background image

 

 
 
 
 
By jarusz55 
 
 
 

Dwa spojrzenia na człowieka 
 

W historii mamy dwa różne spojrzenia na człowieka. Widać to już od początku filozofii w koncepcjach 

Platona  i  Arystotelesa.  Według  Platona  człowiek  (dusza)  pochodzi  ze  świata  boskiego,  dlatego 
posiada w duszy 

to, co realne i idealne. Natomiast ziemska powłoka człowieka przesłania to, co realne 

i idealne. U Arystotelesa zaś człowiek jest całkiem naturalny. Człowiek jest rozumnym zwierzęciem. 

Jest bytem naturalnym, który powstał jako efekt naturalnych przemian substancjalnych. Człowiek żyje 

naturalnie, czyli działa w oparciu o swoją naturę (istotę). Poznaje w sposób naturalny (na drodze od 

zmysłów  do  rozumu).  Tworzy  wiedzę  na  podstawie  doświadczenia  zmysłowego  abstrahując  i 

uogólniając  treści  zmysłowe.  Wiedza  naukowa  (teoria)  dotyczy  istoty  i  przypadłości  rzeczy 

ujmowanych w dziesięciu kategoriach.  
 

Z  kolei  chrześcijaństwo  ukazało  nam  antropologię  biblijną,  która  również  opisywała  pochodzenie 

człowieka od Boga. Człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boże. Wiadomo, że człowiek 

na początku mógł kontaktować się nawet z Bogiem, ale w wyniku grzechu pierworodnego utracił taką 

możliwość. Do opisu człowieka w stanie upadku wykorzystywano filozofię Arystotelesa. Ale do opisu 

kontaktu z Bogiem lepiej pasował Platon. 
 

Narodziny  nowożytnej  koncepcji  wiedzy  i  nauki  spowodowało  poznawcze  rozdzielenie  koncepcji 

człowieka.  Empiryzm  na  nowo  sformułował  naturalistyczne  założenia  koncepcji  człowieka.  Człowiek 

rodzi się jako tabula rasa. A to znaczy, że cała jego wiedza jest naturalna i pochodzi z doświadczenia 

(Locke). To prowadziło  do stwierdzenia,  że rozum jest czymś naturalnym i nie  potrzebuje  zdolności 

nadprzyrodzonych. Człowiekowi nie jest potrzebna łaska i zbawienie, a to już znaczyło, że człowiek 

może się obyć bez Boga. Dlatego także później naturalistycznie nastawiony Nietzsche stwierdzi, że 

Bóg  umarł.  Ale  już  św.  Augustyn  zdając  sobie  sprawę  z  sytuacji  człowieka  upadłego  dostrzegał 

potrzebę łaski i kontaktu z Bogiem. Człowiek bez Boga traci swoje znaczenie. Człowiek pochodzi od 
Boga i do Boga zmierza. 
 

Jednak  naturalizm  uważa,  że  człowiek  jest  efektem  przemian  przyrodniczych.  Ludzka  natura 

wykształciła  się  w  przyrodzie  przy  oddziaływaniu  sił  ewolucyjnych.  Człowiek  jest  więc  bytem 

naturalnym.  Kieruje  się  wyłącznie  zdolnościami  naturalnymi.  Jednak  zdolności  naturalne  nie  są 

jednoznacznie  ukierunkowane,  lecz  stanowią  możliwość  działania  na  obie  strony.  Człowiek  poznaje 

prawdę i fałsz, ludzkie decyzje i wybory dotyczą dobra i zła. Dlatego errare humanum est. Wątpienie i 

błądzenie,  podejrzliwość i  niewiara są czymś typowo ludzkim. Człowiek musi się  zmagać  ze swoim 
tragicznym losem. 
 

Myślący rozum jest dialektyczny. Gdy rozum podejmuje myślenie, może równie dobrze coś twierdzić 

lub  zanegować.  Kartezjusz  postawił  myślenie  na  pierwszym  miejscu  i  podniósł  do  rangi  zasady  i 

początku człowieka. Hegel z kolei pokazał nam dialektykę myślenia. Wszystko to są próby odkrycia 

naturalnych zdolności rozumu. Naturalny rozum może coś potwierdzać lub zanegować. Jeśli w swoim 
rozstrzyganiu r

ozum odwoła się jedynie do danych zmysłowych, to jest skazany na tworzenie wiedzy 

empirycznej. Potwierdza jedynie to, o czym informują go zmysły, a zaprzecza temu, czego w zmysłach 

nie  ma.  Na  tej  podstawie  rozwinęła  się  nowożytna  nauka  zawężona  do  wiedzy  przyrodniczej. Ale 

początek takiemu podejściu dał Arystoteles, bo już u niego wiedza płynęła przez zmysły. 
 

