background image

Profesjonalistom dziękujemy

W latach 90. filmowiec Louis Theroux postanowił zbadać kwitnący w Kalifornii pornobiznes. 
Ostatnio wrócił do San Fernando Valley, żeby przekonać się, jak darmowe filmiki w 
internecie wpłynęły na prosperującą niegdyś branżę. W dokumencie o wymownym tytule 
"Twilight Of The Porn Stars" (Zmierzch gwiazd porno) Theroux opowiedział o 
nieuchronnym upadku ostrego kina erotycznego.

– Przez ostatnie 15 lat zdarzało mi się bywać w najdziwniejszych sytuacjach, przeprowadzać wywiady 
z ludźmi należącymi do najdziwniejszych środowisk, a zjawiska, na jakie się napatrzyłem, czasem 
odbierały mi mowę – opowiada Theroux. – A jednak przyglądanie się jak na potrzeby filmu facet w 
średnim wieku uprawia seks z najwyraźniej znudzoną tym blondyną było niesłychane, nawet jak na 
moje standardy. Lecz chyba najbardziej zdziwiło mnie to, co sam powiedziałem, gdy już pojękiwania i 
stękanie dobiegły końca. Bo kiedy weteran kina porno Tommy Gunn pojawił się we własnym ubraniu, 
łudząco podobny do przeciętnego gościa, jaki mija was na ulicy, nie mogłem się powstrzymać, by nie 
wyrazić mu swego uznania: – Nawet jeśli zabrzmi to nieco obrzydliwie, sądzę, że świetnie wykonujesz 
swoją pracę.

Bo nie zważając na fatalne warunki lokalowe i absolutny brak uczucia ze strony partnerki Tommy 
potrafił stanąć na wysokości zadania. I muszę przyznać, że był wspaniały. Ale kiedy mój rozmówca 
zaczął o sobie opowiadać, dotarło do mnie, w jak wielkim jest stresie.

Piętnaście lat temu, kiedy po raz pierwszy wziąłem na cel amerykańską stolicę porno San Fernando 
Valley, zobaczyłem tam młodych, spragnionych sławy samców, pragnących zaspokoić swoje ambicje. 
Kiedy dotarły do mnie wieści o problemach branży rozbieranego kina, postanowiłem sprawdzić, co 
słychać u jednego z weteranów. Ze smutkiem przekonałem się, że jest uosobieniem rozczarowania. 
Na pozór to ktoś ważny, postać bardzo szanowana w swojej profesji. Nakręcił w sumie ponad 1000 
filmów i uważa się go za prawdziwą markę. Chętnie opowiada mi o swoich niepowodzeniach
miłosnych, o trudnościach ze znalezieniem kobiety, dla której byłby kimś więcej niż trofeum albo 
szczebelkiem na drabinie kariery. We właściwy dla siebie, elokwentny sposób opisuje, ile daje z siebie 
w każdej scenie miłosnej. 

Już kręcąc dokument w 1997 roku uświadomiłem sobie, że chociaż branża ma się świetnie, sytuacja 
aktorów jest niepewna. Chociaż ktoś mógłby pomyśleć, że nie ma lepszej pracy dla faceta niż 
uprawiać seks z najpiękniejszymi kobietami i jeszcze dostawać za to pieniądze, w rzeczywistości
trudno o zajęcie bardziej stresujące i prowadzące do większej samotności. A teraz okazuje się, że 
sama branża też ledwo zipie.

Nielegalne ściąganie filmików z internetu stało się tak powszechne, że coraz mniej ludzi jest gotowych 
płacić za porno – czy to w postaci płyt DVD czy też online. A to oznacza, że kręci się mniej, aktorzy są 
bez pracy i muszą godzić się na skromniejsze stawki niż parę lat temu. Zyski z porno topnieją, a 
kolejne firmy muszą zamykać interes.

Wystarczy, że przejrzycie "Adult Video News", czasopismo branży porno. Siedem czy osiem lat temu 
magazyn ten był grubości książki telefonicznej, a teraz wygląda jak broszura – bo tak ubyło recenzji i
coraz mniej firm jest gotowych się reklamować. Dziś aktor może się spodziewać od 70 do 100 funtów 
za scenę miłosną, więc jeśli jego przerób ogranicza się do dwóch występów tygodniowo, trudno z tego 
wyżyć. Niewykluczone, że za jakieś pięć lat zawodowych aktorów porno już w ogóle nie będzie.

Na ironię zakrawa fakt, że w tych okolicznościach coraz więcej ludzi garnie się do tego interesu, 
zapewne z powodu recesji. Tradycyjnie panie mogą liczyć na nieco lepsze pieniądze niż panowie, lecz 
też nie mają szans na złote góry. Dlatego kobiety coraz częściej decydują się na własny biznes, by 
polepszyć nieco sytuację finansową. Spotkałem się z Kagney Linn Karter, która dorabiała sobie na 
erotycznym czacie, podczas gdy ja rozmawiałem w najlepsze z jej chłopakiem Monte w kuchni. 
Popularna jest tzw. prywatna praktyka, równoważna z pracą prostytutki. W tym biznesie jest 
tajemnicą poliszynela, że gwiazdy to robią. Wiążą się z tym nowe zagrożenia, jak choćby
wprowadzenie do branży porno szeregu chorób przenoszonych drogą płciową.

