background image

Rozdział piąty 

 

 

- Wstawaj niewolniku, Santar chce cię widzieć. 
Derel  oparł  się  pokusie,  by  walnąć właściciela  dłoni potrząsającej  jego 

ramieniem  i  ściągającej  go  z  łóżka,  przez  co  jego  sen  został  brutalnie 
przerwany.  Mimo  iż  natychmiast  podążył  za  strażnikiem,  ten  uznał  za 
konieczne przypiąć łańcuch do jego niewolniczej obroży i poprowadzić go 
jak  psa  na  smyczy.  Co  kilka  kroków  strażnik  szarpał  łańcuchem  i  Derel 
potykał się, z trudem odzyskując równowagę. 

Dla zabicia czasu Derel próbował zdecydować w jakiej kolejności skopie 

tyłki  swoim  braciom  za  to,  że  nie  przychodzą  szybciej  go  stąd  wydostać. 
Miał zamiar zacząć od Ramiela, bo był najstarszy i jako taki, był najbardziej 
odpowiedzialny za ratowanie rodziny. Potem przejdzie od najstarszego do 
najmłodszego, zostawiając Beara i Cama na koniec. 

Twoi bracia nie musieliby czekać na ratunek jak ty szeptał mu w głowie 

paskudny głos. Sami już dawno znaleźliby sposób, jak się uwolnić. Oni nie są 
takim słabym, bezradnym uzdrowicielem jak ty. 

Santar zbliżał się spiesznie korytarzem, jego ubranie było przesiąknięte 

krwią,  a  twarz  wyrażała  udrękę.  Derel  przeskanował  go,  lecz  nie  znalazł 
żadnych  obrażeń,  więc  posłał  głębiej  swoje  zmysły.  Uderzył  w  niego  ból 
licznych  rannych  istot.  To  było  tak  silne,  że  musiał  przez  chwilę 
przytrzymać się ściany, by się uspokoić.  

- Szybciej – wysapał Santar. – Nie mamy zbyt wiele czasu. 
Derel w milczeniu zgodził się z nim, bo nawet w chwili, gdy rozmawiali, 

czuł odpływającą siłę życiową z niektórych rannych. 

- Gdzie oni są? 
Santar  zabrał  go  do  dużego  szpitala.  Dziesiątki  rannych  aniołów, 

potępionych  i  demonów  leżało  na  łóżkach  czy  podłodze.  Uzdrowiciele 
biegali wokół, bez ładu i składu, bez jakiejkolwiek organizacji, ślizgając się 
na pokrytej krwią podłodze. Okrzyki bólu wypełniały powietrze, mieszając 
się  z  jękami  i  przekleństwami.  Powietrze  śmierdziało  odchodami,  krwią  i 
strachem. 

-  Co  się  stało?  –  zapytał  Derel,  klękając  i  oglądając  leżącą  najbliżej 

niewolnicę. 

background image

-  Jeden  z  moich  kompleksów  szkoleniowych  dla  gladiatorów  został 

zaatakowany  przez  grupę  Psów  z  Piekła  –  warknął  Santar.  –  Było  ich  tak 
wiele, że moi gladiatorzy i strażnicy nie mieli szans. 

Derel delikatnie dotknął ugryzień i śladów pazurów na ciele kobiety. 
-  Dlaczego  demony  was  zaatakowały?  Zazwyczaj  zostawiają  handlarzy 

niewolników w spokoju. 

- Wiedzą, że mam ciebie. 
Derel zamarł, jego ręka unosiła się nad ranną anielicą, a serce waliło mu 

w piersi. 

-  Szczerze w  to wątpię,  musiałeś  zrobić  coś innego,  by  je  tak  wkurzyć. 

Masz taką ujmującą osobowość. 

Santar wyglądał tak, jakby miał zamiar go uderzyć, ale powstrzymał się 

w ostatniej chwili. 

-  Nowy  demon  rozpoczął  polowanie.  Wydaje  się,  że  szuka  wyłącznie 

ciebie  i  twoich  braci.  Wygląda  na  to,  że  ma  możliwość  kontrolowania  i 
rozkazywania wszystkim Psom. Jeden ze strażników powiedział mi, że pytał 
w  szczególności  o  ciebie.  Wie,  że  cię  mam  i  będzie  próbował  mi  ciebie 
odebrać.  Twoje  szczęście,  iż  nie  mam  zamiaru  do  tego  dopuścić.  Będę 
walczyć z sukinsynem do ostatniego strażnika. 

Mimo iż jego żołądek fiknął koziołka na myśl o tym, że jakiś demon pytał 

o niego, Derel wciąż miał przyklejony do twarzy zarozumiały uśmieszek. 

- Cholera, musisz mnie bardzo lubić. Czuję się zaszczycony, aż kręci mi 

się w głowie. 

Santar  nie  wydawał  się  być  rozbawiony.  Warknął  i  szarpnął  Derela  za 

łańcuchową  smycz  jednym  szybkim,  brutalnym  ruchem.  Uzdrowiciel  padł 
na kolana, tracąc oddech. Czekał na kolejne ciosy, ale handlarz powstrzymał 
się  od  nich.  Derel  wiedział,  że  nie  chciał  ryzykować  zranienia  swojego 
cennego uzdrowiciela. Santar powiedział: 

- Twoje dary są dla mnie nieocenione. Będziesz ze mną współpracował 

albo  pożałujesz.  Istnieją  sposoby  zmuszenia  cię  do  tego,  czego  chcę,  które 
nie wyrządzą ci fizycznej szkody. Nie masz pojęcia do czego jestem zdolny. 

- Proszę pana – Derel przełknął kilka razy ślinę, nim odzyskał oddech. – 

Tylko pana rozczaruję. Nie mam takich mocy jak Cam. 

Santar zignorował jego słowa i wskazał na pomieszczenie. 
- Napraw to. 
-  Ale  to  jest  masa  chaosu  –  zaprotestował  Derel.  –  Czego  ode  mnie 

oczekujesz? 

background image

Pan niewolników zignorował jego pytanie i wyszedł, zostawiając Derela 

samego  w  samym  środku  olbrzymiego,  pieprzonego  zbiorowiska.  Derel 
czuł, jak budzi się jego temperament Lehorów i ledwie oparł się pokusie, by 
powiedzieć  im  wszystkim,  żeby  szli  do  diabła.  Dlaczego  musi  zrobić 
wszystko co w jego mocy, by im pomóc? Zniewolili go, zabrali od rodziny i 
zdeptali  jego  godność.  Czy  byliby  w  stanie  zrobić  mu  coś  gorszego,  jeśli 
odmówiłby grania w ich grę? 

Wstał  i  odwrócił  się,  by  powiedzieć  jednemu  ze  strażników,  żeby  go 

zabrał z powrotem do pokoju. Zanim zdążył wypowiedzieć słowo, strażnik 
rzekł: 

- Masz problem z Santarem, nie z rannymi. Większość tych aniołów to 

niewolnicy,  jak  ty.  Nie  pozwól  im  cierpieć  tylko  dlatego,  że  chcesz 
udowodnić swoją rację. 

Derel  zacisnął  zęby,  żeby  powstrzymać  się  od  komentarza.  Nawet  od 

zwyczajowego,  uprzejmego  Odpieprz  się.  Oczywiście,  ostatnim  razem,  gdy 
powiedział coś tak mądrego do strażnika, dostał porządne lanie. Ale gdyby 
został mocno pobity, nie miałby jak leczyć. Strażnik roześmiał się. 

- Śmiało, powiedz to. Wiesz, że tego chcesz. 
- Co powiedzieć? 
- Chcesz mi powiedzieć, żebym się odpieprzył. Wiem, jak działacie ty i 

twoi bracia, nie lubicie, gdy ktoś was wykorzystuje. 

-  Bez  obrazy,  potępieńcze,  ale  gdybym  powiedział  ci,  co  naprawdę  o 

tobie myślę, wtedy ty i kilku twoich kumpli przedstawiłoby mnie podłodze. 

Derel drgnął, gdy strażnik podniósł rękę. Cholera, nienawidził siebie za 

okazywanie słabości. Nigdy nie podskakiwał, gdy ktoś się obok niego nagle 
poruszył. Niewola bardzo go zmieniła. Potępieniec nie uderzył go. Zamiast 
tego odczepił łańcuch przymocowany do niewolniczej obroży i odrzucił go 
na  bok.  Derel  odważył  się  spojrzeć  na  niego  kątem  oka.  Nie  rozpoznawał 
tego  strażnika.  Miał  on  zmierzwione,  brązowe  włosy,  które  sięgały  poza 
jego  obrożę.  Jego  twarz  wydawała  się  być  dzika  i  nieprzystępna,  jakby 
potępieniec  widział  zbyt  wiele.  W  piwnych  oczach  wciąż  miał  szczyptę 
rozbawienia. Posłał Derelowi pewny siebie uśmiech. 

