background image

 

 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: pmtchu@wp.pl

background image

 

 

 

KOCHA, LUBI... ŻARTUJE? 

 

MONODRAM 

 

 

 

STEFAN VÖGEL 

 

 

 

 

 

 

 

 

Tłumaczenie: Hanna Odziemkowska 

Tytuł oryginalny: Verliebt, verlobt, verschwunden 

 

 

 

Copyright © wszelkie prawa zastrzeżone przez Sessler Verlag Wien  

c/o Agencja ADiT, agencja@adit.art.pl, 

www.adit.art.pl

Wystawienie sceniczne lub czytanie sceniczne tego utworu możliwe wyłącznie 

w oparciu o licencję udzieloną przez Agencję ADiT. 

 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: pmtchu@wp.pl

background image

 

Treść 
 

1.

  Wprowadzenie 

2.

  Piosenka „W domku na drzewie”  

3.

  Miłość 

4.

  Były mąż 

5.

  Bajka 

6.

  Mężczyźni 

7.

  Piosenka „O męskich imionach” 

8.

  Bomba biologiczna 

9.

  Komunikowanie 

 

PRZERWA 

 

10.

  Początek po przerwie 

11.

  Oświadczyny 

12.

  Przemówienie Huberta 

13.

  Piosenka „Tango z Georgem Clooneyem” 

14.

  Siedem typów mężczyzn, których należy unikać 

15.

  Repryza piosenki „W domku na drzewie” 

 

 

 

 

 

Nazwiska postaci, nazwy miejscowości i pozostałe  realia lokalne mogą i 

powinny zostać dopasowane do miejsca akcji. 

 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: pmtchu@wp.pl

background image

 

(Wprowadzenie) 

 

(Domek na drzewie, składający się z kilku stylizowanych, drewnianych ścian, z 

oknem wychodzącym na jedną stronę. Na środku sceny grube drzewo z wyrytym 

imieniem „Hubert, 12.4.72”, wokół napisu wyryte serce, obok kolejne serce z 

napisem „Karol”, przekreślone. Skrzynia. Ogromna miotła, oparta o ścianę. 

Kosz ze sznurem, do spuszczania na dół. 

Tylna strona drzewa jest jednocześnie wejściem do domku na drzewie. Słychać 

stamtąd dyszenie z wysiłku. Pojawia się Dagmara, kobieta w wieku czterdziestu 

kilku lat, wspina się  do domku na drzewie. Ma na sobie suknię ślubną, po 

wejściu do domku podciąga za sobą długą drabinkę ze sznurka. Jako osoba 

dorosła wydaje się nieproporcjonalnie duża w ciasnych ścianach domku. Robi 

krok do przodu, chwilę patrzy apatycznie na publiczność, w końcu wybucha 

głośnym płaczem.) 

 

Nie zasłużyłam na to! (wyciera nos w welon, próbuje się opanować, mówi bez 

wyrazu) 

Zabiję go. Wszystko mi jedno, czy dostanę dożywocie. Zabiję go 

łopatą, rozwalę mu łeb patelnią, zadźgam go nożem kuchennym. Nie, lepiej 

nożyczkami – powolutku, żeby miał dużo małych ran, z których sączą się krople 

krwi. Jak wosk ze świecy, która powoli się topi – aż nic z niego nie zostanie. 

Tak zrobię. (znowu zalewa się łzami) Gdybym go tylko tak nie kochała! (bierze 

się w garść)

 Nie – teraz już nie. Nie po czymś takim. Po czymś takim nie można 

już człowieka kochać. 

 

(Wyciąga zza dekoltu karteczkę, rozkłada ją.) 

 

Wiecie, co tu jest napisane?! (podaje ją mężczyźnie w pierwszym rzędzie) No 

proszę, niech pan przeczyta! Niech pan czyta na głos! Tylko głośno! Niech pan 

będzie mężczyzną! Ja też musiałam to dzisiaj przeczytać! (widz czyta tekst z 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: pmtchu@wp.pl

background image

 

kartki: „Nie mogę”.)

