background image

Bo Yin Ra

O bezbożności

Księga 47

Przekład

Franciszek Skąpski

1939

1

background image

Spis treści

    Do Czytelnika! / 3
1. „Przedmiot” ślepej wiary a Rzeczywistość / 4
2. Żywe stawanie się a dziedziny niedostępne

 dla myślenia / 13

3. Zanikanie zdolności odczuwania / 21
4. Bezbożność z „bojaźni Bożej” / 28
5. „Co to jest Prawda?” / 33

2

background image

Do Czytelnika!

Autor Bo Yin Ra – trójsylabowe imię duchowe – żył 

1876 – 1943 w Szwajcarii.

Był twórczy jako literat i artysta malarz.
Pochodził   z   rodziny  chrześcijańskiej   i   nazywał   się 

Joseph Anton Schneiderfranken.

Nie zakładał żadnej szkoły, nie głosił żadnego syste-

mu myślenia czy wiary, lecz uważa się za pośrednika 
duchowego do wglądu  do Prawiecznej  Duchowej  Oj-
czyzny Człowieka.

Jego mottem było – jak sam głosił, dosłownie:

„My naprawdę nie potrzebujemy żadnej nowej religii  
a jeszcze mniej nowych sekt.

Co najbardziej i niezbędnie nam potrzeba to ożywić  

duchowe siły, które każdy człowiek ziemski jeszcze dziś  
w sobie samym odnaleźć może.”

Tekst wzięty z broszurki:

Bô Yin Râ – „O moich pismach”

3

background image

1. „Przedmiot” ślepej wiary

a Rzeczywistość

Dla mnie, jako człowieka odrębnego pokroju ducho-

wego, żyjącego w pełnej świadomości Boga w wieku-
istym substancjalnym Duchu, staje się już prawie nie-
możliwe, gdy rzucam okiem wstecz na zależne od móz
gu poznanie ziemskie, odtworzyć sobie stan świadomo-
ści   moich   ziemskich   bliźnich,   którzy   ujmując   rzecz 
wyłącznie w perspektywie myślowej, podają w wątpli-
wość „istnienie” Boga, bądź też sądzą, iż należy odrzu-
cić   wszelką   wiarę   w   Boga   na   ziemi   jako   kłamstwo 
kapłanów i przedpotopowe brednie.

Jedynie gdy przypominam sobie owe – dziś jeszcze 

grozę we mnie budzące – czasy, kiedy i mnie ogarniała 
głęboka

 

rozterka

 

wobec

 

rzekomego

 

„obrazu

 

Boga” stwo-

rzonego przez bezwiednie, samorzutnie, opacznie nasta-
wione dążenie człowieka do nadawania kształtów ludz-
kich, obrazu skamieniałego w stalaktyt w skutek arcy
ziemskiej, wieki całe trwającej spekulacji myślowej, to 
wtedy tylko zdolny jestem wyczuć, co może do tego 
stopnia przytłoczyć duszę, że gotowa jest raczej sama 
wyrzec się wszelkich możliwości niezawodnego uświa-
domienia sobie Boga, niż nadal znosić w sobie przymus 
wywierany przez wyobrażenie, któremu tak mało odpo-
wiada wyczuwalna rzeczywistość duchowa.

4

background image

Zaprawdę   w   takim   zwątpieniu   i   negacji   nie   ma 

„odwrócenia się”  od Boga, lecz raczej: usilne pożąda-
nie, płynące z wiekuistego Ducha boskiego, odrzucenia 
wszelkich   zewnętrznych   obrazów,   ilekroć   dusza   chce 
osiągnąć   uczuciową   świadomość   swego   prawdziwego 
Boga żywego w swej własnej najgłębszej sferze odczu-
wania. Odrzuca się nie wiekuistą rzeczywistość, tworzą-
cą z siebie wiekuisty byt duszy, lecz twór myśli, wymę-
drkowany w biegu tysiącleci przez niezliczone mózgi, 
twór skostniały w sobie i niewzruszony. Twór ten stale 
i ciągle narzucano Szukającym, gdyż jego twórcy sądzi-
li, iż w owym obrazie nadali kształt Bogu, którego ów 
Nieogarniony, wedle ich mniemania wymagał koniecz-
nie,   by   dusza   człowieka   ziemskiego   mogła   go   sobie 
uprzytomnić.   Tak   oto   powstał   Bóg   bez   boskości:   – 
przedmiot   wiary,   który  owa  „wiara”,   będąca   niczym 
innym   jak   wątpliwej   wartości  „ślepą   wiarą”  może 
przyjąć lub odrzucić!

Nic   więc   dziwnego,   że   skłonność   do   odrzucenia 

wzrasta w tym samym stopniu, w jakim postępuje zro-
zumienie   przez   człowieka   ziemskiego   wszystkich 
współzależności  wydarzeń  ziemskich,  których  jednym 
sprawcą ma być uznany wspomniany „przedmiot” wia-
ry!

Wśród tych, dla których słowo „Bóg” jest co najwy-

żej czczym frazesem i tych, którzy wszelką wzmiankę 
tego słowa w towarzystwie wykształconych wyśmiewa-
ją jako dowód zacofania, jak również jak wśród tych, 
którzy   w   słowie   tym   upatrują   wyzwanie   do   walki 
i odrzucania, znaleźć można nie mało „tęgich głów”.

Nie należy wszakże wyciągnąć stąd mylnych wnio-

sków,  żaden   bowiem   z  tych   rzekomych  „pogromców 
przestarzałego   urojenia   ludzkiego”
  naprawdę   nie   jest 

5

background image

„bezbożnikiem”! Każdy z nich odrzuca jedynie w spo-
sób   bądź   łagodny,   bądź   ostry   właśnie   to   stworzone 
w myśli przez mózgi ludzkie skostniałe pojęcie o Bogu, 
które dla innych – stanowi jeszcze uświęcony zwycza-
jem „przedmiot” ich wiary, a więc coś w czym trwożli-
wie i pozornie tylko upatrują jedyną widzialną dla nich 
ostoję w świecie rzeczy niewidzialnych i zaświatowych, 
myślowo   jednak   rzeczywiście   niedostępnych   i   nigdy 
rzetelnym   myśleniem   nieosiągalnych.   Człowiekowi 
o surowym samokrytycyzmie i rzetelnym myśleniu nig-
dy

 

by nie przyszło do głowy „zaprzeczyć” istnieniu wie-

kuistej rzeczywistości, która doprawdy tylko z koniecz-
ności   znosi   określenia   słowne   gdy   mowa   jest   o  „Bo
gu”
,   gdyby  choć   raz   jeden   uświadomił   ją   sobie   jako 
duchową rzeczywistość we własnej świadomości uczu-
ciowej, zgoła niedostępnej dla wszelkiego myślenia!

Na   długo   przed   najwcześniejszymi   zanotowanymi 

w historii   śladami   człowieka   na   tej   ziemi   były  czasy, 
kiedy ludzie skrępowani na tej planecie więzami zwy-
kłej ziemskiej zwierzęcości uzyskali istotne  „wyzwole-
nie” 
dzięki czynnym wówczas Jaśniejącym wiekuistym  
Praświatłem
, tak iż każda jednostka z mnóstwa w tym 
czasie żyjących, świadoma swego w niej samej objawia-
jącego się Boga żywego, widziała również Boga żywe-
go   w   swoim   bliźnim   i   darzyła   Go   tą   samą   miłością, 
dzięki której w sobie swego Boga poznawała. W owych 
czasach nie istniały przestępstwa człowieka w stosunku 
do innego człowieka! Zwierzęcość wynikająca z konie-
czności bytowania ziemskiego była poskramiana i po-
uczona przez miłość wypływająca z utajonego w każdej 
jednostce Boga żywego! Żaden z tych, kto znał w sobie 
swego Boga żywego, nie mógł wyobrażać sobie  „ob-
cych   bogów   obok   niego”
,   każdy  bowiem   uświadomił 

6

background image

sobie, że Bóg musiał się mu objawić jedynie jako jego 
Bóg, a jako Bóg jego brata był wprawdzie dlań nieosią-
galny, lecz w istocie swej nie był niczym innym, jak tyl-
ko tym samym Bogiem, którego przeżywał w sobie.

Tak oto upłynęły lat tysiące zanim nastąpiło zwyrod-

nienie   niegdyś   już   wyzwolonego   duchowo   człowieka 
ziemskiego – wywołane przez zbudzony ponownie po-
pęd ziemski do wzajemnego wypierania jednego zwie-
rzęcia przez drugie i przez zwierzęcą zawiść – które to 
cechy onego już świadomie w Duchu znowu poddały 
całkowicie pod władzę zwierzęcości a zarazem uczyniły 
ślepym i głuchym duchowo.

Znamienny symbol owej niepohamowanej złości jed-

nostek

 

opanowanych

 

znów przez najniższe popędy zwie-

rzęce   przeciwko   ludziom   ziemskim   nadal   zjednoczo-
nym   w   sobie   z   Bogiem   żywym   znajdujemy   w   staro
żytnym podaniu, kryjącym w sobie najgłębsze poznanie, 
o tych tak różnych braciach „Kainie i Ablu”.

Oczywiście naiwne jest tłumaczenie prastarego zabo-

bonu, że decydującym dla obu braci był kierunek dymu 
ich ofiar, podczas gdy myśl przewodnia podania najwy-
raźniej przeciwstawia wznoszenie się „niższego wzwyż” 
gnuśnemu trzymaniu się ziemi.

