background image

Alexandra Sellers

Zawód: milioner

background image

Rozdział 1

Poszukuję milionera 
Jesteś bogaty, a chcesz być jeszcze bogatszy? Naukowiec-wynalazca bez  

środków   do   pracy   poszukuje   osoby   gotowej   zainwestować   w   kilka  
obiecujących,   potencjalnie   bardzo   dochodowych   projektów.   Referencje.  
Kontakt: Vancouver Herald, skrytka 1686.

– Może w tym tygodniu będziesz miała więcej szczęścia – powiedziała 

Bel,   odkładając   „Heralda"   na   bok.   Ale   myślę,   że   powinnaś   spróbować 
zamieścić ogłoszenie w ogólnokrajowych gazetach.

Jej siostra Tallia przełknęła ostatni kęs śniadania i skinęła głową.
–   Masz   rację.   Jeśli   nie   dostanę   żadnej   odpowiedzi,   to   w   przyszłym 

tygodniu spróbuję to zrobić. Ale jestem przekonana, że mam większe szanse 
tutaj, w Vancouverze.

Ludzie na wschodzie – mówiąc to, miała na myśli Toronto, a nie Kalkutę 

– sądzą, że na zachodzie mieszkają same półgłówki.

Bel uśmiechnęła się lekko.
– A piękna blondynka z zachodniego wybrzeża nie może być bardziej 

inteligentna niż...

– Niż ogrodowy szpadel – dokończyła Tallia. Obydwie siostry zazwyczaj 

jadały śniadanie w mieszkaniu Bel, gdzie przed południem balkon skąpany 
był w słońcu. Mieszkanie Tallii znajdowało się w tym samym budynku, lecz 
o piętro wyżej i miało balkon wychodzący na zachód, tam więc spotykały 
się na kolacjach kilka razy w tygodniu, jeśli Tallia nie była akurat zajęta w 
laboratorium,   a   Bel   nie   siedziała   w   uniwersyteckiej   bibliotece.   Ostatnio 
jednak Tallia nie miała już zajęć w laboratorium, toteż wspólne kolacje stały 
się częstsze.

–   Opowiedz   mi,   jak   ci   poszło   z   Melem   Carterem   –   poprosiła   Bel. 

Odgadła,   że   spotkanie   nie   było   udane,   chciała   jednak   poznać   szczegóły. 
Odkąd   jej   siostra   zaczęła   umieszczać   w   gazetach   swoje   ogłoszenie,   Bel 
codziennie mogła liczyć na dawkę dobrej zabawy.

Tallia zazgrzytała zębami i zmarszczyła nos.
–   Mel   Carter   ma   więcej   ramion   niż   ośmiornica.   Doszło   do   tego,   że 

musiałam pozbyć się go siłą.

background image

Bel otworzyła szeroko oczy.
– Coś takiego! I jak on zareagował?
– Powiedział, że znajomość karate w świetle prawa uznawana jest za 

broń i że zaskarży mnie o napaść.

– Ale przecież ty nie znasz karate! – zdumiała się Bel.
– Co mu właściwie zrobiłaś?
Tallia tylko wzruszyła ramionami.
– Powiedziałam mu, że to nie było karate, tylko desperacja kobiety, która 

wie, czego nie chce. Był wściekły, ale ja też.

Bel   spojrzała   przelotnie   na   rowek   między   piersiami   siostry,   który   na 

chwilę ukazał się znad rąbka znoszonej zielonej piżamy, i tylko pokiwała 
głową.

–   Nawet   nie   możesz   spokojnie   wzruszyć   ramionami   –   stwierdziła 

beznamiętnie. – Biedny facet musiał być kompletnie ogłuszony.

Jej siostra była piękna. Nawet rodzina musiała to przyznać, choć tego 

rodzaju nieskromność nie leżała w charakterze Kanadyjczyków. Od końców 
naturalnie jasnych włosów aż po palce u stóp dwudziestosześcioletnia Tallia 
Venables była bez skazy. Jej włosy, stopy, łydki, dłonie, usta, zęby i oczy, a 
także całe ciało, wielokrotnie pojawiały się w reklamach. Jasne włosy, gęste 
i miękkie, opadały na ramiona. Duże oczy miały niezwykły, błękitnozielony 
kolor, na widok którego mężczyźni zaczynali śnić o tropikalnych morzach. 
Nosa   Tallii   nie   powstydziłaby   się   rzeźba   Michała   Anioła,   usta   były 
naturalnie pełne, bez pomocy zastrzyków z kolagenem, a głowa osadzona na 
długiej, smukłej szyi. Piersi, bujne i jędrne, jej agentka uważała za nieco 
zbyt duże, mężczyźni jednak byli odmiennego zdania. Do tego dochodziła 
szczupła talia i fascynująco zaokrąglone biodra oraz długie, smukłe nogi.

Bel nie była zazdrosna o urodę siostry. Nikt z rodziny Venables nie był 

brzydki i Bel mogła się wydawać przeciętna jedynie w obecności Tallii. 
Trudno było zresztą zazdrościć siostrze urody, która przysparzała jej tylu 
kłopotów.   Bel   zdała   sobie   z   tego   sprawę   dopiero   od   niedawna,   odkąd 
zaczęła studia i zamieszkała w tym samym budynku co Tallia. Dzięki temu 
siostry znów stały się sobie bliskie, tak jak w dzieciństwie.

Właśnie   uroda   była   powodem,   dla   którego   Tallia   przed   kilku   laty 

opuściła rodzinę. Agentka przypadkiem zobaczyła jej fotografię, przyjechała 
do miasteczka, gdzie mieszkała rodzina Venables, i namówiła dziewczynę, 
by   zamiast   wstępować   na   uniwersytet,   zajęła   się   sprzedawaniem   swego 

background image

wyglądu.

– Mózg ci nie zginie – przekonywała. – Ale jeśli chcesz wykorzystać 

swój wygląd, musisz to zrobić teraz. Potem będzie za późno.

Tallia   miała   wtedy   siedemnaście   lat.   Dała   się   namówić,   a   rodzice 

wyrazili  zgodę   pod  jednym  warunkiem:   że   przez   dwa  lata   pozostanie   w 
Vancouverze,   a   jeśli   po   tym   okresie   okaże   się,   że   jej   zajęcie   przynosi 
przyzwoite dochody, a ona sama wciąż spragniona jest rozgłosu i uznania, to 
będzie mogła opuścić rodzinne strony. Toronto, Hollywood i Nowy Jork 
muszą   jednak   poczekać,   choć   agentka   straszyła,   że   gdy   Tallia   ukończy 
dwadzieścia lat, jej szanse na karierę w tych miejscach zmaleją do zera.

Okazało się, że rodzice zachowali się bardzo rozsądnie, a inteligencja 

Tallii   stała   się   ich   sprzymierzeńcem.   Dwa   lata   pozowania   z   pustym 
uśmiechem pod nazwiskiem Natasha Fox, które wybrała dla niej agentka, 
śmiertelnie znudziły dziewczynę. Owszem, duże zarobki łagodziły minusy 
tego zawodu, ale sława, nawet lokalna, szybko stała się ciężarem. Gdy Tallia 
skończyła dziewiętnaście lat, wróciła na studia, do swej pierwszej miłości – 
nauk stosowanych. Nie zarzuciła zupełnie pozowania, traktowała je jednak 
wyłącznie jako sposób na opłacenie nauki. A gdy jej siostra Bel zaczęła 
studia na tym samym uniwersytecie, Tallia mogła  również i ją wesprzeć 
finansowo. Tylko to trzymało ją jeszcze przy zawodzie modelki.

Ale przede wszystkim Tallia była wynalazcą, a w tej dziedzinie jej uroda 

stawała  się  nieznośnym ciężarem.  Odczuła  to  szczególnie  dotkliwie,  gdy 
utraciła posadę na uniwersytecie za przyczyną swojego przełożonego, który 
nie mógł  ścierpieć, że Tallia odrzuciła jego awanse.  Teraz miała  wybór: 
mogła  przyjąć ofertę pracy w laboratorium badawczym pewnej fabryki i 
robić   to,   co   interesowało   jej   pracodawców,   albo   zająć   się   tym,   co 
interesowało ją samą – do tego jednak potrzebowała środków finansowych.

Dlatego   właśnie   postanowiła   dać   to   ogłoszenie.   Niestety,   Tallia 

przekonała się szybko, że myśli o seksie nie były obce nawet zachłannym 
milionerom, którzy pragnęli przekształcić swoje miliony w miliardy. Choć 
opowiadanie o wieczorze spędzonym w towarzystwie Mela Cartera brzmiało 
zabawnie, w głosie Tallii dźwięczała desperacja.

– Bel, co ja mam zrobić, żeby przekonać tych ludzi, że potrafię myśleć? 

– westchnęła w końcu.

– Nie w tym rzecz – odrzekła Bel, która po matce odziedziczyła zmysł 

praktyczny. – Oni wierzą, że potrafisz myśleć, tylko że bardziej interesuje 

background image

ich seks. Może mogłabyś jakoś ukryć swoją urodę.

– Ale jak? Widziałaś przecież, jak wyglądałam wczoraj wieczorem! – 

oburzyła   się   Tallia.   –   Bez   makijażu,   włosy   związane   w   koński   ogon, 
skromny kostium...

Bel skinęła głową, myśląc o czymś intensywnie.
– Marlon Brando – powiedziała w końcu.
– Co? – zdumiała się Tallia.
– Pucołowate policzki. Pamiętasz ten stary film, który widziałyśmy parę 

miesięcy   temu   w   Art   Cinema?   Brando   miał   tam   wkładki   w   policzkach. 
Przeczytałam   to   w   programie.   Brak   makijażu   nie   wystarczy.   Musisz 
zbrzydnąć.   Ten   charakteryzator,   który   zajmował   się   tobą   w   „Północnej 
opowieści", na pewno potrafiłby ci pomóc.

Tallia przez chwilę patrzyła na siostrę, a potem potrząsnęła głową.
– Nic z tego nie wyjdzie. Film to nie jest zwyczajne życie.
–   Ależ   oczywiście,   że   wyjdzie!   –   śmiała   się   Bel,   coraz   bardziej 

podniecona własnym pomysłem. – Możemy ci dorobić garb albo...

Urwała, słysząc znajome stuknięcie listów wpadających do mieszkania 

przez szparę w drzwiach. Tallia również je usłyszała i zerwała się na równe 
nogi.

– Listonosz! – zawołała, biegnąc do drzwi. Otworzyła je i wykrzyknęła: 

– Lee!

Listonosz był już przy następnych drzwiach. Na dźwięk swojego imienia 

obejrzał się przez ramię i na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech.

– Cześć, Tallio! – zawołał z entuzjazmem.
– Masz coś dla mnie? – zapytała dziewczyna.
– Wiesz, że nie wolno mi tego robić. Mógłbym stracić pracę.
– Ale przecież obydwoje wiemy, że ja to ja, prawda? – przekonywała go 

Tallia,   podchodząc   bliżej.   –  Natalia   Venables.   Więc   kto   niby   miałby   na 
ciebie donieść?

Listonosz wzruszył ramionami, jakby od początku wiedział, że stoi na 

przegranej pozycji.

– Poczekaj chwilę – rzekł, przeglądając plik listów trzymanych w dłoni. 

– Same rachunki. Zdaje się, że znów nie napisał.

Podał   jej   kilka   kopert.   Tallia   rzuciła   na   nie   okiem   i   wbiegła   do 

mieszkania siostry, z podnieceniem wołając od progu:

– Poczta! Jest coś z gazety!

background image

– Otwórz! – ponagliła Bel, podnosząc wzrok znad własnych rachunków.
Tallia   nie   potrzebowała   zachęty.   Rozdarła   brązową   kopertę   z 

nagłówkiem „Heralda". Wypadła z niej następna koperta, podłużna i biała.

– Nie wierzę własnym oczom! – szepnęła Tallia, spoglądając na podpis 

na kopercie.

– Od kogo to? – zaciekawiła się Bel.
Tallia wzięła głęboki oddech.
– Od Brada Slingera – szepnęła. – Och, Bel!
– Jake, nie ma najmniejszego sensu, żebym tam szedł – oznajmił Brad 

Slinger. – Mogę ci od razu powiedzieć, że nie zainwestuję nawet pięciu 
centów w żaden film, nawet gdyby to miał być nowy Francois Truffaut.

–   Widzisz,   na   tym   właśnie   polega   twój   problem   –   odrzekł   jego 

przyjaciel, prawnik, a od czasu do czasu również doradca inwestycyjny w 
jednej   osobie.   –   Każdy   powiedziałby   raczej:   Steven   Spielberg.   Jesteś 
uprzedzony do komercyjnych filmów.

–   Jestem   uprzedzony   do   wszystkich   filmów   –   sprostował   Brad   z 

łagodnym uśmiechem. – I nic nie jest w stanie tego zmienić.

– Ale przecież mówimy o kanadyjskim filmie. To nie jest inwestycja, 

tylko   darowizna.   Damon   Picton   najprawdopodobniej   wpadłby   w   panikę, 
gdyby się dowiedział, że jego film ma szanse na sukces kasowy. Uznałby, że 
szwankuje jego inteligencja.

– Ha!
– Brad, muszę ci to powiedzieć – westchnął w końcu Jake. – Wciąż 

prześladuje cię matka.

Jego przyjaciel zmarszczył brwi.
– Jak może mnie prześladować matka, której praktycznie nie widziałem 

od trzeciego roku życia?

Jake był pewien, że ma rację, ale ponieważ nie potrafił tego wyjaśnić, 

zmienił temat.

– Posłuchaj. Film to znaczy: kobiety. Wspaniałe kobiety. Brad, przecież 

lubisz wspaniałe kobiety. Idź tam po prostu po to, żeby się rozejrzeć.

– Owszem, lubię wspaniałe kobiety, ale nie wtedy, gdy są aktorkami. 

Bo...   –   Przerwał   mu   dzwonek   telefonu.   –   –   Przepraszam   –   mruknął   i 
podniósł słuchawkę. – Tak, Lindo?

– Dzwoni kobieta o nazwisku Tallia Venables. Mówi, że jest wynalazcą i 

że napisałeś do niej list z prośbą o rozmowę.

background image

– To kobieta? – zdziwił się Brad. – Dobrze, połącz ją.
W słuchawce odezwało się szczęknięcie, a po chwili wyraźny, czysty 

głos:

– Czy pan Slinger? Dzień dobry. Czy sekretarka powiedziała panu, kim 

jestem?

–   Tak.   Tallia   Venables.   Przyznam   się   jednak,   że   to   dla   mnie 

niespodzianka.

– Prosił pan przecież w liście, żebym zadzwoniła – zdziwiła się Tallia.
– Owszem, ale spodziewałem się raczej Aleksandra Grahama Bella.
Tallia zaśmiała się krótko. Brad z opóźnieniem zdał sobie sprawę, że 

zapewne już nieraz zetknęła się z podobną reakcją.

– No cóż, tu mówi Aleksandra Graham Bell.
Po   chwili   swobodnej   rozmowy   Brad   poczuł   sympatię   do   swojej 

rozmówczyni.

– Na pewno jest wiele rzeczy, których nie uda nam się omówić przez 

telefon – powiedział po kilku minutach.

– Niestety, zanim przejdziemy do poważnej rozmowy, będzie musiał pan 

podpisać umowę o dochowaniu tajemnicy – rzekła Tallia rzeczowym, lecz 
przyjaznym tonem.

– W takim razie może się spotkamy? Kiedy ma pani czas?
– Mam dużo czasu. Nie pracuję już w laboratorium. Kiedy pan zechce.
–   Chwileczkę.   –   Brad   przełączył   rozmowę   na   oczekiwanie   i   wcisnął 

guzik interkomu. – Lindo, znajdź mi jakiś wolny termin podczas lunchu w 
tym tygodniu – poprosił. Sekretarka odezwała się po chwili:

– Może pan odwołać piątkowe spotkanie z Brianem Holdissem. I tak 

szukał pan pretekstu – dorzuciła sucho.

– Jesteś nieoceniona – zaśmiał się Brad i wrócił do rozmowy z Tallią. – 

Pani Venables, czy odpowiada pani lunch w piątek?

– Jak najbardziej. Gdzie się spotkamy?
– Proszę podać adres mojej sekretarce. Przyśle po panią samochód.
Odłożył słuchawkę i zwrócił się do Jake'a:
– Widzisz, to właśnie kobieta z rodzaju, który podziwiam.
– A co to za rodzaj? – zapytał Jake z niedowierzaniem. – Przecież nawet 

nie widziałeś jej na oczy?

– Co z tego. Jest inteligentna i ton jej głosu świadczy o tym, że nie 

handluje seksem.

background image

– Może nie ma czym handlować.
– No to co?
Jake spojrzał na niego podejrzliwie.
– Brad, jesteśmy przyjaciółmi od szóstego roku życia i nigdy jeszcze nie 

widziałem cię z kaszalotem u boku. Gdy pojawiasz się gdzieś z dziewczyną, 
zawsze jest na co popatrzeć.

– Może czas to zmienić. Sądzę, że to właśnie jest mój problem.
– Problem? Masz jakiś problem z kobietami? Od kiedy?
– Jake, nie potrzebuję psychoanalityka, żeby wiedzieć, że nie potrafię 

zaufać pięknej kobiecie, dlatego że moja piękna matka zostawiła mnie i ojca 
i   pojechała   do   Hollywood,   gdy   miałem   trzy   lata.   Ostatnio   się   nad   tym 
zastanawiałem. Jak myślisz, dlaczego do tej pory się nie ożeniłem?

Przyjaciel patrzył mu prosto w oczy.
– Nie ożeniłeś się, bo, po pierwsze: masz dopiero trzydzieści trzy lata, a 

to zbyt  młody  wiek  na małżeństwo,   a, po  drugie:  lubisz  sobie  poszaleć. 
Musisz się wyszumieć, jak mawiała moja babcia. I trzeba przyznać, że nie 
żałujesz na to czasu ani energii.

– Ale teraz zrozumiałem, że byłbym szczęśliwszy ze zwykłą kobietą – 

odrzekł Brad z uporem. – W każdym razie mógłbym jej zaufać, że mnie nie 
opuści. Może nawet udałoby mi się w niej zakochać.

–   Czyś   ty   zupełnie   postradał   zmysły?   Skąd   to   nagłe   gadanie   o 

zakochiwaniu się i dlaczego właściwie miałbyś się zakochać w brzydkiej 
kobiecie?

– Nie powiedziałem, że musi być brzydka – obruszył się Brad. – Po 

prostu,   gdy   stanąłem   przed   tym   dylematem,   naraz   zacząłem   widzieć 
wszystko jaśniej.

Jake nie wiedział, czy ma się śmiać, czy płakać. Nie był pewien, czy 

przyjaciel mówi poważnie, czy tylko go nabiera, szósty zmysł podpowiadał 
mu jednak, że zbliża się koniec wspaniałej epoki.

– Przed jakim dylematem? – zapytał z rozpaczą.
– Widzisz, z jednej strony są twoi nie ustatkowani przyjaciele ze świata 

filmu oraz cała masa pięknych kobiet, a z drugiej poważna, inteligentna, 
prawdopodobnie bardzo przeciętnej urody kobieta-naukowiec. Obie strony 
szukają funduszy. A ja nagle zrozumiałem, po której stronie lokują się moje 
prawdziwe zainteresowania.

Jake uśmiechnął się z ulgą.

background image

– Aha! W takim razie cieszę się, że to ustaliliśmy. Powiem Damonowi, 

że   może   oczekiwać   cię   na   premierze.   Poproś   Lindę,   żeby   odwołała   to 
spotkanie z panią Venables.

Brad spojrzał na niego ze zdumieniem.
– Widzisz, to z kolei jest twój problem, Jake. Nie potrafisz rozmawiać ze 

mną poważnie.

– Ale skąd, Brad – zawołał Jake w przypływie paniki. – Daj spokój! Po 

prostu przyjdź na tę premierę. Dobrze nas tam nakarmią, więc co masz do 
stracenia?

Brad westchnął ze znużeniem.
– Dobrze, skoro mają ochotę marnować na mnie łososia i szampana, to 

proszę bardzo. Ale jeszcze nigdy w życiu nie zainwestowałem w żaden film 
i nie mam zamiaru teraz tego robić.

– Znakomicie – mruknął Jake, podnosząc się z miejsca. – Do zobaczenia 

w środę wieczorem.

Zamierzał zaraz zadzwonić do Damona Pictona i uprzedzić go, że na 

premierze musi  się znaleźć jakaś olśniewająca piękność, której zadaniem 
będzie dotrzymywanie Bradowi towarzystwa przez cały wieczór.

Tallia odłożyła słuchawkę i zaczęła tańczyć na środku pokoju.
–   Mamy   pieniądze,   tra   la   la   la   –   zanuciła,   ciągnąc   Bel   za   rękę.   – 

Będziemy mieć śliczne nowe laboratorium, tra la la la!

Razem okrążyły pokój, tańcząc i śpiewając na dwa głosy.
–   Wspaniale!   Masz   pieniądze,   będziesz   miała   sekretarkę   i   telefon 

komórkowy! – improwizowała Bel w dziwnej tonacji. Naraz zatrzymała się i 
zapytała trzeźwo: – A dlaczego właściwie jesteś taka pewna, że Brad Slinger 
da ci te pieniądze?

–   Bo   jest   właścicielem   sieci   klubów   sportowych   –   uśmiechnęła   się 

Tallia.

–   Naprawdę?   Wydawało   mi   się,   że   jest   właścicielem   sieci   sklepów 

komputerowych czy tym podobnych.

– Sklepy komputerowe też posiada. Ale ma również sieć siłowni.
– Myślisz, że spodoba mu się ten pomysł z rzeczywistością wirtualną?
–   Uważany   jest   za   człowieka,   który   lubi   innowacje.   Gdybym   o   tym 

wcześniej pomyślała i gdyby wystarczyło mi odwagi, to poszłabym do niego 
od razu.

background image

Bel spojrzała na zegarek i poderwała się, chwytając w biegu torbę z 

książkami.

– O rany, muszę już lecieć na zajęcia! Zamkniesz drzwi?
– Ja też już wychodzę – odrzekła Tallia. Zgarnęła koperty i obie wyszły 

na korytarz.

Ledwie przestąpiła próg swojego mieszkania, zadzwonił telefon. Rzuciła 

listy na stolik i podniosła słuchawkę.

– Natasha?
– Cześć, Damonie! – uśmiechnęła się. – Jak ci leci?
– Świetnie, Natasho. Nie może być lepiej. Posłuchaj, przyjdziesz jutro na 

premierę? Mam nadzieję, że tak. Bardzo na ciebie liczę.

– Owszem, przyjdę. A co się stało?
– Mam dla ciebie coś specjalnego. Jest pewien gość, który ma więcej 

pieniędzy, niż potrafi wydać, tylko że z zasady nigdy nie inwestuje w filmy. 
Ale   przyjdzie   tu   jutro   z   przyjacielem.   Znasz   Jake'a   Drummonda,   tego 
prawnika,   który   spisywał   dla   mnie   kontrakty?   To   właśnie   on   ma   go 
przyprowadzić.

–   A   co   ja   mam   z   tym   wspólnego?   –   zapytała   Tallia   z   rezygnacją, 

wyczuwając pismo nosem.

– On podobno lubi piękne kobiety.
– Oj, Damon! – jęknęła.
– Musisz tylko siedzieć obok niego podczas kolacji i roztaczać swoje 

wdzięki – tłumaczył Damon błagalnym tonem. – I powtarzać mu, jak ważne 
są nasze filmy dla kanadyjskiej kultury. Kochanie, obiecaj, że to zrobisz.

– Damonie...
– Natasho, nie proszę cię, żebyś z nim poszła do łóżka. Tylko odrobinę 

poflirtuj z tym facetem. Rozluźnij go trochę – nalegał Damon. – Obiecuję ci 
za to, że w moim następnym filmie dostaniesz rolę inteligentnej i zupełnie 
pozbawionej biustu kobiety. Możesz nosić okulary i ucharakteryzować się 
na   intelektualistkę,   i   wcale   nie   będziesz   musiała   się   rozbierać...   No   nie, 
trochę   się  zagalopowałem.   Jest   tam  taka  jedna  scena,  może   banalna,  ale 
niezmiernie   fascynująca,   gdy   brzydkie  kaczątko   niespodziewanie  ukazuje 
swój cudowny biust...

– Damonie, sam sobie kopiesz grób – ostrzegła Tallia ponuro.
– Kochanie, jest absolutnie konieczne, żebyś to zrobiła.
–   Dobrze,   zastanowię   się   nad   tym   –   mruknęła   Tallia   i   westchnęła   z 

background image

rezygnacją.   Damon   naprawdę   był   świetnym   reżyserem,   a   ona   sama 
doskonale   wiedziała,   co   to   znaczy   potrzebować   pieniędzy   na   wyśniony 
projekt.

Damon natychmiast wyczuł jej kapitulację.
–   Jesteś   cudowna.   Posłuchaj,   może   trochę   ułatwimy   ci   zadanie? 

Przebierzemy cię za Honey. Możesz grać jej rolę przez cały wieczór.

Tallia odetchnęła z ulgą. Honey Childe, którą grała w ostatnim filmie 

Damona,   była   śpiewaczką   country,   kobietą   o   łagodnym   charakterze, 
seksownym wyglądzie i zmysłowym głosie. Tallia nosiła do tej roli bujną 
perukę   i   wypchany   biustonosz,   który   znacznie   powiększał   i   podnosił   jej 
piersi.

– Och, Damonie, naprawdę dałoby się to zrobić? Czy myślisz, że on 

niczego nie zauważy?

– Natasho, ci bogaci biznesmeni w sprawach filmu są naiwni jak dzieci. 

On będzie się spodziewał zobaczyć Honey. Byłby rozczarowany, gdyby jej 
nie spotkał. Poproszę Marie, aby przyniosła twoją perukę i całą resztę i żeby 
ci pomogła zrobić odpowiedni makijaż.

–   Damonie,   wiedz,   że   to   będzie   tylko   ten   jeden   raz,   dobrze?   Mam 

nadzieję, że nie będę musiała spotykać się z nim później?

– Natasho, to zależy tylko od ciebie. Może się przecież zdarzyć, że on ci 

się spodoba... albo jego pieniądze. Ale wtedy będziesz się musiała ze mną 
nimi podzielić. Postarasz się ze względu na mnie, prawda? – dopytywał się 
Damon niespokojnie.

– Powiem mu, że jesteś drugim Francoisem Truffautem.
Dopiero po odłożeniu słuchawki Tallia zorientowała się, że nawet nie 

zapytała o nazwisko tego bogatego naiwniaka. Ale to nie było ważne. I tak 
miała je wkrótce poznać.

background image

Rozdział 2

W filmie Damona Pictona Natasha Fox grała rolę Honey Childe, słynnej 

amerykańskiej   śpiewaczki   country.   Subtelna,   choć   niezbyt   inteligentna 
Honey przybyła pewnego dnia na rodzinną wysepkę należącą do Kolumbii 
Brytyjskiej i tam uwiodła młodego chłopca na oczach zakochanej w nim 
młodej   dziewczyny,   głównej   bohaterki   filmu.   W   dziesięć   lat   później,   na 
wieść   o   samobójstwie   Honey,   bohaterka   wspomina   tamto   przepełnione 
cierpieniem lato.

Rola   Honey   była   prawdziwą   perełką.   Choć   niezbyt   rozbudowana, 

stwarzała wielkie możliwości aktorskie. Na scenie Honey była olśniewająca, 
jednak   gdy   z   niej   schodziła,   stawała   się   wrażliwą,   ciężko   doświadczoną 
przez   życie   kobietą   nieustannie   poszukującą   utraconej   niewinności.   Z 
potarganymi   włosami   i   wspaniałymi   nogami   była   ciepła,   uwodzicielska, 
seksowna i jednocześnie smutna. Na jej widok mężczyznom topniały serca.

Nie   inaczej   było   z   Bradem.   Przez   cały   film   powtarzał   sobie,   że   to 

przecież tylko rola, a grająca ją aktorka w życiu na pewno jest kimś zupełnie 
innym, nie potrafił jednak oprzeć się fascynacji. Sceny, w których Honey 
biegła boso po wysokiej trawie, śmiała się w pełnym słońcu, pochylała w 
krótkich   dżinsowych   szortach   nad   muszelką   lub   całowała   pierś   młodego 
bohatera, zbyt wyraźnie przywodziły Bradowi na myśl jego własne pierwsze 
doświadczenia   erotyczne.   Co   prawda   kobieta   z   jego   wspomnień   niezbyt 
przypominała   Honey   Childe,   ale   dojmująca   intensywność   młodzieńczych 
pragnień   była   uniwersalna.   Przez   cały   film   Brad   niecierpliwie   czekał   na 
kolejne sceny z udziałem Honey.

Gdy w końcu pojawiły się napisy, poszukał wzrokiem nazwiska aktorki, 

która   grała   Honey.   Natasha   Fox.   Od   razu   było   widać,   że   to   fałszywe 
nazwisko.   Podobnie   jak   grana   przez   nią   postać,   pomyślał   Brad   ze 
zniechęceniem.   Nieprawdziwa   osobowość,   nieprawdziwe   włosy, 
nieprawdziwe oczy, nieprawdziwe usta, nieprawdziwe... no nie, chyba nie 
nogi. Tego już nie można dorobić sztucznie.

– Wychodzę – powiedział do Jake'a, gdy oklaski zaczęły cichnąć.
Przyjaciel chwycił go za ramię.
– Zwariowałeś? Nie widziałeś jej? Jest absolutnie doskonała!
– Kogo miałem widzieć? – mruknął Brad obojętnie.

background image

– Dobrze wiesz, kogo. Zaprosili ją tu dzisiaj specjalnie dla ciebie! Będzie 

siedziała obok ciebie przy kolacji! Nie bądź głupi! – wołał Jake, ciągnąc go 
za rękaw do holu, gdzie Damon Picton przyjmował gratulacje przyjaciół. 
Jake wepchnął Brada w krąg otaczający reżysera i szybko go przedstawił. 
Damon natychmiast skupił na nim uwagę.

– Miło mi pana widzieć! – zawołał i mocno potrząsnął dłonią milionera. 

– Podobał się panu film?

– Bardzo dobry – odrzekł Brad krótko. Zawsze czuł się niezręcznie w 

towarzystwie ludzi, którzy mówili do jego pieniędzy.

–   Damonie,   ten   film   był   niesamowity!   –   zawołała   bardzo   szczupła, 

ciemnowłosa   aktorka   o   ostrych   rysach   twarzy.   –   Teraz   już   rozumiem, 
dlaczego   nie   mogłeś   obsadzić   –   mnie   w   roli   Honey,   chociaż   wcześniej 
byłam   na   ciebie   wściekła.   –   Szybko   pocałowała   reżysera   w   policzek.   – 
Natasha była doskonała w tej roli. To boski film!

–   Dziękuję.   Naprawdę   jestem   ci   bardzo   wdzięczny   –   wymamrotał 

Damon.

– Mam na imię Harmony – przypomniała mu aktorka. Brad wpatrzył się 

w   nią   bez   słowa.   Nigdy   jeszcze   nie   widział   osoby   noszącej   równie 
nieodpowiednie imię. Bardziej pasowałaby Niezgoda, pomyślał.

Damon pozbył się aktorki i ujął Brada pod ramię, jakby się obawiał, że 

ten ucieknie mu przy pierwszej sposobności.

– Gdzie, do diabła, podziewa się Nash? – wymruczał do kogoś przez 

ramię. – Czy ktoś widział Natashę? – zapytał głośniej.

– Tu jestem, Damonie, skarbie – odezwał się głos, na dźwięk którego 

krew w żyłach Brada zaczęła krążyć szybciej. Rozejrzał się dokoła. Tak, to 
była   Honey   Childe   –   te   same   błękitnozielone   oczy,   które   przed   chwilą 
widział w powiększeniu na ekranie, do połowy odsłonięte piersi i szczupła 
talia, która aż się prosiła o to, by otoczyć ją dłońmi. – Co mogę dla ciebie 
zrobić? – zapytała dziewczyna. Nawet głos był ten sam. Aksamitnie miękki, 
gardłowy, z wyraźnym akcentem z południa Stanów.

– Natasho, chciałbym, żebyś kogoś poznała – powiedział Damon.
Dziewczyna ukazała w uśmiechu białe, równe zęby.
– Oczywiście – rzekła i spojrzała na Brada, on zaś poczuł, że serce na 

chwilę przestało mu bić.

– Brad, to jest Natasha Fox. Widziałeś ją na ekranie. Nash, poznaj Brada 

Slingera.

background image

Pod makijażem twarz Natashy zbielała i straciła wszelki wyraz.
– Brad Slinger? – powtórzyła szeptem. Brad był pewien, że usłyszał w 

jej   głosie   przerażenie.   Wypowiedziała   jego   nazwisko   bez   odrobiny 
południowego akcentu i zachwiała się na nogach, a ponieważ była w butach 
na bardzo wysokich obcasach, upadłaby, gdyby Brad jej nie podtrzymał.

–   Dziękuję   –   szepnęła   oszołomiona,   powtarzając   sobie   w   myślach: 

pamiętaj, jesteś Natashą Fox i grasz rolę Honey Childe.

– Wszystko w porządku? – zapytał Brad ze współczuciem.
– Co się stało, Nash? – zdziwił się Damon. – Zwichnęłaś sobie nogę?
–   Nie   –   odrzekła   Tallia   głosem   Honey   Childe.   –   Tylko   zahaczyłam 

obcasem o dywan.

Damon skinął głową, a potem mruknął coś pocieszającego. Zauważył 

jednak, że coś jest nie tak, i zaklął w duchu. Jeśli tych dwoje kiedyś coś ze 
sobą łączyło... Spojrzał na Brada, próbując przeniknąć wyraz jego twarzy, 
ale dostrzegł na niej jedynie ciekawość i wyraźne zainteresowanie, typowe 
dla mężczyzn, którzy spotykali Natashę po raz pierwszy.

–   Dziękuję   za   to,   że   uchroniłeś   mnie   przed   upadkiem   –   powiedziała 

Natasha do Brada.

– Cała  przyjemność  po mojej  stronie – odrzekł z galanterią, mocniej 

przyciskając do siebie jej ramię. Z każdym uśmiechem Natashy trudniej mu 
było myśleć jasno.

– Zawsze możesz się na mnie oprzeć – dorzucił.
Tallia miała ochotę krzyczeć ze złości. Dlaczego nie zapytała Damona o 

nazwisko tego milionera? Czemu nikt jej wcześniej nie powiedział, że Brad 
Slinger   jest   taki   przystojny?   Wiedziała,   że   jest   młody,   czytała   o   nim   w 
gazetach, ale fotografie nie oddawały rzeczywistości. Nie pokazywały jego 
magnetycznego spojrzenia ani błękitu oczu, ani męskiego zapachu...

