background image

Syta  Andrzej - Generał Dezydery Chłapowski 1788 - 1879  
Warszawa: MON 1971  

 

Na dysk przepisał Franciszek Kwiatkowski  
Młodzie

ń

cze, zarób na krzy

Ŝ

!...”  

 
 
 
 
 

Zima 1807 roku była nad podziw łagodna i mokra. Ci

ą

gn

ą

c sznury taborów, brn

ą

c w 

błocie rozmi

ę

kłych dróg, armie Napoleona maszerowały na wschód.  

W dalszym ci

ą

gu trwała wojna z Prusami, chocia

Ŝ

 na polach pod Jen

ą

 i Auerstedt 

rozwiała si

ę

 legenda o niezwyci

ęŜ

onej armii pruskiej.  Napoleon parł naprzód. 

Zdemoralizowane błyskawicznymi kl

ę

skami pułki króla pruskiego nie przedstawiały 

ju

Ŝ

 wielkiej warto

ś

ci bojowej, ale w ich r

ę

kach pozostawały jeszcze twierdze na 

Pomorzu i w Prusach Wschodnich. Na drodze Bonapartego stan

ą

ł te

Ŝ

 nowy gro

ź

ny 

przeciwnik:  
Cesarz rosyjski Aleksander I wysłał swoje armie na pomoc pruskiemu 
sprzymierze

ń

cowi. Walki rozgorzały od nowa. Przez ponad pół roku straszliwa 

wojna przetaczała si

ę

 przez ziemie polskie. Koniec grudnia przyniósł krwawe 

zmagania pod Czarnowem, Pułtuskiem i Gołyminem. Tu Francuzi przekonali si

ę

, co 

to znaczy m

ę

stwo i nieust

ę

pliwo

ść

 rosyjskiego 

Ŝ

ołnierza. Bitwy przyniosły 

dotkliwe straty obu stronom ale jeszcze nie przes

ą

dziły o dalszych losach wojny. 

Lepiej wiodło si

ę

 Francuzom w walkach na Pomorzu, zim

ą

 i wiosn

ą

 1807 roku, nie 

tu jednak miało si

ę

 wszystko rozstrzygn

ąć

.  Trzeba było czeka

ć

 na to pół roku. 

Dopiero krwawo okupione zwyci

ę

stwa Napoleona pod Iław

ą

 Prusk

ą

 i Frydlandem, w 

lutym i w czerwcu 1807 roku, zadecydowały o jego sukcesie w tej wojnie. 7 lipca 
1807 roku w Tyl

Ŝ

y został zawarty pokój z Rosj

ą

, a 9 tego

Ŝ

 miesi

ą

ca, z Prusami. 

Jesieni

ą

 1806 roku ludno

ść

 Wielkopolski pierwsza entuzjastycznie powitała 

Napoleona na ziemiach polskich.  O

Ŝ

yły nadzieje Polaków na wskrzeszenie bytu 

Ojczyzny. Twórcy Legionów Polskich we Włoszech, generał Jan Henryk D

ą

browski i 

Józef Wybicki, skierowali do narodu polskiego płomienn

ą

 odezwe.  Wzywali pod 

sztandary Napoleona, wierzyli, 

Ŝ

e przywróci on niepodległo

ść

 krajowi. „Polacy! - 

nawoływali. - Napoleon, wielki, niezwyci

ęŜ

ony. Wchodzi w trzykro

ć

 sto tysi

ę

cy 

wojska do Polski.  Nie zgł

ę

biajmy tajemnic zamysłów, starajmy si

ę

 by

ć

 godnymi 

jego wspaniało

ś

ci... Powsta

ń

cie i przekonajcie go, i

Ŝ

 gotowi jeste

ś

cie i krew 

toczy

ć

 na odzyskanie Ojczyzny... Bro

ń

 i or

ęŜ

 z r

ą

k jego otrzymacie. A wy, 

Polacy, przymuszeni przez naszych naje

ź

d

ź

ców bi

ć

 si

ę

 za nich przeciwko własnej 

sprawie, stawajcie pod chor

ą

gwiami Ojczyzny swojej...”  

Apel ten nie pozostał bez echa. Ochotnicy spieszyli do wojska, obficie płyn

ę

ły 

dary i 

Ŝ

ywno

ść

. Formowały si

ę

 pułki, które na polu bitwy swoim m

ę

stwem i krwi

ą

 

starały si

ę

 rozwia

ć

 w

ą

tpliwo

ś

ci Napoleona wyra

Ŝ

one słowami: „Obacz

ę

, je

Ŝ

eli 

Polacy godni s

ą

 by

ć

 narodem...”  

Polskie oddziały odznaczały si

ę

 w walkach na Pomorzu zim

ą

 i wiosn

ą

 1807 roku, 

brały te

Ŝ

 udział w wielkiej i rozstrzygaj

ą

cej bitwie pod Frydlandem.  

 
 

*  

 
 
 

W pochmurny i mglisty poranek pod koniec stycznia 1807 roku wyruszył z Gniezna 
nowo sformowany 9 liniowy pułk piechoty. Nauka wojskowego rzemiosła była krótka. 
W ci

ą

gu kilku zaledwie tygodni młody 

Ŝ

ołnierz zdołał jedynie pozna

ć

 jego 

podstawowe i niezb

ę

dne arkana. Reszt

ę

 edukacji miał otrzyma

ć

 w bitwie.  

Kompanie opu

ś

ciły miasto. Umilkła muzyka pułkowa, coraz dalej w tyle pozostawały 

gnie

ź

nie

ń

skie dachy i wie

Ŝ

e. Ten i ów obejrzał si

ę

 ukradkiem za siebie, w duchu 

zapytywał: czy tu jeszcze wróc

ę

?  Padaj

ą

cy bez przerwy mokry 

ś

nieg zalepiał 

background image

oczy, utrudniaj

ą

c marsz.  Oficerowie, chc

ą

c da

ć

 przykład młodym 

Ŝ

ołnierzom, 

pozsiadali z koni i maszerowali pieszo ze swoimi kompaniami. W

ś

ród nich 

znajdował si

ę

 młody, zaledwie dziewi

ę

tnastoletni porucznik Dezydery Chłapowski. 

Wtulaj

ą

c twarz w kołnierz płaszcza, jak inni brn

ą

ł na spotkanie z nieznanym, ze 

swoim nowym losem. Czy oka

Ŝ

e si

ę

 dla niego łaskawy? Czy zdob

ę

dzie sław

ę

zabły

ś

nie m

ę

stwem, czy b

ę

dzie godny oficerskiego munduru, który z takim 

zaufaniem ofiarowała mu Ojczyzna...  
Wypadki ostatnich miesi

ę

cy mocno wryły si

ę

 w pami

ęć

 Dezyderego.  

Ich bieg jak rw

ą

cy potok ogarn

ą

ł go i poniósł ku nowemu losowi.  Skoczył w ten 

nurt z zapałem swoich dziewi

ę

tnastu lat. On to pierwszy przywiózł do Poznania 

wie

ść

 o kl

ę

sce Prus i zaj

ę

ciu Berlina przez Francuzów. Kilka dni pó

ź

niej w 

szeregach gwardii honorowej witał Napoleona. Nast

ę

pnie przebywał w orszaku 

cesarza podczas jego trzydniowego pobytu w Poznaniu.  
Pewnego razu Napoleon odbywał jedn

ą

 ze swoich ulubionych przeja

Ŝ

d

Ŝ

ek konnych. 

Nagle orszak natrafił na szeroko rozlane kału

Ŝ

e. Oficerowie rozjechali si

ę

 w 

poszukiwaniu wygodniejszej drogi. Dezydery wysun

ą

ł si

ę

 przed innych, znalazł 

suchy przesmyk i zawołał wesoło:  

- Un Polonais passe partout!* (* Polak wszędzie przechodzi!)  
 

W drodze powrotnej Napoleon rozkazał mu, aby pozostał przy nim.  Wypytywał go o 
rodzin

ę

, kraj i miejscowe stosunki. Jasne i zwi

ę

złe odpowiedzi młodzie

ń

ca 

spodobały si

ę

 cesarzowi. Gdy wrócili, kazał Dezyderemu pozosta

ć

 na obiedzie, w 

którym uczestniczył równie

Ŝ

 marszałek Berthier.  

Wspominaj

ą

c tamte wydarzenia Chłapowski nie przypuszczał, jak mocno zawa

Ŝą

 one 

na jego dalszych losach.  
Tymczasem pułk maszerował przez G

ą

saw

ę

, Bydgoszcz, 

Ś

wiecie, Gniew w stron

ę

 

Gda

ń

ska, gdzie toczyły si

ę

 walki. Pod Gniewem pułk Dezyderego doł

ą

czył do 

dywizji D

ą

browskiego. Generał dokonał tu przegl

ą

du podległych sobie oddziałów.  

Najbli

Ŝ

szy nocleg wypadł ju

Ŝ

 w bezpo

ś

redniej styczno

ś

ci z nieprzyjacielem. Nad 

Wisł

ą

 uwijały si

ę

 podjazdy pruskich huzarów.  T

ę

 noc Dezydery sp

ę

dził na 

wysuni

ę

tej placówce, grzej

ą

c si

ę

 przy niewielkim ognisku rozpalonym w dole po 

kartoflach.  
Nazajutrz pułk pomaszerował drog

ą

 wiod

ą

c

ą

 do Gda

ń

ska. Kompania wolty

Ŝ

erów szła w 

stra

Ŝ

y przedniej, dowodzonej przez Jana D

ą

browskiego, syna generała. Awangarda 

stała w Sułkowie, wsi poło

Ŝ

onej kilka kilometrów przed Tczewem.  

Wstawał pó

ź

ny, zimowy ranek 23 lutego 1807 roku. Jeszcze było ciemno, kiedy do 

Sułkowa przybył generał D

ą

browski. Otoczony oficerami, zatrzymał si

ę

 na skraju 

wsi. Adiutanci rozło

Ŝ

yli map

ę

.  

- Przed nami Tczew - odezwał się generał.  
- Niezbyt to potęŜna forteca, ale obsadzona silnie i drogę do Gdańska nam zasłania. Musimy ją 

wziąć - i to jeszcze dziś.  

 

D

ą

browski omawiał plan ataku na miasto i udzielał szczegółowych dyrektyw 

dowódcom. Chłapowski, stoj

ą

cy w gronie oficerów, z uwag

ą

 słuchał słów generała. 

Nagle dowódca zwrócił si

ę

 wprost do niego:  

- Poruczniku, zbliŜ się waćpan! Pójdziesz w przedzie ze swoją kompanią, przed domami 

przedmieścia połowę ludzi puścisz tyralierą w ogrody, a z resztą Ŝywo postąpisz w ulicę między 
domy i będziesz otwierał drogę ku bramie. Za tobą pójdą grenadiery i reszta batalionu. Czy 
dobrze zrozumiałeś rozkaz? Podołasz?  

- Tak jest, generale! Rozumiem, będę się starał!  
- Młodyś - z uśmiechem mówił Dąbrowski. - Widzę, Ŝe zapału ci nie brak. Jak słyszę, to twój 

pierwszy występ w boju, bacz więc, by ochota rozsądku w tobie nie zabiła. Pamiętaj, Ŝe nie 
swoim tylko Ŝyciem szafujesz. Ruszaj tedy, rad będę dobrze o tobie usłyszeć.  

 

Chłapowski wrócił do kompanii. Niebawem ruszył w stron

ę

 Tczewa, poprzedzany 

szwadronem ułanów. Po dwu godzinach marszu oczom 

Ŝ

ołnierzy ukazało si

ę

 miasto. 

Na przedmie

ś

ciu kr

ę

cili si

ę

 huzarzy pruscy. Ułani poprzedzaj

ą

cy kompani

ę

 

Chłapowskiego kłusem ruszyli w stron

ę

 nieprzyjaciela, rozwijaj

ą

c plutony 

background image

flankierskie. Hukn

ę

ły pierwsze strzały, wolty

Ŝ

erzy przy

ś

pieszyli kroku. Ułani w 

mig sp

ę

dzili kawaleri

ę

 prusk

ą

, a nast

ę

pnie usun

ę

li si

ę

 otwieraj

ą

c drog

ę

 

piechocie.  
Kilka krótkich rozkazów i pół kompanii rozsypało si

ę

 w tyraliery.  Reszt

ę

 

Dezydery prowadził ulic

ą

 ku Bramie Nadwi

ś

la

ń

skiej. Ale piechurzy pruscy czuwali. 

Z okien niskich domków podmiejskich, zza płotów i szop hukn

ę

ły strzały. Padli 

zabici, rozległy si

ę

 j

ę

ki rannych. Zachwiały si

ę

 i pomieszały szyki wolty

Ŝ

erów. 

Widok zabitych i cierpienia rannych wstrz

ą

sn

ę

ły młodymi 

Ŝ

ołnierzami.  Pierwszy 

raz zetkn

ę

li si

ę

 z groz

ą

 wojny. Stracił te

Ŝ

 głow

ę

 młody dowódca. Szcz

ęś

ciem była 

to tylko chwilowa depresja. Dezydery szybko otrz

ą

sn

ą

ł si

ę

 i ponownie sformował 

Ŝ

ołnierzy. Otuchy dodał mu widok nadbiegaj

ą

cej kompanii grenadierów, która 

poprzedzała reszt

ę

 pułku.  

Prusacy nie czekali na ponowne natarcie. Uciekali w kierunku bramy, 

ś

cigani 

przez wolty

Ŝ

erów którzy znów byli na czele batalionu. Piechurzy pruscy zd

ąŜ

yli 

dopa

ść

 do bramy i zatrzasn

ąć

 j

ą

 przed 

ś

cigaj

ą

cymi. Ze strzelnic w bramie, z 

okien i dachów domów stoj

ą

cych za wałem znowu sypn

ą

ł grad kul na atakuj

ą

cych.  

Galopem nadjechał zast

ę

pca dowódcy pułku, podpułkownik Sierawski, wołaj

ą

c:  

- Poruczniku! KaŜ ludziom kryć się za domy, wnet tu zajedzie armata i rozbije bramę!  
 

Wolty

Ŝ

erzy rozbiegli si

ę

 szukaj

ą

c schronienia pod 

ś

cianami domów i za płotami. 

Strzelali z ukrycia, celuj

ą

c w strzelnice i okna domów za wałem. Równie

Ŝ

 

pozostałe kompanie batalionu ukryły si

ę

 za domami.  

Obustronna strzelanina trwała z gór

ą

 pół godziny, a

Ŝ

 wreszcie p

ę

dem zajechała 

armata z obsług

ą

 francusk

ą

. Dowodził ni

ą

 stary, w

ą

saty oficer artylerii.  

Francuz zatrzymał si

ę

 w odległo

ś

ci około 150 kroków od bramy i, nie bacz

ą

c na 

kule, nie zsiadaj

ą

c z konia, spokojnie wydawał rozkazy swoim kanonierom.  

Za domem Chłapowski sformował kompani

ę

 w kolumn

ę

 szturmow

ą

.  

Ś

ciskaj

ą

c r

ę

koje

ść

 

szpady, z niecierpliwo

ś

ci

ą

 oczekiwał skutku ognia artyleryjskiego i sygnału do 

ataku.  
Za trzecim strzałem run

ę

ła brama. Francuz z flegm

ą

 zwrócił si

ę

 w siodle, 

pochylił w stron

ę

 Dezyderego i powiedział:  

- Dalej, młodzieńcze, zarób na krzyŜ, ruszaj w miasto!  
 

Chłapowski ju

Ŝ

 nie słuchał.  

- Naprzód! - wydał komendę.  
 

Wolty

Ŝ

erzy 

ś

cisn

ę

li szeregi, pochyliły si

ę

 bagnety.  

Prusacy nie wytrzymali impetu natarcia, rzucili si

ę

 do ucieczki.  

Kilku usiłuj

ą

cych stawia

ć

 opór rozniesiono na bagnetach.  

Droga do miasta była wolna...  
W potyczce pod Tczewem młody porucznik „zasłu

Ŝ

ył sobie” na czerwon

ą

 wst

ąŜ

k

ę

 

Legii Honorowej. Dobrze wypadł jego pierwszy chrzest bojowy, poznał swoj

ą

 

warto

ść

, z jeszcze wi

ę

kszym zapałem przyst

ą

pił do pełnienia dalszej słu

Ŝ

by. A 

słu

Ŝ

ba była ci

ęŜ

ka...  

Jedn

ą

, szczególnie przykr

ą

, noc z 12 na 13 marca tak wspomina Dezydery w swoich 

Pami

ę

tnikach:  

„... ju

Ŝ

 byli

ś

my si

ę

 jako tako urz

ą

dzili i ogie

ń

 rozło

Ŝ

yli, a

Ŝ

 tu przybywa 

podpułkownik Cedrowski i przynosi mi rozkaz posuni

ę

cia si

ę

 pod spalone 

przedmie

ś

cie Schotland [dzisiejsza dzielnica Gda

ń

ska Szkoty - A.S.), gdzie 

zabroniono nam ognia pali

ć

, aby si

ę

 nieprzyjacielowi nie objawi

ć

. Tam, bez 

słomy, bez ognia, cał

ą

 noc mokr

ą

 przep

ę

dziłem, drepc

ą

c dla rozgrzania si

ę

 po 

ś

niegu z błotem przemieszanym. Blisko bardzo od placówki czaty popostawiałem, bo 

noc była ciemna. Cała kompania istotnie stała na czatach, bo si

ę

 

Ŝ

aden z nas nie 

poło

Ŝ

ył. Nie pami

ę

tam przykrzejszej nocy w ci

ą

gu tej wojny. Nad ranem dopiero 

Ŝ

ołnierze ze spalonego przedmie

ś

cia kilka tarcic przynie

ś

li, na których kolejno 

z Gorze

ń

skim spocz

ę

li

ś

my, bo na ziemi nie mo

Ŝ

na było si

ę

 poło

Ŝ

y

ć

 - wsz

ę

dzie było 

na pół łokcia błota z 

ś

niegiem. Tej nocy nigdy nie zapomn

ę

, bardzo dług

ą

 mi si

ę

 

zdawała i dlatego obszernie j

ą

 opisuj

ę

, a

Ŝ

eby młodzi 

Ŝ

ołnierze wiedzieli, co na 

wojnie ich czeka: nie tylko kula, ale niewygody, na które trzeba by

ć

 

przygotowanym.  Kole

Ŝ

e

ń

stwo zreszt

ą

 takie cierpienia zmniejsza...”  

background image

P

ę

dz

ą

c przed sob

ą

 nieprzyjaciela, w ci

ą

głych potyczkach na płaskich, podmokłych 

polach 

Ŝ

uławskich wojska francuskie i polskie ci

ą

gn

ę

ły pod Gda

ń

sk.  

W połowie marca 1807 roku rozpocz

ę

ło si

ę

 obl

ęŜ

enie Gda

ń

ska. Pułk Chłapowskiego 

osłaniał francuskich saperów prowadz

ą

cych podkopy do twierdzy i odpierał wypady 

obl

ęŜ

onych. W ci

ą

gu dnia trzeba było sta

ć

 w pogotowiu, cz

ę

sto w zasi

ę

gu ognia 

działowego, a tak

Ŝ

e pomaga

ć

 saperom przy pracach obl

ęŜ

niczych. Szczególnie 

ci

ęŜ

kie były jednak noce, kiedy to nieprzyjaciel wypadał z fortecy, staraj

ą

c si

ę

 

zniszczy

ć

 wykonane podczas dnia prace. W ciemno

ś

ci dochodziło wtedy do 

zaciekłych star

ć

, w których obok bagnetów i szabel w ruch szły łopaty, kilofy, a 

cz

ę

sto pi

ęś

ci i no

Ŝ

e.  

U schyłku nocy 26 marca kompania Chłapowskiego jak zwykle obejmowała słu

Ŝ

b

ę

 przy 

podkopie. 

ś

ołnierze składali w rowie tornistry, rozmieszczali si

ę

 na 

stanowiskach. Było jeszcze ciemno...  
Nagle z lewej strony, ze stanowisk, które powinni byli zajmowa

ć

 

Ŝ

ołnierze 

bade

ń

skiego korpusu posiłkowego, sypn

ą

ł grad kul. Od 

ś

niegu odbijały sylwetki 

tyralierów pruskich, biegn

ą

cych w stron

ę

 podkopu, a nowa salwa hukn

ę

ła z tyłu 

naszej kompanii.  
Chłapowski zrozumiał, 

Ŝ

e jeszcze moment, a b

ę

dzie otoczony.  Widocznie 

Bade

ń

czycy dali si

ę

 podej

ść

 i bez wystrzału zło

Ŝ

yli bro

ń

... Pozostała jedyna 

droga w prawo cofa

ć

 si

ę

 ku swoim kompaniom odwodowym, stoj

ą

cym kilkaset metrów z 

tyłu. Te zreszt

ą

 te

Ŝ

 ju

Ŝ

 wchodziły do boju, odpieraj

ą

c piechurów pruskich 

otaczaj

ą

cych kompani

ę

 Dezyderego. Nadjechał major Malczewski, dowódca kompanii 

odwodowych, który rozkazał Chłapowskiemu rozwin

ąć

 swoich 

Ŝ

ołnierzy w tyralier

ę

pod osłon

ą

 ich ognia wszyscy wycofywali si

ę

 dalej, ku swoim. Okazało si

ę

 bowiem, 

Ŝ

e nieprzyjaciel wyprowadził z twierdzy znaczne siły, tak jakby zamierzał toczy

ć

 

bitw

ę

 w polu.  

W blasku wstaj

ą

cego dnia mo

Ŝ

na było zobaczy

ć

 kolumny piechoty i rozwijaj

ą

ce si

ę

 

szwadrony jazdy. Widz

ą

c szykuj

ą

c

ą

 si

ę

 do ataku kawaleri

ę

 Chłapowski zwin

ą

ł 

tyralierów, rozkazał podporucznikowi wycofywa

ć

 kompani

ę

, sam za

ś

 z dziesi

ę

cioma 

lud

ź

mi osłaniał odwrót.  Wtedy to z boku do szar

Ŝ

y lini

ą

 ruszyły dwa szwadrony 

pruskich dragonów.  
Grzmot kopyt rozp

ę

dzonych koni, błysk uniesionych szabel i ju

Ŝ

 szwadron 

przeleciał pomi

ę

dzy rozbiegaj

ą

cymi si

ę

 tyralierami Chłapowskiego, który pop

ę

dził 

ku cofaj

ą

cej si

ę

 kompanii.  

Dezydery pami

ę

tał tylko, 

Ŝ

e nagle znalazł si

ę

 pomi

ę

dzy dwoma ko

ń

mi, potem cios i 

stracił przytomno

ść

. Ockn

ą

ł si

ę

 na ziemi, spostrzegł, 

Ŝ

e jest otoczony przez 

kilku kozaków. Był w niewoli.  Cios, który pozbawił go przytomno

ś

ci, nie był 

gro

ź

ny. Widocznie dragonowi w momencie uderzenia zwin

ę

ła si

ę

 w r

ę

ce szabla, 

waln

ą

ł wi

ę

c płazem - mocno, ale nieszkodliwie.  

Wkrótce zjawił si

ę

 oficer rosyjski, który pomógł Dezyderemu wsta

ć

, a nast

ę

pnie 

polecił jednemu z kozaków zsi

ąść

 z konia i wsadzi

ć

 na siodło niepewnie stoj

ą

cego 

na nogach je

ń

ca. Chłapowski wraz z kilkoma innymi 

Ŝ

ołnierzami wzi

ę

tymi do 

niewoli został odprowadzony do twierdzy.  
Tu pierwszy raz spotkał go dowód wielkiej pami

ę

ci i łaski cesarza Napoleona. Na 

wie

ść

 o wzi

ę

ciu do niewoli młodego porucznika osobi

ś

cie wstawił si

ę

 on za jego 

uwolnieniem. „

ś

ywi

ę

 szczególniejsze zainteresowanie dla tego młodego człowieka” 

- pisał cesarz 1 kwietnia 1807 roku do dowódcy korpusu obl

ęŜ

niczego, marszałka 

Francji Lefebre’a. Nakazywał niezwłoczne poczynienie odpowiednich kroków w celu 
uzyskania wymiany Chłapowskiego.  
Niestety, interwencja cesarska była spó

ź

niona. Par

ę

 dni wcze

ś

niej Chłapowski 

wraz z innymi je

ń

cami został załadowany na statek i wysłany najpierw do 

Kłajpedy, a potem do Rygi.  
Niewola nie trwała jednak długo. Po kilku miesi

ą

cach warunki pokoju w Tyl

Ŝ

przywróciły wolno

ść

 je

ń

com. Chłapowski mógł powróci

ć

 do kraju. Jechał przez 

Wilno, w którym zabawił kilka dni poznaj

ą

c miasto i okolic

ę

. Jeszcze wtedy nie 

wiedział, 

Ŝ

e poczynione tu obserwacje przydadz

ą

 si

ę

 mu w najwa

Ŝ

niejszej i 

równocze

ś

nie - najci

ęŜ

szej chwili jego 

Ŝ

ycia.  

Po przyje

ź

dzie do Warszawy natychmiast powrócił do słu

Ŝ

by.  Otrzymał awans na 

kapitana, Krzy

Ŝ

 Orderu Virtuti Militari i nominacj

ę

 na adiutanta generalnego III 

legionu. Słu

Ŝ

b

ę

 adiutanck

ą

 miał pełni

ć

 przy boku generała D

ą

browskiego. 

Otwierała si

ę

 przed nim szeroka kariera wojskowa.  

background image

Nie dane mu jednak było długo słu

Ŝ

y

ć

 w armii Ksi

ę

stwa Warszawskiego. Napoleon 

pami

ę

tał o tym „małym Polaku, który wsz

ę

dzie przejdzie” i specjalnym rozkazem 

powołał Chłapowskiego do Pary

Ŝ

a, mianuj

ą

c go swoim oficerem ordynansowym.  

 
 
 
 

Adiutant Jego Cesarskiej Mo

ś

ci  

 
 
 
 

Hucznie i gwarnie toczyło si

ę

 

Ŝ

ycie na cesarskim dworze w Pary

Ŝ

u.  Wci

ą

gn

ę

ło ono 

te

Ŝ

 od razu nowo mianowanego adiutanta, ciesz

ą

cego si

ę

 szczególn

ą

 łask

ą

 cesarza. 

Młody Polak szybko zyskał sobie popularno

ść

 w kr

ę

gach dworskich. Przystojny, 

inteligentny młodzieniec o nienagannych manierach, mimo pewnej wyniosło

ś

ci w 

sposobie bycia, był przyjmowany 

Ŝ

yczliwie w kr

ę

gach towarzyskich, szczególnie w 

otoczeniu cesarzowej.  
Niedługo jednak mógł Dezydery korzysta

ć

 z dworskich uciech, które, nawiasem 

mówi

ą

c, nie bardzo go poci

ą

gały. Adiutant cesarza musiał du

Ŝ

o umie

ć

, wi

ę

cej ni

Ŝ

 

przeci

ę

tny oficer, dlatego te

Ŝ

 trzeba było si

ę

 uczy

ć

. Chłapowski z zapałem 

przyst

ą

pił do studiów w paryskiej szkole politechnicznej, uzupełniaj

ą

c braki w 

swoim ogólnym wykształceniu.  
W tych dniach wyt

ęŜ

onej pracy znalazł przecie

Ŝ

 Dezydery czas, by odwiedzi

ć

 

legendarnego ju

Ŝ

 bohatera powstania 1794 roku, Tadeusza Ko

ś

ciuszk

ę

, dla którego 

Ŝ

ywił gł

ę

boki szacunek i podziw. Naczelnik przyj

ą

ł go w cichej miejscowo

ś

ci 

Berville pod Pary

Ŝ

em, gdzie zajmował niewielki dom z ogrodem.  

Ko

ś

ciuszko, ubrany w skromny strój francuskiego wie

ś

niaka, w momencie przybycia 

Chłapowskiego zajmował si

ę

 ulubion

ą

 prac

ą

 w ogrodzie. 

ś

yczliwie powitał młodego 

oficera, wypytywał go o przebieg słu

Ŝ

by, dalsze plany, dzielił si

ę

 swoimi 

pogl

ą

dami na panuj

ą

c

ą

 sytuacj

ę

 polityczn

ą

.  

- Dobrze, Ŝe słuŜysz, Ŝe się uczysz. Przy boku cesarza moŜesz zdobyć wiele wiadomości i 

doświadczenia... To wielki człowiek i wielki wojownik. Pamiętaj jednak, Ŝe dla nas, dla Polski, 
nic on nie zrobi. On myśli tylko o sobie...  

 

Słowa te gł

ę

boko wryły si

ę

 w pami

ęć

 Dezyderego. Kto wie, czy pó

ź

niej nie 

przes

ą

dziły o jego decyzjach.  

Tymczasem Napoleon opu

ś

cił Pary

Ŝ

, udaj

ą

c si

ę

 wiosn

ą

 1808 roku do Bajonny. Cesarz 

Francuzów obrócił oczy za Pireneje, si

ę

gn

ą

ł po Hiszpani

ę

. Min

ę

ły ju

Ŝ

 dni 

ś

wietno

ś

ci hiszpa

ń

skiego królestwa. Tron Bourbonów, prze

Ŝ

arty demoralizacj

ą

chwiał si

ę

 w posadach. Trwały walki i rozgrywki mi

ę

dzy królem Karolem i synem 

ksi

ę

ciem Ferdynandem, a krajem faktycznie rz

ą

dzili wszechwładni faworyci.  Lud 

burzył si

ę

, szlachta i arystokracja spiskowały, dziel

ą

c si

ę

 na frakcje i 

stronnictwa. Na dworze mno

Ŝ

yły si

ę

 spiski i intrygi, krajem wstrz

ą

sały 

powstania. I wtedy zawisła nad Hiszpani

ą

 ci

ęŜ

ka dło

ń

 Bonapartego. Zapadł wyrok 

na ostatni w Europie tron Bourbonów. Pierwszym posuni

ę

ciem było wyrwanie 

Hiszpanii spod wpływów brytyjskich i narzucenie jej francuskiej przyja

ź

ni. Dla 

jej zabezpieczenia wci

ąŜ

 nowe oddziały francuskie rozlewały si

ę

 po Półwyspie 

Pirenejskim, pocz

ą

tkowo 

Ŝ

yczliwie witane przez ludno

ść

.  Niosły przecie

Ŝ

 z sob

ą

 

tyle nowych i post

ę

powych haseł, obcych dot

ą

d hiszpa

ń

skiemu ludowi, sp

ę

tanemu 

ponurymi tradycjami inkwizycji. Kiedy jednak wchodziło ich coraz wi

ę

cej, gdy 

ofiar

ą

 zacz

ę

ły pada

ć

 kolejne twierdze, z oczu Hiszpanów opadła zasłona.  Stało 

si

ę

 jasne, 

Ŝ

e za t

ą

 przyja

ź

ni

ą

 kryje si

ę

 twarda zale

Ŝ

no

ść

, narzucona dumnemu 

królestwu przez europejskiego mocarza.  
W kraju zatliły si

ę

 ogniska wojny przeciwko obcej przemocy. Kiedy Napoleon 

brutalnie pozbawił tronu hiszpa

ń

sk

ą

 rodzin

ę

 królewsk

ą

, a do Madrytu wprowadził 

background image

swojego brata Józefa, ten 

Ŝ

ar przerodził si

ę

 w płomie

ń

. Lud hiszpa

ń

ski chwycił 

za bro

ń

...  

Te kolejne wydarzenia przerwały nauk

ę

 Chłapowskiego. Napoleon chciał mie

ć

 przy 

sobie swojego adiutanta i wezwał go do Bajonny.  Tu wypadło mu spełni

ć

 pierwsze 

zlecenie cesarza. Miał zawie

źć

 pilny rozkaz marszałkowi Muratowi, który 

stacjonował w Madrycie.  Do celu winien dotrze

ć

 trzeciego dnia, licz

ą

c od chwili 

wyjazdu z Bajonny.  
Dezydery ruszył w drog

ę

. Nie zatrzymuj

ą

c si

ę

 po drodze na dłu

Ŝ

ej, tyle tylko, 

ile trzeba było na zmian

ę

 koni, p

ę

dz

ą

c szale

ń

czo dzie

ń

 i noc, stan

ą

ł na miejscu 

przeznaczenia wcze

ś

niej, ni

Ŝ

 mu kazano. U marszałka meldował si

ę

 w opłakanym 

stanie, który tak okre

ś

la w Pami

ę

tnikach: „...prowadzi

ć

 mnie musiano do 

marszałka, bom si

ę

 na nogach utrzyma

ć

 nie mógł; miałem gor

ą

czk

ę

 w całym ciele, 

zdawało mi si

ę

Ŝ

e si

ę

 głowa karku nie trzyma, ale my

ś

l była wyra

ź

na i bardzo 

przytomna...”  

Ś

wietnie wywi

ą

zał si

ę

 z postawionego zadania i odt

ą

d, po tej pierwszej próbie, 

był u

Ŝ

ywany do najtrudniejszych i najpilniejszych polece

ń

.  

Koniec lata i jesie

ń

 1808 roku Chłapowski sp

ę

dził u boku cesarza w Pary

Ŝ

u. 

