background image
background image

Diana Palmer

Gotowa na wszystko

Tłumaczenie:

Wanda

 Jaworska

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Na

  trawie  osiadły  kropelki  rosy  i  sprawiły,  że  rozległa  łąka  lśniła  w  porannym  blasku  słońca

wyłaniającego  się  zza  odległej  linii  horyzontu.  Zielone  łany  lekko  falowały  pod  wpływem

wrześniowego  wietrzyka,  a  obłoki  wiszące  na  błękitnym  niebie  zabarwiły  się  na  różowo

i  bursztynowo.  Rozglądając  się  po  znajomej  okolicy,  Kathryn  Mary  Kilpatrick  potrząsnęła  długimi

czarnymi włosami i głośno się roześmiała, dając wyraz przepełniającej ją radości. W ekskluzywnej

szkole dla dziewcząt, z której właśnie wróciła, sporo się nauczyła, nabrała dobrych manier i gracji

modelki, ale nie straciła żywiołowości. W panującej wokół ciszy śmiech zabrzmiał nadspodziewanie

głośno  i  spłoszył  konia,  na  którym  jechała.  Promyk,  jej  ukochany  kasztanek,  rzucił  łbem  i  uderzył

kopytami o ziemię, natychmiast więc pogłaskała go po bujnej grzywie, mówiąc łagodnie:

– Wszystko w porządku, mały.

Promyk, którego

 jeszcze

 jako źrebaka Kathryn dostała na szesnaste urodziny od Blake’a, uspokoił

się  pod  wpływem  znajomej  pieszczoty.  Chociaż  przybyło  mu  pięć  lat,  pozostał  płochliwy  jak

młodzik.

Jak

  dobrze  znowu  być  w  Greyoaks,  pomyślała  Kathryn.  Rozległa  posiadłość  Hamiltonów

w Karolinie Południowej stała się jej domem wtedy, gdy ta rodzina ją przygarnęła. Choć nie były to

jej  rodzinne  strony,  pokochała  je  jak  swoje,  i  nic  nie  było  w  stanie  tego  zmienić.  Zielone  wzgórza

i las piniowy, który je porastał, rozległe łąki, wysokie niebo, szeroka przestrzeń – to było jej miejsce

na ziemi.

Nagłe

  poruszenie

  za  kępą  sosen  wyrwało  Kathryn  z  zadumy  i  przyciągnęło  jej  uwagę.  Z  wolna

skierowała Promyka w tamtą stronę i zatrzymała konia na widok Phillipa Hamiltona, który zbliżał się

na  czystej  krwi  wierzchowcu  arabskim  o  czarnej  i  błyszczącej  sierści.  Natychmiast  pomyślała,  że

gdyby Blake przyłapał młodszego brata na dosiadaniu jednego z jego niesłychanie cennych ogierów,

wybuchłaby awantura. Na szczęście dla Phillipa Blake przebywał służbowo w Europie.

– Cześć! – zawołał Phillip, po czym podjechał i zatrzymał konia.

Niecierpliwym

 gestem dłoni odgarnął z czoła brązowe kosmyki. W jego piwnych oczach rozbłysły

figlarne ogniki, gdy przesunął spojrzenie po Kathryn, prezentującej się bardzo szykownie w stroju do

konnej jazdy.

– Nie

 nosisz kasku? – zdziwił się, poważniejąc.

–  Daj  spokój.  –  Kathryn  wydęła  pełne  wargi  i  dodała:  –  To  krótka  przejażdżka,  a  poza  tym  nie

lubię żadnych nakryć głowy, a co

 dopiero twardego kasku.

– Jeden upadek i po

 tobie – ostrzegł Phillip.

background image

– Mówisz

 jak

 Blake!

– Szkoda, że go nie ma – dodał, uśmiechając się na widok buntowniczej miny Kathryn – ale pod

koniec tygodnia wróci i zdąży na przyjęcie u Barringtonów.

– Blake

 nie cierpi przyjęć – przypomniała mu Kathryn. – Za mną też, na ogół, nie przepada.

– To nieprawda! – obruszył się Phillip. – Czasem wyprowadzasz go z równowagi, i tyle. Bardzo

dobrze pamiętam czasy, kiedy wręcz uwielbiałaś mojego starszego brata.

Kathryn

  odwróciła  głowę,  spoglądając  na  stado  rasowych  arabów,  które  pasło  się  na  odległej,

bujnej łące. Czarna sierść lśniła w słońcu tak, jakby natarto ją olejem.

– Był

 dla

 mnie miły po śmierci mojej matki – przyznała.

–  Troszczył  się  o  ciebie  i  w  dalszym

  ciągu  twój  los  leży  mu  na  sercu.  Zresztą  całej  rodzinie  na

tobie zależy – oznajmił Phillip.

Kathryn

 posłała mu ciepły uśmiech i lekko dotknęła jego ramienia.

–  Mam  świadomość,  że  wydaję  się  być  niewdzięcznicą,  ale  w  rzeczywistości

  tak

  nie  jest.

Wzięliście  mnie  do  siebie,  zaakceptowaliście,  wychowaliście,  wreszcie  wykształciliście…  Jak

mogłabym tego nie doceniać?

– Blake zanadto nie zabiegał o twój

 wyjazd

 do szkoły – stwierdził Phillip.

– Odniosłam

 takie

 wrażenie – przyznała Kathryn.

– To

 on nalegał, żebyś już zakończyła naukę.

– Wiem, i jestem o to na niego wściekła. Marzyłam o studiowaniu

 politologii na uniwersytecie.

– Blake przywiązuje wagę do właściwej obsługi i zjednywania klientów – przypomniał Phillip –

i z tego powodu woli mieć w domu

 asystentkę niż politolożkę.

–  Cóż…  –  Kathryn  wzruszyła  ramionami.  –  Nie  zostanę  tu  wiecznie,  kiedyś  wyruszę  w  świat,

któregoś  dnia  wyjdę  za  mąż.  Wiem,  jak  dużo  zawdzięczam  Hamiltonom,  nie  zamierzam  jednak

spędzić całego życia jako asystentka Blake’a. Poza tym przypuszczam, że w przyszłości ożeni się i to

żona będzie mu pomagać w interesach. Naturalnie, pod

 warunkiem że znajdzie dostatecznie odważną

kandydatkę – dodała kąśliwie.

–  Chyba

  żartujesz.  Kobiety  ciągną  do  niego  jak  pszczoły  do  miodu.  Blake  może  mieć  każdą

przedstawicielkę płci pięknej, jakiej zapragnie – zauważył Phillip.

–  Dlatego  że  jest  zamożny  –  stwierdziła  Kathryn.  –  Z  całą  pewnością

  nie

  przyciąga  ich  jego

niepowtarzalny, specyficzny charakter.

– Masz do niego żal, bo nie pozwolił ci wyjechać na weekend z Jackiem

 Harrisem – orzekł Phillip.

Kathryn, zła

 na

 siebie, że nie zapanowała nad sobą, zaczerwieniła się aż po nasadę włosów.

– Nie miałam pojęcia, co zamierzał Jack. Uznałam za oczywiste, że jego rodzice będą w domu.

– I nie

 wpadło ci do głowy, żeby się co do tego upewnić, natomiast Blake wolał to sprawdzić. Nie

background image

zapomnę, jaką miał minę, gdy Jack po ciebie przyjechał, ani jak wyglądał Jack, gdy wychodził od nas

sam.

– Wolałabym o tym

 zapomnieć.

– Założę się, że kiedyś wyrzucisz ten incydent z pamięci. Od tamtego dnia masz na pieńku z moim

bratem, ale i to minie. Chyba nie zamierzasz ranić go w nieskończoność?

– Blake’a nic nie jest w stanie zranić – odparła Kathryn. – Pozwala mi się wściekać, ale tylko do

czasu.  W  momencie,  gdy  ma  dość,  zwraca  mi  uwagę  lodowatym  tonem  i  odchodzi.  Będzie

zadowolony, jak zniknę mu z oczu i uwolnię

 go

 od swojego towarzystwa.

– Ale

 na razie nigdzie się nie wybierasz? – zaniepokoił się Phillip.

Kathryn

 rzuciła mu szelmowskie spojrzenie.

– Myślałam o wstąpieniu

 do

 Legii Cudzoziemskiej – oznajmiła. – Myślisz, że mogłabym otrzymać

akceptację wniosku przed weekendem?

– Chcesz jak najszybciej uciec przed Blakiem? Przecież w gruncie

  rzeczy  stęskniłaś  się  za  nim  –

odrzekł ze śmiechem Phillip.

– Czyżby? –

 Kathryn

 zrobiła niewinną minkę.

– Sześć miesięcy

 to

 dużo; zdążył się uspokoić.

– Blake niczego nie zapomina – zauważyła z westchnieniem

 Kathryn.

Ponad

  głową  Phillipa  popatrzyła  na  wznoszący  się  w  oddali  obszerny  dom  z  szarego  kamienia,

otoczony ogromnymi dębami, które trzymały straż niczym żołnierze na warcie.

– Nie

 doprowadź się do załamania nerwowego – poradził Phillip. – Mam propozycję, ścigajmy się

do domu. Czas na śniadanie.

– Dobrze

 – zgodziła się Kathryn.

Ciemne

  oczy  Maude  rozjaśniły  się  zadowoleniem  na  widok  Kathryn  i  Phillipa,  jak  tylko  stanęli

w progu eleganckiej jadalni. Uśmiechnęła się, gdy zajęli miejsca przy błyszczącym dębowym stole.

Maude

  miała  taką  samą  oliwkową  cerę  i  bystre  ciemne  oczy  jak  Blake,  podobnie  jak  on

bezceremonialny  sposób  bycia  i  porywczy  charakter.  Na  przykład  bez  najmniejszych  oporów

potrafiła  o  drugiej  w  nocy  zatelefonować  do  któregoś  z  kongresmanów,  aby  wyjaśnił  jej  jakiś

problem  prawny.  Natomiast  młodszy  syn  nie  przypominał  jej  zarówno  usposobieniem,  jak

i  wyglądem.  Zrównoważony  Phillip  miał  jasną  skórę  i  blond  włosy,  odziedziczone  po  nieżyjącym

ojcu.

–  Dobrze  mieć  cię  w  domu,  dziecko.  –

  Tymi

  słowami  Maude  powitała  Kathryn,  dotykając  jej

ramienia. – Ostatnio byłam otoczona wyłącznie mężczyznami.

–  To  prawda  –  potwierdził  cierpkim  tonem  Phillip,  nabierając  z  porcelanowego  półmiska  dużą

porcję  jajecznicy  na  bekonie.  –  W  zeszłym  tygodniu  Matt  Davis  i  Jack  Nelson  omal  się  o  nią

  nie

background image

pobili podczas przyjęcia.

– Nic

 podobnego nie miało miejsca! – zaprotestowała Maude.

– Czyżby? – spytała z uśmiechem Kathryn, upijając łyk kawy.

Maude

 sprawiała wrażenie zakłopotanej.

– Tak czy inaczej, chciałabym, żeby Blake wrócił do domu i był z nami – powiedziała. – Z mojego

punktu widzenia w nieodpowiedniej porze wyniknęły problemy w londyńskiej filii, które zmusiły go

do  podróży  za  ocean.  Na  piątkowy  wieczór  zaplanowałam  bowiem  coś  szczególnego,  przyjęcie

z okazji twojego powrotu, Kathryn. Byłoby wspaniale…

–  Obecność  Blake’a

  nie

  jest  konieczna.  Jestem  pewna,  że  bez  niego  przyjęcie  też  by  się  udało  –

przerwała jej Kathryn.

Maude

 uniosła cienkie brwi i spytała z uśmiechem:

– Zamierzasz

 dąsać się na niego do końca życia?

– Nie

 powinien być wobec mnie tak surowy! – obruszyła się Kathryn.

– Miał rację, moja droga, i dobrze o tym wiesz – orzekła łagodnie Maude. Pochyliła się, opierając

przedramiona  na  blacie  stołu.  –  Kochanie,  nie  zapominaj,  że  masz  zaledwie  dwadzieścia  jeden  lat,

a Blake trzydzieści cztery i w związku z tym zdobył nie tylko większe doświadczenie, ale i wiedzę.

Od  czasu  gdy  znalazłaś  się  w  naszej  rodzinie,  staraliśmy  się  ciebie  chronić  –  podkreśliła  Maude

i dodała: –

 Czasami

 zastanawiam się, czy aby nie byliśmy nadopiekuńczy.

– Spytaj o to Blake’a – odparła z goryczą Kathryn. –

 Od

 lat trzyma mnie pod kloszem.

–  Ma  nadmiernie  rozwinięty  instynkt  opiekuńczy.  Błędnie  ulokowany  kompleks  kwoki  –  wtrącił

z rozbawieniem

 Phillip.

– Dobrze, że ta uwaga nie padła z twoich ust w obecności Blake’a – zauważyła Maude.

–  Nie  boję  się  wielkiego  brata.  To,  że  ma  nade  mną  przewagę,  nie  jest  jeszcze  powodem…  –

Phillip urwał i po namyśle dodał: – Z drugiej

 strony, chyba masz rację, mamo.

Maude

 się roześmiała.

– Wybornie. Życzyłabym sobie, żeby twój brat był choć w pewnym stopniu tak niefrasobliwy jak

ty. Niestety, jest zbyt poważny i zasadniczy.

– Znam

 lepsze określenie – rzuciła Kathryn.

–  Czy  to  nie  zdumiewające,  jaka  ona  jest  odważna,  kiedy  Blake’a  nie  ma  w  pobliżu?  –

  Phillip

rzucił matce znaczące spojrzenie.

–  Zdumiewające  –  zgodziła  się  Maude,  uśmiechając  się  do  Kathryn.  –  Rozchmurz  się,  dziecino.

Opowiem  ci,  co  Eve  Barrington  zaplanowała  na  sobotnie  przyjęcie  powitalne,  to,  które

zorganizowałabym w piątek,

 gdyby

 Blake’a niespodziewanie nie wezwano do Londynu.

Sądząc

  po

  końcowych  efektach,  przygotowania  do  sobotniego  przyjęcia  przebiegły  sprawnie,

background image

uznała  Kathryn,  rozglądając  się  wokół  i  zauważając  pojemniki  z  suchymi  kwiatami  w  kolorach

jesieni,  rozstawione  w  różnych  miejscach,  a  także  wysmakowane  kompozycje  z  margerytek,

chryzantem  i  gipsówki,  dekorujące  stoły.  Te  ostatnie  zostały  suto  zastawione  najrozmaitszymi

potrawami i przysmakami.

Zaproszono

  ponad  pięćdziesiąt  osób  z  okolicy,  w  większości  znacznie  starszych  od  Kathryn.

Znalazło  się  wśród  nich  wiele  osób  opiniotwórczych  i  wpływowych,  a  także  sporo  polityków.

Najwyraźniej  Maude  wciąż  lobbowała  na  rzecz  ochrony  najbliższego  dorzecza  Karoliny

Południowej  przed  utworzeniem  na  tym  terenie  strefy  przemysłowej.  Niewątpliwie,  pomyślała

Kathryn. wskazała Eve, gospodyni przyjęcia, kogo ważnego umieścić na liście gości.

Nan

  Barrington,  córka  Eve,  jedna  z  najwierniejszych  przyjaciółek  Kathryn,  odciągnęła  ją  na  bok,

gdy muzycy zaczęli szybki utwór rockowy.

– Mama nie cierpi rocka – powiedziała. – Nie mam pojęcia, dlaczego wynajęła ten zespół, skoro

nic innego nie ma w repertuarze.

– Z powodu

 nazwy – odgadła Kathryn. – To kapela Glena Millera, ale Glena pisanego przez jedno

„n”. Przypuszczalnie twoja mama uznała, że grają taką samą muzykę jak zmarły Glenn Miller.

–  To

  do  niej  podobne  –  przyznała  Nan,  kręcąc  głową.  Przy  tym  ruchu  jej  jasne  włosy  zalśniły

bursztynowo.  Obwiodła  palcem  brzeg  napełnionej  ponczem  szklaneczki,  po  czym  powiodła

wzrokiem po salonie. – Spodziewałam się, że Blake zajrzy.

Kathryn

  uśmiechnęła  się  pobłażliwie.  Nan  podkochiwała  się  w  Blake’u  od  czasu,  gdy  była

dziewczynką. On udawał, że tego nie zauważał, a obecnie wciąż traktował je obie jak nastolatki.

– Przecież wiesz, że

 Blake

 nie cierpi wszelkich spotkań towarzyskich – przypomniała przyjaciółce

Kathryn.

– Chyba nie z braku

 partnerek, które mógłby na nie zaprosić.

Kathryn

  rzuciła  Nan  spojrzenie  spod  zmarszczonych  brwi,  zastanawiając  się,  dlaczego

stwierdzenie przyjaciółki ją rozdrażniło. Wiedziała, że Blake spotyka się z kobietami, ale od dawna

spędzała  w  Greyoaks  nie  więcej  niż  kilka  dni.  Poza  nauką,  w  czasie  wolnym,  miała  dużo  zajęć.

Odwiedzała krewnych we Francji, Grecji i nawet w Australii. Jeździła na wycieczki z Nan. Bywała

na  imprezach  szkolnych  i  nie  opuszczała  spotkań  koleżeńskich.  Nie  miała  powodu,  żeby  dłużej

przebywać w Greyoaks, a zwłaszcza od czasu ostatniej kłótni z Blakiem z powodu niedoszłej randki

z Jackiem Harrisem.

Westchnęła,

  przypomniawszy

  sobie  reprymendę,  jakiej  udzielił  Jackowi  Harrisowi.  Chłopak  na

przemian  czerwienił  się  i  bladł,  podczas  gdy  Blake  lodowatym  tonem,  którego  używał,  gdy  był

zirytowany lub zły, wygarniał mu dobitnie, co myśli o nim i jego postępowaniu. Następnie zwrócił

się  do  niej,  a  wówczas  z  trudem  zapanowała  nad  chęcią  natychmiastowej  ucieczki.  Czuła  mores

przed Blakiem, a nawet się go bała, chociaż nigdy nie podniósł na nią ręki ani jej nie zagroził.

background image

– Dlaczego marszczysz brwi? – spytała nagle Nan, wyrywając Kathryn z zadumy.

Kathryn

  obrzuciła  wzrokiem  przyjaciółkę,  prezentującą  się  bez  zarzutu  w  jasnoniebieskiej

wieczorowej sukni na cieniutkich ramiączkach.

– Masz

 elegancką sukienkę – powiedziała.

–  Nie  umywa  się  do  twojej  –  odparła  Nan,  z  podziwem

  lustrując  białą  suknię,  przypominająca

tunikę, którą miała na sobie przyjaciółka. Szyfonowa tkanina falowała przy każdym ruchu.

– Poznałam w Atlancie początkującą projektantkę – wyjaśniła Kathryn. – Ta suknia pochodzi z jej

pierwszej kolekcji. Pokaz odbył się w nowym salonie z odzieżą

 przy

 Peachtree Street.

– Na tobie każdy strój dobrze wygląda – zauważyła bez zawiści Nan. – Jesteś wysoka i smukła.

– Blake

 uważa, że za chuda – odparła ze śmiechem Kathryn.

Nagle

  znieruchomiała,  spostrzegła  bowiem  parę  ciemnych  oczu  w  twarzy  jak  wykutej  z  granitu.

Wysoki,  postawny  i  męski  Blake  otwarcie  się  w  nią  wpatrywał.  Ciemne  włosy  lśniły  w  świetle

padającym z kryształowego żyrandola, a na śniadej twarzy gościł wyraz arogancji, odziedziczony po

wojowniczym dziadku. Mimo woli Kathryn zadrżała, gdy przesunął wzrokiem po jej sukni, nie kryjąc

dezaprobaty.

Nan

 zorientowała się, kto zaprząta uwagę przyjaciółki, i natychmiast się rozpromieniła.

– To

 Blake! – zawołała uradowana. – Nie podejdziesz do niego, aby się przywitać?

– Tak, oczywiście – odrzekła Kathryn, widząc, że Maude zbliża się do Blake’a, a Phillip macha do

niego z drugiego

 końca pomieszczenia.

–  Nie  wydajesz  się  zachwycona  –  zauważyła  szczerze  Nan,  odnotowując  objawy  zakłopotania

przyjaciółki:  zaczerwienione  policzki  i  lekkie  drżenie  dłoni,  w  której  trzymała  szklaneczkę

z ponczem.

– Będzie wściekły, bo nie mam wstążki we włosach i misia

  pod  pachą  –  odrzekła  Kathryn,  siląc

się na żartobliwy ton.

–  Nie  jesteś  małą  dziewczynką.  –  Zauroczona  Blakiem,  Nan  jednak  wystąpiła  w  obronie

przyjaciółki.

–  Powiedz

  to  jemu  –  odparła  Kathryn.  –  Jestem  wzywana  –  dodała,  gdy  Blake  ruchem  głowy

wskazał, żeby do niego podeszła.

–  Czy

  nie  mogłabyś  wyglądać  na  trochę  mniej  nieszczęśliwą  niż  Maria Antonina  prowadzona  na

gilotynę? – spytała Nan.

–  Nic  na  to  nie  poradzę,  że  przebiegł  mnie  zimny  dreszcz  –  odparła  cicho  Kathryn.  –  Na  razie  –

mruknęła, niechętnie kierując się w stronę Blake’a.

Ruszyła,  przemykając  wśród

  licznie

  zgromadzonych  gości  i  czując,  jak  serce  nadmiernie

przyspiesza  rytm.  Od  ich  ostatniej  kłótni  i  zarazem  spotkania  minęło  sześć  miesięcy,  w  trakcie

background image

których wiele się wydarzyło. Mimo to nie zdołała się pozbyć ani urazu, ani rozgoryczenia, a sądząc

po  wyrazie  twarzy  Blake’a,  on  również  wciąż  miał  żywo  w  pamięci  zarówno  tamtą  scenę,  jak

i towarzyszące jej emocje. Zaciągnął się głęboko papierosem, obrzucając ją aroganckim spojrzeniem.

Nie

  mogła  nie  zauważyć,  że  w  ciemnym  wieczorowym  ubraniu  wygląda  niezwykle  atrakcyjnie.

Jedwabna biała koszula idealnie podkreślała oliwkową cerę. Unosił się wokół niego cierpki zapach

orientalnej wody toaletowej, harmonizujący z jego żywiołową męskością.

– Witaj, Blake – powiedziała nerwowo Kathryn, zadowolona, że Maude znikła wśród polityków,

co uwolniło ją od obowiązku demonstrowania entuzjazmu z tego

 spotkania.

Blake

  przesunął  spojrzeniem  po  jej  smukłej  figurze,  na  dłużej  zatrzymując  wzrok  na  głębokim

dekolcie.

–  Lansujesz  się,  Kate?  –  spytał  ostrym  tonem.  –  Sądziłem,  że  sprawa  z  Harrisem

  czegoś  cię

nauczyła.

– Nie

 nazywaj mnie Kate – zaprotestowała. – Moja suknia nie pokazuje więcej niż stroje obecnych

tu innych kobiet.

– Nie zmieniłaś się – zauważył z pobłażaniem Blake. – Jak zwykle zadziorna i napastliwa. Prawdę

mówiąc, spodziewałem się, że

 po

 ukończeniu szkoły choć trochę wydoroślejesz.

– Skończyłam dwadzieścia

 jeden

 lat! – rzuciła oburzona Kathryn.

– I co w związku z tym

 powinienem uczynić? – zapytał nonszalancko Blake.

Już miała

 mu

 zjadliwie odpowiedzieć, ale nagle opuściła ją złość i spytała:

– Dlaczego chcesz popsuć mi przyjęcie? Jest sympatycznie i jednocześnie pożytecznie…

– Jak to? – spytał, spoglądając w stronę

 grupki

 polityków.

–  Maude  stara  się  ocalić  przyrodę  w  dorzeczu  Edisto  River  i  zabiega  o  poparcie

  wpływowych

ludzi – wyjaśniła Kathryn. – Chce zapobiec uprzemysłowieniu tego rejonu.

– Jasne. Za każdą cenę ratujmy węże błotne i moskity

 – odparł drwiąco Blake, choć był zapalonym

obrońcą środowiska naturalnego, podobnie jak jego matka.

–  O  ile  sobie  przypominam,  swego  czasu  wystąpiłeś  w  telewizji,  aby

  wesprzeć  inicjatywę

utworzenia leśnego rezerwatu przyrody – zauważyła.

–  Przyznaję  się  do  winy  –  odparł  z  uśmiechem,  rzadko  goszczącym  na  jego  ustach.  Skierował

wzrok  na  zespół  muzyczny  i  w  miejsce  uśmiechu  na  twarzy  Blake’a  pojawił  się  grymas

zniecierpliwienia. – Czy grają w kółko

 to

 samo? – spytał.

– Nie

 jestem pewna. Wydawało mi się, że lubisz muzykę.

– Owszem, ale

 to nie jest muzyka.

–  Moje

  pokolenie  uważa  inaczej  –  odparowała  Kathryn,  mierząc  Blake’a  wyzywającym

spojrzeniem.  –  Po  co  przyszedłeś  na  przyjęcie,  skoro  nie  lubisz  współczesnej  muzyki,  panie

staromodny?

background image

– Nie bądź taka wygadana, dziecino. A  jeśli  tak  bardzo  jesteś  ciekawa,  co  tu  robię,  to  wiedz,  że

chciałem się z tobą spotkać.

– Czy nie po to, żeby jak najszybciej odwieźć mnie do domu i po

 drodze na mnie nawrzeszczeć bez

świadków?

– Ile

 ponczu wypiłaś? – Blake ściągnął ciemne brwi.

–  Jeszcze  nie  dość  –  odparła  z  bezczelnym

  uśmiechem  Kathryn,  wychylając  jednym  haustem

zawartość szklaneczki.

– Nie

 brak ci tupetu, dziewczynko – zauważył bez złości Blake.

–  To

  raczej  przejaw  instynktu  samozachowawczego  –  odrzekła  Kathryn,  obrzucając  go  uważnym

spojrzeniem.  –  Zresztą  nawet  gdyby  doszło  do  awantury,  nie  będę  się  przejmować  tak  jak

poprzednio, bo wbrew twojej opinii nabrałam dystansu.

–  Zwracam  ci  uwagę,  że  minęło  pół  roku.  –  Blake  zaciągnął  się  papierosem.  –  Zapomniałem

o tamtej

 sprawie.

–  Nie  zapomniałeś  –  orzekła  z  westchnieniem  Kathryn.  –  Wierz  mi,  nie  miałam  pojęcia,  co  Jack

zamierza. Prawdopodobnie powinnam była się domyślić, ale niestety, nie wzięłam pod uwagę takiej

możliwości  zapewne  dlatego,  że  nie  prowadziłam  ożywionego  życia  towarzyskiego  i  generalnie

byłam krótko trzymana.

– Rzeczywiście nie pomyślałaś o tym

 – przyznał Blake. – Wtedy uznałem, że może tak było lepiej.

Jednak obecnie wolałbym, żebyś była bardziej przewidująca.

– Maude

 też tak uważa.

–  I  ma

  rację.  –  Zmrużył  oczy,  przypatrując  się  sukni,  która  miała  na  sobie  Kathryn.  –  Jesteś  za

młoda na taki strój – orzekł.

– To znaczy, że kiedy w twojej

 ocenie dorosnę, będzie właściwy? – spytała Kathryn.

– Nie

 sądzę, byś potrzebowała mojego pozwolenia na włożenie takiej czy innej sukni.

– Tak mówisz, a w gruncie rzeczy uważasz, że powinnam liczyć się z twoim zdaniem. Jeśli tylko

próbuję zrobić coś samodzielnie, zaczynasz mnie pouczać i strofować.

– To zależy, co masz na myśli. – Blake zgniótł niedopałek w popielniczce. – Swoboda seksualna

nie wchodzi w grę.

– Ale nie w twoim

 przypadku, prawda?

– Co, u licha, moje życie osobiste ma wspólnego z tobą? – spytał

 gniewnie

 Blake, marszcząc brwi.

Kathryn

 odruchowo cofnęła się o krok.

– Ja… tylko

 żartowałam – usprawiedliwiła się cicho.

– Ale

 nie jest mi do śmiechu – stwierdził krótko.

– W moim

 towarzystwie nigdy się nie śmiejesz ani nie żartujesz – poskarżyła się Kathryn.

background image

– Przestań się zachowywać

 jak

 afektowana nastolatka – ofuknął ją Blake.

–  Jeśli  pozwolisz  –  zaczęła  niepewnie,  starając  się  powstrzymać  niechciane  łzy,  napływające  jej

do oczu – wrócę do siebie i pobawię się lalkami. Dziękuję za miłe i serdeczne powitanie – dodała,

po  czym  ruszyła  między  gości,  żeby  znaleźć  się  jak  najdalej  od  Blake’a.  Po  raz  pierwszy  w  życiu

pożałowała, że przynależy do rodziny Hamiltonów.

background image

ROZDZIAŁ DRUGI

Do końca wieczoru Kathryn trzymała się blisko Nan i Phillipa, natomiast starannie unikała Blake’a,

który  najwyraźniej  nie  odczuwał  braku  jej  towarzystwa.  Stał  obok  Maude  i  młodego  kongresmana

w niewielkiej grupie gości, żywo dyskutując.

– Zastanawiam się, o czym z takim zapałem rozprawiają – zwrócił się Phillip do Kathryn, tańcząc

z nią w rytm jednej z nielicznych spokojnych melodii, zagranych przez zespół.

– O ratowaniu mokasynów błotnych i jadowitych węży – rzuciła gniewnie.

Phillip westchnął przeciągle.

– Co ci zrobił? – spytał.

– Kto? – Kathryn uniosła wzrok i napotkała lekko rozbawione spojrzenie Phillipa.

– Blake. Dzisiejszego wieczoru nie spędziliście razem nawet dziesięciu minut, a już unikacie siebie

nawzajem jak ognia. Co się stało?

Kathryn spochmurniała, oczy jej pociemniały.

– On mnie nie cierpi – odparła po dłuższej chwili. – Przecież ci o tym wspomniałam.

– Ale co ci zrobił? – Phillip ponowił pytanie.

Kathryn odwróciła wzrok.

– Oświadczył, że lansuję się, nosząc tę suknię, a tak w ogóle, to uznał, że jestem na nią za młoda.

Poza tym podkreślił, że w moim przypadku nie może być mowy o swobodzie seksualnej.

– No cóż, troszczy się o ciebie – stwierdził Phillip.

–  Nic  nie  rozumiesz.  Wytknęłam  mu,  że  wyznacza  mi  granice,  ale  sam  je  przekracza.  Wtedy

naskoczył  na  mnie,  że  wtrącam  się  w  jego  życie  osobiste,  a  tymczasem  nie  to  było  moim  celem.

Chciałam mu uświadomić, że już nie jestem dziewczynką.

– Nie wiedziałaś o Delli? – zdziwił się Phillip.

– O jakiej Delli? – Kathryn rzuciła mu zaskoczone spojrzenie.

– Delli Ness. Właśnie z nią zerwał.

–  Byli  zaręczeni?  –  spytała  od  niechcenia  Kathryn,  choć  niespodziewanie,  ze  zdziwieniem,

stwierdziła, że wiadomość ją poruszyła.

– Skądże. – Phillip się roześmiał.

– Och…

–  Od  dawna  zawracała  mu  głowę,  wydzwaniała,  przysyłała  listy,  naciskała,  histeryzowała…

Możesz sobie wyobrazić, jak to na niego działało. Z pewnością nie poprawiało mu humoru. Myślę,

że konieczność wyjazdu do londyńskiej filii była mu bardzo na rękę. Od przeszło tygodnia Bess ani

background image

razu nie zatelefonowała – dodał.

– Może jednak za nią tęskni – wyraziła przypuszczenie Kathryn.

– Blake? Kochanie, przecież go znasz. Nie jest tego typu mężczyzną. Nie angażuje się uczuciowo.

– Tym bardziej nie powinien się na mnie wyładowywać – zauważyła urażonym tonem Kathryn. –

W dodatku podczas przyjęcia wydanego na moje powitanie.

–  Ma  podły  nastrój,  bo  przyjechał  prosto  z  lotniska  i  odczuwa  skutki  różnicy  czasu  pomiędzy

Europą i Ameryką – wyjaśnił Phillip.

Zatrzymali  się  w  pół  kroku,  gdy  melodia  dobiegła  końca.  Po  chwili  rozległy  się  dźwięki  rocka

i Phillip, przekrzykując głośną muzykę, zaproponował:

– Usiądźmy i przeczekajmy ten kawałek. Nogi mi się poplączą, jeśli spróbuję zatańczyć.

Wziął Kathryn za rękę i poprowadził przez werandę na ukwiecony taras.

– Nie pozwól, żeby Blake zepsuł ci zabawę – przestrzegł, gdy stanęli przy kamiennej balustradzie,

wpatrując  się  w  światła  King’s  Fort  pobłyskujące  na  horyzoncie.  –  Ma  za  sobą  ciężki  tydzień.

W Anglii nie było łatwo załagodzić strajk i dogadać się z załogą.

Kathryn  wiedziała,  że  w  Londynie  znajduje  się  jeden  z  największych  zakładów  włókienniczych,

wchodzących w skład rodzinnej korporacji. Doszły ją słuchy, że mogła zostać zatrzymana produkcja.

–  Blake  musiał  stawić  czoło  wielu  problemom  –  wyjaśnił  Phillip.  –  Nie  rozumiem,  dlaczego  nie

zamknie  tej  fabryki.  Przecież  zakłady  w  Nowym  Jorku  i  Alabamie  bez  większych  perturbacji

przejęłyby zobowiązania angielskiej filii.

Kathryn mimowolnie wzięła w palce listki dorodnej paproci umieszczonej w dużej donicy, stojącej

przy  balustradzie.  Phillip  rozwodził  się  nad  funkcjonowaniem  korporacji.  Twierdził,  że  znacznie

wzrosłyby zyski, gdyby kupili dwie przędzalnie; wymienił, ile maszyn byłoby potrzeba, żeby mogły

działać;  opowiadał,  jak  nowe  wyposażenie  wpłynęłoby  na  wzrost  produkcji.  Kathryn  słuchała  jego

miłego głosu, ale myślami była gdzie indziej, przy Blake’u i ich ostrej wymianie zdań.

To nie była jej wina, że porzucona kochanka Blake’a nie chciała zaakceptować rozstania. Poza tym

nie  trzeba  było  wtykać  nosa  w  jego  osobiste  sprawy,  by  stwierdzić,  że  miał  liczne  partnerki.

Poczerwieniała,  wyobrażając  sobie  Blake’a  trzymającego  w  ramionach  kobietę,  przytulającego  do

muskularnego nagiego torsu delikatne kobiece ciało…

Widziała Blake’a rozebranego do pasa tylko raz czy dwa, ale ten obraz pozostał jej przed oczami.

Był  umięśniony,  a  przy  tym  harmonijnie  zbudowany.  Czarny  puch,  który  pokrywał  szeroką  pierś,

zwężał się w pas znikający pod paskiem spodni. Nietrudno odgadnąć, jak silne wrażenie nieodparcie

męski  Blake  robił  na  przedstawicielkach  płci  pięknej.  Wcześniej  Kathryn  widziała  w  nim  członka

rodziny, przybranego brata, a nie pewnego siebie, przystojnego mężczyznę, do którego lgnęły kobiety,

gdziekolwiek się pojawił.

Teraz  przyszło  jej  do  głowy,  że  zbyt  długo  był  świadkiem,  jak  z  dziewczynki  przedzierzgała  się

background image

w nastolatkę, a potem stawała kobietą, by uznać ją za atrakcyjną, gdy w końcu osiągnęła dojrzałość.

Obserwował,  jak  ciskała  różnymi  przedmiotami,  gdy  wpadła  w  złość.  Zapamiętał,  że  nie

napełniała  ponownie  wodą  pojemników  na  lód,  które  opróżniła  z  kostek.  Zorientował  się,  że

w  kościele  zdejmowała  buty  i  że  wspinała  się  na  drzewa,  by  ukryć  się  przed  pastorem,  gdy

w  niedzielę  po  południu  przychodził  z  wizytą.  Przyłapał  ją,  jak  niekiedy  rzucała  brudne  bluzki  za

drzwi zamiast do specjalnego pojemnika. Westchnęła ciężko. Tak, wiedział o niej zdecydowanie za

dużo, aby uznać ją za interesującą.

– …Kathryn!

Podskoczyła.

– Przepraszam. Trochę wypiłam.

Phillip roześmiał się i powiedział:

– Nic nie szkodzi, to nic ważnego.

– Nie jestem pijana – zastrzegła się Kathryn.

– Tylko lekko wstawiona. Trzy szklaneczki ponczu, prawda? Matka przy całkowitej aprobacie pani

domu dodała do niego cały zapas mocnego alkoholu, jakim dysponowaliśmy,

– Nie zdawałam sobie sprawy, że to takie mocne – przyznała Kathryn.

– To efekt mieszania trunków – stwierdził. – Chcesz wrócić do salonu?

–  A  musimy?  –  spytała  Kathryn.  –  Nie  moglibyśmy  wymknąć  się  niepostrzeżenie  bocznymi

drzwiami i pojechać do miasta na ten nowy film science fiction?

– Chcesz uciec z własnego przyjęcia? Wstydź się!

– Wstydzę się. Możemy? – ponowiła propozycję.

– Czy co możemy? – Phillip udawał, że nie rozumie.

– Pojechać do kina. Nie daj się prosić. Powiem Maude, że porwałam cię, przykładając ci pistolet

do pleców…

– Czyżby? – rozległ się głos Maude, która nagle zjawiła się obok nich, jakby wyrosła spod ziemi. –

Dlaczego chcesz uprowadzić Phillipa do kina? – zapytała, z rozbawieniem przyglądając się Kathryn.

– Właśnie wszedł na ekran nowy film science fiction i… – zaczęła Kathryn.

– …i to pozwoli ci trzymać się z dala od Blake’a aż do rana, czy tak? – domyśliła się Maude.

– Zgadłaś – przyznała z westchnieniem Kathryn.

– Nie przejmuj się. On już wyszedł.

– Blake? – upewniła się Kathryn.

– A  któż  by  inny  –  odparła  Maude.  –  Klnąc  na  kapelę,  poncz,  polityków,  różnicę  czasu,  związki

zawodowe,  londyński  smog  i  kobiety,  którym  wyraźnie  brak  taktu.  Eve  odetchnęła  z  ulgą,  gdy

oświadczył, że wraca do domu i położy się spać.

background image

– Mam nadzieję, że łóżko się pod nim zawali – rzuciła Kathryn.

–  W  zeszłym  roku  narzekał,  że  źle  mu  się  śpi,  więc  na  urodziny  sprezentowałam  mu  nowe

wyposażone w sprężyny tapicerskie – wyjaśniła Maude.

– W takim razie niech sprężyny popękają – dorzuciła Kathryn.

– Złośliwa bestyjka – zauważył Phillip.

–  Znowu?!  Stanowczo  protestuję!  –  Maude  załamała  ręce.  –  Wpadnę  w  poważną  chorobę

z powodu niekończącej się wojny między tobą a moim najstarszym synem. Czym tym razem zawinił?

–  Stwierdził,  że  nie  powinna  nawet  myśleć  o  swobodzie  seksualnej  –  pospieszył  z  wyjaśnieniem

Phillip. – Wściekł się, kiedy mu zarzuciła, że w tej kwestii stosuje podwójną moralność.

– Naprawdę powiedziałaś tak do Blake’a? – Oczy Maude rozszerzyły się z niedowierzania.

Kathryn wydawała się zakłopotana.

– Tylko się z nim droczyłam – usiłowała się tłumaczyć.

–  Och,  moja  droga,  masz  szczęście,  że  nie  znajdowałaś  się  w  pobliżu  wody,  bo  by  cię  do  niej

wrzucił. – Maude wyraźnie się zmartwiła. – Jest wściekły od czasu rozstania z Dellą, która wciąż go

nachodzi,  nie  mogąc  pogodzić  się  z  rozpadem  ich  związku.  Phillipie,  pamiętasz?  To  było  mniej

więcej  wtedy,  gdy  Kathryn  napisała,  że  wybiera  się  w  rejs  na  Kretę  z  panną  Donavan  i  jej  bratem

Lawrence’em.

–  Skoro  mowa  o  Lawrensie  –  włączył  się  Phillip,  przesadnie  przeciągając  samogłoski  –  to  co

u niego?

