógł ukoić cierpienia piętnastolatki 

ani zetrzeć śladów, jakie pozostawiła w jej duszy brutalna napaść Isaka. Ale Raiji zdawało się, 

że   czuje   ciepło   jego   życzliwego   spojrzenia.   Dzięki   przyjacielowi   nigdy   nie   była   samotna, 

zawsze miała przy sobie kogoś, na kogo mogła liczyć, kto, łagodny i wyrozumiały, potrafił 

dawać i nie żądał od niej więcej, niż sama była gotowa ofiarować. Ten ktoś istniał w wyobraźni 

Raiji, a jednak był niemal równie rzeczywisty jak otaczający ją ludzie.

W powszednim życiu Raiji nie pozostawało wiele miejsca na marzenia, ale dziewczyna 

posiadała   niezwykłą   zdolność   przydawania   słonecznego   blasku   nawet   całkiem   szarej 

codzienności. Dzięki temu łatwiej było jej znosić trudy życia wśród otaczających ją ludzi, 

którzy nie byli w stanie zrozumieć takiej jak ona marzycielki. Opacznie tłumaczyli sobie jej 

zachowanie - izolowanie się od otoczenia, zamyślone, nieobecne spojrzenie. Sądzili, że w ten 

sposób dziewczyna chce zademonstrować swoją wyższość. Tymczasem Raija była po prostu 

background image

ulepiona z innej gliny. Choć wszyscy zdawali sobie z tego sprawę, nie potrafili określić, na 

czym   to  polega.   Raija   nigdy   nie  odnalazła   się   w  nowym  środowisku.   Miała  tylko   dwóch 

przyjaciół:  Reijo i Karla.  Kristina była dla dziewczyny ostoją,  a Antti jedynym dorosłym, 

którego darzyła zaufaniem. Od wszystkich innych odgrodziła się grubym murem.

Raija   zauważyła,   że  Kristina  w  ostatnim  czasie   podupadła   na  zdrowiu.   Co   prawda 

zawsze była szczupła, ale w ostatnim roku zostały z niej dosłownie skóra i kości. Rysy twarzy 

jej się wyostrzyły, a spojrzenie utraciło blask.

Raija nie kochała Kristiny. Starała się być wobec niej posłuszna, ale robiła tylko to, co 

musiała. Nie okazywała opiekunce żadnych uczuć. Właściwie nigdy nie troszczyła się o nią. 

Dostrzegała, że Kristina gorzej wygląda, ale nie przejmowała się tym, tak jakby dotyczyło to 

kogoś obcego.

Kristina nigdy nie znalazła miejsca w jej sercu.

- Odprowadzę cię do Anttiego na przylądek. Raiji wydawało się, że się przesłyszała. 

Ciemne oczy z niedowierzaniem spoczęły na kobiecie, która kazała się nazywać matką. Co 

prawda w końcu z tego zrezygnowała, bo Raija i tak zwracała się do niej po imieniu.

- Nauczysz się czytać! - rzuciła Kristina, odwrócona plecami do Raiji i wyprostowana 

jak kij. - Jeśli syn tego zawszonego Kwena może, to i ty potrafisz.

- Idę sama!

- Nie! - głos Kristiny ciął jak ostrze noża. - Nadal jesteś pod moją opieką i nie chcę, 

żeby ci się coś stało...

Raija   zrozumiała,   że   nie   ma   sensu   się   sprzeciwiać.   Wzruszyła   więc   ramionami   i 

zawiązała na piersi brązowo - żółtą chustę. Pomaszerowała przed siebie, demonstracyjnie na-

rzucając takie tempo, że Kristina ledwie nadążała. Słysząc, jak opiekunka ciężko dyszy, Raija 

uśmiechnęła się złośliwie.

Dobrze   jej   tak!   pomyślała.   Rozrusza   się   trochę.   Nie   prosiłam,   żeby   mi   deptała   po 

piętach.

Wczorajsza napaść Isaka naprawdę przestraszyła Raiję, ale dziewczyna nie wierzyła, 

żeby coś takiego mogło się powtórzyć. Przecież nikt nie jest aż tak na wskroś zły! Mimo-

chodem obejrzała się za siebie, ale nie dostrzegła Kristiny.

Przystanęła, przez chwilę rozglądała się bezradnie, a potem zawróciła ścieżką, którą 

przyszła. Nagle usłyszała Kristinę, która wołała ją zduszonym głosem. Raiję ogarnął strach.

Co jej się stało? pomyślała w popłochu.

Bez wahania ruszyła przed siebie. Kiedy zobaczyła leżącą na ziemi Kristinę, podbiegła 

do niej. Starsza kobieta, czepiając się pnia brzozy, usiłowała się podnieść. Była blada, wręcz 

background image

sina, a na pooranym zmarszczkami czole wystąpiły jej krople potu. Raija pośpiesznie chwyciła 

wychudzoną opiekunkę, która, wyczerpana, osunęła się w jej ramiona. Przyciskając do piersi 

spracowane, pomarszczone dłonie, oddychała nierówno, a z jej ust wydobywały się urywane 

jęki.

- Och... boli... w piersiach... To nic takiego...

- Czy już cię kiedyś tak bolało? - zapytała tknięta złym przeczuciem Raija.

Kristina skinęła głową bez słowa. Raija przełknęła ciężko ślinę. Powinna się domyślić! 

Widziała, że Kristina pracuje ponad siły. Tej myśli towarzyszyła inna: To twoja wina, Raiju, 

twoja wina... Jeśli ona umrze, to będzie twoja wina... Zrobiłaś to celowo... To twoja wina...

- Idź! - jęknęła Kristina. - Zaraz... zaraz mi przejdzie...

Ale Raija nie odeszła. Bała się zostawić Kristinę bez opieki, dobrze też wiedziała, że 

sama nie zdoła zanieść jej do chałupy. Jedyne, co mogła zrobić, to być przy niej.

- Idź! - jęknęła znów Kristina. Raija pokręciła głową. Po raz pierwszy popatrzyła na 

opiekunkę   z   odrobiną   czułości.   Kristina   zawsze   była   silna,   to   ona   wydawała   polecenia, 

dyrygowała wszystkim. Teraz leżała w ramionach Raiji, nie będąc w stanie nawet usiąść.

Dziewczyna nagle popatrzyła na Kristinę innym wzrokiem. Z oddaniem, to może za 

wiele powiedziane, ale w każdym razie dostrzegła w niej człowieka.

-   Co   się   stało?   -   usłyszała   nagle   nad   głową   glos   Karla.   Raija   nie   słyszała,   gdy 

nadchodził, ale gdy go zobaczyła, ulżyło jej na sercu.

- Jak dobrze, że jesteś! - zawołała. Kristina otworzyła oczy, a w jej spojrzeniu, podobnie 

jak u Raiji, odmalowała się ulga.

- Karl! - westchnęła i znów przymknęła oczy.

-   Musimy   przenieść   ją   do   chaty   -   zadecydowała   Raija.   Wstała   ostrożnie,   nie 

wypuszczając staruszki z rąk. - Chciała mnie odprowadzić do Anttiego - wyjaśniła, odczytując 

nie wypowiedziane pytanie we wzroku Karla.

- A ty jej uciekałaś? - stwierdził rzeczowo Karl.

Milczenie Raiji stanowiło wystarczającą odpowiedź. Zauważył w jej twarzy lęk, którego 

nigdy   wcześniej   nie   widział.   Raija   nie   była   strachliwa.   Najwyraźniej   jednak   wydarzenia 

poprzedniego dnia pozostawiły w niej trwały ślad.

O tym, co się stało, Karl dowiedział się po wizycie Kristiny w ich domu. Zresztą nie 

była to jedyna rewelacja, jaką przekazał mu ojciec...

Karl pomógł Raiji podnieść Kristinę. Kto by przypuszczał, że ta wysuszona staruszka 

jest taka ciężka? Ukradkiem zerknął na Raiję. Na pewno jeszcze o niczym nie wie. Ojciec prosił 

go, by nie mówił nic dziewczynie, póki się nie otrząśnie po tej sprawie z Isakiem.

background image

Aż się palił, by jej przekazać nowinę, zobaczyć jej reakcję, ale dał przecież ojcu słowo!

Przypadkowo dotknął dłoni Raiji i poczuł, jak oblewa się rumieńcem. A niech to! On, 

dorosły mężczyzna, rumieni się jak jakaś panienka! Miał nadzieję, że Raija tego nie zauważyła.

- Zaniosę ją! Zacisnął zęby i wziął Kristinę na ręce. Nie patrząc na Raiję, w milczeniu 

ruszył ścieżką w stronę chałupy. Kristina ciążyła mu jak ołów, jej ciał był całkiem bezwładne. 

Czuł jednak oddech staruszki, a to znaczyło, że żyje. Nie wolno jej teraz umrzeć! Teraz, kiedy 

wreszcie wszystko zaczęło się układać po jego myśli! Jeśli Kristina wyzionie ducha, to, co już 

zostało uzgodnione, trzeba będzie odłożyć na bliżej nieokreślony czas. Oby tak się nie stało! 

Kristina musi żyć! Musi!

Położyli chorą w łóżku i otulili ją futrzanym okryciem. Raija obmyła twarz opiekunki 

kawałkiem   płótna   zamoczonym   w   wodzie.   Odetchnęli   z   ulgą,   gdy   Kristina   mrugnęła 

powiekami.

- Zawołam matkę! - powiedział Karl.

- Nie... - odezwała się Kristina z wysiłkiem. W tym jednym słowie zabrzmiało takie 

błaganie, że Karl zawrócił.

- Nie?

- Zaraz mi przejdzie.

Na czoło Kristiny znów wystąpiły krople potu. Raija wymieniła z Karlem zatroskane 

spojrzenia.

- Może jednak lepiej będzie, jeśli Karl sprowadzi Martę - odezwała się niepewnie, ale 

Kristina ostatkiem sił pokręciła głową.

- Idźcie do Anttiego!

- Nie mogę od ciebie teraz odejść! . - Raija była równie stanowcza.

Kristina jednak spojrzała surowo na Raiję.

- Pójdziesz! Przynieś mi tylko wody, żebym miała pod ręką... Idź już!

Karl   wzruszył   lekko   ramionami,   a   Raija   posłuchała   opiekunki,   nie   chcąc   jej 

niepotrzebnie   denerwować.   Wyjęła   miseczkę  i   napełniwszy  ją   wodą,   postawiła   przy   łóżku 

Kristiny.

- Karl pójdzie z tobą. Raija uniosła brwi w zdumieniu. Do tej pory Kristina wciąż 

powtarzała, by nigdy nie zostawała sam na sam z którymś z młodzieńców, tymczasem teraz 

prosiła ją o coś dokładnie przeciwnego.

- Wyjdziesz za niego... - wyjaśniła chora. - To już postanowione.

Karl skinął głową bez słowa, kiedy Raija popatrzyła na niego osłupiałym wzrokiem.

- Ach, tak... - odpowiedziała tylko, zaciskając usta i mrużąc oczy.

background image

Karl   miał   świadomość,   że   niezbyt   szczęśliwie   się   stało,   iż   Raija   w   taki   sposób 

dowiedziała się o planowanym małżeństwie. Dobrze znał jej charakter. Domyślał się, co znaczą 

złowrogie milczenie, zaciśnięte usta i kocie spojrzenie. Wychodząc z chaty, Raija nawet nie 

obejrzała się na niego, odrzuciła w tył szczupłe ramiona i wyprostowała się dumnie...

Karl popatrzył bezradnie na Kristinę.

- Idź z nią - wyszeptała chora. - I na nią uważaj... Karlowi zdawało się, że Kristina 

wygląda trochę lepiej, choć może było to tylko jego pobożne życzenie. Oczy miała żywsze, a 

cera nie była już tak woskowo blada...

- Idź, chłopcze! Zabrzmiało to jak rozkaz, choć wychudzona kobiecina ledwie mogła się 

ruszyć.

- Raija ma się nauczyć czytać!

Oczy Kristiny zalśniły osobliwym blaskiem. Karl wyszedł z chaty uspokojony. Teraz, 

gdy już wszystko zostało ustalone, Raija znajdzie się pod jego opieką.

Karl ruszył biegiem i dogonił dziewczynę. Popatrzył na nią kątem oka i nagle zapragnął, 

by   rozpuściła   włosy,   splecione   teraz   w   gruby   warkocz   przerzucony   na   plecy.   Chętnie 

pogładziłby jej jedwabne pukle.

Raija należy do mnie, śpiewało mu w duszy. Należy do mnie!

Ale nawet głupiec by zauważył, że dziewczyna z tego powodu nie szaleje z radości.

Karl wcisnął ręce do kieszeni spodni, przybierając postawę dorosłego mężczyzny.

- No i co na to powiesz? - zapytał, udając obojętność.

- Mogło być gorzej - odparła bezbarwnym głosem.

- A cóż to za odpowiedź - żachnął się, ale zaraz się opanował i dodał: - Czyżbyś wolała 

kogoś innego?

- Innego? - Raija zatrzymała się i popatrzyła na Karla, próbując odczytać z jego twarzy, 

co też miał na myśli.

Dopiero teraz zauważyła ślady po wczorajszej bijatyce. Jej rozszerzone ze zdumienia 

piękne brązowe oczy nieoczekiwanie napełniły się czułością.

- Co zrobiłeś? - wyszeptała. - Mów, Karl! Co zrobiłeś? Chyba nie biłeś się z Isakiem?

Karl   wykrzywił   usta   w   uśmiechu   i   wykorzystując   sytuację,   objął   dziewczynę. 

Przyciągnął ją do siebie, a Raija, zaskoczona, nawet nie próbowała się uwolnić.

- Rozmawialiśmy z Reijo - odrzekł niedbale. - I doszło do kłótni.

- Biliście się? Ty i Reijo? Przecież jesteście przyjaciółmi!

- Poróżniliśmy się, przecież mówię... Ale w końcu doszliśmy do porozumienia... Skąd ci 

przyszedł do głowy Isak?

background image

Raija popatrzyła w bok i mruknęła:

- Tak tylko pomyślałam. Po tym, co się stało...  Sądziłam, że wiedziałeś  o planach 

Kristiny i twoich rodziców. Myślałam... Zresztą, nieważne!

- Myślałaś, że porachowałem się z Isakiem za to, co ci zrobił? - Karl uśmiechnął się z 

goryczą. - Czy takiego mężczyznę rada byś poślubić, Raiju?

- Powiedziałam „nieważne”.

- A może powinienem się z nim rozprawić? - rzekł z namysłem.

Raija zatrzymała się i popatrzyła mu prosto w oczy.

- Nie rób tego, Karl! Nigdy nie daj się sprowokować! Nie odpowiedział. Raija szła obok 

niego, była tak blisko, że czuł niemal dotyk jej ciała. Gdy wyrwała się z jego objęć, zrozumiał, 

że nie życzy sobie jego bliskości. Jeszcze nie... Trochę go to zabolało i w głębi serca zadawał 

sobie pytanie: Czy zareagowałaby podobnie, gdyby jej mężem miał zostać Reijo?

- Czy chcesz porozmawiać o tym, co się stało... o Isaku? - zapytał w końcu.

- Nie! Westchnął. Chyba posunął się za daleko, ale skąd mógł o tym wiedzieć? Nie miał 

pojęcia, jakimi ścieżkami wędrują myśli dziewcząt, nie nadążał za Raiją, za tokiem jej rozu-

mowania. Nigdy nie nadążał... I nagle napełniło go to lękiem. Co prawda Raija będzie należała 

do niego, to już przesądzone, ale przestraszył się, że nigdy tak naprawdę nie zdoła posiąść jej do 

końca.

Szli   dalej   w   milczeniu.   Oboje   zręcznie   unikali   się   spojrzeniem.   Raija   była 

rozczarowana. Kristina mogła ją chociaż zapytać. Raija nie lubiła być do niczego przymuszana. 

Niewykluczone, że gdyby kazano jej wybierać, uznałaby Karla za najlepszego kandydata na 

męża. To co innego! Ale fakt, że nie liczono się z jej zdaniem w sprawie tak dla niej ważnej, 

postawił Karla w mniej korzystnym świetle.

- A co to za głupstwa z tym czytaniem? Po co ci to?

- Chcę się nauczyć czytać - odpowiedziała po prostu. - Może i ty powinieneś się trochę 

pouczyć? Przyjaźnisz się z Reijo od tylu lat i nie znasz ani słowa po fińsku.

- I co z tego? - Karl przyjął postawę obronną. - Po co miałbym się uczyć fińskiego? Kto 

prosił Kwenów, by tutaj przychodzili? Robią to z własnej nieprzymuszonej woli, a skoro tak, 

niech się uczą naszego języka. Przecież ja się nie będę uczył tej mowy, która przypomina 

krakanie!

Raija uśmiechnęła się cierpko.

- A może jednak dobrze by było, gdybyś nauczył się trochę tego krakania, Karl. Przyda 

ci się, skoro mamy się pobrać...

Karl zaczerwienił się. Znowu palnął głupstwo. Że też nie zastanowił się nad tym, co 

background image

mówi! Całkiem zapomniał, że przecież Raija także jest Kwenką. Ale też o byle co się obraża! 

Jakby jej pochodzenie było jakimś powodem do dumy! Czy ma przez całe życie stąpać na 

palcach, by jej nie urazić?

- Nie możesz mi zabronić się uczyć! - oznajmiła stanowczo Raija. - Jeśli cię to nie 

interesuje  i  wolisz   pozostać   niedouczonym  głupcem,  to  twoja  sprawa,   Karl.   Ale  mnie  nie 

możesz odmówić prawa do nauki!

Spurpurowiał ze złości. Raija szydziła z niego w żywe oczy, najwyraźniej miała go za 

nic.

Z zastygłą niczym maska twarzą brutalnie przyciągnął ją do siebie. W jego błękitnych 

oczach pojawił się błysk bezwzględności, który przeraził Raiję. To nie był Karl...

- Może i ja cię mogę czegoś nauczyć, Raiju - wyszeptał gorąco. - O ile okażesz się 

wystarczająco pojętna...

Delikatne, trochę dziecinne usta przywarły z całych sił  do warg Raiji. Dziewczyna 

opierała się. Ta sytuacja aż nadto przypominała jej zdarzenie z poprzedniego dnia. Raija miała 

dość ognisty temperament i nie należała do słabeuszy, jednak Karl był o wiele silniejszy niż 

drobnej budowy dziewczyna. Zraniła go chyba bardziej, niż przypuszczała. Karl gotów był jej 

przychylić nieba, a ona z niego szydziła!

Nie zważał na to, że dziewczyna się broni. Należała wszak do niego, była jego i nic już 

tego   nie   mogło   zmienić!   Robił   to,   do   czego   miał   prawo,   wnet   zresztą   otrzyma   bło-

gosławieństwo Boga i ludzi.

Ale Raija nie chciała się poddać. Wprawdzie rozsądek podpowiadał jej, że opierając się 

Karlowi, tylko podsyca jego pożądanie, ale Raija rzadko szła za głosem rozsądku. Wiedziała 

jedno: zawsze  będzie walczyć  z tymi,  którzy  zechcą narzucać  jej  swą władzę. Silna wola 

dziewczyny   i   potrzeba   niezależności   nie   przystawała   do   oczekiwań   ludzi,   wśród   których 

przyszło jej żyć. Raija jednak nie potrafiła odstąpić od tego, co było dla niej ważne, nie chciała 

zadawać gwałtu własnej duszy.

Brutalne pocałunki Karla stały się bardziej zmysłowe, ale jego dłoniom nadal brakowało 

delikatności. Raija czuła, że spragniony jest jej bliskości, czuła, jak narasta w nim podniecenie, 

słyszała,   jak   dyszy,   nieporadnie   gładząc   ją   po   plecach.   Zdołała   wreszcie   uwolnić   rękę   i 

błyskawicznie, niby broniący się kociak, wbiła paznokcie w już i tak sine i podrapane policzki 

Karla. Zareagował natychmiast. Wypuścił ją z rąk, jakby poparzył się żarem z paleniska. W 

ułamku sekundy błękitne oczy chłopaka zapłonęły złością, jednak Raija nie odwróciła wzroku. 

Patrzyła na niego wyzywająco, nabrzmiałe usta drżały, warkocz rozplótł się, a zwichrzone 

włosy przysłoniły jej twarz.

background image

Karl spuścił głowę. Zadrapania na policzkach, które pozostawiły paznokcie Raiji, piekły 

niemiłosiernie, ale to nie miało większego znaczenia.

Nawet nie patrząc na nią, czuł na sobie jej oskarżycielski wzrok. Zawstydzony, oparł się 

o pobliską brzozę. Kora chłodziła jego rozpalone czoło.

Ależ z niego głupiec! Nie potrafił nad sobą zapanować, zupełnie oszalał... ale to żadne 

wytłumaczenie. Dlaczego tak się zachował? Przecież ją kocha...

- Czy nie powinniśmy pójść do Anttiego? - zapytała nieoczekiwanie lekko, jakby nic 

między nimi nie zaszło.

Karl przełknął ślinę i odgarnął grzywkę z czoła. Czuł pod powiekami łzy, ale walczył z 

całych sił, by się nie rozpłakać. O, nie, Raija nie zobaczy jego łez!

- Wybacz mi! - wykrztusił. Wiele kosztowało go to wyznanie, dla Raiji jednak gotów 

był uczynić niemal wszystko.

- Idziemy - rzekła chłodno dziewczyna, nie wracając nawet słowem do tego, co się stało 

przed chwilą.

Reijo zaklął, kiedy zobaczył, że nadchodzą. Że też muszą zjawiać się właśnie teraz, 

kiedy ojciec wypłynął na połów. Obecność Anttiego znacznie by wszystko ułatwiła. Musiałby 

się skupić na książkach i nauce. Reijo zastanawiał się, co czuje Karl. Zapewne słyszał o Isaku...

Reijo,   myśląc   o   tym,   co   wydarzyło   się   wczoraj,   mimowolnie   zacisnął   pięści,   aż 

pobielały mu kostki. Napiął mocno mięśnie, zaś twarz, na której uwydatniły się kości policzko-

we, zastygła jak maska. Reijo czuł, że mógłby zabić Isaka. Kiedy poprzedniego wieczoru ojciec 

opowiedział mu o tym, co zaszło, omal nie rzucił się do drzwi, by odszukać Isaka i dać mu 

nauczkę. Antti z trudem odwiódł go od tego zamiaru. Zdołał przemówić synowi do rozsądku i 

przekonać go, że w ten sposób nie pomoże Raiji. Reijo nie był do końca przekonany, że ojciec 

ma rację. Wydawało mu się, że Raija byłaby zadowolona, gdyby się dowiedziała, iż porachował 

się z Isakiem. Zwykle nie miała litości dla swych wrogów.

Kiedy   Karl   usłyszał,   że   Antti   wypłynął,   chciał   natychmiast   wracać,   ale   Raija 

zadecydowała, że zaczekają.

- Wiem, że wczoraj się pobiliście, ale chyba możecie wytrzymać przez chwilę w swoim 

towarzystwie! - orzekła. - Zresztą zdawało mi się, że już się nie gniewacie.

- Doszliśmy do zgody - skwitował Karl, pośpiesznie zerkając na Reijo, który posłał 

Karlowi   pytające   spojrzenie,   jakby   chciał   się   zorientować,   czy   Raija   zna   całą   prawdę   o 

przyczynie ich bójki. Odetchnął z ulgą, domyśliwszy się z miny Karla, że dziewczyna nie ma 

pojęcia, co ich poróżniło.

- Pewnie cię rozbawi nowina, że nie pytając nas o zdanie, zadecydowano, że mamy się z 

background image

Karlem pobrać - odezwała się ironicznie Raija, z niewzruszoną miną żując źdźbło trawy. Po 

Karlu natomiast widać było, że cierpi. Reijo dobrze go rozumiał, choć sam poczuł się tak, jakby 

coś w nim umarło.

- Czy to źle? - zapytał.

- Tak sobie - odrzekła. Reijo omal się na nią nie rozgniewał. Czy nie rozumie, że 

każdym swym słowem rani Karla? W pełni pojmował ból w oczach przyjaciela. On nigdy by 

nie pozwolił Raiji na takie zachowanie, choć żywił do niej równie gorące uczucia.

- Nie rozumiem tego pośpiechu - ciągnęła Raija. - Dlaczego właśnie teraz?

Karl   wbił   wzrok   w   ziemię,   z   trudem   przełykając   ślinę.   Reijo   drżącą   ręką   ujął 

dziewczynę pod brodę i zmusił, by spojrzała mu prosto w oczy.

- Zdaje się, że między wami są jakieś niedomówienia, ale mnie to nic nie obchodzi - 

rzekł cicho. - Najlepiej porozmawiaj z nim szczerze. Wydaje mi się, że lepszego męża nie 

znalazłabyś, Raiju, zresztą sama o tym wiesz. Nie jesteś przecież jakąś bogatą panną, tylko 

zwyczajną Raiją Alatalo. Piękną dziewczyną z Finlandii. Pamiętaj o tym, Raiju! Może Karl jest 

nawet za dobry dla ciebie... Raija nawet nie mrugnęła okiem.

- Może - rzekła gwałtownie, patrząc daleko w fiord. A więc Reijo bierze stronę Karla. 

Cały świat się sprzysiągł przeciwko niej. Czy nikt jej nie rozumie?

- Ty byś mnie zrozumiał - wyszeptała do siebie, ujrzawszy przed oczami znajomą twarz. 

- Ty byś zrozumiał.

Obaj młodzieńcy słyszeli niezrozumiałą mowę, ale nie zareagowali.

- Chyba wyjadę stąd - powiedział Reijo, sam nie pojmując, po co to mówi. Nigdy o tym 

nie myślał, gdy jednak padły te słowa, zrozumiał, że tak musi się stać. Zapewne ta decyzja 

dojrzewała głęboko w nim od dawna.

Teraz, gdy Karl ożeni się z Raiją, osada stanie się za ciasna dla nich dwóch.

Dziewczyna jest dla niego już na zawsze stracona, nie będzie miał czego szukać blisko 

niej. A nie należał do osób, które zadowalają się okruchami.

- Dokąd? - zapytała odruchowo Raija, nawet nie odwracając głowy. Karl natomiast 

wpatrywał się w przyjaciela zdumionym wzrokiem.

Reijo oparł brodę na kolanach i śledził lecącą wysoko mewę. Na nowo ożyły dziecinne 

marzenia, które niegdyś roiły się w jego głowie.

-   Pamiętasz,   Raiju,   w   naszych   rodzinnych   stronach,   w   Finlandii...   Czy   słyszałaś 

opowieści o skarbach ukrytych w Ruiji?

- Oczywiście, że tak - potwierdziła krótko.

- Opowiadano, że w Ruiji złoto leży wprost na ziemi i każdy, kto chce, może zostać 

background image

bogaczem - rzekł Reijo z ożywieniem.

Raija uśmiechnęła się ze smutkiem, ale i z wyrozumiałością, jak dorosły, który właśnie 

postanowił oznajmić dzieciom, że baśnie nie są prawdziwe. Jak realista, który zamierza rozwiać 

cudze marzenia.

- Chyba w to nie wierzysz? Ja także śniłam o złocie i srebrze... - Raija mówiła teraz tak, 

jakby   dawno   już   przestała   być   piętnastolatką.   -   Ale   nie   wiem,   czy   tak   naprawdę   w   to 

wierzyłam...

Zapatrzyła   się   gdzieś   w   przestrzeń,   przenosząc   się   myślami   w   całkiem   inną 

rzeczywistość, w której nie było miejsca ani dla Karła, ani dla Reijo.

- Chciałam im tak wiele ofiarować...

- Twojej rodzinie? - zapytał zaciekawiony Karl.

- Zamilcz! - zaszlochała Raija, ukrywając twarz w dłoniach. Ramiona jej drżały, jednak 

kiedy Karl chciał ją objąć i pocieszyć, odsunęła się.

Reijo posłał mu ostrzegawcze spojrzenie, jakby chciał powiedzieć: „Zostaw ją!”

To jeszcze bardziej zasmuciło Karla. Zrozumiał, że Reijo zna Raiję lepie;, niż on sam 

zdoła ją kiedykolwiek poznać.

Reijo nie zwrócił jednak uwagi na reakcję przyjaciela. Sam w pierwszym odruchu chciał 

przytulić dziewczynę i poprosić, by wypłakała mu się na ramieniu, ale dobrze wiedział, że na 

nic się to nie zda...

Wiedział, gdzie uciekła myślami, przebywała wśród ludzi, którzy kiedyś stanowili jej 

najbliższą rodzinę. Karl swoim pytaniem wyrwał ją z tego magicznego stanu i zmusił niejako, 

by wróciła do rzeczywistości.

Cóż, może ta rzeczywistość nie rozpieszczała dziewczyny, jednak właśnie tu i teraz 

przyszło jej żyć. Choć Reijo jak nikt inny potrafił wyczuć nastroje Raiji, zdał sobie jednak 

sprawę, że nadszedł czas, by wreszcie dorosła. Powinna zrozumieć, że nie jest najważniejszą 

osobą pod słońcem i że nie zawsze cały świat musi się kręcić wokół niej.

- Nie sądzę, że to tylko bajka - rzekł z przekonaniem. - Może rzeczywiście niektóre 

opowieści są nieco przesadzone, ale nie wszystkie. Myślę, że ci, którzy nam je przedstawiali, 

dawali się trochę ponieść fantazji, bo też i nietrudno było nas, którzyśmy znali jedynie lasy i 

biedę, zachwycić. Ale na pewno tkwi w nich ziarno, a choćby ziarenko, prawdy. Ktoś pewnie 

kiedyś znalazł złoto... - zakończył Reijo, zniżając głos.

Na jego twarzy odmalowało się napięcie, w oczach zapłonął żar na samo wspomnienie 

szlachetnego kruszcu, którego co prawda nigdy nawet nie widział na oczy, ale o którym słyszał 

cuda.

background image

- Będę bogaty - dodał drżącym głosem, a z całej jego postaci biła niezłomna wiara. - 

Znajdę złoto i będę bogaty!

- Sam w to nie wierzysz - zauważyła sucho Raija, która już wyzbyła się wszelkich iluzji 

co do Ruiji. Zresztą jej marzenia błądziły wokół całkiem innych spraw.

- A może jednak coś w tym jest? - odezwał się Karl, któremu wyraźnie udzielił się zapał 

przyjaciela.

Lubił   napięcie   i   przygodę,   więc   doskonale   rozumiał   pragnienia   Reijo.   Bogactwa... 

złoto... Przecież wszystko jest możliwe! Nawet biedaków takich jak oni, harujących w pocie 

czoła na dzierżawionej ziemi czy zmagających się z twardą pracą na morzu, może spotkać 

szczęście. Bogactwa... złoto...

Reijo nie zdawał sobie sprawy, że jego słowa rozpaliły w Karlu wielkie marzenie.

- Oczywiście, że w Ruiji jest złoto! - mówił podniecony Reijo. - I znajdę je ja, Reijo 

Kesaniemi!

- A gdzie zamierzasz go szukać? - Raija nie skrywała swej dezaprobaty dla dziecinnego, 

jej zdaniem, pomysłu przyjaciela.

- Na wschodzie - odparł Reijo.

- Chętnie bym się do ciebie przyłączył - w głosie Karla zadźwięczała nuta entuzjazmu.

Raija podniosła wzrok, a Reijo, który przechwycił jej spojrzenie, odniósł wrażenie, że 

błysnęła w nim nadzieja.

- Szkoda, że to niemożliwe - dodał po chwili Karl, uświadomiwszy sobie, że to nie takie 

proste.

- Jeśli  trafię na żyłę złota, poślę po ciebie - zażartował Reijo, pragnąc rozładować 

napięcie.

- Chyba jednak będę się musiał zadowolić srebrem z morza - uśmiechnął się z żalem 

Karl. - Chociaż Bóg tylko raczy wiedzieć, czemu ostatnio tak go mało.

- Raija woli pewnie być żoną rybaka, niż mieć za męża awanturnika uganiającego się za 

złotem! - Reijo po przyjacielsku poklepał Karla po ramieniu, unikając spojrzenia ciemnych 

oczu Raiji, które zdawały się protestować przeciwko wszystkiemu, co mówił.

- Wracam do domu! - Raija poderwała się gwałtownie, jakby nagle odeszła jej ochota na 

czekanie. - Powiedz Anttiemu, że byłam! Mam nadzieję, Reijo, że znajdziesz kiedyś złoto.

Z lekkim uśmiechem na twarzy wyglądała jak anioł. Ale Reijo dobrze wiedział, że 

daleko jej do świętości. Jednak w jej słowach nie kryło się szyderstwo. Chociaż nie wierzyła w 

tę historię o złocie, życzyła mu jak najlepiej.

- Przecież on jeszcze nie wyjeżdża - prychnął Karl.

background image

- A co to zmienia? - Raija posłała Reijo olśniewający uśmiech i chwyciwszy Karla za 

ramię, rzekła: - Chodź!

Karl poszedł za Raiją jak posłuszny pies żebrzący o jej przyjaźń. Reijo, choć także 

kochał się w dziewczynie, patrząc za nimi pomyślał, że chyba nie chciałby być na miejscu 

Karla.

Raija mogła ofiarować mężczyźnie raj na ziemi, ale mogła też przemienić jego życie w 

piekło.

- Pewnie wolałabyś na męża Reijo, co? - zacietrzewił się Karl.

Aż nadto dała mu do zrozumienia, że nie pała zachwytem z powodu rychłego z nim 

ślubu. Tylko brakowało, by mu to rzuciła prosto w twarz.

-   Nie   -   odpowiedziała,   wprawiając   Karla   w   osłupienie.   -   Za   nic   na   świecie   nie 

poślubiłabym Reijo.

- Ale... - zdumiał się. - Tak dobrze się rozumiecie... Tyle was łączy... - zająknął się, bo 

zabrakło mu słów, które mogłyby w pełni wyrazić, co czuje.

Ale Raija te słowa znalazła:

-  Oczywiście,  że  wiele   nas  łączy!  Oboje jesteśmy Kwenami,  mówimy tym samym 

językiem, pochodzimy z tego samego kraju, więc to oczywiste, że się rozumiemy. Reijo jest dla 

mnie jak brat... Mojego rodzonego brata nie dane mi było obserwować, gdy dorastał...

- Chcesz porozmawiać o... o twoim bracie? - Karl delikatnie ujął dłoń Raiji. Tak bardzo 

pragnął poznać choć niektóre jej myśli.

- Nie - odparła. - Matti jest częścią mojego życia. Nie zrozumiesz tego...

Tymi słowami raz jeszcze obróciła nóż w krwawiącym sercu Karla.

Pozwoliła   jednak   trzymać   się   za   rękę.   Może   mimo   wszystko   nie   jest   jej   całkiem 

obojętny?

W miejscu, gdzie ścieżka się rozwidlała, Karl spróbował ją objąć, ale Raija nie miała 

ochoty na pieszczoty i ze śmiechem wywinęła się z jego objęć.

- W ogóle cię nie obchodzę! - wybuchnął rozżalony. Pod wpływem jego wyrażającego 

cierpienie spojrzenia Raija złagodniała. Uśmiechnęła się ciepło i gładząc go lekko po twarzy, 

wyszeptała:

- Ależ tak, głuptasie! Tylko że jesteś zbyt niecierpliwy i zbyt dobry...

Po czym uciekła od niego lekkim krokiem.

Słowa Raiji obudziły w sercu młodzieńca nadzieję. Niewiele było trzeba, by na nowo 

zakwitła.

Raija   dochodziła   właśnie   do   chaty,   gdy   nagle   ze   środka   dosłyszała   jakieś   głosy. 

background image

Zmarszczyła brwi. Czyżby z Kristiną było już tak źle, że mówiła do siebie? A może odwiedziła 

ją Marta? Nie, to raczej niemożliwe. Marta nie była już pierwszej młodości i nie zdążyłaby tak 

szybko dotrzeć tu ze swej zagrody.

Dziewczyna podkradła się bliżej i nastawiła uszu.

Ostry, kąśliwy głos Kristiny wyraźnie przenikał przez ścianę, natomiast ten drugi... też 

kobiecy, wydał się jej dziwnie znajomy. Czyżby już go kiedyś słyszała?

Raija przycisnęła dłonie do piersi i jeszcze mocniej wytężyła słuch.

Nie, to niemożliwe... niemożliwe... A jednak jakże znajomo brzmi miękki, śpiewny 

akcent...

