background image

CECILY VON ZIEGESAR

CHCE

CHCE

CHCE

CHCE

TYLKO

TYLKO

TYLKO

TYLKO

WSZYSTKI

WSZYSTKI

WSZYSTKI

WSZYSTKI

EGO

EGO

EGO

EGO

plotkara 3

plotkara 3

plotkara 3

plotkara 3

Przeklad Malgorzata Strzelec

Tytul oryginalu

ALL I WANT IS EVERYTHING

- 1 -

background image

Musze, musze, musze byc uwielbiany.

The Stone Roses

*

tematy    ?    wstecz dalej    ?    wyslij pytanie    odpowiedz

Wszystkie nazwy miejsc, imiona i nazwisko oraz wydarzenia zostaly zmienione lub skrócone,  po to by

nie ucierpieli niewinni. Czyli ja.

hej, ludzie!

Boze  Narodzenie  w  Nowym  Jorku  jest  naprawde  magiczne,  zwlaszcza  na  przedmiesciach.  Pachnie

swiezym  sniegiem,  palacym  sie  drewnem  i  swiatecznymi  ciastami.  Z  góry,  z  naszego  penthouse'u,

Central  Park  wyglada  jak  srebrzysty  las,  Park  Avenue  to  parada  swiatecznych  swiatel,  a  rozmiar

choinki przed Centrum Rockefellera obiecuje, ze to beda najbardziej niezwykle swieta ze  wszystkich  -

chociaz wiekszosc z nas wypije za duzo szampana, zeby to zauwazyc.  Okna  wystawowe  wzdluz  Piatej

Alei sa swiatecznie udekorowane, a dziewczyny ida na zakupy w tych  cudnych  lazurowych  plaszczach

z  kaszmiru  od  Marca  Jacobsa,  które  kupily  w  pazdzierniku  i  juz  nie  mogly  sie  doczekac,  zeby  je

wlozyc. A wieczorem wszyscy wychodza, zeby sie  bawic,  bawic,  bawic!  Zapomnij  o uczeniu sie  przed

- 2 -

background image

koncem  semestru,  zapomnij  o  ostatniej  szansie  na  wyslanie  podania  do  college'u,  zapomnij  o

pomaganiu mamie przy kupowaniu prezentów dla pokojówek, kucharzy, kierowców i pan  z pralni.  Lap

swoja  obcisla  kiecke  z  czarnej  satyny  od  Prady,  dziesieciocentymetrowe  szpilki  od  Christiana

Louboutina z obcasami z perspeksu, pomaranczowa torebke Hermesa, najprzystojniejszego chlopaka,

jakiego znasz, i chodz ze mna!

Na celowniku

D z V przyklejeni do siebie  przy Siedemdziesiatej  Dziewiatej,  kolo  przystani.  To  wlasciwie  tragiczne  -

tyle czasu minelo, nim sie zorientowali, ze sie sobie podobaja.  N kupuje  czerwone  róze  dla  J -  kto by

sie spodziewal, ze w tym wiecznie najaranym ciele kryje sie romantyczny duch. B i S wybieraja  sie  do

Bendela, zeby kupic sukienki na dzisiejszy bal charytatywny Czern i Biel. Slysze wlasnie, ze Flow  (byly

model, wspanialy wokal i  gitarzysta,  którego  zespól  45  za  swoja  debiutancka  plyte  Komunik8  zdobyl

MTV  Music  Award  dla  najlepszego  albumu)  bedzie  mial  zaszczyt  oglosic,  ile  pieniedzy  zebrano.

Dochód  z  balu  jest  przeznaczony  dla  Badz  dobry,  organizacji  walczacej  o  prawa  zwierzat,  której

rzecznikiem  jest  Flow.  Ale  kogo  to  obchodzi?  Wszyscy  wiemy,  ze  idziemy  tam  tylko  po  to,  zeby

popatrzec na jego idealna buzie. Do zobaczenia!

CZY ZNOWU SA PRAWDZIWYMI PRZYJACIÓLKAMI?

To prawda:  S i  B postanowily  sie  pocalowac  i  pogodzic.  Najwyzszy  czas.  No  bo  w  koncu,  jak  dlugo

mozna wsciekac sie  na  kogos,  z kim  w szkole  sredniej  razem  sie  kapiesz?  B moze nie  jest  tak  blond

ani  tak  wysoka,  ani  tak  „doswiadczona” jak  S, ale  to nie  znaczy,  ze  musi  jej  nienawidzic.  A   nigdy

nie  bedzie  tak  zwodnicza  ani  tak  skupiona  na  sobie  jak  B,  ale  to  nie  znaczy,  ze  musi  sie  jej  bac.

Dziewczyny  postanowily  wiec  zapomniec  o  dzielacych  je  róznicach  i  zaczely  byc  dla  siebie  mile,

przynajmniej  na  razie.  Pytanie  brzmi:  Skoro znowu sa  razem,  to co  szalonego  zmaluja?  Wierzcie  mi,

pierwsza sie o tym dowiem, a wy zaraz potem. Nie zebym byla dobra w dotrzymywaniu tajemnicy.

Wiem, ze mnie

kochacie plotkara

pieknosci na balu

- Gdyby  byla  z  pietnascie  centymetrów  wyzsza,  móglby  oprzec  brode  na  rowku  miedzy  jej

piersiami  -  zauwazyla  Blair  Waldorf,  przygladajac  sie  swojemu  ekschlopakowi  Nate'owi

Archibaldowi. Tanczyl z Jennifer Humphrey, niska  i  wyjatkowo  dobrze  zbudowana  dziewiatoklasistka,

- 3 -

background image

dla której z niewyjasnionych przyczyn zerwal z Blair raptem pare tygodni temu. - Ale wtedy nie mialby

jak oddychac.

Na szczescie tego wieczoru Blair nie zjadla kolacji. W przeciwnym wypadku  pobieglaby  prosto

do toalety, zeby zwymiotowac z obrzydzenia.

Serena  van  der  Woodsen,  najstarsza  i  najnowsza  przyjaciólka  Blair,  pokrecila  w  odpowiedzi

jasnoblond czupryna.

- Nie  rozumiem  -  powiedziala.  -  Nie  mam nic  przeciwko  Jenny,  ale  zawsze  uwazalam,  ze  ty  i

Nate jestescie idealna para. Jestescie sobie przeznaczeni i powinniscie spedzic razem reszte zycia.

To nie  byly  slowa  w stylu  Sereny.  W koncu  latem  po dziewiatej  klasie  ona  i  Nate  za  plecami

Blair  stracili  razem  dziewictwo.  Jesli  jakas  para  byla  sobie  przeznaczona,  to  raczej  nalezaloby  sie

spodziewac,  ze  wlasnie  Serena  i  Nate.  Ale  jak  w  przypadku  wszystkich  zwiazków  Sereny,  romans  z

Nate'em  stanowil  tylko  chwilowy  kaprys.  Blair  i  Nate  tworzyli  stara  pare,  na  powaznie.  Zawsze  byli

elementem pewnym i niezmiennym - jak odzwierny w wejsciu  do apartamentowca  Sereny  przy Piatej

Alei.  Nie  sposób  wyobrazic  sobie  przyszlosci  tych  dwojga  jako  pary.  Obserwujac  ich,  Serena  mogla

posmakowac, co to znaczy byc w stalym zwiazku. To troche przerazajace zobaczyc,  jak  bardzo  sprawy

moga sie posypac.

Blair  wypila  duszkiem  kieliszek  szampana.  Dziewczyny  siedzialy  samotnie  przy  wielkim,

okraglym stole przykrytym udrapowanym muslinem i czarna tafta. Cala  sala  balowa  hotelu St.  Claire,

w  której  na  dobre  rozkrecil  sie  coroczny  grudniowy  bal  Czern  i  Biel,  byla  bogato  udekorowana.

Dziewczyny w dlugich czarnych sukienkach na ramiaczkach od Versacego i Dolce&Gabbany, z bialymi

piórami  we  wlosach,  tanczyly  z  chlopcami  w  szeleszczacych  czarno  -  bialych  smokingach  pro-

jektowanych  dla  Gucciego  przez  Toma  Forda.  U sufitu  wisiala  gigantyczna  kula  z  czarnych  i  bialych

róz. Blair miala silne wrazenie déjr vu.

Jej  matka  wyszla  za  maz  raptem  miesiac  temu  za  Cyrusa  Rose'a,  glosnego,  pocacego  sie,

grubego frajera, a przyjecie weselne urzadzono w tej sali. Wesele ponadto odbylo sie w siedemnaste

urodziny Blair,  w dniu,  w który planowala  pójsc  na  calosc  z  Nate'em.  Poswiecila  dlugie  godziny  na

przygotowania  i  raz  za  razem  wyobrazala  sobie  ze  wszystkimi  szczególami, jak  to  wszystko  po  kolei

bedzie  przebiegalo.  Ale  potem  wpadla  na  Nate'a  obsciskujacego  sie  z  ta  mala  w  korytarzu

hotelowym  i  zdala  sobie  sprawe,  ze  to  koniec.  I  niewazne  juz,  jak  seksownie  wygladala  w

ciemnobrazowej  sukience  druhny od Chloé,  jak  niesamowite  miala  wlosy  i  jak  wysokie  miala  szpilki

od  Manolo  Blahnika.  Nate  za  bardzo  byl  zajety  macaniem  balonów  tej  czternastolatki  z  loczkami,

zeby cokolwiek zauwazyc.

Byly to najgorsze  urodziny  w zyciu  Blair.  Ale  nie  miala  zamiaru o tym rozmyslac.  To  nie  w jej

- 4 -

background image

stylu. Aha, jasne.

- Juz  nie  wierze  w przeinaczenie  -  odezwala  sie  do Sereny,  z rozmachem  odstawiajac  smukly

kieliszek  na  stól  i  prawie  tlukac  przy  tym  nózke.  Przejechala  palcami  po  dlugich  ciemnobrazowych

wlosach,  które  tego  samego  dnia  przystrzygl  Antoine,  jej  nowy ulubiony  fryzjer  w  salonie  Red  Door

Elizabeth Arden.

Serena rozesmiala sie i przewrócila oczami.

- Wiec dlaczego zawsze mówisz, ze Yale to twoje przeznaczenie?

- To co innego - upierala sie Blair.

Ojciec Blair poszedl do Yale i ona od zawsze  marzyla,  zeby  tez  tam  studiowac.  Byla  najlepsza

w swojej klasie w szkole Constance Billard, a zajec dodatkowych  miala  po prostu  od zarabania,  wiec

podanie  o wczesniejsze  przyjecie  wydawalo  sie  najbardziej  oczywistym  rozwiazaniem.  Ale  w  czasie

rozmowy  kwalifikacyjnej  nie  wytrzymala  napiecia  i  zamienila  sie  w  gwiazde  srebrnego  ekranu.  Z

lamiacym  sercem  szlochem  opowiedziala  facetowi  od  rozmowy  kwalifikacyjnej  historie  o  matce,

która  rozwiodla  sie  z  jej  ojcem,  gejem,  i  wlasnie  miala  zamiar  poslubic  czlowieka,  którego  ledwo

znala, a Blair nie moze doczekac sie college'u, zeby wreszcie zaczac nowe zycie. A potem pocalowala

go - stanela na palcach i pocalowala go w zapadniety, niedogolony policzek!

Blair zawsze wyobrazala sobie,  ze  jest  bohaterka  czarno  -  bialego  filmu  z lat  piecdziesiatych,

kims  w  stylu  Audrey  Hepbum,  jej  idolki.  Tym  razem  poniosla  kleske.  Teraz  byla  zmuszona  zlozyc

podanie  o  przyjecie  w  normalnym  trybie,  tak  jak  wszyscy.  Rozmawiala  nawet  z  ojcem,  zeby

zasponsorowal  wymiane  studencka  z  Yale  do  Francji.  Dzieki  temu  zyskalaby  przewage  nad  reszta.

Mimo wszystko miala niewielkie szanse dostac sie do Yale.

Wyjela  butelke  szampana  ze  srebrnego  kubelka  z lodem,  który stal  na  srodku  stolu,  i  nalala

sobie kieliszek.

- Przeznaczenie jest dla frajerów - stwierdzila. - To tylko nedzna wymówka, zeby pozwolic,  aby

sprawy same sie toczyly, zamiast wziac je we wlasne rece.

Gdyby tylko wiedziala, jak zalatwic swoje sprawy, nie pieprzac wszystkiego przy okazji!

Serena  nie  potrafila  na  niczym  skupic  sie  dluzej,  zupelnie  jak  male  szczenie,  i  wypila  juz  za

duzo wina, zeby poruszac powazne tematy.

- Nie  rozmawiajmy  o przyszlosci,  dobra?  -  zaproponowala.  Zapalila  papierosa  i  wydmuchnela

dym nad glowa Blair. - Wiesz, ten blondynek, z którym gada Aaron, gapi sie  na  ciebie  bez  przerwy  od

dziesieciu minut. - Przykryla usta dlugimi, smuklymi palcami i zachichotala. - Ups! Ida tutaj.

Blair  odwrócila  sie  i  zobaczyla,  ze  jej  przybrany  brat,  który nosi  dredy  i  jest  wegetarianinem.

Aaron  Rose,  idzie  do  ich  stolika  z  niewiarygodnie  wysokim  chlopakiem  o  nastroszonych  blond

- 5 -

background image

wlosach,  jasnobrazowych  oczach  i  w doskonale  skrojonym smokingu  od  Armaniego.  Blondyn  bebnil

smuklymi  palcami w swoje  nadzwyczaj  dlugie  nogi  i  gapil  sie  na  lsniace,  czarne  buty  od  Christiana

Diora,  jakby  bal  sie,  ze  sie  potknie.  Za  plecami  tych  dwóch  chlopców  parkiet  roil  sie  od  slicznych,

przeslicznie  ubranych  dziewczyn  z  wyjatkowo  przystojnymi  facetami,  obejmujacymi  sie  za  szyje  i

kolyszacymi sie do piosenki Becka.

- Powiedz  Blair  cos  milego  -  podsunela  Serena  Aaronowi,  -  Dziewczyna  martwi  sie

przyszloscia.

- A kto sie nie martwi? - Blair przewrócila oczami.

Aaron wykrzywil  waskie  usta  we  wspólczujacym  usmiechu.  Przyjechal  na  bal  razem  z  Blair  i

Serena,  lecz  od  razu  zostawil  dziewczyny  przy  szampanie  i  papierosach,  zeby  poszukac  swoich

znajomych.  Ale  Blair  ostatnio  byla  przybita  Z  powodu  slubu  rodziców,  koszmarnej  rozmowy

kwalifikacyjnej w Yale i calej reszty. Potrzebowala wsparcia.

- Przepraszam. Kiepski ze mnie partner na randke. Moze chcesz zatanczyc?

Blair go zignorowala. Czy wygladala na kogos, kto ma ochote tanczyc? Zerknela  na  wysokiego

przyjaciela Aarona.

- Kim jestes?

Blondyn usmiechnal sie szeroko. Zeby mial jeszcze bielsze od koszuli.

- Miles. Miles Ingram.

Syn Danny'ego  Ingrama,  slynnego  wlasciciela  restauracji  i  nocnych  klubów,  tak  popularnych

jak Gorgon w Nowym Jorku i Trixie w Los Angeles, i wiele innych.

- Chodzi  ze  mna  do  klasy  w  Bronxdale  -  dodal  Aaron.  -  Zakladamy  zespól.  Miles  gra  na

perkusji.

Blair saczyla szampana, czekajac, az powiedza cos, co nie bedzie tak strasznie nudne.

Miles usmiechnal sie do niej szeroko i zabebnil palcami w oparcie wolnego krzesla.

- Jestes o wiele ladniejsza, niz myslalem - powiedzial.

Byl  milutki,  ale  to  bebnienie  palcami  potrafilo  naprawde  wkurzyc.  Nie  odpowiedziala

usmiechem. Podniosla kieliszek. Aaron pewnie odmalowal ja przed przyjacielem jako potworna jedze,

a Miles spodziewal sie, bedzie miala brodawki na nosie i miotle pod tylkiem.

Niezupelnie. Aaron nie lubil mówic o swojej  nowej  przybranej  siostrze,  bo chcial  ja  zatrzymac

dla siebie. Ale spokojnie, bez pospiechu - dojdziemy do tego pózniej.

Aaron odgarnal dredy za ucho.

- A to Serena - wyjasnil Milesowi.

Miles obrzucil wzrokiem idealne rysy twarzy Sereny, jej glebokie blekitne oczy, smukla  figure  i

- 6 -

background image

fantastyczna  czarna  sukienke  od  Gucciego.  Pozwolil  sobie  zatrzymac  na  niej  wzrok  przez  chwile  -

trudno bylo sie powstrzymac, po czym odwrócil sie do Aarona.

- To dziwne. Nie mówiles, ze Blair jest taka piekna.

Aaron wzruszyl ramionami. Wygladal na zaklopotanego.

- Przepraszam.

Dziewczyny  zapalily  i  nadal  czekaly,  az  wydarzy  sie  cos  szalonego.  Biorac  pod  uwage,  co

przed  chwila  Blair  powiedziala  na  temat  przeznaczenia,  to  one  powinny  zadbac,  aby  cos  sie

wydarzylo.

Aaron odchrzaknal.

- Na pewno nic masz ochoty zatanczyc? - zapytal znowu Blair.

Blair  zauwazyla,  ze  Aaron  nie  ma  muszki,  a  koszule  wypuscil  ze  spodni  i  rozpial  pod  szyja.

Najwyrazniej chcial przez to dac cos do zrozumienia. Zaciagnela sie i dmuchnela mu dymem prosto  w

twarz.

- Nie, dzieki.

Piosenka  Becka  skonczyla  sie  i  ludzie  tloczyli  sie  wokól  stolików,  zeby  wlac  w  siebie  troche

procentów.

- Nóg  nie  czuje!  -  jeknela  Kati  Frank,  opadajac  na  krzeslo  naprzeciwko  Blair  i  zdejmujac

szpilki.

- Ja tez - wtracila Isabel Coates, opadajac na krzeslo obok Kati.

Przez ostatnie  dwa  lata,  kiedy  Serena  byla  w  Hanover  Academy  w  New  Hampshire,  Isabel  i

Kati nie odstepowaly Blair na krok. Razem kupowaly kosmetyki  w Sephorze,  razem  pily  cappuccino  w

Le Canard i nawet do toalety chodzily razem. Blair rzadzila zyciem towarzyskim, wiec kiedy z nia  byly,

czuly  sie  niemal  slawne,  wszedzie  przyjmowano  je  jak  królowe.  Ale  przed  Dniem  Kolumba

*

 wyrzucili

Serene  ze  szkoly  z  internatem.  Wrócila  wiec  do  Nowego  Jorku  i  ukradla  Blair  dziewczynom.  Kati  i

Isabel znowu staly sie zwykla Kati i zwykla Isabel.

- Dziewczyny, a dlaczego nie tanczycie? - zapytala Kati.

Blair wzruszyla ramionami.

- Nie jestem w nastroju.

- Musimy tylko przetrwac  ten  tydzien  przed  koncem  semestru -  westchnela  Isabel.  Znudzenie

na twarzy Blair pomylila ze zmeczeniem. - A potem wyrwiemy sie gdzies na Boze Narodzenie.

- Macie szczescie, ze  wyjezdzacie  gdzies,  gdzie  jest  cieplo  -  dorzucila  Kati.  -  Ja  bede  musiala

jechac na glupie narty do glupiego Aspen. Znowu!

- To i tak masz lepiej niz ja w moim nudnym domku w Connecticut - odparla Isabel.

- 7 -

background image

- Ja sie ciesze. Bedzie niesamowicie. - Serena usmiechnela sie podekscytowana.

Kati i Isabel spiorunowaly ja wzrokiem.

Blair  i  Serena  razem  wyjezdzaly  na  ferie  swiateczne  na  St.  Hans.  Matka  Blair  i  ojciec  Aarona

spedzali miesiac miodowy, zeglujac po Karaibach i ustawili wszystko tak, zeby w swieta spotkac sie  z

Blair,  Aaronem  i  mlodszym  bratem  Blair,  Tylerem,  w  ekskluzywnym  kurorcie  Isle  de  la  Paix  na  St.

Bans.  Kazde  moglo  zabrac  ze  soba  kogos  z  przyjaciól,  wiec  Blair  zaprosila  Serene  po  tym.  jak

pogodzily sie w lazience w czasie wesela matki.

Oczywiscie  wracaja  do  Nowego  Jorku  na  sylwestra.  Po  ukonczeniu  dwunastego  roku  zycia

zadna szanujaca sie dziewczyna nie wita Nowego Roku gdzies na wakacjach z rodzicami.

- Swietnie  bedzie  -  zgodzila  sie  Blair  z  szelmowskim  usmiechem.  Oczami  wyobrazni  juz

widziala  siebie:  ze  skóra  gladka  od olejku,  w nowym bikini  od  Missoniegona  nieskazitelnym  bialym

piasku plazy, twarz ma schowana za ogromnymi ciemnymi okularami od Chanel, a zabójczo  przystojni

chlopcy w szortach  do surfingu  przynosza  jej  egzotyczne  drinki  w lupinach  kokosa.  Zapomni o Yale  i

Nacie,  i  o  matce,  i  o  Cyrusie.  Bedzie  przypiekac  sie  na  kolor  kawy  z  mlekiem,  lezac  pod  goracym

sloncem.  Oczywiscie  wiedziala,  ze  Kati  i  Isabel  az  skreca  z zazdrosci,  bo nie  zaprosila  zadnej  z  nich

na St. Bans, ale miala to absolutnie gdzies.

Jeszcze tylko tydzien.

Chuck  Bass  stanal  za  Blair  i  polozyl  swoje  wielkie,  cieple  rece  na  jej  odslonietych,

wycwiczonych dzieki tenisowi ramionach.

- Wlasnie widzialem Nate'a i te mala z Constance obsciskujacych sie w kacie - oznajmil, jakby

ktokolwiek chcial o tym wiedziec.

Chuck  byl  przystojny,  tak  jak  ci  mroczni  faceci  z reklam  wody po  goleniu.  Byl  tez  najbardziej

napalonym  chlopakiem  w  calym  Nowym  Jorku.  W  pazdzierniku  próbowal  napastowac  Serene  w

apartamencie hotelu Tribeca Star (nalezacym do jego rodziny), kiedy stracila przytomnosc, bo za duzo

wypila.  W  tym  samym  tygodniu  prawie  namówil  mala  Jenny  Humphrey,  zeby  zdjela  dla  niego

sukienke w damskiej toalecie na imprezie „Buziak w usteczka”.

Chuck  to wyjatkowo  odrazajacy  typ,  ale  nadal  wszyscy  go  tolerowali,  bo  byl  jednym  z  nich.

Chodzil  do  malej  prywatnej  szkoly  tylko  dla  chlopców.  W  podstawówce  uczyl  sie  tanczyc  w  studiu

Arthura Murraya i bral lekcje tenisa w Asphalt Green. Spiewal w chórze  koscielnym  kaplicy  hotelu  na

plazy  w  poludniowej  Francji.  Byl  zapraszany  na  najlepsze  imprezy  i  na  najbardziej  ekskluzywne

prywatne  wyprzedaze,  tak  jak  oni  wszyscy.  Urodzil  sie,  zeby  zyc  w  wielkim  swiecie,  tak  jak  oni

wszyscy. Nawet gdy zostal odrzucony, i tak wracal po wiecej. Absolutnie nic go nie zrazalo.

Blair próbowala stracic jego dlonie.

- 8 -

background image

- I co z tego?

Chuck nadal trzymal dlonie tam, gdzie je polozyl.

- Nate'owi  nigdy  nie  udalo  sie  ciebie  namówic,  nie?  -  Zaczal  masowac  jej  ramiona.  -

Pomyslalem sobie, ze moze mnie przypadnie ten zaszczyt.

Blair  zesztywniala.  Do  tej  pory  nie  miala  specjalnych  problemów  z  Chuckiem,  ale  teraz

zrozumiala,  dlaczego  Serena  tak  serdecznie  go  nie  cierpi.  Odsunela  krzeslo,  wyszarpujac  sie  spod

jego dloni, i wstala.

- Musze  zrobic  siusiu  -  oznajmila  wszystkim  przy  stole,  Chucka  ignorujac  calkowicie.  -  A

potem wynosmy sie stad. Mozemy sie zabawic u mnie w domu.

Aaron wstal i zrobil krok w jej strone, odgarniajac w zazenowaniu dredy za uszy.

- Wszystko w porzadku? - zapytal z troska.

W tej  chwili  zachowanie  w  stylu  Pan  Wrazliwy  wkurzalo  Blair  równie  mocno,  co  obrzydliwe

zagrywki Chucka.

- Tak.

Odwrócila  sie  i  przemaszerowala  przez  sale  w  dziesieciocentymetrowych  szpilkach  od

Christiana Louboutina z obcasami z perspeksu  i  w superobcislej  czarnej  sukience  Gucciego.  Patrzyla

przed siebie, zeby nie zauwazyc Nate'a z mala Ginny, czy jak ona sie nazywala.

Ludzie  zaczeli  zbierac  sie  na  parkiecie,  rozmawiali  z  podnieceniem.  Flow  -  najprzystojniejszy

lider  sposród  wszystkich  liderów  róznych  zespolów  -  zaraz  sie  zjawi.  Ale  Blair  miala  to  gdzies.  Nie

szalala  na  punkcie  slawnych  ludzi.  Nie  musiala:  byla  gwiazda  filmu,  który  nieustannie  widziala  w

wyobrazni, najslynniejsza osoba, jaka znala.

slawny przystojniak calkowicie zmienia sytuacje

Jenny  przez  caly  wieczór  chodzila  jak  pijana  ze  szczescia.  Zanim  przyjechali  na  bal,  Nate

ubrany w nowiutki smoking od Donny Karan podjechal po nia taksówka, zabral ja na sushi  i  zbyt  duza

ilosc  sake  w  Bond,  a  potem  podarowal  jej  maly  turkusowy  wisiorek  w  ksztalcie  gwiazdki  od  Jade

Jaggera.  Jego  zielone  oczy  blyszczaly  w  swietle  swiec,  a  zlocistobrazowe  wlosy  byly  idealnie

zmierzwione. Jenny starala sie  zapisac  w pamieci  kazda  scene,  zeby  rano  namalowac  nastepny  jego

portret i dodac do swojej kolekcji.

Najlepsze  byl  to,  ze  kiedy  zjawili  sie  na  balu,  Nate  nie  ciagal  jej,  zeby  rozmawiala  z  ludzmi,

- 9 -

background image

których  nie  znala  Nawet  jego  najlepsi,  wiecznie  halasliwi  przyjaciele,  Jeremy  Scott  Tompkinson,

Anthony Avuldsen  i  Charlie  Dern,  zostawili  ich  w  spokoju.  Dzis  wieczór  Nate  nalezal  tylko  do  niej;

wystarczalo mu do szczescia, ze ja obejmowal, gdy calowali sie po cichu w kacie.

- Kojarzysz  taki  obraz  Pocalunek  Gustava  Klimta?  -  zapytala  z  przejeciem  Jenny,  patrzac  na

przesliczna twarz Nate'a.

Nate zmarszczyl brwi.

- Chyba nie.

- Tak,  na  pewno  kojarzysz.  Jest  strasznie  znany.  W  kazdym  razie  pasuje  do  tego,  co  teraz

czuje.

Nate wzruszyl ramionami i spojrzal na scene.

- Chyba ten gosc z 45 zaraz wyjdzie i cos powie.

Jenny oparla  sie  o sciane.  Jeszcze  niedawno  by  sie  posiusiala  ze  szczescia,  ze  zobaczy  taka

slawe jak Flow, ale teraz chciala tylko dalej calowac sie z Nate'em.

- I  co  z  tego?  -  zachichotala  i  dotknela  wierzchem  dloni  ust,  ostroznie,  zeby  nie  rozmazac

blyszczyka. - To bylo mile - dodala cicho.

- Co? - zapytal Nate, rozgladajac sie z roztargnieniem po sali.

- Nigdy wczesniej nie calowalam sie tak dlugo - wyznala Jenny.

Nate  odwrócil  sie  do niej  i  usmiechnal.  Wypalil  skreta  po drodze,  gdy  po  nia  jechal,  i  nadal

czul efekt. Podobala mu sie sukienka Jennifer. Dluga i  czarna,  z glebokim  wycieciem  z przodu i  z tylu

oraz z efektowna biala lamówka, która okrecala sie wokól drobniutkich kostek Jenny.

Kupila ja w Century 21, w sklepie,  gdzie  po znizkowych  cenach  mozna  kupic  markowe  ciuchy.

Odwiedzaja  go  lowcy  okazji  i  ludzie  wyjatkowo  bezmyslni,  kupujacy  wszystko,  co  ma  odpowiednia

metke, nawet jesli ewidentnie jest  to rzecz  nieudana albo  pomylka  projektanta,  która  nigdzie  indziej

poza Century 21 w zyciu by sie nie sprzedala.

Jenny poswieci kieszonkowe z czterech  miesiecy,  zeby  zwrócic  ojcu  za  sukienke,  ale  Nate  nie

musial  o tym wiedziec.  Uwazal,  ze  wyglada  w  niej  jak  czarno  -  bialy  aniol.  Aniol  z  najladniejszymi

balonami, jakie w zyciu widzial. Wyciagnal rece i poglaskal ja po ramionach.  W dotyku  tez  byla  mila,

mila i ciepla, jak swiezo upieczony chleb w pieciogwiazdkowej restauracji.

Didzej  zaczal  grac  przebój  45,  Korrupr  Me.  Flow  wkroczyl  dumnie  -  nie  wiadomo  skad  -  na

parkiet. Mial na sobie smoking i czerwona koszulke z napisem BADZ MILY wypisanym duzymi bialymi

literami.  Szczerzyl  zeby  w usmiechu  jak  ktos,  kto wie,  ze  jest  jednym  z  najprzystojniejszych  facetów

na  swiecie.  Flow  byl  synem  dunskiej  modelki  bielizny  i  jamajskiego  króla  kawy.  Wygladal  jak

opalona, blekitnooka wersja Jima Morrisona z Doorsów - kapeli z lat szescdziesiatych. Stanal  za  szkla

- 10 -

background image

nym pulpitem,  muzyka  ucichla.  Wszyscy  zaczeli  wrzeszczec  i  klaskac.  Jenny  wsunela  swoja  drobna

dlon w wieksza dlon Nate'a i uscisnela ja, gdy wyszli z kata, zeby popatrzec.

- Chce wam wszystkim goraco podziekowac za to, ze sie odstawiliscie i przyszliscie tutaj,  zeby

zbierac  pieniadze  na...  -  Flow  rozsunal  poly  smokinga  i  wskazal  na  swoja  koszulke.  Którys  z

dziarskich, rozentuzjazmowanych gosci, kto nie bal sie wyjsc na kretyna, krzyknal: „Badz mily!”

W tej samej chwili Blair  z rozmachem  otworzyla  drzwi  damskiej  toalety  i  zobaczyla,  ze  Nate  i

Jenny stoja  dokladnie  na  jej  drodze,  trzymajac  sie  za  rece.  Jenny  miala  na  sobie  sukienke  w  stylu

babuni,  za  duzej  w  biodrach,  a  za  ciasnej  w  ramionach,  watpliwej  marki.  Wygladali  z  Nate'em

tandetnie, jak dzieciaki z przedmiescia na balu maturalnym.

Blair poprawila ramiaczka sukienki i cmoknela pomalowanymi na rubinowo ustami. Im predzej

sie  stad  wyniesie,  tym  lepiej.  Ale  nie  mogla  uciec  chylkiem  jak  jakas  biedna,  porzucona

eksdziewczyna. Cholera, na to byla zbyt dumna. Zdecydowanie zbyt dumna.

- Chcialbym  takze  podziekowac  komitetowi  organizacyjnemu,  któremu  przewodniczyly  Blair

Waldorf i Serena van der Woodsen - ciagnal Flow, czytajac z malenkiej karteczki schowanej w dloni. -

 Ej, dziewczyny, moze byscie tu przyszly i pomogly mi oglosic, ile zebralismy pieniedzy?

Wszyscy wykrecili glowy, szukajac Sereny i Blair.

Z  typowa  dla  siebie  zywiolowoscia,  Serena  wykrzyknela  radosnie  i  swobodnie,  z  wdziekiem

przeszla  przez  parkiet  w  strone  podium  z  rozwianymi  jasnymi  wlosami.  Flow  cofnal  sie  o  krok.

oniemialy jej uroda, a Serena pochylila sie nad mikrofonem:

- Chodz, Blair! - krzyknela, rozgladajac sie po zatloczonej sali. - Rusz sie tutaj!

Blair  czula,  ze  ludzie  gapia  sie  na  nia.  Spróbowala  sie  usmiechnac  i  ruszyla  ze  swojego

posterunku przy drzwiach do toalety. Przeszla tuz przed nosem Nate'a i Jenny.

Nate  otworzyl  usta,  gdy  Blair  smignela  obok niego.  Wygladala  na  wyzsza,  niz  pamietal,  a  jej

pupa  nabrala  wyrazu.  Jej  dlugie  wlosy  blyszczaly,  a  skóra  miala  perlisty  polysk.  Wygladala

rewelacyjnie. Nie, wygladala lepiej niz rewelacyjnie.  Nagle  poczul  sie  zagubiony.  Mial  ochote  zlapac

Blair  za  reke  i  powiedziec:  „Chodz  no  tutaj.  Popelnilem  blad”.  Ale  Jenny  uscisnela  jego  dlon,  a  on

spojrzal  w  jej  ujmujace  brazowe  oczy  i  gleboki  rowek  miedzy  piersiami.  Natychmiast  zapomnial  o

Blair.

Byl jak wyjatkowo glupi labrador. Jesli  mu pomachasz  przed  nosem  kijkiem,  bedzie  musial  go

zlapac, ale jesli rzucisz mu pilke tenisowa, zapomni o kijku i poleci za pilka.

Blair stanela za pulpitem. Flow podal Serenie karteczke, usmiechajac sie  od ucha  do ucha,  bo

przewodniczace komitetu okazaly sie prawdziwymi Slicznotkami.

- No dobra - powiedziala Serena, czytajac karteczke. - Zebralismy wiec osiem tysiecy czterysta

- 11 -

background image

dolarów.  Wszystko  zostanie  przekazane  organizacji  Badz  Mily,  miedzynarodowemu  funduszowi

ratowania  zwierzat.  -  Popisala  sie  slynnym  usmiechem,  który obfotografowalo  juz  tylu  reporterów  z

kronik towarzyskich i rubryk z plotkami. Szturchnela Blair w reke.

Blair uczestniczyla w setkach takich imprez. Wiedziala, jak to leci.

Pochylila sie do mikrofonu.

- Dziekujemy  wam  za  przyjscie!  -  krzyknela  i  usmiechnela  sie  swoim  najlepszym  usmiechem

dobroczyncy. - I nie zapomnijcie zabrac torebek z upominkami - to najlepsza czesc zabawy!

Muzyka znowu zaczela grac, ale teraz glodniej. Wszyscy znowu pili i tanczyli. Flow szepnal cos

Serenie do ucha. Jego oddech polaskotal ja w ucho i nieco je rozgrzal. Pachnial swieza skóra.

Serena zachichotala.

- Poczekaj chwile, dobra?

Flow kiwnal glowa, a Serena zlapala Blair za reke, wyciagnela ja zza pulpitu i  poprowadzila  do

stolu.

- Chce, zebym spotkala sie z nim na zewnatrz. Przejedziemy sie jego limuzyna. Zabieraj szybko

swój plaszcz. Ty tez jedziesz.

Blair zmarszczyla brwi. Nie lubila byc piatym kolem u wozu, to nie w jej stylu.

- Nie sadze.

Serena  udawala,  ze  jej  nie  slyszy.  Nie  miala  zamiaru  pozwolic  Blair,  zeby  popsula  cala

impreze.

Kati,  Isabel,  Chuck,  Aaron  i  Miles  nadal  siedzieli  przy  stoliku,  popijajac  wódke,  która  Chuck

przemycil w srebrnej piersiówce z monogramem.

- Chodzcie!  -  zawolala  Serena  rozradowana.  -  Wszyscy  wychodzimy!  Jedziemy  na  impreze

limuzyna Flowa!

Blair  wylowila  numerek  do  szatni  ze  swojej  niezupelnie  ekologicznej,  podluznej  torebki  z

norek i  pancernika  od  Fendiego.  Entuzjazm  Sereny  bywal  irytujacy.  Ale  trudno  powiedziec,  zeby  na

balu bawila sie jakos szczególnie dobrze.

Podobal  jej  sie  pomysl,  zeby  odstawic  sie  i  pojezdzic  po  miescie,  ogladac  swiat  zza

przyciemnionych szyb limuzyny. To bylo takie w stylu Audrey ze Sniadania u Tiffany'ego.

A moze przejazdzka  z Flowem  bedzie  czyms,  co  w magiczny sposób  zmieni  jej  zycie  z  pasma

katastrof w ciag spelnionych marzen.

A moze nie.

Nate  zaczal  sie  nudzic  samym  calowaniem  Jenny.  Nie  mial  co  pic  i  naprawde  potrzebowal

nastepnego skreta.

- 12 -

background image

- Masz ochote na spacer? - zapytal.

Jenny usmiechnela sie.  Jego  rzesy  wygladaly  jak  skapane  w zlocie,  zupelnie  jak  wlosy.  Jedno

tylko  mogloby  uczynic  ten  wieczór  jeszcze  bardziej  idealnym  -  gdyby  Nate  powiedzial,  ze  ja  kocha.  I

majac nadzieje, ze to wlasnie chce jej powiedziec, zgodzila sie z zapalem:

- Jasne.

Zabrali plaszcze. Nate przytrzymal jej drzwi, gdy wychodzili z tetniacego zyciem hotelu.

Ogromna limuzyna o przyciemnianych szybach stala  zaparkowana  przed  budynkiem.  Zeszli  na

chodnik po marmurowych schodach. Nate  wypuscil  dlon  Jenny,  zeby  dyskretnie  zapalic  skreta.  Jenny

zawiedziona  bawila  sie  czarnymi  zamszowymi  rekawiczkami.  Jezeli  Nate  ma  zamiar  wyznac  jej

milosc, to wolalaby, zeby nie byl wtedy na haju.

Nagle ciemna szyba w limuzynie opuscila sie i pojawila sie sliczna blond glowa Sereny.

- Ej, wy! - krzyknela do Jenny i Nate'a. - Chodzcie! Mamy impreze! Wsiadajcie! Wsiadajcie!

Serena  jak  zwykle  dzialala  pod wplywem  impulsu.  Nawet  nic  pomyslala,  ze  to  ostatni  ludzie

na ziemi, których Blair chcialaby widziec.

Jenny zawsze uwielbiala Serene, przejazdzka z nia  wydawala  sie  ekscytujacym  i  dekadenckim

pomyslem. Bardziej ekscytujacym niz chodzenie w mrozna noc i czekanie, az  Nate  odplynie.  Dotknela

jego reki.

- Mozemy?

Nate wzruszyl ramionami. Mógl zrobic wszystko, o ile bedzie mógl zabrac ze soba skreta.

- Jasne. Czemu nie?

Drzwi otworzyly sie, a Jenny,  chichoczac,  zaczela  gramolic  sie  nad  masa  nóg  w kabaretkach  i

w  spodniach  od  smokingów.  W  koncu  wkrecila  sie  w  odrobine  miejsca  tuz  przy  oknie,  obok

dziewczyny,  która  miala  najbardziej  niezwykle  buty.  chyba  potwornie  drogie.  Jenny  w  zyciu  czegos

takiego nie widziala. I tak sie sklada, ze to byla eksdziewczyna Nate'a - Blair Waldorf.

Jenny  zaczerwienila  sie  jak  burak  i  natychmiast  odwrócila  glowe  -  a  wtedy  zobaczyla

rzucajacego  jej  lubiezne  spojrzenie  Chucka  Bassa,  tego  dupka,  który przykleil  sie  do niej  w  lazience

na imprezie „Buziak w usteczka” w pazdzierniku.

Widzisz,  co  sie  dzieje,  kiedy  nurkujesz  do  limuzyny,  nie  sprawdziwszy  wczesniej,  kto  jest  w

srodku?

- 13 -

background image

D moze uchowa sie do slubu

Daniel  Humphrey  odgryzl  rózowy paznokiec  Vanessy  Abrams  i  wyplul  go  na  brazowy  kudlaty

dywan lezacy  w jego  sypialni.  Ten  paznokiec  byl  duzo dluzszy  od reszty  i  Dan  mial  juz  dosc  tego,  ze

Vanessa caly czas go nim drapala.

- Ej,  to byl  mój paznokiec  do gitary!  -  zaprotestowala  Vanessa,  wyrywajac  dlon.  zeby  ocenic

straty.

Dan  rozesmial  sie.  Jego  blada  twarz  wykrzywila  sie  pod  szopa  wlosów.  Rzadko  kiedy  je

obcinal, ale za dlugie wlosy pasowaly do wizerunku poety, który naduzywa kofeiny.

- Jakbys grala na gitarze.

Vanessa  wzruszyla  ramionami  i  potarla  czubek  glowy  bladymi  knykciami.  Miala  ogromne

brazowe oczy,  blada  cere,  waskie  czerwone  usta  i  moglaby  byc  ladna,  gdyby  przestala  golic  glowe.

Ale  Vanessy  nie  interesowala  uroda,  ona  wolala  brzydka  strone  rzeczywistosci,  jej  mroczne

zakamarki.

- Skad wiesz? Za dnia widuje sie z toba, ale w nocy daje czadu.

- Nawet  nie  lubisz  glosnej  muzyki  -  szydzil  Dan.  Pchnal  ja  na  lózko  i  zaczal  laskotac  pod

pachami. - Twoja ulubiona plyta to nagranie burzy z piorunami.

- Przestan! - pisnela Vanessa, smiejac sie histerycznie, machajac na oslep rekoma  i  nogami.  -

Danielu Randolphie Humphreys, przestan natychmiast!

Prawda, ze sa slodcy?

Dan przestal ja laskotac i usiadl prosto.

- Powiedzialas to slowo na „r”.

Vanessa poprawila golf. który podjechal w góre na jej bladym, nieco pulchnym brzuchu.

- Randolph,  Randolph,  Randolph.  Kto  daje  dziecku  na  drugie  Randolph?  Brzmi  jak  nazwa

prezerwatyw albo imie gwiazdy porno. Randolph Posuwacz! - zanosila sie od smiechu.

Dan  nagle  umilkl.  Marszczac  brwi,  wsunal  palec  w  dziure  wypalona  papierosem  w  starym,

zielonym welnianym kocu wojskowym, którym przykrywal lózko.

Vanessa usiadla.

- Przepraszam.  Obiecalam,  ze  nie  bede  juz  nabijac  sie  z  twojego  drugiego  imienia,  a  teraz

siedze tu i wyje jak szakal.

- 14 -

background image

Ale nie to gryzlo Dana.

- Ile lat ma Clark? Dwadziescia dwa? - zapytal.

Oczy Vanessy zrobily  sie  jeszcze  wieksze.  Clark  byl  barmanem, z którym widywala  sie,  zanim

Dan w koncu zajarzyl i zrozumial, ze on i .Vanessa powinni byc kims wiecej niz przyjaciólmi.

- No, i co z tego?

- Prawdziwy ogier?

- Chyba.  -  Nadal  nie  wiedziala,  do  czego  Dan  zmierza.  Zakrecil  sie  gwaltownie  na  lózku  i

zapalil milion któregos camela tego dnia. Zaciagnal sie gleboko i wydmuchnal blekitnoszary  dym nad

glowa Vanessy. Chcial wygladac na spokojnego.

- Wiec wy... OM... uprawialiscie seks?

Vanessa próbowaly ukryc usmiech. A wiec o to chodzilo. Zastanowila sie nad odpowiedzia.

- Tak jakby.

- Tak jakby tak, czy tak jakby nie?

- Tak jakby tak, ale nieduzo - odparla z wahaniem Vanessa.

Poszla  do  lózka  z  Clarkiem  dwa  razy.  Pierwszy  raz  byl  w  srodku  dnia.  Byla  tak  skrepowana

myslami o swoim ciele, ze nie zwracala uwagi na nic innego. Za drugim razem  bardziej  sie  rozluznila,

ale  nadal  nic  rozumiala,  o co  tyle  halasu.  Dla  niej  to bylo  w  zabawny  sposób  prehistoryczne.  Bo  to

wlasciwie  dokladnie  to samo,  co  robia  zebry  i  hieny  w  porze  godowej  na  filmach  przyrodniczych.  Z

drugiej  strony  fajnie  bylo  miec  to  za  soba.  Dzieki  temu  czula  sie  bardziej  doswiadczona  -  pewne

rzeczy juz znala i robila.

Rozumiem.  -  Dan  znowu  zaciagnal  sie.  I  jeszcze  raz.  Patrzyl  na  szew  na  obszyciu  bialej,

poplamionej  kawa  poduszki.  On  byl  prawiczkiem,  a  Vanessa  juz  nie  byla  dziewica.  Nie  wiedzial,  jak

sie powinien z tym czuc.

Wlasciwie to wiedzial. Czul sie zdenerwowany, glupi, niski,  chudy,  blady,  dziwny  i  kompletnie

z innej bajki. Czemu poszla do lózka z innym facetem?

Sluchaj,  wiem,  ze  jestes  prawiczkiem  -  powiedziala  wprost  Vanessa.  -  Ale  to  nie  znaczy,  ze

musisz nim zostac na zawsze. - Uniosla znaczaco brwi i usmiechnela sie szeroko.

Dan podniósl wzrok i odpowiedzial usmiechem. Zaczerwienil sie mocno.

- Naprawde?

Vanessa skinela glowa i przysunela sie nieco do niego.

- Naprawde.

Polozyla  dlonie  na  jego  chudej  piersi  i  pchnela  go  na  lózko.  Potem  wyjela  papierosa  z  jego

dloni i utopila go w niedopitej wystyglej kawie.

- 15 -

background image

- Nie martw sie - powiedziala chrapliwym glosem doswiadczonej kobiety. - Wiem, co robie.

Pocalowala  go  delikatnie  w  usta  i  zaczela  ich  oboje  rozbierac.  Najpierw  sciagnela  z  niego

szara koszulke,  a  potem zdjela  swój  czarny  golf.  Miala  na  sobie  obcisly  czarny  top.  Zawsze  ubierala

sie na czarno.

Dan wzial gleboki wdech i zamknal oczy. Nie tak  to sobie  wyobrazal.  Dla  niego  seks  byl  zaraz

obok narodzin i smierci jednym z najbardziej krancowych, poetyckich doswiadczen  w zyciu  czlowieka.

To nie cos, co czlowiek robi z dziewczyna w sobotni wieczór przed koncem semestru,  kiedy  troche  sie

nudzi. To bylo cos, co sie robi, kiedy juz naprawde ludzie znaja sie do konca i pod kazdym wzgledem  -

intelektualnym,  duchowym,  filozoficznym.  Bawil  sie  nawet  mysia,  zeby  poczekac  z  seksem  az  do

malzenstwa.  Chcial  miec  pieciu  synów  i  dac  im  imiona  swoich  ulubionych  pisarzy:  Kafki,  Goethego,

Sartre'a,  Camusa  i  Keatsa.  Nawet  jesli  nie  poczeka  do slubu,  pierwszy  raz  powinien  byc  czescia  od-

krywania, jakby sie uczyli mówic do siebie w nowym jezyku.

Ale Vanessa nauczyla sie juz tego jezyka od innego faceta.

- Masz  piekne  waskie  stopy  -  zauwazyla,  gdy  kleczala  na  podlodze  i  zdejmowala  Danowi

skarpetki.

Dan usiadl i cofnal stopy.

- Poczekaj.

Vanessa wpelzla na materac i usiadla obok niego po turecku, w samych rajstopach i topie.

- Co jest?

- Nie chce tego robic - powiedzial Dan. Splótl chude rece na nagiej piersi. Nadal mial na  sobie

sztruksy, ale czul sie calkiem nagi. - To znaczy nie tak od razu.

Vanessa szturchnela go zawadiacko w ramie.

- Za  pierwszym  razem  tez  sie  denerwowalam.  To  nic  takiego  -  powiedziala  uspokajajaco.  -

Obiecuje.

Dan przelknal sline i spojrzal na sufit. Patrzyl na pekniecie w sztukaterii.

- Wolalbym poczekac, az to bedzie bardziej... naturalne.

- No... dobra - odparla powoli Vanessa. - Ale to tylko seks, zrozum. To nie jest wiersz.

Najwyrazniej  nie  rozumiala.  Dla  Dana  to  byl  wiersz.  Pewnie  najwazniejszy  wiersz,  jaki

kiedykolwiek napisze.

Siegnal po koszulke i wciagnal ja przez glowe.

- Naprawde wolalbym poczekac, i tyle.

- Dobra - rzucila Vanessa, tracac cierpliwosc.

Dan  zawsze  wszystko  analizowal.  Pisal  w  swoich  czarnych  notatnikach  tak  dlugo,  az  nie

- 16 -

background image

pozostawalo nic wiecej  do napisania.  Uwielbiala  to,  ze  jest  taki  wrazliwy  i  romantyczny,  ale  czasem

byloby milo,  gdyby  troche  sie  zapomnial  i  dal  sie  poniesc.  Z  drugiej  strony  podkochiwala  sie  w  nim

od  pierwszego  spotkania,  odkad  postali  najlepszymi  przyjaciólmi,  jakies  trzy  lata  temu.  Nie  miala

zamiaru wszystkiego popsuc, skoro w koncu byli razem.

Dan zapalil nastepnego papierosa. Rece mu sie potwornie trzesly.

Vanessa znowu go szturchnela.

- Ej, nie martw sie. Jesli o mnie chodzi, mozemy tego nie robic. W porzadku?

Kiwnal glowa, a Vanessa zlapala jego reke i polozyla ja na  ramieniu  tak,  zeby  ja  objal.  Ulozyli

sie  na  lózku.  Dan  wydmuchiwal  dym w  strone  chinskiego  czerwonego  lampionu  nad  swoja  glowa  i

delikatnie  glaskal  kciukiem  szorstka,  ciemna  glowe  Vannessy.  Cieszyl  sie,  ze  nie  musi  wiele

tlumaczyc. To bylo fajne - spotykac sie z najlepsza przyjaciólka. Znala go niemalze lepiej niz on sam.

Lezeli  tak  przez  chwile,  patrzac,  jak  dym  z  papierosa  szybuje  w  powietrzu.  To  byla  kolejna

fajna rzecz w chodzeniu z najlepsza przyjaciólka. Nie zawsze trzeba rozmawiac.

- Kiedy  tylko  zaczna  sie  ferie,  chce  nakrecic  jeszcze  troche  materialu  do  mojego  filmu  -

powiedziala  Vanessa,  przerywajac  cisze.  -  Boje  sie,  ze  moja  Wojna  i  pokój  jest  zbyt  mroczna,  zeby

wyslac ja na uniwersytet.

Ostatni film Vanessy opieral  sie  na  scenie  z Wojny  i  pokoju  Tolstoja.  Dan  gral  w nim  ksiecia

Andrzeja uzaleznionego od kokainy. Vanessa zlozyla juz wczesniej papiery na Uniwersytet Nowojorski

i chciala  im  wyslac  film  zamiast  eseju,  poniewaz  jej  glówna  specjalizacja  miala  byc  rezyseria.  Nic

mogla  sie  doczekac.  Jeszcze  tylko  jeden  semestr  w  Constance  Billard.  w  szkole  dla  grzecznych

dziewczat, do której (Bogu dzieki) nie pasowala, i wreszcie bedzie wolna, wolna, wolna!

Dan  wydmuchnal  dluga  smuzke  dymu.  Nie  rozumial,  czym  Vanessa  sie  denerwuje.  Jej  filmy

byly mroczne, ale dzieki temu genialne. Nie ma sily - musza ja przyjac na uniwerek.

- Jezeli ktos tu powinien sie martwic, to ja - powiedzial i znowu rece mu zadrzaly.

- Co masz  na  mysli?  Kazda  szkola,  w której  jest  porzadny  kurs  pisarski,  zabilaby  sie,  zeby  cie

tylko zdobyc.

- Tak,  ale  mówimy o mrocznych  rzeczach.  Moje  wiersze  sa...  -  Dan  urwal.  Jego  wiersze  byly

bardzo osobiste.  Wydawalo  mu sie  to  troche  dziwne  -  wyslac  caly  ich  plik  do  przypadkowych  ludzi

zajmujacych sie rekrutacja  w Columbii,  w Brown  albo  w Vassar.  Zupelnie  jakby  obnazal  dusze  przed

kims  zupelnie  obcym,  kto  mógl  nawet  nie  czytac  Goethego,  Sartre'a  albo  Camusa  i  móglby  nie

zrozumiec ewidentnych odniesien do ich dziel.

- Wiesz,  móglbys  opublikowac  kilka  swoich  wierszy  -  zasugerowala  Vanessa.  -  To  naprawde

zacheciloby ludzi od rekrutacji, zeby sie toba zainteresowali.

- 17 -

background image

Dan wcisnal peta do pustej puszki po coli.

- Aha. jasne - powiedzial.

Lubil pisac, ale zdecydowanie nie byl gotowy, zeby cokolwiek  wyslac  do druku.  Jeszcze  nawet

nie odnalazl wlasnego stylu. Wiedzial to. Kazdy jego nowy wiersz brzmial inaczej niz poprzednie.

