background image
background image
background image
background image

—…Niewiem,dlaczego,alezanimtozrobię,chcęjeszczeusłyszećludzkigłos…Swoją
drogę

muszęskończyćsama,nikłmiwtymniepomoże,więcniewiem,dlaczegomówięwłaśnie
dowas…

Widoczniedo-pókiczłowiekoddycha,wciążjeszczeczegośpragnie,atojestmojeostatnie

pragnienie,któresięspełniło,bonieodkładapansłuchawki,nicprzerywami,milczyi
słucha…

Czujęto,słuchamniepanbardzouważ-

nie…Człowiekodchodzącynatamtenmrocznybrzeg,skądniktnigdyjeszczeniewrócił,
taki

człowiekjestgodnyuwagibardziejaniżeliktośszukającyuwaschwilowejpomocy.Imoże
nawet

wstydpanuzatęcieka-wość,możejejpannawetnigdywsobienieprzeczuwał…Siedzi
panteraz

pewniewjakimśfotelu,niewąt-pliwiezabiurkiem,zpudełkiemtelefonuwzasięgurekii…
bardzo

możliwe,żekiedyś,zanimpanprzytymbiurkuusiadł,wierzyłpanwswojeposłannictwoi
to

skłoniłopanadoukończeniawymaganych,niemogępowiedziećprzydatnych,przytym
zajęciu

studiów…Awięcpanie…

—Majewski,nazywamsięŁukaszMajewski…—psychologTelefonuZaufania
skinieniemręki

przywołujekoleżankę,zajętąprzysąsiednimbiurku,piszenakartce:Kandydatna
samobójcę.

Sprawdź,jakinumernalinii!

Dziewczynamomentalniewychodzizpokoju.

—…świętyŁukaszuewangelisto,magistrzesprawostatecznych,niechpanpowieszczerze,
ale

takszczerze,jaktopowinnopowiedziećsięczłowiekowiprzedśmiercią,dlaczegotkwipan
tam.w

jakimśświec-kimkonfesjonaleispowiadalaickichdesperatów,niedoszłychsamobójców.

rozchwianychnadwrażliwcówihisteryków,dlaczegopantamsiedzi?

Naprawdępanwierzy,żepomagapanświatu…no,możeniecałemuświatu,aletemu
miastu,tej

ludzkiejtermitierze,gdzieprzeszłomilionjadowitychibezwzględnychmrówekwalczyze
sobą

background image

nieustannie,zjadasię,okalecza,wariuje,unicestwia?Apanchcetemuzapobiecza
pomocą
dobrej

woliitelefonicznegokabla?

—Dziewczyno…

—Iza,proszępana,IzabelaBiałoń.Przedstawiamsię,chociażtojużitakjestbez
znaczenia…

Niechsiępanprzyzna,nibysiępanprzejmujezagrożonymtworemnatury,tątrzciną
myślącą,to

chybaPascal,prawda?

Więcnibyobchodzipana,comamdopowiedzenia,atotylkodlatego,abyktośinnyzdążył

zbadać,skąddzwonię,tak?

—Chcępanipomócijestemwdzięcznyzatenłutzaufania,bejednakzadzwoniłapanido
nas.

—Niemamnikogobliskiego,dlategozadzwoniłamdowas.

—Czasamiłatwiejzwierzyćsięnieznajomemu.

—Tak,masięmniejoporów,tojakrozmowawpociąguzprzygodnymtowarzyszem
podróży,

tylkożejazarazwysiadam…Iniemamsięwłaściwiezczegozwierzać.Miałamszare,
nieudane

życie,niebyłownimszczęścia.Anijednozmoichpragnieńnieziściłosię.Możebyłyzbyt

ambitne?Idlatego.Niewyszło,nicminicwyszło,rozumiepan?Tylkoniechmipannic
mówi.że

każdyjestkowalemswegolosu…

—Niemówię…

—Każdyjestwięźniemswegolosu…Pomyślałpan:taniafilozofia,tak?

Proszęniekłamać,niegodzisięokłamywaćumierającego,niechwięcpanpowie,copan

pomyślał!

—Pomyślałem,żenicwszystkojeszczestracone,jeśliczłowiekszukainnegoczłowieka,

chociażbytylkozapośrednictwemtelefonu…Więcnieutracił

jeszczezupełnienadziei.

—Atawizm,resztkainstynktu.

—Wolażycia.Posłuchajmnie,byćmożetotylkochwilowadepresja,niepoddawajsięjej

biernie,musiszsiębronić,pomogęci!Toniesątylkosłowa,masztuprzyjaciół…
Słyszyszmnie?Iza!

background image

Izabela…Iza.

odezwij.się…mówzemną,totakżeobrona!

—Wypiłamkieliszekkoniaku.Nie.jeszczenieztym…Jeszczemamtrochęczasu,alenie

odpowiedzia-

łeśminapytanie.

—Jakie?

—Chceszmiprzeszkodzić?

—Tak.

—Toprzecieżniemożliwe,wystarczy,abymodłożyłasłuchawkę.

—Iza,obraziłaśsięnażycie?Chceszzniszczyćje,razdane,niepowtarzalne,zniszczyć
pod

wpływemniepowodzeń,możerozpaczy,amożetylkonastrojuzrodzonegoz
samotności…

—Każdymaswojąmiarę,mojajestjużwypełnionapobrzegi.Możliwe,żewtwojejto
byłaby

tylkokropla,małakroplapodkreślającasmakżyciajakostraprzyprawa.Nicniewieszo

samotności,omojejsamotności,bokażdasamotnośćjestinna,takjakjanicnicwiemo
twojej…

Możetyzabijaszswojąsamotnośćzapomocątelefonustojącegotamnatwoimbiurku?
Wypełniasz

nieudanymilosamiludzi,coszukająuwasratunku.oparciaiprzeztoczujeszsięmniej
samotny

imniejnieszczęśliwy…Przygnębiającajestjesień,deszczitenokropnywicher…Czyto
prawda,że

najwięcejsamobójstwludziepopełniająwlistopadzie?

—Prawda.

—Dręczymniewyciewiatru,odwieludniodbierasen…Targadrzewawogrodzie.
Bezlistne

gałęziewyglądająjakszubienice…

—Maszpodoknemdrzewa?

—Tak.Domstoiwdużymogrodzie,botodomzczasów,gdydziałki,parcele,jakjewtedy

nazywano,niebyłyjeszczewielkościłatynadżinsach.

Należycoludzi,którymsięwszystkowżyciuudało,nawetniedomyślaszsię.

jakbardzo.Terazbędąmielikłopot,bostracądobrąsłużącą,czylipomocdomową,jaksię

obecniemówi,alewiadomo,nazwaniezmieniaistotyrzeczy.

background image

—Zawódjakkażdyinny.

—Nieżartuj,cóżtozazawód?Kuchta!Kiedyśtaksięonichmówiło,trułysięesencją
octową,

gdyjeporzucalistrażacy.Ijajestemkuchtą,itakżesictruję,tyleżenieesencjąoctowąi
nieprzez

strażaka…Otojaksięzmieniająobyczaje…

—Posłuchajmnie,Iza…

—Jeszczesłucham!Czywszyscykandydacinasamobójcówsątakgadatliwi?1naprawdę

bierzeszmniepoważnie?Możejestemzwykłąhisteryczkąalboudaję?Niktwamnigdynie
zrobił

kawału?…—głossięłamie.

Łukaszsłyszystłumionyszlochicośjakbydźwiększkła.Trwaprzykutydosłuchawki,łowił
słabe

odgłosyżyciadocierająceztamtejstronyprzewoduimyśli,żejeślitamtenczłowiek
odezwałsię

sam,toon,Łukasz,maszansę,abygopowstrzymaćiodwieśćod.samounicestwienia.

Czyznalazłwłaściwytonijakichsłówpotrzeba,abydotarłydotejdziewczyny?Ma
wrażenie,

jakbyonabyłaodgrodzonaodniegoniewidzialnąścianą,agdybyniepytaniai
odpowiedzimożnaby

sądzić,żetencochwilazmieniającybarwęgłosnagranyzostałnapłytę;głębokialtpełen

dramatycznegonapięcia.

Pochwilirwącysięszeptwsłuchawce:

—…nieuratujeszmnie,DonKichocie…—jeszczejakiśnieartykułowanydźwięk,jak
gdyby

spazma-tycznewestchnienie,icisza;ztamtejstronysłuchawkazostałapołożonaalbo
wypadłazręki.

—Rozłączyłasię?—zaglądakoleżanka.—Naadreschwilętrzebazaczekać…

Gdypsycholog,wyprzedzająclekarzapogotowiaratunkowego,przeskakujestopnie
dzielącegood

willinaSaskiejKępie,dopieroprzychodzimunamyśl,żeprzecieżtedrzwi—masywne,
zczarnego

dębu,zmetalowąrozetązamiastklamki—mogąbyćzamknięte.Aleprzekręconado
oporurozeta

zwalniaza-trzaskidrzwiustępują.

Mrokobszernegohallurozrzedzająplamynikłegoświatłasączącegosięzchińskiego

background image

lampionu;

obokwejściaszara-gizlśniącegoibardzociemnegodrzewa,wgłębiskrzynia,wielka
chińska

szkatułkapołysku-jącalakąimasąperłową,nadniąlustrowwąskiejramie,takżez
lakierowanego

drzewa,wlustrzeodbicierozwartychdwuskrzydłowychdrzwii…wyprostowanej
sylwetki

mężczyzny.

WszystkotoŁukaszrejestrujewczasiekrótszymniżmgnienieiuczucieulgi,żektoś
nadszedłz

pomocą,zanimonizdążyliprzyjechać,takżetrwakrócejniżmgnienie.

—Cotusięstało,namiłośćboską,kimpanowiesą?!—krzyczynaichwidokmężczyzna

łamiącymsięgłosem.

Olbrzymipokój;całąścianęnawprostdrzwizajmująłukowatosklepioneoknasięgające
podłogi,

udrapowanefirankamizbiałegotiulu.Nielicznestylowesprzętynawygiętychpajęczych
nóżkach—

po-

.lyskszlachetnejpolitury,ftiatowezłotoobićibiel;wrogupokojukominekz
marmurowym

fryzem,przynimstolik,fotel;oboknadywaniekonwulsyjnieskręconeciało.

Lekarzodsuwazdrogiszpakowategomężczyznę,przyklękaprzyleżącejkobiecie.Bada
puls,

wywijapowieki,potemoglądanapoczętąbutelkęszkockiejwhisky,stojącąnastoliku.Na
tymsamym

stolikutelefon,słuchawka,zwieszonanasznurze,opierasięobiało-złotydywan
wyściełający

podłogę,oboksłuchawkileżyprzewróconykryształowykieliszek.

Lekarzjeszczerazpochylasięnadkobietą—zrezygnowanygestdłoni.

—Nieżyje?—upewniasięŁukasz,chociażzachowanielekarzajestdostatecznie
wymowne.

—Nieżyje—potwierdzatamten.—Chybajakaśtrucizna.Trzebazawiadomićmilicję—
sięga

dotelefonuicofarękę…—Możeposzukapanautomatu?—proponujeŁukaszowi.—
Oninielubią,

gdysięczegośdotykaprzedichprzybyciem.

background image

Milicja—inspektor,fotografitechnikkryminalistykizkomendydzielnicowej—jestpo

kwadransie.

—KapitanAndrzejCzyżewicz,inspektorsłużbykryminalnej—

przedstawiasięmłodymężczyzna,ubranywociekającywodąnieprzemakalnysztormiaki
gruby

golfwnorweskiwzór.

Jestchybawmoimwieku—oceniapsycholog—najwyżejtrzy,czterylatapostudiach.

—Majewski—Łukaszwyciągadoniegorękę.—Tojadopanadzwoniłem.

—MagisterPiotrPawełŁapiński—anonsujesięceremonialniestarszypan—kierownik
działu

pla-nowaniawcentralihandluzagranicznego.

—Dlaczegotwierdzipan,żetosamobójstwo?—Czyżewiczzzainteresowaniem
przyglądasię

Łukaszowi;psychologszczegółowoopowiadaprzebiegrozmowyzTząBiałoń.

—Zadzwoniłakilkaminutprzedósmą,kiedyprzyjechaliśmytutaj,byłopiętnaściepo
dziewiątej,

alemiałemnadzieję,żejąuratujemy…—milknieprzygnębiony;czujesięjakchirurg,
którypopełnił

błądwsztuce.Niezapobiegł

śmiercidziewczyny,boniepotrafiłnawiązaćzniąkontaktu,nieumiał

uruchomićpsychicznychrezerwistniejącychwnajbardziejnawetzałamanymczłowieku.

Technikzawijarękawyswetra,naciąganadłoniecienkiegumowerękawiczki;Łukasza
nie

opuszczauczuciedojmującejklęskiiżalu,paradoksalnegożaludozmarłej.Wbrewwoli
wciąż

wracaspojrzeniemdomartwejdziewczyny.Musipatrzeć.

Najejtwarzyrozmazanymakijaż,niebieskąpastelęnałożonąnapowiekipogłębiateraz
cień

śmierci.

Ubranajaknabal,wwieczorowąsuknięzciężkiejszafirowejmory.

Głębokodekoltowanagóraiszerokaspódnica,omotanawokółnóg,obutychwpłytkie
czółenkaz

tejsamejtkaniny,cosuknia.

Ramięoplątaneszalemzbeżowejgipiury.Długierękawiczkiztejsamejkoronki,wiotkie,
jakbyz

background image

nichtakżeuciekłożycie,zwisajązporęczyfotela,jednazsunęłasięipalcamidotyka
dywanu.

Dziewczynależybliskokominka,gdzieniedawnomusiałpłonąćogień,bożarząsię
jeszczegrube,

spopielaległownie;twarzmazwróconąwstronęłukowatosklepionychwerandowych
okien,

wychodzącychwprostnaogród.

Przezdrapcrięfiranekmajaczązaszybaminagiekonarydrzewtarganychwiatrem.

Łukaszznówpowracaspojrzeniemdopostacipodkominkiem;naprzegubierękizłota
bransoletka,

awłaściwiekilkakrotnieokręconyłańcuszek,spiętybrelokiemzkoralu.Napiersiach
owalny

staroświeckimedalionzezłotegofiligranu.

—Przecieżtoniejej!—wolanaglePiotrPaweł,wskazującklejnotnaszyidziewczyny.

—Akimpanwłaściwiejest?—kapitanCzyżewiczjakgdybydopieroterazzauważył

Łapińskiego.

—Przecieżprzedstawiłemsiępanu.

—Kimpanjestdlazmarłej?

—Obcym!Zupełnieobcym—gwałtownieodżegnujesięPiotrPaweł.

—Mniepowiedziała,żejestsłużącą—włączasięŁukasz;przyglądasięrękom
dziewczyny.

Technikwłaśniedaktyloskopujezmarłą;mocne,szerokiedłoniezezbytkrótkimipalcami,
lecz

starannieutrzymane,zpaznokciamiprzyciętymiwkształtmigdału,pokrytymipołyskliwą
emaliąo

barwiekoralu.

—Prawdępowiedziała—skwapliwieprzyznajePiotrPaweł.—ToIza,IzabelaBiałoń,
pomoc

domowamoichprzyjaciół,awłaściwieprzyjaźńłączymniezpaniąstarszą,matkąpani
domu—

uzupełniaipochwili:—…atenmedaliontoniejej,tylkopamiątkowypaniCeliny.
Proszę,niechpan

kapitansamsprawdzi.Naodwrociejestmonogram…Nierozumiem,skąduIzyten
naszyjnik…

Technikodpinazameczekiostrożniezdejmujezszyidziewczynystaromodnąozdobę—
umieszcza

background image

jąwprzezroczystejtorebce.Naawersiewypukłegoowaluwidaćinicjałyzniebieskiej
emalii:C.W.

—Dlaczegoona…—niemożedarowaćPiotrPaweł.

—Pasowałdocałościstroju—zauważamilczącydotychczaslekarz.

—Owszem,pasował—godzisięŁapiński—alepaniCelinanaogółnierozstajesięz
tym

medalio-nem,topamia.tkajeszczepojejbabce.

—Tymrazemwidoczniesięrozstała—zamykakwestięCzyżewicz;fotografstrzela
fleszem,kilka

ogólnychzdjęćsytuacyjnych,potemposzczególnefragmenty,następnieciałozmarłej,
twarz,stolikz

butelką,kieliszeknapodłodze.

Technikzbierazestolikażyletki.

—Chciałaprzeciąćsobieżyły?—głośnorozważakapitan:jedennożykjestwysuniętyz
papierka,

pozostałedwawnietkniętychfirmowychopakowaniach.

Technikpęsetąwkładażyletkidokoperty,zbieraśladyznapoczętejbutelkiszkotai
kryształowego

kieliszka.Pozatelefonemnicwięcejnastolikuniema,blatjestidealnieczysty.

—Gdziesądomownicy?—pytakapitanCzyżewiczPiotraPawłaŁapińskiego.

—Celina,toznaczypaniWójcikowawyjechaładosanatorium.Marysia,jejcórka,gdzieś
z

JackiempozaWarszawą,aleniewiem,gdzie,natomiastOlansky,mążMarysi,chybaw
podróży

handlowej.

—Olansky?—unosibrwioficer.

—NorbertOlansky—skandujestarszypart.—Achtak!—pojmujezdziwieniekapitana
—to

Kanadyjczykpolskiegopochodzenia,urodzonyiwychowanywKanadzie,stądtakie
brzmienie

nazwiska.

—Reemigrant?

—Niezupełnie.Jestobywatelemkanadyjskim,aleodkądożeniłsięzMarysią,mieszkaw

Warszawie.

—Czymsięzajmuje?

background image

—Robiwskórze…prowadziwKanadziejakieśprzedsiębiorstwootymprofilu.
Dokładnienie

jestemzorientowany—powściągliwieoznajmiastarszypan.

—Pocopanprzyszedł,skorowiedziałpan,żenikogopozagosposiąniemawdomu?

—Dzwoniłem,telefonbyłwciążzajęty,sądziłem,żeprzyjechałaCelina…

—jąkaŁapiński.—Kartę,którąjejposłałemdosanatorium,zwróconoi…

dlategoprzyszedłem.Byłemtuokołodziewiątej—uprzedzapytaniekapitanaizaraz
szybko

zaczynaopowiadać,cozastałpowejściudowilli:—Wprzedpokojupaliłsięlampion,
obaskrzydła

drzwidosalonubyłyotwarte,świeciłsiękandelabrnakominku.Izyniespostrzegłem,bo
jakpan

widzi,kominekjest.wrogu.Dopierogdyzajrzałemdosalonu,zobaczyłemjązatymfote-
lemi

stolikiem.„Zemdla-łaVTakpomyślałem.Dotknąłemjejra-mienia,aramięzimne.
Ogarnęłomnie

przerażenie,stałemjaksparaliżowany,żadnejmyśli,tylko:„Cosiętustało?”Izaraz
weszlici

panowie…—

Łapińskikończyzwidocznąulgą.

—Więcdrzwiwejściowebyłyotwarte,amożedysponujepankluczami?

—wypytujekapitan.

—MimowielkiejzażyłościzCelinąnieprzyjąłbymkluczyoddomujejzięcia—
odpowiadaz

urażo-nągodnością.

—Niezamykasiędrzwi,czytupanujątakiezwyczaje?

—Zamykasię!Izamusiałapozostawićotwarte…Wystroiłasięnibytonaśmierć,ale
ryglinie

zasunę-

ła,abyłatwiejjąbyłoratować.Widoczniepewnabyła.żepanprzybiegniezpomocą—
zwraca

siędoŁukasza—pocozresztąbydzwoniła?Tylkochybazawielełyknęłategojakiegoś
paskudztwa

iprzeliczyłasię.

Łukaszmyśli,żeniemożnaodmówićpewnegosensuwywodomPiotraPawła,mogłobyć
itak.

background image

—Dlaczegotwierdzipan,że„łyknęłajakieśpaskudztwo”?—podchwytujeCzyżcwicz;

zastanawiagozorientowaniePiotraPawła.

—No,aodczegoby…Przecieżpandoktorteżtakprzypuszcza—

przytomnieratujesięŁapiński.

—Czemuonatozrobiła?—pytaŁukasz.

—Kiedyśjużmiałajakieśdepresje—Łapińskiinatoznajdujeodpowiedź.—Nieżeby
zarazsię

tru-

ła,aletakpowtarzała:„Życiemizbrzydło”,itakietamgłupstwa.Celinawspominała.Ale
żenikt

poważnietegonietraktował,tomożeterazchciałanastraszyć,takiezwykłefanaberie…
—milknie,

boprzypominasobie,żemimotychzwykłychfanaberiiIzanieżyje.—Nibyalienacje
wiejskiej

dziewczyny,conieumiałażyćwwielkimmieście,tetammodneteraznowinki…A
wszystkojedno,

młodymwgłowachsięprzewraca.

WeźmychoćbyiIzę.możeźlejejbyło?Widzipan,jakubrana,wpierwszejchwilina
pewnopan

pomyślał,żetopanidomu,niesłużąca.

—JakdługoIzapracowałauOlanskich?

—Zedwalala.dokładnieniepamiętam.

—Zpewnościąmiałajakichśznajomych.

—Nieinteresowałymniejejznajomości,aleowszem,miałanarzeczonego,nawetrazgo
tu

widziałem.

ChybaCelinamówiła,żemanaimięAdam,pewnyniejestem.

—Trzebazawiadomićkogośr.domowników—decydujekapitan.Gdziejestpani
Olanska?—

Ła-pińskinieznaadresu.—ApaniWójcikowa?

Wspominałpanosanatorium.

—Tak…MiałabyćwNałęczowie,wilia„Jaskier”.Wiepan,kapitanie?

Mogęponiąpojechać—nie-spodziewanieofiarowujesięŁapiński.

—Załatwimytoprościej—Andrzejniekorzystazjegouprzejmości,zamawia
błyskawiczną,w

background image

kilkaminutpóźniejjestnaliniiNałęczów.

—Niemaunastakiejkuracjuszki…—informujegorecepcjadomu

„Jaskier”.—Nie,tonieżadnapomyłka,paniekapitanie,niemainiebyłozcałą
pewnością.

CzyżewiczłączysięzposterunkiemmilicjiwNałęczowie—zlecasprawdzeniewinnych

ośrodkachkuracyjnych.

—Możeniew„Jaskrze”,możewinnymdomulubnakwaterzeprywatnej

—wycofujesięŁapiński.

—Chciałpanponiąjechać,niewiedząc,dokąd?—zachowaniestarszegopanacoraz
bardziej

zastanawiaAndrzeja.

—Sądziłem,żeCelinajestwNałęczowie—bronisięniepewniePiotrPaweł;myślałtak,
bo

ostatniostarszapaniuskarżałasięnaserceiwspominałaotejmiejscowości;jestprzecież
rencistką

służbyzdrowia,więczpewnościąbeztrudumogłasobiezapewnićmiejscewNałęczowie.

—Anajakiadreswysłałpankartępocztowądosanatorium?—przyszpilagoŁukasz;
wydajemu

się,żeCzyżewiczowiumknęłotamtozdanieŁapińskiegoozwróconejmukorespondencji.

—Młodyczłowieku,wypraszamsobie!—grzminaglezurażonągodnościąPiotrPaweł.
—Jak

panśmiemiimputować…Awogólewjakimcharakterzepantujest?Dlaczegopanmu
nato

pozwala?—ostatniąpretensjękierujedoCzyżewicza.

—Mojaobecnośćjesttubardziejuzasadnionaniżpańska!—podkreślaŁukaszizaraz
żałujetego,

copowiedział,bomagisterŁapińskipochwilowymuniesieniuoklapłnagleiwydajesię
bezbronny

jakdziecko.

DyplomatycznewkroczenieAndrzejazgałązkąoliwnąprzerywasygnał

telefonu;kapitanpodnosisłuchawkę,uprzedzaskwapliwąinicjatywęPiotraPawła.

—MieszkaniepaństwaOlanskich.

—TuMariaOlanska,alektoprzytelefonie,panKornacki?—dopytujesięzdziwiony
głos.Oficer

przedstawiasięiprosionatychmiastowyprzyjazd.

background image

ZdenerwowanaOlanskachcewiedzieć,cosięstało.

Czyżcwiczinformujeowypadkuzgosposią,proponujewysłaniewozu.

Mariadziękuje,mawłasny—zarazprzyjedzie.

—CzytodzwoniłaMarysia?—ożywiasięznówPiotrPaweł.

—Tak.Apanuchwilowodziękuję,proszęwracaćdodomu—spławiagoAndrzej.—We
wtorek

nadziesiątąproszęprzyjśćdokomendy.Muszęzaprotokołowaćpańskiezeznania.

—AleżMarysiawtakiejchwilibędziepotrzebowałapomocy—protestujeŁapiński;
Czyżewicz

od-prowadzajednakPiotraPawładoprzedpokoju,czeka,ażsięubierzeidopierogdyza
tamtym

zamykająsiędrzwi,wracadosalonu.

—Dziwnatapomocdomowa…—zaczynaŁukasz,ciekawopiniikapitana.

—Tak,tenstrój—przyznajeAndrzej.—Gosposieraczejtaksięnienoszą,aletomoże
być

sukniaOlanskiej.podobniejakmedalionnaszyi.Cośjednakniewyraźnegodziejesięz
matkąrodui

tenprzyjacieldomu…

—Zwróciłpanuwagęnajejręce?—Łukaszbrniezaswojąpoprzedniąmyślą,puszczając
mimo

uszuuwagęostarszejpani.

—Mocne,szerokiedłonie,bardzostarannieutrzymane,otopanuchodzi?

—Łukaszpotwierdza.—

Przypracywgospodarstwiedomowymistotnietrudnozachowaćniezniszczoneręce.lecz
jeślisię

oniedba…Wiepan,mojamatkazawszewszystkorobisama,adodziśmapięknie
utrzymaneręce…

Używarę-

kawiczek,kosmetyków.

—Ciąglemamwpamięcirozmowęztąkobietą.Właściwiebyłtoniemalmonolog,ja
tylko

słucha-

łem.Widzipan,jejsposóbwysławianiasię.formułowaniezdańwskazywałona
dziewczynę

oczytaną,zeznacznąogładą…Toniebyłjęzykosobyprymitywnej.

background image

—Awedługutartychpojęćsłużącatokonieczniektośprosty,wręczograniczony,tak?
Onazaśnie

pasujedoschematuitopananiepokoi.

—Nietylko…—ŁukaszadrażniironiaCzyżcwicza,aniepotrafisprecyzowaćuczucia,
jakie

prześla-dujego,odkądznalazłsięwwilliOlanskich.

—Przyczyny,szukapan.przyczyny—pomagamukapitan.—Człowiekobardziej
złożonej

psychice,awięcibardziejskomplikowanemotywypostępowania…

—Przecieżniconiejjeszczeniewiadomo—przerywaŁukasz.

—Przedchwilącharakteryzowałjąpanjakodziewczynęinteligentną—

Andrzejpodkreślaniekonse-kwencję.

—Tak,alewszystkotakiesprzeczne—Łukaszwciążnieumiewyjaśnić,comanamyśli.
—Ten

jejpatos!Jestem,jakpanuwiadomo,psychologiem,wówczasprzytelefoniebyłembardzo
przejęty,

możetoniedobrzetaksięangażowaćemocjonalnie,nocóż,inaczejniepotrafię,zapewne
kiedyś

stępieję…

Tarozmowautkwiłamiwpamięcijakzapisstenograficzny.Kiepasujedosamobójcy!
Albo…

—AlboPiotrPawełmarację:zainscenizowaładramatiprzeliczyłasię—

kończyzaniegoAndrzej

—Wswojejpraktycenatknąłemsięnafacetkę,którąjużsześćrazyodratowano—
wspomina

Łukasz.—

Stałaklientka,alenigdyniewiadomo,któryrazbędzietymostatnim.