–  Odwiedzi  mnie  w  drodze  na  kongres  pisarzy,  który  odbędzie  się  na  wybrzeżu  –  odparła

z uśmiechem Kathryn. – Jest pełen entuzjazmu, ponieważ wydawnictwo kupiło jego następną powieść

i niebawem znajdzie się ona na rynku.

–  Zamierza  tu  spędzić  parę  dni?  –  spytała  Maude.  –  Wiesz,  że  Blake  odnosi  się  podejrzliwie  do

ludzi pióra, od kiedy pewien reporter opisał jego romans z laureatką konkursu piękności.

– Lawrence nie jest reporterem, tylko powieściopisarzem – zauważyła Kathryn. – Tworzy fikcyjne

postaci i opisuje ich losy.

– Właśnie fikcją była historia o Blake’u i tej piękności – stwierdził Phillip.

– Dopuście mnie do głosu? – zniecierpliwiła się Maude. – Nie możesz zaprosić do nas Lawrence’a

wtedy, gdy Blake przebywa w domu. Odniosłam wrażenie, że mój syn jest do niego uprzedzony.

– Lawrence nie jest mięczakiem – odparła Kathryn, myśląc o porywczym charakterze przyjaciela.

Maude zamyśliła się na dłuższą chwilę, po czym zwróciła się do syna:

–  Może  tuż  przed  przyjazdem  przyjaciela  Kathryn  zadzwoniłbyś  do  Delli  i  dał  jej  zastrzeżony

numer telefonu Blake’a, a ja mu przypomnę, jakie piękne jest St. Martin latem.

– Ależ  Lawrence  przyjedzie  tylko  na  dwa  czy  trzy  dni  –  wtrąciła  Kathryn  i  dodała  z  goryczą:  –

background image

Myślałam, że Greyoaks jest też moim domem.

Na te słowa Maude przytuliła wychowanicę i powiedziała:

– Och, kochanie, oczywiście, że tak! Chodzi jedynie o to, że Blake będzie wtedy w domu.

– I dlatego że Larry jest pisarzem…

–  Nie  tylko  z  tego  powodu  –  przerwała  jej  Maude.  –  Blake  jest  bardzo  zaborczy  w  stosunku  do

ciebie. Nie lubi, gdy umawiasz się z mężczyznami czy chłopakami, zwłaszcza takimi jak Jack Harris.

– Pewnego dnia będzie musiał się z tym pogodzić – stwierdziła Kathryn, odsuwając się od Maude.

– Skończyłam dwadzieścia jeden lat i jako osoba pełnoletnia mogę decydować o swoim życiu, także

o tym, z kim się przyjaźnić. Nastolatka, której kupował gumę do żucia, nie istnieje.

– Sama prosisz się o kłopoty, zaczynając wojnę z Blakiem, gdy jest w takim nastroju jak obecnie –

ostrzegła Maude.

–  Tylko  nie  mów  mu,  że  Lawrence  przyjeżdża.  –  Kathryn  odgarnęła  kosmyk  ciemnych  włosów,

spadający jej na oczy, i zadarła podbródek.

– Wykupiłaś jej polisę ubezpieczeniową? – Phillip zwrócił się do matki żartobliwym tonem.

– Blake sprawdza wszystkie nasze płatności – odparła poważnie Maude i przestrzegła Kathryn: –

Mogłabyś zostać bez grosza, nawet bez samochodu.

– Rewolucja wymaga ofiar – oświadczyła Kathryn.

– Dobry Boże! – Phillip odwrócił się, żeby odejść.

– Wracaj! – zawołała za nim Kathryn. – Jeszcze nie skończyłam!

– Myślę, że poszedł zapalić za ciebie świeczkę – powiedziała Maude. – Przydadzą ci się modlitwa

i boska opieka, skoro zamierzasz wadzić się z Blakiem.

– A może Blake będzie ich potrzebować – odparowała Kathryn.

W odpowiedzi Maude się roześmiała.

Po powrocie Maude odetchnęła z ulgą, ponieważ w domu panował spokój.

– Jak na razie, wszystko w porządku – orzekła z uśmiechem, zwracając się do Phillipa i Kathryn. –

Jeśli w dodatku zdołamy przemknąć się na górę…

– Dlaczego macie się przemykać? – Od strony gabinetu dobiegł ich poirytowany głos i po chwili

ujrzeli Blake’a.

Kathryn odwróciła się i spojrzała prosto w zagniewane ciemne oczy. W tym momencie poczuła, że

wszystkie nowe postanowienia przestają mieć znaczenie. Natychmiast uciekła wzrokiem w bok, a jej

serce przyspieszyło rytm.

– Wiedzieliśmy, że jesteś zmęczony, kochanie – powiedziała łagodnie Maude.

–  Zmęczony,  akurat!  –  Blake  uniósł  do  ust  wypełnioną  brandy  kieliszek,  jednocześnie  świdrując

bacznym  spojrzeniem  Kathryn.  –  Dobrze  wiesz,  że  nie  w  tym  rzecz,  mamo.  Odbyłem  ciekawą

background image

rozmowę z Kate.

– Ona opiła się ponczem z rumem – wtrącił Phillip. – Ogłosiła niepodległość i przygotowuje się do

wszczęcia rewolucji – dodał kpiąco.

– Zamknij się, proszę – wyszeptała Kathryn.

– Ależ, moja droga, byłaś taka dzielna i pewna siebie u Barringtonów – kontynuował Phillip. – Nie

chcesz zostać męczennicą w imię wolności?

– Nie, natomiast chce mi się wymiotować.

Popatrzyła  na  surową  twarz  Blake’a  i  zaczęła  żałować,  że  nie  przyjęła  zaproszenia  Nan,  która

nalegała, by Kathryn u niej przenocowała.

Blake bezwiednie obracał w ręku kieliszek.

– Dobranoc, mamo, dobranoc, braciszku – rzekł.

Maude  rzuciła  Kathryn  przepraszające  spojrzenie  i  skierowała  się  ku  schodom,  Phillip  ruszył  jej

śladem.

– Nie zostawiajcie mnie! – zawołała nie na żarty przestraszona Kathryn.

– Wypowiedziałaś wojnę, moja droga – odrzekł Phillip – a ja wyznaję politykę nieingerencji.

Kathryn splotła ręce za plecami.

–  Cóż,  mów  –  mruknęła,  przesuwając  wzrok  z  twarzy  Blake’a  poniżej,  na  rozpiętą  pod  szyją

jedwabną  białą  koszulę.  –  Proszę  bardzo,  używaj  sobie  na  mnie,  ile  wlezie,  skoro  już  wcześniej

zacząłeś.

W odpowiedzi Blake zachichotał.

– Wejdźmy i porozmawiajmy – powiedział, wskazując drogę do wyłożonego orzechową boazerią

gabinetu.

Na  ich  widok  duży  seter  irlandzki  podniósł  się  z  legowiska  i  pomachał  ogonem.  Blake

pieszczotliwie  zmierzwił  jego  sierść,  po  czym  usiadł  w  fotelu  przed  kominkiem.  Kathryn  zajęła

miejsce naprzeciwko i utkwiła nieobecny wzrok w drewnie ułożonym na palenisku w wymyślny stos.

–  Tatuś  zwykł  był  podkładać  ogień  –  zauważyła,  używając  pieszczotliwego  zdrobnienia,  jakim

zwracała się do ojca Blake’a. Traktowała go jednak jak rodzonego ojca, którego wcześnie straciła.

–  Ja  też  to  robię,  gdy  chcę  ogrzać  pokój.  Dziś  nie  jest  jeszcze  na  tyle  zimno,  żeby  rozpalać

w kominku – powiedział Blake.

Kathryn  patrzyła  na  jego  krzepkie  ciało  i  zastanawiała  się,  czy  on  kiedykolwiek  odczuwa  chłód.

Odniosła wrażenie, że bije od niego ciepło, niczym od gorącego pieca.

Blake  wypił  resztę  trunku,  odstawił  kieliszek  i  założył  ręce  za  głowę.  Przez  chwilę  świdrował

Kathryn wzrokiem, po czym zapytał:

– Dlaczego nie zdejmiesz płaszcza i nie przestaniesz zachowywać się tak, jakbyś była spóźniona na

ważne spotkanie?

background image

– Zimno mi.

– W takim razie podkręć termostat.

– Nie warto, bo nie zostanę tu długo, prawda? – spytała z nadzieją w głosie Kathryn.

Spojrzenie  ciemnych  oczu  Blake’a  niespiesznie  wędrowało  po  jej  twarzy  oraz  po  aksamitnej,

zaróżowionej skórze widocznej w rozsuniętych połach płaszcza.

–  Musisz  tak  na  mnie  patrzeć?  –  spytała  zakłopotana,  mnąc  w  palcach  końcówkę  szyfonowego

paska sukni.

Blake wyjął z kieszeni papierosy i zapalił jednego.

– Co to za rewolucja? – spytał jak gdyby nigdy nic.

– Chodzi ci o to, co powiedział Phillip? – Kathryn usiłowała wymyślić sensowne wytłumaczenie. –

Otóż, ja tylko…

– Nie przypominam sobie rozmowy z tobą – wpadł jej w słowo Blake – którą byś zakończyła, nie

plącząc się.

Urażona Kathryn wydęła usta, po czym zauważyła:

– Nie plątałabym się, gdybyś mnie nie atakował i nie peszył przy każdej nadarzającej się okazji.

– A robię to? – spytał spokojnie Blake. Sprawiał wrażenie, że nic nie mogłoby go teraz wytrącić

z  równowagi,  aczkolwiek  Kathryn  dostrzegła  lekkie  oznaki  wyczerpania,  niezauważalne  dla  kogoś

obcego.

–  Bardzo  dobrze  wiesz,  że  tak  –  odparła  i  spytała  nieco  cieplejszym  tonem:  –  Jesteś  zmęczony,

prawda?

– I to bardzo – przyznał Blake i zaciągnął się papierosem.

– W takim razie dlaczego się nie położyłeś?

–  I  tak  bym  nie  zasnął  po  gwałtownej  zmianie  czasu.  Nie  zamierzałem  ci  popsuć  powitalnego

przyjęcia – dodał, nie spuszczając wzroku z twarzy Kathryn.

– W porządku.

Blake strzepnął popiół do popielniczki i westchnął przeciągle.

– Dopiero co zerwałem z pewną kobietą, która nie przyjęła rozstania do wiadomości – wyznał. –

Zamęczała mnie, nachodziła, narzucała się. Dlatego na twoje słowa zareagowałem niewspółmiernie

do  sytuacji.  –  Wzruszył  ramionami.  –  Jestem  przemęczony  i  nerwy  odmawiają  mi  posłuszeństwa,

w przeciwnym razie zbyłbym cię śmiechem.

– Kochałeś ją? – spytała z wahaniem Kathryn.

– Ależ z ciebie dziecko. Czy muszę kochać kobietę, żeby pójść z nią do łóżka?

Kathryn oblała się rumieńcem.

– Nie wiem – przyznała.

background image

– Domyślam się, że nie możesz wiedzieć. W twoim wieku też wierzyłem w miłość.

– Cynik – stwierdziła krótko.

Blake zgniótł niedopałek.

– Przekonałem się, że seks jest lepszy bez emocjonalnego zaangażowania.

Zażenowana Kathryn odwróciła wzrok, starając się nie dostrzegać rozbawienia na twarzy Blake’a.

– Zawstydzona? – spytał. – Myślałem, że wydoroślałaś po doświadczeniu z Harrisem.

– Musimy do tego wracać? – zniecierpliwiła się zraniona do żywego Kathryn.

– Nie, jeśli czegoś cię to nauczyło. Choć śmiem w to wątpić. Czy masz coś pod tą cholerną nocną

koszulą? – dodał z irytacją.

– To nie jest nocna koszula! – zaprotestowała Kathryn.

– Ale tak wygląda.

– To taki model – wyjaśniła.

– Słyszałem, że w Paryżu modnie jest nosić rozpiętą kamizelkę na gołe ciało.

– Gdybym mieszkała w Paryżu, też bym nosiła – wypaliła sprowokowana Kathryn.

–  Naprawdę?  –  Blake  utkwił  wzrok  w  jej  dekolcie,  a  bezczelność,  z  jaką  to  zrobił,  wywołała

w niej nieznane dotychczas uczucie. – Coś podobnego…

Kathryn poczuła się pokonana i zmieniła temat.

– O czym chciałeś ze mną porozmawiać?

– Zaprosiłem gości – odparł Blake.

Kathryn pamiętała o własnym zaproszeniu Lawrence’a Donavana.

– Tak? Kogo? – spytała uprzejmie.

– Dicka Leedsa i jego córkę Vivian. Przyjadą na jakiś tydzień, Dick pomoże mi doprowadzać do

porządku  firmę  po  chaosie,  jaki  w  niej  zapanował.  Jest  przewodniczącym  związków  zawodowych

i może wspomóc mnie swoją wiedzą i doświadczeniem w dziedzinie, która przysparza nam poważne

kłopoty.

– A jego córka? – spytała Kathryn, karcąc się w duchu za własną ciekawość.

– Seksowna blondynka.

– Akurat w twoim guście, z naciskiem na seksowna.

Blake nie skomentował tych słów.

–  Cóż,  mam  nadzieję,  że  nie  oczekujesz  po  mnie,  że  będę  ich  zabawiać  i  dotrzymywać  im

towarzystwa. Ja też spodziewam się gościa.

W piwnych oczach Blake’a pojawiły się groźne błyski.

– A któż to taki? – spytał.

Kathryn wojowniczo zadarła podbródek i odparła:

background image

– Lawrence Donavan.

Wyglądało na to, że Blake z trudem hamuje wybuch gniewu.

– Nie w moim domu! – oświadczył stanowczo.

– Już go zaprosiłam – zaprotestowała Kathryn.

–  Słyszałaś,  co  powiedziałem.  Jeśli  nie  chciałaś  znaleźć  się  w  kłopotliwej  sytuacji,  należało  ze

mną porozmawiać, zanim go zaprosiłaś – dodał szorstko. – jak chciałaś to rozwiązać, Kate? Powitać

go  na  lotnisku,  przywieźć  tutaj  i  dopiero  wtedy  mnie  o  tym  poinformować?  Postawić  przed  faktem

dokonanym?

Kathryn odwróciła wzrok.

– Mniej więcej – bąknęła.

– Zadzwoń do niego i powiedz, że coś ci wypadło – polecił.

Pomyślała,  że  siedzi  przed  nią  niczym  władca  decydujący  o  jej  losie,  jakby  była  podległą  mu

niewolnicą. Uznała, że jeśli jeszcze raz się przed nim ugnie, w przyszłości nie znajdzie w sobie dość

siły, żeby mu się przeciwstawić. – Nie – zaoponowała.

Blake  podniósł  się  z  fotela,  wyjątkowo  zręcznie  jak  na  postawnego  mężczyznę.  Oczy  zwęziły  mu

się w szparki.

– Co powiedziałaś? – spytał podejrzanie łagodnym tonem.

–  Nie  –  powtórzyła,  patrząc  wyzywająco  na  Blake’a.  –  To  również  mój  dom.  Przynajmniej  tak

mnie zapewniałeś, gdy poprosiłeś, żebym z wami zamieszkała.

– Ale  nie  mówiłem,  że  będziesz  go  mogła  wykorzystywać  na  miejsce  romantycznych  schadzek  –

zaznaczył.

– Ty jednak sprowadzasz tutaj kobiety – odparowała. Pamiętała, jak przypadkiem wróciła do domu

wcześniej, niż planowała, i zastała go w gabinecie z Jessicą King.

Jessica  była  do  połowy  naga,  Blake  również  i  jej  wzrok  przyciągnęła  szeroka  męska  klatka

piersiowa,  którą  pieściły  kobiece  dłonie.  Od  tamtego  dnia  nie  była  w  stanie  wymazać  z  pamięci

widoku, jego oczu niemal czarnych z pożądania…

– Zdarzało się – skorygował, domyślając się, o czym mówi. – Ile miałaś wtedy lat? Piętnaście?

– Tak. – Skinęła głową, umykając wzrokiem w bok.

– A ja na ciebie nakrzyczałem, prawda? To dlatego że nas zaskoczyłaś. – Nie spodziewałem się, że

wejdziesz do gabinetu. Byłem zniecierpliwiony, sfrustrowany.

– Ja… powinnam była zapukać – przyznała Kathryn. – Brałam udział w festynie, wygrałam nagrodę

i nie mogłam się doczekać, żeby ci o tym powiedzieć – tłumaczyła się.

–  Zawsze  przynosiłaś  wszystkie  swoje  trofea  do  mnie,  jak  szczeniak  swoje  zabawki,  ale  tamtego

wieczoru  wzniosłaś  mur,  który  tkwi  między  nami  do  dziś.  Gdy  chcę  się  do  ciebie  zbliżyć,  zawsze

background image

znajdziesz coś, co temu przeszkodzi. Ostatnim razem to był Jack Harris. Teraz ten pisarz.

– Nie wzniosłam muru! – żachnęła się Kathryn, rzucając Blake’owi oskarżycielskie spojrzenie. –

Jesteś despotą. Nie pozwalasz mi być samodzielną.

– A czego chcesz? – spytał.

Kathryn utkwiła wzrok w obramowaniu kominka.

–  Nie  mam  pojęcia  –  przyznała.  –  Nie  dowiem  się  tego,  jeśli  będziesz  nade  mną  dominował

i rządził. Chcę być wolna.

–  Nikt  z  nas  nie  jest  –  stwierdził  filozoficznie  Blake,  oczy  mu  posmutniały,  w  głosie  zabrzmiała

nuta goryczy. – Co ci się podoba w Donavanie? – spytał.

– Rozśmiesza mnie, wprawia mnie w dobry nastrój – odparła.

– Czy tylko tego wymagasz od mężczyzny? Żeby cię rozbawiał i poprawiał ci humor? – zdziwił się

Blake.  Kąciki  ust  uniosły  się  mu  w  zmysłowym  uśmiechu.  –  A  co  z  namiętnością,  która  może

wybuchnąć, gdy kobieta i mężczyzna są razem w łóżku?

Kathryn poruszyła się w fotelu.

– To przereklamowane – stwierdziła z udawanym wyrafinowaniem.

Blake odchylił głowę i głośno się roześmiał.

– Ciii! – przywołała go do porządku. – Obudzisz cały dom.

– Jesteś czerwona jak piwonia – zauważył. – Co ty wiesz o miłości, dziewczynko? Zemdlałabyś,

gdyby jakiś mężczyzna zaczął cię uwodzić.

Kathryn wpatrywała się w niego z oburzeniem.

– Skąd możesz wiedzieć? Może Lawrence…

–  …raczej  nie  –  przerwał  jej  z  przekonaniem.  –  Jesteś  jeszcze  dziewicą,  moja  mała  Kate.  Jeśli

miałbym jakiekolwiek obawy z tym związane, zabrałbym cię z tej Krety, zanim byś się obejrzała.

– W dzisiejszych czasach dziewictwo nie jest w cenie – powiedziała Kathryn, przypominając sobie

uwagi Missy Donavan, jakie wypowiadała pod jej adresem.

Zapadło  milczenie.  Blake  nie  odpowiadał,  jakby  przetrawiał  w  duchu  jej  słowa.  W  końcu  się

odezwał:

– Niech ci nie przyjdzie do głowy lekkomyślnie pozbywać się cnoty.

– Nie bądź staroświecki – odparła Kathryn. – Tak czy inaczej – dodała z figlarnym uśmiechem – co

by było z tobą, gdyby wszystkie kobiety na świecie były dziewicami?

– Byłbym raczej sfrustrowany – przyznał. – Pamiętaj, że nie jesteś jedną z moich kobiet, i nie chcę,

żebyś się oddawała mężczyznom jak jakaś nimfomanka.

– Raczej to mi nie grozi, a mężczyźni się za mną nie uganiają.

– Ta sukienka jest dla nich dostateczną zachętą.

– Przecież mnie zasłania – sprzeciwiła się Kathryn. – Jest znacznie skromniejsza niż to, co miała na

background image

sobie Nan.

– Zauważyłem – zgodził się Blake.

– Nan uważa, że jesteś najbardziej seksownym mężczyzną na świecie – rzuciła jak gdyby nigdy nic.

– Chciała, żebyś się pokazał na przyjęciu.

– Nan to jeszcze dziecko, a ja jestem za stary na księcia z bajki – odrzekł Blake.

Przyjemnie  było  na  niego  patrzeć,  uznała  Kathryn.  Emanował  energią,  był  pełen  życia,

a jednocześnie był opiekuńczy. Niestety, nadmiernie opiekuńczy, a czasami wręcz despotyczny.

– Jeśli nie pozwolisz mi zaprosić Lawrence’a, to pojadę z nim na kongres pisarzy – oświadczyła.

– Grozisz mi, Kate? – spytał.

– Nie śmiałabym – odrzekła natychmiast.

– Porozmawiamy o tym później.

– Tyran – mruknęła.

– To twój najlepszy strzał? – spytał uprzejmie.

– Męski szowinista – dodała.

Blake wstał z fotela i niespiesznie podszedł do Kathryn.

– Jak sądzisz, co mi w tobie przeszkadza? – spytał.

– Prawdopodobnie irytuję cię tak samo jak ty mnie – odparła. – Zawieszenie broni czy pokój?

Uśmiechnął się z pobłażaniem.

– Pokój.

Pochylił  się,  a  Kathryn  zamknęła  oczy,  oczekując  znajomego  krótkiego  muśnięcia  ust.  Jednak  nic

podobnego  nie  nastąpiło.  Zdziwiona  uniosła  powieki  i  spojrzała  prosto  w  oczy  Blake’a.  Widziała

złote plamki na ciemnych tęczówkach i mimiczne zmarszczki w kącikach powiek. Nagle poczuła na

szyi jego palce, którymi delikatnie pieścił jej skórę.

– Blake? – szepnęła niepewnie, dostrzegając drgający mięsień przy zmysłowych ustach.

– Witaj w domu, Kate – powiedział szorstkim tonem i się wyprostował.

– Nie pocałujesz mnie? – spytała odruchowo.

– Zrobiło się późno – rzekł, odwracając się – a ja jestem bardzo zmęczony. Dobranoc.

Wyszedł z gabinetu, zostawiając ją samą.

background image

ROZDZIAŁ TRZECI

Przez kolejne mijające dni Kathryn zaobserwowała, że Blake traktuje ją z niespotykaną wcześniej

powściągliwością, wręcz z rezerwą. Zadała sobie w duchu pytanie, czy aby się nie myli. Przecież to

Blake,  równie  dobrze  jej  znany  jak  otoczony  dostojnymi  dębami  kamienny  dom,  w  którym

zamieszkała, gdy przed laty zaopiekowali się nią Hamiltonowie. Mimo wszystko coś było na rzeczy

i Kathryn zaczęła się zastanawiać, co mogłoby to być, jednak nie potrafiła tego odgadnąć i nazwać.

Pewnego  wieczoru,  gdy  Blake  skierował  się  ku  schodom,  aby  wejść  na  piętro  i  przebrać  się  na

kolejną randkę, odważyła się go zatrzymać.

– Jesteś na mnie zły? – spytała.

Spojrzał na nią ze zdziwieniem, po czym zapytał:

– Dlaczego tak myślisz?

Zmusiła się do uśmiechu i powiedziała:

– Wydajesz się czymś tak zaabsorbowany, że ledwie nas zauważasz.

– Tak się złożyło, że muszę rozwiązać dużo poważnych problemów, kotku – odrzekł Blake.

– Chodzi o londyńskie zakłady? – domyśliła się.

–  Tak,  ale  nie  tylko.  Także  o  parę  innych  spraw  również  przyprawiających  mnie  o  ból  głowy  –

wyjaśnił.  –  Jeśli  zamierzasz  zadawać  podobnie  niedorzeczne  pytania,  to  skończmy  tę  rozmowę.

Jestem umówiony i trochę mi się spieszy.

–  Przepraszam.  Niech  Bóg  broni,  żebym  miała  cię  odciągać  od  twoich  męskich  zabaw  –

powiedziała z przekąsem Kathryn.

– Męskich zabaw? – powtórzył, nie rozumiejąc.

–  Czasem  nazywacie  je  pracą  –  odparła  drwiąco,  po  czym  okręciła  się  na  pięcie,  by  wrócić  do

salonu, gdzie zostawiła Maude i Phillipa.

Blake rzucił ze śmiechem:

– Majtki ci wystają.

Kathryn  miała  na  sobie  spódnicę  średniej  długości,  a  jednak  mimowolnie  odwróciła  głowę

i spytała:

– Gdzie?

Blake  wspiął  się  na  schody,  nie  odpowiadając,  ale  za  to  śmiejąc  się  pod  nosem,  a  Kathryn

odprowadziła go wzrokiem, po czym dołączyła do Maude i Phillipa.

Wkrótce ponownie go zobaczyła, gdy przed wyjściem zajrzał do salonu, aby się pożegnać. Miał na

sobie  czarne  spodnie,  białą  jedwabną  koszulę  rozpiętą  pod  szyją  i  tweedową  marynarkę,  która

background image

czyniła jego strój bardziej swobodnym. Ciekawe, z jakiego rodzaju kobietą się umówił, zastanawiała

się  Kathryn,  i  czy  będzie  ona  umiała  zaakceptować  i  docenić  silną  osobowość  Blake’a  i  jego

autentyczną męskość?

Przypomniała  sobie  przyjęcie  wydane  na  jej  cześć,  kłótnie  i  spotkanie  w  gabinecie,  do  którego

doszło później. Rozmawiała z Blakiem, po czym się pożegnali i on pochylił się, żeby musnąć jej usta,

ale  w  ostatniej  chwili  się  cofnął.  Wtedy  zaintrygowało  ją  to  zachowanie  i  nadal  była  ciekawa,

dlaczego wówczas Blake się zawahał.

Nazajutrz,  wczesnym  rankiem,  zjawiła  się  Nan  Barrington,  żeby  wybrać  się  z  Kathryn  na

przejażdżkę  konną.  Była  niewysoka  i  drobna,  ale  zgrabna.  Miała  na  sobie  bryczesy  i  niebieski

obcisły sweter, harmonizujący kolorem z barwą jej oczu.

Przywitała  się  z  przyjaciółką  i  natychmiast  zaczęła  rozglądać  się  wokół,  jak  gdyby  szukała

wzrokiem Blake’a.

– Wyszedł – poinformowała ją Kathryn, nie kryjąc rozbawienia.

– Aha. – Nan wyglądała na mocno zawiedzioną. – Myślałam, że będzie nam towarzyszył podczas

przejażdżki.

Kathryn  nie  zamierzała  wyjaśniać  przyjaciółce,  że  Blake  nie  zawahałby  się  nawet  przed

wstąpieniem do klasztoru, żeby tylko uniknąć spotkania z Nan. Prowadziłoby to bowiem do pytań, na

które nie miała ochoty odpowiadać.

– Oto i ona, złota dziewczyna! – zawołał Phillip, zbiegając ze schodów.

Gdy stanął obok Nan, wpatrzył się w nią, nie kryjąc zachwytu.

– Ponętna z ciebie osóbka – zauważył.

–  Och,  żarty  się  ciebie  trzymają  –  odrzekła  Nan,  ale  wyraźnie  się  rozpromieniła.  –  Jedź  z  nami

i pozwól mi udowodnić, że wciąż jestem lepsza od ciebie.

– Akurat, niedoczekanie! – rzucił ze śmiechem Phillip.

Kathryn  poprowadziła  ich  do  drzwi.  Obciągnęła  na  biodra  zieloną  welwetową  bluzę,  którą

włożyła, przewidując, że poranek okaże się chłodny.

Nie pomyliła się. Wiał zimny wiatr.

– Rześko – mruknęła, gdy wyszli na dwór, i sprawdziła, czy klamra do włosów jest zapięta.

–  Jest  przyjemnie,  ale  rzeczywiście  chłodno  –  przyznał  Phillip  i  zmieniając  temat,  stwierdził:  –

Blake  ma  zdumiewająco  mało  czasu  na  jazdę  konną.  Ostatnio  bywa  bardziej  zajęty  sprawami

służbowymi niż zazwyczaj, mnożą się problemy wymagające szybkiego rozwiązania. Oby udało mu

się w sobotę odebrać z lotniska Leedsów.

Nan obrzuciła Kathryn bacznym spojrzeniem i po chwili wahania zapytała:

– Co z Blakiem? Znowu walczycie ze sobą?

background image

Kathryn  utkwiła  wzrok  w  ścieżce,  gdy  szli  skrótem  do  dużej  stajni,  przed  którą  rozciągał  się

otoczony  białym  parkanem  padok.  Dróżka  prowadziła  przez  labirynt  wysokich  przystrzyżonych

żywopłotów. Pośród nich ustawiono białą altanę, w środku której wzdłuż ścian ciągnęły się wygodne

ławy  wyłożone  poduchami.  Kathryn  uważała,  że  to  szalenie  romantyczne  miejsce  i  ilekroć  się  tu

znalazła, puszczała wodze fantazji.

– Blake i ja bardzo dobrze się porozumiewamy – oznajmiła, zaprzeczając sugestii przyjaciółki.

– Nic dziwnego – wtrącił ze śmiechem Phillip – skoro prawie się nie widują.

–  Wcale  tak  nie  jest  –  zaprzeczyła  energicznie  Kathryn.  –  Pamiętasz  ten  wieczór,  kiedy  Blake

wybierał się na randkę?

Nan przeniosła wzrok na Phillipa.

– Z kim obecnie się spotyka? – zainteresowała się.

Phillip wzruszył ramionami teatralnym gestem.

–  Nie  wiem  na  pewno.  Przypuszczam,  że  z  sympatyczną  blondyneczką  z  biura.  Ponoć  to  nowa

sekretarka, o ile można wierzyć plotkarzom. Słyszałem jednak, że robi błędy ortograficzne.

– Wiadomo, że Blake preferuje sympatyczne blondynki – wtrąciła z przekąsem Kathryn.

– W takim razie dlaczego mnie starannie unika? – spytała z westchnieniem Nan. – Co jest ze mną

nie tak?

– Twój wiek, moja droga – powiedział Phillip, obejmując Nan gestem pocieszenia. – Blake lubi

kobiety  dojrzałe,  wyrafinowane  i  doświadczone.  Te  upodobania  sprawiły,  że  znalazłaś  się  poza

zasięgiem jego zainteresowania.

– Niestety – przyznała z nieszczęśliwą miną Nan.

– Pamiętaj, że Blake odwoził nas do domu po ćwiczeniach cheerleaderek – powiedziała Kathryn,

patrząc  tęsknym  wzrokiem  w  stronę  altany,  którą  właśnie  mijali.  –  Myśli,  że  nadal  żujemy  gumę

balonową i chichoczemy.

– Nie cierpię gumy balonowej – zaprotestowała Nan.

–  Chodziło  mi  o  to,  że  Blake  wciąż  widzi  w  nas  nastolatki,  chociaż  już  nimi  nie  jesteśmy  –

wyjaśniła Kathryn.

– Być może – zgodził się Phillip. – A co do gumy… – Urwał i uśmiechnął się na widok starszego

brata, który nadszedł z przeciwnej strony i zatrzymał się na wprost nich.

Ubrany  w  elegancki  szary  garnitur,  nieskazitelnie  białą  koszulę  z  jedwabiu  i  wzorzysty  krawat,

Blake prezentował się jak rasowy biznesmen.

– Witajcie – przywitał się z całą trójką, po czym z uśmiechem zwrócił się do Nan. – Jak czuje się

twoja mama?

–  Dziękuję,  dobrze  –  odparła  Nan,  podeszła  bliżej  do  Blake’a  i  chwyciła  go  za  rękę.  –  Może

background image

wybrałbyś się z nami na przejażdżkę? – spytała.

– Chciałabym, ale jak się nie będę pilnował, to spóźnię się na ważną konferencję, a chciałbym tego

uniknąć.

Kathryn ruszyła w stronę stajni.

– Pójdę naprzód! – zawołała przez ramię, przyspieszając kroku.

Końcowy  odcinek  drogi  przebyła  biegiem,  zdumiona  własnym  zachowaniem  i  emocjami,  które

nagle ją ogarnęły. Przede wszystkim poczuła złość na widok Nan przyciśniętej do ramienia Blake’a.

To  szokujące,  ale  miała  ochotę  wymierzyć  policzek  wieloletniej  przyjaciółce  tylko  dlatego,  że

chciała zwrócić na siebie uwagę Blake’a! Ponadto z niezrozumiałych powodów poczuła się zraniona

i  opuszczona.  Starając  się  wyzwolić  spod  władzy  tych  niepożądanych  odczuć,  weszła  do  stajni

i  zaczęła  siodłać  konia.  Zajęta  sobą,  ledwie  się  zorientowała,  że  ulubiony  kasztanek  jest  gotów  do

przejażdżki. Uderzał niecierpliwie kopytami i prychał, jak gdyby reagował na nietypowy stan ducha

swojej pani.

Kathryn właśnie wyprowadzała Promyka na zewnątrz, gdy dołączyła do niej Nan.

– Gdzie Phillip? – spytała, starając się mówić swoim zwykłym, spokojnym tonem.

–  Blake  kazał  mu  towarzyszyć  sobie  do  biura.  Niewykluczone,  że  chciał  się  naradzić  z  bratem,

omówić  jakieś  sprawy  przed  konferencją  –  odparła  Nan.  –  Równie  dobrze  mogło  chodzić  o  coś

innego. W każdym razie Blake wydawał się zły na Phillipa. – Najwyraźniej jakaś możliwość przyszła

jej  do  głowy,  bo  dodała:  –  Zupełnie  jakby  nie  podobało  mu  się,  że  Phillip  wybiera  się  ze  mną  na

przejażdżkę  konną.  –  Nagle  rozpromieniła  się  i  spytała  podekscytowana:  –  Myślisz,  że  jest  o  mnie

zazdrosny?

– Nie zdziwiłoby mnie to – skłamała Kathryn, choć nie zapomniała uwag, jakie Blake wygłosił pod

adresem Nan.

Zadała  sobie  w  duchu  pytanie,  czy  wówczas  na  pewno  był  szczery.  Czy  w  przeciwnym  razie

wziąłby  ze  sobą  Phillipa  tylko  dlatego,  by  brat  nie  towarzyszył  im  w  konnej  przejażdżce?

Orientowała  się,  że  Blake  wolałby,  aby  brat  bardziej  zaangażował  się  w  działalność  na  rzecz

rodzinnej  korporacji  i  do  wielu  spraw  służbowych  podchodził  mniej  lekceważąco.  Ale  chyba  nie

z  tego  powodu  zaciągnął  go  do  biura  o  tej  wczesnej  godzinie…  Zresztą,  czy  warto  się  nad  tym

zastanawiać? Nawet jeśli Nan właściwie oceniła sytuację, ona woli o tym nie wiedzieć.

– Siodłaj konia i jedźmy! – ponagliła przyjaciółkę. – Nie mogę się doczekać galopady po łąkach.

– Dlaczego od nas uciekłaś? – spytała Nan.

–  Pospiesz  się.  –  Kathryn  zignorowała  pytanie  przyjaciółki,  dosiadając  Promyka.  –  Maude

poprosiła mnie o pomoc w ułożeniu menu na czas wizyty Leedsów – wyjaśniła.

Nan  przygotowała  do  jazdy  swojego  konia,  zrównoważoną  i  pogodną  klacz  o  imieniu  Bryza,

i wskoczyła na siodło.

background image

Przyjaciółki  ruszyły  z  kopyta.  Powietrze  było  czyste  i  świeże.  Kathryn  w  milczeniu  podziwiała

zielone wzgórza, z wolna przybierające jesienne barwy. Drzewa zaczynały się złocić, by później bić

w oczy jaskrawą pomarańczową barwą oraz różnymi odmianami czerwieni. Pola uprawne, widoczne

pomiędzy łąkami, zostały zaorane pod przyszłe wiosenne zasiewy.

– Czyż tu nie jest pięknie? – zadała przyjaciółce retoryczne pytanie. – Karolina Południowa musi

być najpiękniejszym stanem w Ameryce Północnej.

– To ty tak twierdzisz – zauważyła z przekąsem Nan.

– Cóż, to prawda. – Kathryn ściągnęła cugle i pochyliła się do przodu, krzyżując ramiona na łęku,

żeby popatrzeć na Edisto River, rzekę wijącą się pomiędzy łąkami i polami.

–  Czy  zdajesz  sobie  sprawę  z  tego,  jak  rozległe  plantacje  prowadzono  w  Charleston  przed

wybuchem wojny secesyjnej? – spytała przyjaciółkę, bogatsza o wiedzę na ten temat po przeczytaniu

rozmaitych publikacji.

– Obawiam się, że nie podzielam twojej pasji historycznej – odparła przepraszającym tonem Nan.

–  Czasami  zapominam  nawet,  w  jakim  roku  rozpoczęła  się  wojna  secesyjna,  i  nie  pamiętam,  kiedy

skończyły się walki o niepodległość.

Kathryn wyrozumiale uśmiechnęła się do przyjaciółki, uwolniona od niechcianych emocji. W końcu

trudno było winić Nan o to, że, zafascynowana Blakiem, chciała go sobą zainteresować. To nie jej

wina, że on jest tak nieprzyzwoicie męski…

–  Pojedźmy  przez  las  w  dół  wzgórza  –  zaproponowała,  zawracając  konia.  –  Uwielbiam  zapach

rzeki, a ty?

– Ja też. Świetny pomysł – zgodziła się Nan i dodała entuzjastycznie: – Ruszajmy!

Tego  dnia  Blake  wrócił  do  domu  na  wieczorny  posiłek,  co  wywołało  uszczypliwe  uwagi,

ponieważ ostatnio jego obecność przy kolacji należała do rzadkości.

–  Zabrakło  dziewczyn?  –  spytał  kpiąco  Phillip,  gdy  usiadłszy  przy  stole,  raczyli  się  zapiekanką

z kurczaka przygotowaną przez panią Johnson.

– Phillipie! – skarciła syna Maude, rzucając mu pełne dezaprobaty spojrzenie.

Nie tracąc opanowania, Blake zwrócił wzrok na młodszego brata.

– Dziś rano nie narzekałeś na brak damskiego towarzystwa – zauważył oschłym tonem.

–  Czyżbyś  był  zazdrosny  i  dlatego  zaciągnąłeś  mnie  do  biura,  zanim  zdążyłem  się  nacieszyć

obecnością dziewcząt? – zapytał z uśmiechem Phillip.

– Chciałem się z tobą naradzić, braciszku.

– Akurat. Potężny Samson nie potrzebuje wsparcia – zażartował Phillip.

– Chciałabym zwrócić wam uwagę, że pani Johnson wyjątkowo starannie przygotowała to smaczne

danie  z  kurczaka,  które  zaczyna  mi  zalegać  w  żołądku,  kiedy  was  słucham.  –  Maude  próbowała

background image

przywołać synów do porządku.

Kathryn rzuciła jej rozbawione spojrzenie.

– Powinnaś była urodzić córki – zauważyła.

Maude popatrzyła na Blake’a, potem na Phillipa.

– Nie jestem pewna. Bardzo trudno wyobrazić mi sobie Blake’a na wysokich obcasach i w halce.

Kathryn roześmiała się tak serdecznie, że omal się nie zakrztusiła. Phillip pospieszył jej na pomoc

i klepnął ją w plecy.

– Cieszę się, że wreszcie polepszył ci się nastrój – powiedział zimnym tonem Blake. – Dziś rano

nie byłaś w najlepszym humorze.

Kathryn wypiła trochę kawy, po czym zauważyła:

– Nie przypominam sobie, żebym w ogóle się do ciebie odezwała.

– Nie, umknęłaś do stajni po to, by się ze mną nie przywitać.

Jak on może być taki mało spostrzegawczy? – zadała sobie w duchu pytanie Kathryn.

– Nie mam zwyczaju uciekać – oznajmiła wyniośle.

Blake  podniósł  filiżankę  do  ust,  aby  napić  się  kawy,  ale  nie  spuszczał  przenikliwego  spojrzenia

z twarzy Kathryn. Dostrzegła w jego oczach ciemne błyski, które ją zdenerwowały.

– Dalej, używaj sobie – rzucił wyzywająco.

– Nie boję się ciebie.

Oczy Blake’a się zwęziły, a na ustach pojawił się krzywy uśmieszek.

– Mógłbym ci zademonstrować, jak to jest się bać – powiedział.

– Dość tego, dzieci – zniecierpliwiła się Maude, wyraźnie niezadowolona z zakłócania wspólnego

posiłku. – Spory nie służą żołądkom, a niestrawności nie należy lekceważyć.

