background image

Smak ciała białej kobiety 

 Joanna Bator 

2009-07-05, ostatnia aktualizacja 2009-06-30 15:59:06.0 

 

 
Dlaczego Issei Sagawa jest w Japonii celebrytą, a nie więźniem czy pacjentem szpitala 
psychiatrycznego
 
 
 
Podczas pobytu w Paryżu 32-letni Issei Sagawa zabił holenderską studentkę Renée Hartevelt i zjadł spore fragmenty 
jej ciała. Po kilku dniach został złapany. Francuski lekarz orzekł, iż młodzieniec jest szalony i nie może zostać 
postawiony przed sądem. Zamknięto go w zakładzie psychiatrycznym. Nie został tam długo. Jego ojciec, bogaty i 
wpływowy przemysłowiec, doprowadził do ekstradycji Sagawy do Japonii. Tam czekał na niego szpital psychiatryczny. 
Po 15 miesiącach Isseia Sagawę wypuszczono jednak na wolność. Tak w 1981 roku zaczęła się jego kariera kanibala 
celebryty. 
 
Zbrodnia  
 
Niewiele jest już zakazów, których przekroczenie budzi w nas trwogę. Kanibalizm pozostaje tabu. Issei Sagawa 
zawsze marzył o jedzeniu ludzkiego mięsa. Szybko sprecyzował swoje pragnienie. Smak ciała białej kobiety, oto czego 
chciał. Kobiety jak z płócien Renoira, o ciele, którego kolor przywodził mu na myśl lody truskawkowe.  
 
Dla urodzonego przedwcześnie, słabowitego chłopca takie ciało, inne i piękne, symbolizowało urodę, zdrowie i siłę. 
Pierwszą jego poważną fascynacją była nauczycielka niemieckiego. Wysoka, postawna, o jasnej skórze i pełnych 
pośladkach. Sagawa, wówczas student, zakradł się nocą do okna jej tokijskiego apartamentu. Obserwował śpiącą 
kobietę i zastanawiał się, w jaki sposób ją zabić. Zabić, by zjeść. Nauczycielka obudziła się i spłoszyła Sagawę.  
 
Druga okazja nadarzyła się dopiero w Paryżu. Zdolny Japończyk udał się tam na studia podyplomowe. Fascynowały 
go nie tylko europejskie kobiety, lecz również europejska literatura i poezja. Znalazł się w otoczeniu białych kobiet i z 
dala od trzymających go w ryzach zasad japońskiej kultury.  
 
Rozpoczął studia na Sorbonie. Tam zobaczył kobietę swoich marzeń. 25-letnia Renée Hartevelt, Holenderka 
żydowskiego pochodzenia, znała trzy języki, była inteligentna, niezależna i piękna. Zamierzała zrobić doktorat z 
literatury francuskiej. Skłócona z rodziną, która nie aprobowała jej arabskiego narzeczonego, prowadziła życie ubogiej 
studentki.  
 
Sagawa na wykładach nie mógł oderwać wzroku od jej białych ramion. Wodził wzrokiem za jej wypukłymi pośladkami, 
swoim największym fetyszem. Marzył o ostatecznym akcie uwielbienia i posiadania jej na zawsze - coraz namiętniej 
pragnął Renée zjeść.  
 
Udało mu się zbliżyć do studentki. Zgodziła się uczyć go niemieckiego. Może pomogła wysokość honorarium, jaką 
Sagawa był w stanie zaoferować dzięki hojności ojca. Może po prostu była osobą przyjazną i otwartą, bo sama 
zaznała kiedyś wykluczenia. Inni studenci zapamiętali Sagawę jako smutnego, dziwacznego samotnika bez grona 
znajomych.  
 