Vanessa znowu usiadla.

- Mówie powaznie. Powinienes spróbowac.

Dan schowal sie pod przescieradla.

- Jak uwazasz - mruknal bez przekonania.

Nie byl gotowy na seks,  nie  byl  gotowy  na  opublikowanie  wierszy.  Poczul  jeszcze  mocniej,  ze

do niczego sie nie nadaje.

Vanessa  wiedziala,  kiedy  trzeba  sie  wycofac.  Wziela  gleboki  wdech  i  przestroila  sie  na

swojego  wewnetrznego  kociaka,  tego,  który  wstawal  z  cieplego  legowiska  przy  kaloryferze,  kiedy

slicznej buzi Dana nalezal sie calus.

Wsunela sie pod przescieradla i pocalowala go w brode.

- Jeszcze tydzien i bedziemy mogli tak spedzic cale ferie - wymruczala.

W  przeciwienstwie  do  swoich  kolezanek  z  Constance  Billard  i  kolegów  z  prywatnej  szkoly

sredniej Riverside, ani Vanessa, ani Dan nie  wyjezdzali  w zadne  oszalamiajace  miejsce  na  ferie.  Va-

nessa mieszkala na Brooklynie, w czesci Williamsburg,  ze  swoja  starsza  siostra  Ruby,  która  grala  na

gitarze basowej. Ich rodzice  byli  awangardowymi  artystami.  Mieszkali  w Vermont i  zawsze  w swieta

mieli  objazd  z  wystepami  swojej  grupy.  Dan  i  jego  siostra  Jenny  mieszkali  z  ojcem,  Rufusem,

komunistycznym pisarzem i wydawca mniej znanych  bitników,  który nie  uznawal  Bozego  Narodzenia,

Chanuki ani zadnych innych swiat.

- Tata  w piatek  przygotowuje  swoja  doroczna  lasagne  -  powiedzial  Dan  i  poglaskal  Vanesse

po plecach.  Znowu  sie  rozluznil  Uwielbial  jej  plecy,  takie  mocne  i  gladkie,  a  nie  kosciste  jak  jego.  -

Przyjdziesz, prawda?

Wzruszyla ramionami.

- Jasne.  Ale  powiedz  tacie,  ze  nie  bede  sie  tak  obzerac  jak  w  zeszlym  roku.  W  ferie  mam

zamiar zrzucic trzy kilo.

Dan nadal glaskal ja po plecach.

- Po co?

Vanessa  nie  musiala  stosowac  diety.  Jej  cialo  -  opisal  je  w jednym  ze  swoich  wierszy  -  bylo

jak woda.

- Bo  ubrania  bede  lepiej  pasowac  na  mnie,  jesli  schudne.  -  Vanessa  nie  miala  zamiaru

- 18 -

background image

wygladac  jak  jej  wychudzone  kolezanki  z klasy,  ale  nie  podobalo  jej  sie  to,  ze  musi  wciagac  brzuch,

zeby zapiac spodnie.

- Mnie sie podobasz taka, jaka jestes - powiedzial Dan, tracajac ja nosem w ucho.

Vanessa  obrócila  glowe  i  ich  usta  spotkaly  sie  w  dlugim,  slodkim  pocalunku.  Kiedy  sie

calowali,  nic  na  to nie  mogla  poradzic,  ale  pomyslala,  ze  seks  z  Danem  móglby  byc  o  wiele,  wiele

bardziej znaczacy od seksu z Clarkiem. Gdyby tylko Dan by! gotowy.

- Kocham cie - szepnal, otwierajac oczy.

- Ja tez cie kocham - szepnela, zamykajac oczy.

Przez chwile chciala zapytac go jeszcze raz, czy nie chcialby sie  kochac,  ale  nie,  bo popsulaby

te chwile.  Moze poczekac,  az  bedzie  gotowy,  chociaz  w przypadku  Dana  to moze oznaczac  czekanie

do slubu.

Nuda. Juz sie zachowuja, jakby byli malzenstwem.

J zaluje, ze zgodzila sie na te impreze

Na tylnym siedzeniu limuzyny Flowa  Blair  ledwo  mogla  odetchnac,  tak  bylo  jej  ciasno  miedzy

piersiasta  Jenny  Humphrey  a  nastroszonym,  patykowatym  perkusista  Milesem,  kumplem  Aarona.

Serena  siedziala  na  kolanach  u  Flowa  -  „zeby  reszta  miala  miejsce”,  jak  stwierdzila.  Nate

przycupniety  przy oknie  palil  trawke.  Zrobil  tez  skreta  dla  Kati,  Isabel  i  Chucka,  który po trawce  jest

jeszcze bardziej denerwujacy niz po alkoholu. Aaron siedzial po turecku na podlodze,  palii  jednego  ze

swoich ziolowych papierosów i gral na konsoli PlayStation 2, w która wyposazono limuzyne.

- Jak sie naprawde nazywasz? - zapytala Flowa Serena, chociaz wiedziala z MTV,  ze  naprawde

nazywa sie Julian Prospere. Wlasciwie brzmialo to o wiele lepiej niz Flow, ale  nie  miala  zamiaru lego

mówic.

Wyszczerzyl  zeby  w  tym  swoi  m  slynnym  usmiechu  niesmialego  chlopca,  który  pojawial  sie

tyle  razy  na  okladkach  „Spin”,  „Rolling  Stone”,  „Entertainment  Weekly”  oraz  „Interview”.  Pokrecil

glowa.

- Nie powiem.

- Cóz,  na  zywo  nie  jestes  juz  taki  przystojny  -  powiedziala,  odwracajac  sie  od  niego  z

szelmowskim usmieszkiem. Oczywiscie klamala. Na  zywo wygladal  z dziesiec  razy  lepiej  niz  na  zdje-

ciach, o ile to jeszcze mozliwe.

- 19 -

background image

Serena  wiedziala,  ze  jest  zalotna  do  granic  smiesznosci,  ale  podobalo  jej  sie  to,  jak  jego

ciemnobrazowe wlosy wija sie  na  skroniach,  uwielbiala  jego  zlocista  skóre  i  dlugie,  delikatne  palce.

Dlaczego  nie  poflirtowac?  To  tylko  jedna  noc.  Jutro Flow  poleci  do LA  albo  gdzie  indziej  -  tam  gdzie

mieszka,  a  ona  zacznie  sie  uczyc  do  egzaminów  na  koniec  semestru.  Chciala  sie  tylko  troche

zabawic.

Serena zawsze chciala tylko tej jednej rzeczy: troche sie zabawic.

Flow skrzywil sie, jakby wstydzil sie swojego boskiego wygladu.

- Wybacz. Obawiam sie, ze nie jestem tez tak wysoki.

Schylil sie i otworzyl mala lodówke schowana pod siedzeniami.

- Ej, mamy tu co nieco do picia? Ktos ma ochote?

- Poprosze  -  odpowiedziala  natychmiast  Blair.  Upic  sie  i  robic  dobra  mine  do  zlej  gry  -  to

jedyny sposób, zeby to przetrwac.

- Eee, ja tez spróbuje - zaryzykowala niepewnie Jenny.

Limuzyna skrecila gwaltownie na wlazie kanalizacyjnym i piersi Jenny podskoczyly bezlitosnie.

Zerknela na Nate'a, zeby zobaczyc, czy to zauwazyl, ale on wygladal przez  okno zapatrzony w dal,  jak

zawsze, kiedy zupelnie odlatywal.

Miles  pomógl  Flowowi  nalac  szampana  do  dziesieciu  kieliszków.  Podal  jeden  Blair,  mówiac

„na zdrowie” i stuknal sie z nia swoim.

Blair wziela kieliszek, a poniewaz nie siedziala przy oknie  i  nie  miala  na  co  patrzec,  przyjrzala

sie twarzy Milesa. Mial okragle piwne oczy, troche  jak  Mookie,  pies  Aarona.  Sterczacy,  lekko zadarty

nos Milesa byl usiany drobniutkimi piegami, a blond wlosy sterczaly niemal  pionowo.  Sadzac  po tym,

jak  rysowaly  mu  sie  na  dlugiej  szyi  zyly,  pewnie  wyciskal  ciezary  albo  gral  w  koszykówke,  czy  cos

takiego.  W sumie  wygladal  jak  posiac  z kreskówki  z  cialem  sportowca.  Ale  poniewaz  nie  miala  nic

innego  do  roboty,  a  on  zdecydowanie  sie  na  nia  napalil,  Blair  postanowila  sie  nieco  zabawic  w

uwodzenie.

Polozyla dlon na jego nodze.

- Dzieki - powiedziala, upijajac lyk szampana.

Miles usmiechnal sie, jakby pomyslal, ze to poczatek pieknej przyjazni.

Flow nie mógl przestac slinic sie do Sereny.

- Naprawde jestes najpiekniejsza dziewczyna, jaka ostatnio widzialem - mruknal jej do ucha.  -

Moze nawet jaka w ogóle spotkalem. Nie moge uwierzyc, ze nie jestes modelka.

Serena  zanurzyla  palce  w  kieliszku  z  szampanem  i  wlozyla  je  do  ust.  Spodziewala  sie,  ze

slawny  Flow  bedzie  arogancki  i  wygadany,  ale  sie  zawiodla.  Gdyby  nie  byl  takim  przystojniakiem  i

- 20 -

background image

gwiazda  rocka,  móglby  sie  okazac  calkowitym  niewypalem,  ale  byl  gwiazda  rocka  i  przystojniakiem,

wiec postanowila przymknac oko.

- Nie - odparla. - Jestem po prostu soba.

Tak  naprawde  zdjecia  Sereny  ciagle  ukazywaly  sie  w  rubrykach  towarzyskich.  Po  prostu  nie

placili jej za nie, ale nie potrzebowala tych pieniedzy.

Flow caly czas gapil sie na nia.

Serena zachichotala.

- Przestan.

- Oooch,  kochana  -  rzucil  niezbyt  grzecznie  Chuck,  zaciagajac  sie  skretem.  -  Komus  dzis

wieczór co nieco sie dostanie! - Zamknal oczy. Wygladal, jakby mial zaraz stracic przytomnosc.

- Umieram  z  glodu  -  powiedziala  Kati.  Otworzyla  popielniczke  w  drzwiach  i  zamknela  ja  z

powrotem. - Masz cos do jedzenia?

- Czuje... mrowienie - oznajmila Isabel z lekka panika.

Aaron  podniósl  wzrok  i  zobaczyl,  ze  Blair  siedzi  bardzo  blisko  Milesa,  a  jej  dlon  lezy

nonszalancko  na  jego  kolanie.  Nie  konczac  gry,  wylaczyl  konsole,  wsial  i  wcisnal  sie  na  siedzenie

miedzy nimi.

- Auc! - jeknela Blair, gdy jego koscisty tylek uderzyl ja w biodro.

- Przesun sie troche - powiedzial Aaron. - Ej, gdzie my wlasciwie jedziemy? - zapytal Flowa.

Flow,  który  gladzil  swoimi  dlugimi  palcami  niekonczace  sie  blond  wlosy  Sereny,  wzruszyl

ramionami.

- Do centrum. Moze zajrzymy do jakiegos klubu.

Jenny sciskala kieliszek szampana i miala ochote zapasc sie pod ziemie.  Dla  reszty  pójscie  do

klubu to drobiazg.  Wygladali  na  doroslych  i  pewnie  mieli  podrobione  dowody.  A Jenny  mimo swoich

piersi wygladala na dziesiec lat. Musiala sie nawet legitymowac przy wypozyczaniu filmów wideo  dla

doroslych!  Ostatnia  rzecz,  o jakiej  marzyla,  to  patrzec,  jak  wszyscy  wchodza  swobodnie  do  fajnego

klubu,  a  ja  bramkarz  grzecznie  pyta,  czy  nie  powinna  byc  juz  w lózku.  Czemu  nie  poszla  na  spacer  z

Nate'em? Zawsze o wiele lepiej sie bawila, gdy zostawali sami, niz kiedy byli z innymi ludzmi.

- Nate? - Wziela go za reke. - Musze juz wracac. - Byla  dopiero  chwila  po dwunastej,  ale  i  tak

na pierwsza miala byc w domu.

Wbrew  powszechnym  przekonaniom  Nate  nie  umarl  calkiem  dla  swiata.  Zauwazyl,  ze  Blair

poklada  sie  na  tym  chudym,  nastroszonym  chlopaku,  którego  w  zyciu  wczesniej  nie  widzial,  i

zauwazyl tez, ze Jenny nie bawi sie najlepiej. Ale kiedy  sprawy przybieraly  dziwny  obrót. Nate  zwykle

wylaczal sie i czekal, az ktos inny cos zrobi.

- 21 -

background image

- Dobra - rzucil. - Wynosmy sie stad.

Trawka,  która  wzial  ze  soba,  okazala  sie  wyjatkowo  mocna,  a  poza  tym  nic  mial  ochoty  isc

teraz do halasliwego klubu. Jak odwiezie Jenny, moze zadzwonic na komórke do Jeremy'ego  i  spotkac

sie z chlopakami w barze na Rivington, W jakims przytulnym pokoju na tylach, gdzie  mozna  spokojnie

siedziec na sofie i palic trawke, i nikt czlowiekowi nie przeszkadza.

- Ej!  -  krzyknal,  uderzajac  w  szybe  miedzy  tylnym  siedzeniem  a  kierowca.  -  Mozesz  nas

wypuscic?

Blair usmiechnela sie. Czyzby tak dzialala Nate'owi na nerwy, ze  musial  wysiasc,  bo nie  mógl

patrzec, jak dotyka innego faceta?

- Och, Natie, nie chcecie isc z nami? - zapytala Serena.

- Musze ja odwiezc do domu - odpowiedzial.

Jenny  zmarszczyla  brwi.  Nie  lubila,  kiedy  mówilo  sie  o  niej  „ona”.  Kierowca  zatrzymal  sie  i

otworzyl dla nich tylne drzwi. Jenny wyskoczyla, a za nia wygramolil sie Nate.

- Czesc! - krzyknela wesolo do wszystkich w samochodzie.

Chuck usmiechnal sie do niej glupawo, patrzac przez zmruzone powieki.

- Szkoda - burknal.

Jenny nie wiedziala, co mial na mysli, ale z pewnoscia chodzilo o cos zboczonego.

- Do zobaczenia! - zawolala Serena. - Powodzenia w czasie egzaminów!

Nate  i  Jenny  siedzieli  w  milczeniu,  jadac  taksówka  na  przedmiescia.  Nate'owi  do  szczescia

wystarczylo  patrzenie  na  sklepy  i  restauracje  migajace  za  oknem.  W  myslach  liczyl  od  jednego  do

dwudziestu  i  z  powrotem,  kompletnie  najarany.  Jenny  zmartwiona  zastanawiala  sie,  co  poszlo  nie

tak. To byla przede wszystkim jej wina, doszla do wniosku. To ona chciala przejechac sie limuzyna.

Taksówka  zatrzymala  sie  przy domu Jenny  na  rogu  Dziewiecdziesiatej  Dziewiatej  i  West  End

Avenue. Jenny siegnela do klamki.

- Ej - odezwal sie Nate, dotykajac rekawa jej plaszcza.

Nie mógl pozwolic dziewczynie odejsc bez powiedzenia dobranoc. Niezaleznie od tego, czy  sie

najaral, czy nie, mial pewna oglade, wiedzial, jak sie zachowac”.

Pocalowal ja w policzek. Jego wlosy w kolorze piasku polaskotaly ja lekko.

- Dobranoc - powiedzial ze slodkim, chlopiecym usmiechem.

Jenny odpowiedziala usmiechem, desperacko chcac zapomniec o ostatniej  godzinie  i  udawac,

ze wieczór konczy sie tak samo idealnie, jak sie zaczal.

- Dobranoc - odpowiedziala i nagle odechcialo jej sie wysiadac.

- 22 -

background image

- Spij dobrze - dodal Nate, a jego zielone oczy rozblysly w swietle lampy ulicznej.

Och.

Potrafi  byc  tak  niesamowicie  uroczy.  Jej  serce  wezbralo  prawdziwa  miloscia.  Jenny  trzasnela

drzwiami  taksówki  i  pobiegla  do domu. Zamiast  wsiasc  do windy,  przebiegla  osiem  pieter  i  wpadla

do mieszkania.

- Heja - rzucil Dan, jej starszy brat. Niósl wlasnie do swojego pokoju dwa kubki kawy.

- Heja.

Jenny zdjela  plaszcz  ze  sztucznego  czarnego  futra  i  rzucila  na  krzeslo  w kacie.  Plaszcz  zawisl

na chwile na krzesle, a potem zjechal na podloge. Nikt na to nie zwrócil uwagi. Rozlegle mieszkanie  z

czterema sypialniami nie bylo od lat porzadnie wysprzatane.

- I jak? - zapytal Dan.

Turkus w ksztalcie gwiazdy nadal wisial na szyi Jenny. Dotknela go, zeby sie upewnic.

- W porzadku. - Spojrzala na kubki w rekach Dana. - Vanessa jest jeszcze?

Dan kiwnal glowa. Wyczuwal, ze cos sie stalo.

- Aha. Wejdziesz do nas na chwile i posiedzisz?

Jenny i Dan dobrze sie ze soba dogadywali, ale nie zawsze byl dla niej tak mily.

- Dobra - zgodzila sie i ruszyla za nim do jego pokoju.

Vanessa siedziala na lózku, nadal w samym topie i rajstopach.

- Czesc, Jennifer - powiedziala, biorac kubek z kawa z rak Dana. - Nadal  chcesz,  zebym  cie  tak

nazywala, tak?

Jenny skinela glowa. Tylko Nate i Vanessa mówili do niej Jennifer. Nate  robil  tak,  poniewaz  w

ten sposób mu sie przedstawila, kiedy spotkali sie w parku. A Vanessa, poniewaz Jenny ja poprosila.

Vanessa zawsze byla dla niej mila. Zawsze traktowala ja z szacunkiem.

Lózko  Dana  bylo  w  nieladzie,  reszta  ubran  Vanessy  lezala  na  podlodze.  Dla  Jenny  bylo  to

calkiem  oczywiste,  ze  Dan  i  Vanessa  uprawiali  seks.  Stanela  niepewnie  w  progu,  zbyt  skrepowana,

zeby wejsc dalej.

- Moge zadac jedno  pytanie?  -  powiedziala  w koncu.  Nie  sprecyzowala,  kogo  wlasciwie  pyta,

ale to dlatego, ze nie miala nic przeciwko dwóm odpowiedziom.

- Smialo  -  powiedziala  Vanessa,  saczac  kawe  z  parujacego  kubka,  który  trzymala  w  obu

dloniach.

- Mozecie mi szczerze powiedziec, co myslicie o Nacie?

Dan  zmarszczyl  brwi.  Nie  chodzili  z Nate'em  do tej  samej  szkoly,  ale  czystym  przypadkiem  w

zeszlym  miesiacu  wybral  sie  do  Brown  z  nim,  Serena  van  der  Woodsen  i  ich  nacpanymi  trawka

- 23 -

background image

kumplami. Na ile  mógl  go  ocenic.  Nate  byl  bogaty,  przystojny  i  wieczne  najarany.  Nic  mozna  mu nic

zarzucic,  ale  tez  trudno  powiedziec,  zeby  byl  kims  nadzwyczajnym.  Dana  gryzlo  to,  ze  jego  madra,

sliczna siostra traci czas z facetem, który z pewnoscia zlamie  jej  serce.  Ale  z drugiej  strony  rozumial,

dlaczego  Jenny  tak  dala  sie  oczarowac.  Przede  wszystkim  Nate  jest  starszy,  no  i  to  przystojny

chlopak, z którym kazda  dziewczyna  chcialaby  sie  umawiac.  Przynajmniej  dopóki  nie  zda  sobie  spra-

wy, ze jest potwornie nudny.

W  glebi  serca  Dan  obawial  sie,  ze  Nate  naciskal  Jenny,  aby  zrobila  cos,  do  czego  nie  jest

jeszcze gotowa. Wrócila jednak niemal godzine przed wyznaczonym  czasem  i  nie  wygladala  na  szcze

gólnie zdenerwowana, wiec postanowil nie poruszac tego tematu.

Vanessa  wzruszyla  ramionami.  Nate  nalezal  do rodzaju  przystojnych  idiotów,  dla  których  nie

miala czasu. Nie chciala jednak zranic uczuc Jenny, mówiac jej o tym.

- Tak naprawde to go nie znam, ale wszystkie dziewczyny w Constance wiecznie o nim mówia.

Chyba nadaje sie na chlopaka.

Dany kiwnal glowa.

- Wlasnie.

To bylo dobrze powiedziane. Jenny zmarszczyla brwi.

- Dobra - powiedziala, czujac sie jeszcze bardziej zagubiona. - Chyba wezme prysznic.

Zamknela  drzwi  do  pokoju  Dana  i  poszla  do  siebie.  „Nadaje  sie  na  chlopaka”,  powtórzyla

sobie w myslach.  Co  to ma  znaczyc,  do cholery?  Nie  chciala  po prostu  miec  chlopaka.  Chciala  tego,

co  Gustav  Klimt  idealnie  oddal  na  obrazie  Pocalunek.  Tego  promieniejacego,  elektryzujacego

uczucia, wrazenia, „ze  musisz  trzymac  mnie  mocno,  bardzo  mocno,  zebym  nie  spadla  z nieba”, jakie

ma czlowiek zakochany.

Cóz, tak naprawde wszystkie tego chcemy, prawda?

trzeba byc okrutnym, zeby byc milym

Nim limuzyna  zatrzymala  sie  przed  Gorgon,  nowym, popularnym  klubem  na  Lower  East  Side.

Kati,  Isabel  i  Chuck  zasneli,  tworzac  na  czarnym  skórzanym  siedzeniu  cos  w  rodzaju  zakreconego

stosu wlosów, szalików, torebek, nóg i plaszczy. Blair, Serena, Flow, Miles i  Aaron  stali  na  chodniku  i

patrzyli na nich z góry.

- Bogu dzieki - powiedziala Blair.

- 24 -

background image

Jesli  mialaby  jeszcze  raz  uslyszec  jakas  kretynska  uwage  nacpanej  Kati  albo  Isabel  na  temat

tego, ze wszyscy wydaja sie fioletowi albo cos w tym stylu, zaczelaby krzyczec.

- Wygladaja jak szczeniaki - zauwazyla Serena.

- Mam ich obudzic? - zaproponowal Miles.

- Nie! - krzyknely jednym glosem obie dziewczyny.

- Ej, Miles - odezwal sie Aaron - to nie jest jeden z klubów twojego ojca?

Miles zaczerwienil sie i spuscil wzrok na swoje lsniace buty od Prady.

- No.

Blair pomyslala, ze to wlasciwie milutkie, ze tak sie zawstydzil.

- Super.  -  Flow  splótl  palce  z  palcami  Sereny,  która  juz  wlozyla  rekawiczki.  -  Gotowi  na

zabawe?

Serena  miala  to  zwariowane  wrazenie  zawrotu  glowy,  które  zawsze  pojawialo  sie,  gdy  nie

byla pewna, co bedzie za chwile. Bardzo lubila to uczucie. Uscisnela dlon Flowa.

- Zdecydowanie.

Ruszyli do klubu. Bramkarz juz zaczal zdejmowac czerwony aksamitny sznur, zeby ich wpuscic.

- Poczekajcie - powiedziala Blair. Zatrzymala sie, bo przypomniala  sobie  oblesny  komentarz,  z

którym Chuck wyskoczyl  wczesniej  tego  wieczoru.  Teraz  miala  szanse  na  slodka,  tania  zemste.  -  Ma

ktos dlugopis?

Flow  wyjal  z  kieszeni  na  piersi  w  smokingu  pisak,  który  trzymal  pod  reka  do  rozdawania

autografów. Blair pochylila sie do wnetrza limuzyny i ostroznie, zeby nie polaskotac  Chucka  rekawem

plaszcza  w  nos,  napisala  mu  na  czole:  Zabierz  tego  frajera  do  domu.  A  potem  trzasnela  drzwiami

limuzyny.

- Dzieki - powiedziala, oddajac pisak Flowowi.

Ruszyli w strone bramkarza z ogromna broda, który stal za linka.

- Hm  -  mruknal  Aaron.  Otworzyl  zapalniczke  marki  Zippo  i  zamknal.  -  Ja  chyba  wracam  do

domu. Jutro mam mnóstwo nauki.

Blair przewrócila oczami.

- I co Z tego? Ja tez.

- Chcesz wracac ze mna? - zaproponowal Aaron.

Blair zerknela na Serene, która twardo krecila glowa.

- Eee, nie.

- Na  pewno  chcesz  juz  isc?  -  zapytal  Aarona  Miles.  -  Tam  jest  naprawde  fajnie.  Moge  nam

zalatwic prywatna sale.

- 25 -

background image

- Totalnie - rzucil z podziwem Flow.

Aaron pokrecil glowa. Byl piatym kolem u wozu i dobrze o tym wiedzial.

- No to do zobaczenia.

Pozostala  czwórka  patrzyla,  jak  odchodzi  z rekoma  w  kieszeniach  smokingu,  z  dolem  koszuli

powiewajacym za nim. Potem Flow zlapal Serene w tali, podniósl i popedzil z nia do drzwi klubu.

- Ostatni w srodku to zgnile jajo! - wrzasnela.

Blair juz miala ruszyc za nimi, gdy Miles chwycil ja za reke.

- Ej, masz cos przeciwko temu, zebym cos zrobil, nim wejdziemy do srodka?

Blair  spojrzala  na  niego.  Nie,  nie  miala  nic  przeciwko.  W  koncu  to  ona  w  samochodzie

polozyla dlon na jego kolanie.

Miles  pochylil  sie  i  pocalowal  ja  bardzo  delikatnie  w  usta.  To  byl  bardzo  grzeczny,

dzentelmenski pocalunek.

- Czekalem na to caly wieczór - przyznal sie z niesmialym usmiechem.

Blair  starala  sie  utrzymac  podejscie  w  stylu  Sereny  -  „kogo  to  obchodzi”.  Tez  tak  potrafila.

Mogla zabawic sie z przypadkowym chlopakiem,  który w niczym  nie  przypomina  Nate'a.  Poza  tym po

tym wieczorze nie musi nigdy wiecej spotkac Milesa, jesli nie bedzie chciala.

Usmiechnela sie wstydliwie.

- Chyba  jestesmy  zgnile  jaja  -  powiedziala,  gdy  podniosla  twarz,  aby  znowu  pocalowac

Milesa. Tym razem pocalunek bynajmniej nie byl taki grzeczny.

W nie  wiecej  niz  trzech  tysiacach  slów  opisz  osobe,  która  stala  sie  dla  ciebie  prawdziwa,  zyciowa

inspiracja. Jak najdokladniej przedstaw wplyw, jaki wywarla na twoje zycie.

BLAIR WALDORF

ESEJ

UNIWERSYTET YALE, 18 GRUDNIA

Audrey  Hepburn  urodzila  sie  w  Brukseli  4  maja  1929  roku.  Byla  córka  dunskiej  baronowej  i

irlandzkiego  biznesmena.  Na  jej  swiadectwie  urodzenia  widnialo:  Audrey  Kathleen  van  Heemstra

Ruston.  Kiedy  miala  raptem  trzy  tygodnie,  zachorowala  na  koklusz  i  jej  serce  przestalo  bic.

Zdesperowana  matka  przywrócila  ja  zyciu,  dajac  klapsa.  I  chociaz  Audrey  byla  malenkim  dzieckiem,

musiala  tamtego  dnia  przyswoic  sobie  nowa  lekcje,  poniewaz  potem  do  konca  swoich  dni,  nawet

kiedy byla bardzo chora, zyla pelnia zycia. Za kazdym razem, gdy mam wrazenie,  ze  przytlaczaja  mnie

- 26 -

background image

starania  sie  o  stypendium  na  uniwersytecie  albo  mój  zwariowany  rozklad  zajec,  mysle  o  Audrey  i

czuje  sie  zainspirowana.  Wierze,  ze  jezeli  czlowiek  przyklada  sie  i  ciezko  pracuje  nad  osiagnieciem

celu, zostanie nagrodzony. Audrey zostala wynagrodzona tym, ze odkryl ja...

tematy    ?    wstecz dalej    ?    wyslij pytanie    odpowiedz

Wszystkie nazwy miejsc, imiona i nazwisko oraz wydarzenia zostaly zmienione lub skrócone,  po to by

nie ucierpieli niewinni. Czyli ja.

hej, ludzie!

CZY SLAWY SA NAPRAWDE CIEKAWSZE OD ZWYKLYCH LUDZI?

Mówimy  o  nich  tak,  jakbysmy  ich  znali.  Czytamy  na  ich  temat  wszystko,  co  nam  wpadnie  w  rece.

Zalujemy  ich,  gdy  przechodza  trudne  chwile,  i  cieszymy  sie,  gdy  biora  slub  albo  zdobywaja  Oscara.

Krytykujemy  ich  fryzury,  zauwazamy,  kiedy  przytyli  albo  schudli.  Fantazjujemy  nawet  o  przyjazni  z

nimi.  I  oczywiscie  oni  maja  fantastyczne  ciuchy,  mnóstwo  domów i  zawsze  aktualne  zaproszenie  do

wszystkich nowo otwartych restauracji. Ale  my tez.  Prawda  jest  taka,  ze  jedyna  interesujaca  rzecz  w

stawnych ludziach  to ich  slawa.  No chyba  ze  rzeczywiscie  sa  interesujacy,  jak  na  przyklad...  cóz,  jak

na przyklad ja.

Na celowniku

 i  Flow  -  tak,  ten  Flow,  którego  ostatnio  widzielismy,  jak  odbieral  nagrode  MTV  za  debiutancki

album  -  tanczyli  ostatniej  soboty  jak  wariaci  w Gorgon.  Potem widziano  ich,  jak  wchodzili  do hotelu

Tribeca Star - moze by wynajac pokój? Niegrzeczni, niegrzeczni - jestem pewna, ze przeczytamy o tym

jutro w jakims brukowcu. B i nowy chlopak, którego  bedziemy  nazywac  M, tez  w Gorgon,  wyladowali

w kacie na romantycznym papierosieKI C zdezorientowani  wytoczyli  sie  z zaparkowanej  limuzyny

przed  switem,  kiedy  kierowca  zatrzymal  sie  gdzies  w  okolicach  mostu  przy  Trzeciej  Alei,  zeby

zatankowac. Miejmy nadzieje, ze kierowca byt dosc uprzejmy, by zawiesc ich do domu, gdzie  powinni

juz  byc.  A  w  smokingu  na  spacerze  po  Piatej  Alei  wyglada  smutno.  Czy  taki  przystojny  chlopak  z

- 27 -

background image

dredami nie zasluguje na troche radosci?

Wasze e - maile

P: Hej, P!

Wiem na  pewno,  ze  Flow  jest  gejem.  Kreci  z   tylko  dlatego,  zeby  ludzie  mysleli,  ze  jest

normalny.

Snoopy

O: Drogi Snoopy!

Zauwazylam  na  balu  Czern  i  Biel,  ze  jego  spodnie  byly  troche  za  ciasne  na  pupie,  wiec

moze masz racje!

P

P: Heja, P!

Jestem w klasie z M w Bronxdale. Podkochuje sie w nim  i  jego  samochodzie  juz  jakies  dwa

lata. To takie slodkie, ze zawsze  bebni  palcami  w lawke  i  jezdzi  swoim  rozkosznym,  starym

pomaranczowym porsche. Nie mam pojecia, co robi z B. To zwykla larwa!

Olive

O: Droga Olive!

Widzisz, gdybys sie nie opieprzala, to by ci larwa faceta nie zabrala. Hal Sama nie czuje, jak

mi sie rymuje! A tak powaznie: nawet jezeli nigdy sie  nie  spikniecie  z M, to zawsze  mozesz

go poprosic, zeby cie zabral na przejazdzke swoimi rozkosznym starym porsche.

P

OSTANIE SLOWO NA TEMAT KONCA SEMESTRU

Nie zakuwaj. Wiem, ze to ostatnie oceny, które licza  sie  do college'u,  ale  ty juz  to wszystko  wiesz.  A

jesli  nie,  i  tak  za  pózno,  zeby  nadrobic.  Wez  sobie  goraca  kapiel  z  solami  z  Morza  Martwego,  wlóz

ulubiona  jedwabna  fioletowa  pizame  od  Versacego,  wypij  kieliszek  szampana,  pomaluj  paznokcie

nowym lakierem  Chanel,  który kupilas  w Bendel,  i  wyspij  sie,  zeby  dobrze  wygladac.  O  wiele  lepiej

na tym wyjdziesz,  niz  gdybys  siedziala  do pózna,  zapelniajac  karteluszki  zapiskami,  których  rano  nie

bedziesz w stanie odczytac. Powodzenia. Trzymam kciuki!

- 28 -

background image

Wiem, ze mnie kochacie

plotkara

nawet slynne dziewczyny zaliczaja semestr

Byl  poniedzialek,  pierwszy  tydzien  zaliczen  semestralnych,  a  dziewczyny  w  najstarszej  klasie

szkoly  Constance  Billard  siedzialy  na  francuskim  na  trzecim  pietrze.  Wszystkie  w  mundurkach:

superkróciutkich  spódniczkach  z szarej  welny,  czarnych golfach  z  kaszmiru  firmy  TSE.  rajstopach  od

Wolforda  i  czarnych  zamszowych  mokasynach  od  Gucciego.  Siedzialy  zgarbione  nad  niebieskimi

kartkami testu egzaminacyjnego i bazgraly jak szalone. Blair  siedziala  w pierwszym  rzedzie,  tuz obok

pilnujacego  ich  nauczyciela,  pana  Beckhama,  tego  nieudacznika.  Nie  cierpiala  go,  bo  postawil  jej

tróje  za  ostatnia  prace  na  temat  filmu.  Praca  dotyczyla  filmów  Woody'ego  Allena  i  tego,  ze  nie

przemawiaja  do  szerszej  amerykanskiej  publicznosci,  poniewaz  opowiadaja  tylko  o  Nowym  Jorku  i

zyjacych w nim neurotykach. Okazalo sie, ze chociaz pan Beckham pochodzi ze  Srodkowego  Zachodu,

jest  fanatycznym  wielbicielem  Woody'ego  Allena.  Uznal  prace  Blair  za  „protekcjonalna”.  Co  za

dupek.

Na  poczatku  egzaminu  byla  seria  pytan,  na  które  trzeba  odpowiedziec  w  jednym  zwiezlym

akapicie. Pierwsze pytanie brzmialo: Qu'est - ce que vous voulez faire pendant votre temps libres?  Co

lubisz robic w wolnym czasie?

To bylo za latwe. Blair lubi kupowac  przepiekne,  markowe  i  drogie  buty,  jesc  steki  z frytkami,

pic  wódke  Ketel  One  z tonikiem w towarzystwie  Sereny  i  mnóstwo  palic.  Latem  lubi  grac  w  tenisa.

Kiedys  lubila  tez  calowac  sie  w lózku  z Nate'em,  gdy  w tle  na  DVD  lecialo  Sniadanie  u  Tiffany'ego,

ale juz tego nie lubi. Jest za bardzo zajeta innymi sprawami.

Nastepne pytanie: Decrivez voire familie. Opisz swoja rodzine.

Blair  westchnela  zirytowana.  Po  francusku  mówila  plynnie,  wiec  znala  takie  wyrazenia  jak

„zadufany  homoseksualista”,  „glupia  dziwaczka”  albo  „otyly,  oblesny  frajer”,  których  by  uzyla  do

opisu  ojca,  matki  i  ojczyma.  Ale  pani  Rogers,  nauczycielka  od  francuskiego,  byla  sztywna  do  bólu  i

nie  miala  za  grosz,  poczucia  humoru,  wiec  taki  opis  nie  zrobilby  na  niej  dobrego  wrazenia.  Wobec

tego  Blair  opisala  wspanialomyslnie  ojca  jako  „przystojnego  goscia,  które  ma  takie  samo  hobby jak

ja:  kupowanie  butów”,  matke  jako  „lagodna  blondynke,  która  potrafi  zapomniec  jak  sie  nazywa”,

ojczyma  zas  jako  „wesolego  mezczyzne,  który  glosno  sie  smieje  i  ma  niezwykly  gust,  jesli  idzie  o

- 29 -

background image

ubranie”.  Jej  mlodszy  brat  Tyler  to  latwizna:  „moze  wyrosnac  na  przystojniaka,  ale  jego  najlepszy

przyjaciel  to  konsola  PlayStation  2  i  kolekcja  plyt  z  lat  osiemdziesiatych”.  Zostal  Aaron.  Blair

zatrzymala sie  na  chwile.  Lubila  Aarona,  chociaz  ostatnio  byl  przygaszony  i  smutny.  Mierzac  wedlug

skali braci przyrodnich, mogla trafic o wiele gorzej. Usmiechnela  sie  do siebie  i  napisala:  „Mój  nowy

brat przyrodni,  Aaron,  prawdopodobnie  ocali  swiat”.  Tak.  Chyba  nigdy  o  nikim  nie  powiedziala  tak

milej rzeczy.

Nastepne  pytanie  brzmialo:  Imaginez  qu'un  djinn  apparait  sur  votre  épaule  pour  vous  dire

qu'il  vous  accordera  un  seul  souhait.  Quel  serait  votre  souhait?  Wyobraz  sobie,  ze  na  ramieniu

przysiada ci dzin i obiecuje spelnic jedno twoje zyczenie. Jak by ono brzmialo?

Blair  zapukala  olówkiem  w  drewniany  blat  lawki.  Czego  by  sobie  zyczyla?  Oczywiscie

chcialaby sie dostac do Yale. I chcialaby, zeby matka i Cyrus nigdy nie wrócili z miesiaca miodowego,

zeby  nie  musiala  z  nimi  mieszkac  i  patrzec,  jak  przez  caly  czas  sie  caluja  i  obsciskuja  publicznie.

Chcialaby,  zeby  Nate  wyprowadzil  sie  na  Antarktyde,  zeby  nie  wpadala  ciagle  na  niego  i  te  jego

gówniare. I chciala tez dostac jasnobrazowe skórzane kozaki na  cieniutkim  dziesieciocentymetrowym

obcasie  -  ciagle  jeszcze  nie  znalazla  wlasciwej  pary.  I  chciala  miec  kurtke  z baraniej  skóry.  I  czapke

uszatke z lisa.

Blair  naprawde  nie  przeszkadzalo,  ze  jej  ojciec  jest  gejem,  ale  zalowala,  ze  znalazl  sobie

faceta  we  Francji,  a  nie  w Nowym  Jorku,  bo  wtedy  czesciej  zabieralby  ja  na  zakupy.  I  zalowala,  ze

Serena nie chodzi na francuski, bo wtedy moglyby siedziec obok siebie na egzaminie i pisac do siebie

lisciki  na  temat  tych  wszystkich  szalonych  historii,  które  wypisywali  w  gazetach  na  temat  Sereny  i

Flowa. Zalowala tez, ze nie poszli z Nate'em na calosc, kiedy jeszcze  byli  razem,  bo wtedy  nie  bylaby

juz  dziewica.  Zalowala  tez,  ze  tak  dlugo  siedziala  w  klubie  z  Milesem,  Flowem  i  Serena,  bo  nadal

miala lekkiego kaca. No i jeszcze Miles dzwonil do niej wczoraj dwa razy i zostawil wiadomosci  na  se

kretarce, chociaz specjalnie dala mu zmyslony numer,  zeby  wiecej  nie  musiala  z nim  rozmawiac.  Nie

zeby w ogóle brala pod uwage oddzwonienie do niego.

W sobote wieczór dobrze sie bawila, ale do cholery, ostatnia rzecz,  której  teraz  potrzebowala,

to nowy chlopak.

Pan Beckham odchrzaknal glosno. Blair podniosla wzrok znad  pracy  i  spojrzala  na  niego.  Mial

zólte wlosy. Nie blond, ale wlasnie zólte - jak smarki naprawde  chorego  czlowieka.  Ich  spojrzenia  sie

spotkaly, a pan Beckham zrobil naprawde cos dziwnego: zaczerwienil sie.

Excuzes - moi?

Blair  odwrócila  wzrok  przerazona.  Zamachala  nerwowo  stopami,  gdy  przeczytala  nastepne

pytanie. Vous avez une desire. Que desirez vous? Czego pragniesz?

- 30 -

background image

Chciala,  zeby  ten  oblesny  nauczyciel  od  filmu,  który  jej  nic  cierpial,  nie  patrzyl  na  nia  tak,

jakby  sie  w  niej  podkochiwal.  Chcialaby  byc  teraz  na  plazy,  zamiast  odmrazac  sobie  tylek  w  tej

niedogrzanej  klasie.  Zalowala,  ze  nie  zjadla  sniadania,  bo teraz  umierala  z  glodu.  Chciala  mnóstwa

rzeczy, ale musiala podac jedna odpowiedz.

Napisala cos o dostaniu sie do Yale, chociaz w przypadku uczennicy w ostatniej klasie  pisanie

o checi  pójscia  do college'u  wydawalo  sie  oczywiste.  Wolala  jednak  wyjsc  na  nudziare,  niz  zdradzic

pani Rogers osobiste, soczyste szczególy ze swojego zycia. Potem narysowala na  marginesie  arkusza

egzaminacyjnego bucik na wysokim obcasie i znowu podniosla wzrok na pana Beckhama. Nadal gapil

sie  na  nia,  a  jego  policzki  mialy  okropny,  buraczkowo  -  czerwony  kolor.  O  czym  myslal?  Planowal

zamordowanie  jej,  czy  zastanawial  sie.  jak  by  wygladala  w  samej  bieliznie?  Blair  zdegustowana

odwrócila  wzrok.  Zerknela  na  swój  platynowy  zegarek  od  Cartierd.  Cholera,  jeszcze  godzina.

Nastepne pytanie.

Dwa pietra pod Blair, w auli, Serena meczyla sie na egzaminie z historii Ameryki.

Nie. Meczenie sie nie bylo w stylu Sereny.

Policzyla  juz  wszystkie  rozdwojone  konce  w  swoim  kucyku  -  dziewiec  -  i  odpowiedziala  na

pytanie  o  zaangazowanie  Anglików  w  dzialania  wojenne  w  czasie  II  wojny  swiatowej.  Napisala

bardzo krótki  esej  na  temat  tego,  jak  to w czasie  wojny  wszystkiego  brakowalo  i  Angielki  przestaly

nosic  ponczochy,  bo  nylon  byl  nie  do  dostania.  Te  smiale,  pracowite  kobiety,  majace  doskonale

wyczucie stylu, malowaly wzdluz tylu nogi linie, by wygladalo, ze nosza ponczochy.

Serena  westchnela.  W tamtych  czasach  dziewczyna  pewnie  mogla  spedzic  z  chlopakiem  noc

w miescie i nie znajdowala na drugi dzien swoich zdjec w kazdej  rubryce  z plotkami.  Zdjecia  Sereny  i

Flowa w Gorgon pojawily sie  w „Post”, „Entertainment  Weekly”, „People”, „Women's  Wear  Daily” i

na niezliczonych stronach internetowych, gdzie wszyscy mówili o nich „nowa para”.

To  smieszne.  Pocalowala  Flowa  na  do  widzenia  w  niedziele,  tuz  nad  ranem  przed  barem

hotelu  Tribeca  Star,  a  on  pojechal,  zeby  zlapac  prywatny  samolot  nad  Zatoke  Kalifornijska,  gdzie

krecil  wideoklip  do najnowszej  piosenki  45  -  Life  of  Krime,  a  stamtad  wybieral  sie  gdzies  na  Boze

Narodzenie.  Byl  niesamowicie  slodki  i  spedzili  naprawde  niesamowicie  ten  czas,  ale  zdecydowanie

nie  byli  para.  Para  znaczy,  ze  widujecie  sie  codziennie.  To  znaczy,  ze  jestescie  zakochani.  Moze  i

mieli  z  Flowem  troche  na  siebie  ochote,  ale  to  zdecydowanie  nie  byla  milosc,  chociaz  juz  zdazyl

przyslac jej kwiaty.

Scisle rzecz biorac, trzy tuziny naprawde trudnych do znalezienia czarnych tulipanów.

Serena byla przyzwyczajona do otrzymywania  prezentów  od facetów,  wiec  kwiaty  jej  nie  zbily

- 31 -

background image

z tropu - przynajmniej do czasu, kiedy Flow nie  zaczal  przysylac  róznych  rzeczy  doslownie  codziennie.

Czasem  facet  zaczyna  przesadzac.  Wezmy  na  przyklad  Dana  Humphreya.  Kiedy  na  jesieni  wrócila  z

Francji, ze szkoly z internatem, chodzil za nia jak zakochany psiak. Nawet pisal dla  niej  wiersze,  które

byly tak chore z milosci  i  powazne,  ze  wydaly  jej  sie  przerazajace.  Serena  lubila  Dana,  ale  bylo  tego

troche  za  duzo.  Na  szczescie  zwiazal  sie  z  Vanessa,  która  przezywala  wszystko  równie  mocno.

Tworzyli swietna pare. A Serena nie chciala sie z nikim  wiazac.  Cenila  sobie  niezaleznosc,  mozliwosc

kierowania sie wlasnymi kaprysami i robienia, co jej sie zywnie zechce. Zyla chwila - nie  miala  zamia

ru z nikim byc para, bo to zniszczyloby jej styl.

Spojrzala  na  drugie  pytanie:  „Kiedy  Siany  Zjednoczone  przystapily  do  II  wojny  swiatowej  i

dlaczego?”

Stosowniejsze  byloby  pytanie:  Czy  kiedykolwiek  ta  wiedza  do  czegos  jej  sie  przyda'??

Odpowiedz  byla  dosc  oczywista:  Nigdy!  Kogo  obchodzi,  co  sie  wydarzylo  w  przeszlosci,  kiedy  przed

nia  rozciaga  sie  przyszlosc  pelna  niesamowitych  niespodzianek  i  szalenstw  kryjacych  sie  za  kazdym

zakretem?

Ktos  popukal  ja  w  ramie  i  Serena  podniosla  wzrok.  To  byl  pan  Hanson,  jej  nauczyciel  od

laciny,  który pilnowal  uczennic  na  egzaminie  z historii.  Byl  wysoki  i  szczuply,  nosil  wasy  zawsze  tej

samej dlugosci, wiec dziewczyny z Constance uwazaly, ze musza byc falszywe.

- Co?  -  zapytala  Serena  zaskoczona.  Wiedziala,  ze  odjechala,  ale  nikt  nie  mógl  sie  za  to

czepiac w czasie egzaminu, nie? - Co takiego zrobilam?

Wtedy zorientowala sie, ze pan Hanson usmiecha sie pod wasem.

Wlozyl jej do reki egzemplarz „Post”. Gazeta  byla  otwarta  na  szóstej  stronie,  tej  z plotkami  o

gwiazdach, gdzie widnialo wielkie zdjecie Sereny i Flowa wsiadajacych do taksówki, gdy wychodzili w

sobote w nocy z Gorgon.

- Przepraszam,  ze  przeszkadzam,  ale  zauwazylem,  ze  prawie  juz  skonczylas  pisac,  a  ja  sie

zastanawialem,  czy  moglabys  poprosic  Flowa  o autograf  dla  mnie  -  szepnal.  -  Jestem  jego  wielkim

fanem. Wspaniale by bylo, gdybys ty tez sie podpisala.

Serena zamrugala ze zdziwienia. Przede wszystkim nie miala pojecia, ze pan Hanson  jest  dosc

wyluzowany, by wiedziec, kim w ogóle jest Flow. Po drugie,  nie  miala  zamiaru  prosic  Flowa  o nic.  Po

trzecie - ze co prosze? Daleko jej jeszcze bylo do skonczenia egzaminu!

- Flow  jest  w Kalifornii  -  odpowiedziala  szeptem.  -  Wystarczy,  jesli  tylko  ja  dam  autograf?  -

Rozejrzala sie po sali zazenowana. Wiekszosc dziewczyn przesiala  pisac  i  albo  patrzyly na  nia  i  pana

Hansona, albo gadaly miedzy soba.

- Slyszalam,  ze  Serena  i  Flow  sie  zareczyli  -  powiedziala  Nicki  Button  do  swojej  przyjaciólki

- 32 -

background image

Alicii Edwards. - Pobieraja sie w sylwestra, w Vegas. W kasynie Bellagio.

- W „Post” napisali,  ze  poznali  sie  w sobote  na  balu  Czern  i  Biel  -  powiedziala  Isabel  Coates

do Kati Farkas. - Ale to nieprawda.

- Poznali  sie  w zeszlym  roku na  odwyku,  nic?  -  powiedziala  Kati.  -  Flow  byl  na  odwyku  chyba

ze dwadziescia razy. Ona tez.

Serena  zlozyla  autograf  i  oddala  gazete  panu  Hansonowi.  Miala  nadzieje,  ze  nie  postawi  jej

kiepskiej oceny z laciny, skoro nie zalatwila mu autografu Flowa.

- Dzieki  -  szepnal,  ogladajac  jej  podpis.  Usmiechnal  sie  rozradowany.  -  Na  pewno  to  kiedys

bedzie warte fortune!

- Nie ma sprawy - odparla cierpliwie Serena. Szum na sali byl coraz glosniejszy.

- No  dobra,  dziewczeta.  Wracajcie  do  pracy!  -  zawolal  surowo  pan  Hanson,  kiedy  wrócil  do

biurka.

Serena spojrzala jeszcze raz na arkusz  egzaminacyjny.  „Kiedy Siany  Zjednoczone  przystapily  II

wojny swiatowej i dlaczego?”

Zanim  zaczela  odpowiadac  na  to  pytanie,  cala  gromada  jej  kolezanek  podbiegla  z

egzemplarzami „Post”, zeby dala im autograf. Pan Hanson nie mógl im zabronic, skoro sam zaczal.

- No dobrze - powiedzial, ignorujac blagalne spojrzenie Sereny, -  Dam  wam  piec  dodatkowych

minut na pisanie. Piec minut, a polem wszystkie macie wrócic na swoje miejsca.

- Ja pierwsza! krzyknela Rain Hoffstetter, podsuwajac Serenie „Post”.

- Nie, ja! - wrzasnela Laura Salon, odpychajac Rain.

Serena  zachichotala  ubawiona.  Kiedy  dwa  miesiace  temu  wrócila  z  internatu,  traktowano  ja

jak tredowata. A teraz wszyscy chcieli miec jej autograf?

Zawahala  sie  z  dlugopisem  nad  egzemplarzem  Laury.  Napisala  swoim  charakterystycznym,

nierównym charakterem pisma: Wiem, ze mnie kochasz. Serena.

seks, milosc i frankenstein

Egzamin  z angielskiego  w ostatniej  klasie  w Riverside  Prep  nieodmiennie  byl  dlugi  i  trudny,

ale Dan sie nie martwil. Przeczyta! Frankensteina Mary Shelley dwa razy,  a  wiekszosc  wierszy  Keatsa

z antologii znal na pamiec. Poza tym z zamknietymi oczami potrafil napisac wypracowanie na piatke.

Po  gruntownej  analizie  Ody  do  slowika  zamknal  arkusz  egzaminacyjny  i  zaczal  pisac  nowy

- 33 -

background image

wiersz,  który  -  mial  nadzieje  -  okaze  sie  czyms,  co  bedzie  mozna  wyslac  razem  z  podaniami  do

college'ów.  Wlasciwie  zawsze  pisal  tylko  pelne  niepokoju  wiersze  milosne.  Ten  zatytulowal  Dla

Vanessy.

Papier rani

rozcinajac cytryny

slona woda w moich oczach

Eksperymentowal z nowa forma bialego wiersza i nie byl pewien, czy to ma jakis sens.

Twoja twarz

Orzech

Koisz rany

I nakrecasz mój silnik

Nakrecasz  mój  silnik?  Nie,  to  brzmi  zbyt  seksualnie.  Nie  chcial,  zeby  Vanessa  cos  sobie

pomyslala,  gdyby  jednak  pokazal  jej  ten  wiersz.  Chodzilo  mu o to,  ze  jest  dla  niego  inspiracja.  Dan

zagapil  sie  na  slowa  i  próbowal  znalezc  lepszy  sposób  wyrazenia  mysli.  Potem  wyrwal  kartke  z

zeszytu i zmial ja w kulke. Dlaczego nie potrafi juz napisac niczego dobrego?

