background image

Prosta  historia

Napisała:  Urszula (megii24)

Czerwiec – Wrzesień  2009

background image

1.

Tego dnia wszystko, ale to wszystko poszło nie tak… Za jakie grzechy, się 
pytam? Może w poprzednim życiu za mocno nawywijałam? Bo przecież teraz 
jestem całkiem grzeczna… No prawie! A może po prostu Pech to moje drugie 
imię? Dobrze, dobrze… ale od początku…

Dzień zaczął się nawet nieźle… Nic nie zapowiadało katastrofy… Słoneczko, 
ciepełko, ptaszki śpiewają… jednym słowem: cud-miód. 

Maszerowałam,   jak   zwykle   do   szkoły,   okazując   więcej   entuzjazmu,   niż 
rzeczywiście odczuwałam, żeby jakoś podnieść się na duchu. Wszyscy wiedzą 
jak jest… kto lubi szkołę? Chyba tylko nieliczne wyjątki, choć ja akurat nie 
znam nikogo takiego… Zastanawiające! A może wcale nie ma wyjątków od 
tej złotej zasady? 

Nie ważne! Tak więc – szkoła! Nie byłoby może tak źle, gdyby nie widmo 
matury wiszące nad głową. Nauczyciele dostawali jakiejś paranoi… A ten 
obłęd oczywiście odbijał się na nas, biednych szarych „żuczkach”, które nie 
powinny   robić  nic   innego,   jak   tylko   zakuwać  do   tego,   jakże 
przereklamowanego   egzaminu!   Dojrzałości!   Pchi!   Co   podwójna   klasówka 
połączona z kilkoma odpowiedziami ustnymi ma wspólnego z dojrzałością? 
Od jakiegoś czasu zadaję sobie to pytanie… ale jakoś żadna siła wyższa nie 
chce   mnie   oświecić…   O   siłach   „niższych”   nie   wspominam,   bo   kogo 
miałabym o to zapytać? Nauczycieli? Rodziców? A może zastraszonych wizją 
nie zdanej matury – jako tragedii życiowej, licealistów? Przegrana sprawa! 
Całkowicie! 

Zaraz, zaraz… teraz to się wykreowałam na jedyną trzeźwo myślącą osobę 
w całym tym zoo… Nie jestem aż tak zadufana w sobie! Na pewno nie! 

Tak więc maszerowałam do szkoły przetrawiając w głowie jakąś myślową 
papkę…  a  tak   naprawdę   zastanawiałam   się  jak   by  tu  przetrwać  te  kilka 
najbliższych godzin i nie stracić  zmysłów w tym całym przedmaturalnym 
szaleństwie? 

2 | 

S t r o n a

background image

Na dokładkę w naszej budzie nie było za wiele atrakcji… Spytacie, jakich 
atrakcji spodziewam się zaznać w ogólniaku? No cóż, żeby chociaż było na 
kim   oko   zawiesić,   jakieś   atrakcyjne   „ciacha”   mogłyby   przemykać 
korytarzami,   można   by   było   powzdychać,   a   może   nawet   pośmiać   się 
z dziecinnych podrywów naszych szkolnych ślicznotek. O to by było dość 
ciekawe doznanie estetyczne… Lekcja poglądowa jak nie należy zwracać na 
siebie męskiej uwagi, aby nie zostać wyśmianą przez wszystkich świadków. 
Ale dość  już o tym! Niestety w naszej budzie nie da się doszukać  jakichś 
ciekawych   męskich   okazów.   Koniec,   kropka.   Smutne,   ale   niestety 
prawdziwe. 

A co do innych szkolnych atrakcji… to faktycznie nie umiem się ich nawet 
domyślić, to znaczy nie wiem cóż atrakcyjnego może być lub zdarzyć  się 
w szkole średniej! 

Na szczęście miałam swoją własna, prywatną emocjonalną podporę w postaci 
wysokiej, szczupłej blondynki o łagodnych niebieskich oczach czyli mojej 
ukochanej przyjaciółki Weroniki. Niech nikogo nie zmyli jej wygląd… Ma 
dziewczyna nieźle za uszami i chyba właśnie za to najbardziej ją lubię… 
Wygląd niewiniątka i te jej szalone pomysły. 

Zbliżałam się już do naszego szacownego gmachu szkolnego gdy doznałam, 
niezbyt   łagodnego   i   przyjemnego,   olśnienia.   A   mianowicie   doszłam   do 
wniosku, że woda w postaci deszczu lejącego się na głowę jest nawet dość 
przyjemna – choć zasadniczo nie lubię deszczu… Skąd u mnie tak trywialne 
przemyślenia? I zmiana nastawienia do opadów atmosferycznych? To proste! 
Też zmienilibyście zdanie… Gdyby ta sama woda, choć  o dość  zmienionej 
konsystencji i barwie, pochodząca pierwotnie z góry, a obecnie z obrzydliwie 
brudnej   kałuży  znalazła  się  nieoczekiwanie  na  waszej  skromnej  osobie… 
Brrrr. 

To   niestety   przydarzyło   się   właśnie   mi…   I   to   właśnie   tego   dnia   gdy 
zrezygnowałam z ukochanej przeze mnie czerni na rzecz uwielbianych przez 
Weronikę jasnych kolorów. Nieopatrznie obiecałam jej, że założę coś, jak to 
ona nazywa „bardziej kobiecego”, bo po szkole wybierałyśmy się na dobre 

3 | 

S t r o n a

background image

jedzonko do nowo otwartej dość ekskluzywnej knajpki. Dlatego teraz zamiast 
być   odziana   w   czarne   bojówki   albo   ciemne   jeansy   i   jakąś   sportową, 
i oczywiście   ciemną,   górę,   paradowałam   w   jasnej   jeansowej   spódnicy 
i beżowej   bluzce…   I   obecnie   zamiast   być   tylko   przemoczona   i   może 
odrobinę ubłocona, czemu zaradziłaby odrobina czystej wody – wyglądałam 
jak skrzyżowanie biedronki z wodnikiem Szuwarkiem! Tragedia! Jak ja się 
ludziom na oczy pokażę… 

Te myśli, jak i kilka innych z rodzaju tych niecenzuralnych, przeleciały mi 
przez głowę, chwilę po tym jak jakiś czarny samochód przejechał tuż obok 
mnie. To oczywiście jest tylko stwierdzenie faktu zaistniałej sytuacji, bo ja na 
pewno nie powiedziałabym, że on tylko przejechał obok mnie. Ten zasrany 
gruchot   łącznie   z,   jak   przypuszczam,   równie   „uroczym”   właścicielem 
spieprzył   mój   cały   dobry   humor,   a   raczej   z   trudem   wyhodowaną 
i wypielęgnowaną namiastkę dobrego humoru, nie mówiąc już o całkowitej 
dewastacji mojego stroju. I co ja mam teraz zrobić? Pytałam się w niemej 
wściekłości! 

No to mam zagwozdkę… Albo wrócę do domu, żeby się przebrać  i tym 
samym zarwę z połowę pierwszej lekcji, narażając się tej upiornej babie, 
dumnie   zwanej   panią   profesor…   Nie   był   to   najlepszy   pomysł,   bo   orłem 
z matmy to ja nie byłam, a ta wspomniana chodząca perfekcja ledwo mnie 
tolerowała i dokładanie jej powodów do „gorących” uczuć wobec mnie było 
kręceniem   sobie   sznura…Pozostawało   mi   tylko   pójście   w   tym 
„artystycznym” stroju na lekcje… Ale ludziska będą miały ubaw! No cóż, 
dzień zaczynał się urokliwie, nie ma co? 

Gdy   doszłam   do   otwartej   szkolnej   bramy,   co   moim   zdaniem   było 
określeniem ciut na wyrost, od razu ją zauważyłam, Weronika czekała na 
mnie przy schodach prowadzących do „jaskini wiedzy.” Nie było to dla mnie 
zaskoczeniem, zawsze na siebie czekałyśmy – takie papużki-nierozłączki, ale 
jej wyraz twarzy… gdybym nie była taka wściekła i zdołowana to pewnie 
wybuchłabym śmiechem na ten widok. 

Niepowtarzalny! 

4 | 

S t r o n a

background image

Nie będzie chyba dla nikogo zaskoczeniem, gdy powiem, że jej „oskarową” 
minę   wywołała   moja   skromna   osoba,   a   raczej   spustoszenia   w   mojej 
powierzchowności…   To   było   raczej   oczywiste!   Musiałam   naprawdę 
wyglądać  jak kupka nieszczęścia… W tym przekonaniu utwierdziły mnie 
współczujące, a zarazem rozbawione spojrzenia mijających mnie osobników 
obu płci. Trzeba zagryźć zęby i jakoś to znieść… 

Zastanawiałam się przez chwilę, jak długo cała szkoła będzie bawić się moim 
kosztem…   Cóż,   w   tej   chwili   nie   miałam   na   to   żadnego   wpływu,   więc 
odpuściłam sobie te dywagacje. Pomyślę o tym jutro… albo pojutrze! 

Ruszyłam w stronę mojej przyjaciółki i w tym samym momencie stanęłam 
jak wryta. Na parkingu, po lewej stronie stał, a jakże, powód mojego marnego 
nastroju i wyglądu. Czarne sportowe auto! Nie znam się na samochodach, 
więc nie pytajcie jakiej marki… ale poznałam je od razu. To był, na pewno, 
ten   sam   wózek,   który   przystroił   mnie   w   tak   podziwiane   przez   tłumy 
fantazyjne wzory. Uroczo! 

Coś się we mnie aż zagotowało! Stałam na środku placu zaciskając pięści i, jak 
przypuszczam, byłam bordowa ze złości… Tak na marginesie kolor czerwony 
całkiem mi pasuje, ale nie koniecznie na twarzy! Stałam więc tak jak słup soli 
i zastanawiałam się co mam zrobić… 

Pierwsza myśl jaka mi przyszła do głowy była tak radośnie budująca, że aż na 
chwilę zatraciłam się w marzeniach, ale… No właśnie – ale! Chyba jednak 
nie powinnam wybijać mu wszystkich szyb…! 

„Mu” czyli komu – przeleciało mi przez głowę. Czyżby ten palant uczył się 
w naszej szkole? Ale przecież wcześniej nie widziałam tu tego auta, a raczej 
nie dałoby się go nie zauważyć… Nauczyciel? Nie! Na pewno nie! Jakiego 
belfra byłoby stać na taki samochód? No więc kto to taki? 

I właśnie w tym momencie z auta wysiadł bardzo wysoki i, o ile mogłam 
stwierdzić,  po pierwsze  przez odległość,  a przede  wszystkim  przez  luźną 
czarną bluzę z kapturem, którą miał na sobie, dość dobrze zbudowany… no 
właśnie: chłopak? mężczyzna? Nie widziałam jego twarzy, więc trudno mi 

5 | 

S t r o n a

background image

było stwierdzić w jakim był wieku. Zresztą nie widziałam nawet jego głowy, 
bo miał na nią naciągnięty kaptur bluzy. 

Natomiast to, że miał zgrabny tyłek mogę zeznać nawet pod przysięgą – 
dobrze skrojone i dopasowane jeansy świetnie to uwydatniały. No co? Mam 
przecież oczy, a on miał na bank najfajniejszą „dolną część pleców” jaką 
widziałam… Jego nogom też niczego nie brakowało… Chyba jednak nie był 
licealistą, bo większość z nich miało nogi jak patyczki lub jak nóżki sarenki, 
natomiast on… Hmmm… Chciałabym go zobaczyć bez spodni… Oj! Chyba 
się zagalopowałam!

Musiałam   mieć,   w   tym   momencie,   niezbyt   inteligentny   wyraz   twarzy 
i oczywiście   właśnie   wtedy   on   musiał   się   odwrócić  i   spojrzeć  prosto   na 
mnie… Miałam tylko nadzieję, że zdążyłam podnieść wzrok na bezpieczną 
wysokość i obiekt mojej niedawnej lustracji nie domyślił się co przed chwilą 
podziwiałam…

Moja   nadzieja   szybko   okazała   się   płonna…   Co   za   wstyd!   Chłopak 
spiorunował mnie kpiącym spojrzeniem, co dobitnie świadczyło o tym, że 
zostałam przyłapana na gorącym uczynku. Jestem całkowicie przekonana, że 
ponownie byłam czerwona jak piwonia i tym razem na pewno nie ze złości! 
Wpadka na całego! Jak ja się po tym otrząsnę? No jak?

Po chwili przesunął wzrok niżej dokładnie taksując moją postać. Wtedy to 
właśnie zauważyłam kolor jego oczu… Aż otworzyłam usta ze zdziwienia! 
Nigdy  nie  widziałam  tak niesamowicie  zielonych  oczu. Teraz to  dopiero 
musiałam wyglądać bardzo inteligentnie… Coraz lepiej, nie ma co! 

Zaraz jednak otrząsnęłam się z szoku, zła na samą siebie za tak głupawe 
zachowanie… Jakbym pierwszy raz widziała przystojnego faceta? No cóż, ale 
przystojny to był rzeczywiście! Nie da się ukryć! Śniada cera, mocne męskie 
rysy twarzy, a jednocześnie jakieś takie delikatne, był nie tylko przystojny – 
był po prostu piękny… i te oczy! O matko! Będą mnie prześladować  po 
nocach… Już się boję, choć raczej koszmary to nie będą…

6 | 

S t r o n a

background image

Stałam nadal jak zahipnotyzowana, a chłopak uważnie przesuwał wzrok po 
moim ciele. Po plecach przeszły mi ciarki. Co to miało niby być? 

W pewnym momencie zauważyłam, że na chwilę odwrócił ode mnie wzrok 
i rzucił   szybkie   spojrzenie   na   swój   samochód.   Zaraz   jednak   ponownie 
spojrzał na mnie i po jego twarzy przemknął cień zawstydzenia. No tak, 
śladów błota na moim ubraniu nie dało się nie zauważyć…

Miałam już dość! Co to ja jestem rasowa klacz na wybiegu? Żeby mnie tak 
oglądać z każdej strony i oceniać? Nie uważałam się za piękność, ale ostatnim 
kocmołuchem to też nie byłam, choć może w tym momencie, ze względu na 
mój   zdewastowany   strój,   bliżej   mi   jednak   było   do   tego   kocmołucha… 
Cholera! 

Uniosłam   dumnie   twarz,   spiorunowałam   go   wściekłym   spojrzeniem 
i pomaszerowałam szybkim krokiem  w stronę Weroniki, nie zaszczycając 
tego zarozumialca już ani jednym spojrzeniem. Natomiast moja przyjaciółka 
nie   zauważyła   nawet,   że   w   końcu   ruszyłam   w   jej   stronę…   Gapiła   się 
maślanym   wzrokiem   w   kierunku,   od   którego   ja   właśnie   przed   chwilą 
odwróciłam oczy. Co jest? Ona też?

Gdy   w   końcu   do   niej   dotarłam,   spojrzała   na   mnie   nieprzytomnie,   więc 
złapałam ją za rękę i pociągnęłam na schody w kierunku wejścia, bo właśnie 
rozległ się dzwonek. Cholera! Nie zdążę nawet wpaść do łazienki, żeby choć 
trochę   zaprać  te   paskudne   plamy!   Jak   pech   to   pech!   Będę   musiała 
„wparadować” na matmę jak brzydsza siostra Kopciuszka… Skąd mi się, do 
licha, wzięło to porównanie?

Muszę się do czegoś przyznać… Miałam nieprzepartą ochotę odwrócić  się 
i sprawdzić  czy   ten   „książę   z   bajki”   idzie   za   nami   do   szkoły.   Dzielnie 
zwalczyłam tę niespodziewaną potrzebę i byłam z siebie naprawdę dumna! 
Chyba jest ze mną stanowczo gorzej… Z czego tu być dumną? Ja się pytam? 
Z tego, że zrobiłam z siebie przed tym obcym facetem kompletną idiotkę? 
Faktycznie powód do dumy, nie ma co!

7 | 

S t r o n a

background image

Wpadłyśmy   do   klasy   dosłownie   na   chwilę   przed   „koszmarem   sennym” 
w postaci naszej matematyczki. Starałam się nie zwracać  uwagi na szepty 
i chichoty, które, na bank, były wywołane moim niecodziennym strojem. 
I nie chodziło tu bynajmniej o spódnicę i elegancką bluzkę, choć  taki strój 
był u mnie rzadkością, przeważnie chodziłam ubrana na sportowo i taką 
siebie najbardziej lubiłam. No cóż, muszę jakoś przeżyć te kilka lekcji i, co 
gorsze, przerw! O matko! Będzie ciężko! Już to widzę…

Starałam się skupić na lekcji i po jakichś 10 minutach odnotowałam sukces na 
tym   polu…   Szokujące!   A   jednak!   Wyciszyłam   się   i   zaczęłam   nabierać 
przekonania, że jakoś to będzie! Przecież mnie nie zjedzą… Poradzę sobie! 
Choć  nie mam przesadnie wybujałego poczucia humoru na własny temat, 
teraz zaczęłam wierzyć, że dam sobie radę.

Moja pewność  nie trwała jednak długo, dokładnie jakieś 5 minut. Wtedy 
właśnie rozległo się pukanie do drzwi i po chwili do klasy wszedł, nie kto 
inny, tylko facet z czarnej Beemki. Byłam już zorientowana w marce jego 
samochodu, bo chłopaki z mojej klasy pomiędzy chichotami i komentarzami 
na mój temat, zachwycali się furą stojącą przed szkołą.

Pięknie! Nowy!!! Chyba jednak spalę się ze wstydu! Cóż to będzie za zajebiste 
ognisko!

Teraz   gdy   nie   miał   już   na   głowie   kaptura,   przyjrzałam   się   jego   pięknej 
twarzy… Oczywiście nie tylko ja gapiłam się na niego jak głupia, ale to chyba 
nic dziwnego? Rzeczywiście można było się zaślinić na jego widok… A we 
włosy,   których   wcześniej   nie   widziałam,   miałam   od   razu   ochotę   wpleść 
palce… O czym ja myślę, do jasnej cholery? Brązowe, lśniące, nieco dłuższe 
niż przyjęta norma, ale właśnie dlatego miało się ochotę odgarnąć mu z czoła 
niesforne  kosmyki  opadające  na oczy. Czy  ja kiedyś  tak  długo  myślałam 
o czyichś włosach? Chyba jestem chora?

Przymknęłam na chwilę oczy, gdy poczułam na sobie intensywny wzrok 
i bez   ich   otwierania   byłam   pewna,   że   to   on   się   na   mnie   gapi.   No   cóż, 

8 | 

S t r o n a

background image

siedziałyśmy z Weroniką, niestety, na pierwszej ławce, więc nie dało się 
mnie nie zauważyć… Co za pech!

Szykując się na pogardliwe spojrzenie niesamowitych zielonych oczu powoli 
podniosłam powieki i jakież było moje zdziwienie, gdy w jego wzroku nie 
znalazłam  ani  kpiny  ani  pogardy…  Patrzył  na  mnie  z zainteresowaniem 
i skruchą? Niemożliwe!  Chwilę potem odwrócił  wzrok,  przenosząc go na 
nauczycielkę. Posłał jej wymuszony uśmiech i się przedstawił. Michał Tadler. 
Cholera, nawet ładnie!

Starałam się na niego nie gapić… Czy już nie wystarczająco się zbłaźniłam 
przed szkołą? Wychodziło mi to raczej średnio. Ale poczułam się znacznie 
lepiej zauważywszy, że wszystkie dziewczyny w klasie mają wzrok utkwiony 
w jednym punkcie… Nie chcę być wulgarna czy coś w tym stylu, ale łatwo 
się   domyślić,   że   wszystkie   gapiły   się   na   Nowego,   znaczy   na   Michała, 
a konkretnie na bardzo pociągającą część jego ciała. Może nie jest ze mną aż 
tak źle…? Że nie tylko mnie poruszał ten widok? Żałosne!

W chwili gdy Michał odwrócił się w stronę klasy, z przerażającą jasnością 
zdałam sobie sprawę, że po raz kolejny na mojej twarzy musi malować  się 
okrutna   wręcz   „inteligencja.”   Czy   ja   nigdy   nie   nauczę   się   panować  nad 
mimiką… może w przyszłym życiu? Strasznie to pocieszające! Cholera!

Odwróciłam wzrok, ale gdy obiekt kosmatych myśli żeńskiej części klasy 
ruszył w stronę wolnej ławki, nie wytrzymałam i zerknęłam na niego… I to 
był mój kolejny błąd! Na jego twarz powrócił kpiąco-pogardliwy wyraz, co 
prawda   nie   patrzył   w   tej   chwili   na   mnie   tylko   przesuwał   wzrokiem   po 
wszystkich   zebranych   w   tym   małym   pomieszczeniu,   ale   zaraz   potem 
zatrzymał wzrok oczywiście na mnie… Tylko spokojnie, oddychaj!

Drgnęłam   i   wytrzeszczyłam   oczy,   gdy   Michał,   zamiast   przejść   obok 
Weroniki, co stanowiło najprostszą drogę do wolnej ławki na końcu sali, 
lekko skręcił, wymijając nasz stolik i przeszedł obok mnie… Ale to jeszcze 
nic… Gdy mnie mijał, zwolnił, nieznacznie pochylił głowę w moją stronę 
i szepnął głębokim, lekko zachrypniętym głosem:

9 | 

S t r o n a

background image

– Przepraszam.

Dziwię się, że w tym właśnie momencie nie straciłam przytomności… Bo 
byłam stanowczo za blisko osiągnięcia tego stanu…

To było  jedno krótkie słowo, rzucone w przelocie, a mnie jakby poraził 
piorun… Po plecach przeszły ciarki, a kolana nieprzyzwoicie zmiękły i sama 
już nie wiem, czy z powodu jego obezwładniająco seksownego głosu, czy 
może   zapachu,   który   przez   tę   krótką   chwilę   podrażnił   moje   nozdrza 
i sprawił, że niemal rozpłynęłam się z zachwytu. O rzesz kurwa mać! Kim on 
do cholery jest? Chodzącym seksem?

Minął   mnie,   a   ja   modliłam   się   w   duchu   do   samej   siebie:   Tylko   się   nie 
odwracaj,  błagam, bo zaślinisz całą podłogę… Niestety nie potrafiłam się 
powstrzymać…   Porażka!   Oczywiście   spojrzałam   za   nim   i…   moja   twarz 
przybrała kolor buraka, znowu… On nadal patrzył na mnie, ale jego twarz 
dla odmiany nie wyrażała nic. Kompletnie nic! Zawstydziłam się po same 
koniuszki moich długich czarnych włosów… Spuszczając wzrok na sekundę 
zatrzymałam go na jego szyi, widocznej teraz, gdy szedł do mnie tyłem i miał 
odwróconą   w   moim   kierunku   głowę.   I   w   tym   właśnie   momencie 
zamurowało   mnie!   Kompletnie!   Musiałam   chyba   rozdziawić  usta 
i wytrzeszczyć  oczy, bo Michał spojrzał na mnie zaskoczony. Po sekundzie 
otrząsnął się, rzucił mi wściekłe spojrzenie i odwrócił ode mnie głowę – 
zrozumiał   na   co   patrzę.   Kątem   oka   zauważyłam   jeszcze   jak   nerwowo 
poprawił bluzę zasłaniając jasnoczerwoną bliznę na swojej szyi.

10 | 

S t r o n a

background image

2.

Lekcja ciągnęła się niemiłosiernie… Miałam wrażenie, że na plecach mam 
tarczę strzelniczą. Wierciłam się i kręciłam na krześle nie mogąc usiedzieć 
w miejscu…   Cholera   jasna!   Nie   mam   przecież   pięciu   lat!   Zaraz   czegoś 
dostanę… Serio! Czy ta matma nigdy się nie skończy? 

Weronika przez całą lekcję zerkała na mnie nerwowo, nic nie rozumiejąc. 
W sumie to się jej nie dziwię… Jak mnie w końcu dopadnie i przyprze do 
muru   to   wióry   się   posypią.   Tego   jestem   pewna!   Ciekawość  aż  biła   z  jej 
twarzy. Mam, a raczej będę miała, pozamiatane. Znając ją, to na całej linii… 
Kurczę, a może ucieknę bez słowa i się gdzieś schowam? Teraz to zaczynam 
przypuszczać,   że   mam   faktycznie   nie   więcej   niż   pięć  lat…   Uspokój   się, 
dziewczyno!

W końcu nadeszło wybawienie… Dzwonek!!! 

Wypadłam z klasy jak błyskawica i pognałam od razu na zewnątrz, z cichą 
nadzieją,   że   mi   się   uda…   Nawiać  oczywiście!   Jak   zwykle   jednak   moja 
nadzieja… okazała się tylko nadzieją! Weronika dopadła mnie jeszcze na 
schodach. Zdyszana, sapnęła kilka razy, żeby odzyskać głos.

– Aga, co się dzieje? Nic nie rozumiem!

– A myślisz, że ja rozumiem? – parsknęłam histerycznie.

– Dobra, tylko spokojnie! – westchnęła ciężko, widząc, że raczej nic ze mnie 
nie wyciągnie, przynajmniej w tej chwili… Nie zakładałabym się, że nie 
zrobi tego później, na spokojnie, bo przegrałabym z kretesem. Ona miała 
niezaprzeczalny   talent   do   wyciągania   mnie   na   najszczerszą   pod   słońcem 
spowiedź.  Choćbym  nie wiem jak  się broniła  i próbowała  coś  przed  nią 
ukryć… Byłam na straconej pozycji, zanim jeszcze pomyślałam jak to zrobić.

Spojrzałam jej w oczy, zastanawiając się, jak mam jej wytłumaczyć to co się 
stało, przecież sama nic a nic z tego nie rozumiałam… Kompletnie! Ja chyba 
jestem   jednak   bardziej   walnięta,   niż   mogłabym   przypuszczać  nawet 

11 | 

S t r o n a

background image

w najśmielszych wyobrażeniach! Cóż… „lajf is brutal and full of zasadzkas” – 
złota myśl się sprawdza, nie ma co!

–   Ja   lecę   –   powiedziałam   w   końcu.   –   Jak   nie   zdążę   na   polak   to   mnie 
wytłumacz, dobra?

– Jasne! Tylko… ubierz się jakoś po ludzku, no wiesz…

–   Taaa…!   Już   się   dzisiaj   raz   tak   ubrałam   i   co   z   tego   mam?   Graffiti   – 
prychnęłam   lekko   rozdrażniona.   Odwróciłam   się   i   pomaszerowałam 
w kierunku bramy wjazdowej. 

Muszę ochłonąć…! Koniecznie! I na spokojnie zastanowić się o co chodzi. Co 
się tak naprawdę stało? W sumie to powinnam popukać się w głowę, a raczej, 
będąc szczera – w pustą zakutą bańkę! Tak, to stanowczo lepsze określenie 
i bardziej adekwatne.  Przecież, tak naprawdę,  to nic się nie stało. Nowy 
ochlapał mnie błotem, a potem przeprosił. Nic wielkiego! Zaraz, zaraz… nie 
zapominajmy, że w międzyczasie zrobiłam z siebie kompletną idiotkę, gapiąc 
się na niego jak na jakiegoś ufoludka z innej planety. A ściślej rzecz biorąc, 
napalając się na niego jak niewyżyta pustelnica, którą wypuszczono po latach 
odosobnienia. Tak! Tak musiał sobie pomyśleć przyłapując mnie na gapieniu 
się na jego tyłek! Żenada!

Przyśpieszyłam jeszcze kroku, teraz to już prawie biegłam, bo zrobiło mi się 
znowu strasznie głupio, na samo wspomnienie mojego zachowania niecałą 
godzinę   temu…   Później   też   nie   byłam   lepsza!   Zaśliniłam   siebie   i   całą 
okolicę… dobrze, że potem, wypadając z klasy, nie zrobiłam klasycznego 
padu na tej kałuży! Ha, ha! Jaka ja jestem dowcipna – tragedia!

Do domu wpadłam jak burza, na szczęście nikogo tam nie było, bo jeszcze 
musiałabym się tłumaczyć… Tego to by było za wiele! W moim pokoju 
przysiadłam na chwilę, na wolnym skrawku łóżka… Tu muszę się przyznać, 
bez bicia, że do najbardziej porządnickich to ja nie należę! A już całkiem 
z ręką   na   sercu,   to   trzeba   powiedzieć,   że   jestem   królową   artystycznego 
nieładu, potocznie zwanego bałaganem! Pokój wyglądał jakby przed chwila 
zaliczył nie najgorsze tornado… Normalka!

12 | 

S t r o n a

background image

Wygrzebałam   jakieś   jeansy,   ciemne   oczywiście,   jakże   by   nie?   Z   szafy 
wyciągnęłam   czystą   koszulkę,   to   że   była   czarna   nie   jest   żadnym 
zaskoczeniem. Szybko się przebrałam, szukając jeszcze bluzy. Jestem pewna, 
że gdzieś tu powinna być moja ulubiona – czarna z niebieskim wyłożeniem 
kaptura… Jest! Gdy już miałam ją na siebie wrzucić, zauważyłam w końcu 
jaki napis widnieje na koszulce, którą na sobie miałam… Bardzo a pro po, tak 
przy okazji. „I Love Bad Boys” Przez sekundę miałam ochotę ją zdjąć, ale 
zaraz   potem   pomyślałam,   że   to   dziecinne.   Szybko   założyłam   bluzę 
i wypadłam z pokoju. Włożyłam jeszcze czarno – szare adidasy i już mnie nie 
było w domu. Spojrzałam na zegarek, byłam już spóźniona, to oczywiście nie 
było żadnym zaskoczeniem, bo nie miałam najmniejszych szans obrócić  ze 
szkoły do domu i z powrotem w 10 minut, choćbym nawet posiadała mały 
prywatny motorek w tylnej części ciała. 

Prawie biegnąc do budy, pomyślałam o jeszcze jednej rzeczy, którą wcześniej 
świadomie   pominęłam   w   swoim   myślowym   bałaganie…   Blizna!   Cholera, 
paskudnie to wyglądało… i musiała być dość świeża! Co mu się u licha stało? 
Chciałabym wiedzieć, ale go przecież o to nie zapytam… A nawet gdyby 
zaćmiło   mnie   do   tego   stopnia,   że   chciałabym   spróbować  to   raczej   nie 
należało  spodziewać  się odpowiedzi…  Ta  wściekłość  w jego twarzy,  gdy 
zorientował   się,   że   zauważyłam…   W   tej   jednej   chwili   był   naprawdę 
przerażający, no może nie przerażający, ale na pewno niebezpieczny… O to 
dobre słowo! Michał był, na bank, bardzo niebezpieczny i to nie tylko wtedy 
gdy się wściekał…! Przeszły  mnie ciarki.  To już naprawdę  przestaje  być 
śmieszne… Drżę na samą myśl o nim… I nie jest to nieprzyjemne drżenie! 
O Jezu! Pojebało mnie już kompletnie!

Skręciłam   w   bramę   i   przeleciałam   przez   parking   wpadając   do   szkoły… 
Miałam jakieś 15 na liczniku, minut spóźnienia oczywiście, ale nie brałam 
sobie tego zbyt mocno do bani… Polonistka to była całkiem równa babka 
i nie będzie za mocno się jeżyć.

Oczywiście nie zapominając o kulturze, zapukałam, a potem zawieszona na 
drzwiach   prawie   wleciałam   do   klasy.   Ledwo   wyhamowałam   przed 

13 | 

S t r o n a

background image

nauczycielskim   biureczkiem   i   wysapałam   zdyszanym   głosem,   który   mało 
przypominał „ludzkie” dźwięki.

– Przepraszam za spóźnienie! Musiałam…

– Tak, tak, wiem. Siadaj! Szybko, bo szkoda czasu – rzuciła do mnie lekko 
zniecierpliwiona polonistka.

Odwróciłam się do klasy, zmierzając do mojej ławki i… po raz kolejny tego 
dnia   mnie   zamurowało!   Głupia!   Głupia!   Głupia!   Czemu   nie   pomyślałam 
o tym wcześniej? Aż tak mnie zaćmiło? 

Nasza   urocza,   skąd   inąd,   babeczka   od   polaka   miała   często   dość   ciekawe 
pomysły   wychowawczo   –   edukacyjne.   Jednym   z   nich   było   posadzenie 
uczniów   parami,   mieszanymi   parami   dla   ścisłości.   Tak   więc   każda 
dziewczyna   siedziała   w   ławce   z   chłopakiem,   co   nie   każdej   z   nich   się 
podobało, bo dobór partnerów nie należał niestety do nich. 

Tak pechowo, lub raczej szczęśliwie, zależy z której strony na to patrzeć, się 
złożyło, że dla mnie zabrakło przedstawiciela męskiej rasy. Zważywszy na 
opinię jaką miałam o naszych chłopakach to chyba jednak szczęśliwie, że 
żaden „bezmózg” nie zawracał mi głowy na polaku, bo w sumie lubiłam ten 
przedmiot. 

Teraz jednak, stojąc tak z rozdziawioną – znowu – gębą, uznałam, że to 
jednak był pech… I to gigantyczny pech! Nie muszę chyba się za mocno 
produkować, tłumacząc kto w tej chwili siedział w mojej, pustej do niedawna 
i czekającej tylko na mnie, ławce? 

Michał!   O   rzesz   jasna   cholera!   Za   co?   Zamknęłam   usta   i   zacisnęłam   je 
gniewnie, na widok rozbawionego spojrzenia, zaprawionego odrobiną kpiny. 
Ten facet to ma chyba skromny zasób min. A może to prosta reakcja na 
największą kretynkę pod słońcem, czyli oczywiście mnie? 

Spuściłam głowę i powlokłam się do ławki, całkowicie pokonana. Co jeszcze 
mnie dziś spotka? A może rzucę się na niego? To byłoby ukoronowaniem 
dnia pełnego wpadek i idiotycznych reakcji…

14 | 

S t r o n a

background image

Dzień się jednak dopiero zaczął… Przeleciało mi przez myśl, co też może mi 
się jeszcze przydarzyć i, co gorsze, co ja osobiście jestem w stanie odwinąć…

Klapnęłam ciężko na krzesło, siadając jak najdalej od mojego „współlokatora”. 
Przez chwilę siedziałam jak na szpilkach, walcząc z chęcią spojrzenia na 
niego… Pokonana, jak zwykle, przez swoją słabość, zerknęłam kątem oka na 
Michała, nie odwracając głowy bardziej niż to było konieczne. Patrzył na 
mnie, lekko marszcząc brwi… Spłoszona szybko wlepiłam wzrok w tablicę, 
zupełnie ignorując fakt, że moje policzki zalewa fala gorąca… No dobrze, nie 
oszukujmy się, wcale tego nie zignorowałam, choć bardzo bym chciała! Co 
się ze mną dzieje? Płonię się przy nim jak osiemnastowieczna dziewica! To 
poniżające!

Moje rozmyślania przerwało ciche syknięcie Weroniki, która wykorzystała 
moment   nieuwagi   polonistki   i   odwróciła   się   w   moją   stronę,   a   siedziała 
centralnie przede mną.

– Jak mogłaś? Prosiłam cię przecież!

– Daj spokój! – odszepnęłam jej konspiracyjnie, pochylając się w jej stronę.

– Będziesz się dzisiaj przebierać jak primadonna – powiedziała z podejrzanym 
uśmiechem. – Tak, na pewno, ze mną nie pójdziesz!

– To nie pójdę wcale – warknęłam już lekko zirytowana, również tym, że 
Weronika nic sobie nie robiła z faktu, że Michał przysłuchuje się naszej 
bezsensownej wymianie zdań na temat mojego stroju. Żenada!

– Zobaczymy. – Uśmiechnęła się z politowaniem, odwracając się w stronę 
nauczycielki, bo ta ostatnia właśnie zwróciła się w kierunku klasy.

Ciężko opadłam na krzesło, dobrze już wkurzona na moją przyjaciółkę. Jak 
ona   może?   Koniecznie   chce   mnie   przerobić   na   zwiewną   i   eteryczną 
panienkę! Niektóre rzeczy są po prostu niemożliwe! Z chłopczycy nigdy nie 
zrobi   śpiącej   królewny   czy   jakiejkolwiek   innej   i   tyle!   Koniec   kropka! 
I mogłaby w końcu zrozumieć jak beznadziejnie i kretyńsko czuję się w tych 
jej kobiecych fatałaszkach. Po prostu się duszę… A ona z uporem maniaka 

15 | 

S t r o n a

background image

wcale mnie nie słucha. A raczej słucha, tylko zupełnie nie przyjmuje do 
wiadomości tego, co do niej mówię.

Siedziałam taka nabuzowana do końca lekcji. Cały czas świadoma obecności 
tego seksownego ciałka, które znajdowało się kilkanaście centymetrów ode 
mnie – stanowczo za blisko. 

Nie spojrzałam już na niego aż do przerwy, co nie zmienia faktu, że prąd 
elektryczny szalał po mojej skórze. Cholera! A pachniał… Aż się w głowie 
kręciło!   I   jak   ja   biedna   mam   się   skupić   na   literaturze   pięknej,   gdy   tak 
naprawdę   to   najchętniej   nie   przestawałabym   gapić   się   w   niesamowicie 
zielone oczy na nieziemskiej twarzy, to dopiero było piękne, a nie jakieś tam 
wierszydła nieżyjących już poetów. Na tę myśl aż drgnęłam… Czy ja się 
czasem nie zapędzam za daleko? Niedługo zacznę śnić na jawie! I coś tak 
czuję, że nie będą to takie zwykłe sny… Próbowałam otrząsnąć się z tych 
bezsensownych   myśli,   bo   przecież   to   do   niczego   nie   prowadzi. 
A przynajmniej   mnie   do   niczego   ciekawego   nie   zaprowadzi.   Tego   byłam 
pewna! Facet wyraźnie dobrze się bawił moim kosztem! Niezła rozrywka, nie 
ma co… Napalona pannica, która nie umie panować nad swoimi reakcjami. 
Nie wspominając już o tych reakcjach, które były… O, Matko! I właśnie 
wtedy zadzwonił dzwonek…

Tym razem to nie ja wystrzeliłam z klasy jak z procy… Chyba miał już dość 
rozrywki jak na jeden raz. W sumie to mu się nie dziwię! Moje zachowanie 
mogło   być   zabawne   przez   chwilę,   ale   na   dłuższą   metę   było   zapewne 
irytujące.   Spojrzałam   za   nim   jak   wychodził   z   klasy   i   oczywiście   mój 
nieposłuszny   wzrok   spoczął   na   czym   spoczął!   Ale   jestem   beznadziejna! 
Brakowało   jeszcze   tego,   żeby   znowu   się   odwrócił   i   mnie   przyłapał.   On 
jednak tego nie zrobił i po chwili zniknął za zakrętem. Uff… W końcu mogę 
złapać spokojny oddech. Chyba zbyt mocno wstrzymywałam powietrze… 
Tak, to na pewno to! Niedotleniony mózg zaczyna płatać figle. To na pewno 
dlatego szalały mi po głowie takie głupie myśli. Tak to musiało być to! Nie 
widzę innego wytłumaczenia.

16 | 

S t r o n a

background image

Reszta lekcji minęła względnie spokojnie. Nie licząc oczywiście konfrontacji 
z Weroniką. Nie była już na mnie taka zła, ale nie odpuściła. W końcu 
musiałam   spasować…   Obiecałam   jej,   że   po   szkole   pójdziemy   do   niej 
i wyszykuje mnie jak lalkę Barbie. Niech jeszcze i to!

Po   skończonych   zajęciach   wychodziłyśmy   właśnie   ze   szkoły.   Tak   się 
spieszyłam,  żeby w końcu opuścić  to  posępne  gmaszysko,  w którym  nie 
spotkało mnie dziś nic dobrego, tylko same upokorzenia, że na przedostatnim 
stopniu   schodów   zaplątałam   się   we   własne,   a   może   jednak   cudze,   nogi. 
Wywinęłabym pięknego orła zakończonego bolesnym upadkiem na twarz, 
gdyby w ostatniej chwili ktoś mnie nie złapał… 

Najpierw poczułam znajomy już, obezwładniający, zapach… A zaraz potem 
silne ramiona otaczające moją talię… Moja twarz natomiast zamiast zderzyć 
się z chodnikiem, o mały włos nie zderzyła się z odzianą w czarną bluzę 
z kapturem klatą, szeroką i dobrze umięśnioną klatą… Co mogłam z całą 
stanowczością stwierdzić, gdyż chroniąc twarz przed upadkiem wyciągnęłam 
instynktownie ręce do przodu i nimi właśnie oparłam się o niego.

Podniosłam głowę i spojrzałam w te przepastne zielone oczy… Na twarzy 
błąkał mu się złośliwy uśmieszek, ale oczy się nie śmiały. Przytrzymał mnie 
i gdy   uznał,   że   już   zachowuję   pion   –   puścił.   Zanim   jednak   się   odsunął, 
szepnął mi na ucho, tym swoim zniewalającym głosem:

– Aż tak na mnie lecisz?

Spojrzał   mi   głęboko   w   oczy…   Krzywy   uśmiech   zgasł   na   jego   twarzy, 
odchrząknął, gwałtownie się odwrócił i ruszył szybkim krokiem w stronę 
swojego samochodu.

O rzesz kurwa mać!!!

17 | 

S t r o n a

background image

3.

Siedziałam u Weroniki, to znaczy moje ciało na pewno się tam znajdowało, 
ale duchem to byłam gdzieś cholernie daleko… 

Nadal nie mogłam w to uwierzyć… Czy to się wydarzyło naprawdę? Jakaś 
pogięta   wróżka   ze   mnie!   Kto   jak   nie   ja,   śmiał   się   w   duchu,   że   dla 
przypieczętowania   dnia   pełnego   kompromitacji   powinnam   się   na   niego 
rzucić? No i chyba właśnie to zrobiłam… choć nie specjalnie! Ale co z tego? 
On pomyślał, że to było z premedytacją! Że jestem jakąś żenująco napaloną 
panienką, która takimi tanimi chwytami próbuje zwrócić jego uwagę. I nie 
oszukujmy się, uwagę to na pewno zwróciłam… Tylko szczerze, gdybym 
chciała go sobą zainteresować zrobiłabym to zasadniczo subtelniej… A nie 
robiąc z siebie pierwszą kretynkę, nie tylko szkoły, ale chyba całego miasta… 
a nie było ono wcale małe! Cholera!

Po jego drwiących słowach, zrobiłam taką „rybkę”, że Weronika najpierw 
pomachała mi dłonią przed oczami, a potem zaczęła mną potrząsać, nic to 
jednak nie dało. Blokowałyśmy wejście, więc pociągnęła mnie mocno za rękę 
i dowlokła w ten sposób do siebie. No i jesteśmy. To znaczy, prawie jesteśmy, 
bo reszta mnie, poza ciałem, została chyba tam, przed szkołą… Z nim! Kurde! 
Powinnam chyba być na niego wściekła za tę jawną kpinę, ale… Jakoś nie 
mogłam.   Byłam   za   to   zła   na   siebie!   I   to   bardzo   zła!   Może   gdybym   nie 
zachowywała się jak paranoidalna napalona idiotka, miałabym szansę lepiej 
go   poznać,   przecież   na   polaku   mieliśmy   siedzieć   razem,   a   wtedy, 
w najgorszym   przypadku,   mogłabym   się   przynajmniej   na   niego   dość 
spokojnie gapić, a może… Cholera, marzycielka z ciebie, dziewczyno, nie ma 
co! Taki facet i ty? W którym życiu? A raczej w jakiej bajce? No w jakiej?

Po   tym   „zimnym   prysznicu”   wróciłam   do   rzeczywistości   i   zauważyłam 
Weronikę do połowy zanurzoną w pokaźnych rozmiarów szafie z lustrami. 
Nikt się chyba nie dziwi, że jedna z najładniejszych dziewczyn w szkole, 
w dodatku świadoma swojej urody i lubiąca ją podkreślać, ma szafę na pół 
pokoju, który do najmniejszych też nie należy. No więc nurkowała w tej 
swojej   garderobie   w   poszukiwaniu   „odpowiedniego”   stroju   dla   mnie… 

18 | 

S t r o n a

background image

Żaden   jej   strój   nie   jest   odpowiedni   dla  mnie,   ale   to   moja  opinia!   Blond 
wariatka się ze mną oczywiście nie zgadza! Nagle, mimo że patrzyłam prosto 
na nią i byłam już całkowicie z powrotem w swoim ciele, podskoczyłam jak 
oparzona na dźwięk przeraźliwego pisku.

– Mam! Jest! – To Weronika znalazła chyba coś co wprawiło ją w całkowitą 
histerię. Jak można tak podniecać się ciuchami? To chore! Ona jednak często 
tak się zachowywała, więc zdążyłam się już przyzwyczaić, choć nadal tego 
nie pojmowałam… 

– Co tam wygrzebałaś? – spytałam bez większego entuzjazmu. 

Odwróciła się do mnie z triumfalnym wyrazem twarzy. Jej uśmiech bił po 
oczach jak słońce w południe. W rękach trzymała jakąś czerwoną szmatkę.

– Wyskakuj z ciuchów i załóż to! – zaświergotała.

O Matko! Sukienka!? Czy ona sobie żartuje!? Ja i sukienka?

– Chyba cię pogięło! Nie założę żadnej sukienki! Wykluczone! Zapomnij… – 
wyrzucałam z siebie rozzłoszczona.

–   Proszę…   –   powiedziała   tylko   tyle.   Reszta   działa   się   na   jej   twarzy 
i w oczach. Dawno nie widziałam u niej tak błagalnej miny. Spuściłam głowę 
i szepnęłam całkowicie pokonana:

–   Przymierzę,   ale…   –   więcej   nie   zdążyłam   powiedzieć,   bo   Weronika 
rozpromieniła się w jednej chwili i zaszczebiotała, mając świadomość, że jest 
już w połowie drogi do osiągnięcia swojego celu:

–   Dobra,   dobra…   –   rzuciła,   kręcąc   się   po   całym   pokoju.   Chyba   czegoś 
szukała. Przebierając się, próbowałam nie myśleć o tym, co jeszcze dla mnie 
wynajdzie...

Szybko   naciągnęłam   na   siebie   mikroskopijnych   rozmiarów   szmatkę… 
Nazywanie   jej   sukienką   stanowiło   okrutne   niedomówienie,   a   raczej 
przeceniało ten niewielki skrawek materiału. Nakładając ją bałam się, że nie 
zasłoni mi nawet pośladków. Okazało się jednak, że sięga nawet do pół uda. 

19 | 

S t r o n a

background image

Cóż za łaskawość ze strony Weroniki, że znalazła dla mnie ciuch, który 
przynajmniej zakrywa pupę… Prychnęłam zdenerwowana, ale głośno nic nie 
powiedziałam. Nie chciałam jej robić przykrości, a przynajmniej nie docinać 
jej za bardzo.

Podekscytowana właścicielka pokoju odwróciła się do mnie i aż klasnęła 
w ręce. Chyba podobał jej się efekt… wcale nie zwróciła uwagi na moją 
niezadowoloną   minę.   Tutaj   muszę   zauważyć,   że   „niezadowolona”   to 
najłagodniejsze określenie, którym można opisać mój stan ducha.

Weronika podała mi płaskie czarne baleriny i torebkę w tym samym kolorze 
co   sukienka.   Z   pudełka   z   biżuterią   wygrzebała   czarno   –   czerwone 
kryształowe kolczyki i podała mi je, zanim jeszcze zdążyłam założyć buty.

– Te będą idealne. – Odwróciła się do szafy i zaczęła przesuwać wieszaki. – 
Gdzieś tu powinien być… – mówiła teraz raczej do siebie. Zachowywała się 
jak w amoku. Strojenie mnie jak manekina sprawiało jej ogromną satysfakcję. 
– No to mamy już wszystko – powiedziała podając mi czarny rozpinany 
sweterek.   Poczekała   aż   go   w   końcu   założyłam,   powiesiłam   na   ramieniu 
torebkę, którą mi wcześniej wręczyła i wtedy dopiero zamknęła szafę, której 
front stanowiło lustro. 

Spojrzałam na całkiem inną dziewczynę. Rysy miała niby moje, ale w tym 
stroju… to na pewno nie jestem ja! Sukienka była naprawdę ładna, nawet ja 
to muszę stwierdzić. Nie była czerwona, jak mi się na początku wydawało, 
miała   kolor   głębokiego   czerwonego   wina.   Moja   skóra   nabrała   jakiegoś 
takiego blasku i przede wszystkim nie byłam już tak przeraźliwie blada jak na 
co dzień, tym  bardziej, że przeważnie  ubierałam  się na czarno. Cholera, 
wyglądałam naprawdę nieźle!

– No i co myślisz? – nie wytrzymała Weronika.

– Poza tym, że te łachy nie pasują na co dzień, tylko na jakieś ostre balety – 
powiedziałam. – To wyglądam chyba całkiem do rzeczy!

20 | 

S t r o n a

background image

– A pro po baletów. – Uśmiechnęła się mocno zadowolona z siebie. – To 
pamiętasz, oczywiście, o sobocie? Mam dla ciebie takie ciuchy, że wszyscy 
faceci w „Lagunie” padną na twój widok. – Nie wytrzymała i roześmiała się 
z mojej miny. Śmiejąc się dokończyła zdanie. – I nie podniosą się z kolan 
dopóki nie znikniesz im z widoku.

– Taaa! To jak, twoim zdaniem, mam ich podrywać, gdy będą leżeć plackiem 
u moich stóp? – parsknęłam. – Wtedy mogę ich tylko podeptać, a to nie 
podniesie moich akcji towarzyskich.

– Dobra, dobra… – Wciąż się lekko śmiała. – Nie będziesz musiała nikogo 
podrywać. Ustawi się do ciebie cała kolejka adoratorów. Twoim jedynym 
zadaniem będzie wybrać, z którym chcesz się bawić, albo… – Tu jej uśmiech 
się poszerzył. – W jakiej kolejności będziesz się z nimi bawić! – Ponownie 
parsknęła   śmiechem   dodając:   –   A   co   do   rodzaju   „zabawy”?   To   już 
pozostawiam Tobie!

Spiorunowałam   ją   złym   spojrzeniem,   ale   nic   już   nie   powiedziałam. 
Podeszłam   do   włączonego   komputera   przyjaciółki,   usiadłam   i   zaczęłam 
grzebać w Internecie.

W tym czasie Weronika wystroiła się. Wyglądała naprawdę rewelacyjnie 
w błękitnej sukience, a jej figura… idealna. Nie wspominając już o tym, że 
sukienka podkreślała  kolor jej oczu. Dobrała  dodatki w błękitno – białej 
tonacji i była gotowa. 

– Idziemy? – zapytała, bo ja nadal siedziałam przy komputerze.

–   A   musimy?   –   rzuciłam   nie   odwracając   się   do   niej.   –   Jakoś   mi   się 
odechciało…

– Nie marudź! Będzie fajnie. Zobaczysz!

– Ta, jasne – powiedziałam zrezygnowana wstając i ruszając w kierunku 
drzwi.

21 | 

S t r o n a

background image

Na   miejsce   dotarłyśmy   dość   późno,   wszystko   przez   to   całe   strojenie… 
W „Insomni”   było   pełno   ludzi,   lecz   moja   zapobiegliwa   przyjaciółka 
oczywiście wcześniej zamówiła stolik, który jako jedyny nie był w tej chwili 
zajęty. Nasze wejście spowodowało malutkie zamieszanie, co moim zdaniem 
było efektem rewelacyjnego wyglądu Weroniki. Ona jednak twierdziła, że 
obie wyglądamy świetnie i obie zrobiłyśmy wrażenie. Niech sobie tak myśli, 
skoro jest jej z tym lepiej. Ja nie czułam się dobrze ani swobodnie, więc tym 
bardziej nie uważałam, bym mogła robić dobre wrażenie, ale cóż – u mnie to 
normalka,   gdy   wychodziłam   gdzieś   z   tym   blond   wampem.   Nie   dość,   że 
w tych „damskich” fatałaszkach czułam się niezmiennie głupio i źle, to na 
dodatek przy niej nigdy nie mogłabym wyglądać dobrze. Nieważne!

Po  załatwieniu  formalności   zajęłyśmy  stolik,   odkładając  na  bok  tabliczkę 
z napisem rezerwacja i zanim zdążyłam się na dobre usadowić na, całkiem 
wygodnym,   krześle   pojawiła   się   kelnerka   z   menu.   Wręczyła   je   nam 
z promiennym   uśmiechem,   dyskretnie   zabrała   leżącą   na   stole   tabliczkę 
i „pofrunęła” do innego stolika przyjąć zamówienie. 

Rozejrzałam się po knajpie, siedziałam naprzeciwko Weroniki, przodem do 
wejścia,  więc  musiałam  się  całkiem  odwrócić,   aby zobaczyć  przeciwległą 
ścianę, bo tam właśnie znajdował się bar, a po jego lewej stronie malutkie 
stanowisko DJ’a.

– I jak ci się podoba? – Usłyszałam cichy głos przyjaciółki.

Zanim zdążyłam jej odpowiedzieć drzwi naprzeciwko mnie otworzyły się 
i stanął w nich, nie kto inny, tylko Michał! Wyglądał rewelacyjnie. Po prostu 
nie mogłam oderwać od niego oczu. Ubrany był w dopasowany i świetnie 
podkreślający jego mięśnie, ciemny golf i sportową marynarkę, a do tego 
czarne jeansy – oczywiście świetnie podkreślające jego zgrabną sylwetkę. Dla 
mnie   osobiście,   nawet   gdyby   wszedł   tu   w   powyciąganym   podkoszulku 
i wytartych   jeansach   wyglądałby   jak   gwiazdka   z   nieba.   Myślę,   że   wiele 
dziewczyn, znajdujących się w tym pomieszczeniu, pomyślało podobnie. 

– Bardzo – odpowiedziałam bezwiednie.

22 | 

S t r o n a

background image

Weronika odwróciła głowę w stronę wejścia, zauważając  że gapię się na 
drzwi jak zaczarowana. Szybko zwróciła twarz do mnie z szerokim kpiącym 
uśmiechem.

– Nie pytałam o niego. – Zachichotała. – Tylko o restaurację!

– Co? – Wyrwana nagle z zamyślenia, a raczej z „zagapienia” byłam bardzo 
elokwentna. – A o czym ja niby mówię, pewnie, że o knajpie.

Gdy ponownie podniosłam wzrok i spojrzałam w stronę drzwi poraził mnie 
blask zielonych oczu wpatrujących się we mnie. Poczułam, że się czerwienię, 
ale postanowiłam wytrzymać to spojrzenie i nie spuszczać głowy. Zrobiłam 
coś jeszcze, a co mi tam – raz się żyje, posłałam mu szeroki promienny 
uśmiech. 

Był   tak   zaskoczony,   że   nie   udało   mu   się   tego   ukryć.   Zauważyłam   to 
z satysfakcją. Punkt dla mnie! Teraz to on się chyba lekko zawstydził, bo 
odwrócił  wzrok  i  rozejrzał  się  po   restauracji.   Nagle  zatrzymał  spojrzenie 
i zrobił   jakąś   dziwną   minę.   Wyglądał   na   lekko   spłoszonego.   Spojrzałam 
w tym samym kierunku i zauważyłam na co, a raczej na kogo, patrzy. Kilka 
stolików przede mną, po przeciwnej stronie sali, piękna, mocno umalowana 
blondynka machała do niego z szerokim uśmiechem na ustach. Podszedł do 
niej, a ona wstała i rzuciła mu się na szyję.

– Michał – zaszczebiotała. – Nareszcie jesteś! – Cmoknęła go w policzek.

Nie mogłam już dłużej na to patrzeć. A więc ma dziewczynę… Co ja głupia 
sobie myślałam? Że taki facet jest sam? Kretynka! Sekundę później o mało nie 
puknęłam się w głowę! A gdyby nawet nie miał laski, to jakim cudem roiłam 
sobie, że mógłby się zainteresować właśnie mną? Skoro jednak nie miałam 
wątpliwości, co do swojej osoby jako obiektu zainteresowania, to skąd ta 
szalona zazdrość? Ale jestem pogięta!

Wstałam, nachyliłam się do Weroniki i szepnęłam jej na ucho:

– Idę do łazienki. Zaraz wracam.

23 | 

S t r o n a

background image

– Nie uciekaj tylko – odpowiedziała chichocząc. – Tu nie ma tylnego wyjścia.

Spiorunowałam   ją   wzrokiem,   po   raz   kolejny   dzisiejszego   dnia…   Szybko 
ruszyłam   w   stronę   toalety.   Czułam   na   sobie   intensywne   spojrzenie 
i musiałam skupić się, żeby iść prosto i nie zaplątać się we własne nogi. 

W łazience oparłam się rękoma o zlew i spojrzałam w lustro. Patrzyły na 
mnie wielkie przerażone oczy.

–   I   co   ja   mam   ze   sobą   zrobić?   –   powiedziałam   do   siebie.   Zaraz   jednak 
dodałam ze złością: – Zachowujesz się jak kretynka! Idź tam! Nie zwracaj na 
niego uwagi i rozkoszuj się chwilą! Jesteś w dobrej restauracji, w dobrym 
towarzystwie, zaraz podadzą smaczne, zapewne, jedzonko… Czego chcieć 
więcej?

Spojrzałam   jeszcze   raz   w   lustro,   zbierając   odwagę,   potrząsnęłam   głową 
z niesmakiem   i   wyszłam.   Nie   patrząc   w   stronę   Michała   i   jego   pięknej 
towarzyszki ruszyłam prosto do mojego stolika.

Gdy   tylko   usiadłam   Weronika   nachyliła   się   do   mnie   i   szepnęła 
konspiracyjnie:

– Ale miałaś wyjście, dziewczyno! – i jeszcze ciszej dodała: – Gapił się na 
ciebie, że mało mu oczy z orbit nie wypadły.

– Kto? – Udawałam, że nie rozumiem.

– Nie udawaj! – Uśmiechnęła się z politowaniem. – Wiesz kto!

Szybko   spojrzałam   w   jego   stronę   i   moje   oczy   zrobiły   się   okrągłe   jak 
pięciozłotówki. Nie dlatego, że patrzył prosto na mnie… Zawstydziłam się, to 
oczywiste,   ale…   Naprzeciwko   niego,   obejmując   wytapetowanego   wampa, 
siedział szczupły, wysoki i dość przystojny chłopak.

– Widzisz, to nie jego dziewczyna.  – Usłyszałam głos Weroniki. – Masz 
szansę, Aga.

24 | 

S t r o n a

background image

Wróciłam   wzrokiem   do   przyjaciółki.   Uśmiechała   się   do   mnie.   Nie 
zauważyłam w jej spojrzeniu kpiny, choć się jej spodziewałam.

– Nigdy nie miałam szansy – szepnęłam smutno.

– Co ty gadasz? – Nie mogła uwierzyć w moje słowa.

– Spójrz na niego i na mnie… 

– Właśnie patrzę. – Uśmiechnęła się jeszcze szerzej. – I wiesz co widzę?

– Cóż takiego? – Nie mogłam się powstrzymać i zerknęłam kątem oka na 
omawiany „okaz”. Pogrążony był w rozmowie z chłopakiem przy swoim 
stoliku, próbował chyba nie zwracać uwagi na towarzyszącą mu dziewczynę, 
bo ta pożerała go wzrokiem bez żadnego skrępowania.

– Widzę, że czekają cię poważne kłopoty…

Spojrzałam na nią zdziwiona. Nic nie rozumiałam.

– Jakie kłopoty?

– Żeby się od niego opędzić! – Roześmiała się moja przyjaciółka.

– Jaja sobie ze mnie robisz – szepnęłam zirytowana – a to wcale nie jest 
śmieszne!

– Ale ja mówię całkiem poważnie! – Przestała się uśmiechać i dodała: – A ty 
jesteś głupia z tą swoją niską samooceną!

– Głupia to mało powiedziane! – Wykrzywiłam usta w ironicznym uśmiechu. 
– Nie wiesz jaką idiotkę zrobiłam z siebie przed szkołą, bo sama wtedy gapiłaś 
się na niego – powiedziałam. – Gdybyś spojrzała na mnie wtedy, padłabyś, 
mówię ci… A on miał ze mnie niezły ubaw! – dokończyłam.

– To powiedz mi w końcu, co się stało? – Zainteresowała się Weronika.

– No dobra. – Poddałam się, ostatecznie sama zaczęłam temat. – Tylko się za 
mocno nie śmiej, bo wychodzę…

– Postaram się! – odparła. – Mów!

25 | 

S t r o n a

background image

– Nie ma za wiele do opowiadania – zaczęłam zawstydzona. – Po prostu nie 
panowałam nad swoimi reakcjami, można było ze mnie czytać jak z otwartej 
książki.

–   To   żadna   nowość   –   rzuciła   Weronika   z   uśmiechem.   –   I   co   takiego 
ciekawego z ciebie odczytał?

– Miałaś się nie śmiać! – Oskarżyłam ją, ale po chwili kontynuowałam. – 
Chciałam mu powybijać szyby w tym jego cacku, ale gdy wysiadł i na mnie 
spojrzał   zaśliniłam   cały   chodnik   –   przerwałam   na   chwilę   by   sprawdzić 
reakcję mojej słuchaczki. Próbowała się nie śmiać, ale szło jej z trudem. 
Mówiłam dalej: – Ale nie to było najgorsze. Przyłapał mnie na tym, jak 
gapiłam się rozmarzona na jego tyłek…

– No, no – pisnęła Weronika. – A jest na co popatrzeć… 

– No wiesz? – Zirytowałam się. – Więcej ci nic nie powiem.

– Daj spokój! Nie ty jedna się na niego gapiłaś… I nie ty jedna podziwiałaś 
jego „walory”.

– Ale to mnie na tym przyłapał – sapnęłam – i miał ze mnie niezłą polewę, 
mówię ci…

–   Chyba   jednak   nie   było   tak   źle   –   powiedziała   moja   przyjaciółka 
przypominając sobie coś. – Przecież cię przeprosił…

– Tak, a ja mało nie padłam na zawał – prychnęłam.

– To macie remis. – Uśmiechnęła się do mnie. – Jak wychodziłaś do łazienki, 
to on był bliski zawału…

– Nie żartuj sobie ze mnie, nie mam nastroju!

– Przestań już się tak dołować! – Zirytowała się Weronika. – Wcale nie 
żartuję! Tak się na ciebie zagapił, że aż parka, z którą siedzi odwróciła się 
z ciekawości na co tak patrzy. 

– I pewnie śmiali się razem… – mruknęłam – …do rozpuku…

26 | 

S t r o n a

background image

– No co ty? – szepnęła. – Laska się wściekła, a ten chudy ubawił się z miny 
twojego   księcia   z   bajki,   a   potem   chyba   go   przekonywał,   żeby   do   ciebie 
uderzał… – Była w coraz lepszym humorze. – A on sam, biedak, nie wiedział 
gdzie ma oczy podziać. Mówię ci, zrobiłaś na nim piorunujące wrażenie… 
Tak całkiem serio!

– No dobra. – Poddałam się. – Może faktycznie nieźle wyglądam w tej kiecce, 
ale co z tego? Raz udało mi się przypominać kobietę, wielki wyczyn! – Ciszej 
dodałam: – A on… to chodząca męskość… w najlepszym wydaniu… Sama 
chyba widzisz?

– Widzę – odpowiedziała. – Świetnie do siebie pasujecie!

– Znowu zaczynasz? – Byłam już naprawdę zła, więc postanowiłam zmienić 
temat. – Gdzie ta cholerna kelnerka? Zapomniała o nas?

– Nie powiedziałam ci? – Uśmiechnęła się przepraszająco. – Już zamówiłam, 
jak byłaś w łazience.

– Coś ciekawego?

– Sama zobaczysz… – odpowiedziała z tajemniczą miną. – Ale wiesz co? 
Zapomniałam o czymś do picia… Idź do baru i zamów. Może napijemy się 
wina?

– Sama idź – odgryzłam się. – Ja już zrobiłam z siebie widowisko, teraz kolej 
na twój pokaz.

– Proszę cię. – Ten jej błagalny ton. – Chcę sprawdzić, czy miałam rację…

– Od kiedy to uważasz, że możesz się mylić? – rzuciłam ironicznie.

Posłusznie jednak wstałam i poszłam do baru. Zamówiłam po lampce wina 
i wróciłam  do  stolika.  Idąc   już  z powrotem   zauważyłam  wbity  we  mnie 
wzrok… Te zielone oczy… Cholera! Naprawdę patrzył na mnie jakby nie 
było tu żadnej innej dziewczyny… Jakby żadna, na tym cholernym świecie 
nie istniała i się nie liczyła… Jakbym była ładna? A może nawet… seksowna? 
Uśmiechnęłam się do swoich myśli, a po sekundzie zdałam sobie sprawę, że 

27 | 

S t r o n a

background image

on   pomyślał,   że   to   do   niego…   Przez   jego   twarz   przemknęło   lekkie 
zdziwienie, ale zaraz potem odwzajemnił mój uśmiech.

Oślepił mnie… To właściwe określenie! Jego uśmiech rozświetlił i tak dość 
jasną   restaurację.   Przez   chwilę   nie   było   w   niej   nikogo…   Tylko   on! 
Zadrżałam!   Znowu   ta   irracjonalna   reakcja…   Teraz   jednak   miałam   dobry 
powód…   Jego   uśmiech   wraz   z   blaskiem   niesamowitych   zielonych   oczu 
mógłby   oświetlić   najczarniejszą   noc…   Tego   byłam   pewna!   Jako   jednej 
z nielicznych   rzeczy,   bo   przez   chwilę   nie   wiedziałam   nawet   jak   się 
nazywam. Otrząsnęłam się jednak, z trudem i powoli… Zdając sobie sprawę, 
że się zatrzymałam, ruszyłam do stolika, gdzie czekała na mnie uśmiechnięta 
Weronika.

– Ale cię wzięło, kobieto! – szepnęła. – Powiem ci coś w sekrecie… Nie jesteś 
sama! On też przepadł z kretesem! Wiem co mówię. Zaufaj mi!

To był właśnie ten moment, wpadłam na całego…

28 | 

S t r o n a

background image

4.

Jakimś cudem udało mi się dobrnąć do końca wieczoru… a raczej wspólnej 
kolacji.   I   mówiąc   wspólnej,   mam   tu   na   myśli   zarówno   Weronikę,   jak 
i Michała. To był naprawdę wielki wyczyn z mojej strony!

Obserwował mnie przez cały czas… Miałam trudności z jedzeniem, zapewne 
przez ściśnięte z nerwów gardło… Miałam nawet trudności z oddychaniem, 
ale tu już nie mam żadnej sensownej wymówki. Byłam spięta i czułam się 
niekomfortowo   do   granic   wytrzymałości!   Moja   przyjaciółka   też   swoje 
dołożyła… Nie ma co, na nią to zawsze można liczyć… Tylko czy ja tego 
w tym   momencie   potrzebowałam?   Bo   ona,   natomiast,   nie   przestała   mnie 
przekonywać, że oboje wpadliśmy jak śliwki w kompot i że nie ma już dla 
nas „szans”… A ja i tak wiem swoje! Szans to nie ma, a raczej ja nie mam 
u niego! Więc ona swoje, a ja swoje… Przy tak ciepłej i budującej dyskusji 
zleciał mam ten miły wieczór.

Następnego   dnia   szłam   do   szkoły   na   miękkich   nogach…   Jak   to   będzie? 
Żebym tylko znowu nie zrobiła z siebie idiotki… To moje jedyne, małe, 
niewinne życzenie. To chyba nie jest zbyt wiele?

Skręciłam   w   stronę   szkoły   i   od   razu   zrobiło   mi   się   odrobinę   lżej,   gdy 
zauważyłam czekającą na mnie, jak co dzień, Weronikę. Za chwilę jednak 
znowu wpadłam w panikę, zauważając czarne auto po mojej lewej stronie. 
W popłochu podbiegłam do przyjaciółki.

Gdy na mnie spojrzała, od razu wiedziała jakie myśli chodzą mi po głowie.

– Już wysiadł! Przed chwilą wszedł do środka! – powiedziała z uśmiechem. – 
Nie panikuj! Będzie dobrze.

– Nic nie będzie dobrze! – mruknęłam. – Jestem kłębkiem nerwów… Zanim 
go jeszcze zobaczyłam.

– Spokój! – Teraz to już się ze mnie otwarcie śmiała. – Powtarzaj to sobie jak 
mantrę!   Spokój,   spokój   –   powtórzyła.   –   Weź   kilka   głębokich   oddechów 
i idziemy! Zaraz dzwonek!

29 | 

S t r o n a

background image

– Skoro muszę…

Powlokłam się za nią w kierunku naszej klasy. Wszyscy stali przed drzwiami, 
co było znakiem, że nauczycielki jeszcze nie ma.

Jego   postać   górowała   nad   pozostałymi,   mimo,   że   stał   z   tyłu,   w   sporej 
odległości, zauważyłam go od razu. On też mnie zauważył… i uśmiechnął się 
do mnie. Wstrzymałam oddech… Spokój! To nic niezwykłego! Po prostu 
uśmiech… Ale jaki? Nie pokazał mi garnituru białych zębów, jak wczoraj, bo 
pewnie, tym razem, to bym oślepła. Ten uśmiech był inny, delikatny, lekko 
łobuzerski, ale na pewno nie kpiący. Było w nim coś ciepłego i kojącego. Co 
mnie jednak wcale nie uspokoiło, a wręcz przeciwnie…

Stałam tak i gapiłam się na niego, i pewnie mogłabym tak stać jeszcze bardzo 
długo,   ale   zadzwonił   dzwonek   i   jak   spod   ziemi   wyrosła   nauczycielka. 
Weszliśmy do klasy… To znaczy, wszyscy pchali się jak na wyścigi, tylko my 
dwie i Michał weszliśmy spokojnie na końcu… Z tym „spokojnie” to trochę 
przesadziłam,   przepuścił   nas   w   drzwiach,   tak   więc   weszłam   przed   nim 
z bijącym sercem, czując jego wzrok na plecach, a przynajmniej gdzieś w ich 
okolicy.   Czyżby   rewanżował   mi   się   za   wczorajszą   poranną   „obcinkę”? 
Odsunęłam te myśli od siebie i siadając w ławce zdążyłam jeszcze zobaczyć 
jak   mija   nas,   ale   już   bez   uśmiechu.   Zrobiło   mi   się   trochę   przykro,   bo 
uśmiechnięty wyglądał po prostu przecudnie… Miałam na pocieszenie fakt, 
że to właśnie do mnie się uśmiechnął na korytarzu. Może jednak Weronika 
miała trochę racji? Może jednak mu się podobam? Byłam ubrana w swoim 
codziennym stylu, choć nie do końca. Do czarnych bojówek, dla odmiany 
założyłam   czerwony   T-shirt   bez   napisów.   Jakoś   ta   koszulka   pozytywnie 
kojarzyła   mi   się   z   moim   wczorajszym   wyglądem,   a   przecież,   musiałam 
w końcu   sama   przed   sobą   przyznać,   wyglądałam   wczoraj   dobrze. 
Postanowiłam  nosić   trochę   żywsze   kolory,   żeby  nie wyglądać  tak  blado. 
I przynajmniej dzisiaj mi się udało. To już coś!

Lekcje mijały powoli. Moja nerwowość trochę spadła, bo usilnie starałam się 
nie myśleć, że ostatni mamy polak. Gdy jednak zaczęła zbliżać się ostatnia 
przerwa, poczułam, że znów panikuję… W jednej ławce, tak blisko siebie, 

30 | 

S t r o n a

background image

na wyciągnięcie ręki… Nie jestem na to gotowa… Nie jestem dość silna, aby 
się   przed   nim   nie   zbłaźnić   maślanym   wzrokiem   lub   czymś   równie 
żenującym… Co robić?

I wtedy dopadła mnie Weronika.

– Nie waż się nawet myśleć o ucieczce – powiedziała stanowczo. – Doskonale 
wiem co ci chodzi po głowie!

– Niezłe z ciebie medium, nie ma co! – Wzdrygnęłam się. – Wiem, że to 
dziecinne, ale strasznie się boję! – wyznałam szeptem, rozglądając się czy nikt 
nas nie podsłuchuje.

– To przestań – też szeptała. – Przecież cię nie ugryzie. – Zaśmiała się do 
swoich myśli i zaraz się nimi ze mną podzieliła: – A gdyby to zrobił, to 
pewnie byś nie narzekała, tylko poprosiła o jeszcze… Tego jestem raczej 
pewna!

– Ty i te twoje głupie żarty – zaperzyłam się. – Lepiej mi pomóż, a nie się ze 
mnie nabijasz…

– Jak mam ci pomóc? – Znowu się roześmiała. – Na randkę też mam za ciebie 
iść? Bo całować się z nim, za ciebie, mogę w każdej chwili… Powiedz tylko 
kiedy! – Bawiła się moim kosztem świetnie.

– Jaka randka? O czym ty w ogóle mówisz? – Wytrzeszczyłam oczy. – Ja się 
zamartwiam   jak   się   przed   nim   nie   zbłaźnić,   a   ty   mi   tu   z   czymś   takim 
wyskakujesz… Jak możesz!?

–   Dobra   –   szepnęła   skruszona.   –   Już   nie   będę…!   Ale   nie   mogłam   się 
powstrzymać – dodała. – Naprawdę zachowujesz się jak dziecko. Będzie co 
ma   być.   A   ja   czuję,   że   będzie   dobrze.   Przecież   jestem   medium…   sama 
mówiłaś! Więc mi zaufaj!

– Ta, jasne – burknęłam pod nosem. – Uf, uf…!

31 | 

S t r o n a

background image

Weronika tylko się zaśmiała i pomaszerowała do klasy, a ja podreptałam za 
nią   ze   spuszczoną   głową.   Będzie   co   ma   być…   Już   to   widzę…   oczami 
wyobraźni! Szykuje się kolejna katastrofa!