Phillip z westchnieniem sięgnął po deser, mus cytrynowy.

– Szkoda strzępić język. Nic ich nie powstrzyma – orzekł.

Kathryn zwinęła serwetkę i położyła ją obok talerza, po czym podniosła się z krzesła.

– Jeśli nie macie nic przeciwko temu, przejdę do fortepianu. Dawno nie grałam – powiedziała.

– Nie za długo, kochanie, bo Blake nie będzie mógł zasnąć – napomniała ją Maude. – Pamiętaj, że

jutro musi wstać o piątej rano, żeby pojechać do Charleston i odebrać z lotniska Leedsów.

–  Naturalnie  –  odrzeka  Kathryn,  spoglądając  w  stronę  Blake’a.  –  Staruszkowie  potrzebują  dużo

snu.

–  Na  Boga,  sama  się  prosisz  –  zniecierpliwił  się  Blake  i  dodał  groźnym  tonem:  –  Przeciągnij

strunę, a przekonasz się, czym to się dla ciebie skończy!

– Idź, dziewczyno. – Phillip wstał i lekko popchnął Kathryn w stronę salonu.

Wyszli razem. Phillip zamknął za nimi drzwi, po czym oparł się o nie plecami i odetchnął z ulgą,

choć oczy mu się śmiały.

background image

–  Dobrze  ci  radzę,  nie  przesadzaj.  Ostatnio  trudno  z  nim  wytrzymać,  a  dziś  nawet  wilk

w porównaniu z nim wydawałby się owieczką.

– Przecież na ogół tak się zachowuje.

–  To  prawda  –  zgodził  się  Phillip.  –  Od  pewnego  czasu  dodatkowo  nie  poprawia  mu  humoru

sekretarka.

Kathryn zasiadła do fortepianu i porozciągała palce.

– To jego sprawa – uznała. – Po co zatrudnił sekretarkę do ozdoby, a nie do pracy? Mam po dziurki

w nosie słuchania o Blake’u.

Uderzyła w klawisze, zaczynając drugi koncert Rachmaninowa, a Phillip przez dłuższą chwilę nie

ruszał się z miejsca, w zadumie przypatrując się jej profilowi.

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY

Maude  na  stałe  zatrudniła  gospodynię,  zażywną  i  stateczną  panią  Johnson,  oraz  dwie  młode

dziewczyny na przychodne, dla których nie brakowało zajęć, a dzisiaj zostały do późnego popołudnia

ze względu na przygotowania przed przyjazdem gości. Maude z uwagą obserwowała ich poczynania

i  zauważyła,  że  jedna  z  nich  tuż  przy  wejściu  do  salonu  postawiła  duży  wazon  z  kompozycją

z suchych kwiatów.

–  To  miejsce  się  nie  nadaje,  bo  ludzie  będą  potrącać  suszki.  Postaw  wazon  gdzie  indziej  –

pouczyła dziewczynę.

Kathryn  uznała,  że  lepiej  trzymać  się  z  daleka  od  tej  krzątaniny,  i  skierowała  się  do  drzwi

wyjściowych.  Ledwie  zdążyła  zamknąć  je  za  sobą,  gdy  spostrzegła  Phillipa,  który  wysiadł

z niedużego sportowego wozu. Wahał się przez chwilę, ale w końcu ruszył w jej kierunku.

– Masz dziwną minę. Co się dzieje? – spytał.

– To suche kwiaty – odrzekła Kathryn.

Przyjrzał się jej wyraźnie zaintrygowany.

– Czyżbyś dobrała się do brandy Blake’a? – spytał.

– Ależ nie! Zrozumiałbyś, dlaczego wymykam się z domu, gdybyś był w środku. Doprawdy można

by  pomyśleć,  że  złoży  nam  wizytę  głowa  państwa.  Maude  już  dwa  razy  przestawiła  meble,  a  teraz

ukwieca  pokoje,  również  suszkami.  Tymczasem  z  tego,  co  się  orientuję,  Leedsowie  nie  są  władni

uratować dorzecza Edisto River przed przemysłem.

– No cóż, przekonamy się o tym wkrótce. – Phillip zerknął na zegarek. – Blake powinien być lada

moment – dodał.

Kathryn rozejrzała się wokół, po czym skupiła wzrok na tej części zadbanego ogrodu, przez który

brukowana ścieżka, biegnąca między żywopłotami, prowadziła do białej altany.

– Zastanawiałam się, jak wygląda panna Leeds – powiedziała od niechcenia.

– Vivian? Jak z okładki żurnala. Jest aktorką, i to już znaną.

– Ile ma lat? – spytała.

–  Dwadzieścia  pięć  –  odparł  Phillip.  –  Przecież  wiesz,  że  Blake  nie  może  długo  wytrzymać  bez

kobiety, a zmienia je często niczym rękawiczki.

Kathryn  poczuła  przypływ  tych  samych  niechcianych  emocji,  które  ogarnęły  ją  na  widok  Nan

przytulającej się do Blake’a. Miała ochotę wykrzyczeć swoją złość, zrobić cokolwiek, byle nie stać

z  uśmiechem  przyklejonym  do  twarzy  i  udawać,  że  nie  obchodzi  jej,  z  kim  Blake  się  zadaje  lub

będzie zadawał. Czyżby była o niego zazdrosna? Czy to możliwe? Przecież on jest… Właśnie, kim

background image

jest dla niej? Nagle dotarło do niej, że Phillip coś mówi.

–  Kathryn,  nie  słuchasz  mnie.  Spytałem,  czy  chciałabyś  pojechać  ze  mną  do  King’s  Fort  i  kupić

sobie nową sukienkę, a może nawet dwie.

– Po co? – Popatrzyła na niego z oburzeniem. – Czy jestem jakimś bezguściem? Źle się ubieram?

–  Oczywiście,  że  nie  –  pospiesznie  zaprzeczył  Phillip,  starając  się  ją  udobruchać.  –  Maude

zasugerowała, że może chciałabyś mieć coś nowego, skoro będziemy mieli gości.

–  Mam  się  wystroić,  tak?  –  Kathryn  prychnęła  ze  złością,  ale  szybko  uświadomiła  sobie,  że

miałaby możliwość wybrania stroju, który zwróciłby uwagę Blake’a. Na jej ustach pojawił się lekki

uśmieszek.  –  Cóż,  skoro  Maude  tak  uważa…  Dobrze,  zabierz  mnie  do  drogiego  magazynu,  na

przykład do Saksa…

– Hm… nie wiem – zawahał się Phillip.

–  Blake  dostanie  rachunek  dopiero  w  przyszłym  miesiącu  –  uprzytomniła  mu  Kathryn.  –  Wtedy

mogę być w St. Martin albo na Tahiti, albo w Paryżu…

Phillip zachichotał.

–  W  porządku,  niepoprawna  dziewczyno,  zbierajmy  się  –  zgodził  się.  –  Musimy  się  pospieszyć,

inaczej nie zdążymy przed przyjazdem gości.

Kathryn  już  chciała  powiedzieć,  że  właśnie  na  tym  jej  zależy,  ale  w  porę  ugryzła  się  w  język.

Najchętniej nie tylko nie powitałaby Vivian Leeds, ale na czas jej wizyty przeniosłaby się do miasta.

Jeszcze nie poznała tej kobiety, a już jej nie lubiła.

Po przyjeździe do ekskluzywnej galerii handlowej Kathryn zostawiła Phillipa w specjalistycznym

sklepie,  oferującym  różne  gatunki  kawy  z  całego  świata,  gdzie  można  było  nie  tylko  zrobić  zakupy,

ale  i  wypić  na  miejscu  fachowo  przyrządzoną  kawę.  Minęła  dział  odzieży  dla  kobiet  puszystych

i skierowała się do drogiego butiku. Chciała, żeby Blake zobaczył ją w eleganckiej, wysmakowanej

kreacji,  w  której  będzie  wyglądała  niczym  światowa  dama.  Być  może  wreszcie  dostrzeże  w  niej

dorosłą kobietę, a nie kapryśnego podlotka. Pełna zapału przymierzyła jedną z kosztownych sukien,

ale  gdy  przyjrzała  się  sobie  w  lustrze,  z  rozczarowaniem  uznała,  że  wygląda,  jakby  się  przebrała.

Mina jej zrzedła i opuścił ją cały entuzjazm.

– Nie jest dla pani odpowiednia, prawda? – spytała jasnowłosa ekspedientka.

– Wydawała się taka piękna na manekinie – odparła Kathryn, nie kryjąc zawodu.

–  Została  zaprojektowana  na  inną  sylwetkę  niż  pani.  Czy  mogłabym  pani  zaproponować  inne

modele?

– Och, tak! – ucieszyła się Kathryn. – Proszę mi pomóc.

– Chwileczkę.

Trzy  suknie,  które  przyniosła  ekspedientka,  wyglądały  znacznie  mniej  efektownie  niż  ta,  którą

background image

wcześniej  wybrała  Kathryn.  Proste  w  kroju,  utrzymane  w  stonowanych  barwach,  pozornie

nieefektowne, na Kathryn ożyły i prezentowały się znakomicie. W połączeniu z jej czarnymi włosami

i  zielonym  oczami  kreacja  w  kolorze  mięty  wyglądała  olśniewająco.  Krój  szarej  sukni  podkreślał

figurę, natomiast beżowej harmonizował z delikatną cerą, a prosty fason dodawał elegancji.

–  Ta  jest  przeznaczona  na  wieczór  –  powiedziała  ekspedientka,  przynosząc  aksamitną  suknię

w kolorze wina z głębokim dekoltem w szpic i rozcięciami po bokach.

To  suknia  marzeń,  pomyślała  Kathryn,  gdy  przymierzyła  kreację  i  przejrzała  się  w  lustrze.  Ma

uwodzicielską  moc,  uznała  i  wyobraziła  sobie,  jak  silne  wrażenie  w  tym  stroju  zrobi  na  Blake’u.

Natychmiast  jednak  zreflektowała  się,  przypomniawszy  sobie,  że  przestrzegał  ją,  by  go  nie

prowokowała. Miała jednak prawo ubierać się w to, co się jej spodobało…

– Musimy wracać – usłyszała nagle głos Phillipa, dobiegający zza drzwi przymierzalni.

Kathryn spojrzała na swoje odbicie w lustrze i w jej oczach pojawiły się psotne błyski. Ciekawe,

jak zareaguje Phillip, widząc ją w tej wyrafinowanej kreacji? Otworzyła drzwi, zrobiła kilka kroków

i stanęła upozowana niczym modelka. Phillip utkwił w niej wzrok i zaniemówił. Dopiero po dłuższej

chwili zapytał, jakby nie wierzył własnym oczom.

– Kathryn, to ty?

– Naturalnie, że ja – zapewniła go. – Czy nie wyglądam jak marzenie?

– Marzenie? Zdecydowanie tak. – Phillip skinął głową.

–  O  co  chodzi?  –  spytała,  podchodząc  bliżej  i  patrząc  na  niego,  podczas  gdy  ekspedientka

uśmiechała się, stojąc w pewnej odległości od niech.

– Jesteś pewna, że noszenie publicznie takiego stroju jest dozwolone?

Kathryn uśmiechnęła się.

– Daj spokój. To bardzo modny fason. Podoba ci się?

– Jestem zachwycony, ale Blake…

Kathryn rzuciła mu wymowne spojrzenie.

– Jestem dorosła – podkreśliła. – Będę musiała przypomnieć mu o tym, bo…

–  Nie  będziesz  musiała  –  przerwał  jej  Phillip,  patrząc  na  zarys  jej  piersi  widoczny  w  głębokim

dekolcie. – Sam to zauważy.

Ruchem głowy Kathryn odrzuciła w tył długie falujące włosy.

–  Założę  się,  że  ta  aktorka  nosi  bardziej  wydekoltowane  suknie  niż  ta,  którą  mam  na  sobie  –

powiedziała.

– Zgadza się – przytaknął Phillip – ale jej styl życia różni się od twojego, kotku.

– Masz na myśli, że sypia z mężczyznami, czy tak? – nalegała.

–  Ciszej,  na  litość  boską!  –  Phillip  niespokojnie  rozejrzał  się  dokoła,  sprawdzając,  czy  ktoś  ich

usłyszał. – Nie zapominaj, gdzie jesteśmy.

background image

– Ale tak jest, prawda? – Kathryn nie dawała za wygraną.

– Wiem, że miałaś przeprawę z Blakiem w związku z przyjazdem twojego przyjaciela pisarza. Nie

myśl, że odpłacisz mu pięknym za nadobne, obrażając jego ostatnią zdobycz. Nie pozwoli ci na to.

Kathryn czuła, że wzbiera w niej złość.

–  Mam  dość  pouczań  Blake’a  i  jego  wygłaszanych  autorytatywnym  tonem  wskazówek,  jak  mam

postępować.  Nie  zamierzam  dłużej  znosić  tego  protekcjonalnego  traktowania.  Wyniosę  się  z  domu

i wynajmę mieszkanie.

– Na razie nie poruszaj tego tematu – poradził Phillip.

– Już mu to zakomunikowałam.

– I jak zareagował? – zainteresował się Phillip.

– Oczywiście nie przyklasnął temu pomysłowi. Zresztą na nic się nie zgodził. Tym razem nie ulegnę

jego  woli.  Wynajmę  mieszkanie  i  zacznę  pracować.  Pomożesz  mi  się  przeprowadzić  –  dorzuciła,

posyłając Phillipowi szelmowskie spojrzenie.

– Niedoczekanie! – zaperzył się Phillip. – W tej sprawie na mnie nie licz. Z twojego powodu nie

będę zadzierał z bratem.

Kathryn tupnęła nogą.

– Oto współcześni mężczyźni!

– Nie rozumiem. – Phillip uniósł brwi z rozbawieniem.

–  Żaden  nie  ma  dość  odwagi,  by  przeciwstawić  się  Blake’owi.  Chociaż  jestem  pewna,  że

Lawrence stanąłby w mojej obronie – dodała z zaciętą miną.

– Jeśli nawet, to pożałuje, że to zrobił – orzekł Phillip. – Uprzedzam, że za żadną cenę nie zostanę

w domu na weekend, jeśli kupisz tę suknię. – Udał, że zadrżał. – Nie znoszę widoku krwi.

– Blake nic mi nie zrobi podczas pobytu gości.

–  Odpuść  sobie  i  wycofaj  się  z  tego  pomysłu.  Przecież  Blake  jedynie  troszczy  się  o  ciebie  i  nie

chce, by spotkała cię krzywda.

– Wykluczone, nie zmienię zdania. – Kathryn pogładziła aksamitną tkaninę sukni. – Nie zamierzam

spędzić  reszty  życia  pod  czyjeś  dyktando.  Blake  nie  jest  moim  strażnikiem  i  nie  będzie  mi  stale

dyktował, jak powinnam postępować.

–  Jeśli  po  zmroku  wyjdziesz  na  ulicę  w  tej  sukni,  będziesz  potrzebowała  strażnika  albo

ochroniarza.

Kathryn pocałowała Phillipa w policzek.

– Jesteś bardzo miłym i przyzwoitym człowiekiem – powiedziała.

– Może jednak…?

– Nie przejmuj się tak. – Kathryn skinęła na ekspedientkę, której zakomunikowała z uśmiechem: –

background image

Biorę wszystkie. Tę zieloną z aksamitu również.

– Jaką zieloną? – spytał zaniepokojony Phillip.

– Ma jeszcze bardziej śmiały krój niż ta, którą mam na sobie – skłamała Kathryn, choć zapamiętała

wiązanie pod szyją i łagodne linie sukni. – Nie ma pleców – szepnęła.

– Niech Bóg ma nas w opiece! – zawołał Phillip, wznosząc wzrok ku górze.

–  Nie  zawracaj  głowy  Panu  Bogu.  Wystarczy,  że  musi  się  martwić  wojnami,  powodziami  oraz

innymi klęskami gnębiącymi ludzkość.

– Kłopotanie się tobą zostawił mnie – rzekł z westchnieniem Phillip.

–  Szczęściarz.  –  Kathryn  poklepała  go  po  policzku  i  skierowała  się  do  kasy.  –  Chodź.  Musisz

podpisać czek.

– Czyim nazwiskiem? Jak sobie życzysz? – spytał.

– Nie bądź niemądry! – odparła ze śmiechem Kathryn.

Kathryn i Phillip skorzystali z tylnego wejścia do domu i niepostrzeżenie przemknęli na piętro, by

w swoich pokojach przebrać się do kolacji. Kathryn wzięła kąpiel, po czym włożyła bordową suknię

i  zwinęła  włosy  w  efektowny  węzeł  na  czubku  głowy,  pozostawiając  parę  kosmyków  opadających

uwodzicielsko na policzki. Nałożyła bardzo oszczędny makijaż – tylko tyle, żeby nadać twarzy nieco

tajemniczy  i  odrobinę  wyrafinowany  wygląd.  Dzięki  tym  zabiegom  stała  się  kobietą  nie

przypominającą  młodej  dziewczyny,  która  wcześniej  opuściła  pokój,  żeby  pojechać  do  miasta  na

zakupy.

Usatysfakcjonowana  swoim  lustrzanym  odbiciem,  spryskała  się  perfumami  firmy  Givenchy

i  wolnym  krokiem  zeszła  na  dół.  Usłyszała  głosy  dobiegające  z  salonu,  wśród  których  bez  trudu

rozpoznała  ten  należący  do  Blake’a.  Nagle  opuścił  ją  wojowniczy  nastrój  i  zelżała  ochota  do

zagrania na nosie apodyktycznemu opiekunowi. Poczuła się niepewnie.

Po  chwili  jednak  wzięła  się  garść.  Powściągając  emocje  i  zbierając  się  na  odwagę,  pewnym

krokiem  wkroczyła  do  wyłożonego  białym  dywanem  salonu,  którego  wystrój  był  utrzymany

w odcieniach szarości i błękitu.

Natychmiast zauważyła blondynkę kurczowo uczepioną ramienia Blake’a. Naturalnie, odnotowała

też jego złe spojrzenie, którym zmierzył ją od stóp do głów.

–  Wreszcie  się  zjawiłaś,  moja  droga  –  powiedziała  Maude,  starając  się  ukryć  zaskoczenie

wyglądem Kathryn. – Jesteś… jakaś odmieniona – dodała z dezaprobatą.

– Skąd masz tę suknię? – spytał obcesowo Blake.

Kathryn już zamierzała odpowiedzieć, ale rzuciła okiem na Phillipa i ostatecznie wyjaśniła:

– On mi ją kupił.

Phillip nie zdołał się opanować i rzucił z wyrzutem:

background image

– Kathryn!

Blake uśmiechnął się złowieszczo i zwrócił lodowatym tonem do brata:

– Później o tym porozmawiamy.

–  Czy  nie  możemy  tego  zrobić  po  pogrzebie  Kathryn?  –  spytał  Phillip,  starając  się  obrócić  całą

sprawę w żart.

– Nie przedstawisz mnie swoim gościom? – zapytała Kathryn.

–  Dick  Leeds  i  jego  córka,  Vivian  –  powiedział  Blake,  wskazując  wysokiego  siwowłosego

mężczyznę o niebieskich oczach oraz jasnowłosą niebieskooką kobietę. – A to Kathryn Mary – dodał.

– Kilpatrick – dodała dumnie Kathryn. – Jestem tu najmłodsza.

–  Bardzo  mi  miło.  –  Dick  Leeds  uśmiechnął  się  uprzejmie  i  uścisnął  dłoń  Kathryn.  –  Zatem  nie

pochodzi pani z rodziny Hamiltonów? – zagadnął.

–  Nie  –  wyjaśniła  Kathryn.  –  Po  śmierci  moich  rodziców  Maude  wzięła  mnie  do  siebie

i traktowała jak swoją córkę.

–  Najwyraźniej  bez  większych  sukcesów  –  orzekł  Blake,  mierząc  karcącym  spojrzeniem  Kathryn

i zatrzymując je nieco dłużej na głębokim dekolcie.

–  Jeśli  nie  przestaniesz  mi  dokuczać,  to  uderzę  cię  moim  misiem  –  zapowiedziała  beztrosko

Kathryn, biorąc kieliszek sherry z rąk Phillipa.

Vivian Leeds nie wyglądała na rozbawioną, choć zmusiła się do uśmiechu.

– Ile ma pani lat, panno Kilpatrick? – spytała bez większego zainteresowania.

– Znacznie mniej niż pani, panno Leeds, jestem tego pewna – odrzekła Kathryn z równie fałszywym

uśmiechem.

Phillip omal nie zakrztusił się drinkiem.

–  Jak  było  na  wycieczce,  Vivian?  –  zwrócił  się  do  blondynki,  zmieniając  temat,  by  rozładować

sytuację.

– Bardzo miło, dziękuję – odparła, świdrując wzrokiem Kathryn. – Śliczna suknia – zauważyła.

– Ten stary ciuch? – odparła wyniośle Kathryn, wpatrując się znacząco w różową jedwabną szatę,

którą  miała  na  sobie  Vivian.  –  W  gruncie  rzeczy  nie  bardzo  interesuje  mnie  moda.  Nie  śledzę

nowości, tym bardziej że niektóre nowe fasony bardziej przypominają nocne koszule niż sukienki –

dodała.

Vivien Leeds lekko się zaczerwieniła, ewidentnie nie z powodu zakłopotania, a ze złości.

– Proszę do stołu – odezwała się Maude.

– Prowadź, mamo – powiedział Blake.

Dało się zauważyć, że rozbawienie walczyło w nim z gniewem i na ułamek sekundy rozbawienie

zwyciężyło. Po chwili jednak ponownie zmierzył Kathryn karcącym wzrokiem i lekki uśmiech znikł

background image

z  jego  twarzy.  Oczy  mu  pociemniały,  gdy  zatrzymał  wzrok  na  kremowej  skórze  dekoltu,  a  Kathryn

poczuła się tak, jakby jej dotknął. Mimowolnie rozchyliła wargi.

Blake  przesunął  spojrzenie  na  tyle  szybko,  że  spostrzegł  reakcję  Kathryn,  i  jego  oczy  jeszcze

bardziej  pociemniały.  W  tym  momencie  Kathryn  pomyślała,  że  zanim  wieczór  dobiegnie  końca,

będzie musiała stawić czoło wściekłości Blake’a. Mimo to udało się jej odpowiedzieć brawurowo

na jego spojrzenie, a nawet posłać mu uśmiech.

Phillip szedł za nią, gdy zmierzali do jadalni.

– Chcesz się unicestwić? – spytał cicho. – On aż się gotuje ze złości i ten słodki uśmiech wcale ci

nie pomógł.

– Rewolucjoniści nie mogą sobie pozwolić na martwienie się tym, co będzie jutro. Przecież Blake

mnie nie zje.

– Tak uważasz? – Phillip zerknął na brata, który obserwował ich ponad głową Vivian.

– Czyżbyś się go bał? – zakpiła. – Poza wszystkim jesteście braćmi.

– Kain i Abel też nimi byli.

– Nie przejmuj się, ja cię obronię.

– Lepiej nie, proszę. Dlaczego musiałaś mu wyjawić, że kupiłem ci tę suknię?

– Przecież podpisałeś czek – odparła z niewinną miną Kathryn.

– Wiem, ale to nie był mój pomysł.

–  Bądź  rozsądny.  –  Kathryn  starała  się  załagodzić  sytuację.  –  Gdybym  mu  wyznała,  że  ja  na  to

wpadłam, rzuciłby mi się do gardła, nie zważając na gości.

– Uznałaś, że będzie lepiej, jak na mnie skupi się jego wściekłość? – zapytał z wyrzutem Phillip.

Kathryn uśmiechnęła się.

– Z mojego punktu widzenia, tak – przyznała. – Przepraszam, naprawdę bardzo mi przykro. Powiem

mu prawdę.

– O ile będziesz miała szansę. – Phillip wskazał ruchem głowy w stronę brata.

Blake usadził Vivian, po czym odwrócił się, żeby przytrzymać krzesło Kathryn. Podeszła do niego

z taką determinacją jak skazaniec prowadzony na szafot.

– Miłe przyjęcie – mruknęła, zajmując miejsce przy stole.

– Owszem, ale dopiero się zaczyna – odrzekł Blake, krzywiąc usta w wymuszonym uśmiechu, po

czym  dodał  ostrzegawczym  tonem:  –  Jeśli  wygłosisz  jeszcze  jedną  złośliwą  uwagę  pod  adresem

Vivian, będziesz tego żałowała do końca życia, Kathryn Mary.

– Ona zaczęła.

– Czyżbyś była zazdrosna?

Kathryn podniosła wzrok na Blake’a.

– O kogo, o nią? – spytała wyniośle. – Najwyraźniej uparcie nie chcesz przyjąć do wiadomości, że

background image

nie mam piętnastu lat – dodała.

– Obiecuję, że zanim ten wieczór się skończy, pożałujesz, że tak nie jest – wycedził Blake.

Dlaczego  w  ogóle  otworzyłam  usta  i  go  prowokowałam?  –  zreflektowała  się  Kathryn.  Czyż  nie

ostrzegał jej wystarczająco często? Co sprawia, że nie mogę przestać wojować z Blakiem i wciąż mu

się sprzeciwiam? – zadała sobie w duchu kolejne pytanie. Dlaczego właśnie on wywołuje we mnie

odruch buntu?

Wspólna kolacja okazała się dla Kathryn męczarnią. Vivian do tego stopnia zawłaszczyła Blake’a,

że w zasadzie nie mógł wdać się w rozmowę z nikim innym. Jednak mimo skupienia się na Blake’u

Vivian  co  jakiś  czas  obejmowała  przenikliwym  spojrzeniem  niebieskich  oczu  Kathryn,  siedzącą  po

drugiej stronie stołu.

– Nie za bardzo się starasz o to, aby podczas tego spotkania panowała miła atmosfera – zauważył

Phillip, gdy po posiłku przeszli do salonu na kawę i drinki.

–  Blake  wystarczy  za  nas  dwoje  –  odparła,  rzucając  lodowate  spojrzenie  w  stronę  blondynki,

uwieszonej silnego ramienia Blake’a, jak gdyby był on tratwą ratunkową. – Ma zły gust – dorzuciła.

–  Nie  powiedziałbym  –  sprzeciwił  się  Phillip,  z  widocznym  zainteresowaniem  przypatrując  się

zgrabnej i kobiecej sylwetce Vivian Leeds. – Jest miła dla oka.

– Czyżby? – żachnęła się Kathryn. – Mnie wydaje się nijaka.

– Nie bądź złośliwa. Zapomniałaś, dlaczego ona do nas przyjechała?

– Nie. Pamiętam. Sądziłam, że przede wszystkim chodzi o jej ojca mającego, jak słyszałam, duże

doświadczenie we współpracy i kontaktach ze związkami zawodowymi.

– Częściowo – odrzekł Phillip.

– Co masz na myśli? Nie bądź taki tajemniczy. – Kathryn posłała mu zaciekawione spojrzenie.

Umknął wzrokiem w bok.

–  Wkrótce  się  dowiesz.  Chyba  mama  ma  do  ciebie  jakąś  sprawę,  zostawię  więc  was  same.  –

Z tymi słowami Phillip przeszedł w głąb salonu.

W tym momencie Maude, która pokazywała Dickowi Leeds swoje zbiory porcelany, podeszła do

Kathryn.

– Znowu to robisz, moja droga – stwierdziła z westchnieniem, ostrożnie zerkając w stronę Blake’a.

–  On  stanowczo  ma  tego  dość.  Czy  nie  mogłabyś  choć  przez  jeden  wieczór  go  nie  drażnić?  Nie

zapominaj, że Leedsowie są naszymi gośćmi.

– Są gośćmi Blake’a – zaoponowała Kathryn.

– Cóż, to jest dom Blake’a – przypomniała jej łagodnie Maude. – Johnny wszystko jemu zostawił.

Być może obawiał się, że Blake powstrzyma mnie przed roztrwonieniem majątku.

– Nie postąpiłabyś tak lekkomyślnie – zaprotestowała Kathryn.

background image

Maude westchnęła.

–  Może  i  nie,  ale  nie  mam  całkowitej  pewności.  Doskonale  zdajesz  sobie  sprawę  z  tego,  że  nie

poprawiasz Blake’owi nastroju.

– Niczego złego nie uczyniłam, tylko kupiłam nową sukienkę – broniła się Kathryn.

– Jesteś na nią zdecydowanie za młoda – orzekła Maude. – Phillip nie spuszczał z ciebie oczu, a za

każdym razem, kiedy on na ciebie patrzy, Blake jest coraz bardziej niezadowolony.

–  Z  Phillipem  łączy  mnie  jedynie  przyjaźń.  Nawet  gdyby  było  inaczej,  nic  nagannego  by  się  nie

stało, bo nie łączą nas więzy krwi – zauważyła Kathryn.

Maude skinęła głową.

–  Dobrze  wiesz,  że  nie  ma  nikogo,  kogo  chciałabym  dla  niego  na  żonę  bardziej  niż  ciebie  –

powiedziała – ale Blake nie zaakceptowałby waszego związku i bardzo utrudniłby ci życie.

– On nie akceptuje żadnego mężczyzny, z którym się umawiam – odparła Kathryn.

–  Sprawa  sama  się  ułoży  –  orzekła  Maude.  –  Proszę  cię,  żebyś  tymczasem  zachowywała  się

kulturalnie  w  stosunku  do  panny  Leeds.  To  bardzo  ważne,  żebyśmy  zrobili  na  nich  obojgu  dobre

wrażenie. Na razie nie mogę ci nic więcej powiedzieć, ale zaufaj mi.

– Dobrze – odparła z westchnieniem Kathryn.

– Znakomicie. A teraz pomóż mi zająć się Dickiem. Blake zamierza pojechać z Vivian do King’s

Fort i pokazać jej, jak wygląda miasto nocą. Nie wiem, dlaczego to ją interesuje, ale bardzo jej na

tym zależało.

Kathryn  wiedziała,  z  jakiego  powodu,  i  wcale  nie  poprawiło  jej  to  humoru.  Obserwowała  ze

złością, jak Vivian i Blake pospiesznie wychodzą z domu, nie oglądając się za siebie. Przez chwilę

miała  ochotę  chwycić  cenną  chińską  wazę  z  okresu  dynastii  Tang,  która  stała  w  holu,  i  cisnąć  nią

w  ich  stronę.  Szybko  uprzytomniła  sobie,  że  do  jutra  rana  nie  będzie  widzieć  Blake’a,  i  znalazła

w tym pocieszenie.

Dick  Leeds  okazał  się  interesującym  rozmówcą.  Oceniła,  że  pod  miłym  obejściem  i  uprzejmym

zachowaniem kryje się stanowczość i zdecydowanie. Starszy pan stosunkowo wcześnie wyraził chęć

udania  się  na  spoczynek,  tłumacząc  się  zmęczeniem  po  długiej  podróży.  Wkrótce  Maude  podążyła

jego śladem.

–  Podobnie  jak  Dick,  zaczynam  odczuwać  swój  wiek  –  powiedziała  i  zwróciła  się  do  Phillipa

i Kathryn: – Dobranoc, dzieci.

Po wyjściu matki Phillip zaproponował Kathryn partyjkę remika. W pierwszej chwili odmówiła.

– Znowu wygrasz – dodała z nadąsaną miną.

– Dam ci od razu dziesięć punktów przewagi – obiecał.

– Cóż… w takim razie dobrze.

background image

– Siadaj, mała… to znaczy partnerze – poprawił się z uśmiechem Phillip, podchodząc do niedużego

stołu ustawionego pod oknem.

Kathryn odpowiedziała mu uśmiechem i zajęła miejsce. Dlaczego Blake nie może być taki jak jego

brat?  –  zadała  sobie  w  duchu  pytanie,  obserwując,  jak  Phillip  tasuje  karty.  Przyjacielski,

sympatyczny, zabawny…

–  Był  taki,  gdy  byłaś  młodsza  –  powiedział  Phillip,  jakby  czytał  w  myślach  Kathryn  i  w  jego

ciemnych oczach zamigotały wesołe iskierki. – Wydawało ci się, że się zmienił, dopiero wtedy, gdy

zaczęłaś dorastać.

–  Mnie  się  nie  wydawało,  ja  tego  doświadczyłam!  –  oświadczyła  stanowczo.  –  Nic  tylko  mnie

krytykuje, poucza i zwraca mi uwagę.

– Musisz przyznać, że go prowokujesz. Chociażby dziś wieczór.

– Ona mnie irytuje.

–  Chyba  ty  też  nie  wzbudziłaś  jej  sympatii  –  zauważył  Phillip.  –  Myślę,  że  atrakcyjne  kobiety  na

ogół  za  sobą  nie  przepadają.  Odniosłem  jednak  wrażenie,  że  jej  niechęć  do  ciebie  bierze  się

z twojego stosunku do niej. Nie byłaś wobec niej zbyt uprzejma.

– Masz rację – przyznała Kathryn.

– Starałaś się w ten sposób wziąć odwet na Blake’u?

– Jeśli chodzi o walkę z twoim bratem, mój arsenał środków jest ograniczony – przyznała.

Phillip wyłożył sekwens trzech kart na stół i odłożył karty.

– To dotyczy nas wszystkich – zauważył.

Kathryn przez chwilę obracała w palcach kartę, przyjrzała się jej i odłożyła na kupkę.

–  Nie  rozumiem,  dlaczego  nie  mogę  zamieszkać  sama  –  powiedziała.  –  Podejmę  pracę  i  będę

regulować wszelkie opłaty.

– Czym chciałabyś się zająć? – zainteresował się Phillip.

–  W  tym  problem.  Skończyłam  szkołę,  ale  na  dobrą  sprawę  nie  mam  konkretnego  zawodu.

Właściwie  nic  nie  umiem  –  podsumowała  z  ponurą  miną  Kathryn.  Nagle  jej  twarz  się  rozjaśniła

i wypaliła: – Dam ogłoszenie, że poszukuję bogatego kochanka.

– Nie waż się nawet żartem mówić czegoś podobnego przy Blake’u – powiedział Phillip i dodał

z udawanym przestrachem: – Natychmiast obwini mnie o głupie pomysły.

Kathryn  roześmiała  się,  myśląc  o  tym,  jak  inteligentny,  sympatyczny  i  zabawny  jest  Phillip.

Doskonale czuła się w jego towarzystwie. Był jak ukochany brat, którego zawsze chciała mieć. Gra

tak  ją  pochłonęła,  że  straciła  poczucie  czasu.  Była  bliska  wygranej,  gdy  nagle  jej  uwagę  od  kart

odwrócił odgłos otwieranych drzwi wejściowych.

– O nie – szepnęła.

background image

Phillip stłumił śmiech na widok jej spłoszonej miny.

– Wygląda na to, że wrócili – powiedział, gdy z holu dobiegł piskliwy głos Vivian, która życzyła

swemu towarzyszowi dobrej nocy.

Zanim Kathryn zdążyła odpowiedzieć, Blake wszedł do salonu. Zerknął na siedzących przy stoliku

graczy, po czym zdjął marynarkę i rzucił ją na krzesło. W ślad za nią poszedł krawat.

–  Dobrze  się  bawiliście?  –  spytał  Phillip,  dostrzegając  ślad  po  szmince  na  kołnierzyku  koszuli

brata.

Blake wzruszył ramionami. W milczeniu podszedł do barku i nalał sobie szklaneczkę whisky, nie

dodając do niej ani wody, ani lodu.

– Hm, lepiej się położę – dodał Phillip, bezbłędnie oceniając nastrój Blake’a. – Dobranoc.

– Ja też pójdę do swojego pokoju – oznajmiła Kathryn.

Podniosła się z krzesła w nadziei, że opuści salon razem z Phillipem. Niestety, nie zdążyła, bo ten

zdrajca zniknął błyskawicznie. Dotarła do progu, gdy zatrzymał ją głos Blake’a.

– Zamknij drzwi – polecił.

Kathryn przeszła przez próg.

– Od środka – sprecyzował.

Kathryn  zaczerpnęła  głęboko  powietrza,  starając  się  uspokoić  oddech  i  niechętnie  cofnęła  się  do

salonu, zamykając za sobą drzwi. Oparła się o nie plecami i rzuciła Blake’owi nerwowe spojrzenie.

– Spędziłeś miło czas? – spytała.

– Nie zagaduj!

Wściekłym spojrzeniem otaksował aksamitną suknię z rozcięciami po bokach i głębokim dekoltem.

– Dick poszedł spać – powiedziała. – To bardzo miły pan.

Starała się odsunąć w czasie konfrontację. Wiele razy widziała go w złym humorze, ale tym razem

wywierał  na  niej  szczególnie  przygnębiające  wrażenie.  Opuściła  ją  brawura,  którą  demonstrowała

wcześniej, będąc w towarzystwie innych osób. Teraz została sama na placu boju.

–  Jego  córka  również  –  odparł  Blake,  nawiązując  do  jej  ostatnich  słów.  –  Niestety,  nie  zadałaś

sobie trudu, żeby się o tym przekonać.

Kathryn poruszyła się niespokojnie.

– Bo ona jest napastliwa i wrogo do mnie nastawiona – usprawiedliwiła się.

– A ty z naddatkiem odwzajemniasz tę postawę – odrzekł, podnosząc szklaneczkę do ust, by upić

łyk alkoholu. – Chcę poznać prawdę. Czy rzeczywiście Phillip kupił ci tę suknię?

Kathryn poczuła się pokonana.

– Nie. Tylko podpisał czek – wyjaśniła i dodała tonem usprawiedliwienia: – Maude powiedziała,

że potrzebuję parę nowych sukienek.

background image

–  I  miała  rację  –  zgodził  się  Blake.  –  Nie  przyszło  mi  jednak  do  głowy,  że  ubierzesz  się  jak

prostytutka z Main Street.

– Jak możesz tak mówić! Taka jest teraz moda! – oburzyła się Kathryn.

–  Niemal  te  same  słowa  słyszałem  po  przyjęciu  u  Barringtonów  na  temat  stroju,  który  wówczas

miałaś na sobie – przypomniał jej. – Powtórzę to, co wówczas powiedziałem: taka suknia podnosi

ciśnienie  krwi  u  mężczyzn  o  pięć  kresek,  kiedy  jest  jeszcze  na  manekinie,  a  na  tobie…  –  Urwał,

wpatrując się pociemniałymi oczami w Kathryn.

– Vivian włożyła jeszcze bardziej prowokujący strój – zauważyła Kathryn. – Niemal widziałam ją

przez tę sukienkę.

–  To  niczego  nie  zmienia.  Rozmawiamy  o  tobie,  nie  o  Vivian.  Twoje  piersi  są  prawie  całkiem

odsłonięte.

Kathryn oblała się rumieńcem i, wzburzona, podniosła głos:

–  Dobrze,  niech  ci  będzie,  więcej  nie  włożę  tej  sukni!  Nie  rozumiem  jednak,  dlaczego  tak  cię

obchodzi, w co się ubieram!

Blake zmrużył oczy i zacisnął palce na szklaneczce.

– Naprawdę? – spytał z niedowierzaniem.

Skrzyżowała szczupłe ramiona.

– Naprawdę! Zachowujesz się jak tyran – stwierdziła oskarżycielskim tonem. Przesunęła dłońmi po

aksamitnej  tkaninie  sukni,  oparła  je  na  biodrach  i  podniosła  wyzywająco  brodę.  –  O  co  ci  chodzi?

Przeszkadzam ci w czymś? Wolałbyś, żebym nosiła mundurek szkolny?

Blake odstawił szklaneczkę na barek i wolnym krokiem, jakby się nad czymś namyślał, podszedł do

Kathryn.  Odgadła  z  jego  spojrzenia,  że  ma  jasno  wytyczony  cel  i  ogarnięta  paniką,  odwróciła  się

i sięgnęła do klamki. Było jednak za późno na ucieczkę. Blake chwycił ją, odkręcił ku sobie i mocno

przytrzymał, przyciskając do drzwi. Szarpała się, ale nie była w stanie uwolnić się z uścisku.

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY

Niczym sparaliżowana, wpatrywała się w Blake’a, jakby nagle stał się kimś obcym. Oniemiała, nie

była w stanie wydobyć z siebie głosu, by zaprotestować. Dopiero po dłuższej chwili, przestraszona

wyrazem jego twarzy, krzyknęła:

– Blake, nie możesz!

W odpowiedzi wzmocnił uścisk i zaczął silniej napierać. Poczuła, jak jego umięśnione uda ściśle

przylegają do jej ud, a metalowa klamra paska wpija się jej powyżej talii.