Otoczony nimbem cesarskiej łaski, zwany „cherubinkiem” w

ś

ród dam dworu 

cesarzowej, potrafił jednak zachowa

ć

 całkowit

ą

 godno

ść

; nigdy nie nabrał cech i 

manier dworaka. Obce mu były intrygi i zawi

ś

ci tego kapi

ą

cego złotem tłumu, 

wypełniaj

ą

cego codziennie sale pałacu w Tuileries, chocia

Ŝ

 niejeden zabiegał o 

wzgl

ę

dy faworyzowanego adiutanta.  

Tymczasem na mozolnie wznoszonym przez Napoleona gmachu pot

ę

gi francuskiej 

zaznaczyły si

ę

 rysy. W krajach podporz

ą

dkowanych tu i ówdzie powstawały punkty 

zapalne. Prusy skrycie przygotowywały powstanie, płon

ę

ła Hiszpania, zaczynała 

podnosi

ć

 głow

ę

 pokonana Austria.  

Napoleon zareagował natychmiast. Prusy obło

Ŝ

ył now

ą

 kontrybucj

ą

 i zaostrzył tam 

system okupacyjny, a Austri

ę

 szachował staraniem o wzmocnienie przymierza z 

Rosj

ą

. W tym te

Ŝ

 celu udał si

ę

 Bonaparte w ko

ń

cu wrze

ś

nia 1808 roku do Erfurtu 

na spotkanie z cesarzem Rosji Aleksandrem I.  
W ci

ą

gu kilkunastu dni władcy dwu pot

ę

g demonstrowali swoj

ą

 przyja

źń

. Pojawiali 

si

ę

 razem na balach, polowaniach i w teatrze, ostentacyjnie wymieniali u

ś

ciski i 

pocałunki. Spotkania te tak scharakteryzował jeden z historyków tych czasów: 
„Chodziło o to, 

Ŝ

eby wszystkie przejawy czuło

ś

ci odbyły si

ę

 publicznie. Dla 

Napoleona te pocałunki utraciłyby cał

ą

 słodycz, gdyby wie

ść

 o nich nie dotarła 

do Austriaków, a dla Aleksandra, gdyby nie mieli si

ę

 o nich dowiedzie

ć

 Turcy”.  

Mimo tych demonstracji serdeczno

ś

ci Napoleon nie uzyskał w Erfurcie tego, co 

zamierzał. Aleksander nie dał zapewnienia, 

Ŝ

e wyst

ą

pi zbrojnie po stronie 

Francji, gdyby musiała ona prowadzi

ć

 wojn

ę

 z Austri

ą

. Była to zapowied

ź

 

rysuj

ą

cego si

ę

 konfliktu rosyjsko-francuskiego.  

Chłapowski towarzyszył cesarzowi w jego podró

Ŝ

y do Erfurtu i dzi

ę

ki temu mógł 

by

ć

 

ś

wiadkiem tego historycznego spotkania.  Niestety, ten epizod ze swojego 

Ŝ

ycia bardzo sk

ą

po opisał w Pami

ę

tnikach, podobnie zreszt

ą

 jak i te, które 

odnosiły si

ę

 do chwil sp

ę

dzonych na dworze. Dowodzi to, 

Ŝ

e sprawy 

ś

ci

ś

le 

wojskowe zawsze pozostawały w centrum jego zainteresowania.  
W pami

ę

ci Dezyderego pozostał jednak fakt spotkania w Erfurcie z wielkim 

ksi

ę

ciem Konstantym, który swoj

ą

 oryginaln

ą

 osobowo

ś

ci

ą

 wywarł du

Ŝ

e wra

Ŝ

enie na 

młodym adiutancie. Wtedy, w Erfurcie, nawet nie przypuszczał, 

Ŝ

e ten człowiek po 

latach zostanie jego szwagrem.  

 
 

*  

 
 
 

Gro

ź

ny rozwój wypadków w Hiszpanii powołał tam Napoleona w listopadzie 1808 

roku. Wraz z cesarzem znalazł si

ę

 tam tak

Ŝ

e Chłapowski. Cz

ę

sto musiał je

ź

dzi

ć

 z 

rozkazami do ró

Ŝ

nych korpusów i oddziałów francuskich. Podró

Ŝ

e te, cz

ę

sto 

samotne, nie nale

Ŝ

ały do przyjemnych. W kraju ogarni

ę

tym po

Ŝ

arem szczególnie 

okrutnej wojny, gdzie drogi roiły si

ę

 od fanatycznych partyzantów, 

background image

niebezpiecze

ń

stwo było olbrzymie. Niewoli nie było. Dostanie si

ę

 

Ŝ

ywcem w r

ę

ce 

Hiszpanów to 

ś

mier

ć

, cz

ę

sto po długich i wyrafinowanych torturach. Chłapowski 

szcz

ęś

liwie jednak unikn

ą

ł losu wielu kurierów francuskich, chocia

Ŝ

 nieraz 

musiał szabl

ą

 torowa

ć

 sobie drog

ę

, a cz

ę

sto tylko szybko

ś

ci konia zawdzi

ę

czał 

ocalenie.  
Uczestnicz

ą

c od pocz

ą

tku w wypadkach hiszpa

ń

skich Chłapowski nie patrzył 

bezkrytycznie na rol

ę

, jak

ą

 odgrywał w nich Napoleon.  Cenił Hiszpanów, widział 

i rozumiał cel ich walki, mimo 

Ŝ

e słu

Ŝ

ył przeciwko nim.  

W styczniu 1809 roku, kiedy za plecami przebywaj

ą

cego w Hiszpanii Napoleona 

przygotowywała si

ę

 pi

ą

ta koalicja, Chłapowski otrzymał kolejn

ą

 wa

Ŝ

n

ą

 misj

ę

Cesarz, baczny na wypadki europejskie, z Valladolidu w Hiszpanii wysłał 
Chłapowskiego do Warszawy, polecaj

ą

c mu: „...zabawi

ć

 w Warszawie dni osiem, 

obaczy

ć

 wszystko, co si

ę

 tam dzieje, jaki duch panuje w Ksi

ę

stwie Warszawskim, 

co si

ę

 mówi i czyni w Galicji”.  

Podró

Ŝ

uj

ą

c dniem i noc

ą

, dziewi

ę

tnastego dnia Dezydery stan

ą

ł w Warszawie. 

Zatrzymał si

ę

 tu siedem dni: Zebrał potrzebne wiadomo

ś

ci, głównie dokładne dane 

o dyslokacji wojsk austriackich w Galicji, i ruszył w drog

ę

 powrotn

ą

. Cesarz, 

którego spotkał w Pary

Ŝ

u, i tym razem mógł by

ć

 zadowolony ze swojego adiutanta.  

Interesuj

ą

ce go informacje otrzymał w dokładnym raporcie.  

B

ę

d

ą

c w Warszawie Chłapowski wiele uwagi po

ś

wi

ę

cił armii Ksi

ę

stwa Warszawskiego. 

Starał si

ę

 zaobserwowa

ć

 jej wyszkolenie i oceni

ć

 warto

ś

ci bojowe. Z rado

ś

ci

ą

 i 

dum

ą

 stwierdził, 

Ŝ

e ta niewielka liczebnie armia jest o

Ŝ

ywiona wspaniałym 

duchem, równocze

ś

nie jednak dostrzegał tak

Ŝ

e mankamenty. Ubolewał nad brakiem 

kadry oficerskiej, widział te

Ŝ

 słabo

ść

 ekonomiczn

ą

 wyczerpanego kraju.  

Tak zanotował poczynione wówczas spostrze

Ŝ

enia: „...Przyjemnego bardzo doznałem 

uczucia w Warszawie. Poznałem si

ę

 ze wszystkimi prawie naszymi oficerami 

starszymi. Wprawdzie wojsko nasze było jeszcze w formacji, ale dzielny duch 
o

Ŝ

ywiał wszystko. Zna

ć

 jednak było we wszystkich regimentach brak oficerów 

do

ś

wiadczonych i wielka zachodziła ró

Ŝ

nica mi

ę

dzy temi nowemi pułkami a gwardi

ą

 

polsk

ą

 i Legi

ą

 Nadwi

ś

la

ń

sk

ą

, które dopiero co w Hiszpanii widziałem i cz

ę

sto z 

niemi przebywałem. Gwardia miała prócz pułkownika Krasi

ń

skiego cały sztab 

zło

Ŝ

ony ze starych oficerów i na wzór starych regimentów gwardii wkrótce si

ę

 

wykształciła.  Legia Nadwi

ś

la

ń

ska miała starych oficerów jeszcze z Legii 

Włoskiej D

ą

browskiego i Nadre

ń

skiej Legii Kniaziewicza. Prawie wszyscy 

podoficerowie jeszcze w niej byli starzy, wi

ę

c słu

Ŝ

ba szła spokojnie, powa

Ŝ

nie i 

regularnie.  
Nie tak było w wojsku Ksi

ę

stwa Warszawskiego. Piechota wprawdzie doskonała. 

Jazda potrzebowała jeszcze wyrobienia. Poniewa

Ŝ

 manewry dotychczasowego 

regulaminu nie do

ść

 szybkie, miał by

ć

 nowy regulamin wydany. Artyleria ma mało 

oficerów wykształconych, ale 

Ŝ

ołnierz dosy

ć

 wyrobiony. Cała armia miała postaw

ę

 

bardzo dobr

ą

 i duch dobry; 

Ŝ

ywo

ść

, wesoło

ść

 i zaufanie rokowały najlepsz

ą

 

nadziej

ę

. Zreszt

ą

 wojska polskiego w Ksi

ę

stwie stało niewiele, bo trzymało 

garnizony w Gda

ń

sku, Szczecinie. Kistrzynie [Kostrzynie - A.S.). pieni

ą

dze 

wysyłane do tych garnizonów nie wracały do kraju:  
Tote

Ŝ

 stan finansowy niepokoił ludzi powa

Ŝ

nych. Pieni

ą

dze na wszystkie potrzeby 

wychodziły z kraju, bo nie było w nim fabryk ani manufaktur. A jedyny dochód był 
za zbo

Ŝ

e, którego sprzeda

ć

 nie było mo

Ŝ

na.  

Podatki były nad siły kraju. Urz

ę

dników zdolnych mało, bo Prusacy Polaków nie 

przypuszczali. A liczba zbyt wielka absorbowała dochody...”  

 
 

*  

 
 
 

Tymczasem w Europie zachodniej i 

ś

rodkowej znów grzmiały działa.  Wojna z 

Austri

ą

 wybuchła wcze

ś

niej, ni

Ŝ

 si

ę

 tego spodziewano. 9 kwietnia 1809 roku 

rozpocz

ę

ły si

ę

 działania austriacko-francuskie w Bawarii, 14 kwietnia pot

ęŜ

ny 

korpus austriacki wkroczył do Ksi

ę

stwa Warszawskiego.  

background image

Chłapowski znów towarzyszył Napoleonowi w drodze na pole walki. W Bawarii, pod 
miejscowo

ś

ci

ą

 Ingolstadt, nast

ą

piło spotkanie cesarza z 

Ŝ

ołnierzami. T

ę

 ciekaw

ą

 

i bardzo barwn

ą

 scen

ę

, charakterystyczn

ą

 dla epoki napoleo

ń

skiej, opisuje 

dokładnie Chłapowski:  
„...Cesarz na otwartem polu zsiadł z konia i ogie

ń

 kazał rozpali

ć

, ju

Ŝ

 bowiem 

dzie

ń

 si

ę

 ko

ń

czył. Nadeszła dywizja Davousta [Davouta] i kolumnami 

przemaszerowywała tu

Ŝ

 przed cesarzem. 

ś

ołnierze, poznawszy go, a my

ś

leli, 

Ŝ

e był 

jeszcze w Hiszpanii, takie pocz

ę

li roznosi

ć

 wiwaty, jakich jeszcze nie 

słyszałem. W tej

Ŝ

e chwili kilkunastu kirasjerów przeprowadzało z drugiej strony 

cesarza cał

ą

 kolumn

ę

 niewolników, których nad wieczorem zabrano. Dostał si

ę

 do 

niewoli pułkownik sztabu generalnego, którego przywiedziono przed cesarza. 
Cesarz kazał mu usi

ąść

 przy stole i zacz

ą

ł wypytywa

ć

 o stanowisko i sił

ę

 

korpusów austriackich. Odpowiadał z pocz

ą

tku, ale potem rzekł, 

Ŝ

e nie mo

Ŝ

na 

Ŝą

da

ć

, aby oficer sztabowy informował nieprzyjaciela. „Nie obawiaj si

ę

 pan - 

rzecze cesarz - wiem i tak wszystko”, i zacz

ą

ł szybko, z najwi

ę

ksz

ą

 dokładno

ś

ci

ą

 

wymienia

ć

 stanowiska korpusów i pułków. Zdziwiony Austriak, 

Ŝ

e oficer na 

forpocztach tak informowany, rzekł: „Z kim mam honor?” Na to cesarz podniósł si

ę

 

troch

ę

, uchylił kapelusza i rzekł: „Monsieur Bonaparte”. W czasie tej rozmowy 

piechota francuska tak gło

ś

ne okrzyki wydawała. Pi

ę

kny to był obraz...”  

Cał

ą

 t

ę

 kampani

ę

 Dezydery odbył u boku Napoleona, ale tu miał równie

Ŝ

 okazj

ę

 

bezpo

ś

rednio dowodzi

ć

 na polu bitwy. W bitwie pod Eckmhl prowadził do szar

Ŝ

szwadrony francuskich strzelców konnych. Tego dnia był zaliczony do grona 
najwaleczniejszych.  
Uczestniczył równie

Ŝ

 w krwawych bojach pod Aspern i Essling, był te

Ŝ

 

ś

wiadkiem 

ś

wietnego zwyci

ę

stwa pod Wagram. Tu wła

ś

nie, w ogniu bitwy wagramskiej, prze

Ŝ

ył 

Chłapowski osobliw

ą

 przygod

ę

. Stoj

ą

c z uniesionym kapeluszem słuchał wła

ś

nie 

kolejnego rozkazu cesarza, gdy nadlatuj

ą

ca kula armatnia wyrwała mu go z r

ę

ki. 

Dezydery opu

ś

cił r

ę

k

ę

 i nie zmieniaj

ą

c postawy spokojnie patrzył w twarz 

cesarza. Napoleon u

ś

miechn

ą

ł si

ę

, zadowolony, 

Ŝ

e jego ulubiony „Klaposki” umie 

zachowa

ć

 zimn

ą

 krew.  

- Dobrze, Ŝeś nie wyŜszy - wtrącił, po czym dokończył rozpoczęty rozkaz.  
 

Zwyci

ę

stwo Napoleona pod Wagram zmusiło Austri

ę

 do zawarcia zawieszenia broni, a 

ź

niej do podpisania traktatu pokojowego.  Zdawało si

ę

, i

Ŝ

 nad Europ

ą

 ucichnie 

burza, 

Ŝ

e wreszcie na trwałe zapanuje upragniony pokój. Były to jednak 

złudzenia...  
Mimo zwyci

ę

stwa wagramskiego i innych Austria nie była doszcz

ę

tnie rozbita i 

rzucona na kolana - jak przed kilku laty po Austerlitz.  Rokowania pokojowe były 
długie i pełne ostrych targów.  
Wreszcie 14 pa

ź

dziernika 1809 roku, w pałacu cesarza Franciszka I w Schonbrunn 

pod Wiedniem, podpisano pokój pomi

ę

dzy Francj

ą

 i Austri

ą

. Na mocy pokoju Austria 

traciła znaczne terytoria, mi

ę

dzy innymi ziemie trzeciego rozbioru, zaj

ę

te przez 

wojska polskie w wyniku zwyci

ę

skiej kampanii 1809 roku, 

ś

wietnie przeprowadzonej 

przez ksi

ę

cia Józefa Poniatowskiego. Ogólnie jednak pokój ten pozostawiał wiele 

punktów zapalnych i nie wró

Ŝ

ył trwało

ś

ci.  Niedługo okazało si

ę

Ŝ

e nie zdołało 

go przypiecz

ę

towa

ć

 nawet mał

Ŝ

e

ń

stwo Napoleona z córk

ą

 cesarza Austrii Mari

ą

 

Luiz

ą

.  

Na drodze Napoleona stała te

Ŝ

 Rosja, z któr

ą

 był wprawdzie na stopie pokojowej, 

ale narastały konflikty. Cesarz rosyjski nie mógł pogodzi

ć

 si

ę

 z nieograniczon

ą

 

hegemoni

ą

 Napoleona w Europie, gdy

Ŝ

 coraz bardziej odbijała si

ę

 ona na 

interesach rosyjskich.  Równowaga mi

ę

dzy tymi mocarstwami stała si

ę

 ju

Ŝ

 

nieosi

ą

galna.  Dobitnym tego wyrazem było stanowisko Rosji wobec tocz

ą

cej si

ę

 

wojny francusko-austriackiej 1809 roku. Formalnie tylko opowiedziała si

ę

 ona po 

stronie Francji, faktycznie zachowuj

ą

c bardzo przychyln

ą

 neutralno

ść

 w stosunku 

do Austrii. Przebywaj

ą

cy w Ksi

ę

stwie Warszawskim korpus rosyjski pod dowództwem 

ksi

ę

cia Golicyna, który miał wspiera

ć

 działania armii polskiej, w rzeczywisto

ś

ci 

robił wszystko, aby ułatwi

ć

 ruchy wojsk austriackich. Wydawało si

ę

Ŝ

e w wypadku 

niepowodze

ń

 Napoleona na polach bitew wojska cesarza Aleksandra otwarcie 

wyst

ą

pi

ą

 po stronie Austrii. Dwuznaczna postawa korpusu Golicyna była te

Ŝ

 

powodem ostrych, ale nie zbrojnych, star

ć

 z wojskami polskimi, szczególnie w 

czasie zajmowania Krakowa przez armi

ę

 Ksi

ę

stwa Warszawskiego.  

background image

Tak wi

ę

c obie strony, Napoleon i Aleksander, spogl

ą

dały na siebie z nieufno

ś

ci

ą

staraj

ą

c si

ę

 przenikn

ąć

 wzajemne zamiary.  

Bezpo

ś

rednio po zawarciu rozejmu z Austri

ą

 Chłapowski został wysłany do Krakowa, 

do ksi

ę

cia Józefa Poniatowskiego, aby zawiadomi

ć

 go o zawieszeniu broni i 

poinformowa

ć

 o przebiegu rozmów pokojowych. Miał si

ę

 te

Ŝ

 na miejscu zorientowa

ć

 

w sytuacji i nastrojach armii polskiej. W tym to okresie w Galicji w dalszym 
ci

ą

gu stacjonował korpus ksi

ę

cia Golicyna.  

Po powrocie cesarz pierwszy raz nie był zadowolony ze swojego wysłannika. 
Chodziło wła

ś

nie o ów korpus rosyjski. „...Cesarz zwrócił cał

ą

 mow

ę

 na korpus 

Golicyna. Musiałem mu wyzna

ć

Ŝ

e u Golicyna nie byłem. Rozgniewał si

ę

 szczerze i 

kazał mi i

ść

 do kozy, powtarzaj

ą

c kilka razy: Mogłe

ś

 si

ę

 domy

ś

li

ć

, jak 

interesuj

ą

cym byłby dla mnie raport o korpusie rosyjskim...”  

Tym razem nie odgadł intencji Napoleona, ale Napoleon w dalszym ci

ą

gu miał do 

niego zaufanie i u

Ŝ

ywał go do ró

Ŝ

nych zada

ń

.  Wreszcie cesarz, czyni

ą

c zado

ść

 

pro

ś

bom Chłapowskiego, zgodził si

ę

 na jego przeniesienie do słu

Ŝ

by czynnej. 

Dezydery miał słu

Ŝ

y

ć

 w pułku lekkokonnym gwardii, słynnym pułku szwole

Ŝ

erów. 

Wprawdzie nominacj

ę

 na szefa szwadronu otrzymał ju

Ŝ

 latem 1810 roku, ale cesarz 

zatrzymał go jeszcze przy sobie.  
We wrze

ś

niu 1810 roku Chłapowski wyruszył po raz ostatni z wa

Ŝ

nym poleceniem 

cesarza. Tym razem rozkaz brzmiał: „Zasi

ę

gn

ąć

 wiadomo

ś

ci o Ksi

ę

stwie 

Warszawskim, o jego stanie i duchu publicznym, zasi

ę

gn

ąć

 te

Ŝ

, jakie tylko b

ę

dzie 

mo

Ŝ

na, wiadomo

ś

ci o stanie i duchu publicznym na Litwie”. Było to zapowiedzi

ą

 

nabrzmiewaj

ą

cego konfliktu z Rosj

ą

. Napoleon zbierał ju

Ŝ

 informacje, układał 

plany.  
Tym razem Chłapowski zadowolił cesarza. Dobrze wywi

ą

zał si

ę

 z powierzonego 

zadania.  
13 stycznia 1811 roku obj

ą

ł swoje obowi

ą

zki w pułku, ale kontaktu z cesarzem nie 

stracił. Jesieni

ą

 1811 roku brał udział ze swoimi szwole

Ŝ

erami w podró

Ŝ

Napoleona do Holandii, uczestniczył te

Ŝ

 w wielkich manewrach pod Boulogne.  

 
 
 
 

Zmierzch cesarskich orłów  

 
 
 
 

Rozpoczynał si

ę

 pami

ę

tny rok 1812. Nad Europ

ą

 znów zbierały si

ę

 gro

ź

ne chmury, 

ale jeszcze nie zdawano sobie sprawy z niebezpiecze

ń

stwa nowej wojny.  

Dwór napoleo

ń

ski bawił si

ę

. Były bale wyprawiane przez cesarza, jego siostry, w 

domach ministrów, a nawet u rosyjskiego ambasadora - ksi

ę

cia Kurakina, chocia

Ŝ

 

tu i ówdzie przeb

ą

kiwano ju

Ŝ

 o wojnie z Rosj

ą

.  

Wesoło i przyjemnie sp

ę

dzali szwole

Ŝ

erowie zim

ę

 z 1811 na 1812 roku. 

Uczestniczyli w licznych paradach, tworzyli honorow

ą

 eskort

ę

 cesarza, oficerowie 

za

ś

 byli ch

ę

tnie przyjmowani w najlepszych towarzystwach.  

Chłapowski coraz mocniej wrastał w nowe otoczenie. Z

Ŝ

ywał si

ę

 z pułkiem, w 

którym sumienno

ść

 i pedanteria w przestrzeganiu obowi

ą

zków słu

Ŝ

bowych były 

egzekwowane ze szczególn

ą

 surowo

ś

ci

ą

.  Była to szkoła nie tylko brawury, ale 

przede wszystkim starannej słu

Ŝ

by wewn

ę

trznej.  

Nadeszło lato 1812 roku, a razem z nim wojna z Rosj

ą

, przez propagand

ę

 

napoleo

ń

sk

ą

 okre

ś

lana jako „druga wojna polska”.  Korpusy Wielkiej Armii 

barwnymi kolumnami ci

ą

gn

ę

ły przez Ksi

ę

stwo Warszawskie, by 24 czerwca 

przekroczy

ć

 graniczn

ą

 rzek

ę

 Niemen.  

Szwole

Ŝ

erowie, a z nimi Chłapowski, maszerowali w stra

Ŝ

y przedniej, przewa

Ŝ

nie 

towarzysz

ą

c Napoleonowi podczas jego słynnych rozjazdów na rozpoznanie. O 

ś

wicie 

24 czerwca, kiedy cesarz rozpoznawał sytuacj

ę

 nad brzegiem Niemna, po

Ŝ

yczył 

background image

nawet od porucznika W

ą

sowicza płaszcz i czapk

ę

 szwole

Ŝ

ersk

ą

 w celu ukrycia 

swojej charakterystycznej sylwetki przed wzrokiem nieprzyjaciela.  
Działania bojowe szwole

Ŝ

erów ograniczały si

ę

 do sporadycznych utarczek z 

kawaleri

ą

 przeciwnika, który ci

ą

gle cofał si

ę

, unikaj

ą

c walnej bitwy.  

Z biegiem czasu coraz gorzej zacz

ę

ło si

ę

 dzia

ć

 w szeregach Wielkiej Armii. 

Rozwleczone korpusy brn

ę

ły w gł

ą

b zniszczonego kraju. Nie starczało 

Ŝ

ywno

ś

ci. 

Brak zdecydowanych działa

ń

 demoralizował masy 

Ŝ

ołnierskie, szczególnie w 

korpusach posiłkowych, które z musu szły na t

ę

 wojn

ę

. Powi

ę

kszały si

ę

 szeregi 

maruderów.  
Szwole

Ŝ

erowie nieraz musieli podejmowa

ć

 niepopularn

ą

 słu

Ŝ

b

ę

 policyjn

ą

interweniuj

ą

c w przypadkach rabunków, wyłapuj

ą

c maruderów i dezerterów. Słynny 

ju

Ŝ

 Kozietulski, zaprzyja

ź

niony z Chłapowskim, tak opisywał warunki tego pochodu 

w li

ś

cie do siostry, pisanym 8 sierpnia 1812 roku w Witebsku: „...Prowadzimy 

Ŝ

ycie prawdziwie koczownicze z Chłapowskim, Załuskim, Roztworowskim i 

Szeptyckim. 

Ś

pimy pod gołym niebem, bo wszystkie domy s

ą

 albo bez dachu, albo 

tak zrujnowane, 

Ŝ

e nie ma si

ę

 odwagi tam wej

ść

.  

Cz

ę

sto budzi nas deszcz, po tym jak nas ju

Ŝ

 dobrze od

ś

wie

Ŝ

ył, bo zm

ę

czeni 

naszemi rozjazdami czujemy go dopiero, kiedy jeste

ś

my ju

Ŝ

 dobrze przemoczeni. 

Nasze posiłki s

ą

 bardzo skromne, gdy

Ŝ

 nie bardzo mo

Ŝ

emy liczy

ć

 na dzie

ń

 

jutrzejszy... zdarza si

ę

 cz

ę

sto, 

Ŝ

e porzucamy nasz posiłek na wpół ugotowany, 

Ŝ

eby wyjecha

ć

. Nasz zwykły napój to błotnista woda, której czasem nam brakuje”.  

Kiedy armia francuska podchodziła pod Smole

ń

sk, szwole

Ŝ

erowie Kozietulskiego 

przeprowadzili rozpoznanie nad Dnieprem. Wtedy to Chłapowski na czele swojego 
szwadronu stoczył zaci

ę

t

ą

, ale zwyci

ę

sk

ą

 potyczk

ę

 z kawaleri

ą

 rosyjsk

ą

.  

W krwawej bitwie pod Borodino, okre

ś

lanej te

Ŝ

 jako bitwa pod Moskw

ą

bezpo

ś

rednio nie uczestniczył. Szwole

Ŝ

erowie byli tu raczej widzami ni

Ŝ

 aktorami 

ś

miertelnych zapasów. W pewnej jednak chwili zostali przesuni

ę

ci do drugiej 

linii, sk

ą

d mieli wesprze

ć

 szar

Ŝę

 kirasjerów w wypadku załamania si

ę

 jej. Scena 

tej słynnej szar

Ŝ

y kirasjerów francuskich, polskich i saskich na 

ś

rodkow

ą

 redut

ę

 

rosyjsk

ą

 gł

ę

boko utkwiła w pami

ę

ci Dezyderego. Tak opisał j

ą

 w swoich 

Pami

ę

tnikach:  

„My

ś

my stali cały czas na nizinie i tylko dym na całej linii od ognia działowego 

widzieli

ś

my. Raz tylko przez jedn

ą

 godzin

ę

 posun

ę

li

ś

my si

ę

 na wzgórze, a to 

wtedy, gdy kirasjerzy nasi przypuszczali szar

Ŝę

 na piechot

ę

, broni

ą

c

ą

 

ś

rodkowej 

reduty.  Cesarz kazał naszemu pułkowi pomkn

ąć

 naprzód i pu

ś

ci

ć

 zaraz szar

Ŝę

je

Ŝ

eli kirasjerom si

ę

 nie powiedzie i zostan

ą

 odparci.  Rozkaz ten dowodzi, 

Ŝ

miał do nas zaufanie. Reduta przez kule ju

Ŝ

 tak była poryta, 

Ŝ

e cesarz dobrze 

os

ą

dził, i

Ŝ

 jazd

ą

 j

ą

 odebra

ć

 mo

Ŝ

na. Patrzyli

ś

my tedy na pi

ę

kny obraz ataku 

kirasjerów, który wykonały cztery regimenta francuskie, polski jedyny regiment 
kirasjerów Małachowskiego i saski Leizera. Kirasjerzy wpadli do reduty i r

ą

bi

ą

piechot

ę

, jeszcze dalej polecieli. Małachowski i Leizer, kilka razy ranni, 

spadli z koni. Po zdobyciu reduty cofn

ę

li

ś

my si

ę

 na nasze dawne poło

Ŝ

enie, gdzie 

kule nie dochodziły”.  
I wreszcie kilka ogólniejszych uwag naszego bohatera na temat tej wielkiej 
bitwy, któr

ą

 niektórzy historycy uznaj

ą

 za przełomow

ą

 w całej kampanii 1812 

roku:  
„Co chwila do cesarza przybywali jenerałowie z linii bojowej i, jak nam 
powiadano, zaklinali go, 

Ŝ

eby cz

ęść

 gwardii wysłał dla zdecydowania bitwy i 

odniesienia korzy

ś

ci, ale cesarz wci

ąŜ

 odmawiał i prócz 60 dział artylerii nic z 

gwardii nie było w ogniu. Zapewne cesarz, b

ę

d

ą

c o 400 mil od Francji, chciał 

zachowa

ć

 gwardi

ę

 nietkni

ę

t

ą

. Około czwartej z południa przybył oficer ordynansu 

[!] z raportem, 

Ŝ

e Rosjanie si

ę

 rejteruj

ą

. Cofn

ę

li si

ę

 oni w najlepszym porz

ą

dku 

za Mo

Ŝ

ajsk i miasto to cał

ą

 noc jeszcze utrzymali w swym r

ę

ku. Przeciw swemu 

zwyczajowi cesarz nie kazał ich 

ś

ciga

ć

. Po ruchach cesarza, na którego

ś

my z 

daleka patrzyli, wida

ć

 było, 

Ŝ

e był cierpi

ą

cym. Raz si

ę

 przechodził, to znów 

siadał na polowym krzesełku. Na konia cały dzie

ń

 nie siadł.”  

Nadszedł wreszcie krach wyprawy napoleo

ń

skiej na Rosj

ę

. Zawiodły wszelkie 

rachuby Napoleona na zawarcie pokoju z cesarzem Aleksandrem. Sprawa była 
przegrana.  
W drugiej połowie pa

ź

dziernika rozpocz

ą

ł si

ę

 tragiczny odwrót.  Wygłodniały i 

zrozpaczony tłum 

Ŝ

ołnierzy ró

Ŝ

nych narodowo

ś

ci, chłostany ostrymi podmuchami 

background image

jesieni i wczesnej, surowej zimy rosyjskiej, w niczym ju

Ŝ

 nie przypominał tych 

barwnych pułków sprzed kilku miesi

ę

cy. Nieprzywykli do surowo

ś

ci klimatu 

południowcy, a w dodatku zupełnie nie przygotowani do kampanii zimowej, padali 
masowo. Chroni

ą

c si

ę

 przed zimnem przywdziewali najcudaczniejsze okrycia.  

Szwole

Ŝ

er Płaczkowski tak opisuje wygl

ą

ś

wietnej niedawno armii napoleo

ń

skiej: 

„Jedni byli w ko

Ŝ

uchach lub tołubach, w ruskich czapkach zimowych, inni 

pozakrywani błamami rozmaitych futer lub ich kawałkami... inni znowu w aparatach 
cerkiewnych [szaty liturgiczne duchownych prawosławnych - A.S.], inni w rasach i 
czapkach ksi

ęŜ

y, inni w kobiecych ubiorach, to jest w salopach, bekieszach i 

jupkach, nawet w ruskich spódnicach. Było wielu takich, co poduszkami 
przywi

ą

zywanymi głowy mieli okryte; słowem masa dziwol

ą

gów nie da si

ę

 niczym 

okre

ś

li

ć

, ani opisa

ć

...”  

Nawet Napoleon zmienił si

ę

 w swojego rodzaju „przebiera

ń

ca”.  

„Pewnego dnia - pisze oficer szwole

Ŝ

erów Józef Załuski - kiedy pułk nasz cały 

maszerował w porz

ą

dku, a szef Chłapowski na czele mojej 1 kompanii przy mnie z 

lewej strony, nadci

ą

gn

ą

ł cesarz konno i podjechał pod lewy bok Chłapowskiego; 

przywitał si

ę

 z nim poufale i zacz

ą

ł z nim mówi

ć

. Napoleon miał na sobie szub

ę

 

zielon

ą

, aksamitn

ą

, sobolami podszyt

ą

, i czapk

ę

 podobn

ą

, formy w Moskwie 

u

Ŝ

ywanej ...”  

Wła

ś

ciw

ą

 postaw

ę

 zachowały pułki starej gwardii i oddziały polskie. Na nich 

spoczywał główny ci

ęŜ

ar walk z napieraj

ą

cymi wojskami rosyjskimi. Podczas gdy na 

pocz

ą

tku wyprawy szwole

Ŝ

erowie byli w awangardzie, tak teraz przyszło im 

przewa

Ŝ

nie osłania

ć

 odwrót i strzec osoby cesarza.  