Zadzwonił   dzwonek   i   już   z   daleka   widziałam   jak   wszyscy   pchają   się 
w drzwiach,   wszyscy   poza   jednym,   wysokim   i   przystojnym   chłopakiem, 
który niespiesznie odrywał się właśnie od ściany, przy której stał przez całą 
przerwę. Ruszył powoli do otwartych drzwi i po chwili zniknął za nimi. 
Mogłam się pośpieszyć i wejść pierwsza, może czułabym się troszkę lepiej 
siedząc,  gdy   on zajmowałby  miejsce  obok.  A  tak  weszłam   do klasy  jako 
ostatnia, a Michał już czekał w ławce, do niedawna tylko mojej…

Usiadłam i przez chwilę zupełnie się nie ruszałam, nie oddychałam nawet. 
W końcu jednak musiałam nabrać powietrza i wtedy usłyszałam, obok siebie, 
cichy schrypnięty głos:

– Ślicznie wczoraj wyglądałaś…

Gwałtownie   odwróciłam   się   w   jego   stronę,   ale   nie   kpił.   Mówił   całkiem 
poważnie.   Przez   chwilę   starałam   się   uwierzyć,   że   właśnie   usłyszałam 
komplement od najprzystojniejszego faceta jakiego znam…

– Dzięki – bąknęłam cicho.

– Nie ma za co. – I znowu się do mnie uśmiechnął. – To szczera prawda! – 
A po dłuższej chwili dodał: – Każdy facet w „Insomni” to zauważył.

Zaskoczył mnie. Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. Ale coś powinnam, 
żeby nie wyjść na gbura. Błysnąć jakąś celną i inteligentną ripostą… Cóż, 
kiedy w głowie miałam totalną pustkę… To chyba u mnie stan permanentny, 
gdy znajduję się blisko niego. Marnie to widzę! Jak mam z nim rozmawiać, 
kiedy nie jestem w stanie sklecić żadnego sensownego zdania…? Nie dość, że 
wychodzę przed nim na napaloną kretynkę, to jeszcze okaże się, że jestem 
wielką   „intelektualistką”   z   idiotycznym   „Eeee”   na   ustach.   Porażka! 
Powiedziałam zatem pierwsze co mi przyszło do głowy i nie było to chyba 
najszczęśliwsze zdanie, ale czasu już nie cofnę… Niestety!

32 | 

S t r o n a

background image

– Nie lubię takich przedstawień.

– Zauważyłem.

Tym razem wyczułam lekką kpinę w jego głosie, choć po twarzy nic nie było 
widać. Zignorowałam to jednak, żeby nie wyjść na przewrażliwioną.

– To aż tak się rzuca w oczy? – Teraz ja ironizowałam.

– Trochę – odpowiedział całkiem poważnie. – Nie lubisz zwracać na siebie 
uwagi. – Przyjrzałam mu się uważniej, a on wtedy dodał bardzo cicho: – 
A szkoda…

Na tym nasza dyskusja się skończyła, bo polonistka zwróciła swój wzrok 
w naszą stronę. Do końca lekcji uważnie nas obserwowała, więc nie było 
szansy na powrót do rozmowy. Zrobiło mi się przykro… I nie wiem czego 
bardziej żałowałam, tego że nie mogę swobodnie patrzeć mu w oczy, czy 
może słuchać jego seksownego głosu…

Po skończonej lekcji wyszłam z klasy, nadal lekko oszołomiona… W takim 
stanie złapała mnie Weronika. Uśmiechnęła się do mnie i pociągnęła za rękę.

– Odprowadzę cię do domu – mrugnęła do mnie – to mi wszystko opowiesz!

Posłusznie poczłapałam za nią, bo nie miałam siły protestować. Nie miałam 
też szczególnej ochoty z nią gadać, ale pomyślałam, że czym szybciej się jej 
wyspowiadam, tym szybciej będę to miała z głowy.

Kilka   minut   później   nadal   szłyśmy   w   milczeniu…   Czułam   na   sobie 
przenikliwy wzrok przyjaciółki. Aż płonęła z ciekawości, ale dawała mi czas 
na poukładanie sobie w głowie tego, co chciała ze mnie wyciągnąć… A że 
dowie się wszystkiego ze szczegółami byłyśmy obie całkowicie pewne. Ona – 
bo zawsze umiała wszystko ze mnie wyciągnąć, ja – bo nigdy nie umiałam się 
przed nią bronić. Westchnęłam ciężko, i tak mnie nie minie, więc po co 
przeciągać sprawę?

– Powiedział, że ładnie wczoraj wyglądałam… – zaczęłam zawieszając głos.

33 | 

S t r o n a

background image

– Tak się wyraził? – zapytała lekko rozczarowana. – Ładnie?

– No nie całkiem. – Spuściłam wzrok lekko zawstydzona.

– No to jak w końcu powiedział? – Była bardzo ciekawa.

– Cytując: Ślicznie wczoraj wyglądałaś…

– To już lepiej brzmi – powiedziała, dodając: – I co jeszcze mówił?

–   Oj,   takie   tam…   –   Spojrzałam   jej   w   oczy   i   zmuszona   przenikliwym 
wzrokiem dodałam: – I, że każdy facet w „Insomni” tak myślał…

– To rozumiem! – Uśmiechnęła się szeroko. – Ma chłopak rację… Choć 
dziwię się, że zauważył, skoro gapił się prawie cały czas na ciebie!

– Może jednak nie padł rażony gromem, jak to sobie roisz w tym swoim 
pokręconym móżdżku, co?

– Nie żartuj sobie! Wiem co widziałam! – i dodała konspiracyjnie: – Może 
trochę powalczy ze sobą… ale już jest twój!

– Taaa… Jasne – westchnęłam. – Przygotuję w domu odpowiednią tabliczkę 
z nazwiskiem właściciela.

– Przygotuj, przygotuj… – powiedziała ze śmiechem. – Przyda się na pewno! 
Już niedługo.

– Wiesz co? – warknęłam na nią, co nie zdarzało się często. – Zejdź już ze 
mnie.

– Dobra już się nie śmieję, ale powiedz, co jeszcze mówił…

Czekała  na   odpowiedź…   Cholera,  Weronika   wiedziała,  że  to   jeszcze   nie 
wszystko… Naprawdę ma coś z czarownicy!

– Dobra. – Ponownie się poddałam. – Rzuciłam coś, że nie lubię robić z siebie 
widowiska, a on mi na to, że zauważył… i tyle – zakończyłam.

– Ale, że co zauważył? – spytała. – Co dokładnie powiedział?

34 | 

S t r o n a

background image

– Och, daj spokój! Wnikasz w szczegóły!

– Szczegóły bywają najważniejsze… – A zaraz dodała: – A przede wszystkim 
najciekawsze!

Zrobiła krótką pauzę, patrząc na mnie prosząco… Znam ten wzrok… i nie 
umiem się przed nim bronić. Cholera!

– Powiedział, że to widać, że nie lubię zwracać na siebie uwagi i że… – 
Westchnęłam. – Sama nie wiem jak mam to rozumieć, na koniec powiedział: 
A szkoda! I to już naprawdę wszystko. Nie padło więcej ani jedno słowo!

– No, no… To naprawdę go ruszyło! – zamruczała. – Trzeba go chyba trochę 
zmotywować…

Spojrzałam na nią i już wiedziałam, że mam kłopoty.

35 | 

S t r o n a

background image

5.

Zaraz po tak ciekawym stwierdzeniu, Weronika zadzwoniła do domu, by 
uprzedzić, że wróci później, bo idzie do mnie. Oczywiście mnie nie zapytała 
o   zdanie…   ale   do   tego,   jak   i   do   wielu   innych   rzeczy,   zdążyłam   się   już 
przyzwyczaić. Gdy wpadała na jakiś pomysł – nic i nikt się nie liczył! Musiała 
postawić na swoim! A ze mną to już całkiem się nie liczyła… Znałyśmy się 
przecież całe wieki i wiedziała doskonale, że nawet nie mrugnę… Jak zawsze! 
Ja osobiście, choć czasem narzekałam – tak po cichu, oczywiście – często 
byłam jej po prostu okrutnie wdzięczna za to przejmowanie inicjatywy. Nie 
mówiłam jej jednak tego, a przynajmniej nie często, żeby nie popadła w samo 
zachwyt. I tak uważała się za wszechwiedzącą… Czasem chciałabym mieć 
choć trochę jej pewności  siebie… Na przykład  teraz! Przydałoby  mi się! 
Może wtedy miałabym jakąś szansę na… Dobra! Dość już o tym! Zaczynam 
strasznie przynudzać…!

–   Co   znowu   wymyśliłaś?   –   zapytałam   przyjaciółkę,   choć   bałam   się   jej 
odpowiedzi.

– Och! Nic takiego! – Uśmiechnęła się konspiracyjnie. – Najpierw musisz 
mnie nakarmić, bo jestem głodna jak wilk! – Zmieniła temat, jak zwykle 
kiedy szykowała dla mnie coś „specjalnego.”

– Załapiemy się pewnie na jakieś resztki obiadu. – Skrzywiłam się. – Jeśli, 
oczywiście, kochany braciszek nie pożarł wszystkiego.

– A co tam u niego? – spytała. – Dawno go nie widziałam.

– Pracuje, obija się z kuplami po mieście i gra mi na nerwach… To tak 
w wielkim skrócie… Choć może zmieniłabym kolejność… – Uśmiechnęłam 
się zjadliwie. – A co stęskniłaś się za nim?

– No co ty?

Czy mi się wydawało czy Weronika lekko się zarumieniła?

– Tak tylko pytam – dodała szybko, widząc moją minę. – Nie twórz historii!

36 | 

S t r o n a

background image

– Czy ja coś mówiłam? – odparłam niewinnie, ale coś zaczęło mi świtać. 
Weronika   i   Tomaszek?   To   by   było   coś!   Cholera,   czemu   wcześniej   nie 
przyszło mi to do głowy? Bo to mój szurnięty brat! I tylko to w nim widzę, 
ale… Jakby tak spojrzeć na niego z boku, pomijając fakt, że jest pojebany, to 
chyba podoba się dziewczynom… Czyżby ona bujała się w moim braciszku? 
Trzeba będzie obadać sprawę…

Teraz   jednak   skupiłam   się   na   chwili   obecnej.   Właśnie   wchodziłyśmy   do 
mnie. Zastanawiałam się, co też znowu wymyśliła moja szalona przyjaciółka? 
Bałam się, że moje najgłębiej skrywane obawy mogą się ziścić…

– Córka! – To była oczywiście moja mamuśka, jak zawsze na posterunku. – 
Chodź szybko! – Jej głos był lekko stłumiony, bo wydobywał się z kuchni. – 
Właśnie podgrzałam obiad.

– To szykuj dwie porcje – odkrzyknęłam ściągając buty. – Twoja ulubienica 
przylazła tu za mną…

Starsza wychyliła głowę z kuchni i spiorunowała mnie wzrokiem.

– No wiesz… – Ta święta uraza w jej głosie. – Jak możesz? – i już zupełnie 
innym tonem dodała – Cześć Weroniko!

– Dzień dobry. – Ta ostatnia posłała mojej matce promienny uśmiech. – Ale 
to szczera prawda, wprosiłam się na obiad bez pytania.

– Wiesz dobrze, kochana. – Moja rodzicielka lubiła te słodkie czułości, choć 
mi   starała   się   ich   oszczędzać.   –   Że   nasze   drzwi   zawsze   stoją   dla   ciebie 
otworem.

– Dziękuję, to bardzo miłe z pani strony.

O kurde! Strasznie „cukrują” – koszmar. Żeby już tego nie słuchać, poszłam 
szybko  do łazienki  umyć  ręce. W tym  czasie  dwie najważniejsze  „baby” 
w moim   życiu   „ćwierkały”   słodko   w   kuchni.   Zabałaganiłam   w   łazience 
stanowczo dłużej, niż wymagała sytuacja… Chciałam dać im maksymalnie 
dużo czasu, aby się spokojnie nagadały i przy okazji nie prowokować ich, 

37 | 

S t r o n a

background image

a szczególnie   mojej  matki,  do  niewybrednych   komentarzy   na  mój  temat. 
W końcu   nie   miałam   już   wymówki,   by   pozostać   w   moim   bezpiecznym 
schronieniu i poczłapałam do kuchni.

– No nareszcie! – westchnęła moja matka. – Co ty tam tak długo robiłaś?

– No domyśl się – rzuciłam ironicznie.

– Dobra. Siadaj, bo stygnie.

Posłusznie   wykonałam   siad   płaski   przy   kuchennym   stole,   naprzeciwko 
wygodnie   już   usadowionego   „gościa.”   Przez   chwilę   konsumowałyśmy 
w spokoju, ale coś tak czułam, że to cisza przed burzą… I oczywiście nie 
pomyliłam   się.   Weronika   uśmiechnęła   się   do   mnie   i   rzuciła,   niby   od 
niechcenia:

– Koniecznie musimy wybrać się na zakupy.

O mało nie zakrztusiłam się przełykanym właśnie posiłkiem. Wiedziałam! Po 
prostu wiedziałam! Musiała mi to zrobić! Spiorunowałam ją wzrokiem, ale 
oczywiście,   jak   to   ja,   nic   nie   powiedziałam   głośno!   Weronika   jednak, 
zupełnie nie zrażona, ciągnęła dalej:

–   Masz   trochę   wolnej   kasy?   –   mówiła   tonem   lekkiej   pogawędki,   choć 
widziała, że we mnie aż się gotowało. – Bo będzie cię to trochę kosztować.

– Jestem całkiem spłukana. – Nie była to do końca prawda, ale tego moja 
przyjaciółka nie mogła sprawdzić, na szczęście!

– Wymyśl coś – powiedziała. – Koniecznie musimy kupić ci parę rzeczy.

Moja matka dłużej już nie mogła spokojnie przysłuchiwać się tej wymianie 
zdań, musiała się wtrącić.

– Skarbie! – tu zwróciła się oczywiście do Weroniki, nie do mnie. – A na co 
masz zamiar namówić Agnieszkę? – zapytała. – Bo ona mi nic nie mówiła, że 
czegoś potrzebuje.

38 | 

S t r o n a

background image

– Zna pani swoją córkę. – Zaśmiała się. – Jej się wydaje, że jeansy i T-shirt 
wystarczą. A ja już nie mogę na nią patrzeć.

– Daj spokój – wtrąciłam się, ale oczywiście żadna z nich mnie nie słuchała.

– Masz całkowitą rację, Weroniko – odpowiedziała moja mamuśka.

Jak ona mogła? Jak one obie mogły? Zakupy? Ciuchy? To chyba jakaś kara.

– No więc, pomyślałam… – Weronika udawała lekkie zawstydzenie. – Że już 
czas kupić jej kilka damskich fatałaszków.

– Zgadzam się. – Uśmiech mojej matki potwierdził, że już po mnie. – Jak ty 
się tym zajmiesz to na pewno Agnieszka zacznie, w końcu, przypominać 
dziewczynę. – I dodała: – A o pieniądze się nie martw. Na taki cel się znajdą.

Weronika posłała jej promienny uśmiech, po czym zwróciła się do mnie.

– No to załatwione – zaszczebiotała. – Jutro po lekcjach idziemy na „łowy.”

Boże, widzisz i nie grzmisz?

Obiad   skończyłyśmy   w   całkowitym   milczeniu.   Weronika   –   pełna 
zadowolenia,  ja – rezygnacji.  Chwilę  później w moim  pokoju, gdy  tylko 
zamknęły się za nami drzwi, napadłam na nią:

– Jak mogłaś mi to zrobić?

– Nie miałam innego wyjścia – odpowiedziała spokojnie. – Inaczej nigdy byś 
się nie zgodziła…

– No właśnie!

– A przy okazji – dodała, jakby nie słyszała, że cokolwiek powiedziałam – 
musiałam zdobyć kasę na realizację mojego niecnego planu.

– Nie gadam z tobą! – rzuciłam gniewnie.

– Zobaczymy jak długo… – powiedziała rozbawiona, ni to do mnie, ni to do 
siebie.

39 | 

S t r o n a

background image

Nie dałam się sprowokować. Siedziałam cicho zaciskając usta.

– Ok., nie chcesz gadać? To nie! – Nic nie mogło jej teraz wyprowadzić 
z równowagi. – W takim razie pomyszkuję w twojej szafie… Zobaczymy czy 
masz coś, co nadaje się do noszenia…

Policzyłam   w   myślach   do   dziesięciu,   żeby   się   uspokoić,   potem   do 
dwudziestu… Nic nie pomagało. Byłam wściekła! I tak wiedziałam, że nie 
odpuści…   Odwróciłam   się   gwałtownie,   usiadłam   przed   komputerem 
i włączyłam mojego „jedynego” przyjaciela. Udawałam, że JEJ tam nie ma.

Następnego dnia nadal byłam na nią wściekła… Nic a nic mi nie przeszło! 
Dlaczego ona robiła mi takie numery…? Co innego stroić mnie od czasu do 
czasu… A co innego zmieniać całą moją garderobę!

Spotkałyśmy się, jak zwykle, przed szkołą. Byłam taka zła, że nie spojrzałam 
nawet na parking…

–   Jeszcze   ci   nie   przeszło?   –   spytała   delikatnie   Weronika.   –   Odpuść   już! 
Zobaczysz, wyjdzie ci to na dobre. Ja ci to mówię. Twoje osobiste medium.

– Daj mi spokój! – warknęłam.

– Wiesz, że to jest niewykonalne – odpowiedziała spokojnie. – Możesz, się 
dąsać ile chcesz, ale ja i tak postawię na swoim!

– Wiem – mruknęłam zrezygnowana. – Niestety!

– No więc rozchmurz się. – Lekko się uśmiechnęła. – To może być całkiem 
przyjemne popołudnie. Zależy to tylko od ciebie…

– Chodźmy już lepiej. – Zignorowałam jej uwagę. – Bo się spóźnimy.

Lekcje, tym razem minęły dość szybko, pewnie dlatego, że chciałam, żeby 
trwały   jak   najdłużej…   Przerażało   mnie   to,   co   miało   nastąpić   po   nich… 
Cholera, że też dałam się w to wmanewrować? W sumie to nie miałam 
innego wyjścia… To było moje jedyne pocieszenie! Marne to pocieszenie… 
ale lepsze takie niż żadne.

40 | 

S t r o n a

background image

Michał nie odezwał się do mnie, ale obserwował mnie uważnie z dziwnym 
wyrazem twarzy. Pewnie zauważył, że jestem wściekła… Sama do siebie też 
bym nie podeszła, ani ze sobą nie gadała. Pomijając fakt, że na co dzień nie 
byłam zbyt rozmowna i elokwentna, to dziś bym wszystkich gryzła! Chyba 
szczęśliwie się stało, że dzisiaj nie było polskiego, bo mogłabym coś zrobić 
lub powiedzieć, czego bym później gorzko żałowała…

Nasza   wzajemna   lustracja   i   uśmiech   na   powitanie,   jakim   obdarzył   mnie 
Michał, nie umknęły tym razem uwadze dziewczyn z klasy. Na przerwach 
próbowały koniecznie coś ze mnie wyciągnąć… Jak długo się znamy? Czy coś 
nas   łączy?   Jaki   on   jest?   Skąd   przyjechał?   Gdzie   mieszka?   I   takie   tam… 
Irytowało   mnie   to   do   granic   wytrzymałości,   potęgując   mój   zły   nastrój! 
Dodatkowo   denerwowało   mnie   też   to,   że   sama   chciałabym   poznać 
odpowiedzi na niektóre pytania…

Nadeszła w końcu godzina zero. „Ostatni” dzwonek obwieścił koniec lekcji.

Bez entuzjazmu wyszłam przed szkołę i czekałam na tę zdrajczynię, która 
miała   wykonać   na   mnie   egzekucję,   poprzez   wędrówkę   po   sklepach 
w poszukiwaniu „odpowiednich” dla mnie kreacji… Za jakie grzechy?

Kilka godzin później, obładowana reklamówkami pełnymi ciuchów, padałam 
z nóg. Weronika przeciągnęła mnie chyba po całym mieście… Że też ona ma 
do tego zdrowie. Złapała chyba jakiś drugi oddech, bo wcale nie było widać 
po niej zmęczenia… Jak ona to robi? Ja miałam już serdecznie dość. Usiadłam 
na najbliższej ławce.

– Mam dość – wysapałam. – Nie idę dalej! Dzwoń po taksówkę, bo inaczej tak 
tu będę siedziała… Nie dam rady się ruszyć.

Usiadła koło mnie i przyjrzała mi się uważnie.

–   Dobra.   –   Poddała   się.   –   Nie   spodziewałam   się,   że   tyle   wytrzymasz. 
Zaskoczyłaś mnie. – Uśmiechnęła się do mnie pocieszająco. – Już dzwonię.

Wyciągnęła komórkę i wybrała numer. Nie słuchałam jej. Skupiłam się na 
pulsowaniu obolałych nóg. Będę miała jutro zakwasy… to pewne!

41 | 

S t r o n a

background image

I po co ja się tak męczę? A raczej dla kogo? Rozmarzyłam się… No gdyby ON 
był nagrodą to by było warto…! Ale jaką mam pewność? Żadną! To był mój 
główny problem… Nie wierzyłam w powodzenie misji Weroniki… Misja 
pod hasłem „uwiedzenie najgorętszego ciacha w szkole” była nierealna! To 
nie mogło się udać!

Z zamyślenia wyrwał mnie warkot silnika. Taksówka zatrzymała się tuż obok 
nas.   Z   wysiłkiem   podniosłam   się   z   ławki   i   wpakowałam   niezgrabnie   do 
samochodu.   Klapnęłam   na   tylne   siedzenie,   rozwalając   się   na   nim   jak  na 
kanapie. Było  mi wszystko  jedno.  Przymknęłam  oczy. Jeszcze  tylko  dwa 
piętra schodów i padnę bez życia ma mojego  czworonożnego  przyjaciela 
(czytaj: łóżko).

Szłam korytarzem… Wszyscy dookoła śmiali się i wytykali mnie palcami… 
Co jest? Spojrzałam  na siebie… i stanęłam  jak wryta… Byłam…  prawie 
naga…   Miałam   na   sobie   czerwoną   koronkową   bieliznę…   W   panice 
próbowałam się zasłonić… Po chwili zaczęłam biec, roztrącając kłębiący się 
wokół   mnie   tłum…   Śmiali   się   coraz   głośniej…   Zaczęli   rzucać   we   mnie  
częściami garderoby… Poznałam je… To były kupione przez Weronikę dla  
mnie nowe ciuchy… Biegłam coraz szybciej… Uciekałam w popłochu… 
Nagle   tłum   przede   mną   rozstąpił   się…   I   zobaczyłam   go…   Stał   oparty 
o ścianę…   Uśmiechał   się…   Po   chwili   uśmiech   zmienił   się   w   szyderczy  
grymas… „To dla mnie?” Śmiał się… Nie był to przyjemny śmiech… „Nie 
trzeba było” Jego twarz zmieniła się w maskę gniewu… „Nigdy nie będę cię 
chciał!”

Zerwałam się jak oparzona! Gdzie ja jestem? Rozejrzałam się w panice… To 
mój   pokój.   Spojrzałam   na   zegarek.   O   kurwa!   Byłam   już   spóźniona. 
Wyskoczyłam z łóżka i pognałam do łazienki.

To był tylko sen… To był tylko pieprzony sen!

42 | 

S t r o n a

background image

6.

Nie   spojrzałam   nawet   w   stronę   reklamówek   z   wczorajszymi   „łupami” 
zakupowymi. Nie rozpakowałam ich, bo nie miałam siły. Ledwo udało mi się 
dobrnąć jakoś do wieczora i legnąć w moim wygodnym łóżeczku. Nie wiem 
kiedy zasnęłam… Chyba dokładnie w momencie, gdy moja głowa spotkała 
się z poduszką. A potem… śniły mi się różne dziwne rzeczy… Nie będę do 
tego   wracać!   I   tak   mam   schrzaniony   humor.   Nie   potrzeba   mi   więcej 
bodźców.

Weronika pewnie mnie ukatrupi, ale ubrałam się, oczywiście, po swojemu… 
Był piątek, nie miałam ochoty na żadne eksperymenty. Chciałam tylko jakoś 
przeżyć ten dzień.

Pod szkołą od razu na mnie napadła.

– No wiesz co? – Była naprawdę zirytowana. – To po to się wczoraj tak 
starałam? – Nie wiem jak można tak podniecać się ciuchami! – Żebyś nadal 
chodziła w tych szmatach?

– Daj mi spokój! – Nie miałam nawet siły włożyć w te słowa jakichś emocji. – 
Nie   mam   dziś   na   to   siły…   Miałam   ciężką   noc!   –   Troszeczkę   za   późno 
ugryzłam się w język.

– A co się stało? – Weronika od razu zbystrzała.

– Nie, nic! – Myślałam gorączkowo, jak mam się wykręcić od opowiadania jej 
moich popieprzonych snów. – Strasznie źle spałam… To wszystko.

– Czegoś mi nie mówisz… – Przyglądała mi się uważnie.

Przecież wiedziałam, że jej nie oszukam… Po co w ogóle próbowałam? Nie 
miałam żadnej szansy ukryć czegokolwiek przed nią…

– Oj, śniły mi się jakieś głupoty. – Niepewnie spojrzałam na nią. – Męczyłam 
się całą noc… Jestem niewyspana, zmęczona i wściekła! – dodałam już trochę 
zła, na siebie, że nie umiem zbyć jej czymkolwiek. – Chodźmy już…

43 | 

S t r o n a

background image

– Dobra. – Nadal mi się przyglądała. – Niech ci będzie.

Weronika odpuściła…? Stał się cud? Zaraz jednak dodała:

– Ale od poniedziałku ci nie popuszczę! – Wiedziałam, że tak będzie, przecież 
nie mogła mnie zostawić w spokoju. – A jutro impreza, pamiętaj!

– Jak mogłabym zapomnieć? – rzuciłam ironicznie. – Ty nie dajesz mi o tym 
zapomnieć…

– I o to chodzi.

Byłyśmy już pod klasą. Mimo woli rozejrzałam się szukając obiektu moich 
okrutnych   snów…   Nie   było   go!   Czyżbym   była   rozczarowana?   Cholera! 
Zaczynam się od niego uzależniać…! Potrzebowałam jakiegoś pocieszenia, po 
tak „dramatycznym” odkryciu. Odwróciłam się gwałtownie, chcąc jeszcze 
zagadać do przyjaciółki i… zderzyłam się ze ścianą! To znaczy tak sobie przez 
sekundę pomyślałam… Ale moja „ściana” była ciepła i dobrze zbudowana! 
Sięgałam mu do ramienia, więc moja twarz trafiła centralnie w jego klatę… 
O cholera! Mogłabym już tak zostać… Ten zapach i ciepło bijące od niego… 
Twarde mięśnie pod moim policzkiem… Ramię, którym instynktownie mnie 
objął, żebym nie upadła… Marzenie!

– Hej! – Odsunął  mnie delikatnie  od siebie.  – Zawsze się tak wylewnie 
witasz? – Żartował sobie ze mnie, ale jakoś nie poczułam się urażona, może 
dlatego, że byłam jeszcze pod wrażeniem bliskości jego ciała.

– Nie – powiedziałam zanim jeszcze podniosłam głowę. – To tak specjalnie na 
twoją   cześć,   chyba   jesteś   do   tego   przyzwyczajony…?   –   zakpiłam,   a   gdy 
spojrzałam mu w oczy od razu pożałowałam swoich słów.

– Nie rób tego więcej! – rzucił gniewnie i poszedł do klasy, bo właśnie rozległ 
się dzwonek.

O kurwa! Co mi strzeliło do głowy?

Sama nie wiem jak do tego doszło… Rozpłynęłam się w jego ramionach jak 
masełko   na   słońcu…   Powinnam   go   przeprosić…   powiedzieć   coś 

44 | 

S t r o n a

background image

zabawnego…   A   zamiast   tego   puściłam   taki   głupi   komentarz!   Co   ja 
wyrabiam?!

No to dałam kolejną plamę! Cała ja!

Z drugiej strony, jak się nad tym później zastanowiłam, to nie był to aż tak 
chamski komentarz, jak wydawało mi się, zaraz po tym, jak wypełzł z moich 
ust. Pan „śliczny” jest chyba troszeczkę przewrażliwiony, czy się mylę?

Lekcje   wlokły   się   niemiłosiernie.   Chciałam   zniknąć…   Rozpłynąć   się 
w powietrzu… Michał przez cały dzień na mnie nie spojrzał… Przynajmniej 
nic o tym nie wiedziałam! Było mi z tym źle! Bardzo źle!

Czy ja jestem normalna? Trudno mi dogodzić, bez skojarzeń oczywiście… 
Kiedy na mnie patrzył, modliłam się w duchu, żeby przestał, bo nie mogłam 
się skupić i groziło mi robienie z siebie kretynki. Kiedy teraz, nawet na mnie 
nie spojrzał, tęskniłam za tym i plułam sobie w brodę, że to moja wina. 
Jestem jednak kompletnie pojebana!

Dużo,   dużo   później   tego   dnia,   siedziałam   w   swoim   pokoju   i   słuchałam 
muzyki… Nie były to delikatne dźwięki! Musiałam odreagować!

– Młoda! – To był mój uroczy braciszek. – Masz czas?

Poderwałam   się   z   miejsca   jak   oparzona,   byłam   taka   zamyślona,   że   nie 
zauważyłam jak wchodził…

– A ty co? – warknęłam na niego. – W chlewie chowany? Nie umiesz pukać?

– U la la! Ale masz humorek! – zaśmiał się Tomek. – Lepiej cię omijać dużym 
łukiem…

– Dokładnie – odpowiedziałam już trochę spokojniej. – Nie mam siły jeszcze 
z tobą się dzisiaj szarpać.

– Ale ja jestem potulny jak baranek…

– Bo czegoś chcesz! – Tego byłam pewna. – No więc?

45 | 

S t r o n a

background image

– W sumie tak. – Zastanawiał się chyba, jak ubrać w słowa to, co chciał 
powiedzieć, nie był tak do końca głupi, by nie zdawać sobie sprawy, że łatwo 
mnie teraz wkurwić. – Gdzie jutro balujecie?

Tego, to się nie spodziewałam…

– A co ciebie to obchodzi?

Zastanawiałam  się   co  on   kombinuje…?  Od   kiedy   Tomek   interesował   się 
gdzie się bawi jego mała siostrzyczka? Chyba, że…

– Tak pytam. – Wyszczerzył się do mnie. – Nie chce mi się was szukać po 
całym mieście.

–   A   czemu   miałbyś   nas   szukać?   –   Byłam   coraz   bardziej   zdziwiona,   ale 
i zaciekawiona.

– No wiesz… – Spojrzał uważnie na mnie i szybko dodał: – Tylko się nie 
wściekaj! – Odniósł odwrotny skutek. – Mój kumpel koniecznie chce cię 
poznać. Obiecałem, że to załatwię.

– Nie wkręcaj mnie. – Wytrzeszczyłam na niego oczy.

– No co? – Wyszczerzył zęby. – Mała randka w ciemno. – Przyglądał mi się 
uważnie. – Nie cierpisz chyba na nadmiar adoratorów?

– Bardzo zabawne! – Zgrzytnęłam zębami. – Albo powiesz mi o co chodzi, 
albo daj se siana… i wypad!

– No dobra. – Przestał się szczerzyć. – To byłaby taka podwójna randka…

Wybuchłam śmiechem! Była to lekko histeryczna reakcja… Ale co mi tam! 
Humor od razu mi się poprawił. Mój braciszek robił podchody do Weroniki? 
Dobre! W tej sytuacji nie mam chyba innego wyjścia, tylko się zgodzić. Ale 
przecież mogę go trochę pomęczyć…?

–   Jaja   sobie   robisz?   –   powiedziałam   z   udawanym   oburzeniem.   –   Ty 
i Weronika?

– No co? Myślisz, że nie będzie chciała?

46 | 

S t r o n a

background image

Chyba   naprawdę   się   zmartwił…   Oj   braciszku,   braciszku…   Czyżby   cię 
wzięło? Chociaż, nie obraziłabym się za taką bratową! Wszystko zostałoby 
w rodzinie. Ciekawie…!

– Nie wiem – odpowiedziałam, choć byłam całkowicie pewna, że Weronika 
będzie zadowolona z takiego obrotu sprawy. – Muszę ją zapytać.

– To zadzwoń do niej. – Mój zawsze lekko zblazowany brat wyglądał na 
nieźle podekscytowanego.

– No co ty? Zobacz, która godzina. – Zganiłam go. – A poza tym, wolę z nią 
pogadać w cztery oczy… Jutro!

– Dobra. – Tomek lekko przygasł. – Ale zadzwonisz do mnie?

– Ok. – Nawet się do niego uśmiechnęłam. – A teraz idę spać.

– No to kolorowych…

– Oby nie za bardzo – mruknęłam pod nosem.

Następnego dnia już w południe byłam u Weroniki. Próbowała nie okazywać 
za   dużego   entuzjazmu,   gdy   powiedziałam   jej   o   planie   mojego   brata. 
Wiedziałam, że będzie zadowolona, ale to było coś więcej… Była szczęśliwa 
jak skowronek! A więc jednak? Moja przyjaciółka bujała się w Tomaszku! 
Mam szansę na fajną bratową! Zaśmiałam się sama do siebie. Ale jaja!

To mi naprawdę poprawiło humor! Czekała mnie jednak przeprawa z szafą 
Weroniki. Ciekawe co dla mnie przygotowała? Od tygodnia rozpływała się 
nad strojem, który dla mnie szykuje… Strach pomyśleć co to jest?

– No dobra. – Westchnęłam opadając na fotel. – Pokaż co tam dla mnie masz!

– Jesteś gotowa? – Nie umiała ukryć zadowolenia.

– Nie – odpowiedziałam zgodnie z prawdą. – Ale i tak mnie odstroisz jak 
stróża na Boże Ciało! Wiec dawaj!

– Będziesz ostrą laską! Zobaczysz!

47 | 

S t r o n a

background image

Ostrą   laską?   Co   ona   opowiada?   Ja?   „Chodząca   niewinność”?   Gdy   jednak 
wyjęła ze swojej przepastnej szafy ciuchy dla mnie… Zamarłam!

Będąc już na miejscu, nadal nie mogłam uwierzyć, że dałam się przekonać… 
Wyglądałam   jak   skąpo   odziana   dziewczyna   harleyowca!   Czarna   skórzana 
mini, długie buty i mikroskopijnych rozmiarów srebrna szmatka na biuście… 
To coś, co miałam na sobie, w założeniu było bluzeczką wiązaną na szyi 
i w pasie, odsłaniającą prawie całe plecy. Rzeczywiście ktoś miał paść na mój 
widok… Weronika nie założyła tylko, że pierwsza w kolejce do padania będę 
ja sama! Dopóki miałam na sobie  skórzaną kurteczkę  było  nawet nieźle, 
pomijając długość spódnicy. Ale w środku było tak duszno i gorąco, że nie 
miałam   innego   wyjścia   tylko   ją   zdjąć   (oczywiście   kurtkę,   nie   spódnicę!) 
i zostać prawie naga! Cholera! Faceci ślinili się na mój widok... i to nie było 
wcale przyjemne!

Zapomniałam o tym, przynajmniej na jakiś czas, gdy zaczęłyśmy się bawić. 
Wnętrze było okazałe, choć niezbyt mocno oświetlone, muzyka zajebista 
i nawet spotkałyśmy kilka znajomych osób, z którymi nieźle wywijałyśmy 
w tańcu.

Sporo   później,   siedziałyśmy   przy   barze   odpoczywając   po   parkietowych 
szaleństwach. Ja tam się oszczędzałam, ale Weronika szalała. Teraz sapała 
ciężko,   jakby   przebiegła   maraton.   Miałyśmy   właśnie   coś   zamówić,   gdy 
zauważyłam zbliżających się do nas dwóch dryblasów. Jednym z nich był 
mój braciszek,  więc ten  drugi  to musiała  być moja „randka.”  O cholera! 
Dlaczego się zgodziłam? Po co mi to? W sumie nie był brzydki… Kilka 
dziewczyn   się   nawet   za   nim   obejrzało.   Dobra,   jakoś   to   przeżyję. 
Uśmiechnęłam się i dotknęłam lekko kolana przyjaciółki.

– Zaczekaj – szepnęłam do niej. – Idą nasi sponsorzy.

– Cześć młoda – powiedział do mnie Tomek, a potem skinął lekko głową 
mojej towarzyszce. – Weronika.

– Cześć chłopaki.

48 | 

S t r o n a

background image

– Jestem Jacek – przedstawiła się moja „randka.”

– Siadajcie – zaszczebiotała Weronika wpatrując się w Tomka i już po chwili 
gawędzili pochyleni ku sobie.

No, no…

– Czego się napijesz, młoda – zapytał mój „nowy” adorator.

Chyba ocipiał… Aż mnie zatkało!

– To, że ten kretyn tak na mnie mówi… – Tu wykonałam nieznaczny ruch 
głowy w kierunku braciszka. – Nie znaczy, że każdemu wolno – warknęłam.

Podniósł ręce w geście poddania.

– Ok., ok. – powiedział. – Nie bądź taka drażliwa.

– Bo co? – Byłam w wojowniczym nastroju.

– Daj spokój! – Próbował załagodzić sytuację. – Napijmy się, zgoda?

– Niech ci będzie. – Odpuściłam. – Daiquiri.

Chyba się trochę zdziwił, ale bez słowa zamówił dla mnie drinka, sobie wziął 
piwo. Tego się akurat spodziewałam. Kumpel mojego brata nie mógł pić nic 
innego. Pewnie po mnie też spodziewał się takiego gustu.

Barmanka  podała  nam zamówienie.  Jacek próbował  mnie  zagadywać,  ale 
marnie mu szło. Druga sprawa, że ja nie bardzo współpracowałam, więc 
wychodził mu raczej monolog przerywany monosylabami z mojej strony. 
Umilałam sobie czas obserwując coraz większą zażyłość „pary” siedzącej obok 
nas… Nieźle, nieźle…!

Po   pewnym   czasie   miałam   już   dość   mojego   towarzysza…   Postanowiłam 
urwać się choć na chwilę. Łazienka! To moja jedyna wymówka, by opuścić 
lekko namolnego adoratora.

– Przepraszam. – Wstałam. – Zaraz wrócę.

49 | 

S t r o n a

background image

Szłam przez salę w kierunku łazienki, ale nie mogłam się powstrzymać i nie 
zwalniając odwróciłam głowę, aby popatrzeć jeszcze raz, z niedowierzaniem, 
jak   mój   brat   podrywa   moją   przyjaciółkę…   A   może   było   na   odwrót? 
W każdym razie to był bardzo ciekawy widok. Dochodziłam już do małego 
korytarzyka prowadzącego do celu mojej wędrówki. Odwróciłam wzrok od 
gruchającej   parki   i   wpadłam   wprost   na…   Michała!   Co   on   tu,   do   jasnej 
cholery,   robił?   Przemknęło   mi   przez   myśl.   Byłam   oszołomiona.   Był   tak 
blisko… Zakręciło mi się w głowie.

– Znowu to robisz… – szepnął pochylając się nade mną.

Zadrżałam. O Matko! Niech jeszcze i to!

– Przepraszam – bąknęłam cichutko. – Ja… nie…

–   Nic   się   nie   stało.   –   Nadal   pochylony   nade   mną   przyglądał   mi   się 
intensywnie z jakimś dziwnym wyrazem twarzy.

Staliśmy   w   miejscu   praktycznie   niewidocznym   z   sali.   Tuż   za   zakrętem, 
w małym, słabo oświetlonym korytarzu, na którego końcu znajdowały się 
łazienki. Byliśmy sami. Znowu zadrżałam… Michał stał stanowczo za blisko. 
Z tej odległości jego niesamowite zielone oczy wydawały się nie mieć dna. 
Gapiłam się na niego jak zauroczona. Od naszego zderzenia obejmował mnie 
w talii. Powinien był już dawno mnie puścić, ale tego nie zrobił. Poczułam 
rosnące napięcie…

–   Już   dawno   chciałem   to   zrobić   –   zamruczał   uwodzicielsko,   odgarniając 
niesforne pasemko włosów opadające mi na policzek.

Spuściłam wzrok, zawstydzona. Co się dzieje? Czyżby on…? Nie zdążyłam 
dokończyć myśli… Michał przeniósł swoje dłonie na moje biodra i lekko 
pchnął mnie na ścianę, obok której stałam. Przycisnął mnie do niej mocno… 
Poczułam jego muskularne ciało tuż przy swoim, zadrżałam… On musiał to 
poczuć! Podniosłam nieśmiało głowę i spojrzałam mu w oczy… Był zły! Na 
mnie? Dlaczego? Nie miałam jednak czasu się nad tym zastanowić…

50 | 

S t r o n a

background image

On patrzył na mnie przenikliwie i po chwili zaczął niezauważalnie, powoli 
pochylać głowę… O Matko! Zaraz mnie pocałuje…

– Nie mogę już dłużej – powiedział przez zaciśnięte zęby. – Nie będę się już 
powstrzymywał…

Dotknął delikatnie mojego policzka, a mnie przeszedł prąd elektryczny. Jak 
on to robił? Rozpłynęłam się pod tym dotykiem. Miał takie ciepłe dłonie. 
Drugą   czułam   jak   zaciska   się   ma   mojej   talii…   Przycisnął   mnie   jeszcze 
mocniej   do   ściany   i   wtedy   musnął   moje   usta   swoimi.   Stałam   jak 
sparaliżowana,   przestałam   oddychać…   On   znowu   dotknął   moich   warg, 
rozkoszując   się   przez   chwilę   ich   ciepłem   i   miękkością,   by   zaraz   potem 
pogłębić pocałunek. Bezwiednie rozchyliłam wargi i poczułam jak delikatnie 
bada   wnętrze   moich   ust   językiem.   Rozkoszowałam   się   tym   doznaniem, 
zapominając gdzie jesteśmy… Był tylko on… i ja! Czułam go każdą cząstką 
siebie. Nieświadomie podniosłam ręce i zanurzyłam palce w jego włosach, 
tak jak marzyłam tego pierwszego dnia, gdy go zobaczyłam. Były jedwabiście 
miękkie… On jęknął cicho i złapał moje usta swoimi ssąc dolną wargę, teraz 
to mi wyrwało się przeciągłe westchnienie. Całował mnie coraz mocniej… 
a ja dziękowałam opatrzności, że mam za plecami twardą i zimną ścianę! Nie 
wspominając już o podtrzymujących mnie silnych ramionach! Gdyby nie te 
podpory pewnie padłabym plackiem przytłoczona wrażeniami, które mnie 
obezwładniały. Nogi mi drżały i byłam prawie pewna, że nie dałabym rady 
zrobić samodzielnie choćby jednego kroku… Co on ze mną wyrabiał? Jego 
dłonie lekko głaskały mnie powyżej bioder, po chwili zsunął je prawie na 
pośladki i przyciągnął mnie mocno do siebie. Poczułam jak bardzo mnie 
chce. Zadrżałam. Przeraził mnie… Taka siła i namiętność… To było zbyt 
wiele! Zadygotałam. Poczuł to i odrobinę się odsunął, uwalniając moje usta.

– Proszę – szepnęłam wystraszona.

– Maleńka – zamruczał wtulając twarz w moje włosy, tuż przy uchu. – Nie 
bój się! Nie zrobię ci krzywdy!

– Ja… nie przypuszczałam… – jąkałam się. – Nie zdawałam sobie sprawy…

51 | 

S t r o n a

background image

Spojrzał na mnie, jego oczy były lekko zamglone i stanowczo ciemniejsze niż 
zwykle.

– Jesteś piękna! – Dotknął mojego policzka, a ja znów zadrżałam.  – Nie 
sposób się od ciebie uwolnić. – I dodał schrypniętym głosem: – A wierz mi, 
że próbowałem…

52 | 

S t r o n a

background image

7.

Trzymał mnie nadal w ramionach i głaskał delikatnie po nagich plecach. Ten 
gest, z założenia, miał mnie uspokoić…ale jego ciepła dłoń na mojej skórze 
wywoływała we mnie masę różnych doznań, do których spokój, na pewno, 
się   nie   zaliczał.   Stałam   nadal   jak   zahipnotyzowana   i   wpatrywałam   się 
w niego.   Był   taki   piękny!   Zaczęłam   żałować,   że   zareagowałam   tak 
histerycznie.   Spojrzałam   na   jego   usta   i   zatęskniłam   za   ich   pieszczotą. 
Świetnie całował, to pewne!

– Nie patrz tak na mnie – wyrwał mnie z rozmarzenia – bo znowu się na 
ciebie rzucę.

O cholera! Wcale nie żartował!

– Ja… nie… – znowu zaczęłam się jąkać.

–   Przepraszam.   Przestraszyłem   cię!   Trochę   mi   odbiło!   –   szeptał.   –   Nie 
powinienem był! Wiem! – Zaczął mi się tłumaczyć. – Ale nie mogłem się 
powstrzymać. Wyglądasz… Hmm…

Obrzucił mnie przenikliwym spojrzeniem.

– Wyglądasz cholernie seksownie.

Wpatrywałam  się w niego okrągłymi ze zdziwienia oczami. Wyglądałam 
raczej trochę śmiesznie… A przynajmniej tak się czułam w tym „ostrym” 
wydaniu.

– Nikt ci tego nie mówił? – zdziwił się. – Czy faceci w tym mieście są ślepi? – 
Jego szeroki uśmiech odebrał mi resztki zdrowego rozsądku.

– Pocałuj mnie – szepnęłam stając na palcach.

Czy ja naprawdę to powiedziałam?

– Maleńka – zamruczał nim nasze wargi ponownie się spotkały.

W   jego   ustach   to   słowo   brzmiało   jak   pieszczota…   Wcale   mi   nie 
przeszkadzało, że tak do mnie mówi. Więcej… podobało mi się!

53 | 

S t r o n a

background image

Obejmował mnie mocno i całował w zapamiętaniu. Był jednak delikatny… 
Obawiał się pewnie, by mnie znów nie wystraszyć. Zdawałam sobie z tego 
sprawę na wpół przytomna. Mój mózg się wyłączył. Kontrolę przejęło ciało. 
Chciałam tylko czuć. Był tak blisko… Taki silny… Ciepły… A jak całował? 
Zatraciłam   się   całkowicie…   Mogłabym   już   tak   zostać…   Nie   dane   mi   to 
jednak było! Do moich uszu dotarł cichy chichot.

– No, no! – To była Weronika. – A ja już zaczęłam się o ciebie martwić. – 
Znowu zachichotała. – A widzę, że sobie świetnie radzisz!

Odskoczyłam   od   Michała   jak   oparzona.   On   nie   wydawał   się   zbytnio 
zawstydzony.   Może   takie   sytuacje   były   dla   niego   normalne?   Aż   się 
wzdrygnęłam na tę myśl.

– Ja… To znaczy… My… – Co to ma być? Dzień jąkały? – Chciałam… 

– Właśnie widziałam. – Znowu się zaśmiała. – Daj już spokój, Aga. Wszystko 
jest chyba jasne?

Nie   wiedziałam   co   powiedzieć.   Choć   ziszczał   się   właśnie   plan   mojej 
przyjaciółki, wstydziłam się strasznie, że mnie przyłapała w takiej sytuacji. 
To było trochę pokręcone, ale nie miałam siły się nad tym, w tej chwili, 
zastanawiać. Przed odpowiedzią uratował mnie Michał.

– Jesteście same? Może mógłbym… się wprosić?

O rzesz jasna cholera! Zapomniałam o Jacku.

– Wiesz… – Weronika też zdała sobie sprawę z tej niefortunnej sytuacji. – 
Jesteśmy, tak jakby, na podwójnej randce…

Zerknęłam szybko na chłopaka. Przez jego twarz przemknął grymas. Spojrzał 
na mnie, sama nie wiem, z żalem? 

– Rozumiem. – Opanował się już i mówił całkiem normalnym głosem. – Nie 
będę wam przeszkadzał.

Chciał chyba odejść, ale Weronika go zatrzymała.

54 | 

S t r o n a

background image

– Zaczekaj! – Uśmiechnęła się do niego. – Jeśli chcesz możesz ją porwać! 
Jacka biorę na siebie – rzuciła w moją stronę.

– Chcesz? – Michał spojrzał na mnie.

– Tak! – Chyba trochę przesadziłam z entuzjazmem.

– No to załatwione. – Weronika mrugnęła do mnie. – Jakby co, to źle się 
poczułaś i pojechałaś do domu. – Jeszcze raz spojrzała na Michała. – Lećcie 
już, bo jeszcze was zobaczą.

Mój towarzysz uśmiechnął się szeroko do naszej wybawicielki:

–   Dzięki   –   powiedział   i   spojrzawszy   na   mnie,   podał   mi   rękę   i   dodał:   – 
Zmykamy!

Zaraz jednak się zatrzymał.

– Nie masz nic ze sobą? – Spojrzał wymownie na moją dość skąpą bluzkę. – 
Żadnej kurtki?

– O cholera, Weronika… – Spanikowałam.

Moja kurteczka leżała spokojnie na poręczy barowego stołka tuż obok Jacka, 
czyli mojej nieudanej „randki.”

– Dobra. – Weronika wzięła, oczywiście, sprawy w swoje ręce. – Idźcie… 
Tylko tamtędy. – Pokazała nam kierunek. – I nie dajcie się zauważyć. – 
Uśmiechnęła się konspiracyjnie. – Zaczekajcie na mnie przed wejściem, ok.?

– Jasne – odpowiedzieliśmy oboje ze śmiechem.

Miałam   nieprzepartą   ochotę   jej   zasalutować,   Michał   chyba   też…   Był   na 
pewno   rozbawiony   jej   zachowaniem.   Moja   kochana   czarownica   robiła 
ogromne wrażenie!

Udało nam się przemknąć niezauważenie i wyszliśmy na zewnątrz, ale zanim 
na   dobre  poczułam   jak  zimna   jest   dzisiejsza   noc,   Michał,   idący   za   mną, 
zarzucił mi na ramiona swoją kurtkę. Otulił mnie nią i, przede wszystkim, 
swoimi ramionami, przytulając się do moich pleców. Cudnie!

55 | 

S t r o n a

background image

Chwilę później usłyszałam głos Weroniki.

– Widzę, że sobie radzicie. – Zaśmiała się cicho i zwracając się do Michała 
podała  mu  moją  kurtkę.  –  Zostawiam  ją  w twoich  rękach…  – zawiesiła 
znacząco głos.

– Zaopiekuję się nią. – Uśmiechnął się do naszej swatki.

– Do jutra, Aga! – Posłała mi wymowne spojrzenie.

Do   jutra…   Będę   jej   musiała   wszystko   opowiedzieć,   ze   szczegółami!   Ale 
dopiero jutro… A teraz…

–   Chodź!   –   Mój   osobisty   kaloryfer   przesunął   się,   obejmując   mnie   teraz 
jednym ramieniem i poprowadził do stojącego nieopodal znajomego czarnego 
auta.

W środku zdjęłam jego kurtkę i założyłam swoja, tzn. nie do końca moją, 
należała ona przecież do mojej prywatnej stylistki. Zaśmiałam się w duchu. 
Udało jej się! Nie ma co! Chyba będę musiała wycałować jej stopy…

– Gdzie chcesz jechać? – zapytał mój towarzysz ruszając sprzed klubu.

– Nie wiem – powiedziałam nieśmiało patrząc na niego.

Rzucił szybkie spojrzenie w moją stronę.

– Jeśli się nie boisz, to zabiorę cię w jedno miejsce. – I ściszając głos dodał: – 
Ale będziemy tam sami…

– A mam powody się bać?

– Może trochę. – Spojrzał na mnie z uśmiechem. – Będę grzeczny! Obiecuję!

Tylko czy ja chciałam, żeby on był grzeczny?

Reszta   wieczoru,   a   raczej   nocy,   minęła   mi   jak   sen…   Piękny   sen…!   Nie 
miałam zamiaru się z niego budzić, jak długo będzie to możliwe! A coś tak 
czułam, przez skórę, że to nie mogło trwać długo… Taka już jestem, niestety!

56 | 

S t r o n a

background image

Dawno   minęliśmy   ostatnie   podmiejskie   domy,   jechaliśmy   przez   las 
w milczeniu. Faktycznie wywoził mnie gdzieś, gdzie nie miało być ludzi. 
Zastanawiałam się czy to był dobry pomysł? Przecież prawie go nie znam! Co 
z   tego,   że   chodziliśmy   do   jednej   klasy?   Mógł   być   przecież   jakimś 
zboczeńcem? Ślicznym jak marzenie, ale jednak…! 

Otrząsnęłam się z tych myśli! Niemożliwe! Te durne rozważania to tylko 
podszepty   mojego   skołowanego   mózgu.   Brak   wiary   w   siebie   dopełniał 
sprawę.   Myśl   pozytywnie,   dziewczyno!   Powtarzałam   sobie   w   duchu… 
Ciężko mi było jednak uwierzyć, że taki facet zwariował na moim punkcie… 
Ja? Obiektem pożądania? Nie w tym wcieleniu! A jednak! Akcja w klubie nie 
pozostawiała złudzeń, że mnie chciał! Na pewno mnie pragnął i choć nadal 
trudno mi było w to uwierzyć, musiałam, sama przed sobą przyznać, że tak 
właśnie było. Tylko… Nie chciałam być przygodą na jedną noc, czy kilka 
nocy… chciałam… No właśnie… Czego ja chciałam?

– Jesteśmy na miejscu.

Podskoczyłam jak oparzona na dźwięk jego głosu. Dopiero po chwili dotarł 
do mnie sens jego słów. Wyjrzałam przez szybę, rozglądając się ciekawie, ale 
nic nie widziałam. Było kompletnie ciemno! 

– To znaczy? – zapytałam mało inteligentnie. – Gdzie jesteśmy?

Uśmiechnął   się   tajemniczo   i   wysiadł.   Chwilę   później   już   otwierał   drzwi 
pasażera. Podał mi rękę i pomógł wysiąść.

– Chodź! – powiedział i poprowadził mnie, w sobie tylko znanym kierunku.

Było całkiem ciemno, do tego stopnia, że gdyby nie jego ramię, którym mnie 
otoczył, pewnie nie przeszłabym bezpiecznie trzech kroków i leżałabym jak 
długa na żwirowej ścieżce. Tyle zdołałam zauważyć, a raczej poczuć, idąc 
ostrożnie po nierównym gruncie.

Powoli   mój   wzrok   zaczął   przyzwyczajać   się   do   ciemności…   Przed   sobą 
zauważyłam niewyraźny zarys jakiegoś budynku. Był to nieduży letniskowy 
domek… Ładnie! W co ja się wpakowałam?

57 | 

S t r o n a

background image

Byliśmy sami! Daleko od domu! Dookoła żywego ducha! Znów powróciły 
obawy!   Ale   nic   już   nie   zmienię…   Przyjechałam   tu   z   nim   z   własnej, 
nieprzymuszonej woli… Jeśli ma mnie spotkać jakaś „niespodzianka” to sama 
sobie będę winna…! 

Stanęliśmy   przed   drzwiami,   Michał   wyjął   z   kieszeni   klucze   i   szybko 
otworzył.

– Chyba zmarzłaś? – powiedział przepuszczając mnie w drzwiach.

Zrobiłam dwa kroki i nagle zobaczyłam wnętrze, do którego weszłam, bo 
w tym momencie gospodarz zapalił światło.

Zatkało mnie. Kompletnie! 

Był   to   ekskluzywnie   urządzony   domek   stylizowany   na   myśliwski.   Tak 
komfortowo urządzonej chatki nie widziałam jeszcze nigdy… 

Stałam tak i rozglądałam się ciekawie, gdy do moich uszu dobiegł lekko 
oddalony głos:

– Usiądź sobie wygodnie. – To był Michał. – Czego się napijesz? – Zdążył już 
przejść przez całe pomieszczenie i obecnie zaglądał do lodówki w małym 
aneksie kuchennym.

– A co masz? – zapytałam zaciekawiona, stając za jego plecami.

Wyprostował się nagle, zdając sobie sprawę, że stoję tuż za nim.

–   Nie   rób   tak   –   powiedział,   a   w   jego   głosie   dosłyszałam   lekkie 
zdenerwowanie. – Chyba, że chcesz mnie przyprawić o zawał – dodał już 
lżejszym tonem, odwracając się do mnie.

Patrzyłam prosto w zielone oczy, które w tej chwili błyszczały nienaturalnie. 
Oj, czyżbym znowu go sprowokowała? Muszę się chyba lepiej kontrolować… 
Ale   tak   właściwie   to   co   ja   takiego   zrobiłam?   Przecież   tylko   do   niego 
podeszłam… Nawet go nie dotknęłam, choć miałam na to ogromną ochotę. 
Cholera! Uspokój się, kobieto! 

58 | 

S t r o n a

background image

– To co możesz mi zaproponować? – zapytałam i dopiero po chwili zdałam 
sobie sprawę, jak dwuznacznie to zabrzmiało.

On chyba też to zauważył, bo uśmiechnął się szeroko.

– Niech pomyślę… – Złapał mnie w pasie i przyciągnął do siebie. – Mam parę 
ciekawych pomysłów… – zamruczał wprost w moje usta, a po chwili już 
mnie całował.

Nie zdążyłam nawet mrugnąć ani nic powiedzieć… Druga sprawa, że w tej 
chwili byłam   daleka  od  mówienia   czegokolwiek…  moje  usta  były  zajęte 
czymś o wiele ciekawszym niż paplanie. 

Cholera! Naprawdę świetnie całował…

Nie   myślałam   już   więcej…   Po   prostu   oddałam   się   przyjemności,   nie 
zastanawiając się dokąd to mnie może zaprowadzić… Było mi tak dobrze… 
w   jego   ramionach!   Zarzuciłam   mu   ręce   na   szyję,   mocniej   się   do   niego 
przytulając… Nie wiem, skąd u mnie taka odwaga, ale jemu to się chyba 
spodobało! Zamruczał coś niezrozumiale, całując mnie jeszcze intensywniej 
niż do tej pory. Jego dłonie przesuwały się po moich nagich plecach (domek 
był   ogrzewany   i   po   wejściu   zdążyłam   zdjąć   kurtkę,   zanim   poszłam   za 
Michałem   do   kuchni).   Drżałam   lekko,   przytulona   do   jego   piersi…   ale 
przestałam się tym przejmować! I tak zdawał sobie doskonale sprawę, jak na 
mnie  działa,   więc   ten  dodatkowy  objaw  mojego   podniecenia   nic  już  nie 
zmieniał…

Nagle   coś   stuknęło   przywracając   mi   świadomość.   Spojrzałam   na   mojego 
towarzysza, który oderwał się ode mnie z trudem, patrząc mi w oczy.

– Przerażasz mnie… – I tu mnie zaskoczył.

–   Ja   ciebie?   –   W   moim   głosie   dało   się   słyszeć   niedowierzanie.   –   Chyba 
żartujesz?

– Ani trochę. – Już zdążył się otrząsnąć i uśmiechał się do mnie łobuzersko. – 
Przerażasz mnie jak jasna cholera.

59 | 

S t r o n a

background image

Nie wiedziałam jak mam to rozumieć… Nagle zaczął się ze mnie nabijać?

–   Dobrze   się   bawisz   moim   kosztem?   –   powiedziałam   to   ostrzej   niż 
zamierzałam, ale było mi bardzo przykro, że się ze mnie śmieje.

– Przepraszam. – Uśmiech zniknął z jego twarzy. – Nie śmiałem się z ciebie…

– Ta, jasne… – Spuściłam głowę, było mi głupio.

Michał złapał mnie za brodę i delikatnie podniósł moją twarz, zmuszając, 
bym spojrzała mu w oczy.

– Przy tobie jestem całkiem bezwolny – powiedział, intensywnie wpatrując 
się we mnie. – Czy tak trudno ci uwierzyć, że tak mocno na mnie działasz, że 
aż się ciebie boję?

To było po prostu niemożliwe! Jak miałam uwierzyć? On był bezwolny? To ja 
chyba byłam niewolnicą Izaurą? 

– Jeszcze do tego wrócimy. – Lekko się uśmiechnął. – A teraz napijemy się!

Odwrócił się do zamkniętej teraz lodówki. To ona, zamykając się, musiała 
mnie wyrwać z tego szaleństwa, w które wpadłam w ramionach Michała. 
Nieważne!

– Mamy tak: – wyliczał – Piwo, białe i czerwone wino, no i oczywiście 
wódkę, jakieś soki i wodę mineralną. – Odwrócił głowę do mnie – Co chcesz?

A niech tam! Raz kozie śmierć! Potrzebowałam trochę procentów.

–   Białe   wino   będzie   najlepsze.   –   Uśmiechnęłam   się   aby   pokryć 
zdenerwowanie.

Wyciągnął butelkę i zamknął lodówkę. Minął mnie i podszedł do regału, 
z którego wyjął dwa kieliszki. Facet, który pije białe wino? Ciekawe!

– Pomogę ci. – Wzięłam kieliszki, żeby czymś zająć ręce.

Uśmiechnął  się do mnie,  wyjął  z szuflady  otwieracz  i sprawnie  zajął  się 
butelką. Miał dużą wprawę… 

60 | 

S t r o n a

background image

– Chodź! – Jak zawsze przepuścił mnie przodem. – Rozwalimy się na kanapie. 
– I pochylając się do mojego ucha szepnął: – Mamy cały dom dla siebie.

Mimowolnie   zadrżałam…   I   nie   wiem   czy   pod   wpływem   ciepłego, 
drażniącego oddechu, który owionął moją szyję, czy schrypniętego głosu, 
który niepokojąco podnosił ciśnienie… A może pod wpływem „groźby” jaka 
czaiła się w tych słowach…

61 | 

S t r o n a

background image

8.

Na drżących nogach podeszłam do kanapy. Nie była duża, co groziło zbyt 
bliskim kontaktem z ciałem Michała… Pomyślałam w panice. Spokojnie! 
Będzie dobrze! Musi być! Strofowałam się w myślach, ale na wiele się to nie 
zdało…

– Denerwujesz się? – powiedział gospodarz z lekkim uśmiechem, siadając 
koło mnie. – Obiecałem, że będę grzeczny i dotrzymam słowa! – Coś drgnęło 
w jego twarzy i dodał ciszej: – Choć to nie będzie proste…

Odwróciłam od niego twarz i wbiłam wzrok w mały stolik tuż przede mną, 
na którym stały już kieliszki i otwarta butelka wina.

Michał lekko się odchylił, wziął butelkę i jeden z kieliszków. Nalał wina 
i podał mi. Potem napełnił swój kieliszek i kiedy odstawił butelkę, odwrócił 
się do mnie.

– Za co wypijemy? – zapytał, pochylając się w moja stronę.

Podniosłam kieliszek lekko do góry, intensywnie myśląc, jaki toast będzie 
najbezpieczniejszy.   Nic   mądrego   nie   wymyśliłam,   wiec   powiedziałam 
banalnie:

– Za ten wieczór!

– I za kolejne – dodał Michał, stukając delikatnie w mój kieliszek.

Naprawdę miały być kolejne takie wieczory? Uśmiechnęłam się pod nosem 
i umoczyłam usta w winie. Półsłodkie! Moje ulubione!

Zanim podniosłam z powrotem wzrok na mojego towarzysza, usłyszałam jego 
głos:

– Powiedz mi… – Chwilę się wahał. – Kto to, ten Jacek?

Tu   cię   mam!   Ciekawość   to   pierwszy   stopień   do   piekła!   Zaśmiałam   się 
w duchu, ale w sumie to nie dziwiłam się pytaniu. Zostawiłam delikwenta 
bez jednego słowa wyjaśnienia… Na dokładkę uciekłam z innym facetem… 

62 | 

S t r o n a

background image

To dość nieładnie z mojej strony. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, jak to 
musiało   z   boku   wyglądać…   Cholera!   Nigdy   bym   się   o   coś   takiego   nie 
podejrzewała!

– To kumpel mojego brata – powiedziałam nie patrząc mu w oczy. – Taka, no 
wiesz… randka w ciemno!

– To znaczy, że dopiero go poznałaś? – zapytał po chwili.

– Dokładnie. – Spojrzałam na niego. – I nie bardzo to wyszło…

– Dlaczego?

Co miałam mu powiedzieć, że kto inny chodził mi po głowie? I choć nie 
miałam za wielkich nadziei na powodzenie akcji „podryw” na zaprzątającym 
moje myśli facecie… to inny był marnym substytutem i raczej mnie tylko 
drażnił? To miałam mu powiedzieć? Gdybym chciała być do bólu szczera, tak 
powinnam była mu odpowiedzieć, ale… powiedziałam tylko:

– Sama nie wiem… Nie jestem zbyt towarzyska. – Zastanawiałam się czy to 
wystarczy i po chwili dodałam: – I coś mi się w nim nie spodobało…

Bo nie był Tobą, oczywiście…

– Ale co? – Spoważniał Michał. – Zrobił coś nie tak? – dopytywał się. – 
Powiedział coś, co ci się nie spodobało?

–   W   sumie   zgadłeś.   –   Roześmiałam   się   trochę   histerycznie,   nie   bardzo 
lubiłam   się   tłumaczyć,   a   w   tej   sytuacji   było   mi   cholernie   głupio.   – 
Powiedział!   –   dodałam   widząc   zmarszczone   brwi   nad   intensywnie 
wpatrującymi się we mnie zielonymi oczami.

– No więc? – Czekał na odpowiedź.

Cholera! Miałam nadzieję, że odpuści. Westchnęłam.

–   To   taka   głupota   –   mruknęłam   niezadowolona.   –   Jestem   po   prostu 
przewrażliwiona.

63 | 

S t r o n a

background image

– Zauważyłem. – Nadal mi się przyglądał. – I trzeba z ciebie wszystko siłą 
wyciągać…

– Trafiony  zatopiony!  – Nie rozbawiłam  go, więc  dodałam:  – No dobra, 
nazwał mnie tak, jak mówi do mnie mój głupi brat.

– Ok. – Poddał się. – Nie pytam dalej. Widzę, że ciężko będzie z ciebie coś 
wyciągnąć…

Roześmiałam się.

– Masz chyba rację. – Nadal byłam rozbawiona. – Jest tylko jedna osoba, 
która nie ma z tym problemów…

– Niech zgadnę… Weronika!

– To nie było trudne. – Uśmiechnęłam się na wspomnienie mojej przyjaciółki 
– Ta czarownica ma swoje sposoby. Na mnie działają za każdym razem.

– Długo się znacie? – Zainteresował się.

–   Całe   życie!   –   To   była   szczera   prawda.   –   Prawie   całe!   Znamy   się   od 
przedszkola. 

– Zazdroszczę ci! – Posmutniał. – Taki przyjaciel to musi być coś…

– A ty nie masz przyjaciół? – Spojrzałam mu w oczy i bardzo chciałam 
poznać odpowiedź.

– Teraz już nie!

To było wszystko co powiedział. Kurczę, to trochę dziwne. Wyraźnie nie 
chciał   o   tym   gadać,   ale   ja   oczywiście   byłam   zbyt   ciekawa,   żeby   mu 
odpuścić…

– Jesteś typem samotnika? – zapytałam delikatnie.

– Można tak powiedzieć. – Lekko się rozchmurzył, ale jego oczy były nadal 
smutne.

– Opowiedz mi o sobie…

64 | 

S t r o n a

background image

Zesztywniał, zauważyłam ze zdziwieniem. Miał jakieś mroczne tajemnice… 
Moje pierwsze wrażenie było chyba słuszne, był niebezpieczny… Gdy tak 
mnie obserwował, zaciskając szczękę, wyglądał jak drapieżnik, który bada 
przeciwnika,   by   podjąć   decyzję   czy   ma   się   rzucić   do   ataku,   czy   lepiej 
salwować się ucieczką.

Nieświadomie wyciągnęłam rękę i dotknęłam jego policzka. Drgnął.

– Proszę… – szepnęłam.

Wziął moją rękę w swoje ciepłe dłonie i już jej nie puścił.

– A co byś chciała wiedzieć?

Wszystko!

– To… – powiedziałam jednak – co zechcesz mi powiedzieć.

Rozluźnił się. Bał się chyba, że będę zadawała niewygodne pytania.

–   Urodziłem   się   tutaj.   –   Zaskoczył   mnie.   –   Ale   jak   miałem   12   lat 
wyjechaliśmy do Düsseldorfu. Starzy się rozstali, więc wróciłem z matką „na 

stare śmieci.” Mamy tutaj rodzinę, a tam… był tylko ojciec.

– Przykro mi. – Chciałabym go jakoś pocieszyć… ale nie wiedziałam jak.

– Niepotrzebnie. – Uśmiechnął się, widząc moją zatroskaną minę. – Lepiej, że 
tak postanowili. Te ich wieczne kłótnie… były nie do zniesienia!

– Domyślam się…

– Nieważne  – dodał  już pogodniej.  – Teraz jest  całkiem znośnie.  Da się 
przeżyć. A ty? – zapytał. – Jak żyjesz z rodzicami?

Znowu wracamy do mnie! Michał chyba bardzo nie lubi mówić o sobie… Na 
razie postanowiłam mu odpuścić. 

– Nawet, nawet. – Chwilę się zastanawiałam. – Jak mam problem z matką to 
napuszczam  na nią Weronikę… To moja prywatna  poradnia rodzinna.  – 
Zaśmiałam się. – Mamuśka nie potrafi jej niczego odmówić.

65 | 

S t r o n a

background image

–   Czyli   twoja   przyjaciółka   trzyma   w   szachu   całą   twoją   rodzinę?   –   Był 
naprawdę rozbawiony.

–   Nie   całkiem.   –   Zniżyłam   głos   do   konspiracyjnego   szeptu.   –   Ale   po 
dzisiejszym wieczorze pewnie tak będzie…

– Jak to?

–   Nie   powiedziałam   ci   wszystkiego.   –   Zmarszczył   brwi,   więc 
kontynuowałam: – Ta nasza podwójna randka… No wiesz… Zgodziłam się 
głównie ze względu na Weronikę… – Nic nie rozumiał. – Mój braciszek tak 
sobie wykombinował, żeby w razie czego się nie zbłaźnić…

– To znaczy… – Chwilę się zastanawiał. – Że on… do Weroniki…

– Dokładnie! – Ucięłam jego domysły. – A wiesz co jest najlepsze?

– Chyba już się zgubiłem – odpowiedział ze śmiechem.

– To, że dwa dni wcześniej pokapowałam się, że ona coś do niego ma. – 
Uśmiechnęłam się. – Słabość?

– No to faktycznie – skomentował i dodał: – I tak zostałaś swatką.

– No nie! – Zmarszczyłam brwi. – Bez takich! Ja miałam tylko niezły ubaw 
z brata, gdy kombinował jak nie powiedzieć wprost, że chce się umówić 
z Weroniką. To było bardzo zabawne…

– Okrutna jesteś!

– Ja? – Zrobiłam minę niewiniątka. – W życiu!

– Chodząca niewinność…

Trochę to było dwuznaczne, więc przyjrzałam mu się uważnie. Minę miał 
poważną,   ale   kącik   ust   drżał   mu   lekko,   a   w   oczach   tańczyły   iskierki 
rozbawienia.

– Znowu się ze mnie nabijasz – rzuciłam oskarżycielsko, ale nie byłam na 
niego zła.

66 | 

S t r o n a

background image

– Ani trochę! – Pociągnął mnie za rękę i przysunął do siebie, wyjął mi z dłoni 
zapomniany kieliszek, swojego nie miał, nie wiem nawet kiedy go odstawił. 
Pozbył się szklanej przeszkody i przytulił mnie. – Tak ci się oczy błyszczą, 
gdy   się   śmiejesz.   –   Musnął   moje   usta   swoimi.   –   Że   nie   mogę   się 
powstrzymać…

Tonęłam w jego ramionach a on całował mnie… Jak on mnie całował… 
Przestałam się bać! Dziwię się tylko, że nie zemdlałam…

Po chwili odsunął mnie delikatnie, a ja spojrzałam zamglonym wzrokiem 
w jego pociemniałe oczy. Nasze oddechy były lekko przyśpieszone. 

– Jeszcze chwila i złamię obietnicę…

Łam, niszcz, pal… Co się ze mną dzieje? Chyba zgłupiałam? Kompletnie!

Przyglądał mi się uważnie…

– Jestem słaby – westchnął i dosłownie rzucił się na mnie.

Nie   uciekałam   z   krzykiem,   kiedy   mnie   namiętnie   całował,   byłam 
zachwycona! Poddawałam mu się z ochotą i z entuzjazmem, o który bym 
siebie nie podejrzewała, odpowiadałam na pieszczotę jego ust… Zarzuciłam 
mu ręce na szyję, zanurzałam palce w jego włosach i głaskałam go po karku… 
A jego dłonie… szalały po moim ciele… Jedną gładził moje nagie plecy, 
a drugą zsunął niżej, po biodrze, na udo… Jego palce parzyły moją skórę…

– Powstrzymaj mnie… – mruknął błagalnie między pocałunkami. – Proszę… 
– Jakby zaprzeczając swoim słowom przytulił mnie jeszcze mocniej. – Nie 
mam siły… Proszę…

Ja mam go powstrzymać? On chyba oszalał? Wyrzec się tej przyjemności? 
Jak? Jak mam to zrobić? Ale zaraz przyszło opamiętanie! Zdawałam sobie 
sprawę dokąd zmierzamy i mimo całego podniecenia, jakie czułam, chyba nie 
chciałam się tam znaleźć… Jeszcze nie! Zebrałam się w sobie i zsunęłam 
dłonie na jego pierś… Poczułam twarde mięśnie pod palcami i przyspieszone 
bicie jego serca… I zdałam sobie sprawę, że moja wola słabnie… Muszę być 

67 | 

S t r o n a

background image

twarda! Rozłożyłam płasko palce na jego klacie i lekko go odepchnęłam, 
jednocześnie odsuwając się na drugi koniec kanapy. Zerwał się jak oparzony 
i stanął kilka kroków dalej. Podniosłam wzrok i spojrzałam na niego. Ciężko 
oddychał zaciskając dłonie w pięści. Na jego twarzy widać było napięcie! Nie 
patrzył na mnie. Powoli jednak zaczął się uspokajać… Gdyby nie było to dla 
mnie   równie   trudne   co   dla   niego,   pewnie   parsknęłabym   śmiechem… 
Śmiałabym się z komizmu tej sytuacji… A jeszcze bardziej z faktu, że to 
przeze mnie ten nieziemsko przystojny facet ma problemy z samokontrolą. 
Nie do wiary! To nie jest przypadkiem sen?