– Czyżby? – mruknął, zatrzymując wzrok na jej drżących wargach.

Bezwolna,  wciąż  zaskoczona  niespodziewanym  atakiem,  wpatrywała  się  w  twarz  Blake’a,  którą

miała tuż przed oczami. Nagle poczuła na swoich ustach jego wargi, tak zachłanne i natarczywe, że

cofnęła  głowę  na  tyle,  na  ile  było  to  możliwe.  Nie  rozchyliła  warg,  drżąc  z  lęku  przed  tym,  czego

Blake od niej żądał, a on nie ustawał, domagając się pocałunku, a w pewnym momencie lekko ugryzł

jej dolną wargę .

Szloch  wyrwał  się  z  jej  ściśniętego  gardła,  gdy  uległa  naporowi  i  gwałtowności,  które  nie  miały

nic  wspólnego  z  jej  nielicznymi  dotychczas  doświadczeniami  z  obcowania  z  mężczyznami.  Nic,

czego doznała wcześniej, nie przygotowało jej na tak silną namiętność.

Nie  miała  do  czynienia  z  rówieśnikiem,  chłopakiem  usiłującym  skraść  jej  całusa.  Tym  razem

chodziło nie tylko o to, że znalazła się w ramionach dojrzałego mężczyzny. To był Blake, jej opiekun,

który uczył ją jeździć konno, woził ją na treningi cheerleaderek i na mecze piłki nożnej. A teraz…

Uniósł głowę, obrzucając wzrokiem jej obrzmiałe wargi, zaróżowione policzki i potargane włosy.

– Sprawiłeś mi… ból – szepnęła Kathryn.

Nerwowym  ruchem  sięgnęła  do  włosów,  chcąc  je  poprawić,  a  z  oczu  popłynęły  jej  łzy,  nad

którymi nie zdołała zapanować.

– Przekonałaś się, czym skutkuje prowokowanie dorosłego mężczyzny – powiedział zimnym tonem.

– Ostrzegałem cię, i to nie raz, nie dwa, żebyś tego nie robiła, ale mnie nie posłuchałaś. Może po tym

doświadczeniu wreszcie pojmiesz, czym to grozi.

Kathryn  stłumiła  szloch,  ale  nawet  niewyraźny  zdawał  się  jedynie  rozdrażniać  Blake’a,  a  nie

wzbudzać jego współczucie.

–  Proszę,  pozwól  mi  odejść  –  powiedziała  łamiącym  się  głosem.  –  Przysięgam,  że  ani  razu  nie

włożę tej lub podobnej sukienki.

Blake ściągnął gęste brwi i oparł ręce o drzwi po obu stronach jej głowy, po czym cofnął się nieco,

by nie naciskać ciałem na Kathryn.

background image

– Przestraszyłaś się? – spytał.

Skinęła  głową,  niezdolna  wykrztusić  słowa,  niemal  zahipnotyzowana  bliskością  Blake’a.

Tymczasem  on  objął  spojrzeniem  jej  opuchnięte  usta,  po  czym  ponownie  się  ku  niej  pochylił

i  delikatnie  przesunął  językiem  po  jej  wargach.  Nie  spieszył  się  ani  nie  napierał;  wprowadził  ją

w stan, jakiego dotychczas nie doświadczyła. Odprężyła się, jej ciało przebiegł przyjemny dreszczyk

i zapragnęła czegoś więcej. Już się nie bała, wręcz oczekiwała pocałunku, gotowa z pasją go oddać

i się w nim zatracić.

Blake niespodziewanie się wycofał, uwalniając ją ze swych objęć. Podszedł do barku, nalał sobie

następną szklaneczkę whisky, po czym napełnił mały kieliszek i podał go Kathryn. Bez słowa wziął ją

za rękę i podprowadził do stolika. Oparł się o mebel, nie wypuszczając dłoni Kathryn, która popijała

małymi łyczkami złocisty trunek, trzymając kieliszek w drugiej dłoni.

Blake  wypił  whisky  i  odstawił  szklaneczkę,  po  czym  wziął  kieliszek  od  Kathryn.  Ujął  ją  w  talii

i przyciągnął do siebie. Przez dłuższy czas patrzył w milczeniu na jej zaczerwienioną twarz, wreszcie

powiedział:

– Nie martw się.

To był łagodny ton, który zapamiętała z dzieciństwa. Uspokajający głos, którym Blake pocieszał ją,

gdy miała wrażenie, że cały jej świat się rozpada na drobne kawałeczki.

–  Po  prostu  się  posprzeczaliśmy,  choć  nieco  inaczej  niż  zazwyczaj.  Nic  nadzwyczajnego  się  nie

stało.

Kathryn jeszcze nie całkiem panowała nad sprzecznymi emocjami, wywołanymi niespodziewanym

przeżyciem, ale towarzyszące mu napięcie powoli ją opuszczało.

–  To  nie  za  bardzo  przypomina  przeprosiny  –  powiedziała,  rzucając  Blake’owi  nieśmiałe

spojrzenie.

– Nie zamierzam przepraszać – odparł. – Wiesz, że nie jesteś bez winy, a ja wcześniej jasno dałem

ci do zrozumienia, że przeciągasz strunę.

– Wiem – przyznała z westchnieniem.

–  Możesz  prowokować,  nawet  nie  zdając  sobie  z  tego  sprawy.  W  efekcie  znajdziesz  się

w nieprzyjemnej sytuacji i narazisz na niechciane przeżycie. Czy to rozumiesz?

– Tak, ale nie przypuszczałam, że ty… – Urwała, szukając odpowiednich słów na określenie tego,

o czym chciała powiedzieć.

– Jak ci wiadomo, nie łączą nas więzy krwi, które by cię chroniły przede mną. Nie jestem małym

chłopcem ani zramolałym starcem i reaguję jak dorosły mężczyzna na widok kobiety w skąpej sukni.

Prawdopodobnie Phillip też by się zapomniał.

– Może – przyznała Kathryn. – Tyle że on byłby… zachowywałby się jak dżentelmen. Przynajmniej

background image

tak sądzę.

Blake nie zaprotestował. Ujął Kathryn za podbródek, tak żeby spojrzała mu prosto w oczy.

–  Dość  znacznie  różnimy  się  z  moim  bratem,  i  to  pod  wieloma  względami,  moja  mała  Kate  –

stwierdził. – Nie jestem przesadnie ustępliwym partnerem ani nadmiernie delikatnym kochankiem.

Kathryn oblała się rumieńcem, a mimo to zapytała:

– A co na to twoje partnerki?

– Niektórym z nich to odpowiada.

To zaczyna być interesujące, pomyślała oszołomiona.

–  Kobiety…  gryzą  mężczyzn?  –  spytała  szeptem,  jak  gdyby  to  był  temat  nieodpowiedni  dla

przyzwoitych uszu młodej panny.

– Tak – odparł Blake. – Poza tym drapią i krzyczą jak oszalałe.

– Chyba stroisz sobie ze mnie żarty. Porozmawiam na ten temat z Phillipem.

Blake zaśmiał się i spytał:

– Naprawdę myślisz, że on kiedykolwiek doświadczył silnej, obezwładniającej namiętności?

Kathryn wzruszyła ramionami.

– Jest mężczyzną – stwierdziła.

– Są różni mężczyźni – stwierdził Blake. – Moje biedactwo, sprawiłem ci ból?

Kathryn odsunęła się od niego, więc puścił jej dłoń.

–  Nic  się  nie  stało  –  orzekła.  –  Jak  powiedziałeś,  sama  się  o  to  prosiłam.  –  Umknęła  wzrokiem

w bok.

–  Nie  zamierzałem  być  wobec  ciebie  napastliwy  ani  brutalny,  a  jedynie  zademonstrować  ci,  do

czego  może  posunąć  się  mężczyzna,  którego  prowokujesz,  nosząc  taką  suknię.  Mimo  bogatego

doświadczenia w pewnym momencie jednak przestałem się kontrolować.

– Nie sądziłam, że mówiłeś poważnie.

Blake jeszcze raz prześliznął się wzrokiem po jej ciele.

– Teraz już wiesz – skwitował.

–  Jak  najbardziej  –  zgodziła  się  i  odwróciła  od  niego,  o  mały  włos  nie  uderzając  w  cenną

porcelanową  wazę,  stojącą  na  postumencie.  –  Zwrócę  do  sklepu  wszystkie  suknie,  które  kupiłam,

o ile jeszcze nie jest za późno – obiecała.

– Daj spokój, nie ma potrzeby – sprzeciwił się Blake. – Dobrze wiesz, o co mi chodziło. Nie chcę,

żebyś nosiła sukienki z dekoltem do pasa i rozcięciami po bokach, to wszystko. Poza tym ubieraj się,

jak  ci  się  podoba.  Na  noszenie  wyzywających  strojów  jesteś  zbyt  dziecinna,  by  do  końca  zdawać

sobie sprawę z tego, na co się narażasz.

Kathryn  podeszła  do  drzwi,  przybierając  godną  postawę,  co  z  pewnością  zyskałoby  pochwałę  ze

strony nauczycielki, która przekazywała jej wiedzę na temat dobrych manier.

background image

– Nie jestem dzieckiem – powiedziała.

Blake zapalił papierosa.

– Kiedy przybędzie tutaj ten pisarz? – spytał.

– Planowo jutro.

Obserwowała,  jak  Blake  podchodzi  do  okna  i  odciąga  zasłonę,  żeby  wyjrzeć  na  dwór.

Najwyraźniej chce odwlec odpowiedź, pomyślała.

–  Mam  nadzieję,  że  jednak  nie  każesz  mi  odwołać  wizyty  Lawrence’a?  –  zapytała,  ryzykując,  że

usłyszy odmowną decyzję.

Blake niespiesznie odwrócił się od okna i przez dłuższą chwilę bacznie wpatrywał się w Kathryn,

zanim odparł:

– Wolę go mieć na oku pod swoim dachem. W ten sposób uniknę części kłopotów. Na przykład nie

będę  musiał  się  martwić,  że  ukradkiem  wymkniesz  się  z  domu,  aby  po  kryjomu  się  z  nim  spotkać

i towarzyszyć mu podczas kongresu. Po dzisiejszym eksperymencie wnioskuję, że nie napotkałby na

zdecydowany  odpór,  gdyby  chciał  cię  uwieść. A  zakładam,  że  chętnie  skorzystałby  z  okazji,  mając

cię przy sobie.

Kathryn posłała mu gniewne spojrzenie.

– To tobie się tak zdaje!

Blake zareagował śmiechem na podniesiony głos Kathryn.

– Zamiast się oburzać – poradził – uświadom sobie, że nie zamierzałem cię uwieść, a jedynie dać

ci nauczkę. Powinnaś już wiedzieć, że nie gustuję w napalonych nastolatkach. Choć ty nie podpadasz

pod  tę  kategorię  –  dodał  z  ironią  –  bo  jesteś  zaskakująco  niedojrzała  i  nieśmiała  jak  na  swoje

dwadzieścia jeden lat.

Ta uwaga zraniła ją bardziej niż wszystko, co powiedział i zrobił wcześniej.

– Lawrence jest innego zdania – nadąsała się.

Blake podniósł papierosa do ust.

– Może bym się z nim zgodził, gdybym miał tak małe doświadczenie jak on – rzucił.

Te słowa wzbudziły w Kathryn niejasne podejrzenie.

– Co możesz wiedzieć o jego doświadczeniu? – spytała.

Przypatrywał się jej przez dłuższą chwilę w milczeniu, po czym zapytał:

– Myślisz, że pozwoliłbym ci pojechać na Kretę z nim i z tą jego siostrą o ptasim móżdżku, gdybym

przed tym ich oboje dokładnie nie sprawdził?

Kathryn ogarnęła złość.

– Nie ufasz mi, tak?

– Przeciwnie, ufam ci – zaoponował. – Natomiast zdecydowanie nie dowierzam mężczyznom.

background image

– Nie jestem twoją własnością! – wykrzyknęła Kathryn.

– Idź spać, zanim znowu doprowadzisz mnie do ostateczności – ostrzegł.

–  Z  przyjemnością  zostawię  cię  samego  –  oświadczyła  Kathryn  i  nie  życząc  Blake’owi  dobrej

nocy, wyszła z pokoju.

Długo  przewracała  się  z  boku  na  bok,  nie  mogąc  zasnąć,  a  gdy  w  końcu  zmorzył  ją  sen,  śniła

o Blake’u.

Rano obudził ją odgłos burzy i deszcz bębniący o dach. Wciąż na wpół wyrwana ze snu, oczami

wyobraźni  widziała  siebie  leżącą  w  mocnych  ramionach  Blake’a  i  czującą  na  nagiej  skórze  jego

rozpalone wargi. Ta wizja była tak sugestywna, że z trudem się od niej odżegnała.

Z rozmysłem spóźniła się na śniadanie, licząc na to, że w jadalni nie spotka Blake’a. Wydawało się

jej bowiem, że zdoła on wyczytać z jej twarzy, wokół czego krążą jej myśli. Kiedy zeszła do jadalni,

przy stole zastała tylko Vivian, od której dowiedziała się, że Blake pojechał do biura.

Delikatną  cerę  panny  Leeds  podkreślała  żółta  bluzka  i  tego  samego  koloru  spódnica.  Starannie

uczesana  i  umalowana,  Vivian  wyglądała  szykownie.  Pełnym  dezaprobaty  spojrzeniem  obrzuciła

dżinsy i golf, które miała na sobie Kathryn.

– Nie przejmujesz się modą, prawda? – spytała.

– Niespecjalnie, a podczas pobytu w domu w ogóle – odparła Kathryn, sięgając po śmietankę do

kawy.

Pani  Johnson  krążyła  między  kuchnią  a  jadalnią,  dodając  nowe  dania  do  i  tak  urozmaiconego

i sutego śniadania. Vivian przyglądała się Kathryn i zauważyła, jak wrzuca ona do kawy dwie kostki

cukru.

– O kalorie też nie dbasz, prawda?

–  Nie  potrzebuję  –  odparła  Kathryn,  starając  się  nie  okazywać  rozdrażnienia.  Gdzie,  u  licha,

podziewa się Maude, Phillip i Dick Leeds? – zadała sobie w duchu pytanie.

Vivian  nadal  obserwowała  Kathryn  i  w  pewnym  momencie  zatrzymała  spojrzenie  na  jej  otartej

dolnej wardze. Po chwili spuściła wzrok i zabrała się do jedzenia.

– Wczoraj wieczorem dość długo zasiedzieliście się z Blakiem w salonie – zagadnęła swobodnym

tonem.

– Musieliśmy… omówić parę pilnych spraw – wyjaśniła Kathryn.

Wciąż  nie  potrafiła  się  uwolnić  od  rozpamiętywania  tego,  co  wydarzyło  się  pomiędzy  nią

a Blakiem minionego wieczoru. Nadal z wyjątkową wyrazistością miała przed oczami poszczególne

sceny.  Poznała  nowe  oblicze  Blake’a,  a  wcale  nie  była  pewna,  czy  tego  chciała.  Jednak  czułość,

którą jej okazał po wcześniejszej napaści, rozbudziła w niej ciekawość, co wydarzyłoby się, gdyby

Blake się nie wycofał. Zapragnęła także ponownie poczuć jego usta na swoich wargach.

background image

– Rozminęłaś się z Blakiem – zauważyła Vivian, wciąż przyglądając się Kathryn, która nakładała

sobie na talerz jajka sadzone i szynkę. – Poprosił mnie, żebym od razu po przebudzeniu razem z nim

zeszła na dół, gdy tylko pani Johnson nakryje do stołu, żebyśmy mogli wspólnie zjeść śniadanie.

– To miło – skwitowała Kathryn.

Pochyliła  głowę  nad  talerzem,  więc  umknął  jej  złośliwy  uśmieszek,  który  pojawił  się  na  ustach

Vivian, która mówiła dalej:

–  Chciał  wyjść  z  domu,  zanim  zjawisz  się  w  jadalni.  Wolał  się  z  tobą  nie  spotkać  w  obawie,  że

będziesz  doszukiwała  się  czegoś  więcej  w  jego  wczorajszym  zachowaniu,  niż  to  w  istocie  miało

miejsce.

Kathryn poczuła się jednocześnie zraniona i zakłopotana.

– Opowiedział ci o tym? – spytała z niedowierzaniem.

– Oczywiście, moja droga – odparła protekcjonalnym tonem Vivian. – Był z siebie niezadowolony,

pozwoliłam więc mu się wygadać. Bardzo żałował, że pomiędzy wami doszło do tej żenującej sceny.

Sumitował się, że w tej wyzywającej sukni byłaś na wpół naga i miał do siebie pretensję, że się nie

pohamował. No cóż, jest niesłychanie męski i ma wybujały temperament.

– Nie byłam naga! – sprzeciwiła się Kathryn.

–  Jest  namiętnym  mężczyzną  i  wspaniałym  kochankiem  o  niezwykłych  umiejętnościach  –  dodała

z rozmarzonym uśmiechem Vivian.

Kathryn  silnie  się  zaczerwieniła  i  pochyliła  nad  filiżanką,  aby  ukryć  rumieniec.  Machinalnie

popijała kawę, nie czując, że jest za gorąca.

– Rozumiesz chyba, że to nie może się powtórzyć – ciągnęła Vivian. – Zdaję sobie sprawę z tego,

że Blake nie podał ci prawdziwej przyczyny mojego przyjazdu z ojcem, ale… – Zawiesiła znacząco

głos.

Kathryn  uniosła  głowę  i  z  jawną  niechęcią  popatrzyła  na  kobietę,  która  od  pierwszego  wejrzenia

wzbudziła  w  niej  złe  emocje.  Teraz  sprawiła,  że  Kathryn  poczuła  się  tak,  jakby  dostała  obuchem

w głowę.

– Ale… – wykrztusiła, z trudem łapiąc oddech.

–  Skoro  Blake  nic  ci  nie  powiedział,  to  ja  też  nie  mogę  –  odparła  Vivian.  –  Chciał,  aby  jego

rodzina mnie poznała, zanim oficjalnie dowie się, no wiesz, o czym.

To tak się sprawy mają, pomyślała z goryczą Kathryn. Najwyraźniej Blake doszedł do wniosku, że

wreszcie  powinien  się  ożenić,  a  Vivian  zorientowała  się  w  sytuacji,  uczepiła  się  go  i  nie  popuści.

Nie darmo od początku nie poczułam sympatii do tej wyrachowanej jędzy udającej słodką kobietkę,

dodała  w  duchu.  Zresztą,  jakie  to  ma  znaczenie?  Przecież  Blake  zaznaczył,  że  jedynie

zademonstrował  jej,  czym  niedoświadczonej  dziewczynie  grozi  prowokowanie  mężczyzny,  na

przykład zbyt śmiałym strojem. Twierdził, że w dobrej wierze chciał ją przestrzec, dać jej nauczkę.

background image

A że jej nagle się zamarzyło… Cóż, to nie jego sprawa. Jednak niepotrzebnie rozmawiał na ten temat

z  Vivian,  w  dodatku  wyjawiając,  że  nie  chciałby,  aby  ona,  Kathryn,  wiązała  z  tym  wydarzeniem

jakieś nadzieje. Przekona się, że nie będzie w stanie jej zranić. Jeszcze ona mu pokaże!

Widok  nieprzyjemnie  zaskoczonej  Kathryn  musiał  sprawić  Vivian  satysfakcję,  uśmiechnęła  się

bowiem, podnosząc do ust filiżankę.

– Widzę, że zrozumiałaś, co chciałam ci przekazać – powiedziała. – Nie zdradzisz Blake’owi, że

z tobą na ten temat rozmawiałam? – spytała. – Byłby ze mnie bardzo niezadowolony.

– Nic mu nie wyjawię – zapewniła ją Kathryn. – A poza tym gratuluję.

–  Mam  nadzieję,  że  zostaniemy  przyjaciółkami  –  odparła  z  udawanym  zapałem  Vivian.  –  Nie

przejmuj się tym, co zaszło wczoraj między tobą a Blakiem. On chce o tym jak najszybciej zapomnieć

i ty też powinnaś. To była chwila zapomnienia – podkreśliła. – Nie ma się nad czym rozwodzić.

Kathryn usiłowała beztrosko się uśmiechnąć, ale bez widocznego efektu. Wciąż była jak ogłuszona

po  rozmowie  z  Vivian,  która  z  wyraźną  satysfakcją  rozwiała  nadzieje  Kathryn.  Na  szczęście  reszta

rodziny  zjawiła  się  w  jadalni  i  zasiadła  do  stołu.  Wymiana  zdań  na  temat  codziennych  spraw

pomogła Kathryn oderwać myśli od Blake’a.

Kathryn lubiła podróże samolotem, nie nudziła się też, czekając w terminalu na moment przejścia

do samolotu lub na wylądowanie maszyny. Niezmiennie z ciekawością obserwowała zaaferowanych

pasażerów, zastanawiając się, kim są i dokąd się udają, czy osoby, które najwyraźniej przyszły kogoś

odebrać. Tak jak ona teraz, czekając na przybycie Lawrence’a Donavana.

Właśnie  zwróciła  uwagę  na  opaloną,  jasnowłosą  młodą  kobietę,  która  z  płaczem  rzuciła  się

w  ramiona  postawnego  bruneta.  Przypatrując  się  im  z  oddali,  Kathryn  zastanawiała  się,  czy  są

kochankami, którzy nie ze swojej winy dawno się nie widzieli, czy też godzili się po wcześniejszej

kłótni. Mężczyzna obsypał swoją towarzyszkę pocałunkami, a ona z całej siły się do niego tuliła.

Kathryn odwróciła wzrok, bo widok tego pełnego emocji pocałunku sprawił, że poczuła się nagle

niekomfortowo,  niczym  podglądaczka.  Namiętność,  wyraźnie  łącząca  tych  dwoje,  była  jej  obca.

Jeszcze nie doświadczyła takiego głodu mężczyzny. Była bliska pragnieniu scalenia się z mężczyzną,

gdy  Blake  pocałował  ją  po  raz  drugi  –  zmysłowy,  przejmujący  dotyk  jego  warg  rozbudził  w  niej

reakcje, o które nie podejrzewała swojego niedoświadczonego ciała. Kto wie, do czego by doszło,

gdyby pocałował ją po raz trzeci…

Nagły  ruch  w  hali  przylotów  wyrwał  ją  z  rozmyślań,  wstała  z  krzesła  i  znalazła  się  na  wprost

idącego  ku  niej  Lawrence’a  Donavana,  zwanego  krótko  Larrym.  Podbiegła  do  niego  i  wpadła

w  rozłożone  ramiona.  Niebieskie  oczy  Larry’ego  śmiały  się  do  niej  spod  gęstwiny  rudych  włosów

opadających mu zawadiacko na czoło.

– Tęskniłaś za mną? – zapytał.

background image

–  Czy  walczyłabym  z  połową  mojej  rodziny,  żeby  móc  przyjechać  po  ciebie  taki  kawał  drogi,

gdybym nie tęskniła? – odpowiedziała pytaniem.

– To naprawdę daleko, prawda? Trzeba było dać mi znać, a skorzystałbym z autobusu.

– Nie bądź śmieszny – obruszyła się, biorąc go za rękę, gdy skierowali się po odbiór bagażu. – Co

byś  powiedział  na  przejażdżkę  po  Charleston,  zanim  wrócimy  do  Greyoaks?  –  zaproponowała.  –

Goście Blake’a już ją odbyli. Nie ma powodu, żebyś i ty chociaż z grubsza nie poznał miasta.

– Goście? – powtórzył zdziwiony Larry. – Czyżbym przyjechał w nieodpowiednim czasie? – spytał

szybko.

–  Blake  zaleca  się  równocześnie  do  związków  zawodowych  i  do  kobiety  –  wyjaśniła  z  nutą

goryczy w głosie Kathryn. – Będziemy trzymać się od nich z daleka. Nie martw się, Phillip, Maude

i ja zajmiemy się tobą tak, abyś dobrze się czuł i nie nudził.

–  Blake  jest  twoim  opiekunem,  prawda?  –  spytał  Larry,  zatrzymując  się,  żeby  wziąć  bagaż

z taśmociągu.

– Tak. Hamiltonowie przyjęli mnie pod swój dach i wychowywali, ale nie łączą nas więzy krwi –

wyjaśniła Kathryn.

Wyszli z lotniska i skierowali się na parking.

–  Szkoda,  że  pogoda  się  popsuła  –  powiedziała  Kathryn,  wskazując  szare  deszczowe  chmury

zasnuwające  niebo.  –  Cały  dzień  padało  i  meteorolodzy  zapowiadają  powodzie.  Gwałtowne  burze

z silnym deszczem i porywistym wiatrem występują w tych okolicach na niżej położonych terenach.

– Jak nisko? – spytał Larry.

Kathryn pochyliła się ku niemu.

– Tak nisko, że musisz popatrzeć w górę, żeby zobaczyć ulice – zażartowała.

–  Ta  sama  dawna  Kat  –  powiedział  Larry,  zwracając  się  do  niej  przezwiskiem,  które  jej  kiedyś

nadał, i przytulił ją mocniej. – Jak dobrze znowu być na południu.

– Mówisz tak dlatego, że uciekłeś od zanieczyszczonego środowiska – zauważyła.

– Zanieczyszczonego? W Maine? – zdziwił się.

– Czyż nie macie licznych kominów i wysypisk odpadów chemicznych? Czy w rzekach nie pływają

ciała ofiar wojen gangów?

– Żartujesz – odrzekł ze śmiechem Larry.

– A czy ty, kiedy mnie poznałeś, nie twierdziłeś, że chodzimy do sklepów spożywczych w białych

prześcieradłach i pijemy na śniadanie napój miętowy? – przypomniała mu Kathryn.

– Przed tobą nie spotkałem nikogo z południa – bronił się Larry, gdy szli w stronę samochodu. –

Prawdę mówiąc – dodał – po raz pierwszy spędzę tu trochę czasu.

–  Masz  okazję  sporo  się  nauczyć  –  stwierdziła  Kathryn.  –  Choćby  tego,  że  wielu  z  tutejszych

mieszkańców wierzy w równość, że większość z nas naprawdę umie czytać i pisać, a poza tym… –

background image

Urwała, bo nagle rozpętała się ulewa.

Rzuciła  się  do  drzwiczek  auta  i  błyskawicznie  wskoczyli  do  środka,  w  ostatniej  chwili  unikając

przemoczenia  do  suchej  nitki.  Odgarnąwszy  z  twarzy  mokre  kosmyki,  Kathryn  uruchomiła  silnik

i  ostrożnie  wycofała  się  swoim  małym  porsche  z  parkingu.  Była  rozważnym  kierowcą,  co

zawdzięczała  nie  tylko  kursowi  prawa  jazdy.  Blake  podarował  jej  ten  samochód  na  urodziny

w  zeszłym  roku  i  przez  tydzień  występował  w  charakterze  jej  pasażera.  Przejechali  razem  wiele

kilometrów. Blake uważnie obserwował każdy jej ruch jako kierowcy, a ona pilnie słuchała jego rad

i wskazówek, bo jako młodzieniec Blake brał udział w licznych rajdach samochodowych w Europie.

Dodała gazu i wyjechała z parkingu w stronę ruchliwej o tej porze ulicy.

– Leje jak z cebra – stwierdziła.

Przestawiła  wycieraczki  na  najszybsze  obroty,  a  mimo  to  z  trudem  zdążały  zbierać  wodę

z  przedniej  i  tylnej  szyby.  Poprzez  ścianę  deszczu  trudno  było  dostrzec  inne  samochody,  mimo  że

jechały na światłach.

–  Nie  przywiozłem  deszczu,  naprawdę.  Nie  miej  do  mnie  pretensji  –  powiedział  żartobliwym

tonem Larry.

– Liczę na to, że trochę odpuści.

Kathryn  nie  było  do  śmiechu.  Czekała  ich  długa  droga,  w  dodatku  musieli  pokonać  dwa  mosty.

Zdarzało  się,  że  przy  gwałtownej  ulwie  lub  powodzi  były  nieprzejezdne.  W  pewnym  momencie

między przejeżdżającymi samochodami utworzyła się luka i Kathryn płynnie włączyła się do ruchu.

– Widzę palmy! – wykrzyknął Larry.

– A co? Myślałeś, że jesteś na Antarktydzie? – spytała kpiąco, zerkając katem oka na Larry’ego. –

Nie  bez  przyczyny  nazywają  nasz  stan  Palmetto  State.  W  niżej  położonej  części  stanu,  w  niskim

rejonie, mamy plaże, podobnie jak na Florydzie – dodała.

– Niskim rejonie? – powtórzył Larry.

–  Tak  nazywamy  równinę  nadmorską  –  wyjaśniła  Kathryn.  –  Jest  też  górny  rejon,  ale  na  tej

wycieczce  nie  zobaczysz  ani  jednego,  ani  drugiego.  King’s  Fort,  gdzie  mieszka  moja  rodzina,  jest

oddalony stąd o półtorej godziny jazdy. – Kathryn uśmiechnęła się przepraszająco. – Wybacz, że nie

przylecieliśmy  po  ciebie,  ale  duża  cesna  wymaga  niewielkiego  remontu.  Blake  również  pojechał

samochodem po swoich gości. Jest jeszcze odrzutowiec firmowy, ale jeden z wiceprezesów musiał

akurat polecieć do jednego z naszych zakładów w Georgii.

–  Twoja  rodzina  musi  mieć  wiele  zakładów  –  zauważył  Larry,  obserwując  profil  wpatrzonej

w drogę Kathryn.

– Czy ja wiem. Tylko trzy czy cztery przędzalnie i chyba pięć fabryk odzieżowych.

– Tylko? – spytał Larry.

background image

–  Cóż,  niejeden  przyjaciel  Blake’a  posiada  znacznie  więcej.  –  Kathryn  skierowała  się  na

autostradę I-26, po czym zjechała z niej w Rutledge Avenue. – Pojedziemy okrężną drogą do Barttery

i pokażę ci kilka charakterystycznych obiektów przy Meeting Street, o ile zdołasz je dostrzec przez

zalane deszczem szyby.

– Dobrze znasz miasto?

–  Mieszkała  tu  ciotka,  u  której  spędzałam  lato  –  odrzekła  Kathryn.  –  Wciąż  lubię  tu  przyjeżdżać

w weekendy, spacerować po mieście w dzień, a wieczorem wpaść do klubów.

Nie wspomniała jednak o tym, że dotychczas sama nie chodziła do nocnych lokali. Nie wyjawiła

także,  iż  wybrała  się  dziś  na  lotnisko  bez  wiedzy  i  przyzwolenia  Blake’a  tylko  dlatego,  że  Maude

i Phillip, przeciwni tej eskapadzie, nie mogli go nigdzie znaleźć. Chętnie wyrwała się z domu, aby

nie  przebywać  w  pobliżu  triumfującej  Vivian,  roszczącej  sobie,  przypuszczalnie  nie  bez  podstaw,

prawo do Blake’a.

– Chciałbym choć trochę poznać okolicę, zamierzam bowiem wykorzystać te wiadomości, aby móc

tu umiejscowić akcję mojej powieści – powiedział Larry, gdy skręcili do Barttery i jechali wzdłuż

Old Charleston.

Minęli  skrzyżowanie  z  Lenwood  Boulevard.  Kathryn  uśmiechnęła  się,  widząc,  z  jakim

zainteresowaniem  jej  gość  patrzy  na  zatokę  i  okazałe  stare  domy  wznoszące  się  za  nią.  Siedział

z nosem przyklejonym do szyby, usiłując coś dojrzeć w strugach coraz mocniej zacinającego deszczu.

– Znasz dzieje starych rezydencji? – spytał.

– Niektórych tak. Poczekaj chwilę.

Wjechali w South Barttery Street i Kathryn wskazała po prawej stronie biały dwupiętrowy budynek

ozdobiony eleganckim gankiem.

– Ten pochodzi z lat dwudziestych dziewiętnastego wieku. Został zbudowany na podkładach z pni

palmowych  zanurzonych  w  mule.  Ten  sposób  miał  zapobiec  skutkom  trzęsienia  ziemi.  Później

zastosował go Frank Lloyd Wright

[1]

. Jest to jeden z bardzo niewielu domów, które nie ucierpiały

z powodu trzęsienia ziemi w tysiąc osiemset osiemdziesiątym szóstym roku. Wtedy zniszczeniu uległa

większa część miasta.

– Coś podobnego! – wykrzyknął Larry, oglądając się na dom otoczony starannie pomalowanym na

biało ogrodzeniem ze sztachet.

Kathryn  wskazała  w  stronę  White  Point  Garden,  gdzie  grupka  ludzi  wysiadała  z  powozu

ciągnionego przez konie.

– Jest parę powozów, które obwożą turystów po starej części miasta – powiedziała. – Szkoda, że

nie mamy czasu na przejażdżkę, ale i tak by się nie udała w tak nieodpowiednią pogodę.

– Kiedy wyjeżdżałem z domu, na niebie nie było ani jednej chmurki.

background image

– Nic na to nie poradzimy. Spójrz w lewo – dodała, skręcając w Meeting Street. – Pierwszy z tych

domów należał kiedyś do rodziny Middletonów, a jeden z jej członków był właścicielem Middleton

Place  Gardens.  Kolejny  dom  został  wzniesiony  w  stylu  typowym  dla  Charleston,  przy  użyciu  cegły

szalowanej drewnem cyprysowym. Pochodzi z końca osiemnastego wieku.

– No, no! Masz sporą wiedzę o miejscowej architekturze – orzekł z nutą podziwu w głosie Larry.

Kathryn roześmiała się i przyjęła wygodniejszą pozycję na wyściełanym skórą siedzeniu.

– Ale nie wiem tyle, co ciocia Hattie. To od niej czerpałam wiedzę. Trochę dalej w dole widzisz

typowy  przykład  konstrukcji  w  stylu  neoklasycznym.  To  Russell  House.  Teraz  mieści  się  w  nim

siedziba fundacji o nazwie Historic Charleston.

Kathryn zauważyła w jego oczach błysk uznania, kiedy przyglądał się ceglanej budowli stojącej za

ogrodzeniem z kutego żelaza.

– Żałuję, że nie mamy czasu, żeby przejść się po Market Street – powiedziała ze smutkiem. – Na

niewielkich  straganach  możesz  znaleźć  do  jedzenia  wszystko,  czego  dusza,  a  raczej  żołądek

zapragnie, są tam też najrozmaitsze sklepy i galerie sztuki. Ze względu na pogodę będziemy musieli

zatrzymać się w restauracji bliżej domu. Wiatr się wzmaga, a przypuszczam, że deszcz nie przestanie

padać.

– Może w drodze powrotnej tu zajrzymy – zasugerował z uśmiechem Larry.

Kathryn  odwzajemniła  uśmiech  i  nastawiła  radio  na  lokalną  stację.  Przez  chwilę  rozbrzmiewała

muzyka, po czym spiker zapowiedział prognozę pogody. W miarę jak jej słuchali, Kathryn wydłużała

się mina. Ostrzegano przed gwałtownymi powodziami w King’s Fort oraz przyborem wód na rzekach

w pobliżu Charleston.

–  Mam  nadzieję,  że  nie  jesteś  bardzo  głodny  –  powiedziała,  zawracając  samochód  w  stronę

Rutledge Avenue. – Musimy dostać się do domu, zanim mosty staną się nieprzejezdne.

– Pachnie przygodą – rzucił zadowolony Larry, obserwując Kathryn, która w skupieniu wpatrywała

się w drogę.

– Żebyś wiedział. Jesteś głodny? – powtórzyła pytanie.

– Myślałem raczej o krewetkach.

–  Pani  Johnson  przyrządzi  ci  je,  jak  dojedziemy  do  domu  –  obiecała  Kathryn.  –  Zawsze  są

w lodówce, bo Blake bardzo je lubi, odpowiednio przygotowane przez naszą gospodynię.

Larry  wyglądał  przez  szybę  na  szare  ciemniejące  niebo,  rozświetlone  neonami  sklepów

i reflektorami przejeżdżających samochodów.

– Niektóre drzewa mocno się chwieją – zauważył.

–  W  czasie  huraganu  widziałam,  jak  chyliły  się  prawie  do  samej  ziemi  –  przypomniała  sobie

Kathryn.  –  Obawiam  się,  że  grozi  nam  solidna  wichura.  Gdybym  wiedziała,  że  mamy  trochę  czasu,

background image

zatrzymałabym się i zadzwoniła do domu. Wolę jednak nie ryzykować.

– Ty jesteś kierowcą – stwierdził Larry.

Kathryn uśmiechnęła się cierpko. Gdyby był z nią Blake, to on siedziałby za kierownicą, nieważne,

czy  to  jego  samochód,  czy  nie.  To  porównanie  nie  było  uczciwe,  a  ona  nie  powinna  myśleć

o Blake’u, skoro był zaręczony. Nie mogła jednak nie zastanawiać się, co będzie, gdy wraz z Larrym

wreszcie  dotrą  do  domu.  Jak  powiedział  kiedyś  Phillip,  wyprowadzony  z  równowagi  Blake  nie

zważał na to, kto jest w pobliżu, i urządzał awanturę.

Deszcz towarzyszył im przez całą drogę do King’s Fort. Od czasu do czasu Larry dodawał otuchy

Kathryn, ale nie przestawała się martwić. Mały sportowy samochód, mimo że znanej marki i solidnej

konstrukcji,  był  za  niski  i  zbyt  lekki  na  panujące  warunki  atmosferyczne,  głębokie  kałuże  i  silne

porywy wiatru.

W  pewnym  momencie  wóz  omal  nie  staranował  skrzynki  pocztowej,  gdy  wpadł  w  lekki  poślizg.

Kathryn zareagowała błyskawicznie i wprowadziła samochód na jezdnię, ale z minuty na minutę była

coraz bardziej zdenerwowana. Mogli się zatrzymać dopiero w King’s Fort.

Zbliżali  się  do  pierwszego  mostu,  więc  pochyliła  się  do  przodu,  starając  się  dojrzeć  w  strugach

deszczu, czy most jest jeszcze przejezdny.

– Jak to wygląda? – spytał Larry. – Wydaje mi się, że jeszcze widzę drogę… o tak!

– Tak – potwierdziła Kathryn i odetchnęła z ulgą.

Zredukowała bieg, żeby zwolnić i móc przyjrzeć się wzbierającej rzece. Woda wyraźnie podniosła

się  i  zalała  brzeg.  Jeszcze  kilka  minut,  a  sięgnie  mostu…  Kathryn  nakazała  sobie  spokój

i skoncentrowała się na przejechaniu na drugą stronę rzeki.

– Jak daleko do następnego mostu? – spytał Larry.

– Około trzydziestu dwóch kilometrów – odrzekła ze ściśniętym gardłem.

Larry  nie  odezwał  się,  ale  wiedziała,  że  myśli  o  tym  samym  co  ona:  kilka  minut  może  zaważyć

o tym, czy im się uda. Na drodze prawie nie było ruchu. Spotkali tylko dwa pojazdy, z czego jeden

należący do miejscowej policji.

–  Wolałbym  o  tym  nie  wspominać,  ale  co  będzie,  jeśli  nie  zdołamy  przeprawić  się  przez  drugi

most? – spytał Larry.

Kathryn zwilżyła językiem suche wargi.

–  Będziemy  musieli  zawrócić  i  spędzić  noc  w  hotelu  –  odrzekła,  oczami  wyobraźni  widząc

ogarniętego furią Blake’a. – Wydaje mi się, że woda nie powinna podnieść się tak wysoko – dodała

uspokajająco. – Myślę, że aż tak źle nie będzie.

– Jaki charakter ma twój opiekun? – Larry rzucił Kathryn wymowne spojrzenie i dodał: – Pytam na

wszelki wypadek.

Kathryn zacisnęła ręce na kierownicy, ale nie odpowiedziała.

background image

Gdy wreszcie dotarli do drugiego mostu, potwierdziły się jej najgorsze obawy. Dwóch mężczyzn

w  mundurach  właśnie  zakładało  blokadę  drogową.  Opuściła  szybę  na  widok  zbliżającego  się

policjanta. Przytknął palec do czapki.

– Przepraszam państwa – powiedział – ale musi pani zawrócić do King’s Fort. Rzeka zalała most.

– Ale to jedyna droga do Greyoaks – zaprotestowała Kathryn, zdając sobie sprawę z tego, że żaden

argument nie przekona stróża prawa.

