background image

 

  

 

  

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

ARCYKAPŁAN 

  

ZA PLECAMI TYCH, KTÓRZY TWORZYLI HISTORIĘ, STOJĄ 

BOHATEROWIE, KTÓRZY NA ZAWSZE ZMIENILI JEJ BIEG 

 

 

Z charakterystyczną błyskotliwością pióra Francine Rivers 

opowiada kolejno, w fascynujący sposób charakteryzując 

poszczególne postaci, historie pięciu ludzi, którzy 

wiernie poszukiwali Boga, stojąc w cieniu wybranych przez 

Niego przywódców. 

background image

 

Arcykapłan 

Wojownik 

Prorok 

Książę 

Skryba 

 

Tych pięciu mężczyzn odpowiedziało na wezwanie Boga, aby 

służyli Mu wiernie, mimo że nie spotykało ich uznanie ani 

sława. Dawali z siebie wszystko, wiedząc, że nagrodę 

otrzymają być może dopiero po śmierci. Nie wolno nam 

zapomnieć historii ich życia. Niech ci wierni Bogu ludzie 

będą dla Ciebie, Drogi Czytelniku, wyzwaniem. 

FRANCINE RIYERS 

 

 

 

 

 

 

SYNOWIE 

 

ARCYKAPŁAN 

 

POCIESZENIA 

 

 

 

 

Tłumaczył: Krzysztof Bednarek 

 

background image

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Polskie Wydawnictwo Encyklopedyczne Radom 2007 

Redakcja i korekta: Bożena Kowaliszyn-Jabłońska 

Redakcja techniczna: Anna Korba 

Projekt okładki: copyright 2004 by Philip Howe 

Wszelkie prawa zastrzeżone. Wykonano za pozwoleniem 

Tyndale House Publishers 

Występujące w książce cytaty z Pisma Świętego przytoczono 

według Biblii Tysiąclecia, 

wersja online, Pallotinum/Wydział Teologiczny UAM, Poznań 

2003 

 

 

Copyright © 2007 by Polskie Wydawnictwo Encyklopedyczne 

za zgodą Browne&Miller Literary Associates, LLC Wszelkie 

prawa zastrzeżone 

The Priest: Aaron 

Copyright © 2004 by Francine Rivers 

Published by arrangement with Browne&Miller Literary 

background image

Associates, LLC Ali rights reseryed 

  

 

 

ISBN 978-83-7557-015-1 

 

Polskie Wydawnictwo Encyklopedyczne 26-606 Radom, ul. 

Wiejska 21 tel./fax (48) 366 56 23, 384 66 66 e-mail: 

polwen@polwen.pl; http://www.polwen.pl 

 

Druk i oprawa: 

Zakład Graficzny COLONEL sp. j. 

30-532 Kraków, ul. Dąbrowskiego 16 

tel. (12) 423 66 66, e-mail: biuro@colonel.com.pl 

  

Ludziom wiary, którzy służą w cieniu innych 

  

Chcę podziękować Peggy Lynch za wysłuchanie moich 

po¬mysłów i dostarczanie mi wyzwań, które skłaniały mnie 

do co¬raz głębszego poznawania poruszanych tematów. 

Chciałabym również podziękować Scottowi Mendelowi, który 

przesłał mi materiały ujmujące opisywane przeze mnie 

sprawy z punktu widzenia religii żydowskiej. A także 

Danielle Egan-Miller, która pomogła mi dojść do siebie po 

śmierci mojej przyjaciółki i wie¬loletniej agentki, Jane 

Jordan Browne. 

Jane była dla mnie znakomitą nauczycielką i wiem, że 

znalaz¬łam się w dobrych rękach. Chciałabym wreszcie 

podziękować mojemu wydawcy, Kathy Olson, za ciężką pracę, 

którą włożyła w realizację naszych projektów, na koniec 

background image

zaś wszystkim pracow¬nikom wydawnictwa Tyndale, za 

wysiłek, dzięki któremu moje opowieści trafiają w ręce 

czytelników. To od początku do końca zbiorowe dzieło. 

Chciałabym jednocześnie podziękować wszystkim, którzy 

przez lata modlili się za mnie, także podczas realizacji 

tego, szczególnego przedsięwzięcia. Niech Bóg posłuży się 

opowie¬dzianą przeze mnie historią, przyciągając ludzi do 

Jezusa, naszego ukochanego Pana i Zbawiciela. 

  

 

  

Ws T Ę P 

 

 

 

DROGI CZYTELNIKU, 

W Twoich rękach znalazła się pierwsza z serii pięciu 

krótkich powieści traktujących o biblijnych bohate¬rach, 

którzy służyli Bogu i ludziom, pozostając w cieniu 

innych. Żyli w czasach starożytnych, w kulturze 

odmien¬nej od naszej - a mimo to można odnieść ich losy 

do życia każdego z nas i trudnych problemów, z jakimi 

zmagamy się we współczesnym świecie. Znajdowali się w 

niezwykle trudnych sytuacjach, wykazywali się odwagą, 

podejmo¬wali ryzyko, postępowali w nieoczekiwany sposób. 

Żyli śmiało, czasami popełniali błędy - bardzo poważne 

błędy. Nie byli ludźmi idealnymi, jednak Bóg w Swoim 

nieskoń¬czonym miłosierdziu posłużył się nimi dla 

realizacji Swojego doskonałego planu ukazywania Siebie 

światu. 

background image

W dzisiejszych czasach wielu ludzi znajduje się w 

de¬speracji, miliony szukają odpowiedzi na nurtujące ich 

pytania. Ukazani w niniejszej serii powieści bohaterowie 

wskazują nam drogę. Rzeczy, których możemy się od nich 

nauczyć, pozostają tak samo aktualne jak tysiące lat 

temu, kiedy owi bohaterowie żyli. 

  

 

  

Są postaciami historycznymi, zaś tworząc swoje opo¬wieści 

o życiu każdego z nich, opierałam się na przeka¬zie 

biblijnym. Aby lepiej zapoznać się z życiem Aarona, 

zajrzyj, Drogi Czytelniku, do Pisma Świętego - do ksiąg: 

Wyjścia, Kapłańskiej oraz Liczb. Porównaj także z jego 

życiem opis Chrystusa jako naszego arcykapłana, 

przed¬stawiony w Liście św. Pawła do Hebrajczyków. 

Z drugiej strony niniejsza książka zalicza się do gatunku 

powieści historycznej, a zatem fikcji literackiej. Zarys 

opisanej historii pochodzi z Biblii - tworząc, wyszłam od 

podanych nam przez Pismo Święte faktów. Osnowę tę 

obudowałam fikcyjną akcją, dialogami, wykreowanymi przeze 

mnie wewnętrznymi motywacjami bohaterów, wprowadziłam 

także tu i ówdzie zmyślone postaci, które w moim poczuciu 

pasują do opisanych w Biblii sytuacji. Starałam się w 

każdym miejscu pozostać wierną przeka¬zowi biblijnemu, 

dodając doń jedynie to, co uznałam za niezbędne, aby 

pomóc Czytelnikowi zrozumieć przekaz Pisma Świętego. 

Najbardziej autorytatywnym dla chrześcijanina teks¬tem 

jest jednak samo Pismo Święte. Dlatego też zachę¬cam Cię, 

Drogi Czytelniku, do jego lektury, dla lepszego 

background image

zrozumienia jego rzeczywistego przekazu. Modlę się, abyś 

czytając Biblię, zdał sobie sprawę z ciągłości, spójności 

i potwierdzania się planu, jaki Bóg przygotował dla nas 

na całe wieki - planu, który dotyczy także Ciebie. 

 

Francine Rwers 

 

 

 

Aaron zdjął formę i odłożył na bok wysuszoną ce¬głę. 

Wyczuł, że w pobliżu ktoś stoi. Ogarnięty nagłym 

strachem, podniósł wzrok - w pobliżu nie było nikogo. 

Najbliżej niego stał Hebrajczyk, pisarz, który 

nadzoro¬wał ładowanie cegieł na wózek. Miały powiększyć 

zapas jednego z należących do faraona składów. Aaron 

otarł kropelki potu sponad ust i powrócił do pracy. 

Wokół opalone, zmęczone od pracy dzieci dźwi¬gały słomę, 

znosząc ją do kobiet, które ją roztrząsały. Opadała na 

muł, pokrywając go warstwą, niczym koc. Wówczas kobiety 

wdeptywały słomę w muł. Zlani potem mężczyźni wypełniali 

mieszaniną wiadra i zginając się pod ich ciężarem, 

wlewali muł do form, aby powstały cegły. Praca trwała od 

świtu aż do zmierzchu, bez prze¬rwy. Jedynie przed świtem 

Hebrajczycy mogli zajmować się uprawą swoich niewielkich 

ogródków i karmieniem zwierząt, by mieli co jeść. 

Gdzie jesteś, Panie? Dlaczego nam nie pomożesz? - myślał 

Aaron. 

- Ej, ty! Ruszaj się! 

Aaron skulił głowę i kryjąc gniew, przesunął się do 

background image

następnej formy. Kolana bolały go od kucania, plecy — od 

noszenia cegieł, szyja - od schylania się i ukłonów. 

Pousta¬wiał cegły w stosy, żeby inni mogli je ładować. W 

dołach i wokół nich roiło się od robotników, powietrze 

było ci꿬kie i gęste od nieprzyjemnego zapachu 

spracowanych ciał; ledwie dało się oddychać. Czasami 

śmierć wydawała się lepsza niż tak nieznośny los. Jakaż 

nadzieja przyświecała jemu czy komukolwiek spośród jego 

narodu? Bóg ich opuścił. Aaron starł pot z oczu i zdjął 

formę z następnej wysuszonej cegły. 

Znów ktoś do niego przemówił. Głos był cichszy niż szept, 

a jednak krew zaszumiała Aaronowi w uszach, a włosy na 

karku zjeżyły się. Znieruchomiał i pochylił się naprzód, 

nasłuchując. Rozejrzał się - nikt nie zwra¬cał na niego 

uwagi. 

Może coś się ze mną dzieje z powodu upału? — pomy¬ślał. 

Tak, to na pewno to. Każdy rok był dla niego cięższy, 

trudniejszy do ścierpienia. Miał już osiemdziesiąt trzy 

lata - dużo; i nie doświadczył w swoim długim życiu 

niczego poza niedolą. 

Aaron uniósł dłoń, drżał cały. Nadbiegł chłopiec z 

bu¬kłakiem wody. Aaron zaczął łapczywie pić, jednak 

ciepła ciecz nie uspokoiła go. Wciąż miał wrażenie, że 

ktoś przy¬gląda mu się z tak bliska, że czuł jego wzrok 

aż w kościach. Było to dziwne uczucie, bardzo silne, i 

przez to przera¬żające. Opadł na kolana i pochylił się 

naprzód jeszcze bardziej, pragnąc ukryć się przed słońcem 

i odpocząć. 

Nadzorca krzyknął znowu. Aaron wiedział, że jeśli zaraz 

nie powróci do pracy poczuje piekące uderzenie bata. 

background image

Nawet starzy jak on mężczyźni mieli obowiązek wyro¬bić 

dziennie ogromną ilość cegieł. Jeśli go nie wypełnili, 

spotykała ich dotkliwa kara. Ojciec Aarona, Amram, umarł 

z twarzą w błocie, podczas gdy Egipcjanin przy¬gniatał mu 

szyję stopą. 

Gdzie wtedy byłeś, Panie? Gdzież byłeś? 

Aaron nienawidził izraelskich pisarzy równie mocno jak 

Egipcjan. Dziękował jednak chociaż za nienawiść, gdyż 

dawała człowiekowi siłę. Im prędzej wyrobił obowiązkową 

liczbę cegieł, tym szybciej mógł zająć się pasaniem 

swojego stada owiec i kóz, i tym prędzej jego synowie 

mogli poświęcić czas uprawie skrawka ziemi Goszen, który 

rodził plony potrzebne na ich stół. 

Egipcjanie próbują nas zniszczyć, ale my wciąż żyjemy. 

Rozmnażamy się - myślał. Lecz jakież dobro na nas z tego 

powodu przychodzi? Wciąż tylko cierpimy i cierpimy. 

Aaron zdjął jeszcze jedną formę. Krople potu ściekały z 

jego brwi na utwardzoną glinę, plamiąc cegłę. Pot i krew 

Hebrajczyków skrapiały wszystko, co budowano w Egip¬cie! 

Posągi Ramzesa, pałace Ramzesa, spichrze Ramzesa, miasto 

Ramzesa - wszystko było poplamione. Władca Egiptu lubił 

nazywać wszystko własnym imieniem. Na tronie Egiptu 

zasiadała pycha! Stary faraon próbował topić hebrajskich 

synów w Nilu, teraz zaś Ramzes chciał powgniatać ich w 

błoto! Aaron dźwignął cegłę i postawił ją na stosie 

poprzednich. 

Kiedy nas wybawisz, Panie? Kiedyż strzaskasz zgina¬jące 

nasze plecy jarzmo niewolnictwa? Czyż to nie nasz przodek 

Józef ocalił ten plugawy kraj od głodowej śmierci? 

Spójrz, jak jesteśmy traktowani teraz! Faraon 

background image

wykorzystuje nas jako bydło robocze, do budowy swoich 

miast i pałaców! Czemuż nas opuściłeś, Boże? Ileż 

jesz¬cze, o ileż jeszcze czasu będą zabijać nas ciężką 

pracą, zanim nas od nich wyzwolisz, Panie? 

 

Aaronie. 

 

Tym razem Głos był wyraźny, pojawił się nie wia¬domo 

skąd, jakby w głowie Aarona, uciszając jego skłę¬bione 

myśli. Aaron poczuł Obecność, tak oczywistą, że 

przytłumiła wszystko inne, niewidzialne dłonie 

unie¬możliwiły mu mowę i unieruchomiły go. Tego Głosu nie 

można było pomylić z żadnym innym. Aaron rozpo¬znawał go 

całym sobą. 

 

Wyjdź na pustynię naprzeciw Mojżesza! 

 

Obecność opuściła Aarona. Wszystko stało się takie samo, 

jak przed chwilą. Do uszu Aarona znów dobiegały dźwięki - 

odgłosy mułu odklejającego się od stóp, stękanie mężczyzn 

dźwigających wiadra, wołanie kobiet o słomę, chrzęst 

piasku, który oznaczał, że ktoś nadchodzi, wypo¬wiedziane 

przekleństwo, wykrzyknięty rozkaz, świst bata. Aaron 

krzyknął, czując na plecach ból. Skulił się i osłonił 

głowę, mimo wszystko mniej bojąc się dozorcy niż Tego, 

który zawołał go po imieniu. Bat rozciął skórę Aarona, 

lecz Słowo Pana przedostało się głęboko do jego serca. 

Wstawaj, starcze! 

Jeśli miał szczęście, umrze. 

Poczuł kolejne, bolesne uderzenie. Potem usłyszał gło¬sy 

background image

krzyczących ludzi, a później ogarnęła go ciemność. 

Przypomniał sobie... 

Od iluż lat nie myślał o swoim bracie? Przypuszczał, że 

jego brat nie żyje, że jego wysuszone kości leżą gdzieś 

zapomniane na pustyni. Pierwszym wspomnieniem Aarona był 

płacz jego cierpiącej, zrozpaczonej i prze¬pełnionej 

gniewem matki. Powlekła wyplecioną przez siebie skrzynkę 

z papirusu żywicą i smołą. 

Faraon rozkazał oddać synów izraelskich Nilowi, 

Amramie, więc zrobię tak. Niech Pan go ocali! Niech okaże 

Swoje miłosierdzie! 

I Bóg okazał miłosierdzie, sprawiając, że skrzynka 

trafiła w ręce córki faraona. Ośmioletnia Miriam poszła 

za nią, żeby zobaczyć, co stało się z jej nowo 

narodzo¬nym braciszkiem. Zaproponowała śmiało Egipcjance, 

że sprowadzi kobietę, która wykarmi dziecko, po czym 

przyprowadziła swoją i jego matkę. 

Aaron zapamiętał ten dzień, chociaż miał wówczas dopiero 

trzy lata. Matka odsunęła od siebie jego rączkę i 

powiedziała: 

Puść mnie. Muszę iść. - Złapała go mocno za 

nad¬garstki, odepchnęła i powiedziała: - Weź go, Miriam. 

Kiedy wyszła, Aaron zaczął przeraźliwie płakać. Matka 

opus'ciła go. 

Cicho, Aaronie - szepnęła Miriam, przytulając go 

moc¬no. — Płacz nic ci nie pomoże. Wiesz, że Mojżesz 

potrzebuje mamy bardziej niż ty. Ty jesteś już dużym 

chłopczykiem. Możesz pomagać mi uprawiać ogródek i pasać 

owce. 

Każdego wieczoru matka wracała wraz z Mojżeszem, jednak 

background image

zajmowała się przede wszystkim najmłodszym synkiem. 

Zgodnie z rozkazem córki faraona, każdego ranka zanosiła 

dziecko do pałacu i pozostawała w pobliżu, na wypadek 

gdyby czegokolwiek potrzebowało. 

Mijały dni, i jedyną pocieszycielką Aarona pozosta¬wała 

Miriam. 

Wiesz, ja też za nią tęsknię - mówiła, ocierając 

poli¬czki z łez. - Ale Mojżeszowi jest potrzebna bardziej 

niż nam. Jeszcze karmi go piersią. 

Ja chcę do mamy! 

Nie zawsze ma się to, czego się chce. Przestań 

jęczeć. 

Dokąd mama codziennie wychodzi? 

Idzie tam, w górę rzeki. 

W górę rzeki? 

Do pałacu. - Miriam pokazała palcem. - Mieszka w nim 

córka faraona. 

Pewnego dnia, kiedy Miriam poszła doglądać ich stadka 

owiec, Aaron wymknął się. Mówiono mu, żeby tak nie robił, 

ale poszedł nad Nil, a potem zaczął iść wzdłuż rzeki, 

oddalając się od wioski. W wodzie żyły niebez¬pieczne, 

złe zwierzęta. Wysokie, ostre trzciny raniły rącz¬ki i 

nóżki przeciskającego się przez nie dziecka. Aaron 

usłyszał jeden i drugi chrzęst, to znów ryk, i jeszcze 

prze¬nikliwe wycie i gwałtowne chlapanie wody. To były 

kroko¬dyle. Mama mówiła mu, że mieszkają w Nilu. 

Usłyszał śmiejącą się kobietę. Przecisnął się pomię¬dzy 

trzcinami i podpełzł bliżej, aż zobaczył między gęstymi 

zielonymi łodygami kamienny taras, a na nim Egipcjankę 

trzymającą na kolanach niemowlę. Kołysała je i 

background image

przemawiała do niego cicho. Pocałowała je w szyję, a 

potem uniosła w stronę słońca niczym ofiarę. Dziecko 

zaczęło płakać. 

- Jokebed! - zawołała kobieta. 

Wtedy z cienia wstała matka Aarona, zeszła po schod¬kach 

i uśmiechając się, odebrała dziecko. Aaron wiedział już, 

że to jego braciszek. Kobiety zamieniły parę słów, po 

czym Egipcjanka weszła do pałacu. 

Aaron wstał, żeby mama zobaczyła go, gdyby spojrzała w 

jego stronę. Nie widziała go jednak - cały czas patrzyła 

tylko na małego Mojżesza. Karmiła go i śpiewała mu. Aaron 

stał osamotniony, przyglądając się, jak matka czule 

głaszcze Mojżesza po główce. Chciał do niej zawołać, ale 

głos uwiązł mu w gardle. Kiedy matka skończyła karmić, 

wstała i odwróciła się plecami do rzeki, biorąc Mojżesza 

na ramię. Potem sama weszła po schodkach do pałacu. 

Aaron usiadł w mule, kryjąc się wśród trzcin. Wokół 

bzyczały komary, rechotały żaby, a w dole odzywały się 

inne, bardziej złowieszcze dźwięki. Gdyby dopadł go wąż 

albo krokodyl, mama się nie zmartwi, bo ma Mojże¬sza! - 

myślał Aaron. Teraz kocha tylko jego. Całkiem zapomniała 

o swoim starszym synku. 

Aaron cierpiał, czuł się okropnie samotny. Jego młode 

serce pałało nienawiścią do braciszka, który odebrał mu 

matkę. Żałował, że skrzyneczka z papirusu niegdyś nie 

zatonęła. Wolałby, żeby Mojżesza zjadł krokodyl - 

wszyst¬kich innych nowo narodzonych chłopców pożerały 

krokodyle. 

Nagle Aaron usłyszał, że pomiędzy trzcinami coś idzie. 

Próbował się schować. 

background image

Aaron? - To była Miriam. - Wszędzie cię szukam! Jak 

ty tu trafiłeś? - Podniósł główkę, zapłakany. - Och, 

Aaronie... - Miriam popatrzyła tęsknie w stronę pałacu. - 

Widziałeś mamę? 

Aaron zwiesił głowę, łkając. Chude ramiona jego siostry 

otoczyły go. Miriam przytuliła Aarona i szepnęła: 

Ja też za nią tęsknię. - Głos jej się łamał. Aaron 

oparł główkę o jej pierś. - Ale musimy iść - ciągnęła. - 

Nie możemy narobić mamie kłopotów. 

Kiedy miał sześć lat, pewnej nocy matka wróciła do domu 

sama, cała zapłakana. Rozpaczała i mówiła bez przerwy o 

Mojżeszu i córce faraona: 

Ona kocha twojego braciszka. Będzie dla niego dobrą 

matką. Muszę pocieszyć się tym i zapomnieć, że to 

poganka. Wykształci go. A Mojżesz podrośnie i któregoś 

dnia stanie się wielkim człowiekiem. — Matka zwinęła w 

kłębek chustę i zaczęła przyciskać ją sobie do ust, żeby 

stłumiła jej szloch. Kołysała się naprzód i w tył. 

- Pewnego dnia Mojżesz do nas wróci - stwierdziła z 

za¬dowoleniem. 

Aaron miał nadzieję, że Mojżesz już nie wróci, że nigdy 

więcej nie zobaczy swojego brata. Miał ochotę krzyknąć: 

„Nienawidzę go! Nienawidzę go za to, że mi cię zabrał!". 

Mój syn będzie naszym wybawicielem — oznajmiła matka. 

Była w stanie mówić jedynie o Mojżeszu, wyba¬wicielu 

Izraela. 

W sercu Aarona narastała gorycz, aż wreszcie nie mógł już 

słuchać imienia brata. 

Po co w ogóle wróciłaś?! - zawołał pewnego 

popo¬łudnia, z wściekłością i łkaniem. — Dlaczego nie 

background image

zostałaś z Mojżeszem, skoro tak bardzo go kochasz?! 

Zamilcz, bo mama pomyśli, że pozwoliłam ci biegać do 

woli, kiedy jej nie było! - ostrzegła Miriam, łapiąc go 

za ręce. 

Ona nie myśli ani o tobie, ani o mnie! - odkrzyknął 

Aaron. Po czym, zobaczywszy wyraz twarzy matki, uciekł. 

Pobiegł aż do dołów, skąd wydobywano muł. Pracował tam 

już, rozrzucając słomę dla robotników, żeby można było 

wdeptywać ją w muł i robić z tego cegły 

Przynajmniej od tamtej pory matka mniej mówiła o 

Mojżeszu. W ogóle prawie przestała się odzywać. 

Aaron ocknął się z bolesnych wspomnień z dzieciń¬stwa, 

zobaczył przez półotwarte powieki nachylający się nad nim 

cień. Ktoś skropił jego usta kilkoma kroplami drogocennej 

wody Echa przeszłości opadały z niego jesz¬cze, 

teraźniejszość mieszała mu się ze wspomnieniami. 

Nawet jeżeli rzeka go ocali, Jokebed, ktokolwiek 

zobaczy, że jest obrzezany, będzie wiedział, że to 

dzie¬cko skazane na śmierć. 

Nie utopię własnego syna! Nie podniosę ręki na 

swojego syna - ty także nie! - Matka z płaczem włożyła 

śpiącego Mojżesza do skrzynki. 

Z pewnością Bóg zakpił owego dnia z bogów egip¬skich, 

bowiem sam Nil, życiodajna krew Egiptu, zaniósł małego 

Mojżesza w ręce córki faraona, która go poko¬chała. Córka 

człowieka, który rozkazał topić wszystkich nowo 

narodzonych izraelskich chłopców. Czyhający nad brzegami 

Nilu pomniejsi bogowie, pod postacią kroko¬dyli i 

hipopotamów, także nie zechcieli wykonać rozkazu faraona. 

Nikt jednak się z tego nie śmiał, gdyż zbyt wielu już 

background image

umarło i umierało co dnia. Aaron myślał czasami, że 

faraon jedynie dlatego odwołał w końcu zarządzenie, żeby 

mieć dostatecznie dużo niewolników, którzy będą wyrabiać 

mu cegły, odłupywać kamienne bloki i budo¬wać jego 

miasta. 

Dlaczego brat Aarona jako jedyny przeżył? Czy 

rzeczywiście miał stać się wybawicielem Izraela? 

Życiem małego Aarona dyrygowała Miriam, nawet po powrocie 

do domu ich matki. Siostra chroniła Aarona, niczym lwica 

ochrania swoje szczenię. Nawet wówczas, pomimo 

niezwykłych wydarzeń związanych z Mojże¬szem, życie 

Aarona nie zmieniło się. Nauczył się paść owce. Zanosił 

słomę do dołów z mułem. W wieku sześciu lat zaczął już 

nabierać mułu do wiader. 

Żył życiem niewolnika, podczas gdy Mojżesz dora¬stał w 

pałacu. Aarona uczono jedynie ciężkiej pracy, był 

popychany i bity przez dozorców; tymczasem Mojżesza 

uczono czytać, pisać, mówić i żyć życiem Egipcjanina. 

Aaron ubierał się w nędzne szmaty. Mojżesz zaś nosił 

piękne, lniane ubrania. Aaron jadał niewyrośnięty chleb i 

to, co matka i siostra zdołały wyhodować na należącym do 

nich skrawku twardej, suchej ziemi. Mojżesz napeł¬niał 

swój żołądek jedzeniem podawanym przez niewol¬ników. 

Aaron pracował pod palącym słońcem, umazany po kolana 

mułem. Mojżesz przesiadywał w chłodnych, kamiennych 

korytarzach i był traktowany jak egipski książę, mimo 

swojej hebrajskiej krwi. Życie Mojżesza było łatwe, a nie 

pełne trudu i znoju. Był człowiekiem wolnym, nie 

niewolnikiem. Nie cierpiał niedostatku, ale cieszył się 

obfitością wszystkiego. Aaron wiedział, że urodził się 

background image

niewolnikiem i umrze jako niewolnik. 

Chyba że Bóg wybawi Swój lud. 

Czy Mojżesz jest Twoim wybranym, Panie? 

Prawie całe życie targała Aaronem zazdrość, nosił w sobie 

urazę do brata. Lecz czy to wina Mojżesza, że został 

odebrany rodzinie i wychowany przez czczących bożki 

obcych? 

Aaron nie widział Mojżesza przez wiele lat, aż wresz¬cie 

któregoś dnia Mojżesz stanął w progu ich domu. Matka 

zerwała się z krzykiem i przytuliła syna. Aaron nie 

wiedział, co myśleć, ani nawet — co czuć. Tym bardziej, 

czego spodziewać się po bracie, który wyglądał jak 

Egip¬cjanin i nie umiał nawet mówić po hebrajsku. Dotąd 

Aaron czuł do niego urazę, teraz ogarniało go zmieszanie, 

kiedy okazało się, że Mojżesz pragnie przebywać pośród 

niewolników. Dlaczego postanowił zamieszkać w ziemi 

Goszen? Mógł przecież jeździć rydwanem i polować na lwy, 

w towarzystwie innych młodych mężczyzn z domu faraona. 

Cóż pragnął zyskać, pracując ramię w ramię z 

niewolnikami? 

— 

Nienawidzisz mnie, prawda, Aaronie? - spytał kiedyś. 

Aaron znał egipski, choć Mojżesz nie rozumiał 

hebraj¬skiego. Aaron musiał się chwilę zastanowić. 

— 

Nie. Nie nienawidzę cię - odparł. Nie czuł nic 

specjal¬nego poza brakiem zaufania. — Co właściwie tu 

robisz? 

— 

Jestem jednym z was. 

Odpowiedź Mojżesza rozwścieczyła Aarona. 

— 

Czy po to wszyscy ryzykowaliśmy życiem, żebyś 

skończył jak my, w dole z mułem?! 

background image

— 

Jeśli mam spróbować uwolnić mój lud, czyż nie 

powinienem go poznać? 

 

— 

Cóż za wspaniałomyślność! 

— 

Potrzebny wam przywódca. 

Matka za każdym razem broniła Mojżesza. 

— 

Czy nie mówiłam ci, że mój syn wybierze własny naród, 

a nie naszych wrogów? - powtarzała. 

A czy Mojżesz nie przydałby się im raczej w pałacu 

faraona, wstawiając się u niego za Hebrajczykami? Czyżby 

myślał, że zaskarbi sobie szacunek faraona, pracując 

pośród niewolników? Aaron nie rozumiał Mojżesza, i nie 

wiedział, czy go lubi, po wszystkich latach nierównych 

warunków, w jakich żyli. 

Dlaczego właściwie miałby lubić Mojżesza? O co temu 

człowiekowi chodziło? Czy był szpiegiem faraona, 

przy¬słanym do nich, aby dowiedział się, czy ci nędzni 

Izraelici planują sprzymierzyć się z nieprzyjaciółmi 

Egiptu? Być może i przechodziło im to przez myśl, jednak 

w rękach Filistynów nie byłoby im lżej niż u Egipcjan. 

Gdzież jest Bóg, kiedy Go potrzebujemy? Daleko, ślepy i 

głuchy na nasze wołanie o wybawienie! — myślał Aaron. 

Jako adoptowany syn córki faraona, Mojżesz prze¬chadzał 

się po wspaniałych pałacowych korytarzach, odziedziczył 

jednak krew i temperament Lewitów. Kiedy zobaczył, jak 

Egipcjanin bije niewolnika Lewitę, posta¬nowił wymierzyć 

sprawiedliwość. Aaron i kilku innych patrzyło z 

przerażeniem, jak Mojżesz powala Egipcjanina na ziemię. 

Gapie uciekli, podczas gdy Mojżesz ukrył ciało zabitego 

przeciwnika w piasku. 

background image

— 

Ktoś musi was bronić! — zawołał Mojżesz do Aarona, 

który pomagał mu zakopywać dowód przestępstwa. -Pomyśl 

tylko: gdyby tak tysiące niewolników powstało przeciw 

swoim panom... Tego właśnie boją się Egipcja¬nie, 

Aaronie. To dlatego ładują wam na plecy trudne do 

udźwignięcia ciężary i starają się zabić was pracą. 

— 

Takim właśnie chcesz być przywódcą? — zapytał w 

odpowiedzi Aaron. - Chcesz zabijać Egipcjan, podob¬nie 

jak oni zabijają nas? - Czy to była droga do wyba¬wienia? 

Czy ich wybawicielem miał być wojownik, który poprowadzi 

ich do bitwy? Czy włoży w ich ręce miecz? Serce Aarona 

przepełniała nienawiść, narosła w ciągu długich lat 

niewolniczego życia. Och, jak łatwo byłoby poddać się 

nienawiści! 

Plotka rozeszła się błyskawicznie, jak drobny piasek 

gnany pustynnym wiatrem. Dotarła do uszu samego fa¬raona. 

Następnego dnia Mojżesz zobaczył bijących się między sobą 

Hebrajczyków. Próbował uspokoić winnego, a wtedy ten 

spytał: 

- Któż cię ustanowił naszym przełożonym i rozjemcą? Czy 

chcesz mnie zabić, jak zabiłeś Egipcjanina? — 

Najwy¬raźniej ludzie nie chcieli, żeby Mojżesz był ich 

wyba¬wicielem. Był w ich oczach zagadkowym człowiekiem, 

któremu nie można ufać. 

Tym razem córka faraona nie była w stanie ocalić 

Moj¬żesza. Ile czasu może przeżyć człowiek znienawidzony 

i ścigany przez faraona, a jednocześnie wzgardzony przez 

zazdrosnych braci? 

Mojżesz odszedł na pustynię i odtąd więcej o nim nie 

słyszano. 

background image

Nie zdążył nawet pożegnać się z matką, która wierzyła, że 

urodziła go po to, aby wyzwolił lud Izraela z niewoli. 

Mojżesz zabrał jednak ze sobą na pustynię nadzieje i 

ma¬rzenia matki. Nie minął rok, kiedy umarła. Los 

egipskiej matki Mojżesza nie był znany, ale faraon wciąż 

żył i żył, budował swoje spichrze, posągi, i przede 

wszystkim, swój ogromny grobowiec. Był on leciwie 

wykończony, kiedy w Dolinę Królów zaniesiono sarkofag z 

zabalsamowanym ciałem faraona. Podążał za nim 

wielotysięczny orszak, ze złotymi bożkami, należącymi do 

faraona przedmio¬tami i zaopatrzeniem dla niego na życie 

pośmiertne, które, jak wierzono, miało być jeszcze 

wspanialsze niż to, które wiódł na ziemi. 

Teraz jego syn, Ramzes, nosił koronę w kształcie węża i 

wznosił miecz nad głowami Izraelitów. Był okrutny, 

arogancki i uwielbiał ich gnębić. Dlatego kiedy Amram nie 

był w stanie podnieść się z dołu, został uduszony w mule. 

Aaron dobiegł wieku osiemdziesięciu trzech lat, był chudy 

jak trzcina. Wiedział, że niedługo umrze, po nim zaś jego 

synowie, wreszcie synowie ich synów, i tak przez 

pokolenia. 

Chyba że Bóg ich wyzwoli. 

Panie, Panie, czemuś opuścił Swój lud?—modlił się Aaron, 

zdesperowany, zrozpaczony. Jedynym przejawem wolno¬ści, 

jaki mu pozostawał, była możliwość wołania do Boga o 

pomoc. Czyż Pan nie zawarł przymierza z Abrahamem, 

Izaakiem i Jakubem? Panie, Panie, wysłuchaj mojej 

modli¬twy! Pomóż nam!... Jeśli Bóg istniał, gdzie był? 

Czy widział krwawe pręgi na plecach Izraelitów, i ich 

zmęczone, wyblakłe spojrzenia? Czy słyszał płacz dzieci 

background image

Abrahama? Ojciec i matka Aarona trwali w wierze w 

niewidzialnego Boga. 

Gdzież indziej możemy odnaleźć nadzieję, Panie? — wołał w 

myśli Aaron. - Ileż, o ileż czasu musimy czekać, aż nas 

wybawisz? Pomóż nam! Boże, dlaczego nam nie pomagasz? 

Rodzice Aarona już dawno zostali pochowani w piasku. 

Aaron postąpił zgodnie z wolą ojca i ożenił się z 

Elżbietą, z pokolenia Judy. Zanim zmarła, urodziła mu 

czterech pięk¬nych synów. Były takie dni, w które Aaron 

zazdrościł zmar¬łym. Przynajmniej oni odpoczywali. 

Przynajmniej ich ciągłe modlitwy ustały, a Boże milczenie 

już ich nie bolało. 

Ojcze? - Ktoś uniósł głowę Aarona i podał mu wody. 

Aaron otworzył oczy i zobaczył, że stoi nad nim jego syn 

Eleazar. 

Bóg do mnie przemówił — szepnął cichutko Aaron. 

Nie słyszę cię, ojcze - odpowiedział Eleazar, 

nachy¬lając się. - Co powiedziałeś? 

Aaron zapłakał; nie był w stanie mówić więcej. Bóg 

nareszcie przemówił. Aaron wiedział, że od tej chwili 

jego życie się zmieni. 

 

Zebrał wszystkich czterech synów: Nadaba, Abihu, Eleazara 

i Itamara, a także swoją siostrę Miriam, i oznaj¬mił im 

wszystkim, że Bóg nakazał mu wyjść na pustynię naprzeciw 

Mojżesza. 

Nasz wuj nie żyje - odparł Nadab. - To słońce do 

ciebie przemówiło. 

Ojcze, od czterdziestu lat się nie odzywał. 

Mojżesz żyje — przerwał Aaron, unosząc rękę. 

background image

Skąd wiesz, że to Bóg do ciebie przemówił, ojcze? -

dopytywał się Abihu. - Cały dzień pracowałeś na słońcu. 

Pewnie dało ci się we znaki, przecież nie pierwszy raz. 

— 

Jesteś pewien? - wtórowała Miriam. - Od tak dawna na 

to czekamy! 

— 

Tak, jestem pewien. Nie można sobie wyobrazić 

po¬dobnego głosu. Nie umiem tego wytłumaczyć, nie mam 

nawet na to czasu. Musicie mi po prostu uwierzyć! 

— 

Za granicami Egiptu są Filistyni! Nie przeżyjesz na 

pustyni, ojcze! - posypały się zewsząd głosy bliskich 

Aarona. - Co mamy powiedzieć innym starszym, kiedy będą o 

ciebie pytali? Będą chcieli wiedzieć, dlaczego nie 

powstrzymaliśmy swojego ojca przed tego rodzaju 

szaleń¬stwem! Schwytają cię, zanim dojdziesz do szlaku 

handlo¬wego! A jeśli nawet dojdziesz, jak tam przeżyjesz? 

Kto pójdzie z tobą? Ojcze, ty masz osiemdziesiąt trzy 

lata! 

Jednak Eleazar położył w końcu dłoń na ramieniu ojca i 

powiedział: 

— 

Ja z tobą pójdę. 

— 

Dość! — Miriam tupnęła nogą. — Pozwólcie ojcu mówić! 

— 

Nikt ze mną nie pójdzie — odezwał się Aaron. — Bóg o 

mnie zadba. 

— 

A jak znajdziesz Mojżesza? Pustynia jest olbrzymia. 

Skąd weźmiesz wodę? 

— 

I żywność? Nie zdołasz wziąć ze sobą zapasu, który 

wystarczyłby na taką podróż. 

Miriam wstała. 

— 

Czy chcecie spróbować zniechęcić ojca do czegoś, co 

polecił mu Bóg? - spytała. 

background image

- Usiądź, Miriam. - Aaron uznał, że siostra powięk¬sza 

tylko zamieszanie; potrafił mówić za siebie. — To Bóg 

wezwał mnie do odbycia tej podróży - oznajmił -i z 

pewnością pokaże mi drogę. - Wszak modlił się od lat. 

Może Mojżesz będzie coś wiedział? Może Bóg zamie¬rzał w 

końcu pomóc Swojemu ludowi? — Muszę zaufać Bogu Abrahama, 

Izaaka i Jakuba - kontynuował. - On będzie mnie 

prowadził. - Mówił pewnym głosem, choć w rzeczywistości 

zadawane mu pytania niepokoiły go. Dlaczego jednak 

synowie mieliby powątpiewać w jego słowa? Skoro Bóg 

polecił mu iść, musi iść. I to szybko, zanim opuści go 

odwaga. 

 

Aaron opuścił wioskę przed wschodem słońca. Miał ze sobą 

bukłak wody, siedem małych bochenków przaś-nego chleba i 

swoją laskę. Szedł cały dzień. Widział Egip¬cjan, ale nie 

zwracali na niego uwagi. Nie przyspieszał też ani nie 

skręcał na ich widok, żeby się nie zdradzić. Bóg dał mu 

życiowy cel i wlał w jego serce nadzieję. Nie dokuczało 

mu już zmęczenie ani samotność. Szedł i czuł się jakby 

odrodzony. Bóg istnieje! Bóg przemówił! — myślał. Bóg 

powiedział mu, dokąd iść i z kim się spot¬kać. Z 

Mojżeszem! 

Jaki okaże się jego brat? Czy całe czterdzieści lat 

przeżył na pustyni? Czy miał rodzinę? I czy wiedział, że 

brat idzie mu na spotkanie? Czy Bóg przemówił także do 

Mojżesza? A jeśli nie, co Aaron powinien powiedzieć 

Mojżeszowi, kiedy go odnajdzie? Bez wątpienia Bóg nie 

wysyłałby go tak daleko bez celu. Ale jaki był ów cel? 

Pytania skierowały myśli Aarona i ku innym rzeczom. 

background image

Zwolnił kroku, zakłopotany. Łatwo mu było wydostać się 

spomiędzy swoich. Nikt go nie zatrzymywał. Miał ze sobą 

laskę, niósł na ramieniu bukłak wody i zapas chleba, 

wyszedł z nimi na pustynię. A może powinien był zabrać ze 

sobą Miriam i swoich synów? 

Nie, nie. Musi postępować dokładnie tak, jak powie¬dział 

Bóg. 

Aaron szedł więc cały dzień, i tak dzień po dniu. No¬cami 

sypiał na otwartej przestrzeni, spoglądając wśród ciszy 

na wiszące ponad jego głową gwiazdy. Nigdy jeszcze nie 

był zupełnie pozbawiony towarzystwa i nie czuł się tak 

samotny. Odczuwał pragnienie. Zaczął ssać mały, płaski 

kamień, żeby nie wyschły mu usta. Jak bardzo chciałby móc 

unieść rękę i odebrać bukłak z wodą z rąk nadbiegającego 

chłopca! Chleb też prawie mu się skończył. Burczało mu w 

brzuchu, jednak bał się jeść wcześniej niż dopiero późnym 

popołudniem. Nie wiedział, jak daleko będzie musiał iść 

ani czy starczy mu chleba. Nie wiedział, co jeść na 

pustkowiu. Nie umiał polować na zwierzęta. Był zmęczony i 

głodny, i zaczy¬nał już zastanawiać się, czy rzeczywiście 

usłyszał głos Boga, czy też jedynie to sobie wyobraził. 

Ile jeszcze dni? — myślał. Jak daleko? Słońce paliło 

niemiłosiernie, aż wreszcie, wyczerpany, odnalazł skalny 

wyłom, w którym mógł się schować. Czuł się żałośnie. Nie 

pamiętał już brzmienia Bożego głosu. 

Czy to tylko moja wyobraźnia, wzbudzona przez lata 

cierpień i przygasającą nadzieję, że nadejdzie Zbawiciel, 

który oswobodzi mnie z niewoli? Może jego synowie mieli 

rację, może to tylko gorączka wywołana słońcem? Bez 

wątpienia w tej chwili słońce dawało mu się mocno we 

background image

znaki. 

A jednak nie. Usłyszał głos Boga. Już wiele razy w ży¬ciu 

znajdował się na skraju wyczerpania i udaru słonecz¬nego, 

a jednak nigdy wcześniej nie słyszał tak niezwy¬kłego 

głosu, mówiącego: 

 

Wyjdź na pustynię naprzeciw Mojżesza! 

 

Wyruszył więc znowu i szedł aż do zmroku, kiedy to 

znalazł sobie miejsce na odpoczynek. Nieznośne gorąco 

ustąpiło miejsca chłodowi, który kłuł go w kości i 

przy¬prawiał o drżenie. Kiedy Aaron zasnął, śniło mu się, 

że siedzą z synami przy stole, śmiejąc się i ciesząc 

wzajemną obecnością, podczas gdy Miriam podaje chleb i 

mięso, suszone daktyle i wino. Obudził się, bliski 

rozpaczy. W Egipcie wiedział przynajmniej, czego się 

spodziewać - każdy dzień był taki sam, a jego życiem 

dyrygowali dozorcy. Wiele razy bywał spragniony i głodny, 

ale nie do tego stopnia, jak teraz. Nie zaznawał 

wytchnienia, nie miał towarzysza podróży, który 

zachęcałby go do dalszej drogi. 

Boże, czy wyprowadziłeś mnie na pustynię, żeby mnie 

zgubić? Nie ma tu wody, tylko nie kończące się mo¬rze 

skał. 

Stracił już rachubę dni, jednak czerpał nadzieję z tego, 

że każdego dnia okazywało się, iż znajduje akurat tyle 

wody i żywności, by mieć siłę iść dalej. Kierował się na 

północ, a następnie na wschód, do kraju Madian. Wciąż 

żył, dzięki nielicznym napotykanym oazom. Z każdym dniem 

coraz mocniej opierał się na lasce. Nie wiedział, jak 

background image

daleko zaszedł ani dokąd musi jeszcze iść. Wiedział 

tylko, że w tej chwili wolałby umrzeć na pustyni niż 

zawrócić. Całą nadzieję, jaka mu pozostała, skupiał na 

myślach o odnalezieniu brata. Nie mógł się doczekać 

spotkania z Mojżeszem, myślał o nim równie intensywnie, 

jak 

długim łyku wody i dużym kawałku chleba. 

Kiedy pozostało mu jedynie parę kropel wody, a chleb 

całkiem się skończył, Aaron znalazł się na szerokiej 

równi¬nie, za którą była widoczna góra o poszarpanym 

kształcie. Czy to osioł i namiot? - pomyślał, ścierając 

pot z powiek 

mrużąc oczy. W wejściu namiotu siedział jakiś 

mężczy¬zna. Wstał, trzymając w ręku laskę, i wyszedł na 

otwartą przestrzeń, a potem popatrzył w kierunku Aarona. 

Aaron zapomniał o głodzie i pragnieniu, jego serce 

przepełniła nadzieja. 

- Mojżesz! - zawołał. Panie, Panie, spraw, żeby to był 

mój brat! - modlił się w myślach. - Mojżeszu! 

Mężczyzna ruszył ku niemu biegiem, rozpościerając 

ramiona. 

Aaron! 

Aaron poczuł się chyba równie niezwykle jak wtedy, kiedy 

przemówił do niego Bóg. Zszedł ze śmiechem ze skalistego 

stoku, czując w sobie przypływ siły, jak gdyby nagle stał 

się orłem. Prawie biegł, kiedy padł w ra¬miona bratu. 

Bóg mnie przysłał, Mojżeszu! - oznajmił. Ucałował 

brata, jednocześnie śmiejąc się i płacząc. - Bóg posłał 

mnie do ciebie! 

-Aaronie, bracie mój! - wołał Mojżesz, płacząc i 

background image

przytulając go mocno. — Bóg zapowiedział mi, że przy-

będziesz. 

Czterdzieści lat, Mojżeszu, czterdzieści lat! 

Myśle¬liśmy wszyscy, że nie żyjesz. 

Cieszyłeś się, kiedy odszedłem. 

Przebacz mi. Teraz cieszę się, że cię widzę! - Aaron 

upajał się widokiem młodszego brata. 

Możesz zmienił się. Nie był już ubrany jak Egipcja¬nin, 

miał na sobie długie ciemne szaty i okrycie głowy, jakie 

nosili nomadzi. Był smagły i pomarszczony, na jego 

ciemnej brodzie widać było pasemka siwizny. Wyglądał jak 

obcy, a lata życia na pustyni uczyniły go chyba pokor-

niejszym. 

Aaron jeszcze nigdy tak bardzo się nie cieszył, że kogoś 

widzi. 

Och, Mojżeszu, jesteś moim bratem. Tak bardzo się 

cieszę, że widzę cię całego i zdrowego! — Płakał, myśląc 

o wszystkich latach, kiedy żyli w oddaleniu. 

W oczach Mojżesza także błysnęły łzy. 

Bóg, nasz Pan, zapowiedział, że się ucieszysz -

oznajmił łagodnym głosem. — Musisz odpocząć, zjeść coś i 

napić się. Musisz poznać moich synów. 

Usługiwała im Sefora - cudzoziemska żona Mojżesza, o 

ciemnej skórze. Jadł z nimi syn Mojżesza, Gerszom, 

podczas gdy drugi syn, Eliezer, leżał na legowisku w tyle 

namiotu, blady i spocony. 

Twój syn jest chory - zauważył Aaron. 

Sefora obrzezała go dwa dni temu. 

Aaron skrzywił się. Imię Eliezer znaczyło „Bóg jest 

pomocą". W którym jednak Bogu pokładał Mojżesz swoje 

background image

nadzieje? Sefora usiadła koło syna, spuszczając ciemne 

oczy, i przetarła jego czoło wilgotną szmatką. Aaron 

spytał Mojżesza, dlaczego sam nie obrzezał syna, kiedy 

ten miał osiem dni. Tak postępowali Izraelici od czasów 

Abrahama. 

Łatwiej pamiętać zwyczaje swojego ludu, kiedy mieszka 

się pośród niego - odparł Mojżesz, opuszczając głowę. — 

Kiedy obrzezałem Gerszoma, okazało się, że Madianici 

uważają to za coś odrażającego. Tymczasem ojciec Sefory, 

Jetro, jest ich kapłanem. — Mojżesz popa¬trzył na Aarona. 

- Przez szacunek dla niego nie obrze¬załem Eliezera. 

Kiedy przemówił do mnie Bóg, Jetro dał mi swoje 

błogosławieństwo, i wówczas opuściliśmy namioty 

Madianitów. Wiedziałem, że mój syn musi zostać obrzezany 

Sefora sprzeciwiała się temu, opóźnia¬łem więc 

obrzezanie, nie chcąc wymuszać na niej swojej woli. Nie 

postrzegałem tego jako buntu przeciwko Bogu, aż w końcu 

sam Pan postanowił odebrać mi życie. Powie¬działem wtedy 

Seforze, że jeśli obaj moi synowie nie będą mieli na 

ciele znaku Przymierza, umrę, zaś Eliezer pozo¬stanie 

odcięty od Boga i Jego ludu. Dopiero wtedy wzięła 

krzemień i zbliżyła go do ciała naszego syna. 

Mojżesz popatrzył na gorączkującego Eliezera, 

zakło¬potany. 

Mój syn mógł nawet nie pamiętać, jak powstał ów znak 

na jego ciele, gdybym był posłuszny Panu, zamiast naginać 

się do zdania innych. A teraz cierpi przez moje 

nie¬posłuszeństwo. 

Wkrótce wyzdrowieje, Mojżeszu. 

Tak, ale zapamiętam, że przez moje nieposłuszeń¬stwo 

background image

cierpią inni. - Mojżesz wyjrzał na górę, a potem 

popatrzył znowu na Aarona. - Mam ci wiele do 

opowie¬dzenia, kiedy tylko wypoczniesz na tyle, żeby 

słuchać. 

Siły wróciły mi, gdy tylko cię zobaczyłem - 

odpo¬wiedział Aaron. 

Mojżesz wziął laskę i wstał. Wyszli z Aaronem na dwór. 

Kiedy znaleźli się na wolnej przestrzeni, Mojżesz 

zatrzymał się i oznajmił: 

Bóg Abrahama, Izaaka i Jakuba pojawił mi się w krzaku 

gorejącym, na tej oto górze. Napatrzył się na 

uciemiężenie Izraela i zstąpił, aby wyrwać go z ręki 

Egiptu i wyprowadzić do ziemi, która opływa w mleko i 

miód. Posyła mnie do faraona, żebym wyprowadził lud Pana 

z Egiptu. Byśmy mogli oddać Bogu cześć na tej górze. 

— 

To mówiąc, Mojżesz chwycił się laski, oparł czoło na 

dłoniach i przekazał Aaronowi wszystkie słowa, jakie 

wypowiedział do niego Bóg na górze. Aaron poczuł, że są 

prawdziwe, upajał się nimi jak wodą. Bóg posyła 

Mojże¬sza, aby nas wyzwolił! - myślał. 

Błagałem Pana, żeby wysłał kogoś innego, Aaronie 

ciągnął Mojżesz. - Spytałem Go, kimże jestem, żeby 

iść do faraona. Mówiłem, że mój własny lud mi nie 

uwierzy, i że zawsze brakowało mi daru wymowy, że moje 

usta ociężały, a język zesztywniał. - Mojżesz wziął 

głęboki oddech i popatrzył na Aarona. - Wtedy Pan, 

którego imię jest JESTEM, KTÓRY JESTEM, odrzekł, że to ty 

będziesz moimi ustami. 

Aaron poczuł nagły dreszcz strachu, jednak lęk szybko 

ustał, w obliczu tego, że Bóg wysłuchał jego długoletnich 

background image

modlitw. Pan usłyszał płacz Swojego ludu. Wyzwolenie 

czekało w zasięgu ręki. Pan widział cierpienie ludu i 

za¬mierzał je zakończyć. Aaron był tak poruszony, że głos 

uwiązł mu w gardle. 

Czy pojmujesz, co do ciebie mówię, Aaronie? - pytał 

Mojżesz. — Obawiam się faraona i boję się własnego ludu. 

Dlatego Bóg posłał cię do mnie, żebyś stał u mojego boku 

i mówił zamiast mnie. 

Dwaj bracia zadali sobie to samo pytanie. Czy Aaron 

zamierzał stać u boku Mojżesza? 

Jestem twoim starszym bratem. Któż mógłby mówić za 

ciebie lepiej niż ja? - odpowiedział Aaron. 

Czy nie boisz się, bracie? 

Cóż znaczy życie niewolnika w Egipcie? Co 

kiedy¬kolwiek znaczyło moje życie, Mojżeszu? Tak, boję 

się. Całe życie się bałem. Schylałem plecy przed 

dozorcami i czułem uderzenie bicza, kiedy ośmieliłem się 

podnieść wzrok. Kiedy jestem w domu, pośród moich braci, 

mówię śmiało, ale cóż to znaczy? Nic się nie zmienia. 

Moje słowa są jak wiatr - i myślałem, że moje modlitwy 

także. Ale teraz wiem, że tak nie było. Tym razem będzie 

inaczej. Z moich ust nie będą padać słowa niewolnika, 

lecz Słowo Pana, Boga Abrahama, Boga Izaaka i Boga 

Jakuba! 

-Jeśli nie zechcą nam wierzyć, Pan dał mi znaki, abym im 

pokazał. - Mojżesz opowiedział Aaronowi, jak jego laska 

zmieniła się w węża, a ręka pokryła się trądem. -A jeśli 

to nie wystarczy, zaczerpnę wody z Nilu, a wtedy stanie 

się krwią. 

Aaron nie prosił brata o pokazanie mu znaku. 

background image

— 

Uwierzą ci, jak i ja ci wierzę — powiedział. 

Wierzysz mi, bo jesteś moim bratem i dlatego, że Bóg 

cię do mnie przysłał. Wierzysz, ponieważ Bóg odmienił 

twoje serce w stosunku do mnie. Ale nie zawsze 

spoglądałeś na mnie tak samo jak teraz, Aaronie. 

— 

Tak, ponieważ myślałem o tym, że ty jesteś 

czło¬wiekiem wolnym, a ja niewolnikiem. 

Nigdy nie czułem się w domu faraona, jak u siebie. 

Pragnąłem żyć pośród mojego ludu. 

— 

A my wzgardziliśmy tobą i odrzuciliśmy cię... — 

zauważył Aaron. Może to życie pośród dwóch różnych 

narodów i brak akceptacji ze strony któregokolwiek z nich 

sprawiły, że Mojżesz tak spokorniał. Musiał jednak 

postą¬pić zgodnie z rozkazem Boga, bo inaczej Hebrajczycy 

będą egzystować tak, jak do tej pory, pracując w pocie 

czoła w dołach z mułem i umierając, twarzami w błocie. - 

Bóg wybrał cię, Mojżeszu, żebyś nas oswobodził - rzekł 

Aaron. -1 tak zrobisz. Cokolwiek Bóg ci powie, ja 

powtórzę. Jeśli będę musiał krzyczeć, zrobię tak, żeby 

lud słyszał. Mojżesz popatrzył na Bożą górę. 

Rankiem wyruszymy do Egiptu - oznajmił. - Zbie¬rzemy 

starszyznę Izraela i przekażemy jej, co powiedział Pan. 

Potem udamy się przed oblicze faraona i powiemy mu, żeby 

wypuścił nasz lud, by urządził na pustyni uroczystość ku 

czci Boga. - Mojżesz zacisnął powieki, jakby poczuł nagle 

ból. 

Co się stało, Mojżeszu? - spytał Aaron. 

Bóg zatwardzi serce faraona i uderzy na Egipt 

zna¬kami i cudami, a kiedy stamtąd wyjdziemy, to nie z 

pu¬stymi rękoma, ale z wieloma srebrnymi i złotymi 

background image

naczy¬niami, oraz szatami. 

W ten sposób Bóg złupi Egipcjan, tak jak Egip¬cjanie 

łupili nas! - skomentował ze śmiechem Aaron. - Nigdy się 

nie spodziewałem, że doczekam sprawied¬liwości. Będzie to 

radosny widok! 

Nie ciesz się klęską Egipcjan, Aaronie. To ludzie, 

tak samo jak my. 

Nie są tacy sami jak my. 

Faraon nie ustąpi, dopóki nie umrze jego pierworodny 

syn. Wtedy nas wypuści. 

Aaron zbyt długo cierpiał pod butem egipskich dozor¬ców 

niewolników i zbyt wiele razy czuł na plecach uderze¬nia 

bata, żeby współczuć jakiemukolwiek Egipcjaninowi. 

Widział jednak, że Mojżesz im współczuje. 

Wyruszyli, kiedy nastał dzień. Sefora prowadziła osła, 

który wiózł zapasy i ciągnął nosze. Eliezer czuł się 

lepiej, ale nie na tyle dobrze, żeby iść wraz z matką i 

bra¬tem. Aaron i Mojżesz kroczyli przodem, podpierając 

się laskami pasterskimi. 

 

Skierowali się na północ i poszli szlakiem handlowym 

pomiędzy Egiptem a południową częścią ziemi Kanaan, przez 

Szur. Była to krótsza trasa niż na południe i zachód, a 

potem znowu na północ, przez pustynię. Aaron chciał 

usłyszeć wszystko, co Pan powiedział Mojżeszowi. 

- Opowiedz mi wszystko jeszcze raz, od samego po¬czątku — 

prosił. Ogromnie żałował, że nie był z Mojże¬szem, kiedy 

ten ujrzał gorejący krzak! Wiedział, co znaczy słyszeć 

głos Boga, lecz stanąć z Nim twarzą w twarz, to było coś 

niewyobrażalnego. 

background image

Gdy dotarli do Egiptu, Aaron wziął Mojżesza, Se-forę, 

Gerszoma i Eliezera do swojego domu. Mojżesza przepełniło 

wzruszenie, kiedy Miriam zarzuciła mu ręce na szyję, zaś 

wokół stanęli synowie Aarona. Aaronowi zrobiło się niemal 

żal Mojżesza - widać było, że mówienie po hebrajsku nadal 

nie przychodzi mu łatwo. Przemówił więc za niego: 

Bóg wezwał Mojżesza, aby wyzwolił nasz lud z 

nie¬woli. Sam Bóg dokona wielkich znaków i cudów, by 

faraon nas wypuścił. 

Nasza matka modliła się, żebyś był obiecanym przez 

Boga wyzwolicielem - zwróciła się do Mojżesza Miriam, 

znowu go obejmując. - Kiedy ocaliła cię córka faraona, 

matka była pewna, że Bóg uchronił cię z jakiegoś ważnego 

powodu. 

Sefora usiadła ze swoimi synami i przyglądała się temu 

wszystkiemu z zakłopotaniem, nachmurzona. 

Synowie Aarona chodzili po całej ziemi Goszen - od¬danym 

wiele wieków wcześniej Hebrajczykom rejonie Egiptu, w 

którym teraz mieszkali w niewoli. Przekazali starszyźnie 

Izraela wieść, że Bóg przysłał im wybawiciela, i że 

starsi mają zebrać się, aby wysłuchać słów Pana, które 

Mojżesz miał im do przekazania. 

Aaron rozmawiał tymczasem z Mojżeszem i modlił się wraz z 

nim. Widział, że Mojżesz zmaga się z lękiem przed 

faraonem i ludem, wreszcie przed Bogiem, który powołał go 

do tak wielkich rzeczy. Mojżesz niewiele jadł, a kiedy 

wstawał rano, wydawał się bardziej zmęczony niż 

poprzed¬niego wieczoru. Aaron robił, co tylko mógł, żeby 

dodać mu otuchy. Z pewnością to po to Bóg posłał go na 

spotkanie Mojżesza. Aaron kochał brata. W jego obecności 

background image

sam czuł się umocniony i miał ochotę służyć Panu i 

Mojżeszowi. 

Przekazałeś mi słowa, które wypowiedział do ciebie 

Bóg, Mojżeszu, a ja powtórzę je ludowi. Nie pójdziesz 

przed oblicze faraona sam - tłumaczył. - Pójdziemy razem. 

Sam Bóg bez wątpienia będzie tam z nami. 

— Jak to się dzieje, że nie zaznajesz strachu? — pytał 

Mojżesz. 

Nie zaznaję? Być może zaznaję go mniej — myślał Aaron. 

Mojżesz nie doznawał przemocy, kiedy dora¬stał, nie 

tęsknił za spełnieniem się obietnicy Bożej interwencji. 

Nie otaczali go inni niewolnicy ani człon¬kowie rodziny, 

którzy pomagali sobie nawzajem, doda¬wali sobie nawzajem 

sił, aby byli w stanie przetrwać kolejny dzień. Czy 

Mojżesz kiedykolwiek zaznał miło¬ści innej niż miłość 

matki, przy której piersi przebywał jako malutkie 

dziecko? Czy córka faraona pożałowała później, że 

adoptowała Mojżesza? Jakie skutki miał dla niej jego bunt 

przeciw faraonowi i jaki wywarło to wpływ na Mojżesza? 

Aaron nigdy wcześniej o tym wszystkim nie pomy¬ślał, był 

zbyt zaprzątnięty własnymi uczuciami. Mało¬stkowymi 

urazami, dziecinną zazdrością. Tymczasem w 

przeciwieństwie do Mojżesza nie dorastał jako adop¬towany 

syn córki faraona, pośród ludzi, którzy nim gardzili. Czy 

aby przeżyć, Mojżesz nauczył się trzymać z dala od 

ludzkich spojrzeń i niewiele mówić? Aaron nie był nigdy 

zawieszony pomiędzy dwoma światami, z których w żadnym go 

nie akceptowano. Nie musiał bratać się ze swoim ludem, 

tylko po to, aby zorientować się, że także i on go 

nienawidzi. Nie musiał też ucie¬kać zarówno przed 

background image

Egipcjanami, jak Hebrajczykami, szukając schronienia u 

obcych, gdyż inaczej groziłaby mu śmierć. Wreszcie nie 

spędził wielu lat w samotności, pasając owce na 

pustkowiu. 