 „Nie mogę” – dwa głupie słowa! Nie – mogę. Czego nie 

może? Napisać długiego listu? Otwarcie ze mną porozmawiać? Powiedzieć mi o 

swoich obawach i wątpliwościach? To też. Ale dzisiaj rano nie mógł czegoś 

innego – ożenić się! Po trzech latach związku, po pół roku przygotowań do 

ś

lubu, którego chciał on, nie ja! Kiedy w dniu ślubu dla niego się stroję, maluję 

się dla niego, kąpię się dla niego, perfumuję się, robię sobie dla niego manicure i 

pedicure… on kładzie mi na komodzie w sypialni kartkę ze słowami NIE 

MOGĘ. I bukiet róż! Ale ja go znajdę, bez dwóch zdań! Nowy Jork, Rio i 

Amazonia nie są za duże, żebym nie znalazła Janka Twardowskiego. Mój radar 

wyczulony na Janka Twardowskiego nie spocznie, dopóki nie namierzy celu i 

nie wyeliminuje go. Bo takie upokorzenie zasługuje na karę śmierci. Kto się ze 

mną zgadza? (zapewne kobiety na widowni się zgadzają) No właśnie. (wściekła 

zwraca się do widza trzymającego kartkę)

 Niech pan mi to odda, będzie mi 

potrzebne jako materiał dowodowy w procesie o morderstwo. Okoliczności 

łagodzące! Jesteście moimi świadkami – dwa słowa! 

 

(spogląda na zegarek) Dziesięć po dziesiątej. Teraz wszyscy czekają w urzędzie 

stanu. I co z tego? Panna młoda zawsze każe na siebie czekać. Ciekawe tylko, 

jak długo. Ale co miałam zrobić? Iść tam i powiedzieć „Janek nie może”? 

„Chodźmy się napić, skoro i tak wszystko jest opłacone”? Takie upokorzenie! 

Moi rodzice, jego rodzice, moje dzieci, moja najlepsza przyjaciółka – wszyscy 

teraz tam siedzą. I te  pełne politowania rady mojej mamy: „Zawsze ci 

mówiłam, nie wychodź drugi raz za mąż”. Do domu też nie mogę wrócić. 

Przede wszystkim tam będą mnie szukać. Najchętniej znalazłabym się teraz na 

księżycu. Ale nasz stary domek na drzewie też jest całkiem dobry. Chociaż od 

trzydziestu lat nikt tu nie wchodził. Czy w ogóle jeszcze mnie utrzyma? (tupie 

ciężko

). Wydaje się stabilny. Typowe – solidny jak mój ojciec. (wskazuje na 

kabel elektryczny na drzewie

) Nawet prąd jest podłączony! (otwiera skrzynię

Niesamowite! Wszystko się zachowało!  (wyjmuje ze skrzyni sukienkę 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: pmtchu@wp.pl

background image

 

księżniczki, trzyma ją przed sobą

) Moja sukienka księżniczki! Nie śmiejcie się, 

kiedyś się w niej mieściłam! (potrząsa sukienką, nad którą unosi się obłok 

kurzu, wiesza ją  za drzewem tak, że jej nie widać, dalej grzebie w skrzyni, 

wyciąga z niej stary magnetofon kasetowy i kilka starych kaset)

 I stary 

magnetofon kasetowy! Z kasetami! Czy jeszcze działa? (stawia radio na 

gzymsie przy drzewie, podłącza je, przesuwa włącznik, rozlega się głos spikera, 

czytającego prognozę pogody: „Przed południem w całym kraju zachmurzenie, 

po południu opady deszczu. Miejscami możliwe rozpogodzenia. Temperatura nie 

przekroczy 15 stopni”. Rozczarowana wyłącza radio) 

Działa. 

 

(rozgląda się) Dziwne, w dzieciństwie  ten domek zawsze wydawał mi się 

ogromny! Ale tak to jest, prawda? Im człowiek większy, tym świat staje się 

mniejszy. Nie tylko w wymiarze geograficznym, ale i w głowie. Najlepszym 

przykładem jest ten domek. Choćby ta ściana, kiedyś na pewno była daleko. 