Poczul, ze ktos na niego patrzy, i zerknal w lewo, gdzie  siedzial  Chuck  Bass,  ostatni  kretyn.  W

siódmej  klasie  byl  jednym  z  najnizszych  wsród  rówiesników.  Nosil  okulary  w  rogowej  oprawie,

brazowe  garnitury  ze  sztruksu  i  ciagle  musial  isc  do  lazienki.  Dan  chodzil  z  nim  na  angielski  w

siódmej klasie.  Nauczyciel  kazal  im  napisac  na  lekcji  wiersz  o jakiejs  czesci  ciala.  Chuckowi  pisanie

szlo  naprawde  fatalnie.  Podal  wiec  liscik  do  Dana,  blagajac,  zeby  napisal  cos  za  niego.  Danowi

pisanie przychodzilo  z latwoscia,  wiec  napisal  pierwsza  rzecz,  która  przyszla  mu do glowy  -  wiersz  o

rekach  i  o  tym,  co  robily  dla  niego  w  ciagu  dnia.  Dal  ten  wiersz  Chuckowi,  a  potem  w  pospiechu

napisal o swoich ustach, ale ten wiersz nie byl nawet w polowie tak dobry jak pierwszy.  Chuck  dostal

piatke z plusem za kawalek o rekach i notke: Widzisz, ile potrafisz, jak sie przylozysz? J  Dan  za  wiersz

o ustach dostal czwórke i notatke od nauczyciela Wiem, ze stac cie na wiecejL

Poczatkowo  Dan  nie  mial  nic  przeciwko  temu.  Pomógl  dzieciakowi,  który  najwyrazniej  tego

potrzebowal.  Ale  w  ciagu  roku  Chuck  urósl  prawic  pól  metra,  zaczal  sie  golic,  nosic  sygnet  z

monogramem  na  malym  palcu  i  granatowy  szalik  z  kaszmiru.  W  dodatku  okazal  sie  potwornym

dupkiem,  zwlaszcza  jesli  chodzi  o  dziewczyny.  Próbowal  nawet  molestowac  mlodsza  siostre  Dana,

- 34 -

background image

Jenny, w ubikacji na imprezie  w zeszlym  miesiacu.  Dan  bardzo  jasno  dal  do zrozumienia,  ze  szczerze

go  nie  cierpi,  ale  Chuck  najwyrazniej  mial  to  gdzies.  Nadal  od  czasu  do  czasu  prosil  o  pomoc  w

angielskim, a Dan za kazdym razem odpowiadal mu, zeby spieprzal.

W  tym  momencie  Chuck  wlasnie  zerkal  do  arkusza  egzaminacyjnego  Dana  i  próbowal

przeczytac  jego  wypracowanie  na  temat  Ody  do  slowika.  Dan  odwrócil  kartke  na  pusta  strone  i

napisal  wielkimi  czarnymi  literami:  Co  tu zagladasz,  dupku? Pieprz  sie!  Chuck,  mruzac  oczy,  zerknal

na blekitny arkusz Dana. a potem pokazal mu srodkowy palec.

Nie, to Ty sie pieprz! - napisal Dan i podkreslil to dwa razy.

Zanim  przeszedl  do  nastepnego  pytania,  przeczytal  kilka  linijek  Z  Ody  do  slowika  z  arkusza

egzaminacyjnego.

Slucham w ciemnosciach. Czesto na pól zakochany

Bylem w smierci kojacej. Do niej slalem pienie... 

*

To  idealny  poczatek  wiersza  dla  Vanessy.  Ona  jest  jego  ciemnoscia.  Dan  naprawde  byl  na

wpól zakochany w smierci  -  to jego  odpalanie  jednego  papierosa  od drugiego,  rzadkie  posilki  i  picie

kawy w zdecydowanie  za  duzych  ilosciach.  Vanessa  trzymala  go  przy  zdrowych  zmyslach.  Trzymala

go przy zyciu.

Wzial  znowu  do  reki  dlugopis  i  próbowal  wymyslic  bardziej  zwiezly,  poetycki  sposób

wyrazenia  tego  samego,  co  napisal  Keats,  tylko  innymi  slowami.  Ale  choc  sie  bardzo  staral,  nie

potrafil  wymyslic  innego,  chocby  w  polowie  równie  dobrego  sposobu  napisania  tej  samej  mysli.

Zamiast tego wiec przeczytal nastepne pytanie egzaminacyjne.

„Na  lekcji  omawialismy  róznorakie  symboliczne  znaczenia  stworzonej  przez  czlowieka  i  na

jego podobienstwo istoty - Frankensteina Mary Shelley. Ale co dla ciebie znaczy Frankenstein?”

Dan  zagapil  sie  w  zamysleniu  na  jasniejacy  nad  drzwiami  sali  gimnastycznej  znak  Wyjscie.

Zawsze  uwazal,  ze  Frankenstein  byl  przerazajacy,  ale  tez  na  swój  sposób  piekny.  Frankenstein  nie

chcial nikogo skrzywdzic, ale nic panowal nad soba - byl potworem. W pewnym sensie byl jak  milosc:

straszny i cudowny, przerazajacy i wyzwalajacy, budzacy dreszcz i smutny jednoczesnie.

Drzac  pod  wplywem  twórczej  energii,  Dan  przekartkowal  arkusz  egzaminacyjny  na  pusta

strone  i  napisal  na  górze  Dla  Vanessy.  A  potem  napisal  pierwsza  linijke:  Jestes  moim

Frankensteinem.

O Boze. Czy w ogóle chcemy wiedziec, jak brzmiala druga linijka?

- 35 -

background image

Vanessa siedziala na koncu auli w szkole Constance Billard. Zdawala egzamin z historii  razem

z  Serena.  Skonczyla  pisac  czterdziesci  piec  minut  wczesniej.  Teraz,  kiedy  jej  glupawe  kolezanki  z

klasy  roily  sie  wokól  Sereny  jak  pszczoly  robotnice  wokól  królowej,  poniewaz  tak  sie  zdarzylo,  ze

sfotografowano  ja  razem  z tym nudnym, pozbawionym  sluchu  chlopaczkiem  z plakatów,  wokalista  z

zespolu  45,  Vanessa  planowala  trase  po  miescie  do  filmu,  który  miala  nadzieje  wyslac  do

Uniwersytetu  Nowojorskiego  razem  z  podaniem.  Pieprzyc  rubryke  towarzyska.  Ona  udokumentuje

prawdziwe  zycie,  które  toczy  sie  w tym miescie,  naprawde  interesujace  rzeczy,  które  rozgrywaja  sie

tuz pod nosem ludzi zaczytujacych sie plotkami z rubryki towarzyskiej.

Przede wszystkim chciala wstac przed switem i sfilmowac rybaków,  jak  przywoza  ryby na  targ

w Fulton.  Od  zapachu  ryby krztusila  sie,  ale  to  byl  idealny  pomysl:  przesledzi  droge  ryby  z  lodzi  na

targ,  gdzie  zostanie  sprzedana  po  jakies  szescdziesiat  cztery  centy  za  kilogram,  potem  do  jakiejs

restauracji  na  przedmiesciach,  gdzie  zostanie  podana  z  orzeszkami  pistacjowymi,  pomidorami  i

maslem grzybowym za dwadziescia dziewiec dolarów porcja. Zamówi ja jakas anorektyczka,  która  zje

ledwie pare kesów, a reszta zostanie wyrzucona.

Vanessa  zyla  wlasnie  dla  takiej  ironii:  gorzko  -  slodkiej.  Byla  pesymistka,  a  Dan  byl

romantykiem i dlatego wlasnie, chocby nie wiem jak go kochala, nie  rozumiala,  dlaczego  Dan  tak  sie

nakrecal  w  zwiazku  z  seksem.  Uwazala,  ze  im  dluzej  bedzie  zwlekal  i  im  bardziej  bedzie  rozdymal

sprawe  seksu,  im  wiecej  bedzie  pisal  o  tym  wierszy  i  im  bardziej  martwil  sie  z  tego  powodu  i  nie

mógl spac, tym wieksze ma szanse sie rozczarowac.  Nie  potrafila  wymyslic,  jak  delikatnie  dac  mu to

do zrozumienia.  Przychodzila  jej  do glowy  tylko  mysl,  zeby  go  zwiazac  i  zerwac  z  niego  ubranie.  Co

moze nie byc takim najgorszym pomyslem.

Usmiechnela sie do siebie i wrócila myslami do filmu.

Po  targu  rybnym  chciala  spedzic  dzien  z  policjantami,  którzy  na  rowerach  patroluja  parami

Central  Park.  Zawsze  wygladaja  tak,  jakby  nic  nie  obchodzily  ich  niepelnoletnie  dzieciaki,  które  na

Owczej  Lace  cpaja  albo  pija.  Chciala  sprawdzic,  czy  kiedykolwiek  kogos  aresztuja,  czy  tylko  próbuja

sobie  wyrobic  miesnie  nóg  pedalowaniem.  Policja  pewnie  nie  zgodzi  sie  na  filmowanie,  jezeli

Vanessa nie zdobedzie jakiegos specjalnego pozwolenia, ale i tak pomysl byl fajny.

Na koniec chciala pokrecic  sie  przy sprzedawcy  hot dogów.  Zobaczyc  jego  dom, rodzine,  psa.

Sprawdzic,  czy  ma  stalych  klientów.  Zobaczyc,  czy  przypadkiem,  gdy  czeka  na  klientów,  nie  czyta

czegos, co naprawde  jest  wyzwaniem,  na  przyklad  Teczy  grawitacji  Thomasa  Pynchona.  I  sprawdzic,

czy  nie  marzy,  aby  pewnego  dnia  stanac  na  czele  tlum.  A  moze  jest  po  prostu  szczesliwy  jako

sprzedawca hot dogów i cieszy sie, ze przez caly dzien moze jesc je za darmo.

Poruszenie  na  poczatku  sali  przyciagnelo  uwage  Vanessy.  Tlum  lemingów  wokól  krzesla

- 36 -

background image

Sereny zaczal sie rozpraszac.

- Dziekuje  wam,  dziewczeta.  Dziekuje,  Sereno!  -  zawolal  pan  Hanson.  -  Macie  dziesiec

dodatkowych minut.

Vanessa patrzyla, jak Serena wraca do gorliwego liczenia rozdwajajacych sie wlosów.

Serena  i  Dan  mieli  grac  w  pazdzierniku  w  filmie  Vanessy,  w  Wojnie  i  pokoju.  Ale  Dan

zachowywal  sie  w towarzystwie  Sereny  jak  kompletny  idiota  i  Vanessa  nie  mogla  tego  zniesc,  wiec

poprosila  dziewczyne,  która  ledwie  potrafila  grac,  zeby  wziela  glówna  zenska  role.  Serena  tez

zainteresowala sie Danem, ale to trwalo jakies piec sekund. I zanim zdazyla narobic zbyt wielu szkód,

Vanessa  wparowala  ze  swoja  ogolona  glowa,  czarnym  golfem  i  glanami,  zeby  uleczyc  jego  zlamane

serce.

Zalozyla  noge  na  noge.  Mysl  o  ratowaniu  Dana  przed  zlamaniem  serca  sprawila,  ze  jeszcze

bardziej  chciala  isc  z  nim  do  lózka.  Westchnela  niecierpliwie.  W  ferie  beda  spedzac  z  Danem

mnóstwo  czasu  razem.  Bez  specjalnej  opieki  ze  strony  doroslych.  Jest  gotowy  czy  nie,  to  tylko

kwestia czasu - w koncu to zrobia.

Widzicie?  Mimo  wizerunku  twardziela  i  pogardy  dla  niemal  wszystkich  przedstawicieli  rasy

ludzkiej,  Vanessa  byla  tylko  kolejna,  ciekawa  swiata  siedemnastolatka.  Wszystkie  jestesmy  takie

same.

N nie moze przestac myslec o tylko B

Nate jadl lunch  w Jackson  Hole  razem  z Anthonym Avutdsenem,  Charliem  Demem  i  Jeremym

Scottem  Tompkinsonem  w  czasie  godzinnej  przerwy  miedzy  egzaminami  z  matematyki  i  chemii.

Egzamin  z  matmy  byt  cholernie  trudny.  Teraz  ladowali  w  siebie  hamburgery,  frytki  i  cole,  zeby

przetrwac  przez  chemie,  na  której  bedzie  pewnie  jeszcze  gorzej.  Nate  myslal  o  tym,  ze  restauracja

powinna  zainwestowac  w  wiatraki  na  suficie,  by  pozbyc  sie  smrodu  cebuli  smazonej  na  glebokim

oleju,  który ciagle  wisial  w  powietrzu.  Rozmyslal  tez  o  Jenny  i  Blair  w  taki  luzny,  niesprecyzowany

sposób, w jaki zwykle myslal o wiekszosci spraw.

Od soboty Jennifer sie nie odzywala, co bylo dosc dziwne. bo zwykle  wysylala  mu zagadkowe,

krótkie  SMS -  y na  komórke albo  slodkie  lisciki  na  adres  mailowy  w  Szkole  Swietego  Judy.  Moze  po

prostu byla zajeta uczeniem sie do egzaminów semestralnych.

Nate odsunal talerz i wyjal z kieszeni nokie. Nie zaszkodzi, jesli wysle krótka  wiadomosc,  zeby

- 37 -

background image

nie upadala na duchu w czasie egzaminów.

Och, jakie to przemyslne.

Napisal: Powodzi Czw popol sw - czne zakupy razem. Buziaki. N.

Jeremy wyciagnal swoje chude rece w góre i pokrecil glowa, zeby rozluznic miesnie karku.

- Ej,  facet,  do  kogo  piszesz?  -  Byl  niskim,  niezgrabnym  dzieciakiem,  tak  chudym,  ze  prawie

gubil spodnie, ale nadrabial to fryzura w stylu angielskich gwiazdorów rocka i slangiem trawiarzy.

- Nie twój interes. - Nate wzruszyl ramionami.

Anthony  wsunal  do  ust  garsc  zimnych,  przesiaknietych  keczupem  frytek.  Gral  w  niemal

wszystkich  druzynach  Szkoly  Swietego  Judy,  wiec  mógl  jesc  frytki  przez  caly  dzien  i  nadal  swietnie

wygladal.

- Ej, zauwazyles, ze w sobote Blair wygladala naprawde odlotowo?

Nate kiwnal  glowa,  widzac  oczami  wyobrazni  napieta  od gry  w tenisa  pupe  Blair  pod obcisla

czarna sukienka. Naprawde dobrze wygladala.

- Oczywiscie, nie jest tak rozwinieta jak Jennifer - dodal Anthony.

Chlopcy  przestali  sie  juz  od  jakiegos  czasu  nabijac  z  Nate'a  z  powodu  umawiania  sie  z

dziewiecioklasistka,  ale  przez  caly  czas  robili  aluzje  do wyjatkowo  duzych  piersi  Jenny.  Trudno  bylo

sie powstrzymac.

Nate  usmiechnal  sie.  Potem  zmarszczyl  brwi,  próbujac  przypomniec  sobie,  jak  wygladala  w

sobote, ale przypominala mu sie tylko burza brazowych loków, cudowny rowek i niesmialy usmiech.

Lyknal coli, mruzac sliczne zielone oczy i myslac intensywnie.

A to bylo naprawde niezwykle w jego przypadku.

Dziwne,  ale  Nate  jeszcze  nigdy  nie  usiadl  i  nie  zaczal  porównywac  dwóch  dziewczyn.

Naprawde  bardzo  lubil  Jennifer  -  byla  mniej  wymagajaca  od Blair,  która  zawsze  chciala  wiedziec,  o

czym mysli albo gdzie  byl  i  z kim.  Jenny  nie  naciskala  go  w zaden  sposób,  a  Blair  zmuszala  go,  zeby

tez zlozyl  papiery  do Yale.  aby  mogli  razem  mieszkac  w kampusie,  albo  dawala  mu drogie  prezenty,

zmuszajac go do odwzajemnienia gestu i kupienia czegos dla niej.  Jenny  miala  niesamowite  piersi,  a

Blair po prostu miala piersi. Ladne, ale nic nadzwyczajnego.

Jednak  mimo wad  Blair  Nate  zawsze  czul,  ze  naprawde  sie  znaja  -  w  koncu  razem  dorastali.

Przez caly  czas,  kiedy  sie  spotykali,  mial  wrazenie,  ze  zmierzaja  ku czemus.  Byl  w  tym  jakis  cel,  jak

czerwona  pinezka,  która  wbijal  w mape  morska,  kiedy  przybijal  lodzia  do jakiegos  portu. Tym  celem

byl po czesci seks - robili juz wszystko poza tym, wiec sila rzeczy musial to byc nastepny  krok.  Ale  tez

cos  mniej  okreslonego.  Ich  zycie  plynelo  w  podobnym  tempie,  osobno,  ale  razem,  jak  lodzie  na

regatach.  Oboje  mieli  siedemnascie  lat.  Oboje  w czerwcu  konczyli  szkole.  Oboje  od przyszlego  roku

- 38 -

background image

zaczynali nauke w college'u.

On  i  Jennifer  plyneli  zupelnie  róznym  kursem.  I  niestety  seks  nie  majaczyl  nawet  na

horyzoncie.  Miala  dopiero  czternascie  lat.  W przyszlym  roku i  jeszcze  przez  kolejne  dwa  lata  bedzie

codziennie  wkladala  mundurek  i  biegla  do  Constance  Billard,  podczas  gdy  on  Bóg  jeden  wie  co

bedzie  robil  w college'u.  Wiekszosc  chlopaków  ta  róznica  wieku  by odrzucila,  ale  dla  Nate'a  to bylo

na swój sposób wygodne. Podczas gdy  on bedzie  dryfowal  w kierunku  nieopisanych  wód przyszlosci,

Jenny zostanie bezpiecznie zakotwiczona w domu. On bedzie mógl do niej pisac,  dzwonic  albo  wrócic

i zobaczyc sie z nia i nic sie nie zmieni.

Charlie  dzgnal  niedojedzona  marynate  widelcem  i  rzucil  ja  na  wierz  Nate'a,  jakby  to  byla

martwa ryba.

- Wygladasz, jakbys byl na glodzie. Wytrzymasz na chemii?

Nate  podniósl  wzrok  i  scisnal  w  kieszeni  mala  plastikowa  torebke  z  trawka.  Zerknal  na

zegarek.

- A co powiecie na szybkiego dymka przed egzaminem?

Pozostala  trójka  z  entuzjazmem  pokiwala  glowami.  Nate  usmiechnal  sie  i  wstal.  Cos  sobie

poukladal w glowie, chociaz nie byl do konca pewien co.

- Dobra - powiedzial. - Do dziela.

moze faceci sa jak ciuchy

Podczas gdy starsze i mlodsze klasy w szkole Constance  Billard  zaczynaly  swój  drugi  egzamin

semestralny,  Jenny  siedziala  na  lekcji  higieny,  rozmawiajac  miedzy  innymi  o  milosci,  seksie,

szamponie i fizjologii chlopców.

Jedenascie  dziewczat  w kole  na  podlodze  pod  rozswietlonym  sloncem  oknem,  w  przytulnym

kacie  pokoju,  który pomyslano  w  szkole  specjalnie  dla  tak  intymnych  lekcji  jak  zajecia  z  higieny  w

dziewiatej  klasie.  Na  podlodze  lezal  puszysty  karmazynowy  dywan  zamiast  zielonego  chodnika  w

odcieniu  wymiocin,  jaki  lezal  w  szkole  wszedzie.  Sciany  pomalowano  na  wesoly  chabrowy  kolor  z

bordiura w kolorze lnu. Stala tam tablica z mnóstwem kolorowej kredy do rysowania diagramów przez

nauczycieli.  A  co  najwazniejsze,  nie  staly  tam  zadne  lawki,  wiec  dziewczyny  mogly  sie  naprawde

rozluznic i mówic o tym, co chodzi im po glowie.

Zajecia  prowadzila  pani  Doherty,  hipiska  w  stylu  New  Age,  nauczycielka  tanca,  która  miala

- 39 -

background image

dwadziescia  piec  lat,  wspaniala,  wyrobiona  dzieki  jodze  figure,  dlugie  kasztanowe  wlosy  i  blada

twarz  zawsze  bez  grama  makijazu.  Byla  jedyna  nauczycielka  gimnastyki,  która  nie  wygladala  jak

babochlop.  Dziewczyny  uwielbialy  jej  otwarty,  prostolinijny  sposób  bycia,  moze  z  wyjatkiem  jej

sklonnosci do mówienia o róznych klopotliwych czesciach ciala, jakby opowiadala o swoim  psie.  Pani

Doherty pozwalala dziewczynom wybierac temat do rozmowy, wiec zwykle na zajeciach  rozmawialy  o

chlopcach.

- Serio nic rozumiem, jak mamy poznawac  nowych  chlopaków, skoro  dziewiecdziesiat  procent

czasu  spedzamy  w wylacznie  damskim  srodowisku  -  skarzyla  sie  Kim  Swanson.  Ostroznie  pogladzila

dlonmi  wymodelowane  blond  wlosy,  na  których  od  czwartej  klasy  co  miesiac  miala  robione  jasne

pasemka w salonie Johna Barretta.

Jenny  siedziala  obok  Kim  i  zachwycala  sie  tym,  ze  wszystko  w  niej  jest  takie  perfekcyjne.

Paznokcie  z  francuskim  manikiurem,  zlotobezowa  opalenizna  z  solarium,  subtelnie  nalozony  tusz

Chanel,  cienie  do  oczu,  blyszczyk.  kwadratowe,  brylantowe  wkretki  od  Cartiera  w  uszach,

snieznobiala  koszula  od Agnés  B.  Moze gdyby  Kim  nie  poswiecala  tyle  czasu  na  pielegnacje  urody,

mialaby wiecej wolnego czasu na spotykanie sie z chlopakami.

Pani Doherty usmiechnela sie swoim pogodnym, zyczliwym usmiechem.

- Wiem, ze jest trudno, Kim - powiedziala wspólczujaco. - Moge  ci  tylko  podpowiedziec,  zebys

zaangazowala sie w koedukacyjne  zajecia  miedzyszkolne,  takie  jak  kólko  teatralne  albo  chór.  A jesli

twoje przyjaciólki  maja  znajome,  które  znaja  jakichs  chlopców,  to  nie  wstydz  sie  i  popros,  zeby  cie

przedstawily!

- Pani  Doherty,  jak  pani  uwaza,  czy  trzeba  byc  zakochana  w  chlopaku,  zeby  z  nim  byc?  -

zapytala  Jessica  Soames.  Jessica  wygladala  dokladnie  tak  jak  basniowa  Królewna  Sniezka:  miala

geste  czarne  wlosy,  czerwone  pelne  usta,  szare  oczy  o  dlugich  rzesach,  ale  nie  byla  tak  czysta  jak

swiezy  snieg.  Zaczela  miesiaczkowac  juz  w  czwartej  klasie,  a  wedlug  plotek  stracila  dziewictwo  w

szóstej.  Poczatkowo  to ona  miala  najwieksze  piersi  w  klasie,  ale  w  ciagu  ostatniego  roku  Jenny  ja

przegonila.

Pani  Doherty  odgarnela  kasztanowe  pasmo  za  ucho  i  pogladzila  cieniutkie  brwi,  ewidentnie

szukajac  dyplomatycznej  odpowiedzi,  tak  zeby  podtrzymac  dyskusje.  Ale  zanim  zdazyla  cos

powiedziec, odezwala sie mala Jenny Humphrey.

- Tak,  zdecydowanie.  To  znaczy,  moze  potrzeba  chwili,  zeby  sie  zorientowac,  ze  jestescie  w

sobie zakochani, ale kiedy okaze sie, ze ty nie jestes, uwazam, ze powinnas zerwac.

Wszystkie, lacznie z pania Doherty, spojrzaly na nia. Pani  Doherty  -  bo Jenny  Humphrey  nigdy

nie  odzywala  sie  na  zajeciach,  a  tu  nagle  wyraza  tak  jednoznaczne  przekonania.  Dziewczyny  -  bo

- 40 -

background image

wiedzialy, ze Jenny zdolala zwinac  Nate'a  Archibalda  Blair  Waldorf,  co  wydawalo  sie  niezwykle  i  nie

bylo sily, zeby lego dokonala bez pójscia  na  calosc,  i  to niejeden  raz.  Czy  Jenny  Humphrey  w ukryciu

nie jest jeszcze gorsza puszczalska od Jessiki Soames? I czy wlasnie sie do tego przyznala?

Kiedy Jenny zorientowala sie, ze wszyscy na nia patrza, zaczerwienila sie.

- To  znaczy,  nie  uwazam,  ze  musisz  zerwac,  skoro  nie  powiedzieliscie  sobie  „kocham  cie”.

Nadal mozecie spotykac sie i w ogóle, i czekac, az nadejdzie na to wlasciwa chwila.

Pani  Doherty  skinela  glowa  i  rozciagnela  w  usmiechu  nieumalowane  usta.  Milosc  to  jej

ulubiony temat.

- Kiedy  czlowiek  sie  zakocha  pierwszy  raz,  czasem  nic  potrafi  tego  rozpoznac.  Niektórzy  myla

milosc z grypa!

Kilka dziewczyn zachichotalo, a Jenny usmiechnela sie  do siebie.  Doskonale  wiedziala,  co  ma

na mysli pani Doherty. Czasem Jenny krecilo sie w glowie i robilo sie slabo, gdy byla  z Nae'em.  Jakby

ja rozkladalo zapalenie pluc albo cos takiego.

- Ale nie uwazam tez - ciagnela pani Doherty -  ze  trzeba  byc  zakochanym,  aby  byc  w zwiazku.

Macie dopiero czternascie  lat.  Nie  zamierzacie  od razu  wychodzic  za  chlopaka,  nie?  Dopiero  uczycie

sie byc z kims.  To  jak  przymierzanie  ubran.  Trzeba  przymierzyc  rózne  style  i  rozmiary,  zeby  wiedziec,

w czym ci jest najlepiej.

Jenny  zmarszczyla  brwi.  Nie  chciala  przymierzac  róznych  stylów  i  rozmiarów.  Chciala  tylko

Nate'a.

- Czekajcie, mówimy o seksie z kims, kogo sie nie kocha, czy tylko o spotykaniu sie? - zapytala

sprytnie  Alicia  Armstrong.  Okrecala  na  nadgarstku  opaske  z  rózowej  skóry.  -  Bo  ja  uwazam,  ze

zdecydowanie trzeba sie zakochac, jesli mysli sie o seksie.

- Och, na pewno - zgodzila sie szybko Jenny, znowu sie czerwieniac.

Reszta klasy znowu spojrzala  na  nia.  Wiec  przyznaje,  ze  poszla  do lózka  z Nate'em,  czy  temu

zaprzecza?

Jenny  nie  mówila  o  seksie,  ale  teraz  zdala  sobie  sprawe,  co  Jessica  miala  na  mysli,  gdy

powiedziala  „byc  z  facetem”.  Wyciagnela  nitke  wlóczki  z  czerwonego  dywanu.  Ona  nawet  nie

myslala o seksie. Chodzilo o milosc.  Jak  dlugo  powinna  czekac,  nim  powie  Nate'owi,  ze  go  kocha?  A

moze powinna poczekac, az on pierwszy to powie?

Znowu podniosla reke, ale Azaria Muniz byla pierwsza.

- Pani Doherty, czy to prawda, ze trzeba  zmieniac  szampony przy myciu  wlosów,  zeby  uniknac

problemów? - Azaria  miala  faliste  wlosy  w kolorze  miodu  az  do tylka,  a  w szafce  pelno  kosmetyków

do ich pielegnacji.

- 41 -

background image

Pani Doherty spojrzala na Azarie nieprzytomnie.

- Prosze  sie  na  mnie  nie  powolywac,  ale  osobiscie  uwazam,  ze  dopóki  uzywa  sie  dobrych

kosmetyków  z  naturalnych  skladników,  mozna  uzywac  caly  czas  jednego  szamponu  i  o  nic  sie  nie

martwic. - Usmiechnela sie i odwrócila do Jenny, chetna, aby wrócic do tematu milosci.  -  Tak,  Jenny?

Podnioslas reke?

Jenny  spojrzala  na  sufit,  ostroznie  dobierajac  slowa.  Zanim  zaczela,  Jessica  niegrzecznie

weszla jej w slowo.

- Czy  to prawda,  ze  wszystkie  wrazenia  odbiera  tylko  koniec  penisa?  -  zapytala,  marszczac  z

powaga brwi, jakby pytala o odkrycie atomu.

Reszta klasy zachichotala. Jessica zawsze zadawala najbardziej szokujace pytania, ale w glebi

ducha wszystkie sie z tego cieszyly.

- Jessica,  prosze  nie  przerywac  kolezankom  -  powiedziala  spokojnie  pani  Doherty.  -  Zeby

krótko odpowiedziec na twoje pytanie:  tak,  zakonczenie  penisa  jest  bardzo  wrazliwe,  ale  to sie  rózni

w zaleznosci od osoby. - Potem odwrócila sie do Jenny: - Co chcialas powiedziec?

Jenny parsknela i zaczerwienila sie. Penis, penis, penis! To slowo zawsze ja smieszylo.

- Tak? - ponaglala nauczycielka.

Jenny zakryla usta dlonia.

- Och, nic takiego.

Jessica zmruzyla oczy.

- Co cie tak smieszy? To najwrazliwsza czesc Nate'a? Koniuszek?

Jenny przestala sie smiac. Zaczerwienila sie az po czubki uszu.

- Jessica, nie  zapominaj,  zadnych  imion  i  nazwisk  -  ostrzegla  ja  pani  Doherty.  Poprawila  nogi

splecione  w pozycji  lotosu  i  odchrzaknela.  -  Chce  wam  przypomniec,  dziewczeta,  ze  nasza  rozmowa

jest poufna. Nic, co zostanie tu powiedziane, nie moze zostac powtórzone poza grupa.

Aha,  jasne.  No wiec  jakim  cudem  cala  szkola  wie,  ze  Alicia  Armstrong  nie  uzywa  tamponów,

bo jej rodzice uwazaja, ze gdyby zaczela, przestalaby byc dziewica?

Jenny nie  byla  glupia.  Wiedziala,  ze  cokolwiek  powie,  na  pewno  zostanie  powtórzone,  wiec

pomyslala, ze bezpieczniej nic nie mówic.

- Pamietam, jak pierwszy raz zobaczylam penis - wypalila Jessica,  po raz  kolejny  wywolujac  w

klasie wybuch chichotów. - Zupelnie spanikowalam!

Pani Doherty usmiechnela sie ze spokojem buddysty  zen.  Nawet  Jessica  Soames  nie  potrafila

wyprowadzic jej z równowagi.

- Przypominam - powiedziala - to jest miejsce do zadawania pytan...

- 42 -

background image

- Nie rozumiem, na czym polega erekcja. Jak to wlasciwie sie dzieje? - zapytala Kim Swanson.

- Czy to prawda, ze kazdy chlopak ma erekcje z samego rana? - spytala Roni Chang.

Pani  Doherty  westchnela.  Zaczela  taktownie  odpowiadac.  Jenny  wylaczyla  sie,  wolala  dalej

rozmyslac o milosci.

Jezeli  chlopcy  byli  jak  ciuchy,  jak  to  ujela  pani  Doherty,  to  Nate  byl  jak  jej  pierwsza  para

dzinsów  Diesela,  które  wkladala  tylko  na  specjalne  okazje,  poniewaz  byly  tak  ladne,  ze  nie  chciala

ich  zabrudzic.  Ale  im  czesciej  je  nosila,  im  czesciej  je  prala,  tym  lepiej  pasowaly,  az  w  koncu  nie

mogla zyc bez nich - tak idealnie lezaly. A skoro tak absolutnie byla pewna swoich uczuc  do niego,  to

co zlego jest w powiedzeniu mu o tym?

niezwykla odpowiedz na zwykle pytanie

Blair  oddala  swój  esej,  który miala  wysiac  do  Yale  wczesniej  tego  ranka  i  kiedy  egzaminy  z

matmy i francuskiego wreszcie sie skonczyly, wpadla do biura doradcy, zeby sprawdzic, czy  pani  Glos

juz go przeczytala.

Pani  Glos  przegladala  akta,  a  zadziwiajaco  dlugie,  szczuple  nogi  trzymala  poprawnie

skrzyzowane w kostkach.

- O, witam. Moze usiadziesz?

Blair  spojrzala  krytycznie  na  brzydkie,  ortopedyczne  buty  pani  Glos.  Co  za  strata,  zeby  takie

wspaniale nogi  trafily  sie  starej  kobiecie,  która  nie  ma  zadnego  gustu,  jesli  idzie  o buty.  Usiadla  na

twardym, drewnianym krzesle naprzeciwko biurka.

- Przeczytalam  twoje  wypracowanie.  -  Pani  Glos  przekartkowala  stos  prac  na  biurku,  az

znalazla esej Blair. Zacisnela waskie  usta  i  dotknela  lekko  chusteczka  nosa.  Czesto  miala  krwotoki  z

nosa i uwazano, ze choruje na jakas  rzadka  zakazna  chorobe.  Wszystkie  dziewczyny  baly  sie  dotykac

materialów, które im rozdawala.

Blair uniosla idealnie wyregulowana brew.

- I...?

Pani  Glos  podniosla  wzrok.  Wlosy  w  mysim  odcieniu  brazu  podwijaly  sie  jej  na  koncach,

ledwie muskajac podbródek. Zawsze wygladaly dokladnie lak samo, wiec musiala to byc peruka.

- Powinnas jeszcze raz sie do niego przymierzyc, jesli powaznie myslisz o pójsciu do Yale.

Chwile potrwalo, nim Blair to zrozumiala.

- 43 -

background image

- Ale...

Pani  Glos  otworzyla  prace  Blair  i  popukala  w  spiete  kartki  dlugim,  ohydnym,  zóltym

paznokciem.

- To  jest  idealne  wypracowanie  na  temat  zycia  Audrey  Hepburn  -  powiedziala.  -  Ale  nic  nie

mówi o tobie. Musisz pokazac ludziom w Yale, ze potrafisz dobrze pisac, ze myslisz w twórczy  sposób

i ze potrafisz dac niezwykla odpowiedz na zwykle pytanie.

Blair  wziela  szesc  spietych  kartek  w  dwa  palce.  W  skroniach  jej  dudnilo.  Miala  potworna

ochote  powiedziec  pani  Glos,  zeby  spieprzala  i  zeby  kupila  sobie  nowa  peruke,  ale  wiedziala,  ze

doradczyni jest naprawe dobra w swojej pracy i mogla pomóc dostac sie do Yale.

- Dobrze - stwierdzila krótko. - Spróbuje jeszcze raz.

- Grzeczna  dziewczynka.  Spróbuj  nie  byc  taka  doslowna.  Pokaz  im,  jak  bardzo  cenisz  filmy

Audrey Hepburn, zamiast mówic im o tym.

Blair kiwnela  glowa  i  wstala.  Poprawila  spódnice,  próbujac  zachowac  kamienna  twarz,  mimo

ze tak potwornie ja obrazono. Zachowala sie wlasnie tak, jak zrobilaby Audrey.

- Wesolych swiat - dodala uprzejmie.

Pani Glos znowu przytknela chusteczke do nosa i usmiechnela sie.

- Wesolych swiat, Blair.

Blair  zamknela  za  soba  drzwi  i  wrzucila  skazony  zarazkami  esej  do  metalowego  kosza  na

smiecie, wzdychajac przy tym ze zloscia.  Tyle  jesli  idzie  o dobra  zabawe  na  plazy  w St.  Bans.  Serena

bedzie  musiala  sama  o  siebie  zadbac,  bo  Blair  cale  pieprzone  ferie  spedzi  w  domu,  piszac  od

poczatku  wypracowanie  do  Yale.  Miala  ochote  napisac:  „Do  jasnej  cholery,  po  prostu  mnie

przyjmijcie” i wyslac to do komisji rekrutacyjnej  w Yale,  ale  zwazywszy,  ze  opowiedziala  facetowi  od

rozmowy kwalifikacyjnej cale swoje zycie, a potem go pocalowala, to chyba nie byl najlepszy pomysl.

Ruszyla schodami na góre, zeby zabrac z szafki niebieski plaszcz od Marca Jacobsa.  Po drodze

wpadla na Kati Farkas i Isabel Coates, które akurat schodzily.

- Jak  ci  poszlo  na  francuskim?  -  zapytala  Kati.  Tego  ranka  padalo,  gdy  szla  do  szkoly,  i  jej

jasnorude wlosy sie poskrecaly.

Blair pomyslala, ze Kati wyglada jak pudel, w którego strzelil piorun. Wzruszyla ramionami.

- Bez sensu.

Niecierpliwie  odrzucila  wlosy  z  twarzy.  Miala  juz  dosc  rozmawiania  o  ocenach,  szkole  i

egzaminach.

Isabel przeczesala palcami krótki ciemny kucyk i uniosla podbródek.

- Wiem, ze to zabrzmi dziwacznie, ale wczoraj poszlam na powtórke Z historii do pana  Noble'a

- 44 -

background image

i to mi pomoglo. Naprawde dla mnie egzamin byl calkiem prosty.

A  ty  jestes  naprawde  wkurzajaca,  zauwazyla  w  myslach  Blair.  Ojciec  Isabel  byl  aktorem

telewizyjnym,  który  glównie  czytal  zza  kadru  i  mial  sztuczny  brytyjski  akcent.  Isabel  lubila  go

nasladowac i dlatego mówila „calkiem prosty” zamiast „totalnie lajtowy”. nie wrzucala na luz.

Kati kiwnela glowa.

- I byl krótki. A widzialas Serene? Jeszcze nie skonczyla.  Siedziala  i  gapila  sie  na  swoje  wlosy,

gdy my juz wychodzilysmy.

Oczywiscie  pominela  ten  epizod,  kiedy  Serena  rozdawala  autografy.  Zadna  by  sie  nie

przyznala Blair, ze poprosila o podpis.

- Na  pewno  dobrze  jej  poszlo  -  stwierdzila  lojalnie  Blair.  Serena  nigdy  sie  nie  uczyla  i  nie

chodzila na  zaawansowane  zajecia,  ale  zawsze  udawalo  jej  sie  jakos  wybronic  dzieki  aktywnosci  na

lekcjach i pisaniu wzglednie przyzwoitych prac. Byla bystra - jak  wszystkie  dziewczyny  w Constance  -

ale  nauczyciele  juz  od  drugiej  klasy  narzekali,  ze  nie  wykorzystuje  potencjalu.  W  glebi  duszy  Blair

cieszyla sie, ze Serena tak odpuszcza  sobie  szkole.  Zadnym  cudem  nie  moglyby  sie  przyjaznic,  gdyby

Serena nie dosc, ze byla taka sliczna, to jeszcze by zbierala same piatki.

- Wiec co bylo miedzy toba a Milesem? - zapytala Isabel.

Blair  nie  mogla  uwierzyc  wlasnym  uszom.  Przeciez  lezaly  nieprzytomne,  pijane  na  tyle

limuzyny,  a  ona  pozbyla  sie  ich  bez  mrugniecia  okiem.  Teraz  zachowywaly  sie,  jakby  znowu  chcialy

byc jej  najlepszymi  przyjaciólkami.  Nie  miala  ochoty  na  pogaduszki  z  nimi  o  jakims  gosciu,  którego

pewnie nigdy wiecej nic zobaczy. I to tylko po to, zeby mialy o czym plotkowac w szkole.

- Naprawde nic takiego - odparla nonszalancko.

- Och, robisz sie taka tajemnicza - zagruchala Isabel. - To znaczy, ze musialo cos byc.

Blair przewrócila oczami.

- Jak chcesz.

- Wiec  co  powiedziala  pani  Glos  na  temat  twojego  wypracowania  do Yale?  -  dopytywala  sie

Kati.

Tak  to wlasnie  jest,  jak  chodzisz  do  malej  zenskiej  szkoly:  wszyscy  wiedza  o  wszystkim.  To

doprowadzalo Blair do szalu.

- Podobalo  jej  sie  -  sklamala.  Zaczela  isc  po  schodach,  a  jej  maly  pierscionek  z  rubinem

pobrzekiwal metalicznie o porecz. - Do zobaczenie pózniej. Musze zaczac uczyc sie do angielskiego.

- Czekaj! - krzyknela Isabel.

Blair odwrócila sie i zatrzymala.

- Co?

- 45 -

background image

- To prawda, ze Serena i Flow sie zareczyli?

Blair ledwo potrafila zdusic smiech. Wiedziala, ze powinna im powiedziec prawde, ale o wiele

ciekawsze bylo sklamac.

- Aha - powiedziala, krecac glowa z niedowierzajacym usmiechem. - Szalenstwo, nie?

Obie dziewczyny popatrzyly po sobie, podniecone tym, ze; potwierdzily u wiarygodnego  zródla

lak wstrzasajaca plotke.

- I nadal jedzie z toba na St. Bans? - dopytywala sie Kati.

Blair kiwnela glowa i obrócila pierscionek z rubinem na palcu.

- Bedziemy tam planowac jej slub.

- Och,  to  brzmi  super!  -  rzucila  Isabel  z  wyjatkowo  odrzucajacym  brytyjskim  akcentem.

Zerknela na Kati, a potem na Blair. - Myslisz, ze poprosi nas, zebysmy byly druhnami?

Blair  odwrócila  sie  i  poszybowala  z  wdziekiem  po  schodach,  tak  jak  Audrey  we  wspanialej

sukni od Givenchy'ego w czasie pokazu mody w Zabawnej buzi.

- Moze! - krzyknela. - Jesli bedziecie dla niej mile.

To, ze  cale  ferie  musi  spedzic  na  ponownym pisaniu  wypracowania,  nie  znaczy,  ze  nie  moze

jednoczesnie troche sie zabawic.

tematy    ?    wstecz dalej    ?    wyslij pytanie    odpowiedz

Wszystkie nazwy miejsc, imiona i nazwisko oraz wydarzenia zostaly zmienione lub skrócone,  po to by

nie ucierpieli niewinni. Czyli ja.

hej, ludzie!

No dobra, przetrwalysmy koniec semestru - teraz trzeba sobie umilic zycie.

LISTA SWIATECZNYCH ZYCZEN

1 czapka z lisiego futra z Fendi, chociaz pewnie któregos póznego wieczoru zostawie ja w taksówce.

1 zamszowa  torebka  z  fredzelkami,  na  nadgarstek  -  dobra,  zeby  wyjsc  z  domu,  majac  tylko  klucze,

- 46 -

background image

karte kredytowa i blyszczyk do ust. Po co komu cos wiecej?

Roczny  abonament  na  wizyty  w  salonie  Red  Door  Elizabeth  Arden  na  nakladanie  wosku  na  twarz,

brwi i okolice bikini, na maseczki z wodorostów, podcinanie wlosów i robienie pasemek.

1 para kozaków z jasnobrazowej skóry.

1 para ciemnobrazowych kozaków.

1  para  czarnych  kozaków  do  kolan.  Wszystko  od  Stephane'a  Keliana  i  wszystkie  na

dziesieciocentymetrowych obcasach. Nie mozna miec za duzo butów.

1 kurtka z baraniej skóry z Fendi.

1 superduze pudelko trufli z ciemna czekolada Godivy - moja slabosc. Cóz, jedna z wielu.

1 kaszmirowy szlafrok kapielowy, bialy, z TSE, a do tego pasujace kapcie, tez z kaszmiru.

Wszystkie klasyczne filmy Hitchcocka na DVD.

Przyjecie do wszystkich college'ów. do których wyslalam podanie.

Sylwester, który calkowicie odmieni moje zycie!!

Na celowniku

B wypozycza  z biblioteki  na  Manhattanie  wszystkie  ksiazki  o Audrey  Hepburn.  A  i  jego  przyjaciel  M

spaceruja  z bokserem  (to  jest  pies,  a  nie  mistrz  wagi  ciezkiej)  kolo  szkoly  dla  dziewczat  Constance

Billard  i  zagladaja  w  osmiokatne  okna  na  parterze  -  ciekawe,  kogo  szukaja?   sprezentowala

swojemu odzwiernemu  akwarium  z malymi  barakudami.  Codzienne  prezenty  od Flowa  to lekka  prze-

sada?   popala  z  kumplami  na  Owczej  Lace.   przygotowuje  wspaniala  zlocona  kartke  dla   na

zajeciach  z  plastyki.  D  wyrzuca  jeden  ze  swoich  cennych  czarnych  notatników  do  kosza  na

Broadwayu.  Blokada  twórcza  to  straszna  sprawa,  nie?  V kreci  sie  za  jakims  biednym,  Bogu  ducha

winnym  sprzedawca  hot  dogów  w  parku  na  Washington  Square.   i   walcza  o  czapke  z  lisa  w

Intermix.

Wasze e - maile

P: Kochana „Plotkaro”!

Odkad  zaczelas  pisac  te  strone,  staram  sie  domyslic,  kim  jestes.  Chyba  nie  moglabys  tyle

mówic o swoich  znajomych,  gdybys  nie  byla  w ostatniej  klasie.  Ja  jestem  w  mlodszej,  ale

trzymam sie z najfajniejszymi ludzmi z ostatniej. Wiec moze nie jestes taka super,  jak  ci  sie

wydaje. Ciagle podejrzewam, ze jestes jakims zboczonym nauczycielem od wuefu.

- 47 -

background image

Jdwack

O: Najdrozsza jdwack!

Daruj sobie zgadywanie, kim jestem, bo i tak ci nie  powiem,  Ale  jedno  moge  ci  obiecac:  po

smierci nie znajda mnie w drelichowych spodenkach z gwizdkiem na szyi.

P

P: Hej, P!

Co  myslisz  o  tej  plotce  na  temat  zareczyn  Flowa  i  S?  Ona  zawsze  zachowywala  sie

tajemniczo, jakby ukrywala wielki sekret, wiec trudno cos powiedziec.

duch

O: Drogi duchu!

Wiem, co masz na  mysli  -  S wyjatkowo  malo  mówi  o Flowie,  jesli  plotki  sa  prawdziwe.  Ale

badzmy realistami. Ma dopiero siedemnascie lat. Nawet jesli sie  zareczyla,  watpie,  zeby  za

chwile czekal nas slub.

P

P: Hej, Plotkaro!

Nie  wiem,  czy   o  tym  wie,  ale  dobiegly  mnie  sluchy,  ze  gosc,  z  którym  spedzila  caly

sobotni  wieczór  -  ten  perkusista,  kumpel  jej  przyrodniego  brata  -  tez  wybiera  sie  na  St.

Barts na ferie.

informator

O: Drogi informatorze!

O: Jezu! Mysle, ze to bedzie wielka niespodzianka i chyba B nie bedzie nia zachwycona.

P

I wreszcie...

Ejze?  Jaki  sens  ma  zjawianie  sie  w  szkole  po  semestrze,  skoro  oceny  juz  nie  beda  sie  do  niczego

liczyc?  W letnim  semestrze  powinni  pozwolic  nam  wybrac  sobie  jedne  zajecia,  na  przyklad  przerwe

na lunch, czytelnie albo teatr. W koncu zasluzylismy sobie na chwile odsapki, nie?!

- 48 -

background image

Wiem, ze mnie kochacie

plotkara

barneys ksztaltuje charakter

W  czwartek  przed  Bozym  Narodzeniem  szkola  Constance  Billard  wreszcie  pozwolila

dziewczynom  na  luksus  -  dwunastodniowe  ferie.  Po  szkole  Jenny  spotkala  sie  z  Nate'em  przed

sklepem Barneysa. Miala na sobie blekitny sweter  z szalowym  kolnierzem,  czarna  parke  z obszyciem

ze sztucznego  lisa,  króciutki  szary  mundurek szkolny,  kapelusik  z czerwonego  moheru,  spod  którego

wystawaly  jej  ciemne  loki,  i  dopasowane  kolorem  rekawiczki  z  czerwonego  moheru.  Wygladala

przeslicznie Nate pocalowal ja w dlon. Zalatwil wieksza dzialke trawki u swojego  dostawcy  w pizzerii

na rogu Osiemdziesiatej i Madison, wiec byl w doskonalym nastroju.

- Stesknilem  sie  za  toba  -  powiedzial,  a  jego  szmaragdowej  oczy  skrzyly  sie  w  zimowym

zmroku.

Serce Jenny natychmiast sie rozplynelo.

- Ja za toba tez - odpowiedziala, a jej policzki delikatnie sie zarózowily. Wyjela z kieszeni parki

swiateczna kartke, która zrobila specjalnie dla niego. - Prosze.

Nate  rozdarl  recznie  zrobiona  koperte.  Gapil  sie  na  rysunek  wykonany  weglem,  akwarelami  i

zlotym flamastrem, próbujac odgadnac, co to wlasciwie jest.

- To balwan obejmujacy  renifera  -  wyjasnila  Jenny.  -  Polaczylam  styl  Matisse'a  i  Picassa,  ale

nie wiem, co mi z tego wyszlo.

Nate  nic  mial  zielonego  pojecia  o  Matissie  i  Picassie.  Otworzyl  kartke.  WESOLYCH  SWIAT,

NATE! Caluje, Jennifer - napisano blyszczacymi, zlotymi literami. Nate usmiechnal sie i  wsunal  kartke

do kieszeni plaszcza.

- Dzieki.

Jenny wziela go pod ramie. Weszli do sklepu.

- Wiec co chcesz pod choinke? Ja kupuje pierwsza.

Pozyczyla od ojca kolejne piecdziesiat dolarów, co  wlasciwie  bylo  niczym  przy sumie,  jaka  juz

mu wisiala. Odkad byla z Nate'em, wydala wiecej pieniedzy niz przez cale swoje zycie.

Kazda dziewczyna ci to powie, ze dobry wyglad kosztuje, ale warto zainwestowac.

W dziale meskim Nate podal jej pare szarych skarpetek z welny merynosów.

- 49 -

background image

- Co powiesz na to?

- Skarpetki?  Ale  ja  chce  kupic  ci  cos  wyjatkowego.  Cos...  swiatecznego  -  uparla  sie  Jenny.  -

Szykownego  -  tego  slowa  szukala.  Szykowny.  Widziala  je  w  „Vogue'u”.  Brzmialo  z  francuska  i  tak

wyrafinowanie.

Nate odlozyl skarpetki i rozejrzal sie po sklepie.

- Nie chce, zebys wydawala na mnie za duzo pieniedzy, Jennifer.

Jenny usmiechnela sie promiennie. Teraz  kochala  go  jeszcze  bardziej.  Uwielbiala  to,  ze  mówi

do  niej  Jennifer.  Uwielbiala  te  króciutkie,  slodkie  SMS  -  y,  które  jej  wysylal.  Uwielbiala  jego

zlotobrazowe wlosy i zawsze opalona, idealna skóre. Uwielbiala  sposób,  w jaki  robil  rózne  rzeczy,  na

przyklad  calowal  ja  w reke.  A  najbardziej  ze  wszystkiego  uwielbiala  to,  jak  kilkoma  slowami,  które

wypowiadal  swoim  seksownym  glosem,  potrafil  sprawic,  ze  czula  sie  najwieksza  szczesciara  w

Barneysie, a to naprawde cos znaczylo.

- Nie moge ci kupic skarpetek - tlumaczyla Jenny. - To musi byc cos wyjatkowego.

Nate  wzruszyl  z  rozbawieniem  ramionami.  To  mile,  ze  Jenny  chce  mu  kupic  cos  bardziej

znaczacego  niz  skarpetki  albo  woda  kolonska.  Byla  taka  szczera  w  swojej  hojnosci.  Nigdy  nie

oczekiwala niczego w zamian.

- A  to? -  Jenny  podniosla  flanelowe  czerwone  spodenki  w prazki,  ze  sznureczkiem  w  pasie.  -

To chyba ma robic za pizame.

Nate zmarszczyl brwi.

- Troche gejowskie - stwierdzil.

Jenny odlozyla spodenki z powrotem.

- Masz racje. Przepraszam.

A  potem  zobaczyla  stolik  ze  stosem  bokserek,  które  na  pupie  mialy  fotografie  zaglówek

nalozone  sitodrukiem.  Byla  tam  para  niebieskich  z  czerwona  lódka.  Idealne.  Przeciez  Nate  zegluje.

Nawet buduje lodzie w Maine. Bokserki kosztowaly szescdziesiat dolarów,  czyli  wiecej  niz  planowala

wydac  i  calkiem  sporo  jak  na  bielizne,  ale  byla  gotowa  zapomniec  o  tych  dodatkowych  dziesieciu

dolarach dla chlopaka, którego tak kochala.

- Te  sa  naprawde  czadowe  -  powiedzial  Nate,  podnoszac  bokserki  i  ogladajac  zaglówke.  -

Tylko nie ma mnie kto w nich ogladac.

Rumieniec zalal szyje Jenny, gdy wyobrazila sobie ogladanie Nate'a w samej bieliznie.

- Musisz je miec - uparla sie. - Sa dokladnie w twoim stylu.

Zlozyla bokserki i zaniosla do lady.

- Czy moze je pani zapakowac  jak  prezent?  -  Odwrócila  sie  do Nate'a.  -  Jest  zabawniej,  kiedy

- 50 -

background image

sam  mozesz  rozpakowac  to  jak  prawdziwy  prezent.  -  Jej  brazowe  oczy  plonely  z  radosci.  Miala

cudownego  chlopaka,  kupila  mu  naprawde  odlotowy  prezent,  a  Nate  usmiechal  sie  do  niej  tak,  ze

miala ochote krzyczec „jestem TAKA SZCZESLIWA!” Wreczyla mu mala czarna reklamówke Barneysa.

- Wesolej Chanuki - zazartowala, chociaz sama tylko w polowie byla Zydówka, a Nate wcale.

- Dzieki,  Jennifer.  -  Nie  spodziewal  sie,  ze  znajdzie  cos,  co  mu sie  naprawde  spodoba,  ale  te

bokserki byly w porzadku. Wzial ja za reke. - Teraz idziemy kupic cos tobie.

Wepchnal  ja  do windy  i  pojechali  na  szóste  pietro.  Jenny  nie  wiedziala,  dokad  jada,  dopóki

nie otworzyly sie drzwi. Wyszli w dziale z damska bielizna.

Jenny  sie  zawahala.  Wyobrazala  sobie,  ze  Nate  kupi  jej  cos  slodkiego  i  swiatecznego,  na

przyklad szalik z glupawym reniferem. A nie bielizne.

- Wybierz, co chcesz - powiedzial Nate.