– Do posiadłości Hamiltonów? – domyślił się policjant. – Obawiam się, że tak. Niestety, nie da się

przejechać, dopóki woda nie opadnie. Przykro mi.

Kathryn westchnęła.

– Cóż, zatem muszę wrócić do King’s Fort i zadzwonić do domu.

– Ma pani podwójnego pecha – powiedział ze współczuciem policjant. – Linia telefoniczna została

zerwana. To był ciężki dzień. Żałuję, że nie możemy pani pomóc.

– W każdym razie dziękuję – odparła Kathryn.

Podniosła  szybę  i  zawahała  się  przez  minutę,  zanim  zawróciła  i  ruszyła  z  powrotem  w  stronę

King’s Fort.

– To wszystko przeze mnie – stwierdził ponuro Larry.

– Och, nie bądź głupi – odparła. – Jakoś to będzie. Trochę później znajdziemy się w domu, i tyle.

– Ja mu to wytłumaczę – obiecał Larry, widząc minę Kathryn.

Skinęła głową, ale poczuła się jak niesforny uczeń w drodze do gabinetu dyrektora szkoły. Blake

nie  przyjmie  do  wiadomości  najbardziej  wiarygodnego  i  uzasadnionego  wytłumaczenia  jej

postępowania. W tej sytuacji miała szczerą nadzieję, że woda nie opadnie, dopóki on choć trochę nie

ochłonie.

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY

Kathryn zmobilizowała resztki sił i skupiając się na prowadzeniu samochodu, bezpiecznie dotarła

do hotelu w King’s Fort. Wyłączyła silnik, ale wciąż zaciskała dłonie na kierownicy. Milczała, nadal

wciśnięta w fotel.

– Cóż, jesteśmy zmęczeni – stwierdziła po chwili, odwracając głowę do Larry’ego i napotykając

współczujące spojrzenie jego niebieskich oczu. – Mam nadzieję, że moje ubezpieczenie jest opłacone

– dodała, usiłując żartować na temat spodziewanej reakcji Blake’a.

– Czy on naprawdę będzie taki wściekły? – spytał Larry.

Kathryn westchnęła ciężko.

–  Nie  miałam  pozwolenia,  żeby  po  ciebie  wyjechać  –  odparła.  –  Uważam,  że  jestem  na  tyle

dorosła, by nie pytać Blake’a o zgodę, ale on w tej kwestii żywi odmienny pogląd.

W geście pocieszenia Larry uścisnął smukłą dłoń przyjaciółki, wciąż spoczywającą na kierownicy.

– Ja cię obronię – obiecał.

Wizję Larry’ego przeciwstawiającego się Blake’owi i występującego w jej obronie uznała Ktahryn

za nierealną, wręcz absurdalną. Deszcz wciąż zacinał, więc gdy pobiegli w stronę wejścia do hotelu,

rozpostarła  nad  sobą  płaszcz  deszczowy,  żeby  choć  trochę  się  ochronić  przed  zmoknięciem.

Roześmiała  się,  gdy  zatrzymali  się  pod  markizą,  żeby  złapać  oddech.  Larry  też  się  roześmiał.

Wilgotne rude włosy sterczały mu na wszystkie strony, ale to mu nie przeszkadzało.

– Ale mamy przygody! – zawołał wyraźnie podekscytowany.

–  Tym  razem  wolałabym  ich  uniknąć.  –  Kathryn  dotknęła  ręką  włosów.  –  Muszę  wyglądać  jak

czupiradło – stwierdziła.

– Nic podobnego. Jak zwykle jesteś urocza – zapewnił ją Larry.

– Dziękuję, bardzo pan uprzejmy. – Kathryn zerknęła na obrotowe drzwi wejściowe. – To jedyny

hotel w mieście – dodała. – Jestem pewna, że nie obejdzie się bez uwag, ale zignorujemy zarówno je,

jak i ciekawskie spojrzenia. Chodźmy, będziemy udawać, że nie zauważamy znajomych twarzy.

– To miasto nie jest chyba aż tak małe – zdziwił się Larry.

–  Rzeczywiście  nie  jest.  Rzecz  w  tym,  że  mieści  się  w  nim  główna  siedziba  firmy  i  rodzina

Hamiltonów jest bardzo dobrze znana.

– Wybacz, powinienem był się tego domyślić.

– Nic się nie stało. Idziemy? Proponuję, żebyś później wyjął torbę z samochodu.

– Jak uważasz.

Ramię w ramię weszli do wyłożonego dywanem holu.

background image

– Nie masz nic do przebrania – zauważył Larry. – Jak sobie poradzisz?

– Tym się nie kłopocz. Może w… – Kathryn zawiesiła głos.

Obserwujący  ją  Larry  spostrzegł,  że  gwałtownie  zbladła,  skupiając  wzrok  na  wysokim

ciemnowłosym mężczyźnie, który siedział w fotelu przy oknie, czytając gazetę. Wydawał się trochę

znużony, jak gdyby tkwił tu od dłuższego czasu. Niespiesznie złożył gazetę i podniósł się z fotela, po

czym niespiesznie ruszył w ich kierunku.

Larry  nie  musiał  pytać,  kim  jest  mężczyzna,  widząc,  że  przyjaciółka  zamarła,  wyraźnie

przestraszona.

– Domyślam się, że to on? – spytał cicho.

Kathryn nie odpowiedziała, ponieważ nie była w stanie wydobyć z siebie głosu. Blake włożył ręce

do kieszeni i mierzył ją chłodnym wzrokiem. Jego twarz była całkowicie pozbawiona wyrazu.

– Gotowa wrócić do domu? – spytał obcesowo.

– Jak mnie znalazłeś? – wyszeptała.

– Mógłbym cię odszukać nawet w Nowym Jorku w godzinach szczytu – odparł, przenosząc wrogie

spojrzenie na towarzysza Kathryn.

Larry odruchowo nieco się cofnął, bo opiekun przyjaciółki wzbudzał nie tylko respekt, ale i strach.

Władczy  sposób  bycia  pasował  do  niego  tak  jak  brązowe  sportowe  spodnie,  które  przylegały  do

muskularnych ud czy czerwona trykotowa koszula, uwydatniająca potężne mięśnie klatki piersiowej

i ramion.

– Donavan, tak? – rzucił ostrym tonem Blake.

– T-tak, proszę pana – potwierdził cicho Larry.

Poczuł się jak mały chłopiec, stojąc twarzą w twarz z tym pewnym siebie, postawnym mężczyzną.

Zdawał sobie sprawę, że nie zrobił na nim dobrego wrażenia.

– Most jest pod wodą – odezwała się Kathryn.

–  Wiem.  –  Blake  ruszył  w  stronę  wyjścia,  nie  oglądając  się  za  siebie,  przekonany,  że  młodzi

podążą za nim.

– A co z moim biednym autem? – spytała Kathryn, wraz z Larrym posłusznie idąc za Blakiem.

–  Trzeba  będzie  je  zostawić  na  parkingu  –  rzucił  przez  ramię.  –  Przyślemy  po  nie,  kiedy  woda

opadnie.

Kathryn wzniosła na Larry’ego bezradne spojrzenie. Skinął głową i powiedział:

– Wyjmę walizkę, zamknę auto i przekażę ci kluczyki.

Kathryn została sama z Blakiem. Drżała z zimna, bo stali na zewnątrz, przed wejściem do hotelu.

– To była krótka podróż – usiłowała się usprawiedliwić.

– W którą wybrałaś się mimo komunikatów ostrzegających przed huraganem – odrzekł, obrzucając

background image

ją wściekłym spojrzeniem.

Uciekła wzrokiem w bok.

– Jak dostaniemy się do domu? – spytała, zmieniając temat.

–  Powinienem  kazać  tobie  i  chłopakowi  iść  na  piechotę  –  odparł  lodowatym  tonem,  obserwując

ruch na zalanej deszczem ulicy.

Kathryn  zerknęła  na  swoje  płócienne  buty,  po  czym  popatrzyła  na  Blake’a.  Przez  rękę  przewiesił

lekką marynarkę i najwyraźniej nie miał przy sobie niczego, co chroniłoby go przed deszczem.

– Nie wziąłeś parasola? – zapytała.

Wzruszył ramionami, wciąż wpatrując się w ulicę.

– Nie miałem czasu go szukać. Zdajesz sobie sprawę z tego, ile czasu tkwiłem tutaj, zastanawiając

się, gdzie jesteś i co się z tobą stało?

Kathryn nieśmiało wyciągnęła rękę i ostrożnie dotknęła jego rękawa.

– Przepraszam cię, naprawdę bardzo mi przykro – zaczęła się tłumaczyć. – Zadzwoniłabym, ale nie

chciałam tracić czasu, bo coraz gorzej wiało i padało.

Nagle zauważyła, że Blake ma silnie przekrwione oczy i wygląda na bardzo zmęczonego.

– Naprawdę się martwiłeś?

Wyciągnął rękę i pieszczotliwie zmierzwił jej włosy.

– A  jak  myślisz?  –  Spojrzał  jej  prosto  w  oczy.  –  Odchodziłem  od  zmysłów  z  niepokoju,  Kate  –

dodał łagodnie.

– Blake… – tylko tyle zdołała powiedzieć.

– Już jestem! – zawołał Larry, dołączając do nich. Niósł walizkę. – Zamknąłem auto – oznajmił.

Kathryn skrzyżowała ramiona na piersiach i starała się uspokoić.

– Jak przekroczymy rzekę? – zwróciła się do Blake’a.

– Wynająłem helikopter.

Kathryn  pomyślała,  że  niezawodny  Blake  potrafi  rozwiązać  każdy,  nawet  najbardziej

skomplikowany problem.

Maude  i  Phillip  nie  mniej  niż  Blake’a  denerwowali  się,  że  w  tak  niebezpieczną  pogodę  Kathryn

przebywa  poza  domem,  ale  po  ich  powrocie  starali  się  zachować  spokój,  aby  dodatkowo  nie

komplikować  sytuacji.  Gdy  zasiedli  do  kolacji,  Vivian  jednym  uchem  słuchała  relacji  Kathryn

o zmaganiach z wichurą i ulewą w trakcie jazdy samochodem. Była znacznie bardziej zainteresowana

poznaniem Larry’ego i już trzepotała sztucznym rzęsami, jak złośliwie pomyślała Kathryn. Naturalnie,

to nie przeszkodziło jej tulić się do Blake’a.

– Jesteś bardzo cicha, kochanie – zauważył Phillip.

Wraz  z  Kathryn  zamykał  grupkę  domowników,  przemieszczającą  się  z  jadalni  do  salonu,  by  tam

background image

posłuchać, jak Vivian gra na fortepianie.

Wkrótce  popłynęły  pierwsze  dźwięki.  Kathryn,  choć  niechętnie,  musiała  w  duchu  przyznać,  że

Vivian  legitymuje  się  odpowiednimi  umiejętnościami.  Z  irytacją  spostrzegła,  że  Larry,  który  trochę

grał na pianinie, słuchał popisów Vivian w nabożnym skupieniu. Po ciężkim popołudniu Kathryn było

tego za wiele. Wymknęła się do holu i zaszyła do pustej kuchni, żeby bez pośpiechu wypić kawę.

Po chwili zjawił się Phillip.

Kathryn  usiadła  na  krześle,  trzymając  kubek  w  smukłych  palcach  i  skrzyżowała  nogi.  Beżowa

jedwabna suknia lekko zawirowała przy tym ruchu.

–  Podoba  mi  się  ta  sukienka  –  powiedział  Phillip,  opierając  się  o  brzeg  stołu.  –  To  jedna  z  tych

nowych, prawda?

Kathryn skinęła głową.

– Larry’emu też się podoba.

– Polubiłem Larry’ego. Może dlatego, że czuję się przy nim w pełni dorosły, dojrzały.

– Tak? – Kathryn uniosła brwi w wyrazie zdziwienia.

– Jest młody, prawda? – spytał Phillip.

– Uhm.

– Przy nim Blake wydaje się jeszcze potężniejszy i bardziej władczy niż zwykle. Zmył ci głowę?

– Zdziwisz się, ale nie. Myślę, że powinnam była powiadomić go, dokąd się wybieram.

–  Po  dłuższym  czasie  i  przy  niemałym  wysiłku  Maude  odszukała  go  w Atlancie.  –  Phillip  dopił

kawę  i  bawił  się  teraz  kubkiem.  –  Poleciał  do  Charleston,  co  podczas  tej  pogody  było  bardzo

ryzykowne. Wtedy już jechałaś w kierunku Greyoaks. Wysłał za tobą policję stanową.

Kathryn zbladła jak płótno.

– Nie zdawałam sobie sprawy… – szepnęła.

– Kiedy zjawiłaś się w hotelu, czekał tam na ciebie od czterdziestu pięciu minut – ciągnął Phillip. –

W  razie  powodzi  małe  samochody  są  szczególnie  zagrożone.  Wyobrażam  sobie,  że  szalał  zarówno

z niepokoju, jaki i ze złości, a jednak uzbroił się w cierpliwość. Zresztą podobnie jak my wszyscy.

Kathryn  wpatrywała  się  niewidzącym  spojrzeniem  w  kubek.  Nie  wybrałabym  się  na  lotnisko  bez

uzgodnienia  wyjazdu  z  Blakiem,  uznała  w  duchu,  gdybym  nie  była  urażona  i  zarazem  zawiedziona

tym, co usłyszałam od Vivian przy śniadaniu. Jednak nie mogła tego wyjawić Phillipowi.

– Ta eskapada to była głupota z mojej strony – przyznała szczerze.

– Tylko lekkomyślność – skorygował Phillip. – Kiedy przestaniesz walczyć z Blakiem?

– Gdy przestanie się mnie czepiać – odrzekła zdecydowanie.

– W takim razie jeszcze długo będziecie wojować.

W blasku porannego słońca Greyoaks wyglądało wspaniale. Kathryn ściągnęła wodze i zatrzymała

background image

konia, by napawać się widokiem. Larry poszedł w jej ślady.

–  Powinieneś  zobaczyć  tę  okolicę  wczesną  wiosną,  kiedy  wszystko  wokół  pokrywa  się  świeżą

zielenią i pojawiają się pierwsze kwiaty – powiedziała.

– Wyobrażam sobie, jak tu jest pięknie. – Objął spojrzeniem jej smukłą kształtną postać, doskonale

prezentującą się w dopasowanym stroju do konnej jazdy. – Wyglądasz, jakbyś urodziła się w siodle –

orzekł.

Kathryn  poklepała  czarną  grzywę  araba.  Promyk  był  tego  ranka  trochę  niemrawy,  więc  na

przejażdżkę zabrała klacz.

– Od bardzo dawna jeżdżę konno. Blake bardzo wcześnie zaczął mnie uczyć. – Zaśmiała się na to

wspomnienie. – Dla nas obojga było to trochę wyczerpujące.

– On mnie nie lubi – stwierdził Larry.

–  Blake?  –  upewniła  się,  unikając  wzroku  przyjaciela.  –  Nie  jest  zbyt  komunikatywny  –  dodała,

wiedząc, że to nie do końca prawda.

– Sprawia, że czuję się jak młokos i głupek. Poza tym, jeśli miałbym tu zostać dłużej niż trzy dni,

chyba musiałbym kupić zbroję.

– Jest w trakcie poważnej debaty w firmie – poinformowała go uspokajająco Kathryn. – Z pomocą

Dicka  Leedsa  stara  się  doprowadzić  do  ugody  ze  związkami  zawodowymi,  a  także  wypracować

sposoby porozumiewania się z nimi w przyszłości.

–  Wygląda  na  to,  że  więcej  wysiłku  wkłada  w  zabieganie  o  córkę  Leedsa.  Ślicznotka,  prawda?

W dodatku utalentowana.

Kathryn z trudem zdobyła się na uśmiech.

– Tak, rzeczywiście.

– Są zaręczeni? Mam nieodparte wrażenie, że coś jest na rzeczy.

– Myślę, że są – potwierdziła Kathryn. – Wracajmy – zmieniła temat. – Pani Johnson nie lubi dwa

razy podawać śniadania. – Spięła klacz i popędziła w stronę domu.

Pytanie  Larry’ego  sprawiło,  że  znów  wróciła  myślami  do  pamiętnej  rozmowy  z  Vivian,  która

jednoznacznie dała jej do zrozumienia, że jest po słowie z Blakiem. Tylko dlaczego jemu tak bardzo

zależy na zachowaniu w sekrecie zaręczyn? – zastanawiała się Kathryn. Irytowała ją cała ta sytuacja,

zwłaszcza że Blake opowiedział Vivian o tym, co wydarzyło się tamtego wieczoru. Uznał, że ona jest

tak naiwna, by przydawać jednemu pocałunkowi jakiekolwiek znaczenie. Co za zarozumiałość z jego

strony!

Niemal zapomniała o jego zdradzie, gdy przekonała się, jak bardzo się o nią niepokoił. Ale teraz,

kiedy  niebezpieczeństwo  minęło,  jego  postępowanie  znowu  boleśnie  ją  dotknęło.  Pochyliła  się  nad

czarną grzywą klaczy, poganiając ją do galopu. Do diabła z Blakiem! Znajdę własne miejsce w życiu

i się usamodzielnię, obiecała sobie. Zacznę od wyprowadzki z Greyoaks.

background image

Zsiadła z konia przy stajni i zaczekała na Larry’ego, żeby pójść razem z nim do domu.

Przy stole śniadaniowym zastali Blake’a i Vivian. Kathryn ze sztucznym uśmiechem przywarła do

ramienia swego towarzysza, zanim zajęli miejsca.

–  Cudowna  przejażdżka  –  rzuciła  z  westchnieniem,  zwracając  spojrzenie  na  Vivian.  –  Lubisz

konie? – spytała.

– Nie znoszę – odparła Vivian, posyłając uśmiech w stronę Blake’a, który siedział w milczeniu.

– Jestem pod wrażeniem posiadłości – oznajmił Larry, nabierając z półmiska jajka na bekonie. –

Ilu ogrodników trzeba zatrudniać, żeby ogrody były w tak wspaniałym stanie?

–  Blake  ma  trzech  pracowników,  prawda  kochanie?  –  odpowiedziała  w  jego  imieniu  Vivian,

muskając ramieniem jego bark.

Kathryn  miała  ochotę  cisnąć  w  nią  talerzem.  Szybko  pochyliła  głowę,  żeby  żadna  z  osób

zgromadzonych przy stole nie zauważyła wyrazu jej oczu.

– Moi rodzice mają duży ogród – kontynuował Larry – ale bez altany. Hobby mego ojca to róże.

Blake  zapalił  papierosa  i  odchylił  się  na  krześle,  wpatrując  się  w  Donavana  z  denerwującą

intensywnością.

– Pan też uprawia kwiaty? – spytał kąśliwie.

– Blake! – napomniała go Kathryn.

Nawet  nie  spojrzał  w  jej  stronę,  skupiwszy  uwagę  na  Larrym,  który  zaczerwienił  się  i  wyglądał

tak,  jakby  lada  chwila  miał  wybuchnąć.  Na  ogół  zrównoważony,  nie  był  jednak  pozbawiony

temperamentu, a Blake zachowywał się tak, jakby za wszelką cenę chciał go sprowokować.

– No więc jak? – nalegał.

Larry ostrożnie odstawił filiżankę.

– Jestem pisarzem, panie Hamilton. Piszę książki – odparł ze słyszalnym w głosie napięciem.

– O czym? – pytał dalej Blake.

– Najczęściej o nadętych osłach.

W ciemnych oczach Blake’a pojawiły się groźne błyski.

– Czyżby pan coś insynuował, Donavan?

– Uderz w stół, a… – zaczął Larry, mierząc Blake’a lodowatym wzrokiem.

– Przestańcie! – przerwała mu Kathryn, gwałtownie wstając od stołu. Dolna warga jej drżała, oczy

błyszczały  nienaturalnie.  –  Od  czasu  przyjazdu  Larry’ego  nieustannie  go  atakujesz!  Uspokój  się

wreszcie, Blake! Czy naprawdę musisz…

– Zamilcz – polecił krótko.

Kathryn przez chwilę się nie odzywała.

– Larry jest gościem i… – zaczęła.

background image

– Nie moim – przerwał jej Blake, nie spuszczając wzroku z Donavana.

Larry podniósł się z krzesła.

– To prawda – rzekł szorstko, po czym zwrócił się do Kathryn: – Chodź ze mną, porozmawiamy,

jak będę się pakował.

Wyszedł z pokoju. Kathryn ruszyła za nim, ale odwróciła się od progu i rzuciła z furią:

– Jeśli on wyjedzie, wyjadę z nim!

– Tylko ci się tak wydaje.

– Przekonamy się. – Mówiąc to, Kathryn opuściła jadalnię.

Prośby zdały się na nic. Larry spakował się w błyskawicznym tempie i już miał zamówić taksówkę,

gdy w holu pojawił się Dick Leeds.

–  Proszę  się  wstrzymać  –  powiedział.  –  Vivian  chce  pojechać  po  zakupy  do  Charleston.  Woda

w rzece opadła i bez przeszkód można odbyć podróż samochodem. Phillip nas zawiezie, a i dla pana

znajdzie się miejsce w aucie. Chętnie podrzucimy pana do terminalu, na lotnisko.

– Dziękuję. – Larry poklepał lekko Kathryn po policzku. – Wybacz, kochanie. Bardzo cię lubię, ale

nie na tyle, żeby przebywać w pobliżu twojego opiekuna.

– Przepraszam, że tak to wyszło. Pozdrów ode mnie Missy.

Larry skinął głową.

– Do zobaczenia.

Kathryn odprowadziła go wzrokiem. Zrobiło się jej podwójnie przykro, ze względu na Larry’ego

i  na  siebie.  Przyjaciel  skrócił  pobyt,  bo  miał  serdecznie  dość  przebywania  pod  jednym  dachem

z Blakiem, który od początku robił, co mógł, żeby go stąd wykurzyć. Jakim prawem chciał zniszczyć

jej  przyjaźń  z  Larrym?  Dlaczego  wygonił  go  z  Greyoaks,  który  był  także  jej  domem?  Czy  nie  może

gościć w nim przyjaciela?

Próbowała wytłumaczyć sobie niedorzeczne zachowanie Blake’a. Czyżby był zazdrosny? Przecież

miał mnóstwo kobiet, a obecnie zaręczył się z Vivian. W takim razie dlaczego ona nie może spotykać

się z mężczyzną? Z jakiego powodu do tego stopnia utrudnia jej kontakt z przyjacielem, że ten ucieka

z  Greyoaks?  To  nie  do  wytrzymania,  uznała  i  postanowiła,  że  musi  położyć  kres  kontroli

i podporządkowaniu. Wyniosę się z domu i zamieszkam osobno, oto, co zrobię.

Została  w  swojej  sypialni,  dopóki  samochód  Phillipa  nie  ruszył  z  podjazdu.  Przypuszczała,  że

Blake  towarzyszy  narzeczonej  w  wyprawie  do  miasta,  postanowiła  więc  opuścić  pokój.  Znajomą

ścieżką, biegnącą wzdłuż żywopłotu, skierowała się do altany. Trawa i krzewy były jeszcze wilgotne

po wczorajszej ulewie, ale w niewielkim białym domku było sucho i przytulnie.

Kathryn  usiadła  przy  oknie  na  ławie  zaścielonej  miękkimi  poduszkami  i  patrzyła  na  brukowaną

background image

ścieżkę, która okrążała altanę i prowadziła przez zadbany ogród.

Nie  był  to  sezon  azalii  i  dereni,  które  pięknie  kwitną  wiosną,  ale  róże  ożywiały  ogród  feerią

kolorów  i  rozsiewały  przyjemną  woń.  Szczególnie  słodki  i  odurzający  był  zapach  białych  róż.

Kathryn  przymknęła  oczy  i  w  ciszy  napawała  się  magiczną  atmosferą  tego  miejsca,  zapominając

o niedawnych przykrych wydarzeniach.

– Obrażona?

Aż  podskoczyła  na  dźwięk  niskiego  głosu  Blake’a.  Uniosła  powieki.  Stał  w  drzwiach  altany,

trzymając w palcach papierosa. Miał na sobie te same beżowe spodnie i żółtą trykotową koszulę, co

przy śniadaniu, i był równie ponury i gniewny.

– Jeszcze ci mało jak na jeden poranek? – żachnęła się Kathryn.

Blake uniósł jedną brew.

– Co takiego zrobiłem? Nie prosiłem, żeby wyjechał – odparł, wzruszając ramionami.

–  Nie  –  zgodziła  się  Kathryn,  znowu  poirytowana.  –  Natomiast  zachowałeś  się  tak,  że  uniósł  się

dumą i nie mógł dłużej zostać.

– Tak czy inaczej, niewielka strata – skwitował obojętnie Blake.

– Dla ciebie – zauważyła Kathryn. – Twoja dziewczyna wciąż tu jest.

Blake przyglądał się jej bacznie.

– Owszem – przyznał.

– Jak mogłoby być inaczej? Jest twoim gościem – podkreśliła z przekąsem Kathryn.

–  Czy  naprawdę  chciałabyś  być  z  mężczyzną,  który  się  mnie  boi?  –  spytał  Blake,  podchodząc  do

ławki, na której siedziała.

Spiorunowała go wzrokiem.

– Nie – przyznała. – Marzę o takim, który dałby ci się we znaki.

Na ustach Blake’a pojawił się kpiący uśmieszek.

– Nie miałaś dotychczas szczęścia, co?

Odwróciła wzrok, przypomniawszy sobie Jacka Harrisa i paru innych chłopców, z którymi z rzadka

się spotykała.

– Czemu nie towarzyszysz ukochanej? – spytała, wyraźnie rozdrażniona. – Odniosłam wrażenie, że

Larry przypadł Vivian do gustu.

– Nie muszę podzielać jej upodobań.

Kathryn utkwiła wzrok w zielonych poduszkach, przesuwając po jednej palcami.

– Dlaczego nie pozwoliłeś mu zostać? Przecież ci nie przeszkadzał.

–  Nie?  –  Blake  skończył  papierosa  i  wyrzucił  niedopałek  na  ścieżkę,  gdzie  jeszcze  przez  chwilę

dymił.  –  Cholerny  szczeniak!  Pozwolił  ci  prowadzić  samochód  podczas  ulewy.  Powinienem  był

połamać mu nogi!

background image

Gwałtowność Blake’a zdumiała Kathryn.

– To był mój samochód, nie mógł tak po prostu powiedzieć mi, żebym go wpuściła za kierownicę –

tłumaczyła.

– Ja bym mógł. Co więcej, właśnie tak bym postąpił. Gdybym był z tobą, w ogóle nie wyjechałabyś

z Charleston.

Kathryn nie mogła się nie uśmiechnąć, przecież to samo pomyślała, prowadząc samochód w deszcz

i wichurę.

– Były chwile, kiedy żałowałam, że cię nie ma – przyznała nieśmiało.

Nie odpowiedział.

– Nie powinieneś był się martwić – dodała. – Zapomniałeś, że uczyłeś mnie prowadzić?

–  Mniejsza  o  to.  Ważniejsze,  że  w  bardzo  niebezpiecznych  warunkach  znalazłaś  się

w  towarzystwie  głupka,  który  nie  zdawał  sobie  sprawy  z  powagi  sytuacji.  Zabiłbym  go,  gdyby

cokolwiek ci się stało.

Nie podniósł głosu, nie potrzebował. Wymowa tych słów miała wystarczającą moc.

– Dobitnie powiedziane. – Kathryn zaśmiała się nerwowo.

– Zawsze podchodziłem do ciebie bardzo emocjonalnie. Dopiero teraz to zauważyłaś?

Popatrzyła na niego, zdziwiona sensem i szczerością tych słów.

Blake położył rękę na oparciu siedzenia za plecami Kathryn i zatrzymał wzrok na jej ustach. Był tak

blisko, że owionął ją świeży cytrusowy zapach męskiej wody kolońskiej. Poczuła też ciepło, którym

emanowało  jego  ciało.  Przepełnionym  tęsknotą  szeptem  wymówiła  jego  imię,  a  wtedy  on  pochylił

głowę  i  zmysłowo  musnął  ustami  jej  wargi.  Przez  jej  ciało  przebiegł  dreszcz  podniecenia,  puls

przyspieszył. Obwiodła palcem kontur ust Blake’a, gdy nieco się odsunął.

– Wstań, Kathryn – powiedział. – Chcę cię czuć przy sobie.

Posłuchała  go  niczym  zahipnotyzowana,  pozwalając  przyciągnąć  się  tak  blisko,  że  całą  sobą

przylgnęła  do  muskularnego  męskiego  ciała.  Stali  wtuleni  w  siebie,  a  po  chwili  Blake,  wpatrzony

w usta Kathryn, delikatnie przesunął po nich kciukiem.

– Boisz się? – spytał głosem, w którym dało się słyszeć napięcie.

Pokręciła przecząco głową.

– Ostatnim razem… – zaczęła.

– Obiecuję ci, że teraz będzie zupełnie inaczej- przerwał jej Blake.

Wargi  Kathryn  rozchyliły  się  zapraszająco  pod  łagodnym  dotykiem  jego  ust,  zachęcając  do

pocałunku.  Ujęła  w  dłonie  głowę  Blake’a  i  przytrzymała  ją,  by  pogłębić  pocałunek  i  zarazem

pokazać, że potrafi przejąć inicjatywę i aktywnie uczestniczyć w zbliżeniu. Chciała upodobnić się do

kobiet, które, jak wiedziała, mu się podobają.

background image

Gdy  oderwali  się  od  siebie,  Blake  wsunął  dłonie  w  zmierzwione  włosy  Kathryn,  jakby  chciał  je

uładzić, po czym przesunął je na plecy, i po chwili poczuła je pod swetrem, na nagiej skórze.

– Nie nosisz stanika? – spytał, z jawnym zachwytem gładząc aksamitną skórę i przesuwając dłonie

z pleców w stronę jej piersi.

Zaczerwieniła się, słysząc to pytanie, chwyciła go za nadgarstki i przytrzymała.

– Blake! – zaprotestowała.

Zaśmiał się krótko i obniżył dłonie, sięgając nimi jej talii.

– Powiedziałaś, że się nie boisz – przypomniał jej.

– Musisz mi dokuczać? – spytała z goryczą. – Wiesz, że jestem niedoświadczona.

–  To  oczywiste.  Gdybyś  była,  wiedziałabyś,  że  podczas  pocałunku  nie  należy  się  wtulać

w mężczyznę, bo takie zachowanie odczytuje jednoznacznie jako zachętę do dalszego ciągu. Poza tym

w  pewnym  momencie  trudno  się  mężczyźnie  wycofać.  Dziesięć  lat  temu  nie  byłbym  w  stanie  nad

sobą zapanować.

– Ale w filmach…

– To są nierzeczywiści ludzie w nienaturalnych sytuacjach. – Wsunął sobie jej dłonie pod koszulę

i przycisnął je do masywnego torsu. – Czujesz, jak mocno bije mi serce? – spytał. – Działasz na mnie

tak, że puls mi przyspiesza.

Kathryn  zatopiła  spojrzenie  w  oczach  Blake.  Wciąż  trzymała  ręce  pod  jego  koszulą,  czując  pod

palcami muskularne ciało. Nagle stanął jej przed oczami obraz tego, co ujrzała owej nocy przed laty,

gdy wróciła o późnej porze do domu. Zastała Blake’a w intymnej scenie z Jessicą. Tymczasem Blake,

który  zdawał  się  czytać  w  jej  myślach,  chwycił  jej  dłonie  i  przesunął  po  swojej  śniadej  skórze,

porośniętej ciemnym puchem. Kathryn zadrżała.

– Wcześniej nie dotykałam w ten sposób mężczyzny – powiedziała cicho.

Jej ciało ogarnęła niewypowiedziana tęsknota, którą po raz pierwszy, ale znacznie słabiej poczuła

pod koniec pamiętnego wieczoru, spędzonego z Blakiem.

–  Nie  miałam  na  to  ochoty…  aż  do  teraz  –  wyjawiła,  wodząc  palcami  po  szerokiej  i  twardej

męskiej piersi.

Blake musnął ustami jej czoło, poczuła jego ciepły i trochę nierówny oddech.

Podniosła ku niemu oczy.

– Ja… czuję…

Położył jej palec na ustach.

– Pocałuj mnie – poprosił. – Nie zastanawiaj się, nie mów, po prostu mnie pocałuj.

Pochylił głowę, przybliżając usta do jej warg. Rozchyliła je, by z pasją uczestniczyć w zachłannym,

namiętnym pocałunku. Mimo oszołomienia emocjami czuła, jak pod swetrem dłonie Blake’a wędrują

background image

ku  jej  piersi,  ale  tym  razem  nie  zaprotestowała,  przepełniona  nieznanymi  wcześniej  emocjami.

Tymczasem Blake zaczął wodzić kciukami wokół jej piersi, wywołując nowe odczucia, po wpływem

których lekko się usztywniła.

– Nie bój się, wszystko w porządku – powiedział uspokajającym tonem. – - Nie odsuwaj się ode

mnie.

– Nigdy tego nie robiłam – wyznała.

Śledząc  wyraz  twarzy  Kathryn,  Blake  zaczął  pieścić  kciukiem  stwardniałe  sutki,  drażniąc  je  na

przemian.

– Jak ci jest? – spytał głębokim głosem. – Przyjemnie?

Bezwiednie jęknęła cicho.

– Nie powinnam… ci pozwalać – szepnęła.

– Nie powinnaś – zgodził się, przysuwając się do niej jeszcze bliżej. – Każ mi przestać. Powiedz,

że to ci się nie podoba.

– Wolałabym, żeby tak było – wyjąkała.

Blake  pocałował  jej  przymknięte  powieki,  po  czym  powędrował  ustami  na  nos,  dalej  przez

wysokie kości policzkowe, aż dotarł do warg, po czym jedną z nich delikatnie skubnął zębami.

– Wielkie nieba, ależ jesteś słodka, cudownie gładka i pociągająca.

–  Od  czasu  gdy  niechcący  zobaczyłam  cię  z  Jessicą,  czasami  wyobrażałam  sobie  siebie  na  jej

miejscu – wyjawiła Kathryn. – Zastanawiałam się, jak by to było…

– Wiem. Wkrótce po tym zdarzeniu ujrzałem to w twoich oczach. Byłaś niemal dzieckiem. A czego

teraz  byś  chciała?  Nie  ma  takiej  rzeczy,  o  którą  nie  mogłabyś  mnie  poprosić.  Chyba  zdajesz  sobie

z tego sprawę, prawda?

– Nie wiem, jak to wyrazić – odparła, instynktownie wtulając się w Blake’a. – Proszę…

Bez słowa wziął Kathryn na ręce i przeniósł na wyłożoną poduszkami ławę, ciągnącą się wzdłuż

ścian altany, po czym sam przysiadł obok niej. To już nie był mentor czy opiekun, tylko kochanek. Ta

wielka zmiana sprawiła, że Kathryn z zakłopotaniem patrzyła na Blake’a, a jednocześnie oczekiwała

tego, co miało nastąpić.

– Nie sprawię ci bólu – powiedział.

–  Wiem.  –  Czule  przesunęła  palcem  po  jego  ustach.  –  Nigdy  nie  całowałam  się  z  mężczyzną  na

leżąco – wyjawiła i zachichotała.

– Nie?

Uniósł  się,  po  czym  ułożył  się  tak,  że  ich  ciała  do  siebie  przylegały,  po  czym  ujął  jej  twarz

w dłonie.

– Nie jestem za ciężki? – spytał.

Zaczerwieniła się, słysząc to pytanie, ale nie odwróciła wzroku.

background image

– Nie – wykrztusiła.

Musnął ustami jej wargi i nieco się odsunął.

– Ściągnij sweter – poprosił.

– Blake… – zaprotestowała słabo.

Pocałował jej przymknięte powieki.

– Chcesz tego tak samo jak ja. Pomóż mi się rozebrać.

Pragnęła  go  całą  sobą,  ale  on  domagał  się  intymności,  jakiej  nigdy  wcześniej  nie  doświadczyła,

a z chwilą, gdy do tego dojdzie, nie będzie odwrotu.

– To znaczy… ja… nigdy… – jąkała się.

Blake znowu musnął ustami jej wargi.

– Czy chcesz poczuć mnie tuż przy sobie, najbliżej jak to możliwe, bez żadnej osłony?

– Tak, Blake, tak.

– W takim razie pomóż mi.

Drżącymi palcami zsunęła rozpiętą koszulę z jego ramion i pogłaskała opaloną skórę, pokrywającą

twarde  mięśnie.  Rozkoszowała  się  ich  dotykiem,  czując  przyspieszone  bicie  własnego  serca.

Tymczasem Blake nie odrywał ust od jej warg; pieścił je, palcami czule gładząc jej twarz.

– Teraz ty, kochanie – szepnął. – Nie musisz się niczego obawiać, nie zrobię ci krzywdy, nie będę

cię do niczego zmuszał.

Nie odrywając wzroku od jego oczu, Kathryn zsunęła sweter. Blake przybliżył się i dotknął torsem

jej  piersi.  Było  coś  magicznego  w  zetknięciu  ciał  dwojga  pragnących  się  i  przepełnionych  tęsknotą

osób.

– Czy to nie cudowne? – spytał z westchnieniem.

Kathryn położyła dłonie na jego barkach. Oczy jej się rozszerzyły, puls przyspieszył.

– Jesteś… taki gorący – szepnęła.

Blake  poruszył  się  i  ułożył  na  Kathryn.  Gdy  mimo  woli  znieruchomiała  pod  wpływem  tak

przytłaczającej intymności, uspokajająco pogłaskał jej włosy, po czym uniósł się na przedramionach,

by zmniejszyć nacisk swojego potężnego ciała.

–  Teraz  czuję  cię  całą,  podobnie  jak  ty  mnie  –  powiedział.  –  Niczego  nie  ukryjemy  przed  sobą,

kiedy jesteśmy tak blisko, prawda? Nie muszę nic mówić, bo zdajesz sobie sprawę z tego, jak bardzo

cię pragnę, czyż nie?

Kathryn poczuła, jak budzą się w niej emocje i doznania, których wcześniej nie doświadczyła. Czy

pozostawały w niej uśpione, czekając na iskrę, która je rozpali, czy też dopiero teraz się narodziły,

bo  znalazła  się  w  ramionach  Blake’a?  Uniosła  ręce  i  przyciągnęła  go  do  siebie  jeszcze  bliżej.

Pochylił głowę, by ją pocałować, a ona rozchyliła wargi i wsunęła palce w jego gęste ciemne włosy.

background image

Głęboki, namiętny pocałunek zdawał się trwać w nieskończoność. W pewnym momencie Blake ujął

w  dłonie  pośladki  Kathryn  i  uniósł  jej  biodra  tak,  że  poczuła  jego  lędźwie.  Poruszyła  się

niespokojnie, a wtedy ciałem Blake’a wstrząsnął dreszcz.

–  Nie  rób  tak  –  szepnął.  –  Moja  pierwsza  młodość  minęła,  ale  przy  tobie  łatwo  mogę  stracić

głowę, a to wcale nie będzie satysfakcjonujące.

Kathryn wpatrywała się w niego zafascynowana.

– Lubię tak cię czuć, tak z tobą leżeć – wyznała.

– Ja też. Pocałuj mnie, najdroższa!

Pragnęła,  żeby  pocałunek  trwał  wieczność.  Chciała  spędzić  resztę  życia  w  ramionach  tego

wspaniałego mężczyzny, obejmując go, mając go blisko przy sobie, kochając. Tak, kochając!

Nagle  Blake  chwycił  ją  za  nadgarstki  i  zdjął  jej  ręce  ze  swoich  barków.  Popatrzył  na  nią  takim

wzrokiem,  jakby  w  tym  momencie  uświadomił  sobie,  do  czego  oboje  zmierzają.  Podniósł  się

i wciągnął koszulę, odwracając się tyłem do Kathryn.

Wciąż oszołomiona i speszona nagłą zmianą sytuacji, sięgnęła po sweter i niezręcznie usiłowała go

włożyć. Patrzyła z niedowierzaniem na Blake’a, próbując zrozumieć, co wydarzyło się przed chwilą

i  wcześniej.  Jak  to  możliwe,  że  aż  do  tego  stopnia  się  zapomniała,  że  poddała  się  urokowi  i  sile

męskości?  Gdzie  podziały  się  złość  i  frustracja,  które  przed  tym  wywołał  w  niej  Blake?  Nawet

zapomniała o Vivian, jego narzeczonej!