Tragedią myślącego rozumu jest uzależnienie się  od  zmysłów. Jeżeli mamy  myśleć według  danych 

zmysłowych,  to  nie  możemy  uprawiać  prawdziwej  metafizyki.  Możemy  co  najwyżej  uprawiać 

metafizykę  przypadłości.  W  najlepszym  wypadku  metafizykę  substancji,  jak  Arystoteles.  Będziemy 

poznawać  byty  substancjalne  i  opisywać  je  za  pomocą  pojęć  gatunkowych  i  rodzajowych  (czyli  za 

pomocą  zakresów  pojęciowych).  Tworzenie  pojęć  w  rozumie  jest  bowiem  dostosowane  do  zakresu 
wiedzy empirycznej. 
 

background image

 

Dopiero rozum pobudzony zupełnie innym doświadczeniem może zmienić swoje myślenie. Nawet św. 

Tomasz,  który  odkrył  w  bycie  poziom  istnienia,  nie  potrafił  w  pełni  wykorzystać  tego  w  myśleniu  o 

człowieku. Znacznie lepiej szło mu z myśleniem o Bogu, ale myślenie o człowieku pozostawało nadal 

w  okowach  esencjalizmu.  Dopiero  egzystencjalizm  Kierkegaarda  wywrócił  dotychczasowe  myślenie 

do  góry  nogami.  Zanegował  wszystko,  co  do  tej  pory  było  pojęciowe  i  racjonalne.  Egzystencjalizm 

zmusił  człowieka  do  nowego  spojrzenia  na  swoją  wiarę  i  do  spojrzenia  w  głąb  siebie.  Dotarcie  do 

egzystencji człowieka stało się początkiem metafizyki osoby. W ten sposób egzystencjalizm jednym 

ruchem  odrzucił  idealizm  myślenia,  odrzucił  całą  nowożytną  metafizykę,  odrzucił  także  empiryczną 

wiedzę i naukę. Można powiedzieć, że Kierkegaard zanegował i odrzucił człowieka myślącego. Odkrył 

natomiast człowieka wierzącego i to stało się podstawa nowego rozwoju filozofii. Kierkegaard od nowa 

postawił człowieka przed nim samym. Od tej pory człowiek myślący musiał przemyśleć nie tylko swoją 

istotę i  naturę, ale przede  wszystkim swoją egzystencję, czyli swoje  istnienie.  W ten sposób doszła 

wreszcie do głosu ludzka egzystencja. Chociaż na początku tym głosem stało się milczenie, aby dalej 

zmienić się w akceptację i afirmację, czyli w wiarę i miłość. 
 

Dopiero  z  perspektywy  wielu  wieków  widzimy,  jak  trudno  jest  dojść  do  głosu  ludzkiemu  istnieniu 
(egzystencji). Mimo filozoficznego po

stulatu poznania samego siebie, człowiekowi nie przychodziło to 

wcale łatwo. A przeszkadzało mu w tym poznanie zmysłowe, dialektyczne myślenie i wolność wyboru. 

Łatwo jest wybierać spośród tego, co widać, a tak trudno jest zapragnąć tego, co niewidzialne. 
 

Człowiek  nie  może  myśleć  bez  posługiwania  się  pojęciami.  Ale  człowiek  nie  musi  wierzyć  w  swoje 

myślenie. Gdy uwierzy w swoje myślenie, wtedy straci możliwość spotkania prawdy. Wiara w myślenie 

jest  zgubą  człowieka  i  początkiem  wszystkich  błędów.  Człowiekowi  potrzebna  jest  wiara  w  prawdę 

własnej  egzystencji.  Człowiekowi  potrzebna  jest  wiara  w  swoją  osobę.  Człowiekowi  potrzebna  jest 

wreszcie  wiara  w  osobowego  Boga.  To  wiara  kontaktuje  nas  z  osobą  Boga  i  człowieka.  Musimy 

zaakceptować osobę, jej realność i prawdę. Potrzebna jest nam do tego kontemplacja. Kontemplacja 

jest doświadczeniem przez rozum człowieka osobowej prawdy. W kontemplacji mamy bezpośrednie 

oddziaływanie  na  rozum  osobowej  prawdy. W  ten  sposób  rozum  doznaje  tego,  co  osobowe.  Jakby 

ogląda  bezpośrednio  lub  unaocznia  sobie  osobową  prawdę.  Doznaje  wówczas  otwartości  samej 

prawdy  i  sam  się  otwiera  na  prawdę,  czyli  uznaje  ją  za  swoją.  Wtedy  rozum  zdobywa  i  osiąga 

osobową prawdę, i zaczyna działać w sposób osobowy. Rozum zaczyna przemawiać słowem prawdy. 