Niski, melodyjny glos. Kaleczone słowa w obcym dla tej kobiety języku.

Łzy popłynęły Raiji z oczu, ale nawet ich nie poczuła. Drżąc z napięcia, przygryzała 

dolną wargę, żeby nie zacząć krzyczeć pod wpływem uczucia tak obezwładniającego, że nawet 

słowo „szczęście” nie w pełni oddawało jego intensywność.

Ona! To nie może być nikt inny!

Raija   odetchnęła   głęboko.   Długo   zamknięte   wrota,   którymi   odgrodziła   się   od 

przeszłości, otwierały się powoli, wpuszczając przesycone zapachem wrzosów wspomnienia 

szczęśliwych dni. Jeśli ona tu była... Przecież nie przyszła sama...

Policzki   zapłonęły,   a  w  oczach   dziewczyny pojawiła  się   nadzieja.   Przełknęła  ślinę. 

Poczuła, że pocą jej się dłonie, więc szybko wytarła je o spódnicę. Przeczesała włosy i wre-

szcie, zebrawszy się na odwagę, wkroczyła do pogrążonej w półmroku izby.

Kristina coś mówiła, ale Raija jej nie słuchała, ślepa i głucha na wszystko, prócz jednej 

jedynej osoby, która siedziała przy łóżku opiekunki. W tej krótkiej chwili istniała dla niej tylko 

niewysoka, pulchna kobieta w lapońskiej czapce, spod której wystawały siwe włosy, kobieta o 

krągłych policzkach, na których znać było głębokie bruzdy.

Raija domyśliła się, że ciemne oczy gościa próbują rozróżnić w mroku jej postać, więc 

podeszła bliżej światła.

Oślepiały ją łzy, wzruszenie odebrało mowę...  Zaraz poczuła na swej twarzy dotyk 

szorstkiego policzka, poczuła ukochany zapach skór i dymu z tysięcy ognisk.

- Ravna! Ravna! - rozszlochała się w ramionach kobiety, która była jej bliska jak matka. 

Jedyna, którą Raija kochała równie mocno jak rodzoną matkę, mieszkającą gdzieś w Finlandii.

background image

8

Raija zasypała  Ravnę pytaniami,  na  które nie  dość było odpowiedzieć  tak  lub  nie. 

Dziewczyna chciała wiedzieć wszystko: Co Ravnę sprowadza do wioski? Jak się tu znalazła? 

Dokąd się udaje? Czy jest sama? Ledwie nadążała zaczerpnąć tchu pomiędzy jednym a drugim 

niezmiernie ważnym pytaniem.

Ravna   roześmiała   się   tym   swoim   dobrym   śmiechem,   którego   Raija   nigdy   nie 

zapomniała,   a   jedynie   ukryła   głęboko   w   pamięci,   bo   wiązał   się   ze   wspomnieniami,   które 

wywoływały ból.

Laponka na chwilę odsunęła delikatnie Raiję. Jej twarz rozpromieniła się miłością i 

ciepłem. Raija nadal pozostała jej córką, zesłaną przez los po śmierci małej Laili.

- Poczekaj, dziecinko! - poprosiła w języku, w którym przez ostatnie dwa lata Raija 

rozmawiała jedynie ze sobą, i, nie wypuszczając z objęć dziewczyny, odwróciła się do Kristiny.

Zdawało jej się, że dostrzegła w oczach obcej kobiety cień zazdrości, ale ponieważ 

trwało to zaledwie moment, do końca nie była pewna, czy się jej to nie przywidziało.

- Dziękuję, że mnie przyjęłaś - odezwała się łamaną norweszczyzną. - Nie będę dłużej 

przeszkadzać. Porozmawiam z Raiją na zewnątrz.

Raija przytaknęła jej z zapałem.

- Ale nie zabierzesz jej ze sobą?! - Kristina uniosła się na łokciach.

Na twarzy Ravny odmalowało się zaskoczenie, szybko jednak zrozumiała, że w słowach 

kobiety kryje się lęk przed utratą dziecka, które Ravna także kochała.

- Nie - uśmiechnęła się, pogładziwszy pośpiesznie Raiję po włosach. - Tutaj jest jej 

miejsce - dodała ze smutkiem.

Kristina opadła na łóżko uspokojona.

- Porozmawiajcie więc sobie... Ravna przepuściła Raiję przodem. Ależ ta dziewczyna 

wypiękniała! Nie  była już  dzieckiem!  Szła wyprostowana,  głowę  trzymała wysoko. Ravna 

poczuła przypływ dumy i na nowo ożyło w niej dawne marzenie, poruszając jakże bolesną 

strunę. Tyle razy wyobrażała sobie, że wszystko jeszcze ułoży się po jej myśli, teraz jednak 

zrozumiała, że jest to bardziej niż kiedykolwiek nierealne.

Raija zatrzymała się dopiero nad rzeką, do której zawsze coś ją wabiło. Usiadła nad 

brzegiem i utkwiwszy uważne spojrzenie w twarzy Ravny, poprosiła:

-   Opowiadaj!   Wszystko.   Muszę   wiedzieć   wszystko,   rozumiesz?   -   I   odetchnąwszy 

głęboko, dodała cicho: - Ravna, mamo.

Nawet gdyby dwa lata rozłąki osłabiły więź między tymi dwoma kobietami, to słowa 

background image

Raiji przełamały lody. Ravna chyba nigdy jeszcze nie czuła takiej radości. Tak bardzo się 

martwiła, że dziewczynka o niej zapomni, że w nowym świecie Raiji zabraknie dla niej miejsca. 

Podczas rozmowy z Kristina ten lęk jeszcze bardziej się w niej spotęgował. Dystans, z jakim ją 

potraktowała   nowa  opiekunka  Raiji,   sprawił,   że  Ravna poczuła  się  jak  intruz.   Świat   Raiji 

tworzyli teraz ludzie o norweskich imionach i Ravna obawiała się, że córka Erkkiego Alatalo 

stała się jedną z nich.

Teraz zrozumiała, że bała się niepotrzebnie. Powinna wiedzieć, że Raija nie zapomina, i 

jeśli już raz kogoś obdarzy swoją miłością, to na zawsze. Była dzieckiem, gdy nazwała ją 

mamą, i tak pozostało. Nadal dla Raiji była mamą.

- Powoli, dziecinko - poprosiła Ravna. - Mów najpierw ty! Twoja stara matka chciałaby 

usłyszeć o tych latach, których nie mogła z tobą dzielić.

- Nie jesteś stara! - Raija pogładziła z miłością pokryty bruzdami policzek Ravny.

- Pawa wspominał, że byłaś... krnąbrna - zaczęła Ravna. - Ze nie odzywałaś się do 

nikogo prócz Siggi, a i do niej niewiele. Że nie jadłaś...

- O czym miałam rozmawiać z Pawą? - Raija odrzuciła w tył głowę. - Z jego synami też 

nie miałam żadnych wspólnych tematów. Miałam może rozprawiać o odgłosach wydawanych 

przez renifery?

W pełnych życia oczach Ravny rozpaliły się błyski.

- Za to Sigga twoim zdaniem zasługiwała na to, żeby zamienić z nią parę słów?

Raija wzruszyła ramionami.

- Przecież z kimś musiałam rozmawiać, a ona wydawała mi się z nich najrozsądniejsza. 

Poza tym jest dziewczyną. Co nie znaczy od razu, że ją szczególnie polubiłam.

O, nie, pomyślała Ravna. Dobrze wiem, że nie polubiłaś Siggi. Głośno zaś dodała:

- Nic dobrego nie wyjdzie z twojego uporu, Raiju!

- Pawa sprzedał mnie Pederowi i Kristinie.

- Sprzedał?

- Zapłata, jaką otrzymał od Pedera, była bardzo wysoka. Nie wydałby na mnie tyle, 

nawet gdybym więcej jadła. Może razem z Pehrem podzielili  się zarobkiem? - Głos Raiji 

brzmiał teraz bardziej hardo. - Póki Peder żył, nie było mi tu aż tak źle... on był dobry. Zaginął 

zimą na Lofotach. Kristina jest do niczego.

-   Może   nie   potrafi   inaczej,   chociaż   się   stara   -   tłumaczyła   ostrożnie   Ravna.   Teraz 

zaczynała pojmować, skąd w Kristinie tyle goryczy, kiedy mówiła o Raiji. Nigdy nie udało jej 

się zdobyć serca dziewczynki.

- Może.

background image

- Jaki jest ten chłopak, którego dla ciebie znalazła?

Ach, więc Kristina zdążyła i o tym powiedzieć? W spojrzeniu Raiji znać było pustkę.

- Oswojony - rzekła w końcu, uśmiechając się krzywo. Chociaż na twarzy Ravny nie 

drgnął ani jeden mięsień.

Raija szybko się poprawiła:

- Jest chyba miły. Nawet bardzo. Przystojny, tak mi się wydaje - zamyśliła się. - Tak, 

jest przystojny, ale to dla mnie nie ma specjalnego znaczenia. Oczywiście lepiej, by był uro-

dziwy niż stary i brzydki, ale to wszystko nie jest takie ważne. Ma błękitne oczy i jasne włosy. 

Niezbyt wysoki. Co jeszcze? Jest urodziwy i dobry.

- Za dobry? Raija długo patrzyła na Ravnę. W spojrzeniu przybranej matki dostrzegła 

zrozumienie. Oczy, które widziały tak wiele, przejrzały ją na wylot.

- Tak - westchnęła Raija. - Jest za dobry. Ja nie potrafię taka być, Ravno. I dlatego 

czuję, że się nie nadaję. Że jest za dobry dla mnie.

- Nikt nie jest dla ciebie za dobry, Raiju! Pamiętaj o tym, córko! Nikt nie jest dla ciebie 

za dobry. Ale... - Ravna uśmiechnęła się. - Myślę, że i ty nie zawsze jesteś aniołem, nie sądzę, 

byś się mogła aż tak zmienić. Postaraj się zapanować nad złością i gniewem, postaraj się 

pokochać więcej osób. Przecież nic nie tracisz, obdarzając innych przyjaźnią...

- Nie mogę zaprzyjaźnić się z kimś, kogo nie lubię!

- Polubisz większość ludzi, jeśli tylko się trochę postarasz, dziecko.

Raija nie zaprotestowała, chociaż wcale nie była przekonana, że Ravna ma rację.

- Mam nadzieję, że będziesz szczęśliwa!

- Ja także - odparła oschle dziewczyna. - Lubię  Karla,  choć nie sądzę,  że potrafię 

pokochać go ponad wszystko na świecie.

Ravna uśmiechnęła się z wyrozumiałością.

- Może powinnaś się z tego cieszyć? Wielkie i gwałtowne uczucia łatwo się wypalają, 

cóż wówczas pozostaje? Uwierz mi, Raiju, że lepiej, by uczucie między wami dojrzewało 

powoli. Jesteś jeszcze taka młoda!

- No właśnie! - weszła jej w słowo Raija. - Nie mam najmniejszej ochoty wychodzić za 

mąż. Zupełnie nie rozumiem, skąd ten pośpiech!

Ravna uśmiechnęła się ze smutkiem. Wystarczyło rzucić okiem na Raiję, by zrozumieć 

pośpiech Kristiny, która ponadto nie wyglądała na zdrową. Ravna ją rozumiała.

- My także będziemy wyprawiać wesele. Raija znieruchomiała. Wiadomość poruszyła ją 

bardziej, niż chciała się do tego przyznać. Poruszyła i napełniła smutkiem.

- Sigga? - zapytała cienkim głosem. Ravna skinęła głową. Dostrzegła to, czego Raija nie 

background image

chciała po sobie pokazać. Serce Laponki krwawiło. Jej marzenia mogły się spełnić, gdyby nie 

Pehr. A teraz było już za późno.

- Mikkal także nie widział powodu do pośpiechu - uśmiechnęła się z matczyną miłością. 

- Zdaje się, że pod tym względem jesteście do siebie podobni. Ale Pawa uważa, że jego córka 

osiągnęła już odpowiedni wiek do zamążpójścia i że należy wypełnić starą umowę.

- A więc zaręczyny - zaśmiała się Raija głucho i nerwowo przełknęła ślinę. Łzy paliły ją 

pod powiekami, ale zdołała powstrzymać się od płaczu.

- Mikkal chciał się z tobą zobaczyć, ale ja wolałam z tobą pomówić pierwsza.

Ravna nie zdradziła ani słowem, że jej syn wykazywał większy zapał, by spotkać się z 

Raiją niż ze swą przyszłą żoną. Tylko gniew Pehra zdołał go powstrzymać.

Z obowiązku spędził w jurcie Pawy wieczór, po którym Ravna, chcąc nie chcąc, musiała 

przyznać   rację   mężowi:   Mikkal   zachowywał   się,   jakby   był   na   pogrzebie,   i   zupełnie   nie 

przypominał zalotnika, który przybył się oświadczyć.

Ledwie zaszczycił Siggę kilkoma obojętnymi spojrzeniami, a słowa, które zamienili, 

dałoby się policzyć na palcach jednej ręki. I bynajmniej nie były to miłosne wyznania. Ravna 

udawała, że nie słyszy, o czym mówią, ale w głębi serca zrobiło jej się żal córki Pawy.

Uważała co prawda, że jej syn jest wspaniałym i przystojnym młodzieńcem, ale dla 

Siggi byłoby chyba lepiej, gdyby poślubiła kogoś innego.

Sigga była śliczną dziewczyną, a przy tym pracowitą i zręczną. Zasługiwała na miłość. 

Zasługiwała na kogoś lepszego niż mąż, który żył wspomnieniami. Była jednak tak zauroczona 

Mikkalem, że nie domyślała się wcale, iż on jej nigdy tak naprawdę nie pokocha.

Pehr, odsyłając Raiję do Lyngen, zniszczył życie nie tylko jej. Ravna często nad tym 

rozmyślała. Teraz zaś miała już tylko nadzieję, że Mikkal nie zrobi niczego, co by jeszcze 

bardziej pogmatwało los tego dziewczęcia. Nie powinien zawracać jej głowy! Ravna bez trudu 

dostrzegła, że Raija nie pali się do małżeństwa z Karlem. Zawsze miała słabość do Mikkala...

Najlepiej by było, gdyby tych dwoje się teraz ze sobą nie spotkało, ale Ravna wiedziała, 

że nie zdoła im przeszkodzić. To tak, jakby próbować zatrzymać przypływ. Mikkal uczyni 

wszystko, co w jego mocy, by zobaczyć się z Raiją.

- Zwykle jestem w obejściu. - Raija starała się nadać swym słowom obojętny ton.

Ravna jednak bez trudu ją przejrzała.

- Powiem mu o tym.

- Czy Sigga jest równie piękna jak kiedyś? Ravna wychwyciła w glosie dziewczyny 

zazdrość przemieszaną z ciekawością i uśmiechnęła się.

Raija jej nie zwiedzie, tak naprawdę chciałaby się dowiedzieć, czy Sigga jest ładniejsza 

background image

od niej.

-   Jest   bardzo   piękna.   Raija,   najwyraźniej   niezadowolona   z   takiej   odpowiedzi, 

wymownie zacisnęła usta, co bardzo rozbawiło Ravnę.

- Sigga ciągle ma duże, trochę dziecinne oczy. Nabrała ciała, ale dobrze jej z tym. 

Trochę zaokrągliła się też na twarzy i wygląda bardzo korzystnie. Po prostu promienieje urodą.

- Ale włosy zawsze miała dość liche - przerwała Raija ostrym głosem. Długo musiała 

sobie przypominać, by znaleźć jakąś niedoskonałość w narzeczonej Mikkala.

- No, cóż - zaśmiała się pogodnie Ravna. Jakże dobrze rozumiała Raiję! A równocześnie 

niezmiernie bolała nad swą przyszłą synową. - Takich włosów jak ty nie ma nikt, Raiju. Włosy 

Siggi   pojaśniały   w   ostatnich   latach,   ale   niesprawiedliwością   byłoby   przyrównywać   je   do 

twoich.

- Czy Mikkal ją kocha?

- Mikkal? Na to wygląda - rzekła Ravna, starając się ubarwić nieco prawdę.

Ale i Raiji nie dało się tak łatwo oszukać. Ona także potrafiła wyłapywać ukryte tony i 

znaczenie nie wypowiedzianych słów. Domyśliła się, że Ravna nie jest z nią do końca szczera.

- Cieszę się, że zobaczę Mikkala - odezwała się wesoło, nagle zmieniając ton rozmowy. 

- Musi być już stary, odkąd pamiętam, zawsze był taki dorosły...

- Ma dopiero dwadzieścia jeden lat - odpowiedziała Ravna, pewna, że Raija wie to 

równie dobrze jak ona sama.

Raija podniosła oczy ku niebu, nadal udając zdziwienie, i zawołała:

- Naprawdę już  tyle?  A ja  mam  piętnaście  i wydaje  mi się,  że jestem już  stara.  - 

Zamilkła na chwilę, a po namyśle dodała: - Karl ma siedemnaście, ale według mnie jest prze-

raźliwie młody.

Ravna westchnęła cicho. Czy potrzebowała więcej dowodów?

Raija chyba nie do końca zdawała sobie sprawę z sensu swoich słów.

Ravna poczuła  ogarniającą  ją bezradność.  Wiedziała,   że w  żaden  sposób nie  może 

zabronić Mikkalowi odwiedzić dziewczyny, gdyby jednak wcześniej wiedziała to, co w tej 

chwili, nie zgodziłaby się nigdy na ich spotkanie.

Raija zawsze była obcym ptakiem, wcale nie małym krukiem, jak tego pragnął Mikkal. 

Zawsze była inna, Ravna nie znała nikogo podobnego do tej dziewczyny. W ich wspólnocie 

była obca, tutaj najwyraźniej także. Kto wie, może była obca także wśród swoich?

Ta ciemnooka dziewczynka, którą Ravna niegdyś przygarnęła, kryła w sobie tak wiele 

tajemnic. Ale Ravna nie mogła jej nie pokochać. Tak naprawdę było to dobre dziecko, choć 

Ravna miała świadomość, że jeśli wezmą w niej górę gorsze cechy, może doprowadzić się do 

background image

zguby. Nie raz też zastanawiała się, czy Mikkal naprawdę tak dobrze rozumie Raiję.

- Czy jest przystojny? Ravna, pogrążona w rozmyślaniach, nie usłyszała, o co pyta ją 

Raija.

Dziewczyna powtórzyła pytanie.

- Matka zawsze uważa, że jej dziecko jest najpiękniejsze na świecie.

Raija uśmiechnęła się, a Laponce zdawało się, że dostrzega w tym uśmiechu odbicie 

własnych uczuć.

- Oczywiście, że Mikkal jest przystojny - powiedziała Raija z uporem. - Zawsze był 

piękny i dobry.

- Nie uważasz, że był zbyt dobry? - Ravna nie mogła się powstrzymać od drobnej 

złośliwości.

Raija wbiła w nią swe duże ciemne oczy i uniosła brwi. Wyglądała na zdumioną.

- Mikkal za dobry? Nie, Mikkal ma taką naturę. Przebywając z nim, po prostu trzeba 

być dobrym.

Ravna wreszcie zrozumiała to, czego Raija nie powiedziała wprost. Karl był za dobry, 

ponieważ obdarzał swą dobrocią głównie Raiję, natomiast Mikkal był dobry z natury, a nie 

specjalnie   dla   niej.   Na   tym   polegała   różnica.   To   zresztą   określało   także   po   trosze,   jakim 

człowiekiem jest Raija.

Nagle Ravna zapragnęła, by móc cofnąć czas. Gdyby jej mąż nie zabrał córki Erkkiego 

Alatalo do Ruiji i pozostawił ją w Tornedalen, oszczędziłoby to cierpienia wielu ludziom.

- Pehr pewnie jest zadowolony. Wnet będzie miał piękną Siggę za synową? Postawił na 

swoim - z niechęcią w głosie stwierdziła dziewczyna.

-   Życzyłabym   sobie,   byście   z   Pehrem   nie   byli   tak   wrogo   do   siebie   usposobieni   - 

westchnęła Ravna, unikając odpowiedzi na pytanie.

Raija roześmiała się. Spontanicznie objęła Ravnę i uściskała ją mocno. Zaraz jednak 

zawstydziła się i zakłopotana odgarnęła grzywkę z czoła.

- Przykro mi - powiedziała. - Niektórzy ludzie tak na mnie działają. Wcale tego nie 

chcę. Tak po prostu jest...

- A czy twoja opiekunka także się do nich zalicza?

-   Tak   -   przyznała   Raija,   oblewając   się   rumieńcem.   -   Czasami   nawet   myślę,   że 

mogłabym ją polubić, ale potem znów coś jest nie tak. Próbuję, ale mi nie wychodzi.

- Postaraj się bardziej - poprosiła Ravna. - Nie jest takie pewne, czy długo jeszcze ją 

będziesz miała.

Raija szybko podniosła wzrok. Dokładnie ta sama myśl przyszła jej do głowy. Ravna 

background image

zrozumiała, że Raija dostrzega wiele spraw i rozmyśla nad nimi częściej, niż mogłoby się to 

wydawać otaczającym ją ludziom.

- Powinnaś do niej wrócić. Sprawdź, jak się czuje, czy niczego jej nie trzeba.

- A ty? A wy? - przerwała jej bezradnie Raija. - Gdzie jesteście? Czy was jeszcze 

zobaczę?

-   Na   pewno.   Nie   zapraszam   cię   do   naszego   obozu,   maleńka,   bo   nie   wiem,   czy 

pogodzilibyście się z Pehrem. Zresztą wy przecież w ogóle nie chcecie zgody. Ale ja tu jeszcze 

wrócę! Pozwolisz mi?

- Czy ci pozwolę? Nie żartuj! Przecież jesteś, Ravno, moją matką.

Powiedziała to tak szybko, z takim przekonaniem, że Ravna zrozumiała, iż jej słowa 

płyną z głębi serca. Tak ją to wzruszyło, że dodała coś, czego nie powinna była mówić.

- Nie mogę też Mikkalowi zabronić ciebie odwiedzić...

Dopiero   gdy   dostrzegła   na   twarzy   dziewczyny   triumfalny   uśmiech,   zrozumiała,   że 

powiedziała za dużo. Przecież nie chciała jej czynić płonnych nadziei, a tymczasem tak się 

właśnie stało.

Uśmiech Raiji dowodził, że dziewczyna nie jest na tyle naiwna, by nie pojąć sensu 

rzuconych niebacznie słów. Zrozumiała je i sprawiły jej radość. Ravna natomiast wpadła w 

popłoch. Pośpiesznie się pożegnała i odeszła, z lękiem rozmyślając, co przyniosą najbliższe dni.

Raija wróciła do chaty i zobaczyła, że Kristina śpi. Nie miała ochoty spędzać przy łóżku 

opiekunki   więcej   czasu,   aniżeli   było   to   konieczne,   Kristina   przecież   nie   potrzebowała 

towarzystwa podczas snu. Zresztą wyglądała już znacznie lepiej... Raija znalazła resztki ze 

śniadania - zimną zupę z ryb - i postawiła przy łóżku chorej. Może zje, jak się obudzi, choć 

zapewne nie będzie miała apetytu.

Raz   jeszcze   upewniwszy   się,   że   Kristina   śpi   naprawdę,   a   nie   obserwuje   jej   spod 

przymkniętych powiek, podkradła się do swego łóżka i wsunęła dłoń pod futrzane przykrycie. 

Wyjęła coś ze skrytki, o której istnieniu tylko ona wiedziała, po czym, nie oglądając się za 

siebie, wyszła z izby i po cichu zamknęła za sobą drzwi.

W   dłoni   ściskała   skarb,   który   chowała   przed   całym   światem.   Nie   miała   żadnych 

wyrzutów sumienia, że znów się wymyka z domu. Wszystko, co zostawiła za sobą, mogło 

poczekać. Chociaż raz nie śledził jej sokoli wzrok Kristiny, czyż więc mogła przepuścić taką 

okazję? Tym bardziej że, jak nieopatrznie zdradziła się Ravna, Mikkalowi bardzo zależało na 

spotkaniu z nią.

Raija zatrzymała się dopiero w gęstwinie, gdzie nikt nie mógł jej dostrzec.

Mikkal... Jest gdzieś w dolinie. Oddycha tym samym powietrzem, dobry, miły Mikkal.

background image

Ostrożnie otworzyła dłoń, w której ściskała swój skarb. Nieliczne promienie słoneczne, 

które zdołały się przedrzeć przez liściaste korony drzew, roztańczyły się w srebrze i zalśniły 

magicznie.

Drżącymi rękoma Raija przypięła ozdobę na piersi. Broszka od Mikkala, ta sama, którą 

ofiarował jej na pożegnanie. Miał podarować srebrne ozdoby dziewczynie, którą wybierze na 

żonę. Raija, zawiązując ciasno chustę, nie mogła powstrzymać się od uczucia triumfu. Sigga 

nigdy nie dostanie tej broszki! Mikkal chciał, by ona, Raija, nosiła to cenne cacko!

Zatopiona w myślach,  rozplotła warkocz i rozczesała włosy palcami.  Wiedziała,  że 

ładnie jej w rozpuszczonych. Nie raz przeglądała się w lustrze wody i była w pełni świadoma, 

że urodą przewyższa większość dziewcząt, jakie zna.

Czy Mikkal uzna, że jest piękniejsza od Siggi?

Raija położyła się we wrzosach na niewielkiej polance. Do zabudowań było stąd daleko. 

Polankę ze wszystkich stron osłaniały drzewa, tak że można było przejść obok, wcale jej nie 

zauważając, a równocześnie był to znakomity punkt obserwacyjny. Raija odkryła to miejsce 

krótko po przybyciu do osady i nikomu o nim nie powiedziała.

Ani Karl, ani Reijo nie wiedzieli o kryjówce Raiji. To było jej miejsce. Przychodziła tu, 

gdy   potrzebowała   trochę   samotności.   Tutaj   rozpamiętywała   wszystko,   co   się   zdarzyło, 

uspokajała   skołatane   myśli.   Tutaj   jej   marzeniom   wyrastały   skrzydła,   nadając   szarej 

codzienności jaśniejsze barwy.

Był to mały skrawek Ruiji, który miała tylko dla siebie, choć nikt nie obdarował jej 

aktem własności. Pewnie nikt nie zrozumiałby jej przywiązania do kawałka ugoru, porośniętego 

jedynie kępkami północnych wrzosów i niewymagającą karłowatą brzozą. Nikt - z wyjątkiem 

jednej osoby...

Raija wiedziała, że on jest gdzieś niedaleko, odgadywała jego bliskość. Tych dwoje 

łączyła tak silna więź, że takie porozumienie było możliwe. On gdzieś tu jest i na pewno ją 

znajdzie.

Zaszeleściło   w  leśnym  poszyciu,   rozległ   się   trzask  łamanych   gałęzi.   Raija   wstała   i 

skrzyżowała ręce na piersi, drobnymi dłońmi mocno zaciskając rogi chusty. Ciało miała napięte 

niczym cięciwa łuku. Cała zamieniła się w słuch. Gdy usłyszała odgłos kroków, nawet nie 

przyszło jej do głowy, że może to być kto inny niż ten, na którego czekała.

Policzki jej płonęły, w oczach zalśnił pełen nadziei blask. Chwilę później las drgnął. 

Jakaś dłoń odsunęła na bok gęste gałęzie. Serce Raiji wypełniło nieznane, ale jakże cudowne 

uczucie. Oczywiście, że to on! Nikt inny nie odnalazłby drogi do tej polanki. Wyszedł z zarośli, 

z cienia, i stanął na tle zieleni.

background image

Raija zobaczyła znajomą śniadą twarz i zgrabne, silne ciało. Może tylko nogi miał nieco 

bardziej krzywe, niż zapamiętała, ale to przecież drobiazg bez znaczenia.

Czas jakby się zatrzymał. Oboje stali nieruchomo i wpatrywali się w siebie.

Przez dwa lata żyli marzeniami, a teraz ich marzenia się ucieleśniły. Jakże blade wydały 

im się w zderzeniu z rzeczywistością!

Raija,   nie   zważając   na   włosy,   które   wiatr   zwiał   jej   na   czoło,   uśmiechnęła   się   do 

Mikkala.

W jego opalonej twarzy błysnęły białe zęby, on także odpowiedział uśmiechem.

Raija zauważyła, że w ciągu tych lat wydoroślał i stał się prawdziwym mężczyzną. 

Przez moment zapragnęła wiedzieć, czy zrobiła na nim wrażenie, ale w chwilę później już o 

niczym nie myślała. Postąpiła do przodu nieśmiało, a on zrobił to samo.

Łzy płynące strumieniem po policzkach niemal ją oślepiły, ale cóż to znaczyło? Nic już 

się nie liczyło prócz tego jednego: Mikkal był przy niej.

Płacząc   ze   szczęścia,   powtarzała   w   kółko   jego   imię.   Jaką   radość   sprawiało   jej 

wymawianie tego imienia! Jej rozmarzony głos przypłynął do Mikkala niczym rzeka pieszczot. 

Nikt nigdy nie szeptał jego imienia z taką czułością.

Zatrzymała się o krok od niego. Jej drobna, szorstka od pracy dłoń miękko i delikatnie 

dotknęła   policzka   Mikkala.   W   ciemnych,   głębokich   oczach   dziewczyny   błysnęło   oddanie. 

Nigdy nawet nie marzył, że ktoś będzie tak na niego patrzył.

- Mikkalu! - wyszeptała, wtulając twarz w jego szyję.

Między nimi nic się nie zmieniło.

background image

9

- Raija, mój Mały Kruk! - wyszeptał ochrypłym ze wzruszenia głosem. Ujął w dłonie 

twarz dziewczyny, popatrzył czule w ciemne oczy.

Minęły dwa długie lata od chwili, gdy widzieli się po raz ostatni, ale on przez cały czas 

był obecny w jej marzeniach. Każdy dzień, w którym zdołała przywołać w wyobraźni jego 

obraz i choć przez chwilę porozmawiać z nim w myślach, uznawała za wart przeżycia.

Dla dorastającej dziewczyny przyjaciel z dzieciństwa stał się ideałem. Nikt inny mu nie 

dorównywał,   wspomnienie   dawnych   wspólnych   chwil   pomagało   jej   godzić   się   z   trudną 

rzeczywistością.

- Mikkal! - powtarzała cicho, rozjaśniona bezmierną radością. Potem w spontanicznym 

odruchu rzuciła mu się na szyję i przytuliła się do niego całym ciałem.

Musiała go poczuć, by się upewnić, że naprawdę jest przy niej, że stoi tu prawdziwy, z 

krwi i kości.

Mikkal wiedział, że nie powinien tak mocno tulić tej drobnej istoty, ale nie był w stanie 

wypuścić jej z objęć.

Trzymał w ramionach Raiję! I niczego więcej nie pragnął.

Wydoroślała ta mała dziewczynka, która była dla niego jak młodsza siostra. Nadal co 

prawda reagowała bardzo żywiołowo, ale dzieckiem być przestała.

Mikkal przygarnął ją jeszcze mocniej...

Dziewczyna roześmiała się dźwięcznie i odchyliwszy się lekko do tyłu, popatrzyła mu 

w twarz. Jej brązowe oczy promieniały.

- Chyba cieszysz się, że mnie widzisz?

- Czy się cieszę? - powtórzył Mikkal i nie mogąc oprzeć się pokusie, pocałował krągły i 

miękki policzek dziewczyny, dokładnie taki jaki zapamiętał. - Tak, Mały Kruku, cieszę się 

ogromnie!

Puścił ją w końcu i usiedli wygodnie na wrzosach. Raija przysunęła się do niego, tak 

jakby pragnęła cały czas czuć jego bliskość. Uradowało go to bardziej, niż potrafiłby dać temu 

wyraz słowami. Zdawało mu się, że pierś nie pomieści ogromu uczuć, jakie wywołało w nim to 

spotkanie. Spojrzenie Raiji paliło mu twarz, sam zresztą także pożerał ją wzrokiem. Nareszcie 

mógł sobie na to pozwolić. Przed dwoma laty była jeszcze dzieckiem, jego młodszą siostrą, i 

wtedy nie miał odwagi okazać swoich uczuć.

Teraz wyglądała tak, jak widział ją w marzeniach przez długi czas rozstania. Nie, była 

piękniejsza niż wszystkie  obrazy podsuwane mu przez wyobraźnię!  Czuł,  jak w skroniach 

background image

pulsuje mu krew.

- Słyszałam, że jesteś  bardzo zajęty - rzuciła  Raija na pozór obojętnie,  ale Mikkal 

natychmiast wyczuł w jej głosie jakiś ostry ton i ze zdziwieniem uniósł brwi. - Nie udawaj 

niewiniątka   -   ciągnęła,   patrząc   w   bok.   -   Czy   Sigga   nadal   jest   taka   piękna?   Twoja   matka 

wspominała...

Nic nie mogła poradzić na to, że mówienie o tamtej dziewczynie sprawia jej ból. Ba, 

nawet myśleć o niej nie potrafiła bez ukłucia w sercu!

Mikkal w jednej chwili pojął wszystko. Czytał z twarzy Raiji jak z otwartej księgi, 

zresztą tak było od zawsze.

- Jesteś zazdrosna o Siggę, Mały Kruku - stwierdził i odruchowo odgarnął kosmyk 

opadający dziewczynie na czoło. Po chwili powtórzył drżącym głosem: - Jesteś zazdrosna.

- Dlaczego miałabym być zazdrosna o Siggę? - zapytała bezradnie, odwracając wzrok. - 

Mam przecież wszystko, czego pragnę. Zresztą ja także wychodzę za mąż.

Nabrawszy oddechu, popatrzyła Mikkalowi w twarz i dodała prowokacyjnie:

- Karl jest bardzo miły!

A więc jest już ktoś w jej życiu! pomyślał Mikkal z rozpaczą. Kiedy uświadomił sobie, 

że   inny  mężczyzna   będzie   miał   prawo   do   tego   wszystkiego,   z   czego   on  sam   musiał   zre-

zygnować, poczuł się straszliwie bezradny. Ów Karl dostanie to, czego on, Mikkal, pragnął w 

życiu najgoręcej, choć przecież wiedział, że to pragnienie nigdy się nie spełni.

- Sigga jest bardzo piękna - usłyszał własne słowa jakby wypowiedziane przez kogoś 

obcego.

Ale gdy napotkał wyzywające spojrzenie Raiji, roześmiał się nagle na cały głos. W 

takiej chwili jak ta nietrudno mu było zapomnieć o Karlu, a także o dziewczynie imieniem 

Sigga.

Ostrożnie położył ręce na ramionach Raiji i popatrzył w jej oczy, które przyciągały jak 

magnes. Nagle poczuł się lekki, jakby unosił się nad ziemią. Świat wokół przestał istnieć, prócz 

nich dwojga nie było już niczego i nikogo.

- Żadna nie dorównuje tobie, Raiju - wyznał stłumionym głosem, bo nagle zrozumiał, że 

musi jej powiedzieć prawdę.

Cisza, jaka między nimi zaległa, zdawała się niemal namacalna. Dziewczyna długo nie 

odrywała od Mikkala swych ciemnych oczu, a potem odsunęła na bok chustę. Zobaczył wtedy 

srebrną broszkę, którą podarował jej na pożegnanie.

Wciąż nosiła broszkę od niego, chociaż miała poślubić innego mężczyznę!

Potem spuściła oczy i wyszeptała ledwie słyszalne słowa, tak ciche jak lekki podmuch 

background image

wiatru:

- Tak, jestem zazdrosna o Siggę, Mikkalu! Gdy Mikkal zrozumiał sens tego wyznania, 

jego śniada twarz rozjaśniła się niepojętą radością.

-   Mały   Kruku!   -   wyszeptał   i   podniósłszy   drżącą   dłoń,   pogładził   leciutko   policzek 

dziewczyny, zachwycony delikatnością jej skóry.

Kiedyś była jego małą przybraną siostrą i obdarzała go czystą dziecięcą miłością. Teraz 

mogła mu ofiarować inną miłość. Nie mógł jej jednak prosić o to, czego najbardziej pragnął, bo 

popełniłby niegodziwość względem niej i względem nieznajomego mężczyzny o imieniu Karl, 

którego miała poślubić.

- Kochasz Siggę? - wyszeptała Raija ze ściśniętym sercem.

- Nie, Mały Kruku! - odpowiedział ze smutkiem. Nie potrafił skłamać, nie przed Raiją. 

Potem przełknął kilkakrotnie ślinę, ale i tak pytanie ledwo przeszło mu przez gardło. - A ty? 