- Zawsze podziwiałem zdrowy rozsądek braci Lehor. 
- Pochlebiasz mi. Skąd nas znasz? 
- Chodziłem do szkoły z twoim bratem Ramielem. Nazywam się Lashier. 

Znany jako Lash. 

Derel pociągnął za obrożę, żartując z niego. 

background image

- Lash brzmi jak imię postaci z japońskich kreskówek. 
Lash przechylił głowę na bok w zamyśleniu. 
-  Nigdy  tak  o  tym  nie  myślałem.  Chociaż  masz  rację.  Chodźmy,  Santar 

będzie wkurzony, jeśli nie posprzątasz tego bałaganu. 

Lash ruszył, a Derel podążył za nim, spierając się całą drogę. 
- Nie wiem, co ty sobie wyobrażasz, że mogę zrobić. Potrzebujesz kogoś 

z  umiejętnościami  przywódczymi,  jak  Raphael,  by  ogarnąć  ten  bałagan. 
Wiem, że się powtarzam, ale naprawdę jestem tylko uzdrowicielem. 

Lash  zatrzymał  się  tak  szybko,  że  Derel  wpadł  na  niego.  Potępieniec 

odwrócił się i powiedział ze złością: 

- Przestań ignorować problemy i zaufaj sobie. Anioły będą cię słuchać, 

ponieważ  pochodzisz  z  jednego  z  najstarszych  i  najpotężniejszych  rodów. 
Jesteś  siostrzeńcem  Szefa  Archaniołów,  Michaela.  Tak  było  jeszcze  zanim 
dołożyłeś  do  tego  swoje  niezwykłe  umiejętności  lecznicze.  Każdy  wie,  że 
wskrzesiłeś syna Jehela, po tym jak został unicestwiony. 

Derel nic nie powiedział, bo był zbyt oszołomiony, że prawda wyszła na 

jaw.  Nie  sądził,  iż  ktokolwiek  spoza  rodziny  wiedział  o  tym  fakcie. 
Właściwie rodzina nawet o tym nie rozmawiała. Ale tak naprawdę oni nie 
znali całej historii. Wszyscy myśleli, że to Bear mu pomógł. Ostatecznie to 
on dotknął Derela, kiedy to się stało. Ale tylko Derel znał całą prawdę. To on 
był  tym,  który  poszedł  i  to  poszedł  samotnie,  w  ciemną  otchłań,  i 
przyciągnął  Dinę  z  powrotem.  Derel  zdecydował,  że  sprzeczanie  się  z 
Lashem nie ma sensu. 

-  Nie  rozumiesz,  Dina  nigdy  nie  był  sobą  po  przyprowadzeniu  go  z 

powrotem.  Przechodził  przez  okres  choroby  psychicznej.  Musieliśmy  go 
zamknąć,  by  powstrzymać  przed  krzywdzeniem  siebie.  Dopiero  po  kilku 
sesjach z Camem był w stanie w końcu sobie z tym poradzić. Bywa jeszcze 
taki  czas,  że  ponownie  się  w  sobie  zatraca.  Plus,  ja  prawie  uwięziony  po 
drugiej  stronie,  kiedy  nie  mogłem  znaleźć drogi  powrotnej.  Nie  pójdę  tam 
ponownie. 

Lash położył dłoń na jego ramieniu. 
-  Nie  proszę  cię  o  przyprowadzenie  kogokolwiek  z  powrotem. 

Potrzebuję cię jako przywódcy. 

Derel  był  wstrząśnięty,  gdy  zobaczył  współczucie  w  oczach  strażnika. 

Lash  był  pierwszym  strażnikiem,  który  rozmawiał  z  nim  tak,  jakby  był 
czymś  więcej  niż  kawałkiem  mięsa.  Derel  zastanawiał  się,  jak  potępiony 

background image

skończył  na  tym  stanowisku.  Lash  naprawdę  wydawał  się  mieć  sumienie. 
Derel myślał przez kilka sekund, po czym westchnął i skinął głową. 

- Zabierz mnie do tego, kto rzekomo nadzoruje ten cały bałagan. 
 
 
 

* * * * 

 
 
 

Miała zamiar go zabić. Nie, czekaj, miała zamiar go pobić, a potem zabić. 

Amadeaha  rzucała  Camowi  w  samochodzie  zabójcze  spojrzenia,  aż  ten  w 
końcu wyrzucił ręce w górę. 

- Jaki masz problem? Zanim pojawił się mój brat i Tif, byłaś prawie moja, 

a  teraz  zachowujesz  się,  jakbym  zabił  twojego  szczeniaczka.  Co  ci 
powiedziała Tiffany w łazience? 

- Powiedziała mi o Dinie. 
Burza  uczuć  przemknęła  po  jego  twarzy,  od  paniki,  poczucia  winy  do 

jawnego zmartwienia. 

- Co dokładnie powiedział ci ten ptasi móżdżek? 
Pragnienie, by go zabić, wzmogło się dziesięciokrotnie. 
- To znaczy, że jest więcej niż tylko jedna rzecz, której nie powiedziałeś 

mi o moim kuzynie? 

Wyglądał jak dzieciak, który utknął z ręką w słoiku z ciasteczkami. 
- Poniekąd. 
To  była  kropla  przepełniająca  czarę.  Zatrzymali  się  przed  znakiem 

stopu, więc wysiadła i zatrzasnęła za sobą drzwi. Jeśli szybko nie znajdzie 
się  w  pewnej  odległości  od  niego,  zrobi  coś  głupiego,  jak wyrzucenie  go  z 
jadącego samochodu. Usłyszała trzask drzwi, gdy wysiadł i podążył za nią. 
Odwróciła  się,  by  się  z  nim  skonfrontować,  odsuwając  na  bok  kosmyk 
włosów, które wiatr nasunął jej na oczy. Bear zatrzymał samochód za nimi i 
uniósł  ręce  w  niemym  pytaniu.  Cudownie,  teraz  miała  widownię,  właśnie 
tego potrzebowała. 

- Zabieraj swój tyłek do samochodu – Cam był zirytowany, ale mało ją to 

obchodziło. 

- Idź się utop, dupku. 
- Cholera, stajesz się złośliwą istotą, kiedy jesteś zła. 

background image

-  Nie  masz  pojęcia  –  krzyczała  na  niego.  –  Dina  jest  wszystkim,  co 

kiedykolwiek miałam. Wtem dowiaduję się, że był chory, a mnie przy nim 
nie było. 

-  Uspokój  się  i  powiedz  mi,  co  właściwie  powiedziała  ci  Tiffany  – 

odwrócił  się,  by  przyszpilić  spojrzeniem  Tiffany,  która  siedziała  na 
siedzeniu pasażera w samochodzie Beara. 

Była  zajęta  poprawianiem  makijażu  w  lustrze  i  nie  wydawała  się  być 

speszona jego gniewem.  

-  Powiedziała,  że  może  teraz,  gdy  tu  jestem,  Dina  poczuje  się  lepiej. 

Kiedy ją zapytałam, o czym mówi, stała się naprawdę nerwowa i nie chciała 
nic więcej powiedzieć. Lepiej ty mi powiedz, co się dzieje. 

Cam westchnął i spojrzał na drogę. 
-  Zamierzałem  ci  powiedzieć,  tylko  czekałem,  aż  najpierw  sama 

zobaczysz Dinę. Pomyślałem, że jeśli zobaczysz na własne oczy, że nic mu 
nie jest, to może łatwiej będzie ci wysłuchać tego, przez co przeszedł. 

Serce zaczęło jej walić w klatce piersiowej, a w ustach poczuła suchość.  
- Powiedz mi wszystko, proszę. Niczego nie ukrywaj. 
- Co mówili o nim w Niebie? 
Roześmiała się nerwowo. 
-  Głupie  plotki,  że  został  przywrócony  z  martwych  i  teraz  jest 

bezlitosnym  zabójcą.  Same  kłamstwa.  Znam  Dinę  od  dnia  narodzin.  Nie 
walczy lepiej niż ja. 

- Te plotki są prawdą, Amadeaho. Dina został unicestwiony i gdyby nie 

Derel i Bear, byłby martwy. 

Zdała  sobie  sprawę,  że  musi  wziąć  oddech  i  przełknąć  ślinę,  by 

zapanować nad emocjami. 

- Jak został unicestwiony? 
- Jehel pozwolił jakiemuś demonowi pobawić się nim. Demon namieszał 

biednemu dzieciakowi we wnętrznościach tak, że Derel powiedział, iż nigdy 
wcześniej  czegoś  podobnego  nie  widział.  Stosowali  to  niektórzy 
uzdrowiciele, ukrywając to później. Każdy normalny uzdrowiciel, który miał 
z  nim  potem  kontakt,  nie  był  w  stanie  wykryć,  że  Dina  powoli  umiera  z 
powodu  odniesionych  ran,  ponieważ  demon  je  zakrył.  Dzieciak  zbyt  się 
wstydził, by nam to powiedzieć, aż było za późno. 