W   kilka   minut   później   znalazła   się   wraz   z   nim   na   tylnym   siedzeniu 

limuzyny, która wiozła ich na kolację, i nadal nie miała pojęcia, co robić 
dalej. Jako Natasha Fox powinna dołożyć wszelkich starań, by przekonać 
Brada do finansowania następnego filmu Damona. A w piątek, jako Tallia 
Venables, miała się z nim spotkać, by go namówić na zakup sprzętu do 
swojego laboratorium. Wszystko wskazywało na to, że tylko jedna z nich 
dostanie pieniądze. Ta myśl była okropna. Nie mogła przecież ni stąd, ni 
zowąd   powiedzieć:   och,   tak   się   składa,   że   jestem   również   obiecującym 
wynalazcą i naprawdę nazywam się Tallia Venables. To było wykluczone. 

background image

Mężczyźni   lekceważyli   jej   intelekt   nawet   wtedy,   gdy   widzieli   ją   w 
zwyczajnym   ubraniu,   teraz   zaś,   w   stroju   Honey   Childe   z   biustonoszem 
powiększającym jej piersi o jakieś dwa numery, nie miała żadnych szans, by 
przekonać Brada o swoim intelektualnym potencjale. Pomyślała, że znacznie 
łatwiej będzie mu to wyjaśnić w piątek, gdy wróci do swojego zwykłego 
wyglądu. Najprościej było odłożyć decyzję o dwa dni; i tak właśnie zrobiła.

– Podobał ci się film? – zapytała z uwodzicielskim uśmiechem.
– Bardzo – odpowiedział Brad natychmiast. – Szczególnie twoja rola.
Tallia wygładziła sukienkę na kolanie.
– Naprawdę?
– Naprawdę – powtórzył sucho. – Przecież dlatego tu jesteś.
Tallia badawczo spojrzała na jego twarz.
– Jak to?
– Przecież jesteś najbardziej seksowną aktorką w całym filmie, czyż nie? 

Założę się, że Damon ma już dla ciebie przygotowaną następną rolę.

– Och... nie wiem. Ale co z tego wynika?
–   Bo   skoro   tak,   to   w   twoim   interesie   jest   namówić   mnie,   żebym 

zainwestował w ten film.

– Zrobiłabym to całkiem bezinteresownie – odrzekła Tallia. – Damon 

jest bardzo dobrym reżyserem i zasługuje na swoją szansę.

Brad uśmiechnął się szeroko.
–   No   cóż,   jest   możliwe,   że   „Północna   opowieść"   odniesie   sukces 

komercyjny i Damon nie będzie potrzebował wsparcia finansowego.

– Mam nadzieję, że tak się stanie – rzekła Tallia, spoglądając na Brada z 

zaciekawieniem. – Czy to znaczy, że już podjąłeś decyzję i nie dasz mu 
żadnych pieniędzy?

– Aha – mruknął Brad.
–   Ale   dlaczego?   –   zdumiała   się   Tallia.   –   Przecież   przed   chwilą 

powiedziałeś, że film ci się podobał!

– Owszem, podobał mi się, ale ja nie inwestuję w filmy.
– Nigdy, w żadnym wypadku?
– Nigdy, w żadnym wypadku – powtórzył stanowczo Brad i zdziwił się, 

widząc uśmiech na twarzy Natashy.

–   Ale   dlaczego?   –   dopytywała   się.   –   Boisz   się,   że   zainwestowane 

pieniądze się nie zwrócą?

– Niezupełnie o to chodzi – mruknął Brad i naraz uświadomił sobie, że 

background image

nie   ma   ochoty   rozmawiać   z   tą   dziewczyną   o   pieniądzach.   Chciał   ją 
pocałować, ale wydawało mu się, że nie powinien się zbytnio spieszyć. Po 
chwili jednak pomyślał: a czemu nie, do diabła, i pochylił się w jej stronę, 
wdychając zapach ciężkich perfum.

– Chcę cię pocałować – powiedział napiętym głosem, z twarzą tuż nad 

jej twarzą.

Tallia wstrzymała oddech. Zdziwiło ją nie tyle zachowanie Brada – do 

tego typu męskich reakcji zdążyła już bowiem przywyknąć – lecz własne 
podniecenie. Mężczyźni, zwłaszcza natrętni, nigdy tak szybko nie wzbudzali 
w niej odzewu; zwykle ją irytowali.

– Zdaje się, że uważasz to za komplement – rzekła, siląc się na spokój.
– Uważam to za stwierdzenie faktu – odpowiedział Brad. – Pocałuj mnie.
– Nie! – zawołała Tallia z oburzeniem.
– Przecież chcesz tego.
– Dlaczego jesteś taki pewny siebie?
Brad bez słowa przesunął palcem po jej szyi. Tallia zdała sobie sprawę, 

że na jej skórze pojawiła się wyraźna gęsia skórka, i odsunęła się szybko.

– Pieniądze dają ci wielką pewność siebie – rzuciła sucho.
Brad wyprostował się, zdumiony. Co mu się właściwie stało? Nie miał 

najmniejszego   zamiaru   pozwolić   się   sprowokować   jakiejś   aktorce, 
szczególnie o takiej aparycji jak Natasha. Na pierwszy rzut oka widać było, 
że   jest   to   kobieta,   która   przy   najbliższej   sposobności   ucieknie   do 
Hollywood. Dziwne tylko było to, że taka sposobność jeszcze jej się nie 
trafiła.

–   Przepraszam   –   powiedział   szorstko.   –   Sądziłem,   że   tego   właśnie 

oczekujesz.

Tallia badawczo patrzyła mu w oczy.
– Nie wyglądasz  na  mężczyznę,  który zwykle robi to, czego inni od 

niego oczekują – odrzekła. – Chyba że zgadza się to z twoimi własnymi 
celami.

Brad musiał się roześmiać. Ta aktoreczka nie była taka głupia. Dlatego 

właśnie należało jak najszybciej się jej pozbyć.

– Masz rację, to była wyłącznie moja wina. Jeszcze raz przepraszam.
Limuzyna zatrzymała  się przy krawężniku i Tallia przyłączyła się do 

grupy   osób,   które   wysiadły   z   drugiego   samochodu.   Jeśli   jednak   miała 
nadzieję, że uda jej się uwolnić od towarzystwa Brada, to była w błędzie. 

background image

Gdy tylko zauważył, że dziewczyna próbuje się od niego odsunąć, instynkt 
myśliwego przeważył nad zdrowym rozsądkiem. W progu restauracji Tallia 
poczuła dłoń obejmującą ją w pasie i nie musiała odwracać głowy, by się 
przekonać, kto stoi obok niej.

Poza   tym   Damon   pilnował,   by   nic   nie   pokrzyżowało   jego   planów. 

Natasha   i   Brad   nie   mieli   żadnej   możliwości   uniknięcia   swojego 
towarzystwa. Przy stoliku Tallia miała po jednej stronie Brada, a po drugiej 
charakteryzatorkę, której Damon surowo nakazał, by pod żadnym pozorem 
nie próbowała odciągnąć uwagi Natashy od milionera. Brad z kolei miał po 
swej   drugiej   stronie   kierownika   produkcji,   którego   uwaga   skupiona   była 
wyłącznie na tym, by tych dwoje nie przerywało rozmowy.

Ani   Brad,   ani   Natasha   nie   zdawali   sobie   sprawy   z   tej   perfekcyjnie 

uknutej intrygi, zauważyli tylko, że, praktycznie rzecz biorąc, skazani są na 
rozmowę ze sobą.

Szampan lał się strumieniami. Jeszcze przed kolacją wszyscy wypili co 

najmniej  po dwie lampki.  Była to ta sama  marka, która pojawiała się w 
filmie, i producent sponsorował również drinki serwowane podczas kolacji. 
Przypominały   o   tym   karteczki   dyskretnie   rozmieszczone   na   stołach.   W 
filmie   była   scena,   gdzie   niewinny,   choć   przepełniony   młodzieńczym 
pożądaniem   bohater   zawędrował   do   sklepu   z   alkoholem   i   poprosił 
sprzedawcę   o   pomoc   w   wyborze   czegoś   naprawdę   nietuzinkowego   na 
wieczór z Honey. Sprzedawca zaproponował mu szampana. Marka wywarła 
odpowiednie wrażenie na Honey. Ze zmysłowym śmiechem stwierdziła, że 
szampan bardzo na nią działa...

Brad był światowcem odpornym na tego typu haczyki, a jednak i on z 

zapartym tchem patrzył, jak Natasha Fox pije szampana duszkiem tak, jak 
czyniła to na ekranie.

– Lubisz szampana? – zapytał.
– Och, tak – odrzekła Tallia szczerze. Polubiła szampana właśnie przy 

kręceniu tej sceny.

– Działa na ciebie?
– Czasami.
– W takim razie pocałuj mnie – rzekł Brad władczo i znów pochylił 

twarz w jej stronę.

– Przestań! – syknęła Tallia.
– Pocałuj mnie.

background image

– Nie! Brad zaklął.
– Tu jest parkiet taneczny. Czy będą tańce?
Tallia   wiedziała,   że   chodzi   mu   o   to,   by   jej   dotknąć.   Równie   dobrze 

mogła od razu pójść z nim do łóżka.

– Nie – odparła stanowczo, po chwili jednak zmitygowała się: – Nie 

wiem. Ale nawet jeśli będą, to nie zatańczę z tobą.

Spojrzenie Brada wyraźnie wskazywało na to, że jej nie uwierzył.
– Jak daleko Damon Picton pozwolił ci się posunąć?
 – zapytał. – Jakiego rodzaju władzę ma nad tobą?
Sam   nie   mógł   uwierzyć,   że   tak   się   zachowuje,   ale   nie   potrafił   się 

powstrzymać.

– Jak śmiesz! – wykrzyknęła Tallia i zerwała się z krzesła. Brad mocno 

pochwycił jej rękę.

– Nie! – zawołał ze złością. – Jeśli stąd wyjdziesz, to ja wyjdę za tobą.
– Powiedziałeś przecież, że Damon i tak nic od ciebie nie dostanie – 

szepnęła Tallia z wściekłością, ale usiadła.

Brad zignorował jej słowa.
– Jesteś do tego przyzwyczajona – rzekł gniewnie. Na pewno wszyscy 

mężczyźni zachowują  się  podobnie w twojej obecności.  Dlaczego akurat 
przede mną odgrywasz niewiniątko? Przecież przyznaję, że wygrałaś.

Jedną z cech charakteru Tallii było to, że nie potrafiła nikomu urządzić 

sceny. Wiedziała, że powinna po prostu wstać i wyjść, ale nie była w stanie 
się na to zdobyć. Ich sąsiedzi przy stoliku starannie ignorowali tę wymianę 
zdań.

– Nigdy w życiu nie spotkałam większego grubianina i aroganta! – wy 

buchnęła Tallia.

– Pragnę cię – odrzekł Brad, wpatrując się w nią uporczywie. – Co masz 

zamiar z tym zrobić?

– Chyba zwariowałeś!
– Owszem – zgodził się, nie spuszczając wzroku z jej ust. – Czy bierzesz 

zastrzyki z kolagenem?

– Oczywiście, że nie! – zirytowała się. Na szczęście w tej chwili kelner 

postawił przed nią przystawkę. Tallia z ulgą sięgnęła po widelec.

– Wszystko w tobie jest naturalne, tak?
– Nawet gdyby to nie była prawda, to i tak nie miałbyś okazji przeżyć 

rozczarowania   –   powiedziała   przeciągle,   przypominając   sobie   o 

background image

południowym akcencie. Nie była – pewna, czy pod wpływem wzburzenia 
nie zaczęła mówić normalnie.

– Nie bądź taka pewna. Mam wielkiego sprzymierzeńca w twoim obozie.
Tallia utkwiła w nim wzrok.
– Jeśli sądzisz, że Damon ma...
– Mówię o tobie – przerwał jej.
Tallia pochyliła głowę. Wiedziała, że Brad ma rację. Była wobec niego 

bezbronna, nie miała jednak zamiaru poddawać się tak łatwo.

– Wielu mężczyzn pragnęłoby w to wierzyć.
Brad nagle oprzytomniał. Co, u diabła, go dziś napadło? Zachowuje się 

jak nastolatek. Przecież niejednokrotnie widywał mężczyzn, którzy mylnie 
oceniali   wrażenie   wywarte   na   upatrzonej   kobiecie,   i   takie   sceny 
nieodmiennie napawały go niesmakiem. Nie mógł uwierzyć, że sam zniżył 
się do poziomu tych żałosnych podrywaczy.

– W takim razie zaklep mi kolejkę – mruknął oschle.
Tallia rzuciła mu lodowate spojrzenie.
– Jesteś taki sam jak wszyscy! – rzekła pogardliwie i odwróciła się do 

charakteryzatorki.

Do końca kolacji nic już nie było w stanie zmusić Tallii, by zamieniła z 

Bradem jeszcze choć jedno słowo. On zaś na próżno powtarzał sobie, że im 
szybciej ta kobieta zejdzie mu z oczu, tym lepiej dla niego.

Wyszła  po chwili  i wróciła do  domu  taksówką.   Brad odprowadził  ją 

wzrokiem, ale nie próbował zatrzymywać. Należała do tego gatunku kobiet, 
z którymi absolutnie nie powinien się zadawać.

background image

Rozdział 3

Tallia   bardzo   źle   spała.   Wstała   o   świcie   i   niespokojnie   chodziła   po 

pokoju,   próbując   znaleźć   jakieś   wyjście   z   sytuacji.   O   wpół   do   ósmej 
zadzwoniła do siostry.

– Uhm? – mruknęła Bel w słuchawkę.
– Bel, strasznie mi przykro, że cię budzę, ale mam ogromny problem – 

powiedziała Tallia przepraszająco.

– Zaraz do ciebie przyjdę – rzekła Bel już zupełnie przytomnie. W razie 

potrzeby potrafiła się rozbudzić w dwie sekundy. Po pięciu minutach stała 
już pod drzwiami mieszkania Tallii.

– Co się stało? – zapytała z miejsca.
Tallia westchnęła głęboko.
– Ten milioner, którego Natasha Fox miała namówić na finansowanie 

filmu Damona, to Brad Slinger – wypaliła.

Bel szeroko otworzyła oczy.
– O rany boskie! Naprawdę? Ale numer! I co, będzie finansował ten 

film?

– Powiedział, że nigdy nie inwestuje w filmy.
–   A   ty   co   mu   powiedziałaś?   Jak   wyjaśniłaś,   że   jesteś   aktorką   i 

naukowcem w jednej osobie?

– W ogóle nie wyjaśniłam. Stchórzyłam.
Bel przez dłuższą chwilę patrzyła na nią w milczeniu.
– Nie powiedziałaś mu, że Natasha Fox to Tallia Venables i że jesteś z 

nim umówiona na jutro? – zapytała w końcu.

Tallia tylko machnęła ręką.
– Nie.
– Nie wierzę własnym uszom! – zawołała Bel. – Więc on nic nie wie? A 

co mu powiesz jutro?

– Po to cię właśnie zawołałam. Musimy coś wymyślić. Widzisz, to nie 

było takie proste. Napalił się na Natashę jak głupi. Oczywiście, był to czysto 
fizyczny pociąg. Gdy pomyślę, jak byłam ubrana, to mam ochotę dać sobie 
kopniaka!

– Przecież nie wiedziałaś, z kim się spotykasz – jęknęła Bel.
– On pewnie myśli, że nie potrafię zliczyć do trzech. A już na pewno nie 

background image

zechce   słuchać   moich   pomysłów,   gdy   będzie   miał   w   głowie   tylko   seks. 
Wyłączy umysł i skupi się na wrażeniach wzrokowych. Chyba że zgodzę się 
pójść z nim do łóżka.

– A mogłabyś to zrobić? – zapytała Bel ze zdziwieniem.
– Nie! – wykrzyknęła Tallia. – Oczywiście, że nie! Bel zmarszczyła nos.
– Czy on jest stary i okropny?
– Nie – westchnęła Tallia znad ekspresu do kawy. Jest młody i...
– I bardzo przystojny? – dokończyła Bel. Tallia milczała.
– Umówił się z tobą, to znaczy z Natashą?
– Nie. Bardzo jasno dał mi do zrozumienia, że, jego zdaniem, w końcu i 

tak   wylądujemy   w   łóżku,   ale   nie   zaproponował   kolacji   ani   teatru   na 
początek. A potem się pokłóciliśmy i już więcej z nim nie rozmawiałam.

–   Pokłóciliście   się?   Pokłóciłaś   się   z   milionerem,   który   jest   twoim 

potencjalnym sponsorem? Tallio! Jak mogłaś?

– Sama  się  nad tym zastanawiam  – mruknęła  dziewczyna, nalewając 

kawę do kubków. – I co ja mam teraz zrobić?

Bel beznadziejnie wzruszyła ramionami.
– Może mogłabyś odłożyć to spotkanie o parę dni.
– I co by to dało?
– Sama nie wiem. Może zapomniałby, jak wyglądasz.
– Od razu pozna, że jestem Natashą Fox. Naraz Bel wyprostowała się i 

odstawiła kubek.

– A może właśnie nie.
– Daj spokój, Bel, przecież...
–   Nie!   Pamiętasz,   o   czym   rozmawiałyśmy   parę   dni   temu?   Trzeba 

sprawić, żebyś zbrzydła!

Tallia wpatrzyła się w siostrę z nadzieją.
– Naprawdę myślisz, że to mogłoby się udać? Nie poznałby mnie?
– Rzecz w tym, że jeśli będziesz wyglądać nieatrakcyjnie, to on w ogóle 

nie będzie ci się przyglądał. Największy problem to głos.

Tallia uśmiechnęła się szeroko.
–   Ależ   skarbie,   ja   wczoraj   mówiłam   z   akcentem   Honey   Childe   – 

szepnęła zmysłowo i skrzywiła się. A w każdym razie mam nadzieję, że tak 
było.

Bel opuściła poranne zajęcia. O dziesiątej rano obie siostry rozpoczęły 

background image

wędrówkę po sklepach. Do południa kupiły wszystko, czego potrzebowały, i 
wróciły do domu na próbę generalną.

– Zacznijmy od podstawowych rzeczy – stwierdziła Bel. – Umyj włosy.
Zdecydowały,   że   Tallia   nie   powinna   nosić   peruki.   Ponieważ   Natasha 

wystąpiła w peruce, Brad nie widział włosów ani uszu Tallii. Kupiły czarną 
płukankę, która miała się zmyć po kilku tygodniach i od której włosy Talii 
przybrały mysi odcień.

– Świetnie! – zachwyciła się Bel po zakończeniu operacji. – Ten kolor 

jest absolutnie nieatrakcyjny.

Tallia spojrzała w lustro i musiała przyznać siostrze rację. Płukanka była 

zbyt   słaba,   by   drastycznie   zmienić   kolor   jej   włosów,   nadała   im   tylko 
błotnisty, niezdrowy odcień.

– Teraz biustonosz – zakomenderowała Bel. To był jej pomysł, by Tallia 

spłaszczyła sobie biust, owijając go szerokim bandażem elastycznym.  W 
efekcie jej tułów stał się zupełnie bezkształtny.

Tallia   kupiła   tani   kostium   ze   spodniami   ze   sztywnego   poliestru   w 

jasnobrązowym kolorze. Żakiet był o jeden numer za mały, a spodnie z kolei 
za duże. Ich krój zniekształcał linię bioder Tallii. Do tego włożyła okropną 
poliestrową   bluzkę   barwy   jaskrawopomarańczowej,   z   wielkim   żabotem, 
przy którym jej szyja wydawała się zbyt cienka. Całości dopełnił makijaż, 
stwarzający złudzenie nie istniejących w rzeczywistości cieni na twarzy.

Kolor   oczu   Tallii   zmienił   się   na   brązowy   za   sprawą   kosmetycznych 

szkieł   kontaktowych.   Ponieważ   nie   było   czasu,   by   zrobić   je   na   receptę, 
Tallia musiała je ukryć pod parą starych okularów, których nie używała od 
czasu,   gdy   skończyła   piętnaście   lat.   Duże   soczewki   i   ciężkie   oprawki 
niegdyś uchodziły za ostatni krzyk mody, teraz jednak wyglądały po prostu 
nieatrakcyjnie. W dodatku oprawki były zdecydowanie za małe, przez co 
oczy Tallii wydawały się osadzone zbyt blisko siebie.

Bel cofnęła się o krok i przyjrzała siostrze krytycznie.
– Hm! W tych okularach nie wyglądasz zbyt inteligentnie – mruknęła z 

powątpiewaniem.

– Nie szkodzi – uśmiechnęła się Tallia z podnieceniem, czując powiew 

wolności.   Dlaczego   nigdy   wcześniej   nie   przyszło   jej   to   do   głowy?   Na 
własnych oczach zmieniała się w szarą mysz. Pozostało jeszcze tylko kilka 
drobiazgów.

W mgnieniu oka zmieniła kredką rysunek brwi, które stały się czarne i 

background image

gęste.   Do   tego   makijaż   w   niewłaściwych   barwach.   Brązy   i   pomarańcze 
zdecydowanie nie pasowały do karnacji Tallii. Wyglądała w nich niezdrowo.

Ostateczny   szlif   nadały   jej   twarzy   zęby.   Tallia   przypomniała   sobie   o 

wkładce   ortodontycznej,   którą   zrobiono   jej   kiedyś   dla   potrzeb   reklamy 
prezentującej   efekty   działań   ortodontów.   Wkładka   z   cienkiej   emalii, 
nakładana na górną szczękę, sprawiała, że jej zgryz stawał się krzywy, a 
górne   zęby   wystawały   do   przodu,   co   zupełnie   zmieniało   zarys   ust. 
Prawdziwe zęby Tallii w tej reklamie ukazywały stan po korekcie zgryzu. 
Producent   zapewniał,   że   reklama   nie   jest   fałszywa,   gdyż   ortodonci 
rzeczywiście potrafią uzyskać obiecywane efekty, tylko że trzeba na to wielu 
miesięcy, a nawet lat. Ponieważ wkładka była zrobiona specjalnie dla Tallii, 
mogła ją później zatrzymać.

Na   koniec   obie   dziewczyny   stanęły   przed   lustrem,   podziwiając   swe 

dzieło.   Nie,   Tallia   absolutnie   nie   była   brzydka.   Stała   się   po   prostu 
nieatrakcyjną kobietą, która nie potrafiła podkreślać swych zalet i nie umiała 
się   odpowiednio   ubrać,   ale   bardzo   się   starała,   by   poszczególne   części 
garderoby pasowały do siebie. Widać było jednak jej ignorancję w kwestii 
mody i fryzury, a poza tym strój, który nosiła, postarzał ją.

– Nie rozumiem, jak możesz wyjść w czymś takim na ulicę – zdziwiła 

się Bel.

Tallia promieniała.
– Nie uśmiechaj się tak do niego – ostrzegła ją Bel – bo pomimo zębów 

ten uśmiech cię zdradzi. Uśmiechaj się z zamkniętymi ustami.

– Dobrze – zgodziła się Tallia.
–   I   zachowuj   się   jak   kobieta   pozbawiona   pewności   siebie.   Przygarb 

trochę ramiona. Chód i postawa również mogą cię zdradzić.

Tallia skinęła głową i kilkakrotnie przemierzyła pokój, ćwicząc nowy 

sposób chodzenia. Na dźwięk dzwonka telefonu drgnęła nerwowo.

– Ciekawe, kto to?
– Nash? – odezwał się głos w słuchawce. Tallia natychmiast rozpoznała 

Damona Pictona.

– Cześć, Damonie – odrzekła, zastanawiając się, czy reżyser ma zamiar 

czynić jej wyrzuty z powodu ostatniego wieczoru.

– Posłuchaj, chciałem cię przeprosić.
– Nie ma za co. Przeżyłam to jakoś.
– Aha, to znaczy, że już dzwonił? Próbowałem ostrzec cię z samego 

background image

rana, ale nikt nie odbierał telefonu.

Tallia zmarszczyła brwi.
– Przed czym próbowałeś mnie ostrzec?
–   Brad   Slinger   wyłudził   ode   mnie   wczoraj   twój   numer   telefonu   – 

przyznał reżyser zgnębionym głosem.

– Och, Damonie! – wykrzyknęła Tallia z rozpaczą.
– Wiem, wiem. Naprawdę bardzo cię przepraszam.
–   Mam   nadzieję,   że   przynajmniej   obiecał   ci   za   to   jakieś   fundusze   – 

rzekła Tallia z goryczą.

– Nie! – oburzył się Damon szczerze. – To nie było – tak! Podziałała na 

mnie   siła   jego   osobowości.   Mówię   szczerze,   Nash.   Nie   potrafiłem   mu 
odmówić. Wiesz sama, że są tacy ludzie. Już rozumiem, dlaczego on ma tyle 
pieniędzy. Skarbie, proszę, powiedz, że mi wybaczasz!

– A niech to! – mruknęła Tallia z rezygnacją. Gdy Damon rozłączył się, 

powtórzyła rozmowę siostrze.

– I co ja mam teraz zrobić? – jęknęła. – Jeśli jutro dam mu swój numer 

telefonu, to na pewno zauważy, że to ten sam!

Bel skrzywiła się.
– Owszem, jeśli będzie dzwonił do was obydwu, musi to zauważyć.
–   Niech   diabli   wezmą   tego   Damona!   Co   to   znaczy,   że   nie   potrafił 

odmówić?

Bel uniosła brwi.
–   No   cóż,   na   twoim   miejscu   przyjęłabym   ostrzeżenie.   Tobie 

prawdopodobnie   też   trudno   będzie   temu   facetowi   odmówić.   Może   lepiej 
podaj mu mój telefon.

– Mam przeczucie, że to wszystko skończy się jakąś katastrofą! – jęknęła 

Tallia. – Chyba wolałabym, żeby Slinger zadzwonił i odwołał to jutrzejsze 
spotkanie.

Brad Slinger jednak nie odwołał spotkania. W południe następnego dnia, 

po całej nocy spędzonej na niespokojnych rozmyślaniach,  zdenerwowana 
Tallia wysiadła z samochodu, który Brad po nią przysłał, i przestąpiła próg 
drogiej, modnej restauracji. Stoliki nakryte były adamaszkowymi obrusami, 
srebrem i kryształami, zaś wszyscy bez wyjątku kelnerzy byli Francuzami 
albo też udawali Francuzów.

– Jestem umówiona z panem Slingerem – powiedziała Tallia do kelnera, 

background image

który skinął głową w wystudiowany sposób.

– Witam panią, madame.
Tallia już kilkakrotnie była w tej restauracji, kelner jednak nie uczynił 

żadnego gestu świadczącego o tym, by ją rozpoznał. Wiedziała, że personel 
tego rodzaju lokali stara się pamiętać twarze gości, toteż odetchnęła z ulgą.

Za jej plecami drzwi znów się otworzyły i Tallia wyczuła narastające 

napięcie. To był Brad Slinger. Siła jego osobowości w połączeniu z jedyną 
w swoim rodzaju atmosferą pieniędzy sprawiała, że nigdzie nie mógł się 
pojawić nie zauważony. Kelner obdarzył go ukłonem zarezerwowanym dla 
wybranych gości.

– Pan Slinger! Zawsze miło nam pana widzieć. Ta pani właśnie o pana 

pytała. Proszę tędy.

Brad ubrany był w garnitur z krawatem.
– Pani Venables? – rzekł, wyciągając dłoń na powitanie.
Po doświadczeniach ostatniego wieczoru Tallia poczuła się nieco zbita z 

tropu jego chłodną postawą, szybko jednak wzięła się w garść i podała mu 
rękę. Po długich, ciemnoczerwonych paznokciach ani po biżuterii nie było 
już   śladu.   Płaskie   obcasy   sprawiały,   że   Tallia   była   o   pięć   centymetrów 
niższa niż Natasha Fox. Zauważyła, że Brad Slinger patrzy na nią bez śladu 
seksualnego zainteresowania, i poczuła się pewniej.

– Miło mi pana poznać – rzekła spokojnie.
Usiedli i przejrzeli karty dań.
– Czego się pani napije? – zapytał Brad, nie podnosząc na nią wzroku.
– Proszę o sok pomidorowy.
Dopiero   po   złożeniu   zamówienia   Brad   spojrzał   na   twarz   Tallii. 

Uśmiechnęła się z zamkniętymi ustami i podniosła do ust szklankę z sokiem.

No cóż, Jake miał rację, pomyślał Brad. Ta kobieta nie stawiała na swą 

urodę, bo nie miała na co stawiać, choć był pewien, że gdyby się odrobinę 
postarała, mogłaby wyglądać znacznie lepiej. Widział, że uśmiecha  się z 
zamkniętymi ustami, by zasłonić krzywe zęby. Ale te zęby wcale nie były 
takie złe. Powinna wiedzieć, że dałoby się je wyprostować.

Brad był dobrze obeznany w cenach damskiej garderoby, ale to, co Tallia 

miała na sobie, zadziwiło go. Nigdy jeszcze nie widział podobnej kreacji. 
Może kupiła ją w sklepie z używaną odzieżą. Pomyślał ironicznie, że jeśli 
ma   zainwestować   w   nią   pieniądze,   to   powinien   się   cieszyć,   iż   nie   jest 
rozrzutna.   Czuł   jednak   irytację.   Marnotrawstwo   talentów   i   niedbalstwo 

background image

zawsze go złościło, a ta kobieta zdecydowanie nie troszczyła się o swoją 
urodę.

Przypomniał   sobie,   jak   mówił   Jake'owi,   że   chciałby   się   zakochać   w 

zwyczajnej kobiecie. Chyba jednak miał na myśli kogoś zupełnie innego, 
jakąś szczupłą, ciemnowłosą dziewczynę, w gruncie rzeczy interesującą, a 
nie   bezbarwną.   Kogoś   zupełnie   niepodobnego   do   tej   kobiety   o   oczach 
osadzonych zbyt blisko siebie, nijakich włosach zebranych w nieporządny 
warkocz w stylu ciotki Mary, ze zbyt cienką szyją i niezdrową cerą.

Ale gdy zaczęli rozmawiać, Brad poczuł sympatię do nieznajomej. Była 

inteligentna – a tę cechę zawsze bardzo cenił w ludziach – i dziwną ulgę 
sprawiło mu przebywanie w towarzystwie kobiety, która nie starała się mu 
za wszelką cenę spodobać. Miała bardzo bezpośredni sposób mówienia i to 
również mu się podobało, chociaż w duchu przyznawał, że manipulantki, 
takie   jak   Natasha   Fox,   bardzo   pobudzały   jego   zmysły.   Podejrzewał,   że 
wszystko   w   Nataszy   było   fałszywe,   oprócz   bystrości   umysłu   –   tego   nie 
mogła udawać.

W pewnej chwili Brad przyłapał się na zastanawianiu, czy potrafiłby się 

zakochać w kimś takim jak Tallia Venables i siłą woli wyrzucić Natashę ze 
swoich myśli. Zmarszczył brwi. To nie było w jego stylu. Nigdy nie oceniał 
każdej napotkanej kobiety jako potencjalnej zdobyczy, szczególnie jeśli była 
to   osoba,   z   którą   łączyły   go   interesy.   Tallia   Venables   była   wynalazcą   i 
szukała pieniędzy. Nic nie wskazywało na to, by szukała również męża.

– Jak to się stało, że straciła pani posadę na uniwersytecie? – zapytał w 

końcu, przerywając zdawkową wymianę zdań.

Tallia wzruszyła ramionami.
–   W   zasadzie   chodziło   o   seksualne   molestowanie   powiedziała   bez 

namysłu. – Powiedziałam „nie" mojemu przełożonemu o jeden raz za dużo.

Brad opuścił wzrok na talerz.
– Skoro tak było, to dlaczego nie skieruje pani swojej sprawy do sądu?
– Bo wyrobiłam już sobie nazwisko – rzekła Tallia. – Nie chcę rozgłosu, 

jaki dałaby mi sprawa w Komisji Praw Człowieka. Takie sprawy wloką się 
latami. Poza tym w gruncie rzeczy jestem zadowolona, że nie pracuję już z 
Henrym. Zawsze obawiałam się powiedzieć mu, nad czym pracuję, żeby nie 
ukradł mi pomysłu, a przy badaniach taka sytuacja działa bardzo hamująco.

Brad   skinął   głową,   usatysfakcjonowany   tym   wyjaśnieniem.   Cóż, 

pomyślał,   gusta   bywają   różne.   Zapewne   istnieją   mężczyźni,   którzy   lubią 

background image

stosować przymus wobec kobiet niezależnie od ich fizycznej atrakcyjności, 
po to tylko, by poczuć władzę. Jednakże słowa o molestowaniu seksualnym 
w ustach kobiety o takiej aparycji brzmiały dość dziwnie. Przeszło mu przez 
myśl,   że   może   Tallia   ubiera   się   niedbale   właśnie   ze   względu   na   swoje 
przeżycia. To również wydawało mu się do przyjęcia.

– Nad czym pani pracuje? – zapytał.
Tallia przez chwilę milczała.
–   Mam   kilka   projektów,   ale   pana   chyba   najbardziej   zainteresuje   ten, 

który dotyczy rzeczywistości wirtualnej.

Zresztą jest on również w najbardziej zaawansowanym stadium. – Talia 

odłożyła   widelec   i   sięgnęła   do   stojącej   przy   stoliku   teczki.   –   Mam   tu 
dokument napisany przez prawnika.

Dokument stwierdzał, że Brad Slinger po raz pierwszy usłyszał opisane 

w załączniku pomysły od... i tak dalej. Brad sięgnął po pióro i skinął na 
kelnera.

– Czy zechciałbyś być świadkiem podpisania tego dokumentu, Francois?
Odsunął talerz, położył papier na stoliku i podpisał. Kelner dopisał niżej 

swoje nazwisko i adres, spojrzał na Tallię z zaciekawieniem i zniknął.

– W porządku – powiedział Brad.
– Wirtualne wakacje – rzekła cicho Tallia. – Mógłby pan to zainstalować 

w swoich  klubach.  Oferujemy  wyczerpanym stresem ludziom godzinę w 
tropikach, tutaj, w Vancouverze.

Brad wyprostował się na krześle.
– A jak dokładnie miałoby to wyglądać?
– Co pan wie o technikach rzeczywistości wirtualnej?
– Kilka razy miałem na głowie hełm i strzelałem do jakichś najeźdźców. 

Dzieci mojego kuzyna są tym zafascynowane.

– Aha. No cóż, jeśli chodzi o wirtualne wakacje, widziana w hełmie 

scena przedstawia tropikalną plażę. Znajduje się pan w sali z basenem, dno 
pokryte   jest   piaskiem,   a   oświetlenie   ma   charakterystykę   pełnego   widma, 
czyli odtwarza światło słoneczne na tyle wiernie, na ile to tylko możliwe.

– Czy to nie jest niebezpieczne? – zapytał Brad.
– Brak pełnego widma powoduje stany depresyjne – wyjaśniła Tallia. – 

Światło nie będzie tak silne jak słońce w tropikach, ale przy użyciu lamp 
cieplnych   wrażenie   powinno   być   podobne.   Nie   będziemy   przesadzać   z 
promieniami ultrafioletowymi, więc to światło nie będzie opalać.

background image

– Wygląda na to, że przemyślała  pani już większość szczegółów. Co 

jeszcze pozostało?

– Jest kilka problemów logistycznych. Po pierwsze, trzeba, żeby światło 

docierało   do   oczu,   bo   badania   dowodzą,   że   to   właśnie   oczy   najbardziej 
cierpią z powodu braku pełnego widma, choć nie ma żadnych wątpliwości, 
że ciało również go potrzebuje. Światło musi więc jakoś przeniknąć przez 
hełm i tu leży pewna trudność. Po drugie, muszę znaleźć jakiś sposób, żeby 
zgrać wirtualną scenę z ruchem prawdziwych fal i piasku. Rozumie pan, o 
czym mówię?