Czy naprawdę jesteś szczęśliwa, czy tylko przede mną udajesz? Kochasz go?

Raija pogładziła Mikkala po ramieniu i uścisnęła leciutko jego dłoń, muskającą jej 

szyję.

Mikkal domyślał się odpowiedzi, ale zapragnął usłyszeć ją z ust dziewczyny.

- Czy mogłabym pokochać innego? - spytała żałośnie, a kiedy podniosła ku niemu 

twarz, dostrzegł, ile jest w niej rozpaczliwej tęsknoty. - Nic na to nie poradzę, Mikkalu. Nie 

istnieje mężczyzna podobny do ciebie...

Nagle  Mikkala   przestało  obchodzić,   że być może  komuś   wyrządza  krzywdę.  Świat 

znajdował się gdzieś daleko, tu zaś byli tylko oni i nic poza tym...

Wolną ręką objął Raiję. Zdumiał się, jak bardzo jest szczupła, niemal tak samo jak 

wtedy, kiedy była małą rozdokazywaną dziewczynką o rumianych policzkach.

- Myślałaś o mnie, Mały Kruku? - zapytał.

- Nieustannie. Mikkal uśmiechnął się uradowany i zanurzywszy twarz w jej włosach, 

chłonął ich woń. Pachniały lasem, świeżym powietrzem, morzem, kobietą. Pachniały Raiją.

Najdelikatniej jak potrafił pieścił wargami jej krągły policzek. Dotyk jego ust wprawiał 

Raiję w drżenie. Całował jej czoło, włosy, powieki... Był czuły i delikatny, powściągał trawiącą 

go namiętność, by nie zrazić do siebie dziewczyny.

Teraz pragnął jedynie okazać jej całą miłość, miłość, którą gromadził dla niej.

Powinien był jednak się domyślić, że Raiji to nie wystarczy. Dziewczyna czuła bowiem, 

że   jest   gotowa   ofiarować   mu   nieskończenie   więcej   niż   to,   o   co   on   ośmieli   się   poprosić. 

Wiedziała też, że takie spotkanie może się już nie powtórzyć.

Podniosła powieki i patrzyła w milczeniu na Mikkala, a jej usta drżały.

background image

- Pocałuj mnie! - poprosiła. - Pokaż, ile naprawdę dla ciebie znaczę!

Miodowe   oczy   Mikkala   rozbłysły   i   Raija   pośpiesznie   spuściła   wzrok,   zawstydzona 

nagle swą śmiałością. Co on sobie o mnie pomyśli? przeraziła się w duchu. A jeśli mnie źle 

zrozumie?

Ale Mikkal zbyt dobrze znał Raiję, by ją niewłaściwie zrozumieć, a szczerość jej słów 

wzruszyła go i uradowała zarazem. Kochał Raiję taką, jaka była, i nie chciał, by zachowywała 

się inaczej. Ujął jej twarz mocnymi dłońmi. Któż mógłby przypuszczać, że są tak czułe i 

delikatne? pomyślała dziewczyna.

Przez długą chwilę w milczeniu patrzyli sobie prosto w oczy, potem Mikkal pochylił się 

i zamknął usta ukochanej pocałunkiem, w którym wyraził całą swą tęsknotę i nadzieję. Jej 

wargi były takie miękkie i gorące, kiedy całował je, zrazu lekko, a potem coraz gwałtowniej. 

Wiedział, że Raija tego pragnie, że do niczego jej nie zmusza.

- Zawsze kochałem tylko ciebie, Mały Kruku - wyznał wzruszony, gdy wreszcie ich usta 

się rozdzieliły. - Tylko ciebie pragnąłem! Ale ty byłaś wtedy jeszcze taka mała...

- Teraz nie jestem już dzieckiem! - odrzekła drżącym głosem.

- Nie kuś mnie, bo możesz przebrać miarę! - rzucił ostrzegawczo Mikkal.

- Nie jestem też podlotkiem, nawet jeśli tak myślisz uśmiechnęła się lekko, przytulając 

miękki policzek do jego twarzy.

Mikkal   objął   ją   mocniej.   Teraz   żadna   już   siła   na   tym   świecie   nie   zdołałaby   ich 

rozdzielić.

-   Wiesz,   mam   przyjaciela,   z   którym   mogę   rozmawiać   o   wszystkim   -   szepnęła 

Mikkalowi do ucha, łaskocząc go swym oddechem.

Po co ona mu to mówi! On wcale nie chce słuchać o jej przyjaciołach! Świadomość, że 

ma kogoś tak bliskiego, wywołała w nim odruch niechęci. Nie chciał się dzielić swym Małym 

Krukiem z nikim, a już szczególnie w tej niezwykłej chwili.

- Jest przy mnie zawsze, kiedy pragnę się komuś wyżalić, i zawsze mnie rozumie. To 

prawdziwy przyjaciel.

- Któż to taki? - spytał, nie panując dłużej nad zazdrością.

- Ty, Mikkalu!

- Nie pojmuję!

Raija delikatnie zakryła mu usta palcem, a jej oczy roziskrzyły się radością.

- Pamiętasz Elle?

- Jakże by nie! - uśmiechnął się i leciutko ugryzł ją w palec.

- Mówiła o wiernym przyjacielu, pamiętasz?

background image

Mikkal pokiwał głową. Przypominał sobie tamten pożegnalny wieczór w jurcie Elle, nie 

sądził jednak, że Raija tak bardzo przejęła się wróżbą jego starej ciotki. On sam nigdy nie 

przywiązywał zbytniej wagi do jej słów. Nie wierzył w ponadnaturalne zdolności Elle.

-   To   ty   jesteś   moim  przyjacielem,   Mikkalu!   -   oznajmiła   Raija   uroczyście.   -   Kiedy 

potrzebowałam bliskości drugiego człowieka, wyobrażałam sobie, że jesteś przy mnie, i po 

prostu rozmawiałam z tobą.

Z piersi Mikkala wyrwało się westchnienie ulgi. Ach, ta Raija i jej fantazje! pomyślał, a 

na głos rzekł:

- Naprawdę przestraszyłaś mnie, dziewczyno!

- Nie musisz się niczego bać, Mikkalu! Nikt nie znaczy dla mnie tyle co ty! Nikt nie 

zdoła obudzić we mnie podobnych uczuć. Jestem tego pewna! Zresztą ty sam także o tym 

wiesz.

- Czy wiem? - wyszeptał tuż przy jej twarzy.

W odpowiedzi pogładziła Mikkala, a bijące od niego ciepło sprawiło, że przez jej ciało 

przepływały gorące prądy. Kiedy dotknęła jego karku, wyczula cienki rzemyk. Na jej twarzy 

odmalowało   się   zdziwienie.   Z  niedowierzaniem   wyjęła   ukryty  pod  koszulą   mały  skórzany 

mieszek, ten sam, który niegdyś zawiesiła ukochanemu na szyi.

Mikkal   zamknął   w   swej   cieplej   dłoni  drobną   rękę   Raiji,   zaciśniętą   na  woreczku,   i 

odezwał się miękkim głosem:

- Odkąd mi go podarowałaś, nie zdjąłem go ani razu.

- Czy już wtedy tak wiele dla ciebie znaczyłam? - rzuciła spontanicznie i zaraz spuściła 

wzrok, nie mając odwagi spojrzeć na Mikkala.

Chłopak roześmiał się.

- Już wówczas byłaś dla mnie wszystkim. Uważasz, że to dziwne?

Nie   odpowiedziała,   oszołomiona,   nie   śmiała   nawet   myśleć.   Przecież   to   szaleństwo, 

szaleństwo! Trudno uwierzyć w słowa Mikkala, ale przecież nigdy jej nie okłamał!

Dopiero teraz zrozumiała, dlaczego wówczas podarował jej srebrną broszkę. Ozdobę 

przeznaczoną dla narzeczonej...

To, o czym nawet nie śmiała marzyć, stało się rzeczywistością. Tylko na jak długo?

Jego silne dłonie, ciepłe i szorstkie, pogładziły ją po szyi, potem dotknęły na moment 

broszki i znieruchomiały na jej piersi. Raija słyszała, że Mikkal dyszy ciężko, ręce drżały mu z 

podniecenia. W jego twarzy dostrzegła dziwny grymas, lęk zmagał się z pożądaniem.

- Raiju,  nie chcę ci  zrobić  nic złego!  - powiedział,  a jego  miodowe oczy płonęły, 

błagając ją o to, by go powstrzymała, by położyła kres temu, w co nieuchronnie brnęli.

background image

Mikkal się bal. Ale nie chciał też odepchnąć Raiji, pragnął jej i zarazem lękał się, że ją 

zrani.

Ten jeden jedyny raz! powtarzał sobie.

Los zadecydował, że na nic więcej nie mogli mieć nadziei.

Raiji wydawało się, że płynie w powietrzu. Nogi uginały się pod nią, kolana drżały. 

Nigdy by nie przypuszczała, że Mikkal, ten silny i twardy jak stal Mikkal, potrafi być taki 

czuły. Miły, owszem, ale nie taki czuły...

Raija   przestała   kierować   własną   wolą,   straciła   kontrolę   nad   ciałem.   Pożądała   tego 

cudownego mężczyzny, przyjaciela z marzeń, brata z przeszłości. Zaraził ją swą tęsknotą, swą 

namiętnością.

Wiedziała, że Mikkal stara się opanować, że nie chce jej do niczego zmuszać. Nie 

myślał teraz o sobie, przeciwnie, wszystko, co czynił, świadczyło o jego bezgranicznej czułości 

i oddaniu.

- Nie możesz mnie skrzywdzić - powiedziała, ale niemal w tej samej chwili zarzuciła 

mu ręce na szyję i pociągnęła za sobą na miękkie poszycie, w pełni świadoma tego, co robi. - 

Pragnę ciebie, Mikkalu!

Nagle opuścił go wszelki rozsądek. Jego usta drżały lekko, gdy patrzył na tę kruchą 

dziewczynę, delikatną jak mały górski kwiat i chyba równie silną i wytrzymałą.

Och, jak dygotały mu ręce!

Raija posłała mu pełen wyrozumiałości uśmiech. Odpięła broszkę i przyczepiła ją do 

chusty, żeby się nie zawieruszyła.

Wsunął dłonie pod jej bluzkę. Skóra Raiji płonęła, miękka i gładka jak jedwab.

Dziewczyna przymknęła oczy, a na jej twarzy odmalowała się niemal ekstaza.

Mikkal   z   trudem   przełykał   ślinę,   w   gardle   miał   zupełnie   sucho.   Pieścił   piersi 

dziewczyny, zadając sobie pytanie, czy zostały stworzone właśnie dla jego rąk. Wierzył, że tak 

było w istocie. Błądził ustami po jej twarzy, całował policzek, a potem delikatnie ugryzł ją w 

ucho.   Raija   zmienionym   głosem   wyszeptała   jego   imię,   a   jej   zręczne,   niecierpliwe   dłonie 

wyciągały koszulę ze spodni chłopaka.

Uśmiechnął   się   ledwie   dostrzegalnie.   Raija   nie   była   taka   nieśmiała,   by   oddać   mu 

inicjatywę.

Poczuł, że skóra pali go pod dotykiem jej rąk.

- Raiju moja! - szepnął dziewczynie wprost do ucha i przywarł do niej jeszcze mocniej. - 

Mały Kruku, kocham cię!

- Mikkal! - niemal załkała, składając na jego szyi wilgotne pocałunki. - Ja też cię 

background image

kocham!

Nigdy dotąd Raija nie była tak świadoma swego ciała i nigdy jeszcze tak bardzo jej nie 

zależało na tym, by się komuś podobać. Dla niego, dla Mikkala, chciała być wszystkim.

-   Mały   Kruku,   to   szaleństwo!   -   Starał   się   zachować   resztki   rozsądku,   ale   dłonie 

wędrowały nieprzerwanie po szczupłych biodrach dziewczyny.

- Nie! - usłyszał nagle cichy krzyk. Niemal z ulgą cofnął ręce, zaraz jednak zobaczył jej 

oczy płonące błagalnie pod gęstymi rzęsami. Potrząsnęła głową i pogłaskała go po nagich 

plecach. Czy ona w ogóle wie, co robi? Jak to na niego działa?

- Tak się musiało stać - rzekła, a gdy on wciąż się wahał, rzuciła zdecydowanie: - 

Mówisz, że mnie kochasz, Mikkalu! Niech więc to nie będą tylko słowa! Dowiedź swoich 

uczuć!

- Sama nie wiesz, o co prosisz - wyszeptał niemal z rozpaczą, ale i on przestał walczyć 

ze sobą. Ta dziewczyna przyciągała go z magiczną wprost siłą. Wsunął dłonie pod spódnicę 

Raiji   i   rozpoczął   wędrówkę   po   jej   ciele.   Każda   linia,   każda   krągłość   miała   w   sobie   coś 

zmysłowego.

Nie próbował już dłużej panować nad swym pożądaniem. Ich usta połączyły się w 

niecierpliwym pocałunku. Mikkal czuł ukochaną każdą najmniejszą cząstką swego ciała. Krew 

pulsowała mu w żyłach, a serce tłukło mocno.

Oszołomiony obserwował, jak dziewczyna przemienia się w młodą kobietę, gorącą i 

namiętną. Nie cofnęła się, gdy pieszczoty stały się bardziej intymne.

Pragnęła zbadać każdy zakątek jego ciała z taką samą pasją, z jaką on poznawał jej 

tajemnice.   Kiedy   nieporadnie   próbował   zdjąć   z   niej   ubranie,   odsunęła   go   na   bok   i   z 

szelmowskim uśmieszkiem na ustach zaczęła się rozbierać. Uwolniła się z bluzki i spódnicy i 

stanęła przed nim naga.

- Jesteś piękna, Mały Kruku! - jęknął zduszonym głosem. - Jakaż ty jesteś piękna!

Potem i on zrzucił z siebie ubranie. Zapewne był pierwszym mężczyzną, którego Raija 

widziała nago. Czul na sobie spojrzenie ciemnych oczu ukochanej i nie mogąc tego dłużej 

znieść, przyciągnął ją mocno do siebie.

- Raiju - wyszeptał po chwili. - Dla ciebie gotów jestem umrzeć.

- Cii! - powstrzymała go i uszczęśliwiona zamknęła mu usta pocałunkiem. Drobne 

dłonie, choć niedoświadczone, pieściły jego ciało coraz śmielej, doprowadzając go niemal do 

szaleństwa. Teraz Raija wiedziała tylko jedno: tęsknota, którą w niej obudził, musi znaleźć 

ujście.

Mikkal   studził   swe   myśli,   przywołując   obrazy   szemrzących   lodowatych   strumieni. 

background image

Chciał  jak najdłużej  napawać się dotykiem gładkiej  gorącej  skóry,  każdym swym nerwem 

odczuwać cudowne ciało ukochanej.

Obsypywał   ją   pieszczotami,   a   ona   drażniła   jego   skórę.   Wciąż   jeszcze   starał   się 

opanować, ale oczy Raiji prosiły, by ofiarował jej to, o czym do tej pory ledwie ważyła się ma-

rzyć. W tej wyjątkowej chwili, jaką zesłał im los, pragnęła zaznać pełni szczęścia. Wszedł w nią 

delikatnie, był czuły i ostrożny, ale i tak twarz Raiji wykrzywiła się w bólu, a do oczu napłynęły 

łzy.

Mikkal scałował słone krople i pieścił jej ciało, tak by i ona mogła rozkoszować się 

miłosnym zbliżeniem. Nie spieszył się, pragnął ją rozpalić, było to dla niego ważniejsze niż 

szybkie zaspokojenie własnej żądzy.

Raija zrozumiała, czym jest miłość, nareszcie zrozumiała, co znaczy kochać ciałem i 

duszą. Bo tak właśnie kochała Mikkala.

Poddała się rytmowi i otworzyła Mikkalowi drogę do gwałtownego spełnienia.

Kiedy   podniósł   powieki,   wdzięczny   i   zawstydzony,   napotkał   spojrzenie   ukochanej. 

Raija wytarła mu spocone czoło, a on, pochwyciwszy jej dłoń, złożył w jej wnętrzu gorący 

pocałunek.

- Przepraszam - wyszeptał. - Płakałaś przeze mnie.

- To naprawdę nieważne. Już myślałam, że żałujesz tego, co się stało. Byłeś taki dobry, 

Mikkalu!

Dotknął jej biodra i przesuwał dłoń, jakby starał się zapamiętać linie jej ciała. Raija 

uśmiechała się do niego, teraz już śmiało patrzyła mu w oczy.

-   Niewiele   o   tym   wiem,   ale   słyszałam,   że   ten   pierwszy   raz   bywa   trudny.   Ale...   - 

wstrzymała oddech - ty uczyniłeś to cudownie. I tak bardzo chciałam, żebyś to był właśnie ty! 

Po prostu musiałeś być pierwszym mężczyzną w moim życiu.

Jej słowa napełniły go niewysłowionym szczęściem. Czuł, że właściwie nie żył, póki jej 

nie spotkał, a już szczególnie podczas ostatnich lat rozłąki. Choć fizycznie istniał, tak naprawdę 

był martwy.

Teraz, kiedy w jego życiu znów pojawiła się Raija, cała rzeczywistość jawiła mu się w 

całkiem nowym świetle. Raija, która tak naprawdę nigdy go nie opuściła... Obserwował ją 

zmrużonymi oczami, kiedy przez głowę nakładała bluzkę i zapinała spódnicę.

- Masz zamiar tak leżeć i marznąć? Czyżbyś chciał umrzeć dla mnie? - zapytała ze 

śmiechem.

Dopiero teraz poczuł, że drży z zimna. Chłodny wieczorny wiatr owiał jego spocone 

ciało, które pokryło się gęsią skórką.

background image

Już ubrany uklęknął przed dziewczyną, która podała mu broszkę.

Mikkalowi wydawało się, że wypełnia jakiś święty obrzęd, kiedy przypinał srebrną 

ozdobę do bluzki Raiji. To był dowód uczuć, jakie do siebie wzajemnie żywili.

Pocałowali się delikatnie, a Mikkal niemal utonął spojrzeniem w głębokich jak czarne 

stawy oczach Raiji. Chyba nigdy w życiu nie zdołam dotrzeć do samego dna tych oczu, nigdy 

nie poznam jej tak naprawdę, pomyślał zasmucony. Zaraz jednak uświadomił sobie, że na 

pewno nie uda się to także nikomu innemu...

Raija   oparła   się   plecami   o   pień   brzozy,   a   Mikkal   położył   głowę   na   ramieniu 

dziewczyny. Okryli się grubą chustą. Mikkal po raz pierwszy w swym życiu poczuł się w pełni 

szczęśliwy.

- To chyba niczego nie zmieni, prawda? - usłyszał zdławiony głos Raiji. Właściwie to 

nie  było pytanie,  raczej  stwierdzenie.  Raija  znała odpowiedź  równie  dobrze  jak Mikkal.   - 

Wrócisz do Siggi, a ja zostanę żoną Karla.

Mikkal zacisnął szczęki. Bolało go, że o tym mówi, ale równocześnie miał świadomość, 

że między nimi nic nie może zostać niedopowiedziane.

- Tak musi być, Mały Kruku. Wiesz, co do ciebie czuję, i tak będzie zawsze. A ja wiem, 

co ty czujesz do mnie. Ale masz rację, to niczego nie zmienia.

- Nigdy nie będziesz kochał Siggi tak jak mnie - rzekła Raija z determinacją.

Mikkal popatrzył w twarz ukochanej.

-  Wiesz   przecież  -   rzekł  łagodnie.   -  A  twój   Karl  nie  dostanie   takiej   Raiji,   jaką  ja 

pokochałem. Nigdy nie dotrze do twego serca...

- Elle wywróżyła mi wielu mężczyzn... - mruknęła Raija, zasłuchana w wieczorną ciszę.

- Mówiła, że wielu mężczyzn będzie cię kochać - poprawił ją. - To i ja mógłbym ci 

przepowiedzieć, Mały Kruku, choć nie jestem jasnowidzem.

- A mnie się zdaje, że twoja ciotka mówiła prawdę - przerwała mu gniewnie Raija, ale 

złagodniała   zaraz   pod   spojrzeniem   Mikkala.   On   jeden   potrafił   okiełznać   gwałtowność 

dziewczyny, z którą nikt inny nie potrafił sobie poradzić.

- Na twoim miejscu nie przywiązywałbym do tych słów zbytniej wagi.

Mikkal starał się myśleć trzeźwo, chociaż i on zastanawiał się nad przepowiednią, którą 

Elle   ofiarowała  Raiji   na pożegnanie  przed dwoma  laty.  Choć  teraz  nie  chciał   się  do  tego 

przyznać, dobrze zapamięta! każde wypowiedziane przez starą kobietę słowo.

- Elle nie powiedziała, że nigdy nie będę szczęśliwa! - W głosie Raiji pobrzmiewała 

nadzieja. Mikkal rozumiał, co chce przez to wyrazić. Nazbyt często jego własne myśli wę-

drowały w tym samym kierunku. - Mówiła tylko, że będę musiała 'walczyć o szczęście...

background image

- No cóż, i tak oboje musimy zrobić to, czego od nas oczekują! Kto wie, może nasza 

wzajemna miłość jest zbyt silna? Sigga mnie kocha, byłoby lepiej, gdyby tak nie było. Jestem 

pewien, że twój Karl także cię ubóstwia...

- Ale ja pragnę tylko ciebie, Mikkalu!

- Myślisz, że ze mną jest inaczej? Sądzisz, że łatwo mi rozstać się z tobą, kobietą, którą 

wielbię ponad wszystko?

- Nie powinniśmy byli nigdy się spotkać... Zesztywniał w jej objęciach, a potem odsunął 

się gwałtownie.

- Chyba tak nie myślisz - rzekł, zaciskając dłonie na jej ramionach. - Nie wolno ci, 

Raiju! Serce mi pęka, gdy pomyślę o rozstaniu, a jednak wolę to, niż gdybym miał cię nigdy nie 

spotkać. Już samo twoje istnienie nadaje sens mojemu życiu. Być może żadne z nas nie zazna 

nigdy pełni szczęścia, ale przecież możemy uczynić szczęśliwymi dwoje innych ludzi. To także 

jest ważne, najdroższa!

- Nie jestem taka szlachetna jak ty, Mikkalu. Do diabła z innymi! - wybuchnęła. - Ty 

jesteś moim życiem!

Mikkal nie mógł się nie uśmiechnąć.

- Rozumiem cię, Raiju. Los nie obszedł się z tobą zbyt łaskawie. A jednak dobrze wiesz, 

że żadne z nas nie może odmienić tego, co nam przeznaczone...

- Jesteś taki strasznie rozsądny - westchnęła, wtulając twarz w jego pierś. - I tego akurat 

w tobie nie lubię. Ale pewnie masz rację... - dodała zrezygnowana. - Zgadzam się z tobą, ja 

także bym żałowała, gdybyśmy się nie spotkali. Znasz mnie zbyt dobrze, Mikkalu! Znasz mnie 

lepiej, niż ja znam samą siebie.

Uśmiechnął się z dumą. Prawdziwej Raiji nie pozna żaden inny mężczyzna. Ona należy 

do niego. Tylko on wie, co tkwi w jej sercu. Wszystko jedno, co im się przydarzy, ścieżki ich 

losu i tak nierozerwalnie się ze sobą splotły. I nikt tego nie zmieni.

- Opowiedz mi o swoim życiu tutaj, Raiju! Zaczęła mówić. Wyjawiła wszystkie myśli, 

które dusiła w sobie przez minione dwa lata. Przyniosło jej to wielką ulgę. Opowiedziała o 

ciężkiej pracy, o tym, jak brakowało jej zwykłej życzliwości i ludzkiego ciepła. Wyznała, że 

niewiele ją obchodzą mieszkańcy wioski, i nie kryła, że niechęć jest obopólna. Opowiedziała o 

swych rozczarowaniach i upokorzeniach. O tym, jak starała się, by ją zaakceptowano, ale jak 

bez   przerwy,   raz   za   razem,   odrzucano   ją.   Mówiła   o   ludziach,   którzy   ją   odepchnęli,   gdy 

ofiarowała im swe zaufanie. Raija odgrodziła się od nich murem i tak samo jak oni jej, tak i ona 

ich nie dopuszczała do swego świata.

Zapewniała, że się tym nie przejmuje, ale Mikkal wyczuł, że nie mówi wszystkiego, 

background image

duma nie pozwala jej wyznać prawdy.

Wreszcie beznamiętnym głosem, tak jakby mówiła o kimś obcym, Raija opowiedziała, 

że Isak usiłował ją zgwałcić.

Mikkal zacisnął pięści w bezsilnej wściekłości.

- I co uczynił twój Karl?

- Jak to: co uczynił? - zapytała, nie pojmując, o co mu chodzi.

- N o , rozprawił się z tym Isakiem?

- Nie.

- Nie? - Mikkal potrząsnął czarną jak smoła grzywką i popatrzył na dziewczynę z 

niedowierzaniem. - Chyba mi nie powiesz, że puścił to płazem? Co z niego za mężczyzna? Ja 

bym zabił tego nędznika gołymi rękami! Zabiję go!

- Nie, Mikkalu! Nikogo nie będziesz zabijał! Nie rozumiesz, że on nie jest tego wart? 

Nie chcę, żeby twoje ręce splamiły się jego krwią.

Mikkal powoli opanowywał wzburzenie, ale ciągle nie mógł dojść do siebie po tym, co 

usłyszał.

- Odejdziesz stąd, Mikkalu, do Siggi - rzekła Raija po chwili milczenia. - Pobierzecie się 

i będziecie żyć w tundrze. Dochowacie się wielu czarnowłosych dzieci... o miodowych oczach.

- Nic nie mów! Raija udawała, że nie słyszy jego słów, i ciągnęła dalej:

- ... a ja zostanę żoną rybaka. Urodzę Karlowi jasnowłosych synów o błękitnych oczach. 

Będę dobrą żoną. Ale od czasu do czasu spojrzę w niebo i pomyślę, że to samo niebo znajduje 

się nad twoją głową. I być może w zimową noc popatrzymy na tę samą gwiazdę.

- Nie mów o tym, Raiju! - błagał zduszonym głosem.

- Oboje będziemy zadowoleni, ja z życia z Karlem, a ty z Siggą. Może kiedyś się 

spotkamy,   zobaczymy,   jak  czas   się   z   nami  obszedł.   Policzymy   zmarszczki,   poszukamy  w 

swych oczach śladów cierpienia i pozwolimy sobie na niewinny pocałunek. Będziesz mówił do 

mnie „kochana siostrzyczko”, a ja nazywać cię będę „kochanym starszym bratem”.

- Czy słyszałaś kiedyś baśń o stallo, który zmusił lapońską dziewczynę, by poślubiła 

jego syna? - spytał nieoczekiwanie.

- Twój ojciec nigdy nie opowiadał mi o sobie - odpowiedziała ostro.

Mikkal uśmiechnął się.

- Może nie wyraziłaś się o nim szczególnie miło, ale chyba sobie na to zasłużył.

-   Co   się   stało   z   tą   dziewczyną?   -   zapytała   Raija,   choć   właściwie   nic   jej   to   nie 

obchodziło. Kiedyś uwielbiała lapońskie legendy i często błagała Ravnę, by jej opowiedziała 

którąś z nich. Teraz jednak nie miała czasu na baśnie, w głowie roiło się jej od własnych myśli.

background image

- Dziewczyna sobie poradziła...

- Zapewne była taka brzydka, że syn stallo jej nie chciał i musiano ją odprawić.

Mikkal uśmiechnął się lekko.

- To mało oryginalne zakończenie. Gdzie się podziała twoja fantazja, Mały Kruku? Nie, 

dziewczyna była piękna, czy gdyby było inaczej, stallo chciałby ją na synową? N o , może nie 

była aż tak urodziwa jak ty, ale podobnie jak ty była osobą rozumną. Udawała, że pogodziła się 

ze swym losem. Syn stallo nie był radością dla oczu ani też nie grzeszył rozumem. Ale pobrali 

się i odbywała się uczta weselna. Młoda para miała przynieść z pieca kociołek z mięsnym 

wywarem. Wówczas Laponka przechytrzyła wszystkich. Podniosła kociołek ze swej strony 

trochę wyżej, niż to uczynił syn stallo, i gorący wywar wylał się na niego. Niewiele pozostało z 

jego męskich atrybutów po tej przygodzie...

- Radzisz mi, bym wylała obiad weselny na kolana Karla? Wątpię, czy to się uda.

Pociągnął ją za włosy.

- Chcę tylko powiedzieć, że sobie poradzisz tak samo jak ta Laponka. Ty także jesteś 

bystra i rozsądna. Poradzisz sobie, Raiju!

- A może ty byś wylał wywar z mięsa na kolana Siggi?

-   Nienawidzisz   jej?   Raija   nie   od   razu   odpowiedziała,   wpatrzona   w   chmurę 

przypominającą kształtem ptaka. Ale wiatr zaraz porwał obłok na strzępy.

- Nie - odrzekła po długiej chwili, która zdawała się trwać wieczność. - Wydaje mi się, 

że nie. Tylko że ona nie wiadomo dlaczego otrzyma to wszystko, czego ja pragnę. Sądzę, że 

zasłużyłam na ciebie, Mikkalu, bardziej niż Sigga. Ona nawet nie ma dość rozumu, by docenić, 

kto jej się dostanie.

- Sigga mnie potrzebuje - stwierdził Mikkal z powagą. - Ty mnie nie potrzebujesz tak 

bardzo jak ona, bo właściwie jesteś bardzo silna, mój ty biedny Mały Kruku. Masz w sobie 

niezwykły hart, a Sigga jest jak trzcina. Ona potrzebuje takiego męża jak ja.

- Za chwilę mi jeszcze wmówisz, że Karl nie może się obejść beze mnie? Taki jesteś 

mądry, na pewno i to wiesz?

- Ty to powiedziałaś, Raiju, i być może jest to prawda. Jestem pewien, że nie jest taki 

jak ja, bo gdyby ktoś cię skrzywdził, a ja miałbym prawo czuć się za ciebie odpowiedzialny, ów 

nędznik nie pożyłby długo, zapewniam cię!

Raija niechętnie przyznała mu rację. Karl był łagodny, miękki, pokieruje nim, jak tylko 

sama zechce. Mikkal zaś podobny jest do niej - uparty, dumny i silny.

-   Możemy   żyć   sami,   ty   i   ja,   dlatego   i   tej   sytuacji   sprostamy.   Na   pociechę   mamy 

świadomość, że tamtych dwoje nas kocha, będziemy więc kochani jakby podwójnie. Każde z 

background image

nas będzie miało kochającego małżonka. I choć nie odwzajemniamy w pełni ich uczuć, mamy 

wielką miłość, która nas łączy. Może nie zasłużyliśmy nawet na tak wiele miłości. Mamy 

siebie, choć nie będziemy żyć razem. Należymy do siebie, mimo że dzielą nas góry i doliny.

- Cudownie to brzmi - mruknęła Raija z przekąsem. - Nie jestem jednak pewna, czy 

równie cudowne okaże się i nasze życie.

- A jak sądzisz? - spytał się z uśmiechem. - Zdawało ci się, że życie to zabawa?

- Akurat takich pytań nie musisz mi zadawać, Mikkalu - rzekła urażona.

Mikkal w tej samej sekundzie pożałował swych słów, bo nie kto inny, ale właśnie Raija 

najboleśniej doświadczyła tego, czym może być życie.

- Wybacz mi! - poprosił, całując jej dłoń. Dziewczyna pochyliła się i przytuliła policzek 

do jego czarnych włosów.

- Wszystko jest takie trudne - westchnęła cicho. - Zdawało mi się kiedyś, że w Ruiji 

będzie niczym w baśni...

- A tymczasem życie różni się od marzeń - dokończył za nią.

Raija wyraziłaby to inaczej, ale nie odezwała się. I tak się rozstaną. Nic go nie zatrzyma, 

obojętnie, co powie czy uczyni. Mikkal należy do Siggi.

Mikkal milczał. Chłonął wszystkimi zmysłami otaczającą ich przyrodę, przekonany, że 

nawet za sto lat będzie pamiętał każdą sekundę tego niezwykłego wieczoru.

Rozżarzone słońce, które daremnie usiłowało wyjrzeć zza szczytów po drugiej stronie 

fiordu. Chmury przepływające po niebie, zmieniające co chwila kształty, to rozpadając się na 

małe obłoki, to łącząc się w większe. Zapragnął popatrzeć na nie oczami Raiji. Pamiętał, jak 

śledząc pierzaste obłoki, umiała w nich dojrzeć obrazy, których on nigdy by się nie domyślił.

Zrudziałe wrzosowisko w tundrze mieniło się różnobarwnymi owocami: czerwonymi 

borówkami,   czerwono   -   granatowymi   jagodami,   czarną   bażyną.  Zieleń  zaczynała   z   wolna 

ustępować rudym i czerwonym barwom z jesiennej palety. Zbocza już lekko się zapłoniły, ale 

nie tylko ciężkie wieczorne słońce nadawało im ów czerwonozłoty odcień. Lato dobiegało 

końca.

Jakże   współgrało   to   z   jego   uczuciami!   Do   jego   serca   także   wkradała   się   jesień, 

zapowiadając długą, mroźną zimę.

Jakże go kusiło, by odwlec ten czas! W przyszłości będzie mógł tylko marzyć o tym, by 

leżeć   w   ramionach   Raiji   tak   jak   teraz.   Przez   resztę   życia   przyjdzie   mu   się   karmić 

wspomnieniem tych kilku zaledwie godzin. Pragnął je więc wydłużyć w nieskończoność. Tak 

bardzo nie chciał się rozstawać z Raiją, ale im dłużej zwlekał, tym trudniej było mu się z nią 

pożegnać. Wiedział, co oznacza rozłąka. Już raz to przeżył.

background image

- Mały Kruku! - szepnął, tchnąwszy miłość w każdą głoskę.

- Tak, Mikkalu! - odpowiedziała z lekkim drżeniem. A więc rozumiała. Wykradziony 

czas dobiegał końca.

- Pora się żegnać.

Mikkal wstał i podał Raiji rękę, by jej pomóc się podnieść. W naturalnym odruchu objął 

ją wpół. Raija przytuliła się mocno i z płaczem ukryła twarz w jego koszuli. Mikkal czuł na 

piersiach jej łzy. Cokolwiek by rzekł, nic nie mogło ukoić jej bólu.

W   milczeniu   trzymał   ją   w   ramionach.   Przypomniał   sobie   Tornedalen   i   małą 

dziewczynkę pozostawioną przez ojca późną zimą w wietrzny dzień.

Wtedy potrafił ją pocieszyć, teraz jednak nie mógł ofiarować jej nic, co osuszyłoby jej 

łzy i rozpromieniło twarz cudownym uśmiechem.

Płacz ucichł. Raija podniosła zapuchnięte oczy.

Mikkal   poczuł,   jak   ściska   go   w   gardle.   Widział,   że   dziewczyna   stara   się   przybrać 

dziarską minę, a nawet usiłuje wykrzywić usta w uśmiechu. Ale jej brązowe oczy były głębokie 

jak studnie bez dna i śmiertelnie poważne.

- Chyba jestem głupia - chlipnęła, wycierając dłonią nos.

- Nie, Raiju. Ja także ledwie powstrzymuję się od łez. Nie chcę tylko, byś widziała, jak 

płaczę, Mały Kruku. Moje łzy należą do mroku nocy. Tobie chcę ofiarować wyłącznie uśmiech.

- Ale ja pragnęłabym dzielić z tobą nawet łzy.

Uśmiechnął się ze smutkiem, kładąc dłoń na jej policzku. Gładził palcami jej ucho, 

zawinął lok miękkich czarnych włosów.

Ale i on nie mógł znieść tego napięcia. Przycisnął Raiję mocniej do siebie, zapatrzony 

szeroko otwartymi oczami w niebo. Śniada twarz wyrażała cierpienie tak wielkie, że graniczyło 

z szaleństwem. Ciepło bijące od dziewczyny powoli przywróciło mu spokój. Zwolnił uścisk i ze 

spuszczoną głową chwycił Raiję za ramię. W milczeniu ruszyli w stronę ścieżki.

Doszli do zagajnika w pobliżu chaty Kristiny. Mikkal chciał odejść bez pożegnania. I 

bez tego było mu strasznie ciężko. Najchętniej udałby, że...

- Gdzie rozbiliście obóz? - spytała tylko po to, by odwlec moment rozstania.