(przesuwa jedną ścianę w bok do brzegu sceny, zabiera się za drugą) A ta, ta 

stała co najmniej tam. Dokąd się da. (przesuwa na zewnątrz drugą ścianę, 

przygląda się domkowi, który teraz wypełnia całą przestrzeń sceny – w stosunku 

do niego jest teraz tak duża jak wówczas, gdy była dzieckiem

) Właśnie. Tak 

wtedy było. (patrzy na swoją suknię ślubną) Tylko nie miałam wtedy takiej 

kiecki. (zaczyna zdejmować suknię) Do diabła z nią, ledwo mogę oddychać! Ale 

nie z powodu rozmiaru. 38 – bardzo proszę – ale małe 38. I to blisko 

pięćdziesiątki. Tyłek jak ze stali! Nawet nie wie, co traci! (patrzy na 

publiczność

) Hej, niech pan z łaski swojej nie patrzy! Tak, pan, proszę odwrócić 

wzrok!  Mówię poważnie, to mój domek! Ach, mężczyźni! (chowa się za 

drzewem, żeby się przebrać

) Brak im  przyzwoitości, honoru, odwagi! A my, 

kobiety, całe życie marzymy o księciu, takie jesteśmy głupie. (wiesza suknię 

ślubną na haku na drzewie, chwilę później wychodzi zza drzewa w sukience 

księżniczki – ale tym razem dużej!) 

No i jak? Pasuje! (rozgląda się, łagodnieje) 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: pmtchu@wp.pl

background image

 

Tak, właśnie tak było. Teraz wszystko jest jak dawniej. Tak powinno być 

zawsze… 

   
(Piosenka „W domku na drzewie”) 
 

Gdy legł w gruzach świat twój cały 

Twe marzenia się rozwiały 

Radości nie daje żaden dzień 

Twarz ci pokrył smutku cień 

 

Sięgnij pamięcią do dawnych lat, 

gdy kolorowy był twój świat 

Wszystko wokół nas cieszyło 

Ż

ycie wciąż zabawą było. 

 

zwrotka 1 

 

W domku na drzewie  

zegar godzin nie wybija. 

W domku na drzewie 

czas niepostrzeżenie mija. 

 

Tu o każdej porze roku 

mogę siedzieć aż do zmroku 

Domek daje mi schronienie, 

tu spełnia się każde marzenie 

 

Jeśli kiedyś stanie się tak 

Ż

e wszystko będzie mi nie w smak 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: pmtchu@wp.pl

background image

 

Tu nawet o wodzie i chlebie 

będę się czuła jak w niebie  

 

 

 

 

 

  

zwrotka 2

 

 

 

 

Z domkiem na drzewie 

jestem bardzo zżyta. 

W domku na drzewie 

nikt mnie nie zapyta, 

czemu nagle psy fruwają, 

głupcy czasem zwyciężają. 

Pełno w nim elfów i skrzatów 

oraz całkiem zbędnych gratów. 

 

Choć na zewnątrz wciąż się kłócą 

Nienawidzą się i smucą  

Waśniom i sporom mówię: dość. 

Bo w moim domku na drzewie 

W cudownym domku 

Nie ma miejsca na złość. 

 

zwrotka 3  

 

Domku na drzewie 

strzegę jak skarbu cennego 

Domku na drzewie 

nie zamienię na nic innego. 

 

Choć tu meble się nie mieszczą  

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: pmtchu@wp.pl

background image

 

Tylko stare deski trzeszczą 

Stroje, które pokrył kurz 

lub robaki zjadły już. 

 

Drzewa korona rosochata 

Jest lepsza niż przytulna chata 

Tu nic nie jest pustym gestem 

Bo w domku na drzewie 

W cudownym domku 

Czuję, że sobą jestem! 

 

(Miłość) 
 
 
Wiecie, gdyby to był pierwszy raz, jeszcze bym zrozumiała. Ale żeby dwa razy 

wychodzić za mąż – to trzeba być głupią. Efekt nauki – zerowy! I na dodatek z 

miłości! Zapamiętajcie sobie jedno: Nigdy nie powinno się wychodzić za mąż z 

miłości – nigdy! Kiedyś nikt tak nie robił. To wynalazek XX wieku. Jak bomba 

atomowa. Z jedną różnicą: miłość okaleczyła i zabiła więcej ludzi niż bomba 

atomowa. Nie, własnego męża nie wolno kochać! Wiecie, kto jest od kochania? 

kochanek. Samo słowo mówi za siebie. Mąż jest od zamążpójścia. Trzeba tylko 

wsłuchać się w słowa. Tego powinni uczyć na lekcjach języka zamiast 

gramatyki. Zaoszczędzono by ludzkości wielu nieszczęść. Gdyby mnie ktoś 

zapytał, to w zasadzie powinno się wprowadzić zakaz miłości w małżeństwie! 