Jenny  rozejrzala  sie  po  wieszakach  z  delikatna,  recznie  robiona,  importowana  bielizna,

czerwieniac  sie  z  zaklopotania.  Zawsze  kupowala  zabudowane  staniki  Bali  w  Macy,  bo  mialy

dodatkowe  wzmocnienia  i  naprawde  grube  ramiaczka,  które  nie  wrzynaly  sie  w  ramiona  pod

ciezarem  piersi.  Staniki  w  Barneysie  wygladaly  tak,  ze  moglyby  sie  podrzec,  gdyby  wlozyla  do

któregos  jedna  piers,  juz  nie  wspominajac  o  dwóch  naraz.  Nie  bylo  sily.  zeby  Jenny  wybrala  tu

biustonosz, obcisly top albo  koszulke  nocna.  Po pierwsze,  chybaby  umarla,  gdyby  Nate  uslyszal,  jaki

ma  rozmiar  miseczki.  Po  drugie,  pewnie  nie  robili  ladnych,  koronkowych  rzeczy  o  takim  rozmiarze

miseczki.

Ale  nie  mogla  powiedziec  Nate'owi,  ze  nic  chce  bielizny.  Nie  chciala  zranic  jego  uczuc.

Siegnela  po  jedwabne  figi  La  Perla,  z  ladnym  rózowym  obszyciem  na  brzegach  i  rózowa  satynowa

kokardka na gumce.

- Te sa ladne.

- Czy  dobrac  dla  pani  pasujacy  stanik?  -  zaskrzeczala  sprzedawczyni  kolo  siedemdziesiatki,

podchodzac do nich niepewnym krokiem.

- Nie. - Jenny  prawie  krzyknela.  Wyszarpnela  majtki  z wieszaka  i  pospiesznie  ruszyla  do lady,

zeby Nate za nie zaplacil i wreszcie mogli sie stad wyniesc.

Sprzedawczyni przy kasie wziela figi i zaczela je pakowac w bibulke.

- Tylko stringi, prosze pani?

Jenny  spojrzala  na  kawalek  jedwabiu  zwieszajacy  sie  z  dloni  kobiety.  Teraz  zobaczyla,  ze

praktycznie nie ma w nich czesci zaslaniajacej posladki.

Nie miala odwagi spojrzec na Nate'a.

- Tak - wychrypiala. - To wszystko.

- 51 -

background image

- I  prosze  zapakowac  w ozdobny papier  -  dodal  Nate.  Blair  nosila  stringi  przez  caly  czas.  Nie

rozumial, dlaczego Jenny tak sie czerwieni.

Kiedy pakunek byl gotowy, Nate wreczyl go Jenny i pocalowal ja w policzek.

- Wesolych swiat.

Jenny podniosla  oczy  -  do tej  pory nie  odrywala  spojrzenia  od wlosia  kremowego  dywanu  -  i

wziela  torebke.  To  kolejna  rzecz,  która  uwielbiala  w  Nacie  -  nie  panikowal  z  powodu  takiej  glupiej

rzeczy jak stringi. Zawsze byl spokojny i wyluzowany.

Cóz, latwo jest wrzucic na luz. kiedy czlowiek caly czas chodzi najarany.

Gdy  zjezdzali  winda,  Jenny  zastanawiala  sie,  gdzie  teraz  powinni  pójsc.  Do  domu,  zeby

przymierzyc  prezenty  i  sie  sobie  w  nich  pokazac?  Na  sama  mysl,  ze  mialaby  przedefilowac  przed

Nate'em z posladkami na wierzchu, chciala umrzec.

Drzwi windy sie otworzyly.

- Pomyslalem,  ze  moglibysmy  zajrzec  do  St.  Regis  -  rzucil  Nate,  gdy  szli  przez  dzial  z

kosmetykami, zeby wyjsc ze sklepu.

Serce Jenny zabilo niespokojnie. St. Regis to hotel. O Boze!

- Tam jest mily bar. Moglibysmy napic sie czekolady - dodal Nate.

Zabrzmialo  to tak,  jakby  naprawde  mial  ochote  na  goraca  czekolade,  a  nie  pokaz  striptizu  w

pokoju hotelowym. Jenny westchnela z ulga.

- Dobry pomysl.

Zanim  doszli  do  wyjscia,  Nate  zobaczyl  dwie  dziewczyny,  jedna  z  wlosami  jasnoblond

zebranymi  w  kucyk,  druga  z  ciemnymi  i  rozpuszczonymi.  Serena  i  Blair.  Staly  przy  ladzie  z  ko-

smetykami Estée Lauder, dokladnie na ich drodze.

Nate objal Jenny i  zaczal  ja  prowadzic  w innym  kierunku,  z powrotem do dzialu  meskiego,  do

drugiego  wyjscia.  Nie  zeby  nie  chcial,  aby  go  widziano  z  Jennifer.  Po  prostu  latwiej  bylo,  kiedy  nie

musieli z nikim rozmawiac, zwlaszcza z Blair.

Jenny zawahala sie i spojrzala na niego, marszczac brwi.

- Gdzie idziemy? - spytala zaklopotana.

- Eee, pomyslalem, ze powinienem kupic sobie nowy pasek - powiedzial Nate, majac nadzieje,

ze Blair i Serena nie zauwazyly ich jeszcze.

Za pózno.

- Nate?  -  uslyszal  za  plecami  glos  Sereny.  -  Hej,  Natie!  Odwrócil  sie  powoli.  Poczul  ziemno  -

sandalowy  i  liliowy  zapach  Sereny,  gdy  zarzucila  mu  ramiona  na  szyje.  Wypuscila  go  i  pocalowala

Jenny w policzek.

- 52 -

background image

- Co sobie kupiliscie?

Jenny znowu sie zaczerwienila.

- E, nic takiego.

Blair  stala  kawalek  od  nich  i  w  milczeniu  krytykowala  brzydka,  czarna  parke  Jenny  i

mechacacy sie czerwony kapelusz. Nate usmiechnal sie do niej.

- Czesc. Blair.

Blair poprawila pasek fioletowej torebki Prady na ramieniu i odgarnela wlosy z twarzy.

- Czesc - rzucila ogólnie. Zerknela na Jenny. - Czesc, Ginny. Wesolych swiat.

Jenny chowala za piecami firmowa torebke Barneysa, bojac sie, ze ktos” móglby ja wyrwac jej

z rak i sprawdzic, co jest w srodku.

- Wesolych  swiat  -  odpowiedziala  slabo.  Blair  tak  wkurzyl  widok  Nate'a  i  Jenny  robiacych

razem  swiateczne  zakupy  -  nudna,  szczesliwa  para  -  ze  nie  mogla  oprzec  sie  pokusie,  by  sie  ich

kosztem zabawic.

- Moze  nam  pomozecie  -  zaproponowala  wesolo.  -  Kupujemy  wlasnie  prezenty  dla  Flowa  i

Milesa,  wiecie,  tych  facetów,  którzy byli  z nami  w  sobote.  Ale  nie  wiemy,  co  wybrac.  -  Szturchnela

Serene  w  lokiec.  -  Serena  myslala  o  wodzie  kolonskiej.  Nate,  moglybysmy  przetestowac  kilka

zapachów na tobie?

Nate nie uzywal wody kolonskiej i naprawde chcial sie juz wyniesc z tego  sklepu,  ale  nie  mial

pomyslu, jak sie wylgac.

- Jasne - odparl bez entuzjazmu.

Blair  poprowadzila  ich  do  lady  i  nim  zdazyl  zaprotestowac,  zlapala  prawa  reke  Nate'a  i

spryskala  go  woda  kolonska  Dolce&Gabbana,  która  -  jak  dobrze  wiedziala  -  smierdziala  serem

plesniowym i tylkiem.

- Co o tym myslisz? - zapytala, podsuwajac reke Nate'a pod nos Jenny.

Jenny zaczela kichac.

- Na zdrowie - powiedziala Serena.

Jenny kichala i kichala. Nie mogla przestac.

Nate skrzywil sie.

- Troche za mocna.

- Serio?  A  co  powiesz  na  to?  -  Blair  zlapala  jego  lewa  reke  i  spryskala  ja  Hermes  Eau

D'Orange  Verte.  To  byl  czysty,  klasyczny  zapach,  który  uwielbiala  tak  bardzo,  ze  czasem  sama  go

uzywala, chociaz byl dla mezczyzn.

Nate  powachal  dlon  i  natychmiast  owiala  go  nostalgia.  Pomyslal  o czasie,  kiedy  lezal  z Blair

- 53 -

background image

w lózku i calowal jej nagi brzuch, rozsmieszajac ja przy tym.

- Ladny - powiedzial, wachajac jeszcze raz.

Jenny zaczelo lac sie z nosa. Otarla go rekawiczka.

Serena podniosla sobie lewa dlon Nate'a pod nos.

- Och, to absolutnie pasuje do ciebie,  Nate.  -  Usmiechnela  sie  szczerze  do Jenny.  -  Powinnas

mu ja kupic na Gwiazdke. Jest niesamowita.

Jenny znowu otarla nos. Nie miala juz  pieniedzy,  poza  tym kupila  mu znacznie  lepszy  prezent.

Zerknela na Nate'a, majac nadzieje, ze powie cos takiego i beda mogli juz isc, ale on tylko stal i gapil

sie na Blair z wyciagnietymi rekoma, jak jakis kretynski sprzedawca wody kolonskiej.

W sercu Jenny pojawila sie watpliwosc. Jak to jest, ze Nate wydaje  sie  taki  wspanialy,  gdy  sa

sami, a kiedy wokól pojawiaja sie inni ludzie, zachowuje sie tak... glupio?

Blair zmarszczyla nos.

- No,  nie  wiem  -  zastanawiala  sie.  -  Pomyslalam,  ze  moze  powinnysmy  im  dac  cos  bardziej

osobistego.

- Na przyklad co? - zapytala Serena, wciagajac sie w zabawe.

- Ja kupilam Nate'owi bokserki z nadrukowana  zaglówka  -  podsunela  pomocnie  Jenny.  -  Maja

tam rózne. Powinnyscie obejrzec.

Nate usmiechnal sie niesmialo.

- Aha, sa naprawde fajowe.

Blair  zlapala  zielona  buteleczke  z  próbka  wody  D'Orange  Verte,  gotowa  rzucic  nia  w  glowe

Jenny. Bokserki? A to mala zdzira!

Serena zauwazyla, ze niewinny dowcip przyjaciólki zaczyna sie obracac przeciwko niej.

- Chodz,  Blair.  -  Pchnela  ja  delikatnie  za  lokiec.  -  Pójdziemy  na  góre.  Maja  bikini,  które

chcialabym przymierzyc. Powiesz mi, co o tym myslisz.

Blair odstawila wode kolonska z powrotem na lade.

- Jasne - odparla spokojnie.

- Jedziemy  jutro  na  St.  Barts  -  -  Serena  pocalowala  Nate'a  w  policzek.  Potem  pochylila  sie  i

pocalowala Jenny. - Ale zobaczymy sie wszyscy w sylwestra, okay?

Nate  patrzyl,  jak  Blair  bawi  sie  swoim  pierscionkiem  z  rubinem.  Zrobil  krok  w  przód,  polozyl

dlon na rekawie jej plaszcza i pocalowal ja w policzek.

- Wesolych swiat, Blair.

Najlepsza aktorka zawsze jest opanowana, nawet wobec jawnej obelgi.

- Wesolych  swiat  -  odparla  Blair,  trzymajac  podbródek  tak  wysoko,  jak  tylko  mozna,  nie

- 54 -

background image

przewracajac sie do tylu. Polem ze  spokojem  odwrócila  sie  do wind  na  tylach  sklepu  i  pociagnela  za

soba Serene.

Nate  patrzyl,  jak  odchodza.  Podziwial  dlugie  ciemne  wlosy  Blair  opadajace  na  blekitny

kaszmirowy plaszcz. Podniósl lewa dlon i wciagnal czysty, swiezy zapach,  który przypominal  mu naga

skóre  Blair.  A  potem  odwrócil  sie  do  Jenny.  Jej  ciemne  roztrzepane  loki.  Za  duza  czarna  parka.

Drobniutkie  dlonie.  Niesmialy  usmiech.  Co  za  ulga,  ze  Blair  juz  poszla,  bo  nie  musi  juz  ich

porównywac. Bo prawde mówiac, nie bylo porównania.

Na szklanej ladzie za nimi stala buteleczka perfum w ksztalcie primabaleriny.

- Ej! -  Nate  zmienil  temat.  -  Widzialas  kiedys  Dziadka  do  orzechów? - Jenny  interesowala  sie

sztuka, wiec pewnie wiedziala wszystko o balecie.

Jenny pokrecila  glowa,  usmiechajac  sie  niepewnie.  Chodzila  do  Lincoln  Center  na  zajecia  z

architektury i projektowania, ale nigdy nie ogladala tam prawdziwego baletu.

- Nie, jeszcze nie.

To  nie  wypada.  Po  prostu  nie  wypada.  Nate  zabieral  Blair  na  Dziadka  do  orzechów  przez

ostatnie trzy lata w Boze Narodzenie. I chociaz widzial, ze  to niepowazne,  zawsze  swietnie  sie  bawil.

To  byl  taki  odlot:  na  poczatku,  w  pierwszej  scenie  kolacji  wigilijnej,  drzewko  na  scenie  bylo

normalnych  rozmiarów.  A  polem  dziewczynka  zasypia  i  zaczyna  snic,  a  choinka  wyrasta  jak  na

sterydach  na  gigantyczne  drzewo,  o wiele,  wiele  wieksze  od tego  przy  Rockefeller  Center.  A  potem

wszystkie zabawki ozywaja i zaczynaja ze soba walczyc. To bylo niesamowite.

Nate wyciagnal komórke z kieszeni.

- Jutro wieczorem jemy kolacje u twojego ojca, prawda?

Jenny kiwnela glowa.

- To zobaczmy, czy zostaly jeszcze jakies bilety na popoludnie.

Jenny  oparla  sie  o  lade  w  perfumerii,  czujac,  jak  biora  góre  objawy  przypominajace  grype.

Nate zabiera ja na balet! Jak mozna go nie kochac?

D próbuje pisac o seksie w nowym sposób

Gdy  tylko  skonczyly  sie  ostatnie  egzaminy  w  czwartek,  Dan  poszedl  do  ulubionej  chinsko  -

kubanskiej  kawiarni  na  Broadwayu.  Zamówil  kawe  z  mlekiem  i  krokiet  po  chinsku.  Wyciagna!

nowiutki,  czarny  notes  i  czarny  cienkopis.  Przez  caly  tydzien  próbowal  napisac  cos  wzglednie

- 55 -

background image

przyzwoitego,  zeby  to  wyslac  razem  z  podaniem  o  przyjecie  na  uczelnie,  ale  wychodzily  mu  same

smiecie. Nigdy wczesniej nie  mial  klopotów  z pisaniem  -  zwykle  slowa  po prostu  z niego  wyplywaly.

Jasne, egzaminy rozpraszaly go troche, ale nie ma co sie oszukiwac. Opuscila go wena.

Saczyl  kawe,  rozchlapujac  mlecznobrazowe  kropelki  na  czystej  stronie  notatnika.  W  pewnym

sensie  to  go  stawialo  na  równi  z  wielkimi.  Tolstoj  mial  blokade  twórcza,  Hemingway  tez.  Nie  byl

pewny co  do swoich  ulubionych  francuskich  egzystencjalistów,  ale  potem doszedl  do wniosku,  ze  w

takim czy innym, momencie tez musieli to przezywac. Mimo wszystko mu nie ulzylo.  Tak  naprawde  to

byla tortura.

Biedna, zbolala dusza.

Przegladajac  swoje  stare  notatniki,  stwierdzil,  ze  ostatni  raz  napisal  cos  sensownego  przed

Swietem Dziekczynienia, zanim pocalowali sie z Vanessa i zdali sobie sprawe, ze sa zakochani.

Przetoczyl  krokiet  w kleistym  sliwkowym  sosie  i  odgryzl  kawalek.  Poza  smiercia  milosc  byla

jego  ulubionym  tematem,  ale  teraz,  kiedy  byl  zakochany,  slowa,  którymi  o  niej  pisal,  wydawaly  mu

sie  powierzchowne  i  niezreczne.  Gdyby  potrafil  spojrzec  na  milosc  pod  innym  niz  zwykle  katem...

Zanurzyl  krokieta w sosie  i  znowu odgryzl  kes.  Po  nadgarstku  poplynal  mu  goracy  tluszcz.  Kelnerka

strzelila go biodrem w lokiec i resztka krokieta wpadla  do kubka,  rozpryskujac  po calym  stole  kawe  z

mlekiem.

Wiekszosc ludzi by sie wkurzyla, ale w glowie Dana zapalila sie zaróweczka.

Seks!  -  pomyslal.  Seks  byl  ostatecznym  wyrazem  milosci.  Dlatego  jesli  kiedykolwiek  to  zrobi,

to tylko wtedy, kiedy  bedzie  czul,  ze  jedynym  sposobem  wyrazenia  tego,  co  chce  powiedziec,  bedzie

kochanie sie.

Zdjal  skuwke  z  cienkopisu.  Czyta!  dosc  o  teorii  literatury,  by  wiedziec,  ze  najbardziej

wyswiechtany  sposób  pisania  o seksie  to opisywanie  kwitnacych  kwiatów,  zachodów  slonca  i  fajer-

werków.  I  wiedzial  tez,  ze  praktycznie  wszystko  moze  zabrzmiec  seksownie.  Ale  on  chcial  pisac  o

seksie w zupelnie nowy i zaskakujacy sposób.

Zagapil sie na krokieta porzuconego w kawie i myslal.

Kazdy  normalny  chlopak,  gdy  mysli  o  seksie,  natychmiast  ma  ochote  zedrzec  ubranie  ze

swojej  dziewczyny.  Ale  Dan  nie  byl  normalnym  chlopakiem.  Zamiast  pomyslec  o  zdarciu  z  Vanessy

ubrania,  myslal  o slowach,  a  nie  ma  nic  seksownego  w  prostych,  starych  slowach,  chyba  ze  uzywa

sie ich w seksowny sposób. Zeby  tego  dokonac,  trzeba  przestac  myslec  o slowach  i  zaczac  myslec  o

czyms innym, a jeszcze lepiej o kims innym. Najlepiej rozebranym.

Ale Dan ugrzazl w slowach.  Im bardziej  biedzil  sie  nad  slowami,  tym bardziej  byl  przekonany,

ze nie moze pisac o seksie, bo go jeszcze nie  uprawial.  A jesli  nie  moze pisac  o seksie,  nie  moze tez

- 56 -

background image

pisac o milosci, a skoro nie moze pisac o milosci, to nie moze pisac w ogóle.

Czy seks to lekarstwo na blokade twórcza?

V odkrywa sekret victorii

W  czwartek  po  szkole  Vanessa  szla  Broadwayem  w  Soho,  filmujac  transwestyte  w  czarnej

plastikowej  spódniczce,  napietnastocentymetrowych  obcasach,  który  szedl  z  malenkim  czarnym

chihuahua w puchatym pomaranczowym sweterku. I nagle przed  sklepem  firmowym  Victoria's  Secret

*

 zatrzymala  ja  kobieta  rozdajaca  promocyjne  ulotki,  które  reklamowaly  Bardzo  Seksowna  kolekcje

bielizny.

Kup dwa  Bardzo  Seksowne  staniki,  a  dostaniesz  za  darmo  dobrane  do  nich  albo  v  -  stringi,

albo tang! - zachecala ulotka.

Vanessa nie byla pewna, co to sa v - stringi albo tanga. Swoja bawelniana bielizne  Hanes  Her

Way  i  topy kupowala  w Rite  Aid,  w Victoria's  Secret  nigdy  nie  byla.  Spojrzala  na  wypelniajacy  okno

wystawowe  plakat  z  Gisele  Bündchen  w  bieliznie  z  kolekcji  Angel.  Bielizna  bezszwowa,  bosko

dopasowana - tak napisano na plakacie. Oczywiscie na Gisele wszystko wyglada bezszwowo  i  bosko,

ale czy na niej tez bedzie sie tak prezentowalo?

Przewiesila  pasek  od  kamery  przez  ramie  i  pociagnela  ciezkie  szklane  drzwi  do  sklepu.

Pomyslala, ze to moze byc zabawne, sprawdzic, co to jest.

Gdy tylko weszla, zaczepila ja sprzedawczyni.

- Witamy  w  Victoria's  Secret  -  powiedziala  drobna  blondynka  w  dopasowanym  czarnym

kostiumie. - Czy moge pani w czyms pomóc?

Vanessa spiorunowala ja wzrokiem. Nie cierpiala namolnych sprzedawców.

- Nie - odparla lekcewazaco. - Chce sie rozejrzec.

Sprzedawczyni usmiechnela sie grzecznie.

- Dobrze. W takim razie powiem tylko, ze nazywam sie Vanessa.

Vanessa spojrzala na nia zaskoczona.

- Ja  tez  tak  sie  nazywam  -  powiedziala  i  poczula  wyrzuty  sumienia,  ze  byla  taka  niegrzeczna

dla tej kobiety. - Mamy takie samo imie.

Blond Vanessa sie rozpromienila.

- Co  za  zbieg  okolicznosci!  W takim  razie  nie  zapomni  pani  mojego  imienia.  Prosze  zawolac,

- 57 -

background image

gdyby czegos pani potrzebowala. - Odwrócila sie, zeby sie zajac inna klientka.

W sklepie  pachnialo  perfumami,  z glosników  plynela  muzyka,  dywan  na  podlodze  mial  kolor

glebokiej  aksamitnej  czerwieni.  Okragle  stoliki  przykryte  udrapowana  czerwona  satyna.  byly

zawalone  stringami  i  figami  w  zwierzece  i  roslinne  wzroki  Na  kazdej  scianie  wisialy  wieszaki  ze

stanikami  z koronki,  satyny  i  bawelny.  Byly  tutaj  body.  figi,  stringi  i  meskie  bokserki.  Slipki,  obcisle

topy, podwiazki i pasy do ponczoch.

Vanessa  nigdy  nie  widziala,  zeby  tyle  metrów  kwadratowych  poswiecono  takim  erotycznym

fatalaszkom.  których  nigdy  nie  cierpiala.  Ale  moze  jednak  bardzo  seksowna  koronkowa  rózowa

bardotka z odpowiednimi koronkowymi stringami to jest  cos,  czego  potrzebuje,  aby  Dan  nie  mógl  jej

sie  oprzec,  by poczul,  ze  nadeszla  la  poetycka...  ta  „naturalna” chwila  -  czy  na  co  on  tam  czekal  -  i

zeby wreszcie zdecydowal sie pójsc z nia do lózka.

Podeszla  do  wieszaka  z  czerwonymi  koronkowymi  biustonoszami  z  fiszbinami  i  zaczela  je

ogladac. Trzydziesci cztery B, trzydziesci  szesc  C,  trzydziesci  osiem  D.  Nawet  nie  wiedziala,  jaki  nosi

rozmiar.  Pod  wieszakiem  ze  stanikami  wisialy  koronkowe  figi,  wlasciwie  bardziej  przypominaly

spodenki,  tyle  ze  wyjatkowo  króciutkie  spodenki.  Vanessa  sprawdzila  metke.  Ach,  wiec  to sa  tanga.

Cóz, nie wygladaly zle. Rozejrzala sie za swoja imienniczka.

- Jednak  zdecydowala  sie  pani  cos  przymierzyc?  -  zapytala  blondynka,  wychodzac  zza  lady,

gdzie skladala stos bawelnianych stringów.

Vanessa wzruszyla bezradnie ramionami.

- Sa  jakies  w  czarnym  kolorze?  -  Wskazala  czerwona  koronkowa  bardotke  z  kolekcji  Bardzo

Seksowne.

- A jaki rozmiar?

Vanessa  zmarszczyla  brwi.  Jak  mogla  przezyc  siedemnascie  lat  i  nie  wiedziec,  jaki  nosi

rozmiar stanika?

- Nie jestem pewna - wymamrotala prawie nieslyszalnie.

Blond Vanessa usmiechnela sie zyczliwie.

- Chodzmy do przymierzalni,  zmierze  pania.  A potem porozmawiamy  o tym, czego  pani  szuka.

Znajdziemy cos w pani stylu i w czym bedzie sie  wygodnie  chodzilo.  Co  pani  na  to? Vanessa  kiwnela

glowa niechetnie. Nie bardzo jej sie podobal pomysl, ze ktos bedzie mierzyl jej klatke piersiowa,  i  nie

miala pojecia, czego szuka, ale skoro zaszla tak daleko, to równie dobrze moze spróbowac dalej.

- Pod warunkiem ze bedzie w czarnym kolorze - dorzucila z uporem.

- 58 -

background image

tematy    ?    wstecz dalej    ?    wyslij pytanie    odpowiedz

Wszystkie nazwy miejsc, imiona i nazwisko oraz wydarzenia zostaly zmienione lub skrócone,  po to by

nie ucierpieli niewinni. Czyli ja.

hej, ludzie!

KOCHAJ SIOSTRE SWOJA, ALE NIE ZA BARDZO

Zwrócil  moja  uwage  fakt,  ze  dawno  nie  bylo  nic  a  nic  slychac  o  milusim  przyrodnim  bracie  Et,  A  z

dredami. Mozna by pomyslec, ze zbytnio pochlonely go egzaminy i zakladanie kapeli.  Ale  nic  takiego.

On  sie  ukrywa.  Jestem  prawie  przekonana,  ze  ukrywa  sie,  poniewaz  drecza  go  bardzo  powazne

kwestie.  No,  wlasciwie  to  jedna  powazna  kwestia:  zakochal  sie  w  swojej  przybranej  siostrze.

Najswiezsze nowinki mówia, ze zaprosil swojego  kumpla,  perkusiste,  M, na  St.  Barts  i  podejrzewam,

ze zrobil to po to, aby M zajal sie B i trzymal ja poza zasiegiem jego wzroku.

Wasze e - maile

P: Droga P!

Chodze  z J na  zajecia  z  higieny  i  wiem  na  pewno,  ze  ona  uczeszcza  na  terapie  z  powodu

obsesji  na  punkcie  pepków.  Na  przyklad  musi  isc  co  godzine  do  lazienki,  zeby  sprawdzic,

czy  jej  pepek  nadal  jest  na  miejscu,  a  kiedy  przebieramy  sie  przed  wuefem,  gapi  sie  na

pepki innych. To jest naprawde pokrecone.

Roni

O: Hej, ron!

I co w tym zlego? Pepki sa bardzo seksowne. Przynajmniej mój jest.

P

- 59 -

background image

P: Hej, P!

Mysle,  ze  chyba  mieszkam  w  tym  samym  domu  co  B,  o  której  tyle  opowiadasz,  i  czasem

przez pomylke  dostaje  jej  poczte.  Jej  matka  odbiera  tony  listów  z  Nowego  Poczatku,  a  to

musi  byc  albo  klinika  plodnosci,  albo  osrodek  leczenia  uzaleznien  -  wedlug  tego,  co  widze

w ksiazce telefonicznej.

a kuku

O: Czesc, a Kuku!

Miejmy nadzieje, ze po prostu daje im pieniadze, a nie korzysta z ich uslugi.

P

Na celowniku

S dala  odzwiernemu  metrowego  balwanka  z  czekolady  zawinietego  w  firmowe  zlotko  Godivy.  Flow

zdecydowanie  przesadza,  wyrzuca  lisciki  bez  czytania,  chyba  ze  S ma  jakiegos  innego  wielbiciela.  D

gapi  sie  w wode  przystani  przy Siedemdziesiatej  Dziewiatej  i  szuka natchnienia.  V siedzi  w  barze  w

Billyburg  -  moze sprawdza  dzialanie  swojej  figury  wymodelowanej  za  pomoca  zakupów  w  Victoria's

Secret?   i   opuszczaja  salon  J.  Sisters  po  nakladaniu  wosku  na  okolice  bikini  -  wszystko  przed

wyjazdem na St. Barts. Wyglada na to, ze tam bedzie naprawde, ale  to naprawde  goraco!  Bawcie  sie

dobrze w czasie  ferii  i  nie  marnujcie  zadnej  okazji  na  odlotowa  zabawe.  Ja  na  pewno  nie  zmarnuje.

Do zobaczenia na miejscu!

Wiem, ze mnie kochacie

plotkara

B ugrzezla w klasie turystycznej i przyciaga facetów jak lep muchy

BLAIR WALDORF

ESEJ

UNIWERSYTET YALE, 23 GRUDNIA

W  kreacjach  filmowych  Audrey  Hepburn  najbardziej  podoba  mi  sie  to,  ze  zachowuja  rezerwe,  a

- 60 -

background image

jednoczesnie pozostaja przystepne. Sa spokojne, ale mocno stoja na ziemi. Tajemnicze, lecz otwarte.

Blair  przestala  pisac  na  laptopie  i  przytrzymala  backspace  tak  dlugo,  az  zniknely  wszystkie

slowa. Kreacje filmowe? Co to, do cholery,  znaczy?  To  brzmi,  jakby  byla  jakims  snobem,  wariatka  na

punkcie  filmów,  jak  Vanessa  Abrams,  ta  dziewczyna z zajec  o  filmie,  co  ma  ogolona  glowe  i  tluste

kolana. Problem polega na tym, ze Blair musi pisac o bohaterkach  granych  przez  Audrey,  a  nie  o niej

jako prawdziwej osobie, bo szczerze mówiac, nie wiedziala za duzo o prawdziwej Audrey poza tym, ze

na  starosc  przestala  nosic  szyte  na  miare  ubrania  od  Givenchy'ego,  sciela  wlosy  i  przez  caly  czas

chodzila  w drelichowych  spodniach  i  czarnym  golfie.  Blair  wypozyczyla  z  biblioteki  mase  ksiazek  o

Audrey Hepburn,  ale  z zadnej  nie  przeczytala  wiecej  niz  pierwszy  rozdzial.  Nie  chciala  tak  naprawde

wiedziec  o  problemach  Audrey  z  zapaleniem  okreznicy  ani  o  jej  pracy  dla  UNICEF  -  u.  O  wiele

ciekawsze bylo wyobrazanie sobie zycia Audrey niz poznawanie faktów.

- O czym piszesz? - zapytal Miles, dolewajac jej smirnoffa do soku pomaranczowego.

Jak  sie  okazalo,  Aaron  zaprosil  Milesa  na  St.  Baits,  zeby  spedzi!  z  nimi  Boze  Narodzenie,  i

postanowil nie mówic o tym Blair az do chwili,  gdy  spotkali  sie  na  lotnisku.  Bylo  oczywiste,  ze  Miles

zgodzil  sie  na  wyjazd  tylko  z  jednego  powodu:  myslal,  ze  milo  spedzi  ten  czas  z  Blair.  Ale  ona

postanowila dac mu do zrozumienia, ze sie myli, zanim jeszcze wyladuja na miejscu.

- O niczym - powiedziala, nie podnoszac wzroku.

Musieli  wyjsc  z  domu  o  nieludzkiej  porze  -  siódmej  czterdziesci  rano.  Teraz  dochodzila

pierwsza,  a  samolot  mial  jeszcze  godzine  do St.  Bans.  Aaron  spal,  a  moze  udawal,  ze  spi,  zeby  nie

musiec patrzec, jak Miles uderza do Blair. Serena sluchala na discmanie plyty  Coldplay  i  cieszyla  sie,

ze nieustanny przyplyw prezentów od Flowa  wreszcie  sie  urwie.  Tyler  gral  w szachy na  Game  Boyu  i

dasal sie, poniewaz w ostatniej chwili matka jego przyjaciela ksiecia Rolfa von Wurtzela  postanowila

nie  puscic  syna  na  wyjazd  do  St.  Barts,  poniewaz  mlody  niemiecki  ksiaze  cierpial  na  klopotliwa

przypadlosc  -  moczyl  sie  w  nocy.  Blair  zamieszala  brazowa  slomka  kostki  lodu  w  drinku.  Cholera,

pieknie Ci dziekuje. Boze, za te drobne przyslugi.

- Przez  caly  tydzien  próbowalem  sie  do ciebie  dodzwonic  -  powiedzial  Miles,  wyciagajac  sie

na  swoim  siedzeniu,  zeby  wyprostowac  nogi.  Ku  konsternacji  Blair,  wszyscy  zostali  upakowani  do

klasy turystycznej jak sardynki. - Ale chyba zle zapisalem twój numer.

Blair  nie  odrywala  oczu  od ekranu.  Nie,  odparla  w  myslach.  Po  prostu  podalam  ci  zmyslony

numer.

Miles wyciagnal reke i przesunal palcami po koncach dlugich wlosów Blair.

- Tesknilem - szepnal.

- 61 -

background image

Zerknela  na  niego  bez  usmiechu  i  odwrócila  wzrok,  zastanawiajac  sie,  co  by  zrobila  Audrey

Hepburn w tak niemilej sytuacji.

Znacie tych religijnych wariatów, którzy na zderzakach maja naklejki typu: „Co by zrobil Jezus?

” Cóz Blair miala podobne powiedzonko: „Co by zrobila Audrey?”

Nie  zeby  miala  cos  przeciwko  Milesowi.  Nie  byl  odrazajacym  typem,  który  nosi  niesamowite

ciuchy od Armaniego. Byl przystojny i przyjaznil sie z Aaronem, który tez byl w porzadku, chociaz,  jesli

mialaby  wybór,  Blair  wolalaby  w  ogóle  nie  miec  przybranego  brata.  Uwaga  Milesa  powinna  jej

pochlebiac  i  moze  by  tak  bylo.  gdyby  miala  ochote  z  nim  poflirtowac.  Ale  o  jedenastej  rano  przed

poludniem,  upchana  do klasy  turystycznej  w  malym,  kiepskim  samolocie  z  laptopem  na  kolanach  i

brudnymi wlosami spietymi w kucyk, nie miala ochoty na zaden flirt.

- Przepraszam,  czy  moze zyczy  sobie  pani  brytyjskie  wydanie  „Vogue'a”? -  zapytal  steward  z

pierwszej  klasy.  Wygladal  jak  mlodsza,  wyzsza  wersja  Pierce'a  Brosnana.  Gdyby  nie  nosil  uniformu

United Airlines, móglby swietnie sie prezentowac.

Blair  wziela  czasopismo.  Zauwazyla,  ze  steward  nie  proponowal  brytyjskiego  „Vogue'a”

nikomu innemu w klasie turystycznej oprócz niej.

- Czy przyniesc pani cos do picia? Szampana? - zaproponowal, mrugajac okiem.

Blair upuscila pismo na podloge. Czy nie widzial, ze jest zajeta?

- Nie, dziekuje - odparla.

Miles podal stewardowi pusta szklanke po coli z rumem.

- Poprosze jeszcze raz.

Steward  wzial  szklanke  wkurzony.  Zapytal  tylko  Blair,  czy  czegos  sobie  zyczy,  a  teraz  musial

obslugiwac siedzacego obok niej zarozumialego nastolatka.

Miles znowu pogladzil jej wlosy.

- Nie bedziesz czytac pisma?

Blair miala ochote mu powiedziec, zeby wsadzil sobie te  gazete  w tylek.  Wiedziala  jednak,  ze

Audrey w takiej sytuacji zachowalaby spokój i dalej robilaby swoje, majac nadzieje, ze  namolny  facet

wreszcie zrozumie aluzje i zostawi ja w spokoju.

Skupila  sie  ponownie  na  wypracowaniu.  Chciala  napisac,  ze  Audrey  miala  wszystkie  cechy,

które  powinna  miec  kazda  kobieta.  Klase,  urode,  wdziek,  inteligencje,  poczucie  humoru,  odwage  i

pewna tajemniczosc, która sprawiala,  ze  mezczyzni  natychmiast  sie  w niej  zakochiwali.  Ale  Blair  nie

byla  idiotka.  Nie  mogla  napisac  w  wypracowaniu  dla  Yale,  ze  podziwia  Audrey  Hepburn,  poniewaz

mezczyzni  nie  potrafili  jej  sie  oprzec  -  nie  po  tym,  jak  pocalowala  tego  czlowieka  od  rozmowy

kwalifikacyjnej.

- 62 -

background image

Pani  Glos  powiedziala  jej,  zeby  nie  byla  doslowna.  Blair  polozyla  dlonie  na  klawiaturze  i

znowu zaczela pisac, pozwalajac, aby slowa same plynely.

Czasem marze, ze jestem Audrey Hepburn. Czuje  sie  lzejsza  i  czystsza,  i  mówie  z tym samym  fajnym

akcentem  co  ona.  Audrey  sprawia,  ze  wszystko  wydaje  sie  latwe.  Nigdy  nie  musiala  zdawac  eg-

zaminów  ani  pisac  kretynskich  wypracowan,  które  dolacza  sie  do  podan  o  przyjecie  do  college'u.

Nigdy  nie  musiala  wyjezdzac  na  wakacje  z  matka  i  jej  tlustym,  wkurzajacym  ojczymem  albo  z  na-

palonym, denerwujacym kumplem przybranego brata. Chlopak nigdy jej nie rzucil dla dziesieciolatki. I

nawet  jesli  miala  jakies  problemy,  radzila  sobie  z  nimi  sama,  zamiast  opowiadac  o  nich  calemu

swiatu,  takze  na  rozmowie  kwalifikacyjnej  do  Yale,  Kiedy  jestem  Audrey,  czuje,  ze  moglabym

zmierzyc sie z calym swiatem.

Blair  przeczytala  jeszcze  raz  to,  co  napisala,  zaznaczyla  caly  akapit  i  go  skasowala.  „Kiedy

jestem Audrey, calkiem swiruje” - to bylo blizsze prawdy.

- Za chwile ladujemy w St.  Barts,  gdzie  panuje  teraz  piekna  pogoda  -  oznajmil  niskim  glosem

kapitan  przez  system  naglosnienia  w  samolocie.  -  Dziekujemy  panstwu  za  dzisiejszy  lot  naszymi

liniami.  W  szczególnosci  pragne  podziekowac  uroczej  szatynce  z  miejsca  dwadziescia  cztery  B.

Zyczymy milych wakacji i mamy nadzieje, ze ponownie wybiora panstwo samolot naszej linii.

Dwadziescia  cztery  B.  Blair  sprawdzila  tabliczke  na  suficie.  To  jej  fotel.  Czy  jej  sie  tylko

przysnilo, ze kapitan ja podrywa, czy on naprawde to powiedzial?

Miles  nadal  glaskal  jej  wlosy  -  Przyszedl  steward  z  drinkiem  dla  Milesa  i  szampanem  dla

Blair, chociaz powiedziala, ze nie chce.

- Z wyrazami uszanowania od kapitana - rzekl ze znaczacym usmiechem.

Blair  czula  sie  jak  Mia  Farrow  w  Alice,  filmie  Woody'ego  Allena,  do  którego  obejrzenia  pan

Beckham  zmusil  je  nie  raz.  lecz  dwa  razy.  W tym filmie  Alice  -  nudna  matka  mieszkajaca  przy  park

Avenue  -  trafila  do  dziwnego  miejsca  w  Chinatown,  gdzie  zjadla  jakies  chinskie  ziola,  po  których

przyciagala facetów jak lep muchy.

Blair nie nalezala do osób,  które  odmawiaja  podawanego  jej  drinka,  wiec  wychylila  kieliszek,

zatrzasnela  laptop  i  wrzucila  do  torby  podróznej  od  Louisa  Vuittona,  która  potem  kopniakiem

wcisnela pod siedzenie przed soba. Samolot  zaczal  schodzic  do ladowania,  a  za  oknem cieple  Morze

Karaibskie  polyskiwalo  obiecujaco.  Blair  obrócila  na  placu  pierscionek  z  rubinem.  Byla  gotowa

wskoczyc w nowe czarne bikini od Gucciego i wyjsc na plaze z dala od wszystkich i wszystkiego.

Aaron otworzyl oczy, usiadl prosto i zaslonil jej widok. Usmiechnal sie do niej.

- 63 -

background image

- Skonczylas wypracowanie?

- Odpieprz sie - odpowiedziala Blair.

D jest gotów albo nie

- Wiecej  curry!  -  Rufus  Humphrey  spróbowal  sosu  pomidorowego  i  warknal  pod  nosem:  -

Wiecej rumu!

To bylo piatkowe popoludnie i za godzine miala zaczac sie jego coroczna swiateczna impreza.

- Ale tato, lasagne chyba powinna smakowac po wlosku, nie? - rzucil Dan.

Rufus zmarszczyl krzaczaste siwe brwi i  wytarl  uwalane  w sosie  rece  o brudna  biala  koszulke

z napisem OCALCIE KOMUCHÓW!

- Od  kiedy  z  ciebie  taki  sztywniak?  -  Machnal  drewniana  lyzka.  -  Tu  nie  ma  zasad,  tylko

mozliwosci!

Dan  wzruszyl  ramionami  i  wlal  kilka  filizanek  ciemnego  rumu  do  sosu.  Nic  dziwnego,  ze

wszyscy zakochuja sie w lasagne ojca. Juz po kilku kesach sa kompletnie uwaleni.

- Wiec co to za gosciu, którego zaprosila twoja siostra? - zapyta! Rufus.

Uzywal  slowa  „gosciu”,  nabijajac  sie  ze  sposobu,  w  jaki  mówia  Dan  i  Jenny.  To  bylo

potwornie irytujace.

- Nazywa  sie  Nate  -  odparl  Dan  z roztargnieniem.  -  Jest  calkiem  w porzadku  -  dodal,  chociaz

byl pewny, ze ojcu absolutnie sie nie spodoba. Nate chodzil do drogich fryzjerów, nosil koszulki polo  i

buty  z  prawdziwej  skóry,  i  zwykle  byl  tak  najarany,  ze  nie  potrafil  rozmawiac  bez  wybuchania

kretynskim smiechem w srodku zdania. Ale Dan nie chcial o tym mówic  ojcu.  Za  bardzo  skupil  sie  na

tym, ze w kazdej chwili moze zjawic sie Vanessa,  a  on prawie  juz  postanowil  powiedziec  jej,  ze  chce

z nia isc do lózka.

- Miejmy nadzieje, ze ten  Nate  lubi  lasagne  po indyjsku  -  zazartowal  Rufus,  wlewajac  chianti

do swojego ogromnego kubka reklamowego Metsów.

Rozlegl  sie  dzwonek  do drzwi  i  Rufus  popedzil,  zeby  wpuscic  swojego  starego  kumpla  Lyle'a

Grossa, którego poznal w parku dwadziescia  lat  temu.  Lyle  nalezal  do tych  facetów  o nieokreslonym

wieku,  których  zawsze  sie  widuje  w  parku  na  lawce,  jak  sluchaja  transmisji  z  meczu  Metsów  w

przenosnym  radiu  albo  czytaja  znalezione  na  smietniku  „Daily  News”  sprzed  trzech  tygodni.  Byl

pisarzem - tak mówil - ale Dan nigdy nie wiedzial zadnego dowodu, który by to potwierdzal.

- 64 -

background image

- Przynioslem  winogrona  -  oglosil  Lyle.  Zaczesal  rzadkie  siwe  wlosy  na  pozyczke  i  wlozyl

sweter  w  kolorze  musztardowym,  brazowe  welniane  spodnie  i  biale  tenisówki  Nike.  Na  szyi  mial

drobne strupki po zacieciach przy goleniu. Trudno bylo na niego patrzec. - Czesc, Danielson!

- Czesc - odpowiedzial Dan.

Lyle  zawsze  ubarwial  imiona  ludzi.  Pewnie  myslal,  ze  jest  niesamowicie  zabawny,  ale  Dana

jakos to nie bawilo.

Rufus zlapal winogrona i rzucil je Danowi.

- Dodaj tez pare winogron - polecil.

- Dobra.  -  Nie  do konca  przekonany  Dan  oderwal  kilka  owoców  i  wrzucil  je  do  sosu.  W  tym

momencie móglby dolozyc kilka bobków Marksa i nikt by nawet  nie  zwrócil  uwagi.  Marx  to ich  stary,

tlusty,  pregowany  kocur,  które  wlasnie  rozwalil  sie  na  stole  kuchennym  miedzy  bagietka  a  krazkiem

parmezanu.

Rufus  i  Lyle  wybierali  w salonie  plyte  z kolekcji  analogów  Rufusa,  a  Dan  mieszal  sos  drzaca

dlonia i zastanawial  sie,  jak  nawiazac  do tematu  seksu  w rozmowie  z Vanessa.  Powiedzial,  ze  chce,

aby to wyplynelo  naturalnie,  ale  kogo  on oszukuje?  Teraz  tak  naprawde  chcial  miec  to za  soba,  i  to

szybko,  zeby  móc  wrócic  do  pisania.  Robilo  mu  sie  juz  niedobrze  na  widok  swoich  czarnych

notesików. Jego umysl byl równie pusty jak ich stronice.

Mieszal  sos  coraz  szybciej  i  szybciej,  az  pasta  pomidorowa  zaczela  przelewac  sie  z  rondla.

Bedzie musial zwyczajnie jej to powiedziec. I miec nadzieje, ze Vanessa go nie wysmieje.

V jest we wlasciwym miejscu, w zlym czasie

Vanessa powinna juz  byc  w domu Dana,  ale  taszczyla  ze  soba  caly  swój  filmowy  sprzet,  a  to

byl  taki  kawal  drogi  -  najpierw  kolejka  L  z  Williamsburga  do  Czternastej  Zachodniej,  potem

pociagiem  E  az  do Central  Parku.  Wieczór  byl  piekny  -  wstyd,  zeby  nie  nakrecic  troche  materialu  do

filmu, skoro juz wyszla z domu. Zeszlej nocy padal snieg, alejki w parku  byly  zmarzniete  i  sliskie.  Gdy

wedrowala  sciezka  w strone  zamarznietego  jeziora,  zalowala,  ze  wlozyla  nowa  bielizne  z  Victoria's

Secret na siebie,  zamiast  wrzucic  do torby.  Koronka  wydawala  sie  taka  zimna  na  skórze  i  w dodatku

gryzla ja we wszystkich niewlasciwych miejscach.

Nad jeziorem rósl ogromny stary dab; z galezi zwisalo mu mnóstwo sopli. Vanessa wyciagnela

kamere  z  futeralu.  Mogla  sfilmowac  sople  i  wykorzystac  je  jako  wprowadzenie  do  filmu  o  Nowym

- 65 -

background image

Jorku. Odlotowe wprowadzenie miejsca akcji. Przez chwile ludzie beda  mysleli,  ze  akcja  rozgrywa  sie

na  spokojnej  wsi.  Potem  zrobi  ciecie  i  pokaze  cos  ewidentnie  miejskiego,  na  przyklad  dostawców

miesa wyladowujacych krwawe tusze na Zachodniej.

Pokrecila  obiektywem,  próbujac  zrobic  zblizenie  sopli,  a  polem  odjazd.  W  odwrotnej

kolejnosci za bardzo by to przypominalo kawalek „National Geographic”. Dan  zawsze  mówil,  ze  w jej

filmach  brakuje  akcji,  ale  Vanessa  upierala  sie,  zeby  ten  film  byl  jak  wiersz.  Nic  nie  musialo  sie

dziac, widz mial po prostu cos poczuc.

I  kiedy  stala  na  osniezonym  brzegu  zamarznietego  stawu  i  próbowala  uchwycic  surowe,

ulotne piekne sopli, zdecydowanie cos czula: zimna koronke fig na tylku.

Wczesniej  tego  popoludnia  Nate  i  Jenny  wybrali  sie  do  Lincoln  Center  na  Dziadka  do

orzechów.  Bylo  wlasnie  tak,  jak  to  Nate  pamietal:  z  gigantyczna  choinka  i  niesamowitymi,

walczacymi  myszami  wielkosci  ludzi.  Jenny  siedziala  zachwycona,  oczarowana  muzyka,  scenografia,

tancerzami i kostiumami zwlaszcza  Wieszczki  Cukrowej.  Serce  malo  jej  nie  peklo,  kiedy  pod koniec

Klara i Ksiaze poszybowali w niebo na zaprzezonych w konie saniach.

Potem Jenny i Nate powinni ruszyc prosto do domu na przyjecie Rufusa,  ale  nie  ma  szybszego

sposobu na zniszczenia idealnego popoludnia niz wejscie w kuchni  na  jej  ojca  bez  koszuli,  nalewaja-

cego  wlasnie  do  gara  rum  i  keczup  z  gigantycznej  butelki.  Nate  przez  caly  dzien  byl  taki  idealny,

trzymal  ja  za  reke  i  wskazywal  ulubione  fragmenty  baletu.  Nawet  wygladal  idealnie:  wlozyl  szary

garnitur z kaszmiru i  niebiesko  -  fioletowa  koszule.  Wiec  Jenny  postanowila  wrócic  do domu dluzsza

droga, przez Central Park.

Kiedy  szli  sciezka  w  strone  stawu,  zlapala  Nate'a  za  reke  i  scisnela  ja  mocno.  Jej  czarne

zamszowe  kozaki  mialy  gladkie  podeszwy  i  caly  czas  slizgala  sie  na  lodzie.  Teraz,  kiedy  balet  nie

odciagal jej uwagi,  nie  mogla  na  to nic  poradzic,  ale  ciagle  czula,  jak  koronka  wgryza  jej  sie  miedzy

posladki. W duchu upomniala sie, ze powinna wyluzowac - to tylko nowe stringi.

Wolna  reke  Nate  zaciskal  wokól  torebki  z trawa,  która  niósl  w kieszeni  welnianego  plaszcza.

Ogrzewal  ja.  Nie  ma  nic  gorszego  niz  przemrozona  trawka.  Robila  sie  wtedy  rozmokla  i  potwornie

kopcila  po  zapaleniu.  Mial  zamiar  zapalic  zaraz  po  wyjsciu  z  Lincoln  Center,  ale  bylo  cos

surrealistycznego i pieknego w sloncu rozswietlajacym snieg  i  cieple  dloni  Jenny.  Odechcialo mu sie

skreta. Mial ochote porozmawiac.

- Bez  sensu,  ze  musze  jechac  jutro  do  Maine  -  powiedzial.  -  Ale  musze  skonczyc  moje

podania, wiec przyda mi sie chwila spokoju. Na rozmowie kwalifikacyjnej w Brown  powiedzieli  mi,  ze

maja  nowa  superspecjalizacje:  nauki  scisle  i  techniczne.  Myslalem,  ze  jesli  to  wybiore,  móglbym

- 66 -

background image

zajac sie projektowaniem lodzi, no wiesz.

Jenny  skinela  glowa,  skupiajac  sie  na  nogach.  Nie  chciala,  zeby  Nate  jutro  wyjezdzal.  Nie

chciala tez, zeby wyjechal do college'u.

Staw  juz  bylo  widac.  Wiosna  Nate  lubil  stawac  w  altance,  palic  i  patrzec  na  kaczki  z

piskletami. Teraz jeziorko bylo calkiem zamarzniete. Pewnie mozna by po nim przejsc.

- To  dziwne  -  mówil  dalej.  -  O  tej  porze  w zeszlym  roku dokladnie  wiedzialem,  gdzie  bede  za

rok: tu,  w miescie,  bede  chodzil  do szkoly  i  opieprzal  sie  z kumplami,  jak  zwykle.  Ale  teraz  nie  mam

pojecia, co bedzie za rok. Niesamowite.

Jenny spojrzala na Nate'a, zastanawiajac sie, jak by zareagowal,  gdyby  mu teraz  powiedziala,

ze go kocha. Mial od zimna zarózowione policzki i czubki slicznych,  idealnych  uszu.  Byl  taki  cudowny,

ze chciala krzyczec ze szczescia.

- Mam na sobie stringi - wydyszala, zanim zdazyla ugryzc sie w jezyk. Zaczela szybciej  isc.  Nie

mogla uwierzyc, ze to powiedziala!

- Co?! - Nate przyspieszyl, zeby ja dogonic. Nie doslyszal, co powiedziala.

Jenny puscila jego dlon.

- Mam  na  sobie  stringi!  -  krzyknela  glosniej.  A potem zachichotala  i  zaczela  biec,  zeslizgujac

sie ze wzgórza ku stawowi.

Nate tym razem ja uslyszal. Przestaj sciskac torebke z trawa i ruszyl pedem za Jenny.

- Wracaj tutaj! Chce zobaczyc te stringi! - krzyknal za nia upiornym glosem wampira.

Jenny pisnela i biegla dalej. Oczy jej lzawily z zimna, a oddech wiazl w gardle.

Nate  biegl  za  nia  po lodzie  przykrytym sniegiem,  az  do  miejsca,  w  którym  Jenny  poslizgnela

sie i wyciagnela jak dluga pod wielkim debem ozdobionym dlugimi soplami. Rzucil sie na nia i  zaczeli

sie tarzac, smiejac sie bez tchu i zbierajac snieg we wlosy.

Nate obrócil Jenny na brzuch i podciagnal jej plaszcz.

- Pokaz,  pokaz!  -  krzyczal,  sciagajac  jej  czarne,  aksamitne  spodnie,  zeby  zerknac  na  naga

pupe.

- Czekaj!  -  Jenny  piszczala,  chichotala  i  wiercila  sie.  Zacisnela  oczy,  nie  mogac  sie  juz  dluzej

powstrzymac. - Czekaj. Nate kocham cie!

Nate  znieruchomial  na  chwile.  Potem,  zamiast  ja  obrócic,  pocalowac  i  powiedziec,  ze  tez  ja

kocha, cmoknal w sliczny, zarózowiony posladek, a  potem przewrócil  sie  na  plecy  i  wyrzucil  chmurke

cieplego oddechu prosto w blekitne niebo.