Brad skinął głową.
– W hełmie widać nadchodzącą falę i w tej samej chwili fala uderza w 

stopy.

–   Właśnie   –   rozpromieniła   się   Tallia.   –   To   chyba   największy   z 

pozostałych do rozwiązania problemów.

Zamilkła,   zostawiając   swemu   rozmówcy   czas   do   namysłu.   Po   chwili 

Brad skinął głową.

–   Ile   czasu   i   jakiego   sprzętu   trzeba,   by   zrealizować   ten   projekt?   – 

zapytał. Pomysł był nietypowy, ale spodobał mu się. Tallia miała rację. Coś 
takiego powinno cieszyć się powodzeniem w jego klubach. Największym 
wydatkiem,   po   badaniach,   byłyby   baseny   z   falami.   Trzeba   sporządzić 
kosztorys. Ale nawet gdyby Brad nie zdecydował się na wprowadzenie tego 
pomysłu w życie, rozmowa z Tallią przekonała go, że warto wyposażyć jej 
laboratorium i dać wolną rękę.

Rozmawiali o niezbędnym sprzęcie, prawdopodobnych kosztach i czasie, 

koniecznym,   by   przygotować   prototyp.   Gdy   zamówili   kawę,   Brad 
zorientował się, że jest już spóźniony  na spotkanie  w biurze. Poprosił o 
rachunek.

– Czy moja sekretarka ma pani numer telefonu? – zapytał.
– Chyba nie – odrzekła szybko Tallia.
– Proszę do niej zadzwonić i podać jej numer. Muszę już wracać do biura 

– rzekł,  rzucając  na  stolik  hojny  napiwek.  –  Podoba  mi  się   ten pomysł. 
Zadzwonię do pani za dzień lub dwa. Mówiła pani coś o jeszcze innych 
projektach.

– Jeśli odrzuci pan wirtualną plażę, to mogę zaproponować coś zupełnie 

innego, ale to by wymagało więcej czasu. Na przykład środki transportu 
niezależne   od   paliw   kopalnych.   I   kilka   innych   rzeczy   –   dorzuciła 

background image

pośpiesznie.

Brad skinął głową.
– Dobrze. Przykro mi, że teraz nie mam już czasu.
Skontaktuję się z panią w najbliższych dniach.
Wstał, dotknął czoła palcem wskazującym i rzekł do kelnera:
– Francis, przywołaj taksówkę pani... pani, która wymyśla przyszłość, 

dobrze? Dopisz to do mojego rachunku.

– Oczywiście – skłonił się kelner, ale Brada już nie było.
–   Czy   napije   się   pani   jeszcze   kawy,   madame?   –   zapytał   –   kelner   z 

szacunkiem, którego nie było w jego głosie przed godziną.

– Dziękuję, chętnie – uśmiechnęła się Tallia.
Siedziała   przy   stoliku   jeszcze   około   dziesięciu   minut,   przepełniona 

nadzieją. Dlaczego właściwie wcześniej nie wpadła na ten pomysł? Brad 
Slinger   przez   cały   czas   traktował   ją   jak   naukowca,   a   nie   jak   kobietę. 
Szanował jej intelekt i był w stanie skupić się na jej słowach, bo myśli o 
seksie   nie   rozpraszały   jego   uwagi.   Ani   na   chwilę   w   jego   wzroku   nie 
pojawiła się intensywność uczuć, którą Tallia poznała jako Natasha Fox.

Westchnęła ciężko. To tylko dowodziło, że jego reakcja na Natashę była 

czysto   fizyczna.   Brada   nie   interesowała   jej   inteligencja   ani   osobowość. 
Tallia   nie   była   pewna,   dlaczego   ta   myśl   ją   przygnębiła.   W   końcu 
potwierdzała tylko to, o czym wiedziała już wcześniej.

background image

Rozdział 4

– Spotkaj się ze mną.
Rozkaz   wydany   był   niskim,   cichym   głosem,   w   którym   jednak 

dźwięczało wyraźne napięcie. Tallia poczuła gęsią skórkę na całym ciele.

–   Nie   –   odrzekła   chłodno   i   przypomniała   sobie   o   akcencie.   –   Skąd 

właściwie wziąłeś mój numer?

– Dobrze wiesz, skąd. Twój przyjaciel mówił, że cię uprzedzi.
– Nie powinien dawać ci mojego numeru, a ty nie powinieneś go o to 

prosić.

– I co z tego – odrzekł krótko Brad. – Proszę tylko o wspólną kolację. 

Czy masz czas dzisiaj wieczorem?

– Dla ciebie w ogóle nie mam czasu.
– Dlaczego?
Nie   mogła   odpowiedzieć   na   to   pytanie,   nie   mówiąc   przy   tym   całej 

prawdy, więc milczała. W słuchawce rozległ się cichy śmiech Slingera.

– Bo nie jesteś w moim typie – odrzekła w końcu, ale było już za późno.
– To nieprawda – odrzekł Brad.
–   Widocznie   myślisz,   że   za   pieniądze   możesz   mieć   wszystko   – 

powiedziała sucho i natychmiast pożałowała swego tonu, który za bardzo 
mógł mu się skojarzyć z Tallią Venables. Nie potrafiła jednak pohamować 
irytacji. Gdyby dostawała dolara za każdego mężczyznę, który powtarzał – 
jej: „Przecież wiem, że bardzo tego chcesz", to nie musiałaby teraz szukać 
sponsora dla swoich badań.

– Nie uważam, bym mógł mieć wszystko za pieniądze – odrzekł Brad z 

cieniem złości w głosie. – Czy mam to potraktować jako wskazówkę?

– Co takiego? – zdumiała się Tallia. – Nie!
– Nie założyłbym się – mruknął z ironią.
– Jak śmiesz! – oburzyła się Tallia.
– W końcu jesteś aktorką.
Z wściekłością odłożyła słuchawkę, ciesząc się zarazem, że Brad tak jej 

ułatwił sprawę.

Brad trzymał słuchawkę w dłoni i w myślach obrzucał się obelgami. Co 

to za ton w rozmowie z kobietą? Natasha Fox wzbudzała w nim jednak 

background image

dziwne instynkty. Przez całe życie Brad trzymał się zasady, by nigdy nie 
umawiać się z aktorkami, i oto nagle, gdy raz postanowił złamać tę zasadę, 
okazało się, że dostał kosza! Co za frustracja!

Nie był to pierwszy otrzymany kosz w jego życiu, choć prawdę mówiąc, 

kobiety   coraz   rzadziej   mu   odmawiały,   w   miarę   jak   rosło   jego   konto   w 
banku. Brad powtarzał sobie, że w przypadku Natashy chodzi mu tylko o 
zranioną   ambicję.   Najprościej   byłoby   zapomnieć   o   niej   na   zawsze.   Na 
świecie jest wiele pięknych kobiet, na pewno znacznie więcej niż bogatych 
mężczyzn. Niech idzie do diabła!

– Och, fantastyczne! – zawołała rozpromieniona Tallia i rzuciła Bradowi 

radosny uśmiech, przypominając sobie w porę, by nie odsłaniać przy tym 
zębów. – Absolutnie cudowne!

To było laboratorium jej marzeń. Dwa razy większe niż życzyła sobie w 

rozmowie,   pełne   światła   i   przestrzeni,   z   wysokimi   sufitami,   wielkimi 
oknami   i   znakomitym   oświetleniem.   Stały   tu   komputery,   o   których   w 
czasach pracy na uniwersytecie Tallia mogła jedynie pomarzyć. Stoły do 
rysowania, wygodne biurka... i jej własne biuro. Po prostu czysta poezja!

– Jestem rad, że ci się podoba – rzekł Brad.
– Ale to laboratorium jest takie wielkie! Nie spodziewałam się aż tak 

dużych pomieszczeń. To znaczy, myślę o kosztach...

– Chciałbym, żeby wszyscy przestali wreszcie mówić o pieniądzach! – 

zawołał Brad z irytacją, ale natychmiast się zmitygował. – Przepraszam. Coś 
mi się przypomniało – mruknął. Od telefonicznej rozmowy z Natashą Fox 
minęły już dwa tygodnie, ale Bradowi jeszcze nie udało się wybić jej sobie z 
głowy. – Nie martw się o swój budżet – dodał. – Nie obejmuje on czynszu. 
Jestem właścicielem tego budynku i mogę to sobie odpisać od podatku.

– To wspaniale! – powtórzyła Tallia któryś raz z rzędu.
– Nie masz pojęcia, ile to dla mnie znaczy.
Pogładziła powierzchnię deski kreślarskiej takim ruchem, jakby dotykała 

skóry   kochanka.   Patrząc   na   tę   scenę,   Brad   przypomniał   sobie   nagle 
rozmowę  z  Jakiem.  Powiedział  wtedy, że  chciałby  się  zakochać  w  kimś 
takim jak Tallia, chociaż wówczas jeszcze jej nie znał. Gdyby nie spotkanie 
z Natashą Fox, może rzeczywiście byłby do tego zdolny.

– Chciałabyś pójść ze mną na kolację? – zapytał niespodziewanie.
Tallia,   stojąca   teraz   przy   komputerze,   skierowała   na   niego   zdumione 

spojrzenie.

background image

– Co powiedziałeś? – zapytała jednym tchem.
– Czy masz czas dzisiaj wieczorem, żeby zjeść ze mną kolację?
Spod kiepskiej fryzury o mysim kolorze spojrzały na niego brązowe oczy 

w źle umalowanej  twarzy. Brad nigdy jeszcze  nie spotykał się z równie 
nieatrakcyjną kobietą. Tallia była swego rodzaju żeńskim odpowiednikiem 
roztargnionego profesora.

– Na jakich zasadach, Brad? – zapytała cicho. – Czy chodzi o interesy?
– Nie! Dla czystej przyjemności, a w każdym razie mam nadzieję, że 

byłaby to przyjemność! – mruknął. – Pytam po prostu, czy zjesz ze mną 
kolację?

Serce Tallii waliło mocno, a umysł na chwilę przestał działać. Patrzyła 

na niego z otwartymi ustami. Jak to możliwe? Chyba się nie przesłyszała? 
Brad Slinger chce się z nią umówić? Pomimo tego wyglądu? Wygięła kąciki 
ust w uśmiechu i już miała się zgodzić, ale opamiętała się w ostatniej chwili. 
Nie, to byłoby zbyt ryzykowne. A gdyby Brad naprawdę chciał się do niej 
zbliżyć?   Tallia   była   pewna,   że   przy   pocałunku   wyczułby   aparat 
ortodontyczny.

– Przykro mi, Brad – powiedziała cicho – ale nie.
Brad przypomniał sobie, że Tallia opowiadała mu o molestowaniu na 

uniwersytecie. W jej oczach zauważył dziwny lęk i zaczął się zastanawiać, 
jak naprawdę wyglądało to molestowanie.

– Dlaczego nie? – zapytał łagodnie.
–   Bo   ja   nie...   nigdy   nie   umawiam   się   z   mężczyznami   –   wykrztusiła 

wreszcie z nadzieją, że te słowa brzmią wystarczająco stanowczo.

Brad w jednej chwili zrozumiał wszystko. A więc to dlatego ubierała się 

nieatrakcyjnie   i   nie   chciała   podkreślać   zalet   swej   urody.   Uciekała   przed 
własną seksualnością i była to wina jakiegoś mężczyzny. Brad poczuł, że w 
tej chwili nie powinien na nią naciskać.

–   Przykro   mi   to   słyszeć   –   rzekł   i   zaczął   mówić   o   zaangażowaniu 

sekretarki dla Tallii.

Przyjął tę odmowę o wiele spokojniej niż odmowę Natashy, pomyślała 

Tallia cynicznie i serce jej się ścisnęło na myśl, że zmarnowała być może 
jedyną w życiu szansę na randkę z mężczyzną, który naprawdę podziwiał jej 
intelekt.

Jake sięgnął po kolejną ostrygę i rozłupał ją z głośnym trzaskiem.

background image

– Widzę, że znakomicie radzisz sobie z kobietami zauważył. – A więc 

rzuciłeś się na nią na tylnym siedzeniu limuzyny, a teraz ona nie chce z tobą 
rozmawiać. – Potrząsnął głową i uśmiechnął się szeroko. – Gdzie byłeś, gdy 
uczono dobrych manier?

Brad z irytacją zmarszczył czoło.
– Wiem, na czym polegają dobre maniery, i sam nie mam pojęcia, co mi 

się stało. To chyba te jej perfumy.

Jake z namysłem oglądał następną ostrygę.
– Dlaczego  nie przyznasz,  że chodziło raczej o rozmiar  biustonosza? 

Poza tym włosy, oczy i nogi... Jesteś stracony, chłopcze. I co zamierzasz 
teraz zrobić?

– Przejdzie mi – mruknął Brad.
– Dopiero wtedy, gdy uda ci się zaciągnąć ją do łóżka. Może mógłbym ci 

w tym pomóc – dodał z nadzieją.

– Trzymaj się od tego z daleka – ostrzegł Brad.
– Ha! Widzisz? Jesteś zazdrosny! Wiesz co, Brad? – uśmiechnął się Jake 

złośliwie. – Coś mi się zdaje, że twoje kawalerskie dni należeć już będą do 
przeszłości. W takich momentach zaczyna się pisać kiepskie wiersze.

– Nie jestem zakochany w żadnej aktorce ani nie mam zamiaru się w niej 

zakochiwać – rzekł Brad z uporem.

– Jest w tym pewien psychologiczny rezonans, który mi się podoba – 

ciągnął Jake, jakby go nie usłyszał.

– A już na pewno nie będę pisał żadnych wierszy – parsknął Brad.
– Zawsze uważałem, że masz kompleks matki, i właśnie...
– Bardziej prawdopodobne jest, że zakocham się w Tallii.
– Mówiłeś, że jest brzydka – przypomniał mu Jake bezlitośnie.
– Wcale tak nie mówiłem. Nie jest brzydka, tylko brakuje jej pewności 

siebie.

– Wydaje mi się, że jednak czegoś więcej. Może mogłaby pożyczyć od 

Natashy   Fox   trochę   tego   towaru,   który   tamta   upycha   w   biustonoszu. 
Mogłaby tym obdzielić jeszcze ze dwie inne kobiety.

– Jake, przecież nigdy jej nie widziałeś.
– Nie muszę jej widzieć, by mieć pewność, że gdybyś postawił je obok 

siebie,   to   bez   wahania   wybrałbyś   Natashę.   Bądź   szczery   wobec   siebie   i 
przyznaj, że mam rację.

–   To   tylko   kwestia   powierzchowności.   Po   bliższym   poznaniu   chyba 

background image

wolałbym Tallię.

Jake rzucił na stół nóż do ostryg i wyciągnął obie ręce przed siebie.
– No, dobra! O ile chcesz się założyć?
– Nash, skarbie, to ja.
–   Cześć,   Damonie!   –   zawołała   Tallia.   –   Jak   ci   idzie   zdobywanie 

funduszy?

Nastąpiła chwila milczenia i Tallia natychmiast pożałowała, że zadała to 

pytanie.

– Widzisz, Nash, mogłoby być świetnie. Ale to zależy również od ciebie.
–   Co   tym   razem?   –   zapytała   Tallia   niepewnie,   ogarnięta   złymi 

przeczuciami.

–   Właśnie   wróciłem   ze   spotkania   z   twoim   przyjacielem   Bradem 

Slingerem.

Tallia znów poczuła gęsią skórkę na całym ciele. Brad dzwonił do niej 

trzy razy z rzędu. Za każdym razem odkładała słuchawkę.

– Nie chcę o nim słyszeć, Damonie.
– Ale nie wiesz jeszcze, co on proponuje.
–   Nic   mnie   to   nie   obchodzi!   Nie   dam   się   przekupić   człowiekowi, 

któremu zależy tylko na jednym, jak mawiała moja babcia.

–   Powiedział   mi,   że   wystarczy   mu   tylko   twoje   towarzystwo   –   nie 

ustępował Damon.

Tallia z dreszczem przypomniała sobie scenę w samochodzie.
– Kłamał. On mi proponuje zwykłą prostytucję. Wiesz, kim ty się stajesz 

w tej sytuacji?

– Skarbie, Nash, proszę, posłuchaj tylko, co on zaproponował. Po prostu 

posłuchaj, dobrze?

Tallia westchnęła z rozpaczą.
– I tak się na nic nie zgodzę, ale skoro już musisz, to mów.
–   Dostanę   pięćdziesiąt   tysięcy   za   każde   spotkanie   z   tobą,   pod 

warunkiem, że zgodzisz się na pięć spotkań – rzekł Damon szybko.

Tallia omal się nie zakrztusiła.
– Co takiego?! Czy to on zwariował, czy ty? A może ja?
– Natasho, to jest ćwierć miliona dolarów! Przy takim udziale Brada 

Slingera nie będę miał kłopotu z gwarancjami dla banków. Mógłbym zrobić 
swój film jeszcze w tym roku. Proszę cię!

Tallia   nie   zapytała,   o   jakim   filmie   Damon   mówi,   bo   wszyscy   jego 

background image

znajomi   dobrze   wiedzieli,   że   jest   to   film   jego   marzeń,   który   reżyser 
zamierzał zrobić, gdy zbierze dość pieniędzy. Niezbędny  był do tego co 
najmniej milion. Nurtowało ją jednak inne pytanie: jak ta propozycja Brada 
ma   się   do   przyszłości   jej   laboratorium?   Ile   pieniędzy   Brad   Slinger 
przeznaczył na dotacje? Czy te ćwierć miliona dolarów miały być odliczone 
z przyznanego jej budżetu? A jeśli nie zgodzi się na spotkania? Czy wtedy 
Brad podniesie stawkę i zabierze jej jeszcze więcej? Omal nie oszalała ze 
zdenerwowania. Gdyby wiedziała, że do tego dojdzie, to bez względu na 
ryzyko zgodziłaby się na spotkanie z Bradem już wcześniej.

– Damonie,  proszę, nie każ mi  spotykać się z tym człowiekiem.  Nie 

masz pojęcia, co to za typ – błagała.

Reżyser milczał. Tallia również zamilkła, myśląc o tym, jak wiele mu 

zawdzięcza.   Poznała   go   jako   niewinna,   wychowana   na   prowincji 
siedemnastolatka,   zaraz   po   przyjeździe   do   Vancouveru,   i   miała   masę 
szczęścia,  że w tutejszym środowisku teatralnym trafiła  akurat na niego. 
Była jednak pewna, że Damon jej tego nie przypomni.

–   Pomyślę   o   tym   –   powiedziała   w   końcu,   gdy   milczenie   stało   się 

nieznośne,   i   nie   słuchając   przedwczesnych   podziękowań,   odłożyła 
słuchawkę.

– O rany! – zawołała Bel. – I co teraz zrobisz?
– Nie mam pojęcia – jęknęła Tallia. – Zupełnie nie rozumiem, jak ja się 

w to wszystko wplątałam.

– Och, jakże misterną sieć utkałaś.
– Bel, potrzebuję pomocy, a nie cytatów z Szekspira.
– Z Waltera Scotta – sprostowała Bel. – To z „Marmiona".
– Jego też nie potrzebuję.
– Tal, przecież nie możesz umawiać się z Bradem Slingerem, więc po 

prostu powiedz: nie.

– Nie wiesz, ile zawdzięczam Damonowi.
– To prawda, nie wiem. Więc co mu właściwie zawdzięczasz?
Tallia przez chwilę siedziała w milczeniu, wspominając dawne lata.
– Od kiedy poszłam na pierwsze przesłuchanie, mężczyźni nie dawali mi 

chwili spokoju – powiedziała.

Na szczęście  prawie od razu poznała Damona,  a ten w jednej chwili 

zrozumiał, co się dzieje, i zanim Tallia zdążyła zorientować się w sytuacji, 
ona   i   Damon   zaczęli   udawać,   że   są   zaręczeni.   Dzięki   temu   liczba 

background image

dwuznacznych  propozycji  otrzymywanych  przez   Tallię  znacznie   zmalała. 
Wszyscy wiedzieli, że Damon Picton ma silny charakter i dobrą pamięć.

Teraz   zdawała   sobie   sprawę,   że   uchronił   ją   wówczas   przed   bardzo 

nieprzyjemnymi   doświadczeniami.   W   tamtych   czasach   była   zbyt 
niedoświadczona, by to zrozumieć, i zbyt uprzejma, by móc się skutecznie 
bronić.

Damon   nie   prosił   o   nic   w   zamian.   Po   kilku   miesiącach,   gdy   Tallia 

mocniej stanęła na nogi, zaręczyny niepostrzeżenie odeszły w niepamięć.

–   A   co   on   właściwie   z   tego   miał?   –   zdziwiła   się   Bel.   –   Czy   jest 

homoseksualistą?

– Nie, jestem pewna, że nie jest – odrzekła Tallia, myśląc, że Bel jest 

znacznie mniej niewinna, niż ona sama była w jej wieku. – Wtedy też się 
nad tym zastanawiałam.

–   Myślałam,   że   może   przeżył   nieszczęśliwą   miłość   albo   coś   w   tym 

rodzaju i chce się w ten sposób bronić przed kobietami. Ale właściwie nie 
miałam   żadnych   podstaw,   by   tak   przypuszczać.   To   chyba   wynikało   po 
prostu z jego charakteru.

– I teraz masz wrażenie, że jesteś mu coś winna.
– Damon nigdy by mi tego nie wypomniał i zresztą to nie jest największy 

problem.   Tylko   skąd   mają   pochodzić   te   pieniądze?   Czy   z   budżetu 
przyznanego mojemu laboratorium?

– Masz rację. Nawet Brad Slinger nie może być aż tak bogaty, żeby 

szastać milionami – zamyśliła się Bel. – O kurczę, jesteś w sytuacji nie do 
pozazdroszczenia! Przepraszam, siostro, ale muszę cię o coś zapytać: jakim 
sposobem ty się wplątujesz w takie kabały?

Tallia złowieszczo przymrużyła oczy.
– Po części przez to, że słucham mojej młodszej siostry. Przecież to był 

twój pomysł!

– Jakie jedzenie lubisz najbardziej? – zapytał Brad, starannie maskując 

nuty triumfu w głosie.

–   Każde,   byle   w   miejscu,   gdzie   jest   dużo   ludzi   –   odrzekła   chłodno 

Natasha Fox. – Chcę ci wyraźnie powiedzieć, że nasza umowa nie obejmuje 
intymnych kolacyjek ani zaproszeń do domu, panie Slinger.

– Masz tak złe zdanie o wszystkich mężczyznach czy tylko o mnie?
– Sam chyba rozumiesz, że to zwykły szantaż.
Na drugim końcu linii telefonicznej zapadła cisza.

background image

–   Szantaż?   –   zapytał   w   końcu   Brad   ze   zdumieniem.   –   A   kto   cię 

szantażuje? Damon Picton?

– Na litość boską, ty! – wykrzyknęła Tallia. Bardzo – trudno było się 

złościć, mówiąc z południowym akcentem. Może dlatego kobiety z Południa 
zawsze wydawały się takie miłe.

– Ja nikogo nie szantażuję – rzekł stanowczo Brad.
– Kto ci o tym powiedział?
– Ja sama tak twierdzę! Pięćdziesiąt tysięcy za każde spotkanie ze mną. 

Jak inaczej można to nazwać?

– Ja bym to nazwał przekupstwem – rzekł Brad.
– Wybacz, ale nie dostrzegam różnicy.
– A jednak jest pewna różnica. Być może ją dostrzeżesz, kiedy padniesz 

ofiarą   prawdziwego   szantażysty.   Miejmy   nadzieję,   że   nigdy   do   tego   nie 
dojdzie.

– Jedynym powodem, by mnie szantażować, może być to, że umawiam 

się z tobą za pieniądze! – wy buchnęła Tallia. – Muszę ci powiedzieć, że 
wolałabym to zachować w tajemnicy.

– Jeśli ktoś cię spróbuje szantażować z tego powodu, to przyślij go do 

mnie – zaproponował Brad.

Tallia tylko prychnęła lekceważąco. Brad zdał sobie sprawę, że ona ma 

rację. Gdyby ta historia miała wyjść na jaw, on sam zrobiłby z siebie idiotę. 
A jak by wyglądała Natasha Fox? Oczywiście, jeszcze gorzej.

– Dobrze – powiedział. – Jeśli dasz mi słowo, że pojawisz się na pięciu 

spotkaniach, to powiem twojemu reżyserowi, że to był tylko żart, i od razu 
wyłożę pieniądze – obiecał, zastanawiając się, do czego jeszcze nakłonią go 
te przeklęte hormony. Może już zaczyna się starzeć? Powinien znaleźć sobie 
miłą   kobietę   i   ustatkować   się.   Może   mógłby   się   ożenić   ze   swoją 
wynalazczynią, oczywiście, o ile ona by go zechciała.

– Dam ci słowo, jeśli ty też mi je dasz – zgodziła się Natasha Fox.
– Co mam ci przyrzec?
– Seks nie jest częścią umowy. Obiecaj, że pod żadnym pozorem nie 

będziesz   próbował   mnie   pocałować   ani...   ani   zrobić   niczego   więcej. 
Kupujesz sobie tylko moje towarzystwo przy pięciu kolacjach.

Brad wpatrzył się w przestrzeń i głęboko westchnął.
– Powiedzmy, że nie zrobię nic bez twojego przyzwolenia.
Natasha zaśmiała się, szczerze rozbawiona.

background image

– Och, nie! Mężczyźni zawsze wyobrażają sobie, że mają przyzwolenie 

kobiety. „Twoje usta mówią: nie, ale twoje oczy temu zaprzeczają... " Czy 
nigdy nie używałeś takich słów?

Brad skrzywił się boleśnie. Owszem, zdarzało mu się to, choć w odległej 

przeszłości.

– Niech będzie! Nie zrobię nic, o co mnie nie poprosisz.
– Muszę cię poprosić wyraźnie – sprecyzowała Tallia łagodnie.
– Dobrze. Niech będzie – zgodził się Brad z irytacją, gdyż ta obietnica 

zdecydowanie krzyżowała jego plany. Dążył z tak wielką determinacją do 
spotkania   z   Natashą   nie   ze   względu   na   zakład   zawarty   z   Jakiem,   lecz 
dlatego, że wiedział, iż tego rodzaju kobieta może prześladować mężczyznę 
do końca życia. Nie chciał stać się jednym z facetów, którzy kiedyś spotkali 
kobietę   swego   życia,   lecz   w   odpowiednim   momencie   nie   przystąpili   do 
działania i żałowali tego przez resztę swoich dni. Brad zawsze uważał, że 
takim mężczyznom w zupełności wystarczają fantazje i gdyby zdobyli swoją 
wyśnioną   wybrankę,   marzenie   zginęłoby,   przytłoczone   ciężarem 
rzeczywistości. On zaś chciał świadomie zniszczyć swoje marzenie.

– Czego  ty właściwie chcesz?  – zapytała Tallia po chwili. Nie czuła 

satysfakcji. Miała nadzieję, że Brad nie zgodzi się na jej warunki, dając jej 
tym samym pretekst do wycofania się z umowy. – Co tych pięć spotkań ma, 
twoim zdaniem, udowodnić?

– To już moja sprawa. •
– Przypuszczam, że ktoś na tym finansowo ucierpi – powiedziała Tallia. 

– Inwestycje, sierotki albo coś jeszcze innego? – Słyszała, że Brad Slinger 
przeznaczał duże sumy na dobroczynność, chociaż nigdy nie nadawał temu 
rozgłosu.

– To są wolne pieniądze, nie przeznaczone na żaden inny cel, więc nie 

musisz   się   martwić   –   usłyszała.   –   Moje   sierotki,   jak   to   ujęłaś,   są 
zabezpieczone. Dokąd mam po ciebie przyjechać?

background image

Rozdział 5

– To dosyć ryzykowne, prawda? – spytała Bel.
Tallia, zajęta przyklejaniem sztucznych rzęs, spojrzała na odbicie siostry 

w lustrze.

– Owszem, dość niebezpieczne – zgodziła się z ironią.
– A co, twoim zdaniem, powinnam zrobić?
Nie oczekiwała odpowiedzi, Bel jednak zaczęła nerwowo skubać zębami 

dolną wargę.

–   Może   będziesz   udawać   zupełną   kretynkę,   żeby   znudziły   mu   się   te 

spotkania, zanim przejrzy twój kamuflaż?

– To mi się podoba. Dowód pełnego zaufania rodziny Venables.
–   Tal,   to   całkiem   rozsądne   wyjście.   Im   częściej   będziesz   się   z   nim 

widywać, tym mniejsze masz szanse, że cię nie rozpozna. I to nie ma nic 
wspólnego z twoimi umiejętnościami aktorskimi.

– Zaraz, powoli. Nie zapominaj, że mówisz o moim życiu.
– W takim razie wyznaj mu prawdę! Możliwe, że będzie się po prostu 

śmiał.

– Tak, przez całą drogę do banku, gdzie zablokuje mi kredyt.
– Ale...
– Mężczyźni nie znoszą, kiedy ktoś robi z nich idiotów – rzekła Tallia, 

obracając się na stołku. – Jak wyglądam?

– Jak dziewczyna roku „Playboya".
–   Miejmy   nadzieję,   że   nie   będzie   próbował   niczego   mi   oderwać   – 

uśmiechnęła się Tallia, kryjąc zdenerwowanie.

Bel miała rację. Natasha wyglądała tego wieczoru jak karykatura samej 

siebie.   Dobrane   do   koloru   jedwabnej   sukni   jaskrawobłękitne   szkła 
kontaktowe zupełnie maskowały wyraz jej oczu. Sukienka opinała się na 
ciele,   ale   żakiet   zasłaniał   ramiona   i   kark.   Perukę   Tallia   natarła   żelem   i 
ułożyła w pierścionki opadające na twarz i ramiona, co maskowało kształt 
twarzy   i   uszy.   Wypchany   biustonosz   powiększał   jej   piersi   o   jakieś   dwa 
numery, a wysokie obcasy dodawały jej dziesięć centymetrów wzrostu.

Najtrudniej było z rękami. Nie potrafiła ich zmienić, więc tylko nalepiła 

na paznokcie jaskrawe tipsy, nałożyła dwie ciężkie bransolety i mnóstwo 
pierścionków.

background image

– To jest moja siostra, Bel – powiedziała w kilka minut później, gdy 

Brad zastukał do drzwi. – Mieszkamy razem – dodała na wypadek, gdyby 
zamierzał odprowadzić ją do domu. Mieszkanie Bel miało odgrywać rolę 
mieszkania Natashy. Młodsza siostra starannie pochowała wszystkie swoje 
zeszyty podpisane: Annabel Venables.

Bel uśmiechnęła się promiennie do Slingera.
–   Dzień   dobry   –   powiedziała.   –   Wie   pan   chyba,   że   jeśli   spadnie   jej 

choćby włos z głowy, to będzie pan miał do czynienia ze mną.

– Wiem – uśmiechnął się Brad. – Kogoś mi pani przypomina.
Bel wydęła usta i odgarnęła włosy do góry.
– Zapewne moją siostrę.
– To nie to – potrząsnął głową Brad. – Kogoś innego.
– To chyba nie był komplement – zasmuciła się dziewczyna. – Przykro 

mi,   ale   nie   wiem,   kogo   jeszcze   mogła–   bym   przypominać.   Mamy   dużą 
rodzinę, ale nasi krewni rzadko przyjeżdżają do miasta.

Natasha nagle zaczęła się śpieszyć do wyjścia. Brad z uśmiechem ruszył 

w ślad za nią. Był absolutnie zdeterminowany dotrzymać słowa, toteż w 
drodze do windy w ogóle jej nie dotknął i starał się nie patrzeć na rowek 
między jej piersiami, gdy wsiadała do jego porsche. Jak na kobietę zupełnie 
nie   zainteresowaną   towarzyszącym   jej   mężczyzną,   Natasha   ubrana   była 
bardzo   wyzywająco.   Niebieska   sukienka   opinała   jej   ciało   we   wszystkich 
właściwych miejscach. Brad zauważył, że sukienka ma cienkie ramiączka, i 
zastanawiał się, czy w restauracji będzie na tyle ciepło, by Natasha zdjęła 
żakiet. Ale gdy usiadł za kierownicą, ona natychmiast odsunęła kolana jak 
najdalej od dźwigni zmiany biegów.

– Smakuje ci jedzenie?
– Och tak, dziękuję – odrzekła Natasha, spoglądając na Brada przelotnie. 

Przez  cały  wieczór wydawała  się zupełnie  zaabsorbowana  własną osobą. 
Odzywała się tylko wtedy, gdy Brad o coś ją pytał. Głowę miała pochyloną 
nad talerzem, więc podczas niemal całej kolacji widział wyłącznie jej włosy. 
Ciekaw był, dlaczego Natasha tak bardzo nie chciała się z nim spotykać. 
Zaczynał już być zły. Przy pierwszym spotkaniu sprawiła na nim wrażenie 
całkiem interesującej osoby, teraz jednak próbował zacząć rozmowę na kilka 
tematów i za każdym razem słyszał tylko: „Aha, to bardzo ciekawe" albo 
„Naprawdę nic o tym nie wiem".

Właściwie powinien się z tego cieszyć. Znacznie gorzej byłoby, gdyby 

background image

Natasha rzeczywiście zaczęła mu się podobać. Tymczasem zanosiło się na 
to, że jedna randka wystarczy, by skutecznie wybić ją sobie z głowy. Czuł 
się jednak zaintrygowany. Był pewien, że Natasha ukrywa przed nim swoją 
prawdziwą osobowość, i chciał wiedzieć, dlaczego.

Tallia wzięła sobie do serca radę Bel, by udawać idiotkę, a na to były 

dwa sposoby – gadać bez przerwy o niczym albo w ogóle się nie odzywać. 
To pierwsze byłoby łatwiejsze, ale Tallia uznała, że im mniej będzie mówić, 
tym   trudniej   Bradowi   będzie   rozpoznać   jej   głos.   Odpowiadanie 
monosylabami nie przychodziło jej jednak łatwo, tym bardziej że Brad był 
inteligentniejszy   niż   przeciętny   mężczyzna   i   miał   własne,   głębokie 
przemyślenia na wiele tematów. Tallia starała się jak najczęściej uśmiechać 
bezmyślnie, pokazując przy tym wszystkie zęby.

–   Ile   masz   rodzeństwa?   –   zapytał   nagle   Brad.  Spojrzała  na   niego   ze 

zdziwieniem.

– Pięcioro. To znaczy, razem jest nas pięcioro.
– Twoja siostra nie ma tak wyraźnego akcentu jak ty – zauważył.
– Młodsze rodzeństwo wychowało się tutaj. Ale ja byłam starsza, gdy tu 

przeprowadzili się nasi rodzice, i często odwiedzam rodzinne strony.

To wszystko były kłamstwa, ale co miała robić? W ten sposób udało jej 

się wyjaśnić, dlaczego czasami gubi południowy akcent. Wiedziała jednak, 
że musi zmienić temat.

– A czy ty też pochodzisz z dużej rodziny? – zapytała.
– Nie, jestem jedynakiem. Moja matka opuściła nas, gdy miałem trzy 

lata, a ojciec dopiero niedawno ożenił się powtórnie. Jego żona ma dzieci, 
ale nie znam ich zbyt dobrze.