Poważnie! Urzędnik stanu cywilnego pytałby: „Kochacie się? W takim razie 

przykro mi, ale nic z tego. Do widzenia, na pewno znajdziecie sobie kogoś, kto 

lepiej do was pasuje.” Ale ludzie zawsze pobierają się z miłości – zawsze! 

Jedyni inteligentni narzeczeni na świecie to oszuści matrymonialni. Która z was, 

kobiet, wyszła za mężczyznę, który był jej obojętny – ręka do góry! Proszę – 

ż

adna! Dzisiaj się tego nie robi. A ja nie zrobiłam tego dwa razy. Inteligentna 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: pmtchu@wp.pl

background image

 

10 

kobieta powinna uczyć się na błędach. Ale nie ja. W zasadzie jestem jak jedna z 

tych naiwnych  marzycielek w telenowelach. Nie, żebym oglądała takie rzeczy, 

ale mogłabym tam zagrać główną rolę. Beznadziejna miłość Dagmary, odcinek 

34. Szejk z Kataru. Ostatnie ujęcie: szejk oddala się konno przez pustynię, 

wzniecając tumany kurzu. Na piasku napisane dwa słowa: nie mogę. 

 

Wszystkie ważne wieści w życiu składają się z dwóch słów – wiedzieliście o 

tym? Bez wyjątku. Wszystkie. „Kocham cię”,  „Nie mogę”, „Jesteś zwolniony”, 

„Jesteśmy bankrutami”, „Masz raka” , „Jestem w ciąży”, „Potrzebuję czasu”. 

Dwa słowa stwarzają światy albo je niszczą. No, przynajmniej nie napisał 

esemesa. Tego by jeszcze brakowało. „Nie mogę” – a do tego emotikon z ustami 

opuszczonymi w dół. Nie śmiejcie się, może być jeszcze gorzej! Moja 

przyjaciółka Kaśka dowiedziała się z facebooka, że znowu jest singielką. Facet 

po prostu zmienił swój status związku na „wolny”. Klik! Wszyscy mogli to 

zobaczyć – łącznie z nią. Ja od razu załatwiłabym płatnego zabójcę. Wyobraźcie 

to sobie: teraz faceci to tacy durnie, że jednym kliknięciem rozstają się z kobietą 

i wrzucają się z powrotem na wolny rynek. Nie mówią: „Kochanie, muszę się z 

tobą rozstać” – klik, „Dziewczyny, znów jestem na rynku!” - klik. Wystarczy im 

jedno kliknięcie! Boże, co się z wami stało? Gdzie się podziała wasza 

rycerskość, duma i honor… Ach, pewnie nigdy tego nie było. Tylko zawsze 

sobie coś takiego wyobrażamy. Przynajmniej na początku. Kiedy poznajesz 

faceta, zawsze jest wielki, szlachetny i cudowny! A z każdym dniem odrobinę 

się kurczy. To odróżnia mężczyzn od innych przedmiotów. Zwykle przedmioty 

stają się większe, gdy się do nich zbliżamy. Ale nie mężczyźni. Na horyzoncie 

stał olbrzym. W łóżku obok ciebie leży karzeł. Dzielą ich dwa lata. Potem masz 

go w skali 1: 10 000 (szuka wyimaginowanego mężczyzny w łóżku) „ Janek, 

gdzie jesteś? (naśladuje Janka) „Tutaj, kochanie. Tylko uważaj, żebyś mnie nie 

zgniotła. Wiesz, że potrzebuję dla siebie wolnej przestrzeni”. Śmieszne. Ale oni 

są niewinni. Poważnie. Wiecie, kto jest wszystkiemu winien? Matki. Czyli my, 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: pmtchu@wp.pl

background image

 

11 

kobiety. Wiem, o czym mówię, sama mam dwóch synów. Z pierwszym mężem. 