Jenny lezala  dalej  wyciagnieta  na  brzuchu  przez  kilka  sekund,  lapiac  oddech.  Potem wstala  i

poprawila  ubranie.  Dobrze,  ze  w  koncu  to  powiedziala,  ale  byloby  o  wiele  milej,  gdyby  Nate

- 67 -

background image

odwzajemnil sie tym samym. Powinien byl odpowiedziec „kocham cie”, wziac  ja  na  rece  i  zaniesc  do

san, które zabralyby ich do Krainy Nigdy - Nigdy.

Ale on tylko cmoknal ja w posladek.

- Nie  masz  na  sobie  bokserek  z  zaglówka,  co?  -  zapytala  z  nadzieja,  próbujac  przywrócic

zartobliwy ton, od którego wszystko sie zaczelo.

- Nie wiem. - Nate odpial pasek. Sciagnal spodnie do bioder. - W niebieska kratke. Wybacz.

- W  porzadku  -  odparla  szybko  Jenny,  owijajac  sie  plaszczem.  -  Przejdzmy  kolo  pomnika

Romea i Julii. To mój ulubiony i jest po drodze.

Nate spedzil w tym parku mnóstwo czasu, ale nie mial pojecia, o czym Jenny mówi.

- Jaki pomnik Romea i Julii?

- Niewazne. Pokaze ci, jak tam dojdziemy.

- Zimno ci? - zapytal Nate, opierajac sie na lokciach i wyciagajac dlon. - Chodz tu.

Zawahala  sie  przez  sekunde,  a  potem podeszla.  Nate  przygarnal  ja,  zawinal  w  swój  plaszcz,

pocalowal w czolo i w oba zimne zaczerwienione policzki.

Musnela  go  ustami  w  brode  i  nie  mogla  sie  oprzec,  zeby  nie  powiedziec  tego  jeszcze  raz.

Moze nie uslyszal jej za pierwszym razem.

- Kocham cie - szepnela.

Patrzyli  sobie  prosto  w  oczy.  Tym  razem  Nate  musial  odpowiedziec.  Dopiero  co  widzieli

Dziadka do orzechów, a na litosc boska, to byla historia milosna, na wypadek gdyby mu to umknelo.

- Ja tez cie kocham - wymamrotal.

A potem calowali  sie.  Dlugo,  naprawde  dlugo.  Jenny  spadl  czerwony  kapelusik,  a  jej  ciemne

loki zakryly ich twarze.

Ale niezbyt dobrze.

Dan powiedzial Vanessie, ze w jej filmach brakuje akcji. Cóz, to zdecydowanie jest  akcja.  Tak,

sople  byly  wspaniale,  po prostu  super.  Ale  jak  czesto  widzi  sie  kobiete  z  nagim  tylkiem  na  sniegu?

Jak  czesto  widzi  sie  calkiem  porzadnego  faceta  sciagajacego  spodnie  zima,  w  bialy  dzien?  I  jak

czesto  widuje  sie  pare  tarzajaca  sie  w  jednym  plaszczu  po  zamarznietym  jeziorze,  w  srodku

najzywszego  miasta  na  swiecie?  Gdyby  tylko  Vanessa  miala  smiglowiec,  wznioslaby  sie  wysoko  i

krecila  ich  z coraz  wiekszej  odleglosci,  az  para  zamienilaby  sie  w plamke  wielkosci  lebka  od  szpilki

posród przecinajacych sie ulic Manhattanu. Ale nie  miala  helikoptera,  wiec  musiala  bardziej  twórczo

rozwiazac zakonczenie. Najlepsze bylo to,  ze  nie  zlapala  dokladnie  twarzy  tej  dwójki,  wiec  mogli  byc

kimkolwiek, w dowolnym wieku - toba i twoim chlopakiem albo twoja babcia  i  jej  chlopakiem.  Czysta

- 68 -

background image

poezja, surowa i piekna. Nie mogla sie doczekac, zeby pokazac to Danowi.

Zaraz...  Ma  to zrobic  przed  czy  po  tym,  jak  mu  pokaze,  co  ma  pod  czarnym  golfem  i  czarna

welniana spódniczka?

la isla bonita

W kurorcie Isle  de  la  Paix  na  wyspie  St.  Barts  ukrywaly  sie  slawy  i  mieszkanki  Nowego  Jorku

w  srednim  wieku,  które  musza  dojsc  do  siebie  po  operacji  plastycznej.  Nie  mozna  bylo  tam  sie

zatrzymac, jesli czlowiek nie byl kims albo  kogos  nie  znal.  Ale  tak  sie  skladalo,  ze  do Cyrusa  Rose'a,

ojczyma  Blair,  nalezala  firma  budowlana,  która  zbudowala  ten  kurort.  Dlatego  trzy  wille,  które  on  i

matka Blair zarezerwowali dla rodziny, nalezaly do najlepszych.

Wokól calej  willi  Sereny  i  Blair  ciagnal  sie  taras.  Mogly  z  niego  ogladac  basen  w  kurorcie,

gdzie  kobiety  po czterdziestce  z  chirurgicznie  poprawionym  biustem  i  chirurgicznie  wyszczuplonymi

udami lezaly na lezakach w wielkich okularach przeciwslonecznych i w jednoczesciowych  kostiumach

kapielowych  bez  ramiaczek,  udajac,  ze  czytaja  francuskie  pisma  z moda,  podczas  gdy  tak  naprawde

zalewaly  sie  ponczem  rumowym. Jedna  z kobiet  mial  ze  soba  malego  biszona  -  nawet  jej  pies  nosil

ciemne  okulary.  Z  drugiej  czesci  tarasu  widzialy  kawalek  plazy  o  bialym  piasku,  gdzie  mlodsze

kobiety  opalaly  sie  topless,  a  faceci  nonszalancko  surfowali  na  deskach  z  zaglem,  udajac,  ze  nie

patrza. Morze bylo tak spokojne i mialo tak idealny odcien turkusowy, ze wygladalo jak sztuczne.

Serena  usiadla  na  tarasie  i,  palac  gitana,  przegladala  francuska  „Elle”,  Czekala,  az  Blair

ubierze  sie,  nim  pójda  spotkac  sie  ze  wszystkimi  w  jadalni  na  póznym  lunchu.  Dopiero  co  umyla

wlosy,  które  teraz  ociekaly  jej  na  odsloniete  ramiona  i  lopatki  w  topie  bez  pleców  od  Diane  von

Furstenberg.  Po prysznicu  wtarla  w  siebie  samoopalacz  Lancôme  i  jej  skóra  juz  nabrala  zdrowego,

zlotego odcienia brazu. Na nogach miala sandalki z bialej skóry wysadzane krysztalkami.

Jej minispódniczka z bialego dzinsu od Agnes B. ledwo zakrywala góre ud.

W  poblizu  barierki  tarasu  koliber  wysysal  pylek  z  hibiskusa,  latajac  od  jednego  kwiatu  do

drugiego.  Serena  zastanawiala  sie,  dlaczego  nie  zostanie  przy  jednym  i  porzadnie  sobie  nie  lyknie,

zamiast tak latac z miejsca na miejsce.

Dobre pytanie.

- Przepraszam? Pardon? - uslyszala.

Zgasila  papierosa,  przydeptujac  go  butem,  i  wstala.  Facet  w  koszulce  Isle  de  la  Paix  stal  u

- 69 -

background image

stóp schodów i trzymal olbrzymi bukiet rzadkich, tropikalnych kwiatów.

Çac'estpour vous, mademoiselle - powiedzial, wchodzac i podajac Serenie kwiaty.

Jezu! Czy Flow ma szpiegów? Jak, do cholery, ja odnalazl?

Powachala kwiaty.

- Dzieki - powiedziala do faceta.

- Nie  ma  sprawy  -  odparl  po  angielsku.  Juz  mial  sie  odwrócic,  kiedy  Blair  otworzyla  drzwi  i

wyszla na taras.

- Lepiej, zeby mama miala otwarty  rachunek  w barze  -  powiedziala  do Sereny,  nim  zauwazyla

faceta. Blair miala na sobie dopasowana, jedwabna bezowa sukienke,  która  byla  praktycznie  takiego

samego  koloru  jak  jej  opalenizna  po  Lancôme.  Z  daleka  wydawala  sie  naga.  Na  nogach  miala

plastikowe czerwone klapki, które kupila w drogerii, a na maly palec lewej  stopy zalozyla  pierscionek

z falszywym diamentem - wypróbowywala nowy styl „biedaczki Z kasa”. Zauwazyla, ze gosc z obslugi

kurortu gapi sie na nia.

- Tak? - zapytala ostro. - Parlez vous anglais?

Facet wygladal na zaklopotanego.

- Przepraszam. Chcialem tylko przywitac dwie najpiekniejsze dziewczyny na wyspie.

Na  szczescie  jego  akcent  byl  wyjatkowo  seksowny.  Tylko  dzieki  temu  mógl  mu  ujsc  taki

kwasiarski tekst.

- Dzieki - rzucila Blair. - Zobaczymy sie pózniej - dodala, splawiajac go.

- Mam  nadzieje,  ze  kwiaty  sie  podobaja,  mademoiselle.  -  Skinal  glowa  do  Sereny.  Potem

usmiechnal sie szeroko do Blair i poszedl sobie.

Blair  przeczesala  wlosy  palcami  i  mruzac  oczy,  spojrzala  na  morze.  To,  ze  podrywaja  kazdy

facet, na którego wpada, zaczynalo byc troche nudne.

Serena polozyla kwiaty na ratanowym stoliku.

- Od kogo? - zapytala Blair.

Serena wzruszyla ramionami.

- Chyba nie musisz pytac.

Blair  podeszla  do bukietu  i  obrócila  bilecik  przyczepiony  do krysztalowego  wazonu,  w którym

przyszly kwiaty.

- „Zyczymy wspanialych wakacji  i  nie  stresujcie  sie  za  bardzo slubnymi  planami  -  przeczytala

na glos. - Calusy, wasze kochane przyjaciólki, K i I”.

Obie wybuchly smiechem.

Serenie  naprawde  ulzylo,  gdy  dowiedziala  sie,  ze  moze  to  nie  Flow  przysylal  te  wszystkie

- 70 -

background image

prezenty. Na przyklad czekoladowego balwana i  akwarium  z barakudami.  Moze to tez  przyslaly  Kati  i

Isabel.

- Chodz!  -  Zlapala  Blair  za  reke  i  pociagnela  ja  na  schody.  -  Dajmy  szanse  Cyrusowi,  niech

postawi nam drinka!

Aaron i Miles juz siedzieli w barze,  grali  w tryktraka  i  próbowali  namówic  Tylera  na  zjedzenie

smazonego  slimaka.  Matka Blair  i  Cyrus  nadal  zeglowali  na  jachcie  wlascicieli  kurortu  i  nikt  ich  do

tej pory nie widzial.

Jadalnia  nie  wygladala  wcale  jak  jadalnia:  to  byl  wielki  kryty  taras  wychodzacy  na  plaze  i

idealnie turkusowe morze. Po jednej stronie stal bar z bambusa  i  szkla  ze  stolkami  barowymi  z bialej

skóry. Bardzo nowoczesny, tropikalny styl.

- Dwa rumy i  dwie  cole  prosze  -  powiedziala  Blair  po francusku  do barmana.  We  francuskich

wyspach piekne bylo to, ze czlowiek nie musial sie martwic, ze go wylegitymuja.

Nie zeby czesto ja legitymowano.

Serena wziela swojego drinka i stuknela sie szklanka z Blair.  -  Za  nas  -  wzniosla  toast.  Potem

obie przechylily glowy i wypily jednym haustem.

Wow -  sapnal  Miles,  patrzac  z  podziwem  na  Blair.  Przebral  sie  w  czarne  spodnie  z

mnóstwem kieszeni od Armaniego i popielata koszulke polo (tez  Armani).  Wygladal  dosc  blado.  -  Jak

wam sie udaje nie bekac potem jak kierowcy ciezarówki?

Blair usmiechnela sie szeroko i otarla usta wierzchem dloni.

- Lata praktyki.

Aaron pokrecil glowa.  Teraz  jego  dredy  wygladaly  bardziej  na  miejscu,  z plaza  w tle.  Wsuna!

dlonie do kieszeni swoich wojskowych zielonych szortów.

- Nie wiem, czy jest czym sie chwalic.

Blair przewrócila oczami.

- Jakbys nigdy nie pil.

Aaron wzruszyl ramionami.

- Pije. Po prostu wole napic sie wody, kiedy jestem spragniony.

Tyler ugryzl kawalek slimaka i wyplul kes do serwetki.

- A Blair pije denaturat - zazartowal.

Blair  juz  miala  go  zdzielic,  kiedy  zobaczyla,  ze  nadbrzezem  ida  matka  i  Cyrus.  Cyrus  trzymal

Eleanor  za  lokiec,  jakby  bal  sie,  ze  sie  potknie.  Gdyby  to  byl  ktos  inny,  Blair  by  pomyslala,  ze  to

slodkie,  ale  jej  zdaniem  nic,  co  robil  Cyrus,  nie  bylo  slodkie.  Matka  miala  na  sobie  sukienke  Lilly

- 71 -

background image

Pulitzer  w razacym,  zielono  -  rózowym kolorze  z deseniem  w biale  zabki,  która  wygladalaby  o  wiele

lepiej, gdyby byla w jednym kolorze i bardziej zakrywala nie takie  znowu szczuple  nogi.  Na  blond  wlo

sach  z pasemkami,  obcietych  na  pazia,  miala  biala  plócienna  opaske.  Juz  sie  mocno  opalila.  Cyrus

wlozyl czerwone plócienne spodnie i koszulke polo w marynarskie bialo - granatowe pasy. Twarz mial

czerwona i blyszczaca - nie mógl juz bardziej przypominac knura.

Czyli swini, dla tych, którzy mieli niskie wyniki na skali umiejetnosci werbalnych.

Eleanor Waldorf Rose pisnela, gdy zobaczyla ich wszystkich przy barze.

- Czesc,  dzieciaki!  -  krzyknela,  podbiegla  i  mocno  objela  Tylera.  Puscila  go  i  rzucila  sie  na

Blair. - Tak sie za wami stesknilam. I mam wam tyle do powiedzenia!

Serena usmiechnela sie uprzejmie.

- Dzien  dobry,  pani  Rose.  -  Matka  Blair  byla  troche  zbzikowana,  ale  zdecydowanie  mniej

zadzierala nosa niz jej matka.

Cyrus uscisnal dlon Aarona.

- Ciesze sie, ze cie widze, synu. Mój prawnik do mnie nie dzwonil, wiec zakladam, ze udalo sie

wam z Blair nie spalic domu podczas naszej nieobecnosci.

Aaron usmiechnal sie szeroko.

- Pewnie,  ze  spalilismy.  Ale  budujemy  ci  nowy.  Zobaczysz,  jak  wrócisz.  Bedzie  naprawde

odjazdowy.

Blair postanowila tez troche sie zabawic. A moze po prostu byla pijana.

- Jestem w ciazy - powiedziala. Objela Milesa. - Z Milesem. On jest ojcem.

Szeroki usmiech zniknal z twarzy Aarona.

- Od  kiedy  z  ciebie  taki  komik?  -  zapytala  Eleanor  i  przekrzywila  glowe,  dziwiac  sie,  skad  u

córki takie niesmaczne poczucie humoru.

Blair zabrala rece Z ramion Milesa i usmiechnela sie krzywo do matki.

- Odkad wyrzucili mnie z Constance.

Serena usmiechnela sie szeroko.

- Ale z ciebie klamczucha.

Cyrus zlapal Blair swoja miesista lapa i objal.

- Ktos jest w swietnym humorze! - powiedzial.

Juz nie.

Wypuscil ja i machnal do barmana.

- Szampan dla wszystkich!

Blair wykrzywila sie. Co za tandeta.

- 72 -

background image

Eleanor poklepala sie po brzuchu.

- Beze mnie, kochanie.

Od kiedy ona odmawia szampana?

- Wiecej  bedzie  dla  nas.  -  Cyrus  mrugnal  do Blair,  podajac  kieliszki  Aaronowi,  Blair,  Serenie,

Milesowi  i  Tylerowi.  Wreczyl  Eleanor  kieliszek  z  woda  sodowa,  a  swój,  z  szampanem,  uniósl  do

toastu.

- Za nasza wielka, szczesliwa rodzine! - zawolal i wyszczerzyl zeby jak idiota.

Blair juz miala dosc rodziny.

- Czy  mozemy  usiasc  i  cos  zjesc?  -  jeknela.  -  Umieram  z  glodu.  -  Nie  zmuszala  sie  do

wymiotów, odkad  matka  i  Cyrus  wyjechali,  ale  miala  przeczucie,  ze  cokolwiek  dzis  zje,  nie  utrzyma

dlugo w zoladku.

Weszli  gromada  do jadalni  i  usiedli  na  jednej  dlugiej  lawie  z bialej  skóry.  Wiatrak  na  suficie

krecil sie leniwie nad ich  glowa,  lekka  bryza  poruszala  galeziami  palm.  Wszyscy  z wyjatkiem Aarona

zamówili hamburgery. To byla francuska restauracja i nie mieli ani jednego wegetarianskiego dania.

- Wezme tylko salatke i frytki - powiedzial Aaron kelnerowi, zapalajac ziolowego papierosa.

- Swietnie sie bawilismy - wyrzucila z siebie Eleanor, smarujac buleczke maslem i zajadajac  ja

z  wilczym  apetytem,  jakby  przez  tygodnie  nic  nie  jadla.  Tyle  przytyla  od  wyjazdu,  ze  Blair

zastanawiala sie, czy nie powinna czegos powiedziec. - Ale tak sie ciesze, ze przyjechaliscie.

Cyrus scisnal jej reke.

- I  mamy  dla  was  wielka  niespodzianke  -  powiedzial,  a  jego  niebieskie  oczy  byly  bardziej

wytrzeszczone niz zwykle.

Eleanor polozyla dlon w diamentach na jego tlustych wargach.

- Ciii... Dopiero w swieta.

Aaron poczul, ze kolano Blair dotyka jego kolana pod stolem. Nie  odsunal  sie.  To  byla  jedna  z

jego pokreconych, malych radosci -  przypadkowe  zetkniecie  kolanami,  jej  reka  ocierajaca  sie  o jego,

gdy siegala po chleb, jej oddech laskoczacy jego ucho. gdy wzdychala znudzona.

Wiedzial,  ze  dopiero  co  brala  prysznic,  chociaz  miala  suche  wlosy,  poniewaz  pachniala  jej

ulubionym  kokosowym  szamponem firmy  Kiehl.  Zauwazyl  tez,  ze  jej  skóra  jest  ciemniejsza,  niz  gdy

siedzieli  w  samolocie,  wiec  najwyrazniej  musiala  uzyc  jakiego  balsamu  do  opalania  zaraz  po

przyjezdzie.  Widzial,  ze  paznokcie  u  stóp  pomalowala  na  blady  róz,  i  zauwazyl,  ze  zdjela  zegarek.

Nienawidzil siebie za to, ze zauwaza te rzeczy, bo brat nie powinien ich dostrzegac.

Tyler patrzyl zniechecony w swoja cole. Chcial pewnego dnia miec  wlasna  wytwórnie  plytowa

i robic klipy dla MTV.  Nie  dosc,  ze  wolalby  jechac  na  festiwal  Osbourne'ów,  zamiast  spedzac  ferie z

- 73 -

background image

rodzina, to jeszcze kazdy oprócz niego mial tu przyjaciela.

- Nie martw sie, koles - powiedzial  Aaron,  widzac  mine  mlodszego  przybranego  brata.  -  Zaraz

po jedzeniu zabieramy cie z Milesem na skuter wodny.

Tyler wyjal ze szklanki slomke i próbowal ja podpalic zippo Aarona.

- Super - powiedzial, próbujac podtrzymywac  wizerunek  jedenastoletniego  lobuza,  chociaz  byl

ubrany w absurdalnie ugrzecznione spodenki i zielona koszulke Lacoste.

Przyniesiono  jedzenie  i  Cyrus  z  Eleanor  zaczeli  pokrótce  opowiadac  o  poslubnym  rejsie.  W

zeszlym tygodniu wspieli sie na wulkan i ogladali jadowite plaszczki na Martynice. Na St. Johns  Cyrus

kupil Eleanor szpilke z brylantami i  koralami,  która  wylowiono  z wraku.  Na  Wyspach  Dziewiczych  pili

koktajl z Albertem Finneyem, podobno bardzo slawnym, starym aktorem, ale nikt o nim nie slyszal.

Serena  wylaczyla  sie.  Siedzialy  z  Blair  twarza  do  plazy.  Na  niebie  nad  woda  hydroplan

wykrecal petle i nurkowal w powietrzu. Szybko  zorientowala  sie,  ze  pilot  pisze  cos  na  niebie.  Jak  oni

to robia? Byloby  zabawnie,  gdyby  pilot  mial  klopoty  z ortografia,  nie?  Zmruzyla  oczy  i  zaczela  czytac

szybujace po niebie litery, zakladajac, ze beda po francusku.

S - E - R - E - N - A

Serena  zakryla  usta  dlonia  i  ostro  strzelila  lokciem  Blair.  Blair  oddala  jej  równie  mocno.

Wziela maly, zlozony bilecik wylozony na srodku stolu i podala go Serenie.

Palce Sereny drzaly, gdy odczytywala zloty druk:

Prosimy zrobic rezerwacje na kolacje wigilijna

Isle de la Paix

Wystep 45

20.00 - 0.00

Serena  uscisnela  mocno  dlon  Blair.  Nie  zwariuja  w  te  swieta,  tylko  jesli  beda  trzymac  sie

razem.

- Och, patrzcie! - syknela  Eleanor,  przez  co  Blair  i  Serena  prawie  podskoczyly.  Machnela  reka

w strone  recepcji.  -  To  Misty  i  Bartholomew  Bassowie!  -  Znizyla  glos  do  szeptu.  -  Slyszalam,  ze

wycieli Misty watrobe. Ma potworny problem z piciem.  Ale  moim zdaniem  wyglada  dobrze.  Ciekawe,

czy przyplyneli  tu lodzia.  Co  za  sprytny  pomysl  na  odwyk.  No  bo  trudno  sie  napic  czegos  na  lódce,

jesli nie wniesiesz tam zadnej wódy.

Misty  i  Bartholomew  Bassowie,  rodzice  nieslawnego  Chucka  Bassa,  meldowali  sie  w hotelu,

a obok nich stal  stos  walizek  Louisa  Vuittona.  Blair  i  Serena  czekaly,  czy  pojawi  sie  Chuck  -  cale  ich

- 74 -

background image

pieskie szczescie - ale nigdzie go nie bylo widac.

- To  byl  wyrostek,  mamo  -  powiedziala  po  chwili  Blair.  Wygladalo  na  to,  ze  Chuck  zostal  w

domu. Bogu dzieki. - Miala zapalenie wyrostka. To nic wielkiego.

- Ja  slyszalam  co  innego  -  upierala  sie  Eleanor.  -  W  kazdym  razie  nie  wiedzialam,  ze

przyjezdzaja tu na Boze Narodzenie. - Rozejrzala sie po restauracji, glaszczac palcami szpilke  z brylan

tami i koralami. - Slyszalam  tez,  ze  zatrzymuje  sie  tutaj  duzo slaw,  ale  nie  widzialam  jeszcze  nikogo,

kogo bym rozpoznawala.

Cyrus uciszyl ja, wsuwajac jej do ust frytke.

- Dbaj  tylko,  zebys  przyjmowala  wszystkie  witaminy  i  mineraly,  kochanie  -  powiedzial  z

miloscia.

Blair  byla  pewna,  ze  jej  matka  nie  potrzebuje  dodatkowej  porcji  frytek,  i  byla  tez  pewna,  ze

nie chce tak siedziec i patrzec, jak Cyrus ja nimi karmi. Juz jej sie chcialo rzygac.

- Przepraszam - mruknela i popedzila do najblizszej toalety dla pan.

Wszyscy przyzwyczaili sie do tego, ze Blair nagle zrywa sie od stolu, wiec nikt  sie  nad  tym nie

zastanawial, ale Serene gryzla mysi. Ze Blair zmusza  sie  w lazience  do wymiotów.  Polozyla  serwetke

na niedojedzonym hamburgerze.

- Dziekuje za lunch powiedziala slabo. Wstala  i  ruszyla  za  Blair,  zeby  sprawdzic,  czy  wszystko

z nia  w porzadku.  Trzymala  glowe  nisko  na  wszelki  wpadek,  gdyby  Flow  byl  w  poblizu  i  czail  sie  za

jakas palma.

kto naprawde chce poznac sekret vicorii?

- Czekaj, az zobaczysz, co  dzis  nakrecilam  -  powiedziala  Vanessa  do Dana,  gdy  siadali  u jego

ojca w jadalni. Jenny i Nate jeszcze nie przyszli, ale  Rufus  wypil  za  duzo czerwonego  wina  i  nie  mógl

sie doczekac jedzenia. - Totalny odlot. Bedziesz ze mnie dumny.

- Wiec  krecisz  filmy,  Vanessamondo?  -  zapytal  przyjaciel  ojca  Dana,  Lyle,  nakladajace  sobie

lasagne. - Jakiego typu?

Vanessa lyknela wody.

- Czarno - biale. No wiesz. Malo akcji.

Lyle zapelnil talerz gotowana fasolka, która Rufus wybral na przystawke do lasagne.

- Artystyczne, he?

- 75 -

background image

- Tak jakby. - Vanessa kiwnela glowa.

- Ja  jestem  wielbicielem  kina  przygodowego.  Widzialas  kiedys  Mumie Moim  zdaniem  to

idealny film.

Vanessa nie sluchala. Wlasnie przyszli Nate i Jenny i rozbierali sie pospiesznie w korytarzu.

- Przepraszam,  tato  -  powiedziala  Jenny,  ledwo  lapiac  oddech  i  zdejmujac  kapelusz.  Vanessa

rozpoznala  go  natychmiast.  Czerwony  i  kudlaty,  tak  jak  kapelusz  tamtej  dziewczyny  z  parku.  A  Nate

mial  na  sobie  dlugi  granatowy  plaszcz,  jak  tamten  chlopak  -  Tamten  lez  wygladal  jak  uczniak  i  mial

takie same zlotobrazowe wlosy.

Ups! Vanessa odlozyla widelec.

- Tato,  to jest  Nate  -  powiedziala  Jenny,  prowadzac  Nate'a  do  stolu.  Miala  ochote  tanczyc  i

wszystkich calowac. Nie wiedziala, ze mozna czuc takie szczescie! Powiedzial, ze ja kocha!

Nate uscisnal reke jej ojcu.

- Milo mi pana poznac, panie Humphrey.

Rufus mial pelne usta. wiec musial popic winem.

- Nate,  mój chlopcze  -  powiedzial  -  to  przez  ciebie  moja  córka  w  ciagu  ostatniego  miesiaca

pozyczyla  ode  mnie  ponad  czterysta  dolarów.  Milo  cie  wreszcie  poznac.  -  Odsunal  krzeslo  obok

siebie. - Chodz, siadaj.

Jenny byla tak rozradowana, ze nie miala do ojca pretensja Oby tylko byl mily dla Nate'a.

- Wiec  powiedz  mi,  Nate  -  ciagnal  Rufus,  wlewajac  mu  do  kieliszka  beczke  wina  -  czym  sie

zajmujesz?

Nate usmiechnal sie. Ojciec Jennifer wydawal sie calkiem spoko.

- Lodziami - powiedzial. - Moi rodzice maja dom w Mount Desert, w Maine. Budujemy  z ojcem

lodzie i zeglujemy.

Dan  czekal,  az  Rufus  pozre  Nate'a  zywcem,  pomstujac  na  temat  egoistycznych  rozrywek

wyzszych  klas  i  bezuzytecznosci  takich  rzeczy  jak  zaglówki,  ale  Rufus  wydawal  sie  zafascynowany  i

caly czas zadawal Nate'owi pytania.

Normalnie taka hipokryzja doprowadzilaby Dana do bialej  goraczki,  ale  teraz  zbyt  pochlanialo

go to. co mial zamiar powiedziec Vanessie, wiec nie  denerwowal  sie  tym, ze  tata  pieprzy  od rzeczy  z

takim  zepsutym,  wiecznie  ujaranym  dzieciakiem.  Wzial  sie  za  swoja  lasagne.  Za  dziesiec  minut

przeprosi wszystkich i pójda z Vanessa do jego pokoju.

Nagle Rufus zapukal w siól.

- Czekajcie,  wszyscy  maja  podac  mi  swoje  talerze.  Lasagne  bedzie  o wiele  lepiej  smakowac,

jesli sie ja podpali.

- 76 -

background image

- Tato! - jeknela Jenny. To naprawde bylo zenujace. I nie dalo sie lego uniknac.

Nate podal Rufusowi swój talerz. Rufus podpalil zapalke i rzucil ja na lasagne Nate'a. W sosie

bylo tyle rumu, ze buchnely plomienie.

- Super! - wykrzyknal Nate.

Rufus  rozesmial  sie  wesolo,  a  Jenny  podala  mu swój  talerz  z usmiechem.  Wyglada  na  to,  ze

sie polubili!

Dan nie mógl tego dluzej zniesc. Odwrócil sie i pochylil do Vanessy.

- Mozemy pogadac minutke? - Z nerwów dlonie mu sie trzesly.

- Dobra  -  odparla  Vanessa,  tez  zdenerwowana.  Czy  bedzie  miala  odwage  przejsc  przez  to?

Lyle zabral jej talerz i oddal stojacy w plomieniach.

- Dzieki - mruknela z roztargnieniem.

Dan wstal.

- Chodz.

Vanessa zabrala swoja torbe i poszli dlugim korytarzem do jego sypialni.  Humphreyowie  mieli

mieszkanie  w  zabytkowym  domu,  nieodnawiane  od  lat  czterdziestych.  Bylo  ogromne  i  zakurzone.

Podlogi skrzypialy, ze scian schodzila farba. Pachnialo jak stare buty i butwiejace ksiazki.  Dan  znalazl

raz  na  pólce  u  ojca  nierozpakowana  talie  kart  z  1955  roku.  Wszystkie  króle  wygladaly  jak  Elvis

Presley. Byly niesamowite.

- Wiec... - zaczal niezrecznie Dan, gdy juz zamknal drzwi. - Chcialem ci cos powiedziec.

Vanessa usiadla na podlodze i rozsznurowala swoje czarne glany.  Jesli  miala  przez  to przejsc,

musi to zrobic szybko, zanim zacznie myslec.

- Yhm... - odparla. Zdjela czarne welniane podkolanówki i poruszyla palcami nagich  stóp.  Dwa

wieczory  temu  pozwolila  swojej  siostrze  Ruby  pomalowac  sobie  paznokcie  u  stóp  na  czekoladowy

kolor. Nadal wygladaly calkiem dobrze. Wstala i rozpiela czarny sweter.

Dan podszedl do biurka i wzial ostatni  czarny  notatnik,  myslac,  ze  moze pokaze  Vanessie,  jak

kiepsko  z  jego  poezja,  a  ona  zrozumie,  ze  musza  isc  do  lózka.  Przekartkowal  strony.  Byly  pelne

poczatków wierszy typu: Jestes moim Frankensteinem, moim Liechsteinem, jestes boska.

Zaden sie nie konczyl, bo pod koniec wszystkie robily sie zbyt potworne. Czytal je, czerwieniac

sie ze wstydu.

- Nie potrafie juz napisac niczego dobrego - powiedzial. przerzucajac kartki.

Vanessa zdjela czarna welniana spódnice. Sciagnela golf przez ogolona tuz przy skórze  glowe.

Potem stanela dlonmi na biodrach i czekala, az Dan sie odwróci.

- I  myslalem,  ze  moze  nie  moge  pisac,  poniewaz...  -  Dan  zamknal  notatnik  i  odwrócil  sie

- 77 -

background image

gwaltownie. - Musze,.. - Urwal.

Vanessa  stala  kolo  jego  lózka  w  czarnym  koronkowym  staniku  i  czarnych  koronkowych

szortach, tak cieniutkich, ze wszystko przez nie bylo widac.

Jasne. O to chodzilo.

Vanessa usmiechnela sie szeroko i zatrzepotala rzesami.

- Co o tym myslisz?

Dan patrzyl na nia wstrzasniety. To byla ostatnia rzecz. która spodziewal sie zobaczyc.

- Co robisz?

Vanessa podeszla do niego, próbujac nie myslec, jak wyglada górna czesc jej ud i  dolna  czesc

tylka w wysoko podcietych figach. Polozyla  dlonie  na  ramionach  Dana.  Drzal.  Nic  byla  pewna,  czy  to

dobrze, czy zle.

Dan rozejrzal sie po pokoju.

- Nie  filmujesz  tego,  prawda?  -  zapytal  podejrzliwie.  Zwykle  Vanessa  najpierw  go  pytala,  czy

chce  byc  na  filmie,  ale  mogla  próbowac  zdobyc  zupelnie  naturalny  material,  nie  mówiac  mu  o

niczym.

Pokrecila glowa.

- Pocaluj mnie - powiedziala.

Dan splótl rece na piersiach. Zaczynal widziec, do czego Vanessa zmierza.

I co z tego? Byli zakochani. Dlaczego w koncu tego nie spróbuja?

Kazdy inny facet zdecydowanie by spróbowal.  Ale  Dan  nie  byl  taki  jak  inni.  On  byl  wrazliwym

romantykiem.  Nie  chcial,  zeby  za  jego  pierwszym  razem  wszedzie  walala  sie  czarna  koronkowa

bielizna. To  bylo  zbyt  wyrachowane,  zbyt  oczywiste...  i  zle.  Chcial,  zeby  to bylo  czyste,  spontaniczne

i... dobre.

Odsunal sie o krok i odwrócil glowe.

- Przepraszam - powiedzial.

Vanessa zrozumiala, ze zbyt go naciska i moze to bylo nie w porzadku, ale próbowala sie  tylko

troche zabawic.  Próbowala  tez  zrobic  cos,  zeby  nie  mógl  jej  sie  oprzec,  ale  on  najwyrazniej  opieral

sie  jej  bez  trudu.  Zlapala  koszulke  z lózka  i  naciagnela  ja  szybko  przez  glowe.  Czula  sie  kompletnie

upokorzona.

Dan zapalil papierosa i zaciagnal sie gleboko.

- Chcesz mi pokazac ten kawalek, który nakrecilas w parku?

Hm. Moze nie.

Vanessa  pokrecila  glowa,  nie  potrafiac  spojrzec  na  niego.  Wciagnela  spódnice  i  zapiela

- 78 -

background image

sweter.

Dan zgasil papierosa w pustym kubku po kawie.

- W takim razie chyba powinnismy wracac do stolu.

Vanessa zawiazala sznurówki i wstala.

- Ja chyba juz pójde - powiedziala drzacym glosem.

Nie plakala, odkad skonczyla cztery lata, ale teraz niewiele jej brakowalo.

Dan skinal  glowa,  rozdarty  miedzy  checia  zapytania  jej,  co  sie  stalo,  a  pragnieniem,  zeby  juz

wyszla, to on siadzie i spróbuje cos napisac. Wlasciwie co mogli sobie powiedziec, gdyby zostala?

To  dziwne,  jak  zobaczenie  swojej  dziewczyny  w  skapej  bieliznie  moze  totalnie  odmienic

zwiazek.

Vanessa otworzyla drzwi.

- Do widzenia - szepnela.

- Do widzenia  -  odpowiedzial  Dan,  gdy  drzwi  zamknely  sie  za  nia.  Podszedl  do biurka,  usiadl,

otworzyl notatnik, majac nadzieje, ze to przezycie zainspiruje go do czegos genialnego. Ale nie  -  wiec

tylko palil jednego papierosa za drugim.

sztuka J przeraza N

- Mozemy  na  chwile  was  przeprosic,  tato?  -  zapytala  Jenny.  -  Chce  pokazac  Nate'owi  mój

pokój.

Rufus nawet na nia nie spojrzal.

Mais oui - powiedzial z okropnym francuskim akcentem.

Bien sur.

Jenny  przewrócila  oczami.  Kiedy  jej  ojciec  wypil  za  duzo,  próbowal  stac  sie  bitnikiem

mówiacym po francusku w kafejce z cyganeria. .

Jaki ojciec, taki syn.

- Chodz  -  powiedziala  do  Nate'a  i  poprowadzila  go  korytarzem  do  siebie.  Otworzyla  drzwi  i

zapalila swiatlo.

Nate  nie  spodziewal  sie,  ze  pokój  Jenny  go  zaskoczy.  Reszta  mieszkania  byla  wygodna  i

rozpadajaca sie jak domek na wsi, którego nigdy sie nie sprzata. Myslal, ze jej pokój  bedzie  podobny.

Ale  Jenny  nigdy  nie  lubila  prostych,  szarawych  scian,  pekajacej  farby  na  suficie,  golej  drewnianej

- 79 -

background image

podlogi,  swojej  starej,  zwyklej  bialej  poscieli  i  naprawde  sporo  potrafila.  Od  kilku  miesiecy

zajmowala  sie  malowaniem,  zwlaszcza  portretów.  Bylo  tam  szesc  portretów  Nate'a,  kazdy  w  innym

stylu.  Byl  wiec  Nate  w stylu  Moneta,  impresjonistyczny,  Nate  w stylu  Picassa,  z oczami na  stopach,

Nate  Dalego,  splywajacy  do  kaluzy  na  chodniku.  Nate  w  stylu  Warhola,  z  oczami  w  kolorze

elektryzujacej zieleni i zlotymi wlosami, Nate wedlug Pollocka, z farba rozlana  w ksztalt  jego  glowy,  i

Nate Chagalla, z glowa latajaca po nocnym niebie.

- Podobaja ci sie? - zapytala Jenny z nadzieja. - Próbowalam  kopiowac  rózne  style.  Pollock  byl

chyba najtrudniejszy.

Nate  z  otwartymi  ustami  gapil  sie  na  obrazy  na  scianach.  Nie  wiedzial,  który  portret  to

Pollock, tak samo jak nie poznal pozostalych stylów, które wykorzystala Jenny, ale  rozpoznal  siebie  w

szesciu wersjach. I to wystarczylo, zeby go zbic z tropu.

- Tutaj  spedzam  wiekszosc  czasu  -  wyjasnila  radosnie  Jenny.  Nate  byl  taki  czarujacy  w

rozmowie  z  jej  ojcem,  ze  jeszcze  bardziej  sie  w  nich  zakochala.  Odwaznie  stanela  na  palcach  i

polozyla  rece  na  jego  ramionach.  -  Chcialabym  cie  calowac  przez  cala  noc  -  szepnela  chrapliwym

glosem.

Nate zesztywnial, ale nie tak, jak by sie czlowiek mógl spodziewac.

Tak,  zwykle  takie  slowa  sprawilyby,  ze  stanalby  w  pelnej  gotowosci,  ale  teraz  mial  przed

oczami  obraz  Jenny  spedzajacej  samotne  godziny  w  swoim  pokoju  i  malujacej  te  swietne,  ale

niewiarygodnie dziwaczne portrety. Jego portrety.

Dopiero  co  powiedzial  Jenny,  ze  ja  kocha.  Na  tym  polegal  problem.  I  wtedy  naprawde  tak

myslal, w pewnym sensie. Ale teraz czego ona sie spodziewala? Ze ja rozprawiczy?

Pocalowal Jenny delikatnie w usta.

- Lepiej juz pójde - powiedzial cicho. - Musze sie spakowac na jutro.

Zmarszczyla brwi.

- Prosze, nie wychodz jeszcze. - Usmiechnela sie szeroko i spojrzala  na  podloge.  -  Nadal  mam

na sobie stringi.

Nate musial wyjsc stamtad,  zanim  Jenny  zacznie  sie  rozbierac  przed  swoja  kolekcja  obrazów.

Na  szczescie  nie  musial  wymyslac  pretekstu  do  natychmiastowego  wyjscia,  bo  zadzwonila  jego

komórka.

Wyciagnal ja z kieszeni spodni i spojrzal na numer rozblyskujacy na ekranie. To Jeremy.

- Ej,  gosciu,  gdzie  jestes?  Spotykamy  sie  w  barze  na  Rivington.  Kojarzysz?  W  tym.  z  którego

wywalili Charliego za przypalanie trawy na drabinie przeciwpozarowej.

- Dobra, uspokój sie - rzekl Nate do telefonu, majac nadzieje, ze to zabrzmi, jakby sprawa  byla

- 80 -

background image

pilna i Jenny go pusci.

- Co? - zdziwil sie Jeremy.

- Zaraz  bede.  -  Nate  rozlaczyl  sie  i  zlapal  Jenny  za  reke.  -  Przepraszam,  Jennifer,  ale  musze

jechac.  Jeremy  powiedzial,  ze  Charlie  i  Anthony  wzieli  jakas  fatalna  „eske”  i  zaczynaja  swirowac.

Musze im pomóc, zanim narobia sobie klopotów.

Jenny kiwnela glowa. Dolna warga jej zadrzala. Nate jutro wyjezdza do Maine.  Nie  zobaczy  go

przez tyle dni.

- Dobra.

Objal ja.

- Wróce na sylwestra. Badz grzeczna, dobrze?

Zacisnela oczy i objela go mocno.

- Kocham cie. - Nie mogla przestac tego powtarzac.

Nate oswobodzil sie i zlapal misia pande z jej lózka. Wcisnal go jej w ramiona.

- Pomysl,  ze  to  ja  -  powiedzial,  calujac  ja  w  nos.  Wyskoczyl  z  pokoju,  popedzil  korytarzem,

obsypal pana Humphreya podziekowaniami, a potem wskoczyl do taksówki  i  pojechal  prosto  do baru

na  Rivington  Street,  gdzie  mial  zamiar  postawic  Jeremy'emu  wielkiego  drinka  w  podziece  za

uratowanie mu niechcacy tylka.

tematy    ?    wstecz dalej    ?    wyslij pytanie    odpowiedz

Wszystkie nazwy miejsc, imiona i nazwisko oraz wydarzenia zostaly zmienione lub skrócone,  po to by

nie ucierpieli niewinni. Czyli ja.

hej, ludzie!

Przepraszam,  ze  dawno  sie  nie  odzywalam,  ale  wiecie,  jak  jest:  nie  ma  szkoly  i  mnie  tez  nie  ma  -

kazdego wieczoru!

WIEC O CO CHODZI Z TYM LINKIEM?

- 81 -

background image

Wszyscy slyszelismy o tych ludziach, którzy w Swiadku  daja  policji  cynk,  bo akurat  tak  sie  zlozylo,  ze

filmowali swoje dziecko bawiace  sie  na  podwórku,  kiedy  zaczela  sie  strzelanina  i  maja  numery reje-

stracyjne  samochodu.  Wiec  tutaj  mam cos  dokladnie  odwrotnego.  Wiem,  kto jest  na  tasmie,  w  tym

wypadku pod linkiem, ale jak to sie znalazlo w Internecie?

Jestem  pewna,  ze  juz  wiecie,  który link  mam na  mysli.  Kliknijcie  tam  i  znajdziecie  doskonale  ujecia

dwojga ludzi, których  znamy  i  kochamy,  w parku,  w sniegu.  Zobaczycie,  jak  sciagaja  sobie  spodnie  i

tarzaja  sie  otuleni  jednym  plaszczem.   ma  calkiem  zgrabny  tyleczek,  nie  zebym  przygladala  sie

szczególnie  uwaznie.  A  tylek   nie  zawodzi  nawet  w  bokserkach.  Nic  dziwnego,  ze  link  krazy  po

calym  Internecie,  jak  najswiezszy  bootleg  z  koncertu  45.  Nie  bede  rzucac  nazwiskami,  ale  jestem

prawie pewna, ze nakrecila  to V -  widac  typowe  dla  niej  artystyczne  ujecia  i  pewna  reke.  Ale  po co,

do cholery, wrzucalaby to do sieci?  To  nie  ma  sensu.  Jesli  to ona.  nigdy  tego  nie  odpokutuje,  a  jesli

nie ona, to kto? Musze po raz pierwszy przyznac: jestem w kropce.

Na celowniku

Prosto z ekskluzywnego hotelu Isle de la  Paix  na  St.  Barts:  Flow  wychodzi  ze  sklepu  zoologicznego  w

Gustavii  -  jedynym  prawdziwym miescie  na  St.  Barts  -  z klatka  dla  ptaków.  Nie  pytajcie.  Pani  MWR

wymiotuje  do  kosza  na  smieci  w  damskiej  toalecie.  Teraz  juz  wiemy,  po  kim  ma  to  B.   i  S

przeszmuglowaly do willi  kolejny  dzbanek  z ponczem  rumowym, gdzie  sie  ukrywaja  od wczorajszego

przyjazdu.  Na  plazy  A  gra  samotnie  na  gitarze.  Moze  i  jest  milusi,  ale  nie  ma  nic  seksownego  w

smetnym wegetarianinie w koszulce z napisem „ZALEGALIZOWAC KONOPIE”. A w Nowym Jorku: K i  I

placza  i  obsciskuja  sie  na  Park  Avenue,  bo rozstaja  sie  na  swieta.  Hm,  moze  powinny  wymienic  sie

pierscionkami zareczynowymi.

Wasze e - maile

P: Kochana Plotkaro!

Mam  przyjaciólke,  której  starsza  siostra  przyjazni  sie  z  rzeczniczka  prasowa  Flowa.  I  ona

powiedziala siostrze mojej kumpeli, ze Flow próbuje na St. Barts skonczyc z kokaina.

Brownie

O: Hej, Brownie!

Cóz,  slyszalam,  ze  St.  Barts  to narkotykowy  raj,  wiec  jesli  masz  racje,  to pewnie  dlugo  nie

- 82 -

background image

powalczy.

P

WSRÓD NOCNEJ CISZY

Dzisiaj jest Wigilia. Ostatnia  szansa,  zeby  kupic  wszystko,  co  macie  na  liscie.  Ostatnia  szansa,  zeby

zerknac pod choinke i  upewnic  sie,  ze  zgarniecie  najwiecej  prezentów,  a  jesli  nie,  to naklejcie  nowe

karteczki na pudelkach. Ostatnia szansa, zeby zjesc tyle trufli z deserowa czekolada Godivy, ile  dusza

zapragnie.  Ostatnia  szansa,  zeby  znowu  poczuc  sie  pieciolatka  i  zostawic  pierniczki  dla  Swietego

Mikolaja.  I  ostatnia  szansa,  zeby  byc  bardzo  milym  dla  ludzi,  którzy  kupuja  wam  prezenty.  Moze

zmienia zdanie i jednak kupia wam te pomaranczowa torebke ze swinskiej skóry u Hermesa Birkina.

Wesolych swiat!

Wiem, ze mnie kochacie

plotkara

S i B pozwalaja chlopcom byc chlopcami

- Nie  mozemy  tu  siedziec  caly  dzien  -  powiedziala  Serena  do  Blair.  Dochodzilo  prawie

poludnie  w  Wigilie,  a  ona  stala  w  oknie  i  patrzyla  tesknie  przez  taras  na  bialy  piasek  plazy  i  tur-

kusowe morze w oddali.

- Ale  co  z  Flowem  i  Milesem?  -  zapytala  Blair,  wyciskajac  koperkowa  paste  do  zebów  na

elektryczna szczoteczke. - Myslalam, ze sie ukrywamy.

Myslala, ze chowajac sie z Serena w willi, znajdzie czas,  zeby  skonczyc  swój  esej  do Yale,  ale

jak  na  razie  glównie  pily  z  wysokich  szklanek  poncz  rumowy  przybrany  kawalkami  pomaranczy,

wisienkami i papierowymi parasoleczkami; graly  w brydza;  pomalowaly  sobie  nawzajem  paznokcie  u

stóp na cukieroworózowy kolor. Najwyzszy czas otworzyc laptop.

Serena  miala  inny  pomysl.  Caly  wieczór  i  pól  dnia  w  domu  spedzone  na  absolutnym

nieróbstwie przekraczalo jej wytrzymalosc.

- Idziemy na plaze - oglosila, wciagajac króciutkie biale szorty Miu Miu na biale  bikini.  -  I  jesli

ktos  bedzie  chcial  z  nami  rozmawiac,  to  bedzie  musial  rozmawiac  z  nimi.  -  Blyskawicznym  ruchem

obrócila sie i rozsunela biale trójkaciki stanika od bikini, pokazujac piersi.

- 83 -

background image

Blair uniosla brwi i wrócila do mycia zebów. Wyplula piane do umywalki.

- Masz na mysli topless? - Wreszcie zalapala, o co chodzi.

Serena kiwnela glowa z szatanskim usmiechem.

- Wlasnie to mam na mysli.

Aaron,  Miles  i  Tyler  brali  lekcje  windsurfingu  kilka  metrów  od  brzegu,  kiedy  .Serena  i  Blair

rozlozyly  swoje  kanarkowozólte  reczniki  na  piasku,  zdjely  góre  od bikini  i  polozyly  sie  na  plecach,  z

obnazonymi piersiami do nieba.

- Ohyda - powiedzial Tyler, odwracajac sie, zeby nie musiec patrzec.

Miles puscil zagiel i wpadl do wody. Wyplynal i pokrecil glowa  do Aarona,  który nadal  stal  na

desce.

- Nie moge uwierzyc, ze co dzien to widujesz - powiedzial z zazdroscia.

Aaron  nie  mógl  podniesc  zagla  z  wody.  Szarpal  linke  z  calej  sily.  Blair  pewnie  myslala,  ze

dzieki  toplessowi  wydaje  sie  taka  europejska  i  wyrafinowana,  ale  jego  zdaniem  zachowala  sie  jak

zdzira.  Kazdy,  kto bedzie  przechodzil,  popatrzy  sobie,  a  potem,  w czasie  kolacji,  chociaz  Blair  juz  sie

ubierze,  kazdy  bedzie  mógl  sobie  wyobrazic,  jak  wyglada  naga.  Juz  na  sama  mysl  o  tym  krecilo  mu

sie w glowie.

Prinz,  ich  rastafarianski  instruktor,  który  nosil  kostium  plywacki  Speedo,  szedl  przez  wode

tylem do plazy.

- Pomoge  ci.  -  Zanurkowal  jak  delfin,  podplynal  pod  zagiel.  Aarona  i  wypchnal  go  Z  wody

glowa.

Sprytne.

Aaron  zbieral  luzna  linke,  az  ustawil  zagiel  prostopadle  do  deski.  Zlapal  gumowa  raczke  i

przechylil  sie  do  tylu.  zeby  zlapac  wiatr.  Deska  przeslizgnela  sie  po  powierzchni  wody  z  cichym

pluskiem. Zostawiala za soba ladna smuge. Aaron czul sie naprawde super. Udalo sie!

Ludzie zaczeli krzyczec za jego plecami, wiec zerknal przez ramie.

Serena i Blair staly na recznikach, nadal topless, i kibicowaly mu.

- Dalej, Aaron! Dawaj, dawaj! Prawdziwy ogier!

Aaron zagapil  sie  na  nie  -  nie  mógl  sie  powstrzymac  -  o  sekunde  za  dlugo.  Zakrecil  znowu,

jego  deska  osiadla  na  mieliznie  w zatoczce,  a  on polecial  do tylu  i  wyladowal  jak  przewrócony  krab

na plecach w plytkiej wodzie.

Auc!

- 84 -

background image

Miles chcial porozmawiac z Blair,  ale  nie  wiedzial,  czy  nie  istnieje  jakas  regula  mówiaca,  jak

blisko mozna stanac obok dziewczyny, która opala sie topless, zeby nie wyszlo, ze sie na nia  oblesnie

gapi. Nie byl pewien, czy Blair w ogóle to rusza.

Prinz  podplynal,  zeby  pomóc  Aaronowi  na  mieliznie,  wiec  Miles  wyciagnal  swoja  deske  na

brzeg.  Stanal  jakies  dwa  metry od recznika  Blair.  Obie  z Serena  lezaly  na  plecach.  Czlowieku,  to  byl

widok!

- Hej - rzucil nonszalancko.

Blair odwrócila glowe i mruzac oczy, spojrzala  na  niego.  Bedzie  zabawnie.  Usiadla,  pokazujac

mu sie w calej krasie. W kazdym razie od pasa w góre.

- Czesc.

Miles  spojrzal  na  piasek,  rumieniac  sie  mimo  woli.  Wygladal  milutko  w  pomaranczowych

szortach do surfowania  i  naszyjniku  z muszelek,  a  jego  najezone  blond  wlosy  sterczaly  na  wszystkie

strony.

- Eee... Tak sie zastanawialem, czy wybieracie sie dzis wieczorem na te impreze wigilijna.

Blair zerknela na Serene.

- Wybieramy sie dzis wieczorem na impreze wigilijna? - szepnela.

Serena usmiechnela sie szeroko, oslaniajac oczy dlonia.

- Zdecydowanie.

Blair odwrócila sie do Milesa.

- Jasne - odparla.

Miles kiwnal glowa, próbujac patrzec jej w twarz.

- Super. Do zobaczenia.

Blair  usmiechnela  sie  i  oslonila  oczy,  patrzac,  jak  odbiega  do  swojej  deski  i  popisuje  sie

miesniami,  spychajac  ja  do  wody.  Zabawne.  Jak  czesto  faceci  daja  ci  dwa  metry  swobody  ruchu?

Polozyla sie na reczniku i obrócila na brzuch.

Po póltorej godzinie opalania Serena zbrazowiala po obu stronach. Juz miala  powiedziec  Blair,

ze ma dosc, kiedy...

- Serena?

Obrócila sie i usiadla.

Tak, to byl Flow. Tak, nadal byla topless.