Oczywiścietoprzypadekskrajny,patologiczny.Jednaknieodniosłemwrażenia,abyIza
Białoń

należaładotejkategorii…

MariaOlanskajestprzerażona,wstrząśniętawypadkiem.Naścieżceogrodowejminęliją

sanitariuszezezwłokami.Tenwidokrozstroiłjądoreszty.

—Boże!Ajadzwoniłam,żebyprzygotowałapuszkizananasemiwogóle…Bowtym
Otwocku

nicniemożnadostać,amamusiniemaiNorbertaniema…uczepiłasiętychananasów,
sweterkówi

background image

rajstopdlaJacka,niesposóbzniąrozmawiać.

Czyżewiczprzynosicośnauspokojenie,beztruduznalazłrelaniumwdomowejapteczce.
Olanska

odsuwapastylkę,niechce.Nigdyniebierzeżadnychpigułek!

Zestylowejkomodywyciągabutelkę.Panowiebędątakuprzejmiisięzniąnapiją?
Panowiesą

uprzejmi.

Wbarkustojąrzędempięknekryształowekieliszki,leczMariawychodzidokuchnii
przynosi

stamtądinne,zezwykłegoszkła.CzyżewicziŁukaszspoglądająnasiebie,Łukasz
nieznacznie

wzruszaramionami.

Olanskanalewakoniak,duszkiemwychylapełnykieliszekiodrazunapełnianastępny.

—KtotojestKornackiidlaczegomyślałapani,żetowłaśnieonodebrał

telefon?—Andrzejryzykujepierwszepytanie.

—ToostatniasympatiaIzy—Mariaśledzirefleksyświatłaprzenikającebursztynowy
napój.—

Po-myślałam,żeontujestiwpierwszejchwiliwzięłampanazaniego.

—Magłospodobnydomojego?—uśmiechasięAndrzej.

—Nie!Poprostuusłyszałamgłosmłodegomężczyzny,atembrNorbertaiPiotraPawła
znam…

CzyIzapozostawiłajakiślist?—pytapochwiliwahania.

Andrzejzaprzecza;nicmuotymnicwiadomo,leczprzedśmierciąrozmawiała
telefoniczniez

psychologiemTelefonuZaufania—wskazujeŁukasza.

—Comówiła?!—MarianiespokojnieprzypatrujesięMajewskiemu;wjejdużych,
przedłużonych

pasteląoczachkryjesięstrach,taksięprzynajmniejCzyżewiczowiwydaje.—Czy
wspominałacoś

omnie,onas?

—Tyletylko,żejestsłużącąuludzi,którympowiodłosięwżyciu.

—Tylkotyle?!—wtymokrzykubrzminiedowierzanieiulga,przedewszystkimulga.

—Jeszczeonieudanymżyciu,samotności,nigdyniespełnionychpragnieniach.

—Zawszezazdrościłainnymimiałapretensjedolosu.Malkontentka—

mówiMariazniechęcią.

background image

—…zwracałasiędomnieper„magistrzesprawostatecznych”—

podejmujeŁukasz,podobniejakCzyżewiczśledzącuważniereakcjeOlanskiej—

ipoddawaławwątpliwośćskutecznośćmoichusiłowańwratowaniulaickichdesperatówi

rozchwianychnadwrażliwcówzapomocądobrejwoli.

—Cośtakiego!

—Dlaczegopaniątodziwi?

—Nonie…Aleonabyładośćmałomównairaczejnieużywałametafor.

Nierozumiem,cosięzniąstało.Prawiecodzienniedzwoniłamdodomu,nie,nie
wymagałam,aby

tkwiłaodranadonocyprzytelefonie.Umówiłyśmysię,żebędędzwoniłapodziesiątej
wieczorem.

Wczorajwogólenietelefonowałam,natomiastprzedwczorajwydawałasięcałkiem
zwyczajna,

nawetniesmutna…

Skądtaelokwencja?Chybabyłapijana!—badawczoizniedowierzaniemprzypatrujesię

Łukaszowi.

—Piła?—podchwytujeCzyżewicz.

—Rzadko,aletylkowtymstaniestawałasięrozmownaiskłonnadozwierzeń.Awogóle
tobyła

bardzorozsądna:praktycznaosoba,zapewniampana.—Chciałapanipowiedzieć,żepod
wpływem

alkoholutraciłarozsądek?

—Zdarzałosię.

—OdjakdawnaIzaBiałońbyłaupaństwa,skądprzyszła?—Czyżewiczwracado
konkretów.

—Byłaunas…Boże!Była—Mariaunosidłoniedoskroni.—Oddwóchlat,przyszłaz

ogłoszeniawpaździerniku72roku.PoprzedniopracowałaupaniL.—padanazwisko
znanej

aktorki.—Miałaznakomitereferencje,zresztąrozmawiałamzpaniąL.,boczasamiw
referencjach

piszesięniekoniecznieto,conaprawdęjest…PaniL.szczerzejejżałowałaizupełnienie
rozumiała,

dlaczegoIzazrezygnowałazpracyuniej.Poprostudziewczynawymówiłaiodeszła,nie
podając

przyczyn,

background image

—Dałajejpanilepszewarunki?

—No…możeniecolepsze—przyznajeOlanskazociąganiem.—Nie,niepodkupiłam
jej,jak

panzdajesięsądzić,kapitanie,chociażniebyłobywtymnicdziwnego,boodobrąpomoc
domową

jestniesłychanietrudno.AIzaokazałasiębardzosumiennąirzetelnąpracownicą.Zresztą
była

równiezadowolonaznas,coimyzniej.Ostatniozarabiaładwaipółtysiącamiesięcznie,
miała

unormowanegodzinypracy,peł-

neutrzymanie,dwatygodnieurlopuigratyfikacjezróżnychokazji,czytomało?Miała
także

własnypokój,proszę,niechgopanobejrzy!

—Chodźmy—podnosisiękapitan.—Muszęzabraćjejdokumenty.Pana

—zwracasiędoŁukasza

—proszęjakoświadkaprzeszukania.

—Proszętędy—prowadziOlanskaniechpanniemyśli,toniejestjakaśklitka.

DopomieszczeniazajmowanegoprzezIzęwchodzisięprzezmałykorytarzykzarazprzy
głównym

wejściu.

—Tukąpielowy—Olanskazapalaświatłoizrozmachemotwierapierwszedrzwi;
łazienkalśni

gla-zurąiidealnączystością.

Naszklanejpółcenadniklowymikranamibardzoładneprzyborydomycia,bateria
kosmetyków,

kompletdomanicure.kilkaflakonówlakierudopaznokci.Całośćtchniepedantycznym
porządkiemi

byćmożedlategowłaśniekapitanzwracauwagęnalaseczkęałunuwuchwyciezżółtego
metalu,

pozostawionąnaumywalce.

CzyżewiczowikojarzysiętenałunześwieżymlakieremnapaznokciachBiałoniówny.

.“Skaleczyłasięrobiącmanicureiużyłaałunudozatamowaniakrwi,lecznieodłożyłago
napółkę.

Czymyślisięotakichdrobiazgowychzabiegachtoaletowychprzedodebraniemsobie
życia?Jak

tomiałobyć,przygotowujeżyletki,jakąśtruciznęispokojnieopiłowujepaznokcie,

background image

dobieralakier

pasującydobarwybrelokaspinającegobransoletkę?

Podczasdaktyloskopowaniatechnikniezauważyłskaleczenianarękachdziewczyny;co
prawda

dra-

śnięciacążkamimógłniedostrzec.Daktyloskopiatoprzecieżtylkoopuszkipalców.Jeśli
jednak

używałaniedawnoałunu,wlaboratoriumpotrafiątostwierdzić.

PokójIzy:perłowetapety,jednokolorowydywan,dobranywkolorzedo

.ścian,meblezjasnegojesio-nu.Telewizor,radio—anijednejksiążki,aniśladujakiegoś
pisma.

Natapczanie,jakwyjętezinnegotła,panosząsiędwieolbrzymielale:Pierrotw
atłasowymkimonie

zczarnymipomponamiiColombinawsuknirozłożystejjakczaszaparasola.

—ToulubionemaskotyIzy,jejzdaniembardzoeleganckie—zprzekąsempodkreśla
Mariai

otwieraściennąszafę,nabitągarderobą.

Andrzejzaglądadoszuflad;ścinkimateriałów,przyborydoszycia,pończochy,chustkido
nosa,

apaszki,rękawiczki.Spodstertypościelowejbieliznywyłuskujejakiśpapieri
sfatygowaną

książeczkęPKO;gęstowniejodwpisówizastanawiającesaldo,okołodwustutysięcy
złotych.

—Oszczędzała?—CzyżewiczpytapowściągliwieOlanską,chowającksiążeczkę.

—Pewnocośtamoszczędzała—niechętnieprzyznajeMaria.—Przecieżunasmiała
wszystko,

tomogłasobieodłożyć.

AndrzejzabieradowódosobistyBiałoniównyikalendarzykznalezionywtorebce.

—Cozrobićzjejosobistymirzeczami?—dowiadujesięMaria.

—Znapanijejrodzinę?—Olanskawspominaorodzicach.—Oddaćrodzicom—
decyduje

Andrzejiopuszczapokój;nurtujegotapokaźnasumanakonciegosposi.

—Zapewniliśmyjejnaprawdędobrewarunki—podkreślaOlanska.—O

takichniemogłanawetma-rzyćwtychswoichRosławicachpodMławą.Tamsię
urodziła.Była

najstarszazsiedmiorgarodzeństwa.

background image

Mającsiedemnaścielatledwiedobrnęładoszóstejklasyszkołypodstawowej.Wtedy
uciekłaz

domuiprzyjechaładoWarszawy.ZanimtrafiładopaniL.,zmieniłakilkadomów.

—CzęstojeździładoRosławic?

—Niezbyt.Alejużgdysięwybrała,tokupowałaprezenty,ubierałasięwnajlepsze
rzeczy,chyba

nieprzyznawałasię,żejestpomocądomową.Wtymrokuzrobiłanawetprawojazdyijuż
było

umówione,żenaBożeNarodzeniepojedziedodomumoimwozem,boNorbertniechciał
jej

pożyczyćswojego.

—Ipaństwogodziliściesięztymiwszystkimiwymaganiami?—dziwisiękapitan
Czyżewicz.

—Izabyłauczciwymczłowiekiem,możnabyłocałydompowierzyćjejpieczy,atoma
wielkie

znaczenie.Jachętniepożyczyłabymjejcadillaca,abyzadałaszykuprzedrodziną,ale
Norbertsię

uparł.Uwa-

żał,żemyzmamąnieumiemypostępowaćzesłużbą,aleonnierozumie,jakw
Warszawietrudno

odobrąpomocdomową.

—ZastałemtupanaŁapińskiego—zmieniatematkapitan;Mariitoniedziwi.

—Przyjacielmojejmatki,zadomowionyunasodlat—wyjaśnia.

—WspominałojakichśdepresjachBiałoniównyiochłopcuIzy.

—Depresje?Niezauważyłam,chociażistotniecośsiępopsułomiędzyniąatymjej
chłopcem.

Nieta-kiznówzniegochłopiec,machybazetrzydzieścilat.

Elektryklubmaszynistawobjazdowymteatrze,niejestemzresztąpewna,alecośwtym
rodzaju.

—Przychodziłtutaj?

—Oczywiście.WswoimpokojuIzabyłausiebieimiałaprawoprzyjmowaćswoich
znajomych.

Na-turalnieczuwaliśmy,abyniesprowadzałabylekogo,niebyłotonamobojętne,takze
względuna

nią,jakinanas.Tylesięsłyszyokradzieżach,włamaniachzprzyczynyniestosownych
znajomości.

background image

AleAdamKornackijestprzyzwoitymczłowiekiem.

—Dawnogopoznała?

—Niewiemdokładnie,gdzieikiedy.Odjakiegośczasuzaczęłasiębardzostroić,noi
przepadała

nacałewieczory.PrzeztesiedemlatpobytuwWarszawienabrałatrochęogładyi
pierwsze

wrażeniesprawiałakorzystne,niebrzydkaidobrzeubrana.Jednakpobliższympoznaniu
tobyła

dziewczynanieciekawainadobrąsprawęinteligentnyczłowiekniemiałzniąoczym
mówić.

—PaństwozasięgaliopiniiotymKornackim?

—Czytopanadziwi?

—Nie.Dziwimnieraczej,.żepaniniepamięta,gdzieonpracuje.

—Botozałatwiałamojamama,onapowiepanudokładnie,jeślitopanatakinteresuje.

Awięcrzuciłjąmężczyzna—myśliprzysłuchującysięŁukasziprzypominasobie
ironiczne

słowaIzy:„Jestemkuchtąitakżesiętruję,tylkonieesencjąoctowąinicprzezstrażaka”.

—CzyIzamówiącosobieużywałaokreślenia:kuchta?—pytagłośno.

—Nie,nigdyijaksądzę,mocnobysięobraziła,gdybyktośjątaknazwał.

Alecopanuprzyszłodogłowy?Unaswdomunigdyiniktjejtaknienazywałanitaknie

traktował…CzysięrozstałazKornackim,niewiem,możebyłotoprzejściowe
nieporozumienie?Iza

bardzopowściągliwiemówiłaoswoichspra-wach,zwłaszczaintymnych.Ajeślijużsięz-
czegoś

zwierzyła,toprędzejmojejmatceniżmnie.

—Białoniównabyłaubranawwieczorowąsuknięzczegośtakiegoszeleszczącego,w
takie

słoje…—

plączesięCzyżewicz.

—Tomora—wyjaśniaOlanska—specjalnygatunektafty.

—Nieotochodzi—kapitanowijestnajzupełniejobojętnaróżnicamiędzymorąataftą.
—Czy

sukniaikoronkowyszalnależałydoniej?

—Oczywiście!Samajejdobrałamikolor,ifason—Olanskapodkreślatenfaktzbabską

satysfakcją.

background image

—Aledlaczegotopanatakdziwi?

—Niedziwi,tylkochciałemsięupewnić,bomedalion,którymiałanaszyi,zdaniempana

Łapińskiegoniebyłjej,leczpanimatki.

—Medalion?!—reakcjaMariiOlanskiejjesttyleżgwałtowna,coiniezrozumiała.—O
Boże!

—Niczniegoniezginęło—uspokajająkapitan,zaskoczonywybuchem.

—Wewnątrzznaleźliśmyfotografięiwłosydziecka.

—Lokmegodzieckanapiersitrupa,trupasamobójcy—szlochaMaria;trzęsiesięjakw
febrze,

pół-

przytomnazestrachu.

Dwajmłodzimężczyźni,prawnikipsycholog,zcałymswoimracjonalnym
światopoglądemsą

bezradniwobecpozarozumowejpotęgiprzesądu,któremuuległatakobieta.

—Lepiejbyłoby,abypaniniezostawałatudziśsama.Dokądwyjechałapanimatka?—
troszczy

sięAndrzej.

—Do…Nałęczowa,nietrzebajejniepokoić—szczękazębamiMaria.Jestwtakim
stanie,że

kapitanniestarasięwyjaśnić,gdzienaprawdęprzebywaCelinaWójcikowa.

—Kiedywracapanimąż?

—Podkoniecnastępnegotygodnia,aleproszęsięomnieniemartwić.Jatylkomuszę
wyjśćztego

pokoju,turobięsiękompletniechora.

—Jeszczedrobnaformalność…—CzyżewiczprosiOlanskąodowódosobisty.

MariaWójcik,urodzona18grudnia1940rokuwWarszawie,panna…—

spisujejejpersonalia.

—NiemamformalnegoślubuzNorbertem—Olanskajestzażenowana.

—Panistancywilnymnienieinteresuje—Andrzejzwracajejdowód.

KapitaniMajewskiżegnająsię;Mariazamykazanimidrzwiiznarożnegopokoju
obserwuje

widocznystądskrawekogrodu,którytamcimusząprzebyć;śledziichwzrokiem,gdy
wchodząw

prostokątświatłapadającegozoknainiknązaogrodzeniem.

Stojącywsalonieantycznyzegarwydzwaniapierwsząpopółnocy;Olanskaprzełącza

background image

telefonz

salonunahalliwtejsamejchwilibrzmidzwonekuwejścia.

Norbert?—zastanawiasię.—Matka?Niemożliwe,więckto?—Znówprzyspieszony
rytmserca

ifa-laleku:bezszelestniepodchodzidodrzwi,zaglądawwizjerizarazotwiera.

—Piotr!—witagozulgą.

Łapińskijestdoszczętnieprzemoczony,skostniałymirękomaztrudemściągapłaszcz.
Maria

zapraszagodalej,leczmijadrzwisalonuilokujegowsąsiednimpokoju.

—Wypij!—nalewamukoniaku;starszypanmościsięwfotelu,naciągananogipled.

—Trzygodzinyczekałempodwaszymparkanem—szczękazębami.—Coonitutak
długorobili?

Nalejmidoszklanki—odsuwakieliszek—jeśliniezłapięlumbago,tobędzie
prawdziwycud.

—Dlaczegonieczekałeśtutaj?

—Tenkapitankazałmiodejść.Żeteżnamniemusiałotopaść,właśniejamusiałembyć
pierwszy.

Cojaprzeżyłem!Powiadamci,wrogowinieżyczę!

Przypięlisiędomniejakkleszcze,aco,ajak…ajakręci-

łem,żeniechPanBógbroni,ażzacząłemsięgubić…

—Nierozumiem,dlaczegomusiałeśkręcić,aleocowłaściwiepytałsiękapitan?

Łapińskiwierniepowtarza,aMariiznówzaczynajądygotaćdłonie.

—…idzwoniłdoNałęczowa,atamtwojejmatkiniema!Zgryzłemsięstrasznie.
Marysiu,nie

jestemprzesądny,alenieszczęścia,odpukać,chodząwparze.—Przestańmówić
głupstwa.

—Marysiu,botyjeszczewszystkiegoniewiesz!Jawidziałemtwojąmatkęw
niesłychaniedwu-

znacznychokolicznościachitotutaj,wWarszawie…—PiotrPawełjestbardzoprzejęty;
tego

wieczoruzobaczyłCelinęWójcikową,jakprzemykałasięNowogrodzką,cojużsamow
sobiebyło

dośćniesmaczne,aledotegojejgłowa!Bopozatymstarszapaniodzianabyłanawet
szykownie.

Miałanasobieznanymuskądi-nądfutrzanypłaszczzbrązowychnorek,ściągniętywtalii
brązowym

background image

paskiem,nogizaśwnajmodniejszychbucikachtypukozakdoński,lansowanychwtym
sezonieprzez

Paryż,teżbyłybezzarzutu.Tylkotagłowa!

Otóżnagłowiemiałamamusiakapeluszzolbrzymimrondem,głębokowciśniętyna
czoło,spod

tegokapeluszawystawałybujnewłosy,zakrywającepoliczkiisięgająceramion.Ajakby
tego

wszystkiegojeszczebyłomało,oczymiałacałkiemzasłonięteciemnymiszkłami.
Pomyśleć,

listopadowywieczór,aonawprzeciwsłonecznychokularach!Zjejtwarzywidocznabyła
tylko

broda,aitoniebardzo,orazkawaląteknosa.

PiotrPaweł,choćwstrząśnięty,jednakwiedzionydelikatnościąuczućnienaraził
przyjaciółkina

kło-potliwewtejsytuacjispotkanie,tylkocofnąłsiędyskretnie,cosprawiło,żenie
skrzyżowałysię

ichdrogi.

Alemusiałzobaczyć,dokądkroczymamusia.AonazniknęławhoteluForum!

Więccomasądzićokobiecie,bądźcobądźwlatach,zpozorustatecznejmatceibabce,
nie

mówiącjużoPiotraPawłauczuciach,którazamiastleczyćskołatanesercewNałęczowie
—gdzie

rzekomoprzebywaoddnidziesięciu—

lalawieczoramipoWarszawiewkowbojskimkapeluszuimłodzieżowejperuce

boprzecieżprzezdziesięćdniwłosynieurosłyjejdopasa—iwekscentrycznychszkłach

dobrychnapla-

żę.PiotrPawełdoprawdyniewie,cootymsądzić.

Niepuściłfarbyprzedmilicją,boniemiałsercapogrążaćdługoletniejprzyjaciółki,już
wolał

raczejnasiebieskierowaćpodejrzenie,coteżsięstało,aleniemogącskomunikowaćsięz
mamusią,

zwierzasięcór-ce,coczyniniechętnieizprzykrością,borozumiejejpołożenie.

—Kiedyjąwidziałeś?—Mariacierpliwiewysłuchałatyradyiniewydajesięporuszona

donosemŁapińskiego,

—Dziś,toznaczywczorajokołosiódmej—prostujePiotrPaweł,słysząc,jakzegar

background image

wybija

drugą.

—CelinajestwNałęczowie,wieczoremrozmawiałamzniątelefonicznie.

Mieszkaprywatnieidlategotwojakartkawróciłaz„Jaskra”.

—Takbymsięomylił?—PiotrPawełjestzbityztropu.—Jednaknieładnie,zmieniła
adresinie

zdobyłasięnato,abymniepowiadomić?—

rozgoryczasięnastarsząpanią.

—Znaszją,notorycznieniepisujelistów,domnieteżnieskreśliłanawetsłowa!Nie
chowaj

urazy,terazjaknigdypotrzebujęprzyjaciół!—Mariatłumiłzy.PiotrPawełsamsobie
wydajesię

łajdakiem.

—Rozporządzajmną,mojedziecko—ŁapińskiczujesięjedynąpodporąMarii.—Mam
tu

zostać?

—Musisziśćzarazdodomu—decydujeOlanska.—KapitanCzyżewiczzapowiedział
sięna

rano—

kłamiegładko—niepowinienciętuwidzieć;potychtwoichkrętactwachgotów
pomyśleć,że

jesteśmywzmowie.

Mariazulgązamykadrzwizaprzyjacielemdomu;wykręcanumerhoteluForum,zgłasza
się

recepcjaiłączyjązżądanymwewnętrznym.Długorozbrzmiewasygnał,zanimsłyszy
zaspanei

rozdrażnione:

—Słucham?

—Maszsenjakdrwal!—mówizpretensją,tachwilaoczekiwaniaznówwytrąciłająz

równowagi.

—Czystesumieniedajezdrowysen—ostatniesłowoginiewpotężnymziewnięciu.

—Przestań,dodiabła,gadaćosumieniu!?krzyczyMaria.—Izapopełniłasamobójstwo!

CelinaWójcikowąnatychmiastzjawiasięwdomu.Mariazpłaczemrzucasięjejw
ramiona.

Starszapanizdążyłasięjużopanowaćijestjakopoka.

background image

Spokojnymi,rzeczowymipytaniamiwydobywazcórkiprzebiegwydarzeń.

—Bógpołożyłpalecnatejdziewczynie—oświadczaznamaszczeniem.

—NiezasłaniajsięBogiem—denerwujesięMaria.

—Jesteśhipokrytką.Nieżałujętejdziewczyny,tytakżejejnieżałujesz,tylkojamani
odwagę

powiedziećtogłośno—niezłomnieciągniematka.—No,dośćtego!Nicwięcejnie
gadała,nie

opowiadałaprzedśmiercią,tylkotenbełkot?Aswojądrogąnieposądzałamjejotaką
swadę!

Pewnosięupiła…

—Wypiłaprawiecałąbutelkęszkota—donosiOlanska.

—Skaranieboskie!Zawszemówiłam,żebyzamykaćbarek…Jednakczytomożliwe,aby
zawinęła

sięottak,bezjednegosensownegosłowa?Możegdzieśwetknęłalist,słuchajno,
przejrzałaśjej

rzeczy?

—Nieprzyszłomitodogłowy.

—Nopewno,gdzieżbyśotympomyślała,odpraktycznychsprawmaszmatkę.Jeszcze
dziśtrzeba

przeszukaćjejpokój,słyszysz?

—Milicjazrobiłatodokładnie,wsamejłaziencewetrzechsiedzieliprzeszłogodzinę.
Gdybycoś

by-

ło,twojaprzezornośćitakbyniepomogła.

—Ajeślionijednakcośznaleźli?—martwisięstarszapani.—Tobiemożnaspodnosa
zabraći

niezauważysz.

—Apropos,gdzieśtyzostawiłaswójmedalion?

—Chybawhallunaskrzynipodlustrem.boprzypomniałamsobieonimdopierona
wychodnymi

niemiałamjużczasuwracaćnagórę.Zostawiłam,botylkobymiprzeszkadzał,ale
dlaczegopytasz?

—Wiesz,gdziebył?…Onagomiałanaszyi!!!

—Wielkiemecyje…—nastarszejpaniwiadomośćtanierobiwrażenia,natomiast
martwiją

Łapiń-

background image

ski.—Złośliwośćlosuużalasię—żebywmilionowymmieścieniektoinny,tylko
właśnieON

zobaczył

mniewtymprzebraniu!IlejestodForumnaNowogrodzką,noile?

Dwieściemetrów.Pomyśleć,wychodzi-

łamrazdziennie—iwłaśnieonnatychdwustumetrach!

—KapitanaCzyżewiczatakżebardzozdziwiłatwojanieobecnośćwNałęczowie.

—NiekapitanaCzyżewiczainteres,czytoNałęczów,czyForum,mniezależyna
Łapińskim.Dla

niegojestemwNałęczowie,rozumiesz?Cholera,będęmusiałakryćsięwewłasnym
domu.

—Agdybyśmujakośoględniepowiedziała?

—Zwariowałaś,wolałabymumrzeć!

—Jaktymożeszwtakiejsytuacjimyślećtylkoosobie!

—Wystarczającodługomyślałamtylkootobie,aterazbędędbałaprzedewszystkimo
własne

interesyiniktmiwtymnieprzeszkodzi!Lataminęły,zanimwmówiłamŁapińskiemu,że
żyćbeze

mnieniemożeiterazmiałabymryzykować?Młodszeniepotrafiązłapaćchłopa,acóż
dopierotaka

landarajakja!Obła-skawiłamgo,przywiązałaminiemamzamiarurezygnować.Docna
zbrzydłmi

jużetatteściowejtegokanadyjskiegoskąpiradła.Jaktylkoskończysiętenkramzpowodu
Izy—też

niemiałasiękiedywybrać—

przenoszęsiędoPiotraPawła.Boże!Jakminadojadłocałetostrażowanie,dopieroteraz
czujęi

zupełnieniewiem,jakmogłamtoznosićprzezokrągłedwalata.Jestemwolna,wolna!

Czyżewiczżegnasięzpsychologiem,razemztechnikiemifotografemwracado
komendy.Dyżur

ope-racyjnykończymusiędopierooósmejrano.

—Wdzielnicyspokój—mówinajegowidokkolega,odkładaksiążkęiprostujeramiona;

porucznikMarianJózefczykpełnisłużbęrazemzAndrzejem.

—Dlaczegoniezadzwoniłeśpowóz?

—Chciałemsięprzejść—kapitanotwierawalizkęśledczą.Wykładanabiurko
plastykowy

background image

woreczekzlaseczkąałunuzabranązłazienkiIzy.Wystukujenamaszyniemetryczkę:ałun
ześladami

krwi,zakwe-stionowanynamiejscusamobójstwaIzabeliBiałoń,aktaNr…—numer
ewidencyjny

sprawaotrzymarano,gdywszczęciedochodzeniaodnotujesekretariatwswoimrejestrze.

Podobnymimetryczkamiopatrujebutelkę;kieliszekitrzyżyletkiznalezionenastoliku
obok

telefonu.