Dlaczegóż nigdy wcześniej nie przyszło to Aaronowi do 

głowy? Czy dopiero teraz jego umysł i serce otwo¬rzyły 

się na to, jakie w rzeczywistości musiało być życie 

Mojżesza? Aarona ogarnęło współczucie w stosunku do 

brata. Ogromnie pragnął mu pomóc, popychać go ku 

wyznaczonemu mu przez Pana zadaniu. Albowiem sam Bóg 

zapowiedział, że Mojżesz ma stać się wyzwolicielem 

Izraela. Aaron wiedział też, że Pan wyznaczył mu zadanie 

wspierania brata i robienia wszystkiego, czego Mojżesz 

nie był w stanie robić. 

Panie, wysłuchałeś nasz płacz! 

Mojżeszu, całe życie przeżyłem w strachu, kłania¬jąc 

się i pełzając przed dozorcami i pisarzami, a mimo to 

dostawałem baty, kiedy nie pracowałem tak szybko, jak 

chcieli — powiedział Aaron. - A teraz, pierwszy raz w 

życiu, odczuwam nadzieję. - Z jego oczu polały się 

rzęsiste łzy — Nadzieja odgania od nas lęk, bracie. Bóg 

obiecał nam, że dzień naszego wyzwolenia jest bliski! 

Ludzie uradują się, kiedy o tym usłyszą, a faraon 

ulęk¬nie się Pana. 

Nie posłucha nas - odpowiedział z głębokim smut¬kiem 

Mojżesz. 

Jak może nie posłuchać, kiedy zobaczy znaki i cuda? 

Dorastałem z Ramzesem. To arogancki, okrutny 

człowiek. Teraz, kiedy zasiada na tronie, uważa się za 

boga. 

background image

Nie posłucha, Aaronie, i z jego powodu ucierpi wielu. 

Będzie cierpiał i nasz, i jego naród. 

— 

Faraon zobaczy, jaka jest prawda, Mojżeszu. Doj¬dzie 

w końcu do wniosku, że Pan jest Bogiem. A ta prawda nas 

wyzwoli. 

Mojżesz zapłakał. 

 

Starszyzna Izraela zebrała się i Aaron przekazał jej 

wszystko, co Pan mówił Mojżeszowi. Lud powątpiewał w 

słowa Aarona, niektórzy powiedzieli to wprost, inni 

kpili. 

— 

Czy to twój brat, który zamordował Egipcjanina i 

uciekł? - pytali. - On ma wyzwolić nas z ziemi 

egip¬skiej? Czyś postradał zmysły? Bóg nie posłużyłby się 

takim człowiekiem, jak Mojżesz! 

Co on tu robi? To bardziej Egipcjanin niż 

Hebraj¬czyk! — zawołał ktoś inny. 

Nie, teraz to Madianita! Niektórzy śmieli się. Aaron 

zakipiał gniewem. 

— 

Pokaż im znak, Mojżeszu! 

Mojżesz rzucił na ziemię laskę, a wtedy zmieniła się w 

olbrzymią kobrę. Zebrani rozpierzchli się z krzykiem. 

Mojżesz następnie schylił się i chwycił węża za ogon, a 

wówczas ten stał się z powrotem jego laską. Ludzie 

oto¬czyli Mojżesza. 

Są i inne znaki! - oznajmił Aaron. - Pokaż im je, 

Moj¬żeszu. 

Mojżesz włożył rękę w zanadrze, a kiedy ją wyjął, była 

pokryta trądem. Lud odskoczył z przerażeniem. Wtedy 

Mojżesz ponownie schował rękę, a gdy ją po chwili 

background image

wyciągnął, była czysta jak u noworodka. Zebrani wydali 

radosny okrzyk. 

Mojżesz nie musiał zamieniać wody z Nilu w krew. Lud 

wołał już bowiem radośnie: 

— 

Mojżesz, Mojżesz! 

Aaron uniósł ręce, trzymając w jednej z nich laskę, i 

krzyknął: 

Chwalcie Pana, który wysłuchał naszych modlitw 

wybawienie! Niech będzie chwała Bogu Abrahama, Izaaka 

i Jakuba! 

Ludzie krzyczeli wraz z nim i padli na kolana, 

skła¬niając nisko głowy i wielbiąc Pana. 

Starsi odmówili jednak udania się przed oblicze fara¬ona. 

Aaron i Mojżesz musieli pójść sami. 

 

Mojżesz i Aaron znaleźli się w Tebach, mieście fara¬ona. 

Aaron z każdym krokiem coraz bardziej pokorniał. Nigdy 

dotąd nie miał powodu, żeby przychodzić do Teb, gdzie 

roiło się od straganów, zatłoczonych ulic i olbrzy¬mich 

kamiennych budowli, w których mieszkał faraon, jego 

doradcy, wreszcie bogowie Egiptu. Aaron spędził całe 

życie w Goszen, pracując w znoju pod okiem dozorców 

próbując zapewnić sobie byt dzięki swoim skromnym 

uprawom i niewielkiemu stadku owiec oraz kóz. Kimże był, 

żeby śmiał stanąć przed obliczem potężnego faraona i 

przemówić w imieniu Mojżesza? Wszyscy mówili, że już jako 

mały chłopiec Ramzes wykazywał się zuchwałością i 

okrucieństwem, podobnie jak jego przodkowie. Któż mógł 

myśleć o tym, aby przeciwstawić się bogu panują¬cemu nad 

całym Egiptem? A już szczególnie nie dwaj starcy, w wieku 

background image

osiemdziesięciu trzech i osiemdziesięciu lat! 

 

Oto posyłam cię do faraona, i wyprowadź mój lud, 

Izraelitów, z Egiptu. 

 

Panie, napełnij mnie odwagą - modlił się w milcze¬niu 

Aaron. — Powiedziałeś, że mam mówić za Mojżesza, jednak 

widzę wokół wrogów mojego ludu; gdziekolwiek spojrzę, 

wszędzie widzę bogactwo i potęgę. O Panie, jesteśmy z 

Mojżeszem jak dwa stare koniki polne, które przychodzą na 

dwór króla. Faraon jest tak potężny, że może zmiażdżyć 

nas piętą. Jak mogę dodawać Mojże¬szowi odwagi, skoro 

mnie samego opuszcza? 

Aaron wyczuwał nieprzyjemną woń potu Mojżesza. Jego brat 

pocił się z przerażenia. Ledwie był w stanie spać, zanim 

stanął przed obliczem własnego narodu. A teraz znalazł 

się w mieście zamieszkałym przez tysiące Egip¬cjan, gdzie 

stały olbrzymie budynki i wspaniałe posągi faraona oraz 

egipskich bogów. On, Mojżesz, przyszedł, żeby przemówić 

do faraona! 

- Wiesz, dokąd iść? 

-Już prawie doszliśmy. — Mojżesz nie powiedział nic 

więcej. 

Aaron chciał dodać mu otuchy, lecz jak mógł to zrobić, 

skoro właśnie walczył z ogarniającym go prze¬rażeniem? 

O, Panie - modlił się - czy będę w stanie mówić, kiedy 

mój brat, który wie o tyle więcej ode mnie, trzęsie się 

koło mnie jak potargana trzcina? Nie pozwól, Panie, żeby 

ktokolwiek go złamał. Cokolwiek się zdarzy, proszę Cię, 

przydaj mi oddechu, abym mógł mówić, i siły w plecach, 

background image

żebym stał wyprostowany 

Poczuł dym pachnący kadzidłem. Przypomniało mu się, jak 

Mojżesz opowiadał o krzewie, który płonął, ale się nie 

spalał, i o Głosie, który przemówił do niego z ognia. 

Aaron sam pamiętał ów Głos. Kiedy o nim pomyślał, 

odczuwany przez niego strach zelżał. Czyż laska Mojżesza 

nie zmieniła się na jego oczach w węża, zaś jego ręka nie 

pokryła się trądem, a potem nie została uzdrowiona? Tak 

wielka była moc Pana! Aaron pomyślał też o okrzykach 

ludu, okrzykach wdzięczności i rado¬ści z powodu tego, że 

Bóg widział jego niedolę i posłał Mojżesza, aby 

wyprowadził Izraelczyków z niewoli. 

A jednak... 

Aaron podniósł wzrok na olbrzymie budowle o po¬tężnych 

filarach i zastanawiał się nad potęgą tych, którzy je 

zaprojektowali i zbudowali. 

Mojżesz zatrzymał się przed gigantyczną, kamienną bramą. 

Po każdej z jej stron warowały wyrzeźbione z ka¬mienia 

bestie — każda z nich była ze dwadzieścia razy większa od 

Aarona. 

Panie, jestem tylko człowiekiem! - modlił się Aaron. 

Wierzę Ci. Naprawdę! Wyrzuć ze mnie wątpliwości! 

Starał się nie rozglądać, tylko szedł obok Mojżesza, 

zbliżając się do wejścia do wielkiego pałacu, z którego 

sprawował swoje rządy faraon. Potem Aaron przemówił do 

jednego z wartowników i wprowadzono ich z Moj¬żeszem do 

środka. Pośród olbrzymich kolumn unosił się szum wielu 

głosów. Ściany i sufity pokryte były olśniewa¬jącymi, 

kolorowymi przedstawieniami egipskich bogów. Przebywający 

w pałacu ludzie spoglądali na Aarona i Mojżesza i 

background image

krzywili się z niesmakiem, schodząc im z dro¬gi i 

szepcząc między sobą. 

Aaron poczuł, że poci mu się dłoń, którą trzymał laskę. 

Czuł, że rzuca się w oczy, w długiej szacie, przepasce z 

tkaniny i zakurzonej chuście, która osłaniała jego głowę 

w czasie podróży. Wyglądali z bratem dziwnie wśród 

mężczyzn poubieranych w krótkie, dopasowane tuniki i 

wymyślne peruki. Niektórzy mieli też długie tuniki, 

ozdobne płaszcze i złote amulety. Co za bogactwo, co za 

piękno! Aaron nigdy w życiu nawet nie wyobrażał sobie 

czegoś takiego. 

Kiedy zobaczył faraona siedzącego na tronie, po którego 

bokach znajdowały się dwa olbrzymie posągi Ozyrysa i 

Izydy, był w stanie jedynie patrzeć i podziwiać 

wspania¬łość tego człowieka. Wszystko wokół mówiło o jego 

potę¬dze i bogactwie! Faraon spojrzał lekceważąco na 

Aarona i Mojżesza, po czym szepnął coś wartownikowi. Ten 

wyprostował się i spytał: 

Po co przyszliście przed oblicze potężnego faraona? 

Mojżesz spuścił wzrok i nie odzywał się. Drżał. 

Co tu robią ci starzy, śmierdzący hebrajscy 

niewol¬nicy? - odezwał się ktoś półgłosem. Pogarda 

egipskich dostojników sprawiła, że serce Aarona 

przepełnił gniew. Odsłonił głowę, wystąpił naprzód i 

oznajmił: 

Tak powiedział Pan, Bóg Izraela: „Wypuść mój lud, aby 

urządził na pustyni uroczystość ku mojej czci". 

Faraon wybuchnął śmiechem. 

Doprawdy? - spytał. Otaczający ich dostojnicy także 

zaczęli się śmiać. - Spójrzcie na tych dwóch starych 

background image

niewol¬ników, którzy stoją przede mną i domagają się, 

żeby wypuś¬cić ich naród! - kpił faraon, pośród salw 

śmiechu. W końcu faraon machnął lekceważąco ręką, jak 

gdyby spotkała go jakaś drobna przykrość. - Kimże jest 

Pan, abym musiał usłu¬chać Jego rozkazu i wypuścić 

Izraela?—zapytał. — Puścić was wolno? Dlaczegóż miałbym 

to zrobić? Kto wykonywałby za was pracę, do której się 

urodziliście? Nie znam Pana i nie wypuszczę Izraela - 

zakończył z lodowatym uśmiechem. 

Gniew Aarona wzbierał coraz bardziej. 

Bóg Hebrajczyków nam się ukazał - oznajmił. -Pozwól 

przeto nam iść trzy dni drogą na pustynię i złożyć ofiarę 

Panu, Bogu naszemu, by nas nie nawiedził zarazą lub 

mieczem. 

Cóż mi to zaszkodzi, jeśli wyginie trochę 

niewolni¬ków? - odpowiedział faraon. - Hebrajczycy mnożą 

się jak króliki. Na miejsce tych, którzy umrą z powodu 

zarazy wyrośnie jeszcze więcej następnych. 

Doradcy i goście faraona śmieli się, podczas gdy egipski 

władca drwił z Izraelczyków. 

Aarona oblewało gorąco, serce waliło mu jak młotem. 

Spoglądał w górę, na faraona, a ten zmrużył oczy i dodał 

cicho: 

Słyszałem o was, Aaronie i Mojżeszu... - Głos faraona 

brzmiał złowieszczo. 

Dreszcz przeszedł Aarona - faraon znał jego imię... 

Za kogo wy się uważacie? — krzyknął teraz faraon. - 

Dlaczego to chcecie odwieść lud od pracy? Idźcie co 

prędzej do waszych robót. Oto lud kraju teraz jest 

liczny, a wy odciągacie go od pracy. 

background image

Strażnicy przystąpili bliżej, i dłoń Aarona zacisnęła się 

na pasterskiej lasce. Jeśli którykolwiek spróbuje złapać 

Mojżesza, dostanie laską po głowie! 

Musimy iść, Aaronie! - szepnął Mojżesz. Aaron 

po¬szedł za jego poleceniem. 

Kiedy znów stanęli w palącym, egipskim słońcu, 

po¬trząsnął głową i powiedział: 

Myślałem, że nas posłucha. 

Mówiłem ci, że nie - przypomniał Mojżesz. Wziął 

głęboki oddech i spuścił głowę. — To dopiero początek 

naszej męki. 

 

Tego samego dnia dozorcy rozkazali, żeby nie dostar¬czać 

Izraelitom więcej słomy do wyrabiania cegły, ale że mają 

starać się o nią sami. Zaś ilość dostarczanych cegieł 

miała pozostać taka sama! Zdradzono powody rozkazu 

faraona. Władca Egiptu uznał Hebrajczyków za leniwych, 

stwierdził, że to na pewno dlatego Mojżesz i Aaron 

nawo¬ływali go do wypuszczenia ich ludu, aby mógł złożyć 

ofiarę swojemu Bogu. 

— 

Myśleliśmy, że nas wyzwolicie, a wy prosiliście tylko 

o pozwolenie na puszczenie nas na parę dni, żebyśmy 

złożyli ofiarę?! — wołali Izraelczycy. — Precz z wami! 

Uczy¬niliście nasze życie jeszcze bardziej nieznośnym! 

Egipcjanie zaczęli także bić pisarzy spośród Izraelitów, 

za to, że nie dostarczyli wymaganej ilości cegieł. 

Pisarze udali się więc do faraona i zaczęli błagać go o 

sprawied¬liwość i miłosierdzie. Kiedy jednak Mojżesz z 

Aaronem wyszli im na spotkanie, pisarze wyglądali 

okropnie. Byli zakrwawieni i jeszcze bardziej 

background image

rozwścieczeni niż poprzed¬nio. Zaczęli krzyczeć: 

— 

Przez was faraon myśli, że jesteśmy leniwi! Niechaj 

wejrzy Pan na was i osądzi, gdyż naraziliście nas na 

nie¬sławę u faraona i jego dworzan. Wy to podaliście 

miecz w ich rękę, aby nas zabijali! 

Aaron czuł się przerażony tymi oskarżeniami. 

— 

Pan nas uwolni! — upierał się. 

— 

Och, z pewnością. Zaprowadzi nas chyba prosto w ręce 

faraona! 

Odchodząc, niektórzy pluli na Mojżesza. Aaron był 

zdesperowany. Wierzył, że Bóg przemówił do jego brata i 

obiecał mu wyzwolić lud. 

— 

Co teraz zrobimy? - spytał. Myślał, że wszystko 

pójdzie łatwo, że starczy jedno słowo Boga i łańcuchy 

niewolnictwa opadną. Dlaczego Bóg znowu ich karał? Czyż 

przez te wszystkie lata przeżyte w Egipcie Izrael¬czycy 

nie zostali wystarczająco ukarani? 

Muszę się pomodlić — odpowiedział cicho Mojżesz. 

Wyglądał na tak starego i zakłopotanego, że Aarona 

ogarniał lęk. — Muszę spytać Pana, dlaczego posłał mnie 

do faraona, abym przemówił w Jego imieniu, albowiem 

uczynił jedynie krzywdę Swojemu ludowi i wcale go nie 

wyzwolił. 

 

Ludzie, których Aaron znał całe życie, patrzyli na nie¬go 

gniewnie i szemrali na jego widok. 

Powinieneś był milczeć, Aaronie! - dokuczali mu. - 

Twój brat zbyt wiele czasu spędził na pustyni. 

Rozma¬wiając z Bogiem! Za kogóż on się uważa? Oszalał, 

Aaro¬nie! Powinieneś był poznać to od razu. 

background image

Jednak do niego Bóg także przemówił. Aaron nie wątpił, że 

słyszał głos Boga. Wiedział to. Nikt nie był w stanie 

pozbawić go tej pewności! 

Dlaczego jednak Mojżesz nie rzucił w obliczu faraona 

swojej laski i nie pokazał mu znaków i cudów, kiedy 

znajdo¬wali się w pałacu? Aaron spytał o to brata, a ten 

odparł: 

Pan powie nam, co mamy mówić i robić, i nie wolno nam 

robić nic więcej ani mniej. 

Odpowiedź zadowoliła Aarona, przestał więc zwra¬cać uwagę 

na docinki i pilnował modlącego się Mojże¬sza. Sam był 

zbyt zmęczony, aby się modlić, a ponadto rozpraszała go 

troska o współbraci. W jaki sposób mógł ich przekonać, że 

to Bóg posłał Mojżesza? Co takiego mógł powiedzieć, żeby 

go posłuchali? 

Wtedy Mojżesz podszedł do niego i oznajmił: 

Pan przemówił znowu. Powiedział mi: „Teraz ujrzysz, 

co uczynię faraonowi. Zmuszony mocną ręką wypuści ich i 

mocną ręką wypędzi ich ze swego kraju". 

Aaron zebrał ludzi, ale oni nie chcieli go słuchać. 

Próbował do nich przemówić Mojżesz, jednak zająknął się 

tylko i umilkł, kiedy zaczęli na niego krzyczeć. 

Bóg nas wyzwoli! - odkrzyknął Aaron. - Zawrze z nami 

przymierze, na mocy którego da nam ziemię Kanaan, skąd 

pochodzimy. Czyż nie na to czekamy od początku naszych 

dni? Czyż nie modliliśmy się o nadej¬ście wyzwoliciela? 

Pan usłyszał nasze jęki. Pamięta o nas! On jest Panem i 

On zdejmie z nas brzemię, które włożyli nam na barki 

Egipcjanie. Wywiedzie nas z niewoli i wy¬bawi nas Swoim 

wspaniałym wyrokiem, mocą Swojej wyciągniętej ręki! 

background image

Gdzie ta wyciągnięta ręka? Jakoś jej nie widać! -

zadrwił ktoś. Ktoś inny popchnął Aarona. - Jeśli powiesz 

faraonowi jeszcze słowo więcej, pozabija nas wszystkich. 

A na samym początku my zabijemy ciebie! 

Aarona ogarnął strach. Widział, że oczy otaczających go 

mężczyzn pałają wściekłością. 

Odeślij Mojżesza tam, skąd przyszedł! — zawołał 

kolejny z nich. 

Od przybycia tutaj twój brat nie sprowadził na nas 

nic innego, jak tylko kłopoty! 

Aaron przestał się sprzeczać, przygnębiony, i wyszedł za 

Mojżeszem na ziemię Goszen. Trzymał się blisko, lecz nie 

za blisko niego; nasłuchiwał uważnie głosu Pana i słyszał 

tylko mówiącego cicho Mojżesza, który błagał Boga o 

rozwiąza¬nie ich problemów. W końcu Aaron zakrył głowę 

rękami i przykucnął, kładąc sobie na kolanach swoją 

pasterską laskę. Jakkolwiek długo by to trwało, poczeka 

na brata. 

Mojżesz stał, zwrócony twarzą ku niebu. 

Aaronie. 

Aaron podniósł głowę i zamrugał powiekami. Już pra¬wie 

świtało. Wyprostował plecy, oparł się o laskę i wstał. 

Bóg przemówił do ciebie - odgadł. 

Mamy ponownie porozmawiać z faraonem. 

 

Tym razem posłucha Słowa Bożego... - ocenił z 

po¬nurym uśmiechem Aaron, uspokajając się. 

Nie posłucha, Aaronie. Faraon nie będzie słuchał 

Boga, dopóki Pan nie pomnoży Swoich znaków i cudów w 

kraju egipskim. Wówczas Bóg wyciągnie nad Egiptem Swoją 

background image

rękę i wywiedzie z Egiptu Swoje zastępy, pośród wielkich 

kar. 

Aarona ogarnęło zakłopotanie. Starał się go jednak nie 

okazywać. 

Powtórzę słowa, które mi przekażesz, Mojżeszu, i będę 

robił, cokolwiek rozkażesz. Wiem, że przemawia przez 

ciebie Bóg. 

Aaron o tym wiedział, ale czy kiedykolwiek zda sobie z 

tego sprawę faraon? 

Kiedy wrócili do domu, Aaron powiedział rodzinie, że 

znowu wybierają się z Mojżeszem przed oblicze faraona. 

Ludzie nas ukamienują! - protestowali Nadab i Abihu. 

- Nie byłeś' ostatnio przy dołach, gdzie wyrabiamy cegły, 

ojcze. Nie widziałeś, jak nas traktują. Pogorszycie tylko 

nasze położenie! Faraon nie posłuchał was zeszłym razem - 

dlaczego myślisz, że tym razem posłucha? Inte¬resują go 

tylko cegły, by mógł budować swoje miasta. Czy zdaje ci 

się, że pozwoli odejść swoim robotnikom? 

Gdzież wasza wiara? - skarciła ich rozgniewana 

Miriam. - Czekaliśmy na ten dzień, odkąd Jakub postawił 

stopę na egipskiej ziemi. Nie przynależymy do Egiptu! 

Kłótnia trwała, tymczasem Aaron spostrzegł, że Se-fora, 

żona Mojżesza, odciąga go na bok. Mówiła coś do niego 

półgłosem, równie zasmucona jak pozostali. Potrzą¬sała 

głową, przyciągając do siebie synów. 

Tymczasem Miriam przypomniała jeszcze raz synom Aarona, 

jak to Bóg ocalił Mojżesza, kiedy został poło¬żony na 

wodach Nilu, jak cudownym zrządzeniem Pana córka faraona 

odnalazła i zaadoptowała Mojżesza. 

Byłam tam, i widziałam, jak ręka Pana spoczywała na 

background image

nim od dnia jego urodzenia - mówiła. 

Abihu pozostawał nieprzekonany. 

A jeżeli faraon i tym razem nie posłucha, jak 

będzie¬my wszyscy traktowani? - pytał. - Co o tym 

myślisz? 

Połowa moich przyjaciół w tej chwili nie chce nawet 

ze mną mówić! — dodał Nadab, zrywając się z miejsca. 

Aaron zaczerwienił się, widząc niedowiarstwo swoich 

synów. 

Bóg przemówił do Mojżesza - przypomniał. 

Czy do ciebie także przemówił?! 

Bóg powiedział Mojżeszowi, żebyśmy poszli do 

fara¬ona, i dlatego musimy do niego iść! - zakończył 

Aaron, machając ręką. - Wyjdźcie stąd! Idźcie paść owce i 

kozy. 

Sefora i jej synowie wyszli w milczeniu za Nadabem i 

Abihu. Mojżesz usiadł przy stole naprzeciw Aarona i 

za¬łożył ręce. 

Sefora wraca do swojego ojca - oznajmił. - Zabiera ze 

sobą moich synów. 

Dlaczego? 

Mówi, że nie ma tu dla niej miejsca. 

Aarona oblało gorąco. Zwrócił uwagę, jak Miriam trak¬tuje 

Seforę. Ostatnio rozmawiał nawet o tym z siostrą. 

Pozwól jej wykonywać część pracy, Miriam - 

powie¬dział wtedy. 

Nie potrzebuję jej pomocy — odburknęła Miriam. 

Sefora musi coś robić. 

 

Może robić, co tylko chce i chodzić, dokąd ma ochotę. 

background image

To żona Mojżesza i matka jego synów. Jest teraz naszą 

siostrą. 

To nie nasza siostra, tylko cudzoziemka! - szeptała 

gniewnie Miriam. - Madianitka. 

A my kim jesteśmy? Tylko niewolnikami! Mojżesz musiał 

uciekać z Egiptu i ziemi Goszen. Czy spodziewa¬łaś się, 

że się nie ożeni i nie będzie miał dzieci? To córka 

kapłana. 

Czy to znaczy, że jest odpowiednia dla Mojżesza? 

Jakiemu bogu służy ten kapłan? To nie jest Bóg Abra¬hama, 

Izaaka i Jakuba. 

Ale to Bóg Abrahama, Izaaka i Jakuba przyzwał 

Mojżesza do nas. 

I szkoda, że Mojżesz nie zostawił żony i synów tam, 

gdzie ich miejsce! — wypaliła Miriam, wstając i 

odwracając się do Aarona plecami. 

I on powstał w gniewie. 

A gdzie jest twoje miejsce, Miriam, skoro nie masz 

mꬿa ani synów, którzy by się o ciebie troszczyli? — 

dokuczył jej. 

Obróciła się ku niemu i z wilgotnymi od łez oczami 

od¬parowała: 

To ja śledziłam los Mojżesza, kiedy niosły go wody 

Nilu. To ja rozmawiałam z córką faraona i przekonałam ją 

do tego, żeby Mojżesz znalazł się znowu w rękach naszej 

matki, do czasu aż zostanie odstawiony od piersi. Jeśli 

ci to nie wystarcza, to kto stał się matką twoich synów 

po śmierci Elżbiety? Gdybyś zapomniał, Aaronie, jestem 

twoją starszą siostrą, pierworodnym dzieckiem Amrama i 

Jokebed. I nie raz ani dwa zajmowałam się także tobą. 

background image

Czasem z Miriam nie dawało się dyskutować. Już le¬piej 

było pozwolić jej przemyśleć wszystko samodzielnie, byle 

tylko w rodzinie panował spokój. Aaron oceniał, że z 

biegiem czasu Miriam zaakceptuje przynajmniej synów 

Mojżesza, jeśli nie jego żonę. 

  

 

Porozmawiam znowu z Miriam - obiecał teraz 

Mojże¬szowi. - Sefora to twoja żona, i jej miejsce jest 

tutaj, przy tobie. 

Nie chodzi tylko o Miriam, bracie - odpowiedział 

Mojżesz. - Sefora boi się naszego ludu. Mówi, że 

Hebraj¬czycy są zapalczywi i zmieniają zdanie, jak 

zmienia się wiatr. Sama była świadkiem tego, że ludzie 

nie chcą mnie słuchać. Ani mnie, ani ciebie. Sefora 

rozumie, że muszę postępować tak, jak przykazuje mi Bóg, 

obawia się jednak o naszych synów i mówi, że bezpieczniej 

jej będzie miesz¬kać w namiotach ojca niż pośród domów 

Izraela. 

Czy jedną z ról naszych kobiet ma być sprawianie nam 

kłopotów? - zastanawiał się Aaron. 

— 

Czy Sefora prosi cię, żebyś wrócił razem z nią? — 

zapytał. 

— 

Nie. Prosi mnie tylko o błogosławieństwo. Już go jej 

udzieliłem. Zabierze moich synów, Gerszoma i Elie-zera, z 

powrotem do kraju Madian. Całe życie spędziła na pustyni. 

Z Jetrem nic im nie będzie groziło. - Oczy Mojżesza 

zaszły łzami. - Jeśli Bóg zechce, zwróci mi ich, kiedy 

Izrael zostanie wyprowadzony z Egiptu. 

Aaron domyślał się ze słów Mojżesza, że nadchodzą jeszcze 

background image

trudniejsze czasy. Mojżesz odsyłał Seforę do jej 

rodzinnego domu i narodu, gdzie będzie bezpieczna. Aaron 

nie miał podobnej możliwości. Miriam oraz jego synowie 

będą musieli pozostać pośród innych Hebrajczy¬ków i 

cierpieć wszelkie przeciwności, jakie nadejdą. Izrae¬lici 

nie mieli wyboru, mogli jedynie mieć nadzieję i mod¬lić 

się o to, żeby dzień wyzwolenia nadszedł szybko. 

Pokażcie mi cud! - domagał się faraon. Uśmiechnął się 

drwiąco, wyrzucając w górę rękę. W wielkiej sali 

trono¬wej rozbrzmiał śmiech, który odbił się głuchym 

echem w piersi Aarona. Samozadowolenie faraona, jego 

pycha wskazywały, że nie bał się niewidzialnego Boga. W 

końcu to Ramzes był boskim dzieckiem Ozyrysa i Izydy, 

czyż nie? I doprawdy wyglądał jak bóg, w całej swojej 

wykwintności, kiedy tak siedział na tronie, opierając 

ręce na jego porę¬czach. - Zachwyćcie nas potęgą swojego 

niewidzialnego boga niewolników - drażnił. - Pokażcie, co 

potrafi. 

Aaronie - szepnął drżącym głosem Mojżesz. - Rz... 

rzuć... 

Mów głośniej, Mojżeszu - drwił Ramzes - bo nic nie 

słyszymy! 

Rzrzuć swo... swoją laskę - zająknął się Mojżesz. 

Śmiech wzmógł się. Stojący najbliżej przedrzeźniali go. 

Aaron poczerwieniał z wściekłości, wystąpił naprzód i 

pomodlił się: 

Panie, pokaż tym kpiarzom, że tylko Ty jesteś Bogiem, i 

że nie ma innego! Niech gnębiciel Izraela pozna Twoją 

potęgę! 

background image

Zasłonił Mojżesza przed szydzącym z niego tłumem i 

spojrzał faraonowi prosto w oczy. Nie zamierzał 

prze¬straszyć się tego podłego tyrana, który naśmiewał 

się z namaszczonego przez Boga proroka i srodze gnębił 

Hebrajczyków! 

Ramzes zmrużył gniewnie oczy - któż śmiał spoglą¬dać 

prosto w twarz faraona?! Aaron nie odwracał jednak 

wzroku, ale wyzywająco uniósł pasterską laskę, a potem 

rzucił ją na kamienną posadzkę, przed władcą całego 

Egiptu. Natychmiast kiedy uderzyła o posadzkę, laska 

zamieniła się w kobrę - symbol potęgi, taki sam jak ten, 

który faraon nosił na koronie. 

Słudzy i urzędnicy wydali stłumiony okrzyk i wyco¬fali 

się. Wąż sunął ze złowrogą gracją, unosząc głowę. Fałd 

skóry na jego głowie uniósł się, odsłaniając z tyłu 

niemoż¬liwy do pomylenia znak. Wąż syknął, a jego syk 

wypełnił salę. Na Aaronie ścierpła skóra, od stóp do 

głów. 

- Czy wszyscy boicie się tej czarodziejskiej sztuczki? — 

spytał faraon, rozglądając się z pogardą po sali. — Gdzie 

są moi czarownicy? - Kobra sunęła tymczasem w jego 

stronę. Na jego skinienie zbliżyło się doń czterech 

wartow¬ników, opuszczając włócznie, aby zabić węża, jeśli 

zbliży się jeszcze bardziej. — Dość tego! Wezwijcie moich 

czarow¬ników! — rozkazał faraon. Rozległy się pospieszne 

kroki i po chwili na salę wbiegło kilku mężczyzn, 

kłaniając się nisko Ramzesowi. Pokazał królewskim gestem 

kobrę i polecił: - Skończcie tę farsę. Pokażcie tym 

tchórzom, że to tylko sztuczka. 

Czarownicy zbliżyli się do węża, wypowiadając zaklę¬cia, 

background image

po czym rzucili na posadzkę własne laski - i one 

zamieniły się w węże. Na podłodze roiło się teraz od 

węży! Kiedy jednak podnosiły głowy, kobra Pana uderzała 

na nie błyskawicznie i połykała jednego po drugim. 

To tylko sztuczka!—powiedział faraon, blednąc, kiedy 

zobaczył, że wielka kobra wbija spojrzenie w niego. - 

Powie¬działem: sztuczka... — Kobra zaczęła sunąć naprzód. 

Złap ją! - polecił Mojżesz Aaronowi, ściskając go za 

ramię. 

Aaron bardzo pragnął, żeby kobra ukąsiła faraona, jed¬nak 

posłuchał brata i z bijącym mocno sercem, pocąc się ze 

strachu, zbliżył się do węża, nachylił się nad nim i 

zła¬pał go w połowie długości. Wtedy mięśnie i łuskowata 

skóra kobry zamieniły się w drewno, wyprostowały — i po 

chwili Aaron trzymał znów swoją pasterską laskę. Stanął 

przed faraonem, górując nad nim, i w przypływie emocji 

uniósł wysoko laskę, już się nie bojąc. 

Pan Bóg mówi: „Wypuść mój lud"! - oznajmił. 

Wyprowadźcie ich - rozkazał faraon, wykonując taki 

gest, jak gdyby odganiał muchy. - Dość mamy na dzisiaj 

rozrywki. 

Wartownicy otoczyli Aarona i Mojżesza. Mojżesz skłonił 

głowę i odwrócił się, Aaron ruszył za nim, zaciska¬jąc 

zęby Do jego uszu dobiegały szeptane przez Egipcjan 

bluźnierstwa, obrażające Boga i Izraelitów. 

Kto słyszał o niewidzialnym bogu? Tylko niewol¬nicy 

mogli wymyślić coś tak niedorzecznego. Jeden bóg? 

Dlaczego mamy bać się jednego boga? My mamy ich setki! 

Serce Aarona przepełniała gorycz, nagromadzona przez 

lata, w ciągu których okrutni dozorcy zmuszali go do 

background image

niewolniczej pracy. Miał ochotę krzyknąć w stronę 

Egipcjan: „To jeszcze nie koniec!". Mojżesz powiedział, 

że znaków i cudów ma być wiele. Był to zatem dopiero 

począ¬tek wojny, jaką wytoczył Egiptowi Bóg. Ojciec 

Aarona, Amram, całe życie czekał na ten dzień, podobnie 

jak jego ojciec i ojciec jego ojca. Nadszedł dzień 

wyzwolenia! 

Ostatni z wartowników wypuścił ich za bramę. Aaron 

położył dłoń na ramieniu Mojżesza - Mojżesz drżał! 

Wiem, co to strach, Mojżeszu - pocieszył Aaron. - Od 

urodzenia żyję w strachu. - Ileż to razy kulił się pod 

batem dozorcy albo spoglądał w ziemię, żeby ci, którzy 

mieli nad nim władzę, nie mogli odczytać jego prawdziwych 

uczuć? Ścisnął mocno ramię brata. - Będą jeszcze 

opłakiwać dzień, w którym potraktowali Bożego pomazańca z 

taką pogardą - dodał. 

Odrzucili Boga, Aaronie — nie mnie. Ja jestem nikim. 

Jesteś prorokiem Boga. 

Oni tego nie rozumieją, podobnie jak nasz własny 

naród. 

Aaron zdawał sobie sprawę, że Hebrajczycy odnoszą się do 

Mojżesza równie pogardliwie jak faraon. Zwiesił głowę i 

opuścił rękę. 

Przemawia przez ciebie Bóg. Wiem, że tak jest-

szep¬nął. -1 Bóg nas wyzwoli. - Był o tym przekonany 

równie mocno, jak o tym, że wieczorem zajdzie słońce, a 

następ¬nego ranka—wzejdzie. Pan uwolni Izrael za 

pośrednictwem Swoich znaków i cudów. Aaron nie wiedział, 

kiedy ani w jaki sposób to się stanie, wiedział jednak, 

że się stanie, tak jak zapowiedział Bóg. 

background image

Zadrżał, przypominając sobie, jak niepojęta moc zamieniła 

jego laskę w kobrę. Przesunął palcem po drew¬nie. Czy był 

w stanie uświadomić sobie, co się przed chwilą stało? 

Wszyscy znajdujący się w sali tronowej faraona ludzie 

widzieli, jak kobra Pana połyka te, które wytworzyli 

czarownicy faraona. A mimo to lekceważyli Bożą moc! 

Po drodze do Goszen Mojżesz zatrzymał się nagle. Aaron 

znowu poczuł dreszcz na karku. 

Pan przemówił do ciebie - odgadł. Mojżesz spojrzał na 

niego i oznajmił: 

Mamy iść nad Nil i czekać koło domu faraona. Jutro 

rano będziemy rozmawiać z nim znowu. Oto, co masz mu 

powiedzieć... 

Ruszyli dalej, brzegiem rzeki. Aaron wysłuchał 

in¬strukcji. Nie podważał słów brata ani nie wypytywał go 

o wszystkie szczegóły, skoro usłyszał rozkaz. Doszli do 

pałacu, w którym mieszkał faraon. Mojżesz usiadł, żeby 

odpocząć, a Aaron przykucnął i osłonił głowę. O tej porze 

dnia gorąco dawało się we znaki szczególnie mocno, 

czło¬wiek czuł się ospały. Aaron spoglądał na odbłyski 

światła migoczące na powierzchni rzeki. Po jej drugiej 

stronie ludzie ścinali trzciny, z których wyplatano maty 

i produ¬kowano papirus, mocząc zgniecione źdźbła. Po 

bliższej stronie rzeki, koło domu faraona, nie ścinano 

trzcin. 

Wokół skrzeczały żaby. Stał bez ruchu ibis, z 

rozcza¬pierzonymi nogami i zwieszoną głową, czekając na 

ofiarę. Aaron przypomniał sobie, jak jego matka z płaczem 

włożyła Mojżesza do skrzynki. Od owego ranka minęło już 

osiemdziesiąt lat, a Aaron wciąż pamiętał go dokład¬nie, 

background image

jak gdyby stało się to dziś. Niemal słyszał jeszcze 

stłumiony płacz innych matek, które zgodnie z rozkazem 

faraona oddawały nowo narodzonych synów na pożarcie 

rzece. W tamtych latach Nil, życiodajna egipska rzeka, 

sterowana przez boga Hapi, wciąż spływała krwią 

Hebraj¬czyków, których ciałami tuczyły się krokodyle. 

Aaron wątpił, żeby Ramzes odczuwał jakikolwiek żal z 

powodu tego, co przed osiemdziesięciu laty działo się 

przy brze¬gach Nilu z hebrajskimi dziećmi. Być może 

jednak jego historycy pamiętają o tych wydarzeniach i 

niegdyś wytłu¬maczą mu to. Jeśli się ośmielą. 

Gdzie byłeś, Boże, kiedy stary faraon zmuszał nas, abyśmy 

rzucali nasze dzieci w brunatne, zamulone wody Nilu? - 

pytał w myślach Aaron. Urodziłem się dwa lata przed 

wydaniem przez niego tego rozkazu — inaczej sam bym nie 

żył. To na pewno Ty ustrzegłeś Mojżesza, pozwa¬lając mu 

znaleźć się w rękach jednej z niewielu osób, które miały 

wpływ na faraona. Nie rozumiem, Panie, dlaczego 

pozwalasz, żebyśmy tak bardzo cierpieli. I nigdy nie 

zrozumiem. Ale zrobię, cokolwiek powiesz. Cokolwiek 

powiesz Mojżeszowi, i co on mi przekaże. 

Mojżesz ruszył wzdłuż brzegu. Aaron wstał i poszedł za 

bratem. Nie chciał rozpamiętywać dni, kiedy w Nilu ginęły 

setki dzieci; jednak często przypominały mu się, i wtedy 

wypełniały go bezsilny gniew i nieskończony smutek. Ale 

teraz Pan, Bóg Abrahama, Izaaka i Jakuba, znowu przemówił 

do człowieka. Wysłał Aarona na pusty¬nię, na spotkanie z 

Mojżeszem, zaś Mojżeszowi naka¬zał wyprowadzenie Swojego 

ludu z Egiptu. Po całych wiekach milczenia Pan obiecał 

wreszcie, że udręka Izraela dobiegnie końca! 

background image

A wraz z wolnością nadejdzie zemsta! 

Pomóż mi jutro stać dumnie koło brata, Panie - mo¬dlił 

się Aaron. Dopomóż mi nie poddawać się lękowi w obliczu 

faraona. Powiedziałeś, że Mojżesz ma wypro¬wadzić nasz 

lud. Niech tak się stanie. Ale proszę cię, Panie, nie 

pozwól, żeby jąkał się przed faraonem jak głupiec. 

Mojżesz przekazuje Twoje słowa. Ześlij mu odwagę, Panie. 

Nie pozwalaj, by drżał na oczach wszyst¬kich. Proszę Cię, 

dawaj mu siłę i odwagę, aby pokazywał wszystkim, że jest 

Twoim prorokiem, że to jego wybrałeś, aby wyprowadził 

Twój lud z niewoli. 

Aaron ukrył twarz w dłoniach. Czy Bóg wysłucha jego 

modlitwy? 

Mojżesz obrócił się ku niemu. 

— Dzisiaj będziemy spać tutaj - oznajmił. - Znajdowali 

się bardzo blisko stojącego nad rzeką pałacu 

mieszkal¬nego faraona, kilkadziesiąt metrów od molo, do 

którego przybijała barka, kiedy władca Egiptu wybierał 

się w po¬dróż w górę Nilu, aby odwiedzić świątynie 

pomniejszych bogów. — Gdy faraon pojawi się o świcie, 

żeby złożyć ofiarę Nilowi - kontynuował Mojżesz - 

przemówisz do niego ponownie. — Powtórzył Aaronowi słowa, 

które dał mu do przekazania Bóg. 

Aaron źle spał - to targał nim strach, to znów budziły go 

emocje, związane ze spodziewanymi wydarzeniami poranka. 

Nasłuchiwał odgłosów świerszczy, żab i szu¬miących na 

wietrze trzcin. Kiedy w końcu zasnął, słyszał ponure, 

złowieszcze głosy rzecznych bogów. 

Obudziło go potrząsanie. 

Niedługo wstanie słońce - powiedział Mojżesz. Aaron 

background image

rozprostował obolałe kości i wstał. 

Czy nie kładłeś się przez całą noc? - spytał. 

Nie mogłem spać. 

Popatrzyli po sobie, a potem zeszli nad rzekę, żeby się 

napić. Aaron kroczył ramię w ramię z bratem, na ka¬mienną 

platformę nad samym brzegiem. Nad ich gło¬wami świeciły 

jeszcze gwiazdy i księżyc, ale horyzont zmieniał barwę na 

lazurową. Zanim pojawiły się pierwsze promienie słońca, 

faraon wyszedł z pałacu, w towarzy¬stwie kapłanów i sług. 

Wszyscy byli gotowi na powitanie Re, ojca królów Egiptu, 

którego rydwan przesuwał się za dnia po niebie, zsyłając 

na ziemię światło. 

Faraon zobaczył Mojżesza i Aarona. 

Po co sprowadzacie kłopoty na swój naród? -odezwał 

się, zapierając się pod boki. - Dlaczego budzicie w nim 

fałszywe nadzieje? Musicie powiedzieć wszystkim, żeby 

wracali do pracy. 

Bez złotej, zdobionej klejnotami czapki i podwójnej 

korony faraon wydawał się mniejszy i bardziej podobny do 

człowieka. Być może dlatego, że znajdował się na otwartej 

przestrzeni, a nie w wielkiej komnacie o pot꿬nych 

kolumnach i kolorowych malowidłach, żywo 

przy¬pominających rzeczywiste sceny, i nie otaczało go 

tylu pięknie ubranych służących i pochlebców? 

Lęk opuścił Aarona. 

Pan, Bóg Hebrajczyków - powiedział - posłał mnie do 

ciebie z rozkazem: „Wypuść lud mój, by Mi oddał cześć na 

pustyni! Oto dotąd nie posłuchałeś Mnie. Tak mówi Pan: Po 

tym poznasz, że Ja jestem Panem. Oto uderzę laską, którą 

mam w ręce, wody Nilu, a zamienią się w krew. Ryby Nilu 

background image

poginą, a Nil wydawać będzie przykrą woń, tak że 

Egipcjanie nie będą mogli pić wody z Nilu". 

To powiedziawszy, Aaron uderzył w wodę laską, i Nil 

rzeczywiście poczerwieniał, nabierając zapachu krwi. 

To kolejna sztuczka, wielki faraonie! - odezwał się 

jeden z czarowników, występując naprzód. - Zademon¬struję 

ci. - Zawołał na swojego asystenta, żeby przyniósł 

naczynie wody. Czarownik wypowiedział zaklęcie, wsypał do 

wody jakieś granulki, i woda zamieniła się w krew. Aaron 

pokręcił głową. Miska wody to nie Nil! Faraon jednak 

odwrócił się plecami do Aarona i Moj¬żesza i wrócił do 

pałacu, pozostawiając czarowników, żeby uporali się z 

problemem. 

Wrócimy do ziemi Goszen - oznajmił Mojżesz. Aaron 

ruszył za nim, słysząc jak egipscy kapłani wznoszą modły 

do boga Nilu Hapi, żeby zamienił płynącą w rzece krew z 

powrotem w wodę. Rzeka nie zmieniała jednak barwy, a na 

powierzchni płynącej Nilem krwi pojawiły się śnięte ryby. 

Wszystkie kamienne czy drewniane naczynia w Egip¬cie były 

teraz wypełnione krwią! Egipcjanie cierpieli; zarówno 

oni, jak i Hebrajczycy byli zmuszeni kopać doły w pobliżu 

Nilu, w poszukiwaniu wody do picia. Kapłani faraona dzień 

za dniem wzywali głośno boga Hapi, a po¬tem Chnuma, 

opiekuna wylewów Nilu, żeby im pomogli. Nawoływali 

wreszcie jego żonę Satet. Chcieli, żeby bogo¬wie Nilu 

zmyli krew i walczyli z niewidzialnym bogiem 

Hebrajczyków, który podważył autorytet egipskich bogów i 

ich kapłanów. Składali ofiary. Cały kraj wciąż jednak 

cuchnął krwią i rozkładającymi się rybami. 

Aaron nie spodziewał się, że będzie cierpiał wraz z 

background image

Egipcjanami. Wiele razy w życiu doskwierało mu 

prag¬nienie, jednak nigdy tak przemożnie, jak w tej 

chwili. 

Dlaczego tak się dzieje, Panie? - pytał w myślach. Cze¬mu 

musimy cierpieć razem z naszymi ciemiężycielami? 

Egipcjanie muszą poznać, że to Pan jest Bogiem — 

tłumaczył Mojżesz. 

Ale my już to wiemy! - protestowała Miriam, cho¬dząc 

w nerwach od ściany do ściany. — Dlaczego cierpimy 

jeszcze więcej niż do tej pory? 

Jeden Mojżesz zachowywał spokój. 

Musimy zastanowić się nad sobą - ocenił. - Czy są 

pośród nas tacy, którzy czcili innych bogów? Musimy 

wy¬rzucić ich bożków i przygotować się na obecność Pana, 

Boga naszego. 

Aarona znowu oblało gorąco. Bożki! Bożków wszę¬dzie było 

pełno. Po czterystu latach życia Hebrajczyków w Egipcie w 

ich domostwach znajdowała się podobizna niejednego bożka. 

Aaron nie mógł już znieść odoru krwi. Stał w napięciu nad 

dołem, który wykopali jego synowie. Do kubków powoli 

sączyła się woda. Smakowała gliną i piaskiem, zostawały 

po niej w zębach drobiny ziemi. Jedyną pocie¬chą Aarona 

było to, że egipscy dozorcy cierpieli teraz takie samo 

pragnienie jak to, które on odczuwał co dnia, przez lata 

pracy przy wyrobie cegieł. 

Ileż to jeszcze potrwa, Mojżeszu? - narzekali 

zdespe¬rowani Izraelici. - Ile czasu będzie trwała ta 

plaga? 

Tak długo, aż Pan cofnie Swoją rękę. Siódmego dnia 

Nilem popłynęła czysta woda. 

background image

Ale nawet sąsiedzi Aarona rozmawiali między sobą o tym, 

który to bóg czy też bogowie sprawili, że woda znowu 

stała się zdatna do picia. Może Hapi, a może Sotis, albo 

raczej bogowie wszystkich wiosek połączeni we wspól¬nym 

działaniu... Aaron nie był w stanie tego słuchać! 

Mamy powrócić do faraona - oceniali. Mojżesz mówił o 

znakach i cudach, w liczbie mnogiej. 

Ile potrzeba znaków? — myślał Aaron. — Ile cudów? Czy 

za każdym razem Hebrajczycy będą musieli cierpieć to 

samo, co Egipcjanie? Gdzie tu sprawiedliwość? 

Następna była plaga żab - pojawiły się ich dziesiątki, 

potem setki, wreszcie tysiące. 

Na faraonie nie wywarło to jednak większego wraże¬nia. 

Podobnie jak na jego kapłanach, którzy mówili: 

— 

To niewielka sztuka, sprawić, żeby żaby wyszły z 

rzeki. Aaron miał ochotę odpowiedzieć im wszystkim: 

„Może i tak, ale czy potraficie je powstrzymać?". Kiedy 

barka z faraonem ruszyła, odepchnięta drągami, 

czarow¬nicy pozostali na brzegu i rzucali zaklęcia, 

przyzywając Heket, boginię żab, żeby zakończyła plagę. 

Żaby mnożyły się jednak dalej, aż pokryły brzegi Nilu 

podskakującą, kłębiącą się masą. Powskakiwały do pałaców, 

domów i na pola, wyskakiwały ze strumieni, i ze stawów, 

gdzie wcześ¬niej ich nie było. Wchodziły nawet do dzieży 

i pieców. Także w ziemi Goszen. 

Aaron nie mógł nawet spokojnie położyć się na legowisku - 

musiał odganiać żaby. Ich skrzeczenie i skakanie 

dopro¬wadzało go niemal do szaleństwa. Modlił się o 

ustanie plagi równie żarliwie jak Egipcjanie; a żab i tak 

przybywało. 

background image

— 

Dlaczego Bóg uznał za stosowne nasłać na nasz dom te 

żaby? - narzekała Miriam, wyrzucając za drzwi kolejnego 

płaza. 

-Też się zastanawiam. — Aaron spojrzał znacząco w stronę 

domu sąsiadki i wzdrygnął się. Tłukła żaby na śmierć, 

trzymanym w ręku posążkiem Heket. 

Tym razem Aaron i Mojżesz zostali wprowadzeni do pałacu z 

szacunkiem, w eskorcie żołnierzy. Zanim Aaron zobaczył 

faraona, usłyszał najpierw jego głos. Władca Egiptu 

przeklinał, odrzucając nogą od tronu kolejną żabę. W 

wielkiej komnacie rozlegał się skrzek. Aaron uśmiech¬nął 

się pod nosem. Heket najwyraźniej nie zawróciła żab w 

stronę Nilu. 

Proście Pana, żeby usunął żaby ode mnie i od ludu 

mego, a wypuszczę wasz lud, aby złożył ofiarę dla Pana - 

burknął z wściekłością faraon. 

Aaron spojrzał triumfująco na Mojżesza, czekając na 

słowa, które miał powtórzyć faraonowi, jednak tym razem 

Mojżesz sam odezwał się z godnością: 

Powiedz mi, kiedy mam prosić za ciebie, za twoje 

sługi i za lud twój, by Pan oddalił żaby od ciebie i od 

domów twoich, aby pozostały tylko w Nilu. 

Jutro - polecił faraon, po czym opadł na oparcie 

tronu, a następnie szarpnął się, złapał jeszcze jedną 

żabę i w gniewie cisnął nią o ścianę. 

Być może wciąż miał nadzieję, że to jego kapłani opa¬nują 

sytuację, choć dla wszystkich było oczywiste, że liczba 

żab w zastraszającym tempie rośnie. 

Stanie się według słowa twego, abyś poznał, że nie ma 

nikogo jak Pan, nasz Bóg - zapewnił Mojżesz. 

background image

Pan wysłuchał jego modlitwy - żaby przestały się mnożyć. 

Nie wróciły jednak do wód, z których wyszły, tylko 

wyginęły w domach, na polach i podwórzach, a na¬wet w 

dzieżach tak Egipcjan, jak Hebrajczyków. Ludzie 

pozbierali je w stosy, a ziemia wydawała przykrą woń. 

Aaron nie przejmował się nią. Myślał tylko o tym, że 

zapewne za kilka dni Izraelici będą znajdować się już na 

pustyni, oddychając świeżym powietrzem i wielbiąc Pana. 

Mojżesz siedział w milczeniu, osłoniwszy głowę 

modli¬tewnym szalem. 

Czemu jesteś taki przygnębiony, Mojżeszu? - spytał. — 

Faraon zgodził się nas wypuścić. 

Następnego ranka zjawili się żołnierze faraona. Kiedy 

odeszli, hebrajscy pisarze z powrotem nakazali ludziom 

pracować. Radość szybko ustąpiła miejsca wściekłości i 

desperacji. Ludzie obwiniali Mojżesza i Aarona za to, że 

dali faraonowi pretekst do tego, by traktował Izraelitów 

jeszcze gorzej. 

 

Wracajcie... 

 

Aaron i Mojżesz posłuchali Pana. 

Faraon znowu wyglądał na zadowolonego z siebie. 

Dlaczego miałbym was wypuścić? - spytał. - To Heket 

powstrzymała plagę żab — nie wasz bóg. Kimże on jest, 

żebym miał wypuszczać niewolników? Pracy jest w bród, i 

będą ją wykonywać hebrajscy niewolnicy! 

Aaron spostrzegł, że jego brat zaciska zęby. 

Wyciągnij swoją laskę i uderz proch ziemi — rozka¬zał 

Mojżesz. Aaron wykonał polecenie, a wtedy zaroiło się od 

background image

komarów, tak licznych jak drobiny pyłu. Komary obsiadły 

ciała i ubrania przyglądających się scenie ludzi, w tym 

samego faraona. Aaron i Mojżesz poszli. 

Ludzie gromadzili się w świątyniach Geba i Aker, bogów 

ziemi, i składali im ofiary, aby bogowie uwolnili ich od 

plagi komarów. 

Ale plaga nie ustawała. 

Aaron i Mojżesz czekali w pobliżu pałacu Ramzesa. Na jak 

długo starczy uporu nikczemnemu faraonowi? — myśleli. 

Któregoś popołudnia nadszedł jeden z egipskich 

urzęd¬ników. Popatrzył błagalnym wzrokiem i oznajmił: 

Czarownicy wielkiego faraona próbowali sprowa¬dzić 

komary, ale nie potrafili. Powiedzieli mu, że to palec 

waszego Boga sprowadził na nas tę plagę. - Mężczyzna 

zadrżał i podrapał się w głowę pod peruką. Na jego szyi 

widoczne były ślady ukąszeń i drapania. - Faraon nie 

posłuchał ich jednak, tylko kazał im dalej składać ofiary 

bogom. - Jęknął, zdesperowany, i podrapał się tym razem w 

pierś. 

-Jeśli to zaledwie palec Boży, zastanówcie się, co może 

uczynić Boża ręka... — odparł Aaron, spoglądając z ukosa. 

Mężczyzna uciekł. 

— 

Mamy wstać rano i spotkać się z faraonem, kiedy 

bę¬dzie wychodził nad wodę - zapowiedział znowu Mojżesz. 

W sercu Aarona jeszcze raz lęk mieszał się z 

podnie¬ceniem. 

  

 

Tym razem faraon nas wypuści, Mojżeszu - ocenił 

Aaron. - On i jego doradcy zorientują się, że razem ze 

background image

wszystkimi bogami Egiptu nie są w stanie zwyciężyć 

naszego Boga. 

Ramzes nie wypuści nas—zaprzeczył Mojżesz. — Jesz¬cze 

nie. Ale tym razem jedynie Egipcjanie będą cierpieć. Pan 

postąpi teraz inaczej z Egiptem, a inaczej z Izraelem. 

Bogu niech będą dzięki, Mojżeszu. Teraz nasz naród 

nas posłucha. Ludzie zobaczą, że to Bóg przysłał cię, 

żebyś nas wyzwolił. Posłuchają nas i będę robić, co 

powiesz, bo będziesz dla nich jak Bóg. 

Nie chcę być dla nich jak Bóg! - zaprotestował 

Mojżesz. — Nigdy nie myślałem o tym, by komukol¬wiek 

przewodzić. Błagałem Boga, żeby wybrał kogoś innego, żeby 

kto inny mówił. Sam widziałeś, jak drża¬łem przed 

Ramzesem. Bardziej boję się przemawiać do ludzi niż 

stanąć oko w oko z lwem albo niedźwiedziem na pustyni. 

Dlatego właśnie Bóg sprowadził ciebie, żebyś stał u 

mojego boku. Kiedy zobaczyłem cię na szczycie pagórka, 

wiedziałem, że nie ma już odwrotu. Ale ludzie muszą 

pokładać ufność w Panu, nie we mnie. To Pan jest naszym 

Wybawicielem! 

Aaron wiedział, dlaczego Bóg posłał go do brata - nie 

tylko po to, aby za niego przemawiał, ale i by dodawał mu 

otuchy. 

Owszem, Mojżeszu - zgodził się — jednak to do ciebie 

przemawia Bóg. Pan kazał mi wyjść na pustynię naprzeciw 

ciebie, i tak zrobiłem. A kiedy przemawia do mnie teraz, 

robi to, żeby potwierdzać słowa, które przekazał tobie. 

To ty wyprowadzisz nas z tego kraju, gdzie cierpimy, i 

po¬wiedziesz do ziemi obiecanej przez Boga Jakubowi. 

Jakub został pochowany w ziemi Kanaan, którą podarował mu 

background image

Bóg. A gdy stąd wyjdziemy, poniesiemy ze sobą kości jego 

syna Józefa, ponieważ Józef wiedział, że Pan nie porzuci 

nas i nie pozostawi tu na zawsze. Wiedział, że nadejdzie 

dzień, kiedy nasz naród powróci do Kanaanu. - Aaron 

roześmiał się, pełen radości. - Myślałem, że nie doczekam 

tego, bracie, ale teraz wierzę. Ilekolwiek potrzeba 

jeszcze plag, Bóg wyzwoli nas z więzów i zaprowadzi do 

naszego prawdziwego domu. — Po twarzy Aarona pociekły 

łzy. - Wybierzemy się do domu, Mojżeszu - powtórzył. - Do 

prawdziwego domu - tego, który przygotuje dla nas Bóg! 

 

Aaron i Mojżesz znowu stanęli przed faraonem. Ramzes 

zwrócił uwagę na ciszę, która zapadła wokół, na 

zakłopotanie niektórych, na wyraźny lęk innych. Kiedy 

Aaron przemawiał do faraona, najbardziej drażniła go 

nienawiść w ciemnych, błyszczących oczach słuchającego 

faraona, który zaciskał mocno dłonie na berle. 

- To rzecze Pan - oznajmił Aaron - „Wypuść lud mój, by Mi 

służył. Jeżeli nie wypuścisz ludu mego, to Ja ześlę muchy 

na ciebie, na twoje sługi, na lud twój i na twoje domy, 

tak że domy Egipcjan zostaną napełnione muchami, a nawet 

ziemia, na której będą". — Wokół rozle¬gły się pełne 

przerażenia szepty; Aaron nie przestawał jednak mówić, 

tylko patrzył prosto na faraona i kontynu¬ował — „Lecz 

oddzielę w tym dniu ziemię Goszen, którą zamieszkuje mój 

lud, a nie będzie much, abyś wiedział, że Ja, Pan, rządzę 

w całym kraju". 

Faraon nie posłuchał Boga i w Egipcie pojawiło się 

mnóstwo much. Wypełniły powietrze i krążyły nad ziemią. 

Nadlatywały od Nilu, w poszukiwaniu ciepłej krwi ludzi. 

background image

Pokryły bydlęce odchody, roiły się na targu i w domach, 

wchodziły w posłania. Egipcjanie nie byli w stanie 

uchronić się od dręczącej plagi. 

Aaron niespecjalnie im współczuł. Czy Egipcja¬nie 

kiedykolwiek okazali współczucie Hebrajczykom? Tysiące 

ludzi wzywało na pomoc Geba, boga ziemi, albo bogów 

swoich wiosek. Niektórzy przyszli jednak prosić o ratunek 

Aarona i Mojżesza. Muchy roiły się tymczasem, żądliły, 

gryzły i spijały krew. 

Wreszcie nadeszli strażnicy i zaprowadzili Aarona i 

Mojżesza z powrotem do pałacu faraona. 

Doradcy i czarownicy tłoczyli się w największej komnacie, 

a sam faraon, ponury i kipiący gniewem, chodził tam i z 

powrotem po podwyższeniu. 

Dobrze! - powiedział. - Możecie złożyć ofiarę waszemu 

Bogu, ale w tym kraju. Nie odchodźcie na pustynię. 

Nie - zaprotestował Mojżesz. Aarona ogarnęła duma - 

oto jego brat sprzeciwił się twardo człowiekowi, przed 

którym jeszcze niedawno drżał. - Nie wypada postępować w 

ten sposób, ponieważ obrazą Egipcjan byłaby nasza ofiara 

dla Pana, Boga naszego, gdybyśmy złożyli na ofiarę to, co 

w oczach Egipcjan jest niedozwolone. Czy za to nie 

ukamie¬nowaliby nas? Pójdziemy na pustynię, na trzy dni, 

aby złożyć ofiarę Panu, Bogu naszemu, jak nam to 

przykazał. Faraon spochmurniał, zacisnął zęby i wypalił: 

Ja poślę was na pustynię, byście złożyli ofiarę Panu, 

Bogu waszemu, tylko nie oddalajcie się zbytnio i 

wstaw¬cie się za mną. - Podniósł rękę. - Idźcie już. 

Uzbrojeni strażnicy zbliżyli się do Aarona i Mojżesza. 

Chyba chcieli ich zabić... Aaron był przekonany, że jeśli 

background image

Mojżesz się pomodli, strażnicy umrą, kiedy tylko 

skoń¬czy. Faraon pomyślał widocznie, że pozbawienie życia 

dwóch starców powstrzyma Boga wszechświata przed 

realizacją Jego postanowień względem Jego narodu. W 

każdym razie, Aaron nie miał ochoty umierać. 

Mojżeszu... — odezwał się. 

Mojżesz odpowiedział jednak tylko faraonowi: 

Oto ja, gdy wyjdę od ciebie, będę prosił Pana, a 

jutro muchy usuną się od faraona, od sług jego i od ludu 

jego. — Aaron odetchnął. Ramzes wydął usta, udając 

zmie¬szanie. Mojżesz popatrzył na strażników, potem znowu 

na niego, i kontynuował: — Tylko niech faraon nie 

oszu¬kuje nas więcej, nie wypuszczając ludu, i pozwoli 

ludowi złożyć ofiarę Panu. 