Słu

Ŝ

ba była ci

ęŜ

ka, ale pułk trzymał si

ę

 dobrze. W tym czasie Dezydery 

przewa

Ŝ

nie uczestniczył w boju, odpieraj

ą

c ataki kawalerii rosyjskiej, 

szczególnie za

ś

 wsz

ę

dobylskich kozaków. W czasie bitwy pod Krasnem, 19 

listopada, wykonuj

ą

c bezsensowny rozkaz marszałka Murata, Chłapowski na czele 

szwadronu szar

Ŝ

ował silnie obsadzon

ą

 przez nieprzyjaciela wie

ś

. Posłuchajmy, jak 

sam o tym opowiada:  
„...Liczne tyraliery nieprzyjacielskie posun

ę

ły si

ę

 nad parów, który ich od 

naszych oddzielał. Opanowali nawet na naszym prawym boku z tej strony parowu 
wiosk

ę

 z kilkunastu chałup zło

Ŝ

on

ą

.  Stałem za cesarzem tak

Ŝ

e na prawo z 

czterema szwadronami. Król Murat przypadł do mnie, kazał mi wzi

ąć

 jeden szwadron 

i kłusem za sob

ą

 maszerowa

ć

, co trudnem było, gdy

Ŝ

 

ś

nieg był gł

ę

boki. Stan

ą

ł z 

nami przed t

ą

 sam

ą

 wiosk

ą

, w której znajdowali si

ę

 Rosjanie, i kazał mi w ni

ą

 

wmaszerowa

ć

. Szczególny to rozkaz dla jazdy, ale trzeba było słucha

ć

... Pu

ś

ciłem 

si

ę

 wi

ę

ś

rodkiem wsi. Strzelcy rosyjscy z podwórków z bliska do nas wszyscy 

wystrzelili. Spadło mi z koni czterech ludzi, których Murat ma na sumieniu, a 
rannych było sze

ś

ciu. Rosjanie ani uciekli, ani uciec tak pr

ę

dko nie mogli, 

tylko za płoty powchodzili. Rozumie si

ę

 samo przez si

ę

Ŝ

em nie maszerował wolno 

przez wiosk

ę

, ale 

ś

nieg a

Ŝ

 po brzuchy nie pozwalał galopowa

ć

... ujrzałem 

kompani

ę

 grenadierów gwardii, których cesarz, spostrzegłszy zapewne szalony 

rozkaz dany mi przez Murata, wysłał ku wiosce. Grenadierzy opanowali j

ą

 bez 

wystrzału... Cesarz stał pieszo na czele gwardii, był bardzo rozgniewany na 
Murata. Powiedział mi 

Ŝ

ywo: „Jak mogłe

ś

 tego wariata usłucha

ć

!?”  

Min

ę

ło najgorsze piekło odwrotu spod Moskwy. Resztki Wielkiej Armii przepływały 

przez Ksi

ę

stwo Warszawskie, 

ś

cigane przez zwyci

ę

skie wojska rosyjskie. Napoleon 

był ju

Ŝ

 dawno w Pary

Ŝ

u, zbierał siły do nowej kampanii.  

Szwole

Ŝ

erowie przez Wilno, Warszaw

ę

 i Pozna

ń

 ci

ą

gn

ę

li na zachód, wierni do ko

ń

ca 

napoleo

ń

skim sztandarom.  

W toku wojny 1812 roku Chłapowski odznaczał si

ę

 szczególn

ą

 troskliwo

ś

ci

ą

 o los 

podwładnych i stan koni w swoich szwadronach.  By

ć

 mo

Ŝ

e wła

ś

nie dlatego 

powierzono mu prace nad reorganizacj

ą

 cz

ęś

ci pułku. Wywi

ą

zał si

ę

 z niej 

znakomicie. W przededniu kampanii wiosennej 1813 roku stał ju

Ŝ

 na czele dwóch 

szwadronów o pełnej sprawno

ś

ci bojowej.  

Wkrótce okazało si

ę

, jak były one potrzebne. U progu wiosny 1813 roku formowała 

si

ę

 kolejna koalicja antynapoleo

ń

ska. Król pruski Fryderyk Wilhelm III, po 

zawarciu przymierza z cesarzem Aleksandrem I, 15 marca wypowiedział wojn

ę

 

Francji. Austria formalnie była jeszcze po stronie Napoleona, ale tajnymi 
porozumieniami była mocno zwi

ą

zana z koalicj

ą

. Czekała tylko dogodnego momentu, 

by przej

ść

 na stron

ę

 jawnych przeciwników Francji.  

background image

Austriacy, maj

ą

cy osłania

ć

 Ksi

ę

stwo Warszawskie, bez walki wpuszczali na jego 

teren wojska rosyjskie, które coraz dalej zalewały kraj. Pozostał jeszcze 
Kraków, ale w obliczu dwuznacznej postawy Austrii i ten skrawek jeszcze wolnej 
ziemi polskiej był coraz bardziej zagro

Ŝ

ony.  

Armia polska, do ko

ń

ca wierna Napoleonowi, opu

ś

ciła Kraków kieruj

ą

c si

ę

 na 

zachód.  
Tymczasem sprzymierzeni uderzyli na Saksoni

ę

, odnosz

ą

c tam pierwsze sukcesy. W 

utworzonych przez Napoleona pa

ń

stewkach Zwi

ą

zku Re

ń

skiego zapanował popłoch. 

Jednak

Ŝ

e tryumf koalicji był jeszcze przedwczesny. W ko

ń

cu kwietnia Napoleon z 

nowymi siłami stan

ą

ł nad Łab

ą

. Na pocz

ą

tku maja 1813 roku rozpocz

ę

ła si

ę

 nowa 

wojna, okre

ś

lana jako kampania niemiecka.  

Mimo jednak 

ś

wietnych zwyci

ę

stw Napoleona pod Ltzen i Bautzen (Budziszyn) wida

ć

 

ju

Ŝ

 było, 

Ŝ

e gwiazda cesarza Francuzów zaczyna bledn

ąć

. Siły koalicji rosły, 

jego natomiast topniały. Na drogach odwrotu spod Moskwy pozostał kwiat jego 
wojska. Nowa, po

ś

piesznie sformowana armia nie miała ju

Ŝ

 dawnej warto

ś

ci. 

Brakowało szczególnie kawalerii, dlatego te

Ŝ

 szwadrony szwole

Ŝ

erów były na wag

ę

 

złota. W bitwach pod Lutzen byli raczej widzami ni

Ŝ

 uczestnikami.  

Dopiero 22 maja 1813 roku, w dniu bitwy pod Reichenbach, szwole

Ŝ

erowie zdobyli 

nowy li

ść

 do wie

ń

ca sławy pułku. Był to równie

Ŝ

 dzie

ń

 sukcesu i chwały 

Dezyderego Chłapowskiego, który na czele swoich szwadronów kilkakrotnie 
szar

Ŝ

ował na dragonów oraz ułanów pruskich i rosyjskich. Trzy pułki kawalerii 

sprzymierzonych zostały rozbite. W czasie tego starcia szwole

Ŝ

erowie ponie

ś

li 

znaczne straty; ranny tu równie

Ŝ

 został i Chłapowski, ale odniesione obra

Ŝ

enia 

nie wytr

ą

ciły go ze słu

Ŝ

by. Nast

ę

pnego dnia znów był na koniu.  

Wiosenne zwyci

ę

stwa Napoleona na nowo obudziły nadzieje Polaków.  Zdawało si

ę

 

im, 

Ŝ

e manewr Napoleona na 

Ś

l

ą

sk, maj

ą

cy na celu uniemo

Ŝ

liwienie poł

ą

czenia si

ę

 

wojsk pruskich i rosyjskich, b

ę

dzie now

ą

 „wojn

ą

 polsk

ą

”. Zamiast tego jednak 

zakomunikowano wiadomo

ść

 o podpisaniu rozejmu z koalicj

ą

. Było to 4 czerwca 1813 

roku.  
Par

ę

 dni po rozejmie do marszałka Soulta, dowódcy całej kawalerii francuskiej, 

wpłyn

ę

ła pro

ś

ba Chłapowskiego o dymisj

ę

. Zapanowała konsternacja, zastanawiano 

si

ę

, co mo

Ŝ

e by

ć

 przyczyn

ą

 takiego kroku ze strony cesarskiego ulubie

ń

ca. 

Oddajmy mu głos, niech sam to wytłumaczy:  
„...Z Neumark rozkazano mi eskortowa

ć

 wielkiego koniuszego Caulaincourt[a] do 

zamku naprzód Leuthen, a potem Pleswitz, gdzie traktował o pokój z jenerałem 
Szuwałow[em]. Stali

ś

my w podwórzu i zsiedli

ś

my z koni. Z jenerałem Szuwałow[em] 

przyszło kilkuset kozaków, którzy tak

Ŝ

e zsiedli z koni, rozmawiali

ś

my wi

ę

c z 

oficerami; opowiadali nam, gdzie stali w Polsce, i zdarzyło si

ę

Ŝ

e wspomnieli o 

kilku domach mi znajomych. Zapytałem si

ę

 pułkownika kozackiego, czyby nie był 

łaskaw odda

ć

 na poczt

ę

 głównej kwatery list do ojca, który napisz

ę

 i zostawi

ę

 

nie zapiecz

ę

towany. Przyobiecał mi to uczyni

ć

, ale prosił, 

Ŝ

eby zapiecz

ę

towa

ć

tylko on adres napisze, a nikt nie otworzy.  Wszedłem do pałacu, uprosiwszy 
sekretarza cesarskiego, który był z Caulaincourtem, o papier i napisałem list do 
ojca. Znajduj

ą

c si

ę

 sam na sam w pokoju z sekretarzem pokazywał mi on propozycje 

do układu Napoleona z cesarzem Aleksandrem. Zaraz na wst

ę

pie ofiarował Napoleon 

Aleksandrowi całe Ksi

ę

stwo Warszawskie i pozwalał albo 

Ŝ

eby przyj

ą

ł tytuł Króla 

Polskiego, albo 

Ŝ

eby Ksi

ę

stwo Warszawskie wcielił do swego cesarstwa. Sekretarz 

cesarski, który miał mnie tak jak za Francuza, widywał mnie bowiem kilka lat 
przy cesarzu, ani domy

ś

la

ć

 si

ę

 mógł, jak

ą

 we mnie straszn

ą

 rewolucj

ę

 sprawił, 

pokazuj

ą

c mi ten projekt pokoju. Aby nie zdradzi

ć

 pomieszania mego, wyszedłem i 

tak byłem zamy

ś

lony, 

Ŝ

e dopierom si

ę

 ocucił, gdy mnie pułkownik kozacki 

zatrzymał i o list zapytał. Stan

ę

ło zawieszenie broni, nie pokój, jak cesarz 

proponował. Pomaszerowali

ś

my na powrót do Drezna. Tam napisałem pro

ś

b

ę

 o dymisj

ę

 

i oddałem marszałkowi Soult.[owi). Bardzo był zdziwiony i próbował mnie nakłoni

ć

 

do pozostania w słu

Ŝ

bie. Nie mogłem sekretarza Fain[a] kompromitowa

ć

 i mówi

ć

 

wszystkim o owych propozycjach pokoju, bo mi je pokazał pod sekretem. Przecie

Ŝ

 

powiedziałem o tem kapitanowi Jordanowi, z którym byłem w przyja

ź

ni, i 

generałowi Chłopickiemu. Ten zakl

ą

ł po swojemu i powiedział, 

Ŝ

e wolałby kamienie 

tłuc, ni

Ŝ

 dłu

Ŝ

ej słu

Ŝ

y

ć

 temu człowiekowi. Obaj podali si

ę

 do dymisji...”  

Dymisja Chłapowskiego spotkała si

ę

 na ogół ze złym przyj

ę

ciem ze strony 

współtowarzyszy. Nie znano wtedy jej prawdziwych przyczyn.  Potomni, szczególnie 

background image

piewcy epopei napoleo

ń

skiej, potraktowali to równie ostro. Okre

ś

laj

ą

c posuni

ę

cia 

Napoleona z Ksi

ę

stwem Warszawskim jako manewr dyplomatyczny, zarzucali 

Chłapowskiemu brak wyczucia politycznego, małoduszno

ść

 i niewiar

ę

 w cesarza. Czy 

nie byli zbyt surowi w ocenie? Dezydery miał wtedy dwadzie

ś

cia pi

ęć

 lat i mimo 

całego obycia politykiem nie był.  
Miał prawo nie dostrzega

ć

 ukrytych zamysłów czy planów Napoleona.  Był natomiast 

szczerym Polakiem, który przez siedem lat obserwował gry i gierki Bonapartego, w 
których piłk

ą

 była sprawa polska. Mógł straci

ć

 zaufanie.  

 
 

*  

 
 
 

Dobiegała kresu wielka epopeja napoleo

ń

ska. W 1814 roku do Pary

Ŝ

a wkroczyły 

wojska zwyci

ę

skiej koalicji, a pod osłon

ą

 ich bagnetów powrócili Bourboni i ci 

wszyscy, których nie zd

ąŜ

yła znie

ść

 fala rewolucji. Napoleon abdykował, wyjechał 

na wysp

ę

 Elb

ę

, przyznan

ą

 mu wspaniałomy

ś

lnie we władanie. Pozwolono mu nawet 

zabra

ć

 batalion starej gwardii i szwadron jazdy, dowolnie wybrany. Wybór cesarza 

padł na szwole

Ŝ

erów. Szwadron Pawła Jerzmanowskiego miał by

ć

 słynnym pó

ź

niej 

„szwadronem Elby”.  
Zwyci

ę

zcy przyst

ą

pili do podziału łupów. W tym celu w Wiedniu zebrał si

ę

 

kongres, który miał zdecydowa

ć

 o losach Europy. Ton obradom i posuni

ę

ciom 

dyplomatycznym nadawali cesarz rosyjski Aleksander, zr

ę

czny dyplomata i wytrawny 

dworak Klemens Metternich - minister spraw zagranicznych cesarza Austrii, oraz 
przedstawiciel Anglii Castlereagh. Bourbo

ń

sk

ą

 Francj

ę

 reprezentował Talleyrand, 

niedawny minister Napoleona, który wcze

ś

niej ju

Ŝ

 zdradził swojego cesarza, 

człowieka, któremu zawdzi

ę

czał 

ś

wietn

ą

 karier

ę

.  

W Wiedniu zebrała si

ę

 cała 

ś

mietanka europejskiej arystokracji.  

Mno

Ŝ

yły si

ę

 bale, maskarady, konne kawalkady, premiery w teatrach.  Królowały 

pi

ę

kne toalety i nowy, modny taniec - walc wiede

ń

ski, wtóruj

ą

cy intensywnym 

rozgrywkom dyplomatycznym. Kongres ta

ń

czył i obradował.  

Przy d

ź

wi

ę

kach walca decydował si

ę

 los Polski. Sprawa polska była jednym z 

pal

ą

cych problemów, którego rozwi

ą

zanie interesowało wszystkie mocarstwa 

nadaj

ą

ce ton w Wiedniu. Cesarz Aleksander I, b

ę

d

ą

cy dziwnym poł

ą

czeniem satrapy 

z liberałem, roztaczał swoj

ą

 wizje poł

ą

czenia wszystkich ziem polskich pod swoim 

berłem. Miał nawet poparcie cz

ęś

ci szlachty i arystokracji polskiej, ale z 

drugiej strony niech

ęć

 zdecydowanej wi

ę

kszo

ś

ci społecze

ń

stwa, o

Ŝ

ywionego 

patriotycznym duchem Ksi

ę

stwa Warszawskiego. Równie

Ŝ

 i mocarstwa nie były 

zainteresowane zbytnim wzmocnieniem Rosji. Idee Aleksandra napotkały zdecydowany 
sprzeciw ze strony popieranych przez Angli

ę

 Prus, Austrii i bourbo

ń

skiej 

Francji. Za cen

ę

 zachodniego skrawka ziem polskich byłego Ksi

ę

stwa Warszawskiego 

i za cał

ą

 Saksoni

ę

 Aleksandrowi udało si

ę

 pozyska

ć

 Prusy. Pozostał jednak 

triumwirat, który twardo przeciwstawiał si

ę

 zakusom Rosji, szermuj

ą

c przy tym 

hasłami o prawie Polaków do wolno

ś

ci i niezawisło

ś

ci. W

ś

ród długich targów i 

wzajemnych gró

ź

b przyj

ę

to wreszcie rozwi

ą

zanie kompromisowe.  

Prusy uzyskały Wielkopolsk

ę

 i Bydgoskie, ale za to tylko połow

ę

 Saksonii; 

Austria otrzymała obwód Tarnopolski i Kraków z okr

ę

giem, z którego utworzono 

„wolne miasto”. Reszta byłego Ksi

ę

stwa Warszawskiego pozostała przy Rosji. Z 

tych terenów powstało tzw.  Królestwo Polskie, co do którego postanowiono, 

Ŝ

b

ę

dzie poł

ą

czone z cesarstwem rosyjskim „poprzez własn

ą

 konstytucj

ę

” i 

Ŝ

e b

ę

dzie 

„u

Ŝ

ywa

ć

 oddzielnej administracji”. Prócz tego Aleksander zastrzegł, 

Ŝ

e da temu 

pa

ń

stwu „rozszerzenie wewn

ę

trzne, jakie uzna za przyzwoite”. Tak wi

ę

c los Polski 

został przes

ą

dzony.  

Tymczasem napoleo

ń

skie orły jeszcze raz zerwały si

ę

 do lotu, przerywaj

ą

c obrady 

„ta

ń

cz

ą

cego kongresu”. Triumf ich jednak trwał krótko - tylko sto dni. Tu 

koalicja zareagowała szybko i solidarnie. Napoleon, ostatecznie rozbity pod 
Waterloo, stał si

ę

 je

ń

cem swojego nieprzejednanego wroga - Anglii. Obro

ń

cy 

starego porz

ą

dku odetchn

ę

li z ulg

ą

. Wróg przestał by

ć

 gro

ź

ny... Skalista 

background image

wysepka, zagubiona w

ś

ród bezkresu oceanu, wkrótce miała sta

ć

 si

ę

 grobem tego, 

który przez kilkana

ś

cie lat narzucał swoj

ą

 wol

ę

 i dyktował warunki Europie.  

 
 

*  

 
 
 

Od pewnego ju

Ŝ

 czasu zegar na 

ś

cianie pałacu w Turwi zast

ę

pował b

ę

d

ą

c

ą

 na tym 

miejscu tarcz

ę

 herbow

ą

. Symbolizował nowy czas i nowe porz

ą

dki w dobrach 

Chłapowskich. Porz

ą

dki te zaprowadzał obecny wła

ś

ciciel, młody pułkownik 

Dezydery Chłapowski. Ojciec Dezyderego nie miał zmysłu gospodarza. 

ś

ył ponad 

stan, wi

ę

cej dbaj

ą

c o reprezentacj

ę

 ni

Ŝ

 o jej zabezpieczenie. Szybko te

Ŝ

 

zrujnował gospodark

ę

 i popadł w długi. W takim stanie przekazał wszystko synowi.  

Młody gospodarz zabrał si

ę

 do pracy z energi

ą

. Najpierw si

ę

 uczył, gdy

Ŝ

 przecie

Ŝ

 

dot

ą

d narz

ę

dziem jego była szabla, a nie pług. Do gospodarstwa wprowadzał to, co 

było najlepsze. Prac

ę

 organizował po wojskowemu - szybko, sprawnie i dokładnie. 

Po paru latach pospłacał długi, zacz

ą

ł uzyskiwa

ć

 przychody. Przykładem wzorowej 

organizacji pracy zaraził s

ą

siadów, zdobywał na

ś

ladowców, zyskiwał sobie 

szacunek i uznanie.  
Dezydery nie stronił od działalno

ś

ci społecznej. Był gor

ą

cym rzecznikiem o

ś

wiaty 

rolniczej, pracował nad rozwi

ą

zaniem kwestii wło

ś

cia

ń

skiej.  

Mijały lata wypełnione prac

ą

, zbli

Ŝ

ał si

ę

 rok  

 
 
 
 

„...Oto dzi

ś

 dzie

ń

 krwi i chwały...”  

 
 
 
 

Pi

ę

tna

ś

cie ju

Ŝ

 lat istniało Królestwo Kongresowe, w którym obok pozorów wolno

ś

ci 

w ka

Ŝ

dym elemencie 

Ŝ

ycia politycznego odczuwało si

ę

 ci

ęŜ

k

ą

 r

ę

k

ę

 caratu. Była 

konstytucja, której rz

ą

d nie respektował, istniał sejm, którego nie zwoływano. 

Aktywnie działała tajna policja polityczna, zawzi

ę

cie poszukuj

ą

ca wci

ąŜ

 

Ŝ

ywych w 

społecze

ń

stwie 

ź

ródeł my

ś

li niepodległo

ś

ciowej. Udało si

ę

 jej wpa

ść

 na trop 

Towarzystwa Patriotycznego, organizacji niepodległo

ś

ciowej, zało

Ŝ

onej w 1821 

roku przez majora Waleriana Łukasi

ń

skiego.  

W czasie procesu Łukasi

ń

skiego i towarzyszy w czerwcu 1824 roku ludno

ść

 Warszawy 

okazała jawn

ą

 sympati

ę

 dla oskar

Ŝ

onych. Dla zastraszenia opinii publicznej 

urz

ą

dzono pokazow

ą

 egzekucj

ę

 skaza

ń

ców. Na oczach mieszka

ń

ców stolicy zrywano z 

nich szlify i mundury oficerskie, przykuwano do taczek. Zgromadzony tłum pełnym 
powagi milczeniem uczcił skazanych. Matki podnosiły do góry dzieci, by dobrze 
pokaza

ć

 im tych, którzy cierpieli w imi

ę

 miło

ś

ci ojczyzny. Wielu cywilnych i 

wojskowych płakało, łzy w oczach mieli tak

Ŝ

Ŝ

ołnierze rosyjskiego garnizonu 

obecni na egzekucji.  
Nast

ę

pne lata niosły nowe, wa

Ŝ

ne wypadki dziejowe. W 1825 roku zmarł cesarz 

Aleksander I, a tron po nim obj

ą

ł jego młodszy brat - Mikołaj I. W grudniu tego 

roku w Petersburgu wybuchło powstanie, wywołane przez rosyjskich szlacheckich 
rewolucjonistów, d

ąŜą

cych do obalenia carskiego absolutyzmu i zast

ą

pienia go 

monarchi

ą

 konstytucyjn

ą

, wzorowan

ą

 na zachodnich.  

Słabo przygotowane powstanie i niezdecydowana postawa przywódców spisku 
spowodowały, 

Ŝ

e ruch ten został szybko stłumiony, prawie w zarodku. Główni 

inicjatorzy powstania zawi

ś

li na szubienicy, posypały si

ę

 surowe wyroki na 

innych uczestników; represje obj

ę

ły te

Ŝ

 

Ŝ

ołnierzy tej cz

ęś

ci garnizonu 

petersburskiego, która opowiedziała si

ę

 za rewolucj

ą

. W całym imperium nast

ą

piło 

background image

zaostrzenie re

Ŝ

imu politycznego, co zaznaczyło si

ę

 równie

Ŝ

 i na terenie 

Królestwa Polskiego. Cesarz Mikołaj I nie usiłował nawet przywdziewa

ć

 maski 

liberała, jak to czynił jego starszy brat.  
Mimo to jednak Towarzystwo Patriotyczne, pod innym wprawdzie kierownictwem, 
działało nadal. Dopiero 

ś

ledztwo w sprawie dekabrystów ujawniło ich powi

ą

zania z 

Towarzystwem i ułatwiło jego rozbicie przez masowe aresztowania. Czołowych 
działaczy, z pułkownikiem Sewerynem Krzy

Ŝ

anowskim na czele, postawiono przed 

s

ą

dem sejmowym jako oskar

Ŝ

onych o zdrad

ę

 stanu. Proces toczył si

ę

 długo, prawie 

pi

ęć

 pierwszych miesi

ę

cy 1828 roku. Wyrok s

ą

du zawiódł jednak oczekiwania 

Mikołaja I. Pod naciskiem opinii publicznej s

ą

d nie orzekł winy zdrady stanu i 

wymierzył oskar

Ŝ

onym niewielkie kary wi

ę

zienia jedynie za przynale

Ŝ

no

ść

 do 

nielegalnych organizacji.  
Wszystko to nie było w stanie zahamowa

ć

 działalno

ś

ci patriotycznej. Niebawem 

zawi

ą

zał si

ę

 spisek w Szkole Podchor

ąŜ

ych Piechoty pod przewodnictwem 

podporucznika Piotra Wysockiego.  Spisek ten stopniowo ogarniał coraz szersze 
kr

ę

gi wojskowych, młodzie

Ŝ

y akademickiej i inteligencji, docieraj

ą

c do ludu 

warszawskiego.  
Wybuch rewolucji lipcowej we Francji w 1830 roku spowodował podniesienie fali 
patriotyzmu i ch

ę

ci skutecznego działania.  Kolejna rewolucja, tym razem w 

Belgii, i wie

ś

ci o zamiarze u

Ŝ

ycia do jej tłumienia wła

ś

nie wojsk polskich 

skłoniły spiskowców do szybkiego działania.  
Nadeszła wreszcie pami

ę

tna noc 29 listopada 1830 roku. Spiskowcy dokonali 

zamachu, nieudanego wprawdzie, na znienawidzonego, szczególnie w kołach 
wojskowych, cesarskiego brata - wielkiego ksi

ę

cia Konstantego. Uderzono równie

Ŝ

 

na oddziały cesarskie stacjonuj

ą

ce w Warszawie.  

Strzały na ulicach stolicy Królestwa Polskiego odbiły si

ę

 gło

ś

nym echem w kraju 

i w Europie. Lud Warszawy powstał i rzucił wyzwanie caratowi, porywaj

ą

c za sob

ą

 

cały naród.  
Powstanie - po pierwszych dniach kryzysu spowodowanego ugodow

ą

 i tchórzliw

ą

 

postaw

ą

 arystokracji, zamo

Ŝ

nego mieszcza

ń

stwa i cz

ęś

ci wy

Ŝ

szych oficerów - 

zwyci

ęŜ

yło, stało si

ę

 faktem dokonanym. Naród przygotowywał si

ę

 do wojny, która 

miała zdecydowa

ć

 o dalszych losach ziem polskich.  

Wie

ść

 o wypadkach warszawskich lotem błyskawicy obiegła cały kraj.  Polacy z 

zaborów austriackiego i pruskiego sposobili si

ę

 do niesienia pomocy braciom, 

którzy stan

ę

li do walki o wolno

ść

. Z Galicji i Wielkopolski płyn

ę

ła do Królestwa 

bro

ń

ś

pieszyli ochotnicy.  

 
 

*  

 
 
 

Dezydery Chłapowski nie pozostał głuchy na odgłos wypadków.  Wiedział, 

Ŝ

e jego 

miejsce jest tam, gdzie toczy si

ę

 walka o wolno

ść

. Decyzje wyjazdu do Warszawy 

tak uzasadniał w Pami

ę

tnikach pisanych po latach: „...Wyjazd mój, opuszczenie 

kochanej 

Ŝ

ony i dzieci nie było spowodowane 

Ŝ

adn

ą

 namow

ą

Ŝ

adnym przykładem, ale 

było skutkiem surowej rozwagi. Miałem ju

Ŝ

 lat 43, przeszedłem ró

Ŝ

ne koleje. 

Wiadomo

ś

ci moje wojskowe, całe 

Ŝ

ycie zbierane, do

ś

wiadczenie wskazywały mi 

mo

Ŝ

liwo

ść

 walki i zwyci

ę

stwa. Ambicja osobista 

Ŝ

adnego wpływu w tym kroku nie 

miała. Je

ś

li kiedy

ś

 w młodo

ś

ci mojej ambicja i ch

ęć

 wywy

Ŝ

szenia si

ę

 mn

ą

 czas 

jaki

ś

 powodowała, uprz

ą

tni

ę

t

ą

 ju

Ŝ

 dawno była. Miejsce jej zaj

ę

ła ch

ęć

 

wypełnienia moich powinno

ś

ci. Za naj

ś

wi

ę

tsz

ą

 (rzecz) miałem by

ć

 u

Ŝ

ytecznym moim 

rodakom. U

Ŝ

yteczniejszym by

ć

 nie mo

Ŝ

na, jak przyczyni

ć

 si

ę

 do odrodzenia naszej 

ojczyzny...”  
8 grudnia 1830 roku Chłapowski opu

ś

cił rodzinn

ą

 Turwie i po dwudniowej podró

Ŝ

stan

ą

ł w Warszawie. Wiedział ju

Ŝ

Ŝ

e dyktatorem powstania został ogłoszony 

generał Józef Chłopicki, dawny jego znajomy z okresu wojen napoleo

ń

skich. Do 

niego te

Ŝ

 skierował swoje pierwsze kroki.  

Przeje

Ŝ

d

Ŝ

aj

ą

c przez ulice Warszawy, rojne i gwarne w tym czasie, Chłapowski z 

rado

ś

ci

ą

 spogl

ą

dał na entuzjazm i patriotyczne uniesienie ludno

ś

ci stolicy, 

background image

widział zapał, ch

ęć

 walki. W tym tłumie, cz

ęś

ciowo uzbrojonym, dostrzegał 

przyszłe pułki i szwadrony, miał ju

Ŝ

 wizj

ę

 dalszego działania i swoje plany. W 

jak najlepszej wierze i w znakomitym nastroju spieszył podzieli

ć

 si

ę

 nimi z 

dyktatorem, wesprze

ć

 go rad

ą

, pomoc

ą

.  

Chłopicki 

Ŝ

yczliwie powitał przybysza z Wielkopolski, kazał mu nawet zatrzyma

ć

 

si

ę

 w swoim domu. Po wst

ę

pnych powitaniach rozmowa potoczyła si

ę

 wokół spraw 

najistotniejszych.  

- Kontent jestem - rozpoczął Chłopicki - Ŝe otwarcie mogę mówić z dawnym znajomym, któremu 

tutaj jeszcze nie zawróciło się w głowie.  Ci szaleńcy nie wiedzą, na co się porwali! Nie 
moŜemy się bić, Moskwie nie poradzimy!  

- Ale, jenerale... - próbował wtrącić Chłapowski.  
- Czekaj, nie przerywaj!... Otrzymamy od cesarza warunki, które w przyszłości, przy pierwszej 

sposobności, pozwolą nam uskutecznić to, co dziś jest niemoŜebne. Posłałem Lubeckiego i 
Jezierskiego z mojemi propozycjami do Petersburga. Chcę mieć organizację rezerw na wzór 
obrony krajowej pruskiej; będziem wtenczas mieli na zawołanie 100 tysięcy z górą. Broń dla 
nich będzie w ciągu trzech lat, są na to pieniądze, obrachunek juŜ zrobiony. Wtedy 
powstaniem...  

- Ale cesarz... - zaczął znów Chłapowski.  
- Cesarz jest w takim połoŜeniu - dyktator wpadł mu w słowa - Ŝe musi przyjąć moje propozycje...  
 

Chłapowski ze zdumieniem i zgroz

ą

 słuchał słów człowieka, który stał na czele 

narodu i miał go prowadzi

ć

 do walki. Widział ju

Ŝ

Ŝ

e powołanie Chłopickiego na 

to stanowisko jest tragicznym nieporozumieniem. Ale jeszcze nie tracił nadziei, 
pami

ę

tał go innym, cenił jego wiedz

ę

 wojskow

ą

, usiłował przekona

ć

 i natchn

ąć

.  

Skorzystał z chwili, w której wzburzony Chłopicki umilkł.  

- Cesarz nie będzie się układać, a w Ŝadnym razie nie przystanie na takie warunki... - rzekł.  
- Co mi tam prawisz! - przerwał mu Chłopicki.  
- Tak! Będzie Ŝądać zdania się na łaskę i niełaskę, ale skoro jenerał myślisz, Ŝe 100 tysięcy wojska 

dość będzie do rozpoczęcia wojny, wkrótce moŜesz je mieć. Pod bronią jest 30 tysięcy, 
dymisjonowanych wraca 20 tysięcy, rekruta moŜna mieć 50 tysięcy, do tego ochotnicy, którzy 
garną się ze wszech stron, i będzie 100 tysięcy, a nawet więcej. Moskali więcej przyjść nie 
moŜe. Po wojnach tureckich i cholerze większych sił nie zdołają zebrać.  Teraz trzeba nam iść 
naprzód, w prowincje zabrane, w siły rosnąć.  

Tylko silni maj

ą

 przyjaciół.  

Rozmowa tego typu nie była ostatnia. Powtarzały si

ę

 one do

ść

 cz

ę

sto i zawsze z 

wypowiedzi Chłopickiego przebijała niech

ęć

 do powstania i niewiara.  