– Matka cię zostawiła? Och, to straszne! Dlaczego?
– Brad wpatrywał się w blat stolika.
– Chciała poszukać szczęścia w Hollywood.
– Och! – powiedziała Natasha i umilkła. Po chwili spojrzała Bradowi 

prosto w oczy, pochylając głowę na bok. – Co w takim razie robisz tutaj ze 
mną?

– Podobasz mi się.
Gdy   powiedział   to   w   ten   sposób,   bezpośrednio,   patrząc   jej   w   oczy, 

poczuła dreszcz na całym ciele. Był bardzo męski. Czarne włosy opadały mu 
na oczy, twarz miał gładko ogoloną i pachniał dobrą wodą kolońską. Tallia 
wzięła się w garść.

background image

– Czy nienawidzisz swojej matki za to, co zrobiła?
Brad wzruszył ramionami.
–   Dlaczego   miałbym   jej   nienawidzić?   Zrobiła,   co   chciała,   a   tak   się 

podobno powinno żyć.

– W moich stronach ludzie myślą inaczej – odrzekła Tallia stanowczo. 

Miała na myśli Whistler, miasteczko w górach, ale Brad oczywiście sądził, 
że chodzi jej o Alabamę albo Tennessee.

–   Moja   matka   wyszła   za   mąż,   gdy   miała   dziewiętnaście   lat.   W   rok 

później ja się urodziłem. Powiedziała mi kiedyś, że wtedy jeszcze nie miała 
pojęcia o życiu i nie czuła się szczęśliwa. Była bardzo ładna i jakiś łowca 
talentów przekonał ją, że powinna poszukać szczęścia w Hollywood.

–   I   jak   jej   poszło?   –   zapytała   Natasha   ironicznie.   –   Czy   znam   jej 

nazwisko?

–   Nie   znasz,   ale   szczęście   jej   dopisało.   Żyje   otoczona   luksusem   i 

wygląda na dziesięć lat starszą od ciebie. Nie potrafiła wyrzec się kariery dla 
rodziny, ale bez namysłu zrobiła to dla pieniędzy. Wyszła po raz drugi za 
mąż za bogatego producenta, dwa razy od siebie starszego, który – w tej 
chwili ma około siedemdziesięciu pięciu lat i nadal świetnie prosperuje.

Brad   wymienił   znane   nazwisko   i   czekał   na   nieuniknioną   reakcję 

Natashy, ciekaw, ile minut minie, zanim ona go poprosi, by ją poznał ze 
swoim ojczymem. Zerknął na zegarek.

– Czy mają dzieci?
–   Nie.   Mojej   matce   jedno   wystarczyło.   Ojczym   ma   kilkoro   z 

poprzednich małżeństw.

– Pewnie nie widujesz ich zbyt często.
Aha, pomyślał Brad. Ta chwila nadchodzi. Zerknął na zegarek. Minęły 

trzydzieści dwie sekundy.

– Niezbyt często – przyznał.
– Powinieneś poznać moją matkę – rzekła Natasha. – Twierdzi, że skoro 

już zdecydowała się założyć rodzinę, to uznała, że należy pójść na całość. 
Dlatego urodziła aż pięcioro dzieci. Polubiłbyś ją.

Gratulacje   za   nietypowy   wstęp,   pomyślał   Brad.   Pięćdziesiąt   jeden 

sekund.

– Dziękuję. Bardzo bym tego chciał – rzekł natychmiast.
Naraz Tallia zdała sobie sprawę z tego, co powiedziała. Jak mogła się tak 

zapomnieć?

background image

– No, tak. Przypuszczam, że... – wyjąkała, zmieszana.
Minuta trzydzieści. Postanowił wybawić ją z kłopotu.
– Może chciałabyś kiedyś poznać mojego ojczyma?  Na pewno byłby 

tobą zachwycony.

Natasha zmarszczyła czoło.
– Ojczyma?
– Tak. Nie chciałabyś go poznać?
Tallia wzruszyła ramionami, zastanawiając się, o co Bradowi chodzi.
– Dziwne, że chcesz mnie zapoznać ze swoim ojczymem, a nie z ojcem.
– Mój ojciec nie jest słynnym producentem z Hollywood.
Tallia spojrzała na niego ze zdumieniem.
– Nie zbieram autografów znanych osób.
– Ale jesteś aktorką – zdziwił się Brad.
Zarumieniła się i zasłoniła twarz rękami.
– Och! Och! Tak, rozumiem! Nie przyszło mi to wcześniej do głowy.
Brad nie wierzył własnym uszom. Czy Natasha rzeczywiście była tak 

niewinna, czy po prostu ślepa na szanse, które zsyłał jej los?

–   Pomyśl   o   tym  –   zaproponował   łagodnie.   Może   najlepiej   byłoby   ją 

wysłać do Hollywood. Co z oczu, to z serca. W każdym razie wiedziałby, na 
czym stoi.

Tallia uśmiechnęła się, pozorując zainteresowanie.
– Dziękuję ci. To bardzo miło, że o tym pomyślałeś.
Może kiedyś skorzystam z tej okazji – rzekła mgliście.
Ciekawość Brada znów została rozbudzona. Natasha Fox miała w sobie 

coś tajemniczego. Jego zainteresowanie nią rosło z minuty na minutę.

W drodze do domu Brad włączył radio w samochodzie i poszukał stacji, 

która nadawała romantyczną muzykę. Zmrok w lipcu zapadał późno i Brad 
specjalnie   przedłużał   kolację,   czekając,   aż   się   ściemni.   Opuścił   szybę   i 
wybrał   okrężną   drogę   wzdłuż   zatoki,   a   potem   zatrzymał   samochód   na 
nadmorskim bulwarze.

„Czy mogę być pewien? Muszę to wiedzieć", śpiewał rzewnie wokalista. 

Tallia westchnęła, ale miała się na baczności.

– To ulubiona piosenka moich rodziców – przyznała, ogarnięta nagłą 

tęsknotą   za   domem.   Wizyty   w   domu   zawsze   napełniały   Tallię   energią. 
Sprawiała to miłość jej rodziców, która przetrwała lata, dobre i złe chwile, i 
pozwalała im zachować pogodę ducha nawet w najgorszych momentach. 

background image

Naraz Tallia zatęskniła za taką miłością dla siebie.

Brad milczał, dopóki nie przebrzmiały ostatnie nuty piosenki, a potem 

zapytał:

– Masz ochotę na spacer?
– Dobrze – szepnęła Tallia.
Jej buty zupełnie nie nadawały się na spacery po plaży, toteż zdjęła je i 

zostawiła w samochodzie. Dzień był upalny. Nagrzany słońcem chodnik pod 
ich   stopami   jeszcze   nie   wystygł.   Brad   zdjął   marynarkę   i   wrzucił   ją   do 
samochodu.

Bulwar   był   pełen   ludzi,   ale   zmrok   zapewniał   im   intymność.   Brad 

milczał, zadowalając się samą obecnością Natashy, zapachem jej perfum i 
morza.   Wysoka   fala   rozbijała   się   o   betonowe   nabrzeże,   zraszając 
spacerowiczów   deszczem   słonych   kropel.   Po   drugiej   stronie   bulwaru,   w 
wysokiej trawie, jakaś para całowała się  namiętnie.  Obok nich przeszedł 
ktoś z cicho grającym radiem.

„Zapach jej czarnych włosów – pełnych szeptanych przeze mnie słów", 

usłyszeli słowa piosenki.

Wydawało   się,   jakby   cały   świat   spiskował,   by   pchnąć   ich   w   swoje 

ramiona,   gdyż   utrzymywany   przez   nich   dystans   stanowił   wykroczenie 
przeciwko prawom natury.

– Jesteś boso? – zapytał Brad głosem pełnym napięcia.
Tallia przełknęła ślinę.
– Tak. W tych butach nie da się tu spacerować.
Skinęła   głową   i   w   jej   włosach   odbiło   się   światło   księżyca.   Brad 

przysunął się bliżej, wdychając ich zapach.

– Chcę cię pocałować – szepnął ochryple.
– Brad, dałeś słowo – odrzekła cicho Tallia.
– To prawda. Zwolnij mnie z niego. Chcę cię pocałować. – Zamilkł na 

chwilę. – Chcę... chcę leżeć z tobą w tej trawie. Tu jest tak ciepło.

Na swoje szczęście Natasha w porę przypomniała sobie o peruce. Była 

pewna, że gdyby Brad zanurzył dłonie w jej włosach, peruka zostałaby mu 
w rękach.

– Obiecałeś – wymamrotała.
–   Ale   dlaczego?   –   niecierpliwił   się   Brad.   –   Dlaczego   nie   mogę   cię 

pocałować?

– Mówiłam ci, dlaczego.

background image

– Powiedz mi to jeszcze raz.
– Bo ja tego nie chcę.
–  Kłamiesz  –  rzekł  z  brutalną  szczerością.   Natasha  zatrzymała  się  w 

miejscu.

– Odwieź mnie do domu.
Brad ujął ją za rękę i obrócił twarzą ku sobie.
– Poproś mnie, żebym cię pocałował. Powiedz: Brad, pocałuj mnie.
Natasha wyrwała mu rękę. W tej samej chwili wysoka fala opryskała ją 

deszczem kropel. Zachwiała się, ale Brad wyciągnął rękę i przytrzymał ją w 
porę.

Na chwilę znieruchomieli, przemoczeni i wstrząśnięci, patrząc sobie w 

oczy. Brad ukazał białe zęby w uśmiechu.

– Pięknie wyglądasz, kiedy jesteś mokra – rzekł, wiedząc, że to, o czym 

marzył, w końcu musi się wydarzyć.

A skoro już był tego pewien, to mógł sobie pozwolić na czekanie. Tylko 

głupiec   chwyta   pośpiesznie   to,   co   i   tak   należy   do   niego.   Zanim   minie 
umówiony termin, Natasha sama będzie go o to błagać.

– Brad, proszę... puść mnie – powiedziała Tallia z pozornym spokojem, 

opanowując wewnętrzne drżenie.

– Mamy dużo czasu – rzekł Brad i odsunął się od niej. – Na taką kobietę 

jak ty warto poczekać.

Tallia wyprostowała się i wygładziła przemoczoną sukienkę. Choć noc 

była ciepła, drżała na całym ciele. Dopiero po chwili uświadomiła sobie, że 
sprawiły to słowa Brada, a nie wilgoć.

background image

Rozdział 6

– Wyglądasz wspaniale – rzekł Brad z uznaniem.
Tallia drgnęła nerwowo. Brad uznał to za przejaw jej nieśmiałości wobec 

mężczyzn,   w  gruncie  rzeczy   chodziło  jednak  o  to,  że  Tallia  poczuła  się 
zaniepokojona, widząc go w drzwiach swojego mieszkania. Miała zamiar 
spotkać się z nim na dole.

No cóż, może tak było lepiej. W każdym razie Brad przekonał się na 

własne oczy, że Tallia i Natasha Fox zajmują dwa różne mieszkania.

– Dziękuję – rzekła, zadziwiona łatwością, z jaką to kłamstwo wyszło z 

jego ust. Wcale nie wyglądała wspaniale. W gruncie rzeczy wciąż nie mogła 
uwierzyć,   jak   okropnie   można   wyglądać   w   tanich,   źle   dopasowanych 
ubraniach, z niewielką pomocą niezdrowej cery, krzywego zgryzu oraz nie 
uczesanych włosów.

Od   jakiegoś   już   czasu   nie   przebierała   się   za   „Tallię".   Na   początku, 

obawiając   się,   że   Brad   może   niespodziewanie   zajrzeć   do   laboratorium, 
stosowała pełny kamuflaż każdego dnia. Potem jednak, gdy przekonała się, 
że biuro Brada znajduje się daleko, a on sam rzadko zagląda do laboratorium 
i zawsze zapowiada swoje wizyty, trochę sobie odpuściła. A jeszcze później 
zatrudniła   sekretarkę   i   przestała   zawracać   sobie   głowę   przebierankami, 
pozostawiając   tylko   wkładkę   ortodontyczną   i   brązowe   szkła   kontaktowe. 
Ubierała się prosto i schludnie i nie nosiła do pracy makijażu.

Brązowa płukanka zdążyła już zmyć się z włosów, więc tego wieczoru 

Tallia nałożyła perukę w nijakim kolorze, pewna, że Brad nie będzie jej się 
przyglądał na tyle uważnie, by dostrzec różnicę. Najczęściej porozumiewali 
się przez telefon i bardzo jej to odpowiadało. Kamuflaż nie dawał jej już 
takiego poczucia wolności jak na początku. Prawdę mówiąc, zaczęło ją już 
drażnić   to,   że   Brad   prześlizguje   się   po   niej   wzrokiem   bez   większego 
zainteresowania.   Wolała   nie   słuchać   fałszywych  komplementów,   którymi 
czuł się zobowiązany ją obdarzać, gdy spotykali się osobiście.

– Czy twój prawnik jest na dole? – zapytała.
– Nie, będzie na nas czekał w restauracji.
Aby zaprosić Tallię na kolację, Brad użył prostego podstępu. Powiedział 

jej,   że   konieczne   jest   spotkanie   z   prawnikiem.   Niczego   by   jednak   nie 
wskórał, gdyby nie to, że gdy zadzwonił, Tallia była akurat zaabsorbowana 

background image

pewnym odkryciem.

– Chodzi o kąt odbicia promieni w stosunku do... – tłumaczyła mu z 

podnieceniem. Brad nic z tego nie rozumiał, ale znał kobiety, toteż pozwolił 
jej mówić.

– To bardzo obiecujące – stwierdził w końcu, gdy odniósł wrażenie, że 

Tallia wyczerpała już temat. – Wiem, że chcesz jak najszybciej wrócić do 
pracy. Będziesz pracować przez cały wieczór, czy też uda ci się wyrwać na 
kolację? Chciałbym, żebyś poznała Jake'a Drummonda.

Tallia nie spuszczała wzroku z ekranu komputera.
– Dzisiaj wieczorem? Dobrze. Gdzie mam się z nim spotkać?
– Mamy. Ja też tam będę – wtrącił Brad gładko. Przyjadę po ciebie. 

Moja sekretarka zna twój adres.

Do Tallii chyba w ogóle nie dotarło to, co powiedział.
– Dobrze – powtórzyła machinalnie.
– O siódmej?
Wiedział,   że   Tallia   zupełnie   o   nim   zapomniała,   nim   jeszcze   odłożył 

słuchawkę.   Ostatnie   tygodnie   bardzo   nadwerężyły   jego   męską   ambicję. 
Obrał sobie za cel dwie kobiety i żadna z nich nie miała dla niego czasu.

Sam nie wiedział, dlaczego tak bardzo zależy mu na spotkaniu z Tallią. 

Jake   miał   rację,   Brad   przez   całe   życie   gustował   w   pięknych   kobietach. 
Jednak   w   Tallii   było   coś,   co   go   intrygowało.   Sam   nie   wiedział,   co   to 
takiego.   Miał   wrażenie,   że   pod   chłodną   maską   kryje   się   kobieta,   którą 
mógłby polubić, gdyby tylko mu na to pozwoliła.

Ona   jednak   już   dwukrotnie   odrzuciła   jego   zaproszenie   na   kolację   i 

doszło do tego, że musiał uciec się do wybiegu.

W   drodze   do   windy   położył   rękę   na   jej   plecach.   Tallia   zdała   sobie 

sprawę,   że   umowa   o   wystrzeganiu   się   kontaktu   fizycznego   dotyczyła 
wyłącznie Natashy.

Przy krawężniku stał czerwony porsche. Tallia westchnęła z podziwem, 

przypominając   sobie   w   porę,   że   dotychczas   widziała   ten   samochód 
wyłącznie jako Natasha.

Brad zawiózł ją do tej samej restauracji, w której przed kilkoma dniami 

jadł kolację z Natashą. Tallia wiedziała, że ten lokal jest modny, była jednak 
pewna,   że   wielu   mężczyzn   za   żadne   skarby   nie   pokazałoby   się   tutaj   z 
kobietą taką jak ona w swoim „naukowym" wcieleniu. Brad zarobił u niej 
kilka punktów.

background image

Gdy zbliżali się do stolika, Tallia uśmiechnęła się w odpowiedzi na jakiś 

żart Brada, zapominając, że powinna nie otwierać ust. Dzięki temu Jake już 
na wstępie mógł dokładnie obejrzeć jej krzywy zgryz. Miał także czas, by 
należycie   ocenić   jej   figurę   i   stwierdził,   że   jest   wysoka,   ale   dziwnie 
bezkształtna. Jej strój był wręcz niewiarygodny, a włosy miała poskręcane w 
pierścionki.   Wyglądała   jak   postrach   szkolny   ze   zdjęć   maturalnych   ojca 
Jake'a.

– Cześć – powiedział, potrząsając jej dłonią. – Brad mówił mi, że zbijasz 

dla niego kolejną fortunę.

To  wydawało   mu   się   zupełnie   możliwe.   Kobieta   do  tego   stopnia   nie 

dbająca o swój wygląd musiała być geniuszem.

Obecność Jake'a przy kolacji była tylko zasłoną dymną. Za pół godziny 

prawnik   miał   dostać   pilne   wezwanie   przez   telefon   i   szybko   wyjść   z 
restauracji. Aby nie budzić podejrzeń, na wstępie miał zadać Tallii kilka 
pytań, a potem pozwolić, by rozmowa toczyła się swobodnie.

Jake   jednak   miał   własne   plany   i   po   pierwszym   spojrzeniu   na   Tallię 

zdecydowanie   postanowił   wprowadzić   je   w   czyn.   Owszem,   pod   jednym 
względem Brad miał  rację: ta kobieta mogłaby  wyglądać  o wiele lepiej, 
gdyby   tylko   zechciała   poświęcić   swojej   prezencji   odrobinę   uwagi.   Jake 
jednak od pierwszego rzutu oka był pewien, że nie będzie nawet próbowała. 
Brad mógł zapomnieć o roli Pigmaliona. Nawet gdyby ją zaprowadził do 
najlepszych butików i salonów piękności, to i tak ta kobieta po tygodniu 
wróciłaby do dawnego wyglądu. Jake zaś nie miał zamiaru pozwolić, by 
jego   najlepszy   przyjaciel   wpadł   w   sidła   kogoś   takiego.   Dokoła   przecież 
mnóstwo było kobiet inteligentnych, a do tego nie pozbawionych wyczucia 
stylu. Gdyby Brad związał się z kimś takim jak Tallia Venables, na pewno 
bardzo szybko poczułby się nieszczęśliwy.

Jake  za  wszelką  cenę   chciał  uchronić  przyjaciela  przed  popełnieniem 

okropnego błędu, toteż gdy Brad przeglądał kartę win, prawnik otworzył 
walizkę, wyjął z niej żółty notatnik i ukradkiem wyłączył telefon, gotów 
złożyć ten wieczór na ołtarzu prawdziwej przyjaźni.

Okazało się jednak, że rozmowa z Tallią nie była z jego strony żadnym 

poświęceniem. Przekonał się szybko, że Tallia jest bardzo inteligentna, a 
ponadto   ma   silną   osobowość.   Trochę   go   to   zdziwiło,   gdyż   w   pierwszej 
chwili sprawiała wrażenie nieco nieśmiałej. Po godzinie żółty notatnik pełen 
był   zapisków   na   temat   zasad   odpowiedzialności   prawnej   związanych   z 

background image

wprowadzeniem wirtualnych wakacji, a Tallia i Jake zanosili się śmiechem 
jak   starzy   przyjaciele.   Zirytowany   Brad   rzucił   przyjacielowi   znaczące 
spojrzenie spod przymrużonych powiek, ten jednak tylko lekko wzruszył 
ramionami, jakby sam nie rozumiał, dlaczego telefon nie dzwoni.

Tallia również bawiła się znakomicie. Jake Drummond należał do tego 

typu mężczyzn, którzy zwykle uprzykrzali jej życie, gdyż mówiąc do niej, 
zaglądali jej w dekolt, zamiast patrzeć w oczy. Fakt, że ktoś taki traktował ją 
jak ludzką istotę, sprawiał jej wielką przyjemność. Poza tym, rozmawiając z 
Jakiem, nie musiała patrzeć wprost na Brada. Dzięki temu, że widział tylko 
jej profil, zmniejszała się szansa, że ją rozpozna. Natashę widywał zwykle 
en face.

A poza tym jako Tallia nie musiała się tak bardzo mieć na baczności. 

Sposób   mówienia   i   zachowania   Natashy   był   udawany,   natomiast   tego 
wieczoru Tallia mogła być sobą. Dlatego nie zmartwiła się za bardzo, gdy 
wino zaszumiało jej w głowie. Nie rozumiała tylko, dlaczego z twarzy Brada 
nie znika ponury wyraz.

Jedynym   minusem   wieczoru   było   jedzenie.   Wkładka   ortodontyczna 

trzymała się mocno, ale Tallia wolała nie ryzykować zamawiania czegoś, co 
wymagałoby gryzienia albo żucia, wybrała więc filet z soli z ryżem. Nawet 
w  dobrej   restauracji   ta  potrawa   była  pozbawiona  smaku.   Nic  jednak  nie 
zmieniało jej twarzy równie skutecznie jak ten krzywy zgryz; zmieniał nie 
tylko   zarys   szczęki,   ale   również   głos.   Mimo   to   wkładka   była   irytująca. 
Prawdziwa Tallia skorygowałaby zgryz już wiele lat temu.

Przy deserze prawnik schował notes i długopis do teczki i ukradkiem 

włączył   telefon.   Jak   się   spodziewał,   sygnał   odezwał   się   już   po   kilku 
minutach.   Jeden   z   pracowników   biura   otrzymał   polecenie,   by   wykręcać 
numer Jake'a co dwadzieścia minut, aż do skutku.

– Dobrze, dobrze – powiedział do słuchawki. – Chyba powinienem tam 

zajrzeć. Do zobaczenia za dwadzieścia minut. Nie róbcie nic, dopóki nie 
przyjadę.

– Przepraszam was, ale muszę wyjść – odezwał się do Tallii i Brada, 

chowając telefon.

– Przykro mi to słyszeć – rzekł Brad z pogróżką w głosie. Był pewien, że 

telefon zadzwonił zaraz po tym, jak Jake sięgnął do teczki.

– Jest pewien problem w biurze, którym muszę się zająć. Cieszę się, że 

cię poznałem, Tallio. Sądzę, że niedługo znów się spotkamy.

background image

– Po co? – nie wytrzymał Brad, choć nie miał pojęcia, dlaczego tak go 

zirytowało zachowanie przyjaciela. Jake Drummond przez całe swoje życie 
nawet nie spojrzał na kobietę ubraną tak jak Tallia. – Wydaje mi się, że 
wszystko już wyjaśniliśmy. Nie ma żadnego powodu, żebyście musieli się 
znów spotykać.

Jake tylko uśmiechnął się znacząco, skinął im głową i zniknął.
– Twój przyjaciel jest bardzo miły – stwierdziła Tallia.
– Zdawało mi się, że nie umawiasz się z mężczyznami – mruknął Brad 

ponuro.

Tallia osłupiała.
–   Ale   przecież   to   nie   była   randka,   tylko   spotkanie   w   interesach   – 

wyjąkała.

– Ale wychodząc, Jake zaproponował ci randkę! – oburzył się Brad. – 

Sądzę,   że   po   doświadczeniach   z   twoim   przełożonym   powinnaś   umieć 
rozpoznawać podrywaczy!

Tallia otworzyła usta ze zdumienia.
– Jake Drummond w niczym nie przypomina Henry'ego Clubbinsa! Czyś 

ty zwariował?

Możliwe. Brad sam nie był pewien, czy jest przy zdrowych zmysłach i 

skąd wzięła się jego nagła zaborczość.

– Jake zmienia kobiety znacznie częściej niż samochody.
– Piękne kobiety – sprostowała Tallia. – Chyba się nie mylę?
– Dobrze wiesz, że mogłabyś być bardzo atrakcyjna – parsknął Brad. – 

Czy myślisz, że Jake nie potrafi przejrzeć takiego kamuflażu?

Tallia zamarła.
– K... kamuflażu? – wyjąkała.
Brad sam nie wiedział, co w niego wstąpiło, ale musiał brnąć dalej.
–   Nie   wiem,   czy   twój   uraz   spowodowany   jest   doświadczeniem   z 

Clubbinsem, czy czymś innym, co zdarzyło się wcześniej, a może zresztą 
był   to   cały   łańcuch   różnych   nieprzyjemnych   zdarzeń,   ale   czy   naprawdę 
sądzisz, że to najlepszy sposób, by sobie z nim poradzić?

Tallia   odzyskała   już   równowagę   wewnętrzną,   ale   niebezpieczeństwo 

bynajmniej nie minęło.

–   Obawiam   się,   Brad,   że   musisz   to   pozostawić   do   mojego   uznania. 

Radzę sobie z życiem po swojemu i bardzo cię przepraszam, ale to tylko 
moja sprawa.

background image

– Pewnego dnia może się okazać, że ta sprawa interesuje także kogoś 

innego.

– Nie przypuszczam.
– A jeśli ktoś... Jeśli komuś się spodobasz? – zapytał Brad niezręcznie, 

nie chcąc używać niebezpiecznego wyrażenia: jeśli ktoś się w tobie zakocha.

Tallia ze zdenerwowania głośno przełknęła ślinę. Skąd u Brada to nagłe 

zainteresowanie życiem emocjonalnym brzydkiego kaczątka?

– Jeśli spodobam się komuś taka, jaka jestem, to po co miałabym się 

zmieniać?

Ma rację, pomyślał Brad. Coś tu się jednak nie zgadzało, chociaż nie 

wiedział dokładnie, co.

– No dobrze – odrzekł. – Ale mogłabyś się stać atrakcyjną kobietą, nie 

tracąc   przy   tym   niczego   ze   swojej   inteligencji.   To   byłaby   znakomita 
kombinacja.

Tallia zaśmiała się ze szczerym rozbawieniem.
– Pozwól, że wyznam ci pewną tajemnicę. Mężczyźni widzą w kobiecie 

albo urodę, albo inteligencję. Jeśli widzą urodę, stają się ślepi na wszystko 
inne. Spróbuj porozmawiać o czymś interesującym z kimś, kto uważa, że 
jesteś   mniej   więcej   na   tym   samym   poziomie   umysłowym   co   główka 
kapusty.

Brad spojrzał na nią uważnie.
– Czy to dlatego ty... – nie dokończył.
Zza   brzydkich   okularów   spokojnie   patrzyły   na   niego   brązowe   oczy. 

Pomyślał z roztargnieniem, że te oprawki zupełnie zniekształcają jej twarz.

– Brad, snujesz mnóstwo przypuszczeń, ale nie masz żadnych dowodów 

na to, że są prawdziwe. Sądzę, że chciałeś mi powiedzieć komplement, gdy 
mówiłeś, że nie potrafię eksponować swoich atutów. Nie było to jednak zbyt 
przyjemne.

Ona ma rację, pomyślał Brad. Zachował się jak zupełny idiota. Zaprosił 

kobietę na kolację i powiedział jej, że nie potrafi się ubrać ani umalować.

– Przepraszam – potrząsnął głową. – Zdaje się, że nie zachowałem się 

jak dżentelmen.

Tallia zerknęła na zegarek i oznajmiła, że chciałaby już wrócić do domu. 

W pięć minut później znaleźli się w samochodzie. Brad opuścił szybę.

– Pojedziemy brzegiem zatoki? – zapytał. – Noc jest taka piękna.
Instynkt podpowiedział Tallii, że Bradowi najłatwiej byłoby rozpoznać 

background image

ją w mroku.

– Nie, jestem zmęczona – odparła pośpiesznie. – Wolałabym już wrócić 

do domu.

To kłamstwo nie przyszło jej łatwo. Towarzystwo Brada sprawiało jej 

przyjemność   i   chętnie   znów   wybrałaby   się   z   nim   na   spacer.   Pomyślała 
jednak, że być może zaryzykuje, gdy wcieli się w skórę Natashy.

–   Musisz   przestać   spotykać   się   z   nim   jako   Natasha   stwierdziła   Bel 

stanowczo. – To zbyt niebezpieczne.

– Nie mogę. Obiecałam mu pięć spotkań, a do tej pory odbyliśmy tylko 

jedno.

– Damon będzie musiał oddać mu pieniądze.
– Przestań. To nie jest omawianie roli do odegrania. Mówisz o żywych 

ludziach.

–   W   takim   razie   opowiedz   mu   wszystko   teraz,   zanim   wkopiesz   się 

jeszcze bardziej.

–   Już   się   wkopałam.   Powiem   mu,   ale   dopiero   wtedy,   –   gdy   projekt 

wirtualnych   wakacji   zostanie   wprowadzony   do   realizacji.   Wtedy   Brad 
będzie musiał się dobrze zastanowić, zanim zablokuje moje fundusze. Nie 
będzie mógł mnie wyrzucić z pracy w trakcie instalacji.

– Siostro, jak na geniusza zachowujesz się bardzo głupio.
Jakaś część umysłu Tallii przyznawała rację słowom Bel, ale inny głos 

podpowiadał jej, że największy lęk budzi w niej perspektywa przerwania 
spotkań z Bradem. Ten głos przeważył.

– Bel, potrzebuję twojej rady. Co mam zrobić, żeby on nie skojarzył ze 

sobą tych dwóch osób, które udaję?

Bel zrozumiała, że nie uda jej się wbić siostrze do głowy ani odrobiny 

rozsądku, i ciężko westchnęła. Było jasne jak słońce, że Brad pewnego dnia 
odkryje ten kamuflaż, ale do Tallii ta prosta prawda nie docierała.

– No cóż, to ty jesteś aktorką, a nie ja. Co możesz zrobić, żeby te dwie 

osoby zaczęły się jeszcze bardziej od siebie różnić?

– Masz rację. Natasha musi się stać bardziej...
– Głupia, to chyba chciałaś powiedzieć.
–   To   też,   ale   również...   powinna   być   bardziej   zmanierowana.   Muszę 

robić   rzeczy,   których   nigdy   nie   robię   jako   Tallia.   Marszczyć   nos   albo 
potrząsać głową, czy coś takiego...

– Przypuszczam, że używasz dwóch rodzajów perfum – wtrąciła Bel.

background image

– Jako Tallia nie używam żadnych.
– A chyba powinnaś. Zapachy bardzo działają na podświadomość, a poza 

tym musisz ukrywać swój naturalny zapach. Gdyby Brad kiedyś miał okazję 
sprawdzić, jak pachnie Natasha nie uperfumowana, to przekonałby się, że 
ma zapach Tallii.

– Tallia jęknęła.
– O rany, masz rację! Może coś lekkiego i kwiatowego.
– I taniego. Drogie perfumy mają bardzo charakterystyczny zapach.
– Co ja bym bez ciebie zrobiła, siostrzyczko? – zaśmiała się Tallia. – Jest 

jeszcze   jedna   możliwość,   bardzo   przekonująca,   ale   do   tego   będę 
potrzebować twojej pomocy.

– Co to takiego?
–   On   musi   zobaczyć   oba   moje   wcielenia   jednocześnie.   To   przeważy 

szalę.

background image

Rozdział 7

– Piknik? – wyjąkała Natasha.
– W moim domku – wyjaśnił Brad gładko, jakby ta propozycja była 

wynikiem nagłego natchnienia, a nie starannie zaplanowanym krokiem w 
kampanii   zdobywania   Natashy.   Swobodna   atmosfera   i   wiele   wspólnie 
spędzonych   chwil...   był   pewien,   że   w   takiej   sytuacji   dziewczyna   się 
rozluźni.

– Popływamy, zjemy coś, a potem odwiozę cię do domu – zapewnił ją.
– Och, ja... chyba nie... – mamrotała  Tallia nieskładnie,  rozpaczliwie 

szukając jakiegoś pretekstu, by odmówić. Wypoczynek na łonie natury? To 
oznaczało: kostium kąpielowy, brak makijażu i mokre włosy. – Właściwie to 
o   czymś   zapomniałam,   możesz   mi   uwierzyć?   Jestem   z   kimś   umówiona. 
Mam to zapisane w kalendarzu... – mówiła z coraz większą determinacją, 
Brad jednak nie zwracał uwagi na jej słowa.

– W takim razie zobaczymy się w niedzielę – powiedział stanowczo, 

uśmiechając się lekko. Ha! Najwyraźniej jest na właściwym tropie. Panika w 
głosie Natashy mogła oznaczać jedynie to, że dziewczyna przeczuwała, iż w 
takiej sytuacji nie będzie bezpieczna.

Tallia   pomyślała   żałośnie,   że   gdyby   odmówiła,   Brad   po   prostu 

przełożyłby   piknik   na   następny   weekend.   Trzeba   było   wykazać   się 
większym   refleksem,   gdy   po   raz   pierwszy   zaproponował   spotkanie   po 
południu, i stwierdzić stanowczo, że umowa dotyczyła wyłącznie kolacji. 
Teraz   jednak   na   to   było   już   za   późno.   Nie   chciała   wzbudzać   w   nim 
podejrzeń.

–   Dobrze,   spotkajmy   się   w   niedzielę   –   westchnęła.   –   A   jeśli   będzie 

padać?

– To zajmiemy się czymś innym. Ale nie będzie padać.
– Chcesz mi powiedzieć, że masz większościowe udziały w niebie?
– Nie, ale wierzę w prognozy pogody.
Tallia modliła się o deszcz. Natasha również modliła się o deszcz. Bel 

zachowywała obojętność.

– Przygotuj się na najgorsze – poradziła praktycznie.
  – Modlitwy nie mogą ci zaszkodzić, ale co będzie, jeśli nie zostaną 

wysłuchane?

background image

Brad   zatrzymał   samochód   przed   domem   i   zauważył   Tallię   Venables, 

która wyszła z budynku i skręciła na ulicę. Nie widziała go. Odetchnął z 
ulgą. Nie po raz pierwszy przyszło mu do głowy, że spotykanie się z dwiema 
kobietami   mieszkającymi   w   jednym   budynku   może   spowodować   pewne 
problemy. Pomyślał, że coś trzeba będzie z tym zrobić.

– Zaraz schodzę – odezwała się Natasha przez domofon. Brad dobrze 

znał obyczaje  pięknych kobiet, toteż wrócił do samochodu,  usadowił  się 
wygodnie  i  włączył  radio,  przygotowany   na  dłuższe   czekanie.   Po  chwili 
znów   zobaczył   Tallię.   Wracała   do   domu,   ale   wyraźnie   śpieszyła   się   i 
wbiegła po schodach tak szybko, że nie usłyszała, jak za nią zawołał. Na 
schodach minęła się z Natasha.

Na   widok   Natashy   Brad   poczuł   rozczarowanie.   Absolutnie   nie 

przypominała dzisiaj Honey Childe, ale raczej Jayne Mansfield w filmie z 
lat pięćdziesiątych. Ubrana była w bawełniane spodnie, wielki słomkowy 
kapelusz z powiewającą szarfą, okulary słoneczne ozdobione diamencikami 
i sandały na wysokich obcasach. Na ramieniu miała słomianą torbę. Brad, 
nie   ogolony,   w   skórzanych   klapkach   na   bosych   stopach,   znoszonych 
szortach   i   bawełnianym   podkoszulku,   poczuł   się,   jakby   był   z   zupełnie 
innego filmu. No cóż, w każdym razie samochód Brada pasował do stroju 
Natashy.