Kiedy Mojżesz i Aaron wyszli z pałacu, nie niepo¬kojeni 

przez strażników, Aaron klepnął brata w plecy i odezwał 

się: 

Już do nas podchodzili. - Jego nadzieja na rychłą 

wolność umocniła się znowu. — Gdy uda nam się znaleźć w 

ciągu trzech dni na pustyni, będziemy mogli iść dalej 

stwierdził. 

Nie słuchałeś, Aaronie - skarcił go Mojżesz. - Czy 

pamiętasz, co ci powiedziałem, kiedy spotkaliśmy się u 

stóp Bożej góry? 

Aaron zjeżył się, zaskoczony reakcją brata. 

Słuchałem! - odparł. - Miały być znaki i cuda. I 

były. Pamiętam. 

Serce Ramzesa pozostaje twarde, Aaronie. 

W takim razie nie módl się za niego. Niech plaga nie 

ustaje. 

background image

Czy mam stać się podobny do faraona i składać 

obiet¬nice tylko po to, żeby je łamać? - Mojżesz pokręcił 

głową. 

Bóg nie postępuje jak człowiek, Aaronie. On 

dotrzymuje słowa. Tak samo ja muszę dotrzymywać mojego 

słowa. 

Aaron poczuł się urażony i zmieszany. Popatrzył za 

odchodzącym Mojżeszem, a potem ruszył za nim, trzymając 

się w pewnej odległości. Mojżesz zaczął się modlić. 

Dlaczego powinniśmy dotrzymywać słowa danego ludziom, 

którzy raz po raz łamią składane przez siebie obietnice?! 

- myślał Aaron. Drażniło go, że jego brat modli się o 

ulgę dla Egipcjan. Przecież od pokoleń dręczyli i 

prześladowali Hebrajczyków! Czyż nie powinni cierpieć? 

Czy nie powinni dowiedzieć się, jaki podły był los 

gnębionego przez nich Izraela? 

Nadeszła grupa izraelskiej starszyzny Aaron podniósł się 

i przywitał z gośćmi. 

Chcemy mówić z Mojżeszem — oznajmili. 

Nie teraz. Modli się. 

Za nas, czy za faraona? 

Inni mieli te same wątpliwości, co on. Aaron zaru¬mienił 

się. Kimże był, żeby podawać w wątpliwość dzia¬łania 

Bożego pomazańca? Mojżesz nie przyjął chętnie zadania, 

jakie przeznaczył dla niego Pan; i przewodzenie ludziom 

dotąd nie było dla niego łatwe. Skoro zadaniem Aarona 

było podtrzymywanie brata na duchu, musiał go słuchać i 

uczyć się, zamiast szemrać przeciw polece¬niom Boga. 

Aaronie! - nalegali członkowie starszyzny. 

Nie do nas należy podawanie w wątpliwość 

background image

postę¬powania człowieka przysłanego przez Boga, aby nas 

wyzwolił — odparł z podniesioną głową. 

Ale wciąż pozostajemy w niewoli, Aaronie! - zauwa¬żył 

jeden ze starszych. — Powtarzasz, że Mojżesz wyzwoli nas. 

Kiedy? 

Czy ja jestem Bogiem? - obruszył się Aaron. - Nawet 

Mojżesz nie zna owej godziny ani dnia! Pozwólcie mu się 

modlić. Być może do rana Bóg przemówi i będziemy wiedzieć 

więcej. Wracajcie do domów. Jeśli Bóg odezwie się do 

mojego brata, Mojżesz powtórzy nam Jego słowa. 

Co mamy robić w międzyczasie? 

Pakujcie się. Szykujcie się na długą podróż. 

I cóż ma do spakowania niewolnik? - gderali starsi, 

odchodząc. 

Aaron westchnął, usiadł i patrzył na brata, który leżał 

na ziemi z rozpostartymi ramionami. 

Zaledwie Bóg uwolnił ziemię egipską od much, faraon 

wysłał do Goszen żołnierzy i za ich pośrednictwem 

rozka¬zał Hebrajczykom powrócić do pracy. Egipcjanie 

wiedzieli już, że rozkaz faraona sprowadzi na nich 

kolejne kłopoty Przepełnił ich lęk przed Bogiem 

Hebrajczyków. Skłaniali z szacunkiem głowy, kiedy w 

pobliżu przechodzili Aaron i Mojżesz. Nikt nie ośmielał 

się też krzywdzić niewolni¬ków. Zamiast tego mieszkańcy 

egipskich wiosek zaczęli przychodzić do Goszen z 

prezentami, prosząc Hebrajczy¬ków, aby modlili się o 

miłosierdzie dla nich. 

Lecz faraon i tak nie wypuszczał Izraelitów. 

Aaron już przestał czekać z radością na kolejne 

cier¬pienia Egipcjan, spowodowane uporem Ramzesa. Chciał 

background image

jedynie być wolny. 

Co teraz? - spytał, stając koło brata. 

Bóg ześle zarazę na ich trzody 

Aaron był świadkiem opanowującego izraelski naród lęku. 

Niektórzy ludzie mówili, że powinien był zosta¬wić 

swojego brata w kraju Madian. Byli sfrustrowani i 

przerażeni, daremnie szukając odpowiedzi na nurtujące ich 

pytania. Mojżesz modlił się nieustannie, dlatego to na 

Aarona spadło uspokajanie starszych i odsyłanie ich z 

powrotem, aby z kolei łagodzili nastroje ludu. 

Co będziemy musieli poświęcić, kiedy wyjdziemy na 

pustynię wielbić Pana? — dopytywali się. Bali się, czy na 

nich wszystkich nie spadnie zaraza. I tego, czy ich brak 

wiary w Boga nie jest równie grzeszny jak kłanianie się 

bożkom. 

— Nic, co należy do Izraelitów, nie zginie — pocieszał 

jednak Aarona Mojżesz. - Pan ustalił czas początku 

zarazy. Faraon i wszyscy jego doradcy poznają, że zarazę 

wywołał Bóg, nasz Pan. 

 

Nad wioskami krążyły myszołowy, zniżały lot i szarpały 

odęte ciała martwych owiec, krów, wielbłądów i kóz, 

gnijące w palącym słońcu. Zaś w ziemi Goszen stada bydła, 

owiec i kóz, a także wielbłądy, owce i muły pozostawały 

zdrowe. 

Aaron jeszcze raz usłyszał głos Boga i skłonił się twarzą 

do ziemi. Kiedy Pan skończył mówić, Aaron podniósł się i 

pobiegł do Mojżesza, a ten potwierdził słowa Boga. Dwaj 

bracia poszli do miasta, wyjęli z paleniska pełne garście 

sadzy, a następnie rzucili ją w powietrze, na oczach 

background image

siedzą¬cego na tronie faraona. Powstała ciemna chmura, 

która rozprzestrzeniła się nad ziemią, a gdzie tylko 

doleciała, tam Egipcjanie dostawali wrzodów, nawet ich 

zwierzęta zacho¬rowały. Po paru dniach na ulicach miasta 

nie było sprze¬dawców ani kupujących. Cierpieli wszyscy, 

od najskrom¬niejszego sługi aż do najwyższego rangą 

urzędnika. 

Faraon nie ogłaszał niczego, nie przysyłał żołnierzy, 

którzy goniliby Hebrajczyków do pracy. 

Za to Pan znowu przemówił do Mojżesza. 

-Jutro rano ponownie staniemy przed faraonem — 

zakomunikował bratu Mojżesz. 

 

Faraon ukazał się ich oczom we wspaniałym stroju, 

podtrzymywany przez dwóch służących. Towarzyszyło im 

tylko paru doradców i czarowników, wszyscy bladzi i 

cier¬piący z bólu. Ramzes także jęczał i przeklinał, 

kiedy próbo¬wał usiąść. Dwaj słudzy przynieśli mu szybko 

poduszki. Złapał się poręczy tronu i powoli zasiadł na 

nim. 

Czego znowu chcecie? - spytał Mojżesza. 

To mówi Pan, Bóg Hebrajczyków: „Wypuść lud mój, aby 

Mi służył, ponieważ tym razem ześlę wszystkie moje plagi 

na ciebie samego, na twoje sługi i na twój lud, abyś 

poznał, że nie ma równego Mi na całej ziemi. Bo już teraz 

mógłbym wyciągnąć rękę i dotknąć ciebie i lud twój 

zarazą, byś został usunięty z ziemi. Lecz dlatego 

zostawiłem cię przy życiu, byś zobaczył siłę moją i by 

imię moje zostało rozsławione po całej ziemi. Jeśli 

zabraniasz jeszcze memu ludowi wyjścia i nie chcesz go 

background image

puścić, to jutro o tej porze spuszczę bardzo wielki grad, 

jakiego jeszcze w Egipcie nie było od dnia jego powstania 

aż dotąd. A teraz poślij po twoje bydło i po wszystko, co 

masz na polu, bo każdy czło¬wiek i każde zwierzę 

znajdujące się na polu, a nie zapędzone do zagrody, 

zginie, gdy na nich grad spadnie". 

Rozległy się pełne przerażenia szepty, jednak faraon 

roześmiał się tylko gorzko i odpowiedział: 

Grad? Czymże jest grad? Postradałeś zmysły, 

Mojże¬szu. Co za bzdura. 

Mojżesz i Aaron odwrócili się i ruszyli do wyjścia, 

widząc malujący się na twarzach Egipcjan niepokój. Być 

może faraon nie bał się Boga Hebrajczyków, ale pozostali 

wiedzieli, co ich czeka. Kilku wycofało się z pośpiechem 

pomiędzy filarami i skoczyło do drzwi, żeby szybko 

pochować swoje trzody i inne dobra. 

Mojżesz wyciągnął laskę ku niebu, i wówczas nad ziemię 

egipską nadleciały ciemne, groźnie wyglądające chmury, 

trzymając się z dala od Goszen. Powiał zimny wiatr, Aaron 

poczuł dziwny ucisk w piersi, zagrzmiało. W końcu z nieba 

spadł ogień w postaci błyskawic, na zachód od Goszen. 

Egipski bóg powietrza, Szu, którego zadaniem było 

odpychanie ziemi od nieba, okazywał się bezsilny wobec 

Pana, Boga Izraela. 

Aaron przesiedział całą dobę na dworze, nasłuchując 

odległych grzmotów i obserwując z oddali pioruny i grad. 

Moc Boga przerażała go. Nigdy czegoś' podobnego nie 

widział. Teraz faraon z pewnością się ugnie! — myślał. 

Znowu nadeszli strażnicy, którzy wezwali go z Mojże¬szem 

do faraona. Po drodze Aaron widział leżące na ziemi, 

background image

popalone łany lnu i jęczmienia. Kraj był zniszczony. 

Faraon, o którym myślano, że jest potomkiem związ¬ku 

Ozyrysa i Izydy, samym Horusem, który przybrał ludzką 

postać, wydawał się zastraszony. Czuł, że nie ma wyjścia. 

Na sali tronowej panowała ogłuszająca cisza. Wszyscy 

zadawali sobie pytanie: Jeśli faraon jest najwyższym 

rangą bogiem Egiptu, to dlaczego nie jest w stanie 

uchronić swojego króle¬stwa przed niewidzialnym bogiem 

hebrajskich niewolni¬ków? Jak to możliwe, że wszyscy 

potężni i wspaniali bogo¬wie Egiptu nie są w stanie 

dorównać niewidzialnej ręce zaledwie jednego, 

niewidzialnego boga? 

— 

Zgrzeszyłem tym razem — przyznał faraon, spoglą¬dając 

niemo na swoich stłoczonych koło podwyższenia doradców. — 

Pan jest sprawiedliwy, a ja i lud mój jesteśmy winni. 

Błagajcie Pana, aby ustał grzmot potężny i grad, a 

puszczę was i nie będę was dłużej zatrzymywał. 

Aaron nie miał poczucia triumfu. Czuł, że faraon mówi 

nieszczerze. Bez wątpienia poddał się naciskowi swoich 

doradców. I tak nie rozumieli jeszcze, że to Bóg toczy z 

nimi wojnę. 

Mojżesz odpowiedział śmiało Ramzesowi: 

Gdy wyjdę z miasta, wyciągnę dłonie do Pana. Grzmoty 

ustaną, a gradu nie będzie więcej, byś poznał, że ziemia 

należy do Pana. Lecz ja wiem, że ty i słudzy twoi nie 

boją się jeszcze Pana Boga. 

Spojrzenie faraona błysnęło. 

— 

Mojżeszu, mój przyjacielu — odpowiedział — jak możesz 

mówić takimi słowami do kogoś, kogo niegdyś nazywałeś 

swoim kuzynkiem? Jak możesz sprawiać taki ból kobiecie, 

background image

która wyciągnęła cię z rzeki i wychowała jako egipskiego 

syna? 

Bóg zna cię lepiej niż ja, Ramzesie - odparł Mojżesz 

cicho, ale bez zająknienia. - To Pan powiedział mi, jak 

zatwardzisz przeciw Niemu swoje serce. To ty spro¬wadzasz 

na Egipt Jego sąd, to przez ciebie twój naród cierpi! 

Tak śmiałymi słowami człowiek mógł ściągnąć na siebie 

wyrok śmierci. Aaron zbliżył się do Mojżesza, gotów 

bronić go, gdyby ktokolwiek do nich podszedł. Wszyscy 

cofnęli się jednak. Niektórzy, pospuszczali nieznacznie 

głowy aby okazać Mojżeszowi szacunek, co powiększyło 

jeszcze gniew faraona. 

Mojżesz pomodlił się i Bóg cofnął Swoją rękę - grzmoty, 

grad i błyskawice ustały, choć cisza po burzy była chyba 

jeszcze bardziej przerażająca niż wicher. Nic się nie 

zmie¬niło - faraon domagał się cegieł, a hebrajscy 

niewolnicy mieli je wyrabiać. 

Miecz faraona wisi nad naszymi głowami! - 

lamen¬towali. 

Czy nie macie oczu ani uszu? - krzyczał Aaron. -

Rozejrzyjcie się. Czy nie widzicie, jak bardzo Egipcjanie 

boją się tego, co tym razem zrobi Pan? Przychodzi do nas 

coraz więcej ludzi z podarkami. Wszyscy darzą Mojżesza 

wielkim szacunkiem. 

I cóż nam po tym, skoro wciąż pozostajemy 

niewol¬nikami? 

Pan nas uwolni! - zapewniał Mojżesz. - Musicie mieć 

wiarę! 

Wiarę? - kpili ludzie. - Wiarę mamy od lat. I tylko 

wiarę. Chcemy wolności! 

background image

Aaron starał się chronić Mojżesza przed protestu¬jącymi. 

Dajcie mu spokój - mówił. — Mojżesz musi się modlić. 

Jesteśmy w gorszym położeniu niż przed jego 

przyj¬ściem! — upierali się. 

To oczyśćcie swoje serca i módlcie się z nami! 

I co dobrego nam przynieśliście, skoro cały czas 

wołają nas do dołów, gdzie wyrabiamy cegły? 

W pewnej chwili Aaron miał ochotę użyć przeciw nim swojej 

laski. Ci ludzie przypominali mu beczące ze strachu owce. 

Czy wasze ogrody zamieniły się w popiół? - pytał. - 

Czy wasze zwierzęta są chore? Pan inaczej potraktował 

nas, a inaczej Egipcjan! 

Ale kiedy nas stąd wyprowadzi? 

Kiedy będziemy wiedzieli, że Pan jest Bogiem i nie ma 

innego?! 

Czyż Izraelici nie kłaniali się egipskim bożkom? Wciąż 

wahali się pomiędzy nimi a Bogiem! Aaron próbował się 

modlić. Chciał usłyszeć ponownie Boży głos, jednak tylko 

jego własne myśli tłukły mu się po głowie jak 

sprze¬czające się ze sobą głosy. Kiedy zobaczył na szyi 

własnego syna, Abihu, amulet ze skarabeuszem, zamarł. 

Skąd to wziąłeś? - spytał. 

Dał mi jeden Egipcjanin. To cenna rzecz, ojcze. 

Zro¬biona z lapis-lazuli i złota. 

Zdejmij to paskudztwo! I niech w moim domu nie będzie 

więcej żadnych bożków! Zrozumiałeś, Abihu? Ani 

skarabeusza, ani drewnianej Heket czy też oka Re. Jeżeli 

Egipcjanin da ci jakiś złoty przedmiot - stop go! 

Bóg szykował następną plagę, i tylko Jego łaska i 

miło¬sierdzie mogły sprawić, że nie ześle jej także na 

background image

lud Izraela. „Izrael" - „zmagający się z Bogiem". Celna 

nazwa! 

Tym razem Bóg miał zesłać szarańczę. Faraon wciąż nie 

słuchał ostrzeżeń. Wyszedłszy z sali tronowej, Aaron i 

Mojżesz słyszeli błagania doradców faraona. 

Jak długo jeszcze będzie ten dla nas nieszczęściem? - 

wołali. - Wypuść ludzi, aby służyli swemu Panu Bogu. Czy 

nie rozumiesz, że ginie Egipt? 

Aaron usłyszał za plecami kroki, ktoś biegł. Odwrócił 

się, stanął mocno na nogach i chwycił laskę obiema 

rękami. Nikt nie uczyni krzywdy Mojżeszowi! - myślał. 

Tymcza¬sem egipski sługa ukłonił się nisko i powiedział: 

Wielki faraon życzy sobie, żebyście wrócili. Prosimy 

was. 

Wielki faraon może skoczyć sobie do Nilu! - odparł 

Aaron, rozgniewany. 

-Aaronie... - Mojżesz ruszył z powrotem do sali tronowej. 

Aaron ruszył za nim, sfrustrowany Czy Ramzes 

kie¬dykolwiek ich posłucha? Czy powinni wracać, tylko po 

to, żeby wysłuchać kolejnej obietnicy, wiedząc, że 

zostanie złamana, jeszcze zanim dojdą do Goszen? Czy Bóg 

nie zapowiedział, że uczyni twardymi serca faraona i jego 

sług? 

Idźcie, oddajcie cześć Panu, Bogu waszemu - zgodził 

się Ramzes. Mojżesz i Aaron nie zdążyli jeszcze zniknąć 

za ścianą sali, kiedy faraon dopytał się: — Którzy to 

mają iść? 

Mojżesz spojrzał na Aarona, a ten odwrócił się i 

od¬powiedział: 

Pójdziemy z naszymi dziećmi i starcami, z synami i 

background image

córkami, z owcami i bydłem; pójdziemy, bo mamy obcho¬dzić 

święto Pana. 

Faraon spochmurniał, pokazał na Mojżesza i oznajmił: 

A to ja mówię do ciebie, Mojżeszu: Niech Pan tak 

będzie z wami, jak ja was i dzieci wasze wypuszczę. 

Patrz¬cie, jakie złe są wasze zamierzenia. Nie tak! 

Idźcie sami mężczyźni i oddajcie cześć Panu, jak tegoście 

się domagali. - Skinął na wartowników i rzucił: - 

Wypędźcie ich stąd! 

Strażnicy zbliżyli się i zaczęli popychać Mojżesza i 

Aarona, rzucając przekleństwa w imieniu swoich 

fałszy¬wych bogów. Aaron próbował zamachnąć się laską, 

ale Mojżesz powstrzymał go. Wyrzucono ich obu na dwór. 

 

Przez cały dzień i następującą po nim noc wiał wiatr, a 

rankiem nadleciała z wiatrem szarańcza. Egipcjanie wołali 

z przerażeniem do Wadżet, bogini-kobry, żeby uchroniła 

swoje królestwo, ale szarańcza pokryła całą egipską 

ziemię. Tysiące owadów nadlatywały falami, jak armie, i 

pożerały wszystko, co stawało na ich drodze. Ziemia 

pociemniała od szarańczy, która pełzała, skakała i 

pożerała wszelkie rośliny, drzewa i krzewy, jakie 

zachowały się po gradzie. Nie pozostało nic z pszenicy i 

orkiszu. Palmy daktylowe straszyły ogryzionymi kikutami. 

Nawet trzciny nad Nilem zostały zjedzone aż do poziomu 

wody. 

Zanim żołnierze faraona wezwali znów Mojżesza i Aarona, 

nigdzie poza Goszen nie było już zboża ani innych źródeł 

pożywienia. 

Wstrząśnięty Ramzes powitał przybyszów i oznajmił: 

background image

Zgrzeszyłem przeciwko Panu, Bogu waszemu, i 

prze¬ciwko wam. A teraz, proszę, przebaczcie i tym razem 

grzech mój, a błagajcie Pana, Boga waszego, by usunął ode 

mnie przynajmniej tę śmierć. 

Mojżesz pomodlił się do Boga o miłosierdzie, a wtedy 

wiatr zmienił kierunek na zachodni i zwiał szarańczę w 

stronę Morza Czerwonego. 

Nad ziemią znowu zapadła cisza. Zapanował też bez¬ruch. 

Egipcjanie kryli się w domach, bojąc się, jakaż to 

katastrofa spadnie na nich, jeżeli i tym razem faraon nie 

pozwoli niewolnikom odejść. Na progach hebrajskich 

domostw pojawiały się podarunki - złote amulety, 

biżu¬teria, drogie kamienie, kadzidła, piękne ubrania, 

srebrne i brązowe naczynia. Wszystko to Egipcjanie 

oddawali, aby uhonorować naród Boga. 

Módlcie się za nas, bo jesteśmy w potrzebie - 

prosili. - Wstawiajcie się za nami. 

I tak niewiele rozumieją! - denerwował się Mojżesz, 

łapiąc się za głowę, którą okrywał modlitewny szal. — Oni 

kłaniają się nam, Aaronie, a przecież cała potęga 

spoczywa w ręku Boga. 

Frustracja ogarnęła nawet Miriam. 

Dlaczego Bóg nie zabije faraona i nie skończy z tym 

wszystkim? — narzekała. — Przecież Pan jest w stanie 

się¬gnąć do pałacu i zmiażdżyć Ramzesa! 

Pan chce, żeby cały świat poznał, iż On jest Bogiem, 

i nie ma innego - wyjaśnił Mojżesz, podniósłszy głowę. 

Wszyscy bogowie Egiptu są fałszywi. Nie mają żadnej 

mocy i nie mogą przeciwstawić się Panu, Bogu naszemu. 

Wiemy o tym! - usłyszał w odpowiedzi. 

background image

Miriam! - skarcił siostrę Aaron. - Czy Mojżesz nie 

dość się nacierpiał? Zachowaj cierpliwość. Poczekaj na 

Pana - a On nas wyzwoli. 

Kiedy Mojżesz kolejny raz wyciągnął rękę, w Egipcie 

nastała ciemność. Słońce przesłoniły ciemności silniejsze 

niż noc. Aaron siedział przed pałacem faraona, otulając 

się szatą. Mojżesz był przy nim. Milczeli. Słyszeli 

okrzyki kapłanów wzywających Re, boga słońca, ojca królów 

Egiptu, aby poprowadził po niebie swój rydwan, 

przy¬wracając światło. Aaron roześmiał się pogardliwie. 

Niech ci uparci głupcy wołają sobie do swojego fałszywego 

boga 

myślał. Słońce pojawi się, kiedy zechce Bóg - i ani 

chwili wcześniej. 

W pewnej chwili Mojżesz zerwał się i oznajmił: 

Musimy zwołać starszyznę, Aaronie. Szybko! -

Pospieszyli do Goszen, gdzie Aaron rozesłał posłańców. 

Starsi zebrali się, utyskując i zadając pytania. 

Cicho! - zawołał Aaron. - Posłuchajcie Mojżesza. Ma 

wam do przekazania Słowo Boże! 

Przygotujcie się do opuszczenia Egiptu - oznaj¬mił 

Mojżesz. - Niech każdy mężczyzna i każda kobieta 

wypożyczy od swoich sąsiadów srebrne i złote przedmioty. 

Egipcjanie dadzą wam, o cokolwiek poprosicie, albo¬wiem 

Pan sprawił, że teraz postrzegają nas inaczej. Pan mówi, 

że ten miesiąc będzie dla was początkiem miesięcy, będzie 

pierwszym miesiącem roku! Dziesiątego dnia tego miesiąca 

niech się każdy postara o baranka dla rodziny, 

baranka dla domu. Będziecie go strzec aż do 

czterna¬stego dnia tego miesiąca, a wtedy go zabijecie... 

background image

- Konty¬nuował, zapowiadając także plagę, jaka miała 

nadejść, 

tłumacząc, co Izraelici muszą zrobić, aby ją 

przetrwać. Kiedy skończył, wszyscy rozeszli się w 

milczeniu, zdjęci lękiem przed Panem. 

 

Aaron i Mojżesz czekali koło wejścia pałacu przez trzy 

doby, aż wreszcie faraon krzyknął ze strachu i 

wście¬kłości: 

Mojżeszu! - Jego głos odbił się echem od ścian i 

kolumn pałacowych komnat. 

Mojżesz oparł dłoń na ramieniu Aarona. Podnieśli się z 

miejsca i weszli do domu faraona. Aaron nie potykał się w 

ciemności - widział drogę, jak gdyby Pan obdarzył go 

oczami sowy. Widział też oblicze Mojżesza, poważne, pełne 

współczucia — i jeszcze oczy faraona, rozbiegane, nic nie 

widzące. 

-Jestem, Ramzesie - odezwał się Mojżesz. 

Faraon popatrzył przed siebie i wychylił się, jak gdyby 

uszy mogły mu zastąpić wzrok. 

Idźcie, oddajcie cześć Panu - powiedział - tylko owce 

i bydło wasze zostanie. Dzieci wasze również mogą iść z 

wami. 

Ty także musisz dać nam do rąk ofiary i całopalenia, 

byśmy mogli ofiarować je Panu, Bogu naszemu - odparł 

Mojżesz. — Również bydło nasze pójdzie z nami, nie 

zostanie nawet kopyto, ponieważ z niego weźmiemy na 

ofiarę Panu, Bogu naszemu; a sami nie wiemy, z czego 

złożyć ofiarę dla Pana, aż tam przyjdziemy. Faraon zaczął 

przeklinać. 

background image

Odejdź ode mnie! - krzyknął. - Strzeż się i nie 

zjawiaj się już przede mną! Skoro się tylko zjawisz 

przede mną, umrzesz. 

Będzie, jak powiedziałeś — zgodził się Mojżesz. — Nie 

zjawię się więcej przed tobą. - Zniżył głos i oznajmił 

dono¬śnie: — Tak mówi Pan: „O północy przejdę przez 

Egipt. I pomrą wszyscy pierworodni w ziemi egipskiej od 

pierwo¬rodnego syna faraona, który siedzi na swym tronie, 

aż do pierworodnego niewolnicy, która jest zajęta przy 

żarnach, i wszelkie pierworodne bydła". - Jego słowa 

odbijały się echem po sali. 

Na Aaronie ścierpła skóra. Spocił się ze strachu. 

Mojżeszu! - ryknął Ramzes, rozpościerając ramiona i 

wymachując rękami, żeby znaleźć drogę w ciemnoś¬ciach. — 

Czy myślisz, że Ozyrys mnie nie obroni? Bogo¬wie nie 

pozwolą ci tknąć mojego syna! 

Mojżesz mówił jednak dalej: 

„Wtedy w całej ziemi egipskiej będzie wielkie 

narze¬kanie, jakiego nie było nigdy i jakiego już nie 

będzie. U Izraelitów nawet pies nie zaszczeka ani na 

ludzi, ani na bydło, abyście poznali, że Pan uczynił 

różnicę między Egipcjanami a Izraelitami. Wtedy przyjdą 

wszyscy słudzy twoi do mnie i oddadzą mi pokłon, i 

powiedzą: «Wyjdź ty 

  

 

i cały lud twój, który idzie za tobą». I potem wyjdą". - 

To powiedziawszy, Mojżesz odwrócił się na pięcie i 

poszedł, płonąc gniewem. 

Aaron dogonił go i szedł tuż obok. Jeszcze nigdy nie 

background image

widział swojego brata tak rozzłoszczonego. Przemówił 

przez niego Bóg. To Boży głos słyszał Aaron w sali 

trono¬wej faraona. 

Mojżesz modlił się żarliwie, spoglądając płomiennym 

wzrokiem, kiedy wraz z Aaronem wracali ulicami miasta w 

stronę Goszen. Przechodnie cofali się przed nimi i 

cho¬wali się w domach, sklepach i warsztatach. 

Kiedy bracia znaleźli się na skraju miasta, Mojżesz 

krzyknął donośnie: 

Och, Panie! Panie!!! 

W jego głosie rozbrzmiewała tak niewysłowiona udręka, że 

oczy Aarona zaszły mgłą. 

Mojżeszu... - szepnął, i gardło mu się ścisnęło. 

Aaronie... Będziemy teraz świadkami tego, jaką klęskę 

może sprowadzić na naród pojedynczy człowiek - 

zapowie¬dział Mojżesz. Łzy ciekły mu po twarzy. - Wszyscy 

będziemy tego świadkami! - Opadł na kolana i płakał 

dalej. 

 

 

 

Aaron ściskał mocno baranka kolanami. Baranek pró¬bował 

się wyrwać. Aaron poderżnął mu gardło i poczuł, jak ciało 

baranka nieruchomieje. Naczynie napełniło się krwią i 

Aaron poczuł nieprzyjemny zapach. Bara¬nek był bez skazy, 

jednoroczny. Aaron odarł go ze skóry i polecił: 

Upieczcie go na ogniu, z głową, nogami i 

wnętrz¬nościami. 

Tak, ojcze - odpowiedział Nadab, odbierając zabite 

background image

zwierzę. 

Aaron umoczył we krwi baranka gałązkę hizopu i skropił 

krwią próg oraz odrzwia domu. Maczał gałązkę we krwi tak 

długo, aż odrzwia, nawet górna belka, były wyraźnie 

czerwone. W całej ziemi Goszen i w mieście, w każdej 

hebrajskiej rodzinie, robiono tak samo. Egipscy sąsiedzi 

Izraelitów przyglądali się temu ze zdumieniem i 

obrzydzeniem, szepcząc pomiędzy sobą: 

Wczoraj powyrzucali cały zapas drożdży, jaki mieli w 

domach. A teraz malują odrzwia domów krwią! Co to 

wszystko znaczy? 

Niektórzy przyszli do Aarona i spytali go, co mogą 

zrobić, żeby zostać włączeni w grono Hebrajczyków. 

— Obrzezajcie wszystkich mężczyzn w waszych domo¬stwach - 

poradził Aaron - wtedy będziecie jak narodzeni pośród 

nas. 

Tylko niewielu Egipcjan uznało jego odpowiedź za poważną 

i poszło za jego zaleceniem. Bojąc się o życie, 

przenieśli się z rodzinami pomiędzy domy Hebrajczyków i 

słuchali, co też mają ludziom do powiedzenia Aaron i 

Mojżesz. 

Aaron zastanawiał się, co będzie oznaczała ta noc dla 

wszystkich pozostałych Egipcjan. Na początku prag¬nął 

zemsty, upajał się myślą o cierpieniu prześladowców 

swojego narodu. Teraz jednak przepełniało go współczu¬cie 

dla tych, którzy wciąż bezmyślnie trwali przy swoich 

bożkach, kłaniali się nieprawdziwym bogom. Pragnął 

oddalić się wreszcie od tego spustoszonego kraju. 

Zakoń¬czywszy swoje zadanie, wszedł do domu i starannie 

zamknął drzwi. W kącie leżały srebrne i złote przedmioty, 

background image

jakie Miriam i jego synowie uzyskali od egipskich 

sąsiadów. Całe dziesięciolecia Aaron wegetował skromnie, 

utrzy¬mując się przy życiu dzięki plonom ziemi i małej 

trzódce złożonej z owiec i kóz, tymczasem teraz jego 

rodzina mogła wypełnić worki srebrem i złotem! Bóg 

sprawił, że Egip¬cjanie spoglądali na Aarona i Mojżesza, 

i na wszystkich Hebrajczyków życzliwie. Oddali im 

wszystko, o co zostali poproszeni, pozbywając się nawet 

bogactw. Bez protestów pooddawali rzeczy, które jeszcze 

przed niewidoma dniami były dla nich tak cenne. Mieli 

nadzieję, że w ten sposób zdołają kupić przychylność 

hebrajskiego Boga. 

Miłosierdzie Boże nie było jednak na sprzedaż. Nie można 

też było na nie zasłużyć. 

W noc taką jak ta, złoto i srebro nic nie znaczyło, 

na¬wet dla Aarona, który niegdyś myślał, że bogactwo 

przyniosłoby mu pociechę i uwolniłoby go od dozor¬ców i 

tyranów. Cokolwiek dotąd czynił w imię Pana, nie liczyło 

się w ową noc. Gdyby nawet Egipcjanie ofiarowali swoim 

bogom wszystko, co posiadali, nie byli w stanie kupić tej 

nocy życia swoich pierworod¬nych synów. Nawet gdyby 

poniszczyli bożki, byłoby to za mało. To faraon 

sprowadził na Egipt tę straszną noc - jego pycha 

przyniosła ludziom zgubę. 

Bóg, który ustanowił niebo, ustalił cenę za życie — a 

była nią krew baranka. Nadchodził Anioł Pański, który 

omijał każdy dom, gdzie odrzwia i próg były oznaczone 

krwią. Krew baranka była bowiem znakiem, że miesz¬kańcy 

domu wierzyli w Boga Abrahama, Izaaka i Jakuba, że ufali 

Mu na tyle, iż wykonali Jego rozkaz i nie wątpili w Jego 

background image

słowa. Tylko wiara w jedynego prawdziwego Boga mogła 

ocalić ludzi. 

Aaron spojrzał na swojego pierworodnego syna, Nadaba, 

który siedział z braćmi przy stole. Abihu milczał, 

pogrążony w myślach, zaś Itamar i Eleazar zasiedli w 

to¬warzystwie swoich żon i dzieci. Mały Pinchas obracał 

nad ogniem nadzianego na rożen baranka. Kiedy się 

zmęczył, jego miejsce zajął inny z chłopców. 

Dziadku - odezwał się Pinchas, siadając na ławie obok 

Aarona - co to za dziwna noc? 

Aaron objął chłopca, popatrzył na synów, ich żony i 

dzieci i odpowiedział: 

To jest ofiara Paschy na cześć Pana. O północy 

przyjdzie Pan i kiedy zobaczy krew baranka na naszych 

drzwiach, ominie nasz dom. Będziemy ocaleni. Bóg zabije 

za to pierworodnych synów Egipcjan. Od pierworodnego syna 

faraona, który siedzi na swym tronie, aż do 

pierwo¬rodnego tego, który jest zamknięty w więzieniu, a 

także wszelkie pierworodne z bydła. 

We wnętrzu domu słychać było jedynie trzask ognia i syk 

skapującego na rozpalone węgle tłuszczu. Miriam zmieliła 

pszenicę i jęczmień, aby upiec chleb bez droż¬dży. Mijały 

godziny. Nikt się nie odzywał. Tylko Mojżesz wstał i 

pozabezpieczał otwory okienne, jakby przed burzą 

piaskową. Potem usiadł z powrotem, osłonił głowę szalem i 

siedział nieruchomo, wraz z pozostałymi członkami 

rodziny. 

Dom wypełnił zapach piekącego się baranka i gorzkich 

ziół, które pościnała i położyła na stole Miriam. Aaron 

rozkroił baranka. 

background image

Upiekł się - powiedział. Miriam dodała oliwy do 

mąki i wyrobiła chleb - cienkie placki, które postawiła 

na węglach.  / 

Noc była ponura. Czuli otaczającą ich śmierć. Mężczyźni 

wstali, przepasali lędźwie i zatknęli płaszcze za pasy. 

Włożyli też sandały i stanęli przy stole, z laskami 

  

 

w rękach. Wszyscy jedli baranka, z gorzkimi ziołami i 

nie-kwaszonym chlebem. 

Powietrze przeciął krzyk; Aaronowi ścierpła skóra. Miriam 

popatrzyła na Mojżesza szeroko rozwartymi oczami. Nikt 

się nie odzywał, jedli tylko w milczeniu. Potem rozległ 

się drugi krzyk, z bliższej odległości, następ¬nie dało 

się słyszeć odległe zawodzenie. Ktoś wyszedł na dwór i 

zaczął wołać Ozyrysa, zrozpaczony. Aaron zacis¬nął 

powieki. Wiedział, że Ozyrys był zaledwie bożkiem 

wykonanym rękami ludzi, a jego mit wziął się z ludzkiej 

wyobraźni. Prawdziwy Ozyrys nie istniał, nie miał żadnej 

władzy; to jedynie ludzie przez wieki przypisali mu 

potęgę. Była ona jednak fikcją. Tej nocy wszyscy 

dowiedzieli się, że ludzkie wytwory nie mogą przynieść 

zbawienia. Zbawienie spoczywało jedynie w Panu, Bogu 

wszelkiego stworzenia. 

Krzyki i lamenty wzmagały się. Aaron poznał po nich, 

kiedy Pan minął jego dom. W sercu Aarona wezbrała radość 

i nieopisana wdzięczność. Można było ufać Panu! Ocalił 

lud Swój, Izraela. Zabijał tymczasem jego nieprzyjaciół. 

Ktoś zaczął dobijać się do drzwi. 

— 

Otwierać, w imię faraona! 

background image

Aaron spojrzał pytająco na Mojżesza, a ten skinął gło¬wą. 

Kiedy Aaron otworzył, zobaczył na zewnątrz żołnierzy. 

Ukłonili się nisko Aaronowi i Mojżeszowi. 

— 

Faraon posłał po was — oznajmili. Bracia ruszyli więc 

do pałacu. Żołnierze otaczali ich. 

— 

Syn faraona nie żyje — zakomunikował cicho jeden. 

On pierwszy umarł, a potem w pałacu zmarło jesz¬cze 

wielu innych — dodał drugi. 

Mój syn! - zapłakał inny spośród żołnierzy. — Mój 

syn... 

W całych Tebach podniósł się wielki krzyk, gdyż nie było 

domu, w którym nie byłoby umarłego. 

Pospieszmy się! Musimy zdążyć, zanim cały Egipt 

wymrze. 

Ledwie Mojżesz z Aaronem znaleźli się w pałacu, usłyszeli 

płaczliwy krzyk faraona: 

Wstańcie, wyruszajcie z pośrodka mojego ludu, tak wy, 

jak Izraelici! Idźcie i oddajcie cześć Panu według 

waszego pragnienia. Weźcie ze sobą owce wasze i woły, jak 

pragnęliście, i idźcie. Proście także o łaskę dla mnie. 

Aaron stał w migotliwym świetle pochodni, ledwie 

dowierzając, że faraon właśnie się ugiął. Czyżby nastąpił 

koniec udręki? Nareszcie koniec? Czy też znowu faraon 

zmieni zdanie, zanim opuszczą granice miasta? 

Mojżesz odwrócił się bez słowa i ruszył przed siebie. 

Idźcie - ponaglił Aarona jeden z wartowników. — 

Idźcie jak najprędzej, bo inaczej wszyscy pomrzemy. 

Izraelu! Izraelu! - wołał Aaron, biegnąc z Mojżeszem 

przez ulice. — Nadszedł dzień twojego wyzwolenia! 

 

background image

Egipcjanie powypadali z domów i krzyczeli do 

Hebraj¬czyków: 

Szybko, odchodźcie! Idźcie, zanim wielki faraon się 

rozmyśli i wszyscy zginiemy! — Niektórzy dawali 

Izraelitom osły i darowali z własnej woli inne prezenty, 

pomagając opuszczającym ich ludziom mocować dobytek na 

grzbie¬tach zwierząt. Inni dawali część jedzenia, które 

pozostało im po plagach. — Bierzcie, co tylko chcecie, i 

wyruszajcie prędko z Egiptu! Jak najszybciej, żeby nie 

spadła na nas kolejna plaga, która nas zabije! 

Aaron śmiał się radośnie, tak przepełniony emocjami, że 

nie był w stanie myśleć o niczym innym, jak tylko 

tym, żeby pospiesznie wyruszyć. Stanęli wraz z 

Mojże¬szem przed zgromadzonymi Izraelitami. Miriam, 

syno¬wie Aarona, ich żony i dzieci dołączyli do nich. 

Panował ogłuszający hałas - ludzie wznosili pochwalne 

okrzyki na cześć Pana, a także Mojżesza i Aarona. 

Pomiędzy ludźmi kłębiły się pokaźne stada beczących owiec 

i kóz. Trzodę przepędzono tak, aby posuwała się za 

Hebrajczykami, inaczej dławiliby się wzbijanym przez nią 

pyłem. Wraz z wzejściem słońca sześćset tysięcy mężczyzn 

wyruszyło piechotą w stronę Sukkot, w towarzystwie swoich 

żon 

dzieci. 

Kobiety niosły na ramionach dzieże, a na biodrach - 

niemowlęta. Wołały do starszych dzieci, żeby trzymały się 

blisko rodziny. Nie było czasu przygotować jedzenia na 

podróż. 

Aaron słyszał kakofonię zmieszanych głosów i czuł w 

ustach kurz wzbijany przez milion niewolników i 

background image

nie¬wolnic, którzy pospiesznie opuszczali miasto faraona. 

Do idących dołączali się po drodze następni. Obok 

pokolenia Lewiego, do którego należeli Mojżesz i Aaron, 

kroczyły pokolenia Rubena, Symeona, Judy, Zabulona, 

Issachara, Dana, Gada, Asera, Neftalego i Beniamina. Ci z 

pokoleń Efraima i Manassesa szli blisko Mojżesza, niosąc 

ze sobą kości swojego przodka Józefa, który niegdyś 

uratował Egipt od głodu. Starszyzna każdego pokolenia 

niosła sztandary, dzięki którym krewni mogli trzymać się 

razem i maszerować zastępami, jak wojsko. Wszyscy 

mężczyźni byli uzbrojeni i gotowi do bitwy. Z tyłu i po 

bokach szło także wielu Egipcjan, którzy opuścili swój 

spustoszony kraj i szukali zaopatrzenia oraz schronienia 

u Pana, Boga Izraela, prawdziwego Boga całego stworzenia. 

Kiedy słońce wzeszło, Aaron zobaczył unoszący się obłok w 

formie słupa. Sam Bóg osłaniał idących przed palącym 

słońcem i wyprowadzał ich z niewoli, oddalając ich od mąk 

i cierpienia. Och, teraz nasze życie naresz¬cie będzie 

lepsze! - myślał Aaron. W ciągu tygodnia dotrzemy do 

Ziemi Obiecanej, mlekiem i miodem płyną¬cej. Za tydzień 

rozstawimy namioty, porozkładamy lego¬wiska i będziemy 

mogli rozkoszować się wolnością! 

Zarówno mężczyźni, jak kobiety płakali z powodu 

ogarniającej ich radości. 

Chwalcie Pana! - wołali. - Jesteśmy wolni, naresz¬cie 

wolni! 

Żaden z moich synów nie zrobi już ani jednej cegły 

dla faraona! 

Niech sam wyrabia sobie cegły! 

Ludzie śmieli się, kobiety szczebiotały, mężczyźni 

background image

krzyczeli. 

— 

Powinnam była upiec więcej niekwaszonych placków! 

Mamy tak mało ziarna... - martwił się ktoś. 

— 

Jak daleko będziemy dzisiaj iść? Dzieci już są 

zmę¬czone. 

Aaron odwrócił się ze złością, słysząc, że to jego krewni 

narzekają. Czy woleliby zostać w Egipcie?! 

To koniec waszej niewoli! - zawołał. - Radujcie się! 

Zostaliśmy odkupieni dzięki krwi baranka! Chwalcie Pana! 

— 

Cieszymy się, ojcze! Bardzo się cieszymy; ale dzieci 

są wyczerpane... 

Mojżesz uniósł laskę i zawołał: 

Pamiętajcie o tym dniu! Opowiadajcie w przyszłości 

synom i córkom o tym, co uczynił dla was Pan, kiedy 

wywiódł was z Egiptu! Zapamiętajcie, że poświęciliście 

Panu wszystkie męskie pierwociny łona matki — zarówno 

izraelskich synów, jak i bydło, albowiem Pan ocalił 

naszych synów przed śmiercią! Wspominajcie ten dzień! 

Nigdy nie zapomnijcie, że to Pan potężną ręką wywiódł was 

z Egiptu! 

Gdy faraon wzbraniał się uwolnić lud Boży, Pan wybił 

wszystko, co pierworodne w ziemi egipskiej, tak z ludzi, 

jak z bydła. Dlatego wszelkie męskie pierwociny łona 

matki należały odtąd do Pana, a każdy pierworodny syn 

miał być wykupywany krwią baranka. 

Chwalmy Pana! - zawołał Aaron, podnosząc laskę. Nie 

zamierzał słuchać tych nielicznych spośród swojego ludu, 

którzy narzekali. Nie pozwoli im zepsuć tej chwili, tego 

dnia. Nie będzie słuchał tych, którzy oglądali się przez 

ramię jak żona Lota. Całe życie marzył o tym, jak będzie 

background image

wyglądało życie w wolności. A teraz pozna wolność na 

własnej skórze. Zapłakał w podzięce dla Boga. 

Chwalmy Pana! - odezwał się potężny krzyk z gar¬deł 

setek ludzi, rozchodząc się na wszystkie zastępy, aż 

potężny niczym grzmot pochwalny okrzyk uniósł się do 

nieba. Kobiety zaczęły śpiewać. 

Mojżesz nie zatrzymywał się, mimo że słońce zaczęło się 

już zniżać. Pojawił się słup ognia, który zaprowa¬dził 

Izraelitów do Sukkot, gdzie odpoczęli przed dalszą drogą. 

Rozbili obóz w Etam, na skraju pustyni. 

Do Mojżesza przyszedł Korach wraz z delegacją star¬szyzny 

Lewitów. 

Dlaczego prowadzisz nas na południe, skoro do Kanaanu 

wiodą dwie krótsze drogi? — zapytali. — Mogli¬byśmy iść w 

stronę morza. 

W ten sposób musielibyśmy przejść przez ziemię 

Filistynów - zauważył Mojżesz, kręcąc głową. 

Jest nas wielu, i każdy z nas jest uzbrojony. 

Mogli¬byśmy także iść drogą prowadzącą przez Szur i dojść 

do Kanaanu od południa. 

Jesteśmy uzbrojeni, ale niewyszkoleni i niezaprawieni 

w bojach — odparł stanowczo Mojżesz. — Pójdziemy drogą, 

którą poprowadzi nas Pan. Bóg powiedział, że w obliczu 

wojny ludzie mogliby się rozmyślić i wrócić do Egiptu. 

Nigdy nie wrócimy do Egiptu! - zapewnił Korach, 

zadzierając nosa. — Powinieneś bardziej nam ufać, 

Mojże¬szu. Tęskniliśmy za wolnością tak samo jak ty. A 

właści¬wie bardziej niż ty 

Aaron uniósł głowę. Wiedział, że Korach robi aluzję do 

tego, że Mojżesz przeżył czterdzieści lat w pałacach, a 

background image

następne czterdzieści w ziemi Madian, jako wolny 

czło¬wiek. Zaczęli nadchodzić inni, którzy także chcieli 

rozma¬wiać z Mojżeszem. Aaron podniósł się, żeby 

zorientować się, o co chodzi. Już zaczynały się kłopoty. 

Aaronie — zwrócił się do niego Korach — ty rozu¬miesz 

nas lepiej niż Mojżesz. Powinieneś mieć coś do 

powiedzenia w sprawie tego, którą drogą mamy iść. 

Aaron przejrzał jego pochlebstwo. 

To Boża decyzja, Korachu - odparł. - Bóg uczy¬nił 

Mojżesza naszym przywódcą. Zaś On jest nad nami i kroczy 

przed nami. — Czyż starsi nie widzą Tego, który idzie 

przed Mojżeszem, wyznaczając drogę? — zastana¬wiał się. 

Są na tyle blisko Niego, aby podążać za Nim, lecz nie 

dość blisko, aby zobaczyć Jego twarz. A może ludzie widzą 

Pana?... 

Tak - zgodził się bez oporów Korach. - Akcep¬tujemy 

Mojżesza jako Bożego proroka. Ale i ty jesteś prorokiem, 

Aaronie. Pomyśl o dzieciach, pomyśl o na¬szych żonach. 

Porozmawiaj z bratem. Dlaczego mamy iść dłuższą drogą 

zamiast krótszą? Filistyni na pewno słyszeli o plagach. 

Będą bać się nas tak samo, jak w tej chwili boją się nas 

Egipcjanie. 

Aaron pokręcił głową. 

— 

Bóg nas prowadzi — oznajmił. — Mojżesz nie robi nawet 

jednego kroku, którego nie wskazał mu Pan. Jeśli tego nie 

rozumiecie, wystarczy, że wzniesiecie oczy ku niebu. 

Zobaczycie obłok za dnia, a słup ognia — w nocy. 

Owszem, jednak jestem pewien, że gdybyś poprosił 

Pana, wysłuchałby cię. Czy nie posłał cię na pustynię, 

żebyś spotkał się z Mojżeszem pod górą Synaj? Pan 

background image

prze¬mówił do ciebie wcześniej niż do twojego brata. 

Słowa Koracha martwiły Aarona. Czy ten człowiek zamierzał 

poróżnić go z Mojżeszem? Aaron pomyślał o tym, co 

zazdrość uczyniła z Kainem i Ablem, z Izma-elem i 

Izaakiem, Ezawem i Jakubem, Józefem i jego jedenastoma 

braćmi... Nie! Nie podda się tokowi myśle¬nia Koracha. 

Pan wezwał go, aby stał u boku Mojżesza, chodził z nim i 

wspierał go. I tak będzie robił! 

— 

Bóg przemawia przez Mojżesza, nie przeze mnie - 

zakomunikował - i będziemy podążali za Panem, 

którędykolwiek nas poprowadzi. 

To ty jesteś pierworodnym synem Amrama - nie 

ustę¬pował Korach. - Pan cały czas do ciebie przemawia. 

— 

Jedynie po to, aby potwierdzić to, co już wcześniej 

powiedział Mojżeszowi! 

Czy to źle pytać, dlaczego musimy podążać 

trud¬niejszą do przejścia drogą? 

Aaron wstał, ściskając w ręku laskę. Większość m꿬czyzn, 

którzy stanęli naprzeciw niego, była jego krew¬nymi. 

— 

Czyż Mojżesz albo ja mamy mówić Panu, którędy 

powinniśmy iść? - zapytał. - To do Boga należy mówie¬nie 

nam, dokąd iść, i decydowanie o tym, jak długo i jak 

daleko będziemy podróżować. Jeśli sprzeciwiasz się 

Mojże¬szowi, tym samym sprzeciwiasz się Bogu. 

Korach nachmurzył się, ale uniósł ręce w geście 

rezyg¬nacji i wyjaśnił: 

— 

Nie podważam autorytetu Mojżesza ani twojego, 

Aaro¬nie. Widzieliśmy znaki i cuda. Przyszedłem tylko 

spytać... 

Przybysze odwrócili się i poszli. Jednak w tym momen¬cie 

background image

Aaron wiedział już, że rozmaitym pytaniom nie będzie 

końca. 

 

Mojżesz stanął na skalistym wzniesieniu, górującym nad 

rozciągającą się od wschodu doliną. Aaron dołą¬czył do 

niego. Pozostali byli w pobliżu, przyglądali się z dołu, 

ale nie wchodzili, przez szacunek dla Mojżesza, który 

najwidoczniej potrzebował pobyć w samotności. Pewnie 

Aaron znów przemówi za niego. Aaron zauważył w 

międzyczasie, że Mojżesz coraz bardziej przyzwyczaja się 

do używania hebrajskiego. 

— 

Wkrótce nie będziesz mnie potrzebował, bracie — 

po¬wiedział Aaron. - Mówisz wyraźnie i łatwo cię 

zrozumieć. 

— 

Bóg powołał nas obu, Aaronie - odparł Mojżesz. — Czyż 

mógłbym przejść przez pustynię i stanąć przed faraonem, 

gdyby Pan cię do mnie nie przysłał? 

— 

Masz o mnie zbyt wysokie mniemanie. - Aaron oparł 

dłoń na ramieniu Mojżesza. 

— 

Nieprzyjaciele Boga zrobią wszystko, żeby nas 

skłó¬cić — oświadczył jego brat. Być może to Pan otworzył 

oczy Mojżesza na czyhające na Aarona pokusy? 

— 

Nie chcę pójść w ślady naszych poprzedników 

— 

odpowiedział Aaron. 

— 

Co cię niepokoi? 

— 

To, że pewnego dnia, nie będziesz mnie potrzebo¬wał — 

stanę się wówczas bezużyteczny. 

Mojżesz umilkł na tak długą chwilę, że Aaron pomyślał, iż 

jego brat nie chce odpowiadać. Czy powinienem dokładać mu 

kolejne zmartwienie? - myślał. Przecież Bóg powołał mnie, 

background image

żebym pomagał Mojżeszowi, a nie dręczył go swoimi 

obawami. Tak ogromnie pragnę rozmawiać z bratem - jak 

wtedy gdy szliśmy razem we dwóch przez pustynię! Lata ich 

rozłąki przestały się liczyć. Wyobrażane urazy nie 

istniały. Stali się więcej niż braćmi, byli teraz 

przyjaciółmi złączeni wspólnym powołaniem, sługami Boga 

Najwyższego. 

— 

Przepraszam, Mojżeszu — odezwał się znowu Aaron. 

— 

Pójdę i zostawię cię w spokoju. Możemy porozmawiać 

innym razem. 

— 

Zostań ze mną, bracie — zachęcił Mojżesz i wciąż 

spoglądał na tłumy. - Jest ich tak wielu! - powiedział. 

Aaron poczuł ulgę - był potrzebny. Zbliżył się do brata i 

oparł się na lasce. Przedłużające się milczenie nigdy nie 

było dla niego przyjemne. 

— 

Wszystko to potomkowie synów Jakuba - odezwał się. 

Sześćdziesięciu sześciu męskich potomków przyszło z 

Jakubem do Egiptu, a razem z Józefem i jego synami było 

ich siedemdziesięciu. Z tak niewielu powstało tak wielu. 

Bóg nas pobłogosławił! 

Niezliczone tysiące mężczyzn, kobiet i dzieci szły przez 

pustynię, niczym przesuwające się powoli morze. Ludzie 

wzbijali nogami kłęby kurzu, który pomnażały dodat¬kowo 

kopyta ich trzód. Nad ich głowami wisiała ciemno¬szara 

zasłona chmur, która osłaniała ich jak tarcza przed 

palącymi promieniami słońca. Nic dziwnego, że faraon 

przeląkł się Hebrajczyków. Wystarczyło na nich spojrzeć! 

Gdyby wszyscy połączyli się z wrogami Egiptu, mogliby 

stać się dla niego wielkim zagrożeniem wojskowym, i to w 

obrębie jego własnych granic. Jednak zamiast się 

background image

buntować, Hebrajczycy zginali szyje podług woli faraona i 

służyli za niewolników. Nie próbowali zerwać kajdan 

niewolnictwa - za to wołali do Pana, Boga Abrahama, 

Izaaka i Jakuba, żeby ich wyzwolił. 

Pomiędzy Izraelitami szli również Egipcjanie. Więk¬szość 

z nich trzymała się z boków. Aaron wolałby, żeby zostali 

w delcie Nilu albo w Etam. Nie ufał im. Czy rzeczy¬wiście 

porzucili swoich bożków i postanowili kroczyć za Panem, 

czy też dołączyli do Izraelitów jedynie dlatego, że Egipt 

został spustoszony? 

- Mojżeszu! Aaronie! - wołali ludzie, machając rękami jak 

dzieci. Wciąż panowało radosne uniesienie. Może to tylko 

Korach i jego pobratymcy podawali w wątpliwość wybór 

drogi, którą wszyscy razem podążali? 

Mojżesz ruszył znowu. Aaron wzniósł laskę i poka¬zał w 

kierunku, w którym kroczył jego brat. Nie pytał, dlaczego 

Mojżesz kierował się na południe, a potem na wschód, w 

serce Synaju. Szara chmura przemieniała się w wirujący 

słup ognia, który oświetlał im drogę i ogrzewał ich w 

nocy, pośród pustynnego chłodu. Aaron widział, iż Pan 

kroczy przodem, prowadząc Mojżesza i resztę ludu w głąb 

pustyni. Dlaczego? 

Czy wolno mu było choćby w myślach zadawać sobie to 

pytanie? 

Mojżesz nie zarządzał rozkładania obozowiska, ale wciąż 

szedł, odpoczywając jedynie krótko. Miriam i żony synów 

Aarona upiekły dość przaśnego chleba, aby było co jeść w 

czasie drogi; dzieci sypiały, mając za poduszki kamienie. 

Aaron wyczuł, że Mojżeszowi wyraźnie się spieszy. Sam 

czuł, że trzeba się spieszyć, ale nie wiedział, dlaczego. 

background image

Ziemia Kanaan leżała na północ, nie na wschód. Dokąd Bóg 

ich prowadził? 

Przed nimi otworzyło się szerokie, wyschnięte koryto 

rzeki. Aaron pomyślał, że teraz Mojżesz może skręcić na 

północ albo wysłać przodem kilku mężczyzn, żeby 

spraw¬dzili, dokąd prowadzi wąwóz. Jednak Mojżesz nie 

wahał się ani nie skręcał, tylko kroczył prosto do 

wąwozu. Aaron trzymał się przy boku brata; oglądał się 

tylko czasem, żeby się upewnić, iż Miriam, jego synowie, 

ich żony i dzieci podążają za nimi. 

Po obu stronach kanionu pojawiły się wysokie skalne 

ściany, obłok wciąż utrzymywał się w górze. Wąwóz zrobił 

się węższy; ludzie płynęli nim jak rzeka. Skręcał niczym 

wąż sunący po nierównym terenie. Jego dno było płaskie, 

nietrudno było posuwać się po nim naprzód. Po całym 

długim dniu drogi, kanion rozszerzył się i oczom Aarona 

ukazały się pachnące solą morskie fale. Woda, która 

musiała płynąć kanionem w czasach Noego, usypała 

piaszczysto-kamienistą plażę, na tyle szeroką, że 

wszyst¬kie zastępy Izraelitów mogły rozłożyć się na niej 

obozem. Jednak stąd nie było dokąd iść. 

I co teraz zrobimy, Mojżeszu? — spytał Aaron. 

Zaczekamy na Pana. 

Ale stąd nie ma dokąd iść! 

Mojżesz stanął na wietrze, twarzą do morza. 

Mamy rozbić obóz tutaj, koło Baal-Sefon, jak 

powie¬dział Pan. Będzie nas ścigał faraon; zaś Bóg okaże 

potęgę Swoją nad faraonem i nad całym jego wojskiem. 

Poznają wówczas Egipcjanie, że to Pan jest Bogiem, i że 

nie ma innego. 

background image

Aarona ogarnął lęk. 

Czy powinniśmy powiedzieć to ludziom? 

Wkrótce sami się dowiedzą. 

Czy trzeba uformować szyk bitewny? Gotować broń? 

Nie wiem, Aaronie. Wiem jedynie, że Pan zaprowa¬dził 

nas tutaj w Sobie znanym celu. 

Wtedy wśród Izraelitów rozległ się krzyk. Na plażę 

wyjechało kilku mężczyzn na wielbłądach. Wąwozem zbliżały 

się konie i rydwany faraona, jego jeźdźcy i całe wojsko. 

Aaron poczuł, że ziemia pod jego stopami drży. Nadciągała 

niezwyciężona armia. Tysiące Hebrajczyków zaczęły tak 

głośno lamentować, że zagłuszyły szum morza. Ludzie 

ruszyli ku falom, zaczęli kulić się na wietrze. 

Mojżesz zwrócił się w stronę głębiny, wzniósł rękę i 

zawołał do Pana. Tymczasem znów rozbrzmiał dźwięk 

bitewnych rogów. 

Zbliżcie się tu, do Mojżesza! — krzyknął Aaron. 

Miriam, jego synowie, ich żony i dzieci podbiegli do 

nich. 

— 

Trzymajcie się blisko nas, cokolwiek by się działo! 

Nie oddzielajcie się od nas! — Wziął na ręce wnuka, 

Pinchasa. 

Pan przyjdzie nam na ratunek. 

Dopomóż nam, Panie! - wołał Mojżesz. Aaron zamknął 

oczy i modlił się, żeby Bóg go wysłuchał. 

Mojżeszu! - krzyczeli tymczasem ludzie. - Co ty nam 

zrobiłeś? 

Aaron oddał Pinchasa Eleazarowi i stanął pomiędzy swoim 

bratem a ludem, z laską w ręku. 

Czyż brakowało grobów w Egipcie, że nas tu 

background image

przyprowadziłeś, abyśmy pomarli na pustyni? - wołali 

ludzie. — Powinniśmy byli tam zostać! Cóż za usługę 

wyświadczyłeś nam przez to, że wyprowadziłeś nas z 

Egiptu? Czyż nie mówiliśmy ci wyraźnie w Egipcie: „Zostaw 

nas w spokoju, chcemy służyć Egipcjanom". Lepiej bowiem 

nam było służyć im, niż umierać na tej pustyni! 

Nie bójcie się! — odpowiedział Mojżesz ludowi. 

Jak mamy się nie bać?! Nadciąga armia faraona! 

Pozabijają nas jak owce! 

Aaron postanowił dać wiarę Mojżeszowi. 

Czy zapomnieliście, co dotąd uczynił dla nas Pan? — 

pouczył. — Poraził Egipt mocą Swojej potężnej ręki! Egipt 

popadł w ruinę! 

Tym bardziej faraon chce nas teraz zniszczyć! I gdzie 

mamy uciekać, stojąc plecami do morza?! 

Nadjeżdżają, nadjeżdżają! - rozległo się pełne 

prze¬rażenia wołanie. 

Mojżesz wzniósł laskę i zawołał: 

Pozostańcie na swoim miejscu, a zobaczycie zbawie¬nie 

od Pana, jakie zgotuje nam dzisiaj. Egipcjan, których 

widzicie teraz, nie będziecie już nigdy oglądać. Pan 

będzie walczył za was, a wy będziecie spokojni. 

Z wyrazu twarzy Mojżesza można było odczytać, że Pan 

przemówił do niego. Mojżesz odwrócił się i spojrzał w 

górę. 

Anioł Boży, który szedł przed Izraelitami, zmienił 

miejsce i przeniósł się na ich tyły, zastawiając wylot 

wiel¬kiego wąwozu, który otwierał się na Pi-Hachirot. 