Przeglądadowódosobisty:IzabelaBiałoń,córkaBronisława,urodzonawRosławicach,
powiat

Mła-wa,dnia14sierpnia1950roku—niezamężna.

Adnotacjaozatrudnieniu:pomocdomowa.Wrubryceza-meldowaniapięćadresów.

Wsuniętewdowódkwitytokopiałyzamówieńnamateriałybudowlane—

cement.szkłospecjalne,zbrojenie—zamówieńzłożonychprzezIzęBiałońwPZGSw
Mławie.

JesttakżepokwitowanietegożPZGS:zlecenieprzyjęto,przypuszczalnytermindostawy
—drugi

kwartał1975.Tytułemzaliczkipobranosumętrzydziestupięciutysięcyzłotych.Data,
stempel,

podpis.

KsiążeczkaPKOzostałazałożona17czerwca1970rokuwWarszawieitegożsamego
dnia

odnotowa-nopierwsząwpłatęwwysokościtrzydziestutysięcyzłotych.Wlipcu,sierpniui
wrześniu

tegożrokuBiało-niównapodejmowałaraznamiesiącposześćsetzłotychwurzędzie
pocztowymw

Rosławicach.

Odmaja1971dowrześnia1972rokusystematycznielokowałacomiesiącpotysiąc
złotych.Pod

koniecpaździernika1972rokuwpłaciłapięćtysięcyzłotychiodtądtasumapowtarzasię
wkażdym

miesiącuniemalprzezdwalata,ażdolipca1974roku;wsierpniu,wrześniui
październiku1974

rokumiesięcznewkładyskurczyłysiędodwóchipółtysiącazłotych.

Wsierpniu1973rokuwpłaciłajednorazowodziesięćtysięcyzłotych,wmarcu,sierpniui
grudniu

1973orazwmarcuisierpniu1974rokupozaregularnąwpłatądodatkowopopięćtysięcy

background image

złotychi

jeszczepięćtysięcyzłotychmiędzymarcemakwietniem.

Odmaja1971rokuniepodjęłaanizłotówki;stanjejoszczędnościwrazzodsetkami
wynosiponad

dwieścietysięcyzłotych.Ostatniejwpłaty,dwaipół

tysiącazłotych,dokonałapodkoniecpaździernika1974roku—wlistopadziezmarła.
Suchecyfry,

datyistemple,zaktórymikryjąsięczterylatużyciaIzyBiałoń.—Marian,odłóż
czytanie,chodźtu.

Porucznikwydobywasięzgłębokiegoklubowca.Czyżewiczdzielisięznimswoimi

spostrzeżeniami.

—Wdowodziejestpięćadnotacjiozameldowaniu,pięćadresów,gdziepracowałaIza.
Pierwsze

dwanajmniejmnieinteresują,obejmująlata1968—

1969.Natomiasttrzecizasługujenauwagę.UlicaSzaserów,stamtądwymeldowałasięw
czerwcu

1970roku,asiedemnastegoczerwcawpłaciłanaksiążeczkętrzydzie-

ścitysięcy.

—Możejakieśrozliczeniezrodzinnejschedyczyteżsubstytutprzypadającegojej
majątku,

wypłaco-nyprzezrodzicówlubrodzeństwowrezultaciedziałów—oceniaporucznik.—
Należy

wyjaśnićwRosławicachlubwhipotecewMławie.

—Czwartyadres—podejmujeCzyżewicz—ulicaTopolowapojawiasięwpaździerniku
1970

roku,wymeldowałasięstamtądwewrześniu1972.Biorącpoduwagęinformację
Olanskiej,należy

przyjąć,żetookrespracyuaktorkiIlonyL.WciągutychdwóchłatIzazaoszczędziła
siedemnaście

tysięcyzłotych.

—Siedemnaścietysięcyprzezdwalata,jeślimasięprzytymzapewnioneutrzymanie,
można

uskładaćnawetzbardzoskromnejpensji.

—Piątyiostatniadres:Olanscy,SaskaKępa,ulicaKoralowa.

Zameldowanawpaździerniku1972ro-kuizarazwtymsamymmiesiącuwpłacana
książeczkę

background image

pięćtysięcyzłotych.Odtądtasumapowtarzasięsystematyczniecomiesiącaźdolipca
1974roku,a

odsierpniamalejedodwóchipółtysiąca.

Następniejednorazowelokaty.Wsierpniu1973rokudziesięćtysięcyzłotych,wmarcui
sierpniu

1973i1974rokupopięćtysięcyzłotych,wgrudniu1973rokupięćtysięcyijeszczedwie
wpłaty

pozaregularnymiwpływami,wkońcumarca1973inapoczątkukwietnia1974roku,
takżepopięć

tysięcyzłotych.

—PlustrzydzieścipięćtysięcyzaliczkidokasyPZGS—uzupełniaporucznik.

—Wsumiepodczasczterechlatzgromadziłaokołoćwierćmiliona,aprzeważającączęść
tych

pienię-

dzywciągulatdwóch.

—Andrzej,śmiesznasprawa—porucznikoglądadowódBiałoniówny—

onaurodziłasięwsierpniu!

Wksiążeczcezaśpowtarzająsięwpłatywmarcuisierpniu.Otrzymywałatepiątakiw
prezencie?

—Adziesięćtysięcytotakżeprezent?

—Tadychapsujemiładnąkoncepcję—przyznajeMarian.—Alecomamywmarcu?
Święto

Kobietoczywiście!

—Świętojestósmego,awpłatybyłydokonywaneposzesnastym—

Andrzejmimowolidajesięwciągnąćwtęzabawę.Porucznikkartkujekalendarzyk.

—Proszębardzo!Szesnastegomarca:HilaregoiIzabeli—odczytujeztriumfem.—Kioś

obsypywał

jąforsązokazjiurodziniimienin—pokpiwa,bosamniewierzywtakąmożliwość.

—WgrudniujestBożeNarodzenie,amiędzymarcemikwietniembywaWielkanoc—
śmiejesię

Andrzej.—Wtensposóbdasięusprawiedliwićjeszczedwadzieściatysięcy,areszta?

—Ciemnasprawa,Andrzej—poważniejeporucznik.—Stary,tepieniądzemogą
pochodzićz

przestępstwa.Iczynietunależyszukaćmotywów?

—Jeszczerazmuszęprzejrzećjejrzeczy—Czyżewiczwyrzucasobie,żewnocyzrobili

background image

tozbyt

pobieżnie.

ZranaidziedoOlanskich.OtwieraMaria;niespodziewanywidokkapitanabudziwniej
niepokój.

Andrzejtodostrzega,cojeszczebardziejpotęgujejejzdenerwowanie.

—Celina!Przyszedłkapitan—woładonośnie,zadzierającgłowękugórze.

Andrzejowiwydajesię.

żejejgłosbrzmijakwołanieoratunek.

—Zaraz—spływazmrocznegoszczytuschodówiCzyżewiczdopieroterazpojmuje,
kogo

przyzywaMaria.Dziwigo:jakszybkoodnalazłasięstarszapani.—Muszęjeszczeraz
obejrzeć

pokójIzyBiałoń—zawiadamiaMarię.—

Jeśliczegośbędępotrzebował,topaniąpoproszę—pozbywasięjejasysty.

Kapitanrozglądasięizarazogarniagonieodpartewrażenie,żepokójbył

przeszukiwanypojegopierwszejbytności.Nie,żadnegobałaganu,ajednakzdradzato
wiele,z

pozorumałoistotnych,szczegółów.

Chociażbytedwielalenatapczanie,upozowanewinnysposób,inaczejułożona
olbrzymia

krynolinaCo-lombiny.

Czegoonetuszukały?—zastanawiasięCzyżewicz,złynasiebiezatamtefatalne
oględziny.

Starannie,choćbeznadzieinaznalezienieczegośinteresującego,przeglądapokój.
Zajmujemuto

sporoczasu;pogodzinierozlegasiępukanie,zaglądaMaria.

—Mamyczekać?—niespokojnymspojrzeniemomiatawnętrze.—

Powinnamjechaćpomałego…

Wezwanawnocy.pozostawiłamśpiącedzieckonaopieceobcychludzi.

—Niezajmęwieleczasu,tutajjużskończyłem—CzyżewiczwracazOlanskądosalonu.

—Wójcikowajestem—podnosisięnajegowidokpostawnaniewiasta,podajemu

upierścienionądłoń.

Matkaroduwyglądafatalnie!Sylwetkawprawdziewporządku,modnaspódnicaw
szkockąkratę

wnajlepszymgatunku,amoherowysweterdobranywkolorze;jeszczepółbiedy,żejego

background image

golf

zakrywacałypodbródekichybaopierasięouszy,aledalej!Strzechabardzogęstych,
prostychi

długichwłosówzgrzywąsięgającąolbrzymichprzeciwsłonecznychszkieł.Resztatwarzy
mamusi,

międzybrzegiemkołnierzaakrawędziąokularów.budzigrozę!Tojedenwielkisiniec,
który

wprawdziejużgdzieniegdziezmieniłbarwęzfioletunapurpurębiskupią,apobrzegach
na

zielonożółtą,nieulegajednakwątpliwości,żesątowielkiekrwawewybroczynyinie
maskujeich

nawetgrubawarstwapudru.

—Napijesiępankoniaku?—pytaniejestretoryczne,mamajestjuż.przykomodzie
mieszczącej

barek.

Ktojątakurządził?—dociekaAndrzejudając,żewidokmamusiwogólegonie
poruszył.

—Marysiu!—Wójcikowazastyganaglezbutelkąwręku.—Gdziesiępodziałytrzy
kieliszkiz

kompletu?Raz,dwa.trzy…-liczygłośno—oczywiście,jesttylkodziewięć!Skaranie
boskiez

wami.ilerazymampowtarzać,abynieruszaćkryształów,sątakiekruche.

—Mamo,czytoodpowiednimoment…

—Chcęwiedzieć,gdziezniknęłytrzykieliszkipotrzystasześćdziesiąt,złotychsztuka!

Andrzejdobrzepamiętaswojezaskoczenie,gdyMaria,częstującichwnocykoniakiem,
nietknęła

za-stawywbarku,tylkoprzyniosłakieliszkizkuchni,ijeszczeprzypominamusięten,z
któregopo

razostatnipiłaIza,aleniewspominaWójcikowej,żejedenztrzechbrakującychbadają
właśniew

zakładziekryminalistyki.

Naprawdęzginęłystąddwakieliszki…—medytuje.—OdkilkudnipozaIząnikogow
domunie

by-

ło;jejgościepotłuklikryształy?Ajeślizniszczonotujakiśśladczychociażbytylko
wskazówkę?

PrzychodzimunamyślPiotrPaweł.—Czyabynapewnopozagosposiąnikogotunie

background image

było?Tak

twierdzązainteresowani.

Albofaktjestjeszczeprostszy:potłukłktośzdomownikówiniewspomniał,byuniknąć
gderań

panistarszej.

—Jeślinieprzestaniesz—strofujematkępurpurowazewstyduMaria—

jeślizaraznieprzestaniesz,towtejsekundziewytłukęresztę!Siadaj—starszapani
potulniejei

posłuszniemościsięwfotelu.Mariastawiatecennekieliszkiinalewakoniak.

—Właściwiepocojasięwtrącam?Możecienawetrozgrabićcałydom!—

obrażasięskarconamamusia.

—Przykromizaciebie,mamo—mówicierpkoMaria.—Znalazłaśsobieporęna
liczenie

kryszta-

łów!KapitanabardzointeresujepanKornacki,natomiastjanicbliższegonieumiałamo
nim

powiedziećCzyżewiczodnosiwrażenie,żeOlanskiejszczególniezależyna
sprowokowaniu

rozmowyoKornackim.

—Tynigdyoniczymniepamiętasz—Wójcikowawysapujeurazę.—

KornackijestelektrykiemwobjazdowejscenieEstrady—ożywiająjednaktentemat.—
Mieszka

naPiaskach,niedawnootrzymałtamkawalerkę,telefonuwdomuniema,botonowa
dzielnicaisą

trudnościzzałożeniemaparatu…

Andrzejanie.przestajeintrygowaćnagłepojawieniesięstarszejpaniidotegoztak
koszmarnie

skan-cerowanąbuzią;chętniebyusłyszał,skądwróciłaicojąspotkało,alenarazienie
znajduje

pretekstu,aniechcepytaćwprost.

—UkogozasięgałapaniopiniioKornackim?—podejmujenarzuconytemat.—W
kadrach,

nadzwyczajmiłaosobatapersonalna,teżmadorosłącórkęiwybierasięnarentę…U

kierownikatechnicznego…Rozmawiałamtakżezimpresariem„Varietés”,taksięnazywa
ta

ruchomascena,alecoonitamwiedzą:pracuje,niespóźniasię,niekarany,koleżeński—

background image

przedrzeźnia.—Aimpresariopowiedział:„Owszem,porządnydziwkarz,leczbardzo
możliwe,że

sięwreszcieożeniitonawetzpanicór-ką”.

—Dlaczegozcórką?—niezrozumiałAndrzej.

—BoprzedstawiłamsięjakomatkaIzy…Copantakpatrzy?Matceprędzejpowiedzą
prawdęniż

ob-cejosobie.AtakKornackizrobiłmidzikąawanturę,bopodobnotenimpresario
rozpowiadał,

jakobyKornackiegościgałateściowaoalimentyczyjakieśinnegłupstwa.Ośmieszałgo.

—Izawiedziałaopaniinicjatywie?

—Nniee…Alejaksięwszystkowydało,tonawetniemiaławielkichpretensji.
Przynajmniej

dowiedziałasię,jaksprawystoją,zrozumiała,żeKornackitożadnaprzyszłość,iwtedyon
przestał

donasprzychodzić.

—Izachciaławyjśćzamąż?

—Pytanie!Każdachceipotozadajesięzmężczyzną.Aonamiałajużswojelatai
rozglądałasię

zamężem.Zwyczajnie.

—Stracilibypaństwodobragospodynię.

—Acóżbytozmieniło?—nieszczerzedziwisięWójcikowa.—Godzinypracyitak
miała

normowane,najwyżejmieszkałabyumęża.

—Pozamążpójściumogłabyzrezygnować.

—Wielkierzeczy,zatakąpensjęzawszemożnaznaleźćinną—przerywaWójcikowa.—
Ale

domy-

ślamsię,doczegopanzmierza.Świadomiepopsułammiędzynimi,abyzatrzymaćIzę.
Bzdura!

ProszęzapytaćKornackiego!Chybabędziedośćuczciwy,abypowiedziećpanuprawdę.

—IzaprzyszładopaństwaodpaniL.—upewniasięAndrzej.—Adokładnieodkiedy
podjęłau

waspracę?

—Wpaździerniku1972roku,jużpanotopytał—przypominamuMaria.

—Przyszłazogłoszenia,płaciłamjejdwaipółtysiącazłotychmiesięcznie,totakże
wyjaśniłam.

background image

—Czyopróczpensjiotrzymywałajakieśgratyfikacjepieniężne?

—Prezentyowszem,leczniepieniądze.Sukienkęlubmateriał,pantofle…

Ostatniooddałamjejswojefutro—objaśniapanistarsza.--Karakuły!

Oczywiściestare.Przerobiłaje,wytartemiejscapodreperowanoświeżąskórkąiwygląda
prawie

jaknowe.Możepanzobaczyć.

—Jakiemiałaźródładochodówopróczpensji?—dowiadujesięCzyżewicz.Kobietom
nicotym

niewiadomo.—Czyotrzymywałapieniądzezdomu?

—Ciągnęładodomu,alenigdyniezdarzyłosię,abycośstamtąddostała

—kostycznieuśmiechasięWójcikowa.

—Toniezamożnarodzina,wielodzietna—łagodziMaria.

—PrzezdwalatapracyupaństwaIzazaoszczędziłabliskodwieścietysięcyzłotych—
informuje

Andrzej.

—Ile?!—wykrzykujewzburzonaWójcikowa.—Pansięniemyli?Skądonawzięłataką
sumę?!

Mariazdziwnymwyrazemtwarzyprzyglądasięswejmatce.

—Jaktosięnicniewieoczłowieku—przenosispojrzenienakapitana.

—Panieniewiedziały,żeonasystematycznieoszczędza?

—Systematycznie?—powątpiewaOlanska.

—Osobiścienieinteresowałamsiętym,zresztąonaswojerzeczytrzymałapodkluczem

niechętniewspominaWójcikowa.

Panistarszaniesprawiawrażeniaosobypozbawionejtakichzainteresowań,wręcz
przeciwnie.A

dotego—myśliAndrzej—tejnocyksiążeczkaniebyłazamkniętaanizbytprzemyślnie
ukryta.

Jednakbardzomożliwe,żetaksięzdarzyłotylkotejnocy.

—Wżadnymrazienieoceniałamjejnatakiepieniądze—niemożedarowaćWójcikowa.

Jakieśgroszoweoszczędności.nototak…Wiepan.onabardzodużowydawałanastroje,
nawet

papierosypaliłapodwanaściezłotychpaczka,szastałapieniędzmi,jakbyzarabiałakrocie.

Rozrzutna!

background image

—Tak,onaniebyłaskrzętna,miałagestdorobkiewicza—wtórujemamieOlanska.

—Jeszczejedno—błyskalustrzanymiszkłamiWójcikowa—panjestbardzotaktowny,
alewtej

sytuacjiwszelkieniedomówieniasąnienamiejscu.JaniebyłamwNałęczowie,aten
safandułaPiotr

Paweł

podobnowszystkopoplątał.Nietrzebamutegobraćzazłe,onnieumiekłamać.

—Panicórkapowiedziałatosamo,dlaczego?

—Adlatego—Wójcikowazdeterminacjązdejmujeokularyiściągaekscentryczną
perukę;całą

twarzpokrywająkrwawewybroczyny,miejscamitylkolekkopobladłe.Zapuchnięte
powiekii

oczodołymajątakżebarwęwątroby.

—Operacjakosmetyczna—ponurooświadczaCelina.Energicznienadziewaperukęina
powrót

przysłaniaoczyszkłami.

SkonsternowanyCzyżewiczmilczy.

—Pewnomyślałpan,ktojątakurządził—wisielczouśmiechasięstarszapani.—Sama,
młody

człowieku,samaitozapiętnaścietysięcyzłotych!—

wprowadzakapitanawszczegóły.

Instytutchirurgiikosmetycznejmawieluklientówijeślitakmożnarzec,małemoce
przerobowe,

toteżCelinaWójcikowaczekałanaprzyjęciekilkamiesięcy.Nakorektęnosaczyuszu
terminysą

krótsze,azoszpeceniamiwogólenieobowiązują.Leczonamusiałaczekać,bozabiegowi

upiększającemumiałapoddaćcałątwarz.

—Dziesięćdnitemuzrobionomitęrenowację…—miałototakiskutek,żemusiała
ukrywaćsię

jakprzestępca,bozanimkunsztartystyrzeźbiącegowżywymcieledawłaściweefekty,
ciałobuntuje

sięiniemożnabezwywołaniapowszechnejzgrozypokazaćsiępublicznie.Instytut
uprzedzaotym

lojalnie,zanimpacjentkapoddasięoperacjiodmładzającej.Dlategostarszapani
wymyśliłana

użytekwszystkichznajomych,aszczególniePiotraPawła,Nałęczówiosłabioneserce,

background image

które

nawiasemmówiącmajakdzwon,zaśulokowałasięwnajbliższymsąsiedztwieinstytutu,
czyliw

hoteluForum,bopooperacjimusiałajeszczeuczęszczaćnaopatrunki.

WszystkodziałosięwnajwiększejtajemnicytakżeprzedzięciemiIzą;szczególnieprzed
zięciem,

abynicpomyślał,żemamusiadałasięupiększyćzajegopiętnaścietysięcy;ojej
heroizmiewiedziała

tylkocór-ka.

—WedługzapewnieńinstytutupodwóchtygodniachmiałambyćmłodajakFaust—
wzdycha

dzielnaniewiasta.—Copansobiemyśl:omnie,kapitanie,

-topańskasprawa,alePiotrPawełnieśmiewiedzieć,żejestemwdomu.aniew
Nałęczowie.

PrzedpanemmusiałamsięUjawnić,chociażBógświadkiem,jakmiciężko,bopan
chociażmłodyi

milicjant,toteżmężczyzna.

—CzyopróczKornackiego—Andrzejwysłuchałzwierzeńmamusibezmrugnięcia
okiem—

Biało-niównamiałajeszczejakieśtowarzystwo?

—Kiedyśspotkałamuniejchłopcawmundurze.Pytałam,powiedziała,żetosyn
sąsiadówz

Rosławic,odbywaczynnąsłużbęijestprzejazdemwWarszawie.

Razzajrzałamatka…

—Dawnopanijestnarencie?

—Odczterechlat,odkiedyodeszłamzeszpitala,alecotomadorzeczy?

—niepokoisięWójcikowa.

—Niepracującłatwiejbyłomiećnadniąkontrolę.

—Panmniemazajakiegośżandarma!—żachnęłasięstarszapani.—Nieprzesiadują
bez

przerwywdomu,mamswojeżycietowarzyskieinieingerowałamwsprawyIzytak,jak
tosiępanu

wydaje.

—CzyzmieniłpanpoprzedniądecyzjędotyczącąrzeczyIzy?—nieśmiałowtrącaMaria.
Inajego

pytającespojrzenie.—…bomyślałam,skoropanznówjeprzeglądał,że…

background image

—Proszęjeoddaćrodzicom.

—Aproposrodziców…—włączasięstarszapani.—Będęzobowiązanaza
poinformowanie,

kiedymożnazająćsiępogrzebem.Muszęichzawiadomić,aniechcę,abynamsiedzieli
nakarkuw

oczekiwaniunatęprzykrąceremonię—

kończyzbrutalnąszczerością.

CzyżewiczwychodziodOlanskichzwrażeniem,żepanie—takztrudempanującanad
sobą

Maria,jakichłodna,rzeczowaCelina—pożegnałygozulgą.

Popowrociedokomendysprawdza,czywysłanodolaboratoriumkryminalistycznego
przedmioty

za-bezpieczonenamiejscuwypadku.Wysłano—

zadbałotooficer,któryobjąłponimsłużbę.

—Andrzej,maszcośpilnegodlamnie?—zaglądaMarian.—Bojeślinie,toidęspać.

—Idź.AjutrozasięgnijjęzykaoWójcikowej,bopozaogólnąwiadomością,żepracowała
w

szpitalu,niewieleoniejwiem.

—Podpadłacipanistarsza?—ziewaporucznik.

—Obiesąniewyraźne,jakbycośmiałynasumieniu…Astarapokroiłasobietwarzi
wyglądajak

upiór.Odmładzasię,wyobraźsobie--Andrzejdzielisięzporucznikiemswojąświeżo
nabytą

wiedząZ

dziedzinychirurgiikosmetycznej.

Wreszcieobajmogąpójśćdodomu.

WponiedziałekzsamegoranaCzyżewiczjedziedoEstrady—jakonajpilniejsze
zanotowałsobie

wywiadyuaktorkiIlonyL.ipaniM.zulicySzaserów,trzecichronologicznieadresz
dowodu

Białoniówny,rozmowęzKornackimiwywiadwRosławicach.Zaczynaodelektryka.

Wdyrekcjimówiąmu,żerewiaobjazdową„Variétés”właśnierealizujeplanzabawiania

województwawarszawskiegoizgodniezgrafikiemwinnabyćwPułtusku,leczmogłajuż
plan

wykonać,wówczasprawdopodobniebędziewMałkini,bowiemwlistopadzie,jeślima
wyrobić

background image

premię,musiobjechaćtakżewojewództwobiałostockie.Powrót„Variétés”spodziewany
jest

dopierowpierwszejdekadziegrudnia;potemzespółwypoczywaażdoświątecznego
programu.

AndrzejdzwonidokomendypowiatowejwPułtuskuipytao„Variétés”;jest,nawetma

powodzenie,bitekomplety,więcprzedłużyliwystępyokilkadni.

KapitanjedziedoPułtuska.Kornackiegozastajewsaliwidowiskowej,sprawdzającego

urządzeniana-głaśniająceprzedpopołudniowymspektaklem,bo„Variétés”dajeidrugi

—“wieczorny.

Odwołujeelektrykanastronę,przedstawiasię,Kornackinierozumie,czegoodniegochce
milicja.

—Sprawyadministracyjnezałatwiaimprésario,jeślimilicjamajakieśzastrzeżenia…

—MnieinteresujeIzaBiałoń,panjąznał,prawda?

—Adasiu,skarbie—przerywaimmocnoumalowanapiękność—wczorajdałeśza
szjrbkie

temponagrania,przecieżjataknieśpiewam!Wyszłofatalnie,widownianieodebrała
nastroju,aja

niemogłamnadążyćzmarkowaniem…

Marzena,tażmija,bębniteraz,żewyglądałamjakkarprzuconynapiasek,ze-psułeśmi
numeri…

—Synchronbyłtaki,jakchciałaś,tylkotysamaniewiesz,czegochcesz,codzień
inaczej…

Przepraszamcię,Marieta,alejestemzajęty.Marzenąsięnieprzejmuj,onatakzzawiści.
Jesteś

świetna,każdytoprzyzna.Miałaśbisy?

Miałaś.

—Adam,jasamaczułamsiętak,jakbymmiałajakiśkłapiącyryjek,anieusta,nieczaruj!
Jakim

cu-dempublicznośćniezorientowałasię,żeszlagierleciztaśmy,todlamniezagadka…

—Adam…—dopadagodruga.

—Nieprzeszkadzaj,Jola,niewidzisz,żemamgościa?—opędzasięKornacki.—Tunie
sposób

rozmawiać—rozkładaręce;uprowadzaAndrzejazsali.—…zprotekcjidostaładwa
numerywtym

programieiżyciemizatruwa

—elektrykmówioMariecie.—Wciążjejsięzdaje,żewrócijeszczenawielkąscenę,bo

background image

w

czasachswejnajwiększejświetnościuda-

łojejsięzagraćkilkaogonów…

Niemalwszystkiepiosenkiidąztaśmy,anaestradziedziewczynytylkomarkująśpiewi
stądte

pretensje—zdradzaCzyżewiczowikuchnię„Varietés”.

Tojedynypewnysposóbnaobjazdówki.Namagnetnagrywasięwstudio,jestdobra
aparatura,

aku-styka,warunkiprawieidealne.Bopotemtygodniamiwautokarze,poróżnych,często
nie

opalanych,salach,lichychhotelach,dziewuchyzakatarzone,zachrypnięte,jednarozpacz!
Cobyto

było,gdybymusiaływyjśćinaprawdęśpiewaćnascenie?Noiprzytaknapiętymplanie,
podwa

spektakledziennie,zdarłybygłospokilkudniach.Aztaśmy—słowiki!Był

tuprzedemnąelektryk,cokochałsięzjednąpieśniarką.Ijakośtaktużprzed
przedstawieniem

chłopakdowiadujesię,żeonakochasiętakżezpewnym

.tekściarzem.Dziewczynawychodzinascenę,sukniazdżetami,nagłowiestroikze
strusichpiór,

kuperkiemkręci,jakpotrzeba,acosłychaćztaśmy?Leciariatoreadora!Publiczność
ryczyze

śmiechu,atawpłaczidylazesceny.Elektrykawylano,anadodatekonapodałagodo
sądu.

Przysiądziemywkawiarni?—

proponujeKornacki,gdydochodządorynku.

—Mamydwakrokidokomendypowiatowej,tamniktniebędzieprzeszkadzał.

—Jakpanwoli—sztywniejeKornacki.

Kapitanponawiaswepytanie.

—ZnamIzę—przyznajejakbyzzażenowaniemKornacki—aledlaczegomoje
znajomości

interesująmilicję?—Jestwyraźniezaniepokojny.

—Izanieżyje.

—Ranyboskie,cosięstało,wypadek?!