Będą tacy sami. Nie dlatego, że wdali się w ojca. Ja ich tak ukształtowałam! Z 

czystej matczynej miłości! Brzmi to pięknie: „matczyna miłość” – ale tworzy 

głupich mężczyzn. Matczyna miłość i butelka wódki. Niestety tak jest: my, 

matki, z czystej miłości przysparzamy nieszczęść następnemu pokoleniu kobiet.  

Pewnie dlatego, że mścimy się na pokoleniu mężczyzn, których zostawiły nam 

nasze teściowe. To niekończący się łańcuch! Bo nasze synowe też będą to robiły 

wobec swoich synowych. Wyżywamy się na  synowych, a znosimy szykany ze 

strony teściowych. Dlaczego nikt nie mści się bezpośrednio na nich? Ja dzisiaj z 

chęcią bym się zemściła, gdyby matka Huberta jeszcze żyła. Co ta kobieta 

zrobiła z mojego męża – nawet pośmiertnie należałoby jej odebrać prawo do 

opieki! 

 

(Były mąż) 

 

(w czasie tego numeru bierze miotłę i co pewien czas nią zamiata

 

Mój Boże, Hubert… co się z tego człowieka zrobiło. Co pół roku nowa kobieta. 

Początkowo były jeszcze znośne. To znaczy, mogłam być o nie zazdrosna i tak 

dalej. Ale z czasem trafiały coraz bardziej zdzirowate. Wiecie, co mam na 

myśli: farbowane na blond włosy i wysokie szpilki. Biustonosze push-up. A 

gdyby chciał wrócić? Już bym go nie przyjęła. Nie, poważnie! Nie dlatego, że 

go nie lubię, ale nie mogłabym go podziwiać. Nie  mogę tego powiedzieć 

inaczej – Hubert stał się postacią żałosną. Kimś, kto myśli, że zdobywa 

baaardzo wysoką górę, a  tymczasem ląduje w dolinie. Ale wciąż udaje, że 

widoki są fenomenalne. A patrzy zaledwie na pagórek. Można tylko mieć 

nadzieję, że zachowa to złudzenie, co przy zdzirowatych kobietach nie jest takie 

łatwe. Bo inaczej będzie mu ciężko. A Hubert? Zawsze był kandydatem do 

samobójstwa. Oczywiście pod warunkiem, że nie będzie bolało. Nie, nie, inaczej 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: pmtchu@wp.pl

background image

 

12 

być nie może. Samobójstwa, które choćby na sekundę spowoduje ból, nigdy by 

nie zaakceptował. To już lepsze czterdzieści lat w towarzystwie zdzirowatych 

bab. Hubert? Zanim by się zabił, jeszcze zdążyłby zawrzeć ubezpieczenie na 

ż

ycie. Na wszelki wypadek! Jest taki przewrażliwiony – kiedyś użądliła go 

pszczoła, a on potem przez trzy miesiące nie jadł miodu. Dopóki lekarz mu nie 

powiedział, że ukąszenia pszczoły są zdrowe. Więc zrobił kurs pszczelarstwa. 

Ale użądliła go druga pszczoła. Wtedy zmienił lekarza. I na takiego mężczyznę 

kobieta ma patrzeć z podziwem? Naprawdę zadaję sobie pytanie, dlaczego przez 

te wszystkie lata zachowałam jego nazwisko. Dziwne, prawda? Nigdy go nie 

zmieniłam. Miałam to zrobić dokładnie dzisiaj. Z Ludeckiej na Twardowską. 

Byłoby to moje trzecie nazwisko. Najpierw Julińska. Potem Ludecka. Potem 

Twardowska. Dagmara Julińska Ludecka Twardowska. To brzmi jak 

autobiografia. Jedno jest pewne – nawet jeśli dziś nie pójdę do urzędu stanu, 

zrobię to w poniedziałek. I znów będę się nazywać Dagmara Julińska. Co o tym 

myślicie? Back to the roots. Powinnam była to zrobić o wiele wcześniej.  