Otworzył jej drzwiczki. Natasha  kokieteryjnie wsunęła się do środka, 

wypełniając   wnętrze   samochodu   zapachem   ciężkich   perfum,   zupełnie 
nieodpowiednich   na   upalny   dzień.   To   były   te   same   perfumy,   których 
używała   na   wieczór.   Widocznie   uważała   je   za   coś   w   rodzaju   swojej 
wizytówki.

– Cześć! – uśmiechnęła się szeroko. – Piękny dzień, prawda?
Przydech   w   jej   głosie   nie   był   spowodowany   wyłącznie   wymogami 

południowego akcentu. Tallia czuła, że ze zdenerwowania brakuje jej tchu. 
Bała   się,   że   Brad   zbyt   wcześnie   zauważy   Bel   i   zdąży   ją   zatrzymać,   by 
zamienić kilka słów.

– Znasz Tallię Venables? – zapytał Brad, zapalając silnik samochodu.
Natasha uroczo zmarszczyła nos.
– Chyba nie. Kto to taki?
– Właśnie ją minęłaś. Mieszka w tym samym domu co ty.
– Och! Chodzi ci o tę dziwną kobietę-naukowca z czwartego piętra?

background image

– Dlaczego uważasz, że jest dziwna?
– W każdym razie nie jest zbyt atrakcyjna, prawda? – rzekła Tallia z 

lekkim odcieniem złośliwości.

– Chyba nie. Ale za to jest bardzo inteligentna. Ciemne szkła okularów 

zwróciły się w jego stronę.

– Znasz ją?
–   Jest   wynalazcą.   Spotykam   się   z   nią.   Sądzę,   że   powinnaś   o   tym 

wiedzieć.

– Z nią? – powtórzyła Natasha z mieszanką przerażenia i niedowierzania 

w głosie. – Przecież ty nie... – urwała, uświadamiając sobie nagle, że chciała 
powiedzieć: przecież ty się z nią nie spotykasz. Jedna kolacja z prawnikiem, 
poświęcona interesom, nie dawała Bradowi prawa, by tak mówić! Dlaczego 
kłamał? Czyżby chciał wzbudzić w niej zazdrość? No cóż, ona mu jeszcze 
pokaże! Jak mogłaby być zazdrosna o taką...

Brad obrzucił ją zagadkowym spojrzeniem.
– A dlaczego by nie?
– Ona ma wystające zęby!
– Ale ja nie inwestuję w jej zęby – zaśmiał się Brad.
–   Aha,   więc   to   tak!   –   rozpromieniła   się   Natasha.   –   Myślałam,   że 

spotykasz się z nią prywatnie! A może ona zawarła z tobą taki sam kontrakt 
jak ja? Dostaje pieniądze na badania w zamian za spotkania z tobą?

–   Niezmiernie   mi   pochlebiasz.   Może   będziesz   zaskoczona,   jeśli   ci 

wyznam, że z reguły nie muszę przekupywać kobiet, by chciały się ze mną 
spotkać. Niektóre wręcz uważają to za wyróżnienie.

– Płacisz tylko mnie i Tallii, tak? Więc po co to robisz, skoro jest tak 

wiele innych chętnych?

– Nie płacę Tallii Venables za spotkania ze mną – rzekł Brad z irytacją.
– A całujesz ją? – zapytała Natasha, chcąc się przekonać, jak daleko 

Brad posunie się w kłamstwach.

– Jeszcze nie – odrzekł z uśmiechem.
–   Tallia   zadrżała   na   myśl,   że   Brad   nie   odrzuca   zupełnie   myśli   o 

całowaniu jej pomimo krzywych zębów, brzydkiej cery i okropnego ubrania. 
Do rozpaczy doprowadzała ją myśl, że oto znalazła wreszcie mężczyznę, 
który ceni ją dla zalet charakteru, a ona w żaden sposób nie może  tego 
wykorzystać. Gdyby tylko udało się znaleźć jakieś wyjście z tej pułapki...

– Dlaczego właściwie mówisz mi o tym?

background image

Brad usłyszał w jej głosie przygnębienie.
– Bo spotykam się z tobą i chcę, żebyś wiedziała, że nie jesteś jedyna.
–   O   co   ci   właściwie   chodzi?   Próbujesz   wybrać   między   urodą   a 

inteligencją?   Sprawdzasz,   co   jest   ci   bardziej   potrzebne?   –   wybuchnęła 
Tallia, sama zdziwiona własnymi słowami.

Brad   spojrzał   na  nią   z   szacunkiem.   Przyszło   mu   do   głowy,  że   może 

Natasha nie jest inteligentna w klasycznym znaczeniu tego słowa, ale ma 
instynkt, gdy chodzi o relacje międzyludzkie. Zauważył to już nie po raz 
pierwszy.

– Chyba coś w tym rodzaju – przyznał.
– Założyłeś się z kimś czy co?
Teraz Brad był naprawdę zdumiony. Jakim cudem Natasha to odgadła? 

On sam nigdy w życiu by się do tego nie przyznał.

– Oczywiście, że nie! – odrzekł z chłodnym oburzeniem.
– Bardzo cię przepraszam, ale wydajesz ćwierć miliona dolarów na pięć 

spotkań, a jednocześnie widujesz się z kimś innym! Czy to nie jest dość 
dziwne?

Na to Brad nie potrafił znaleźć odpowiedzi.
–   Och,   sama   nie   wiem,   czemu   o   tym   mówię.   –   Tallia   wzruszyła 

ramionami. – Możesz się umawiać, z kim tylko chcesz, a ja nie mam tu nic 
do gadania. Zawarłam z tobą kontrakt, podobnie jak Tallia, i to wszystko. Po 
dzisiejszym dniu zostaną nam jeszcze trzy spotkania, a potem możemy o 
sobie zapomnieć na zawsze.

Pod warunkiem, że uda mi się wybić cię sobie z głowy, pomyślał Brad.

Domek   Brada   był   zupełnie   inny,   niż   się   Tallia   spodziewała.   Zamiast 

letniej   rezydencji   bogatego   biznesmena   zobaczyła   surową   chatę   z 
drewnianych   bali   z   prymitywną   kuchnią   i   łazienką.   Nie   było   tu 
wypolerowanych   drewnianych   podłóg   ani   koronkowych   firaneczek. 
Większą część domu  stanowił duży pokój z kominkiem.  Były także trzy 
małe sypialnie i łazienka. Meble, z wyjątkiem wytartych sof, wyglądały tak, 
jakby   ktoś  w   wolnych   chwilach   pozbijał   je   z   przypadkowych   kawałków 
drewna.

Dom stał na brzegu prywatnego jeziora, otoczony lasem. W szopie był 

kajak. Z brzegu prowadził w głąb jeziora drewniany pomost, przy którym 
kołysała   się   rybacka   łódka.   Plaża   była   porośnięta   trawą,   a   woda   bardzo 

background image

czysta.

Tallia oddałaby wszystko, by móc po prostu zrzucić ubranie i zanurzyć 

się w jeziorze. Natasha jednak musiała udawać, że boi się słońca i nie lubi 
wody. Brad nie próbował jej przekonywać, tylko rozebrał się do spodenek i 
wskoczył do wody.

W końcu jednak uległa pokusie. Upięła włosy wysoko i w okularach i 

kapeluszu przepłynęła kilka metrów żabką. Brad patrzył na to w milczeniu, 
obiecując sobie, że któregoś dnia zerwie z niej to idiotyczne przebranie. Tak 
piękna   kobieta   nie   musiała   się   martwić   o   wygląd.   Byłaby   piękna   nawet 
wtedy, gdyby zaczęła się topić.

A   może   nie?   Po   raz   pierwszy   Brad   zaczął   się   zastanawiać,   jak 

wyglądałaby twarz Natashy, gdyby wsadzić tę aktoreczkę pod kran z zimną 
wodą i porządnie wyszorować. Miał na to wielką ochotę. Chciał ją zobaczyć 
bez makijażu.

Ale jeśli wydawało mu się, że zauważył w niej przebłysk inteligencji, to 

albo   się   pomylił,   albo   te   przebłyski   nie   zdarzały   się   często.   Przez   całe 
popołudnie   Natasha   była   skupiona   wyłącznie   na   sobie.   Słuchała   go   z 
szeroko otwartymi oczami, a potem mówiła coś, co dowodziło, że w ogóle 
go nie rozumiała.

Zapytała go o sieć klubów sportowych. Brad odpowiedział krótko, nie 

chcąc się wdawać w rozważania o interesach, zaraz jednak przekonał się, że 
nie   musi   się   o   to   martwić.   Natasha   słuchała   go   z   fascynacją,   a   potem 
powiedziała z zadowoleniem:

– Ja ćwiczę regularnie, ale nigdy nie przesadzam. Kobieta nie powinna 

mieć zbyt twardych mięśni, prawda?

Słońce, woda i obecność pięknej kobiety wprawiły Brada w erotyczny 

nastrój,   powstrzymał   się   jednak   od   komentowania   tych   słów.   Natasha 
najwyraźniej   grała   w   jakąś   grę,   a   on   nie   miał   zamiaru   jej   w   tym 
przeszkadzać,   dopóki   się   nie   przekona,   o   co   jej   naprawdę   chodzi. 
Zastanawiał się, czy wymyśliła to wszystko razem z Damonem Pictonem 
specjalnie po to, by wyciągnąć od niego pieniądze. Słyszał, że kiedyś byli 
zaręczeni, a potem żadne z nich nie zawarło małżeństwa... może nadal łączył 
ich potajemny związek. No cóż, to się wyjaśni później.

Natasha   ani   na   chwilę   nie   zdjęła   kapelusza,   nawet   podczas 

przygotowywania posiłku. Zjedli około siódmej, gdy słońce zaczęło już kryć 
się za wzgórzem, a nad jeziorem powiał chłodny wietrzyk.

background image

Ten   wietrzyk   okazał   się   zgubny   dla   Natashy.   Rondo   jej   kapelusza 

załopotało. Dziewczyna instynktownie wyciągnęła ręce, by je przytrzymać, i 
natrafiła dłonią na gorący garnek. Krzyknęła z bólu i przyłożyła dłoń do ust.

Brad szybko wysypał lód ze szklanki i przyłożył kostkę do obolałego 

miejsca.   Oparzenie   było   rozległe.   Przyniósł   apteczkę   z   samochodu, 
posmarował je maścią i zabandażował. Na koniec zakleił opatrunek plastrem 
i dopiero wtedy uświadomił sobie, że wbrew umowie dotknął Natashy.

Obydwoje zaczerwienili się i przez pięć długich sekund patrzyli sobie w 

oczy.   Brad   modlił   się   w   duchu,   by   Natasha   zwolniła   go   z   obietnicy. 
Wystarczyłoby jedno słowo.  Czekał  na nie z niecierpliwością.  Tallia nie 
była w stanie się odezwać. Wiedziała, że jeśli otworzy usta, powie nie to, co 
trzeba, milczała więc, przełykając ślinę.

– Natasho, powiedz to – prosił Brad. Zacisnął dłoń na jej ramieniu, a 

drugą   ręką   przesunął   po   jej   włosach.   Ten   gest   wyrwał   Tallię   z 
hipnotycznego transu. To nie były włosy, tylko peruka.

– Brad, obiecałeś – szepnęła, odsuwając się od niego.
Usiedli po przeciwnych stronach okrągłego cedrowego stołu do kolacji 

składającej się ze steków i pieczonych kartofli. Brad nie spuszczał wzroku z 
jej twarzy. Pod jego palącym spojrzeniem coraz trudniej było Tallii mieć się 
na baczności.

– Peruka – wymamrotała pod nosem, nie uświadamiając sobie, że mówi 

do siebie.

– Co takiego? – zdziwił się Brad.
– Powiedziałam, że... że pora chyba już wracać – mruknęła zmieszana 

Tallia. – O której jest ostatni prom?

Niech to diabli! pomyślał Brad, zerkając na zegarek.
***
Kto by pomyślał, że ta ślicznotka okaże się żelazną damą? Nigdy jeszcze 

nie spotkał się z podobnym oporem.

– Za godzinę – odrzekł kwaśno. Miał zamiar spóźnić się na ten prom o 

kilka minut. Natasha miała jednak niezwykły instynkt. Brad pomyślał, że 
chyba  musi  zmienić  zdanie  na  temat  jej  inteligencji. Sprawiała  wrażenie 
osoby, która nie potrafi zliczyć do trzech, a jednak odznacza się niekiedy 
niezwykłą przenikliwością.

Tallia zerwała się z miejsca.
– W takim razie musimy się śpieszyć. Trzeba tu jeszcze posprzątać.

background image

Starannie obmyślone plany Brada znów wzięły w łeb.

background image

Rozdział 8

Następnego ranka Tallia z niedowierzaniem patrzyła na czerwony ślad 

po oparzeniu na grzbiecie dłoni. Nie było sposobu, by go ukryć. A dzisiaj 
umówiona   była   z   Bradem   w   jednym   z   jego   klubów,   gdzie   mieli 
przygotowywać   próbną   instalację.   W   jaki   sposób   Tallia   Venables   miała 
wyjaśnić pochodzenie blizny identycznej, jaką ma po oparzeniu Natasha?

–   Nie   wiadomo,   co   z   tym   zrobić   –   stwierdziła   Bel.   –   Bez   żadnych 

wątpliwości   widać,   że   to   jest   oparzenie.   Nie   możesz   się   dzisiaj   z   nim 
spotkać, chyba że nałożysz średniowieczną suknię z okrywającymi dłonie 
rękawami.

–   Myślałam   o   tym,   żeby   zakleić   rękę   plastrem   i   powiedzieć,   że 

oddawałam krew.

– Naprawdę myślisz, że krew pobiera się z wierzchu dłoni? – zdziwiła 

się Bel.

– A nie?
– Tal, żyły by ci popękały!
– To co ja mam zrobić?
– Zachorować na grypę.
– Ale to bardzo ważne spotkanie! Mamy omawiać instalację!
– Serce mi krwawi – mruknęła Bel bez odrobiny współczucia. – Ale jeśli 

chcesz mieć to nowe laboratorium, to lepiej, żeby Brad Slinger nie odkrył, w 
co grasz.

–   Będziesz   musiała   wyrzec   się   dzisiejszej   przyjemności   na   rzecz 

przyszłych rozkoszy. Talia wzdrygnęła się.

– Boże, jak ja się w to wpakowałam?
– Tak samo jak zawsze – rzekła bezlitośnie jej siostra.
– Z tchórzostwa.
W końcu Tallia zadzwoniła do laboratorium i powiedziała sekretarce, że 

leży w łóżku przeziębiona. Do Brada nie zadzwoniła w ogóle. Chciała go 
ukarać   za   kłamstwa,   jakie   opowiadał   Natashy   poprzedniego   dnia.   Brad 
spotyka się z Tallią? Niech się w takim razie przekona, że ona zupełnie 
zapomniała o spotkaniu w sprawie instalacji.

Bel miała zupełną rację. Tallia znów pakowała się w kłopoty.

background image

O pierwszej ktoś załomotał do drzwi, a potem Tallia usłyszała zgrzyt 

klucza obracanego w zamku.

– Tal! – wykrzyknęła jej siostra, wpadając do kuchni.
– Bogu dzięki, że jesteś w domu! Brad dzwonił! Zaraz tu przyjedzie w 

odwiedziny!

Przemiana Tallii jeszcze nigdy nie dokonała się w tak oszałamiającym 

tempie.

– On myślał, że rozmawia z tobą! – wysapała Bel, wklepując podkład w 

twarz   siostry,   pokrywając   różem   jej   nos   i   nasadzając   na   głowę   perukę. 
Jednocześnie Tallia mocowała na zębach wkładkę i pogrubiała brwi czarną 
kredką.   –   Gdy   odebrałam   telefon,   oczywiście   pomyślał,   że   ja   to   ty.   Co 
miałam zrobić? Nie wyprowadzałam go z błędu!

Pomyłka   Brada   nie   była   niczym   nadzwyczajnym.   Nawet   rodzina   nie 

odróżniała głosów sióstr mówiących przez telefon.

– Gdzie ten bandaż do piersi?
Po pięciu minutach Bel ostrożnie wyjrzała na korytarz i upewniwszy się, 

że   Brad   jeszcze   nie   stoi   za   progiem,   pomknęła   do   swojego   mieszkania. 
Tallia zaś rzuciła na sofę poduszkę i koc, przygotowując się do wejścia w 
rolę chorej. Na szczęście dzień był mglisty i dżdżysty. W szarym świetle 
wszystko   wyglądało   nijako,   również   ona   sama,   ale   Tallia   przed   żadną 
jeszcze rolą w życiu nie czuła takiej tremy. Na szczęście jej szlafrok miał 
długie, zawinięte mankiety, które po odwinięciu zasłaniały jej dłonie. Mimo 
wszystko, gdy odezwał się brzęczyk domofonu, zadrżała ze zdenerwowania.

–   Brad,  naprawdę   jestem  chora   i  nie   mam   ochoty   na  towarzystwo  – 

powiedziała, ale on szybko jej przerwał:

– Nie zostanę długo.
Gdyby rzeczywiście była chora, może by go nie wpuściła, ale nic tak nie 

zmienia naturalnego zachowania jak poczucie winy. W chwilę później Brad 
przestąpił próg jej mieszkania.

– Brad, co ty tu robisz? – zapytała Tallia niepewnie.
Podał jej bukiet kwiatów. Wzięła je niezręcznie, jedną ręką.
– Dziękuję, są piękne – powiedziała, chowając w nich twarz. Bała się 

jednak wstawić je do wody, by Brad nie dostrzegł jej dłoni, toteż położyła 
bukiet na sofie. – Ale zarazisz się ode mnie.

– Ja nigdy nie łapię wirusów. Jak się czujesz?
Tallia   pociągnęła   nosem.   Zdążyła   wcześniej   wpuścić   sobie   do   oczu 

background image

krople, od których zawsze dostawała kataru.

– Nie jest tak źle. Za dzień lub dwa wrócę do pracy.
– Jadłaś coś? Może ugotować ci jakąś zupę?
– Wiem, że świetnie gotujesz, ale dziękuję, nie potrzebuję niczego.
Brad zmarszczył brwi.
– A skąd wiesz, że umiem gotować?
Tallia zamarła. Przecież to Natasha była świadkiem kulinarnych popisów 

Brada! A w dodatku dopiero wczoraj.

– Znasz Natashę Fox? – zapytał Brad, przechylając głowę na bok.
Tallia miała ochotę odpowiedzieć, że nie, ale jak wówczas wyjaśniłaby, 

skąd wie o jego kulinarnych talentach? Spojrzała na niego z oburzeniem.

–   Powiedziałeś   jej,   że   się   ze   mną   spotykasz   i   że   przekupiłeś   mnie 

funduszami na laboratorium!

Brad miał ochotę wymierzyć sobie kopniaka. Naraz zrozumiał, skąd się 

wzięła nagła grypa Tallii. Wszystko robił na opak!

–   Wyciągnęła   zbyt   daleko   idące   wnioski.   Była   zazdrosna   –   dodał 

desperacko.

– Zazdrosna? – powtórzyła Tallia z niedowierzaniem. Przecież nie była 

zazdrosna!

Brad   potrząsnął   głową.   Boże,   co   za   galimatias!   Zapomniał,   jak 

podejrzliwa jest Tallia wobec mężczyzn.

– A dlaczego nie miałaby być o ciebie zazdrosna? Jesteś od niej znacznie 

inteligentniejsza.

– Jest za głupia, żeby zazdrościć mi inteligencji – burknęła Tallia.
–   Nie   ma   tak   bystrego   umysłu   jak   ty,   ale   w   żadnym   wypadku   nie 

nazwałbym   jej   głupią   –   odparł   Brad.   Wiedział,   że   postępuje   wbrew 
wszelkim zasadom, ale coś go zmuszało, by brnąć coraz dalej. – Znasz ją 
dobrze?

Tallia przypomniała sobie, że jako Natasha mówiła Bradowi, iż tylko 

mijają się w korytarzu. Muszę prowadzić szczegółowe notatki z każdego 
spotkania, pomyślała.

–   Przyszła   tu   wczoraj   wieczorem   pod   jakimś   pretekstem.   Bardzo   się 

zdziwiłam, gdy usłyszałam, że uważa mnie za rywalkę.

Brad spojrzał jej prosto w oczy w sposób, od którego jej serce zaczęło 

bić mocniej.

– Tallio, nie możesz się ukrywać do końca życia.

background image

Tallii zaschło w ustach. Poruszyła się nerwowo na sofie i strąciła kwiaty. 

Gdy się pochyliła, by je podnieść, stało się najgorsze – bandaż opinający jej 
ciało zsunął się aż do pasa i uwolnione piersi zafalowały pod szlafrokiem. 
Tallia zdrową ręką szybko pochwyciła poły szlafroka i zakryła dekolt, ale 
było już za późno. Osłupiały Brad wpatrywał się w piersi, których jeszcze 
przed chwilą nie było.

– Tallio, co ci się stało? – wyjąkał.
– To nowy wynalazek! – wymyśliła naprędce. – Eksperymentowałam na 

sobie!

–   Wymyśliłaś   sposób   na   powiększenie   piersi?   Dobry   Boże,   w   ciągu 

jednego dnia stałaś się milionerką! Sprzedasz mi prawa do wprowadzenia 
tego preparatu na rynek?

– Brad, muszę jeszcze dopracować wiele szczegółów. Może się okazać, 

że to niebezpieczny środek.

–   Czy   to   jest   jakiś   lek?   Nie   powinnaś   eksperymentować   na   sobie   z 

lekami! – rzekł surowo.

–   Nie,   to   jest...   to   jest...   na   razie   nie   mogę   ci   tego   powiedzieć   – 

wymamrotała,   ogarnięta   paniką.   –   Nie   jestem   jeszcze   pewna,   czy   skutki 
będą trwałe, czy nie.

– Czy dlatego zostałaś dzisiaj w domu?
– Tak... Nie. Brad, wolałabym, żebyś już sobie poszedł.
– Czy zawarłaś już umowę z kimś innym? Czy w tym leży problem?
– Nie, nie! – zapewniła go pośpiesznie Tallia. – Jeśli się okaże, że środek 

jest   skuteczny,   to   ty   będziesz   go   –   produkował,   ale   nie   jestem   jeszcze 
pewna... – urwała, zdając sobie sprawę, jak głupio brzmią jej słowa.

Brad patrzył na nią z uśmiechem.  Był pewien, że wreszcie wszystko 

zrozumiał.   Uważał   jednak,   że   Tallia   nic   nie   zyska,   udając   i   kłamiąc, 
niezależnie   od   wszelkich   psychologicznych   problemów,   jakie   mogły   ją 
gnębić.

– Posłuchaj, Tallio, to niczego nie zmienia. Czy ci się to podoba, czy nie, 

na swój sposób jesteś bardzo atrakcyjna i piersi nie mają tu nic do rzeczy. 
Jest w tobie coś, co podoba się mężczyznom.

Tallia wpatrzyła się w niego ze zdumieniem.
– Tobie też?
– Mnie też. – I Jake'owi, dodał w myślach,  nie miał  jednak zamiaru 

mówić jej tego.

background image

– Och, nie! – jęknęła Tallia.
– Tallio, proszę, nie wpadaj w panikę. Nie mam zamiaru rzucać się na 

ciebie ani cię przekupywać. Ale chyba powinnaś wiedzieć, że twoje wysiłki, 
by stać się jak najmniej atrakcyjną, nie są w stanie ukryć twojej prawdziwej 
osobowości.

– Myślisz, że mężczyzn pociąga moja osobowość? – zapytała Tallia z 

goryczą.

– Owszem. Wszystkich mężczyzn wartych zachodu.
–   A   co   z   Natashą   Fox?   Czy   w   niej   również   mężczyzn   pociąga 

osobowość?

Brad uśmiechnął się szeroko. A więc jednak Tallia była zazdrosna.
–   Przyznaję,   że   trudniej   jest   przejrzeć   kogoś   przez   zasłonę   tak 

oszałamiającej urody. Ale wydaje mi się, że w Natashy jest coś więcej. Gdy 
przestaje mieć się na baczności, okazuje się inną osobą, nie taką, jaką chce 
się   wydawać.   A   poza   tym   obdarzona   jest   pewnego   rodzaju   instynktem, 
którego nawet ty nie powinnaś lekceważyć. Ona rozumie ludzi.

Tallii zbierało się na płacz. Oto wreszcie znalazła mężczyznę, jakiego 

szukała przez całe życie – mężczyznę, który potrafił zignorować pozory. I w 
żaden sposób nie mogła powiedzieć mu prawdy o sobie, zarazem go nie 
tracąc.

– Musimy coś wymyślić! – powiedziała z rozpaczą do Bel. – Pomóż mi!
Siostra pojawiła się u niej w chwilę po tym, jak Tallia powiadomiła ją 

telefonicznie,   że   Brad   już   wyszedł.   Teraz   leżała   na   podłodze,   wygodnie 
rozciągnięta na kilku poduszkach.

– Ciekawe, że nigdy nie słuchasz moich rad, zanim wpakujesz się w 

kłopoty,   ale   zawsze   chcesz,   żebym   ci   powiedziała,   jak   masz   się   z   nich 
wyplątać   –   zauważyła   spokojnie,   wygładzając   supełek   na   bawełnianej 
bluzie.

– Mniejsza o to! – zawołała Tallia, nie chcąc w tej chwili wypominać 

siostrze, że cała ta intryga była jej pomysłem. – Co ja mam zrobić? Wyznać 
mu wszystko?

– Oczywiście, że możesz to zrobić...
– Naprawdę tak myślisz?
– .. . jeśli chcesz stracić laboratorium i nigdy więcej nie zobaczyć Brada 

Slingera – dokończyła Bel. – Jasne, że teraz nie możesz mu wszystkiego 
powiedzieć! W tej chwili on sam nie jest pewien, która z was podoba mu się 

background image

bardziej, a ty chcesz go przekonać, że nie chce żadnej?

Tallia westchnęła ciężko.
– Masz rację. Więc co jeszcze mogę zrobić?
– Chyba musisz grać na zwłokę.
– I co mi to da?
– Bel charakterystycznym gestem uniosła rękę.
– Poczekaj chwilę! Mam pewien pomysł.
Tallia zawsze uważała, że to Bel jest geniuszem w rodzinie. Patrzyła na 

siostrę   niespokojnie.   Bel   kilkakrotnie   skinęła   głową,   a   potem   wsunęła 
kosmyk włosów za ucho.

–   Już   wiem.   Trzeba,   żeby   Brad   zaangażował   się   emocjonalnie. 

Wówczas,   gdy   wszystko   się   wyda,   nie   będzie   mógł   cię   tak   po   prostu 
zostawić.

Tallia z powątpiewaniem zmarszczyła brwi.
– Czy nie sądzisz, że im bardziej się zaangażuje, tym bardziej będzie 

później zraniony i wściekły?

– Tak, ale jeśli cię pokocha, to będzie musiał do ciebie wrócić. Nie jest 

tak łatwo odejść od miłości.

Na   dźwięk   słowa   „miłość"   Tallię   przeszył   dreszcz.   Czy   Brad 

rzeczywiście mógł się zakochać w jednym z jej wcieleń? Naraz zrozumiała, 
jak bardzo tego pragnie. Utrata laboratorium nie była najgorszą rzeczą, jaka 
mogła jej się przytrafić.

– Och, Bel, tak się boję!
– Nie, nie, to się musi udać! Musimy po prostu stopniowo zbliżyć do 

siebie obydwa twoje wcielenia.

– Jak to?
– Natasha musi stać się bardziej inteligentna albo Tallia musi wypięknieć 

– mówiła Bel w transie. – A potem ta druga zniknie.

– Zniknie? – powtórzyła Tallia, nie rozumiejąc.
– Zniknie z jego życia. W której, twoim zdaniem, Brad powinien się 

zakochać?

– Nie wierzę, żeby mógł się zakochać w którejkolwiek. Przecież on uzna, 

że ja go wykorzystałam! Może jednak lepiej byłoby wyznać mu prawdę?

– Siostra patrzyła na nią spokojnym, stanowczym wzrokiem.
– Jeśli powiesz mu o tym teraz, to obie go stracicie.
Jej głos brzmiał jak wyrocznia. Tallia zadrżała i przycisnęła dłonie do 

background image

powiek.

– Niech będzie!
– Musisz tylko zdecydować, czy wolisz, żeby się zakochał w Natashy, 

czy w Tallii.

– Myślisz, że ten wybór należy do mnie?
– Przecież on już ci powiedział, że uważa Tallię za atrakcyjną, a Natashę 

za   inteligentną!   Jeśli   mężczyzna   jest   w   stanie   do   tego   stopnia   przejrzeć 
kobietę, to znaczy, że już jest w niej zakochany! Więc jak wolisz?

– Chyba wolę Tallię. To jestem prawdziwa ja. Ale Bradowi znacznie 

bardziej podoba się Natasha.

– Mniejsza o to, co jemu się podoba. W końcu przecież i tak dostanie 

was obie! W takim razie zaczynamy kampanię upiększania Tallii. Zrobiłaś 
już bardzo dobry początek z tym biustem.

– Chcesz powiedzieć, że nie powinnam go krępować? Miałam zamiar 

powiedzieć Bradowi, że skutki mojego eksperymentu nie okazały się trwałe.

– Nie, tego nie możesz zrobić. To zbyt dobra okazja.
– Ale on będzie chciał zdobyć patent na mój preparat! Powiedział, że 

mogę na tym zarobić miliony!

Bel tylko machnęła ręką.
– Musisz go przekonać, że testy rynkowe byłyby zbyt niebezpieczne. I 

natychmiast zafunduj sobie aparat ortodontyczny.

– Przecież taka korekta trwa całe lata! Chcesz powiedzieć, że nie mogę...
– Tal, nie będziesz musiała czekać latami na to, by – znów mieć proste 

zęby. Musisz tylko przekonać go teraz, że jesteś piękna, tak żeby wybrał 
ciebie, a nie Natashę, i to wszystko. Nie zapominaj, że na koniec i tak mu 
wyznasz prawdę i wtedy będziesz mogła zdjąć aparat. A na razie wspomnij 
mu, że być może przefarbujesz sobie włosy.

– Mam to powiedzieć Bradowi?! Dlaczego miałabym mu wspominać o 

czymś takim? Żadna kobieta by tego nie zrobiła!

– Och, daj spokój. Zachowuj się jak kobieta, która chce wybadać grunt. 

Powiedz   coś   w   rodzaju:   „Ciekawa   jestem,   jak   bym   wyglądała   jako 
blondynka?" – zapytała Bel piskliwym głosem, kokieteryjnie przechylając 
głowę na bok.

– Ale on mi na pewno powie, żebym tego nie robiła, bo podobam mu się 

taka, jaka jestem – odrzekła Tallia stanowczo. – I co wtedy?

–   Uśmiechnij   się   z   wdzięcznością,   podziękuj   mu   za   komplement,   a 

background image

potem i tak zrób swoje, jak normalna kobieta. A co do Natashy, to zaczniesz 
się   trochę   zaniedbywać.   On   nie   powinien   jej   podziwiać,   tylko   być   nią 
znudzony.

– Wiem, ale tak mi jakoś wyszło. Wiesz, zawsze dotychczas starałam się 

udowadniać   wszystkim,   jaka   jestem   bystra   pomimo   swojego   wyglądu,   i 
nauczyłam   się   intuicyjnie   unikać   zachowań   głupiej,   ale   zmysłowej 
blondynki. Ale kiedy nie próbuję niczego udowadniać, odzywa się we mnie 
to, czego wciąż unikam.

– Co ty właściwie chcesz powiedzieć?
– Sama nie wiem! Może to, że w gruncie rzeczy naprawdę jestem taką 

osobą,   jaką   nigdy   nie   chciałam   być   –   głupią,   ale   obdarzoną   intuicją 
blondynką.

– Nikt, kto by się dowiedział, w jaką kabałę się wplątałaś, nie mógłby w 

to wątpić, siostrzyczko – pocieszyła ją z uśmiechem Bel.

–   Niepotrzebnie   się   w   to   wszystko   wplątywałem   zżymał   się   Brad.   – 

Mówię ci, Jake, zakochałem się w dwóch kobietach naraz, a w każdej z nich 
podoba mi się zupełnie coś innego.

– Przyznaję, że w obliczu inteligencji Tallii mężczyzna może przymknąć 

oko na pewne jej niedostatki  fizyczne – zgodził się  niechętnie Jake.  On 
również żałował, że dał się wmieszać w tę całą historię. Bez jego udziału 
Brad   prawdopodobnie   już   dawno   zapomniałby   o   swych   intencjach 
względem  Tallii.  Tymczasem   wyglądało na  to, że  wmieszanie   się  Jake'a 
ściągnęło   na   Brada   los,   od   którego   przyjaciel   najbardziej   pragnął   go 
uchronić. – Pomyśl jednak, o ile łatwiej jest zapomnieć o braku inteligencji 
Natashy, gdy się widzi jej urodę.

– Nic nie  rozumiesz.  To właśnie  w Tallii podoba mi  się uroda, a w 

Natashy inteligencja.

Nastąpiła długa chwila milczenia.
–   Musisz   mi   to   powtórzyć   jeszcze   raz.   Chyba   się   zamyśliłem   i   źle 

usłyszałem – powiedział wreszcie Jake.

– Wiem, że to z pozoru nie ma żadnego sensu. Ale... To prawda, że 

Tallia   jest   absolutnie   przeciętna,   ale   jest   coś   w   jej   ruchach...   pewien 
nieświadomy   wdzięk,   którego   brakuje   Natashy.   Natasha   jest   tak 
zaabsorbowana własną urodą, że przez to prawie zupełnie ją traci.

Jake tylko wzniósł oczy do nieba.
– Widziałeś ją jedynie w tym filmie. Gdybyś się z nią kilka razy spotkał, 

background image

zrozumiałbyś, o czym mówię. Jasne, że ona mnie podnieca. Takiego ciała 
nie widuje się codziennie. Ale jej wygląd nie wpływa na moje uczucia. Te 
wielkie   piersi   sprawiają   wrażenie,   jakby   były   wyjęte   prosto   z   marzeń 
każdego mężczyzny, ale jeśli się nad tym zastanowisz, to zmienisz zdanie. Z 
drugiej strony, piersi Tallii – oczywiście, wszystko, co mi opowiadała o ich 
powiększeniu,  to  kupa bzdur; spłaszczała   je, żeby  nie  zwracać  na siebie 
uwagi   mężczyzn   –   ale   one   są   prawdziwe,   rozumiesz?   Zupełnie   by   mi 
wystarczyły. Z kolei w Natashy naprawdę podoba mi  się swego rodzaju 
kobieca   intuicja.   Ona   patrzy   na   ciebie,   a   potem   mówi   coś,   co   odkrywa 
prawdziwe motywy twojego działania. Za każdym razem, gdy to się zdarza, 
jestem wstrząśnięty. To na mnie działa, rozumiesz?

– Stary, nie rozumiem absolutnie nic z tego, co powiedziałeś. Ale mów 

dalej.   Jestem   pewien,   że   dobrze   ci   to   zrobi.   Zawsze   mogę   ci   wystawić 
rachunek za seans psychoterapeutyczny.

