background image

ROZDZIAŁ 9 
-

Wiem co robię. 

-Nie.- 

Brock, który obecnie unosił się za moim krzesłem w piątek 

rano, sięgnął do mnie i wyrwał mysz spod mojej ręki. -Myślę, że 
musisz to kliknąć. 
-Nie, ja nie.- 

Odepchnąłam jego dłoń, przejmując kontrolę nad myszą, 

gdy próbowałam przesunąć grafikę tak, by była wyśrodkowana. 
Westchnienie Brocka poruszyło włosy wzdłuż mojego lewego 
policzka, powodując dreszcz zakręcający mi się po plecach. 
-

Wszystko, co musisz zrobić, to kliknąć przycisk centrowania. 

-

Tak, już to zrobiłam.- Pochyliłam się w prawo, kiedy próbował 

ponownie złapać mysz. Ponownie uderzyłam go w rękę. -Nie masz nic 
lepszego do roboty?- 

Zapytałam, cofając krzesło, co zmusiło go do 

odejścia. Spojrzałam w górę, gdy oparł się o moje biurko. -
Zatwierdzanie reklam to moja praca. Zrobiłabym to już, gdybyś nie 
próbował z tylnie go siedzenia kliknąć w mój komputer. 

Kliknąć komputer na tylnym siedzeniu? Jego czoło zmarszczyło się. -

To brzmi dobrze 

-Nawet tego nie mów. 

Na jeg

o twarzy pojawił się niewinny wyraz. -Najwyraźniej tak jest nie 

ja, który ma swoj

e myśli w rynsztoku. Chciałem powiedzieć, że to 

brzmiało jak gry wideo. 
-Uh-huh.- 

Powoli, ostrożnie, przesunęłam mysz o ułamek centymetra, 

z powodzeniem wyśrodkowując blok tekstu. -Ah-ha! Gotowe. 
-

Jesteś taka utalentowana. 

Rzuciłam mu spojrzenie i uśmiechnął się. 
Paul pojawił się w otwartych drzwiach. Był wysokim i gibkim 
mężczyzną w średnim wieku o jasnych blond włosach i jasnych 
niebieskich oczach. Ubrany w polo Lima Academy i czarne spodnie 
nylonowe, zmieszał się kilkoma sprzedawcami na piętrze, ale on był 
jednym z trenerów z drugiego piętra. Był tu od chwili otwarcia 
Akademii. 

background image

Nie znałam go zbyt dobrze, ponieważ trenerzy i zwiadowcy podlegali 
w większości pod Brocka, ale za każdym razem, gdy na mnie patrzył, 
tak jak teraz, miałam ostre wrażenie, że myślał, że moja praca jest 
całkiem bezużyteczna. 
Większość pracowników zdawała się mnie akceptować, tak jak Andre 
mówi

ł, że tak będzie, ale Paul spojrzał na mnie, jakbym była tak samo 

pożądana jak opryszczka. 
Przypomniał mi również tego kutasa, który pracował w Filadelfii, 
tego, który zaprowadził mnie do pokoju zaopatrzeniowego. 
-Panie 

Mitchell, masz chwilę? - zapytał Paul, jego lodowate spojrzenie 

przesunęło się ze mnie na Brocka. -Mam kilku nowych uczniów, 
których chciałbym, żebyś sprawdził.- Podniósł plik. - zobacz, czy 
chcesz 

ich obejrzeć na filmie. 

Zostań tam.- Stukając czubek mojego nosa, tak jak bym miałam pięć 

lat, Brock wstał zamrugał i wyskoczył z mojego biura. 
Oczywiście, że go obserwowałam. 
Nie mogłam nic na to poradzić. Miał dobry tyłek, co było 
denerwujące. To znaczy skąd wziął te spodnie i dlaczego tak dobrze 
pasowały do jego tyłka? Czemu? 
Potrząsając głową, zwróciłam uwagę na komputer i skończyłam 
pop

rawiać i zatwierdzać przesłane reklamy. 

Kilka godzin później, po codziennym spotkaniu sprzedażowym w 
tylnej sali konferencyjnej, zbierałam raporty ze stołu, gdy Brock 
zapytał: -Masz jakieś wielkie plany na weekend? 
Spojrzałam na niego. Jego głowa była pochylona, gdy przeglądał 
jeden ze sprawozdań ze sprzedaży, które Jeffery zamieścił. -Um, dziś 
wieczorem, opiekuję się dziećmi Avery i Cam'a. To ich randkowa noc. 
-

To miłe z twojej strony, że robisz to w piątkowy wieczór - zauważył, a 

następnie zapytał: - Tak normalnie spędzasz piątkowe wieczory? 
Przytulając stos papierów do mojej piersi, wpatrywałam się w jego 
ciemną głowę. -Zazwyczaj nie. 
-

Więc zwykle wychodzisz? 

Zaczęłam marszczyć brwi. -Czasami. 

background image

 

Okej, to było całkowite kłamstwo, ale ostatnią rzeczą, którą chciałam 

po

wiedzieć Brockowi było to, że siedziałam w domu z moim 

podstępnym, zdradzieckim kotem, sama jedząc ciasto Brownie. -Jutro 
zobaczę wystawę sztuki. 
Brock powoli uniósł głowę. Jego oczy zwęziły się, aż widać było tylko 
cienką szczelinę obsydianu. -Wystawa sztuki? To brzmi . . . 
pobudzająco. 
Kpiący, drażniący ton działał mi na nerwy. -Tak. Idę z Grady.  
-

Grady? Ten mały facet, z którym byłaś na kolacji? 

Mały koleś? -On nie jest mały. 
-

On jest mały. 

-

Być może w porównaniu do twojego gigantycznego ja, wielkości 

Godzilli, jest mały, ale według norm ludzkich nie jest. 
Uśmieszek wypełnił jego pełne usta, gdy odchylił się na krześle u 
szczytu stołu. -Zawsze myślałem, że podoba ci się moja gigantyczna ja 
wielkości Godzilli. Jeśli dobrze pamiętam, kochałaś, że mogłem cię 
podnieść i rzucić cię kilka stóp w powietrze nim spadłaś do basenu. - 
Postukał w kącik ust. -I mogłem to zrobić ze względu na mój rozmiar. 
Moje policzki zaczerwieniły się, gdy pośpiesznie spojrzałam przez 
ramię, wdzięczna, że żaden pracownik nie jest w pobliżu sali 
konferencyjnej. -

Tak, cóż, już nie mam dziesięciu lat, Brock. 

- Huh - 

złożył ręce na stole i pochylił się do przodu. -Pamiętam też, że 

robiłem to, gdy miałaś prawie dwadzieścia lat. 
Ciepło w moich policzkach trwało nadal. -Istnieje cel tej rozmowy? 
Zachichotał, zerkając na swoją papierkową robotę. -Nie całkiem. 
Spojrzawszy na niego, zaczęłam się odwracać, ale zatrzymałam się, 
ponownie patrząc na niego. Byliśmy . . . przyjaciele teraz. Przyjaciele 
oznaczali, że muszę go zapytać o jego weekend. - Masz jakieś plany? 
-Po pracy wracam do Filadelfii. - 

odpowiedział, wciąż patrząc na 

strony. 
Domyślałam się, że jedzie do domu do Kristen. A może była w jego 
domu za Shepherdstown. 

Byli zaręczeni, więc wyobrażałam sobie, że 

mieszkają razem. -Trzymasz dom w Pensylwanii? 

background image

Brock potrząsnął głową. -Nie. Jestem w trakcie sprzedaży.  
-

Więc zostajesz tu na stałe? 

-

Wygląda na to że  tak. 

Dziwny mały wybuch szczęścia rozjaśnił moją klatkę piersiową ale 
zignorowałam to, nawet nie chcąc zajrzeć do rozumowania stojącego 
za tym. Chciałam zapytać go o jego narzeczoną, ale wydawało mi się 
to zbyt dziwne. -

Cóż, miłego weekendu, Brock. 

- Tobie 

też - powiedział, a kiedy odwróciłam się i dotarłam do drzwi, 

odezwał się ponownie. - Ten mały człowiek, znany jako Grady, to coś  
poważnego? 
Przewracając oczami, odwróciłam się. Nie byłam pewna, co stanie się 
z Grady, ale nie musiał tego wiedzieć. -Nie mogę się doczekać, żeby 
go zobaczyć jutro. 
Brock podniósł wzrok, a na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech. -
Wiem. Słyszę wszystkie emocje w twoim głosie. Baw się dobrze 
patrząc na...sztukę. 
Miałam to wyraźne uczucie, że mnie nęka, ale naprawdę nie 
rozumiałam dlaczego. -Będę. 
Przechylił głowę na bok. -Zasługujesz na więcej. 
-Co? 
Odkładając papiery raz jeszcze, zatrzymał moje spojrzenie.  
-

Zasługujesz na kogoś lepszego niż on. 

Przez chwilę nie mogłam nawet odpowiedzieć, ale zaraz się 
roześmiałam. -Dobrze się czujesz? 
Zacisnął szczęki. -Czuję się doskonale. 
-

Pytam, bo mówisz mi, że zasługuję na coś lepszego niż człowiek, o 

którym nawet nie wiesz nic. 
Wzrósł we mnie słodki i mocny gniew. -I szczerze mówiąc, to firma 
nie jest miejscem nawet do sugerowania 

czegoś takiego.- Podniosłam 

brodę. -A jeśli naprawdę chcesz, żebyśmy byli przyjaciółmi, nie 
możesz mi tego tak powiedzieć.  
Nastąpiła chwila ciszy  między nami, a potem przemówił. 

background image

-

Już cię nie znam - powiedział cicho, a nie odpowiedziałam - nie 

mogłam, oświadczenie przyprawiło że osłupiałam, przechylił głowę. -
Znam star

ą Jillian. Mógłbym tu siedzieć cały dzień i opowiadać o niej, 

ale ta 

Jillian? Nie znam jej. Pojawił się krzywy uśmiech. -Ale ja chcę. 