Trzeba raczej nieco ostrożniej postępować przy tłu-

maczeniu poszczególnych elementów owych dawnych 
ogólnoludzkich symboli – co zwłaszcza zalecać należy 
w czasach dzisiejszych, gdy wartość wielu elementów 
intuicyjnych, prawdziwej symboliki zaginęła całkowicie 
dla ludzi zamieszkujących zachodnią połać kuli ziem-
skiej,   a   dla   poznania   ziemskiego   geograficznego 
Wschodu coraz bardziej zanika...

Zwątpienie o Bogu, bądź zgoła zaprzeczenie Boga 

jest   dla   jednostki   świadomej   Boga   niepojętą   głupotą, 

7

background image

jeśli imieniem  „Bóg”  – jak to powszechnie jest samo 
przez się rozumiane – ma  być oznaczone coś stojące 
ponad wszystkim, z siebie samego bytujące, wiekuiste, 
w absolutnym znaczeniu ogarniające wszystko i twór-
czo utrzymujące wszystkie duchowe i fizyczne światy! 
– Jeżeli mnóstwo ludzi sądzi, że  „wolno im w wątpli-
wość”  
Boga, to, jak już wyjaśniłem, to wątpienie ich 
w rzeczywistości dotyczy nie  „Boga”  – w owym naj-
wyższym   tego   słowa   znaczeniu   –   lecz   zmyślonego 
w mózgu   tworu   wyobraźni   mającego   tyle   właśnie 
wspólnego z rzeczywistością, której się miano „Boga” 
nadaje,   ile   ma   rządząca   wszystkim   co   rzeczywiste 
konieczność z samowolą! Niewielu ludzi dochodzi za 
swego życia ziemskiego do najwewnętrzniejszej świa-
domości Boga, która o całe nieba przewyższa wszelką 
wiarę i nie dopuszcza już żadnych wątpliwości, a dzieje 
się   to   wskutek   tego,   że   szukają   z   powziętym   z   góry 
przekonaniem i jak gdyby mają wciąż przed sobą obraz 
Boga, w którym musiał się On duszy objawić,  „gdyby 
był rzeczywistością”

A czegoż naiwni prostaczkowie nie podają za „głos” 

Boga! – Gdybyż przynajmniej prawdziwe, przez różnie 
upiększające   domieszki   nie   sfałszowane  „sumienie” 
było świadectwem wiekuistej iskry Ducha w duszy! Tak 
oto ludziom łatwo z siebie zadowolonym, zdaje się przy 
każdej rozmowie z samymi sobą, że słyszą już w sobie 
„głos Boga”, gdy tymczasem ujmując rzeczy z różnych 
możliwości pojmowania, sami w sobie rozdzielają i gra-
ją role niezbędne do ich rzekomej „rozmowy z Bogiem”  
– jeśli się nawet nie zadowalają pożałowania godnymi 
animistyczo-spirytystycznymi bzdurstwami.

W ten sposób jednak nie pozna się nigdy samego sie-

bie,   a   cóż   dopiero   Boga,   a   owi   zadowoleni   z   siebie 

8

background image

„słuchacze”  rzekomego   głosu   bożego   są   doprawdy 
zabezpieczeni

 

od

 

tego,

 

by usłyszeć kiedykolwiek w sobie 

głos Boga!

Nie chodzi wszakże o jakieś „zadanie”, które by na 

wzór zadań ziemskich należało pokonać, gdyby się pra-
gnęło posiąść świadomość Boga, natomiast konieczna 
tu jest gotowość duszy na przyjęcie do jej świadomości 
uczuciowej tego, co z Boga przyjść może – bez zastrze-
żeń i uprzedzeń! Dlatego właśnie, zgodnie z prawami 
natury,  racjonalistyczna forma Buddyzmu  nic nie wie 
o Bogu!  Nie chce ona Boga, pragnie natomiast widzieć 
stwierdzenie własnej filozofii.

Bóg jest jednak rzeczywiście czymś zgoła innym, niż 

sądzą   twórcy   owego   skostniałego   tworu   myśli,   który 
w dobrej wierze stawiają jako „obowiązujący” ich zda-
niem artykuł wiary! W odniesieniu do nich można rów-
nież   powiedzieć:  „Ojcze,   przebacz   im,   albowiem   nie  
wiedzą co czynią!”

„Listach do ciebie i do wielu innych” wskazałem 

dość wyraźnie w ustępach, gdzie mowa wyłącznie o by-
cie Boga w strukturze wiekuistego Ducha, że widzę tym 
bytem objęte wszystko, co wieczne, albowiem bez Boga 
nie ma tego, co wieczne, nie ma Boga! Należy więc sło-
wu – Bóg – nadawać zaprawdę możliwe wszechogar-
niające znaczenie bez obawy popełnienia błędu! Tylko 
że trzeba się wystrzegać chęci określania z góry sposo-
bu   odczuwania   w   sobie   wiekuistego   substancjalnego 
Ducha, zanim się naprawdę tego nie doznało! Tego żąda 
nie   dająca   się   w   ziemskości   wyobrazić   nieskończona 
różnorakość   wiekuistego   Ducha,   którego   niezliczone 
nadane sobie postacie znajdują się wzajemnie w miria-
dach stosunków duchowych. Każdy z osobna człowiek 
może   dojść  do   świadomości   Boga   tylko   w  tej   jednej 

9

background image

nadanej samemu sobie przez wiekuistego substancjalne-
go Ducha postaci, która ściśle odpowiada indywidual-
nym   właściwościom   i   wchodzi   dzięki   temu   w   ściśle 
określone stosunki ze wszystkimi nieskończonymi prze-
jawami wiekuistego Ducha.

Nie na próżno wskazywałem wciąż na nowo w swo-

ich dziełach różnorodne oddziaływania, jakie wywierają 
na siebie wzajem owe nieskończenie różnorakie przeja-
wy tego, co wieczne!

Moje świadome, nie dające się zgasić życie w wieku-

istym substancjonalnym Duchu bożym nigdy by nawet 
w najmniejszym stopniu nie mogło być zakłócone, gdy-
by nawet żaden inny człowiek ziemski nie powrócił po 
wieczność całą do swego wiekuistego, w Bogu zawarte-
go   źródła.   Co   do  moich   osobistych   pragnień,   nadziei 
i oczekiwań określających dalsze koleje mego własnego 
duchowego   losu   lub   choćby   z   lekka   go   dotyczące, 
jestem zaprawdę zgoła i całkowicie nie zainteresowany 
w tego rodzaju nawracaniu się innych ludzi, a oczywi-
ście nie mam też żadnych ziemskich ambicji, by współ-
cześni lub potomni oddawali mi cześć z powodu mojego 
świadomego   życia   w   wiekuistym   substancjonalnym 
Duchu.

I bez tego ciężko mi jest z musu przyznawać się do 

tego życia w Duchu bożym, które – zgodnie z moimi 
skłonnościami   –   doprawdy   zachowałbym   raczej   jako 
swoją najgłębszą tajemnicę.

Znam tylko na podstawie duchowej nieomylnej i nie-

zawodnej, wzruszeniem przejmującej rzeczywistej wie-
dzy niewymowne cierpienia duszy, które nie mogą być 
oszczędzone lub złagodzone nikomu, kto nie dążył ze 
wszystkich sił swoich – bez zastrzeżeń – już za swego 
życia ziemskiego do powrotu do swego duchowego źró-

10

background image

dła: – do życia w Bogu! – od którego odpadł przez swój 
upadek   w   materialne   bytowanie   doczesne.   Z   całym 
„oddaniem się” należy pozostawić boskiej decyzji, czy 
będzie człowiekowi przeznaczone osiągnięcie bytowa-
nia w jego Bogu żywym już za cielesnego życia ziem-
skiego, czy też dopiero w nowej formie bytowania. Nie 
chcę jednak cierpień innych ludzi i ich nieświadomego 
narażenia się na nieuniknione cierpienia, jeśli mogę ich 
uchronić   od   zbędnych   mąk   duszy   wyjaśnieniem   ich 
mniemań i objawieniem im rzeczy, które sobie w duchu 
uświadamiam! Jeśli tedy pragnę, by ludzie ziemscy uni-
kali   nieszczęścia,w   które   sami   popadając   ze   swego 
bytowania ziemskiego wszystkiemu, co boskie, dlatego 
tylko, iż nie są w możności poczytywać za wiekuistą 
rzeczywistość jakiegoś wymyślonego  „Boga”  podawa-
nego   za  przedmiot   ich  wiary,   to  postępuję   tak,  jakby 
postępował również w praktycznym życiu zewnętrznym 
każdy   nie   pozbawiony   uczuć   człowiek,   gdyby   ujrzał 
kogoś   nieświadomego   niebezpieczeństwa,   stojącego 
przed  nie podejrzewanym  przezeń  nieszczęściem.  Nie 
należy oczekiwać, że zrodzeni w substancjonalnym Du-
chu Bracia moi i w tej samej co ja jedności duchowej 
w Bogu świadomi, mogli by postępować inaczej, gdyby 
byli na moim miejscu w świecie zewnętrznym, chociaż 
każdy z nich, tak samo jak ja, wie że wskutek tego ani 
nie   przybywa,   ani   nie   ubywa   jego   własnej   duchowej 
szczęśliwości.