– Gdybym mógł dać Natashy wygląd Tallii, albo Tallii umysł Natashy – 

westchnął Brad.

background image

Rozdział 9

Pod wpływem rad Bel Tallia zdecydowała, że najlepiej będzie, jeśli jej 

naukowe wcielenie zacznie pięknieć dopiero wtedy, gdy Natasha zakończy 
już całą serię pięciu spotkań z Bradem.

– A poza tym – mówiła Bel – nie zaszkodziłoby, gdybyś go wcześniej 

przygotowała na zniknięcie Natashy.

–   Jak   mam   to   zrobić?   Powinnam   zacząć   mówić   o   samobójstwie?   – 

zapytała Tallia ironicznie.

– Nie żartuj – odrzekła siostra ponuro. – Powinnaś mu powiedzieć, że 

wyjeżdżasz na czas nieokreślony na zdjęcia do jakiegoś filmu, więc musicie 
przyśpieszyć   pozostałe   spotkania.   Zaraz,   poczekaj,   już   wiem!   –   Bel   aż 
podskoczyła z podniecenia. – Och, to świetny pomysł, naprawdę genialny! 
Musisz mu powiedzieć, że wybierasz się do Hollywood, żeby poszukać tam 
szczęścia!

Tallia patrzyła na nią jak ogłuszona.
– Naprawdę mam tak powiedzieć?
–   Jasne!   Co   mogłoby   być   dla   niego   bardziej   zrozumiałe   niż   to,   że 

Natasha   Fox   pragnie   zrobić   wielką   karierę?   I   to   załatwia   cały   problem! 
Wyjeżdżasz i nie ma cię. Finko!

Tallia wiedziała, że Bel ma rację, ale mimo wszystko...
– Jego matka wyjechała do Hollywood – powiedziała cicho. – Chyba nie 

myślisz...

– Że co?
– Och, sama nie wiem. Tylko że jeśli naprawdę podoba mu się Natasha, 

to będzie się czuł bardzo zraniony.

–   Jak   na   geniusza,   jesteś   czasami   wyjątkowo   tępa   –   odrzekła   Bel   z 

uczuciem. – Nie rozumiesz? Pocieszy się Tallią!

Brad patrzył na kobietę siedzącą po drugiej stronie stolika, zdumiewając 

się   tym,   jak   bardzo   podnieca   go   przesadnie   eksponowana   kobiecość. 
Dłuższe od rzęs Natashy były tylko jej ciemnoczerwone paznokcie. Biust 
zajmował połowę blatu stolika, a włosów miała  tyle, że prawie nie było 
widać spod nich twarzy.

Brad   nigdy   nie   przywiązywał   przesadnej   wagi   do   żadnego   z   tych 

background image

atrybutów i dlatego tak zirytowało go odkrycie, że mimo wszystko reaguje 
jak typowy mężczyzna. Były to cechy zewnętrzne, być może sztuczne, a 
jednak jego pożądanie rosło z chwili na chwilę. Dlaczego kobieta tak piękna 
jak Natasha nie mogła po prostu zaufać swojej urodzie? Po co podkreślała ją 
tak ostentacyjnie? Nie pojmował tego.

– Policzmy – mówiła właśnie Natasha, odliczając na palcach. Ruchy jej 

dłoni   były   wystudiowane,   ale   pozbawione   naturalnego   wdzięku.   Brad 
przypomniał   sobie   ruchy   Tallii   i   pomyślał,   że   tamta   mogłaby   udzielać 
Natashy lekcji prawdziwej kobiecości.

– To jest nasze trzecie spotkanie, tak?
A   w   dodatku   liczy!   Teraz   już   Brad   był   zupełnie   pewien,   że   jedyny 

sposób,   by   uwolnić   się   od   obsesji,   to   zaciągnąć   tę   ślicznotkę   do   łóżka. 
Dlatego   dzisiaj   przyprowadził   ją   do   niewielkiej,   lecz   piekielnie   drogiej 
restauracyjki,   którą   znali   tylko   wybrani   członkowie   miejscowej   elity.   W 
karcie dań królowały afrodyzjaki, a pianista mógłby poruszyć kamień.

– Chyba powinnam ci powiedzieć, że za trzy tygodnie wyjeżdżam, więc 

nie mamy wiele czasu na te dwa pozostałe spotkania.

– Możemy się spotkać, gdy wrócisz.
Natasha uśmiechnęła się szeroko.
– Jeśli wszystko ułoży się po mojej myśli, to już tu nie wrócę.
– A dokąd wyjeżdżasz? – zapytał Brad z nagłym niepokojem.
– Do Los Angeles! – oznajmiła Natasha z satysfakcją.
– A niech to – mruknął Brad, potrząsając głową. – Zdawało mi się, że nie 

interesuje cię Hollywood.

–   Tak   mówiłam?   Ach,   prawda!   Twój   ojczym!   –   przypomniała   sobie 

Tallia. – Zupełnie o nim zapomniałam.

Brad   uśmiechnął   się   smutno.   No   cóż,   to   było   oczywiste   od   samego 

początku. Wiedział, że ten moment w końcu nadejdzie.

– Oczywiście chciałabyś poznać Gartha.
Natasha westchnęła i obdarzyła Brada promiennym uśmiechem.
– Och, Brad, mógłbyś to dla mnie zrobić?
Mógłbym to zrobić za seks, pomyślał Brad, ale natychmiast odrzucił ten 

pomysł. Nigdy jeszcze nie płacił kobiecie za seks i nie miał zamiaru robić 
tego teraz. Być może był to najlepszy sposób, by się zniechęcić do kobiety, 
ale skoro nie mógł zdobyć Natashy innymi metodami, to wolał się obejść 
bez niej. Pięćdziesiąt tysięcy dolarów, które płacił jej za każde spotkanie, to 

background image

było co innego: ofiara złożona na ołtarzu sztuki.

– Oczywiście. Zadzwonię do niego jutro i powiem mu, że przyjeżdżasz.
Natasha   wyraźnie   okazywała   mu   wdzięczność   i   Brad   pomyślał 

melancholijnie, że dzisiejszy wieczór może uznać za stracony. Nawet gdyby 
okazała się chętna, to Brad nie życzył sobie, żeby poszła z nim do łóżka z 
wdzięczności.

Tallia zauważyła, że blask w oczach Brada zgasł. Wiedziała, że powinno 

ją to cieszyć, jednak od tej chwili wieczór stracił dla niej cały urok.

– Zaraz, czy ja cię na pewno dobrze rozumiem – mówił Jake. – Masz 

świetny argument i nie chcesz go użyć?

– Nigdy nie marzyłem o seksie z poczucia obowiązku – mruknął Brad.
– Ale marzyłeś o Natashy Fox.
Brad nic na to nie odpowiedział. Jake przyjrzał mu się uważnie.
– Wiesz, co to jest? Zwykła duma. Jesteś wkurzony, że nie udało ci się 

jej poderwać na twój męski urok, tylko na znajomości.

– Zamknij się – rzekł krótko Brad i zajął się stekiem.
Jake potrząsnął głową.
– Wietrzę tu niebezpieczeństwo. Gdy mężczyzna pragnie, żeby kobieta 

pożądała jego samego, a nie jego pieniędzy i wpływów, to zaczynam słyszeć 
weselne dzwony! A przy okazji, coś mi się zdaje, że wygrałem zakład.

– Przecież ona jedzie do Hollywood.
Jake pochylił się nad stolikiem i szepnął konfidencjonalnie:
–   Wiesz   co?   Możesz   sprawić,   żeby   została.   Wystarczy,   że   ją   o   to 

poprosisz.

– Dlaczego tak sądzisz?
– Możesz to nazwać, jak chcesz. – Przyjaciel wzruszył ramionami. – Nie 

zdziwiłbym się, gdyby się okazało, że – ten pomysł ma na celu wyłącznie 
sprowokowanie cię do wyznania jej swoich uczuć.

– W takim razie wybrała nieodpowiedniego mężczyznę i nieodpowiedni 

sposób działania. Nie mam zamiaru jej prosić, żeby została.

– Nie?
–   Jeśli   ciągnie   ją   do   Hollywood,   Jake,   to   prędzej   czy   później   to 

pragnienie zwycięży. Nie chcę być ojcem jej dzieci, gdy ten dzień nadejdzie. 
Wolę zamknąć sprawę teraz.

– Jeśli potrafisz – odrzekł Jake.

background image

Projekt wirtualnych wakacji był już na ukończeniu. Brad rozbudował 

jeden ze swoich klubów i zainstalował w nim mały basen z falami. Ściany 
dokoła   ozdobiono   widoczkami   z   mórz   południowych.   Tu   miał   być 
zamontowany   prototyp   sprzętu   z   próbnym   programem   autorstwa   Tallii. 
Zmuszało ją to do częstych spotkań z Bradem.

–   Widzę,   że   ten   środek   na   powiększenie   biustu   daje   trwałe   efekty   – 

zażartował Brad pewnego dnia.

Tallia uśmiechnęła się nieśmiało.
– Na to wygląda.
– Cieszę się, że wreszcie nabrałaś do mnie zaufania. Może pewnego dnia 

zostawisz w domu tę perukę?

Tallia przypomniała sobie rady Bel.
– Kto wie? Może nawet rozjaśnię włosy!
Na   twarzy   Brada   pojawił   się   szybki   błysk,   który   jednak   natychmiast 

zniknął.

– Och, nie rób tego – powiedział.
On się kocha w Natashy, pomyślała Tallia z goryczą. Gdy tamta zniknie, 

ja nie będę miała żadnych szans.

Nic jednak nie była w stanie z tym zrobić. Nie mogła zabić Tallii i na 

resztę życia przedzierzgnąć się w Natashę.

– Zjesz ze mną dzisiaj kolację? – zapytał Brad.
– Przecież właśnie jemy lunch – zdziwiła się Tallia.
–   Teraz   rozmawiamy   o   interesach.   Na   kolację   chciałbym   cię   zabrać 

wyłącznie dla przyjemności – uśmiechnął się.

–   Och,   Brad!   –   zawołała   Tallia   ze   skrępowaniem.   Bel   miała   rację. 

Najpierw   trzeba   było   pozbyć   się   Natashy,   by   nie   dawać   mu   zbyt   wielu 
okazji do porównań. – Wolałabym, żebyś na razie mnie o to nie prosił!

– Powiedz mi, dlaczego tak się mnie boisz. Tallia zwiesiła głowę.
– Nie boję się ciebie, Brad.
To była prawda, ale zabrzmiała jak kłamstwo.
– Skoro tak, to zjedz ze mną kolację.
–   Dlaczego   chcesz   mnie   zaprosić?   –   zapytała,   patrząc   na   niego 

brązowymi oczami w sposób, który trochę przypominał mu Natashę.

Dobre   pytanie,   pomyślał   Brad.   Bo   pociągasz   mnie   w   jakiś   dziwny 

sposób, bardziej niż inne piękne kobiety, a skoro tak, to chciałbym, żebyś się 
mną bardziej zainteresowała. Nie powiedział tego jednak głośno z obawy 

background image

przed jej reakcją.

– Tallio, nie każdy mężczyzna jest potencjalnym gwałcicielem – rzekł 

tylko.

Tallia spojrzała na niego ze zdumieniem.  Czyżby sądził, że ona tego 

właśnie się obawia?

– Nigdy cię nie uważałam za potencjalnego gwałciciela! – zawołała.
– Nie?
–   Oczywiście,   że   nie!   Nigdy!   Nawet   tamtego   wieczoru...   –   Zamilkła 

nagle, przypominając sobie, że ma na myśli pierwszy wieczór, jaki Brad 
spędził z Natashą.

– Którego wieczoru? – zdziwił się Brad.
– Mniejsza o to. Po prostu nigdy tak o tobie nie myślałam.
– Wszyscy mężczyźni zbijają cię z tropu?
– Wolałabym, żebyś mi nie zadawał takich pytań – powiedziała Tallia ze 

smutkiem. – Możemy wrócić do tej rozmowy...

– Kiedy?
– Za kilka tygodni. Jeśli nadal będziesz chciał – dodała.
Brad usłyszał w jej głosie smutek, ale nie miał pojęcia, jakie mogły być 

jego przyczyny. Może Tallia była w trakcie terapii albo w jej życiu pojawił 
się jakiś mężczyzna  z przeszłości?  Ktokolwiek to był, Brad miał  ochotę 
zabić go za to, że rozbudzał jej lęki.

Zabawne, że w jego życiu pojawiły się jednocześnie  dwie kobiety, z 

których żadna nie chciała związać się z nim poważnie, i że on sam, choć był 
pewien, że zmienił się bardzo głęboko, nie potrafiłby określić, która z nich 
była przyczyną tej zmiany. I żadna nie chciała mu pomóc tego zrozumieć.

Może więc to on potrzebował psychiatry.

Na   czwartym   spotkaniu   Brad   zabrał   Natashę   na   wyścigi   konne.   Jeśli 

jednak   miał   nadzieję,   że   w   upalny   dzień   na   torze   wyda   mu   się   mniej 
atrakcyjna niż wieczorem w klubie, to się pomylił.

Natasha była dobra w typowaniu zwycięzców.
– Stawiam na Patsy Pokabout. Podoba mi się to imię – oznajmiła przed 

pierwszym biegiem i oczywiście Patsy Pokabout przeszedł linię mety o kilka 
długości przed innymi końmi. Pięćdziesiąt dolarów wygranej sprawiło jej 
więcej radości  niż  innym kobietom zegarek  wysadzany  brylantami.  Brad 
zmarszczył czoło, próbując zanalizować jakąś myśl.

background image

– Jesteś bardzo podobna do swojej siostry – powiedział w końcu.
– Do której, Bel? – zapytała Tallia, trzeźwiejąc nagle.
– Nie znam innych twoich sióstr.
Od tej chwili Tallia bardzo pilnie wystrzegała się spontaniczności.
Cztery   randki   mamy   za   sobą,   pomyślała.   Jeszcze   jedno   spotkanie,   a 

potem   Brad   nigdy   więcej   nie   zobaczy   Natashy.   Ostatnia   szansa,   by 
doświadczyć jego namiętności.

Och, Boże, co ona powinna zrobić?

background image

Rozdział 10

Próbował   już   przekupstwa,   powrotu   do   natury,   intymności   i 

afrodyzjaków,   a   także   podniecenia   hazardem.   Nadszedł   czas   na   ostatnią 
pułapkę.

Starannie przygotował się do piątego spotkania z Natasha. Tym razem 

musiało się udać. Tego wieczoru musiała powiedzieć: „Pocałuj mnie, Brad". 
Był pewien, że dalej już sobie poradzi. Gdy raz otrzyma pozwolenie, by jej 
dotknąć, Natasha nie będzie dłużej protestować. Wiedział, że ją pociąga, i 
nie miał pojęcia, dlaczego Natasha tak się opiera, ale gotów był założyć się o 
wszystkie swoje pieniądze, że czyni to wbrew sobie.

Tańce!   To   było   to!   Ten   pomysł   przyszedł   mu   do   głowy   nagle,   jak 

większość dobrych pomysłów. Trzeba Natashę wyciągnąć na parkiet gdzieś, 
gdzie gra bardzo dobra orkiestra...

–   Czy   mogę   cię   objąć?   –   zapytał   Brad,   gdy   melodia   zmieniła   się   z 

szybkiej   na   wolną.   Natasha   odruchowo   przysunęła   się   bliżej.   Za   nic   na 
świecie nie potrafiłaby mu teraz odmówić. Nie wiedziała, ile wina wypiła 
ani   ile   zjadła   homara,   ale   czuła   się   lekko   i   zmysłowo,   szczególnie   gdy 
patrzyła   w   jego   stanowcze,   błękitne   oczy,   przepełnione   pragnieniem   i 
namiętnością. Musiała co chwila odwracać wzrok, by zaczerpnąć tchu.

Chyba nie powinna się była zgadzać na dzisiejsze spotkanie, ale żadne z 

obu   jej   wcieleń   nie   widziało   Brada   od   tygodnia   i   tęskniła   już   do   jego 
towarzystwa. Nie powinna się była godzić na tańce, ale Brad wyciągnął ją 
na   parkiet,   gdy   muzyka   była   szybka,   ona   zaś   nie   przewidziała   w   porę 
niebezpieczeństwa albo też wolała o nim nie myśleć. Z drugiej strony jednak 
taniec w zatłoczonej salce powinien chyba być bezpieczny?

Uśmiechnęła się, odrzucając głowę do tyłu. Tego wieczoru nie nosiła 

peruki. Gdyby Bel była w domu, nie uszłoby jej to na sucho, ale siostra 
wyjechała   na   weekend   do   rodziny,   a   Tallia   zmęczona   już   była   ciągłym 
kamuflażem. Błękitne szkła kontaktowe i sztuczne rzęsy również zostały w 
domu. Z całego rynsztunku Natashy pozostał tylko wypchany biustonosz.

„Czy   mogę   być   pewien?   Muszę   to   wiedzieć"   –   śpiewał   wokalista 

aksamitnym, zmysłowym głosem. Brad na pewno zamówił tę piosenkę.

– Powiedz to – poprosił, chociaż brzmiało to raczej jak rozkaz.
– Co mam powiedzieć?

background image

– Powiedz: „dotknij mnie, Brad. Obejmij mnie".
– Dotknij mnie, Brad. Obejmij mnie – wyszeptała Tallia posłusznie.
Gdy otoczył ją ramionami, z wrażenia zaparło jej dech.
– Brad! – szepnęła.
– Tak, to ja. A ty kim jesteś? – szepnął jej do ucha.
Tallia   już   wcześniej   zdjęła   szpilki   na   wysokich   obcasach,   które 

przeszkadzały jej w tańcu, i teraz była boso. Jej głowa znajdowała się na 
wysokości szyi Brada.

– Czy chcesz, żebym cię pocałował? – zapytał, dotykając jej szyi. – Tutaj 

mogę to zrobić. Chcesz tego?

– Och, Brad!
Brad odetchnął z ulgą. Teraz już Natasha była jego. Usłyszał w jej głosie 

charakterystyczny ton i wiedział, że zwyciężył. To jednak nie wystarczało. 
Natasha   musiała   powiedzieć   to   wyraźnie.   Czekał   na   te   słowa   już 
wystarczająco długo.

– Czy mam to zrobić?
– Brad!
– Powiedz to! – jęknął. Jego ciało było napięte z podniecenia i wiedział, 

że Natasha dobrze sobie zdaje z tego sprawę. Wie, na co ma się zgodzić. Nie 
będzie miała prawa wypierać się tego później.

Tallia jeszcze nigdy w życiu nie czuła tak obezwładniającego pragnienia. 

Rozpaczliwie próbowała oszacować ryzyko. Chciała, by Brad ją pocałował, 
tylko ten jeden raz... ale jak to się skończy? Jeśli nie będzie umiała oprzeć 
mu się tutaj, wśród tłumu, to czy będzie w stanie powiedzieć „nie" później, 
gdy zostaną sami?

Nie była jednak w stanie myśleć logicznie. Pragnęła Brada. Już od zbyt 

wielu tygodni opierała się pożądaniu.

– Czego chcesz, Brad? – zapytała bezradnie.
– Chcę cię położyć na tym stole i kochać się z tobą – odrzekł posępnie, 

przeszywając ją wzrokiem. – Ale tego nie zrobię. Na tyle jeszcze potrafię się 
kontrolować. Nic więcej nie mogę ci obiecać.

Natasha drżała.
–  Będziemy  się   dzisiaj  kochać   –  mówił   Brad.  –  W  samochodzie,   na 

plaży, u mnie albo u ciebie... Pogódź się z tą myślą, bo nie chcę, żebyś 
później żałowała. Pragnę cię, ty też mnie pragniesz i to jest nasza noc. A 
teraz poproś, żebym cię pocałował.

background image

„Czy miłość trwa wiecznie?" – śpiewał wokalista.
Może sprawiło to wielokrotnie powtarzane pytanie śpiewaka, ale Tallia 

poczuła, że już dłużej nie jest w stanie się opierać.

– Czy miłość trwa wiecznie? – zapytała szeptem.
–   Nic   nie   trwa   wiecznie   –   odrzekł   Brad.   –   Ale   na   pewno   nasza 

namiętność przetrwa tę noc.

Natasha spojrzała mu  w oczy. Jego ciało znajdowało się tuż przy jej 

ciele.   Czuła   przepływające   między   nimi   fale   gorąca.   Podniosła   głowę   i 
spojrzała mu prosto w oczy.

–   Pocałuj   mnie,   Brad   –   szepnęła   i   zanim   jeszcze   skończyła   mówić, 

poczuła na swoich ustach jego gorące wargi.

Brad nie pamiętał, kiedy wyszli z klubu po tym pocałunku. Uświadomił 

sobie za to, że mylił się, sądząc, iż jego pożądanie Natashy nie jest zbyt 
głębokie. Przekonał się, że tym, co go do niej przyciągało, nie była fizyczna 
uroda ani kobiecy instynkt, lecz sama istota jej osobowości.

Gdy   muzyka   przestała   grać,   Brad   oderwał   usta   od   warg   Natashy, 

oddychając ciężko. Nie zeszli z parkietu; mocno objęci stali pośrodku sali. 
Tallia również czuła się jak zahipnotyzowana. Widziała jedynie jak przez 
mgłę   niebieskie   oczy   Brada   nad   swą   twarzą.   Jego   ciało   pociągało   ją   w 
niekontrolowany sposób. Nigdy jeszcze nie czuła takiego podniecenia, tak 
głębokiej potrzeby, by posiąść ciało i duszę drugiego człowieka.

– Wyjdźmy stąd – powiedział Brad ochryple.
Trzymając ją za rękę, poprowadził do stolika, gdzie zebrał ich rzeczy i 

rzucił   na   blat   kilka   banknotów.   Kelner   zgiął   się   w   ukłonie,   Brad   chyba 
jednak   nawet   nie   zauważył,   ile   pieniędzy   zostawił,   ogarnięty   jednym 
pragnieniem: zostać wreszcie z Natashą sam na sam.

Noc była deszczowa. Skóra Natashy lśniła w świetle lamp. Bradowi było 

zupełnie wszystko jedno, dokąd ją zabierze. Jeśli ona zechce pojechać do 
Hollywood, on pojedzie za nią, jeśli zapragnie urządzić sobie laboratorium 
w środku dżungli, to on spełni jej zachciankę... Zaraz, zaraz, zreflektował 
się, przecież tu chodzi o inną kobietę. Było jednak w tej sytuacji coś, co nie 
podlegało regułom logicznego myślenia. Brad wiedział tylko, że wreszcie 
odnalazł to, czego przez całe życie szukał.

– Jedziemy do ciebie? – zapytał. Wiedział, że każda kobieta czuje się 

bezpieczniej   na   swoim   terytorium,   a   chciał,   żeby   Natasha   czuła   się 

background image

bezpiecznie.   Przypomniał   sobie   o   jej   siostrze,   ale   ponieważ   Natasha 
powiedziała już:

„tak", pojechali do niej. Może Bel nie nocuje dzisiaj w domu, pomyślał 

Brad, naciskając guzik w windzie.

Tallia   prawie   nie   zauważyła,   że   Brad   nacisnął   trójkę.   Oprzytomniała 

dopiero wtedy, gdy drzwi windy otworzyły się i wyszli na korytarz. Na 
śmierć zapomniała, gdzie mieszka Natasha! Gdyby Brad nie nacisnął guzika 
pierwszy,   zawiozłaby   go   do   swojego   mieszkania,   które   on   znał   jako 
mieszkanie Tallii. Uderzona tą myślą, stanęła pośrodku korytarza, usiłując 
sobie przypomnieć, kiedy przestała mówić z południowym akcentem.

– Co się stało? – zapytał Brad z uśmiechem. Przyciągnął ją do siebie i 

znów pocałował, a potem prawie zaniósł do drzwi mieszkania Bel.

Tallia chyba od samego początku wiedziała, że tak się to musi skończyć. 

Pragnęła   Brada   i   jako   Natasha   mogła   go   mieć.   Trzeba   było   tylko 
wykorzystać szansę. Nie miała pojęcia, co przyniesie jej przyszłość.

Otworzyła drzwi kluczem i weszli do środka. Zaraz za progiem Brad 

znów pochwycił ją w ramiona.

– Gdzie jest sypialnia? – jęknął, podnosząc ją do góry.
Tallia poczuła, że świat wokół niej zawirował. Dokonała wyboru. Teraz 

już nie było odwrotu.

background image

Rozdział 11

Tallia obudziła się i przeciągnęła ze zmysłowym uśmiechem. A więc to 

jest szczęście. Tego właśnie szukała, to było dane jej rodzicom, dzięki temu 
udało im się wytrwać razem nawet w najtrudniejszych chwilach.

To była miłość! Kochała Brada chyba już od pierwszego spotkania, choć 

wtedy   była   zbyt   zdenerwowana   i   przejęta   kamuflażem,   by   to   zauważyć. 
Uśmiechnęła się do tej myśli, zdumiona cudem miłości.

Łóżko obok niej było puste. Przewróciła się na bok i wtuliła twarz w 

poduszkę, na której spał Brad, chłonąc jego zapach.

– Brad? – zawołała.
Jego zegarek leżał na stoliku pod lampą. Była dziewiąta. Przez szyby do 

pokoju wlewało się światło słońca. Deszcz przestał już padać. Tallia leniwie 
wzięła   zegarek   do   ręki   i   nałożyła   go   na   swój   przegub,   ciesząc   się   jego 
wielkością i ciężarem. Przypominał kajdanki. Była teraz przykuta do Brada, 
ale   to   zniewolenie   paradoksalnie   obdarzało   ją   nowym,   nie   znanym 
dotychczas poczuciem wolności. Miała wrażenie, że gdyby chciała, mogłaby 
pofrunąć.

– Brad? – zawołała jeszcze raz, spoglądając na drzwi.
Miłość wszystko zmieniła, pozwoliła jej dostrzec rzeczy, które powinna 

była zauważyć już wcześniej. Teraz musi mu tylko wszystko wyjaśnić. Po 
ostatniej   nocy   była   pewna,   że   Brad   ją   kocha,   czuła,   że   chciał   jej   to 
powiedzieć... ona również pragnęła mu wyznać swoją miłość, ale zachowała 
to wyznanie na później. Teraz jednak nie mogła już dłużej czekać.

Wyskoczyła z łóżka, naga w porannym słońcu, czując, że jej ciało nigdy 

nie było piękniejsze, że nigdy nie było naprawdę piękne, dopóki on go nie 
dotknął.

– Brad?
Drzwi do łazienki były otwarte. Tallia poszła w stronę salonu i kuchni.
Mieszkanie było puste, a łańcuch zdjęty z drzwi. Brad zniknął.

Na pewno wyszedł tylko po gazetę albo bułeczki na śniadanie, myślała 

Tallia, krzątając się po kuchni. Zaparzyła kawę i nakryła stół na balkonie. 
Piła swoją kawę w porannym słońcu, przeglądając wczorajszą gazetę. Kawa 
w dzbanku zdążyła już wystygnąć, a Brada nadal nie było. Po raz setny 

background image

Tallia spojrzała na zegarek: dziewiąta czterdzieści.

Przyszło jej coś do głowy i sprawdziła całe mieszkanie, szukając jakiejś 

kartki, ale niczego nie znalazła. Gdyby Brad miał jakieś ważne spotkanie w 
niedzielę   rano   albo   inny   powód,   by   ją   opuścić,   to   przecież   zostawiłby 
wiadomość?

Zaczęła się martwić, że zdarzył mu się wypadek. Przyszło jej do głowy, 

by zadzwonić na policję, wyobraziła sobie jednak, jak wyjaśnia, kim jest i 
co się stało: „Ostatniej nocy, po kilku tygodniach nalegań, po raz pierwszy 
poszłam do łóżka z pewnym mężczyzną. Wyszedł dzisiaj wcześnie rano z 
mojego mieszkania, nie zostawiając żadnej wiadomości, i do tej pory nie 
wrócił". Powiedziała te zdania na głos i wyobraziła sobie reakcję policjanta, 
który by je usłyszał, po czym skrzywiła się boleśnie.

O   dziesiątej   zadzwonił   telefon.   Tallia   natychmiast   pochwyciła 

słuchawkę.

– Halo? – zawołała z nadzieją.
– Tallia? – odezwał się głos Brada. Zadrżała w szoku, przypominając 

sobie, że Brad znał ten numer jako numer Tallii.

– Cześć, Brad! Co słychać?
– Czy masz dzisiaj czas?
Zaskoczona, zamrugała oczami.
– Czy mam... Tak, chyba tak – odrzekła niepewnie. Po raz pierwszy Brad 

zadzwonił do niej do domu. Zawsze kontaktował się z nią w pracy.

–   To   świetnie.   Czy   moglibyśmy   się   spotkać   w   moim   klubie   za   pół 

godziny?

–   Tak,   ale   co...   –   Zreflektowała   się   jednak   i   powiedziała   szybko:   – 

Dobrze, do zobaczenia – a potem odłożyła słuchawkę.

Przez chwilę stała nieruchomo, patrząc w przestrzeń. Co się właściwie 

działo? Brad nigdy wcześniej nie prosił jej, by pracowała w weekendy, choć 
Tallia   czasami   robiła   to   z   własnej   woli.   Naraz   jednak   dotarła   do   niej 
świadomość, że jeśli Brad dzwonił do Natashy, to wiadomość  jest w jej 
własnym mieszkaniu, na górze!

Pobiegła do siebie i włączyła sekretarkę, niecierpliwie czekając, aż taśma 

się przewinie. Na pewno Brad dzwonił do Natashy, a ponieważ nie było jej 
w domu, postanowił popracować!

– Cześć! To ja – odezwał się z taśmy głos Bel. – Nie zostanę tu dzisiaj na 

noc, wieczorem będę w domu. Pogadamy, gdy wrócę.

background image

To   była   jedyna   wiadomość.   Tallia   wpatrzyła   się   w   sekretarkę,   która 

wyłączyła   się   bezlitośnie.   Nie   miała   jednak   czasu   na   rozmyślania.   Pół 
godziny to bardzo niewiele czasu.

Musiała   się   przebrać   za   Tallię,   choć   miała   zamiar   dzisiaj   wyznać 

Bradowi prawdę. Nie mogła jednak pokazać mu się we własnej skórze bez 
żadnego   ostrzeżenia,   toteż   starannie   umocowała   wkładkę   na   zębach   i 
włożyła   brązowe   szkła   kontaktowe.   Zanosiło   się   na   upalny   dzień. 
Wepchnęła   włosy   pod   czapkę   baseballową,   ubrała   się   w   dżinsy   i   biały 
podkoszulek. Spojrzała w lustro i stwierdziła, że jeśli będzie nadal w tym 
samym tempie pozbywać się kamuflażu, to już niedługo Brad bez żadnej 
pomocy zdoła dodać dwa do dwóch.

Podszedł do niej, ledwie stanęła w progu klubu, ale nie poprowadził jej 

do   piwnicy,   gdzie   instalowano   urządzenie   do   przebywania   w   wirtualnej 
rzeczywistości,   lecz   do   windy,   a   stamtąd   na   dach   budynku.   Na   małym 
lądowisku stał helikopter. Brad ujął ją pod rękę i pomógł wsiąść do kabiny.

– Brad, gdzie my właściwie... – zaczęła Tallia, ale on bez słowa usiadł na 

miejscu pilota i włączył silnik.

Unieśli   się   wysoko   nad   miastem   i   skierowali   na   zachód,   w   stronę 

lśniącego w promieniach słońca morza. Po chwili znaleźli się nad wodami 
zatoki. Tam Brad skręcił na północ. Tallia siedziała w całkowitym milczeniu 
przez kwadrans, a potem nagle zrozumiała, dokąd zmierzają.

Obróciła się do niego i wykrzyknęła:
– Czy lecimy do...
Urwała jednak, uświadamiając sobie, że nie może zapytać: Czy lecimy 

do twojego domku? bo to przecież Natasha była tam gościem Brada.

Ale   tam  właśnie   zmierzali.   Z  każdą   minutą   Tallia   była  tego   bardziej 

pewna. Nie miała tylko pojęcia, co ta wyprawa ma oznaczać. Zapewne Brad 
miał   w   tym   jakiś   interes.   Ale   jaki?   Gdyby   wybierał   się   na   wyspę   dla 
przyjemności, zabrałby raczej Natashę.

To wszystko nie miało sensu!
Wkrótce helikopter zaczął zataczać  kręgi nad jeziorem.  Ryk silników 

zamilkł i w uszach Tallii zadudniła cisza.

– Brad, co się właściwie dzieje?
Od jego uśmiechu stopniało jej serce.
– Obydwoje ostatnio ciężko pracowaliśmy – odrzekł.

background image

 – Czas na mały odpoczynek.
Wyciągnął kilka toreb z zakupami i wygramolił się z helikoptera. Tallia 

siedziała nieruchomo, dopóki nie otworzył drzwi po jej stronie.

– Chodź! – rzekł i wziął ją za rękę. – Woda jest doskonała!
– Nie mam kostiumu kąpielowego – zaprotestowała Tallia, idąc za nim 

do domku. W kuchni Brad postawił torby na stole i podał jej plastikową 
torebkę z emblematem jednego z najdroższych sklepów w Vancouverze.

– W środku znajdziesz kilka różnych kostiumów. Któryś powinien na 

ciebie pasować – rzekł i zajął się upychaniem zakupów w lodówce.

Tallia nie mogła dojść do siebie ze zdumienia.
– Brad, myślałam, że dzwonisz w sprawie pracy!
– W niedzielę? – zdziwił się, nie przerywając swego zajęcia. – Ja nigdy 

nie pracuję w niedzielę. Ludzie, którzy nie przeznaczają jednego dnia w 
tygodniu   na   wypoczynek,   umierają   na   atak   serca.   Poza   tym   zdobywają 
pieniądze kosztem wszystkich innych rzeczy w życiu, a pieniądze nie są aż 
tak ważne.

– Tak, ale...
Brad podniósł na nią wzrok.
– Idź do tamtego pokoju i przebierz się – nakazał, popychając ją lekko w 

stronę drzwi. Na pożegnanie klepnął ją w pośladek. Tallia rzuciła mu przez 
ramię   pełne   zdumienia   spojrzenie.   Jego   stosunek   do   niej   wyraźnie   się 
zmienił. Zawsze traktował ją delikatnie i z dystansem, teraz jednak – Tallia 
sama nie mogła w to uwierzyć – zachowywał się jak drapieżnik.

Tym razem to Tallia miała otrzymać swoją porcję zalotów Brada.
Wszystkie   kostiumy   kąpielowe,   które   znalazła   w   torebce,   były 

dwuczęściowe. Wybrała ten, który zasłaniał najwięcej ciała, choć i on nie 
ukrywał   zbyt   wiele.   Kostium   był   w   tropikalne   wzory,   błękitnozielony   z 
dodatkiem różowego. Gładko przylegał do ciała, miał wysoko wycięty dół i 
górę na szerokich ramiączkach. Tallia związała włosy w węzeł na czubku 
głowy z nadzieją, że Brad nie od razu zauważy zmianę ich koloru.

– Och, ufarbowałaś włosy! – zawołał jednak z aprobatą, gdy pojawiła się 

przed domkiem. – Wyglądasz bardzo atrakcyjnie.