Mikkal stał bardzo blisko Raiji, ale jej nie dotykał. Tłumaczył cicho, że zatrzymali się 

kilka kilometrów stąd w górę rzeki. Akurat teraz spora odległość nie miała dla niego żadnego 

znaczenia. Potrzebował czasu, by ochłonąć, by uspokoić i zebrać myśli. Na pewno nie pójdzie 

na skróty. Domyślając się, że Raija zaraz zasypie go kolejnymi pytaniami, powstrzymał ją, nim 

zdążyła otworzyć usta.

-   Rajiu   -   rzekł   i   sięgnął   po   gałąź,   by   nie   ulec   pokusie   i   nie   pochwycić   znowu 

background image

dziewczyny w ramiona. - Nie przeciągaj tego dłużej, Mały Kruku! Nie zniosę więcej! Nie mam 

czasu, wiesz o tym równie dobrze jak ja.

- Nie! - jęknęła, chwytając go wpół. Mikkal ścisnął gałąź, ale przecież i on był tylko 

człowiekiem. Przecież to w jego ramionach było miejsce Raiji...

Nie   miał   pojęcia,   jak   długo   tak   stali,   mocno   przytuleni.   Później   żadne   z   nich   nie 

potrafiło przypomnieć sobie, co wówczas mówili. Zresztą, jakież to miało znaczenie? Pragnęli 

przecież być jak najbliżej siebie, chcieli jeszcze wykraść choćby odrobinę czasu.

Jak dwoje tonących trzymali się nawzajem kurczowo, świadomi, że może dzieje się tak 

po raz ostatni, z uczuciem bowiem, jakie nosili w sercach, nie wolno im było się ujawniać.

Ich   usta   znów   się   złączyły   desperacko   w   ostatnim   pocałunku,   w   którym   zawarli 

wszystko: czułość, pożądanie, miłość.

Ale ziarenka piasku szybko przesypywały się w klepsydrze.

Duże,   szorstkie   dłonie   ujęły   delikatnie   twarz   dziewczyny.   W   wieczornym   mroku 

zalśniły miodowe oczy.

- Mały Kruku, zawsze będę cię kochał. I zawsze będę z tobą myślami. Nie opuszczę 

cię...

Leciutko, jak muśnięcie letniej bryzy, Raija pogładziła jego policzek, naznaczony przez 

wiatr, słońce i deszcz.

- Do zobaczenia, Mikkalu, mój ukochany! - wyszeptała, po czym odwróciła się na pięcie 

i uniósłszy spódnicę, pobiegła w stronę chaty. Włosy powiewały jej na wietrze. Nie obejrzała 

się ani razu, nawet gdy otworzyła drzwi, nie zerknęła przez ramię za siebie.

Mikkal podziwiał ją za to. Na zawsze zapamiętał ten obraz. Złamał gałązkę brzozy i w 

roztargnieniu   skubał   na   drobne   kawałki,   oddalając   się   ciężkim   krokiem.   Potrzebował 

samotności i ciszy, którą mogła mu dać tylko noc.

Raija   zamknęła   drzwi   i   wstrzymała   oddech.   Długą   chwilę   stała   nieruchomo, 

nasłuchując, czy czasem nie usłyszała jej Kristina. Ale zorientowawszy się, że nie, westchnęła z 

ulgą i przekradła się cichutko do swojego łóżka. Równie bezgłośnie się rozebrała i wsunęła pod 

narzutę z futra. Gdyby Kristina odkryła, że jej podopieczna gdzieś wychodziła, rozpętałaby się 

prawdziwa burza. A Raija wolała odłożyć tę kłótnię do następnego dnia. Do tej pory zdąży 

wymyślić jakąś przekonującą historyjkę, usprawiedliwiającą jej nieobecność. A może Kristina 

w ogóle nie zauważyła jej zniknięcia?

Mikkal...

Kiedy przymknęła powieki, widziała go zupełnie wyraźnie, zdawał się taki rzeczywisty. 

Zdawało jej się nawet, że słyszy jego oddech...

background image

Oddech!

Raija   poczuła,   jak   lodowata   dłoń   ściska   jej   serce.   Szczelniej   okrywszy   się   futrem, 

nabrała powietrza w płuca i nastawiła uszu.

Cisza.

Pełna najgorszych przeczuć z rosnącym lękiem wstała z łóżka, pośpiesznie narzuciła na 

siebie ubranie i boso, ściskając kurczowo rogi chusty, podeszła do łóżka Kristiny.

Zmusiła się, by stać cicho. Wsłuchała się raz jeszcze.

Niechętnie dotknęła twarzy opiekunki. Pomarszczona, wysuszona skóra była zupełnie 

zimna. Dla pewności Raija przyłożyła dłoń do ust leżącej.

Nic.

Raija wybiegła z chaty i zatrzymała się dopiero, gdy dom został daleko za nią.

Ciężko dysząc, oparła się o pień drzewa i przymknęła oczy. Nie myliła się. Kristina nie 

oddychała. Umarła.

background image

10

Ravna nie odzywała się, choć dobrze wiedziała, że Pehr posądza ją o to, iż w tajemnicy 

przed nim doprowadziła do spotkania syna z Raiją.

- Gdzie się, do diabła, podziewa ten chłopak? - warknął chyba po raz dziesiąty w ciągu 

ostatniej półgodziny, drapiąc się nerwowo po brodzie. - Jesteś pewna, że nie było go tam, dokąd 

poszłaś?

- Najzupełniej - odrzekła Ravna z naciskiem.

Pehr zachowywał się jak dziecko, uparcie unikał imienia Raiji, jakby się bał, że kryje w 

sobie jakąś magiczną formułę i wypowiedzenie go na głos sprowadzi na niego nieszczęście.

- Czy ten chłopak nie ma w sobie za grosz poczucia odpowiedzialności? - burknął, 

patrząc posępnie. - Załatwiłem mu najlepszy ożenek, lepszej panny nie znajdzie od wybrzeża po 

południowe krańce Laponii. Zamiast mi być wdzięczny... Ale to wina tej czarnowłosej diablicy!

- Którą przecież sam zabrałeś z jej rodzinnego domu - rzuciła Ravna.

Mężczyzna zmrużył oczy, które teraz przypominały dwie szparki w siatce zmarszczek, i 

pokiwał ze smutkiem głową:

-   Wystarczająco   często   tego   żałowałem,   Ravno.   Córka   Erkkiego   Alatalo   nigdy   nie 

powinna była przybyć do Ruiji! Ta dziewczyna sprowadza same nieszczęścia!

- Posłuchaj, ktoś biegnie! - przerwała mu Ravna, słysząc pośpieszne kroki. - Masz 

swojego syna, Pehr!

Mężczyzna wstał i z zaciśniętymi pięściami skierował się do wyjścia.

- Jeżeli był u tej małej wrony... Brzmienie jego głosu nie wróżyło dobrze Mikkalowi.

Raija, zalana łzami, biegła na oślep. Pędziła boso przed siebie, byle dalej od martwej 

Kristiny. Za nic w świecie nie spędzi nocy w jednej izbie z trupem!

Śmierć opiekunki wywołała w niej lawinę wyrzutów sumienia. Może gdyby została w 

chacie, nie stałoby się najgorsze. Ale przecież tak bardzo tęskniła za Mikkalem, tak bardzo 

pragnęła go zobaczyć...

A może Kristina umarła, kiedy ona i Mikkal... Nie! Raija nawet nie chciała o tym 

myśleć.

Biegła instynktownie przed siebie, nie zastanawiając się, dokąd niosą ją nogi. Nie czuła, 

że rani stopy i marznie w nocnym chłodzie. Jakiś wewnętrzny głos wytyczał jej drogę.

Zdyszana,   z   walącym   sercem   i   twarzą   spuchniętą   od   łez,   kierowała   się   wprost   do 

stojącej samotnie nad brzegiem rzeki jurty.

Z dymnika unosił się dym. Poruszyły się skóry osłaniające wejście do namiotu i w 

background image

otworze pojawiła się jakaś postać. Nie był to jednak szczupły młodzieniec o szerokim torsie, ale 

niewysoki, przygarbiony mężczyzna o sylwetce zdradzającej słabość do zawiesistych mięsnych 

zup.

Raija rzuciła się ku niemu wyczerpana i żeby nie upaść, chwyciła go za ramiona. Nigdy 

wcześniej z własnej woli nie szukała u niego wsparcia.

Pehr, który nie przypuszczał, że jeszcze kiedyś zobaczy Raiję Alatalo, przeżył głęboki 

wstrząs. Dziewczyna uczepiła się go blada, jakby goniło ją jakieś monstrum.

- A więc niepisane mi było raz na zawsze rozstać się z tobą - odezwał się z trudem.

Raija nie miała nawet dość sił, by mu odpowiedzieć.

Tymczasem Ravna wstała od paleniska i przecisnęła się do nich. Zatroskana objęła 

Raiję,   posyłając   mężowi   ostrzegawcze   spojrzenie.   Pehr   jednak,   udając,   że   tego   nie   widzi, 

wsunął kciuki za pas i zapytał nieprzyjaźnie:

- Może mi powiesz, gdzie się podziewa mój syn? Dziewczyna na chwilę podniosła 

wzrok.

- Mikkal? - zapytała zagubiona.

- O ile mi wiadomo, nie mam więcej synów - zagrzmiał Pehr, teraz już pewien, że 

młodzi się spotkali.

Raija milczała, nerwowo przełykając ślinę.

Pehr odwrócił się do niej plecami i zaklął pod nosem. Chyba z diabelską pomocą ta 

dziewucha wyrosła na taką piękność! Postanowił dołożyć wszelkich starań, by w przyszłości 

trzymać   syna   od   niej   z   daleka.   W   końcu   Mikkal   jest   tylko   mężczyzną,   a   Raija   stanowi 

śmiertelne zagrożenie dla każdego osobnika w spodniach. Pehr dostrzegł to od razu. Nawet z 

zapuchniętymi  od płaczu oczami  i  potarganymi  włosami  była  piękna.  Nie  powinien  nigdy 

zabierać jej z Tornedalen, niechby tam nawet zdechła z głodu!

- Kristina - wyszeptała wreszcie Raija tak cicho, że tylko Ravna ją zrozumiała.

- Co z nią? - zapytała Laponka, przeczuwając najgorsze. Zaraz też jej przypuszczenia się 

potwierdziły.

- Ona umarła, Ravno. Nie żyła, kiedy wróciłam...

- Nie byłaś przy niej? - wyrwało się Ravnie. Pehr, który bacznie przysłuchiwał się 

rozmowie, złapał Raiję za ramię i potrząsnął nią mocno.

- Gdzie byłaś, kiedy umierała twoja opiekunka? Raija nie odpowiedziała. Płakała, zdając 

się nie zauważać, jak brutalnie traktuje ją Pehr.

- Gdzie byłaś? - ryknął ponownie Lapończyk. Raija starała się mu wyrwać, ale był zbyt 

silny. Podczas szarpaniny zsunęła jej się z ramion chusta i wówczas na bluzce błysnęła broszka. 

background image

Pehr rozpoznał ją od razu.

Wyciągnął rękę i zerwał ozdobę. Głos drżał mu z gniewu, kiedy przyłożył Raiji broszkę 

niemal do samych oczu i zażądał, by wyjaśniła, skąd ją ma.

- On nie miał prawa pozwolić ci jej nosić! Podarował ci srebro po mojej matce, które 

powinno należeć do Siggi!

Ravna próbowała uspokoić męża, ale bezskutecznie. Pehr rzucił się na dziewczynę, 

która biernie znosiła jego gniew. Ani słowem nie zaprotestowała. Jej twarz nie zdradzała żad-

nych uczuć. Płakała tylko, wpatrzona gdzieś w pustkę, jakby nie dostrzegała nikogo wokół 

siebie.

Ravna bała się, że Pehr uderzy Raiję, jego nagromadzona przez lata złość łatwo mogła 

się przerodzić w agresję.

I nagle usłyszeli w mroku gniewny, zmieniony przez cierpienie głos:

- Ojcze, nie waż się tknąć Raiji! Po chwili Mikkal pojawił się przy dziewczynie. Jakby 

to było najbardziej oczywiste na świecie, objął opiekuńczo jej dygoczące ramiona, chroniąc 

przed furią ojca. Wyrwał mu broszkę i wcisnął ją w dłoń dziewczyny.

- Podarowałem jej tę broszkę i nikt nie ma prawa jej odebrać. - A potem znacznie 

łagodniej przemówił do Raiji: - Co się stało, Mały Kruku? Dlaczego płaczesz?

- Jej opiekunka nie żyje! Umarła, kiedy zabawiałeś się z tą wroną!

Pehr splunął w stronę syna.

W oczach Mikkala zalśniły błyskawice. Zacisnął usta i nic nie odpowiedział ojcu.

- Czy to prawda? - zapytał Raiję. Delikatnie głaskał ją po włosach i po plecach. - Czy to 

prawda, Mały Kruku?

Raija ukryła twarz na jego piersi i pokiwała głową. Mikkal westchnął ciężko i przytulił 

dziewczynę mocniej, jakby pragnął ochronić ją przed zimnym i bezwzględnym światem.

- Powinienem był pójść z tobą - mruknął, tuląc twarz do jej włosów.

- Ach, tak, więc byłeś razem z nią! - wykrzyknął triumfalnie Pehr.

- Tak, spotkałem się z nią. Ale resztę swoich brudnych myśli zatrzymaj dla siebie - rzeki 

lodowatym tonem Mikkal.

Pehr w y m a m r o t a ł coś pod nosem, ale nikt nie usłyszał jego słów.

- Nie wrócę tam - szlochała Raija. - Nie wrócę!

-   Oczywiście,   że   nie.   Zostaniesz   tutaj!   Mikkal   spojrzał   na   ojca   zdecydowanym 

wzrokiem.

- Nie ma mowy! - sprzeciwił się Pehr. - Co powiem Pawie? Że mój syn sypia z tym 

szatańskim pomiotem?

background image

- Raija jest moją młodszą siostrą! - Głos Mikkala był zimny jak polarna noc. - I nie 

opowiadaj o uwodzeniu, bo tej dziewczynie potrzebny jest teraz ktoś, kto ją rozumie.

- I to masz być ty? - zapytał z ironią Pehr. - Święta naiwności! Nie wiń mnie, jeśli Pawa 

zerwie wszystkie nasze umowy. Przecież ta dziewucha może zwrócić się o pomoc do innych. 

Ma wyjść za mąż! Nie może więc pójść do narzeczonego?

- Raija zostanie tutaj! - uciął Mikkal i pociągnął dziewczynę za sobą do jurty.

- Już ja was przypilnuję! Bo w twoje braterskie uczucia ani trochę nie wierzę! - wrzasnął 

Pehr i demonstracyjnie rozsiadł się obok syna i Raiji.

Siedział ponury jak chmura gradowa, śledząc każdy ruch młodych. Kiedy minęło kilka 

godzin nocy, a on ciągle nie zauważył niczego, co potwierdziłoby jego najgorsze podejrzenia, 

ogarnęły  go  wątpliwości.   Może  niesłusznie  ich   posądzał?  Może  Mikkal  wreszcie   odzyskał 

rozsądek i przeszła mu ta młodzieńcza namiętność?

Poza tym Pehrowi zachciało się spać. Był zmęczony. Wyprawa do Pawy, oświadczyny 

niepoprawnego syna, wszystko to dało mu się mocno we znaki.

Oczy go rozbolały od wpatrywania się w mrok, bo ogień w palenisku już ledwie się tlił. 

Z ukłuciem zazdrości pomyślał o Ravnie, która już dawno ułożyła się do snu. Co jakiś czas 

słyszał   szept   syna,   ale   nie  rozumiał   dokładnie   znaczenia   słów.   Wątpił   zresztą,   czy   to   coś 

ciekawego - pewnie jakieś bzdury! Mikkal w kółko powtarzał ów idiotyczny przydomek, jaki 

nadał tej diablicy zaraz na początku. „Mały Kruk”! Też mi coś, pomyślał Pehr z gniewem. 

Znacznie bardziej pasowałoby: „szatański pomiot”.

Ciche głosy stawały się coraz bardziej odległe, czyżby wreszcie umilkli?

Pehr, strażnik moralności, nic więcej nie słyszał. Zasnął wyczerpany.

- Teraz możesz już mówić - szepnął Mikkal Raiji do ucha. Pokręciła głową.

- Dobrze tak po prostu leżeć. Słowa przeszkadzają, prawda?

- A ja mógłbym z tobą nieustannie rozmawiać, chciałbym przytulać cię zawsze...

- Przytul mnie, Mikkalu! - Raija oparła głowę na ramieniu ukochanego i odetchnęła, 

wciągając w nozdrza jego zapach. Wystarczyło jej, że była blisko niego. Zbyt wiele wydarzyło 

się w ciągu ostatnich dni, w ciągu tego dnia...

Upokorzenie i największe szczęście szły w parze. Ta noc mogłaby być najpiękniejsza w 

życiu Raiji. Mogłaby zasypiać ze świadomością, że Mikkal nigdy nie obdarzy tak gorącym 

uczuciem innej kobiety.

Ale widocznie szczęście nie jest jej pisane, zaczynała już w tym dostrzegać pewną 

prawidłowość: ilekroć czuła się uszczęśliwiona, natychmiast życie boleśnie ją doświadczało. 

Nie, szczęście nie jest dla niej.

background image

- Nie obwiniaj się, Raiju! Mikkal delikatnie pocałował dziewczynę w czoło, kątem oka 

obserwując ojca. Nie warto ryzykować, że Pehr przyłapie ich na czymś zabronionym. Ojciec 

nienawidzi Raiji. Dla niego jest nikim - wychudzonym dzieciakiem, któremu kiedyś uratował 

życie.   Nie   spodziewał   się   wówczas,   że   właśnie   ta   przybłęda   w   przyszłości   zagrozi   jego 

misternie obmyślanym planom.

Już raz niemal obróciła je wniwecz, a teraz, kiedy Pehr prawie zdołał przeforsować 

swoją wolę, znowu się pojawiła. Piękniejsza jeszcze niż dawniej, ale równie niepokorna.

Raija, choć taka drobna i krucha, nie miała w sobie owej bezradności, która wzbudza 

uczucia opiekuńcze u większości mężczyzn. Zawsze dumnie wyprostowana, wzrok miała hardy 

i zuchwały. To jasne, że Pehr nie lubił takich kobiet, wprawiały go w zakłopotanie.

Mikkal   uśmiechnął  się   do  swych  myśli.   Może  był   jedynym  mężczyzną,   który  czuł 

potrzebę chronienia Raiji?

Bez trudu dostrzegał łagodność ukrytą w tej małej kobietce. Inni widzieli tylko twardą 

skorupę i odsuwali się od dziewczyny, przekonani, że sama sobie poradzi, pewni, że nie życzy 

sobie ich towarzystwa. Widzieli jej urodę, ale także siłę.

Dla   Mikkala   zaś   była   ciemnowłosą   pięknością   o   najcudowniejszych   oczach. 

Zagadkową,  spontaniczną,  pełną miłości i  nienawiści.  Zbyt  młodą na doświadczenia,   jakie 

zebrała.

Ta dziewczyna pojawiła się jak promyk słońca w jego życiu.

- Spróbuj zasnąć, maleńka!

- Co się teraz ze mną stanie, Mikkalu? Teraz nie mam nikogo...

- Masz mnie - zapewnił cicho, zdając sobie sprawę, że to nie jest odpowiedź na jej 

pytanie.

-   Ciebie?   -   pokręciła   głową,   a   smutek,   jaki   odmalował   się   na   jej   twarzy,   rozdarł 

Mikkalowi serce.

Westchnął. Raija miała rację. Co z tego, że obdarzył ją całą swą miłością, skoro i tak 

nigdy nie będzie należał do niej? Była sama.

- Tutaj przecież nie mogę zostać...

Raija nie myliła się. Pehr obudził się z takim właśnie przekonaniem, a umocnił się w 

nim jeszcze bardziej, kiedy ujrzał dwoje młodych pogrążonych w głębokim śnie, przytulonych 

jak para kochanków.

Odwrócił się w stronę Ravny, ale żony nie było w namiocie.

A więc wstała i go nie obudziła. Nie obudziła też syna i tej małej diablicy!

Ravna zawsze miała słabość do tej przeklętej dziewuchy! Rozgniewany Pehr zerwał się 

background image

i szarpnął gwałtownie Mikkala.

-   Wstawaj,   chłopcze,   w   imię   przyzwoitości!   Nie   będziemy   czekać,   aż   trup   zgnije, 

podczas gdy ty się oddajesz braterskim uczuciom!

Karl i Reijo wracali razem znad fiordu. Byli z Kristianem na rybach, ale udało im się 

przybić   do   brzegu   odrobinę   przed   nim.   Połów   nie   okazał   się   szczególnie   obfity.   Chłopcy 

wyręczyli Kristiana i nieśli ryby do domu.

- Zdaje się, że macie gości - odezwał się Reijo, zauważywszy grupę ludzi na podwórku 

EIvejordów.

Ojciec Karla, który dogonił młodzieńców, zmrużył oczy i zmarszczył brwi.

- Lapończycy - rzekł wyraźnie zdumiony. - Czego ci ludzie tutaj szukają? Nie zadaję się 

z takimi...

Przyspieszył kroku, a Karl i Reijo podążali tuż za nim. Niemal równocześnie zauważyli 

Raiję. Karl już miał się puścić ku niej biegiem, gdy nagle stanął jak przygwożdżony do ziemi.

Raija w ogóle na niego nie patrzyła. Włosy opadały jej niedbale na szczupłe ramiona, 

grzywka zasłaniała oczy, ale z wyrazu jej twarzy od razu odgadł, że coś się musiało stać.

A kim jest ten obcy, który trzyma ją w ramionach, który ją przytula z miną właściciela? 

Ten, ku któremu Raija tak ufnie się przechyliła, oparła mu głowę na piersiach? Ten, który, o 

zgrozo, obejmuje ją w pasie? Kto to jest?

Karl popatrzył na młodego mężczyznę z wyraźną pogardą. Nietrudno się było domyślić, 

że to Lapończyk. Był niewiele wyższy od Reijo, ale mocniej zbudowany. Karl uznał, że z 

pewnością nie udałoby mu się pokonać obcego w pojedynkę. Zamyślony pocierał dłonie o uda. 

Ten typek chyba sobie nie myśli, że tak po prostu zabierze mu Raiję?

- Cóż to sprowadza do nas takich gości? - zwrócił się Kristian do żony stojącej wśród 

nieznajomych.

Marta rzuciła mu ostrzegawcze spojrzenie.

- Kristina nie żyje - odpowiedziała. - A to są dawniejsi opiekunowie Raiji - dodała, 

wskazując na Pehra i Ravnę. Pehr podał rękę Kristianowi, wykrzywiając twarz w grymasie 

mało przypominającym uśmiech. Najwyraźniej czuł się nieswojo.

- Mój syn... - burknął i machnąwszy ręką, wskazał na Mikkala.

Karl od razu się odprężył, to wyjaśniało bowiem wszystko.

- Raija przybiegła do nas w nocy - tłumaczył Pehr niechętnie. - Powiedziała, że jej 

opiekunka nie żyje. Bała się z nią zostać sama. Pomyśleliśmy, że dziewczyna powinna trochę 

się przespać, umarłej i tak nic nie przywróciłoby życia.

- Dlaczego nie przybiegłaś do nas? - zapytał Karl. Dopiero na te słowa Raija podniosła 

background image

wzrok i pokręciła głową. Oczy miała zapuchnięte, twarz bladą.

- E, ci młodzi... - westchnął Pehr. - Z Raiją zawsze są kłopoty.

- Kristina nie może tam tak leżeć - przerwał mu Kristian, urywając komentarze na temat 

swej przyszłej synowej. Nie miał ochoty o tym dyskutować, szczególnie w obecności tylu 

świadków.

- Jest tak ciepło... - odezwała się Marta.

- Trzeba zbić trumnę. Marta z przerażeniem w oczach popatrzyła na męża.

- Tak nie uchodzi - zaprotestowała. - Co powie na to pastor?

- Pastor z Karlsoy może sobie gadać, co mu się żywnie podoba - stwierdził Kristian, 

który nigdy nie był szczególnie religijny. - Przyjeżdża tu cztery razy do roku, a my mamy może 

miesiącami przechowywać zwłoki? Jest gorąco, Marto, dobrze wiesz, co to znaczy. Lepiej 

będzie od razu ją pochować.

- Ale...

- Żadnego ale - uciął mąż. - Mamy złożyć ciało w jakiejś jamie do czasu, aż pastorowi 

przyjdzie ochota odwiedzić te strony? Czy nie może równie dobrze poświęcić grobu, zamiast 

grzebać rozłożone ciało?

-   W   każdym   razie   trzeba   tam   pójść   -   oznajmiła   Marta   niechętnie,   wyraźnie 

niezadowolona z pomysłu męża.

Pehr natomiast zgadzał się z Kristianem, podobał mu się sposób, w jaki ten podszedł do 

sprawy. Pozostawała jeszcze jedna ważna kwestia, o której najwyraźniej nikt nie pomyślał.

- A co z dziewczyną? - zapytał. - Zdaje się, że ma poślubić waszego syna?

- Jeszcze nic nie jest przygotowane.

- My jej nie zabierzemy! - oświadczył zdecydowanie Pehr.

Reijo stał z boku i obserwował całą scenę z rosnącym zainteresowaniem. Co ten stary 

ma przeciwko Raiji? Popatrzył uważniej na dziewczynę i syna Lapończyka. Oboje sprawiali 

wrażenie, jakby znajdowali się w innym świecie...

- Skoro była u was wcześniej... - zaczęła Marta, rozglądając się nerwowo.

Ale jej słowa wywołały tylko wzburzenie Pehra.

-   I  o   to   właśnie  chodzi...  Była   już   u  nas   wcześniej.   Jeśli   ją   teraz   zabierzemy,   wy 

zapomnicie o umowie, a ja znów będę ją miał na karku. Nie, nie i jeszcze raz nie!

- Dosyć, ojcze! Chcesz jej jeszcze dołożyć cierpienia?

Karl   posłał   młodzieńcowi,   który   chyba   nie   był   dużo   starszy   od   niego,   pełne 

wdzięczności spojrzenie. Nikomu nie wolno tak mówić o Raiji! Gdyby starczyło mu odwagi, 

sam by się wtrącił.

background image

Raija stała nieruchomo, przytulona do swego przybranego brata, i nawet jeden mięsień 

nie drgnął w jej twarzy.

Przybrany brat... To tylko przybrany brat, utwierdzał się Karl i to określenie jak tarcza 

chroniło go przed niepokojem.

- Mikkal ma dziwne upodobanie do tej wrony - zauważył Pehr, spoglądając znacząco na 

Kristiana Elvejorda, który zaczynał się rozeznawać w sytuacji. - Śpieszę się - mówił dalej. - 

Przybyłem   w   te   strony,   żeby   wyswatać   chłopaka.   Mam   renifery,   obowiązki.   Nie   mogę 

pozwolić, żeby ta wrona mi przeszkadzała. Dość mi już przybyło siwych włosów z jej powodu.

- Nie możemy. Nie są małżeństwem... Co powiedzą ludzie?

Marta popatrzyła bezradnie na męża.

Reijo zaczął dostrzegać komizm całej tej sytuacji. Oto dwie pary rodziców mają ten sam 

kłopot   i   wszystko  z   powodu   Raiji...   A  tymczasem  Karl   zdaje  się   wcale   nie   rozumieć,   co 

rozgrywa się na jego oczach.

- W takim razie ją weźmiemy - przerwał Kristian długie milczenie. - Przyspieszymy ten 

ślub... Przecież da się to jakoś załatwić...

- Dobrze! - rozpromienił się Pehr.

Karl odetchnął z ulgą. Mikkal zacisnął zęby, a Raija wtuliła mocniej twarz w jego pierś. 

Tych dwojga najwyraźniej nie ucieszyła decyzja Kristiana...

Całą gromadą ruszyli do chaty nad rzeką, do domu Raiji. Kristina leżała na łóżku, tak 

jak ją dziewczyna zostawiła. Marta i Ravna weszły do izby, żeby zająć się zmarłą.

- A ty, panienko, dokąd? - warknął Pehr, widząc, jak Raija wymyka się z chaty. - Nie 

zamierzasz pomóc?

- Zostaw Raiję w spokoju! - Mikkal natychmiast znalazł się przy dziewczynie i wziął ją 

w obronę. - Już i tak jest jej ciężko. Nie musisz więc jej jeszcze dręczyć!

Pehr   na   swych   wygiętych   w   pałąk   nogach   podszedł   do   syna.   Był   niższy   i   musiał 

zadzierać głowę, żeby spojrzeć mu w oczy.

- A ty,  synu? - wysyczał. - Coś mi się zdaje,  że też nie masz czystego sumienia. 

Zastanawiam się, czym się zajmowałeś, kiedy ta kobieta odchodziła z tego świata...

- To  się  zastanawiaj   - Mikkal  wzruszył  ramionami,  udając  obojętność.  -  Ale Raiję 

zostaw w spokoju!

Dziewczyna usiadła na porośniętym trawą pagórku obok chaty. Podkurczyła kolana i 

objęła je rękoma. Pehr odwrócił się plecami do syna i swej dawnej podopiecznej. Mikkal 

przyglądał się Raiji, która wpatrywała się w jakiś odległy punkt. Stracił z nią kontakt. Nigdy 

wcześniej mu się to nie zdarzyło.

background image

Zasmucony odwrócił się do Kristiana, postanawiając się jakoś włączyć do pomocy. 

Kristian wyglądał na zmartwionego. Jak na schyłek lata było nienormalnie gorąco. Zmarła nie 

powinna leżeć długo.

- Musimy ją pogrzebać - westchnął, podjąwszy ostateczną decyzję. - Nikt inny tego nie 

zrobi. Po śmierci Pedera na morzu Kristina została sama z Raiją. A teraz dziewczyna nie ma już 

nikogo. Raczej trudno oczekiwać, że zajmie się wszystkim jak należy. Na pewno przeżyła 

wstrząs, kiedy znalazła Kristinę martwą. Lepiej pozostawić ją samą ze swymi myślami. Na 

rozmowę przyjdzie czas później.

- Trzeba pogrzebać Kristinę w poświęconej przez pastora ziemi - odezwała się Marta, 

która wyrosła jak spod ziemi.

Kristian   westchnął   ciężko.   Ta   jego   Marta   była   mądrą   kobietą,   ale   za   bardzo 

przejmowała się tym, co powiedzą ludzie, zamiast myśleć rozsądnie.

- Pastorowi i tak wszystko jedno - odrzekł hardo. - A w ten upal najlepiej zrobić tak, jak 

powiedziałem. Zrozum, matka, dla Kristiny to nie ma już żadnego znaczenia. Reijo! - zawołał 

przechodzącego obok chłopaka. - Czy twój ojciec nie ma czasem kilku zbędnych desek? Zdaje 

się, że widziałem je u niego.

- Zaraz przyniosę - pokiwał głową Reijo.

- Lepiej niech Karl pójdzie - zdecydował Kristian. - Ty masz większą krzepę, więc 

wykopiesz dół, a on jest szybszy w nogach - uśmiechnął się do syna. - Sprowadź Anttiego i 

przynieście deski. Zbijemy trumnę dla Kristiny.

- Tam? - Reijo wskazał ręką na skraj pola w pobliżu rzeki. Kristian pokiwał głową.

-   Poradzisz   sobie   sam?   Reijo   odsłonił   zęby  w  uśmiechu   i   podążył   we  wskazanym 

kierunku. Gdy zaczął kopać, pojawił się przy nim przybrany brat Raiji z łopatą w ręce.

- We dwóch zrobimy to szybciej - wyjaśnił krótko i zaczął kopać z drugiej strony.

Reijo nie sprzeciwiał się, przyznając Mikkalowi rację.

Zrobili  sobie krótką przerwę, kiedy dół był już dość głęboki. Usiedli  na chwilę  na 

brzegu naprzeciwko siebie, mierząc się wzrokiem.

Reijo domyślał się, co czuje Lapończyk. Usłyszał przypadkiem, co powiedział Pehr do 

syna, znał bowiem sporo lapońskich słów. Może nie miał takiej fantazji jak Raija, ale bez trudu 

potrafił złożyć fragmenty układanki.

- Czy to dobry chłopak, ten, którego ma poślubić Raija? - zapytał Mikkal, obserwując 

ptaka krążącego nad ich głowami.

Reijo bez trudu usłyszał ból pobrzmiewający w jego głosie.

- Karl? Tak! - odrzekł Reijo. - Solidny, spokojny i kocha ją. Poza tym jest Norwegiem, 

background image

nie jakieś byle co. Kristina chciała go na męża dla Raiji.

Mikkal podniósł wzrok i dostrzegł w oczach chłopaka podobną do własnej tęsknotę.

- Co z twoją twarzą? - zapytał. Reijo roześmiał się gorzko.

-   Karl   jest   spokojny,   ale   okazało   się,   że   czasem   i   jego   można   wyprowadzić   z 

równowagi...

- Co się stało?

-   Zdaje   się,   że   się   domyślasz   -   uśmiechnął   się   Reijo.   -   Raija   jakoś   tak   działa   na 

mężczyzn... Budzi w nich szaleństwo...

- On wygrał?

- Nikt nie wygrał - skwitował Reijo krótko. - Obaj uszliśmy z życiem. Zresztą ja i tak 

nie miałem szans... - Chłopak nie potrafił ukryć goryczy. - Jestem Finem, Kwenem, jak tu nas 

nazywają. W oczach Kristiny nie byłem dostatecznie dobrym kandydatem na męża.

- Rozumiem - rzekł Mikkal z nieruchomą jak maska twarzą. Tylko oczy, pełne smutku, 

żyły. - Ale czy on będzie dla niej dobry? Nie nazbyt gwałtowny? - Mikkal popatrzył na Reijo w 

napięciu.

- Gdybym nie był tego pewien, biłbym go tak długo, póki bym na nim nie wymusił 

takiej obietnicy.

Mikkal odetchnął z ulgą i uśmiechnął się blado. Reijo zaś, spojrzawszy z ukosa na 

młodego Lapończyka, zadał mu pytanie, które go dręczyło.

- Widziałeś ją wczoraj? Kiedy umarła Kristina? Mikkal skinął ciężko głową, czarna 

grzywka opadła mu na czoło, odbijając słoneczne promienie pogodnego nieba.

-   Nazwałeś   to   szaleństwem   -   rzeki   z   ociąganiem.   -   Ale   to   coś   więcej...   -   urwał   i 

zerwawszy się na równe nogi, zawołał: - To co, kończymy?

Reijo poszedł za jego przykładem. Nie spodziewał się usłyszeć więcej zwierzeń z ust 

tego mężczyzny o niezwykłych oczach. Usłyszał jednak dość, by poczuć przyjaźń do obcego 

przybysza.

Karl wrócił razem z Anttim. Przynieśli deski na trumnę. Antti jednym rzutem oka ocenił 

sytuację.   Zobaczył   swojego   syna   i   młodego   Lapończyka,   wspólnie   kopiących   dół.   Nad 

brzegiem rzeki siedział starszy Lapończyk, nie zwracając zupełnie uwagi na to, co się dzieje 

wokół, a z chaty dolatywały kobiece głosy. Raija przycupnęła bez ruchu na uboczu, a Karl, 

choć wyraźnie miał ochotę do niej podejść, nie potrafił się na to zdobyć.

Karl jest zbyt delikatny, pomyślał Antti.

Kiedy Kristian wszedł do chaty po narzędzia stolarskie, Antti Kesaniemi uczynił to, na 

co żaden z młodzików się nie odważył, bo zabrakło im rozumu: poszedł wprost do Raiji.

background image

Nawet on, który widział w życiu niejedno nieszczęście, przeraził się, kiedy popatrzył na 

jej znieruchomiałą, jakby martwą twarz. Raija, zawsze taka pełna życia!

Nie miał nawet cienia wątpliwości, że to nie śmierć opiekunki tak ją załamała. Znał się 

na ludziach, od razu pojął, że nikt by tak nie rozpaczał po stracie Kristiny.

- Dziecko! - odezwał się przerażony. - Co się stało?

- Karl nic ci nie powiedział? - spytała bezbarwnym głosem. - Przecież mieliście zbić 

trumnę...

Zielone oczy Fina, tak bardzo podobne do oczu Reijo, popatrzyły na nią badawczo.