– A teraz mi powiedz. – Jego głos był bardziej schrypnięty niż zazwyczaj 
i bardzo mi się to podobało. – Że nie mam powodów się ciebie bać…

Chciał   chyba   rozładować   napiętą   sytuację,   ale   ten   tekst   mnie   jakoś   nie 
rozbawił. Może mam kiepskie poczucie humoru? 

– Ale ja nie chciałam… – Sama nie wiem co zamierzałam powiedzieć.

– Mam nadzieję… – Uśmiechnął się w końcu, chyba już ochłonął. – Że 
jednak też chciałaś. – Jego uśmiech poszerzył się. – W przeciwnym razie to… 
– Tu machnął ręką w kierunku kanapy. – Podpada pod napastowanie!

– Nie to chciałam  powiedzieć! – Nie wiedzieć czemu nagle strasznie się 
zawstydziłam.

–   Całe   szczęście!   –   Teraz   już   bił   po   oczach   swoim   firmowym,   szerokim 
uśmiechem.

Spuściłam wzrok i sięgnęłam po zapomniany kieliszek. Chlapnęłam pozostałą 
zawartość jednym haustem. Poczułam przyjemne ciepło… Zapadła krępująca 
cisza.   Gorączkowo   zastanawiałam   się   co   powiedzieć,   gdy   usłyszałam 
stłumiony dźwięk telefonu. Mojego telefonu. Błyskawicznie wygrzebałam go 
z torebki i odebrałam nie patrząc kto dzwoni. Nie zdążyłam się odezwać, bo 
od razu usłyszałam podniesiony głos przyjaciółki:

 Gdziekolwiek jesteś i cokolwiek robisz – wyrzuciła z siebie. – Natychmiast 

wracaj do domu!

68 | 

S t r o n a

background image

– Co jest? – Lekko się zdenerwowałam. – Stało się coś?

– 

Właśnie wychodzimy – odpowiedziała. – Masz maksymalnie pół godziny.

– Już? – Nie udało mi się ukryć rozczarowania.

Czułam, że Michał mi się przygląda, ale bałam się spojrzeć na niego… Czy się 
zmartwił, czy raczej odetchnął z ulgą? Chyba nie chciałam tego wiedzieć! 
Przynajmniej w tym momencie…

– 

Ty dziewczyno, chyba nie wiesz, która godzina? – Weronika śmiała się do 

słuchawki. – 

Grzeczne dziewczynki już dawno śpią.

Spojrzałam   na   zegarek   i   moje   oczy,   na   pewno,   zrobiły   się   okrągłe   jak 
pięciozłotówki.

– Cholera! – Wpadłam w panikę. – Matka mnie zabije!

– 

Nie panikuj. – Uspokajała mnie przyjaciółka. – Tylko się zbieraj i do domu. 

„Biegusiem” – dodała, żeby mnie rozbawić, ale mi nie było do śmiechu.

– Ok., już pędzę! Dzięki.

– 

Do jutra, gapo!

Gdy   chowałam   telefon,   zauważyłam,   że   Michał   zdążył   już   posprzątać 
i podawał mi właśnie kurtkę.

– Rozumiem, że koniec wieczoru? – zapytał z uśmiechem.

– Chciałeś chyba powiedzieć, że noc już się kończy…

– Wiesz… – Zawiesił głos i spojrzał przeciągle na mnie. – Ja też straciłem 
poczucie czasu…

– Strasznie zabawne! – rzuciłam nerwowo. – Możemy już jechać?

– Jasne.

Wypadłam   na   zewnątrz   nie   oglądając   się   na   niego,   ale   tuż   za   progiem 
zatrzymałam się nagle… No tak, nie wiem nawet, w którym kierunku mam 

69 | 

S t r o n a

background image

iść, żeby trafić na jego samochód. To była jedna z moich licznych wad… 
Całkowity brak orientacji w terenie. Do tego było tak ciemno, że pewnie 
połamałabym sobie nogi, zanim zrobiłabym parę kroków.

Michał zamknął drzwi, objął mnie i ruszyliśmy szybkim krokiem do auta. 
Byłam   mu   wdzięczna   za   ten   pośpiech.   Wcześniej   obawiałam   się   przez 
chwilę,   że   mnie   wyśmieje…   że   jako   mała   grzeczna   dziewczynka   nie 
zdążyłam na dobranockę i boję się reprymendy. Nic takiego nie powiedział. 
Natomiast, zaraz po tym, jak zajęłam miejsce pasażera, ruszył, prowadząc 
pewnie i szybko.

Jechaliśmy w milczeniu. Już trochę się uspokoiłam. Na pewno zdążę. Michał 
prowadził bardzo szybko, ale się nie bałam. Był dobrym kierowcą. To było 
widać.

Gdy dojechaliśmy do miasta zapytał mnie tylko o adres i nadaj milczeliśmy. 
Trochę byłam zdziwiona, a może nawet rozczarowana… Chyba tak to się 
miało skończyć. Cóż, każda bajka ma swój koniec… Na dodatek nie zawsze 
szczęśliwy. Zrobiło mi się jednak przykro! Bardzo przykro. Zacisnęłam zęby 
i nic nie mówiłam.

Na miejscu, pod moim blokiem, chciałam jak najszybciej pobiec do domu, ale 
tzw. kultura zwyciężyła… Powinnam przecież się pożegnać. Odwróciłam się 
do niego i przez chwilę nie wiedziałam co mam mu powiedzieć.

– Dziękuję – wydusiłam z siebie.

Michał stał dość blisko i przyglądał mi się z dziwną miną.

– Nie – powiedział. – To ja ci dziękuję. – Lekko się uśmiechnął, ale czegoś 
brakowało w tym uśmiechu.

– Wiesz… – zaczęłam nie wiedząc jak mam go o to zapytać. – Chciałam…

– Tak?

– Chciałam cię o coś zapytać… – Udało mi się w końcu powiedzieć.

70 | 

S t r o n a

background image

– Pytaj – powiedział trochę niepewnie.

– Co będzie jutro w szkole?

– Co masz na myśli? – Był zdziwiony.

– No… – Nie wiedziałam jak to ubrać w słowa. – Czy będziemy udawać, że 
się nie znamy? – wyrzuciłam w końcu z siebie.

– A dlaczego mielibyśmy to robić? – Zupełnie nie rozumiał o co mi chodzi.

– No wiesz…Sama nie wiem… – jąkałam się.

Popatrzyłam mu w oczy i zaraz pożałowałam, że zaczęłam ten temat. Było 
jednak za późno!  Zobaczyłam  jak Michał  zmienia  się na  twarzy…  A po 
chwili był bardzo zły, więcej: był wściekły. Trochę się przestraszyłam.

– Ty myślisz… – warknął gniewnie. – Nie wierzę! Myślisz, że chciałem się 
zabawić twoim kosztem? – Próbował się uspokoić, ale chyba nie był w stanie. 
– Ty naprawdę tak myślisz!

Musiał czytać w mojej twarzy jak w otwartej książce, wyrzucając z siebie te 
gniewne   słowa.   Zadrżałam,   bynajmniej   nie   z   zimna.   Ani   nie   z   powodu, 
z jakiego drżałam przy nim do tej pory…

– Ja… – Próbowałam coś powiedzieć, ale mi przerwał.

– Do poniedziałku – burknął i szybko wsiadł do samochodu.

Po chwili stałam na chodniku sama… Co to było? A ściślej rzecz biorąc: Kim 
on, do cholery, jest?

71 | 

S t r o n a

background image

9.

Spałam do południa! Na szczęście nikt nie wpadł na genialny pomysł, by 
mnie budzić wcześniej… Leżałam w łóżku gapiąc się w sufit i zastanawiałam 
się nad wczorajszym wieczorem, a raczej nocą… Nocą spędzoną z NIM.

Cholera, jak ja potrafię wszystko spieprzyć…

Wstałam i poczłapałam do łazienki ze zwieszoną głową… To by było na tyle! 
Mój piękny sen się skończył! Wracamy do szarej rzeczywistości…!

Ubrałam się na czarno, żeby podkreślić mój grobowy nastrój. I wyglądałam 
tak jak chciałam! Okrutnie „optymistycznie”!

Ledwo zdążyłam zjeść śniadanie, na szczęście w samotności, bo wszystkich 
jakimś cudem wywiało z domu, gdy przyszła Weronika. Była w świetnym 
humorze. Jej randka musiała się zakończyć dużo lepiej niż moja! Zazdrość 
bierze!

– Opowiadaj – powiedziała podekscytowana, nie zwracając uwagi na mój 
kiepski wygląd, składając to na karb zarwanej nocy. – Jak było?

–   Zajebiście!   –   odpowiedziałam   zgodnie   z   prawdą.   –   Do   czasu,   gdy 
zapomniałam ugryźć się w język…

– Co się stało? – Zmartwiła się nie na żarty.

– Znasz mnie… – odpowiedziałam. – Zawsze muszę wszystko spieprzyć!

– Mów! – I zaraz dodała, widząc moją minę: – Nie ma żadnego „ale”! Ze 
szczegółami!

Opowiedziałam   jej   wszystko,   no   może   bez   szczegółów   dotyczących 
całowania. Gdy skończyłam popatrzyłam uważnie na Weronikę.

– No wiesz… – Nie mogła uwierzyć. – Głupolu! Ty się już chyba nigdy nie 
nauczysz?

– Ale odkrywcze! – zakpiłam.

72 | 

S t r o n a

background image

– No dobra – Zastanawiała się chwilę i dodała: – Ale może mu przejdzie?

– Nie sądzę! – odpowiedziałam zdołowana. – Nie widziałaś go!

– Ale…

– Nie ma żadnego „ale.” – Nie dałam jej skończyć. – Koniec bajki! Kopciuszek 
dał plamę!

– Cholera! Naprawdę myślałam, że coś z tego będzie…

– Nieważne. – Zmieniłam temat. – A co z tobą? Jak tam mój braciszek? Był 
grzeczny?

Zarumieniła się!

–   Oj!   Nie   chcesz   mi   chyba   powiedzieć,   że   było   aż   tak   poważnie?   – 
dopytywałam się.

– Bardzo poważnie – odpowiedziała cichutko.

Nie znałam jej z tej strony. Znamy się całe życie, a ja nigdy nie widziałam jej 
tak zawstydzonej i podekscytowanej jednocześnie.

– Opowiadaj! – Paliła mnie ciekawość.

–   Najpierw   po   prostu   dobrze   nam   się   gadało   –   mówiła   powoli,   jakby 
zastanawiając się nad każdym słowem. – Trochę nawet potańczyliśmy. – 
Uśmiechnęła się, widząc moją zszokowaną minę. – Nie wiedziałaś, że twój 
brat umie tańczyć?

Pokręciłam głową. Nie chciałam jej przerywać.

– Jacek szybko się zmył – mówiła już teraz normalnie. – Na szczęście! – 
westchnęła. – A potem… to już było całkiem… No wiesz… jak na randce!

– Całowałaś się z nim?

– Tak. – Uśmiechnęła się rozmarzona. – I było… zajebiście! Mówię ci, Tomek 
ma niezaprzeczalny talent. Ale to nie wszystko… powiedział mi, że… bujał 
się we mnie już od dawna i nie wiedział jak się ze mną umówić.

73 | 

S t r o n a

background image

– No, no! – Prawie gwizdnęłam. – Jaka szczerość? Nie poznaję szanownego 
brata!

– Nie zbijaj się – odpowiedziała szybko. – Naprawdę się nie spodziewałam. – 
I po chwili dodała  jeszcze: – Wiesz… nigdy ci tego nie mówiłam…  Nie 
chciałam   żebyś   się   nade   mną   użalała…   Ale   kochałam   się   w   Tomku   od 
pierwszej klasy…

O cholera! Ta to potrafi dotrzymać tajemnicy!

– Wiesz co? – Nagle zdałam sobie sprawę, że jestem na nią zła. – To taka 
z ciebie przyjaciółka? – Spojrzała na mnie nic nie rozumiejąc. – To ze mnie 
wyciągasz od lat najwstydliwsze sekrety, a sama ukrywałaś przede mną takie 
coś? Jak mogłaś?

– Nie gniewaj się. – Była naprawdę skruszona. – Nigdy nie miałam nadziei, że 
kiedykolwiek coś z tego będzie…Więc po co było o tym gadać?

Sama nie wiem… Jeszcze wieczorem, już leżąc w łóżku, zastanawiałam się 
czy Weronika miała rację? Może faktycznie nie ma sensu gadać o czymś, co 
jest nieosiągalne? A raczej „kto” jest nieosiągalny?

Długo   leżałam,   zastanawiając   się   nad   wieloma   szczegółami…   W   końcu 
zmęczona zasnęłam.

Rano   obudziłam   się   w   paskudnym   nastroju…   Poniedziałek!   Samo   to 
przyprawiało mnie o nieprzyjemne dreszcze! A na dokładkę nie wiedziałam 
jak się zachować, gdy spotkam w szkole JEGO…

Wyszłam z domu, ponownie ubrana w optymistyczno-pogrzebowym stylu, 
i stanęłam jak wryta na widok zaparkowanej prawie pod samą klatką czarnej 
beemki. Stałam tak chwilę jak wmurowana… Gdy udało mi się już pozbierać 
szczękę z chodnika, zobaczyłam wysiadającego Michała. Jedno spojrzenie na 
jego twarz wystarczyło… Nadal był na mnie zły! Więc po co przyjechał?

– Cześć – powiedział zaciskają nieznacznie szczękę.

74 | 

S t r o n a

background image

–   Jeżeli   jesteś   na   mnie   zły   –   powiedziałam   dobitnie   –   nie   trzeba   było 
przyjeżdżać…

– Myślałem o tym – warknął.

– To dlaczego przyjechałeś?

– Domyśl się.

– Załóżmy, że jestem niedomyślna – odpowiedziałam też już trochę zła. – No 
więc?

Przyjrzał mi się uważnie.

– Nie mam zwyczaju się tłumaczyć – powiedział, ale już spokojniej.

– A ja nie mam zwyczaju zadawać się z gburami. – Odbiłam piłeczkę. – 
W dodatku z wściekającymi się bez powodu.

– Tak myślisz? – Temperatura znowu podniosła się o parę stopni. – Uważasz, 
że nie mam powodu? Za kogo ty mnie masz?

Spuściłam   ze   wstydem   głowę…   Znowu   go   wkurwiłam…   Mam   chyba 
niezaprzeczalny talent? 

– Wsiadaj! – Usłyszałam już spokojniejszy głos Michała. – Spóźnimy się!

Posłusznie wykonałam polecenie. Będąc już w środku przyjrzałam mu się 
uważnie.   Miał   ściągniętą   gniewem   twarz…   Ręce   zaciskał   kurczowo   na 
kierownicy… Wyglądał naprawdę groźnie!

Myślałam, że od razu ruszy do szkoły, ale on nadal siedział w tej samej 
pozycji. Po chwili usłyszałam jego cichy głos:

– Co ja mam z Tobą zrobić?

– Pocałować? – Sama nie wiem czemu to powiedziałam. 

– Naprawdę tego chcesz?

75 | 

S t r o n a

background image

Zdałam   sobie   sprawę,   że   właśnie   tak!   Nie   chciałam   się   z   nim   kłócić… 
Chciałam po prostu zatonąć w jego ramionach… i poczuć smak jego ust.

– Bardzo!

Dopiero   teraz   zauważyłam,   że   się   rozluźnił   i   wypuścił   powietrze,   które 
musiał od jakiegoś czasu wstrzymywać.

Pochylił się w moją stronę i czas na chwilę się zatrzymał…

– Musimy jechać – powiedział kilka minut później z żalem. – Ale po szkole… 
Jesteś tylko moja!

Uśmiechnęłam się zadowolona.

– Trzymam cię za słowo.

Podjechaliśmy   pod   szkołę.   Z   daleka   już   widziałam   czekającą   na   mnie 
Weronikę… ale się dziewczyna zdziwi! A może wcale nie? Może się po 
prostu ucieszy?

Czekałam   grzecznie,   aż   Michał   obejdzie   samochód   i   otworzy   mi   drzwi. 
Zauważyłam, że takie gesty sprawiają mu niekłamaną przyjemność… Skąd 
on się urwał? Dżentelmeni to gatunek na wymarciu! Do niedawna myślałam, 
że już dawno wyginęli… A tu niespodzianka! Spotkałam jednego z ostatnich 
egzemplarzy! Cud!

Podał   mi   rękę   i   pomógł   wysiąść.   Kilka   osób   przyglądało   się   nam 
z zainteresowaniem… Różne to było zainteresowanie! Spora część dziewczyn 
patrzyła z zawiścią! Wiem co im chodziło po głowie… Co on w niej widzi? 
Na pewno zadawały sobie to pytanie! W sumie ja też je sobie zadawałam, ale 
nauczona smutnym doświadczeniem  postanowiłam nie roztrząsać tego na 
głos, żeby się nie narażać, ani Weronice, ani tym bardziej Michałowi. To 
pozostanie moim wstydliwym sekretem! I już!

Podeszliśmy do Weroniki (o Matko! prawie zemdlałam) trzymając się za ręce. 
Ona też była w lekkim szoku, z którego chyba trudno jej było się otrząsnąć.

76 | 

S t r o n a

background image

– Cześć – Michał przywitał się z moją przyjaciółką.

– Widzę… – Uśmiechnęła się do mnie. – Że wszystko jest w porządku?

– Myślę, że tak – odpowiedziałam, zerkając na mojego chłopaka.

Cholera, czy ja go nazwałam „swoim chłopakiem”?

– Mam nadzieję – powiedział wyżej wymieniony, a po chwili dodał, patrząc 
na moją przyjaciółkę – że Agnieszka nie będzie się umawiała z nikim innym 
poza   mną…   nawet   dla   ciebie   –   mówiąc   ostatnie   słowa,   uśmiechnął   się 
szeroko.

– Możesz być tego pewny – powiedziała, odwzajemniając uśmiech. – Ja już 
mam co chciałam!

Ucieszyłam się, widząc jak swobodnie ze sobą rozmawiają.

Ten nasz mały zlot „klubu wzajemnej adoracji” przerwał brutalnie dzwonek. 
Popędziliśmy zatem do klasy. Wpadając w ostatniej chwili do sali nie miałam 
szansy   zobaczyć   reakcji   „kolegów”   i   „koleżanek”   na   nasze   wspólne 
przybycie… To musiał być niezaprzeczalnie fascynujący widok, więc trochę 
żałowałam, że mnie ominął.

Lekcje   dłużyły   mi   się   nieznośnie.   Jedynie   polski   był   takim   przyjemnym 
przerywnikiem. Z wiadomych powodów minął mi w mgnieniu oka.

Wszystkie przerwy spędzaliśmy we trójkę. Byłam z tego bardzo zadowolona. 
Nie chciałabym żadnego z nich zostawiać dla tego drugiego. A tak miałam 
ich oboje i byłam z tego powodu cholernie szczęśliwa.

Ostatni dzwonek brzmiał jak najsłodsza melodia… Obwieścił właśnie, nie 
tylko   koniec   lekcji,   dla   mnie   przede   wszystkim   obwieścił   rozpoczęcie 
wspólnego popołudnia… z Nim… z moim księciem z bajki! Różnica była 
tylko taka, że jego rumak był mechaniczny i czarny… Ale to są mało istotne 
szczegóły!

77 | 

S t r o n a

background image

Wyszliśmy   przed   szkołę   trzymając   się   za   ręce   i   zanim   zdążyłam   się 
pokapować   co   mój   ulubiony   licealista   zamierza   zrobić,   złapał   mnie 
w ramiona i gwałtownie pocałować. Byłam tak zaskoczona, że wcale się nie 
broniłam…   Po   chwili   już   nie   miałam   ochoty   się   bronić.   Poddałam   się 
zupełnie, rozkoszując się jego zapachem i smakiem. Cholera, czy ja się kiedyś 
przyzwyczaję do tego? Mocno w to wątpiłam.

– Świntuchy! – Doleciał nas oskarżycielski głos Weroniki, która właśnie do 
nas dołączyła. – Moglibyście się jeszcze trochę powstrzymać…

– Ja nie mogłem – odpowiedział jej ze śmiechem Michał.

Ona pokiwała tylko z politowaniem głową i nic nie powiedziała.

– Zaraz, zaraz… – przypomniałam sobie. – A co z Tomaszkiem? Nie miałam 
okazji z nim pogadać…

– I lepiej tego nie rób! – Przestraszyła się. – Z twoim taktem namieszasz tak, 
że już tego nie odkręcę. – Roześmiała się, widząc moją minę. – No co? Nie 
mam racji?

– Ale zabawne – prychnęłam.

–   Z   twoim   bratem   poradzę   sobie   sama   –   powiedziała   z   tajemniczym 
uśmiechem. – On jeszcze o tym nie wie, ale wpadł jak śliwka w kompot.

– Słyszałam niedawno już ten tekst… – Zawiesiłam głos.

– I co pomyliłam się wtedy? – mruknęła konspiracyjnie.

Michał patrzył to na Weronikę to na mnie. Po chwili go chyba olśniło, bo 
powiedział:

– Czyżby chodziło o mnie? – Próbował powstrzymać śmiech. – Jesteście 
okropne!

– Ani trochę – odpowiedziałyśmy razem, jakbyśmy się umówiły.

78 | 

S t r o n a

background image

Teraz to już Michał nie wytrzymał i parsknął śmiechem na cały głos. A ja… 
gapiłam   się   na   niego   jak   urzeczona…Gdy   się   śmiał   wyglądał…   Hmmm! 
Wyglądał po prostu jak „młody bóg!”

Odwieźliśmy Weronikę i postanowiliśmy trochę się przejść po mieście, może 
coś   zjeść…   Szłam   obok   mojego   chłopaka,   trzymałam   go   za   rękę   i   była 
zajebiście zadowolona z mojego życia. 

Na rogu ulicy pochyliłam się, żeby zawiązać sznurowadło, przecież wszystko 
nie   mogło   być   idealne…   Zaśmiałam   się   w   duchu!   Rozwiązujące   się 
sznurowadła zniosę, jeśli cała reszta będzie wyglądała tak jak teraz… Ale 
jestem   głupia!   Przemknęło   mi   przez   myśl   dokładnie   w   tym   samym 
momencie, gdy jakaś blond „anorektyczka” rzuciła się Michałowi na szyję.

Co jest, do kurwy nędzy?

79 | 

S t r o n a

background image

10.

–   Cześć   kochanie!   Jak   miło   cię   widzieć!   –   Obrzuciła   mnie   pogardliwym 
spojrzeniem. – Widzę, że znalazłeś swojego „czerwonego kapturka.”

–   Witaj   Wando!   –   Michał   szybko   wyplątał   się   z   jej   ramion.   –   To   jest 
Agnieszka! – A po chwili dodał z satysfakcją  – Nie musiałem jej daleko 
szukać.

– A to ciekawe… – powiedziała tonem zdechłej ryby, która mówi o innej 
zdechłej rybie.

Poznałam ją! To był ten babsztyl z „Insomni.”

– Co u Sebastiana? – Michał silił się na kulturalną, kurtuazyjną rozmowę, ale 
moim zdaniem szło mu marnie.

– Nie wiem – odpowiedziała. – Rozstaliśmy się.

– Żartujesz? – Nie umiał do końca ukryć radości z zaistniałej sytuacji.

– Mówię całkiem poważnie – zaćwierkała. – Jestem wolna i do wzięcia.

Bardziej wprost już nie mogła się wyrazić. Nie wytrzymałam i wypaliłam, nie 
zastanawiając się długo:

–   To   musisz   koniecznie   sobie   kogoś   poszukać.   –   Zrobiłam   małą   pauzę, 
rozkoszując się widokiem jej miny. – Taka dziewczyna jak ty nie może być 
sama! To zbrodnia!

Mówiąc to, ostentacyjnie przytuliłam się do Michała. Tylko zawieszając mu 
na szyi tabliczkę z napisem „On jest Mój,” byłabym bardziej dosłowna!

– Musimy już iść – dodałam jeszcze. – Cześć!

Michał miał niezły refleks i już po chwili zostawiliśmy Wandę z szeroko 
otwartą buzią i pomaszerowaliśmy w dół ulicy.

– No, no – zamruczał mi do ucha. – Nie spodziewałem się! – A po chwili 
dodał: – Ale wiesz co? Strasznie mi się podobało.

80 | 

S t r o n a

background image

– Co? Jak laski się o ciebie tłuką? – zapytałam sarkastycznie.

– Nie! – odpowiedział uwodzicielskim tonem. – Podobało mi się… jak o mnie 
walczysz…

– Zarozumialec – mruknęłam pod nosem, ale po jego minie odgadłam, że 
doskonale mnie usłyszał.

Nie   ciągnął   tematu,   za   co   byłam   mu   wdzięczna,   bo   zawstydziłam   się 
okropnie. Czy mi to nigdy nie przejdzie? Jedno jego spojrzenie lub słowo, a ja 
płonię się jak podlotek… To takie żenujące!

Skusiła nas lodziarnia, a ściślej rzecz biorąc, to mnie skusiła ta lodziarnia… 
Szczególnie „Ambrozja,” którą tu podawali… Najlepsza w mieście! Siedząc 
już   przy   stoliku   nad   porcją   lodów,   gapiłam   się   na   Michała   maślanym 
wzrokiem   i  choć   usilnie   starałam   się   zachować   choć   trochę   inteligentny 
wyraz twarzy… coś tak czułam, że kiepsko mi to wychodzi! On rewanżował 
się przenikliwym spojrzeniem zielonych oczu i uśmiechem, pod wpływem 
którego   robiło   mi   się   słabo…   Dosłownie!   Zaraz   będę   potrzebować 
reanimacji… A jak on się tym zajmie to pewnie wpadnę w śpiączkę! Oj, 
głupieję coraz bardziej! A myślałam, że już bardziej się nie da!

Przypomniałam sobie „śliczną” Wandę i zapytałam:

– Kim jest Sebastian? – A po chwili dodałam: – To ten chłopak z „Insomni,” 
wiem, ale kim jest dla ciebie? – Naprawdę byłam ciekawa.

– To mój kumpel, jeszcze z czasów gdy tu mieszkałem.

– A ta jego laska? – Zaraz się poprawiłam: – To znaczy… była laska?

– Sama widziałaś… – mruknął. – Wrogowi bym takiej nie życzył!

– Ale jest bardzo… – Szukałam odpowiedniego słowa, ale nie znalazłam. – 
Ładna!

– Może. – Wzruszył ramionami. – Ale głupia i pusta też jest! A to już chyba 
nie za ciekawie, prawda?

81 | 

S t r o n a

background image

– Niektórzy takie właśnie wolą…

– Hej! – Popatrzył mi głęboko w oczy. – Coś sugerujesz?

– Ja? – Mina niewiniątka opracowana do perfekcji. – Skąd! – Zdradził mnie 
rumieniec. O cholera!

– Albo chcesz mnie zdenerwować – powiedział poważnie. – Albo coś cię 
męczy… To jak?

– Na pewno nie chcę cię denerwować – odpowiedziałam szybko i dopiero po 
chwili zdałam sobie sprawę, że tym zdaniem przypieczętowałam swój los…

Teraz będę musiała odpowiedzieć na niewygodne pytania. O losie! Czemu ja 
nie umiem w odpowiednim momencie trzymać języka za zębami?

– No więc? – Czekał.

– Powinnam się była ugryźć w język!

– Powinnaś – powiedział z niezachwianą pewnością. – A skoro tego nie 
zrobiłaś, teraz powiesz mi o co chodzi!

– Ale to takie krępujące. – Wiłam się jak piskorz, choć coś tak czułam, że nie 
uniknę odpowiedzi.

Okazuje się, że on, tak samo jak Weronika, ma niezaprzeczalny talent do 
wyciągania ze mnie wszystkiego, co chce. I jak tu mieć jakieś tajemnice?

– Mnie nie musisz się wstydzić. – Próbował zachęcić mnie do zwierzeń.

– Ale się wstydzę – powiedziałam dobitnie.

– Dlaczego?

– Domyśl się…

– Załóżmy, że jestem niedomyślny…

Nie zdawał sobie chyba sprawy, że powtarzamy dialog, tylko z odwróconymi 
rolami. A ja głupia brnęłam w to dalej.

82 | 

S t r o n a

background image

– Załóżmy – wypaliłam – że ja nie lubię się tłumaczyć…

– Punkt dla ciebie. – Roześmiał się.

Zaskoczył mnie, nie po raz pierwszy zresztą, pewnie i nie ostatni! Bałam się, 
że się wkurzy, a tu atak śmiechu… Nie nadążam za nim.

– Lubię jak się śmiejesz – powiedziałam nieoczekiwanie.

– Ale, ale – przypomniał mi – nie zmieniaj tematu.

– A już miałam nadzieję… – Nie będzie z nim łatwo.

– To ją porzuć! – Lekko się ze mnie nabijał. – Tak łatwo się nie wykręcisz!

– No dobra! – Poddałam się, przeciąganie tej krępującej dla mnie sytuacji nic 
mi nie da. – Chodzi o nasze pierwsze spotkanie… Wiesz? Te na parkingu…

– I co z nim? – Uśmiechał się.

– No wiesz? – Spuściłam wzrok. – Zachowałam się jak kompletna kretynka.

– Tak myślisz? – zapytał z przekąsem.

– A ty nie?

–   Tak   bym   tego   nie   nazwał.   –   Zastanawiał   się   przez   chwilę.   –   Byłaś… 
Zabawna. – A widząc moją minę, szybko dodał: – Ale i zajebiście czarująca!

– Czarująca? – Nie wiedziałam czy mam się śmiać czy płakać, przyjrzałam mu 
się uważnie. – Nie pocieszaj mnie! – Znów spuściłam wzrok dodając: – Wiem 
jak się zbłaźniłam!

– Nie masz racji. – Wyciągnął rękę i uniósł mój podbródek. – Spójrz mi 
w oczy. – Poczekał aż posłusznie wykonałam polecenie. – Na pewno tak nie 
pomyślałem!

Utonęła w jego spojrzeniu… Przyznam się do wszystkiego! Zeznam nawet co 
wyrabiałyśmy z Weroniką na koloniach w pierwszej klasie… O cholera! Nie, 
tego jednak nie! Nawet gdyby mnie torturował. O czym ja, u licha myślę! Czy 
ja w ogóle przy nim jestem w stanie rozsądnie myśleć…? Chyba nie! Opanuj 

83 | 

S t r o n a

background image

się,   dziewczyno!   Masz   szansę   dowiedzieć   się   czegoś…   ciekawego! 
Wykorzystaj okazję!

– A co pomyślałeś? – zapytałam nieśmiało.

– Hmmm… – Zastanawiał się nad odpowiedzią, miałam nadzieję, że nie 
wymyśla   jakiegoś   zgrabnego   kłamstwa.   –   Pomyślałem,   że   masz   niezłe 
pazurki…

Więcej nie zdążył powiedzieć, bo zadzwoniła moja komórka. Wyciągnęłam 
ją z ociąganiem. Byłam ciekawa co powiedziałby jeszcze Michał, gdyby mu 
nie przerywać. 

– 

Młoda, a ty nie masz zamiaru wracać do domu? – To był oczywiście mój 

braciszek.

– Przecież dzwoniłam…

–  

Tak  – zawiesił głos. –  Miałaś być o osiemnastej, matka wydeptuje już 

ścieżkę…

Spojrzałam na zegarek… Było w pół do siódmej. Cholera.

– Już wracam! – I szybko dodałam: – Powiedz jej, że będę za… – Spojrzałam 
na Michała. – 15 minut, góra 20.

– 

Dobra – powiedział obojętnym tonem. – Tylko się pospiesz!

– Ok. – A po chwili dodałam: – Dzięki.

– 

Dobra, spoko!

– Cześć! – Szybko się rozłączyłam i spojrzałam jeszcze raz na Michała, który 
właśnie wstawał.

Poszedł zapłacić i już po chwili wracaliśmy do samochodu. Odwiózł mnie 
i pomógł,   jak   zawsze,   wysiąść.   Jakie   zawsze?   Jechałam   z   nim…   zaraz… 
dokładnie trzy razy. Czy mogę już mówić „jak zawsze”? W sumie za każdym 
razem otwierał przede mną drzwi, więc jest to już jakaś reguła! Dżentelmen, 

84 | 

S t r o n a

background image

fiu, fiu! Czuję się wyróżniona! Znaczy nie tylko tym… Czuję się zajebiście 
wyróżniona – całokształtem. Tak! Nie zasłużyłam na takiego faceta!

–   Wpędzam   cię   w   kłopoty   –   powiedział   gdy   już   staliśmy   pod   klatką.   – 
Wybacz!

– Żartujesz? – Nie udało mi się ukryć zdziwienia, on mnie przepraszał? – Nie 
żałuję ani minuty!

– To dobrze – powiedział, pochylając się nade mną. – Bo ja też nie!

Gdy nasze usta się spotkały, przemknęło mi przez głowę, że to się nie dzieje 
naprawdę… To nie może być prawda! Jak to się dzieje, że za każdym razem 
jest lepiej? 

– Idź już – powiedział cicho jakiś czas później, odsuwając się ode mnie. 
Czyżby jego głos był bardziej schrypnięty niż jeszcze chwilę wcześniej? – Bo 
zaraz nigdzie cię nie puszczę.

– Do jutra – powiedziałam równie cicho, patrząc mu w oczy.

– Przyjadę po ciebie.

Uśmiechnęłam   się   na   te   słowa.   Nikt   nigdy   po   mnie   nie   przyjeżdżał.   To 
cholernie fajne uczucie. Nie chodzi już nawet o wożenie dupy w zajebistej 
Beemce… raczej o to, że mu się chce… Chyba mu zależy…? Naprawdę? Och 
daj już spokój! Jest tu teraz! To jest najważniejsze!

– Do jutra – powtórzyłam, stanęłam na palcach, cmoknęłam go szybko w usta 
i nie oglądając się za siebie, pobiegłam do klatki.

Wpadłam do domu i zanim ktoś mnie zatrzymał, poleciałam do swojego 
pokoju. Tam rzuciłam torbę i nie mogąc się powstrzymać, wyjrzałam przez 
okno.

Stał oparty o samochód i patrzył w górę… Gdy mnie zobaczył, uśmiechnął 
się. Pomachałam mu, a jego uśmiech jeszcze się poszerzył. Chwilę patrzył na 

85 | 

S t r o n a

background image

mnie, po czym niespiesznie oderwał się od maski, o którą się opierał i wsiadł 
do samochodu. Po chwili już go nie było.

Odetchnęłam głęboko i ruszyłam na spotkanie „przeznaczenia,” które, w tym 
momencie, miało postać mojej własnej, rodzonej matki! Może jakoś przeżyję 
to starcie…

Przeżyłam!   Rodzicielka   starała   się   być   surowa   i   autorytatywna,   ale   ja 
doskonale wiedziałam, że pod tą maska była zadowolona, nawet bardzo, że jej 
córeczka-chłopczyca nie jest jeszcze stracona dla świata! Może to dziwne, 
inne matki martwiłyby się w takiej sytuacji, a ona się cieszyła… No cóż, po 
kimś muszę być taka pokręcona, no nie?

– To kiedy go nam przedstawisz? – zapytała na koniec.

Tego się właśnie obawiałam. Będzie chciała go poznać… A czy Michał będzie 
chciał przyjść? To w końcu jakaś deklaracja…

– Nie wiem – odpowiedziałam wymijająco. – Zobaczymy…

Matka nie naciskała, na szczęście. Byłam wolna. Poszłam do siebie! Trzeba się 
w końcu trochę pouczyć. Coś tak jednak czułam, że z tą nauką to będzie 
kiepsko…

Następne dni minęły mi jak sen… Zajebiście piękny sen! Michał codziennie 
przyjeżdżał   po   mnie,   a   po   szkole   spacerowaliśmy,   siedzieliśmy   w   parku, 
czasem coś jedliśmy… Miałam jednak wyrzuty sumienia, że tak go naciągam. 
Gdy   mu   o   tym   mówiłam,   śmiał   się   i   powtarzał,   że   mógłby   mi   stawiać 
śniadania, obiady i kolacje, aby móc spędzać ze mną więcej czasu… A nie 
mogliśmy go spędzać za wiele, bo jednak wisiała nad nami matura i trzeba 
było się do niej uczyć… Cholera! Mimo to, te „kradzione” godziny spędzane 
razem   były   najważniejsze…   Dziwne,   że   czułam   się   jak   we   śnie?   Dużo 
rozmawialiśmy… ale nie poruszaliśmy drażliwych tematów! Dowiedziałam 
się, że ma młodszą siostrę i kilku ciotecznych braci. Że lubi Kryminalne 
zagadki Nowego Jorku i sporty ekstremalne. Że chodzi dwa razy w tygodniu 
na   siłownię,   co   mnie   wcale   nie   dziwiło,   skądś   się   musiała   wziąć   jego 

86 | 

S t r o n a

background image

muskulatura. Chciałabym zobaczyć jak ćwiczy, najlepiej bez koszulki… Ale 
tego oczywiście mu nie powiedziałam! Dowiedziałam się też, że chętniej 
chodzi do kina, niż ogląda filmy na DVD, bo kino ma swój niepowtarzalny 
urok, jak mówił. Że gra na gitarze i lubi bawić się w mechanika, ale nie jest 
w tym najlepszy. Wątpię! Że słucha bardzo różnej muzyki, ale jest kilka 
gatunków, których nie jest w stanie znieść. Oraz wielu innych rzeczy, które 
powoli zaczęły nakreślać mi bardziej wyraźnie jego postać. I jak tu się nie 
załamać? Chodzący ideał… a przynajmniej chłopak z marzeń. Co ja przy nim 
robię?

W piątek po szkole zapytał mnie nagle, czy poszłabym do niego. Przestraszył 
mnie. Miałabym poznać jego matkę i siostrę? Jak zareagują, że ich syn i brat 
spotyka się… no właśnie… z mało efektowną dziewczyną? Przecież mógłby 
mieć najlepsze laski, najładniejsze, eleganckie… A ja?

– Mówisz serio? – zapytałam, choć wiedziałam, że nie żartuje.

– A dlaczego nie? – Przyjrzał mi się uważnie. – Boisz się mojej matki? – 
Uśmiechnął się jakoś tak ciepło.

– I siostry. – Nie siliłam się na wykręty.

– One nie gryzą! – Powstrzymał się od śmiechu, bo widział, że naprawdę się 
martwię.

– Ale będą mnie oceniać. – Zawstydziłam się, gdy spojrzał na mnie uważnie. 
– I raczej nie będą zachwycone – dodałam ciszej.

– Chcesz mnie zdenerwować? – zapytał jeszcze spokojny.

Wiedziałam już, że łatwo wpada w złość. To była chyba jedyna wada, jaką do 
tej pory u niego zauważyłam.

– Nie chcę, ale… – Nie wiedziałam jak to powiedzieć, żeby nie zabrzmiało 
zbyt dramatycznie. – Nie czuję się na siłach – wydusiłam w końcu z siebie.

– Znowu to robisz. – Nie spuszczał ze mnie wzroku.

87 | 

S t r o n a

background image

– Co takiego? – zapytałam, choć doskonale wiedziałam o co mu chodzi.

Poznał mnie już trochę i zdawał sobie sprawę z mojej niskiej samooceny. Nie 
raz wspólnie z Weroniką próbowali wybić mi to z głowy, ale byłam strasznie 
oporna.

– Uważasz, że do siebie nie pasujemy – powiedział dobitnie.

– Bardzo bym chciała – bąkałam pod nosem, bojąc się spojrzeć mu w oczy, 
żeby nie zobaczyć gniewu w jego spojrzeniu. – Ale to takie trudne…

– Czy ja daję ci powody? – Zaczynał się denerwować. Cholera! – Naprawdę 
nie możesz uwierzyć, że nie interesuje mnie nikt inny? 

– Ja… nie… – plątałam się. – To znaczy… Cholera! Przepraszam.

– Nie przepraszaj! – Złapał mnie za ramiona, popatrzył w oczy i gwałtownie 
przytulił. – Nie masz mnie za co przepraszać – szepnął mi do ucha – ale mi 
w końcu uwierz!

– Wierzę. – Po chwili jednak się poprawiłam: – Chcę wierzyć…

W tym momencie pocałował mnie gwałtownie, niemal brutalnie, ale już po 
chwili   rozluźnił   ramiona,   a   jego   pocałunek   przeszedł   w   najdelikatniejszą 
pieszczotę… Czy ja się kiedyś do tego przyzwyczaję? Co on wyrabiał z moim 
oddechem? A co z trzepoczącym „serduszkiem”? Teraz nie umiałabym mu 
niczego odmówić… Musiał o tym wiedzieć i skrzętnie to wykorzystał:

– Jedziemy do mnie! – Spojrzał groźnie. – I nie chcę słyszeć żadnego „ale.”

88 | 

S t r o n a

background image

11.

Już sam widok jego domu sprawił, że ugięły się pode mną kolana… Ogromna 
luksusowa willa, położona w najbogatszej dzielnicy, deprymowałaby nawet 
dużo   odważniejszą   osobę   ode   mnie.   Nic   dziwnego   więc,   że   miałam 
nieprzepartą   ochotę   uciekać   w   popłochu…   Pewnie   bym   to   zrobiła,   bez 
zastanowienia i z wielką ochotą, gdyby nie silny uścisk ręki. Michał zaraz po 
opuszczeniu   samochodu,   złapał   moją   dłoń   i   pociągnął   w   stronę   drzwi 
wejściowych.

Trzy głębokie oddechy i już byłam w środku. Stanęłam niepewnie w dużym 
holu   i   spojrzałam   spanikowana   na   Michała.   Ścisnął   mocniej   moją   dłoń, 
a zaraz potem otoczył mnie opiekuńczo ramieniem.

– Odwagi. – Uśmiechnął się do mnie i mrugnął porozumiewawczo. – Będzie 
dobrze!

Ta, jasne!

Nie miałam czasu się dłużej nad tym zastanawiać, bo moim oczom ukazała się 
wysoka, szczupła kobieta, nie wyglądająca na więcej niż 30 lat. Była piękna! 
Elegancka do bólu! Boże! To była jego matka? 

– Dzień dobry – wydusiłam z wysiłkiem.

Co jest? Jeszcze do tego zaczęłam mieć kłopoty z mówieniem. Nie dość, że 
matka Michała pomyśli, że wyglądam jak „wyjdź stąd i nie wracaj” to uzna 
mnie jeszcze za niemotę, która nie umie sklecić poprawnego zdania… Niezły 
początek.

– Witaj, Agnieszko! – Usłyszałam i nie mogłam uwierzyć, tyle było ciepła 
i sympatii w jej głosie… Miałam ochotę obejrzeć się, czy ona na pewno mówi 
do mnie. Czy za moimi plecami nie ma nikogo innego…

Podeszła   bliżej,  złapała  mnie  za rękę  i lekko   pociągnęła,   zmuszając  bym 
poszła za nią.

89 | 

S t r o n a

background image

– Pójdziemy do salonu – powiedziała, a odwracając głowę w stronę swojego 
syna, dodała: – Michał, przynieś nam coś do picia.

Z nieukrywanym zdziwieniem spojrzałam na niego, a on tylko uśmiechnął 
się szeroko i po chwili zniknął mi z oczu.

Pani Tadler wprowadziła mnie do ogromnego salonu i pociągnęła na kanapę 
stojącą   przy   kominku.   Kominek?   Prawdziwy?   Cholera,   gdzie   ja   jestem? 
W pałacu?

– Usiądź, kochanie – powiedziała miękko i siedząc już obok mnie dodała, 
trzymając   nadal   moją   dłoń:   –   A   teraz   powiedz   mi,   co   zrobiłaś   mojemu 
synowi?

Otworzyłam usta ze zdziwienia! Że co?

– Ja… – jąkałam się, jak to miałam w zwyczaju, gdy byłam zaskoczona. – 
Przepraszam… Ale… ja nie wiem… Naprawdę… – Co ja wyrabiam? – O co 
Pani chodzi?

Spojrzała na mnie uważnie.

– Nie denerwuj się, kochanie! Ja nie gryzę – powiedziała, a potem wybuchła 
śmiechem. – Naprawdę!

Widząc moją minę i spłoszone spojrzenie, dodała już spokojniej:

– Co też Michał ci naopowiadał o mnie, że tak się mnie boisz?

– To nie tak – wyrwało mi się. – On nie… To ja! – Co ja wygaduję? – 
Przepraszam!

– Spokojnie! – Głaskała mnie uspokajająco po trzymanej nadal dłoni.

–   Przepraszam,   ale   ja   już   tak   mam…   –   Spojrzałam   niepewnie   na   matkę 
Michała. Uśmiechała się do mnie! O rany ona się uśmiechała, mimo, że ja… – 
Zawsze, kiedy najbardziej mi zależy robię z siebie idiotkę…

A co mi tam! I tak już zobaczyła jaka jestem… Taka deklaracja raczej niczego 
nie pogorszy!

90 | 

S t r o n a

background image

– To urocze – powiedziała delikatnie pani Tadler. – Naprawdę.

Spojrzałam na nią pytająco. Wolałam się już nie odzywać, żeby znowu czegoś 
nie chlapnąć.

– Zaczynam rozumieć… – powiedziała z namysłem – dlaczego Michał tak 
zgłupiał…

– Słucham??? – Oczy to chyba miałam wielkości piłeczek do ping-ponga.

– Nie chcesz mi chyba powiedzieć… – Patrzyła na mnie uważnie. – Że nie 
zdajesz sobie z tego sprawy?

– Ale ja naprawdę nie wiem o czym pani mówi…

Teraz   na   pięknej   twarzy   siedzącej   obok   mnie   kobiety   odmalowało   się 
zaskoczenie.

– Wiedziałam, że mój syn jest dziwny – zaczęła – ale nie przypuszczałam, że 
nie będzie umiał okazać dziewczynie swojego zainteresowania…

– Ależ okazuje – wyrwałam się. – To znaczy… Przekonuje mnie, ale ja… – 
Znowu wychodzę na jąkałę. – Mi nie łatwo w to uwierzyć!

Co było w tej kobiecie, że tak się przed nią wysypałam? Poza lękiem, obawą 
i wstydem…   czułam   do   niej   mimo   wszystko   sympatię.   Jej   po   prostu   nie 
można było nie lubić.

– Teraz to ja nie rozumiem – powiedziała matka Michała, wpatrując się we 
mnie.

– To całkiem proste. – A skąd u mnie nagle taka odwaga? – On i ja… to jak… 
Nie przymierzając… BMW i maluch.

Spojrzałam   niepewnie   na   moją   rozmówczynię…   A   ona   parsknęła   tak 
głośnym  śmiechem, że wchodzący właśnie  do salonu Michał o mało  nie 
upuścił tacy z filiżankami i cukiernicą.

91 | 

S t r o n a

background image

– Ja też się chętnie pośmieję! – powiedział, odstawiając kawę na mały stolik 
i siadając koło mnie. Rzucił rozbawione spojrzenie na swoją matkę, która 
krztusiła się ze śmiechu. – Co cię tak ubawiło?

Przeraziłam się nie na żarty… A jeśli ona mu powie? Już paliłam się ze 
wstydu, ale jak on się dowie jakiego debila zrobiłam z siebie przed jego matką 
to… Sama nie wiem co! Wstrzymałam oddech, gdy pani Tadler uspokoiła się 
i otwierała usta, żeby odpowiedzieć synowi.

– Nie twoja sprawa – powiedziała, a ja wypuściłam z płuc ogromną ilość 
powietrza, gdy ona mówiła jeszcze: – To takie nasze babskie tajemnice. – 
Uśmiechnęła się do mnie porozumiewawczo.

Kim jest ta kobieta? Naprawdę nie ruszyła jej moja głupota?

Kawę wypiliśmy w dość miłej atmosferze, pomijając moje skrępowanie, żeby 
nie   powiedzieć   zawstydzenie   i   zdenerwowanie.   Teraz   to   Michał   trzymał 
mnie za rękę i w ten sposób pocieszał i podtrzymywał na duchu. 

– I jak? – zapytał sporo później, gdy jego matka zostawiła nas samych.

– Twoja mama jest świetna. – A po chwili dodałam ostrożnie: – Ale ja się nie 
popisałam…

– Nic takiego nie zauważyłem. – Uśmiechnął się. – Była tobą zachwycona!

–   Nie   żartuj!   –   rzuciłam.   –   Zaliczyłam   jąkanie,   głupie   miny   i   zacięcie 
myślowe…

– Na pewno przesadzasz!

– Ani trochę – westchnęłam. – Twoja mama jest bardzo taktowna i delikatna, 
ale… – dodałam – aż strach pomyśleć jakie musi mieć o mnie zdanie!

– Ona nigdy nie udaje. – Popatrzył mi w oczy. – Gdyby cię nie polubiła, 
wiedziałabyś o tym!

Nic nie odpowiedziałam. Bo i co miałabym powiedzieć? Że nie wierzę? Tylko 
bym go wkurwiła!

92 | 

S t r o n a

background image

– Chodź! – Wstał i podał mi rękę. – Pójdziemy do mnie!

Posłusznie   wstałam   i  dałam  się   wyprowadzić   z  salonu  i  poprowadzić  po 
schodach na górę, do jego pokoju.

W progu stanęłam jak wryta! To co zobaczyłam… po prostu mnie dobiło!

– Czy ty nie masz wad? – rzuciłam oskarżycielsko, odwracając się w stronę 
Michała.

– To znaczy? – Uniósł lekko brew.

Pokój był urządzony w stylu minimalistycznym,  ale nie o to chodziło… 
Panował tam, tak idealny porządek, że aż robiło się niedobrze… Żadnych 
brudnych skarpetek czy T-shirtów. Żadnych porozrzucanych papierzysk ani 
książek. Po prostu kliniczna czystość i ład. Cholera! Kim on jest? Jakimś 
chodzącym ideałem?

– Facet, który ma taki porządek w pokoju – powiedziałam z namysłem – jest 
mocno podejrzany!

–   Żartujesz   sobie?   –   Kąciki   jego   ust   niebezpiecznie   drżały.   –   Czyli 
niepotrzebnie się męczyłem… Lepiej było cię zaprosić do mojego „chlewu”? 
– Był coraz mocniej rozbawiony. – Wtedy byłbym bardziej do przyjęcia?

– Dokładnie! – odpowiedziałam całkiem poważnie. – Wtedy nie byłbyś takim 
chodzącym ideałem!

– Ideałem? – Roześmiał się. – Uwierz mi, Maleńka, na pewno nie jestem 
ideałem! – Trochę się już uspokoił i dodał: – Można o mnie wiele powiedzieć, 
ale na pewno nie to.

– Polemizowałabym…

Popatrzył   na   mnie   uważnie,   gestem   poprosił   bym   usiadła   i   powiedział 
siadając koło mnie:

– Chociaż… dla ciebie chciałbym nim być!

93 | 

S t r o n a

background image

– Ty wiesz swoje, a ja swoje – bąknęłam pod nosem, czując jego bliskość 
i lekko się denerwując.

– Nie znasz mnie! – powiedział cicho.

– To może w końcu to zmienisz?

– Obawiam się, że wtedy uciekniesz z krzykiem. – Wcale nie żartował.

– Sprawdź mnie! – rzuciłam odważnie.

– Chyba  nie  mam   innego wyjścia…  ale  nie  dziś! –  Trochę  się  rozluźnił 
i dodał:   –   A   więc   co   zrobimy   z   tak   miło   rozpoczętym   popołudniem?   – 
Uśmiechnął się łobuzersko, patrząc mi w oczy.

No i co ja miałam z nim zrobić? Podobno to kobieta zmienną jest! Tak?

– Może posłuchamy muzyki. – Zerwałam się z miejsca.

Chyba zachowywałam się jak wstydliwa gąska, ale nie wiedziałam co ze sobą 
zrobić. W jego pokoju czułam się jeszcze bardziej skrępowana. Podeszłam do 
stojącej na podłodze wieży, obok której leżały stosy płyt. Kucnęłam, a po 
chwili  usiadłam  krzyżując   nogi.  Przeglądając  kompakty,  czułam   na  sobie 
intensywny wzrok. Wybrałam płytę, włożyłam ją do odtwarzacza i dopiero 
wtedy odwróciłam się do Michała.

Leżał   na   kanapie,   podpierając   głowę   na   ramieniu   i   badawczo   mi   się 
przyglądał.   Gdy   na   niego   spojrzałam,   poklepał   miejsce   obok   siebie, 
zapraszając żebym koło niego usiadła. Nogi miałam jak z waty, ale udało mi 
się zrobić te kilka kroków i przycupnęłam na brzegu.

– Co jest? – powiedział to jakoś tak miękko, próbując jednocześnie spojrzeć 
mi w oczy.

– Nic! – Rzuciłam szybkie spojrzenie w jego stronę, a zaraz potem spuściłam 
wzrok.

94 | 

S t r o n a

background image

On podniósł się, nie widziałam tego, ale czułam… Delikatnie otoczył mnie 
ramionami od tyłu i przytulił do siebie. Odgarnął moje włosy i po chwili 
poczułam jego oddech na karku. Zadrżałam. 

– Nie bój się mnie – zamruczał mi do ucha. – Nie zrobię nic, czego nie 
będziesz chciała…

– Nie boję się. – Zdradzał mnie głos, który lekko drżał.

– Więc drżysz z mojego powodu…? – szepnął. – Pochlebiasz mi!

– Zarozumialec! – Próbowałam się opanować, ale głos nadal mi drżał. 

– Całe życie. – Zachichotał.

Chwilę   później   zamarłam…   gdy   poczułam   jego   usta   na   swojej   szyi… 
Przesuwał   je   powoli,   muskając   delikatnymi   pocałunkami   moją   skórę… 
Potem poczułam jak przesuwa językiem w górę do ucha, później w dół, aż 
zatrzymał się na brzegu koszulki z jakże wymownym napisem „I’m too sexy.”

– Michał… – Czy to był na pewno mój głos?

– Tak, Maleńka? – zamruczał, kontynuując wędrówkę swoich ust.

Jego   dłonie   w   tym   czasie   poznawały   kształt   mojej   talii,   brzucha   i   ud, 
głaszcząc mnie przez materiał ubrania…

– Ja… – Więcej nie byłam wstanie powiedzieć, gdy złapał płatek ucha i lekko 
przytrzymał zębami.

– Jesteś taka… delikatna – szeptał. – I kusząca! Bardzo cię pragnę…

– Michał… – westchnęłam.

– Uwielbiam, gdy tak wymawiasz moje imię… – zamruczał. – Jakby nie było 
nikogo innego…

Nie rozumiałam co do mnie mówi. Byłam chyba na innej planecie… A może 
fruwałam pomiędzy planetami…? Może… Czułam się lekka… i swobodna… 

95 | 

S t r o n a

background image

Jakbym   była   poza   ciałem.   Ale   czułam   każde   muśnięcie   jego   ust…   Jego 
język… Jego dłonie… Drżałam… Co się ze mną dzieje?

Michał westchnął przeciągle i delikatnie wsunął palce pod moją koszulkę… 
Wstrzymałam   oddech,   gdy   poczułam   jego   dotyk   na   mojej   nagiej   skórze. 
Teraz to mi wyrwało się westchnienie…

Jego   usta   coraz   śmielej   badały   każdy   fragment   mojej   szyi   i   karku… 
Odwróciłam głowę w jego stronę, a wtedy on złapał moje wargi gwałtownie 
i zaczął   mnie   namiętnie   całować.   Jęknęłam…   Chciałam   go   dotknąć, 
przytulić… ale w tej pozycji było to niemożliwe.

– Michał – westchnęłam błagalnie między pocałunkami.

Zrozumiał.   Obrócił   mnie   przodem   do   siebie,   sadzając   na   swoich   udach. 
Objęłam   go   nogami   i   zarzuciłam   ręce   na   szyję.   Mocno   się   do   niego 
przytuliłam,   wplotłam   palce   w   jego   włosy,   przysuwając   go   jeszcze   bliżej 
i całując w zapamiętaniu…

– Moja mała… kocica! – szepnął, wpijając się mocniej w moje usta.

Jego dłonie błądziły pod koszulką, badając teraz linię pleców. Zapragnęłam 
poczuć go w ten sam sposób. Zsunęłam ręce po jego napiętych muskularnych 
plecach   i   nieśmiało   wsunęłam   palce   pod   jego   T-shirt.   Przeciągłe 
westchnienie upewniło mnie w moim zamiarze. Przesunęłam dłonie w górę 
po   jego   nagiej   skórze,   napawając   się   siłą   i   jednocześnie   delikatnością 
poznawanych miejsc. Badałam palcami każdy wyraźnie zarysowany mięsień 
jego pleców…

– Maleńka – zajęczał Michał, kładąc mnie na poduszkach i przykrywając 
swoim ciałem.

Westchnęłam   zadowolona,   czując   przyjemny   ciężar.   Czując   niekłamany 
objaw jego pożądania. Nie bałam się go już… Ani jego podnieconego ciała… 
Pragnęłam go! Pragnęłam go tak bardzo, że to aż bolało... Całował mnie 
namiętnie,   a   ja   nie   pozostawałam   mu   dłużna.   Zatraciłam   się   całkowicie. 

96 | 

S t r o n a

background image

Rozsądek już dawno poszedł spać, a ja chciałam tylko czuć… Coraz więcej 
czuć…!

Michał   nadal   błądził   palcami   po   moim   nagim   ciele,   nagle   podciągnął 
koszulkę do góry i z jękiem przywarł ustami do skóry tuż ponad piersiami, 
osłoniętymi tylko stanikiem, na których spoczęły jego dłonie.

– Michał…! – prawie krzyknęłam.

Jego ręce i usta znieruchomiały.

– Mam przestać? – zapytał niesamowicie schrypniętym głosem.

–   Nie…   –   jęknęłam,   wyginając   się   w   jego   stronę,   tęskniąc   już   za   jego 
dotykiem i pocałunkami. – Proszę…!

97 | 

S t r o n a

background image

12.

Dużo,   dużo   później   pomyślałam,   odzyskawszy   umiejętność   lub   raczej 
możliwość logicznego myślenia, ile brakowało by… Nie! Nie… Nie byłam 
chyba jeszcze na to gotowa… W jego ramionach  zupełnie zwariowałam, 
ale… No właśnie „ale”!   Jak daleko byśmy się posunęli? Czy Michał byłby 
w stanie   się   powstrzymać…?   Chyba   igrałam   z   ogniem!   Nie   chciałam   go 
zwodzić! Prowokować!  I wystawiać jego samokontroli  na próbę!   Gdyby 
sytuacja posunęła się dalej, znacznie dalej… Czy byłam gotowa? Gotowa się 
z nim kochać…? Będąc zupełnie szczera wobec niego i, przede wszystkim 
wobec   siebie,   musiałabym   odpowiedzieć,   że   NIE.   Nie   byłam   na   to 
przygotowana! Jeszcze nie! Pragnęłam go – to pewne, ale jak można by go nie 
pragnąć?   Był   taki…   męski,   taki   pociągający…   A   to   co   wyrabiał   swoimi 
dłońmi i ustami…? To przechodziło wszelkie pojęcie! Nic dziwnego, że przez 
krótką   chwilę,   w   jego   ramionach,   zupełnie   zwariowałam…   Gdy   jednak 
rozsądek   powrócił   (jeśli   w   moim   przypadku   w   ogóle   można   mówić 
o rozsądku) dopadły mnie wątpliwości…

Z szaleńczego zapamiętania, które nas ogarnęło, wyrwało mnie ciche pukanie 
do   drzwi.   Dziwię   się,   że   w   ogóle   je   usłyszałam…   Michał   zesztywniał 
i błyskawicznie zerwał się z łóżka, pomagając mi podnieść się do pozycji 
siedzącej.

Chwilę potem do pokoju weszła młodsza kopia pani Tadler.

Monika okazała się bardzo sympatyczną dziewczyną, od razu przypadła mi 
do gustu. Po paru minutach plotkowałyśmy, jakbyśmy znały się od lat…

Michał w tym czasie dochodził do siebie… Chyba był wdzięczny, że się nim 
nie interesujemy. Co chwilę na niego zerkałam i widziałam jak powoli się 
uspokaja.

–   Nie   chciałam   wam   przeszkadzać   –   mówiła   Monika   –   ale   jak   mama 
powiedziała mi, że jesteś… – Uśmiechnęła się przepraszająco. – Musiałam cię 
poznać.

98 | 

S t r o n a

background image

–   Szczęście,   że   nie   było   cię   wcześniej,   jak   przyszłam.   –   Zobaczyłam 
zdziwienie na jej twarzy. – Przestraszyłabyś się mnie!

– Dlaczego?

– Na pewno nigdy nie widziałaś bardziej spanikowanej dziewczyny niż ja. – 
Uśmiechnęłam się. – Bałam się „pań Tadler” jak ognia!

Monika wybuchła śmiechem.

– Chyba żartujesz? – mówiła, nie przestając się śmiać. – Jedyny członek 
naszej rodziny, którego można się bać to Michał. – I zaraz dodała: – Ale to ci 
chyba nie grozi…

Nadstawiłam ciekawie uszy.

– Nie rozumiem – powiedziałam ostrożnie.

– Nie poznałaś jeszcze jego ciemnej strony? – zapytała konspiracyjnie.

– Masz na myśli to… – Zawahałam się. – Że łatwo wpada w gniew?

– Delikatnie powiedziane! – prychnęła. – Ale skoro chcesz to tak nazywać, to 
tak, o to mi chodziło!

–   Zaliczyłam   tylko   wściekłe   spojrzenia,   zaciśnięte   szczęki,   gniewne 
bulgotanie i trzaskanie drzwiami – wyliczałam.

– Dziewczyno – pisnęła rozbawiona. – To znaczy, że nie widziałaś go w akcji. 
– Zastanowiła się przez chwilę. – Może przy tobie po prostu panuje nad 
sobą… 

–   Tak   myślisz?   –   I   dodałam   cichutko:   –   Wystarczająco   się   go 
przestraszyłam… Myślałam, że to już była furia…

– Nie wiesz o czym mówisz… – szepnęła. – Ale myślę, że na tobie nie będzie 
ćwiczył swoich „talentów.” – Widząc moją zdziwioną minę, dodała: – Za 
bardzo mu na tobie zależy…

99 | 

S t r o n a

background image

Już   druga   osoba   z   tej   rodziny   sugerowała,   że   Michał   wpadł   po   uszy… 
Zastanawiałam się skąd czerpią tę pewność, ale nie ośmieliłam się pytać o to 
nawet jego siostry, nie wspominając o starszej pani Tadler.

Po wyjściu Moniki spojrzałam uważnie na swojego chłopaka… Musiałam 
przetrawić   to,   co   mówiła   mi   jego   siostra.   Czyżby   Michał   potrafił   być 
brutalny? Czy to sugerowała Monika? Ale przecież w stosunku do mnie był 
taki delikatny? Czy to możliwe, żeby miał dwie różne natury?

Więcej   nie   dane   mi   było   się   zastanawiać,   bo   Michał   podszedł   do   mnie 
i mocno mnie przytulił.

– Jak się czujesz? – zapytał niepewnie.

– A czemu pytasz? – Spojrzałam mu w oczy. – Czy coś jest nie tak?

– No wiesz… – Trochę się chyba denerwował. – Poza tym, że o mało cię nie 
wykorzystałem… to wszystko gra!

– Mówisz tak, jakbym nie brała w tym udziału… – powiedziałam lekko 
zdziwiona, że tak łatwo rozmawiam o takich sprawach.

– Trochę cię jednak naciskałem – powiedział cicho. – I nie czuję się z tym za 
dobrze.

– A ja czuję się wyśmienicie! – Uśmiechnęłam się do niego szeroko. – Byłeś 
naprawdę…   To   znaczy   mi   było…   –   A   jednak   nie   umiem   swobodnie 
rozmawiać   o   seksie.   –   Było   wspaniale!   –   dokończyłam   już   pewniejszym 
głosem.

– To ty byłaś wspaniała – zamruczał mi do ucha, a mnie przeszły dreszcze. – 
Nie spodziewałem się, że jesteś taka namiętna… – Zniżył jeszcze bardziej 
głos. – Prawie zwariowałem w twoich ramionach!

– No to mamy remis. – Próbowałam żartować, bo ta rozmowa robiła się 
„lekuchno”   niebezpieczna.   –   Na   szczęście   zostaliśmy   uratowani   przez 
Monikę.

100 | 

S t r o n a

background image

– Szczęściem bym tego nie nazwał…

To   popołudnie   minęło   stanowczo   za   szybko…   Zresztą   jak   każda   chwila 
spędzana   razem.   Przynajmniej   takie   było   moje   zdanie…   i   choć   Michał 
upewniał mnie, że ma identyczny pogląd na tę kwestię, ja oczywiście, nie do 
końca   mu   wierzyłam.   Nie   zdradzałam   się   jednak,   ani   słówkiem,   mając 
w pamięci jego gniewne oblicze... Szczerze, nie miałam za wielkiej ochoty 
oglądać go w takim stanie… Trochę mnie wtedy przerażał! Unikałam więc 
prowokowania   go,   przynajmniej   w   sytuacjach,   w   których   miałam 
świadomość grożącego mi „niebezpieczeństwa.” 

Następnego dnia wybieraliśmy się z Michałem na balety. Ultimatum mojej 
matki było proste i oczywiste… Jeśli chciałam mieć wolną rękę w sobotni 
„wieczór” dziś musiałam wcześnie wrócić. Jakie miałam wyjście? Za nic nie 
zrezygnowałabym ze spędzenia z moim chłopakiem soboty. Imprezę, znaczy 
„domówkę,” organizował jego brat Rafał… Jeszcze nie do końca potrafiłam 
się połapać w koligacjach rodzinnych Michała, ale wiedziałam, że spośród 
kilku ciotecznych braci, Rafał to był ten, który kończył właśnie 21 lat. Od 
kilku już lat krążyły legendy o jego „urodzinowych party.” Osobiście trochę 
się   denerwowałam,   po   pierwsze   dlatego,   że   nie   miałam   nawet   mglistego 
pojęcia co mnie czeka na tej imprezie (Michał niczego mi nie uławiał, chciał 
żebym sama się przekonała co kryje się za sławą „Rafałowych” urodzin), po 
drugie, raczej na pewno nie znam nikogo z gości… Oznaczało to cały dom 
obcych   ludzi   i   masę   okazji   do   kompromitacji…   Oczywiście   mojej 
kompromitacji… To że mam talent do robienia z siebie widowiska (czytaj: 
idiotki vel kretynki) jest już chyba niezaprzeczalne i nie podlega dyskusji. 
Kolejnym, ale nie mniej ważnym, powodem do zmartwień była odpowiednia 
kreacja, a raczej jej brak… Tu jednak liczyłam na moją prywatną stylistkę. 
Jak   ona   czegoś   nie   wymyśli   to   będę   ugotowana!   Za   nic   nie   chciałam 
przynieść   wstydu   Michałowi.   To,   że   na   co   dzień   prowadzał   się   z   szarą 
myszką i, jak twierdził, mój niezbyt kobiecy (to akurat są moje słowa!) sposób 
ubierania mu nie przeszkadzał, więcej, podobał mu się (jak ja do cholery 
mogę   w   to   uwierzyć?!),   nie   oznacza,   że   na   imprezę   pełną   znajomych 
i rodziny ma przyprowadzić kocmołucha…

101 | 

S t r o n a

background image

Tak więc piątkowy wieczór nie należał do nas… Michał odwiózł mnie i gdy 
wysiadaliśmy   pod   moim   blokiem,   z   niekłamaną   radością   zauważyłam 
wychodzącą   z   klatki   moją   „ulubioną   parkę.”   Tomek   był   tak   zapatrzony 
w Weronikę, że pewnie by mnie nawet nie zauważył… Nie mógł jednak nie 
zauważyć czym przyjechałam… Ach ci faceci! Zauważywszy więc samochód, 
po chwili raczył zauważyć także mnie, a co za tym idzie, również Michała.

– Witajcie gołąbki. – Wyszczerzyłam się do nich.

Chłopaki   uścisnęli   sobie   ręce,   przedstawiając   się.   Wymienili   kilka   zdań, 
oczywiście na temat samochodu, ale nie miałam im tego za złe… Pewnie 
dlatego, że Michał przez cały ten czas przytulał mnie do siebie. 

Mimo   całego   zaaferowania   sprawami   motoryzacyjnymi   (nigdy   tego   nie 
zrozumiem, tak samo jak euforycznego podejścia Weroniki do ciuchów) mój 
brat obserwował uważnie zażyłość pomiędzy mną i moim chłopakiem.

–   A   więc   to   ty   sprzątnąłeś   Młodą   Jacy   sprzed   nosa?   –   powiedział 
z przekąsem.

– Tak jakby – odpowiedział mu Michał, a do mnie mruknął unosząc brew: – 
Młodą?

Przewróciłam   tylko   oczami   w   odpowiedzi.   Za   to   spojrzałam   wilkiem   na 
Weronikę:

– Powiedziałaś mu?

– Tak jakoś mi się wymsknęło – odpowiedziała zawstydzona. – Ale to już 
chyba nie tajemnica?

–   Dokładnie   –   wtrącił   się   Tomek.   –   Musisz   uspokoić   naszą   matkę…   – 
A widząc zdziwione spojrzenie mojego chłopaka, dodał: – Stara bała się czy 
ktoś zobaczy w niej dziewczynę – mrugnął do Michała.

– No wiesz? – warknęłam na niego. – Zapamiętam to sobie!

102 | 

S t r o n a

background image

– Ty się nie wściekaj – odpowiedział mi ze śmiechem. – Tylko przyprowadź 
go  w końcu  do  domu.   –  A  po  chwili   dodał:  –  Bo  matka   nie  wytrzyma 
i pójdzie do szkoły popatrzeć na „twoją zdobycz.”

Zrobiłam się purpurowa, ale chyba bardziej ze wstydu niż ze złości.

– I dopiero wtedy będziesz miała powody do wstydu – dodał, nadal świetnie 
się bawiąc, mój „uroczy” braciszek.

Gdy tylko zniknął mi z oczu, spojrzałam niepewnie na Michała. Miał jakiś 
dziwny wyraz twarzy. Nic nie mogłam z niej odczytać. Co jest? Może obraził 
się za tę „zdobycz”? A może nie miał ochoty się deklarować, przychodząc do 
mojego domu, teraz, gdy dowiedział się jak wielkie nadzieje pokłada w nim 
moja matka? Zrobiło mi się przykro na tę myśl…

Wpatrywałam się w niego, czekając aż coś powie. Minuty mijały, a on się nie 
odzywał.

– Powiedz, co masz powiedzieć – rzuciłam zrezygnowana. – Bo muszę już iść.

Przyjrzał mi się uważnie. Zmarszczył brwi, ale odezwał się dość spokojnym 
głosem. Spokojnym, jak na niego.

– Dlaczego nie chcesz, żebym poznał twoją matkę?

Zatkało mnie. Że co? Ja nie chcę? On chyba kompletnie zgłupiał!

– Coooo? – zapytałam bardzo „inteligentnie.” – Ja nie chcę?

– A jak mam inaczej to rozumieć?

– Co rozumieć? – Nie bardzo wiedziałam o co mu, do cholery, chodzi. – 
Głupawe zachowanie mojego brata i jego błyskotliwe teksty?

– Odpowiedz na moje pytanie! – Był chyba trochę zły. 

O Matko! Za co?

103 | 

S t r o n a

background image

Oczywiście  wiedziałam,  o które pytanie mu chodzi… A udawanie  w tej 
chwili   głupka   mogło   mnie   kosztować,   skierowany   we   mnie,   wybuch 
wściekłości. Raczej nie miałam na to ochoty!

Spuściłam głowę zawstydzona jego intensywnym spojrzeniem.

–   Ja…   Nie   zaprosiłam   cię…   Wcześniej,   bo…   –   Kolejna   odsłona   mojego 
jąkania. – Bo myślałam… Bałam się, że… – Cholera, co ja wygaduję? – Nie 
wiedziałam, jak zareagujesz… – Podniosłam niepewnie spojrzenie.

– To znaczy?

Nie prowokuj go, dziewczyno!

– Bałam się, że nie będziesz chciał… – powiedziałam nieśmiało.

Nie patrzyłam na niego. Czekałam.

Po   chwili,   która   wydawała   się   wiecznością,   poczułam   jak   otacza   mnie 
ramieniem,   przysuwając   do   siebie…   Zaraz   potem   uniósł   mój   podbródek, 
zmuszając bym spojrzała mu w oczy. To co tam zobaczyłam sprawiło, że 
zadrżałam…

– Mamy chyba poważne problemy na „łączach,” Maleńka?

104 | 

S t r o n a

background image

13.