W ci

ą

gu pi

ę

ciotygodniowego pobytu u boku dyktatora Chłapowski, znu

Ŝ

ony ustnymi 

perswazjami, opracował na pi

ś

mie memoriał, w którym podawał swój 

ś

miały plan 

operacji ofensywnych, przeniesienia działa

ń

 na tereny nieprzyjaciela, 

szczególnie na Litw

ę

, wskazywał sposoby powi

ę

kszenia sił zbrojnych. Dokument ten 

jest wart zacytowania w obszernych fragmentach nie tylko ze wzgl

ę

du na zawarte w 

nim my

ś

li, ale równie

Ŝ

 dlatego, 

Ŝ

e w pewnym sensie charakteryzuje osobowo

ść

 jego 

autora. Chłapowski zawsze i konsekwentnie przestrzegał zasad dyscypliny 
wojskowej i subordynacji, jak równie

Ŝ

 lojalno

ś

ci podkomendnego w stosunku do 

przeło

Ŝ

onego. Te cechy, które a

Ŝ

 nazbyt konsekwentnie towarzyszyły mu przez cały 

czas działalno

ś

ci, dobitnie przejawiły si

ę

 w pierwszych zdaniach memoriału:  

„ 15 grudnia 1830  

Jenerale!  

Przynosz

ę

 Ci, co ka

Ŝ

dy Polak nie

ść

 czuje potrzeb

ę

 swemu przeło

Ŝ

onemu: uległo

ść

 

bez granic, ale poniewa

Ŝ

 w przebiegu organizacji widz

ę

 chwiejno

ść

, pozwól, 

Ŝ

e Ci 

przeło

Ŝę

 my

ś

li moje jako wyznanie wiary. Przyrzekam Ci jednak, jenerale, je

Ŝ

eli 

si

ę

 z Twojemi nie zgadzaj

ą

, w niczym nie uchybi

ć

 uległo

ś

ci tak koniecznej w 

ka

Ŝ

dym podwładnym.  

Wszelkie rokowanie z cesarzem rosyjskim jest niemo

Ŝ

ebne; niemo

Ŝ

no

ść

 ta le

Ŝ

y w 

nim samym, w jego dumie i w jego stanowisku wzgl

ę

dem swego narodu... Rokowania 

background image

mog

ą

 by

ć

 przeto chyba uwa

Ŝ

ane jako podst

ę

p wojenny, a przygotowa

ć

 si

ę

 nale

Ŝ

y do 

wojny nie trac

ą

c chwili.  

Organizacja winna post

ę

powa

ć

 szybko i rozpocz

ąć

 j

ą

 trzeba od usuni

ę

cia 

wszystkich zbyt wiekowych oficerów wy

Ŝ

szych armii.  Mogliby oni tylko działa

ć

 

bez energii. Nast

ę

pnie trzeba nakaza

ć

 wszystkim dowódcom pułków, aby si

ę

 udali z 

kadrami wybranemi ze swych pułków do miast prowincjonalnych. Ka

Ŝ

dy pułkownik 

zorganizuje tam now

ą

 brygad

ę

, zło

Ŝ

on

ą

 ze swych kadr, z 

Ŝ

ołnierzy, którzy wrócili 

do słu

Ŝ

by, i z rekrutów, u

Ŝ

ywaj

ą

c do tego przyborów nagromadzonych w 

magazynach...  
Prócz armii regularnej, zło

Ŝ

onej z dawnych pułków i tylu

Ŝ

 nowych brygad, co 

uczyni od dzi

ś

 za sze

ść

 tygodni 108 szwadronów, 70 batalionów i 24 baterie, 

trzeba kaza

ć

 sformowa

ć

 zdatnym do tego oficerom 8 oddziałów partyzanckich, z 

których ka

Ŝ

dy obejmowa

ć

 ma 600 do 800 koni, 200 do 300 strzelców pieszych i 2 do 

6 dział.  Ochotnicze te korpusy winny by

ć

 jak najspieszniej posuni

ę

te naprzód 

dla strze

Ŝ

enia granicy... nale

Ŝ

y wszystko przygotowa

ć

 do przej

ś

cia Bugu i Niemna 

jeszcze po lodzie i jak tylko wielkie mrozy sfolguj

ą

, mniej wi

ę

cej 1 lutego. W 

tej epoce sło

ń

ce jest wy

Ŝ

ej, armia rosyjska czeka

ć

 b

ę

dzie równie

Ŝ

 na t

ę

 chwil

ę

Je

Ŝ

eli nie przejdzie i b

ę

dzie dalej zbiera

ć

 kolumny nad Niemnem i Bugiem, trzeba 

rzuci

ć

 nasze 8 korpusów ochotniczych pomi

ę

dzy ich kolumnami, zrobi

ć

 powstanie na 

Wołyniu i Litwie i wprawi

ć

 w nieład tyły armii rosyjskiej...”  

Memoriał pozostał jednak bez odpowiedzi! Tymczasem cenne dni uciekały, prace nad 
powi

ę

kszeniem wojska post

ę

powały opieszale.  Dywizje starej armii stały 

bezczynnie wokół Warszawy, a nieprzyjaciel zbierał siły.  
Nastroje w stolicy pogarszały si

ę

 z ka

Ŝ

dym dniem. Szemrano przeciw bezczynno

ś

ci, 

domagano si

ę

 zdecydowanych akcji, coraz wi

ę

cej głosów atakowało Chłopickiego, 

który czekał na powrót Lubeckiego i Jezierskiego z Petersburga. Wreszcie jeden z 
wysłanników - Jezierski powrócił z odpowiedzi

ą

 cara.  

Zgodnie z przewidywaniami Chłapowskiego dokument przywieziony z Petersburga 
zawierał same 

Ŝą

dania i faktycznie stanowił kres tych nawet namiastek wolno

ś

ci, 

jakie miało Królestwo przed powstaniem.  Cesarz w surowych słowach ganił czołowe 
osobisto

ś

ci Królestwa, obci

ąŜ

ał je odpowiedzialno

ś

ci

ą

 za istniej

ą

c

ą

 sytuacj

ę

Nic nie obiecywał, nakazywał bezwarunkow

ą

 kapitulacj

ę

 i zdanie si

ę

 na jego 

łask

ę

. Zapowiedział, 

Ŝ

e tylko wtedy b

ę

dzie si

ę

 zastanawiał nad dalszymi losami 

Królestwa i postanowi to, co uzna za słuszne. Było to wi

ę

Ŝą

danie satrapy, 

którego kaprys miał przes

ą

dzi

ć

 o losie kraju.  

Był równie

Ŝ

 i list adresowany do Chłopickiego, w którym cesarz chwalił go za 

porz

ą

dek utrzymywany w Królestwie: Chłopicki przyj

ą

ł ten list wybuchem furii. 

Tupi

ą

c nogami krzyczał:  

- Co on sobie myśli? śe ja dla niego, nie dla mojego kraju porządek tu utrzymuję! Kpię sobie z 

cesarza!  

 

Po tych słowach list cesarski pow

ę

drował do pieca.  

Niektórzy, a w

ś

ród nich tak

Ŝ

e Chłapowski, s

ą

dzili, 

Ŝ

e po tym wybuchu Chłopicki 

ostro we

ź

mie si

ę

 do pracy nad przygotowaniami wojennymi i wreszcie rozpocznie 

ofensyw

ę

. Szybko jednak przyszło rozczarowanie. Kiedy armie carskie stały nad 

granicami Królestwa, Chłopicki zło

Ŝ

ył dyktatur

ę

.  

Motywy tego kroku były liczne i skomplikowane. Chłopicki nie wierzył w 
mo

Ŝ

liwo

ś

ci walki zbrojnej: powstanie, jako fakt dokonany, chciał wykorzysta

ć

 w 

postaci argumentu do rozmów z cesarzem. Dla siebie 

Ŝą

dał nieograniczonych 

pełnomocnictw i uprawnie

ń

, nie uznawał krytyki swojej działalno

ś

ci. Z ka

Ŝ

dym 

dniem swoim post

ę

powaniem i postaw

ą

 tracił popularno

ść

, tak przecie

Ŝ

 wielk

ą

 w 

pierwszych chwilach. Pełnomocnictw, których si

ę

 domagał, nie otrzymał i wtedy, 

obra

Ŝ

ony, w chwili dla kraju krytycznej zareagował na to dymisj

ą

.  

Chłopicki podczas swojej dyktatury nie powierzył Chłapowskiemu 

Ŝ

adnej funkcji 

wojskowej. Trzymał go u swojego boku, ch

ę

tnie z nim rozmawiał, ale munduru 

wło

Ŝ

y

ć

 mu nie pozwolił. Mówił, 

Ŝ

e nie chce nara

Ŝ

a

ć

 znajomego na represje ze 

strony władz pruskich, niech

ę

tnym okiem patrz

ą

cych na poddanych króla Fryderyka 

Wilhelma wst

ę

puj

ą

cych w szeregi powsta

ń

cze. W istocie starał si

ę

 wykorzysta

ć

 go 

jako narz

ę

dzie w pewnych posuni

ę

ciach politycznych.  Za po

ś

rednictwem 

Chłapowskiego dyktator chciał porozumie

ć

 si

ę

 z konsulem pruskim w Warszawie, 

d

ąŜą

c do powstrzymania Prus od zbrojnych wyst

ą

pie

ń

 przeciwko powstaniu. Nale

Ŝ

background image

tu równie

Ŝ

 doda

ć

Ŝ

e Chłopickiego generalnie cechowała niech

ęć

 do wojskowych 

zgłaszaj

ą

cych si

ę

 z innych zaborów i w ci

ą

gu jego dyktatury nie tylko Chłapowski 

pozostawał na uboczu. Po ust

ą

pieniu Chłopickiego nowy wódz naczelny - ksi

ąŜę

 

Michał Radziwiłł - powołał Chłapowskiego do słu

Ŝ

by czynnej. Wło

Ŝ

ył wi

ę

c wreszcie 

pułkownikowski mundur, ale w dalszym ci

ą

gu nie miał konkretnych zada

ń

.  

Tymczasem armie carskie pod dowództwem feldmarszałka Iwana Dybicza 1 lutego 1831 
roku przekroczyły granice Królestwa.  
Rozpocz

ę

ła si

ę

 wojna.  

 
 
 
 

Brygadier  

 
 
 
 

W nocy z 1 na 2 lutego 1831 roku około godziny pierwszej oficer ordynansowy 
wezwał Dezyderego do kwatery naczelnego wodza.  Znajdowało si

ę

 tu ju

Ŝ

 kilkunastu 

wy

Ŝ

szych oficerów. Wchodz

ą

cego Chłapowskiego powitał generał Jan Skrzynecki i 

oznajmił mu, 

Ŝ

e zostaje mianowany dowódc

ą

 brygady jazdy.  

W kwatermistrzostwie Chłapowski dowiedział si

ę

 o składzie i miejscu postoju 

podległych mu oddziałów. W skład brygady miały wej

ść

: 4 pułk ułanów stacjonuj

ą

cy 

w Siedlcach i 1 pułk Krakusów, b

ę

d

ą

cy w tym czasie w marszu w rejonie Kozienic. 

Ten ostatni pułk nie trafił pod komend

ę

 Chłapowskiego. Po drodze został 

skierowany do dywizji generała Józefa Dwernickiego i odznaczył si

ę

 w bitwie pod 

Stoczkiem. Na jego miejsce do brygady Chłapowskiego oddano pułki jazdy 
lubelskiej i sandomierskiej. Dowództwo pozwoliło Chłapowskiemu przyj

ąć

 do 

brygady ochotników zgłaszaj

ą

cych si

ę

 z Pozna

ń

skiego. Dzi

ę

ki temu u jego boku 

znalazło si

ę

 kilku wiernych i wypróbowanych przyjaciół, którzy nie zawiedli go w 

najci

ęŜ

szej chwili. W

ś

ród nich był równie

Ŝ

 słynny pó

ź

niej działacz o

ś

wiatowy, 

lekarz i społecznik - doktor Karol Marcinkowski.  
Po przybyciu do Siedlec Chłapowski dokonał przegl

ą

du podległych sobie pułków. W 

4 pułku ułanów spotkał wielu dawnych swoich znajomych z okresu napoleo

ń

skiego, 

zarówno oficerów, jaki podoficerów.  
Podczas przegl

ą

du okazało si

ę

Ŝ

e pułk sandomierski praktycznie nie przedstawia 

Ŝ

adnej warto

ś

ci. Zupełnie niewyszkolony i nie przystosowany do 

Ŝ

ycia obozowego i 

działa

ń

 bojowych, w obliczu nieprzyjaciela mógł stanowi

ć

 tylko zb

ę

dny balast dla 

brygady. W tej sytuacji Chłapowski w porozumieniu z dowódc

ą

 dywizji, generałem 

Tomickim, odesłał sandomierzan do Warszawy na dalsze szkolenie. Pozostał mu 4 
pułk ułanów, zło

Ŝ

ony ze 

ś

wietnie wyszkolonego 

Ŝ

ołnierza, i ochotniczy pułk jazdy 

lubelskiej, gdzie słu

Ŝ

yło wielu dawnych kawalerzystów, w

ś

ród których nie 

brakowało równie

Ŝ

 byłych 

Ŝ

ołnierzy armii rosyjskiej. Tych pułków dowódca mógł 

by

ć

 pewien, wiedział, 

Ŝ

e w spotkaniu z nieprzyjacielem nie zawiod

ą

.  

Pierwsze dni lutego zeszły na pracach organizacyjnych i patrolowaniu okolicy. 
Dochodziło do pierwszych potyczek z podjazdami nieprzyjaciela, którego główna 
armia koncentrycznym marszem posuwała si

ę

 ku Warszawie. Dywizje polskie, 

osłaniane przez szeroko rozrzucone oddziały jazdy, powoli cofały si

ę

 w kierunku 

stolicy.  
13 lutego Chłapowski otrzymał rozkaz wymarszu z Siedlec do Opola (około 6 km na 
zachód od Siedlec). Tu powierzono mu zadanie osłaniania cofaj

ą

cej si

ę

 dywizji 

generała Jana 

ś

ymirskiego.  Brygada została wzmocniona batalionem piechoty i 

półbateri

ą

 artylerii konnej.  

Rozpocz

ą

ł si

ę

 uci

ąŜ

liwy, z uwagi na por

ę

 roku, odwrót do Warszawy.  Maszerowano 

noc

ą

, w ci

ą

gu dnia za

ś

 oddziały rozwijały si

ę

 zajmuj

ą

c mo

Ŝ

liwie dogodne pozycje, 

aby móc odeprze

ć

 ewentualny atak nieprzyjaciela. Czasem trzeba było potyka

ć

 si

ę

 

z próbuj

ą

c

ą

 natarcia kawaleri

ą

 rosyjsk

ą

, niekiedy sta

ć

 pod n

ę

kaj

ą

cym ogniem 

background image

artylerii. Na szcz

ęś

cie Rosjanie nie przejawiali wi

ę

kszej aktywno

ś

ci, przez co i 

straty były niewielkie.  
Brygada Chłapowskiego, maszeruj

ą

c przez Kałuszyn, Mi

ń

sk, D

ę

be Wielkie, po kilku 

dniach dotarła do Pragi, gdzie w wielkim obozie zgromadziła si

ę

 cała niemal 

jazda polska.  
Rozpocz

ę

ło si

ę

 gwarne 

Ŝ

ycie obozowe. Cz

ę

sto przyje

Ŝ

d

Ŝ

ali oficerowie ze sztabu 

naczelnego wodza, od których Chłapowski dowiadywał si

ę

 o ogólnej sytuacji 

strategicznej. Ze zdumieniem spogl

ą

dał na bezczynno

ść

 naszego dowództwa, 

zastanawiał si

ę

, kto ponosi odpowiedzialno

ść

 za tak karygodne marnowanie 

korzystnej sytuacji, stworzonej bł

ę

dnymi posuni

ę

ciami przeciwnika. W rozmowach z 

oficerami zawsze podkre

ś

lał, 

Ŝ

e strategia polega mi

ę

dzy innymi tak

Ŝ

e na 

wykorzystaniu bł

ę

dów przeciwnika.  

Nie rozumiano tego, niestety, w dowództwie polskim. Dywizje stały u bram stolicy 
oczekuj

ą

c nieprzyjaciela, który tymczasem jak gro

ź

na fala płyn

ą

ł ku Warszawie. 

Nadchodził pami

ę

tny dzie

ń

 25 lutego, dzie

ń

 bitwy grochowskiej.  

W przeddzie

ń

 bitwy Chłapowski pełnił funkcj

ę

 brygadiera słu

Ŝ

bowego, dowodz

ą

cego 

oddziałami kawalerii, które wystawiały linie czat przed pozycjami piechoty.  
Rankiem 25 lutego 200 dział rosyjskich gradem pocisków sypn

ę

ło na polskie 

szeregi. Ruszyły gł

ę

bokie kolumny cesarskiej piechoty, trzasn

ę

ły karabiny 

tyralierów.  
Rozpocz

ę

ła si

ę

 bitwa.  

Po pierwszych strzałach Chłapowski zwin

ą

ł lini

ę

 czat i cofn

ą

ł si

ę

 za lini

ę

 

piechoty dywizji generała 

ś

ymirskiego. Jego rola kawalerzysty była na razie 

sko

ń

czona. W całej zreszt

ą

 bitwie grochowskiej, ze wzgl

ę

du na rozwój sytuacji, 

był bardziej obserwatorem ni

Ŝ

 uczestnikiem. Raz tylko, na rozkaz Skrzyneckiego, 

z dwoma szwadronami ułanów pomy

ś

lnie szar

Ŝ

ował na tyralierów rosyjskich, 

osłaniaj

ą

c przegrupowuj

ą

ce si

ę

 bataliony.  

Drugi gor

ą

cy moment prze

Ŝ

ył Dezydery w czasie słynnej szar

Ŝ

y olbrzymich 

kirasjerów rosyjskich z pułku imienia ksi

ę

cia Alberta.  W pułku tym słu

Ŝ

yli 

Ŝ

ołnierze wyró

Ŝ

niaj

ą

cy si

ę

 wysokim wzrostem i dosiadaj

ą

cy specjalnie 

dobieranych, rosłych koni.  
W chwili kiedy szar

Ŝ

uj

ą

cy kirasjerzy rosyjscy pomieszali si

ę

 z usiłuj

ą

cymi ich 

powstrzyma

ć

 ułanami 2 pułku, Chłapowskiego, wracaj

ą

cego do swoich szwadronów, 

poniósł ko

ń

. W efekcie znalazł si

ę

 on niespodziewanie w

ś

ród olbrzymich je

ź

d

ź

ców 

i tylko do

ś

wiadczeniu i zimnej krwi zawdzi

ę

czał to, 

Ŝ

e unikn

ą

ł 

ś

mierci lub 

niewoli.  
Około godziny pi

ą

tej po południu bitwa grochowska miała si

ę

 ku ko

ń

cowi. 

Nieprzyjaciel, wykrwawiony atakami i zaskoczony uporczyw

ą

, bohatersk

ą

 postaw

ą

 

Ŝ

ołnierza polskiego, nie przejawiał aktywno

ś

ci. Oddziały polskie cofały si

ę

 na 

lini

ę

 umocnie

ń

 Pragi, wieczorem za

ś

 zacz

ę

ły przechodzi

ć

 na lewy brzeg Wisły, do 

Warszawy.  
Chłapowski odebrał rozkaz przej

ś

cia do Warszawy o dziewi

ą

tej wieczorem. Po 

przybyciu do miasta brygada zatrzymała si

ę

 w Łazienkach; ludzie i konie 

biwakowali w

ś

ród drzew parkowych.  Niedługo jednak trwał wypoczynek. Ju

Ŝ

 

nast

ę

pnego dnia rano Chłapowski otrzymał polecenie obserwowania Wisły na odcinku 

od Czerniakowa do Wilanowa. Cztery dni trwała uci

ąŜ

liwa słu

Ŝ

ba patrolowa w

ś

ród 

mokrego 

ś

niegu, padaj

ą

cego na przemian z deszczem.  Chłapowski wielokrotnie 

przemierzał konno powierzony mu odcinek.  Kontrolował posterunki, zbierał 
raporty młodszych oficerów, osobi

ś

cie sprawdzał stan lodu na Wi

ś

le.  

Trudne to były dni. Istniało realne niebezpiecze

ń

stwo zaatakowania stolicy przez 

armi

ę

 carsk

ą

, która mogła po lodzie przeprawi

ć

 si

ę

 przez Wisł

ę

 lub przyst

ą

pi

ć

 do 

budowy mostów. Tu natura okazała si

ę

 jednak łaskawa. Trwaj

ą

ca odwil

Ŝ

 z ka

Ŝ

dym 

dniem zmniejszała szanse Rosjan na przepraw

ę

 po lodzie, a przygotowania do 

budowy mostów przebiegały z ich strony opieszale. Prócz tego sukcesy generała 
Dwernickiego, działaj

ą

cego na lewym skrzydle Rosjan, powa

Ŝ

nie zaabsorbowały 

uwag

ę

 feldmarszałka Dybicza. Skierował on przeciwko Dwernickiemu liczne siły; 

osłabiaj

ą

c tym samym własne mo

Ŝ

liwo

ś

ci ofensywne. Wódz rosyjski przeceniał 

znaczenie sił Dwernickiego, widz

ą

c w nich zagro

Ŝ

enie dla siebie. Warszawa 

przestała by

ć

 w centrum jego uwagi, bezpo

ś

rednie niebezpiecze

ń

stwo dla stolicy 

min

ę

ło, a w dalszej konsekwencji dało stronie polskiej mo

Ŝ

liwo

ś

ci przej

ę

cia 

inicjatywy.  

background image

Chłapowski otrzymał ze sztabu polecenie przekazania dotychczasowej brygady 
generałowi Rutie i obj

ę

cia dowództwa nad inn

ą

, w której skład wchodziły: 3 pułk 

strzelców konnych i pułk jazdy augustowskiej. Nowa brygada nale

Ŝ

ała do korpusu 

generała Umi

ń

skiego, maj

ą

cego działa

ć

 na skrzydle armii głównej.  

Korpus Umi

ń

skiego niebawem opu

ś

cił Warszaw

ę

, kieruj

ą

c si

ę

 najpierw do Modlina, 

ź

niej, id

ą

c wzdłu

Ŝ

 Narwi, w rejon Pułtuska i Ostroł

ę

ki. W okresie inicjatywy 

polskiej, kiedy to armia główna skierowała si

ę

 na Siedlce, korpus operował w 

okolicach Okuniewa;  
Liwu i Sokołowa Podlaskiego.  
Dla Chłapowskiego był to ponad dwumiesi

ę

czny okres ci

ęŜ

kiej, ale chwalebnej 

słu

Ŝ

by. Nie było tam wielkich bitew i błyskotliwych zwyci

ę

stw, przynosz

ą

cych 

dowódcy rozgłos i sław

ę

. Była to raczej zwykła wojenna harówka, szarpi

ą

ca nerwy 

dowódcy i wyciskaj

ą

ca pot z 

Ŝ

ołnierzy. Podjazdy, zasadzki, niespodziewane 

potyczki - oto obraz tamtych dni. Cz

ę

sto suchar, k

ę

s w

ę

dzonego mi

ę

sa i łyk z 

manierki były całodziennym po

Ŝ

ywieniem. Wiele godzin w siodle i nocleg w 

chłopskiej chacie lub biwak pod gołym niebem z szabl

ą

 i pistoletem pod r

ę

k

ą

. Tak 

było pod Ró

Ŝ

anem, Ostroł

ę

k

ą

, pó

ź

niej pod Sokołowem Podlaskim; Liwem i Okuniewem.  

Ten typ działa

ń

 stawia przed dowódc

ą

 wiele dodatkowych wymaga

ń

.  Obok wiedzy 

taktycznej i znajomo

ś

ci regulaminów walki musi on umie

ć

 znajdowa

ć

 wyj

ś

cie z 

zupełnie nieoczekiwanych sytuacji, mie

ć

 zdolno

ść

 improwizacji, nie cofa

ć

 przed 

po

ś

wi

ę

ceniem osobistym.  

Chłapowski odznaczał si

ę

 tymi cechami. Z natury zimny i opanowany, gdy trzeba 

było, potrafił błysn

ąć

 kawaleryjsk

ą

 fantazj

ą

. Lubił ruch i manewr, dobrze czuł 

si

ę

 jako dowódca kawalerii. W słu

Ŝ

bie przestrzegał 

Ŝ

elaznej dyscypliny, był 

wymagaj

ą

cy wobec podwładnych, ale i siebie nie oszcz

ę

dzał. Z cał

ą

 

bezwzgl

ę

dno

ś

ci

ą

 t

ę

pił przejawy niesubordynacji, nie dopuszczał do 

Ŝ

adnych 

wyj

ą

tków. Na tym tle miał nawet zatarg z dowódc

ą

 przydzielonego mu czasowo pułku 

jazdy podlaskiej - pułkownikiem Kuszlem. Wizytuj

ą

c niespodziewanie kwatery tego 

pułku Chłapowski stwierdził, 

Ŝ

e Kuszel wbrew instrukcjom ma do swojej dyspozycji 

karet

ę

 i bryk

ę

.  Mimo interwencji Umi

ń

skiego, do którego odwołał si

ę

 Kuszel, 

Chłapowski kategorycznie za

Ŝą

dał odesłania tych ekwipa

Ŝ

y. Sam jako brygadier 

miał prawo do bryczki, ale nigdy z niej nie korzystał.  
Kiedy brygada Chłapowskiego operowała w rejonie Stanisławowa i Kamionki, a w 
głównej kwaterze dojrzewał plan wyprawy na gwardie, do dowódcy brygady 
przyjechał Maciej Miel

Ŝ

y

ń

ski, adiutant ze sztabu Skrzyneckiego. Przywiózł on 

wiadomo

ść

Ŝ

e w sztabie postanowiono wysła

ć

 wojska na Litw

ę

, a na dowódc

ę

 

wyprawy przewidziany jest wła

ś

nie Chłapowski.  

Informacja wkrótce potwierdziła si

ę

. Generał Umi

ń

ski wezwał do siebie 

Chłapowskiego i powiedział mu, 

Ŝ

e na podstawie rozkazu z głównej kwatery ma 

natychmiast uda

ć

 si

ę

 do J

ę

drzejowa na spotkanie z naczelnym wodzem.  

 
 
 
 

Niebezpieczna misja  

 
 
 
 

Powstanie na Litwie wybuchło ju

Ŝ

 w ostatnich dniach marca 1831 roku, w pierwszej 

połowie kwietnia osi

ą

gaj

ą

c najwi

ę

kszy zasi

ę

g.  Był to teren szczególnie wa

Ŝ

ny 

dla armii rosyjskiej, stanowił bowiem zaplecze wojsk działaj

ą

cych w Królestwie. 

Nic wi

ę

c dziwnego, 

Ŝ

e w tej sytuacji Rosjanie z cał

ą

 energi

ą

 przyst

ą

pili do jego 

tłumienia, aby zapewni

ć

 sobie bezpiecze

ń

stwo na newralgicznych szlakach 

komunikacyjnych.  
W wyniku zdecydowanej akcji wojsk cesarskich powstanie, po pocz

ą

tkowych 

sukcesach, w drugiej połowie kwietnia zostało w znacznej mierze przytłumione. 
Oddziały powsta

ń

cze, które nie uległy rozbiciu, zapadły w lasy i ograniczały si

ę

 

background image

do sporadycznych wypadów na mniejsze oddziały rosyjskie. Pozbawione pocz

ą

tkowego 

rozmachu, po utracie opanowanych przedtem miast, powstanie sprowadzało si

ę

 do 

sporadycznych działa

ń

 o charakterze partyzanckim, a w niektórych powiatach, 

szczególnie wa

Ŝ

nych dla Rosjan, wygasło prawie zupełnie. Nie oznaczało to, 

Ŝ

e na 

Litwie zapanował zupełny spokój. Niektóre ogniska działa

ń

 powsta

ń

czych, 

szczególnie na 

ś

mudzi, tliły si

ę

 mocno, zmuszaj

ą

c Rosjan do ci

ą

głej gotowo

ś

ci i 

utrzymywania na tych terenach znacznych garnizonów.  
Niektórzy dowódcy polscy w Warszawie doceniali znaczenie ruchu powsta

ń

czego na 

Litwie. Doskonale dostrzegł to generał Ignacy Pr

ą

dzy

ń

ski, 

ś

wietny strateg i 

autor znakomitych planów operacyjnych. Do partyzantki na Litwie nawi

ą

zywał te

Ŝ

 

Chłapowski w planie przedstawionym Chłopickiemu w grudniu 1830 roku.  
Niestety, kolejni wodzowie pozostawiali to zagadnienie na marginesie innych 
spraw. Skrzynecki przemy

ś

liwał co prawda o wysłaniu na Litw

ę

 grupy wojsk 

regularnych, jednak nie mógł jako

ś

 zdecydowa

ć

 si

ę

 na realizacj

ę

 tego zamiaru.  

Dopiero przybycie w połowie kwietnia emisariusza z Litwy - Feliksa 
Wrotnowskiego, który dokładnie przedstawił sytuacj

ę

 i zdecydowanie domagał si

ę

 

pomocy, w pewnym sensie przyspieszyło bieg wydarze

ń

.  

Skrzynecki serdecznie przyj

ą

ł w swojej kwaterze melduj

ą

cego si

ę

 na rozkaz 

Chłapowskiego. Przede wszystkim gratulował mu awansu na generała brygady, 
chwalił za dotychczasowe działania. Od razu przeszedł do sedna sprawy.  

- Czy podejmujesz się z 1 pułkiem ułanów i baterią konną przeprowadzić w Trockie, pod Wilno, 

200 oficerów i podoficerów, przeznaczonych na instruktorów dla powstania litewskiego?  

- Nigdy, słuŜąc od dzieciństwa, nie wybierałem, co mam czynić; kaŜdy rozkaz będę się starał 

wypełnić - odparł Chłapowski. - Znając jednak Litwę, kraj wszędzie lasami przeplatany, zamiast 
całej baterii proszę o jedno działo i jeden granatnik, ale za to o batalion piechoty.  

- Całego batalionu nie mogę ci dać - odpowiedział Skrzynecki - bo zdezorganizuję sobie cały 

regiment, ale z 1 pułku strzelców wybierz sobie stu Ŝołnierzy i oficerów, jakich zechcesz. 
Pamiętaj, niech jak najmniej ludzi wie o celu twojej wyprawy. WaŜne, Ŝeby nieprzyjaciel nie 
zorientował się, łatwiej ci będzie prześliznąć się... Nie taję, Ŝe powierzam ci niebezpieczną 
misję, ale nie mogę nie posłać powstaniu litewskiemu instruktorów, o których proszą.  

- Wszędzie równe niebezpieczeństwo na wojnie, toteŜ i przy takiej wyprawie nic więcej spotkać 

człowieka nie moŜe jak śmierć, na co pewnie wszyscy powinniśmy być jednako przygotowani. 
Jenerale, czy dasz mi jakieś bliŜsze instrukcje, co mam czynić na Litwie?  

- śadnych instrukcji ci nie daję, bo i sam mało wiem, co tam dziś się dzieje - odparł Skrzynecki. - 

Staraj się organizować tam powstanie, bacz na wszystko i działaj podług okoliczności.  

 

Rozmowa toczyła si

ę

 jeszcze czas jaki

ś

 wokół spraw zwi

ą

zanych z wypraw

ą

wreszcie na zako

ń

czenie Chłapowski zwrócił si

ę

 do naczelnego wodza:  

- Jenerale, lecz skoro wysyłasz mnie tak daleko od siebie i mówisz, Ŝe to niebezpieczna wyprawa, 

pozwól, niech ci zadam jedno pytanie.  

- Pytaj - odparł Skrzynecki.  
- Dlaczego, jenerale, po zwycięstwach pod Wawrem i Dębem Wielkim nie uderzyłeś na Dybicza?  
- Brała mnie chętka, ale tylu emisariuszów z Francji przybyło do mnie, zaklinając mnie, aŜebym 

głównej bitwy nie wydawał i Ŝebym się starał przedłuŜyć walkę o kilka miesięcy, a negocjacje 
są juŜ tak posunięte, iŜ bylebym utrzymał armię naszą bez znacznej straty, to byt Polski 
dyplomatycznie będzie zapewniony. Musiałem i muszę jeszcze do tego się stosować.  

 

Chłapowski nie podzielał nadziei wodza.  

- Jenerale! śebyśmy główną armię pobili, co było niezawodne, jak ona w błotach od Ryk do 

Łukowa się rozwlekła, to by negocjacje o nas były łatwiejsze. Nie wierzę w Ŝadne negocjacje, 
tylko w zwycięstwo.  

 

Po rozmowie ze Skrzyneckim Chłapowski powrócił do swojego obozu i energicznie 
zabrał si

ę

 do przygotowywania wyprawy. Najpierw dokonał przegl

ą

du 1 pułku 

ułanów, licz

ą

cego 640 ludzi. Wybrał 520 

Ŝ

ołnierzy, pozostawiaj

ą

c słabszych lub 

background image

starszych wiekiem. Z 1 pułku strzelców pieszych na wypraw

ę

 wyruszyli kapitanowie 

Macewicz i Stryje

ń

ski oraz porucznik Szymon Konarski. Oficerowie ci wybrali z 

pułku tych 

Ŝ

ołnierzy, do których mieli pełne zaufanie. Dobrano jeszcze sze

ś

ciu 

saperów z podoficerem.  
Po kilku dniach przygotowania do wyprawy były zako

ń

czone. Cały oddział, ł

ą

cznie 

z instruktorami i obsług

ą

 przydzielonych dwóch dział, liczył 820 ludzi. Wszyscy 

byli konno, co zapewniało szybko

ść

 poruszania si

ę

. Tabor ograniczono do kilku 

niezb

ę

dnych wozów, głównie amunicyjnych.  