- Nie o to pytam - rzekł łagodnie po fińsku. - Pytałem, co się tobie stało.

- Aż tak to się rzuca w oczy?

- Znam cię, dziecko. Chcesz o tym porozmawiać? Pokręciła głową.

- Rozmowa nic tu nie pomoże, Antti. Gdyby mogła mi pomóc, byłbyś pierwszą osobą, 

do której bym się zwróciła. Ale to na nic. Na nic...

- Życie toczy się dalej, Raiju. Obojętnie co się stało, pamiętaj, że życie się na tym nie 

kończy.

Antti wstał i popatrzył raz jeszcze z namysłem na dziewczynę. Raija podniosła na niego 

pozbawione blasku, zaczerwienione oczy i martwym głosem rzekła:

- Tak... To było niczym lodowate tchnienie zimy.

- Nie zrób czasem jakiegoś głupstwa, Raiju! - wyrwało się Anttiemu.

Uśmiechnęła się blado, a w jej oczach dostrzegł tylko cień dawnego uporu, który tak 

dobrze znał.

- Nie, nie zrobię żadnego głupstwa. Nikomu nie sprawię tej przyjemności.

Reijo i Mikkal dalej kopali grób. Dobrze im się razem pracowało. Nawiązała się między 

nimi cicha sympatia. Obaj spoglądali z ukosa na Karla, śmiejąc się pod nosem, że przyszło mu 

pomagać przy zbijaniu trumny.

Kiedy grób został wykopany, Mikkal skierował się w stronę Raiji. Dwa kroki za nim 

podążał Reijo. Zdumiony, spostrzegł, że Raija przy Mikkalu jest zupełnie inną dziewczyną. Nie 

znali jej takiej. Ten chłopak potrafił wydobyć z niej coś, czego nikt inny nie zdołał w niej nawet 

dostrzec...

Młody  Lapończyk ukucnął  przed Raiją.  Reijo nie  potrzebował  więcej   dowodów  na 

potwierdzenie  swych domysłów,  wystarczyło,  że spojrzał  na twarz dziewczyny  wyrażającą 

bezmierny smutek i rozpaczliwe oddanie. Jej oczy nigdy nie płonęły takim żarem, gdy patrzyła 

na Karla czy na niego.

- Idź się przebrać, Mały Kruku! Uczesz się i przemyj oczy wodą.

background image

- Po co?

Mikkal pogłaskał dziewczynę czule po głowie, odgarniając jej z oczu niesforny lok. 

Twarde, jakby wykute w brązie rysy zmiękły. Reijo nigdy by się nie spodziewał, że w tym 

człowieku może być tyle czułości.

- Jesteś piękna, kochana. Bądź piękna dla mnie!

Zduszony głos Mikkala skrywał uczucia, których nie wolno mu było okazać. Oczy mu 

rozbłysły na chwilę, by zaraz znów przygasnąć. Ale dziewczyna bez protestów wstała. Trzymali 

się za ręce o sekundę za długo. W ich oczach pojawił się zachwyt, wyraźnie zauważalny dla 

kogoś, kto potrafił patrzeć.

Reijo pozazdrościł Mikkalowi tej niezwykłej harmonii, jaka łączyła go z Raiją, tego 

rzadko spotykanego zrozumienia.

Po chwili obaj patrzyli, jak Raija, dumnie wyprostowana, z czystą bluzką i świąteczną 

spódnicą przewieszoną przez ramię, skierowała się nad rzekę.

Reijo podziwiał Mikkala za to, że potrafił ją do tego nakłonić.

- Masz powód do rozpaczy - powiedział mu. - Tracisz więcej, niż ja kiedykolwiek 

mógłbym sobie wymarzyć.

Twarz Mikkala drgnęła, cierpienie wypełniło jego osobliwe miodowe oczy.

- Rzeczywiście mam - rzekł tylko. Reijo patrzył, jak zbijają skrzynię i wieko, ale nie 

czuł   szczególnego   smutku.   Mikkal,   dostrzegłszy   to,   uśmiechnął   się   i   położył   w   trawie,   w 

miejscu gdzie wcześniej siedziała Raija.

- Nie kwapisz się zbytnio do pomocy?

- Nie, nie lubiłem tej baby za życia, czemu więc miałbym udawać, że ją lubię po 

śmierci?

- No tak. - Mikkal żuł trawę i obserwował zamieszanie wokół chaty, gdzie długo trwały 

narady, kto ma wynieść zmarłą. Ostatecznie mężczyźni doszli do porozumienia i przybili wieko 

skleconej z desek trumny. W pewnym momencie chłopak zaniepokoił się o Raiję. Spoglądał w 

stronę rzeki, jednak brzozowy zagajnik zasłaniał mu cały widok.

- To chyba trwa zdecydowanie za długo - powiedział w końcu.

Reijo przyznał mu rację, choć wiedział, że dziewczęta zwykle bardzo długo się stroją.

- Gdzie Raija? - zapytał Antti, który także zauważył nieobecność dziewczyny.

Reijo zapewnił ojca, że jej poszukają, i spiesznie ruszył za Mikkalem, który pobiegł 

ścieżką.

Tuż za zakrętem rzeka tworzyła zakole, woda w tym miejscu była dość głęboka, a na 

samym brzegu zamiast ostrych kamyków leżał miękki piasek. Dalej wśród kamieni zieleniły się 

background image

podobne do gwiazdek liście tłustosza pospolitego, a jego błękitne kwiatki próbowały przyćmić 

urodą   delikatne   liliowo   -   żółte   fiołki:   barwne   plamki   wśród   smutnych   kępek   trawy, 

szarobrązowego piasku i równie zwykłych szarych kamieni.

Jednak ani Mikkal, ani Reijo nie dostrzegali uroku kwitnącej roślinności.

Na brzegu było pusto, jedynie błękitna bluzka, w którą Raija zamierzała się przebrać, 

leżała wśród kwiatów.

- Co tu się stało? - spytał przerażony Mikkal. Równocześnie odkryli ślady. Tam, gdzie 

rzeka leniwie opłukiwała brzeg, dostrzegli odciski stóp, małe i duże. Mikkal wszedł do wody, 

nie zważając na to, że jest chłodna. Reijo pośpieszył za nim, czując, jak strach ściska mu serce.

Po drugiej stronie brzeg był kamienisty, gęsto porośnięty krzakami. Pokryte mchem 

kamienie stanowiły wystarczające podłoże dla rozkrzewiającej się łatwo łoziny.

Na   kamieniach   młodzieńcy   odkryli   więcej   mokrych   śladów.   Wśród   wielu   dużych 

odcisków stóp ciągnął się cienki mokry pas, zapewne pozostawiony przez zmoczony brzeg 

spódnicy. Raija nie szła dobrowolnie, to pewne, wlekli ją silni mężczyźni!

-   Łotry!   -   wydusił   Mikkal   przez   zaciśnięte   zęby   i   mrużąc   oczy,   wpatrywał   się   w 

gęstwinę. Wiatr poruszał gałęziami drzew i listowiem, a ptaki pewnie nie bez powodu wszczęły 

głośny jazgot.  Nagle   usłyszeli  ochrypły  śmiech  i zduszone  krzyki.  Mikkal  zniknął  między 

krzakami...

Reijo, który ruszył w ślad za nim, zdążył dotrzeć na miejsce w chwili, gdy Mikkal 

wyrwał Raiję z rąk człowieka, którego on sam nienawidził najbardziej na świecie.

- Isak, ty łajdaku! - jęknął z wściekłością.

- A więc to ty? - usłyszał zatrważająco spokojne pytanie Mikkala, który w mocnym 

uścisku trzymał za kark napastnika.

Reijo szybko stanął pomiędzy Mikkalem a dwoma kompanami Isaka, tak by żaden z 

nich nie mógł zaatakować Lapończyka. Sigurd ani Svend nigdy nie odważyliby się stanąć do 

walki twarzą w twarz, natomiast nie wahaliby się zadać ciosu w plecy.

Raija stała skulona za swym przybranym bratem i w milczeniu obserwowała zajście.

-  Nie   ma  się  o  co  tak wściekać.   -  Isak  próbował   robić   dobrą  minę  do  złej   gry.   - 

Zabawiliśmy się trochę z tą małą... Zresztą była dość chętna... Wyraźnie lubi mężczyzn...

- Nie nazywaj siebie mężczyzną! - warknął Mikkal, wymierzając pięścią cios w sam 

środek nabrzmiałej gęby napastnika.

Kiedy   Isak   się   ocknął,   jego   rozbiegane   oczy   wyrażały   ogromne   zdumienie.   Reijo 

zobaczył krew i przełknął ciężko ślinę. Usłyszawszy, że Svend i Sigurd pośpiesznie salwują się 

ucieczką, błyskawicznie ruszył za nimi. Nie mógł pozwolić, by uszło im płazem to, co uczynili 

background image

Raiji. Dopadłszy ich, bil bez litości, wyładowując całą nagromadzoną w sobie złość. Na łeb, na 

szyję rzucili się do rzeki, odgrażając się głośno i zapowiadając zemstę. Ale Reijo nie przejął się 

tym zbytnio.

- Co tam się, u diabła, dzieje? - zawołał Antti z drugiego brzegu, gdzie hałas ściągnął też 

pozostałych.

- Kilku drani dostało nauczkę! - wyjaśnił Reijo.

Przy akompaniamencie głośnych przekleństw z lasu wyszedł Mikkal, ciągnąc za sobą 

Isaka. Jedną ręką przytrzymywał mu głowę, a drugą bił po twarzy. I choć Isak bronił się ze 

wszystkich sił, nie miał żadnych szans. Rozwścieczony Mikkal uznał, że Isak ciężko zapłaci za 

to, że ośmielił się tknąć Raiję.

Kolejne uderzenia zepchnęły go do rzeki. Isak cofał się na coraz głębszą wodę, a Mikkal 

napierał na niego, niby drapieżnik polujący na ofiarę, pewny, że za chwilę wbije w nią swe 

szpony. Śniada, niczym odlana z brązu twarz wyrażała głęboką nienawiść.

Reijo uświadomił sobie, że się uśmiecha. Cieszył się z każdego zadanego Isakowi ciosu, 

żałując tylko, że nie sam je wymierza.

Z lasu wyszła Raija. Reijo usłyszał okrzyki niedowierzania zebranych na drugim brzegu 

ludzi.

Dziewczyna stanęła obok niego. Zimna woda omywała jej bose stopy, lecz ona tego nie 

czuła. Ubranie miała poszarpane, zapiaszczone i brudne od błota i trawy. Nie próbowała jednak 

wcale doprowadzić się do ładu. Wpatrywała się nieruchomo w walczącego na samym środku 

rzeki Mikkala, który spychał Isaka coraz głębiej, w rwący nurt.

Reijo zadrżał, gdy zobaczył w jej ciemnych oczach mściwą satysfakcję. To, że on sam z 

przyjemnością przyglądał się temu groteskowemu przedstawieniu, zdawało mu się zrozumiałe, 

uważał jednak, że Raija nie powinna tak reagować.

- Powstrzymaj go! Ktoś go musi powstrzymać! - rozległo się wołanie Laponki, matki 

Mikkala.

Reijo ocknął się, wracając do rzeczywistości. Pozostali stali całkowicie porażeni, nie 

będąc w stanie, a może nie chcąc przerwać krwawego widowiska.

- Raiju! - błagała Ravna. - Powstrzymaj go, nie widzisz, co się dzieje? Nie pozwól, by 

zabił!

Dziewczyna jednak nawet się nie poruszyła. I wtedy Reijo zrozumiał, że nie może 

dopuścić, by stało się najgorsze. Zauważył, jak dłoń Mikkala sięga po zawieszony przy pasku 

nóż, dostrzegł sztywny uśmiech na ustach chłopaka, a w jego oczach zimną nienawiść. Reijo 

wiedział, że młody Lapończyk gotów był dla Raiji na wszystko.

background image

Rzucił się do rzeki w chwili, gdy Mikkal wyjął nóż.

Ostrze, niczym pieszczotliwy dotyk śmierci, musnęło policzek Isaka.

Powietrze rozdarł donośny krzyk, który przeszedł w przeciągłe wycie. Mikkal jęknął, 

kiedy Reijo szarpnął mu rękę do tyłu. Isak osunął się do wody z głośnym pluskiem, a wciąż 

zaślepiony wściekłością Mikkal poprzysiągł mu zemstę, przemawiając w trzech językach.

Reijo walczył co sił, by go uspokoić, ale chyba nie udałoby mu się to nigdy, gdyby nie 

Raija. Podeszła do nich, złapała Mikkala za włosy i zanurzyła jego twarz w lodowatej wodzie.

Ta orzeźwiająca kąpiel pomogła, bo gdy wyszedł z wody, cały mokry, zachowywał się 

znacznie spokojniej. A Isak był już daleko na drugim brzegu, przeklinając i trzymając się za 

zakrwawiony prawy policzek. Rana ciągnęła się od skroni po brodę.

Mikkal dyszał ciężko, patrząc z rozpaczą na Raiję. Otworzył ramiona i dziewczyna 

przytuliła się do jego piersi. Stali tak po pas w wodzie, jakby stopieni w całość.

- Twoje włosy - wyszeptał Mikkal zmienionym głosem, zanurzając dłoń w żałosnych, 

postrzępionych kosmykach na głowie Raiji. Isak i jego kompani obcięli dziewczynie włosy. 

Długie, jedwabiste włosy zniknęły, ścięte w nierówne schodki poniżej uszu.

Raija połykała łzy, starając się być dzielna.

- Odrosną - powiedziała. Mikkal wziął ją na ręce i wyniósł na brzeg, przyciskając gorące 

wargi do jej czoła.

Nie zdążyli dotrzeć do brzegu, gdy Pehr, nie panując nad złością, wymierzył synowi 

siarczysty policzek. Chłopak, zaskoczony, przewrócił się i wpadł tyłem do wody. W tym miej-

scu nie było głęboko, ale Raija od razu rzuciła mu się na pomoc. Pehr tymczasem obrócił się na 

pięcie i odszedł.

Reijo stanął obok Karla. Gorąco pragnął, by przyjaciel nie domyślił się uczuć Raiji, 

która, klęcząc przy Mikkalu, trzymała mu głowę nad powierzchnią w o d y i gładziła po po-

liczku. Gdyby Karl odgadł prawdę, ani chybi rozpętałaby się kolejna awantura.

- Nic mu nie będzie! - rzuciła na pozór lekko Ravna, spoglądając na syna ostrzegawczo.

- Nie zapomnę - wyszeptała Raija po lapońsku i puściła Mikkala.

- Trzymaj się z dala ode mnie, Mały Kruku! - poprosił, choć chętnie błagałby ją o coś 

przeciwnego. - Pamiętaj, co mi obiecałaś. Nasz czas się skończył. - Po chwili dodał z sa-

tysfakcją: - To jednak była prawdziwa przyjemność porachować kości temu nędznikowi!

Raija uśmiechnęła się słabo i cofnęła o kilka kroków. To, czego oboje pragnęli, nie było 

rozsądne. Zresztą już się pożegnali...

Kristina została pochowana. Jej samej zapewne własny pogrzeb by się nie spodobał. W 

kondukcie szła ostrzyżona Raija w mokrym i poszarpanym ubraniu, niewysoka Laponka i jej 

background image

przemoczony do suchej nitki potomek, Kwen Antti ze swym zielonookim synem oraz Marta, 

Kristian i Karl.

Kristinie z trudem przyszłoby się pogodzić z tym, że tylko trzy osoby w żałobnym 

orszaku były Norwegami.

Trumna z surowego drewna została opuszczona do dołu i zasypana ziemią. Aby nadać 

ceremonii   pogrzebowej   bardziej   uroczysty   charakter,   Kristian   i   Antti   odmówili   modlitwy, 

każdy we własnym języku. To też pewnie nie spodobałoby się Kristinie. Ale Kristian, który 

sprawował nad wszystkim pieczę, uznał, że Bóg nie jest tak małostkowy, by nie wysłuchać 

modlitwy po fińsku.

Lapońska rodzina zebrała się do pożegnania. Mikkal zamierzał podejść do Raiji, ale 

przeszkodził mu w tym ojciec, który nagłe wyrósł jak spod ziemi.

- Trzymaj się od niej z daleka! - syknął. - Ona nie jest dla ciebie! Chyba nie chcesz 

narobić kłopotów sobie i jej!

Mikkal zamierzał coś odpowiedzieć, ale Pehr nie dopuścił go do głosu.

- Skoro tak bardzo zależy ci na jej dobru, zostaw ją w spokoju! Jeśli ta wrona nie ma 

dość rozumu, to ty masz już tyle lat, że powinieneś to pojąć. Wracaj do obozowiska i zapomnij 

o tej dziewczynie!

Raija   słyszała   wszystko,   bo   Pehr,   przekonany,   że   nikt   niepowołany   nie   rozumie 

lapońskiej mowy, nie starał się nawet zniżyć głosu.

- Zegnaj, Mikkalu! - odezwała się głośno, jakby nie zauważając Pehra. Uśmiechała się 

blado, ale z odwagą. - Będę zawsze pamiętać!

- Ja też! - odpowiedział z żarem. Przez kilka chwil stali bez ruchu zapatrzeni w siebie. 

Ale zaraz czar prysnął i ich twarze zamieniły się w nieruchome maski.

Mikkal odszedł. Ravna, z oczami pełnymi łez, uściskała mocno Raiję. Tyle pragnęła 

powiedzieć   temu   dziecku,   które   już   wcale   nie   było   dzieckiem,   ale   brakowało   jej   słów. 

Zdławionym głosem zdołała jedynie szepnąć: „Żegnaj!”.

- Jeśli będziesz miała kiedykolwiek jakieś kłopoty, zawsze możesz zwrócić się do mnie 

- dodała przekonana, że nigdy nie zapomni tej dziwnej dziewczynki, która przez pewien czas 

była jej córką. Nie zapomni Raiji - obcego ptaka z Tornedalen.

Już wkrótce wyjdzie za mąż za tego urodziwego chłopca, który wyraźnie ją ubóstwia. 

Ravnie na samą myśl o tym zbierało się na płacz. Z pewnością był to dobry chłopak, ale nie 

nadawał się na męża dla Raiji. Ta dziewczyna całkiem nad nim zapanuje! Ona potrzebowała 

mężczyzny z charakterem, a tego błękitnookiemu Karlowi brakowało.

- Zegnaj, Ravno - szepnęła Raija. - Mamo... Ucałowała szybko Ravnę i pośpiesznie 

background image

odeszła. Ravna stała nieruchomo z oczami mokrymi od łez. Kiedy Raija kogoś kochała, dawała 

więcej, niż spodziewała się otrzymać w zamian...

background image

11

Późną jesienią,  gdy  mróz  pozbawił  drzewa  resztek  listowia  i  pokrył  gałęzie   cienką 

warstwą szronu, do Lyngen przybył pastor z Karlsoy, żeby odprawić nabożeństwo, jedno z 

czterech, które zwykł odprawiać w roku.

Do  tych   północnych  dystryktów  misjonarze  dotarli   zaledwie   dziesięć   lat   wcześniej. 

Podjęli się trudnego zadania wykrzewienia pogańskich zwyczajów, które w małych, oddalo-

nych   od   świata   osadach   nadal   były   żywe.   Kościołowi,   któremu   przewodził   Thomas   von 

Westen,   udało   się   wprowadzić   przez   ten   czas   wiele   zmian,   jednak   ciągle   brakowało 

duchownych i do mieszkańców odległych fiordów i wysp słowo Boże docierało nazbyt rzadko. 

Tam też stare tradycje nadal były mocno zakorzenione.

Ogólnie jednak mieszkańcy północy, przynajmniej na pozór, podporządkowywali się 

kościelnym prawom, tak więc podczas duszpasterskiej wizyty pastora Raija córka Erkkiego 

Alatalo poślubiła Karla Kristiansena Elvejorda.

Podczas   uroczystej   ceremonii   stała   dumnie   wyprostowana,   poważna   i   piękna. 

Dźwięcznym   głosem   wypowiedziała   sakramentalne   „tak”.   Patrząc   na   spokojną   twarz 

dziewczyny,   żaden   z   uczestników   uroczystości   nigdy   nie   domyśliłby   się   jej   prawdziwych 

uczuć. Nikt nie potrafił odgadnąć, co się kryje na dnie brązowych oczu oblubienicy.

Nawet pan młody, który podczas przeprawy łodzią przez fiord spoglądał z miłością na 

swą świeżo poślubioną żonę, nie domyślał się tajemnicy jej serca.

Przybili do brzegu późnym popołudniem. Skromny weselny orszak skierował się do 

chaty rodziców Karla. O wystawnym weselu nie było mowy, ale Marta uparła się, by przyjąć 

gości skromnym poczęstunkiem. Tym bardziej że prócz rodziny gości było tylko dwóch, Antti i 

Reijo. Mieli wracać o głodzie ze ślubu jedynego jej syna?

Zasiedli przy zniszczonym stole i w milczeniu jedli gorącą zupę. Karl nie spuszczał 

zachwyconych oczu z Raiji. Była dla niego niczym bogini i najchętniej całowałby ziemię, po 

której stąpała. Nie posiadał się ze szczęścia, że Raija wreszcie należy do niego...

Raija w przeciwieństwie do rozmarzonego Karla dobrze wiedziała, co je. Sama wkroiła 

mięso owcze do zupy, a Marta przygotowała resztę. W każdym razie potrawa była bardzo dobra 

i Raija jadła powoli, żeby nasycić się jej smakiem. Na twarz przywołała wymuszony uśmiech.

Marta z właściwą sobie wielkodusznością oddała Raiji suknię, w której sama brała ślub. 

Co prawda suknia była czarna, ale z bardzo dobrego materiału. Wystarczyło ją zebrać trochę w 

pasie,   bo   Raija,   choć   była   mniej   więcej   tego   samego   wzrostu   co   Marta,   miała   znacznie 

szczuplejszą talię. Raiji właściwie nie zależało na ładnym wyglądzie, nie przejmowała się też, 

background image

że   kołnierzyk   ją   trochę   uciska   i   rękawy   są   za   ciasne   w   nadgarstkach.   Wyglądała   jednak 

prześlicznie   w   tej   uszytej   przed   wielu   laty   sukni   zapinanej   po   samą   szyję,   która   prócz 

niewielkiego   kołnierzyka   nie   miała   innych   ozdób.   Spódnica,   która   dość   frywolnie   opinała 

biodra Marty, na znacznie drobniejszej Raiji wydawała się za szeroka.

Czarne włosy niczym wieniec okalały twarz dziewczyny. Po tym jak Isak z kompanami 

oszpecili Raiję, Marta wyrównała jej obcięte włosy. Z krótszymi włosami dziewczyna wy-

glądała jeszcze młodziej, bardziej jak dziecko niż jak panna młoda. Cerę też miała bladą, po 

letniej   opaleniźnie   nie   pozostało   śladu,   a   czarna   suknia   jeszcze   mocniej   to   podkreślała. 

Właściwie  wydawało  się,   że  tylko   jej  oczy   nie   straciły   nic  ze   swego   blasku.   Oczy,   które 

potrafiły oczarować, uwięzić, ale nigdy nic nie obiecywały.

Raija   uśmiechnęła   się   lekko,   obserwując   Karla.   Na   siłę   starał   się   zachowywać   jak 

dorosły mężczyzna i popijał alkohol, który Kristian postawił na stole pomimo pełnego wyrzutu 

spojrzenia swej żony. Raz w życiu człowiek żeni syna! bronił się rybak przed łajaniem Marty.

Karl był także elegancko ubrany na tę szczególną okazję. Spodnie, uszyte przez matkę, 

opinały mu wąskie biodra i były bardziej strojne niż grube samodziałowe portki noszone na co 

dzień. Ale chłopak wyglądał w nich jakoś obco. Zresztą pozostałe części ubrania podkreślały to 

pierwsze wrażenie. Koszulę uszyła Raija, co dałoby się zauważyć, gdyby czyjeś wprawne oko 

obejrzało dokładnie szwy. Natomiast kamizelka i kaftan należały do Kristiana w czasach, gdy 

jeszcze był bardzo młody i marzył o lepszym życiu. Tymczasem los obdarował go lichą zagrodą 

na kawałku dzierżawionej ziemi, trzema dziecięcymi grobami, a jedyny syn żenił się na łeb, na 

szyję z dziwną dziewczyną z obcego kraju.

Raija   szybko   odwróciła   wzrok,   widząc,   że   Karl   na   nią   spojrzał.   Nie   chciała   go 

oszukiwać, nie chciała, by sobie wyobrażał coś, co nie było prawdą.

Właściwie to nawet miły chłopak, pomyślała niechętnie. Grzywka zaczesana, miękkie i 

jedwabiste włosy ładnie mu się układają, a nie sterczą sztywno na wszystkie strony, wiecznie 

potargane...

Uważaj! ostrzegł ją wewnętrzny głos. Raija szybko się opanowała i pomyślała o czymś 

innym. Ręce nawet jej nie zadrżały. Spokojnie maczając kawałki chleba, dokończyła jeść zupę.

Karl zbudował dla nich dom, porządny dom z prawdziwych bali. Postawił go nad rzeką 

blisko chałupy Kristiny i Pedera. Większość ludzi w okolicy mieszkała w lichych chatach, ale 

Karl   pragnął,   by   ich   dom   był   solidny.   Raija,   której   stara   chałupa   norweskich   opiekunów 

przywoływała na myśl niemal wyłącznie przykre wspomnienia, była bardzo wdzięczna swemu 

mężowi.

Karl za wszelką cenę pragnął wyglądać dorośle, był wszak żonaty. Zdawało mu się, że 

background image

w  ciemnym kaftanie  prezentuje się  jak prawdziwy  mężczyzna. Ale  dziecinnie  zaokrąglone 

policzki nie bardzo pasowały do tego poważnego stroju. Poza tym na łokciach rękawy były 

wyświechtane, czego, jak domyślała się Raija, Karl w ogóle nie zauważył. Ale mimo wszystko 

był jakiś inny... Raija poczuła w sercu odrobinę czułości dla tego chłopca, który tak bardzo się 

starał zachowywać jak prawdziwy mężczyzna, choć mu jeszcze tak wiele brakowało, by nim się 

stać naprawdę.

Chyba dzięki temu spłynął na nią nagle spokój i poczucie bezpieczeństwa. Bo przez cały 

czas obawiała się tego narastającego oczekiwania, które dawało się odczytać w błękitnych 

oczach Karla. Ten chłopak w dorosłych męskich ubraniach był wszak jej mężem i oboje dobrze 

wiedzieli, co to oznacza.

Mimo woli przywołała nagle w wyobraźni rozkochane miodowe oczy. Zdawało jej się, 

że słyszy pełne miłości i czułości słowa: „Raiju, teraz bardziej niż kiedykolwiek jesteś podobna 

do kruka. Małego, zalęknionego kruka...”

Czy to właśnie by jej powiedział Mikkal? Nie wiedziała. Nie wiedziała nawet, czy w 

ogóle jeszcze o niej pamięta. Czasem jednak czuła tak intensywnie jego bliskość, że ją to wręcz 

przerażało, ale nie miała pewności, czy dzieje się tak dlatego, że to on wysyła ku niej swe 

myśli, czy też za sprawą jej własnej wyobraźni...

Mały   Kruk...   Tak,   chyba   przypominała   kruka,   czarnego   zalęknionego   ptaka   z 

nastroszonymi piórami, który był całkiem sam.

Skrępowano ją  więzami,  przed którymi  tak bardzo się  wzbraniała,  bo odbierały jej 

wolność. Była ptakiem, pragnęła czuć powietrze pod skrzydłami. A tymczasem nie mogła ich 

rozwinąć, nie mogła uciec. Już teraz trawiła ją tęsknota, podobna do tej, jaką odczuwają żyjące 

w klatce ptaki.

Została usidlona. Nie była już wolnym krukiem. Mały Kruk Mikkala nie mógł nigdzie 

pofrunąć, przestał istnieć wraz z utraconą wolnością.

Raija zorientowała się, że Antti coś do niej mówi. Uśmiechnęła się niepewnie, nie mając 

pojęcia, o co chodzi.

Dopiero by się wszyscy zdziwili, gdyby wiedzieli, gdzie błądziła myślami!

Marta roześmiała się i pogładziła synową po policzku.

- Nie co dzień wychodzi się za mąż - rzekła ze zrozumieniem.

Pozostali   roześmiali   się.   Ich   wyrozumiałość   rozdrażniła   Raiję,   wszystko   się   w   niej 

zagotowało.

Karl, lekko już podpity, spoconą ręką ścisnął ukradkiem jej dłoń. Wymuszony uśmiech 

zamarł na jej ustach.

background image

- Oboje  jesteście  tacy  młodzi  - mówił   tymczasem  Antti,  skupiając  na sobie  uwagę 

zebranych.

Raija oparła się o ścianę z drewnianych bali. Domyślała się, że oto nadeszła pora na 

rady i upomnienia przemycane niby mimochodem przez starszych.

- W młodości człowiek tak łatwo ulega wrażeniom i daje się porwać najróżniejszym 

prądom. Tak łatwo wówczas uwierzyć, że złudne wyobrażenia o życiu są prawdą. Mam jednak 

nadzieję, że nie dacie się zwieść. Postarajcie się dostrzec to, co najlepsze... w samych sobie 

także.

Antti popatrzył wprost na Raiję, która spoważniała nagle, domyśliwszy się, że to do niej 

mówi i jej udziela rad. Aż nazbyt dobrze rozumiała sens jego słów.

Antti nie był zwolennikiem długich przemówień, więc na zakończenie rzekł tylko:

- Zawsze bardzo cię kochałem, Raiju. Byłaś mi niczym rodzona córka. Nie mogłaś 

dostać lepszego męża niż Karl, oczywiście jeśli nie brać mnie pod uwagę... - zażartował.

Wszyscy roześmiali się, a Raija spuściła głowę i zobaczyła znów ukochaną twarz. Antti 

się mylił.

- A ty, Karl, masz żoneczkę o wielkim sercu. Możliwe, że jest trochę gwałtowna, ale 

taki mężczyzna jak ty z pewnością sobie z tym poradzi. Bo tak naprawdę to bardzo delikatna 

istota. Troszcz się o nią, chłopcze!

- Masz na to moje słowo! - zapewnił Karl i wyprostował się, jakby chciał sobie dodać 

kilka centymetrów. Z miną właściciela objął swą nowo poślubioną żonę, która skuliła się w 

nagłym odruchu. Natychmiast jednak rozluźniła się, starając się dobrze odegrać nową rolę, 

świadoma, że nie zdoła od tego uciec.

- Ty też powinieneś sobie poszukać żony, Reijo! - zwrócił się żartobliwie Kristian do 

przyjaciela syna.

- Poradzę sobie bez kobiety - mruknął Reijo ochryple, wbijając wzrok w blat stołu. 

Młody Fin nie wylewał za kołnierz i był już na lekkim rauszu. - Mężczyzna nie zajdzie daleko, 

jeśli uwiesi mu się na szyi baba...

Karl uśmiechnął się z wyższością i mocniej przyciągnął do siebie Raiję, zastanawiając 

się w duchu, co się stało z przyjacielem, z którym niedawno walczyli o dziewczynę.

- Tak, tak, my też się tak kiedyś zastrzegaliśmy - mruknął Antti, mrugając do Kristiana, 

który w odpowiedzi parsknął śmiechem.

Żadnemu z nich nie udało się jednak rozładować ponurego nastroju, który zapanował 

przy stole. Doprawdy, trudno było uwierzyć, że to przyjęcie weselne. Raija pomyślała cy-

nicznie, że na pogrzebie Kristiny wszyscy mieli lepszy humor.

background image

- Zanuć coś, Antti! - poprosiła, uśmiechając się spontanicznie do brodatego Fina. - 

Chętnie zatańczę na własnym weselu! A ty masz taki piękny głos!

Antti zrazu się wzbraniał, ale kiedy inni przyłączyli się do prośby Raiji, dał się w końcu 

namówić. Tymczasem odsunięto ławy, by zrobić miejsce pośrodku izby. Pierwszy Kristian 

porwał do tańca swą żonę, a potem Raija pociągnęła za sobą opierającego się mocno Karla. 

Reijo wiedział, że przyjaciel nie jest zbyt dobrym tancerzem, i sytuacja wydała mu się zabawna. 

Odezwała   się   w   nim   złośliwość,   nie   czuł   się   bowiem   na   tym   przyjęciu   najlepiej.   Antti 

odchrząknął i zaintonował wesołą melodię. Raija tańczyła lekko i żwawo, ale Karl, choć ze 

wszystkich sił starał się dotrzymać jej kroku, ciągle się mylił. Zdawało mu się, że wciąż spóźnia 

się o kilka taktów, i strasznie go to złościło. Uśmiech na twarzy Reijo zdenerwował go jeszcze 

bardziej.

Kto to widział, żeby wystawiać się na pośmiewisko na własnym weselu? żachnął się w 

duchu i nim Antti dokończył śpiewać, Karl wyrwał się z objęć żony i wrócił do stołu.

- Co z tobą?

Raija oparła ręce na biodrach i marszcząc brwi, popatrzyła na niego badawczo.

- Czemu się tak naburmuszyłeś? - pytała, starając się zmienić ton, ale i te słowa nie 

przyniosły żadnego skutku.

Antti zamilkł, a Marta i Kristian wstrzymali oddech. Byli oto świadkami pierwszego 

małżeńskiego nieporozumienia. Reijo, oparty o ścianę, z zainteresowaniem obserwował parę 

przyjaciół.

Raija   zamilkła,   jakby   się   zastanawiała,   co   robić,   ale   widząc   ponurą   twarz   Karla, 

zrezygnowała. Karl tymczasem w milczeniu posyłał jej niechętne spojrzenie, za nic w świecie 

nie chciał się przyznać, że nie potrafi tańczyć.

- Przecież to nic takiego, że mylą ci się kroki - odezwała się nieoczekiwanie łagodnie 

Raija. - Poprowadzę cię, po prostu rób to co ja!

- Nie! - uciął krótko, acz stanowczo Karl. Raija nie grzeszyła nadmiarem cierpliwości. 

Była młoda i nie miała zamiaru rezygnować z przyjemności tylko dlatego, że Karl się uparł. 

Dała mu szansę, ale jej nie wykorzystał. Porzuciwszy więc wszelkie skrupuły, wyprostowała się 

i dumnie podniosła głowę.

- Nie to nie! - wycedziła zdyszana i odwróciła się do męża plecami. - Reijo dobrze 

tańczy!

Biedny   Reijo   chciał   pozostać   lojalnym   druhem,   lecz   jego   serce   wyczyniało   tego 

wieczoru harce, a gorzałka przytępiła nieco wrażliwość. Stanął przed niełatwą decyzją. Łatwiej 

jednak przyszło mu umknąć przed wzrokiem przyjaciela, aniżeli zrezygnować z zaproszenia 

background image

Raiji, a kiedy poczuł ją w ramionach, zapomniał o wyrzutach sumienia.

Dziewczyna uśmiechnęła się z przekorą, niemal prowokacyjnie. W przeciwieństwie do 

Reijo wcale nie unikała oczu Karla, mimo że dostrzegała w nich ból. Nie było jej go ani trochę 

żal, przeciwnie, uważała, że sobie na to zasłużył. Czyż nie wyciągnęła do niego pomocnej 

dłoni?

- Śpiewaj, Antti! - poprosiła. - Śpiewaj!

Raija przetańczyłaby chętnie nawet  całą noc, nie przejmując się  specjalnie tym, co 

myślą ani co czują inni. Tak naprawdę niewiele ją to obchodziło.

Reijo, któremu przez chwilę mignęła przed oczami ściągnięta bólem twarz Karla, ocknął 

się nagle i uświadomił sobie, że musi ją powstrzymać. Może Raiji nie przeszkadzało, że rani 

męża, ale Reijo nie miał zamiaru dla jej przyjemności pognębiać przyjaciela. Uśmiechając się 

szeroko, chwycił Raiję na ręce i zaskoczoną, posadził Karlowi na kolanach.

- Kto z nią chwilę potańczy, pozdziera sobie zelówki! - zażartował. - Najlepiej trzymaj 

się swojego męża, to nikt ci nie będzie wyrzucał, że przez ciebie ma dziurawe buty!

- Niech państwo młodzi dokonają uroczystego otwarcia swojego domostwa! - rzucił 

pośpiesznie Kristian, który najwyraźniej odetchnął z ulgą, gdy taniec dobiegł końca. Serce mu 

się krajało, kiedy patrzył na ponurą twarz syna, choć wiedział, że Karl jest sam sobie winien.