Między Isseiem Sagawą i piękną Renée Hartevelt nawiązała się przyjaźń. Sagawa, mężczyzna mierzący 150 cm, 
ważący 38 kg, kulawy i wyjątkowo szpetny, od dziecka wiedział, że nie ma co liczyć na zachwyt płci przeciwnej ani w 
Japonii, ani za granicą. Jednak Renée towarzyszyła mu na paryskich wystawach i koncertach, zapraszała go do domu, 
gdzie dyskutowali o życiu, malarstwie ulubionych przez oboje impresjonistów i literaturze. Pisał do niej listy miłosne. 
Nadskakiwał. Być może Renée ujęła jego inteligencja; tak twierdzi sam Sagawa. Być może w sposób 
charakterystyczny dla pięknych kobiet czerpała satysfakcję z litowania się nad kimś zadurzonym w niej i pozbawionym 
szans na wzajemność. A może zaintrygowała ją inność Sagawy i egzotyczna kultura, z której przybywał, ze swoim 
apetyte

m na białe kobiety i poezję.  

 
Dała się zabrać na tańce. Jej fizyczna bliskość sprawiała, że Sagawa nie mógł już myśleć o niczym innym. Spróbować 
jej ciała, poznać jego smak. Coraz głębiej pogrążał się w kanibalistycznych fantazjach. Zjedzenie jej ciała jawiło mu się 
nie tylko jako najwyższa rozkosz seksualna. Pożarte piękno należałoby wówczas do niego, stało się jego częścią. Nie 
byłby już wyśmiewanym najmniejszym i najbrzydszym chłopcem w klasie. Miałby w sobie siłę i urodę pięknej Renée, w 
jakiejś części stałby się nią.  
 
Kobieta przyjęła zaproszenie do mieszkania Sagawy, gdzie na jego prośbę czytała mu niemiecką poezję. Po tej 
pierwszej wizycie długo lizał fotel, na którym siedziała. Wkrótce zaprosił ją na kolację i wyraził pragnienie nagrania jej 
głosu.  
 
Renée odwiedziła go po raz kolejny 11 czerwca 1981 roku. Poprosił, żeby usiadła w fotelu i przeczytała mu utwór 
"Abend" Johannesa Beckera; włączył magnetofon. Zaszedł Renée od tyłu, wyjął przygotowany pistolet i strzelił jej w 

background image

kark. Upadła na ziemię martwa.  
 
Sagawę zdziwiła cisza, która nagle zapadła w jego mieszkaniu. Głos Renée Hartevelt umilkł i 25-letnia studentka 
znikła z tej historii, która odtąd będzie już tylko opowieścią o japońskim kanibalu i jej martwym ciele. 
 
Bez kary  
 
Sagawa szybko przest

ał wycierać krew, która płynęła z rany w szyi Renée i zastygała na podłodze. Ciało kobiety, którą 

pragnął zjeść, należało do niego. Przez kilkadziesiąt kolejnych godzin w paryskim mieszkaniu Japończyka rozgrywała 
się kanibalistyczna orgia. Smak mięsa z jej pośladka przypominał mu surowego tuńczyka, jakiego jada się w 
restauracjach serwujących sushi. Potem było już tylko coraz straszniej.  
 
Sagawa włączył magnetofon, by słyszeć głos Renée. Mówił do niej. I jadł. Na surowo, gotowane, smażone. Z 
musztardą i bez. Próbował różnych części ciała. Smakował. Robił zdjęcia zwłok i uprawiał z nimi seks. Używając 
elektrycznego noża pokawałkował najbardziej smakujące mu części i włożył do lodówki na potem. Między innymi usta 
Renée. Zmęczony zasnął w towarzystwie zwłok na swoim łóżku. Na tym poprzestańmy.  
 
Resztę tego, co zostało z Renée, pokroił w wannie. Nocą następnego dnia Sagawa spakował do dwóch walizek 
kupionych specjalnie w tym celu i wezwał taksówkę. Pojechał do Lasku Bulońskiego z zamiarem wrzucenia zwłok do 
sta

wu. Taszczący dwie walizy mężczyzna zaczął przyciągać uwagę spóźnionych przechodniów. Sagawa spanikował. 

Porzucił szczątki Renée i uciekł. Zawartością waliz zainteresowała się para obserwująca dziwne zachowanie 
Japończyka. Wkrótce policja była na jego tropie.  
 