Odwróciła  się  i  przycisnęła  dłonie do brzucha.  Dina cierpiał,  a  jej  przy 

nim nie było. Była wszystkim, co miał, a go zawiodła. 

background image

-  Co  się  z  nim  stało,  gdy  Derel  przyprowadził  go  z  powrotem?  – 

wyszeptała. 

Cam zdawał się ważyć słowa. 
- Przez chwilę był trochę nieobecny. 
- Chcę znać całą prawdę, Cam. 
Cam zaklął pod nosem, po czym powiedział: 
-  Wyrwanie  go  z  innej  krainy  nie  było  normalne.  Spowodowało  kilka 

naprawdę  nieprzyjemnych  skutków  ubocznych.  Jednym  z  nich  było  to,  że 
oszalał na chwilę. 

Stłumiła okrzyk. 
- Był z tym wszystkim sam. Powinnam być przy nim, kiedy to się stało. 
Cam położył ręce na jej ramionach. 
- Dina nigdy nie był sam. Ma Beara, Tif, jej ekipę i nas. Moja cała rodzina 

go zaakceptowała. Zanim wziął Megan za partnerkę, nawet nie mieszkał w 
męskim  dormitorium,  tylko  z  Aną  i  Appolionem.  Troszczymy  się  o  Dinę  i 
zawsze się upewniamy, by o tym wiedział. 

- Dina ma partnerkę? Dlaczego nic o tym nie wiem? 
- Oznaczył ją niedawno. Polubisz Megan, gdy zaakceptujesz trzpiotowatą 

część niej. 

Poczuła łzę spływającą jej po policzku. 
-  Nie  rozumiesz.  Złożyliśmy  przysięgę,  że  będziemy  chronić  się 

wzajemnie, a ja go zawiodłam. Dina jest jedynym, który kiedykolwiek mnie 
kochał. 

Cam chwycił ją za ramiona i spojrzał jej w twarz. 
- On nie jest jedynym. Kocham cię. Zawsze kochałem. 
Oboje  stali  na  ulicy,  wstrząśnięci  nagłą  ciszą,  która  zapadła  po  jego 

wyznaniu. Z jakiegoś szalonego powodu rozpłakała się jeszcze bardziej. 

- Nie mów czegoś, czego nie myślisz, tylko dlatego, że mi współczujesz – 

te słowa były tak trudne do wypowiedzenia, że je zaledwie wyszeptała. 

Zwiększył uścisk na jej ramionach. 
- Ja tak myślę. Boże dopomóż, to prawda. 
Amadeaha pragnęła spojrzeć mu w oczy, aby zobaczyć, czy mówi serio, 

ale był jak zwykle w swoich ciemnych okularach. Jedyne co ujrzała, to swoje 
odbicie. Pokręciła głową.  

- Jeśli mnie kochasz, to dlaczego jesteś taki chętny, by się mnie pozbyć? 
-  Ponieważ  kiedy  jestem  z  tobą,  to  nade  wszystko  pragnę  wziąć  cię  i 

sprawić, że będziesz moja. Podobnie jak teraz, wszystko co pragnę zrobić, to 

background image

rzucić  cię  na  tylne  siedzenie  tego  samochodu  i  pieprzyć  cię  na  siedem 
różnych sposobów. 

- To jest aż tak wiele sposobów na zrobienie tego? 
Cam  przyciągnął  ją  gwałtownie  do  siebie.  Nie  było  wątpliwości,  czuła 

jego twardość na swoim brzuchu. O tak, był podniecony. 

- Jest o wiele więcej sposobów niż te i nie pragnę niczego bardziej, jak 

być  tym,  który  nauczy  cię  ich  wszystkich.  To  nie  byłaby  jakaś  książka 
erotyczna, tylko rzeczywistość. 

Zadrżała, gdy w jej głowie pojawiła się związana z tym fantazja. 
- Cóż, dlaczego nie? Przyrzekam, że będę bardzo dobrą uczennicą. 
- Zasługujesz na coś więcej niż resztka po jakichś demonicach. 
-  To  nie  jest  to,  o  czym  myślę,  gdy  ciebie  widzę  –  zamknęła  oczy  i 

otworzyła umysł. – To jest to, o czym myślę. 

Przywołała  obraz  jednego  z  jej  nieprzyzwoitych  snów.  Byli  w  łóżku, 

zaplątani w czerwone, jedwabne prześcieradła. On był na górze i poruszał 
się w niej powolnym rytmem. Jej ręce gładziły jego muskularne plecy, gdy 
krzyczała cicho z rozkoszy. 

-  Jasna  cholera  –  oznajmił,  przywracając  ją  z  powrotem  do  realnego 

świata. – Zabijesz mnie, jeśli będziesz to kontynuować. 

- Pocałuj mnie – zażądała. 
Spodziewała się po nim odmowy, ale była mile zaskoczona, gdy spełnił 

jej prośbę. Był bardzo delikatny. Nie tak jak wcześniej w jego mieszkaniu. 
Jego język wykonywał powolne, zmysłowe ruchy w jej ustach. Wygięła się w 
kierunku jego mocnego ciała, chcąc poczuć każdy jego cal. 

Zatrąbił klakson samochodu i oboje, zaskoczeni, odskoczyli od siebie. Za 

samochodem  Beara  zatrzymał  się  mężczyzna  i  najwyraźniej  nie  był 
zadowolony,  że  droga  była  zablokowana.  Człowiek  znowu  zatrąbił  i 
machnął niecierpliwie ręką. Tif wysiadła z samochodu i trzasnęła drzwiami. 

-  Rany,  co  za  niegrzeczny  człowiek  –  odwróciła  się  zdenerwowana, 

rzucając gniewne spojrzenie na mężczyznę. 

Przestał  uderzać  w  klakson  i  rzucił  Tif  oszołomione  spojrzenie.  Jego 

wzrok  podążył  za  nią,  gdy  przeszła  przez  ulicę.  Nie  było  wątpliwości,  że 
spoglądał  z  pożądaniem  na  anielicę.  Bear  wysiadł  z  samochodu  i  oparł 
łokcie o jego dach. 

- Dokąd idziesz, Tif? 
Wskazała na pobliski budynek. 
- Na stację benzynową. 

background image

Bear prychnął zniecierpliwiony. 
- Po co? 
Odwróciła się i posłała mu diabelski uśmieszek. 
- Po mrożony koktajl. 
Bear wydał z siebie cichy okrzyk zachwytu. 
- Jasna cholera! 
Gdy tylko Tif zniknęła wewnątrz budynku, człowiek znowu zaczął trąbić 

klaksonem. Bear pochylił lekko głowę i posłał mężczyźnie spojrzenie, które 
powodowało,  że  większość  ludzi  trzęsło  się  ze  strachu.  Rozległ  się  głośny 
huk,  gdy  coś  eksplodowało  w  samochodzie  mężczyzny  i  uderzyło  go  w 
twarz. 

- Co to było? – zapytała Amadeaha powstrzymując chichot. 
Cam jęknął. 
-  To  była  poduszka  powietrzna  tego  idioty.  Cholera,  Bear.  Ludzie  są 

nietykalni. 

Bear posłał mu spojrzenie niewiniątka. 
- Nigdy go nie dotykałem. 
Kiedy w końcu Amadeaha poddała się i roześmiała, Cam pokręcił głową. 
- Nie zachęcaj go. 
Zanim  Bear,  Cam  i  Amaheaha  zaparkowali  samochody  i  udali  się  w 

kierunku  stacji  benzynowej,  Tif  była  już  przy  tylnym  barze.  Stała  przy 
wielkiej maszynie, trzymając filiżankę pod szyjką do nalewania. Bear stanął 
za nią i zaczął trącać nosem jej szyję. Cam prychnął, nim udał się w kąt, by 
porozmawiać przez komórkę.  

Amadeaha  rozejrzała  się  po  pomieszczeniu.  Było  tam  wystawione 

wszelkiego  rodzaju  ludzkie  jedzenie  i  picie,  lecz  w  większości  nie  miała 
pojęcia, co to było. Wyciągnęła rękę, by dotknąć innej maszyny kilka stóp od 
Tiffany. 

- Nie dotykaj – ostrzegł Bear. – Jest gorąca, możesz się poparzyć.  
- Co to jest? – zapytała, cofając rękę. 
- Kawa. 
Nalał  kubek  i  podał  go  jej.  Cam  pomachał  ku  niemu,  więc  Bear 

uśmiechnął się do niej i wyszedł. Amadeaha skierowała się ku Tif. 

-  Dlaczego  Bear  był  tak  podekscytowany  tym,  że  bierzesz  mrożony 

koktajl? Czy tak bardzo lubi jego smak? 