Nie wyglądali wcale jak nowożeńcy, kiedy odsunięci od siebie szli powoli w stronę 

własnej chaty.

Jeszcze niedawno dobrzy przyjaciele, teraz, jako mąż i żona, nie mieli sobie nic do 

powiedzenia. W milczeniu pokonali drogę do swego nowego domu.

A miało to być takie wyjątkowe, wspaniałe! pomyślał Karl, wbijając ręce w kieszenie 

spodni. Nie mógł się pozbyć wrażenia, że Raija traktuje go jak powietrze.

Taki był dumny z tego domu! Budował go wspólnie z Reijo, który swą pomoc traktował 

jako ślubny prezent dla przyjaciół.

Karl   czuł   przepełniające   go   szczęście,   kiedy   patrzył,   jak   dom,   w   którym   miał 

zamieszkać wraz z Raiją, rośnie z dnia na dzień.

Nic   jednak   nie   było  tak,   jak  sobie   wymarzył.   Zacisnął   mocniej   zęby  i   pomyślał   z 

goryczą, że marzenia są niebezpieczne.

Nagle chata wydała mu się mała i brzydka, niemal się jej wstydził. Bo tak naprawdę nie 

byli z przyjacielem najlepszymi cieślami, a już szczególnie on sam. Raija sądziła pewnie, że jest 

całkiem do niczego. Nie potrafił budować, tańczyć, nie znał fińskiego i brakowało mu zdolności 

do składania liter. Od biedy potrafił się podpisać, dalej jednak wkraczał na bardzo już niepewny 

grunt. Reijo natomiast opanował te wszystkie umiejętności...

background image

Karl zerknął ukradkiem na Raiję i od razu przypomniał sobie, jak jego żona uśmiechała 

się w tańcu do przyjaciela.

Dlaczego do mnie się tak nie uśmiecha? myślał. Nawet w tym mu nie dorównuję!

Nie jestem dla niej kimś wyjątkowym... Ot, po prostu mąż!

Mąż... Karl poczuł, jak zalewa go fala gorąca, bo nagle uświadomił sobie, że słowo to 

kryje w sobie więcej, niż śmiał do tej pory przyznać.

Mam swoje prawa!

Niech sobie milczy, skoro jest taka uparta. Nie będę jej zmuszał do rozmowy. Ale w 

małżeństwie wcale nie pogaduszki się liczą! Nowożeńcy Zajmują się czym innym!

Ledwie zamknęli za sobą drzwi, Karl ściągnął kaftan i rzucił go na stojącą przy stole 

lawę, po czym bez zbędnych ceregieli zaświecił lampę. Izbę zalała łagodna poświata. Było 

przyjemnie ciepło, bo Marta przyszła tu wcześniej i rozpaliła w palenisku.

Karl zdjął kamizelkę, a potem zrzucił buty, do których noszenia nie przywykł. Spociły 

mu się stopy. Spocone miał także dłonie. Spokój Raiji wyraźnie go rozdrażniał. Wydawało mu 

się, że przyjmuje wszystko z cichą rezygnacją! Zastanawiał go wyraz jej twarzy. Sprawiała 

wrażenie, że ona, dziecko jeszcze, wie więcej niż on.

To ja jestem mężczyzną! powtórzył sobie parę razy, ale choć poruszał wargami, żaden 

dźwięk się nie wydobył z jego ust. Wróciło mu jednak nieco pewności siebie.

Wyciągnął rękę i przygarnął mocno Raiję. Dziewczyna chciała mu się wymknąć, ale on 

na to nie pozwolił.

Raija poczuła wzbierającą złość, ale nie dala nic po sobie poznać. Musiała się z tym 

pogodzić, to należało do jej nowej roli. Karl był teraz w jej życiu najważniejszy. On decydował!

Musiała porzucić wspomnienia.

Jego delikatne, niemal kobiece usta drżały lekko, gdy zbliżyły się do twarzy Raiji. 

Zamknęła oczy, by uniknąć wzroku męża.

Karl całował nieporadnie, bez doświadczenia, ale był taki przejęty, że przez moment 

poruszył w niej jakąś czułą strunę. Jednak tak naprawdę nie wywołał burzy uczuć. Jeśli można 

powiedzieć o pocałunku, że jest nudny, to takie wydawały jej się pocałunki Karla. Oddawała 

mu je bez żadnego zaangażowania.

Karl   wprawdzie   nie   należał   do   mężczyzn,   którzy   wyczuwają   nastroje   i   którym 

wystarczy jedno spojrzenie, by dowiedzieć się wszystkiego o drugim człowieku, ale mimo to 

bierne zachowanie Raiji  nie uszło  jego  uwagi.  Ze smutkiem odsunął  ją  lekko i  wyszeptał 

urażony:

- Jestem aż taki odpychający?

background image

- Nie - odparła Raija. - Właściwie jesteś bardzo przystojny.

- Ale - naciskał - czegoś mi brakuje? Raija nie odpowiedziała.

- Jaki powinienem być, żebyś mnie pokochała? Kim musiałbym być?

- Przecież ja cię bardzo lubię... - Raija nie kłamała. Naprawdę lubiła Karla, choć w inny 

sposób niż Mikkala.

- Tak?

- Tylko że wszystko jest takie nowe, takie obce... - wyznała i wsunęła się w objęcia 

męża z silnym postanowieniem, że będzie się zachowywać, jak przystało na świeżo poślubioną 

małżonkę. A jednak ramiona, które z taką łatwością zarzucała na szyję Mikkalowi, teraz ciążyły 

jej niby ołów. Bliskość Karla doprowadzała ją do udręki.

Och, Mikkalu! Gdybyś to był ty, łkało w niej wszystko.

Udało   jej   się   pobudzić   wyobraźnię   i   nagle   odniosła   wrażenie,   że   znalazła   się   w 

objęciach Mikkala. W tej krótkiej chwili tłumione uczucia znalazły ujście i przyjęła Karla jak 

kochająca kobieta.

Z ust Karla wydobył się jęk. Nastrój prysnął jak bańka mydlana. Raija powróciła do 

rzeczywistości i z bólem uświadomiła sobie, że nie potrafi przywołać ponownie w marzeniach 

tego, którego naprawdę kocha. Mało brakowało, a wymówiłaby jego imię. Musi je zdusić w 

sobie, a najlepiej zapomnieć.

Karl zauważył zmianę w zachowaniu żony. W jednej sekundzie taka delikatna i gorąca, 

nagle zamieniła się w sopel lodu. Wprawdzie nie odepchnęła go od siebie, ale poczuł się tak, 

jakby to zrobiła. Kiedy pocałowała go ponownie bez odrobiny namiętności, zdawało mu się, że 

ktoś wylał na niego kubeł lodowatej wody. Nawet gdyby go uderzyła w twarz, nie czułby się 

bardziej odepchnięty niż w tej właśnie chwili.

Nie zamierzał jednak wypuścić Raiji z objęć. To co, że stoi przy nim sztywna jak kłoda! 

Przełknął ciężko ślinę i nie zważając na to, że ściska ją za mocno, przyciągnął ją do siebie.

Przytulił policzek do jej włosów. Wyglądała tak ślicznie w nowej fryzurze! Nigdy jej 

tego nie powiedział, ale naprawdę tak uważał.

Raija nie protestowała, gdy ją przytulał, choć była sztywna, jakby połknęła kij. Położyła 

mu ręce na biodrach, ale w tym geście nie było ani odrobiny ciepła. Karl zacisnął powieki, by 

powstrzymać cisnące się do oczu łzy. Za nic w świecie nie zamierzał się zdradzić, że przez nią 

płacze.

- Jak możesz być taka zimna, widząc, że rozpalasz mnie do białości?

- Wiedziałeś, jaka jestem, gdy mnie brałeś - odparła chłodno. - Niełatwo mnie zmienić, 

Karl...

background image

Zrozumiał, że rozmowa nie ma sensu, Raija i tak nie dopuści go do siebie, obojętnie jak 

szczere były jego zamiary.

Tak bardzo pragnął, by ta chwila pozostała w ich pamięci jako coś wyjątkowego, ale 

chłód i niechęć Raiji zniszczyły wszystko. No cóż, skoro jej nie zależy, odpłaci pięknym za 

nadobne!

Ścisnął ją mocniej i pociągnął w stronę łóżka.

Zrobił je zupełnie sam. Nie zgodził się, by pomagał mu w tym Reijo, bo bał się, że 

mebel ciągle przypominać mu będzie o długu wdzięczności wobec przyjaciela.

- Co robisz? - jęknęła Raija w reakcji na jego nagłą brutalność.

- Sądziłem, że to dla ciebie oczywiste! - odrzekł głosem twardym jak skała.

Równie bezwzględny był jego pocałunek, przy którym dziewczyna jęknęła z bólu.

- Ściągnij   suknię!  -  nakazał  stanowczo,  zwalniając  uścisk. Oczy pociemniały mu  z 

pożądania.

- A jeśli odmówię?

- To ją z ciebie zedrę - odpowiedział, zachowując lodowaty spokój.

Rozebrała się. Zdjęła suknię, rozpięła ze spokojem lnianą koszulę, ściągnęła halkę i 

pończochy. Choć kipiała ze złości, nie dała tego po sobie poznać.

Zdawała sobie sprawę, że Karl ma do niej prawo, nie może mu niczego odmówić. 

Jednak nie chciała, by brał ją gwałtem.

Naga, odwróciła się do niego z twarzą pozbawioną wyrazu.

- Zadowolony? - zapytała. Karl z trudem przełknął ślinę. Boże, jaka ona jest piękna, 

pomyślał. Ciało, które pod ubraniem wydawało się takie wychudzone, wcale nie było kanciaste, 

lecz niezwykle harmonijne. Biodra miała wąskie, niemal chłopięce, piersi jędrne, a uda i brzuch 

lekko zaokrąglone, lecz twarde.

Niebiosa! przemknęło mu przez myśl. Czuł, że w ustach całkiem mu zaschło.

- Podejdź, Raiju - wyszeptał chrapliwie.

Jego   słowa   zabrzmiały   bardziej   jak   rozkaz   niż   jak   prośba,   ale   dziewczyna   nie 

oponowała i posłusznie zbliżyła się do męża.

Tak bardzo jej pragnął, że czuł niemal fizyczne cierpienie. Zasypał ją najgorętszymi 

pocałunkami, a dłonie spragnione pieszczot powędrowały po jej jedwabistej skórze. Karl starał 

się być delikatny, ale nie potrafił obchodzić się z kobietą.

Jego pieszczoty były nieporadne, mało subtelne. Niecierpliwe dłonie, zamiast rozpalać 

Raiję, sprawiały jej ból.

Czuł, jak krew pulsuje mu w skroniach i szybciej krąży w żyłach. Pochłonięty własnym 

background image

pożądaniem, nie zauważył wcale, że ciało Raiji nie odpowiada na jego pieszczoty.

Drżały mu ręce, gdy na chwilę oddalił się nieco, by zdjąć spodnie. Nie zważając wcale, 

czy jest gotowa go przyjąć, rozsunął gwałtownie jej uda i wtargnął w nią.

Słyszał jęk Raiji, lecz nie zareagował, jakby to wcale go nie obchodziło. Do głowy mu 

nie przyszło, że zadaje jej ból. Rozsadzało go pulsujące płomienne pożądanie. Musiał je ugasić. 

Musiał...

Pchnął mocno kilka razy, po czym runął na nią spocony i gorący.

Powoli spływał na niego spokój. Paliła go skóra. Chciał coś powiedzieć, lecz brakowało 

mu słów. Przełknął ślinę, ale choć w ustach nie miał już tak sucho, nie potrafił wyrazić, co czu-

je, ile znaczyła dla niego ta chwila i jaka cudowna była Raija. W milczeniu pocałował ją w 

szyję, po czym wsparł się na łokciu. Zamarł, kiedy zobaczył spływające po jej policzkach łzy. 

Oczy miała zamknięte i ani jedno słowo skargi nie wydobyło się z jej ust. Karl odsunął się na 

bok, niczego nie pojmując. Włożył ubranie i zakłopotany usiadł na brzegu łóżka.

Jakiś głos podpowiadał mu, że źle obszedł się ze swoją żoną. Widocznie nie tak to 

trzeba robić... chociaż jemu było cudownie.

Skąd miał jednak wiedzieć, co jest słuszne, a co nie? Nikt nigdy nie rozmawiał z nim 

szczerze i rzeczowo o związku pomiędzy kobietą i mężczyzną. Jedynym punktem odniesienia 

były zasłyszane wulgarne opowieści, w których nie było miejsca na delikatność, która, jak mu 

się teraz wydawało, musiała się z tym wiązać.

Szorstką dłonią pogłaskał żonę po włosach i wyjąkał:

- Wybacz mi, Raiju! Nie chciałem cię zranić! Nie odpowiedziała. Leżała apatyczna z 

mokrą od łez twarzą, a dolna warga drżała jej lekko.

Karl wstydził się, patrząc na te łzy, a jeszcze bardziej na ślady pozostawione przez swe 

niecierpliwe dłonie i spragnione usta.

Dlaczego nikt mu nie mówił, jak się to robi?

Nie potrafił o tym z nią rozmawiać. Oznaczałoby to przyznanie się do porażki, a tego by 

nie zniósł.

- Nie bądź na mnie zła, Raiju! - błagał, nie spodziewając się bynajmniej odpowiedzi. 

Pod tym względem znał ją dobrze, Raija długo chowała urazę. Może musi poczekać do jutra? - 

Przecież ja... zależy mi na tobie! - wydusił z siebie zrozpaczony i musnął wargami jej czoło.

Oprócz łez nie było innej reakcji.

Karl wstał i otulił żonę okryciem. Sam nie miał ochoty spać. Zgarbiony siadł przy stole i 

przez całą noc, która zdawała się nie mieć końca, patrzył nieruchomo przed siebie. Oczy go 

piekły, ale kiedy je zamykał, nie potrafił się uspokoić.

background image

Zupełnie   inaczej   wyobrażał   sobie   noc   poślubną.   Po   raz   kolejny   przekonał   się,   że 

marzenia są niebezpieczne. Przynoszą jedynie rozczarowanie.

A jednak mimo wszystko Karl zasnął. Jak przez mgłę usłyszał odgłos zamykanych 

drzwi i półprzytomny otworzył oczy. Ciało miał zdrętwiałe. Za oknem było jasno, a Raija 

zniknęła...

Odeszła od niego? Nie, Raija nie zrobiłaby tego, wiedziała, co to poczucie obowiązku. 

Na pewno wzięła się za robotę, chyba karmiła owce.

Jego wzrok padł na drugi koniec stołu, ten, który nie służył mu za poduszkę, i w tej 

samej chwili poczuł jeszcze większy wstyd. Raija przygotowała dla niego jedzenie.

Po tym wszystkim, co uczynił w nocy, stać ją było na to, by zachować się zupełnie 

normalnie! Ścisnęło go w gardle i trochę potrwało, nim zdołał przełknąć ślinę.

Powoli rozebrał się i nieporadnie, bo nigdy sam tego nie robił, poskładał odświętne 

ubrania. Z kufra ustawionego przy zaścielonym łóżku wyjął codzienny strój. W grubych samo-

działowych   portkach   i   połatanej   koszuli   poczuł   się   nareszcie   swobodnie.   W   eleganckim 

ubraniu, które nosił poprzedniego dnia, czul się jakoś głupio. Nie pasowało do niego.

Raija,   oczywiście,   poradziła   sobie   doskonale   nawet   w   tej   niezwykłej   sytuacji. 

Zachowywała się tak, jakby codziennie paradowała w odświętnym stroju. Wczoraj był tym 

speszony, dziś spojrzał na to inaczej. Poczuł dumę, gdy zrozumiał, że Raija zawsze będzie 

wyglądać jak bogini. Strój nie ma w jej przypadku żadnego znaczenia. W zgrzebnej połatanej 

sukni   prezentuje   się   równie   pięknie,   jak   prezentowałaby   się   w   sukniach   z   drogich   tkanin 

sprowadzanych przez bogate damy z Bergen.

Chętnie przychyliłby nieba swej nowo poślubionej żonie.

Poruszony, zacisnął dłonie. Dojrzało w nim postanowienie, że ta nieudana noc i nędzna 

parodia miłosnego aktu nigdy więcej się nie powtórzy. Będzie inaczej! Nie dopuści do tego, by 

Raija przez niego płakała z bólu.

Może ona nie darzy go miłością, ale nie będzie z jego powodu wylewać łez.

Miłość... to słowo przywoływało rumieniec na jego twarzy. Nie potrafił powiedzieć tego 

na głos, ale wiedział już, że kocha Raiję.

Przyjmowała obojętnie jego pieszczoty, ale to się zmieni. Karl wierzył gorąco, że jeśli 

się postara, Raija obdarzy go także uczuciem. Da jej wszystko. Wtedy żona zrozumie, że jest jej 

godny...

Postanowił pójść do Reijo. Przyjaciel ciągle opowiada o wyjeździe z osady, musi więc 

się pośpieszyć, by zdążyć się z nim rozmówić. Musi dowiedzieć się wszystkiego o złocie...

Pośpiesznie zaczął jeść owsiankę. Z kawałkami ryby smakowała nie najgorzej.

background image

Posiłki spożywane w tych stronach nie były szczególnie urozmaicone. Na śniadanie 

zwykle jedzono owsiankę z mięsem lub rybą, na obiad ryby i zupę lub kaszę na kolację.

Nie   był   to   przejaw   braku   pomysłowości   ze   strony   Raiji.   Tak   było   we   wszystkich 

domach. Po prostu mieszkańcy wioski nie dysponowali innymi produktami, starali się więc 

wykorzystać najlepiej, te, które mieli.

Był już po śniadaniu, kiedy Raija, zarumieniona na twarzy od mrozu, weszła do izby. 

Na jej włosach bieliły się płatki śniegu.

- Nie śpisz - stwierdziła, ani jednym gestem czy słowem nie zdradzając swych uczuć.

Gdyby nie to, że wydarzenia minionej nocy tak mocno wryły mu się w pamięć, Karl 

skłonny byłby uwierzyć, że śnił mu się koszmarny sen, bo Raija zachowywała się zwyczajnie. 

Tylko usta miała nabrzmiałe i zaczerwienione, a na szyi dostrzegł siniaki. Zrobiło mu się wstyd, 

bo wiedział, że to on pozostawił te znaki. Gdyby tak potrafili o tym ze sobą porozmawiać, 

wyznać,   co   leży   im   na   sercu!   Tak   bardzo   pragnął   się   dowiedzieć,   czego   Raija   od   niego 

oczekuje, ale nie śmiał o to zapytać.

- Dziękuję za śniadanie! - rzucił tylko zakłopotany, nie wiedząc, co zrobić z rękoma.

Raija zdjęła chustę i rozwiesiła przy palenisku, a sama zasiadła przy kołowrotku.

Poprzedniego   dnia   jej   oczy   błyszczały.   Do   czasu,   gdy   o   szarym   poranku   założyła 

odświętny strój, była rozbawiona i wesoła. Ciskała śnieżkami w pnie brzóz i trafiała celnie. A 

teraz siedziała z poważną twarzą, pochłonięta typowo kobiecym zajęciem.

- Czy ojca tu czasem nie było? - zapytał.

- Dzisiaj miał wypłynąć sam na połów - przypomniała mu. Karl pamiętał o tym, ale nie 

wiedział, co ma ze sobą zrobić.

Czuł się bezradny jak dziecko. Nie mógł tu z nią siedzieć. Z pewnością wiele od niego 

oczekiwała, spodziewała się, że coś zrobi. Tylko co? Nie zdobył się na to, by ją zapytać.

Rodzice zawsze nim kierowali, mówili, gdy był potrzebny. Raija tymczasem oczekiwała 

od niego, że będzie mężczyzną. Miał wiedzieć wszystko, załatwiać sprawy, podczas gdy ona 

będzie siedziała w chacie i odgrywała rolę jego żony.

Nie potrafił tak.

- Idę do Reijo - oznajmił, odwracając się do niej plecami. - Muszę z nim porozmawiać.

- Idź! - odpowiedziała bezbarwnym głosem. Karl założył wierzchnie okrycie i ruszył do 

drzwi. Było mu przykro, że ją tak zostawia, ale też wychodził z wyraźną ulgą.

Reijo nie spodziewał się takiej wizyty. Gdyby to on się ożenił z Raiją, ostatnie, co 

przyszłoby mu na myśl, to odwiedzanie przyjaciół nazajutrz po ślubie. Tak się nie zachowują 

nowożeńcy!

background image

Karl udawał, że nie dostrzega zdziwionego spojrzenia, które posłał mu Reijo. Otrzepał 

się ze śniegu i wszedł do niewielkiej izby.

- Nie wyjechałeś? - zapytał.

- O, nie, poczekam do wiosny. Ruszę, gdy stopnieją śniegi i puści lód na rzekach...

- Ale wierzysz w to?

Karl   drążył   temat,   jakby   od   tego   zależało   jego   życie.   Reijo   popatrzył   na   niego 

zdziwionym wzrokiem.

- Muszę w to wierzyć, Karl. Jedyne, co mam, to marzenia. Chciałbym wierzyć, że 

można dostać od życia coś więcej niż to, co mamy teraz. Jeśli zamierzam zdobyć coś, choćby 

niewielką cząstkę tego, o czym marzę, muszę się stąd ruszyć. Nie chcę liczyć tylko na to, co 

wyciągnę z morza czy z ziemi.

- Uda ci się?

- Nie wszyscy, którzy marzą o złocie, znajdują je - odpowiedział Reijo. - Ale wszystkim 

wolno marzyć, tak samo mnie, jak innym.

- Chciałbym, żebyśmy mogli pojechać razem! We wzroku Karla pojawił się dziwny 

blask, który zdumiał Reijo.

- Czy to mówi chłopak, który właśnie ożenił się z najpiękniejszą dziewczyną w Ruiji?

Ogień w oczach Karla zniknął.

- A czy mnie nie wolno marzyć? - zapytał i szybko przeskoczył na inny temat: - Zresztą, 

może i tutaj na miejscu jest złoto?

O tym Reijo nigdy nie pomyślał. Z początku przypuszczenie rzucone mimochodem 

przez Karla uznał za całkowicie niedorzeczne, ale gdy się dłużej nad tym zastanowił, stwierdził, 

że wcale nie jest to wykluczone. Dlaczego bogactwo nie miałoby czekać na odkrycie gdzieś 

blisko?

Przecież to właśnie w te strony przybywali pierwsi osadnicy fińscy. Ten fiord i te trakty 

znali. Patrzyli na te góry, pokonywali tę wąską dolinę, patrzyli na tę rzekę!

Dlaczego zawsze mu się zdawało, że to, czego szuka, znajduje się gdzieś daleko na 

wschód?

Czy to jego pragnienie ucieczki sprawiło, że kraina na wschodzie wydawała mu się taka 

kusząca?   Trudno   powiedzieć.   Teraz   jednak   Karl   natchnął   go   myślą,   którą   postanowił 

urzeczywistnić.

- No właśnie, dlaczego nie? - Reijo słyszał, że jego zachrypnięty glos zabrzmiał jakoś 

obco i że ze zdenerwowania wtrąca fińskie słowa. - I tak nie wyjadę prędzej niż na wiosnę - 

ciągnął   podekscytowany.   -   Mamy   więc   dużo   czasu   na   poszukiwania.   Może   naprawdę 

background image

znajdziemy złoto tutaj?

- Zgodzisz się, bym szukał razem z tobą? Reijo zwrócił na przyjaciela rozszerzone z 

emocji oczy.

- Oczywiście! A kto mi podsunął tę myśl? Może zostaniemy bogaci! Bogaci!

W   błękitnych   oczach   Karla,   wpatrzonych   z   przejęciem   w   przyjaciela,   pojawił   się 

fanatyczny blask. Ale teraz Reijo się temu nie dziwił. Karla trawił ten sam ogień, wypełniało go 

to samo marzenie. Być bogatym! Być kimś!

- Tylko nikomu ani słowa! - ostrzegł go Reijo. - Możesz powiedzieć jedynie Raiji, bo 

ona umie trzymać język za zębami.

- Nie, Raiji nie! Stanowcze słowa Karla zaskoczyły Reijo.

- Chcę jej zrobić niespodziankę - dodał Karl już spokojniej i trochę się plącząc, mówił 

dalej: - Nie chcę, żeby wiedziała. Jeśli nam się uda, jeśli dopisze nam szczęście, wtedy ofiaruję 

jej wszystko, czego zapragnie...

Karl wierzył gorąco, że przychylność Raiji zdoła kupić pięknymi rzeczami.

Reijo   poczuł   ukłucie   w   sercu.   Obawiał   się,   że   Karla   może   spotkać   wielkie 

rozczarowanie. Raija nie potrzebowała złota ani manny z nieba. Karl nie mógł ofiarować jej 

tego,   czego   naprawdę   pragnęła.   Reijo   także   nie.   Ale   powiedzieć   prawdę   Karlowi   byłoby 

okrucieństwem.

- Dobrze - zapewnił ochryple. - Nie powiemy Raiji... Zbliżała się pora obiadu i Karl nie 

mógł pozostać dłużej z przyjacielem. Był przecież świeżo po ślubie i chociaż dom wywoływał 

w nim mieszane uczucia - wabił go, a zarazem odpychał - to tak czy inaczej musiał do niego 

wrócić.

Karl   zastanawiał   się,   co   też   Reijo   sobie   o   nim   pomyślał,   ale   szybko   porzucił   te 

rozważania. Mniejsza o to, najważniejsze, że nie pytał za wiele i powstrzymał się od komen-

tarzy. Karl zapomniał mu już, że poprzedniego wieczoru ku jego zazdrości obtańcowywał jego 

młodziutką żonę.

Nad brzegiem fiordu minął paru rybaków, którzy właśnie schodzili na ląd. Łagodne rysy 

twarzy   Karla   stężały,   gdy   usłyszał   za   plecami   kąśliwe   uwagi.   Zacisnął   jednak   zęby,   nie 

zaszczycając złośliwców ani jednym spojrzeniem. Nie usłyszeli też odpowiedzi na zaczepkę.

- Jemu ta dziwka też nie dała? - usłyszał. Karl domyślał się, do kogo należy ten tubalny 

głos, po którym rozległ się gromki śmiech.

- Ta kocica, która uważa się za nie wiadomo co, woli pewnie Lapończyków!

Isak   bezceremonialnie   ubliżał   Raiji.   Nie   zapomniał   nauczki,   którą   dał   mu   Mikkal. 

Blizna na prawym policzku codziennie mu o tym przypominała. Nie przepuścił więc żadnej 

background image

okazji, by się odegrać na dziewczynie, za każdym razem wywołując salwy śmiechu wśród 

zebranych.

Wszyscy zgodnie przyznawali, że Raija Alatalo zasłużyła sobie, by jej wskazać, gdzie 

jest jej miejsce. Teraz co prawda nazywała się Elvejord, ale najwyższy czas, by ta pyskata dzie-

wucha zapamiętała, kim jest! Rybacy, patrząc za dumnie wyprostowanym Karlem, wulgarnie 

go zaczepiali. Dobrze wiedzieli, że ich słyszy, ale szczeniak pewnie bał się podnieść na nich 

ręki.  Syn Kristiana Elvejorda nie cieszył  się opinią zabijaki.  Zawsze miał  w sobie coś ze 

słabeusza.

I to jemu trafiła się taka żona!

Mężczyźni zazdrościli mu, ale dworowali sobie z niego. Uważali, że chłopak jest za 

łagodny, by poskromić tę dziką kotkę. Choć żaden by się do tego nie przyznał, wielu wodziło 

tęsknym wzrokiem za ciemnooką szczupłą dziewczyną. Co prawda mało kto chciałby się z nią 

ożenić, ale niejeden chętnie wziąłby ją tak, jak tego próbował Isak.

Karl wrócił do pustego domu. W stronę rzeki prowadził rząd drobnych śladów.

Raija wpatrywała się ponuro w przerębel, wyrąbany w lodzie dokładnie w tym samym 

miejscu, gdzie Mikkal na całe życie naznaczył Isaka.

Dziewczyna dobrze wiedziała, że rzeka płynęła pod lodem ciemna i zimna. Tu było 

najgłębiej... To byłoby takie proste...

- Nie myśl o głupstwach, dziewczyno! - powiedziała głośno sama do siebie, zanurzając 

wiadro w przeręblu.

Patrzyła, jak wlewa się do niego lodowata woda, a gdy już było pełne, wyciągnęła je. 

Zaraz też zanurzyła drugie. Raija była szczupła, ale ręce miała silne.

Zmarzły jej pałce. Gdzieś odłożyła rękawice i nie mogła ich znaleźć. Ale dosłownie 

dusiła się w izbie i czuła, że musi czym prędzej wyjść na zewnątrz. Zdawało jej się, że ciepło i 

wabiąca przytulność nowego domu wciąga ją jak wir. Uciekła więc, by nie dać się pochwycić.

Nie   będzie   im   dobrze!   Nie   dopuści   do   tego,   by   poczuć   się   szczęśliwa   w   nowym 

związku! powtarzała uparcie, a zaraz potem wbrew sobie samej zachwycała się przytulną izbą.

Nieudana   noc   poślubna   stanowiła   swoisty   dowód   na  to,   że   z   tego   małżeństwa   nie 

wyniknie nic dobrego. Dziwnie koiło to jej ból, a równocześnie miało posmak goryczy.

Woda drwiła sobie z niej, wabiła, jakby chciała ją wessać w swą głębię.

Raija szarpnęła wiadro, próbowała je wyciągnąć, ale bolały ją ramiona, straciła czucie w 

palcach. Nagle przeszył ją ostry ból w plecach. Zamierzała się cofnąć o krok, ale nogi nie chcia-

ły ruszyć się z miejsca, nie chciały dźwigać jej ciężaru.

To stało się tak szybko. Z jakiegoś powodu nie puściła wiadra, które pociągnęło ją w 

background image

dół, do przerębla.  Usłyszała trzask lodu załamującego się wokół  otworu,  a potem poczuła 

niesamowicie zimną wodę. Uderzyła głową o ostrą lodową krawędź, ale jakimś cudem nie 

straciła przytomności. Woda, która tak ją wabiła do siebie, czarna i rwąca, przenikała przez 

grube warstwy ubrania i kłuła ciało niczym tysiące ostrych igieł. Raija zdołała wreszcie puścić 

wiadro.

Udało jej się wyprostować zgrabiałe palce i chwycić się skraju lodu. Wpiła się niemal w 

chropowatą warstwę zmieszaną ze śniegiem, ale palce całkiem jej zdrętwiały i nawet nie za-

uważyła, że ostre kryształy lodu do krwi ranią jej dłonie.

Woda   nacierała   bezlitośnie,   szarpiąc   spódnicę   dziewczyny   i   wabiąc   ją   w   swój 

tajemniczy cudowny nurt. Lodowata toń  sprawiła,  że  Raija  nie czuła już swego  ciała,  ale 

krzyczała z całych sił, bo głos nadal dobywał się jej z gardła. Krzyczała w trzech różnych 

językach, używając słów, których przyzwoita kobieta nawet nie powinna znać. Krzyczała tak 

głośno, aż wreszcie ochrypła. Palce, zsuwając się coraz bliżej krawędzi przerębla, zostawiały na 

lodzie czerwone ślady krwi.

Ale zimna woda nie zdołała pozbawić Raiji woli życia, zgasić w niej tego płomienia. 

Odbierała jej siły, ale dziewczyna za wszelką cenę pragnęła się uratować.

Raija nie przestawała krzyczeć, choć oczy jej się już zamykały. Wszystko zlało się w 

migocącą pustkę. Czyżby umarła? Czy tak właśnie wygląda śmierć?

Nie czuła dotyku rąk, które wyciągnęły ją z przerębla. Zdawało jej się tylko, że minął 

rozdzierający ból zadawany jej przez tysiące lodowych igieł.

- Głupia dziewczyno! - mówił  zdenerwowany Karl, wiedząc, że Raija i tak go nie 

słyszy. - Nie mogłaś zaczekać, aż wrócę do domu?

Gniewem usiłował zamaskować strach.

Ten   krzyk...   Nikt   chyba   nigdy   nie   przeżył   tak   koszmarnych   chwil   jak   on,   gdy 

zaalarmowany gnał nad rzekę, a potem szarpał się, by wyciągnąć Raiję z przerębla.

- Zawsze byłaś uparta - mamrotał, czując, jak łzy płyną mu po policzkach.

Bogu dzięki, że wrócił do domu! Przecież mógł ją na zawsze stracić...

Chwycił żonę na ręce i przycisnąwszy mocno jej przemoczone i przemarznięte ciało, 

ruszył pędem w stronę chaty.

Z trudem otworzył drzwi. Ku swej radości zauważył, że Raija dygocze. A więc żyje! 

Tak strasznie się bal, strach go niemal paraliżował, gdy leżała całkiem bez ruchu w jego ra-

mionach.

Zdjął z niej przemoczone ubranie. Brzeg spódnicy był sztywny od lodu, a zamarznięte 

wysokie kumagi stały, nie przewracając się.

background image

Muszę ją szybko wysuszyć! przemknęło mu przez myśl.

Chwycił, co miał pod ręką, i zacząć wycierać jej rozdygotane ciało. Dopiero po chwili 

zorientował się, że ściska w dłoniach ślubną koszulę. Ale jakież to miało znaczenie?

Szybko ułożył żonę w łóżku i otulił grubymi okryciami ze skór. Zdawało mu się, że na 

sinobladych policzkach pojawił się słaby rumieniec. Pośpiesznie rozpalił w palenisku. Jej ciało 

musi się porządnie rozgrzać!

Nad rzeką zostało przewrócone wiadro i nosidło. Karl wrócił po nie dopiero, kiedy Raija 

zaczęła dochodzić do siebie. Okazało się, że nosidło przymarzło do oblodzonego brzegu, a 

resztki wody w wiadrze pokryły się warstwą lodu.

Karl rozbił tę lodową skorupę i skierował się do przerębla, łypiącego nań złym okiem.

Od teraz będę sam nosił wodę, postanowił. Raija nie może się tak narażać!

Miał nadzieję, że zdoła przepędzić chłód z jej ciała - dosłownie i w przenośni.

background image

12

Nadeszła zima, a wraz z nią polarna noc. Słońce zniknęło na długi czas z horyzontu.

Kolejne dni mijały powoli, jak to zwykle takie ponure dni. Przechodziły do przeszłości, 

nie pozostawiając po sobie żadnych godnych zapamiętania śladów.

Wreszcie   nastąpiło   przesilenie.   Zaczęło   przybywać   dnia,   zrazu   nieznacznie,   później 

coraz wyraźniej. Nawet najzatwardzialsze serca topniały, gdy w najwyższych partiach gór niby 

wstydliwy rumieniec pojawiła się pierwsza poświata słonecznego blasku. Złote smugi pełzały 

po zboczach, a w połowie lutego ukazała się słoneczna tarcza. Raija, ociężała, wyszła przed 

chatę i chciwie chłonęła pomarańczowe światło, jakby te pierwsze nieśmiałe promienie mogły 

już teraz ofiarować jej życiodajne ciepło. Uśmiechnęła się. Wprawdzie ciągle trwała zima i 

jeszcze przez kilka miesięcy nie opuści tych stron, a nawet pod koniec maja chłodne śnieżne 

szpony dusić będą osiadłych daleko za kręgiem polarnym mieszkańców, jednak słońce było 

zwiastunem, zwiastunem światła, którego wszyscy z utęsknieniem wyczekiwali.

Słońce rozpraszało pomrokę, która spowijała ich od miesięcy. Niosło obietnicę nagrody 

za trudy życia w ciemnościach. Wnet rozstąpi się wszechobecny mrok, a potem noc i dzień 

zleją się w jedno.

Raija   objęła   rękami   rosnący   brzuch.   Już   od   dawna   jej   odmienny  stan   został   przez 

wszystkich dostrzeżony. Jej dziecko miało przyjść na świat w porze światła, w porze nadziei. A 

tej zarówno Raija, jak i jej nie narodzone dziecię potrzebowało szczególnie.

Raija weszła z powrotem do chaty, gdzie zawsze było coś do zrobienia. Karl wypływał z 

ojcem na połów ryb i miał niewiele wolnego czasu, a i tę odrobinę, jaka mu pozostawała, 

spędzał   najchętniej   poza   domem.   Raija   była   spokojna,   bo   wiedziała,   że   mąż   przebywa   w 

towarzystwie Reijo. Nie miała pojęcia, czym ci dwaj się zajmują. Nigdy Karla o to nie pytała, 

on sam też jej nic nie mówił.