Myśląc, że może coś poszło nie tak z jego mózgiem, wszystko, co 
mogłam zrobić, to patrzeć na niego. 

A propos, chcę, żeby coś było między nami jasne - powiedział, 

trzymając moje szerokie spojrzenie. -W ciągu ostatnich dwóch 
tygodni nie było ani jednej chwili, w której spojrzałbym na ciebie i 
zobaczył małą dziewczynkę, którą rzucałem do basenu. Widzę kobietę 

piękną kobietę. Nie mów sobie inaczej. 

 

 
Tej nocy, gdy leżałam w łóżku, nie mogąc zmusić mojego mózgu do 
zwolnienia na 

wystarczająco długo, aby zasnąć lub pochłonąć książkę, 

którą czytałam, spojrzałam w górę na mój sufit, obsesyjnie traktując 
to, co 

Brock mi powiedział zanim wyszłam. 

To nie była piękna część. 
Brock rzucił pochlebstwa, jakbym była  modelką. Biorąc pod uwagę 
to, co stało się z moją twarzą, nie byłam zła. Mogłabym być całkiem 
ładna w dobry dzień. Piękna nie byłam. 
Nie, wcale tak nie było, nawet jeśli brzmiało to miło i pochodziło z 
tych dobrze uformowanych ust. 

To była część, w której powiedział, że 

nie widział małej dziewczynki, kiedy na mnie patrzył, i jedyne, o czym 
mogłam myśleć, to dzień, w którym myślałam, że zmienię to między 
nami. 

 
Stojąc w mojej starej sypialni, nie musiałam się rozglądać, żeby 
zobaczyć, że wygląda dokładnie tak, jak ją zostawiłam, kiedy 
wyjechałam trzy lata temu. 
Łóżko dla małej dziewczynki. 
Mała komoda. 

background image

Szafka nocna małej dziewczynki. 
Plakaty z moich ulubionych 

książek, które zostały zaadaptowane do 

filmów, zostały przyczepione do ściany. Na siedzeniu okna siedział 
stary miś, leżał między niebiesko-różowymi poduszkami, a ich kolory 
wciąż tętniły życiem, tak jak tego dnia, kiedy mama je tam umieściła. 
Regały pokrywały całą ścianę, rozbijając się tylko na dwie części, aby 
umożliwić wejście do szafy i dołączonej łazienki. Setki książek zostały 
ułożone na tych półkach, skrupulatnie uporządkowane według 
gatunku, a następnie według nazwiska autora. Mama zaczęła moją 
mi

łość do czytania, kiedy byłam nastolatką, a ja pożerałam romans 

historyczny, a te stare, stęchłe wąsy w miękkich okładkach były 
ułożone jedna na drugiej, trzy rzędy głębokości. Cała biblioteczka była 
poświęcona młodym dorosłym, a następnie inna odbyła wszystkie 
romanse dorosłych. 
  

Zbierałam i gromadziłam, od słodkiego do wręcz parującego 

rumieńca. Ostatni, czwarty regał, był w połowie pełny. Zawierał kilka 
thrillerów i starych podręczników, których nie sprzedałam, ale nie 
miał miejsca w akademiku w Shepherd, żeby je przechowywać. 
Przebywanie w tej sypialni przyniosło wiele dobrych wspomnień:  
Często skulona siedziałam  przy oknie skupiona na czytaniu lub 
leżałam na boku w podwójnym łóżku późno w nocy, a mała lampa 
rzucała tylko tyle światła, by ją odczytać.  
 
Stojąc przy drugim oknie, z widokiem na podjazd, obserwowałam, jak 
Brock odjeżdża po tym, jak skończył jedną z wielu rodzinnych kolacji. 
Przebywanie w tym pokoju sprawiało, że czułam się, jakbym była 
wciąż tą małą dziewczynką, która nigdy nie dorośnie i nie odejdzie, 
ale ja już nie byłam nią. Właśnie to zrobiłam. 
Pode

szłam do komody, gdzie umieściłam medalion Świętego 

Sebastiana, który znalazłam w hipisowskim sklepie w Shepherdstown. 
Był wielkości ćwiartki, zwisał ze starego srebrnego naszyjnika. Kiedyś 
przeczytałam, że był patronem sportowców, więc kiedy natknąłam się 

background image

na jednego z nich, wybra

łam go dla Brocka. Ostrożnie podniosłam i 

umieściłam go w małej kieszonce na suwak w torebce. 
Wchodząc przed lustro o pełnej długości, ledwo rozpoznałam osobę, 
która na mnie patrzyła. Ułożyłam włosy na głowie, spędziłam około 
godziny z lokówką, żeby grube włosy opadły falami. Udało mi się 
przełożyć moją grzywkę na bok i utrzymać ją na miejscu przy pomocy 
puszki 

lakieru do włosów. 

Miałam na sobie eyeliner, który zajął około pięciu prób, aby go 
nałożyć i nadal nie byłam pewna, czy właściwie zastosowałam go do 
górnej pokrywy po obejrzeniu kilkunastu trzynastolatków, którzy 

prowadzili porady na YouTube. 
Nic nie sprawia, że czujesz się nieudolna po obejrzeniu animacji, na 
którym stosuj

ą makijażu lepiej niż ty. Ale lśniący liliowy cień do 

powiek rozgrzał moje brązowe oczy, czerwona szminka sprawiła, że 
moje usta wyglądały na pełniejsze, a brązowy zakreślacz na moich 
policzkach dopełnił mroczniejszego odcienia skóry. Zniknęły zwykłe 
workowate, bezkształtne koszule i spódnice, które zwykle nosiłam. 
Kupiłam tę sukienkę specjalnie na dzisiejszy wieczór i nigdy wcześniej 
nie nosiłam niczego takiego. Była czarna i ciasna wokół klatki 
piersiowej, pokazując to, co zwykle chowałam. Talia zebrała się pod 
piersiami i była luźna wokół brzucha i bioder, maskując zaokrąglone 
biodra, których bez cardio się nie pozbędę. Zalotny rąbek sukienki 
prześlizgnął się po moich udach

Miałam nawet na sobie obcasy - czarne obcasy z tymi wszystkimi 
paskami. 
Była duża szansa, że dziś wieczorem złamię sobie kark, ale czułam. . . 
Czułam się ładnie. Może nawet . . . seksowna. 
Ciepło wtargnęło w moje policzki i przewróciłam oczami na siebie. 
Bawiąc się bransoletą wokół mojego nadgarstka, odwróciłam się i 
sprawdziłam czas. Muszę wkrótce wyjechać. Mój żołądek trochę 
opadł i zmusiłam się, by wziąć głęboki oddech, kiedy odwróciłam się 
do lustra. 

background image

Malutkie kulki nerwów 

wypełniły mój żołądek. Spędziłam tak dużo 

czasu z Brockiem, lata naprawdę. 
Spędzanie czasu razem w basenie na podwórku, kiedy letnie dni były 
długie, a noce jeszcze dłuższe. Dzielenie obiadów z rodziną i siedzenie 
obok siebie na huśtawce. Ścigając go i moich młodszych wujków, 
kiedy wyszli grać w piłkę lub udali się do Akademii, żeby trenować. 
Katie miała rację wcześniej. Byłam cieniem Brocka, odkąd miałam 
osiem lat, a on miał czternaście. Większość chłopców w jego wieku 
byłaby zirytowana dziewczyną, która deptała mu po pięcie za każdym 
razem, gdy był wokół niej, ale Brock nigdy nie sprawiał, że czułam się 
niechciana 

lub że był zirytowany. 

 

Pomimo naszej różnicy wieku, stał się moim najbliższym przyjacielem. 

Kiedy moi wujowie lub kuzyni nie chcieli, żebym się do nich 
przyczepiała, był tam po to, by mnie bronić i zawsze upewniał się, że 
je

stem włączona. Rozmawiał ze mną o sprawach - o swoim ojcu i 

matce - 

o rzeczach, o których wiedziałam, że nie rozmawiał z nikim 

innym, zwłaszcza z dziewczynami, z którymi się związał. Dzieliliśmy 
tajemnice i historie. Czas w  liceum... 

stał się trudny, a on był 

schronieniem, kiedy go widziałam. Nigdy nie traktował mnie w 
określony sposób z powodu tego, kim mój ojciec był lub co zrobiła 
moja rodzina. A każdy facet w mojej szkole bał się zapytać mnie z 
powodu tej zwariowanej rodziny. T

o Brock zaprowadził mnie na mój 

bal maturalny 

po tym, jak powiedziałam, że nie idę. 

Uśmiechnęłam się w pamięci. 
Bal maturalny 

był szalony. Miałam siedemnaście lat a on właśnie 

skończył dwadzieścia trzy lata. Poza tym, że był tam najstarszym 
facetem i to byłoby super dziwne, Brock był już cicho sławny wśród 
tych, którzy oglądali walki. Pewnie spędził więcej czasu pozując do 
zdjęć niż tańczyliśmy, ale gdybym nie była w nim wcześniej 
zakochana, 

wpadłabym wtedy mocno i szybko. 