Blake  odwrócił  się  i  spostrzegł  wyraz  twarzy  Kathryn,  oddający  stan  jej  ducha.  Na  ten  widok

uśmiechnął się kpiąco.

– A teraz powiedz mi, że tęsknisz za Donavanem – rzucił wyzywającym tonem.

Kathryn oblizała nabrzmiałe wargi.

– To było dlatego? – spytała z żalem, podnosząc się z ławy.

Blake spochmurniał i wsunął ręce do kieszeni. Milczał.

– A może nie chcesz, żeby jakiś inny mężczyzna mnie miał?

– Nie wychowywałem cię po to, żeby wziąć cię do łóżka z chwilą, gdy staniesz się pełnoletnia.

– Ale właśnie teraz… – zaczęła z wahaniem.

–  Rzeczywiście  cię  pragnę,  i  to  od  dawna  –  wyznał.  –  Nie  oznacza  to  jednak,  że  zamierzam

pofolgować temu pragnieniu. Dziś straciłem przy tobie głowę, ale to więcej się nie powtórzy.

Jasne, że nie, pomyślała Kathryn, przecież ma poślubić Vivian.

–  Nie  martw  się  –  oznajmiła  z  goryczą,  cofając  się  o  krok.  –  Również  tym  razem  nie  będę

doszukiwać się w twoim zachowaniu niczego głębszego.

– Jak to? – zdziwił się Blake. – Nie rozumiem.

– To właśnie powiedziałeś Vivian, czyż nie? – spytała łamiącym się głosem, stając w progu altany.

–  Obawiałeś  się,  że  po  incydencie,  do  którego  doszło  tamtego  wieczoru,  wyobrażę  sobie,  że  mogę

background image

liczyć  na  twoje  zaangażowanie?  Tyle  razy  ci  mówiłam,  że  już  nie  jestem  dzieckiem.  Mam

świadomość,  że  mężczyznę  mogą  pociągać  fizycznie  kobiety,  których  nie  lubi,  nie  wspominając  już

o kochaniu się z nimi.

– W dalszym ciągu nie rozumiem, o czym mówisz.

– W takim razie powtórzę: Vivian wyjawiła mi, jak bardzo żałujesz tego, co się wydarzyło tamtego

wieczoru.

– Tak ci powiedziała? – spytał Blake; po jego twarzy przemknął cień.

– Nie, skądże, wymyśliłam to dla żartu.

– Kate!

–  Nie  mów  do  mnie  Kate!  Jak  chcesz  wiedzieć,  to  cię  nienawidzę!  Zamierzam  znaleźć  pracę,

wynająć mieszkanie i wynieść się z Greyoaks. A ty możesz do woli zaciągać Vivian do altany i tam

albo gdzie indziej się z nią kochać. Nie chcę, żebyś kiedykolwiek mnie dotknął!

– Przekonasz się, że zechcesz – rzucił Blake.

Kathryn pobiegła w stronę domu, jak gdyby ścigały ją upiory. Gdy znalazła się wewnątrz, zamknęła

się  w  swoim  pokoju  na  klucz  i  rzuciła  na  łóżko,  wybuchając  płaczem,  bezradna  wobec  nadmiaru

sprzecznych uczuć, które ją przepełniały.

Nie  cierpiała  Blake’a  i  jednocześnie  go  kochała.  Nie  tak  jak  dawniej,  jako  opiekuna,  na  którego

zawsze  mogła  liczyć,  i  wszystkowiedzącego  mentora.  Teraz  już  wiedziała,  że  pokochała  go  jak

kobieta  mężczyznę.  Nie  mogła  wprost  uwierzyć,  że  do  tego  doszło,  a  jednak  się  stało.  I  co  ona

pocznie? Blake zamierza się ożenić z tą okropną Vivian, która już teraz nie odstępuje go na krok.

Płacz przybrał na sile. Po pewnym czasie Kathryn się uspokoiła i powiedziała sobie w duchu, że

nie  będzie  biernie  cierpieć.  Najwyższa  pora  działać.  Jutro  od  rana  zacznie  szukać  pracy  i  lokum.

Usamodzielni się, bo nie będzie przebywała pod jednym dachem z Blakiem i jego żoną!

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY

Następnego dnia Kathryn z rozmysłem spóźniła się na śniadanie, aby uniknąć spotkania z Blakiem.

Stojąc  w  progu,  obrzuciła  jadalnię  uważnym  spojrzeniem  i  ku  swemu  zadowoleniu  spostrzegła

jedynie  Maude  i  Phillipa.  Ona  kończyła  grzankę,  on  popijał  kawę.  Po  Blake’u  i  Leedsach  nie  było

śladu.

– Ho, ho, ale jesteś elegancka – zauważyła z uznaniem Maude, przyglądając się podopiecznej.

Kathryn rzeczywiście ubrała się inaczej niż zwykle; mniej sportowo, a bardziej elegancko. Włożyła

beżowy  kostium  i  jasnożółtą  jedwabną  bluzkę,  wiązaną  pod  szyją.  Na  nogach  miała  pantofle  na

wysokich  obcasach,  z  odkrytymi  palcami,  w  kolorze  beżowo-brązowym,  a  włosy  upięła  w  kok,

z którego wymykało się kilka zalotnych kosmyków.

–  Wyglądasz  świetnie  –  orzekł  Phillip,  puszczając  do  niej  oko.  –  Dokąd  wybierasz  się  w  takim

stroju?

– Szukać pracy – odparła krótko Kathryn, siadając przy śniadaniowym stole.

Maude omal nie zakrztusiła się resztką grzanki. Uratował ją Phillip, klepiąc w plecy.

– Pracy?! – zdumiała się. – A czym chcesz się zająć?

–  To  zależy,  co  znajdę  i  kto  zechce  mnie  zatrudnić  –  odrzekła  Kathryn,  wpatrując  się

zdeterminowanym  wzrokiem  w  Maude.  –  Nie  próbuj  odwodzić  mnie  od  tego  pomysłu  ani  mi

przeszkodzić – ostrzegła. – I tak postąpię, jak zaplanowałam.

–  Nie  mam  takiego  zamiaru,  kochanie  –  wyjaśniła  Maude.  –  Interesuje  mnie  jedynie,  jak

powiadomisz o swoim pomyśle Blake’a.

– Już mnie powiadomiła – rozległ się męski głos.

Ubrany  w  twarzowy  szary  garnitur,  Blake  stanął  w  otwartych  drzwiach  jadalni.  Dostosowany

kolorystycznie krawat podkreślał jego ciemną karnację.

– Idziemy, Kate.

Zaskoczona  niespodziewanym  pojawieniem  się  Blake’a,  Kathryn  tkwiła  nieruchomo  na  krześle,

wpatrując  się  w  niego  zielonymi  oczami.  Uświadomiła  sobie,  że  po  przeżyciach,  których

doświadczyła w jego ramionach, jednak nie będzie w stanie z nim walczyć.

– Jeszcze nie jadła śniadania – wtrącił Phillip.

–  Nie?  W  takim  razie  najwyższa  pora,  żeby  nauczyła  się  schodzić  do  jadalni  na  czas  –  orzekł

Blake, patrząc krzywo na brata.

Phillip roześmiał się z zakłopotaniem i powiedział:

– Chciałem tylko zwrócić ci na to uwagę.

background image

Spojrzenie ciemnych oczu Blake’a powędrowało w stronę Kathryn.

– Idziemy – powtórzył władczo.

Kathryn  posłusznie  wstała,  zostawiając  niewypitą  filiżankę  świeżo  zaparzonej  kawy  i  talerz

z nietkniętą jajecznicą, i ruszyła za Blakiem do holu. Z wcześniejszej pewności siebie i przekonania

co do słuszności własnego postępowania niewiele zostało.

– Dokąd się udajemy? – spytała.

Blake uniósł ciemne brwi.

– Do pracy, to jasne – odparł, otwierając drzwi prowadzące na zewnątrz.

– Przecież jeszcze nigdzie nie jestem zatrudniona.

– Przeciwnie, jesteś.

– A w jakim charakterze? – spytała.

– Mojej sekretarki – padła lakoniczna odpowiedź.

Zaskoczona  Kathryn  potrzebowała  czasu  na  zebranie  myśli.  Posłusznie  podążyła  za  Blakiem

i  wsiadła  do  samochodu,  zajmując  miejsce  pasażera,  ale  odezwała  się  dopiero  wtedy,  gdy  ruszyli

podjazdem.

–  Czy  ja  dobrze  słyszałam?  –  spytała,  patrząc  z  niedowierzaniem  na  profil  Blake’a,  który  patrzył

przed siebie, jedną ręką trzymając kierownicę.

– Bardzo dobrze.

– Przecież nie mogę u ciebie pracować! – zaprotestowała.

Spojrzał na nią kątem oka.

– A to dlaczego?

–  Nie  potrafię  dostatecznie  szybko  pisać  na  maszynie  –  wyjaśniła,  wymieniając  pierwszą

wymówkę, jaka przyszła jej do głowy.

Nie  wyobrażała  sobie  przebywania  w  pobliżu  Blake’a  przez  cały  dzień.  Już  teraz  zdawała  sobie

sprawę z tego, że byłaby to męczarnia.

–  Jesteś  ponadprzeciętnie  uzdolniona,  mała,  poradzisz  sobie  śpiewająco.  –  Blake  wsunął  do  usta

papierosa,  zapalił  go  i  odłożył  samochodową  zapalniczkę  na  miejsce.  –  Przecież  kilka  razy

podkreślałaś, że musisz podjąć pracę – przypomniał jej.

Kathryn skierowała wzrok na mijające ich na drugim pasie samochody.

– Gdzie dziś rano podziała się Vivian i dlaczego nie było w jej jadalni? – spytała. – Wczoraj długo

nie wracaliście.

– Owszem – przyznał zdawkowo Blake.

– Zresztą to nie moja sprawa – dodała, wciąż wpatrzona przed siebie.

Blake uśmiechnął się pod nosem, nie odwracając spojrzenia od szosy.

background image

Zakłady  Hamiltonów  zajmowały  rozległy  teren  w  miejskiej  strefie  przemysłowej,  nowoczesnej

a  zarazem  umiejętnie  wtopionej  w  okoliczny  krajobraz.  Kathryn  wiele  razy  była  w  biurowcu,  ale

nigdy w charakterze pracownika.

Weszła  za  Blakiem  do  eleganckiego  gabinetu,  wyłożonego  miękką  wykładziną.  Ciemne  meble

utrzymane  w  odcieniach  czekoladowego  brązu  uzupełniały  elementy  dekoracyjne  w  kolorze

beżowym. Jej wzrok padł na duży obraz, wiszący nad skórzaną sofą. Przedstawiał marinę oświetloną

promieniami  zachodzącego  słońca,  otoczoną  palmami  plażę  i  widniejący  w  perspektywie  morski

horyzont. Na pierwszym planie były widoczne postaci mężczyzny i kobiety.

– Podoba ci się? – spytał Blake, przeglądając korespondencję, zalegającą blat biurka.

Skinęła potakująco głową.

– To St. Martin, prawda? Poznaję to miejsce.

– Nic dziwnego. W twoje osiemnaste urodziny wypiliśmy butelkę szampana pod tymi rozłożystymi

drzewami. Musiałem cię niemal nieść z powrotem do domku na plaży.

Kathryn  roześmiała  się,  przypominając  sobie  beztroski  wieczór  na  Karaibach.  Maude  i  Phillip

spędzali czas w jednym z tamtejszych kasyn, trwoniąc pieniądze, tymczasem ona i Blake kąpali się

w morzu, gadali, pili szampana na plaży, świetnie się przy tym bawiąc.

–  To  było  najlepsze  przyjęcie  urodzinowe,  w  jakim  uczestniczyłam  –  przyznała.  –  O  ile  sobie

przypominam, ani razu się nie pokłóciliśmy.

– Miałabyś ochotę na podobnie udane spotkanie w tym samym miejscu?

Kathryn  odwróciła  głowę  od  obrazu.  Blake  stał  za  biurkiem,  nogi  lekko  rozstawił,  ręce  oparł  na

wąskich biodrach.

– Teraz? – zdziwiła się.

– W przyszłym tygodniu. Pomyślałem, że moglibyśmy spędzić parę dni w St. Martin, a ja stamtąd

wyskoczyłbym na Haiti.

– Na Haiti? – zainteresowała się Kathryn.

– Mam tam do załatwienia parę spraw, które nie powinny cię interesować – odparł zdecydowanie,

ucinając dalsze pytania na ten temat.

Kathryn znowu wpatrzyła się w obraz.

– A kto jeszcze miałby uczestniczyć w wyjeździe?

–  Oczywiście  Vivian  i  Dick  –  odparł  Blake.  –  To  byłaby  ostatnia  próba  pozyskania  go  do

współpracy przy rozwiązywaniu problemów dotyczących związków zawodowych.

– I jej? – spytała z goryczą w głosie Kathryn.

Blake nie odpowiedział od razu.

–  Myślałem,  że  dowiedziałaś  się,  w  jakim  celu  przyjechała  Vivian  –  odezwał  się  po  dłuższej

chwili milczenia.

background image

Kathryn pochyliła głowę, wiedząc, że na jej twarzy maluje się głęboki zawód. A jednak to prawda,

pomyślała. Vivian zostanie żoną Blake’a.

– Tak, wiem – szepnęła i dodała: – Czy poza nami będzie ktoś jeszcze? Może Phillip? – Kathryn

siliła się na beztroski ton i miała nadzieję, że jej twarz już nie odzwierciedla emocji.

– Phillip? – rzucił szorstko Blake, wyraźnie niezadowolony. – Co jest między wami?

– Niczego nie ma. Po prostu dobrze czujemy się w swoim towarzystwie, i tyle.

W ciemnych oczach Blake’a pojawiły się groźne błyski.

– W takim razie weźmiemy ze sobą Phillipa – powiedział. – Musisz mieć kogoś, z kim nie będziesz

się nudzić. No cóż, oboje jesteście jak dzieci – dorzucił z przekąsem.

– Wczoraj najwyraźniej nie uważałeś mnie za dziecko! – zirytowała się Kathryn.

– Bo nie zachowywałaś się jak mała dziewczynka – zauważył.

Kathryn poczuła, że się czerwieni. Powróciło do niej wspomnienie wspólnie przeżytych intymnych

chwil,  doznań,  których  doświadczyła  za  sprawą  Blake’a,  emocji  towarzyszących  bliskości

mężczyzny.

–  Phillip!  Też  coś!  –  ciągnął  Blake.  –  Spłonąłby  w  ogniu  twojej  namiętności,  podobnie  jak

Donavan.

– No wiesz! – wykrzyknęła zażenowana.

–  Nie  oburzaj  się,  to  prawda.  Tamtej  nocy,  po  naszym  rozstaniu,  nie  mogłem  zasnąć,  a  kiedy

wreszcie się zdrzemnąłem, śniłem o twoim ponętnym ciele i jedwabistej skórze. Może jesteś zielona

w tych sprawach, ale masz w sobie pokłady namiętności. Pozwól jej się wydobyć na powierzchnię,

nie bój się, przestań uciekać.

– Nie uciekam… – powiedziała Kathryn, zanim zdążyła uświadomić sobie, co mówi.

Stała nieruchomo, wpatrując się w Blake’a. Zapragnęła jego bliskości, chciała znaleźć się w jego

ramionach,  mieć  go  tuż  przy  sobie,  zatracić  się  w  pocałunku,  poddać  się  pieszczotom  i  samej

pieścić…

Blake’owi oczy pociemniały i postąpił w stronę Kathryn, jakby czytał w jej myślach i odgadnął jej

pragnienia.

– Wiem, czego potrzebujesz i chcesz – powiedział, obejmując Kathryn i przyciągając do siebie tak,

że ich ciała się zetknęły.

– Blake – szepnęła, czując, jak przebiega ją dreszcz podniecenia.

Przesunął  dłoń  z  jej  talii  na  pierś,  jednocześnie  biorąc  w  posiadanie  jej  usta.  Głęboki,  namiętny

pocałunek scalił ich na długo.

–  Sączysz  się  w  moją  krew  jak  wolno  działająca  trucizna  –  wyszeptał  Blake,  gdy  przerwali

pocałunek,  by  złapać  oddech.  Ujął  w  dłoń  jej  pierś,  jednocześnie  obserwując,  jak  Kathryn

background image

zareagowała. – Gdy patrzę na ciebie, nie mogę myśleć o niczym innym tylko o tym, co czujesz, kiedy

cię pieszczę. Pamiętasz, jak było wczoraj? Wtulaliśmy się w siebie, ocieraliśmy nagimi ciałami…

– To nie fair…

–  Dlaczego?  –  zdziwił  się.  –  Powiedz,  że  nie  chcesz,  byśmy  robili  to,  co  wczoraj  w  altanie,

a nawet byśmy posunęli się dalej. Powiedz także, że nie tęskniłaś za mną tak bardzo jak ja za tobą,

gdy się rozstaliśmy. Wreszcie powiedz, że jestem ci wstrętny – dodał z naciskiem.

Nie mogła tego uczynić, bo pragnęła go całą sobą. Była przekonana, że potwierdza to wyzierająca

z  jej  oczu  tęsknota,  gdy  patrzy  na  Blake’a,  a  także  wyraz  jej  twarzy,  bezbłędnie  odzwierciedlający

emocje.

–  Chciałbym  cię  porwać  na  odległą  wyspę.  Bylibyśmy  sami.  Nocą  leżelibyśmy  na  plaży,  a  ja

smakowałbym ustami każdy centymetr twojego słodkiego delikatnego ciała.

Ta wizja sprawiła, że Kathryn zabrakło tchu.

– Ja… ja… nie mogłabym…

– Mogłabyś jak diabli – szepnął.

Ustami sięgnął do rozchylonych warg Kathryn, pieszcząc je lekko, a jednocześnie zdecydowanym

ruchem przyciągnął jej biodra do siebie.

–  Bóg  jeden  wie,  jak  bardzo  cię  pragnę  –  wyznał,  unosząc  głowę.  –  To  jest  prawie  nie  do

wytrzymania. Popełniłem błąd, zbliżając się do ciebie, biorąc cię w ramiona i poznając twoje ciało.

Oczarowałaś mnie. Nie mogę przestać myśleć o tym, że pożądam cię jeszcze bardziej. Pocałuj mnie,

kochana.

Kathryn  nie  potrzebowała  zachęty.  Chciała  dotykać  i  pieścić  Blake’a.  Czuć  jego  smak  i  zapach.

Zatracić się w namiętnym pocałunku…

Wydawało  się,  że  minęła  wieczność,  zanim  się  od  siebie  oderwali  po  to,  by  utonąć

roznamiętnionymi spojrzeniami w swoich oczach, aby napawać się bliskością ciał. Po chwili Blake

zaproponował, by odpoczęli na sofie i wtedy niespodziewanie otwarły się drzwi gabinetu i rozległ

się przenikliwy głos Vivian:

–  Cóż,  witam  –  odezwała  się  z  nienagannym  brytyjskim  akcentem.  –  Mam  nadzieję,  że  nie

przeszkodziłam?

– Skądże – zapewnił ją Blake, zadziwiająco spokojny. – Obiecałem ci wycieczkę, prawda? Kate –

dorzucił przez ramię – pojedziesz z nami.

Kathryn wciąż była rozdygotana od emocji i najchętniej pozostałaby na sofie. Nie zaprotestowała

jednak, zauważając podejrzliwy wzrok, jakim obrzuciła ją Vivian.

Blake  poprowadził  je  przez  rozległy  budynek  fabryki,  pokazując  główne  działy  –  salę  szkolenia,

gdzie  nowe  szwaczki  uczono  stosowania  najnowocześniejszego  sprzętu;  linię  produkcyjną  spodni,

gdzie każdy obsługujący maszynę do szycia wykonywał swoją część pracy; salę krojczych, gdzie na

background image

długich  stołach  leżały  rozłożone  duże  bele  materiału,  które  pracownicy  wykrawali  według

określonych szablonów.

Kathryn  zapamiętała  niektóre  terminy  odnoszące  się  do  cyklu  produkcyjnego  i  ludzi  przy  nim

zatrudnionych.  I  tak  chłopcy  od  wykrojów  zanosili  skrojone  tkaniny  szwaczkom,  brygadzistki

nadzorowały poszczególne grupy szwaczek, rozdzielacze rozkładali materiały do krojenia, krojczy je

cięli, a inspektorzy byli odpowiedzialni za wyłapywanie odzieży drugiego i trzeciego gatunku, żeby

pozostałe, bez wad, móc oznakować jako gatunek pierwszy. Poza tym byli prasowacze i pakowacze

oraz laborantka, która przeprowadzała test prania wybranych sztuk odzieży.

Setki  maszyn  do  szycia  pracowały  w  sali,  gdzie  znajdowała  się  linia  produkcyjna,  tam  też

ustawiono  maszyny  wykonujące  dziurki  do  guzików  oraz  inny  sprzęt  potrzebny  przy  szyciu  spodni.

Kathryn była zafascynowana różnorodnością kolorów.

– Ależ piękny odcień błękitu! – wykrzyknęła w pewnej chwili.

Blake zachichotał.

– Będę cię musiał wziąć któregoś dnia do przędzalni, żebyś zobaczyła, jak powstaje tkanina. Bele

bawełny  są  poddawane  złożonemu  procesowi  produkcyjnemu,  w  wyniku  którego  powstaje

bawełniana  nić.  Teraz  używamy  bawełny  i  włókna  o  nazwie  Rayon.  Wcześniej  przędliśmy  tylko

bawełnę.

– Bardzo interesujące – zauważyła Vivian, ale bez szczególnego entuzjazmu. – Wcześniej ani razu

nie byłam w zakładzie włókienniczym.

Kathryn, która nie po raz pierwszy wizytowała zakłady, popatrzyła na nią ze zdziwieniem. Dawniej

jako dziewczynka często towarzyszyła Blake’owi i Phillipowi, gdy wybierali się do fabryki. Dopiero

w czasach szkolnych była tu rzadkim gościem.

–  Ile  bluzek  tygodniowo  tu  powstaje?  –  spytała,  rozglądając  się  wokół,  gdy  szli  między  rzędami

maszyn.

Musiała podnieść głos i blisko podejść do Blake’a, żeby mógł ją usłyszeć w panującym hałasie.

–  Około  dziesięciu  tysięcy  tuzinów  –  odparł  i  uśmiechnął  się  na  widok  malującego  się  na  jej

twarzy zaskoczenia. – Zwiększyliśmy park maszynowy i obecnie zatrudniamy ponad sześćset kobiet

przy maszynach do szycia i zużywamy tygodniowo około stu pięćdziesięciu tysięcy metrów materiału.

Kathryn obejrzała się za siebie, w kierunku, z którego przyszli.

– A spodnie?

– Dysponujemy tylko około trzystoma maszynami do szycia spodni – wyjaśnił Blake. – Największą

część produkcji stanowią bluzki.

– Niesamowite! – wykrzyknęła Kathryn.

Blake skinął głową.

background image

–  Rzeczywiście,  nasza  produkcja  jest  ogromna.  Mamy  kontrakty  z  dwiema  największymi  firmami

wysyłkowymi  w  Stanach,  a  poza  tym  posiadamy  własną  sieć  sklepów,  obejmującą  cały  kraj.  To

imponujące przedsięwzięcie.

– Musi przynosić spore zyski – zauważyła Vivian.

Blake nie rozwinął tego tematu.

Po zakończeniu zwiedzania zakładów i powrocie do biura Vivian namówiła Blake’a, żeby zabrał ją

na  kawę.  Kate  została  w  sekretariacie  z  zadaniem  spisania  wielu  pism  i  listów  z  dyktafonu.  Była

niezadowolona,  bo  Vivian,  która  zjadła  śniadanie  w  domu,  została  zaproszona  na  kawę  i  pączki,

podczas  gdy  jej,  choć  Blake  oderwał  ją  od  stołu,  zanim  zdążyła  cokolwiek  przełknąć,  pozostanie

obejść  się  smakiem.  Udobruchała  się,  gdy  pół  godziny  później  wrócił  i  postawił  przed  nią  kawę

w styropianowym kubku i kawałek ciasta w kartonowym opakowaniu.

– Śniadanie – oznajmił. – Przypomniałem sobie, że przeze mnie od rana nic nie miałaś w ustach.

– Dzięki, Blake.

Wzruszył ramionami i skierował się do gabinetu połączonego drzwiami z sekretariatem.

– Nie miałaś problemów z dyktafonem? – spytał przez ramię, zatrzymując się w progu.

– Tylko z twoim sposobem wysławiania się – odparła żartobliwie.

– Nie licz na to, że mnie zreformujesz – ostrzegł lekko rozbawiony.

– Och, nie znam kobiety na tyle odważnej, żeby ośmieliła się próbować – odrzekła Kathryn.

Wyłączyła elektryczną maszynę do pisania, aby posilić się ciastem i wzmocnić gorącą kawą.

Phillip  pojawił  się  w  sekretariacie,  gdy  zbliżała  się  godzina  zakończenia  dnia  pracy,  chciał

bowiem  spotkać  się  z  bratem.  Na  widok  siedzącej  przy  elektrycznej  maszynie  do  pisania  Kathryn

podszedł do jej biurka i oparł się o blat.

– No, no, istna niewolnica z ciebie – zauważył żartobliwie.

–  A  żebyś  wiedział  –  odparła  z  westchnieniem  Kathryn.  –  Nie  ruszyłam  się  z  tego  krzesła.  Do

niedawna  nie  zdawałam  sobie  sprawy  z  tego,  że  kierowanie  zakładami  wymaga  prowadzenia  tak

rozległej korespondencji. Blake wysyła rozliczne pisma, w tym nawet do kongresmanów i senatorów

stanowych.  Poza  tym,  jako  prezes  stowarzyszenia  grupującego  fabryki  tekstylne,  musi  utrzymywać

stały kontakt z ich zarządcami lub właścicielami.

Phillip pochylił się ku Kathryn i zniżając głos do szeptu, spytał konspiracyjnym tonem:

– Czy Blake, jako poganiacz niewolników, sięgnął już po bicz?

– A ma taki? – zapytała również szeptem i roześmiała się rozbawiona .

W  tym  momencie  Blake  otworzył  drzwi  i  stanął  w  progu  gabinetu.  Posłał  młodszemu  bratu  tak

wymowne spojrzenie, że ten odskoczył od biurka i poczerwieniał.

–  Zabierz  Kathryn  do  domu  –  polecił.  –  Wybieram  się  z  Vivian  do  restauracji  –  dodał,  po  czym

background image

opuścił biuro, nie oglądając się za siebie i nawet się nie żegnając.

Na  odchodnym  nie  spojrzał  na  Kathryn,  której  zrobiło  się  bardzo  przykro.  Zadała  sobie  w  duchu

pytanie,  skąd  wzięła  się  ta  niekorzystna  zmiana  w  zachowaniu  Blake’a.  Jak  to  możliwe,  że  kilka

godzin  wcześniej,  czuły  i  namiętny,  wyjawił,  że  pragnie  jej  i  nieustannie  o  niej  myśli,  a  teraz

potraktował  ją  jak  powietrze.  Czym  go  uraziła?  A  może  on  żałuje  wcześniejszych  wyznań

i deklaracji?

Dni  płynęły  jednostajnie,  jeden  podobny  do  drugiego.  Rano  Kathryn  towarzyszyła  Blake’owi

w  drodze  do  zakładów,  po  czym  przystępowała  do  wykonywania  wyznaczonych  obowiązków,

a następnie wieczorem wracała z Blakiem do domu.

Wyglądało na to, że Vivian wolałaby nie spuszczać narzeczonego z oka. Nie miała jednak powodu

do zazdrości, ponieważ Blake zachowywał służbowy dystans w stosunku do Kathryn i nie powtórzyły

się sceny, do których na początku doszło w gabinecie. Niemniej Vivian robiła, co mogła, żeby zająć

ukochanemu cały wolny czas. W sobotę wymyśliła, że wybierze się po zakupy do Atlanty, i namówiła

Blake’a, żeby zabrał ją tam samolotem.

Kathryn miała swoje plany – chciała zwiedzić jedną z nowych galerii handlowych w King’s Fort.

Zamierzała zajrzeć do butików, napić się kawy lub coś przegryźć i ogólnie rzecz biorąc, zrelaksować

się. Przy śniadaniu poprosiła Phillipa, żeby jej towarzyszył. Ta propozycja najwyraźniej zirytowała

Blake’a, który także siedział przy stole. Kathryn postanowiła nie zwracać na to uwagi, tym bardziej

że  Blake  od  pewnego  czasu  ją  ignorował.  Nie  miała  pojęcia,  jak  w  tej  sytuacji  może  dojść  do

wyjazdu na Karaiby. Wiedziała jednak, że gdyby ten plan wypalił, dotrzyma obietnicy i pojedzie. Za

bardzo  pragnęła  być  z  Blakiem,  żeby  mu  odmówić,  a  poza  tym  przynajmniej  pozostaną  jej

wspomnienia ze wspólnych chwil, spędzonych z ukochanym.

– Już ledwie chodzę – poskarżył się Phillip, ostentacyjnie kuśtykając w stronę najbliższej ławki, po

czym opadł na nią z przeciągłym westchnieniem.

– Byliśmy tylko w pięciu sklepach, a jest ich tu dużo więcej – zauważyła Kathryn. – Niemożliwe,

żebyś aż tak się zmęczył.

–  Rzeczywiście,  w  pięciu,  ale  w  każdym  przymierzyłaś  co  najmniej  piętnaście  strojów,  a  ja

musiałem stać i czekać – przypomniał jej Phillip.

Kathryn usiadła obok niego i powiedziała:

– Cóż, mam chandrę. Potrzebowałam czegoś, co poprawi mi humor.

– Ja byłem w dobrym nastroju. Nie musiałem szukać dodatkowych podniet – stwierdził Phillip. –

Po kiego licha z tobą pojechałem?

– Aby ponieść torby z zakupami – wyjaśniła Kathryn.

background image

– Przecież niczego nie nabyłaś – zauważył przytomnie.

– A jednak kupiłam. W tym małym butiku, z którego właśnie wyszliśmy.

– Coś ciekawego? – zainteresował się Phillip.

Kathryn  podała  mu  niewielką  ozdobną  papierową  torbę,  w  której  znajdowało  się  pudełeczko  na

biżuterię.  Phillip  uniósł  wieczko  i  ujrzał  parę  delikatnych  kolczyków  z  szafirem  i  brylantem,

ułożonych na kawałku aksamitu.

– Czyż nie są śliczne? – spytała. – Wzięłam je na rachunek Blake’a. Możesz je ponieść, będziesz

się czuł potrzebny.

– Jak ja przeżyję zaszczyty, którymi mnie obdarzasz? – spytał z przekąsem Phillip.

– Nie bądź złośliwy – skarciła go, popychając ramieniem, żeby zyskać trochę więcej miejsca dla

siebie. – Naprawdę mam chandrę.

Phillip obrzucił uważnym spojrzeniem wyraźnie przygnębioną Kathryn.

– Chcesz, żebym zabił dla ciebie smoka? – usiłował ją rozweselić.

– Zrobiłbyś to? Mógłbyś zakraść się do niej, kiedy śpi i…

– Twoje oczy upominają się o okulistę – zauważył Phillip. – Vivian nie jest smokiem.

– Ty tak sądzisz. Poczekaj, aż zostanie twoją bratową. Wtedy przekonasz się, czy będziesz ją nadal

lubić.

– Vivian żoną Blake’a?! – zdumiał się Phillip. – Skąd przyszły ci do głowy takie brednie?

– To nie są brednie – nadąsała się Kathryn. – Ona jest w jego typie. Piękna, światowa, w dodatku

blondynka.

– Rzeczywiście jest w jego guście – przyznał Phillip – ale to nie oznacza, że Blake się z nią ożeni.

To nie w jego stylu.

–  Może  ona  jest  dla  niego  kimś  szczególnym  –  zauważyła  Kathryn.  –  Powiedziała  mi,  że  Blake

zaprosił ją tutaj, żeby nam przedstawić.

– Wiem. Zdominowała ojca i kontroluje jego wszystkie poczynania. Naprawdę nie zauważyłaś, że

nim dyryguje? – zdziwił się Phillip.

– Blake spędza z nią mnóstwo czasu. Nie powiesz mi, że tylko ze względów służbowych. – Kathryn

wygładziła dżinsy na udach i spojrzała na beżowe kowbojki, które miała na nogach. Skrzywiła się,

widząc niewielkie zarysowanie na czubkach butów.

– My też bardzo często przebywamy w swoim towarzystwie, a łączy nas jedynie przyjaźń.

– To prawda – przyznała Kathryn.

– Blake’a to złości.

– Jak to? – zerknęła na Phillipa.

Roześmiał się.

background image

– Jest o ciebie zazdrosny – wyjaśnił.

Kathryn zaczerwieniła się i uciekła spojrzeniem w bok.

– Też coś! To niemożliwe – rzuciła.

–  Czyżby?  W  stosunku  do  ciebie  zawsze  był  zaborczy,  ale  ostatnio  stało  się  to  wręcz  uciążliwe.

Niemal bałem się koło ciebie usiąść wtedy, gdy był w domu.

– To dlatego że Blake jest władczy i lubi dominować oraz rządzić ludźmi – odparła Kathryn.

–  Naprawdę?  I  tylko  dlatego  z  premedytacją  nękał  twojego  przyjaciela,  żeby  zgnębiony  chłopak

wreszcie  wyjechał?  –  Phillip  bacznie  przyjrzał  się  Kathryn.  –  Po  powrocie  z  Charleston

spostrzegłem, że Blake wyszedł z domu, a ty zamknęłaś się w swoim pokoju, bo podobno bolała cię

głowa. Co zaszło między wami w czasie naszej nieobecności? – spytał.

Zażenowana Kathryn nie była w stanie mu odpowiedzieć.

– Rozpromieniasz się, gdy Blake znajduje się w twoim pobliżu – kontynuował Phillip – a on nie

spuszcza z ciebie zachwyconego spojrzenia, kiedy myśli, że nikt tego nie widzi.

– Och, naprawdę? – spytała bezwiednie Kathryn, podnosząc na niego pełen nadziei wzrok.

Phillip skinął głową, nie przestając jej obserwować.

–  Czyli  jest  tak,  jak  myślałem  –  powiedział.  –  Powiększyłaś  grono  kobiet,  którym  Blake  skradł

serce.

–  To  takie  widoczne?  –  spytała  z  westchnieniem  Kathryn,  zwracając  ponownie  spojrzenie  na

mijających ich ludzi.

–  Dla  mnie  tak,  bo  zawsze  byliśmy  sobie  bliscy.  Zorientowałem  się,  dlaczego  kupiłaś  seksowną

sukienkę,  zanim  to  sobie  uświadomiłaś.  Chciałaś  się  przekonać,  jakie  wywrzesz  wrażenie  na

Blake’u. Okazało się, że piorunujące, prawda? – dodał z przekornym uśmiechem.

Kathryn znów się zaczerwieniła.

– Skąd wiesz? – wyszeptała speszona przenikliwością Phillipa.

– Nie jestem nastolatkiem – przypomniał jej. – Blake silnie na ciebie reaguje, a że nie jest łagodny

ani delikatny, nietrudno to odgadnąć z jego zachowania.

Jak  mało  zna  własnego  brata,  pomyślała  Kathryn,  wracając  pamięcią  do  leniwego  poranka

w altanie.

– A może jest? – szepnął, widząc jej rozmarzony wyraz twarzy.

– Nie bądź wścibski – żachnęła się.

–  Nie  zamierzam.  Martwię  się  jedynie  i  nie  chcę  być  świadkiem  twojej  przegranej.  Blake  jest

bardzo  doświadczonym  mężczyzną.  Może  się  zauroczyć  twoją  młodością  i  świeżością,  ale  nie

pozwoli  się  usidlić.  Nie  próbuj  go  okiełznać,  kotku.  Równie  dobrze  mogłabyś  próbować  wznieść

płot wokół wiatru.

background image

– Chcesz przez to powiedzieć, że nie mam szans? – spytała zdenerwowana Kathryn.

–  Właśnie  to  miałem  na  myśli  –  odrzekł  ze  współczuciem  Phillip.  Poklepał  ją  po  ręce.  –

Doświadczona kobieta może przyciągnąć mężczyznę w sposób, o jakim młódka nie ma najmniejszego

pojęcia.  Nie  chciałbym  sprawić  ci  przykrości,  ale,  moim  zdaniem,  dla  własnego  dobra  powinnaś

wiedzieć, że nie możesz konkurować z Vivian.

– A  kto  ci  powiedział,  że  próbowałam?!  –  obruszyła  się  Kathryn.  Spochmurniała.  –  Mówisz  tak,

jakby Blake…

– Jest moim bratem i zrobiłbym dla niego wszystko – przerwał jej Phillip. – Po twoim przyjeździe

ze szkoły zauważył, na jaką uroczą istotę wyrosłaś, i się zagubił. Wkrótce się odnajdzie, ale zanim to

nastąpi, zdąży cię zniszczyć. – Ścisnął jej rękę. – Nie muszę ci mówić, jaki ma stosunek do miłości.

Kathryn  miała  wrażenie,  jakby  wyciekało  z  niej  życie.  Przybita,  opuściła  ramiona  i  pochyliła

głowę.

– On nie wierzy w miłość – wyszeptała drżącym głosem.

– Blake chce od kobiety tylko jednego, a ty nie możesz mu tego dać.

Kathryn uśmiechnęła się smutno.

– Nie wziąłby, nawet gdybym mu to ofiarowała – powiedziała cicho.

–  Z  pewnością  nie  zrobiłby  tego,  gdyby  się  kontrolował  –  przyznał  Phillip.  –  Mogłabyś  jednak

doprowadzić do takiej sytuacji, że pod wpływem silnych emocji zapomniałby o wszelkich skrupułach

i  powinnościach  wobec  ciebie. A  może  nie  wiedziałaś,  że  mężczyźni  są  szczególnie  wyczuleni  na

kobiety, których silnie pożądają?

–  Niezależnie  od  tego,  jaki  jest  Blake  i  co  sądzi  o  małżeństwie,  ożeniłby  się  ze  mną,  prawda?

Zrobiłby to, co nakazałby mu honor.

–  Właśnie  to  miałem  na  myśli.  Nic  nie  ucieszyłoby  mnie  bardziej,  niż  gdybyś  została  szczęśliwą

żoną mojego brata. Za dobrze jednak znam Blake’a, by uwierzyć, że istnieje taka możliwość. Jest zbyt

cyniczny, aby z dnia na dzień się zmienić.

–  Uważasz,  że  nie  potrafiłby,  a  może  nie  chciał  troszczyć  się  o  żonę  czy  partnerkę?  –  spytała

z wahaniem Kathryn.

Phillip wzruszył ramionami.

– Blake jest człowiekiem zamkniętym w sobie – odparł. – Mieszkam z nim całe życie, ale on broni

mi  przystępu  do  pewnych  sfer  swojego  życia.  Nie  pozwala  innym  zanadto  się  do  siebie  zbliżyć,

ponieważ nie chce się odkryć. Być może jest zdolny do miłości. Myślę jednak, że na swój sposób się

jej  obawia  i  dlatego  unika  zaangażowania.  Nie  chce  zostać  zraniony  ani  przeżyć  zawodu.

Prawdopodobnie  uważa,  że  do  niczego  nie  jest  mu  to  potrzebne,  skoro  i  tak  może  przebierać

w kobietach. Jeśli zajdzie taka konieczność, to przypuszczam, że się ożeni, aby sprowadzić na świat

background image

dziedzica Greyoaks. Czy ja wiem, może nawet się zakocha?

– Powiedziałeś, że jest w stosunku do mnie zaborczy – przypomniała mu Kathryn.

– Oczywiście, przecież przez lata opiekował się tobą – odrzekł Phillip. – Nikt jednak nie wie, co

on czuje.

Kathryn skinęła głową.

– Masz rację. – Zmusiła się do uśmiechu. – Chodźmy na lody.

Phillip ujął ją delikatnie za łokieć i pomógł wstać.

– Przepraszam. Nie chciałem sprawić ci przykrości – powiedział łagodnie.

– Skąd przekonanie, że sprawiłeś? – spytała Kathryn, nadrabiając miną.

– To oczywiste, że jesteś w nim zakochana.

Kathryn  zaniemówiła.  Wprawdzie  niedawno,  rozmyślając  o  tym,  co  wydarzyło  się  pomiędzy  nią

a  Blakiem,  doszła  do  takiej  konkluzji,  ale  do  tej  pory  z  nikim  na  ten  temat  nie  rozmawiała.