Sztab generała stanowili: doktor Karol Marcinkowski, dowódca artylerii Janusz 
Czetwerty

ń

ski, kwatermistrz Kazimierz Krasicki, płatnik Wincenty Wielkopolski 

oraz adiutanci - Maciej Miel

Ŝ

y

ń

ski, Leon Smitkowski, Gustaw Potworowski i 

Stanisław Chłapowski, Wielkopolanin, ale nie krewniak generała. 

 

Był to okres, kiedy w głównej kwaterze postanowiono uderzy

ć

 na gwardi

ę

 rosyjsk

ą

rozlokowan

ą

 w rejonie Łom

Ŝ

y. Wypraw

ę

 t

ę

 utrzymywano w gł

ę

bokiej tajemnicy.12 

maja wojska polskie, pozostawiaj

ą

c korpus Umi

ń

skiego dla obserwacji rosyjskiej 

armii głównej Dybicza, ruszyły ze swoich pozycji mi

ę

dzy Mi

ń

skiem i Kałuszynem, 

kieruj

ą

c si

ę

 do Serocka, a potem trzema kolumnami w stron

ę

 Ostroł

ę

ki.  

Oddział Chłapowskiego maszerował w stra

Ŝ

y przedniej, dowodzonej przez generała 

Jankowskiego.  
Pod Długosiodłem doszło do pierwszej potyczki. Po wyparciu ze wsi piechoty 
rosyjskiej Chłapowski na czele szwadronu ułanów szar

Ŝ

ował cofaj

ą

cych si

ę

 jegrów. 

Szar

Ŝ

a, przeprowadzona w trudnych warunkach, gdy

Ŝ

 po w

ą

skiej grobli, otworzyła 

drog

ę

 piechocie i nie pozwoliła nieprzyjacielowi na zniszczenie mostu.  

Nast

ę

pnie wojska post

ę

powały za cofaj

ą

cymi si

ę

 oddziałami przeciwnika, cz

ę

sto 

ś

cieraj

ą

c si

ę

 z osłaniaj

ą

c

ą

 odwrót kawaleri

ą

 rosyjsk

ą

. Pod Sokołowem trzeba było 

zatrzyma

ć

 si

ę

, poniewa

Ŝ

 Rosjanie zniszczyli most na rzece Orz. Saperzy w ci

ą

gu 

godziny naprawili uszkodzenia i wojska przeszły na drugi brzeg rzeki.  Dzie

ń

 

min

ą

ł na starciach z huzarami i ułanami, którzy usiłowali powstrzyma

ć

 marsz 

polskiej stra

Ŝ

y przedniej.  

Ko

ń

czył si

ę

 dzie

ń

 17 maja. Wieczorem Chłapowski otrzymał rozkaz stawienia si

ę

 w 

głównej kwaterze.  

- Teraz pora na ciebie - powiedział Skrzynecki. - Gwardie cofają się, masz wolne przejście na 

Litwę. śyczę ci powodzenia.  

- Za jenerałem zapewne wyślemy tam całą dywizję - dodał obecny przy rozmowie generał 

Prądzyński.  

 

Sytuacja rzeczywi

ś

cie sprzyjała wyprawie. Wojska polskie zajmowały rejon 

Ś

niadowa, gwardie rosyjskie cofały si

ę

 na całej linii, a główne siły 

feldmarszałka Dybicza były jeszcze daleko. Pomi

ę

dzy najdalej na południe 

wysuni

ę

tym skrzydłem gwardii a najbardziej na północ si

ę

gaj

ą

cymi oddziałami 

armii Dybicza pozostawał pas szeroko

ś

ci około 40 km. W ten korytarz skierował 

swój oddział Chłapowski, by niepostrze

Ŝ

enie przemkn

ąć

 si

ę

 pomi

ę

dzy masami wojsk 

nieprzyjacielskich.  
Wyruszył o 

ś

wicie 18 maja. Maszeruj

ą

c przez Andrzejewo i Czy

Ŝ

ewo, noc

ą

 z 21 na 

22 maja dotarł do granicy Królestwa, któr

ą

 przekroczył pod miejscowo

ś

ci

ą

 Mie

ń

.  

 
 

*  

 
 
 

Głuchy tupot kopyt kawaleryjskich koni i hurkot kół tocz

ą

cych si

ę

 armat ostro 

wdzierał si

ę

 w cisz

ę

 majowej nocy. Czasem zadzwoniło tr

ą

cone strzemi

ę

zabrzmiały krótkie, przyciszone słowa komendy.  Oddział 

ś

piesznie maszerował na 

wschód. Gdzie

ś

 w mijanej wiosce zaszczekał pies, kto

ś

 wyszedł przed chat

ę

, by 

odprowadzi

ć

 wzrokiem sylwetki ludzi i koni nikn

ą

ce w mroku.  

Generał nakazywał po

ś

piech. Coraz dalej za plecami pozostawała granica 

Królestwa. Nale

Ŝ

ało zaskoczy

ć

 oddziały nieprzyjaciela, które mogły zast

ą

pi

ć

 

background image

drog

ę

, i mie

ć

 czas na zmylenie po

ś

cigu, gdy

Ŝ

 przecie

Ŝ

 niemo

Ŝ

liwe, aby 

nieprzyjaciel wcze

ś

niej czy pó

ź

niej nie zorientował si

ę

 w sytuacji. Trudna i 

niebezpieczna była to wyprawa. Niewiele wiedziano o sytuacji na terenach, ku 
którym zd

ąŜ

ano; w sztabie nie umieli tego okre

ś

li

ć

. Kazali działa

ć

 „podług 

okoliczno

ś

ci”. Musiała wystarczy

ć

 ta niewiele mówi

ą

ca informacja. Reszt

ę

 

nale

Ŝ

ało obmy

ś

li

ć

 i wykona

ć

 samemu.  

Generał był jednak dobrej my

ś

li. Wa

Ŝ

ne, 

Ŝ

e wreszcie zacz

ą

ł działa

ć

 samodzielnie, 

miał inicjatyw

ę

. Nieobce były mu zasady partyzanckich działa

ń

. Do

ść

 si

ę

 im 

napatrzył, a nawet odczuł na własnej skórze w Hiszpanii i w Rosji w pami

ę

tnym 

1812 roku.  Obejrzał si

ę

 za siebie. Miarowo, w takt ko

ń

skiego kroku, kołysała 

si

ę

 fala je

ź

d

ź

ców, migotały groty uła

ń

skich lanc. Doprowadzi tych ludzi tam, 

gdzie mu kazano, z nimi rozdmucha przytłumiony przez wroga 

Ŝ

ar powstania, 

zamieni go znowu w płomie

ń

 partyzanckiej wojny.  

Krótkie były postoje, tyle tylko, 

Ŝ

eby da

ć

 odpocz

ąć

 zm

ę

czonym koniom i ludziom 

pozwoli

ć

 na chwile oddechu. Kilkuosobowe patrole uła

ń

skie badały teren, zbierały 

informacje. Chłapowski wiedział ju

Ŝ

Ŝ

e wysłano za nim w po

ś

cig znaczne siły. 

Generałowie Knorring i Gerstenzweig z dwiema brygadami jazdy mieli przeci

ąć

 mu 

drog

ę

, osaczy

ć

 i zniszczy

ć

. Dlatego trzeba si

ę

 

ś

pieszy

ć

, zmyli

ć

 pogo

ń

, uton

ąć

 w 

zast

ę

pach Puszczy Białowieskiej.  

Z marszu, bez wystrzału zostało zaj

ę

te miasto Bielsk.  

Zaskoczona załoga rosyjska zło

Ŝ

yła bro

ń

, a zdobycz

ą

 Polaków były obficie 

zaopatrzone magazyny. Zdobyto bro

ń

 i amunicj

ę

 oraz du

Ŝ

y zapas sukna, z którego 

ź

niej uszyto mundury dla nowo powstaj

ą

cych oddziałów.  

23 maja doszło do pierwszej powa

Ŝ

niejszej potyczki. Rosyjski generał Linden, 

wiedz

ą

c ju

Ŝ

 o zbli

Ŝ

aj

ą

cym si

ę

 polskim oddziale, postanowił zatrzyma

ć

 go pod 

Hajnówk

ą

, na skraju Puszczy Białowieskiej. Siły składaj

ą

ce si

ę

 z dwóch 

batalionów piechoty, szwadronu ułanów i dwóch dział rozmie

ś

cił na dobrej pozycji 

na skraju wsi. Silny patrol piechoty wysun

ą

ł w stron

ę

, sk

ą

d spodziewał si

ę

 

przeciwnika, i spokojnie czekał na nieprzyjaciela.  Nie docenił jednak polskiego 
generała.  
Chłapowski uderzył akurat z przeciwnej strony od tej, z której spodziewał si

ę

 

ciosu rosyjski dowódca.  
Na piechot

ę

 rosyjsk

ą

, swobodnie stoj

ą

c

ą

 na szerokiej wiejskiej drodze, spadła 

piorunuj

ą

ca szar

Ŝ

a 1 szwadronu ułanów. Ułani, kłuj

ą

c lancami i r

ą

bi

ą

c szablami, 

p

ę

dzili przed sob

ą

 uciekaj

ą

cych piechurów, a spieszeni strzelcy Macewicza 

wyłapywali tych, którzy usiłowali kry

ć

 si

ę

 w

ś

ród zabudowa

ń

.  

Linden zdołał jednak sformowa

ć

 za wsi

ą

 czworobok, otworzył te

Ŝ

 ogie

ń

 z dział. 

Widz

ą

c to Chłapowski, prowadzony przez wie

ś

niaka, mieszka

ń

ca wsi, spróbował 

obej

ść

 czoło stanowisk rosyjskich i uderzy

ć

 od tyłu. Jednak

Ŝ

e zamiar ten nie 

powiódł si

ę

 - ułani grz

ęź

li na podmokłych ł

ą

kach. W tych warunkach o szar

Ŝ

y nie 

mogło by

ć

 mowy.  

Generał wrócił ze szwadronem na drog

ę

 i wezwał armaty. Szybki i celny ogie

ń

 

dwóch dział polskich przytłumił artyleri

ę

 rosyjsk

ą

.  Pod jego osłon

ą

 dwa 

szwadrony ruszyły do szar

Ŝ

y na czworobok.  Przyj

ę

te g

ę

stym ogniem, nie dotarły 

jednak do pierwszego szeregu jegrów.  
Chłapowski zatrzymał cofaj

ą

cych si

ę

 ułanów, krzycz

ą

c:  

- śołnierze! Jeśli nie rozbijecie tej piechoty, to zsiadajcie z koni i poddajcie się, bo Moskale przed 

nami i za nami! Nie ma ratunku! Trzeba naprzód! Marsz, marsz!  

 

Ułani, poderwani do ponownej szar

Ŝ

y, poszli jak burza, wpadli na piechot

ę

 

nieprzyjaciela rozbijaj

ą

c szyk. Czworobok p

ę

kł jak wal

ą

cy si

ę

 dom. Do zwyci

ę

stwa 

walnie przyczynił si

ę

 te

Ŝ

 porucznik Szymon Konarski, który na czele stu 

strzelców uderzył na stanowiska dział rosyjskich, zdobywaj

ą

c jedno z nich.  

Generał Linden, trac

ą

c 200 zabitych, rannych i je

ń

ców oraz jedno działo, musiał 

po

ś

piesznie wycofa

ć

 si

ę

 w stron

ę

 Białowie

Ŝ

y.  

ś

ołnierze opatrywali rany, zbierali i ładowali na wozy zdobyt

ą

 i porzucon

ą

 przez 

nieprzyjaciela bro

ń

. Je

ń

ców po rozbrojeniu puszczono wolno, daj

ą

c im po rublu na 

zakup 

Ŝ

ywno

ś

ci.  

Wkrótce po potyczce oddział zanurzył si

ę

 w Puszcz

ę

 Białowiesk

ą

, gdzie nast

ą

piły 

pierwsze spotkania z miejscowymi powsta

ń

cami. Byli to głównie stra

Ŝ

nicy le

ś

ni, 

chłopi z puszcza

ń

skich wiosek i okoliczna szlachta. Wiele szlachty przyjechało 

background image

na wie

ść

 o przybyciu regularnego wojska, aby obejrze

ć

 to polskie wojsko i 

dowodz

ą

cego nim generała.  

Chłapowski przył

ą

czył do swojego oddziału dwustu strzelców, którymi dowodził 

nadle

ś

niczy Rohnke; natomiast inne oddziałki powsta

ń

cze pozostawił na miejscu z 

zadaniem przecinania szlaków komunikacyjnych wiod

ą

cych przez puszcz

ę

 i 

niepokojenia nieprzyjaciela na jej skraju. Pozwolił te

Ŝ

 na krótki odpoczynek 

swojemu oddziałowi. W tym czasie sam przeprowadził liczne rozmowy z miejscowymi 
dowódcami, zbierał informacje, starał si

ę

 rozezna

ć

 w panuj

ą

cych nastrojach; 

dokonywał przegl

ą

du ochotników, których zamierzał zabra

ć

 z sob

ą

.  

Ŝ

ni byli ci ochotnicy. Wielu szlacheckich kandydatów na partyzantów przybyło 

prowadz

ą

c z sob

ą

 bryki, wozy, słu

Ŝ

b

ę

, tak jak niegdy

ś

 ich dziadowie i 

pradziadowie ci

ą

gn

ę

li do obozów pospolitego ruszenia. Inni znów, którzy w jaki

ś

 

sposób zamanifestowali swoje sympatie dla powstania, uznali si

ę

 za 

skompromitowanych w oczach władz rosyjskich i w obawie przed represjami przybyli 
z dobytkiem i rodzinami. Byli przekonani, 

Ŝ

e pod eskort

ą

 wojska przejd

ą

 w 

bezpieczne, ich zdaniem, strony.  
Generał, po którym tyle sobie obiecywali, rozwiał te złudzenia.  

- Panowie! - mówił. - Nie przyszedłem tu, by skompromitowanych eskortować i tabory wodzić. 

Mam rozdmuchać to, co nieprzyjacielowi udało się stłumić, a tym samym spełnić waŜną misję 
wojskową. Komu wola proszę z nami, ale na koniu i z szablą w garści... Do tej wojny ekwipaŜy 
i kredensów nie trzeba. Sam przypilnuję, by ani jeden zbędny wóz nie wadził mi w marszu!  

 

Tylko kilkunastu uznało słuszno

ść

 tych argumentów i wst

ą

piło do szeregów. 

Wi

ę

kszo

ść

 straciła ochot

ę

 do wojaczki i gło

ś

no wydziwiaj

ą

c na nowe porz

ą

dki oraz 

bezduszno

ść

 generała rozjechała si

ę

 do domów.  

Maszeruj

ą

c le

ś

nymi drogami, po mini

ę

ciu miejscowo

ś

ci Narewka i Rudnia, oddział 

ostro

Ŝ

nie wynurzył si

ę

 z Puszczy Białowieskiej.  Ostro

Ŝ

no

ść

 ta była w pełni 

uzasadniona, gdy

Ŝ

 był to przecie

Ŝ

 obszar kontrolowany przez przeciwnika i w 

ka

Ŝ

dej chwili mo

Ŝ

na było natkn

ąć

 si

ę

 na jego oddziały. Kiedy przekraczano trakt 

wiod

ą

cy ze Słonimia do Białegostoku, patrol ułanów schwytał oficera grenadierów 

gwardii, jad

ą

cego z depeszami do Białegostoku. Z papierów znalezionych przy 

kurierze Chłapowski zorientował si

ę

 mniej wi

ę

cej w dyslokacji oddziałów 

rosyjskich, stwierdził te

Ŝ

Ŝ

e w Słonimiu w dalszym ci

ą

gu przebywa wielki ksi

ąŜę

 

Konstanty. Po krótkiej naradzie z doktorem Marcinkowskim i kapitanem Krasickim 
Chłapowski postanowił to wykorzysta

ć

. Kazał przyprowadzi

ć

 je

ń

ca.  

Blady z wra

Ŝ

enia kurier stan

ą

ł wypr

ęŜ

ony przed generałem, z wyczekiwaniem 

patrz

ą

c mu w twarz. Lekko u

ś

miechni

ę

ty Chłapowski zwrócił si

ę

 do grenadiera:  

- Panie oficerze! Nie wiem, czy wiesz, a pewno nie wiesz, Ŝe księŜna łowicka i moja Ŝona to 

rodzone siostry. Jak widzisz zatem, jestem powinowatym wielkiego księcia. Wybieram się w 
gości do księstwa, a Ŝe nie godzi się składać wizyt bez zapowiedzi, wracaj do Słonimia, aby nas 
anonsować. Dodaj teŜ, Ŝe jako awangarda korpusu polskiego, który idzie w Litwę, maszeruję 
spiesznie i rychło tam stanę. Masz tu list, który oddasz księŜnej. Ruszaj!  

 

Co dał ten manewr? W kwaterze Konstantego po przeczytaniu listu i wysłuchaniu 
relacji kuriera zapanowała konsternacja. S

ą

dzono, 

Ŝ

e Polacy na pewno przeszli do 

szeroko zakrojonych działa

ń

 ofensywnych. Je

Ŝ

eli awangarda z generałem na czele, 

któr

ą

 na własne oczy widział kurier, jest tak silna, to jaki za ni

ą

 ci

ą

gnie 

korpus? Pewnie te

Ŝ

 niemały. Informacji brak, wojska niewiele, powstanie znów 

rozgorzeje ze zdwojon

ą

 sił

ą

. Pop

ę

dzili kurierzy, wioz

ą

c rozrzuconym po kraju 

rosyjskim dowódcom dezorientuj

ą

ce informacje i rozkazy, skutecznie odwracaj

ą

uwag

ę

 od polskiego oddziału, mieni

ą

cego si

ę

 awangard

ą

 nie istniej

ą

cego korpusu.  

Dzi

ę

ki temu Chłapowski 28 maja 1831 roku bez przeszkód dotarł do Niemna i przez 

nikogo nie niepokojony, przeprawił si

ę

 na drugi brzeg pod miejscowo

ś

ci

ą

 Mosty.  

 
 
 
 

background image

Za Niemnem  

 
 
 
 

Niełatwe były ostatnie dni maja 1831 roku dla rosyjskiego generała gubernatora 
Wilna - Chrapowickiego. Zdawało si

ę

Ŝ

e ju

Ŝ

 uspokoił zbuntowany kraj. Marcowo-

kwietniow

ą

 ruchawk

ę

 przytłumił, zap

ę

dził gł

ę

boko w lasy oddziały buntowników, 

pozbawiaj

ą

c je inicjatywy.  Obronił w kwietniu stolic

ę

 prowincji przed zakusami 

powsta

ń

ców, oczy

ś

cił szlaki komunikacyjne, wprowadził jaki taki ład, a tu 

znowu...  
Coraz gro

ź

niejsze wie

ś

ci docierały do jego kwatery. Jakie

ś

 polskie regularne 

oddziały wkroczyły na Litw

ę

, gromi

ą

 rosyjskie garnizony, id

ą

c w gł

ą

b kraju. 

Powstanie o

Ŝ

ywało na nowo, buntownicy ł

ą

czyli si

ę

 z przybyłymi, na innych 

terenach coraz 

ś

mielej sobie poczynali, zach

ę

ceni nadziej

ą

 pomocy. Jego 

dotychczasowa robota waliła si

ę

 w gruzy.  

Gubernator z

Ŝ

ymał si

ę

, denerwował. Nic nie wiedział o przeciwniku, nie znał jego 

sił, nie potrafił rozszyfrowa

ć

 zamiarów. Polski dowódca kluczył, zmieniaj

ą

kierunki marszu, uderzał niespodziewanie w ró

Ŝ

nych punktach i równocze

ś

nie 

niebezpiecznie zbli

Ŝ

ał si

ę

 do Wilna. Co si

ę

 stanie, je

Ŝ

eli uderzy na miasto?  

Słaby, niewiele ponad 3 tysi

ą

ce ludzi licz

ą

cy garnizon nie b

ę

dzie w stanie go 

obroni

ć

. Atmosfera w mie

ś

cie te

Ŝ

 była jaka

ś

 ci

ęŜ

ka, naładowana. Niby spokój, ale 

gro

ź

ny; co

ś

 w nim si

ę

 czaiło, straszyło... Trudno pomy

ś

le

ć

, co b

ę

dzie, gdy 

równocze

ś

nie z atakiem z zewn

ą

trz w mie

ś

cie wybuchnie bunt. Jak potocz

ą

 si

ę

 losy 

wojny, je

Ŝ

eli w r

ę

ce nieprzyjaciela wpadnie to wa

Ŝ

ne strategicznie miasto razem 

z jego arsenałem i magazynami? W arsenale nie bagatela... ponad 20 tysi

ę

cy 

karabinów, 60 armatnich luf, amunicja i wiele innego wojennego dobra.  
Mo

Ŝ

e w tej sytuacji wyj

ść

 z miasta, którego nie sposób obroni

ć

, zamkn

ąć

 si

ę

 w 

obwarowanym arsenale, tam zatrzyma

ć

 nieprzyjaciela i czeka

ć

 pomocy? A mo

Ŝ

lepiej b

ę

dzie w ogóle wyj

ść

 z załog

ą

 w pole, zniszczywszy uprzednio arsenał i 

magazyny? Trudne chwile, niełatwe decyzje...  

Na razie, póki wróg nie atakuje, 

ś

ci

ą

ga

ć

 pomoc!  

Pop

ę

dzili kurierzy z rozkazami do generałów, Chiłkowa, Kuruty, Otroszenki, 

Sulimy, by ze wszystkimi siłami po

ś

piesznie przybywali na pomoc zagro

Ŝ

onemu 

Wilnu. Byle zgromadzi

ć

 mo

Ŝ

liwie najwi

ę

cej wojska. Wezwani generałowie s

ą

 coraz 

bli

Ŝ

ej.  

Nagle niespodziewanie ulga. S

ą

 pewne wie

ś

ci!  

Dzielny pułkownik Haferland nie dał si

ę

 zaskoczy

ć

, rozpoznał przeciwnika, 

zameldował co trzeba... Okazało si

ę

Ŝ

e nie taki diabeł straszny... To nie 

Ŝ

aden 

korpus ani krocie, ale licz

ą

cy zaledwie kilkaset koni oddział regularnego 

wojska, z którym zł

ą

czyło si

ę

 troch

ę

 miejscowych ludzi. Bezpo

ś

rednie 

niebezpiecze

ń

stwo odsun

ę

ło si

ę

, ale nie wolno go lekcewa

Ŝ

y

ć

.  Dowodzi nimi 

ś

miały oficer, podobno generał Chłapowski - napoleo

ń

czyk. Tacy jak on znaj

ą

 

wojenne rzemiosło. Ma wiele broni.  Je

Ŝ

eli zdoła zgromadzi

ć

 miejscowych 

powsta

ń

ców, nie przestanie by

ć

 gro

ź

ny. Trzeba go zniszczy

ć

, nim b

ę

dzie za pó

ź

no.  

Znów pop

ę

dził kurier do generała Otroszenki, maszeruj

ą

cego z Oszmiany do Wilna. 

Rozkaz zawrócił go z drogi, nakazuj

ą

c osaczy

ć

 i zniszczy

ć

 polski oddział. Ponad 

tysi

ą

c piechoty, szwadron ułanów, 400 kozaków i 9 dział powinno wystarczy

ć

.  

Czy wystarczyło?  

 
 

*  

 

background image

 
 

Jak doszło do spotkania rosyjskiego pułkownika Haferlanda z generałem 
Chłapowskim i sk

ą

d pochodziły wie

ś

ci, które tak ucieszyły gubernatora Wilna?  

Chłapowski po przekroczeniu Niemna i wykonaniu kilku marszów w ró

Ŝ

nych 

kierunkach, które miały zdezorientowa

ć

 przeciwnika, wszedł na trakt wiod

ą

cy z 

Grodna do Wilna, kieruj

ą

c si

ę

 w stron

ę

 stolicy Litwy. Przy trakcie tym, mniej 

wi

ę

cej w połowie drogi mi

ę

dzy Grodnem a Wilnem, znajdowało si

ę

 niewielkie 

wówczas miasteczko - Lida, gdzie stacjonował rosyjski garnizon, składaj

ą

cy si

ę

 z 

batalionu piechoty i dwóch dział. Dowódca garnizonu, kapitan Komarnicki, na 
wiadomo

ść

 o zbli

Ŝ

aniu si

ę

 polskiego oddziału postanowił opu

ś

ci

ć

 miasto i 

poł

ą

czy

ć

 si

ę

 z maszeruj

ą

cym w jego stron

ę

 silnym oddziałem pułkownika 

Haferlanda.  
Manewr ten jednak nie powiódł si

ę

. Batalion nieprzyjaciela, dop

ę

dzony w otwartym 

polu przez ułanów Chłapowskiego, w krótkiej, zaci

ę

tej potyczce został rozbity. 

Polacy wzi

ę

li wielu je

ń

ców, zdobyli obydwa działa i du

Ŝ

o broni.  

Po zwyci

ę

skiej potyczce Chłapowski ruszył na spotkanie Haferlanda, ale ten nie 

dał si

ę

 zaskoczy

ć

. Zaalarmowany odgłosem bitwy, zatrzymał si

ę

 w folwarku 

ś

yrmuny, mocno usadawiaj

ą

c si

ę

 w jego solidnych zabudowaniach. Po drodze zd

ąŜ

ył 

ju

Ŝ

 zebra

ć

 nieco informacji o przeciwniku, dalsze uzyskał od zbiegów z potyczki 

pod Lid

ą

. Natychmiast wysłał go

ń

ca do Wilna, czym tak ucieszył generała 

gubernatora Chrapowickiego.  
Chłapowski spróbował zaatakowa

ć

 Rosjan, szybko jednak zorientował si

ę

Ŝ

zdobycie folwarku zajmie zbyt wiele czasu i przyniesie znaczne, zupełnie 
niepotrzebne straty: W tej sytuacji zdecydował si

ę

 zaniecha

ć

 zb

ę

dnego obl

ęŜ

enia.  

Błyskawicznie zwin

ą

ł swoje siły i skierował si

ę

 na północ, w okolice Trok, 

spodziewaj

ą

c si

ę

 zasta

ć

 tam wi

ę

ksze skupiska powsta

ń

ców. Rzeczywi

ś

cie, 

przybywało ich coraz wi

ę

cej. Na wie

ść

 o pochodzie wojsk polskich wychodzili z 

le

ś

nych kryjówek i przył

ą

czali si

ę

 pojedynczo lub całymi oddziałami. Przynosili 

te

Ŝ

 bezcenne informacje, dzi

ę

ki którym generał zorientował si

ę

Ŝ

e w Wilnie 

wiedz

ą

 ju

Ŝ

 o nim dostatecznie du

Ŝ

o. Dowiedział si

ę

 te

Ŝ

Ŝ

e od Oszmiany maszeruje 

Otroszenko, a od Grodna Kuruta.  
Chłapowski, zr

ę

cznie manewruj

ą

c w

ś

ród próbuj

ą

cych go osaczy

ć

 oddziałów 

przeciwnika i wykorzystuj

ą

c lotno

ść

 swojego oddziału oraz doskonałe informacje, 

wymkn

ą

ł si

ę

 pogoni i uton

ą

ł w lasach trockich. Tu wreszcie zacz

ę

ły napływa

ć

 

oddziały litewskich powsta

ń

ców. Przybył słynny w Trockiem dowódca i partyzant 

Wincenty Matusewicz, doł

ą

czył ze swoj

ą

 parti

ą

 Ogi

ń

ski, dotarł równie

Ŝ

 oddział 

studentów wile

ń

skich.  

Były to jednak zbyt słabe siły, aby pokusi

ć

 si

ę

 o zdobycie Wilna, a tym samym 

zrealizowa

ć

 zamiar, o którym generał my

ś

lał od pocz

ą

tku wyprawy. W tej sytuacji 

Chłapowski postanowił pozostawi

ć

 Wilno w spokoju, obej

ść

 je i przenie

ść

 

działania w lasy mozyrskie i borysewskie, wznieci

ć

 powstanie na Polesiu, a tym 

samym uderzy

ć

 na gł

ę

bokie tyły nieprzyjaciela.  

Plan ten równie

Ŝ

 nie został zrealizowany, a powodem tego były wa

Ŝ

ne i 

niespodziewane wie

ś

ci, uzyskane w czasie marszu w Trockie.  2 czerwca w Oranzch 

do Chłapowskiego zgłosił si

ę

 osobnik przedstawiaj

ą

cy si

ę

 jako Korabiewicz, 

ziemianin z Augustowskiego.  Donosił on o znacznym korpusie polskim, który id

ą

przez Augustów i Suwałki wkroczył na Litw

ę

. Przybyły nie umiał powiedzie

ć

 nic 

konkretniejszego.  
Wiadomo

ś

ci te mocno poruszyły Chłapowskiego. S

ą

dził, 

Ŝ

e przybywaj

ą

 tu jakie

ś

 

wi

ę

ksze siły, z którymi b

ę

dzie mo

Ŝ

na co

ś

 przedsi

ę

wzi

ąć

.  Szlachcic wzbudzał 

zaufanie, generał uznał wi

ę

c, 

Ŝ

e mo

Ŝ

na go wykorzysta

ć

 jako posła

ń

ca. Napisał 

krótki, bardzo ostro

Ŝ

ny list do dowodz

ą

cego korpusem, w którym prosił o bli

Ŝ

szy 

kontakt.  
Ju

Ŝ

 po dwóch dniach przyszła odpowied

ź

 podpisana przez generała Henryka 

Dembi

ń

skiego. Donosił on, 

Ŝ

e na czele wyprawy stoi generał Antoni Giełgud, 

wspomniał o zwyci

ę

skiej bitwie pod Rajgrodem, jako cel marszu wymienił rejon 

Kowna, dawał do zrozumienia, 

Ŝ

e teraz głównodowodz

ą

cym na Litwie jest Giełgud, 

jako generał dywizji najstarszy tu stopniem. Konkretnych rozkazów jednak nie 
było.  

background image

Chłapowski nie był zachwycony tymi wiadomo

ś

ciami. Zdziwił go kierunek marszu, 

kieruj

ą

cy wojska na tereny le

Ŝą

ce zupełnie z boku wa

Ŝ

nych strategicznie rejonów. 

Prócz tego, znaj

ą

c nieco Giełguda, wiedział, 

Ŝ

e jest to człowiek zacny i 

odwa

Ŝ

ny, bardzo ceni

ą

cy dyscyplin

ę

 i lojalno

ść

 wobec przeło

Ŝ

onych, ale obdarzony 

miernymi raczej zdolno

ś

ciami wojskowymi. Wszelkie w

ą

tpliwo

ś

ci zachował dla 

siebie, do Giełguda natomiast wystosował szczegółowy raport, w którym meldował 
gotowo

ść

 do wykonywania rozkazów. Okre

ś

lał swoje poło

Ŝ

enie i zamiary, 

charakteryzował sytuacj

ę

 wojsk rosyjskich i równocze

ś

nie radził natychmiastowy 

zwrot na Wilno. Prosił o konkretne zadania dla siebie.  
Maj

ą

c ju

Ŝ

 stały kontakt z Giełgudem, Chłapowski przesun

ą

ł si

ę

 dalej na północny 

zachód, gubi

ą

c ostatecznie próbuj

ą

ce osaczy

ć

 go oddziały rosyjskie. Zatrzymał 

si

ę

 w miejscowo

ś

ci 

ś

y

Ŝ

mory, sk

ą

d w jednakowym stopniu szachował Kowno i Wilno.  

Był ju

Ŝ

 czerwiec. Nale

Ŝ

ało pozwoli

ć

 odetchn

ąć

 zm

ę

czonym 

Ŝ

ołnierzom, którzy 

przecie

Ŝ

 od 19 maja byli prawie bez przerwy w marszu lub w boju. Trzeba te

Ŝ

 było 

w dalszym ci

ą

gu organizowa

ć

 miejscowe oddziały, zamienia

ć

 je w regularne wojsko. 

Chłapowski przez cały ten czas pracował z niezwykł

ą

 energi

ą

. Tworzył bataliony i 

szwadrony, które obejmowali pod swoje komendy miejscowi dowódcy oraz oficerowie 
i podoficerowie - instruktorzy przyprowadzeni z Królestwa. Gromadzono konie dla 
jazdy, rozdzielano przywiezion

ą

 bro

ń

, kompletowano umundurowanie i wyposa

Ŝ

enie.  

W wyniku wyt

ęŜ

onej pracy organizacyjnej powstały cztery nowe pułki jazdy, 

podzielone na dwie brygady, oraz dwa pułki piechoty, batalion strzelców, i 
bateria artylerii licz

ą

ca pi

ęć

 dział.  

Wreszcie po kilku dniach przyszedł rozkaz od Giełguda, nakazuj

ą

cy koncentracj

ę

 

wszystkich wojsk pod Kiejdanami.  
Generał wyprowadził swoje oddziały z 

ś

y

Ŝ

morów wieczorem 7 czerwca.  W nocy, 

w

ś

ród deszczu, wojsko na promach sprawnie przeprawiło si

ę

 przez Wili

ę

, by 

nast

ę

pnego dnia, po forsownym marszu, stan

ąć

 w 

ś

ejmach pod Kiejdanami.  