—Samobójstwo.

background image

—Samobójstwo?Straszne!Ale…cojamamztymwspólnego?

—Byłjejpanbardzobliski,możenajbliższy.

—Rozumiem—elektrykzniesmakiemprzyglądasięCzyżewiczowi—

napuściłapananamnietastarawiedźma,Wójcikowa!Kapitanie,nieprzeczę,spotykałem
sięzIzą,

alebezżadnychzobowiązań.Poznałemjąnawyjeździe,byliśmyakuratwMławie.W
moichfachu

człowieksięwyśpidopołudnia,apospektakluniechcemusięspać.Comożnarobić
wieczoramiw

takiejChandrzeUnyńskiej?Niemawyboru:kawiarniazfajfem,apotemnocnylokal.
Wpadłamiw

okowkawiarni,poderwałem,zaprosiłemdohotelu,poszłabezoporów…Nowiepan,jak
sięjestz

dziewczynąprzezcałąnoc,tosiętamcośtrajluje…Onabyłatajemnicza,wspomniała
tylko,że

pochodzispodMławy,alepracujewWarszawie.Wkawiarniprzeczeki-wałaczasdo
odjazdu

warszawskiegoautobusu.

—Wtedypowiedziałapanu,gdziepracuje?

—Nic.ŚwitemodprowadziłemjąnadworzecPKS.Żegnającsię,dałamiswójadresi
numer

telefonu.

Igłupiasprawa,kapitanie,bojakonazapisywałaadres,tojadopierowtymmomencie

przypomniałemjąsobie.Widywałemjąjużwcześniej,tylkoodtejporyminęłozedwa
lata,aona

przeztenczasbardzosięzmieniła,itonakorzyść,ależebyażtakiezaćmienie…Głupio
mibyłoisam

zsiebiesięśmiałem,bomójsfinksbyłgosposiąuIlonyL.,chybanieobcepanuto
nazwiskozesceny

lubtelewizji.

—Izatakżepanapoznała?

—Niejestempewien.Mogłamnienaprawdęniepamiętać,bouIlonybywałemnaogółw
tłumie

go-

ściinieczęsto.Amożeudawała?Wkażdymbądźrazienieprzypomniałemjejsięwtedy,a
potem

background image

zupełnieoniejzapomniałem,ażktóregoświeczorusiedzęwdomusamjakkołek,smutno,
nudno,na

jakiśsolidnywy-skokbrakujeforsy,bowłaśniedostałemmieszkanieiwyprułemsię
doszczętniedo

kopiejki.notokartkujęnotes,dokogobytuzadzwonićinatykamsięnazapomniany
telefonIzy.

Niewielemyśląc,skokdoautomatujdzwonię.Jest.

Ktośmówi„Chwileczkę,przełączęnajejpokój—iodzywasięBiałoniówna.

Proponuję,abyprzyszładomnie,aonanie,prosidosiebie.Podrodzekupiłembutelkęi
kwiatek,

alepatrzęwilla,drzwiotwieramionawwieczorowejsukni—

wielkagala.Wchodzę,hallnachińsko,dziewczynawprowadzamniedopokojujak
bombonierka.

Nastolikukoniak,szkot,krewetkiwkonserwie!Głupiomisięzrobiło,animwspomniał,
żew

płaszczumampółlitrażytka.„Ranyboskie—

mówię—gdziejatrafiłem,wkadramerykańskiegofilmuzwyższychsfer?’

„Dorenomowanejsłużącej”—śmiejesięonaipowiada,żezarzą-

dzadomemkanadyjskiegofutrzarza,osiadłegowWarszawie.

Wobjazdachmamprzerwę,pieniędzyjeszczemniej,bogdypauzujemy,topłacąnam
tylkozatak

zwanągotowość,czylijakkotnapłakał,adziewczynaładna.czystainiekłopotliwa,do
tegonicnie

kosztuje

—mówiępanuszczerze,jakbyło.

Spotykamysię,aleraczejumnie.bonatepółlitrazawszemniestać,akrępująmnie
koniaki

futrzarza.

Ibomba!PanistarszaszorujedoEstrady,zasięgaomnieopinii!Paniekapitanie,szlag
mnietrafił,

bojużnawetnieto,żemnieośmieszyłagruntownie,rozpowiadając,jakjasięnapaliłem
do

małżeństwazjejkuchtą,aleczyabyjestemuczciwy,jednymsłowem,czymożnamnie
wpuszczaćdo

takiegoświetnegodomu.boanużzginąsrebrnełyżeczki…—elektrykmilknie.

—WójcikowaużyłatakiegoWłaśnieokreślenia:kuchta?—dopytujesięCzy-żewicz.

background image

—Niedosłownie,alepodkreśliłamojepoważnezamiarymatrymonialnewzględemjej
służącej.

By-

łemwściekłyiposzedłemdonichjeszczetegosamegodnia.Wieczór.

większetowarzystwo,partywogrodzie,snujesięwatahapocałymdomu.

Przyłapałempaniąstarsząipowiedziałem,cosądzęojejpostępowa-niu.Nie,nieprzy
ludziach,

niezniżyłemsiędojejpoziomu…ZIząniechciałemsięjużwidzieć,aleonaprzyszłado
mnie.„

Starapowiedziałami,cozrobiła—mówi.

—Niebierztegodoserca,onaniejesttakazła,tylkomataktdorobkiewiczaitrzęsiesięo
swojebogactwo,panicznieboisięwłamywaczy
“.

Posłałemjądodiabłarazemzjejdobrąstarą.

„Jużmiparętakichgnoizrobiła,kilkuchłopcówwypłoszyła—

rozpłakałasięIza—alenatamtychznajomościachspecjalnieminiezależało…”i
rozwinęłasię.Gorącomisięzrobiło,gdyusłyszałem.jakienadziejeonazemnąwiążei
prawiebyłem

wdzięcznystarejzawywiad.bomogłemwymanewrowaćsięzniezręcznegoukładuz
honorem,jako

ciężkoobrażony.

WidocznieIzamusiałasięprzedtamtąprzechwalaćichybastądtaniedźwiedziaprzysługa

Wójcikowej.Powiedziałemdziewczyniewprost:unikamjakzarazykobiet,którepragną
wychodzić

zamniezamąż.Alepaniekapitanie,działosiętokilkamiesięcytemu,czymożnamnie
obarczać

moralnąodpowiedzialnościązato,coonazrobiłateraz?Aswojądrogąjestmipie-kielnie
przykro.

—Możeinaczejtłumaczyłasobiewaszezerwanie?

—Tobyłatrzeźwadziewczyna,ajanicjejnieobiecywałem.Kapitanie,janiemuszę
uciekaćsię

donieuczciwychchwytów,abymiećdziewczynę—nawettrudnozarzucićmu
chełpliwość,bo

Kornackijestwyjątkowoprzystojny.

—Tobyłainteresującaosoba?

—Zwyczajna.Trochęprymitywna,aleociosanaprzezmiasto.Niekompromitująca,
śmieszna

background image

przezsweaspiracje,bostarałasięuchodzićzakogośinnego,niżbyła.

—KiedypanjąspotkałwMławie,którytomógłbyćrok?

—Możedwalatatemu.Dokładnieniepamiętam.

—Wspominałaojakichśplanachnaprzyszłość?

—Niemówiłosięopoważnychrzeczach.Wypiłosiękielichaalbowypiłoizatańczyło,a
jakna

chacie,tomuzykaztaśmyigadaniemamzgłowy…nowiepan,jaktojest—bąka
zażenowany.

—Przezdwalatazgromadziłaokołodwustutysięcygotówki,nicpanuotymnie
wiadomo?

—Alegrosz!—ażzachłystujesięKornacki.—Pojęcianiemiałem,żetakanadziana,
niepuściła

farbyanisłowem.Chłopskanatura,zcichapękikażdyzłociakdopończochy,cholera,
tyle

naskrobać!—

dziwisięzupełniezaskoczony.Niewydajesię,abyproblem,wjakisposóbdziewczyna
zdobyłate

pienią-

dze,miałdlaniegojakieśznaczenie.Nawetnieto,poprostużadnejinnejrefleksjipoza

zdumieniemznutkązawiści.Właśniezdumienie,jaktoinnipotrafią.

NastępnegodniapopowrociezPułtuskaAndrzejzMarianemdzieląsięzadaniami:
porucznik

będzieasystowałprzysekcji.CzyżewiczjestumówionyzŁapińskim.

—Przypilnujoznakowaniagrupykrwi—przypominaAndrzej.

—Noinacotokomu?—wzruszaramionamiJózefczyk.—Byleutrudnićżyciesobiei
innym…

—Ałun—wyjaśniakrótkokapitan.

PiotrPawełzjawiasiępunktualnieodziesiątej.Jestbardzozdenerwowanyoczekującągo

rozmową—

zwłaszczadeprymujegookreślenie:przesłuchanie—iwcaleniestarasiętegoukryć.

—Byłpanpierwszymczłowiekiem,któryznalazłsięwwiliiOlanskichpośmierciIzy
Białoń—

Czy-

żewiczbezwstępówprzeciiodzidomeritum.—Pańskarolawtejsprawiewydajemisię
dość

background image

dwuznaczna,sampantochybarozumie.

—Dwuznaczna!—jąkazrozpacząPiotrPaweł.—Czyjachciałempopaśćwtakie
terminy?—

maminębardzosmutnegopsa.—Panmnieprzeraża,kapitanie—wyciągazkieszeni
chusteczkęi

ocierazwil-gotniałeczoło.—ComogęmiećwspólnegozsamobójstwemIzy,tojakieś

nieporozumienie.Dlaczegopanmniestraszy?

Czyżewiczwmilczeniuwkręcawmaszynędopisaniaarkuszprotokołu,wystukuje
personalia

Łapiń-

skiego,uprzedzaoodpowiedzialnościkarnejzazłożenieniezgodnych2

prawdązeznań,apotempyta,kiedyipocoPiotrPawełprzyszedłdoOianskich.

cozobaczyłpowejściudosalonu,wktórymzastałIzę,cowieojejstosunkachz
Olanskimi,

Kornackimiinnymiznajomymi.

Łapińskipowtarzaswąpoprzedniąrelację,podajetensampowódprzybyciaiczas:kilka
minut

przeddziewiątą.

—Liniabyławciążzajęta,myślałem,żewróciłaCelinairozmawia…—

dobrzewie,ile’czasujegoprzyjaciółkapotrafiprzegadaćzkumami,gdysięprzypniedo
telefonu.

Uznawszydodzwonieniesiędoniejzabeznadziejne,wsiadłwtaksówkęiprzyjechał.

Drzwizastałotwarte,cogozdziwiło,agdywszedłdosalonu,zobaczył

martwąíze.Niezdążyłochło-nąć,kiedywbieglipsychologzlekarzem.O

WójcikowejiNałęczowieniewspominaanisłowem,aAndrzej,lojalnywobecstarszej
damy,

takżenieporuszategotematu.

—Proszęprzeczytać—kapitanpodajemuprotokół—proszędokładnieprzeczytaći
podpisać,

jeśliwierniezanotowałempańskiezeznanie.

PiotrPawełdługowgłębiasięwtreśćtychniewielulinijekiniesięgapopióro.

—Paniekapitanie—odsuwanareszcieprotokół—przedpodpisemchciałbym
uzupełnić…

—Słucham—Czyżowiczbezpośpiechuznówwkręcaarkuszwportabla.

—Zanimtamprzyszedłem…—milknie,wystukujezfajkiniewypalonyzresztątytoń,

background image

nabija

świeży,

-otaczasiękłębemdymu—więczanimtamprzyszedłem,hm!…

‘RozmawiałemzBiałoniównątelefonicznie…—Łapińskiemuniezmiernieciężko
przychodzito

wyznanie,terazzerkanaAndrzejasprawdzającefekt,alekapitanpozostajeobojętny,nie
wydajesię

wstrząśniętytąinformacją.

—Októrejpanzniąrozmawiał?

—Mogłabyćszósta…—pytałoCelinę,oczywiścieniebyłoanijej,aninikogoz
domowników.

NatomiastIzazaprosiłagodosiebienawieczór;chłopięcyrumieniecpokrywajego
starannie

wygolonątwarz,peszygotojeszczebardziej,więcznówratujesięfajkąiniepatrzyna
kapitana.

„Wydzwaniapaniwydzwania—miałapowiedziećIza—nudzisiępanimniesięnudzi,
przyjdź

pan,zagramywbelotkę,napi-jemysiękoniaku…”

—Umówiliśmysięnadziewiątą—dukaPiotrPaweł.

—Niechtobędziebelotka—zgadzasiękapitan.

—Ależtak,wsobotyczęstogrywałemzCeliną,czasamitowarzyszyłanamIza.A
przecieżtobyła

sobota…—milknieiwreszcieodważasięspojrzećnaCzyżewicza.—Teraznie
rozumiem,dlaczego

mniezwabiła…Możeniewierzyła,żetamcizTelefonuZaufaniająodnajdą,więc
zabezpieczała

sobieratunekzróżnychstron?

KapitanzwalniaŁapińskiegoidzwonidoaktorkiL.,przedstawiasię,chciałby
porozmawiać.W

słuchawcebrzminiski,pięknyalt:

—Proszęprzyjechać…

Sadyba—ulicaTopolowa.Typowydomek-bliźniak,przynimmikroskopijnyogródek,a
raczej

kilkadoniczozdobnymikrzewamiiskrawektravvnika.

OtwierapaniL.Wdomowejsukiencekoszulowegokroju,nieumalowana,zgładko
uczesanymi

background image

włosamiwyglądabardzomłodoimałoprzypominaosobę,którąAndrzejpamiętaze
sceny.

WmieszkaniuCzyżewiczzastajepsychologaiterazrozumie,dlaczegoumawiającsięz
aktorką

telefonicznie,odniósłwrażenie,żeIlonaL.jestjużpoinformowanaowypadkuIzy.

Majewskiczekanakapitana.Poczyniłpewneistotnespostrzeżenia,musisięnimi
podzielićz

Andrzejem.Umawiająsięwpobliskiejkawiarni.Czyżewicztamprzyjdzie,gdyzałatwi
sprawyz

aktorką.

PaniL.wspominaIzęjaknajlepiej;tak,Białoniównapodjęłauniejpracęjesienią1970
roku,

natomiastodeszławkwietniu

1971roku.Zarekomendowałająiudzieliłaświetnychreferencjipoprzedniapraco-
dawczyni,pani

M.,zzawodumodystka.Opiniapotwierdziłasięwcałejrozciągłości,dziewczyna
sprawowałasię

bezzarzutu.

TowarzystwoIzy?Natentemataktorkanicnieumiepowiedzieć.

—JestemgościemwdomuiwzasadzieIzamiałaniczymnieskrępowanąswobodę,ale
nie

zauważy-

łam,abyjejnadużywała.

—WokresiepracyupaniBiałoniów-nawpłaciładoPKOdwadzieściajedentysięcy
złotych.Ile

upanizarabiała?

—Dwatysiącemiesięcznie,oprócztegomiałapełneutrzymanie.Nierozliczałamjej

drobiazgowo,pozostawiałamzbieżącychrachunkówjakieśdrobnesumy.Zcałą
pewnościąmogła

tyleuskładać,bobyłabardzogospodarnaioszczędnaażdoskąpstwa…—zasadniczo
różnisię

charakterystykaIzypodanaprzezaktorkęodopiniipańWójcik;onepodkreślały
rozrzutnośćIzy,gdy

tawspominaoskrzętnościbliskiejskąpstwa.Dwieprzeciwstawnecechy,awięctylko
jednaznich

prawdziwa.Ktoprzypisujedziewczynieusposobienieinne,niżmiaławrzeczywistości,
IlonaL.czy

background image

kobietyzSaskiejKępy?

Andrzejpytaotenjednorazowywkładtrzydziestutysięcyzłotych,któryzapoczątkował
konto

Biało-niówny.Aktorkaniewie.Nicorientowałasięwoszczędnościachgosposiiczyw
ogóleje

miała;nieinteresowałasię,coonarobizeswojąpensją.

PracęIzaporzuciłanagle,bezwcześniejszegowypowiedzenia.PaniL.

gotowabyłapodwyższyćjejpłacęwjakichśrozsądnychgranicach,leczBiałoniównaw
ogólenie

reagowałanapropozycję.Iniepodałaprzyczyn,dlaktórychodchodzi.

—Poniejniemiałamszczęściadopomocydomowych—dodaje.—Odtamtejpory
zmieniłosię

ichpięć,awtymczasiezostałamokradziona.Przeztoodeszłapewnastarszapani,z
którejbyłam

zadowolonaisądziłam,żesięumnieprzyjmie…

Napoczątku1973rokudomieszkaniaaktorkidokonanowłamania,owastarszapani,
zatrudniona

naprzychodne,poprzesłuchaniujejwcharakterzeświadkapoczułasiędotkniętai
zrezygnowałaz

pracyupaniL..chociażniktjejokradzieżnicpodejrzewał.Sprawcówniewykryto.PZU
wypłaciło

aktorceodszkodo-wanieztytułuubezpieczenia.

—ZnapaniAdamaKornackiego?

—Znam,znam”—uśmiechasięIlona—przezkilkalatpracowałwTeatrzePółnocnym.
Tomoja

ro-dzimascena,nawszystkichinnychczujesiętylkogościem…Alecopanmado
Adasia?

—Częstobywałupani?

—Często?Nie.Wiepan,zokazjipremierzespółstawiasobie,nazwijmyto,małąwódkę.

CzasamiwSpatiiie,raczejjednakukogośzkolegów,aponieważjamamstosunkowo
duże

mieszkanieijestemsama,niekiedydziejesiętoumnie.Udanyspektakl,kapitanie,tonie
tylko

aktorzy,aletakżetalenttych,którychnazwiskniedrukujesięnaafiszach.

—KornackipoznałIzęBiałońupani?

—Poznał?Zpewnościąwidywał…—aktorkaznamysłemprzyglądasiękapitanowi.—

background image

Chciał

panpowiedzieć,żetennicpońinteresowałsięniąbliżej?

—Niczegoniesugeruję,aledlaczego„nicpoń”?

—Niezauważyłam,abyzajmowałsięjakośszczególnieIzą—mówizwahaniem—ale
przecież

wielurzeczyniezauważyłam,nawettego,corobimójwłasnymąż…Niedawnosię
rozwiodłam,lecz

toniemanicwspólnegozIzączyAdamem.AleAdamiIza?Chociaż,czemubynie!On
niema

wielkichwymagań,każdaładnaanowabuziajestwstaniezająćgonajakiśczas.Znany
jestztegow

środowisku,aponieważtoprzystojnyimiłychłopiec,pełnowokółniegokobiet.

Stądskłonnośćdopowierzchownych,nietrwałychzwiązkówczyzupełnieprzelotnych
zbliżeń.

Jednakbyłabymjednostronna,mówiąctylkoolekkomyślnościKornackiego,staćgotakże
inapiękne

odruchy.ostatniomniezawstydził.Któregośdniazadzwoniłdomniedoteatru:„Ilona,na
waszych

oczachginieczłowiek!”Jakiczłowiek?—nierozumiałam,czegoonchce.

„MarietaJaromianka!”

Powiempanuszczerze,rozzłościłamsię.Marieta!Wciążwracaładomniejejsprawajak

bumerangiwciążodemnieczegośoczekiwano.Tylkodlatego,żedwadzieścialattemu
razem

chodziłyśmydoszkołyaktorskiej,aterazmniesiępowiodło,ajejnie.

Jadorabiałamsięnazwiska,onaciąglegrywałaogony.Możezniejiniezupełnie
beztalencie,bo

taknaprawdęniemiałaokazjisięsprawdzić.Totylkotaksięmówi,szczególniewe
wspomnieniach

owielkichaktorach,żegrającepizodwrodzaju:„Jaśniepanie,podanodostołu!”
stworzyli

niezapomnianąkreacjęizarazpowierzonoimwielkierole.WkażdymrazieMarietęnic
takiegonie

spotkało,niezauważonalatacałebłąkałasiępomarginesachsceny.

Charaktermiałatrudny,aprzezniepowodzeniacoraztrudniejszyiteatryangażowałyją
niechętnie,

dochodziłodokonfliktówzludźmi,którychobrażała,nieumiaławspółżyćzko-legami.

background image

Potemwystępowaławnocnychlokalachwprogramachrozrywkowych,aleznów
powtarzałosięto

samo,adotegolekceważąctozajęciepotrafiłanieprzyjśćnawystęp.Miaławciąż
wysokie

wyobrażenieoswoichmożliwościach,kwalifikacjach.wieciodpowiedniedotych
wyobrażeń

aspiracje.

Częstojejpomagałam,gdywpadaławkolejnetarapaty,alecorazmibyłotrudniejznaleźć

odważnego,którychciałbyjązaangażowaćchoćbydoepizodu,inawetnicmożnasię
ludziomzbytnio

dziwić,boMarietabyłaniedozniesienia.

Towszystkoodbiłosięnajejpsychice,wkońculeczyłasię,itowzakładziezamkniętym.
Kilka

miesięcytemuwróciłazeszpitala,AdamKornackispotkałjąchybawŚpatifie.Byłabez
środkówdo

życia,innejpracyniżscenaniemogłasobiewyobrazić,zresztącóżinnegoumierobić?

„Alezwaszgraja!—napadłnamnieAdam,boprzejętyjejlosemszukał

protekcjiuróżnychdawnychznajomych,awszyscysięwykręcali.Niktniechciał

narażaćswegoautorytetu,boniktjużniewierzył,żeonapotrafiwspółpracowaćz
jakimkolwiek

zespołem.—Ilona,bądźczłowiekiem,pogadajzimprésario

»Variétés«—nalegałKornacki.—Dobrzegoznasz,jeślitylkozechcesz,togonamówisz.
Nie

chodziowielkie-rzeczy,niechdaMariecicpiosenkę,skecz,przecieżtotakniewiele,a
podratuje

psychicznieizapewnikawałekchleba”.

Iubiłaminteres,sprzedażwiązana,jeślitakmożnapowiedzieć…—

uśmiechasięIlona.

„Varietes”zaangażowałoJaromiankę,apaniL.obiecaławziąćudziałwichstyczniowym

programie.

—Narazieprzyjęłasięwtymzespole—podejmujeaktorka.—Inawetnaniezłym
poziomie

opra-cowałateswojenumerki.JestemwkontakciezAdamem,zobowiązałamgo,abyjej
pilnował.

Ostatniobyliumnie,zaprosiłamtakżekilkaosóbliczącychsięwbranży,chciałam,abyją
zobaczylii

background image

pomoglidalej,bojejkontraktzEstradąwygasawgrudniu,aonawierzy,żeodbuduje
sobie

pozycję…Życzęjejjaknajlepiej,jednakztakąopiniąniełatwozaczynaćkarieręw
naszymzawodzie,

gdysięwdodatkudobiegaczterdziest-ki…

Rozgadałamsięuśmiechasięprzepraszająco—alepowiedziałamoKornackim:nicpoń,a
pan

mógłbytowziąćzbytdosłownie.

WpustejkawiarniCzyżewiczspotykaczekającegonańcierpliwiepsychologa.

—Niechcęwdzieraćsięwtajemnicęśledztwa,aletenwypadekinteresujemniez
zawodowego

punktuwidzenia.Czyjużwyrobiłpansobiejakiśpoglądnamotywyczynu?—dowiaduje
sięŁukasz.

—Nie—kapitanjestpowściągliwy.

MajewskiwróciłwłaśniezRosławic,widziałsiętakżezKornackim,aleonniechciał
rozmawiać

natematBiałoniówny.

—Topierwszytegorodzajuwypadekwmojejpraktyce…—tłumaczysiępsycholog;
pracujew

insty-tucienaukowym,awTelefonieZaufaniapełnidyżurydwarazywtygodniu.To
raczejpraca

społeczna,wy-nagrodzeniejestsymboliczne,licząsięjednakdoświadczenia,potrzebnedo

przygotowywanegodoktoratu.

DoTelefonuZaufanianaderrzadkozwracająsięludzie,którzymajązamiarpopełnić

samobójstwo.Naogółszukająteżpsychicznegowsparciaosobymłode,uwikłanew
trudnesytuacje

życiowe;przeważniesa-motni;prosząoradęczynawetkonkretnąpomoc.

—Alemamcoś,copanazainteresuje,proszęposłuchać!—Łukaszustawianastoliku

miniaturowymagnetofon.

—…Niewiem,dlaczego,alezanimtozrobię,chcęjeszczeusłyszećludzkigłos…—
niski,lekko

schrypnięty,dobrzeustawionyalt,pełenekspresji,niesietakiładunekdramatycznej
prawdy,żeaż

chwytazagardło,zmuszadosłuchaniazzapartymtchem.Ternugłosowiniemożnanic
wierzyć,

przekonujeszczerościąrozpaczy,rezygnacji.

background image

—…nieuratujeszmnie,DonKichocie…—zamierającyszept,alewnimuwięziony
krzyk,ostatni

krzykodchodzącegożycia.

—Ktotomówi?!—Andrzejjestpodwrażeniemtegogłosu,aprzecieżwie,żew
Telefonie

Zaufanianiczegosięnienagrywa;pełnaanonimowośćidyskrecjasąnienaruszalnązasadą
tej

instytucji.

—Niepoznałpan,IlonaL.tonaprawdęwielkaaktorka.Tamtazmegotelefonunie
dorosłajejdo

pięt.

—JakitomazwiązekzpaniąL.?—nierozumiekapitan.

ŁukaszzpamięcispisałmonologIzy,akiedyszukająconiejinformacjitrafiłdoaktorki,
wpadłna

pomysł,abytentekstwjejinterpretacjiutrwalićnataśmiemagnetofonowej.Ilona
potraktowała

projektzaktorskąpasjąizagrałarolę.Wtakisposóbpowstałzapis.

—Chciałemodtworzyćtamtąrozmowę.IkiedymówitoIlonaL.,niemożnajejnie
wierzyć!

—Więctamtejdziewczynieniezupełniepanwierzył?

—Wtedywierzyłemibardzosięprzejąłem.Wydawałomisię,żeniepotrafiłem
powstrzymać

tegoczłowieka,nieumiałemnawiązaćznimkontaktu,terazniewierzę.Więcej,niemal
mam

pewność,żekobieta,zktórąrozmawiałemwsobotęwieczorem,niebyłaIząBiałoń.

—Kiedypandoszedłdotegowniosku?—Czyżewiczcorazuważniejsłucha
Majewskiego.

—WątpliwościogarnęłymniepopowrociezRosławic,aterazpoanaliziejęzykowej
tekstu

nagra-negoprzezpaniąL.jestemprawieprzekonany.TakniemogłamówićIza!

KobietapodającasięzaIzępoprawniewymawiałaposzczególnegłoski,żadnegoakcentu
czy

nalecia-

łościgwarowych,odktórychniebyłwolnyjęzykBiałoniówny.

WyjaśniłemtozjejnauczycielkąwRosławicach.RozmawiałazIząniedawno,spotkała
jąw

background image

autobusie,gdyjechaławodwiedzinydorodziców.Aczysłyszałpankiedy,jakmówią
ludziew

powieciemławskim?

Ponadto:kobietaztelefonustaranniedobierałasłowa,zręcznieposługiwałasięmetaforą;
łączenie

wyrazówbezzarzutu,wyrobionepoczuciejęzykowecechującełudzioczytanychw
literaturze,

sprawnośćkompozycjiidobradykcja!

Nietrzebabyćfilologiem,kapitanie,byprzykonfrontacjitego,czegodowiedziałemsięo
Izie,z

tre-

ściąrzekomojejtekstuwyciągnąćtakiwniosek.