Leżąc w łóżku tego wieczoru, rozpamiętywałam scenę przed moim domem. 
Oczekiwałam   wybuchu   wściekłości!   Gniewnych   wyrzutów!   Oskarżeń 
o wątpienie w jego zaangażowanie!

To co zrobił… jak zareagował… Zupełnie mnie zaskoczyło!

W jego oczach znalazłam tak ogromną ilość czułości, że nogi się pode mną 
ugięły…   Gdyby   nie   podtrzymywał   mnie   ramieniem,   na   sto   procent, 
padłabym u jego stóp, powalona ogromem doznań…

– A ja głupi czekałem… – szeptał czule. – Bo myślałem… Że nie jesteś 
pewna… Że potrzebujesz więcej czasu…

Moje oczy rozszerzyły się ze zdziwienia.

–   Tak!   –   Pogłaskał   mnie   czule   po   policzku.   –   Myślałem,   że   boisz   się 
deklaracji… – I zaraz dodał: – Obiecałem sobie, że nie będę cię do niczego 
zmuszał. – A po dłuższej chwili powiedział z ironicznym uśmiechem: – Choć 
kiepsko dotrzymują słowa, wspominając dzisiejsze popołudnie…

Chciałam coś powiedzieć, zaprotestować, ale mi nie pozwolił.

– Jestem głupcem! – Zaśmiał się gorzko. – Wściekam się na ciebie, że mi nie 
ufasz – mówił powoli. – A sam… nie staram się nawet zrozumieć twoich 
obaw. – Spojrzał mi głęboko w oczy. – Wybacz mi.

– Ale… Ja… – Nie wiedziałam co mam powiedzieć.

Pocałowałam   go…   Delikatnie   obejmując   go   za   szyje.   Wydał   mi   się   taki 
bezbronny. Chciałam go przytulić, pocieszyć…

Gdy nasze usta się spotkały, Michał przygarnął mnie mocniej do siebie. Jego 
wargi, z początku delikatne, po chwili, coraz odważniej, zaczęły atakować 
moje. Poddałam się z ochotą. Właśnie tak! Tu było moje miejsce! Właśnie tu, 
w jego ramionach! Nie chciałam być nigdzie indziej! Raj nie mógłby być 

105 | 

S t r o n a

background image

przyjemniejszy! Przemknęło mi przez myśl… Co ja wygaduję? To był raj, 
niebo i wszystkie „obłoczki” razem wzięte!

W końcu oderwał się ode mnie, ale nie wypuścił mnie z objęć.

– Uwielbiam cię – szepnął czule. – A jutro przyjadę po ciebie wcześniej 
i przedstawisz mnie swojej mamie. – Zajrzał mi w oczy. – Dobrze?

– Tak. – Czy to na pewno był mój głos?

Pocałował mnie jeszcze raz. Tym razem szybko odrywając usta od moich.

– Leć  już – powiedział.  – Nie chcemy mamy denerwować.  – I dodał: – 
Prawda?

– Nie chcemy! – odpowiedziałam, rozkoszując się liczbą mnogą i wpatrując 
się maślanym wzrokiem w mojego królewicza.

–   I   od   dziś   będziesz   mi   o   wszystkim   mówić   –   zamruczał.   –   Będziemy 
o wszystkim rozmawiać – poprawił się i dodał: – O wszystkim!

– Tak! – Tylko tyle mogłam powiedzieć.

– Żadnych więcej sekretów?!

Znowu zajrzał mi głęboko w oczy.

– Żadnych – powtórzyłam jak echo.

– To nareszcie się rozumiemy! – Uśmiechnął się do mnie lekko. – Uciekaj – 
powiedział, muskając delikatnie moje usta.

Popołudnie pełne cudów! Z tą myślą zasnęłam, a śniły mi się… Oj! Chyba za 
mocno się wstydzę…

Sobota   zaczęła   się   tak   radośnie,   że   aż   strach   pomyśleć   czy   z   nadmiaru 
szczęścia nie można pęknąć… Ja miałam wrażenie, że rozbryzgam się po 
ścianach.   Podśpiewywałam   pod   nosem,   podskakując   radośnie!   Zapadłam 
chyba na jakąś rzadką chorobę? Nie widuje się przecież, na co dzień, ludzi 
zachowujących się w ten sposób? Musi to oznaczać, że nie jest to częste 

106 | 

S t r o n a

background image

zjawisko! Ja jednak nie miałam nic przeciwko! Jeśli to choroba? To ja nie chcę 
wyzdrowieć. I już!

Wczesnym popołudniem byłam u Weroniki. Kręciłam się niespokojnie na jej 
ulubionym   fotelu,   który   dziś   wydawał   mi   się   niewiarygodnie   mały 
i niewygodny.   To   pewnie   przez   ten   buzujący   we   mnie   entuzjazm…   Nie 
mogłam usiedzieć na miejscu i każde ograniczenie, w tym wypadku fotel, był 
nie   do   zniesienia.   Ale   mam   problem?   Pomyślałam.   Skup   się   lepiej, 
dziewczyno!

– On cię czymś faszeruje? – Zaśmiała się Weronika. – Wiercisz się jakbyś 
miała robaki, albo coś gorszego…

– Daj spokój! – A po chwili dodałam: – Nie mogę usiedzieć na miejscu. 

– To widzę – odpowiedziała. – Nie wiem tylko, co cię wprawiło w taką 
euforię. – Przyjrzała mi się. – Znaczy wiem z kim to jest związane, ale… – 
Zastanowiła się chwilę i dodała: – Nigdy cię takiej nie widziałam.

– Prawda? – Sama byłam w szoku. – Sama siebie nie poznaję.

– Potrzebowałaś faceta! – Znów się zaśmiała. – I tyle!

– Ej! – Pogroziłam jej ręką. – Michał to nie byle jaki facet…

– Tak, tak. – Weronika zrobiła poważną minę. – To książę z bajki albo… Jak 
ty go nazywasz…? – Zastanawiała się. – A, już wiem: Młody bóg!

– Żebyś wiedziała – mówiłam całkiem poważnie. – On jest… Po prostu…

– No, słucham…

– Ideałem – wypaliłam w końcu.

– Nie ma ideałów. – Moja przyjaciółka zawsze twardo stąpała po ziemi. – 
Każdy ma jakieś wady…

– On ma tylko jedną – powiedziałam tajemniczo.

– Ciekawa jestem. – Spojrzała na mnie uważnie. – Cóż to takiego?

107 | 

S t r o n a

background image

– Wiesz, jednak nie… – Zastanowiłam się przez chwilę. – On ma dwie wady.

– Oooo! Zaraz zrobi się z tego cała lista…

– Wcale nie! – Będę go bronić jak lwica. – Ma tylko dwie wady! Jedną 
poważną, a drugą głupią…

– Klasyfikujesz wady? – Nabijała się ze mnie. – A to ciekawe.

– Zaraz ci nic nie powiem! – Spojrzałam na nią groźnie.

– No dobra! Mów! Cóż to za wady?

– Strasznie łatwo wpada w złość – powiedziałam ostrożnie. – I „złość” jest 
stanowczo za delikatnym określeniem.

– Więc furiat… – Przetrawiała tę informację. – To nie za ciekawie! – A po 
chwili dodała: – Nie wygląda na takiego…

–   Nie   musisz   mi   mówić   –   powiedziałam   dość   smutno,   ale   po   chwili 
rozmarzyłam się pod wpływem myśli, które pojawiły się zaraz potem. – Ale 
potrafi być taki… Delikatny… Czuły… i cholernie czarujący!

– No, no, Aga – mówiąc to, spojrzała mi w oczy. – Czyżbyś się na poważnie 
zakochała?

– Sama nie wiem…

– Ale ja wiem! – odpowiedziała z mocą. – Wpadłaś po uszy, moja droga!

– No i co? – zapytałam z przekąsem. – Mam się pochlastać?

–   Przestań!   –   Skarciła   mnie.   –   W   końcu   na   ciebie   padło…   I   dobrze! 
Potrzebowałaś   tego!   Ten   twój   pesymizm   nawet   mnie   czasem   dołował.   – 
I dodała: – A teraz jesteś radosna jak dziecko z lizakiem…

– Z całym workiem lizaków! – Zaśmiałam się, a Weronika mi zawtórowała.

Na   takiej   głupawej   paplaninie   o   chłopakach,   bo   oczywiście   obgadałyśmy 
także mojego braciszka, zleciało nam popołudnie. Weronika tylko raz na 
mnie warknęła, gdy powiedziałam jej w końcu jaka jest druga wada Michała. 

108 | 

S t r o n a

background image

Kiepski   gust   –   bo   spotyka   się   ze   mną!   Zbeształa   mnie   za   głupotę 
i standardowy   brak   wiary   w   siebie!   Stała   się   cholernie   monotematyczna! 
Chociaż tak naprawdę to ja taka byłam, bo to przecież przeze mnie ona cały 
czas mnie strofuje… Dobra, nieważne! Jest jak jest! A ja jestem jaka jestem! 
I pewnie nieprędko się to zmieni… jeśli w ogóle!

Weronika   znalazła   dla  mnie   świetną   sukienkę!   Muszę   to   powiedzieć!   Ja, 
najżarliwsza przeciwniczka strojenia się, byłam zachwycona! To cud!!!

Wystrojona i umalowana (tu trochę przesadziłam, miałam tylko podkreślone 
oczy i pociągnięte błyszczykiem usta, bo jak łatwo się domyślić nie lubiłam 
się malować) czekałam u siebie na Michała. Odliczałam minuty i sama nie 
wiem, czy bardziej się cieszyłam na spotkanie z nim, czy martwiłam jego 
spotkaniem z moją matką… No cóż, pewne rzeczy są nieuniknione… Trzeba 
się z nimi po prostu pogodzić… Tylko jak?

To co się wydarzyło później przeszło moje najśmielsze wyobrażenia…! Po 
pierwsze starszą zatkało na widok mojego chłopaka. I to dosłownie! Nie było 
żadnego przesłuchania, którego się po cichu obawiałam, żadnych głupich 
pytań w stylu: „Jakie masz zamiary wobec mojej córki, młody człowieku?” 
A tego, niestety, mogłabym się po niej spodziewać. Tak więc odetchnęłam 
z ulgą. Po drugie matka była oczarowana Michałem, „jadła mu z ręki” bez 
mrugnięcia!   Cholera,   chyba   tylko   ja   nie   umiem   jej   sobie   okręcić   wokół 
palca… Wszystkim innym dookoła przychodzi to bez wysiłku. Co jest?

– Tak więc, ta prywatka… jest u Twojego brata? Tak?

– Ciotecznego – odpowiedział z uśmiechem mój chłopak i zaraz dodał: – 
Proszę się nie martwić! To nie pierwsza taka impreza u niego! Wszystko 
będzie pod kontrolą!

– Wierzę… – Ale dodała po chwili: – Tylko Agnieszka nie często wychodzi 
z domu… Znaczy wieczorami i martwię się o nią…

– Zaopiekuję się nią – powiedział spokojnie. – Proszę się o nic nie martwić. – 
Błysnął swoim firmowym uśmiechem.

109 | 

S t r o n a

background image

–   Oczywiście!   –   odpowiedziała.   –   Widzę,   że   jesteś   poważnym   chłopcem 
i mogę ci zaufać…

– Mamo!!! – Nie wytrzymałam. – Daj spokój!

Oczywiście nie mogła się powstrzymać. Musiała narobić mi wstydu. Co to ja 
mam 5 lat? 

– Córeczko, to ważne! – No zaraz się na mnie jeszcze obrazi, nie mogę, co za 
kobieta! – Nigdy nie wracałaś tak późno do domu…

– Raczej tak wcześnie – mruknęłam, obawiając się, że zaraz jednak matka 
zmieni godzinę powrotu.

– No właśnie!

I po co się odzywałam? W tym momencie jednak wtrącił się Michał:

– Myślę, że bezpieczniej będzie, gdy nie będziemy szwendać się po nocy… 
Pomożemy posprzątać po urodzinach, a Agnieszka, jeśli będzie zmęczona 
może się przespać… Rano odstawię ją bezpiecznie do domu…

– Sama nie wiem…

–   Nie   jestem   przecież   dzieckiem   –   powiedziałam   w   końcu,   bo   dość   już 
miałam tej dyskusji. – Masz chyba do mnie trochę zaufania?

– Oczywiście córeczko – szybko odpowiedziała. – Ale jednak cała noc…? Ty 
przecież nigdy…

– Zawsze musi być ten pierwszy raz! – przerwałam jej zniecierpliwiona.

110 | 

S t r o n a

background image

14.

Niezaprzeczalnym   efektem   imprezy   był   niesamowity   ból   nóg,   którego 
jeszcze   nie   czułam,   będąc   lekko   znieczulona   alkoholem,   spodziewany 
jutrzejszego dnia kac, bo już tak miałam nawet po niewielkiej ilości alkoholu 
i zaproszenie na imprezę do Sebastiana za dwa tygodnie!

To były takie małe „bonusy”… poza niezapomnianymi wspomnieniami nocy 
spędzonej w ramionach Michała, nie żebyśmy tę noc spędzili w łóżku, ale tak 
to pięknie brzmi – noc spędzona w jego ramionach! Ach! Oszalałam! Przez 
niego! To pewne! Ale po kolei!

Gdy tylko zamknęłam za nami drzwi, oparłam się o ścianę i odetchnęłam 
z ulgą. Michał przyglądał mi się uważnie. Chyba nie do końca rozumiał moje 
zachowanie i czekał. Spojrzałam na niego i powiedziałam z uśmiechem:

– Udało się!

– To cudnie! – W kącikach jego ust błąkał się uśmiech, ale powstrzymywał 
się dzielnie. – A co dokładnie masz na myśli?

– Mam  całą  noc  – odpowiedziałam.   – Nie wierzyłam,   że się  zgodzi…  – 
I dodałam szybko, widząc dziwny wyraz twarzy mojego chłopaka: – No i nie 
skompromitowała mnie całkowicie…

– Z pierwszym się zgadzam. – Powoli się do mnie przysunął. – Co do tego 
drugiego, to naprawdę nie wiem, o co ci chodzi…

–   Moja   mamuśka…   Jest   lekko…   Przewrażliwiona.   –   Stykaliśmy   się   już 
prawie czołami, a ja poczułam, że zaczyna mi brakować powietrza. – Traktuje 
mnie jak małą dziewczynkę. – Zadrżałam gdy otoczył mnie ramionami.

– Troszczy się o ciebie – mówił cicho i powoli, było coś niepokojącego w tym 
jego głosie. – Rozumiem ją…

– A ja nie bardzo. – Starałam się zachować spokój. – Jestem już dorosła…

– Właśnie widzę… – powiedział Michał, pochylając głowę.

111 | 

S t r o n a

background image

Zaschło mi w gardle. O Boże! Co on ze mną wyprawia? 

– Jesteś bardzo dorosła… – wyszeptał wprost w moje usta.

Jego oddech parzył. Zakręciło mi się w głowie.

– A wyglądasz… Hmmm – zamruczał. – Ta sukienka… – Musnął moje usta. – 
Gdy cię zobaczyłem… Ledwo się powstrzymałem… 

– Michał… – Nie wiem o co chciałam go zapytać.

Może o to, dlaczego jeszcze mnie nie całuje?

– Jesteś piękna – szepnął. – Wiesz o tym, prawda?

– Wiem tylko… – powiedziałam prawie bez tchu – że jak zaraz mnie nie 
pocałujesz... To się na ciebie rzucę… – Nie zdążyłam powiedzieć nic więcej.

Michał wpił się w moje usta z taką pasją, że obawiałam się przez chwilę, że 
ściana za moimi plecami może tego nie wytrzymać, o sobie nie wspominając. 
Zarzuciłam mu ręce na szyję, rozkoszując się jego siłą i namiętnością. Czy to 
naprawdę ja wywołuję w nim to szaleństwo? Jak to jest możliwe? Więcej nie 
byłam   w   stanie   pomyśleć…   Zatraciłam   się   całkowicie   w   gwałtownej 
pieszczocie jego ust… I rąk, które błądziły po moim ciele, gdzieś pomiędzy 
karkiem a biodrami. Boże! Fantastycznie! Czułam się jakbym miała u stóp 
cały świat!

Odskoczyliśmy od siebie jak oparzeni, gdy trzasnęły drzwi na dole. Michał 
złapał   mnie   za   rękę,   spojrzał   mi   głęboko   w   oczy   i   całkiem   poważnie 
powiedział:

– Jestem dzisiaj Twoim niewolnikiem!

Nie zdążyłam zareagować, bo pociągnął mnie w dół schodów, wymijając 
zgrabnie mojego sąsiada, któremu zdążyłam w biegu rzucić „Dobry wieczór” 
i już nas nie było.

Na miejsce dotarliśmy dość wcześnie. Goście dopiero powoli się schodzili, 
więc miałam szansę spokojnie się rozejrzeć i poznać gospodarza. 

112 | 

S t r o n a

background image

Rafał okazał się strasznie zakręconym kolesiem. Od razu poczułam do niego 
sympatię.  Nie  był  może  powalająco  przystojny,   ale  miał  coś  w sobie,   co 
sprawiało,   że   lgnęły   do   niego   dziewczyny.   Był   rozbrajający…   To   chyba 
najlepsze określenie! Najbardziej adekwatne!

– Wiesz, powiem ci coś w tajemnicy. – Zniżył głos, pochylając się nade mną. 
– To cholernie niesprawiedliwe! – Wyprostował się nagle, widząc spojrzenie 
Michała. – Nie dość, że jest gładki jak pupcia niemowlaka – mówił z powagą, 
ale śmiały mu się oczy – to jeszcze potrafił zdobyć taką zajebistą dziewczynę 
jak ty! – Mrugnął do mnie. – A mi zdarzają się same puste lale…

– Może nie szukasz tam gdzie trzeba. – Uśmiechnęłam się. – Albo za słabo się 
rozglądasz…

Spojrzał na mnie i powiedział:

– Koniecznie musisz mi pomóc. – Pochylił się i dodał: – Konkrety kobieto! 
Zostawmy go i pogadajmy o tym…

– Hej, brat! – Czy mi się wydawało, czy w głosie Michała pobrzmiewała 
tłumiona   złość?   Objął   mnie   zaborczo   i   dodał:   –   Troszeczkę   chyba 
przesadziłeś… 

– Ej, no wiesz? – Rafał zrobił minę zbitego psa. – Skoro jest poza moim 
zasięgiem, to łaskawie pozwól mi choć z nią pogadać…

– A ja ci w tym przeszkadzam? – Mój „zazdrosny” chłopak spiorunował go 
wzrokiem, ale rozluźnił spięte ramiona i mnie puścił. – Czy może, o zgrozo! – 
Po chwili postanowił chyba obrócić całą sytuację w żart. – Nie chcesz się 
przyznać do porażki?

– Dobra, spasuję! – Gospodarz podniósł ręce do góry w geście poddania. – 
Powiedz mi tylko Aga, gdzie on ciebie znalazł?

–   Prozaicznie.   –   Zaśmiałam   się.   –   W   szkole,   a   raczej…   –   dodałam   – 
spotkaliśmy się przed szkołą…

113 | 

S t r o n a

background image

Spojrzałam   rozbawiona   na   Michała   i   powiedziałam,   nie   mogąc   się 
powstrzymać:

– Wybierz sobie najbardziej niepozorną uczennicę! – instruowałam go. – 
Ochlap ją błotem, przejeżdżając zbyt blisko i za szybko. – Widziałam coraz 
większe rozbawienie na twarzy Rafała, więc kontynuowałam: – A potem, 
zanim   zdąży   cię   znienawidzić,   oczarują   ją   „wylewnymi”   przeprosinami 
i zniewalającym   uśmiechem.   –   Nie   patrzyłam   na   Michała   w   tej   chwili 
i byłam ciekawa jego miny. – To wszystko!

–   No   wiesz?   –   Powstrzymywał   się   od   parsknięcia   śmiechem.   –   Tak   cię 
załatwił? A ty nie kopnęłaś go w dupę?

– Wiesz… – Spojrzałam na Michała kątem oka. – Na początku miałam na to 
wielką ochotę. – I dodałam konspiracyjnie: – Ale szybko mi przeszło!

– Wszystko pięknie, ale ja nie mam takich warunków jak on! – Zaśmiał się. – 
Wiec pewnie moja „ofiara” skopałaby mi jednak tyłek…

–   Jak   nie   spróbujesz   to   się   nie   dowiesz   –   zakończyłam,   widząc   lekkie 
zniecierpliwienie mojego chłopaka.

– Ok! – Rafał spojrzał na tego ostatniego. – Idę się pokręcić po chacie. – 
I dodał: – Do później!

Patrzyłam jak odchodzi tanecznym krokiem. Zaraz poczułam, jak otaczają 
mnie silne ramiona i usłyszałam tuż przy uchu:

– To chyba nie był najlepszy pomysł, żeby tu przychodzić?

– No co ty? – Odwróciłam się do niego, nie opuszczając jego objęć. – Rafał 
jest bardzo zabawny…

– A ja jestem zajebiście zazdrosny! – powiedział z lekko naburmuszoną miną.

Spojrzałam na niego. Uniosłam dłoń i pogłaskałam go po policzku.

– Nie masz żadnej konkurencji – powiedziałam z powagą.

– Mów mi tak jeszcze! – Pochylił się nade mną i dodał: – Często!

114 | 

S t r o n a

background image

Chwile   później   pocałował   mnie   czule   i   pociągnął   w   stronę   „baru 
samoobsługowego.”

– Teraz się napijemy. – Całkiem się już rozluźnił i uśmiechnął szeroko.

W tym czasie „rozbrajający” Rafał biegał po całym domu, nie mogąc usiedzieć 
na   miejscu,   bo   robić   już   nic   nie   musiał.   Wszystko   było   świetnie 
zorganizowane i przygotowane. Impreza zaczynała się rozkręcać.

Szczerze, nie lubię zbytnio takich „prywatek” (jak to nazwała moja szanowna 
rodzicielka), ale tu panowała świetna atmosfera i ludzie byli dla mnie mili… 
Więcej, okazywali mi sympatię. Zdałam sobie sprawę, że to pewnie przez 
Michała…   A   raczej   dzięki   niemu…   Nie   odstępował   mnie   na   krok. 
Obejmował  mnie,  gdy  poznawałam  nowych  ludzi.   Przytulał,  gdy  z  nimi 
rozmawiałam.   Trzymał   za   rękę,   gdy   się   „alkoholizowaliśmy.”   Byliśmy 
nierozłączni! Strasznie mnie to cieszyło! I tyle! A gdy tańczyliśmy… Świat 
wirował…

Czas mijał stanowczo za szybko… Nie zauważyłam nawet, że większość gości 
już się zmyła… Byłam tak zapatrzona w mojego królewicza…

– Jesteś zmęczona? – zapytał Michał, wyrywając mnie z rozmarzenia. – Jest 
już czwarta. – Popatrzył mi w oczy. – Może się położysz…?

Tylko z Tobą! Przemknęło mi przez myśl… Ale nie odważyłam się tego 
powiedzieć!

– Mogłabym…

– To chodź! – Pociągnął mnie za rękę i poprowadził na górę.

Nagle wyrósł przed nami Rafał z łobuzerskim uśmiechem na ustach, musiał 
być   dobrze   wstawiony,   ale   już   wcześniej   zauważyłam,   że   ma   zajebiście 
mocny łeb. Nie było po nim prawie wcale widać, że pił.

– A dokąd to robaczki? – Zaśmiał się i dodał: – Czyżbyście chcieli skorzystać 
z sypialni rodziców? – Mrugnął do nas i poczułam, że się czerwienię.

115 | 

S t r o n a

background image

– A ty, jak zawsze, tylko o jednym – odpowiedział mu z politowaniem mój 
chłopak.

– No jakże by inaczej…

–   Dobra,   dobra!   –   Pokiwał   głową   Michał.   –   Daj   odpocząć   swojej 
nieokiełznanej wyobraźni… – I zaraz dodał: – Znajdź mi lepiej jakiś czysty 
T-shirt…

Spojrzałam na niego pytająco.

– W tej sukience… – Obrzucił mnie uważnym spojrzeniem. – Skąd inąd, 
zajebistej sukience, raczej nie będzie ci najwygodniej…

– Na pewno – wtrącił się Rafał. – Tylko po co ci moja koszulka? – Zaśmiał się. 
– Chyba tego nie potrzebujecie…

– Zboczeńcu! – Michał też był rozbawiony. – Żadna panienka nie wpadła ci 
w oko… a raczej do łóżka, że tak bardzo przejmujesz się naszym życiem 
seksualnym?

– No wiesz… – odpowiedział gospodarz. – Było ich tak wiele, że nie mogłem 
się zdecydować. – A po chwili dodał: – I nie chciałem im robić przykrości, 
wybierając tylko jedną…

Zaśmiałam się… To był naprawdę zajebiście fajny koleś… Mimo, że robił 
wszystko, żeby mnie zawstydzić… Wiedziałam, że na pewno zostaniemy 
przyjaciółmi. Strasznie go polubiłam. Nawet teraz…

– Jasne! – Michał śmiał się z brata. – Oczywiście, nie mogłeś się opędzić. – 
I zakończył ironicznie: – Wszystkie laski na ciebie lecą!

– No, może poza jedną. – Rafał spojrzał na mnie i dodał: – Co ty w nim 
widzisz, Aga?

Nie   zdążyłam   odpowiedzieć,   bo   Michał   zakończył   rozmowę,   wymijając 
gospodarza. 

116 | 

S t r o n a

background image

– Poszukam czegoś w twoim pokoju – rzucił do niego, odwracając tylko 
głowę. – Zacznij sprzątać, zaraz przyjdę ci pomóc.

I już nas nie było.

Piętnaście minut później, „odświeżona” i ubrana w ogromny T-shirt Rafała 
leżałam posłusznie w łóżku… Michał przykrył mnie szczelnie i pocałował na 
dobranoc… Choć, dla ścisłości, lepiej byłoby powiedzieć: na „dobry dzień.” 
O cholera!   Cóż   za   porażający   żart!   Jestem   Wielka!   Po   prostu   królowa 
czarnego humoru! Na szczęście autoironię mam całkiem nieźle rozwiniętą, 
pomyślałam jeszcze…

Tak szczerze to powinnam mu pomóc w tym sprzątaniu, takie były plany… 
Tak naprawdę jednak wolałabym, żeby to on pomógł mi w „zasypianiu.” 
O Boże!   O   czym   ja   myślę?   Jeszcze   wczoraj   (to   znaczy,   dla   ścisłości 
przedwczoraj, bo była już przecież niedziela) przekonywałam samą siebie, że 
nie jestem jeszcze gotowa… A teraz mogłam myśleć tylko o tym, jak by to 
było… Kochać się z nim! Jestem pojebana, bez dwóch zdań!

– Śpij dobrze. – Jeszcze raz musnął moje usta delikatnym pocałunkiem.

– Wracaj szybko – wyrwało mi się.

Michał trochę się zdziwił… Pochylił się nade mną i szeptem zapytał:

– Chcesz, żebym do ciebie przyszedł…?

– Chcę – odpowiedziałam, patrząc mu w oczy.

Nie wiem co zobaczył w moich, ale chyba bardzo mu się to spodobało… 

–Powinnaś się przespać – powiedział po namyśle.

– Nie wiem czy mi się uda. – Gapiłam się na niego rozmarzona. Cholera! 
Uspokój się, natychmiast!

– Spróbuj, Maleńka. – Z tymi słowami wyszedł z pokoju, zamykając za sobą 
drzwi.

117 | 

S t r o n a

background image

Wierciłam się niemiłosiernie, rozkopując pościel, bo było mi stanowczo za 
gorąco! Jak ja mam zasnąć? W obcym domu? W obcym łóżku? Nad ranem? 
Po tym jak on… Ale może przyjdzie…?

Zwinięta w kłębek w końcu zasnęłam, sama nie wiem kiedy…

Czułam, że do moich pleców przytula się ciepłe, twarde ciało… Było mi tak 
dobrze… Silne ramiona przytuliły mnie mocno… Wtuliłam się w Niego…  
Jeszcze   mocniej…   Jeszcze   bliżej…   Poczułam   oddech   na   karku…   Parzył 
mnie… A jego dłonie… Wędrowały po moim ciele… Miałam na sobie tylko  
bieliznę   i   za   duży   T-shirt,   który…   Tak…   Nie   zasłaniał   teraz   nawet  
pośladków… Czułam jego dłoń na swoim udzie… Poruszyła się… Delikatnie 
przejechał palcami w górę… Zatrzymał się… Przyciągnął moje biodra bliżej 
siebie… Poczułam to… O Boże…! Był taki… Druga ręka wolno krążyła po 
moim nagim brzuchu… Pod koszulką… Podciągając ją jeszcze wyżej… Palce 
podążały   w   górę…   Zatrzymały   się   tuż   przy   koronce…   Wstrzymałam 
oddech…   Powolutku   przesunął   dłoń…   Szorstka   nagle   koronka   wzmogła 
efekt… Dotykał moją pierś… Najpierw delikatnie ją muskając… Potem coraz  
śmielej… Aż w końcu zamknął ją w ciepłej dłoni… Westchnęłam… Tak…!  
Przyśpieszony oddech na mojej szyi… Zaraz potem ciepłe usta… Pieścił 
językiem rozpaloną skórę… Boże, jak cudnie… Znów westchnęłam… 

Nie chcę się budzić… Przemknęło mi przez myśl. Nie teraz… Jeszcze nie!

118 | 

S t r o n a

background image

15.

– Maleńka – zamruczał Michał do mojego ucha.

Gwałtownie  odwróciłam   się,  prawie   zderzając   się  z  jego  twarzą.   Był  tak 
blisko. Jego zamglone zielone oczy poraziły mnie intensywnością czającego 
się w ich głębi pragnienia…

– Michał…? – zapytałam zaskoczona.

– A spodziewałaś się kogoś innego? – Spojrzał na mnie uważnie, dotykając 
mojego policzka. – Tak, to ja… Tylko ja…

– Myślałam, że to sen… – powiedziałam cichutko.

– Naprawdę? – Jego ręka lekko drgnęła, a po chwili przesunęła się z biodra na 
pośladek. – Myślałaś, że śnisz…? – Ścisnął lekko moją pupę, przyciskając do 
mnie swoje biodra. – Sen, mówisz…

– Wspaniały sen. – Jęknęłam, obejmując jego szyję dłońmi i wplatając palce 
we włosy.

– Jawa jest przyjemniejsza… – wymruczał, pochylając głowę. – Przynajmniej 
dla mnie. – I wpił się ustami w moje, czekające już na niego, wargi.

Jęknęłam, gdy położył mnie na plecach i nakrył swoim gorącym ciałem. Nie 
przestawał   mnie   całować.   Usta…   Broda…   Szyja…   Obojczyk…   Drżałam! 
Moje dłonie znalazły drogę do jego nagich pleców… Wsunęłam palce pod 
jego  koszulkę   i  napawałam   się   delikatną   skórą,   pokrywającą   jego   twarde 
mięśnie, które poruszały się nieznacznie pod moim dotykiem. Zapragnęłam 
poczuć go jeszcze mocniej… Niewprawnie szarpałam się z jego T-shirtem, 
próbując podciągnąć go wyżej… Michał zorientował się jakie mam plany 
i uniósł   się   na   przedramionach,   ułatwiając   zadanie.   Spojrzał   mi   w   oczy, 
a potem prostując się, ściągnął koszulkę przez głowę. Tak. Tego chciałam. 
Moje dłonie znalazły się na jego piersi… Dotykałam go delikatnie, badając 
fakturę   jego   idealnie   umięśnionej   klatki.   Michał   lekko   przymknął   oczy, 
nieznacznie odchylając głowę do tyłu. Podobało mu się? Tak! Wezbrała we 

119 | 

S t r o n a

background image

mnie szalona odwaga! Uniosłam się i przywarłam ustami do ciepłej skóry. On 
wciągnął gwałtownie powietrze… 

– Maleńka… – wyszeptał zdyszany.

– Hmmm – zamruczałam, nadal muskając wargami jego piersi.

– Co ty ze mną wyrabiasz? – powiedział niesamowicie schrypniętym głosem.

Ponownie zamruczałam, nie mogąc się od niego oderwać.

Delikatnie,   pewnie,   żeby   mnie   nie   przestraszyć,   chwycił   końce   mojej 
„pidżamy” i pociągną do góry. Uniosłam ręce i po chwili byłam w samej 
bieliźnie.

– Teraz moja kolej. – Usłyszałam, gdy kładł mnie z powrotem na poduszkach 
i pochylał głowę do moich piersi.

Zamknęłam oczy, gdy jego usta musnęły rozpaloną skórę tuż nad koronką 
stanika. Jego dłonie podążyły w tym samym kierunku i objęły moje piersi. 
Poczułam delikatny nacisk, a po chwili jego kciuki musnęły moje napięte 
sutki. Jęknęłam, wyginając ciało, podając mu siebie… Jego usta zatrzymały 
się na chwilę w zagłębieniu między moimi piersiami. Podniósł głowę, patrząc 
mi w oczy. To co zobaczyłam w jego oczach… To był szał, głód i tęsknota! 
O Boże!   W   tym   czasie   jego   dłonie   oderwały   się   od   mojego   ciała…   Aż 
jęknęłam   rozczarowana.   Pragnęłam   jego   dotyku!   Dlaczego   przestał?   On 
jednak   uniósł   mnie   lekko   i   błyskawicznie   odpiął   stanik,   pozbywając   się 
szybko   przeszkody.   Nie   zdążyłam   nawet   pomyśleć   o   wstydzie…   Michał 
przywarł ustami do mojej piersi, drugą obejmując dłonią i ponownie drażniąc 
delikatnymi muśnięciami. Gdy poczułam jego usta obejmujące twardy sutek, 
przestalam   całkiem   myśleć…   Kiedy   obdarzał   taką   samą   pieszczotą   moją 
drugą pierś byłam już na innej planecie… Setki lat świetlnych stąd! Wiłam 
się  pod wpływem  tych  nieziemskich  doznań.  Obejmowałam   go za szyję, 
szarpałam za włosy. Pragnęłam by był jeszcze bliżej…

– Jesteś taka mięciutka – zamruczał jak kot. – I słodka… Smakujesz jak… Jak 
nic innego na świecie! – Spojrzał mi w oczy.

120 | 

S t r o n a

background image

Chciałam coś powiedzieć, ale nie mogłam zupełnie skupić myśli… Po chwili 
nie   miałam   już   szansy   się   nad   tym   zastanawiać,   bo   Michał   przywarł 
gwałtownie   do   moich   ust.   Odpowiedziałam   mu   równą   gwałtownością. 
Ogarniało   nas   coraz   większe   szaleństwo.   Poczułam   dłonie   Michała 
zaciskające się na moich prawie nagich pośladkach. Jęknęłam w jego usta, 
gdy   gwałtownie   przycisnął   biodra   do   moich.   Czułam   jak   silne   jest   jego 
pragnienie… Jak bardzo mnie chce! Ja też go chciałam! Do bólu!

Poruszył się, otarł o mnie swoim nabrzmiałym twardym ciałem. O Boże! Co 
się ze mną dzieje? Zadrżałam! Michał w tym momencie zerwał się z łóżka. 
Chciałam go zatrzymać… Powiedzieć, że to… Pragnienie… Nie strach… On 
jednak szybko zrzucił spodnie i już był z powrotem przy mnie. 

–   Tak   bardzo   cię   pragnę   –   powiedział.   –   Aż   do   bólu!   Jak   jeszcze   nigdy 
nikogo…

Złapał moją rękę i przysunął do wyraźnego dowodu swego pożądania. Bałam 
się nawet patrzeć w tym kierunku, chociaż nie był przecież całkiem nagi…

– Dotknij mnie – wysapał, kładąc moją dłoń na swoim twardym ciele. – 
Chcę, żebyś mnie dotykała.

Mimo całego podniecenia, poczułam się strasznie zawstydzona. Ja przecież 
nigdy jeszcze… No tak? Skąd on miał to wiedzieć?

Spojrzałam mu w oczy i powiedziałam nieśmiało:

– Michał… – Głos mi drżał. – Ja nigdy… To znaczy… Jeszcze nigdy nie… – 
Znowu to samo, to jąkanie zaczyna mnie drażnić.

Puścił moją rękę i spojrzał na mnie zaskoczony. Zawstydziłam się jeszcze 
bardziej. Zdałam sobie sprawę, że jestem prawie naga, on zresztą też, ale to 
był zajebiście fascynujący widok. Ja natomiast… No cóż? Zasłoniłam piersi 
dłońmi i oblałam się gorącym rumieńcem.

– Nigdy z nikim nie spałaś? – zapytał z niedowierzaniem w głosie.

121 | 

S t r o n a

background image

– Nie… – Spojrzałam mu w oczy. – To znaczy nie robiłam nic z „tych” 
rzeczy.   –   spuściłam   wzrok,   nie   mogąc   wytrzymać   jego   przenikliwego 
spojrzenia.

Po   omacku   znalazłam   koszulkę   i   niezdarnie   ją   naciągnęłam.   Miałam 
wrażenie, że minęła cała wieczność…

–   Przepraszam.   –   Usłyszałam   i   poczułam   delikatne   palce   unoszące   mój 
podbródek.

Patrzyłam w te kochane zielone oczy, w których było teraz pełno czułości 
i niepokoju.

– Gdybym wiedział… – szeptał. – Wybacz mi… Nie przypuszczałem…

– Ale… – Miałam mu powiedzieć, że chciałam tego.

– Ciiii. – Przyciągnął mnie do siebie i przytulił, głaszcząc po włosach i lekko 
kołysząc. – Pierwszy raz nie powinien być taki…

– Ale ja chciałam… – udało mi się wydusić.

– Wiem – zamruczał mi do ucha. – I cieszę się, że to ja… Że mnie wybrałaś, 
że mi ufasz… – Odsunął mnie lekko od siebie i spojrzał w oczy. – Ale to nie 
powinno być tak… Tak byle jak…

– Michał… – Chciałam zaprotestować. Powiedzieć jaki jest cudowny… Że 
z nim każda chwila jest wyjątkowa… Nie dał mi szansy!

– Niedługo musimy iść do domu. – Westchnął ciężko. – A ja chciałbym 
cieszyć się Tobą całą noc. – I dodał: – a Ty… 

– Michał… ale ja… – Znowu nie dał mi skończyć.

– To musi być coś wyjątkowego – powiedział. – A nie sypialnia czyichś 
rodziców, nad ranem, po imprezie… szybki numerek. To nie może być tak! – 
I dodał: – Nie za pierwszym razem! Nie z Tobą!

Nie byłam w stanie odpowiedzieć, kiwnęłam tylko głową.

122 | 

S t r o n a

background image

Wracając już do domu, nie mogłam pozbyć się natrętnej myśli. Wierciła mi 
uparcie   dziurę   w   głowie.   Musiałam   ją   z   siebie   wyrzucić…   A   jedynym 
sposobem było zadanie pytania, które mnie dręczyło.

– Michał… – zaczęłam niepewnie.

– Tak, Maleńka? – Spojrzał na mnie i musiał dostrzec coś niepokojącego 
w mojej twarzy, bo nagle zatrzymał się i dodał: – Wszystko w porządku?

– Nie całkiem…

Michał zbladł… Dosłownie! Mimo śniadej cery zrobił się nagle blady jak 
ściana. Popatrzył na mnie uważnie.

– Cokolwiek to jest… – Głos mu zadrżał. Jemu zadrżał głos? – Powiedz mi.

– Czy ja… To znaczy… Czy ty już… – plątałam się, nie patrząc mu w oczy. – 
Czy ty jeszcze… Mnie chcesz?

Podniósł gwałtownie mój podbródek i natknęłam się na jego spojrzenie. Był 
zły? Cholera! Wiedziałam, że tak będzie! Po prostu wiedziałam!

– O czym ty do jasnej cholery mówisz? – Nie udało mu się zachować spokoju.

– Ja… Nie chciałam… – Jąkałam się. – Przepraszam…

– Za co ty mnie, znowu, do diabła, przepraszasz? – Zaczynał się wściekać. 
Niedobrze!

–   Że   ja   nigdy…   –   Nie   wiedziałam   jak   to   powiedzieć.   –   Że   nie   mam 
doświadczenia – wyrzuciłam z siebie w końcu.

Złapał mnie gwałtownie i mocno przytulił.

– Za jakiego gnoja musisz mnie uważać…

– Ale ja nie… – Chciałam zaprotestować, ale mi przerwał.

–   Nic   już   nie   mów!   –   Odsunął   się,   trzymając   mnie   mocno   za   ramiona 
i patrząc mi prosto w oczy. – Tylko mnie posłuchaj!

123 | 

S t r o n a

background image

Skuliłam się lekko pod wpływem tych gwałtownych słów.

– To cud, że umiałem się powstrzymać – powiedział, próbując opanować 
gniew. – Pragnę cię bardziej, niż czegokolwiek na tym posranym świecie – 
wyrzucił z siebie gwałtownie. – Ale jeszcze większym cudem jest… To co mi 
chciałaś ofiarować. – Złagodniał nagle. – To, że nie było nikogo przede mną! 
To cudowne! – Zrobił krótką przerwę, a po chwili powiedział: – Nie wiesz 
nawet jak się dręczyłem… Szalałem, myśląc o tym, że kto inny cię dotykał, 
całował… Kochał się z tobą! 

Gapiłam się na niego szeroko otwartymi oczami, chłonąć zachłannie każde 
jego słowo.

– Uwielbiam cię – powiedział miękko. – Nawet nie wiesz jaki jestem dumny 
i szczęśliwy, że mogę być twoim pierwszym…

– A ja myślałam, że dziewica… to najgorsze co może się przytrafić facetowi… 
– powiedziałam, spuszczając głowę.

Delikatnie podniósł moją twarz.

– Popatrz mi w oczy. – Gdy posłusznie uniosłam powieki, powiedział: – Tak 
mogą myśleć tylko palanty od zaliczania panienek. – Zniżył głos. – Myślisz, 
że ja też taki jestem?

– Nie – zaprzeczyłam gorąco. – Ja tylko…

– Więc zrozum. – Pochylił głowę. – Że to jest dar… – mówił coraz ciszej. – 
Dar, na który nie zasługuję!

– Nie mów tak! – wyrzuciłam z siebie. – Nigdy tak nie mów! – Czy ja byłam 
na niego zła? Chyba stare porzekadło się sprawdza… „Z kim przestajesz, 
takim się stajesz,” o cholera!

– Maleńka…

124 | 

S t r o n a

background image

–   Jesteś   najlepszym,   co   mi   się   w   życiu   przydarzyło!   –   powiedziałam 
stanowczo. Zupełnie nie wstydziłam się mojego wyznania. Co się ze mną 
stało? A ściślej rzecz biorąc, co on ze mną zrobił? 

Michał przygarnął mnie do siebie i wtulił twarz w moje włosy. Objęłam go, 
mocno wtulając się w niego.

– Dziękuję. – Usłyszałam lekko stłumione słowo.

Nie   wiem   jak   długo   tak   staliśmy   wtuleni   w   siebie…   Może   kilka   minut, 
a może całą wieczność? Nie wiem! I szczerze… nie miało to najmniejszego 
znaczenia! Po prostu byłam w jego ramionach, a on był w moich! I tak już 
powinno   pozostać…!   No,   może   nie   nad   ranem,   w   centrum   miasta,   we 
wczorajszym wydaniu… To jednak były nieistotne szczegóły! Najważniejsze, 
że mieliśmy siebie!

Z tą radosną myślą zasnęłam tego ranka…

Spałam sobie spokojnie, gdy do mojego mózgu dotarły niepokojące dźwięki… 
Przez chwilę zastanawiałam się, co to mogło być… Powoli otworzyłam jedno 
oko,   a   zaraz   potem   błyskawicznie   –   drugie!   Dzięki   temu   gwałtownemu 
manewrowi, w ostatniej chwili, uniknęłam silnego szarpnięcia za ramiona. 
W   ten   subtelny   sposób   Weronika   chciała   mnie   obudzić…   Dostałabym 
pewnie zawału!

Byłam lekko zdezorientowana… Która mogła być godzina?

– Wstawaj śpiochu – zaszczebiotała radośnie. – Szkoda dnia!

– Łatwo ci mówić. – Ziewnęłam przeciągle. – To nie ty wróciłaś przed chwilą 
z imprezy…

– Jakie przed chwilą? – Zaśmiała się moja przyjaciółka. – Przespałaś pół dnia. 
Wstawaj! Już!

– Poleżę jeszcze troszeczkę. – Oczy same mi się zamykały. – Nie dam rady 
wstać… Jeszcze nie!

125 | 

S t r o n a

background image

– Podnoś się w tej chwili – powiedziała stanowczo. – Bo zaraz ci pomogę…

–   Znajdziesz   drzwi…?   –   Ziewnęłam,   odwracając   się   do   niej   plecami 
i nakrywając szczelnie kołdrą.

Sekundę   później   nic   już   mnie   nie   przykrywało…   Nie   miałam   szansy 
zareagować! Kurde! O co jej chodzi?

– Oddawaj. – Nie byłam nawet w stanie powiedzieć tego odpowiednio ostro.

– Nie. – Uśmiechnęła się do mnie promiennie.

– To nie. – Rzuciłam jej gniewne spojrzenie. – Nie mam siły się z tobą 
szarpać. – Wtuliłam głowę w poduszkę. – Tak będę spała!

– Jak chcesz… – Weronika powiedziała spokojnie – żeby Michał zastał cię 
w takim… Hmmm wydaniu… – Zawiesiła znacząco głos.

Nie patrząc na nią, powiedziałam:

– On ma przyjść dopiero popołudniu!

– Wiesz co? – Czy ona się ze mnie śmiała? – Może jednak tak zostań! – 
I dodała po chwili: – Może zechce się do Ciebie przyłączyć…

Mruknęłam gniewnie na tę jawną kpinę, ale nic nie powiedziałam.

– A tak dla twojej informacji – mówiła dalej Weronika, całkiem wesoło, choć 
moim zdaniem nie było w tym nic zabawnego. – Jest już po piętnastej…

–   Cholera!   –   I   już   stałam   na   baczność   przed   nią.   –   Dlaczego   mi   nie 
powiedziałaś?

– Właśnie mówię. – Dobrze się bawiła, nie ma co…

126 | 

S t r o n a

background image

16.

Jak   szalona   pognałam   do   łazienki,   słysząc   za   sobą   stłumiony   śmiech 
Weroniki. Przyjaciółka?! Zawsze tak się ze mnie nabijała? Czy może zaczęła 
to   robić   ostatnio?   Zastanawiałam   się   lekko   na   nią   zła.   Nieważne!   Teraz 
miałam inny problem… Problem, który do niedawna był mi całkiem obcy… 
W co ja się, do jasnej cholery, mam ubrać?

Gorączkowo myśląc nad tym nowym dla mnie zagadnieniem, wróciłam do 
swojego pokoju. 

Nawet nie byłam mocno zdziwiona… Łóżko było pościelone. Porozrzucane, 
jeszcze kilka minut temu, ubrania – zniknęły. A Weronika szczerzyła się do 
mnie, podając mi wybrane przez nią ciuchy. Jak tu jej nie kochać?

  – Nie wiem czy to był najlepszy pomysł… – powiedziałam, ubierając się 
pośpiesznie.

– A co konkretnie? – Zainteresowała się. – Wyjście? Czy nasze towarzystwo?

– No co ty? – Spojrzałam na nią zdziwiona. Jak ona mogła tak pomyśleć? – 
Tak rzadko się teraz spotykamy poza szkołą! W sumie to jestem w szoku – 
dodałam. – Myślałam, że jak jesteś z moim bratem, to będę cię miała na karku 
cały czas… – Próbowałam żartować, ale chyba z marnym skutkiem.

– Skoro więc nie masz nic przeciwko podwójnej randce. – Uśmiechnęła się 
szeroko. – To czym się martwisz?

– Jestem skonana! – westchnęłam. – Nie mam siły na kolejne balety…

– Jakie balety? To tylko, powiedzmy, kolacja… – Przyjrzała mi się uważnie. – 
Zaraz, zaraz… – Chyba ją olśniło. O cholera! Tego się mogłam spodziewać, 
ale może nie w tym momencie. Nie miałam teraz na to siły! – A cóż cię tak 
umęczyło? Przyznaj się! Co robiliście…?

– Nic – odpowiedziałam szybko, może zbyt szybko… i odwróciłam wzrok.

– Nie udawaj! Znam cię!

127 | 

S t r o n a

background image

To niestety była najszczersza z prawd! Przecież nie umiem niczego przed nią 
ukryć… Po co więc próbuję?

– No dobra… – powiedziałam zrezygnowana. – Było gorąco…

– Spałaś z nim? – rzuciła wprost.

Nie zdążyłam odpowiedzieć. Uratowało mnie pukanie do drzwi.

– Nika? – To był oczywiście mój szanowny braciszek.

Spojrzałam na przyjaciółkę szeroko otwartymi oczami.

– Od kiedy pozwalasz zdrabniać swoje imię? – zdążyłam ją zapytać, zanim do 
pokoju wparował Tomek.

– No wiesz… – Chyba udało mi się ją zawstydzić? – Tak wyszło…

– Jesteście gotowe? – Spojrzał na mnie. – Ale ty młoda to naprawdę ostatnio 
nieźle wyglądasz… – I dodał: – Nie wiedziałem, że mieszkam pod jednym 
dachem z taką laska…

–   Nie   wysilaj   się   –   burknęłam   do   niego,   zawstydzona   pierwszym   chyba 
w życiu komplementem od mojego starszego brata.

– Poważnie mówię. – Uśmiechnął się. – Ten twój amant ma na ciebie niezły 
wpływ.

– Zaraz dostaniesz za tego amanta… – Zgrzytnęłam zębami.

– Dobra. – Podniósł ręce. – Nie unoś się… Nie miałem nic złego na myśli!

– A tak a pro po zmian… – Spojrzałam na niego, odbijając piłeczkę. – To 
Weronika ma na ciebie dobry wpływ…

Oboje spojrzeli na mnie… Weronika z zainteresowaniem. Tomek z lekką 
obawą. Ha! Tu cię mam! Boisz się trochę? To dobrze!

– Nauczyłeś się pukać. – Zaśmiałam się. – Trochę kultury ci nie zaszkodzi!

128 | 

S t r o n a

background image

– Przesadzasz. – Chyba lekko odetchnął. Czego się bał? Zastanawiałam się 
przez chwilę. Co ja mogłam takiego o nim powiedzieć, czego nie chciał, żeby 
Weronika wiedziała? – Jestem takim samym wieśniakiem jak dawniej…

– Tak, tylko się lepiej maskujesz!

– Przestańcie już – wtrąciła się moja przyjaciółka. – A ty zrób coś z oczami, 
bo wyglądasz jakbyś nie spała całą noc.

– Bo nie spałam – mruknęłam pod nosem.

–   Ho,   ho!   –   Podchwycił   braciszek.   –   Młoda,   trzeba   działać…   Czy   mam 
w zastępstwie ojca przywitać Michała z dubeltówką?

– Musiałbyś ją najpierw mieć – warknęłam.

Jak oni się dzisiaj świetnie bawią moim kosztem… Co to ma być?

– I uważaj – dodałam – bo za tobą też ma kto biegać uzbrojony… A znając 
ojca Weroniki, to użyje do tego celu przynajmniej „kałacha”!

–   Przesadzasz   –   powiedział   na   luzie,   ale   spojrzał   uważnie   na   swoją 
dziewczynę.

– Tatuś – rzuciła ze śmiechem ta ostatnia – to siła spokoju…

– Dopóki go ktoś nie wkurwi – nie omieszkałam wtrącić.

– Nie strasz go. – Spojrzała na mnie i chyba naprawdę lekko się przejęła. – Bo 
jeszcze mnie rzuci i będziesz mnie miała na sumieniu. – Naprawdę nie wiem 
czy żartowała czy mówiła poważnie.

Zanim   zdążyła   dokończyć   zdanie,   Tomek   porwał   ją   w   ramiona,   lekko 
unosząc nad podłogą i powiedział, patrząc jej głęboko w oczy:

– Nigdy! Choćby nawet miał działo artyleryjskie.

–   Puść   mnie   wariacie!   –   Weronika   śmiała   się.   Była   chyba   cholernie 
zadowolona.

129 | 

S t r o n a

background image

– Za chwilkę – powiedział lekko zmienionym głosem. Poważnym? Kiedy to 
ja   ostatnio   słyszałam   u   niego   taką   intonację?   Nigdy?   I   zaraz   potem   ją 
pocałował. Kurczę! Czy ja kiedyś widziała, jak mój brat całuje dziewczynę? 
Nigdy! W dodatku moją przyjaciółkę? Wyglądali jakby mieli zamiar zaraz 
uprawiać dziki seks na moim „dziewiczym” łóżeczku… Tego było za wiele 
dla mnie jak na jeden raz. Odwróciłam głowę, udając, że zainteresowało mnie 
coś na kompletnie pustej ścianie. To jednak niewiele dało. Zastanawiałam się, 
mimowolnie, czy oni już „to” robili?

Na dźwięk dzwonka oderwali się od siebie. W końcu! Dłużej bym już chyba 
nie wytrzymała… 

Cholera! Michał! A jeszcze miałam zamaskować wory pod oczami. Zupełnie 
straciłam poczucie czasu… Wszystko przez braciszka!

Pierwsza oprzytomniała Weronika.

– Idź mu otwórz – powiedziała do swojego chłopaka. Cholera jak to dziwnie 
brzmi. Mój brat jest chłopakiem mojej przyjaciółki… – I zatrzymaj go chwilę, 
a ja zajmę się tą „ofiarą losu.” – Uśmiechnęła się do mnie promiennie. – Która 
nie umie się nawet umalować.

– Ok. Zmykam. – Skrzywił się. – Nie chcę na to patrzeć.

–  Ale   jesteście  zabawni   –  prychnęłam,   jednak  bez   oporów   poddałam  się 
zabiegom mojej stylistki. Chciałam ładnie wyglądać… dla Niego! Tylko dla 
niego!

Blask jego oczu na mój widok powiedział mi, że było warto! Bez skrępowania 
złapał mnie w ramiona i namiętnie pocałował. Czy ja się kiedyś do tego 
przyzwyczaję…? To co on ze mną wyrabiał, gdy tylko mnie dotykał było 
wręcz nieprzyzwoite… w każdym tego słowa znaczeniu!

– Ślicznie wyglądasz, Maleńka – zamruczał, gdy już uwolnił moje usta.

Lekko zamroczona, dopiero po chwili usłyszałam cichy chichot mojego brata. 
Wrrr! On może? A ja nie? Ja się z niego przynajmniej nie śmiałam! 

130 | 

S t r o n a

background image

– Może już pójdziemy, dzieciaki – Tomek mówił poważnie, ale w jego głosie 
dało się słyszeć tłumiony śmiech. – Bo przepadnie nam rezerwacja.

Jaki on się nagle zrobił poukładany i konkretny? Cóż za nowość! 

– Michał. – Już wychodziliśmy, gdy mój braciszek zapytał: – Ty pewnie dziś 
nie prowadzisz…? Skoro balowaliście do rana… – Znacząco zawiesił głos. – 
Tańczysz pewnie jeszcze na oparach?

–   Niestety!   Ty   dziś   robisz   za   szofera.   –   Mój   chłopak   uśmiechnął   się   do 
„zabawnego”  Tomaszka. – A ja będę  mógł się napić. – Spojrzał  na mnie 
i znacząco zmrużył oko.

Wiedziałam już, że Michał nie pije dużo. Ani często. Zastanawiałam się tylko 
jaki jest tego powód? Czy z jakichś względów świadomie stroni od alkoholu? 
Czy może po prostu nie lubi pić? Zresztą to nieważne! Najważniejsze, że nie 
był typem „młodego alkoholika” – jakich znałam wielu… Choćby połowa 
chłopaków z naszej klasy… Szukali tylko powodów aby się napić. A co się 
działo w zeszłym roku na wycieczce szkolnej…? Jedna nieprzerwana rzeka 
wódy! Tylko tak można to było nazwać! Nie rozumiałam tego, po prostu! 
Cieszyłam się więc, nawet bardzo, że Michał pił w ilościach towarzyskich, na 
dokładkę okazjonalnie! To w sumie tak jak ja! 

Miałam   ostatnio   nową   rozrywkę…   Wynajdowanie   podobieństw   między 
nami.   Wspólnych   cech,   upodobań   i   takich   tam!   Czym   więcej   ich 
znajdowałam, tym byłam szczęśliwsza… Nic w tym chyba dziwnego?

– A tak właściwie to gdzie mamy stolik? – zapytałam, gdy siedzieliśmy już 
w samochodzie. Nie było to najnowsze auto, ale mój brat strasznie o nie dbał. 
Do niedawna nazywał je swoją kochanką. Nieźle! Stara audica, była jego 
miłością,   dopóki   nie   pojawiła   się   Weronika.   Czy   teraz   ona   była   jego 
kochanką? Ale się zrobiłam ciekawska! Lepiej skupiłabym się na swoim życiu 
seksualnym, zamiast zaglądać innym do łóżka! No właśnie moje tzw. życie 
seksualne jeszcze, tak jakby, nie istniało… Chyba żeby podciągnąć pod to 
wydarzenia dzisiejszego poranka…

131 | 

S t r o n a

background image

– Spodoba ci się… – Weronika odwróciła się, bo siedziała oczywiście obok 
kierowcy i mrugnęła do mnie. – Specjalnie wybrałam to miejsce!

– Nie gadaj… – Przyjrzałam się jej uważnie, a potem kontem oka spojrzałam 
na Michała. – „Insomnia”?

– Dokładnie! Cieszycie się?

– Bardzo. – To Michał jej odpowiedział, ściskając lekko moją dłoń, którą 
trzymał prawie cały czas od wyjścia z domu.

– No, ja myślę. – Zaśmiała się, odwracając twarz.

Jechaliśmy przez chwilę w milczeniu. Spojrzałam na swojego chłopaka, a on 
uśmiechnął się do mnie szeroko. Całe moje szczęście, że nie zdawał sobie 
sprawy o czym myślałam… Tylko się nie czerwień, dziewczyno! Błagam! 
A myślałam… o „konsumpcji” naszego związku! Cholera! Jak to poważnie 
brzmi…   Wiedziałam,   że   ludzie   lubią   seks…   Nawet   bardzo…   Ale   nie 
przypuszczałam, że może być aż tak… Cudownie! Zajebiście! Nieziemsko! 
A przecież nie robiliśmy „tego.” To dopiero musi być niesamowite…! Nawet 
nie   będę   próbować   sobie   wyobrażać,   bo   mam,   na   bank,   zbyt   skromną 
wyobraźnię!   Tylko   jeden   szczegół…   Jeden   mały   cień   przysłaniał   mi 
wspaniałość wspomnień tego poranka… Blizna! Nie odstręczała mnie! Nie 
o to chodzi! Była częścią Michała. Chciałam ją nawet dotknąć, pogłaskać… 
Bałam się jednak, że to go może urazić… Że się obrazi? Pamiętałam dobrze 
jak   zareagował,   gdy   pierwszy   raz   ją   zauważyłam…   Był   taki   zły!   Teraz 
byliśmy razem i sytuacja się zmieniła, ale jednak… Chciałam wiedzieć skąd 
ma   tę   bliznę,   ale   bałam   się   zapytać…   Bałam   się   zburzyć   nastrój   tych 
ekscytujących chwil z Michałem… Może to był mój błąd? Trzeba było go 
zapytać! Delikatnie! I może w tak… intymnej sytuacji… by mi powiedział… 
Bez złości? A przynajmniej z dość ograniczoną dawką złości?

Z tych rozmyślań wyrwał mnie mój ulubiony głos… Michał pochylił się 
i szepnął mi do ucha:

– Obudź się! – Jak on to robi, że drżę gdy tylko go słyszę? – Jesteśmy!

132 | 

S t r o n a

background image

W „Insomni” niewiele się zmieniło od ostatniego razu… No może głównie 
to, że teraz siedzieliśmy przy tym samym stoliku, a nie po przeciwnych 
stronach sali… I przede wszystkim to, że byliśmy parą, a nie dwójką ludzi 
pożerających   się   wzrokiem…   Chociaż   nie!   Michał   nadal   pożerał   mnie 
wzrokiem, a ja jego, tylko że ze stanowczo mniejszej odległości!

Weronika się postarała! Zamówiła dokładnie ten sam stolik, przy którym 
siedziałyśmy poprzednim razem. Ta to lubi dopieścić szczegóły, nie ma co? 
Michał też to zauważył. Uśmiechnął się łobuzersko, a pode mną ugięły się 
kolana. Na szczęście właśnie siadaliśmy, więc nie miałam szansy, tym razem, 
zrobić z siebie widowiska! A przynajmniej nie w tym momencie…

Wszystko wskazywało na to, że będzie to całkiem miły wieczór…

133 | 

S t r o n a

background image

17.

Stałam   przy   barze   zamawiając   kolejne   drinki…   Zajebiście!   Zostałam 
oddelegowana jako najmłodsza, cóż za pech! Michał chciał iść za mnie, ale 
Tomek zaprotestował i zagadał go na temat, oczywiście, samochodów… Ach, 
ci faceci! Tak więc czekałam na swoje zamówienie, gdy usłyszałam strzępy 
rozmowy toczącej się po drugiej stronie baru…

– Nie na długo… Zobaczycie… – Znałam ten głos.

– Ale jednak ci się wymknął?

– To tylko kwestia czasu…

– Przecież ma jakąś pannę?

– Ona? Te czupiradło? Nie ma ze mną szans!

– Ale jest z nią…

– Wiecie jak jest? – Ten okropny śmiech poznałabym wszędzie… Wanda! – 
z braku   laku   dobry   kit!   –   O   kim   ona   mówiła?   Aż   mną   zatrzęsło,   gdy 
pomyślałam, że… – Michał będzie mój i kropka! – A więc jednak!

Podsłuchiwałam   dalej,   wytężając   słuch…   Ta   rozmowa   robiła   się   coraz 
bardziej interesująca…

– Jesteś taka pewna swego… A przez tyle miesięcy go nie zdobyłaś…

Co? Przecież Michał dopiero wrócił z Niemiec? Coś mi tu nie grało!

– Oj! Byłam z Sebastianem… A poza tym jakoś nie było okazji… Mijaliśmy 
się na imprezach…

– A czemu zmienił szkołę? Wiesz co się stało?

– Jasne! Pobił jakiegoś gościa na baletach u Szymona… Nie wiem dokładnie 
za co… Ale w szkole rozpętało się piekło… Starzy tamtego przyszli na skargę 
i same wiecie… Był dym!

– Za jakąś bójkę wyleciał…? No co ty?

134 | 

S t r o n a

background image

– To nie był pierwszy raz… Wiecie on jest… no zajebisty, ale… charakterek 
to ma raczej… Wybuchowy!

– Czyli co? Taki kozak? Co z łapami leci?

–   No   tak   to   nie!   Jeszcze   nie   widziałam,   żeby   pierwszy   zaczął…   I   nie 
słyszałam… A Seba dużo mi o nim opowiadał… No wiecie, ciągnęłam go 
czasem   za   język…   Nawet   nie   wiedział…   Taka   naiwna   chłopczyna…   – 
I znowu ten paskudny śmiech.

Żal mi tego Sebastiana, że był z taką… Zołzą! Właśnie to bardzo adekwatne 
określenie!   Zołza   do   kwadratu!   Słuchałam   dalej   co   też   to   wcielenie 
„kobiecości” ma jeszcze do powiedzenia na temat Michała, ale w środku coś 
się we mnie aż gotowało!

– No i wiecie… Został mu już tylko ten zadupny ogólniak… Bo do żadnej 
lepszej szkoły go nie chcieli przyjąć…

Mój ogólniak? Zadupny?! Co to w ogóle za słowo? Ale pogięta jest ta panna!

– To nie zmienia faktu, że znalazł tam sobie laskę…

– Jaką laskę? Już wam mówiłam… Nic ciekawego! Taka szara mysza! I nic 
więcej! A poza tym to chyba wiem o co chodzi… – Ten jej śmiech zaczynał 
przyprawiać mnie o mdłości.

– To znaczy…?

– Wiecie… jak chce zdać maturę… to nie może się w nic więcej wplątać… 
A jaka   jest   najlepsza   metoda   na   unikanie   kłopotów?   –   Zrobiła   przerwę 
i dodała: – Unikać imprez…

Sama nie rozumiałam o co jej chodzi. Nic dziwnego, że jej koleżaneczki też 
tego nie chwyciły.

– No i…?

– No więc zadał się z tą… No jak jej tam? Aaaa! Agnieszka! – Wysyczała moje 
imię z nienawiścią. – Wiecie, dla rozrywki może jest wystarczająca… Ale 

135 | 

S t r o n a

background image

żeby się z taką pokazywać… – Śmiech jej towarzyszek zagłuszył ostatnie 
słowa.

We mnie jakby piorun strzelił! Czy ona miała rację? Czy to prawda? Michał 
przecież by nie mógł… A może… Wcale go nie znam! 

Wszystko   jednak   składało   się   w   spójną   całość…   Jego   siostra   mówiła   mi 
przecież o jego „ciemnej stronie.” Sama też zauważyłam jak łatwo wpada 
w gniew… Jaki jest porywczy… A na dokładkę to, co mówiła jego matka… 
Że się tak zmienił… dopiero teraz zrozumiałam! Tak! Chciał zdać maturę! 
Trzymać się z daleka od kłopotów! Przestał balować! A jego rodzina myślała, 
że   to   dzięki   mnie!   Bzdury!   Oszukał   ich!   I   oszukał   mnie!   Byłam   tylko 
pioneczkiem! Zasłoną dymną! 

Barmanka już dawno podała mi zamówione drinki, więc chwyciłam szklanki 
i ruszyłam jak burza do naszego stolika. Boże, jaka byłam naiwna! Głupia 
i bezbrzeżnie naiwna! Co mi przyszło do głowy, że on mógłby ze mną… No 
właśnie!   Zabawić   się   –   czemu   nie?   Do   tego   byłam   wystarczająco   dobra! 
Rozrywka, żeby się nie nudzić?! Cholera, a ja mu uwierzyłam, że coś nas 
łączy! Coś prawdziwego! Że to może nawet… Nie! Nie będę o tym myśleć! 
Nie chcę! To zbyt okrutne! I te jego skrupuły… Że pierwszy raz, to nie tak… 
Nie   ze   mną!   Kurwa!   Przestraszył   się   pewnie…   Że   jak   mnie   przeleci… 
Dziewicę… To potem nie dam mu spokoju! Tak pewnie myślał! Na bank! A 
te jego teksty, że to dar… Że cud! Co za bzdury! Ale chłopak ma talent! 
Cholera! Urodzony aktor! 

Postawiłam, niezbyt delikatnie, szklanki na stole i usiadłam, odsuwając się 
jak najdalej od Michała. On z początku nic nie zauważył, był pogrążony 
w rozmowie z moim bratem. Jednak Weronika od razu dostrzegła tłumioną 
wściekłość malującą się na mojej twarzy i zapewne w oczach.

– Przepraszamy – powiedziała, wstając szybko i ciągnąc mnie za rękę do 
łazienki.

Tomek podniósł wzrok, uśmiechając się do swojej dziewczyny.

136 | 

S t r o n a

background image

– Tylko szybko wracajcie! – Zaśmiał się. – Bo pójdziemy was szukać.

Ale dowcipny!

– Tak! Jasne! – odpowiedziała z uśmiechem Weronika.

Nie zwracałam na nich uwagi. Ledwo słyszałam co mówią. A to za sprawą 
zaskoczonego spojrzenia zielonych oczu... Michał w końcu zauważył mój 
„humorek.” Rzuciłam mu gniewne spojrzenie i poszłam posłusznie za swoją 
niezastąpioną przyjaciółką.

To był dobry pomysł z tą łazienką! Musiałam ochłonąć! Może nie koniecznie 
miałam ochotę zwierzać się Weronice, ale… Lepsze to niż siedzenie koło 
Niego w takim stanie!

– Co jest? – zaczęła bez ogródek, gdy tylko zamknęły się za nami drzwi 
toalety.

–   A   co   ma   być?   –   burknęłam,   ale   zaraz   dodałam:   –   Jestem   skończoną 
kretynką i tyle!

– To znaczy? – Spojrzała mi w oczy. – Powtarzasz to często… 

– Ale tym  razem przeszłam  samą siebie! – Nie obraziłam  się na nią, bo 
w sumie to była prawda, nie raz to mówiłam, ale wtedy nie miałam tak 
silnych podstaw jak w tej chwili.

– Mów! – To nie była prośba, to był rozkaz, to była cała ona…

– Co mam ci powiedzieć? – warknęłam, choć ta złość nie była skierowana 
w nią. – Że dałam się oszukać jak dziecko! Tak! Michał to pieprzony oszust! 
I do tego niezły aktor!

– Co ty gadasz? – Wytrzeszczyła na mnie oczy.

– A tak! Wiem już wszystko! – Cholera zaraz się rozpłaczę. Niedobrze!

– To podziel się tą wiedzą! – Nie ustępowała.

137 | 

S t r o n a

background image

– On nie przyjechał teraz do Polski. Jest tu już jakiś czas, tylko wyleciał 
z poprzedniej szkoły.

– Tego to się zdążyłam domyślić…

– I nic mi nie powiedziałaś? – Aż otworzyłam usta ze zdziwienia.

– Myślałam, że wiesz… Aga, no co ty? Przez takie niedomówienie?

– To jeszcze nic… – Spuściłam wzrok, bo było mi wstyd za swoją głupotę. – 
On miał kłopoty… i teraz postanowił unikać okazji… To znaczy nie kusić 
losu… Wiesz jak wyleci od nas, to już nigdzie go nie przyjmą…

– To ma lekko przegwizdane! – Zamyśliła się Weronika. – I to jest powód 
twojego gniewu? Ja to bym mu współczuła…

– Nie – szybko zaprzeczyłam. – To znaczy tak… bo on zadaje się ze mną, 
żeby tych kłopotów uniknąć…

– Nie rozumiem. – Była trochę zdezorientowana. – Jeśli unika kłopotów 
dzięki tobie… to chyba dobrze…

– Wcale nie! To jest podłe!

– Walnij mnie, bo chyba jestem za głupia, żeby to zrozumieć. – Weronika 
rozłożyła bezradnie ręce.

– Oj, nie żartuj sobie. – Trochę mnie złościło, że nie rozumie. – Normalnie to 
spotykałby  się z kimś takim  jak ty albo… – Zacisnęłam  gniewnie  pięści 
i dodałam: – jak Wandzia, a spotyka się ze mną, bo jestem bezpieczniejsza, ze 
mną nie trzeba chodzić na imprezy i takie tam…

– Cholera, Agnieszka – wybuchła – o czym ty do diabła mówisz? I kto to jest 
„Wandzia”?

–  No  wiesz,   o  taką  szarą  mysz   jak  ja  nie  trzeba   się,  na   przykład,  bić  – 
wyrzuciłam   z   siebie.   –   Nie   trzeba   jej   też   za   często   gdzieś   zabierać… 
Wystarczy się pouśmiechać i pocałować, a zrobi wszystko co tylko on zechce! 
Rozrywka z braku lepszych opcji! Oto ja!

138 | 

S t r o n a

background image

– Kto ci nagadał takich głupot? – Oczy Weroniki były wielkości spodków. – 
Aaaa… wiem, pewnie ta cała Wanda! Kto to taki?

– Pamiętasz tą dziewczynę, tutaj, poprzednim razem? Tę wymalowaną lalę?

Skinęła głową, patrząc na mnie uważnie.

– To ona! – Prawie wyplułam te słowa.

– Gadałaś z nią? Kiedy?

– Nie. Słyszałam jej rozmowę z koleżaneczkami. Przy barze!

– Słuchasz jakiejś głupiej laski? Aga, daj spokój! Gadała jakieś głupoty, a ty 
łykasz jak młody pelikan…

– To nieprawda! Ona mi tylko rozjaśniła sytuację! – Dlaczego Weronika 
uparcie nie chce zrozumieć? – Nawet jego matka i siostra zauważyły, że się 
zmienił.   Wmawiały   mi,   że   to   dzięki   mnie,   że   Michał   zgłupiał   na   moim 
punkcie   –   powiedziałam   to   chyba   na   jednym   wydechu.   –   A   to   same 
kłamstwa!

– Dlaczego? – Ona dalej nie rozumiała, albo nie chciała zrozumieć.

– Bo on zmienił swoje zachowanie, żeby uniknąć kłopotów, a ja… – Głos mi 
zadrżał.   –   Ja   byłam   tylko   potrzebna,   żeby   uwiarygodnić   tę   historię.   – 
Spuściłam wzrok. – No i może, żeby się ze mną zabawić… Wiesz, taki facet 
ma swoje potrzeby, no nie?

– Aga, ale ty masz narąbane w tej głowie…

– Jeszcze słowo, a naprawdę się na ciebie obrażę! – rzuciłam gniewnie.

– Za co? Za prawdę? – odpowiedziała. – Ty naprawdę nie widzisz jak on cię 
uwielbia? Chyba jesteś ślepa!

– Jest po prostu świetnym aktorem…!

– Myślę, że tego się nie da tak zagrać! – powiedziała cicho. – Nie wiesz jak on 
na ciebie patrzy, gdy nie widzisz… To po prostu nie do opisania! Uwierz mi!

139 | 

S t r o n a

background image

– Nie mogę. – Zaraz naprawdę się rozryczę…

– Co chcesz zrobić? – zapytała po chwili. – Rzucisz go?

– A jakie mam wyjście?

– Zawsze możesz z nim porozmawiać…

– Po co? Wiem już wszystko!