Człowiek przemawia prawdą. Wtedy rozdaje prawdę wokół siebie. Wszyscy garną się do tej prawdy. 

Tak  było  w  przypadku  Jezusa  Chrystusa.  Jezus  rozdawał  wokół  siebie  słowa  prawdy  i  dzięki  temu 

nawracał ludzi, zwłaszcza grzeszników. Potem słowo prawdy (słowo Boże) głosili Apostołowie. Dzisiaj 

czynią to kolejni słudzy Kościoła.  
 

Do myślenia w kategoriach osobowych potrzebne jest słowo prawdy, a nie wiedza pojęciowa. To wiara 

stanowi  nasze  osobowe  myślenie  (myślenie  o  osobie  ludzkiej  i  boskiej).  Osobowe  myślenie  wiarą 

stanowi  uznanie  i  akceptację  osobowej  prawdy.  Dlatego  wiara  zawsze  dąży  do  stwierdzenia  i 

potwierdzenia osobowej prawdy. W wierze nie ma więc błędu i  wątpienia. Jest w niej tylko uznanie 

osobowej  prawdy.  W  wierze  uznajemy  osobową  prawdę.  W  wierze  uznajemy  także  samą  osobę. 

Dlatego  mówimy,  że  w  wierze  wyznajemy  osobowego  Boga.  Ale  w  tej  wierze  wyznajemy  także 

osobowego  człowieka  stworzonego  na  obraz  i  podobieństwo  Boże.  Jeżeli  wiara  nie  dotyczy  osoby 

Boga i człowieka, to nie jest wiarą lecz ludzkim myśleniem. Wiara jest czymś radykalnie różnym od 

myślenia.  Nie  można  mylić  wiary  (credo)  z  myśleniem  (cogito).  Wiara  nie  jest  naszym  pojęciowym 

myśleniem o Bogu. Wiara jest wprost samym uznaniem Boga i Bożej Prawdy (Credo in Deum). Wiara 
jest wyznaniem kon

taktu z osobowym Bogiem. Jest pełną akceptacją Boskiej Osoby. Wiarę daje nam 

osobowy  Bóg.  Wiarę  daje  nam  Słowo  Boże.  Otrzymana  wiara  owocuje  w  nas  słowem  prawdy  i 
wyznaniem w nim prawdy ludzkiej i boskiej.  
 

Skoro  wiara  nie  jest  pojęciowym  myśleniem,  to  nauka jest wobec niej bezradna. Nauka nie jest w 

stanie ogarnąć aktu wiary i jej przedmiotu (właściwie osobowego podmiotu). Nauka w ogóle nie jest w 

stanie  ogarnąć  osobowego  podmiotu,  gdyż  jest  on  czymś  zupełnie  innym  niż  rzeczy  cielesne  i 

poznawane  zmysłowo.  Nauka  wypracowała  metody  badania  materialnych  przedmiotów,  ale  nie 
dysponuje metodami do badania osobowych podmiotów (czyli aktów istnienia). Psychologia, tak 

dzisiaj modna, zajęła się jedynie ludzkim myśleniem, czyli tym, jak wywołać odpowiednie myślenie o 

czymś. Sprowadza się to do manipulacji człowiekiem i jego myśleniem. Tak pojmuje się dzisiaj kulturę 

i  politykę.  Ale  prowadzą  one  do  oderwania  człowieka  od  rzeczywistości,  a  nawet  wprost  do 

zanegowania tej osobowej realności. Dlatego człowiek musi się bronić przede wszystkim przed sobą 

background image

 

samym.  Człowiek  musi  się  bronić  przed  swoim  myśleniem,  aby  myślenie  nie  zanegowało  jego 
osobowej prawdy. 
 