Zanim wszystko wyszło na jaw, kanibal miał jeszcze parę chwil wolności w swoim przytulnym paryskim mieszkaniu w 
pobliżu Lasku Bulońskiego. Spędził je, zjadając zapasy z lodówki, które w miarę upływu czasu smakowały mu coraz 
bardziej. Doszedł do wniosku, że najsmaczniejsze są uda i pośladki Renée.  
 
Gdy funkcjonariusze przybyli z nakazem przeszukania, Sagawa nie próbował uciec. Nie wypierał się niczego. Tak 
jakby od początku chciał zostać złapany. Z ochotą i dbałością o szczegóły opowiedział o kanibalistycznej orgii. 
Francuski sędzia Jean-Louis Bruguie`res po długim namyśle orzekł, że Japończyk jest niepoczytalny, i nie postawiono 
go przed sądem.  
 
Skazany został na zamknięcie w zakładzie psychiatrycznym w okolicach Paryża na czas nieokreślony.  

Wszyscy 

badający Sagawę psychiatrzy podzielali opinię, że nie uda się go wyleczyć. Czas izolacji we francuskim 

szpitalu spędzał na studiowaniu książek na temat kanibalizmu i pisaniu własnej. Korespondował z japońskimi 
pisarzami i intelektualistami, między innymi z Juro Karą, barwną postacią japońskiej bohemy. W 1984 roku ojciec 
Isseia, Akira Sagawa, zdobył zgodę na ekstradycję syna do Japonii.  
 
Powitał go tłum reporterów. W błysku fleszów widać niewielkiego mężczyznę o małych dłoniach i jakby zatartej twarzy. 
Sag

awa trafił do kliniki psychiatrycznej Matsuzawa w Tokio. Japońscy psychiatrzy uznali, że można go postawić przed 

sądem. Strona francuska nie wyraziła jednak zgody na dostarczenie Japończykom potrzebnej do procesu 
dokumentacji.  
 
Do końca nie wiadomo, jak to się stało, ale po 15 miesiącach, 12 sierpnia 1986 roku, kanibal Issei Sagawa był wolnym 
człowiekiem. Dostał nawet paszport. 
 
Kanibal w świetle jupiterów  
 
Sagawa nie zaszył się na prowincji. Nie wyjechał za granicę, by zatrzeć za sobą ślady, choć lubi sobie wyskoczyć na 
wakacje. Zmienił wprawdzie nazwisko, ale nikt nie mówi na niego Shin Nakamoto i wcale nie zależy mu na 
anonimowości. Okazało się, że wielu ludzi chce słuchać jego historii, a on ma niesłychanie silne pragnienie, by ją 
opowiadać mediom. Wywiady, udział w rozrywkowych programach telewizyjnych, wyrażanie opinii na temat innych 
kanibali lokalnych i zagranicznych - 

to nie wystarczało Sagawie.  

 
Zagrał w paru filmach pornograficznych i napisał kilka powieści. Dziełko "We mgle" (1983), napisane we francuskim 
szpitalu i przedstawiające szczegóły zbrodni, jakiej dokonał w Paryżu, sprzedało się w 200 tysiącach egzemplarzy. 
Powtarza w wywiadach, że publiczność uczyniła z niego "ojca chrzestnego kanibalizmu", i wygląda na zadowolonego z 
poświęcanej mu uwagi. Mówi delikatnym, wątłym głosem i opowiada o swojej kanibalistycznej pasji tak, jakby mówił o 
hodowli drzewek bonsai albo ceremonii herbacianej. W je

dnym z materiałów filmowych, reportażu CBS zatytułowanym 

"Predators in Tokyo", pokazuje dziennikarce wnętrze swojego domu, ścianę wylepioną zdjęciami kobiet i z 
melancholijnym uśmiechem oznajmia, że jest szalony. Trudno zaprzeczyć. Kamera towarzyszy mu, gdy udaje się do 
jednego z nocnych klubów, w którym pracują blond cudzoziemki. "Jestem James Bond", przedstawia się kanibal 
Sagawa dziewczynom, które niczego nieświadome dają mu na koniec wieczoru swoje prywatne telefony. Sagawa 
chętnie użala się nad sobą. Od dziecka był taki brzydki i chorowity. Miał nóżki cienkie jak ołówki, opowiada w 
wywiadzie dla kontrowersyjnego czasopisma "Vice".  

background image

 
Kolejny wywiad? Proszę bardzo. Chętnie opowie o tym, jak jeszcze w szkole podstawowej odkrył w sobie seksualne 
pragnienie 

zjedzenia białej kobiety. Do końca liceum fantazjował, że jest to Grace Kelly.  