– A ja myślę, że się mylisz! Proszę! – Spojrzała mi głęboko w oczy. – Zrób to 
dla mnie. Porozmawiaj z nim! – Złapała mnie za rękę i dodała: – Spokojnie! 
Nie oskarżaj… tylko zapytaj!

Dlaczego ona jest taka uparta? Wie doskonale, że nie umiem jej niczego 
odmówić… Ale po co to wszystko? Żebym wyszła na jeszcze większą idiotkę 
niż jestem?

– Zrobisz to dla mnie? – dopytywała się.

– Dobrze. – Poddałam się. – Ale to i tak nie ma sensu.

Z równie wielkim entuzjazmem wróciłam do stolika. Nie byłam już jednak 
wściekła…  raczej   zdołowana!   Klapnęła  ciężko  na  krzesło,  nie   patrząc   na 
Michała.

– Nika, już miałem po was iść! – Mój słodki braciszek chyba nawet nie 
zauważył mojego nastroju, może to i lepiej. – Co wy tam tak długo robiłyście? 
Zwierzałyście się sobie ze swoich małych wstydliwych sekretów…?

–   To   tajemnica   –   powiedziała   wesoło   Weronika,   chociaż   ona   ratowała 
sytuację, bo ja siedziałam jak słup soli. Słupy soli jednak nie drżą… a ja 
zadrżałam, gdy poczułam znajomy oddech na szyi. Cholera! Zaraz potem 
usłyszałam cichy schrypnięty głos:

– Co się stało, Maleńka?

– Nie mów tak do mnie! – wysyczałam równie cicho.

140 | 

S t r o n a

background image

Nie wystarczająco jednak, by Weronika nie usłyszała moich zjadliwych słów. 
Spiorunowała mnie wzrokiem, który wyraźnie mówił, co ona sądzi o moim 
zachowaniu.

– To co robimy z tak pięknie rozpoczętym wieczorem? – Tomek naprawdę 
nic nie zauważył? Czy udawał, żeby nie skwasić atmosfery? – Zostajemy 
jeszcze?   Czy   jedziemy   na   trochę   do   „Wirwajdy”?   –   Spojrzał   na   nas 
z wyczekiwaniem. – Podobno jest dziś fajna muza. Co wy na to?

– Ja to bym chciała do domu – wyrwałam się.

– Obiecałaś…! – To oczywiście Weronika nie omieszkała mi przypomnieć.

– Nie dzisiaj! – powiedziałam błagalnie. – Nie mam siły!

Oczywiście rozmawiałyśmy o czymś innym, niż mogło się mojemu bratu 
wydawać…   Co   do   Michała   nie   miałam   pewności…   On   był   czasem   jak 
telepata! Mógł się domyślić…

– Wiesz co, Tomek… Jedźcie sami! My weźmiemy taksówkę i pojedziemy do 
domu.

– Nikogo nie zmuszam. – Spojrzał na Weronikę i uśmiechnął się do niej. – 
Ale szkoda… Myślałem, że trochę zabalujemy!

– Następnym razem – obiecał Michał.

Jakim następnym razem? Przecież nie będzie żadnego następnego razu… 
I gdy to pomyślałam zrobiło mi się strasznie smutno! Nie, nie smutno, to za 
słabe słowo… Było mi żal… Okrutnie żal… A gdzieś w środku czułam, że za 
tym żalem kryje się ból, którego nie chciałam czuć…! Wiedziałam jednak, że 
nadejdzie… Gdy tylko trochę ochłonę… Gdy minie złość i rozczarowanie… 
Przyjdzie ból… Bałam się jak duży może być! Bardzo się tego bałam!

– Michał! – Ten głos poznałabym nawet w piekle! Niech jeszcze i to! – A co 
ty   tutaj   robisz?   –   zapytała   urocza   Wanda,   bardzo   inteligentnie,   tak   na 
marginesie.

141 | 

S t r o n a

background image

– Właśnie wychodzimy – odpowiedział zimno.

Aż mnie zmroziło. Spojrzałam na niego zdziwiona. Był bardzo zły! Ale na 
kogo? Na nią? Czy na mnie?

–   Nie   przedstawisz   mnie   swoim   znajomym?   –   zapytała   ze   słodkim 
uśmiechem.   Od   kiedy   ona   jest   taka   chętne   w   poznawaniu   „znajomych” 
Michała?

– Oczywiście – odpowiedział sztywno. – Wando, Agnieszkę już znasz, a to 
jest Weronika i brat Agnieszki, Tomek. – Spojrzał na wymienioną parę. – To 
jest Wanda, dziewczyna mojego przyjaciela.

– Była dziewczyna. – Posłała mi uśmiech węża.

Weronika   przyjrzała   się   jej   uważnie,   a   potem   spojrzała   na   mnie   ze 
współczuciem. No tak! Potrzebna mi była jeszcze litość? Za jakie grzechy?

142 | 

S t r o n a

background image

18.

Spojrzałam   w   lustro…   O   Boże!   Jak   ja   wyglądam?   Blada   jak   ściana… 
Czerwone zapuchnięte oczy… Pięknie! Wyglądałam jakbym przeryczała całą 
noc… co nie mijało się mocno z prawdą!

Po powrocie do domu z tej nieszczęsnej kolacji padłam na łóżko i wyłam 
w poduszkę… aż zabrakło mi łez… A potem zmęczona zasnęłam! Śniły mi 
się jakieś koszmary! Ale to było nic w porównaniu z zakończeniem mojego 
wyśnionego „romansu.”

Czy ja naprawdę go rzuciłam? A może to tylko sen?

Próbując zreanimować twarz, a raczej to co z niej zostało, wróciłam myślami 
do wczorajszego wieczoru…

– Co się stało, Maleńka?

Znowu to samo… Dlaczego on uparcie mnie tak nazywał? To było takie 
urocze… Ale nie teraz, gdy już wiedziałam… Gdy znałam prawdę!

– Mówiłam, żebyś mnie tak nie nazywał! – Nie byłam pokojowo nastawiona.

– Ale dlaczego? – zapytał zdziwiony. – Wcześniej Ci to nie przeszkadzało…

– Bo byłam głupia! – rzuciłam. – A teraz już nie chcę taka być!

– Nie rozumiem! – Rozłożył bezradnie ręce. – Co się stało?

– Nic – odpowiedziałam impulsywnie, ale po chwili zmieniłam zdanie. – 
Wszystko…

Nie   patrzyłam   na   niego…   Nie   mogłam!   To   było   jednak   trudniejsze   niż 
myślałam…

Michał podszedł bliżej. „Nie rób tego, błagam” powtarzałam w myślach, „nie 
mogę… gdy jesteś tak blisko…” On jednak to zrobił, podniósł moją twarz, 
patrząc mi prosto w oczy.

143 | 

S t r o n a

background image

– Porozmawiaj ze mną… O co chodzi? Dlaczego tak się zachowujesz?

Jego zapach… Jego dotyk… mąciły mi w głowie! Nie! Nie chcę! Już nie!

Odskoczyłam od niego jak oparzona. Nie spodziewał się tego, więc nie dążył 
zareagować.   Byłam   wolna…   Przynajmniej   na   chwilę…   ale   co   to   za 
pocieszenie? Już nigdy się od niego nie uwolnię! Tego byłam pewna!

– Zostaw mnie! – prawie krzyknęłam.

– Agnieszka… – Wyciągnął do mnie rękę.

Odsunęłam   się   jeszcze   dalej…   Nie   dam   rady   jak   będzie   tak   blisko! 
Zamknęłam na chwilę oczy, próbując się uspokoić. Marzycielka! To było 
nierealne! Wiedziałam o tym, ale wolałam się oszukiwać… Tak byłam zbyt 
słaba! Zbyt uzależniona! Kurwa, nie mogę tego dalej ciągnąć… Nie mogę!

– Porozmawiajmy… Proszę…

– To nie ma sensu… To wszystko nie ma sensu!

– Co nie ma sensu? – Jeszcze panował nad sobą, ale chyba z trudem.

Nie obchodziło mnie to! Teraz już nie! Niech się wścieka! Co mi tam! To 
mnie już nie dotyczy! Nie muszę się z nim cackać… On się ze mną obszedł 
dużo gorzej! Oszukiwał mnie przez cały czas! 

Nakręcałam się coraz bardziej!

– Nie będziesz się już więcej bawił moim kosztem – wyrzuciłam z siebie. – 
Znajdź sobie inną naiwną… Ja już z tobą skończyłam!

Stał przez chwilę nieruchomo. Chyba nie od razu dotarło do niego to, co 
powiedziałam… Potem przez jego twarz przemknął grymas… Nie wiem co 
miał oznaczać… Widziałam jednak jak walczy ze sobą, by nie wybuchnąć… 
Chciał panować nad sobą! Chciał być spokojny! No tak, rola tego wymagała! 

– Dlaczego? – powiedział tylko to jedno słowo.

144 | 

S t r o n a

background image

– Bo jesteś pieprzonym kłamcą i oszustem – wybuchłam, miałam dość tej 
rozmowy. Bezsensownej rozmowy, która już i tak nic nie zmieni…

Znowu podszedł do mnie, złapał mnie za ramiona, spojrzał głęboko w oczy 
i powiedział:

– Nigdy cię nie okłamałem! – Trzymał mnie mocno, choć próbowałam się 
wyrwać. – Dlaczego tak myślisz? Dlaczego tak mówisz? Co się stało?

Patrzyłam w te jego zielone oczy, ale nie mogłam mu uwierzyć. Po prostu nie 
mogłam.

– Bo znam prawdę – szepnęłam, kuląc się w sobie. Zabrał mi całą odwagę, ale 
brnęłam dalej. – Wiem już wszystko! 

– Jaką prawdę? O czym ty mówisz? Nic nie rozumiem.

– Nie udawaj! To już niepotrzebne! Więcej mnie nie nabierzesz! – mówiłam 
cicho, cały czas próbując się wyrwać z jego uścisku. – Po prostu daj mi 
spokój!

Nagle mnie puścił. Zacisnął ze złością usta i pięści. Po chwili spojrzał na 
mnie. Można się było go teraz bać…

– Bądź tak łaskawa… – wysyczał gniewnie – i mnie oświeć…! Przynajmniej 
tyle dla mnie zrób, skoro mnie rzucasz!

– Dobrze, zrobię z siebie jeszcze większą kretynkę… Niech ci będzie… – 
powiedziałam   i   zaczęłam   wyrzucać   z   siebie   słowa:   –   Wiem   wszystko! 
O szkole!   Dlaczego   z   niej   wyleciałeś!   Dlaczego   jesteś   taki   grzeczny!   Pan 
chodzący ideał! Dlaczego wybrałeś właśnie mnie! Zamiast jakiejś efektownej 
lali! Wiem!!! Rozumiesz?! To takie podłe! 

– Nic nie wiesz… I chyba nie chcesz wiedzieć…

– Powinnam była się domyślić wcześniej… – Nie słuchałam go, teraz byłam 
jak rzeka, musiałam to z siebie wylać. – Trzeba mi było posłuchać uważnie co 

145 | 

S t r o n a

background image

mówiła twoja matka i siostra… Ale wtedy tego nie rozumiałam… Brakowało 
mi istotnego elementu… Teraz wszystko do siebie pasuje! 

Wróciłam do rzeczywistości! Na więcej nie miałam siły! Muszę, przecież, iść 
do szkoły! A tam… Będzie on…! Boże! Jak ja to przeżyję? 

Najpierw   jednak   musiałam   przeżyć   bliskie   spotkanie   trzeciego   stopnia 
z Weroniką… Już to widzę… oczami wyobraźni! Będzie ciężko!

– Dlaczego, Aga? – Była na mnie zła, ale tego się mogłam spodziewać.

– Mówiłam ci przecież…

Nie dała mi dokończyć. 

–   A   ja   prosiłam   cie,   żebyś   to   mądrze   rozegrała.   –   Popatrzyła   na   mnie 
z politowaniem. – A ty pewnie posłałaś go do diabła…

– Jakbyś zgadła! Nie mogłam inaczej…

– Oczywiście, że mogłaś! – Spiorunowała mnie wzrokiem. – Obyś tego nie 
żałowała, Agnieszka! – A po chwili dodała już spokojniej: – Chodź, bo się 
spóźnimy!

– Weronika…

–   Sama   zdecydowałaś…   I   ty   poniesiesz   konsekwencje.   –   Spojrzała   mi 
uważnie w oczy. – Ja jednak zawsze cię wysłucham… i pomogę jeśli tylko 
będę mogła… Wiesz o tym!

– Wiem… – I poszłam posłusznie za nią.

Michał nie przyszedł do szkoły.

Przez cały dzień drżałam ze strachu, że jednak się pojawi… ale nie! Nie 
pokazał   się.  Zastanawiałam   się  gorączkowo   dlaczego?  Co   się  mogło   stać? 
Przecież to niemożliwe… żeby przeze mnie… Na pewno nie!

146 | 

S t r o n a

background image

Nie mam pojęcia co tego dnia działo się w „szacownych murach” mojego 
ogólniaka… Czego się, podobno, „uczyłam.” A przynajmniej powinnam była 
się uczyć… Czarna dziura!

Po lekcjach czekała mnie kolejna niespodzianka.

Monika!

Cholera! Co ona tu robiła? Czy coś mu się stało? Zaczęłam chyba panikować! 
Nie powinnam… To już mnie, przecież nie dotyczyło… Czy aby na pewno?

Zanim zdążyłam ją zapytać o cokolwiek, ona złapała mnie za rękę i wyrzuciła 
z siebie gwałtownie:

– Agnieszka, musimy porozmawiać… Proszę!

Czy ja mam jakieś deja vu? Kolejny Tadler tak rozpaczliwie chce ze mną 
gadać… Co jest? Nie umiałam jej jednak odmówić. Ona przecież nie była 
niczemu winna… Pewnie była tak samo oszukana przez Michała jak ja…

– Dobrze.

– Dziękuję. – Uśmiechnęła się leciutko. – Bałam się, że nie będziesz chciała 
ze mną gadać…

– Dlaczego miałabym z tobą nie rozmawiać? – Naprawdę się zdziwiłam, że 
tak pomyślała.

– No wiesz… – Nie wiedziała jak to ubrać w słowa. – Pokłóciliście się… 
Więc myślałam…

– Monika! – Spojrzała na mnie, chyba lekko zdziwiona tonem mojego głosu. 
– My się nie pokłóciliśmy!

– Naprawdę? To dlaczego on…?

Weszłam jej w słowo.

– Rozstaliśmy się!

– Jak to? – Była zszokowana. – To niemożliwe! Dlaczego?

147 | 

S t r o n a

background image

– Naprawdę nie chcę o tym mówić…

– Proszę… To ważne! – Spojrzała mi w oczy. Chyba cała ich rodzina miała 
tendencję do zaglądanie przez nie w duszę? – Michał szaleje! Boję się o niego!

– Jak to szaleje?

Nie rozumiałam o co jej chodzi… I jaki to może mieć związek ze mną?

–   Wrócił   rano   i   zrobił   mi   karczemna   awanturę!   Nie   wiem   nawet   o   co 
chodziło! Wrzeszczał jak opętany! Niewiele zrozumiałam… W sumie tylko 
tyle, że to ma jakiś związek z tobą…

O kurwa! Już wiedziałam! Wyładował się na niej za moje nieopatrzne słowa 
rzucone w gniewie… Nie pomyślałam, że wyżyje się na siostrze. Mój błąd! 
Skąd miałam wiedzieć? Poza tym przecież nie zrobiłam tego specjalnie.

Spuściłam głowę. Przecież nie mogłam jej powiedzieć, że napuściłam na nią 
wściekłego brata?

– Agnieszka, proszę porozmawiajmy gdzieś. – Patrzyła na mnie błagalnie. – 
Może pójdziemy na kawę?

– Poczekaj chwilę – powiedziałam i skinęłam na Weronikę, która taktownie 
czekała na mnie dobrych kilka kroków dalej.

Gdy podeszła, przedstawiłam je sobie.

–   Coś   się   stało   Michałowi?   –   zapytała   moja   przyjaciółka.   –   Nie   było   go 
w szkole…

– Tak! To znaczy wiem, że nie było go w szkole. – Monika spojrzała na mnie, 
a potem z powrotem na Weronikę. – A co się stało to właśnie chciałam się od 
Agnieszki dowiedzieć…

– Nie wiem czy coś z niej wyciągniesz. – Weronika jak zwykle szczera do 
bólu. – Nawet mi nie chciała powiedzieć…

– A może mi pomożesz? – Monika patrzyła teraz uważnie na Weronikę. – Ja 
muszę wiedzieć… bo on zrobi coś głupiego… Czuję to!

148 | 

S t r o n a

background image

– Co masz na myśli? – zapytałyśmy chórkiem.

– On jest nieobliczalny…!

–   Ale   czemu   miałby   coś   robić?   Znaczy   coś   głupiego?   Przeze   mnie?   To 
niemożliwe!

– Czy ty jesteś kompletnie ślepa? – Zdziwienie malowało się na jej twarzy. – 
Przecież on świruje na twoim punkcie!

– I tu się właśnie mylisz! – Muszę jej wszystko opowiedzieć, ale nie tu. – 
Chodźmy na tę kawę. Nie będziemy gadać pod szkołą…

– To świetnie. – Monika odetchnęła, chyba zrozumiała, że się poddałam 
i powiem jej wszystko (albo prawie wszystko). – Weronika pójdziesz z nami?

– Aga? – Jak zawsze kulturalna do nieprzyzwoitości.

– Oczywiście! Idziesz z nami! – Potrzebowałam jej wsparcia.

Opowiedziałam   im   wszystko…   Ze   szczegółami!   Nawet   wyciągnięte 
wnioski… O tych jego zmianach! Weronika była spokojna. Patrzyła tylko na 
mnie   z   tym   swoim   wiele   mówiącym   politowaniem.   Za   to   Monika   była 
w ostrym szoku.

– Nie obraź się… – powiedziała niepewnie – ale jesteś strasznie zakręcona…

Spojrzałam na nią uważnie. Nie umiałam się na nią gniewać, choć nie miała 
racji…

–   Michał   nie   jest   aż   tak   skomplikowany.   –   Zaśmiała   się.   –   Jak   z   resztą 
większość facetów.

– Bronisz go – powiedziałam. – To twój brat.

– Wcale nie! Nie lubimy się aż tak… Żebym miała go kryć! Naprawdę! – 
Spojrzała   mi   w   oczy.   –   Żal   mi   go…   W   końcu   znalazł   sobie   fajną 
dziewczynę… A nie kolejną wywłokę, która chce go tylko wykorzystać…

– To on mnie wykorzystał… – powiedziałam cicho.

149 | 

S t r o n a

background image

– Zrobił ci krzywdę? – zapytała zaszokowana. – Nie podejrzewałam go o to…

– Nie! – odpowiedziałam szybko. – To znaczy fizycznie nie! Jest na to za 
delikatny!

– To ty tak myślisz… – bąknęła pod nosem Monika.

Przyjrzałam się jej uważnie. Naprawdę nie miała chyba najlepszego zdania 
o swoim braciszku… więc dlaczego go broni?

– Naprawdę nie rozumiecie? – To było żałosne pytanie, ale taka właśnie 
byłam…

– Agnieszka, posłuchaj mnie. – Siostra Michała miała 17 lat, ale w tej chwili 
wyglądała na dużo starszą osobę. – On nigdy nie był taki jak myślisz… Te 
imprezowanie…   Szukanie   kłopotów…   To   bzdura!   On   ma   po   prostu 
zajebistego pecha! I zbyt wybuchowy charakter.

– To akurat wiem…

– No właśnie! Kłopoty same za nim chodzą! Wcale nie musi ich szukać. – 
Zrobiła   krótką   przerwę   i   dodała:   –   Od   kiedy   pamiętam   próbował   ich 
unikać… Tylko że z marnym skutkiem!

– To dlaczego ona powiedziała…?

–   Ale   się   przyczepiłaś   do   słów   tej   zołzy!   –   Jaka   jednomyślność,   też   tak 
nazywałam Wandę. – Ona sobie roi jakieś dziwne rzeczy… Poznałam ją, to 
skończona   kretynka!   A   to,   co   gadała   do   swoich   fanek…   To   stek   bzdur! 
Uwierz mi! Wiem co mówię!

Słuchałam uważnie. Chciałabym jej wierzyć, ale…

–  Monika!   –  Złapałam  ją  za  rękę.   –  To  wyjaśnij  mi,  dlaczego  taki   facet 
spotykał się z kimś takim jak ja?

– Aga, błagam… – To Weronika nie wytrzymała, oczywiście wpadałam znów 
w ton „jestem beznadziejna i nikomu nie mogę się podobać.”

150 | 

S t r o n a

background image

– Nie  rozumiem!  – Monika  wyglądała  naprawdę  na zaskoczona.  – Jesteś 
zajebista, tylko może trochę zbyt nieśmiała, ale to i dobrze, wiesz, pewne 
siebie dziewczyny, rzadko są fajne. – Spojrzała na Weronikę. – Chociaż to na 
pewno nie dotyczy  ciebie. – Uśmiechnęła się do mojej przyjaciółki,  a ta 
odpowiedziała jej takim samym szerokim uśmiechem.

– Widzę, że się dogadacie! – Cholera nie byłam chyba zazdrosna? – Ale 
wróćmy do mnie…

– Ok. – Uśmiechnęła się Monika. – Posłuchaj… Od powrotu był naprawdę 
grzeczny… Praktycznie nie pił. Na imprezy chodził rzadko. Zabierał mnie 
nawet ze sobą… Ta akcja u Szymona to był przypadek… Gość był nawalony 
jak samolot i miał urojenia!  Michał naprawdę  nie chciał…! – przerwała, 
przyglądając mi się uważnie.

– To nie był przecież pierwszy raz… Nie wyrzuciliby go za jedną bójkę. – 
Chciałam się dowiedzieć wszystkiego!

– No tak! Wcześniej… No wiesz… W szkole kilku gości chciało się z nim 
sprawdzić… On ma złą sławę! – Niepewnie patrzyła mi w oczy. – Wiesz 
pakuje na siłowni… i kiedyś uprawiał takie różne sztuki walki…

– Czyli co? Sparingi w budzie? – zapytałam. – Tym sobie nagrabił?

– Dokładnie! On nie umie spasować… Jak go podpuszczali… Zrozum! Taki 
typ! Choleryk!

– Ale to nie zmienia faktu, że ja byłam tylko… No wiesz, zasłoną dymna!

– Agnieszka, przestań! – Następna która na mnie krzyczy? Co jest? – Nigdy 
nie widziałam, żeby świrował na punkcie jakiejś dziewczyny jak na twoim.

– Dobrze udaje i tyle! – Coraz mniej byłam przekonana do swoich racji, ale 
bałam się jej uwierzyć.

– Boże, dziewczyno! – Naprawdę traciła do mnie cierpliwość. – Jak mam cię 
przekonać?

151 | 

S t r o n a

background image

Spojrzałam   na   nią   z   rozpaczą   w   oczach…   Tak   bardzo   chciałabym   jej 
wierzyć… Czy naprawdę on…? Czy ja się pomyliłam? Cholera! A jeśli?

152 | 

S t r o n a

background image

19.

Godzinę później stałam ponownie w holu domu Tadlerów.

– Chodź – powiedziała Monika z uśmiechem. – Mamy nie ma!

Lekko odetchnęłam. Chyba nie chciałam jej spotkać.

– A jak nie będzie chciał ze mną gadać?

– Będzie chciał! – Uśmiechnęła się jeszcze szerzej. – Zobaczysz! Znam go! 
Trochę się poboczy… Może powarczy… ale chyba się nie boisz?

– Właśnie, że się boję!

–   Daj   spokój!   –   Dotknęła   mojego   ramienia.   –   Jest   na   ciebie   zupełnie 
nieodporny!

Stanęłyśmy pod drzwiami pokoju Michała. Co ja mam mu powiedzieć? Jak go 
przeprosić? A może błagać o wybaczenie? Nie, to chyba przesada! Tak nisko 
nie upadłam! Jeśli nie będzie chciał mnie widzieć… czy ze mną gadać… to po 
prostu wyjdę. Tak, właśnie tak zrobię!

Monika zapukała, ale nie było żadnej odpowiedzi. Uchyliła drzwi i zajrzała. 
Po chwili otworzyła je szeroko i wepchnęła mnie do środka. Cholera! Bardzo 
kulturalne wejście.

Michał   leżał   na   łóżku…   miał   zamknięte   oczy   a   na   uszach   słuchawki. 
Wyglądał jakoś tak… Sama nie wiem… Smutno?

Podeszłam niepewnie do niego, ale zanim wyciągnęłam rękę by go dotknąć, 
on spojrzał na mnie. Blask zielonych oczu, na mój widok, dawał mi nadzieję, 
ale zaraz zgasł… Michał ściągnął gniewnie brwi i usiadł.

– Co ty tutaj robisz? – powiedział jakimś obcym głosem. – Mówiłem, że nie 
chcę nikogo widzieć!

– Chciałam z tobą porozmawiać – powiedziałam nieśmiało.

– Tak? A o czym? 

153 | 

S t r o n a

background image

– Powinnam ci wyjaśnić…

– Wczoraj nie miałaś ochoty ze mną gadać? Coś się zmieniło?

– Ja… To znaczy… Tak… – plątałam się. – Chciałam cię przeprosić…

– Pięknie! Szybko ci się odmienia! A jutro znowu mnie wyzwiesz?

– Przepraszam…

Odwróciłam   się   żeby   wyjść.   To   chyba   nie   ma   sensu…   Zmieszałam   go 
z błotem a teraz co? Myślałam, że porwie mnie w ramiona i powie, że nic się 
nie stało? Nie ma tak dobrze! Przynajmniej nie w realnym życiu… Może 
w książkach… Kurwa! Jaka ja jestem głupia!

– Zaczekaj…

Stanęłam w pół kroku… Zaczekaj? To był mój Michał! Tak, to samo ciepło 
w jego głosie… Powoli się odwróciłam. Stał naprzeciwko mnie.

–   Dlaczego   mnie   nie   zapytałaś?   –   powiedział   smutno.   –   Zanim   mnie 
osądziłaś…

– Ja nie chciałam… ale… – Jak mam mu to wyjaśnić? Jak mu powiedzieć, że 
nie umiałam uwierzyć… że on i ja… Że to tak serio…

–   Nigdy   cię   nie   okłamałem   –   powtórzył   wczorajsze   słowa,   teraz   jednak 
słyszałam, czułam że to prawda. – Wystarczyło mnie zapytać…

– Ja… po prostu nie umiałam uwierzyć… – Spojrzałam na niego, w jego 
niesamowicie zielone oczy. – Że Ty i… ja…

– Znowu to samo? – Jak to jest, że zawsze muszę go wkurwić? Mam jakiś 
niesamowity talent, czy co? – Już to przerabialiśmy!

– Jestem beznadziejna, wiem…!

Spuściłam głowę.

154 | 

S t r o n a

background image

–   Cholera   jasna!   Jesteś…   –   Czyżby   brakowało   mu   słów?   No   tak,   takiej 
głupoty jak moja to się nawet nie da opisać. Wiedziałam! – Niepowtarzalna! – 
A to co miało niby znaczyć?

– Niepowtarzalna? – zapytałam niepewnie.

– Nie ma takiej drugiej jak ty…

–   To   akurat   wiem…   –   mruknęłam.   –   Świat   nie   zniósłby   dwóch   takich 
idiotek…

– Przestań już! – Podniósł mój podbródek i spojrzał mi głęboko w oczy. – 
Powiedz mi lepiej, kto mnie tak nienawidzi?

– To nie tak – szybko zaprzeczyłam. – Ja usłyszałam rozmowę… To znaczy 
podsłuchałam! – Zaczerwieniłam się strasznie. Nie było się w końcu czym 
chwalić.   –   I   wyciągnęłam   wnioski…   Gdybym   od   początku   wiedziała   o 
twoich kłopotach, o szkole, to może… Może by do tego nie doszło!

– Nie było się czym chwalić… – powiedział cicho.

– Ale gdybym wiedziała…

Nie dał mi skończyć.

– Tak… Nie chciałabyś mnie znać… Zresztą tak się właśnie stało…

– To nie tak! Ja myślałam, że się mną bawisz… Że jestem, no wiesz… z braku 
lepszych opcji… Że jestem takim wygodnym rozwiązaniem…

Złapał mnie za ramiona.

– Dlaczego? – Znowu się wściekał. – Skąd ci przychodzą do głowy takie 
głupoty, co? 

– Bo ona jest piękna… a ja… – Westchnęłam. – No cóż… nie za bardzo.

– Jaka ona? Kto to był? – Nadal był zły. – Bo tego ostatniego nawet nie 
skomentuję – warknął.

– Wanda!

155 | 

S t r o n a

background image

Niespodziewanie   mnie   puścił.   Patrzyłam   na   niego   szeroko   otwartymi 
oczami… Teraz to dopiero był wściekły!

– Czy ja się kiedyś, kurwa, uwolnię od tej kretynki…? – warczał pod nosem.

Boże, gdyby Michał nie był taki zły, to pewnie wybuchłabym śmiechem… 
On naprawdę „warczał.”

– Co cię tak bawi? – rzucił gniewnie. – Jestem taki śmieszny?

– Michał. – Chyba nie powinnam go już bardziej wkurwiać. – Ja tylko… To 
znaczy Monika mówiła, że „powarczysz”… ale jej nie wierzyłam. – Wzięłam 
oddech, bo zabrakło mi powietrza. – A ty rzeczywiście warczysz…

Przyjrzał mi się uważnie, ciężko westchnął i widziałam wyraźnie jak się 
uspokaja. Po chwili nawet się uśmiechnął… Co prawda grymas ten był lekko 
krzywy i raczej mało w nim było wesołości, ale jednak… Uśmiech!

– Faktycznie – powiedział w końcu – jestem żałosny!

– Wcale nie… – zaprzeczyłam natychmiast.

– Nie zaprzeczaj – przerwał mi – zdaję sobie sprawę, że charakter mam 
paskudny…

– Wybuchowy na pewno… – Uśmiechnęłam się nieśmiało.

– Delikatnie powiedziane!

– Michał! – Zebrałam w sobie całą odwagę, jaką dysponowałam… Teraz albo 
nigdy. W lepszym humorze już raczej nie będzie. – I co teraz…?

– A co ma być? – odpowiedział pytaniem na pytanie.

– Nooo… Właśnie nie wiem. – Zawstydziłam się. – Ciebie pytam…

– Pytasz o nas, tak?

Skinęłam   głową,   powstrzymując   się   z  całych   sił   by  nie   spuścić   oczu   jak 
skazaniec… przed wysłuchaniem wyroku.

156 | 

S t r o n a

background image

Oczywiście nie dałam rady… Pod jego uważnym spojrzeniem nie udało mi 
się utrzymać wzroku na wysokości jego oczu… Po chwili podziwiałam już 
jego, piękny skąd inąd, dywan. 

Po kolejnej chwili byłam w jego ramionach. Cudnie! Nie zdawałam sobie do 
końca sprawy jak mi tego brakowało… Aż do teraz! Wiedziałam, że to jest 
dla mnie najlepsze… (co ja gadam?) jedyne miejsce, w którym chcę być, 
w którym czuję się… Chyba nawet nie umiem tego nazwać…

Gdy podniósł mój podbródek i pochylił głowę… mogłam już tylko rozchylić 
usta i przytulić się do niego mocno, zarzucając mu ręce na szyję. Nic innego 
nie chciałam zrobić! 

Całowaliśmy  się  namiętnie…   skąd we  mnie  tyle  ognia?   Sama nie  wiem! 
W jego   ramionach   traciłam   świadomość,   a   przynajmniej   poczucie 
rzeczywistości…   To   na   pewno!   Byłam   kimś   innym…   Byłam   odważna! 
Namiętna! Tak to był szok dla mnie. Nigdy bym siebie nie podejrzewała 
o taką   pasję   i   zapamiętanie…   Ale   z   nim   wszystko   było   możliwe…   Poza 
logicznym myśleniem… oczywiście!

Kiedy Michał w końcu oderwał się ode mnie, wtulił twarz w moje włosy 
i wtedy usłyszałam jego cichy głos:

– Czy taka odpowiedź cię satysfakcjonuje?

– Bardzo! – Westchnęłam, nie byłam jeszcze całkiem świadoma otaczającej 
mnie rzeczywistości, ale jego słowa dotarły do mnie jasno i wyraźnie. – Nie 
gniewasz się już na mnie?

– Tego nie powiedziałem. – Spoważniał. – Nie wiem za co jestem bardziej 
zły… Za to że mnie tak potraktowałaś czy że siebie oceniasz tak nisko…

I cóż ja mu mogłam na to odpowiedzieć… Przytuliłam się do niego mocno 
i szepnęła:

– Przepraszam…

Wszystko pięknie… Musiałam jednak wracać do domu… Jaka szkoda!

157 | 

S t r o n a

background image

– Odwiozę cię – powiedział Michał, gdy już w końcu (z lekkim ociąganiem) 
mnie puścił. 

Ja   (z   jeszcze   większym   ociąganiem)   pozwoliłam   się   puścić…   Cholera, 
dlaczego   czas   nie   może   być   gumowy?   Wczorajszy   wieczór   i   dzisiejszy 
poranek skurczyłabym do minimum… a to popołudnie rozciągnęłabym do 
nieprzyzwoitości… Marzenia!

– Wrzucę coś na siebie i możemy iść.

Ledwo go słyszałam… Stałam właśnie z rozdziawioną gębą… Dziwne, że 
ślina nie kapała na podłogę, to znaczy na podziwiany już dzisiaj dywan. Moja 
reakcja była raczej oczywista. Michał bez koszulki – to był widok!!! Kiedy ją 
ściągał śledziłam uważnie każdy jego ruch, a potem gapiłam się na niego jak 
urzeczona, gdy on szukał ciuchów w szafie.

Nagle odwrócił głowę, przyłapując mnie na gorącym uczynku… Nic nowego! 
W końcu nie pierwszy raz widzi mnie z mało inteligentną miną…

– Maleńka? – zapytał lekko zdziwiony. – Coś się stało?

– Nie, nic – odpowiedziałam zmieszana.

Przyjrzał mi się uważnie i po chwili szeroki uśmiech pojawił się na jego 
twarzy.

– Czyżby pociągało cię tylko moje ciało…? – Żartował sobie ze mnie. – A co 
z resztą? – Próbował nadać głosowi smutne brzmienie, ale mu trochę nie 
wyszło, był za bardzo rozbawiony.

Czy tylko on może być zabawny? Przecież ja też, w końcu, mam jako takie 
poczucie humoru…

– Resztę biorę w pakiecie! – Uśmiechnęłam się szeroko. – Ale priorytety 
pozostają niezmienione!

Podeszłam do niego, ale zanim zdążyłam wykonać jakikolwiek ruch, Michał 
złapał mnie w ramiona i pocałował.

158 | 

S t r o n a

background image

Zapomniałam co chciałam jeszcze powiedzieć. Czy to już zawsze tak będzie? 
Opatentowana metoda na wyłączenie mózgu… Nieźle!

–   Niegrzeczna   dziewczynka!   –   Jego   oczy   świeciły   niczym   szmaragdy.   – 
Muszę cię jakoś ukarać…

– Taka kara… – Stanęłam na palcach. – Bardzo mi się podoba.

– Hmmm. – Westchnął. – Mi też, ale zdaje się mieliśmy gdzieś iść, czy jakoś 
tak…?

– Później…

I już mnie nie było! To znaczy ciałem może tak, ale duchem… 

Rozkoszowałam się jego pocałunkami, nie pozostając  mu dłużna. A moje 
dłonie bez skrępowania wędrowały po jego nagich plecach.

Apetyt rośnie w miarę jedzenia… Jakoś tak to leciało… Nie wiem, czy stosuje 
się to do innych dziedzin życia, ale w tej konkretnej kwestii całkowicie się 
z tym hasłem zgadzam!

Gdy   moje   ręce   zmieniły   kierunek   i   znalazły   się   na   jego   klacie,   Michał 
gwałtownie zareagował. Odsunął mnie od siebie, łapiąc za dłonie.

– Maleńka   – wychrypiał.  –  Nie testuj   mojej  samokontroli…   bo  dziś jest 
niesamowicie słaba…

– Ale ja tylko… – Przecież zdążyłam ledwo go dotknąć…

– Tak! – zamruczał mi do ucha przytulając mnie. – Musimy w końcu coś 
z tym zrobić…

Czy on ma na myśli…?

159 | 

S t r o n a

background image

20.

Michał położył rękę na moim biodrze, wyprowadzając mnie z pokoju. Ciarki 
miałam wszędzie! Potem jednak złapał mnie za rękę, splatając swoje palce 
z moimi i tak sprowadził mnie ze schodów.

Na dole czekała na nas Monika, uśmiechnięta od ucha do ucha.

– Jesteś moim dłużnikiem! – Zaśmiała się. – Nie patrz tak na mnie! Nie 
podsłuchiwałam!

– Chyba za dobrze mnie znasz… – odpowiedział mój chłopak… Cholera, 
a już myślałam, że nigdy go tak nie nazwę! Radość po prostu mnie rozsadzała.

Pojechaliśmy do mnie. Michał został, bo mieliśmy się razem uczyć… Czy ja 
zapamiętam cokolwiek, gdy on będzie obok? Tego nie byłam tak do końca 
pewna, ale cieszyłam się, że spędzimy więcej czasu razem. 

– Cześć mamo! – zawołałam od progu. – Już jestem!

– No nareszcie! – Była chyba trochę „nie w sosie.” – Mogłaś zadzwonić, że 
będziesz później. Obiad całkiem wy…

W końcu wynurzyła się z kuchni i zauważyła, że nie jestem sama.

– Dzień dobry – powiedział mój towarzysz z przepraszającym uśmiechem. – 
To moja wina. Zatrzymałem Agnieszkę.

– Nic się nie stało. – Cały jej zły humor wyparował w mgnieniu oka. – Witaj, 
Michale! Co tam w szkole?

– Nie było mnie dziś na lekcjach – odpowiedział bez skrępowania. – Pozwoli 
pani, że się razem pouczymy?

– Ależ oczywiście! – odpowiedziała z szerokim uśmiechem.

Co on z nią wyrabiał, że szczerzyła się jak mysz do sera? Ja tak nie potrafię jej 
okręcić wokół palca… Nikogo, zresztą, nie potrafię! Chociaż po dzisiejszej 
„poważnej” rozmowie, mogę stwierdzić, że na Michała mam chyba dość duży 
wpływ. To takie dziwne! On wyrabia ze mną co chce, ale ja też mogłabym na 

160 | 

S t r o n a

background image

nim   niejedno   wymóc…   Chyba!?   Złagodzić,   a   nawet   stłumić   jego   złość, 
potrafiłam. To na pewno. Dziś okazało się, że wystarczy jak spuszczę z tonu 
i postaram się go nie denerwować, a jego złość ulatnia się w mgnieniu oka. To 
zajebiście budujące odkrycie!

Szybko zjadłam, bo Michał czekał na mnie u Tomka. Nie chodziło już nawet 
o fakt, że czeka, ale o to co mój cudny braciszek może mu naopowiadać. 
Trochę się tego bałam…

Pobiegłam jeszcze do łazienki przebrać się w domowe łachy. Zastanawiałam 
się, czy powinnam,  ale chyba nie będę zmieniać swoich utartych od lat 
rytuałów. 

Po chwili wynurzyłam się odziana w ulubioną koszulkę z wielką pacyfką, 
krótkie spodenki i boso. Uwielbiam chodzić bez kapci, co jest powodem 
„rwania włosów z głowy” mojej mamuśki. Mawia, że mam „chłopskie nogi.” 
Nie przeszkadza mi to. Po prostu latam na bosaka i już!

Obawiałam się trochę o resztę moich nóg. To znaczy o ich powalającą biel. 
Weronika marudziła już dawno, że powinnam chodzić na solarium, ale ja jak 
to ja… Leń i tyle! Obiecywałam, a potem i tak nie chodziłam. 

Tak więc biel moich „kończyn” mogła oślepić każdego. Trudno!

Chłopaki gadali sobie w najlepsze, gdy się pojawiłam. Oczywiście wcześniej 
zapukałam. Nie jestem takim „wieśniakiem” jak Tomaszek, chociaż, muszę 
stwierdzić, że pod wpływem Weroniki naprawdę się zmienił.

–   Właśnie   cię   obgadujemy   –   powiedział   z   szelmowskim   uśmiechem   mój 
stuknięty brat.

– To znaczy? – zapytałam niepewnie, siadając obok Michała, który od razu 
otoczył mnie ramieniem. Z jego twarzy nie mogłam nic wyczytać, więc może 
z moimi nogami nie jest tak źle? No i nie skomentował mojego stroju… Plus 
dla niego! 

161 | 

S t r o n a

background image

– Nic! – I znowu ten głupkowaty uśmieszek. – Zrywamy się na weekend! – 
Słuchałam uważnie co też Tomek znowu wymyślił. – Góry, młoda! – Cieszył 
się jak dziecko.

– No i?

– Powolne kumanie, co? – Zaśmiał się. – Chłopaki już zaklepali kwatery. 
Wyjeżdżamy w piątek wieczorem.

– A czemu mi to mówisz? – Chyba byłam lekko nie w temacie. Od kiedy on 
opowiada mi o swoich planach.

–   Ty   naprawdę   jesteś   moją   siostrą?   –   Wrrrr!   –   A   może   podmienili   cię 
w szpitalu?

– Jeśli kogoś podmienili to raczej ciebie – odcięłam się.

– Dobra, dobra. – Jak on mnie lubi denerwować. – Łopatologicznie! – Bawił 
się świetnie moim kosztem. – Jedziecie z nami! Michał już się zgodził.

Spojrzałam na swojego chłopaka, a on wyszczerzył zęby i błysnął oczami. Czy 
ja dobrze myślę, co mu chodzi po głowie?

– Przecież ja nie znam twoich kumpli.

– To poznasz. – Dla niego nic nie jest problemem. – A poza tym znasz Jacę. – 
Bardzo zabawne! – I przecież Nika jedzie.

– A co z matką? 

– No wiesz? Jej nie zabieramy! – Żartowniś.

– Nie skomentuję! – Chyba powoli uczę się warczeć. – Ona mnie nie puści!

– To zostaw swojej nieocenionej przyjaciółce – wtrącił się Michał. – A jak 
trzeba będzie, to jej pomogę. – Oślepił mnie uśmiechem. – Twoja mama nie 
ma szans!

– Fakt! Oboje na pewno ją przegadacie, ale…

– Nie ma żadnego „ale.”

162 | 

S t r o n a

background image

– Weronika już wie? – zapytałam jeszcze.

– To był jej pomysł! – Czyżby Tomek był dumny ze swojej dziewczyny? 
Spróbowałby nie!

Przegłosowali mnie. W sumie nie miałam nic przeciwko tej eskapadzie. I to 
jeszcze w góry, ale… No właśnie „ale!” Cała banda kumpli brata to nie jest 
zbyt obiecująca perspektywa! Wolałabym spędzić ten czas z Michałem, no 
i może z moim szurniętym bratem… Pod warunkiem, że Weronika będzie go 
pilnować (przy niej to zupełnie inny facet – nawet przypomina człowieka!)

Jakiś czas później w moim pokoju…

– Twój strój to jakaś aluzja?

– Dlaczego? – Nie bardzo wiedziałam, do czego zmierza.

– Jeśli miał mnie odstraszyć – odpowiedział łapiąc mnie w ramiona – to nic 
z tego!

– Hmmm? – Bardzo inteligentnie, ale tak blisko niego wymyślenie czegoś 
sensowniejszego było cholernie trudne.

– Podobasz mi się w takim wydaniu…

– Tak? – Moje domowe łachy mu się podobają? To trochę dziwne! – Tak jest 
po prostu wygodnie…

– Nie tylko.

I w tym momencie poczułam, jak jego dłonie powolutku zsuwają się z moich 
pleców na pośladki… O Matko! Czy on chce mnie zabić? A może raczej 
uwieść? Hmm! To nie jest taki zły pomysł!

Postanowiłam nie pozostawać mu dłużna… i wsunęłam delikatnie palce pod 
jego koszulkę. Drgnął, gdy poczuł moje dłonie na swoich nagich plecach. 

– Pięknym za nadobne? – zamruczał gdzieś w okolicy mojego ucha. – Chyba 
nic nie będzie z naszej nauki – gdy tylko to powiedział, poczułam jego wargi 
na mojej szyi. O rzesz! Zaraz odpłynę!

163 | 

S t r o n a

background image

– Raczej… – Ciężko mi było złapać oddech, ale była to zajebiście przyjemna 
zadyszka. – Nie będzie nic z innych rzeczy! – Co on wyrabia? – Mamusia za 
ścianą!

– Fakt! – zgodził się ze mną, nie przestając delikatnie pieścić mnie ustami. – 
Jeszcze chwilę… – wraz z tymi słowami powolutku wędrował w górę.

Nie trwało to długo, a mi zdawało się, że całą wieczność, zanim jego usta 
odnalazły   moje…   Cała   subtelność   gdzieś   zniknęła.   Michał   zagarnął   moje 
wargi z gwałtownością i nienasyceniem człowieka umierającego z pragnienia. 
Boże! To takie cudowne! 

Oddawałam   mu   pocałunki   z   równym   zaangażowaniem.   Tonęłam   w   jego 
ramionach, a on przytulał mnie jeszcze mocniej… Zdawało się, że już bliżej 
siebie nie można być, a jednak! Złapał mnie za pośladki i lekko uniósł. Moje 
nogi samoczynnie, jakby nie należały do mnie, otoczyły go w pasie. Michał 
gwałtownie przycisnął mnie do ściany, przy której staliśmy. Owinięta wokół 
niego czułam doskonale cały ogrom jego pożądania. 

Natarczywy   dźwięk   przerwał   to   nasze   szaleństwo.   Znaczy   nie   od   razu 
przerwał… bo nie od razu połapaliśmy się, co się dzieje.

Wracałam do rzeczywistości  z ociąganiem… Kto śmie tak brutalnie nam 
przerywać?   Ja   się   pytam!   Oprzytomniałam   jednak!   O   cholera!   Przecież 
w każdej chwili mógł wejść Tomek… albo, co gorsze, matka! To by dopiero 
był szok! Niezła nauka! Chyba anatomii? Dałaby nam dżezu. 

Powoli spuściłam nogi, nadal ciasno przytulona do seksownego ciała, którego 
właściciel  patrzył   na mnie  zamglonymi  oczami.  Chyba   trudniej  mu  było 
wrócić do rzeczywistości niż mi. To takie dziwne! Czy naprawdę tak go 
kręciłam? Aż trudno uwierzyć… Miałam jednak całkiem namacalne dowody! 
Ufff. Opanuj się dziewczyno!

Michał   nie   wypuszczał   mnie   z   objęć.   Jedną   ręką   sięgną   do   kieszeni 
i wyciągnął telefon.

164 | 

S t r o n a

background image

– Tak? – Czy to był jego głos? Słuchał przez dłuższą chwilę. – Dobrze. Będę! – 
I dodał jeszcze: – Za dwie godziny? Ok.!

– Coś się stało?

– Nic takiego. – Uśmiechnął się. – To tylko Monika. – Patrzyłam na niego 
pytająco, więc dodał: – Potrzebuje szofera.

Posmutniałam. Tylko dwie godziny? Liczyłam na więcej. 

– To mamy niewiele czasu…

Uśmiechnął się szeroko.

– I jak go wykorzystamy?

– Na naukę? – zapytałam niepewnie.

– Chyba anatomii... – Nawet myślimy podobnie. Nieźle!

Zaczerwieniłam się i spuściłam wzrok.

– Dobrze, już nie będę. – Podniósł mój podbródek i spojrzał mi w oczy. – Ale 
do twarzy ci z rumieńcami.

– Nienawidzę ich – musiałam to powiedzieć. – Zawsze zdradzają co myślę.

– A co teraz pomyślałaś?

 

Wiedziałam,   że   nie   powinnam   się   wyrywać.   Teraz   muszę   się   przyznać. 
O kurde! Ja to się zawsze wpakuję.

– O nauce anatomii. – Byłam już chyba bordowa. – Pomyślałam, że jakby 
mama weszła, to by nam za to dała!

– Na pewno! – Puścił mnie i lekko się odsunął. – Już będę grzeczny!

– I mam się z tego cieszyć? – odpowiedziałam, zanim pomyślałam. Typowe!

– Nie kuś! 

165 | 

S t r o n a

background image

Następną godzinę spędziliśmy nad książkami. Jak mi się to udało? Nie wiem! 
Rozluźniłam się jednak i nawet przyjęłam  zwyczajową  pozycję, w której 
zawsze czytam. Leżałam na brzuchu, podpierając głowę na dłoniach. Michał 
zaglądał mi przez ramię, ale tak jak obiecał był grzeczny! Do czasu…

– Może zrobimy przerwę? – Poczułam delikatne muśnięcie palców na łydce. 
– Ta matma strasznie mnie nudzi… – Jego dłoń zaczęła się przesuwać ku 
górze.

– Ciebie nudzi. – Głos lekko mi drżał. – A ja nic z niej nie rozumiem…

– Tym bardziej… – Minął zgięcie kolana i powoli przesunął pieszczotę na 
udo. – Wolę anatomię!

– Rozpraszasz mnie – próbowałam jeszcze.

–   Ja   ciebie?   –   Nieubłaganie   jego   palce   zbliżały   się   do   krawędzi   moich 
szortów. – To nie ja święcę ciałem i wyglądam tak smakowicie…

To akurat jest kwestia dyskusyjna! Nawet ubrany po szyję wyglądał tak, że 
miało się ochotę go zjeść. O czym ja znowu myślę? Oj! Niedobrze!

– Michał. – W założeniu miało to zabrzmieć ostro, ale trochę mi nie wyszło. 
Powiedziałabym   nawet,   że   wcale   mi   nie   wyszło.   Było   to   coś   pomiędzy 
westchnieniem a jękiem. Coraz lepiej!

Spojrzałam na niego przez ramię.

– Co, Maleńka? – zapytał z miną niewiniątka.

166 | 

S t r o n a

background image

21.

I co ja mam z nim zrobić? Maturę to ja czarno widzę! Z Michałem, w żadnym 
wypadku, nie mogę się uczyć, bo grozi to kataklizmem (i to dosłownym!) lub 
zakazem   spotykania   się   z   chłopakami   do   trzydziestki   (to   w   razie   nalotu 
mamusi).   Bez   niego   nauka   też   nie   wchodzi   w   grę,   bo   jak   można   coś 
zapamiętać, myśląc tylko o jednym…

Cholera! Tak naprawdę to nie z nim jest kłopot, tylko ze mną! Całkiem 
zgłupiałam i już! Nie przypuszczałam nawet, że można tak zwariować na 
punkcie  faceta!  I  że  on…  To  dopiero   jest  nieprawdopodobne!  Muszę  się 
szczypać   na   potwierdzenie,   że   to   nie   sen.   Niedługo   to   chyba   będę   cała 
w siniakach. 

Kolejne dni minęły bardzo szybko. Różowe okulary to nic w porównaniu 
z moją radością i euforią! Świruję po prostu!

We wtorek Michał mnie zaskoczył… Jak zawsze przyjechał, by zabrać mnie 
do szkoły. Tym razem jednak nie wysiadł, czekał w aucie. Trochę mnie to 
zdziwiło. Zawsze wysiadał i całował mnie na powitanie. Wiadomo, że do 
dobrego   człowiek  się   szybko  przyzwyczaja…   A  potem   jest   żal,  gdy   tego 
zabraknie! Posmutniałam. Może coś się stało? Oby nie! Wystarczy już może 
jak na jeden tydzień. 

– Coś się stało? – zapytałam, gdy tylko otworzyłam drzwi pasażera.

– Dlaczego tak myślisz? – Był chyba lekko zaskoczony. – Wsiadaj!

Kiedy zajęłam miejsce, pochylił się i mocno mnie pocałował. Szybko jednak 
się wyprostował i spojrzał mi głęboko w oczy. O Matko! Już się boję! Coś jest 
chyba nie tak! Michał zachowuje się jakoś dziwnie! Wstrzymałam oddech 
i gapiłam się na niego ze strachem.

– Zrozumiałem, że jestem strasznym „burakiem” – powiedział powoli. Nic 
nie rozumiałam! – Powinienem już dawno o tym pomyśleć…

Uduszę się zaraz! Ratunku! Nadal jednak wstrzymywałam oddech.

167 | 

S t r o n a

background image

Nie odrywając ode mnie wzroku, Michał sięgnął za siebie i po chwili podał 
mi… białą różę! Gapiłam się nic nie rozumiejącym wzrokiem. Róża? Dla 
mnie? Zamrugałam powiekami. To jednak nic nie dało. Oczy zaszły mi lekką 
mgiełką. Normalnie zaraz rozryczę się jak dziecko!

Patrzyłam na niego szeroko otwartymi oczami. I stało się! Łzy pociekły, choć 
tak z nimi walczyłam.  Nie potrafiłam  jednak  oderwać  od niego wzroku. 
Widziałam,   jak   na   zwolnionym   filmie,   jak   pochyla   się,   wyciąga   rękę… 
Delikatnie dotknął mojego policzka. Wytarł spadającą łzę, której miejsce po 
chwili zajęła kolejna.

– O co chodzi, Maleńka? – Chyba naprawdę się zmartwił. 

Nie   chciałam   mu   zrobić   przykrości!   Tylko…   Cholera!   Jaka   ja   jestem 
porąbana! Chłopak daje mi kwiaty, a ja co? Ryczę jak bóbr! Pięknie!

– Ja… – wyjąkałam. – To znaczy… Dziękuję!

– Powinienem ci kupić cały bukiet a nie tylko jedną… Przepraszam!

Oprzytomniałam! On myśli, że mi się nie podoba? Że jestem niezadowolona? 
Jak on w ogóle mógł tak pomyśleć? No jasne! Widocznie żadna dziewczyna, 
do tej pory, nie ryczała, gdy dawał jej kwiaty. Tylko, że nie miał do czynienia 
z takim przypadkiem klinicznym jak ja!

– Jest piękna – powiedziałam przez łzy.

– To co się stało? – Zupełnie nie rozumiał mojej reakcji i ja mu się wcale nie 
dziwię. Sama nie do końca to rozumiałam.

– Ja jeszcze nigdy… – próbowałam mówić wyraźnie, ale łzy skutecznie mi to 
utrudniały. – Nikt mi nie dał kwiatów! – dokończyłam spuszczając wzrok.

Chwilę   później   już  byłam   w   jego  ramionach.   Tulił  mnie   mocno   i   lekko 
kołysał jak dziecko, które trzeba pocieszyć. Nie jestem już dzieckiem, ale tego 
właśnie potrzebowałam. 

– Jestem większym głupkiem niż myślałem – zamruczał mi do ucha.

168 | 

S t r o n a

background image

– Wcale nie – zaprzeczyłam.

– Jestem, jestem! – Wtulał twarz w moje włosy i szeptał mi do ucha. – Teraz 
już będę wiedział, że potrzebujesz więcej uwagi…

– To nie tak… – Chlipałam cicho. – Najważniejsze, że jesteś przy mnie!

– Nie mam zamiaru być nigdzie indziej.

Podniosłam głowę z jego ramienia, mokrego od moich łez (jak on się ludziom 
na   oczy   pokaże?)   i   spojrzałam   mu   w   oczy.   Było   w   nich   tyle   czułości. 
Dotknęłam jego policzka i delikatnie go pocałowałam.

Następnego dnia postanowiłam się spakować. Nie mogę tego odkładać na 
ostatnią   chwilę,   bo   zawsze   zapominam   masę   rzeczy.   Taka   już   ze   mnie 
skleroza!   Czym   wcześniej   się   zabiorę,   tym   mam   większą   szansę   na 
powodzenie tego przedsięwzięcia. Zawsze jeszcze będę miała trochę czasu, by 
sobie coś przypomnieć. Weronika obiecała mi pomóc, więc patrzyłam na całą 
sprawę z dużym optymizmem.

– No to z grubsza wszystko – powiedziała z szerokim uśmiechem

,

 zapinając 

sporą torbę podróżną. – Brakuje tylko czegoś seksownego na noc.

– Seksownego? – zapytałam głupkowato. Doskonale przecież wiedziałam do 
czego pije!

– Aga, nie udawaj! – To politowanie w jej głosie było frustrujące. – Jeszcze 
tego   nie   robiliście.   –   Zaczerwieniłam   się   na   samą   myśl   o   tym   co   już 
robiliśmy. – A może się mylę?

To nie było do końca pytanie, ale i tak jej odpowiedziałam:

– Nie, nie robiliśmy!

– Tak więc – zaczęła tonem mentora – zbliża się twój pierwszy raz!

– I…? – Wiedziałam, że to nie koniec wykładu.

– Musisz się odpowiednio przygotować!

169 | 

S t r o n a

background image

– I seksowna bielizna ma mi w tym pomóc? Jak? – Trochę sarkazmu nie 
zaszkodzi. – To chyba jest bardziej dla niego niż dla mnie?

– I tu się mylisz, moja droga.

Trzymajcie   mnie,   bo   ją   walnę.   Czuję   się   jak   na   lekcji   wychowania 
seksualnego.   Zaraz   wyciągnie   tablicę   i   strzałkę,   i   zacznie   mi   tłumaczyć 
podstawy. 

Postanowiłam jednak wytrzymać. Wdech, wydech. Po chwili dość spokojnie 
powiedziałam:

– Słucham!

– Teraz to zaczynam czuć się jak nauczyciel.

– Sama chciałaś! – Uśmiechnęłam się szeroko. Dobrze, że chociaż zdaje sobie 
sprawę jak dziwaczna jest ta sytuacja.

Z mojego punktu widzenia jest raczej żenująca… Dla mnie! Kto to widział, 
żeby w moim wieku nie mieć jako takiego pojęcia o „tych sprawach”? Tak 
jednak było! 

Miałam okazję dowiedzieć się czegoś, więc postanowiłam nie marudzić tylko 
posłuchać doświadczonej (przynajmniej bardziej niż ja) koleżanki. A tak przy 
okazji to Weronika musiała już to robić. Tak myślę! Pewnie z tym kolesiem 
od   Harleya…   Najprawdopodobniej!   Była   w   nim   strasznie   zadurzona.   Po 
prostu szalała! Stare dzieje, ale jednak! Potem już z nikim na poważnie nie 
była. Dopiero teraz z Tomkiem. Ciekawe czy z nim już doszli do tego? Ale 
ciekawska się zrobiłam! Skup ty się lepiej dziewczyno i posłuchaj, to może 
czegoś mądrego się dowiesz?

– Dobra, dobra. – Czyżby była lekko zdenerwowana? – To musi być coś 
wyjątkowego! Naprawdę! Uwierz mi, od tego potem wiele zależy…

– Co chcesz przez to powiedzieć? – Było coś niepokojącego w jej ostatnich 
słowach.

170 | 

S t r o n a

background image

– Ok. – Posmutniała jeszcze bardziej. – Może powinnam ci powiedzieć…

Co jest? Dlaczego wpadła w taką melancholię?

–   Mój   pierwszy   raz   był   byle   jaki   i   chyba   również   przez   to   nieudany   – 
powiedziała cicho. – Żałuję do dziś!

– Ale jak to? – Naprawdę byłam zdziwiona. – Przecież szalałaś za Arturem…

– A skąd wiesz, że to było z nim? – I tu mnie ma. Nie wiedziałam. To były 
tylko moje przypuszczenia.

– Nie wiem. – Patrzyłam na nią wytrzeszczonymi oczami. – Myślałam, że 
z nim.

– To nieważne z kim – powiedziała. – Ważne, że było okropnie! Uwierz mi! 
Odpowiedni facet to podstawa, ale oprawa też się liczy. To musi być coś 
wyjątkowego, bo pierwszy raz jest tylko jeden!

– Jakbym słyszała Michała – mruknęłam pod nosem.

Weronika chyba usłyszała co powiedziałam, bo przyjrzała mi się uważnie.

– Widzę, że masz szczęście!

– To znaczy? – Nie byłam pewna czy dobrze ją rozumiem.

– To  znaczy,   że masz  zajebistego   faceta.   – Lekko   się przy  tych  słowach 
uśmiechnęła.   –   Który   bardziej   dba   o   ciebie   niż   o   swoje,   powiedzmy, 
potrzeby.

– Nie zasługuję na niego…

– Bzdura! – Zdenerwowała się. – Zasługujesz na wszystko co najlepsze!

Cała ona! 

– Wracając do tematu… – Chciałam go zmienić, bo kierunek, w którym 
toczyła   się   nasza   rozmowa   krępował   mnie   chyba   bardziej   niż   mówienie 
o seksie. 

171 | 

S t r o n a

background image

– No tak! – Zreflektowała się. – Widzę, że o Michała nie musze się chyba 
martwić. – Zauważyła moje zdziwione spojrzenie i dodała. – Na pewno zadba 
o wszystko. – Zaśmiała się. – Z jego strony nie mamy się czym przejmować. 
Jeśli zaś chodzi o ciebie…

Cała się aż skuliłam. No tak. Ja to zupełnie inny temat. Tak łatwo potrafię 
wszystko zepsuć, że pewnie i pierwszą noc „skopię” na dzień dobry! 

– Aga, po pierwsze – mówiła całkiem poważnie – wyobraź sobie, że do ust 
przyrosła ci kłódka.

Jaja sobie robi? Co to ma być?

– Ani słowa z twojego stałego repertuaru. – Popatrzyła na mnie uważnie. – 
Chyba   nie   muszę   ci   tego   tłumaczyć?   Wiesz   doskonale   o   jaki   zestaw   mi 
chodzi!

Patrzyła   na   mnie   z   wyczekiwaniem,   więc   bąknęłam,   że   wiem.   Pierwszy 
punkt będzie cholernie trudny, ale może jakoś podołam.

– Dużo masz jeszcze  tych punktów?  – Próbowałam  żartować,  ale byłam 
raczej żałosna niż zabawna. – Bo nie wiem czy podołam.

– W twoim przypadku najważniejszy jest pierwszy!

– A kolejne? – Byłam autentycznie ciekawa.

– Musisz świetnie wyglądać, nie tylko dla niego, chociaż nie oszukujmy się, 
na pewno mu się spodoba. – Uśmiechnęła się. – Przede wszystkim dla siebie! 
Musisz się poczuć kobietą, a nie dziewczynką! To ważne!

– Kobietą? – prychnęłam. – A może jeszcze seksowną i uwodzicielską?

– Dokładnie – odpowiedziała całkiem serio.

Czy ona sobie ze mnie kpi? Ja? Uwodzicielska? Chyba w innym życiu!

– Weronika. – Westchnęłam. – To jest niewykonalne! – Czy ona nie wie 
z kim gada? Przecież mnie zna. Jak nikt inny! – Nawet jak mnie ubierzesz 
w jedwabie i koronki to niczego nie zmieni… To nadal będę ja!

172 | 

S t r o n a

background image

– To się trochę wysil. Naprawdę warto!

– Powiedz mi jak! – Zaczynało mnie już denerwować, że dla niej to takie 
proste.

– Zależy ci na nim?

– Bardzo! – odpowiedziałam bez chwili wahania.

– To zrób to dla niego. – I to był trafiony argument.

– Poddaję się!

– Czyli jutro po szkole idziemy w miasto? – zapytała dla pewności. – Bez 
żadnych wykrętów? Zgadzasz się?

– Nawet nie będę się mocno bronić. – Uśmiechnęłam się i dodałam: – Tym 
razem!

– No ja myślę…

– Tylko jeden mały waruneczek. – Przyjrzała mi się. – Nic czerwonego! 
Błagam! – Czerwony koronkowy horror to nie byłby najlepszy pomysł.

Plotkowałyśmy   jeszcze   sporo   czasu.   Weronika   udzieliła   mi   kilku 
konkretnych wskazówek. Teraz byłam już pewna, że ona i mój brat… „to” 
robili. Zastanawiała mnie tylko jedna rzecz. Walczyłam ze sobą czy ją o to 
zapytać. Nie byłam do końca przekonana czy chcę słuchać jej zwierzeń. 

– Weronika. – Zdecydowałam się. – Skoro twój pierwszy raz to taka trauma – 
powiedziałam patrząc jej w oczy z przepraszającym uśmiechem – to jakim 
cudem zdecydowałaś się z Tomkiem… Bo robiliście to, prawda?

– Chciałam to zrobić jak najszybciej – powiedziała lekko zawstydzona. – 
Rozumiesz? Zatrzeć tamto wspomnienie. – Spojrzała mi w oczy. – Czułam, że 
z Tomkiem będzie zupełnie inaczej…

– I było? – Trochę dziwnie tak wypytywać o życie seksualne mojego brata, 
ale było to też życie seksualne mojej przyjaciółki. Rozgrzeszyłam się więc 
szybko.

173 | 

S t r o n a

background image

– Było wspaniale! – Rozmarzyła się. – On jest cudowny! – Tomaszek? Nie 
mogłam uwierzyć! – Najchętniej nie wychodziłabym z łóżka, gdyby tylko był 
tam   ze   mną…   Przynajmniej   przez   tydzień!   –   Zaśmiała   się.   –   Na   więcej 
pewnie nie starczyłoby nam sił!

Nieźle! Intymne szczegóły z życia moich bliskich!

174 | 

S t r o n a

background image

22.

– Pójdziemy najpierw do „Galerii Centrum” – Weronika zaatakowała bez 
uprzedzenia. 

Jak ja nie cierpię takich molochów! Wolę już normalne sklepy. Decyzja nie 
należała jednak do mnie. Pogodziłam się z tym już wczoraj i postanowiłam 
wytrwać.   Na   ile   jednak   starczy   mi   cierpliwości,   nie   byłam   pewna. 
Zobaczymy!

– Jesteś przekonana? – wolałam się upewnić, czy nie ma dla mnie ratunku.

– Nie wycofujesz się chyba?

– Obiecałam i postaram się. – Obdarzyłam ją nawet uśmiechem. – Tylko nie 
przesadź. Proszę!

– Jak dobrze pójdzie, to w Galerii kupimy wszystko, czego potrzebujemy – 
pocieszała mnie. – Jest tam kilka ciekawych sklepów z bielizną.

Mam   nadzieję!   To   by   było   najlepsze.   Wszystko   w   jednym   i   do   domu. 
Uchwyciłam się tej myśli.

Pierwszy chyba raz opatrzność, wszyscy święci i kto tam jeszcze nad nami 
czuwa (lub raczej gapi się na nas z góry), okazali mi trochę litości. Zakupy nie 
trwały dłużej niż dwie godziny, choć nałaziłyśmy się okrutnie, nie mogąc 
ustalić   wspólnej   wersji.   Wszystko,   co   podobało   się   Weronice,   było   zbyt 
wyzywające jak dla mnie, a wszystko co podobało się mi, było dla niej za 
skromne. Traciłam nadzieję, że to się uda, a jednak się udało. Cud!

Następnego dnia po szkole zdążyłam tylko zjeść obiad i się przebrać, gdy 
pojawił się Michał. 

– Jesteś gotowa? – zapytał, lecz było coś niepokojącego w jego głosie, jakby 
pytał mnie o coś więcej.

Przyjrzałam mu się uważnie. Czyżby chodziło o „to”? Dawał mi szansę, bym 
mogła   się   wycofać.   Cały   Michał!   Kulturalny   do   granic   wytrzymałości.  

175 | 

S t r o n a

background image

Ja   jednak   nie   miałam   zamiaru   rezygnować.   Przysunęłam   się   do   niego, 
spojrzałam mu w oczy (to cud, że się nie zaczerwieniłam) i powiedziałam 
tylko jedno słowo:

– Jestem!

Brutalne szarpnięcie za klamkę od mojego pokoju przerwało nam tę dziwną 
rozmowę. Był to nie kto inny… jak mój niewychowany krewniak!

– Zbieramy się! Mamy kawał drogi. – Cieszył się jak małe dziecko. – Gotowi?

Na parkingu nikt na nas nie czekał. Coś tu chyba nie grało?

– A reszta? – zapytałam zdziwiona. – Nie jedziemy razem?

– Chłopaki jeszcze pracują – odpowiedział zdawkowo, ale po chwili dodał: – 
Przyjadą późnym wieczorem albo rano.

–   Czyli   dziś   raczej   będziemy   tylko   my?   –   upewniłam   się,   nie   mogąc 
powstrzymać uśmiechu.

–   Coś   ci   chodzi   po   głowie?   –   nie   omieszkał   zadrwić   ze   mnie   kochany 
braciszek.

– Zejdź ze mnie, co? – warknęłam, bardziej zła na siebie niż na niego. Ja to się 
zawsze muszę z czymś wyrwać. Nie może inaczej być.

– „Charakterna,” daj spokój! – Był w tak dobrym humorze, że aż świeciły mu 
się oczy. – Mam dla was dobrą wiadomość. – Wyszczerzył się szelmowsko.

Co on znowu wymyślił?

– Jaca przyjedzie z dziewczyną – powiedział, patrząc na mnie uważnie. – Nie 
widziałem jej, ale podobno niezła z niej laska! – Nie chciałam pokazać po 
sobie,   że   lekko   mi   ulżyło,   ale   Tomek   chyba   to   zauważył,   bo   dodał   ze 
śmiechem: - Chociaż myślałem, że ma inny gust!

A niech go! Musiał mi dociąć? Nie mógł się powstrzymać?

176 | 

S t r o n a

background image

–   Widocznie   gusta   się   zmieniają   –   powiedziałam   pojednawczo.   Miałam 
nadzieję, że nie będzie kontynuował tego tematu.

Zerknęłam kątem oka na Michała. Miał lekko zaciśnięte usta, ale był dość 
spokojny. Ufff. Dobre choć i to!

Pojechaliśmy   jednym   samochodem.   Nie   trudno   się   domyślić   którym… 
Zabraliśmy Weronikę, która czekała na nas przed domem i ruszyliśmy na 
spotkanie przeznaczeniu… Tak przynajmniej wtedy czułam!

Droga minęła dość szybko i bez większych atrakcji.

Na   miejscu   poczułam   się   potwornie   skrepowana.   Wspólny   pokój,   jedno 
łóżko… Zero prywatności! I ten szalony wstyd, który mnie ogarnął. Nie 
wiedziałam, co mam ze sobą zrobić.

Michał położył nasze bagaże na łóżku i odwrócił się do mnie.

– Chcesz iść pierwsza pod prysznic?

Niepewnie spojrzałam na niego i wydukałam:

– Idź ty. – Uśmiechał się do mnie zachęcająco. – Ja się rozpakuję.

– Dobrze.

Gdy tylko zamknęły się za nim drzwi łazienki, ciężko opadłam na materac 
tuż obok swojej torby. Ręce mi drżały, gdy ją rozpinałam. Wygrzebałam 
niewielkie zawiniątko i kosmetyczkę. Trzymałam je w dłoniach, które nie 
przestawały się trząść. To stanie się już niedługo. To musi się stać. Chciałam 
tego,   ale   bałam   się   śmiertelnie.   A   jeśli   zrobię   coś   głupiego?   Jeśli   znowu 
wszystko popsuję? 

Michała się nie bałam. Wiedziałam, że nie zrobi mi krzywdy. Byłam tego 
pewna,   jak   niczego   innego.   Byłam   też   przekonana,   że   to,   co   miało   się 
wydarzyć, będzie cudowne… dla mnie! Sama jego obecność jest gwarancją. 
Jego dotyk, bliskość były tak wspaniałe i podniecające, że nie miałam cienia 
wątpliwości. Problem stanowiłam ja! Czy będę potrafiła? Czy sprostam jego 

177 | 

S t r o n a

background image

oczekiwaniom? On wie doskonale co i jak, a ja… Liznęłam ledwie trochę 
teorii. Zadrżałam, gdy pomyślałam o lizaniu! Cholera, na dokładkę zrobiłam 
się zboczona! Pięknie!

Moje   rozmyślania   przerwało   lekkie   skrzypienie.   Podniosłam   wzrok 
i zamarłam. W otwartych drzwiach łazienki stał Michał. Nie byłoby w tym 
może nic zaskakującego, gdyby nie jego strój. A raczej brak takowego. Poza 
białym   ręcznikiem,   owiniętym   wokół   bioder,   mój   chłopak   był   nagi. 
Zadrżałam.   I   oczywiście,   jak   to   ja,   spuściłam   zawstydzona   spojrzenie, 
oblewając się gorącym rumieńcem. Teraz się rumienię, a co będzie, gdy…? 
Nie zdążyłam nic więcej pomyśleć, a przynajmniej nic konstruktywnego, bo 
Michał zbliżył się do mnie i powoli kucnął tuż przede mną, łapiąc mnie 
delikatnie za nadgarstki. Gwałtownie podniosłam wzrok, obawiając się, że 
mogłabym zobaczyć coś, na co nie byłam jeszcze przygotowana. To głupie, 
wiem! Tak jednak pomyślałam.

– Jeśli chcesz się wycofać, zrozumiem – powiedział powoli. – Naprawdę! – 
Uśmiechnął się łobuzersko. – Nie, żebym się ucieszył, ale nie chcę cię do 
niczego zmuszać.

– Nie, nie – zaprzeczyłam bardziej żywiołowo, niż sama mogłabym się po 
sobie spodziewać. – Ja tylko…

– Nie musisz się mnie bać. – I dodał zanim zdążyłam zareagować – Nie zrobię 
nic wbrew twojej woli.

– To nie to – mówiłam z trudem, jakbym miała w gardle wielką kluchę. – Nie 
boję się ciebie…

– Więc o co chodzi, Maleńka?

– Ja nie wiem… czy potrafię – wydukałam. – Boję się, że nie umiem… – 
więcej nie byłam w stanie powiedzieć.