– Dziękuję – wyjąkała.
Brad rozebrał się już i był tylko w spodenkach. Tallia wpatrzyła się w 

niego   z   podziwem.   Nie   wiedział,   że   ona   zna   już   jego   ciało.   Na   widok 
mocnych ramion i ud westchnęła i pochyliła głowę, by Brad nie zauważył jej 

background image

znaczącego uśmiechu.

– To pachnie bardzo apetycznie – powiedział, odsuwając przykrywkę z 

grilla. – Idziemy popływać?

Pochwycił ją za rękę i wbiegli do wody. Jednocześnie ruszyli kraulem w 

stronę   środka   jeziora.   Płynęli   obok   siebie;   Tallia   była   pewna,   że   Brad 
zwalnia   tempo   ze   względu   na   nią.   Po   kilku   minutach   zatrzymali   się   na 
mieliźnie i Tallia dopiero teraz zauważyła przed sobą niewielką wyspę.

– Och! Nie widziałam tej wyspy, gdy... – ugryzła się w język. – Gdy 

byliśmy na brzegu – dokończyła.

– Występuje tu pewnego rodzaju złudzenie optyczne – wyjaśnił Brad. – 

Opłyniemy ją dokoła?

Po   kilku   okrążeniach   wyspy   Tallia   poczuła   się   zmęczona.   Wyszli   na 

stromy   brzeg   i   opadli   na   ciepłe   kamienie.   Leżeli   obok   siebie,   tak   jak 
ostatniej nocy, dysząc ze zmęczenia.

– Wspaniałe! – powiedziała Tallia, gdy jej oddech trochę się wyrównał. 

–   Co   to   za   przyjemność   popływać   dla   odmiany   w   czystej   wodzie! 
Zazdroszczę ci, że to jezioro należy do ciebie!

Znów ugryzła się w język. Tallia nie powinna wiedzieć o tym, że Brad 

jest właścicielem całego jeziora. On jednak chyba nie zwrócił na to uwagi. 
Mimo wszystko czas było już skończyć tę grę. Usiadła, podciągając kolana 
pod brodę.

– Brad – zaczęła – co do Natashy Fox, to...
On również usiadł i uśmiechnął się w sposób, od którego po całym ciele 

Tallii rozlało się przyjemne ciepło.

– Tallio – powiedział cicho – nie martw się o Natashę.
Ona zupełnie nic dla mnie nie znaczy i już się z nią nie widuję.
Tallia zamrugała powiekami.
– Jak to?
– Natasha Fox należy do tych kobiet, na których punkcie mężczyzna 

może zwariować na jakiś czas, ale potem, pewnego dnia, to po prostu mija.

– Minęło ci? – powtórzyła oszołomiona. – Jakim sposobem?
Ciekawa była, czy Brad przyzna, że minęło mu, bo w końcu zaciągnął 

Natashę do łóżka. Poczuła wzbierający gniew.

– Nieważne, jak – powiedział Brad autorytatywnie.
Nigdy jeszcze Tallia nie słyszała u niego takiego tonu.
Uśmiechał się do niej, jakby wiedział, skąd się biorą jej wątpliwości, i 

background image

chciał   ją   zapewnić,   że   to   tylko   głupie   kobiece   lęki.   Takiego   uśmiechu 
również nie widziała wcześniej na jego twarzy. Przez chwilę zastanawiała 
się,   czy   Brad   dopasowuje   swój   sposób   bycia   do   osobowości   kobiety,   w 
której towarzystwie akurat przebywa.

– Czy Natasha wie, że to już koniec?
Brad skinął głową.
– Umawialiśmy się na pięć spotkań. Ostatnie było wczoraj wieczorem.
– Rozumiem.  A teraz moja kolej, tak? Ile spotkań masz w planie? – 

zapytała Tallia ironicznie.

Brad uśmiechnął się zagadkowo.
– Wydaje mi się, że jesteś zdenerwowana. Dlaczego?
– Nie jest mi szczególnie przyjemnie odkryć, że znalazłam się na liście 

twoich   potencjalnych   zdobyczy,   a   ponieważ   kobieta   przede   mną   została 
wykreślona,   to   przyszedł   czas   na   mnie   –   rzekła   przez   zaciśnięte   gardło. 
Nagle wstała, weszła do wody i zaczęła płynąć do brzegu. W głowie jej 
wirowało. A więc ostatnia noc z Natashą nic dla niego nie znaczyła! Podczas 
gdy   ona   zaczynała   go   kochać,   dla   Brada   było   to   tylko   wybijanie   sobie 
Natashy z głowy! Boże, i co teraz? Jasne było, że teraz Brad spróbuje w 
podobny sposób wybić sobie z głowy Tallię. Jak miała się bronić?

– Potrzebowała czasu do namysłu, ale Brad właśnie tego nie zamierzał 

jej dać. On również wszedł do wody  i płynął za nią. Wkrótce się z nią 
zrównał.   Tallia   miała   wrażenie,   że   Brad   pilnuje   jej   jak   pies,   i   po   raz 
pierwszy przyszło jej do głowy, że to, co brała za zrozumienie jej lęków, 
było po prostu strategią mężczyzny, który zachowywał całą swoją amunicję 
na decydujące starcie.

Brzeg był coraz bliżej, a Tallia nadal nie miała pojęcia, co robić. Nie 

mogła wyładować na Bradzie gniewu, nie ujawniając zarazem, jak wiele wie 
o   całej   tej   historii   z   Natashą.   A   wyznanie   mu   prawdy   w   tej   chwili   nie 
wchodziło w grę. Brad powiedział już przecież, że nie ma zamiaru więcej 
widywać się z Natashą. Skoro Tallia pomyliła się w ocenie uczuć Brada do 
Natashy, równie dobrze mogła się mylić w ocenie jego uczuć do siebie. Była 
pewna, że uczucia te nie mogą być silniejsze. Wyglądało na to, że skazana 
jest na podwójnie złamane serce.

Trzeba jakoś przetrwać ten dzień, a potem zastanowić się, co robić dalej. 

W tej chwili miała zbyt wielki zamęt w myślach. Wyszła na brzeg, a Brad 
tuż   za   nią.   Zanim  zdążyła   się   zorientować,   co   on   robi,   objął   ją   od   tyłu 

background image

ramionami i mocno przycisnął do siebie.

– Jesteś taka piękna, Tallio – szepnął, całując ją w kark.
Tallia poczuła dreszcz przeszywający całe ciało. Chciała się odsunąć od 

Brada, ale na wspomnienie ostatniej nocy poczuła, że nogi odmawiają jej 
posłuszeństwa.

– Puść mnie, Brad – zaprotestowała bez przekonania. W odpowiedzi jego 

usta przesunęły się dalej, na ramię, a palce odsunęły ramiączko kostiumu.

– Zrelaksuj się i ciesz się pogodnym dniem – wymruczał Brad.
– Dlaczego nie? szepnął zdradziecki głos w jej duszy. To wymarzony 

kochanek, który ciebie pożąda.

Kolana   ugięły   się   pod   nią   i   opadła   na   płócienny   leżak,   próbując 

pozbierać myśli. Brad pragnął jej, bo uważał ją za nową zdobycz, ona jednak 
wiedziała, że tak nie jest. Kochał się już z nią ostatniej nocy. Gdyby teraz 
powiedziała   mu,   kim  jest,   na   pewno   już   by   jej   nie   chciał.   Tylko   w   ten 
sposób mogła się uchronić przed kolejnym rozczarowaniem.

Z drugiej strony nadal pragnęła Brada i jeśli chciała go mieć, to musiała 

trwać   w   kłamstwie.   Po   co   miałaby   przyśpieszać   to,   co   i   tak   jest 
nieuniknione? Lepiej będzie odwlekać tę chwilę jak najdłużej. Niech Brad 
wierzy, że Tallia jest jego kolejną zdobyczą.

Boże, co robić?

background image

Rozdział 12

Brad zawinął dwa ziemniaki w folię i wsunął je pod rozżarzone węgle 

grilla.

– To potrwa mniej więcej godzinę – oznajmił. – Napijesz się czegoś?
Nie   czekając   na   odpowiedź,   zniknął   w   domku   i   po   chwili   wrócił   z 

butelką   szampana   i   dwoma   kieliszkami.   Ze   swobodą,   jaka   mogła   być 
wynikiem tylko długiej praktyki, otworzył korek tak, że piana nie wylała się 
z butelki, i napełnił kieliszki.

– Za obopólne zadowolenie! – rzekł, podając jej jeden z nich.
Zachowywał   się   jak   Casanovą!   Tallii   nie   podobało   się   to,   ale 

jednocześnie nie potrafiła się oprzeć jego fizycznemu  urokowi. Brad był 
najatrakcyjniejszym mężczyzną, jakiego do tej pory spotkała. Podniecał ją 
sam jego wygląd, a teraz w dodatku wiedziała, że jest on wyrafinowanym 
kochankiem,   jakby   specjalnie   dla   niej   stworzonym.   Wyraźnie   jednak 
rozumiała,   że   jest   to   również   mężczyzna   pozbawiony   skrupułów,   jeśli 
chodzi   o   uwodzenie   kobiet.   Przypomniała   sobie   jego   słowa,   że   Jake 
Drummonds   zmienia   kobiety   częściej   niż   samochody,   i   miała   ochotę 
krzyczeć.   Wyglądało   na   to,   że   Brad   zmienia   kobiety   po   każdych   pięciu 
kolacjach!

Ale jeśli w łóżku zawsze zachowywał się tak jak ostatniej nocy, to trzeba 

przyznać, że zasłużył na swoje sukcesy, pomyślała z goryczą.

Pierwszy kieliszek szampana wypiła stanowczo za szybko. Chciało jej 

się pić i właściwie powinna zacząć od szklanki wody. Brad natychmiast 
ponownie napełnił jej kieliszek. Siedzieli w słońcu, z nogami opartymi na 
stoliku. Tallia robiła się coraz bardziej senna.

– Rozłożymy ten leżak i nasmaruję cię olejkiem, a potem odpoczniesz i 

popatrzysz, jak przygotowuję obiad – rzekł Brad, gdy Tallia wysączyła drugi 
kieliszek cudownie chłodnego szampana.

Uśmiechnęła   się   sennie.   Ton   głosu   Brada   sugerował,   że   nie   zacznie 

gotować, dopóki się nie upewni, że Tallia odprężyła się należycie, nie była 
jednak w stanie się opierać. Nie jadła śniadania, rano wypiła tylko kawę. 
Dwa kieliszki szampana na pusty żołądek w piękny, upalny dzień... W takiej 
sytuacji niezmiernie trudno było odrzucić zaloty przystojnego, seksownego, 
półnagiego   mężczyzny.   Posłuchała   polecenia   Brada   i   położyła   się   na 

background image

brzuchu na rozłożonym leżaku.

Usłyszała stuknięcie plastikowej zakrętki i poczuła zapach kokosów i 

banana. Brad odpiął pasek jej stanika, odsłaniając plecy. Jego dłonie, śliskie 
od olejku, dotknęły jej ciała. Palce odnalazły twarde mięśnie karku i zaczęły 
je delikatnie masować. Tallia poczuła, jak zesztywnienie, będące skutkiem 
długich godzin spędzonych przy komputerze, ustępuje. Brad nie śpieszył się, 
powoli jednak jego dłonie przesunęły się na ramiona i Tallia pojęła, że jego 
celem   wcale   nie   jest   nasmarowanie   jej   olejkiem.   To   był   pełny   masaż. 
Westchnęła z rozkoszy.

Jego  dłonie przesuwały  się wzdłuż kręgosłupa,  masując  każdy  kręg i 

przyczepione   do   niego   mięśnie.   Brad   zaczął   od   dołu   pleców   i   powoli 
wędrował do góry. Masował kciukami krzyż, opierając pozostałe palce na 
biodrach Taili. Na przemian gładził i ugniatał jej mięśnie. Każdy jego ruch 
był dla Tallii rozkoszą. Zapach olejku kokosowego, palące słońce i silne 
dłonie Brada... Opór Tallii malał w zastraszającym tempie.

Od pleców Brad przeszedł do ramion, łokci, przegubów i dłoni. Wsunął 

palce między  jej palce, rozsuwając  je szerzej gestem tak erotycznym, że 
Tallia jęknęła. Brad jednak nie reagował na wydawane przez nią odgłosy, 
toteż po chwili umilkła i skupiła się na przeżywaniu przyjemności.

Przesunął   dłonie   znów  na   jej   plecy,  a   stamtąd   na   wewnętrzną   stronę 

ramion i na boki odsłoniętych piersi, a potem znów na biodra. Każdy ruch 
jego   palców   był   magiczny.   Tallia   topniała   jak   wosk.   Jej   ciało   stało   się 
zupełnie bezwolne, zanim jeszcze Brad dotknął jej nóg.

Zaczął   od   stóp,   mocno   przytrzymując   jedną   i   jednocześnie   wbijając 

kciuk we wrażliwy punkt na podeszwie drugiej. Potem zajął się palcami, 
przeszedł do pięt i kostek i powoli, niespiesznie wędrował w górę po łydce. 
Tallia cała drżała w oczekiwaniu na to, co miało nastąpić dalej. Wreszcie 
dłonie Brada znalazły się na jej udzie, zataczając kręgi od kolana do biodra. 
Końce palców przelotnie muskały jej bikini. Brad systematycznie rozbudzał 
w niej pożądanie, którego jednak nie śpieszył się rozładować. Gdy zaczął 
masować jej pośladki, czubki jego palców jakby przypadkiem wsuwały się 
pod materiał kostiumu.

Wrócił do drugiej stopy. I znów to samo: długie, powolne muśnięcia. 

Niecierpliwość   Tallii   rosła   z   chwili   na   chwilę.   I   znów   posmarowane 
olejkiem   palce   znalazły   się   na   jej   udzie,   ocierając   się   przelotnie   o 
najwrażliwsze miejsce jej ciała.

background image

Potem  Brad   położył   jedną   dłoń   na   każdym   udzie   Tallii,   masując   ich 

wewnętrzną stronę aż do linii kostiumu.

– Obróć się – powiedział łagodnie.
Tallia nie była w stanie wykrztusić ani słowa. Uniosła się, przytrzymując 

jedną ręką stanik kostiumu, i położyła się na plecach.

Brad zaczął od jej twarzy, delikatnie głaszcząc czoło, oczy, policzki i 

wargi. Tallia na chwilę otworzyła oczy, on jednak nie zwrócił na to uwagi, 
skupiony na płatkach uszu. Gdy dotarł do ramion, bez słowa odrzucił stanik 
na bok.

Gładził jej piersi lekkimi, lecz pewnymi ruchami, obejmował je dłońmi, 

aż stały się obolałe z nie rozładowanego pożądania. Nagle poraziło Tallię 
uderzenie ciepłego gorąca i otworzyła oczy. Usta Brada otaczały czubek jej 
piersi. Tallia westchnęła i odrzuciła głowę do tyłu. Brad ucałował z kolei 
drugą pierś, zatrzymując na niej usta przez dłuższą chwilę. Potem przyszła 
kolej na brzuch, a później Brad znów wrócił do stóp i powoli posuwał się 
coraz wyżej.

Tallia z trudem tłumiła jęki rozkoszy. Dawno już minęła ostatnia chwila, 

w której mogła stawić opór. Teraz miała ochotę błagać go, by nigdy nie 
kończył. Brad rozsunął jej uda, by zyskać dostęp do ich wewnętrznej strony. 
Ten ruch, nacisk jego dłoni, podnieciły Tallię jak nic dotąd w życiu.

Jego kciuk zatrzymał się na wzgórku między jej udami i przez cienki 

materiał kostiumu gładził wrażliwe miejsce. Tallia poczuła, że kręci jej się w 
głowie.   Miała   wrażenie,   że   za   chwilę   zasłabnie.   Pod   zamkniętymi 
powiekami nie widziała już światła, lecz czarne kręgi.

Palce Brada odsunęły na bok elastyczną tkaninę. Tallia była naga. Nic 

już nie mogło powstrzymać doznań, które ogarniały całe jej ciało, od czubka 
głowy aż po palce stóp.

Wykrzyknęła,   wstrząsana   dreszczem   rozkoszy.   Kciuk   Brada   nie 

przestawał jej gładzić, dopóki drżenie nie minęło. Tallia uśmiechnęła się 
leniwie.

– Dziękuję – powiedziała, ale zamilkła, gdy dłonie Brada zatrzymały się 

na brzegu jej kostiumu i ściągnęły go przez biodra. Teraz naprawdę była 
naga.   Brad   jeszcze   szerzej   rozsunął   jej   uda   i   w   następnej   chwili   Tallia 
poczuła ciepło jego ust.

Rozkosz, która na nowo budziła się w jej ciele, była zupełnie inna i dotąd 

nie znana. Pochodziła z głębin, o których Tallia nie miała wcześniej pojęcia. 

background image

Czuła się tak, jakby za chwilę miała eksplodować. W końcu krzyknęła coś 
dziwnym, gardłowym głosem. Wszystkie jej myśli uleciały gdzieś daleko.

Nie  była   pewna,  jak  długo  już  tu  jest  i  czy   spała.  Otworzyła  oczy   i 

zobaczyła   nad   sobą   duży   plażowy   parasol.   Wokół   roznosił   się   zapach 
steków pieczonych na grillu. Usiadła, przyciskając do siebie dużą koszulkę, 
którą nakrył ją Brad.

– Dobrze spałaś? – zapytał.
Tallia poczuła onieśmielenie. Odkryła przed nim tę część siebie, której 

nikt jeszcze nie widział.

– Jak długo spałam?
– Obiad jest już prawie gotowy. Jeśli chcesz popływać, to w tej chwili 

masz ostatnią szansę.

Jezioro  wyglądało kusząco.  Woda była świeża  i przejrzysta. Kostium 

kąpielowy Tallii wisiał na poręczy leżaka, ona jednak nie miała ochoty się 
ubierać.   Wstała,   przytrzymując   koszulkę,   którą   się   okrywała,   weszła   na 
drewniany pomost i wskoczyła do wody.

Woda   była   niebiańska.   Tallia   po   raz   pierwszy   w   życiu   poczuła   się 

jednością   z   całym   wszechświatem.   Była   wodą   i   pływającą   w   niej   rybą, 
blaskiem słońca na falach, niebem i powiewem wiatru. Leniwie płynęła w 
stronę wyspy, a chłodna woda pieściła jej ciało.

Brad   dał   jej  nie   tylko   fizyczną   przyjemność,   ale  także   radość   duszy. 

Powinna chyba martwić się, dokąd to uczucie ją doprowadzi. W tej chwili 
jednak nie miała ochoty na myślenie. Odłożyła to na później.

Wytarła się do sucha, nałożyła bikini oraz koszulkę i usiadła przy stole, 

na którym Brad ustawił talerze z sałatką, czosnkowymi stekami, pieczonymi 
ziemniakami oraz miseczkę ze śmietaną.

– Jeśli będę spędzać więcej czasu w twoim towarzystwie, to na pewno 

utyję – zauważyła, krojąc delikatne, wspaniale soczyste mięso.

Brad uniósł brwi.
– Gotujesz tak świetnie, że nie sposób oprzeć się łakomstwu – wyjaśniła.
– Jesteś taka szczupła, że kilka obfitych posiłków z pewnością ci nie 

zaszkodzi.

Tallia już otwierała usta, by mu powiedzieć, że jest o wiele za gruba, bo 

nowe trendy w modzie wymagają drastycznie chudych modelek, ale w porę 

background image

ugryzła się w język.

– Będę musiała sporo poćwiczyć w następnym tygodniu, żeby zrzucić te 

dwa ostatnie posiłki, które...

Znów  urwała   w  pół   słowa.   Każdy   temat   wydawał  się   niebezpieczny. 

Brad patrzył na nią badawczo. Tallia wzruszyła ramionami.

– Wolę ćwiczyć, zamiast katować się  dietami  – wyjaśniła obojętnym 

tonem. – Gdzie się nauczyłeś tak gotować?

– Co chciałaś powiedzieć? – Brad nie dał się zwieść. – Dwa ostatnie 

posiłki, które...

– Wczoraj wieczorem jadłam kolację z kimś, kto również próbował...
– Stępić twoją czujność smacznym jedzeniem?
Tallia uśmiechnęła się i znów wzruszyła ramionami. To właściwie nie 

było kłamstwo, ale sprawiło, że nie czuła się dobrze.

– A czy mu się udało? – zapytał Brad, przeżuwając kawałek steku.
Tallia zaczerwieniła się.
– Co za pytanie! To nie twoja sprawa!
Brad uśmiechnął się bez śladu zazdrości.
– No cóż, jesteś bardzo atrakcyjną kobietą i jestem pewien, że czeka nas 

jeszcze wiele miłych przeżyć.

–   W   każdym   razie   tak   długo,   dopóki   będziesz   tego   potrzebował   – 

odparowała.

– A dlaczego myślisz, że lubię szybkie podboje?
– Twój stosunek do mojej poprzedniczki dał mi wiele do myślenia.
– Ale może to właśnie tobie uda się zatrzymać przy sobie na dłużej moje 

serce.

Tallia wiedziała, że te słowa nic nie znaczą, a jednak serce zabiło jej 

mocniej. Uśmiechnęła się do Brada.

– Ale nie wiadomo, czy to właśnie tobie uda się zatrzymać mnie przy 

sobie – odrzekła.

Natychmiast jednak pożałowała tych słów, bo oczy Brada pociemniały i 

pojawił się w nich ten sam wyraz, który jako Natasha widziała ostatniej 
nocy.

background image

Rozdział 13

– A więc – rzekł Jake, wyjmując z lodówki dwie puszki piwa – więc jak 

ci idzie z twoją... wynalazczynią i z królową piękności?

Rzucił jedną puszkę Bradowi. Siedzieli przy basenie Jake'a i oglądali 

telewizję.

– Tak się składa, że przed przyjazdem tutaj odwiozłem Tallię do domu.
– Tallia to ta o przeciętnej urodzie, ale inteligentna, tak?
– To twoje zdanie – odrzekł ze spokojem Brad.
– Spędziłeś z nią cały dzień?
Brad skinął głową i podniósł do ust garść chipsów.
– I jak było?
– Mniej więcej tak, jak planowałem.
– Więc dlaczego teraz jesteśmy tu sami?
– Jake, wiesz, że umówiliśmy się, żeby obejrzeć mecz. Postawiłem pięć 

dolarów na Lionsów.

– Oni nie wygrają tylko dlatego, że ty będziesz na nich patrzył.
– Nigdy nic na pewno nie wiadomo – mruknął Brad.
– Spędziłeś z Tallią cały dzień, a potem odwiozłeś ją do domu o szóstej 

po  południu  po  to,  żeby   przyjść  tutaj  i  oglądać  mecz?  –  zapytał  Jake  z 
niedowierzaniem.

– Jake, twój problem polega na tym, że jesteś zbyt zachłanny. Brakuje ci 

finezji. Zawsze trzeba zostawić kobietę w takim stanie, żeby miała ochotę na 
więcej – stwierdził Brad.

–   Ja   uważam,   że   jeśli   zostawisz   ją   w   takim   stanie,   to   weźmie   sobie 

więcej od jakiegoś innego faceta.

– Nie Tallia.
– A czy sprawa Natashy nadal jest aktualna?
– Przyznaję, że nie tak miało być, ale jestem ciekaw, czy ona zechce się 

ze mną jeszcze zobaczyć.

– Nie chcesz przypadkiem, żebym zdjął ci ten kłopot z głowy?
Brad odstawił puszkę z piwem i rzucił przyjacielowi groźne spojrzenie.
– Jake, dobrze wiesz, że obie te kobiety są mi koniecznie potrzebne do 

szczęścia,   i   zatłukę   cię   na   śmierć,   jeśli   spróbujesz   którejkolwiek   z   nich 
choćby uścisnąć dłoń.

background image

– I ty śmiesz nazywać mnie człowiekiem zachłannym?
– Jest pewna różnica między zachłannością a koniecznością.
– Rzucasz się na głęboką wodę, chłopcze – ostrzegł go Jake nie bez 

pewnego rodzaju satysfakcji. – Czy one... Ach, nie wiem, jak powinienem to 
ująć... Czy one wiedzą o sobie nawzajem?

– Naturalnie – odrzekł z uśmiechem Brad. – Mieszkają w tym samym 

domu.

– I jak to możliwe, że się wzajemnie nie pozabijały?
– Natasha mieszka z siostrą. Jake potrząsnął głową.
– Podobno znają się tylko z widzenia – dodał Brad.
– Chłopcze, angażujesz się w niebezpieczne gry. Powinieneś dać sobie z 

tym spokój. Jak to się skończy?

Brad sięgnął po pilota i ściszył telewizor.
– Zgodnie z moim życzeniem – oznajmił z uśmiechem, po czym nagle 

spoważniał. – A w każdym razie mam taką nadzieję.

– Natasha?
– Brad?!
– Tak, to ja. Co u ciebie słychać?
Serce   Tallii   zaczęło   bić   tak   głośno,   że   ledwie   słyszała   głos   swojego 

rozmówcy.

– Co... Hm, wszystko w porządku. A dlaczego pytasz?
– Jak to, dlaczego? Nie powinnaś chyba się dziwić, że po ostatniej nocy 

chcę cię zapytać, jak się czujesz?

– Och! Nie, ale...
–   Przepraszam,   że   cię   zostawiłem   samą,   ale   bardzo   wcześnie   rano 

dostałem   pilną   wiadomość   i   nie   chciałem   cię   budzić.   Przez   cały   dzień 
pracowałem.

– Naprawdę? – zapytała Tallia, z trudem kryjąc oburzenie. Miała ochotę 

powiedzieć temu bezczelnemu kłamcy, że właśnie spotkała w korytarzu jego 
współpracowniczkę i tamta wyjawiła jej, iż spędziła cały dzień w domku 
Brada, ale uznała, że lepiej będzie pozwolić mu na łgarstwo.

– Tak. Miałem spotkanie na temat strategii działania. – No cóż, można 

powiedzieć,   że   rozmawiał   z   Jakiem   o   strategii.   –   Mam   nadzieję,   że   nie 
dzwonię zbyt późno. Czy jesteś zajęta?

– Nie. Oglądałam mecz – odrzekła Tallia.
– Naprawdę? Oglądasz kanadyjski futbol? Postawiłem na jedną z drużyn 

background image

pięć dolarów. Czy Lionsi wygrali?

– Obawiam się, że straciłeś swoje pieniądze. Roughridersi przerobili ich 

na szmaty.

Brad zachłysnął się.
– Czy ty oglądałaś... – zaczął, ale urwał, bo uświadomił sobie, że chciał 

zapytać:   czy   oglądałaś   ten   sam   mecz   co   ja?   Patrzył   na   słuchawkę   ze 
zmarszczonym czołem. Lionsi wygrali mecz dwudziestu ośmiu punktami do 
siedemnastu!   Był   to   najlepszy   dotychczas   mecz   w   sezonie.   Dlaczego 
Natasha kłamie? Co ona właściwie robiła od chwili gdy... – Czy oglądałaś 
mecz do końca?

– Tak. Dopiero teraz wyłączyłam telewizor.
Tallia uśmiechnęła się nerwowo do Bel, która robiła głupie miny. Sama 

nie wiedziała, dlaczego kłamie. Może po to, by nauczyć Brada, że nie tylko 
on   potrafi   prowadzić   podwójną   grę.   Skoro   nie   oglądał   meczu,   chociaż 
podobno   właśnie   dlatego   odwiózł   ją   do   domu,   to   co   robił   przez   cały 
wieczór?

Oglądała mecz wyłącznie ze względu na niego. Wiedziała, iż on również 

będzie go oglądał, i wydawało jej się, że w ten sposób będzie z nim w 
kontakcie. Czy Brad okłamywał Tallię, czy Natashę? I dlaczego?

– Aha. No to straciłem pięć dolarów.
– Myślę, że jakoś to przeżyjesz.
– Stratę dla kieszeni, owszem. Gorzej z dumą.
– No cóż, Brad, bardzo mi miło, że zadzwoniłeś.
– Natasho, kiedy znów się zobaczymy? – zapytał Brad szybko.
Tallia zaniemówiła.
– Jak to, zobaczymy się? – powtórzyła ze zdumieniem.
– Dlaczego tak się dziwisz?
– Bo... – Bo przecież powiedziałeś Tallii, że już więcej nie będziesz 

widywał się z Natashą, pomyślała. – Przecież nasza umowa już wygasła – 
rzekła stanowczo.

– Nie mów tak, Natasho. Przecież nie możemy tak tego zostawić – rzekł 

Brad przekonująco. – Jadłaś już coś? Pojedźmy gdzieś na kolację.

– Dzisiaj jestem na diecie. Nie będę jadła kolacji.
– W takim razie napijemy się czegoś.
– Brad, alkohol też ma kalorie.
– To napijesz się wody mineralnej – przekonywał.

background image

– Brad, wczoraj wieczorem złamaliśmy ustaloną zasadę i popraw mnie, 

jeśli się mylę, ale chyba dostałeś to, za co zapłaciłeś, prawda? – rzekła z 
goryczą.

– Natasho, nie patrz na to w ten sposób. To nie jest tak.
Tallia desperacko pragnęła znów się z nim zobaczyć i gdyby w tej chwili 

występowała w swoim drugim wcieleniu, przyjęłaby zaproszenie na kolację 
bez wahania. Nie miała zresztą wątpliwości, że jeśli Natasha odmówi, Brad 
zadzwoni do Tallii.

– Brad, bardzo mi przykro...
Zamilkła jednak w pół zdania. A co będzie, jeśli Natasha odmówi, a 

Brad nie zadzwoni do Tallii? Skoro mówił jej kłamstwa o Natashy, to może 
kłamał również w kwestii swoich uczuć dla niej? Może jedynie jako Natasha 
miała szansę znów zaznać jego bliskości?

– Dobrze – odrzekła ze smutkiem.
– Przyjadę po ciebie za pół godziny.
– Jak długo jeszcze masz zamiar ciągnąć tę grę? – zapytała siostrę Bel.
– Dopóki Brad będzie miał ochotę widywać się z jedną z nas.
– To playboy. Złamie ci serce i zostawi na lodzie.
– Już mi złamał serce. Jeśli przestanę się z nim widywać, w niczym mi to 

nie   pomoże.   Wiem,   że   kiedyś   będę   musiała   się   nauczyć   żyć   bez   Brada 
Slingera, ale chcę odwlec tę chwilę jak najdłużej.

– Czy ty nie masz żadnego poczucia godności?
– Oczy sióstr spotkały się w lustrze.
– Nie rozumiesz tego, Bel, bo nie jesteś zakochana. Gdy naprawdę kogoś 

kochasz, duma staje się zupełnie nieważna.

– W takim razie mam nadzieję, że nigdy się nie zakocham!
Tallia potrząsnęła głową.
– Nie, nic nie rozumiesz. To się po prostu zdarza i nic nie możesz na to 

poradzić.

– Dlaczego mu wszystkiego w końcu nie powiesz?
– Wcześniej obawiałam się, że zabierze pieniądze mnie i Damonowi. 

Teraz wiem, że nawet by sobie tym nie zawracał głowy. Żadną z nas nie 
interesuje się poważnie. Obawiam się jednak, że jeśli wyjdzie na idiotę, to 
przestanie się widywać z nami obydwiema. To by za bardzo zraniło jego 
dumę.

Bel poszła za siostrą do sypialni i patrzyła, jak Tallia się ubiera.

background image

–   Po   co   nakładasz   ten   biustonosz?   On   już   przecież   wie,   że   jest 

wypchany.

Tallia mimo wszystko włożyła pełny rynsztunek.
– Bo teraz już widział figurę Tallii, a niezależnie od tego, co już wie, w 

ten sposób trudniej mu będzie mnie rozpoznać.

–   Naprawdę   myślisz,   że   on   nie   pozna   twojego   ciała,   gdy...   –   Bel 

potrząsnęła głową. To wszystko wydawało jej się coraz bardziej tajemnicze. 
Nigdy jeszcze nie widziała siostry w takim stanie.

Natasha, ubrana już do wyjścia, spojrzała na nią spod rzęs.
– Natasha kocha się tylko w ciemnościach, skarbie szepnęła gardłowo.
– Przecież on musi zauważyć, że obie, Tallia i Natasha mają identyczne 

ciała!

– Wcześniej lub później – rzekła Tallia z pociemniałymi nagle oczami. – 

Postaram się, by to stało się jak najpóźniej.

– Jak pięknie dzisiaj wyglądasz.
Siedzieli   na   tarasie   apartamentu   położonego   na   ostatnim   piętrze 

wieżowca   i   patrzyli   na   słońce   zachodzące   nad   zatoką.   Apartament   ze 
wszystkich   stron   otoczony   był   szerokim   tarasem,   przypominającym 
podniebny ogród. Na jednym jego końcu zbudowano nawet szklarnię. Tallia 
była tu po raz pierwszy, ale natychmiast poczuła się jak w domu.

– Piękno fizyczne nie świadczy o zaletach charakteru.
  – Tallia uśmiechnęła się. – Czy zastanawiałeś się kiedyś, jaka jestem 

naprawdę?

– Owszem. Opowiedz mi o sobie. Gdzie się wychowałaś?
Tallia miała ochotę dać sobie kopniaka. To była ostatnia rzecz, o której 

miała ochotę mówić. Z uśmiechem wzruszyła ramionami.

– Miałam bardzo zwyczajne dzieciństwo.
– Żadnych historyjek o biedzie i opuszczeniu?
–   Obawiam   się,   że   nie   –   zaśmiała   się.   –   Czy   właśnie   coś   takiego 

chciałbyś usłyszeć? Mój tato uczy w szkole średniej, a mama daje lekcje gry 
na pianinie. A ty? Wychowałeś się tutaj, w Vancouverze?

Skinął głową.
–   Gdybym   miał   lornetkę,   mógłbym   stąd   dostrzec   dom   mojego 

dzieciństwa.

– Czy twój ojciec nadal tam mieszka ze swoją nową rodziną?
– Nie. Sprzedał ten dom po ślubie. A twoja rodzina gdzie teraz mieszka?

background image

– Cóż za irytujący facet. Wszyscy inni byliby zachwyceni, mogąc mówić 

o sobie.

– Och, coś mi się przypomniało! Mam twój zegarek! Zostawiłeś go u 

mnie! – zawołała i sięgnęła do torebki. Brad wziął od niej zegarek i położył 
go na stole.

– Gdy nie wracałeś, pomyślałam, że może zostawiłeś go specjalnie, jako 

coś w rodzaju pamiątki – wyznała.

– Miałaś ochotę go zatrzymać?
Natasha zmarszczyła brwi.
–   Niewiele   brakowało,   a   wrzuciłabym   go   do   sedesu.   Ale   zdrowy 

rozsądek zwyciężył.

– Bel wspominała chyba, że twoja rodzina mieszka w...
– Och, spójrz! Co to za wspaniała chwila, gdy słońce wreszcie dotyka 

wody i zabarwia fale na złoty kolor! Nie lubisz tego widoku?

– Oczywiście, że lubię – uśmiechnął się Brad. – Zapomniałem już, ile 

masz rodzeństwa?

Natasha  zamilkła  na chwilę, udając, że napawa się zachodem słońca. 