Jemu  to  nie  przeszkadzalo.  Stanal  na  brzegu  jej  recznika.  Obok  Blair  lezala  na  brzuchu,  z

glowa przykryta koszulka. Udawala. ze spi.

- 85 -

background image

- Wreszcie  -  westchnal  Flow,  odgarniajac  ciemne  loki  z  ocienionych  dlugimi  rzesami

niebieskich oczu. Mial jadowicie pomaranczowe szorty  do surfingu  i  nic  poza  tym. Jego  szczuple,  mu

skularne  cialo  bylo  idealnie  opalone  na  ciemny  kolor  tostu  z  cynamonem.  Na  szyi  mial  rzemyk  z

zebem rekina. - Tesknilas?

Serena  wzruszyla  ramionami  i  potarla  nagie  ramiona,  zaslaniajac  czesciowo  piersi,  zeby  mu

nic nie ulatwiac.

- Eee... przyslales tyle prezentów...

Zmarszczyl brwi.

- Nie lak wiele.

Moze  wiecej  prezentów,  niz  poczatkowo  myslala,  przyszlo  od  Kati  i  Isabel.  Z  tymi  dwiema

nigdy nic nie wiadomo.

- Niewazne - powiedziala. - A slyszales nowiny? Podobno jestesmy zareczeni.

Flow usmiechnal sie szeroko.

- Aha, tez tak slyszalem. Nie martw sie. Przywykniesz.

Problem  polegal  na  tym,  ze  Serena  z  pewnoscia  nie  chciala  do  tego  przywyknac.  Nigdy

wczesniej nie umawiala sie z gwiazda rocka i milo spedzila tamten  wieczór  z Flowem,  ale  jest  tylu  in

nych facetów  -  alpinistów,  fotografów,  kierowców  wyscigowych,  aktorów,  didzejów.  Serena  byla  jak

ten koliber, którego obserwowala ostatniego wieczoru, nieustannie krecacy sie miedzy  kwiatami.  Nie

chciala  sie  trzymac  tylko  jednego  kwiatka,  wysysac  z niego  wszystko,  co  mial.  Chciala  zasmakowac

wielu kwiatów. Przewiesila kucyk przez ramie i bez slowa zaczela ogladac koncówki wlosów. Flow  nie

byl przyzwyczajony do tego, ze dziewczyny sa w jego  obecnosci  tak  zblazowane.  Kiedy  wreszcie  rzuci

mu sie na szyje i powie, ze tesknila za nim i nigdy nie chciala sie z nim rozstawac?

- Mój zespól gra dzis wieczorem - powiedzial w koncu. - Przyjdz. Chcialbym ci  dac  gwiazdkowy

prezent.

Serena usmiechnela sie. O Boze, jeszcze jeden prezent! Tylko nie to!

- Przyjde.

- Swietnie.  -  Zamilkl,  czekajac,  az  Serena  powie  cos  wiecej.  Ale  milczala.  -  Dobra.  Do

zobaczenia wieczorem.

- Do zobaczenia. - Polozyla sie znowu na plecach i walnela Blair w zebra.

- Ale z ciebie hipokrytka - mruknela Blair, obracajac sie i sciagajac z twarzy koszulke.

Serena przechylila glowe.

- Jak to?

- Zachowujesz,  sie,  jakbys  nie  cierpiala  tych  jego  prezentów,  ale  moge  sie  zalozyc,  ze  nie

- 86 -

background image

mozesz sie doczekac, by zobaczyc, co da ci na Gwiazdke.

Serena  wyszczerzyla  zeby.  Blair  miala  racje.  Mogla  narzekac  na  nieustanny  strumien

prezentów  od  Flowa,  ale  dziewczyny  lubia  prezenty,  zwlaszcza  od  slawnych,  nieprzyzwoicie  przy-

stojnych gwiazd rocka.

zagadka linku rozwiazana

- Jaka kamera? - wymamrotala Ruby, starsza siostra Vanessy.

Byla  trzecia  po poludniu  w niedziele,  ale  wygladalo  na  to,  ze  Ruby  polozyla  sie  raptem  pare

godzin temu. Pod oczami miala jeszcze  rozmazany  tusz  z zeszlego  wieczoru  i  nadal  byla  w obcislych,

skórzanych spodniach w kolorze burgunda. Spala na materacu w Czyms, co mialo robic za salon w ich

mieszkaniu  z  jedna  sypialnia  w  Williamsburgu,  na  Brooklynie.  W  mieszkaniu  walalo  sie  mnóstwo

róznego  sprzetu  -  wzmacniaczy,  glosników, gitar  i  mikrofonów,  nalezacych  do zespolu  Ruby,  Sugar  -

Daddy, oraz kamer i sprzetu oswietleniowego do filmów Vanessy. Na podlodze lezal dywan  w kolorze

wojskowej zieleni i  czerwonego  jablka,  który utkali  ich  zwariowani  rodzice  na  krosnach.  Byla  na  nim

arka Noego ze zwierzetami stojacymi  w parach  na  zielonej  rafie  posród  czerwonego  morza,  ale  wzór

zniknal pod stertami ubran Ruby i sprzetu naglosnieniowego.

- Moja kamera cyfrowa Sony - dopytywala sie ze zloscia Vanessa. - Zostawilam ja  na  blacie  w

kuchni.  -  Chciala  przejrzec  material,  który  nakrecila  w  piatek  w  parku,  i  sprawdzic,  czy  kawalki  z

soplami  warto  zostawic.  No  i  planowala  skasowac  Nate'a  i  Jenny,  ale  nie  mogla  nigdzie  znalezc

kamery.

Ruby obrócila sie na drugi bok i przykryla twarz poduszka.

- Pozyczylam ja.

Vanessa sie wsciekla.

- Co ty mówisz?! Jak to pozyczylas?! Gdzie ona jest, do cholery?!

- Pozyczylam ja znajomym w Five and Dime. Kreca cos o skate'ach.

- Ja  tam  mialam  nakrecony  material!  -  wrzasnela  przerazona  Vanessa.  -  Material  do  nowego

filmu!

Ruby odepchnela poduszke i usiadla prosto.

- Jakbys nie miala dziesieciu innych kamer. Przepraszam - rzucila zgryzliwie.  -  Przepraszam,  ze

naruszylam twoja prywatnosc bez pytania. Mozesz mnie przytulic?

- 87 -

background image

Vanessa zacisnela piesci tak  mocno,  ze  paznokcie  wbily  jej  sie  w dlonie.  Teraz  juz  wiedziala,

dlaczego  dostala  dzis  rano  pietnascie  e  -  maili  oskarzajacych  ja,  ze  jest  lesbijka,  kreci  pornografie,

podglada ludzi i jest zdzira. Znajomi Ruby wrzucili film do pieprzonego Internetu!

Dan i tak juz myslal, ze jest zboczona. Co teraz sobie pomysli?

W wigilijne popoludnie Dan surfowal po Internecie, szukajac sposobów na  poradzenie  sobie  z

blokada twórcza. Wszystko, co znalazl, bylo glupie i dziwaczne. „Idz na  spacer”. Jakby  juz  nie  wlóczyl

sie codziennie po calym Manhattanie, wciaz sie zadreczajac, ze nie potrafi napisac niczego do rzeczy.

..Wez  goraca  kapiel”. Nie  cierpial  kapieli.  Tylko  go  usypialy.  „Pocwicz”. Nie  ma  mowy.  Jego  dieta  z

papierosów i kawy nie komponowala sie z wysilkiem fizycznym. Na jednej  stronie  rozwazano  korzysci

z lykniecia  kwasu.  Podobno  jakis  nagrodzony  pisarz  napisal  cala  powiesc  w  ciagu  jednej  nocy  pod

wplywem odjazdu po kwasie,  a  rano  nawet  nie  pamietal,  jak  ja  pisal.  Ale  poza  piciem  na  imprezach

Dan  przez  cala  szkole  srednia  byl  czysty  i  nie  mial  zamiaru  zaczynac  teraz  z  kwasem.  Inna  strona

proponowala  cwiczenie.  Trzeba  zapisac  pierwsze  slowo,  które  przychodzi  czlowiekowi  do  glowy,  a

potem  dopisywac  do  niego  skojarzenia.  Moze  to  sie  zakonczyc  lista  zakupów  w  spozywczym,  jak

ostrzegano na stronie, ale nawet to jest lepsze niz nic. Dan postanowil spróbowac.  Otworzyl  notatnik

na swiezej stronie i chwycil dlugopis.

Napisal  slowo  „telefon”, ale  wtedy  komputer  zapiszczal  sygnalizujac,  ze  przyszedl  nowy  e  -

mail.  Zlapal  za  myszke  i  otworzyl  skrzynke  odbiorcza.  Wiadomosc  byla  od  Zeke'a,  jego  jedynego

dobrego kumpla z Riverside.

Facet, zajrzyj pod ten link. Z.

Dan  kliknal  na  link,  myslac,  ze  to pewnie  jakies  glupie  ciekawostki  z  koszykówki,  które  Zeke

gdzies wygrzebal. Wrócil do notatnika, nie czekajac, co pokaze sie na monitorze.

„Telefon”. Co teraz? Szukal nastepnego slowa.

Ojciec zapukal w otwarte drzwi i zajrzal do pokoju.

- Czesc, Dan. Wychodze po bajgle. Jakies zyczenia?

Dan odwrócil sie na  krzesle  i  juz  mial  powiedziec  ojcu,  zeby  mu przyniósl  bardzo  duza  czarna

kawe, gdy nagle na twarzy ojca pojawilo sie przerazenie. Patrzyl na monitor.

- Jennifer  Tallulah  Humphrey,  to  ty?!  -  ryknal,  wpadajac  do  pokoju  jak  wsciekly  niedzwiedz.

Mial na sobie podarta koszulke, a jego potargane siwe wlosy sterczaly na wszystkie strony.

Dan obrócil sie i spojrzal na ekran. Najpierw rozpoznal kapelusz Jenny. Potem zobaczyl cos,  co

- 88 -

background image

wygladalo  jak  jej  odslonieta  pupa  w  bialych  stringach.  Nagle  facet  o  falujacych  zlotobrazowych

wlosach  pocalowal  ja  w  posladek.  Potem  kamera  pokazala  go.  jak  sciaga  spodnie,  a  potem  obraz

pokazywal ich dwoje zawinietych ciasno w plaszcz i robiacych cos, co wygladalo naprawde ohydnie.

Ojciec i syn patrzyli z przerazeniem i niedowierzaniem na zapetlony filmik.

- Jennifer! - wrzasnal znowu Rufus z taka zloscia, ze opryskal slina ekran komputera.

Jenny  stanela  w  drzwiach.  W  blekitnym  welurowym  dresie  i  loczkach  zwiazanych  w  kucyk.

Wygladala jak chodzaca niewinnosc.

- Co? - zapytala.

Dan odjechal na krzesle, zeby odslonic jej ekran.

- Co? - powtórzyla niecierpliwie Jenny.  Zrobila  krok w przód.  Wtedy  zobaczyla  swój  nagi  tylek

na ekranie  i  zakryla  usta  dlonia.  Jakby  ogladala  horror, w którym zagrala  glówna  role.  Jak  to  moglo

sie stac? - zastanawiala sie, umierajac ze wstydu.

- To  ty i  ten  chlopak,  Nate  -  zauwazyl  calkiem  niepotrzebnie  Rufus,  z  twarza  wykrzywiona  ze

zlosci.

Byl  liberalnym  rodzicem.  Pozwolil  palic  Danowi  w  swoim  pokoju  i  pic,  kiedy  chcial.  Pozwolil

Jenny kupic  pierwsze  buty  na  platformie,  gdy  miala  dziewiec  lat.  Ale  Jenny  nadal  byla  dzieckiem  i

ogladac w Internecie, jak wije sie pólnaga z chlopakiem, to wiecej niz otrzezwienie.

Oniemiala  z  przerazenia  Jenny  gapila  sie  na  ekran  z  zapetlonym  filmem.  Widac  bylo  jej

kapelusz, jej stringi, jej posladki i glowe Nate'a przycisnieta do nich, potem ich dwoje  tarzajacych  sie

w sniegu,  zawinietych  w jego  plaszczu.  To  bylo  cos  tak  intymnego,  taka  specjalna  chwila,  ale  teraz

ogladal to caly swiat - lacznie z jej ojcem i bratem. Pisnela  zduszonym  glosem  i  pomknela  jak  strzala

do swojego pokoju.

Rufus patrzyl jeszcze przez chwile na ekran, a potem spojrzal krzywo na Dana.

- Wiesz cos na ten lemat?

Dan pokrecil glowa. Chociaz czul sie za  to po czesci  odpowiedzialny.  Tak  sie  skupil  na  swojej

blokadzie  twórczej  i  rozwazaniu,  czy  isc  z  Vanessa  do  lózka,  czy  nie,  ze  nie  uchronil  Jenny  przed

bogatym wielbicielem malych dziewczynek, lajdakiem.

- Od  dzisiaj  chce,  zebys  mial  na  nia  oko  -  warknal  Rufus.  -  Moge  byc  poblazliwy,  ale  nie

pozwole jej prowadzac sie jak jakiejs lafiryndzie.

Dan  powaznie  pokiwal  glowa,  Rufus  klepnal  go  w  ramie  i  poszedl  do  córki.  Jenny  lezala  na

lózku z twarza schowana w poduszke z gesiego pierza, otoczona portretami ukochanego Nate'a.

- Jennifer  -  powiedzial  jej  ojciec,  starajac  sie  panowac  nad  glosem.  -  Nigdy  nie  sadzilem,  ze

bede musial to zrobic, ale  nie  dalas  mi  wyboru.  Do  konca  ferii  masz  szlaban.  Zadnego  wychodzenia.

- 89 -

background image

Zadnych filmów. Zadnego kieszonkowego. Zadnych  rozmów telefonicznych.  Zadnych  e  -  maili.  Nic.  A

juz z pewnoscia zadnych kontaktów z tym Nate'em. Dan bedzie  cie  mial  na  oku i  dopilnuje,  zebys  sie

nigdzie nie wykradla, bo najwyrazniej nie mozna ci ufac.

Jenny usiadla prosto. Miala zaczerwieniona od placzu twarz, usta jej drzaly.

- To niesprawiedliwe! - zaprotestowala. - Nie wiem, kto to zrobil!  To  nie  moja  wina!  Nate  i  ja

sie kochamy - Zabral mnie na Dziadka do orzechów. Nie robilismy nic zlego!

Rufus tylko machnal reka.

- Jestes za mloda, zeby wiedziec wszystko o swiecie, a zwlaszcza o milosci. - Odchrzaknal.

- Ale  tato,  nie  wiedzialam,  ze  ktos  nas  filmuje  -  starala  sie  tlumaczyc  Jenny,  sciskajac  misia

pande.

Rufus uniósl krzaczaste brwi i podrapal sie po brodze.

- Myslisz, ze to wszystko zalatwia?

- Mam  to gdzies!  -  wrzasnela  Jenny.  Rzucila  miskiem  o  podloge  i  na  nowo  poryczala  sie  ze

zlosci. - Mam gdzies, co sobie myslisz! Nie robilismy nic zlego.

Rufus  przykucnal  i  zdjal  z  pólki  nieczytana  Anne  Karenine,  która  podarowal  Jenny  zeszlego

lata. Wstal i rzucil ksiazke na lózko.

- Powiem ci. co ja mysle! Moim zdaniem powinnas siedziec w domu i wiecej czytac!

Jenny obrzucila ksiazke wscieklym spojrzeniem i  dziecinnym gestem  skopala  ja  z lózka.  Rufus

pokrecil glowa, odwrócil sie i wyszedl, trzaskajac drzwiami, nim stracil resztki nerwów.

Dan  nasluchiwal  ze  swojego  pokoju,  nadal  gapiac  sie  na  film  powtarzajacy  sie  na  ekranie

komputera.  Teraz,  kiedy  minal  juz  poczatkowy  szok  zwiazany  z  ogladaniem  mlodszej  siostry  w

pornograficznym  filmie  w  sieci,  dostrzegl  cos  przerazajaco  znajomego  w  pracy  kamera.  Ujecia  pod

niezwyklymi  katami.  Te  zblizenia  tak  bliskie,  ze  obraz  stawal  sie  niemal  abstrakcyjny,  a  potem

odjazdy  tak  odlegle,  ze  Nate  i  Jenny  wydawali  sie  jedynie  wijaca  sie  plama  na  bialym  sniegu.  To

robota Vanessy Abrams. Dan byl tego pewny.

Wylaczyl  komputer,  zdegustowany  soba,  ze  tak  dlugo  ogladal  ten  film,  ale  jeszcze  bardziej

zdegustowany  Vanessa  i  Jenny.  Jak  to  jest,  ze  obie  okazaly  sie  takimi...  Wzial  czarny  notatnik  i

natychmiast  wymyslil  nowe  slowo,  od  którego  zacznie  swojej  cwiczenie  na  blokade  twórcza.  Wzial

dlugopis i napisal: Zdziry.

- 90 -

background image

niezbyt liczny zjazd u N

Mozna  by  pomyslec,  ze  siedzac  w  wiejskim  domku  tak  daleko  od  Nowego  Jorku,  na  Mount

Desert  Island,  czlowiek  czuje  sie  osamotniony.  Jednakze  w  Mount  Desert  stalo  pelno  ogromnych

„domków”, które nalezaly do najstarszych  i  najbogatszych  rodzin  nowojorskich.  Ich  dzieci  od malego

bawily  sie  ze  soba  latem  i  w  czasie  ferii.  W  czasie  szkoly  sredniej  wiekszosc  porozjezdzala  sie  do

róznych  szkól  z  internatami  na  Wschodnim  Wybrzezu,  wiec  kiedy  spotykali  sie  na  wyspie,  troche

przypominalo to zjazd dawnych przyjaciól. Kazdego  Czwartego  Lipca  cala  banda  organizowali  wielkie

ognisko  na  plazy  i  puszczali  fajerwerki  przeszmuglowane  z  Kanady.  W  kazda  Wigilie  Nate  spotykal

sie  z  tymi  samymi  dwoma  kumplami.  Siadywali  wtedy  z  fajka  wodna  i  trawka  w  jego  pokoju

wypoczynkowym.

Pokój wypoczynkowy  mial  debowa  boazerie,  ogromny  kamienny  kominek,  podloge  z  lupków,

która podgrzewaly  biegnace  w  niej  miedziane  rury.  Na  scianach  wisialy  poroza  jeleni  i  losi,  trofea

dziadka  Nate'a.  Byl  tam  debowy  bar  pelen  starej  whisky  i  rzadkich  europejskich  brandy  oraz

piwniczka  z winem,  do której trzeba  zejsc  po drabinie  przez  klape  przykryta  recznie  tkanym  perskim

dywanem.  Antyczny  mahoniowy  stól  bilardowy  z  pieknie  rzezbionymi  nózkami  i  pokryly  czerwonym

filcem stal na samym srodku.

Nate zaladowal fajke. Dostal ja, kiedy mial trzynascie lat -  cala  byla  w naklejkach  z Kaczorem

Duffym i Strusiem Pedziwiatrem. Pozostali dwaj chlopcy  wyszczerzyli  zeby.  patrzac  na  nia,  jakby  byla

starym kumplem, który przezyl jeszcze wiecej zakreconych historii niz oni sami.

- Gosciu - powiedzial John Gause, który przyniósl towar. - Dobrze cie widziec.

John  mial  na  sobie  kamizelke  z  baraniej  skóry,  rozszerzane  u  dolu  wyblakle  dzinsy  i  zdarte

kowbojki  z jasne  skóry.  Nie  najlepszy  styl,  no chyba  ze  jestes  Mezczyzna  Marlboro  albo  modelem  u

Ralpha Laurena, a on nie by! zadnym z nich.

Tydzien  przed  koncowymi  egzaminami  Johna  usunieto  z Deerfield  za  rozprowadzanie  trawki  i

wlasnie wrócil z dziesieciodniowego pobytu na ranczu dla  turystów,  gdzie  mial  przyswoic  sobie  takie

wartosci, jak uczciwosc, zaufanie i szacunek dla blizniego.

Nate  nalozyl  trawke  i  podal  fajke  Ryanowi  O'Brienowi,  który mial  dopiero  pietnascie  lat,  ale

palil  znacznie  wiecej  niz  John,  i  Nate  razem  wzieci.  Juz  w pierwszym  tygodniu  wywalili  go  ze  Szkoly

Swietego Judy. Wyjechal do Hannover Academy, szkoly z internatem, do której chodzila Serena.

- 91 -

background image

- Chyba urosles - powiedzial Nate. - Nie uwazasz, ze Ryan wyglada doroslej? - zapytal Johna.

Ryan zapalil zapalniczke nad miseczka z trawka.  Mial  bez  mala  metr dziewiecdziesiat  i  dlugie

krecone wlosy, które spadaly mu na ramiona, dokladnie takie jak Flow, tyle ze ciemniejsze.

- Odpieprz sie - rzekl, podciagajac workowate szare spodnie do snowboardu.

Nate  poczekal,  az  Ryan  sie  zaciagnie  i  poda  mu  fajke.  Slonce  zachodzilo  i  okna  w  pokoju

jasnialy  rózem.  Tej  zimy  ostro  padal  snieg  i  wielki  dom otulila  dwumetrowa  zaspa.  Na  zewnatrz  nie

bylo  piszczacych  alarmów  samochodowych  i  ryczacych  autobusów.  Trwala  kompletna  cisza.  Ale

gdyby  Nate  wytezyl  sluch,  uslyszalby  fale  oceanu  rozbijajace  sie  o  skaly.  Uwielbial  ten  dzwiek.

Czasem lezal noca na lózku i nasluchiwal.

Zaciagnal sie, przykrywajac górny wylot fajki, zeby dym nie  mógl  uciec.  Potem wzial  drugiego

dymka,  nagradzajac  sie  za  poswiecenie  dwóch  godzin  tego  dnia  na  przejrzenie  swoich  podan  do

college'ów  i  wypelnienie  najlatwiejszych  czesci.  Wypuscil  dym, podal  fajke  Johnowi  i  zamknal  oczy.

Jak  dobrze  uciec  z miasta  -  byc  z  dala  od  szkoly  i  ludzi  nieustannie  mówiacych  o  przyszlosci.  Tutaj

mógl  sie  zrelaksowac  i  cieszyc  zyciem,  nie  martwiac  sie  egzaminami,  college'em  i  nie  muszac  sie

nikomu z niczego tlumaczyc.

John zaciagnal sie i postawil fajke na stole bilardowym.  Wzial  do reki  biala  bile  i  obrócil  ja  w

dloni.

- No wiec, Nate - zaczal - o co chodzi z tym pornosem w Internecie?

Nate zamrugal powoli. Byl rozleniwiony jak jaszczurka na sloncu.

- He?

Ryan zapalil marlboro light i wypuscil krazek dymu w strone belek sufitu.

- No wiesz... z toba i ta niska panna z kreconymi wlosami i wielkimi cyckami.

Nate  kiwnal  glowa.  Wiedzial,  o  kim  mówi  Ryan,  ale  przez  ulamek  sekundy  nie  mógl  sobie

przypomniec jej imienia.

- Jennifer - skojarzyl sobie nagle.

- Aha, Jennifer. Widziales ten link?

Nate pokrecil glowa.

- Jaki link?

John zlapal kij bilardowy z wieszaka na scianie i zakrecil nim jak bagnetem.

- Ten link, o którym wszyscy mówia, czlowieku! - Rozesmial sie. - Nie wierze, ze go jeszcze  nie

widziales!

Ryan  podniósl  kawalek  niebieskiej  kredy  do  kijów,  podsunal  sobie  pod  nos  i  powachal.  Cos

takiego mogla zrobic tylko niezle najarana osoba.

- 92 -

background image

- To caly film o tobie i tej lasce, Jennifer - wyjasnil. - Wiesz, pieprzenie w Central Parku.

Nate  trzymal  fajke  przed  soba.  Nie  mógl  sobie  przypomniec  pieprzenia  Jennifer  w parku.  Nie

pamietal,  zeby  kiedykolwiek  ja  przelecial.  Pamietal  tylko  te  dziwaczne  portrety  wiszace  na  scianach

jej  sypialni.  Pokrecil  ciezka,  zacpana  glowa  i  zachichotal  pod  nosem.  Pornos  w  Internecie?  A  to

dobre. Ci  goscie  nabijali  sie  z niego.  Wzruszyl  ramionami  i  przytknal  usta  do  cybucha  fajki  i  zapalil

zapalniczke,  zeby  wziac  sobie  porzadnego,  bozonarodzeniowego  dymka.  Wybieral  sie  do  krainy

blogosci, gdzie Jennifer i jej szalone obrazy byly tylko drobnymi punktami w mglistej oddali.

Zgrzytnal domowy intercom. Nagle pokój wypelnil glos ojca Nate'a.

- Twoja matka i ja robimy koktajle w duzym salonie. Przyjdziesz do nas?

Mozna  by  pomyslec,  ze  to  koniec  odlotu,  ale  Nate  zawsze  swietnie  sie  bawil  ze  swoimi

arystokratycznymi rodzicami, gdy byl najarany. Robili mocne drinki, a poza tym byla Wigilia.

Nate podal fajke Johnowi i nacisnal guzik intercomu.

- Zaraz bede. - Puscil przycisk i kiwnal  na  Johna.  -  Streszczaj  sie.  Jeszcze  jeden  dymek  i  lepiej

sie zmywajcie.

Patrzyli z Ryanem, jak John zaciaga sie ostatni raz.

- Wiec ty i ta Jennifer dalej jestescie razem? - zapytal Ryan.

Nate  zlapal  ósma  bile  i  potoczyl  ja  po  stole.  Próbowal  sobie  przypomniec,  na  czym  ostatnio

stanelo z Jenny, ale pamietal tylko misia pande siedzacego na jej lózku.

To zabawne, jak udawalo mu sie nie pamietac tego momentu z „kocham cie”.

- E tam - odparl. - Nie bardzo.

John skonczyl dymka. Nate wypuscil kumpli tylnymi drzwiami wprost na  snieg.  Zamknal  drzwi,

wlozyl  fajke  do  puszki  po  ciastkach  i  schowal  pod  barowym  zlewem.  Potem  poszedl  na  góre  do

rodziców napic sie dzinu z tonikiem i zjesc z nimi troche swiezych ostryg z Maine.

matka B powala niespodzianka

Blair wziela prysznic i wlozyla nowa rózowa  sukienke  z gazy, prosto  z Calypso.  Siedziala  teraz

na tarasie i palila merita. Czekala, az Serena bedzie gotowa. Rozmyslala o Audrey Hepburn.

Jakby nie myslala o niej na okraglo.

Kolejna  rzecz,  która  w  niej  uwielbiala  i  o  której  chciala  napisac  w  wypracowaniu,  to

wszechstronnosc.  Niezaleznie  od  tego,  gdzie  Andrey  wyladowala  albo  co  miala  na  sobie  -  czy

- 93 -

background image

staroswiecki  kostium  z  tweedu,  jak  w  Zabawnej  buzi,  czy  tez  zwariowany  kapelusz  i  koronkowe

suknie z Ascot  jak  w My fair  lady  -  zawsze  byla  naturalna,  potrafila  przystosowac  sie  do otoczenia  i

zachowac ten charakterystyczny luz.

Blair  lubila  myslec,  ze  ona  tez  tak  bedzie  potrafila,  gdy  wyjedzie  do  college'u.  Najwyrazniej

nie  zamieszkaja  z  Nate'em  poza  kampusem  w  mieszkaniu  w  New  Haven,  wiec  moze  przyjdzie  jej

mieszkac  w  jednym  pokoju  z  jakas  dziewczyna.  Pewnie  bedzie  musiala  jesc  w  stolówce  i

zdecydowanie  bedzie  musiala  chodzic  na  zajecia.  Ale  nie  ma  sily,  zeby  zaczela  nosic  za  duze  bluzy

Yale i plecak. Zachowa swoja godnosc, swój styl i swoja niepowtarzalnosc.

Wypuscila dym. Próbowala  wyobrazic  sobie  Audrey  na  Yale,  ubrana  w sukienke  ze  Sniadania

u Tiffany'ego. w rekawiczkach do lokci i naszyjniku z perel i brylantów.

Wtedy to do niej  dotarlo.  Tak  wlasnie  powinna  napisac  wypracowanie:  w formie  scenariusza

dla Audrey w roli studentki Yale!

Pani  Glos  powiedziala,  ze  ma  byc  twórcza.  Chyba  juz  trud  -  no  byc  bardziej  twórcza!  Blair

skoczyla  na  równe  nogi,  otworzyla  z  rozmachem  drzwi,  gotowa  zaczac  pisac  od  razu.  Mogla  sobie

odpuscic to glupie przyjecie wigilijne. Dostanie sie do Yale jest o wiele wazniejsze.

Serena stala przed lustrem i wiazala w talii wyszywany koralikami szal koloru morskiej  zieleni.

Nadal miala na sobie mokre biale bikini i jeszcze widac bylo piasek w jej wlosach.

- Myslalam, ze sie przebierzesz - powiedziala Blair.

Serena zmarszczyla brwi.

- Nie mialam ochoty.

Wszyscy  spodziewali  sie,  ze  sie  odstawi  dla  Flowa,  ale  wlasciwie  dlaczego  ma  to  robic?

Zreszta  i  tak  byla  dziesiec  razy  ladniejsza  od  kazdej  dziewczyny  na  wyspie,  niezaleznie  od  tego,  co

miala na sobie.

- Wiec idziesz w kostiumie kapielowym? - zdziwila sie Blair.

- Aha - przytaknela Serena.

Blair wyjela laptop z torby i rzucila go na lózko.

- Moim zdaniem troche przesadzasz.

Serena klapnela na lózko obok niej.

- Moze. - Zerknela badawczo na Blair, która juz sie wziela do roboty. - Co piszesz?

- Scenariusz. - Blair wstukala date  „24  grudnia” oraz  tytul:  Audrey  idzie  do  college'u.  - Chyba

odpuszcze sobie impreze, zeby móc nad tym popracowac.

- I  ty  mówisz,  ze  ja  przesadzam!  Miles  napalil  sie,  zeby  spedzic  ten  wieczór  z  toba,  a  ja  w

zadnym razie nie pójde lam sama. - Serena  oparla  glowe  na  ramieniu  Blair.  -  Nie  chcesz  sie  zabawic

- 94 -

background image

w Wigilie?

Blair przygryzla dolna warge.

- Chce, ale jeszcze bardziej chce dostac sie do Yale.

Serena wyciagnela reke i szybko zamknela laptop.

- Zadbam,  zebys  dostala  wszystko,  czego  chcesz!  -  krzyknela.  Poderwala  przyjaciólke  na

równe nogi. - Prosze, chodz ze mna.

Serena w mgnieniu oka potrafila przejsc od smutku do radosci.

- No dobra. - Blair westchnela. - Ale jesli nie dostane sie do Yale, to bedzie twoja wina.

Miles  i  Aaron  czekali  na  dziewczyny  w  barze.  Aaron  ulozyl  inaczej  dredy,  teraz  z  boków

opadaly  plasko,  a  na  czubku  staly.  Mial  na  sobie  czarna  lniana  marynarke,  szara  koszulke  i  czarne

lniane  spodnie.  Gdyby  nie  byl  jej  przybranym  bralem,  Blair  moglaby  nawet  uznac,  ze  wyglada

naprawde dobrze.

Aaron  uwazal,  ze  Blair  wyglada  lepiej  niz  dobrze.  Miala  ciemniejsza  opalenizne,  a  w  jej

ciemnych wlosach pojawily sie zlote pasemka od slonca.  Delikatna  sukienka  z gazy  przylegala  do jej

ciala  we  wszystkich  wlasciwych  miejscach.  Blair  wygladala  jak  bogini,  ale  oczywiscie  nie  mógl  jej

tego  powiedziec.  Bardzo  sie  bal,  ze  moze  zrobic  cos  niestosownego,  w  efekcie  w  stosunku  do  niej

zachowywal sie jak automat.

- Usiadzmy - rzucil ogólnie. - Twoja mama i mój tata maja dla nas jakas wielka niespodzianke.

Czekali na was prawie godzine.

Blair zerknela do zatloczonej jadalni, gdzie jej matka, Cyrus i Tyler siedzieli juz przy stole.

- O Boze, bardzo jestem ciekawa. Moge sie najpierw czegos napic? - poprosila.

- Pod warunkiem ze wypijesz szybko - zgodzil sie Aaron.

Jakby to byl jakis problem.

Miles usmiechnal sie do Blair.

- Ladnie wygladasz.

Aaron przykopal sobie w myslach. Sam mógl to powiedziec!

Miles  niezle  sie  prezentowal,  ubrany  w  czarna  koszule  z  bialymi  guzikami  od  Armaniego,

kremowe,  bawelniane  spodnie  i  skórzane  sandaly  -  na  cos  takiego  moga  pozwolic  sobie  faceci,

którzy naprawde  maja  styl.  Blair  mimo woli  odpowiedziala  mu usmiechem.  Moze  jednak  nie  bedzie

zalowac, ze przyszla na to przyjecie.

- Dzieki.

Serena  poprawila  wezel  w  talii  i  rozejrzala  sie  za  Flowem.  Czesc  stolików  w  jadalni

- 95 -

background image

przesunieto  pod  sciany,  zeby  zostawic  miejsce  do  tanca.  Instrumenty,  wzmacniacze  i  mikrofony

ustawiono nad basenem. Ale muzyków nigdzie nie bylo widac.

- Zaczna grac dopiero po dziewiatej - rzekl Aaron, zgadujac jej mysli. - Zapytalem barmana.

Serena  nie  odpowiedziala.  Do  dziewiatej  brakowalo  tylko  dwudziestu  minut,  a  ona  nie

stesknila sie za Flowem.

Blair blyskawicznie wypila wódke z tonikiem i podala pusty kieliszek Aaronowi.

- Dobra, jestem gotowa.

Restauracja  w hotelu  Isle  de  la  Paix  to doskonale  miejsce  na  Wigilie.  Na  jednym  koncu  sali

najslynniejsza  angielska  modelka  karmila  swoje  dziecko  zupa  rybna,  a  obok  niej  siedziala  w  za-

wansowanej  ciazy  gwiazda  serialu  Przyjaciele  i  trzymala  za  reke  swojego  przystojnego  meza,

gwiazdora  z  Hollywood.  Jadalnie  wypelnialy  tlumy  opalonych  ludzi  w  markowych  ciuchach,

skubiacych  wigilijne  specjalne  danie:  okonia  pieczonego  razem  z  glowa  i  ogonem,  z  mlodymi

ziemniakami w czarnym kawiorze i z duszonymi porami.

- Nie  martw  sie,  kochanie  -  zapewnila  Aarona  Eleanor,  gdy;  usiadl  z  nimi  przy  stoliku.  -

Zamówilismy ci cos specjalnego.

Kelner nalewal szampan do kieliszków.

Matka  Blair  zachichotala  i  zerknela  na  Cyrusa.  Poklepal  ja  po  dloni  uspokajajaco.  Eleanor

odchrzaknela.

- No dobrze. Juz dluzej nie moge tego trzymac w sekrecie. - Wziela gleboki  wdech.  -  Cyrus  i  ja

bedziemy mieli dziecko.

Blair wlasnie rozmyslala, jak zaczac scenariusz, kiedy  niepokojace  slowa  matki  raz  na  zawsze

zmienily jej swiat. Wykrzywila sie z niedowierzaniem i obrzydzeniem.

Co takiego?!

- Wiem, ze czterdziesci siedem lat to troche pózno na ciaze, nawet w Nowym Jorku,  ale  lekarz

mnie  zapewnil,  ze  jestem  idealnie  zdrowa  i  w  swietnej  kondycji,  wiec  nie  ma  sie  czym  martwic.  -

Zachichotala. - Poza tym ze zrobie sie wielka jak szafa.

Przez chwile nikt nic nie mówil. Cyrus uscisnal Eleanor.

- Nie  gadajcie  jedno  przez  drugie  -  zazartowal  niezrecznie,  masujac  sie  po  tlustym  brzuchu

wolna reka.

Serena nie chciala byc niegrzeczna.

- To  niesamowite!  -  krzyknela,  przerywajac  cisze  z  calym  entuzjazmem,  jaki  zdolala  z  siebie

wykrzesac.

Zerwala  sie  z  krzesla  i  pochylila  nad  stolem,  zeby  ucalowac  w  policzki  Eleanor  i  Cyrusa,

- 96 -

background image

jednoczesnie pokazujac calej sali  swoja  talie,  Blair  miala  ochote  jej  przykopac”. Cholera,  Serena  nie

bylaby taka radosna, gdyby chodzilo o jej matke.

- Kiedy sie urodzi? - zapytala Serena, siadajac z powrotem.

Eleanor rozpromienila sie ze szczescia.

- Osiemnastego czerwca.

Blair  nawet  nie  próbowala  wymyslic,  co  powinna  powiedziec.  Czula  sie,  jakby  przywalil  ja  w

glowe pien palmy. Bardzo mozliwe, ze nie odezwie sie juz nigdy wiecej.

Aaron zerknal niespokojnie na Blair. Wzniósl kieliszek z szampanem.

- Moje gratulacje - powiedzial, majac nadzieje, ze Blair przylaczy sie do toastu.

Ale  ona  oczywiscie  tego  nie  zrobila,  nawet  kiedy  delikatnie  szturchnal  ja  stopa  pod  stolem.

Miles  bebnil  dlugimi  palcami  o stól  i  krecil  sie  niespokojnie  na  krzesle,  zalujac,  ze  nie  moze  wrócic

do baru. Przyjaznil sie z Aaronem od dziewiatej klasy, ale la sytuacja byla troche zbyt prywatna jak na

jego gust.

Eleanor siegnela przez stól i uscisnela sztywne palce Blair.

- Mam  nadzieje,  ze  przemyslisz  teraz  sprawe  przyjecia  nazwiska  Cyrusa,  kochanie.  Bedziemy

mieli teraz calkiem spora, wspaniala rodzine.

Tyler i Eleanor zmienili nazwisko na Rose po slubie Eleanor i Cyrusa, ale Blair  odmówila.  Blair

Rose? Nie, dziekuje bardzo. To brzmialo jak nazwa tanich perfum.

- Oczywiscie nie musisz podejmowac decyzji juz teraz - dodala Eleanor.

Blair  zabrala  dlon  z  uscisku  matki.  Gdyby  nie  siedziala  na  lawce  wcisnieta  miedzy  Serene  i

Milesa,  juz  by  poleciala  do  lazienki,  zeby  puscic  pawia.  Zamiast  tego  wypila  szampana  jednym

haustem.

- A  gdzie  dziecko  bedzie  spalo?  -  zapytal  Tyler.  Posmarowal  kawalek  bagietki  maslem  i

wsadzil ja sobie do ust. - Skoro teraz Aaron spi w pokoju goscinnym?

Eleanor i Cyrus spojrzeli po sobie, jakby nie pomysleli o tym. Eleanor wzruszyla ramionami.

- Cóz,  w przyszlym  roku na  jesieni  Blair  i  Aaron  wyjezdzaja  do college'u.  Na  pewno  nie  beda

mieli  nic  przeciwko  temu,  zeby  w czasie  wizyt  w domu spac  razem  w pokoju  goscinnym,  Pokój  Blair

przerobimy na dziecinny!

Aaron  poczul,  ze  policzki  mu  plona.  Blair  zmruzyla  oczy.  Wiec  teraz  maja  zamiar  zabrac  jej

pokój, zeby tam umiescic diabelski pomiot?

Juz sie  nakrecala,  zeby  powiedziec  cos,  co  zamknie  usta  matce,  a  potem pobiec  do lazienki  i

wyrzygac  sobie  flaki,  ale  wtedy  bez  zadnej  zapowiedzi  czlonkowie  45  weszli  po  cichu  na  scene  i

zaczeli grac. A muzyka byla naprawde glosna. Fantastycznie ogluszajaco glosna.

- 97 -

background image

Miles zlapal Blair za reke.

- Zatanczysz?

Blair zerwala sie, prawie sciagajac za soba obrus.

Zespól  nie  zdobyl  nagrody  MTV  za  nudy  -  naprawde  potrafili  rozgrzac  ludzi.  I  nie  bylo  sily,

zeby Serena  siedziala  przy stole,  kiedy  grali.  Zlapala  za  reke  Aarona  i  Tylera  i  pociagnela  ich,  zeby

wstali.

- Ej, chodzcie! - krzyknela. - Zatanczcie ze mna!

Kiedy tylko nagimi stopami dotknela parkietu,  zamknela  oczy  i  poddala  sie  muzyce.  Odrzucila

glowe w tyl, poruszala biodrami i tupala nogami bez opamietania. W bialym bikini  i  skapym  zielonym

szalu  w talii  wygladala  jak  syrena,  która  uciekla  z  morza.  Flow  nie  mógl  przestac  gapic  sie  na  nia,

kiedy wykrzykiwal slowa ich przeboju  Masakra.  To o niej  zawsze  spiewal  w swoich  piosenkach.  Byla

dziewczyna jego marzen.

Blair  wlozyla  cala  swoja  zlosc  w  taniec,  bijac  powietrze  piesciami,  wymachujac  nogami,

rzucajac  glowa  i  chloszczac  twarz  Milesa  wlosami  w  stylu,  który  w  niczym  nie  przypominal  Audrey.

Rózowa  sukienka  lepila  jej  sie  do  spoconego  ciala,  ale  Blair  miala  gdzies,  jak  wyglada.  Nie  zeby

wygladala zle. Miles nie mógl od niej oczu oderwac.

Trzecia  piosenka  byla  wolna  i  parkiet  pekal  w  szwach,  gdy  do  tanczacych  dolaczylo  kilka

starszych  par.  Serena  tanecznym  krokiem  zblizyla  sie  do  Tylera  i  usmiechajac  sie  szeroko,  polozyla

jego dlonie na swoich nagich biodrach. Tyler zaczerwienil sie, ale nie cofnal dloni. Wiedzial, jakie  ma

szczescie. Nawet we krwi jedenastolatka plynie testosteron.

Piosenka  byla  powolna  i  seksowna.  Miles  przesunal  dlonie  na  talie  Blair  i  przytulil  jej  glowe

do swojej  piersi.  Blair  przytulila  sie  do  niego  mocno.  Nadal  byla  wsciekla  i  zrozpaczona.  Drzala  na

calym ciele. Nie chciala o niczym  myslec.  Chciala  tylko  dobrze  sie  czuc  i  cholera  jasna,  na  szczescie

tanczyla z Milesem, z facetem,  który...  tak,  zgadza  sie,  nie  byl  Nate'em,  ale  byl  cholernie  przystojny.

Odsunela twarz od piersi Milesa i spojrzala w jego  migdalowe  brazowe  oczy,  pozwalajac,  aby  wódka

z szampanem uderzyly jej do glowy. Nim zapanowala nad soba, przyciagnela  jego  twarz  i  pocalowala

go, dlugo i mocno, podczas gdy ich ciala kolysaly sie do muzyki.

Aaron  stal  przy  barze,  na  przemian  patrzac  i  nie  patrzac  na  Blair  z  Milesem;  wypil  jedna

tequile, potem druga. Byl wdzieczny Milesowi, bo lepiej  niz  on potrafil  poprawic  samopoczucie  Blair.

Tyle  ze  tanczyli  nieprzyzwoicie  mocno  przytuleni  do  siebie.  Nie  zaszkodzi,  jesli  wetnie  sie  przy

nastepnym  kawalku.  Zapalil  ziolowego  papierosa,  pospiesznie  zaciagnal  sie  dwa  razy,  potem  zgasil

go  w  popielniczce.  Gdy  Flow  zagral  ostatni  akord  piosenki,  Aaron  zaczal  przeciskac  sie  miedzy

- 98 -

background image

starszymi parami na obrzezach parkietu.

Ale  kiedy  doszedl  do  miejsca,  w  którym  stali  Blair  i  Miles,  oni  juz  odchodzili  objeci.  Poszli

spacerem w strone krzewów hibiskusa okalajacych basen, do willi.

Aaron stal posrodku zatloczonego parkietu z rekami w kieszeniach i patrzyl za  nimi.  Naprawde

uwazal, ze zabranie Milesa na St. Bans to dobry pomysl? Nie do wiary.

Zespól przyspieszyl, grajac Pocaluj, pocaluj, pocaluj, jeden ze swoich tanecznych  przebojów  w

stylu  retro ska.  Nadal  tanczac  jak  nakrecona,  Serena  doskoczyla  do  Aarona  i  zaczela  tanczyc  wokól

niego.

- Ej, smutasie, sciagaj te gacie i tancz! - krzyknela.

Aaron  usmiechnal  sie  z  zaklopotaniem,  ale  ruszyl  za  Serena  w  wijacy  sie  tlum  spoconych

tancerzy.  Bardzo  chcial  przestac  myslec  o  Blair,  a  Serena  potrafila  skupic  na  sobie  uwage.  Zdjal

marynarke i rzucil ja w powietrze, jego dredy kolysaly sie w tancu.

Muzyka  byla  coraz  glosniejsza,  tempo  narastalo.  Szal  Sereny  spadl  na  podloge,  ale  ona

tanczyla dalej. Potrzasala wlosami i machala rekoma nad glowa. Podobalo jej sie to, jak Aaron tanczy

calym  cialem.  Wiekszosc  facetów  tylko  kolysze  glowa  i  drepcze  z  nogi  na  noge,  ale  Aaron  byl

naturalny.  I  wygladal  przeslicznie  w  tych  naprawde  fajnych  plóciennych  spodniach,  z  dredami

sterczacymi  na  czubku  glowy.  Zaczela  tanczyc  troche  blizej  niego,  wdychajac  jego  zapach  i

potrzasajac biodrami. Dlaczego nie zauwazyla wczesniej, jaki jest przystojny?

Flow  patrzyl,  jak  tancza,  i  przypominal  sobie  w  myslach  liste  nastepnych  kawalków.  Samo

patrzenie, jak milosc jego zycia tanczy pólnaga z innymi  facetami,  bylo  juz  dosc  bolesne.  Jedno  tylko

mógl zrobic - zadbac, zeby juz nie bylo wiecej wolnych kawalków.

Za pózno. Niektórzy juz tanczyli swój prywatny, wolny taniec. W lózku.

B postanawia stracic raz na zawsze

Moze to przez upal. A moze przez to, ze jej zycie to jeden wielki burdel i chciala cos radykalnie

zmienic. Niezaleznie od przyczyny Blair wiedziala, ze pójda z Milesem do lózka.

Wlasciwie to ona prowadzila jego. Praktycznie go ciagnela.

- Nie  wolisz  isc  do ciebie?  -  zapytal  po drodze  Miles.  On,  Aaron  i  Tyler  zrobili  u siebie  niezly

bajzel.

Blair pomyslala, ze powinna zostawic  ich  wille  przyjaciólce,  na  wypadek  gdyby  musiala  uciec

- 99 -

background image

przed Flowem.

- Serena moze potrzebowac miejsca dla siebie - odparla. - Chyba  nie  sadzisz,  ze  Aaron  mialby

cos przeciwko.

- E, nie. - Miles zamknal za nimi drzwi. - Juz zaczalem myslec, ze ci sie nie podobam. - Skrzywil

sie,  gdy  zapalil  swiatlo.  Podloga  byla  zarzucona  ubraniami  i  kompaktami.  Na  nocnym stoliku  Milesa

lezal nawet niedojedzony banan. Pokojówki  musialy  go  przeoczyc,  gdy  poscielily  lózka  i  zostawily  na

poduszce mietowe czekoladki.

Nadgryziony banan? Jakie to romantyczne!

Ale  Blair  miala  to  gdzies.  Wyslizgnela  sie  z  sandalów  Jimmy  Choo  i  zdjela  przez  glowe

sukienke,  zrzucajac  ja  na  podloge  obok  reszty  ubran  chlopców.  Zostala  w  rózowych  stringach  La

Perla.

- Podobasz  mi  sie  -  powiedziala  najbardziej  zmyslowym  tonem,  opadajac  na  lózko  Milesa.  -

Chodz tu.

Miles  sciagnal  koszulke,  zrzucil  buty  i  polozyl  sie  obok  niej.  Wzial  z  poduszki  czekoladki,

odwinal sreberko i zaczal ja karmic.

Blair  przytrzymala  czekoladke  w  ustach,  zlapala  Milesa  za  glowe,  pocalowala  go  i  wcisnela

mu jezykiem  czekoladke  miedzy zeby.  Nie  miala  juz  ochoty  udawac  Audrey  Hepburn  ze  Sniadania  u

Tiffany'ego.  Audrey  to  przeszlosc,  wczorajsze  wiadomosci.  Teraz  byla  Debbie,  jak  z  Debbie  Does

Dallas

*

.

Siegnela reka do jego bialego plóciennego  paska,  a  druga  do gumki  swoich  stringów,  zeby  je

sciagnac.

Witaj, kobieto! Zegnaj, dziewczynko!

Po kilku kolejnych piosenkach Serena, Aaron i Tyler wrócili do stolika.

- Czyz  nie  jest  zabawnie?  -  zapytala  radosnie  Eleanor.  Zjadla  juz  caly  talerz  okonia,

ziemniaków z kawiorem i porów i wlasnie pracowala nad  czekoladowym  sufletem  na  cieplo.  To  mile,

ze  dzieci  tak  dobrze  sie  bawia.  Nie  miala  nawet  nic  przeciwko  temu,  ze  Blair  i  mlody,  przystojny

przyjaciel Aarona jeszcze nie wrócili na kolacje.

Aaron zmarszczyl brwi nad zimnym szpinakiem i duszonymi porami.

Tyler oderwal rybie glowe i cisnal nia w strone Aarona jak torpeda.

- Uwaga! - wrzasnal. - Latajaca ryba!

- Talerze Waldorfie Rose! - syknela Eleanor.

Aaron walnal w reke Tylera i oderwany leb ryby wyladowal na jego talerzu. Skrzywil sie.

- 100 -

background image

- W porzadku, i tak nie mam ochoty jesc.

Serena nie byla pewna, dlaczego Aaron jest w takim podlym nastroju, ale chciala mu pomóc.

- Prosze  -  zaoferowala  sie,  myslac,  ze  pewnie  umiera  z  glodu.  Wziela  jeden  z  ziemniaków  i

zaczela go wycierac serwetka. - Zjesz, jesli wytre go z kawioru?

Nie zauwazyla, ze zespól zrobil sobie przerwe i Flow ruszyl w jej kierunku.

- Serena! - zawolal.

Podniosla  wzrok.  Flow  mial  na  sobie  czarny  podkoszulek  bez  rekawów  i  rzemyk  z  zebem

rekina, a jego szyja i ramiona mokre byly od potu. Blekitne oczy blyszczaly mu od adrenaliny.

Serena podala ziemniak Aaronowi, wziela widelec i wlozyla do ust kawalek ryby.

- Czesc - rzucila lekko, z pelnymi ustami.

Flow zerknal na Eleanor i Cyrusa.

- Czesc - powiedzial.

- Synu,  moze usiadziesz?  -  zaproponowal  Cyrus.  -  Musisz  byc  wykonczony.  Odwalacie  kawal

fantastycznej roboty. Naprawde fantastycznej.

Jakby mial jakies pojecie o rock and rollu.

Flow pokrecil glowa.

- Dzieki, ale  zaraz  musze  wracac.  -  Zwrócil  sie  znowu do Sereny,  marszczac  brwi.  -  Podoba  ci

sie muzyka?

Rozesmiala sie. Nie widzial, ze tanczyla jak szalona?

- Aha, jestescie rewelacyjni. Potraficie rozgrzac tlum.

Flow przyjal to z ulga.

- Zagramy  jeszcze  pare  kawalków,  a  potem,  mam  nadzieje,  bede  mógl  postawic  ci  drinka  i

moze dac gwiazdowy prezent.

Serena napila sie wody. Troche sie zmachala tancem.

- Wlasciwie  to  jestem  zmeczona.  Moze  spotkamy  sie  przy  sniadaniu?  A  poza  tym  nie

powinienes dawac mi prezentów.

- Przy sniadaniu? - powtórzyl z powatpiewaniem Flow. W koncu byl  gwiazda  rocka.  Zwykle  nie

wstawal przed poludniem.

- Aha. Wpól do jedenastej - zacwierkala. - Bedzie fajnie!

Gitarzysta  basowy  zagral  akord,  a  perkusista  uderzyl  kilka  razy  w  bebny,  zeby  dac  Flowowi

znac, ze na niego czekaja.

- Dobra  -  powiedzial.  Pochylil  sie,  zamknal  swoje  ocienione  dlugimi  rzesami  blekitne  oczy  i

pocalowal Serene w usta. - Nie zapomnij.

- 101 -

background image

Usmiechnela sie do niego slodko.

- Nie zapomne.

Nagle caly pokój zahuczal od plotek.

„Widzialas to?”

„Slyszalam, ze ona kreci tez z gitarzysta basowym”.

„Myslisz, ze naprawde sie pobiora?”

„Podobno sa zamieszani w przemyt narkotyków”.

Kilka  dziewczyn  pisnelo,  gdy  Flow  wskoczyl  z  powrotem  na  scene  i  zlapal  biala  gitare.

Poprawil mikrofon dlugimi, delikatnymi palcami i spojrzal na widownie, szukajac jednej dziewczyny.

- Dla Sereny - mruknal, marszczac brwi ze wzruszenia.  Potem zagral  kilka  pierwszych  akordów

swojej ulubionej piosenki Mroczny rycerz. Teraz rozumial, do kogo te slowa sa kierowane.

Dziewczyno, jestes moja jasna gwiazda.