Karl był szczęśliwy. Z dumą spoglądał na powiększający się brzuch Raiji. Kiedy tak 

obrzucał ją pełnym szacunku spojrzeniem, dziewczyna zaczynała się bać.

A z jaką czułością mówił o ich wspólnym dziecku! Raija natomiast nigdy nie używała 

określenia „nasze”, mówiła: „moje dziecko”.

Kiedy z zewnątrz doleciało ją skrzypienie śniegu, podniosła szybko wzrok znad robótki.

Nie, to na pewno nie Karl, pomyślała. Nigdy nie wraca tak wcześnie.

Szelest przy drzwiach obudził w niej niemądre pragnienie, które jednak natychmiast 

stłumiła, tak niedorzeczne się jej wydało.

Przeraziła ją jednak własna reakcja: przez okamgnienie czuła bezgraniczne szczęście...

background image

Dźwięcznym głosem odpowiedziała na pukanie, zastanawiając się, kto składa jej wizytę 

w środku dnia. Ale w drzwiach nie pojawił się wyczekiwany z takim utęsknieniem człowiek. 

Raija nie zdradziła się, że spotkał ją zawód. Z niewzruszonym spokojem odłożyła robótkę i 

wstała, by się przywitać.

Aslak,   starszy  syn  Pawy,   uścisnął   jej   dłoń  i   ku  swemu   zadowoleniu   stwierdził,   że 

dziewczyna jest przy nadziei. Uświadomił sobie przy tym, że nie potrafi nienawidzić Raiji.

Poprosiła, by spoczął, i ugościła go, czym chata bogata. Kiedy się posilał, rozmawiali o 

wszystkim i o niczym. Nie wspomniał ani słowem o tym, czego Raija była najbardziej ciekawa, 

więc w końcu musiała sama zapytać:

- Mikkal, zdaje się, poślubił twoją siostrę, Siggę? Aslak właśnie z tego powodu zjawił 

się u Raiji, ale nie odpowiedział od razu. Przeżuwał jedzenie dokładniej, niż to było konieczne.

Przyszedł, żeby ją trochę podręczyć. Chciał ją sprowokować do zadawania pytań, na 

które miał gotowe odpowiedzi. Zamierzał zapewnić Raiję, że jego siostra jest bardzo szczęśliwa 

w małżeństwie. Wydawało mu się, że gdy ujrzy gasnący w oczach dziewczyny blask i nadzieję, 

poczuje radość. Tak... Przyszedł tu, by ją złamać.

A jednak nie wzbudziła w nim nienawiści, mimo że tak tego pragnął. Jej mądre oczy 

przyciągały jego spojrzenie. Wydawały mu się jeszcze bardziej niezwykłe, aniżeli zapamiętał. 

Nie, nie potrafił nią nawet gardzić, a co dopiero nienawidzić!

Może Raija w niczym nie zawiniła?

Nie wiedziała, że oczy Siggi całkiem przygasły.

Aslak   przez   cały   czas   starał   się   jakoś   wytłumaczyć   zachowanie   Mikkala. 

Usprawiedliwiał go. Dobrze wiedział, kiedy Mikkal tak się zmienił, i całą winą za to obciążał 

Raiję.

- Tak, Mikkal i Sigga pobrali się - odpowiedział w końcu. Popatrzył uważnie na Raiję, 

ale jej twarz nie wyrażała żadnych uczuć.

- Odbyło się huczne wesele. Zgodnie z tradycją trwało trzy dni. Nie wiem, kto był 

bardziej pijany na samym końcu, Mikkal czy ja.

Uśmiechnął się lekko, a Raija także przywołała uśmiech.

- Sigga także spodziewa się dziecka. Raija zbladła i przełknęła ciężko ślinę, ale dzielnie 

przyjęła i tę wiadomość. Zdobyła się nawet na uśmiech i gratulacje.

- Jak miło! Kiedy?

- Ma rodzić późnym latem, jeśli słuchać tego, co Ravna i ona sama mówią. Ale chyba 

się na tym znają. Sigga odchodzi od zmysłów ze strachu, bo Elle przepowiedziała, że to dziecko 

przysporzy jej ogromnych zmartwień.

background image

Raija uśmiechnęła się słabo.

- Mnie też Elle wywróżyła, że wszystkie moje dzieci przysporzą mi trosk. Może ona 

zawsze tak mówi? - urwała. Po chwili zaś oznajmiła: - Ja się spodziewam dziecka na początku 

lata. Powiedz Ravnie, na początku lata...

Odruchowo położyła dłoń na brzuchu. Aslakowi wydała się piękniejsza niż zwykle, a za 

piękność uważał ją zawsze.

Jej uśmiech skierowany był do maleńkiego życia, które w sobie nosiła. Aslak poczuł się 

zakłopotany. Przybył tu, żeby rozpalić w niej zazdrość. Zazdrość, która miała ją zniszczyć, tak 

jak zatruła życie Siggi i wypełniła je smutkiem.

Sigga   wiedziała,   że  nie   jest   kochana.  Aslak  pragnął   dostrzec  to  samo  cierpienie   w 

oczach Raiji; nie powinna ufać Mikkalowi, który tak okrutnie zawiódł jego siostrę.

Ale Raija promieniała radością, mówiąc o dziecku, którego oczekiwała. A chyba nie 

kocha się dziecka  mężczyzny, którego  nie darzy się uczuciem? Aslak umocniony w prze-

konaniu, że Raija naprawdę odnalazła szczęście u boku poślubionego Norwega, nie chciał już 

jej ranić.

Wzbudziła w nim instynkt opiekuńczy, wcale jej nie pożądał. Być może właśnie takim 

samym uczuciem kieruje się Mikkal. Może związek, który ich łączy, jest zupełnie niewinny?

Aslak przyszedł tu, żeby kłamać, a tymczasem zmienił zdanie i postanowił szczerze 

wyznać prawdę.

- Mikkal i Sigga nie powinni byli się pobrać. To się musi źle skończyć. Wszystkiemu 

winni   są   rodzice.   Pehr   i   mój   ojciec   tak   nalegali   na   to   małżeństwo.   -   Uśmiechnął   się   ze 

smutkiem. - Moja siostra jest śliczną dziewczyną, Raiju. Powinna mieć męża, który by się o nią 

troszczył, a nie takiego, który ledwie raczy ją zauważać.

- Chyba musiał być z nią blisko, skoro spodziewają się dziecka - skomentowała z ironią 

Raija.

- Przecież jest mężczyzną - uśmiechnął się krzywo Aslak. Raija nie odpowiedziała, ale i 

ona rozciągnęła usta w uśmiechu.

- Pewnie nie powinno się rozmawiać na te tematy z kobietą, ale ty nie jesteś taka 

przeczulona, Raiju, prawda? Pamiętam, że potrafiłaś kląć równie siarczyście jak my, dora-

stający chłopcy. Nigdy nam w niczym nie ustępowałaś... Raija uśmiechnęła się do wspomnień z 

przeszłości.

- To było wieki temu - powiedziała.

- Nic nie rozumiem - ciągnął Aslak, na nowo podejmując temat. - Sigga cierpi, a Mikkal 

zachowuje się tak, jakby nie był sobą.

background image

- Przykro mi - rzekła Raija obojętnie. - Poproś go, żeby był dla niej dobry.

Na nic więcej się nie zdobyła. Mikkal sam wybrał Siggę. Raija gotowa była pójść za 

nim na koniec świata, ale on powtarzał coś o obowiązku i sam zrezygnował z życia, które mogli 

razem rozpocząć. Oczywiście, że zrobiło się jej przykro, gdy usłyszała, że jest nieszczęśliwy. 

Pewnie powinna nienawidzić Siggi, ona przecież dostała to wszystko, czego Raija tak gorąco 

pragnęła. Ale nie potrafiła wzbudzić w sobie takich uczuć, po tym jak usłyszała, że i ona cierpi.

- A ty jak żyjesz? Jest ci dobrze? Pytanie spadło na nią zupełnie znienacka. Rozmowa o 

Mikkalu i Sigdze nie była dla niej łatwa, jednak nie dotyczyła jej bezpośrednio. O sobie nie 

chciała opowiadać.

- Ja? - zapytała bezradnie. - Mnie... to znaczy nam... wszystko się dobrze układa. A co u 

ciebie, Aslak? - pośpiesznie, może nazbyt pośpiesznie, zmieniła temat. - Żadnych dziewczyn?

Aslak podchwycił wątek. Nie miał ochoty przeciągać tej trudnej rozmowy na temat 

cudzego szczęścia i nieszczęścia. Wolał mówić o sobie, to było dużo mniej skomplikowane.

- Mnóstwo, a zarazem żadnej - roześmiał się beztrosko.

Od tej chwili rozmawiali już tylko o jego burzliwym życiu. A kiedy zabrakło im tematu, 

Aslak   podniósł   się   z   miejsca   i   pożegnał,   zabierając   ze   sobą   pozdrowienia   dla   wszystkich 

wspólnych znajomych.

Najwyraźniej on i Karl natknęli się na siebie, bo Karl wszedł do chaty chwilę później.

- A po co ten tu przyszedł? - chciał się dowiedzieć, z trudem skrywając podejrzliwość. 

Tak jakby przypuszczał, że Raija pomimo odmiennego stanu mogłaby go zdradzić.

- To szwagier Mikkala - odpowiedziała z uśmiechem, choć w środku czuła się martwa.

Karl nie przestawał patrzeć na nią z niedowierzaniem, sadowiąc się na miejscu, na 

którym przed chwilą siedział Aslak.

- Aslak jest moim przyjacielem z dzieciństwa - tłumaczyła dalej. - Przyszedł zobaczyć, 

jak nam się wiedzie. Opowiedział też, co nowego u nich. Sigga i Mikkal pobrali się, ale to 

żadna nowina. Zeszłego roku przecież jej się oświadczył. Spodziewają się dziecka u schyłku 

lata.

- Co za zbieg okoliczności - rzucił Karl sucho, jakby go to w ogóle nie interesowało.

Raija nie podjęła wątku. Bała się, że Karl może się czegoś domyślić. Teraz jeszcze 

może westchnąć z ulgą, patrzeć mu prosto w oczy, choć z każdym dniem przychodzi jej to 

coraz trudniej. Prawda i tak wyjdzie na jaw. Raija nie była taka głupia, by nie zdawać sobie z 

tego sprawy. Ale po co martwić się na zapas...

Karl podrapał się po brodzie.

- Miejmy nadzieję, że nikt go nie widział!

background image

- A to dlaczego? - zapytała ostro. - Czy ja nie mogę mieć przyjaciół? Nie wtrącam się do 

tego, z kim ty się spotykasz, ani co robisz całymi dniami. Dlaczego mam być inaczej trak-

towana niż ty?

- Bo jesteś kobietą! Zrozum wreszcie, że nie wypada, żeby podczas mojej nieobecności 

kręcili się tu jacyś mężczyźni. Co ludzie powiedzą!

- No właśnie, co ludzie powiedzą? - powtórzyła wyzywająco, ujmując się pod boki.

- Ze masz dziwną słabość do Lapończyków! Zaciśnięte usta pobielały, zaznaczając się 

na twarzy Raiji cienką kreską. Dziewczyna bez słowa podeszła do męża i wymierzyła mu 

siarczysty policzek. Jej oczy ciskały gromy.

W miejscu, gdzie uderzyła, pojawił się czerwony ślad.

Zerwał się jak oparzony i przytrzymał mocno jej ręce, zaraz jednak ją puścił.

Ciężko opadł na stołek i zamknął oczy. Kobiety, które oczekują dziecka, zachowują się 

dziwnie. Tak powiedział mu ojciec. Prosił, by był wyrozumiały dla Raiji, bo kobiety w tym 

stanie zdolne są do wszystkiego.

Na stole tuż przed nim opadła z brzękiem miska. W taki sam sposób Raija cisnęła mu 

łyżkę. Słyszał za plecami, jak szura brzegiem spódnicy o podłogę. Przytrzymał żonę, zanim 

zdążyła usiąść na swoim stołku.

-   Nie   miałem   nic   złego   na   myśli   -   wymamrotał   skruszony,   pochylając   się   nad   jej 

brzuchem. - Naprawdę, Raiju. Wybacz mi, jeśli cię uraziłem!

Przez   długą   chwilę   stała   nieporuszona,   a   potem   pogłaskała   go   po   włosach.   Nie 

spodziewał się z jej strony takiego czułego gestu. Nieczęsto ofiarowywała mu spontaniczne 

pieszczoty.

- Nie chciałam uderzyć... Ale wątpliwości Karla nie zniknęły wraz z tymi słowami.

Tkwiły gdzieś głęboko na dnie serca i nawet ta chwila czułości nie zdołała ich rozwiać.

We wsi ludzie powtarzali jeden drugiemu, że Raija pod nieobecność męża przyjmowała 

gościa. Odwiedził ją jakiś nieznany Lapończyk z gór.

Nie sposób dociec, jak ludzie to zwęszyli. Nad fiordem stało niewiele chat, okoliczni 

mieszkańcy żyli w rozproszeniu, a jednak wszyscy wiedzieli wszystko o wszystkich.

Może ktoś widział Lapończyka, a może tylko mu się zdawało, że go widział, i wymyślił 

sobie resztę?

Fakt,   że   Raija   wychowała   się   u   Lapończyków,   był   powszechnie   znany,   wszyscy 

pamiętali też Lapończyka, który na zawsze oszpecił Isaka.

Niektórzy dodali dwa do dwóch i przez przypadek wyszło im cztery.

W każdym razie po wsi rozeszły się plotki. Ludzie gadali, snuli domysły, ktoś coś 

background image

dopowiedział, żeby ubarwić całą historię. Zaczęto gadać, że Raija trochę za wcześnie zaszła w 

ciążę.

Tak, tak... W tej sprawie nic nie było tak do końca jasne. Co do tego ludzie mieli 

całkowitą pewność.

Kristina pewnie przewraca się w grobie, gadali. Takie nadzieje wiązała z dziewczyną, 

którą wraz z mężem przygarnęli przed laty. Ale - tu dobrzy ludzie znów kiwali znacząco 

głowami - czegóż się można spodziewać po Kwence? Nie wiadomo, skąd w ogóle pochodzi, 

ani czyja jest. Twierdziła, że nazywa się Raija Alatalo i jest córką Erkkiego. Może to i prawda? 

Ale nie wyszło jej chyba na dobre to, że dorastała wśród Lapończyków. Biedna Kristina! Pokój 

jej duszy! Zrobiła wszystko, co w jej mocy. Peder także, póki żył. Pokój jego duszy! Ale na tej 

dziewczynie ciąży chyba jakieś przekleństwo! Teraz syn Kristiana Elvejorda ma z nią krzyż 

pański. Tylko że ten naiwny chłopak chyba nie zdaje sobie z tego sprawy.

Ludzie   śmiali   się   pod   nosem   i   dodawali:   „Biedak,   pewnie   wcale   nie   wie,   że   jest 

rogaczem! Ale niech ręka boska broni tego, co mu to powie. Prędzej czy później sam się o tym 

dowie! Nikt nie powinien lecieć do niego z jęzorem!”

Ale znaleźli się tacy, którzy nie mieli skrupułów. Isak był jednym z tych, co to aż się 

palili, by powiadomić o wszystkim Karla.

Tego lutowego dnia Reijo i Karl ukryli się w darniowej chacie, którą zbudowali w 

pobliżu rodzinnego domu Karla. To tutaj marzyli, tu przechowywali narzędzia i planowali, 

gdzie będą szukać złota...

W   to   piątkowe   popołudnie   spędzali   czas   na   rozmowie.   Reijo   wyjął   butelkę   i 

poczęstował Karla, wyjaśniając:

- Własny wyrób!

A   potem,   dzieląc   się   sprawiedliwie,   zaczęli   opróżniać   zawartość.   Gorzałka   szybko 

uderzyła im do głowy, ponieważ żaden z nich nie pił za często.

Wtedy to w chatce zjawił się Isak, i to bynajmniej nie przez przypadek. Nie mógł 

wybaczyć Raiji i postanowił posłużyć się jej mężem, by ją zniszczyć. Nie interesował go Reijo 

Kesaniemi, zastawiał sidła na Karla Elvejorda.

Od razu zorientował się, że nie jest mile widziany, ale rozsiadł się jakby nigdy nic. 

Czubkiem języka zwilżył wargi i uśmiechnął się obleśnie.

- Słyszałem, że miałeś gościa - zwrócił się do Karla, całkowicie ignorując Reijo, który 

zakorkował i odstawił na bok butelkę.

Karl wstał i spojrzał uważnie na Isaka, Reijo poszedł jego śladem. Napięcie w ich 

oczach wyraźnie sprawiało Isakowi przyjemność.

background image

- A właściwie nie ty, ale Raija. - Isak usadowił się wygodnie, mówił poufałym tonem, a 

z jego twarzy nie znikał obleśny uśmieszek. - Zdaje się, że to jej znajomy.

- Owszem - odparł Karl, odruchowo zaciskając pięści. - Przyjaciele Raiji są moimi 

przyjaciółmi.

Na twarzy Isaka pojawił się jeszcze szerszy uśmiech. Reijo pobladł, ale zachował zimną 

krew i nie spuszczał wzroku z Karla. Isak nie zdawał sobie sprawy, na co się naraża, drażniąc 

męża Raiji.

- Nie przeszkadza ci, że żona zabawia się raz po raz z twoimi przyjaciółmi, hę? - rzucił 

Isak z pozorną obojętnością.

-   Co   chcesz   przez   to   powiedzieć?   -   spytał   Karl   lodowatym   tonem   ze   ściągniętą   z 

wściekłości twarzą.

Reijo   odruchowo   przysunął   się   bliżej   przyjaciela.   Isak   jednak   nie   wyczuwał,   że 

atmosfera się zagęszcza,  nie dostrzegał  sygnałów ostrzegawczych. Zdołał wytrącić Karla z 

równowagi. Uznał to za połowiczne zwycięstwo, ale nie zamierzał na tym poprzestać.

- Chyba nie wierzysz, że to ty spłodziłeś tego dzieciaka? Wszyscy wiedzą...

Isak nie dokończył, bo oto nagle spokojny syn Kristiana Elvejorda znalazł się tuż przy 

nim i złapał go za gardło. Isak zaczął rzęzić, bo uścisk stawał się coraz mocniejszy. W uszach 

mu szumiało, pociemniało w oczach, głowa wprost pękała...

Te ręce... przemknęła mu myśl. Muszę się wyrwać temu szaleńcowi...

Ale ręce Karla ściskały go jak dyby.

Nagle uścisk zelżał. Isak, dysząc spazmatycznie, łapczywie połykał powietrze. Cudem 

zdołał podnieść się na nogi. Świat zawirował mu przed oczami. Przełykając z trudem ślinę, 

dopiero po kilku próbach wydobył z siebie głos.

- Tylko spytaj ją... spytaj tę sukę... o jej Lapończyków...

- Wynoś się stąd, Isak! - wrzasnął Reijo. - Zabieraj swój jadowity jęzor i wynoś się 

czym prędzej!

- Tak... ty to masz... chyba powody, żeby... jej bronić... - nie dawał za wygraną Isak, 

choć z trudem oddychał.

- Jeszcze chwila, a nie zdołam go powstrzymać - rzucił spokojnie Reijo. - A może nawet 

zdecyduję się mu pomóc?

Teraz Isak, choć nadal kręciło mu się w głowie, zrozumiał, że lepiej będzie dla niego, 

jeśli czym prędzej się wycofa. Odwróciwszy się na pięcie, z szyderczym śmiechem ruszył przed 

siebie chwiejnym krokiem.

Reijo puścił przyjaciela dopiero wtedy, gdy Isaka pochłonął mrok. Ledwie mu się udało 

background image

oderwać Karla od tej kanalii. Gdyby Karl nie był podpity, Isak już by nie żył.

- Zabiję go! - wykrzykiwał Karl. - Przysięgam, że go zabiję!

- Nie wierz w jego gadanie! - przerwał mu Reijo, ściskając przyjaciela za ramię. - Wiesz 

dobrze, dlaczego nienawidzi Raiji...

- I tak go zabiję!

- Opamiętaj się! - Reijo potrząsnął nim mocno. - Isak to kawał drania. Pokaż, że nic cię 

nie obchodzi jego plugawa gadanina! Zlekceważ go!

Karl zacisnął usta.

- Nie rozumiesz? Jeśli rzucisz się na niego, ludzie uwierzą, że to, co rozpowiada o Raiji, 

jest prawdą. Nie łudź się, że jesteś jedyną osobą, której gadał te bzdury. Jeśli go tkniesz, wszy-

scy uwierzą w to błoto, jakim obrzuca twoją żonę.

Karl osunął się na ziemię i zamrugał oczami. Chwycił butelkę i jednym haustem wypił 

prawie wszystko, co w niej zostało.

Reijo nienawidził samego siebie, a jeszcze bardziej nienawidził własnych myśli. Mimo 

że bronił Raiji, do jego duszy wkradły się podejrzenia, których nie potrafił się pozbyć. Ale o 

tym Karl nigdy od niego się nie dowie. Mój Boże, żeby tylko nie była to prawda! Tak bardzo 

pragnął się mylić! Mimo to trudno mu było uwierzyć, że Karl jest ojcem dziecka, które Raija 

nosiła pod sercem.

- Chyba nie muszę mieć twojego pozwolenia, by go nienawidzić?

Roześmiali  się i choć nie był to serdeczny śmiech,  panujące między nimi napięcie 

zelżało.

- Dlaczego ludzie nie mogą zaakceptować Raiji? - zastanawiał się Karl.

Reijo sięgnął po butelkę i pociągnąwszy łyk gorzałki, zacisnął usta. Dobre to nie było, 

paliło w gardło, ale za to po ciele rozeszło się przyjemne ciepło.

- Jest inna niż wszyscy - odpowiedział cicho, zły, że musi tłumaczyć takie sprawy jej 

mężowi. - Ci, którzy się odróżniają od reszty, zawsze są prześladowani. Właśnie tak jak Raija...

- Jest lepsza niż oni wszyscy razem wzięci! - zaperzył się Karl, usiłując pokryć z trudem 

powstrzymywany płacz. - Jest najlepsza! I pewnie dlatego jej nienawidzą.

Nieoczekiwanie Karl się uśmiechnął. Z zaokrąglonymi policzkami wyglądał nad wyraz 

młodo.

- Czasem myślę sobie, że Raija jest jak ptak. - Potrząsnął grzywką i dodał: - Jak ptak 

obcy w tych stronach. Może to głupie, ale tak właśnie mi się zdaje. Jest inna niż reszta, nie 

mewa, sroka czy wrona, ale piękny ptak, który znalazł się tu tylko przez przypadek. Jej miejsce 

jest gdzie indziej. Rozumiesz, Reijo? Ptak...

background image

Być może Karl powiedział coś jeszcze, ale Reijo go już nie słuchał. W jego uszach 

pobrzmiewał   inny   głos,   wypowiadający   podobne   słowa.   Niski   głos,   który   z   bezgraniczną 

czułością nazywał Raiję Małym Krukiem.

Karl nigdy nie opowiedział Raiji o incydencie z Isakiem. Obawiał się, że mógłby się 

zdradzić, jak wielki strach i wątpliwości nim targają, a właśnie te uczucia chciał przed nią 

ukryć.

Choć pełen goryczy, pragnął myśleć o żonie z taką samą niezachwianą wiarą, jak Reijo. 

Bardzo jednak cierpiał nad tym, że Raija przez cały czas ukrywała przed nim jakąś cząstkę 

siebie.

Tak, Raija była i pozostanie obcym ptakiem, także dla niego.

Karl przeżył szok, kiedy tego samego wieczoru Raija nie odwróciła się do niego plecami 

po chłodnym pocałunku na dobranoc. Bez żadnej zachęty przysunęła się do niego tak blisko, 

jak pozwalało jej na to zniekształcone ciało.

-   Tyle   rozmyślam   -   zwierzyła   mu   się   cicho.   Raija   naprawdę   się   starała.   Zresztą 

potrzebowała kogoś realnego, z kim mogłaby porozmawiać. Karl usłyszał w jej głosie uśmiech.

- Rozmyślam o małym chłopczyku, który leżał w kołysce, kiedy widziałam go po raz 

ostatni... - W zamyśleniu wtuliła policzek w ramię męża. Karl ledwie śmiał oddychać. Nigdy 

jeszcze nie byli ze sobą tak blisko, nigdy wcześniej tak z nim nie rozmawiała, nie dzieliła się 

swymi myślami.

Boże, spraw, by tak już zostało! modlił się w duchu.

- To był mój braciszek, Karl... Mój braciszek... - Głos jej drżał tak, jakby się za chwilę 

miała rozpłakać.

Trochę niezgrabnie pogłaskał ją po włosach, które już nieco odrosły.

Karl zamknął oczy, a wyobraźnia podsunęła mu cudowny obraz: Raija i on żyjący w 

pełnej harmonii, nie nękani upiorami z przeszłości.

Gotów był jej przychylić nieba i ofiarować się bez reszty. Po raz pierwszy zdawało się 

mu, że otrzymał od żony odrobinę...  miłości.  Pierwszy  raz dała mu coś  więcej  niż nijaką 

przyjaźń.

- Ma na imię Matti - szeptała Raija. - Mój braciszek marniał na imię Matti.

Głos jej zamarł. Po chwili westchnęła, zrezygnowana i zmęczona.

- Może on już nie żyje. Może oni wszyscy pomarli...

- Na pewno nie! - wyszeptał  Karl, całując ją delikatnie w czoło. - Na pewno nie, 

kochana!

Raija   jakby   go   nie   słyszała.   Zaczęła   chaotycznie   opowiadać   o   swym   szczęśliwym 

background image

dzieciństwie wśród świerkowych lasów i łanów zbóż.

Załamującym   się   raz   po   raz   głosem   mówiła   mu   o   domu,   którego   już   prawie   nie 

pamiętała. Wspominała matkę imieniem Marja, zawsze uśmiechniętą, choć w pieczonym przez 

nią chlebie było więcej kory niż mąki, i ojca, którego przedstawiła mniej wyraziście.

Uczucia, jakie żywiła do niego, były dziwnie poplątane: miłość i nienawiść mieszały się 

ze  sobą.  Przez  to jakoś  trudno było  Karlowi   wyobrazić   sobie  Erkkiego   Alatalo.   Raija  nie 

rozumiała ojca i nie wybaczyła mu.

Z wielką czułością natomiast opowiadała o Mattim. Jego najdokładniej zapamiętała: 

maleńkie ciałko, oczy o najpiękniejszym w całym Tornedalen odcieniu brązu i włosy w kolorze 

dojrzałego zboża.

- Matti - rozkoszowała się smakiem tego imienia. Po raz pierwszy od bardzo dawna je 

wymawiała głośno. - Myślę o nim jak o niemowlęciu w kołysce, a tymczasem on ma już osiem 

lat!

Karl wyczuwał, że to odkrycie ją przeraża, choć nie pojmował dlaczego.

- Odnajdziemy ich pewnego dnia - usłyszał swój głos. Nawet jeśli mu nie uwierzyła, nie 

dała tego po sobie poznać.

- Jesteś taki dobry, Karl - powiedziała tylko. Wcale się nie czuł dobry. Wiedział, że 

nigdy nie pojadą do Tornedalen. Takiej obietnicy nie mógł dotrzymać.

- Nie bądź taki dobry, Karl! - wyszeptała Raija ze smutkiem. - Byłoby nam ze sobą 

lepiej, gdybyś nie był taki dobry!

Nie pojmował jej.

- Przecież cię kocham, głuptasie. To normalne, że jestem dobry, skoro tak mi na tobie 

zależy.

- To niech ci zależy na mnie trochę mniej!

- Teraz opowiadasz bzdury - rzucił Karl wyraźnie urażony. - Chyba nie myślisz tak 

naprawdę?

-   Nie   -   odrzekła   w   końcu,   wbijając   wzrok   w   powałę,   ale   jej   głos   nie   zabrzmiał 

przekonująco. - Wszystko będzie dobrze!

Karl wierzył w to gorąco. Raija zamilkła. Słyszał jedynie jej równy oddech. Zwinięta w 

kłębek po raz pierwszy tuliła się do niego, szukając jego bliskości.

Karl,   choć zwykł   twardo  stąpać  po  ziemi,   zatracał   granice  pomiędzy   tym,   co  było 

fantazją, a co rzeczywistością, kiedy myślał o żonie.

-   Nie   będziesz   się   już   musiała   tak   męczyć,   Raiju.   Dostaniesz   wszystko,   o   czym 

zamarzysz. Ty i dziecko. Dam wam wszystko!

background image

Poczuł na policzku delikatny, niczym muśnięcie ptasiego skrzydła, dotyk jej palca.

- Przecież jest nam dobrze, Karl. Mamy tyle, co inni. Po co uganiać się za czymś 

więcej?

-   Dostaniesz   wszystko,   Raiju!   -   powiedział   stanowczo,   jakby   sam   chciał   uwierzyć 

mocno w to, co mówi. I rzeczywiście bardziej chyba przekonał samego siebie niż Raiję.

- Poczekaj tylko! Jeszcze wszystkim pokażę! Reijo i ja zostaniemy naprawdę kimś. 

Pokażemy im, Raiju! - rzekł tajemniczo.

- Ty i Reijo? - zdziwiła się. - Chyba nie robicie nic złego?

- O, nie! - zapewnił ją pośpiesznie. - Ale im wszystkim pokażemy! Dostaniesz piękne 

suknie,   Raiju.   Nie   będziesz   ich   szyć   ze   zgrzebnych   tkanin.   Ludzie   będą   ci   się   kłaniać   z 

szacunkiem. Pojęcia nie masz, jaka będziesz piękna, ty i dziecko! - powiedział z żarem.

Karl w swym chłopięcym zapale omal nie zdradził wspólnej, jego i Reijo, tajemnicy. 

Ledwie się powstrzymał, by nie powiedzieć żonie o wyprawach nad rzekę, o przeręblach w 

lodzie i o tym, jak po wielu godzinach wypłukiwania ledwie utrzymywali sita w zgrabiałych 

dłoniach. Musiał ugryźć się w język, by nie wspomnieć o szaleńczych wspinaczkach w góry i o 

kuciu w skałach, bo przecież tam także można znaleźć złoto.

Nieomal wyjawił jej marzenia, którymi się karmili, poszukując kruszcu, mającego im 

zapewnić szczęście.

- Nie wiem, co robicie, ale nie mogę cię zmusić, byś mi to powiedział, Karl. Pamiętaj 

jednak, że jest mi dobrze tak, jak jest. Więcej nie oczekiwałam od życia. Wiem, że starasz się 

jak możesz. Niczego ponad to od ciebie nie wymagam. Nie szata zdobi człowieka. Nie stanę się 

kimś innym, jeśli zgrzebną suknię zamienię na elegancką...

- Nie pasujesz do tego prymitywnego domu - uciął dalszą dyskusję Karl.

Swoim sceptycyzmem Raija omal wszystkiego nie zepsuła. Pozbawiła jego marzenia 

blasku.

- Chcę ci ofiarować wszystko, czego zapragniesz!

- Jesteś za dobry, Karl...

Raija nie mogła mu przecież powiedzieć, że nikt nie może jej dać tego, czego pragnie 

naprawdę. Wzruszyło ją jednak, że mąż tak się o nią troszczy. Na co dzień jednak drażniła ją ta 

jego  dobroć.  To  dlatego   czasem tak się  na  niego  złościła  i  bywała okrutna.  Potrzebowała 

prawdziwego mężczyzny, a nie wiernego psiaka, który chodzi za nią krok w krok.

Był dobry, ale w swej dobroci taki naiwny, że aż ją to żenowało. W chwilach takich jak 

ta modliła się o siłę, by mogła go pokochać. Zasługiwał na to. Zasługiwał na odwzajemnienie 

uczuć. Za całą miłość, jaką ją darzył.

background image

Raiji   było   przykro,   że   nie   potrafi   się   odwdzięczyć   Karlowi   za   jego   bezgraniczne 

oddanie, ale nie mogła podzielić swojego serca, które biło tylko dla Mikkala. Nie umiała i nie 

chciała rozmienić na drobne tej wielkiej miłości.

- Tylko nie straćcie poczucia rzeczywistości - ostrzegła, zamykając oczy.

Z doświadczenia wiedziała, że fantazja często sprowadza człowieka na manowce.

Ale  tego samego dnia wcześniej  i ona dała się  porwać marzeniom,  które na nowo 

obudziły w niej próżne nadzieje.

W wyobraźni znów siedziała w pogrążonej w półmroku jurcie Elle. Pomarszczone palce 

staruszki wodziły po liniach wyrytych na dłoni dziewczyny i czytały z nich przyszłość. Czuła 

zapach   turzycy,   ognia   i   skór.   Po   przeciwnej   stronie   paleniska   mignął   jej   Mikkal.   Z   nie 

ukrywanym sceptycyzmem odnosił się do przepowiedni Elle, ale nie pozwolił, by powróżyła i 

jemu.

Karl zasnął, kręcąc się niespokojnie. Raija ze smutkiem pogłaskała go po policzku, 

który, choć dziecinnie okrągły, był szorstki i ogorzały. Chciała być dla niego lepszą żoną, ale on 

często swym zachowaniem rozniecał w niej ogień buntu. Właściwie stał jej na drodze. Być 

może Karl mógł być szczęśliwy tylko z nią, ona jednak nie była pewna, czy kiedykolwiek 

dozna przy nim takiego uczucia.

Wsparta na ramieniu męża, wsłuchiwała się w jego równy oddech. Zapatrzyła się w 

mrok. W myślach znów była dzieckiem, które w jurcie Elle słuchało chciwie przepowiedni 

dotyczącej jego życia. Rozpamiętywała wróżbę słowo po słowie. W uszach Raiji pobrzmiewał 

zachrypnięty głos staruszki.

Szybko   stała   się   dorosła,   w   jej   życiu   był   niejeden   mężczyzna.   Ludzie   obrócili   się 

przeciwko niej, być może nawet jej nienawidzili. Elle uprzedzała ją, że na mężczyzn, którzy się 

z nią zwiążą, sprowadzi nieszczęście. Może i tak. Szczęście nie chciało samo wpaść jej w ręce, 

to prawda. Przepowiednia staruszki spełniała się z przerażającą dokładnością. Czy reszta tego, 

co jej powiedziała, także się sprawdzi?

Raija, niczym tonący brzytwy, uczepiła się myśli, że Elle nie pozbawiła jej całkiem 

nadziei na szczęście. Mówiła tylko, że będzie musiała o nie walczyć.

Dziewczyna, choć tak drogo zapłaciła za tych kilka jasnych chwil, jakimi obdarzyło ją 

życie, wierzyła, że jeszcze i dla niej zaświeci słońce. Nie chciała pogodzić się z losem. W jaki 

sposób nada swemu życiu głębszy sens, jeszcze nie wiedziała, ale pragnęła czegoś więcej, 

pragnęła czegoś innego.

Nie chciała nikogo zranić, a już szczególnie Karla.

Jednak czy o tak wiele błagała? Marzyła jej się odrobina szczęścia! Czy nie miała do 

background image

tego prawa?

A może już tak jest, że małe kruki muszą się zadowolić nędznymi resztkami...

background image

13

Byli tacy, którzy kwiecień nad fiordem Lyngen nazywali wiosną. Bardziej skrupulatni 

używali trafniejszego określenia „późna zima”, natomiast umiarkowani optymiści mówili o 

„wiosennej zimie”.

Ale wszyscy jednakowo grzęźli w śniegowej brei, przyznając, że do wiosny jeszcze 

daleko. Góry wciąż jeszcze wyglądały jak lapońskie maty utkane z czarnej i białej wełny, 

poprzetykane   różnymi   odcieniami   szarości,   ziemię   nadal   zakrywała   gruba   na   pół   metra 

pokrywa śniegu, a brzegi rzeki były skute lodem.

Pomimo   to   w   powietrzu   wyczuwało   się   jakiś   nowy,   łagodniejszy   powiew.   Słońce 

powoli, lecz skutecznie topiło zatwardziałe zimowe serca.

Robiło się coraz widniej i cieplej.