Tif uśmiechnęła się lekko. 
- On go nie pije. Tak szczęśliwym czyni go to, co ja robię z tym koktajlem. 

background image

Amadeaha  spojrzała  na  czerwony  napój  z  nadzieją,  że  znajdzie  tam 

odpowiedź. Ale zobaczyła jedynie grudkowaty płyn. 

- Co ty z tym robisz? 
Tif  nachyliła  się  i  zaczęła  szeptać  Amadeahai  do  ucha.  W  czasie,  gdy 

mała  uzdrowicielka  wyjawiała  swoją  tajemnicę,  twarz  Amadeahai  stawała 
się  czerwieńsza  i  czerwieńsza,  aż  w  końcu,  czego  była  pewna,  uzyskała 
kolor napoju. Spojrzała na uzdrowicielkę w szoku. 

- On to lubi? – zapytała tak głośno, że Cam i Bear odwrócili się i spojrzeli 

na nie. 

Tif posłała Bearowi gorące spojrzenie. 
- To sprawia, że robi wszystko, co zechcę. 
Aby  to  udowodnić,  Tif  wzięła  w  usta  słomkę  i  pociągnęła  powoli  łyk 

napoju.  Nie  odrywała  wzroku  od  swojego  partnera.  Twarz  Beara  nabrała 
idiotycznego  wyrazu,  a  on  sam  oblizał  wargi.  Cam  uderzył  go  mocno  w 
ramię, by odzyskać jego uwagę. Amadeahai przyszła do głowy pewna myśli. 

- To działa na wszystkich mężczyzn czy tylko na Beara? 
Tif wzruszyła ramionami. 
-  Byłam  tylko  z  Bearem,  więc  naprawdę  nie  wiem.  Ale  nie  rozumiem, 

czemu miałoby nie działać. 

Napełniła kolejny kubek zmrożonym napojem i podała go Amadeahai. 
-  Dlaczego  nie  wypróbujesz  tego  na  Camie  i  nie  zobaczysz  na  własne 

oczy? 

-  Nie  mogłabym…  to  znaczy  nie  wiedziałabym  od  czego  zacząć?  – 

wyjąkała Amadeaha. 

- To żadna filozofia – Tif podeszła do Beara, chwyciła go za przód koszuli 

i poprowadziła do samochodu.   

Cam  potrząsnął  głową  w  kierunku,  nim  podszedł  do  przodu  i  zapłacił. 

Kiedy wrócił, przechylił głowę na bok, gdy zobaczył, że trzymała w każdej 
dłoni po jednym kubku. 

- Spragniona? 
- Nie, po prostu twojemu bratu i jego partnerce wydawało się, że jestem. 
Próbowała  skopiować  Tif  i  wziąć  w  seksowny  sposób  łyk  swojego 

koktajlu, ale tylko odrobina znalazła się w jej ustach, a reszta wylądowała 
na przodzie koszulki. Cam dał krok do przodu, by jej pomóc, a w tej samej 
chwili ona wykaszlała resztę na niego, opryskując mu twarz. 

- Zimny – wykrztusiła upokorzona tym, że zrobiła mu prysznic. 
To tyle z bycia seksowną. 

background image

Złapał  kilka  serwetek.  Ale  zamiast  czyścić  siebie,  zaczął  wycierać  jej 

pobrudzoną twarz. 

- Tak, te rzeczy są zimne. 
Postawiła napoje, zabrała od niego serwetki i zaczęła go wycierać. Boże, 

on  musi  myśleć,  że  Amadeaha  to  wielki  kłopot.  Najpierw  sprowadziła  na 
niego strzelaninę, potem spartaczyła swoją pierwszą walkę z demonami w 
fabryce,  następnie  zemdlała  u  jego  stóp,  a  teraz  przemoczyła  go  swoim 
pluciem. Unieruchomił jej rękę. 

- Czynisz życie bardziej interesującym. Lubię to. 
Prychnęła, gdy sobie uświadomiła, że czytał jej w myślach. 
- Przestań – rozkazała. 
- Przepraszam, czasami nic nie mogę na to poradzić. 
Przerażająca myśl pojawiła się w jej głowie. 
- Znasz wszystkie moje myśli? 
Uśmiechnął się leniwie. 
- Nie, ale sądząc po zmartwionym wyrazie twojej twarzy, musiało to być 

kilka interesujących myśli. 

Zebrali swoje zakupy i udali się do samochodu. Amadeaha spojrzała na 

auto  Beara  i  nie  zobaczyła  śladu  po  mężczyźnie,  aczkolwiek  okna  były 
zaparowane.  Wsiadała  do  samochodu  Cama  i  czekała,  aż  dołączy  do  jej 
boku,  nim  rzuciła  mu  pytające  spojrzenie.  Zdjął  okulary,  więc  mogła 
zobaczyć, jak przewrócił oczami. 

- Będziemy musieli poczekać, aż skończą. 
Powstrzymała chichot. 
- Czy oni… 
- Tak, oni nigdy nie mają siebie dosyć. To takie słodkie, że aż chce mi się 

rzygać. 

Siedzieli w ciszy przez kilka minut, Amadeaha myślała o tym, co Tif jej 

powiedziała. Zastanawiała się, czy to prawda. Czy naprawdę mogła sprawić, 
że  zrobiłby  wszystko,  co  mu  każe?  Zawsze  wydawał  się  wszystko 
kontrolować. Pomysł, by mogła pozbawić go kontroli choćby na minutę, był 
nieprawdopodobny.  Nic  nie  mogła  na  to  poradzić,  że  wciąż  zastanawiała 
się,  czy  byłaby  w  stanie  to  zrobić.  Zanim  straciła  odwagę,  pochyliła  się  i 
szepnęła mu do ucha: 

- Chcę cię posmakować. 
Kiedy  zbliżył  się,  by  ją  pocałować,  położyła  mu  palce  na  ustach  i 

powstrzymała go. 

background image

- Nie, tam. 
Sięgnęła w dół i pogłaskała go przez jeansy.  
- Tutaj, chcę spróbować tego. 
Zaczęła  szperać  w  jego  rozporku,  a  on  sięgnął  w  dół,  by  jej  pomóc. 

Poczuła mały dreszcz zwycięstwa, gdy uświadomiła sobie, że drży.  

- Nie powinienem pozwolić ci tego robić – wychrypiał. 
- To czemu pomogłeś mi rozpiąć spodnie? 
- Ponieważ trwa to cholernie długo, gdy robisz to własnoręcznie. 
Amadeaha w końcu uwolniła jego męskość i spojrzała na nią, delikatnie 

ją  gładząc.  To  był  pierwszy  raz,  gdy  widziała  męskiego  członka.  Jasna 
cholera,  wszystkie  były  takie  duże  jak  jego?  Ścisnęła  go  niepewnie,  co 
zostało nagrodzone jego jękiem. Uśmiechnęła się do siebie, zrobił to, czego 
chciała. Czy to nie wspaniałe? 

Przejechała  opuszkami  palców  w  górę  i  w  dół,  dziwiąc  się,  że  czuje 

jednocześnie  miękkość  i  ciepło.  Zanim  straciła  odwagę,  pochyliła  się  i 
wzięła go w usta. Cam odrzucił głowę do tyłu i jęknął. Jego biodra podniosły 
się, a ona poczuła trochę soli na jego czubku. Osunęła się i polizała to, nim 
ponownie  wzięła  go  w  usta.  Nigdy  wcześniej  tego  nie  robiła,  ale  załapała 
szybko, używając jego jęków i sapnięć jako wskazówki. 

W  połowie  przypomniała  sobie  o  mrożonym  drinku.  Oderwała  się  od 

niego  na  tyle  długo,  by  wziąć  łyk  napoju.  Trzymała  go  w  buzi  przez  kilka 
sekund, zanim połknęła, tak jak Tif kazała jej zrobić. Gdy była pewna, że jej 
usta są już przyjemnie chłodne, znowu go w nie wzięła. Drgnął, gdy tylko go 
dotknęła i jęknął z przyjemności. 

- Och, cudownie – krzyknął. – Zabijasz mnie. 
Wsunął  palce  w  jej  włosy,  a  ona  wciąż  go  ssała  i  lizała.  Słony  smak 

mieszał się z utrzymującą się słodyczą napoju. Spojrzała na jego twarz, leżał 
opierając  się  plecami  na  zagłówku,  z  zamkniętymi  oczami.  Zazwyczaj 
surowe linie jego twarzy teraz były zrelaksowane, a on naprawdę wydawał 
się tym cieszyć. 

- Kochanie – wysapał. – Musisz przestać. Prawie dochodzę. 
Amadeahai  to  nie  obchodziło.  Chciała,  by  doszedł.  Kiedy  próbował  ją 

odsunąć, wbiła palce w jego uda i trzymała się go. Nie przestała, dopóki nie 
wydał ostatniego okrzyku, gdy osiągnął szczyt. 