Był dla mnie jak brat, dopóki nie zaczęłam zbyt długo gapić się na  
sposób, w jaki jego ramiona wygięły się lub jak dolna warga była 
pełniejsza niż górna. I jego pierwszy tatuaż, który zdobył  w wieku 

background image

siedemnastu lat, jeden z wielu, 

przestałam myśleć o nim jako o bracie. 

Ale on p

o prostu nigdy nie przestał mnie widzieć jako młodszą siostrę. 

Ale dzisiejszy wieczór byłby inny. 
-Jestem gotowa - 

powiedziałam głośno do mojego odbicia. -Jestem 

więcej niż gotowa. 
Byłam gotowa w tę sobotnią noc, gotowa zmienić to, co się między 
nami działo, tyle że ta noc zakończyła się spotkaniem z dziewczyną, 
która miała zostać jego narzeczoną...a ja skończyłam w szpitalu, 
prawie martwa. 

 

 
Grady trzymał mnie za rękę, gdy wychodziliśmy z hali wystawowej do 
szybko ochładzającego się wieczornego powietrza z początku 
października. Było później niż myślałam, że wyjdę. Skończyło się na 
tym, że zabraliśmy lekką kolację z jednej z restauracji przy German 
Street i 

zatrzymaliśmy się na kawę, zanim udaliśmy się do Center for 

Contemporary Arts. 
To była miła noc, naprawdę miła. 
Rozmowa była łatwa i wydawało się, że nigdy nie zabrakło nam rzeczy 
do omówienia. Opowiedział mi o dorastaniu w zachodniej 
Marylandzie i spędzaniu lata na pomaganiu dziadkowi w ich 
rodzinnym gospodarstwie oraz o tym, jak często tam wracał. 
Wyjaśniłam, jak to jest dorastać w domu Limy. Mimo że nie wiedział 
nic o mieszanych sztukach walki lub czymś tak odległym, był 
naprawdę zainteresowany tym, co miałam do powiedzenia. 
A teraz, gdy szliśmy do miejsca, gdzie zaparkowaliśmy, moja głowa 
była w dziwnym miejscu. To było dziwne, że wróciłam na kampus, 
odkąd zrezygnowałam z trzech semestrów przed ukończeniem 
studiów. Rozglądając się teraz, gdy studenci kręcą się pomiędzy 
akadem

ikami, przypomniałam sobie, jak to było przed weekendem, w 

którym wróciłam do domu i po tym, jak w końcu wróciłam na studia. 

background image

Zastanawiałam się, kiedy dowiedziałam się, że Brock zaręczył się z 
Kristen. Ponieważ unikałam trzymania go na oku, zazwyczaj udawało 
mi się rozgrupować moją rodzinę, gdy tylko o nim mówili. 
Tym razem nie odniosłam takiego sukcesu. Było to zaraz po podjęciu 
decyzji o opuszczeniu college'u. Po prawie śmierci i to nie była 
przesada. Naprawdę prawie umarłam, jak martwa-martwa. Miałam 
bliz

ny, żeby to udowodnić. Nie mogłam zmarnować czasu na 

siedzenie w klasie i studiowanie, uczenie się rzeczy, których nigdy nie 
stosowałam w życiu. Patrząc wstecz, usunięci z intensywnością 
wszystkiego wiedziałam, że tak naprawdę nie było pragnieniem 
mojego 

życia wycofania się z zajęć. 

Byłam w depresji. 
To było powszechne, odkryłam później, że po traumatycznym 
wydarzeniu ludzie często wpadali w depresję nawet po latach po 
wydarzeniu. Byłam niespokojna, bez chęci pójścia na zajęcia, 
przebywania z ludźmi, a nawet niezdolności do czytania przez dłuższy 
czas. Nic mnie nie interesowało. 
Porzuciłam studia, wróciłam do domu, słodko-gorzki powrót do domu 
dla moich rodziców wiedziałam, że chcą mnie tam ale nie w tych 
okolicznościach. 
Pewnego wieczoru, po kolacji, mama o

dciągnęła mnie na bok, żeby 

powiedzieć, że Brock zaproponował Kristen, a ona się zgodziła. 
Minęły dwa lata po tej nocy.  
Dwa lata i. . . Brock był na Pay - Per - View. Był zaręczony z 
dziewczyną, z którą flirtował tej nocy, i w końcu mnie to uderzyło, że 
B

rock nie miał nic do stracenia, nie miał takich uczuć do mnie. 

Żadnych. Szedł dalej, bo nic go nie powstrzymywało.  
Jego życie eksplodowało we wszystkich najlepszych sposobach, 
podczas gdy moje. . . moje 

implodowało, a wszystko, czego 

kiedykolwiek chciałam - stopnie, praca dla mojej rodziny, 
podróżowanie, bycie szczęśliwą i bycie zakochaną - sprawiało, że było 
to poza moim zasięgiem. 

background image

Zostałam w domu przez kolejne sześć miesięcy, znalazłam pracę w 
firmie ubezpieczeniowej i wróciłam do Martinsburga. 
A teraz 

zaczęłam odzyskiwać te rzeczy, które kiedyś chciałam. Byłam 

szczęśliwa. Pracowałam dla mojej rodziny i dla mnie. . . Z płytkim 
oddechem 

zerknęłam na Grady. 

O mój Boże, nie myślałam o nim, kiedy byłam na randce z Grady. 

Zastanawiałem się - powiedział Grady i środek jego policzków 

zaczerwieniły się. Uroczy. -Chciałabyś zjeść ze mną kolację w tym 
tygodniu? 
Zaczęłam się uśmiechać i uchyliłam nieco podbródek. -To. . . to 
byłoby miłe. 
-

Więc to oznacza tak? 

Pokiwałam głową. 
-

Cieszę się, że tak powiedziałaś- Ścisnął moją dłoń. -Byłem gotów 

błagać, żeby dostać kolejną randkę. 
Inna randka

? To brzmiało. . . bardzo miłe. -Groveling nie jest 

konieczne. 

-

Więc to jest . . . robi się późno - powiedział, a jego spojrzenie 

znalazło i trzymało moje. 
-To jest. 
Podszedł do mnie, a jego dłoń wybiegła z mojej, podbiegając do 
mojego łokcia. Oddech, który wypuścił, był drżący. Grady przechylił 
głowę na bok, ustawiając usta w moich, i wiedziałam, że wtedy mnie 
pocałuje. 
Naprawdę chciał to zrobić! 
Minęło tak dużo czasu, odkąd zostałam pocałowana, a nawet byłam 
w stanie zostać pocałowana i tak się stanie. Jego blade rzęsy opadły. 
Jego oczy były zamknięte. Jego usta zbliżały się do moich. Grady 
pochylił się, lekko opuszczając głowę, a ja zamknęłam oczy. 
W ostatniej chwili

, bez zastanowienia, odwróciłam głowę, a usta 

Grady musnęły mój policzek. 

background image

Ciepło uderzyło mnie, mieszanka zakłopotania i rozczarowania. 
Dlaczego to zrobiłam? Chciał mnie pocałować. Chciałam, żeby to 
zrobił. 
Nie ja? 
Tak, powiedziałam sobie, gdy otworzyłam oczy i spotkałam się z 
pytającymi spojrzeniem. Byłam po prostu nieśmiała. Zmusiłam się do 
drżącego półuśmiechu, który prawdopodobnie wyglądał bardziej jak 
grymas. 

– Dobrze się bawiłam dzisiaj. 

-

Naprawdę?- Zapytał. 

Ukłoniłam się. -Zrobiłam to.  
Jego spojrzen

ie przeszukało moje, a potem uśmiechnął się 

chłopięcym, uroczym uśmiechem. - To kiedy kolacja w przyszłym 
tygodniu? 

Środa? 

-

Środa, - potwierdziłam. 

Tym razem, kiedy Grady pochylił się, nie oderwałam się, ale to 
dlatego, że mnie przytulił. Wróciłam, mówiąc sobie, że jeśli spróbuje 
mnie pocałować, nie odwrócę się. 
Nie zrobiłabym tego 

 

 

ROZDZIAŁ 10 
Ogromny omlet parował i był pełen prawie każdego możliwego-
mięsa, włoskiej kiełbasy, boczek, kiełbasa kanadyjskiego bekonu i 
szynki. Oczywiście ściskałam tam warzywa. Miał paprykę i grzyby. 
Oraz ser. 

Dużo sera i nie obchodziło mnie, że ser nie był warzywem. 

Nigdy w życiu nie byłam bardziej podekscytowana. 

Avery 

sięgnęła po steki i jajka z dodatkowym dodatkiem chrupiącego 

bekonu. I to był ogromny stek T-bone. Po przeciwnej stronie była 
bardzo ciężarna Teresa, która miała stos naleśników, boczną miskę 
owoców i szereg 

kiełbas. 