Nieszczęście   zaś,   od   którego   staramy  się   uchronić 

nieświadomie się nań narażających w imię płynącego 
z miłości obowiązku, nie jest ani „karą” boska, ani sku-
tkiem   boskich  „zamiarów   wychowawczych”,   ani   też 
wykonaniem   rzekomego  „wyroku   boskiej   sprawiedli-
wości”
  i – raczej chodzi tu jedynie i wyłącznie o nie-

11

background image

uniknione skutki nie zachowania określonych, rządzą-
cych w substancjonalnym wiekuistym Duchu, na wszy-
stkich szczeblach – zgodnie z jego strukturą – własnych 
jego praw, których uchylić nie można – a które całkowi-
cie porównać można z następstwami wykroczeń prze-
ciw prawom fizycznym w ziemskim życiu powszednim.

Mniemanie, iż za to jest „odpowiedzialny” Bóg, było 

by tak samo głupie, jak chęć zwalenia odpowiedzialno-
ści na konstruktora wielkiego pieca za to, że rozżarzona 
do czerwoności płynna stal musi spalić rękę, która by 
chciała zanurzyć się w nią! Również mógłby ktoś niepo-
czytalny chcieć pociągnąć do odpowiedzialności fabry-
kę chemiczną za to, że wyrabia szkodliwe dla człowieka 
ziemskiego   trucizny,   które   bynajmniej   nie   mogą   być 
zaliczane do rzeczy dlań przyjemnych – bądź też żądać 
uwięzienia inżynierów, gdy ktoś nieostrożny bezmyślnie 
dotknie przewodu o wysokim napięciu gdy „prąd prze-
zeń przepływa”
 i wskutek przedstawia siłę, która wpra-
wdzie różnorodnym przyrządom może ciału człowieka 
ziemskiego stać się dobrodziejstwem, ale również przy 
bezpośrednim dotknięciu nie izolowanego przewodnika 
musi się stać zgubą.

Przypuszczenie, iż „wszechmoc” boska musi uchylać 

według upodobania założone w Bogu – przez byt jego 
„ustawione” – prawa działania wiekuistych substancjo-
nalnych   sił   duchowych,   skoro   człowiek   ziemski   tego 
sobie życzy, jest jednym z najobłędniejszych, płonnych 
sofizmatów myślenia ludzkiego!

12

background image

2. Żywe stawanie się

a dziedziny niedostępne dla myślenia

Kierujący z wiekuistego Ducha bożego zdołali mnie, 

kierowanego duchowo w życiu ziemskim, od samego 
początku  uchronić  od  zaufania  mózgowemu  myśleniu 
nawet w tym wypadku, gdy wszystkie wyniki logiczne-
go myślenia nie są w stanie doprowadzić choćby do naj-
zewnętrzniejszej „furty”, którą musi przekroczyć każdy 
inny człowiek na tej ziemi, jeśli chce żywić nadzieję 
osiągnięcia kiedykolwiek jedynej drogi wiodącej go do 
jego   wieczystego   celu.   Nie   było   wprawdzie   w   moim 
życiu   zewnętrznym   takiej   chwili,   w   której   bym   nie 
wykorzystał z wdzięcznością niejednego, co było wyni-
kiem   myślenia   innych   ludzi   ziemskich   lub   też   moich 
własnych wysiłków myślowych, o ile tylko odpowiada-
ło   to   wymaganiom   owej  „czystości”  myślowej,  które 
były dla mnie już od dawna same przez się decydujące 
zanim jeszcze mogłem doświadczyć, że są one podsta-
wą poważnego myślenia! Ale nigdy nie zdarzyło mi się, 
żebym od myślenia oczekiwał wyjaśnień o rodzaju mo-
jej nieprzemijającej natury; tego zaprawdę nie potrzebo-
wałem, ponieważ ze swojego wiekuistego Bytu ducho-
wego   otrzymywałem   wszelkie   wyjaśnienia,   gdy  tylko 
były mi potrzebne.

13

background image

Może dziś dopiero potrafię należycie ocenić od iluż 

krętych   manowców   uruchomiono   moją   świadomość 
ziemską przez to jedynie, że już od dawna stało się jej 
duchową   własnością   to,   co   we   mnie   jako   człowieku 
ziemskim nastręczało jej z wiekuistego życia duchowe-
go, a czego by „dociekać” mogło w swoim czasie my-
ślenie mózgowe.

Istniały   więc   od   samego   początku   w   moim   życiu 

ziemskim pochodzące z Wieczności wskazania ducho-
we,   o   których   istnieniu   dopiero   znacznie   później   się 
upewniłem – jednak potem w bardzo licznych wydarze-
niach mego całego z ziemią związanego życia ujawniły 
się jako widzialne działania nie ulegające najmniejszej 
wątpliwości. Ze stanowiska mego mózgowego myśle-
nia.   poznawania   i   wnioskowania   mógłbym   był   sobie 
może nieraz wyobrazić warunki mego życia ziemskiego 
inaczej niż je owe wskazania decydujące o moim życiu 
ziemskim zakreśliły. Ale stale i zawsze wglądałem wte-
dy   dzięki   wiecznemu   duchowemu   wejrzeniu   w   głąb 
„przyczyn” pozornie bez żadnego wyboru wyznaczone-
go mi stawania się, co usunęło wszelkie niebezpieczeń-
stwo dojścia do błędnych wniosków myślowych.

Pierwotna przyczyna „stawania się” ziemskiego po-

chodzi   z   tej   duchowej   sfery,   którą   nazywam  „króle-
stwem”
 duchowo wywołanych przyczyn. Tylko stosun-
kowo niewiele rzeczy dzieje się jako skutek impulsów, 
które się już wymknęły z tej substancjonalnie duchowej 
sfery, a wskutek tego nie mogą być już przez nią odwra-
cane z ich niewzruszonego kierunku działania.

A więc wszelkie duchowe wpływy na stawanie się 

w dziedzinie ziemskiej zależą bynajmniej nie od móz-
gowych   myśli,   skłonności   afektów   czy   życzeń,   lecz 
wyłącznie zależne są od tego, czy każdorazowa pobud-

14

background image

ka ziemskiego stawania się zachodzi jeszcze w sferze 
pierwotnych, czysto duchowych przyczyn, dających się 
pokierować przez pochodzące z wieczności duchowo–
substancjonalne impulsy, czy też przeszła ziemskość do 
wtórnych   mechanicznie   popychających   skostniałych 
ziemskich przyczyn! Wewnątrz tej dziedziny ostatecz-
nego   znieruchomienia   kierunków   impulsów,   dających 
się   w   duchowości   jeszcze   poruszać,   niemożliwe   jest 
nawet dla wiekuistej mocy bożej z własnego jej posta-
nowienia wszelkie wpływania na zmianę kierunku. Tu 
właśnie zakreślone są granice wszelkiej myślowo wyro-
zumowanej „wszechmocy”; granic tych nie może prze-
kroczyć Bóg nie chcąc przeczyć samemu sobie! Gdyby 
większość   impulsów   będących   przyczyną   ziemskiego 
stosowania   się   nie   była   powstrzymywania,   pokąd   to 
w ten czy inny sposób jest możliwe, w owej dającej się 
poruszać zdolnej do zmiany kierunku – substancjonalnej 
sferze duchowej, tedy by ludzkie życie ziemskie musia-
ło całkowicie wyrzec się wszelkich prawdziwych przez 
Boga   zsyłanych   przypadków   i   stałoby   się   w   całości 
straszliwym wynikiem skostniałego, wyłącznie „mecha-
nicznie”
 określonego, dającego się z góry obliczyć prze-
biegu   nieodmiennych   ziemskich   przyczyn   i   skutków 
wyrzec się determinizmu: w najstraszliwszej, jaką sobie 
wyobrazić można i najnudniejszej postaci! Nie można 
byłoby brać za złe nikomu, kto zrozumiawszy skostniałą 
niezmienność tego rodzaju życia chciałby się wyrzec – 
gdyby przez to mógł się rzeczywiście od niego wyzwo-
lić! Na szczęście jednak te rzeczy mają się inaczej i jest 
wiele takich, które według ziemskiego poznania rozu-
mowego wydaje się nieodmienne, a którym jednak moż-
na nadać z substancjalnego Ducha zgoła inny kierunek.

15

background image

Dla nas Jaśniejących Praświatłem jest mile widzia-

nym obowiązkiem duchowym nie tylko powstrzymywa-
nie   wszelkich   stworzonych   przez   ziemskich   bliźnich 
impulsów jak można najdłużej w owej sferze duchowej, 
gdzie wszelkie ich działania dają się jeszcze poruszyć, 
uchylić lub odwrócić w innym kierunku – lecz również 
udzielanie   wszelkiej   naszej   pomocy,   by   poruszonym 
przez   zgubne   impulsy   siłom   przeciwstawić   ze   sfer 
Ducha możliwie największy opór, a ich pierwotny zły 
kierunek zmienić dla uratowania tego co lepsze wśród 
ziemskiego stawania się.

Tam jednak gdzie działanie w woli impulsów wym-

knęło się już ze sfery wpływów substancjonalnych sił 
duchowych,   w   której   wszelki   impuls   zdobywa   swoje 
pierwotne skupienie sił, tam i dla nas staje się już nie-
możliwe niesienie pomocy przez substancjalnie ducho-
we oddziaływanie i musimy bezczynnie spoglądać, jak 
stworzony w jakiejś ziemskiej woli impuls wypowiada 
się w dziedzinach ziemskich w swym niezmiennym kie-
runku

 

niezależnie

 

od tego, czy takie oddziaływanie przy-

nosi na ziemi skutki pożądane czy niepożądane dla jed-
nostek a nawet dla wielu osób.