(uderza miotłą w otwartą skrzynię i coś w niej dostrzega) 

 

Ojej, moje jojo! (opiera miotłę o ścianę, wyjmuje ze skrzyni jojo) Też mieliście 

w dzieciństwie jojo? Takie jojo jest jak życie, prawda? Raz w dół, a po chwili 

znów do góry! (upuszcza jojo, które pozostaje na ziemi, tak jak to bywa z 

profesjonalnymi jojo, gdy nie umie się w nie grać

) Ach, efekt jojo  dotyczy 

pewnie tylko diety. (wrzuca jojo z powrotem do skrzyni i najwyraźniej w coś nim 

trafia) 

Och, przepraszam! Księżniczka! (wyjmuje pacynkę) Mój Boże, ile razy 

bawiliśmy się tutaj lalkami z  Karolem. (wymownie) I nie tylko lalkami. Całymi 

dniami. Wymyślaliśmy bajki. I zawsze miały happy end! A jak jest naprawdę? 

Kiedy patrzę na swoje życie, to moja bajka powinna właściwie brzmieć tak: 

(wyjmuje pacynki, zaczyna się nimi bawić) 

 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: pmtchu@wp.pl

background image

 

13 

(Bajka) 

 

Była sobie raz księżniczka, mieszkała w maleńkim królestwie o nazwie Roztoka 

Rycerska. A kiedy miała osiemnaście lat i nadszedł czas, by poślubić młodego 

mężczyznę, jej ojciec – król, powiedział: Tylko mi tu nie przyprowadź jakiegoś 

obcego! Mała księżniczka poznała już kilku młodych mężczyzn, ale żaden nie 

potrafił rozpalić jej serca tak jak młody królewicz, który pewnego dnia 

przygalopował  swoim błyszczącym, białym bmw. Wysiadł z niego i 

powiedział: (rzeczowo) „Jestem Hubert. Załatwimy wszystko, jak należy”. 

Wprawdzie księżniczka zawsze marzyła o romantycznym królewiczu, ale 

powiedziała sobie –  królewicz to królewicz, a poza tym lepiej coś załatwić jak 

należy niż w ogóle nic nie załatwić. I dlatego odpowiedziała: „Dobrze, bylebym 

tylko nie musiała mieszkać w Woli Kroguleckiej”. Królewicz odparł: „Jeszcze 

jakieś życzenia? Tam są moje włości i tam się pobudujemy”. I tak się stało. 

Pałac, który jej wybudował, nie miał wprawdzie stu pokoi i ogromnej wieży, 

miał za to sto różnych wad i ciążyły na nim ogromne długi. Wszystko jedno, 

pomyślała księżniczka – dopóki królewicz mnie kocha, wszystko inne się nie 

liczy. I  kochał ją, przynajmniej fizycznie, bo na świat wkrótce przyszli dwaj 

mali książęta. Obaj byli jego, to tylko dla informacji! (pacynka księżniczki 

gwałtownie kiwa głową)

 Teraz szczęście byłoby pełne, gdyby nie matka 

królewicza, która była złą czarownicą. A przede wszystkim – mieszkała wprost 

naprzeciwko pałacu! Dlatego często przychodziła do nich w odwiedziny i 

mówiła do niego: „Ugotowałam ci coś dobrego”. Królewicz kochał swoją matkę 

czarownicę równie mocno, jak księżniczka jej nienawidziła, a zwłaszcza 

uwielbiał jej kuchnię, bo zawsze do wszystkiego dodawała dwie kostki masła, 

co księżniczkę za każdym razem napawało lekkim wstrętem, zwłaszcza że 

małym książętom wkrótce urosły tłuste brzuszki. Więc pewnego dnia 

powiedziała: „Dosyć tego! Albo ona albo ja!”. Ale królewicz nie potrafił wybrać 

między miłością a masłem, i jak większość mężczyzn, w ogóle nie chciał się 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: pmtchu@wp.pl

background image

 