Uwielbiałam, że te kobiety jadły tyle co ja. 

background image

Niedzielne 

posiłek był tradycją, która zaczęła się w Pensylwanii i 

przeniosła się do dziewcząt z Zachodniej Wirginii. Zostałam 
zaproszona 

do przyłączenia się do nich w chwili, gdy pojawiłam się w 

Shepherd przez te wszystkie lata, spotkałam ich za pośrednictwem 
wspólnych przyjaciół. Przekupywałam ich zawsze, odkąd do nich 
dołączyłam, ale to było coś, co aktywnie się zmienia. 
Zagłębiłam się w omlet, gdy telefon Avery się zapalił. Położyła nóż i 
podniosła go, śmiejąc się cicho. -O rany. 
Avery wyciągnęła ekran na środek stołu i zobaczyłam zdjęcie Jacka, 
syna Jase'a 

z poprzedniego związku, który właśnie dawał bardzo 

szczęśliwej Ave przejażdżkę na barana. 
Jack był gdzieś w swoich podwójnych cyfrach życia. Byłam okropna, 
gdy się zastanawiałam, jak rosną dzieci. Domyślałam się, że to coś, co 
przyszło wraz z ich produkcją. Wyglądał tak bardzo jak Jase, co 
sprawiło, że miałaś podwójny atak. Intensywne brązowe włosy i 
piękne szare oczy, był dziecinnym łamaczem serc. Obok nich stały 
dwa żółwie na smyczy. Wyglądało na to, że Jack próbował ich 
wyprowadzi

ć, gdy Ava wspięła się na jego plecy.  

Och, Ava jest w niebie. Teresa wrzuciła do ust kawałek arbuza, 

następnie spojrzała w dół, gdy odrobina soku opadła na jej 
opuchnięty brzuch. Westchnęła. 

-Ava jest zakochana w Jacku - 

wyjaśniła mi Avery, uśmiechając się do 

Teresy. -

Ilekroć Jack przyjeżdża, Ava jest dosłownie krok za nim, jak 

jego mały cień. To takie urocze.  

- Tak - 

zgodziła się Teresa, dźgając widelcem ogniwo kiełbasy. -Jestem 

pewna

, że Cam będzie zachwycony, gdy Ava dorośnie. 

Avery przewróciła oczami. -Będzie jednym z tych ojców. Wiesz? Ten, 
który czyści strzelbę przed randkami Avy z chłopcami. 
Teresa uniosła brew. -Cam ma nawet broń? 

background image

-

Nie, ale założę się, że będzie miał gdy Ava skończy szesnaście lat. 

Roześmiałam się, gdy ugryzłam kolejną dużą część omletu. 

-Jeszcze raz d

ziękuję za dozór nad Avą i Alexem - powiedziała po raz 

setny Avery. -

Nie masz pojęcia, jak trudno jest wyjść na czas, kiedy 

masz dzieci.- 

Wskazała widelcem na Teresę. -Przynajmniej Jack 

zawsze był wystarczająco duży, by nie potrzebować stałej uwagi. 
Poczekaj, aż nadejdzie dziecko. Zdobycie pozycji staje się sportem 
olimpijskim. 

Dzięki Jillian, wreszcie byliśmy w stanie nie zrobić dziecka 

numer trzy.  

Uznaj

ę to za rzeczy, których nigdy nie potrzebowałam wiedzieć, kiedy 

oglądałam ich dzieci. 

Tak, ale mamy wbudowaną opiekę nad dziećmi - odparła Teresa. 

"Jacek." 

-To prawda - 

powiedziała Avery. 

Teresa zachichotała, potarła spuchnięty brzuch. -Tak czy inaczej, jeśli 
jest wola, istnieje droga, - 

powiedziała, zanurzając linkę z kiełbasą w 

kałuży syropu. -Nawiasem mówiąc, Jillian, nie myśl, że nie 
zauważyłyśmy, w jaki sposób prześledziłaś szczegóły swojej randki. 

-Mmm?- 

Wymamrotałam z ustami jajek i sera. 

Avery uniosła brwi. -Powiedziałaś, że dobrze się bawiłaś i że 
umówiliście się na kolacje w środę, ale chłopaki, wiesz. . . -Ona 
szturchnęła mnie w bok. -Pocałowałaś? Czy zrobiłaś coś więcej?  

-

Uprawiałaś seks?- Zapytała Teresa. 

Zakaszlałam, prawie dławiąc się kawałkiem pokrojonego w kostkę 
bekonu. -Nie. Bez seksu. Nie chodzi 

o to, że na pierwszej randce jest 

coś złego w seksie - poradziłam pospiesznie, ponieważ nie widziałam 
w tym nic złego. Po prostu ja się tak nie zachowywałam,  wydawało 
się to szybkie, a gdy chodziło o relacje, byłam jak trójnożny żółw. -
Próbował mnie pocałować. 

background image

Próbował?- Teresa zmarszczyła brwi. 

Sięgnąwszy po szklankę coli, wzruszyłam ramionami. -Odwróciłam 
głowę, kiedy się pochylił. Nie chciałam. Po prostu nie myślałam. 

- Och - 

powiedziała Avery, brzmiąc na rozczarowaną. 

-Co?- 

Zapytałam.  

-Nic.- Od

cięła kawałek steku. 

Wypiłam napój i odstawiłam szklankę. -To nie brzmiało jak nic. 

Myślę, że to było bardziej coś rodzaju - «jeśli chcesz być całowana 

przez kogoś, to nie odwracasz głowę od niego » wyjaśniła Teresa. 

-

Chcę go całować!- Wykrzyknęłam i zaczerwieniłam się, gdy śnieżno-

włosa kobieta naprzeciw nas spojrzała na mnie. -Ja mogę. To 
poprostu . . . Nie mam dużego doświadczenia.  
Oczy Teresy rozszerzyły się jak niebieskie spodki. -Jesteś...? 

-

Nie. Nie jestem dziewicą - powiedziałam, przesuwając się 

niezręcznie. -Byłam tylko w jednym związku. 

-

Ten facet był kutasem,- powiedziała Avery. 

-

Tak, wiem o tym, ale nikogo wcześniej nie było? Po nim? - zapytała 

Teresa. 

Potrząsnęłam głową. -To nie jest dla mnie łatwe. . - Urwałam, gdy 
podnios

łam ogromny kawałek omletu. Co miałam im powiedzieć? Że 

to nie było łatwe, ponieważ nie czułam się dobrze z tym,  jak 
wyglądałam? 
Boże, to zabrzmiało kiepsko, kiedy mówiłaś to głośno. Do diabła, nie 
czułam się najlepiej przed wszystkim. Naprawdę to zrozumieją? 
Teresa i Avery były bardzo ładnymi kobietami, pięknymi na swój 
sposób. 

background image

-Po prostu 

wahałam się przez całą randkę- kontynuowałam.- Mam 

naprawdę kiepski gust. To znaczy, nie mówię, że Grady jest zły. 
Właśnie tak. . . Nie wiem, co mówię. Proszę, zignorujcie mnie. 
Teresa spojrzała na Avery, pochyliła się do przodu, na ile pozwalał jej 
brzuch, co wcale nie było dalekie. -Wszyscy wahaliśmy się na 
randkach. Zwłaszcza Avery.  

- To prawda - 

powiedziała radośnie, odcinając kolejną część mięsa. -

Są chwile, kiedy patrzę wstecz, wciąż jestem zszokowana, że Cam i ja 
się spotkaliśmy. Byłam  . . . Cóż, byłam całkowicie zamknięta na 
randkę z kimkolwiek. Był zdecydowany to zmienić.  
Oparła się o siedzenie, jej dłoń wróciła do brzucha. -Wiesz, nie sądzę, 
żebym kiedykolwiek ci to powiedziała ale facet, z którym umawiałam 
się w szkole średniej, był prawdziwym dupkiem. On mnie bił. 
Prawie upuściłam widelec. Nie powiedziała mi tego. -Nie wiedziałam. 

-

Powiedzmy tylko, że kiedy Cam się dowiedział, sprawy popłynęły w 

dół gównianego potoku bez wiosła. Ale chodzi o to, że ja też miałam 
kiepski gust. 

Nie ma się co wstydzić, zwłaszcza gdy rozpoznałaś ten 

problem - 

w czasie przeszłym. I dobrze, jeśli odwróciłaś głowę, kiedy 

Grady miał cię pocałować. Może po prostu nie jesteś gotowa, aby 
związek osiągnął ten poziom. 
Kiwając powoli, szturchnęłam to, co zostało z mojego omletu. Nie 
miałam już dziewiętnastu lat. Miałam dwadzieścia sześć lat, cztery 
lata do 

trzydziestki. Więc kiedy w świętym piekle będę gotowa? W 

jakim dokładnie punkcie byłabym. . . bądź normalna? 
Dzięki Bogu, rozmowa przeniosła się z dala ode mnie, i zaczęły mówić 
o swoich pragnieniach, aby zaoferować swoje lekcje tańca. 
Nienawidziłam czuć się w ten sposób - przyznając, że czasami miałam 
tak małe zaufanie do siebie. Żenujące to słowo nie określało nawet 
tego

. Nikt nie lubił kobiety, która patrzyła w lustro i nie kochała tego, 

co widziała. 

background image

Co było tak cholernie śmieszne, jeśli o tym pomyślałaś. 
Wyciągnęłam grzybek z omletu moim widelcem, irytacja rosła we 
mnie. P

rzypomniałam sobie, jak Abby po raz pierwszy połączyła się z 

Coltonem, a ona sama czuła się tak nieswojo. Sama idea obcowania z 
nim przerażała ją i wstydziła się nawet przyznać, że tak się czuła. 
Co jej powiedziałam? To, że nie mając całkowitego zaufania, nie 
sprawiło, że stała się mniej osobą lub czymś, z czym się źle czuje? 
To sprawiło, że była normalna, przeciętna nawet - przeciętna kobieta 
nie patrzyła na siebie każdego dnia i mówiła „cholera, jestem 
niesamowita

”. Wszyscy mieli chwile, kiedy wątpili w siebie i mieli 

problemy z oglądaniem swoich refleksji z powodów, które wykroczył 
poza fizyczne. 