Michał   podniósł   się,   pociągając   mnie   za   sobą   i  zamknął   mnie   w  swoich 
ciepłych objęciach. Przytuliłam się do niego, kładąc policzek na jego piersi. 
Słyszałam, czułam, jak mocno bije mu serce. Ten rytm w zadziwiający sposób 

178 | 

S t r o n a

background image

mnie uspokajał. Po chwili delikatnie odsunęłam się od niego. Nie oponował. 
Wypuścił mnie z ramion w chwili gdy mówiłam:

– Pójdę do łazienki. Zaraz wracam.

– Nie spiesz się – odpowiedział z delikatnym uśmiechem. – Poczekam.

I   tak   właśnie   znalazłam   się   w   tym   miejscu!   Po   szybkim   prysznicu 
wskoczyłam   w   skąpą   bieliznę   i   dopiero   wtedy   stanęłam   przed   sporym 
lustrem. Patrzyłam na prawie nagą, przerażoną dziewczynę i zastanawiałam 
się, czy to na pewno ja?

Mój niewiele zakrywający strój był w kolorze ecru. Składał się z niewielkiej 
przezroczystej koszulki, na piersiach zebranej i pokrytej gęstą koronką oraz 
koronkowych majteczek. 

Pamiętam doskonale, jak Weronika wybierała dla mnie tę bieliznę…

– Jeśli będziesz taka wybredna, to nic nie kupimy – skarżyła się w kolejnym 
sklepie, gdy zaprotestowałam, po raz nie wiem który, na widok niesamowicie 
wyzywających skrawków koronki.

– Jeśli ją kupimy – powiedziałam ze złością – sama będziesz to nosić!

– Czego ty chcesz? – lekko się zirytowała. – Worka po ziemniakach?

To wcale nie było zabawne!

– Znajdź coś… – mówiłam z namysłem. – Mniej… No wiesz?

– No właśnie nie wiem – rzuciła ironicznie. – Nic ci się nie podoba!

– Wiele rzeczy mi się podoba…

– Nie skomentuję – przerwała mi. – Te szmatki, które wybierasz, do niczego 
się nie nadają!

I co ja mam z nią zrobić?

W   tym   momencie   zauważyłam,   że   Weronika   nie   patrzy   na   mnie,   tylko 
gdzieś za moimi plecami. Odwróciłam się i już wiedziałam.

179 | 

S t r o n a

background image

Dokładnie za mną stał manekin przyodziany w zwiewny i naprawdę ładny 
komplet.   Był   tylko   jeden   jedyny,   maleńki   problem.   Bielizna   była… 
czerwona!

– Aga? – zapytała z szerokim uśmiechem.

– Tylko nie czerwona! – jęknęłam. – Nie zgadzam się!

– Ale podoba ci się, prawda?

Nie mogłam zaprzeczyć. Była rzeczywiście bardzo ładna, chociaż sama nigdy 
bym sobie czegoś takiego nie kupiła.

Chwilę później byłam już w przymierzalni z identyczną bielizną, na szczęście 
w kolorze dużo bardziej do przyjęcia.

Gwałtowne pukanie wyrwało mnie z zamyślenia.

– Agnieszka! – Michał musiał być zdenerwowany, słychać to było w jego 
głosie. – Coś się stało?

– Wszystko w porządku – odkrzyknęłam. – Zaraz wychodzę.

Ile czasu spędziłam w łazience, gapiąc się pustym wzrokiem w lustro? Pewnie 
sporo, skoro Michał się zaniepokoił. Westchnęłam ciężko, wzięłam głęboki 
oddech   i   położyłam   rękę   na   klamce.   Weszłam   do   pokoju   i   od   razu   go 
zauważyłam.   Leżał   wyciągnięty   na   łóżku   z   rękami   skrzyżowanymi   pod 
głową. Nadal tylko w ręczniku. Wyglądał… Jak reklama idealnego kochanka! 
Był po prostu piękny! Idealnie wyrzeźbione ciało, napięte mięśnie ramion 
i brzucha. Zrobiło mi się gorąco! O matko! Czym sobie na niego zasłużyłam? 

W tym momencie podniósł wzrok i otworzył usta, ale nie wydał z siebie 
żadnego dźwięku. Na jego twarzy odmalowało się ogromne zdziwienie. Źle 
wyglądam? To niemożliwe! Weronika zapewniała mnie, że jest świetnie!

Stałam   tak   przez   chwilę,   nie   wiedząc   co   mam   zrobić.   Najchętniej 
odwróciłabym się i zamknęła w łazience. Była to cholernie dziecinna reakcja. 
Wiedziałam o tym i dlatego stałam nadal w miejscu jak wmurowana.

180 | 

S t r o n a

background image

Michał powoli wstał i nie odrywając ode mnie wzroku, podszedł bardzo 
blisko. Ujął moją dłoń, podniósł do ust i pocałował. Zamarłam. Kto jeszcze 
w dzisiejszych czasach całuje w rękę?

– Jesteś taka piękna – powiedział  zmienionym głosem, dotykając mojego 
policzka.

Następnego  ranka  obudziłam  się, czując ciasno przytulone do mnie ciało 
mojego kochanka. O Boże! Naprawdę to zrobiliśmy i było cudownie! Powoli, 
by   go   nie   obudzić,   przekręciłam   się   w   jego   ramionach   i   spojrzałam 
w kochaną   twarz.   Był   pogrążony   w   głębokim   śnie.   Chyba   musiałam   go 
mocno wymęczyć tej nocy. Szeroki uśmiech pojawił się na mojej twarzy. 
Tak! On mnie też!

Na   samo   wspomnienie   zadrżałam   i   zrobiłam   się   wilgotna.   Ojojoj!   Było 
naprawdę gorąco! 

Michał   wziął   mnie   na   ręce,   szepcząc   mi   do   ucha,   jaka   jestem   kusząca 
i seksowna. Kręciło mi się w głowie od bliskości jego prawie nagiego ciała 
i od tych namiętnych słów. 

Te kilka kroków dzielące nas od łóżka zdawało się nie mieć końca. Minęła 
chyba wieczność, zanim „mój książę” położył mnie na miękkim materacu 
i kolejna, nim do mnie dołączył. Tak, gdy tylko mnie przytulił, wiedziałam, 
że to się musi stać! Nie wytrzymam już dłużej. Nie chcę już czekać! Jestem 
gotowa!

– Maleńka, tak bardzo cię pragnę…

– Ja ciebie też – odważyłam się powiedzieć.

I to były moje ostatnie logiczne słowa, a przynajmniej świadome.

W następnej chwili Michał zagarnął moje usta swoimi i przestałam myśleć. 
Chciałam tylko czuć. I tak się stało.

Jego   dłonie,   powoli,   niesamowicie   powoli,   zaczęły   badać   moje   ciało. 
Poddawałam się z radością i napięciem, z oczekiwaniem…

181 | 

S t r o n a

background image

Sama   nie   pozostałam   jednak   bierna.   O   nie!   Poznawałam   go   od   nowa. 
Przesuwałam   palcami   po   jego   silnych   ramionach   i   karku,   po   napiętych 
plecach,   odnajdując   niesamowitą   radość   w   jego   reakcji.   Drżał   pod   moim 
dotykiem. Ja też drżałam. Nie przestawał mnie całować, namiętnie, głęboko, 
zachłannie. Czy to już raj? 

Michał uniósł się lekko, odrywając się od moich ust. Jęknęłam rozczarowana. 
On jednak szybko i wprawnie rozwiązał moją koszulkę, odsłaniając piersi. 
Delikatnie   przesunął   po   nich   dłońmi,   a   zaraz   potem   przywarł   do   jednej 
z nich ustami. Tak! Tym razem dźwięk, który z siebie wydałam, był oznaką 
ogromnej  przyjemności.  Drażnił nabrzmiały sutek, ssąc i liżąc delikatnie. 
Dłonią pieścił drugą pierś. Boże, jak cudownie. Tego się nie da opisać. 

Pojękiwałam,   głaszcząc   go   i   drapiąc,   przeczesując   palcami   jego   włosy. 
Chciałam jednak dotykać go bardziej, mocniej, tak jak on mnie. Próbowałam 
się podnieść, nie miałam jednak dość sił. Michał uniósł głowę i spojrzał na 
mnie.   Jego   zielone   oczy   były   niesamowicie   zamglone.   Półświadomie 
zastanawiałam się, jak wyglądają moje oczy. On zrozumiał, czego chciałam. 
Pomógł mi podnieść się po pozycji siedzącej, sam klęcząc przede mną.

– Czego pragniesz Maleńka? – Ledwo poznałam jego głos.

– Ciebie – wyszeptałam, pochylając głowę w jego stronę.

Dotknęłam delikatnie jego szyi w miejscu, gdzie szaleńczo pulsowało tętno. 
Bardziej poczułam, niż usłyszałam, jak gwałtownie wciągnął powietrze. To 
było cudowne! Też potrafię sprawić mu przyjemność. Dłońmi gładziłam jego 
twardy, napięty brzuch. Czując wyraźnie grę mięśni. Drżał.

Przesunęłam   usta   niżej,   jeszcze   niżej   i   musnęłam   delikatnie   jego   sutek. 
Objęłam   go   ustami,   ssałam   i   drażniłam   językiem.   Coraz   odważniej   go 
pieściłam, czując, jak namiętnie reaguje na moje starania. Gdy przeniosłam 
się  na jego  drugą  pierś,  poczułam  jak  delikatnie   odrywa  moje  dłonie   od 
swojego ciała, chciałam zaprotestować, ale on stanowczo odsunął je tylko po 
to, by zsunąć z moich ramion niepotrzebną już koszulkę. 

182 | 

S t r o n a

background image

Czułym gestem ujął moją twarz, unosząc ją do góry i wpił się w moje usta, 
całując mnie namiętnie i zaborczo. Oddawałam mu pocałunki, nie przestając 
błądzić   rękoma   po   jego   ciele.   On   również   gładził   moje   plecy,   coraz 
intensywniej, gwałtowniej. Przytulił mnie mocno. Moje piersi przylgnęły do 
jego nagiego torsu. Westchnęłam w jego usta. Ciało Michała było gorące, 
rozpalone…   Moje   pewnie   też!   Lekko   otarłam   się   o   niego,   wzdychając 
ponownie. 

– Co ty ze mną wyprawiasz? – jęknął nagle. – Nie wytrzymam… Muszę…!

Zaatakował   moje   usta,   mocno,   niemal   brutalnie,   jednocześnie   delikatnie 
kładąc   mnie   na   posłaniu.   Zerwał   z   bioder   ręcznik   i   nakrył   mnie   sobą. 
Doskonale czułam teraz jego pragnienie. Jego nabrzmiałe ciało! Ogrom jego 
pożądania. Wpasował się idealnie, lekko rozsuwając moje nogi i moszcząc 
sobie wygodne schronienie między nimi. Ciało przy ciele… Pasowaliśmy 
idealnie… ciasno przytuleni. Tak jakbyśmy byli stworzeni tylko dla siebie. 
Nic  nas już nie dzieliło…  poza ostatnim  skrawkiem  mojej  bielizny. Ona 
jednak nie przeszkadzała mi czuć jego pulsującej twardości. To było takie 
niesamowite, że to właśnie ja wywoływałam w nim tak palącą potrzebę. Tak 
gwałtowną reakcję. Chciałam go zobaczyć, dotknąć, poczuć… Tak, poczuć 
w sobie! Pierwszy raz mnie to spotkało. Nikt do tej pory nie wywoływał we 
mnie nawet cienia tych emocji, doznań, pragnień.

–   Kochanie…   Ja…   -   szeptał   Michał   urywanym   głosem,   który   wcale   nie 
przypominał już jego głosu. – Tak bardzo… O Boże… Nie wytrzymam…

Całował mnie jak konający z spragnienia. Jakbym była ostatnią i pierwszą – 
jedyną! Delikatnie kołysząc się nade mną, co powodowało we mnie nieznane 
dotąd reakcje. Ten rytm był taki naturalny, że bezwiednie zaczęłam poruszać 
się razem z nim, dopasowując tempo i intensywność. 

– Zabijesz mnie – jęczał. – Już nie żyję! Pozwól mi. Tak bardzo…

– Michał – ja również jęczałam.

183 | 

S t r o n a

background image

– Powiedz… – Bardziej pewnie wyczuł niż usłyszał skargę w moim głosie. – 
Powiedz czego pragniesz?

– Ja… Chcę… Zobaczyć…

Więcej nie byłam w stanie powiedzieć. Dziwię się, że udało mi się wydusić 
choć tyle przez ściśnięte gardło. Nie był to jednak wstyd czy strach, które już 
niejednokrotnie   utrudniały   mi   artykułowanie   myśli.   Była   to   nieopisana 
potrzeba! Namiętność i pragnienie. Ogień!

Zrozumiał. Lekko się ode mnie odsunął.

Patrzyłam   mu   głęboko   w   oczy,   a   potem   powoli   przesunęłam   spojrzenie 
w dół.   Był   taki   piękny…   Teraz   gdy   nic   nie   zasłaniało   mi   widoku,   gdy 
mogłam podziwiać każdy szczegół… Zadrżałam.

– Jesteś… taki… – Bezwiednie wyciągnęłam rękę. Wcale się nie wstydziłam. 
Nie wiedziałam tylko co mam zrobić. – Duży!

–   To   nic   –   westchnął,   czując   moje   palce   nieśmiało   dotykające   jego 
pulsującego ciała. – Zobaczysz, że…

Nie   powiedział  więcej.  Ciężko  oddychał.  Słyszałam,   czułam  jego  oddech. 
Urywany. Przytrzymał lekko moją rękę, pokazując, ucząc, zachęcając…

Więcej nie potrzebowałam. Ujęłam go w dłoń i zaczęłam pieścić. Najpierw 
powoli   i   nieśmiało.   Słysząc   jednak   jego   coraz   szybszy   oddech   i   ciche 
pojękiwanie, którego nie mógł powstrzymać, moje ruchy stały się pewniejsze, 
szybsze. Reakcja Michała także była gwałtowniejsza. Odrzucił głowę do tyłu, 
a   dźwięki,   które   wydobywały   się   z   jego   gardła   przypominały   bardziej 
powarkiwania   niż   westchnienia.   Jednocześnie   poczułam   jego   rękę   jak 
przesuwa się po moim ciele. Szyja, obojczyk, pierś… Coraz niżej i niżej! 
Dotarł do moich skromnych majteczek. Zatrzymał się na chwilę, a potem 
jednym płynnym ruchem wsunął palce pod koronkę. O Boże! Umarłam, gdy 
tylko musnął moje wrażliwe ciało. Gdy zanurzył delikatnie i powoli swoje 
palce we mnie.

184 | 

S t r o n a

background image

– Jesteś taka wilgotna – mruczał. – I ciasna! Stworzona dla mnie.

Dygotałam,  nie  przestając  jednak go pieścić. Moje  ruchy,  z każdym  jego 
dotknięciem,   stawały   się   gwałtowniejsze,   szybsze.   Nie   mogłam   tego 
powstrzymać.

– Kochanie! Muszę – powiedział zduszonym głosem. – Już dłużej nie dam 
rady…

Szybko sięgnął pod poduszkę. Patrzyłam mu w oczy, gdy otwierał zębami 
opakowanie. Chwilę później przygarnął mnie mocno, jednocześnie zrywając 
ze mnie ostatnią część garderoby i nakrył swoim ciałem. Cudowny ciężar! 
Ponownie rozsunął mi nogi, tym razem bardziej, wygodnie układając się 
między nimi i powoli, niesamowicie powoli zaczął się we mnie wsuwać. 
Zatrzymał się i spojrzał mi w oczy. 

– Może zaboleć – powiedział zmienionym z pożądania głosem – Przepraszam! 
– I mocno pchnął. Jednym płynnym ruchem znalazł się we mnie.

Poczułam ból. Tak, gdy rodzi się człowiek – towarzyszy temu ból. Tak już 
jest   na   tym   świecie!   A   ja   właśnie,   w   tym   momencie,   narodziłam   się 
ponownie!

185 | 

S t r o n a

background image

23.

Michał spał, ale jego ciało… już dawno się „obudziło”! Czułam to doskonale, 
ciasno do niego przytulona. To wspaniałe. Od razu zapragnęłam znów poczuć 
ten niewypowiedziany wulkan doznań! Tę nieziemską radość! Ten szał i… 
Spełnienie!   Ogromne,   niesamowite,   obezwładniające!   Tak,   to   był   cud, 
którego   nie   sposób   sobie   nawet   wyobrazić!   Jednak   z   drugiej   strony… 
w świetle   dnia   nie   byłam   już   taka   odważna   jak   w   nocy.   Zaczęłam   się 
wstydzić! O Matko! Znowu to samo? Cóż, natury nie oszukasz! A takiej jak 
moja to już na pewno nie!

Naciągnęłam prześcieradło wyżej, zasłaniając się jak wstydliwa gąska, bo nią 
właśnie   byłam.   Mimo   wszystko!   Nagle   spanikowałam   jeszcze   bardziej. 
Przecież nie mam nic na sobie, a jakoś będę musiała wstać…

Michał poruszył się niespokojnie, a chwilę później otworzył oczy, spotykając 
utkwiony w nich mój wzrok.

– Dzień dobry! Maleńka – zamruczał sennie. – Jak się spało?

–   Cudownie   –   uśmiechnęłam   się   szeroko,   próbując   ukryć   przed   nim   to, 
o czym przed chwilą myślałam.

Chyba mi się udało… albo Michał był zbyt zaspany, by cokolwiek zauważyć.

– Na pewno nie tak dobrze jak mi – droczył się ze mną.

Walczyłam   ze   sobą,   by   nie   spuścić   wzroku.   Odniosłam   to   maleńkie 
zwycięstwo! To już coś. Postanowiłam jednak pójść o krok dalej. Pochyliłam 
się i lekko go pocałowałam.

– Może…

– Nie rozstrzygniemy chyba tej kwestii – zaśmiał się cicho.

Po chwili spoważniał i mocno mnie przytulił.

– Kobieto! Gdzie byłaś przez całe moje życie? – powiedział z uczuciem. – 
Jesteś taka namiętna, że bałem się, że nie stanę na wysokości zadania.

186 | 

S t r o n a

background image

Zawstydziłam się okrutnie, ale nadal dzielnie patrzyłam mu w oczy. Oczy, 
w których widziałam tak wiele czułości, że aż zakręciło mi się w głowie. Tak 
naprawdę to miałam ochotę się rozpłakać. Kolejna histeryczna reakcja! Czy ja 
kiedykolwiek   zacznę   reagować   jak   dorosła…   kobieta?   Przecież   już   nią 
jestem! Od wczoraj – nie tylko z metryki!

– Chyba jednak stanąłeś – odpowiedziałam z entuzjazmem i dopiero wtedy 
zdałam sobie sprawę, jak dwuznacznie to zabrzmiało.

Zaczerwieniłam się po same koniuszki włosów i tym razem nie udało mi się 
już wytrzymać jego wzroku, ani patrzeć na jego uśmiech, który strasznie 
bliski był samozadowoleniu. No tak, facet!

– I nadal stoję. – Poruszył lekko biodrami. – To twoja wina! – dodał ze 
śmiechem,   który   przypominał   pomruk   zadowolonego   misia.   Pochylił   się 
w moją   stronę,   unosząc   dwoma   palcami   mój   podbródek   i   zaglądając   mi 
w oczy. – I co z tym zrobimy?

Mimo  że  mówił   lekkim,  rozbawionym   głosem,   zadrżałam.   Jakby  to  było 
wspaniale móc mu odpowiedzieć bez skrępowania i wstydu. Powiedzieć po 
prostu, że chcę jeszcze i jeszcze. Że nie mam dość! Spaliłabym się jednak ze 
wstydu, próbując wdusić z siebie te słowa. Mruknęłam więc tylko:

– Zdaję się na ciebie…

–   Mam   kilka   ciekawych   pomysłów   –   powiedział,   przyciskając   mnie   do 
materaca.

Czując go nad sobą, wokół siebie, zapragnęłam poczuć go również… O Boże! 
Teraz to już całkiem tracę zdrowy rozsądek. Wystarczy, że mnie dotknie, a ja 
widzę przed oczami to, co ze mną wyrabiał w nocy. Jak dam radę myśleć 
o czymkolwiek innym? Przeraziłam się!

– Maleńka – Ton jego głosu nagle się zmienił. Sama nie wiem. Brzmiał w nim 
niepokój?   –   Wszystko   w   porządku?   –   Dotknął   mojego   policzka.   –   Jesteś 
jakaś… Zdenerwowana?

187 | 

S t r o n a

background image

– Troszeczkę – odpowiedziałam nieśmiało, siląc się na szczerość, bo byłam 
mu to chyba winna.

– Dlaczego? – zapytał delikatnie. – Może nie powinienem żartować – mówił 
jakby   do   siebie.   –   Nie   pomyślałaś   chyba,   że?   Nie   mogłaś   tak   przecież 
pomyśleć?

– Michał… – chciałam mu przerwać. Chciałam cofnąć czas, by nie zaczynać 
tej rozmowy. Na to jednak było już za późno.

–   Nie   myślisz   chyba,   że   to   był   tylko   seks?   –   w   jego   głosie   wyczułam 
stanowczość, a może nawet zapowiedź gniewu. Skuliłam się.

Zdałam sobie sprawę, że trafił w sedno! Gdzieś głęboko w podświadomości 
czaił   się   strach,   że   to   tylko   seks.   Pragnął   mnie,   tego   byłam   pewna. 
Wiedziałam już, jak można chcieć drugiej osoby, ale ja pragnęłam go całego, 
nie tylko jego ciała. Obawiałam się, że on nie myśli tak samo. Że z jego strony 
to tylko fizyczna potrzeba i że gdy się mną nasyci… Nawet bałam się o tym 
myśleć.

Odwróciłam głowę, by nie wyczytał z mojej twarzy odpowiedzi. Gest ten 
jednak był tak czytelnym potwierdzeniem, że nie potrzeba było już słów.

– Spójrz na mnie – powiedział drżącym głosem.

Ze   zdziwienia   automatycznie   spełniłam   tę   prośbę.   Wyraz   jego   twarzy 
zaskoczył mnie jeszcze bardziej. Czy to możliwe, że on? 

– Kochanie, ja… – zniknęła gdzieś cała jego stanowczość. – Wiesz, że bardzo 
cię pragnę? – No tak! Tego nie dało się ukryć. Czułam to doskonale, bo 
Michał nadal leżał na mnie. Tak przy okazji cholernie mnie to krępowało. – 
Ale to nie wszystko! Chcę cię całą. Chcę, żebyś była szczęśliwa… Szczęśliwa 
ze mną! Rozumiesz? – Przyglądał się uważnie mojej twarzy. Musiał zobaczyć 
w niej strach i wątpliwości, bo właśnie to czułam. – Nie wierzysz mi! – To 
nie było pytanie. – Dlaczego mi nie wierzysz?

– Ja… – Cóż mogłam na to odpowiedzieć?

188 | 

S t r o n a

background image

Michał jednak nie zaczekał na moją odpowiedź. Inna sprawa, że pewnie nie 
doczekałby się jej. Mówił teraz szybko, cichym, napiętym głosem:

– Nigdy nic takiego nie czułem. Do nikogo! – Tak chciałabym mu uwierzyć! 
Musiał wyczuć moją frustrację, bo zaczął inaczej: – Nigdy nie stroniłem od 
seksu… ale też nigdy nie byłem zbyt delikatny… A przy tobie… To było 
takie naturalne, takie oczywiste… To jest ta zasadnicza różnica! Sam seks jest 
taki pusty… Teraz to wiem! A z tobą… Z tobą to było… Nie umiem tego 
nawet nazwać. Byłem z tobą i ciałem i duszą! Nie czułaś tego? – Ja tak 
czułam, ale on… Czy to możliwe, że on też? O Boże! – Oddałem ci się cały. 
Pierwszy raz… – Spojrzałam na niego zaskoczona. – Tak! Dla mnie to też był 
jakby pierwszy raz.

– Michał… – westchnęłam.

To   było   zupełnie   nierealne,   ale   zaczynałam   mu   wierzyć.   Naprawdę 
zaczynałam mu wierzyć! 

– Jesteś stworzona dla mnie, wiesz o tym?

Nic nie odpowiedziałam. Patrzyłam tylko w te niesamowite zielone oczy. Ja 
dla niego? Nie! To on jest stworzony, wymyślony, wymarzony… dla mnie! 
Chyba się uszczypnę, żeby sprawdzić, czy to nie sen!

Nie miałam jednak szansy tego zrobić, bo Michał w tym momencie zamknął 
moje usta pocałunkiem. Było w nim tyle oddania, czułości i delikatności, że 
zadrżałam.   Tak   wielka   radość   wypełniła   mnie,   że   bałam   się,   iż   jej   nie 
pomieszczę! Jednocześnie czułam się lekka, tak lekka, że mogłabym fruwać. 
Boże, czy każda zakochana dziewczyna czuje to samo? Nie wiem! Wiem 
tylko,  że  niezaprzeczalnie  kocham   tego  faceta!  I   wierzę…   Tu  to  troszkę 
przesadziłam! Chcę wierzyć, że on mnie też!

Więcej już się nie zastanawiałam. Nie miałam takiej szansy! Usta mojego 
kochanka wprawiały mnie w stan totalnego upojenia, a jego drżące ciało 
wywoływało palącą potrzebę.

189 | 

S t r o n a

background image

Ze   świadomością,   że   dla   niego   znaczę   więcej   niż   kolejne   ciało,   kolejna 
„panienka”…   było   mi   tak   cudownie,   że   zapomniałam   o   wstydzie, 
o jakimkolwiek   wahaniu.   Oddałam   mu   się   całkowicie.   Wykrzykując   jego 
imię,   gdy   zaprowadził   mnie   na   sam   szczyt…   i   opadając   w   jego   silne, 
bezpieczne ramiona zaraz potem.

– Czy mówiłem ci już, że cię uwielbiam? – zapytał Michał jakiś czas później.

Wtulona   w   niego,   słuchając   mocnego   rytmu   jego   serca,   nadal   lekko 
przyśpieszonego, kiwnęłam głową, ale zaraz potem powiedziałam jednak:

– Kilka razy…

–   Chyba   stanowczo   za   rzadko!   –   Poczułam,   że   się   uśmiecha.   –   Będę   to 
powtarzał do znudzenia. – Na tę myśl ja się uśmiechnęłam. Tak, mogłabym 
tego słuchać w nieskończoność! – Aż nie będziesz już mogła tego znieść. 
Zobaczysz!

– Nie uda ci się! – powiedziałam pewnym, stanowczym głosem. Nawet nie 
wiedziałam, że tak potrafię! Miłość chyba jednak zmienia ludzi. – Nigdy nie 
będę miała tego dość! – Nowo odnaleziona odwaga i śmiałość zaczynały mi 
się podobać. I to bardzo!

Podniósł   moją   twarz   i   mnie   pocałował.   Długo,   namiętnie,   z   oddaniem. 
Mogłabym już tak zostać… Na zawsze!

Michał miał jednak inne plany. Odsunął się lekko ode mnie i wstał. O Boże! 
Nigdy się chyba nie przyzwyczaję do widoku jego nagiego ciała! Uff. Nagle 
zrobiło się gorąco, czy się mylę? 

– A teraz – powiedział z łobuzerskim uśmiechem – weźmiemy prysznic.

Zanim zdążyłam zareagować, porwał mnie na ręce i już niósł do łazienki. 
Poddałam   się   z   ochotą.   Wszystko!   Wszystko,   czego   zapragniesz… 
Przemknęło mi przez myśl. 

190 | 

S t r o n a

background image

Na   śniadanie   zeszliśmy   strasznie   spóźnieni.   Zaczęłam   się   martwić 
niewybrednymi żartami, które z pewnością szykuje już dla mnie Tomek. 
Tego   byłam   raczej   pewna!   Nie   przepuści   takiej   okazji.   Nie   on!   Zadrwić 
z młodszej siostry to sens jego życia! No może poza Weroniką, pomyślałam 
z przekąsem.   A   może  przy   niej   się   powstrzyma?   Uczepiłam   się   tej   myśli 
z nadzieją.

To był jednak zbyt duży optymizm!

–   No,   no!   –   Usłyszałam   jego   kpiący   głos,   gdy   tylko   pojawiliśmy   się 
z Michałem w zasięgu wzroku mojego kochanego braciszka. – Nieźle, Młoda! 
Nieźle!

– Pilnuj swojego nosa! – odgryzłam się. Niestety moja twarz przybrała kolor 
piwonii. Czułam rozlewające się po niej ciepło. Te rumieńce tak strasznie 
mnie denerwują… zawsze mnie zdradzą!

– Chyba raczej swojego łóżka – roześmiał się. 

– Tomek! Daj spokój! – powiedział spokojnie, ale stanowczo Michał.

Coś w jego głosie przekonało „pierwszego kpiarza nowoczesnej Europy”, że 
powinien jednak spasować. Ja oczywiście wiedziałam, że to nie koniec… Jeśli 
nie tu, to na pewno w domu da mi jeszcze popis swojego ciężkiego humoru. 
Nic to! Nie będę się tym teraz przejmować! Zrobię jak Scarlet… pomyślę 
o tym jutro! Albo pojutrze! Tak, to jest całkiem dobry plan!

Przy śniadaniu Weronika uśmiechała się do mnie szeroko. Ona i jej chłopak 
(wrrr!) już dawno zjedli, grubo przed naszym przybyciem, a siedzieli tu teraz, 
bo czekali na nas. Musieli to robić dość długo, ale jakoś nie miałam wyrzutów 
sumienia.

Ustaliliśmy, że poczekamy na pozostałych. Jacek dzwonił, że już jadą. Nie 
miałam za specjalnej ochoty go oglądać, ale miał przyjechać z dziewczyną i to 
mnie zajebiście pocieszało. Może nie będzie robił mi wyrzutów o tamten 
wieczór? Chyba że ma charakterek mojego rodzonego brata… W takim razie 
nie zostawi na mnie suchej nitki. No tak, zachowałam się wtedy okropnie! 

191 | 

S t r o n a

background image

Temu  nie   da  się   zaprzeczyć!   Warto  jednak   było!  Spojrzałam  na  Michała 
z promiennym   uśmiechem.   On   odwzajemnił   mi   się   tym   samym.   Nie 
wyobrażam sobie, jak mogłabym wtedy z nim nie uciec… To było jedyne 
rozwiązanie!

Moje myśli poszybowały teraz w dużo przyjemniejszym kierunku. Aż się 
czerwieniłam pod ich wpływem.

Michał pochylił się do mojego ucha i szepnął:

– O czym myślisz, Maleńka?

– Zgadnij… – Domyślił się, co mi chodziło po głowie, a to jeszcze bardziej 
mnie zawstydziło.

– Niegrzeczna dziewczynka! – zachichotał cicho.

No cóż! Ja powiedziałabym, że lekko zboczona, ale wersja z „niegrzeczną 
dziewczynką” może być.

– To wszystko przez ciebie – poskarżyłam się. – Wcześniej nawet bym nie 
pomyślała…

A teraz właśnie myślę. Oj! 

– Nie prowokuj mnie – odpowiedział z szerokim uśmiechem. – Bo wrócimy 
do pokoju i nie wychylisz z niego nosa nawet na chwilę… Nie wspominając 
o jakiejkolwiek innej części ciała!

Taka ewentualność była cholernie kusząca.

–   Chłopaki   –   okrzyk   Tomka   wyrwał   mnie   z   lekkiego   rozmarzenia.   – 
Nareszcie! Ile można na was czekać?

Wszyscy   spojrzeliśmy   w   kierunku   drzwi.   Na   każdej   z   naszych   twarzy 
odmalowało się inne uczucie. Na mojej z całą pewnością był szok, Weronika 
patrzyła   lekko   zdezorientowana   i   mocno   zaniepokojona,   a   Michał   był 
wściekły. Moja przyjaciółka odwróciła wzrok od nowo przybyłych i patrzyła 
teraz na mnie z tak wielkim współczuciem, że aż zrobiło mi się niedobrze.

192 | 

S t r o n a

background image

24.

Wanda i wszystko jasne!

Jacek z uśmiechem samozadowolenia przedstawił nam swoją dziewczynę. 
Postanowiłam nie dać jej tej satysfakcji i przyznać, że się znamy. Jeśli nasze 
kontakty   można   by   nazwać   znajomością?   Pomyślałam   z   przekąsem.   Nie 
zdążyłam jednak się odezwać, bo Michał był pierwszy.

–   Znamy   się   –   powiedział   przez   zaciśnięte   zęby.   Nie   silił   się   nawet   na 
kulturalny ton. Jakoś mu się nie dziwiłam. Ja najchętniej powyrywałabym jej 
wszystkie kłaki. 

– Poważnie? – Jacek był lekko zdziwiony, ale chyba nie wyczuł naszych 
nastrojów.   A   atmosfera   zrobiła   się   lekuchno   przyciężka.   –   Wszyscy   się 
znacie?

– Tak – odpowiedziałam razem z Weroniką. 

– No to super! – Jacek wydawał się naprawdę zadowolony.

Czy on jest ślepy? Nic nie zauważył? Przecież było jasne, że żadne z naszej 
trójki   (co   do   Tomka   nie   miałam   pewności,   mógł   odczuwać   perwersyjną 
radość na myśl, jak bardzo niekomfortowo czuję się w towarzystwie tej laski) 
nie ucieszyło się na widok Wandy. Gorzej, było oczywiste, że się po prostu 
nie   lubimy!   Chociaż   uważam,   że   to   przesadnie   delikatne   określenie! 
Dostawałam drgawek na samo jej wspomnienie, więc jej widok siał po prostu 
spustoszenie! A Michał? On to chyba dostawał palpitacji? Złość aż od niego 
biła!   Cholera!   A   Jacula   nic   nie   zauważył?   Musiał   chyba   być   nieźle 
zauroczony. A może po prostu bezdennie naiwny? Tak, myślę, że to kolejny 
Sebastian… Naiwny chłopczyna do wykorzystania! Bo cel, w jakim się tu 
zjawiła, był raczej oczywisty! 

Tylko Jacek przywiózł ze sobą „dziewczynę,” a raczej wredną zołzę… Nie 
powiedziałam tego na głos, choć miałam na to nieprzepartą ochotę. I pewnie 
nie tylko ja, sądząc po minie Weroniki, a szczególnie Michała. 

193 | 

S t r o n a

background image

Pozostali kumple Tomka twierdzili zgodnie, że nie przywozi się drewna do 
lasu. Znałam ich z widzenia. Marco i Wojtas, bo tak się przedstawili, choć tak 
naprawdę to po prostu Marek i Wojtek, to były typowe imprezowe chłopaki. 
Interesowało ich tylko gdzie i kiedy idziemy balować. Może nawet bym się 
zaraziła ich powalającym entuzjazmem, gdyby nie obecność tej przeklętej 
Wandy! Wszystkiego mi się odechciało. Najchętniej wróciłabym do domu… 
To   jednak   nie   był   najlepszy   pomysł,   bo   musiałabym   rozstać   się   z moim 
mężczyzną (cholera, jak to brzmi!), a na to nie miałam ochoty, jak długo się 
da! Pozostawało więc zamknąć się w pokoju i udawać, że nas nie ma. To 
całkiem kuszące… Wiedziałam jednak, że tak nie możemy zrobić, choćby ze 
względu na Weronikę. Kurde! Co za pech!

Plan   działania   był   prosty.   Do   wieczora   każdy   miał   zająć   się   sobą… 
ewentualnie swoją drugą połową. Tak! Ta część podobała mi się najbardziej! 
A potem mieliśmy poznać nocne życie w tym malowniczym zakątku.

Nowo przybyli poczłapali do swoich pokoi. Na szczęście ten okropny baboch 
zachowywał pozory i nie próbował wdzięczyć się do nas przy swojej nowej 
zdobyczy. Lekko odetchnęłam. W tej chwili, jeszcze w szoku, nie umiałabym 
skutecznie się przed nią bronić. Zastanawiałam się, czy w ogóle potrafię to 
zrobić.   Nie   musiałam   się   jednak   w   tej   chwili   o   tym   przekonywać   i   nie 
ukrywam, podobało mi się, przynajmniej chwilowo, takie rozwiązanie.

Michał pochylił się, musnął ustami moją szyję i szepnął mi do ucha:

– Nigdzie nie znikaj... Maleńka.

Zadrżałam. Czy to się kiedyś zmieni? Co poczułam w tym momencie trudno 
nawet opisać… Cała masa emocji zalała mnie w jednej chwili. Od radości do 
pełnego   euforii   oczekiwania.   Na   co?   Zaczerwieniłam   się   na   samą   myśl. 
O Matko!   Nie   umiem   myśleć   o   niczym   innym?   I   ten   jego   głos…   Pełen 
obietnic   i   jeszcze   czegoś…   Sama   nie   wiem.   Niepokoju?   Jakby   to   było 
fizycznie możliwe, że zniknę? Wykluczone! Za żadne skarby świata!

Głośno zaś Michał powiedział:

194 | 

S t r o n a

background image

– Zaraz wracam. – I zniknął na schodach.

Spojrzałam na towarzyszącą mi parę. Od razu do plejady uczuć dołączyło 
zażenowanie. Weronika patrzyła na mnie z pełnym zadowolenia uśmiechem, 
a Tomek… Zabiję go! Z kpiącym grymasem na twarzy. Nawet nie musiałam 
się długo zastanawiać, co też chodzi mu po głowie, bo od razu się odezwał:

–   No   to   jak,   Młoda?   –   Zapowiadała   się   przednia   zabawa!   Dla   niego 
oczywiście! – Warto było przyjechać, no nie? Fajnie było? 

Czerwona jak burak, bąknęłam żeby się ode mnie odwalił, ale on oczywiście 
nie miał zamiaru przestać. Jakoś wcale mnie to nie zdziwiło. Miałby odpuścić 
sobie taką rozrywkę? Nigdy w życiu!

– No nie bądź taka – drażnił się ze mną. – Zdradź choć rąbek tajemnicy…

– Tomek… – wtrąciła się Weronika.

– Nikuś – spojrzał na nią rozbawiony. Mojej uwadze nie umknął jednak błysk 
czułości w jego oczach, gdy na nią patrzył. – Jestem starszym bratem, tak? 
Chyba   wiec   powinienem   bronić   czci   i   godności   siostry   –   zachichotał, 
wracając wzrokiem do mnie.

–  Trochę   już   na  to   za   późno   –  bąknęłam   pod   nosem   i   zanim   zdążyłam 
wymyślić, czym by mu się odgryźć, dodał:

– Zanim sprowadzi cię na złą drogę. – Teraz śmiał się już pełną gębą.

–   Nie   zapominaj,   kochanie   –   przyszła   mi   z   pomocą   moja   niezastąpiona 
przyjaciółka – że sam ją na tę drogę pchnąłeś. – Teraz ona zachichotała. – 
A przynajmniej… tak to z perspektywy wygląda.

– No wiesz? Nie rób ze mnie swatki – mówił obrażonym głosem, ale gdzieś 
pod nim czaił się powstrzymywany rechot.

–   Raczej   alfonsa…   –   Nie   umiałam   inaczej   zareagować   i   parsknęłam 
histerycznym śmiechem.

195 | 

S t r o n a

background image

Weronika spojrzała na mnie zdziwiona. Chyba troszkę mnie nie poznawała. 
A ja rozkręcałam się coraz bardziej.

– Nigdy bym cię o to nie podejrzewała – rzuciłam z przekąsem, a po chwili 
dodałam: – że zostaniesz naganiaczem.

Teraz to Tomek się zdziwił. 

– Nieźle! Domorosła swatka i naganiacz! – Jego to chyba nic na długo nie 
zbije   z   tropu.   –   Może   założymy   rodzinny   biznes.   „Parowanie 
niesparowanych i ośmielanie nieśmiałych”.

– Rewelacja! A może od razu usługi towarzyskie i łóżkowe. – Czy to ja 
powiedziałam?

– Ohoho! Młoda! Nieźle! – Nadal się ze mnie śmiał. Cholera! – Pokazujesz 
pazurki! A może dorastasz?

– Ty za to nigdy nie dorośniesz! – warknęłam zirytowana.

Na tym zakończył się nasz bezsensowny pojedynek na słowa. Wrócił Michał. 
Położył nasze kurtki na oparciu krzesła i pomógł mi wstać. Spojrzał na moje 
pałające   czerwienią   policzki   i   mojego   wielce   rozbawionego   brata.   Przez 
twarz przemknął mu dziwny grymas. Był zły? Szybko jednak rozchmurzył 
się, nawet lekko uśmiechnął.

– Znowu dokuczasz siostrze?

–   Przybył   rycerz   w   lśniącej   zbroi!   –   Wybuchnął   śmiechem   Tomek, 
a przenosząc spojrzenie na mnie, dodał: – Na białym rumaku?

–   Czarnym   mechanicznym   –   wyszczerzyłam   się.   –   Zazdrościsz?   –   A   do 
Michała powiedziałam: – Dokąd idziemy?

–   Zobaczysz!   –   Tajemniczy   uśmiech   zagościł   na   jego   twarzy.   Aż   się 
zagapiłam. Był taki piękny! Nigdy się chyba do tego nie przyzwyczaję!

– Zaczekaj chwilkę. – Trochę się wstydziłam, głównie widowni, ale stanęłam 
na   palcach   i   pocałowałam   go   delikatnie.   A   przynajmniej   miałam   taki 

196 | 

S t r o n a

background image

zamiar… Michał jednak, gdy tylko poczuł moje usta na swoich, złapał mnie 
w pół, mocno przytulił i pocałował. Namiętnie, zaborczo i… Ugięły się pode 
mną   nogi.   Zapomniałam   co   chciałam   powiedzieć,   co   zrobić.   Na   chwilę 
zapomniałam   nawet,   gdzie   jestem   i   że   nie   jesteśmy   sami.   Po   prostu 
zapomniałam o całym świecie. W jego ramionach!

Gdy w końcu mnie puścił, zastanawiałam się przez chwilę: Co też to ja 
miałam…? Acha! Iść na górę!

–   Zaraz   wracam   –   powiedziałam   z   uśmiechem,   głos   miałam   lekko 
schrypnięty z emocji. Jeden pocałunek, a ja nie panuję nad ciałem i umysłem, 
a na dodatek nad głosem też nie. Ładne rzeczy!

Wychodząc z pokoju, a raczej wybiegając (bo chciałam jak najszybciej wrócić 
do mojego chłopaka – kochanka, księcia z bajki, ukochanego – wszystko 
i jeszcze więcej!) prawie wpadłam na… Jacka. Co on tutaj robił? Wyglądało 
to tak, jakby stał pod drzwiami. Intensywnie  się nad czymś zastanawiał, 
widać to było na jego twarzy.

– Szybka jesteś!

Nie bardzo wiedziałam, co ma na myśli. Nie chodziło mu przecież o to, że 
wypadłam z pokoju jak burza. Musiało mu chodzić… o Michała! Czyżby 
kumpel brata miał do mnie żal? Tego się obawiałam. Ale przecież Wanda… 
Przygruchał sobie laskę i ma zamiar robić mi wyrzuty? Faceci są jednak 
pokręceni!

– O co ci chodzi?  – powiedziałam  to bardziej  nieprzyjaznym  tonem niż 
zamierzałam.

– O co? – Dlaczego dopiero teraz zauważyłam, że jest jakiś taki, sama nie 
wiem, odpychający? – Zrobiłaś ze mnie wała, a teraz z nim… – Zabrakło mu 
chyba słów. A może specjalnie urwał dla lepszego efektu?

– Nie twoja sprawa! – Nie chciałam z nim rozmawiać, a już szczególnie 
o Michale i tym co nas łączy.

197 | 

S t r o n a

background image

– Właśnie, że moja! – Przysunął się bliżej.

Za plecami miałam ścianę i zamknięte drzwi, a przed sobą coraz bardziej 
niepokojącego mnie chłopaka. Bałam się go? Chyba zaczynałam! Niedobrze! 
Nie miałam dokąd uciec. Stałam wiec, próbując nie okazywać strachu. Nie 
było to łatwe, stał stanowczo za blisko! Patrzył na mnie z gniewem w oczach 
i okropnym grymasem na twarzy. Jak ja mogłam pomyśleć kiedykolwiek, że 
jest przystojny i całkiem miły? Chyba zgłupiałam! A może to było w innym 
życiu? Tak, w innym! Przed Michałem!

Zebrałam się na odwagę i patrząc mu prosto w oczy, spytałam:

– Czego ode mnie chcesz?

Przysunął   się   jeszcze   bliżej.   Poczułam   jego   oddech.   Nie   był   przyjemny. 
A może tylko tak mi się wydawało? Na pewno nie miałam ochoty patrzeć na 
niego z takiej odległości. Zdałam sobie sprawę, że w ogóle nie mam ochoty na 
niego patrzeć.

– Domyśl się – powiedział z obleśnym uśmieszkiem.

– Przepuść mnie! – Teraz to już się go bałam. Otwarcie i szczerze. Kto to jest? 
Dlaczego wcześniej tego nie zauważyłam?

– Ani myślę! – Gwałtownie mnie chwycił i przysunął twarz tak blisko, że 
prawie stykaliśmy się nosami. 

– Puść mnie – wyszeptałam błagalnie. Nie miałam siły ani odwagi mówić 
głośniej.   Bałam   się.   Co   by   zrobił   Michał,   gdyby   nas   teraz   zobaczył, 
przemknęło mi przez myśl. Ogarnęło mnie przerażenie. 

– To co? Zabawimy się? – Owiewał mnie jego odrażający oddech.

– Puść mnie! – Teraz to już prawie płakałam. Trzymał mnie tak mocno, że 
nie mogłam się ruszyć. Nie byłam w stanie nic zrobić.

– Skoro dałaś pierwszemu lepszemu. – Był taki obleśny, że aż zatrzęsłam się 
z obrzydzenia. – To może dasz i mi?

198 | 

S t r o n a

background image

– Chyba, że w mordę! – Na te słowa podskoczyliśmy oboje.

Odwróciłam głowę, on zresztą też, ale mnie nie puścił.

– Chyba się trochę zagalopowałeś, chłopie – powiedział zimno Tomek.

Weronika stała obok niego z przerażeniem na twarzy.

– Tomuś! No co ty? – odpowiedział mój prześladowca z uśmiechem. – Tak tu 
sobie miło gawędzę z twoją siostrzyczką, prawda? – zwrócił się do mnie, ale 
ja nie patrzyłam na niego.

– Tomek… – powiedziałam błagalnie. Więcej nie byłam w stanie.

– Natychmiast ją puść! – warknął mój brat.

Jacek niechętnie spełnił jego… prośbę? Rozkaz?

Natychmiast   podbiegłam   do   moich   wybawców.   Weronika   mocno   mnie 
przytuliła, a potem spojrzała na swojego chłopaka i szepnęła cicho:

– Ona cała drży! Zrób coś!

Zareagował   natychmiast.   Podszedł   do   Jacka,   bardzo   blisko,   stanął 
z założonymi rękami i tonem, którego chyba nigdy u niego nie słyszałam, 
cicho powiedział:

– Zajmij się lepiej swoją panią! – Zgrzytnął zębami? – A od Młodej się odwal! 
Rozumiesz?

– Tomek! Coś ty?

Więcej nie zdążył.

– Dwa razy nie będę powtarzał! Zrozumiałeś?

– Tak – wydusił  z siebie. Zrobił się nagle jakiś taki malutki.

– Jeśli jeszcze raz się do niej zbliżysz, nie będę już taki miły. Łapiesz?

– Tak – rzucił szybko, nie czekając tym razem na zachętę.

199 | 

S t r o n a

background image

– To się chyba zrozumieliśmy? – warknął Tomek. – A teraz spadaj!

Posłuchał. 

– Dziękuję – bąknęłam do brata. – Ja naprawdę…

– Myślałem, że już mu przeszło – przerwał mi. – Jak powiedział, że jedzie 
z dziewczyną   to   myślałem,   że   nie   będzie   odpierdalał.   Troszkę   się   chyba 
jednak pomyliłem.

– Ale ty masz kumpli! – Pokręciła z niedowierzaniem głową Weronika.

–   Nie   przypuszczałem,   że   jest   do   tego   zdolny   –   tłumaczył   się   jak   małe 
dziecko. – Naprawdę się nie spodziewałem.

O   mnie   to   chyba   zapomnieli.   Kiedy   jednak   pociągnęłam   nosem,   Tomek 
odwrócił głowę.

– Jak się czujesz?

– Już lepiej – odpowiedziałam niepewnie i spojrzałam mu w oczy. – Dziękuję. 
Nie wiem, co by było, gdybyś…

– Daj spokój! – Był chyba trochę skrępowany całą tą sytuacją. A może czuł się 
winny? – Najważniejsze, że nic się nie stało.

– Tak – powiedziałam cichutko.

– A teraz leć do tego swojego królewicza. – No tak! To był Tomek, jakiego 
znałam. Wrócił mu humor i musiał się ze mnie pozbijać. A może chciał mi 
poprawić nastrój? Nie, to by było za dużo cudów jak na jeden raz! – Siedzi 
tam na dole jak na szpilkach!

– Nic mu nie mówcie, dobrze?

 – A co? Typ chojraka? – zaśmiał się brat-kameleon.

– Lepiej tego nie sprawdzać – powiedziałam, nie chcąc wszczynać dyskusji na 
temat wybuchowego charakteru mojego chłopaka.

200 | 

S t r o n a

background image

–   Ok   –   odpowiedziała   Weronika.   –   Baw   się   dobrze!   –   Uśmiechnęła   się 
szeroko. – Zobaczymy się później!

Zbiegłam   po   schodach   i   podeszłam   do   Michała.   Sama,   zaskoczona   swoją 
odwagą, zarzuciłam mu ręce na szyję i mocno się do niego przytuliłam. Nie 
bronił się. Objął mnie i staliśmy tak przez chwilę w milczeniu. 

– Coś się stało? – Usłyszałam troszkę później jego zaniepokojony głos.

–   Nie!   Dlaczego?   –   Podniosłam   głowę   i   spojrzałam   w   ukochaną   twarz. 
Martwił się. No tak! To nie było moje normalne zachowanie. Za dobrze mnie 
zna,   pomyślałam.   Rozczuliłam   się   jednak   okrutnie,   więc   dodałam:   – 
Tęskniłam za Tobą!

–   Na   pewno   nie   tak   jak   ja   za   Tobą!   –   Jak   to   jest,   że   zawsze   znajdzie 
najwłaściwsze słowa? Takie, których potrzebuję! Jak tu go nie kochać?

Nie miałam szans na dłuższe rozważania, ponieważ Michał pochylił głowę 
i już   po   chwili   nie   myślałam   o   niczym.   Tylko   o   jego   czułych   ustach, 
zniewalającym zapachu i silnych ramionach.

201 | 

S t r o n a

background image

25.

Niespodzianki… No cóż, chyba je polubię! Zanim jednak dowiedziałam się, 
co też Michał kombinuje, mocno nadszarpnęłam jego cierpliwość. A moja 
ciekawość?   Cóż!   Maruda   to   ze   mnie   niezgorsza!   Boże,   jak   ja   go 
maltretowałam. Kto inny już dawno  by mnie huknął…  No może trochę 
przesadziłam, ale wkurzyć się na mnie miał pełne prawo. A on nic! Siła 
spokoju!

– Powiedz, powiedz – jęczałam całą drogę. – Proszę!

– Nie ma mowy! – Patrzył na drogę, ale śmiał się ze mnie, a raczej z mojej 
niecierpliwości. – Niespodzianka to niespodzianka.

– Proszę… – podlizywałam się na maksa i nic. Zero efektu. Był odporny, czy 
co?

– W życiu!

– To powiedz chociaż, gdzie jedziemy? – Próbowałam okrężną drogą.

– Nie! – westchnął ciężko. – Zaraz wszystko zepsujesz.

– Coś mi jednak mógłbyś powiedzieć. – Ostatnia próba! – Zdradź choć rąbek 
tajemnicy. Proszę.

–   Dobrze!   –   Zerknął   na   mnie   i   uśmiechnął   się   łobuzersko.   –   Mogę   ci 
powiedzieć, że będzie to coś cholernie romantycznego.

  – Romantycznego? – Niewiele mi to dało, ale za to zastanowiło mnie co 
innego. – Dużą masz w tym wprawę? – zapytałam i ogromnie ciekawiła mnie 
odpowiedź.

–   Nie   za   bardzo.   –   Typowe.   Zawsze   twierdzi,   że   jest   w   czymś   kiepski, 
a potem okazuje się, że to tylko skromność. Drążyłam więc dalej:

– Na pewno?

202 | 

S t r o n a

background image

–   Maleńka,   naprawdę!   Nie   miałem   okazji   tego   popraktykować,   więc   nie 
jestem zbyt dobry w te klocki.

– Zawsze tak mówisz, a potem okazujesz się świetny.

–   Idealizujesz   mnie   –   powiedział,   ale   na   jego   ustach   pojawił   się   szeroki 
uśmiech.

Czyżbym połechtała jego próżność?

Jak  przypuszczałam,  okazało   się,  że miałam  całkowitą  rację!  Mój  idealny 
mężczyzna!   Czym   ja   sobie   zasłużyłam?   Gapiłam   się   właśnie   na   niego 
i rozważałam różnicę między jawą a snem… Bo to musiał być sen! Takie 
rzeczy nie zdarzają się w prawdziwym życiu. A już na pewno nie takim 
dziewczynom   jak   ja…   Miałam   nieodpartą   potrzebę   szczypania   się   na 
potwierdzenie realności sytuacji. Doszłam jednak do wniosku, że siniaki nie 
są   najciekawszym   pomysłem.   Jemu   na   pewno   nie   spodobałyby   się   te 
dodatkowe „ozdobniki” na moim ciele. Tylko to mnie powstrzymało przed 
upewnianiem się, że to nie sen. Świruję! Postrzegam siebie przez pryzmat 
jego potrzeb i chęci. Tak! Dokładnie tak jest. Liczy się tylko on! Michał!

Patrzyłam   na   niego   z   uwielbieniem.   Na   piękną,   ukochaną   twarz,   silne, 
a jednak niesamowicie delikatne ręce, którymi teraz sprawnie otwierał wino. 
Ja jednak mogłam myśleć tylko o tym, co te dłonie wyrabiały z moim ciałem, 
jak  mnie  dotykały,  obejmowały,  pieściły.  A   jego  usta…  Najcudowniejszy 
afrodyzjak na świecie! Zadrżałam.

– Zimno ci? – Podniósł głowę i z troską spojrzał mi w oczy. – Może to nie był 
najlepszy pomysł…?

– Nie, nie! – Otrząsnęłam się natychmiast z rozmarzenia. – Ja tylko… To 
znaczy… – Cholera, przyłapana na gorącym uczynku, jak zawsze się jąkam. 
Weź się w garść! Natychmiast! – Jest idealnie.

– Wcale nie. – Uśmiechnął się łobuzersko.

203 | 

S t r o n a

background image

– Nikt nigdy nie zrobił dla mnie czegoś takiego – zapewniłam z wypiekami 
na twarzy. – Piknik na łące… to coś, co oglądałam tylko w filmach, a i tam 
nigdy nie było tak… – szukałam odpowiedniego słowa – idealnie!

Odstawił butelkę i wyciągnął rękę.

– Chodź do mnie!

Posłusznie przysunęłam się bliżej. 

– Kilka szczegółów bym zmienił – powiedział, a zaraz potem poczułam jego 
usta na swoich.

– Tak? – Tylko tyle zdołałam wykrztusić.

Dłonie Michała niespiesznie powędrowały pod mój sweter. Przysunęłam się 
jeszcze bliżej. Instynktownie lgnęłam do niego. Dotykał mnie przez ubranie, 
a moja wyobraźnia pracowała na pełnych obrotach. Zaczerwieniłam się.

– Trochę zimno…

Czy on sobie kpił? Było mi gorąco. Nawet bardzo. Jego ramiona pod żadnym 
pozorem nie pozwalały mi zmarznąć.

– Wcale – wyszeptałam.

– Naprawdę? – Delikatnie muskał ustami moją szyję, a ja rozpływałam się 
z przyjemności.

– Tak – odpowiedziałam z ogromnym przekonaniem.

– W takim razie… – przerwał, całując mnie coraz intensywniej. Przechylił 
mnie   lekko   do   tyłu,   po   czym   delikatnie   położył   na   kocu.   –   Może… 
Moglibyśmy… – Był tuż obok mnie. – Tylko troszeczkę.

Boże!   Czy   on   chce?   Nie   mogłam   logicznie   myśleć.   Nie   byłam   w   stanie. 
Przecież ktoś mógł nas zobaczyć. Byliśmy na odludziu, ale jednak…

– Michał – wyszeptałam zdławionym głosem.

204 | 

S t r o n a

background image

– Tak, Maleńka? – zamruczał.

– Ktoś może…

– Nikogo tu nie ma. – Jego ręce dotarły do nagiej skóry. Miał takie ciepłe 
dłonie i takie elektryzujące. Tak! Prąd przepływał przeze mnie. I to ogromne 
napięcie domagające się rozładowania. Co on ze mną wyrabia?

– Ale… – Myślałam gorączkowo, co mam powiedzieć, co zrobić. Przecież nie 
możemy! Nie tutaj! Mam jednak tak słabą wolę. Przy nim! Ostatkiem sił 
wydusiłam: – Mieliśmy jeść…

– Mam ochotę – wyszeptał w moje usta – tylko na ciebie.

Potem już nie rozmawialiśmy. Przez bardzo długą chwilę nie mogłam skupić 
się na sformułowaniu  żadnej  logicznej  myśli.  Druga  rzecz, że  przestałam 
nawet próbować. Oddałam się całkowicie przyjemności. Pieszczocie jego rąk 
i   ust.   Taka   cudowna   delikatność!   Nie   było   w   tych   pocałunkach   nic 
gwałtownego. W jego dotyku – żadnej niecierpliwości. Tylko niesamowita 
czułość i powolna tortura. 

– Michał! – Nie poznałam swojego głosu.

Podniósł głowę i popatrzył mi głęboko w oczy.

– Wszystko – zamruczał – czego zapragniesz.

Odurzona tymi słowami, zapomniałam, co chciałam powiedzieć. Jak on to 
robił? Przy nim byłam taka bezwolna.

– Wracajmy – udało mi się wykrztusić.

– Do domu? – zapytał, choć znał odpowiedź. Widziałam to w jego oczach. 

–Wiesz dokąd…

I wróciliśmy!

Wieczorem, w pełnym składzie, siedzieliśmy na drewnianych ławach przy 
długim stole zastawionym lokalnymi trunkami. 

205 | 

S t r o n a

background image

Byłam bardzo ciekawa tych specjałów. Weronika też nie marudziła, tylko ten 
straszny babsztyl kręcił nosem. Jakie to typowe! Wielka gwiazda nie chciała 
się   bratać   z   motłochem.   Zresztą   odstawała   od   towarzystwa   nie   tylko 
preferencjami alkoholowymi. Ubrała się jak na rozbieraną randkę, gdy my 
(pozostałe przedstawicielki  płci tzw. pięknej) wyglądałyśmy po prostu na 
dziewczyny, które przyszły na piwo. Wymalowała się jak do nocnego klubu 
i obwiesiła złotem niczym choinka. Czy ona nie pomyliła czasem bajek?

Wszyscy zgodnie twierdzili, że chyba tak. Nikt jednak nie powiedział tego 
głośno. Ja postanowiłam dzielnie ją ignorować. Weronika patrzyła na nią 
z politowaniem,  wiec  chyba też  miała  podobny  zamiar  co  ja. Tomek już 
ostrzył   pazurki,  żeby  rozwinąć   swój  talent  kpiarza,  a  Michał  z początku 
zaciskał ze złością zęby. Potem jednak rozluźnił się. Myślę, że doszedł do 
wniosku, że nie warto przez taką…, właśnie przez taką, psuć sobie humoru. 
Jakie to dojrzałe z jego strony! Pozostali nie zwracali zupełnie uwagi na naszą 
gwiazdę,   poza   Jackiem,   który   nadskakiwał   jej   okrutnie.   To   było   raczej 
zabawne. Po prostu trząsł się nad nią jak stara kwoka, gotowy spełnić każdą 
jej zachciankę. 

Dużo, dużo później… Kilka butelek i kufli później… Towarzystwo mocno 
„zmiękło”.   Pofolgowaliśmy   sobie   i   tyle.   Było   wesoło   i   głośno.   Chłopaki 
przekrzykiwali się, opowiadając wiele historyjek ze swojej bujnej przeszłości. 

Pierwszeństwo   w   tych   pijackich   wynurzeniach   należało   oczywiście   do 
Wojtasa, Marco i Jacy. Powoli przyzwyczajałam się do tych (dziecinnych 
moim   zdaniem)   ksyw.   Skoro   jednak   im   tak   pasowało,   postanowiłam   nie 
wyłamywać się i też tak ich nazywać. 

Śmiałam się z ich przygód, ale miałam coraz większą ochotę pożegnać to 
wesołe towarzystwo. Spojrzałam na Michała, który nie spuszczał ze mnie 
roześmianego   wzroku.   Cudownie   się   czułam   w   jego   towarzystwie. 
Cokolwiek byśmy, nie robili było wspaniale. Jednak… Jutro mieliśmy wracać 
do domu. Ta nieskrępowana swoboda i wolność się skończy! Wrócimy do 
naszych ról, naszych domów i łóżek. Zadrżałam. Tak będzie mi strasznie 
brakowało… Zaczerwieniłam się. Wielu rzeczy!

206 | 

S t r o n a

background image

Przypomniałam   sobie   nasz   powrót   z   pikniku.   Chyba   trochę   nieudanego 
pikniku, zważywszy, że nie przełknęłam ani kęsa z kupionych przez Michała 
wiktuałów. Nie spróbowałam też wina, które zdążył tylko otworzyć, ale nie 
żałowałam. Zaczerwieniłam się jeszcze bardziej. Za to spróbowałam czegoś 
innego! 

Gdy tylko zamknęły się za nami drzwi naszego pokoju, Michał zamienił się 
w wygłodzonego   człowieka   pierwotnego.   Tylko   takie   porównanie 
przychodzi   mi   do   głowy.   Przycisnął   mnie   do   drzwi   i   zgniótł   moje   usta 
w namiętnym pocałunku. Byłam lekko zdziwiona, ale nie bałam się. Wręcz 
przeciwnie. Ta gwałtowność wywoła we mnie jeszcze większe pożądanie. 
Tak! Ja też nie chciałam już dłużej czekać. To takie niepodobne do mnie. 
Postanowiłam jednak w tym momencie się nad tym nie zastanawiać. 

Michał pospiesznie mnie rozbierał, całując tak, że brakowało mi tchu. Ja 
radziłam sobie z pozbywaniem się jego ubrania dużo gorzej, ale się starałam. 

Do   łóżka   dotarliśmy   całe   wieki   później.   Zanim   to   jednak   nastąpiło… 
Odleciałam w jego ramionach. Jego dłonie, usta, ciało – zahipnotyzowały 
mnie! Jak on to robił, że za każdym razem było coraz lepiej. Lepiej? Nie! To 
niewystarczające   określenie.   Cudownie!   Fantastycznie!   Omdlewająco!   Nie 
potrafiłam się nacieszyć tym nowo odkrytym światem doznań. 

Gdy  mnie dotykał,  całował, pieścił, stawałam się po prostu  kimś innym. 
W jego   ramionach   nie   czułam   nieśmiałości,   zażenowania,   wstydu,   tylko 
niepohamowaną   potrzebę   i   niezaspokojone   pragnienie.   Pragnienie,   które 
kazało mi odpowiadać na jego pieszczoty, obdarowywać go równie namiętnie 
jak on mnie. Skąd to się wzięło? Taka śmiałość! Szał! To takie niesamowite. 

Wziął   mnie   szybko   i   gwałtownie.   Opierając   o   ścianę,   opleciony   moimi 
nogami. Potem zaniósł mnie do łóżka, tuląc mocno.

– Maleńka. – Czyżby w jego głosie brzmiało poczucie winy? – Wszystko 
w porządku?

207 | 

S t r o n a

background image

Leżałam   przytulona   do   Michała,   z   twarzą   na   jego   piersi.   Wyczerpana 
i szczęśliwa. Podniosłam głowę, patrząc mu prosto w oczy.

– Nie mogłoby być lepiej.

– Ja nie chciałem – zamruczał. – To znaczy… Przepraszam, że byłem taki…

– Jaki? – Uśmiechnęłam się, czekając na ciąg dalszy. Nie powiem, odczułam 
satysfakcję, że chociaż raz to on czuje się zażenowany.

– Dobrze wiesz – mówił powoli, gładząc mnie po plecach.

– Wcale! – Czy ja się z nim droczyłam? Nieprawdopodobne.

Leżałam naga w jego ramionach. Tuż po dzikim seksie. I się z nim droczyłam. 
Czy to jeszcze jestem ja? Czy może mnie podmienili?

Michał  przeturlał  się,  przyciskając  mnie  do materaca  swoim  ciałem.  Ten 
słodki ciężar wywołał we mnie nową falę przyjemności. Poczuć to jeszcze 
raz. Czy można tak znów i znów? Oj! Uzależniam się! Niedobrze.

– Mała dzikuska z ciebie – powiedział drżącym głosem. – Naprawdę nie jesteś 
na mnie zła?

– A za co miałabym być zła? – Próbowałam się uśmiechnąć, ale czując jego 
ciało, znów gotowe, nie potrafiłam. – Ja…

– Ciiii – zamruczał. – Teraz się tobą zajmę jak należy.

Zadrżałam. Jak należy? To znaczy? To moje ostatnie rozsądne myśli. Potem 
czułam już tylko jego usta i dłonie.

Z   tych   ekscytujących   wspomnień   wyrwało   mnie   zamieszanie   i   wysoki 
świdrujący pisk.

Michał ścisnął mnie za rękę. O co chodzi? Wróciłam do rzeczywistości i po 
chwili zorientowałam się w czym rzecz.

Wanda wymachiwała rękami i wrzeszczała na Jacka, który nie pozostawał jej 
dłużny.   Jaki   wstyd!   Wszyscy   w   tej   małej   piwiarni   patrzyli   na   nas. 

208 | 

S t r o n a

background image

Z politowaniem, zażenowaniem. A niektórzy oczywiście ze złością. No tak! 
Jak można zakłócać w tak brutalny sposób taki miły, leniwy wieczór? No jak?

– Ślinisz się na tę małą jak… Jak… – Zabrakło jej słów, albo była po prostu 
zbyt pijana. – Zabierz łapy!

– Tak? – Jacek był nie mniej nawalony, w dodatku wściekły jak osa. – A ty to 
lepsza?

– Zamknij się!

– Właśnie, że nie – wypluł z siebie. – Niech wszyscy się dowiedzą, po co tu 
przyjechałaś.

– Zamknij się, powiedziałam – syknęła na niego jak jadowity wąż.

– Ani myślę – wrzasnął, cudem unikając jej ostrych szponów. – Ja się ślinię? 
Dobrze! – Obleśny uśmieszek przemknął mu przez twarz. – A twoja chcica 
na tego gogusia? To niby lepsze?

Spojrzałam na Michała. Zaciskał zęby i naprawdę się wkurzył. No tak! To nie 
było wymarzone zakończenie wieczoru.

Wstałam, pociągając go za rękę.

– Wychodzimy. – Spojrzałam na Weronikę i Tomka. – Idziecie?

– Tak, jasne – szybko odpowiedziała moja przyjaciółka. Szok na jej twarzy 
jeszcze   nie   zniknął,   ale   już  się   trochę   otrząsnęła   i  mówiła   spokojnie   jak 
zawsze.

Mój uroczy braciszek za to miał chyba inne plany.

–   No   co   wy?   –   Był   taki   zadowolony,   że   ja   nie   mogę.   –   Opuścić   takie 
przedstawienie? Nigdy w życiu!

– Tomek! – Weronika spojrzała na niego tylko raz. – Proszę.

– Dobrze. – Posmutniał, ale szybko wstał, pomagając jej również podnieść się 
od stołu. – Dla ciebie wszystko. Idziemy.

209 | 

S t r o n a

background image

I właśnie w tym momencie dosięgły mnie szpony wstrętnej zołzy. Zajęta 
naszą czwórką nie zauważyłam wściekłego spojrzenia Wandy, ściskając dłoń 
Michała, próbowałam przecisnąć się między stolikami. Nagle pojawiła się tuż 
obok mnie. Jej oczy lśniły szaleństwem. Michał zasłonił mnie swoim ciałem, 
ale   zdążyła   złapać   mnie   za   rękę   i   wbić   swoje   kilometrowe   pazury, 
pozostawiając trzy szramy. Jak po wściekłym kocie, przemknęło mi przez 
myśl. 

210 | 

S t r o n a

background image

26.

Cholerna szara rzeczywistość! 

Nasz   wspólny   wyjazd   wydaje   mi   się   teraz   jak   odległy   sen!   Piękny, 
ekscytujący, ale tylko sen. To, co przeżyłam… Czego doświadczyłam… Oj! 
Nie mogę o tym myśleć! Lepiej nie! Tylko ten sobotni wieczór… ale o tym 
też nie chcę w tej chwili myśleć!

W domu mama od razu zagoniła mnie do spania. Typowe! Jutro szkoła i takie 
tam. Będąc grzeczną córeczką, posłusznie spełniłam polecenie. Leżałam teraz 
w   łóżku   i   gapiłam   się   w   sufit.   Jak   ja   mam   dalej   funkcjonować   po   tym 
szalonym weekendzie? Jak wrócić do codzienności? Po tym, co odkryłam 
w ramionach Michała? Czy to się w ogóle naprawdę wydarzyło? Gdy zniknął 
z zasięgu mojego wzroku (i rąk), nie byłam już tego taka pewna. A to nasze 
pożegnanie…

Podrzuciliśmy   Weronikę,   a   potem   czarna   beemka   stanęła   przed   moim 
blokiem. I wtedy dotarło do mnie, że to koniec… Ekscytująca przygoda się 
skończyła! A teraz… Co teraz? Jak to będzie dalej? Cały ten wypad wydał mi 
się całkowicie nierealny. I taki odległy. Jakby dotyczył kogoś innego. I jakby 
wydarzył się całe wieki temu.

– Maleńka? – Usłyszałam cichy głos. Mój ulubiony głos.

Podniosłam   głowę,   rozejrzałam   się   lekko   nieprzytomna   jak   człowiek 
obudzony ze snu. Tomka nie było już w samochodzie. Spojrzałam w piękne 
zielone oczy, teraz lekko zaniepokojone.

– Co się dzieje, kochanie? – Dotknął mojego policzka. – Czym się martwisz?

I nikt mi nie wmówi, że on nie jest medium!

– Ja… – Czy powinnam mu powiedzieć? Chyba nie! Zresztą spaliłabym się ze 
wstydu. Robić „to”, a o tym mówić, to dwie różne rzeczy. Przynajmniej dla 
mnie! – Nic, po prostu żal mi, że ten weekend już się skończył. – To była 
prawda, uniknęłam tylko krępujących szczegółów.

211 | 

S t r o n a

background image

–   Chodź   tu   do   mnie   –   wyszeptał,   przytulając   mnie   i   sadzając   sobie   na 
kolanach. – Będzie jeszcze wiele takich chwil. Zobaczysz!

Tak bym chciała! Teraz mogłam myśleć tylko o tym, że muszę się z nim 
rozstać. Że tę noc spędzę sama! Jestem szalona! A raczej napalona! To na 
pewno!

– Tak – szepnęłam tuż przed tym, gdy nasze usta się spotkały. 

Michał   całował   mnie   delikatnie   i   czule,   ale   ja   chciałam   czegoś   więcej. 
Zatonąć w jego ramionach i poczuć to jeszcze raz. I znów. Zarzuciłam mu 
ręce   na   szyję   i   mocno   się   do   niego   przytuliłam.   Zrozumiał   moją   niemą 
prośbę. Przyciągnął mnie jeszcze bliżej i pogłębił pocałunek. Dotykał mnie… 
Jak on mnie dotykał? Rozpływałam się pod jego dłońmi. 

Ciszę przerwało pukanie w szybę. Zesztywniałam i próbowałam się odsunąć. 
Mój wierny towarzysz – wstyd – postanowił powrócić! Michał jednak nie 
wypuścił mnie z ramion i szepnął mi do ucha:

– Nie uciekaj ode mnie.

–   Dzieciaki,   dość   tych   czułości.   –   To   oczywiście   Tomuś   wsadził   łeb   do 
samochodu i drwił sobie ze mnie jak zawsze. – Bo wylądujecie zaraz na 
tylnym siedzeniu.

– Bardzo zabawne – warknęłam w odpowiedzi, zanim mój chłopak zdążył 
zareagować.

–   To   wcale   nie   miało   być   zabawne.   –   Jego   słowom   przeczył   chichot 
wydobywający się z gardła. – Jest cholernie późno! Matka się wścieknie! – 
Jeśli to w ogóle możliwe, złośliwy uśmiech jeszcze się poszerzył. – A ja nie 
mam ochoty patrzeć, jak oddajecie się cielesnym uciechom.

– Nie przesadzasz troszeczkę? – Tym razem Michał się nie powstrzymał, 
znałam   go   już   z   tej   strony   i   usłyszałam   skrywaną   nutę   złości 
w wypowiedzianych słowach. – Daj spokój!

212 | 

S t r o n a

background image

– Ok! Bez urazy, Michał. – To bardzo dziwne, ale mój brat naprawdę czuł coś 
na kształt respektu. – Poważnie, jestem padnięty i chcę już uwalić się do 
wyra, a bez niej nie mogę się pojawić na chacie. Rozumiesz chyba?

– Jasne! – westchnął ciężko. Czy jemu też trudno się ze mną rozstać? – Daj 
nam pięć minut.