Podazam za toba, gdziekolwiek jestes,

Walcze Z wilkami, które cie scigaja...

Serena  usiadla  z  powrotem  przy  stoliku.  Sluchala  Jak  Flow  otwiera  przed  nia  serce.  Trudno,

zeby jej to nie schlebialo.  Byl  taki  przystojny,  a  kiedy  spiewal  te  seksowne,  wysokie  tony,  nie  mogla

powstrzymac usmiechu.

Aaron nagle wstal.

- Chcesz zatanczyc? - zapytala z nadzieja.

Pokrecil glowa.

- Chyba wróce do siebie - wymamrotal.

Zachowywal sie tak dziwnie, ze zaczela sie o niego martwic.

- Pójde z toba - zaproponowala, zapominajac kompletnie o Flowie.

Ruszyla  za  Aaronem  obrzezem  parkietu  i  przez  tlum  otaczajacy  bar.  Zerknela  na  nieruchome

zielone  morze i  idealnie  biala  plaze  jasniejaca  w blasku  ksiezyca.  Przypomniala  sobie  letnie  noce  w

domku ojca  Blair,  na  plazy  w Newport.  Zwykle  wypijaly martini,  a  potem wybiegaly  z  domku  i  nago

wskakiwaly do zimnej wody.

Serena nie mogla oprzec sie pokusie.

- Chodz, pójdziemy poplywac!

Aaron wciaz byl markotny.

- E, idz sama.

- 102 -

background image

- Serio?

Kiwnal glowa.

- Ale nie wyplywaj za daleko.

- Dobra!  -  krzyknela  Serena  i  puscila  sie  biegiem.  Popedzila  przez  plaze,  wpadla  w  fale  i

zanurkowala,  chcac  poczuc  ten  dreszczyk  obejmujacy  cale  cialo,  gdy  wokól  niej  zamknela  sie  zimna

woda. Plynela jak foka, az w koncu wynurzyla sie i nabrala powietrza.  Czasem  dobrze  po prostu  czuc,

ze sie zyje.

beznadzieja, kiedy nie mozesz znalezc swojego ubrania

Blair  chciala  miec  to  za  soba  jak  najszybciej,  ale  Miles  postanowil  wykorzystac  swój  czas.

Badal  kazdy  centymetr  jej  skóry  z  niemal  lekarska  dokladnoscia,  jakby  byl  dermatologiem,  który

szuka egzemy albo czerniaka. Próbowala sie rozluznic i dobrze sie  bawic,  gdy  Miles  calowal  podbicie

jej stopy, ale oboje byli kompletnie  nadzy  i  nie  mogla  pozbyc  sie  mysli,  ze  gdyby  Miles  byl  Nate'em,

mieliby juz to za soba.

Nate,  kiedy  sie  napalal,  robil  sie  gwaltowny.  Nie  w  przerazajacy  sposób,  ale  namietny,

budzacy  dreszczyk  -  nic  go  nie  moglo  powstrzymac.  Blair  zawsze  musiala  bardzo  stanowczo

odmawiac, skoro nie chciala isc na calosc, a potem musiala jakos odwrócic jego uwage.

Teraz  pewnie  juz  by bylo  po wszystkim,  lezeliby  objeci,  patrzyli  na  gwiazdy  przez  okno,  palili

papierosy i gadali leniwie O przyszlosci.

Miles wzial sie do jej drugiej stopy. Przygryzl czubek duzego palca i muskal jezykiem delikatna

skóre  miedzy  palcami  obok  pierscionka  z  diamentem.  Wzdrygnela  sie.  Kiedy  byla  z  Nate'em,

wszystko  zawsze  wydawalo  sie  takie,  jak  trzeba.  Byli  jak  dwa  pasujace  do  siebie  kawalki  puzzli.

Czemu  lezy  calkiem  naga,  na  hotelowym  lózku  na  wyspie  posrodku  Karaibów,  z  nagim  Milesem

lizacym  jej  stopy?  A samotny  Nate  pewnie  wlasnie  marznie  w  Maine  i  byc  moze  -  miala  nadzieje  -

mysli o niej...

Wyszarpnela duzy palec z ust Milesa i sturlala sie z lózka.

Miles wynurzyl glowe spod przescieradla.

- Co sie stalo? - zapytal.

- Musze isc - powiedziala,  nawet  nie  patrzac  na  niego.  Przykucnela  i  zaczela  szukac  sukienki,

ale bylo ciemno, a na podlodze lezalo tyle smiecia, ze nic mogla jej znalezc.

- 103 -

background image

Miles przygarbiony siadl na brzegu lózka. Bebnil palcami o udo.

- Staralem sie nie spieszyc.

No jasne, wiadomo.

- Gdzie ta pieprzona sukienka? - mruknela Blair.

Nagle  zapalilo  sie  swiatlo  i  zobaczyla  sukienke  na  stosie  rzeczy  u  stóp  lózka.  Aaron  stal  w

drzwiach,  ale  zamiast  natychmiast  przeprosic  i  wycofac  sie  z  pokoju,  jak  powinien  kazdy  przybrany

brat, gapil sie na nia.

Poczatkowo byla straszliwie zaklopotana. W ciagu  dwóch  sekund  zaklopotanie  przerodzilo  sie

w gniew.  Jak  on  smie?  Jak  smie  gapic  sie  na  nia  w  ten  sposób?  Jest  jej  dziwacznym  przybranym

bratem.

Aaron wiedzial,  ze  powinien  sie  odwrócic  i  zostawic  ich  samych,  ale  nie  mógl  sie  poruszyc.

Miles schylil sie i podniósl rózowa sukienke Blair z podlogi - lezala kolo jego nóg.

- Czesc - powiedzial do Aarona, rzucajac sukienke Blair.

Blair naciagnela ja na siebie i ruszyla w strone drzwi.

- Masz jakis problem? - syknela, przeciskajac sie w drzwiach obok Aarona.

Nie byla ciekawa odpowiedzi.

Willa Blair i Sereny byla raptem szesc metrów dalej. Blair minela  ja  i  poszla  w strone  plazy,  a

kiedy  tylko  stopami  dotknela  piasku,  zaczela  biec.  Miala  gdzies  to,  ze  wlozyla  sukienke  z  Calypso,

szyta na zamówienie i doplacila do niej sto piecdziesiat dolarów. Biegla co  sil,  wreszcie  rzucila  sie  w

fale,  niszczac  sukienke.  Nabrala  pelne  pluca  powietrza  i  zanurkowala.  Dopiero  kiedy  pluca  malo  juz

jej nie pekly, wynurzyla sie, lapiac z trudem powietrze i mrugajac od soli w oczach.

Ksiezyc  swiecil  jasno,  muzyka  z  przyjecia  gwiazdkowego  niosla  sie  nad  woda.  45  skonczylo

grac  i  didzej  puscil  Blame  it  on  the  boogie  -  stary  kawalek  Michaela  Jacksona.  Na  plazy  Blair

dostrzegla  sylwetke  dziewczyny,  która  stala  w plytkiej  wodzie.  Wygladala  jak  Halle  Berry  w  Smierc

nadejdzie jutro, tyle ze miala jasne wlosy i biale, a nie pomaranczowe bikini.

Oczywiscie to byla Serena.

- Gdzie Miles?! - zawolala Serena, zwijajac dlonie w trabke przy ustach.

- A kogo to obchodzi? - odkrzyknela Blair, plynac. - A gdzie Flow?

- A kogo to obchodzi? - odkrzyknela Serena.

Obie  sie  rozesmialy,  Blair  przez  chwile  lezala  na  wodzie,  patrzac  na  ksiezyc.  Potem  obrócila

sie i poplynela do Sereny.

- Jutro wracam - powiedziala, wychodzac  z wody.  Chciala  popracowac  bez  towarzystwa  matki

w ciazy, dziwacznego przybranego brata i jego tyczkowatego kumpla.

- 104 -

background image

Serena nie musiala pytac, co sie stalo.

- Ale jutro jest Boze Narodzenie - zauwazyla. - Twoja matka sie wscieknie.

Blair wycisnela wode z wlosów.

- Nic mnie to nie obchodzi. Poza tym Cyrus jest Zydem.

Dziewczyny  wolno  szly  plaza  do  swojej  willi,  cieszac  sie  swoim  towarzystwem  i  kojacym

szumem fal rozbijajacych sie o brzeg. Gdyby tylko mogly tak isc bez konca!

Kiedy  wreszcie  doszly  do  willi,  przy  drzwiach  stalo  cos,  co  wygladalo  jak  wielka  klatka  z

kutego zelaza przykryta czerwono - zielonym materialem w krate.

Prezent gwiazdkowy.

Serena podniosla klatke za mosiezna raczke i wniosla do domu. Postawila na  nocnym  stoliku  i

zdjela material, a Blair wlaczyla swiatlo.

W klatce  siedziala  przepiekna  niebiesko  -  zielona  papuga  z  zóltym  dziobem.  Przycupnela  na

cienkiej, drewnianej hustawce. Papuga zamrugala, patrzac na Serene oczami jak paciorki.

- Kocham cie, Sereno! Kocham cie, Sereno! - zaskrzeczala. - Wyjdz za mnie. Wyjdz za mnie.

Blair parsknela.

- Myslisz, ze to od Kati i Isabel?

Serena zachichotala.

- Nie wiem. Nie ma wizytówki.

- Kocham  cie,  Sereno!  Wyjdz  za  mnie.  Wyjdz  za  mnie  -  powtarzala  papuga,  trzepoczac

skrzydlami.

Serena  przykryla  klatke  materialem  i  odsunela  sie  od  klatki.  Owszem,  Flow  byl  szalenie

przystojny i pochlebiala jej jego hojnosc, ale posunal sie za daleko. Spojrzala na Blair.

- Mówilas cos o wyjezdzie jutro?

- Aha! - Blair zdjela przemoczona sukienke i rzucila ja w kat do kosza na smieci.

Serena podeszla do szafy i zdjela z górnej pólki czerwona walizke od Kate Spade.

- Moge wyjezdzac, gdy bedziesz gotowa.

tematy    ?    wstecz dalej    ?    wyslij pytanie    odpowiedz

Wszystkie nazwy miejsc, imiona i nazwisko oraz wydarzenia zostaly zmienione lub skrócone,  po to by

- 105 -

background image

nie ucierpieli niewinni. Czyli ja.

hej, ludzie!

Ho, ho, ho! Wesolych swiat!

Wiem, ze rodzina V nie  swietuje  Bozego  Narodzenia,  ale  i  tak  mam dla  niej  prezent.  Wyglada  na  to,

ze mimo wszystko wyniknie cos dobrego z faktu, ze pewien link krazyl po Internecie. Patrzcie nizej:

Droga Plotkaro!

Nazywam  sie  Ken  Mogul  i  jestem  niezaleznym  rezyserem.  Moze  widzialas  film  Seahorse  z  Chloe

Sevigny i Tobeyem Maguire, który wyszedl teraz na DVD? Tak sie sklada, ze widzialem ten kawalek  w

Internecie pod linkiem, o którym mówilas na swojej stronie, i chcialem zapytac,  jak  skontaktowac  sie

z osoba, która go nakrecila. Ktokolwiek to jest, ma talent  i  bardzo  chcialbym  z nia  lub  nim  pracowac.

Wielkie dzieki, a poza tym naprawde jestes niezla.

Buziaki

KM

Pozwolilam sobie odegrac  jednoczesnie  Swietego  Mikolaja  i  dobra wrózke.  Podalam  panu  Mogulowi

nazwisko  V i  poinformowalam,  ze  mieszka  na  Brooklynie.  Uwazaj,  V:  dzis  porno  w  Internecie,  jutro

festiwal w Cannes!

Reszta waszych e - maili

P: Hej, P!

musze ci powiedziec, ze slyszalem, ze S znowu wrócila do narkotyków. Plotki  mówia,  ze  ona

i Flow  wmieszali  sie  w cos  brzydkiego.  Tak  naprawde  pojechala  na  St.  Barts,  zeby  znalezc

dealera - planowala wrócic  z calym  mnóstwem  towaru  do rozprowadzenia.  Pomyslalem,  ze

wszyscy powinni wiedziec.

wtajemniczony

O: Czesc, wtajemniczony!

Mozesz  miec  racje.  Slyszalam  tez,  ze  chce  urzadzic  wlasna  noworoczna  balange.  Ale  nie

- 106 -

background image

zapominaj: musi jeszcze przejsc przez celników na lotnisku.

P

P: Droga plotkaro!

mam dom w Mt.  Desert  w  Maine.  Spotkalam  sie  z  kilkoma  znajomymi,  zeby  pojezdzic  na

sankach, miedzy innymi z N. Myslalam, ze ma dziewczyne, ale on flirtowal ze wszystkimi, ze

mna tez. Byl tak najarany, ze nie chcialam, zeby zjezdzal ze mna i sterowal sankami. Caluje

misiaczek

O: Drogi misiaczkul

Wyglada  na  to,  ze  N po prostu  szuka  pokrewnej  duszy.  A  moimi  sankami  moze  kierowac,

kiedy zechce. Pozdrówki.

P

Na celowniku

Slicznie  opalone   i   lapia  taksówke  z  lotniska  JFK  na  Piata  Aleje.  Jak  dla  mnie  wygladaja  na

szczesliwe. K i I znowu sa razem.

Sprawdzaja w Williams Sonoma  na  Madison,  czy  S i  Flow  dali  juz  liste  prezentów  slubnych.  Opalony

gosc  w koszulce  obslugi  hotelu Isle  de  la  Paix  zwraca  wielka  zielono  -  niebieska  papuge  do  sklepu

zoologicznego w Gustavii.

OSTATNIE ZYCZENIE

Dobra,  wiec  dostalam  prawie  wszystko,  co  bylo  na  mojej  gwiazdkowej  liscie,  nawet  pomaranczowa

torebke  z  Hcrmes  Birkin.  Wiem,  myslicie,  ze  jestem  zepsuta,  ale  zasluzylam  sobie  na  nia.  Nie  do-

stalam  jeszcze  -  bo  ciagle  brakuje  szesciu  dni  -  sylwestra,  który  odmienilby  moje  zycie.  Miejmy

nadzieje, ze S zrobi impreze i kto wie - moze zjawi sie Flow! Do zobaczenia na miejscu o pólnocy.

Wiem, ze mnie kochacie

plotkara

- 107 -

background image

zamknieta w wiezy

Zamknieta  w domu, nie  majac  nic  innego  do  roboty  oprócz  czytania  i  marzenia,  Jenny  czula

sie  jak  Zlotowlosa,  tyle  ze  z krótszymi  wlosami  i  wiekszymi  cyckami.  Schowala  satynowe  stringi  na

dnie  szuflady  z bielizna  do  czasu,  az  znowu  spotka  sie  z  Nate'em.  Sylwester  byl  juz  niedaleko,  ale

moze nie bedzie musiala czekac az tak dlugo. W glebi ducha miala nadzieje, iz Nate tak bedzie  za  nia

tesknil, ze  wróci  z Maine  i  zakradnie  sie  do jej  pokoju  w srodku  nocy  po drabinie  przeciwpozarowej.

Wyobrazanie sobie, co zrobia, gdy znowu sie zobacza, zajmowalo jej cale godziny.

Biedny Nate, zasypany sniegiem  w Maine!  Wczoraj  bylo  Boze  Narodzenie,  a  on pewnie  przez

caly dzien ogladal stare filmy z rodzicami, co jakis czas patrzyl przez  okno na  snieg  i  zastanawial  sie,

kiedy  znowu uslyszy  jej  glos.  Jenny  nie  miala  nic  przeciwko  temu,  ze  nie  rozmawiali  przez  telefon  -

wymuszona separacja tylko umacniala ich milosc - ale musiala cos  zrobic,  by Nate  wiedzial,  ze  mysli

o nim i kocha go jeszcze bardziej. I dlatego postanowila wysiac mu paczke.

Najpierw  znalazla  stare  pudelko  po  butach  Nike,  które  wylozyla  folia  aluminiowa.  Potem

wlozyla  do  srodka  zaczytany  egzemplarz  Romea  i  Julii,  Trudne  polozenie,  w  którym  znalezli  sie

kochankowie  z tej  tragedii,  przypominalo  ich  sytuacje:  byli  w sobie  mocno zakochani  i  nie  mogli  sie

widywac, a jednak milosc  na  koncu  zwyciezy.  Oczywiscie  ona  i  Nate  nie  umra w przeciwienstwie  do

Romea  i  Julii.  Pobiora  sie,  beda  mieli  wielka  rodzine  i  beda  opowiadac  wnukom,  jak  poznali  sie  w

parku pewnego slonecznego jesiennego dnia, kiedy wszystkie sily wszechswiata im sprzyjaly.

Potem Jenny  dolozyla  dwie  paczki  jagodowych  batoników  PopTart.  To  byly  jej  ulubione,  ale

rzadko je jadla, bo mialy za duzo kalorii i  absolutnie  zadnych  wartosci  odzywczych.  Ale  spodobala  jej

sie mysl, ze Nate zje cos, co ona uwielbia, i bedzie za nia tesknil.

Potem  dolozyla  jeszcze  swoje  zdjecie,  które  Dan  zrobil  jej  latem.  Miala  na  sobie  zólta

sukienke bez rekawów i stala na brzegu basenu w motelu w Hershey,  w Pensylwanii,  gdzie  Rufus  ich

zabral, zeby uciec z miasta na weekend. Podobalo  jej  sie,  ze  na  zdjeciu  jej  wlosy  wydawaly  sie  takie

blyszczace i ze jej opalone rece przeslanialy piersi, wiec nie bylo widac, jakie sa wielkie.

Potem dorzucila program z Dziadka do orzechów, który zachowala sobie na pamiatke.  Chciala,

by Nate  wiedzial,  ze  poczawszy  od przedstawienia,  ten  dzien  byl  najbardziej  niezwykly  w  jej  zyciu  -

dzien, w którym powiedzieli sobie „kocham cie”.

Na koniec obciela pukiel swoich wlosów, przewiazala je czerwona nitka i wrzucila  do pudelka.

- 108 -

background image

Wygladaly troche dziwnie w zestawieniu z reszta, jak pamiatka po kims zmarlym, ale chciala, by Nate

czul, ze jest tuz obok niego. Wydawalo jej sie, ze to najlepszy sposób.

Zamknela  paczke  i  zakleila  wieczko.  Potem  zawinela  ja  w  strony  z  róznych  pisemek  dla

nastolatków,  których  miala  pelno  w  pokoju.  Uwazala  jednak,  zeby  nie  wziac  zenujacej  reklamy

tamponów, pigulek antykoncepcyjnych albo leków na drozdzyce.  Na  koniec  przykleila  zólta  naklejke  i

uwaznie napisala adres Nate'a w Maine, który miala spisany w notatniku wraz z adresami  wszystkich

innych domów jego rodziny w Montauk, Nicei, St. Anton, na Barbadosie - tak na wszelki wypadek.

Po naklejeniu  na  paczke  dwudziestu  znaczków,  które  ukradla  z szuflady  w  biurku  ojca,  Jenny

zaniosla  paczke  do  kuchni,  otworzyla  tylne  drzwi  i  zostawila  paczke  dla  listonosza  na  klatce

schodowej.  To  jest  zaleta  mieszkania  w starych  budynkach.  Nie  ma  na  dole  skrzynek  na  listy,  wiec

listonosz  musi  wjechac  na  góre  i  dostarczyc  poczte  pod  drzwi.  Postawila  paczke  na  podlodze  obok

stojaka  na  poczte.  Chwile  jeszcze  sie  zastanawiala,  czy  nie  powinna  dolozyc  stringów,  zeby  paczka

byla  troche  bardziej  seksowna,  ale  doszla  do  wniosku,  ze  to  zbyt  wulgarne.  Poza  tym  Nate  dal  je

Jenny na Boze Narodzenie. Móglby pomyslec, ze jej sie nie podobaja i je odsyla.

Dan wszedl do kuchni i zobaczyl Jenny stojaca w drzwiach.

- Co robisz? -  zapytal  podejrzliwie.  Ojciec  kazal  mu pilnowac  siostry  i  Dan  potraktowal  swoje

zadanie bardzo powaznie.

Jenny zamknela drzwi.

- Sprawdzalam, czy nie przyszla zadna poczta. - Odwrócila sie i przyjrzala mu sie,  mruzac  oczy.

Wlosy mial matowe i od dwóch dni nosil te sama. zaplamiona kawa koszulke. - Wygladasz okropnie.

Dan wrzucil lyzeczke kawy rozpuszczalnej do kubka i odkrecil kran z goraca woda,  czekajac,  az

bedzie dosc ciepla, zeby rozpuscic kawe. Nalal jej do kubka i pociagnal lyk.

- Pracuje nad wierszem - powiedzial, jakby to wyjasnialo wszystko.

Jenny  otworzyla  lodówke,  siegnela  po  jogurt  kawowy  Danona,  a  polem  cofnela  reke  i

zatrzasnela drzwiczki. O nie, nie moze utyc przed kolejnym spotkaniem z Nate'em.

Dan dmuchal do kubka, patrzac na siostre.

- Wiesz, ze to Vanessa, prawda? - powiedzial zimno. - To ona was nagrala w parku.

Jenny  odwrócila  sie,  poprawiajac  biustonosz,  który  podjechal  jej  w  góre.  Nie  zagladala  na

strone od czasu, gdy zobaczyla ja na komputerze Dana. Nie przyszlo jej do glowy zastanawiac sie,  kto

to zrobil. Mysl, ze Vanessa mogla to umiescic na stronie, byla smieszna.

- Skad wiesz? - zapytala ostro.

Dan wzruszy! ramionami.

- Obejrzyj ten film. To musiala byc Vanessa.

- 109 -

background image

Jenny splotla rece na piersiach.

- Wolalabym  nie.  A  zreszta  co  z  tego,  ze  to  ona?  -  Pracowaly  razem  przy  „Rancor”,

artystycznym pismie uczennic z Constance  Billard,  i  zawsze  swietnie  sie  dogadywaly.  Jezeli  Vanessa

sfilmowala  ich  z  Nate'em  w  parku,  to  na  pewno  miala  jakies  usprawiedliwienie,  dlaczego  to

wyladowalo w Internecie.

- Pomyslalem,  ze  chcialabys  wiedziec,  tylko  tyle  -  odparl  Dan  i  poszedl  do  swojego  pokoju.

Caly czas przestawial  slowa  na  liscie,  która  stworzyl  w ramach  cwiczenia  na  blokade  twórcza.  Teraz

próbowal je ustawic w kolejnosci stosownej do wiersza Zdziry.

Dziwka,  niewolnik,  ogolony,  czarny,  koronka,  lód,  zimno,  deszcz,  placz,  wycierac,  spac,  kawa,

plama, wina...

To  mial  byc  gniewny  wiersz,  rzecz  jasna,  ale  nie  o  gniewaniu  sie.  Mial  byc  o  odkryciu,  ze

osoba, która kochasz, jest kims zupelnie  innym.  Jenny  nie  byla  slodka,  niewinna  siostrzyczka,  jak  za-

wsze  o  niej  myslal,  a  Vanessa  okazala  sie  podgladaczem,  który  nosi  taka  bielizne  jak  dziwki  i

wykorzystuje sfilmowane intymne sytuacje miedzy innymi ludzmi, zeby zwrócic na siebie uwage.

Zaczal  wypisywac  slowa  z  listy,  dodajac  od  czasu  do  czasu  czasownik  lub  przymiotnik  dla

ozdoby.

Otrzyj resztki  snu  z  moich  oczu  i  nalej  mi  nastepna  filizanke.  Rozumiem,  co  próbowalas  mi

przez caly czas powiedziec. Golac glowe i obchodzac sie ze mna (tak delikatnie)

Za pomoca satyny i koronki:

Jestes dziwka.

Danowi  podobala  sie  bezposredniosc  tego,  co  napisal,  i  energia  w  tym  zawarta.  Pisal  dalej,

podekscytowany  faktem,  ze  znów  wypelnia  strony.  Kiedy  skonczy,  wysle  wiersz  e  -  mailem  do

Vanessy.  Pisanie  wierszy  to jedyny  sposób,  w jaki  potrafil  okreslic  wlasne  uczucia,  i  wyslanie  go  to

jedyny sposób, w jaki potrafil to powiedziec.

V znajduje sposób na przeprosiny

- 110 -

background image

Ruby  zajrzala  do  pokoju  Vanessy.  Miala  na  sobie  czarna  gumowana  kurtke,  dzinsy,  czarne

buty w szpic na szpilce. Podciela czarna grzywke zyletka na superkrótko.

- Jakas poczta? - zapytala.

Vanessa  pokrecila  glowa.  Ich  rodzice  podrózowali  po  Europie  -  mieli  tournee  z  jakas  grupa

artystyczna i nawet nie przyslali zadnej kartki.

- Telefony? Wiadomosci?

Vanessa znowu pokrecila glowa.

- Sa jakies szanse, ze wyjdziesz razem ze mna? - zaproponowala Ruby. - Przeciez masz ferie.

Vanessa  wzruszyla  ramionami  i  zapiela  suwak  czarnej  bluzy  z kapturem  az  pod  brode.  Nadal

byla  wsciekla  na  siostre  za  to,  ze  wziela  kamere  bez  pytania,  i  nie  miala  ochoty  na  nic,  moze  z

wyjatkiem rozmowy z Danem.

Nie  rozmawiala  z Danem,  odkad  wyszla  od  niego  w  piatek.  Nie  mieli  tak  dlugiej  przerwy  w

rozmowach,  odkad  trzy lata  temu zostali  przyjaciólmi.  Chciala  mu  wyjasnic,  ze  ta  wpadka  z  linkiem

byla potwornym, nieszczesliwym wypadkiem, ze kupila bielizne  w Victoria's  Secret,  bo myslala,  ze  to

pomoze mu sie  rozluznic  i  bedzie  zabawnie.  Chciala  mu powiedziec,  ze  zbyt  dlugo  byli  przyjaciólmi,

by tak sie  wsciekac  na  siebie,  i  chciala  przeprosic  go  na  milion  innych  sposobów.  Ale  w glebi  duszy

miala  nadzieje,  ze  Dan  znaja  dosc  dobrze,  zeby  domyslic  sie,  ze  nigdy  nie  wyslalaby  do  Internetu

czegos takiego. I w glebi duszy miala nadzieje, ze zrozumie, ze upokorzy i ja,  gdy  ona  stala  przed  nim

prawie naga, tylko w skapej bieliznie, i ze to on pierwszy przeprosi.

- No dobra. Do zobaczenia pózniej. Przyniose ci cos na wynos - powiedziala Ruby i wyszla.

Vanessa  podeszla  do  komputera,  zeby  po  raz  setny  sprawdzic,  czy  Dan  nie  przyslal  jej  e  -

maila.

Tym razem tak! Przyslal! I to byl wiersz! Szybko przysunela do biurka  krzeslo,  kliknela  na  plik  i

zaczela czytac.

Przeczytala wiersz trzy razy na ekranie, potem go wydrukowala i przeczytala jeszcze raz. Slowa

byly wstretne i wsciekle. Zlamaly jej serce. Dan jej nie wybaczyl, to bylo jasne.

Ale  Vanessa  zawsze  potrafila  dostrzec  piekno  w brzydocie  i  przeczytala  dosc  duzo propozycji

przynoszonych do „Rancore”, by wiedziec, ze ten wiersz jest specjalny. Zdobily go bogate metafory, a

jezyk  byl  pelen  pasji.  I  chociaz  miala  ochote  schowac  glowe  pod  przescieradlami  i  szlochac,  nie

mogla tez nie podziwiac zrecznosci zwrotów we frazach. Wiersz byl genialny.

Nawet  jesli  Dan  nigdy  wiecej  sie  do niej  nie  odezwie  i  nawet  jesli  ten  wiersz  byl  wlasnie  o

niej i o tym, za jakiego potwora ja uwazal, miala zamiar opublikowac ten wiersz.

Dan nigdy  nie  próbowal  niczego  opublikowac.  Nie  ma  sily,  zeby  nie  zdumial  sie,  gdy  otworzy

- 111 -

background image

„New  Yorkera”  i  zobaczy  wydrukwany  swój  wiersz  Zdziry.  Co  za  wspanialy  sposób,  zeby  zrobic

wrazenie  na  college'ach,  do których  bedzie  skladal  podania.  Nie  mogla  tego  nie  zrobic.  Byla  mu  to

winna.

Zerwala sie z krzesla  i  zaczela  krazyc  po pokoju  Ruby,  az  znalazla  egzemplarz  „New  Yorkera”

przyciety  drzwiami  do  szafy.  Przekartkowala  go  i  znalazla  nazwisko  redaktora  zajmujacego  sie

przysylanymi tekstami. Napisala list, wpisujac nazwisko i adres Dana na zwrotnej kopercie.

audrey idzie do college'u

PRZED  BUDYNKIEM  WYDZIALU  LITERATURY  ANGIELSKIEJ,  COLLEGE  W  NOWEJ  ANGLII,  DZIEN  W

KAMPUSIE

Trzypietrowy  budynek  z  cegly  z  bialymi  kolumnami  i  bluszczem.  Zielony  trawnik  przed  nim.

Marmurowe schody.

Osiemnastoletnia  Audrey,  sliczna  brunetka  w  modnej  spódnicy  i  bluzce,  w  butach  na  plaskim

obcasie, jedzie przez trawnik na klasycznym rowerze Schwinn i parkuje  na  stojaku  przy marmurowych

schodach. Potem wbiega po schodach do budynku.

WNETRZE BUDYNKU WYDZ. LIT ANGIELSKIEJ - BEZ ZMIAN

Wzdluz dlugiego korytarza znajduja  sie  male  gabinety.  Drzwi  do nich  sa  otwarte,  w kazdym  profesor

ze swoim studentem omawia wazniejsze kwestie w literaturze.

STUDENT A

- Naprawde uwazam, ze lepiej by bylo, gdyby wieloryb potrafil mówic, panie profesorze.

PROFESOR A

- Ale tu nie chodzi o gadajacego wieloryba. Chodzi o czlowieka, który szuka sensu zycia.

STUDENT B

- 112 -

background image

- Tu nie ma interpunkcji. Widzi pan? Nie postawilem nawet jednego przecinka ani kropki.

PROFESOR B

- Ale to nie czyni z tego wiersza. W wierszu jest... cóz, w wierszu jest poezja.

PROFESOR C

- Czy przeczytal pan ksiazke, o której mówilem?

STUDENT C

- Te o wielorybie?

PROFESOR C

- Yhm. I co pan mysli?

STUDENT C

- Cóz, uwazam, ze lepiej by bylo, gdyby wieloryb potrafil mówic, panie profesorze.

Czwarty profesor wychodzi  na  korytarz,  rozglada  sie  po korytarzu  i  zatrzaskuje  drzwi.  Audrey  biegnie

korytarzem, wyglada na wykonczona. Puka do drzwi, które profesor dopiero co zatrzasnal.

AUDREY

- Profesorze Weeks! Och, profesorze Weeks!

Profesor otwiera drzwi.

PROFESOR WEEKS

- Spóznila sie pani.

AUDREY

- Tak, ale mam doskonale usprawiedliwienie.

Profesor czeka, az Audrey sie wytlumaczy. Dluga chwila ciszy.

- 113 -

background image

PROFESOR WEEKS

- Tak?

AUDREY

(ledwo lapiac oddech)

- Och, ale nie moge panu powiedziec. To cos niezgodnego z prawem.

PROFESOR WEEKS

(marszczac brwi)

- Niezgodnego z prawem? Czy powinienem wezwac ochrone kampusu?

AUDREY

(krecac glowa)

- Och, nie. Przynajmniej jeszcze nie. (Podaje mu prace).  Nie  moglam  sie  zdecydowac,  o której  sztuce

Szekspira napisac, wiec napisalam o wszystkich. Mam nadzieje, ze nie ma pan nic przeciw temu.

Profesor  zaklada  okulary  do czytania  i  zaczyna  przegladac  prace.  Siada  za  biurkiem,  zaabsorbowany

lektura.  Kiedy  on  czyta,  Audrey  wychodzi  jakby  nigdy  nic  z  gabinetu  i  zamyka  za  soba  drzwi.  Idzie

korytarzem do drzwi wyjsciowych, wsiada na rower i jedzie przez trawnik.

DZIEDZINIEC COLLEGE'U - BEZ ZMIAN

Ogromny trawnik okolony budynkami z cegly.

Audrey jedzie trawnikiem, patrzac w góre na jesienne liscie, zamiast uwazac, gdzie  jedzie.  Wpada  na

chlopca w bluzie druzyny uniwersyteckiej, który wlasnie szedl na trening. Chlopak sie przewraca.

To Colin Davis.

COLIN

- Auc!

Audrey zsiada z roweru i kuca obok niego.

- 114 -

background image

AUDREY

- Przepraszam. Nic ci nie jest?

COLIN

- Chyba zlamalem noge. (Próbuje sie poruszyc). Auc!

AUDREY

- Nie ruszaj sie. Zaraz wezwe karetke.

Grzebie w torebce,  zeby  znalezc  komórke.  Z  torebki  wypada  pistolet.  Colin  patrzy  szeroko  otwartymi

oczami. Audrey podnosi bron i chowa ja do torebki. Otwiera komórke i wybiera numer pogotowia.

S rozkreca impreze

Serena  stwierdzila,  ze  jedyny  sposób,  by  nadrobic  fatalne  Boze  Narodzenie,  to  zafundowac

sobie naprawde nieziemskiego sylwestra, a najlepiej mozna o to zadbac,  urzadzajac  wlasna  impreze.

Uwielbiala planowac imprezy i naprawde swietnie sobie z tym radzila,  ale  byla  juz  sroda  i  zostalo  jej

tylko  trzy i  pól  dnia,  zeby  wszystko  zorganizowac.  Z  Blair  nie  bylo  zadnej  pomocy.  Zamknela  sie  w

pokoju z laptopem,  kanonem  papierosów  i  ekspresem  do kawy,  i  postanowila  nie  wychodzic,  dopóki

nie skonczy scenariusza. Serena nie lubila nic robic sama. Do kogo mogla zadzwonic? No do kogo, jak

nie do dwóch dziewczyn, które tak desperacko chcialy stac sie jej najlepszymi przyjaciólkami?

- Halo? Kati? Mówi Serena. - Czesc!

- Sluchaj, jest tam Isabel? - Aha.

Pewnie, ze byla.

- Super.  Tak  sie  zastanawialam,  czybyscie  nie  wpadly  i  nie  pomogly  mi  w  planowaniu

sylwestra? Postanowilam urzadzic cos w ostatniej  chwili  i  naprawde  chce,  zeby  impreza  byla  udana,

ale mam malo czasu.

Obie dziewczyny zatkalo. Potem zaczely piszczec.

- O mój Boze! To bedzie najlepsza impreza w historii! Nie martw sie, zaraz przyjezdzamy.

I przyjechaly.

Serena  otworzyla  drzwi  w  aksamitnych  czerwonych  spodniach  od  dresu  Juicy  Couture  i

- 115 -

background image

obcislej koszulce z obrazkiem balwana.

- O mój Boze, ale jestes opalona! - pisnela z zachwytu Isabel, calujac ja w policzek.

- Schudlas? - dorzucila Kati, tez ja calujac.

Zupelnie jakby Serena musiala chudnac!

Jako  dobrze  wychowana  gospodyni  zaprowadzila  dziewczyny  do  salonu  ogromnego

mieszkania,  które  znajdowalo  sie  na  Piatej  Alei  i  wychodzilo  na  Metropolitan  Museum  of  Art.  Jej

rodzice wyjechali na  wakacje  do Ridgfield,  a  brat  z przyjaciólmi  z colleges  siedzial  w Bostonie.  Cale

mieszkanie miala wiec dla siebie.

Rozlozyla  juz  kilka  arkuszy  bialego  papieru  na  szklanym  stoliku  do  kawy  i  napisala  na  nich

naglówki:  Miejsce.  Alkohol/  Jedzenie.  Muzyka  /Naglosnienie.  Motyw  przewodni/Dekora-

cje/Oswietlenie. Zaproszenia. Lista gosci. Wreczyla kartki Kati i Isabel.

Widzicie, jaka dobra byla w wydawaniu dyspozycji?

- Bylyscie w komitecie organizacyjnym imprezy „Buziak w usteczka” w pazdzierniku, nie?

Kiwnely glowami.

- Swietnie. Mozecie zamówic tego samego dostawce jedzenia i dekoratora, którzy robili  tamta

impreze?

- Jasne! - Isabel rzucila sie po torebke, zeby wyjac palmtop.

- I musimy znalezc fajnego didzeja - pouczyla je Serena.

Kati byla zaklopotana.

- 45 nie zagra?

Serena zamrugala. Nie miala pojecia,  jakie  plany  na  sylwestra  ma  Flow,  ale  nie  chciala,  zeby

uganial sie za nia na jej wlasnej imprezie.

- Nie,  jest  zajety,  nagrywa  nowa  plyte  -  zmyslila  na  poczekaniu.  -  Didzej  i  tak  jest  lepszy.

Wieksza róznorodnosc.

Obie dziewczyny byly zawiedzione.

- Pomyslalam,  ze  moglybysmy  wykorzystac  liste  gosci  z  balu  Czern  i  Biel  -  ciagnela  Serena,

biorac kolejna garsc kartek ze stolika. - Oczywiscie mozecie dopisac, kogo chcecie.

Isabel zerknela na liste.

- A przyjdzie chociaz Flow?

Serena  zawahala  sie.  Jezeli  powie,  ze  nie,  Kati  i  Isabel  pewnie  znowu  rozpuszcza  plotki  -

zareczyny Sereny i  Flowa  zostaly zerwane,  i  takie  tam  bla,  bla,  bla.  To  móglby  byc  mily  gest,  wyslac

mu  zaproszenie  do  domu  na  Malibu,  zwlaszcza  po  tym,  jak  zostawila  jego  papuge  w  recepcji  w

kurorcie  na  St.  Barts  i  odleciala  rano  w dzien  Bozego  Narodzenia  do Nowego  Jorku.  Pewnie  i  tak  by

- 116 -

background image

nie przyszedl na impreze.

- Obiecal, ze bedzie - powiedziala, wskazujac nazwisko Flowa na liscie.

Nie zastanawiajac sie. co robi, przekartkowala liste, az doszla do litery R i sprawdzila,  czy  jest

Aaron  Rose.  Aaron  nie  wróci  z  St.  Barts  przed  trzydziestym,  ale  miala  nadzieje,  ze  zjawi  sie  na

imprezie. Kiedy go ostatnio widziala, wygladal na bardzo smutnego. Chciala go rozweselic.

- Mam  sie  zajac  zaproszeniami?  -  spytala  Kati,  wchodzac  w  role  organizatorki.  Wyciagnela

nokie z czerwonej torby na zakupy od Hervé Chapeliera. - Moge od razu zadzwonic do drukarza.

- Dobrze  -  zgodzila  sie  Serena.  -  A  ty,  Isabel,  zadzwon  do  agencji  w  sprawie  miejsca  na

impreze, dobrze? Powiedz im, ze potrzebujemy wielkiego poddasza w centrum  z dobrym widokiem na

fajerwerki. Najlepiej z tarasem.

Kiedy  wreczala  Kati  liste  gosci,  zauwazyla  pierwsze  nazwisko:  Nathaniel  Archibald.  Do

cholery,  gdzie  ostatnio  Nate  sie  podziewal?  -  zastanawiala  sie.  Musi  byc  na  jej  przyjeciu.  Bez  niego

sylwester sie nie uda.

Nate wlasnie otwieral paczke od Jenny, co nie  bylo  prostym  zadaniem,  poniewaz  zawinieto  ja

w  pieciocentymetrowa  warstwe  pism  dla  nastolatków  i  zaklejono  tasma  klejaca.  Paczka  dotarla

wczoraj  po  poludniu,  ale  jakos  miedzy  zjazdami  na  snowboardzie  z  Cadillav  Mountain  z  Johnem  i

Ryanem a paleniem haszyszu w jacuzzi u jakiejs dziewczyny na imprezie w Bar Harbor  zupelnie  o niej

zapomnial.

Jedyne czyste bokserki,  jakie  zostaly  Nate'owi  w szufladzie,  to byly  te,  które  Jenny  kupila  mu

w  Barneysie.  Siedzial  wiec  na  podlodze  w  bokserkach  z  zaglówkami  i  rozdzieral  stronice  pism

okrywajacych  pudelko  od  butów,  w  którym  przyszla  paczka  -  wlasnie  tak,  jak  to  sobie  wyobrazala

Jenny.

Uniósl  wieczko  i  zajrzal  do srodka.  Zachichotal  pod nosem,  gdy  znalazl  pukiel  wlosów  Jenny.

Wyslanie  mu  pukla  wlosów  to  cos  w  stylu  Blair,  tyle  ze  ona  pewnie  najpierw  spryskalaby  je

perfumami,  a  potem  wlozyla  do  srebrnego  pudeleczka  od  Tiffany'ego,  wykladanego  czerwonym

aksamitem i z inicjalem Nate'a na wieczku. Nate wyjal program Dziadka do  orzechów  i przekartkowal

go.  Zamiast  powrócic  myslami  do popoludnia  sprzed  pieciu  dni,  kiedy  zabral  Jenny  na  balet  i  kiedy

siedzieli  w pierwszym  rzedzie  na  balkonie  w New  York  State  Theatre  w Lincoln  Center  i  trzymali  sie

za  rece,  patrzac  na  walke  olowianych  zolnierzyków  ze  zlymi  myszami  pod  zaczarowana,  ogromna

choinka, Nate pomyslal o ostatnim razie, kiedy poszedl na ten balet z Blair.

Blair bolal brzuch, wiec w czasie przerwy  Nate  zalatwil  dla  niej  tabletke  advilu  i  wode  perrier

od barmana,  a  potem wyszli  na  taras  zapalic.  W koncu  zaczeli  sie  calowac  i  spedzili  tam  caly  drugi

- 117 -

background image

akt - palac, calujac sie i patrzac, jak ludzie przechodza obok nieczynnej fontanny. Blair miala na sobie

plaszcz  z  wielbladziej  siersci  i  kolnierz  z  norek,  do  którego  Nate  lubil  przytulac  twarz  i  wdychac

pomieszany zapach zwierzecego futra, perfum Blair i dymu papierosowego.

Na komodzie z drewna klonowego, która  stala  w sypialni  Nate'a  w Mount Desert,  zadzwonila

komórka. Na sekretarce bylo juz dziewiec telefonów z domowego numeru Jenny,  ale  Nate  jeszcze  nie

oddzwonil. Lecz tym razem na ekranie rozblysnal inny numer.

Nate wyszczerzyl zeby w usmiechu. Super! Serena sie odezwala!

Aha, tak wlasnie by sie ucieszyl kazdy facet na jego miejscu.

- Czesc. Co jest?

- Natie? - glos Sereny zadzwieczal poprzez fale radiowe. - Tak sie zastanawialam, kiedy znowu

cie zobacze. Masz zamiar zostac w Maine do konca szkoly?

Nate schylil sie i zlapal opakowanie jagodowych batoników PopTart z paczki od Jenny. Rozdarl

folie zebami, wyciagnal jeden baton i zjadl migiem.

- Chyba zostane tu jeszcze chwile. - Chcial odlozyc spotkanie z Jenny  do ostatniej  chwili.  Albo

na zawsze, jesli to mozliwe.

- Ale  ja  urzadzam  sylwestra  -  powiedziala  kwasno  Serena.  -  Kati  i  Isabel  pomagaja  mi

wszystko  zorganizowac.  Mamy  obledny  pomysl,  najlepszego  didzeja  i  ogromny  taras,  z  którego

bedzie  mozna  ogladac  fajerwerki.  Wyjdziesz  na  frajera,  jesli  sie  nie  zjawisz,  a  ja  przysiegam,  ze  ci

tego nie wybacze.

Nate  zachichotal  pod  nosem.  Impreza  zapowiadala  sie  fajnie.  A  potem  cos  mu  -  sie

przypomnialo.

- Ej, a gdzie jest Blair? Nie siedzicie na St. Bans?

- Wrócilysmy  wczesniej  -  westchnela  Serena.  -  Blair  jak  ostatni  kujon  pracuje  nad  swoim

podaniem do Yale.

Nate wzial  Romea  i  Julie  i przekartkowal  kartki  o pozaginanych  rogach.  Spojrzal  na  okladke  -

klasyczny wizerunek chlopca i dziewczyny w objeciach.

- Ale przyjdzie na impreze, nie?

- Jasne! - wykrzyknela Serena. - Az tak nie zglupiala.

- Dobra - zgodzil sie. - Bede.

Serena  sie  rozlaczyla.  Naprzeciwko  niej  Kati  i  Isabel  siedzialy  na  obitej  bialo  -  czerwonym

perkalem  sofie  i  pracowicie  rozmawialy  przez  komórki,  zamawiajac  dostawców  jedzenia  i  wiecej

alkoholu,  niz  ktokolwiek  potrzebowal,  Serena  usmiechnela  sie  do siebie.  To  calkiem  ciekawe  -  Nate

powiedzial, ze przyjdzie, dopiero  po tym, jak  wspomniala,  ze  Blair  tez  sie  zjawi.  Miala  przeczucie,  ze

- 118 -

background image

to bedzie naprawde ciekawy sylwester.

wielki czas dla udreczonych artystów

Od  niemal  tygodnia  Dan  nie  zdejmowal  zaplamionej  kawa  koszulki  i  prawie  wypelnil  caly

nowy  czarny  notesik  chorobliwymi  wierszami,  które  mówily  o  tym,  ze  milosc  to  zalosny  zart

wymyslony przez  Hallmark,  by sprzedawac  kartki  walentynkowe  i  dac  ludziom  falszywe  wrazenie,  ze

ich  zycie  ma  sens.  Teraz  wlasnie  pracowal  nad  kawalkiem  pod  tytulem  Wóz  pelen  kamieni,  o

chlopaku, który napelnil samochód kamieniami i wjechal nim do rzeki,  bo auto  przypominalo  mu byla

dziewczyne,  która  lubila  jezdzic  po  okolicy  i  sluchac  zaklócen  w  radiu  samochodowym  zamiast

muzyki.

Jenny zapukala do jego drzwi.

- List do ciebie, panie Pustelniku.

Dan odlozyl dlugopis i otworzyl drzwi. Jenny miala na sobie rózowy szlafrok,  a  na  twarzy  wasy

z gestego bialego kremu. Podala mu koperte.

- Co masz na twarzy? - zapytal, biorac list.

- Depiluje sie - powiedziala, odwrócila sie i poszla korytarzem do lazienki.

Co to znaczy, do cholery? - pomyslal Dan,  zamykajac  drzwi.  Najwyrazniej  Jenny  zdecydowanie

za  duzo  czasu  spedzala  zamknieta  w  domu  razem  z  kobiecymi  pisemkami,  ale  to  jej  sie  nalezalo.

Zdzira.

Dan  odwrócil  cieniutka  biala  koperte  i  obejrzal  adres  zwrotny.  To  byl  list  z  „New  Yorkera”.

Pewnie  prosba  o  prenumerate,  skoro  jego  ojciec  juz  byl  dozywotnim  prenumeratorem.  Rozdarl

koperte i wyjal dwie zlozone kartki.

Drogi Panie Humphrey.

Dziekuje  za  przyslany  przez  Pana  do  „New  Yorkera” wiersz  Zdziry  Gratuluje!  Z  przyjemnoscia

informuje,  ze  opublikujemy  Pana  wiersz  w  naszym  walentynkowym  wydaniu.  Prosze  wypelnic

dolaczony formularz Informacje o pisarzu.  abysmy  mogli  napisac  kilka  slów  o Panu  na  naszej  stronie

wspólpracownikach. Przeslemy Panu czek na osiemset dolarów.

Szczesliwego Nowego Roku!

red. Jani Price

- 119 -

background image

Czy  to  jakis  zart?  -  zastanawial  sie  Dan.  Przeczyla!  list  dwa  razy  i  w  koncu  opadl  na  lózko,

trzesac  sie  z  przerazenia.  „New  Yorker”  rzadko  publikuje  wiersze  nieznanych  autorów,  a  Jani  Price

slynela  z  przysylania  wrednych  jednozdaniowych  odmów  typu:  „Próbowac  zawsze  warto!”  albo

„Przykro mi, Charlie”. Dan przyjrzal sie  naglówkowi  firmowemu.  Wygladal  na  autentyczny.  Przeczytal

list  jeszcze  raz  nadal  z  potwornie  trzesacymi  sie  rekoma  na  mysl,  ze  ktos  obcy  -  juz  nie  mówiac  o

kims tak slynnym w literackim swiecie jak Jani Price - czytal jego wiersz.

Im dluzej  o tym myslal,  tym bardziej  wydawalo  mu  sie  jasne,  ze  jedyna  osoba,  która  mogla

przeslac  ten  wiersz  do pisma,  to Vanessa.  Jakby  nie  dosc  juz  narobila  szkód.  Co  sobie  myslala,  do

cholery... nie, co jej, do cholery, odpieprzylo?

Rzucil  list  na  lózko  i  zdjal  brudna  koszulke.  Najpierw  wezmie  goracy  prysznic  i  wlozy  cos

czystego.

Wreszcie!

A  potem  wybierze  sie  prosto  do  Brooklynu  i  objedzie  Vanesse  z  góry  na  dól.  Jak  smie

pogwalcac  jego  prywatnosc,  wysylajac  jego  prace,  komu  zechce,  bez  pytania  go  o  zdanie?  Co  ona

sobie wyobraza, ze niby kim jest? Dobra wrózka z ogolona glowa i w glanach?

A moze zlosliwa Dobra Czarownica ze wschodu?

Ruby  w  koncu  odzyskala  zaginiona  kamere  cyfrowa  Sony.  Vanessa  siedziala  teraz  przy

komputerze,  przegrywala  z  niej  material  z  soplami  i  wklejala  go  do  nowego  filmu,  tuz  przed

kawalkiem  z golebiami  siedzacymi  w smieciarce.  Usunela  juz  fragment  z Nate'em  i  Jenny  w sniegu.

Postanowila  zapomniec  o  tym  i  skupic  sie  na  nowym  filmie.  Za  siedzacymi  golebiami  z  pekajacej

torby na smieci wystawala brudna, lysa glowa lalki bez jednego oka. Cos niesamowitego!

W  górnym  prawym  rogu  ekranu  komputera  pojawilo  sie  okienko  komunikatora  z  nowa

wiadomoscia. Vanessa kliknela na nie, majac nadzieje, ze to Dan. Moze dostal juz odpowiedz  z „New

Yorkera”  i  odezwal  sie,  zeby  jej  podziekowac,  poniewaz  postanowili  wydrukowac  jego  wiersz  i

wszystko jej wybaczyl. Ale to nie byl Dan.

KM10001: Jestes vanessa abrams, robisz filmy?

Lysakotka: moze

KM10001:  szukam  osoby,  która  nakrecila  tych  dwoje  dzieciaków  baraszkujacych  w  parku,  praca

kamery byla niewiarygodna.

Lysakotka: serio? kto tak mówi?

- 120 -

background image

KM10001: ken mogul, zrobilem Seahorse, moze widzialas, to jak rozmawiam z wlasciwa osoba?

Lysakotka: tak.

KM10001: super, wiec naprawde chcialbym z toba  pracowac,  koncze  wlasnie  film,  który zglaszam  do

Cannes,  jestes  zainteresowana?  Lysakotka:  wlasciwie  nadal  chodze  do  szkoly,  ale  jasne,  jestem

zainteresowana.

KM10001: super, mozemy sie gdzies spotkac? na przyklad dzisiaj? wlasnie jestem w nowym jorku.

Lysakotka: bede dzis krecila wieczorem w central parku kolo dziesiatej, moze tam?

KM10001: swietnie, chetnie popatrze, jak pracujesz, do zobaczenia.

Lysakotka: na ra

Vanessa  wrócila  do  pracy  nad  filmem,  wiedzac,  ze  najprawdopodobniej  osoba,  z  która

wlasnie rozmawiala, to ktos z szkolnych kolegów Nate'a. Pewnie teraz  wyrabywali  dziure  w lodzie  na

stawie w Central Parku, zeby ja wrzucic do lodowatej wody i  utopic  z powodu tego  linku,  który krazyl

po Internecie. A moze to naprawde byl Ken Mogul, rezyser kina niezaleznego, jeden  z jej  idoli?  Latwo

ja nabrac. Ale kto wie? Wszystko jest mozliwe.

tematy    ?    wstecz dalej    ?    wyslij pytanie    odpowiedz

Wszystkie nazwy miejsc, imiona i nazwisko oraz wydarzenia zostaly zmienione lub skrócone,  po to by

nie ucierpieli niewinni. Czyli ja.

hej, ludzie!

JAK ZAFUNDOWAC SOBIE NAJLEPSZEGO SYLWESTRA W ZYCIU

Dwie krótkie rady:

1) Trzymajcie sie mnie. Wiem, gdzie cos sie dzieje.

2) Calujcie  ludzi.  Dzis  o pólnocy  przychodzi  czas,  kiedy  jedyny  raz  w roku mozna  calowac  calkowicie

przypadkowe osoby i wcale sie z tego nie tlumaczyc. Wiec korzystajcie z okazji!

- 121 -

background image

Wasze e - maile

PDroga Plotkaro!

Dobra, zwykle nie zajmuje sie plotkami, ale mysle, ze powinnam to powiedziec,  skoro  nadal

siedze  tutaj  na  St.  Barts.  M,  ten  chlopak,  z  którym  krecila  B,  kojarzysz?  Po  tym  jak  B

wyjechala, zaczal spotykac sie z Francuzka, która uczy jazdy na  nartach  wodnych  i  spedzaja

razem mnóstwo czasu.

groszek

O: Drogi groszku!