Porozmawiałem sobie z parą dziewczyn, nowych w tej branży, marzących o wielkiej karierze. 
Przeświadczenie, że sam fakt uprawiania seksu przez kamerą ma uczynić cię sławną i bogatą nigdy 
nie było bardziej fałszywe niż obecnie. Nawet gwiazdki w rodzaju Paris Hilton czy Kim Kardashian 

18 cze, 11:14 
Źródło: The Sun 

San Fernando Valley, fot. Getty Images/FPM

wiadomości 

Strona 1 z 2

Aktualność - drukowanie - Onet Wiadomości

2012-06-29

http://wiadomosci.onet.pl/kiosk/kultura-i-media/5163790,wiadomosc-drukuj.html

background image

wiedzą, że trzeba wykazać się czymś więcej niż seks-taśmami. Z jednej strony, te młode aktoreczki 
robią to, co do nich należy. Nie popełniają przestępstwa i w zasadzie nikogo nie krzywdzą. A jednak 
można odnieść wrażenie, że w tym biznesie nie ma osoby, która nie nosiłaby jakiś ran na duszy. W 
rzeczywistości dajesz z siebie znacznie więcej niż dostajesz.

Jeden z mężczyzn, z którymi miałem okazję porozmawiać, wyznał mi, że zajął się porno po tym, jak 
jego dziecko padło ofiarą śmierci łóżeczkowej. Gniew i lęki, jakie potem czuł, sprawiły, że chciał być
lekkomyślny, że chciał umrzeć. Udało mu się jednak odbudować życie w branży zaawansowanych 
technologii, w miejskim ośrodku Missouri, a teraz o swojej przeszłości opowiada z mieszaniną dumy i 
wstydu. A jednak ten gość dostarczył mi jedynej historii z happy endem.

Z kolei jeden z najbardziej "płodnych" aktorów, Jon Dough, wpadł w szpony uzależnienia od kokainy i 
w 2006 roku popełnił samobójstwo. Jego kolega Rob Black, jedna z najostrzejszych gwiazd
rozbieranych scen, też zszedł na manowce: kiedy ostatni raz o nim słyszałem, został wraz z żoną 
skazany na rok za kratami za gorszące zachowanie. Administracja George’a W. Busha uczyniła z niego 
symbol wojny z seksualnym wyuzdaniem. Dla Roba z pewnością nie była to dobra nowina, lecz pewną 
zasługą takiej polityki było oczyszczenie branży z najbardziej gorszącej tematyki.

Walcząc o widzów obecnie producenci filmów porno stawiają na droższe obrazy mające przeciwstawić 
się chałupniczo kręconym nagraniom z internetu. Założenie jest takie, że przed telewizorem zasiądą 
teraz pary oczekujące filmów w bardziej hollywoodzkim stylu.

Ostatnie odwiedziny w San Fernando Valley były dla mnie ciekawym doświadczeniem. Pojechałem tak 
jako osoba dojrzała, w wieku lat 42 mam dzieci i więcej zrozumienia dla emocjonalnej ceny, jaką płaci 
się za pewne życiowe wybory. Domyślam się już, co to znaczy poświęcać swoją prywatność i potrafię 
wczuć się w sytuację aktorów, którzy postawili wszystko na jedną kartę, narażając swoje obecne i 
przyszłe związki, i wystawiając się na publiczne potępienie.

Pytanie o to, czy zmierzch branży porno powinien nas cieszyć czy martwić,  pozostaje otwarte. Z 
jednej strony to dobrze, że ktoś podciął skrzydła producentom, którzy zaczynali wymykać się spod 
wszelkiej kontroli. Pornobiznes nigdy nie słynął z tego, że zasługuje na szacunek i traktuje swoich 
pracowników z należytą troskliwością. Z drugiej strony wydaje mi się, że nie powinna cieszyć nas 
sytuacja, gdy filmowcy przymierają głodem z powodu rozpowszechnionego piractwa w sieci. Skoro 
doszliśmy do wniosku, że nielegalne ściąganie treści erotycznych jest OK, to co będzie teraz z filmami 
innego rodzaju, z muzyką i serialami? 

A może widzowie zwyczajnie doszli do wniosku, że akurat w przypadku porno bardziej wypada je 
kraść niż kupować?  (…) Być może ludzie ściągają nielegalnie również moje dokumenty telewizyjne, 
lecz jedno jest pewne: nikt nie wstydzi się otwarcie je kupować. A zatem internet wbił ostatni gwóźdź 
do trumny branży filmowej tylko dla dorosłych. Bez względu na to, co sądzicie o takim kinie i aktorach 
skłonnych pokazać wszystko na ekranie, jesteśmy świadkami kresu pewnej ery.

Copyright 1996-2012 Grupa Onet.pl SA

Strona 2 z 2

Aktualność - drukowanie - Onet Wiadomości

2012-06-29

http://wiadomosci.onet.pl/kiosk/kultura-i-media/5163790,wiadomosc-drukuj.html