–  Tylko   bądźcie   grzeczni…   –  Zamierzał   powiedzieć   coś   jeszcze,   ale   pod 
wpływem   piorunującego   spojrzenia   zielonych   oczu   przerwał.   Po   chwili 
dodał: – Czekam na klatce! Pięć minut!

Gdy tylko zniknął, Michał przyciągnął mnie bliżej, a ja schowałam twarz 
w zagłębieniu jego szyi. Tak bardzo już za nim tęskniłam. Jak mam się z nim 
rozstać? No jak?

– Za parę godzin się zobaczymy…

– Dopiero jutro! – wyrwało mi się, zanim pomyślałam, co mówię.

– Maleńka, wiem do czego zmierzasz – wyszeptał mi do ucha. – Ale to nie 
miejsce ani czas.

Zarozumialec! Zawstydziłam się po same koniuszki włosów. Odsunął się ode 
mnie i spojrzał mi w oczy.

– Nie wstydź się. – I on myślał, że to zadziała. Byłam czerwona jak burak. – Ja 
też tego pragnę.

Spuściłam  wzrok  i zauważyłam,  że nie  kłamał. O cholera!  Przed  oczami 
miałam niezaprzeczalny dowód. Jeśli można odczuwać większe zażenowanie 
niż ja przed chwilą, to tak się właśnie w tym momencie stało. 

– Ktoś tu musi zachowywać się odpowiedzialnie i dorośle – dodał. No tak, ja 
byłam po prostu napaloną małolatą, która odkrywszy jak się bawić w te 
klocki, nie miała dość. Żenujące. – I chyba padło na mnie! – zaśmiał się, ale 
czułam w tym śmiechu coś… czy ja wiem? Gorycz?

Podniósł moją twarz i ponownie spojrzał mi głęboko w oczy.

213 | 

S t r o n a

background image

– Uśmiechnij się. – Próbowałam spełnić jego prośbę, ale chyba z marnym 
skutkiem. – I pocałuj mnie. – Chciałam spuścić głowę, ale mi na to nie 
pozwolił. Kąciki jego ust uniosły się nieznacznie i wyszeptał wprost w moje 
usta: – No to ja pocałuję ciebie!

I to zrobił. Jeszcze jak to zrobił…!

Na samo wspomnienie zalała mnie fala gorąca. Muszę przestać. Trzeba trochę 
pospać, przecież już za kilka godzin czeka mnie szkoła. To jednak przestało 
mieć duże znaczenie. Bardziej interesował mnie fakt, że za tych samych kilka 
godzin znów go zobaczę… poczuję, dotknę i posmakuję. Nie pomagasz – 
skarciłam się w duchu.

Intensywnie   próbowałam   się   uspokoić.   Naprawdę   próbowałam.   Wtedy 
jednak wróciły do mnie inne wspomnienia. Te mniej ciekawe.

Jakie to szczęście, że niedawno szczepiłam się na tężec, ale czy wścieklizna 
mi nie groziła… co do tego nie miałam pewności. Kurwa! Cały czas widzę ten 
mord w oczach i pianę na pysku (może nie dosłownie, ale prawie). Zabiłaby 
mnie,   gdyby   tylko   mogła,   a   przynajmniej   miała   na   to   ogromną   ochotę! 
I pewnie   popróbowałaby   szczęścia,   gdyby   nie   Michał.   Ta   dziewczyna 
powinna się leczyć! Na nogi, bo na głowę to już chyba stanowczo za późno!

Finał konfrontacji Jacek – Wanda był zaskakujący nie tylko dla mnie. Do 
akcji wkroczyła osoba, której wszyscy najmniej się spodziewali. Weronika 
błyskawicznie   znalazła   się   tuż   za   „kocicą”   i   jednym   zwinnym   ruchem 
wykręciła   jej   rękę   do   tyłu,   przytrzymując   ją   wysoko   na   plecach.   Jak   to 
cholernie boli, mogłam się domyślić. Kiedyś jeden z moich (byłych już w tej 
chwili) kumpli wypróbował tę metodę na mnie i wiem doskonale, co wtedy 
czułam.

–   Puść   –   zapiszczała   poszkodowana.   Poszkodowana?   Ja   tu   byłam   tak 
naprawdę poszkodowana, ale niech jej tam! Z bólu stanęły jej łzy w oczach. 
Nic dziwnego! Na jej twarzy odmalowało się ogromne zaskoczenie. Chyba 
nie do końca zdawała sobie sprawę, co się z nią dzieje. Szarpała się jednak, co 
tak naprawdę powodowało, że musiała odczuwać jeszcze większe cierpienie.

214 | 

S t r o n a

background image

– Jak się zaraz nie uspokoisz – warknęła Weronika, dobrze rozjuszona (nie 
widziałam jej chyba nigdy aż tak wściekłej) – to stracisz nie tylko tipsy!

Na potwierdzenie swoich słów pociągnęła trzymaną rękę jeszcze mocniej do 
góry. Moja „rywalka” zgięła się w pół i rozpłakała.

– Puść ją już – szepnęłam.

Żal mi się jej zrobiło! Chyba mam za miękkie serce. Nie mogłam jednak na to 
spokojnie patrzeć.

– Jesteś tego zupełnie pewna?

– Nie! – Nietrudno zgadnąć, kto zabrał głos w moim imieniu.

Spojrzałam   na   niego!   Kipiał   wściekłością.   W   sumie   to   się   nawet   nie 
zdziwiłam. W tym momencie jednak nie chciałam tego roztrząsać. Złapałam 
go za rękę i prawie wybiegłam, ciągnąc go za sobą.

Wychodząc, usłyszałam jeszcze rozbawiony głos mojego brata:

– Kochanie, chyba zacznę się ciebie bać!

Nie odwróciłam się, żeby na nich spojrzeć, ale mojej uwadze nie umknął 
lekki szok w głosie Tomka. A może też odrobina podziwu?

Do pensjonatu wróciliśmy w milczeniu. Byłam wdzięczna opatrzności, że 
Michał   nie   oponował.   Nie   wierzyłam,   że   mógłby   ją   uderzyć,   ale…   Nie! 
Nawet nie chciałam o tym myśleć.

– Przepraszam. – To pierwsze słowo skierowane do mnie, jakie usłyszałam po 
akcji z Wandą.

Byliśmy już w naszym pokoju. Usiadłam ciężko na łóżku, a on stał przy 
drzwiach, opierając się o nie plecami.

– Ty? – zdziwiłam się. – Za co mnie przepraszasz?

– To moja wina! – Szukał mojego wzroku. – Przeze mnie ci to zrobiła…

215 | 

S t r o n a

background image

Poderwałam się gwałtownie i podeszłam do niego.

– Przestań.

Przyglądał   mi   się   przez   długą   chwilę,   aż   w   końcu   powiedział   dziwnie 
zrezygnowanym głosem:

– Dlaczego nie jesteś na mnie zła?

Co   za   głupie   pytanie!   Nie   potrafiłam   się   na   niego   gniewać,   a   poza   tym 
naprawdę   nie   uważałam,   że   to   jego   wina.   Przecież   nie   mógł   brać 
odpowiedzialności za niezrównoważoną psychicznie kretynkę.

Potem   bardzo   długo   i  intensywnie   starał   się  mnie  „przeprosić”.  A  ja?  Ja 
przestałam oponować w kwestii winy, bo pokuta była zajebiście fascynująca.

Z tym ostatnim wspomnieniem w końcu udało mi się zasnąć. Niepojęte!

Obudziłam   się   piekielnie   spóźniona.   Na   dokładkę   miałam   wrażenie,   że 
położyłam się nie dalej niż godzinę temu. Kurde! Toporkiem odciosałam się 
od poduszki. Michał będzie po mnie za trzydzieści minut. Jak ja, do cholery, 
mam się doprowadzić do stanu używalności w tak krótkim czasie?

Udało   mi   się,   ale   jakim   kosztem?   To   pozostanie   na   wieki   moją   słodką 
tajemnicą!

Wybiegłam   z   klatki   i   praktycznie   wpadłam   na   niego!   Porwał   mnie 
w ramiona i lekko uniósł nad ziemią. Poczułam się jak piórko, mogłabym 
fruwać. Zarzuciłam mu ręce na szyję i oddałam gorący pocałunek. To takie 
naturalne! Właściwe! I cudowne!

– Tęskniłem za tobą! – I jak tu go nie kochać?

Tydzień minął mi tak wspaniale i ekscytująco, że ledwo mogłam to znieść 
i nie pęknąć od wszechogarniającej radości. Szczęście przepełniało mnie po 
brzegi. Jakim cudem nie wylewało się ze mnie? Nie wiem! Ta euforia bardzo 
przypominała szaleństwo! Pogodziłam się z tym! Są rzeczy, z którymi nie ma 
sensu walczyć! Mój obecny stan ducha stanowił jedną z nich!

216 | 

S t r o n a

background image

Nadeszła sobota i długo planowana impreza u Sebastiana. Pomysł ten przestał 
mi się już tak bardzo podobać, gdy pomyślałam, że organizator spotykał się 
z tą… Tą… Nawet jej imię nie chciało mi przejść przez gardło. Super! Byłam 
uprzedzona? 

Wieczór nadszedł szybko i przestałam o niej myśleć. Skupiłam całą swoją 
uwagę   na   moim   księciu   z   bajki.   Podarował   mi   tak   piękne   kwiaty… 
i oczarował mnie po raz kolejny! Jak bardzo byłam mu wdzięczna, mógłby 
powiedzieć tylko on sam. Ja na pewno się nie odważę wspomnieć o tym 
nawet słowem.

Do   Sebastiana   dotarliśmy   okrutnie   spóźnieni.   Zauważył   to   może   sam 
gospodarz. Odetchnęłam z ulgą! Był na tyle przyzwoitym i sympatycznym 
chłopakiem, że jakoś wybaczyłam mu tę zbytnią spostrzegawczość.

Domówka mijała w tempie ekspresowym. Czas spędzany z moim chłopakiem 
zawsze tak wyglądał. Stanowczo za szybko mijał! Prawie nie zauważałam 
innych ludzi. Dla mnie istniał tylko ON! Praktycznie się nie rozstawaliśmy 
i byłam   zajebiście   szczęśliwa.   Sielanka!   To   chyba   dobrze   opisuje   naszą 
radosną egzystencję. 

– Nigdzie nie odchodź – szepnął mi do ucha. – Zaraz wracam.

Nie zdążyłam nawet mrugnąć, a tym bardziej cokolwiek odpowiedzieć. Nagle 
nie było go już przy mnie. Michał zniknął mi z oczu… Rozglądałam się za 
nim uparcie. Po chwili dotarł do mnie idiotyzm mojego zachowania! Mało 
nie puknęłam  się w głowę…  Wyglądałoby  to…? No wiadomo! Więc się 
powstrzymałam. Resztką sił! Co ja odpierdalam? To on już nie może mnie 
zostawić nawet na pięć minut? Bo od razu zaczynam świrować? Kurde! Lecz 
się, dziewczyno!

Stałam tak chwilę, próbując opanować złość na samą siebie. Gdy już trochę 
ochłonęłam,  odwróciłam  się, by poszukać  sobie  jakiegoś cichego  miejsca, 
w którym   mogłabym   spokojnie   się   pozbierać   i   o   mało   nie   wpadłam   na 
wysokiego,   szczupłego   kolesia.   Podniosłam   oczy   i   od   razu   go   poznałam. 
Zaraz,  jak mu  było  na  imię?  Mam  je na końcu  języka…  Karol! No tak! 

217 | 

S t r o n a

background image

Poznałam go kilka godzin temu… Nie wywarł na mnie zbyt pozytywnego 
wrażenia, więc nie miałam za wielkiej ochoty z nim gadać. Uśmiechnęłam się 
przepraszająco i już go omijałam, gdy zagrodził mi drogę.

– Poczekaj – powiedział. – Agnieszka, tak?

Chciałam się od niego jak najszybciej uwolnić, więc tylko skinęłam głową.

Karol   stał   pochylony   nade   mną   i   uśmiechał   się   obleśnie,   zaglądając   mi 
w dekolt.   Nie   czułam   się   komfortowo,   ale   to   był   brat   Michała,   więc 
postanowiłam to jakoś wytrzymać. Nie zrobię przecież afery, o to że ślini się 
na   mój   widok…   To   byłoby   dziecinne…   A   może   nie!   To   byłoby   bardzo 
zarozumiałe z mojej strony! Tak właśnie to widziałam!

– Niezła z ciebie lalka.

Lalka? Co on sobie wyobraża? Może jednak powinnam jakoś zareagować? 
Zastanawiałam się, w jaki sposób to zrobić? W pokoju pełnym ludzi nie będę 
przecież   odgrywać   napastowanej   dziewicy…   No   może   przesadziłam.   Ale 
obrażoną królewną też nie miałam ochoty zostać… Musiałam jednak coś 
powiedzieć. Nie pozwolę mu przecież tak się do mnie zwracać…

Zanim zdążyłam coś wyartykułować, on złapał mnie za rękę i dodał:

– Może się zabawimy?

– Że co??? – Nie mogłam wyjść z szoku.

Czy on naprawdę to powiedział? 

– No co? – Znowu ten obleśny uśmiech. – Nie mów, że nie chcesz?

Zatkało mnie. Nie byłam w stanie zaprzeczyć, po prostu zabrakło mi słów. 

– Nie jestem tu sama – wydusiłam w końcu.

On chyba naprawdę myślał, że na niego lecę i zupełnie nie przejął się moimi 
słowami. Powinnam mu pewnie bluznąć i wykrzyczeć w twarz, co o nim 
myślę, zamiast tego próbowałam być kulturalna… i co mi to dało?

218 | 

S t r o n a

background image

Jego kolejne słowa upewniły mnie w tym przekonaniu.

– To tylko mała przeszkoda! – Oblizał usta. – Której łatwo się pozbędziemy…

Pochylił się nade mną i chciał mnie pocałować… On, cholera, naprawdę 
chciał to zrobić…

W tym samym momencie zauważyłam, jak jego twarz gwałtownie się ode 
mnie   odsuwa,   szarpnięta   ogromną   siłą…   Całe   jego   ciało   rozmyło   się   na 
chwilę w powietrzu, a zaraz potem leżał już na podłodze.

Skonsternowana   zauważyłam   pochylającego   się   nad   nim   Michała,   to   on 
musiał  rzucić  Karolem   o  „glebę”…   Cholera!   Co  się   dzieje?   Przecież   „ten 
ostatni” był tylko trochę obleśny i tyle! Przez takiego palanta nie warto robić 
aż takiego widowiska…  Mój „rycerz” miał chyba inne zdanie na zadany 
temat.

Przyglądałam się chwilę scenie rozgrywającej się na moich oczach.

– Nie zapominasz się czasem? – wysyczał mój chłopak, podnosząc z ziemi 
swoją ofiarę.

– Michał… – Karol był lekko wystraszony. – No co ty? – Jego oczy robiły się 
coraz szersze. – Ja tylko żartowałem…

– Żartowałeś?! – wrzasnął Michał, aż podskoczyłam.

Trzymał swojego brata za fraki i miał mord w oczach. Bałam się, że go 
uderzy.   Nie   zastanawiając   się   nad   tym,   co   robię,   stanęłam   między   nimi, 
rozdzielając ich. To cholerne ryzyko z mojej strony! Nie zdawałam sobie 
sprawy, na jakie niebezpieczeństwo się narażam. Michał był jak rozjuszony 
buchaj… Ciężko sapał, zaciskając pięści, aż pobielały mu kostki. A szczękę do 
tego stopnia, że wydawało się, iż kości przebiją skórę. Jego oczy rzucały 
nienawistne pioruny.

– Proszę… – wyszeptałam.

– Odejdź! – wycharczał przez zęby.

219 | 

S t r o n a

background image

– Nie! – Skąd ta stanowczość w moim głosie? – Uspokój się! – Próbowałam 
załagodzić sytuację. – Nic się przecież nie stało – powiedziałam, odwracając 
się do niedoszłej ofiary. – Prawda?

– Jasne. – Uśmiechnął się niepewnie, nie patrząc na mnie tylko na brata, 
który wcale się nie uspokoił. – Stary, bez nerw...

– Fiucie – wysyczał. – Nie zbliżaj się do niej więcej…

– Masz to jak w banku… – Zamierzał być zabawny, ale jakoś marnie mu szło.

Michał stał tak jeszcze chwilę, a wściekłość aż z niego kipiała. Bałam się go… 
Naprawdę! W tym momencie zdałam sobie sprawę, że wcale go nie znam! 
Kim on, do cholery, był? Jakimś popieprzonym neandertalczykiem?

Gdy tak patrzyłam na niego ze strachem w oczach… On niespodziewanie 
uderzył z całej siły pięścią w ścianę… Aż podskoczyłam! W następnej chwili 
odwróciłam się na pięcie i wybiegłam z pokoju, słysząc jeszcze za plecami 
wściekłe słowa mojego chłopaka:

– Wypierdalaj! Gnoju!

Zaraz potem ruszył za mną. Słyszałam jego kroki. Nie chciałam z nim gadać. 
Nie chciałam go nawet widzieć. W tej chwili pragnęłam tylko stąd wyjść. Nie 
zastanawiałam się co dalej. Musiałam po prostu uciec.

W korytarzu chwyciłam kurtkę i już byłam na zewnątrz. Tam właśnie dopadł 
mnie Michał.

– Agnieszka… – powiedział zduszonym głosem, nie uspokoił się jeszcze, ale 
próbował się opanować. – Proszę…

Odwróciłam się gwałtownie i spojrzałam mu w oczy.

– Przerażasz mnie! – Byłam zła, na siebie, na niego, na cały świat.

Patrząc mu w oczy miękłam. I to jeszcze bardziej mnie złościło.

– Wiem…

220 | 

S t r o n a

background image

Podniósł rękę. Chciał chyba dotknąć mojego policzka. Wbiłam przerażony 
wzrok w jego dłoń… z obtartymi do krwi kostkami!

Zauważył to i ją cofnął.

– Przepraszam… – Spuścił wzrok.

– A to? – Szarpnęłam go za koszulę, odsłaniając jego bliznę, w tej chwili nie 
myślałam. – Też sam to sobie zrobiłeś?! – rzuciłam oskarżycielsko.

– Nie! To nie ja! To… pamiątka po mojej głupocie!

Stanęłam  jak   wryta.   Było  coś  takiego   w jego   głosie…  Sama   nie  wiem… 
Milczałam… Michał nie patrzył na mnie gdy zaczął opowiadać. 

– Nawywijałem i to gigantycznie! Nie było bójki w okolicy, w której nie 
brałbym udziału! Nie było libacji, w której bym nie uczestniczył! W każdym 
tego słowa znaczeniu. Pchałem w siebie różne „gówna”! Zeszmaciłem się! 
Sięgnąłem   dna!   –   wyrzucał   z   siebie   coraz   gwałtowniej.   –   Zadałem   się 
z nieciekawymi kolesiami. Sam chyba też taki byłem! Myślę, że to przez 
rozwód starych wlazłem w te klimaty… Uciekałem od ich kłótni i szukałem 
wrażeń!   Wszelkich   wrażeń.   A   potem   to   już   stało   się   normą.   Nie 
potrzebowałem   wymówek.   Po   prostu   tak   żyłem.   I   cholernie   mi   się   to 
podobało!   Wtedy   trafiłem   na   Klaudię!   –   Przerwał   na   chwilę,   ale   zaczął 
mówić   dalej:   –   Powiedzmy,   że   przystawiałem   się   do   nieodpowiedniej 
panny… Jej tatuś nie uznał mnie za wystarczająco dobrego. Po spotkaniu 
z jego kolegami leżałem kilka tygodni w szpitalu. Nie nauczyło mnie to za 
wiele…albo właśnie nauczyło, ale nie ma się czym chwalić! Jak doszedłem do 
siebie, szalałem jeszcze bardziej. A dziewczyna? Okazało się, że miała mnie 
za nic. Zabawiła się i tyle! Strasznie ją podrajcowało, że ci łysole tak mnie 
urządzili. To chyba wtedy zacząłem wpadać w ten niepohamowany amok. 
I to   często   z   byle   powodu.   Przeważnie   bez   powodu.   Z   czystej   głupoty! 
Wpadałem w szał i niszczyłem wszystko na swojej drodze! Siebie również! 
Coraz bardziej! Taka jest prawda! Taki jestem!

221 | 

S t r o n a

background image

Odwrócił się gwałtownie ode mnie. Był jakiś zgarbiony, jakby ciężar prawdy 
przygniatał go do ziemi. Nie mogłam na to spokojnie patrzeć. Podeszłam do 
niego. Stanęłam naprzeciwko, bardzo blisko i delikatnie ujęłam jego twarz 
w dłonie, by spojrzeć mu w oczy. A raczej zmusić, by on spojrzał w moje.

– Jestem potworem!  – Próbował  wyrwać  twarz  z mojego  uścisku. – Nie 
zasługuję na ciebie! Zostaw mnie!

– Nie zostawię! – odpowiedziałam twardo. – Nie ma mowy!

Stał tak przez chwilę z rozpaczą w oczach, na twarzy i w całym dygoczącym 
teraz ciele. Gwałtownie przytulił mnie do siebie i zanurzył twarz w moich 
włosach.

– Kim ty jesteś? – szepnął. – Moim Aniołem Stróżem?

– Jeśli tego chcesz… – Uśmiechnęłam się do niego. – To nim będę!

– Kocham cię!

222 | 

S t r o n a

background image

27.

Minęły zaledwie dwa tygodnie… a wszystko, ale to wszystko się zmieniło! 
Kurwa! Jak to się mogło stać? Czemu do tego dopuściłam? Ja? Może jednak 
nie! Chyba nie miałam na to wpływu… ale czy na pewno? Sama już nie 
wiem, co mam myśleć! Co czuć? To wiem! Boję się to jednak roztrząsać… 
Ile razy można wykręcać poduszkę…? Ile jeszcze łez jestem w stanie wylać? 
Boże! Dlaczego to tak cholernie boli?

Nie mogę! Jestem na to za słaba! Może gdybym… nie uzależniła się od niego 
tak bardzo? Może wtedy byłoby mi łatwiej? Ostatnie dni ponownie stanęły 
mi   przed   oczami   (zapuchniętymi   do   granic   niemożliwości,   tak   na 
marginesie!). Strasznie chciałabym się uwolnić od tych obrazów! Wymazać je 
z   pamięci!   Nie!   Tak   naprawdę   to   chciałabym   wyrzucić   z   serca   i   głowy 
wizerunek pięknego ciemnowłosego „demona” z zielonymi oczami! Jak on 
mnie prześladuje! W dzień i w nocy! Ani przez chwilę nie daje o sobie 
zapomnieć!

Poddałam się… przestałam walczyć z zalewającymi mnie wspomnieniami, 
a łzy popłynęły same! Po raz kolejny…

Następnego dnia po tej pechowej imprezie obudziłam się z potwornym bólem 
głowy i nie był on bynajmniej spowodowany wypitym alkoholem… O nie! Ja 
przecież tylko symbolicznie zanurzyłam usta w jakimś wymyślnym drinku 
i to wszystko! Chyba, że pijana miłością, miałam teraz „tego typu kaca”. Czy 
taki w ogóle istnieje? Ale jestem głupia!

Leżałam w łóżku z szeroko otwartymi oczami i zastanawiałam się prawie na 
głos (miałam wrażenie, że ruch trybików w moim mózgu jest głośny jak 
skrzypienie   od   lat   nienaoliwionej   maszyny)   nad   całą   masą   emocji,   które 
dobijały się do mnie, błagając o wstęp. Hola! Powolutku! Po kolei!

Po kilku godzinach od dramatycznego wyznania Michała, mimo jako tako 
przespanej  części  nocy, byłam   nadal w  ciężkim  szoku! Nie  wyobrażałam 
sobie,   że   można   tak   żyć…   że   on   mógł   tak   żyć…   To   tak   nie   pasuje   do 
chłopaka,   którego   znam!   Czy   ja   go   jednak   faktycznie   znam?   To   pytanie 

223 | 

S t r o n a

background image

dręczyło mnie nawet we śnie! Jego wybuch i samookaleczenie (bo inaczej nie 
potrafiłam tego nazwać) były już wystarczająco trudne do zaakceptowania! 
A jego historia? Współczułam mu szczerze, że spotkało go takie nieszczęście, 
ale nie sposób nie zauważyć, jak usilnie się o nie prosił… Jak intensywnie 
pracował   nad   autodestrukcją!   Mimo   powodów,   które   pchnęły   go   na   tę 
ścieżkę, a raczej równię pochyłą, nie mieściło mi się w głowie (może jestem 
z lekka ograniczona?), że taki świat może dotyczyć kogoś z mojego otoczenia. 
Wiedziałam,   że   istnieje   rzeczywistość,   gdzie   rządzi   silna   pięść,   alkohol, 
prochy i seks. Nie jestem tak naiwna, by sądzić, że to tylko wymysły pisarzy 
i filmowców, ale… Kto tak żyje? Na pewno nikt, kogo znam! A jednak nie! 
Michał tak żył! I podobało mu się! Nie ogarniałam tego! Chyba po raz kolejny 
zabawię się w Scarlett i pomyślę o tym później…

Po   chwili…   Stanęła   mi   przed   oczami   jego   twarz,   oczy   błyszczące 
nienaturalnie   i   usta   składające   się   do   wypowiedzenia   słów…   tych 
niesamowitych słów! No właśnie! Nie mogłam uwierzyć, że TO powiedział… 
Przytuliłam go wtedy z całej siły, ale nie zrewanżowałam się odpowiedzią. 
Nie   użyłam   żadnych   dźwięków,   może   poza   cichym   westchnieniem.   Tak 
bardzo chciałam w to uwierzyć… Ale jak mogłam? Był to zapewne efekt 
bolesnych zwierzeń, całego koszmaru, który nosił w sobie? Na pewno nie 
łatwo przyznać się do takiej przeszłości i moja spokojna reakcja musiała go 
rozczulić, wzruszyć i uspokoić, a pod wpływem tych emocji powiedział to, co 
każda   dziewczyna   pragnie   usłyszeć.   Tak   to   sobie   wytłumaczyłam. 
Wzruszająca scena, która z rzeczywistością nie miała zbyt wiele wspólnego!

Kolejne dni, na pierwszy rzut oka, nie wyróżniały się niczym szczególnym, 
a jednak…

Stanowczo za dużo rozmyślałam! To pewne! A jeszcze pewniejsze jest to, że 
jak nie znajdę zajebiście uzdolnionego sobowtóra, to matura stanie się

 

jedną, 

wielką  porażką!  Tak,   powinnam  się  uczyć,  a  zamiast   tego  zadręczam   się 
bezsensownymi   wywodami   myślowymi…   Wiem!   Zostanę   filozofem! 
Chociaż nie! Bez matury to chyba nie mam na to za wielkiej szansy… Kurwa! 

224 | 

S t r o n a

background image

Weź się w garść, bo będzie marnie… Już jest, odpowiedziałam sama sobie! 
Zaczynam gadać do siebie? Uroczo! 

Poważniejąc i zostawiając żarciki na boku, muszę ze smutkiem stwierdzić, że 
Michał zrobił się jakiś dziwny. Niby wszystko było w porządku, przyjeżdżał 
po mnie  i  odwoził,  towarzyszył  mi na  każdym   kroku  (oczywiście  myślę 
o tych, które stawialiśmy, będąc razem), ale nie było między nami „tego 
czegoś”.   Zdałam   sobie   sprawę,   że   już   się   nie   śmiejemy,   a   przynajmniej 
brakuje nam spontaniczności i swobody. Nie kochaliśmy się… odnosiłam 
wrażenie, że Michał tego unika. Nie! To nie mogła być prawda! Po prostu 
miał więcej obowiązków w domu, matka go potrzebowała (jak na mój gust 
trochę za często, ale widocznie tak musiało być) i siostra też. Nie miał dla 
mnie już tyle czasu co wcześniej. Z początku godziłam się z tym z lekkim 
żalem   i   smutkiem…   Jednak   kolejne   dni   kazały   mi   się   nad   tym   głębiej 
zastanowić. I czym więcej o tym myślałam, tym mniej ciekawe wnioski mi 
się nasuwały. Poraziła mnie świadomość, że Michał oddala się ode mnie. 
Bałam się, że żałuje swoich słów, że żałuje… szczerości. Nie wiedziałam, co 
mam z tym zrobić… Tęskniłam za nim…! 

Tak minęły dwa tygodnie… Ciężko to znosiłam, było coraz gorzej. Męczyłam 
się okrutnie!  Chciałam  z nim porozmawiać,  ale bałam  się!  Po prostu  się 
bałam.

W niedzielę umówiliśmy się wcześniej, pogoda dopisywała i mieliśmy iść na 
spacer. Gdy przyjechał, zaprosiłam go na chwilę do pokoju. Chciałam jeszcze 
zadzwonić   do   Weroniki…   Rozmawiając   z   nią,   zauważyłam,   że   Michał 
podniósł, oprawione w najładniejszą moją ramkę, zdjęcie. I przyglądał mu się 
z dziwnym wyrazem twarzy. Rozczuliłam się, sama nie wiem czemu… Było 
to   nasze   wspólne   zdjęcie.   Na   nim   każdy   doskonale   widział,   jak   bardzo 
zapatrzona   jestem   w   swojego   chłopaka.   Przestałam   się   tego   wstydzić… 
To po prostu prawda i już!

Spojrzałam jeszcze raz na niego… I zobaczyłam coś w jego oczach nadal 
studiujących nasze zdjęcie… Coś, co przepełniło mnie nagle niesamowitą 
odwagą.

225 | 

S t r o n a

background image

Skończyłam rozmowę i podeszłam do Michała. Spojrzał na mnie.

– Idziemy? – zapytał.

– Wiesz… – zaczęłam nieśmiało – chciałabym…

– Tak? – Przyjrzał mi się uważnie.

– Pojedźmy w plener… Wiesz gdzie…

– Jeśli chcesz… – powiedział ostrożnie. – Tam jest naprawdę ładnie – dodał. – 
Nie miałaś jeszcze szansy zobaczyć okolicy…

– Chciałabym… – nie dokończyłam, bo w tej chwili, poczułam nieprzepartą 
ochotę go pocałować. Zabrakło mi jednak odwagi, więc dokończyłam – …
pojechać.

– Dobrze – odpowiedział.

Chyba   nic   nie   zauważył.   Sama   nie   wiem,   czy   się   z   tego   cieszyłam... 
Postanowiłam zrobić coś, cokolwiek, żeby Michał znów zachowywał się tak 
jak dawniej… Musiałam z nim porozmawiać… Ale nie tu! Bez świadków! 
Gdyby miał mnie odtrącić, nie chciałam, żeby ktoś był w pobliżu i mógł 
widzieć moją rozpacz…

Na miejscu gorączkowo zastanawiałam się, jak mam z nim porozmawiać? Co 
powiedzieć? Michał postępował tak jakby nic nie widział… Myślę jednak, że 
zauważył!   Moje   dziwne   zamyślenie,   jakbym   przebywała   zupełnie   gdzie 
indziej… Gdzieś daleko… Bo tak było. Byłam bardzo daleko… Daleko od tej 
chwili, ale nie od tego miejsca! Byłam tu! Wtedy! Z nim! 

– Chodź – powiedział obojętnym, jak mi się wydawało, głosem – przejdziemy 
się. Pokażę ci okolicę…

– Dobrze. – Spojrzałam na niego, na jego smutną, w tej chwili twarz, i ręka, 
którą wyciągnęłam, by złapać jego dłoń, opadła. – Chodźmy.

Widoki były, rzeczywiście, piękne. Las, jezioro i cała okolica… Mnie jednak 
nurtowało   co   innego   i   nie   umiałam   się   skupić   na   podziwianiu   cudów 

226 | 

S t r o n a

background image

natury… Spojrzałam na mój własny „cud” – tylko czy on nadal był mój…? 
Zadrżałam.

– Chciałam z tobą porozmawiać, ale…

Michał zamarł…

– Tak?

Stał nieruchomo wpatrzony we mnie, nie byłam w stanie nawet domyślić się, 
co teraz chodziło mu po głowie.

Starałam się wytrzymać jego wzrok, ale nie dałam rady. Czy kogokolwiek to 
jeszcze dziwi? Spuściłam oczy zawstydzona, ale wydusiłam z siebie:

– Nie wiem tylko jak…

Nagle Michał pojawił się tuż przede mną. Podniósł moją twarz i spojrzał 
głęboko w oczy.

– Naprawdę tego chcesz? – zapytał.

O co on mnie tak właściwie pyta? 

– Chciałam… To znaczy… Próbowałam… – zamotałam się. – Ale… Chyba 
nie umiem… – plątałam się coraz bardziej. – Sama nie wiem! Nic już nie 
wiem!

– Ale ja wiem… – powiedział ponuro. – Spodziewałem się tego…

– Naprawdę…?

– Tak… – Nie mogłam nic odczytać z jego twarzy.

– A więc rozumiesz… – zaczęłam. – To musi się zmienić… 

Michał milczał, więc ciągnęłam dalej ten mój chaotyczny wywód.

– Nie mogę już tak dłużej – mówiłam coraz ciszej. – To takie trudne!

–   A   więc   jednak…   –   Michał   zrobił   się   szary   na   twarzy,   dosłownie.   – 
Wiedziałem, że tak będzie…

227 | 

S t r o n a

background image

– Michał…

– Nic już nie mów… – powiedział twardo. – Rozumiem!

– Co rozumiesz? – wyszeptałam. – Bo ja już kompletnie zgłupiałam…

Chyba nawet mnie nie usłyszał. Zdawało mi się, że pogrążył się w swoich 
(niezbyt chyba radosnych) myślach. Trwało to dłuższą chwilę. Gdy w końcu 
się   odezwał,   nie   poznałam   jego   głosu.   Był   taki   bezbarwny.   Wyprany 
z jakichkolwiek emocji.

– Po co to dalej ciągnąć…?

O Boże! A więc to prawda! Już mnie nie chce! Żałuje! Nie wiedział tylko jak 
to zrobić… A ja ułatwiłam mu zadanie… Głupia!

Cała skuliłam się w sobie. Nie będę płakać! Nie przy nim! Nie mogę! 

– Odwieź mnie do domu – powiedziałam nie swoim głosem. – Nie chcę już tu 
być! Nie mogę!

Wracaliśmy w zupełnej ciszy. Nie patrzyłam na niego! Nie potrafiłam! Nie 
umiałabym   się   powstrzymać…   Usilnie   walczyłam   ze   łzami…   Gdybym 
spojrzała w jego piękną twarz, przegrałabym!

W momencie, gdy samochód zatrzymał się, wypadłam z niego jakby gnało 
mnie stado rozjuszonych byków! Nie oglądając się za siebie, pognałam na 
górę.   Nie   widziałam   schodów,   oczy   zalały   mi   łzy.   Tak   długo 
powstrzymywane. Gdybym nie była taka nieszczęśliwa, pewnie bym sobie 
pogratulowała opanowania! Teraz jednak nie mogłam… nie byłam w stanie 
myśleć   o   niczym   innym,   tylko   o   czarnej   dziurze,   która   znajdowała   się 
w miejscu, gdzie jeszcze nie dawno biło moje serce!

Nie wróciłam do mieszkania, minęłam drzwi i po chwili byłam już na dachu. 
Tam   dopiero   opadłam   na   kolana,   nie   martwiąc   się   jakoś   o   stan   moich 
nowiutkich   spodni!   Kogo   by   to   obchodziło!   Przez   sekundę   łapałam 
powietrze,   a   potem   wybuchłam   tak   żałosnym   łkaniem,   że   sama   się   aż 
przestraszyłam.   Zanosiłam   się   niepohamowanym   szlochem,   po   prostu 

228 | 

S t r o n a

background image

rozsadzała mnie rozpacz! Nie wiem, ile czasu to trwało, ale chyba długo! Gdy 
już zabrakło mi łez, na trzęsących się nogach zeszłam na dół, zupełnie nie 
wiedząc, co mam ze sobą zrobić. Zadzwonić do Weroniki? Nie! Nie byłabym 
wstanie z nią rozmawiać. Druga rzecz, że nie miałam ochoty! Nie miałam 
siły. Co bym jej powiedziała, kiedy nie mogłam nawet o tym myśleć… Nie 
chciałam   o   tym   myśleć.   Zapaść   się   pod   ziemię!   Zniknąć.   „Nie   czuć,   nie 
pragnąc, nie pamiętać…!” Kurwa! Przychodzą mi do głowy jakieś ckliwe 
wiersze! Nigdy nie rozumiałam tego romantycznego bełkotu. Rozpacz! Ona 
to zmieniła! Teraz już wiedziałam, o czym oni pisali, ci natchnieni poeci 
i ci domorośli! Cholera! Co się ze mną dzieje?

229 | 

S t r o n a

background image

28.

– Wchodzisz? Czy zastanawiasz się nad remontem klatki schodowej? – Na 
dźwięk   znajomego,   kpiącego   głosu   podskoczyłam   i   odwróciłam   się 
gwałtownie, zapominając, że moja twarz to kompletna ruina.

Jak bardzo „nie wyglądałam” w tej chwili, mogłam się przekonać po minie 
mojego brata i jego dziewczyny. Szok – to mało powiedziane! 

– Matko Boska! Co się stało? – Z tymi słowami Weronika objęła mnie mocno 
i przytuliła.

– Michał! – wydusiłam z siebie i rozryczałam jak bóbr.

– Coś z nim nie tak? – zapytała ostrożnie.

Długo nie odpowiadałam. Mimo stanu całkowitego rozkładu, zdawałam sobie 
sprawę, że Tomek uważnie mnie obserwuje i czeka na moją odpowiedź. Czy 
powinnam przy nim rozmawiać o moim chłopaku? Co ja pieprzę? Chyba 
o moim „byłym” chłopaku? Na tę myśl jeszcze gwałtowniej wstrząsnęło mną 
rozdzierające łkanie. 

– Zostawił mnie – wyjąkałam.

– Kurwa! Że co? – sapnął gniewnie braciszek. Więcej chyba nie był wstanie 
z siebie wyartykułować.

–   Agnieszka,   co   ty   opowiadasz?   –   zapytała   moja   przyjaciółka,   delikatnie 
odsuwając mnie, by spojrzeć mi w oczy. – To niemożliwe!

– Niemożliwe? – warknął Tomek. – To spójrz na nią! Myślisz, że cię wkręca? 
Bo ja jej raczej wierzę.

Weronika  spiorunowała  go wzrokiem,  a gdy  spojrzała  znów na mnie  jej 
twarz złagodniała.

– Przecież on cię kocha! Jak mógł cię rzucić? Może coś źle zrozumiałaś?

230 | 

S t r o n a

background image

–   Nie   rób   ze   mnie   wariatki!   –   Mój   gniewny   głos   nawet   mnie   samą 
przestraszył. – Przepraszam, nie chciałam – dodałam po chwili. Nie miałam 
zamiaru wyładowywać się na niej. To byłoby nie fair!

– Spokojnie. – I jej delikatna dłoń głaszcząca mnie po głowie. Czułam się jak 
małe dziecko. – Chodźmy na górę. Wszystko nam opowiesz.

– Nie! – gwałtownie zaprotestowałam.

– Proszę. – Jej miękki głos przekonałby  mnie do wszystkiego.  Musiałam 
jednak postawić jeden warunek.

– Tylko tobie – szepnęłam, nie patrząc na Tomka.

Pół godziny później siedziałam w swoim pokoju z kubkiem parującej kawy, 
paczką ulubionych ciasteczek i przyjaciółką przy moim boku.

– Ostatnio działo się coraz gorzej – wymamrotałam, unikając jej wzroku. – 
Niby się spotykaliśmy, ale to nie było już to… Coś się zmieniło.

– Dlaczego nic mi nie powiedziałaś?

– Co miałam ci powiedzieć? Że świruję na jego punkcie? – westchnęłam. – 
To przecież wiesz… a reszta, to mogło być tylko moje przewrażliwienie.

– Ale nie było, tak?

– Chyba nie…

– No więc, co się stało? – drążyła dalej.

– Sama nie wiem! – Spojrzałam jej w oczy i faktycznie nie wiedziałam, co 
powiedzieć. Co się stało? Wszystko i nic! Łzy znowu popłynęły. Beksa ze 
mnie! Chyba nigdy tak dużo nie płakałam jak dzisiaj.

– Dobrze, już dobrze. – Weronika przytuliła mnie mocno. – Dam ci spokój… 
– Ze zdziwienia podniosłam oczy. Uśmiechała się pocieszająco, ale jej kolejne 
słowa wcale mnie nie pocieszyły: – Na razie!

– Jutro czy pojutrze – chlipnęłam cicho – nadal nie będę wiedziała!

231 | 

S t r o n a

background image

– Zobaczymy!

Ta noc nie należała do spokojnie przespanych. To cud, że w ogóle udało mi 
się zasnąć. Tylko co to zmienia? Wspomnienia, które wdzierały się do mojego 
mózgu, zdewastowanego minionym dniem, to samo robiły we śnie. Przez 
całą   noc   był   ze   mną!   Kochał   mnie   do   nieprzytomności,   a   zaraz   potem 
odchodził,   rzucając   bez   wahania   „Już   ciebie   nie   chcę!”   lub   coś   równie 
okrutnego. Chciałam, by został… Tak bardzo tego pragnęłam!

Rano   udawałam   przed   matką,   że   wybieram   się   do   szkoły,   ale   tam   nie 
poszłam. Po prostu nie mogłam i już. Nie dziś. Może jutro będę silniejsza 
i stawię czoła rzeczywistości. Zmierzę się z tym, co mnie czeka. Stanę twarzą 
w twarz z NIM… Nie, tego nie dam rady zrobić! Tego nie!

Przez całe przedpołudnie starałam się czymś zająć. Czymś konstruktywnym, 
ale   jakoś   marnie   mi   szło.   Nie   mogłam   się   skupić.   W   końcu   zmęczona 
przysnęłam.

Usłyszałam trzaśnięcie drzwiami. Mama jest na to za delikatna. Ojca nie ma 
od tygodnia, jak zwykle w trasie, więc pozostaje tylko jedna osoba, która 
mogła tak „emocjonalnie” wracać do domu. Po chwili z jego pokoju zaczął 
wydostawać się przeraźliwy jazgot. Ja czasem słucham ostrej muzy, ale on 
bije mnie w tej dziedzinie na głowę. Dodatkowo chyba właśnie stara się 
o wizytę u laryngologa. Chce też najwidoczniej, żebym ja również ogłuchła! 
Lubię   słuchać   głośno   muzyki,   ale   bez   przesady!   To,   co   on   wyrabiał, 
przechodziło   wszelkie   pojecie.   Skoro   u   mnie   można   stracić   uszy,   to   co 
musiało się dziać w jego pokoju? Poderwałam się z miejsca i po chwili byłam 
już u niego (pukanie nie miało sensu i tak by nie usłyszał). Właśnie miałam 
na niego naskoczyć, zaraz po tym, jak wyłączyłam tą przeklętą wieżę, gdy 
zobaczyłam jego twarz. 

– A tobie co się stało? – zapytałam zszokowana na widok pięknego fanara tuż 
pod okiem. Z wrażenia aż przysiadłam na krześle. – Wyglądasz jak po pięciu 
rundach.

232 | 

S t r o n a

background image

– Bardzo śmieszne! – warknął wcale nie rozbawiony. – Lepiej powiedz mi, 
jak to ukryć przed Niką.

– Tego, to się raczej nie da zrobić. – Uśmiechnęłam się, chyba pierwszy raz 
od… tamtego czasu. – Ale co się stało?

– Nie chcesz wiedzieć!

Czyżby? Nie! To niemożliwe!

– Skoro pytam…

– Twój kochaś ma niezły cios. – Wiedziałam! Po prostu wiedziałam! Ale jak? 
Dlaczego? Zerwałam się na równe nogi, zanim jeszcze dokończył. – I refleks.

– On już nie jest mój! – krzyknęłam gwałtownie, a zaraz potem dodałam 
ciszej: – Jeśli kiedykolwiek był…

– Nieważne!

– Ale dlaczego? – Nie mieściło mi się w głowie, czemu Michał (nawet trudno 
przechodziło mi to imię przez myśl, jak mogłabym je wypowiedzieć na głos?) 
to zrobił. – Co się stało?

I   tu   niespodzianka.   Czyżby   mój   braciszek   się   zawstydził?   To   po   prostu 
szokujące.

– Nieważne! – powtórzył Tomek.

– Właśnie, że ważne! Powiedz mi.

– Chciałem mu przemówić do rozumu…

– Ręcznie? – Znowu mnie zaskoczył. Tomek nie był typem, który w taki 
sposób rozwiązuje problemy. – Zwariowałeś? – Przyjrzałam mu się uważnie. 
–   A   tak   właściwie…   Przemówić   do   rozumu?   Chyba   raczej   wyładować 
frustrację. – Nie mogłam powstrzymać się od sarkazmu. – Nie poznaję cię!

– Nazywaj to jak chcesz! – Chyba się na mnie obraził. Czy on sobie kpi?

233 | 

S t r o n a

background image

– Nie rozumiem. – To była szczera prawda, nie miałam pojęcia, o co chodzi 
mojemu braciszkowi. – Dlaczego chciałeś się z nim bić?

– A kto mówi, że chciałem się z nim bić? – Popatrzył mi w oczy i nagle mnie 
olśniło. – Chciałem mu urwać jaja!

– Za mnie? – To było takie dziwne. Odezwało się w nim poczucie braterskiej 
odpowiedzialności, czy co?

– A za kogo? – warknął, a po chwili już spokojniejszym głosem dodał: – 
W końcu to też trochę moja wina, że jesteś w takim stanie…

– A co ty masz z tym wspólnego? – Nic już nie rozumiałam.

–   A   kto   zabrał   was   w   te   pieprzone   góry?   –   Znowu   cień   zawstydzenia 
przemknął po jego twarzy. – Dałem mu zajebistą okazję, żeby mógł ciebie… 
No wiesz? – Spaliłam raka. Wiem! – A teraz cię zostawił! Więc co mam 
myśleć? 

– Że chodziło mu tylko o jedno – dokończyłam za niego.

Czy taka była prawda? Czy rzeczywiście chodziło tylko o to? Nie! Mimo 
wszystko nie mogłam o NIM myśleć aż tak źle! 

– Powiedz mi dokładnie, co się stało – zażądałam stanowczym tonem. Ja? 
Stanowczym tonem? Niepojęte!

Tomek też się chyba zdziwił. Nie skomentował tego jednak i co dziwne, 
zaczął opowiadać:

– W sumie zaskoczył mnie, że się pojawił… Zadzwoniłem do niego i obiecał, 
że przyjdzie, ale… Nie chciałem go szukać pod szkołą… Sama rozumiesz?

Rozumiałam czy nie, co to za różnica? Chciałam wiedzieć wszystko!

– Nooo!

– Przyjechał. Z satysfakcją muszę stwierdzić, że nie wyglądał najlepiej. – 
Maleńki sarkastyczny uśmieszek pojawił się na jego twarzy. – A potem mnie 
wkurwił.

234 | 

S t r o n a

background image

– Byłeś chyba i tak nieźle podminowany?

– Niby tak, ale nie wiesz, jaki z niego palant! – Jak trudno mi było tego 
słuchać… Nie powiedziałam jednak ani słowa. – Udawał, że nie wie, o co mi 
chodzi. Zgrywał kretyna! Po prostu nie wytrzymałem. – Spuścił wzrok. – Ale 
był ode mnie szybszy! I tyle.

– To wszystko? – musiałam się upewnić.

– Powiedział, że nie jest tak jak myślę i że jest mu przykro. I odjechał.

 Jest mu przykro? Że uderzył Tomka? Czy że mnie zostawił? Potrząsnęłam 
głową, aby odgonić natrętne myśli. Nie mam siły więcej płakać.  

Wieczorem pojawiła się Weronika. Jak się spodziewałam, nie była szczęśliwa 
na   widok   swojego   chłopaka.   A   jeszcze   mniej   się   ucieszyła,   poznawszy 
szczegóły dotyczące jego „odmienionego” wyglądu. Gdy już lekko ochłonęła, 
zajrzała do mnie. Teraz mi się dostanie!

– A gdzie cię dziś nosiło? – zapytała na wstępie.

– Nigdzie – odpowiedziałam jak gdyby nigdy nic, a przynajmniej bardzo się 
starałam, żeby to tak zabrzmiało.

–  To   znaczy?   –  Nie  ma   sensu   z  nią   pogrywać,   przecież   i  tak   dowie   się 
wszystkiego.

– Zostałam w domu.

– Przez niego, tak? – Nie musiała pytać, ale to zrobiła.

– To chyba oczywiste! – Ostrzej to wyszło, niż zamierzałam. – Przecież tak 
doskonale mnie znasz!

– Znam! I nawet trochę rozumiem… – Chciała mnie najwyraźniej pocieszyć. 
Cóż, marne to pocieszenie. – Ale tylko trochę! – I popsuła efekt do końca! – 
Nie możesz się przed nim ukrywać.

– A kto mi zabroni? – rzuciłam buntowniczo.

235 | 

S t r o n a

background image

Wiem,   zachowywałam   się   jak   małe   dziecko.   W   tej   chwili   nie   umiałam 
inaczej. Bałam się z nim spotkać. Zobaczyć go. Cholera! Jak miałabym to 
zrobić?

– Aga, to dziecinne! – Czyta mi w myślach, czy co?

– I co z tego? – Spojrzałam jej w oczy i zauważyłam w nich niekłamaną 
troskę. Dlaczego ja z nią tak gadam? Jakby była moim wrogiem? – Boję się…

– Wiem, ale musisz jakoś dalej funkcjonować.

– Tylko jak? – Zabrzmiało to strasznie rozpaczliwie. Robi się z tego niezły 
melodramat. Jestem żałosna!

236 | 

S t r o n a

background image

29.

No   to   przybyłam!   Stojąc   tak   przed   bramą   szkoły,   usilnie   walczyłam 
z instynktem,   który   kazał   mi   uciekać.   Obiecałam   jednak   Weronice,   że 
przyjdę i nie stchórzę. Łatwiej było to powiedzieć, niż wykonać. 

Powoli  przekroczyłam   „granicę”   i ruszyłam  w  stronę  czekającej   na  mnie 
przyjaciółki. Cholernie się bałam. Jak mam się zachować, gdy go spotkam? 
Co powiedzieć? A może nie odzywać się w ogóle? Nie, przecież nie będę 
udawała, że go nie znam. 

Podtrzymujący na duchu uśmiech widziałam z daleka, zbliżając się do niej 
i do nieuniknionego. Czarnej beemki nigdzie nie zauważyłam. Spodziewałam 
się tego. Umówiłyśmy się specjalnie wcześniej, żeby uniknąć konfrontacji 
z Michałem przed szkołą. 

To jednak tylko odwleczenie mojej egzekucji. Tak właśnie czułam. Zobaczyć 
go i nie móc się do niego przytulić, nie poczuć jego cudownych ust i silnych 
ramion,   to   jak   wyrok.   Szłam   na   lekcje   niczym   na   stracenie.   Cóż   na   to 
poradzę?

– Trzymasz się jakoś?

– Ledwie – odpowiedziałam zgodnie z prawdą. – Prawie uciekłam. Cudem się 
powstrzymałam.

– Jednak jesteś. To już coś. – Uśmiechnęła się.

– Boję się – ciężko westchnęłam. – Strasznie się boję!

– Dasz radę. – Objęła mnie opiekuńczo. – Zobaczysz.

– Nie jestem tego taka pewna.

– Będzie dobrze – pocieszała, ale mi ani trochę nie ulżyło. – Masz mnie.

Tak, moja duchowa podpora znajdowała się tuż obok. Tylko dlaczego to nie 
zmieniało faktu, że się trzęsłam ze strachu?

237 | 

S t r o n a

background image

Zadzwonił dzwonek, gdy go zobaczyłam. Cała drżałam. Szedł powoli w moją 
stronę. Taki jak go zapamiętałam… Piękny, silny, zniewalający! Jednak jego 
twarz…   Coś   się   zmieniło.   Przyglądałam   mu   się   intensywnie   i   nagle 
zrozumiałam. Wyglądał na potwornie zmęczonego. A może był chory? To 
właśnie ten cień przysłaniający jego naturalną aurę psuł efekt, niszczył ideał. 
O tym musiał myśleć Tomek, opisując mi nienajlepszy wygląd Michała.

Na   więcej   rozważań   nie   starczyło   mi   czasu.   Obiekt   mojej   obserwacji 
zatrzymał się przede mną.

– Jesteś. – Boże! I ten jego głos! – Martwiłem się.

– Już nie musisz! – Zdenerwowałam się. Dlaczego on mi to robi? – Od dwóch 
dni masz kłopot z głowy!

– Agnieszka…

Na szczęście trzeba było wejść do klasy. Uratowana przez „znienawidzoną” 
nauczycielkę… Nieźle!

Michał   jeszcze   kilka   razy   próbował   mnie   zagadywać,   ale   zupełnie   nie 
wiedziałam,   jak   z   nim   rozmawiać.   Dlatego   pewnie   reagowałam 
instynktownie, czyli niezbyt kulturalnie. Nigdy nie odznaczałam się wielką 
ogładą, teraz jednak byłam zwyczajnie opryskliwa. Tak, wylewało się to ze 
mnie w reakcji na mój ból. Może to mało dojrzałe z mojej strony, ale tak 
właśnie się zachowywałam. Nie ma powodu do dumy. Na pewno mogłabym 
postąpić doroślej, ale nie miałam na to siły. I już!

Wszystkie te próby komunikacyjne zlały mi się w jedno (niezbyt chwalebne, 
ze   względu   na   moje   odpowiedzi)   pasmo   tortur.   Czy   on   naprawdę   nie 
rozumie, że „rana” jest zbyt świeża? Że nie potrafię przejść do porządku 
dziennego nad naszym rozstaniem? Czy po prostu lubi mnie dręczyć?

Nastąpiła też inna konfrontacja, dużo spokojniejsza, niż bym się spodziewała. 
Weronika złapała Michała na jednej z przerw, nie zawracając sobie głowy 
faktem, że jestem wystarczająco blisko, by ich słyszeć. A może specjalnie tak 
to zaaranżowała?

238 | 

S t r o n a

background image

– Dlaczego to zrobiłeś? – Jak ona potrafi zachować zimną krew? Zazdroszczę 
jej. – Nie mogłeś się powstrzymać?

–   Weronika!   –   Spojrzał   jej   w   oczy,   a   ja   zauważyłam   znajomy   błysk.   – 
Naprawdę tego nie chciałem. Zaskoczył mnie. To był odruch.

– Wygodna wymówka!

– To nie jest żadna wymówka. Wiesz, że lubię Tomka. – Spochmurniał. – 
Zareagowałem instynktownie. Tak już po prostu mam.

– Dobrze! Powiedzmy, że ci wierzę. – Jakoś nie wyglądała na przekonaną. 
Uznała zapewne, że nie warto rozpaczać nad rozlanym mlekiem. – A teraz 
powiedz mi, co cię napadło z Agnieszką…

– Nie chcę o tym rozmawiać – mówiąc to, spojrzał na mnie – nie z Tobą.

– Z nią będzie ci ciężko w tej chwili porozmawiać…

– Zauważyłem.

W tym momencie nie wytrzymałam.

–   A   może   przestaniecie   rozmawiać   o   mnie,   jakby   mnie   tu   nie   było?   – 
powiedziałam dość ostro. – A jeśli już musicie, to postarajcie się, żebym tego 
nie słyszała.

Odwróciłam się na pięcie i pomaszerowałam do łazienki. Tam się na razie 
schowam. To już nie pierwszy raz łazienka staje się moim azylem. Czy to nie 
śmieszne? Raczej tragiczne!

Kolejne dni odczułam jako niezwykle trudne. Spotykanie go, patrzenie na 
niego, słuchanie  jego głosu  (do mnie akurat niewiele  mówił,  przeważnie 
zdawkowe   „cześć”   i   czasem   kilka   słów   na   polskim)   to   po   prostu   męki. 
Strasznie za nim tęskniłam. 

Czas mijał, ale jakoś nie było mi lżej. Jedyny plus tej sytuacji to pęd ku 
wiedzy.   Pochłonęły   mnie   przygotowania   do   matury.   Dostałam   jakiegoś 
niesamowitego   kopa,   wkuwałam,   aż   czacha   dymiła.   Nic   w   tym   jednak 

239 | 

S t r o n a

background image

dziwnego, gdy oddawałam się nauce, prawie o nim nie myślałam. I tak było 
dobrze. Aż do wieczora… Bo noce należały do niego, niestety nie w takim 
sensie jakbym chciała. Głupolu, czego się jeszcze dodatkowo dręczysz? I tak 
całe noce mi „towarzyszył”.  Śnił mi się nieustannie.  Cholera!  Czasem aż 
bałam się zamykać oczy…

Gdy je otworzyłam tego dnia, najpierw odetchnęłam z ulgą, że nie muszę iść 
do   szkoły.   Sobota.   Jak   to   pięknie   brzmi.   No   może   przesadziłam   z   tym 
porannym entuzjazmem. Wcale nie czułam się aż tak dobrze. Pocieszanie się 
jednak stanowiło ostatnio moją metodę na wstawanie z łóżka. A w weekend 
stanowczo   łatwiej   przychodziło   mi   znalezienie   powodu   do   oszukiwania 
siebie, że jest nieźle. 

Weronika już mi zapowiedziała, że gdzieś mnie chce zabrać. Oczywiście, jak 
to z nią zawsze, żadna dyskusja nie wchodziła w grę. Z drugiej strony nie 
byłam w stanie oponować. Ostatnio wszystko mi jakoś zobojętniało. A skoro 
nie   przejmowałam   się   za   bardzo   otaczającym   mnie   światem,   to   i   takie 
pomysły spływały po mnie jak po kaczuszce. Pójść gdzieś czy zostać w domu? 
Wszystko mi jedno. Niech mnie nawet wystroi jak lalkę Barbie. Co to za 
różnica? Taki sam dzień jak pozostałe, szary, długi i do dupy… Hmmm… 
Czyli   jakoś   tak   jak   papier   toaletowy.   Boże,   kawał   z   brodą!   Nawet 
oryginalność   i   dobry   smak   uciekają   ode   mnie.   Jeśli   je   oczywiście 
kiedykolwiek miałam… Kiepściutko.

Leżałam w łóżku jeszcze chwilę i w końcu przyznałam sama przed sobą, że 
się   okłamuję.   Ta   sobota   nie   nastrajała   mnie   ani   trochę   pozytywnie.   Nie 
zobaczę go. Nie usłyszę jego zachrypniętego głosu. Nie poczuję zapachu… 
Mam   już   całkowitą   sieczkę   zamiast   mózgu?   Narzekam,   jak   go   widzę, 
narzekam, gdy mam go nie zobaczyć. Czy ja właściwie sama wiem, czego 
chcę? To raczej pytanie retoryczne. 

Przy śniadaniu rozważałam iście egzystencjonalny dylemat. Co mam ze sobą 
zrobić do przyjścia Weroniki. Zagrzebać się w swoim pokoju, co groziło 
nieuchronnym dołowaniem się, jeśli nie wyciem w poduszkę, czy wyleźć na 

240 | 

S t r o n a

background image

światło   dzienne?   Ta   druga   opcja   brzmiała   równie   mało   zachęcająco,   co 
pierwsza. Zdecydowałam się jednak na nią, a co mi tam? Powłóczę się trochę. 

I jak przypuszczałam, nie był to najlepszy z moich pomysłów. Wszystkie 
znajome miejsca przypominały mi o nim. Chodziliśmy tam razem, a teraz… 
To błąd. Samotne spacerowanie po mieście, które należało jeszcze niedawno 
do mnie i… Michała, to przegrana sprawa. Pospiesznie wróciłam do domu.

–   Czemu   tak   szybko   wróciłaś?   –   Zapomniałam,   że   mamuśka   okupuje 
„kuchenny   posterunek”   i   spodziewa   się   mnie   dopiero   za   kilka   godzin. 
Trudno.

– Za dużo świeżego powietrza – rzuciłam pierwsze, co mi przyszło do głowy.

– Żartujesz sobie, w tym mieście? – zdziwiła się i przyjrzała uważnie mojej 
twarzy. – Co ci jest córka?

– Wszystko dobrze. – Jakoś mało przekonująco to zabrzmiało. Ona też chyba 
tak pomyślała.

– Strasznie dużo się uczysz, co akurat przed maturą jest dobrym posunięciem, 
ale   jakoś   nie   pasuje   do   ciebie.   Nie   wychodzisz,   a   Michał   przestał   cię 
odwiedzać   –   powiedziała   prawie   na   jednym   oddechu   i   wyglądała   na 
naprawdę zmartwioną. – Czy ja się dobrze domyślam?

– Mamo…

– Wiesz, kochanie, że nie wtrącam się w spawy moich dzieci. – To fakt, 
nigdy   nie   wnikała   w   szczegóły.   Czemu   zaczęła   właśnie   teraz?   –   Ale 
zauważyłam,   że   bardzo   jesteś   smutna.   A   nawet   załamana,   choć   dzielnie 
udajesz, że wszystko jest w porządku. – Spojrzała mi w oczy. – Dałam ci 
trochę czasu. Nie zaczepiałam i nie naciskałam na rozmowę. Myślałam, że 
wszystko wróci do normy, ale…

– Daj spokój. – Strasznie się starałam nie podnosić na nią głosu. – Nie chcę 
o tym rozmawiać.

241 | 

S t r o n a

background image

– Dobrze córeczko. Nie denerwuj się. – No cóż, nie udało mi się tym razem. 
Potraktowała   mnie   jednak   ulgowo   i   nie   dała   wykładu   o   odpowiednim 
zwracaniu się do starszych. Ufff. – Wiesz, że zawsze możesz do mnie przyjść 
i porozmawiać? 

– Wiem, mamo.

Ukryłam się przed nią w pokoju. To już lekka przesada. Czemu nagle zaczęła 
się tak bardzo interesować moim nastrojem? Samopoczuciem?

Na szczęście, Weronika nie kazała na siebie długo czekać. Gdybym wtedy 
wiedziała, co dla mnie szykuje, nie cieszyłabym się tak bardzo.

Niespodziankowa impreza urodzinowa. Ot co!

No   i   oczywiście   przesadziłam   z   szampanem.   Jak   wiadomo   połączenie 
procentów i bąbelków nie wpływa dobrze na głowę, chyba, że ktoś należy do 
tych   nielicznych   szczęśliwców,   których   to   nie   rusza.   Ja   do   nich   się   nie 
zaliczam,   niestety.   Rano   odczułam   bolesne   skutki   mojej   niefrasobliwości. 
Przez   prawie   godzinę   szukałam   swojego   mózgu   (który   musiał   gdzieś   po 
drodze wypaść), zanim sobie przypomniałam, jak usilnie pracowałam nad 
tym stanem rzeczy. O cholera! Zapowiada się dzień wyjęty z życiorysu.

Po wyjściu z łazienki, odrobinę odświeżona, ale ani o krok bliżej znalezienia 
zagubionej części mojego ciała, usłyszałam dzwonek do drzwi. Ktoś mnie 
mocno nie lubi. Przecież można zapukać…

Przez   kolejną   godzinę   siedziałam   jak   zaczarowana,   gapiąc   się   na   bukiet 
białych róż i ściskając w dłoni ozdobną karteczkę z wypisanymi znajomą ręką 
słowami: 

Z całego serca… 

On mnie chce całkiem pogrążyć w rozpaczy czy może od razu wykończyć? 
To normalne wysyłać kwiaty swojej byłej dziewczynie, którą się na dokładkę 
rzuciło?   Nie,   on   na   pewno   nie   trzyma   standardu.   Chociaż   nie   mam 
szczególnego doświadczenia w tych sprawach, to jedno stanowi dla mnie 
pewnik.  Wyszedł   poza  szablon.  Cholera,  ale  kwiaty  piękne,   pomyślałam, 
ponownie wsadzając w nie nos. 

242 | 

S t r o n a

background image

Jak ja nienawidzę poniedziałków! Z drugiej jednak strony… No tak, przecież 
jestem   masochistką.   Potworne.   Nie   zmienia   to   faktu,   że   nie   mogłam   się 
doczekać chwili, gdy zobaczę Michała.

Tego dnia jednak nie pojawił  się na lekcjach.  Za to po ich zakończeniu 
zauważyłam znajomą sylwetkę, przepychającą się korytarzem w kierunku 
przeciwnym do ruchu, wylewających się ze szkoły, uczniów. 

– Monika? – Czułam, że coś nie gra. Po prostu to wiedziałam.

Odwróciła się gwałtownie i na jej pięknej twarzy odmalowała się… Czy ja 
wiem? Uraza? Cóż ja jej mogłam takiego zrobić, żeby sobie zasłużyć na takie 
uczucie?

– Co ty tutaj robisz? – zapytałam niepewnie.

  Przekonałam   się,   że   odniosłam   prawidłowe   wrażenie,   gdy   się   do   mnie 
odezwała:

– To chyba oczywiste? – prawie syknęła.

– Boże! – Zasłoniłam usta dłonią. Jej obecność musiała dotyczyć Michała. 
A jeśli tak, to na pewno coś się stało. Przestraszyłam się. – Co z nim?

– Masz czelność jeszcze pytać?

– Proszę, Monika – prawie ją błagałam. – Ja naprawdę nie wiem, o co ci 
chodzi. Powiedz, co się dzieje?

– Kopnęłaś go w dupę, a teraz pytasz, co się dzieje? – Była na mnie zła. – 
Nie sądziłam, że jesteś taka zakłamana.

Stałam jak zamroczona. Co ona powiedziała? Czy ja nie mam kłopotu ze 
słuchem, przypadkiem? Ja jego? Ale jak? Skąd taki wniosek?

– Że co? – wydusiłam w końcu z siebie.

– Nie udawaj. Powiedział mi. Nie chciał, ale go zmusiłam! 

243 | 

S t r o n a

background image

– I on ci powiedział, że to ja zostawiłam jego? Nie wierzę! – To się po prostu 
w pale nie mieści. Dlaczego ją tak okłamał? Żeby wyjść na niewiniątko? 
Tylko po co?

Przez głowę przelatywało mi tysiące myśli, ale żadna nie chciała zostać na 
dłużej. Ja chyba zwariowałam albo ten świat stanął na głowie. Co się tu 
w ogóle wyrabia?

Monika zapewne uważnie mi się przyglądała, bo zmienił się jej ton głosu:

– Agnieszka, chyba musimy porozmawiać.

– Też tak sądzę. Nic nie rozumiem. Naprawdę. – Próbowałam przetworzyć 
informacje,   ale   mój   wewnętrzny   komputer   odmówił   współpracy   lub   po 
prostu się spalił.

–   Dobrze!   –   Spojrzała   mi   w   oczy,   a   potem   dodała   już   spokojnym 
i opanowanym głosem, jaki znałam i lubiłam: – Poczekaj na mnie. Zaraz 
wrócę. 

Patrzyłam za nią, nadal oszołomiona, jak wchodziła do sekretariatu. Przyszła 
usprawiedliwić nieobecność brata. To oczywiste. Tylko dlaczego nie mógł 
tego zrobić sam? Jutro? To mi nie pasowało. Czyżby jutro też miało go nie 
być? Logiczny wniosek. Ale co? Jest chory? Nie, musi chodzić o coś innego.

– Nie mam dużo czasu – powiedziała dziesięć minut później, gdy pojawiła się 
ponownie   przede   mną.   Stałyśmy   przed   szkołą,   tuż   obok   parkingu.   – 
Taksówka na mnie czeka.

–   Rozumiem.   –   Taki   zwyczajowy   zwrot,   bo   ja   przecież   nic   a   nic   nie 
rozumiałam.

– Zauważyłam, że nie za bardzo…

Opowiedziałam   jej   w   kilku   słowach,   co   się   wydarzyło   między   mną 
i Michałem. Słuchała mnie uważnie, a jej oczy robiły się coraz szersze.

– Nie obraź się, ale nie wiem, które z was jest głupsze.

244 | 

S t r o n a

background image

–   Czy   teraz   powiesz   mi,   co   mu   się   stało?   –   zapytałam,   ignorując   jej 
komentarz.

– Jeszcze nic… Ale może się stać…

– Nie strasz mnie! Tylko mi powiedz.

– Michał postanowił pojechać do ojca…

– Nie! – krzyknęłam tak głośno, że kilka osób zwróciło na mnie uwagę.

– Właśnie, że tak! – Nie potrafiła ukryć, jak bardzo ten pomysł nie przypadł 
jej do gustu. – I jak widzę wiesz, co to może oznaczać. Powiedział ci…

– Tak – tylko tyle zdołałam wydusić.

Monika przyglądała mi się dłuższą chwilę.

– Agnieszka! – Podniosłam na nią wzrok. – Czy ty naprawdę nie rozumiesz? 
On to robi przez ciebie! Ubzdurał sobie, że na ciebie nie zasługuje. Że jest 
zły!

– Ale dlaczego przeze mnie? – Ja nadal nic nie pojmowałam. – Przecież to on 
się ode mnie odsunął. Żałował, że opowiedział mi o przeszłości. Uznał, że się 
pomylił, że nie czuje tyle, ile mu się wcześniej wydawało i w końcu mnie 
zostawił! – Nie mogłam się powstrzymać i przy ostatnich słowach łzy stanęły 
mi w oczach.

– Ty naprawdę wierzysz w to, co mówisz?

–   Monika!   –   Desperacja   i   rozpacz   zawarte   w   tym   słowie   stanowiły 
wystarczającą odpowiedź.

Wzięła mnie za ręce. Zdziwił mnie ten gest, ale nie protestowałam. 

– On cię kocha! – Pewność w jej głosie była zadziwiająca. – Kocha cię jak 
wariat! Którym niestety jest. Ale nie jest zły, tylko głupi i porywczy. 

– Naprawdę tak myślisz? – szepnęłam nieśmiało.

245 | 

S t r o n a

background image

Monika doskonale wiedziała, o którą część ją pytam. Odpowiedziała z lekkim 
rozbawieniem:

–   Ja   to   wiem!   Znam   go   troszeczkę.   –   Zastanowiła   się   przez   chwilę.   – 
Myślałam, że ty też go znasz… 

Kilkanaście minut później wioząca nas taksówka zatrzymała się przed domem 
Tadlerów   (jeśli   tak   można   nazwać   okazałą   rezydencję).   Odetchnęłam 
głęboko.

– Po co ją tu przywiozłaś? – Gniew to jego wizytówka, więc nawet się nie 
zdziwiłam. – Mówiłem, że nie zmienię zdania!

– Bo chciała – odpowiedziała Monika i mijając go, weszła do domu.

Zostaliśmy sami.

– Dlaczego wyjeżdżasz? – zapytałam cicho.

– Muszę!

– Przeze mnie?

– Agnieszka…

–   Proszę   cię,   powiedz   mi…   –   Bałam   się   patrzeć   mu   w   oczy,   więc 
kontemplowałam wzór na jego koszulce.

– Zostawiłem tam zbyt wiele niewyjaśnionych spraw!

– Ale dlaczego wyjeżdżasz właśnie teraz? – Głos mi zaczynał drżeć. Czułam, 
że nie zmieni zdania.

– Potrzebuję tego!

– Nie! – wyrwało mi się. – Proszę.

–   Jestem   cholernym   pierdolcem!   –   Chciałam   zaprotestować,   ale   mi   nie 
pozwolił. – Nie zaprzeczaj! Wiem, jaki jestem!

– Michał, proszę…

246 | 

S t r o n a

background image

– Muszę tam pojechać. Zmierzyć się z przeszłością. Inaczej nie będę mógł…

– Boję się, że nie wrócisz…

– Nie ułatwiasz mi… – Zobaczyłam w jego oczach niekłamaną rozterkę. 
Czyżbym   miała   aż   tak   duże   znaczenie?   Liczył   się   z   moim   zdaniem?   – 
Maleńka…

Jak cudownie było znowu to usłyszeć. Łzy stanęły mi w oczach. Nie miałam 
siły ich powstrzymywać.

– Michał…

Wyciągnął rękę i delikatnie pogłaskał mnie po policzku. Spojrzał mi głęboko 
w oczy i chyba dostrzegł tam przyzwolenie, którego szukał, bo przysunął się 
bliżej i mocno mnie przytulił. To była chwila! Krótka chwila! Tylko to ma mi 
po nim pozostać? Szybko wyswobodził się z moich ramion i odsunął. 

– Muszę jechać.

– Ale… – Chciałam mu powiedzieć tyle rzeczy i nie mogłam.

– Wrócę!

Do wieczora chodziłam jak zaczarowana. Nic do mnie nie docierało. Byłam 
zamknięta w swoim małym prywatnym świecie. Masa myśli przetaczała mi 
się przez głowę. Nie byłam w stanie się na żadną zdecydować. Mimo całego 
mojego talentu, takiego kociokwiku dotychczas nie zaliczyłam.

Z totalnego otępienia wyrwał mnie ostry dźwięk. Telefon. Gdzie ja go, do 
cholery, podziałam? A jest! Spojrzałam na wyświetlacz i zamarłam. Michał! 
Odebrałam połączenie i zapytałam drżącym głosem:

– Tak?

247 | 

S t r o n a

background image

30.

Telefon   nadal   milczy.   Dlaczego?   Sądziłam,   że   zadzwoni.   Czekałam   we 
wtorek   i   w   środę,   w   czwartek   zaczęłam   się   już   niepokoić,   a   w   piątek 
denerwować na całego. Może jednak wrócił do starego życia? I już go nie 
zobaczę? Nie mogłam tak nawet myśleć. 

Cóż, pozostaje mi tylko jedno. Zadzwonię do Moniki. Jeśli nie odzywa się 
również do niej i do matki… 

– Cześć – zaczęłam niepewnie.