Dzieki  za  informacje.  Przykro  mi,  ze  ugrzezlas  tam,  zamiast  byc  tutaj.  A  przy  okazji:

powinnas wiecej plotkowac. Od tego skóra nabiera blasku.

P

Na celowniku

A chodzi  na  spacery  z bokserem  wzdluz  Park  Avenue.  Najwyrazniej  wrócil  juz  z  St.  Barts,  chociaz  M

zostal.  Flow  dzis  z  samego  rana  wskakuje  do  samolotu  z  LA  do  Nowego  Jorku  na  lotnisko

Kennedy'ego.  Serio?  B wynurza  sie  z  pokoju,  zeby  kupic  super  -  mocny  lakier  do  wlosów  Frederica

Fekkaia  w drogerii  Zitomer  na  Madison.  Najpewniej  planuje  jakas  zwariowana  fryzure  na  dzisiejszy

wieczór.  Nie  moge  sie  doczekac,  zeby  ja  zobaczyc.  Nie  moge  sie  doczekac,  zeby  zobaczyc  was

wszystkich!

JEDYNA IMPREZA, NA KTÓRA WARTO ISC

Jezeli nie dostaliscie jeszcze czegos takiego, to lepiej od razu wyjezdzajcie z miasta:

Nie badz frajerem!

Przyjdz i swietuj Nowy Rok razem ze mna!

Motyw: szalona noc w raju.

Gdzie? Lodowy Zamek, West, Dziewietnasta.

Kiedy? Niedziela wieczór, ech... od 21.00 do...

Co zabrac? Siebie i swoich przyjaciól, tylu, ilu zmiesci sie do windy.

Do zobaczenia na miejscu!

- 122 -

background image

Serena

NASZE ZYCIE JEST LEPSZE OD FILMU

Gdyby  nasze  zycie  bylo  kiepskim  filmem  dla  nastolatków,  to  zaprosilibysmy  czlonków  komisji

rekrutacyjnych  z college'ów,  do których staramy  sie  dostac,  i  zadbalibysmy,  zeby  dobrze  sie  bawili  i

nas  przyjeli.  Ale  nasze  zycie  jest  lepsze  od  filmów,  wiec  nie  musimy  popadac  w  takie  skrajnosci,

prawda?

Nie moge sie doczekac, zeby zobaczyc, kogo pocaluje o pólnocy!

Wiem, ze mnie kochacie

plotkara

wielka ucieczka J

Jenny ogolila nogi, wydepilowala sie, wyregulowala brwi, zrobila peeling, nawilzyla cale cialo,

wypolerowala  paznokcie,  wymodelowala  wlosy  i  nalozyla  delikatny  makijaz  w  odcieniach  zlota  i

brazu zgodnie z tabela, która zostawila sobie z pisma „Allure”. Potem wlozyla stringi i te same czarne

aksamitne spodnie, która  miala  na  sobie  tamtego  specjalnego  dnia  w parku. Do  tego  obcisly  czarny

sweter w serek ze zlota nitka. Wygladal kwasiarsko na wieszaku, ale wspaniale na niej.

Przynajmniej zdaniem Jenny.

Jeszcze  turkusowy  wisiorek  od Nate'a  i  buty  w  szpic  na  wysokim  obcasie,  w  których  zle  sie

chodzilo,  ale  co  z tego?  O  szóstej  byla  gotowa.  Przez  ostatnie  dwie  i  pól  godziny  próbowala  dobrze

sie  bawic,  ogladajac  powtórki  Osbourne'ów  i  powoli  pochlaniajac  cala  torbe  chrupek  o  smaku

serowym. Przez caly czas trzymala komórke w kolorze blekitny metallic na  kolanach.  Dochodzilo  wpól

do ósmej, trwal sylwestrowy wieczór, a Nate jeszcze nie zadzwonil.

Jenny tak  byla  zajeta  przygotowaniami  i  czekaniem  na  telefon  Nate'a,  ze  nie  zauwazyla,  co

robi jej rodzina. Wylaczyla telewizor i ruszyla ciezko korytarzem.

Drzwi  do pokoju  Dana  byly  uchylone,  wiec  pchnela  je  mocniej.  Komputer  stal  wylaczony,  w

popielniczce nie bylo zapalonego papierosa.

- Dan! - zawolala, ale nikt jej nie odpowiedzial.

Zrobila w tyl zwrot i pobiegla do gabinetu ojca. Drzwi byly otwarte. Pusto.

- 123 -

background image

- Tato!

Znowu zadnej odpowiedzi.

Zwykle w sylwestra Rufus szedl ze swoimi  kumplami  na  calonocny  maraton  czytania  poezji  w

kafejce w Greenwich Village. Wygladalo na to, ze juz wyszedl.

Jenny przycisnela  kilka  klawiszy  na  komórce  i  telefon  natychmiast  wybral  numer  do  Nate'a.

Odezwala sie automatyczna sekretarka. Znowu.

- Jezeli próbujesz polaczyc sie z... - zaczal nagrany kobiecy glos.

- Nate'em - odezwal sie Nate.

- Prosze, nacisnij jeden i zostaw wiadomosc albo poczekaj na sygnal - dokonczyl kobiecy glos.

- To  znowu ja  -  zacwierkala  Jenny,  próbujac  mówic  radosnie.  -  Podejrzewam,  ze  ugrzezles  w

korku. Ja chyba po prostu pojade teraz na impreze do Sereny. Moze wezme  taksówke,  zeby  zatrzymac

sie kolo ciebie i sprawdzic, czy jestes. W kazdym razie mam nadzieje, ze spotkamy sie przed  pólnoca!

Dobra. Caluje. Czesc.

Rozlaczyla  sie  i  wrócila  do  swojego  pokoju  po  torbe  i  plaszcz.  Co  z  tego,  ze  oficjalnie  ma

szlaban? Rufus i Dan zostawili ja sama w domu.

Czego spodziewali sie po ksiezniczce, która zbyt dlugo siedziala zamknieta w wiezy?

Nate zastanawial sie, czy nie zaczekac z paleniem, dopóki  nie  dotrze  na  impreze,  bo wiedzial,

ze Blair woli. kiedy nie jest najarany. Ale dajcie spokój, w koncu to sylwester.

- Masz  -  powiedzial  Jeremy,  podajac  Nate'owi  ogromnego  skreta,  którego  wlasnie  przypalil.

Nate,  Jeremy  i  Anthony  skupili  sie  pod  pomnikiem  Gandhiego  przy  Union  Square.  Niedaleko  ktos

puscil Yesterday.

- Zaciagnij  sie  porzadnie  -  doradzil  Jeremy.  -  A potem  zbierajmy  sie  na  te  cholerna  impreze.

Tutaj mozna sobie tylek odmrozic.

Nate  wlozyl  skreta  w  usta,  zaciagnal  sie  i  zamknal  oczy.  Nie  ma  nic  lepszego  niz  porzadny

towar w mrozna noc. Podal skreta Charliemu, przytrzymujac dym w plucach chwile dluzej.

- A jesli impreza bedzie do bani? - zapytal Charlie, nim wzial dymka.

Nate przypomnial sobie, co Serena mówila o Blair zamykajacej  sie  w swoim  pokoju  przez  caly

tydzien,  zeby  pracowac  nad  podaniem  do Yale.  Zawsze  kiedy  Blair  spedzala  dluzszy  czas  na  nauce,

robila sie potem strasznie napalona.

- Gosciu - powiedzial, wydmuchujac  w powietrze  chmurke  dymu, tuz kolo  glowy  Gandhiego.  -

Uwierz mi, bedzie w porzo.

- 124 -

background image

N nadal nosi serce B w swoim rekawie

Zostaw  to  Serenie,  a  wywinduje  standard  kazdej  imprezy.  Wystarczyly  dwie  minuty  na

poddaszu w Chelsea, które wynajela na sylwestra, by zorientowac  sie,  ze  to zdecydowanie  najlepsza

impreza  w historii.  Pochodnie  tlily  sie  w  katach,  parkiet  do  tanca  by!  zrobiony  z  prawdziwej  trawy.

Barmani  nosili  slipki  robione  na  szydelku,  a  didzejem  byl  popularny  ostatnio  gosc  z  Islandii.  Na

jednym koncu  poddasza  znajdowaly  sie  trzy pokoje  z kanapami  z bialej  skóry  i  wannami,  gdyby  ktos

potrzebowal  prywatnosci  albo  po  prostu  chcial  sie  wykapac.  Z  olbrzymiego  tarasu  z  widokiem  na

miasto na wszystkie trzy strony mozna bylo ogladac fajerwerki.

Blair  od powrotu z St.  Barts  nie  spala  wiecej  niz  kilka  godzin  i  praktycznie  nie  wychodzila  z

domu.  Zyla  na  kawie  espresso,  adrenalinie,  papierosach  i  determinacji.  Jej  scenariusz  musi

zadzialac, czula to - dzieki niemu dostanie sie na Yale!

Ale nawet najwieksi pisarze potrzebuja przerwy.

Zjawila  sie  w  superminispódniczce  z  fioletowego  zamszu  od  Diora,  czarnej  satynowej

koszulce  od  Chloé  i  w  czarnych  kabaretkach.  Wlosy  zwiazala  na  samym  czubku  w  ekstrawysoki

konski ogon w stylu lat  szescdziesiatych.  Miala  sztuczne  rzesy  i  srebrna  szminke  na  ustach.  Do  tego

wlozyla  nowiutkie  botki  do  kostek  z  czarnego  zamszu  na  dziesieciocentymetrowych  szpilcach  od

Christiana  Louboutina,  które  ojciec  przyslal  jej  na  Gwiazdke  z  Francji.  Dolozyl  do  tego  kartke:

Wesolych  swiat,  misiaczku.  Uwaga:  nie  nos  ich  sama,  bez  opieki!  Ale  Blair  nie  posluchala  rady  -

przyszla w nich sama.

Nie  musiala  dlugo  szukac  Sereny.  Byla  jedyna  dziewczyna  z  rózowymi  pasemkami  we

wlosach,  która  tanczyla  boso  w  wiazanym  staniku  od  bikini  Missoni,  w  króciutkich  aksamitnych

czarnych  szortach  i  dlugich  kolczykach  z  diamentami.  Didzej  podkrecil  glosnosc.  Od  muzyki  sciany

drzaly.

- Cycki mnie bola! - wrzasnela Serena do Blair, nie przerywajac tanca.

- Mózg mnie boli! - odkrzyknela Blair.

Zanim  bedzie  chocby  mogla  pomyslec  o  tancu  czy  rozmowie  z  kimkolwiek,  potrzebowala

mocnego drinka.

Albo trzech.

- Dopiero co widzialam Nate'a! - krzyknela Serena, wskazujac gdzies w tlum. - Szukal cie!

- 125 -

background image

Jasne.

Blair  minela  Serene  i  przepchnela  sie  przez  tlum  do  baru.  Zasluzyla  sobie,  zeby  sie  upic.

Prawie skonczyla swój scenariusz - ma wszystko, prócz zakonczenia - i wiedziala niemal na pewno, ze

jest  niezly.  W  dodatku  byl  pieprzony  sylwester  i  jesli  Nate  chcial  z  nia  rozmawiac,  to  musiala

wczesniej wypic przynajmniej jednego drinka.

Kati i Isabel przy barze czekaly na swoje cosmo.

- Czesc, Blair! - zagruchaly zgodnym chórkiem.

Obie  mialy  na  sobie  dlugie  czarne  sukienki  bez  pleców,  dokladnie  takie,  jakie  Blair  i  Serena

mialy na balu Czern i Biel.

- Serena  mówila,  ze  pracujesz  nad  podaniem  do  Yale  -  powiedziala  Kati,  saczac  cosmo.  -  A

przeciez mamy jeszcze miesiac na zlozenie podan.

Blair spiorunowala wzrokiem barmana za to, ze tak dlugo kaze jej czekac.

- Po prostu chce, zeby bylo idealne.

- I na pewno bedzie - zapewnil ja znajomy glos.

Blair obrócila sie gwaltownie i  zobaczyla  Nate'a  -  swojego  mezczyzne  -  stojacego  tuz obok w

zielonym  kaszmirowym  swetrze  w  serek,  który  podarowala  mu  zeszlej  Wielkanocy.  Zanim  go

zapakowala, zaszyla w rekawie male zlote serduszko, zeby Nate zawsze je nosil. Zastanawiala  sie,  ze

czy serduszko nadal lam jest.

Kati  i  Isabel  zostawily  ich  samych.  Chylkiem  oddalily  sie  do  grupy  dziewczyn,  które  szeptaly

miedzy soba.

- Podobno stracila z Milesem na St. Bans - powiedziala Tina Ford.

- Dlatego  wrócila  wczesniej  -  dodala  Rain  Hoffstetter.  -  Zeby  wziac  od  ginekologa  pigulke

„dzien po”.

- Ktos widzial Flowa? - zapytala Kati.

- Serena obiecala, ze sie zjawi - westchnela Isabel.

Nicki Button pokrecila glowa z mina osoby wszystkowiedzacej.

- Slyszalam,  ze  Flow  zerwal  z  Serena,  poniewaz  nie  chce  juz  brac,  a  ona  jest  totalnie

uzalezniona.

- Wiec  gdzie  twój  przedszkolak?  -  zapytala  Blair,  wyciagajac  merita  ultralight  z  paczki  w

torebce i czekajac, az Nate jej zapali.

Nate usmiechnal sie szeroko. To dobry poczatek. Przynajmniej odezwala sie do niego.

- Zerwalismy - powiedzial po prostu.

Zerwali? Ciekawe kiedy...

- 126 -

background image

Barman  w koncu  zjawil  sie  w swoich  skapych  szydelkowych  slipkach  i  Nate  uderzyl  dlonia  w

bar.

- Ketel one z tonikiem oraz jack z cola i mnóstwem lodu - zamówil dla nich obojga.

Blair  uwielbiala  to,  ze  Nate  bez  pytania  wiedzial,  co  ona  chce,  ale  udawala,  ze  niczego  nie

zauwazyla. Palila papierosa i patrzyla, jak tanczacy uderzaja sie tylkami.

- Jak swieta? - zapytal Nate, ostroznie podajac jej zbyt pelny kieliszek wódki z tonikiem.

Nie najlepszy poczatek rozmowy.

Blair lyknela solidnie, a potem zaciagnela sie papierosem.

- Do dupy.

Nate widzial, ze nie chce o tym mówic.

- Niewazne - rzucil. - Juz za szesc miesiecy koniec szkoly.

Spojrzeli po sobie z przerazeniem.

- Szesc miesiecy - powtórzyla Blair, upijajac kolejny lyk.

- To zdecydowanie zbyt duzo - stwierdzil Nate, konczac za nia mysl.

Blair  prawie  pozwolila  sobie  na  usmiech.  To  kolejna  rzecz,  która  uwielbiala  w Nacie:  zawsze

dokladnie wiedzial, co ona mysli.

- To szalenstwo  -  ciagnal  Nate,  zachecony  drgnieniem  jej  ust.  -  W przyszlym  roku o tej  porze

bedziemy bawic sie z nowymi znajomymi, których  poznamy  w college'u.  Z  ludzmi,  o których istnieniu

jeszcze nie wiemy.

Blair  zagryzla  slomke,  patrzac,  jak  Serena  zderza  sie  tylkiem  z  dwoma  ciemnowlosymi

facetami  kolo  dwudziestki,  w  podobnych  granatowych  marynarskich  mundurach.  Ci  dwaj  wygladali

jak blizniacy.

- Kiedy dostane sie do Yale, nigdy nie wróce.

Nate usmiechnal sie. Uwielbial to. ze Blair zawsze zakladala, ze pójdzie do Yale.

- Bede w takim razie musial jezdzic do ciebie w odwiedziny.

Blair  czula,  ze  wódka  uderza  jej  do glowy.  Widziala,  ze  Nate  próbuje  rozmawiac  z  nia,  jakby

nigdy  nic  sie  nie  stalo,  jakby  nie  rzucil  jej  dla  jakiejs  gówniary  i  jakby  nie  unikali  sie  przez  kilka

tygodni - To bylo troche irytujace, ale tez wspaniale, jak ten kawalek  w jej  scenariuszu,  kiedy  Audrey

zdaje  sobie  sprawe,  ze  Colin  byt dla  niej  równie  okropny,  jak  ona  dla  niego,  i  postanawia  pokochac

go za to jeszcze bardziej. Blair wziela  gleboki  wdech  i  skonczyla  drinka.  Zapomniala,  jak  zielone  byly

oczy Nate'a.

Charlie Dren podszedl do nich i przybil z Nate'em piatke.

- Witaj w miescie, facet. Widzialem twój tylek w sieci. Niezla robota!

- 127 -

background image

Swietne wyczucie czasu.

- Dzieki.  -  Nate  próbowal  zachowac  spokój.  -  Do  zobaczenia  pózniej  -  dorzucil,  dajac

Charliemu do zrozumienia, ze nie chce teraz rozmawiac.

Charlie zniknal, a Blair wlozyla do ust nastepnego papierosa.

- Co on mial na mysli?

Nate wyjal  zapalniczke  Zippo  i  zapalil  jej  papierosa.  Skoro Blair  nie  slyszala  o stronie  z nim  i

Jenny, chociaz wszyscy o niej mówili, to zdecydowanie wolal, zeby tak zostalo.

- Nic - odpowiedzial.

Pukiel wlosów opadl mu na czolo i Blair odgarnela go. Usmiechneli sie do siebie.

Prawie jak za starych dobrych czasów.

Prawie.

A znajduje odmiane

Chwile po dziesiatej zaginiony przybrany brat Blair, Aaron, wysiadl z windy  w chmurze  dymu z

ziolowego  papierosa.  Mial  na  sobie  jedna  z  wielu  swoich  czarnych  koszulek  z  haslem  ZA-

LEGALIZOWAC  KONOPIEWyglada!  zaskakujaco  blado  jak  na  kogos,  kto  dopiero  co  spedzil  tydzien

na St. Baits.

W gestym tlumie pijacych, palacych oraz spoconych  tancerzy od razu  dostrzegl  Blair  i  Nate'a,

którzy rozmawiali przy barze, nie odrywajac od siebie  oczu.  Serce  zabilo  mu mocniej.  Blair  wygladala

calkiem inaczej niz na St. Barts. Jasniala.

Chcial podejsc, przeprosic ja i wyjasnic swoje idiotyczne zachowanie w willi, ale  potem wpadl

na  lepszy  pomysl.  To  byla  impreza,  wszyscy  mieli  sie  dobrze  bawic.  Moze  zaczekac  do  jutra,  jesli

Blair nie bedzie miala zbyt duzego kaca.

Serena  wysledzila  z  parkietu  dredy  Aarona.  Zblizyla  sie  tanecznym  krokiem,  potrzasajac

wlosami  z rózowymi  pasemkami, lsniac  pomalowanymi  na  srebrno  paznokciami  u nóg.  Zarzucila  mu

ramiona na szyje i przycisnela rozpalony policzek do jego ucha.

- Tak sie ciesze, ze przyszedles! - powiedziala, jakby naprawde tak uwazala.

- Ja tez - odparl z szerokim usmiechem i pomyslal, ze moze rzeczywiscie tak uwaza.

- Gdzie jest Miles? Nie przyszedl z toba?

Aaron pokrecil glowa.

- 128 -

background image

- Nadal siedzi na St. Barts. Chyba kogos poznal.

Serena zachichotala.

- O, serio?

Aaron schowal rece do kieszeni bojówek i zerknal w strone Blair i Nate'a.

Serena  podazyla  za  jego  wzrokiem.  Dlaczego  Aaron  zawsze  gapil  sie  na  Blair  z  takim

smutnym, strasznie smutnym wyrazem twarzy?

- Swietnie, ze znowu sa razem, nie? - Miala nadzieje, ze Aaron przytaknie.

Aaron kiwnal glowa. Nie mógl miec Blair, a teraz wydawala sie szczesliwa.

- Aha - powiedzial. - Racja.

Serena wziela go pod ramie i poprowadzila w strone parkietu.

- Chodz! - krzyknela. - Zatanczymy!

Pachniala drzewem sandalowym i paczula. Bez butów byla dokladnie takiego  samego  wzrostu

co  on.  Wow Ona  jest  naprawde  przesliczna!  -  zachwycil  sie,  gdy  Serena  uniosla  gibkie,  zlote

ramiona  nad  glowe  i  obrócila  sie,  sprawiajac,  ze  jej  wlosy  z rózowymi  pasemkami  rozsypaly  sie  we

wszystkie strony.

Moze  i  wygladal  nieco  blado,  gdy  sie  zjawil,  ale  chyba  komus  sie  kroi  naprawde  bardzo

szczesliwy Nowy Rok.

tylko w nowym jorku

Vanessa nie przepadala za idea calowania mnóstwa pijanych  ludzi,  których  zbytnio  nie  lubila,

i krzyczenia „Szczesliwego Nowego Roku!” Dla niej to byl prawdziwy koszmar. Zamiast isc na impreze

do  Sereny,  spakowala  sprzet,  ubrala  sie  cieplo  i  pojechala  metrem  do  Central  Parku.  Wszyscy  z

„towarzystwa” sa na przyjeciu Sereny, wiec moze warto zobaczyc, co robia pozostali? Na  dworze  bylo

minus  szesc  stopni  i  temperatura  ciagle  spadala.  Nie  mozna  chyba  znalezc  wiekszych  dziwaków  niz

ludzie,  którzy  biora  udzial  w  corocznym  biegu  o  pólnocy  po  zmarznietym  parku.  To  idealne

zakonczenie do jej filmowego wypracowania o Nowym Jorku.

Zaczela  filmowac  zawodników,  którzy zjawili  sie  na  starcie  przy  wejsciu  do  parku  w  poblizu

jeziorka  przy  Osiemdziesiatej  Dziewiatej.  Zaczal  padac  snieg  i  trudno  bylo  upilnowac,  zeby  nie

prószylo  do obiektywu  i  zeby  swiatlo  bylo  dobre,  ale  park  wygladal  pieknie  pod  cieniutka  powloka

swiezego  sniegu,  a  biegacze  byli  kompletnie  szurnieci.  To  bedzie  jeszcze  lepsze  od  glowy  lalki  w

- 129 -

background image

smieciarce.

- Czy  to  pana  pierwszy  bieg,  czy  biega  pan  tak  co  roku?  -  zapytala  Vanessa  wychudzonego

faceta ubranego tylko w spodenki z obcietych dzinsów  i  buty do kosza,  bez  skarpetek.  Zrobila  najazd

na jego chuda, zapadnieta klatke piersiowa, spodziewajac sie gesiej skórki.  Ale  facet  jej  nie  mial,  co

bylo przerazajace.

- Pierwszy raz?! -  wykrzyknal,  zaczesujac  siwe  wlosy  w kucyk i  szczerzac  do Vanessy  zólte  od

tytoniu zeby. - Czy ja wygladam na dziewice?

Fuj!

Vanessa cieszyla sie, ze chowa twarz za kamera.

- No dobra - powiedziala, wycofujac sie. - Powodzenia.

Wpadla  prosto  na  kobiete  okolo  siedemdziesiatki  w  plaszczu  i  nausznikach  z  norek  oraz  w

trampkach od Chanel. Prowadzila bialego pudla, tez w kurteczce z norek.

- Ej. a to kto?! - zawolala Vanessa, przykucajac kolo psa.

- Uwielbiamy  biegac  po  sniegu.  -  Starsza  pani  usmiechnela  sie  wesolo.  Pomarszczone  usta

miala  mocno  pomalowane  pomaranczowa  szminka.  Siwe  wlosy  upiela  we  francuski  kok,  a  na

policzkach  miala  pomaranczowy  róz.  -  Moje  dzieci  dorosly,  a  maz  pojechal  grac  do  Nicei,  wiec

Aniolek i ja postawilismy troche sie zabawic.

- Ja  tez  -  powiedziala  Vanessa,  chociaz  rzecz  jasna  nie  miala  dzieci,  meza  ani  nawet  psa.

Usmiechnela sie porozumiewawczo do kobiety. - Prawdziwy odjazd, nie?

Kobieta  wyjela  cos  z zielonej  torebki  od Hermesa  Kelly,  a  Vanessa  zrobila  zblizenie  na  male

gumowe buciki.

- Zeby  mu  sie  snieg  nie  zbieral  na  poduszkach  lap  -  wyjasnila  kobieta,  pochylajac  sie  i

zapinajac psu buly na rzepy.

- A jakie sa stylowe - dodala Vanessa.

Teraz  juz  wiedziala,  co  ludzie  maja  na  mysli,  kiedy  mówia  „tylko  w  Nowym  Jorku”.  Tylko  w

Nowym  Jorku  mozna  spotkac  kobiete  z  pudlem  -  oboje  w  norkach,  biegna  w  wyscigu  o  pólnocy  z

dziwakiem  w  krótkich  spodenkach.  Teraz  miala  juz  tytul  do  swojego  filmu:  Tylko  w  Nowym  Jorku.

Genialne, nawet jesli to tylko jej zdanie.

Aniolek juz w bulach biegal w kólko, popisujac sie.

- Dobry piesek! - zawolala Vanessa, powoli wodzac za nim kamera.

Tak  byla  oczarowana  pudlem,  ze  nawet  nie  zauwazyla  swojego  idola  Kena  Mogula,  który

usiadl na pobliskiej lawce i zaczal ja obserwowac.

- 130 -

background image

Dan  szukal  Vanessy  od  kilku  godzin.  Najpierw  pojechal  do  jej  mieszkania.  Czternascie  razy

zadzwonil dzwonkiem z dolu i wrzeszczal pod jej oknami, zanim  sie  poddal.  Potem zszedl  do Five  and

Dime,  speluny  w  Williamsburgu,  gdzie  grywala  kapela  Ruby,  SugarDaddy.  Ruby  byla  zajeta,  miala

próbe,  ale  powiedziala  Danowi,  ze  Vanessa  wspomniala  cos  o  filmowaniu  wariatów  w  parku  o

pólnocy.

Bardzo przydatna informacja. Jakby kazdy park w tym miescie nie byl pelny wariatów.

Najpierw  poszedl  do  parku  przy  Madison  Square,  gdzie  Vanessa  krecila  scene  z  Wojny  i

pokoju. Ale poza kilkoma ludzmi z psami i mezczyzna spiacym na lawce  z papierowa  torba  na  glowie,

w  parku  bylo  spokojnie.  Potem  zajrzal  do  parku  przy  Washington  Square,  gdzie  pelno  bylo

zbuntowanych  skate'ów  i  studentów,  którzy  odpalali  nielegalne  fajerwerki.  W  koncu  wrócil  do

centrum,  do  Central  Parku,  gdzie  wlóczyl  sie  bez  celu  i  przeklinal  Vanesse  za  to,  ze  nie  uznaje

komórek.  Okrazyl  jeziorko,  patrzac  na  plywajace  kry.  Zastanawial  sie,  gdzie  podzialy  sie  kaczki.  A

potem  zauwazyl  tlum  zbierajacy  sie  przy  wejsciu  od  Osiemdziesiatej  Dziewiatej.  A  przez  tlum,

zagadujac  ludzi  i  patrzac  na  nich  przez  kamere,  przepychala  sie  blada  dziewczyna  w  czarnym

plaszczu, czarnej czapce i czarnych glanach.

Dan  podszedl  do szerokich  stopni  prowadzacych  nad  jeziorko  i  usiadl  na  lawce  obok  faceta

kolo  trzydziestki,  piegowatego,  o  kreconych  rudych  wlosach,  który  mial  na  sobie  szara  narciarska

kurtke z kapturem  obszytym  filtrem,  wygladajaca  na  dosc  droga.  Facet  przysiadl  na  dloniach,  bo nie

mial rekawiczek, i najwyrazniej bacznie obserwowal Vanesse.

- Widzisz,  jak  lapie  ludzi,  zanim  do  nich  podejdzie  i  zagadnie?  -  zapytal  Dana  i  wskazal

Vanesse. - Jakby poznawala te czesc ich samych, której nawet oni nie znaja.

Dan kiwnal glowa. A wlasciwie kim, do cholery, byl ten facet?

- Cudownie  wtapia  sie  w tlo,  stoi  calkiem  nieruchomo  i  pozwala  robic  ludziom,  co  chca.  Jest

piekna.

Dan odwrócil sie i spiorunowal faceta wzrokiem. Mial ochote mu przywalic.

Facet wyciagnal dlon.

- Ej, jestem Ken Mogul, rezyser - przedstawil sie. - Tez siedzisz w biznesie filmowym?

Dan pokrecil glowa.

- Nie. - Jego oddech ulecial w powietrze w postaci bialego dymu. - Jestem poeta.

Obaj  patrzyli,  jak  Vanessa  pochyla  sie  nad  pudlem  w  kurtce  z  norek  i  manipuluje  przy

obiektywie.  Miala  tyle  wdzieku  za  kamera,  ze  trudno  bylo  uwierzyc,  by  nakrecony  material  wyko-

rzystala  do  czegos  zlego.  Pomyslal,  ze  moze  Jenny  ma  racje,  nie  wierzac  w  wine  Vanessy.  Moze

jakims cudem film po prostu wpadl w nieodpowiednie rece.

- 131 -

background image

- Publikowales juz cos? - zapytal go Ken Mogul.

- Jeszcze nie. - Dan usmiechnal sie do siebie. - Ale w przyszlym  miesiacu  mój wiersz  bedzie  w

„New Yorkerze” - dodal z duma.

ona nie chce tego, co ma

Dochodzila prawie jedenasta, gdy Jenny zjawila sie na imprezie u Sereny. Jej zbyt  przyjacielski

taksówkarz utknal w korku przy Times Square - kazdy wie, ze trzeba unikac tego  miejsca  w sylwestra,

bo  roi  sie  od  zalanych  turystów  i  robi  sie  tam  kompletny  koszmar.  Wiec  Jenny  wysiadla  i  poszla

piechota.  Czula  sie  taka  dojrzala  i  wyluzowana,  sama  w  nocy,  w  miescie  -  szla  na  impreze,  zeby

wreszcie zobaczyc swojego chlopaka, milosc swojego zycia.

Kiedy  wysiadla  z  windy  na  poddaszu,  rozpiela  plaszcz  i  podala  go  szatniarce.  Jej  ogromne

piersi wyskoczyly w czarno - zlotym sweterku wprost do pokoju.

Kilku chlopaków natychmiast rozpoznalo drobna brunetke o kreconych wlosach z linku w sieci,

który okazal sie hitem tych ferii. Przerwali zabawe i zaczeli bic brawo.

- Ej,  chodz  tu  i  pokaz  mi  swoje  stringi!  -  krzyknal  pijacko  którys  chlopak  w  staroswieckim

cylindrze.

- Chcesz wskoczyc do mojego plaszcza?! - wrzasnal inny.

Jenny zamarla  w drzwiach,  scisnela  torebke  i  czula  sie  dokladnie  jak  Klara,  kiedy  otoczyly  ja

zle myszy. Desperacko zaczela rozgladac sie za Nate'em.

Gdzie, och, gdzie jest jej Ksiaze?

Na  drugim  koncu  pomieszczenia  przy  barze  stal  chlopak  o  falujacych  zlocistobrazowych

wlosach z dziewczyna o ciemnych wlosach siegajacych do polowy  pleców.  Rozmawiali,  patrzac  sobie

w oczy  i  stojac  tak  blisko,  ze  równie  dobrze  mogliby  sie  calowac.  Jakby  zapomnieli,  ze  na  imprezie

jest mnóstwo ludzi, zbyt byli pochlonieci swoja miloscia.

Chlopcy  nadal  klaskali  i  pokrzykiwali  na  Jenny,  kiedy  zlotowlosy  chlopak  i  ciemnowlosa

dziewczyna odwrócili sie w jej strone.

Jenny natychmiast zrozumiala.

Nate nie byl w niej zakochany,  bo nigdy  nie  przestal  kochac  Blair.  A poniewaz  oklamywal  ja  i

udawal,  ze  jest  zakochany,  nie  okazal  sie  nawet  przyzwoitym  chlopakiem,  choc  za  takiego  mieli  go

Vanessa i Dan. Nate nie byl jej Ksieciem, tylko jeszcze jedna zla mysza.

- 132 -

background image

- Nate! -  jeknela;  glos  uwiazl  jej  w gardle.  Chybotliwym  krokiem  podeszla  do baru,  szarpnela

turkusowy wisiorek i cisnela nim w Nate'a z calej sily.

- Jennifer, przepraszam... - Nate zaczal sie jakac,  ale  w jego  oczach  nie  bylo  zalu,  a  Jenny  nie

chciala sluchac. Blair spiorunowala ja wzrokiem, lecz to tez jej nie przeszkadzalo.

- Pieprz sie - szepnela.

Gorace  lzy  plynely  jej  po  policzkach.  Odwrócila  sie.  zeby  znalezc  lazienke,  gdzie  moglaby

przemyc twarz zimna woda i potem wyjsc z imprezy z godnoscia.

Nate  pochylil  sie  i  schowal  wisiorek  do  kieszeni.  Wygladal  na  zmeczonego  i  byl  taki

niezdarny.  Blair  wlozyla  do  ust  kolejnego  papierosa  i  potarla  zapalka  o  draske.  Pocierala  tak  kilka

razy bez skutku, az w koncu odrzucila zapalke z pelnym irytacji westchnieniem.

Nate otworzyl zapalniczke i podal jej ogien, ale Blair go zignorowala.

- Co jest? - zapytal, chociaz dobrze wiedzial.

Blair zmruzyla oczy. W ustach nadal trzymala niezapalonego papierosa. Nie byl  jej  mezczyzna.

To tylko jej eks. A na swiecie czeka tyle obiecujacych mlodych gwiazd - czego ona od niego chciala?

- Jestes kolejnym powodem, dla którego nie moge doczekac sie wyjazdu do college'u.

- Chcialem tylko dac ci ogien - odparl Nate slabo.

- Dobra.

Zapalil jej papierosa. Blair zaciagnela sie mocno. Wydmuchnela dym prosto w jego twarz.

- A teraz odpieprz sie.

Nate zmarszczyl brwi. Zamknal zapalniczke,  gaszac  plomien.  Blair  zawsze  przesadzala.  Ludzie

wokól zaczeli odliczac: Dziesiec! Dziewiec! Osiem!

- Blair?  -  Nate  zrobil  krok.  Musieli  tylko  pocalowac  sie  i  wszystko  wróci  do  normy.  Jak  za

starych dobrych czasów.

Ale Blair juz zniknela, rzucajac zapalonego papierosa Nate'owi na stopy. Ciemny kucyk kolysal

sie miedzy jej lopatkami, gdy ruszyla w strone przesuwanych szklanych drzwi  prowadzacych  na  taras.

Dochodzila pólnoc i miala lepsze rzeczy do roboty niz calowanie kolejnego frajera.

S dostaje serenade

Serena  tanczyla  tak  ostro,  ze  czula  sie,  jakby  przebiegla  maraton.  W ustach  jej  zaschlo,  nogi

- 133 -

background image

ja bolaly, a rece opadly bezwladnie. Ktos wyplul drinka prosto  w jej  wlosy,  ale  miala  to gdzies.  Obok

jej  tylka  kolysal  sie  zgrabny  tyleczek,  ubrany  w  zielone  wojskowe  spodnie,  który  nalezal  do  bardzo

milusiego chlopaka z krótkimi ciemnymi dredami.

- Siedem! Szesc! Piec!

Aaron zlapal Serene za reke.

- Chodzmy na taras! - wrzasnal, ciagnac ja w strone szklanych drzwi.

- Serena! - ktos krzyknal, zatrzymujac ich w pól kroku.

Serena sie odwrócila W jej  niebieskich  oczach  malowalo  sie  niedowierzanie.  Flow!  Wysiadl  z

windy  w  zamszowym  jasnobrazowym  plaszczu  i  niósl  futeral  na  gitare.  Oczy  mial  podkrazone,

krecone  ciemne  wlosy  z  jednej  strony  troche  mu  oklaply  po  dlugim  locie  z  LA,  ale  nadal  wyglada!

przeslicznie. Dziewczyny na imprezie zamarly i zaczely sie gapic. Podobnie wiekszosc facetów.

- Czesc. - Serena usmiechnela sie z zaklopotaniem.

Flow oddychal  nia  jak  swiezym  powietrzem.  W bikini,  skapych szortach  i  boso  wygladala  jak

bogini z jego najdzikszych snów. Przykleknal i otworzyl futeral.

- Po drodze napisalem piosenke dla ciebie.

Serena  puscila  dlon  Aarona  i  splotla  rece  na  piersi.  Nie  chciala  byc  niegrzeczna,  ale  kiedy  w

koncu Flow sobie odpusci i wróci do domu?

Aaron zgarbil sie obok niej i schowal rece  do kieszeni.  Chetnie  poslucha  Flowa.  Tak  samo  jak

pozostali goscie.

- Nazywa  sie  Moja  slodka  dziewczyna  -  mruknal  cicho  Flow.  Przewiesil  sobie  gitare  przez

ramie, zacisnal powieki i zaczal spiewac.

Skradlas mi serce, a ja za to place.

Zostawilas bez niczego, a ja grunt trace.

Moja milosc jest slodka, w twych dloniach sie stopila,

Gdybys jej spróbowala, nigdy bys nie zwatpila.

Fuj! Ale pamietajcie, on byl naprawde przystojny.

To  pewnie  najgorsza  piosenka,  jaka  kiedykolwiek  powstala,  ale  goscie  nadal  tloczyli  sie

wokól,  oczarowani  muzyka  i  uroda  Flowa.  Wszystkie  dziewczyny  mialy  nadzieje,  ze  je  zauwazy  i  za-

improwizuje piosenke dla nich, faceci mysleli, ze gdyby  pokrecili  sie  z Flowem,  to na  pewno  tej  nocy

by im sie poszczescilo.

Serene  kusilo,  by wrzucic  dolara  do futeralu  gitary,  ale  wystarczy,  ze  zlamala  Flowowi  serce,

- 134 -

background image

nie musiala go jeszcze upokarzac.

- Chodz - szepnela do Aarona, wycofujac sie z tlumu i szarpiac go za reke. - Wyjdzmy na taras.

Blair  nic  byla  zaskoczona,  gdy  Chuck  Bass  znalazl  ja  na  tarasie.  Zajadala  ze  zloscia  oliwki,

palila papierosy, popijala veuve clicquot  i  odmrazala  sobie  tylek.  Wlasnie  dochodzila  pólnoc  i  Chuck

szukal kogos, kto zrobi mu usta - usta, gdy zaczna strzelac fajerwerki.

- Szczesliwego Nowego  Roku!  -  Podszedl  do Blair  i  pocalowal  ja  w usta.  Miala  w buzi  pestke

od oliwki, ale jemu to nie przeszkadzalo.

Blair wyplula pestke na ziemie.

- Oby byl taki.

Chuck powoli zjechal dlonia z jej pleców na pupe.

- Wiesz, jak najlepiej swietowac Nowy Rok?

Odsunela  sie  i  wskazala  przez  szklane  drzwi  na  Kati  i  Isabel,  które  staly  na  malym  stoliku  i

odliczaly sekundy do pólnocy.

- Te dwie zawsze na ciebie  lecialy  -  stwierdzila,  próbujac  zachowac  powage.  -  Jezeli  chcesz  z

kims swietowac Nowy Rok, to czemu nie z nimi?

Chuck usmiechnal sie szeroko.

- Serio?

Kiwnela glowa.

- Smialo. Ja... - Ale nim skonczyla zdanie. Chuck juz wpadl do srodka i objal obie dziewczyny.

- Cztery! Trzy! Dwa!

V i D maja wlasne przedstawienie

Mróz  byl  spory.  Za  kwadrans  pólnoc  zawodnicy  ruszyli  powoli  trasa  wokól  parku.  Vanessa

biegla  obok  nich  z  kamera,  próbujac  uchwycic  mieszanine  determinacji,  bólu  i  uniesienia  na  ich

twarzach. Koniec starego roku i poczatek nowego - moze to nawet poczatek nowej ery!

Biegli  powoli  i  nadazala  za  nimi  bez  trudu,  ale  zostawila  torbe  ze  sprzetem  w  sniegu  i

obcieraly ja buty, wiec postanowila wrócic do mety, zeby zlapac zawodników na finiszu.

Dan i Ken Mogul nadal czekali na lawce.

- Nominowano  mnie  kilka  razy  -  mówil  Ken  -  ale  nigdy  zadnej  nagrody  nie  zdobylem.  Moze

- 135 -

background image

praca z Vanessa to zmieni. - Prowadzil swój monolog od chwili, gdy Dan usiadl obok niego.

Danowi to nie  przeszkadzalo.  Siedzial  z otwartym  notatnikiem na  kolanach  i  wpatrywal  sie  w

poswiate wokól latarni rozpraszajaca sie w sniegu.  Szukal  wlasciwych  slów,  aby  opisac  platki  lecace

w swietle tak wolno, ze chyba wcale nie spadaly na ziemie.

Nagle w kregu swiatla pojawila sie Vanessa z policzkami  zarózowionymi  od biegu.  Jej  wielkie

brazowe  oczy  blyszczaly.  Usmiechnela  sie,  patrzac  na  smieszny  obrazek:  Dan  z  jakims  starszym

gosciem  w  eleganckiej  kurtce  narciarskiej  siedza  razem  na  lawce  z  kilkucentymetrowa  warstwa

swiezego  sniegu  na  ramionach.  Ujmujace  oczy  Dana  spojrzaly  na  nia  spod  bialej  welnianej  czapki.

Nie wygladal na wscieklego. Boze, jak sie cieszyla, ze go widzi!

- Jak dlugo tu siedzisz?

Facet w kurtce wstal.

- Dosc dlugo, by sie przekonac, ze zdecydowanie jestes swietnym filmowcem.

Vanessa  znowu  sie  rozesmiala.  Ten  facet  jest  prawdziwy?  Podszedl  do  niej  i  podal  jej

wizytówke. Ken Mogul, rezyser filmowy - tyle bylo napisane.

- Jade do Brazylii, zeby nakrecic pare zdjec do dokumentu o prostytutkach w Rio - mówil  dalej.

- Mam nadzieje, ze zadzwonisz do mnie. Moze razem cos zrobimy.

Vanessa  podeszla  do torby ze  sprzetem  i  wrzucila  do srodka  kamere.  Podziwiala  prace  Kena

Mogula,  ale  nie  byla  pewna,  czy  chce  pracowac  razem  z  kims,  chocby  nie  wiadomo  jak  dobrym.

Chciala pracowac sama.

- Zadzwonisz do mnie? - dopytywal sie Ken.

- Przepraszam... - odezwal sie cicho Dan za ich plecami.

Ken odwrócil sie.

- Ten chlopak czekal na ciebie tak dlugo jak ja. A kim wlasciwie pan jest?

Dan wstal z lawki, zrzucajac notatnik w snieg. Podszedl do Vanessy i ja objal.

- Jej chlopakiem - powiedzial Kenowi Mogulowi przez ramie.

Potem  pocalowal  ja  mocno,  bojac  sie,  ze  jesli  zrobi  to  zbyt  delikatnie,  to  Vanessa  go

zlekcewazy. Byl jej chlopakiem, do cholery! Byl na nia wsciekly, byl z niej  dumny i  dumny z siebie,  ze

ja calowal i skonczyl z tym zamieszaniem raz na zawsze.

Vanessa  odpowiedziala  równie  namietnym  pocalunkiem.  Pieprzyc  Kena  Mogula,  rezyserii.

Robila film o niebo lepszy  od lych,  co  krecil  Ken  Mogul.  I  nic  miala  ochoty  rozmawiac  teraz  o swojej

karierze. Byla zbyt zajeta calowaniem Dana.

Nad ich glowami rozblysly fajerwerki. Taki banal zniszczylby  kazdy  film  czy  wiersz,  ale  to bylo

o niebo lepsze od filmu i o niebo lepsze od wierszy. To sie dzialo naprawde.

- 136 -

background image

J olewa slynna gwiazde rocka

Przy ostatniej  nucie  piosenki  Flow  otworzyl  oczy  i  zobaczyl,  ze  Serena  zniknela.  Zegar  wybil

pólnoc,  wszyscy  zaczeli  sie  calowac,  dmuchac  w  papierowe  trabki,  kompletnie  go  ignorujac,  co

przydarzylo mu sie pierwszy raz w zyciu.

Kilka  osób  wrzucilo  dla  zabawy  pare  setek  do futeralu  gitary. Cisnal  je  na  podloge,  a  potem

schowal gitare i zatrzasnal futeral. Zlapal winde w chwili, gdy drzwi juz sie  zamykaly.  Wcisnal  futeral

miedzy zsuwajace sie skrzydla i poczekal, az znowu sie otworza.

Niska  dziewczyna  o  kreconych  wlosach  i  wyjatkowo  duzych  piersiach  opierala  sie  o  sciane

windy.

- Czesc. - Flow rzucil jej swój slynny chlopiecy usmiech.

Dziewczyna nie odpowiedziala nic. Chyba plakala.

- Jedziesz do centrum? - zapytal. - Mam samochód. Moze postawic ci drinka?

Jenny nie odrywala wzroku od podlogi. Flow, Nate, oni wszyscy sa tacy sami. Tylko dlatego, ze

jest slynny, nie znaczy, ze musi z nim rozmawiac, nie?

Nie, z pewnoscia nie musi.

Drzwi windy sie otworzyly.

- Spadaj - powiedziala Jenny.

Przeszla przez obrotowe drzwi i rozejrzala sie za  taksówka.  Zaczal  sie  Nowy Rok  i  cale  miasto

bylo  jednym  wielkim  przyjeciem,  ale  Jenny  jechala  do  domu,  zeby  choc  raz  posluchac  rady  ojca  i

polozyc sie do lózka z dobra ksiazka.

Gdy  tylko  Serena  i  Aaron  wyszli  na  taras,  wokól  nich  na  niebie  rozblysly  fajerwerki.  Bylo

potwornie  zimno  i  raptem  kilka  osób  wyszlo  na  taras.  Reszta  zostala  w  srodku,  oblewala  sie

szampanem i tanczyla jak szalona, bo didzej podkrecil muzyke jeszcze glosniej.

Patrzac  na  psychodeliczny  krajobraz,  Serena  znowu  to  poczula  -  uwielbiala  to  uczucie.  Nie

byla  pewna,  co  stanie  sie  w  przyszlosci,  ale  wiedziala,  ze  to  bedzie  cos  dobrego.  Moze  nawet  cos

najlepszego.

- Patrz!  -  Wskazala  wielka  blekitna  fontanne  iskier,  która  smignela  po niebie  i  wybuchla  nad

ich glowami drobnymi kaskadami, dokladnie nad East River.

- 137 -

background image

Aaron zapalil ziolowego papierosa. Mial na sobie tylko koszulke, ale nie bylo mu zimno.

- Nigdy nie przepadalem za sztucznymi ogniami -  powiedzial,  wydmuchujac  dym. -  Uwazalem,

ze sa glosne, szkodliwe dla srodowiska i ze to tylko wyrzucanie pieniedzy.

- Ale teraz ci sie podobaja, prawda? - zapytala  Serena.  Pozyczyla  sobie  z krzesla  czyjs  kozuch,

lecz nadal byla boso.

Aaron kiwnal glowa.

- Uwielbiam je.

- Ja tez - westchnela. Drzala i nie byla pewna,  czy  z zimna,  czy  dlatego,  ze  za  chwile  mieli  sie

pocalowac.

Aaron wzial ja za reke.

- Nie marzniesz? - Nie.

Kaciki jego ust delikatnie sie uniosly.

- Nie calujmy sie, dopóki nie skoncza sie fajerwerki, dobrze?

- Dobrze - zgodzila sie zaskoczona Serena. Najbardziej lubila niespodzianki. Nad  Times  Square

zaczela sie nastepna fala sztucznych ogni. - Chociaz moze nie wytrzymam takiego czekania.

Teraz,  kiedy  koliber  znalazl  kwiat,  przy którym chcial  sie  chwile  pokrecic,  nie  mógl  doczekac

sie, zeby wyladowac.

- Dlaczego  nie  pocalujecie  sie  juz  teraz?  Potem mozecie  pocalowac  sie  znowu  -  powiedziala

dziewczyna za ich plecami.

To byla  Blair.  Stala  ze  dwa  metry od nich,  opatulona  w  blekitny  plaszcz  od  Marca  Jacobsa  i

mimo to drzaca z zimna.

- Szczesliwego Nowego Roku! - Podeszla i pocalowala Aarona w policzek.

Aaron objal ja. Normalnie, jak brat.

- Szczesliwego Nowego Roku, siostrzyczko.

Blair objela Serene.

- Szczesliwego  Nowego  Roku!  -  pisnely  dziewczyny,  sciskajac  sie  jak  szalone.  Jeszcze

niedawno mialy ochote sie pozabijac. Teraz nie wiedzialy, co by bez siebie zrobily.

- No, mozecie juz sie pocalowac - powiedziala Blair.

Zostawila  ich,  zeby  zdecydowali,  czy  calowac  sie  teraz,  czy  nie.  Poszla  na  koniec  tarasu  i

spojrzala  na  rzeke  Hudson  oraz  przystan.  Patrzyla,  jak  sztuczne  ognie  rozblyskuja  nad  Statua

Wolnosci i tona w ciemnej wodzie.

Przedostatnia  scena  jej  scenariusza  konczyla  sie  pocalunkiem.  Teraz  musiala  dopisac  tylko

final, zakonczenie.

- 138 -

background image

Nie bedzie prawdziwego  konca,  pomyslala.  Zadnego  zamkniecia.  Najlepsze  historie  nigdy  sie

nie koncza. Moze po prostu przeskoczy na  nastepny  poranek.  Audrey  wymieni  kilka  zabawnych  uwag

z  facetem  w  delikatesach,  u  którego  kupi  sobie  kawe.  Potem  rozesmieje  sie,  wyjdzie  na  ulice  i

zostawi wszystkich w niepewnosci.

tematy    ?    wstecz dalej    ?    wyslij pytanie    odpowiedz

Wszystkie nazwy miejsc, imiona i nazwisko oraz wydarzenia zostaly zmienione lub skrócone,  po to by

nie ucierpieli niewinni. Czyli ja.

hej, ludzie!

Dobra,  wiec  zdecydowanie  spelnila  sie  moja  prosba  o sylwestra,  który zmieni  moje  zycie.  Mysle,  ze

spelnila  sie  wszystkim,  którzy  przyszli  na  te  szalona,  niewiarygodna  impreze.  No  bo  kto  z  was

uwierzylby, ze Flow naprawde sie zjawi? Tym gorzej dla niego, bo impreza  rozkrecila  sie,  dopiero  gdy

wyszedl.

Wasze e - maile

P: Hej, P!

Slyszalem,  ze  cala  ta  impreza  byla  za  kase  z  narkotyków  rozprowadzanych  przez  S.  Nie

poszedlem tam, ale jak inaczej sciagnelaby takiego didzeja?

pólswiatek

O: Drogi pólswiatku!

S ma  dosc  kasy,  zeby  nie  potrzebowac  forsy  z narkotyków  na  urzadzenie  takiej  odjazdowej

imprezy. A skoro tam nie byles, po co w ogóle sie odzywasz?

P

P: Droga P!

- 139 -

background image

Chyba tanczylem z toba na sylwestrze. Masz dlugie blond wlosy i wspaniale cialo?

CliffS

O: O: Czesc, CliffS!

Moze. Tylko tyle powiem.

P

Na celowniku

O swicie w Nowym Roku: C spi z K i I w ramionach  na  sofie  w holu  hotelu  Tribeca  Star.  Chyba  nawet

nie  dotarli  do apartamentu  jego  rodziny.  N przypala  fajke  z przyjaciólmi  w parku  przy Union  Square.

Najlepiej skonczyc wieczór tak samo, jak sie go zaczelo. V i D trzymaja sie za rece w ksiegarni Strand.

Tylko  tych  dwoje  moze sie  napalac  w takim  miejscu.  S i  A jedza  sniadanie  we  Florencie.  Wygladaja

na  zmeczonych,  ale  szczesliwych.   kupuje  kawe  w  delikatesach  przy  Madison  Avenue  i  wraca

pospiesznie  do  siebie.   puszcza  z  dymem  obrazy  w  metalowym  koszu  na  smieci  przy  West  End

Avenue  i  próbuje  nauczyc  sie  palic  papierosy.  Teraz,  gdy  jest  kobieta  zdeprawowana,  musi  sie

odpowiednio prezentowac.

PYTANIA BEZ ODPOWIEDZI

Czy B w koncu straci? A jesli tak, to z kim?

Czy N odzyska twarz? (Chociaz i tak bedziemy go kochac, nawet jesli mu sie nie uda).

Czy S ustatkuje sie i wytrzyma z A dluzej niz jeden dzien?

Czy D bedzie gotów zrobic to z V teraz, kiedy jest publikujacym poeta?

Czy J znajdzie prawdziwa milosc?

Czy ktokolwiek z nas wyleczy sie z kaca dosc wczesnie, zeby skonczyc pisanie podan do college'ów?

A co wazniejsze - czy ktokolwiek z nas gdzies sie dostanie?

Nie  zebym  sie  bardzo  martwila.  Nastepny  semestr  to  impreza  za  impreza  i  mam  zamiar  dobrze  sie

bawic.

Do nastepnego razu.

Wiem, ze mnie kochacie

plotkara

- 140 -