 
 
 

background image

* * * * 

 

 
Cam spojrzał na Amadeahaę połykającą jego nasienie. Miała zamknięte 

oczy,  a  ciemne  rzęsy  wydawały  się  niemal  dotykać  jasnoróżowych 
policzków.  Polizała  go  wolno  po  raz  ostatni,  nim  usiadła.  Rzuciła  mu 
wyzywające  spojrzenie,  ale  nie  było  wątpliwości,  że  jej  dłonie  drżały.  Być 
może  cieszyło  ją  odkrywanie  własnej  seksualności,  ale  też  trochę  ją  to 
przerażało.  

Uznał to za słodkie i pociągające. Nigdy nie poznał kobiety, która byłaby 

grzeszna  i  miła.  Po  prostu  zazwyczaj…  grzeszna  i  bardziej  grzeszna.  Ona 
była  takim  orzeźwieniem.  Amadeaha  chwyciła  kubek  i  napiła  się.  Nic  nie 
mógł  na  to  poradzić,  ale  obserwował  jej  usta  obejmujące  słomkę  tak,  jak 
obejmowały go kilka sekund temu.  

- Co cię opętało, że to zrobiłaś? 
Bawiła się słomką. 
- Tif powiedziała, że zrobisz wszystko, co ci każę, a ja chciałam zobaczyć, 

czy to prawda. 

- Muszę cię trzymać z dala od niej. 
- Czemu? Nie podobało ci się? Zrobiłam coś źle? 
Zrobiła  coś  źle?  Do  diabła  nie,  to  był  najlepszy  stosunek  oralny  w  jego 

życiu. Jej brak doświadczenia był atutem, a nie wadą. Niepewna tego, w jaki 
sposób się za niego zabrać, nie wiedziała, co z nim robić przez ten cały czas.  
Najwyraźniej  sama  nie  miała  pojęcia,  co  czynić  dalej.  Ale  to  co  robiła, 
zrobiła  z  wyczuciem  i  Cam  pokochał  to  o  wiele  bardziej,  niż  wszystkie 
dotychczasowe  profesjonalne  stosunki,  których  doświadczył.  Rzuciła  mu 
szelmowski uśmiech. 

- Może powinnam spróbować jeszcze raz? 
- Musimy jechać. 
Spojrzała przez ramię na samochód Beara. 
- Nie sądzę, żeby twój brat był już gotowy do wyjazdu. Jego okna wciąż 

są zaparowane. 

Cam zauważył, że okna w jego samochodzie też takie były. Przysunęła 

się bliżej niego i sięgnęła ręką w dół. Jego spodnie były wciąż opuszczone, 
więc  ponownie  chwyciła  jego  członek.  Cam  zdał  sobie  sprawę,  że  to  był 
pierwszy raz, kiedy to on nie był tym, kto przejmował seksualną inicjatywę. 

background image

Cholera,  jego  mała  anielska  dziewica  rzuciła  go  prawie  na  kolana.  Był 
pewien, że zrobi niemal wszystko, czego teraz zażąda. Cholerny napój. 

Zadzwoniła jego komórka. Zobaczył na wyświetlaczu, że to był Michael. 

Nie miał ochoty na przerwę. Przycisnął przycisk rozłączania z boku telefonu 
i odesłał wujka do poczty głosowej. Wujek Michael powinien to zrozumieć, 
bo  to  on  był  tym,  kto  powiedział  Camowi,  by  dał  sobie  szansę  po  tym 
wszystkim. Rzucił telefon na deskę rozdzielczą i przyciągnął ją bliżej siebie.  

-  Powinienem  wziąć  cię  na  tylne  siedzenie  i  odpłacić  ci  pięknym  za 

nadobne – groził, nim ją pocałował. 

Amadeaha oderwała usta od niego. 
-  Nie  wiem,  czy  byśmy  się  tam  zmieścili.  Jesteśmy  więksi  niż  Bear  i 

Tiffany. 

Jego  telefon  ponownie  zadzwonił,  a  on  znów  wcisnął  przycisk 

rozłączania. 

- Zrobię tak, byś do mnie pasowała. Najpierw zdejmę z ciebie spodnie, 

potem zsunę te seksowne majteczki. Gdy już będziesz naga i gotowa, wezmę 
twoje  nogi,  umieszczę  je  na  swoich  barkach  i  spróbuję  jak  smakuje  to 
miejsce  twojego  ciała,  o  którym  marzyłem,  odkąd  cię  ujrzałem  po  raz 
pierwszy. 

- A potem? – jej głos drżał. 
Cam całował jej szyję, aż dotarł do ucha. Nie mógł się oprzeć, by go nie 

przygryźć.  Zlizał  kroplę  krwi,  a  ona  wygięła  się  ku  niemu,  wydając  długi, 
przeciągły jęk. 

- Potem będę ssać, gryźć, lizać i całować cię, aż będziesz krzyczała. Twój 

orgazm będzie tak potężny, że twoje kremowe uda zacisną się wokół mojej 
głowy, a ręce będą mnie ciągnąć za włosy. 

Ścisnęła ponownie jego członka. 
- Nie opowiadaj, pokaż mi. 
-  Jeśli  wezmę  cię  na  tylne  siedzenie  i  zrobię  to,  skąd  wiesz,  że  mam 

zamiar przestać? 

Spojrzała mu prosto w oczy. 
- Co sprawia, iż myślisz, że tego bym chciała? 
Cam poczuł niemal zwierzęcą potrzebę wzięcia jej w tym momencie. Nie 

był pewien, czy to jego anielska część przyzywała partnerkę, czy jego część 
inkuba  potrzebowała  seksu.  Wiedział  tylko,  że  gdy  weźmie  ją  na  tył 
samochodu, nie przestanie, aż będzie miał ją całą. 

- Wskakuj na tył – rozkazał surowo. 

background image

Amadeaha nie wahała się ani chwili. Przedarła się na tył samochodu ze 

zręcznością i gracją, którą nie wykazała się z pewnością poprzedniej nocy w 
walce z demonami. Gdy się tylko tam znalazła, pokiwała na niego palcem. 
Widok  jej  odchylającej  się  do  tyłu  i  gotowej  na  niego,  rozwiał  resztki 
kontroli, którą posiadał. Moja. To jedno słowo tłukło mu się w głowie i nie 
zamierzał się z tym spierać. Właśnie zaczął torować sobie do niej drogę, gdy 
przez jego myśli przedarł się telepatyczny głos Michaela. 

Odbierz ten cholerny telefon, Cam. 
Cam  zatrzymał  się  w  połowie  drogi  między  dwoma  przednimi 

siedzeniami  i  wydał  z  siebie  sfrustrowane  warknięcie.  Jego  komórka 
zaczęła  znowu  cholernie  dzwonić  i  wiedział,  że  nie  może  już  dłużej  tego 
ignorować. Posłał jej przepraszające spojrzenie, gdy odebrał z warknięciem: 

- Czego? 
Michael  nie  miał  czasu,  by  się  obrazić,  zamiast  tego  zaczął  wydawać 

rozkazy szorstkim głosem: 

- Musisz przyprowadzić tu Amadeahaę tak szybko, jak to możliwe. Za jej 

głowę wyznaczono nagrodę i jest prawie tak duża jak za twoją. To oznacza, 
że będą wam siedzieć na ogonie, oprócz aniołów sprawiedliwości, demony, 
które teraz dołączą do gry. 

Cam nie był zaskoczony, że Jehel zrobił coś takiego, ponieważ wyznaczył 

nagrodę za własnego syna, Dinę, tuż po rozpoczęciu wojny. Wciąż wkurzało 
Cama to, że Amadeaha była ważnym celem. 

- Nie martw się, będę ją miał na oku. Nikt jej nie tknie. 
- Wiem, że będziesz ją chronił – odpowiedział Michael. – Po prostu chcę 

cię  ostrzec,  żebyś  wiedział,  iż  rzeczy  mają  się  nawet  bardziej  niż  źle.  Gdy 
przyprowadzisz  ją  do  kompleksu,  znajdź  jej  jakieś  miejsce  i  ukryj  ją  tam. 
Muszę załatwić kilka spraw, ale nie powinno mi to długo zająć. Spotkam się 
z wami, gdy skończę. 

-  Zrobi  się  –  Cam  zakończył  rozmowę  i  wziął  głęboki  oddech.  Zapiął 

spodnie, wzbraniając się spojrzeć jej w oczy. 