–   Agnieszka!   –   Ucieszyła   się   na   dźwięk   mojego   głosu?   –   Świetnie,   że 
dzwonisz   –   ćwierkała   do   słuchawki.   –   Masz   czas?   Może   wybierzesz   się 
ze mną na zakupy? Połazimy trochę. Coś zjemy we Fregacie… albo gdzie 
będziesz chciała.  

Przeanalizowałam wylewność siostry Michała i jej propozycję. Oto najlepsze 
rozwiązanie.   Przez   telefon   to   żadna   rozmowa.   Właśnie   to   mnie 
powstrzymywało przez prawie cały tydzień przed wykręceniem jej numeru. 
Chciałam się dowiedzieć, co z nim się dzieje, ale… 

– Chętnie. – Tylko tyle udało mi się powiedzieć, bo zasypała mnie gradem 
pytań.

– Cudownie! Kiedy masz czas? Dasz radę za godzinę? Albo lepiej za dwie, to 
jeszcze zdążę złapać Konrada. Gdzie się spotkamy? Na starówce? A może 
podjadę po ciebie? Co ty na to?

–  Yyyy.   –  Całkiem   się   zgubiłam.   Chodząca   inteligencja   ze   mnie!   Ech.  – 
A czym podjedziesz? – W końcu zapytałam. Przecież to Michał robił za jej 
szofera. – Bo jak taksówką, to szkoda pieniędzy. Możemy…

– Konrad mnie podrzuci. Na pewno nie odmówi. – Prawie słyszałam jej 
uśmiech. Kim jest ten tajemniczy pan K.? Czyżby Monika miała chłopaka? – 
Czekaj na mnie za jakieś półtorej do dwóch godzin. Piknę, jak będziemy 
podjeżdżać. Ok?

248 | 

S t r o n a

background image

– Jasne. – Bardzo dziś jestem gadatliwa, nie ma co? 

– To pa. – I już jej nie było. Przez dłuższą chwilę gapiłam się jeszcze na 
telefon.

Dokładnie dwie godziny później zbiegałam ze schodów. Przyznaję szczerze, 
ciekawa byłam „nowego szofera”. Wypadłam na zewnątrz, oczekując jakiejś 
bajeranckiej   bryki   i   jakież   było   moje   zdziwienie,   gdy   pod   blokiem   nie 
zastałam żadnego sportowego cacka. Stało tam dość przyzwoite, granatowe 
auto (nie znam się, więc nie wiem nawet jakiej marki).

Za to kierowcy nie nazwałabym „dość przyzwoitym”. Chłopak, który wysiadł 
z samochodu, wyglądał jakby właśnie zszedł z bilbordu. Chociaż zasadniczo 
nie lubię blondynów, ten stanowił wyjątek, po prostu boskie ciacho. Nie był 
typem   cherubina,   raczej   niegrzecznego   chłopca.   Z   Moniką   tworzyli 
naprawdę zajebistą parę. Mogłam to doskonale ocenić, bo zaraz po tym, jak 
otworzył   jej   drzwi   i   podał   rękę,   szli   właśnie   w   moją   stronę.   Dobrze 
wychowany na dokładkę… Skąd ona go wytrzasnęła?

– Agnieszka – przywitała się ze mną, zanim się jeszcze zatrzymali. – To jest 
Konrad.

Uniosłam znacząco brew, ale ona jakby tego nie zauważyła i nie dodała, kim 
on jest. No cóż, na razie musi mi wystarczyć imię.

–   Miło   cię   poznać.   –   Głos,   tak   jak   i   powierzchowność   miał   całkiem 
przyjemny. Nie taki jak… wiadomo kogo, ale słuchało się go z niekłamaną 
przyjemnością. – Jesteś dziewczyną Michała? – I tu stracił parę punktów. 

– Już nie…

Teraz to on uniósł brew. W niedowierzaniu? Czy wie o czymś, o czym ja nie 
wiem? Chyba mi się po prostu wydawało.

Konrad zawiózł nas do centrum. Elegancko otworzył nam drzwi. Boże, jak 
mi to przypomina…

– O której mam przyjechać? – zwrócił się oczywiście do Moniki.

249 | 

S t r o n a

background image

– Zadzwonię – rzuciła przez ramię, ciągnąc mnie za sobą.

Zbyt czule to się z nim nie pożegnała. Może to jednak nie jej chłopak, tylko 
zwyczajny kolega? Chociaż patrzył na nią jakby chciał ją zjeść. Czy ona tego 
nie zauważyła?

– Jesteś pewnie ciekawa, kim on jest? – zaczęła, zanim zdążyłam ją o to 
zapytać. – Nie chciałam przy nim nic mówić. – Mrugnęła do mnie.

Czyli jest coś na rzeczy.

– Tak? – powiedziałam zachęcająco.

– Łazi za mną już od jakiegoś czasu – westchnęła. – Jak przejdzie próbę 
Moniki-złośnicy i rozkapryszonej księżniczki, to może coś z tego będzie.

– Testujesz go? – Nie mogłam uwierzyć. To mi do niej nie pasowało.

– Agnieszka, Konrad to straszny podrywacz. Z tego co wiem, to zmienia 
panienki jak rękawiczki.

– Ale coś do niego czujesz? – dopytywałam się.

– Powiem tak… – Zastanowiła się przez chwilę. – Chciałabym być jego 
dziewczyną. Taką prawdziwą. – Uśmiechnęła się szeroko.

– A kto to taki? Skąd go znasz? – zapytałam. – Bo wygląda jak z obrazka. – 
Nie mogłam się powstrzymać.

– Ładniutki. To prawda. Nie wiem tylko co z charakterem.

– I wychowany – dodałam. – Szarmancki typ. 

– Tym mnie ujął. Gdyby nie to, nie byłoby mowy o czymkolwiek.

– To gdzie go znalazłaś? – Po namyśle zmieniłam swoje pytanie: – A raczej 
gdzie on cię znalazł?

– To starszy brat mojej kumpeli z klasy. Jest w twoim wieku.

250 | 

S t r o n a

background image

Na   tym   w   sumie   zakończyła   się   ta   nasza   mała   dyskusja.   Oddałyśmy   się 
„tekstylnym   łowom”.   Nie   powiem,   żebym   polubiła   zakupy.   Było   to 
poświęcenie,   którego   wymagała   moja   „delikatna”   misja.   Chciałam   się 
dowiedzieć, co u Michała, to musiałam pocierpieć. Życie jest brutalne. 

Gdy   już   popadałam   w   rozpacz   i   prawie   wyłam   do   wyimaginowanego 
księżyca,   moja   towarzyszka   zaproponowała   lody   w   miłej   restauracyjce. 
Przyklasnęłam   temu   pomysłowi   z   ogromnym   entuzjazmem.   I   ulgą, 
oczywiście.

– Monika – zaczęłam niepewnie. – Czy Michał? To znaczy… co z nim? 
Wszystko gra? Wiesz coś? – I to by było na tyle w temacie mojej dyplomacji.

– Co? – Na jej twarzy odmalował się szok. – Nie dzwonił do ciebie?

– Ani razu… – Spuściłam oczy.

– Co za burak! Na łeb to się chyba z osłem zamienił. – W innej sytuacji bym 
się śmiała do rozpuku z jej miny i zacietrzewienia. W innej sytuacji… Na 
pewno nie w tej! – Dam mu popalić. Niech tylko zadzwoni…

– Nic mu nie mów, błagam.

– Dlaczego? – Szczerze się zdziwiła. – Łeb mu zmyję. Co za głupek!

– Nie rób tego. – Spojrzałam jej w oczy. – Proszę.

– Agnieszka, to głupie.

– Może i głupie – zgodziłam się. – Myślałam, że zadzwoni. Czekałam, ale 
skoro się nie odezwał do mnie, to nic mu nie mów.

– Boże! Zachowujecie się jak dzieci. Oboje!

No tak. Może i ona ma rację. Ale dlaczego nie dał znaku życia? Naprawdę 
myślałam… Że może jednak… Nie mogłam wyrzucić z pamięci sceny sprzed 
czterech dni. Wróciłam myślami do poniedziałku…

251 | 

S t r o n a

background image

Odebrałam   telefon   od   Michała   i   usłyszałam   w   słuchawce   jego   miękki, 
aksamitny głos:

– Zejdź na dół.

– Ale…

– Nie pytaj. Proszę, zejdź.

– Już idę.

Zanim   wyszłam   z   klatki,   przystanęłam,   wzięłam   kilka   oddechów,   żeby 
uspokoić   szalejący   puls.   Na   niewiele   się   to   zdało.   Cóż,   byłam   cała 
rozdygotana. Nie pojechał? Wrócił? Czy tylko zmienił termin?

Otworzyłam   zewnętrzne   drzwi   i   na   drżących   nogach   wyszłam   przed 
budynek.

Stał   naprzeciwko   mnie.   Bardzo   długo   patrzyliśmy   sobie   w   oczy.   Chęć 
zapamiętania każdego szczegółu była silniejsza od mojego stałego repertuaru: 
zawstydzenia,   skrępowania,   nieśmiałości.   Pożerałam   go   wzrokiem 
i przestałam się zastanawiać, jak mocno mogę tego później żałować. Liczyła 
się tylko ta chwila, ten moment. Nic więcej!

Nie wiem jakim cudem, ale nagle znalazłam się w jego ramionach. Tulił mnie 
i głaskał. A potem… mnie pocałował. Jak ja niesamowicie tęskniłam za nim. 
Za jego ciałem, ciepłym i bezpiecznym. Za jego dotykiem i pieszczotami. Za 
jego pocałunkami. 

Było w tym spotkaniu naszych ust tak wiele emocji, że nogi się pode mną 
ugięły.   Chwyciłam   się   Michała   jak   tonący   brzytwy…   I   to   nie   jest   złe 
porównanie. On stanowi dla mnie i ratunek i zgubę. Jednocześnie. Naprawdę 
zaczynam filozofować. 

I nagle wszystko się skończyło. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. 
A to tylko Michał się ode mnie odsunął.

– Przepraszam – wyszeptał. – Nie chciałem.

252 | 

S t r o n a

background image

– Nie chciałeś? – zapytał głupio.

– Nie chciałem wykorzystywać sytuacji. – A po namyśle dodał: – Nie mogłem 
się powstrzymać.

I jak ja mam to rozumieć?

– Michał…

– Poczekaj – przerwał mi. – Zanim coś powiesz, proszę, posłuchaj mnie przez 
chwilę.

Kiwnęłam głową na zgodę. Nie wiem, czy jakiekolwiek słowo przeszłoby mi 
przez gardło.

– Wiesz już jaki jestem… i nie może ci się to podobać – mówił powoli 
i ostrożnie. – Nie. Nie przerywaj mi, proszę. – Chciałam coś powiedzieć, 
tylko   sama   nie   wiem   właściwie   co.   Miał   przecież   rację.   Przynajmniej 
częściowo. – Jak nie pojadę, to zawsze będzie mnie to dręczyć i niszczyć od 
środka. Uciekłem przed moimi demonami, a teraz jest właściwy czas, by 
stawić   im   czoła.   –   Wyprostował   się   i   odniosłam   wrażenie,   że   zrobił   się 
jeszcze wyższy. – Muszę spojrzeć ojcu w twarz i wybaczyć nam obu.

– Michał… – Niełatwo mu było mówić to wszystko, a ja… Cholera, czułam 
jego ból. Może to brzmi banalnie, kiedyś bym się śmiała z takiego tekstu, ale 
teraz po prostu to odczuwałam.

– Proszę – zniżył głos, co tak u niego uwielbiałam. – Obiecaj mi…

Wszystko! Cokolwiek zechcesz, przemknęło mi przez myśl.

–   Że   na   mnie   zaczekasz.   –   Oczy   rozszerzyły   mi   się   ze   zdziwienia.   On 
naprawdę do mnie wróci? Ale dosłownie? Czy tylko… – Że nie podejmiesz 
żadnej decyzji, zanim nie wrócę i nie porozmawiamy… Obiecaj, proszę!

– Ja…

– Proszę, daj mi chociaż tyle.

253 | 

S t r o n a

background image

– Czego jeszcze od niej chcesz? – Nagle jak spod ziemi wyrósł obok nas 
Tomek.

Ruszył   na   towarzyszącego   mi   chłopaka,   wściekły   i   rozjuszony,   a   ja 
zauważyłam,   jak   ten   ostatni   cały   się   spina.   Musiałam   coś   zrobić. 
Powstrzymać ich. Wyciągnęłam dłoń, kładąc ją na piersi brata i krzycząc:

– Nie! – W tej samej chwili zauważyłam, jak Michał zmienia się na twarzy 
i zaciska kurczowo pięści. Kipiał jak przysłowiowy czajnik na gazie, więc 
drugą dłoń oparłam o jego klatę.

Zajebiście musiało to z boku wyglądać… Scena jak z taniego filmu. 

– Uspokójcie się! Ale już! – Nadal miałam podniesiony głos. To się w pale nie 
mieści, zachowują się jak dwa koguty.

– Jeszcze go bronisz? – warknął Tomek. – Mało ci? 

– Przestań – próbowałam go powstrzymać.

–   Żartujesz   sobie?   –   Nigdy   go   takim   nie   widziałam.   Też   potrafi   nieźle 
przestraszyć. – Ile masz zamiar jeszcze przepłakać przez niego nocy?

– Agnieszka? – To oczywiście omawiany „powód moich łez” zabrał głos. – To 
prawda?

–   A   jak   myślisz,   idioto?   –   Mój   brat   coraz   bardziej   mnie   zadziwiał. 
I dodatkowo wprawiał w zakłopotanie. Jak mógł mnie tak sprzedać?

– Tomek, przestań! – wymamrotałam zawstydzona. – To nie miejsce na takie 
dyskusje.   –   Nie   patrzyłam   na   Michała,   ale   zdawałam   sobie   sprawę,   że 
uważnie mnie obserwuje. – Czas też nie jest najodpowiedniejszy.

W końcu odważyłam się na niego zerknąć i zamarłam.

254 | 

S t r o n a

background image

31.

– Agnieszka? Żyjesz? – Głos Moniki przywrócił mnie do rzeczywistości. – 
Odpłynęłaś dziewczyno. Na całego!

– Wybacz.

– Wiedziałam, że czasem przynudzam – powiedziała, uśmiechając się szeroko 
– ale żeby aż tak?

– Nie! Nie! – zaprzeczyłam gwałtownie. – Zamyśliłam się, przepraszam.

– Rozumiem, że myślałaś o nim?

Zaczerwieniłam   się,   co   było   wystarczającą   odpowiedzią.   Starałam   się 
wytrzymać jej spojrzenie, gdy przypatrywała mi się uważnie. A nie należało 
to   do   prostych   zadań.   Przenikliwość   stanowi   chyba   u   Tadlerów   cechę 
rodzinną.   Mają   coś   takiego   w   oczach,   co   powoduje   pewnego   rodzaju 
bezwolność. Muszę jednak odnotować sukces na swoim koncie… udało mi 
się. Nie spuściłam oczu. Co za nowość.

– Przepraszam, przypomniałam sobie, jak wyjeżdżał.

–   Pożegnał   się   z   tobą?   –   Zainteresowanie   malujące   się   na   jej   twarzy 
przekonało mnie, że nie zadowoli się zdawkowymi wykrętami.

– Tak właściwie to nie – odpowiedziałam, ale po chwili dodałam: – Chociaż 
sama nie wiem, jak nazwać poniedziałkową scenę.

– Stało się coś? – zaniepokoiła się.

– I tak, i nie.

– Agnieszka! – Potrafię zniecierpliwić. – Krążysz wokół tematu.

– Przyjechał wieczorem i mówił takie dziwne rzeczy. Sama nie wiem, co 
mam o tym myśleć…

– Wieczorem? Jak to?

255 | 

S t r o n a

background image

– No tak koło dwudziestej…

– Dziwne. Czyli widziałaś się z nim dwa razy?

– Tak. Czemu dziwne? – zapytałam.

– Potem. Teraz mów, jak to było.

Opowiedziałam jej, co się wydarzyło. Szokujące, że poszło mi tak gładko. Do 
tej pory mówienie o pewnych sprawach przysparzało mi nie lada trudności. 
Tym razem nawet się mocno nie jąkałam. Czy sprawiła to jawna i szczera 
sympatia Moniki, czy może dorastam? Pytanie za sto punktów. Pominęłam 
tylko pocałunek. W sumie to sama nie wiem dlaczego.

– Wojowniczego masz braciszka. Ja zresztą też. – Uśmiechnęła się ironicznie. 
– I ten niedorobiony głupek, chyba przestanę się do niego przyznawać tak 
przy okazji, po prostu odjechał bez słowa?

– W sumie nie do końca…

Czy Michał się ze mną pożegnał? Sama nie wiem. Nie poukładałam sobie tego 
jeszcze, a tym bardziej nie przeanalizowałam (jeśli w przypadku mojej, skąd 
inąd   skomplikowanej,   umysłowości   wchodzi   w   grę   analizowanie 
czegokolwiek).   Jak   rozumieć   jego   zachowanie?   Albo   to,   co   mówił?   Nie 
powiedział: „Żegnaj” ani „Do zobaczenia”… W sumie nie użył zbyt wielu 
słów, ale to chyba nie one były najważniejsze. Ponownie wróciłam do sceny 
przed moim blokiem w poniedziałkowy wieczór.

Michał   po  prostu   mnie   zszokował.   Wyraz   jego  twarzy…   Nie  wiem,   czy 
potrafię to odpowiednio ubrać w słowa. Widziałam smutek, żal, a w końcu 
też i ból. Tak, wyglądał jakby dostał silny cios w splot słoneczny. A oczy… 
były dziwnie szkliste. Czyżby…? To przecież niemożliwe! Zdawało mi się. 
Nie zmienia to jednak faktu, że prawie padłam z wrażenia, widząc, jak na 
niego podziałały słowa mojego brata. 

– Maleńka…

256 | 

S t r o n a

background image

W tym samym momencie usłyszałam za plecami ciche warczenie. Tomek 
nadal  kipiał   ze  złości.  Nie  spojrzałam   nawet  na   niego.  Cała   moja  uwaga 
skupiała się teraz na nieziemsko zielonych oczach.

–   Ja…   –   Właściwie   to   sama   nie   wiedziałam,   co   chcę   powiedzieć,   więc 
zamknęłam   usta,   żeby   nie   wyglądać   (w   miarę   możliwości)   na   idiotkę 
z rozdziawioną gębą. 

Gapiłam   się   jednak   nadal   na   niego   i   jakoś   przestało   mi   to   tak   bardzo 
przeszkadzać.   Może   później   poczuję   się   z   tym   źle…   Teraz   nie   miało   to 
znaczenia. Chciałam zapamiętać każdy szczegół jego twarzy, blask jego oczu. 
I   dźwięk   głosu.   Tylko   to   się   dla   mnie   liczyło.   Tym   bardziej,   że   nie 
wiedziałam, kiedy go znów zobaczę. Czy w ogóle?

– Maleńka – powtórzył, dotykając mojej dłoni, która nadal spoczywała na 
jego piersi. Teraz dopiero zdałam sobie sprawę, jak mocno i gwałtownie biło 
jego serce.

Zadrżałam. Ścisnął lekko moje palce i podniósł do ust. Poczułam jego gorący 
oddech, a zaraz potem wargi.

– Okej, skoro ci to pasuje… – Usłyszałam oddalające się zrzędzenie brata. – 
Tylko pamiętaj, to twoja decyzja.

– Tak – rzuciłam machinalnie, nadal pożerając wzrokiem Michała. – Sama 
będę  sobie   winna.  – Nie wiem,  dlaczego  to  powiedziałam.   Może  Tomek 
musiał to usłyszeć, a tak właściwie, to chyba ja tego potrzebowałam. Tak, 
potrzebowałam wyznać to na głos.  

– Nie mów tak. – Schrypnięty szept doleciał do moich uszu. – Nigdy nie 
chciałem cię skrzywdzić… i nadal nie chcę.

Ale   skrzywdziłeś,   zadźwięczało   mi   w   głowie.   Nie   chciałam   jednak   teraz 
o tym myśleć. Przez chwilę Michał był znowu mój. Należał do mnie. Przez 
ten   krótki   moment   nie   istniały   ostatnie   tygodnie.   Jakby   nic   nas   nie 
rozdzieliło. Przymknęłam oczy, bo zdawałam sobie sprawę, że niechybnie 
popłyną   łzy.   On   nie   może   ich   zobaczyć.   Tak   sobie   postanowiłam. 

257 | 

S t r o n a

background image

I wytrzymam, choćby później miał mnie zalać wodospad. A nawet dwa. On 
nie zobaczy, jak płaczę.

– Nie wyjeżdżaj – naprawdę to powiedziałam. 

Zadziwiające.   Moja   śmiałość   przyrasta   wprost   proporcjonalnie   do 
odczuwanego lęku i (choć brzmi to strasznie patetycznie) rozpaczy. W tej 
chwili zrobiłabym wszystko, by go zatrzymać. Wszystko, a nawet jeszcze 
więcej. O cokolwiek by poprosił…

– Boże! Agnieszka, chciałbym zostać. – Był wzburzony, ale w zupełnie inny 
sposób niż jeszcze kilkanaście minut temu. – To jednak nie jest wyjście. 
Wtedy nic się nie zmieni.

W   mojej   głowie   wciąż   kołatały   te   dwa   słowa.   „Nie   wyjeżdżaj”.   „Nie 
wyjeżdżaj!”   Narastały   z   siłą   tornada.   Wypełniły   całą   wolną   przestrzeń. 
Zastępowały wszystkie inne myśli. Musiałam mieć je również wypisane na 
twarzy.

– Proszę…

– Kobieto! – Podniósł głos, ale nie z gniewu, raczej z desperacji. Takiego go 
chyba jeszcze nie widziałam i szczerze, nie chciałabym nigdy więcej oglądać. 
– Nie dręcz mnie, błagam.

Dopiero gdy jego samochód znikał za zakrętem, zdałam sobie sprawę, że 
przez   dłuższą   chwilę   wstrzymywałam   powietrze.   Dziwne,   że   się   nie 
udusiłam. Nadal stałam, gapiąc się na pustą ulicę. Poczułam ból. Zgięłam się 
w pół, jakbym teraz to ja dostała silny cios w brzuch. Uświadomiłam sobie, 
że jego   obraz   rozmywa   się.   Znika.   Czy   to   tylko   przez   zdradzieckie   łzy, 
których nie byłam już w stanie powstrzymywać? A może nie potrafiłam 
zatrzymać   jego   odbicia   w   mojej   świadomości?   Znękanej   świadomości… 
bez jakiegokolwiek potwierdzenia, że go jeszcze zobaczę.

– Wróć do mnie – szepnęłam prawie bezgłośnie. 

258 | 

S t r o n a

background image

Kiedy z powrotem znalazłam się w „Lothusie” (duchem czy czymkolwiek, co 
odpowiadało za mój odpływ we wspomnienia) zauważyłam kpiące spojrzenie 
Moniki. 

– Czy jesteś pewna, że potrzebujesz towarzystwa? – zażartowała.

No tak, zrobiłam to ponownie. Zaginęłam „w akcji”. To już się robi lekko 
niebezpieczne.   Brakowałoby,   żebym   zaczęła   tracić   przytomność,   bo 
świadomość już mnie opuszcza. Niedobrze.

– Już nie będę. 

– Kochasz go, prawda? – Nie spodziewałam się tak bezpośredniego pytania. 
Zaskoczyła mnie.

– Ja… – Co miałam jej powiedzieć? Że czuję się jak połowa siebie samej?

– Czy on o tym wie? – drążyła temat, co nie za bardzo mi się podobało. – 
Powiedziałaś mu?

– Monika…

–   Nie   powiedziałaś.   Tak   myślałam.   –   A   po   chwili   namysłu   dodała 
z uśmiechem: – On powinien wiedzieć. Może zachowałby się inaczej.

– Obiecaj, że nic mu nie powiesz. – Przestraszyłam się, że mogłaby to zrobić. 
– Ta rozmowa zostanie między nami, dobrze?

– Jeśli koniecznie tego chcesz…

Całe popołudnie intensywnie rozmyślałam. Czyżby Monika się nie myliła? 
Aż trudno uwierzyć. Jeśli jednak ma rację? Skołowaciałam zupełnie. Jeżeli 
Michał mnie… Trudno mi nawet o tym myśleć bez popadania w euforię 
i robienia sobie wielkich nadziei. Jeśli jednak mnie kocha i całe to nasze 
rozstanie było jednym wielkim nieporozumieniem? Boże! Może to prawda! 
Jakoś szczere rozmowy nigdy nam za dobrze nie wychodziły. Ja chowałam 
głowę w piasek jak struś albo czerwieniłam się jak piwonia i zamieniałam 
w ograniczoną   umysłowo   niemowę,   a   Michał…   On   zbyt szybko   się 

259 | 

S t r o n a

background image

denerwował. Jednym słowem komunikacja leżała na łopatkach. Oboje chyba 
woleliśmy sobie dopowiedzieć to, co wydawało się leżeć drugiemu z nas na 
sercu,   niż   posłuchać.   Szczególnie   ja   zaniżałam…   On jeszcze   próbował 
rozmawiać (no może poza naszą „ostateczną” rozmową), a ja… Ja tchórzyłam 
za każdym razem.

Tylko dlaczego nie dzwoni? Czy i w tej kwestii jego młodsza siostra ma rację? 
To nawet nie jest tak trudne do przyjęcia. Tylko czy to prawda?

Wieczorem dopadła mnie druga twarda „baba”. Niech mi wybaczone będzie 
to określenie. 

–   Unikasz   mnie   ostatnio   jak   ognia   –   powiedziała   bez   żadnego   wstępu 
Weronika. – Co się dzieje, Aga?

Popatrzyłam na nią i wybuchłam płaczem. Cóż za dojrzała reakcja!

Miałyśmy sporo do nadrobienia. Opowiedziałam jej wszystko ze szczegółami. 
Wiedziała   wcześniej   o   poniedziałkowej   konfrontacji.   Tomek   jednak 
troszeczkę wybielił swoje zachowanie.

– Oj, dam ja mu popalić! – Poważnie się zeźliła. – Chodząca niewinność. 
A niech go cholera!

–   Może   się   ciebie   bał?   –   Wdzięczna   za   zmianę   tematu,   przynajmniej 
częściową, nawet się lekko uśmiechnęłam na myśl, co czeka Tomaszka.

–   Michał   jednak   nie   jest   takim   bokserem.   –   To   tyle   w   kwestii   innego 
kierunku rozmowy. A już miałam nadzieję. – Nic nie zrobił temu twojemu 
nadgorliwemu bratu.

– Weronika – westchnęłam. – Byłam strasznie głupia.

– Nie da się ukryć. – Na jej szczerość zawsze mogę liczyć. Czasem powinna 
jednak skłamać. Nie obraziłabym się. – Kochasz go. – To nie brzmiało jak 
pytanie.

260 | 

S t r o n a

background image

– I dopiero teraz zaczynam wierzyć, że on mnie chyba też. – W końcu to 
powiedziałam. – Boję się, że jest już jednak za późno…

–   Zaczekaj…   –   Na   jej   twarzy   odmalowało   się   lekkie   osłupienie.   –   Nie 
rozumiem.

– A co tu jest niezrozumiałe? – Przyjrzałam się jej. – Zawaliłam sprawę.

– Zaraz, zaraz. Przecież to on cię rzucił. Sama mówiłaś.

–   A   jeśli   się   pomyliłam?   –   Naprawdę   mogło   tak   przecież   być.   –   A   jeśli 
zrozumiałam to, co chciałam zrozumieć i jak zwykle po swojemu?

– To byłabyś cała ty – skomentowała Weronika.

– Szczera do bólu.

– I za to mnie kochasz. – Uśmiech samozadowolenia rozjaśnił jej twarz.

– Nie  tylko  za  to –  powiedziałam,  a  po chwili  dodałam   z przekąsem:  – 
A może właśnie pomimo to.

– Dobra, nie zmieniaj tematu.

Zawsze czujna.

–   Michał   myśli,   że   to   ja   go   rzuciłam.   Że   nie   mogłam   znieść   jego 
gwałtowności, żeby nie powiedzieć gorzej.

– No spokojnym duchem to on nie jest…

– Raczej nie. – Posmutniałam, gdy dokończyła zdanie.

– I nie wróży to dobrze na przyszłość.

– Nie musisz mi tego mówić. Można się go bać… Czasem. – To niestety 
smutna prawda.

– Ale dlaczego tak źle zrozumiał sytuację?

– Nie dał mi dokończyć. Myślał, że chcę go zostawić i wyręczył mnie.

261 | 

S t r o n a

background image

– Jesteście strasznie głupi. Oboje.

– Weronika…

– Dobrze, już dobrze – łagodziła sytuację. – Co zamierzasz zrobić?

– Nie wiem – odpowiedziałam kompletnie szczerze. – A można jeszcze coś 
zrobić?

262 | 

S t r o n a

background image

32.

Reszta   weekendu   minęła   bez   większych   rewelacji.   I   nastał   kolejny 
znienawidzony dzień. Poniedziałek. Brrrr.

Lekko spóźniona pędziłam na złamanie karku po schodach, ledwo wyrabiając 
się   na   wirażach.   Wypadłam   z   klatki   i   o   mało   nie   zderzyłam   się   z… 
Konradem?

A co on, u licha, tutaj robił?

– Hej, Aga.

– Nooo… cześć – odpowiedziałam mało inteligentnie. Żadna rewelacja. – Co 
ty tutaj robisz?

– Przyjechałem zawieźć cię do szkoły. – Błysnął zębami w uśmiechu.

– Jak to? – Nic nie rozumiałam. Czyżby Monika go o to prosiła? To bez sensu.

– Po prostu miałem ochotę się z tobą zobaczyć.

On chyba sobie kpi. Zobaczyć się? Ze mną? Co, do cholery?

– To raczej nie jest najlepszy…

–   Dlaczego?   –   wszedł   mi   w   słowo.   Wyglądał   na   szczerze   zdziwionego. 
Pewnie   żadna   mu   jeszcze   nie   odmówiła.   Niczego.   –   To   jeden   z   moich 
ciekawszych pomysłów.

– Wiesz… – Gorączkowo  myślałam nad jakimś błyskotliwym tekstem. – 
Mamusia zawsze powtarzała, żebym nie wsiadała z obcymi do samochodu. – 
Uśmiechnęłam się, próbując ukryć skrępowanie. 

– Ale my się przecież znamy.

– Skoro tak twierdzisz…

– To co, jedziemy? – zapytał, pewny odpowiedzi. 

– Przejdę się, ale dziękuję.

263 | 

S t r o n a

background image

Odwróciłam się na pięcie i pomaszerowałam do szkoły. Teraz to już byłam 
naprawdę spóźniona.

Nie uszłam jednak kilku metrów, gdy mnie dogonił. Samochodem! Szłam 
szybkim   krokiem,   a   on   jechał   obok   „patrolówką”.   Auto   wydawało   się 
poruszać w ślimaczym tempie, gdy ja dostawałam już zadyszki.

– Może jednak wsiądziesz? – nie ustępował, wychylając idealnie ufryzowaną 
blond głowę przez okno.

– Nie trzeba.

Kolejne poranki  nie różniły się od tego. Konrad  się uparł.  I co tu kryć, 
zaczynał mnie irytować. To dość nowe dla mnie uczucie. Wzbierała we mnie 
chęć   i   co   ważniejsze   gotowość,   by   przestać   być   w   stosunku   do   niego 
„grzeczną dziewczynką”. 

Pojawiło się też coś jeszcze. Świadomość, że muszę powiedzieć Monice, co się 
dzieje.   To   będzie   trudne.   Nikt   nie   chce   słuchać   takich   „nowin”.   Siostra 
Michała to dojrzała i poukładana dziewczyna, ale nie miałam pewności, jak 
zareaguje na te rewelacje. Bałam się, że źle to zrozumie. A jak pomyśli, że go 
zachęcałam?

– Musisz jej powiedzieć – skomentowała Weronika. – Wiem, że najlepiej się 
nie wcinać między drzwi a framugę, bo wychodzi się na najgorszą. – Całkiem 
się z tym zgadzałam. – Ale to już nie jest zwykła nadgorliwość. Facet cię 
prześladuje. Ona musi wiedzieć, z kim się zadaje.

– A jeśli nie zrozumie? – Dręczyło mnie to. Nie chciałam stracić dobrej opinii 
u żadnego z Tadlerów.

–   Na   to   nic   nie   poradzisz.   –   Uśmiechnęła   się   pocieszająco.   –   Musisz 
zaryzykować.

Łatwo jej mówić. Zaryzykować? To może wiele zmienić. Jak wiele, wolałam 
nawet nie myśleć. 

264 | 

S t r o n a

background image

Cholera!   Weź   się   w   garść.   Jesteś   przecież   podobno   dorosłą   kobietą.   Czy 
rzeczywiście nie jest to określenie ciut na wyrost? Chciałam nią być. I teraz 
i później…   gdy   przyjdzie   mi   stanąć   oko   w   oko   z   Michałem.   Wtedy 
szczególnie.   Niemniej   jednak,   w   tej   chwili   myślałam   o   tym,   jak   mam 
rozmówić się z Moniką. Nie chciałam jej zrobić przykrości. Nie wiedziałam, 
jak daleko posunęły się sprawy między nią a Konradem. A jeśli są już parą, 
a on ją tak bezczelnie oszukuje?  Ona na to nie zasługuje! Postanowiłam! 
Niezależnie, jakie będą konsekwencje, powiem jej!

– Czy ty i Konrad jesteście już… parą? – zająknęłam się przy ostatnim słowie.

Monika przyjrzała mi się uważnie. Na jej twarzy odmalowało się zdziwienie, 
ale również czujność.

– Powiedzmy – odpowiedziała ostrożnie. – A do czego zmierzasz?

– Zupełnie nie wiem, jak ci to powiedzieć. – Najlepiej wprost, bez ogródek. 
Tylko czy ja tak potrafię? – Jest coś, o czym powinnaś wiedzieć…

Kurde,   jak   to   zabrzmiało…   Dramat!   Spojrzałam   jej   w   oczy.   Boże!   To 
trudniejsze, niż przypuszczałam.

– Najlepiej prosto z mostu.

Zamknęłam   oczy   i   na   jednym   oddechu   powiedziałam   o   zachowaniu   jej 
chłopaka w stosunku do mnie.

– Cholera, wiedziałam! – Wściekła się. Tylko na kogo?

Cała się skuliłam w oczekiwaniu na jej kolejne słowa.

– Od kiedy?

– Zaczęło się w poniedziałek…

– I dopiero teraz mi mówisz? – Zadrżałam. Zrozumiałam, że to nieodrodna 
siostra Michała. Aż kipiała ze złości. I teraz miałam pewność, że jej gniew 
skierowany jest we mnie.

– Nie wiedziałam, jak ci to powiedzieć…

265 | 

S t r o n a

background image

– To ile ty w końcu masz lat? – To oczywiście pytanie retoryczne, wiec 
nawet nie próbowałam odpowiadać. – Myślałam, że jesteś dorosła.

– Pójdę już. – Spuściłam głowę. Poczułam się naprawdę źle. Chociaż lepiej 
użyć słowa „paskudnie”. – Przepraszam.

– Agnieszka, czy powiedziałaś mi wszystko? – Zdziwił mnie ton jej głosu.

Wyraz jej twarzy zaskoczył mnie jeszcze bardziej.

– Tak, wszystko.

– To za co mnie przepraszasz?

Zastanowiłam się przez chwilę i nagle mnie olśniło. Ona myślała? O nie!

– Monika, ja naprawdę nic… To znaczy… – Motałam się coraz bardziej. 
Typowe. – Ja nie mogłabym… Przecież wiesz… – Co ja wyrabiam? – Nigdy 
bym ci czegoś takiego nie zrobiła – zakończyłam.

Uważnie   mi   się   przyglądała.   Czy   mi   wierzyła?   Zastanawiałam   się 
gorączkowo, co zrobię, jeśli jednak nie.

– Ok. Wierzę. – Odetchnęłam z ulgą. – Nie jesteś taka. – Na jej twarzy 
pojawił się krzywy uśmiech. – A poza tym kochasz mojego brata…

To   już   ustaliłyśmy   wcześniej.   Okropnie   się   zaczerwieniłam.   Na   szczęście 
Monika   zmieniła   temat.   To   nawet   przyjemne,   pomyślałam,   słuchając   jej 
planów na wakacje. Jak ona potrafi się rozgadać. Niesamowite. Wystarczy 
kiwać głową i od czasu do czasu rzucić jakąś zdawkową uwagę. Cały ciężar 
rozmowy brała na siebie.

Z perspektywy muszę uznać to popołudnie za całkiem udane, a obawiałam 
się przecież, że może skończyć się tragicznie… dla mnie, oczywiście.

Umówiłyśmy   się  na   niedzielę.  Miałam  przyjść  do  niej.   To  będzie   trochę 
dziwne   wejść   do   tego   domu   ze   świadomością,   że   nie   ma   tam   Michała. 
Hmmm.   Tak,   marnie   to   widzę.   Duszą   towarzystwa   raczej   nie   zostanę. 
Chociaż z drugiej strony, kiedy mogłam się tak nazwać?

266 | 

S t r o n a

background image

Całą sobotę rozmyślałam. Trzeba w końcu coś postanowić. Tak! To moja 
ostatnia szansa. Kiedy on wróci, muszę z nim szczerze porozmawiać. Jeśli, 
oczywiście, jeszcze będzie tego chciał. Miałam nadzieje, że tak (w pewnym 
sensie przecież obiecał mi rozmowę). W przeciwnym razie…Nie, nie mogę 
dopuścić do siebie takich myśli, bo tylko się niepotrzebnie zdołuję i znowu 
stchórzę. A robiłam to już zbyt wiele razy. Dość. Coś musi się zmienić. A tym 
„czymś” będę ja. Postanowiłam zawalczyć o „nas”.

Podobne wnioski towarzyszyły mi w drodze do Moniki. Moje zamyślenie 
zapewne spowodowało, że nie zauważyłam go od razu. Gdy to się w końcu 
stało, było odrobinę za późno. Wpadłam jak śliwka w kompot.

– Hej, a dokąd to? – Głos chłopaka stracił cały swój urok.

– Konrad?

– A co? Spodziewałaś się kogoś innego? – Z całą pewnością to nie ten sam 
sympatyczny blondyn, którego poznałam niecały tydzień temu.

– Nie. Dlaczego? – Nie jestem dobrą aktorką. Głos mi zadrżał.

– Boisz się mnie? – zapytał, a ja próbowałam się cofnąć. Wtedy on złapał 
mnie   za   ramiona.   Bolało.   –   To   dobrze.   Powinnaś.   Po   tym,   co   nagadałaś 
Monice.

– Tylko prawdę. – Po co go jeszcze prowokuję?

–   A   może   tylko   część   prawdy?   –   Lód   w   jego   głosie   mógłby   skutecznie 
schłodzić drinka. Dlaczego, do cholery, pomyślałam właśnie o alkoholu? – 
Nie jesteś przecież takim niewiniątkiem? Co, kotku?

Kotku? Bałam się go, to prawda, ale jednocześnie strasznie mnie wkurzał. 

– A może byłem za grzeczny? – zapytał z jadowitym uśmiechem. – Jak chcesz 
mogę być bardziej do niego podobny…

– Rzeczywiście? – Ten głos poznałabym wszędzie.

267 | 

S t r o n a

background image

Natrętny „adorator” gwałtownie się odwrócił. Zdążyłam jednak zauważyć 
jego  zszokowany   wyraz   twarzy.  Michała  to   on  się  tu  nie   spodziewał.   Ja 
zresztą   też   nie.   Odetchnęłam   z   ulgą,   mimo   że   nadal   pozostawałam 
w żelaznych kleszczach przytrzymujących mnie rąk. Już niedługo. 

– Puść ją – warknął mój rycerz, lśniącą zbroję i wierzchowca musiał gdzieś 
zostawić. (Ironia w takiej chwili?). Gapiłam się na niego bez zażenowania. 
Dziwne, ale tak właśnie było. Napawałam się jego widokiem i nawet nie 
przyszło mi do głowy, by się tego wstydzić. Czy spowodowała to ta dziwna 
sytuacja,   czy   fakt,   że   tak   długo   go   nie   widziałam…   nie   wiem.   Pewne 
wydawało mi się tylko to, że pomimo całego gniewu zniekształcającego jego 
piękną twarz, nic nie sprawiało mi większej przyjemności, niż patrzenie na 
niego. No, prawie nic. – W tej chwili!

– Odwal się! – Konrad chyba trochę udawał chojraka, ale szło mu całkiem 
nieźle. Prawie się nabrałam. – Rozmawiamy.

–   To   nazywasz   rozmową?   –   wyrzucił   z   siebie   gwałtownie,   kipiąc 
wściekłością.  Wzrok   miał  utkwiony  w  zaciśniętych  na  moich   ramionach 
dłoniach blondyna. – To może porozmawiasz ze mną?

– Nie mam o czym z tobą gadać…

– Mam inne zdanie na ten temat! – mówiąc to, Michał wyszarpnął mnie 
z niechcianego uścisku, lekko odsunął, zasłaniając swoim ciałem. 

Następne „wypadki” potoczyły się błyskawicznie. W jednej chwili Konrad 
stał, a zaraz potem leżał już na ziemi. Zanim to się jednak stało, jego pięść 
zdążyła sięgnąć celu. Michał mimo to oddał cios, który to właśnie posłał tego 
drugiego na „glebę”.

– Agnieszka, wsiadaj do samochodu. – Było coś w jego głosie, co kazało mi 
spełnić tę „prośbę” bez dyskusji. Dopiero teraz zauważyłam czarną beemkę 
zaparkowaną nieopodal. Gdybym nie bujała w obłokach, idąc tu, z pewnością 
zauważyłabym ją wcześniej.

268 | 

S t r o n a

background image

Przez  szybę widziałam,  jak podnosi za fraki niedoszłego  chłopaka  swojej 
siostry. Tamten szarpał się, próbując uwolnić, ale nie miał na to za wielkich 
szans.   Nagle   znieruchomiał   i   zauważyłam,   że   cały   zamienił   się   w   słuch. 
Wiele bym dała, by słyszeć ten monolog. Musiał być okrutnie ciekawy, skoro 
wzbudził tak wielkie zainteresowanie i przykuł całkowicie uwagę adresata.

– Nic ci nie zrobił? – zapytał chwilę później Michał, wsiadając do auta.

– Nie, wszystko w porządku. – Nie patrzyłam mu w oczy. Jeszcze nie byłam 
w stanie. – A co z tobą?

– Przeżyję. Dokąd chcesz jechać? – Właśnie odpalał silnik.

– Byle dalej stąd.

– Odwiozę cię do domu…

– Nie!

Gwałtownie   odwrócił   głowę   i   muszę   przyznać,   że   wyglądał   na   lekko 
zdziwionego. Fakt. Chyba nigdy nie słyszał u mnie tak stanowczego tonu.

– Więc dokąd? – Szybko się opanował.

– Musimy porozmawiać. – Pomyślałam o jednym idealnym miejscu, ale nie 
kojarzyło   mi   się   zbyt   pozytywnie   po   ostatniej   przeprowadzonej   tam 
„rozmowie”.

Jemu   też   chyba   przyszło   to   samo   do   głowy.   Chociaż   nie   miałam   na   to 
gwarancji.

–   Jesteś   pewna?   –   O  co   on   mnie   właściwie   pytał?   O   miejsce?   Czy   sens 
rozmowy?

Chyba nie uważa, że jest już za późno? O nie! A jeśli właśnie to sugerował? 
Nie mogę się teraz wycofać. Tak długo na niego czekałam. Poukładałam sobie 
nawet w głowie, co chcę mu powiedzieć. Nie odpuszczę teraz. Ten jeden raz 
muszę być twarda. Od tego zależy… Wszystko.

269 | 

S t r o n a

background image

–   Jestem   –   odpowiedziałam   z   całą   stanowczością   na   jaką   potrafiłam   się 
zdobyć.

– Dobrze. – Tylko tyle i aż tyle. Poddał się mojej woli. To już coś.

270 | 

S t r o n a

background image

33.

– Monika! – Z wrażenia całkiem o niej zapomniałam. – Pomyśli, że nie 
przyszłam.

– Nic podobnego.

– Jak to? – Przyjrzałam  mu się uważnie, wiercąc się na kanapie w jego 
przytulnym domku na odludziu.

Michał nie usiadł obok mnie. To nie był dobry znak, ale starałam się za 
mocno tym nie martwić. Zajmował miejsce naprzeciwko mnie. Zbyt daleko, 
by go dotknąć, ale wystarczająco blisko, aby dokładnie widzieć blask jego 
zielonych oczu. Świruję. Spokojnie, tylko spokojnie.

–   Po   prostu   byłaś   umówiona   ze   mną,   nie   z   nią.   –   Co   za   intrygantka. 
Wiedziała, kiedy Michał wraca i nie puściła pary z ust?

– Nic mi nie powiedziała – powtórzyłam swoje myśli na głos.

–   Chciałem   mieć   pewność,   że   ze   mną   porozmawiasz.   –   Czyżby   na   jego 
twarzy odmalowało się lekkie zawstydzenie? – Nie miej do niej pretensji. 
Zmusiłem ją.

– Postaram się. – Próbowałam być zabawna, ale chyba z marnym skutkiem.

– Teraz jednak… – Zamyślił się. – Nie wiem, czy…

– Wycofujesz się? – Nie udało mi się ukryć rozczarowania.

– Agnieszka. – Posmutniał jeszcze bardziej.  – Jak po tej scenie mam cię 
przekonać, że się zmieniłem? Jak mogłabyś mi uwierzyć?

– Tym razem to się nawet cieszę, że mu przyłożyłeś.

– Nie wygłupiaj się. – Zgasił mój entuzjazm.

– Nie żartuję. Należało mu się za Monikę…

– A za ciebie nie?

271 | 

S t r o n a

background image

– No może i za mnie – mruknęłam pod nosem. – Troszeczkę.

– Ten bydlak zasłużył na dużo więcej. – Spojrzał mi w oczy, aż zadrżałam. – 
Starałem się jednak powstrzymać.

– Czyli potrafisz? – zapytałam głupio. Przecież widziałam. Potrafi.

– Nie rozumiesz? Nie chcę być taki jak ojciec. – Ukrył twarz w dłoniach. – 
A czuję, że nieuchronnie to się dzieje.

–   Opowiedz   mi   o   nim.   –   Poczułam,   że   to   ważne.   Jeśli   mam   zrozumieć 
Michała, muszę poznać demony, przed którymi ucieka.

Podniósł wzrok. W jego oczach czaił się strach.

– To nie będzie wesoła opowieść. Jesteś na to gotowa?

– Tak.

Pół   godziny   później   siedziałam   w   całkowitym   szoku.   Jednak   nie   byłam 
gotowa. Nie na to, co usłyszałam. To po prostu nie do pojęcia. Jak on mógł się 
porównywać do ojca? To chore. Zatkało mnie kompletnie. A jak jego matka 
to znosiła? Tyle lat?

– Nie jesteś do niego podobny – szepnęłam nadal głęboko poruszona.

– Chciałbym, żeby tak było.  – Miałam nieprzepartą ochotę go przytulić, 
pocieszyć. Tak bezbronnym nie widziałam go nigdy. No może raz. – Ale się 
mylisz.

– Michał…

– Nie chcę, żebyś przeze mnie cierpiała – ciężko westchnął – a tak się właśnie 
dzieje, gdy jestem w pobliżu. – Boże, do czego on zmierza? Nie chce chyba? 
O nie! – Może powinienem…

– Nie! – prawie krzyknęłam. – Nie waż się tego nawet mówić!

I znowu to robię. Nie daję mu dokończyć i „dośpiewuję” sobie resztę.

272 | 

S t r o n a

background image

– Przepraszam, obiecałam sobie, że już nie będę nic dopowiadać i wysłucham 
wszystkiego, co masz mi do powiedzenia.

– Naprawdę tego chcesz?

– Tak! – Spojrzałam mu w oczy. Zadziwiające, ale przychodziło mi to coraz 
łatwiej. Widocznie odpowiednia motywacja czyni cuda. – Cokolwiek chcesz 
mi powiedzieć… 

– Nie wiem, kim jesteś i co masz takiego w sobie, że od pierwszego dnia nie 
potrafiłem trzymać się od ciebie z daleka. Przecież wiedziałem, chociaż nie 
przyznawałem się do tego nawet przed samym sobą, że nie doprowadzi to do 
niczego dobrego. Szczególnie dla ciebie… ale i dla mnie – zawiesił głos, a ja 
wstrzymałam oddech. Żałował! O Boże! – Nie wiem, czy to zrozumiesz, ale 
zdawałem sobie sprawę, iż czym lepiej cię poznam i czym bardziej się do 
ciebie   zbliżę,   tym   mocniej   cię   skrzywdzę…   Nie   chciałem   tego,   ale 
jednocześnie   nie   umiałem   się   powstrzymać.   Sięgnąłem   po   ciebie   jak   po 
zakazany owoc, zapominając, że nie tylko ja będę cierpieć. Tak bardzo nie 
chciałem dopuścić tych myśli do swojej świadomości, że chyba udało mi się 
o tym zapomnieć. I to był mój największy błąd. 

– Michał…

– Nie! Pozwól mi mówić. – Ton jego głosu powstrzymał mnie. Słuchałam. – 
Po moim przedstawieniu u Sebastiana zrozumiałem wiele rzeczy – zaczął 
powoli. – Odsuwałem to od siebie. Nie chciałem o tym myśleć, aż do tamtego 
wieczoru po prostu chowałem głowę w piasek. Wtedy jednak mnie olśniło. 
Stanowiłem   dla   ciebie   zagrożenie,   a   uwierz   mi,   nie   chciałbym   cię 
skrzywdzić, wolałbym zrobić coś złego sobie, niż jeszcze raz zobaczyć takie 
przerażenie  na twojej  twarzy  – przerwał  na chwilę  i zajrzał  mi głęboko 
w oczy. – Ale nawet wtedy nie znalazłem w sobie dostatecznie dużo siły, 
by zrobić to, co powinienem. Nie umiałem z ciebie zrezygnować. A gdy ty 
okazałaś   mi   tyle   ciepła   i   oddania,   po   prostu   przepadłem.   Byłem   niczym 
niewolnik   zdany   na   twoją   łaskę.   –   Iskierka   nadziei   zatliła   się   wątłym 
płomyczkiem.   –   Gdy   jednak   wróciłem   do   domu,   znów   dopadły   mnie 

273 | 

S t r o n a

background image

wątpliwości. Z daleka od ciebie zaczynałem jasno myśleć. Wiedziałem, że 
musimy się rozstać i jednocześnie zrobiłbym wszystko, żeby tak się nie stało. 
Wiem, to nielogiczne. Cały jestem totalnie pozbawiony sensu – zrobił pauzę, 
zaraz   jednak   kontynuował:   –   Odwlekałem   więc   nieuchronne.   I wtedy 
zrozumiałem, jak ciężko jest ci pogodzić się z moim charakterem. Wiem, że 
masz do mnie słabość, kłamałbym mówiąc, że nie zdaję sobie z tego sprawy. – 
Słabość?   On   naprawdę   nie   wie,   jak   bardzo   go   kocham?   Zadziwiające. 
Przecież nosiłam miłość wypisaną na twarzy. – Jednak to nie wystarczyło, 
byś   pogodziła   się   z   faktem,   że   twój   chłopak   to   nieobliczalny   choleryk 
i popaprany świr. – Tego nie mogłam spokojnie słuchać. Nie pozwolił mi 
jednak przerwać. – Nie! To jest prawda i nie zaprzeczaj. 

Z każdym słowem mylił się coraz bardziej, a ja pomyślałam, iż niełatwo 
będzie go przekonać. Zastanawiałam się, czy jest to w ogóle możliwe. Tak 
mocno   nabił   sobie   do   głowy,   że   nie   zasługuje   na   nic   dobrego…   Czy   ja 
nieskromnie pomyślałam o sobie jak o „czymś dobrym”? Nieważne. Istotne 
w tej chwili stało się tylko to, bym potrafiła przebić się przez tę jego skorupę. 
Uświadomić mu, jak bardzo go kocham. Muszę znaleźć odpowiednie słowa.

Michał mówił dalej:

– I wtedy poprosiłaś mnie o rozmowę – ściszył głos. – Szczerze, bałem się 
tego, co chcesz mi powiedzieć. Tak bardzo, że nie pozwoliłem ci dokończyć. 
To mój kolejny błąd. Już chwilę później gotów byłem błagać, byś mnie nie 
zostawiała. Obiecywać poprawę i wysłuchać każdego zarzutu, aby móc to 
naprawić. – Czemu tego nie zrobiłeś? Coś we mnie aż krzyczało. Zacisnęłam 
usta. – Później było jeszcze gorzej. Zdałem sobie sprawę, że bez ciebie jestem 
niekompletny. Jakbym stracił część siebie. Chciałem cię odzyskać. Paść przed 
tobą i żebrać. Rozumiałem twój gniew. A jednak nie potrafiłem się z tym 
pogodzić. Szalałem z rozpaczy. Powstrzymało mnie tylko jedno. – W tym 
momencie zapomniałam o oddychaniu. – Cóż miałbym ci ofiarować? Puste 
obietnice? Musiałem mieć coś więcej. I wtedy postanowiłem pojechać do 
ojca. Tylko tyle mogłem zrobić. Pogodzić się z przeszłością, rozliczyć się 
z nią. I pogrzebać na zawsze. A potem zawalczyć o ciebie. Nadzieja, którą 

274 | 

S t r o n a

background image

mi dałaś, przyjeżdżając  z Moniką… Tego dnia długo rozmyślałem.  Twoja 
reakcja  na   mój  wyjazd,   słowa,   wyraz   twarzy…   Musiałem  się   jeszcze   raz 
z tobą   zobaczyć.   Przekonać   się,   czy   to   nie   było   złudzenie.   Że   zależy   ci 
bardziej, niż to sobie wmawiałem.

Zamrugałam gwałtownie, by powstrzymać zbierające się pod powiekami łzy.

–   Płakałaś   przeze   mnie.   Cierpiałaś…   a   jednak   prosiłaś,   żebym   został. 
Obiecałbym ci wszystko, ale tego jednego nie mogłem zrobić. Nie mogłem 
zostać. Nie wiesz nawet, jakie to było trudne. – Wiem za to, jak trudne było 
dla   mnie!   –   Z   ciężkim   sercem   musiałem   cię   zostawić,   byśmy   mieli 
jakąkolwiek szansę. Teraz jednak…

–   Teraz   moja   kolej   –   przerwałam   mu   ostro.   –   Powiedziałeś   już   chyba 
wszystko.

– Agnieszka…

– Nie przerywaj – zaskoczyłam go. Takiej stanowczości się nie spodziewał. 
Ja zresztą też nie. – Poukładałam sobie wszystko, co chciałam ci powiedzieć, 
ale teraz… Sama nie wiem, jak zacząć. Po tym, co powiedziałeś… Zgłupiałam 
kompletnie. Tak bardzo się mylisz. 

Zastanowiłam   się   przez   chwilę,   odetchnęłam   głęboko   i   zaczęłam   swoją 
tyradę:

– Nie będę kłamać. Wtedy, tamtego nieszczęsnego wieczoru, bałam się. Nie 
wiem   tak   naprawdę,   ile   w   tym   było   strachu   o   samą   siebie…   Myślę,   iż 
niewiele. Bardziej chodziło o to, że byłeś gotów uderzyć własnego brata. 
Że zrobiłeś   krzywdę   sobie.   Zrozumiałam,   jak   mało   cię   znam.   A   może 
inaczej… Zobaczyłam, że masz dwie twarze. Tę, którą znałam i uwielbiałam, 
i tę drugą, przerażającą. Tak, wystraszyłeś mnie nie na żarty. Tylko nie do 
końca tak, jak myślisz.

Mówiąc   to   wszystko,   nie   patrzyłam   na   niego.   Teraz   jednak   podniosłam 
wzrok   i   spojrzałam   mu   w   oczy.   Wpatrywał   się   we   mnie   intensywnie, 
onieśmielająco. Słuchał mnie całym sobą. 

275 | 

S t r o n a

background image

– A potem powiedziałeś coś, w co nie byłam w stanie uwierzyć…

– Jak to? – przerwał mi.

– To bardzo proste. Od samego początku nie mieściło mi się w głowie, jak 
taki facet jak ty mógł zainteresować się taką dziewczyną jak ja. Taką szarą 
myszką. 

– Agnieszka…

– Nie. Zaczekaj. Tak właśnie myślałam. I chyba nadal trochę tak jest. 

–   To   przecież   bzdura.   Jesteś   wyjątkowa.   Boże,   jak   możesz   tak   siebie 
niedoceniać? – Na jego twarzy malowało się niedowierzanie, ale i troska.

– A ty? – Odbiłam piłeczkę. – Nie robisz przypadkiem tego samego?

– To co innego…

–   A   ja   myślę,   że   wcale   nie.   Jesteśmy   do   siebie   bardziej   podobni,   niż 
zdawałoby się na pierwszy rzut oka. Ja widzę w tobie wszystkie te cudowne 
cechy,   dzięki   którym   jesteś   taki   wspaniały,   a   ty   dostrzegasz   tylko   swoją 
gorącą krew.

–   Ładnie   to   ujęłaś   –   ciężko   westchnął.   –   Ale   niepotrzebnie   ubierasz   to 
w piękne słowa. Jestem nieobliczalną bombą zegarową.

–   Nawet   jeśli   tak   było,   to   już   nie   jest   –   powiedziałam   z   niesamowitą 
stanowczością.   Naprawdę   tak   uważałam.   –   Konrad   przeżył,   czyż   nie?   – 
Widząc jego minę, pożałowałam tego głupiego tekstu. – Przepraszam, ten 
żart był nie na miejscu. Nie zmienia to jednak faktu, że należało mu się 
pewnie znacznie więcej, niż mu wypłaciłeś. Poza tym, to on pierwszy cię 
uderzył. Tylko mu oddałeś. I wcale nie wpadłeś w ten swój słynny amok. 
Każdy na twoim miejscu byłby trochę zły. To ludzkie.

  – Trochę zły? – powiedział zszokowany. – Byłem wściekły. Aż kipiałem 
ze złości. Mógłbym mu…

276 | 

S t r o n a

background image

–   Ale   się   powstrzymałeś.   Nie   rozumiesz?   –   Spojrzałam   mu   w   oczy. 
Dostrzegłam   tam   nieukrywane   przerażenie.   On   bał   się   siebie   samego. 
Szokujące.   –   Potrafisz   to   opanować.   Jeśli   tylko   chcesz.   A   chcesz   tego, 
prawda?

– Nawet nie wiesz jak bardzo…

– I zobacz. Udało ci się.

– Agnieszka, to nie jest takie proste…

– Wiem. Ale to dobry początek. Znak, że wszystko może być inaczej.

– Czy ty mi chcesz powiedzieć… – przerwał na chwilę. – Naprawdę tego 
chcesz? – zapytał z niedowierzaniem. – Mimo wszystko… chcesz mnie?

– Zaczekaj. Jeszcze nie skończyłam. – Zamyśliłam się. Jak mu wyjaśnić? – 
Muszę ci jeszcze coś wytłumaczyć. Zanim zabraknie mi odwagi.

Lekko   się   do   mnie   uśmiechnął,   ale   widziałam   wyraźnie,   jaki   jest   spięty. 
Bał się moich kolejnych słów? 

– Po tym, jak powiedziałeś, że mnie… – Nie przeszło mi to słowo przez 
gardło. – No wiesz?

– Że cię kocham. – W jego głosie dominował smutek.

–   Dokładnie.   –   Nie   patrzyłam   mu   w   oczy.   Nie   mogłam.   –   Jak   to 
powiedziałeś… Kiedy to zrobiłeś… Uznałam, iż to efekt szoku, bolesnych 
wspomnień i sytuacji, w której się znaleźliśmy. To nie mogła być prawda. Nie 
mogłeś   przecież   kochać   mnie!?   –   Gdy   to   z   siebie   w   końcu   wyrzuciłam, 
zdałam   sobie   sprawę,   że   powinien   był   zaprzeczyć.   Jakoś   zareagować, 
a odpowiedziała mi tylko cisza. Czyżby…? Nieśmiało podniosłam wzrok i… 
– Michał!

Siedział   skulony   na   fotelu   z   twarzą   ukrytą   w   dłoniach.   Wyglądał   tak 
bezbronnie. Nie zastanawiając się, podeszłam, kucnęłam przed nim i oparłam 
dłonie o jego kolana. Drgnął.

277 | 

S t r o n a

background image

– Spójrz na mnie. – Gdybym miała czas się zastanowić, moje zachowanie 
wprawiłoby mnie w zakłopotanie. Teraz jednak mogłam myśleć tylko o nim. 
– Proszę.

– Boże, jestem żałosny – wyrwało mu się.

Podniósł na mnie wzrok i byłam pewna, że w jego oczach czają się łzy. 
Dlaczego tak zareagował? Nie rozumiałam.

– Wcale nie – zaprzeczyłam gorąco.

Chciałam go przytulić. Pocieszyć.  A właściwie to pragnęłam,  żeby to on 
przytulił   mnie.   Nie   starczyło   mi   jednak   odwagi,   aby   wykonać   jakiś   gest 
w tym kierunku. By go poprosić.

– Po prostu mnie żałowałaś – mówił jakby sam do siebie. – A ja myślałem, że 
może jednak… Łudziłem się. Wybacz.

Wstał, podtrzymując mnie, bym przy tym ruchu nie upadła. Szybko jednak 
się   odsunął   na   bezpieczną   odległość.   Ten   przelotny   dotyk   przywołał 
wspomnienia. Marzyłam, aby trwał dłużej. 

– Powinienem odwieźć cię do domu.

278 | 

S t r o n a

background image

34.

–   Naprawdę   tego   właśnie   chcesz?   –   Głos,   który   z   siebie   wydałam,   nie 
przypominał mojego głosu.

– Nie zniosę litości – odpowiedział zrezygnowany. – Nie od ciebie.

– To nie jest litość… – Nie miałam pewności, czy mnie usłyszał. Wydawał się 
zamyślony, a nawet nieobecny. A ja mówiłam bardzo cicho, bo zabrakło mi 
sił.

Przez dłuższą chwilę żadne z nas się nie odezwało. Cóż jeszcze można było 
dodać?

Cholera! Co ja najlepszego wyrabiam? Przecież go kocham. Obiecałam sobie, 
że zawalczę o nas. A teraz odpuszczam? Coś ze mną nie tak? On musi się 
dowiedzieć,   co   do   niego   czuję.   Skończył   się   czas   strachu   i   wątpliwości. 
Potrzebujemy tylko prawdy. Nawet jeśli jego uczucia do mnie nie są trwałe 
i cała ta nasza historia nie potrwa długo, nie zrezygnuję. Nie ma mowy. 

Właśnie   otwierałam   usta,   by   odkryć   przed   nim   swoje   serce,   gdy 
niespodziewanie chwycił mnie za ramiona, przysuwając do siebie. Był tak 
blisko. Czułam jego zapach. Nasze ciała niemal stykały się ze sobą. Przytul 
mnie,   prawie   to   powiedziałam.   A   wtedy   Michał   wyrzucił   z   siebie 
gwałtownie:

– Nie odtrącaj mnie. – Rozpacz. To jedyne słowo, jakie przychodzi mi do 
głowy. Właśnie to słyszałam w jego głosie. – Zrobię wszystko, co zechcesz. 
Pójdę na terapię. Zmienię się. Pozwól mi spróbować. Błagam. – Osłupiałam. – 
Chcę na ciebie zasłużyć. Na twoją miłość. Sprawić, byś mnie pokochała. Daj 
mi tylko szansę.

– Michał…

– Ja… Nie potrafię bez ciebie…

Kurwa, co jest? Michał się jąka? Przecież to moja specjalność! Aż trudno 
uwierzyć.

279 | 

S t r o n a

background image

Wyswobodziłam ręce z jego uścisku i dotknęłam ukochanej twarzy. 

– Nie wyjaśniłam ci jeszcze twojej pomyłki. – Teraz albo nigdy. – A raczej 
naszej.

Nie odezwał się, a ja patrzyłam mu w oczy, kontynuując:

– Tamtego dnia, gdy mnie tu przywiozłeś, gdy poprosiłam cię, byś mnie tu 
przywiózł – poprawiłam się. – Nie chciałam, żebyśmy się rozstali.

– Przecież…

– Poczekaj. Pozwól mi dokończyć. Odsuwałeś się ode mnie, a ja nic nie 
zrobiłam,   ani   nie   powiedziałam,   bo   bałam   się   pogorszyć   sprawę.   Nie 
rozumiałam wielu rzeczy. Szczególnie twoich uczuć. Myślałam, że żałujesz 
chwili słabości. Swojego wyznania. Że to nieprawda i dlatego się wycofujesz.

– Boże! Dlaczego?

– Taka już jestem. Zawsze byłam. Powiedziałeś: „Nie ma sensu tego dalej 
ciągnąć…”.   Wtedy   upewniłam   się,   że   już   mnie   nie   chcesz.   Że   żałujesz. 
Że tylko ułatwiłam ci sprawę, prosząc o rozmowę. 

– Maleńka.

Gwałtownie chwycił mnie w ramiona. Tego chciałam. Wtuliłam się w niego 
mocno. Obejmując, jakbym miała go już nigdy nie puścić.

– Myślałaś, że to ja cię zostawiłem. –W jego głosie pobrzmiewało lekkie 
niedowierzanie. – Dlatego byłaś na mnie taka zła.

– Nie radziłam sobie z tym – mówiłam z twarzą na jego piersi. Szalone bicie 
serca,   które   czułam   na   policzku,   słyszałam   wyraźnie   jak   najpiękniejszą 
muzykę. – Tęskniłam za tobą.

– Kocham cię, Maleńka. Niczego w życiu nie byłem tak pewny jak tego. 
Kocham cię.

280 | 

S t r o n a

background image

Podniosłam głowę i w tym momencie Michał odnalazł moje usta. Całował 
mnie zachłannie, jakby nic innego na całym świecie nie istniało. Tylko nas 
dwoje. Połączonych w tej magicznej chwili. Chciałam, by trwała wiecznie. 
Tak długo na to czekałam. Oddawałam pocałunki z całą miłością, jaką do 
niego czułam. A on tulił mnie mocno. Zaborczo biorąc w posiadanie i ciało, 
i duszę. Należały do niego. Zdawało mi się, że od zawsze. 

Błądził   dłońmi   po   moim   ciele,   a   ja   gotowa   byłam   śpiewać   z   radości. 
Głaskałam go po karku, przeczesywałam palcami jego jedwabiste włosy. Było 
tak,   jak   pamiętałam.   Cudownie.   Wtuliłam   się   w   niego   jeszcze   mocniej. 
Pożądał mnie. Czułam to doskonale.

– Maleńka… – Uwolnił moje usta i zajął się wrażliwą skórą na szyi. Muskał ją 
delikatnie, mamrocząc niezrozumiale: – Za długo… Błagam… Tak bardzo…

–   Michał   –   tylko   tyle   udało   mi   się   wyszeptać.   Jęczałam   pod   wpływem 
pieszczot, które przyprawiały mnie o zawrót głowy. 

Pragnęłam więcej, mocniej, szybciej. Świat wirował, a ja nie chciałam się 
zatrzymać. Już nigdy.

– Nie powinienem – westchnął, gdy jego ręce szukały drogi do mojej nagiej 
skóry.

Wsunął dłonie pod sweter, prawie przestałam oddychać, gdy przesunął je 
wzdłuż moich pleców. A zbliżając je nieuchronnie do piersi, obudził palące 
wspomnienia. Boże, tak rozpaczliwie go pragnęłam. 

– Proszę… – więcej nie dałam rady powiedzieć. 

Michał jęknął głośno, a zaraz potem poczułam, że tracę kontakt z podłogą. 
Uniósł mnie, jakbym nic nie ważyła. Chwyciłam go mocno za szyję. Tu jest 
moje   miejsce.   Właśnie   tu.   W   jego   ramionach   przestałam   myśleć 
o czymkolwiek. Tylko on i ja. Cały wszechświat to my. Nic innego się nie 
liczyło.

281 | 

S t r o n a

background image

Po nieźle zdanej maturze (nadal jestem w szoku, że tak dobrze mi poszła) 
i egzaminach na studia zorganizowaliśmy ognisko. Tak jakby na pożegnanie. 
Kameralnie. Tylko sześć osób. Byłam ja, oczywiście z Michałem, Weronika 
z moim uroczym braciszkiem i Monika, i tu niespodzianka, z Sebastianem. 
Okazało się, że świetnie do siebie pasują. Michał początkowo kręcił nosem na 
ich związek – jak to starszy brat. Nadopiekuńczość to zresztą jedna z jego 
głównych cech. Dziwne by było, gdyby zareagował inaczej. Z czasem jednak 
uznał, że lepszy Sebastian, niż miałby się Monice przytrafić burak pokroju 
Konrada. 

A co do nas…

Szokujące,   jak   wiele   się   zmieniło   od   naszej   pojednawczej   rozmowy. 
Oczywiście z moim charakterem nadal bywało ciężko. „Nie od razu Kraków 
zbudowano”,   więc   i   moja   przemiana   potrzebowała   czasu,   ale   podążałam 
dobrze   wyznaczoną   drogą.   Michał   mi   w   tym   bardzo   pomagał.   Starał   się 
i walczył   z   moimi   kompleksami.   Ja   nauczyłam   się   walczyć   z   jego. 
Wyedukowałam   się   też   w   kwestii   słuchania   (prawdziwego   słuchania) 
i rozmów,   nawet   tych   najpoważniejszych.   Zdarzały   się   nam   oczywiście 
nieporozumienia,   to   chyba   naturalne   w   każdym   związku,   ale   teraz 
potrafiliśmy   sobie   wszystko   wyjaśnić.   Pracowaliśmy   nad   sobą   i   naszą 
miłością. Żadne z nas nie chciało już nic spieprzyć. Wysiłek się opłacał. Było 
wspaniale, cudownie i coraz lepiej.

Z czasem przestałam się też krępować i wstydzić jego matki. Mogę nawet 
powiedzieć, że  się zaprzyjaźniłyśmy.  To  naprawdę  cudowna kobieta.  Nie 
miałabym   nic   przeciwko   takiej   teściowej.   Ups!   Chyba   się   trochę 
zagalopowałam. Chociaż z drugiej strony – mieliśmy przecież zamieszkać 
razem…

Ognisko przyjemnie grzało, ale o niebo bardziej wolałam ciepło bijące od 
Michała, do którego mocno się przytulałam.

– I co dalej? – zapytałam nagle. 

282 | 

S t r o n a

background image

Sama nie wiem, co chciałam usłyszeć. Kolejne zapewnienie? Tak! Mogłam 
słuchać   jego   wyznań   w   nieskończoność.   A   jemu   wcale   nie   nudziło   się 
powtarzanie, jak bardzo mnie kocha. Para idealna? Pewnie nie, lecz zupełnie 
mi to nie przeszkadzało.

– Świetlana przyszłość, Maleńka.

– A tak poważnie?

– Studia. Nowe życie. Ty i ja. – Przytulił mnie jeszcze mocniej. – Chyba, że 
uciekniesz z jakimś przystojnym studentem…

–   Interesuje   mnie   tylko   jeden   student.   Przystojny,   to   fakt,   zielonooki 
w czarnej beemce.

– Czyli chodzi o brykę? Tak?

– Ależ oczywiście! A o cóż innego mogłoby chodzić?

– Kocham cię.

– Nie tak bardzo jak ja ciebie! Mówiłam ci to już kiedyś?

– Parę razy. – Szeroki uśmiech rozjaśnił jego twarz. – Ale mógłbym tego 
słuchać w nieskończoność. – Czy ta jednomyślność o czymś nie świadczy?

– Kocham cię, kochanie moje. – Bardzo lubił, gdy tak właśnie wyznawałam 
mu miłość. – I nigdy nie przestanę.

Gdy tylko to powiedziałam, pocałował mnie. Zawsze tak robił. Tak jakby 
chciał wchłonąć moje słowa. Zatrzymać je na dłużej.

– Hej, gołąbki. – Któż to mógłby się odezwać jak nie Tomaszek? Zazdrości, 
czy co? No tak, on zostaje, a Weronika wyjeżdża. W sumie to nawet mi go 
trochę żal. – Nie jesteście tu sami. Przystopujcie odrobinę.

– Wiesz co, brat? – mówiąc to, zarzuciłam Michałowi ręce na szyję. – Zajmij 
się   lepiej   Weroniką,   bo   jak   się   nie   postarasz,   to   poszuka   sobie   jakiegoś 
przystojnego studenta.

283 | 

S t r o n a

background image

Wszyscy   wybuchliśmy   śmiechem.   Tak   właśnie   chcę   ich   zapamiętać.   Nie 
wiadomo, kiedy będziemy mieli szansę znów spotkać się w tym gronie.

– Czym sobie na ciebie zasłużyłem? – Usłyszałam mój ulubiony zachrypnięty 
głos tuż przy uchu.

– Byłeś widocznie bardzo grzecznym chłopcem…

–   Czyżby?   –   Błysnął   szelmowskim   uśmiechem.   –   Raczej   bardzo   złym 
i potrzebowałem mojego własnego, prywatnego anioła, żeby mnie ocalił.

– I udało się? – Droczenie się z nim przychodziło mi coraz łatwiej. Miłość 
rzeczywiście czyni cuda.

– Będziesz miała dużo czasu, by to ocenić.

–   I   nie   zamierzam   zmarnować   już   ani   jednej   minuty   –   odpowiedziałam 
z całkowitą pewnością w głosie.

KONIEC

284 | 

S t r o n a


Document Outline