Zawsze czułam, że mówienie, że powinnaś być bardziej pewna siebie, 
to jak uderzenie w twarz. Jak mówiono, że ma ci pomóc poczuć się 
lepiej? 

Musiałam się odciąć. Poważnie. 
Wsuwając grzyb i inny kawałek omletu do ust, moje uszy podniosły 
się, kiedy usłyszałam, jak Avery mówi: -Potrzebowałybyśmy miejsca 
na studio. Szczerze mówiąc, w tym momencie potrzebowałybyśmy 
tylko dużego pokoju, ale każde miejsce, w którym patrzyłam w 
mieście, wymagało dużo pracy, a czynsze były śmieszne.  

-O czym rozmawiacie?- 

Zapytałam. 

Teresa bawiła się serwetką, składając ją w mały kwadrat, kiedy 
powiedziała: -Wiesz, Avery i ja chcieliśmy otworzyć nasze własne 
studio tańca, zaczynając od małego oferując tylko kilka klas, bo 
oczywiście nie mam nakładu na chwilę obecną.- Poklepała się po 
brzuchu. -

Po prostu potrzebujemy miejsca, ale to, co jest dostępne w 

mieście, jest śmieszne. 

background image

-Jest albo za 

duże, albo za małe - potwierdziła Avery. -I prawie zawsze 

zawyżone ceny za pracę wymaganą do przekształcenia pokoju w 
odpowiednie studio. 

Wpadł mi do głowy pomysł i nie mogłam uwierzyć, że nigdy wcześniej 
o tym nie pomyślałam. Słyszałam, jak rozmawiali o spełnieniu swoich 
marzeń o założeniu własnej szkoły tańca. Z drugiej strony, nigdy 
dotąd nie byłam na takiej pozycji. 

-

Mamy dość miejsca w Akademii, na pierwszym i drugim piętrze, 

które obecnie wynajmujemy - 

wyjaśniłam, patrząc między nie. -

Większość przestrzeni jest całkowicie pusta. Oczywiście 
potrzebowałabym czegoś, żeby przygotować je do studia, ale wiem, 
że mój ojciec chce rozszerzyć zakres oferowanych przez nas usług. 
Wiem, że chcecie być na swoim, ale… 

-

W końcu chcemy mieć swoje, ale wiemy, że nie mamy teraz takiego 

kapitału ani reputacji - powiedziała Avery, praktycznie podskakując na 
swoim miejscu. -

Współpraca z organizacją taką jak Akademia Lima. . .  

-

Byłoby ponad wszystko, czego oczekiwałybyśmy.- Oczy Teresy 

wypełniły podniecenie. - Musisz uzyskać pozwolenie od swojego 
ojca? 

- Jeszcze 

nie. Muszę tylko porozmawiać. . . -Moje brwi uniosły się. -

Muszę tylko porozmawiać z Brockiem i zobaczyć, co on myśli. 
Jeśli uda mi się go przekonać, możemy mieć dla was miejsce. 
Moglibyśmy wejść, rozejrzeć się, porozmawiać o tym, co trzeba 
zrobić, i ile by to kosztowało. 

-To brzmi niesamowicie,- 

powiedziała Avery, wymieniając 

zachwycone spojrzenie z Teresą i po raz pierwszy od dłuższego czasu 
pozwoliłam sobie na uśmiech bez próby ukrycia tego. 

 

 

background image

Byłam pełna nerwowego podniecenia, czekając na Brocka w 
poni

edziałek. W chwili, gdy zobaczyłam, jak przechodzi obok mojego 

biura, ze spuszczoną głową i uwagą skupioną na swoim telefonie 
komórkowym, wyleciałam z krzesła. Jednak fakt, że nie wpadł ani nie 
machnął głową, gdy przechodził obok, jak robił to każdego dnia, był 
dziwny. 

Usiadłam z powrotem, decydując, że powinnam trochę poczekać. 
Nie wspominając już o tym, że powinnam dać mu kilka minut, żeby 
się rozejrzał. W końcu był poniedziałek rano. 
Minęło pół godziny, nim złapałam filiżankę z kawą i ruszyłam w stronę 
jego gabinetu, 

następnie obróciłam się, kierując się do pokoju 

socjalnego

. Nie widziałam nic złego w przyniesieniu mu świeżej kawy. 

Wiedząc, że smakuję mu czarna kawa, chwyciłam jeden z czystych 
kubków z marką Lima z szafki i nalałam mu kubek. Skończyłam po 
dodaniu kolejnej kostki cukru. 

Odwróciwszy się, cofnęłam się o krok, kiedy zobaczyłam Paula 
stojącego kilka stóp za mną. Gorąca kawa wydostała się po krawędzi 
kubka, rozlewając się po mojej dłoni. 

- Ojej - 

wymamrotałam, opierając się chęci poruszenia ręką i rozlania 

kawy. 

Paul uśmiechnął się złośliwie, okrążając mnie i podchodząc do 
lodówki, żeby wziąć shake proteinowy. Nie, przepraszam. Nie, witaj. 
Nic. Patrzyłam, jak się obraca i wychodzi z pokoju z otwartymi ustami. 

- Co za dupek - 

mruknęłam. 

Popychając Paula w tył mojej głowy, udałam się do biura Brocka. 
Drzwi były otwarte, więc zawołałam: -Masz kilka minut? Przyniosłam 
ci kawę.- Brock uniósł głowę i słaby uśmiech uniósł się w kąciki ust. 
Miał kilku dniowy zarost na brodzie i policzkach, a pod oczami miał 
smugi, jakby nie spał w ten weekend. 

background image

Dziwne uczucie szarpało mnie. To była ciekawość. Chciałam wiedzieć, 
dlaczego wyglądał tak źle. 
Zamykając plik, na który patrzył, dał mi znak. Jego spojrzenie 
zamigotało na mnie, a ja poczułam rumieniec na mojej skórze. 
Miałam na sobie ubranie spodnie i sweter, ale to szybkie spojrzenie 
sprawiło, że poczułam się, jakbym chodziła w bieliźnie, która była w 
stu procentach z powodu mojej nadaktywnej wyobraźni. 

-Zawsze mam dla ciebie czas, Jillian. 

Na końcu mojego języka miałam, że w przeszłości było wiele razy, 
kiedy 

go dla mnie nie miał. Na szczęście miałam zdrowy rozsądek i 

zdałam sobie sprawę, jak niesamowicie gorzko by to zabrzmiało. 
I zupełnie niepotrzebne. 
Więc weszłam do biura i postawiłam kubek na jego biurku, uważając, 
by nie rozlać. - Miałeś dobry weekend?- Zapytałam, siadając. 

Długi - powiedział, sięgając po kubek. -To był bardzo długi weekend. 

Spojrzałam na niego ponad brzegiem mojego kubka. -Wygląda na to. 
Brock wyglądał na zmęczonego, ale wciąż wyglądał niesamowicie. . . 
cóż, niesamowicie seksowny w swojej białej koszuli rozpiętej pod 
szyją. 
Spojrzał na mnie. -Z drugiej strony, wyglądasz dobrze wypoczęta. 
Zgaduję, że twoja randka z tym małym facetem nie przerodziła się w 
weekendową przygodę.  
Powoli opuściłam kubek. -Moja randka z Grady poszła bardzo dobrze, 
bardzo dziękuję i po raz ostatni nie jest mały. 

- Uh-huh - 

mruknął, popijając kawę. 

-A jak jedna randka 

zmienia się w cały weekend? 

Uniósł brew, odstawiając kubek. -Oczywiście nie byłaś na naprawdę 
dobrej randce. 

background image

Ciepło uderzyło w moje policzki. Domyślam się, że nie. Miło z jego 
strony, że mi to powiedział. Kretyn. 

-

Ponieważ naprawdę dobra randka ze mną nie kończy się na 

wystawie sztuki - 

powiedział jedwabisto. -Naprawdę dobra randka nie 

skończy się do następnej nocy. Dopóki nie spędzę godzin, upewniając 
się, że jest to randka, której moja kobieta nigdy nie chce zakończyć.  

O. 

O Boże. 

Speszona, w

iłam się, patrząc na moją kawę. Nie miałam pojęcia, jak 

to jest

, być z jedynym człowiekiem takim jak Brock przez cały 

weekend. 

-Wychodzicie znowu?- 

Zapytał. 

Podniosłam wzrok, czując się dziwnie gorąco, jakbym siedziała w 
letnim słońcu. -Mamy kolację w środę wieczorem. 
Wstał, obszedł biurko i spięłam się, nie mając pojęcia, o co mu chodzi, 
gdy jego ciemne oczy kryły w sobie bogactwo tajemnic. -Jaka szkoda. 
Wypełniło mnie zmieszania -Jak to? 
Szedł, aż znalazł się przed biurkiem i oparł się o nie. -W środę nie 
będziesz w stanie zjeść z nim kolacji. 

-Czemu nie? 

Rozciągając długie nogi, a ja napięłam się jeszcze bardziej, gdy jego 
kolano otarło się o moje. Głęboko w mojej klatce piersiowej serce 
zatrzepotało jak koliber lecący w powietrze. -Ponieważ idziesz ze mną 
na obiad. 

 

 

 

background image

ROZDZIAŁ 11 
Otworzyłam usta, ale natychmiast je zamknęłam, bo słyszę nagle 
wyszło terytorium serca. Był on . . . czy Brock Mitchell poważnie mnie 
pytał? Cóż, nie pytając mnie, ale mówiąc mi, że jedziemy na obiad, jak 
on i ja? Nas? Ale to nie miało sensu. Miał narzeczoną - prawdziwą 
narzeczoną. 