Jeżeli sprowadzimy człowieka do myślącego zwierzęcia, to pozbawimy go całej jego realności traktują 

go  jak  pojęcie  (treść  gatunkową).  Musimy  pamiętać,  że  nawet  jeśli  podaliśmy  zrozumiałą  definicję 

człowieka, to wcale nie znaczy, że ujęliśmy coś realnego (realny byt). W swej realności człowiek wcale 

może  nie  być  myślącym  zwierzęciem.  Może  sformułowaliśmy  jedynie  jasne  pojęcie  odpowiadające 

naszemu  poznaniu  zmysłowemu  i  myśleniu.  Może  więc  tylko  myślimy  o  człowieku  jako  myślącym 

zwierzęciu,  a  realnie  jest  on  kimś  innym.  Może  jest  kimś  zupełnie  różnym  od  zwierzęcia.  Może 

człowiek  jest  osobą  a  nie  zwierzęciem.  Jakoś  człowiek  nie  chce  żyć  w  świecie  zwierząt.  Ciekawe 
dlaczego? 
 
Stajemy zatem przed prostym wyborem – 

albo człowiek jest zwierzęciem, choćby wyjątkowym, czyli 

rozumnym i myślącym, albo człowiek jest osobą i ze zwierzętami nie ma wiele wspólnego. Te dwie 
koncepcje do

minują  we  współczesnym  świecie.  Ale  możemy  uznać,  że  przeciwstawiają  się  sobie 

radykalnie. Albo chcemy zrównać człowieka ze zwierzętami, ale wtedy nie bardzo wiadomo, co zrobić 

z  jego  myśleniem.  Albo  odkrywając  jego  osobową  godność  pragniemy  wynieść  człowieka do rangi 

osoby i obdarzyć go osobowym życiem. Najlepiej zapytajmy każdego z nas, czego pragnie dla siebie? 

Jakim człowiekiem chce być? Co chce osiągnąć? Kim chce się stać? 
 

Każdy  człowiek  chce  być  sobą.  Każdy  myśli  o  sobie.  Co  więc  człowiek  ma  ze  sobą  zrobić?  Gdzie 

może siebie odnaleźć? Jak ma dotrzeć  do swojej realności  – do siebie samego? Co może o sobie 

powiedzieć?  Jeśli  choć  raz  zadaliście  sobie  takie  pytanie,  to  znaczy,  że  potrzebujecie  filozoficznej 
odpowiedzi. Potrzebna jest wam prawdziwa metafiz

yka, czyli filozofia realności. Uprawianie filozofii nie 

jest  wcale  łatwe.  Nasze  myślenie  zastawia  na  nas  pułapki  na  każdym  kroku.  To  wcale  nie  jest 

przenośnia. Tak się dzieje we wszystkich rozważaniach filozoficznych (w obecnych także).  
 

Myślenie  nie  idzie  w  parze  z  realnością.  Myślenie  wyrasta  bowiem  z  negacji  rzeczywistości.  Aby 

człowiek mógł pomyśleć, musiał zanegować rzeczywistość (np. Boga) i powiedzieć „Nie”. Dopiero gdy 

człowiek  odrzucił  realność  i  odwrócił  się  od  niej,  wtedy  zaczął  myśleć.  Myślenie  stało  się 

wymyślaniem.  Zaczęło  wymyślać  niestworzone  rzeczy.  Dlatego  myślenie  zaczęło  panować  nad 

człowiekiem.  To  myślenie  stworzyło  świadomość,  tzn.  ludzką  jaźń.  Jaźń  („ja”  –  ego)  powstała  jako 

podmiotowość myślenia. Potem przekształciła się w świadomość. Podmiotowość myślenia jest złudą 

realności.  Jaźń  lub  świadomość  są  złudzeniem  prawdziwej  i  realnej  podmiotowości.  Podmiotowość 

myślenia  jest  wymyślona  przez  samo  myślenie.  Wymyślona  po  to,  aby  zasłonić  i  ukryć  realną 

podmiotowość  osoby.  Świadomość  nie  jest  żadną  postacią  osoby  lub  osobowości.  To  jest  jedynie 

maska  mająca  na  celu  ukrycie  prawdziwej  realności  osoby.  Świadomość  ma  zamaskować  to,  co 

naprawdę dzieje się w człowieku. 
 

A w człowieku dzieją się rzeczy wielkie i wspaniałe. Nie dotyczy to jednak świadomości lecz istnienia. 

To  w  istnieniu  kryje  się  źródło  realności.  To  w  istnieniu  zawarta  jest  realna  podmiotowość  osoby. 