„…zamkiotworzonezostałyzapomocądorobionychkluczy,potwierdziłytobadania

mechanoskopij-ne…Sprawcówwłamanianiewykryto…”

AktaśledztwawsprawiewłamaniadodomuaktorkiL.,wypożyczoneprzezCzyżewiczaz

komendydzielnicowejnaSadybie,tocieniutkateczkazawierającalakoniczneprotokoły
przesłuchań

kilkuświadków,którzynicistotnegododochodzenianiewnieśli,orazdośćsmętne
sprawozdanie

wieńczącewszelkieczynnościśledcze.

—SzukaszźródełdochodówBiałoniówny?—domyślasięMarianzaglądająckapitanowi
przez

ramię.

—Wdwóchdomachzapewnionocięorzadkiejuczciwościtejdziewczyny,aty
dopasowujeszjej

udziałwewłamaniu?

—Nicniechcędopasować!—złościsięAndrzej.—Skądjednakmiałatylepieniędzy?

Niewykluczone,żetutkwiźródło—poważniejeMarian.—Dziewczynazaskarbiasobie
zaufanie

pracodawców,umożliwiawspólnikowidorobieniekluczy,podajerozkładmieszkania,
zwyczaje

domowników,potemzmieniamiejsce,gdzieznówbłyszczywszelkimicnotami,
utwierdzonymi

zresztądoskonałymireferencjamizpoprzednichdomów.Poparumiesiącach,wciągu
którychu

aktorkiL.przewinęłosięjużkilkapomocydomowych….

background image

—Tylkodwie—prostujeAndrzej.

—…wparęmiesięcypóźniejaktorkazostajeokradziona.Sumastrat:trzysta
osiemdziesiąttysięcy

złotych.Ilezaterzeczymógłdaćpaser?W

najlepszymwypadkujednątrzecią,awtymkręgutaryfazanadanierobotywałiasięod
dziesięciu

dodwudziestupięciuprocent.Powiedzmy,żeBiałoniównaotrzymaładwadzieściapięć
procent,

czyliokołotrzydziestutysięcyzłotych.

—Trzebaporozmawiaćzresztąchlebodawców,czyniebyłounichkradzieży.

KapitanwybierasiędopaniM.naulicęSzaserów,kiedywkomendziezjawiająsię
rodziceIzy

Białoń.

Andrzejniedajeimczekać,prosidosiebie.Białońprzemierzapokójzamaszystymi
krokami,za

nimdrobiżona.

—Takienieszczęście,kapitanie—tłumiszlochspłakanakobieta.

—TelegrammydostaliodpaniOlan-skiej—informujeBiałoń—iróżnerzeczypo
córcepani

starszawydała—podajeAndrzejowikartkę,naktórejzpedantycznądokładnością
wymienionajest

pościeliubranie,wtymkarakułowefutro,bielizna,obuwie,różnedrobiazgiz
toaletowymiwłącznie,

atakżedwiedekoracyjnelalezpokojuIzy.

PodrejestremwidniejepokwitowaniepodpisaneprzezBiałoniów,nieconiżejczytelny
podpis

Wójcikowej,atakżepodpisświadka,aktualnejpomocydomowej.

Prędkozdobylinowągosposię—myśliCzyżewicz.

—Czyonawszystkooddała?—badastary.

—Nicwiem,conależałodowaszejcórki,sądzęjednak,żetouczciwiludzie—uspokaja
ich

Andrzej.

—Mypoksiążeczkę—zzakłopotaniemzacieraręceBiałoń.—Młodszapanimówiła,że
wydala

pa-nukapitanowi,toznaczytego…pankapitanzabezpieczył,notornywdzięczni,bow
rozgardiaszu

background image

mogłabygdzieprzepaść,ataktobyłanaprzechowaniuwmilicji.

—Dziękujemypanukapitanowizaopiekęizabierzemy—dodajeBiałonio-wa.

—Książeczkabędziezwrócona—tłumaczyCzyżewicz—pozakończeniudochodzenia,
narazie

mu-sipozostaćtutaj.

—Aczemutotak?—niepokoisięstary.—Przecieżwiadomo,Izanaszacórka,apo
córceto

rodzicomsięnależy.

Czyżewiczpowtarzaswoje;daimpokwitowanie,aletymczasemksiążeczkajest
dowodemw

sprawieionniemaprawajejwydać.Słuchająuważnie,zezrozumieniemkiwają
głowami.

—Tak,totak—poddajesiędecyzjikapitanaBiałoń,aleniekryjeniezadowolenia.

—Czycórkaotrzymałaodwasjakąświększąsumęw1970lub1973roku?

—Andrzejniewymieniawysokościkwoty,abyniepłoszyćstarych,aleitopytanie
wystarcza.

—Panie,mybiedniludzie,askądmybywzięli?—wzdychaBiałoniowa.

—Mybiedniludzie—wtórujejejmąż.—Naszewszystkiedziecipoświecieza
zarobkiem,

żadnegoniewywianowali,boizczego?—podejrzliwietraktujątopytanie.

Przyszliodebraćksiążeczkęiwszystkieswewyjaśnieniaformułująwtensposób,abyjak

mniemają,niezaszkodzićwjejodzyskaniu;-

—A…iletam,tejwpłaty?—odważasięzapytaćstary;gdykapitanwymieniasumę,
Białoniowie

spoglądająnasiebiezosłupieniem,ichnieufnośćizaniepokojeniepotęgujesięjeszcze
bardziej.—?

Apanposądzacórkęonierzetelnośći.dlategoniechcewydaćksiążeczki?—precyzuje
wreszcie

ojciec.

ZrozumiałtomimooględnychwyjaśnieńCzyżewiczaizrezygnacjąprzyjmuje
pokwitowanie.Lecz

terazpytaniadotyczącecórkitraktujepodejrzliwie.Tegoniewie,tamtegoniepamięta.W
ich

przekonaniuwszystkowy-mierzonejestprzeciwkocórce,abypozbawićich
zgromadzonych

oszczędności.

background image

—Onabyłabardzoskrzętna,groszadlasiebieskąpiła,toiuzbierała—

przekonujeBiałoniowa.—Aizarabiaładobrze,posadęmiałajaksiępatrzy!Jakraysię
martwili,

skądweźmienabudowanie,totylkosięzaśmiała.„Mamo”,powiada,„moipaństwo
wszystkodla

mniezrobią,jakbędziepotrzeba,ajakzabraknie,tomipożyczą”.

KapitanwspominaopokwitowaniachzPZGS.

—Anoszklarniępostawićzamiarowa-ła,gruntudokupić—przyznajeBiałoń—
poważnieo

przyszłościmyślała.—Izarazznajdujedowódnauczciwośćcórki:—Jakbytoniebyły

sprawiedliwepieniądze,tobyjewskrytościtrzymała,awidaćniebałasię,skorotaksię
nimi

rozporządzała…

PoodejściuBiałoniówAndrzejzMarianemzastanawiająsięnadwywiademw
Rosławicach.

—Mogęjechaćchoćbyzaraz—ofiarowujesięporucznik—alemoimzdaniem
posterunek

załatwitolepiej,uzyskawięcejinformacji.Sąnamiejscuiznająwieś.

ArgumentyporucznikatrafiająCzyżewiczowidoprzekonania,więctelefonicznie
porozumiewasię

zkomendantemwRosławicach.Naświetlamuwypadek.

—Słyszałem,żenieżyje—mówichorąży.—Białoniowieukrywająprzyczynęiniema
się

czemudziwić.Tutejszyobyczajjestbardzosurowydlasamobójców.

—Interesujemniewszystko,codotyczydziewczyny…—kapitanwspominao
oszczędnościach

Izy.

—Mielikupićkawałekziemi—komendantnieznaszczegółów,aletenprojektobiłmu
sięouszy

…tak,ludziemówią,żecórkamiałakupićiinwestowaćwhodowlęczywogrodnictwo,
niejestem

pewien.

Wyjaśnię.

ChorążyidziedoSasinów,najbliższychsąsiadówBiałoniów,alespostrzegaSasi-nowąna
gumnie

background image

Białoniów,więcwchodzitam,pozdrawiakobietęipytaogospodarzy.

—Aniemaich,niema—odpowiadaSasinowa—znówdoWarszawypojechali,ajaich
żywinę

do-glądam.Niedawnomysiętrochęprzemówili,alecóż,wnieszczęściutrzaludziom
pomócio

urazachzapo-mnieć.Słyszałpan,komendancie,jakabiedananichspadła?—kobieta
wspierasięna

styliskuwideł.Właśniepodrzucałasianokrowie.

—Słyszałem—przyznajekomendant—podobnonieszczęśliwywypadek.

—Ale,wypadek!—parskaSasinowa.—Samaśmierćsobiezrobiła!Niezawszemilicja
wie

najlepiej,komendancie—dodajeznietajonąsatysfakcją.

—Niezawsze—zgadzasięchorąży.—AleskądtopaniSasinowawie?

—Toniechkomendantmipowie,czemuonijużtrzecirazwWarszawie,aopogrzebie
anisłychu,

anidychu,co?ZapierwszymrazempełnykuferijeszczetobółpoIzieprzywieźli,dragi
raztakie

smutnewróci-li,żesięsercekrajało,aterazpocoznówpojechali?Cichcemdziewuchę
będą

grzebać.

—Zczegojątonapadło?—dziwisiękomendant.

—Tegotoistarzypewnieniewiedzą—zasępiasięSasinowa.—Ciekawimnietylko,
gdzieIza,

świećPanienadjejduszą,pieniądzetrzymała?Bopieniądzetoonamiała…Iniechpan
patrzy,

komendancie,cowarteludzkieżycie!Marnośćnadmarnościami,Jakpuchzmlecza,iiuu!
Iniema.

Jużdlaniejnanicsiętepieniądzeniezdadzą,aleBiałoniowiechybajedostaną,jakpan
myśli,panie

chorąży?

—PodobnokawałeksiedliskaIzauwastargowała,aleco?Niedogadaliściesię?Widzę,
płotnie

prze-sunięty—komendantoceniaodległośćsąsiedzkichparkanów.

—Nieee—markotniejeSasinowa.—Wtymtygodniumielimydorejentadopowiatu
jechać…

Aletam,człowiekstrzela,aPanBógkulenosi…Prawiemysięjużugodzili,choćprzy
tymwłaśniei

background image

przemówi-li,boIzaprzyjemnaniebyła,nie!Poniżyćczłowiekachciała.„Takitamgrunt
—powiada

—ugórprzezgęsinabębenwyskubany,ilepieniędzytrzabędziejeszczewniego
włożyć…Jak

wytrzymaćmożecie,Sasinowa—powiada—żebywam,zaprzeproszeniem,gęsipod
progiem

srały”.Jejinteres!…„Odnaszegosadkuażpotąd—powiada—

szklarnięwyszykuję”.Tojanato:„Takaśbogata,ogrodnictwozakładasz,aotedwa
tysiącez

nami,sąsiadami,sięhandryczysz?”

Bomyśmychcielirównesiedemdziesiąttysięcy,aonanie!Ary,’powiada,policzone,
stawkazaar

takaitaka,wypadasześćdziesiątosiemtysięcy.Jamówię:„Alepunktdobry,przy
przystanku

pekaesu!”„Pomido-rówszklarniowych—powiadaIza—pekaesemwozićniebędę,wóz
dostawczy

kupię’

.—Idogaduje,ścierwo:—„Długobędziecieinnegokupcaszukaćnatenpłacheć.

Chociażoniprzyprzystanku,niktniepoleci,botobyłbyzagonjakkiszka,między
naszyma

waszymparkanem,topocotokomu?Atenwaszsyn.cogotakpodniebowynosicie.na
syrenkę

potrzebuje”.

„Askądtywiesz?’—niewytrzymałamjakgłupia.

„Jawszystkowiem—powiada,i—prześmiewasię—cotozasamochód,tonędza,nie

samochód.

Ja—przechwalasię—półciężarówkękupiędlagospodarskiejpotrzeby.

Fiu-bździumawgłowietenwaszAntekidoniczegoniedojdzie,tylkowasztorbami
puści.Nie

dam—powiada—anigroszawięcej,świ-niakasprzedajcieimudołóżcie,jaktakwam
zależy,żeby

onwozemrozjeżdżał.JaniejestemtakadobrajakwaszAntek,alejaswoichniecyckam,
tylkoim

pańskieżyciewyszykuję,abratanainteligentawykieruję,niedamdojakiegośterminu
jakwy

swojego,tylkonauniwersytetalboinapolitechnikębędziewWarszawieuczęszczał!1’

background image

Tegotojużniezniosłam,boktomituAntkiemgębęwyciera,kto?!

Dziewczyniskobezszkólżadnych,uczyćsięnigdyniechciała,starzykrzyżpańskiznią
mielii

wstydtylko,boleniwabyłaipodwalatawklasiezimowała,potemjądoWarszawy
poniosło,

czarnąrobotęrobiłaijakniepysznawróciła,prawiegołaibosa,astarzytrzymaćjejnie
chcieli,boi

poprawdziecałydomdzieciwtedyunichbyłinieprzele-wałosię…Pytapan,kiedytaka
przegrana

wróciła?Achybaporokutej„stolicy”.Apotemznównalatojakzłygroszjąprzyniosło,
tylkojuż

wtedyksiążeczkęmiała,pieniądzenapoczciecomiesiącwybierała.Anatępocztę
wystrojona

spacerowałaitakąporęwybierała,abyjąludziewidzieli,śmiechuwarte.Próżniaczyłasię
tak

prawiecałelato,odgryzłasięihajda,botelegramęzWarszawydostała.Białoniowasię
przechwala-

ła:„Patrzcie,sąsiadko,jakmojącórkęcenią…”NoipojechaładotejWarszawynalekki
chleb…

—Jakiontamlekki,paniSasinowa!

—Komendancie,mojedzieciposzkołach,asiedemdziesiąttysięcygotówkążadnenie
ma,zaś

Biało-niównasiedmiuklasnieprzebrnęła,tojakpanmyśli,zpracyrąktobogactwo?Nikt
mitego

niewmówi—

zacietrzewiasięSasinowa.—Zporóbstwa!…Takmidopiekłatymgadaniem,żejejto
wszystko

wygarnę-

łam,ataksięrozwściekliłam,żezajednomibyło:kupizagon,niekupi,swoje
powiedziałam.Aż

Białoniowazaczęłanamniepomstować,aIzatylko:

„Cichobądźcie,mamusiu”—idomnie:„Patrzcieswegonosa,Sasinowa,aniemojej
rzyci!

Gdzieśmamwaszegadanie,ciemnababo—powiada—byłabymmożeidoło-

żyłatedwatysiące,aleniedodamzawaszozór.Mojącenęznacie,jawinteresachgniewu
nie

chowam,jakwampropozycjadogadza,zatydzieńlitkupszykujcie!”

background image

Noiugodzilimysię,iterazonamiałaprzyjechać,abyrejentalnieumowępodpisać.

—…nie,toniejestsamobójstwo!Anisamobójstwo,aninieszczęśliwywypadek.Iza
Białoń

zostałazamordowana,zamordowanazpremedytacją.

Rozmowazkomendantemdzielnicyniezapowiadasięgładko;pospotkaniuzszefem
prokuratury

pułkownikjestzawszemonotematyczny,przeważająkwestieformalne:przekroczone
terminy,zaległe

sprawy.AwteczceCzyżewicza,obokśledztwadotyczącegośmierciIzyBiałoń,leży
jeszczekilka

innychniczałatwionychdochodzeń.Andrzejwiejednak,żenajważniejszesątesprawy,
którymi

interesująsięzwierzchnicy.

Terazczujesiępewnie,wczorajporannapocztaprzyniosłaprotokółsekcjizwłoki
orzeczenie

ekspertówowynikachbadaniadowodówrzeczowychzabezpieczonychwwilliOlanskich,
zaś

dzisiajotrzymał

sprawozdaniekomendantaposterunkuzRosławic,przesłanedalekopisemzKomendy
Powiatowej

wMławie.

—Wsprawiecośsiędzieje!—ucieszyłsięMarian;obajwiedzą,najbardziejniecierpliwi

zwierzchni-kówstwierdzenie:nicnowegowśledztwie!

Alepułkownikaniełatwoprzekonać,jestdoświadczonymoficerem;sceptycznietraktuje
hipotezy

inspektorów,woliobalaćjetutaj,zanimsprawawyjdziezkomendy,niżpóźniejsłuchać
krytycznych

uwagprokuratora.

Czyżcwiczmusiobiektywnieprzedstawićzgromadzonymateriał,wyeksponować
wszystko,co

potwierdzajegotezę,atakżeito,cojejprzeczy.

—OkołoosiemnastejumówiłasięnawieczórzŁapińskim.Małoprawdopodobne,abyw
ciągu

trzechgodzin,międzyosiemnastąadwudziestąpierwszązdarzyłosięcośtakiego,co
mogłoją

pchnąćdozamachunawłasneżycie.Anitreść,aniokolicznościichrozmowynie
zapowiadały

background image

dramatu.

InformacjezRosławiccharakteryzująIzęBiałońjakodziewczynęrzeczową,chłodnąi
niełatwo

poddającąsięnastrojom.Skrzętniegromadzipieniądze,trzeźwoplanujeprzyszłość.
Wbrewpozorom

niebudujejejnazwiązkuzKornackimaniniewiążezWarszawąizzawodempomocy
domowej.

Jeszczekilkadnitemutadziewczynamocnostoinaziemi,wie,czegochce,zchłopską

przezornością,bezpośpiechu,alekonsekwentniedążydowytkniętegocelu…inagle
krach!Atuż

przedkrachemspeechprzeztelefon?—

WświetletychargumentówAndrzejodrzucawersjęsamobójstwanatlezałamania
psychicznegoz

powoduniepowodzeńuczuciowych.

—TonieIzaBiałoń,leczktośinny,podającsięzanią,rozmawiałzpsychologiem
Telefonu

Zaufania.

Tenktoś,jakaśinnakobietaużywałasłówizwrotówwłaściwychludziomosporejwiedzy
i

kulturzejęzyka.

Napodstawietejrozmowymożnaodtworzyćnawetfragmentyjejportretu
psychologicznego.

—Pascal,DonKichot,bólibezsensistnienia?TowżadnymrazieniejestwstyluIzy—
kończy

Czy-

żewiczsweuzasadnienie.

—Przypuśćmy,żetoniejestsamobójstwo—powściągliwieprzystajepułkownik.

—PrzedŁapińskimbyływtymdomupróczIzyjeszczedwieosoby.

Mężczyznaikobieta.

—Skądtowiemy?

—NaumywalniwłazienceBiałoniównyznalazłemlaseczkęałunu.Nasieksperci
wypowiedzieli

się,żebyłonświeżoużywany,ujawniononanimkrew.

KrewnależydomężczyznyogrupieA.Byłojejzbytmało,abystwierdzićjeszczeiinne
cechy,

background image

braknawetpodgrupy.NiejesttojednakkrewPiotraPawłaŁapiń-

skiego.

—Totylkodowódpomocniczy.Natejpodstawiezaledwiemożnapowiedzieć:taita
osobanie

uży-wałaałunuowegowieczoru,nicponadto!

—Toteżbadaniekrwinikogonieeliminujezesprawy,azatemnarazieniejestcelowe.

—Niejest—przyznajeszefkomendy.

—Kwadransprzeddwudziestązpsychologiemrozmawiałakobieta,podającasiezaIzę
Białoń.

PrzedstawiłasięMajewskiemu,apóźniej,mimoprzerwaniarozmowy,nierozłączyłasię.
Zrobiła

wszystko,abyzasugerowaćmuzamachsamobójczyiumożliwićodnalezienieadresu.

—KobietaudającaIzęBiałońnadzwłokamiIzyBiałoń,powiadasz?Dośćniezwykłe.Nie

spotkałemsięwswejpraktyceztakimwypadkiem.

—Natympolegałplan.InscenizującrozmowęIzyzpsychologiemsprawcazałożył.że
zeznanie

Majewskiegobędziedlamilicjiwystarczającympotwierdzeniemfaktusamobójstwa,a
Majewski

początkoworzeczywiścieuległ

sugestii.Dośćszybkojednakzwróciłuwagęnarozbieżnościwportreciepsychologicz-
nymIzyi

osobyztelefonu—kapitanoddajesprawiedliwośćpsychologowi.

—Czymjąotruto?

—Środkiemniebanalnym.Jakiślekprzeciwalkoholowy,antabusczyapomorfinaalbooba
razem.

Podanewpołączeniuzalkoholemspotęgowałysweśmiertelnedziałanieprzezwzmożenie

czynnościfarma-kodynamicznych.Zmarłanaskuteksynergizmu,taktoformułuje
protokółmedycyny

sądowej.

—Stwierdziliczasśmierci?

—Lokalizujągomiędzyosiemnastąadwudziestąpierwszą.Potwierdzatozeznanie
Łapińskiego,

telefonicznierozmawiałzBiałoniównąokołoosiemnastej.

—Wczymjejpodanopreparat?

—Niewiem.Resztkaalkoholuwbutelceniezawierałasubstancjitoksycznychlub

background image

synergicznych,

awjejkieliszkutakżenieujawnionożadnychśladów.

—Dodiabła,przecieżwczymśmusianotorozpuścić,zpewnościąniepoczęstowanojej

pastylkami!

—Niebadałemżadnychnaczyńwkuchni—Andrzejwogóletamniebył,dokuchninie
zaglądał

anitechnik,anifotograf,aleCzyżewiczprzezornienicwspominaotymszefowi—lecz
niesądzę,

abymznalazł

tamcośistotnego.

—Atodlaczego?

—ZbarkuwsalonieOlanskichzginęłydwakieliszki,dużekryształoweopojemności
0,75.Moim

zdaniempiliznichsprawcyimożewpośpiechuzabralijezesobą.abyzniszczyćślady.

—Cotomawspólnegoznaczyniem,wktórympodanolekprzeciwalkoholowy?

—Prawdopodobnieonotakżezostałozabrane,zniszczonelubumyte.

—Tosątylkodomysły—wgłosieszefabrzminagana.—Tadziewczynaniebyła
alkoholiczką?

—Zcałąpewnościąnie,chociażniestroniłaodalkoholu:takżewjejnajbliższym
otoczeniuo

nikimtakimniesłyszałem,alewykluczyćpodobnejewentualnościniemogę.Naprzykład
sposób

piciaMariiOlanskiejisięganiepoalkoholprzyladaokazjidajedomyślenia…—
Andrzejpamięta,

jakMariatamtejkrytycznejnocywypiłatrzydużekieliszkikoniakuijakszybkoalkohol
rozładował

jejzdenerwowanie,podobnąreakcjęzaobserwowałwtedy,gdymamaWójcikowaodkryła
zniknięcie

kieliszków.—Alejakwiadomoprzychodnieleczącealkoholikówutrzymująwścisłej
tajemnicy

nazwiskapacjentówibezzgodyprokuratoraniktzemnąniebędzienatentemat
rozmawiał.

—Niemampodstaw,abystaraćsięoprokuratorskiplacetnawglądwkartychorych—
sucho

stwier-dzapułkownik.

—Wcaleotonieproszę—zastrzegasięAndrzej.—Zresztąlekmógł

background image

zdobyćniekonieczniealkoholikiniekonieczniereceptęmusiałwystawićlekarz;receptę
można

sfałszować.Tądrogątrudnotrafićdosprawcy.

—Czynieprzeginaszwdrugąstronę?Nicrezygnujtakłatwo.Niezapominaj,że
właściwościtego

le-kuznająprzedewszystkimlekarzeipacjenci.

Jeśliprzedstawiszkonkretnenazwiskoiuzasadniszpodejrzenie,postaramsięjednako

prokuratorskąsankcjęnawglądwkartotekę.

—Nanożykupo!silverekspertyzastwierdziłaśladystartejkrwi.Jejskładuniedałosię

wypreparo-wać,botozaledwiemikrony.Nożykjestfabrycznienowyiniebyłjeszcze
używany

zgodniezeswoimprzeznaczeniem.Napozostałychdwóch,wnienaruszonychfirmowych

opakowaniach,nieujawnionożadnychśladów.

—Twoimzdaniemżyletkipołożonotam,abysamobójstwobyłotymbardziejoczywiste?

—Tak.Iprzefajnowano.Gdyspostrzegłemałun,wpierwszejchwilimyślałem,że
Białoniówną

zrani-

łasięrobiącmanicure.Lecznatychmiastzastanowiłomnie,czywtakiejchwili
dziewczynabyłaby

zdolnazajmowaćsiępielęgnacjąpaznokci.Żyletkąprawdopodobnieskaleczyłsię
morderca.

—Motywyzabójstwa?

—Niconichniewiem.PróbujęwyjaśnićpochodzeniećwiercimilionaoszczędnościIzy.
Jeślito

odkryję,znajdęmotywy.

—Masznapiętyterminwdochodzeniuowłamanie—przypominapułkownik—oddaj
je…—

wymienianazwiskojednegozinspektorów—resztamożezaczekać!

KomendantujmującCzyżewiczowiobowiązkównietylkoprzyznajepierwszeństwo
sprawie

zabójstwa,alewewłaściwysobie,powściągliwysposóbpodkreślatakżeuznaniedlapracy
oficera.

Andrzejtorozumie,bodobrzeznausposobienieszefa.

—Jakcięprzyjąłstary?—chcewiedziećMarianczekającynakapitana.

—Wyżyłował,alekierunekśledztwaakceptuje.Odciążyłnasodinnychsprawinawet
jakbybył

background image

kontent.

—Przeszłomutoprzezgardło?—niewierzyMarian.

—Pośrednio.Pochwałąchybabysięudławił,alewogólenieczepiałsięterminówinnych

dochodzeń.

Starczy?

—Notobierzmypodświatłocałetotowarzystwo!

Musządokładniewszystkozbadać,niewolnoniczegopominąć;przedewszystkimludzie
zkręgu

Bia-

łoniówny.Mariannazywatoobrzędowymdreptaniem.

—Iwtakisposóbnieuchronniedochodzimydoalibi…—Czyżewiczniemoże
powstrzymać

ciężkiegowestchnienianasamąmyślowielubezużytecznychczynnościachigodzinach
pracy,które

trzebapoświęcić,abywyliczyćipotwierdzić,gdziebyliicorobiliwdniusiódmego
listopada,

międzyszóstąadziewiątąwieczorem:NorbertOlansky,jegożona,teściowa,Kornackii
nawet

Łapiński.

SprawdzajątorazemzMarianem,korzystajączpomocykolegówzWrocławia,Otwockai

Pułtuska.

NorbertOlansky—Wrocław;telefoniczniepróbowałzarezerwowaćhotelwOpolu—
odmowaz

brakumiejsc.OkołoszóstejpopołudniuwjechałswoimwozemdoOpola,tamwhotelu
Merkury

dowiadywał

sięopokój,skierowanogonakwateręprywatną.

PodWrocławieminaŚląskuOpolskimmieszcząsięzakładykuśnierskie,zktórymi
Norberta

Olansky’egowiążązawartekontrakty.

MariaWójcik-Olanska—Otwock;jejobecnośćwieczoremsiódmegolistopada
potwierdzatylko

wła-

ścicielkadomu,uktórejOlanskaczęstowynajmujepokój;zawszebywatamzdzieckiem,
lekarz

background image

zaleciłmuotwockiklimat.Dompołożonyjestwsosnowymlesie,właściwiejużza
miastem,wejście

dowynajętychpomieszczeńniekrępujące.Olanskadysponowaławozeminiemożna
wykluczyćjej

ewentualnegowyjazdudoWarszawy.

CelinaWójcikowa—Warszawa;zameldowanawhoteluForum.Pokójpojedynczy,
wynajętyna

dziesięćdni.Drugiegolistopadapopołudniupoddałasięzabiegowi.Następniecodziennie
około

osiemnastejprzychodziłanaNowogrodzkądoInstytutuKosmetykiUpiększającejna
zmianę

opatrunków.