-Co?- 

Wykrztusiłam, mieszankę dzikich emocji uderzających we mnie 

z każdej strony. Mimo że wiedział, że jest zaręczony i że jest tam mur 
z drutu kolczastego i mila głębokiej linii, o której wiedziałam, że nigdy 
nie przekrocz

ę, słodki wybuch oczekiwania rozjaśnił moją pierś. Kilka 

sekund później gorzki kwas zmył go, nie byłam nią. Nie byłam 
kobietą, która angażowała się w kontakt z mężczyzną, który był już z 
kimś innym, nawet jeśli był to człowiekiem, w którym byłam 
zakochana przez 

większość mojej życia. 

Nie, żebym wciąż była w nim zakochana lub cokolwiek innego. 
Trącił moje kolano. -Jesteśmy umówieni na późny obiad. 

-

Słyszałam to, ale ja. . . Nie rozumiem 

-Idziemy do tego Steakhouse w Martinsburg. Ten na Queen Street?- 
Wyjaśnił. -Zamierzamy udać się tam prosto po pracy. 
Położyłam kawę na jego biurku, żeby jej nie upuścić, bo moja ręka 
zaczęła drżeć. -W porządku. Nie mam pojęcia, dlaczego uważasz, że 
jesteśmy umówieni, najwyraźniej nie pamiętam, że mnie pytasz, a ty 
mas

z… 

Właśnie dowiedziałem się o tym dziś rano - wyjaśnił, a moje oczy 

zwęziły się z zakłopotania. -Dwóch potencjalnych endorserów 
odwiedza Filadelfię dziś i jutro, i chcieliby zobaczyć tę lokalizację w 
środę, zanim wrócą na Zachód. Zabierzemy zjeść z nimi obiad. 

O. 

background image

Nie pytał mnie o randkę. Duh. To znaczy, dlaczego miałabym nawet 
myśleć, że on był? Był zaręczony, a Brock nigdy mnie tak nie 
interesował. To był tylko chwilowy wyłom inteligencji. 
Czując około siedmiu różnych rodzajów zakłopotania, włożyłam włosy 
za ucho i mruknęłam: -Cóż, myślę, że muszę odwołać moją randkę. 

-

Później mi za to podziękujesz.- Mrugnął, kiedy na niego spojrzałam. -

Zaufaj mi. 

-

W porządku. Ta rozmowa poszła o krok za daleko - powiedziałam. 

-To najlepszy rodzaj rozmów.- 

Sięgnął za siebie i zakręcił dużą dłoń 

wokół kubka. 
Zignorowałam komentarz i ponownie się skoncentrowałam. -
Powodem, dla którego jestem w twoim biurze, jest to, że chciałam się 
z tobą zobaczyć ... 

-

Najwyższy czas, żebyś to przyznała - odparł gładko, a jego ciemne 

oczy nabrały leniwej jakości, co sprawiło, że mój puls znów zaczął bić 
w całym ciele. - Powiedziałem ci ostatnio, jak bardzo mi się podoba, 
kiedy nosisz rozpuszczone 

włosy? 

-Nie- 

wyszeptałam. 

Teraz to mówię. Masz piękne włosy.- Zacisnął szczęki. -Nigdy 

wcześniej tego nie zauważyłem. Zawsze miałaś, prawda? 

-Um. 

-Prawda zawsze 

były upięte. 

 

Jedną ręką nadal owiniętą wokół kubka kawy, drugą podniósł pasmo 

m

oich włosów, przesuwając palcami po nich. Jego głos pogłębił się, 

gdy powiedział: -Zawsze byłaś ładną dziewczyną. Wiem, że już ci to 
powiedziałem, ale stałaś się taką piękną kobietą.  
Chciałam się śmiać, zapytać go, czy pił dziś rano, ale moje serce biło 
zbyt szybko. Nie miałam pojęcia, jak przetwarzać to, co robił i mówić. 

background image

Brock powiedział mi, że wcześniej byłem piękna, ale zawsze 
powtarzał to w taki sposób, że był to tylko przelotny komplement, 
jeden rzucony i nie mający żadnego znaczenia. Słysząc to pochodzące 
z jego ust, nie było już tak jak wcześniej. 
Ponownie podnosząc wzrok na jego - utknęłam nie mogłam odwrócić 
się. Brock był teraz w stu procentach dorosłym mężczyzną i nigdy, 
przenigdy nie patrzył na mnie tak, jak w tej chwili, tak jakby 
on

...głodował,. Nie rozumiałam, jak on może tak na mnie patrzeć. To 

nie miało sensu, nie w świecie, w którym mieszkaliśmy. 
Brock puścił moje włosy, a palce musnęły krzywiznę mojego policzka. 
Moja skóra mrowiła w miejscach, które dotknęły jego palce, jak 
wstrząs elektryczny w moim systemie. Jego spojrzenie ześlizgnęło się 
za nimi, po moich ustach, zanim jes

zcze się obniżyło, i słodki, mocny 

rumieniec rozprzestrzeniał się. Pod swetrem czułam, że moje sutki 
twardnieją. 
Powoli, torturując, wrócił wzrokiem do mojego. Cień przeleciał nad 
jego uderzającą twarzą i przełknął ślinę, po czym opuścił podbródek. -
Jillia

n, ja… 

-Przeszkadzam? 

Skoczyłam na dźwięk nieznanego kobiecego głosu. Błysk zaskoczenia 
przeleciał nad twarzą Brocka, a jego szczęka stwardniała. Spojrzałam 
przez ramię i prawie spadłam z krzesła, kiedy odwróciłam się, szeroko 
otwierając oczy. 
To była narzeczona. 

Kristen Morgan. 

O mój Boże. 
Moja twarz się zapaliła i natychmiast chciałam wyjaśnić, że to jednak 
nie miało znaczenia, co mogła myśleć, ale nie miałam szansy. Brock 

background image

wstał, a kiedy przemówił, jego ton był równie twardy jak 
wypolerowany diament. 

- Co ty tu robisz, Kristen? 

Och, wow, to wcale nie brzmiało przyjaźnie i nie mogłam sobie 
przypomnieć, kiedy słyszałam, że tak brzmi. 

- T

o naprawdę taka niespodzianka?- Zapytała tonem równie 

żałosnym, a ja pomyślałam, że to naprawdę dobry czas, żeby wyjść z 
biura. 

-

Później cię złapie  - powiedziałam do Brocka, którego wzrok 

przemknął przez mój. Jego wyraz twarzy był teraz zamknięty, 
zupełnie nieczytelny. 
Wzięłam moją kawę i wziąłem głęboki oddech, odwróciłam się, w 
końcu po raz pierwszy od wielu, wielu lat spoglądając na Kristen. 
Oboje sapnęliśmy jednocześnie. 
Oczywiście z różnych powodów. 
Czas był niezwykle miły dla Kristen. Była piękniejsza niż pamiętałam. 
Wysoka i 

szczupła, blond włosy do ramion przycięte w modny sposób, 

nieco dłuższy z przodu niż z tyłu. Jej rysy były nieskazitelne - wysokie 
kości policzkowe, doskonały, mały nos i gładka złota cera. 
Miała na sobie białe obcisłe dżinsy. Nigdy w życiu nie wcisnęłabym 
tyłka i uda w te białe spodnie, ale zrobiła to i zrobiła to w płaskich 
butach i z 

obcisłym golfem. 

I robiła to cholernie dobrze. 

Ugh. 

-

Dobrze cię widzieć, Kristen - wymamrotałam, krocząc koło niej. 

Nie odpowiedziała, patrząc na mnie, z szeroko otwartymi niebieskimi 
oczami. 

background image

Nie zastanawiałam się, dlaczego wyglądała na tak zszokowaną, kiedy 
zobaczyła mnie, gdy wyszłam z biura. To nie miało znaczenia, a ja nie 
chciałam poświęcać na to więcej uwagi. 
Wracając do mojego biura, zamknęłam za sobą drzwi i podeszłam do 
biurka, kładąc kubek na podstawce. 

No cóż - powiedziałam głośno, opierając czoło w dłoni. -Nic z tego 

nie poszło zgodnie z oczekiwaniami. 

 

 

Widzenie Kristen przypomniało mi o pierwszym spotkaniu z nią. To 
była ostatnia rzecz, o której naprawdę chciałam pomyśleć, ale jej 
obecność przywróciła wspomnienia tamtej nocy, odtwarzając je w 
mojej głowie jak dwudziestoczterogodzinną sieć upokorzenia. To była 
noc, którą Brock miał. . . wybrał ją nie mnie. 

-

Zamierzasz spędzić z nim dzisiejszą noc,- śpiewał mi dziewczęcy głos- 

Prawdopodobnie więcej niż raz i prawdopodobnie więcej niż tylko 
jedna z tych napalonych jak cholera dziewczynek. 

Spięłam się. Rumieniec uderzył mnie najpierw w policzki, a potem 
przeleciał przez moją twarz, a w dół. -Nie, on nie jest.  

-Tak, jest - 

wyszeptał zły głos z tyłu mojej głowy. 

Nie. Nie chciałam słuchać tego głupiego głosu. Ten weekend był inny i 
tej nocy nie skończy się w sypialni Brocka, która zamieni się w 
jednonocną stację kolejową. Idziemy na obiad. Po prostu trochę 
spóźniony się. To wszystko. 
Wyprostowałam ramiona i spojrzałam na Katie. Jej błyszczące różowe 
usta z gum

ą do żucia były opuszczone na rogach, gdy patrzyła na bar. 