Raija stała się jeszcze bardziej milcząca i spoglądała wokół chmurnym wzrokiem. Karl 

często zastawał ją zapatrzoną nieruchomo w ogień lub rzekę. Za każdym razem odnosił wraże-

nie, że ona widzi coś, czego on nie dostrzega. Co? Tego nie wiedział, nie umiał nakłonić jej do 

zwierzeń. Ilekroć ją o to pytał, zbywała go śmiechem, ale jej oczy pozostawały smutne, a 

śmiech brzmiał coraz bardziej głucho.

Nawet kiedy mówił o dziecku, była obca i nieprzystępna. Karla rozpierała duma, gdy 

myślał o tym, że wkrótce zostanie ojcem. Raija uśmiechała się tylko krzywo, widząc, jak mąż 

tryska szczęściem.

- To będzie wspaniały syn! - twierdził z niezachwianą pewnością siebie, poklepując 

Raiję   leciutko   po   brzuchu.   Wyczuwał   to   nowe   życie,   które   nosiła   pod   sercem:   dziecko 

poruszało się, kopało... - Mój syn - mówił z przekonaniem, nie mogąc się doczekać, żeby 

udowodnić to tym wszystkim, którzy tak źle wyrażali się o Raiji.

Karlowi udało się w końcu pokonać własną nieufność. Raija nigdy nie dała mu powodu 

do   podejrzeń.   Starała   się,   jak   mogła.   Ich   małżeństwo   było   chyba   całkiem   normalne.   Karl 

przypuszczał, że innym wcale nie układa się lepiej. Zdążył się trochę nauczyć i wiedział już, co 

może się kryć za udawaniem i pozorami.

Wszystko się zmieni, gdy tylko urodzi im się dziecko, a Raija znów będzie sobą. Staną 

się rodziną.

- Trzeba czekać aż do lata - westchnął, nie spuszczając wzroku z brzucha Raiji. - Patrząc 

na ciebie odnoszę wrażenie, że to będzie mocarz. Jesteś taka gruba! Ten chłopak pewnie zaraz 

po urodzeniu wyruszy ze mną na połów.

Raija nie komentowała jego słów, ale też nie okazywała zbytniego zachwytu.

background image

- A może ona - powiedziała tylko z dziwnym jak na nią spokojem. - Nie pomyślałeś, że 

to może być dziewczynka?

Na twarzy Karla pojawił się cielęcy uśmiech.

- Pomyślałem, ale to na pewno będzie chłopak. Jeśli jeszcze trochę urośnie, to pękniesz!

- Bez obaw - mruknęła Raija i wróciła do swoich zajęć. Żeby jeszcze choć tydzień albo 

dwa! Zbyt dużo byłoby prosić o trzy... ale niechby tak dwa tygodnie dłużej!

Raija nie była zbyt pobożna, ale tej wiosny naprawdę się modliła całym sercem. Błagała 

Boga, w którego istnienie nigdy tak do końca nie wierzyła, by pozwolił jej nosić to dziecko 

jeszcze przynajmniej czternaście marnych dni, tak by urodziło się już w maju.

Zdradziła Karla, a milcząc, okłamywała go. Może i zasłużyła na karę. Najwidoczniej 

wszystko na tym świecie było tak urządzone, że człowiek za piękne chwile musi drogo płacić.

Raija była przygotowana na najgorsze, ale najbardziej obawiała się, że kiedy prawda 

wyjdzie na jaw, nie ona najmocniej ucierpi, lecz Karl.

Gdyby tak mogła ukryć prawdę, by ochronić Karla! Już wystarczająco dotkliwie go 

zraniła.

To dla niego modliła się o te parę tygodni.

Karl tymczasem chodził własnymi drogami. Czul się odrzucony. Nieustannie dręczył się 

tym, że Raija zupełnie się przed nim zamknęła.

Pewnie to już tak jest z kobietami, próbował się pocieszać i przekonywał samego siebie, 

że kiedy urodzi się dziecko, wszystko się jakoś ułoży.

Lód na rzece zaczął pękać i powoli topił się w słabym wiosennym słońcu.

Reijo i Karl, którzy przez całą zimę żyli marzeniami o bogactwie, mogli w końcu wziąć 

się do roboty.

Z   niecierpliwością   charakterystyczną   dla   młodych   chłopców   wybijali   w   lodzie 

przeręble. Nie chcieli czekać z założonymi rękami, aż zrobi to za nich wiosna. Nie mieli czasu!

Do zmroku przesiadywali przy przeręblach i trzęsąc się z zimna, obracali w dłoniach 

sita. Nikt nie nauczył ich sztuki wypłukiwania złota, nie pokazał, jak ani czego szukać.

Umiejętność przyszła sama z siebie. Pomogły im opowieści zasłyszane przez Reijo, 

zapewne mocno przesadzone i w istotny sposób rozmijające się z prawdą, ale tak naprawdę 

kierowali się intuicją oraz na przemian marzeniami i zdrowym rozsądkiem. Nie mieli żadnych 

wątpliwości, że gdyby znaleźli złoto, rozpoznaliby je natychmiast.

Cierpliwie pochylali się nad brzegiem rzeki, zjednoczeni marzeniem biedaków o tym, że 

kiedyś stać ich będzie na wszystko, czego zapragną.

Będą najadać się do syta, mieć to, co niezbędne, i jeszcze więcej. Pozostawią po sobie 

background image

jakiś ślad. Udowodnią wszystkim, którzy się na nich nie poznali, ile są warci.

Reijo, podobnie jak Karl, bezgranicznie wierzył, że dzięki bogactwu to wszystko się 

spełni.

Obaj byli przekonani, że razem ze złotem zdobędą szczęście.

Lecz póki co wśród błyszczących w sitach drobin nie znaleźli upragnionego kruszcu. W 

nadrzecznym szlamie trafiała się błyszcząca mika, zwana sroczym srebrem, kryształki lodu, ale 

nie to, czego szukali.

Młodzieńcy zaciskali zęby i choć blask w ich oczach nieco przygasł, nie przestawali 

marzyć. Trzymając w zgrabiałych z zimna palcach sita, zanurzali je w wodę w nadziei, że może 

następnym razem... albo jeszcze następnym...

W kalendarzu ciągle jeszcze był kwiecień 1726 roku.

Marta Elvejord obrządziła owce i wracając do chaty, nagle zatrzymała się w drzwiach. 

Jej   wzrok   powędrował   w   kierunku   domostwa   syna.   Było   za   daleko,   by   mogła   cokolwiek 

dojrzeć, ale poczuła niezrozumiały niepokój. Marta, która miała dość roboty wśród własnych 

czterech ścian, rzuciła wszystko, przeświadczona, że właśnie teraz musi pójść do Karla i Raiji.

- Wychodzisz? Dokąd? - Kristian popatrzył na żonę zdziwiony, bo przecież dopiero co 

wróciła.

- Myślę, że powinnam zajrzeć do Raiji - odpowiedziała mu, zanim dobrze się nad tym 

zastanowiła. Ale tak już z nią było. Po prostu wiedziała swoje i kierowała się intuicją. Teraz zaś 

miała przeczucie, że jest synowej potrzebna.

Popatrzyła na męża i powtórzyła stanowczo:

- Raija potrzebuje pomocy, czuję to wyraźnie. Karla, zdaje się, nie ma w domu?

Kristian zrozumiał, co miała na myśli.

- N o , ale chyba jeszcze nie pora... - zauważył.

- Niby nie - odparła ze spokojem Marta. - Ale właśnie się zaczęło. Czy kiedyś się 

pomyliłam?

Kristian   pozwolił   jej   iść.   To   prawda,   że   Marta   miała   przerażającą   zdolność 

przewidywania ważnych zdarzeń w życiu bliskich jej ludzi. Skoro więc twierdziła, że Raija jej 

potrzebuje, nie wątpił w jej słowa.

Kiedy Marta weszła do chaty syna, zastała Raiję w łóżku zlaną potem. Wcale jej nie 

zdziwiło, że i tym razem się nie pomyliła. Zaniepokoiło ją natomiast co innego.

- Dawno się to zaczęło? - zapytała synową, obrzucając ją badawczym spojrzeniem.

- Dawno... - wystękała Raija przez nabrzmiałe wargi, na których Marta zauważyła ślady 

zębów. - Tam jest woda... Na ogniu...

background image

Zaskoczona Marta odwróciła wzrok od drobnej kobiety i popatrzyła na palenisko, gdzie 

w kociołku, największym, jaki był w chacie, bulgotała woda.

Mądra dziewczyna, pomyślała z uznaniem Marta i zakasała rękawy.

Dziecko zbyt wcześnie przychodzi na świat, przemknęła jej przyprawiona lekką goryczą 

myśl, ale matka Karla nie czuła gniewu. O nic nie oskarżała Raiji, na razie... Teraz Raija 

potrzebowała jedynie jej pomocy i wsparcia.

- Gdzie Karl? - zapytała niezamierzenie ostrym tonem. Przecież chłopak powinien mieć 

tyle rozumu, by siedzieć w domu, gdy dla żony zbliża się czas rozwiązania.

- Poszedł do Reijo... Raija zacisnęła zęby, żeby powstrzymać ból wywołany kolejnym 

skurczem. Twarz miała mokrą od potu, włosy przykleiły się jej do czoła, a oczy wydawały się 

ciemniejsze niż kiedykolwiek. Raija nie krzyczała, z jej ust wydobywały się jedynie ciche jęki. 

Marta   była   z  niej   dumna.   Przygotowując  wszystko   do   odebrania   porodu,   w  duchu  jednak 

złorzeczyła synowi, że zostawił żonę samą w taką porę. Co on sobie w ogóle wyobraża?

- Krzycz! - nakazała Marta, gdy przy kolejnym skurczu Raija zagryzła z bólu dolną 

wargę.

Ale ta w odpowiedzi tylko kilka razy pokręciła głową.

Marta westchnęła, zastanawiając się, czego synowa tak się boi. Czyjego imienia nie 

chciała wymówić? Dla kogo tak cierpiała?

Już po zmierzchu w chacie nad rzeką rozległ się krzyk, ale nie był to krzyk Raiji. Jej 

usta nie wyjawiły żadnych tajemnic. To płacz dziecka przeciął ciszę w ten wieczór.

Marta wprawnymi rękami zawinęła niemowlę w pieluszkę i zasmucona wzięła je na 

ręce.

Raija leżała blada, a jej spoconą twarz okalały czarne loki. W jej oczach czaiło się 

tysiące pytań, ale poranione do krwi usta milczały. Jedyne, co dostrzegała, to pomarszczona 

twarzyczka i czarne jak noc włosy maleństwa.

Znowu rozejdą się plotki, ale teraz nie skończy się na domysłach. Kiedy plotkarze 

zobaczą dziecko, nie będą musieli dłużej zgadywać, myślała Marta, układając niemowlę w ra-

mionach Raiji.

- Dziewczynka - oznajmiła. Raija, nic nie mówiąc, długo przyglądała się córeczce, a 

potem drżącym palcem ostrożnie pogłaskała maleńką, śliczną twarzyczkę.

- Wygląda na to, że nie powiedziałaś nam wszystkiego - stwierdziła Marta sucho, lecz 

nie bez pewnej czułości.

Matka Karla była wyjątkową kobietą.

Raija milczała, nawet nie podniosła wzroku. Wciąż nie mogła się nasycić widokiem 

background image

córeczki. Patrzyła i patrzyła, choć piekły ją oczy.

- Dla niej warto było przejść przez to wszystko. Marcie cisnęło się na usta tyle pytań, ale 

słowa Raiji ją powstrzymały. Zawstydzona odwróciła się od młodej matki. Jakież miała prawo 

ją osądzać?

Po raz pierwszy wydało jej się, że rozumie tę dziwną dziewczynę, z którą ożenił się 

Karl,   i  bezwiednie  wzięła   jej  stronę.  Wiedziała,  że  synowa  będzie   pazurami   walczyć  o tę 

maleńką istotę.

Westchnęła ciężko. Dobrze wychowała swojego syna.

Miała   nadzieję,   że   wartości,   które   przekazywała   mu   przez   te   wszystkie   lata   - 

odpowiedzialność, wyrozumiałość, zdolność wybaczania - nadal w nim tkwią, bo bardzo ich 

będzie teraz potrzebować.

Pierwszy, jeszcze przed Karlem, pojawił się Kristian. Także on zobaczył i zrozumiał. 

Ale podobnie jak żona powstrzymał się od wyrzutów. Spojrzenia, jakie wymienili między sobą 

małżonkowie,   były   wymowne,   ale   Raija   nie   usłyszała   ani   jednego   słowa,   które   by   było 

skierowane przeciwko niej i dziecku.

Zdążyli zapalić lampy, gdy do środka wpadł Karl, zupełnie nie przygotowany na to, co 

zastał. Popołudnie jak zwykle spędził wraz z przyjacielem nad rzeką. Pracowali, póki nie zapadł 

zmrok. Ale i tego dnia szukali na próżno.

Jak skamieniały stanął w wejściu i ojciec musiał sam zamknąć za nim drzwi.

Krokiem lunatyka podszedł do Raiji. Nie odrywał wzroku od niej i dziecka. Nie mógł 

uwierzyć w to, co zobaczył. Zagryzł mocno wargi, by się nie rozpłakać. Nikt nie zobaczy jego 

łez! Był już mężczyzną, a nie małym chłopcem. Żona i dziecko, które leżało w jej ramionach, 

stanowiło tego najlepszy dowód. Jego rodzina.

- Co się urodziło? - wyszeptał.

-   Dziewczynka.   Raija   obejmowała   dziecko,   jakby   je   chciała   obronić   przed   całym 

światem, jakby je chciała obronić przed Karlem...

Widział jedynie drobniutką rączkę i kruczoczarne włosy sterczące na wszystkie strony.

Nowa malutka Raija.

Podszedł bliżej, żeby przyjrzeć się dziecku. Raija czujnym spojrzeniem śledziła każdy 

jego ruch. Wstrzymując oddech, odchyliła kocyk.

Karl zamarł.

Córeczka otworzyła oczy i w tej samej chwili cały jego świat legł w gruzach. Prysnęło 

całe jego szczęście.

Oczy   miała   ciemnobrązowe   jak   Raija,   ale   nawet   w   słabym   świetle   Karl   dostrzegł 

background image

miodowy pierścień wokół źrenic. Zauważył też co innego: skórę o złocistym odcieniu i brwi 

zupełnie niepodobne do wygiętych w łuk brwi Raiji.

Ów miodowy pierścień wyjaśniał wszystko.

- Jak mogłaś? - jęknął Karl i rzucił się do drzwi.

Nic do niego nie docierało. Jak przez mgłę słyszał nawołujące go głosy, ale nie zwracał 

na nie uwagi.

Musiał stamtąd uciec, uciec od tych oczu. Raija go zdradziła! Oczy dziecka stanowiły 

dowód jej zdrady.

Zaślepiony rozpaczą gnał przed siebie, daleko, jak najdalej. Zatrzymał się dopiero nad 

fiordem i dysząc ciężko, połykał łzy, które z domu nad rzeką przygnały go aż tutaj. Oparł się o 

szopę, w której rybacy trzymali łodzie, i wystawił mokrą twarz, by wiatr wiejący od morza ją 

wysuszył.

Właściwie nie uświadamiał sobie w ogóle, że płacze. Miał wrażenie, że wszystko w nim 

umarło. Nie czuł nic poza tym piekącym bólem, który szarpnął nim na widok żywego dowodu 

zdrady żony.

A tak się cieszył, że zostanie ojcem! Sama myśl o tym napawała go radością. Teraz 

trudno mu było nawet wyobrazić sobie, że jeszcze kiedykolwiek się roześmieje.

To dziecko miało połączyć jego i Raiję. Wierzył gorąco, że wszystko się ułoży, gdy 

tylko przyjdzie na świat.

A tymczasem stało się inaczej. Dziecko pomogło mu zrozumieć, że Raiję i jego dzieli 

przepaść nie do pokonania. Dopiero teraz ujrzał to z całą ostrością!

Na twarzy młodzieńca odmalowała się gorycz. Córka Raiji miała ich jeszcze bardziej 

oddalić od siebie. Córka Raiji. Nie jego.

Co mu zatem pozostało? Do kogo ma się zwrócić? Nie do Raiji, już nie. Ufał jej ślepo, a 

ona tymczasem przez cały czas nosiła w sobie nasienie zdrady. Dziecko innego mężczyzny.

Wiedział, którego. Wreszcie to do niego dotarło. Był to jedyny człowiek, którego nie 

uważał za rywala.

Ależ z niego głupiec! Tak ją kochał i starał się jej przychylić nieba, wierzył jej. A ona 

odpłaciła mu się czymś takim.

Jak po tym wszystkim spojrzy ludziom w oczy? Rodzicom? Mieszkańcom wioski? Jak 

mógłby znieść życie u boku Raiji? Patrzeć, jak jej córka dorasta? Każdego dnia widzieć ją i 

doszukiwać się w niej rysów tamtego mężczyzny...

Zacisnął bezradnie pięści.

Nikt nie może tego żądać od niego.

background image

Powiódł  wzrokiem  ku morzu,  ku zimnym,  mrocznym  falom z białymi spienionymi 

grzywami.

W stronę lądu wiał silny wiatr.

Fiord.

To byłoby takie proste. Ale zarazem najtrudniejsze.

- Nie poszedłeś do domu? Karl drgnął, słysząc znajomy głos. Upewniwszy się, że to 

Reijo,   odetchnął   z   ulgą.   Na   jego   twarzy   pojawił   się   grymas,   który   w   żaden   sposób   nie 

przypominał uśmiechu.

Reijo natychmiast się zorientował, że przyjaciel jest bardzo wzburzony.

- Co się znowu stało? - zapytał cicho, podchodząc bliżej.

- Raija urodziła dziecko.

- O! - uśmiechnął się szeroko. - Syna czy córkę? Zdawało mi się, że spodziewa się 

rozwiązania dopiero latem.

Karl walnął pięścią w ścianę szopy, aż zadudniło.

- Wszyscy tak myśleliśmy - rzekł ponuro. - Wszyscy z wyjątkiem Raiji.

- Czy nie powinieneś teraz być przy niej? - zapytał Reijo ostrożnie, czując, że coś jest 

nie tak.

Gdy Karl oparł się plecami o szopę, Reijo uderzyła myśl, że nigdy jeszcze nie widział 

przyjaciela   w   takim   stanie.   Twarz   miał   szarą   jak   popiół,   oczy   zaczerwienione,   a   gorzko 

wykrzywione usta nie pasowały do twarzy świeżo upieczonego ojca.

- Raija urodziła córkę. - Chrapliwy głos Karla zabrzmiał jakoś obco.

Reijo uśmiechnął się niepewnie.

- Wiem, że marzyłeś o synu - wszedł mu w słowo. - Ale przecież nie ma się co martwić, 

że to dziewczynka. Dziewczynki też są dobre. Następny będzie syn, chłopie!

Z ust Karla wydobył się ponury śmiech.

- Cieszyłbym się, gdybym miał córkę.

- Nie rozumiem... - zaczął Reijo, ale zamilkł, bo nagle uświadomił sobie całą prawdę.

- To nie moje dziecko! Słyszysz, Reijo? Nie moje. Ma żółte oczy i czarne jak smoła 

włosy, a do tego śniadą cerę. Nie jestem głupcem. Trzeba być ślepcem, żeby się nie domyślić, 

kto ją spłodził. Ja ślepy nie jestem, rozumiesz, Reijo? Choć Bóg mi świadkiem, że zbyt długo 

byłem. Ale teraz koniec!

Wzrok Karla stwardniał, rysy stężały pod wpływem doznanej goryczy i rozczarowania. 

Reijo zaniepokoił się, widząc, co dzieje się z przyjacielem.

- Nie zachowuj się jak szczeniak! - syknął. Karl natychmiast zareagował.

background image

- Szczeniak? Tak, rzeczywiście, do tej pory zachowywałem się jak szczeniak! Kochałem 

ją. Ale to koniec! Już jej nie kocham.

Przez   długą   chwilę   panowało   milczenie.   Reijo   w   zamyśleniu   przyglądał   się 

zapatrzonemu w dal Karlowi.

Co też ta Raija narobiła? Chociaż w pewnym sensie ją rozumiał. Tak samo jak rozumiał 

Karla, a już szczególnie mężczyznę o miodowych oczach.

- Kiedyś biłeś się ze mną, Karl. Pamiętasz?

- Wtedy sobie wszystko wyjaśniliśmy - odparł sucho Karl.

- Dla niej gotów byłeś mnie zabić...

-   Zamilcz!   -   warknął   Karl   i   zduszonym   głosem   dodał:   -   Nie   wracajmy   do   tego! 

Skończyłem z Raiją.

- A więc taka jest ta twoja miłość na wieki? - ciągnął Reijo. - Wystarczyło dziecko 

innego mężczyzny, żeby zabić tę płomienną miłość, wielką i nieporównywalną z niczym miłość 

Karla Elvejorda! - Reijo świadomie prowokował przyjaciela, przychodziło mu to zresztą bez 

trudu. - Szkoda, że tak późno się dowiaduję, ile są warte twoje uczucia, Karl! Pomyśleć, że 

byłeś gotów mnie zabić, żeby tylko ją zdobyć.

Reijo zaśmiał się ironicznie, ale w jego śmiechu nie słychać było radości.

Karl wciąż milczał.

- Zapewniałeś też, że jesteś gotów dla niej umrzeć! Umierać jest łatwo - mówił dalej 

Reijo. - Podobno to przynosi honor i sławę! O wiele trudniej jednak stawić czoło urągliwym 

szyderstwom i plotkom. Poddać swą miłość próbie. Kochać mogą tylko żywi, Karl. Martwi nie 

kochają...

Przerwał na chwilę, a potem podjął na nowo tym samym ostrym tonem:

- Chciałeś jej dać gwiazdkę z nieba, prawda, Karl? Piękne suknie i nie wiem co jeszcze. 

Chciałeś, żeby wszyscy zobaczyli, jaki z ciebie wielki pan. Chciałeś pokazać im, jakie szczęście 

spotkało Raiję, że mogła poślubić Karla Elvejorda... Tak, Raija miała dostać wszystko, o czym 

zamarzy...

Zawiesił głos, a ponieważ Karl nadal nie reagował, chwycił go za ramiona i mocno nim 

potrząsnął. Oczy zapłonęły mu zielonkawym blaskiem. Przebił się przez mrok i spojrzał wprost 

w błękitne oczy Karla.

-   Na   razie   ani   ty,   ani   ja   nie   znaleźliśmy   bogactwa.   Ty   jednak   masz   teraz   szansę 

ofiarować Raiji coś cenniejszego niż całe złoto świata. Ludzie może nie będą patrzeć na ciebie z 

podziwem i zachwycać się, jakim to jesteś mężczyzną, ale czy to ważne? Spójrz prawdzie w 

oczy! Raija nie marzy o pięknych sukniach. Jeśli naprawdę ją kochasz, zachowaj się jak dorosły 

background image

mężczyzna i uznaj to dziecko za swoje! Nie odtrącaj jej, nie zasłużyła na to! Nic nie mogła na 

to poradzić... tak samo jak ty nic nie poradzisz na to, że ją pokochałeś... - Reijo uśmiechnął się 

smutno i dodał: - Ja także nic na to nie poradzę, że ciągle tyle dla mnie znaczy.

-   Ty   oczywiście   na   moim   miejscu   tak   właśnie   byś   postąpił?   -   Karl   popatrzył 

wyzywająco na przyjaciela.

- A żebyś wiedział! - odrzekł Reijo bez namysłu i zaraz dodał: - Jeśli ty ją zawiedziesz, 

Karl, to bądź pewien, że ja tego nie uczynię. Powiem wszystkim, którzy zechcą posłuchać, że to 

moje dziecko.

- Nie zrobisz tego! Reijo tylko uśmiechnął się na te słowa, a Karl zrozumiał nagle, że 

dotąd nie miał nawet pojęcia, jak szlachetnym człowiekiem jest jego przyjaciel.

- Chcesz się przekonać? - zapytał cicho Reijo. - Myślisz, że bałbym się narazić na 

szwank naszą przyjaźń? A może kocham Raiję tak bardzo, że dla niej gotów jestem poświęcić 

nawet przyjaźń z tobą? Może to właśnie z miłości do niej pozwoliłem, by została twoją żoną, bo 

wydawało mi  się,   że z  nas  dwóch  ty możesz  jej  więcej  ofiarować?  Mogłem  próbować  ją 

zdobyć, ale nie zrobiłem tego. Nie mów mi, Karl, że moja ofiara była daremna! Nie mów, że się 

tak co do ciebie pomyliłem!

- Nie potrafię - jęknął Karl zgnębiony. - Nie potrafię! Wiedzieć, że to jego dziecko... że 

Raija cały czas myśli o nim...

Reijo położył mu dłoń na ramieniu i powiedział spokojnie:

- Przecież wiedzieliśmy. Wiedzieliśmy, że nie kocha żadnego z nas, dlatego z takim 

zapałem o nią walczyliśmy. Mieliśmy równe szanse, Karl... I obaj byliśmy tego świadomi.

- Teraz to zrozumiałem, ale on... Jak to możliwe, że tyle dla niej znaczy... Nie pojmuję...

- Łączy ich miłość silniejsza niż moja i twoja razem wzięte. Czy nie rozumiesz, że inni 

też potrafią mocno kochać? Że ona także jest zdolna do wielkiego uczucia?

Karl otarł dłonią twarz. Słowa przyjaciela wcale go nie pocieszyły. Bronił Raiji z takim 

przekonaniem. Reijo nadal ją kochał, nic się nie zmieniło. Ale to przecież on, Karl, był jej 

mężem!

- Jaki on jest? - zapytał. - Rozmawiałeś z nim. Jaki jest? Reijo ukucnął i oparł się o 

ścianę szopy. W jaki sposób ma powiedzieć najlepszemu przyjacielowi, że mężczyzna, który 

spłodził dziecko z jego żoną, jest wspaniałym człowiekiem? myślał z ciężkim sercem.

- Spodobał mi się. Myśl sobie, co chcesz, ale polubiłem go. A jego uczucia do Raiji były 

piękne i prawdziwe. Kochał ją równie mocno jak ty...

- A więc wiedziałeś o wszystkim? - Karl odwrócił się gwałtownie do Reijo, a na jego 

twarzy malowało się bolesne niedowierzanie. - Też mi przyjaciel! Wygląda na to, że wszyscy, 

background image

którym ufałem, oszukali mnie.

-   Posłuchaj,   Karl...   -   Reijo   pociągnął   przyjaciela,   żeby   przykucnął   obok.   -   To,   co 

zdarzyło   się   między   Raiją   i   Mikkalem,   stało   się   bez   niczyjego   błogosławieństwa.   Nie 

wiedziałem o tym, co zaszło, ale nie sposób było nie dostrzec, że coś ich łączy. Coś więcej niż 

przyjaźń. Rozstali się, ponieważ uznali, że tak będzie najlepiej. I Raija wyszła za ciebie. Od tej 

pory   nie   uczyniła   niczego,   co   mógłbyś   poczytać   jej   za   zdradę.   Zachowywała   się   tak,   jak 

przystało na dobrą żonę...

- Poza tym, że urodziła dziecko tamtego mężczyzny - uśmiechnął się pogardliwie Karl.

- A może miała pozbyć się tego dziecka? Są przecież sposoby, no wiesz...

- Przenigdy! Raija nie jest z tych... - przeraził się Karl.

-   Nie   rozumiem   cię!   -   Reijo   uśmiechnął   się   cierpko.   -   Uważasz,   że   nie   powinna 

pozbywać się dziecka, ale równocześnie nie powinna go urodzić. Doprawdy, trudno ci do-

godzić.

- Wiesz, o co mi chodzi!

- To zależy, jaki z ciebie mężczyzna! - Reijo podparł brodę. - Czy stać cię na taki gest, 

na jaki on się zdobył...

- Nie kręć! Jaki gest? O co ci chodzi? Reijo wzruszył ramionami.

-   Pozwolił   jej   odejść.   Musiało   go   to   wiele   kosztować.   Dużo   więcej   niż   ciebie 

kosztowałoby uznanie tego maleństwa za swoje. Wbrew pozorom masz więcej niż on. - Tak?

- Pewnie nigdy nie przyszło ci do głowy - ciągnął Reijo - jak wielu marzy, by znaleźć 

się na twoim miejscu. To ty masz wszystko, czego Mikkal i ja pragnęliśmy najbardziej! Czego 

kiedykolwiek moglibyśmy zapragnąć...

- Wcale nie - wydusił Karl przez zaciśnięte zęby. - Raija o nim myśli, urodziła jego 

dziecko!

- Jesteś jej mężem. - Słowa Reijo, choć kryło się w nich cierpienie, zabrzmiały nad 

wyraz miękko. - Nie sądzisz, że on ci zazdrości? A dziecko jest twoje, nigdy nie pozna innego 

ojca. Nawet się nie dowie, że ma innego ojca, Karl. Raija już cię więcej nie zdradzi. Teraz 

wszystko zależy od ciebie, albo ją odtrącisz, albo zostaniesz najszczęśliwszym mężczyzną w 

całej Ruiji.

Karl   poczuł   się   żałośnie.   W   porównaniu   z   przyjacielem   wydał   się   sam   sobie 

niedojrzałym szczeniakiem. Reijo był jego rówieśnikiem, a mówił o trudnych sprawach z taką 

pewnością. Jego sytuacja przerosła. Może gdyby chodziło o kogoś innego, radziłby to samo. 

Wybaczyć. Łatwo powiedzieć! Karl nie był pewien, czy okaże się na tyle dojrzały, by sprostać 

wyzwaniu.

background image

- Ty powinieneś zostać jej mężem, Reijo...

- Prawda - potwierdził przyjaciel, usiłując zdobyć się na żartobliwy ton.

Żaden z nich się jednak nie roześmiał.

-   Strasznie   jest   być   tym   drugim   i   przez   cały   czas   mieć   świadomość,   że   się   jest 

porównywanym do kogoś, komu nie dorasta się do pięt.

- Raiji nigdy nie przyszłoby do głowy, by was ze sobą porównywać - zaprotestował 

Reijo. - A ty, Karl, wcale nie przestałeś jej kochać. Nie potrafisz kłamać!

Karl zwiesił głowę i wyglądał, jakby przybyło mu lat.

- Masz rację - rzekł w końcu. - Nadal ją kocham.

Kiedy   Karl   wrócił   do   chaty,   zastał   tam   jeszcze   rodziców.   Matka,   obrzuciwszy   go 

spojrzeniem, którego nie potrafił zrozumieć, rzekła:

- Musisz zachować się jak dorosły mężczyzna, Karl. Sytuacja Raiji i tak już jest dość 

skomplikowana.

Karl przełknął ślinę.

Ojciec milczał, ale chłopak czuł, że i on na swój sposób prosi go, by dobrze wszystko 

przemyślał. Rodzice nie odsunęli się od Raiji. Widzieli i zrozumieli, co się stało, ale nie potępili 

jej. To jej dawali swoje wsparcie, a jeśli zaszłaby taka potrzeba, gotowi byli nawet odwrócić się 

od własnego syna.

-   Jeśli   nie   opuścisz   głowy,   ludzkie   gadanie   nie   będzie   miało   żadnego   znaczenia   - 

odezwał się w końcu ojciec.

- Gadanie? - Karl wyprostował się, a gdy popatrzył na rodziców, jego błękitne oczy 

zalśniły radością. Uśmiechając się szeroko, powtórzył głośno: - Jakie gadanie? Chyba nikt nie 

będzie miał nam za złe, że pofolgowaliśmy uczuciom, nim pastor zdążył nas pobłogosławić?

- Chłopak jest dorosły! - stwierdził Kristian, wstając z miejsca. Wytarł rękę o spodnie i 

podał ją synowi, mówiąc: - Pozwól, że twój stary ojciec pogratuluje ci pięknej córki!

-   Dziękuję!   Karl   zdobył   się   na   uśmiech,   kątem   oka   dostrzegając,   że   matka   ociera 

ukradkiem łzy.

Gdyby odtrącił Raiję, zraniłby również rodziców. Karl pozwolił się wyściskać matce.

- Teraz jestem z ciebie naprawdę dumna, synu - szepnęła mu do ucha, wzruszona i 

szczęśliwa. Jej pokryty zmarszczkami policzek był mokry od łez.

- Damy sobie radę! - powiedział Karl i ostrożnie uwolnił się z ciepłych objęć matki. - 

Jesteśmy teraz rodziną. Prawdziwą rodziną.

Odczekał, aż rodzice wyjdą, i dopiero potem ośmielił się otworzyć drzwi, które dzieliły 

go od Raiji.

background image

Maleństwo   leżało   w   kołysce,   którą   sam   zrobił.   Karl   powoli   podszedł   do   śpiącej 

dziewczynki, czując na sobie niespokojny wzrok żony. Nie chciał jej jednak jeszcze nic mówić, 

nie był gotowy. Najpierw musi sprostać próbie. Pochylił się nad córeczką Raiji. Jakaż ona była 

mała i bezradna!

Jej   miękkie,   krągłe   wargi   były   wierną   kopią   zmysłowych   ust   żony.   A   jaką   miała 

czuprynkę! Zawsze mu się wydawało, że główkę noworodka przykrywa parę zaledwie kosmy-

ków, tymczasem to dziecko miało długie czarne włosy. Ośmielił się dotknąć ich palcem. Były 

miękkie jak puch. Przełknął ślinę.

Oczywiście, że dostrzegał też obce rysy. Kości policzkowe były bardziej wystające niż 

kości policzkowe Raiji, nos także miał inny kształt, a oczy stanowiły przedziwną mieszankę 

brązowych roziskrzonych oczu Raiji i miodowych oczu Mikkala.

To dziecko wstrząsnęło całym jego bezpiecznym światem.

Karl wyprostował się, nie mogąc oderwać wzroku od maleńkiej śpiącej dziewczynki, 

która poruszyła w nim najczulsze struny. Na jego twarzy pojawił się uśmiech. Nie pojmował, 

jak mógł przez chwilę nienawidzić tego dziecka.

- Jest piękna - powiedział łamiącym się ze wzruszenia głosem, nadal nie patrząc w 

stronę Raiji. - Jak chcesz ją nazwać?

- Marja - odpowiedziała Raija. - Moja matka tak miała na imię.

Karl poczuł przez moment chłód w sercu, ale usiadł na krawędzi łóżka.

Raija, choć leżała taka drobna i blada, nie była już zagubioną bezradną dziewczynką. 

Promieniała niespotykaną urodą. Zrozumiał nagle, dlaczego inni ją kochają, ale to wcale nie 

pomagało mu pogodzić się z jej zdradą. Była jego żoną, czy nie może jej mieć tylko dla siebie?

- Nie chcę nic wiedzieć - rzekł szybko. - Nic oprócz jednego: Powiesz mu?

- Nie - odpowiedziała bez wahania.

- Czy mogę być jej ojcem? - spytał, wstrzymując oddech.

- Chcesz nas?

- Niczego bardziej nie pragnę - zapewnił gorliwie, chwytając ją za ręce.

- Nie będziesz żałował - wyszeptała Raija z powagą. - Nigdy cię nie zawiodę.

Tego wieczoru Karl zasnął jako najszczęśliwszy człowiek w Ruiji.

Raija zaś długo leżała, wpatrując się w gęsty mrok.

- Być może tak właśnie miało się stać - szepnęła bezgłośnie i wydawało jej się, że czuje 

zapach dymu w jurcie Elle. - Karl nie jest złym człowiekiem. Może to właśnie miałaś na myśli, 

Elle, kiedy mówiłaś o szczęściu?

Twarz staruszki zniknęła, a w jej miejsce pojawiła się inna. Otoczona aureolą czarnych 

background image

włosów twarz o ostrych rysach. Oczy w kolorze miodu spoglądały na nią ze smutkiem.

- Przecież mnie nie chciałeś! - Raija układała wargi w słowa, ale żaden dźwięk nie 

wydobywał się z jej ust.

Zamknęła oczy, ale obraz nie zniknął.

-   Zostawiłeś   mnie,   zawiodłeś.   Ja   też   potrzebuję   kogoś,   przy   kim   będę   bezpieczna. 

Kogoś, kto będzie przy mnie naprawdę, a nie dzielił ze mną jedynie marzenia i gwiazdy na 

niebie...

- Czy to jest szczęście? - usłyszała głos znikąd. - Czy to jest szczęście, o które ma 

walczyć Raija Alatalo?

Dziewczyna nie znała odpowiedzi. Miała ją wyjawić przyszłość.