Bezpośrednia i nieoczekiwana, wypowiedziana na głos diagnoza jej uczuć wprawiła ją w popłoch.

Usiłowała zaprzeczyć, a przynajmniej się wytłumaczyć, ale język odmawiał jej posłuszeństwa.

Phillip zorientował się, że wprawił Kathryn w niemałe zakłopotanie.

–  Zatem  masz  ochotę  na  lody  –  powiedział.  –  W  takim  razie  chodźmy.  Jakie  wybierzesz?

Waniliowe czy truskawkowe?

Tylko  dwa  dni  dzieliły  ich  od  zaplanowanego  przez  Blake’a  wylotu  do  St.  Martin.  W  biurze

zapanowała  napięta  atmosfera.  Kathryn  niemal  nie  wstawała  od  maszyny  do  pisania,  tyle  miała

roboty. Mimo to Blake, zazwyczaj przestrzegający w pracy poprawnych form zachowania, był coraz

bardziej poirytowany.

–  Dobrze  wiesz,  że  w  podpisie  nie  używam  inicjału  drugiego  imienia!  –  zagrzmiał,  siedząc  za

swoim  biurkiem,  przy  otwartych  drzwiach  gabinetu.  Cisnął  na  blat  listy,  które  dopiero  co  spisała

z dyktafonu. – Napisz je jeszcze raz!

– Jeśli nie spełniam twoich oczekiwań – wycedziła ze swojego miejsca w sekretariacie Kathryn,

wyprowadzona z równowagi napastliwą postawą Blake’a – dlaczego nie wezwiesz Vivian, żeby ci

pomagała?

– Ona już dawno zalałaby się łzami – przyznał, rozchmurzając się.

Kathryn  wyprostowała  się  na  krześle.  Miała  na  sobie  elegancką  szarą  spódnicę  harmonizującą

kolorem z jedwabną bluzką.

– Boisz się, że uwiesiłaby ci się na szyi i łzami zaplamiła wytworną koszulę? – spytała.

Blake  obserwował  ją  w  zamyśleniu  przez  dym  unoszący  się  z  papierosa,  którego  trzymał

w palcach.

– Nie muszę się obawiać, że to stanie się przy tobie, prawda, Kate? – zagadnął ze spokojem. – Za

background image

dobrze mnie znasz, wiesz wszystko o moich wadach i nawykach.

– Dobrze cię znam? Szczerze mówiąc, niekiedy mnie zaskakujesz, a innym razem wydajesz mi się

kimś obcym.

Blake zbliżył papieros do ust.

– Tak jak tamtego dnia w altanie? – spytał.

Kathryn uciekła spojrzeniem w bok, skupiając je na rozłożonych na biurku dokumentach. Czuła, że

się zaczerwieniła.

– Nie wiem, czego ty ode mnie chcesz – wyznała szczerze.

Blake wstał, pokonał przestrzeń dzielącą gabinet i sekretariat, pochylił się ku Kathryn i uniósł jej

brodę, tak by móc popatrzeć jej prosto w oczy.

–  Chyba  tę  konstatację  można  również  odnieść  do  ciebie  –  powiedział.  –  Jesteś  bardzo  młoda,

Kathryn Mary, i zapewne nie bardzo wiesz, czego oczekujesz od życia.

– O tak, w twoich oczach nadal jestem nastolatką, prawda? – odparowała.

– Mała kotka – orzekł Blake. – Gdybym się z tobą kochał, to drapałabyś i prychała czy mruczała?

– Daj mi spokój!

– Nie sądzisz, że mógłbym nauczyć cię mruczeć? – prowokował Blake. – Wtedy w altanie twoje

pocałunki stały się zachłanne i gwałtowne, jak już się ośmieliłaś. Byłaś wręcz nienasycona.

– Ja… ja nie wiedziałam, co robię – wyszeptała niepewnie, zażenowana wspomnieniem swojego

szalonego zachowania.

– Ani  ja  –  wyjawił  Blake,  wpatrując  się  z  niepokojącą  intensywnością  w  jej  usta.  –  Ledwie  cię

dotknąłem, a straciłem głowę. Jedyne, o czym wówczas myślałem i czego pragnąłem, to kochać się

z tobą aż do zatracenia.

Kathryn spojrzała mu prosto w oczy, przyznając w duchu, że właściwie ocenił sytuację. Wzajemne

pożądanie spadło na nich nagle, groźne niczym uderzenie pioruna. Tak to wtedy odczuła, ale później

przyznała  sama  przed  sobą,  że  zakochała  się  w  Blake’u.  Natomiast  wszystko,  do  czego  przyznawał

się  Blake,  to  pociąg  fizyczny,  namiętność.  Stracił  dla  niej  głowę  z  pożądania,  a  nie  z  miłości.

Właśnie to sygnalizował jej Phillip.

– Vivian nie wzbudza w tobie tak silnego pragnienia? – spytała zdławionym głosem, coraz bardziej

przekonana o tym, że zakochała się bez wzajemności.

– Nie w taki sposób jak ty – odrzekł.

– Możesz znaleźć sobie inną kobietę.

Blake pochylił się nad nią jeszcze bardziej, oparł obie ręce na blacie biurka.

–  Nie  taką  jak  ty,  kochanie  –  powiedział.  –  A  może  próbujesz  mnie  przekonać,  że  pozwoliłaś

innemu mężczyźnie dotykać cię tak, jak ja to robiłem?

Na wspomnienie intymnej bliskości, pieszczot i pocałunków Kathryn zalała fala gorąca.

background image

– Miałaś obiekcje, ponieważ po raz pierwszy znalazłaś się z mężczyzną w takiej sytuacji. Gdybym

nalegał, żeby się z tobą kochać, to byś nie zaprotestowała ani nie powstrzymywałabyś mnie. Oboje

zdajemy sobie z tego sprawę.

Kathryn  ogarnęło  zażenowanie,  a  jednocześnie  poczuła  się  bezbronna  wobec  Blake’a.  To  było

nowe niepokojące doznanie, więc żeby ukryć lęk, ratowała się, demonstrując oburzenie.

–  Pochlebiasz  sobie  –  orzekła,  obrzucając  go  złym  spojrzeniem.  –  A  może  mam  już  pewne

doświadczenia? Nie przyszło ci to do głowy? – Obserwowała, jak ciemnieją mu oczy. – Skąd myśl,

że nie pragnę bliskości innego mężczyzny?

– Kogo? – zareagował natychmiast Blake. – Phillipa?

Kathryn  odwróciła  głowę.  W  głosie  Blake’a  pobrzmiewała  tłumiona  pasja,  i  uznała  w  duchu,  że

lepiej  go  więcej  nie  prowokować.  Gdyby  jej  dotknął,  puściłyby  jej  hamulce  do  tego  stopnia,  że  na

dobrą sprawę nie wiedziała, jak by zareagowała. Broniłaby się przed pożądaniem czy mu poddała.

Była bezbronna, zbyt wyczulona, więc najlepiej dla niej było trzymać Blake’a na odległość.

–  Dajmy  sobie  z  tym  spokój  i  lepiej  skupmy  się  na  pracy  –  orzekł  Blake,  wrócił  do  gabinetu

i  usiadł  za  biurkiem.  –  Co  z  dostawą  poliestru  z  naszego  zakładu  w  Georgii?  –  spytał  oficjalnym

tonem. – Skontaktuj się z tamtejszym biurem i dowiedz się, czy wysłano transport. Krojczy czekają.

– Oczywiście – odpowiedziała, przejmując jego służbowy ton. – Coś jeszcze?

–  Tak  –  burknął  Blake,  nie  spuszczając  z  niej  oka.  –  W  moim  imieniu  wyślij  Vivian  tuzin

czerwonych róż.

To polecenie było niczym silny cios, ale nie dała po sobie nic poznać. Zapisała polecenia i skinęła

głową.

– Tuzin – powtórzyła. – Zaraz zadzwonię do kwiaciarni. Jaki bilecik mają dołączyć?

– Niech napiszą „Dziękuję za ostatnią noc”. Podpis: „Blake”. Zanotowałaś?

– Owszem – odrzekła, nie tracąc opanowania. – Coś jeszcze?

Blake przekręcił obrotowy fotel, by wyjrzeć przez okno.

– To wszystko.

Kathryn wyszła z gabinetu i zamknęła za sobą drzwi. Dopiero gdy znalazła się przy swoim biurku,

pozwoliła popłynąć z oczu łzom.

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY

–  Tylko  pomyśl,  tydzień  w  St.  Martin  –  powiedziała  wyraźnie  zadowolona  Maude,  przeglądając

listę zadań, które pani Johnson i pokojówki miały wykonać podczas nieobecności chlebodawców. –

Jak to miło ze strony Blake’a, że wszystkich nas zabiera, zwłaszcza że tak dobrze czuje się sam na

sam z Vivian.

– O tak, cudownie – przyznała Kathryn, siląc się na obojętność.

–  Najchętniej  w  ogóle  by  się  nie  rozstawali  –  ciągnęła  Maude.  –  Piękna  z  nich  para,  prawda?

Blake  jest  ciemny,  ona  jasnowłosa  –  wspaniale  się  uzupełniają.  Myślę,  że  tym  razem  to  coś

poważnego. – Klasnęła w dłonie i rozpromieniła się. – Zaplanowałabym wesele na wiosnę. Można

by udekorować dom orchideami… – rozmarzyła się.

– Wybacz, ale muszę wziąć się do pakowania – powiedziała Kathryn, podnosząc się z sofy. – Nie

masz nic przeciwko temu?

– Ależ skąd, moja droga. Zajmij się tym, co masz do zrobienia – odparła Maude, wciąż pochłonięta

swoimi planami.

Kathryn poszła na górę. Czuła się, jakby w środku była martwa. Kiedy przechodziła obok pokoju

Vivian, jej wzrok przyciągnął wazon pełen czerwonych róż, stojący na komodzie, dobrze widocznej

przez otwarte drzwi. Nie miała najmniejszych wątpliwości, że Vivian celowo tak go umieściła.

Dobrze,  że  Blake  nie  podejrzewa,  co  do  niego  czuje.  To  byłoby  nie  do  zniesienia,  zwłaszcza  że

obecnie wręcz demonstrował zainteresowanie uwodzicielską blondynką. Chodzili razem do klubów,

wracali późno, a mimo to jeszcze zamykali się w gabinecie Blake’a. W tej sytuacji Kathryn, tak jak

wiele  razy  po  jej  powrocie  do  Greyoaks,  szukała  towarzystwa  Phillipa. A  to  z  kolei  zdawało  się

irytować Blake’a.

Nazajutrz Blake zastał młodszego brata w siedzibie firmy, przy biurku Kathryn.

– Nie masz nic do roboty? – spytał obcesowo.

– Owszem, mam – odparł Phillip.

– To dlaczego, u diabła, tym się nie zajmiesz, tylko sterczysz tutaj?

Phillip włożył ręce do kieszeni i nie dając się wyprowadzić z równowagi, spokojnie obserwował

brata.

–  Pytałem  Kate,  czy  nie  poszłaby  ze  mną  dziś  wieczorem  do  kina  –  wyjaśnił.  –  Nie  masz  nic

przeciwko?

– Umawiaj się na randki w domu, to nie będziesz przeszkadzał nam w pracy – odrzekł opryskliwym

tonem Blake.

background image

– Jestem tutaj, bo, podobnie jak inni udziałowcy, interesuję się firmą. Tak się złożyło, że mam tu

coś do załatwienia – stwierdził Phillip.

– Czyżbyś wreszcie wziął się do roboty? – rzucił z przekąsem Blake, po czym przeniósł spojrzenie

na Kathryn. – Weź notatnik – polecił. – Mam parę pilnych listów do podyktowania. – Przeszedł do

gabinetu i trzasnął drzwiami.

Phillip odprowadził go wzrokiem, bynajmniej nie urażony obcesowym zachowaniem brata. Znał go

aż za dobrze.

– Gdyby to był kto inny, założyłbym się, że jest zazdrosny – zwrócił się do Kathryn, świdrując ją

wzrokiem.

Wstała z krzesła, przyciskając do piersi notatnik.

–  Przecież  praktycznie  jest  zaręczony  z  Vivian,  za  którą  ostatnio  świata  nie  widzi  i  rozstaje  się

wtedy, kiedy musi – przypominała mu. – Lepiej wezmę się do pracy, zanim wręczy mi wymówienie.

Phillip wzruszył ramionami.

– Biorąc pod uwagę nastrój, w jakim jest ostatnio, nie wiem, czy to coś zmieni – zauważył.

–  Skoro  mowa  o  zmianie…  –  Kathryn  zniżyła  głos  –  obiecałeś  mi  pomoc  przy  wynajmie

mieszkania.

– Dopiero po naszym powrocie z St. Martin, i tylko wtedy, gdy nastrój Blake’a się poprawi. Nie

zamierzam z twojego powodu wojować z bratem.

–  Nie  będziesz  musiał  –  zapewniła  go  z  goryczą.  –  Wiesz,  że  będzie  zadowolony,  kiedy  się

wyprowadzę.

– Czyżby?

– Kathryn! – W intercomie rozległ się podniesiony głos Blake’a.

Wzdrygnęła się i popędziła do gabinetu.

Zastała Blake’a za biurkiem, rozpartego w obrotowym fotelu. Zmierzył ją niechętnym spojrzeniem.

– Od tej chwili nie waż się zachęcać Phillipa do pogawędek w godzinach pracy – ostrzegł. – Przez

ciebie  niepotrzebnie  traci  czas,  a  ty  też  się  opóźniasz  z  robotą.  Nie  płacę  wam  za  udzielanie  się

towarzysko.

–  Czy  od  teraz  muszę  mieć  twoje  pozwolenie,  żeby  powiedzieć  mu  dzień  dobry?  –  zaperzyła  się

Kathryn.

– W tym budynku tak – odparł stanowczo. – Praktycznie jesteście jak papużki nierozłączki – zakpił.

– Podejrzewam, że nie byłabyś w stanie spędzić z dala od niego ośmiu godzin.

Przysunął fotel bliżej biurka i wziął do ręki list.

– Gotowa? – spytał szorstko.

Szybko zajęła miejsce na krześle, kładąc notatnik na kolanach.

background image

– W każdej chwili – odrzekła najbardziej służbowym tonem, na jaki ją było stać.

Od  czasu  gdy  Kathryn  przejęła  obowiązki  sekretarki  Blake’a,  nieraz  się  spierali  czy  mieli

odmienne  zadanie,  ale  tym  razem  było  inaczej.  Przez  pozostałą  część  dnia  zachowywali  się  wobec

siebie z chłodną uprzejmością i w miarę możliwości wręcz się unikali, wywołując zdziwienie wśród

pracowników.

Wieczorem, w salonie Greyoaks, Kathryn spotkała się z Vivian.

– Pokłóciliście się z Blakiem? – spytała panna Leeds.

Okazało się, że wybiera się z Blakiem na kolację.

– Ostatnio prawie się do siebie nie odzywacie.

Z  książką  w  ręku,  w  domowym  stroju,  Kathryn  ulokowała  się  na  sofie.  Posłała  Vivian  niechętne

spojrzenie. Niebieska suknia znanej projektantki, którą miała ona na sobie, zwracała uwagę i nawet

Kathryn musiała przyznać, że doskonale podkreśla zgrabną figurę oraz harmonizuje ze śliczną twarzą

i perfekcyjną fryzurą. Oto elegancka seksowna blondynka w guście Blake’a, pomyślała z goryczą.

– Nigdy nie byliśmy ze sobą blisko – skłamała wbrew własnym wspomnieniom.

–  Czyżby?  –  spytała  drwiąco  Vivian.  Uśmiechała  się  nieco  wyniośle,  krygując  się  przed  dużym

lustrem zawieszonym między dwoma kinkietami z brązu. – Liczę, że nam obu się ułoży. Mieszkanie

w tym samym domu, sama rozumiesz… – Zawiesiła znacząco głos.

– Wyznaczyliście datę ślubu?

– Niezupełnie, ale na pewno stanie się to niebawem – odparła Vivian.

–  Moje  gratulacje  –  wymamrotała  Kathryn,  wpatrując  się  niewidzącym  wzrokiem  w  otwartą

książkę.

– Jesteś gotowy, kochanie? – spytała radośnie Vivian, widząc Blake’a wchodzącego do salonu. –

Umieram z głodu.

– W takim razie się pospieszmy – odrzekł, nadając głosowi lekko zmysłowe brzmienie.

Kathryn natychmiast je wychwyciła, nie podniosła jednak wzroku znad książki ani się nie odezwała

w obawie, że nie potrafi nad sobą zapanować. Odetchnęła z ulgą, gdy drzwi zamknęły się za piękną

parą, jak to określiła niedawno Maude. Jak to dobrze, pomyślała, że Dick Leeds i Maude również nie

spędzali  wieczoru  w  domu,  a  Phillip  dał  się  namówić  na  samotne  pójście  do  kina.  Nie  będzie

musiała  ukrywać  swojego  podłego  nastroju  ani  łez.  Zyskała  pewność,  że  musi  opuścić  Greyoaks,

ponieważ nie zdoła mieszkać z Vivian pod jednym dachem.

Nazajutrz wstał pogodny i słoneczny poranek, wręcz idealny na lot do St. Martin. Kathryn i Phillip

znaleźli się na końcu grupki zmierzającej do samolotu. Widzieli przed sobą Vivian w przedziwnym

białym  garniturze  z  koronki,  uczepioną  ramienia  Blake’a,  oraz  Dicka  Leedsa  i  Maude  pogrążonych

background image

w rozmowie.

Kathryn miała na sobie prostą sukienkę w zielono-brązowe pasy, która podkreślała szmaragdowy

odcień  jej  oczu.  Długie  falowane  włosy  opadały  jej  na  plecy.  Wybrała  wygodny,  a  nie  efektowny

strój i wiedziała, że nie może się równać z wytworną piękną blondynką. Zresztą nawet się o to nie

starała.  Trudno  przecież  mówić,  że  straciła  Blake’a,  skoro  tak  naprawdę  nie  miała  szansy,  żeby  go

zdobyć. Wiele przyczyn się na to złożyło, a miedzy innymi różnica wieku i życiowych doświadczeń.

– Rozdzierasz mi serce – powiedział Phillip, zauważając, że Kathryn wodzi wzrokiem za Blakiem

i Vivian.

– Dlaczego? – zdziwiła się.

– Nie spotkałem kobiety tak zakochanej w mężczyźnie jak ty w Blake’u – odparł z nietypową jak

nie niego powagą.

Kathryn wzruszyła ramionami.

– Uporam się z tym – zapewniła go. – Potrzebuję tylko trochę czasu, to wszystko. Nie obawiaj się,

spadnę na cztery łapy.

Phillip wziął ją za rękę i podprowadził do odrzutowca należącego do korporacji.

–  Początkowo  uważałem,  że  to  zadurzenie  –  powiedział  –  ale  doszedłem  do  wniosku,  że

niewłaściwie  oceniłem  twój  stan  serca  i  umysłu.  Zrobiłabyś  dla  niego  wszystko,  prawda?  Nawet

usunęłabyś się w cień i przyjęła do wiadomości, że poślubi inną kobietę, byle tylko był szczęśliwy.

– Czy nie na tym polega miłość? – ściszyła głos. – Rzeczywiście chcę, żeby był szczęśliwy.

Phillip ścisnął jej dłoń.

– Trzymaj fason, kotku – powiedział. – Nie pozwól, by się zorientował, że cierpisz.

–  Jasne.  Przekonasz  się,  że  nic  po  mnie  nie  pozna  –  oświadczyła  buńczucznie.  –  My,

rewolucjoniści, jesteśmy twardzi, wiesz przecież.

– To mi się podoba – stwierdził Phillip. – Ale dlaczego tak szybko się poddajesz?

– Kto powiedział, że się poddaję? – Rzuciła mu pytające spojrzenie. – Pracę już mam, brakuje mi

tylko samodzielnego mieszkania. Poczekaj tylko, aż wrócimy!

Phillip zachichotał.

– Tak trzymać. Wiedziałem, że dasz sobie radę.

– Oczywiście, że damy – przyznała z wdzięcznym uśmiechem.

– My? – powtórzył lekko zaniepokojony Phillip.

–  Znasz  pośredników  nieruchomości  –  przypomniała  mu.  –  Jestem  pewna,  że  znajdziesz  mi  coś

niedrogiego i w dobrym sąsiedztwie – dodała.

– Chwileczkę, ja… – zaczął Phillip.

Kathryn nie zareagowała. Weszła na pokład samolotu.

background image

Samolot  okazał  się  przestronny  i  wygodny.  Kathryn  czuła  się  w  miarę  swobodnie,  dopóki  nie

popatrzyła przez okno kabiny. Nie zdołała uporać się z nawrotami lęku wysokości, który ujawnił się

we wczesnym dzieciństwie.

Blake  zajął  miejsce  pilota;  świetnie  sobie  radził  za  sterami  nawet  dużej  maszyny.  Vivian  usiadła

w  sąsiednim  fotelu,  obok  Blake’a,  co  niezmiernie  ucieszyło  Kathryn.  Nie  zniosłaby  bowiem  jej

wyniosłego zachowania i triumfalnego uśmiechu.

–  Jesteś  bardzo  blada,  kochanie  –  zauważyła  ze  współczuciem  Maude  i  poklepała  ją  po  zimnej

dłoni. – Zażyłaś pigułkę?

– Wzięłam już dwie – odparła ponuro – a jedyny skutek jest taki, że kręci mi się w głowie.

– Łyk brandy mógłby pomóc – zasugerował Dick Leeds.

Kathryn potrząsnęła głową, czując się jeszcze gorzej na samą myśl o alkoholu.

– Wszystko będzie dobrze – zapewniła Maude i Dicka.

–  Połóż  się  na  chwilę  –  poradził  Phillip.  –  Zdejmij  buty  i  postaraj  się  zasnąć  –  namawiał,

pomagając jej rozciągnąć się na wygodnym siedzeniu. – Zanim się zorientujesz, będziemy na miejscu.

Wylądowali  na  lotnisku  imienia  Królowej  Juliany  w  Sint  Maarten,  holenderskiej  części

podzielonej  wyspy.  Kiedy  zeszli  na  płytę,  Kathryn  owiało  gorące  i  zarazem  wilgotne  powietrze.

Ujrzała  niebieskie  niebo,  palmy  i  flagi  powiewające  dumnie  nad  terminalem.  Wiele  razy  spędzała

czas w rodzinnej posiadłości Hamiltonów na wyspie i wspominała te pobyty z przyjemnością.

Odprawa paszportowa przebiegła sprawnie i bez przeszkód. Blake wynajął samochód i wyruszyli

w drogę.

– Gdzie znajduje się wasz dom? – spytała Vivian, patrząc na pokryte czerwonymi dachami budynki,

które mijali, jadąc utwardzoną szosą.

– W Saint Martin, we francuskiej części wyspy, która zachowała dawny charakter – odparł Blake.

– Holenderska, przez którą obecnie jedziemy, zbytnio się amerykanizuje, jak na mój gust.

– Trochę to zagmatwane – przyznała ze śmiechem Vivian.

–  Wcale  nie  –  włączyła  się  Maude.  –  Można  się  przyzwyczaić.  Wyspa  dzieli  się  politycznie

i językowo, ale ludzie w obu częściach są mili i serdeczni. Spodobają ci się sklepy w Marigot, są

zlokalizowane blisko naszej willi.

– Godne polecenia są także restauracje – dodał Phillip. – Nigdzie nie znajdziesz lepszych owoców

morza.

– A co tobie najbardziej się tutaj podoba, kochanie? – zwróciła się Vivian do Blake’a.

– Spokój i cisza. – odrzekł.

– Których próżno szukać w szczycie sezonu turystycznego – dodał Phillip.

–  Cóż,  teraz  jest  sezon  huraganów,  które  skutecznie  odstraszają  turystów  –  stwierdziła  Maude.  –

background image

Mam nadzieję, że nie natrafimy na złą pogodę.

– Amen – podsumował Blake. – W czasie pobytu będę musiał wyskoczyć na dwa, trzy dni na Haiti.

– Po co? – spytała z nieskrywaną ciekawością Vivian.

Blake zerknął na nią z ukosa.

– Może mam tam kochankę… – odparł.

Po raz pierwszy Kathryn zobaczyła, jak Vivian się czerwieni, i na jej własną bladą twarz od razu

powrócił rumieniec.

–  O  patrzcie,  krowy  –  powiedziała,  wyglądając  przez  okno  w  stronę  zielonych  łąk  między

wzgórzami.

Niepostrzeżenie przejechali z holenderskiej do francuskiej części wyspy.

Maude podskoczyła na siedzeniu.

–  Och,  na  przyszłość  uprzedzaj,  kiedy  wjeżdżamy  do  Saint  Martin!  –  zawołała.  –  Drogi  są

naprawdę okropne!

– Zupełnie jak w domu, prawda? – zauważył Phillip, puszczając oko do Kathryn.

–  Uważam,  że  u  nas  są  bardzo  dobre  drogi  –  obruszyła  się  Maude.  –  Mamy  wspaniałą

administrację  i  doskonały  zarząd  dróg.  Nie  zapominaj,  że  pomogłam  Jeffowi  Brownowi  wejść  do

zarządu autostrad i myślę, że robi tam dobrą robotę.

–  Wybacz  mi  tę  bezmyślną  uwagę  –  powiedział  Phillip.  –  Niech  Bóg  broni,  żebym  miał  skalać

imię…

–  Och,  bądź  cicho  –  napomniała  go  Maude.  –  Vivian,  to  Marigot  –  zwróciła  się  do  towarzyszki

Blake’a, wskazując przez okno w stronę zatoki.

Wzdłuż  pokrytej  miałkim  piaskiem  plaży  widać  było  rozrzucone  łodzie  rybackie.  W  dole

czerwieniły się dachy domów.

Kathryn poczuła dreszcz podniecenia, gdy w parę minut później zatrzymali się przed jednym z nich.

Z  przyjemnością  patrzyła  na  biały  kamienny  budynek  z  uroczymi  balkonami  z  kutego  żelaza

i  wysokimi  oknami.  Podobnie  jak  pozostałe  budynki,  miał  czerwony  dach  i  rzeźbione  drewniane

drzwi wejściowe.

– To wasz dom? – Vivian zwróciła się do Blake’a.

Obrzuciła  uważnym  spojrzeniem  budynek,  po  czym  rozejrzała  się  wokół,  zauważając  bujną

roślinność,  między  innymi  palmy,  dorodne  bugenwille  i  drzewa  kokkoloby  gronowej,  widoczne

dalej, przy plaży.

–  Tak  –  potwierdził  Blake,  wyłączając  silnik.  –  To  Maison  Baie.  Należy  do  naszej  rodziny  od

czasu, gdy mój ojciec był chłopcem. Mieszka tu drugie pokolenie dozorców – emerytowany kapitan

żeglugi morskiej Rouget z żoną – którzy pilnują i doglądają domu.

– Ślicznie tu – zachwyciła się Vivian.

background image

Gdy  weszli  do  domu,  Kathryn  poczuła  ogarniający  ją  chłód.  Na  spotkanie  wyszedł  im  Rouget,

wysoki,  szczupły  mężczyzna  o  siwych  włosach  i  przywitał  ich  w  swoim  ojczystym  języku.  Blake

odpowiedział  po  francusku,  z  bezbłędnym  tutejszym  akcentem.  Kathryn  musiała  się  wysilić,  żeby

nadążyć ze zrozumieniem tego, co mówili. Jej nieudolne próby wysławiania się w tym języku bawiły

Blake’a. Rzuciwszy okiem w jego stronę, zastanawiała się, czy kiedykolwiek jeszcze rozbawi go coś,

co ona zrobi.

Phillip odciągnął ją na bok, zanim Blake mógł zobaczyć wyraz twarzy Kathryn, która nie potrafiła

ukryć smutku i przygnębienia. Uśmiechnęła się blado do Phillipa, gdy opuścili salon, by udać się do

swoich pokoi. Żywiła nadzieję, że pobyt będzie krótki.

Jeszcze tego samego popołudnia Vivian namówiła Blake’a, żeby zabrał ją do sklepów w Marigot.

Maude i Dick Leeds uznali, że słońce jest zbyt silne, i rozłożyli się na tarasie, racząc się chłodnym

burgundem podanym przez kapitana Rougeta. Kathryn spędziła resztę dnia, leżąc w łóżku i drzemiąc.

Przelot  samolotem,  który  za  każdym  razem  był  dla  niej  do  pewnego  stopnia  dyskomfortowy,  oraz

zmiana klimatu na parny i gorący sprawiły, że całkiem opadła z sił. Ocknęła się dopiero wieczorem,

gdy Maude lekko potrząsnęła jej ramieniem.

– Kochanie, wybieramy się do Marigot na kolację, a w planie mamy owoce morza – powiedziała.

– Pójdziesz z nami?

Kathryn usiadła i przekonała się z zadowoleniem, że nudności i znużenie minęły bez śladu.

– Oczywiście – odrzekła z uśmiechem. – Daj mi minutę na przebranie…

– A co brakuje temu, co masz na sobie? – rozległ się głos Blake’a, który stanął w progu.

Spojrzeniem  ciemnych  oczu  objął  szczupłą  sylwetkę  Kathryn,  ubraną  w  prostą  sukienkę,  która

podciągnęła się do pół uda podczas drzemki.

– Myślę, że mogłabym w tym zostać, ale nie wiem, dokąd idziemy – odparła Kathryn, wygładzając

sukienkę i podnosząc się z łóżka.

–  W  restauracji,  w  której  zaplanowałem  wspólny  posiłek,  nie  oczekuje  się  specjalnego  ubioru  –

wyjaśnił Blake, wchodząc do pokoju. – Jeszcze ci niedobrze? – spytał wyraźnie zatroskany.

Kathryn  napłynęły  łzy  do  oczu,  ponieważ  usłyszała  czułą  nutę,  brzmiącą  w  głosie  Blake’a.

Odwróciła się, żeby pod pozorem wzięcia do ręki szczotki do włosów ukryć łzy.

–  Nie  –  odparła.  –  Wszystko  wróciło  do  normy,  bo  porządnie  wypoczęłam.  Pozwól  tylko,  że  się

uczeszę i ogarnę – dodała, stając przed lustrem.

– Byle nie za długo to trwało – wtrąciła Maude, wycofując się w kierunku drzwi. – Jestem głodna

jak wilk.

Kathryn  skinęła  głową,  spodziewając  się,  że  Blake  również  opuści  pokój.  Nic  takiego  nie

nastąpiło.  Obserwowała  go  w  lustrze.  Zamknął  drzwi  za  opuszczającą  pokój  Maude,  zbliżył  się

background image

i  stanął  za  plecami  Kathryn.  Był  tak  blisko,  że  poczuła  ciepło  bijące  od  jego  ciała.  Ich  spojrzenia

spotkały  się  w  lustrze.  Miał  na  sobie  koszulę  w  czerwone  i  białe  wzory,  rozpiętą  pod  szyją

i ukazującą część opalonego torsu. Białe spodnie podkreślały umięśnione uda. Z trudem oderwała od

niego wzrok.

– Naprawdę czujesz się na siłach, żeby pójść z nami? – spytał. – Jeśli nie, to chętnie z tobą zostanę.

–  Za  każdym  razem  źle  znoszę  podróż  samolotem  –  przypomniała  mu  –  ale,  jak  wspomniałam,

obecnie mam dobre samopoczucie.

– Naprawdę? – spytał. – Nie wyglądasz najlepiej.

– To był… długi tydzień – szepnęła.

Blake  skinął  głową,  obejmując  spojrzeniem  włosy,  ramiona  i  twarz  Kathryn.  Następnie

pieszczotliwie i ostrożnie zarazem ujął ją w talii, wyczuwając delikatność ciała przez cienki materiał

sukienki.

– Myślę, że nam wszystkim dobrze zrobi zmiana otoczenia i wakacje, choćby krótkie – dodała, po

czym zaśmiała się niepewnie, zarazem podminowana i skrępowana bliskością Blake’a.

– Naturalnie, masz rację. – Przyciągnął ją powoli do siebie, tak że mogła poczuć na włosach jego

oddech. – Drżysz – powiedział.

Zamknęła oczy. Bezwiednie położyła dłonie na jego rękach obejmujących ją w talii.

– Wiem – szepnęła.

– Kate…

Nie  była  w  stanie  się  opanować;  jej  ciało  ogarnęła  niewypowiedziana  tęsknota.  Obserwowała

w  lustrze,  jak  ręce  Blake’a  przesuwają  się  wolno  w  górę,  sięgając  jej  piersi  i  ujmując  je  przez

tkaninę  sukienki.  Mocniej  wsparła  się  o  jego  tors.  Pozwoliła  mu  się  dotykać,  bezbronna  w  jego

ramionach, czując nacisk jego ud na swoje uda, gdy przysunął się do niej jeszcze bliżej.

Śledził  w  lustrze  jej  reakcję.  Ocierał  się  policzkiem  o  jej  włosy,  mierzwiąc  je  lekko,  gdy

tymczasem palcami nadal pieścił piersi. Była podniecona bardziej niż poprzednio, ponieważ mogła

w  lustrze  śledzić  każdy  jego  ruch.  Przesunęła  dłonie  i  położyła  je  na  jego  rękach,  przyciskając  je

mocniej do swoich piersi. Serce tłukło się jej jak szalone.

Blake  pochylił  głowę  i  poczuła  na  karku  jego  gorące  wargi  i  język,  którym  wodził  w  dół  aż  po

barki.

– Pachniesz kwiatami – wyszeptał.

Jęknęła  bezradnie  i  zacisnęła  usta,  żeby  nie  wydostał  się  z  nich  żaden  odgłos,  który  przeniknąłby

przez ściany pokoju.

– Chciałbym, żebyśmy byli tu sami – szeptał dalej Blake. – Położyłbym cię na łóżku i pieścił tak, że

wydałabyś  z  siebie  niejeden  jęk  i  westchnienie.  Całowałabyś  mnie  i  gryzła  –  mówił  zmysłowym

głosem,  gdy  tymczasem  jego  ręce  błądziły  po  ciele  Kathryn.  –  Drapałabyś  mnie,  błagała,  żebym

background image

zrobił coś więcej, niż tylko dotykał twoich piersi.

– Blake… – westchnęła.

Odwróciła się do niego przodem, objęła go za szyję i rozchyliła usta.

– Pocałuj mnie – prosiła, cała drżąc. – Pocałuj mnie mocno.

– Jak mocno? – spytał szeptem, zachłannie przywierając wargami do jej ust.

Zaraz  po  tym  rozwarł  je  językiem  i  pieścił,  po  czym  namiętnie  pocałował  Kathryn.  Gdy  oderwał

się od niej, zapytał:

– Czy tak?

– Nie – odrzekła.

Wspięła się na palce, wdarła się językiem w głąb jego ust i pieściła je zmysłowo.

– Tak – powiedziała, gdy odsunęła się, bo zabrakło jej tchu.

Blake  zareagował  natychmiast.  Przygarnął  ją  do  siebie  i  zawładnął  jej  wargami  w  najbardziej

gwałtownym i namiętnym pocałunku, jaki do tej pory ich połączył.

– Pragniesz mnie? – wyszeptała, czując nieprzepartą potrzebę zjednoczenia się z tym wspaniałym

mężczyzną.

–  Czy  tego  nie  czujesz?  Przysuń  się  jeszcze  bliżej.  Przyciśnij  ciało  do  mojego  ciała,  ocieraj  się

o mnie.

– Czy tak, Blake? – spytała.

– Jeszcze bardziej – odparł, obsypując jej twarz i szyję pocałunkami. – Nie czuję cię.

Kathryn wtuliła się w niego i zaczęła ponownie wykonywać ciałem podniecające ruchy.

– Lubisz tak? – spytała uwodzicielsko.

– Pozwól mi pokazać, jak bardzo to lubię – powiedział Blake.

Wziął  Kathryn  na  ręce,  po  czym  patrząc  jej  w  oczy,  ruszył  w  stronę  mahoniowego  łoża,

ustawionego pod ścianą, muskając ustami jej wargi, powieki, policzki, brwi.

– Będziesz się ze mną kochał? – spytała, gdy postawił ją przy łożu. Wiedziała, że choć go o to pyta,

da mu wszystko, czego tylko zapragnie.

– A chcesz tego, Kate? Nie boisz się? – nalegał.

–  Jak  mogłabym  bać  się  ciebie?  –  odparła,  tak  bardzo  wzruszona  i  zarazem  podekscytowana,  że

z trudem wymawiała poszczególne słowa. – Skoro ja… – Urwała, zanim zdążyła wyznać Blake’owi,

jak rozpaczliwie go kocha.

W  tym  momencie  rozległo  się  głośne,  natarczywe  pukanie  do  drzwi,  po  czym  usłyszeli  piskliwy

głos Vivian:

– Blake, jesteś tam? Umieramy z głodu!

– Ja też! – szepnął Blake, wpatrując się w Kathryn z jawnym pożądaniem.

background image

Wysunęła  się  od  jego  objęć  i  na  chwiejnych  nogach  podeszła  do  lustra.  Nadal  oddychała  ciężko,

serce  wciąż  biło  przyspieszonym  rytmem.  Była  cała  rozedrgana.  W  końcu  wzięła  do  ręki  szminkę,

żeby  pomalować  obrzmiałe  wargi.  Tymczasem  Blake  potrzebował  paru  sekund,  żeby  opanować

wzburzone emocje, po czym podszedł do drzwi.

–  Zgłodniałam,  kochanie  –  powiedziała  z  uśmiechem  Vivian,  jednocześnie  obrzucając  uważnym

spojrzeniem Kathryn.

Musiała  dostrzec  moje  obrzmiałe  wargi  i  zmierzwione  włosy,  pomyślała  Kathryn,  usiłując

doprowadzić fryzurę do ładu.

– Możemy już iść na kolację – ciągnęła tymczasem Vivian – skoro skończyłeś rozmawiać z Kate,

kochanie?

– Ja też jestem głodna – powiedziała Kathryn, usiłując uśmiechnąć się do Vivian.

Byłaby  wybiegła  z  pokoju,  gdyby  w  ostatniej  chwili  się  nie  pohamowała.  Gdy  mijała  Blake’a,

starała  się  na  niego  nie  spojrzeć  nawet  kątem  oka.  Co  ją  opętało,  że  pozwoliła  mu  na  takie

poufałości?  Dopiero  teraz  pojawią  się  autentyczne  komplikacje.  Pokazała  mu,  jak  rozpaczliwie  go

pragnie, i obawiała się, że on zechce to wykorzystać.

Phillip miał słuszność, uznała w duchu. Blake mógłby stracić głowę w intymnej sytuacji i któregoś

dnia,  w  sprzyjających  okolicznościach,  dokończyć  to,  co  dziś  zainicjowali. A  gdyby  tak  się  stało,

uniósłby  się  honorem  i  zaproponował  jej  ślub,  aby  uniknąć  skandalu.  Jednak  mnie  ten  sposób  nie

odpowiada, zdecydowała Kathryn. Nie chcę Blake’a za wszelką cenę i na takich warunkach. Kocham

go i pragnę jego miłości, a nie wymuszonego małżeństwa. Chce, żeby był ze mną z własnej woli. Co

w tej sytuacji mam począć?

Mała  francuska  restauracja  była  Kathryn  znana  tak  dobrze  jak  Maison  Baie.  Zapamiętała  jej

właścicieli  –  francuskie  małżeństwo  z  Martyniki,  które  podawało  najwspanialszy  suflet  z  homara,

jaki  kiedykolwiek  jadła,  i  płonące  naleśniki.  Apetyt  wrócił  jej  w  chwili,  gdy  zobaczyła  jedzenie,

a  miłe  towarzystwo  Phillipa  uczyniło  wspólny  posiłek  jeszcze  przyjemniejszym.  Podczas  kolacji

unikała  przenikliwego  spojrzenia  Blake’a,  a  po  powrocie  do  domu  szybko  przeprosiła  pozostałych

i udała się do swego pokoju.

Ten  wieczór  wpłynął  na  przebieg  dwóch  następnych  dni.  Blake  był  wyraźnie  niezadowolony,

zauważając,  że  Kathryn  go  unika,  a  na  mediatorskie  wysiłki  Phillipa  reagował  wyjątkowo

gwałtownie. W ciągu dnia czas spędzał jedynie w towarzystwie Vivian, zabierając ją na wycieczki,

aby  pokazać  jej  atrakcje  pobliskich  wysp  Saba  i  Sint  Eustatius.  Natomiast  wieczorami  Blake

omawiał z Dickiem Leedsem sprawy związków zawodowych.