Mojżesz wyciągnął rękę nad morze. Nadleciał gwałtowny 

wiatr wschodni, który rozciął fale, aż się rozstąpiły, i 

background image

po chwili wody wznosiły się po dwóch stronach ponad suchą 

ziemią, niczym ściany kanionu, jakim Izraelici niedawno 

przyszli. W miejsce głębiny prowadziła w dół prosta 

droga, która wiodła aż na drugą stronę Morza Czerwonego, 

wznosząc się na końcu. 

Ruszajcie! - zawołał Mojżesz. 

Ruszajmy! - powtórzył Aaron, z bijącym mocno ze 

strachu sercem. Wzniósł laskę i pokazał nią naprzód, a 

potem podążył za Mojżeszem. Po lewej i po prawej unosiły 

się jakby mury z wód. 

Silny wiatr dął całą noc, podczas gdy mnogie tysiące 

Izraelitów pospiesznie zdążały na drugą stronę morza. 

Kiedy Aaron i jego rodzina dotarli do wschodniego brzegu, 

stanęli wraz z Mojżeszem na pagórku i obserwo¬wali idące 

przez morze zastępy. Na oczach na przemian śmiejącego się 

i płaczącego Aarona jego naród wycho¬dził z Egiptu. Nad 

skalistym terenem, gdzie znajdował się kanion, panowały 

nieprzeniknione ciemności, jednak po tej stronie Pan 

oświecał noc, tak że Hebrajczycy i ci, którzy z nimi 

szli, widzieli drogę. 

Kiedy ostatnie setki Izraelitów pospiesznie wspinały się 

na brzeg, ognista bariera, która powstrzymywała 

Egip¬cjan, uniosła się i rozpostarła ponad ziemią oraz 

morzem jak połyskująca chmura. Teraz faraon miał wolną 

drogę i mógł ścigać Hebrajczyków. Z oddali rozległy się 

rogi bojowe. Na plażę wyjechały rydwany, a potem 

uformo¬wały szyki. Woźnice uderzeniami batów nakłonili 

konie, żeby zeszły do morza, pomiędzy ściany wód. 

Aaron stał na wietrze. W dole walczyli ze zmęcze¬niem 

ostatni Izraelici, uginając się pod ciężarem swojego 

background image

dobytku. 

— Muszą się pospieszyć! — odezwał się z niepokojem Aaron. 

Muszą... — Mojżesz oparł mu dłoń na ramieniu, i Aaron 

umilkł, rozumiejąc polecenie. 

„Nie bójcie się" - powiedział wcześniej jego brat. 

„Pozo¬stańcie na swoim miejscu". Trudno jednak było 

zachować spokój, kiedy widziało się nadjeżdżające 

rydwany, a za nimi jeźdźców i całe wojsko faraona. 

Zbliżały się tysiące żołnie¬rzy, uzbrojonych i 

wyszkolonych, ścigając tych, którzy nale¬żeli do Boga. 

Boga, który zniszczył Egipt i uśmiercił jego 

pierworodnych synów. Egipcjanami kierowała nienawiść. 

Zamierzali wybić Izraelitów. 

Kiedy Egipcjanie zbliżyli się do wzniesienia na końcu 

drogi przez morze, przewrócił się jeden z koni, a za nim 

rydwan. Następne rydwany skręciły w bok, konie zaczęły 

rżeć i cofać się z przerażenia. Niektóre pozrzucały 

jeźdź¬ców i zawróciły galopem. Przestraszeni żołnierze 

pomie¬szali szyki, niektórzy zostali stratowani. 

Ostatni Izraelici wdrapali się na brzeg. Lud zaczynał już 

krzyczeć ze strachu przed Egipcjanami. Wtedy Mojżesz 

zawołał donośnie: 

— Izraelu! — Uniósł ręce wysoko. — Stój i poznaj, że Pan 

jest Bogiem! - Następnie wyciągnął rękę z laską w stronę 

morza. Wiatr zelżał i wody runęły na swoje miejsce, 

zatapiając pogrążonych w panice Egipcjan. Spienione fale 

zagłuszyły ich krzyki. Ku niebu wystrzelił potężny 

rozbryzg wody, wreszcie opadł z wielkim hałasem. 

Morze falowało chwilę, a potem nastała cisza. 

Aaron opadł na ziemię, spoglądając na lazurową wodę — tam 

background image

gdzie jeszcze chwilę temu panował rwetes, nastąpił 

zupełny spokój. Łagodne fale chlupały o ska¬listy brzeg, 

szumiał lekki powiew. 

Czy wszyscy czuli się podobnie jak Aaron? Ogarnę-łogo 

przerażenie na widok potęgi, z jaką Pan pogrążył 

Egipcjan - i radosna ulga, bo nie było już 

nieprzyjaciela! Morze zaczęło teraz wyrzucać na brzeg 

ciała egipskich żołnierzy, były ich setki. Leżały na 

plaży twarzami w dół, ich kończyny unosiły się łagodnie 

na falach i opadały z powrotem na piasek. 

Aaron popatrzył na swoich synów i synowe, na zebrane 

wokół niego wnuki. 

Egipt pysznił się swoją armią i uzbrojeniem, swoimi 

licznymi bogami — powiedział. — Lecz my będziemy cieszyć 

się Panem, naszym Bogiem. - Wszystkie narody usłyszą, co 

zdziałał Pan. Któż ośmieliłby się zaatakować naród, który 

Bóg uznał za własny? Starczyło spojrzeć na niebo! Oto 

Bóg, który położył fundamenty pod ziemię i rozsypał na 

niebie gwiazdy, osłaniał Izraelitów! Bóg, który 

sprowadził plagi i rozdzielił fale morza, chronił ich! — 

Któż ośmieli się sprzeciwić takiemu Bogu, jak nasz? - 

kontynuował Aaron. -Będziemy żyli bezpiecznie! Nasz naród 

będzie rozkwitał na ziemi, którą podaruje nam Bóg. Nikt 

Mu się nie sprzeciwi. A my jesteśmy wolni i nikt nigdy 

więcej nas nie zniewoli! 

Zaśpiewam dziękczynną pieśń Panu, albowiem 

zatriumfował w chwale! - oznajmił donośnie Mojżesz. — 

Rzucił konia i jeźdźca do morza! 

Miriam wzięła bębenek i zaczęła w niego uderzać, tańcząc 

i śpiewając: 

background image

Będę śpiewać ku czci Pana, który wspaniale Swą 

potę¬gę okazał! Gdy konia i jeźdźca jego pogrążył w 

morzu! 

Dołączyły do niej synowe Aarona, śmiejąc się i pła¬cząc z 

powodu radości i ulgi. 

Śpiewajmy pieśń chwały na cześć Pana! — powtarzały. 

Aaron śmiał się razem z nimi. Coś wspaniałego! Jego 

wiekowa siostra tańczyła z radości! 

Mojżesz zbiegł truchtem ze stoku. Ludzie rozstąpili się 

przed nim. Koło Mojżesza kroczył Aaron, łzy szczęścia 

płynęły mu po policzkach, jego serce przepełniała 

niezmie¬rzona radość. Czuł, że musi śpiewać wraz z 

bratem. 

Pan jest moją mocą i źródłem męstwa! - zainto¬nował. 

Znowu czuł się młody i pełen nadziei. Oto Bóg walczył za 

Izraelitów! Aaron spojrzał na obłok rozcią¬gający się w 

górze, ponad nimi. Światło przeświecało kolorowymi, 

migotliwymi promieniami, jak gdyby Bóg okazywał, że pieśń 

sprawia Mu przyjemność. Aaron uniósł ręce i wykrzykiwał 

Bogu słowa podzięki i uwielbienia. 

Tysiące ludzi krzyczały z radości, wnosząc ręce ku 

niebiosom. Niektórzy poklękali, płakali, przepełnieni 

emocjami. Kobiety dołączały się do tańca rozpoczętego 

przez Miriam, aż w końcu tańczyło ich, wirowało i kiwało 

się chyba z tysiąc. 

On Bogiem moim! — śpiewał Mojżesz. 

On Bogiem moim! - powtórzył Aaron, krocząc u boku 

brata. Członkowie jego rodziny szli za nim. Pozo¬stali 

zbierali się wokół, unosząc ręce i kontynuując pieśń. 

Miriam i inne kobiety tańczyły. 

background image

On naszym Bogiem! — śpiewały radośnie. Także synowie 

Aarona śpiewali, z wypiekami na twa¬rzach, błyszczącymi 

oczami i dłońmi wzniesionymi ku niebu. Aaron śmiał się, 

przepełniony poczuciem triumfu. Któż mógłby teraz wątpić 

w potęgę Pana? Mocą Swojej prawicy Bóg rozerwał kajdany 

ich niewoli. Zakpił z bogów Egiptu i pochłonął w morskiej 

głębinie armię najpotężniejszego narodu na ziemi! Ci, 

którzy chełpili się, że dobędą mieczy i zniszczą Izrael, 

leżeli teraz martwi wzdłuż wybrzeży. Człowiek sporządził 

swój plan, ale Bóg go pokonał. 

Któż jest pośród bogów równy Tobie, Panie? - śpie¬wał 

Aaron. - W blasku świętości, któż Ci jest podobny, 

straszliwy w czynach, cuda działający! - Wieść o nich 

narody przyjęły z drżeniem — modlił się w myślach, 

nawiązując do słów śpiewanych przez innych. Filistyni, 

książęta Edomu, wodzowie Moabu, mieszkańcy Kana¬anu - 

wszyscy truchleją z trwogi. Albowiem mamy po naszej 

stronie Pana, Boga Abrahama, Boga Izaaka i Boga Jakuba! 

Wobec siły ramienia Twego inne narody staną się jak 

kamień, aż przejdzie lud Twój, o Panie. Osadzisz nas na 

ziemi, którą przyobiecałeś naszym przodkom, i będziemy 

radować się pokojem! 

Pan jest królem na zawsze, na wieki! - śpiewał 

Moj¬żesz, unosząc laskę i oddalając się na czele ludu od 

Morza Czerwonego. 

Na zawsze, na wieki! - powtarzał lud. 

Kiedy radosna pieśń dobiegła końca, ludzie uformo¬wali 

się z powrotem w zastępy. Rodziny trzymały się razem i 

zgodnie podążały za Mojżeszem w głąb lądu. Aaron także 

zwołał swoich synów i synowe. 

background image

— 

Trzymajcie się Lewitów - zarządził. Starszyzna 

poko¬leń trzymała w górze sztandary, a poszczególne 

rodziny szły za nimi. 

— 

Najgorsze już za nami — odezwał się do Mojżesza 

kroczący obok Aaron. - Teraz będzie nam łatwiej. Faraon 

już nas nie doścignie. Jego bogowie okazali się słabi. 

Jeste¬śmy bezpieczni! 

— 

Wcale nie jesteśmy bezpieczni. 

— 

Opuściliśmy granice Egiptu. Nawet gdyby faraon 

stworzył kolejną armię, któż posłuchałby jego rozkazów i 

podążył za nami, wiedząc, co stało się dzisiaj? Wieść o 

tym, co uczynił dla nas Pan, rozejdzie się między 

naro¬dami i nikt nie ośmieli się nam przeciwstawić, 

Mojżeszu. 

— 

Owszem, wyszliśmy poza granice Egiptu — zgodził się 

Mojżesz - ale zobaczymy, czy rzeczywiście Egipt pozo¬stał 

za nami. 

 

Niezadługo Aaron zrozumiał, co miał na myśli jego brat. 

Lud szedł za Mojżeszem w głąb pustyni Szur, kieru¬jąc się 

na północ, ku Bożej górze. Idący przez spieczoną ziemię 

Izraelici przestali śpiewać z radości. Brakowało im wody. 

Wyniesione z Egiptu zapasy były na wykoń¬czeniu, a po 

drodze nie było źródeł, przy których można by zaspokoić 

narastające pragnienie i napełnić bukłaki. Ludzie zaczęli 

narzekać podczas odpoczynków. Drugiego dnia bez wody już 

szemrali. Trzeciego - zaczęli popadać w gniew. 

— 

Potrzebujemy wody, Aaronie — odezwał się znowu 

któryś. 

Język Aarona zaczął kleić się do podniebienia, mimo to 

background image

Aaron starał się uspokajać narzekających. 

— 

Pan prowadzi Mojżesza — powiedział. 

W głąb pustyni? 

Czy zapomnieliście, jak Bóg rozdzielił dla nas wody 

morza? 

To było trzy dni temu, a teraz nie ma ani odrobiny 

wo¬dy. Gdyby tak woda morska była słodka, moglibyśmy 

napełnić nią bukłaki... Dlaczego Mojżesz prowadzi nas 

przez pustynię? Wracajmy w stronę Bożej góry! Poumie¬ramy 

z pragnienia, zanim tam dojdziemy! 

— 

Czy sami krewni Mojżesza powinni uskarżać się na 

niego?! — odparł Aaron, z trudem hamując złość. Może to 

pragnienie zmniejszało jego cierpliwość? - Pan zaopa¬trzy 

nas we wszystko, czego będziemy potrzebować. 

Twoje usta są daleko od uszu Boga! Mężczyźni 

zachowywali się jak zmęczone, marudne 

dzieci, skarżyli się i jęczeli: — Kiedy dojdziemy na 

miejsce?! - Aaron współczuł chorym. Niektórzy spośród 

idących z Izraelitami Egipcjan mieli wrzody, innym 

dokuczały jeszcze wysypki i infekcje spowodowane 

ukąszeniami komarów. Wszyscy byli wyczerpani głodem i 

pragnie¬niem, pocili się od wątpliwości i ze strachu 

przed tym, jakie kolejne niedole ich czekają. 

— 

Chcemy wody! — wołali. 

Czy zdawało im się, że on i Mojżesz są Bogiem i mogą 

wydobyć wodę spomiędzy skał? 

Nie mamy wody — odpowiedział Aaron. Bukłaki jego i 

brata były puste, jak wszystkie inne. Byli tak samo 

spragnieni jak pozostali. Rano Mojżesz oddał resztkę 

swojej wody jednemu z wnuków Aarona. Aaronowi pozo¬stała 

background image

jeszcze odrobina, ale zachowywał ją na wypadek gdyby jego 

brat osłabł z odwodnienia. Co zrobiłby lud, gdyby Mojżesz 

nie mógł go prowadzić? 

Doszli do wzniesienia. Mojżesz popatrzył w dół i po¬kazał 

kierunek. 

Tam! 

Ludzie pognali po zboczu jak spragnione zwierzęta, 

zobaczywszy staw. Popadali na kolana i zaczęli pić. 

Jednak od razu wzdrygali się i pluli wodą. 

Woda jest gorzka! — jęczeli. — Nie pijcie jej! To 

truci¬zna! Mojżeszu, i cos' ty narobił?! Przywiodłeś nas 

tutaj, na pustynię, żebyśmy poumierali z pragnienia?! 

Dzieci płakały, kobiety lamentowały, mężczyźni 

krzy¬czeli, rozgniewani. Niedługo złapią kamienie i 

zaczną ciskać nimi w Mojżesza... Czyżby tak szybko 

zapomnieli, co zrobił dla nich Bóg? Aaron odezwał się 

donośnie, aby im to przypomnieć: 

Zaledwie trzy dni temu śpiewaliśmy Panu dzięk¬czynną 

pieśń! Przed trzema dniami twierdziliście, że nigdy nie 

zapomnicie rzeczy, które uczynił dla was Pan! Pan 

dostarczy nam wszystkiego, czego trzeba. 

Kiedy? Trzeba nam wody, już! 

Mojżesz ruszył w stronę wzgórz, więc ludzie zaczęli 

krzy¬czeć jeszcze głośniej. Aaron stanął pomiędzy nimi a 

bratem. 

Zostawcie go w spokoju! - zawołał. - Niech Mojżesz 

poszuka Pana. Zostańcie na miejscach i bądźcie cicho, 

żeby mógł usłyszeć Jego głos! 

Panie, potrzebujemy wody — modlił się. Wiesz, jak słabi 

jesteśmy. Nie jesteśmy tacy jak Ty. Raczej - podobni do 

background image

prochu. Wystarczy, że wiatr zawieje, a już nas nie 

będzie. Miej miłosierdzie nad nami, Panie! Zlituj się! 

Bóg usłyszy Mojżesza i powie mu, co robić - zapew¬nił 

głośno Aaron. — Posłał go, aby nas wyzwolił — i wy¬zwolił 

nas. 

Zaprowadził nas prosto w objęcia śmierci! Aaron 

rozzłościł się i pokazał na niebo. 

Pan jest z nami! - przypomniał. - Spójrzcie tylko w 

górę - widzicie obłok nad nami. 

A może by tak z tej chmury spadł deszcz?! 

Czy myślicie, że Pan nie słyszy, jak szemrzecie 

przeciwko Niemu?! — wypalił rozsierdzony Aaron. — Z 

pewnością nie wywiódł nas z ziemi egipskiej tylko po to, 

żebyśmy wymarli z pragnienia na pustyni! Miejcież wiarę! 

- Nawet wołając do ludu, Aaron modlił się żarliwie: - 

Panie, Panie, wskaż nam, gdzie znaleźć wodę! Powiedz nam, 

co robić! Pomóż nam. 

I co będziemy pić? - nie ustawali ludzie. - Bez wody 

umrzemy! 

Po paru minutach Mojżesz wrócił, trzymając w ręku sękaty 

kawałek drewna. Wrzucił go do wody. 

Pijcie! 

Ludzie wybuchnęli szyderczym śmiechem, ale Aaron szybko 

przyklęknął, nabrał wody dłońmi i stwierdził, że jest 

słodka. Z uśmiechem polał twarz wodą, a potem zawołał 

donośnie: 

Woda stała się słodka! - Jego synowie, synowe i wnuki 

poklękali i zaczęli pić. 

Widząc to, pozostali ruszyli biegiem ku wodzie. Tłoczyli 

się nad brzegami, przepychali, kłócili się, aby tylko 

background image

dotrzeć do wody i napić się. Pili, aż napełnili swoje 

żołądki wodą. Potem wypełnili bukłaki. 

Słuchajcie uważnie! - zawołał Mojżesz. - Jeśli 

będzie¬cie wiernie słuchali głosu Pana, waszego Boga, i 

będziecie wykonywali to, co jest słuszne w Jego oczach, 

jeśli będzie¬cie dawali posłuch Jego przykazaniom i 

strzegli wszyst¬kich Jego praw, to Bóg nie ukarze was 

żadną z tych plag, jakie zesłał na Egipt, ponieważ Pan 

chce być waszym lekarzem. 

Czy ktokolwiek usłyszał jego słowa? Czy ktokol¬wiek ich 

słuchał? Wszyscy wydawali się tak skupieni na swoich 

chwilowych potrzebach, że ledwie obejrzeli się na 

Mojżesza. 

Słuchajcie Mojżesza! - przykazał Aaron. - On 

prze¬kazuje nam słowa życia! 

Lecz ludzie i tak nie słuchali, a już tym bardziej 

uważ¬nie. Byli zbyt zajęci piciem dostarczonej im przez 

Boga wody, żeby wyciszyć się na moment i podziękować za 

nią Bogu. 

Izraelici wyszli z Mara, gdzie była woda, i poszli za 

Mojżeszem i Aaronem do Elim. Rozbili tam namioty, także w 

pobliżu wody. Jedli daktyle z palm i pili z dwu¬nastu 

miejscowych źródeł. Kiedy wypoczęli, Mojżesz wywiódł ich 

na pustynię Sin. 

Aaron co dzień słyszał narzekania, zmęczyły go w końcu. 

Minęło zaledwie półtora miesiąca, odkąd Izraelici wyszli 

z Egiptu, a wydawało się, że minęły całe lata. Szli przez 

wysuszoną ziemię, głodni i spragnieni, z jednej strony 

marząc o Ziemi Obiecanej, z drugiej zaś cierpiąc trudy 

podróży do niej. Najwięcej narzekali chyba Egipcjanie. 

background image

Obyśmy pomarli z ręki Pana w ziemi egipskiej, 

gdzieśmy zasiadali przed garnkami mięsa i jadali chleb do 

sytości! - jęknęła jakaś kobieta. 

— 

Ależ to paskudne! — skarżył się jej towarzysz, który 

ugryzł kęs niekwaszonego chleba i przeżuwał go z 

nie¬smakiem. 

Niezadowolenie mężczyzn było bardziej ukierunko¬wane. 

Gdziekolwiek poszedł Aaron, zawsze słyszał, jak ktoś 

mówi: 

To ty i twój brat wyprowadziliście nas na tę 

pusty¬nię, aby głodem umorzyć całą tę rzeszę! 

Dlatego Aaron ucieszył się ogromnie, kiedy Pan znowu 

przemówił do Mojżesza. Bracia przekazali ludowi Słowo 

Boże, przemawiając do zgromadzonych plemion. 

— 

Bóg ześle wam chleb z nieba, na kształt deszczu! 

Każdego dnia będziecie wychodzić i zbierać według 

potrzeby dziennej. W ten sposób Bóg chce was także 

doświadczyć, czy pójdziecie za Jego rozkazami, czy też 

nie. W dniu szóstym macie zrobić zapas tego, co 

przyniesie¬cie, a będzie to podwójna ilość tego, co 

będziecie zbierać codziennie. Tego wieczora ujrzycie, że 

to Pan wyprowa¬dził was z ziemi egipskiej. A rano 

ujrzycie chwałę Pana, gdyż usłyszał On, że szemrzecie 

przeciw Panu. Czymże my jesteśmy, że szemrzecie przeciw 

nam? 

Aaron popatrzył w stronę pustyni. W obłoku ukazała się 

Izraelitom chwała Pana. Ludzie przypadli do siebie, kuląc 

się ze strachu w milczeniu. Wówczas Mojżesz wzniósł ręce 

i kontynuował: 

Wieczorem Pan da wam mięso do jedzenia, a rano chleb 

background image

do sytości, bo słyszał Pan szemranie wasze przeciw Niemu. 

Czymże bowiem my jesteśmy? Nie szemraliście przeciwko 

nam, ale przeciw Panu! 

Rzeczywiście wieczorem przyleciały przepiórki i po¬kryły 

obóz, tysiącami. Aaron ze śmiechem patrzył, jak jego 

wnuki biegały, łapały ptaki i znosiły je matkom. Zanim 

zaświeciły gwiazdy, w obozowisku pachniało pieczonym 

mięsem. 

Tej nocy Aaron dobrze spał. Miał pełny żołądek i nie 

śniło mu się, że ludzie go kamienują ani że z jego 

bukłaka wysypuje się piasek zamiast wody. Obudziły go 

zdumione głosy. 

Co to jest? - pytano wokół. Wyszedł z namiotu i 

zobaczył, że ziemię pokryło coś drobnego, ziarnistego, 

przypominającego szron, białego jak ziarno kolendry. 

Włożył do ust trochę znalezionej substancji. 

Smakuje jak placek z miodem — stwierdził. Naz¬wano ją 

manną. 

Cóż to jest? — dopytywali się ludzie. 

To jest chleb, który daje wam Pan na pokarm - 

wyjaś¬nił Mojżesz. — To zaś nakazał wam Pan: Każdy z was 

zbierze dla siebie według swej potrzeby, omer na głowę. 

Każdy z was przyniesie według liczby osób, które należą 

do jego namiotu. 

Aaron poszedł po słój, po czym całą rodziną zaczęli 

zbierać mannę. Miriam dyrygowała młodszymi. Mojżesz 

przykucnął obok Aarona i szepnął: 

Weź naczynie i napełnij je omerem manny, i złóż ją 

przed Panem, aby przechować ją dla waszych później¬szych 

pokoleń. 

background image

Izraelici wyruszyli dalej i chodzili po pustyni od 

jednego miejsca do innego; narzekając — bo znów byli 

spragnieni. Za każdym razem gdy ich potrzeby nie były 

natychmiast zaspokajane, coraz bardziej otwarcie się 

gniewali. W końcu, kiedy rozbili obóz w Refidim, mieli 

już dość. 

Dlaczego obozujemy w tym opuszczonym miejscu?! - 

wołali. - Nie ma tu wody! Gdzie ziemia mlekiem i mio¬dem 

płynąca, którą nam obiecaliście?! Dlaczego słuchamy tych 

dwóch? Od wyjścia z Egiptu cały czas tylko cier¬pimy! Tam 

przynajmniej mieliśmy pożywienie i wodę do picia. I 

mieszkaliśmy w domach, nie w namiotach! 

Aaron nie był w stanie stłumić słowami obaw ludzi ani 

pohamować ich gniewu. Bał się o życie Mojżesza i o 

własne, ponieważ z każdym następnym cudem, jakiego 

dokonywał Pan, lud miał coraz większe wymagania. 

— 

Czemu kłócicie się ze mną? — spytał Mojżesz. — I 

czemu wystawiacie Pana na próbę? - dodał, pokazując na 

obłok. 

— 

Czy po to wyprowadziłeś nas z Egiptu, aby nas, nasze 

dzieci i nasze bydło wydać na śmierć z pragnienia? 

— 

odpowiadali ludzie. 

Aaron nie mógł ścierpieć ich niewdzięczności. 

Przecież Bóg co rano spuszcza wam chleb z nieba! 

zawołał. 

— 

W tym chlebie są robaki! 

To dlatego, że zbieracie więcej niż potrzebujecie i 

trzymacie - zwrócił uwagę Mojżesz, wyciągając naprzód 

laskę. 

Cóż nam po chlebie, jeśli nie mamy wody? - 

background image

prote¬stowali jednak pozostali. — Czy Pan jest pośród 

nas, czy nie? - dodał ktoś. 

Jak mogli zadawać takie pytania, skoro za dnia 

towa¬rzyszył im obłok, a w nocy - słup ognia? Każdy dzień 

przynosił nowe skargi i wątpliwości. Mojżesz modlił się 

od rana do wieczora. Podobnie Aaron, chyba że był 

zmuszony uciszać obawy ludzi i przypominać im dla 

zachęty, co dotąd uczynił dla nich Pan. Zatykali sobie 

uszy. Czy nie widzieli, co się działo? Czego jeszcze 

domagali się od Mojżesza? 

Któregoś razu mężczyźni zaczęli jednak podnosić kamienie. 

Aaron zwołał synów, a ci otoczyli murem Mojże¬sza. Czy 

potencjalni napastnicy nie bali się Pana i tego, co zrobi 

z nimi Bóg, jeśli zabiją Jego wysłannika? 

Aaronie, zbierz kilku starszych Izraela i chodźcie za 

mną — polecił Mojżesz. 

Aaron zawołał z każdego spośród pokoleń przed¬stawiciela, 

któremu ufał. Obłok zszedł na zbocze góry, gdzie 

obozowali ludzie. Aarona przeszedł dreszcz strachu 

zobaczył jakby Człowieka, stojącego w skale. Jak to 

możliwe?! — myślał. Zacisnął powieki, po czym otworzył 

znowu oczy i patrzył. Ów Człowiek — jeśli był to człowiek 

wciąż znajdował się w tym samym miejscu. Panie, czy 

ja tracę zmysły? — spytał w duchu Aaron. — Czy to wizja? 

dopytywał się. - Kto to stoi w miejscu skały, na 

Bożej górze, podczas gdy osłaniasz nas obłokiem? 

Starsi niczego szczególnego nie widzieli. Mojżesz uderzył 

laską w skałę, a wtedy wytrysnęła z niej woda, niczym z 

przerwanej tamy. 

To miejsce będzie się nazywać Massa i Meriba -

background image

oznajmił - albowiem Izraelici kłócili się w tym miejscu i 

wystawiali Pana na próbę! — Massa znaczyło „kusze¬nie", a 

Meriba - „kłótnia". 

Członkowie starszyzny pobiegli z powrotem do swoich 

klanów. 

Mojżesz dał nam wodę ze skały! - wołali. 

Lud nadbiegł pędem ku tworzącemu się strumie¬niowi, 

krzycząc: — Mojżesz, Mojżesz! Mojżesz usiadł, wyczerpany. 

Panie, przebacz im - pomodlił się. - Oni nie wiedzą, 

co mówią. 

Aaron widział, jakim wielkim ciężarem była dla jego brata 

odpowiedzialność za lud. Słyszał jego skargi i błagał 

Boga o zaopatrzenie i przewodnictwo. 

Wytłumaczymy im jeszcze raz, Mojżeszu, że to Bóg ich 

ocalił - pocieszył Aaron. - Ze to Bóg zsyła dary. Że to 

On daje im chleb, i mięso, i wodę. 

Mojżesz uniósł głowę. Oczy miał pełne łez. 

To uparci ludzie - skwitował. 

My też będziemy uparci - uparci w wierze! - nie 

ustę¬pował Aaron. 

Wciąż myślą jak niewolnicy. Chcą na czas dostać swoje 

racje żywności. Zapomnieli tylko o batach, ci꿬kiej 

pracy i nędznym losie, jaki niezmiennie towarzyszył im w 

Egipcie. Zapomnieli o tym, jak nawoływali Boga, żeby ich 

wyzwolił. 

Przypomnimy im o plagach, o rozdzieleniu przez Bo¬ga 

fal Morza Czerwonego, o wodzie z Mara, która stała się 

słodka, i o strumieniu, który wypłynął ze skały na górze 

Synaj. Cokolwiek każesz mi powiedzieć, powtórzę im, 

Mojżeszu. Będę stawał na wzgórzach i wykrzykiwał słowa, 

background image

które przekaże ci Bóg. 

Mojżeszu! - zawołał ktoś, tym razem z przerażeniem. — 

Mojżeszu! 

Aaron podniósł się. Czy problemy nigdy się nie skoń¬czą? 

Rozpoznał głos. 

To Jozue. O co chodzi, przyjacielu? - odkrzyknął. - 

Co dzieje się tym razem? 

Młody mężczyzna upadł na kolana przed Mojże¬szem, 

zdyszany. Jego twarz była zaczerwieniona, był tak zlany 

potem, że aż namokła jego szata. 

Amalekici! - zawołał, sapiąc. - Atakują nas w Re-

fidim. Pozabijali tych, którzy nie byli w stanie za nami 

nadążyć — starców, kobiety, chorych... 

Wybierz sobie mężów i wyruszysz z nimi na walkę z 

Amalekitami — rozkazał Mojżesz, wstając z wysiłkiem. 

Zachwiał się. Aaron podtrzymał go w porę. 

Musisz odpocząć! - powiedział. Cały dzień nie 

jadłeś', i nie piłeś nic poza kubkiem wody. - Co by 

zrobił, gdyby Mojżesz padł z wyczerpania? Czy sam 

popro¬wadziłby lud? Zdjął go strach. - Pan powołał cię, 

abyś prowadził Jego naród do Ziemi Obiecanej - 

przypo¬mniał. — Człowiek nie może sprostać takiemu 

zadaniu bez jedzenia, wody i odpoczynku. Dzisiaj nie 

powinieneś robić już nic więcej! 

To ty jesteś o trzy lata starszy ode mnie, Aaronie. 

Jednak to ciebie Bóg powołał na naszego 

wyzwoli¬ciela. Na tobie spoczywa odpowiedzialność za lud 

Boży. 

Bóg - nie ja - nas wybawi - podkreślił Mojżesz, 

siadając znowu, ze zmęczenia. - Idź i walcz przeciw 

background image

Amalekitom, Jozue. Powołaj Izraelitów pod broń i 

uderz¬cie na Amalekitów. - Westchnął, wyczerpany. - Ja 

jutro stanę na szczycie góry z laską Boga w ręku. 

Rankiem Aaron i Mojżesz udali się na szczyt wzgó¬rza, z 

którego rozciągał się widok na pole bitwy. Towa¬rzyszył 

im także Chur. Mojżesz wzniósł ręce, a wtedy Jozue i 

Izraelici, którym przewodził, wydali bojowe okrzyki i 

przeprowadzili atak. Na oczach Aarona zaczęli uzyskiwać 

przewagę. Jednak po chwili losy bitwy zaczęły się 

odwracać. Aaron spojrzał na brata, aby ten wezwał Pana na 

pomoc, i zobaczył, że Mojżesz opuścił ręce. Odpocząwszy 

chwilę, wzniósł je znowu, i natychmiast Izraelici nabrali 

sił i zaczęli odzyskiwać przewagę. 

Nie jestem w stanie trzymać rąk w górze przez tak 

długi czas, żebyśmy wygrali bitwę — sapnął Mojżesz, znów 

opuszczając ręce. Był wyczerpany. 

Chodź! — Aaron zawołał Chura. — Pomóż mi prze¬sunąć 

ten kamień. 

Przetoczyli kamień i ustawili go na szczycie wzgórza. 

Siadaj, bracie, a my będziemy podtrzymywać ci ręce! - 

poradził Aaron. Potem złapał Mojżesza za prawą rękę i 

uniósł ją pionowo, podczas gdy Chur zrobił to samo z 

lewą. Mijały godziny, mięśnie Aarona także zaczęły drżeć 

i piec go, czerpał jednak siłę z ducha, obserwując 

przebieg bitwy. Izraelczycy zwyciężali. Przed zachodem 

słońca Jozue pokonał Amalekitów i ich lud ostrzem miecza. 

Mojżesz zebrał siły na tyle, że zbudował ołtarz. 

Będzie się nazywał Pan-Nissi - oznajmił. Pan-Nissi 

znaczyło „Pan jest moim sztandarem". - Ponieważ podniósł 

rękę na tron Pana, dlatego trwa wojna Pana z Amalekitą z 

background image

pokolenia w pokolenie—dodał Mojżesz. — Musimy wyryć to 

sobie w pamięci - nigdy nie zapominać tego, co uczynił 

dla nas Pan. 

Kiedy wrócili do obozu, wszedł do namiotu i starannie 

opisał wydarzenia w księdze, aby była przechowywana, a 

Jozue i przyszłe pokolenia mogły czytać, co zaszło. 

 

Kiedy wyruszyli z Refidim i skierowali się na pusty¬nię 

Synaj, nadszedł posłaniec z ziemi Madian. Powiado¬mił, że 

teść Mojżesza, Jetro, zdąża do niego wraz z żoną 

Mojżesza, Seforą, i obydwoma jego synami - Gerszomem i 

Eliezerem. 

Dokąd wyszedł tak pospiesznie Mojżesz? - spytała 

Miriam, wchodząc do namiotu Aarona. 

Przybył jego teść z Seforą i jego synami. 

Byłoby lepiej, żeby zostali w Madianie — zagderała 

Miriam, wieszając bukłak z wodą. 

Zona należy do męża, a synowie do ojca - 

odpo¬wiedział Aaron. 

A czy Mojżesz ma czas na żonę, kiedy ludzie cały czas 

domagają się jego sądów? Czy ty masz czas dla swoich 

synów? 

Aaron co wieczór przełamywał się chlebem z człon¬kami 

swojej rodziny. Modlił się wspólnie z nimi. Rozma¬wiali o 

wydarzeniach dnia i zesłanych przez Pana 

błogo¬sławieństwach. Wstał, nie mając ochoty słuchać 

dalszych narzekań Miriam na to, co jeszcze nie nastąpiło. 

Lubiła rządzić się w jego domu. Nie szkodzi. Niech 

wykonuje swoje obowiązki - myślał. Jednak pod obłokiem 

Boga jest miejsce dla wszystkich. 

background image

— 

Ta kobieta nawet nie zna naszego języka — 

oświad¬czyła z pogardą Miriam. 

Aaron nie wypominał Miriam, że nie pomagała Sefo-rze, 

kiedy mieszkały pod jednym dachem w Egipcie. Sefora mogła 

nauczyć się hebrajskiego, tak jak Mojżesz. Podobnie jego 

synowie — Gerszom i Eliezer. 

Wszedł Jozue. 

— 

Teść Mojżesza przyniósł Bogu całopalenia i ofiary 

biesiadne - powiadomił. - Mojżesz powiedział, żebyś razem 

ze wszystkimi starszymi Izraela przyszedł i wziął udział 

z jego teściem w uczcie przed Bogiem. 

Czyżby teraz Jozue stał się rzecznikiem Mojżesza? 

Aaron przyszedł do obozowiska Jetra i zobaczył, że jego 

brat uśmiecha się radośnie. Od dawna nie wyglą¬dał na tak 

szczęśliwego. Sefora nie odrywała spojrzenia od Mojżesza. 

Wydawała się szczuplejsza niż dawniej, kiedy zapamiętał 

ją Aaron. Gerszom i Eliezer mówili na wyścigi w języku 

swojej matki, aby skupić na sobie uwagę ojca. Wyglądali 

bardziej na Madianitów niż Hebrajczy¬ków. W nowym 

otoczeniu powinni się jednak zmienić. Mojżesz przytulił 

synów i przemawiał do nich czule. 

Aaron kochał Mojżesza i czuł, że jest mu on bardzo 

bliski, lecz z drugiej strony pozostawał w Mojżeszu 

element obcości. Przeżył czterdzieści lat pośród Egipcjan 

i drugie czterdzieści u Madianitów; nic dziwnego, że 

oddaliło go to od własnego narodu. Kiedy Aaron usiadł w 

towarzystwie rodziny Mojżesza, czuł się niezręcznie. Jego 

brat był natomiast swobodny, mówił to w języku 

Madianitów, to po hebrajsku, nie popełniając błędów. 

Wszyscy go rozumieli. 

background image

Aaron odczuwał różnicę pomiędzy sobą a bratem. Sam ciągle 

myślał jak niewolnik, a na Mojżesza spoglądał jak na 

swojego pana, czekając na jego instrukcje. Cieszył się, 

że Mojżesz rozmawiał z Bogiem, a potem przemawiał do 

ludzi. Czasem zastanawiał się, czy Mojżesz zdaje sobie 

sprawę z tego, jak Bóg od dnia jego narodzin 

przygotowy¬wał go do przewodzenia ludowi. Mojżesz nie 

urodził się, aby zginąć w wodach Nilu, ale został ocalony 

przez Boga i oddany w ręce córki faraona, po to, by syn 

hebrajskich niewolników dorastał jako wolny człowiek, w 

pałacu, ucząc się wiedzy, jaką posiadali wrogowie jego 

narodu. Mojżesz przechodził od świata do świata - z 

egipskich pałaców do ubogich, ceglanych domostw, wreszcie 

do namiotów nomadów. Żył teraz pod obłokiem samego Boga, 

słyszał Jego głos, rozmawiał z Panem tak, jak musiał 

rozmawiać z Nim Adam w Ogrodzie Eden. 

Aaron odczuwał lęk przed Mojżeszem, a zarazem był dumny, 

że pochodzi z tego samego ciała i krwi. Aaron również 

słyszał głos Boga, jednak z Mojżeszem było inaczej. On 

rozmawiał z Panem; mówił, a Bóg słuchał jego słów, tak 

jak ojciec wysłuchuje swoje dziecko. Bóg był przyjacielem 

Mojżesza... 

Nadeszła noc i zajaśniał ognisty słup, i wówczas 

powie¬trze wypełnił zapach palącej się ofiary, złożonej 

przez Jetra. 

Wszyscy starsi Izraela ucztowali z Jetrem, jedząc 

wspól¬nie pieczonego baranka, daktyle i ciastka z 

rodzynkami. Mojżesz opowiadał o wszystkim, co Pan 

uczynił, aby wyprowadzić Swój naród z Egiptu. Był też 

chleb i oliwa. Wino lało się strumieniami. Nadab i Abihu 

background image

napełniali swoje kubki za każdym razem, kiedy tylko 

przechodził koło nich sługa. 

Tak z pewnością będzie wyglądało życie, kiedy dojdziemy 

do Ziemi Obiecanej! — myślał Aaron. A nawet lepiej, bo 

przecież Pan zapowiedział, że Kanaan będzie ziemią 

mlekiem i miodem płynącą. Skoro będzie tam mleko, to 

znaczy, że i stada bydła oraz kóz. A jeśli będzie miód, 

to także drzewa owocowe i kwitnące winnice, gdzie 

pszczoły będą zbierały nektar. 

Po całych wiekach niewolnictwa Izrael nareszcie był 

wolny! 

Aaron sięgnął po następną porcję baraniny i daktyli. Do 

takiego właśnie życia chciał się przyzwyczaić. 

 

Następnego ranka Aarona bolała głowa, od nadmiaru 

wypitego wina. Musiał wysilić się, żeby wstać z posłania. 

Wkrótce Mojżesz będzie potrzebował jego pomocy. Ludzie 

będą domagać się jego sądów we wszystkich spra¬wach, 

jakie narosły w ciągu minionej doby. Mediowa-nie i 

rozsądzanie ciągnęło się od świtu aż do zmierzchu. 

Mojżesz ledwie miał czas na jedzenie z powodu natłoku 

petentów. Przy tylu tysiącach mieszkających tak blisko 

siebie sprzeczki były nieuniknione. Każdy dzień przynosił 

ze sobą nowe wyzwania, nowe kłopoty. Drobne przewi¬nienia 

prowadziły czasem do zażartych kłótni, a nawet bójek. 

Ludzie nie wiedzieli chyba, co zrobić z wolnością - poza 

tym, że mogli teraz walczyć przeciwko sobie i skar¬żyć 

się na wszystko Mojżeszowi! Aaron nie wiedział, co robić 

- z jednej strony chciał, żeby każdy myślał za siebie, z 

drugiej - widział, że prowadzi to do gromadnych 

background image

zatar¬gów, które Mojżesz musiał sprawiedliwie rozsądzać. 

Tego dnia w kolejce do Mojżesza czekało więcej ludzi niż 

poprzedniego. Klany sprzeczały się między sobą, podobnie 

jak bracia należący do tego samego klanu. Może to gorąco 

uniemożliwiało ludziom zgodne funkcjonowa¬nie? A może 

długie dni drogi i odsuwanie się perspektywy na rychłe 

dotarcie do celu? Dziś Aaron nie miał wiele cierpliwości. 

Tęsknił za namiotem i zwiniętym kocem pod głową. 

Czy tak jest codziennie? Aaron nie zauważył nadejścia 

Jetra. 

Codziennie jest gorzej — mruknął w odpowiedzi. 

To niedobrze. 

I komu on to mówi? - pomyślał z irytacją Aaron. 

Mojżesz jest naszym przywódcą - wyjaśnił. - Musi 

rozsądzać spory. 

Nic dziwnego, że się postarzał, odkąd widziałem go 

poprzednio — skomentował Jetro. — Ci ludzie go 

wykań¬czają. 

Dwaj mężczyźni wrzeszczeli właśnie na siebie, czeka¬jąc w 

kolejce. Wkrótce zaczęli się przepychać, wciągając w swar 

innych. Aaron zostawił Jetra i skoczył ku zamie¬szaniu, 

mając nadzieję, że uda mu się stłumić bójkę i przy¬wrócić 

porządek. Zawołał do pomocy krewnych. 

Mężczyźni zostali rozdzieleni, ale niestety jeden już 

został zraniony. 

Idź, niech ktoś opatrzy ci to rozcięcie nad okiem. 

Żeby przeszła mi kolejka? Nie ma mowy! Czekam tu już 

od przedwczoraj. Nie odejdę. Ten człowiek wziął zapłatę 

za swoją siostrę, a teraz nie chce oddać mi jej za żonę! 

Chcesz żonę? — spytał ktoś. — Proszę bardzo, weź 

background image

moją! 

Kilkoro zebranych wybuchnęło śmiechem, jednak jeden z 

mężczyzn zdenerwował się i krzyknął: 

Być może wy przyszliście tu żartować, ale ja mam 

poważną sprawę. Nie będę stał tu przez miesiąc i czekał, 

aż Mojżesz utnie rękę temu człowiekowi za kradzież mojej 

owcy! Zrobili sobie z przyjaciółmi ucztę! 

Znalazłem to parszywe zwierzę w jeżynach! — sapnął 

oskarżony. - Skoro tak, to była moja owca. 

Twój syn odpędził ją od mojego stada. 

Nazywasz mnie kłamcą? 

Kłamcą i złodziejem! 

Krewni Aarona rozdzielili i tych mężczyzn. 

Byłoby z pożytkiem dla każdego z nas, gdybyście 

starali się żyć ze sobą w zgodzie! — zawołał ze złością 

Aaron do wszystkich zebranych. Chwycił swoją laskę. 

Czasami ludzie zachowywali się jak owce pod 

przewodnictwem Mojżesza, czasem zaś jak wilki, które 

miały ochotę poroz¬szarpywać się nawzajem. - Każdy, kto 

jeszcze wywoła burdę w kolejce, zostanie odesłany do 

swojego namiotu! - ostrzegł. -Jutro będzie sobie mógł 

stanąć na końcu kolejki. 

Zapadła cisza, ale trudno byłoby dodać, że także spokój. 

Jetro pokręcił smutno głową. 

Niedobrze - powtórzył. - Ci ludzie są zmęczeni 

czekaniem. 

Wieczorna uczta była wspaniała, jednak niezależnie od 

tego Aarona drażniło, że przybyły w gościnę Madia-nita 

uważa za stosowne krytykować to, co widzi. 

Może i niedobrze, ale tak musi być — odpowiedział. 

background image

Mojżesz jest tym, który słucha słów Boga. 

Już prawie wieczór — zauważył Jetro — a tymczasem 

czeka tu więcej ludzi niż rankiem. 

Po cóż wygłaszać tego rodzaju truizmy?! - myślał Aaron. 

To nie twoja sprawa. Jesteś gościem - przypomniał. 

Mojżesz jest moim zięciem. Chciałbym, aby docze¬kał 

się jeszcze wnuków. - Jetro wszedł do namiotu. 

Mojżeszu, czemu ty sam zajmujesz się sprawami ludu? 

spytał. - Dlaczego sam zasiadasz na sąd, a cały lud 

musi stać przed tobą od rana do wieczora? 

Aaron miał ochotę wkręcić laskę pasterską w szatę Jetra i 

wyprowadzić go na zewnątrz. Za kogo ten nieobrzezany 

poganin się uważał? Krytykował Bożego pomazańca?! 

Mojżesz odpowiedział jednak teściowi z szacunkiem, choć 

ponuro: 

Lud przychodzi do mnie, aby się poradzić Boga. Jeśli 

mają spór, to przychodzą do mnie i ja rozstrzygam 

pomiędzy stronami, oznajmiam prawa i przepisy Boże. 

Nie jest dobre to, co czynisz - ocenił Jetro. - 

Zamę¬czysz siebie i lud, który przy tobie stoi, gdyż taka 

praca jest dla ciebie za ciężka, i sam jej nie możesz 

podołać. Teraz posłuchaj rady, jaką ci daję, a Bóg 

niechaj będzie z tobą. 

Mojżesz wstał i poprosił pozostałych o wyjście z 

na¬miotu. Aaron nie słuchał argumentacji Jetra, jednak 

ponaglił obecnych, żeby wyszli. Tłumaczył im, że nie 

stracą swoich miejsc w kolejce, ale zostaną wysłuchani 

jako pierwsi, kiedy Mojżesz znowu zacznie sądzić. Dał 

znak krewnym, żeby odesłali resztę ludzi do namiotów, 

próbując zignorować pomruk niezadowolenia. Potem zasłonił 

background image

wejście do namiotu i dołączył do brata i Jetra. 

Sam bądź przedstawicielem swego ludu przed Bogiem i 

przedstawiaj Bogu jego sprawy - radził teść Mojżesza. - 

Pouczaj lud dokładnie o przepisach i pra¬wach, i pouczaj 

go o drodze, jaką winien chodzić, i o uczynkach, jakie 

winien spełniać. A wyszukaj sobie z całego ludu 

dzielnych, bojących się Boga i nieprze-kupnych mężów, 

którzy się brzydzą niesprawiedliwym zyskiem, i ustanów 

ich przełożonymi już to nad tysiącem, już to nad setką, 

już to nad pięćdziesiątką i nad dzie¬siątką, aby mogli 

sądzić lud w każdym czasie. Ważniejsze sprawy winni tobie 

przedkładać, sprawy jednak mniejszej wagi sami winni 

załatwiać. Odciążysz się w ten sposób, gdyż z tobą 

poniosą ciężar. Jeśli tak uczynisz, a Bóg cię do tego 

skłoni, podołasz, a także lud ten zadowolony powróci do 

siebie. 

Mojżesz słuchał uważnie rady swego teścia. Rozwa¬żał ją, 

zastanawiając się, czy słowa Jetra są mądre. Czy Mojżesz 

zawsze tak reagował, czy też zmusiła go do tego sytuacja? 

- zastanawiał się Aaron. Sugestia Madianity rzeczywiście 

wydawała się rozsądna — ale czy Bóg miał zamiar 

zaakceptować taki plan? 

Aaron także widział, że zmarszczki na twarzy Mojże¬sza 

pogłębiły się, a jego włosy posiwiały. Schudł - nie z 

braku jedzenia, lecz czasu, żeby je spożywać. Nie lubił 

odkładać na drugi dzień ważnych spraw, ale liczba spraw, 

które mu przedstawiano, wzrosła tak, że nie był w sta¬nie 

rozstrzygnąć ich do wieczora. Aaron zaś nie chciał 

zastępować Mojżesza w roli sędziego, chyba żeby 

przy¬kazał mu tak Bóg. Trzeba jednak było coś uczynić, bo 

background image

pustynny kurz i gorąco pozbawiały cierpliwości nawet 

najspokojniejszych. Za każdym razem kiedy Aaron słyszał 

sprzeczki, zastanawiał się, jak postąpi Pan z tak 

zapalczy¬wym narodem. 

Przez kilka następnych dni Aaron, Mojżesz i inni 

członkowie starszyzny debatowali razem nad wybo¬rem 

mężczyzn, którzy najlepiej nadawali się na sędziów. 

Wybrano siedemdziesięciu dzielnych i głęboko wierzących 

mężczyzn, godnych zaufania i zdeterminowanych, aby 

przestrzegać nakazów i przepisów, które Bóg wydawał za 

pośrednictwem Swojego sługi Mojżesza. Dzięki pójściu za 

radą Jetra, Mojżesz i Aaron mogli odrobinę wypocząć. 

Aaron i tak cieszył się, kiedy Madianita odszedł z 

po¬wrotem do swego kraju, zabierając ze sobą swoje sługi. 

Jetro był madianickim kapłanem, i wprawdzie uznał Pana za 

potężniejszego od wszystkich pozostałych bogów, ale wolał 

odejść, kiedy Mojżesz zaproponował mu pozostanie. Nie 

chciał należeć do ludu Izraela, tym samym odrzucając 

Pana. Mojżesz i Jetro kochali i szanowali się wzajemnie, 

a jednak ich narody podążały różnymi ścieżkami. 

Czasami Aaron tęsknił za nieskomplikowanym ży¬ciem 

niewolnika. Wszystko co musiał robić w niewoli, to 

wyrabiać przepisaną mu na każdy dzień liczbę cegieł i nie 

zwracać na siebie uwagi dozorcy. Natomiast w tej chwili 

niezliczone tysiące ludzi obserwowały każdy jego ruch, 

zgłaszały żądania, rywalizowały o uwagę jego bądź 

Mojżesza. Czy dzień miał dostateczną ilość godzin, żeby 

wykonać całą potrzebną pracę? Nie! Czy istniała ucieczka 

od tego rodzaju niewoli?... 

Zmęczony, pozbawiony energii Aaron przewracał się na 

background image

legowisku, nie mogąc zasnąć. Nie był też w stanie 

odpędzić od siebie zdradliwej myśli: Czy to jest wolność, 

której pragnąłem? Czy takim właśnie życiem chciałem żyć? 

Oczywiście nie musiał już pracować w błotnistym dole. Nie 

musiał także bać się bicza dozorcy. A jednak radość i 

ulga, jakie odczuł, kiedy Pan ominął jego dom w dniu 

Paschy, minęły. W międzyczasie Aaron wyszedł na pustynię, 

wesoły i pełen nadziei, czując się bezpiecznie, ponieważ 

Bóg przyobiecał Izraelitom lepszą przyszłość. Lecz teraz 

Aaron był wyczerpany ciągłymi uszczypli¬wościami, 

narzekaniami i prośbami ludzi. Jednego dnia wychwalali 

Boga, a następnego jęczeli i zawodzili. 

Aaron nie miał prawa ich potępiać - on także narzekał w 

taki sam sposób, kiedy szedł przez tę pustynię w 

poszu¬kiwaniu brata. Odpocznie, kiedy Bóg doprowadzi Swój 

naród do Ziemi Obiecanej. Będzie sobie przesiadywał w 

cieniu drzewa i sączył nektar z własnych winogron. Będzie 

miał czas na rozmowy z synami, będzie otaczał się 

wnukami. Najbardziej upalne godziny będzie przesypiał, 

nie martwiąc się o nic. 

Obłok przynosił mu ukojenie. W ciągu dnia Aaron zadzierał 

od czasu do czasu głowę i wiedział już, że Pan jest 

blisko. Bóg chronił Swój lud przed palącymi promie¬niami 

słońca. W nocy słup ognia rozpraszał ciemności. Tylko 

wewnątrz namiotu, kiedy Aaron zamknął oczy, pochłaniały 

go kłopotliwe myśli, nie był pewien włas¬nych możliwości, 

jego wiara się chwiała. 

Trzeciego miesiąca po wyjściu Izraelitów z Egiptu obłok 

zatrzymał się nad górą Synaj, a ludzie rozbili obóz u 

stóp góry. Było to w miejscu, gdzie wcześniej Aaron 

background image

odnalazł brata - to na Synaju Bóg pierwszy raz prze¬mówił 

do Mojżesza z gorejącego krzaka. Izrael dotarł do 

miejsca, gdzie Mojżesz otrzymał swoje powołanie. Ziemia 

święta! 

Podczas gdy Izraelici odpoczywali, Aaron i Mojżesz 

zbliżyli się do podnóża góry. 

— Paś owce, Aaronie — powiedział Mojżesz. Dalej poszedł 

sam. 

  

 

Aaron zawahał się. Nie chciał wracać. Patrzył, jak 

Mojżesz wspina się coraz wyżej, i w miarę jak rosła 

odle¬głość pomiędzy nimi, czuł się coraz bardziej 

osamotniony. To Mojżesz znacznie częściej i wyraźniej 

słyszał głos Pana. To Mojżesz oznajmiał Aaronowi, co ma 

mówić i robić. 

Gdyby tak wszyscy słyszeli głos Pana... I byli Mu 

posłuszni! 

Tak jak muszę być posłuszny ja! Aaron wbił laskę w 

kamienistą ziemię. 

- Wracaj szybko, bracie - westchnął. - Panie, 

potrze¬bujemy Mojżesza. Ja go potrzebuję... - Odwrócił 

się i zszedł do obozu, żeby zaczekać na brata. 

 

 

 

Tym razem masz pójść ze mną — powiedział Moj¬żesz. 

Jego słowa napełniły Aarona radością. Chciał już... 

— 

Kiedy stanę przed obliczem Pana, ty ustawisz się tak, 

background image

żeby ludzie nie wchodzili na górę. Nie mogą się 

przedo¬stać, bo inaczej Pan na nich uderzy. 

Lud - Mojżesz zawsze martwił się o lud. Aaron także 

powinien. 

Mojżesz wspinał się na górę już dwukrotnie. Aaron nie 

mógł się doczekać, aby również na nią wejść i samemu 

zobaczyć Pana, ale bał się spytać brata o tę możliwość. 

Mojżesz i Aaron zebrali starszych i polecili wszyst¬kim: 

Wypierzcie swoje szaty i przygotujcie się w ciągu 

dwóch najbliższych dni na święto, bo dnia trzeciego 

zstąpi Pan na oczach całego ludu na górę Synaj. Nie wolno 

wam wstępować na górę, pod karą śmierci. Lecz kiedy 

zagrzmi trąba, zbliżcie się do jej podnóża. 

Pomyśl, Aaronie, ile pokoleń tęskniło za tym dniem 

— 

mówiła ze wzruszeniem Miriam. — Pomyśl tylko! — 

Przy¬tuliła go, z płaczem. 

Synowie, synowe i wnuki Aarona prali ubranie. On sam był 

tak podekscytowany, że nie mógł ani jeść, ani spać. 

Tęsknił za głosem Pana, chciał usłyszeć go znowu, poczuć 

Bożą obecność, wokół siebie i w sobie, tak jak wcześniej. 

Próbował już wytłumaczyć ją synom, ich żonom, dzieciom, a 

nawet Miriam - nie umiał jednak przekazać im tego, 

jakiego uczucia doznawał, kiedy słyszał głos Boga, 

niesłyszalny dla wszystkich otaczają¬cych go ludzi. Czuł 

Słowo Boże od wewnątrz. 

Tylko Mojżesz go rozumiał — Mojżesz, którego 

do¬świadczenie Boga musiało być znacznie głębsze, niż 

Aaron był w stanie sobie wyobrazić. Poznawał to po 

obliczu brata, za każdym razem kiedy Mojżesz wracał z 

Bożej góry; patrzył wówczas innym wzrokiem. Przebywając 

background image

na górze z Bogiem, przez pewien czas znajdował się jakby 

w środku wieczności. 

A teraz cały Izrael miał zrozumieć to, czego nie był w 

stanie wytłumaczyć żaden człowiek. Cały Izrael usły¬szy 

Pana! 

Aaron obudził się jeszcze przed świtem. Wyszedł przed 

namiot i usiadł, czekając na wydarzenia dnia. Któż mógłby 

spać w takich okolicznościach? Jednak na dworze było 

niewielu ludzi. Mojżesz wyszedł ze swojego namiotu; Aaron 

wstał i uściskał brata. 

Drżysz. 

Jesteś przyjacielem Boga, Mojżeszu - a ja tylko twoim 

rzecznikiem. 

Ty także zostałeś powołany, żeby wyzwolić Izrael, 

bracie — zaprzeczył Mojżesz. Oddalili się razem od 

namio¬tów i czekali. 

Powietrze zmieniło się. Błysnął piorun, a po nim rozległ 

się potężny, przeciągły grzmot. Ludzie powyglądali z 

na¬miotów, niepewni, wystraszeni. 

— 

Chodźcie! — zawołał do nich Aaron. — Już czas. 

Miriam, synowie, synowe i wnuki Aarona wyszli na 

dwór, umyci i gotowi na święto. Aaron z uśmiechem ruszył 

za Mojżeszem, dając ludziom znak, żeby podążali za nimi. 

Góra była cała spowita dymem, unosił się z niej jakby z 

pieca, i bardzo się trzęsła. Serce Aarona zadrżało, krew 

pulsowała mu w skroniach, ścierpła mu skóra. Czuł się 

dziwnie. Obłok rozpostarł się nad górą i wirował 

ciemnosza¬rymi kłębami wokół szczytu. Rozbłysnął piorun, 

po którym nastąpił głęboki grom, Aaron poczuł go aż w 

piersi. Błysnął kolejny piorun, i jeszcze jeden, a rumor 

background image

był tak donośny, że zdawał się przetaczać przez ciało 

Aarona. Wtedy z wnętrza góry dobył się dźwięk trąby, 

baraniego rogu — głośny, długo¬trwały, wyraźnie 

rozpoznawalny, a z drugiej strony dziwny. Był tak 

donośny, że Aaron miał ochotę zatkać uszy, ale stał i 

modlił się: Miej miłosierdzie nade mną, miej miłosierdzie 

nade mną! W trąbę dęły chyba wszystkie wiatry ziemi, 

którymi kierował Stwórca wszystkiego. 

Mojżesz zbliżył się do góry, Aaron trzymał się blisko 

niego, jednocześnie podekscytowany i przerażony. Nie był 

w stanie oderwać wzroku od kłębiącego się dymu i od 

blasku dobywającego się spomiędzy kłębiącej się szarej 

chmury. Zstępował Pan! Aaron zobaczył połyskujące światło 

- czerwone, pomarańczowe i złote - zniżające się od 

wierzchołka góry, i obserwował wznoszący się dym. Pan 

jest ogniem, który pochłania! - pomyślał z przerażeniem, 

podczas gdy ziemia pod jego stopami zatrzęsła się znowu. 

W powietrzu nie było czuć popiołu, pomimo ognia i dymu 

widocznego na szczycie. 

Głęboki odgłos trąby przeciągał się, aż od jego dźwięku 

rozbolało Aarona serce. Zatrzymał się przed granicą 

usta¬nowioną przez Boga i patrzył za Mojżeszem, który 

wstępo¬wał na górę sam, aby spotkać się z Bogiem twarzą w 

twarz. Góra była święta. Aaron rozłożył szeroko ramiona, 

żeby ludzie wiedzieli, iż mają się nie zbliżać, i czekał, 

z przy¬spieszonym oddechem. Obejrzał się przez ramię i 

zobaczył Jozuego i Miriam, Eleazara i Pinchasa, wreszcie 

pozosta¬łych. Wszyscy stali i spoglądali wysoko, zdjęci 

strachem. 

I wtedy Aaron usłyszał Pana ponownie. 

background image

 

Ja jestem Pan, twój Bóg, który cię wywiódł z ziemi 

egip¬skiej, z domu niewoli. 

 

Aaron miał poczucie, że Słowo Boże przepływa przez niego. 

 

Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie!Nie będziesz 

czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, cojest na 

niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani 

tego, co jest w wo¬dach podziemia... Nie będziesz wzywał 

imienia Pana, Boga twego, do czczych rzeczy... Pamiętaj o 

dniu szabatu, aby go uświęcić... Czcij ojca twego i matkę 

twoją, abyś długo żył na ziemi, którą Pan, Bóg twój, da 

tobie... Nie będziesz zabijał... Nie będziesz 

cudzołożył... Nie będziesz kradł... Nie będziesz mówił 

przeciw bliźniemu twemu kłamstwa jako świadek... Nie 

będziesz pożądał domu bliźniego twego... Nie będziesz 

pożądał żony bliźniego twego, ani jego niewolnika, ani 

jego niewolnicy, ani jego wołu, ani jego osła, ani żadnej 

rzeczy, która należy do bliźniego twego. 

 

Obłok rzucał cień, a jednocześnie przeświecał, a głos 

Pana przenikał Aarona do samej głębi, wydobywając z niej 

niepohamowaną radość. Serce Aarona zdawało się śpie¬wać 

wesołą pieśń, mimo że w tej samej chwili wypełniała go 

Boża bojaźń. Krew przepływała przez jego skronie w takim 

tempie, że zagłuszała wszystko, niczym strumień 

— 

wszystko poza niezwykłym, przepotężnym odczuciem 

kontaktu z Bogiem. Czuł, jakby wypływało z niego stare 

życie, a napełniało go nowe, bardziej rzeczywiste, 

background image

praw¬dziwe. Słowo Boże wibrowało w ciele Aarona, puchło, 

rozbłyskiwało jaskrawo w jego myślach, paliło jego serce, 

wylewało się z jego ust! Przepełniła go niezwykła 

ekstaza, czuł Obecność, Boży głos znajdował się wewnątrz 

niego i wszędzie wokół, słyszał go bez dźwięku! Amen! 