ś

ejmy, wówczas maj

ą

tek Kossakowskich, zmieniły si

ę

 w wielki obóz wojskowy. W 

zabudowaniach, w parku, na polach biwakowały piechota, jazda, artyleria, tabory. 
Przybyli powsta

ń

cy litewscy, podobnie jak w pobliskich Kiejdanach, i tu zbierały 

si

ę

 miejscowe osobisto

ś

ci.  

Warto tu doda

ć

Ŝ

e w obozie powsta

ń

czym pod 

ś

ejmami znalazła si

ę

 równie

Ŝ

 panna 

Emilia Plater wraz ze swoj

ą

 przyjaciółk

ą

, pann

ą

 Raszanowiczówn

ą

. Młode kobiety, 

ubrane po m

ę

sku i uzbrojone, przybyły tu na czele oddziału powsta

ń

ców, z którymi 

wcze

ś

niej ju

Ŝ

 prowadziły działania bojowe.  

Obydwie panny przedstawiono oczywi

ś

cie generałowi Chłapowskiemu, który 

absolutnie nie wydawał si

ę

 by

ć

 zachwycony ich obecno

ś

ci

ą

.  Chwalił zapał i 

m

ę

stwo, ale w długiej rozmowie usiłował przekona

ć

 pó

ź

niejsz

ą

 legendarn

ą

 

bohaterk

ę

Ŝ

e obóz wojskowy nie jest najlepszym miejscem dla kobiet. Jednak

Ŝ

wobec zdecydowanej i pełnej zapału postawy panny Emilii generał ust

ą

pił i 

zezwolił na pozostanie w wojsku.  
Chłapowski niezwłocznie udał si

ę

 do Kiejdan, gdzie nast

ą

piło spotkanie trzech 

generałów, ludzi, w których r

ę

kach spocz

ą

ł los tych wojsk. Czy w równej mierze 

spełni

ą

 pokładane w nich nadzieje?  

 
 

*  

 
 
 

Od dłu

Ŝ

szego ju

Ŝ

 czasu oficer słu

Ŝ

bowy, stoj

ą

cy przed drzwiami jednego z pokoi 

dworku Czapskich w Kiejdanach, zapytywany przez ciekawych, odpowiadał 
niezmiennie:  

- Jenerałowie radzą, nie wolno przeszkadzać.  
 

Za drzwiami, nad stołem zało

Ŝ

onym mapami, trzech pochylonych m

ęŜ

czyzn w 

generalskich mundurach. Mówił generał Chłapowski:  

- JeŜeli ruszymy na Wilno zaraz, wszystkimi siłami, nieprzyjaciel nie zdoła go obronić. Staniemy 

tam wcześniej, niŜ mogą przybyć rozrzucone po kraju ich oddziały. Mam pewne wiadomości, Ŝe 

background image

obrona miasta nie przygotowana, a garnizon słaby. ZwaŜcie, panowie, jaki efekt moralny 
przyniesie opanowanie tego miasta, nie mówiąc o moŜliwościach znacznych zdobyczy w broni i 
amunicji.  

- Broń i amunicję mamy dostać z zagranicy - wtrącił generał Dembiński - dlatego trzeba nam iść na 

ś

mudź i zdobyć Połągę - port, do którego zawinie statek z Anglii.  

- Jenerale - Chłapowski zwrócił się w stronę Dembińskiego - jakąŜ mamy pewność, Ŝe ten statek 

przybędzie, a jeŜeli nawet, czy warto ryzykować i pchać na śmudź wszystkie siły? Panowie, 
spójrzcie na mapę. śmudź to worek, do którego wchodząc łatwo moŜemy być odcięci. Prócz 
tego leŜy na uboczu, teren niewielki. Co my tam zdziałamy? Szkoda, Ŝe weszliśmy tu, pod 
Kiejdany; czas ucieka, nieprzyjaciel zdoła otrząsnąć się z zaskoczenia, rozpozna dokładnie 
nasze siły. Wielką teŜ dla nas stratą jest wysłanie dobrego 19 pułku liniowego pod Połągę. 
Osłabiamy się w ten sposób...  

- 19 liniowy poszedł pod Szymanowskim, by wspomagać śmudzinów i zająć Połągę - wtrącił 

milczący dotąd Giełgud.  

- PrzecieŜ oddziały tamtejsze tu do nas przybywają, i wzmocnienie działań na uboczu nie zaszkodzi 

nieprzyjacielowi - argumentował Chłapowski.  

- Były instrukcje w sztabie, aby zająć Połągę - odezwał się Dembiński - i zgodnie z nimi 

podjęliśmy takie decyzje na poprzedniej naradzie, nim do nas przybyłeś, jenerale.  

- Tak, wiem o tym - odrzekł Chłapowski. - Rozum jednak nakazuje działać tak, jak na to wskazują 

moŜliwości i sytuacja. Jestem tu dość długo, miałem moŜność poznać tutejsze stosunki. Na 
miejscowe oddziały za bardzo nie moŜemy liczyć. Będzie to dobry Ŝołnierz, ale trzeba go 
zaprawić do boju, przysposobić. Z naszymi pułkami, ucząc się od nich, będzie coraz lepszy. 
Wiem, jak cesarscy obawiają się utraty Wilna. Robią wszystko, aby zabezpieczyć to miasto. 
JeŜeli będziemy działać zdecydowanie, ubiegniemy ich.  Mając oparcie w Wilnie moŜemy 
kolejno znosić poszczególne oddziały nieprzyjaciela, nie damy mu moŜliwości skoncentrowania 
się.  Jenerale Giełgud! Pan tu dowodzisz, przy panu komenda... zrobisz tak, jak będziesz uwaŜał. 
JeŜeli wolno mi jednak radzić - gorąco przemawiam - idźmy na Wilno!  

 

Giełgud z wahaniem spogl

ą

dał to na jednego, to na drugiego ze swoich 

podkomendnych, nie bardzo wiedz

ą

c, co robi

ć

. W ogóle cała ta wyprawa to jedno 

zło. Nie był z niej zadowolony. Po bitwie ostroł

ę

ckiej, w której nie brał 

udziału, gdy stał ze swoj

ą

 dywizj

ą

 w Łom

Ŝ

y, przybył do niego Dembi

ń

ski z 

rozkazem marszu na Litw

ę

.  Skrzynecki donosił, 

Ŝ

e ma działa

ć

 według instrukcji 

ustnych, których udzieli mu Dembi

ń

ski. Co to za instrukcje? Od razu chciał i

ść

 

na Wilno, ale Dembi

ń

ski powiedział, 

Ŝ

e wódz naczelny ma informacje o jakich

ś

 

statkach angielskich, które przyb

ę

d

ą

 do Poł

ą

gi, i w oparciu o to przekonywał do 

marszu na 

ś

mud

ź

. Potem ten marsz jak jeden triumfalny pochód, nieprzyjaciel 

pobity pod Rajgrodem, jako

ś

 nie niepokoił. Przed paroma dniami na naradzie w 

Rawdanach przyj

ę

li z Dembi

ń

skim jaki

ś

 plan, rozkazy zostały wydane, a tu teraz 

ten drugi... Mówi z sensem, chyba ma racj

ę

; ale jak tu załatwi

ć

 z Dembi

ń

skim, 

który ci

ą

gnie na 

ś

mud

ź

... A mo

Ŝ

e wła

ś

nie on ma racj

ę

? W Rawdanach te

Ŝ

 przemawiał 

przekonywaj

ą

co, tak samo jak Chłapowski tutaj. Zwrócił si

ę

 do Dembi

ń

skiego:  

- A pan co powiesz? Jesteś za planem jenerała Chłapowskiego?  
- Jenerale! Znasz moje stanowisko - odezwał się Dembiński wstając.  
- Znasz teŜ plan jenerała Chłapowskiego. Czekamy na rozkazy...  
 

Giełgud nie był zdecydowany. Długo jeszcze trwała narada, długo jeszcze 
Chłapowski przekonywał obu generałów co do celowo

ś

ci zwrotu na Wilno. Wyliczał 

dokładnie, 

Ŝ

e ruszaj

ą

c natychmiast za pi

ęć

 dni mo

Ŝ

na by

ć

 pod Wilnem, podczas gdy 

najbli

Ŝ

sze powa

Ŝ

niejsze siły rosyjskie s

ą

 oddalone od miasta o siedem, dziesi

ęć

 

i pi

ę

tna

ś

cie dni marszu. Były to armie Kuruty, Tołstoja i Savoiniego.  

Wreszcie Giełgud przyj

ą

ł plan atakowania Wilna. Ustalono, 

Ŝ

e Chłapowski z dwu i 

pół tysi

ą

cem ludzi i trzema działami wyruszy natychmiast jako awangarda, siły 

główne za

ś

 b

ę

d

ą

 ci

ą

gn

ąć

 o dzie

ń

 marszu za stra

Ŝą

 przedni

ą

.  

background image

Wydano odpowiednie rozkazy. W obozie zawrzało. Oddziały wyznaczone do stra

Ŝ

przedniej szykowały si

ę

 do wymarszu. W skład awangardy wchodził niezawodny 1 

pułk ułanów, reszt

ę

 stanowiły nowo sformowane pułki, zło

Ŝ

one z powsta

ń

ców 

litewskich.  
Zbli

Ŝ

ał si

ę

 wieczór 8 czerwca. Miano wyruszy

ć

 noc

ą

.  

 
 

*  

 
 
 

Chłapowski z ci

ęŜ

kim sercem wracał do swoich 

Ŝ

ołnierzy. Wra

Ŝ

enia, jakie wyniósł 

z narady, były fatalne. Gniewało go niezdecydowanie Giełguda, zdumiewał upór 
Dembi

ń

skiego. Wyczuwał niesnaski, zawi

ś

ci i intrygi. On, 

Ŝ

ołnierz z krwi i 

ko

ś

ci, nawykły do subordynacji, a przede wszystkim do szybkiej decyzji, co 

wyniósł z twardej szkoły napoleo

ń

skiej, nie mógł si

ę

 z tym wewn

ę

trznie pogodzi

ć

Widział, jak mocna indywidualno

ść

 Dembi

ń

skiego dominuje nad słabym i chwiejnym 

Giełgudem. Dembi

ń

ski to zdolny generał, ale w tym wypadku popełniał bł

ą

d, jego 

rady były zgubne. Odrzucenie zaproponowanego przez siebie planu potraktował jako 
osobist

ą

 obraz

ę

, dawał odczu

ć

 swoje lekcewa

Ŝ

enie przeło

Ŝ

onego, podrywał jego 

autorytet. Czy

Ŝ

by zamierzał przej

ąć

 dowództwo? Niesłychana to rzecz w sytuacji, 

gdy trzeba zgody i zdecydowanego działania. Ach te intrygi, zawi

ś

ci, ambicje... 

Chłapowski obawiał si

ę

 o dalsze losy wyprawy.  

Zapytany przez swojego adiutanta, kapitana Krasickiego, o wynik narady, 
powiedział, 

Ŝ

e jest 

ź

le.  

- Dlaczego? zdziwił się Krasicki - jest nas przecieŜ teraz więcej.  

Łatwiej nam pójdzie z Wilnem.  

- śeby to zgoda była - odparł generał - lecz z tymi dwoma trudno dojść do ładu. Jeden jak wahadło 

- nie wie, czego chce, drugi - opanowany ambicjami, zdaje się mieć w zanadrzu myśl przejęcia 
dowództwa, bo i mnie to proponował. Śmiertelny to grzech przeciw subordynacji. Prócz tego 
chce gdzieś gonić nad morze po złote runo. Dziś postanowiono iść na Wilno - a co będzie jutro?  

 

Awangarda szybko szła naprzód. Po całonocnym marszu 9 czerwca przeprawiono si

ę

 

przez rzek

ę

 

Ś

wi

ę

t

ą

, a nast

ę

pnego dnia na promach została pokonana Wilia. Wojska 

weszły na trakt wiod

ą

cy z Kowna do Wilna i zatrzymały si

ę

 w miejscowo

ś

ci 

Czabiszki. Tu niespodziewanie przybył Dembi

ń

ski, który o

ś

wiadczył, 

Ŝ

e Giełgud 

nie wyruszył jeszcze z 

ś

ejm, a on otrzymał rozkaz udania si

ę

 z dwu i pół 

tysi

ę

cznym oddziałem na północ od Wilna. Dodał te

Ŝ

Ŝ

e Giełgud waha si

ę

, czy 

warto jednak atakowa

ć

 Wilno. Chłapowski przeraził si

ę

. Jak to? Przecie

Ŝ

 plan 

został przyj

ę

ty, po co osłabia

ć

 siły oderwaniem Dembi

ń

skiego i wysyłaniem go w 

kierunku zupełnie nie maj

ą

cym sensu?  

Napisał list do Giełguda, w którym prosił go o zatrzymanie Dembi

ń

skiego i 

przyspieszenie marszu, tak jak to było przewidziane.  
Pełen najgorszych przeczu

ć

 ruszył ze swoimi wojskami dalej. 15 czerwca rano 

nagłym atakiem został zdobyty most na rzece Wace, ostatniej przeszkodzie wodnej 
przed Wilnem. Mimo kontrataków Rosjan most ten został utrzymany, zaj

ę

to 

miejscowo

ść

 Rykonty.  

Chłapowski mocno usadowił si

ę

 na zdobytych pozycjach. Z siłami, którymi 

dysponował, nie mógł i

ść

 dalej. Od Wilna dzieliła go odległo

ść

 niespełna 19 km.  

Mijały dni, Giełgud nie przybywał.  

 
 
 
 

Pod Wilnem  

 

background image

 
 
 

Od momentu wkroczenia na Litw

ę

 wojsk Giełguda ponownie wzrosły obawy Rosjan o 

los Wilna. Oni doceniali jego znaczenie. To du

Ŝ

e miasto, poło

Ŝ

one na wa

Ŝ

nym 

szlaku komunikacyjnym do Petersburga, nie mogło wpa

ść

 w r

ę

ce przeciwnika.  

Poczynaj

ą

c od 4 czerwca do miasta napływały coraz to nowe bataliony i szwadrony, 

sposobiono si

ę

 do jego obrony. W dniach od 9 do 14 czerwca przyprowadzili swoje 

wojska: ksi

ąŜę

 Chiłkow, zdolny i energiczny generał Sacken, generał Otroszenko i 

wreszcie długo oczekiwany generał Kuruta, który przywiódł 

ś

wietn

ą

 dywizj

ę

 

gwardii.  
Spadł ci

ęŜ

ar z serca generał gubernatora Chrapowickiego. W Wilnie zebrało si

ę

 

ju

Ŝ

 ponad 20 tysi

ę

cy piechoty i jazdy, było te

Ŝ

 78 dział. Teraz ju

Ŝ

 mo

Ŝ

na było 

my

ś

le

ć

 o skutecznej obronie, a w dodatku wiedziano wreszcie, sk

ą

d mog

ą

 uderzy

ć

 

Polacy.  
Wilno, stolica Litwy, le

Ŝ

y w szerokiej dolinie Wilii, od południowego zachodu 

obrze

Ŝ

onej ła

ń

cuchem wzgórz, od wioski Ponary zwanych wówczas Wzgórzami 

Ponarskimi. Na szczycie tych wzgórz sztab rosyjski postanowił rozlokowa

ć

 swoje 

siły i zamkn

ąć

 wojskom polskim drog

ę

 do miasta.  

Wzgórza Ponarskie swoim południowym skrajem przylegaj

ą

 do brzegu Wilii, 

zataczaj

ą

cej tutaj szerokie zakole. W tej partii s

ą

 najwy

Ŝ

sze, a od strony rzeki 

strome ich stoki porastały krzewy. W kierunku południowym przechodziły w ni

Ŝ

sze, 

łagodniejsze wzgórza, pokryte g

ę

stym lasem. Przed nimi, od zachodu, rozci

ą

gała 

si

ę

 półkolista równina z k

ę

pami krzewów, dookoła otoczona lasami. Z lasów tych 

wybiegały trzy trakty - z Kowna, Trok i Grodna, by na łagodniejszym, zachodnim 
zboczu Wzgórz Ponarskich poł

ą

czy

ć

 si

ę

 w jedn

ą

 drog

ę

 wiod

ą

c

ą

 do Wilna. Wspinała 

si

ę

 ona na szczyt wzgórz i wpadaj

ą

c w gł

ę

boki, kr

ę

ty w

ą

wóz przecinała je, 

wychodziła na równin

ę

 i prowadziła dalej, do miasta. Od zachodniego skraju 

Wzgórz Ponarskich do centrum Wilna w owym czasie było niespełna 9 km.  
Rosjanie, zdumieni bezczynno

ś

ci

ą

 przeciwnika, coraz mocniej usadawiali si

ę

 na 

tej pozycji. Wej

ś

cie do w

ą

wozu, przyj

ę

te za centrum pozycji, zamkni

ę

to pot

ęŜ

n

ą

 

bateri

ą

 18 dział, które zaci

ą

gni

ę

to na po

ś

piesznie usypane sza

ń

ce. Na zboczach 

wzgórz porobiono zasieki i sza

ń

czyki, które g

ę

sto obsadzono piechot

ą

 i 

artyleri

ą

. Na zapleczu gór, w dolinie Wilii, rozlokowały si

ę

 silne rezerwy, 

głównie jazda i artyleria konna.  

ś

ołnierzom wydano rozkazy: „Ani kroku w tył!”  

W miar

ę

 przybywania sił coraz 

ś

mielej atakowano Chłapowskiego, który mocno 

usadowił si

ę

 na pozycjach nad Wak

ą

. Chłapowski, odpieraj

ą

c nieustanne ataki 

Rosjan, w ci

ą

głej walce, w ci

ą

głym ogniu, bezsilny patrzył na ich przygotowania 

do obrony, z rozpacz

ą

 liczył uciekaj

ą

ce dni. Ka

Ŝ

dy z nich był sprzymierze

ń

cem 

cesarskich generałów... Codziennie wysyłał oficerów ze szczegółowymi meldunkami, 
w nadziei, 

Ŝ

e mo

Ŝ

e to przy

ś

pieszy pochód Giełguda.  

Go

ń

cy, którzy wybiegali na trakt kowie

ń

ski, przynosili niezmiennie t

ę

 sam

ą

 

odpowied

ź

: „Naszych wojsk nie wida

ć

!”  

Niedobrze te

Ŝ

 zacz

ę

ło si

ę

 dzia

ć

 w naszych szeregach. Nieudolno

ść

 

głównodowodz

ą

cego była tak widoczna, 

Ŝ

e gło

ś

no komentowano j

ą

 w szeregach. 

Zacz

ę

ło si

ę

 to, co jest najgorsze dla dyscypliny: krytyka, wiecowanie, petycje, 

szczególnie dotyczyło to korpusu oficerskiego. 

ś

ołnierze zaczynali traci

ć

 

zaufanie do swojego dowódcy. Głosy te rozlegały si

ę

 równie

Ŝ

 w szeregach 

podległych bezpo

ś

rednio Chłapowskiemu. Oficerowie wyra

ź

nie domagali si

ę

 od 

niego, by przej

ą

ł dowództwo od niedoł

ęŜ

nego przeło

Ŝ

onego, 

Ŝ

eby prowadził ich do 

walki. W korpusie Giełguda oficerowie uchwalili nawet petycj

ę

 do rz

ą

du w 

Warszawie, domagaj

ą

c si

ę

 przekazania dowództwa Chłapowskiemu.  

On sam, ku któremu zwracały si

ę

 teraz oczy wszystkich, w zdecydowany sposób 

wyst

ą

pił przeciwko tym poczynaniom, okre

ś

laj

ą

c je buntem. Uwa

Ŝ

ał, 

Ŝ

e jest to 

co

ś

, co mo

Ŝ

e by

ć

 najgorszego.  Poczucie dyscypliny nie pozwalało mu na przej

ę

cie 

dowództwa w drodze nielegalnych poczyna

ń

. Czy post

ą

pił słusznie? Ró

Ŝ

nie to potem 

os

ą

dz

ą

...  

background image

Tak wi

ę

c sytuacja nie wygl

ą

dała zbyt korzystnie. Siły rozdzielone, cz

ęść

 na 

ś

mudzi, Dembi

ń

ski bezkutecznie działaj

ą

cy daleko na północ od Wilna, 

ś

lamazarny 

pochód Giełguda, z ka

Ŝ

dym dniem rosn

ą

cy w siły przeciwnik.  

Wreszcie Giełgud, nie tyle pod wpływem meldunków Chłapowskiego, ile 
przestraszony rosn

ą

cym fermentem w wojsku, przy

ś

pieszył swój pochód i 18 czerwca 

w południe przybył do Rykont. Po poł

ą

czeniu si

ę

 wojsk siły polskie wynosiły 

niewiele ponad 12 tysi

ę

cy piechoty i jazdy oraz 28 dział. W tym wiele było nowo 

sformowanych pułków, zło

Ŝ

onych z powsta

ń

ców litewskich.  

W miejscowej karczmie odbyła si

ę

 narada wojenna, w której oprócz Giełguda i 

Chłapowskiego wzi

ę

li udział inni oficerowie.  Chłapowski, znaj

ą

c siły i pozycje 

Rosjan, scharakteryzował sytuacj

ę

 i gor

ą

co odradzał atakowania Wilna. Uwa

Ŝ

ał, 

Ŝ

obecnie próba zdobycia tego miasta jest nierealna, przerasta po prostu 
mo

Ŝ

liwo

ś

ci naszych wojsk. Proponował rozdzielenie sił, obej

ś

cie Wilna i 

przej

ś

cie do szeroko zakrojonych działa

ń

 partyzanckich.  Plan jego poparli 

do

ś

wiadczeni oficerowie, mi

ę

dzy innymi pułkownik Valentin d’Hauterive i generał 

Rohland.  
Giełgud był jednak odmiennego zdania. Przera

Ŝ

ony postaw

ą

 oficerów liniowych, 

poprzedniego dnia, nie znaj

ą

c sytuacji, przyrzekł im atak na Wilno. Obawiał si

ę

Ŝ

e zmieniaj

ą

c poprzednie obietnice straci resztki autorytetu.  

- Z jakimŜe czołem - mówił do Chłapowskiego - moŜesz mi radzić odstąpienie od Wilna? 

Popularyzowałeś się w armii planem na Wilno, a dziś, kiedy przybyłem, chcesz, abym ze 
wstydem się rejterował?  Widzę, iŜ prawdą jest, Ŝe mnie chcesz zgubić w opinii wojska i 
dowództwo odebrać. Jutro atakuję Wilno, a okopy weźmie 7 pułk.  

 

Chłapowski odpowiedział na to:  

- Nie obawiaj się, jenerale, Ŝe ci odbiorę dowództwo. Daję ci Ŝołnierskie słowo, Ŝe nigdybym go od 

podwładnych nie przyjął.  Będziesz miał we mnie najposłuszniejszego Ŝołnierza.  

 

Tak wi

ę

c Giełgud, opanowany jedn

ą

 my

ś

l

ą

Ŝ

e wszyscy chc

ą

 go pozbawi

ć

 pełnionej 

funkcji, zupełnie zatracił poczucie rzeczywisto

ś

ci. Chc

ą

c ratowa

ć

 swoj

ą

 

reputacj

ę

, wbrew radom i rozs

ą

dkowi, podj

ą

ł fataln

ą

 decyzj

ę

.  

Była ona spó

ź

niona przynajmniej o trzy dni...  

 
 

*  

 
 
 

19 czerwca o godzinie dziewi

ą

tej rano kolumny polskie id

ą

ce traktem kowie

ń

skim 

wynurzyły si

ę

 z lasu i zacz

ę

ły rozwija

ć

 si

ę

 na równinie, naprzeciw pozycji 

rosyjskich. Szybko sp

ę

dzono rosyjskie oddziały osłonowe, które po oddaniu kilku 

salw wycofały si

ę

 na wzgórza.  

Przemówiły baterie rosyjskie z okopów usypanych u wej

ś

cia do w

ą

wozu, którym 

wiodła droga do Wilna. Pod ogniem ci

ęŜ

kich dział rosyjskich artyleria polska 

zajmowała stanowiska ogniowe na skraju lasu, a 2 i 4 pułki strzelców pieszych 
rozwijały si

ę

 naprzeciwko prawego skraju okopów cesarskich. 7 pułk piechoty 

liniowej przygotowywał si

ę

 do szturmu na centrum pozycji rosyjskich u wej

ś

cia do 

w

ą

wozu, za nim, w drugiej linii, stan

ą

ł nowo sformowany 26 pułk piechoty.  

ś

ołnierze 7 pułku, z pochylonymi bagnetami, pod morderczym ogniem, biegiem 

ruszyli na okopy nieprzyjaciela. Zdawało si

ę

Ŝ

e dojd

ą

...  W odległo

ś

ci zaledwie 

siedemdziesi

ę

ciu kroków od celu atak załamał si

ę

. Krwawi

ą

c obficie pułk spłyn

ą

ł 

na pozycje wyj

ś

ciowe.  

Tymczasem Chłapowski w towarzystwie swojego adiutanta, Smitkowskiego, wymin

ą

ł 

cofaj

ą

cych si

ę

 tyralierów rosyjskich i dotarł do pierwszych szeregów 

Zaliwskiego. Nie zsiadaj

ą

c z konia, krótko poinformował Zaliwskiego o sytuacji, 

rozkazał mu kontynuowa

ć

 natarcie na lewe skrzydło Rosjan, z zadaniem obej

ś

cia 

ich pozycji. P

ę

dem wracał na główne pole bitwy, sk

ą

d niósł si

ę

 nieustanny grzmot 

dział i grzechot palby karabinowej.  

background image

Sytuacja, jak

ą

 zastał po powrocie, nie wygl

ą

dała wesoło. Rohland z 2 i 4 pułkami 

strzelców pieszych, wbrew przyj

ę

temu planowi, zacz

ą

ł atakowa

ć

 prawe skrzydło 

rosyjskie, pułki 7 i 26, stoj

ą

ce w zasi

ę

gu dział rosyjskich, po nieudanym ataku 

równie

Ŝ

 zacz

ę

ły si

ę

 odsuwa

ć

 w lewo, by unikn

ąć

 morderczego ognia. Artylerii 

praktycznie nie było. Cztery działa zostały ju

Ŝ

 zdemontowane, dwa prowadziły 

ogie

ń

, reszt

ę

 poci

ą

gn

ą

ł za sob

ą

 Rohland.  

Giełguda nie było, po stracie konia gdzie

ś

 si

ę

 zawieruszył, faktycznie wi

ę

c nikt 

nie dowodził. Inicjatywa przeszła w r

ę

ce ni

Ŝ

szych dowódców. Na domiar złego, nie 

wiadomo z czyjego rozkazu, do pierwszej linii podsuni

ę

to cz

ęść

 rezerw, mi

ę

dzy 

innymi 1 pułk ułanów. Przysparzało to nowych, niepotrzebnych strat.  
Chłapowski jeszcze raz spróbował opanowa

ć

 sytuacj

ę

. Odesłał do tyłu rezerwy, 

sformował do ataku 7 i 26 pułki piechoty. Wraz z pułkownikiem Kossem, dowódc

ą

 7 

pułku, stan

ą

ł na czele 

Ŝ

ołnierzy i osobi

ś

cie poprowadził ich do ataku na okopy 

centrum rosyjskiego.  
I ten szturm nie powiódł si

ę

, mimo 

Ŝ

Ŝ

ołnierze podeszli pod same okopy. 

Chłapowski prowadz

ą

c atak z bliska przekonał si

ę

 o słabo

ś

ci umocnie

ń

 

przeciwnika. Okopy były 

ś

wie

Ŝ

e, nie wzmocnione faszyn

ą

.  Łatwo dałyby si

ę

 

zniszczy

ć

 ogniem kilkunastu dział. Có

Ŝ

, kiedy tych dział nie było.  

Tymczasem na 

ś

wie

Ŝ

ym koniu przyjechał Giełgud. Kazał cofn

ąć

 si

ę

 7 i 26 pułkom, 

o

ś

wiadczył, 

Ŝ

e Rohland na lewym skrzydle zdołał wedrze

ć

 si

ę

 na szczyt wzgórz i 

wychodzi na tyły Rosjan. Rozkazał Chłapowskiemu pozosta

ć

 z 7 pułkiem.  

W rzeczywisto

ś

ci pułki Rohlanda nie miały szans na osi

ą

gni

ę

cie sukcesu. Wiedział 

o tym dobrze Chłapowski, znaj

ą

cy teren i ugrupowanie rosyjskie.  

Piechota polska opanowała co prawda w tym miejscu szczyt wzgórza, zepchn

ę

ła 

piechurów rosyjskich w dolin

ę

 i na tym sukces zako

ń

czył si

ę

. Bataliony polskie 

znalazły si

ę

 na niewielkiej przestrzeni w szerokim zakolu Wilii i stan

ę

ły oko w 

oko z silnymi rezerwami wojsk przeciwnika. Natychmiastowe przeciwuderzenie pułku 
jegrów woły

ń

skich doprowadziło do zaci

ę

tej walki na bagnety, w której ju

Ŝ

 

wydawało si

ę

Ŝ

e woły

ń

cy zostan

ą

 przełamani. Jednak

Ŝ

e do boju wchodziły coraz to 

nowe bataliony rosyjskie, wzmacniaj

ą

c nadszarpni

ę

te szeregi jegrów woły

ń

skich. 

Piechurzy rosyjscy zacz

ę

li otacza

ć

 pułki polskie. W tej sytuacji generał Rohland 

rozpocz

ą

ł odwrót. 

ś

ołnierze polscy, ostrzeliwuj

ą

c si

ę

 i cz

ę

sto bagnetami toruj

ą

sobie drog

ę

, rozpocz

ę

li uci

ąŜ

liwy odwrót pod gór

ę

, by dotrze

ć

 do swoich. Na 

szczycie wzgórz po krótkim, ale zaciekłym starciu na bagnety przełamali 
próbuj

ą

c

ą

 zamkn

ąć

 okr

ąŜ

enie piechot

ę

 rosyjsk

ą

. Z wielkimi stratami 2 i 4 pułki 

strzelców pieszych cofn

ę

ły si

ę

 na równin

ę

.  

Giełgud zrozumiał, 

Ŝ

e wszystko ju

Ŝ

 stracone. Zawiodły jego rachuby, bitwa była 

przegrana. Przybiegł do Chłapowskiego wołaj

ą

c:  

- Dałem rozkaz piechocie i artylerii do odwrotu. Jenerał, z 1 regimentem ułanów i baterią 

Czetwertyńskiego, zasłonisz cofanie!  

 

Pułki polskie zbierały si

ę

 na trakcie kowie

ń

skim i jeden po drugim odchodziły, 

by po pewnym czasie znikn

ąć

 w lesie. Piechota przechodziła obok pułku ułanów, 

ustawionych przez Chłapowskiego w kolumnie szwadronowej. Ułani odprowadzili 
wzrokiem odchodz

ą

cych kolegów, dla których bitwa była ju

Ŝ

 sko

ń

czona. Oni mieli 

j

ą

 dopiero przed sob

ą

. Stali spokojnie, murem, ufni w swojego generała, który 

ju

Ŝ

 tyle razy prowadził ich do szar

Ŝ

y.  

Rzeczywi

ś

cie, generał nie zaniedbał niczego. Ustawił pułk uła

ń

ski szwadronami, 

jeden za drugim, w odległo

ś

ci około 300 kroków: Z tyłu, na skraju lasu, stały 

dwa szwadrony jazdy kaliskiej, skrzydła zabezpieczali strzelcy pod dowództwem 
Stanisława Chłapowskiego.  
Rosjanie długo nie przejawiali aktywno

ś

ci. W czasie odwrotu naszej piechoty i 

artylerii ograniczali si

ę

 do ognia działowego. Dopiero pół godziny po odej

ś

ciu 

głównych sił polskich zorientowali si

ę

Ŝ

e to jest odwrót, a nie przegrupowanie 

do ponownego ataku.  
Zza okopów zacz

ę

ły wyje

Ŝ

d

Ŝ

a

ć

 szwadrony kawalerii przeciwnika, ukazały si

ę

 działa 

artylerii konnej.  
Chłapowski nie czekał, a

Ŝ

 przeciwnik zdoła w pełni sformowa

ć

 swoje szyki. 

Rozkazał 1 szwadronowi uderzy

ć

 na przygotowuj

ą

cy si

ę

 do ataku pułk ułanów 

gwardii. Brawurowa szar

Ŝ

a rozbiła dwa szwadrony przeciwnika, po czym ułani 

polscy cofn

ę

li si

ę

 na dawne stanowiska.  Z kolei do ataku ruszyli Rosjanie. Pułk 

background image

mirhorodzkich ułanów ostro ruszył do szar

Ŝ

y, ale, zbyt wcze

ś

nie nabieraj

ą

szybko

ś

ci, połamał szyk przed doj

ś

ciem do starcia z Polakami. Chłapowski 

pozwolił mirhorodcom zbli

Ŝ

y

ć

 si

ę

 na 70 kroków i nagłym uderzeniem, wykonanym 

całym pułkiem, bez trudu rozbił zmieszanego przeciwnika.  
Dopiero trzecia szar

Ŝ

a rosyjska, przeprowadzona przez pułk orenburskich ułanów, 

doprowadziła do gwałtownego starcia. Na piaszczystym polu, wysuszonym czerwcowym 
sło

ń

cem, wzniosła si

ę

 olbrzymia chmura kurzu, w której starli si

ę

 ludzie i 

konie. Trudno było co

ś

 rozpozna

ć

 z odległo

ś

ci trzech kroków. Trzask 

ś

cieraj

ą

cych 

si

ę

 lanc, szcz

ę

k szabel, huk wystrzałów pistoletowych, r

Ŝ

enie koni i wrzaski 

ludzi tworzyły jeden niesamowity trudny do rozró

Ŝ

nienia zgiełk. Wreszcie, po 

dobrej półgodzinie, z kurzawy zacz

ę

li wypada

ć

 pojedynczo, a pó

ź

niej całymi 

gromadami orenburczycy, gnaj

ą

c ku swoim pozycjom. Na ich karkach jechali nasi 

ułani, kłuj

ą

c i r

ą

bi

ą

c uciekaj

ą

cych. Dopadli dział rosyjskich, dobrali si

ę

 do 

kanonierów.  Powstrzymał ich dopiero ogie

ń

 piechoty i nowe szwadrony 

zaje

Ŝ

d

Ŝ

aj

ą

ce z boku. Cofn

ę

li si

ę

, osłaniaj

ą

c i uprowadzaj

ą

c rannych.  