Istnienie  jest  przyczyną  realności  człowieka.  Istnienie  daje  realność  całemu  człowiekowi.  Przede 

wszystkim  istnienie  daje  realność  istocie.  To  znaczy,  że  sprawia  i  urzeczywistnia  treści  i  zdolności 

istotowe.  Ponadto  istnienie  stanowi  źródło  wszelkiej  aktywności.  A  to  z  kolei  znaczy,  że  urealnia 

wszystkie akty i działania. Jedynie myślenie wymyka się sprawczej mocy istnienia. Myślenie bierze się 

bowiem z niczego. Bierze się z samej negacji rzeczywistości. Dlatego nie ma i nie musi mieć początku 

w przyczynie realności, choć dzieje się w realnej władzy rozumu. Myślenie przeciwstawia się istnieniu i 

realności  istoty.  Myślenie  chciałoby  wymyślać  całą  rzeczywistość  od  nowa,  ale  nie  jest  w  stanie. 

Myślenie  nie  jest  w  stanie  niczego  sprawić.  Może  myśleć  i  wymyślać,  ale  nic  z  tego  nie  stanie  się 
realne. 
 

Człowiek lubi coś sobie pomyśleć. Lubi o tym swoim myśleniu pogadać z innymi. Ale jak zaprząc to 

myślenie do roboty? Jak sprawić, żeby myślenie służyło człowiekowi? Wydaje się, że taką próbą jest i 

była filozofia. Filozofia powstała jako myślenie o świecie i człowieku. Miała poznawać człowieka i tym 

służyć człowiekowi. Właśnie filozofia  zamierzała  zaprząc myślenie na służbę człowiekowi. Ale kiedy 

filozofia  zwracała  się  do  samego  myślenia  (cogito  –  jak  u  Kartezjusza),  to  przestawała  służyć 

człowiekowi. Dlatego filozofii potrzebne jest poza myśleniem coś jeszcze. Platon i Sokrates wierzyli, 

że  filozofia  jest  umiłowaniem  mądrości.  Filozofia  nie  może  opierać  się  tylko  na  myśleniu.  Filozofia 

potrzebuje przede wszystkim mądrości. Ale gdzie znaleźć mądrość? 
 

background image

 

Myślenie  jest  dostępne  każdemu  człowiekowi.  Każdy  człowiek  myśli.  Ale  brakuje  nam  dzisiaj 

mądrości. Mądrość nie rodzi się bowiem z niczego jak myślenie. Mądrość wyrasta z głębi człowieka, z 

jego wnętrza, które jest osobowe. Można nawet powiedzieć, że mądrość rodzi się z istnienia. To tam 

mieszka  osobowa  prawda  i  osobowe  dobro.  Prawda  uruchamia  kontemplację,  a  dobro sumienie. 

Kontemplacja  stanowi  akceptację  osobowej  prawdy,  zaś  sumienie  jest  wezwaniem  do  afirmacji 

osobowego  dobra.  Mądrość  jest  efektem  połączenia  kontemplacji  i  sumienia.  Mądrość  jest 

połączeniem akceptacji prawdy i afirmacji dobra, dzięki czemu odnajduje osobową godność człowieka. 

Mądrość odkrywa osobową rangę ludzkiego istnienia (ludzkiej egzystencji). Mądrość odkrywa, że to 

ludzkie istnienie jest obdarzone szczególną prawdą i szczególnym dobrem (także pięknem). Mądrość 

rozpoznaje w człowieku to, co bezwzględne i absolutne – absolutną prawdę i absolutne dobro. 
 

Mądrość  trafia  i  dociera  do  wnętrza  człowieka.  Mądrość  trafia  do  ludzkiej  egzystencji  i  odkrywa  jej 

absolutną  wartość,  czyli  godność.  Mądrość  odkrywa  to,  co  najważniejsze  w  człowieku  –  osobową 

godność,  czyli  obraz  Boży.  Nie  ma  w  człowieku  nic  wspanialszego.  Jeżeli  nie  umiłujemy  mądrości, 

jeśli nie staniemy się filozofami, to nie dowiemy się o człowieku tego, co najważniejsze. Nie poznamy 

osobowej  prawdy  w  człowieku,  a  tym  samym  nie  poznamy  prawdy  o  człowieku.  Nie  zapragniemy 

osobowego  dobra  człowieka.  Nie  poczujemy  blasku  osobowego  piękna.  Będziemy  wtedy  ludzkimi 

kalekami  lub  ludźmi  niepełnowartościowymi.  Może  będziemy  tylko  jakimiś  tworami  człowieko-

podobnymi.  Będziemy  ludźmi  na  niby,  na  aby-aby,  byle  jak.  Kto  chciałby  być  wyrobem  człowieko-
podobnym jak lalka Barbie lub Supermen.  
 