Amen! 

wołał Aaron w myślach. Niech się tak dzieje! Niech 

się tak dzieje! Pragnął pozostać zanurzony w Bogu. Króluj 

we mnie, Panie! Króluj! Króluj! 

Tymczasem ludzie krzyczeli z przerażeniem: 

Mojżeszu, Mojżeszu! 

Aaron nie chciał odwracać się od tego, czego 

doświad¬czał. Miał ochotę odkrzyknąć ludowi, żeby nie 

odsuwali ofiarowywanego im daru. Otwórzcie się na to! — 

myślał. Uchwyćcie Pana! Obejmijcie Go! Nie kończcie 

związku, dla którego się urodziliśmy! Było już jednak za 

późno. 

Mojżesz wrócił z góry. 

Nie bójcie się! - zawołał. - Bóg przybył po to, aby 

was doświadczyć i pobudzić do bojaźni przed Sobą, 

żeby¬ście nie grzeszyli. 

Ludzie zaczęli uciekać. 

Wracajcie! - krzyknął Aaron, ale lud cofnął się na 

większą odległość i tak pozostawał. Nawet jego synowie i 

ich dzieci! Łzy rozczarowania ukłuły go w oczy. Nie miał 

wyboru, musiał zejść do ludu. 

Mów do nas ty, a my będziemy cię słuchać! — zawo¬łali 

tymczasem starsi do Mojżesza. - Ale Bóg niech nie 

przemawia do nas, abyśmy nie pomarli! 

Chodźcie i sami posłuchajcie, co Bóg do was mówi! 

background image

Zastępy Izraelitów kuliły się jednak przerażone 

hałasem i wichrem. Ludzie nie podnosili głów, aby nie 

patrzeć na dym i ogień. 

W końcu grzmoty i wiatr ustały. Nie było już słychać ze 

szczytu góry dźwięku rogu. Ziemia przestała drżeć. 

Cisza oznaczała dla Aarona istną mękę. Tak niezwy¬kła 

chwila skończyła się, straciliśmy niepowtarzalną okazję! 

- myślał w rozpaczy. Czy ci ludzie nie rozumieją, 

■ 

co im zaofiarowano i co odrzucili?! Czuł ścisk w gardle, 

ogarnięty żałością i rozczarowaniem. 

Czy kiedykolwiek znowu usłyszę głos Pana? - zasta¬nawiał 

się. Miriam odezwała się do niego, potem do jego synów. 

Aaron nie był w stanie nawet mówić, ani ruszyć się z 

miejsca, tak głęboki zdejmował go smutek. Patrzył na 

połyskującą na górze Synaj chwałę Bożą. Wcześniej czuł, 

że ten ogień płonie w jego wnętrzu, rozpala w nim życie, 

takie, jakiego doświadczał Mojżesz. Och, słyszeć Pana co 

dzień, pozostawać z Nim w osobistej przyjaźni, ze Stwórcą 

wszyst¬kich rzeczy! Gdyby wszyscy usłyszeli słowa Pana, 

ciężkie brzemię odpowiedzialności za te rzesze zostałoby 

zdjęte z barków Aarona i Mojżesza. Każdy usłyszałby Boży 

głos i każdy znałby Słowo Boże. Każdy by zrozumiał. I 

byłby w stanie postanowić, że będzie posłuszny woli Pana. 

Aaron marzył o tym. Jak by to było, gdyby został 

uwolniony od odpowiedzialności za tylu ludzi! A oni już 

by nie narzekali! Nie uskarżaliby się. Każdy członek 

narodu Izraela niósłby jednakowe brzemię! 

Marzenie rozwiewało się jednak i Aaron poczuł, jak z 

powrotem spoczywa na jego barkach ciężar boskiego 

background image

powołania. Przypomniały mu się dni młodości - wtedy nie 

musiał martwić się o nikogo poza sobą samym. Nie był 

odpowiedzialny za nic ponad to, aby przeżyć pod palącym 

egipskim słońcem, w obecności okrutnych dozorców 

niewolników. 

Ogień na Synaju zmienił się w jego oczach w czerwono-

złotą plamę. To przez łzy. Och, Panie! Panie, jak 

ogromnie tęsknię za... Za czym? Aaronowi brakło słów, nie 

potrafił opisać tego, co czuł. W tej chwili odczuwał 

jedynie ból w samym środku swojej istoty, cierpienie i 

tęsknotę za utraconym stanem. Wiedział, że owa tęsknota 

nigdy do końca go nie opuści. Bóg przywołał naród 

izraelski do stóp góry, aby ludzie usłyszeli Jego głos. 

Powołał ich, by stali się Jego narodem. Lecz oni 

odrzucili wręczany im dar i zamiast niego wybrali 

człowieka, wołając, aby ich prowadził. Mojżesza. 

 

Nie smuć się, Aaronie - uspokajała Miriam. Usiadła 

koło brata i położyła dłoń na jego głowie. - Zdjął nas 

taki strach, że nie mogliśmy wytrzymać. Hałas był tak 

okropny! Błyskało, huczało, wszystko się trzęsło! 

Aaron nie był dzieckiem, które można łatwo pocie¬szyć. 

Wstał. 

To był Pan! - żachnął się. - Widzieliście przecież 

obłok i słup ognia. Członkowie mojej rodziny uciekli jak 

wystraszone owce! — Synowie, synowe i wnuki Aarona 

krzyczeli do Mojżesza tak samo jak wszyscy inni. Czy jego 

słowa nic dla nich nie znaczyły? Czy wciąż był jakby 

niewolnikiem? Od miesięcy starał się im wyjaśnić, jak to 

jest, słyszeć głos Pana i wiedzieć, że to mówi On, Bóg, a 

background image

nie jakiś wyobrażony głos. A kiedy mieli sposobność 

usłyszeć Go sami - co zrobili? Uciekli przed Panem! 

Trzęśli się ze strachu w swoich świeżo wypranych szatach. 

Płakali z przerażenia i wołali do Mojżesza, żeby sam 

wysłuchał Pana i przekazał im Jego słowa! 

— 

Zachowujesz się jak dziecko, Aaronie — ofuknęła go 

Miriam. 

— 

Nie jesteś moją matką - burknął Aaron. — Ani żoną. 

Poczerwieniała i chciała coś odpowiedzieć, ale Aaron 

minął ją i wyszedł z namiotu. Nie dało się uciszyć tej 

kobiety. Była jak wiatr, który wieje nieustannie - a on 

nie miał ochoty wysłuchiwać jej porad ani narzekania. 

Nadszedł Mojżesz. 

Zbierz lud - polecił - niech podejdzie do podnóża 

góry. 

Kiedy rzesza podążyła na czele Aarona, zobaczył na 

miejscu czekającego już Mojżesza. Koło niego stał Jozue. 

Dlaczego Eliezer i Gerszom nie spieszą się, żeby pomagać 

ojcu? - pomyślał z irytacją Aaron. Czemu koło Mojżesza 

stoi młody mężczyzna z pokolenia Efraima, a nie ktoś 

spośród jego krewnych? 

Od samego wyjścia z Egiptu Jozue starał się przeby¬wać 

jak najbliżej Mojżesza i służyć mu przy każdej okazji. 

Mojżesz z radością przyjął młodego pomocnika. Jozue nie 

odstępował Mojżesza, nawet po tym jak Jetro razem z 

Sefora przywiódł ze sobą Eliezera i Gerszoma. Co robią 

tego ranka synowie Mojżesza? - zastanawiał się Aaron. 

Spostrzegł ich pośród ludu, po bokach ich matki, która 

najwyraźniej nie czuła się dobrze. 

Słuchajcie Słowa Bożego! - nakazał Mojżesz. Tłum 

background image

umilkł i słuchał, a on obwieścił ludowi wszystkie słowa 

Pana i wszystkie Jego zlecenia. Mówił o prawach, które 

miały chronić ludzi przed krzywdzeniem się nawzajem, o 

prawach cudzoziemców, którzy mieszkali pośród Izrae¬litów 

i postępowali zgodnie z nakazami Pana, o prawach 

własności, prawach, które były sprawiedliwe, i w których 

widoczne było miłosierdzie. Bóg ogłosił trzy święta, 

jakie miały być obchodzone co roku: Święto Przaśników, 

które miało przypominać Izraelitom o wyprowadzeniu ich z 

Egiptu, a także Święto Żniw oraz Święto Zbiorów, podczas 

których lud będzie dziękował Panu za otrzymane plony. 

Przy tych okazjach wszyscy mężczyźni Izraela mieli 

pojawiać się przed Panem, w wyznaczonym przez Niego 

miejscu - kiedy już dojdą do Ziemi Obiecanej. 

Odtąd lud nie mógł już postępować wedle tego, co sam 

uważał za słuszne. 

— 

Pan posyła przed nami Swojego anioła, aby strzegł nas 

w czasie drogi i doprowadził nas do miejsca, które Pan 

nam wyznaczył. Musimy go szanować i słuchać jego słów. 

Nie możemy mu się w niczym sprzeciwiać, gdyż nie 

przebaczy naszych przewinień. Działa w imieniu Pana. 

Serce Aarona zabiło mocniej - przypomniało mu się, jak 

widział człowieka kroczącego przed Mojżeszem. Nie był 

tylko złudzeniem! Podobnie jak ten, który stał w skale na 

górze Synaj, kiedy ze skały wypłynęła woda. Był to Anioł 

Pański. Aaron słuchał łapczywie słów brata. 

— 

Jeśli będziecie wiernie słuchali jego głosu i 

wykony¬wali wszystko, co Bóg wam poleca, Pan będzie 

nieprzyja¬cielem waszych nieprzyjaciół i będzie odnosił 

się wrogo do odnoszących się tak do was. - Mojżesz 

background image

rozłożył szeroko ramiona, unosząc dłonie. — Będziemy 

oddawać cześć 

Panu, Bogu naszemu, gdyż pobłogosławi nasz chleb i naszą 

wodę. Oddali od nas wszelką chorobę. Żadna kobieta w 

naszym kraju nie będzie miała przedwczesnego porodu i 

żadna nie będzie bezdzietna. Liczbę dni naszego życia Pan 

uczyni pełną. Gdy dojdziemy do Ziemi Obie¬canej, 

przepędzimy spośród nas jej mieszkańców. Inaczej 

przywiedliby nas do grzechu przeciw Panu. Moglibyśmy 

oddawać cześć ich bogom, ku naszej zgubie. - Opuścił 

ręce. — I cóż odpowiecie Bogu? 

Wszystkie słowa, jakie powiedział Pan, wypełnimy — 

zawołał Aaron, a za nim inni, aż w końcu ponad milion 

głosów jednocześnie odpowiedziało Panu, Bogu Izraela. 

Nazajutrz wcześnie rano Mojżesz zbudował ołtarz u stóp 

góry i postawił dwanaście stel, stosownie do liczby 

dwunastu pokoleń Izraela. Potem polecił młodzieńcom 

izraelskim złożyć Panu ofiarę całopalną i ofiarę 

biesiadną z cielców. Mojżesz zaś wziął połowę krwi i 

wylał ją do czar, a drugą połową krwi skropił ołtarz. 

Wtedy wziął Księgę Przymierza i czytał ją głośno ludowi. 

Ludzie ponownie oświadczyli, że będą posłuszni nakazom 

Pana. W powietrzu unosił się zapach palących się ofiar. 

Następnie Mojżesz odezwał się do Aarona: 

— 

Ty, Nadab, Abihu i siedemdziesięciu starszych 

Izra¬ela macie wstąpić ze mną na górę. - Aaron zachwycił 

się tym rozkazem. Wyczekiwał chwili, kiedy będzie nie 

tylko słyszał Słowo Boże, ale i stanie wobec Pana! Ruszył 

z bra¬tem na górę Synaj, na czele siedemdziesięciu 

starszych, a w jego sercu mieszały się radość i strach. 

background image

Wspinaczka nie była łatwa. Bez wątpienia to sam Bóg 

udzielił Mojżeszowi siły, bo przecież wchodził on na górę 

już czterokrotnie! Każdy krok przypominał Aaronowi o tym, 

że ma już osiemdziesiąt trzy lata; bolały go miꜬnie, 

musiał odpoczywać, a jednak posuwał się w górę po 

nierównej, wijącej się ścieżce. Ponad nim wirował obłok 

Pana, był też ogień na szczycie góry. Kiedy idący 

znaleźli się na płaskowyżu, Mojżesz oznajmił: 

- Tu oddamy cześć Panu. 

Wtedy Aaron zobaczył Boga Izraela, a pod Jego stopami 

jakby jakieś dzieło z szafirowych kamieni, świe¬cących 

jak samo niebo. Aaron pomyślał, że teraz z pew¬nością 

umrze. Zadrżał i opadł na kolana, skłaniając się twarzą 

do ziemi. 

 

Powstań i jedz. Pij wodę, którą ci przynoszę. 

 

Jeszcze nigdy w życiu Aaron nie czuł takiego uniesie¬nia 

i wdzięczności. Miał ochotę nigdy nie opuszczać miej¬sca, 

w którym się znalazł. Zapomniał o ludziach, którzy go 

otaczali, i o tych wszystkich, którzy czekali w dolinie. 

Przeżywał aktualną chwilę, wypełniony i przepełniony 

widokiem potęgi i majestatu Boga. Czuł się mały, lecz nie 

pozbawiony znaczenia, czuł się jednym z wielu, ale kimś, 

o kogo Pan się troszczy. Manna miała niebiański smak, a 

woda przywracała mu siły. 

Mojżesz położył dłoń na ramieniu Aarona i powiedział: 

Pan wezwał mnie bliżej szczytu góry aby dać mi prawo 

i przykazania dla ludu. Zostań tu i poczekaj, aż wrócimy 

Wrócicie? 

background image

Pójdzie ze mną Jozue. 

Aarona przeszedł dreszcz złości. Spojrzał na młodego 

pomocnika swojego brata. 

Przecież on jest z pokolenia Efraima, a nie Lewiego 

— 

zauważył. 

Aaronie — odparł cicho Mojżesz — czyż nie mamy być 

posłuszni Panu we wszystkim? 

Aaronowi ścisnął się żołądek; jego wargi zadrżały 

Tak. - Miał wielką ochotę powiedzieć: „Chcę pójść z 

tobą, to ja chcę kroczyć przy twoim boku! Dlaczego nagle 

mnie odsuwasz?". Raptem poczuł się zupełnie podobnie jak 

wtedy, kiedy będąc małym chłopcem, krył się w trzcinach, 

osamotniony. Wybrano kogoś innego! 

Oto macie Aarona i Chura. Kto miałby jakąś sprawę do 

załatwienia, może się zwrócić do nich — powiedział 

Mojżesz do wszystkich. 

Aaron został sam, patrząc za odchodzącymi ku szczy¬towi 

góry Mojżeszem i Jozuem. Aaron poczuł szczypanie łez w 

oczach. Zamrugał powiekami, próbując się opano¬wać. 

Dlaczego Jozue? - martwił się. - A nie ja? Czy to nie 

mnie wezwał Pan, żebym wyszedł na spotkanie Mojże¬szowi 

na pustyni? Czy nie mnie Pan wybrał jako tego, kto ma 

mówić w imieniu Mojżesza? To niesprawiedliwe! 

myślał ze ściśniętym gardłem. 

Mojżesz i Jozue wspinali się wyżej, a Aaron pozostał z 

innymi. W tej chwili odpowiedzialność za lud ciążyła mu 

bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. 

 

Aaron i pozostali czekali na zboczu góry przez sześć dni. 

Obłok przesłonił wierzchołek. Widać było Mojże¬sza i 

background image

Jozuego, jednak byli w wyraźny sposób oddzieleni od 

innych. W siódmym dniu Pan przywołał Mojżesza z pośrodka 

obłoku. Aaron i jego towarzysze słyszeli Boży głos, który 

przypominał głuchy, przetaczający się grzmot. Mojżesz 

wstał i poszedł jeszcze wyżej; Jozue szedł za nim chwilę, 

a potem pozostał, jak wartownik, na zewnątrz obłoku, w 

którym zniknął Mojżesz. Rozległ się pełen mocy odgłos, 

rozbłysnął jaskrawo ogień. Z dołu dobiegły okrzyki 

przerażonego ludu. 

Aaronie! - zawołał Chur. - Ludzie nas potrzebują. 

Trzeba dodać im otuchy. 

Aaron wciąż stał tyłem do pozostałych. 

Mojżesz kazał nam zaczekać tutaj - odpowiedział. 

Starsi już schodzą. 

Mamy czekać! 

Aaronie, jesteś potrzebny ludziom! - wołał Chur. 

Dlaczego?! - myślał ze łzami goryczy Aaron. Panie, 

dlaczego musiałem zostać? 

Mojżesz powiedział, że lud może zwracać się w 

po¬trzebie do nas - przypomniał Chur. - Jeżeli ludzie 

miną wyznaczoną przez Boga granicę, zginą! 

Dobrze, idę! - krzyknął Aaron, zaciskając powieki. 

Odwrócił się, przygaszony. Ruszył ścieżką w dół. 

Zamie¬rzał spełnić wymagania Pana. 

Obejrzał się po raz ostatni. Jozue stał tuż przy obłoku. 

 

Starsi Izraela otoczyli Aarona. Byli zaniepokojeni, 

sfrustrowani. 

Minęło już dziesięć dni! - mówili. - Na górze cały 

czas płonie ogień... Ludzie uważają, że Mojżesz zginął. 

background image

Czy Bóg zabiłby własnego pomazańca? — odpo¬wiedział 

ze złością Aaron. 

Nikt by nie przeżył w takim ogniu! Jozue także nie 

wrócił. Ktoś powinien tam iść i zobaczyć, czy... 

Aaron wstał i spojrzał gniewnie na swoich synów. 

Nikomu nie wolno zbliżać się do góry! - przypo¬mniał. 

- Czy zapomnieliście o granicy, którą wyznaczył Pan? To 

ziemia święta! Każdy, kto się zbliży, zginie z ręki Pana. 

W takim razie Mojżesz i Jozue ponieśli śmierć. 

Mój brat żyje! — upierał się Aaron. — Sam Bóg wezwał 

go na szczyt góry, aby przekazać mu Swoje słowo. Mojżesz 

wróci. 

Chyba śnisz, Aaronie - skomentował Korach, kręcąc 

głową. - Spójrz tylko na górę! Jakiż człowiek mógłby ujść 

cało z takiej pożogi? 

Sam spłoniesz, jeśli będziesz buntował się przeciw 

Panu! - odparł Aaron. 

Odpowiedział mu chór głosów. 

— 

Wracajcie do namiotów! — zawołał Aaron. — Zbie¬rajcie 

co ranka mannę, jak przykazał wam Bóg, pijcie wodę, w 

którą nas zaopatruje. I czekajcie, jak i ja czekam! 

Schował się do swojego namiotu, zasłaniając wejście, 

usiadł na poduszce i ukrył twarz w dłoniach. Nie chciał 

słuchać wątpliwości starszych — gdyż sam miał ich 

dostatecznie wiele. Mojżesz powiedział, żebym czekał... 

myślał. Muszę czekać. Boże, dopomóż mi czekać! 

Przypomniał mu się teraz Jozue, który stał na górze 

blisko Mojżesza. Jego brat wybrał Jozuego... 

Czy nie powinieneś...? - odezwała się Miriam, ale 

urwała, widząc gniewne spojrzenie Aarona. — Myślałam 

background image

tylko... - zaczęła. Popatrzyła mu chwilę w oczy i w końcu 

spuściła wzrok, powracając do czesania wełny. 

Nawet synowie Aarona nie dawali mu spokoju, zadrę¬czając 

go pytaniami. 

>- Nie wiem, dlaczego tak długo przebywa na górze! 

huknął. - Ani czy jest zdrów i cały. To prawda, że 

jest stary; a ja jestem jeszcze starszy. Jeżeli będziecie 

mnie dalej nękać, zamęczycie mnie i umrę! 

Całymi dniami Aaron radził ludziom i sądził ich. Było to 

wyczerpujące, a mógł odpocząć dopiero wieczo¬rem. Kiedy 

wszyscy już spali, on spoglądał na górę i ob¬serwował 

ogień, który pożarłby chyba wszystko. Jakim sposobem 

Mojżesz znosił taką pracę? - zastanawiał się. Jak był w 

stanie słuchać po kolei o tylu sprawach i za każdym razem 

zachować bezstronność? 

Nie dam rady, Mojżeszu... - myślał. Musisz zejść z góry. 

Musisz powrócić! 

Czyżby Mojżesz umarł? Aaron zacisnął powieki, czując 

pełzający po ciele strach. Czy to dlatego od tylu dni 

jego brat nie dawał znaku życia? I gdzie się podział 

Jozue? Czy ciągle czekał na skalistym stoku? Przecież do 

tej pory jego zapasy jedzenia i wody musiały się 

skończyć. 

Lud był niczym owce bez pasterza. Pytania, które słyszał 

Aaron, zaczęły mu przypominać beczenie. Wiedział, że 

jeśli czegoś nie zrobi, Izrael w końcu się rozejdzie. 

Niektó¬rzy chcieli wracać do Egiptu. Inni myśleli o tym, 

żeby popędzić swoje trzody na pastwiska ziemi Madian. 

Nikt nie był zadowolony. 

Aaron nie mógł spać. Zbierał mannę, jak inni, ale ledwie 

background image

był w stanie jeść. Gdziekolwiek się pojawił, pytano go: 

— 

Gdzie Mojżesz? 

— 

Na górze, z Bogiem — odpowiadał. 

— 

Czy on żyje? 

— 

Na pewno żyje. 

— 

Kiedy wróci? 

— 

Nie wiem. Nie wiem! 

 

Minęło trzydzieści pięć dni, trzydzieści sześć, 

trzy¬dzieści siedem. Z każdym mijającym dniem lęk i złość 

Aarona narastały. 

W namiocie było mu gorąco, ale nie wychodził. Wiedział, 

że kiedy tylko wyjdzie, ludzie zasypią go pyta¬niami, na 

które nie znał odpowiedzi. Miał już dość narze¬kań i 

lamentów innych. Skąd mógł wiedzieć, co działo się na 

górze? 

Mojżeszu! Dlaczego zwlekasz?! — wołał w myślach. 

Czy Mojżesz wyobrażał sobie, przez co przechodził Aaron, 

tkwiąc na pustynnej równinie z zastępami uskar¬żających 

się ludzi? A może Mojżesz kąpał się tylko w bla¬sku 

obecności Pana? Aaron oceniał, że jeżeli niczego nie 

postanowi, lud wkrótce ukamienuje go na śmierć, a potem 

rozejdzie się po pustkowiu niczym gromada dzikich osłów. 

Miriam popatrzyła ponuro na brata. 

Wołają cię - odezwała się. 

Słyszę. 

Chyba są rozzłoszczeni, ojcze. 

Krzyczą takim tonem, jakby mieli ochotę mnie ukamienować 

- pomyślał w odpowiedzi Aaron. 

Co radzisz? — spytał, zwróciwszy się do Miriam. 

background image

Nie wiem, ale lud stracił cierpliwość. Daj im coś do 

zrobienia, żeby mieli zajęcie. 

Może mam kazać im znowu robić cegły? Zbudo¬wać tu 

miasto, u stóp góry? 

Aaronie! - wołali starsi, zebrawszy się pod jego 

namio¬tem. —Aaronie! —To był głos Koracha. — Aaronie, 

musimy z tobą porozmawiać! — Nawet Chur tracił wiarę. 

Aaron opanował cisnące mu się do oczu łzy. 

Bóg nas opuścił - szepnął z drżącym sercem. Może Bóg 

troszczył się tylko o Mojżesza? Na górze wciąż płonął 

ogień. Mojżesz ciągle przebywał na szczycie twarzą w 

twarz z Bo¬giem. Być może Bóg i Mojżesz zapomnieli o mnie 

i o całym ludzie? — zastanawiał się Aaron. Westchnął i 

pokręcił głową. Jeżeli Mojżesz nie zginął... Minęło 

czterdzieści dni. To niemożliwe, żeby 

osiemdziesięcioletni mężczyzna... 

Wyszedł z namiotu; natychmiast otoczyła go star¬szyzna i 

wszyscy inni. Ich zniecierpliwienie przytłaczało Aarona. 

Lud nie martwił się już o Mojżesza. Poszcze¬gólne klany 

były gotowe rozdzielić się i rozejść. Ludzie nie chcieli 

już pozostawać u stóp góry ani słuchać słów: 

„Zaczekajcie, aż Mojżesz wróci". 

Mojżesz wyprowadził nas z Egiptu i zniknął -odezwał 

się jeden ze starszych. — Nie wiadomo, co się z nim 

stało. 

Przecież ci ludzie widzieli cud, jakiego Bóg doko¬nał w 

Egipcie! - myślał Aaron. Widzieli, jak Mojżesz wyciąga 

laskę, a Bóg rozdziela Morze Czerwone, żeby mogli przez 

nie przejść suchą nogą! Poczuł strach. Jeśli starsi tak 

mało troszczyli się o los jego brata, który wyprowadził 

background image

ich z Egiptu, że o jego zniknięciu mówili ze złością, to 

chyba bardzo niedługo stracą szacunek i do niego. 

Musisz nas poprowadzić, Aaronie - dodał ktoś. 

Mów nam, co mamy robić. 

Nie możemy wiecznie czekać tu na zmarłego. Mojżesz 

był stary! 

Uczyń nam boga, który by szedł przed nami. Aaron 

odwrócił się, ale za nim też stali ludzie. Popa¬trzył na 

zebranych. Wszyscy jednocześnie wołali, krzy¬czeli, 

przepychali się. Niektórzy wznosili pięści. Poczuł 

gorący, nieświeży oddech tłumu, siłę jego strachu, potęgę 

jego gniewu. 

„Daj im coś do zrobienia, żeby mieli zajęcie" — 

powie¬działa Miriam. Hm. 

Dobrze! - Aaron odepchnął się od nacierającego ludu, 

żeby zachować choć odrobinę dystansu. Ależ chciałbym być 

tam, na górze! - pomyślał. Już lepiej by mi było umrzeć w 

Bożym płomieniu niż żyć tu, na dole, na pokrytej pyłem 

równinie, rojącej się od motłochu! Nienawidził, kiedy go 

popychano. Nie cierpiał żądań i narzekań tłumów. Nie 

znosił ich ciągłych lamentów. — Dobrze... 

Ludzie ucichli, i wtedy poczuł ulgę, a zaraz potem dumę. 

Słuchali go! Wychylali się ku niemu, czekając, żeby ich 

poprowadził. 

Ze czymś ich zajmie. 

Dam wam zajęcie! - myślał. 

Pozdejmujcie złote kolczyki, które są w uszach 

waszych żon, waszych synów i córek, i przynieście je do 

mnie — rozkazał. Nawet nie próbował żądać od stojących 

naprzeciw niego mężczyzn, żeby swoje ozdoby też 

background image

pozdej¬mowali. 

Ludzie ruszyli spełnić jego żądanie. Wziął głęboki 

od¬dech i wrócił do namiotu. Miriam stała bez ruchu, 

kręcąc głową. 

Co ty robisz, Aaronie? - spytała. 

Dałem im coś do zrobienia. 

Ale co?... 

Aaron zignorował pytanie siostry. Opróżnił kosze i 

wystawił je na dwór. Ludzie zaczęli znosić podarki i 

ofiary. Wkrótce kosze były przepełnione. Każdy, 

mężczyzna, kobieta czy dziecko, przyniósł parę złotych 

kolczyków. Nawet Miriam, synowie i synowe Aarona. 

I co teraz? - myślał. 

Rozpalił ognisko i stopił kolczyki i inne złoto, które 

zrządzeniem Boga oddali Izraelitom zwyciężeni 

Egipcja¬nie. Jak zrobić coś, co ma przedstawiać Boga 

wszechświata? — zastanawiał się. Jak mógłby wyglądać Bóg? 

Aaron popa¬trzył na górę. Na Boga patrzył Mojżesz. I 

Jozue. 

Aaron zrobił formę i wlał do niej roztopione złoto. 

Płacząc ze złości, ulał złotego cielca. Wyszedł brzydki i 

nierówny. Kiedy ludzie spojrzą na moje dzieło — pomy¬ślał 

Aaron - a potem na wciąż rozpaloną Bożą chwałą górę, z 

pewnością dostrzegą różnicę pomiędzy fałszy¬wymi 

egipskimi posągami, a żywym Bogiem, którego nie da się 

przedstawić za pomocą ludzkich rąk. Jak mogą tego nie 

widzieć? 

- Oto bóg twój, który cię wyprowadził z ziemi egip¬skiej! 

- zawołali starsi. 

Aaron zadrżał, obserwując palący ogień, który wciąż 

background image

rozbłyskiwał na górze Synaj. Czy Bóg przyglądał się 

wszystkiemu, czy też był zbyt zajęty rozmową z 

Mojże¬szem? Czy zdawał sobie sprawę, co dzieje się na 

dole? „Nie będziesz miał bogów cudzych obok Mnie"... 

Strach zdjął Aarona; próbował usprawiedliwić się przed 

samym sobą, wymyślić powód, z którego właśnie zrobił 

bożka. Czyż Bóg nie dawał zawsze ludziom dokład¬nie tego, 

czego potrzebowali, a potem nie utrzymywał ich w 

karności? Czyż on, Aaron, nie postępował teraz tak samo? 

Lud pragnął wody. I Bóg dał mu wodę. Lud domagał się 

jedzenia - i dostał je od Boga. Za każdym razem po tego 

rodzaju wydarzeniu ludzie stawali się posłuszni. 

Posłuszeństwo... Przez plecy Aarona przeszedł zimny 

dreszcz. 

Ludzie kłaniali się złotemu cielcowi, nie zwracając uwagi 

na wiszący nad nimi obłok i towarzyszący mu ogień. Czy 

tak bardzo przyzwyczaili się do ich widoku, że już ich 

nie zauważali? Wzdychali do złotego cielca z 

uwiel¬bieniem i nucili mu pełne szacunku pieśni - czemuś, 

co ich nie widziało, nie słyszało ani nie myślało. Nikt 

nie zerkał w górę, jak Aaron. 

Nic nie nastąpiło. Obłok pozostał nieporuszony, wciąż 

ocieniał lud, a ogień — zdawał się go ogrzewać. 

Aaron przestał patrzeć na górę i przyglądał się ludziom. 

Minęła godzina, potem druga. Lud zmęczył się sięga¬jącymi 

ziemi ukłonami. Ludzie powstawali więc, jeden po drugim, 

i popatrzyli wyczekująco na Aarona. Usłyszał cichy, lecz 

narastający pomruk, jak zapowiedź burzy. 

Zbudował zatem przed stojącym na tle góry cielcem ołtarz 

z kamieni - nieociosanych kamieni, jak przyka¬zał Bóg. 

background image

— Jutro będzie uroczystość ku czci Pana — powiedział. 

Zamierzał przypomnieć ludziom o mannie, którą obda¬rzał 

ich Bóg. Poza tym do rana ludzie powinni odpocząć. 

Rankiem w ogóle wszystko wydaje się lepsze. 

Ludzie rozbiegli się, klaszcząc w ręce, jak dzieci, żeby 

przygotować się na święto. Nawet synowie i synowe Aarona 

nie mogli się doczekać następnego dnia, po tym jak oddali 

na pożytek wszystkich najbardziej misterne wytwory 

Egiptu. 

Kiedy tylko słońce rozpaliło wschodni odcinek hory¬zontu, 

starszyzna złożyła złotemu cielcowi ofiary cało¬palne i 

pojednania. Po zakończeniu formalnego obrzędu lud zasiadł 

do biesiady. Gardząc padającą łagodnie man¬ną, ludzie 

pozarzynali baranki i kozy, i zaczęli je piec. Nie pili 

też wody, która wciąż płynęła nieprzerwanie ze skały przy 

górze Synaj. Pili łapczywie sfermentowane mleko. Ci, 

którzy mieli harfy i liry, zaczęli grać egipską muzykę. 

Najedzeni i pijani ludzie powstawali i zaczęli tańczyć. 

Zachowywali się coraz głośniej, a ich okrzyki były coraz 

bardziej ochrypłe. Tu i tam zdarzyły się bójki. Gapie 

stali wokół i śmieli się na widok przelewanej krwi. 

Młodzi mężczyźni zaczęli gonić młode kobiety, a te 

uciekały ze śmiechem, chętne, aby dać się złapać. 

Aaron poczerwieniał ze wstydu i schował się do na¬miotu. 

Jego młodsi synowie, Eleazar i Itamar, siedzieli w 

milczeniu, ponurzy, a Miriam skryła się z ich żonami i 

dziećmi w tyle namiotu, zasłaniając uszy. 

— Ja tego nie chciałem — odezwał się Aaron. — Wiecie, że 

nie o to mi chodziło! — Ze zwieszoną głową słuchał 

krzyków koło swojego namiotu. 

background image

Musisz coś zrobić, Aaronie. Powstrzymać to - 

oznaj¬miła Miriam. 

— 

To był twój pomysł — odpowiedział. 

Mój?! Przecież nie chciałam, żeby... - Miriam 

umil¬kła nagle. 

Aaron zasłonił twarz dłońmi. Sytuacja wymknęła mu się 

spod kontroli. Ludzie biegali jak oszaleli tam i z 

powro¬tem. Gdyby spróbował ich w tej chwili uspokoić, 

zabiliby go, i niczego by to nie zmieniło. 

Lud zaczął oddawać się wszelkim rozkoszom ciała. Takim, 

jakie tylko przychodziły ludziom do głowy, w 

przy¬padkowych miejscach. Zgiełk był jeszcze większy niż 

po wyjściu z Egiptu czy po nocy, podczas której Bóg 

oszczę¬dził pierworodnych synów swojego narodu! I w tej 

chwili to Bóg mógł powstrzymać lud. Jeśli oczywiście w 

ogóle o nim pamiętał... 

Wtem Aaron usłyszał głęboki rumor. Poczuł dreszcz 

strachu. Wstrzymał oddech; dopiero kiedy zaczęło palić go 

w płucach, znowu zaczął wciągać w nie powietrze. Ręce mu 

drżały. 

Do namiotu wpadli Nadab i Abihu; chwieli się, trzy¬mając 

prawie opróżnione bukłaki. 

— 

Czemu tu siedzicie?! — zawołał jeden z synów. — 

Świętujemy na dworze! 

Uszu Aarona dobiegł odległy krzyk. Jakiś mężczyzna wołał 

z rozpaczą, a potem z gniewem, coraz głośniej. Na szyi 

Aarona ścierpła skóra. 

- Mojżesz! - Wypadł z namiotu, z ulgą w sercu. Jego brat 

żył! - Mojżeszu! - wołał, przepychając się między 

dokazującymi ludźmi. Dobiegł do wyznaczonej wokół góry 

background image

granicy, nie mogąc się doczekać przywitania z bra¬tem. 

Teraz wszystko będzie dobrze! - myślał. Mojżesz będzie 

wiedział, co zrobić. 

Aaron widział teraz Mojżesza wysoko na ścieżce. Jego brat 

krzyczał, odrzuciwszy głowę. Aaron zatrzymał się. 

Obejrzał się i zobaczył morze rozpusty, bezwstydny 

festiwal grzechu. Zerknął znowu w górę, i miał ochotę 

cofnąć się i odbiec, ukryć się w namiocie. Pomyślał, że 

chętnie posypałby głowę popiołem. Wiedział, co zoba¬czył 

z wysoka Mojżesz. 

Bóg także wszystko widział. 

Mojżesz wydał okrzyk wściekłości, uniósł nad głowę dwie 

kamienne tablice, które trzymał, a następnie cisnął nimi 

w dół. Aaron odskoczył, bojąc się, że może Pan dał jego 

bratu taką siłę, że tablice dolecą aż do niego, spadną mu 

na głowę i zabiją go. Jednak tablice roztrza¬skały się o 

skałę; obsypał go tylko kłujący deszcz drob¬nych 

odłamków. Doleciał do niego pył. Aaron poczuł, że zostało 

utracone coś ważnego. Znowu zasłonił twarz. 

Wokół zapanował chaos. Ludzie uciekali na wszyst¬kie 

strony. Inni znieruchomieli i dyskutowali raptownie, 

zmieszani. Jeszcze inni byli tak pijani lub tak 

pochłonięci rozpustą, że nie zwrócili większej uwagi na 

powrót Bożego proroka albo w ogóle niczego nie usłyszeli. 

Niektórzy okazali się nawet na tyle bezwstydni, że 

zaczęli radoś¬nie wołać do Mojżesza i zapraszać go, żeby 

dołączył do świętowania! 

Aaron wycofał się pomiędzy innych, w nadziei, że kiedy 

zmiesza się z tłumem, jego hańba będzie mniej widoczna. 

Może Mojżesz chwilowo o nim zapomni i nie okryje go 

background image

publicznie wstydem? 

Mojżesz przeszedł prosto przez tłum, stanął przed 

ciel¬cem i zażądał: 

Spalcie go! - Na ten sygnał Jozue przewrócił bożka. 

Stopcie go, zetrzyjcie na proch i rozsypcie go w 

wodzie! 

— 

rozkazywał Mojżesz. - I niech wszyscy się jej napiją! 

Tłum rozstąpił się jak Morze Czerwone przed Mojże¬szem, 

który kroczył teraz do Aarona. Aaron musiał wydobyć z 

siebie ostatnie resztki odwagi, żeby nie rzucić się do 

ucieczki przed własnym bratem. Mojżesz zamor¬dował 

niegdyś w gniewie Egipcjanina i pogrzebał go w piasku... 

Czy teraz podniesie rękę na własnego brata i powali go 

ciosem na ziemię? Istotnie, palce Mojżesza zacisnęły się 

na jego pasterskiej lasce tak, że zbielały. Aaron zamknął 

oczy. 

Jeśli mnie zabije, to trudno - pomyślał. Zasłużyłem na 

to... 

Cóż ci uczynił ten lud, że sprowadziłeś na niego tak 

wielki grzech? — spytał groźnie Mojżesz. 

Niech się mój pan nie unosi na mnie gniewem -

odpowiedział Aaron - bo wiesz sam, że ten lud jest 

skłonny do złego. Powiedzieli do mnie: „Uczyń nam boga, 

który by szedł przed nami, bo nie wiemy, co się stało z 

Mojżeszem, z tym mężem, który nas wyprowadził z ziemi 

egipskiej". Mojżeszu, nie było cię czterdzieści dni! Nie 

wiedziałem, czy żyjesz, czy umarłeś? Co miałem zrobić? 

Oskarżasz mnie? - upewnił się Mojżesz, błyskając 

oczami. 

Nie! — jęknął Aaron, śmiertelnie przerażony. — Nie 

background image

wiedziałem, co czynić. Powiedziałem więc: „Kto ma złoto, 

niech je zdejmie z siebie". I złożyli mi je, i wrzuciłem 

je w ogień, i tak powstał cielec. — Poczuł, że gorąco 

oblewa mu policzki. Może broda zasłoni ich kolor i jego 

kłam¬stwo nie będzie tak oczywiste? 

Widocznie nie zasłoniła. Mojżesz nie patrzył teraz z 

fu¬rią, ale z takim wyrazem oczu, że Aarona przepełnił 

wstyd, jeszcze silniejszy niż uprzedni strach. Już chyba 

lepiej by się czuł, gdyby Mojżesz zbił go laską. Spuścił 

głowę, nie był w stanie patrzeć bratu w oczy. Poczuł 

przypływ łez. Popuś¬cił wodze ludziom i niewątpliwie była 

to jego wina! Nie miał dość siły, aby paść tak krnąbrną 

trzodę. Kiedy tylko Mojżesz znikł na górze, on zaczął 

słabnąć. Czy teraz Izrael stał się pośmiewiskiem dla jego 

nieprzyjaciół? W tej chwili ludzie nie będą nawet chcieli 

słuchać Mojżesza! — myślał Aaron. Całkiem wymknęli się 

spod kontroli! 

Mojżesz odwrócił się plecami do Aarona i odszedł do bramy 

obozu. Stanął tam, twarzą do środka, i zawołał: 

Kto jest za Panem, do mnie! 

Co ty chcesz zrobić, Mojżeszu?! — krzyknął Aaron, 

podbiegając do niego. 

Stań z powrotem przy moim boku. 

Mojżesz nie patrzył na brata, tylko na buntujących się 

Izraelitów. Aaron wiedział, co oznacza to spojrzenie. 

Zadrżał. Zobaczył pośród zgrai swoich synów i krew¬nych. 

Przeraził się, co się za chwilę z nimi stanie. 

Chodźcie! - zawołał. - Szybko! Stańcie koło 

Mojże¬sza! - Synowie, synowe, wnuki i kuzyni Aarona 

ruszyli biegiem do nich. - Prędko! - poganiał ich Aaron. 

background image

Czy zaraz z góry zejdzie ogień?... — zastanawiał się. 

Eliezer i Gerszom stanęli za Mojżeszem, przybiegł nawet 

Korach, który nieraz był przyczyną kłopotów. Wszyscy 

członkowie pokolenia Lewiego przyłączyli się do Mojżesza. 

Jozue, który należał do pokolenia Efraima, od początku 

stał przy Mojżeszu, z ponurą miną. 

Mojżesz uniósł laskę i powiedział do Lewitów: 

Tak mówi Pan, Bóg Izraela: „Każdy z was niech 

przypasze miecz do boku. Przejdźcie tam i z powrotem od 

jednej bramy w obozie do drugiej i zabijajcie: kto swego 

brata, kto swego przyjaciela, kto swego krewnego". 

Jozue wyciągnął miecz. Na oczach przerażonego Aarona 

ściął głowę człowieka, który kpił z Mojżesza. Trysnęła 

krew, a ciało zabitego opadło na ziemię. 

Mojżeszu! — zawołał ze zgrozą Aaron. — Jestem 

bardziej winny niż ci zuchwali ludzie! To przeze mnie 

zachowują się jak owce bez pasterza... 

Ty stoisz przy mnie — zauważył Mojżesz'. 

Niech wina spadnie na mnie! 

To Pan decyduje! 

Może nie usłyszeli w tym zgiełku... - Rozlegały się 

wrzaski umierających. Aaron był zrozpaczony. - Zlituj 

się! Jak mogę ich zabijać, skoro to moja słabość 

przynio¬sła na nich tę klęskę?! 

Odrzucili zaofiarowaną im możliwość ocalenia! 

Przemów do nich jeszcze raz, Mojżeszu! Zawołaj 

głośniej! 

Zamilcz! - odparł chmurnie Mojżesz. - Nauczą się 

słuchać Słowa Bożego od razu. Ty także się nauczysz. 

Trzeba być posłusznym, inaczej się zginie... 

background image

Jozue i pozostali zagłębiali siew tłum. Nagle do 

Mojże¬sza podbiegł czerwony z wściekłości, ciskający 

bluźnier-stwami mężczyzna. 

Nie! — krzyknął Aaron, dobył miecza i położył trupem 

napastnika. Ogarnęła go wściekłość, jakiej nigdy w życiu 

nie doznawał. 

Owce, które mu pozostawiono, zmieniły się w wilki. Z ust 

buntowników sypały się sprośności. Jakiś pijany mężczyzna 

wykrzykiwał wulgarne słowa, spoglądając na Bożą górę. 

Aaron uciszył go na zawsze. Poczuł zapach śmierci i krwi, 

serce tłukło mu się w piersi... Ktoś inny śmiał się 

histerycznie. Aaron zamachnął się mieczem i ściął mu 

głowę. 

Obóz przepełniły wrzaski przerażenia, kobiety i dzieci 

rozpierzchły się. Mężczyźni nie wiedzieli, w którą stronę 

się zwrócić. Ci, którzy wstawali, byli ścinani. Aaron 

kroczył przez obozowisko razem z innymi Lewitami, 

zabijając każdego, kto sprzeciwiał się Panu. Tych, którzy 

legli na ziemi i błagali Pana o miłosierdzie, pozostawiał 

przy życiu, ubrudzonych w pyle. 

Walka szybko dobiegła końca. Zapadła cisza. 

Aaron słyszał teraz tylko jęki i pulsującą w skroniach 

krew. Stanął pomiędzy zabitymi, splamiony posoką. 

Rozejrzał się, oszołomiony, uspokajając się powoli. Teraz 

ogarnęła go udręka, przemożne poczucie winy. 

Panie, dlaczego jeszcze żyję?! — pomyślał. Jestem nie 

mniej winny niż ktokolwiek spośród nich! A nawet 

bardziej... 

Patrzył na pocięte ciała, czując, że słabnie. 

Lud potrzebował silnego pasterza, a ja go zawiodłem! 

background image

Zgrzeszyłem przeciwko Tobie, Panie! Nie zasługuję na 

Twoje miłosierdzie. Na nic nie zasługuję! 

Skrwawiony miecz wisiał przy jego boku. Aaron czuł ucisk 

w piersi. 

Dlaczego mnie oszczędziłeś? — myślał. 

W końcu opadł na kolana, łkając. 

Przez całą resztę dnia członkowie poszczególnych poko¬leń 

wynosili swoich zabitych poza obóz i palili ich ciała. 

Nikt nie zbliżał się do Aarona, który siedział i płakał, 

posypując sobie głowę pustynnym pyłem. 

 

Kiedy wrócił do namiotu, Miriam klęczała przy Nada-bie, 

wycierając jego popielatą twarz. Abihu wymiotował do 

miski. 

- Ilu? - spytała Miriam, podnosząc wzrok. Aaron nie 

dostrzegał w nim oskarżenia. 

Ponad trzy tysiące - odparł. Zaczął dygotać, kolana 

uginały się pod nim. Usiadł ciężko, miecz uderzył w 

kle¬pisko obok niego. Mojżesz chwalił Lewitów, mówił, że 

w związku z tym, co uczynili tego dnia, Pan przeznaczył 

dla nich wyjątkową rolę. Walczyli przeciw swoim synom i 

braciom, i zostali za to pobłogosławieni, ponieważ 

przedłożyli Pana, Boga Izraela, ponad swoich błądzą¬cych 

krewnych. 

Aaron spojrzał na dwóch starszych synów i znów miał 

ochotę płakać. Gdyby Eleazar i Itamar nie znaleźli ich, 

nie sprowadzili do namiotu, zanim wrócił Mojżesz, już "ty 

nie żyli. Jednak zostali odnalezieni na czas. Nadab i 

Abihu wyszli i walczyli u boku ojca, a alkohol doda¬wał 

im brawury. Otrzeźwieli już, i teraz zdawali sobie 

background image

sprawę, jaki mógłby być ich los, gdyby młodsi bracia nie 

odciągnęli ich od hulanki. Aaron patrzył na nich bez 

słowa. Czy różnili się czymkolwiek od tych, którzy 

zostali zabici? Czy on sam się od nich różnił? Niewielką 

pociechą było to, że i oni się wstydzili. Nie byli w 

stanie spojrzeć mu w oczy. 

Następnego ranka Mojżesz zebrał lud i powiedział: 

— 

Popełniliście ciężki grzech; ale teraz wstąpię do 

Pana, może otrzymam przebaczenie waszej winy. 

Aaron stał na przedzie, przygaszony. Za nim stanęli jego 

synowie, wokół - starszyzna. Brat nawet nie spojrzał na 

Aarona, tylko odwrócił się i ruszył pod górę. Z Jozuem. 

Aaron i skruszone zastępy Izraelitów przyglądali się, jak 

Możesz schodzi po górskiej ścieżce. To mój grzech 

sprowadził śmierć na tylu ludzi, to moja słabość 

pozwoliła im zbłądzić! — myślał Aaron. Walczył z 

cisnącymi mu się do oczu łzami, jednocześnie czując ulgę 

z powodu tego, że jego brat wrócił tak szybko. Mojżesz 

podszedł do niego, z laską w ręku; na jego twarzy 

malowało się współczucie. Aaron zwiesił głowę, czując 

ścisk w gardle; Mojżesz położył dłoń na ramieniu brata. 

Mamy wyruszyć - powiedział. - Mamy wyruszyć! — 

powtórzył do ludu, cofnąwszy się. 

Aaron zdał sobie sprawę, że Mojżesz już go nie 

potrzebuje. Dawniej był potrzebny, ale teraz udowodnił, 

że nie zasługuje na to, by być rzecznikiem Mojżesza. Czy 

stało się tak z powodu moich grzechów? — zastanawiał się 

Aaron. Został oddalony od człowieka, którego kochał 

najbardziej ze wszystkich. Jak ja to zniosę? - myślał. 

Mojżesz stanął przed ludem, sam — Jozue przystanął w 

background image

pewnej odległości - i ogłosił: 

Mamy wyruszyć stąd do ziemi, którą Pan obiecał pod 

przysięgą Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi tymi słowami: 

„Dam ją twojemu potomstwu". Bóg wyśle przed nami anioła, 

i wypędzi Kananejczyka, Amorytę, Chetytę, Peryzzytę, 

Chiwwitę ijebusytę. Wyruszymy do ziemi opływającej w 

mleko i miód, ale sam Pan nie pójdzie z nami... 

Aaron rozdarł szaty i opadł na kolana, płacząc z żalu. 

Oto cena za jego słabość. Cały naród zostanie odcięty od 

Pana, który wyprowadził go z Egiptu! 

Pan nie pójdzie z nami, aby nas nie wytępić po 

dro¬dze, ponieważ jesteśmy ludem o twardym karku - 

wy¬jaśnił Mojżesz. 

Ludzie zaczęli jęczeć z rozpaczy i rzucać sobie pył na 

głowę. 

Zrzućcie z siebie ozdoby, wówczas Pan zobaczy, co z 

nami zrobić! — kontynuował Mojżesz. 

Aaron pierwszy ściągnął kolczyki i złote bransolety. 

Wstał i położył je przy granicy u podnóża góry. 

Pozo¬stali poszli za jego przykładem. 

Wróciwszy do obozu, Aaron obserwował ze smut¬kiem, jak 

Mojżesz rozbił poza jego obrębem namiot, który nazwał 

Namiotem Spotkania. Nie zasługuję na to, żeby Mojżesz 

jeszcze kiedykolwiek się do mnie odezwał - myślał Aaron. 

Jego brat zniknął tymczasem w na¬miocie, a obłok zsunął 

się ze szczytu góry i zatrzymał u wejścia do namiotu, na 

oczach całego ludu. Aaron wraz z członkami swojej rodziny 

stanął przed własnym namiotem i złożył pokłon, oddając 

cześć Panu i dzię¬kując Mu za Mojżesza, Bożego posłańca i 

pośrednika pomiędzy Panem a ludem. Podobnie cały lud 

background image

skłonił się, zebrany przy swoich namiotach. Wszyscy stali 

tak długo, aż słup obłoku powrócił na szczyt góry. 

 

Mojżesz nie wracał przez dłuższy czas, więc Aaron zebrał 

odwagę i poszedł po niego. Jego brat klęczał i rył dłutem 

w skale. 

— 

Czy mogę ci jakoś pomóc? — spytał Aaron, 

przy¬klęknąwszy obok niego. 

-Nie. 

Nawet Jozue, który nie oddalał się z wnętrza Namiotu 

Spotkania, kiedy Mojżesz rozmawiał z Panem, nie mógł 

widocznie pomóc bratu Aarona. 

Przepraszam, Mojżeszu - odezwał się Aaron. 

Prze¬łknął, czując ścisk w gardle, i dodał: — 

Przepraszam, że cię zawiodłem. - Wiedział, że nie okazał 

się dość silny, aby wiernie służyć Panu, i że zawiódł 

brata. 

Mojżesz wychudł od wielodniowego postu, kiedy mo¬dlił się 

na szczycie góry - ale jego oczy płonęły energią. 

— 

Wszyscy zawiedliśmy, bracie mój. 

„Bracie mój"! - pomyślał Aaron. Mojżesz mi przeba¬czył! 

Aaron opadł na kolana, zwiesił głowę, z jego oczu polały 

się łzy. Poczuł na głowie dłonie Mojżesza, a potem jego 

pocałunek. 

Czyż mogę cię potępić, skoro na widok ludu zrzu¬ciłem 

z góry tablice sporządzone ręką Boga? — westchnął 

Mojżesz. — Nie pierwszy raz dałem się ponieść gniewowi, 

Aaronie. Ale Bóg jest miłosierny i litościwy, cierpliwy, 

bogaty w łaskę i wierność. Okazuje nieustającą miłość 

tysiącom, przebacza niegodziwość, niewierność, grzech. — 

background image

Cofnął dłonie. — Lecz mimo to, nie pozostawia winy bez 

kary. Gdyby tak zrobił, ludzie rozproszyliby się po 

pustyni i robili wszystko, co im samym wydałoby się 

słuszne. — Mojżesz ścisnął Aarona za ramię. — A teraz 

wracaj do obo¬zu i doglądaj ludu. Muszę dokończyć te 

tablice do rana i zanieść je z powrotem na górę. 

Aaron żałował, że Pan nie zadał mu jakiejś pokuty za 

popełnione przez niego grzechy. Lepiej by się poczuł, 

gdyby został wychłostany. A skoro znów miał zaopieko¬wać 

się ludem, czuł z całą mocą ciężar swojego upadku. Jozue 

spoglądał na niego, ale w jego oczach nie było widać 

potępienia. 

Aaron zostawił brata w spokoju. Modlił się, aby Pan dał 

Mojżeszowi siłę wypełniania Jego rozkazów. Dla dobra 

całego narodu. 

Bez Pana Ziemia Obiecana byłaby tylko niemożli¬wym do 

spełnienia marzeniem. 

 

Eleazar wpadł do namiotu ze słowami: 

Ojcze, Mojżesz schodzi z góry! 

Aaron i jego synowie wyskoczyli na zewnątrz i po¬gnali do 

granicy wokół góry. Aaron stanął jak wryty, zobaczywszy, 

że włosy Mojżesza całkiem posiwiały, a jego twarz 

promienieje. Jego brat zmienił się w ciągu tych dni, 

kiedy przebywał na górze. Wyglądał teraz tak, że Aaronowi 

wydało się, jakby to sam Pan schodził ku niemu z góry, 

trzymając pod pachą dwie kamienne tablice z Prawem, które 

zapisał własnym palcem. 

Ludzie rzucili się do ucieczki. 

Chodźcie, aby usłyszeć słowa Pana! - zawołał 

background image

donoś¬nym głosem Mojżesz. 

Aaron zbliżył się, choć żołądek kurczył mu się ze 

stra¬chu. Inni także podeszli, choć pozostawali niepewni, 

gotowi do ucieczki na wypadek zagrożenia. 

To jest mój brat, Mojżesz! - tłumaczył sobie Aaron, aby 

wytrwać u stóp góry. Mój brat, który został wybrany przez 

Boga na proroka. Czyżby Boża chwała zamieszkała w 

Mojżeszu? — zastanawiał się. A może to tylko odbicie 

Bożej chwały?... Pot spływał mu po szyi, ale Aaron nie 

ruszył się z miejsca. Otworzył serce i duszę na wszystko, 

co miał powiedzieć Mojżesz, i obiecał sobie, że będzie 

żył wedle Bożego prawa, niezależnie od tego, jak 

wiel¬kiego wysiłku będzie to wymagało. 

— Na tych tablicach spisałem słowa, które dał mi Pan, 

albowiem zawarł On na ich podstawie przymierze ze mną i z 

Izraelem. - Mojżesz odczytał na użytek wszystkich 

polecenia powierzone mu przez Pana na górze Synaj. 

Prze¬czytał je raz, ale były zapisane na kamiennych 

tablicach, można więc było je przechowywać, na wieczną 

pamiątkę i przypomnienie Bożego powołania skierowanego do 

każdego członka Jego narodu. 

Skończywszy czytać, Mojżesz rozejrzał się po zastę¬pach 

Izraelitów. Nikt się nie odzywał. Aaron wiedział, że brat 

oczekuje, żeby do niego podszedł, nie miał jednak 

śmiałości. Tylko Jozue stał w skupieniu przy boku 

Mojże¬sza, jak milczący wartownik. Mojżesz szepnął coś do 

niego, Jozue mu odpowiedział, a potem zdjął z ramion 

cienką chustę i zasłonił nią twarz Mojżesza. 

Aaron podszedł do niego ostrożnie. 

Czy między nami wszystko w porządku? - upew¬nił się. 

background image

Nie lękaj się mnie, Aaronie. 

Nie wyglądasz tak samo jak przedtem. 

Ty także się zmieniasz, bracie. Kiedy otrzymuje się 

słowa Pana i jest się Mu posłusznym, człowiek zmienia 

się, stając w Jego obliczu. 

Moja twarz nie promienieje świętym ogniem, tak jak 

twoja. Nigdy nie będę taki jak ty, Mojżeszu. 

A chciałbyś zająć moje miejsce? 

Serce Aarona zakołatało. Postanowił powiedzieć prawdę. 

Chciałbym - przyznał. - Tymczasem przewodzi¬łem 

ludziom jak królik, nie jak lew. - Może dlatego łatwiej 

przyszło mu to wyznanie, że Mojżesz miał zasło¬niętą 

twarz? - Zazdrościłem też Jozuemu - dodał. 

Jozue w przeciwieństwie do ciebie nigdy nie słyszał 

głosu Boga - odpowiedział Mojżesz. - Towarzyszy mi, 

ponieważ bardzo pragnie być blisko Boga i czynić 

wszystko, cokolwiek Bóg mu powie. 

Aaron poczuł, że jego zazdrość rośnie. Znów okazało się, 

że kto inny został wybrany! "Westchnął. 

W całym Izraelu nie ma nikogo, kto by mu w tym 

dorównywał - przyznał. Co dziwne, po tym wyznaniu poczuł 

sympatię do młodego pomocnika brata. 

Jozue jest całym sercem oddany Bogu — zgodził się 

Mojżesz. - Nawet ja miałem chwile słabości. 

Ty ich nie miałeś, Mojżeszu. 

  

— 

Miałem. 

— 

Nie tak poważne jak ja. Mojżesz uśmiechnął się 

smutno. 

 

background image

— 

Czyż mamy konkurować o to, czyj grzech jest większy? 

Wszyscy grzeszymy, Aaronie — mówił łagodnie. - Wszak 

błagałem Boga, żeby powołał kogoś innego. Bóg powołał 

także ciebie. Potrzebowałem kogoś, kto mówiłby za mnie. 

Nie zapominaj o tym. 

— 

Ale teraz już mnie nie potrzebujesz. 

— 

Aaronie, jesteś potrzebny bardziej, niż sądzisz. Bóg 

wykorzysta cię jeszcze, abyś służył Jemu i przewodził 

Jego ludowi, Izraelowi. 

Zanim Aaron zdążył spytać o to, w jaki sposób miało się 

to odbyć, rozmowę przerwali inni. Nie tylko on prag¬nął 

porozmawiać z jedynym człowiekiem na ziemi, który 

rozmawiał z Bogiem jak z przyjacielem. Będąc bliżej 

Mojżesza, ludzie czuli się bliżej Boga. Mojżesz zaczął 

prze¬chadzać się pomiędzy nimi, z zasłoną na twarzy, 

czasem dotykając czyjegoś ramienia, czasem głaszcząc 

główkę jakiegoś dziecka; z każdym rozmawiał z 

delikatnością i troską, i zawsze mówił o Panu. 

— 

Zostaliśmy powołani na naród święty, naród wybrany 

przez Pana - ogłaszał. - Wszystkie narody poznają, że Pan 

jest jeden i nie ma innego. 

Obietnica złożona przez Boga Abrahamowi miała zostać 

wypełniona. Izrael stanie się błogosławieństwem dla 

wszystkich narodów ziemi, światłością świata, dzięki 

  

której wszyscy łudzie będą mogli zobaczyć, iż jest jeden 

prawdziwy Bóg, Pan nieba i ziemi. 

Kiedy tylko Mojżesz zachodził do obozu, Aaron chodził 

razem z nim, ciesząc się z czasu, jaki dane mu było 

spędzać z bratem; słuchał każdego słowa Mojżesza, jak 

background image

gdyby przemawiał do niego sam Bóg. Gdy Mojżesz się 

odzywał, Aaron słyszał głos Pański dochodzący do niego za 

pośred¬nictwem słów brata. 

Mojżesz błagał Boga, aby pozostał z ludem, i Bóg 

po¬został z Izraelem. Wszyscy wiedzieli, że to dzięki 

wsta¬wiennictwu Mojżesza Pan zmienił zdanie; gdyby bowiem 

ich opuścił, posiwiały Mojżesz umarłby bez wątpienia z 

żalu. Bóg wiedział, że Mojżesz kocha lud bardziej niż 

własne życie. 

Po każdej wypowiedzi Mojżesza Aaron zdawał sobie sprawę, 

że drogi Pana nie są drogami ludzi. „Bądźcie świętymi, 

ponieważ Ja jestem święty". Każde prawo miało za cel 

wyeliminowanie grzechu z życia ludu. Bóg był jak garncarz 

i formował lud niczym glinę, nadając mu nowy kształt. 

Wszystko, czego nauczyli się i co praktykowali Izraelici 

w Egipcie, i co wciąż praktykowali w zaciszu swoich 

namiotów i skrytości ducha, miało być karane. Bóg nie 

znał kompromisów. 

Za każdym razem, kiedy Mojżesz wychodził z Na¬miotu 

Spotkania, przynosił nowe prawa: prawa, które 

sprzeciwiały się zwyczajom panującym w Egipcie i pośród 

innych otaczających Izraelitów narodów, prawa 

określa¬jące sposób składania rozmaitych ofiar, prawa 

dotyczące świętych zgromadzeń, wyliczające występki, 

które nale¬żało karać śmiercią, przepisy wymieniające dni 

i lata świąteczne - szabatowe, przepisy ustanawiające rok 

jubi¬leuszowy, w którym miało nastąpić wyzwolenie 

niewol¬ników, prawa dotyczące cen i dziesięcin - i inne. 

Odtąd każdy aspekt życia Izraelitów miało regulować Boże 

Prawo. Jak to wszystko spamiętać? — myślał Aaron. Boże 

background image

Prawo stało w zupełnej sprzeczności ze wszystkim, czego 

doświadczali i co praktykowali Izraelici w Egipcie. 