Nosiławtedyciemneszkła,dłogowłosąperukęikapeluszzolbrzymimrondem.

Całypersonel,poczynającodportierki,anachirurgukończąc,doskonalezapamiętał
pacjentkę,

którachybamniejbyzwracałauwagęwidocznymibandażaminiżtymprzesadnym
maskowaniem.

Niktjednakniejestwstaniepotwierdzić,gdzieznajdowałasięwieczoremwdniu
siódmego

listopada.

AdamKornacki—Pułtusk;siódmegolistopada„Variétés”dałotylkojedenspektakl

popołudniowy.

Występzakończyłsięogodzinieosiemnastej,alejużodziewiętnastejniektórzyaktorzy
rewiibrali

udziałwprogramieartystycznymnazabawietanecznejzorganizowanejwklubie,
trwającejdo

godzinytrzeciejrano.

ObecnośćKornackiegonazabawiepotwierdzililicznikoledzyzzespołu,wtym
imprésario;lecz

tutajpodczaswystępówpiosenkarkiśpiewałybezpośredniodomikrofonu,żadnego
numerunie

odtwarzanoztaśmy.CzyliKornackiniebył

zajętyprzyurządzeniachtransmitujących,jaktomamiejscepodczaszwykłychspektakli;

przebywałtamprywatnie.DotrzymywałtowarzystwaMariecieJaromian-ce,takżenie

zaangażowanejwtymprogramie.OkołopółnocyKornackiodprowadziłjądohoteluisam
teżnie

background image

powróciłnasalę.

PiotrPawełŁapiński—Warszawa;zpracywyszedłogodzinieszesnastejijużnie
wychodziłz

domu.

Jednaknikogoniemożewskazać,ktopotwierdziłbyjegowyjaśnienie.

—NorbertOlanskyniewchodziwrachubę—poprzejrzeniumateriałuAndrzejwyklucza

futrzarza.

—Leczinni?

CzyżewiczkoncentrujerozpoznaniewokółwilliOlanskich;interesujągoludzie
zamieszkalina

pobliskichulicach.Wprawdziepogodabyłafatalna,aleniewszyscyprzecieżsiedzieliw
domu.

Możedostrzeglicoś,cookażesięistotnedladochodzenia?

Którąśztychulicprzybyliiodeszlilubodjechalisprawcy:wieckapitanzMarianem
cierpliwie

chodząoddomudodomu.Celnieokreśliłtoporucznikobrzędowymdreptaniem.

Drepcząipytają.Wciążtesamepytania:czyktoświdziałlubsłyszał,możejakiśrysopis
czy

charakte-rystycznacecha,możenumerlubchociażmarkawozu.Licząnaszczęśliwytraf,
przypadek

albobłądmor-dercy.

MożekogoświdzianotamtegowieczoruwpobliżuwilliOlanskich?

Przecieżzbrodniczaparamusiałanajpierwprzekroczyćfurtkęzaopatrzonąwdomofoni
otwieraną

zapomocąautomatuzwewnątrz.Oczywi-

ściejeślibyłtodomownik,tomiałkluczeijegoobecnośćpodwłasnymparkanemnikogo
nie

zastanowiła,awięciniepozostaławpamięci.

CzyżewiczzMarianemżywiąsłabąnadziejęnauzyskaniekonkretnejinformacji.Tamten
wieczór

był

deszczowy,wietrznyiciemny;ulice,atakżeobszernyogródwokółdomuOlanskich,
pełnestarych

drzew,achociażbezlistnychotejporzeroku,jednakdającychcieńiosłonę.

Sąsiedzizlewa,zprawa,sąsiedzizprzeciwnejstronyuliczki—wszystkojednorodzinne
domy,

background image

bliź-

niaczousytuowane;o-grodzonepłotamispłachetkiwiększychlubmniejszychtrawników,
drzewa,

krzewy;wzdłużchodnikastarekasztany.

Nicszczególnegoniezwróciłouwagimieszkańców,żadenprzechodzień,żadenparkujący

samochód.

NarogukioskRuchu.AjentkanawetznazwidzeniacałąrodzinęOlanskichprowadziten
kioskod

lat.

Znałatakżeichgosposię;prenumerowaliprasęimająwkioskutakzwanąteczkę.Gazety
odbierała

przeważnieIza.

Nie,nikogoznichtamtegowieczoruniewidziała,bardzojednakmożliwe,żeBia-
łoniównaokoło

siódmejprzyszłapopapierosy.

—Czynapewnowłaśniesiódmego?—nalegaCzyżewicz:informacjadrobna,lecz
cenna.

Oznacza-

łoby,żeIzaBiałońokołogodzinysiódmejżyła.Skróciłobytoczas,jakimusząrozliczyć.

Jednakkobietaniejestpewna.Tyleludziprzewijasięcodziennie,przezwielegodzinod
ranado

wieczorawidzityletwarzy,tosięmiesza,nakłada.

-Onanicprzychodziłaczęsto,zawszebrałakilkakartonównaraz,botamkażdyznich
paliinne—

sumiennieuzupełniakioskarka.Rozumiewagęswoichinformacji,owypadkuna
Koralowej

słyszałajużnastępnegodniaodklientów.

Kiedyzamknęłakiosk?Jakzwykleodziewiątej.Chybapadało,zresztąterazpada
codziennie.Nie,

nieprzypominasobie,abywidziałacośpodejrzanegolubgodnegouwagi.

Dojednejzokolicznychkawiarni,mieszczącejsięnasąsiedniejulicy,równoległejdo
Koralowej,

wstępująjużtylkogwolizawodowejsumienności.

Leżybardzobliskoitrudnoprzypuszczać,abypokazywałsięwniejmordercaprzedlub
po

dokonaniuzbrodni.

background image

Lokalikjestmały,zamiastszatnikilkawieszaków,stolikioddzielajądrewniane
kratownice,po

któ-

rychpnąsięszerokolistneroślinyumieszczonewceramicznychrynienkach.Łagodne
boczne

światła—

ciasno,przytulnie.

Anijednegowolnegomiejsca:taokolicaSaskiejKępytopustyniagastronomiczna.
Andrzej

okazujebarmanceznaczekrozpoznawczysłużbykryminalnejipyta,czyczęstobywau
nichtakitłok.

—Zawszejestkomplet—?odpowiadabarmanka.—Klienciróżni.

Najwięcejmłodychludziztejdzielnicy,wdzieńinteresancipobliskichambasad.

—Awieczorem?

—Rzadkotrafiasięniezajętystolik—barmankanabijapodłużnebułeczkinagorące
metalowe

walce,wotwórwtakisposóbopieczonejgrzankiwciskaniecomusztardyiparówkę
wyjętąze

szklanegopodgrze-wacza.—Czteryhot-dogi!—wołagłośno,przesuwającpobarze
tackęz

zamówieniem.—Panowiezajmu-jeciesięmorderstwemnaKoralowej?—domyślasię
dziewczyna.

Dlaczegomorderstwo?Ludziemówili.Podobnojakiśtrójkąt,wogólecośskandalicznego,

konkubincórkialbokochanekmatki.Nie.nieznanikogoztejrodziny,nazwiskoOlansky
czyWójcik

nicjejniemó-

wi.Nasłuchałasięplotekwlokalu.Ktojekolportuje?Starszepanie,rezydującetuniemal

codziennieprzedpołudniem.Tepanieznatylkojakoklientkilokalu,aleproszę,niech
panowie

przyjdąokołojedenastej-

kawiarnięotwierasięodziesiątej—toonetuzpewnościąbędą.

KiedydowiedziałasięowypadkunaKoralowej?Następnegodnia.Czywprzeddzień,to
znaczy

siódmegolistopada,jacyśgościeniezwrócilijejuwagi,szczególniewieczorem?

—Myślipan,żeONbypotymmógłprzyjśćspokojnienakawę?—otrząsasię
barmanka.

background image

—Torównieżmogłabyćona—zauważaCzyżewicz.

—Atakżepara-uzupełniaMarian.

—Niezapamiętałamnikogo,przecieżniktniemanapisanenaczole…

Gdybysięczłowiekspodziewał…—dziewczynajestbardzoprzejęta,groząnapawają
myślo

kimś,ktomordujeizarazpotemjakgdybynigdynicwchodzidokawiarni.

—Ajednagościówatozostawiłaportmonetkę—odzywasiemłodziutkakelnerka,od
dobrej

chwiliprzysłuchującasięrozmowie.—Pokaż—mówidokoleżanki.—Bardzośmieszny
portfelik.

—Nietakierzeczygościezostawiają—barmankaszukawszufladzie.—

Mamyjużosiemparasoli,toczkęzmaszynopisem,kilkanaścieksiążekiskórzanąkurtkę,
zupełnie

dobrą…Proszę—podajekapitanowiuszategojamnikazbrązowegozamszu.Piesekma
nagrzbiecie

zamekbłyskawiczny.

Kapitanwytrząsazniegotrochębilonuistuzłotowybanknotzłożonywkostkę.—Więcej

pieniędzytamniebyło—podkreślabarmanka.—Tapanibardzosięspieszyła,kupiła
papierosy,no

izapomniałaportmonetkęnabarze.

—Jakwyglądałaowaroztargnionapani?—Czyżewiczpytaraczejpoto,abyokazać,że
docenia

do-brąwolęobudziewczyn.

—Miałaprzepięknekozaczki!—wzdychazrozmarzeniemmłodziutkakelnerka.—
Wysokiobcas,

cienkazelówkaicholewkaniezbytbliskonogi,najmodniejsze!

Kelnerkaspostrzegłapozostawionąportmonetkęiwybiegłazarazzaklientką,alejejjuż
naulicy

niebyło;możeodjechałasamochodem,amożeskręciłazaróg.noboprzecieżnie
rozpłynęłasięw

deszczu.

DaJejzaniąnieposzła,zimno,dąłwiatr,aonamiałanasobietylkosłużbowymundurek,
noiprzy

stolikachniecierpliwilisięgoście.

—Ajakwogólelaosobabyłaubrana?

—Płaszczmiałatakżemodny,chybaciemnybrązzjakiegośpłaskiegofutra,szytyw

background image

poprzeczne

pa-sy.Tosięnazywaszpaltowanie—oświecaichkelnerkamarzącaotakimstroju.—
Dołem

rozkloszo-wany,wtaliiściągniętyszerokiemzamszowympaskiem,szyk!

—Czynosiłakapelusz?—Czyżewiczanaglebardzointeresujeroztargnionapani,opis
płaszcza

pasuje,jakulał,dofutraznorekCelinyWójcikowej,aifasonbucikówjesttakisam.

—Nie,byłazgołągłową.Miałaciemnewłosydoramion,opadającenapoliczki,i
grzywkę;

nosiłaciemne,dużeszkła.

—Lustrzane,przeciwsłoneczne?!

—Niepamiętam,alechybaoptyczne,przydymione.

—Wjakimmogłabyćwieku?

—Bardzomłodatoonaniebyła,aleprzytychszkłachitejgrzywietwarzyprawienie
byłowidać,

tylkomocnoumalowaneusta.

—Panijestpewna,żetęportmonetkępozostawiławłaśniekobietawbrązowymfutrze?

Kelnerkajestpewna,zapamiętałamodnystrój,atakżezabawnykształtportmonetki,którą
tamta

trzymaławręku.

—Niemiałazesobątorebki?

—Miała,alepodchodzącdobaruwyjęłaportfelik.Októrejgodzinieprzyszła?Z
pewnościąbyło

towieczoremichybas:ódmegolistopada,bonajprawdopodobniejjużnastępnegodniaw
lokalu

mówionoowypadkunaKoralowej.—Kelnercewtensposóbkojarząsiętedwafakty.

Kapitandziękujedziewczętomzlokaliku.Zabierazesobąportmonetkę-

maskotkę.

CzyżbytambyłaCelinaWójcikowa?—zastanawiająsięzMarianem.

Wójcikowamogłaswobodnieporuszaćsięwtejdzielnicy,niezwracającnasiebie
szczególnej

uwagi.Dlaczegojednaknieodebrałaportmonetki?

Domyślasiępewnie,gdziejązapomniała,iboisiętamiść.Miałaprzecieżkilkadni,aby
odzyskać

zgubę.

background image

Czytowogólejestjakiśdowód?Tyleprzedmiotówzpewnościąpozostawianow
kawiarence,

gdziezawszepanujedużyruchikażdydzieńzacierapoprzedniezdarzenia.Zczasemjuż
niktz

personeluniebę-

dziepamiętał,ktoikiedyzostawiłdrobiazgwartościkilkudziesięciuzłotychzgarścią
bilonui

stuzłotowymbanknotem.Leczjeślipójdziegoodebraćnazajutrzczywkilkadnipóźniej,
gdywcałej

dzielnicygłośnoozdarzeniunaKoralowej,tojejosobautrwalisięwpamięci
pracowników

kawiarni;musiałabytakżejakośudowodnić,żezamszowypieseknależydoniej,awięc
trzebaby

powiedzieć,kiedygopozostawiła.

Alemożetobyćznacznieprostsze:Wójcikowanieprzyszłapoportmonetkę,bonie
pamiętała,

gdzieiwjakichokolicznościachjązgubiła:ciekawe,czyjeślizwrócisięjejten
przedmiot,przyzna

siędoniego?

KapitanpowtórniezaglądadolokalikunaSaskiejKępie.Maprośbędokelnerki:czy
zechceoddać

muprzysługęipójśćzportmonetkąnaKoralowądostarszejpaniWójcik?

Dziewczynazgadzasię.Tak,rozumie,ocochodzi,oczywiścieniewspomnioinicjatywie

kapitana.

—Znampaniadres,jesteśmyprawiesąsiadami—przedstawiasiępanistarszej.—
Widujępanią

unasnakawie.Znalazłamnabarzeładnydrobiazg.

Bardzomożliwe,żenależyondopani.Ponieważstanowipewnąwartość,proszęsię
zastanowić,

copanibrakujeiopisaćzgubę.

Wójcikowanamyślasię,badapierścionkinapalcach,zegarek;biegniedoswegopokoju,

przewracawswejkasetce:medalion,bransoletka,brosza,klipsy

—wszystkiecenneprzedmiotysą.

—Niewiem,comogłamuwaszostawić—uśmiechasiębezradnie.

—Ato?—kelnerkapokazujejejzamszowegopieska..

—Maskotka!—mówirozczarowanaWójcikowa.—Nie,toniemoje.Icóżwtym

background image

wartościowego?

—dziwisięszczerze.—Dlaczegoprzyszłopanidogłowy,żetomożebyćmoje?—
sprawia

wrażenie.jakbyniemiałapojęcia,doczegosłużyskórzanyjamnik.

—Niewypał—zawiadamiaMarianaCzyżewicz.—AlboWójcikowanigdyniewidziała

portmonetkiotakimkształcie,albotakaszczwana.

—Alboteżportmonetkanależydoinnejpani,którejpozaroztargnieniemnicniemożemy
zarzucić

Mariansceptycznietraktujepodejrzeniawiązanezzamszowymjamnikiem.

KapitanjedziedopaniM.naulicęSzaserów;otwieramumłodziutkanaburmuszona
dziewczyna,z

buziączerwonąjakpiwonia.

—…szynkiteżbrakujeprawiećwierćkilo…—wgłębiotwartejkuchniszczupła
blondynaw

czarnychspodniachiczerwonymgolfiezdejmujezwagiłomszynki,ciskanaszalkę
osznurowaną

polędwicę.—Aktotam?—przerywazajęcieistajewramiekuchennychdrzwi.

Andrzejprzedstawiasię,chcerozmawiaćzpaniąM.

—Toja—mówidamawczerni,odruchowowycieraręce,spostrzegagapiącąsięna
Czyżewicza

dziewczynę.

—Schowajwszystkodolodówki—zagarniajądokuchni.—Możekawy?

—todoAndrzejainieczekającnajegoodpowiedź:—Iwona,zróbkawę…—

wyraźnieusiłujezagadaćscenę,którejstałsięmi-mowolnymświadkiem.

—Ajakiej?—chcewiedziećIwona.—MaragoczyOrient?

PanidysponujeMokkę:

—Ipodajciasto—upychadziewczynędokuchni.

—Ajakie?—znówwykwitaIwona.—

Keksztamtejniedzieliczysernik,aleonteżzeschnięty…A,jestjeszczeimakowiec.ale
onstarszy

odkeksu—zezującnaCzyżewiczazłośliwiemrużyładneoczy,ciekawaefektu,jaki
sprawiłyjej

informacje.

Andrzejmanieprzeniknionątwarzpokerzysty.

background image

—Niedawajżadnego—kapitulujepaniM.izrozmachemzamykadrzwi.

ProsiAndrzejadopokoju.

—Onamnietyranizuje…—otwierakluczemwrotaolbrzymiegokredensu,wyciąga
czekoladki.—

Niemamczasuzajmowaćsiędomemanistaćwkolejkach,zewsiprzywożąmiwyroby

masarskie…Człowiekcałydzieńciężkopracuje,mampracownięmodniarską,wiepan
czapki,

kapelusze.Alekapeluszetoterazżadeninteres,ktodziśnosikapelusze?Prawienicsięnie
zarabia.

Aznówklientkitobychciałyzabylegrosz,bonibycotojestkapelusz?Pewno,tonie
sukienkaczy

futro!Wmojejpracowniubierająsięaktorkiiwogóleświatartystyczny…Panpewno
myśliomnie

bardzoźleprzeztezłośliwościIwony!Wzięłamjązewsi,anitome,anibe,tłuktakibył,

wszystkiegomusiałamuczyć…Wpółrokuztrusiżmija!Zacomniekompromituje?
Niechpansam

powie,czytakadziewczynamożezjeśćwdwadni,oprócznormalnychpo-siłków,ćwierć
kilo

baleronu,prawietylesamoszynkiićwierćpolędwicy?Noprzecieżsięwędlinaotylenie
zeschła,

prawda?Tocoonazniąrobi,wynosi?Alekomu,nikogotuniema.

Zjada.Jakjąztejwsiwzię-

łam,tojadła,jakbymiałaso-litera.Myślę,odgryziesię,wrócidonormy.

Gdzietam…Aleonewszystkietakie,przyjdzienierozgarnięta,azaparęmiesięcy
wycwanisięi

żądapodwyżki,jaknie,odchodzi…

—IlepanipłaciIwonie?—Andrzejkorzystazlukiwmonologu;modystkamówi,że
dziewięćset

złotych.—AilepanipłaciłaIzieBiałoń?

—Któratobędzie?—szukawpamięcipaniM.Teniewdzięcznedziewczynyśrednio
wytrzymują

uniejodtrzechdosześciumiesięcy.Tyleichzmieniłosięprzeztelata,niemożesobie
przypomnieć

Izy.

—Onapracowałaupaniprawierok.Przyszławsześćdziesiątymdziewiątym,odeszła30
czerwca

background image

1970,pochodzispodMławy,wieśRosławice—

wspierajejpamięćAndrzej.

—Ach,Iza…Tak,byłataka,oddałamjąswejklientce,sławnejaktorce.

Wtedyjechałazagranicęinagwałtszukałasłużącej.przemiłaosoba…Robiłamjejwtedy
trzy

kapelusze:budkęzkoronki,stylowegoRembrandtazczarnegoaksamitu—jakiżtobył
słodki

kapelusz!—noitrzeci,zaraz,jakitentrzeci:turbanczyamazonka?

Andrzejmężnieznosicharakterystykętrzech’kapeluszysławnejaktorki.

—…jechałanatourneeipilniepotrzebowałakogośpewnegoigospodarnego,botenjej
mąż

herbatynawetniepotrafiłzaparzyć!Taksiętrzęsłanadtymmężem,aonjąrzucił.Itodla
kogo?Dla

teatralnejfry-zjerki!Tacysąmężczyźni!Robiłambidulikapelusiknasprawęrozwodową:
Grande

duehesse,paryskimodelzdużymrondem…

—PanibyłazadowolonazIzy?—modystkaskwapliwiepotwierdza.—Adlaczegoona
odeszła,

tak-

żezażądałapodwyżki?

—Powiempanu.Skoromilicjasięniąinteresuje,niebędękryć.Możnajejbyłazaufać,co

prawda,toprawda.Aleonabyławciąży.

—Idlategojąpaniodprawiła?

—Nietakprędko,jakpanmyśli—wzdychapaniM.—Późnozauważyłam,bo
maskowałafigurę.

Pytam.Przyznałasię,płacze.Nazabiegzapóźno.Zkim?Wwesołymmiasteczkuna
Powiśluz

takimodkaruzeli.Szukajgoteraz,jaktylkowiadomo,żemubyłoMirek.„Mojadroga—
mówię—-

janieprowadzęzakładudladziewczątwodmiennymstanie,japotrzebujęgosposi.Masz
tuzaostatni

miesiącizabierajsię”.

Rozpacz,onaniemadokąd,jużraczejwolidorzekiniżdorodziców.

Wściekłajestem,boitrochęszkoda,iwjakiśsposóbjestemodpowiedzialna,przecieżpod
moim

da-chembyła.Ajeślinaprawdęsięutopi,toco?Milicja,wyrzutysumieniaijeszczeprasa

background image

napisze:

prywatnainicjatywazaszczułabiednądziewczynę!Nototrzymałamją,ażposzłado
szpitala.Ale

powiadam:„Iza,wymawiamci,wrócisz,zabieraszrzeczyizBogiem…”

Odwiozłamjądopołożniczegowpołowieczerwca,podobnourodziłachłopca.

—Dlaczegopodobno?

—Jadzieckaniewidziałam,doszpitalaniechodziłam.Copanchceitakzrobiłamwięcej,
niżdo

mnienależało.Aonajakwróciłaporozwiązaniu,powiedziała:tobyłchłopiec.

—Dlaczego„był”?

—Bogooddała.Powiedziała:oddałamwdobreręce,jakbymówiłaoszczeniakachalboo

kociętach…

Wtedypojechałanawieś,doswoich.Odetchnęłam,alenienadługo.Listdomniepisze,
żebyjąz

powrotemwziąć.Zażadneskarby,myślę.Jawiem,czyoddaładziecko,możemitylkotak

powiedziała,aokażesięinaczej…Możejeszczemiprzyjdziepieluchyjejbębnaprać,no
bojak

wyrzucić,jeślisięzaprowadziznie-mowlęciem?Noiakuratnapatoczyłasięartystka.
Pomogłam

Izieioddałamprzysługęstałejklientce.Wy-słałamdepeszę,przyjechałazaraz.

Mówięjej:„Dziewczyno,miejscejakmarzenie,damcidobrąopinię,odzieckunie
wspominaj,bo

tomożezrazić”.

AndrzejpytaodochodyIzy,jejoszczędności,ludzi,zktórymisięprzyjaźniła.

—Niewiemożadnychoszczędnościach—odżegnujesięmodniarka.—

Kiedyodwiozłamjądoszpitala?Wpołowieczerwca,alednianiepamiętam…—

Ośrodowiskudziewczynynicnieumiepowiedzieć.

Andrzejwracadosiebie,musizałatwićbieżącąkorespondencjędotyczącąinnychspraw,

nagromadzi-

łosięjejniepokojącodużo:ostatniostałsięutrapieniemkoleżanekzsekretariatu
komendy,

odpowiedzial-nychzaterminarz.

Zhalimaszyn,gdziepodyktowałnajpilniejsząpocztę,wyciągagoMarian.

—…wszyscypamiętają,żeKornackibyłnazabawietamtegowieczoru,leczzabawa
trwałaod

background image

siódmejwieczoremdotrzeciejnadranem,arozpoczęłasięprogramem„Variétés”,przy
którymon

niemiałzajęć,tożadnealibi…—

przekonujeporucznik;wpodzialepracyjemuprzypadłozebraniewiadomościoelektryku
ijego

środowisku.

—MimotoznacznielepszeniżWójcikowejczyŁapińskiego,booniniemajągowcale!

CzyżewiczchcespławićMariana;potwierdzenieinformacjiuzyskanejodmodystki
wydajemusięw

tejchwilisprawąnajważniejszą,pytajednakodruchowo:—Czyprzezcałyczaswidziano
goz

Jaromianką?

—Takżenicpewnego,aleterazKornackiwogólesięniąniezajmuje,codzieńwidujągo
zinną

kobietą,gęstowokółniegooddziewczyn.Zespół

zakończyłtourneeiczasumuniebrakuje…NatomiastangażJaromiankiwygasł

iniewygląda,abyKornackichciałjejznówpomagaćwuzyskaniunowego.Samazabiega
o

kontraktwEstradzie,cijednakniekwapiąsię.Obiecującośdopieronaokresświąteczny,
na

sylwestralubwkarnawale.Wtedyrestauracjerozłapująestradowcówbezwzględuna
nazwisko.

Oczywiściekażdystarasięoznamienitszych,aleponieważwówczaspopytprzewyższa
podaż,biorą,

jakleci,iEstradasprze-dajeichniczymświeżebułki.Coobrotniejsiorganizatorzy
kaperująbardziej

znanenazwiska…

—NiezadużootejEstradzie?Szkódaczasu!—niecierpliwisięAndrzej.

—MnieinteresująstosunkiKornackiegoztąpaniąonieznośnymcharakterze—

przypominaopinięIlonyL.oJaromiance—atakżeonasama.Przymierzyłeśdoniej

„Roztargnioną”zkafejkinaSaskiejKępie?

—KelnerkanierozpoznałaJaromiankizezdjęcia.

—Tojeszczeniczegoniedowodzi!Mogłaniepoznać.Cześć!—Czyżewiczśpieszydo
szpitala,

wktórymwedługinformacjipaniM.IzaBiałońpięćlattemuurodziładziecko.

background image

Marianjestumówionyzdzielnicowym—wjegorejoniemieszkaMarietaJaromianką—
isierżant

jużodkilkudnipomagaporucznikowi.

—…nosikożuchalbobrązowypłaszcz—informujeMariana—jasiętamnieznamna
futrach,no

topokazałemartystkężonie,aonamówi.żetonieżadnefutro,tylkomiś.Takałudząca
imitacja…

Owszem,wcięty,izeskórzanympaskiem,aletakiepłaszczeniesąrzadkością.—
Dzielnicowyz

rezerwątraktujezainteresowanieporucznikagarderobąMariety.

—Niesąrzadkością—zgadzasięMarian—aletylkootomogęsięzahaczyć.

—…onarzadkobywawdomu—ciągniesierżant—zsąsiadamiwcalesięniezadaje,
stróżkateż

pretensjidoniejniema.Wiadomo,żeartystka,pewniejednakmałoznana,bonawetw
telewizjinikt

jejnigdynieoglądał.

—Towszystko,cowiecie,sierżancie?

—Jeśliniemaskarganibrewerii…—obruszasiędzielnicowy.—Tzarazraptemkażdy
szczegół

chciałbypanwiedzieć,poruczniku.Toniepożar,ajaniestrażak.Niemamdoniej
żadnego

dyskretnegodojścia,atakwprost,jakiemamprawoniepokoićspokojnegoobywatela?…
Odszukałem

adrestakiejjednej,couniejsprzątałakiedyśnaprzychodne,niejakaMajzlakowa.Kobieta
na

miejscu,tyleżezcórkąmakło-poty.Dziewuchapomaturze.aleniepracujeidalejteżsię
nieuczy.

Wieczorowadziewczyna,lokale,męż-

czyźni.

—Prostytutka?

—Dodomuniesprowadza,matkabyniedała,alepieniędzyzawszemawbród.Askąd?
Karana

niebyła…Majzlakowa—mała,suchakobiecinaztwarzyczkątrójkątnąjakpyszczek
łasicy—

niechętnieprzyjmujeporucznika.