Nigdy jednak pomoc nasza – gdziekolwiek jeszcze 

możliwa – nie może kierować myślowymi rozważania-
mi, wnioskami lub w mózgu powstałymi sądami o war-
tości lub bez wartości takich impulsów! Jesteśmy do-
prawdy   zabezpieczeni   przez   duchowość   od   koniecz
ności   ufania   mózgowemu   myśleniu   i   konsekwentnie 
wypływającym z niego wnioskom tam, gdzie one nie 
zasługują na żadne zaufanie! Przy udzielaniu pomocy 
i obronie kierujemy się – bez wyjątku – wymaganiami 
odwiecznego substancjalnego Ducha, które ze swej stro-
ny odpowiadają żywej strukturze Ducha.

16

background image

W   wiekuistym   substancjonalnym   Duchu   niewysło-

wienie wyższym od wszelkich ziemskich myśli mózgo-
wych nie istnieje samowola, przeto nigdy by nie było 
dozwolone i tym, w których się potwierdza Duch boski 
jako w nadanych sobie postaciach ziemskich, wszelkie 
bezpośrednie   lub   pośrednie   oddziaływanie   duchowe, 
gdyby pobudzane było przez myślowe lub uczuciowe 
osądy ziemskie!

Niesienie pomocy z duchowego królestwa przyczyn 

możliwe jedynie dla nas Jaśniejących w Praświele, bę-
dące   zatem   naszym   z   miłości   płynącym  „obowiąz-
kiem”
– ma wszelako zupełnie inne podstawy, niż osią-
galna   dla   każdego   człowieka   ziemskiego   sztuka   sku
tecznego   modlenia   się,   której   nauczam   w   księdze   pt. 
„Modlitwa”,  co  już  wielu  chętnym  do  modlitwy jed-
nostkom otworzyło oczy, czym jest prawdziwa modli-
twa   i   jak   osiąga   swoją   skuteczność.   Oczywiście   nie 
przeczę, iż jako człowiek ziemski jestem biegły w sztu-
ce modlitwy i praktykuję to, czego nauczam we wspo-
mnianej księdze – duchowo w modlitwie swej związany 
ze wszystkimi, którzy się na ziemi umieją prawdziwie 
modlić,   bez   względu   na   to,   według  jakich   przekonań 
religijnych nauczyli się modlić! Lecz w przytoczonym 
tu opisie chodzi najwyraźniej o sprawy możliwe i zale-
cane jedynie nam, Jaśniejącym Praświaetle: – a miano-
wicie o nasze duchowe wpływanie na pewną dla takiego 
wpływu dostępną sferę w strukturze substancjonalnego 
wiekuistego Ducha. Tutaj nie jest brana pod uwagę żad-
na intencja modlitewna, lecz ofiarowanie bez zastrzeżeń 
pewnych drgań energii, uzyskiwanych we własnym by-
cie duchowym, na usługi w granicach tej sfery. Te usłu-
gi wyświadczamy zgodnie z udzielanymi przez Ducha, 
wolnymi od wszelkich ziemskich wątpliwości wglądami 

17

background image

w pierwotne – niedostępne dla badań ziemskich – moż-
liwe jeszcze do poruszeń duchowe przyczyny związane 
z ziemią stawania się.

Wtedy dopiero, gdy impulsy świadomie lub bezwied-

nie,   niejako  „automatycznie”  narzucone   duchowemu 
królestwu przyczyn, a wywołane przez działanie sił ja-
kiegoś człowieka ziemskiego, przy ich nieuniknionym 
odbiciu  powrotnym   w  świat  ziemskiego  stawania  się, 
przekroczą już granicę pomiędzy zdolnym do poruszeń 
substancjonalnym duchowym stanem a fizyczną skost-
niałością, staje się wyżej opisany wpływ nawet dla nas 
Jaśniejących w Praświetle niemożliwy.

Daremnie   rozum   ludzki   usiłuje   zgłębić   te   sprawy, 

zbyt   subtelne   aby   mógł   w   nie   wniknąć!   Niby   lichy 
detektyw

 

tak pochłonięty własnym odtwarzaniem jakiejś 

tajemniczej sprawy, że musi przeoczyć najbliższe możli-
wości obserwacji, tak rozum przechodzi obok wszyst-
kiego,  czego  sobie  sam nie  wymyślił  i  traci  zupełnie 
z oczu   rzeczywistość   właśnie   wtedy,   gdy   w   swych 
wnioskach   sądzi,   iż   najbardziej   się  do   niej   zbliżył.   –
Niedowierzanie myśleniu wtedy, gdy poznawanie ziem-
skich skojarzeń można osiągnąć tylko dzięki logicznej 
pracy myśli, byłoby wielkim nierozsądkiem. Lecz dale-
ko większą nierozwagą jest daremne stawianie myśleniu 
zadań, które doń nie należą, tak że zawsze ono dojść 
może tylko do błędnych wniosków!

Można   zapewne   przemyśliwać   o   rzeczach   ducho-

wych   nawet   wtedy   kiedy   się   jeszcze   nie   dostrzegało 
w sobie   najlżejszego   cienia   świadomości   duchowej. 
Wszak można rozpocząć instalację oświetlenia elektry-
cznego nie posiadając jeszcze połączenia domu z dopro-
wadzającym prąd kablem. Lecz jak nikt oczywiście nie 
będzie oczekiwał,  że wieczorem oświetli swe pokoje, 

18

background image

zanim nastąpi połączenie z siecią elektryczną, tak też 
nie wolno oczekiwać, że substancjonalna świadomość 
duchowa   może   kiedykolwiek   zabłysnąć   w   myśleniu, 
zanim rzeczywiście nie nastąpi leżąca poza wszelkimi 
możliwościami myślenia połączenie własnej świadomo-
ści   z   ową   sferą   drgań   wiekuistego   substancjalnego 
Ducha dostępną dla człowieka ziemskiego jedynie dzię-
ki jego z Ducha płynącej zdolności odczuwania.

Uczuciowe uświadamianie sobie owej myślowo nie-

uchwytnej   rzeczywistości   wyrażanej   słowem  „Bóg” 
osiągnięte w dziedzinie wiekuistego Ducha normalnie 
rozwierającej się dla człowieka stanie się zatem niewy-
czerpanym   źródłem   pobudek   do   myślenia   i   oświetli 
tysiączne zagadnienia, które uprzednio nawet najintym-
niejszą pracą myśli nie dawały się wyjaśnić – lecz do 
osiągnięcia   owej   świadomości   w   wiekuistym   Duchu 
myślenie jest i pozostanie nadal trudem bez widoków 
powodzenia, pracą wykonywaną zgoła nieodpowiedni-
mi środkami!

Może ktoś w ciągu całego swojego życia ziemskiego 

dzień   w   dzień   układać   sobie   najwznioślejsze   myśli 
o Bogu   i   przytaczać  „dowody   istnienia”  Boga   które 
nawet najbystrzejszemu dialektykowi  „dadzą wiele do 
myślenia”
,   a   jednak   przy   tym   wszystkim   może   nie 
doznawać w sobie nic z tej rzeczywistości, którą zdawa-
ło by się tak dobrze zna! Nieufność względem wszyst-
kiego   co   potrafiło   wyspekulować   myślenie   ziemskie 
o „Bogu” jest głosem zdrowego z Ducha inspirowanego 
instynktu!

Oczywiście nie łatwo bywa  „myślącemu”  człowie-

kowi ziemskiemu przekonać się o tym, że istnieje w nim 
pewna   możność   uświadomienia   sobie,   o   której   skoro 
zostanie osiągnięta, można wprawdzie później rozmy-

19

background image

ślać, która jednak pierwotnie jako cel myślenia nie jest 
osiągalna,   leży   bowiem   poza   wszelkimi   myślowymi 
granicami wnioskowań. Lecz osiągnięcie tego przeko-
nania   jest   najnieodzowniejszą   koniecznością,   jeśli   się 
ma   zbudzić   ze  swego  uśpienia   „świadomość  uczucio-
wa”
!

20

background image

3. Zanikanie zdolności odczuwania

Rzekomy  „bezbożnik”  na   skutek   psychicznej   nie-

zdolności napotyka bezwiednie na przeszkody do uczu-
ciowego uświadomienia sobie Boga – słowo to znowu 
rozumiane tu we wszechobejmującym znaczeniu.

Wszak w rzeczywistości  „bezbożnym”, a więc po-

zbawionym Boga czy też wolnym od Boga, nie może 
być   żaden   człowiek   ziemski,   oznaczałoby  to   bowiem 
dlań, iż w tej samej chwili stałby się fizycznie jak i psy-
chicznie niczym, gdyby to w ogóle było możliwe. Jest 
to zawsze swego rodzaju „astenia”, osłabienie zdolno-
ści, doprowadzające człowieka ziemskiego wmawiania 
w siebie że jest odłączony od tego, co sekundą tworzy 
podstawy   wszelkiego   bytowania   ziemskiego,   jakkol-
wiekby się tę odwieczną siłę słowami określało. Czło-
wiek o nienaruszonej zdolności duszy do odczuwania 
jest

 

wyraźnie

 

świadom

 

odwiecznego

 

faktu,

 

że

 

nie

 

jest

 

zda-

ny

 

na

 

samego

 

siebie,

 

lecz jest ziemskim „obrazem” prze-

jawu pewnej siły przewyższającej go o całe nieba, choć 
korzysta z daleko idącej wolności kształtowania siebie 
samego, że łatwo może dojść do pomieszania przyczyny 
i skutku w swym własnym bytowaniu doczesnym.