Myśląc o przekazanym przez Boga Prawie, Aaron zdał sobie 

sprawę, że także i jego rodzina praktykowała* zwyczaje 

powszechne u innych narodów. On sam, jego brat i siostra 

byli dziećmi z kazirodczego związku, ponie¬waż ich ojciec 

ożenił się ze swoją ciotką — siostrą swojego ojca. Bóg 

polecił tymczasem, aby Izraelici nie żenili się z 

bliskimi krewnymi. Powinni za to zawierać małżeństwa w 

obrębie własnych plemion, aby nie dzielić dziedzictwa, 

które da im Bóg. Nie wolno też było pojmować za żony 

kobiet pochodzących z innych narodów. Aaron zastana¬wiał 

się, co poczuł Mojżesz, usłyszawszy ten ostatni prze¬pis, 

ponieważ związał się z Madianitką. Nawet ich przo¬dek 

Józef złamał ów nakaz, gdyż ożenił się z Egipcjanką. 

Wreszcie ojciec Józefa, Izrael, pobłogosławił Manassesa i 

Efraima — synów swojego ukochanego syna. 

Przez wszystkie minione lata Izraelici nie wiedzieli, jak 

sprawiać radość Panu — poza tym, że wierzyli, iż 

istnieje, że obowiązuje obietnica, którą niegdyś złożył 

Abraha¬mowi, Izaakowi i Jakubowi, i że pewnego dnia 

uwolni ich naród z rąk Egipcjan. Ale nawet w ciągu 

dziesięcio¬leci, przez które Izraelici żyli w cieniu 

faraona, przejmując zbyt wiele zwyczajów swoich 

gnębicieli, Pan błogosławił Hebrajczykom, pomnażając ich 

liczbę. 

Obecnie siedemdziesięciu starszych rozsądzało 

Izra¬elitów, pozostawiając Mojżeszowi jedynie 

najtrudniejsze przypadki. Aaron bardzo pragnął spędzać 

więcej czasu z bratem. Jednak kiedy Mojżesz nie zajmował 

background image

się sądze¬niem, spisywał wytrwale wszystko, co przekazał 

mu Bóg, aby zachować Jego słowa dla potrzeb ludu. 

Pan bez wątpienia pozwoli ci trochę odpocząć — 

powiedział w końcu Aaron, martwiąc się o zdrowie brata. 

Mojżesz prawie nie jadł, mało spał. - Nie przetrwamy bez 

ciebie, Mojżeszu. Musisz zadbać o siebie. 

Moje życie jest w rękach Boga, Aaronie - 

odpowie¬dział Mojżesz - podobnie jak życie każdego 

Izraelity, jak każde życie na całej ziemi. To Pan nakazał 

mi spisać Jego słowa. I zapiszę je wszystkie, bowiem 

słowo mówione szybko się zapomina, zaś Pan nie 

zaakceptuje nieznajo¬mości Prawa jako wymówki. Grzech 

sprowadza śmierć. A co Bóg uważa za grzech? To właśnie 

muszą wiedzieć ludzie. Szczególnie ty. 

Szczególnie ja? - Aaron czuł na sobie ciężar 

popeł¬nionego grzechu, jego ogrom — pozwolił ludowi 

postę¬pować według zachcianek, co doprowadziło z kolei do 

śmierci tak wielu osób! Nie śmiał mieć nadziei na to, że 

Bóg może jeszcze zechcieć się nim posłużyć. 

Mojżesz wykonał kilka ostatnich pociągnięć pędzel¬kiem po 

zwoju papirusu, po czym odłożył przybory do pisania, 

odwrócił się i oznajmił: 

Skoro Prawo zostało zapisane, można będzie je 

wielokrotnie czytać i studiować. Aaronie, Pan wyróżnił 

Lewitów. Wspomnij na proroctwo Jakuba: „Rozproszę ich 

więc w Jakubie i rozdrobnię ich w Izraelu". Pan 

rozpro¬szy naszych braci wśród pokoleń i użyje ich do 

tego, aby nauczali Prawa, dzięki czemu lud będzie mógł 

postępo¬wać właściwie i pokornie kroczyć przed obliczem 

Boga. Pan powołał cię na Swojego arcykapłana. Będziesz 

background image

skła¬dał przed Nim ofiarę przebłagalną, zaś jeden z 

twoich synów — jeszcze nie wiem, który — zapoczątkuje ród 

arcy¬kapłanów, którzy będą następować po tobie w 

przyszłych pokoleniach. 

Arcykapłana?! - zdumiał się Aaron. 

Czy na pewno dobrze usłyszałeś? - spytał. 

Wyznałeś swoją winę i okazałeś skruchę - odparł z 

uśmiechem Mojżesz. — Czyż nie ty pierwszy przybiegłeś do 

mnie, gdy zawołałem wszystkich, którzy są za Panem? Kiedy 

raz wyznamy swoje winy i upadki, Pan zapomina o nich, 

Aaronie. Pamięta za to o naszej wierze. To zawsze Jego 

wierność podnosi nas znowu na nogi. 

Wyszli na zewnątrz. Aaron przypomniał sobie całe 

błogosławieństwo, jakie wygłosił niegdyś Jakub - jeśli 

można było nazwać te słowa błogosławieństwem: 

„Symeon i Lewi, bracia, narzędziami gwałtu były ich 

miecze. Do ich zmowy się nie przyłączę, z ich knowaniem 

  

 

nie złączę mej sławy; gdyż w gniewie swym mordowali ludzi 

i w swej swawoli kaleczyli bydło. Przeklęty ten ich 

gniew, gdyż był gwałtowny, i ich zawziętość, gdyż była 

okrucieństwem! Rozproszę ich więc w Jakubie i rozdrobnię 

ich w Izraelu". 

W rodzinie Aarona zdarzały się upadki związane z za-

palczywością i gniewem, upadki, które skutkowały 

cier¬pieniem. Nie omijały nawet samego Mojżesza! Wszak to 

on zamordował niegdyś Egipcjanina - myślał Aaron. Nie 

zamierzał rzucać kamieniami w brata; sam także nie był 

bez winy. I on wpadał niestety w przeszłości w furię. 

background image

Jakże łatwo podnosił miecz przeciw przedstawicielom 

własnego narodu, dokonując rzezi owiec, które mu 

powierzono, aby je pasł! 

Aaron obawiał się przyszłości - cóż będzie się działo, 

kiedy kapłaństwo będzie spoczywało w rękach poko¬lenia, 

które miało tak silne skłonności do przemocy i ulegania 

zachciankom? 

Och, Mojżeszu, jeśli mam nauczać ludzi i przewo¬dzić 

im, Bóg musi mnie zmienić! - westchnął. - Błagaj Go o to, 

wstawiaj się u Niego za mną. Poproś Go dla mnie o czyste 

serce i prawego ducha! 

Modlę się za ciebie i nigdy nie przestanę - zapewnił 

Mojżesz. - A teraz zwołaj lud. Bóg ma dla niego pracę do 

zrobienia. Zobaczymy, czy ludzie będą mieli dość serca i 

zapału, aby ją wykonać. 

 

 

 

Bóg poinstruował Mojżesza, jak zbudować przybytek — 

święte miejsce zamieszkania Pana pośród Izraelitów. 

Instrukcje były szczegółowe - trzeba było przygotować 

odpowiednie tkaniny i podtrzymujące je deski, ozdoby. 

Wewnątrz dziedzińca przybytku miała stanąć służąca do 

obmyć kadź z brązu, a także ołtarz całopalenia. W środku 

przybytku miało natomiast znajdować się wyróżnione, 

mniejsze pomieszczenie, nazwane Miejscem Najświęt¬szym, 

kryjące stół, świecznik i Arkę. 

Pan podał Mojżeszowi najdrobniejsze detale dotyczące 

wykonania wszystkiego, a ten przekazał je dwóm 

background image

mężczy¬znom, których Bóg wyznaczył na kierowników robót: 

Besaleelowi, synowi Uriego, wnukowi Chura, oraz Oholia-

bowi, synowi Achisamaka z pokolenia Dana. Okazali się 

chętni wypełnić wolę Bożą, a Pan napełnił ich Swoim 

duchem, mądrością, rozumem, wiedzą i znajomością 

wszel¬kiego rzemiosła. Obdarzył ich nawet zdolnością 

pouczania innych, jak wykonać wszelkie zamierzone dzieła! 

Pomagali przy nich wszyscy biegli rzemieślnicy. 

Ludzie radowali się, że ich modlitwy i błagania Mojże¬sza 

zostały wysłuchane - Bóg zamierzał z nimi pozostać! 

Powrócili do namiotów i poskładali Panu wszystkie dary 

otrzymane od Egipcjan kierujących się lękiem przed Bogiem 

Izraela. Teraz Izraelici oddawali Panu to, co najlepsze 

spośród posiadanych przedmiotów. 

Aarona ogarniał wstyd - wcześniej użył udzielonych ludowi 

przez Boga darów do ulania złotego cielca. Zanim 

Hebrajczycy wyszli z Egiptu, Pan obdarował ich 

boga¬ctwem, tymczasem on zmarnował jego część, tworząc 

nic niewartego bożka, któremu się kłaniano. Zużyte na 

cielca złoto zostało stopione, starte na proch i 

rozsypane w wodzie, a ta potem została wykorzystana w 

znajdują¬cych się poza obozem latrynach. 

Teraz Aaron zebrał całe posiadane złoto i zwrócił je 

Panu, który wcześniej mu je dał. Synowie, synowe i 

sio¬stra Aarona także oddali Bogu najbardziej wartościowe 

przedmioty - porozkładali barwione na czerwono bara¬nie 

skóry, ułożyli stosik złotej biżuterii, srebrnej i 

brązowej galanterii. Miriam podarowała również cały kosz 

przędzy — niebieskiej, purpurowej i szkarłatnej; a 

ponadto drugi kosz delikatnego lnu. Była podekscytowana 

background image

tym, że jej podarunek może posłużyć między innymi do 

utkania zasłony przybytku. 

Inni Izraelici przynosili skóry diugoni, słoje oliwy, 

zioła używane do wytwarzania wonnych olejków, wonne 

kadzidła. Niektórzy darowali onyksy i inne drogocenne 

kamienie. Lud znosił swoje dary przed oblicze Pana, 

kołysząc nimi w geście oznaczającym złożenie ofiary. 

Wszystko składano w wystawionych koszach. Wkrótce 

wypełniły się broszkami, kolczykami, pierścieniami i 

in¬nymi ozdobami. 

Grupy mężczyzn wychodziły na pustynię i ścinały napotkane 

drzewa akacjowe. Najlepsze kawałki drewna odkładano na 

budowę Arki, stołu, na słupy i poprzeczne deski. Topiono 

brąz, aby wykonać kadź wraz z podstawą, kratę ołtarza, 

różne przybory i inne przedmioty. Każdy coś przynosił, i 

wszyscy zdolni do pracy brali w niej udział. 

Palono ogniska, żeby roztopić brąz, srebro i złoto, 

usuwano zanieczyszczenia, a następnie wlewano płynny 

metal do form, które wykonywano pod czujnym okiem 

Besaleela. Kobiety tkały delikatne płótna i szyły szaty 

kapłańskie dla Aarona i jego synów, którzy mieli ich 

używać, kiedy rozpoczną posługę w przybytku. 

Prace postępowały naprzód, znoszono kolejne dary. Co 

dzień pojawiało się ich więcej, aż w końcu Besaleel i 

Oholiab przyszli do Mojżesza i Aarona. 

— 

Lud przynosi o wiele więcej niż potrzeba do 

wyko¬nania prac, które Pan nakazał wykonać - powiedzieli. 

Aaron ucieszył się - Pan bez wątpienia widział, jak 

bardzo lud Go kocha. Sam Aaron i jego najbliżsi co dzień 

przynosili ofiary, aby Boży plan mógł zostać wykonany, i 

background image

aby osobiście się do tego przyczynić. 

— 

Zbierz starszych — polecił Mojżesz, spoglądając ze 

łzami w oczach na Aarona. - Ani mężczyźni, ani kobiety 

niech już nie znoszą darów na święty przybytek. Trzeba to 

rozgłosić. Mamy dosyć wszystkiego do wykonania wszel¬kich 

prac. 

 

Zgodnie z zarządzeniem Mojżesza Itamar, syn Aarona, 

starannie spisywał ilość poszczególnych drogocennych 

materiałów, jakie zużyto na budowę przybytku. Niemal 

każdy spośród Izraelitów w ten czy inny sposób wziął w 

niej udział. Aaron był uradowany. Z radością wyczekiwał 

każdego wschodu słońca, ponieważ ludzie byli zadowoleni z 

tego, że służą Panu. Ich ręce były zajęte, a serca i 

umysły pochłonięte myślą o wykonaniu pracy, którą zlecił 

Bóg. 

Dziewięć miesięcy po tym, jak Izraelici doszli do góry 

Synaj, i dwa tygodnie przed drugim Świętem Paschy 

przy¬bytek był gotowy. Besaleel, Oholiab i pozostali 

pokazali swoje dzieło Mojżeszowi, a ten obejrzał 

starannie namiot i jego wyposażenie, przedmioty, które 

miały znaleźć się w Miejscu Najświętszym, wreszcie szaty 

kapłańskie. Wszystko zostało zrobione zgodnie z 

instrukcjami Pana. 

Mojżesz uśmiechnął się i udzielił błogosławieństwa 

wykonawcom prac. 

Przybytek ustawiono pod jego czujnym okiem pierw¬szego 

dnia miesiąca. W Miejscu Najświętszym spoczęła Arka 

Przymierza, ukryta za ciężką zasłoną. Po prawej znalazł 

się stół chlebów pokładnych, zaś po lewej — szcze¬rozłoty 

background image

świecznik; z jego boków wychodziło sześć ramion, po trzy 

z każdej strony; na ramionach były kielichy kształtu 

kwiatów migdałowca. Przed zasłoną Mojżesz ustawił 

pozłacany ołtarz kadzenia. Miejsce Najświętsze okryły ze 

wszystkich stron, także z góry, grube zasłony. 

Przed wejściem do wnętrza przybytku ustawiono ołtarz 

całopalenia. Pomiędzy Namiotem Spotkania a ołtarzem 

znalazła się kadź, którą napełniono wodą. Zasłony 

otaczały zarówno przybytek, jak ołtarz i kadź, ozdobna 

zasłona wisiała także przy bramie dziedzińca przybytku. 

Kiedy wszystko zostało ustawione zgodnie z instruk¬cjami 

Pana, Mojżesz namaścił olejem namaszczenia przy¬bytek i 

wszystko, co się w nim znajdowało, poświęcając go Panu. 

Namaścił także i poświęcił ołtarz całopalenia oraz kadź. 

Wtedy przyprowadził przed wejście do Namiotu Spot¬kania 

Aarona i jego synów. Aaron poczuł na sobie spoj¬rzenia 

wszystkich. Wszedł na dziedziniec przybytku. Za jego 

plecami stały tysiące Izraelitów — mężczyźni, kobiety, 

dzieci; tuż za zasłoną. Mojżesz zdjął z brata ubranie i 

ob¬mył go wodą od stóp do głów, a następnie pomógł mu 

włożyć białą tunikę z delikatnego bisioru i suknię utkaną 

z fioletowej purpury. Na dolnym skraju obszywki otwotu na 

głowę były do niej przyszyte jabłka granatu z fioletowej 

i czerwonej purpury oraz karmazynu, zaś pomiędzy nimi — 

dzwonki ze szczerego złota. 

— Kiedy będziesz wchodził do Miejsca Najświętszego, Pan 

będzie słyszał dźwięk dzwonków, i nie umrzesz — wyjaśnił 

Mojżesz, wygładzając szaty brata. 

Aaron rozpostarł ręce i stał, czując skurcz w żołądku, 

podczas gdy Mojżesz nałożył na jego suknię efod. Miał 

background image

naramienniki, na których znajdowały się onyksy osadzone w 

złotych oprawach. Na onyksach wykuto imiona synów 

Izraela. 

Będziesz je nosił przed Panem, dla pamięci - 

przypo¬minał Mojżesz - jako kamienie pamięci o synach 

Izraela. 

Na efod Mojżesz nałożył bratu kwadratowy pekto-rał; 

znajdowały się na nim cztery rzędy drogich kamieni, 

osadzone w oprawach ze złota: rubin, topaz, szmaragd, 

granat, szafir, beryl, opal, agat, ametyst, chryzolit, 

onyks i jaspis; na każdym zostało wyryte imię jednego z 

dwu¬nastu synów Izraela. 

— 

Gdy będziesz wchodził do Miejsca Świętego, będziesz 

nosił na swym sercu imiona synów Izraela. - Mojżesz 

umieścił w pektorale przy sercu Aarona urim i tummim. — 

Te kamienie będą pokazywać wolę Pana — objaśniał. 

Aaron zamknął oczy, kiedy jego brat nakładał mu na głowę 

tiarę. Aaron widział na jej przedniej stronie diadem ze 

szczerego złota, z wyrytym napisem: „Poświęcony dla 

Pana". Diadem spoczął teraz na jego czole, we właściwym 

miejscu. Pasował. Mojżesz pozostawił Aarona i poszedł 

przygotować jego synów. 

Aaron stał w cieniu obłoku, sam. Zadrżał. Serce biło mu 

bardzo mocno. Począwszy od tego dnia będzie arcy¬kapłanem 

Izraela. Popatrzył na kadź do obmyć, na ołtarz 

całopalenia, wreszcie na zasłonę, za którą znajdowały się 

przedmioty umieszczone wewnątrz przybytku Pana... Bał 

się, że zemdleje. Już nigdy nie miał być zwykłym 

czło¬wiekiem. Pan podniósł go do wielkiej godności, a 

jedno¬cześnie uczynił z niego Swojego sługę. Za każdym 

background image

razem kiedy Aaron będzie wchodził na dziedziniec 

przybytku, będzie niósł ze sobą odpowiedzialność za lud. 

Czuł już na ramionach i w sercu ciężar tej 

odpowiedzialności. 

Nadab, Abihu, Itamar i Eleazar także zostali przy¬odziani 

w kapłańskie szaty. Mojżesz stanął naprzeciw nich i 

namaścił ich olejkiem, poświęcając ich w ten sposób Panu. 

Następnie sprowadził młodego cielca na ofiarę 

przebłagalną. Aaron przypomniał sobie o swoim grze¬chu - 

o tym, jak kazał odlać złotego cielca. Zaczerwienił się, 

położył rękę na głowie ofiary, aby była przyjęta jako 

przebłaganie za niego. Synowie Aarona także położyli 

dłonie na głowie zwierzęcia. Mojżesz zabił je, podcinając 

mu gardło, wlał do misy trochę jego krwi i pomazał nią 

rogi ołtarza wonnego kadzenia. Resztę krwi cielca wylał 

na podstawę ołtarza ofiar całopalnych. Podzielił ofiarę 

na części. Tłuszcz, który okrywa wnętrzności, płat 

tłuszczu, który jest na wątrobie, a także obie nerki 

złożył na ołtarzu jako ofiarę całopalną. Pozostałe części 

cielca miały zostać spalone poza obozem. 

Drugą ofiarą za Aarona i jego synów był baran, ofiara 

całopalna. Aaron i jego synowie włożyli ręce na głowę 

barana. Mojżesz pokropił krwią ofiary ołtarz dokoła, 

pokrajał barana na części, obmył wodą wnętrzności i nogi 

barana i zamienił w dym całego barana na ołtarzu. Woń 

piekącego się mięsa sprawiła, że Aaron poczuł dojmujący 

głód. Była to miła woń, ofiara spalana dla Pana. 

Przyprowadzono kolejnego barana. Ten stał się ofiarą 

wprowadzenia w czynności kapłańskie Aarona i jego synów. 

Ojciec i czterej synowie włożyli ręce na głowę barana. 

background image

Mojżesz podciął mu gardło, nabrał trochę jego krwi do 

miski, a potem zbliżył się do Aarona, zanurzył palec we 

krwi i pomazał nią wierzch prawego ucha Aarona. 

Zanurzywszy palec jeszcze raz, namaścił krwią prawy kciuk 

brata, wreszcie przyklęknął i pomazał krwią także duży 

palec jego prawej nogi. Podobnie postąpił z każdym z 

czterech synów Aarona. Resztę krwi wylał dokoła ołtarza. 

Następnie wziął tłuszcz, ogon i cały tłuszcz, który jest 

na wnętrznościach, wraz z płatem tłuszczu okrywają¬cym 

wątrobę, a także obie nerki z ich tłuszczem i prawą 

łopatkę barana. Z kosza chlebów przaśnych wziął jeden 

chleb, jeden placek przyrządzony z oliwą i jeden 

podpło¬myk. Umieścił je na kawałkach tłuszczu i na prawej 

łopatce. Potem położył to wszystko na dłoniach Aarona i 

na dłoniach jego synów, i wykonał nimi gest kołysania 

przed Panem. Następnie Mojżesz odebrał części ofiary, 

umieścił je na ołtarzu całopalenia i spalił. Płomienie 

pochłonęły części barana, który umarł zamiast grzesznych 

mężczyzn. Złożyli go jako ofiarę za siebie. 

Aaron stał pokornie, z poważną miną, podczas gdy Mojżesz 

wziął trochę oliwy namaszczenia i nieco krwi z ołtarza i 

pokropił jednym oraz drugim Aarona i jego szaty. Później 

poświęcił w taki sam sposób jego synów, od najstarszego 

do najmłodszego, a także ich szaty. 

Aaron poczuł, że powietrze stało się jakby trochę inne. 

Obłok lekko zawirował i nabrał dziwnego blasku. Wreszcie 

skupił się i zszedł ze zbocza góry. Serce Aarona biło 

bardzo szybko; słyszał, że stojący za nim ludzie 

wstrzymują odde¬chy, a potem sapią ze strachu. Obłok 

okrył przybytek, świe¬cąc i migocząc tysiącem kolorów. 

background image

Wreszcie chwała Pana wypełniła Miejsce Najświętsze i cały 

przybytek. 

Nawet Mojżesz nie mógł wejść do Namiotu Spot¬kania. 

Lud jęknął ze strachu i szacunku do Boga, i skłonił się 

nisko. 

- Ugotujcie mięso przy wejściu do Namiotu Spotka¬nia — 

powiedział Mojżesz do Aarona i jego synów. — Tam jedzcie 

je z chlebem, który jest w koszu ofiary wprowa¬dzenia w 

czynności kapłańskie. Resztę mięsa i chleba spalicie w 

ogniu. Przez siedem dni będziecie siedzieć przy wejściu 

do Namiotu Spotkania dzień i noc na straży Pana, abyście 

nie pomarli. 

To powiedziawszy, odszedł. Aaron popatrzył za nim. 

Mojżesz doszedł do bramy dziedzińca, odwrócił się z 

po¬wagą, po czym zaciągnął zasłonę. 

Aaron stanął naprzeciw przybytku. Wiedział, że wszystko 

zostało dokonane po to, aby oczyścić i uświęcić 

przybytek. Także i on sam został obmyty i przyodziany w 

nowe szaty, aby mógł stawać przed obliczem Pana. Nie był 

jednak w stanie powstrzymać ogarniającego go drże¬nia, 

lęku przed Panem, który znajdował się w odległości metra 

czy dwóch od niego, oddzielony jedynie zasłoną. 

Aaron wiedział, że nie zasługuje na to, by znajdować się 

tam, gdzie stał. Nie był czysty, przynajmniej nie 

wewnątrz. Poczuł słabość, kiedy tylko Mojżesz zniknął z 

widoku. Czyż nie splamił się zazdrością o Jozuego? Czyż 

nie pozwolił, żeby obawy ludu przeważyły nad nakazami, 

jakie otrzymał? Dlaczego Bóg miałby mianować 

arcyka¬płanem kogoś takiego jak on?... 

Panie, jestem bezwartościowy - westchnął w duchu. Tylko 

background image

Ty jesteś wierny. Jestem zaledwie człowiekiem. Zawiodłem, 

nie potrafiłem przewodzić Twojemu ludowi. Z powodu mojej 

słabości zginęło trzy tysiące ludzi. A Ty ocaliłeś moje 

życie i mianowałeś mnie Swoim arcykapła¬nem. Nie pojmuję 

takiego miłosierdzia, Panie. Pomóż mi poznać Twoje 

ścieżki i podążać nimi! Pomóż mi być takim kapłanem, 

jakim pragniesz, żebym był! Naucz mnie Swoich dróg, abym 

służył Twojemu ludowi i utwier¬dzał go w wierze. Och, 

Panie, Panie! Dopomóż mi... 

Kiedy Aaron zmęczył się tak bardzo, że nie był w stanie 

ustać, ukląkł i modlił się dalej. Prosił Boga, aby dał mu 

siłę i mądrość, które pozwolą mu pamiętać Prawo i czynić 

wszystko, co Pan rozkaże. Gdy zaś osłabł z głodu, 

wypo¬wiedział wraz z synami słowa dziękczynienia, po czym 

ugotowali mięso i zjedli je wraz z pozostawionym dla nich 

chlebem. Wreszcie Aaron nie mógł już nawet powstrzy¬mać 

opadania powiek. Położył się więc przed Panem, twarzą w 

dół, i spał, oparłszy czoło na dłoniach. 

Eleazar i Itamar stali z rozpostartymi ramionami i 

uniesionymi dłońmi naprzeciw przybytku, modląc się. 

Nadab i Abihu klęczeli, a kiedy się zmęczyli, przysiedli 

na piętach. 

Z każdym mijającym dniem serce Aarona miękło. W końcu 

wydawało mu się, że usłyszał szept Pana: 

 

Ja jestem Pan, Bóg Twój, i nie ma innego. 

 

Aaron uniósł głowę i nasłuchiwał, przepełniony 

zadowoleniem. 

Nadab przeciągnął się, ziewnął i mruknął: 

background image

- No, to zaczyna się czwarty ranek. 

Abihu usiadł, skrzyżowawszy nogi, oparł się na kola¬nach 

i dodał: 

-Jeszcze trzy... 

Wtedy Aaron poczuł nagły chłód. 

 

Ósmego dnia Mojżesz zawołał Aarona, jego synów i 

starszych Izraela, po czym przekazał im polecenia Pana. 

Aaron wziął młodego cielca bez skazy i zabił go, jako 

ofiarę przebłagalną. Wiedział, że za każdym razem kiedy 

będzie to robił, będzie wspominał, jak to zgrzeszył 

prze¬ciwko Panu, czyniąc bożka w formie cielca. Czy i 

jego synom będzie przypominała się ta historia? A w 

przyszłości synom jego synów? Czy krew prawdziwego cielca 

naprawdę wykupywała Aarona, który zgrzeszył, tworząc 

bożka? 

Trzeba było złożyć więcej ofiar. Złożywszy ofiarę 

prze¬błagalną za siebie, Aaron będzie gotów złożyć z 

kolei ofiarę całopalną, następnie zaś ofiary za lud. 

Młody byczek szarpał się na sznurze, kopiąc Aarona. Aaron 

myślał, że zemdleje z bólu, utrzymał się jednak na 

nogach; jego syno¬wie chwycili zwierzę mocniej i Aaron 

zabił je. Później zabił z kolei barana. Widok i zapach 

krwi, okropne odgłosy wydawane przez umierające zwierzęta 

- wszystko to spra¬wiało, że Aaron nabrał wstrętu do 

grzechów, które spro¬wadzają śmierć. Podziękował Bogu za 

to, że pozwolił, aby te biedne zwierzęta zastąpiły 

każdego z Izraelitów, wszyst¬kich mężczyzn, kobiety i 

dzieci. Wszyscy bowiem grze¬szyli. Nie było nikogo, kto 

mógłby stanąć przed Panem z czystym sercem. 

background image

Dłonie Aarona były teraz umazane krwią, skapy-wała także 

z rogów i boków ołtarza. Aarona bolały ręce, ale uniósł 

przed Panem mostki i prawe łopatki zabitych zwierząt i 

wykonał nimi gest kołysania na znak, że składa ofiary. 

Kiedy już złożył wszystkie, podniósł zbolałe ręce w 

stronę ludu i pobłogosławił go. Zszedł, a później razem z 

Mojżeszem weszli do przybytku. 

Aaron słyszał pulsującą w skroniach krew, poczuł skurcz w 

żołądku. Z ulgą myślał o tym, że gruba zasłona oddziela 

go od Pana; wiedział, że gdyby kiedykolwiek zobaczył 

Boga, umarłby. Nawet jeśli obmyłby się we krwi cieląt i 

baranków, i tak nie zmyłaby całego jego grzechu. Modlił 

się za siebie samego i za lud. Wreszcie obaj z Moj¬żeszem 

wyszli z przybytku i pobłogosławili Izraelitów. 

Powietrze wokół znowu stało się jakby inne. Aaron 

wstrzymał oddech, czując potężny, bezgłośny ruch wokół 

siebie. Wtedy chwała Pana ukazała się całemu ludowi. 

Od Pana wyszedł ogień, który strawił ofiarę całopalną 

razem z częściami tłustymi na ołtarzu. Widząc to, cały 

lud krzyknął ze strachu. 

Aaron był grzeszny, tak samo jak drżący, przepełnieni 

lękiem ludzie w pobliżu niego, a jednak Pan przyjął ich 

ofiary! 

Z tą myślą Aaron wydał radosny okrzyk i płacząc z ulgi, 

upadł na twarz przed Panem. 

Lud poszedł w ślady swojego arcykapłana. 

 

Aaron przyzwyczaił się do pełnionej posługi. Co dzień 

składano ofiary, o świcie i o zmierzchu. Ofiara całopalna 

pozostawała na palenisku, na ołtarzu, płonąc przez całą 

background image

noc, aż do rana. Aaron nosił swoje szaty podczas 

skła¬dania ofiar, potem przebierał się w inne szaty i 

wynosił popiół poza obóz. „Ogień na ołtarzu będzie stale 

płonąć - nigdy nie będzie wygasać" - powiedział Pan. 

Aaron dbał więc, żeby ogień nie wygasł. 

Nie był jednak wolny od niepokoju, nocami śniły mu się 

ogień i krew. Nawet kiedy był czysty, czuł zapach dymu i 

krwi. Śnili mu się także ludzie wrzeszczący jak zarzynane 

zwierzęta - w swoich snach nieprawidłowo wykonywał 

powierzone mu obowiązki i przez to nie był w stanie 

uspokoić gniewu Pana. Jeszcze bardziej przera¬żało go to, 

że ludzie wciąż grzeszyli; wiedział o tym. Setki ludzi 

czekały w kolejce, zanosząc skargi do członków 

starszyzny; Mojżesz wciąż był zajęty, to jedną, to drugą 

sprawą. Ludzie chyba nie potrafili żyć ze sobą w pokoju. 

W ich naturze leżały kłótnie, spory i walki o wszystko, 

co w jakikolwiek sposób zmniejszało ich stan posia¬dania 

albo ich ograniczało. Nie ośmielali się podawać w 

wątpliwość woli Boga, ale bez końca podważali zdanie Jego 

przedstawicieli. Lud nie różnił się od Adama i Ewy 

chciał tego, czego mu zabraniano, niezależnie od 

tego, jak wielkie szkody by mu to przyniosło. 

Aaron starał się umacniać swoich synów. 

Musimy być dla ludu żywymi przykładami prawo¬ści — 

mawiał. 

Nikt nie jest bardziej prawy od ciebie, ojcze - 

odpo¬wiedział mu któregoś razu Nadab. Pochlebstwo syna 

sprawiło Aaronowi przyjemność, ale tylko na chwilę. 

Zwalczył ją, ponieważ wiedział, jak szybko pycha niszczy 

ludzi. Czyż to nie ona stała się przyczyną klęski faraona 

background image

i całego Egiptu? 

Mojżesz jest bardziej prawy - odpowiedział Aaron. 

Nikt nie jest też pokorniejszy od niego. 

Mojżesz zawsze znika w Namiocie Spotkania! 

rzucił Abihu, jeżąc się. - A ty - gdzie jesteś, 

ojcze? Na zewnątrz, służąc ludziom. 

Moim zdaniem mamy więcej pracy niż inni - mruk¬nął 

Nadab, opierając się wygodnie na poduszce. - Kiedy 

ostatni raz któryś z naszych kuzynów choćby ruszył 

palcem, żeby nam pomóc? 

Eliezer i Gerszom doglądają swojej matki - zauwa¬żył 

cicho Eleazar, podnosząc wzrok znad zwoju. Zmar¬szczył 

brwi. 

To zajęcie dla kobiety! - parsknął pogardliwie Nadab, 

nalewając sobie kolejną porcję wina. 

Czy nie myślisz, że już dość się napiłeś? - spytała 

Miriam, stając nad nim. 

Nadab zerknął tylko na nią, a potem wyciągnął rękę z 

czarą. Abihu napełnił ją i wreszcie odwiesił bukłak z 

resztą wina. Napięcie, które zapanowało w namiocie, nie 

podobało się Aaronowi. 

— 

Każdy z nas został powołany do swojej służby — 

przypomniał. — Mojżesz słyszy głos Boga i przynosi nam 

Jego polecenia. Naszym zadaniem jest je wykonywać. Pan 

obdarzył nas wielkim zaszczytem, pozwalając nam... 

— 

Tak, tak — przerwał Nadab, kiwając głową. — Wiemy, 

ojcze. Ale to jest nudne, codziennie robić to samo, o 

świcie i o zmierzchu, i jeszcze wiedzieć, że będzie się 

to robiło do końca życia. 

Aarona oblało gorąco, potem zaś poczuł jakby ukłu¬cie 

background image

zimna. 

Nie zapominaj, komu służysz! - ostrzegł. Spojrzał na 

Nadaba, potem na Abihu, wreszcie na dwóch młod¬szych 

synów, którzy siedzieli w milczeniu, pospuszczaw-szy 

głowy. Czy Eleazar i Itamar mieli podobne odczucia jak 

ich starsi bracia? Aaron czuł, że koniecznie musi ich 

wszystkich ostrzec. - Musicie dokładnie wykonywać wolę 

Pana — przypomniał. - Rozumiecie? 

— 

Rozumiemy, ojcze... — odpowiedział Nadab, patrząc 

jakoś dziwnie. — Będziemy oddawać cześć Panu każdym 

naszym uczynkiem - dodał, zaciskając palce na czarze z 

winem. - Tak jak zawsze robiłeś' ty. - Dopił wino, wstał 

i wyszedł z namiotu. Abihu ruszył za nim. 

Nie powinieneś im pozwalać mówić do ciebie w taki 

sposób, Aaronie - odezwała się Miriam. 

Co w takim razie proponujesz? — odezwał się Aaron, 

rozzłoszczony, zerkając na nią z ukosa. 

Pociągnij jednego z drugim za ucho! Wychłoszcz ich! 

Zrób coś! Każdemu z tych dwóch wydaje się, że jest 

bardziej prawy od ciebie. 

Aaron był w stanie wymienić parunastu mężczyzn bar¬dziej 

prawych od niego, począwszy od Mojżesza oraz jego 

pomocnika, Jozuego. 

Kiedy przemyślą to wszystko dłużej, wróci im rozum 

— 

skwitował. 

A jeśli nie? 

Daj spokój, kobieto! Mam dość zmartwień bez twojego 

ciągłego nagabywania! 

Nagabywania? Zawsze chodzi mi o twoje dobro! 

wypaliła Miriam, odsłaniając część namiotu 

background image

przezna¬czoną dla kobiet. Weszła tam i opuściła zasłonę. 

Zapadła cisza, ale nie spokój. Aaron wstał. 

Mamy swoje zadania do wykonania - rzucił. Odczu¬wał 

ulgę, że nadszedł już czas powrotu do przybytku. W jego 

namiocie nie było spokoju. 

Już idziemy, ojcze - odpowiedział Eleazar, podno¬sząc 

się. Wyciągnął rękę, żeby pomóc wstać Itamarowi. 

Aaron zaczekał na dwóch młodszych synów, pusz¬czając ich 

przodem. 

Widzę, że rzeczywiście jesteście gotowi - 

skomento¬wał, wychodząc za nimi z namiotu i opuszczając 

klapę. 

Powinieneś jakoś wpłynąć na Nadaba i Abihu, ojcze - 

odezwał się Eleazar, krocząc obok niego. 

Czy twoją rolą jest przemawianie przeciwko twoim 

braciom? - upomniał go Aaron. 

Mówię to dla ich dobra. 

Aaron, Eleazar i Itamar przystąpili do wypełniania 

kapłańskich obowiązków. Aaron myślał z troską o sło¬wach 

Eleazara. Gdzie podziewali się Nadab i Abihu? Nie 

rozumiał swoich starszych synów. Przebywanie w 

przedsionku Pana sprawiało mu ogromną radość, nie pragnął 

być w tym momencie nigdzie indziej. Powo¬łaniem Mojżesza 

było stawać przed samym obliczem Pana, zaś Aarona 

napełniało radością przebywanie w pobliżu Boga. Dlaczego 

jego dwaj starsi synowie nie mogli odczuwać tak samo? 

Nagle przeraził go śmiech. Któż to ośmielał się recho¬tać 

na dziedzińcu przybytku? Odwrócił się i zobaczył przy 

bramie Nadaba i Abihu. Ubrali się w kapłańskie szaty, 

trzymali w dłoniach kadzielnice. Co oni wyprawiają?! 

background image

Aaron ruszył w ich stronę, aby przywołać ich do porządku 

stosownymi poleceniami, ale tymczasem Nadab wyciąg¬nął 

zza swojej przepaski jakiś woreczek i sypnął w ogień 

znajdującym się w nim proszkiem. Podniósł się żółty, 

niebieski i czerwony dym - taki sam, jakiego egipscy 

kapłani używali w pogańskich świątyniach. 

Nie!!! - krzyknął Aaron. 

Uspokój się, ojcze; składamy tylko hołd naszemu Bogu. 

- Abihu uniósł kadzielnicę, a Nadab dosypał do niej 

proszku. 

— 

Czy zamierzacie zbezcześcić święty przybytek 

Boga?!... 

„Zbezcześcić"? - drwił Nadab. - Jesteśmy kapła¬nami. 

Możemy okazywać Bogu cześć w taki sposób, w jaki chcemy! 

- Zbliżył się wyzywająco do ojca; Abihu poszedł w ślady 

brata. 

— 

Stójcie! — powstrzymywał ich Aaron. Tymczasem zza 

jego pleców wystrzelił jęzor ognia, 

który uderzył Nadaba i Abihu w pierś, przewracając ich. 

Aaron także runął na ziemię, słysząc straszliwe wrzaski 

swoich starszych synów. Podniósł się z trudem na nogi i 

zo¬baczył, że ogień pochłonął ich; krzyki ucichły w 

mgnieniu oka. Ciała Nadaba i Abihu leżały tam, gdzie 

jeszcze przed chwilą dumnie stali przed Panem, pełni 

buty. Spaliły się tak, że już nie można było ich 

rozpoznać. 

Aaron wydał okrzyk rozpaczy, uniósł ręce i złapał za 

materiał swojej szaty - ale w tym momencie czyjaś silna 

ręka szarpnęła go za ramię. 

— 

Nie! — odezwał się ponurym głosem Mojżesz. — Nie 

background image

będziecie zaniedbywać uczesania głowy i nie będziecie 

rozdzierać szat, abyście nie pomarli i aby Pan nie 

rozgnie¬wał się na całą społeczność — przykazał Aaronowi, 

Elea-zarowi i Itamarowi. 

Aaron zachwiał się, czując ból w piersi. 

Mojżesz podtrzymał brata, łapiąc go za ramię. 

Posłuchaj: wasi bracia, cały dom Izraela, będą 

opłakiwać ten pożar, który Pan zapalił. Nie będziecie 

odchodzić od wejścia do Namiotu Spotkania, abyście nie 

pomarli, ponieważ olej namaszczenia Pana jest na was — 

dokończył. 

Aaronowi przypomniał się wtedy jeden z przepisów Prawa: 

kapłanom nie wolno było dotykać ciał zmarłych. 

To znaczą słowa, które wypowiedział Pan: „Okażę moją 

świętość tym, co zbliżają się do Mnie, okażę chwałę moją 

przed całym ludem" - wyjaśnił Mojżesz. 

Aaron zwalczył łzy i powstrzymał krzyk udręki, choć bał 

się, że się udusi. Pan jest święty, Pan jest święty! — 

powtarzał w myśli, skupiając się na niej, aby trwać przy 

Bogu. Eleazar i Itamar padli na twarz przed przybytkiem i 

oddawali cześć Panu. 

Mojżesz wezwał kuzynów Aarona, Miszaela i Elsa-fana, i 

powiedział do nich: 

Zbliżcie się! Wynieście swoich braci sprzed Miejsca 

Świętego poza obóz! 

Aaron patrzył, jak Miszael i Elsafan podnoszą zwęglo¬ne 

ciała jego dwóch starszych synów i zabierają je sprzed 

przybytku. Odwrócił się przodem do niego i nie oglą¬dał 

się. Czuł ból w piersi i palenie w gardle. Czy Nadab i 

Abihu trafią za swój grzech na śmietnik?... 

background image

Wtedy usłyszał Głos, cichy i spokojny: 

 

Kiedy będziecie wchodzić do Namiotu Spotkania, ty i 

synowie twoi, nie będziecie pić wina ani sycery, abyście 

nie pomarli! 

 

-Aaronie... - Teraz odezwał się Mojżesz; Aaron próbował 

słuchać jego poleceń. — Aaronie... — Aaron, Eleazar i 

Itamar musieli pozostać na miejscu i dopełnić swoich 

kapłańskich obowiązków. Trzeba było zjeść część ofiary 

pokarmowej, która nie została spalona, i część kozła, 

który stał się ofiarą przebłagalną. Aaron robił wszystko, 

co polecił mu Mojżesz, jednak nie był w stanie jeść, 

podobnie jak jego dwaj pozostali przy życiu synowie. 

Teraz zapach spalonego mięsa przypra¬wiał ich o mdłości; 

Aaron musiał zacisnąć zęby, żeby nie zwymiotować. 

Dlaczego nie spożyliście ofiary przebłagalnej w 

miej¬scu poświęconym? — odezwał się w pewnej chwili 

Mojżesz, czerwieniejąc ze złości. — Przecież ona jest 

rzeczą bardzo świętą. Pan dał ją wam, abyście zgładzili 

winę społeczności, abyście przebłagali Go za nią. Krew 

jej nie była wniesiona do Miejsca Świętego. A więc 

winniście byli spożyć ją w Miejscu Świętym, tak jak mi 

nakazano. 

Aaron jęknął. 

Oto dzisiaj oni złożyli ofiarę przebłagalną i ofiarę 

całopalną przed Panem - odpowiedział, pokazując na dwóch 

młodszych synów — i taka rzecz mnie spotkała! 

- Przełknął, drżąc, i kontynuował, próbując opanować 

przepełniające go uczucia: - Gdybym dzisiaj jadł ofiarę 

background image

przebłagalną, czy Pan uznałby to za dobre? 

Grzech czaił się tak blisko, czekał tylko, aż jego ofiarą 

padnie kolejny członek rodziny Aarona - może on sam? Moi 

synowie! - miał ochotę krzyczeć. Czy zapomniałeś, że dziś 

zginęli dwaj moi synowie?! Zadławiłby się tylko mięsem 

ofiary przebłagalnej, zanieczyszczając przybytek. 

Dręczyły go w myślach słowa Nadaba, które nachodziły go 

raz po raz przez cały dzień: „Oddamy cześć Panu na nasz 

własny sposób, ojcze. Tak jak robiłeś ty". 

Uczcił kiedyś Pana złotym cielcem i świętem na pogań¬ską 

modłę... 

Nawet po złożeniu tylu ofiar przebłagalnych Aaron czuł, 

że ciążą mu popełnione grzechy. Gdyby tylko Pan zechciał 

zetrzeć je na zawsze - myślał. Gdyby tylko... 

Mojżesz patrzył na niego ze współczuciem. Nie mówił nic 

więcej. 

 

Kiedy Aaron i Mojżesz przebywali razem, Mojżesz 

zaproponował Chobabowi, synowi Jetra, aby szedł z 

Izra¬elitami do Ziemi Obiecanej. 

— Pójdź z nami, a będziemy ci świadczyć dobro, bo¬wiem 

Pan przyrzekł dobra Izraelowi — zachęcał. Chobab 

postanowił jednak wrócić do Madianitów. Kiedy opuś¬cił 

obóz, Aarona ogarnęło nieprzyjemne przeczucie, że jeszcze 

się spotkają, ale jako wrogowie. Chobab wciąż rozbijał 

namiot w pobliżu obozu Izraelitów. Aaron zasta¬nawiał 

się, czy po prostu ich nie obserwuje, aby mieć oko na ich 

słabości i wykorzystać je w sprzyjającym momencie. 

- Mam nadzieję, że więcej go nie zobaczymy -mruknął. 

Mojżesz spojrzał tylko na brata i Aaron umilkł. Moj¬żesz 

background image

przeżył wiele lat z Madianitami i bardzo lubił oraz 

szanował swojego teścia. Aaron miał nadzieję, że Mojżesz 

nie myli się w ocenie postawy Madianitów i że nie będą 

stanowili dla Izraelitów zagrożenia. A co zrobiłby 

Mojżesz, gdyby nagle sytuacja zmusiła go do wyboru 

pomiędzy lojalnością wobec Izraelitów a rodziny żony? 

Wszak przez czterdzieści lat Madianici odnosili się do 

niego z miłością i szacunkiem, włączając go nawet do 

jednej ze swoich rodzin. Za to Izraelici wciąż 

przyprawiali Mojżesza o nowe smutki, buntowali się, 

uskarżali się bez przerwy, miał z nimi mnóstwo pracy - 

tak wiele, że jak gdyby stał się ich niewolnikiem. 

W owych dniach Aaron był pełen niepokoju. Martwił się o 

zdrowie i siły Mojżesza, o jego rodzinę. Seforą była 

bliska śmierci. Jedynym dobrem, jakie wypływało z jej 

choroby, było to, że Miriam stała się teraz łagodniejsza, 

często doglądała bratowej. Aaron obawiał się także o to, 

czy prawidłowo wykonuje przepisy Prawa. Jak dotąd, raz po 

raz się mylił. Studiował spisane przez brata prawa, 

wiedząc, że pochodzą bezpośrednio od Boga. Jednak 

czasami, kiedy był zmęczony, myślał o swoich dwóch 

synach, którzy ponieśli śmierć, i wybuchał gwałtownym 

płaczem. Kochał Nadaba i Abihu, mimo że wiedział 

ich grzechach. Nie potrafił przezwyciężyć poczucia, 

że ich zawiódł, bardziej niż oni zawiedli jego. 

Lud znowu zaczął szemrać przeciw Panu, narzekając, że 

jest mu źle. Ludzie zapominali chyba z dnia na dzień, co 

Bóg dotąd dla nich zrobił. Marudzili z powodu każdej 

niewy¬gody, jak dzieci. Ostatnio najwięcej kłopotów 

sprawiało egip¬skie pospólstwo, które podróżowało wraz z 

background image

Izraelitami. 

Dość już mamy tej manny! Nie jemy nic innego! — 

wołali Egipcjanie. — Któż da nam mięsa? W Egipcie 

jedli¬śmy ryby, za darmo. I ogórki, i melony. Były takie 

smaczne! 

jeszcze pory, cebulę i czosnek — wspominali ludzie, 

jeden przez drugiego. - Potraciliśmy apetyty, nie mając 

do jedze¬nia nic poza manną! 

Aaron nic nie odpowiadał, tylko zbierał swoją dzienną 

porcję manny. Zbierał ją do miski, przyklęknąwszy. 

Elea¬zar spoglądał chmurnym wzrokiem. Itamar odszedł 

trochę dalej. 

Może powinniście byli zostać w Egipcie! - wypaliła 

Miriam, czerwieniejąc. 

A może i powinniśmy byli! - odparła ze złością jakaś 

kobieta. 

Ryby i ogórki! - gderała Miriam. - Mieliśmy 

szczꜬcie, że w ogóle aż do tej pory mamy co jeść. 

Akurat tyle, żebyśmy mogli pracować. 

A ja mam dość jedzenia codziennie tego samego. 

Powinnaś być wdzięczna - pouczyła Miriam, prostu¬jąc 

się. - Nie musisz pracować, aby zdobyć pożywienie! 

A czy to nie jest praca? Co rano musimy klęczeć i 

grzebać dookoła po ziemi, żeby nazbierać tych płat¬ków. 

Gdybyśmy tak mogli jeść mięso! - rozmarzył się tym 

razem na głos jakiś Izraelita. 

Mamusiu, czy musimy znowu jeść mannę? - poskar¬żyło 

się z kolei jakieś dziecko. 

Niestety tak, moje biedactwo. Dziecko zaczęło płakać. 

Oczywiście, że lepiej nam było w Egipcie! - oznajmił 

background image

donośnie mężczyzna, tak aby Aaron dobrze słyszał. 

Nic nie powiesz, Aaronie? - niecierpliwiła się 

Miriam. — Co zamierzasz zrobić z tymi ludźmi? 

Czego ona ode mnie oczekuje? - myślał Aaron. Czy mam może 

przywołać z góry ogień? Znowu pomyślał o swoich zmarłych 

synach i natychmiast poczuł ścisk w gardle. Mojżesz także 

słyszał narzekania ludu. Widać było, że sprawiają mu 

ogromną przykrość. 

Nie powiększaj tylko zamieszania, Miriam - odezwał 

się Aaron - bo jeszcze narobisz nam więcej kłopotów. -

Czuł się zmęczony otaczającymi go ludźmi. 

-Ja sprawiam kłopoty?! Gdybyś słuchał tego, co mówiłam na 

temat... 

Aaron zerwał się i popatrzył gniewnie na siostrę. Czy ona 

zdaje sobie sprawę, jaka czasami bywa okrutna i jak 

bezmyślnie się nieraz zachowuje? Oczy Miriam 

złagod¬niały. 

Przepraszam - szepnęła, spuszczając głowę. 

Aaron kochał siostrę, tylko czasami nie był w stanie z 

nią wytrzymać. Podniósł miskę z manną i poszedł. 

Zobaczył Mojżesza wychodzącego z przybytku. Pod¬szedł do 

niego i zagadnął: 

Wyglądasz na zmęczonego... 

Jestem zmęczony - przyznał Mojżesz, kręcąc głową. 

Tak bardzo zmęczyły mnie wszystkie kłopoty, że 

popro¬siłem Boga, aby mnie zabił, żebym nie patrzył 

więcej na swoje nieszczęście. 

Nie mów tak! - Czy Mojżeszowi wydawało się, że on, 

Aaron, lepiej poradzi sobie z przewodzeniem ludowi? Broń 

Boże, żeby Mojżesz umarł! Aaron już nigdy więcej nie 

background image

chciał zostać przywódcą. 

Nie musisz się martwić, bracie; Bóg się nie zgodził 

— 

uspokoił Mojżesz. — Pan polecił mi, abym zwołał 

siedem¬dziesięciu mężów spośród starszych Izraela, o 

których wiem, że są starszymi ludu i nadzorcami, i 

przyprowadził ich do Namiotu Spotkania. Kiedy tam ze mną 

staną, zstąpi Pan i przyda im ducha. Odtąd będą pomagać 

nam prze¬wodzić ludowi Bożemu. Potrzebna nam pomoc. — 

Mojżesz uśmiechnął się. - Jesteś starszy ode mnie, 

bracie, i widać, że masz osiemdziesiąt cztery lata... 

Aaron roześmiał się cicho; ogarnęła go ulga. Dwaj 

mężczyźni nie mogą dłużej przewodzić sześciuset 

tysią¬com, nie licząc kobiet i dzieci! To brzemię stało 

się dla Mojżesza i Aarona nie do zniesienia. 

Pan ześle także mięso — powiadomił Mojżesz. 

Mięso? Skąd? — dziwił się Aaron. 

Mięso - potwierdził jego brat. - Będziemy je 

spoży¬wać przez cały miesiąc, aż nam przez nozdrza 

wyjdzie i przejmie nas wstrętem; odrzuciliśmy bowiem 

Pana. 

Do przybytku podeszło tymczasem sześćdziesięciu ośmiu 

starszych. Mojżesz kładł ręce na każdym spośród nich, a 

wtedy duch Pański spoczywał na nich i wpadali w 

uniesienie prorockie. 

W międzyczasie nadbiegł młodzieniec i doniósł: 

Eldad i Medad wpadli w obozie w uniesienie 

proro¬ckie. Mojżeszu, panie mój, zabroń im! 

Czyż zazdrosny jesteś o mnie? — odparł jednak 

Moj¬żesz. - Oby tak cały lud Pana prorokował, oby mu dał 

Pan Swego ducha! 

background image

Aaron usłyszał odgłos wiatru wychodzącego z obłoku ponad 

przybytkiem. Ciepły powiew uniósł jego brodę i 

przy¬cisnął do jego ciała kapłańskie szaty. Potem uniósł 

się, odda¬lił... Aaron powrócił do swoich obowiązków w 

przybytku, ale od czasu do czasu zerkał na niebo, w 

oczekiwaniu. 

Od morza nadleciały przepiórki, tysiące przepiórek. Wiatr 

przyniósł je i zrzucił wielką chmarą na obóz, aż pokryły 

ziemię na dwa łokcie wysoko. Ludzie byli na nogach przez 

cały dzień, przez noc i następny dzień, i zbierali 

przepiórki. Ukręcali im szyje i odzierali ptaki z piór, 

pragnąc jak najszybciej dostać się do mięsa. Niektó¬rzy 

nie czekali nawet, aż przepiórki się upieką, tylko 

zata¬piali w nich zęby, tak ogromnie byli ich spragnieni. 

W końcu Aaron usłyszał jęki. Wiedział, co się dzieje. 

Jęki zmieniły się w pełne bólu wycie. Ludzie pochoro¬ 

  

 

 

wali się, jeszcze w trakcie jedzenia. Poopadali na 

kolana, skręcali się wpół, wymiotowali. Niektórzy po 

krótkim czasie umarli, inni wciąż cierpieli, przeklinając 

Boga za to, że dał im rzecz, której pożądali. Tysiące 

Izraelitów okazało skruchę, wołając do Pana o 

przebaczenie. Prze¬piórki nadlatywały jednak nieustannie, 

dzień po dniu, zgodnie z obietnicą Pana; aż w końcu 

ludzie pomilkli, przepełnieni bojaźnią Bożą. 

 

Po miesiącu obłok uniósł się znad przybytku. Aaron wszedł 

do Miejsca Najświętszego, zasłonił i spakował świecznik, 

background image

stół chlebów pokładnych i ołtarz kadzenia. Rozłożono na 

części Namiot Spotkania i przybytek. Wszystko spakowano. 

Ludzie z pokolenia Lewitów ponie¬śli to, co przydzielił 

im Pan. Na dany przez Mojżesza znak, dwaj mężczyźni 

zadęli w trąby. Lud zebrał się. 

Powstań, o Panie! - zawołał Mojżesz. - Rozprosz 

Twoich nieprzyjaciół, niech Twoi wrogowie uciekają przed 

Tobą! 

Czterej mężczyźni podnieśli Arkę Przymierza. Mojżesz 

kroczył na przedzie, spoglądając na Anioła Pańskiego, 

który go prowadził. Lud opuścił miejsce, które nazwano 

Kibrot-Hattawa, czyli „Groby Pożądania". Izraelici szli 

dzień i noc, aż obłok zatrzymał się w Chaserot. 

Mojżesz uniósł ręce na chwałę Boga i zawołał: 

— 

Powróć, o Panie, do niezliczonych tysięcy Izraela! 

Postawiono Arkę Przymierza i rozłożono wokół niej 

przybytek. Aaron poumieszczał poświęcone sprzęty 

  

we właściwych miejscach; jego synowie oraz głowy 

należących do pokolenia Lewitów klanów Gerszonitów, 

Kehatytów i Merarytów pozawieszali zasłony na słupach; 

ustawili także ołtarz całopalenia i kadź. Lud rozbił obóz 

i odpoczął. 

 

Aaron miał ochotę zamknąć oczy i chwilowo nie myśleć o 

niczym więcej, jednak Miriam nie dawała mu spokoju, była 

wyraźnie nieswoja. 

Postanowiłam zaakceptować Seforę - oznajmiła, chodząc 

w podnieceniu tam i z powrotem, zaczerwie¬niona od 

emocji. — Doglądam jej od tak dawna, to ja spełniam jej 

background image

podstawowe potrzeby... Nie docenia tego szczególnie, 

nigdy nie próbowała nauczyć się naszego języka. Ciągle 

korzysta z usług Eleazara jako tłumacza. 

Aaron wiedział, dlaczego jego siostra jest smutna. Sam 

także się zdziwił, kiedy Mojżesz zakomunikował mu, że 

bierze sobie kolejną żonę. Aaron nie czuł się jednak 

wówczas na siłach tego skomentować. Miriam nigdy nie 

miała podobnych obiekcji, ale chyba jeszcze nie 

rozma¬wiała o sprawie z Mojżeszem. 

On potrzebuje żony, Miriam - odezwał się Aaron. - 

Kogoś, kto byłby w stanie dbać o jego gospodarstwo 

domowe. 

Żony? A po co mu druga? Ma Seforę, i mnie do po¬mocy—

gderała Miriam. — Ja dbałam o jego gospodarstwo domowe — 

dopóki do jego namiotu nie weszła ta Kuszytka. Na 

początku doceniał moją pomoc. Do tego stopnia, że mogłam 

doglądać jego żony! Sefora nie była już ostatnio w stanie 

niczego zrobić bez pomocy A teraz, kiedy umiera, Mojżesz 

wziął sobie kolejną żonę! Po cóż mu żona, w tym wieku? 

Powinieneś był wybić mu z głowy to małżeństwo, zanim 

wprowadził do swojego namiotu tę cudzoziemkę. Powinieneś 

był coś powiedzieć, powstrzymać go przed popełnieniem 

grzechu przeciwko Panu! Czy Mojżesz popełnił grzech?... 

— 

Byłem zbyt zdziwiony, kiedy Mojżesz mi o tym 

powiedział - usprawiedliwił się Aaron. 

— 

Czy tylko zdziwiony? 

Mojżesz nie jest taki stary, żeby nie potrzebował 

kobiety. 

Aaron sam czasami miał ochotę wziąć sobie drugą żonę, ale 

po latach mediacji pomiędzy matką jego synów oraz Miriam 

background image

doszedł do wniosku, że roztropniej było pozostać bez 

grzechu! 

Mojżesz rzadko spędzał czas z Sefora, a teraz ma 

jeszcze tę kobietę... - perorowała Miriam, wyrzucając 

ręce w górę. - Zastanawiam się, czy on słucha, co mówi 

Pan. Jeśli musi mieć żonę - a nie wiem, dlaczego musi, w 

jego wieku — powinien był wybrać sobie żonę spośród 

kobiet z pokolenia Lewiego. Czyż Pan nie zakazał nam 

zawierania małżeństw poza obrębem własnych pokoleń? 

Widziałeś, jak bardzo inna od nas jest ta Kuszytka? Ona 

jest czarna. Czar¬niejsza od wszystkich Egipcjan, jakich 

w życiu widziałam! 

Nowe małżeństwo Mojżesza rzeczywiście kłopotało Aarona - 

choć nie z tych samych powodów, co Miriam. 

Kuszytka, którą pojął za żonę Mojżesz, była wcześniej 

niewolnicą jednej z Egipcjanek, spośród tych Egipcjan, 

którzy wyszli wraz z Izraelitami ze swojego kraju. Pani 

Kuszytki zginęła po tym, jak Aaron sporządził złotego 

cielca, Kuszytka zaś podróżowała dalej z ludem Izraela. Z 

tego co wiedział Aaron, kłaniała się Panu, ale... 

Czemu tylko siedzisz i nic nie mówisz? - 

niecierpli¬wiła się Miriam. - Jesteś sługą Pana, prawda? 

Jego arcy¬kapłanem. Czy Bóg przemawiał tylko przez 

Mojżesza? Czy nie kierował mną, kiedy mówiłam do córki 

fara¬ona? Czy nie podpowiedział mi słów? Pan powołał 

także ciebie, Aaronie; słyszałeś Jego głos, a Jego słowa 

ogłaszałeś ludowi częściej niż Mojżesz! Nie pamiętam, 

żeby Mojżesz kiedykolwiek okazał tak mało mądrości. 

Aaron nie mógł wytrzymać, kiedy Miriam zachowy¬wała się w 

podobny sposób. Znów czuł się jak mały chło¬piec, którym 

background image

dyryguje starsza siostra. A miała żelazną wolę... 

Powinnaś być zadowolona, że będziesz miała mniej 

pracy - odparł tylko. 

Zadowolona? Może bym i była, gdyby Mojżesz nie wziął 

za żonę Kuszytki! Czy nie obchodzi cię, że przez to swoje 

niezdrowe małżeństwo sprowadza grzech na nas wszystkich? 

Cóż niezdrowego jest w jego małżeństwie? 

I ty musisz mnie pytać?! - Miriam była naprawdę 

rozzłoszczona. - Po prostu wyjdź, zajrzyj do jego namiotu 

i spójrz na nią! Powinna wrócić do własnego narodu. Nie 

należy do nas, a już tym bardziej nie powinna dostąpić 

zaszczytu bycia żoną wyzwoliciela Izraela! 

Aaron zastanawiał się, czy powinien porozmawiać z 

Mojżeszem. Faktycznie odrzuciło go, kiedy Mojżesz 

wprowadził do swojego namiotu niewolnicę, Kuszytkę, 

pojmując ją za żonę. A może najpierw porozmawiać z 

niektórymi ze starszych? — zastanawiał się. Co też ludzie 

myślą o małżeństwie Mojżesza? Miriam na pewno długo nie 

skrywała przed nikim swoich zapatrywań. 

Aaron był pełen wątpliwości. Wcześniej Miriam próbo¬wała 

ostrzec go w sprawie Nadaba i Abihu, nie posłuchał jej... 

Czy teraz, nie słuchając jej po raz drugi i popierając 

decyzję brata o nowym małżeństwie, popełniał kolejny 

błąd? 

 

Przyjdźcie wszyscy troje do Namiotu Spotkania. 

 

Aaronowi ścierpła skóra na karku. Uniósł głowę, 

prze¬pełniony lękiem przed usłyszanym Głosem. Miriam 

wyprostowała się i zadarła nosa. 

background image

Pan wezwał mnie do przybytku! - zakomunikowała z 

pałającym spojrzeniem. - Z twojego wyrazu twarzy 

odczytuję, że ciebie również. — Wyszła z namiotu, stanęła 

na słońcu, obejrzała się i ponagliła: -1 cóż? Idziesz, 

czy nie? 

Mojżesz już czekał, zmieszany. Obłok wirował niewy¬soko, 

skupiając się, schodził niżej. 

Miriam podniosła wzrok, zaróżowiona z podniecenia. 

— 

Zaraz zobaczysz, Aaronie! — komentowała. 