Po  jednej  z  takich  długich  rozmów  Kathryn  natknęła  się  na  niego  przypadkiem  w  pustym  holu  na

background image

piętrze, gdy szła do swego pokoju, żeby przebrać się na zaplanowaną kolację w Marigot.

Blake zmrużył oczy, gdy zatrzymała się na wprost niego.

– Wciąż ode mnie uciekasz? – spytał z przekąsem.

– Nie uciekam – zaprzeczyła niepewnie.

– Czyżby? Gdybyś mogła, schowałabyś się w mysiej dziurze, żeby tylko się ze mną nie spotkać. Co

się dzieje, Kathryn? Myślisz, że jesteś tak cholernie podniecająca, że nie mógłbym ci się oprzeć?

– Wcale tak nie myślę! – wykrzyknęła oburzona.

– To dlaczego zadajesz sobie tyle trudu, żeby mnie unikać? – spytał.

Kathryn głęboko zaczerpnęła powietrza, żeby uspokoić oddech.

–  Phillip  i  ja  byliśmy  zajęci,  to  wszystko  –  oświadczyła  najbardziej  swobodnym  tonem,  na  jaki

było ją stać.

Blake zmarszczył brwi, a jego usta wykrzywił nieprzyjemny uśmieszek.

–  Zajęci? Ach,  tak.  Czy  w  końcu  postanowiłaś  się  przekonać,  czym  jest  pełnia  życia?  –  zapytał

zimnym głosem. – Jeśli tak, to bardzo dobrze. Moje gratulacje. Dla mnie i tak jesteś zbyt dziecinna.

Dawno temu wyrosłem z piaskownicy – oznajmił dobitnie, okręcił się na pięcie i odszedł.

Kathryn  nie  mogła  znieść,  że  Blake  tak  o  niej  myśli  i  patrzy  na  nią  wzrokiem  pełnym  pogardy.

Przejawy  agresji  z  jego  strony  pobudzały  jej  buntowniczy  nastrój.  Okazywana  przez  niego  złość

wywoływała w niej ducha oporu.

Kiedy  wieczorem  w  restauracji  podano  białe  wino,  nie  poprzestała  na  jednym  kieliszku.  Raczyła

się  nim  bez  umiaru,  aby  zapomnieć  o  nieprzyjemnościach  i  wprawić  się  w  lepszy  nastrój.  Kiedy

Blake zapowiedział, że nazajutrz leci na Haiti, nie zwróciła na to uwagi. Myślami była daleko stąd,

w tak dobrym humorze, w jakim już dawno nie była.

–  Kochanie,  jesteś  pijana  –  zauważył  z  troską  Phillip,  kiedy  wracali  do  domu.  –  Idź  prosto  do

pokoju i połóż się spać.

Posłała mu leniwy uśmiech.

– Nie jestem śpiąca – oświadczyła buńczucznie.

–  To  udawaj  i  połóż  się,  zanim  dasz  Vivian  powód  do  kpin  –  poprosił  łagodnie.  –  Proszę  cię,

więcej nie prowokuj Blake’a. Dziwię się, że nie wygłosił ci kazania na temat ilości wypitego wina.

Na pewno mu się to nie podobało.

–  Bądź  kochany  i  przestań  mnie  pouczać  –  poprosiła  Kathryn,  wachlując  się  jedną  ręką.  –  Jest

stanowczo na to za gorąco.

–  Chyba  zapowiada  się  na  burzę  –  zgodził  się  Phillip.  –  Idź  do  swojego  pokoju  i  się  połóż.

Ochłodzisz się.

Kathryn wzruszyła ramionami i ku zadowoleniu Phillipa zastosowała się do jego prośby. Umknęła

do swojego pokoju, zanim pozostali uczestnicy kolacji weszli do domu.

background image
background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

Kathryn  wyciągnęła  się  na  łóżku,  ale  wcale  nie  poczuła  się  komfortowo.  Zrobiło  się  jej  jeszcze

bardziej gorąco i duszno. Na próżno próbowała się odprężyć. Kręciła się w łóżku, przewracała się

z boku na bok. Sen nie nadchodził. Nic dziwnego, że w tym stanie ducha niedawno wypowiedziane

pod  jej  adresem  słowa  Blake’a  jawiły  się  jej  jako  wyjątkowo  urągające.  „Jesteś  dla  mnie  zbyt

dziecinna”.  Nie  potrafiła  ich  odegnać,  nie  zdołała  też  zasnąć.  W  końcu  wstała,  włożyła  bikini

i wzięła ręcznik kąpielowy, uznając, że poszuka ochłody w wodach zatoki. Na samą myśl o kąpieli

poczuła się lepiej.

Dom  był  pogrążony  w  ciemności,  ale  bez  przeszkód  zeszła  po  schodach  na  dół.  Wyszła  na  dwór

i trochę niepewnie ruszyła w stronę plaży. Ostre kamyki drażniły jej bose stopy, ale wkrótce poczuła

pod  nogami  miękki,  jeszcze  ciepły  piasek.  Powietrze  było  nieruchome,  plaża  opustoszała.  Stanęła

i wdychała rozkoszny zapach kwiatów zmieszany z cierpką wonią morza.

– Co tu robisz? – dobiegł ją męski głos zza kępy palm.

Odwróciwszy  głowę,  ujrzała  Blake’a.  Miał  na  sobie  białe  szorty  i  tę  samą  koszulę  w  czerwono-

białe  wzory,  którą  nosił  wcześniej.  Tyle  że  teraz  była  rozpięta  aż  do  pasa,  odsłaniając  szeroki

umięśniony tors.

– Zadałem ci pytanie – rzucił ostro.

Nawet  w  świetle  księżyca  widziała  jego  zuchwałe  spojrzenie,  gdy  lustrował  wzrokiem  jej

sylwetkę odzianą w skąpe bikini.

– Chciałam popływać – odrzekła, bardzo starannie wypowiadając każde słowo. – Było mi duszno

i gorąco.

– Naprawdę?

Kathryn nie mogła oderwać oczu od Blake’a. Przesunęła spojrzeniem po jego ciele, zatrzymując je

nieco dłużej na odsłoniętym torsie, porośniętym włoskami, które znikały poniżej linii pasa. Ogarnęło

ją  pożądanie  tak  silne,  że  mimowolnie  ruszyła  w  stronę  Blake’a,  nie  w  pełni  zdając  sobie  sprawę

z tego, co robi, dopóki nie znalazła się na tyle blisko, że mogła go dotknąć.

– Nie gniewaj się na mnie – poprosiła, unosząc rękę, by móc wędrować palcami po jego szerokiej

piersi.

– Przestań! – polecił, chwytając ją za nadgarstek.

–  Dlaczego?  –  spytała  wyzywająco.  –  Przecież  jestem  tylko  dzieckiem,  zapomniałeś?  –

prowokowała, pieszcząc opaloną skórę, pod którą prężyły się mięśnie.

Przysuwała  się  bliżej,  słysząc,  jak  Blake  coraz  szybciej  oddycha,  by  w  końcu  oprzeć  się  o  niego

background image

całym ciałem.

– Blake – szepnęła tęsknie.

Wypity  alkohol  zrobił  swoje;  przestała  kontrolować  własne  zachowanie.  Wcześniej  nie  zdarzyło

się,  aby  przy  Blake’u  była  w  pełni  zrelaksowana  i  swobodna.  Dotykała  jego  barków  i  ramion,

całowała tors, napawając się zapachem wody kolońskiej i korzennego mydła.

W pewnym momencie Blake chwycił ją w talii.

– Nie rób tego, Kate – ostrzegł. – Sprowokujesz mnie do czegoś, czego oboje będziemy żałować.

Nie masz pojęcia, co się ze mną dzieje.

Nie posłuchała. Ocierała się zmysłowo o jego ciało, aż z jego gardła wydobył się jęk.

– Och, Blake – powiedziała, unosząc głowę, by spojrzeć mu w oczy – kochaj się ze mną!

– Na publicznej plaży? – zdziwił się, całując ją namiętnie.

Otoczyła  ramionami  jego  szyję,  a  on  chwycił  ją  za  uda  i  uniósł,  przyciskając  do  swojego  ciała.

Poczuła,  że  przeszedł  go  dreszcz.  Wtuleni  w  siebie,  smakowali  się,  dotykali,  pieścili,  ogarnięci

pożądaniem,  które  wydawało  się  niemożliwe  do  zaspokojenia.  Kathryn  wsunęła  palce  w  gęste

ciemne włosy Blake’a i mierzwiła je w zapamiętaniu.

Nagle  poczuła  palce  Blake’a  przy  staniku  i  zanim  się  zorientowała,  stała  przed  nim  w  samych

figach.

–  Jest  tak  jak  wtedy  w  altanie,  prawda  Kate?  –  wyszeptał,  przyciskając  mocniej  jej  piersi  do

swego pokrytego ciemnym zarostem torsu. – Chcę czuć cię przy sobie całą, chcę leżeć z tobą na plaży

i dać ci poznać różnicę między twoim a moim ciałem.

Uda  Kathryn  drżały,  wbiła  paznokcie  w  jego  muskularne  plecy,  a  z  jej  gardła  wyrwał  się

spazmatyczny szloch.

– Moja słodka, kochana – szeptał Blake z ustami przy jej wargach, powtarzając te słowa między

jednym a drugim namiętnym pocałunkiem.

Kathryn przestały wystarczać pocałunki, pragnęła jeszcze większej bliskości, scalenia się w jedno

z ukochanym. Tymczasem Blake powędrował ustami w dół i zaczął całować jej piersi, wiedząc, że

żaden inny mężczyzna przed nim tego nie robił. W odpowiedzi zadrżała, przeczuwając, że spełnienie

w ramionach Blake’a będzie niezwykłym, niepowtarzalnym przeżyciem.

Kocham  cię,  pomyślała  na  wpół  przytomnie,  kocham  cię  ponad  życie.  Będę  zadowolona  nawet

wtedy,  gdy  zostanie  mi  tylko  wspomnienie  tego  wspólnego  cudownego  przeżycia.  Ty  i  Vivian

będziecie mieli dzieci, a ja wspomnienie…

– Jesteś piękna – wyszeptał Blake, odrywając usta od piersi Kathryn. – Gładka jak jedwab, miękka

jak  aksamit.  Pragnę  cię  jak  powietrza,  bez  którego  nie  można  oddychać  i  żyć.  Chcę  się  z  tobą

kochać…

Blake kołysał w ramionach Kathryn w rytm fal uderzających o brzeg plaży, a ona poddawała mu się

background image

bezwolnie, upojona bliskością ukochanego bardziej niż winem, które wypiła. Ponownie złączyli się

w  namiętnym  pocałunku.  Gdy  dobiegł  końca,  Blake  odsunął  od  siebie  Kathryn  i  stwierdził

z determinacją:

– Musimy przestać, nie mogę wziąć cię tutaj!

– Wejdźmy do domu – zaproponowała Kathryn.

– Moglibyśmy – przyznał Blake – ale potem obudzisz się w moich ramionach i mnie znienawidzisz.

Do diabła! Nie możemy tak postąpić!

Odsunął się i przez chwilę wpatrywał w jej piersi, po czym schylił się, podniósł stanik od bikini

i wcisnął go w jej drżące ręce.

–  Włóż  go  –  mruknął.  Sięgnął  do  kieszeni  po  papierosy  i  zapałki.  –  Pozwól,  że  trochę  ochłonę.

Kate, czy ty nie pojmujesz, jak silnie na mnie działasz?

Kathryn włożyła stanik, unikając wzroku Blake’a. Kątem oka widziała tlący się papieros.

– Przepraszam – wyjąkała znękanym głosem. – Ja nie zamierzałam… nie chciałam…

– Już dobrze – uspokoił ją. – Za dużo wypiłaś, to wszystko.

Zamknęła oczy i objęła się ramionami.

– Wstyd mi – powiedziała.

– Wstyd? – Blake zesztywniał.

– Nie wiem, co we mnie wstąpiło. – Roześmiała się nienaturalnie. – Może to sprawa wieku.

– A może jesteś cholernie sfrustrowana – dodał ostro. – Czy nie tak, Kate? Phillip nie może dać ci

tego, czego potrzebujesz?

Nie wierzyła własnym uszom. Zszokowana tymi słowami, popatrzyła na niego ze zdziwieniem.

– O czym ty mówisz?

Blake zaśmiał się krótko.

– Nie ukrywasz, że jego towarzystwo najbardziej ci odpowiada, kotku – przypomniał jej. – Tyle że

on nie jest namiętny. Właśnie się o tym przekonałaś, prawda? Czy on potrafi zaspokoić twój głód?

Potrafi dać ci to, co ja?

– Nie myślę w ten sposób o Phillipie – wyjąkała.

– Nie spodziewaj się, że znowu go zastąpię – odparował. – Są granice wykorzystywania mnie jako

substytutu.

– Ależ ja tego nie robiłam! – oburzyła się.

Blake odwrócił się.

– Wracaj do domu i wytrzeźwiej – rzucił, zdejmując koszulę.

Kathryn  patrzyła  za  Blakiem,  jak  idzie  w  stronę  zatoki,  po  czym  nurkuje  w  oświetlonej  blaskiem

księżyca wodzie. Rozpaczliwie chciała podążyć za nim, chciała, by zrozumiał, co ona czuje. Pragnęła

background image

mu powiedzieć, że kocha jego, a nie Phillipa, że oddałaby wszystko, żeby być dla niego tym, kim jest

Vivian. Wiedziała jednak, że w tym nastroju, w jakim był teraz, Blake by jej nie wysłuchał. Zresztą

w  ogóle  by  jej  nie  chciał  słuchać,  niezależnie  od  nastroju,  uznała  w  duchu.  Straciła  jego  szacunek,

a  tym  samym  zaprzepaściła  szansę,  żeby  kiedykolwiek  ją  pokochał.  Westchnęła,  odwróciła  się

i  podniosła  ręcznik.  Wlokła  go  za  sobą,  idąc  do  domu,  a  pachnący  kwiatami  zefirek  szeptał  jej  do

ucha zmysłowe nuty.

Długo spała i obudziła się z dojmującym bólem głowy. Zwlókłszy się z łóżka, żeby wziąć tabletkę,

spojrzała w okno. Padał deszcz, a na niebie kłębiły się ciemne chmury.

Bez pośpiechu zeszła na dół. W salonie zastała tylko Phillipa.

– Gdzie są wszyscy? – spytała, przykładając rękę do skroni. Nalała sobie kawy i usiadła przy stole.

– Odwieźli Blake’a na lotnisko – odparł, obserwując ją bacznie. – Mimo ostrzegawczych prognoz

meteorologicznych postanowił polecieć dziś na Haiti. Wyruszyli jeszcze przed deszczem. Myślę, że

w drodze powrotnej zatrzymali się na zakupy.

Kathryn utkwiła wzrok w oknie, za którym widać było strugi zacinającego deszczu.

– Źle to wygląda – zauważyła zaniepokojona.

W  duchu  zadała  sobie  pytanie,  czy  wydarzenia  minionej  nocy  oraz  jej  przesadnie  impulsywne

zachowanie,  w  czym  pewną  rolę  odegrała  nadmierna  ilość  wina,  tak  zirytowała  Blake’a,  że  musiał

się  uwolnić  od  jej  widoku.  Czy  z  tego  powodu  zdecydował  się  na  ryzyko,  jakim  był  lot

w niesprzyjających warunkach pogodowych?

– To prawda – zgodził się Phillip, podnosząc do ust filiżankę z kawą i obserwując Kathryn spod

oka. Wypił parę łyków, po czym odstawił filiżankę. – Co się stało? – spytał.

To pytanie zaskoczyło ją do tego stopnia, że zaniemówiła.

– Co się stało w nocy? – ponowił pytanie Phillip. – Rano Blake pokazywał ponurą minę, a podczas

śniadania  nie  odezwał  się  ani  słowem.  Nie  spytał  o  ciebie,  ale  wyglądał  tak,  jakby  niecierpliwie

czekał i spodziewał się, że lada chwila zejdziesz.

W  oczach  Kathryn  pojawiły  się  łzy  i  spłynęły  po  policzkach.  Odstawiła  filiżankę  i  ukryła  twarz

w dłoniach.

Phillip usiadł obok niej i poklepał ją z zakłopotaniem po ramieniu.

– Co mu zrobiłaś? – spytał.

–  Za  dużo  wypiłam  –  wyszeptała,  nie  odrywając  dłoni  od  twarzy  –  a  on  powiedział,  że  jestem

dziecinna…

– A ty pokazałaś mu, że nie jesteś dzieckiem.

Kathryn odsłoniła twarz i podniosła pytający wzrok na Phillipa.

– To publiczna plaża – zauważył z figlarnym uśmieszkiem Phillip – a księżyc jasno świecił.

background image

– Och, nie – jęknęła, oblewając się rumieńcem. Znowu ukryła twarz w dłoniach. – Widziałeś nas.

– Nie tylko ja, Vivian również. Uważaj na siebie, mała. Widziałem jej minę, gdy wpadła na schody

i popędziła na górę.

– Jeszcze ktoś nas widział? – przeraziła się Kathryn.

– Nie. – Phillip pokręcił głową. – Mama i Dick prowadzili dyskusję polityczną. Ja wziąłem Vivian

na przechadzkę w pobliżu domu, żeby podziwiać widok.  Rzeczywiście  niezły  widok  zobaczyliśmy.

No, no!

Ze wstydu Kathryn najchętniej zapadłaby się pod ziemię. Czerwona na twarzy, powtarzała:

– To straszne. To straszne.

–  Nie  przejmuj  się.  –  Phillip  poklepał  ją  uspokajająco  po  ręce.  –  Wiele  bym  dał,  żeby  jakiejś

kobiecie  tak  na  mnie  zależało.  A  jeśli  zastanawiałaś  się,  co  Blake  do  ciebie  czuje,  to  się

dowiedziałaś.

– Dowiedziałam się, że mnie pragnie. To nie wystarczy.

– Skąd pewność, że z jego strony w grę wchodzi jedynie pożądanie? – spytał Phillip. Pochylił się,

wpatrując w blat stolika do kawy. – Blake jest zamknięty w sobie. Nie ujawnia uczuć.

– Nie mogłabym mu spojrzeć w twarz dziś rano – powiedziała z goryczą Kathryn. – Nie po tym, co

zrobiłam. Do końca życia nie wezmę do ust kropli wina.

– Nie poddawaj się, mała, nie rezygnuj – poradził Phillip.

– Przecież nie mam z czego nie rezygnować – odparła Kathryn.

– Czyżby? Nie byłbym o tym przekonany.

Maude wyszła do kuchni sprawdzić, jak przebiegają przygotowania do kolacji, a Dick z Phillipem,

zatopieni  w  rozmowie,  przeszli  na  ganek.  W  rezultacie  Vivian  i  Kathryn  zostały  skazane  na  własne

towarzystwo.  Ulewny  deszcz  wreszcie  przestał  padać,  ale  silny  wiatr  zelżał  tylko  nieznacznie.  Co

prawda,  Blake  miał  się  zjawić  dopiero  nazajutrz,  ale  ona  zastanawiała  się,  jak  on  sobie  radzi  na

Haiti, oraz niepokoiła się o powrotny lot.

–  Nieźle  się  wczoraj  urządziłaś,  co?  –  zagadnęła  Vivian,  nalewając  sobie  kieliszek  brandy.

Zerknęła kątem oka na Kathryn.

–  Nie  jestem  przyzwyczajona  do  alkoholu  –  odparła  Kathryn.  Utkwiła  wzrok  w  filiżance,  którą

trzymała w ręku.

–  Fatalnie,  że  przesadziłaś,  Blake  był  wyraźnie  zdegustowany  –  orzekła  Vivian,  z  dającą  się

słyszeć w głosie nutą pogardy.

– Tak uważasz?

–  Oczywiście  –  potwierdziła  Vivian.  –  Widziałam  was.  Biedny  facet,  nie  miał  żadnych  szans.

Wręcz  rzuciłaś  się  na  niego.  Każdy  mężczyzna  byłby  pobudzony  –  dodała,  posyłając  rywalce

background image

niechętne  spojrzenie.  –  Co  do  mnie,  jestem  na  ciebie  wściekła.  Powiedziałam  ci,  jak  sprawy  się

mają,  i  sądziłam,  że  jesteś  wystarczająco  ambitna,  by  nie  narzucać  się  mężczyźnie,  który  jest

zaręczony.

Filiżanka  z  kawą  wypadła  Kathryn  z  dłoni  i  roztrzaskała  się  o  podłogę.  Upokorzona,  zerwała  się

z krzesła i pobiegła w stronę schodów. Nie była w stanie dłużej tego słuchać.

Nastał  dzień  przyjazdu  Blake’a.  Zapowiedział,  żeby  oczekiwali  go  przed  południem  i  Phillip

w odpowiedniej porze wyruszył na lotnisko. Wrócił sam, wyraźnie zdenerwowany.

– Co się stało? Coś złego? – zaniepokoiła się Kathryn.

–  Wyleciał  z  Haiti  za  dnia  i  przekazał  do  wieży  plan  lotu,  ale  niedługo  po  starcie  słuch  o  nim

zaginął – odrzekł z ponurą miną Phillip. – Ujął dłonie Kathryn i serdecznie je uścisnął, chcąc dodać

jej  otuchy.  –  Podejrzewają,  że  z  powodu  huraganu  samolot  mógł  spaść  gdzieś  w  pobliżu  wybrzeża

Puerto Rico.

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

Kathryn wpadła w panikę. Wręcz odchodziła od zmysłów, krążąc niespokojnie tam i z powrotem

po hali przylotów. Nie potrafiła powstrzymać się od płaczu ani od zadawania sobie w duchu pytań

o  los  Blake’a,  który  musiał  stawić  czoło  groźnym  siłom  przyrody.  W  pewnym  momencie  Phillip

zaproponował,  żeby  przeszli  do  restauracji,  do  sąsiadującego  z  lotniskiem  motelu  i  tam  czekali  na

wiadomości o Blake’u.

Vivian  również  się  niepokoiła,  ale  nie  przeszkadzało  jej  to  przekomarzać  się  z  Phillipem  ani

omiatać wzrokiem sali w poszukiwaniu zaciekawionych nią spojrzeń. W motelu zatrzymało się kilku

Europejczyków, a większość gości restauracji stanowili mężczyźni.

W przeciwieństwie do Vivian, Kathryn kompletnie nie interesowało otoczenie. Wciąż przerażona

zniknięciem ukochanego, pochyliła głowę, pogrążona we własnych niewesołych myślach. Blake był

silny, władczy, niesłychanie pewny siebie. Prawdopodobnie dlatego nie brała pod uwagę, że tak jak

każdemu  człowiekowi  może  mu  się  przydarzyć  coś  złego  czy  niebezpiecznego.  Tymczasem  okazało

się, że również on może wpaść w poważne kłopoty.

– Nie wytrzymam dłużej – szepnęła do Phillipa, podnosząc się z krzesła. – Wracam do terminalu.

– Kathryn, to może jeszcze potrwać godziny – odparł Phillip, ale odprowadził ją do drzwi.

Rzucił zatroskane spojrzenie w stronę wyraźnie przybitej matki, pogrążonej w rozmowie z Dickiem

Leedsem.  Na  jej  pociągłej  twarzy  odzwierciedlały  się  przeżywane  emocje:  zdenerwowanie  i  lęk

o syna.

– Wiem – odparła, usiłując zdobyć się na uśmiech – ale jeśli on… kiedy on wyląduje – poprawiła

się natychmiast – od razu powinien zobaczyć kogoś z nas, bliskich sobie ludzi.

Phillip ścisnął jej ramię. Wyglądał, jakby przybyło mu kilka lat.

–  Nie  jest  powiedziane,  że  wróci  cały  i  zdrowy  –  powiedział  z  przygnębieniem  –  a  ty  powinnaś

przyjąć do wiadomości taką ewentualność – tłumaczył. – Obecnie wiemy tylko tyle, że jego samolot

spadł, a załogi ratownicze prowadzą poszukiwania. A co znajdą?

–  On  żyje  –  powiedziała  z  determinacją  Kathryn,  choć  była  na  granicy  płaczu  .  –  On  żyje  –

powtórzyła.

– Kotku…

– Myślisz, że jeszcze bym oddychała, gdyby Blake nie żył? – spytała z mocą. – Że moje serce by

biło?

Phillip  na  moment  przymknął  oczy,  jakby  zastanawiał  się  nad  odpowiedzią.  Kathryn  na  nią  nie

poczekała.

background image

– Wychodzę – oświadczyła, opuszczając restaurację.

Niebo wciąż pokrywały ciężkie szare chmury, przez które nie przebił się ani jeden promień słońca.

Kathryn wyszła z terminalu i niespokojnie krążyła po płycie lotniska, zatrzymując się i nasłuchując za

każdym razem, gdy wydawało jej się, że słyszy odgłos nadlatującego samolotu.

Po  niedługim  czasie  dołączyła  do  niej  Maude,  przygarbiona,  nagle  postarzała.  Pociągła  twarz

jeszcze bardziej się wydłużyła, zdrową cerę zastąpiła bladość.

– Chciałabym wreszcie wiedzieć, czy jest jakakolwiek możliwość, że mój syn żyje – powiedziała.

– Oczywiście, że żyje – odparła z przekonaniem Kathryn.

Maude na dłużej zatrzymała uważne spojrzenie na twarzy wychowanicy.

– Okazałam się niedomyślna, prawda? – zagadnęła.

Kathryn zaczerwieniła się i odwróciła wzrok.

– Ja… – zaczęła.

Maude objęła ją za ramiona.

– Chodź, napijemy się jeszcze kawy, to nie zrobi dużej różnicy.

W tym momencie dobiegł ich głos Phillipa, który stanął w drzwiach terminalu.

– Znaleźli go! Znaleźli! – wołał radośnie, szeroko uśmiechnięty. – Ratownicy już po niego lecą.

– Och, Bogu niech będą dzięki – powiedziała z ulgą Maude.

Kathryn  popłynęły  łzy  po  policzkach.  Nie  wstydziła  się  ich.  Blake  żyje,  jest  bezpieczny.  Nawet

jeśli  będzie  musiała  wyrzec  się  go  dla  Vivian,  nawet  jeśli  straci  z  nim  kontakt,  wystarczy  jej

świadomość, że ukochany żyje.

Została tam, gdzie od jakiegoś czasu stała – na zewnątrz, na płycie lotniska. Maude w milczeniu jej

towarzyszyła. Czekały. Tymczasem Phillip cofnął się do terminalu.

Minuty  płynęły  w  ciszy,  aż  wreszcie  rozległ  się  warkot  dwusilnikowego  samolotu.  Okrążył  pas

startowy i ostrożnie zniżył lot. Koła zapiszczały, samolot wzniósł się ponownie, po czym osiadł na

płycie. Kathryn nie spuszczała wzroku z samolotu, dopóki nie wylądował, nie wyłączono silnika i nie

otworzyły się drzwi. Wtedy pojawił się w nich wysoki ciemnowłosy mężczyzna, a ona rzuciła się ku

niemu, zanim stanął na ziemi.

– Blake, Blake! – wołała.

Nieświadoma  obecności  innych,  ze  zmierzwionymi  włosami  i  twarzą  zalaną  łzami  pobiegła  ku

ukochanemu. Wpadła w jego rozwarte ramiona, a on chwycił ją w objęcia i przygarnął do siebie, gdy

wtulała twarz w jego pierś i łkała.

–  Powiedzieli,  że  spadłeś  i  nie  wiedzieliśmy…  –  Z  trudem  wypowiadała  słowa,  przerywane

szlochem. – Umierałam ze strachu o ciebie… Och, najchętniej zginęłabym razem z tobą…

– Zapewniam cię, że nic mi nie jest – powiedział Blake, gładząc włosy Kathryn. – Nic mi nie jest –

background image

powtórzył uspokajająco.

Uniosła ku niemu bladą, mokrą od łez, od zmartwienia poważną ponad wiek, twarz.

Blake  też  wydawał  się  starszy,  zmarszczki  pogłębiły  się,  ciemne  oczy  nabiegły  krwią,  jakby  od

dłuższego czasu nie spał.

– Kocham cię – wyznała, wciąż rozemocjonowana. – Tak bardzo cię kocham!

Blake stał nieruchomo, jakby wrósł w ziemię, patrzył na nią oczami tak ciemnymi, że wydawały się

niemal czarne. Speszona swoją niedorzeczną szczerością, Kathryn wyrwała się z objęć ukochanego

i cofnęła gwałtownie.

–  Przepraszam  –  rzuciła.  –  Nie  miałam  zamiaru…  rzucać  się  na  ciebie  po  raz  drugi  –

usprawiedliwiła się. – Vivian mi wyjawiła, jaki byłeś wczoraj zniesmaczony moim zachowaniem –

dodała.

– Co ci powiedziała?

Kathryn  odsunęła  się,  ale  wciąż  trzymała  Blake’a  za  rękę,  gdy  szli  przez  płytę,  by  dołączyć  do

oczekujących cudownie uratowanego syna, brata i narzeczonego.

– To nie ma znaczenia – odrzekła ze smutnym uśmiechem. – Wszystko w porządku.

– Tobie tak się zdaje – orzekł Blake.

Biegła ku nim Vivian, wołając:

– Och, kochanie! Zamartwialiśmy się o ciebie!

Gdy stanęła przed Blakiem, Kathryn rzuciła jej jadowite spojrzenie.

– Jak to cudownie, że nic ci się nie stało – powiedziała Vivian.

Po  chwili  dołączyli  do  nich  Maude  i  Phillip,  oboje  nie  kryjąc  ani  radości,  ani  wzruszenia.  Pani

Hamilton łzy płynęły po policzkach.

– Mało brakowało, co? – zauważył Phillip.

Blake z powagą skinął głową.

– Bardzo mało. Nie chciałbym po raz drugi znaleźć się w takiej sytuacji.

– A co z samolotem? – spytała Maude.

– Był ubezpieczony. Z powodu huraganu byłem zmuszony lądować w lasach deszczowych w Puerto

Rico. Udałoby się, gdybym nie zaczepił skrzydłem o drzewo.

Kathryn zamknęła oczy, widząc w wyobraźni tę scenę.

– Postawię ci drinka – zaproponował Phillip. – Wygląda na to, że dobrze ci zrobi.

– Drink, a potem gorąca kąpiel i łóżko – zgodził się Blake.

– A ja się spakuję – oznajmiła Kathryn.

– Zamierzasz się pakować? – zdziwił się wyraźnie niezadowolony Blake. – Dlaczego?

–  Wracam  do  Greyoaks  –  oświadczyła.  –  Mam  dość  słońca  i  piasku.  Nie  lubię  raju…  za  dużo

w nim węży.

background image

Podeszła do samochodu.

– Phillipie, będziesz tak dobry i odwieziesz mnie do domu? – spytała.

– Poproś Maude – odrzekł ku jej zaskoczeniu. – Nie masz nic przeciwko temu, mamo?

–  Nie,  bynajmniej  –  odrzekła  Maude,  biorąc  Kathryn  za  rękę.  –  Chodź,  kochanie.  Vivian,  Dick,

zabierzecie się z nami?

Leedsowie  odmówili,  woleli  pójść  z  Blakiem  i  Phillipem  do  baru.  Maude  i  Kathryn  wsiadły  do

samochodu. Drogę przebyły w milczeniu. Maude odezwała się dopiero na miejscu, gdy zaparkowały

samochód i weszły do domu.

–  Nie  wyjeżdżaj  –  poprosiła,  gdy  Kathryn  skierowała  się  ku  schodom,  aby  wejść  na  górę  do

swojego pokoju i spakować rzeczy. – Nie dzisiaj.

Kathryn odwróciła się do pani Hamilton.

– Nie mogę tu dłużej zostać – wyjawiła. – Nie zniosę tego. Chcę poszukać mieszkania, zanim on…

– Nie dokończyła. Łzy nie pozwoliły jej nic więcej powiedzieć.

Wszystkie rzeczy zmieściły się w torbie podróżnej. Kathryn spakowała się, a następnie przebrała

w  dzianinową  niebieską  bluzkę  i  białą  spódnicę,  gdy  niespodziewanie  otworzyły  się  drzwi  i  do

pokoju  wkroczył  Blake.  Wprawdzie  wyglądał  na  mniej  zmęczonego,  ale  widać  było,  że  potrzebuje

snu i dłuższego relaksu po niedawnych dramatycznych przeżyciach.

–  Jestem…  prawie  gotowa  –  powiedziała.  –  Jeśli  Phillip  mógłby  mnie  odwieźć…  –  Urwała,

zdenerwowana.

Blake  zamknął  za  sobą  drzwi,  po  czym  oparł  się  o  nie  plecami,  w  milczeniu  przyglądając  się

Kathryn.  Miał  na  sobie  białą  koszulę  rozpiętą  do  połowy  klatki  piersiowej  i  granatowe  spodnie.

Gęste włosy były w nieładzie, twarz nieruchoma, oczy pociemniałe.

– Leedsowie wyjeżdżają – odezwał się w końcu.

– Naprawdę? – zdziwiła się Kathryn, nie patrząc na Blake’a. – Na jak długo?

–  Na  dobre.  Wybrałem  się  na  Haiti  nie  bez  przyczyny.  Podpisałem  kontrakt  i  przenoszę  zakłady

londyńskie do Port-au-Prince.

Kathryn spojrzała na niego zaskoczona.

– Ale Vivian…

– Ściągnąłem ją tutaj, bo wiedziałem, że ma wpływ na ojca – wyjaśnił. – Doszedłem do wniosku,

że  jeśli  uda  mi  się  ją  przekonać,  by  przyjęła  moje  warunki,  ona  namówi  ojca.  Opacznie

zinterpretowałaś całą sytuację i myślę, że była to po części moja wina. Chciałem, żeby tak się stało.

Kathryn znieruchomiała, zaskoczona usłyszaną wiadomością.

– Teraz to i tak bez znaczenia – zauważyła.

– Czemu?

background image

– Zaraz po powrocie z Karaibów zamierzam poszukać sobie mieszkania, aby zacząć samodzielne

życie – oznajmiła, unosząc dumnie głowę.

– Powiedziałaś, że mnie kochasz – przypomniał jej Blake.

– Byłam… zdenerwowana.

– Nie baw się w żadne gierki i nie kręć. To poważna sprawa. Wyznałaś, że mnie kochasz. W jaki

sposób? Jak starszego brata, opiekuna czy jak kochanka?

– Mącisz mi w głowie! – zaprotestowała gwałtownie.

– A ty mąciłaś mi w głowie przez blisko rok – stwierdził Blake, starając się powstrzymać emocje.

– Nie rozumiem – odparła zaskoczona Kathryn.

Stał oparty o drzwi, ręce wsunął w kieszenie, oczami wodził po jej ciele.

– Nigdy nie rozumiałaś. – Wzruszył ramionami.

– Wyglądasz na zmęczonego – zauważyła łagodnie. – Dlaczego nie pójdziesz do łóżka?

– Tylko z tobą – odparł krótko, obserwując, jak Kathryn się rumieni. – Nie zamierzam zasnąć, by

po  obudzeniu  przekonać  się,  że  wyjechałaś,  podczas  gdy  ja  spałem.  Donavan,  potem  Phillip,  mój

brat,  którego  omal  znienawidziłem  dlatego,  że  mógł  być  z  tobą  blisko,  a  ja  nie  potrafiłem.  A  ty

uważałaś, że tylko cię pożądam!

Kathryn nadal stała nieporuszona, ale jej twarz rozkwitała niczym pąk na wiosnę.

– Pożądałem cię! Dobre sobie! Odchodziłem od zmysłów, zastanawiając się, kogo zastępuję tamtej

nocy na plaży.

Kathryn  podeszła  do  łóżka  i  przytrzymała  się  oparcia.  Bezwiednie  gładziła  palcami  mahoniowe

drewno wezgłowia.

– Blake? – szepnęła.

– Powiedziałaś Phillipowi, że na pewno żyję, bo twoje serce wciąż bije. Tak samo było ze mną.

Dopóki oddycham, wiem, że jesteś, bo nie ma takiej możliwości, żebym bez ciebie mógł żyć!

Kathryn  podbiegła  do  ukochanego  i  rzuciła  mu  się  w  ramiona.  Objął  ją  i  mocno  przygarnął  do

piersi.

– Pocałuj mnie – wyszeptał, zbliżając usta do jej warg. – Kate, tak bardzo cię kocham! – wyznał.

Całowali  się  zapamiętale,  zachłannie,  jak  dwoje  ludzi  ocalonych  z  katastrofy.  W  gruncie  rzeczy

właśnie  tak  było.  Gdyby  dramatyczne  okoliczności  nie  zmusiły  ich  do  wyjawienia  uczuć,  każde

z osobna wiodłoby życie pozbawione miłości i byliby głęboko nieszczęśliwi. Zmarnowaliby szansę

nie każdemu daną przez los. Czy nie byłaby to katastrofa?

Wreszcie oderwali się od siebie, żeby odetchnąć i nawzajem napawać się swoim widokiem.

– Myślałam, że mnie nienawidzisz – powiedziała Kathryn, uświadamiając sobie nagle, że wszelkie

dawne nieporozumienia stały się nieważne. Kochała i była kochana. Czy potrzeba czegoś więcej?

– Z jakiego powodu? – spytał. – Bo próbowałaś uwieść mnie na plaży?

background image

– Nie próbowałam – zaprotestowała bez większego przekonania.

– Wszystko na to wskazywało.

– Pokochałam cię, a myślałam, że cię stracę, więc chciałam mieć chociaż cudowne wspomnienie…

–  Coś  w  tym  było  –  przyznał  z  czułością  i  przytulił  ją  do  siebie.  –  Zawsze  będę  pamiętał,  jak

wyglądałaś  w  blasku  księżyca,  twoja  skóra  przypominała  lśniący  jedwab,  była  taka  gładka

i miękka…

– Blake! – napomniała go, rumieniąc się.

– Nie masz się czego wstydzić. To było piękne, każda sekunda była cudowna. I tak będzie, ile razy

cię dotknę. Do końca naszego życia.

– Tak długo? – spytała.

– Czy wyjdziesz za mnie?

– Tak.

Pochylił się i musnął wargami jej usta, jakby w ten sposób chciał przypieczętować daną obietnicę.

– Mam nadzieję, że lubisz dzieci – powiedziała z uśmiechem Kathryn.

– Pobierzmy się w przyszłym tygodniu, wtedy o tym porozmawiamy.

– W przyszłym tygodniu! – przeraziła się Kathryn. – To niemożliwe! Trzeba rozesłać zaproszenia,

muszę kupić suknię…

Powstrzymał  ten  potok  słów  czułym  pocałunkiem.  Poczuła,  jak  jego  ręce  wędrują  po  jej  ciele,

dotykając, pieszcząc, uwodząc.

– W przyszłym tygodniu – powtórzył zdecydowanie.

– W przyszłym tygodniu – zgodziła się, obejmując go za szyję i przyciągając ku sobie.

Zachodzące słońce opromieniało zatokę pomarańczowym blaskiem, na wodzie kołysały się łodzie

rybaków. Złocisty horyzont zwiastował, że nazajutrz będzie piękny słoneczny dzień.

background image

[1]

 Frank Lloyd Wright (1867-1959) – właściwie Frank Lincoln Wright, architekt amerykański, jeden z najważniejszych projektantów XX

w.,  prekursor  architektury  organicznej,  wkomponowanej  w  naturę  i  z  nią  zespolonej,  chętnie  wykorzystujący  naturalne  materiały
budowlane, twórca wielu słynnych obiektów (przyp. red.)

background image

Tytuł oryginału: September Morning
Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 1982
Redaktor serii: Dominik Osuch
Opracowanie redakcyjne: Barbara Syczewska-Olszewska
Korekta: Dominik Osuch

© 1982 by Diana Palmer
© for the Polish edition by Harlequin Polska sp. z o.o., Warszawa 2014

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Books S.A.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.
Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Znak firmowy wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Gwiazdy Romansu są zastrzeżone.

Wyłącznym właścicielem nazwy i znaku firmowego wydawnictwa Harlequin jest Harlequin Enterprises Limited. Nazwa i znak firmowy
nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.
Wszystkie prawa zastrzeżone.

Harlequin Polska sp. z o.o.
02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN 978-83-276-0616-7

Gwiazdy Romansu 110

Konwersja do formatu EPUB:
Legimi Sp. z o.o. | 

www.legimi.com


Document Outline