- Cóż, zakładam, że musimy iść? – zapytała Amadeaha. 
Cam  powoli  skinął  głową,  gdy  konsekwencje  tego,  co  chciał  zrobić, 

wstrząsnęły  nim.  Omal  nie  odebrał  jej  dziedzictwa  na  tylnym  siedzeniu 
cholernego samochodu. Jakiego rodzaju był mężczyzną? Zasługiwała, by jej 
pierwszy  raz  był  słodki  i  romantyczny.  Nie  na  jakiś  szybki  numerek  na 
parkingu stacji benzynowej. Był przyzwyczajony do takiego rodzaju seksu, 
to było wszystko, co kiedykolwiek poznał. Ale nie ona, ona była na to zbyt 

background image

dobra. Była zbyt dobra dla  niego. Pomógł jej wstać, a gdy przechodziła do 
przodu, mruknął: 

- Przykro mi za to, co się prawie stało. 
- Przykro mi za to, co się nie stało – odparła. 
-  Zwariowałaś?  Niemal  cię  wziąłem  i  odebrałem  twoje  dziewictwo  w 

tym pieprzonym samochodzie. 

Skrzyżowała ramiona i przewróciła oczami. 
- Och, właśnie widzę. Szanowny Król Empatów jest taki podniecający, że 

mały anioł sprawiedliwości po prostu nic nie może poradzić i rzuca się na 
niego. Proszę cię, jesteś dobry, ale nie aż tak dobry. 

Gapił się na nią. 
- Przepraszam? 
-  Zrobiłam  to,  co  zrobiłam,  bo  chciałam  tego.  Ja.  Nie  z  powodu  twoich 

magicznych  rąk,  czy  twojego  niesławnego  uroku,  czy  z  powodu  twojej 
cholernej Rozkoszy. Wiesz, mam też własne pragnienia i własne potrzeby. 

- Ale ja… – zaczął, ale przerwała mu. 
- Och, po prostu się zamknij. Mam zamiar zrobić sobie drzemkę, dopóki 

nie  dojedziemy  do  kompleksu,  więc  zostaw  mnie  w  spokoju  –  posłała  mu 
surowe  spojrzenie,  nim  zamknęła  oczy.  –  Kolejna  sprawa,  następnym 
razem,  gdy  złożysz  obietnicę,  lepiej  jej  dotrzymaj,  nie  będę  na  darmo 
wspinać się na tylne siedzenie. 

Cam siedział w niezręcznej ciszy, wychodząc na zewnątrz jedynie wtedy, 

gdy  Bear  niecierpliwie  zatrąbił  klaksonem.  Nie  mógł  uwierzyć,  że 
rudowłosa  jędza  pokazała  mu,  gdzie  jego  miejsce.  Zrobiła  nawet  więcej, 
dowaliła  mu  i  zapędziła  w  kozi  róg.  Cholera,  a  on  czerpał  z  tego 
przyjemność w każdej sekundzie. 

 

 
 

* * * * 

 
 

Amadeaha  podążała  za  Camem  przez  kompleks,  próbując  ukryć 

wrażenie, jakie na niej zrobił. To było jednak trudne, ponieważ spodziewała 
się czegoś wielkiego, ale nie aż tak olbrzymiego. Całe miasto wydrążono we 
wnętrzu  ziemi.  Jedna  strona  małej  ulicy  usiana  była  kilkoma  sklepami. 
Dzieci  w  różnym  wieku  wpadały  do  nich  i  wypadały,  ich  śmiech  i  krzyki 

background image

wypełniały  powietrze.  W  samym  sercu  kompleksu  znajdowała  się 
kawiarnia wypełniona  anielskimi wojownikami. Cam wskazał  na  ogromne 
drzwi  wejściowe  i  powiedział  jej,  że  prowadzą  do  anielskiej  szkoły.  To,  iż 
byli w stanie wojny nie znaczyło, że wojownicy nie mogli nadal trenować i 
kształcić  swojej  młodzieży.  Kilka  mniejszych  korytarzy  prowadziło  do 
innych akademików i kwater mieszkalnych.  

Było  tu  o  wiele  przyjemniej  niż  się  spodziewała.  Wojownicy 

przygotowali dla siebie nowy dom. Kiedy zapytała Cama, jak udało im się to 
zbudować, po prostu wzruszył ramionami i mruknął coś o cudach Michaela. 
Zaprowadził  ją  do  ogromnej  siłowni,  a  ona,  zszokowana  po  raz  kolejny, 
przystanęła za nim. O mój Boże, oni mają tu pracę niewolniczą. Mała grupa 
aniołów  na  kolanach  szorowała  podłogę  własnymi  szczoteczkami  do 
zębów.  Ciemnowłosy  mężczyzna  wymamrotał  „Kurwa!”,  gdy  Cam  wszedł. 
Siostra Cama, Ana, stała nad nimi z poważnym wyrazem twarzy. Uniosła w 
górę głowę tak gwałtownie, że kosmyk jej blond włosów wysunął się luźno 
z koka. 

- Nie mamy pracy niewolniczej – warknęła. – Ci idioci robią to dlatego, 

ponieważ wpadli w tarapaty. 

Amadeaha cofnęła się o krok, taka złośliwość była ostatnią rzeczą, jakiej 

się spodziewała. 

- Nic nie mówiłam. 
Ana położyła rękę na biodrze i przechyliła głowę. 
-  Pomyślałaś  o  tym.  Wysyłasz  swoje  myśli  wystarczająco  głośno,  by 

obudzić umarłego. 

Amadeaha  spojrzała  na  Cama  z  prośbą  o  pomoc,  ale  był  zbyt  zajęty 

przypatrywaniem  się  właścicielom  szczoteczek  do  zębów,  by  służyć  jej 
wsparciem. 

- Przepraszam? 
Twarz Any złagodniała.  
-Nie,  to  ja  powinnam  przeprosić.  Gdy  Cam  odszedł,  to  po  prostu 

mieliśmy  tu  kilka  naprawdę  niespokojnych  dni.  Nie  jest  łatwo  być  nim. 
Miałam  do  czynienia  z  jęczącymi,  płaczącymi  i  skarżącymi  się  dzień  i  noc 
empatami.  Potem  te  osły  poszły  i  uczyniły  sprawy  jeszcze  bardziej 
zabawnymi, zaczynając walkę z niektórymi uzdrowicielami. 

Blondynka uniosła wzrok znad ziemi. Miała naprawdę niezłe fioletowe 

limo na prawym oku.  

- To oni zaczęli. 

background image

Cam  przesunął  się  tak,  że  mógł  zmierzyć  ją  niedowierzającym, 

gniewnym spojrzeniem. 

-  To  ma  być  twoja  obrona,  Jules?  To  oni  zaczęli.  Brzmisz,  jak  dzieci  ze 

szkoły. 

Czarnowłosy mężczyzna otworzył usta. Cam uniósł rękę i powstrzymał 

go, rzucając ostro: 

- Ani słowa. To jest już druga walka w tym tygodniu, w której wziąłeś 

udział. 

Jules uśmiechnęła się ironicznie, jej brązowe oczy lśniły. 
- Nie zgadzam się z tobą, mój Panie… 
Cam potarł głowę i przerwał sarkastycznie: 
- Tak, nie chcesz tego robić. 
Kobieta kontynuowała nierażona: 
-  …ale  on  brał  udział  w  trzech  walkach,  nie  w  dwóch.  Appolion 

powiedział, że jeśli weźmie udział w kolejnych walkach, może dołączyć do 
Sharków lub Jetsów

1

 i rozpocząć uliczne bójki. 

Mężczyzna popatrzył na Jules, jakby chciał ją udusić. Cam tylko pokręcił 

głową, pokazując empacie, że ma się zachowywać. Mężczyzna westchnął z 
rezygnacją, po czym wskazał namydlonym palcem na Amadeahaę, rzucając 
pytające spojrzenie. Cam uśmiechnął się. 

- Jasne, chodź przywitaj się z nią. Ona też za tobą tęskniła. 
Mężczyzna  ubrany  był  od  stóp  do  głów  w  czerń.  Jego  włosy 

pofarbowano  na  tak  czarny  kolor,  iż  miejscami  wyglądał  jak  niebieski. 
Dobry Boże, on był niebieski. Mężczyzna miał ogromne kolczyki – tunele w 
uszach  i  przekłute  brwi.  Był  w  połowie  drogi  ku  niej,  nim  go  w  końcu 
rozpoznała. 

- Dina – jej głos lekko drżał. – Czy to naprawdę ty? 
Wtem  jej  kuzyn  zrobił  coś,  czego  nigdy  nie  robił  przez  te  wszystkie 

wieki, w których Amadeaha go znała. Przyciągnął ją i uścisnął z całych sił. 
Objęła  go  również,  ściskając  tak  mocno,  że  pewnie  nie  mógł  oddychać. 
Chociaż sądząc po mięśniach, które wyczuła, poradził sobie z tym. 

-  Tak  się  o  ciebie  martwiłem,  Deaha  –  szepnął  jej  do  ucha,  używając 

przezwiska, którym tylko on ją nazywał. 