Aaron zadrżał, gdy słup obłoku stanął u wejścia 

przy¬bytku. Z chmury odezwał się Głos: 

 

Słuchajcie słów moich: Jeśli jest u was prorok, objawię 

mu się przez widzenia, w snach będę mówił do niego. Lecz 

nie tak jest ze sługą moim, Mojżeszem. Uznany jest za 

wiernego w całym moim domu. Twarzą w twarz mówię do niego 

— w sposób jawny, a nie przez wyrazy ukryte. On też 

postać Pana ogląda. Czemu ośmielacie się przeciwko memu 

słudze, przeciwko Mojżeszowi, żle mówić? 

 

Słup gęstej mgły uniósł się z powrotem, i Aaron poczuł 

się okropnie. Był grzesznikiem! Zwiesił głowę, 

zawstydzony. 

Miriam sapnęła nagle z przerażenia-jej twarz i dłonie 

stały się białe od trądu; przypominało jej to trochę 

skórę martwego noworodka. Jej ciało było na wpół 

przeżarte chorobą. Opadła na kolana, krzycząc i posypując 

głowę ziemią. 

Aaron także krzyknął z przerażenia. Wyciągnął ręce do 

Mojżesza. 

background image

- Proszę Cię, Panie mój - odezwał się, drżąc - nie karz 

nas za grzech, któregośmy się nierozważnie dopuś¬cili i 

jesteśmy winni. - Był zdjęty strachem. 

Mojżesz również się przeraził. Wołał już Boga, błaga¬jąc 

Go, aby Miriam znowu stała się zdrowa. 

Wówczas ponownie odezwał się Głos, słyszany przez każde z 

ich trojga: 

Gdyby jej ojciec plunął w twarz, czyż nie musiałaby się 

przez siedem dni wstydzić? Tak ma być ona przez siedem 

dni wyłączona z obozu, a potem może znowu powrócić. 

 

Miriam padła na twarz przed Panem, rozpościerając chore, 

białe ręce. Zaraz stały się znowu silne i smagłe, pokryte 

zgrubiałą od lat ciężkiej pracy skórą. Wtedy Miriam 

zbliżyła dłonie do stóp Mojżesza, ale nie doty¬kała go. 

Aaron nachylił się ku niej, lecz ona cofnęła się 

gwałtownie. 

Nie możesz mnie dotykać! - Podniosła się z trudem i 

odeszła parę kroków dalej. Trąd ustąpił, ale w ciem¬nych 

oczach Miriam błyszczały łzy. Znów się zaczer¬wieniła, 

tym razem z wielkiego wstydu. Zasłoniła twarz welonem i 

skłoniła się Mojżeszowi. 

Przebacz mi, bracie! Przebacz... - prosiła. 

Och, Miriam. Moja siostro... 

Aaron także czuł się przytłoczony wstydem. Powinien był 

poradzić siostrze, żeby umilkła, żeby przestała 

plotko¬wać—w ogóle, a już szczególnie na temat Mojżesza, 

którego Bóg wybrał na wyzwoliciela Izraela. Zamiast tego 

Aaron pozwolił, aby jej opinia wpłynęła na niego. Nabrał 

wątpli¬wości, aż wreszcie przychylił się do jej 

background image

stanowiska. 

Tymczasem ludzie powychodzili z namiotów i obserwo¬wali 

niemo scenę. Niektórzy zaczęli podchodzić bliżej. 

Nieczysta! - ostrzegła Miriam, odbiegając poza obóz. 

- Jestem nieczysta! - Ludzie ustępowali jej z drogi, jak 

gdyby wciąż była trędowata. Niektórzy krzyczeli ze 

strachu, czyjeś dzieci schowały się w namiocie matki. — 

Nieczysta! — powtarzała Miriam, biegnąc dalej i 

poty¬kając się z wrażenia. Nie upadła jednak. 

Aaron poczuł ścisk w gardle. Czyjego przeznaczeniem było 

zawieść Pana, a także Mojżesza, we wszystkim, co robił? 

Gdy nie posłuchał siostry, Abihu i Nadab ponieśli śmierć. 

Kiedy jej posłuchał - ciało Miriam pokrył trąd; a 

wszystko z powodu jego nieprawidłowego osądu. To ja 

powinienem żyć poza obozem! — myślał. Nie zważał na 

zazdrość siostry. Przeciwnie, pozwolił na to, aby 

opanowała i jego. Pozwolił, by Miriam wypowiedziała jego 

własne ciche marzenia o przywództwie. Za każdym razem 

kiedy próbował wystąpić naprzód, sprowadzał nieszczęście, 

nie tylko na siebie, ale i na tych, których kochał. 

Aaronie... 

Delikatny ton głosu brata wzmógł jeszcze jego żal. 

Dlaczego Bóg mnie oszczędził, skoro zgrzeszyłem 

podobnie jak ona? — odezwał się Aaron. 

Czy gdybyś i ty został dotknięty karą, odczuwał¬byś 

równie głęboki żal, jak w tej chwili? - odpowiedział 

Mojżesz. - Masz miękkie serce, Aaronie. 

-1 głowę - mruknął Aaron, zerkając na brata. -Miałem 

ochotę poddać się jej opiniom, Mojżeszu - przy¬znał. - 

Zmagałem się ze swoją rolą starszego brata, który musi 

background image

ustępować miejsca młodszemu. Nie chciałem czuć w taki 

sposób, ale jestem tylko człowiekiem... Duma to mój wróg. 

Wiem. 

Naprawdę cię kocham, bracie. 

Wiem. 

 

A teraz Miriam cierpi, podczas gdy ja powrócę do 

wykonywania obowiązków kapłańskich! — dodał Aaron, 

zaciskając powieki. 

Zaczekamy z wyruszeniem, aż minie siedem dni. 

Poczekamy na Miriam. 

Zanim słup ognia ogrzeje chłodne, nocne, pustynne 

powietrze, cały naród izraelski będzie już wiedział, w 

jaki sposób zgrzeszyłem ja i moja siostra — myślał Aaron. 

Tymczasem zbliżała się pora złożenia wieczornej ofiary. 

Panie, miej miłosierdzie nade mną — wzdychał w du¬chu 

Aaron - albowiem ciążą mi moje grzechy! 

 

Gdy siedem dni minęło i Miriam powróciła do obozu, słup 

obłoku uniósł się i wyprowadził Izraelitów z Chase-rot. 

Zatrzymał się na pustyni Paran, i tam ludzie rozbili 

kolejny obóz, w Kadesz. Aaron, jego synowie oraz inni 

Lewici ustawili Namiot Spotkania, poszczególne poko¬lenia 

porozbijały namioty w przeznaczonych dla siebie miejscach 

wokół niego. Każdy znał swoje miejsce i obo¬wiązki, więc 

wszystko zostało szybko zrobione. 

Mojżesz otrzymał od Pana kolejne polecenia. Podał 

Aaronowi listę dwunastu mężów, po jednym z każdego z 

pokoleń Izraela; nie licząc Lewitów, których obowiązki 

skupiały się wokół oddawania czci Panu. Aaron posłał po 

background image

nich, i Mojżesz wydał im w jego obecności instrukcje, 

powtarzając zalecenia Boga. 

Udajcie się do ziemi Kanaan i zbadajcie kraj, który 

daje nam Pan - zaczął. Na twarzy Jozuego zagościło 

podniecenie — on także został wybrany, jako 

przedstawi¬ciel pokolenia Efraima, syna Józefa. Niektórzy 

wydawali się przerażeni powierzonym im zadaniem. Nie 

mieli zaopa¬trzenia, map ani doświadczenia w szpiegowaniu 

nieprzy¬jaciela, badaniu jego silnych i słabych stron. 

Większość z wyznaczonych stanowili młodzi ludzie, jak 

Jozue, był jednak jeden starszy od pozostałych. Miał na 

imię Kaleb i nie bał się tego, do czego wybrał go Pan. 

Mojżesz przeszedł pomiędzy mężczyznami, kładąc kolejno na 

ramieniu każdego swoją dłoń. 

Idźcie przez Negeb, a następnie wstąpcie na góry — 

mówił pewnym głosem. — Zobaczcie, jaki jest kraj, a 

mianowicie jaki lud w nim mieszka, czy jest silny, czy 

też słaby, czy jest liczny, czy też jest go mało. Jaki 

jest kraj, w którym on mieszka: dobry czy zły, i jakie 

miasta, w któ¬rych on mieszka: obronne czy bez murów? 

Dalej, jaka jest ziemia: urodzajna czy nie, zalesiona czy 

bez drzew? 

Doszedłszy do Jozuego, Mojżesz przystanął. Uścis¬nął jego 

dłoń i spojrzał mu w oczy, a potem puścił go i dodał na 

zakończenie do wszystkich: 

Bądźcie odważni i przynieście coś z owoców tej ziemi. 

Każdego z wyruszających zaopatrzono w bukłak 

z wodą. Podczas podróży nie będą otrzymywali manny od 

Pana. Będą więc musieli jeść to, co zaoferuje im ziemia 

Kanaan. 

background image

Lud czekał na wyniki zwiadu. 

Minął tydzień, potem drugi, i jeszcze jeden. Nadszedł 

nowy miesiąc, a szpiedzy nie powracali. Jak daleko 

zaszli? 

— 

zastanawiali się wszyscy. Czy napotkali na swojej 

drodze opór? Czy niektórzy z nich zginęli? A może wszyscy 

zostali pojmani i straceni? Co wtedy? 

Aaron zalecał ludziom cierpliwość i pokładanie ufno¬ści w 

Panu, który na pewno wypełni Swoją obietnicę. Modlił się 

za dwunastu mężów, szczególnie często myśląc o Jozuem. 

Wiedział, że Mojżesz darzy młodego przywódcę 

szcze¬gólnymi względami. Często mówił o nim w głęboko 

emocjonalny sposób. 

Nie znam nikogo takiego jak on, Aaronie - powta¬rzał. 

-Jozue całkowicie poświęcił się Panu. Nic nie jest w 

stanie nim zachwiać. 

Smutne, że dla odmiany synowie i brat Mojżesza tak często 

zawodzili... Aaron nie czuł już zazdrości ani niechęci w 

stosunku do Jozuego. Znał własne słabości, a poza tym 

odczuwał ciężar przeżytych lat. Jeśli Izraelici mają 

zostać bezpiecznie doprowadzeni do krainy, którą mieli 

odziedziczyć, musieli wkrótce nastać nowi, młodsi 

przywódcy. 

Nadchodzą! Widzę ich! Nasi wysłannicy wracają! 

— 

rozległy się wołania. 

Obóz wypełniły pełne podniecenia okrzyki; członko¬wie 

poszczególnych rodzin otoczyli powracających, którzy byli 

objuczeni płodami ziemi Kanaan. Jozue i Kaleb 

prezentowali ze śmiechem niesioną przez siebie na drągu 

pojedynczą gałąź krzewu winnego wraz z winogronami! Inni 

background image

porozwiązywali koce, z których wysypały się jaskra-

woczerwone jabłka granatu i purpurowe figi. 

Udaliśmy się do kraju, do którego nas posłałeś -

odezwał się Jozue, kierując swoje słowa do Mojżesza. 

Jest to kraj rzeczywiście opływający w mleko i miód -

dodał Kaleb, unosząc z radością ręce — a oto jego owoce. 

Mleko i miód... — myślał Aaron. Czyli są tam stada by¬dła 

i kóz, a także kwitnące wiosną drzewa owocowe. Powinno 

być więc również mnóstwo łąk i polnych kwia¬tów oraz 

pełno wody. 

Pozostali szpiedzy skupili się jednak na innych 

aspek¬tach zbadanego kraju. 

Lud, który w nim mieszka, jest silny — oznajmił 

jeden. 

Miasta są obwarowane i bardzo wielkie - dodał drugi. 

Widzieliśmy tam również Anakitów - zakomuniko¬wał 

trzeci. 

Pomiędzy słuchaczami przeszedł szmer. Anakici byli bowiem 

olbrzymami, nie znającymi strachu ani miło¬sierdzia 

wojownikami. 

Amalekici zajmują okolice Negebu - zameldował kolejny 

wysłannik. 

To tchórze, którzy atakują z tyłu i zabijają zbyt 

słabych, żeby się bronić — skomentował Kaleb, odwracając 

się. 

A co z Chetytami? - dopytywano się. - To srodzy 

wo¬jownicy... 

Chetyci, Jebusyci i Amoryci mieszkają w górach — 

odpowiedział któryś z mężczyzn. 

Zaś Kananejczycy mieszkają nad morzem i nad brzegami 

background image

Jordanu - zakończył inny. 

Ten lud jest silniejszy od nas — oceniali 

wysłan¬nicy. 

Czy ktokolwiek jest silniejszy od Pana?! - zaperzył 

się jednak Kaleb. — Trzeba ruszyć i zdobyć kraj — na 

pewno zdołamy go zająć. 

Aaron spojrzał na Mojżesza, ale ten nic nie mówił. Aaron 

miał ochotę zawołać, że Pan przyobiecał Izraeli¬tom 

zbadany właśnie kraj, i skoro tak, zadba o to, aby go 

zdobyli. Nie był jednak na wyprawie i nie widział 

wszyst¬kiego, o czym opowiadano. Poza tym był starcem, a 

nie wojownikiem. Mojżesz zaś był wybranym przez Boga 

przywódcą; dlatego Aaron czekał niespokojnie na decy¬zję 

brata. Mojżesz odwrócił się jednak i schował się do 

swojego namiotu. 

Nie możemy uderzyć na ten lud! - upierało się kilku 

szpiegów. — Są zbyt silni! 

Kaleb poczerwieniał ze złości. 

Kanaan to ziemia obiecana nam przez Boga! - 

przy¬pomniał. — Czeka na nas, abyśmy objęli ją w 

posiadanie! 

Skąd możesz być taki pewien? - protestowali inni. 

— 

Czyż Bóg nie zabija nas, jednego po drugim, odkąd 

wyszliśmy z Egiptu? Umieramy z pragnienia, głodu i od 

plag! — Dziesięciu szpiegów odeszło, a lud podążył za 

nimi. 

Dlaczego Mojżesz nie przemówił w naszej obronie? 

— 

spytał Kaleb Aarona. — Czemu ty nic nie powiedziałeś? 

Ja?... Ja jestem tylko jego rzecznikiem. Mojżesz 

zawsze dowiaduje się o wolę Pana, a potem poucza mnie, co 

background image

mam powiedzieć. 

Pan już powiedział nam, jaka jest Jego wola w tej 

sprawie - zauważył ze złością Kaleb. - Ruszajmy i 

zdoby¬wajmy ziemię Kanaan! - Odszedł zamaszystym krokiem, 

kręcąc głową. 

Aaron zerknął na Jozuego. Ten zgarbił się i zacisnął 

powieki, zrezygnowany. 

Odpocznij, Jozue. Może jutro Pan powie Mojżeszowi, co 

mamy zrobić — próbował go pocieszyć Aaron. 

Następnego ranka do uszu Aarona doszły rozmaite plotki. 

Na przykład taka, że zbadany kraj pożera swoich 

mieszkańców. Ze wszyscy napotkani przez szpiegów ludzie 

są wysokiego wzrostu. Że są pośród nich nawet olbrzymi, 

przy których izraelscy wysłannicy czuli się jak 

szarańcza! Że jeśli Izraelici ośmielą się wkroczyć do 

ziemi Kanaan, zostaną zmiażdżeni jak robaki! 

Lecz przecież Pan powiedział... 

Nikt jednak nie słuchał tego, co powiedział Pan. Nikt w 

to nie wierzył. 

Zaczęły się szemrania: 

Obyśmy byli pomarli w Egipcie albo tu na pustyni! 

Czemu nas Pan przywiódł do tego kraju, jeśli mamy paść od 

miecza? Nasze żony i dzieci staną się łupem 

nieprzy¬jaciół! Czyż nie lepiej nam będzie wrócić do 

Egiptu? 

Egipt jest spustoszony - zauważył ktoś. - Nic tam po 

nas. 

Ale Egipcjanie boją się nas. Teraz dla odmiany oni 

staną się naszymi niewolnikami! 

Tak! Wracajmy do Egiptu! - wołano. 

background image

Wybierzmy sobie wodza. 

Aaron zobaczył wściekłość malującą się na twarzach ludzi. 

Zaciskali pięści. Bał się - ale nie tyle ludu, ile tego, 

co zrobi Bóg na widok otwartego buntu. Mojżesz padł 

twarzą na ziemię przed całym zgromadzeniem Izraelitów; 

Aaron poszedł natychmiast w jego ślady, kładąc się tuż 

obok, aby w razie potrzeby osłonić ciało brata. Ich uszu 

dobiegły krzyki Kaleba i Jozuego. 

Kraj, który przeszliśmy celem zbadania go, jest 

wspa¬niałym krajem! - wołali. - Jeśli nam Pan sprzyja, to 

nas wprowadzi do tego kraju i da nam ten kraj, który 

praw¬dziwie opływa w mleko i miód! Tylko nie buntujcie 

się przeciwko Panu! Nie bójcie się też ludu tego kraju, 

gdyż go pochłoniemy. Obrona od niego odstąpi, a z nami 

jest przecież Pan. Zatem nie bójcie się go! 

Słowa Jozuego i Kaleba rozwścieczały jednak tylko ludzi 

coraz bardziej. W końcu zaczęły rozlegać się okrzyki, aby 

ich ukamienować. 

Kimże jesteś, że do nas przemawiasz, Kalebie?! -

wołano. — Jozue, chętnie poprowadziłbyś nas na śmierć! 

Zabić ich! 

Wrzaski rozdzierały powietrze; wtedy Aaron znowu poczuł 

na plecach dziwne mrowienie. Podniósł wzrok. Pełna chwały 

Obecność uniosła się w powietrze ponad Namiotem 

Spotkania. Mojżesz wstał, odrzucił głowę w tył i uniósł 

ręce. Ludzie zaczęli się rozbiegać, próbu¬jąc uciec do 

namiotów; zupełnie jakby koźle skóry były w stanie 

osłonić ich przed mocą Pana... Jozue i Kaleb pozostali na 

miejscach, wicher szarpał ich brodami. Mojżesz wystąpił 

naprzód. 

background image

Egipcjanie słyszeli, że Ty ten naród wyprowadziłeś 

Swą mocą spośród nich - odezwał się do Pana - i do¬nieśli 

o tym mieszkańcom tego kraju. 

Wysłuchaj jego modlitwy! — błagał tymczasem Boga w 

myślach Aaron. Znowu padł na twarz. Pan zagroził, że 

wytraci cały naród. Panie, Panie, wysłuchaj mojego brata! 

Mieszkańcy tego kraju słyszeli, że Ty, Panie, 

przeby¬wasz pośród tego narodu i bywasz widziany twarzą w 

twarz — kontynuował z przerażeniem Mojżesz — że Twój 

obłok stoi nad nim, że Ty wśród dnia idziesz przed nim w 

słupie obłoku, a w nocy - w słupie ognistym. Gdy więc ten 

naród wybijesz do ostatniego męża, narody, które o tym 

posły¬szą, powiedzą o Tobie: Pan nie mógł sprawić, by ten 

naród wszedł do kraju, który mu poprzysiągł, i dlatego 

wytracił go na pustyni. Niech się okaże, Panie, cała 

Twoja moc, jak przyobiecałeś mówiąc: Pan cierpliwy, 

bogaty w życz¬liwość, przebacza niegodziwość i grzech, 

lecz nie pozosta¬wia go bez ukarania, tylko karze grzechy 

ojców na synach do trzeciego, a nawet czwartego 

pokolenia. Odpuść więc winy tego ludu według wielkości 

Twego miłosierdzia, tak jak znosiłeś ten lud od Egiptu aż 

dotąd. 

W końcu Mojżesz umilkł. Aaron uniósł głowę na tyle, żeby 

zobaczyć, iż jego brat wciąż stoi, z rozpostartymi 

ramionami i dłońmi wzniesionymi ku górze. Po długiej 

chwili ręce Mojżesza opadły powoli. Wziął głęboki od¬dech 

i westchnął przeciągle. Chwała Pana ponownie zstą¬piła na 

przybytek i wypełniła go. 

Po jakimś' czasie Aaron podniósł się i spytał: 

Co powiedział Pan? 

background image

Oprócz niego i Mojżesza przed Namiotem Spotkania 

znajdowali się teraz tylko Kaleb i Jozue, obaj milczący i 

przepełnieni lękiem. 

Zbierz lud, Aaronie - odparł bezbarwnym tonem 

Mojżesz. — Nie dam rady wydobyć z siebie tych słów więcej 

niż raz. 

Ludzie poschodzili się cicho, pełni napięcia i bojaźni, 

wszyscy bowiem widzieli pełną chwały Obecność nad 

przy¬bytkiem i poczuli gorąco Bożego gniewu. Przypomnieli 

sobie poniewczasie, jak łatwo Pan może odebrać życie tym, 

którzy buntowali się przeciwko Niemu. 

Kiedy Mojżesz przekazywał ludowi Słowo Boże, w jego 

głosie odbijał się echem gniew Pana. 

Pan powiedział w taki sposób - zaczął Mojżesz. — 

„Postąpię z wami według słów, któreście wypowie¬dzieli 

przede Mną. Trupy wasze zalegną tę pustynię. Wy wszyscy, 

którzy zostaliście spisani w wieku od dwudzie¬stu lat 

wzwyż, wy, którzyście przeciwko Mnie szemrali, nie 

wejdziecie z pewnością do kraju, w którym uroczy¬ście 

poprzysiągłem wam zamieszkanie, z pewnością nie 

wejdziecie — z wyjątkiem Kaleba, syna Jefunnego, i 

Jozuego, syna Nuna. Wasze małe dzieci, o których 

mówiliście, że będą wydane na łup, one wejdą i poznają 

kraj, którym wyście wzgardzili. Jeśli zaś chodzi o was, 

to trupy wasze legną na pustyni, a synowie wasi będą się 

błąkali na pustyni przez czterdzieści lat, dźwigając 

ciężar waszej niewierności, póki trupy wasze nie 

zniszczeją na pustyni. Poznaliście kraj w przeciągu 

czterdziestu dni; każdy dzień teraz zamieni się w rok i 

przez czterdzieści lat pokutować będziecie za winy i 

background image

poznacie, co to znaczy, gdy Ja się oddalę". 

Lud wydał zbiorowy jęk rozpaczy. 

Jutro mamy wyruszyć na pustynię! — zakończył Mojżesz. 

Dwunastu mężów, których Mojżesz posłał na zbada¬nie 

kraju, stało na przedzie, pośród zgromadzenia. Nagle 

dziesięciu z nich zaczęło jęczeć z bólu. Padli na kolana, 

potem poskurczali się w agonii i umarli na oczach 

wszyst¬kich, w pobliżu wejścia wielkiego Namiotu 

Spotkania, gdzie był przybytek Pana. Tylko Kaleb i Jozue 

wciąż stali, cali i zdrowi. 

Aaron wrócił do namiotu i zapłakał. Miał poczucie, że 

znowu w jakiś sposób zawiódł. Czy gdyby od razu poparł 

Jozuego i Kaleba, stałoby się inaczej? Czy słowa Pana 

ozna¬czały, że nawet Mojżesz i on, Aaron, nie zobaczą 

Ziemi Obiecanej? Miriam, Eleazar i Itamar próbowali go 

pocie¬szyć, ale on wyszedł z namiotu i poszedł do 

Mojżesza. 

Byli już tak blisko... - mówił z wielkim smutkiem 

Mojżesz. - Tak blisko wszystkiego, o czym marzyli. 

Strach to wielki nieprzyjaciel. 

Ale bojaźń Boża byłaby największą siłą tego ludu. W 

Panu zwycięstwo! 

Rankiem następnego dnia Eleazar wpadł nagle do namiotu. 

  

 

Ojcze, chodź szybko! - wołał. - Część ludzi opusz¬cza 

obóz! 

Jak to „opuszcza"? - Aaron poczuł zimny dreszcz. Czy 

owi ludzie nie są w stanie niczego się nauczyć? 

Mówią, że idą do Kanaanu - wyjaśnił Eleazar. -Mówią, 

background image

że widzą, iż zawinili, i że teraz są gotowi wyruszyć do 

kraju, który obiecał im Pan. 

Aaron wybiegł na dwór. Mojżesz dopadł już odcho¬dzących i 

krzyczał do nich, żeby zawrócili. 

Już za późno!—wołał. — Czemu przekraczacie rozkaz 

Pana? To się wam nie uda! Nie idźcie, albowiem pośród was 

nie ma Pana; rozgromią was nieprzyjaciele wasi. 

Jozue, Kaleb i inni wierni Bogu także próbowali 

powstrzymać grupę, zastępując idącym drogę. 

Pan jest z nami, jesteśmy synami Abrahama — 

prze¬konywali jednak tamci. - Bóg obiecał nam tę ziemię! 

-Okazując zarozumiałość, odwracali się plecami do 

Mojże¬sza, kierując się uparcie w stronę Kanaanu. 

Odkąd odwróciliście się, aby nie iść za Panem, Pan 

również nie jest z wami! — ostrzegał ich wciąż Mojżesz, 

ale nie słuchano go. Ludzie wyruszyli na pewną zgubę. 

Mojżesz westchnął ciężko i powiedział do pozostałych: — 

Zwijajcie obóz. Każdy niech przystąpi do wyznaczonych mu 

przez Pana obowiązków. Wyruszamy dziś. 

Pan zamierzał poprowadzić Izraelitów z powrotem nad Morze 

Czerwone. Kiedy byli tam wcześniej, sądzili, że raz na 

zawsze pozostawili Egipt za sobą... 

 

 

Nie minął dzień, kiedy ludzie zaczęli narzekać. Uwadze 

Aarona nie uszły gniewne, pełne złości spojrzenia. 

Gdzie¬kolwiek się znajdował, zapadała wokół niego ponura 

cisza. Lud mu nie ufał. W końcu Aaron był bratem Mojżesza 

i miał swój udział w decyzji o zawróceniu Izraela z drogi 

background image

— powrocie do trudów, strachu i desperacji. Rozkaz wydał 

sam Bóg, z powodu nieposłuszeństwa ludu, ale teraz ów lud 

szukał kozła ofiarnego. 

Izraelici wciąż buntowali się przeciwko Panu, a Aaron 

miał poczucie, jak gdyby dźwigał na plecach coraz większy 

ciężar ich grzechów. Opanowując strach, Aaron kroczył 

pomiędzy ludźmi, starając się wypełniać obowiązki, które 

powierzył mu Pan. Był za nie odpowiedzialny, i służyły 

dobru narodu. Jednak naród Aaronowi za jego wysiłki nie 

dziękował... 

Powrócili tymczasem nieliczni z tych, którzy odłączyli 

się i poszli do Kanaanu. Większa część spośród owych 

Izraelitów zginęła z rąk Amalekitów i Kananejczyków. 

Pozostali zostali przez nich rozproszeni aż do 

miejsco¬wości Chorma. 

— Tych dziesięciu szpiegów mówiło prawdę! — oceniali. - 

Amalekici i Kananejczycy są zbyt silni, abyśmy ich 

zwyciężyli! 

Aaron wiedział, że to wszystko źle się skończy. Nie umiał 

jednak nakierować serc ludu ku Bogu. Gdybyż tak ci 

pokonani przez nieprzyjaciół potrafili dostrzec, że to 

ich uparte niedowierzanie słowom Pana sprowadzało na nich 

jedno nieszczęście po drugim! 

Izrael został zawrócony z powodu swoich grzechów, 

jednocześnie Bóg wciąż wyciągał ku Swojemu ludowi rękę, 

za pośrednictwem Mojżesza. Gdy Aaron siadał z bratem i 

słuchał słów Boga, rozumiał je jasno, ogarniały go jakby, 

pełne spójności i miłości. Każde z licznych praw miało na 

celu ochronę, umacnianie ludu, wyznaczanie mu kierunku 

działania, nakierowywanie jego nadziei na Pana. 

background image

Nawet składanie ofiar miało służyć konkretnemu ce¬lowi, 

budować relację pomiędzy ludźmi a Panem. Ofiary całopalne 

służyły zadośćuczynieniu za grzechy i okazy¬waniu Bogu 

wierności. Ofiary pokarmowe z ziarna czy jego produktów 

oznaczały okazywanie szacunku Panu, który darzył nimi 

lud. Ofiary biesiadne - pojednania, były składane Bogu z 

wdzięczności za pokój i przyjaźń, którą ofiarowywał 

ludowi. Ofiary przebłagalne stanowiły jakby zapłatę za 

grzechy nieuwagi; ofiary zadośćuczynie¬nia — za grzechy 

przeciw Bogu i ludziom, rekompensatę za poniesione przez 

nich cierpienia. 

Każde święto było przypomnieniem miejsca, jakie Bóg 

chciał zajmować w życiu ludzi. I tak, Święto Paschy 

przypominało Izraelitom o wyzwoleniu ich przez Boga z 

Egiptu. Siedmiodniowe Święto Przaśników - o tym, że 

przestali być niewolnikami i rozpoczęli nowe życie. 

Święto Tygodni obchodzone w pięćdziesiąt dni po 

rozpoczęciu zbiorów miało przypominać o tym, jak Pan 

zaopatruje Swój naród w żywność, miało być okazaniem Mu 

radości i dziękczynieniem. Święto Trąb miało służyć 

uwolnieniu radości i wdzięczności Bogu oraz oznaczać 

rozpoczęcie nowego roku z Panem. Dzień Przebłagania 

powodował zdjęcie grzechu z ludzi i całego narodu oraz 

odnawiał przy¬jaźń ż Bogiem. Wreszcie siedmiodniowe 

Święto Namiotów miało za cel przypominać przyszłym 

pokoleniom o opiece i przewodnictwie, jakimi Pan darzył 

Izraelitów podczas ich wędrówki przez pustynię; skłaniać 

ludzi do ciągłego pokładania ufności w Bogu, także po 

wielu latach. 

Czasami Aaron czuł się zdesperowany. Tak wiele było do 

background image

zapamiętania! Tyle praw, tyle świąt. Pan rządził każdym 

dniem. Aaron cieszył się z tego, ale jednocześnie bał 

się, że znowu zawiedzie - byłby to już czwarty raz. Jak 

mógłby kiedykolwiek zapomnieć o złotym cielcu, o śmierci 

swoich dwóch synów i o trądzie, który dotknął nagle 

Miriam? 

Jestem słaby, Panie. Umocnij mnie w wierze, jak Mojże¬sza 

- modlił się. Daj mi uszy, abym słuchał, i oczy, abym 

rozpoznawał Twoją wolę. Uczyniłeś mnie Swoim 

arcyka¬płanem, pośród tego ludu. Obdarz mnie mądrością i 

siłą, abym czynił to, co Tobie przyjemne! 

Aaron świetnie zdawał sobie sprawę, że siła ludzkiej 

wiary się zmienia. Kiedy był świadkiem cudu, postępował 

zgodnie z wolą Bożą, przepełniony- pokorą i smutkiem. A 

gdy zdawało się, że Bóg ukrył się na jakiś czas, 

zaczy¬nały się wątpliwości. Ludzie zaczynali narzekać, 

szerzył się sceptycyzm. Zdaje się, że wiara ludzi była 

silna wtedy, kiedy odpowiadała ich celom, kiedy zaś 

pojawiały się trud¬ności i wszystkich ogarniało napięcie, 

szybko słabła. Cały czas była widoczna cudowna obecność 

Boga — za dnia towarzyszył Izraelitom obłok, w nocy zaś - 

słup ognia. Dawało to nadzieję na to, iż Pan doprowadzi 

lud po wielu porażkach do zwycięstwa; ludzie stawali się 

jednak coraz bardziej rozzłoszczeni, ponieważ nie 

podobało im się, że zwycięstwo ma nastąpić dopiero w 

odległej przyszłości. 

Czy jakikolwiek naród poza Izraelitami słyszał głos Boga 

przemawiającego z ognia i przeżył? Żaden inny bóg nie 

wybrał sobie narodu i nie zaczął ratować go pośród 

licznych trudnych prób, nie okazywał mu wielu znaków, 

background image

cudów, nie zapewniał przewagi wojennej, nie okazywał 

straszliwej mocy, nie wykonywał przerażających wyro¬ków. 

Pan zaś czynił to wszystko na oczach Izraelitów. 

A oni i tak narzekali! 

Żeby zmienić serca tych ludzi, potrzeba by cudu 

więk¬szego niż plagi czy rozdzielenie wód Morza 

Czerwonego! — myślał Aaron. Nie cudu zewnętrznego, jak 

padająca z nieba manna czy woda wytryskująca ze skały - 

ale czegoś, co stałoby się wewnątrz ludzkich serc. 

O, Panie, wypisałeś na kamiennych tablicach Prawo, 

Mojżesz spisał Twoje słowa na zwojach — wzdychał Aaron, 

modląc się. Czy owo Prawo kiedykolwiek zostanie zapi¬sane 

w naszych sercach, abyśmy nie grzeszyli przeciw Tobie? 

Przemień mnie, Panie. Odmień mnie, albowiem jest mi 

gorąco, odczuwam zmęczenie i wszyscy otacza¬jący mnie 

ludzie denerwują mnie; podobnie jak sytuacja, w której 

przyszło mi żyć. Nienawidzę pustynnego pyłu, pragnienia, 

ani bolesnego odczucia, że jesteś daleko... 

Aaron obawiał się załamania. Przewidywał, że wkrótce 

dojdzie do wojny Izraelitów z którymś otaczają¬cym ich 

ludem. Jednak jeszcze bardziej doskwierała mu codzienna, 

mozolna podróż przez pustynię. Każdy dzień przynosił nowe 

wyzwania; jednocześnie wszystkie były do siebie podobne, 

aż do znudzenia. 

Już tu byliśmy, Panie! — wzdychał w duchu Aaron. Czy 

kiedykolwiek będziemy postępować tak, jak powinniśmy? 

 

Aaron siedział w namiocie Mojżesza, odpoczywając w 

towarzystwie pokrewnego mu duchem brata. Tego dnia nie 

mieli pracować. Nie będzie czytania zwojów ani 

background image

wykonywania żadnych instrukcji. Marszu przez pustynię ani 

zbierania manny. Całe sześć dni Aaron czekał na ów dzień 

spokoju. 

Jednak w obozie nastąpiło właśnie jakieś zamiesza¬nie. 

Ktoś zaczął go wołać. 

— Co znowu? — westchnął z niezadowoleniem, podno¬sząc się 

z miejsca. Był szabat i wszyscy powinni odpo¬czywać. 

Doprawdy, ludzie mogli dać jemu i Mojżeszowi spokój na 

jeden dzień w tygodniu! 

Mojżesz także wstał, zaciskając usta. 

Przed namiotem zebrali się ludzie. Dwaj mężczyźni 

przytrzymywali trzeciego. 

Nie zrobiłem nic złego! - zawołał, próbując się 

wyszarpnąć, trzymali go jednak mocno. 

Ten człowiek zbierał drwa - rzucił oskarżenie jeden z 

zebranych. 

A jak mam rozpalić ogień i nakarmić rodzinę, bez 

drewna?! - protestował. 

 

Powinieneś był nazbierać potrzebną ilość wczoraj! 

Przecież wczoraj cały dzień szliśmy. Nie pamiętacie? 

Dziś jest szabat. Pan zabronił pracy w szabat! 

Nie pracowałem. Zbierałem tylko drewno! Prawo jasno 

wypowiadało się na ten temat, i Aaron 

wiedział o tym, mimo to nie chciał osądzać oskarżanego 

człowieka. Spojrzał na Mojżesza, w nadziei, że 

natychmiast znajdzie on sprawiedliwe, a jednocześnie 

pełne miłosierdzia rozwiązanie sytuacji. Mojżesz zamknął 

jednak oczy, napiął się, zgarbił. W końcu popatrzył na 

podsądnego. 

background image

Pan mówi, że ten człowiek musi umrzeć - oznajmił. — 

Cała społeczność ma go ukamienować, poza obozem. 

Skąd wiesz, co mówi Pan?! — wrzeszczał nieszczęśnik, 

szarpiąc się gwałtownie. — Czy Bóg przemawia do ciebie, 

skoro nikt z nas Go nie słyszy?! - Popatrzył na 

popychają¬cych go mężczyzn. — W niczym nie zawiniłem! — 

upierał się. — Czy zamierzacie posłuchać tego starca? 

Doprowadzi do śmierci was wszystkich, zanim mu przejdzie! 

Aaron kroczył obok brata, nie podając w wątpliwość słów 

Pana. Znał dziesięć przykazań. „Będziesz zważał na 

szabat, aby go święcić, jak ci nakazał Pan, Bóg twój. 

Sześć dni będziesz pracował i wykonywał wszelką twą 

pracę, lecz w siódmym dniu jest szabat Pana, Boga twego". 

Ludzie otoczyli pojmanego. 

Pomóżcie mi, bracia! - wołał. - Mamo, nie pozwól, 

żeby mi to zrobili! Nie uczyniłem nic złego, mówię wam! 

Mojżesz podniósł jednak kamień. Aaron nachylił się i 

poszedł w jego ślady, choć poczuł mdłości. Wiedział, że 

popełnił w życiu większe grzechy niż człowiek, który 

znaj¬dował się naprzeciw niego. 

Teraz! - dał hasło Mojżesz, i na skazańca posypały 

się ze wszystkich stron kamienie. Próbował się zasłonić, 

ale nie miał szans. Jeden z kamieni uderzył go w skroń, 

drugi prosto pomiędzy oczy. Opadł na kolana, zlany krwią, 

wrzeszcząc i błagając o miłosierdzie. Jednak kolejny 

kamień pozbawił go przytomności. Mężczyzna padł twarzą na 

piach i leżał nieruchomo, podczas gdy inni zbliżyli się i 

ciskali w niego kamieniami jeszcze mocniej, z krzykiem, a 

także płaczem. 

To hardość tego człowieka doprowadziła ich do tego, jego 

background image

grzech oraz upór. Twierdził, że może robić, co chce, 

kiedy chce. Gdyby ktokolwiek teraz odwrócił się i 

od¬szedł, oznaczałoby to, iż opowiada się po jego 

stronie, czyli oznajmia wszystkim, że można robić, co 

tylko się chce, przed obliczem Boga. Każdy musiał zatem 

wziąć udział w wykonaniu wyroku, aby poznać cenę grzechu. 

Skazany umarł, a kamienie wciąż padały - każdy z członków 

zgromadzenia rzucał po jednym - mężczyźni, kobiety, 

dzieci. W końcu kamienie zasłoniły ciało. 

Mojżesz westchnął ciężko. 

Musimy stanąć na wzniesieniu — odezwał się do brata. 

Aaron wiedział, co to oznacza: Pan polecił mu przekazać 

ludziom Swoje słowa. Mojżesz i Aaron ruszyli więc na 

pobli¬ski pagórek. Aaron stanął obok brata, wzniósł ręce 

i zawołał: - Posłuchajcie słów Pana! - Odsunął się na 

bok, podczas gdy ludzie zbliżyli się i spoglądali z 

niepewnymi minami na Mojżesza. Dzieci zaczęły płakać i 

tulić się do matek. Mężczyźni także wydawali się 

pokorniejsi niż zwykle. Bóg nie godził się na grzech. 

Zycie stało się ryzykowne. 

Mojżesz rozpostarł ręce i oznajmił: 

To mówi Pan: „Zróbcie sobie frędzle na krajach swoich 

szat, wy i wasze potomstwo, i do każdej frędzli użyjcie 

sznurka z fioletowej purpury. Dla was będą te frędzle, a 

gdy na nie spojrzycie, przypomnicie sobie wszyst¬kie 

przykazania Pana, aby je wypełnić - a nie pójdziecie za 

żądzami swego serca i oczu, przez które plamiliście się 

niewiernością — byście w ten sposób o wszystkich moich 

przykazaniach pamiętali, pełnili je i tak byli świętymi 

wobec swojego Boga. Jam jest Pan, Bóg wasz, który was 

background image

wyprowadził z ziemi egipskiej, aby być waszym Bogiem. Jam 

jest Pan, wasz Bóg". 

Ludzie zaczęli się powoli rozchodzić, z pospuszcza-nymi 

głowami. 

Na twarzy Mojżesza było widać napięcie, złość, jego oczy 

zwilgotniały. 

Ludzie słuchają słów Pana - próbował go pocieszyć 

Aaron. — Nie rozumieją ich jeszcze tylko. 

Nie, Aaronie — zaprzeczył Mojżesz, kręcąc głową. - 

Rozumieją, lecz i tak sprzeciwiają się Bogu. - Odrzucił 

gło¬wę w tył, zamykając oczy. — Czyż nie nazywamy się 

Izra¬elem? Jesteśmy ludem, który zmaga się z Bogiem! 

A On i tak nas wybrał... 

Nie napełniaj się z tego powodu dumą, bracie. Bóg 

mógłby zamienić te oto skały w ludzi, i pewnie byliby mu 

bardziej posłuszni. Nasze serca są twarde jak kamienie, 

jesteśmy bardziej uparci od mułów. Nie, Aaronie. Bóg 

wybrał sobie naród zniewolony rękami innych ludzi, aby 

pokazać wszystkim ludom, że jest wszechmocny. To przez 

Niego, dzięki Niemu żyjemy. Wziął sobie mnogie zastępy 

niewolników i zamienił ich w naród ludzi wolnych, przed 

Swoim obliczem; tak, żeby otaczające ludy poznały, iż On 

jest Bogiem. A kiedy już ludzie się tego dowiadują, mogą 

wybierać. 

Co wybierać?! - zastanawiał się ze zdumieniem Aaron. 

Czy masz na myśli, że Pan jest Bogiem nie tylko 

na¬szego narodu? - spytał. 

Pan jest jedynym Bogiem. Czyż nie udowodnił ci tego w 

Egipcie? 

Tak, ale... Czy to znaczy, że każdy może przyjść do 

background image

Niego i stać się jednym z Izraelitów? 

Wszyscy, którzy przeszli z nami przez Morze Czer¬wone 

należą do naszej wspólnoty. Pan powiedział, że mamy 

stosować takie same zasady dla Izraelitów, jak 

cudzoziemców. Jest jeden Bóg. Jedno przymierze. I jedno 

Prawo, które stosuje się do wszystkich. 

Myślałem, że Bóg chciał wybawić jedynie nas i 

po¬darować nam ziemię, która odtąd będzie do nas należała 

- odpowiedział Aaron. - Tylko tego pragniemy - miejsca, w 

którym będziemy mogli pracować i żyć w pokoju. 

Owszem, Aaronie. Ziemia, którą przyobiecał nam Pan, 

leży na skrzyżowaniu wszystkich wielkich szlaków 

handlowych, otaczają ją potężne narody, pełno w niej 

ludów silniejszych od naszego. Jak sądzisz, dlaczego Bóg 

chce, abyśmy znajdowali się w takim właśnie miejscu? 

Pytanie Mojżesza nie poprawiło i tak nienajlepszego 

nastroju Aarona. 

Żeby nas obserwować? 

Żeby pokazać na naszym przykładzie, iż działa. Skoro 

tak, powiedzieć, że Bóg nie jest Bogiem, znaczyło 

zaprzeczyć i przeciwstawić się potędze, która stworzyła 

niebo i ziemię. 

 

Każdego dnia sytuacja zdawała się pogarszać. W końcu 

przed Mojżeszem i Aaronem stanęła gniewna grupa 

Izra¬elitów z Korachem na czele - Korachem, ich własnym 

krewnym! Należał przecież do pokolenia Lewitów. 

Spro¬wadził ze sobą Datana i Abirama, z innego pokolenia, 

a ponadto dwustu pięćdziesięciu dobrze znanych Aaro¬nowi 

mężczyzn, członków rady - których zadaniem było przecież 

background image

pomaganie Mojżeszowi. Tymczasem okazało się, że domagają 

się dla siebie większej władzy! 

Dość tego, gdyż cała społeczność, wszyscy są 

świę¬tymi i pośród nich jest Pan; dlaczego więc wynosicie 

się ponad zgromadzenie Pana? — zapytał wyzywająco Korach. 

Gdy Mojżesz to usłyszał, upadł na twarz; Aaron zrobił to 

samo. Wiedział, czego chcą od nich ci ludzie, i że jest 

wobec nich bezsilny. Jednak jeszcze bardziej przerażało 

go to, co może zrobić w obliczu buntu Pan. Jednocześnie 

Aaron nie zamierzał bronić swojej szczególnej pozycji; 

wiedział, że jego wiara jest słaba, i że popełnił wiele 

błędów. 

Mojżesz robi z siebie naszego króla, a swego brata 

mia¬nuje najwyższym kapłanem! — wołał ze złością Korach. 

Czy tego chcemy? 

Nie! — odkrzyknął Mojżesz, zrywając się z gniewem. 

Rano da poznać Pan, kto do Niego należy, kto jest 

święty i może zbliżyć się do Niego — oznajmił z 

błyszczącym spoj¬rzeniem. -Jedynie temu, kogo wybrał, 

dozwoli zbliżyć się do siebie. Tak uczynicie: niech 

Korach i jego stronnicy wezmą kadzielnice swoje, niech 

włożą do nich ogień i jutro położą w nie kadzidło przed 

Panem. Kogo wybierze Pan, ten jest święty. Dosyć wam, 

synowie Lewiego. 

Dlaczegóż mamy zrobić tak, jak powiedziałeś? 

odpowiedział zarozumiale Korach. 

Słuchajcie, synowie Lewiego - grzmiał Mojżesz. -Czyż 

nie dosyć wam, że Bóg Izraela wyróżnił was spośród 

społeczności Izraela, byście się mogli zbliżać do Niego, 

pełniąc służbę w przybytku Pana i stojąc przed 

background image

społecz¬nością, by za nią pełnić swój urząd? Dozwolił ci 

razem ze wszystkimi twoimi braćmi, Lewitami, zbliżać się 

do siebie, a wy jeszcze się domagacie godności 

kapłańskiej! 

Złączyliście się przeciw Panu, ty i cała twoja zgraja; 

kimże jest Aaron, że szemrzecie przeciw niemu? 

Kimże jestem, że zostałem arcykapłanem?... — myślał 

pokornie Aaron. Za każdym razem, kiedy próbował 

przewo¬dzić ludowi, sprowadzał jedynie nieszczęście. Nic 

dziwnego, że mu nie ufano. Dlaczegóż ludzie mieliby mu 

ufać? 

Panie, Panie, niech się dzieje wola Twoja! — modlił się 

żarliwie. 

— 

Niech podejdą do mnie Datan i Abiram, pomówię z nimi! 

- rozkazał Mojżesz. 

— 

Nie przyjdziemy! — odpowiedzieli jednak. — Czyż nie 

dosyć tego, żeś nas wyprowadził z kraju opływającego w 

mleko i miód, by nas wygubić na pustyni, ale jeszcze 

chciał¬byś sobie przywłaszczyć władzę nad nami? Przecież 

to nie jest kraj opływający w mleko i miód, gdzie nas 

wprowadziłeś, ani nie dałeś nam jako dziedzictwa pól i 

winnic. Sądzisz, że możesz tym ludziom odebrać oczy? Nie 

przyjdziemy! 

Mojżesz rozgniewał się bardzo, uniósł ręce i zawołał do 

Pana: 

Nie przyjmuj ich ofiary! Żadnemu z nich nie wzią¬łem 

nawet osła i nikogo z nich nie skrzywdziłem. 

Nie dałeś nam także tego, co obiecałeś! - 

skomen¬tował ktoś z tłumu. 

— 

To nie moja własność, abym mógł wam ją dać! 

background image

przypomniał. 

Korach plunął na ziemię pod stopami Aarona. 

Jutro stań ty ze swoimi stronnikami przed Panem 

warknął Mojżesz, dygocząc z wściekłości - ty wraz z 

nimi, a również i Aaron. Każdy niech weźmie swoją 

kadzielnicę i włoży do niej kadzidło, i każdy przyniesie 

swoją kadzielnicę przed Pana - razem dwieście 

pięć¬dziesiąt kadzielnic. Także ty i Aaron przynieście 

swoje kadzielnice. Niech Pan zdecyduje! 

Aaron był zrozpaczony. Przygotował, co potrzebne. Czy 

wszyscy ci ludzie zapomnieli o losie Nadaba i Abihu? - 

myślał. Czy sądzą, że mogą przynieść własny ogień, 

dosypać do niego własnych kadzideł i nie spotkać się z 

gniewem Pana? Nie był w stanie zasnąć, wciąż myśląc o 

tym, co mogło się zdarzyć następnego ranka. 

A rankiem wziął swoją kadzielnicę i wdychając przy¬jemny 

zapach kadzidła, stanął wraz z Mojżeszem u wej¬ścia 

przybytku. Nadszedł także Korach, znowu zadziera¬jąc 

nosa; przyszli z nim jego liczni stronnicy. 

Powietrze jakby zgęstniało i ociepliło się, rozległ się 

potężny szum. Aaron podniósł wzrok, i zobaczył unoszącą 

się chwałę Pana, szekinę. Światło biło odeń we 

wszyst¬kich kierunkach. Przybyli na miejsce ludzie 

wstrzymali oddech, z drżeniem czekając na to, kogo 

wybierze Pan. Cały tłum stał za Korachem. 

Wówczas Aaron usłyszał Głos. 

 

Odłączcie się od tej zgrai, gdyż ich nagle wytracę. 

 

Bóg zamierzał zabić buntowników, tak jak uczynił z 

background image

Nadabem i Abihu! Aaron krzyknął i padł na twarz przed 

Panem, nie chcąc widzieć, jak cały naród zostanie 

zniszczony przez ogień. Chyba wszyscy popierali Koracha! 

Mojżesz także padł na twarz i modlił się żarliwie: 

— 

O Boże, Boże, od którego zależy życie wszystkich 

istot: czy chcesz gniewem Swym ogarnąć całą społecz¬ność, 

gdy tylko jeden zgrzeszył? 

Ludzie rozmawiali nerwowo, rozglądając się, to znów 

zerkając w górę. Cofali się... 

Mojżesz podniósł się z trudem i zakrzyknął do 

zgro¬madzenia: 

— 

Oddalcie się od namiotów tych bezbożnych mężów! - 

Ruszył biegiem ku ludziom, rozpostarłszy ramiona, i 

wołał: — Nie dotykajcie niczego, co do nich należy, 

byście nie zginęli przez ich grzechy! 

— 

Nie słuchajcie go! — odezwał się Korach. — Każdy, 

kogo widzicie stojącego z kadzielnicą w ręku, jest 

święty! 

Boże, przebacz im; oni nie wiedzą, co robią! - modlił się 

Aaron, stojąc nieruchomo. 

Ludzie nie zmienili się wcale! - myślał. Wciąż byli tacy 

sami jak zawsze — zatwardziali, uparci, skłonni do 

sprzeciwu. Zupełnie jak faraon, który za każdym razem, 

kiedy Bóg podnosił Swoją rękę, zapominał o 

niedogod¬nościach plag. Także i Izraelici zapominali o 

łaskawości i darach Boga, kiedy tylko pojawiały się 

trudności. Faraon trwał przy swojej dumie i egipskich 

zwyczajach, i podob¬nie Izraelici wciąż tęsknili za 

życiem podług własnych zachcianek. Pragnęli powrócić do 

pełnego bożków kraju, który w przeszłości uczynił ich 

background image

niewolnikami. 

Czyż sam Bóg nie wybrał nas do rady, abyśmy 

spra¬wowali rządy?! - krzyknął ktoś spośród buntowników. 

-1 cóż uczynił dla was ten starzec? - wołał inny. - 

Oka¬żemy szacunek Panu, prowadząc was do ziemi, którą 

zdobył dla nas Bóg. Powrócimy do Egiptu, i tym razem my 

będziemy panami! 

Po tym poznacie, że Pan mnie posłał, abym te 

wszyst¬kie czyny wykonał, i że to nie ode mnie wyszło — 

przerwał Mojżesz. - Jeśli ci ludzie umrą śmiercią 

naturalną i jeśli spotka ich los taki jak innych ludzi, 

wtedy Pan mnie nie posłał. Gdy jednak Pan uczyni rzecz 

niesłychaną, gdy otwo¬rzy ziemia swoją paszczę i 

pochłonie ich razem ze wszyst¬kim, co do nich należy, tak 

że żywcem wpadną do szeolu, wówczas poznacie, że ludzie 

ci bluźnili przeciw Panu. 

Jeszcze gdy kończył mówić te słowa, ziemia zadrżała 

potężnie. Zupełnie jakby Pan zamierzał strzepnąć kurz z 

koca! - pomyślał Aaron, podnosząc się. Rozstawił szeroko 

nogi, żeby nie upaść, i ściskał mocno kadziel¬nicę. Skały 

pękły tymczasem z hukiem i pojawiła się wielka 

rozpadlina. Korach poleciał z wrzaskiem w dół, do 

ziejącej w ziemi dziury, podobnie jak ludzie, którym 

przewodził. Wpadł także w głąb przepaści jego namiot, 

wraz z jego żoną, drugorzędnymi żonami i sługami. 

Wszyscy, których Pan uznał za winnych, wpadli żywcem w 

przepaść. Ich przerażające wrzaski sprawiły, że stojący 

wokoło Izraelici uciekli, wołając: 

Uciekajmy! Szybko! By też i nas ziemia nie połknęła! 

Rozpadlina zamknęła się wówczas, gasząc okrzyki agonii. 

background image

Zaś zaraz potem wystrzelił ogień od Pana i po¬chłonął 

dwustu pięćdziesięciu mężów, którzy ofiarowali kadzidło. 

Po krótkiej chwili pozostały po nich tylko tlące się 

szczątki. Padli tam, gdzie stali, i zginęli tak samo jak 

Nadab i Abihu. Sczerniałe palce ściskały wciąż 

kadziel¬nice, które z brzękiem uderzyły w ziemię, 

powysypywało się z nich kadzidło. 

Aaron pozostał sam przy wejściu do przybytku, a 

ka¬dzielnica pozostała w jego ręku. 

Mojżesz zawołał tymczasem jego syna, Eleazara. 

— 

Zbierz kadzielnice z pogorzeliska — rozkazał mu. - 

Przekujcie je na cienkie blachy - na pokrywę ołtarza. 

Teraz będą dla Izraela znakiem ostrzeżenia, 

przypomnie¬niem, by nikt niepowołany, kto nie należy do 

potomstwa Aarona, nie ważył się zbliżać celem spalenia 

kadzidła przed Panem, aby nie stało się z nim to, co 

stało się z Korachem i jego zgrają. 

Przez całą noc Aaron słyszał odgłosy młota uderzającego w 

brąz. Jego syn posłuchał słów Pana. Aaron modlił się 

przez długie godziny. Niech się dzieje wola Twoja, 

Panie... Bądź wola Twoja... Łzy spływały strumieniami na 

jego brodę. 

 

Aaron usłyszał pełne złości krzyki; z początku wyda¬wało 

mu się, że jeszcze śni. Przetarł twarz, niewyspany i 

wyczerpany. Nie spał. Aż jęknął, kiedy rozpoznał głosy 

Datana i Abirama. 

— 

Mojżesz i Aaron wytracili lud Pana! — wołali. 

Czy ludzie nigdy się nie zmienią? Niczego nie mogą się 

nauczyć?! - myślał Aaron. Wstał szybko, podobnie uczynili 

background image

Eleazar i Itamar. Udał się do przybytku, gdzie spotkał 

się z Mojżeszem. 

Co robimy? - spytał Aaron, widząc zbliżającą się 

ciżbę. 

Wyście wytracili lud Pana! - wołał rozwścieczony 

tłum. 

 

Korach był Lewitą, jak wy, a wyście go zabili! 

Lewici są sługami Pana! 

Wybiliście ich! 

Nie zadowolicie się, dopóki wszyscy nie pomrzemy! 

Obłok okrył Namiot, i ukazała się chwała Pana. 

Chodź ze mną, Aaronie - powiedział Mojżesz, 

podcho¬dząc do przybytku. Aaron dołączył do brata i 

zadrżał, słysząc w sercu głos Pana. Padł na twarz, 

rozpościerając ręce. 

 

Oddalcie się od tej społeczności, bo chcę ten lud 

wytra¬cić w jednej chwili. 

 

Cóż będą mówić narody, jeśli Pan nie był w stanie 

zaprowadzić Swojego ludu do ziemi, którą mu 

przyobie¬cał?! - zastanawiał się Aaron. 

Tymczasem rozległy się wrzaski ludzi. 

Weź kadzielnicę, włóż do niej ognia z ołtarza i rzuć 

kadzidła, a idź prędko do ludu, by dokonać nad nim 

prze¬błagania, bo Pan rozgniewał się i już zaczyna się 

plaga — polecił Mojżesz. Aaron podniósł się więc i ruszył 

przed siebie tak szybko, jak tylko pozwalały mu na to 

jego nogi starca. Oddychając z trudem, złapał kadzielnicę 

background image

i podbiegł do ołtarza, a następnie nałożył do kadzielnicy 

rozżarzonych węgli. Ręce mu się trzęsły. Ludzie umierają! 

- myślał. 

Tysiące ludzi padło na twarze, wołając do Pana, a także 

do Mojżesza i Aarona: 

Panie, zmiłuj się nad nami! Zlituj się! Ratujcie nas, 

Mojżeszu, Aaronie! 

Muszę się spieszyć! - myślał Aaron. Nałożył kadzidła, 

odwrócił się, a potem sapiąc, z bijącym jak oszalałe 

sercem i z bólem w piersi pobiegł między ludzi, którzy 

padali i umierali. Uniósł wysoko kadzielnicę i zawołał: 

Panie, zmiłuj się nad nami! Przebacz im, Panie. O, 

Bo¬że, korzymy się przed Tobą! Wysłuchaj naszej modlitwy! 

Datan i Abiram leżeli już martwi, ich wykrzywione twarze 

były nieruchome. Wszędzie, gdzie Aaron spojrzał, padały 

następne ofiary plagi. 

Stanął więc pośród nich, wołając: 

Ci, którzy są z Panem, stańcie za mną! 

Ludzie ruszyli falą. Ci, którzy pozostali na miejscu, 

padali dalej z krzykiem i ginęli. Aaron nie ruszał się z 

miej¬sca, stojąc pomiędzy umarłymi a żywymi. Drżącą ręką 

unosił wysoko kadzielnicę i modlił się. 

Plaga ustała. 

Oddech Aarona uspokoił się. Wszędzie widać było martwe 

ludzkie ciała. Były ich tysiące. Niektóre leżały koło 

osmalonych miejsc, gdzie zaledwie wczoraj spłonęli 

poprzedni buntownicy. Ci, którzy przeżyli, ściskali się 

nawzajem i płakali, myśląc o tym, co by było, gdyby to 

ich pochłonął ogień albo zabiła plaga. Trzeba było 

jeszcze powy-nosić ciała wszystkich zmarłych poza obóz i 

background image

pochować je. 

Zmęczony Aaron powrócił do wejścia przybytku, gdzie stał 

Mojżesz. Aaron popatrzył w przerażone twarze wpatrzonych 

w niego ludzi. Czyżby nazajutrz miał się rozpocząć 

jeszcze jeden bunt? Dlaczegóż ci ludzie nie potrafią 

dostrzec tego, że to nie ja jestem ich przywódcą? - 

myślał. Nawet Mojżesz ich nie prowadzi. Przecież to Pan 

wskazuje im drogę! Kiedyż to zrozumieją? To cudowna Boża 

obecność miała zmienić ich w naród święty! 

Panie, jestem wyczerpany! - modlił się. Ludzie 

spoglą¬dają wyczekująco na mnie i Mojżesza, podczas gdy 

sami jesteśmy tylko ludźmi. To Ty prowadzisz nas w głąb 

pustyni. Nie chcę tam iść ani odrobinę więcej niż inni, 

jednak wiem, że nie bez celu doświadczasz nas w taki 

sposób. 

Jak długo będziemy jeszcze walczyć przeciw Tobie? Jak 

długo będziemy kłaniać się własnej dumie? Tak proste 

zdaje się podnieść wzrok, nasłuchiwać — i żyć! Cóż 

takiego jest w naszej naturze, że zmagamy się z Tobą tak 

mocno? Postępujemy we własny sposób i umieramy, a mimo to 

niczego nas to nie uczy. Wszyscy jesteśmy głupcami! Co 

dzień toczę w sobie wewnętrzną bitwę. 

Och, Panie, podniosłeś mnie z dołu z błotem i 

rozdzie¬liłeś wody Morza Czerwonego! Przeprowadziłeś mnie 

przez pustynię, i ani razu nie opuściłeś. A mimo to... 

mimo to wątpię. Wciąż toczę w sobie bitwę, której końca 

ani zwycię¬stwa aż dotąd nie widzę! 

Ludzie chcieli, żeby pomiędzy nimi a Panem stanął ktoś 

inny, ktoś bardziej wart tego, aby dokonywać pojednania 

za pomocą ofiar. Aaron nie mógł winić za to ludu. Sam 

background image

pragnął tego samego. 

- Niech wódz każdego pokolenia przyniesie mi swoją laskę, 

z wypisanym swoim imieniem - odezwał się nagle znowu 

Mojżesz, przemawiając donośnie. - Na lasce Lewi¬tów 

będzie imię Aarona. Położę owe laski w Namiocie Spotkania 

przed Arką Świadectwa, i laska męża, którego obrał Pan, 

zakwitnie. Kiedy poznacie, kogo Pan wybrał, ucichnie 

wasze szemranie. 

Wodzowie pokoleń przynieśli więc Mojżeszowi laski z 

wypisanymi swoimi imionami. Razem było ich dwana¬ście. 

Laska Aarona była tą samą, która niegdyś stała się wężem 

przed obliczem faraona i połknęła węże egipskich 

czarowników. Tą samą, którą kiedyś wyciągnął ponad Nilem, 

a Bóg zamienił wtedy jego wody w krew; później zaś 

sprowadził plagę żab. To tą laską Pan polecił Aaronowi 

uderzyć w ziemię, sprowadzając plagę komarów. 

Jutro wszyscy będą wiedzieć, czy moja laska jest po 

prostu sękatą gałęzią akacji, na której wspieram się, 

krocząc przez pustynię, czy też raczej symbolem władzy - 

pomyślał Aaron, oddając bratu laskę. Jeśli Bóg zechce, 

niech wybierze na arcykapłana kogoś innego, bardziej 

wartościowego. W istocie, Aaron miał nadzieję, że 

właś¬nie tak się stanie. Ludzie nie zdawali sobie sprawy, 

jak wielkim brzemieniem jest funkcja arcykapłana. 