 
Własna strona internetowa? Chętnie. To dobra okazja, by podyskutować z fanami na temat różnych rodzajów 
kanibalizmu i przypomnieć kilka szczegółów paryskiej uczty.  
 
Zdjęcie na okładkę magazynu kulinarnego? Dlaczego nie. Issei Sagawa odkrył w sobie ogromne pokłady 
kreatywności.  
 
Nie tylko pisze powieści i felietony do tabloidów, również maluje. Na jego obrazach ukazane są białe, pełne ciała 
kobiet, głównie ich pośladki. Lubi też autoportrety. Te bohomazy cieszą się wzięciem. Znajduje jakimś cudem modelki 
chętne, by mu pozować.  
 
Sagawa-

san ma co rusz nowe pomysły. Na przykład dlaczegóż by nie miał stworzyć komiksu opartego na swoim 

"paryskim incydencie", jak nazywa zamordowanie 

Renée Hartevelt.  

 
Sagawa nie wyraża skruchy. Uczucie najbliższe temu pojawia się, gdy mówi, że zaraz po oddaniu strzału do Renée 
pomyślał o wezwaniu karetki. Uświadomił sobie, że stracił przyjaciółkę. Zaraz potem Sagawa kanibal wygrał. "Nie bądź 
głupi - powiedział sobie - marzyłeś o tym przez 32 lata i to marzenie właśnie się spełniło".  
 
Dziś twierdzi, że "paryski incydent" wyleczył go z przemocy. Nadal jednak marzy o jedzeniu pięknych kobiet. Na stare 
lata w fantazjach Sagawy pojawił się nowy motyw. Gdyby tak jakaś piękna biała kobieta zechciała zjeść jego - to 
byłaby cudowna śmierć. 
 
Globalny apetyt na kanibala  
 
Sagawa żyje na wolności, a media mają nieustanny apetyt na jego historię. Kanibal Sagawa zainspirował artystów 
większego i mniejszego formatu w Japonii i za jej granicami. Stonesi poświęcili mu utwór "To much blood". Japoński 
dramatopisarz Juro Kara opublikował "Listy od Sagawy" (1982). Rok później przyznano mu za to dzieło prestiżową 
Nagrodę Akutagawy. "Listy od Sagawy", zainspirowane "paryskim incydentem" i autentyczną wymianą listów z 
mordercą kanibalem, to pełna makabrycznego humoru postmodernistyczna opowieść o tożsamości i inności, 
Wschodzie i Zachodzie. Narrator cierpi na to, co japoński psychiatra Hiroaki Ota nazwał niedawno "syndromem 
paryskim".  
 
"Syndrom paryski" to przypadłość, która dotyka niektórych podróżujących Japończyków. Charakteryzuje ją poczucie 
wyobcowania, nieadekwatności, niezrozumienia i bycia niezrozumianym prowadzące do depresji, rozczarowania, 
nawet psychozy. Kanibal Sa

gawa nie był jedynym Japończykiem, którego dotknął "paryski syndrom". Odrzuceni, 

nieatrakcyjni i śmieszni czuli się w europejskich stolicach ludzie o wiele bardziej wybitni i pozbawieni kanibalistycznych 
skłonności, jak pisarz Natsume Soseki. Być może gdyby Sagawa nie trafił do Paryża, nigdy nie zrealizowałby swojej 
kanibalistycznej fantazji i pozostał smutnym zboczeńcem marzącym o pośladkach Grace Kelly. Bycie tam, wśród 
egzotycznych dla niego paryżan i paryżanek, przepełniło czarę goryczy i szaleństwa. Jego inność stała się jeszcze 
dotkliwsza i czuł się jak ucieleśnienie śmiesznego Japończyka z rasistowskich dowcipów.  
 