—Mamterminowąrobotę—demonstracyjniesiadaprzymaszynie,naktórejrozłożone
jestjakieś

background image

szycie;Marianrozumie,onajegowizytękojarzyzcórką,więcprędkopytaoJaromiankę.

—Jużuniejnierobię—uspokojonacodopowoduzainteresowaniamilicji,stajesię

przystępniejsza.

—Chałupnictwowzięłam—wskazujesztukępłótna.

—Pewno,tolżejszapraca—przyznajeporucznik.

—Dobrzesiętrzebanaślęczeć,abyteparęzłotychzarobić—wzdychakobieta.—Tonie
jaod

niejodeszłaminawetnieonamiwymówiła,tylkotenjejkochaniec…potym,jakjądo
czubów

posłał.Będziejużzpółroku,jaktamniechodzę.Pięćsetzłotychmiesięcznieztego
miałam.

—Tenmężczyznamieszkałunici?

—Dochodzący.Niemójinteres,alejakażondlaniejpara?Mnietonawetiżaljejtrochę
było,bo

stara,agłupia.Cozniegomiała,co?Pustebutelki,panieporuczniku,ot,comiała!

—Takpił?

—Jatamniewidziałam,czypił.Raznatydzieńprzychodziłam,aleniewąskielibacje
musiały

odchodzić,jaknierazbywało,dziesięćalboiwięcejflaszekztygodniawynosiłam.Z
tygodnia!

Rozumiepan?

Powiadam,niemójinteres,alejakonjądoPruszkowaodstawił,tosięzarazzmojącórką
zadał.

Prawda,ladacodziewczyna,cotuukrywać.Jakpantuprzyszedł,tojużpanitakwie.Na
striptizerkę

obiecywałjąwykierować,boonteżprzyartystach,niechgomorowepowietrze!Panie,ja
zeswoją

dziewuchąporadzićsobieniepotrafię,ależebymiwstydrobiłanaoczachcałejdzielnicy?

Całeżycietumieszkam,ludziemnieznają,amojacórkakręcizchłopemkobity,cona
chorobę

poszła,dotegojatamwobowiązkujestem…My-

ślęsobie,artystaonczynieartysta,apomordzienakładęitęrozpustęrozgonię.Trudno,
szlajasię

mojapomieściezzagranicznymifacetami,aletutaj,podmoimbokiem,niebędzie…No
to

przypilnowałam,kiedyznówprzyszedł,iposzłamrobićporządek,aleznim.

background image

,.Niebędziesz,draniu,pośmiewiskazemnierobił!”—powiadamipraskgomokrą
ścierkąprzez

łeb.

Aon,łobuz,domnie:„Wynośsię,tystara…”—ikaralniemnienazwał.—

Nawtykałammu.ilemo-głam,ażsąsiedzipowychodzili,toprzycichł,bomusięwstyd
zrobiło.I

takmysięrozstali,nawetmipieniędzyzaostatnimiesiącnicoddał.

—CzypaniJaromiankamiałafutro?—dowiadujesięporucznik.

—Zamoichczasówfutratoonaniemiała—Majzlakowajestzdziwionaobrotem
rozmowy—

tylkokożuch.

—Możewidziałapanijejportmonetkę?

—Awidziałam,nieraz,jakmipłaciła.Takipieszzamszu,nojakmutam?

Jamnik!Podobałmisięnawet,toonapowiedziała,żewpawilonachnaŚwiętokrzyskiej
takie

sprzedają.Chciałamsobiekupićtakiego,aledrogo,stodwadzieściazłotychkosztuje…

WPruszkowiepotwierdzająsiępodejrzenia.jakiepowziąłporucznikpodwpływom
informacji

Majzlakowej;MarietaJaromiankabyłaleczona,aleniezrozstrojunerwowego,jak
zgodniea

powściągliwiezapewniałyniektóreosobyzjejotoczenia,tylkozprzewlekłego
alkoholizmu;zresztą

niebyłatojejpierwszahospitalizacja.

Ludziezjejśrodowiska,chociażbyIlonaL.,rozmowni,chętnieopowiadającyospecyfice
swojego

zawodu,niekiedyzłośliwieoceniającyumiejętnościartystyczneswoichkolegów,czasem

zwalczającysięwzajemniebezpardonu,częstoskłócenimiędzysobąizawistni,ani
słowemnie

wspomnielionałogu,którywykoleiłizniszczyłkarieręichkoleżanki.

Solidarnośćklanu?Notak,opiniapublicznaskłonnajestdogeneralizowania;aktorzy,
szczególnie

ciznani,sąnatympunkciebardzodrażliwi,zresztąinneśrodowiskareagująidentycznie.

PorucznikjestpodwrażeniemwiadomościuzyskanychoJaromiance;wprawdzieopisana
przez

Majzlakowąportmonetkaaktorkiłudzącoprzypominatę,którąroztargnionapani
zapomniaław

background image

kafejcenaSaskiejKępie,lccztojeszczeżadendowód;sprawdził:rzeczywiściew
pawilonachna

Świętokrzyskiejsprzedanoiwciążsprzedająwieletakichportfe-lików.Alejestinastępny
szczegół:

brązowypłaszczzpłaskiegofutrazeskórzanympaskiem.Takipłaszcznosiłatamta
kobieta.Jednak

płaszczzbrązowychnorekotakimsamymkrojumatakżeCelinaWójcikowa.Natomiast
kelnerkanie

rozpoznałanaokazanychjejzdję-

ciachaniWójcikowej,aniJaromianki.Ale…Kobietazkawiarnimiałagęste,długiewłosy
z

grzywką.Wójcikowa,gdybyłau.niejkelnerka,nienosiłajużperukianiokularów.
Jaromianka

równieżmawłosykrótkieinieużywaszkieł.

Marianchciałbyprzeprowadzićpewieneksperyment,doktóregopotrzebnajestaktorkai

Wójcikowa,leczbezCzyżewiczaniemożeotymdecydować,akapitanjużtrzecidzień
wciążjest

nieuchwytny.

TymczasemAndrzejsiedziwarchiwumszpitalapołożniczego,wertująckartotekę
pacjenteksprzed

pięciulat.Dokumentacjajestdośćzaniedbanaidługotrwa,zanimrazemzarchiwistką
odnajdują

wreszciekartęIzyBiałoń.

Szesnastegoczerwcaodrugiejnadranemurodziłachłopca,zeszpitalawypisanojąze
zdrowym

dzieckiemdwudziestegoszóstegoczerwca1970roku.

Andrzejodkładakartęidopierowtedydostrzegapodpis:(—)CelinaWójcikowa,referent

ewidencji—

iadnotacjęzdniaszesnastegoczerwcaoprzesłaniuzawiadomieniadoUrzęduStanu
Cywilnegoo

narodze-niusiędzieckapłcimęskiejzmatkiIzabeliBiałoń.Kapitanspisujeinformacjez
karty

ewidencyjnej;niemożliwe,abyIzanastępnegodniapourodzeniudzieckaposzładoPKO.
Aprzecież

wjejksiążeczceoszczędnościowejwidniejewyraźnadatazałożenia:siedemnastyczerwca
1070

roku.Osobiścietegoniezrobiła,więcktośzałatwiłtowjejimieniu.Kto?Ktoś.

background image

komuzaufałatakąsumęalboktoś,ktojejtepieniądzedał!„Oddałamdzieckowdobre
ręce”—

powiedziałamodystce..Czytenpierwszywkład,trzydzieścitysięcyzłotych,majakiś
związekz

oddaniemdziecka?

Możetoccnaniechcianegonoworodka?

Jednojestpewne:CelinaWójcikowa—formalnie—wsposóbprzewidzianyprawem,

odnotowałaje-goprzyjścienaświat.

PorucznikowiprzypomniałasięwykrzywionaprzerażeniemtwarzMariiOłan-skiej,gdy
zapytałw

tamtenpamiętnywieczór,dokogonależymedalionzfiligranu,ijejkrzyk:„Lokmego
dzieckana

piersitrupa!”

IlelatmachłopiecOlanskich,niecałepięć?Jestwięcrówieśnikiemtamtego,nic
chcianego,

oddanegowdobreręce.

Istniejelogicznyzwiązekmiędzyniezrozumiałymidotychczasfaktami,ichsuma
przekształcasięw

konkretnydomysł.

NazwiskoMariiOlanskiejwewidencjipacjentekniefigurujeidopierownastępnejchwili

Andrzejuświadamiasobie,żeMarianienosinazwiskaswegomęża,tylkopanieńskie:
Wójcik.

Spisywałjejpersonaliazdowoduosobistego,aleprzyzwyczaiłsięmyślećoniejjakoo
Olanskiej.

PodnazwiskiemWójcikarchiwistkaszpitalaodnajdujekartęMarii.

Urodziłachłopcaszesnastegoczerwcaogodziniezerodwanaście.Tegodniaopiątejrano
dziecko

zmarło.Łacińskaformułaokreślaprzyczynęzgonu:wrodzonawadaserca.

ZawiadomienieourodzeniuiśmiercidzieckaadministracjaszpitalawysłaładoUrzędu
Stanu

Cywilnegotakżeszesnastegoczerwca,podpisałajereferentkaewidencji.Celina
Wójcikowa.

—Olanska…-Wymieniłpantonazwisko,prawda,kapitanie?—upewniasięarchiwistka.
—W

pierwszejchwilinieskojarzyłamsobie…Toonjednaknaskarżyłdomilicji?

Kilkamiesięcytemu—urzędniczkaniepamiętadokładniedaty,alezpewnościądziało

background image

siętow

lecie,chybawsierpniu—przyszedłjakiśpan.

PrzedstawiłsięjakoNorbertOlansky,Kanadyjczykpolskiegopochodzenia,prosiło
pomoc;otóż

przeszłopięćlattemupoznałMarięWójcik,dziewczynęzWarszawy,któraprzyjechaław

odwiedzinydokrewnychmieszkającychwOntario.Pokilkumiesiącachwróciładokraju.

Potemzawiadomiłagoourodzeniusyna.Wysyłałpieniądze.Gdywrokpóźniej
przyjechałdo

Warszawy,miezobaczyłdziecka.Mariapowiedziała,żejestzjejmatkąwuzdrowiskuw

Czechosłowacji.InteresyniepozwoliłymuzostaćwEuropiedłużej,więcpowróciłdo
siebieidalej

słałpieniądze.

ZaprosićjejdosiebiedoKanadyniemógł.jestżonaty.Starałsięorozwód,wlegalnym
związku

dzieciniemiał,uzyskałtylkoseparację.Zaraznapisał,żebyMariaprzyjechała.Owszem,

przyjechała,leczbezdziecka.Zbytmęczącapodróżdlamalucha—tłumaczyła.

Znówsłałpieniądze,aonafotografiechłopczyka.Terazmającdozałatwieniasprawyw
Europie

jesthurtownikiemfuter—załatwiłjeszybciejiwykroiłdodatkowyczasnapobytw
Warszawie.

Aledzieckaitymrazemniezobaczył,podobno2nowuprzebywazbabciązagranicą.
Chciałdonich

jechać,Marianiezgodziłasięjednakiniepodałamu,gdzieprzebywajejmatkaz
dzieckiem.

Wiedział,żeCelinaWójcikowapracowaławtymszpitalu,przypuszczawięc,żetutakże
urodziłsię

jegosyn,jeśliwogóleprzyszedł

naświat.

Zachowałjeszczesentymentdomatkidzieckainiechcejejzrobićkrzywdy,ztego
powodunie

zwró-

ciłsiędotychczasdosądu,alejużniemożedłużejznieśćniepewnościimusisięczegoś

konkretnegodowiedzieć,bojeślidzieckoistnieje,pragniezapisaćmumajątek.

Archiwistka,poruszonaniezwykłymzwierzeniemtegoczłowieka,odnalazłakartęMarii
Wójciki,

background image

przyznaje,dałaKanadyjczykowidowglądu.

Prawiepłakał,spisującsobiedane.

—DlaczegonieskierowałagopanidoRadyNarodowej?—dziwisiękapitan.

—Takibyłprzygnębionyibezradny…—bąkaurzędniczka.

—Paniwidziałajegopaszport?

—Nnnie…—doresztystropiłasiękobieta.—Biletwizytowy…Pomogłammu
bezinteresownie.

Na-leżyunieszkodliwiaćtakiehienyżerującenacudzychuczuciach.Tyluchłopównie
płaci

alimentów,atuzwodzączłowieka,wmawiającmusyna…

Kapitanniepodejmujetematu,śpieszydoUrzęduStanuCywilnegowdzielnicy,wktórej
leżyulica

Szaserów.TamwczasiepobytuwszpitalubyłazameldowanaIzaBiałoń,więcwtym
urzędzie

powinnaznajdowaćsięmetrykajejdziecka.

Niemametryki,leczaktzgonu!“SynIzyBiałońzostałspisanyzewidencjiludnościw
dniu

szesnastegoczerwca1970rokupoprzeżyciuniecałychpięciugodzin.

SaskaKępa—rejonulicyKoralowej.TumieszkająOlanscy.Zapismetrycznyichdziecka
głosi:

JacekNorbertOlansky,urodzonywdniuszesnastegoczerwca1970roku…

Kapitanrozumiejuż,skądpochodzipierwszawpłatanakontoIzyBiałoń,jednakmusi
wyjaśnić

rzeczdokońca.IjegoprzypuszczeniapotwierdzająsięwcentraliPowszechnejKasy
Oszczędności.

Tak,książeczkęPKOnanazwiskoIzyBiałońotworzyławdniusiedemnastegoczerwca
1970roku

CelinaWójcikowa,onateżwpłaciłanajejkontotrzydzieścitysięcyzłotych.

—Cenamalutkiegochłopczyka!—zżymasięMarian,kiedyCzyżewiczmówimuo
wynikachwy-

wiaduumodystkiorazoinformacjachzebranychwszpitaluiwcentraliPKO.—Ale
późniejchcc

sięwię-

cejitakprzezdwalatauzbierałosięprawiećwierćmiliona.DaninęBiałoniów-naściąf.Ja

regularnie:pięćtysięcycomiesiącijeszczekilkarazydoroku,możepodpostacią
prezentów.Noto

background image

jużwiesz,skądmiałapieniądze?

—Niejestempewien,czytojedyneźródłojejdochodów…

—Jakonemusiałyjejnienawidzić!Tomożebyćmotyw…Powinieneśzatrzymać
Wójcikową,

fałszerstwojestbezsporne!Możnabyjąwtedy,ubranąwfutroperukę,pokazaćkelnercez
Saskiej

Kępy,tosamozrobićzJaromianką…—

Marianzapoznajekapitanazwiadomościamiuzyskanymioaktorce.

—Zastanawiające!—informacjeporucznikarobiąwrażenienaAndrzeju.

—Tylkożadnychcharakte-ryzacji!Jaktytosobiewyobrażasz?Chceszprzystosować
wyglądtych

kobietdorysopisutamtejzkafejki?

Wtakisposóbmogęcipodtypo-waćpierwszązbrzegu…

—Taportmonetkateżniejestdowodem,naŚwiętokrzyskiejsprzedająjenapęczki.

—Oczywiście,żeniejestdowodem,aleposzlakąnapewno.Wdodatkualkoholizm
aktorki…

Zapewneotrzymywałalekiidodomu…No,niewszystkonaraz,trzebanajpierw
porozmawiaćz

Wójcikową—

decydujeAndrzej.

Podtęrozmowęporucznikmusiprzygotowaćgrunt,dowiedziećsięmożliwienajwięcejo
rodzinie

Olanskich.Nienastręczatowiększychtrudności.

OsiemlattemuMariaWójcikowapodjęłapracęwbiurzewycieczkowymjakohostessa.
Wjakiś

czaspóźniej,opiekującsięwycieczkąPoloniikanadyjskiej,poznałaNorberta
Olansky’ego,syna

emigrantówzRzeszowszczyzny…Olanskyprzemierzyłoceannietylkozsentymentudo
staregokraju,

któregonigdyniewidział,bourodziłsięwKanadzie—komentujeporucznik.—W
Ontario,z

pierwszejręki,odtraperów,jegospółkaakcyjnaskupujeskóry,wyprawiająjegarbarnie
firmy,także

ichrzemieślnicyszyjąfutra.

Alekuśnierstwojestjednąznielicznychdziedzinskutecznieopierającąsięmechanizacji.
O

background image

wszystkimdecydujekunsztrękodzieła.Żadnamaszynaniezestawiruna,niedobierze
odcienifutra.

Tomusizrobićrzemieślnik,acizOntarioceniąsiębardzo…

OlanskybywananajsłynniejszychaukcjachbranżowychwParyżuiLondynie.W
Londyniezwraca

jegouwagępawilonpolski,prezentującyrzemiosłonajwyższejklasy.Olanskywczasie
najbliższej

podróżypokrajachEuropyprzyjeżdżadoPolski,aopuszczająpozawarciu
długoterminowych

umówz„Ambasado-rem”,zzakładamibiałoskórniczyminaGórnymŚląskuiz
prywatnymi

warsztatamikuśnierskimi.Umowysąkorzystnedlaobustron.

Olanskyprzysyłasurowiecimodelesporządzoneprzezparyskichilondyńskich
projektantów

firmy,arobociznęopłacaszlachetnymiskórami.

Terazkilkarazydorokuprzyjeżdżadoglądaćswoichinteresów.Każdytakipobyttrwa
parę

tygodni,ahostessaMariajużprywatniedotrzymujetowarzystwaKanadyjczykowi,
patronujetemu

obrotnamamusia.

Mariaspodziewasiędzieckaiwswoimbiurzewycieczkowymbierzeurlopbezpłatny,
motywując

towyjazdemdoKanady.NiemalażdorozwiązaniasiedziwOtwockuutychsamych
ludzi,gdziei

teraz.Znajomymniepokazujesięnaoczy,zwyczajniesięukrywa.Wtymczasie
Kanadyjczykaniema

wPolsce,jegobiznesniepozwalamuzagrzaćdługomiejsca,alepotrafizróżnychstron
świata

dzwonićdoOtwocka.Natomiastjegowarszawskipełnomocnikpodczujnymokiem
Celiny

Wójcikowejkupujeiwyposażawillę.

Wszelkieupoważnieniadotyczącespodziewanegopotomkależąutegożadwokataigdy
tylko

urodzisiędziecko,ojcostwoOlansky’egozostajewpisanewjegometrykę.Terazbabcia
kablujeza

ocean:„SynT’

WodpowiedziOlahskyczyniwswojejKanadziepoważnyzapisnaimiędziecka,a

background image

notariatz

Ontarioprzesyłakopięstosownychdokumentówdowarszawskiegoadwokata.

Wtrzymiesiącepourodzeniudzieckaznajomiotrzymujądrukowanezaproszenia.Wynika
znich,

żeMariaWójcikiNorbertOlanskyzawarliślubwpolskimkonsulaciewOntario,ateraz
zapraszają

naweselenaSaskąKępęwWarszawie.

Weselegromadziwieleosób,wtymniemalcałypersonelbiurawycieczkowego.Znajomi
potem

komentujątozdarzenie,boMariaWójciknadalfigurujewdokumentachjakopanna,tyle
żez

dzieckiem.Alefaktpozostajefaktem,żeKanadyjczykzachowujesięjaktroskliwymążi
ojciec.W

zasadziemieszkazni-mi,jeślimożnapowiedziećofaceciespędzającymśredniokilka
miesięcyw

rokuwpodróżachpodwóchkontynentach,żewogólegdzieśmieszka.

Futra,garbarnieicałytenkrampędzągobezwytchnieniapoświecie,aterazjeszcze
bardziej,bo

majużdlakogogromadzić.WWarszawierośniesyn!

Jegojedynedziecko,któreurodziłosię,gdyOlanskyliczyłjużpięćdziesiątdwalata.

NiemożeożenićsięzMariąanisprowadzićjejdoKanady,bowOntariojestmałżonka—
nie

tylkolegalniepoślubionawedługobrządkurzymsko-katolickiego,aletakżewspólniczka
firmy,ai

kilkuczłonkówjejrodzinyrównieżposiadaakcjefutrzarskiejspółki.Orozwodziesięnie
mówi.tak

jakjest,jestdobrzeiwszyscysąprawiezadowoleni.Wkażdymraziegodząsięnaten
kompromis.

—PanizałożyłaksiążeczkęIzieBiałońiwpłaciłanajejkontotrzydzieścitysięcyzłotych.
Byłoto

siedemnastegoczerwca1970roku—podkreślaAndrzej.

—Zjakiegotytułupodarowałajejpanitakznacznąsumę?

Wójcikowamilczy;twarznieruchomajakgemma,świeżatwarzzmatowącerąbez
zwiotczeń

przeczywiekowitejkobiety.Jejlatapozostałytylkowwyrazieoczu.

—Jeślipanjużtylewie,toznapaniodpowiedź!Spodziewałamsiętego…

background image

—dodajezrezygnacją;Andrzejrozumie,niezaskoczyłjej,oczekiwałatakiejrozmowyi
bałasię,

miałajednaknadzieję,żeonnieodkryjeichtajemnicy.Teraztanadziejaprysła.

—Mimowszystkostarałasiępaniukryćtęsprawęprzedemną.

—Ukrywałamprzedcałymświatem,awłaśniepanu,milicjantowi,miałamsięzwierzyć?
Z

fałszer-stwa,latamipłaconegookupu?Ktozwłasnejwolipchasiędowięzienia?Ateraz
gdyona

umarła…

—Onazostałazamordowana.

—Boże!…—Następnesłowazamierająjejnaustach.Wpatrujesięwkapitanatymi
starymi

oczymazrozpaczą.—Inaspanpodejrzewa,mnielubmojącórkę?

—Nikogoniepodejrzewam,rejestrujęibadamfakty,tymczasemwyjesteściejedynymi
ludźmi,

któ-

rzymielimotyw,abyjąusunąć…Iniewiem,copanirobiławtamtenwieczór.

—Możewpanapraktycezdarzałysięitakiewypadki,alenamiłośćBoga,myjesteśmy

normalnymiludźmi!Mogłampopełnićfałszerstwo,abyzdobyćprawodotegodziecka,
które

kochamyjaknaszewłasne,alenigdyniezabiłabymjegomatki…Todlategotak
wypytywanoludzi…

—Wójcikowaopadanaoparciekrzesła—amniedogłowynieprzyszło,pocoto…Pan
będzie

przesłuchiwał

MarięiNorberta?Kapitanie,zaklinampananawszystko,copanudrogie,niechpan
ominie

Norberta!Jeśliwdzięczność,starejkobiety…

cóżpanupomojejwdzięczności…Wszystkopanupowiem,wielemuszęwyjaśnić,sądzi
pan

pewno,żeutraciwszywłasne,zwyrachowaniazaplanowanedziecko,kupiłyśmysobie
inne,abytylko

związaćbez-dzietnego,niemłodegomężczyznęiwtensposóbtrafićdojegokasy?

Toniejesttakieprosteijednoznaczne,kapitanie!Mojacórkajużnigdyniebędziemiała
dzieci..

Tenwyrokogłoszonotamwszpitalu,gdyjejmaleństwozostałotakżeskazane.Ija

background image

zdecydowałam,

ja,tylkoja!

Mariabyłazbytchora,zrozpaczonaibezwolna.AgrałamnieokasęNorberta,aleo
normalną

przyszłośćdlamojejjedynejcórki.KiedyspotkałaNorberta,miałajużtrzydzieścicztery
latai

naprawdęszczerzesięcieszyła,gdyokazałosię,żespodziewasiędziecka.Tenczłowiek
widziałz

niąprzyszłość,byłyśmypewnejegoopiekiiprzywiązania.Leczskądpewność,czyontę
przyszłość

będzietaksamowidziałbezdziecka,któregopragnął,izjużnazawszebezdzietnąMarią?
Przecieżz

tegopowodurozchwiałsiępierwszyjegozwiązek,chociażformalnieistniejedodziś…
aletojuż

zupełnieinnasprawa.

Atadziewczyna?Fakt,byłabezśrodkówdożyciainiemiaładokądiśćzeszpitalaz
dzieckiem,

leczonatraktowałatoprzypadkoweiniechcianemacierzyństwojakhańbę!Bez
namawianiazgodziła

sięnawarunki,najakichuwalniałamjąoddziecka…Nie,onaniewyznaczyłazanie
ceny,chociaż

teraztakmogłabympowiedziećiodnikogopanbysięniedowiedział,jakbyłonaprawdę.
Ale

zdecydowałamsiępowiedziećpanuwszystko,bochodzioloschłopca,aprawoniemoże
byćażtak

bezmyślnieokrutne,żeby—

choćbywimięprawdy—wyrządzićtakstrasznąkrzywdęmalutkiemudziecku.

—Izanieżądałaokreślonejsumy,onachciałatylkotrochępieniędzy,bobyłabezgroszai
bez

pracy.

Tojaprzeznaczyłamdlaniejtrzydzieścitysięcy,leczniedałamdorękianigrosza,tylko

wpłaciłamnaksią-

żeczkę,abynieroztrwoniłazarazpowyjściuzeszpitala.

—O,niechpanspojrzy…—drżącymirękamizdejmujezszyimedalion,otwierakopertę.
—To

pa-semkowłosówponaszymzmarłymdziecku,atofotografiaJacusia,gdybyłjeszcze
bardzo

background image

maleńki.Mamdwóchwnuków,proszępana,jedenumarł,adrugiżyjeichowasięzdrowo,
niechże

panpostarasięzrozumieć,toniejesttakieniezwykłe,ajanieusiłujępanawzruszać.
Jacekto

naprawdęnaszedziecko!

—Jakpanisądzi,dlaczegoIzawłożyłatenmedalion?

—Onaczęstozprzekoryużywałaróżnychnaszychrzeczy,chociażmiaładośćswoich.
Poza

wypłaca-nymipieniędzmikupowałyśmyjejubranieiwszystko,czegopotrzebowała,
nawet

papierosy.Anigroszaniewydawałanasiebiezpensji.Odcórkidostałanawetbransoletkę
i

pierścionek.Tenmedalionnależydomnie,nosiłamgozawszealbostaranniechowałam.
boIza

nierazpróbowałagowkładać.Owszem,jestład-ny,bardzostarejroboty,aleniedlatego
brałagoz

takimupodobaniem.RobiłanazłośćMarii,odkądspostrzegła,jakjątodenerwuje…Już
nieraz

zastanawiałamsię.czyniewyjąćzniegofotografiiJacka,aleniemiałamserca.

—JakwasIzaodnalazła?

—Przyszłazogłoszenia,szukaliśmygosposi;późniejpowiedziała:szczęśliwy
przypadek…Jak

byłonaprawdę,niewiem.Zeszpitalaodeszłamwpół

rokupourodzeniunaszychdzieci,chciałamzatrzećślad.Idlategoposzłamnaniepełną
rentę.Może

tądrogątrafiładonas?Trafiłaizostała.Powiedziała:zżerajątę-

sknotazadzieckiem,chcebyćbliskoniego,dapomocwgospodarstwie,oczywiściew
rozsądnych

granicach,ibezczelniezażądałapięćtysięcymiesięcznie.Byłamzbytprzybita,aby
protestować.O

Mariiniemacomówić.

Została,ajakieżmiałyśmywyjście?Tak,tedwieścietysięcyuzbierałaunas.

Ostatniopoprosiłaotrzydzieścipięćtysięcynamateriałybudowlane.Córkadała.Zlękłam
się,że

potymżądaniu,spełnionymbezszemrania,onastraciumiarizadławinas.Postawiłam
się.

background image

„Iza—powiedziałam—cozyskasz,jeślirozbijesznaszdomisprowadzisznieszczęście?

Zrobiszto:acodalej?Złotażyławyschnieiniewyciśnieszjużnawetzłotówki,bomynie

będziemymiałyżadnegointeresu,abycięopłacać,aOlanskytymbardziejniezapłacici
za

wiadomość,żehodujedzieckotwojeijakiegoścyrkowca,anieswegosyna.Czynawaszej
wsi

zarzynasiękrowędającąmleko?”