Amadeaha  mogła  jedynie  skinąć  głową.  Przypomniała  sobie,  jak  Dina 

wyglądał,  kiedy  go  ostatnio  widziała.  Jego  włosy  miały  mysio-brązowy 

 

1

 Sharks i Jets – grupy rywalizujących ze sobą ulicznych gangów z musicalu „West Side Story” 

background image

kolor,  a  on  sam  był  małym,  przestraszonym  dzieciakiem.  Jeśli  inny 
mężczyzna  przyszedłby  i  powiedział  Uuu,  Dina  podskoczyłby  ze  strachu. 
Teraz chodził i nosił się z pewnością wojownika. Okazywał również swoje 
uczucia, za co jego ojciec na pewno by go pobił. Napotkała oczy Cama ponad 
jego  ramieniem  i  szepnęła  bezgłośnie  Dziękuję.  Miała  jednak  nadzieję,  że 
wiedział,  iż  to  było  za  więcej  niż  tylko  przyprowadzenie  jej,  by  mogła 
zobaczyć  Dinę.  To  było  za  czuwanie  nad  jej  kuzynem  i  upewnienie  się,  że 
poczuł się lepiej w wielu sprawach.  

Jules odchrząknęła, zanim zwróciła się oficjalnie do Cama: 
-  Przepraszam,  że  przeszkadzam  mój  Panie,  ale  Heather  wciąż  nie 

wróciła z misji, na którą ją wysłałeś i zaczynam się trochę martwić. 

Cam zmarszczył czoło w zakłopotaniu.  
- Nie wysyłałem jej na żadną misję. O czym ty mówisz? 
Po  zdenerwowanym  wyrazie  jej  twarzy  wywnioskował,  że  Jules  bez 

wątpienia  uświadomiła  sobie,  iż  jej  przyjaciółka  została  przyłapana  na 
gorącym uczynku. 

- Heather przyszła do mnie wczoraj i powiedziała, że ją wysyłasz. Poszła 

z Bradem. 

- Skurwysyn – Cam przejechał palcami po włosach. – Mówiłem mu, żeby 

nie szedł. 

Ana też zaczęła wyglądać na zdenerwowaną. 
- Powiedziałeś mu, żeby nie szedł, ale gdzie? 
-  Brad  udał  się  do  swojej  siostry,  by  zobaczyć,  czy  nic  nie  wie  o 

handlarzu niewolników, który być może przetrzymuje Derela. 

Dina wyjaśnił Amadeahai. 
- Siostra Brada jest sukubem. 
Cam zaczął krążyć po pomieszczeniu z twarzą pełną wściekłości. 
- Mówiłem mu, żeby nie szedł, ponieważ nie może ufać siostrze. Mam na 

myśli  Hello,  ona  jest  demonem  i  w  ogóle  –  zatrzymał  się  i  wydał  rozkaz 
szczoteczkowej  brygadzie.  –  Idźcie  po  swoją  broń,  wyruszamy  za  dziesięć 
minut. 

Ana ruszyła do drzwi. 
-  Pójdę  powiedzieć  Appolionowi.  Przyłączy  się  do  ciebie  razem  z 

kilkoma archaniołami. 

Cam chwycił Dinę za ramię, zanim ten odszedł z innymi empatami. 
-  Znajdź  Amadeahai  jakieś  lokum.  Istotne  jest,  by  zobaczyła  się  z 

Michaelem tak szybko, jak to możliwe. 

background image

Dina pokręcił głową. 
- Szef jeszcze nie wrócił. 
-  Oczywiście,  cholera.  Zapomniałem,  że  jest  w  jakiejś  pieprzonej 

podróży. 

Dina uniósł ręce w geście „co zrobisz”. 
-  Znajdę  chociaż  Amadeahai  miejsce,  w  którym  może  się  zatrzymać. 

Myślę, że znam takie. 

- Dobrze, zostań z nią, dopóki nie wrócę. 
Cam wybiegł z siłowni nie oglądając się za siebie. Amadeaha patrzyła jak 

odchodzi, czując się lekko zawiedziona. Mógł przynajmniej jej pomachać. Od 
razu poczuła się winna, myśląc w ten sposób. Wyruszał na ważną misję, a 
nie po to, by kupić mannę.  

Dina  chwycił  ją  za  rękę  i  zaczął  prowadzić  korytarzem.  Na  dźwięk 

dudniących  kroków  zatrzymali  się  i  odwrócili.  Cam  nie  zapomniał  o  niej. 
Objął  ją  i  obdarzył  długim  pocałunkiem.  Owinęła  ręce  wokół  jego  szyi  i 
pozwoliła  sobie  zatracić  się  w  nim,  choć  jej  młodszy  kuzyn  stał  tuż  obok. 
Jasna  cholera,  jakie  rzeczy  Cam  potrafił  zrobić  swoim  językiem.  Powoli 
zbadał każdy cal wnętrza jej ust, zatrzymując się tylko po to, by od czasu do 
czasu  przygryźć  jej  dolną  wargę.  Cały  czas  pieścił  palcami  ślad  ugryzienia 
na jej szyi. Niemal jakby na nowo przeżywał w myślach karmienie się nią. 

Zerknęła na Dinę i zobaczyła, że nagle bardzo zainteresowało go jedno 

miejsce  na  ścianie.  Zachęcona  tą  odrobiną  prywatności  wsunęła  ręce  pod 
kurtkę  Cama,  więc  koszulka  była  jedyną  rzeczą  oddzielającą  ją  od  jego 
skóry.  Przebiegła  dłońmi  w  górę  jego  klatki  piersiowej,  badając  twardość 
mięśni,  czując  pod  palcami  bijące  ciepło.  Ujął  w  dłonie  jej  tyłeczek  i 
przyciągnął  jeszcze  bliżej.  Ponieważ  poczynał  sobie  coraz  śmielej,  też 
postanowiła  tak  zrobić.  Odsunęła  jego  koszulkę  na  tyle  wystarczająco,  by 
wsunąć pod nią ręce, więc mogła naprawdę go dotknąć. 

-  To  jest  kolejny  powód,  przez  który  nigdy  nic  nie  mogło  być  między 

nami  –  szepnął  żarliwie  do  jej  ucha.  –  Moje  godziny  pracy  są  do  dupy, 
zawsze mam coś do zrobienia, o każdej porze nocy. 

Delikatne ugryzienia jej uszu przeczyły jego słowom. Ocierał się jednym 

kłem  o  jej  szyję,  a  ona  zadrżała,  dostając  na  ramionach  gęsiej  skórki. 
Musnęła dłońmi jego nagą pierś, aż wciągnął powietrze. 

-  Powinienem  dać  ci  nauczkę  i  też  unieść  twoją  koszulkę  –  powiedział 

nisko. 

Zachichotała, kiedy pociągnął jej koszulkę. 

background image

- Mój kuzyn tu jest. 
Cam zerknął na Dinę. 
- Jest zbyt zajęty studiowaniem ściany, by cokolwiek zobaczyć. 
- Lecz ciągle słyszy każde cholerne słowo – zawołał Dina, nie odwracając 

się. – I to zaczyna stawać się trochę niezręczne. 

Korytarzem  podszedł  do  nich  wysoki  mężczyzna.  Miał  takie  same 

niebieskie oczy i blond włosy jak Cam, ale układał je w bardziej porządny 
sposób. Amadeaha przez kilka chwil szukała w pamięci imienia tego brata, 
Nathaniel.  Zawsze  starała  się  dowiedzieć  wszystkiego,  czego  mogła  o 
rodzinie Cama. 

Nathaniel gwizdnął, a następnie powiedział: 
- Dosyć, kochasiu. Czas ruszać. 
Odwrócił się do niej, posyłając szelmowski uśmiech. 
- Cześć, Amadeaha. Cammie tak wiele o tobie mówił. Gdy będziemy mieli 

trochę  czasu,  z  przyjemnością  opowiem  ci  o  tym  wszystkim.  Powiem  ci 
nawet, co mamrocze o tobie, gdy śpi. 

- Ten – Cam skinął głową w kierunku brata – to kolejny dowód, że moja 

rodzina jest szalona. Nie ma mowy, bym cię kiedykolwiek na to naraził. 

Nathaniel wciąż się uśmiechał. Kiedy Amadeaha zauważyła, że patrzy na 

pierś  Cama,  zdała  sobie  sprawę,  że  jej  ręce  wciąż  były  pod  jego  koszulką. 
Wzięła  gwałtowny  oddech  i  wyciągnęła  je.  Jej  twarz  płonęła.  Ukryła  ją  na 
piersi Cama i marzyła, by otworzyła się dziura w podłodze i pochłonęła ją. 
Nigdy  w  życiu  nie  czuła  się  tak  zawstydzona.  Teraz  bracia  Cama 
najprawdopodobniej  pomyślą,  że  jest  latawicą  albo  groupie

2

.  Może  gdyby 

stała tak nieruchomo i nie podnosiła wzroku, Nathaniel zapomniałby to, co 
zobaczył. 