Kiedy ułani 

ś

cierali si

ę

 z orenburczykami, kozacy usiłowali chyłkiem przedosta

ć

 

si

ę

 na tyły pułku. Jednak strzelcy pilnuj

ą

cy skrzydeł czuwali. Celny i g

ę

sty 

ogie

ń

 odebrał kozakom ochot

ę

 do tego rodzaju poczyna

ń

.  

Po tym wszystkim Chłapowski zebrał pułk na pozycji, z której tak 

ś

wietnie i 

skutecznie zdołał rozbi

ć

 przeciwnika, czekaj

ą

c, co b

ę

dzie dalej.  

Rosjanie nie przejawiali jednak dalszej inicjatywy. Szwadrony ich kawalerii, 
piechota i działa wycofały si

ę

 za okopy. Wysoko ocenili kunszt przeciwnika. Tak 

oto pisał o tym jeden z oficerów rosyjskiego sztabu w li

ś

cie do swojego 

pruskiego kolegi:  
„... Konnica ich jednak tak wybornie i zr

ę

cznie prowadzone szar

Ŝ

e wykonywa

ć

 

umiała, 

Ŝ

e w ka

Ŝ

dej chwili, kiedy ich przedni

ą

 lini

ę

 my

ś

leli

ś

my otoczy

ć

ś

wie

Ŝ

lub nowo zebrane szwadrony potrafiły j

ą

 uwolni

ć

.  

Tu trzeba odda

ć

 sprawiedliwo

ść

 m

ę

stwu ich konnicy i talentowi tego, co chwile 

stosowne tak dobrze umiał wybiera

ć

. Kilku je

ń

ców, którzy dostali si

ę

 w nasze 

r

ę

ce, mówiło, 

Ŝ

e to jenerał Chłapowski szar

Ŝ

e te prowadził. Szar

Ŝ

om tym winna 

piechota ocalenie, gdy

Ŝ

 przez nie miała czas skupi

ć

 si

ę

 i cofn

ąć

...”  

Chłapowski rozkazał teraz czuwa

ć

 szwadronom kaliskim, ułani za

ś

 mogli nieco 

odpocz

ąć

. O godzinie ósmej wieczorem ze wszystkimi siłami cofn

ą

ł si

ę

 za rzeczk

ę

 

Wak

ę

 i rozstawiwszy czaty pozostawał tam do północy, daj

ą

c czas 

Ŝ

ołnierzom na 

popas koni. O północy odebrał rozkaz maszerowania do Jewia, miejscowo

ś

ci przy 

trakcie kowie

ń

skim, w której zatrzymał si

ę

 Giełgud.  

Generał pozostawił w stra

Ŝ

y tylnej kompani

ę

 strzelców pod dowództwem 

do

ś

wiadczonego oficera ułanów, podpułkownika Niezabitowskiego, z rozkazem, by 

opu

ś

cili zajmowane stanowiska godzin

ę

 po jego odej

ś

ciu.  

Noc była ciepła i cicha. W atmosferze 

Ŝ

alu i przygn

ę

bienia wojska powsta

ń

cze 

maszerowały znów w nieznane. Zawiodły nadzieje, bitwa była przegrana, a przecie

Ŝ

 

mogło by

ć

 inaczej...  

„... Jake

ś

my si

ę

 dziwili - pisał wspomniany ju

Ŝ

 oficer rosyjski - 

Ŝ

e ani 19, ani 

18 czerwca z 

Ŝ

adnej strony nie byli

ś

my przez powsta

ń

ców zaatakowani. Teraz Wilno 

było ocalone. Przez ten czas zajmowano si

ę

 ci

ą

gle wzmocnieniem pozycji pod 

Ponarami, obsadzano wzgórza działami, które

ś

my napr

ę

dce zaprz

ę

gami opatrzyli. 

Równie

Ŝ

 i dywizja gwardii przyszła na czas. Pierwsza dywizja rezerwy zbli

Ŝ

ała 

si

ę

 jednocze

ś

nie od strony północnej. Gdy

ś

my wi

ę

c 19 czerwca zostali 

zaatakowani, byli

ś

my pewni naszych sił.  

Nie ulega jednak w

ą

tpliwo

ś

ci, 

Ŝ

e trzy dni przedtem nie byli

ś

my w stanie si

ę

 

utrzyma

ć

. Wilno byłoby natychmiast przez powsta

ń

ców wzi

ę

te, wraz ze znacznymi 

materiałami wojennymi, a my od dywizji gwardii odci

ę

ci. Je

Ŝ

eli wi

ę

c kiedykolwiek 

powsta

ń

cy mieli sposobno

ść

 przewagi na Litwie, to tylko wtenczas, gdy

Ŝ

 nie da 

si

ę

 zaprzeczy

ć

Ŝ

e wzi

ę

cie Wilna wywarłoby ogromny wpływ moralny, a nast

ę

pstwa 

st

ą

d byłyby nie do obliczenia...”  

Tak wi

ę

c stało si

ę

 to, przed czym przestrzegał Chłapowski.  Zmarnowano czas, 

zaprzepaszczono szanse znacznego sukcesu. Na stokach Wzgórz Ponarskich rozwiały 
si

ę

 nadzieje na powodzenie wyprawy. Prócz znacznych strat w ludziach, 

si

ę

gaj

ą

cych około dwóch tysi

ę

cy, wystrzelano wi

ę

kszo

ść

 amunicji, której nie było 

gdzie uzupełni

ć

. W szeregi wkradły si

ę

 rozprz

ęŜ

enie i niewiara w dowództwo, 

zacz

ę

ły si

ę

 dezercje, szczególnie w pułkach zło

Ŝ

onych z miejscowych powsta

ń

ców.  

background image

Czy wszystko jednak było ju

Ŝ

 stracone?  

 
 
 
 

Czy to ju

Ŝ

 koniec?  

 
 
 
 

U schyłku krótkiej, czerwcowej nocy, około godziny trzeciej oddział 
Chłapowskiego wje

Ŝ

d

Ŝ

ał do Jewia. Na drodze spotkał przybywaj

ą

cych Giełgud. 

Zatrzymał Chłapowskiego i od razu zapytał:  

- Jakie jest zdanie jenerała? Co nam naleŜy czynić?  
- Myślałem o tym podczas marszu - odparł Chłapowski. - Zdanie moje jest takie: maszerować do 

Kowna; pod miastem, które ma połoŜenie bardzo dobre, okopać się, ściągnąć Ŝywność i furaŜ na 
kilkanaście dni. Najmniej tydzień, a moŜe i więcej upłynie, nim nieprzyjaciel zdoła nas 
zaatakować. Przez ten czas zbierzemy i uporządkujemy wojsko, podzielimy się na sześć 
oddziałów, które jenerał moŜe oddać pod dowództwo Dembińskiego, Szymanowskiego, 
Rohlanda, Kossa, Hauterive’a i moje. Mostów kilka postawimy na Niemnie i Wilii koło Kowna. 
Moskale nie będą mogli zająć Kowna, bo z naszej pozycji będziemy nad miastem panować. 
Dowiedziawszy się, Ŝe się okopujemy, zechcą zapewne przejść Niemen w bok od Kowna. My 
im w tym przeszkadzać będziemy o tyle, o ile strat zdołamy przynieść. Skoro będą juŜ 
przechodzić, w nocy opuścimy nasz obóz, idąc po przygotowanych mostach; kaŜdy oddział 
pójdzie w swoją stronę.  Rosjanie wejdą do obozu, zastaną go próŜnym i przez kilka dni będą się 
namyślać, co dalej czynić. My przez ten czas rozlejemy się po wszystkich częściach Litwy. 
Kiedy przed dwoma tygodniami nieprzyjaciel był rozproszony, naleŜało nam skupionymi siłami 
bić jego pojedyncze oddziały, tak teraz, gdy Rosjanie skupieni, musimy rozejść się na wszystkie 
strony, pomnaŜać nasze siły powstańcami, wcielać do regimentów i wprawiać przy naszych 
starych do słuŜby i ognia. To jedyny sposób uniknięcia zupełnej klęski, która musi nas spotkać, 
jeŜeli razem pozwolimy się zamknąć idąc na śmudź i ku Połądze.  

 

Zdawało si

ę

Ŝ

e taki plan znalazł aprobat

ę

 głównodowodz

ą

cego.  

Giełgud obiecał za godzin

ę

 wyda

ć

 odpowiednie rozkazy.  

ś

ołnierze rozlokowywali si

ę

 na kwaterach, karmili konie. G

ę

sto rozstawione 

placówki czuwały nad bezpiecze

ń

stwem odpoczywaj

ą

cych wojsk. Od wielu dni 

Chłapowski pierwszy raz mógł zasn

ąć

 spokojnym snem.  

Krótko trwał odpoczynek. Obudzony, stan

ą

ł ponownie przed Giełgudem. Ten 

o

ś

wiadczył, 

Ŝ

e po naradzie z dowódcami litewskimi postanowił maszerowa

ć

 na 

ś

mud

ź

. Chłapowskiemu wydał rozkaz wymarszu w dzie

ń

 po siłach głównych do Kowna, 

gdzie miał otrzyma

ć

 dalsze instrukcje.  

Wieczorem Chłapowski wyruszył z Jewia do 

ś

y

Ŝ

morów; tam przenocował, a nast

ę

pnego 

dnia stan

ą

ł w Kownie. 22 czerwca wieczorem przyszedł rozkaz od Giełguda, 

nakazuj

ą

cy marsz do Kiejdan. Stało si

ę

 to, czego obawiał si

ę

 Chłapowski. Wojska 

wracały do punktu, z którego wyszły przed bitw

ą

 pod Wilnem, ponownie wchodz

ą

c w 

ś

lepy zaułek 

Ŝ

mudzki.  

W Kiejdanach Giełgud przedstawił plan obrony linii rzek Wilii i 

Ś

wi

ę

tej. Był to 

plan fatalny, rozwlekaj

ą

cy siły polskie na znacznej przestrzeni i nie daj

ą

cy 

szans powodzenia. W dalszym ci

ą

gu Giełgud uparcie trzymał si

ę

 my

ś

li zdobycia 

Poł

ą

gi.  

Tymczasem pier

ś

cie

ń

 wojsk rosyjskich zaciskał si

ę

 coraz bardziej.  Zaj

ę

to Kowno, 

kolumny nieprzyjaciela ze wszystkich stron niepokoiły polskie oddziały. Dni 
mijały na nieustannych marszach, potyczkach, bitwach. W szeregach polskich 

background image

sytuacja pogarszała si

ę

 z ka

Ŝ

dym dniem. Rosły: rozprz

ęŜ

enie, niezadowolenie, 

niewiara...  Poszczególni dowódcy zaczynali dowodzi

ć

 na własn

ą

 r

ę

k

ę

. Dembi

ń

ski 

jawnie nie respektował rozkazów Giełguda i działał osobno.  
Dla ratowania sytuacji Chłapowski przyj

ą

ł funkcj

ę

 szefa sztabu, gor

ą

co do tego 

namawiany przez Rohlanda i pułkownika Pi

ę

tk

ę

.  Giełgud pisemnym rozkazem powołał 

go na to stanowisko. Chłapowski usiłował wprowadzi

ć

 jaki

ś

 ład, ale jego rozkazy 

jako szefa sztabu te

Ŝ

 cz

ę

sto nie były respektowane. Oficerowie, którym jaki

ś

 

rozkaz nie odpowiadał, udawali si

ę

 z protestami do Giełguda; ten, chory, 

złamany, roztrz

ę

siony, pozwalał je zmienia

ć

, wydawał inne.  

W tych warunkach utrzymanie porz

ą

dku i karno

ś

ci było nierealne.  Ci

ą

gle 

debatowano, do narad byli dopuszczani dowódcy ni

Ŝ

szego szczebla, wiele decyzji 

podejmowano drog

ą

 głosowania.  

Wieczorem 6 lipca na kolejnej naradzie postanowiono zdoby

ć

 miasto powiatowe 

Szawle. Chłapowski od pocz

ą

tku był przeciwny temu planowi. Marsz pod Szawle 

utrudniał i tak skomplikowan

ą

 sytuacj

ę

 wojsk polskich, jeszcze bardziej bowiem 

odsuwał szanse ewentualnego wymkni

ę

cia si

ę

 z matni. Prócz tego nawet ewentualne 

zdobycie tego miasta nie dawało 

Ŝ

adnych korzy

ś

ci. Ani nie był to wa

Ŝ

ny punkt 

strategiczny, ani nie było tam jakich

ś

 znaczniejszych zapasów materiałów 

wojennych. Przez swoje poło

Ŝ

enie na wzgórzu, pomi

ę

dzy dwoma jeziorami, miasto 

było łatwe do obrony, lecz trudne do zdobycia. Pró

Ŝ

no Chłapowski przekonywał, 

Ŝ

dla w

ą

tpliwych korzy

ś

ci nie warto ryzykowa

ć

 strat i nadwer

ęŜ

a

ć

 nad wyraz 

szczupłych zapasów amunicji.  
Niestety, i tym razem go nie posłuchano. Uderzenie na Szawle, któremu z pocz

ą

tku 

był przeciwny nawet sam Giełgud, umotywowano konieczno

ś

ci

ą

 poprawienia morale 

wojska. Sukces miał przywróci

ć

 

Ŝ

ołnierzom dawn

ą

 wiar

ę

.  

8 lipca o godzinie czwartej rano rozpocz

ą

ł si

ę

 atak na Szawle. I znów powtórzyła 

si

ę

 sytuacja spod Wilna. Po stronie polskiej nie było jednolitego dowództwa; 

generałowie: Rohland, Szymanowski i Dembi

ń

ski, działali na własn

ą

 r

ę

k

ę

 bez 

powi

ą

zania, przypadkiem tylko nawi

ą

zuj

ą

c współdziałanie. Giełgud nie był w 

stanie panowa

ć

 nad sytuacj

ą

, a odsuni

ę

ty Chłapowski nie miał nic do powiedzenia.  

Dziewi

ę

ciogodzinna zaciekła bitwa o Szawle, w której determinacja i bohaterstwo 

atakuj

ą

cych były równe m

ę

stwu i uporczywo

ś

ci obro

ń

ców, zako

ń

czyła si

ę

 odwrotem 

Polaków. Szczupły stosunkowo garnizon rosyjski, pod dowództwem dzielnego 
pułkownika Krukowa, zdołał utrzyma

ć

 miasto.  

Zamiast podtrzyma

ć

 morale wojska, nieudany atak na Szable wywołał ogólne 

oburzenie przeciw Giełgudowi. Wielu oficerów gło

ś

no mówiło, 

Ŝ

e jedynym ratunkiem 

b

ę

dzie przej

ś

cie granicy pruskiej.  

W takiej atmosferze o 

ś

wicie 9 lipca w Kurszanach odbyła si

ę

 narada wojenna, 

która miała zdecydowa

ć

, co dalej czyni

ć

.  

Miała ona burzliwy przebieg. Wiele było dysput, targów, niepotrzebnych wymówek. 
Doszło do ostrej wymiany zda

ń

 pomi

ę

dzy Dembi

ń

skim a Giełgudem. Głównodowodz

ą

cy 

wyrzucał podkomendnemu, 

Ŝ

e nie wykonywał rozkazów, ten za

ś

 w odpowiedzi wytykał 

przeło

Ŝ

onemu popełnione bł

ę

dy. Ostatecznie głosowano, czy podzieli

ć

 si

ę

 na trzy, 

czy na sze

ść

 oddziałów. Projekt Chłapowskiego, dotycz

ą

cy podziału wojsk na kilka 

grup, akceptowali wszyscy, rozumiej

ą

c, 

Ŝ

e jest to jedyne wyj

ś

cie z trudnej 

sytuacji.  
Ustalono podział na trzy oddziały. Pierwszy, pod dowództwem Rohlanda, przy 
którym pozostał Giełgud, miał i

ść

 pod Poł

ą

g

ę

Ŝ

eby zabezpieczy

ć

 port dla ci

ą

gle 

oczekiwanych okr

ę

tów angielskich, a potem prowadzi

ć

 partyzantk

ę

 na 

ś

mudzi. 

Drugi, pod Dembi

ń

skim, kierowano na północ od Wilna. Trzeci, Chłapowskiego, 

otrzymał kierunek marszu na południe od Wilna, przez Trockie.  
Protokólarnie ustalono, 

Ŝ

e wszyscy nadal podlegaj

ą

 rozkazom Giełguda tak długo, 

jak tylko mo

Ŝ

liwe b

ę

dzie utrzymanie ł

ą

czno

ś

ci.  W wypadku jej zerwania ka

Ŝ

dy z 

dowódców miał mie

ć

 prawo do działa

ń

 według własnego uznania.  

Wielka rado

ść

 zapanowała w dawnym oddziale Chłapowskiego, szczególnie w 1 pułku 

ułanów, na wie

ść

Ŝ

e znów b

ę

d

ą

 walczy

ć

 pod jego dowództwem. On sam te

Ŝ

 

odetchn

ą

ł, i

Ŝ

 b

ę

dzie wreszcie z dala od tego bałaganu.  

Szybko sprawił wojsko do pochodu i tego samego dnia opu

ś

cił Kurszany. Zaraz za 

miasteczkiem oddział zszedł z traktu i maszeruj

ą

c polnymi drogami, a cz

ę

sto 

bezdro

Ŝ

ami, pierwszego dnia przeszedł ponad dwadzie

ś

cia kilometrów. W 

niewielkiej kotlinie pomi

ę

dzy wzgórzami Chłapowski zatrzymał oddział, 

Ŝ

eby 

background image

zaczeka

ć

 do nocy, zamierzaj

ą

c wtedy niepostrze

Ŝ

enie dotrze

ć

 do Wilii i 

przeprawi

ć

 si

ę

 na drugi brzeg. Jeszcze z Kurszan, zaraz po naradzie, wyprawił 

zaufanego człowieka, który miał przygotowa

ć

 i ukry

ć

 w lesie łodzie oraz tratwy 

potrzebne do przeprawy.  
Tymczasem 

Ŝ

ołnierze rozło

Ŝ

yli biwak, karmili konie, przygotowywali straw

ę

 dla 

siebie: Nagle, w pełnym bezładzie, do obozu wmaszerowała masa piechoty i jazdy. 
Był to oddział Rohlanda, który zawrócił z marszu w stron

ę

 Poł

ą

gi. Moment ten 

najlepiej oddaje w swoich Pami

ę

tnikach sam Chłapowski:  

„...Wmaszerowała jazda i piechota Rohlanda do mego obozu bez najmniejszego 
porz

ą

dku i przy naszych ogniskach si

ę

 rozło

Ŝ

yła.  Byłem był pojechał do wioski o 

ć

wier

ć

 mili dla wypytania si

ę

 o drog

ę

 i wzi

ę

cia dobrych przewodników na noc. 

Spostrzegłem z daleka ten na nowo rozpoczynaj

ą

cy si

ę

 nieład. Jakby mi kamie

ń

 

spadł na głow

ę

. Dopiero w kilka godzin kolumna moja wyja

ś

niała była. Rado

ść

 i 

nadzieja na wszystkich twarzach si

ę

 malowały. Słu

Ŝ

ba porz

ą

dna.  Jednym rzutem 

oka wida

ć

 było, gdzie co jest w obozie. A tu znowu ta sama wrzawa i nieład co w 

wili

ę

 jak chmura czarna w obóz mi wpadła.  

Ruszyłem nazad do obozu, a

Ŝ

eby si

ę

 wydoby

ć

 i z 10 mil od razu umaszerowa

ć

Ŝ

eby 

mnie zaraz nie dogonili. A tu jedzie Giełgud koczem, za nim bryka, drugi kocz 
Tyszkiewicza i cały konwój bryk i bryczek całego sztabu w 

ś

rodek mojego obozu.  

Spostrzegłszy Giełguda, zszedłem z konia i powiedziałem mu o zamiarze przej

ś

cia 

w Trockie, ale 

Ŝ

e jedn

ą

 drog

ą

 dwa oddziały, zwłaszcza tak mocne, si

ę

 nie ukryj

ą

Giełgud pochwalił mój plan, ale o

ś

wiadczył, 

Ŝ

e ze mn

ą

 pomaszeruje, a poniewa

Ŝ

 go 

noga bolała, za 1 szwadronem wie

źć

 si

ę

 kazał...”  

Tak wi

ę

c oddział Chłapowskiego, maj

ą

c z sob

ą

 głównodowodz

ą

cego, ruszył dalej na 

południe. Maszerowano cał

ą

 noc, wczesnym rankiem zatrzymano si

ę

 na krótki popas 

i znów w pochód. Przed wieczorem oddział stan

ą

ł w ukrytej nizinie, wysuwaj

ą

naokoło g

ę

st

ą

 lini

ę

 czat.  

Chłapowski z kilkoma oficerami pojechał rozejrze

ć

 si

ę

 po okolicy, któr

ą

 

zamierzał przeby

ć

 w ci

ą

gu nocy, jednak z drogi zawrócił go oficer z obozu 

wiadomo

ś

ci

ą

Ŝ

e przybyli wywiadowcy, wysłani przed dwoma dniami w stron

ę

 Rosie

ń

Po powrocie do obozu Chłapowski zastał ju

Ŝ

 wszystko w ruchu, Giełgud bowiem 

zarz

ą

dził wymarsz.  

Wiadomo

ś

ci przywiezione przez wywiadowców były fatalne. Okazało si

ę

Ŝ

e Rosjanie 

zdołali przechwyci

ć

 cz

ęść

 taboru Rohlanda, a w nim wielu rannych 

Ŝ

ołnierzy. Od 

nich dowiedzieli si

ę

 o kierunku marszu zarówno grupy Rohlanda, jak i 

Chłapowskiego. Rosjanie ruszyli natychmiast z Rosie

ń

 kilkoma kolumnami z 

zamiarem odci

ę

cia oddziałów polskich od południowego wschodu.  

Jeszcze przed powrotem Chłapowskiego z rekonesansu wi

ę

kszo

ść

 sił wyruszyła z 

obozu w kierunku zachodnim, ku pruskiej granicy.  Pierwszy te

Ŝ

 raz Giełgud 

otwarcie powiedział, 

Ŝ

e aby uchroni

ć

 si

ę

 przed niewol

ą

, trzeba przekroczy

ć

 

granic

ę

 prusk

ą

. Wysłał równie

Ŝ

 rozkaz do Rohlanda, oddalonego o dzie

ń

 marszu, 

nakazuj

ą

cy zwrot na zachód.  

Było to 10 lipca wieczorem. Chłapowski prosił Giełguda, aby zezwolił mu z 1 
pułkiem ułanów przedrze

ć

 si

ę

 mimo wszystko na południe. Z niewielkim oddziałem 

było to mo

Ŝ

liwe. Giełgud jednak zwlekał z odpowiedzi

ą

, a wojska ci

ą

gle szły w 

stron

ę

 Retowa, ku granicy pruskiej. Silne kolumny rosyjskie coraz mocniej 

naciskały z trzech stron. Marsz przebiegał przy akompaniamencie huku dział.  
12 lipca wojska stan

ę

ły o kilkana

ś

cie kilometrów od granicy pruskiej, niedaleko 

Kłajpedy. Giełgud wysłał dwóch oficerów do władz pruskich. Łudził si

ę

Ŝ

Prusacy zgodz

ą

 si

ę

 przepu

ś

ci

ć

 wojsko przez swoje terytorium do Królestwa. Tak 

przecie

Ŝ

 post

ą

pili z oddziałem rosyjskiego pułkownika Bartholameja, który w 

kwietniu, przyci

ś

ni

ę

ty przez 

Ŝ

mudzkich powsta

ń

ców, przeszedł do Prus i nie 

rozbrojony, przez ich terytorium, bezpiecznie powrócił do swoich.  Zapomniał 
jednak, 

Ŝ

e zaborcy byli solidarni.  

Po południu 12 lipca posuni

ę

to si

ę

 nad sam

ą

 granic

ę

. Wieczorem wojska obozowały 

pod Gudaw

ą

, osłaniane silnymi patrolami. Cały dzie

ń

 od strony południowej dawał 

si

ę

 słysze

ć

 huk dział. To ci

ą

gn

ą

ł Rohland, tocz

ą

c ci

ęŜ

kie boje z nie 

odst

ę

puj

ą

cym go nieprzyjacielem. Patrole osłaniaj

ą

ce obóz staczały utarczki z 

kr

ę

c

ą

cymi si

ę

 wokoło kozakami.  

Katastrofa zbli

Ŝ

ała si

ę

 nieuchronnie.  

 

background image

 
 
 

Na pruskiej granicy  

 
 
 
 

Ci

ęŜ

ka była noc z 12 na 13 lipca 1831 roku dla generała Dezyderego 

Chłapowskiego. Dobiegała kresu wyprawa, w której dwa miesi

ą

ce temu pokładał tyle 

nadziei. Długo pasował si

ę

 z sob

ą

. Poprzedniego dnia ogłoszono wojsku rozkaz, 

napisany przez niego, a podpisany przez Giełguda. Głosił on: kto chce, mo

Ŝ

e na 

własn

ą

 r

ę

k

ę

 próbowa

ć

 szcz

ęś

cia i wydosta

ć

 si

ę

 z matni. Niektórzy z tego 

skorzystali.  Podobnie zamierzał post

ą

pi

ć

 tak

Ŝ

e sam Chłapowski. Na czele 

kilkunastu ludzi chciał przedrze

ć

 si

ę

 do Warszawy. Ju

Ŝ

 nawet 

Ŝ

egnał si

ę

 z 

oficerami, gdy który

ś

 zrobił mu wyrzut, 

Ŝ

e pozostawia ich, nie chce z nimi 

dzieli

ć

 losu tułacza. Giełgud te

Ŝ

 usilnie prosił o pozostanie. Czy odej

ś

cie w 

tej sytuacji nie b

ę

dzie samolubstwem?  

Został, mimo 

Ŝ

e zdawał sobie spraw

ę

 z surowych konsekwencji, jakie czekały 

poddanych króla pruskiego uczestnicz

ą

cych w powstaniu.  

Smutny był dzie

ń

 13 lipca 1831 roku. Przez rów stanowi

ą

cy granic

ę

 kolejno 

przechodziły oddziały polskie. Sucho trzaskała rzucana na stos bro

ń

ś

ołnierze 

polscy w milczeniu omijali piechurów pruskich i odchodzili dalej od granicy.  
Chłapowski ze swoimi ułanami pozostawał jeszcze przed granic

ą

, osłaniaj

ą

przej

ś

cie innych oddziałów. Tymczasem nadchodziły oddziały Rohlanda. Ci

ą

gn

ą

c za 

sob

ą

 mas

ę

 nieprzyjaciół, brn

ę

ły dalej na północ. Powstało pewne zamieszanie. 

Niektórzy 

Ŝ

ołnierze od Rohlanda ł

ą

czyli si

ę

 z przechodz

ą

cymi granic

ę

, ci 

natomiast, którzy jeszcze jej nie przeszli, wchodzili w szeregi Rohlanda.  
Wtedy zgin

ą

ł Giełgud. Ale oddajmy tu głos 

ś

wiadkowi tej sceny - kapitanowi 

Kazimierzowi Krasickiemu:  
„... Generał wła

ś

nie rozmawiał z reprezentantami władz pruskich, otoczony 

grupami naszych wojskowych, kiedy nagle, p

ę

dz

ą

c na karym koniu, zbli

Ŝ

ył si

ę

 do 

niego kapitan Skulski z 7 liniowego pułku, z pistoletem przewieszonym na smyczy, 
a dawszy ognia do Giełguda, rzekł: Patrzcie, koledzy, tak zdrajcy gin

ą

. W tej 

chwili zawrócił konia i galopem poł

ą

czył si

ę

 z odchodz

ą

cym wła

ś

nie korpusem 

Rohlanda. Generał schwycił si

ę

 za bok i j

ę

kn

ą

ł, po czym natychmiast spadł z 

konia i 

Ŝ

ycie zako

ń

czył. Przypatrzyłem si

ę

 tej scenie, b

ę

d

ą

c tylko o par

ę

 kroków 

oddalonym od generała...”  
Kula kapitana Skulskiego nie ugodziła w zdrajc

ę

, gdy

Ŝ

 generał Giełgud zdrajc

ą

 

nie był. Był zacnym człowiekiem, dobrym patriot

ą

 i odwa

Ŝ

nym 

Ŝ

ołnierzem. I nic 

wi

ę

cej... Brakowało mu tylko tych przymiotów, jakimi powinien odznacza

ć

 si

ę

 

dowódca wy

Ŝ

szego szczebla: fachowego przygotowania, zdolno

ś

ci, umiej

ę

tno

ś

ci 

oceny sytuacji, a przede wszystkim decyzji. Nieszcz

ęś

ciem jego było to, 

Ŝ

wło

Ŝ

ono mu na barki ci

ęŜ

ar, którego nie był w stanie ud

ź

wign

ąć

.  Swoim 

post

ę

powaniem wywołał w wojsku nastroje, których szczytowym punktem był strzał 

kapitana Skulskiego. Strzał desperacji, rozpaczy i zawiedzionych nadziei...  
Chłapowski szybko opanował nieład, jaki powstał po zaj

ś

ciu z Giełgudem. 

Ś

mier

ć

 

przeło

Ŝ

onego mocno nim wstrz

ą

sn

ę

ła. Nie chodziło o to, 

Ŝ

e pozostawał teraz sam z 

t

ą

 mas

ą

 zgn

ę

bionych i wyczerpanych 

Ŝ

ołnierzy, niepewnych dalszego losu. Bolał 

głównie nad faktem demoralizacji, która w jego przekonaniu była najgorszym 
wrogiem wojska. Robił pó

ź

niej wszystko, aby ustrzec przed ni

ą

 tych rozbrojonych 

Ŝ

ołnierzy, których bł

ę

dy wodza zaprowadziły w granice obcego kraju.  

Tymczasem ostatnie oddziały Chłapowskiego przekroczyły granic

ę

.  Szwadron majora 

Hempla wszedł do Prus, do ostatniej chwili walcz

ą

c z nacieraj

ą

cymi oddziałami 

rosyjskimi.  
Dwa dni pó

ź

niej, 15 lipca, pod Nowym Miastem do Prus przeszedł korpus Rohlanda. 

Ś

wietnie zapowiadaj

ą

ca si

ę

 wyprawa litewska dobiegła ko

ń

ca.  

background image

Nie zako

ń

czyła si

ę

 jednak dla generała Chłapowskiego. 

ś

ołnierzy polskich 

umie

ś

cili Prusacy w dwóch obozach niedaleko Królewca.  Generał był w

ś

ród nich, 

zabiegał o nich u władz pruskich, starał si

ę

 podtrzyma

ć

 na duchu, liczył 

jeszcze, 

Ŝ

e Prusacy po kwarantannie pozwol

ą

 im powróci

ć

 do Królestwa. Sam nie 

miał łatwego 

Ŝ

ycia. Władze pruskie prowadziły 

ś

ledztwo w jego sprawie, groziły 

mu powa

Ŝ

ne represje. Najgorsze jednak, 

Ŝ

e w kraju próbowano zrzuci

ć

 na niego 

odpowiedzialno

ść

 za tragiczne skutki wyprawy litewskiej. Zarzuty te 

podtrzymywano i pó

ź

niej, po zako

ń

czeniu wojny, w ogniu dyskusji i polemik 

emigracyjnych.  
Do Warszawy, jeszcze przed wej

ś

ciem w granice Prus, dotarły echa wypadków na 

Litwie. Próbowano ratowa

ć

 sytuacj

ę

, ale decyzje były ju

Ŝ

 spó

ź

nione. Dowodem tego 

jest list Skrzyneckiego z 1 lipca, adresowany do „Ja

ś

nie Wielmo

Ŝ

nego Jenerała 

Chłapowskiego, dowodz

ą

cego na Litwie”. List ten nie dotarł do adresata. Pó

ź

niej 

ju

Ŝ

 tylko szukano winnych.  