Dlaczego Brad nie mógł się zamknąć i na przykład jej pocałować? Czy nie 
miał ochoty na fizyczny kontakt? Jeśli nie miał, to dlaczego usiadł tak blisko 
niej? W końcu przypomniała sobie, że Bel jest siostrą Natashy, a zatem jako 
Natasha może się przyznać do czworga rodzeństwa.

–   O   co   pytałeś?   Aha,   mam   czworo   rodzeństwa.   Jest   nas   pięcioro   – 

odpowiedziała nieobecnym głosem.

Brad przysunął się jeszcze bliżej. Natasha siedziała na leżaku z nogami 

opartymi   wysoko,   on   zaś   na   zwykłym   krześle   obok.   Oparł   łokcie   na 
kolanach i pochylił się nad nią.

– Jak się nazywają twoi bracia i siostry? – zapytał łagodnie.
– Ach... Poznałeś już Bel. Jest jeszcze... – Z trudem przypominała sobie 

imiona rodzeństwa, a już zupełnie nie pamiętała, czy przypadkiem wcześniej 
nie podała Bradowi fałszywych. – Mhm, Russ, który tak naprawdę nazywa 
się Cyrus, ale nie lubi tego imienia. Następni bracia to Dom i Jordan.

– ... ?
Natasha ujrzała tuż nad sobą jego błękitne oczy i uświadomiła sobie, że 

na chwilę ogłuchła.

– Co powiedziałeś? – wydyszała.
– Powiedziałem...

background image

– Brad – przerwała mu.
– Natasha?
– Pocałuj mnie wreszcie.
Brad nie spodziewał się takiej prośby, choć czekał na najmniejszy sygnał 

z jej strony. Odstawił szklankę na stolik i pochylił się nad jej twarzą.

Tallia zarzuciła mu ramiona na szyję, wzdychając z satysfakcją. Brad 

stracił równowagę i potknął się. Na chwilę obydwoje znieruchomieli. Słońce 
znikało w falach oceanu, zabarwiając go na złoty kolor. Wszystko lśniło 
złotem:   metalowa   barierka   tarasu,   rośliny,   nawet   lód   w   zapomnianej 
szklance. Brad czuł się jak Midas: wszystko, na co spojrzał, zmieniało się w 
złoto. Zatrzymał wzrok na kobiecie, którą trzymał w ramionach. Jej skóra i 
włosy również lśniły złotem, ale to złoto było żywe, ciepłe. Bez słowa wziął 
ją na ręce i zaniósł do sypialni.

O wiele, wiele później Tallia wyprężyła się w łuk pod jego dotykiem i 

takim tonem, jakby wyznawała Bogu swój sekret, szepnęła:

– Kocham cię!
Te słowa sprawiły, że Brad zapomniał o całym świecie i ze stłumionym 

jękiem zatracił się w doznawanej rozkoszy.

background image

Rozdział 14

Tallia   po   omacku   odnalazła   słuchawkę   i   wymruczała   coś 

niezrozumiałego.

–   Uciekłaś   ode   mnie   –   powiedział   łagodnie   Brad.   Natychmiast 

oprzytomniała i usiadła na łóżku.

Ostatniej nocy leżała, słuchając jego spokojnego oddechu i zmuszając 

się, by nie zasnąć. Gdy już była pewna, że Brad mocno śpi, wysunęła się z 
jego objęć, pozbierała porozrzucane ubranie i wyszła do salonu. Tam ubrała 
się przy świetle księżyca i zjechała na dół prywatną windą. Na dole portier 
bez zdziwienia zadzwonił po taksówkę.

– „Mój panie, cóż za qui pro quo" – zacytowała gładko.
Nastąpiła chwila ciszy.
– Możesz to powtórzyć?
Tallia wybuchnęła śmiechem.
– W języku Szekspira znaczy to: ząb za ząb – wyjaśniła.
– Aha – mruknął Brad. – A jak chcesz się wytłumaczyć?
– Wcześnie rano dostałam pilną wiadomość i nie chciałam cię budzić – 

wyrecytowała.

–   Czy   to   dokładny   cytat?   –   zapytał   Brad   sucho,   rozpoznając   własne 

słowa.

– Podobno szybko się uczę.
– Czy to znaczy, że zapamiętujesz wszystkie głupstwa, – jakie ludzie 

mówią, a potem wykorzystujesz je przeciwko nim?

– Coś w tym rodzaju – zaśmiała się Tallia.
–   Czy   zobaczymy   się   dziś   wieczorem?   –   zapytał   Brad,   zmieniając 

taktykę.

Tallii nagle zabrakło tchu.
– Och, Brad – wymamrotała.
– Tylko mi nie mów, że nie chcesz się ze mną więcej widzieć.
– Tego ci nie powiem, ale mam wiele rzeczy do zrobienia.
– Na przykład: co? – zapytał ostro. Tallia uśmiechnęła się w duchu. W 

tym pytaniu wyraźnie brzmiała zazdrość.

– Brad, mam jeszcze innych przyjaciół.
– Czy to mężczyźni?

background image

Nie odpowiedziała.
– Dlaczego widujesz się z innymi mężczyznami? – dopytywał się Brad.
Natasha musiała się roześmiać.
– Brad, a czy ty widujesz się z innymi kobietami?
– Nie!
Serce zamarło jej w piersi.
– A gdybym ci powiedziała, że twoja wynalazczym wspomniała mi, że 

była z tobą wczoraj w domu nad jeziorem?

Nastąpiła chwila milczenia, a potem ciężkie westchnienie.
– Ach, tak. Zupełnie o tym zapomniałem – rzekł Brad żałośnie.
– Czy masz zamiar się z nią nadal widywać?
– Natasho, nie będę kłamał. Mam taki zamiar.
– Jak długo?
– Nie potrafię tego powiedzieć.
– Brad, gdybyś w tej chwili musiał wybrać jedną z nas, to która byłaby tą 

szczęściarą?

Brad znów westchnął.
– Muszę przyznać, że w tej chwili nie byłbym w stanie podjąć takiej 

decyzji.

Tallia nie wiedziała, czy ma się śmiać, czy płakać.
– W takim razie może zadzwonisz do niej i sprawdzisz, czy ma dzisiaj 

czas.

– Posłuchaj, Natasho, jest coś, co chcę ci dzisiaj wyjaśnić. I chciałbym, 

żebyś kogoś poznała. Proszę, zgódź się, dobrze?

Gdy tak ją prosił, była zupełnie bezbronna.
– No dobrze – wyjąkała.
– O siódmej? – zapytał, skrywając uczucie triumfu.
– Halo?
– Czy to Tallia?
Nastąpiła chwila podejrzliwego milczenia.
– Przepraszam, a kto mówi?
– Brad.
– Och, Brad! Cześć! Co u ciebie słychać?
– Obawiałaś się, że to kto?
– Po prostu ktoś, z kim nie mam ochoty rozmawiać. Wiesz, jak to bywa.
– Henry Clubbins?

background image

– Henry? Och, nie! Chyba żartujesz. Henry ani razu nie próbował do 

mnie   dzwonić,   odkąd   odeszłam   z   poprzedniej   pracy.   Gratuluję,   twoja 
drużyna wygrała. A może już ci to mówiłam?

Brad zmarszczył brwi.
– Oglądałaś wczorajszy mecz?
– Tak, z moją...
– Z kim?
– Co za mecz! – zaśmiała się. – Widziałeś tę ostatnią akcję?
– Widziałem – przyznał z entuzjazmem. – To był naprawdę znakomity 

mecz.

– Powiedz, dlaczego dzwonisz?
– Tallio, chciałbym cię dzisiaj zaprosić na kolację. Masz czas?
– Naprawdę? Och, to świetnie!
– Jesteś pewna? – zapytał Brad po chwili milczenia.
– Oczywiście, a dlaczego pytasz? Brad odchrząknął.
– Bardzo chciałbym, żebyś kogoś poznała.
– Dobrze, oczywiście. Kto to taki?
– Jestem pewien, że spodoba ci się ta osoba.
– Dobrze.
– O siódmej? – zapytał Brad.
– Coś ty zrobiła?! – zawołała przerażona Tallia. – Bel, jak mogłaś!
– Daj spokój. Co miałam powiedzieć? Kto oprócz ciebie mógł odebrać 

telefon  o  ósmej   rano?  – oburzyła  się  Bel.  – Chyba nie  chcesz,   żeby   on 
pomyślał, iż jesteś lesbijką!

– Mogłaś powiedzieć, że musisz się zastanowić!
–   Mogłam   również   odmówić!   Nie   wiedziałam,   co   mam   zrobić,   więc 

podjęłam decyzję!

Tallia wyskoczyła z łóżka i pobiegła do salonu.
– Boże, Bel, i co ja mam teraz zrobić? Przecież to okropne!
Bel szła za nią, niczego nie rozumiejąc.
– Tal, na litość boską, o co ci właściwie chodzi?
Myślałam, że umierasz z pragnienia, żeby się z nim zobaczyć!
Tallia   obróciła   się   w   miejscu   i   dramatycznie   wyrzuciła   przed   siebie 

ramiona.

– Bo Natasha właśnie zgodziła się zjeść dzisiaj kolację z Bradem!
Bel poczuła, że nogi się pod nią uginają. Szybko usiadła na najbliższym 

background image

krześle.

– Och! O rany! O rany boskie! Przepraszam cię, siostro! A myślałam, że 

jestem taka bystra! Boże, jaka jestem głupia! Nawet nie pomyślałam... zaraz, 
zaczekaj chwilę, Tal! Zaczekaj! Dlaczego...

–   Dlaczego   Brad   umówił   się   jednocześnie   z   Tallią   i   z   Natashą?   – 

zapytały jednogłośnie i przez dłuższą chwilę patrzyły na siebie, coraz szerzej 
otwierając oczy.

– Powiedział mi, że...
– Że chce cię z kimś poznać? – wykrzyknęła Tallia. Bel skinęła głową.
– W co on gra? Po co chce, żebyśmy się spotkały?
– Może ma nadzieję, że się zaprzyjaźnicie.
– Czy znasz jakiegoś faceta, który by chciał, żeby dwie jego dziewczyny 

zaprzyjaźniły się ze sobą?

–   Mahomet.   Czytałam   o   tym.   Chciał,   żeby   wszystkie   jego   żony 

pozostawały w dobrych stosunkach.

Tallia spojrzała na siostrę ponuro.
– Wróć na ziemię! Mahomet był prorokiem. Zwyczajni faceci nie mają 

ochoty na to, żeby kobiety, z którymi romansują, wymieniały spostrzeżenia 
na ich temat.

– No cóż, jest tylko jeden sposób, żeby się przekonać, o co mu chodzi.
Tallia zastygła i wzięła głęboki oddech.
– Tylko jeden... Czy ty myślisz o tym, o czym ja myślę?
– Chyba tak – odrzekła Bel, potrząsając głową. – Ale zastanawiam się, 

jak się to wszystko skończy. Pamiętasz, co zawsze powtarzała nam mama, 
gdy byłyśmy małe i wymyślałyśmy głupie zabawy? „Dziewczynki, to się 
skończy łzami".

– Wiedziałem, że to się źle skończy – powiedział Jake.
– Co masz na myśli? To się jeszcze wcale nie skończyło.
– Owszem, Brad – rzekł przyjaciel. Siedzieli w restauracji przy jednym z 

klubów sportowych Brada. Rzadko tu jadali, ale tego dnia Brad się uparł. – 
Skończyło   się   tym,   że   zupełnie   straciłeś   rozum.   Zawsze   ci   to 
przepowiadałem. Czyś ty zwariował? Co ty w ogóle wygadujesz?

– A co w tym jest takiego dziwnego? Mnóstwo ludzi tak robi. Mahomet 

miał chyba z dziesięć żon.

–   W   takim   razie   musiał   mieć   piekło   w   domu!   –   odparował   Jake.   – 

Możesz mi wierzyć!

background image

Brad poskrobał się w ucho.
– Właściwie to masz rację. Te jego żony ciągle knuły przeciwko sobie 

intrygi. Opowiadały mu, że zawsze śmierdzi czosnkiem, gdy wychodzi z 
domu żony numer trzy i temu podobne rzeczy.

– Naprawdę? Skąd wiesz?
–   Widzisz,   Jake,   ja   czasami   czytuję   coś   jeszcze   oprócz   artykułów   o 

ekonomii i finansach.

– Ale to tylko potwierdza moje słowa.
– Mahomet miał dziesięć żon. Ja chcę mieć tylko dwie.
–   Zdaje   się,   że   Mahomet   był   prorokiem,   a   ty   jesteś   zwykłym 

człowiekiem.   Jeśli   ośmielisz   się   zaproponować   –   im   coś   takiego,   to 
wydrapią ci oczy albo zrobią coś jeszcze gorszego – wzdrygnął się Jake. – 
Nie rozumiem. Przecież istnieje znacznie lepsze wyjście.

– Chyba nie.
–   I   co   chcesz   im   zaproponować?   Żebyście   we   trójkę   zamieszkali   u 

ciebie?   „Mam   tyle   miejsca,   że   każde   z   nas   dostanie   osobną   sypialnię   i 
jeszcze będzie gdzie pofiglować"?

– Zobaczę, co zaproponują mi Tallia i Natasha.
–   Czy   one   wiedzą,   że   zamierzasz   nakarmić   je   obydwie   za   jednym 

zamachem?

Brad uśmiechnął się.
– Och, chyba tak. Nie zapominaj, że czasem ze sobą rozmawiają.
– Za to po dzisiejszym dniu żadna z nich nie będzie chciała rozmawiać z 

tobą. Może kup sobie kota, bo od jutra kobiety nie będą miały  z ciebie 
żadnego pożytku.

– Chcesz się założyć?
– I naprawdę żadna z nich nie odwołała dzisiejszego spotkania?
– Na razie nie. Sprawdzałem pocztę głosową.
Jake potrząsnął głową i uważnie przyjrzał się przyjacielowi.
– Czy jesteś pewien, że to najlepszy sposób wyjścia z sytuacji? A jeśli 

stracisz je obie? Kobiety nie lubią takich zagrywek...

Urwał, słysząc za plecami okrzyk.
– Cześć, Brad! Nie wiedziałam, że tu jadasz!
Odwrócił się i zobaczył Tallię Venables, która właśnie podchodziła do 

ich stolika.

– Cześć, Tallio – uśmiechnął się Brad. – Pamiętasz Jake'a?

background image

– Oczywiście. Cześć, Jake.
– Przy siądziesz się do nas? Czekamy na kawę, ale...
– A nie będziesz miał mi za złe, jeśli usiądę gdzie indziej? – uśmiechnęła 

się Tallia. – Umówiłam się tu z projektantem wnętrz. Mamy kilka spraw do 
omówienia.

– Oczywiście.
– Zresztą zobaczymy się wieczorem. Czy ta osoba, którą mam poznać, to 

Natasha Fox?

Brad zaniemówił.
– Hm, no tak. To ona.
Tallia uśmiechnęła się szeroko.
– Mówiła mi, że coś podejrzewa. Spotkałam ją dzisiaj rano w windzie. 

W takim razie do zobaczenia.

Pomachała im ręką i poszła do innego stolika, radosna jak szczygiełek. 

Brad ze zmarszczonym czołem odprowadził ją wzrokiem.

– No, no, no! – rzekł z podziwem Jake. – Węglem w kominie zapisać! 

Chyba spodziewałeś się raczej małej rewolty?

Brad skinął głową, głęboko zamyślony.
– Byłem pewien, że jedna z nich odwoła spotkanie. Sądziłem, że zrobi to 

Tallia. Wówczas wyjaśniłbym wszystko Natashy, jako światowej kobiecie, i 
namówiłbym ją, żeby mi pomogła przekonać Tallię do mojego pomysłu.

Jake z niedowierzaniem potrząsał głową.
– Chłopcze, ty naprawdę igrasz z ogniem.
– Muszę się zastanowić, co to oznacza.
– Właśnie dlatego tu jesteśmy – domyślił się Jake. – Żeby dać Tallii 

okazję   do   odwołania   spotkania.   „Och,   Brad,   muszę   dzisiaj   dłużej 
popracować!" Czy mam rację?

– Brad jednak był tak zamyślony, że go nie usłyszał. Wciąż patrzył na 

Tallię.

– Co ona takiego wymyśliła? – zapytał z zadumą.
– Nadal uważam, że ja powinnam się przebrać za Tallię, a ty za Natashę.
– Nie gadaj głupstw! – oburzyła się Tallia. – Czy sądzisz, że on by tego 

nie zauważył?

– Mężczyźni nigdy nie zwracają na mnie uwagi, gdy ty jesteś w pobliżu 

– powiedziała Bel ze smutkiem. – Sądzę, że Brad jest taki sam.

– Brad zna mnie jako Tallię. Oczywiście, że będzie na mnie patrzył! To 

background image

znaczy na ciebie! – odrzekła Tallia z irytacją. Nie podobała jej się myśl, że 
Brad woli Natashę, ale w głębi serca obawiała się, że tak jest. Przy Natashy 
zupełnie tracił głowę, natomiast przy Tallii nad jeziorem był tak opanowany, 
że nie była pewna, czy to, co wówczas zrobił, nie było podyktowane litością.

– A jeśli umrze na atak serca, gdy cię zobaczy?
– Bel, Brad ma trzydzieści trzy lata i jestem pewna, że nie choruje na 

serce. A poza tym jeśli naprawdę marzy mu się życie w trójkącie, to zasłużył 
sobie na odrobinę szoku – stwierdziła Tallia ponuro.

Bel tylko wzruszyła ramionami.
– Ty wiesz najlepiej – rzekła bez przekonania. – Więc co zamierzasz 

zrobić?

Tal uśmiechnęła się.
– Tym razem przebiorę się za siebie i zobaczę, za którą mnie weźmie. Bo 

ta, którą zobaczy, gdy ujrzy prawdziwą mnie, będzie tą, która podoba mu się 
bardziej.

Bel schowała twarz w dłoniach.
– Rany boskie, ale z ciebie psycholog! Nigdy w życiu bym nie zgadła, że 

studiowałaś nauki ścisłe!

Minuta po minucie, w domu, w którym mieszkała Tallia, tego wieczoru 

rozległy się dwa dzwonki. W mieszkaniu Tallii rezydowała Bel.

– Cześć, Brad – powiedziała, starając się jak najwierniej naśladować głos 

siostry. – Już schodzę.

W mieszkaniu Bel odpowiedziała Tallia jako Natasha.
– Gotowa jesteś, Natasho? – zapytał Brad.
– Już idę – odrzekła śpiewnie i nacisnęła guzik domofonu, by wpuścić 

gościa do holu, a potem podeszła do telefonu i nakręciła własny numer.

– Zadzwonił? – zapytała, gdy Bel podniosła słuchawkę.
– Przed chwilą. Schodzisz na dół? Tallia wzięła głęboki oddech.
– Aha.
– Mogę też zejść i popatrzeć na rozlew krwi?
– Bel, proszę cię, przestań. I tak jestem wystarczająco zdenerwowana!
– Przepraszam! Powodzenia.
Brad stał przy oknie, patrząc na popołudniowe słońce. Gdy nadjechała 

winda, obrócił się i wpatrzył w wychodzącą zeń kobietę. Tallia uśmiechnęła 
się na powitanie, ale nic nie powiedziała, żeby nie zdradził jej głos.

background image

Jej   długie   jasne   włosy   były   czyste,   lśniące   i   luźno   opuszczone   na 

ramiona. Brad po raz pierwszy widział ją w tej prostej fryzurze. Oczy, teraz 
koloru tropikalnego morza, były lekko podmalowane. Wysokie, wygięte w 
łuk brwi nadawały jej twarzy otwarty, niewinny wyraz. Na pełnych ustach 
lśniła   różowa   szminka.   Doskonałe   ciało   ubrane   było   w   obcisłą   u   góry, 
szeroką   u   dołu   bawełnianą   sukienkę   w   kolorze   oczu,   na   którą   Tallia 
narzuciła małe, białe bolerko. Na szyi miała złoty łańcuszek, a na stopach 
jasnobrązowe   sandałki   na   niskich   obcasach.   Do   tego   w   ręku   trzymała 
jasnobrązową   torebkę.   Paznokcie   u   rąk   nie   były   pomalowane.   Całości 
dopełniały   kolczyki   w   kształcie   skarabeuszy   i   złota   bransoletka   na 
delikatnym przegubie ręki. Była doskonała. Absolutnie doskonała. Kobieta z 
jego snów.

Wiedział o tym wcześniej, a jednak obawiał się, że to nie może  być 

prawda.

Uśmiechnął się i podszedł bliżej, by ją powitać.
– Jesteś najpiękniejszą kobietą, jaką widziałem w życiu – rzekł niskim 

głosem. – Ale teraz cię nie pocałuję.

Wolę nie zaczynać.
Tallia wpatrzyła się w niego.
– Kim jestem, Brad? – szepnęła.
Zaśmiał się i mimo wszystko pocałował ją w usta.
–  Jesteś  moją  Ewą  –  stwierdził.  –  Kobietą  z  moich  marzeń.  A  teraz 

wyjdźmy stąd, bo ta sofa zaczyna mi się za bardzo podobać.

– Nie poczekamy na... ?
Brad uśmiechnął się zagadkowo.
– Jak na dziewczynę z najwyższym ilorazem inteligencji na swoim roku, 

myślisz   dosyć   powoli   –   zauważył   i   z   przyjemnością   obserwował   jej 
zdumienie.

– Brad! – wykrzyknęła. – Ty wiedziałeś!
Zaśmiał się z satysfakcją.
–   Oczywiście,   że   wiedziałem,   kochanie.   Czy   naprawdę   myślałaś,   że 

jestem aż tak głupi?

Otworzył drzwi i wyprowadził ją na zewnątrz.
– Ale... kiedy? Kiedy? – dopytywała się Tallia. – Niczego po sobie nie 

pokazałeś!

Brad pochylił się, by otworzyć drzwiczki samochodu.

background image

–   Musimy   wyjaśnić   wiele   spraw   –   zapewnił   ją.   –   Ale   mamy   na   to 

mnóstwo czasu.

Podczas   jazdy   Brad   nie   chciał   rozmawiać   na   poważne   tematy,   toteż 

Tallia, drżąc z niecierpliwości, musiała odczekać długie dziesięć minut. W 
końcu   Brad   zaparkował   samochód   przed   restauracją,   do   której   po   raz 
pierwszy zabrał Natashę, a potem Tallię.

–   Dzień   dobry   pani.   Dzień   dobry,   panie   Slinger   –   witał   go   kelner, 

kłaniając   się   nisko.   –   Bardzo   miło   znów   państwa...   –   urwał.   Zatrzymał 
wzrok na Tallii, zawahał się nieco, po czym natychmiast z jego twarzy znikł 
wyraz ciekawości i znów się ukłonił.

– Dziękuję – odrzekła Tallia, idąc za kelnerem do stolika. Był niewielki, 

dwuosobowy, skryty w zacisznym kącie osłoniętym parawanem.

Brad   usiadł   plecami   zwrócony   do   sali.   Przed   sobą   miał   tylko   Tallię. 

Zamówił potwornie drogiego szampana, a gdy kelner spełnił jego życzenie, 
podał Tallii kieliszek, a sam uniósł drugi.

– Za co pijemy? – zapytała.
– Za przyszłość – uśmiechnął się Brad. – Mam nadzieję, że będzie ona 

nieco   mniej   zwariowana   niż   kilka   ostatnich   tygodni,   ale   nie   mniej 
interesująca.

Serce Tallii zabiło mocniej.
– Dobrze, zgadzam się na taki toast.
Wypili, patrząc sobie w oczy. Brad odstawił kieliszek i mrugnął do niej 

porozumiewawczo.

–   Powiedz   mi,   kochanie,   jak   długo   jeszcze   zamierzałaś   odgrywać   tę 

maskaradę i dlaczego sądziłaś, że przez tyle czasu niczego się nie domyśle?

– To długa historia – odrzekła Tallia.
– Jestem pewien, że również niezwykle interesująca.
Tallia bardzo chciała wszystko mu wyjaśnić. Była pewna, że podejrzenia 

Brada są znacznie gorsze od prawdy. Zaczęła jednak niepewnie, zacinając 
się   i   jąkając.   Opowiedziała   mu   o   ogłoszeniu   i   odpowiedziach,   jakie 
otrzymywała.

– Znasz Marielle Humphries? – zapytała naraz. Było to nazwisko znanej 

dziedziczki fortuny wyrosłej na sprzedaży używanych samochodów.

– Owszem, znam.
– Otóż nawet ona nie zauważyła we mnie niczego więcej oprócz tego, że 

background image

jestem atrakcyjna. Jakby jasne włosy i... i...

– I doskonale zgrabne ciało – dokończył Brad.
– No właśnie. Równie dobrze mogłabym mieć na czole wytatuowany 

napis „Głupia blondynka". A potem Damon prosił mnie, żebym...

Opowiedziała mu o Damonie i o swoim przerażeniu, gdy odkryła, kim 

jest ów bogaty facet, którego obiecała uwieść.

– Więc to przerażenie, które dostrzegłem na twojej twarzy, gdy się po raz 

pierwszy spotkaliśmy, było prawdziwe? – uśmiechnął się Brad.

–   Och,   tak.   Zupełnie   nie   wiedziałam,   co   zrobić!   Mimo   wszystko 

wydawało mi się, że powinnam ci powiedzieć, ale potem, w samochodzie... 
byłeś taki napalony!

– Owszem – wtrącił, uśmiechając się do swoich wspomnień.
– I wtedy pomyślałam, że skoro nie dostrzegasz nic oprócz wypchanego 

biustonosza, to na pewno nie będziesz – chciał słuchać tego, co mam ci do 
powiedzenia.   Razem   z   Bel   wymyśliłyśmy,   że   powinnam   wyglądać   jak 
najgorzej na spotkaniu z tobą.

–   Niezupełnie   ci   się   to   udało   –   rzekł   Brad.   –   Tallia   również   mi   się 

podobała, chociaż dłużej trwało, zanim to odkryłem.

– A więc udało mi się zmylić cię na jakiś czas?
– Och, tak.
– A kiedy odgadłeś prawdę?
Z twarzy Brada nie znikał tajemniczy uśmiech.
– Kochanie, czy naprawdę myślisz, że mógłbym się z tobą kochać i nie 

odgadnąć, że trzymam w ramionach jednocześnie Tallię i Natashę?

Tallia szeroko otworzyła oczy.
– Wtedy?! Ale w takim razie... Czy to dlatego zostawiłeś mnie rano samą 

i nie... Brad, czy byłeś bardzo zły?

–   Owszem,   przez   pierwszych   kilka   godzin.   Poszedłem   na   plażę   i 

przeklinałem kobiety oraz własną łatwowierność.

– Czy zamierzałeś się ze mną wciąż widywać?
– Nie. A w każdym razie tak wtedy myślałem. Oczywiście nie byłbym w 

stanie dotrzymać tego postanowienia.

– I co się potem stało?
– Siedziałem sobie na plaży, na kłodzie drewna, wschodziło słońce, a ja 

przeklinałem cały świat i wtedy pewien... bezdomny, do którego sypialni 
przypadkiem wtargnąłem, wstał i przyłączył się do moich narzekań.

background image

Tallia wybuchnęła śmiechem.
– Naprawdę?
– Owszem. A gdy już dokładnie omówiliśmy perfidię kobiet, które przed 

niczym   się   nie   zawahają,   byle   zdobyć   –   to,   czego   pragną,   wtedy   on 
powiedział coś bardzo mądrego. Później zresztą odkryłem, że inni bezdomni 
nazywali go Mądrym Williamem.

– I cóż takiego mądrego powiedział Mądry William? – zapytała Tallia, 

nie spuszczając wzroku z twarzy Brada.

– Jeśli nadal będziesz tak na mnie patrzeć, to nie doczekasz kolacji – 

ostrzegł   ją.   –   Powiedział   coś   takiego:   „Popraw   mnie,   jeśli   się   mylę,   ale 
chodzi o to, że są dwie kobiety, między  którymi  nie potrafisz  wybrać, i 
właśnie   się   przekonałeś,   że   te   dwie   kobiety   to   jedna   i  ta   sama   osoba,   i 
zastanawiasz się, dlaczego ona to zrobiła?" Odpowiedziałem, że wszystko 
się zgadza, a on na to: „A co cię obchodzi, dlaczego to zrobiła?" Kochanie, 
nie   potrafiłem   mu   odpowiedzieć.   Miał   rację!   Najważniejsze   było   to,   że 
znalazłem coś, czego prawdopodobnie nie znalazł żaden inny mężczyzna na 
świecie – dwie połówki idealnej kobiety w jednej osobie. Po co miałbym się 
gryźć tym, jak to się stało i dlaczego? I naraz uświadomiłem sobie, co mnie 
właściwie najbardziej gryzło. Otóż bałem się, że to wszystko to tylko jakiś 
kawał   i   że   nie   podobam   się   ani   Natashy,   ani   Tallii,   a   wcześniej   byłem 
zupełnie pewien, że podobam się wam obydwu.

Uśmiechnął się i wziął Tallię za rękę.
–  Stwierdziłem,   że  tak naprawdę  to powinienem się  zastanawiać,  jak 

sprawić, żebyś mnie pokochała. I jeszcze zauważyłem, że mam w ręku jeden 
mocny atut.

– A co to takiego?
Brad ucałował przegub ręki Tallii i uśmiechnął się z zadowoleniem na 

widok jej reakcji.

– Właśnie to – rzekł z satysfakcją. – Pomyślałem, że w najgorszym razie 

mogę cię uzależnić od siebie fizycznie. A miłość może przyjdzie później.

– A co chciałeś zrobić dzisiaj wieczorem? Dlaczego umówiłeś się z nami 

obydwiema na tę samą godzinę?

– No cóż, byłem pewien, że tylko jedna z was się pojawi, chyba że 

znowu zaangażujesz Bel.

– To też odgadłeś?
–   To   było   całkiem   oczywiste.   Sądziłem   jednak,   że   nie   zechcesz 

background image

ryzykować powtórki w zbliżeniu. Chciałem więc powiedzieć tej, która się 
pojawi, że kocham was obydwie i chcę, żebyśmy  zamieszkali  razem we 
trójkę.

Tallia poczuła, że brakuje jej tchu.
– Brad, dlaczego chciałeś to powiedzieć? – szepnęła.
– Bo naprawdę tak myślę. Tallio, czy zamieszkasz ze mną? – zapytał z 

pociemniałymi oczami.

– Och, Brad, czy ty mówisz poważnie?
– Chcę cię pocałować – rzekł porywczo. – Po co ja cię przyprowadziłem 

do tej restauracji?

Tallia z niedowierzaniem wpatrywała się w jego oczy.
– Brad, czy ty... czy ty mnie kochasz?
– Tak, kocham cię. Jako Natashę i jako Tallię. Kocham cię jako piękną, 

inteligentną kobietę i będę cię kochał, gdy staniesz się piękną, inteligentną 
starą kobietą. W zdrowiu i w chorobie. Proszę, Tallio, daj mi odpowiedź.

Tallia uśmiechnęła się i bezwładnie odchyliła głowę do tyłu, gdy Brad 

znów ucałował przegub jej ręki.

background image

EPILOG 

– Czy to może Bel? – zapytał głęboki, męski głos.
– We własnej osobie – odrzekła Bel wesoło.
–   Hm...   jak   mam   to   ująć?   Nazywam   się   Jake   Drummond.   Jestem 

przyjacielem Brada Slingera. Myślę, że go pani zna.

Te słowa natychmiast rozbudziły czujność Bel.
– Owszem, spotkałam go kilka razy, ale raczej nie powiedziałabym, że 

go znam.

– Czy pani siostra spędza ten wieczór z nim?
– Która... Ach... To znaczy... – zawahała się Bel. – Tak, chyba tak. To 

znaczy, wyszła z nim jakieś dwie godziny temu.

– I jeszcze nie wróciła? Bel znów poczuła niepokój.
– Czy coś się stało?
– Nie, przepraszam, jeśli się pani zdenerwowała. O ile wiem, nic się nie 

stało. Zastanawiałem się tylko, czy wróci do domu z rękami splamionymi 
krwią mojego przyjaciela.

– Aha – westchnęła Bel ze zrozumieniem.
– No właśnie.
– Chce pan powiedzieć, że Brad już o wszystkim wie, tak?
– Hm, właściwie chciałem powiedzieć coś innego, ale jest pani bardzo 

bystra. Zresztą niewątpliwie powinienem się tego spodziewać po siostrze 
Tallii.

– Mnie też zżera ciekawość, ale naprawdę nic nie wiem – rzekła Bel, 

pewna, że Jake Drummond przeżywa w tej chwili dokładnie to samo co ona.

– Nie ma ich u Brada. Może pani wie, dokąd poszli na kolację?
– Nie. Ale...
– Ale ten czerwony porsche jest bardzo charakterystyczny – dokończył 

Jake,   tknięty   tą   samą   myślą.   –   Możemy   go   poszukać.   Nie   jest   pani 
przypadkiem głodna?

– Będę gotowa za piętnaście minut.
– Poczekam przed pani domem.

Brad   znów   odwoził   Tallię   do   domu   okrężną   drogą   wzdłuż   zatoki. 

Zatrzymał samochód tuż nad wodą. Tallia zrzuciła sandały. Trzymając się za 

background image

ręce, poszli na spacer po plaży.

– Czy to tu spotkałeś Mądrego Williama? – zapytała w pewnej chwili.
– Spotkałem go nieco dalej stąd.
– Czy myślisz, że teraz tam będzie? Chciałabym go poznać.
– On już tu nie mieszka. Teraz pracuje w moim dziale kadr.
Tallia spojrzała na Brada z uśmiechem.
– Naprawdę dałeś mu pracę?
– Przecież nie mogłem pozwolić, by taki filozof marnował się, żyjąc pod 

kłodą. Byłaby to niepowetowana strata dla świata.

– Chyba ja też wiele mu  zawdzięczam.  Gdyby  nie  on, pewnie nadal 

byłbyś na mnie wściekły.

– Wolę myśleć, że sam też bym w końcu zmądrzał.
Plaża stawała się coraz bardziej kamienista. Tallia i Brad wspięli się na 

skały i usiedli nad wodą, wspominając wieczór, gdy znaleźli się tu pierwszy 
raz.

– Dlaczego wtedy nie pozwoliłaś, żebym cię pocałował? – zapytał Brad. 

– Byłem pewien, że chcesz tego, ale uparłaś się.

Tallia roześmiała się.
– Miałam wtedy na głowie bardzo ciężką perukę. Obawiałam się, że jeśli 

ją pociągniesz, to spadnie mi z głowy, a wtedy cały kamuflaż natychmiast 
by się ujawnił.

Brad również się zaśmiał. Potem wstał i oboje ruszyli brzegiem plaży. 

Zza   chmur   wyszedł   złoty   księżyc.   O   skały   pod   nimi   rozbijały   się   fale 
oceanu.

Oboje zatrzymali się jednocześnie.
– Brad – szepnęła Tallia głosem Natashy – tak bym chciała, żebyś mnie 

pocałował!

Brad bez słowa chwycił ją w ramiona. Na chwilę zapomnieli o całym 

świecie.

W końcu oderwał usta od twarzy Tallii i głośno westchnął.
– Wracajmy do domu – szepnął.
– Tak – powtórzyła Tallia. – Wracajmy do domu.