Każdy człowiek liczy na to, że wymyśli dla siebie wspaniałe życie. Ale co z tego, że wymyślimy sobie 

najwspanialsze  życie  (znakomitą  pracę,  przepiękną  żonę  lub  ogromny  dom)?  Co  z  tego,  że  nawet 

dzięki  własnemu  myśleniu  to  wszystko  osiągniemy?  Jeżeli  będziemy  stale  myśleć  o  sobie  w 

znakomitej  pracy,  o  rozkoszach  z  piękną  żoną,  o  zaletach  mieszkania  w  ogromnym  domu,  to  takie 

myślenie będzie z pewnością zadowalać naszą świadomość, ale nie zmieni naszej realności. A co się 

stanie,  gdy  na  moment  przestaniemy  o  tym  myśleć? Wtedy  zniknie  znakomita  praca,  super  żona  i 

ogromny dom. Pozostanę jedynie ja sam odarty z tych wszystkich rzeczy. I wtedy nagle okaże się, że 

poza  myśleniem  o  sobie  w  tych  wszystkich  sytuacjach  nie  mam  nic.  Poza  myśleniem  nie  ma mnie 

wcale, że tracę grunt pod stopami – grunt realności. Okaże się, że muszę na nowo coś wymyślać, aby 

zapełnić swoją świadomość, swoje myślące „ja”, bo gdy przestanę myśleć, to zniknę. Jest to dramat 

człowieka myślącego. 
 

Aby  zerwać  z  myśleniem,  trzeba  się  nawrócić.  Trzeba  się  zwrócić  do  rzeczywistości  –  albo do 

realnego Boga, albo do realnego człowieka. Trzeba zaakceptować realne istnienie Boga oraz realne 

istnienie człowieka. Trzeba uwierzyć  w  Boga oraz  w  człowieka. Trzeba  wyznać istnienie  Boga oraz 

istnienie człowieka. Trzeba przyjąć słowo prawdy.  
 

Tylko  osobowa  prawda  może  wyzwolić  nas  z  kajdan  myślenia.  Wiara  i  przyjęcie  osobowej  prawdy 

mają  moc  oczyszczającą.  Oczyszczają  człowieka  z  pęt  myślenia,  z  dialektycznego  i  pojęciowego 

myślenia, z idealizmu. Oczyszczają człowieka z potoku myśli (z nieustannej bieganiny myśli). Wiara i 

prawda  pozwalają  mu  sięgnąć  głębiej  do  poziomu  istnienia  i  odkryć  mowę  serca.  Pozwalają 

człowiekowi wsłuchać się w swoje serce i jego mowę. Sięgnięcie do mowy serca jest już wkroczeniem 

w etap oświecenia. Mowa serca daje oświecenie naszemu umysłowi. Kontemplacja oświeca rozum, a 

sumienie  napełnia  (oświeca)  naszą  wolę.  Dzięki  kontemplacji  rozum  zaczyna  świecić  blaskiem 

osobowej  prawdy,  a  wola  dzięki  wezwaniu  sumienia  jaśnieje  blaskiem  osobowego  dobra.  Światłem 

rozumu jest akceptacja prawdy, czyli wiara. Światłem woli jest afirmacja dobra, czyli miłość. Wiara i 

miłość  prowadzą  już  do  zjednoczenia  z  drugą  osobą.  Prowadzą  do  zjednoczenia  z  Bogiem  lub 

człowiekiem (kobietą albo mężczyzną). Zjednoczenie z Bogiem jest celem świętości, a zjednoczenie z 

człowiekiem – kobiety z mężczyzną – jest celem moralności. 
 

Podsumujmy  nasze  rozważania.  W  filozofii  mamy  dwie  odmienne  koncepcje  człowieka.  Pierwszą 

można nazwać naturalistyczną. Pojmuje ona człowieka jako byt naturalny ukształtowany pod wpływem 

sił naturalnych  i  ewolucyjnych. W tej koncepcji poznanie człowieka sprowadza się  do  zdefiniowania 
jego natury. Klasycznym prz

ykładem  jest  tutaj  koncepcja  Arystotelesa.  Opisuje  on  człowieka  w 

odniesieniu do świata natury (przyrody). Człowiek jest zwierzęciem rozumnym (dziś powiedzielibyśmy 

myślącym).  