21

background image

Wszelkie próby usprawiedliwiania wobec siebie i in-

nych rzekomego odłączenia się od Boga – czy to w for-
mie fanfaronady usiłującej zagłuszyć wewnętrzne ost-
rzeżenia,   czy   też   przez   spokojne,   pełne   dystynkcji 
przytaczanie   najsubtelniejszych   filozoficznych   argu-
mentów   –   rzeczywistości   dowodzą   zanikania   dusznej 
zdolności odczuwania u danego człowieka! Jeżeli nawet 
taki człowiek rozporządza najbardziej godnymi podzi-
wu zdolnościami „myślenia oraz nieomylnego wniosko-
wania, to jednak słabość jego dusznej zdolności odczu-
wania występuje jasno i wyraźnie i nie da się usunąć 
żadną pracą myślową.

Najznakomitszy  nawet   jeździec   może   być   nieudol-

nym taternikiem, a na brzegach północnych i południo-
wych mórz można dziś jeszcze spotkać nieczułych na 
niepogody   starych   doświadczonych   rybaków,   którzy 
więcej niż połowę życia spędzili na morzu, nie lękając 
się przy tym groźnych nawet dla ich statków burz, a jed-
nak nie umieją pływać, tak że ich odwaga zasadza się 
wyłącznie na zaufaniu do swych łodzi.

Świadomość osiągalna i wyrażająca się w myśleniu 

człowieka tej ziemi doszła w biegu lat tysięcy do takie-
go przerostu i rozporządzania tylu możliwościami roz-
woju i ćwiczenia się że oczywiście nie ma co troszczyć 
się o dalszy jej rozwój chyba że w sensie poważnej tro-
ski o ludzkość, która dziś jeszcze stale się jej oddaje 
bezmyślnie   kosztem   świadomości   i   wiekuistej   duszy, 
którą   to   świadomość   osiągnąć   można   jedynie   przez 
wyćwiczoną i pielęgnowaną zdolność odczuwania.

Dlatego   też   wszystkie   poszczególne   stanowiące 

w swej całości głoszoną przeze mnie naukę duchową, są 
tak   ułożone,   że   budzą   i   wyzwalają   duszną   zdolność 

22

background image

odczuwania i zaniku jej w większości dusz dźwigają ku 
nowemu żywemu wzrostowi.

Zaprawdę nie na wiele by się to zdało, gdybym przy-

taczał tu jedynie definicje myślowe przez tylu już myśli-
cieli wymyślone po to, by przez innych myślicieli zosta-
ły obalone! A cokolwiek znalazło w tej nauce duchowej 
wyraz w słowach, jest w sensie duchowym – jako wska-
zane ze stanowiska duchowego pojmowania „zrozumia-
łe”
, o ile to w ogóle może się stać dostępne dla rozumu.

Jakżeby można było wobec tych okropności, które od 

lat   dziesiątków   człowiek   ziemski   na   zgubę   bliźnich 
wymyślał,

 

rozumieć

 

słowa

 

moje

 

jako

 

pochodzące z ziem-

skiego   rozumienia,   kiedy  mówię,   że   droga   człowieka 
ziemskiego

 

doszła

 

znowu

 

do

 

skraju

 

jednego z owych krę-

gów świetlanych, które nawet pośród głębokich ciem-
ności dają czasami nową nadzieję na rozjaśnienie du-
chowe?!

Jakżeby było rozumieć, że cytuję znane słowa Hutte-

na: „Rozkoszą jest żyć”!– i wyraźnie odnoszę to twier-
dzenie do dzisiejszych i przyszłych czasów, jeśli się do 
tego co tu pomyślano nie odczuwa jako dostrzeżonego 
i wyczutego w czysto duchowym rozumieniu?!

Wszelkie   jednak   niepokoje   wewnętrzne,   wszelkie 

nieokrzesane   popędy   i   dążności   do   czegoś   zupełnie 
nowego i inaczej ukształtowanego, które dzisiaj oddzie-
lają człowieka od człowieka upiornym murem nienawi-
ści   można   wtedy   dopiero   należycie   zrozumieć   wraz 
z wywołującymi je istotnymi przyczynami, gdy się wie 
o tym właśnie – duchowym!– dojściu do skraju jednego 
z owych kręgów świetlanych” (słoneczne i księżycowe 
pierścienie są tu użyte obrazowo!). Nie ma ani jednego 
normalnie po ziemsku mózgowo-świadomego człowie-
ka żyjącego w tym czasie na ziemi, który by nie zaczął 

23

background image

w jakimś stopniu wyczuwać owego duchowo-kosmicz-
nego zbliżania się przeobrażenia się życia ziemskiego; 
ale olbrzymia większość ludzi na ziemi błędnie tłuma-
czy sobie to wyczuwanie przenosząc je na materialne 
ziemskie dziedziny świata zewnętrznego i sądząc, że tu 
można   znaleźć   to,   co   się   już   dla   niewielu   dokonało 
w wiekuistym substancjonalnym Duchu – o ile to może 
stać się dostępne dla człowieka ziemskiego – a co się 
stopniowo dokona i dla wielu w tym dzisiaj na razie 
cicho   i   powoli   poczynającym   się   okresie   czasu!   – 
Zaprawdę na razie jest „rozkoszą żyć” tylko dla niewie-
lu jednostek, które we własnej świadomości uczuciowej 
uznają   się   już   za   przyszłych   dziedziców   jaśniejszej 
duchowej przyszłości!

Nie podlega najmniejszej wątpliwości, że nadchodzą-

ce rozjaśnienie i rozświetlenie płynące z odwiecznego 
Ducha   przenikać   będzie   wtedy   swymi   promieniami 
codzienne   zewnętrzne   życie   doczesne   ludzi   na   ziemi, 
ale pozbawiona jest wszelkiego sensu śmieszna i niemą-
dra zarozumiałość myślenia ziemskiego w swym mnie-
maniu,   że   można   ziemskie   wydarzenie   zewnętrzne 
ukształtować   całkowicie  i   na  zawsze  według  wzorów 
wyobrażeń powstałych w mózgu, choćby nawet te wy-
obrażenia były uwodząco powabne!

Zawsze jednak tylko nie zwyrodniała, żywa świado-

mość uczuciowa zdolna jest z całą pewnością odróżniać 
prawdę od urojenia, co się zaś tyczy tej właśnie pewno-
ści, nigdy przenigdy nie może się ona obawiać jakiego-
kolwiek poważnego współzawodnictwa ze strony najby-
strzejszego nawet wnioskowania myślowego.

Dlatego też chodzi przede wszystkim dzisiaj, i to bar-

dziej niż kiedykolwiek, by zbudzić z zaniku zdolności 
odczuwania człowieka ziemskiego! Zdolność ta wpraw-

24

background image

dzie do pewnego stopnia istnieje w każdym człowieku, 
ale na skutek obaw złego jej użycia, jak również lęków 
wszelkiej próby posługiwania się nią, u większości ludzi 
zwyrodniała do tego stopnia, że trzeba wielkiej cierpli-
wości   i   świadomie   wzbudzonej   codziennie   pewności 
wewnętrznej, by doprowadzić ją z zaniku do pełnego 
rozwoju.

Ten rozwój zdolności postrzegania substancjonalne-

go wiekuistego Ducha w jego właściwej mu strukturze 
może być osiągnięty przez człowieka tej ziemi w rozpo-
czynającym   się   okresie   czasów   jako   skutek   dojścia 
duchowo – kosmicznej „drogi” syna ziemi do jednego 
z owych  „kręgów świetlanych”, o których mówiłem – 
a zaprawdę   „rozkoszą   jest   żyć”  w  tych   rozpoczynają-
cych  się  czasach  dla  każdego  człowieka  zdolnego  do 
świadomej współpracy w ich duchowym kształtowaniu; 
chodzi tu bowiem ni mniej ni więcej, jak o dostosowa-
nie   przemijającego   życia   ziemskiego   do   otrzymania 
dostępnych dlań oddziaływań z substancjonalnego wie-
kuistego Ducha bożego!

Nic dziwnego, że cała natura ludzka czuje się poru-

szona

 

i ogarnięta niepokojem wobec przeczuwanej przez 

nią,   ale   jeszcze   dla   niej   niezrozumiałej   chęci   zmiany 
duchowo – kosmicznych wpływów na ziemskie życie 
materialne,

 

w błędnym mniemaniu, że porusza się w niej 

coś nowego, co na podstawie rozważań rozumowych – 
ze szczególnym upodobaniem uciekających się do afek-
tów   jako   do   przynęt   chciałaby  stworzyć   w  ziemskim 
życiu zewnętrznym.

Lecz zgoła nie o to chodzi!
Wszystko, co na skutek rozważań rozumowych do-

chodzi do pola widzenia człowieka ziemskiego jest – 
pomijając co najwyżej pewne podstawowe czysto mate-

25

background image

matyczne   pojęcia   –  „prowizorum”,   a   nawet   niektóre 
wyższe pojęcia matematyczne mogą czasami nosić pro-
wizoryczny charakter.