- Muszę iść – Cam pocałował ją w czubek głowy. 
Amadeaha  odsunęła  się  i  uniosła  głowę.  Troska  malująca  się  na  jego 

twarzy  ścisnęła  ją  za  serce.  Przypomniała  sobie  o  jego  pozycji  w  świecie 
anielskich wojowników. Jako liderowi, każda strata musiała bardzo ciążyć. 
Uśmiechnęła  się  dzielnie  i  wspięła  na  palce,  by  móc  pocałować  go  w 
policzek. 

- Idź i przyprowadź ich z powrotem. Będę na ciebie czekała  – ostatnie 

słowa  szepnęła  bezpośrednio  do  jego  ucha.  –  Miałam  na  myśli  to,  co 

 

2

 fanka jeżdżąca za zespołem muzycznym w poszukiwaniu erotycznej lub emocjonalnej bliskości 

background image

wcześniej powiedziałam, kocham cię. Upewnij się, że dopilnujesz, by nic ci 
się nie  stało. 

Była szczęśliwa, że jej deklaracja nie zmusiła go ponownie do ucieczki. 

Posłał jej półuśmiech i powiedział: 

- Miałem rację, jesteś szalona. 
Amadeaha wzięła głęboki oddech, zanim odważyła się zadać dręczące ją 

pytanie: 

- Naprawdę do mnie wrócisz?  
Patrzyła  w  dół  na  swoje  stopy  zbyt  zawstydzona,  by  spojrzeć  mu    w 

oczy. Nienawidziła tego, że właśnie pokazała mu swoją największą słabość. 
Jej  strach  przed  pozostawieniem.  Najpierw  zrobiła  to  jej  matka,  potem 
Haniel,  kiedy  został  ranny.  Nawet  Dina  odszedł.  Amadeaha  nie  zniosłaby, 
gdyby Cam też ją opuścił.  

Cam wyciągnął rękę i uniósł jej podbródek opuszkami palców.  
- Wrócę tylko dla ciebie – wyszeptał. 
- Więc nie chcesz się mnie już pozbyć? 
- Tak naprawdę nigdy nie chciałem. 
Wyszedł z bratem, ale zanim to zrobił, odwrócił się, by po raz ostatni na 

nią  spojrzeć.  Stała  tam,  wpatrując  się  w  pusty  korytarz,  aż  Dina 
odchrząknął. 

- Nie martw się o niego – próbował ją uspokoić. – Zawsze udaje mu się 

skopać tyłki, które stają mu na drodze. Chodź, pokażę ci twoje kwatery. 

Dina poprowadził ją w dół korytarzem, aż zatrzymali się przy drzwiach. 

Właśnie  je  otwierał,  gdy  jedne  z  drzwi  po  drugiej  stronie  otworzyły  się  i 
wyszło przez nie dwóch braci Cama. Obaj stanęli z rozdziawionymi ustami, 
gdy ją zauważyli. Byli bliźniakami i chociaż nie mogła ich odróżnić, znała ich 
imiona,  Joe  i  Case.  Obaj  mieli  blond  włosy,  z  tyłu  sięgające  szyi,  ale  już 
dłuższe z przodu, także grzywka przysłaniała ich niebieskie oczy. Obaj mieli 
identyczne miecze przytroczone do pleców. 

- Jesteś takim oszustem – oskarżycielsko rzucił jeden z nich. 
Dina posłał im niewinne spojrzenie, które nie zwiodło Amadeahai nawet 

na sekundę. 

-  Hej,  nie  wiem,  o  czym  mówisz.  Po  prostu  szukam  kuzynce  pustego 

pokoju. 

Drugi bliźniak zadrwił: 
- Ciekawe, że akurat naprzeciwko pokoju Cama. 
Dina wzruszył ramionami. 

background image

- Nic na to nie poradzę. To tylko zbieg okoliczności. 
Obaj bracia pokazali mu środkowy palec. 
Dina zapytał przebiegle: 
- Co to jest? 
-  Dwa  tysiące  –  bliźniak,  który  odpowiedział,  w  końcu  był  na  tyle 

uprzejmy, by do niej pomachać. 

Odmachnęła mu. 
- O czym mówicie? 
Nagle Dina zrobił się strasznie nerwowy. Popchnął ją do pokoju. 
- O niczym, pa, chłopcy. 
Zamknął  drzwi,  a  Amadeaha  zaczęła  powoli  wędrować  po  jej  nowych 

kwaterach.  Była  tam  mała  kuchnia  położona  obok  salonu.  Sypialnia  i 
łazienka  znajdowały  się  w  dole  korytarza.  Dywan  miał  kremowy  kolor 
pasujący  do  ścian.  Wszystko  było  już  umeblowane  i  wyglądało  na  to,  że 
szafki też zostały zaopatrzone. 

-  To  jedne  z  mniejszych  kwater,  ale  nie  sądzę,  żebyś  potrzebowała 

większych – wyjaśnił Dina. 

Uśmiechnęła się do niego. 
- Jest idealnie. Naprawdę pokój Cama jest po drugiej stronie korytarza? 
-  Tak,  on,  Michael  i  Raphael  mają  swoje  prywatne  kwatery.  Są  tu 

jedynymi  singlami.  Jeśli  nie  masz  partnerki,  mieszkasz  w  męskim 
domitorium. 

Przechyliła na bok głowę. 
-Jeśli Cam ma prywatne kwatery, to dlaczego Case i Joe właśnie stamtąd 

wychodzili? 

- Wszyscy jego bracia rozlokowali się w tym miejscu i już go nie opuścili. 

Taka jest ta rodzina.  

Zauważyła tęskny wyraz, który pojawił się na jego twarzy i zrozumiała 

go.  Byłoby  miło  mieć  rodzinę,  która  troszczyłaby  się  o  ciebie,  nawet 
zakłócając twoją prywatność. Podeszła do niego i przeczesała palcami jego 
włosy, udając, że próbuje je wyprostować, choć oboje wiedzieli, iż  musiała 
go dotknąć, bo go pocieszyć. 

-  Słyszałam,  że  przez  jakiś  czas  mieszkałeś  z  Aną  i  Appolionem  – 

przerwała na chwilę, by spojrzeć w jego szare oczy. – Byli dla ciebie dobrzy? 

- Tak, nawet teraz Ana ciągle na mnie zrzędzi, a Apollion zawsze odciąga 

mnie od  treningów – Dina uśmiechnął się krzywo. – Ale są fajni. Zachowują 

background image

się,  jakby  naprawdę  mnie  lubili.  Nawet  ich  mała  córeczka  cieszy  się,  gdy 
mnie widzi. 

Zrezygnowała z ujarzmienia jego włosów i opuściła ręce. 
- Oczywiście, że cię lubią. A co z twoją partnerką, Megan? 
Uśmiechnął się, a ona zobaczyła miłość w jego oczach. 
-  Ona  jest  najlepszą  rzeczą,  jaka  mi  się  przydarzyła.  Nawet  kiedy 

przechodzę ciężki okres, ona się mnie trzyma. Mieszkamy z Heather i Jules. 
To nawet fajnie mieszkać z trzema dziewczynami. 

Amadeaha rozejrzała się po swoich kwaterach i nagle uderzył ją ogrom 

tego,  co  się  stało.  Po  raz  pierwszy  w  życiu  była  z  dala  od  Nieba  i  miała 
mieszkać zupełnie sama. Na dodatek w jakimś podziemnym bunkrze, a jej 
ostatnia deska ratunku odeszła. 

Tęskniła już za Camem i była przerażona, będąc z dala od niego. Czuła 

się  jak  samolubne  dziecko,  ale  nic  nie  mogła  na  to  poradzić.  Jej  obawy 
musiały uzewnętrznić się na jej twarzy, ponieważ Dina ją przytulił. 

- Może prześpię się dziś wieczorem na twojej kanapie? – zasugerował. – 

Megan wybiera się z Camem na misję, więc nikt nie będzie za mną tęsknił. 

- Nie masz nic przeciwko temu? – zapytała nieśmiało. 
Cieszyła  się,  że  niektóre  rzeczy  w  jej  kuzynie  nie  zmieniły  się.  Nadal 

posiadał  niesamowitą  zdolność  pocieszania  jej  wtedy,  gdy  tego 
potrzebowała. 

- Cholera, nie, przyniosę nawet pizzę. 
- Dziękuję – odetchnęła głęboko, czując ulgę. 
- Naprawdę mam nadzieję, że wszystko dobrze się ułoży między tobą a 

Camem. 

Ten  komentarz  był  niespodzianką,  ponieważ  Dina  nigdy  nie  okazywał 

żadnego zainteresowania jej życiem uczuciowym. 

- Dlaczego miałbyś tego chcieć? 
- Jeśli byłabyś jego, upewniłby się, że już nigdy nikt cię nie skrzywdzi. 
Dała mu całusa w policzek. 
- Dina? 
- Tak? 
- Co to jest pizza?