Nie odważyłam się spojrzeć dalej na południe od jej twarzy, chociaż 
wydawało mi się, że zmusza mnie do tego jakaś mroczna magia. Była 
ledwo ubrana. Nosiła tylko stanik i szorty, które były bledsze niż 

background image

bielizna, którą normalnie nosiłam. Miała przerwe...wczesna przerwa 
Zgadywałam, było to tylko trochę po ósmej. 

Niedługo wychodzimy - nalegałam, obracając bransoletkę na 

nadgarstku.-

Po prostu nie widział tych facetów od jakiegoś czasu. 

-Uh 

Huh. Dziewczynka. Miodowe dziecko. Trochę boo boo kochanie - 

gruchnęła Katie, pochylając się do przodu. Obawiałam się, że jej cycki 
nagle wyleją się na wysoki stolik między nami. -Otwórz oczy i spójrz—
realnie spójrz.  

Część mnie nie chciała, ale zrobiłam to, ponieważ nie mogłam sobie 
pomóc, a kiedy spojrzałam, zobaczyłam najpierw Brocka. Zawsze go 
widziałam pierwsza. 
Był najprzystojniejszym mężczyzną, jakiego kiedykolwiek widziałam, a 
to coś mówiło, ponieważ Jax, współwłaściciel Mony, był za barem i był 
oszałamiający. A Brock stał tam z dwoma najgorętszymi gliniarzami w 
stanie - Reece i Coltonem Anders. 

Ale nie porównywali się do surowej atrakcyjności Brocka. 
Oparł biodro o bar, z głową odchyloną do tyłu, gdy śmiał się z czegoś, 
co powiedział Colton. Ubrany w wyblakłe niebieskie dżinsy i ciasną 
czarną koszulę, która pokazywała umięśnione przedramiona i 
określone pecs, ponownie obciął brązowe włosy. Były krótsze po 
bokach i 

dłuższe na górze, ułożone. 

Moje spojrzeni

e przesunęło się w lewo, do miejsca, gdzie grupa 

dziewcząt w wieku szkolnym ubrała się na noc imprezowania. 
Chciałam myśleć, że nie były częścią rozmowy z Brockiem, ale 
okłamywałabym siebie. Reece i Colton nie zwracali na nich uwagi, ale 
Brock tak.  

Jedn

ą z dziewczyn poznałam. Nazywała się Kristen - Kristen Morgan. 

Nie widziałam jej od wieków, ale chodziłyśmy razem do szkoły 
średniej. Była w moim wieku i była piękna. Piaszczyste jasne włosy i 
jasne niebieskie oczy, miała ciało pasujące do jej twarzy. 

background image

Jej to

p odsłonił brzuch, ukazując pępek przebity czymś błyszczącym i 

zwisającym. Chciałam złapać ją za kręcone włosy i wyciągnąć tyłek z 
baru. Dotykała Brocka, dotykając go w sposób, który mówił, że zna go 
lub chce 

poznać. Jej blada dłoń spoczywała na jego ramieniu, gdy 

odwrócił się do niej, z półuśmiechem na ustach. Kristen pochyliła się 
ku niemu, przyciskając pierś do jego bicepsu. Brock uśmiechał się do 
niej i był to uśmiech, który widziałam wcześniej, wiele razy wcześniej, 
ale nigdy do mnie nie skierowany. 

Mój oddech 

zatrzymał się, gdy moja klatka piersiowa ścisnęła się. 

Dłoń Kristen przesunęła się z jego ramienia i znalazła się teraz na jego 
brzuchu - jego brzuchu! 

-

Widzisz, co widzę?-  Zapytała Katie. 

Zaciskając na chwilę oczy, przełknęłam szybko tworzący się węzeł w 
moim gardle. -Wkrótce wyjdziemy. 

- Och, Jilly - 

mruknęła. 

Przesunęłam się na swoim miejscu, zawstydzona jej tonem. 
Wiedziałam, o czym myśli. Byłam głupia i naiwna. 
Moje serce zaczęło się ścigać, gdy spojrzałam na bar. Brock ponownie 
zwracał uwagę na Reece i Coltona, ale Kristen. . . Jego ramię owinęło 
się luźno wokół jej małej talii. 
Skręcenie w klatce piersiowej wzrosło. 

-

Muszę niedługo iść. Muszę wracać do pracy - mówiła Katie, a ja 

odciągnęłam wzrok od Brocka. -Mogę cię odprowadzić. 
Węzeł powrócił, czołgając się po moim gardle. -To jest  . . . okej - 
powiedziałam ochryple. -Wkrótce wyjdziemy. 

Jednak nie wy

szliśmy. 

Nie miałam nawet być tej nocy w Mona. Brock też nie. Gdyby zrobił 
to, co obiecał, wiele rzeczy mogło być inaczej. Być może nigdy nie 
przeciąłby ścieżek z Kristen i być może nasza przyjaźń pozostałaby 

background image

taka sama przez lata. A może posłuchałabym Katie i poszła bym z nią? 
Kto wie, co by się stało? 
Ale nie byłabym tam, a to, co wydarzyło się później tej nocy, mogło 
się zdarzyć komuś innemu lub wcale. Nigdy się tego nie dowiem, bo 
nie 

mogę wrócić. 

Nigdy nie mogłam wrócić. 

 

Był wtorek po południu, zanim musiałam porozmawiać z Brockiem o 
rozszerzeniu Akademii Lima w 

nieznane terytoria. Zaginął wraz z 

Kristen w poniedziałek a gdy wrócił tego dnia, zatrzasną za sobą 
drzwi. 

Mądrze zostawiłam go samego. 

W p

oniedziałkowa noc wykonałam dwa połączenia telefoniczne. 

Najpierw do Grady, mówiąc mu, że nie będę w stanie dostać się na 
kolację w środę wieczorem z powodu zaangażowania w pracę. 
Brzmiał na rozczarowanego, ale łaskawie zaproponował, że zabierze 
mnie w następny weekend. Wstępnie przygotowaliśmy plany na tę 
sobotę.  
Czułam się źle z powodu odwołania , ale nie 
czułam...podekscytowana przesuniętą randką. Może kiedy się zbliży. 
Może zrobiłabym z tego coś większego. Kupię nową sukienkę. Zrobię 
coś specjalnego z moimi włosami. Ogole nogi. Wyciągam tam wielkie 
naboi. Drugie telefon skierowany 

do mojej matki. Rozmawialiśmy 

trochę, o tym, jak się osiedlam w pracy, i zapytała o moją randkę z 
Grady. Rozmawialiśmy przez prawie godzinę i zanim się rozłączyłam, 
w końcu zapytała mnie o Brocka. 

-Jakie jest z nim wszystko?- 

Zapytała ostrożnie. 

Bawiłam się z Rhage'em, zwisając z jednej z tych zabawek z piórami i  
myszy. -

Wszystko w porządku. 

background image

-To ni

e brzmi całkowicie przekonująco, kochanie. 

-

No cóż, w porządku. Musimy się dogadać, - powiedziałam jej. -

Jesteśmy przyjaciółmi...znowu chyba. 

-

Och, kochanie, dobrze to słyszeć. Twój ojciec nie powiedział mi, że 

objął stanowisko GM. Wiedział, że cię ostrzegę - wyjaśniła. -Tak on 
bardzo chce, żebyście byli obydwoje to... 
Uspokoiłam się. -To co? 
Nastąpił okres ciszy. -Po prostu mogli się dogadać. Wie, że gdy wy 
dwoje 

jesteście u steru w Martinsburgu, nie minie dużo czasu, zanim 

będzie tak skuteczny jak ten tutaj.  
Miło było to słyszeć, wiedzieć, że mój ojciec wierzy we mnie, ale 
wiedziałam też, bo nie byłam głupia, to nie był jedyny powód, dla 
które 

którykolwiek z nich pytał o Brocka i mnie. 

Nigdy nie przyznałam się do moich uczuć do Brocka, nie do moich 
rodzic

ów, nie do Abby czy Katie. Zawsze tak się czułam, że nigdy nie 

mogłam go zdobyć, ale gdy patrzyłam na wyciszony ekran telewizora, 
nagle byłam tym zmęczona. . . po prostu nie byłam uczciwa. 

-

Mamo, zakochałam się w Brocku w chwili, gdy przeszedł przez 

frontowe drzwi naszego domu. 

Mimo że połowa mojego słuchu została zastrzelona, przysięgłabym, 
że słyszałam jej ostry wdech. -Jilly. . .  

-

Wiem, że zawsze to wiedziałaś. Do diabła, wszyscy o tym wiedzieli. 

Ale gdzie . . . jest teraz 

między nami w porządku. To… - syknęłam, 

cofając rękę. Cholerny kot wbił mi szpony w moje palce, gdy 
przestałam poruszać zabawką. Rhage spojrzał na mnie. -Chcę tylko, 
żebyś wiedziała, że nie musisz się o mnie martwić. . . i o niego. 

-

Kochanie, nigdy się o ciebie nie martwiłam. 

Moje brwi uniosły się i uścisnęłam ukucie. -Naprawdę? 

background image

-

Nie tak, jak myślisz- powiedziała tajemniczo. -Słuchaj, twoi wujowie 

są na zewnątrz i mają zamiar wyrzucać samochody, chcąc już jechać 
bo są głodni. Kiedy wracasz do domu, żeby nas zobaczyć? 

-

Święto Dziękczynienia - powiedziałam jej. 