 

Drugą koncepcję człowieka nazwiemy personalistyczną. Człowiek jest bytem osobowym, co wyróżnia 

go  radykalnie  od  świata  zwierząt.  Człowiek  został  stworzony  przez  Boga  na  obraz  i  podobieństwo 

background image

 

Boże.  Przykładem  może  być  tutaj  koncepcja  Wojtyły  lub  Gogacza.  W  tej  koncepcji,  aby  poznać 

człowieka,  trzeba  sięgnąć  do  osobowego  istnienia.  Osoba  (osobowe  istnienie)  pochodzi  więc 

bezpośrednio  od  Boga,  a  natura  jest  następnie  przyczynowana  przez  własności  transcendentalne 
(zawarte w istnieniu). Zatem natura pochodzi od osoby i dlatego jest rozumna i wolna. Kluczem do 

poznania  człowieka  jest  więc  poznanie  osoby.  Tak  więc  podstawowym  problemem  antropologii  jest 

możliwość poznania osoby człowieka. Według Gogacza osobę możemy poznać dzięki mowie serca. 

Mowa  serca  jest  szczególnym  doświadczeniem  własności  transcendentalnych  bytu.  Mowę  serca 

tworzą kontemplacja i sumienie. Dzięki kontemplacji i sumieniu człowiek może odbierać bezpośrednie 

oddziaływanie  własności  prawdy  i  dobra.  Kontemplacja  i  sumienie  są  podstawą  mądrości.  Mądrość 

łączy doświadczenie prawdy i dobra, i ustala ich bezwzględną rangę. W ten sposób mądrość dociera 

do  godności  osobowej  człowieka,  czyli  bezwzględnej  realności  człowieka.  Mądrość  uznaje  i 

potwierdza absolutność bytu osobowego. Mądrość wyznaje absolutność Boga, ale potwierdza również 

absolutną realność człowieka.  
 

Współcześnie  dominują  różne  wersje  koncepcji  naturalistycznej.  Mieściła  się  tutaj  zarówno  filozofia 

marksistowska,  jak  też  naukowy  empiryzm  –  czy to w postaci empiryzmu angielskiego, czy to w 

postaci  pozytywizmu.  Również  współczesne  teorie  wychowania  oparte  są  na  naturalistycznej 

koncepcji  człowieka.  W  tym  wypadku  ewolucjonizm  gatunkowy  poparty  jest  lub  uzupełniany  przez 

rozwój  osobniczy  człowieka. Wszystko  to  razem  wzięte  znaczy,  że  człowiekowi  wystarczą  do  życia 

środki  naturalne.  Rozwój  człowieka  polega  na  naturalnym  kontakcie  ze  środowiskiem,  ze  światem 

przyrody.  Następuje  to  dzięki  poznaniu  zmysłowemu.  Ten  naturalny  kontakt  jest  uzupełniany  przez 

wytwory kultury. Tworzenie kultury jest także naturalną zdolnością człowieka, czyli jest zgodne z jego 

rozumną  naturą  i  jest  jej  efektem.  W  uproszczonej  wersji  przedstawia  się  to  następująco.  Kultura 

(tworzenie  kultury)  jest  działalnością  rozumu.  Działanie  rozumu  jest  funkcją  mózgu.  Z  kolei  mózg 

ludzki rozwinął się w procesie ewolucji. [Zob. J.Brockman, Nowy renesans: granice nauki, wyd.Cis – 

Związki wszak są oczywiste – sztuka, filozofia i literatura są produktem interakcji ludzkich umysłów, 

umysł  zaś  jest  wytworem  mózgu,  który  z  kolei  jest  (częściowo  przynajmniej)  produktem  ludzkiego 

genomu, czyli czegoś, co powstało w fizycznym procesie ewolucji. (za Rzeczpospolitą z 6/7 sierpnia 
2005, s.A6)] 
 

W tym sensie kultura jest jedynie przedłużeniem naturalnego rozwoju człowieka. Dlatego wychowanie 

ma za zadanie udostępnienie młodemu człowiekowi kontaktu z przyrodą i z kulturą (ze środowiskiem 

naturalnym oraz z wytworami kultury). Im lepszy i szerszy będzie ten kontakt, tym pełniejsze będzie 

wychowanie.  Można  powiedzieć,  że  wychowanie  sprowadza  się  do  uzupełnienia  natury  (człowieka) 

przez kulturę. Kultura ma być szczytem i doskonałością natury. A to już znaczy, że można sterować 

naturą przy pomocy kultury (przede wszystkim przy pomocy różnych poglądów). W ten sposób kultura 

staje  się  manipulacją  człowiekiem  i  jego  naturą.  Próbuje  się  zmienić  człowieka  za  pomocą 

proponowanych wartości kulturowych (wolności lub zniewolenia, prawa lub bezprawia, demokracji lub 
totalizmu, altruizmu lub egoizmu). 
 