(Niech o tym decydują matematycy!) W każdej dzie-

dzinie nauki, w każdej gałęzi techniki, w każdej formie 
społecznego układu życia, które wytyczne swoje zaw-
dzięczają   mózgowym   wnioskom   myśliwym,   obserwa-
cjom i doświadczeniom oraz wnioskowaniom powzię-
tych pod naciskiem afektu, wynikają prowizoria jedne 
za drugimi, przy czym wyłonienie się jakiegoś nowego 
– słusznie czy nie słusznie – zawsze uważane bywa za 
postęp,   za   pogłębienie   pojęć   lub   ulepszenie,   dopóki 
jakiejś jeszcze nowsze prowizorium nie osiągnie prze-
wagi.

Każde obowiązujący w danej chwili rozumowe pro-

wizorium wiedzy, poglądu na świat sposobów rozwiąza-
nia zagadnień gospodarczych fizycznych, chemicznych 
jak również mechanicznych i technicznych oddziaływa 
przez czas pewien – a niekiedy nawet bardzo długi czas! 

Z   hipnotyczną   mocą   na   odpowiednie   mózgi,   gdyż 

jest to dla nich pobudką do mimowolnej bo nieświado-
mej autohipnozy, z której znowu w każdej poszczegól-
nej dziedzinie powstają jak grzyby po deszczu niezli-
czone   ilości   autosugestii.   Taka   autohipnoza   uniemoż
liwia wszelki wybór i ocenę dopóki gdziekolwiek posz-
czególne jednostki dzięki szczególnym okolicznościom 
poznawszy  rozmach   swobody,   mocą   swej   odzyskanej 
ponownie zdolności sądu nie odrzucą dotychczasowych 
dróg i nie utorują nowych, które jednak również są zno-
wu jedynie nowymi prowizoriami.

Wszelako   to   co   człowiek   ziemski   może   przejąć 

z wiecznego   substancjalnego   Ducha   dzięki   rozwojowi 
swej   będącej   w  zaniku   zdolności   odczuwania,   jest   to 

26

background image

przede   wszystkim   wysoka   potęga   Ducha   służąca   do 
ochrony przeciw mimowolnemu uleganiu jakiejkolwiek 
autohipnozie   jego   własnych   związanych   z   ziemią   sił 
myślowych.   Człowiek   nie   powinien   być   swoim   wła-
snym   niewolnikiem,   lecz   dzięki   wiekuistemu   Światłu 
powinien być panem swoich sądów rozumowych, swo-
jej   prawdy   oraz   ścisłej   wiedzy,   panem   wolnym   od 
wszelkich   hipnotycznych   więzów   narzucanych   przez 
prowizoria, panem który w nieomylnej pewności wybie-
ra  i  ocenia  zgodnie  z  własnym  duchowym  pojmowa-
niem objawiającym mu się tylko w jego duchowości!

Wtedy zaprawdę uwolni się też od wszelkiego lęku 

przed Bogiem, lęku podsycanego przez osłabioną zdol-
ność odczuwania, który może go doprowadzić do wy-
obrażania sobie iż jest „bezbożny”, aby tylko przez to 
obronić się od tego rodzaju lęku!

Przyjmijcie to, co wam przynoszę, tak jak to przyjąć 

jesteście w stanie, ale gwoli was samych trwajcie w chę-
ci   wyzwolenia   się   spod   stałej,   tylko   prowizorycznej, 
zrodzonej w mózgu  „hipnozy”  abyście doszli do prze-
budzenia   duchowego,   które   nie   da   wam   znowu   się 
pogrążyć w mgliste dziedziny snów, nasuwanych wam 
przez was samych!

Nie   mam   najmniejszego   zamiaru   prowadzić   was 

dokądkolwiek, gdzie sami iść nie chcecie. Pragnę wam 
tylko wskazać, jak macie krocząc po bezpiecznych tro-
pach, istotnie osiągnąć ten cel, do którego osiągnięcia 
na razie manowcami sami dążycie!

27

background image

4. Bezbożność z „bojaźni Bożej”

Pośród ludzi mających siebie za  „bezbożników”  nie 

mało znajdzie się takich, którzy niegdyś zbyt wiele cier-
pieli pod uciskiem lęku wobec  „przedmiotu”  narzuco-
nej im wiary, który był im pod naciskiem obowiązku 
i groźby przedstawiony jako „Bóg”. Ten „lęk przed Pa-
nem”

 

niejednego

 

doprowadził do tego, że – uświadamia-

jąc sobie w mniemaniu własnym swą słabość i  „grze-
szność”  
–  nie   śmiał   prawie  podnieść   głowy  z  trwogi 
przed nagłym ujrzeniem przed oczyma przedmiotu swe-
go   lęku.   Człowiek   bogobojny   żyjący   pod   takim   uci-
skiem uciekał się do ciągłych wybiegów by się ukryć 
przed tym rzekomym Bogiem, aż wreszcie zwątpienia 
przemogły  trwogę   i   przyszło   do  głowy  umęczonemu, 
czy aby czasem nie stara się ukrywać przed czymś, co 
by właściwie powinno ukrywać się przed nim samym? 

A  jeśli   wtedy   ów   strachem   gnębiony   odważył   się 

„podnieść” głowę, wnet spostrzegał wyobrażenie w je-
go   mózgu   wylęgłe,   do   którego   jak   czuł,   jego  własne 
myśli coraz bardziej „dorastają” aż je stopniowo unice-
stwiał i tym sposobem wyzwoliły go od tego rzekomego 
przedmiotu strachu.

Z

 

człowieka „bogobojnego” stał się „bezbożnikiem”!

W rzeczywistości jednak nie zaszło tu nic innego, jak 

28

background image

tylko to, że podawane zaprawdę wyobrażenie – okazało 
się błędnym, po czy ów dotychczas przez nie uciskany 
w   swym   rozczarowaniu   nie   miał   już   odwagi   szukać 
dalej i teraz dopiero na serio – prawdy rzeczywistej.

To   zaś,   czym   w   rzeczywistości   jest   –   Bóg!   –   nie 

może być nigdy odczute i w odczuwaniu uświadomienie 
w Lęku, lecz tylko w miłości!

W Bogu – takim, jakim Bóg jest istotnie – nie ma ani 

złości, ani gniewu, ani chęci odwetu czy żądzy zemsty, 
jak również żadnego innego domniemanego  „przymio-
tu”
, którego by należało się  „bać”.  Bóg jest miłością 
i łaską!
 – Miłością ze swą stworzoną przez siebie istot-
ną   naturą   i   łaską   w   tej   właśnie   istotnej   naturze,   lecz 
wypływającą z odczucia tego, co istnieje poza nią i co 
nie jest „miłością samą przez się”!

Ale nic nie jest mi bardziej obce, jak chęć uprawiania 

teologii, więc muszę tylko powiedzieć, że nawet najpar-
szywszy „grzesznik” nie powinien wobec Boga odczu-
wać   lęku   –   lecz:   wstyd!   Bezpodstawnym   i   godnym 
pogardy zuchwalstwem jest przypisywać Bogu najbar-
dziej Mu obce ze wszystkich uczuć ludzkich i „bać się” 
Boga, natomiast zgodnie z mającym swe źródło w Bogu 
stosunkiem życia ludzkiego na ziemi do tego, czym jest 
Bóg   –   przystoi   wzbudzać   w   sobie   najgłębszy   wstyd, 
skoro się poznaje, że się było zbyt leniwym, pożądli-
wym,   czy  tchórzliwym   i   nie   zużytkowało   się   swoich 
zdolności   tak,   jakby   je   należał   zużytkować,   by   nie 
potrzeba było odczuwać wstydu wobec Boga. Jedynie 
wstyd jest dla człowieka błądzącego – w stosunku do 
miłości i łaski – odpowiednim dla jego duchowej natu-
ry, nigdy zaś: – strach! Gdzie bojaźliwy cofa się, chciał-
by  bowiem   uniknąć   kary,   tam   człowiek   odczuwający 
wstyd za swe uprzednie postępowanie, jest już na dro-

29

background image

dze do wyrównania swego zaniedbania lub też dokona-
nego cofnięcia się i do kroczenia znowu naprzód.

Strach jest upiornym hamulcem tłumiącym wszelką 

odwagę – wstyd zaś środkiem pokrzepiającym, skutecz-
nie budzącym nową odwagę!

Oczywiście   nie   mówię   tu   o   wstydzie   seksualnym 

polegającym na tym, że człowiek znając swą cielesną 
zwierzęcą   naturę,   w   pewnych   stosunkach   do   swoich 
bliźnich nie chce się ukazywać jako zwierzę i nie chce 
być za zwierzę poczytany – lub też z pobudek estetycz-
nych   opartych   na   próżności,   stara   się   dlatego   tylko 
okryć swe kształty zwierzęce i ukryć je przed innymi, że 
nie chciałby wystawiać ich braków na widok publiczny. 
Jak dalece przy tym seksualna wstydliwość zależy od 
panujących   zwyczajów   świadczą   różnorodne   poglądy 
plemion egzotycznych na to, co z ciała należy przykry-
wać, a co nie, przy czym mogą wchodzić w grę również 
i

 

poglądy

 

metafizyczne.