-To jest tak daleko,- 

skarżyła się. 

Lekki uśmiech szarpnął moje wargi. -Mamo, to trochę ponad miesiąc. 

-

Zbyt długo,- odparła mama. -Kocham Cię. 

-

Też cię kocham.- Odłożyłam słuchawkę, czując się dziwnie lżejsza, 

pr

zyznając się do czegoś, co było tak niewiarygodnie proste, ale takie 

ciężkie. 
A teraz było wtorkowe popołudnie i znowu szłam do biura Brocka, 
mając nadzieję, że tym razem rozmowa nie zmieni się w szalone 
chwilę. Stukając palcami w drzwi, czekałam. 

-

Wejdź. 

Biorąc głęboki oddech, otworzyłam drzwi. Oglądał telewizję. 
Zaczęłam marszczyć brwi, ale szybko zdałam sobie sprawę, że to film 
jednego z rekrutów z drugiego piętra. - Masz kilka chwil? 

Twoje włosy są znowu rozpuszczone - mruknął, zerkając na mnie. -

Akce

ptuję. 

Spojrzałam na niego, gdy zamknąłam za sobą drzwi. -Dzięki, ale nie 
szukałam twojej zgody. 
Pojawił się krótki uśmiech, podniósł pilota i zatrzymał wideo. -Co 
tam? 

Siedząc prosto, złożyłam ręce. -Chciałam z tobą porozmawiać o 
możliwej rozbudowie. To nie jest coś, w co akademia Limy zazwyczaj 
się angażuje, ale myślę, że warto się nad tym zastanowić.  
Jego spojrzenie skupiło się na mnie. -Dalej. 

background image

Zignorowałam sposób, w jaki jego ciężkie spojrzenie sprawiło, że się 
poczułam, jakby nie było między nami przestrzeni. - W tej chwili 
Akademia Lima jest bardzo skoncentrowana na mężczyznach. 
Oczywiście, z wyjątkiem sali gimnastycznej i kilku kobiet, które 
trenujemy w jednej z naszych klas sztuk walki lub samoobrony. Teraz 
zawsze możemy przyprowadzić więcej kobiet i młodzieży do naszych 
standardowych zajęć, na czym się koncentruję, ale myślę, że możemy 
zrobić więcej. - Moje ramiona uniosły się. - Pamiętasz Avery, prawda? 
-

Żona Cam'a? 

Pokiwał  -A tyspotkałeś Jase'a Winsteada? Jego żoną jest Teresa. 
Zamierzają mieć dziecko - chłopca. 
Wygląd jego twarzy mówił, że nie był do końca pewien, jak to się ma 
do Akademii Lima. 

-

W każdym razie zarówno Teresa, jak i Avery były... są tancerzami to 

profesjonalni tancerze. Teresa właściwie ukończyła jedną z 
najbardziej znanych firm tanecznych, zanim 

miała kontuzję kolana, 

uniemożliwiając jej karierę taneczną. Od dłuższego czasu chcą zacząć 
oferować lekcje tańca, ponieważ w tym hrabstwie lub w trikach nie 
ma wielu firm tanecznych. Chcą w końcu otworzyć własne studio, ale 
są daleko od tego, żeby to zrobić.  
Dwa palce przycisnęły się do jego ust, gdy oparł brodę na dłoni. -W 
porządku. 

-To, czego 

szukały, to przestrzeń na zajęcia, ale, jak jestem pewna 

wiesz, przestrzeń nie jest łatwa do zdobycia i nie mają też środków 
niezbędnych do założenia studia od podstaw - wyjaśniłam. -
Zastanawiałam się, mamy dużo dostępnej przestrzeni, duże pokoje, 
które prawdopodobnie można łatwo przekształcić w przestrzeń do 
tańca. 
Brock przyglądał mi się przez chwilę. -W zasadzie sugerujesz, żebyśmy 
przeznaczyli 

część naszej powierzchni na lekcje tańca? 

background image

Rzuciłam mu ciemne spojrzenie. -Nie musisz tego tak mówić. 
Niektórzy z tych tancerzy nie 

są gorsi od naszych zawodników. 

Zwłaszcza, gdy dojdziesz do aspektu upadku i gimnastyki a nawiasem 
mówiąc, gimnastyka prawdopodobnie byłaby świetną drogą do 
ostatecznego zejścia w dół. - Skoczyłam do przodu, chwyciłam 
ramiona krzesła.-  Oferowanie takich zajęć nie tylko przemawia do 
dziewcząt. Wielu chłopców tańczy. Może być wiele różnych 
pozi

omów wiekowych i stylów. I nie tylko to, możemy sprzedawać 

członkostwo w siłowni rodzicom - powiedziałam. -A może nawet kilka 
lekcji samoobrony. 

Brock zastanawiał się nad tym przez kilka chwil. - I prawdopodobnie 
moglibyśmy dostać kilka naszych klas sztuk walki na niższym poziomie 
ze sprzedaży krzyżowej. - Jego oczy zwęziły się. -Ale jeśli Twoi 
przyjaciele są zainteresowani ostatecznym otwarciem własnego 
studia i potencjalnie zabieraniem ze sobą swoich klientów, jakie są 
długoterminowe korzyści dla nas? Ponieważ wydaje się, że będziemy 
musieli ponieść większość kosztów przeobrażenie przestrzeni.  
Planowałam to pytanie. -Jeśli zdecydują się opuścić i otworzyć własne 
studio, to znaczy 

„jeśli ”, w tym momencie, wprowadzamy innych 

nauczycieli tańca - odpowiedziałam. -Moglibyśmy również sprawić, by 
warto było pozostać w Limie, która prawdopodobnie przybrałaby w 
końcu rolę sponsora i pozwoliłaby im je prowadzić, ale w tym 
momencie nie jest to ani tu, ani tam. Z lub bez nich może to być 
bardzo udane przedsięwzięcie i nie jest to coś, co kiedykolwiek 
zrobiliśmy wcześniej . 

- Hmm - 

stuknął palcami w kącik ust. -To jest inne, idąc w kierunku, o 

którym wątpię, że Andrew myślał, ale twój ojciec jest innowacyjny.- 
Przerwał. -Tak jak ty. 
Walcząc z uśmiechem, skinęłam głową. 
Brock wydawał się zastanawiać przez kilka chwil, a potem powiedział: 
-

Nie jestem w tym stuprocentowo na pokładzie, ale myślę, że warto 

background image

się temu przyjrzeć. Chciałbym zobaczyć, kim będą nasi konkurenci, 
jakie są opłaty i jaki zysk możemy spodziewać się po kosztach 
przeobrażeniu przestrzeni. 
Potrzeba było wiele wysiłku, aby powstrzymać moje podniecenie. -
Mogę to zrobić. 

-

Cóż, ustalmy czas, w którym obje będą mogły zobaczyć przestrzeń, a 

my będziemy mogli dowiedzieć się, co myślą, i będą musieli spełnić 
ich standardy - 

powiedział, obniżając rękę. -Niech przyprowadzą 

swoich mężów. 
Uniosłam brew. – Po co? 

-

Bo jestem całkiem pewien znudzą się w pewnym momencie tej 

rozmowy, a ja mogę użyć facetów jako wymówki i pokazać je wokół 
obiektu. 

Uśmiechnął się, kiedy przewróciłem oczami. -Hej, jestem po 

prostu szczery. Poza tym, sześcioro z nas mogło później zjeść obiad. 
Jedna wielka szczęśliwa randka.  
Teraz obie moje brwi uniosły się wysoko. 
Zachichotał, siadając na krześle. -Gdybyś tylko widziała teraz wygląd 
swojej twarzy. Uroczy. 

-Uroczy? 

Bardzo słodko - mruknął. 

Potrząsnęłam lekko głową, nie pozwalając sobie myśleć o tym. -Nie 
sądzę, żeby to było mądre - jedyna, wielka radosna randka. 

-Czemu nie? 

-

Cóż, wczoraj jest dobrym przykładem,- powiedziałam. 

Jego głowa przechyliła się na bok, gdy jego brwi zmarszczyły się. -Ale 
co z wczoraj? 

- W

iesz, kiedy pojawiła się Kristen. 

background image

Zmarszczył brwi. -Nie podążam za tym, co ma wspólnego z nami, 
jedzącymi posiłek z przyjaciółmi. 
Przez chwilę wszystko, co mogłam zrobić, to patrzeć na niego. 
Oczywiście, ludzie, którzy byli związani z innymi, przez cały czas jadali 
obiady 

z różnymi przypadkowymi ludźmi, ale tutaj nie było tak samo. 

Nie byłam przypadkowym współpracownikiem. Nigdy nim nie byłam. 
Brock o tym wiedzi

ał. Rozejrzałam się wokół, zastanawiając się, jak 

bardzo muszę być oczywista. -Kristen wydawała się wczoraj bardzo 
nieszczęśliwa. 

-

To dla niej prawie ciągły stan rzeczy - skomentował cierpko. 

W porządku. -Cóż, być może jako jej narzeczony, powinieneś to 
naprawić, zamiast go pogarszać? 

- Co?- 

Brock roześmiał się, potrząsając głową z niedowierzaniem. -Jej 

narzeczony?- 

Kiedy jego śmiech ucichł, wyraz jego zrozumienia 

przeszedł w jego wyraz twarzy. -Oh. Rozumiem. 

-

Naprawdę? 

Jego oczy zdawały się ciemnieć, gdy jego grube rzęsy opadły.-Kristen i 
ja nie jesteśmy już zajęci. Około roku temu zerwałem z nią.