Trzeba sobie zdawać sprawę, że gdy kultura zaczyna rządzić naturą, to znaczy to, że naszą naturą 

rządzi myślenie. Ludzkie myślenie jest twórcą kultury. To myślenie wyznacza trendy i mody w kulturze. 

Ale gdy myślenie zaczyna rządzić naturą, to jest to już znak, że zagrożona jest sama natura, ponieważ 

myślenie liczy się jedynie z wymogami wolności a nie realności. Myślenie pragnie bowiem oderwać się 
od 

realności  i  dąży  do  całkowitej  emancypacji,  czyli  uniezależnienia  się  od  rzeczywistości.  Na  tym 

polega wolność myślenia. 
 

Jeżeli  kultura  rządzi  naturą,  to  traci  na  tym  sam  człowiek.  Wówczas  kultura  odbiera  naturze  całą 

realność. Kultura próbuje podporządkować sobie naturę, pozbawić ją znaczenia i sama przejąć rolę 

natury (wydawać by się mogło, że lepszej natury). Takie zawłaszczenie prowadzi do zguby człowieka. 

Nie da się żyć samą kulturą. Kulturą można się co najwyżej bawić, a człowiek oczywiście lubi zabawę. 
 

Wyjściem  z  tych  problemów  wychowania  jest  personalistyczna  koncepcja  człowieka.  Ujmuje  ona 

człowieka  jako  osobę.  Człowiek  jest  przede  wszystkim  osobą.  Osoba  jest  podmiotowością  istnienia 

(Wojtyła).  Osobę  stanowi  ludzkie  istnienie  i  intelektualność  istoty  (Gogacz).  Podstawą  realności 

człowieka  jest  więc  osobowe  istnienie  (egzystencja).  To  istnienie  przejawia  się  we  własnościach 

transcendentalnych  (prawda,  dobro,  piękno).  Ludzkie  istnienie  przyczynuje  i  urzeczywistnia  istotę 

człowieka  (jego  naturę).  Istnienie  urealnia  treściowość  istoty  (władze  i  ich  zdolności)  poprzez 

własności  transcendentalne.  Prawda  przyczynuje  rozum,  dobro  wolę,  a  piękno  kształtuje  uczucia. 

Można  więc  przyjąć,  że  to  osoba  ludzka  jest  bezpośrednią  przyczyną  natury  człowieka.  To  osoba 

background image

 

kształtuje naturę nadając jest charakter rozumny i wolny. Zatem natura jest skutkiem oddziaływania 

osoby i własności osobowych. 
 

W tej sytuacji jest oczywiste, że natura powinna podlegać działaniom (aktom) osoby. Natura powinna 

przejawiać  aktywność  osoby.  Wówczas  działania  natury  nabierają  szczególnego  charakteru,  gdyż 

stają  się  działaniami  moralnymi.  To  osoba  ludzka  działa  w  sposób  moralny.  Osoba  jest  podmiotem 

moralności. Natomiast władze naturalne człowieka ujawniają i przekazują na zewnątrz czyny moralne. 

Dlatego natura powinna objawiać to, co osobowe. Aktami osobowymi są wiara, nadzieja i miłość. To 

one powinny zostać ujawnione przez rozum, uczucia i wolę. 
 

Osoba  pragnie  się  ujawnić.  Osoba  jest  otwartością  człowieka.  Jest  podmiotem  otwartym  i 
skierowan

ym na zewnątrz. Osoba jest egzystencją (ex-sistentia) skierowaną ku drugiej osobie. Osoba 

wydarza  się  (wy-darza)  i  wyraża  się  na  zewnątrz.  Osoba  przemawia  do  drugiej  osoby.  Osoba 

przemawia  w  słowie  prawdy.  Osoba  objawia  się  w  czynie  dobra  (wydarza  się,  czyli  daje  się  na 

zewnątrz).  Osoba  ujawnia  się  w  przeżyciu  piękna  (w  upodobaniu).  Te  działania  osoby  stanowią 

podstawę moralności. Nie będzie moralności bez słowa prawdy, czynu dobra i upodobania piękna.  
 

Można  więc  powiedzieć,  że  natura  powinna  się  uczyć  moralności  od  osoby.  Na  tym  właśnie  musi 

polegać  wychowanie  człowieka.  Ale  do  tego  wychowania  potrzebny  jest  kontakt  z  Bogiem.  Ludzka 

osoba ożywa bowiem i działa pod wpływem relacji z Bogiem. Nie będzie więc wychowania moralnego 

bez religijności człowieka.