W tych trudnych chwilach z obozu w Kranz pod Królewcem o swoich prze

Ŝ

yciach tak 

pisał Chłapowski do przyjaciela Józefa Morawskiego:  
„Sko

ń

czyły si

ę

 na teraz marzenia nasze. Czy nic z nich nie pozostanie? Tego nie 

przypuszczam. Odnowili

ś

my 

ś

wi

ę

te prawo nasze, o

Ŝ

yła ojczyzna, przypomniała si

ę

 

mocno 

ś

wiatu i młodzie

Ŝ

y naszej, w której 

Ŝ

y

ć

 nie przestanie, a

Ŝ

 dopóki cało

ś

ci 

swej nie odzyska.  To młode pokolenie, które poznałem, przyszło

ść

 mi dla niej 

zapewnia. Nabrało do

ś

wiadczenia, którego zdaje si

ę

 starzy nawet potrzebowali, 

poniewa

Ŝ

 pozostała w nich jeszcze stara wada nasza - radzenia, kiedy działa

ć

 

trzeba. Spierali si

ę

, komu odda

ć

 na Litwie naczelnictwo, zapominaj

ą

c, 

Ŝ

e nic 

dro

Ŝ

szego nad czas, je

Ŝ

eli gdzie, to na wojnie.  

...Pomaszerowało tam [na Litw

ę

 - A. S.] czterech jenerałów. W pierwszym momencie 

trzeba było pomy

ś

le

ć

, który z nich jest w stanie dowodzi

ć

 wszystkim, lub pi

ą

tego 

zaraz wysła

ć

 dla obj

ę

cia komendy.  

...Mo

Ŝ

esz miarkowa

ć

, z jakim duchem maszerowałem na Litw

ę

.  

Spełniały si

ę

 moje nigdy w my

ś

li nie opuszczone plany.  Przewróciłem wszystko, 

co mi drog

ę

 zast

ę

powało; w działa, bro

ń

, amunicj

ę

, nawet 

Ŝ

ołnierzy nieprzyjaciel 

mnie opatrzył. 9 czerwca przeszedłem pod komend

ę

 Giełguda. Nieład, w którym 

dywizja była, zaraził i mój korpusik. Kazał mi by

ć

 swoim szefem sztabu.  

Surowo

ść

, której u

Ŝ

y

ć

 chciałem dla przywrócenia porz

ą

dku, narobiła mi tylko 

nieprzyjaciół; pozbawiło mnie to zdrowia na zawsze...  

Ś

miało mog

ę

 powiedzie

ć

Ŝ

e do 8 czerwca był to czas najszcz

ęś

liwszy mego 

Ŝ

ycia, równie

Ŝ

, jak od tego

Ŝ

najnieszcz

ęś

liwszy. Pomijam to, co o mnie pisali, korzystaj

ą

c z mej nominacji, 

aby mnie pot

ę

pi

ć

 jako komenderuj

ą

cego, nie zwa

Ŝ

aj

ą

c, 

Ŝ

e komunikacje były 

przeci

ę

te, 

Ŝ

e ja mojej nominacji wcale nie odebrałem. Czas to wszystko wyja

ś

ni. 

Nawet to, 

Ŝ

e w przej

ś

ciu do Prus po

ś

wi

ę

ciłem cał

ą

 moj

ą

 osobisto

ść

, poniewa

Ŝ

 w 

kilku zaufanych mogłem si

ę

 przedrze

ć

, ale z korpusem nie mo

Ŝ

na było; nie 

odł

ą

czyłem swego losu i spełniłem pełen kielich... Je

ś

li chcesz pisa

ć

 do mnie, 

adresuj do Fischhausen. Jestem pomi

ę

dzy tu i tam, gdzie nasi 

Ŝ

ołnierze 

kantonuj

ą

, których nie opuszcz

ę

, dopóki mi dozwol

ą

...”  

Opu

ś

cił ich w lutym 1832 roku. Wyrokiem s

ą

du pruskiego za udział w powstaniu 

został skazany na dwa lata twierdzy i 22 tysi

ą

ce talarów grzywny.  

Tak zako

ń

czyła si

ę

 wojskowa działalno

ść

 Dezyderego Chłapowskiego.  Po odbyciu 

kary w szczeci

ń

skiej twierdzy wrócił do rodzinnej Turwi.  

Odt

ą

d, do ko

ń

ca swojego długiego 

Ŝ

ycia, nie wzi

ą

ł do r

ę

ki szabli - słu

Ŝ

ył 

ojczy

ź

nie prac

ą

.  

 
 
 
 

Nota biograficzna  

Przez kartki naszej opowie

ś

ci przesun

ę

ła si

ę

 posta

ć

 człowieka, który 

Ŝ

ył i 

działał w burzliwej i obfituj

ą

cej w wypadki epoce.  Jego 

Ŝ

ycie było 

nierozerwalnie zwi

ą

zane z doniosłymi dla Polski wydarzeniami, jej te

Ŝ

 po

ś

wi

ę

cał 

background image

swoj

ą

 wiedz

ę

 i zdolno

ś

ci. Czas na podsumowanie zebranych o nim wiadomo

ś

ci. Czas 

na prób

ę

 charakterystyki i oceny poznanej sylwetki.  

Dezydery Adam Chłapowski urodził si

ę

 23 maja 1788 roku w jednym z maj

ą

tków 

swojego ojca (

Ś

miglu lub Turwi, dokładnie nie ustalono) Józefa, starosty 

ko

ś

cia

ń

skiego. Jego matk

ą

 była Urszula z Mozcze

ń

skich Chłapowska.  

Ojciec naszego bohatera, przedstawiciel starej szlachty wielkopolskiej, nie 
zapisał si

ę

 dobrze w pami

ę

ci potomnych. 

ś

yj

ą

c ponad stan, mocno nadszarpn

ą

ł swój 

maj

ą

tek, w którym gospodarzył z wyj

ą

tkow

ą

 lekkomy

ś

lno

ś

ci

ą

. Szybko te

Ŝ

 pogodził 

si

ę

 z nowymi rz

ą

dami pruskimi.  

Pocz

ą

tkowe wykształcenie Dezydery otrzymał w domu, pó

ź

niej ucz

ę

szczał do 

Kolegium Pijarów w Rydzynie. W czternastym roku 

Ŝ

ycia ojciec zapisał go do pułku 

dragonów pruskich szefostwa generała Bruesewitza, w stopniu kadeta, tzw. wówczas 
Fri-Corporal.  Wcze

ś

nie stracił matk

ę

, wyrastał wi

ę

c w warunkach surowych, od 

zarania sposobi

ą

c si

ę

 do zawodu 

Ŝ

ołnierskiego.  

Z pułku został skierowany do Instytutu Oficerów Inspekcji Berli

ń

skiej, 

prowadzonego przez słynnego wkrótce reformatora armii pruskiej, podpułkownika 
Scharnhorsta. W ci

ą

gu trzech lat otrzymał tu solidne podstawy wiedzy wojskowej: 

Jako kadet, a pó

ź

niej chor

ąŜ

y, słuchał wykładów z dziedziny geografii wojskowej, 

historii wojen, matematyki, logiki, artylerii, sztuki fortyfikacji, nauki o 
prowadzeniu obl

ęŜ

e

ń

, jak równie

Ŝ

 taktyki. W 1805 roku został mianowany 

porucznikiem. Jesieni

ą

 1806 roku zawierucha napoleo

ń

ska zmiotła gmach pruskiej 

pot

ę

gi, przerywaj

ą

c tym samym wojskow

ą

 edukacj

ę

 Dezyderego. Z podziwem i 

zachwytem młody chłopak ogl

ą

dał wkraczaj

ą

ce do Berlina oddziały francuskie, 

które w kilkudniowej kampanii rozwiały mit o niezwyci

ęŜ

ono

ś

ci armii pruskiej. 

Niewiele si

ę

 namy

ś

laj

ą

c, konno pop

ę

dził do Poznania, pierwszy przywo

Ŝą

c t

ę

 

niezwykł

ą

 i radosn

ą

 wiadomo

ść

 do Wielkopolski.  

Na miejsce uciekaj

ą

cych w popłochu garnizonów i urz

ę

dów pruskich przybyli do 

Wielkopolski D

ą

browski i Wybicki, niebawem te

Ŝ

 przyjechał do Poznania sam cesarz 

Napoleon. W szeregach utworzonej dla niego gwardii honorowej znalazł si

ę

 równie

Ŝ

 

Chłapowski i tu po raz pierwszy zwrócił na siebie uwag

ę

 cesarza.  

Kampani

ę

 1807 roku odbył jako porucznik w szeregach 9 pułku piechoty ksi

ę

cia 

Antoniego Sułkowskiego. Pod Tczewem uzyskał Legi

ę

 Honorow

ą

. Podczas obl

ęŜ

enia 

Gda

ń

ska dostał si

ę

 do niewoli, z której został zwolniony w wyniku postanowie

ń

 

traktatu pokojowego w Tyl

Ŝ

y. Wracaj

ą

c do Warszawy, za przykładem Napoleona, 

zatrzymywał si

ę

 w ciekawszych miejscowo

ś

ciach, staraj

ą

c si

ę

 je zapami

ę

ta

ć

głównie pod k

ą

tem geografii wojskowej. Wiele uwagi po

ś

wi

ę

cił Litwie, której 

zupełnie nie znał, a szczególnie okolicom Wilna.  
20 wrze

ś

nia 1807 roku odebrał w Warszawie z r

ą

k ksi

ę

cia Józefa Poniatowskiego 

awans na kapitana i został mianowany adiutantem generała D

ą

browskiego. Jednak

Ŝ

ju

Ŝ

 21 lutego 1808 roku powołano go na dwór cesarski jako oficera ordynansowego 

Napoleona.  
Zacz

ą

ł si

ę

 nowy okres w 

Ŝ

yciu Chłapowskiego i jego błyskotliwa kariera. Był 

bardzo popularny na dworze, gdzie nazywano go „cherubinkiem”, ale główne jego 
zaj

ę

cia to zdobywanie wiedzy wojskowej. Specjalny dekret cesarski zezwalał mu na 

uzupełnienie studiów w słynnej paryskiej szkole politechnicznej, ale uczyło go 
przede wszystkim 

Ŝ

ycie. Blisko

ść

 cesarza i ci

ą

gła słu

Ŝ

ba u niego pozostawiły 

niezatarte pi

ę

tno na charakterze Chłapowskiego.  Wyrobiły w nim zdolno

ść

 

koncentracji, energi

ę

, szybko

ść

 decyzji.  Pozostaj

ą

c przy cesarzu, oprócz wiedzy 

wojskowej zdobywał równie

Ŝ

 orientacj

ę

 polityczn

ą

.  

Oprócz nale

Ŝ

nych jazd ordynansowych z poleceniami cesarskimi, z których 

wywi

ą

zywał si

ę

 znakomicie, miał mo

Ŝ

no

ść

 przypatrzenia si

ę

 operacjom wojennym z 

punktu widzenia najwy

Ŝ

szego dowództwa. U boku Napoleona odbył Chłapowski 

kampani

ę

 hiszpa

ń

sk

ą

 1808 roku i austriack

ą

 1809 roku. Był u

Ŝ

ywany do misji 

politycznych i wywiadowczych, dowodził te

Ŝ

 bezpo

ś

rednio na polu bitwy. W bitwie 

pod Eckmhl na czele szwadronu wykonał kilka 

ś

wietnych szar

Ŝ

y, za co został 

obdarzony tytułem barona cesarstwa.  
W 1810 roku, maj

ą

c zaledwie 22 lata, był ju

Ŝ

 podpułkownikiem gwardii, baronem 

cesarstwa, kawalerem Legii Honorowej i Krzy

Ŝ

a Orderu Virtuti Militari. Nie 

zerwał jednak wi

ę

zów z krajem ani nie osłabił swojego przywi

ą

zania do ojczyzny. 

W styczniu 1811 roku, na własn

ą

 pro

ś

b

ę

, został przeniesiony do konnego pułku 

background image

polskiego gwardii słynnych szwole

Ŝ

erów jako szef szwadronu. Pozostawał jednak 

jeszcze czas jaki

ś

 przy boku Napoleona.  

Kampani

ę

 1812 roku odbył Chłapowski w pułku szwole

Ŝ

erów, dowodz

ą

c w ko

ń

cu dwoma 

dywizjonami. Objawił tu wówczas swoje znakomite walory wojskowe, odznaczaj

ą

c si

ę

 

szczególnie w walkach kawaleryjskich. Osłaniał cesarza, dokonuj

ą

cego rozpoznania 

fortyfikacji Smole

ń

ska, podczas odwrotu uratował D

ą

browskiego, rannego w bitwie 

nad Berezyn

ą

. W czasie tragicznego odwrotu spod Moskwy wyró

Ŝ

niał si

ę

 szczególn

ą

 

dbało

ś

ci

ą

 o los podwładnych.  

Pocz

ą

tek 1813 roku sp

ę

dził Chłapowski na pracach zwi

ą

zanych z reorganizacj

ą

 

cz

ęś

ci pułku szwole

Ŝ

erów, które wykonał szybko i sprawnie. W bitwie pod 

Reichenbach, 23 maja 1813 roku, na czele dwóch dywizjonów znakomicie i ze 
skutkiem szar

Ŝ

ował kilkakrotnie przeciwko trzem pułkom kawalerii rosyjskiej. 

Odznaczył si

ę

 te

Ŝ

 i w innych bitwach tzw. kampanii saskiej.  

I tu nagle nast

ę

puje nieoczekiwany moment. U szczytu kariery, na pocz

ą

tku 

czerwca 1813 roku, Chłapowski poprosił o dymisj

ę

, któr

ą

 otrzymał 19 czerwca, po 

dwukrotnych próbach cesarza zatrzymania go w słu

Ŝ

bie. Motywy tego kroku warto 

spróbowa

ć

 wyja

ś

ni

ć

 po krótkiej charakterystyce „napoleo

ń

skiego” okresu 

Ŝ

ycia 

Chłapowskiego.  
Kilkuletni okres twardej szkoły napoleo

ń

skiej, jawne dowody łaski cesarskiej, 

awanse i zaszczyty nie rzuciły Chłapowskiego bez reszty w obj

ę

cia „boga wojny”. 

Nigdy nie był fanatycznym bonapartyst

ą

. Napoleon fascynował go, wywierał na 

niego du

Ŝ

y wpływ, ale mimo to, w gł

ę

bi duszy, Chłapowski zachowywał rezerw

ę

 w 

stosunku do cesarza Francuzów. Z natury nieskłonny do entuzjazmu, od dziecka 
wychowywany w duchu konserwatywnym i powi

ą

zany wi

ę

zami przyja

ź

ni z francuskimi 

zwolennikami „starego porz

ą

dku”, nie uległ od razu urokowi Bonapartego. Nie bez 

znaczenia te

Ŝ

 był tu wpływ Ko

ś

ciuszki, z którym Chłapowski kontaktował si

ę

 w 

Pary

Ŝ

u, ostrzegaj

ą

cego młodego oficera przed wielkimi nadziejami pokładanymi 

przez Polaków w Napoleonie. Stary Naczelnik uwa

Ŝ

ał, 

Ŝ

e Polska potrzebna jest 

cesarzowi jedynie do przetargów z dworami i na tyle tylko b

ę

dzie wykorzystana. 

Doceniał jednak geniusz Napoleona i zalecał Dezyderemu uczy

ć

 si

ę

 od niego sztuki 

wojennej, by zdobyt

ą

 wiedz

ę

 spo

Ŝ

ytkowa

ć

 dla dobra ojczyzny. Zalecenia Ko

ś

ciuszki 

Chłapowski wykonywał w pełni. Wyszedł ze słu

Ŝ

by jako 

ś

wietny i do

ś

wiadczony 

oficer mimo bardzo młodego wieku. Cechy oficera napoleo

ń

skiego - rzutko

ść

energi

ę

, niebywał

ą

 sumienno

ść

, a nawet pedanteri

ę

 w pełnieniu słu

Ŝ

by, szerokie 

spojrzenie na całokształt operacji - przyswoił sobie na całe 

Ŝ

ycie.  

Nieoczekiwan

ą

 dymisj

ę

 motywował nieszczerym wobec Polski posuni

ę

ciem Napoleona. 

Przypadkiem dowiedział si

ę

Ŝ

e w układach z Aleksandrem Bonaparte nie zawaha si

ę

 

odda

ć

 cesarzowi Ksi

ę

stwa Warszawskiego. Uwa

Ŝ

ał, 

Ŝ

e w tych warunkach nie mo

Ŝ

słu

Ŝ

y

ć

 wodzowi, który w imi

ę

 własnych interesów po

ś

wi

ę

ca szczerego i oddanego 

sojusznika. Wiadomo

ś

ci

ą

 t

ą

 podzielił si

ę

 z innymi oficerami, co wywołało pewnego 

rodzaju ferment i poci

ą

gn

ę

ło za sob

ą

 inne dymisje.  

Krok ten spotkał si

ę

 z negatywn

ą

 ocen

ą

 współczesnych i potomnych.  Okre

ś

lano go 

jako „zbyt obcesowy”, dopatrywano si

ę

 w nim innych pobudek.  

Uzyskawszy dymisj

ę

 udał si

ę

 do Pary

Ŝ

a, gdzie przebywał w domu rodziny Caramanów. 

Trudy wyprawy na Rosj

ę

 i kampania 1813 roku odbiły si

ę

 na jego zdrowiu. Przez 

kilka miesi

ę

cy chorował obło

Ŝ

nie. Po doj

ś

ciu do zdrowia wyjechał do Anglii i tam 

oczekiwał, a

Ŝ

 kongres wiede

ń

ski rozstrzygnie o losie ziem polskich. Do rodzinnej 

Wielkopolski powrócił w okresie słynnych „100 dni” Napoleona.  
Lato 1815 roku min

ę

ło Chłapowskiemu na porz

ą

dkowaniu spraw rodzinnych i 

maj

ą

tkowych. Kontraktem z 19 lipca 1815 roku przej

ą

ł od ojca maj

ą

tki: Turew, 

Woronowo, R

ą

bin, R

ą

binek i Podborze. Dobra te, po fatalnej gospodarce ojca, 

zastał w opłakanym stanie i bardzo zadłu

Ŝ

one. Nowy wła

ś

ciciel zabrał si

ę

 jednak 

do pracy z wrodzon

ą

 energi

ą

 i wojskow

ą

 spr

ęŜ

ysto

ś

ci

ą

. Rozpocz

ą

ł od tego, 

Ŝ

najpierw sam zacz

ą

ł si

ę

 uczy

ć

 fachowej wiedzy rolniczej czerpi

ą

c j

ą

 z 

najnowszych zagranicznych podr

ę

czników. Wprowadzał do gospodarstwa nowe metody, 

d

ąŜ

ył do najkorzystniejszych ekonomicznie rozwi

ą

za

ń

. Stosował najodpowiedniejsze 

dla danego rodzaju gleby uprawy, rozwijał hodowl

ę

, wzorowo prowadził gospodark

ę

 

le

ś

n

ą

. Pierwszy zastosował młockarni

ę

 i ci

ęŜ

ki pług szkocki, do hodowli 

sprowadzał najlepsze odmiany bydła i trzody.  
W latach 1818-1819 przez półtora roku przebywał w Anglii ucz

ą

c si

ę

 we wzorowo 

prowadzonych maj

ą

tkach. Wbrew przyj

ę

tej wówczas manii okazało

ś

ci był bardzo 

background image

oszcz

ę

dny, nie inwestował bez potrzeby w budynki. Za przykładem angielskim zbo

Ŝ

przechowywał w stogach, budował za

ś

 gorzelnie, olejarnie i cukrownie. Wsz

ę

dzie 

panowały ład i porz

ą

dek, 

Ŝ

ycie toczyło si

ę

 z i

ś

cie wojskow

ą

 regularno

ś

ci

ą

.  

Tak prowadz

ą

c gospodarstwo Chłapowski zdołał nie tylko szybko spłaci

ć

 długi, ale 

równie

Ŝ

 zabezpieczy

ć

 znaczne dochody. 

Ś

wiecił przykładem gospodarno

ś

ci dla 

okolicy, powoli zaczynał zdobywa

ć

 na

ś

ladowców, a w

ś

ród s

ą

siedztwa i ludu cieszył 

si

ę

 coraz wi

ę

kszym uznaniem i szacunkiem.  

Był bardzo popularny w

ś

ród chłopów, z którymi 

Ŝ

ył na stopie przyjaznej. Oddał 

wło

ś

cianom pod parcelacj

ę

 co lepsze grunty w swoich maj

ą

tkach. Był jednym z 

inicjatorów Ziemstwa Kredytowego, zasiadał te

Ŝ

 w dyrekcji Towarzystwa 

Ubezpiecze

ń

 od Ognia. W 1827 roku był wybrany do pierwszego Sejmu w Poznaniu, a 

w 1830 roku został mianowany jego wicemarszałkiem.  
29 wrze

ś

nia 1821 roku, maj

ą

c ju

Ŝ

 uporz

ą

dkowane sprawy maj

ą

tkowe, Chłapowski 

wst

ą

pił w zwi

ą

zek mał

Ŝ

e

ń

ski z Ann

ą

 Grudzi

ń

sk

ą

, siostr

ą

 

Ŝ

ony wielkiego ksi

ę

cia 

Konstantego - Joanny Grudzi

ń

skiej.  

Ze spokojnego rytmu 

Ŝ

ycia prywatnego i obowi

ą

zków społecznych wytr

ą

ciły go 

dramatyczne wydarzenia Nocy Listopadowej. Natychmiast po

ś

pieszył do Warszawy, by 

słu

Ŝ

y

ć

 krajowi swoj

ą

 wiedz

ą

 i do

ś

wiadczeniem. Niestety, długo nie przywdział 

munduru, trzymany przez Chłopickiego na uboczu wypadków. Wywołało to niesłuszne 
podejrzenia, 

Ŝ

e doradzał układy zamiast zdecydowanej walki. Była to nieprawda, 

gdy

Ŝ

, jak pami

ę

tamy, od pocz

ą

tku był rzecznikiem zdecydowanej walki. 15 grudnia 

przedstawił dyktatorowi 

ś

miały plan działa

ń

 zaczepnych oraz organizacji działa

ń

 

partyzanckich na Litwie i Wołyniu. Plan ten pozostał jednak bez echa. 
Pozostawanie za

ś

 przez dłu

Ŝ

szy czas na uboczu spowodowało, 

Ŝ

e w awansach 

wyprzedzili go młodsi słu

Ŝ

b

ą

.  

Powołany do czynnej słu

Ŝ

by przez Skrzyneckiego, dowodzi brygad

ą

 jazdy, daj

ą

próbki swoich znakomitych umiej

ę

tno

ś

ci wojskowych i talentów dowódczych. 

Odczuwał jednak pewn

ą

 niech

ęć

 wobec swojej osoby, widział, 

Ŝ

e jest pomijany i 

niewła

ś

ciwie wykorzystywany.  

Szersze mo

Ŝ

liwo

ś

ci dała mu dopiero wyprawa na Litw

ę

. Awansowany wreszcie do 

stopnia generała brygady, uzyskał szersze pole do działania. Awans ten, nadany w 
maju, został zatwierdzony przez Rz

ą

d Narodowy 13 czerwca, kiedy Chłapowski był 

ju

Ŝ

 prawie pod Wilnem.  

Ś

wietnie zapowiadaj

ą

ca si

ę

 wyprawa litewska i jej fatalny skutek 

ś

ci

ą

gn

ę

ły na 

głow

ę

 Chłapowskiego wiele gromów. Faktyczny sprawca katastrofy, generał Giełgud, 

nie 

Ŝ

ył, on sam pozostał naprzeciw krzywdz

ą

cych go oskar

Ŝ

e

ń

. Cierpiał za bł

ę

dy 

nieudolnego przeło

Ŝ

onego, odpowiadał za winy niepopełnione.  

Oceniaj

ą

c wypraw

ę

 litewsk

ą

 i rol

ę

 w niej Chłapowskiego, znakomity historyk 

Szymon Askenazy tak pisał m.in.: „Ta 

ś

miała, tyle obiecuj

ą

ca wyprawa litewska 

sko

ń

czyła si

ę

, jak wiadomo, najopłakaniej, lecz nie z jego [Chłapowskiego] winy. 

Wina główna, najniezawodniej, obci

ąŜ

a nieszcz

ęś

liwego Giełguda, który 

pokrzy

Ŝ

ował pierwotne rzutkie intencje Chłapowskiego, zepchn

ą

ł go z przywództwa, 

sprowadził z drogi i sam własne bł

ę

dy przepłacił 

Ŝ

yciem. Był ci

ęŜ

ki zawód. Była 

nie przewidziana od Chłapowskiego, przedwczesna zapewne, rezygnacja. Ale winy 
jego nie było.  

Ś

wiadectwo generała Puzyrewskiego (historyk rosyjski, autor 

wydanej w latach pi

ęć

dziesi

ą

tych XIX w. 

ś

wietnej pracy pt. Wojna polsko-rosyjska 

1831 r. - A. S.] usuwa pod tym wzgl

ę

dem ostatnie w

ą

tpliwo

ś

ci. Nie mo

Ŝ

e te

Ŝ

 

ulega

ć

 nadal 

Ŝ

adnej w

ą

tpliwo

ś

ci, 

Ŝ

e Chłapowskiemu, zbyt surowo i niesłusznie 

pot

ę

pionemu od swoich, ci

ęŜ

ka stała si

ę

 krzywda”.  

Po katastrofie na granicy pruskiej Chłapowski pozostawał przez jaki

ś

 czas z 

internowanymi 

Ŝ

ołnierzami, pó

ź

niej został przewieziony do Szczecina, gdzie 

odsiadywał dwuletnie wi

ę

zienie, skazany przez władze pruskie za udział w 

powstaniu. Opracował wtedy podr

ę

cznik nauki rolnictwa, który cieszył si

ę

 du

Ŝą

 

popularno

ś

ci

ą

. Po wyj

ś

ciu z wi

ę

zienia powrócił do 

Ŝ

ycia publicznego, chocia

Ŝ

 

długo ci

ąŜ

yły na nim niesłuszne oskar

Ŝ

enia z 1831 roku. Był pod swego rodzaju 

„kl

ą

tw

ą

 opinii publicznej”.  

Od 1836 roku pisywał artykuły fachowe do Przewodnika rolniczo-przemysłowego, był 
współtwórc

ą

 słynnego Bazaru Pozna

ń

skiego. Wraz z doktorem Marcinkowskim 

zamierzał zało

Ŝ

y

ć

 akademi

ę

 rolnicz

ą

, w Turwi kształcił wielu praktykantów do 

zawodu rolniczego. Miał du

Ŝ

y wpływ na otoczenie, chocia

Ŝ

 nie był lubiany z 

powodu surowo

ś

ci zasad i pogl

ą

dów ultrakatolickich.  

background image

W 1848 roku organizował sił

ę

 zbrojn

ą

 w swoim powiecie, co było ostatnim epizodem 

jego działalno

ś

ci wojskowej.  

Powoli, w miar

ę

 jak coraz bardziej odległe stawały si

ę

 wypadki wojny 1831 roku, 

rósł urok jego osoby. Był 

ś

wiadkiem i uczestnikiem wielkich wydarze

ń

, o których 

umiał opowiada

ć

 z du

Ŝ

ym talentem. Z biegiem lat usuwał si

ę

 z 

Ŝ

ycia publicznego, 

powodowany dolegliwo

ś

ciami wieku, pozostaj

ą

c jednak do ko

ń

ca najpowa

Ŝ

niejsz

ą

 

postaci

ą

 swojej okolicy. Pisał pami

ę

tniki, w których z wielkim umiarem i taktem 

opisywał swoje prze

Ŝ

ycia na tle dziejowych wydarze

ń

. Nikogo w nich nie oskar

Ŝ

ał, 

nikogo nie os

ą

dzał, siebie nie stawiał na centralnym miejscu. Pisał sucho, 

relacjonuj

ą

c wypadki w sposób jasny i przejrzysty, bez anga

Ŝ

owania si

ę

 w oceny i 

s

ą

dy. Tym wła

ś

nie ró

Ŝ

ni

ą

 si

ę

 one od jak

Ŝ

e nami

ę

tnych i cz

ę

sto pochopnych 

wypowiedzi w pami

ę

tnikach ludzi jemu współczesnych i opisuj

ą

cych te same 

wydarzenia.  
Owiany pod koniec 

Ŝ

ycia t

ą

 legend

ą

 wielkich i burzliwych lat, zbli

Ŝ

ał si

ę

 do 

kresu. Zmarł w 1879 roku maj

ą

c 91 lat.  

Oceniaj

ą

c t

ę

 posta

ć

 mo

Ŝ

emy 

ś

miało powiedzie

ć

Ŝ

e był to człowiek wybitny, ale 

nie niezwykły, co mu usiłowali przypisa

ć

 niektórzy biografowie. Twarda szkoła 

Ŝ

ycia wyrobiła w nim hart ducha, a wrodzone zdolno

ś

ci pozwalały wybiec ponad 

przeci

ę

tno

ść

. Twarda natura nie znosiła kompromisów, był surowy wobec siebie i 

innych.  Miał du

Ŝ

e ambicje, ale wychowany od dzieci

ń

stwa w duchu konserwatyzmu 

zachował te zasady do ko

ń

ca 

Ŝ

ycia. Wtłoczony w sztywne ramy zasad legalizmu, nie 

umiał i nie chciał wyj

ść

 z nich i si

ę

gn

ąć

 po wy

Ŝ

sze cele. Nie był z pewno

ś

ci

ą

 

typem rewolucyjnego dowódcy, który dla dobra sprawy nie waha si

ę

 popełni

ć

 czynu 

wykraczaj

ą

cego poza obr

ę

b okre

ś

lonych porz

ą

dków. Dowodem tego jest jego bierno

ść

 

przy Giełgudzie, gdzie ograniczał si

ę

 jedynie do podsuwania przeło

Ŝ

onemu 

korzystnych rozwi

ą

za

ń

. Mimo ogólnych nalega

ń

 nie si

ę

gn

ą

ł wtedy po dowództwo, 

chocia

Ŝ

 rozwój wypadków mógłby usprawiedliwi

ć

 ten krok. Zreszt

ą

 rz

ą

d w Warszawie 

zorientował si

ę

 ostatecznie w sytuacji i mianował go dowodz

ą

cym na Litwie. 

Niestety, nominacja ta zastała go ju

Ŝ

 w Prusach.  

W kontaktach z lud

ź

mi był raczej oschły, cechowała go pewna sztywno

ść

 i 

oszcz

ę

dno

ść

 w manifestowaniu uczu

ć

. Nigdy nie był wylewny, nie szukał taniej 

popularno

ś

ci, niesłuszne zarzuty zbywał pogardliwym milczeniem. Przez t

ę

 pewnego 

rodzaju sztywno

ść

 i wyniosło

ść

, cechuj

ą

c

ą

 zreszt

ą

 wi

ę

kszo

ść

 byłych 

napoleo

ń

czyków, otoczenie nie lubiło go, był natomiast przez nie szanowany.  

Jako dowódca był rzutki i przedsi

ę

biorczy. Nade wszystko cenił ruch i manewr, 

miał szerokie spojrzenie na cało

ść

 działa

ń

, umiał przystosowa

ć

 si

ę

 do 

konkretnych sytuacji. Był znakomitym zago

ń

czykiem i dowódc

ą

 kawalerii, chocia

Ŝ

 

wybornie znał równie

Ŝ

 zasady ogólnotaktyczne. Pod wzgl

ę

dem słu

Ŝ

bisto

ś

ci stanowił 

jeden z nielicznych wyj

ą

tków w

ś

ród generałów polskich z 1831 roku. Nie znał tu 

Ŝ

artów, był bezwzgl

ę

dnie wymagaj

ą

cy wobec podwładnych, ale i siebie nie 

oszcz

ę

dzał. Pierwszy wstawał, ostatni udawał si

ę

 na spoczynek. Osobi

ś

cie 

kontrolował posterunki, prowadził wywiady, gdy było trzeba stawał w ogniu na 
równi z prostym 

Ŝ

ołnierzem.  Bardzo dbał o dobro 

Ŝ

ołnierzy, starał si

ę

, by w 

miar

ę

 mo

Ŝ

liwo

ś

ci niczego im nie brakowało. Swoim zachowaniem i przykładem 

potrafił wzbudzi

ć

 do siebie zaufanie podkomendnych, zarazi

ć

 ich własnym duchem 

słu

Ŝ

bisto

ś

ci i po

ś

wi

ę

cenia. 

Ś

wietnie dawał sobie rad

ę

 z pułkami nowej formacji, 

które szybko ujmował w karby 

Ŝ

elaznej dyscypliny.  

Współcze

ś

ni charakteryzowali go ró

Ŝ

nie. „Budził respekt i obaw

ę

” - pisali 

Rosjanie Dawidow i Smitt; „Wi

ę

cej imponowa

ć

 ni

Ŝ

 rozkazywa

ć

 zdolny - tak okre

ś

lał 

Barzykowski, „Nie brakło mu odwagi ani zdolno

ś

ci” - oto ocena nieskorego do 

pochwał Pr

ą

dzy

ń

skiego.  

Był 

ś

wietnym dowódc

ą

, który w innych warunkach i w innych sytuacjach 

politycznych mógł wiele dokona

ć

. Korzystnie odbiegał od innych dowódców wojny 

1831 roku, wielu przerastał umiej

ę

tno

ś

ciami, chocia

Ŝ

 formalnie był im podległy. 

Na tym tle posta

ć

 generała Dezyderego Chłapowskiego odbija korzystnie i mo

Ŝ

wła

ś

nie dlatego jest warta przypomnienia i utrwalenia.  

 
 

Koniec. 

 

background image