 

A

 

więc

 

wszechstronnie wykształ-

cony Sannyjasi, znajdujący się w niedostępnym dla cie-
kawych spojrzeń parku w Indiach,  „odziany w cztery 
strony świata”
 (to znaczy: nagi zupełnie!), byłby wyso-
ce

 

oburzony

 

gdyby

 

odwiedzającemu

 

go,

 

biegłemu w San-

skrycie uczonemu Europejczykowi przyszło do głowy 
rozwiązanie w ten sam sposób zagadnienia ubioru bar-
dzo zresztą praktycznego dla upalnego klimatu. Zgodnie 
z poglądem umarłych dla świata, lecz żyjących jeszcze 
pustelników, ten tylko człowiek ma święte prawo odrzu-
cać wszelkie pokrycie swego ciała, który tak się wysoko 
wzniósł duchowo, że wszystko co ziemskie – zgodnie 
z jego mniemaniem – zostawił poza sobą, lecz tego pra-
wa   nie   ma   człowiek,   który   osiągnął   jedynie   wiedzę 
mózgową i siedzi oto naprzeciw niego celem roztrząsa-
nia z nim zagadnień metafizycznych.

30

background image

Wstyd  duszy wobec Boga, o którym tu mówię, iż 

powinien zastąpić strach przed Bogiem, jest wynikiem 
poznania własnego niedociągnięcia, tam gdzie by siły 
duszy były zupełnie wystarczające, by stawić opór po-
kusom do niestosowanego dla duszy użytkowania my-
śli, jak również do nieodpowiednich dla duszy uczyn-
ków czy mowy!

Z owego wstydu wobec Boga, że się nie stanęło na 

wysokości   zadania   wobec   samego   siebie   i   własnych 
posiadanych   sił,   chociaż   było   się   w   stanie   to   zrobić, 
wynika – o ile wstyd jest rzeczywiście prawdziwy – nie-
odwołalny opór woli przeciwko poprzednim niedocią-
gnięciom, który już sam przez się jest postępem, pobu-
dza bowiem człowieka do szukania wszelkich środków i 
dróg, które by mogły służyć do uniknięcia w przyszłości 
opieszałości   serca,   braku   opanowania   i   pożądliwości. 
Wstyd w tej postaci jest najpotężniejszym budzicielem 
życia ze snu w jakim dotąd przebywało!

Obudzeni   czyli   przywróceni   samym   sobie   przez 

wstyd   duszy   wobec   Boga   są   już   na   wieki   wiecznie 
nawróceni: – to znaczy odwróceni z ich oddalającego 
się  od  Boga kierunku  wszelkich  ich  dążeń  ziemskich 
i skierowani   ku   boskiej   rzeczywistości.   Bóg   przestaje 
być dla nich przedmiotem ślepej wiary, w którego moż-
na w prawdzie „wierzyć”, ale można go też „odrzucać” 
i staje się przeżytym faktem: – nienaruszalną najpew-
niejszą  „prawdą”  osiągniętą przez samego siebie! Kto 
raz doszedł do tego miejsca, ten jest po wszystkie czasy 
zabezpieczony   od   możności   wątpienia   o  „istnieniu” 
Boga – a więc o substancjonalnym duchowym  „byto-
waniu”
 Boga – jako że przeżył właśnie w samym sobie 
trzeźwo i rzeczowo owo „bytowanie”.

31

background image

Stało się dlań raz na zawsze niemożliwością uważa-

nie siebie za „bezbożnika”, a jednocześnie opuściła go 
wszelka bojaźń wobec Boga, poznał bowiem nieomyl-
nie w sobie, że w Bogu nie ma nic takiego czego by 
miałby się obawiać człowiek ziemski!

A jednak bardzo często ukrywa się poza taką rzeko-

mo odczuwaną, a w licznych kołach utartym zwyczajem 
tak  wysoko cenioną  „bojaźnią Bożą”, nic  innego jak 
pospolity lęk życia, który wydaje się owemu ogarnięte-
mu   lękiem   możliwy   do   zrozumienia   jedynie   jako 
„bojaźń Boża”.

Naturalnie taki człowiek nie jest gotów do odczuwa-

nia   w   sobie   wstydu   duszy   wobec   Boga,   raczej   jego 
„bojaźń Boża” jest przejawem trwożliwej nienawiści do 
częściowo z wiarą, częściowo zabobonnie domniemanej 
instancji duchowej, której reagowania na swoje myśle-
nie, mowę lub uczynki obawia się, reagowania w posta-
ci umyślnego szkodzenia jego życiu doczesnemu oraz 
związanego   z   tym   uszczuplania   uczucia   zadowolenia. 
„Bóg”

 

przyjmowany

 

przez tego rodzaju „bogobojnego” 

jako  „przedmiot”  wiary   jedynie   z   lęku   wobec   życia 
zawadza mu i stanowi dlań tym większą przeszkodę, im 
silniej w niego wierzy. – Takiemu właśnie wystraszone-
mu przez siebie samego człowiekowi najrzadziej przy-
chodzi do głowy krytyczne ustosunkowanie się do wła-
snego postępowania. Jakżeby więc miał do odczuwania 
wstydu wobec Boga? – Człowiek wtedy rzekomo „wyz-
wolony”
  wreszcie   pewnego   dnia   od   Boga  i   umiejący 
teraz wmawiać w siebie że jego postępowanie zależy 
wyłącznie od jego własnego upodobania nigdy nie prze-
czuwa – że za straszliwą cenę nabył sobie tylko wyzwo-
lenie ze swej trwogi życiowej którą mu kiedyś nakazał 
„Bóg”!

32

background image

5. „Co to jest Prawda?”

Niezliczone   razy   cytowane,   a   jednak   rzadko   tylko 

były rozumiane słowa rzymskiego prokuratora w Jero-
zolimie ze sceptyczną, znużoną rezygnacją dumnie rzu-
cone przezeń w tym jedynie pogardliwym i lekceważą-
cym znaczeniu, jakim ludzie z czasów ewangelii Jana 
musieli je rozumieć i jedynie rozumieć mogli. Wszak 
były   wyrzeczone   jako   odpowiedź   prokuratora   na   oś-
wiadczenie oskarżonego, że przyszedł na ziemię głosić 
prawdę i że ludzie w sobie prawi umieli oczywiście go 
zrozumieć.  To   powołanie   się   naprawdę   musiało   czło-
wiekowi o antycznym wykształceniu wydać się śmiesz-
ne   i   świadczące   jedynie   o   wyraźnie   ciasnym   polu 
widzenia   oskarżonego,   bez   ratunku   wydanego   mu   – 
w którym „żadnej winy” nie znalazł – gdy ten nic inne-
go nie umiał przytoczyć, jak tylko, że potrafił przynieść 
„prawdę”!   Czyż   rzymscy   i   greccy   światowej   sławy 
mędrcy, gdy chodziło o zagadnienie „prawdy” ostatecz-
nej, nie wypowiedzieli się już w sensie wręcz przeciw-
nym, a teraz oto chciał ten biedny śmiercią zagrożony 
wędrowny   nauczyciel   religii   wprost  „prawdę”  wziąć 
sobie   za   obronę!   –  Jakże   w  gruncie   rzeczy  niewinna 

33

background image

musiała być jego nauka, z pewnością mocno przecenia-
na   przez   fantastycznie   nietolerancyjnych   kapłanów 
żydowskich, skoro ten nieszczęsny dziwak nic nie wie-
dział,   że   nawet   najbardziej   wyćwiczona   dociekliwość 
filozoficzna zawodziła wobec pytania, czym jest niezbi-
cie pewna, bezwzględna „prawda”?!

Tak   mniej   więcej   wyglądały   argumenty,   których 

należy   się   dopatrywać   w   rzuconym   ze   wzruszeniem 
ramion, a nie wymagającym żadnej odpowiedzi pytaniu, 
w którym tak zwięźle i niedwuznacznie, na jednostko-
wym przykładzie miało być dane świadectwo o cynicz-
nym sceptycyzmie owych czasów, przepojonych zwąt-
pieniem możliwości wszelkiego poznania!

Również i w czasach dzisiejszych nie trzeba długo 

szukać, by trafić na taką samą zupełnie znużoną rezy-
gnację z wszelkiej pewności w odniesieniu do rzeczy 
wiecznych, do spraw duszy i do rzeczy boskich – i tak 
samo   w  niedalekim   sąsiedztwie   z   kołami   prawdziwie 
wierzących   spotkać   się   można   z   owym   „żargonem” 
powszechnie używanym również i w późniejszym Rzy-
mie   w   bezwstydnych   rozmowach   o   Bogu   i   rzeczach 
boskich, kiedy to sądzono, iż ludzie od dawna  „prze-
zwyciężyli”
  wszystko, co miały oznaczać owe naduży-
wane słowa.

Nie trzeba szczególnej bystrości umysłu, by poznać 

że   ludzie,   którzy   spadli   na   poziom   takiego   ubóstwa 
duszy, mogli dojść do tego stanu zwyrodnienia jedynie 
przez   niewymowne   osłabienie   zdolności   odczuwania. 
Stosuje się to do dnia dzisiejszego i do przeszłości i po 
wszystkie czasy! 

Patologiczna bezsilność duszy!
A że chory może nie uświadamiać sobie swej niemo-

cy, potęguje to tylko siłę działania jego choroby!