„Jaksięustawięwżyciu,tozejdęwamzkarkuianiomnieusłyszycie”

—obiecała;tobyłyjejzwykłezapewnienia,kiedyprzychodziłapopieniądze.

Mimowszystkoprzeczuwałam,żedopókiniezbudujemyjejszklarni,onanamnie
popuści.

„Tetrzydzieścipięćtysięcybędęcistrącałapodwaipółmiesięczniezwypłaty”—
uparłamsię.

By-

łamzdeterminowanaimusiałamzaryzykować,trzebabyłowreszciepostawićtamęjej

zachłanności.NieczerpałyśmydowolizzasobówNorberta,niechpanniemyśli.To
bardzodobry

człowiek,alekupiec,onrachujeirozliczaztego,codaje.Szczęściemniewtrącałsiędo
zarobków

córki,noinieinteresował

sięmo-jąemeryturą.NaIzęszłapensjaMariiimojarenta…Porazpierwszywsierpniu

potrąciłamIziedwaipół

tysiącazłotychzpensji,awlistopadzietosięzniąstało.

—Adziesięćtysięcywpłaconew1973roku?—Czyżewiczwymieniaostatniąnie
wyjaśnioną

pozycjęzkontaBiałoniówny.

Wójcikowanieprzyznajesiędotejsumy;oneniedały,aNorbertwogóleniewchodziw
rachubę.

Onsiędobrzenamyśli,zanimdastozłotych,acóżdopierodziesięćtysięcy.

—Kapitanie,powiedziałampanwszystko,aterazniechżepanmawzglądnadziecko!Tu
jużnie

chodziopieniądze,tylkoosieroctwoJacka.Kłamstwoczychociażbyprzemilczeniebywa
niekiedy

litościwsze,aprawdaokrutna.Takwłaśniejestwnaszymwypadku…Cokomuprzyjdzie
ztej

prawdy,jeśliprzedewszystkimuderzyonawdziecko!Tojasfałszowałamzgłoszeniao

background image

dzieciachi

tylkojazatoodpowiadam!O

tymniemożedowiedziećsięNorbert,tojużniemłodyczłowiek,materazpięćdziesiąt
sześćlatiw

niczymniezawinił…

—Niechciałbympanimartwić,alepanOlanskyzdajesięwiejużowszystkim.

—Toniemożliwe!—kredowabladośćpowlekajejtwarz,znówopadanaoparciekrzesła.

Andrzejboisię,żeWójcikowazarazzemdleje.—Wszyscysięsprzysięgliprzeciwtemu
dziecku?

Niedamgoskrzyw-dzić,niedam…Tochybaniemożliwe—powtarza.—DlaNorberta
byłbyto

strasznyciosionbytegoniepotrafiłprzednamiukryć,nawetjeślibychciał.Przecieżgo
dobrze

znam.Poczućsięażtakoszukanymimilczeć?

—CzypanŁapińskiwielubdomyślasiępochodzeniadziecka?

—AniechBógbroni!Nikt!Nikt,tylkoIza,Mariaija.

—CzypanicórkapoznałaNorbertaOlansky’egowOntario?

—NigdyniebyławKanadzie,NorbertapoznaławWarszawie.

—DlaczegowięcOlanskyopowiadałwszpitalu,żespotkałcórkęwKanadzie?

—Ach,więcbyłwszpitaluitamsiędowiedział…Alekiedy,paniekapitanie?

—Wsierpniu—dopieroterazuderzakapitanatenczas;wsierpniuWójcikowaporaz
pierwszy

potrą-

ciłaIziezpensjidwaipółtysiącazłotych.

—ToniemógłbyćNorbert!…—GdyWójcikowadochodzidotegowniosku,wybucha
płaczem,

dłu-goniemożesięuspokoić.—Przepraszam,alezupełniepuściłyminerwy…Tonie
mógłbyć

Norbert,wlipcuwyjechalizMariąnaurlopdoWłoch,awsierpniuiwewrześniuzięćbył
w

Kanadzie,słyszypan,wKanadzie!—niemalkrzyczy,aleulgatrwatylkochwilę:—W
takimrazie…

ktotobył,paniekapitanie,idoczegopotrzebowałtychinformacji?

—Bardzochciałbymtowiedzieć—zasępiasięCzyżewicz.—GdziepanOlansky
przechowuje

background image

biletywizytowe?

—Wchińskiejkomodziewhallu—Wójcikowanierozumie,cotomadorzeczy.lecz
intuicyjnie

wy-czuwa,żechodzituowyjaśnieniejakiejśbardzoistotnejsprawy.

—Jeślibyktośpróbowałwasszantażować—mówiponamyślekapitan—

proszęmuobiecaćwszystko,czegobędzieżądałinatychmiastmniepowiadomić…Jeżeli
będzie

panizmuszonadaćjakieśpieniądze,proszęprzedtemspisaćserieinumerybanknotów.Na
raziew

innysposóbniemogęwampomóc.

—AjeślitenktośzgłosisiędoNorberta?

—TenktośniegorzejniżBiałoniównawie,żeodNorbertanicnieuzyska.

Tagroźbaprzynosipienią-

dze,dopókijestniespełniona.Ijeszczejedno:janieprowadzęśledztwawsprawie
zamiany

dzieci,interesujemniemorderstwo,niedomnienależyinformowaniepanizięcia,chociaż
z

odpowiedzialnościązafałszerstwomusisiępaniliczyć.

Urzędniczkaszpitala,zapytanaowyglądNorbertaOlansky:ego.mówiomężczyźnie
młodym,

wyso-kim,ciemnowłosymibardzoeleganckim.Innychszczegółówniezapamiętała.

Kanadyjczyk,owszem,ubierasiębardzostarannie,alenatympodobieństwosiękończy;
to

człowiekznaczniestarszy,szpakowaty,niskiiraczejniepozorny.

AndrzejpokazujefotografięOlansky’ego;kobietadługoogląda.Nie,tonieon,tamtenz
pewnością

był

owielemłodszyiwogóleinny.

WięcktoipocowynotowałdaneozmarłymdzieckuMariiWójcik?Ktoś,kogoposłała
Iza

Białoń?

Alewjakimcelu,skoroonawiedziaławszystko?Ajeślitenmężczyzna,poznawszyw
jakiś

sposóbtajemnicetrzechkobiet,szukałpotwierdzenianieinspirowanyprzezIzę,leczbez
jejwiedzy,

todlaczegomunatymzależało?

background image

Amożejesttotensamczłowiek,którypozostawiłśladykrwinaałuniewłazienceIzyw
dniujej

za-bójstwa?

—Kornacki?—poddajeMarian.—JabymtypowałKornackiego!

Zdjęcieelektryka„Variétés”archiwistkaszpitalaotrzymujepośródkilkunastuinnych.Nie

rozpoznajenikogo.

—WjakimcelumógłbytampójśćKornacki?Powiedzmy,dowiedziałsięwszystkiegood
Izy.W

takimraziepocotoryzykownepodszywaniesiępodOlansky’ego?—zastanawiasię
kapitan.

—MożeojcemdzieckaniejestmitycznyMirekodkaruzeli,tylkowłaśnieKornacki?

—Potylulatachzatęskniłzadzieciakiem?…

—Nic.DowiedziałsięopowodachzależnościrodzinyOlanskichiprzywilejach
wymuszanych

przezmatkęjegodziecka.Takawiadomośćmogłaożywićuczuciaojcowskieipostanowił

potwierdzićjąwszpitalu.Widocznieniebardzoorientowałsię,jaktobyłonaprawdę,bo
niesądzę,

abyBiałoniównazwłasnejwoliwprowadziłagowistotęsprawy.Apotemdoszedłdo
wniosku,że

ontakżemożenatymskorzystać.

—Siłazłegonajednomałedziecko.

—Kiedyprzejrzałukłady,pozbyłsięIzy…Niepatrztaknamnie,tojestmotyw.Z
bardziej

błahychpowodówzdarzałysięzabójstwa…Tylkodlaczego,jeśliplanowałmorderstwo,
obnosił

swojąfizysposzpitalu,udająckogośinnego?

—Możewówczasniemyślałjeszczeomorderstwie,kiedyzaśzdecydował

się,nicbrałpoduwagętychwszystkichszczegółów,któremyterazbadamy.

Inaczejalbobytegoniezrobił,albonigdynie

.doszlibyśmydosprawcy.

Zaglądadonichkomendant,pytaoprzebiegprzesłuchaniaCelinyWójciko-wej.
Interesujągo

takżeszczegóływywiadówoKornackimiJaromiance.

—…moimzdaniemaniWójcikowa,aniOlanskaniezamordowałytejdziewczyny—
przekonuje

background image

Andrzej.—UważamtakżezabezcelowepowtórnepokazywanieWójcikowejkelnercez
Saskiej

Kępy.Rozmawiałazniąjużpóźniej,byłauniejwdomu,zportmonetką,inierozpoznała
wstarszej

panitamtejroztar-gnionejkobiety.Terazzeznaniekelnerkiitakniebędziemiałorangi
dowodu.

NatomiastwświetlezgromadzonychprzezMarianainformacji—

oddajesprawiedliwośćkoledze—rolaJaromiankijestwięcejniżdwuznaczna,jest
podejrzana!

—Kapitanproponuje,abyaktorkędoprowadzićdokomendy,pokazaćkelnercei
niezależnieod

wynikówkonfrontacjiprzesłuchać.

—Prawdopodobnietoonabyłaowąkobietą,którapozostawiłaportmonetkęwkawiarni

CzyżewiczopierasweprzypuszczenianawiadomościuzyskanejodMajzlakowej;która
widziałau

Jaro-miankizamszowegojamnika.

—JeślipotwierdzimyobecnośćaktorkiwkawiarninaSaskiejKępiemiędzygodziną
osiemnastąa

dwudziestą,tymsamymobalimywyjaśnieniaKornackiegodotyczącetamtegowieczoru.
Zachwieje

sięjegoalibi—podkreślaMarian.

—Dobrze—przystajeszef.—AleKornackiegonarazienieruszać.

Najpierwuderzyćwsłabszeogniwo.

Kapitanwspólniezporucznikiemstarannieprzygotowujescenariuszspotkaniaz
Jaromianką;

AndrzejporozumiewasięŁukaszemMajewskim.

NazajutrzoumówionejporzepsychologzajmujeswemiejscewTelefonieZaufania.

Marianwybierawkomendziekilkakoleżanek,którerazemzJaromiankązostaną
pokazane

kelnercezSaskiejKępy;dwieznichubranesąwbrązowefutrzanepłaszczewypożyczone
natę

okazjęzzakładuku-

śnierskiego.

NastępnegodniaCzyżewiczprzywozikelnerkę;umieszczająwpokoju,skąd—
niewidocznadla

background image

innych—będziemogłaswobodnieprzyjrzećsięzaprezentowanymjejkobietom.

PoaktorkęjedzieMarian;widokmilicyjnejlegitymacjiistanowczezaproszeniedo
komendy

wprawiająwstanodrętwienia.Poruszasięjaklunatyczka,zbierasicniesporo,znalezienie
szalika

czyrękawiczekwydająsięczynnościamiprzerastającymijejmożliwości.Wreszcie
zdejmujez

wieszakakożuch.

—Zaciepłynadzisiaj—Marianwyjmujegojejzrąk.Jaromiankanieprotestuje,takim
samym

nie-skoordynowanymruchemotwieraściennąszafę,sięgapobrązowypłaszczze
sztucznegoruna.

Kelnerkadługoobserwujedefilującekobiety;rozumie,jakąwagęmożemiećjej
oświadczenie.

Świadomośćodpowiedzialnościodbierajejpewnośćsiebie,paraliżujejąlekprzed
popełnieniem

omyłki.

Kategorycznieniczegostwierdzićniepotrafi,zastrzegasiękilkakrotnie,ipotem—wciąż
z

wahaniem

—wskazujeMarietę.Podobnypłaszczibuciki,włosyjednaktamtaklientkakawiarni
miała

zupełnieinne.

Znaczniedłuższe,bardziejgęste,prostagrzywka.Atwarzyniezapamiętała.

PorucznikprowadziJaromiadkędopokojuCzyżewicza.Widokoficera,którego
zapamiętałaz

Pułtuska,powiększajejpanikę;przytymzdajesobiesprawę,żekonfrontowanojązkimś,
kogoprzed

niąukryto,aniktotymniewspomina.

CzyżewiczwyjmujezszufladyzamszowegopieskaipodsuwagoMariccie.

—Czypaniznatęportmonetkę?Proszęjąobejrzeć?

Jaromiankasiedzibezruchu,ztrudempanujenadsobą.

—Toniejestmoje!Proszęminiewmawiać…—Wreszciesięgapoportfelik.—Nie.to
niemój

powtarza.

—Czywdniusiódmegolistopadabyłapaniwkawiarni„Stokrotka”naSaskiejKępie?

background image

—Nieznamtakiegolokalu,asiódmegograłamwPułtusku.

—Pozostawiłapanitęportmonetkęw„Stokrotce”,kupowałatampanipapierosy.

Jaromiankanieodpowiada.

Kapitanpodajejejkartkęmaszynopisu,ugóryjestnumerTelefonuZaufania.Podspodem
tekstod-

tworzonyzpamięciprzezpsychologa.

—Tentelefonpowinnapanipamiętać.Proszęwykręcićnumeriprzeczytaćtentekst.—
Andrzej

podsuwajejaparat.

—Nieee!—krzyczyaktorka.Drzekartkę,zrzucazbiurkazamszowegopieska.—Jajej
nie

zabiłam!

Jakimiałabympowód?Widziałamjązaledwierazwżyciu!

—Adragiraz?Musiałająpaniwidziećidrugiraz.

—Nie,niewidziałam…ja…jatylkodzwoniłamirozmawiałam…

—Dlaczegopanitozrobiła?

—PrzezKornackiego!Aleonjejniezabił,tostrasznyzbiegokoliczności!

—Proszęmówić,wszystko,copaniwie.

—My…mykradliśmy.Okradaliśmymieszkania…—Jaromiankaczepiasiętego
wyznaniajak

ratunku—…tak,uIlonyI,.totakżemy,jaiAdam…Tonicbyłotakietrudneczy
niebezpieczne.

Kornackicieszyłsięwielkąsympatiąizaufaniemwśrodowisku…Zresztąjatakże.
Nikomudogłowy

nieprzyszłoposą-

dzaćnasotakierzeczy…Mnieunikanotylkowówczas,gdypiłam,wtedystawałamsię
przykrai

kłopotliwa.

Dlategoostatniopozadomemniepiłam,wolałamsama.Przynajmniejniewpadałamw
konflikty…

—Proszęmówić,jakbyłotamtegowieczoru.

—OkołoszóstejKornackipowiedział,żejedziemydoWarszawy,manawidokuświeży
domi

pewnegowspólnika,dziewczynę,którakiedyśpracowałauIlonyL.Będziemybezpieczni,
cała

background image

rodzinapozadomem…Włożyłamperukęiciemneszkła.Zawszetrochęzmieniałam
wyglądprzy

podobnejokazji…Skądwzięłamperukę?Pełnoichwrekwizytorni…Przyjechaliśmyna
SaskąKępę,

kazałmiczekaćwwozie…

—Zawszewtakichwypadkachczekałapaniwwozie?

—Nie.Jednaktomnieniczdziwiło,przecieżtamwśrodkubyłatadziewczyna.

—GdzieKornackizaparkowałauto?

—Zarogiemulicy,przyktórejznajdujesiękawiarnia,atamjestruchiwciążparkują
wozy…

Czeka-

łam,czasmisiędłużył.Niemiałampapierosów,waucieteżichniebyło.

Pobiegłamdokawiarni,bardzosięśpieszyłam,bogdybyAdamwrócił,amnieniezastał!
…On

tylkozpozorujesttakiujmujący,zresztąmniej-szaoto…

Szybkowróciłam,ajegojeszczeniebyło.Zaczęłamsięjużniepokoić,alewkońcu
nadszedł.

„Chodź,musiszmipomóc”—papierosamizabrałiwyrzucił…Gdyweszłamdowilli,z
początku

tamtejniespostrzegłam,onjączymśprzykrył,izasłaniałjąstolikorazfotel…
Podprowadziłmnie

szybkodoczegośtakiegowrodzajustylowejkomody,byłwniejbarek.„Wypij!”—
podałmipełny

kieliszek,byłwrękawiczkachimnieteżkazałnałożyć.Tomnieniezdziwiło,alezdziwił

tenkoniak;pozwalałmipić.nawetdużo,leczdopieropowyprawie,nigdywtrakcie.
„Musisz

improwizować!”—jeszczeniezrozumiałam,cochciałprzeztopowiedzieć,bopodsunął
midrugi

kieliszek.Tobyłydużekieliszki.Potakiejporcjinigdyniejestempijana,aleobojętnieję
całkowicie

nawszystko,cosięwokółmniedzieje,trawimnietylkojednopragnienie:więcej
alkoholu.Onotym

dobrzewie.„Tadziewczynasięotruła,leżytam,niemusiszpatrzeć.Niewiem,dlaczego
tozrobiła,

aleobojemożemybyćpodejrzaniomorderstwo…”

Słuchałamgoibyłamjakzdrewna.Wiedziałamtylko,żemuszęjaknajprędzejstamtąd
wyjść,bo

background image

groziniebezpieczeństwo,apotemnapićsieiNiezastanawiałamsię,dlaczegoonasię
otruła.„Ateraz

dzwoń—powiedział

Kornacki—imówmniejwięcejtak…”—jednymsłowemmiałamodegraćrolę
samobójczyni

„jeślidobrzetozrobisz,niebę-

dziemymieliżadnychkłopotów”—iwykręciłnumertelefonu…Aja…

rozmawiałam,aleotymjużpanwie.

—Zjakiegoszkłabyłykieliszki,zktórychpiliście?

—Kryształowe.KornackizabrałjezesobąipotłukłnaszosiepodPułtuskiem.Bałsię
zostawićje

namiejscu.

—Wspomniałapani:żebyłwrękawiczkach,więcwjakisposóbskaleczył

sięwpalecżyletką?

—Panotymtakżewie?!…Tostałosiępóźniej,jarozmawiałam,aonaranżowałscenerię.

Wyłożyłteżyletkinastolik,alewrękawiczkachniemógł

wysunąćzopakowania,wtedyzdjąłjenachwilęiskaleczył

się,denerwowałsię,ręcemulatały…

—CzyktośwaswidziałwWarszawietegowieczoru?

—Nikt…—kurczysiękobieta.—Kornackitakwszystkozorganizował,żeniktnasnie
mógł

zobaczyć,tylkojaniewytrzymałambezpapierosówistądtowszystko…

—Proszęjednakspróbowaćprzypomniećsobie,możezatrzymywaliściesięgdzieśpo
wyjeździez

Pułtuska,przecieżtoniepustynia.

—Nie,nigdzie…Kornackibrałtylkobenzynę,aleniewPułtusku,zarazprzywjeździedo

Warszawy,zdajesięgdzieśkołoŻerania.Jajednakwogóleniewychodziłamzwozu.
Mówiłmi

potem,żeprzeznie-uwagędałdwieściezłotych,wiepan,tęnowąsrebrnąmonetę,zamiast

dwudziestki,apracownikstacjioddał

mu…Kornackizbieramonety,skolekcjonowałwszystkie,jakieemitowanopowojnie,a
tęzdobył

wPułtuskuijeszczewtedyniedołączyłdozbioru…

—Proszęnampowiedzieć,czyprzywyjściuzeszpitalaotrzymywałapanijakieśleki

background image

przeciwalkoholowe?

—Tak,aleKornackiodrazumijezabrał,miałjewydzielać…WPułtuskupiliśmy
wieczorami,

więcmiichniedawał.

KiedyKornackizostajezatrzymanypodzarzutemzabójstwaikradzieży,początkowo
wszystkiemu

zaprzecza.

—…tochory,niezrównoważonyczłowiek-oburzasiępokonfrontacjizJaromianką.—
Onamoże

tamibyła,skądzresztąmogęwiedzieć,aleniezemną…Natejpodstawieoskarżapan
mnieo

morderstwo?

—Dlaczegowszpitalu,podającsięzaOlansky’ego,interesowałsiępandzieckiemMarii
Wójcik?

Kornackitracitupet,zaczynasięplątać.PrzerywamuwejścieMariana.

—Rozpoznał—porucznikmówitylkotojednosłowoiopuszczapokój.

—Właśnierozpoznałpanapracownikstacjibenzynowej,wktórejtamtegowieczoru
tankowałpan

pa-liwoprzedwjazdemdoWarszawy,azwróconeprzezniegodwieściezłotychznalazłem
w

pańskimzbiorze…

Możemywięcejnierozmawiać,jestdośćmateriałunaaktoskarżenia—

Czyżewiczwstaje.

—Będęmówił…—poddajesięKornacki.

Tak,IzęBiałońpoznałuIlonyI..,aniewMławie.Skłamałpodczaspierwszejrozmowyz

kapitanem,chciałswejznajomościzBiałoniównąnadaćjaknajbardziejprzelotny
charakter.Już

wtedybyłzIząbardzoblisko,podobałamusię,potemonazaproponowałamutękradzież
ujej

pracodawczyni.TaktwierdziKornackiteraz,leczjakbyłonaprawdę,jużniktnieodkryje.

—…złupuwypłaciłemjejdziesięćtysięcy—elektrykpodobniejakMarietaniemal
chętnie

opowiadaowłamaniach.

KradzieżyuIlonyL.dokonałdopierowkilkamiesięcypoporzuceniuprzezBiałoniównę
pracyu

aktorki.TobyłwarunekIzy;onadałamuodbitkikluczyiwskazałamiejsce,gdzie

background image

przechowywanesą

kosz-towności.

Winnychwłamaniach—podejrzanyjestwspólniezJaromiankąosześćkradzieży—

Białoniównaudziałuniebrała.Dlaczego?Poprostupopodjęciuprzezniąpracyu
Olanskichniebyła

mupotrzebna.Jednakniezerwałzniąkontaktu,kiedyśzaproszonyprzezniąprzyszedł,
późniejbywał

niekiedy,zwłaszczapodnieobecnośćdomowników.

KusiłagozamożnośćOlanskich,intrygowałaszczególnapozycjaIzywichdomu.Ocenił,
żebez

wiel-kiegoryzykamożnasiętuobłowić.ZaproponowałIzieudziałwkradzieżywedług
takiego

samegoscenariu-szajakiuaktorkiL.Obiecał

trzeciączęśćwartościłupu.Białoniównaniezgodziłasię,kazałamusiętrzymaćzdalaod
domu

Olanskich.Nawetzagroziłamilicją.ZrezygnowałwięczprojektuiprzestałsięzIzą
widywać.

—…przyszładomniesama,kiedyWójcikowaobcięłajejharaczdodwóchipół
tysiąca…—

Wtedywyjawiłamuhistorięzamianydzieciiprosiłaopomoc.

Chciałazmusićkobietydoprzywróceniajejpo-przedniejstawki.

—Towtymceluzbierałpaninformacjewszpitalu?

—Chciałemmiećtoczarnonabiałym,wiedziałem,żeIzazamierzawycofaćsiępo
uruchomieniu

ogrodnictwaiwiązałemztympewienprojekt…

IzawyjawiłaKornackiemuswątajemnicewidoczniepodwpływempierwszegoimpulsu,

wzburzonamanewremWójcikowej.Kiedyochłonęła,poczuła,żepopełniła
nieodwracalnybłąd;

rychłopożałowałanierozważnegokroku,alenaprawićgojużniemogła,zdałasobie
sprawę,żeten

bezwzględnyczłowiekniepomożejej,bomyślitylkoowyciągnięciujakichśkorzyścidla
siebie.

Zlękłasięolosdziecka,wżadnymrazieniechciałaprzeciągaćstrunywstosunkudo
Olanskich,a

terazgdytaklekkomyślniewydałaichisynanapastwęczłowiekapozbawionego
skrupułów—nie

background image

miałaspokojnejchwili.Nicdopuścićdoskandalu!Zakażdącenęwyeliminować
Kornackiegozgry.

Tostałosięjejobsesją.WodczuciuBiałoniównyelektrykzagrażałwszystkim,mógłw
każdejchwili

zburzyćdotychczasowyukład.Dlategogotowabyłanawiele,włącznieznarażeniem
siebie,abytylko

toniebezpieczeństwozażegnać.

Kornackidopieropojakimśczasiespostrzegł,wjakimstaniepsychicznejdeterminacji
znalazła

sięIza.Iterazjużprawieniemyśli,jakwykorzystaćinformacjęBiałoniówny,natomiast
rozpaczliwie

szukasposobu,abyskuteczniezabezpieczyćsięprzedIzą;awżadnejegoobietniceczy
zapewnienia

onaniewierzy.

Starasięjejunikać.Topogarszasytuację,bowiemonaniepozostajebierna.Jużnie
kończysięna

groźbach,Białoniównaatakuje!WiebardzowieleojegodziałalnościzJaromiankąi
szantażujego,

żądapieniędzy!Wylicza,żeoszukałjąprzypodzialełupówpochodzącychzkradzieżyu
aktorkiL.

—…zlekceważyłemjąpoczątkowo.Myślałem:Gęś!Postraszęidamispokój…Kiedy
się

spostrzegłem,byłojużzapóźno,onastałasięniebezpieczna,gotowapogrążyćnawet
siebie,aby

tylkomnieutopić.

Narastałownimuczuciezagrożeniaimglistyzpoczątkuzamiarprzyoblekałsiępowoliw
zupełnie

konkretnykształt.Świeżozdobytawiedzaolekachprzeciwalkoholowychiłatwość
zabraniaich

Jaromianceprzesądziłysprawę,tymbardziejżeobmyśliłdoskonały—wjegomniemaniu
—sposób

pozbyciasięBia-

łoniówny.

Tegodnia—wydawałomusię,żezabawaiwystępy„Variétés”wPułtuskuzapewniają
mualibi

zadzwoniłdoIzy:madlaniejpieniądze,chcejednakotrzymaćwzamianpokwitowanie,

background image

abymieć

jakąśgwarancjęiwtensposóbzakończyćwszelkierachunkimiędzynimi.Izaprzystała
na

proponowanągodzinę,napominałanawet,abybyłpunktualny,bopotemjestzajęta.

Gdyprzyjechał,poczęstowałagosokiemzpuszkiiszkotem—takichgestówniepotrafiła
sobie

od-mówić,aKornackidobrzeznałjąpodtymwzględem—poprosiłoszklankęgorącej
herbaty.

KiedyIzawy-szładokuchni—

wrzuciłdojejszklankizsokiempastylki.

Potempilitensok,piliszkota.PotrzecimkieliszkuBiałoniównapoczułasiębardzoźle.
Wtedy

Kornackipobiegłdołazienki—tammieściłasiędomowaapteczka—niedotknął
niczego,natomiast

popowrociezaaplikowałdziewczyniedużądawkęlekuprzeciwalkoholowegojako
aviomarin.Na

zapiciepodał

jejporcjęszkotawszklance.Wkilkaminutpóźniejstraciłaprzytomność,ponastępnym

kwadransienieżyła.

Szklankiipuszkęposokuzgarnąłdotorby,butelkęzresztkąalkoholustaranniewytarł.
Potem

sprowadziłdowilliczekającąwsamochodzieinieświadomąbieguwydarzeńJaromiankę.
Mimo

ostrożności,nieustrzegłsiębłędu.Gdyzdjąłrękawiczki,abywyjąćzopakowaniażyletkę,
skaleczył

się.

Wówczasjużtrzęsłymusięręce,niepanowałnadnerwami.

Koniec