Następnego poranka Mojżesz wezwał ludzi ponow¬nie. Unosił 

wysoko wszystkie laski i oddawał je właści¬cielom. Na 

żadnej nic nie wyrosło. Tylko laska Aarona wywołała 

zbiorowy okrzyk podziwu. Nawet sam Aaron przyglądał się 

jej, zdumiony. Na lasce nie tylko wyro¬sły liście, ale 

także wypuściła pączki, zakwitła i wydała dojrzałe 

background image

migdały! 

Pan powiedział, że laska Aarona ma pozostać przed 

Arką Świadectwa, jako znak przeciw zbuntowanym. To 

powinno zakończyć wasze szemranie przed Panem, abyście 

nie poginęli! - To powiedziawszy, Mojżesz wniósł laskę 

Aarona z powrotem do przybytku i wyszedł z pu¬stymi 

rękami. 

Oto giniemy! - wołali ludzie, kuląc się i płacząc. -

Jesteśmy zgubieni, wszyscy jesteśmy straceni! Ktokolwiek 

się zbliży do przybytku Pana, tak - kto tylko się zbliży 

- umiera. Czyż wyginiemy doszczętnie? 

Mojżesz i Aaron poszli do przybytku. Serce Aarona było 

przepełnione współczuciem. Cóż mógł powiedzieć? Jakież 

jego słowa mogłyby uczynić jakiekolwiek dobro? Jeden Bóg 

wiedział, co przyniosą nadchodzące dni. Aaron wątpił, aby 

droga Izraelitów miała być odtąd łatwiejsza do przejścia, 

niż była do tej pory. 

Módl się za nas, Aaronie! - błagali wciąż 

zdespe¬rowani ludzie. — Mojżesju, proś o nasze życie! 

Nawet stojąc za zasłoną, w cieniu Namiotu Spotkania, 

Aaron słyszał płacz ludu. I on płakał z nim. 

Bądźcie gotowi - polecił Aaron synom, dozorując ich. 

- Musimy zaczekać na Pana. A w chwili gdy obłok się 

podniesie, musimy szybko wyruszyć. 

Kiedy wstało słońce, obłok podniósł się i rozciągnął 

ponad obozem. Aaron przyglądał się mu i zobaczył, że 

obłok się przesuwa. 

Eleazar! Itamar! Chodźcie! - zawołał. Jego dwaj 

syno¬wie ruszyli szybkim krokiem w stronę Namiotu 

Spotkania. — Nie zapomnijcie o zasłonie! 

background image

Eleazar i Itamar wzięli ciężką skrzynię i weszli za 

Aaronem do Miejsca Świętego. Następnie zdjęli zasłonę 

okrywającą i owinęli nią Arkę Świadectwa; później 

poło¬żyli pokrowiec ze skóry diugoni, a na tym 

rozciągnęli tkaninę całą z fioletowej purpury, wreszcie 

założyli drążki, wsuwając je do złotych pierścieni. 

Aaron próbował się uspokoić, gdyż pośpiech sprawiał, że 

jego ruchy były niezdarne. Musiał przypomnieć sobie 

szczegóły przygotowań do wymarszu. Na jego polecenie, 

Eleazar i Itamar rozciągnęli tkaninę z fioletowej purpury 

również nad stołem pokładnym; położyli na niej misy, 

czasze, patery i dzbany dla ofiar płynnych; także chleby 

znajdowały się na stole. Wszystko zostało przykryte 

karmazynowa tkaniną, wreszcie pokrowcem ze skór diugoni, 

na koniec synowie Aarona założyli drążki. Także i 

świecznik został zakryty i owinięty tkaniną z fioletowej 

purpury; razem ze szczypcami, naczyniami do knotów i 

słojami na oliwę. Podobnie ołtarz kadzenia przykryto taką 

samą tkaniną. Po oczyszczeniu ołtarza całopale¬nia z 

popiołów i on został przykryty kapą, tym razem purpurową. 

Synowie Aarona położyli na nim wszystkie jego przybory. 

Kiedy już wszystkie sprzęty zostały przy¬gotowane do 

drogi, Aaron skinął głową i kazał wezwać Kehatytów. Pan 

przydzielił ich bowiem do noszenia świętych sprzętów. 

Gerszonci byli natomiast odpowiedzialni za tkaniny 

przybytku i sam Namiot Spotkania, łącznie z pokrow¬cami i 

zasłonami. Meraryci — za deski przybytku i nale¬żące do 

nich poprzeczki oraz słupy wraz z podstawami, dalej słupy 

dziedzińca, paliki i powrozy namiotu oraz cały związany z 

tym sprzęt. 

background image

Obłok Pana wyruszył na czele Izraelitów, utrzymując się w 

górze. Mojżesz podążył za Panem, z laską w ręku. Za 

Mojżeszem kroczyli niosący Arkę Przymierza, później - 

Aaron i jego dwaj synowie. Za nimi wreszcie szła cała 

społeczność, ustawiona w odpowiedniej kolejności i 

po¬rządku, podług pokoleń. 

-Jak myślisz, ojcze, dokąd zaprowadzi nas Pan? -odezwał 

się Eleazar, spoglądając na obłok. 

- Tam, dokąd zechce. 

Izraelici szli do późnego popołudnia, kiedy to obłok się 

zatrzymał. Postawiono Arkę. Pod nadzorem Aarona 

usta¬wiono z powrotem przybytek i wszystkie zasłony. 

Aaron z synami poodwijali ostrożnie każdy ze sprzętów i 

ustawili je na należnym miejscu. Eleazar zaopatrzył w 

oliwę sied-mioramienny świecznik i przygotował wonne 

kadzidło. O zmierzchu Aaron złożył ofiarę przed Panem. 

Kiedy zapadła noc, stanął przy namiocie i zaczął 

przy¬glądać się w świetle księżyca wypalonej ziemi. Z 

trudem można było uznać ją za pastwisko, nie było też 

wody. Wiedział, że wkrótce ponownie wyruszą. 

Rankiem obłok podniósł się znowu i Aaron z synami znowu 

przystąpili do pracy. Robili tak dzień po dniu, aż w 

końcu wszyscy trzej pakowali wszystko szybko, wykonując 

precyzyjne ruchy. Także i lud zbierał się teraz w 

wyznaczone szeregi na pojedynczy dźwięk rogu. 

Pewnego dnia Aaron spodziewał się wymarszu, ale obłok 

pozostał na miejscu. Tak samo było następnego dnia, i 

kolejnego. 

Natomiast kiedy Aaron, Eleazar i Itamar uspokoili się i 

stali się mniej czujni, obłok podniósł się kolejny raz. 

background image

Wyruszywszy w dalszą drogę, Aaron przypomniał sobie 

radosne świętowanie w czasie, gdy Izraelici opuszczali 

Egipt. Teraz ludzie szli w milczeniu, ze stoickim 

spoko¬jem, zaczynając wreszcie rozumieć, co oznaczała 

zapo¬wiedź Boga, że będą błąkać się po pustyni tak długo, 

aż wymrze pokolenie buntowników. 

I znów lud mógł odpocząć. 

Złożywszy wieczorną ofiarę, Aaron poszedł do Moj¬żesza. 

Zjedli w milczeniu. Aaron spędził cały dzień w przybytku, 

od świtu do zmierzchu wypełniając swoje obowiązki i 

nadzorując pozostałych, aby postępowali tak, jak nakazał 

Pan. Wiedział, że Mojżesz cały dzień rozstrzy¬gał 

natomiast skomplikowane spory przedstawiając je 

Panu. Wydawał się;zmęczony. Żaden z braci nie miał siły 

się odezwać. Całe dnie spędzali na mówieniu. 

Może zostaniemy tu na dłużej? - zagadnęła Miriam, 

podając ciasteczka z manny. — Rośnie tu mnóstwo trawy, 

jest woda. 

Jednak kiedy tylko Aaron dopełnił obowiązku złoże¬nia 

porannych ofiar, obłok wzniósł się znowu. Aaron przełknął 

smutek i zawołał na synów, aby się pospieszyli; ci zaś 

posłusznie wykonali wszystkie polecenia. Cały lud podążył 

do namiotów, żeby przygotować się do drogi. 

Tym razem Izraelici szli tylko pół dnia, a później 

pozo¬stali na nowym miejscu przez cały miesiąc. 

Ojcze, czy Bóg mówi ci wcześniej, kiedy wyru¬szymy? — 

odezwał się pewnego razu Eleazar, idąc koło Aarona. Jego 

oczy były wpatrzone w Arkę Przymierza. 

— 

Czy daje ci jakikolwiek znak, że czeka nas wymarsz? 

Nie — odparł Aaron. — Nawet Mojżesz nie zna dnia ani 

background image

godziny. 

Czterdzieści lat! - westchnął Itamar, zwieszając 

głowę. 

— 

Tak powiedział Pan. 

Zasłużyliśmy na tę karę, bracie - przypomniał 

Elea¬zar. - Gdybyśmy posłuchali Jozuego i Kaleba, zamiast 

pozostałych, wówczas być może... 

Aaron odczuwał tak głęboki smutek, że ledwie był w stanie 

oddychać. Smutek był tak dojmujący, że w pew¬nym momencie 

Aaron zdał sobie sprawę, iż musi on pochodzić od Boga. 

Panie, Panie, czyż rozumiemy Twoje cele? - westchnął w 

duchu. Czy zrozumiemy je kiedykolwiek? 

To nie jest tylko kara, moi synowie - odezwał się 

znowu. 

Cóż jeszcze? - spytał Itamar, spoglądając mu w oczy. 

— 

Czym jest ta ciągła wędrówka? 

Ćwiczeniem. 

Itamar i Eleazar wyglądali na zdumionych. Eleazar chy¬ba 

zaakceptował odpowiedź, ale Itamar pokręcił głową. 

Chodzimy z miejsca na miejsce, jak nomadzi, którzy 

nie mają domu... - ciągnął. 

Spoglądamy na zewnętrzne przyczyny tej sytuacji i 

zdaje nam się, że je rozumiemy, lecz zapamiętajcie, 

syno¬wie moi: Bóg jest zarówno miłosierny, jak 

sprawiedliwy 

pouczał Aaron. 

Nie rozumiem - przyznał Itamar, dalej kręcąc głową. 

Jego ojciec westchnął głęboko, nie zwalniając kroku 

ani nie przyspieszając. Patrzył prosto przed siebie, na 

Arkę Przymierza i na Mojżesza. 

background image

Przeszliśmy przez Morze Czerwone, ale przynieśli¬śmy 

ze sobą Egipt - odpowiedział. - Musimy porzucić to, 

jakimi ludźmi byliśmy, i stać się takimi, jakimi Bóg 

chce, abyśmy byli. 

Wolnymi - dopowiedział Eleazar. 

Ja nie nazwałbym tego wolnością... - skomentował z 

przekąsem Itamar. 

Nie podawaj w wątpliwość wyroków Pana - ostrzegł 

Aaron, zerkając na Itamara. - Jesteś wolny, lecz musisz 

nauczyć się posłuszeństwa. Wszyscy musimy. Kiedy Bóg 

wyprowadził nas z Egiptu, staliśmy się nowym narodem. I 

narody dookoła obserwują nas. Cóż jednak uczynili¬śmy z 

naszą wolnością? Zabraliśmy ze sobą nasze stare występki. 

Musimy nauczyć się wyczekiwać na zlecenia Pana. Wy dwaj 

musicie mnie z czasem zastąpić, i nie popełniać moich 

błędów. Musicie nauczyć się mieć oczy i uszy otwarte, 

wyruszać w drogę, kiedy Bóg da wam taki znak, nie 

wcześniej. Pewnego dnia Pan zaprowadzi was i wasze dzieci 

nad Jordan. A kiedy powie: „Obejmijcie tę ziemię w 

posiadanie", musicie być gotowi wkroczyć do Ziemi 

Obiecanej, a następnie ją utrzymać. 

Będziemy gotowi - zapewnił Itamar, podnosząc głowę. 

Oto arogancja i zapalczywość młodości — skomen¬tował w 

duchu Aaron. 

Mam nadzieję, synu, mam nadzieję... 

 

Mijały powoli lata, a Izraelici wciąż błąkali się po 

pustyni. Pan zawsze dbał o to, aby zwierzęta miały dość 

trawy, bymą paść. Ludziom dawał zaś mannę i wodę, żeby 

mogli żyć. Ich buty i ubranie wcale się nie niszczyły. Co 

background image

dzień Aaron, wstając z posłania, widział obłok, 

oznacza¬jący obecność Pana. Każdej nocy przed udaniem się 

na spoczynek widział ją dalej, w postaci słupa ognia. 

Lud przemieszczał się z miejsca na miejsce, od lat. 

Każdego ranka i wieczoru Aaron składał ofiary i palił 

kadzidła. Ślęczał także nad zapisanymi przez Mojżesza 

zwojami. Czytał je tak długo, aż wreszcie zapamiętał 

każde słowo, które przekazał jego bratu Pan. Wiedział, że 

jako arcykapłan musi znać Prawo lepiej niż ktokolwiek 

inny. 

Ludzie, których Pan wyprowadził z Egiptu, zaczęli 

umierać. Niektórzy w młodym wieku, inni dożywali 

siedemdziesięciu czy nawet osiemdziesięciu lat. Jednak 

pokolenie byłych niewolników kurczyło się; tymczasem 

wyrosły ich dzieci. 

Aaron każdego dnia uczył swoich synów i wnuków Bożego 

Prawa. Niektórzy spośród jego wnuków urodzili się dopiero 

po tym, jak Bóg sprowadzał plagi na Egipt. Nigdy nie 

widzieli rozdzielonych przez Pana wód Morza Czerwonego 

ani nie przeszli po jego suchym dnie na drugą stronę. 

Dziękowali jednak Panu za otrzymywaną każdego dnia mannę 

i wychwalali Go za wodę, która gasiła ich pragnienie. 

Stawali się silni - szli przez pustynię i polegali na 

Bogu w każdej niezbędnej do życia sprawie. 

 

- Woła cię. 

Aaron podniósł się powoli, z powodu zesztywnia-łych 

stawów i bólu pleców. Jego smutek pogłębiał się za każdym 

razem, kiedy siedział przy umierającym przyja¬cielu. 

Pogłębiał się i już pozostawał. W tej chwili zostało tak 

background image

niewielu spośród tych, którzy niegdyś pracowali w 

błotnistych dołach, wytwarzając cegły dla faraona. Była 

ich już zaledwie garstka. 

A Chur był prawdziwym przyjacielem, jednym z tych, w 

których dobre intencje Aaron ufał. Chur był już ostat¬nim 

z pierwszych siedemdziesięciu mężów, którzy zostali 

wybrani do rozsądzania ludzi. Pozostałych 

sześćdzie¬sięciu dziewięciu zastąpili młodsi, wyuczeni i 

wybrani ze względu na umiłowanie Prawa i przestrzeganie 

go. 

Chur leżał na posłaniu w swoim namiocie, otoczony dziećmi 

i wnukami. Niektórzy z nich płakali cicho, inni siedzieli 

w milczeniu, ze zwieszonymi głowami. Najstar¬szy syn 

Chura siedział tuż przy nim, nachylając się, aby słyszeć 

ostatnie polecenia ojca. 

Mój przyjacielu!... - odezwał się słabym głosem Chur, 

zobaczywszy Aarona u wejścia namiotu. Ciało Chura było 

wychudzone i oklapłe ze starości. Powiedział coś do syna, 

i ten odsunął się, ustępując miejsca Aaro¬nowi. Chur 

uniósł z wysiłkiem rękę i ledwo zauważalnie uścisnął dłoń 

Aarona. - Przyjacielu... Jestem ostatnim ze skazanych na 

śmierć na pustyni. Minęło już prawie czterdzieści lat. 

Ręka Chura wydawała się bardzo zimna, a jego ciało tak 

kruche! Aaron ujął jego dłonie w swoje, czując się, jakby 

obejmował gołębia. 

Och, Aaronie... - westchnął Chur. - Mimo wszyst¬kich 

tych lat wędrówki wciąż czuję na sobie ciężar mojego 

grzechu. Zupełnie jakby te lata nie zmniejszyły go, tylko 

odebrały mi siły, abym mógł go dźwigać. — Jego oczy 

pokryły się mgłą. - Czasami jednak marzę, że stoję na 

background image

brzegu Jordanu i spoglądam na drugą stronę rzeki, na 

Ziemię Obiecaną. Serce mi się kraje, kiedy myślę, że jej 

, nie dostąpię. To piękna ziemia, niepodobna do pustkowi, 

po których się tułamy Mogę jedynie marzyć o polach 

pełnych dorodnych zbóż, o drzewach owocowych, sta¬dach 

owiec i bydła — marzyć i mieć nadzieję, że moi syno¬wie i 

wnukowie wkrótce będą przesiadywać pod drzew¬kami 

oliwnymi i słuchać bzyczenia pszczół. - Siwe włosy Chura 

zwilżyły łzy. - Czuję się bardziej ożywiony, gdy śpię, 

niż kiedy się budzę. 

Aaron próbował opanować głębokie wzruszenie. Doskonale 

rozumiał, o czym mówi Chur, odczuwał to każdą częścią 

swojego ciała i duszy. Żal za popełnione grzechy Skruchę. 

Ciężar czterdziestu lat wędrówki w oko¬licznościach, 

które zaistniały wskutek owych grzechów. 

Chur westchnął cicho. 

Nasi synowie są inni od nas — ocenił. — Nauczyli się 

ruszać, kiedy wyrusza Bóg, i odpoczywać, kiedy On się 

zatrzymuje. 

Aaron zamknął oczy i nic nie odpowiedział. 

Wątpisz w to... 

Mam nadzieję, że się nie mylisz - odparł Aaron, 

gładząc dłoń Chura. 

Nadzieja to wszystko, co nam pozostaje, przyjacielu. 

 

/ miłość. 

 

Aaron od bardzo, bardzo dawna nie słyszał głosu Pana. 

Załkał teraz z wdzięczności, stęskniony za owym Głosem, 

chłonąc Go całą swoją osobą, upajając się Nim. 

background image

— 

Miłość — szepnął schrypniętym głosem. — Pan 

utrzy¬muje nas w karności, podobnie jak my — naszych 

synów. Dlatego kiedy nas to dotyka, możemy nie odczuwać, 

że to jest miłość. Ale jest. Trudna, prawdziwa i trwała 

miłość. 

Trudna, ale prawdziwa, i trwała. 

Aaron wiedział, że śmierć czai się w pobliżu. Nadszedł 

czas pozostawienia Chura z rodziną. Poza tym Aaron miał 

obowiązki do wypełnienia - musiał złożyć wieczorną 

ofiarę. Nachylił się nad umierającym przyjacielem po raz 

ostatni. 

Niech zaświeci nad tobą oblicze Pana i obdarzy cię 

pokojem - pożegnał go. 

— 

I nad tobą, Aaronie. Kiedy będziesz siedział pod 

swoim drzewkiem oliwnym, wspomnij na mnie... 

Aaron wyszedł i przystanął obok namiotu Chura, 

rozmyślając o przeszłości. Na zawsze zapamiętał scenę, 

kiedy razem z Churem trzymali wysoko w górze ręce 

Mojżesza, stojąc na wzgórzu, podczas gdy w dole Jozue 

zwyciężał Amalekitów. 

Chur wyzionął ducha. Aaron wiedział, kiedy to się stało, 

ponieważ rozległy się nagle odgłosy rozdzieranych szat, 

łkania mężczyzn, zawodzenie kobiet. W ciągu minionych lat 

często słychać było w obozie podobne dźwięki, jednak tym 

razem Aaron miał poczucie, że coś się spełniło. 

Wędrówka Izraelitów miała niedługo dobiec końca. 

Nadchodził nowy dzień. 

Odziany w kapłańskie szaty Aaron stał przed zasłoną, 

ukrywającą przed jego wzrokiem Miejsce Najświętsze. 

Zawsze drżał, kiedy przemawiał do niego Pan. Nawet po 

background image

niemal czterdziestu latach nie przywykł do Głosu, który 

rozlegał się w nim i wokół niego, wypełniając jego zmysły 

jednocześnie rozkoszą i przerażeniem. 

 

Ty, synowie twoi i ród twego ojca, będziecie 

odpo¬wiedzialni za wykroczenia popełnione w przybytku. Ty 

i synowie twoi będziecie odpowiadać za winy waszego 

kapłaństwa. Niech również bracia twoi - pokolenie 

Lewiego, szczep twego ojca — przyjdą i przyłączą się do 

ciebie, a pomagają tobie i synom twoim w służbie przed 

Namiotem Spotkania. Zatroszczą się o to, co potrzebne 

jest dla ciebie i dla przybytku. Jednak do sprzętów 

świę¬tych i do ołtarza nie mogą się zbliżać; w przeciwnym 

razie zginą tak oni, jak i wy. 

 

Pozwól mi to zapamiętać i niczego nie zapomnieć, Panie — 

modlił się Aaron. Niech Twoje słowa pozostaną we mnie 

świeże. 

 

Oto Ja wziąłem waszych braci, Lewitów, spośród synów 

Izraela jako dar za was, jako oddanych Panu, aby pełnili 

służbę w Namiocie Spotkania — mówił Pan. 

 

I Aaron modlił się: Panie, niechaj będą to mężowie o 

sercach nakierowanych na miłą Tobie służbę! Zabijali¬śmy 

w gniewie ludzi, od czasów Jakuba. Przeklęty jest nasz 

gniew, tak srogi. Jesteśmy skłonni do okrucieństwa. A Ty, 

Panie, rozdrabniasz nas teraz w Izraelu, jak prorokował 

Jakub. Rozpraszasz nas pośród ludu, jako kapłanów. Uczyń 

nas narodem świętym! Obdarz nas czułymi sercami! 

background image

 

Ja oddaję ci dary odłożone dla Mnie. Ze wszystkich 

świę¬tych darów Izraela daję tobie i synom twoim jako 

należność wiekuistą na mocy namaszczenia — kontynuował 

Pan. 

 

Niechże moje życie będzie ofiarą dla Ciebie! - 

odpo¬wiadał Mu Aaron. 

 

Nie będziesz miał dziedzictwa w ich kraju; nie otrzy¬masz 

również pośród nich żadnego przydziału ziemi; Ja jestem 

działem twoim i dziedzictwem twoim pośród Izra¬elitów. 

Oto oddaję Lewitom jako dziedzictwo wszystkie dziesięciny 

składane przez Izraelitów w zamian za służbę, jaką pełnią 

w Namiocie Spotkania. 

 

Aaron słuchał Głosu, poddając się jego wpływowi, pijąc 

słowa Boga jak życiodajną wodę. Słuchał. 

Pan polecił następnie, aby czerwoną krowę bez skazy, na 

którą jeszcze nie wkładano jarzma, oddano Eleazarowi; ten 

zaś miał kazać wyprowadzić ją poza obóz i zabić. Potem 

Eleazar, który miał być obecny przy śmierci krowy, miał 

wziąć nieco jej krwi na palec i pokropić siedem razy ową 

krwią od strony wejścia do Namiotu Spotkania. 

Wreszcie, krowa miała zostać spalona w jego obecności. 

Popioły miały zostać zebrane i złożone na czystym 

miej¬scu poza obozem, aby były przechowane dla 

społeczności Izraelitów do przygotowania wody 

oczyszczenia. Miała to być ofiara za grzech. 

Do zapamiętania było tak wiele! - różnorakie święta, 

background image

ofiary i prawa. 

Aaron siedział później z Mojżeszem, spoglądając na 

namioty i migoczące światła tysięcy ognisk. 

Tylko my pozostaliśmy z pokolenia, które wyszło z 

Egiptu - odezwał się. Minęło trzydzieści osiem lat, odkąd 

wyruszyli z Kadesz-Barnea. Zawędrowali zaś w pobliże 

doliny Zered. Całe pokolenie zdolnych do walki mężów 

wymarło, jak poprzysiągł Pan. — Tylko ty, ja i Miriam - 

mówił Aaron. 

Teraz z pewnością Pan zamierzał skierować Izraeli¬tów do 

Ziemi Obiecanej... 

 

Obłok Pana przemieszczał się, a z nim podróżował lud, aż 

wreszcie Pan zatrzymał się nad pustynią Sin. Izraelici 

rozbili obóz w Kadesz. 

Aaron studiował zwoje. W pewnej chwili poczuł na ramieniu 

dłoń Miriam. 

Kocham cię, Aaronie - szepnęła. - Zawsze kocha¬łam 

cię jak syna. 

Od czasu gdy Pan obsypał Miriam trądem, a potem uzdrowił, 

polecając jej spędzić siedem dni poza obozem, stała się 

małomówna. Powróciła do obozu inna — czuła, cierpliwa, 

cicha. Wciąż usługiwała z poświęceniem rodzi¬nie, ale 

zachowywała swoje myśli dla siebie. Aaron poczuł się 

zmieszany. Dlaczego nagle miała potrzebę powiedze¬nia mu, 

że go kocha?... 

Po tych słowach Miriam wyszła na dwór i usiadła przy 

wejściu do namiotu. 

Miriam? - odezwał się z troską Aaron, podnosząc się i 

wychodząc za nią. 

background image

To nasza własna duma nas zabija... - szepnęła. Aaron 

popatrzył jej w oczy. 

Czy mam posłać po żonę Eleazara, żeby cię doglą¬dała? 

- spytał. Jego siostra wydawała się w tej chwili tak 

bardzo stara i zmęczona, a jej ciemne oczy zaszły mgłą. 

Zbliż się, bracie... - Miriam ujęła w dłonie twarz 

Aarona i także spojrzała mu w oczy. - Popełniłam w ży¬ciu 

straszliwe błędy. 

Wiem, ja też... - szepnął Aaron. Dłonie jego siostry 

były zimne, drżały. Pamiętał dobrze, kiedy Miriam była 

krzepką, zapalczywą kobietą. Już wiele lat temu nauczył 

się nie sprzeczać ze swoją siostrą. Teraz jednak była 

zupeł¬nie inna. Upokorzona przed całym Izraelem i przed 

Bogiem, stała się nagle w przedziwny sposób zadowolona z 

tego, że Bóg pozbawił jej jedynej rzeczy, której nie była 

w stanie przezwyciężyć —własnej dumy. — Pan przebaczył 

nam obojgu - przypomniał Aaron. 

Tak... - Miriam uśmiechnęła się i cofnęła dłonie, a 

potem splotła je na kolanach. - Zmagamy się z Bogiem, a 

On utrzymuje nas w ryzach. Okazujemy skruchę, i wtedy Pan 

nam przebacza. - Podniosła wzrok i popa¬trzyła na 

wirujący powoli obłok. — Tylko Jego miłość trwa na wieki. 

Aaron poczuł skurcz w żołądku. Miriam umierała. Z 

pewnością Pan pozwoli jej wejść do Kanaanu?!... -myślał z 

lękiem. Jeśli nie, to czy i ja umrę, zanim Izrael dojdzie 

nad brzeg Jordanu? Nie potrafił wyobrazić sobie życia bez 

siostry. Zawsze była, gotowa służyć mu pomocą, odkąd był 

małym chłopcem. Miriam była dla niego jak gdyby drugą 

matką; strofowała go i karciła, radziła mu i pouczała go. 

Kiedy miała osiem lat, była już na tyle śmiała, żeby udać 

background image

się do córki faraona. Dzięki jej szyb¬kiemu myśleniu 

Mojżesz na kilka lat znalazł się z powro¬tem w rodzinnym 

domu, potem zaś zamieszkał na stałe w pałacu. 

Aaron skinął na Itamara. 

— 

Sprowadź Mojżesza - szepnął. Itamar spojrzał na swoją 

ciotkę i pobiegł spełnić polecenie. Aaron ujął dłoń 

Miriam, próbując ogrzać ją swoimi. 

— 

Zaraz przyjdzie Mojżesz — powiedział, starając się 

przekonać siebie samego, że Miriam tylko poczuła się 

zmęczona, i że wkrótce jej stan się poprawi. Wypocznie i 

wstanie znowu. 

— 

Mojżesz nie może powstrzymać zrządzenia Boga, Aaronie 

- skomentowała jednak Miriam. - Czyż ja nie byłam równie 

nieposłuszna jak inni ludzie z naszego pokolenia, którzy 

już pomarli? Moje ciało obumrze tu, na pustyni, podobnie 

jak wszystkie inne. 

Co będzie ze mną?! - myślał Aaron. 

Obłok zmienił barwę z szarej na złocistą, potem zaś na 

ognistą, pomarańczowoczerwoną, kiedy dzień zastą¬piła 

noc. Pan stał na straży, obdarzając nocą Izraelitów 

światłem i ciepłem, tak jak podczas upalnych dni darzył 

ich cieniem. 

Nie boję się, Aaronie. Już czas. 

Nie mów tak!... - Aaron pogładził dłoń siostry. -

Czterdzieści lat już prawie minęło. Niedługo wejdziemy do 

Ziemi Obiecanej. 

Och, Aaronie, czy jeszcze nie rozumiesz? Nadbiegł 

Mojżesz, z laską w ręku. Aaron wstał. 

Mojżeszu, pomóż jej, proszę cię - odezwał się. -

Miriam nie może umrzeć. Jesteśmy już tak blisko celu! 

background image

Miriam, siostro moja!... - szepnął Mojżesz, 

przy¬klękając. - Czy cierpisz z bólu? 

Miriam skrzywiła się tylko. 

Życie to ból - odparła. 

Zebrała się cała rodzina: Eleazar, Itamar, ich żony i 

dzieci, a także Eliezer i Gerszom. Przyszła też Kuszytka, 

żona Mojżesza. Miriam uśmiechnęła się i wyciągnęła ku 

niej dłoń. Już przed laty przestały się wadzić i zostały 

przy¬jaciółkami. Miriam przemówiła do niej szeptem, 

słabła już. Kuszytka płakała, pocałowała Miriam w rękę. 

To nie może dziać się naprawdę! - myślał z przeraże¬niem 

Aaron. Miriam nie może teraz umrzeć! Wszak to ona 

rozpoczęła niegdyś radosny śpiew ludu, hymn 

dzięk¬czynienia, pochwalną pieśń dla Pana! 

Już prawie świtało, kiedy Miriam wydała głębokie 

westchnienie i umarła, z oczami wpatrzonymi w słup ognia, 

który zamieniał się już w wirujący, szary obłok. 

Zaświeciły z niego jakby promienie słońca, znacząc 

świet¬lnymi plamami piach pustyni. 

Aaron krzyknął z rozpaczy i nachylił się ku zmarłej, ale 

Eleazar złapał go i odciągnął. 

Nie możesz jej dotykać, ojcze. Rzeczywiście, 

arcykapłan nie mógł narazić się na 

nieczystość. Nie byłoby wówczas odpowiednie, aby 

wypełniał swoje obowiązki na rzecz ludu! Aaron 

wypro¬stował się, choć nie przyszło mu to łatwo. 

Ojcze? - odezwał się z troską Eleazar, podtrzy¬mując 

go. 

Czas na złożenie porannej ofiary - skwitował oschle 

Aaron. Czyż to łaska Boga - pozwolić Miriam żyć tak 

background image

długo, a potem sprawić, żeby umarła tak blisko Ziemi 

Obiecanej? 

Nigdy nie zapominasz o naszych grzechach, prawda, Panie? 

- pytał w myślach Aaron. Nigdy. 

Przepełniony żalem i złością wyszedł z namiotu, podczas 

gdy jego synowe i służące rozpoczęły żałobne zawodzenie. 

Usłyszeli je inni. Ludzie zaczęli się zbiegać. Po chwili 

zawodzenie rozlegało się w całym obozie Izraelitów. 

 

Znowu zaczęły się narzekania, jeszcze zanim Miriam 

została pochowana. Tłum stanął przed przybytkiem i 

za¬czął kłócić się z Mojżeszem. 

Czemuście wyprowadzili zgromadzenie Pana na pustynię, 

byśmy tu razem z naszym bydłem zginęli? - wo¬łali ludzie. 

Aaron nie był w stanie przestać myśleć o zmarłej 

sio¬strze. Co dzień budził się ze zbolałym sercem. Co 

dzień musiał przychodzić do Namiotu Spotkania i pełnić 

służbę przed obliczem Pana, i co dzień dorośli, którzy 

przed laty byli dziećmi, okazywali się nie lepsi niż ich 

ojcowie i matki! 

Nie ma tu wody! — krzyczeli. 

Dlaczegoście wywiedli nas z Egiptu i przyprowa¬dzili 

na to nędzne miejsce? - wypytywali. 

I co wy wiecie o Egipcie? - odparł Aaron, występu¬jąc 

naprzód. - Wyszliśmy stamtąd jeszcze przed waszym 

urodzeniem! 

Wiele słyszeliśmy! 

Cofnęliśmy się na tyle blisko Egiptu, że widzieliśmy 

zieleń wzdłuż Nilu. 

A na tej pustyni nie można siać! 

background image

Nie ma drzew figowych! 

Ani winorośli, ani drzewa granatowego! - wołali jeden 

przez drugiego. 

Nawet nie ma wody do picia! 

Szkoda, że nie umarliśmy przed Panem, razem z 

na¬szymi braćmi! 

Aaron odwrócił się, gdyż był tak rozgniewany, że gdyby 

pozostał, zrobiłby albo powiedziałby coś, czego by 

później żałował. Spojrzał na Mojżesza, mając nadzieję, że 

ten okaże cierpliwość i powie coś mądrego, ale i on był 

cały czerwony od gniewu. Padli więc obaj na twarz, przed 

wejściem do Namiotu Spotkania. Aaron miał ochotę bić 

pięściami w ziemię. Jak długo Bóg zamierza wymagać od nas 

przewodzenia temu ludowi?! - myślał. Czy ludzie myślą, że 

Mojżesz albo ja mamy wodę do picia? Ile razy muszą 

zobaczyć na własne oczy cud, żeby uwierzyli, iż Mojżesz i 

ja zostaliśmy wyznaczeni na przywódców Izra¬ela przez 

Boga? 

To Ty nas tu zaprowadziłeś! - odezwał się w myśli do 

Pana. A ludzie zawsze winią nas! Czy zaplanowałeś, 

żeby¬śmy z Mojżeszem ponieśli śmierć z ich rąk? Oni są 

gotowi nas zabić! Panie, daj im wodę, aby mieli co pić. 

 

Weź laskę i zbierz całe zgromadzenie, ty wespół z bratem 

twoim Aaronem. Następnie przemów w ich obecności do 

skały, a ona wyda z siebie wodę. Wyprowadź wodę ze skały 

i daj pić ludowi oraz jego bydłu. 

 

Stosownie do rozkazu, Mojżesz wszedł do przybytku i 

zabrał laskę Aarona sprzed oblicza Pana. 

background image

— 

Zbierz tych buntowników! — polecił. 

Aaron ruszył przodem i zaczął zwoływać zgroma¬dzenie pod 

pobliską skałę. 

— 

Chcecie wody? — odezwał się donośnie Mojżesz. — 

Chodźcie i zobaczcie, jak wyleje się ze skały! 

Ludzie skupili się pod skałą, z pustymi bukłakami w 

rękach; wciąż narzekali. 

Mojżesz odsunął Aarona na bok i stanął naprzeciw 

wszystkich, z laską w dłoni. 

Słuchajcie, wy buntownicy! - zawołał. - Czy 

potra¬fimy z tej skały wyprowadzić dla was wodę? 

Tak! Dawajcie nam wodę! 

Mojżesz podniósł rękę i uderzył laską w skałę. 

Wody, Mojżeszu! Daj nam wody! - pokrzykiwali ludzie. 

Czerwieniejąc na twarzy i ciskając oczami gromy, Mojżesz 

uderzył w skałę po raz drugi, tym razem mocniej. Wtedy 

wypłynęła z niej obficie woda. Ludzie zaczęli prze¬pychać 

się do niej, przekrzykując się, wołając radośnie, 

napełniając złożone dłonie, a potem bukłaki. Śmieli się i 

pozdrawiali wesoło Mojżesza i Aarona. Aaron śmiał się z 

nimi, pełen radości. Kiedy tylko została użyta moja 

laska, popłynęła woda! - myślał z zadowoleniem. 

Bądź błogosławiony, Mojżeszu! Bądź pochwalony, 

Aaronie! - wołali ludzie. 

Mojżesz trzymał się w pewnej odległości, nie odkła¬dając 

laski. Stał z uniesioną głową i obserwował scenę. 

Aaron nabrał w dłonie wody i pił razem z innymi. 

Rumieniał z zadowolenia, kiedy ludzie wychwalali jego i 

Mojżesza. Woda wciąż płynęła, tak że mogło się napić 

również i bydło Izraelitów. Nie przestawała płynąć. 

background image

Jesz¬cze nigdy woda nie była tak smaczna! - myślał Aaron. 

Otarł brodę i uśmiechnął się do Mojżesza. 

Teraz już w nas nie wątpią, prawda, bracie? - 

ode¬zwał się. 

Ponieważ Mi nie uwierzyliście i nie objawiliście Mojej 

świętości wobec Izraelitów, dlatego wy nie wprowadzicie 

tego ludu do kraju, który im daję - odezwał się 

tymcza¬sem Pan. 

 

Jego głos był spokojny, ale oznajmił decyzję, która 

sprawiła, że Aarona przeszedł zimny dreszcz. Wciąż 

gnębiło go przekleństwo Lewitów — stracił panowanie nad 

sobą i poddał się pysze. Zapomniał o Bożym rozkazie — 

Mojżesz miał przemówić do skały i... Nie, tak naprawdę 

nie zapomniał. Po prostu Aaron chciał, żeby Mojżesz użył 

jego laski. Cieszył się, kiedy potem ze skały wytrysnęła 

woda. Ludzie klepali go z zadowoleniem po plecach, a on 

czuł wówczas dumę i radość. 

Jakże szybko popadł w wielki grzech! Teraz miał ponieść 

skutki tego faktu, takie same jak reszta jego pokolenia, 

nawet Miriam, która ze skruchą i zadowoleniem służyła 

innym prawie czterdzieści lat! Nie postawi stopy w Ziemi 

Obiecanej. Miriam już umarła, a teraz także on umrze. 

Pod Aaronem ugięły się nogi. Usiadł na kamieniu, 

zgarbiony, zwieszając dłonie między kolanami. Na nic 

próżne nadzieje! - był grzesznikiem. Duma, powiedziała 

Miriam. Duma i pycha zabijają ludzi, pozbawiają ich 

przyszłości i nadziei. Aaron ukrył twarz w dłoniach. 

Zgrzeszyłem przeciwko Panu - przyznał. 

Ja także. 

background image

Aaron podniósł wzrok. Mojżesz był poszarzały na twarzy, 

zgarbiony jak starzec; opierał się ciężko na lasce. 

Nie zgrzeszyłeś tak bardzo jak ja, Mojżeszu - 

pocie¬szył go Aaron. — Ty zawsze wychwalałeś Pana i Jemu 

przypisywałeś całą prawość. 

Nie dziś. Dzisiaj dopuściłem do tego, aby opanował 

mnie gniew. Duma sprawiła, że potknąłem się. I teraz ja 

także umrę po tej stronie Jordanu. Pan powiedział mi 

właśnie, że nie wejdę do Ziemi Obiecanej. 

Nie!... — jęknął z płaczem Aaron. — To bardziej moja 

niż twoja wina, Mojżeszu. Wołałem, żebyś dał nam wodę, 

równie głośno, jak wszyscy inni. Sprawiedliwe jest, abym 

nie otrzymał ziemi na własność. Jestem grzesznikiem. 

Grzech to grzech. Nie sprzeczajmy się o to, kto 

prze¬wyższył drugiego w grzechu, Aaronie. Wszyscy 

jesteśmy grzesznikami. Jedynie dzięki łasce Bożej 

oddychamy i żyjemy. 

To ciebie Pan wybrał na wyzwoliciela Izraela! 

Niech twoja miłość do mnie nie oślepi cię, bracie. To 

Bóg jest naszym wyzwolicielem. 

Aaron znowu spuścił głowę. 

Niech twój błąd spadnie na mnie - powiedział. — To ja 

kazałem niegdyś odlać złotego cielca i pozwoli¬łem 

ludziom na wszelkie szaleństwa. A teraz, czyż nie 

próbowałem wykraść części twojej chwały? 

Obaj wykradliśmy chwałę Bogu, który dał nam wodę. 

Wystarczyło wszak, żebym przemówił do skały. Po cóż 

zrobi¬łem przedstawienie na oczach ludu? Chodziło mi 

przecież o zwrócenie ich uwagi na siebie, tymczasem 

powinienem był im przypomnieć, że to Bóg dostarcza nam 

background image

wszystkiego. 

— 

Powtarzasz to ludziom od lat. 

Ale dziś trzeba było powiedzieć to kolejny raz - 

skwi¬tował Mojżesz. Usiadł na kamieniu koło brata. — 

Aaro¬nie, każdy z nas odpowiada za własne grzechy. Pan 

mnie ukarał, ponieważ Mu nie zaufałem. Lud musi pokładać 

ufność w Bogu, tylko w Bogu. 

— 

Przepraszam cię. 

— 

Za cóż mnie przepraszasz? 

 

Pan wezwał mnie, abym stał u twojego boku i poma¬gał 

ci. A jakąż ze mnie miałeś pomoc przez te wszystkie lata? 

Gdybym był lepszym człowiekiem i lepszym kapłanem, 

zdałbym sobie w porę sprawę z pokusy. Ostrzegłbym cię. 

Straciłem panowanie nad sobą, Aaronie - odparł z 

westchnieniem Mojżesz. - Nie zapomniałem, co rozka¬zał 

Bóg. Po prostu pomyślałem, że przemowa... nie zrobi 

odpowiedniego wrażenia. - Ścisnął brata za kolano. - Nie 

wolno nam tracić ducha, Aaronie. Tak samo ojciec karze 

syna, aby go pouczyć, nakierować na właściwą drogę. 

— 

Dokąd teraz pójdziemy, Mojżeszu? — rozmyślał na głos 

Aaron. - Pan powiedział, że nie postawimy stopy w Ziemi 

Obiecanej. Jakaż nadzieja nam pozostała? 

Bóg jest naszą nadzieją. 

Aaron nie był w stanie powstrzymać łez. Poczuł ścisk w 

gardle i palenie w piersi. 

Och, Panie, znowu zawiodłem i Ciebie, i mego brata! — 

modlił się w duchu. Czy moim przeznaczeniem było poty¬kać 

się całe życie? Boże, Mojżesz bez wątpienia był i wciąż 

jest najpokorniejszym ze wszystkich ludzi. Nie wątpię, że 

background image

zasługuje na to, aby przekroczyć Jordan i wkroczyć na 

pastwiska Kanaanu, choćby na jeden dzień... Rozumiem, 

dlaczego nie pozwalasz na to mnie. Zasłużyłem, by 

pozo¬stać na pustyni. Zasłużyłem na śmierć przez to, że 

zrobiłem tego obrzydliwego złotego cielca! Wszak 

przypomina mi się on za każdym razem, kiedy składam 

ofiarę z byczka! Ale mój brat cały czas był Twoim wiernym 

sługą. On Cię kocha. Nikt nie jest pokorniejszy od mojego 

brata. 

Niech wina spadnie na mnie! Okazałem się takim głupcem i 

tak słabym kapłanem, że nie zauważyłem nawet grzechu, 

kiedy przyczaił się w pobliżu, aby pogrze¬bać nasze 

nadzieje i marzenia. 

 

Milcz i poznaj, że Ja jestem Bogiem! 

 

Aaron przełknął z trudem ślinę, ogarnięty lękiem. 

Wiedział, że nie byłoby dobrze w takiej chwili sprzeczać 

się czy choćby błagać Pana o zmianę decyzji. I zrozumiał 

jesz¬cze więcej, jak gdyby Głos przemówił do jego serca. 

Ludzie musieli poznać cenę grzechu. W oczach Boga wszyscy 

ludzie są równi. Aaron ani Mojżesz nie byli wyjątkami. 

Tylko Bóg jest święty i godzien chwały... 

Bracia powrócili razem do przybytku. Mojżesz wszedł do 

środka, zaś Aaron stanął za zasłoną, z ciężkim sercem. 

Słyszał, że Mojżesz modli się cicho. Nie był w stanie 

rozróżnić słów, ale słyszał w tonie głosu brata udrękę. 

Aaron zwiesił głowę, czuł tak silny ból w piersi, że 

ledwie był w stanie oddychać. 

Moja wina, Panie, moja wina — modlił się znowu. Cóż ze 

background image

mnie za arcykapłan, skoro w każdej trudnej sytuacji 

zawodzę, nie rozpoznaję grzechu, kiedy staję w jego 

obli¬czu? Przebacz mi, Panie. Nigdy nie dostrzegam 

grożących mi grzechów. Czyniłem rzeczy, które w Twoich 

oczach są złe. Osądziłeś mnie sprawiedliwie. Gdybyś tylko 

zechciał mnie oczyścić, abym mógł stać się jak nowo 

narodzone dziecko! Gdybyś zechciał obmyć mnie z grzechów 

i spra¬wić, abym z odnowioną radością wysłuchał obietnicy 

Twojego zbawienia! 

Aaron otarł raptownie łzy, żeby nie skapnęły na pekto-

rał, wchodzący w skład jego kapłańskiego stroju. Muszę 

być czysty, muszę być czysty! - powtarzał w duchu. O Boże 

Abrahama, Izaaka i Jakuba, Panie wszelkiego stworzenia, w 

jaki sposób mogę kiedykolwiek stać się czysty? Z zewnątrz 

jestem czysty, lecz wewnątrz czuję się jak grób pełen 

starych kości. Jestem przepełniony grze¬chem. Dziś 

przelał się, wypływając ze mnie, jak z cuch¬nącego 

garnka. Nawet kiedy składam ofiarę pojednania, czuję w 

sobie grzech. Walczę z tym, Panie, ale wciąż czuję go w 

sobie. 

Aaron słyszał, że i Mojżesz płacze. Bóg nie zmienił 

zdania. Żaden z ich dwóch nie zobaczy Ziemi Obiecanej. 

Aaron zasłonił twarz, załamany. 

Mój biedny Mojżesz! — myślał. Wysłuchaj mojej modli¬twy, 

o Panie. Jeśli zobaczysz, że słabnę, nie pozwól mi znowu 

ulec grzechowi ani znów wpędzić w kłopoty mojego brata. 

Nie pozwól, abym stanął dumnie przed ludem, prowadząc go 

w złą stronę. Boże, wolałbym już, abyś odebrał mi życie, 

niż żebym ponownie poddał się grzechowi! 

 

background image

Z Kadesz wyprawił Mojżesz posłów do króla Edomu, żeby 

poprosili go o pozwolenie na przejście przez jego ziemię. 

Obiecali, że Izraelici nie pójdą przez pola ani winnice i 

nie będą pić wody ze studni. Nie zboczą ani na prawo, ani 

na lewo, a jedynie skorzystają ze szlaku zwanego drogą 

królewską. 

Król Edomu odpowiedział im jednak, że nie pozwoli na to, 

a jeśli Izraelici spróbują przejść przez jego kraj, 

zastąpi im drogę z mieczem w ręku. Mojżesz wysłał więc 

posłów ponownie, zapewnili króla, że Izraelici przejdą 

jedynie utartą drogą i zapłacą za wodę, gdyby 

potrze¬bowali jej oni sami czy też ich trzody. Król po 

raz drugi zabronił im jednak przejścia i wyszedł 

naprzeciw nich z licznym i dobrze uzbrojonym wojskiem. 

Obłok wyruszył z Kadesz; Mojżesz podążał za Panem wzdłuż 

granic Edomu, ku górze Hor. Aaron szedł koło brata, 

załamany. Kiedy ludzie rozłożyli obóz, złożył wieczorne 

ofiary. Pogrążony w smutku powrócił do swo¬jego namiotu i 

ostrożnie pozdejmował kapłańskie szaty. Potem usiadł w 

wejściu i patrzył przed siebie. Przez cały dzień 

doskwierał mu wygląd mijanego pustkowia. Przy¬pomniał 

sobie teraz egipskie pola pszenicy i jęczmienia, zielone 

pastwiska ziemi Goszen. 

Byliśmy niewolnikami — przypomniał również sobie. 

Pomyślał i o nadzorcach, zastanawiając się nad tym, ileż 

to razy- czuł na grzbiecie uderzenie bata, i jak 

nieznośnie piekło go pustynne słońce. 

A zieleń... Nil woniał nadrzecznym mułem, ibisy 

zanu¬rzały dzioby w wodzie i wyciągały z niej ryby... 

Aaron uniósł z wysiłkiem głowę i popatrzył na słup ognia. 

background image

Dopomóż mi, Boże! — westchnął w duchu. — Pomóż mi... 

Wówczas usłyszał znowu Głos, spokojny, ale stanowczy. 

Aaron odczekał całą noc, a kiedy nastał ranek, wstał i 

włożył kapłańskie szaty. Poszedł do przybytku, obmył się 

i jak zwykle złożył poranną ofiarę. Później nadszedł 

Mojżesz z Eleazarem. Mojżesz wziął głęboki oddech, ale 

nie był w stanie mówić. Eleazar wydawał się zakłopotany. 

Aaron ścisnął brata za ramię. 

Wiem, Mojżeszu - odezwał się. - Do mnie Pan także 

przemówił. Wczoraj, o zachodzie słońca. 

Eleazar popatrzył niepewnie na ojca, to znów na 

Moj¬żesza. 

Co się stało? - spytał. 

Mamy wejść na górę Hor. 

Kiedy? 

Teraz. - Dobrze, że Eleazar przynajmniej nie spytał, 

po co. Nie prosił także, aby wspinaczka została odłożona 

do wieczora, kiedy będzie chłodniej. Po prostu ruszył do 

podnóża góry. 

Może jednak Izrael nie był pozbawiony nadziei? 

Wspinaczka była trudna, trzeba było posuwać się wąską 

ścieżką pomiędzy poszarpanymi skałami i wokół nich. Aaron 

wchodził coraz wyżej i wyżej, aż w końcu był wyczerpany, 

bolały go wszystkie mięśnie. Szedł jednak noga za nogą i 

modlił się do Pana o siłę. To był pierwszy raz, kiedy Pan 

wezwał go na szczyt góry. I ostatni. 

Po wielogodzinnym wysiłku Aaron dotarł na sam szczyt. 

Serce biło mu mocno, odczuwał palenie w płu¬cach. Czuł 

się jednak bardziej ożywiony niż kiedykolwiek przedtem. 

Rozpostarł drżące ręce i podziękował Bogu. Obłok skupił 

background image

się i wzniósł, zmieniając barwę z szarej na 

pomarańczowozłotą, a potem jaskrawoczerwoną. Aaron poczuł 

przechodzące przez niego ciepło. Osłabło, a potem i on 

poczuł się słaby. Wiedział, że jeśli usiądzie, już więcej 

nie powstanie; a musiał stać jeszcze chwilę dłużej. 

Stał więc sam, po raz pierwszy od lat, spoglądając na 

rozciągającą się w dole równinę, upstrzoną tysiącami 

namiotów. Każde pokolenie zajmowało wyznaczone miej¬sce, 

w środku zaś stał Namiot Spotkania. Na zewnątrz obozu 

pasły się stada owiec i bydła, natomiast dalej rozciągała 

się przed Aaronem ogromna pustynia. 

Eleazar pomógł Mojżeszowi wspiąć się ostatnie parę kroków 

i po chwili cała trójka stała obok siebie, spoglą¬dając z 

góry na Izrael. 

Musisz odpocząć, ojcze - odezwał się Eleazar. 

Odpocznę - odpowiedział Aaron. Na zawsze - dodał w 

myśli. 

Mojżesz spojrzał na niego; wciąż nie był w stanie mówić. 

Aaron podszedł i uścisnął brata. Ramiona Mojże¬sza 

drżały. Aaron ścisnął go więc mocniej i szepnął: 

Och, bracie mój, żałuję, że stojąc u twojego boku, 

nie byłem lepszym i silniejszym człowiekiem. 

Bóg widzi nasze winy, Aaronie — odparł Mojżesz, nie 

puszczając go. - Dostrzega nasze upadki i naszą kruchość. 

Jednak to nasza wiara ma dla Niego znaczenie. Obaj 

poty¬kaliśmy się po drodze, bracie. Każdy z nas upadał. 

Zaś Pan podnosił nas z powrotem mocą Swej potężnej ręki, 

i pozostawał z nami. - To powiedziawszy, cofnął się. 

Aaron uśmiechnął się. Nigdy nie kochał i nie szano¬wał 

żadnego człowieka tak bardzo jak swojego młod¬szego 

background image

brata. 

To nie nasza wiara, Mojżeszu - odparł. - To wier¬ność 

Boga. 

Co się dzieje? 

Aaron popatrzył na syna. 

Pan powiedział, że nadszedł czas, abym został 

przy¬łączony do przodków - wyjaśnił. 

Eleazar zamrugał oczami, spoglądał to na Aarona, to znów 

na Mojżesza. 

Co ojciec ma na myśli? — dopytywał się. 

To, że ma umrzeć, tutaj, na górze Hor. 

Nie!!! 

Aaronowi zjeżyły się włosy na karku. 

Tak, Eleazarze - potwierdził. Widział już w oczach 

syna zarzewie buntu. 

Nie może tak się stać! 

Nie podawaj w wątpliwość wyroków Pana... 

Musisz wejść z nami do Kanaanu, ojcze! - zawołał z 

pła¬czem i złością zaskoczony Eleazar. — Musisz tam 

wejść! 

Milcz! - Aaron złapał syna za ramiona. - To do Pana 

należy decyzja, kiedy człowiek ma żyć albo umrzeć. — 

Prze¬bacz mu, Boże, proszę Cię! - modlił się w duchu. - 

Pan okazał mi więcej miłosierdzia, niż na to zasłużyłem - 

dodał, łagodniejąc. - Pozwolił ci przyjść tutaj i 

towarzyszyć mi. -Aaron nie umrze otoczony całą rodziną, 

jak wielu. Jednak przynajmniej nie miał umrzeć w 

samotności. 

Eleazar zwiesił głowę, łkając. Aaron przesunął dłonią po 

plecach syna. 

background image

W dniach, które nadejdą, musisz być silny, Eleaza-rze 

— powiedział. — Musisz kroczyć drogą, którą będzie 

wskazywał ci Bóg, i nigdy z niej nie zbaczać. Trwaj przy 

Panu. On jest naszym ojcem. 

Mojżesz wziął głęboki oddech, po czym polecił: 

Ściągnij szaty, Eleazarze. 

Co? - spytał ze zdumieniem Eleazar, unosząc głowę. 

Musimy wypełnić rozkaz Pana. 

Aaron był równie zdumiony jak jego syn. Nie potrafił 

odpowiedzieć na jego nieme pytanie. 

Zrób, jak przykazał Pan - poradził. Wiedział 

jedy¬nie, że ma umrzeć, tu, na szczycie góry. Nic więcej. 

Mojżesz odłożył bukłak z wodą. Kiedy Eleazar roze¬brał 

się, Mojżesz obmył go od stóp do głów. Potem namaś¬cił go 

i wyjął z sakwy nowe, lniane spodnie. 

- Włóż to. 

Wtedy Aaron zrozumiał. Ogarnęła go radość, tak wielka, że 

zdawała się go rozsadzać. Mojżesz spojrzał z kolei na 

niego, i Aaron wiedział już, że teraz on ma ściągnąć 

szaty arcykapłana. Ułożył je starannie na płaskim 

ka¬mieniu, aż wreszcie sam został tylko w spodniach, 

okry¬wających jego nagość. 

Mojżesz wziął jego suknię z purpury i pomógł włożyć ją 

Eleazarowi; zdobiły ją przyszyte do niej jabłka granatu z 

materiału oraz złote dzwoneczki, które teraz zadzwoniły. 

Mojżesz ubrał także bratanka w wyszywaną tunikę. Uwią¬zał 

mu również starannie wokół talii kolorowy pas. Nało¬żył 

wreszcie efod ze złotych nici i fioletowej oraz czerwonej 

purpury, karmazynu oraz kręconego bisioru; na ramionach 

Eleazara spoczęły dwa onyksy z wypisanymi imionami 

background image

dwunastu pokoleń Izraela. W ten sposób co dzień do końca 

życia Eleazar będzie jak gdyby nosił na ramionach cały 

swój naród. W końcu Mojżesz zawiesił mu na szyi pekto-

rał, z dwunastoma drogimi kamieniami symbolizującymi 

pokolenia Izraela. Wziął też urim i tummim i włożył je do 

pektorału, umieszczając je na sercu Eleazara. 

Po twarzy Aarona płynęły łzy. Patrzył na swojego syna — 

arcykapłana wybranego przez Boga. Pan zapowiedział 

niegdyś Aaronowi, że zapoczątkuje on ród arcykapłanów, 

którzy będą następować po nim w przyszłych pokole¬niach, 

lecz Aaron myślał, że w międzyczasie zaprzepaścił tę 

możliwość, że nie był godny tak wielkiego zaszczytu. 

Wszak tyle razy zgrzeszył! Był taki sam jak inni, 

narzekał na trudności, pożądał rzeczy, których nie miał, 

bunto¬wał się przeciwko Mojżeszowi i przeciw Bogu, 

okazywał żądzę władzy i dumę, winił innych za kłopoty, 

które sam na siebie sprowadził własnym nieposłuszeństwem, 

bał się zaufać Bogu we wszystkim. Ech, ten złoty cielec, 

prze¬klęty złoty bożek grzechu! 

A mimo to - Bóg dotrzymał złożonej obietnicy. 

Och, Panie, Panie, jesteś dla mnie miłosierny! - modlił 

się z wdzięcznością Aaron. Tylko Ty jesteś wierny! 

Ogarnęła go radość, ale towarzyszył jej również smutek, 

gdyż Aaron wiedział, że Eleazar będzie zmagał się ze 

swoją rolą podobnie jak on. Syn Aarona spędzi resztę 

życia na uczeniu się Prawa i próbach przestrzegania go. 

Ciężar całej sytuacji będzie go przytłaczał; bowiem i 

Eleazar zda sobie sprawę, że w ukrytych miejscach jego 

duszy czai się grzech. Będzie starał się zmiażdżyć mu 

głowę piętą, jednak także jemu się to nie uda. 

background image

Oczy wszystkich będą zwrócone na niego, lud będzie 

słuchał słów Eleazara i przyglądał się jego życiu. I 

będzie widział, że to tylko człowiek, który stara się żyć 

po bożemu. Co rano i co wieczór Eleazar będzie składał 

ofiary. Stale będą mu towarzyszyć zapach krwi i woń 

kadzidła. Raz w roku będzie wchodził do Miejsca 

Najświętszego i smarował krwią ofiary przebłagalnej rogi 

ołtarza. I będzie wiedział, że będzie musiał to ciągle 

powtarzać - tak jak Aaron. Eleazar także będzie czuł na 

barkach ciężar grzechu. 

Dopomóż nam, Panie! - modlił się Aaron. Miej 

miło¬sierdzie nad nami! Mój syn będzie się starał, 

podobnie jak ja się starałem, i będzie upadał. 

Podarowałeś nam Prawo, abyśmy mogli żyć świętym życiem. 

Ale Ty wiesz, o Panie, że nie jesteśmy święci. Jesteśmy 

jak proch. Czy kiedykolwiek nadejdzie dzień, kiedy 

staniemy się jednym narodem, o jednym umyśle i sercu, 

jednym duchu, zje¬dnoczeni w dążeniu, aby sprawiać Ci 

radość? Obmyj nas, używając hizopu, Panie. Oczyść nas z 

nieprawości! Obrzezaj nasze serca! 

Aaron drżał, nie był już w stanie ustać, więc usiadł na 

ziemi i oparł się o kamień. 

Czy to właśnie jest powodem istnienia Prawa, Panie? To, 

żebyś nam pokazał, iż nie jesteśmy w stanie żyć 

dosko¬nale podług niego? Kiedy złamiemy jeden z 

przepisów, choćby zdawał się najmniejszy, łamiemy Twoje 

Prawo. Nawet gdybyśmy powrócili do łon matek i zaczęli 

życie od nowa, znów byśmy grzeszyli. Musielibyśmy 

narodzić się całkiem innymi, nowymi stworzeniami... 

Ocal nas, Panie. Przyślij nam Zbawiciela, który będzie w 

background image

stanie robić wszystko, o co poprosisz, który będzie mógł 

stanąć przed Miejscem Najświętszym bez grzechu. Kogoś, 

kto będzie mógł być naszym arcykapłanem i złożyć 

dosko¬nałą ofiarę, mieć w sobie siłę, pozwalającą zmienić 

nas od wewnątrz, abyśmy mogli stać się ludźmi bez 

grzechu. Potrzebny nam arcykapłan, który będzie rozumiał 

nasze słabości, któremu będą towarzyszyć te same pokusy, 

co nam, ale który nie zgrzeszy; arcykapłan, który będzie 

mógł stać pewnie w pobliżu tronu Boga, abyśmy mogli 

otrzymać miłosierdzie i odnaleźć łaskę, a ta będzie 

pomagać nam w potrzebie. 

  

 

Mojżesz usiadł koło Aarona i przemówił do niego cicho. 

Eleazar także się zbliżył, ale Aaron powstrzymał go 

ruchem ręki. 

— Nie — powiedział. — Przez wzgląd na lud... — Widział, 

że jego syn zmaga się wewnętrznie. 

Eleazar chciał uścisnąć umierającego ojca, lecz śmierć 

była zbyt blisko - ryzykował, że Aaron umrze, podczas gdy 

on będzie go tulił; tymczasem arcykapłan musiał pozostać 

czystym. Nie można było doprowadzić do splu-gawienia 

Eleazara. Pozostał w pewnej odległości, choć widać było, 

jak raz po raz zaciska zęby. 

Wtedy na szczycie góry stanęła koło nich jeszcze jedna 

osoba. Niby Człowiek - a jednak nie człowiek. Aaron 

widział Go wcześniej kroczącego w pobliżu Mojżesza, 

wyprowadzał wówczas ludzi na pustynię. Później widział Go 

znowu stojącego w skale w Refidim, gdzie wytrysnęła z 

owej skały woda dla ludu. 

background image

Przyjaciel Mojżesza. 

Miał na sobie długą, białą szatę i złotą szarfę. Jego 

oczy jaśniały jak słup ognia. Stopy miał lśniące jak brąz 

oczyszczony w palenisku. Zaś oblicze tak jasne jak 

rozpa¬lone słońce. Ów Człowiek wyciągnął rękę. 

 

Aaronie. 

 

Aaron westchnął głęboko i odpowiedział posłusznie w 

duchu: Tak, Panie. Tak...