Źródeł "paryskiego syndromu" należy szukać w patologicznej, opartej na rasowych stereotypach relacji Wschodu i 
Zachodu. Ta relacja jest pr

zyczyną apetytu na kanibala i kariery Sagawy.  

 
Gdyby Sagawa zabił i zjadł Japonkę, nie zostałby celebrytą. Kanibalistyczny morderca i gwałciciel czterech 
dziewczynek Tsutomo Miyazaki, pod wieloma względami psychicznie podobny do Sagawy, został skazany na karę 
śmierci, którą wykonano mimo wątpliwości, czy jest poczytalny. Jego ojciec odmówił pomocy synowi i ze wstydu 
popełnił samobójstwo. Tak się normalnie załatwia sprawy po japońsku.  
 
Fakt, iż Issei Sagawa jest celebrytą, a nie więźniem czy pacjentem oddziału zamkniętego, to jedno z kilku 
spektakularnych potknięć systemu sprawiedliwości w kraju szczycącym się skąd-inąd jednym z najniższych 
współczynników przestępczości. Wielu Japończyków i cudzoziemców oburzyła łagodność wymiaru sprawiedliwości 
wobec gwałciciela i mordercy Jojiego Obary, który doprowadził do śmierci dwóch młodych kobiet pracujących jako 
hostessy - 

Australijki Carity Ridgeway w 1992 i Brytyjki Lucie Blackman w 2000 roku. Zastanawia tajemnicze zniknięcie 

młodzieńca imieniem Tatsuya Ichihashi, który w 2007 roku wymknął się kilku policjantom, zostawiwszy na balkonie 
swojego mieszkania zmasakrowane zwłoki Lindsay Hawker, nauczycielki angielskiego. Japońscy badacze kultury 
mówią przy tej okazji o groźnej formie nacjonalizmu i rasizmu, która polega na poczuciu braku ciągłości między 
Japończykiem a Innym. Sagawa wyraża to dosadniej w wywiadzie dla "Observera". Mówi, że Japonki nie pociągają go 
seksualnie. Japonka jest dla niego jak siostra. Bliższa relacja z nią byłaby kazirodztwem. Egzotyzacja inności, jakiej 
dokonuje Sagawa, to podobnie jak kanibalizm nie tylko japońska specjalność i działa w dwie strony. Dla Sagaway 
inność absolutną symbolizuje biała kobieta, dla zachodnich mediów Sagawa z kolei stał się ucieleśnieniem dziwnego i 
strasznego Azjaty. 

Opowieść o Sagawie w zachodnich mediach szybko bowiem przekształciła się w historię, w której 

główną rolę odgrywa rasa.  
 

background image

Issei Sagawa stał się przykładem "japońskiego mężczyzny", dziwnego, niebezpiecznego, nieobliczalnego, a nie 
patologicznym wyjątkiem, którym jest w istocie. Apetyt na kanibala rośnie. Taki jest dziwny, straszny, dziki! We 
wspomnianym dokumencie CBS "Predators in Tokyo", który poświęcony był historii Lucie Blackman, przewodnikiem 
po nocnych klubach jest Sagawa. "To przerażające - komentuje głos reportera - ale nie jest on osamotniony. Tej nocy 
inni prześladowcy ruszą na poszukiwanie młodych Australijek". Gdyby w tej historii o kanibalu udało się uporać z 
problemem zdemonizowanej rasy, pozostałoby nam jeszcze jedno równie poważne wyzwanie. Apetyt naszej globalnej 
kultury na seksualne kobiece ciało jako obiekt do skonsumowania. A wtedy trzeba by jeszcze raz i zupełnie inaczej 
opowiedzieć historię ofiary Sagawy, młodej kobiety imieniem Renée, o której nikt nie pamięta.  

Joanna Bator 

 

 

Tekst pochodzi z serwisu Wyborcza.pl - 

www.wyborcza.pl

 © Agora SA