34

background image

Kto wie, na co jest chory i gdzie leży siedlisko jego 

choroby, ten jest już na drodze do wyzdrowienia, o ile 
dany stan dopuszcza jeszcze uzdrowienie i o ile będą 
zastosowane odpowiednie środki do wywołania zmiany 
na   lepsze.   W   dziedzinie   niewidzialnego   organizmu 
odbywa się nie inaczej, niż w dziedzinie życia fizyczne-
go ciała ludzkiego zamkniętego w granicach spostrze-
żeń zmysłowych!

W prawdzie odrodzenie i wzmocnienie zanikłej zdol-

ności odczuwania duszy oczywiście nie jest tak łatwe do 
osiągnięcia, jak usunięcie lekkiego osłabienia cielesne-
go wywołanego przemęczeniem, lecz w wielu wypad-
kach jest całkiem możliwe, dopóki człowiek rozporzą-
dza   oddźwiękami   sił   swego   ciała   ziemskiego   jako 
czynnikami leczenia, jeżeli tylko przy tym chce rzeczy-
wiście z całą pewnością dojść do uzdrowienia organów 
odczuwania swej duszy – tak samo jak i chory cieleśnie 
musi mieć w sobie wolę wyzdrowienia, jeżeli ma – o ile 
po temu istnieją warunki organiczne – osiągnąć wyzdro-
wienie!   Ponieważ   jednak   w   duchowej   sferze   duszy 
odpowiada niezliczonej ilość przeszkód, które w dzie-
dzinach cielesności fizycznej stają czasami na drodze do 
istotnego wyzdrowienia, toteż możliwości nieoczekiwa-
nego uzdrowienia są tam bez porównania bardziej roz-
powszechnione.

Naturalnie   nie   wystarcza   do   tego   rozmyślanie   nad 

„dowodami   istnienia   Boga”  przyjętymi   w   pewnych 
kołach o charakterze religijnym i uważanymi „niezbite” 
ani też nie wystarczy chęć w jakiś inny sposób złowie-
nia Boga sieciami myśli! Tu raczej musi być odczuta 
rzeczywistość   we   własnych   głębiach!   Nie   sam   tylko 
stan uszczęśliwienia z wyników spekulacji myślowej!

35

background image

Dla   wzmocnienia   osłabionej   zdolności   odczuwania 

tak, aby człowiek ziemski mógł samym sobie stać się 
świadomy Boga, niezbędne jest wzbudzenie nieprzymu-
sowej radosnej i ufnej gotowości przepełnionej chęcią 
poznania Boga.

Ta gotowość nie wymaga wyznawania jakiejś wiary 

ani też żadnego rozumem wymędrkowanego czy z nad-
miaru   uczuć   powstałego   wyobrażenia,   lecz   polega   na 
woli wchłonięcia tego co stanowi „przyczynę” własnej 
ponad zwierzęcej świadomości przez tę właśnie świado-
mość, a jednocześnie przez ziemsko-zwierzęcą świado-
mość, odrzucając wszelkie przeszkody ze strony z góry 
powziętych mniemań.

W istocie wymagana tu jest w założeniu rzecz jak 

najprostsza, z odrzuceniem wszakże wszelkich ziemsko-
ludzkich skłonności do wikłania rzeczy prostych!

Wszystko co możemy powiedzieć o Bogu my  Jaś-

niejący w Praświetle  dzięki własnemu uświadomieniu 
Boga, nie ma na celu tworzenia „wyobrażeń”, lecz opi-
sanie  w słowach  rzeczywistości. Aleć  wszelkie  słowa 
w każdym języku muszą nieodzownie okazać swą nie-
udolność przy takim opisie. Mogą one służyć jedynie ja-
ko

 

wytyczne

 

– mogą wskazywać jak i gdzie osiągnąć ów 

najwyższy

 

ze

 

wszystkich duchowych celów – lecz nigdy 

nie mogą ująć samego celu jako przedmiotu opisu.

A więc – ujmując rzecz w sensie czysto duchowym – 

można z całą słusznością powiedzieć: – Nie człowiek 
jest Bogiem, lecz Bóg jest  „człowiekiem”, ale to okre-
ślenie może się stać wytyczną dla tego, kto już w sobie 
doszedł do przeświadczenia, że zwierzęcia ludzkiego, z 
którym   się   związał   na   ziemi,   nie   można   uważać   za 
„człowieka”, lecz nieubłaganie i bezwzględnie tylko na 
ziemsko-zwierzęcy czasowo

 

niezbędny

 

organizm, w któ-

36

background image

rym   jednak   może   znaleźć   wyraz   zarówno   najniższe 
zezwierzęcenie,   jak   i   najwyższa   duchowość.   Dopiero 
tam   z   cała   słusznością   można   mówić   o  „człowieku” 
gdzie wiekuistej iskrze Ducha usiłującej przeniknąć do 
każdej nowonarodzonej na świat zwierzęcości ludzkiej 
istoty i wreszcie przez nią wchłanianej, został oddany 
przez zwierzęcość ów organizm zwierzęcy na zawsze 
jako środek wypowiadania!

Lecz nie tam gdzie zwierzęcość stale odmawia wie-

kuistej iskrze Ducha wszelkiej możliwości wypowiada-
nia   się,   domniemany   zaś   człowiek   jest   na   razie   jeno 
zdolnym do wszechstronnego rozwoju zwykłym zwie-
rzakiem, który jako jedyny spośród wszystkich zwierząt 
ziemskich mógłby dzięki swemu istnieniu na ziemi stać 
się matrycą wiekuistego, substancjalnego Ducha w tym 
świecie zmysłów.

Zaprawdę:   –   Bóg   jest   człowiekiem!   Któżby  chciał 

jednak choć na jedną chwilę dopuścić że wyraz  „czło-
wiek”
 mógłby tu oznaczać zwierzę ziemskie mające słu-
żyć

 

wiecznemu

 

człowiekowi

 

jako

 

uchwytne dla zmysłów 

ukształtowania do wypowiadania się w jego postępowa-
niu na ziemi!?

Nie   jest   tu   również   mowa   o   wiecznym   człowieku 

duchowym w pewnym indywidualnie ujętym znaczeniu 
lecz o ustanowionym odwiecznie siebie samego ducho-
wym Bycie, w którym żyje wszystko, co jest substan-
cjonalnej ludzko-duchowej  „natury”. Bóg jest najwyż-
szą pokrzepiającą pewnością, jaka tylko może być dana 
człowiekowi tej ziemi, który osiągnął z powrotem prze-
budzenie swej zdolności odczuwania! Lecz Bóg nie jest 
„istotą”  dającą   się   myślowo   określić,   natomiast   jest 
wiekuistym   duchowym   bytem   człowieczym   samym 
w sobie, żyjącym dla nas jako „męskość” „kobiecość” 

37

background image

oraz żyjącym w tym co jest wiekuistym „owocem” jego 
wiekuistego   płodzenia   –   jest   to   źródło   i   przyczyna 
wszelkiego człowieczeństwa – jako też i iskry Ducha 
w uwięzionym zwierzęciu człowieku tej ziemi.

W nazwach  „Prabyt”  –  „Praświatło”  – i  „Prasło-

wo” ujmuję to, co w moim uświadamianiu sobie Boga 
stanowi stale istniejącą rzeczywistość Boga. Zaprawdę 
nie używam sił swego umysłu, aby osiągnąć poznane 
już duchowo rozumienie lecz używam ich i to czasami 
wysoce przykry fizycznie sposób – do stałej i ciągłej 
kontroli, czy forma moich opisów pozostaje wolna od 
wszelkiego tego, czego unikać należy, a co by wywołać 
mogło mylne zrozumienie lub błędy, miast wyrażać nie-
dwuznaczną jasność uniemożliwiającą wszelkie błędne 
tłumaczenia. Tak więc wszystkie pisma które powstały 
już po ostatnim tomie mojej duchowej nauki  „Hortus 
Conclusus”
, stanowią wprowadzenie do tego co w pis-
mach tej nauki od początku powiedziałem. Aczkolwiek 
zawsze chętnie wierzyłem, że nic z tego, com napisał, 
nigdy nie będzie wymagało komentarzy, musiałem się 
z biegiem   czasu   ku   memu   przerażeniu   przekonać,   że 
zbyt liczyłem na trzeźwą i obiektywną zdolność pojmo-
wania. Umysły zbyt silnie są obałamucone wpojonym 
przez   wychowanie   nawyknieniem   do   pewnych   pojęć, 
które nigdy nie dadzą się pogodzić z istniejącą w sub-
stancjalnym wiekuistym Duchu rzeczywistością!

Jakkolwiek w pismach swoich blisko podchodzę do 

Wiekuistego, z którego jako człowiek mam obowiązek 
podawać wieści bliźnim swoim, to jednak nie potrafię 
ustrzec się tego iż nawet najbliższe Wiekuistego słowa: 
– muszą pozostawać jedynie opisami, których najwyż-
sza wartość nie na tym polega, że mogą one coś „wyja-
śnić”
  rozumowi, lecz polega na uchwytnych tylko dla 

38

background image

duszy realnych substancjalnych siłach duchowych, któ-
rych nosicielami stały się raz na zawsze te słowa przy 
ich tworzeniu się. Chęć wchłonięcia w siebie tych sił 
prowadzi też niezwłocznie do wspomnianej wyżej „go-
towości”
  poznania   Boga.   Dopiero   po   tym   poznaniu, 
dzięki zdolności odczuwania duszy daje się wyrozumieć 
i ocenić co słowa moje już z góry dały.

Bô Yin Râ

39


Document Outline