14 

zdecydować. I to przez osiemnaście lat! Aż pewnego ranka stanął przed 

księżniczką, mówiąc z błyskiem w oku: „Kobieto, zdecydowałem się – na 

młodszą. Na księżniczkę Sylwię z Przysietnicy”. Księżniczka Sylwia 

Tępogłowa z Przysietnicy bynajmniej nie była tak mądra jak nasza księżniczka, 

ale najwyraźniej mogła dać niezbyt już młodemu królewiczowi coś, co nie 

pasuje do dziecięcych bajek. I tak oto rzekł on do swojej byłej: „Żegnaj, muszę 

zbudować nowy pałac”. „Co?!” – wykrzyknęła księżniczka – „Naprawdę 

myślisz, że zostanę tu z tą czarownicą? Pocałuj mnie gdzieś!”. (z uśmiechem) I 

stało się tak, że księżniczka z synami przeprowadziła się do nowiuteńkiej 

siedziby, a ich ojciec musiał zostać ze swoją Sylwią w pobliżu złej czarownicy i 

pracować po godzinach. (ze złośliwą satysfakcją) Brawo! Mimo to księżniczka 

płakała przez wiele nocy, bo w głębi serca wciąż kochała królewicza, ale w 

końcu zabrakło jej łez i zawołała najgłośniej jak mogła: „Możecie mi wszyscy 

naskoczyć, od dziś idę na całość!”. (zaskoczona) No i patrzcie, wkrótce 

spostrzegła, że w Roztoce  Rycerskiej było znacznie więcej książąt niż 

przypuszczała, barwniejszych i zabawniejszych niż Hubert. Wyprawiali z nią 

rzeczy, o których także nie mówi się w bajkach dla dzieci. I nagle zapomniała o 

swoim Hubercie. (powoli przyspiesza) Ale akurat, kiedy wiodło jej się tak 

wspaniale i serce miała beztroskie i wolne, w jej życiu pojawił się książę Janek. 

On też opuścił pałac, zostawiając w nim inną księżniczkę, więc pomyślała:  

(puka się w czoło) „Jeszcze czego! Równie dobrze mogłabym wrócić do 

swojego byłego”. Ale Janek obiecywał, że jeśli za niego wyjdzie, złoży jej u 

stóp niebo, i dlatego powiedziała: „No dobrze, niech będzie”. I wystroiła się, 

umalowała się dla niego, zrobiła sobie manicure i pedicure, a kiedy w dniu 

zaślubin wyszła ze swojej komnaty, na komodzie zastała karteczkę z napisem 

„Nie mogę!” (patrzy na publiczność, a wraz z nią pacynka księżniczki) 

Naprawdę na to nie zasłużyłam! (pacynka księżniczki kręci głową, Dagmara 

patrząc na lalkę - cicho

) Obie na to nie zasłużyłyśmy… (ze złością odrzuca 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: pmtchu@wp.pl

background image

 

15 

pacynkę księcia do tyłu)

. Jeszcze sobie znajdę królewicza. Ach, co tam, 

niepotrzebny mi już żaden królewicz! Wystarczą mi pierniczki królewskie. 

 

Wy też macie ochotę na coś słodkiego, kiedy trapią was zmartwienia? Boże, już 

widzę, że to się źle skończy… Zresztą wszystko mi jedno. Uciekają od nas 

nawet wtedy, kiedy jesteśmy szczupłe. Sami widzicie. 

 
(Mężczyźni) 
 

Wiecie, jaki jest główny problem z mężczyznami? Że oprócz nich nie ma 

niczego innego. Są dwie płcie, a jedną z nich jesteś ty sama. To nie pozostawia 

zbyt dużego pola manewru, prawda? Zwłaszcza, jeśli chcesz mieć dzieci. Pan 

Bóg zapewne kierował się zasadą minimalizmu: im mniej tym lepiej. Czy ci się 

to podoba czy nie! Dlatego mamy mężczyzn. Wyobraźcie sobie, jaka mogłaby 

być wasza druga połówka, gdyby Bóg miał więcej czasu: uważny, troskliwy, 

odpowiedzialny, opiekuńczy, uprzejmy, czuły przedstawiciel płci odmiennej. A 

co mamy? Mężczyzn! Gdybyście mnie zapytali, to Bóg MUSI być mężczyzną. 

Ż

adna kobieta, widząc takie efekty swojej pracy, nie położyłaby się spać 

siódmego dnia. W niedzielę po południu jeszcze raz przemyślałaby swój projekt. 

„Dinozaury całkiem mi się udały, a co do mężczyzn, to trzeba by zająć się nimi 

jeszcze raz. Są zbyt prosto ulepieni!” A może taki był zamiar! Dlaczego nie? 

Zrobię prostą konstrukcję, to niewiele się zepsuje. Jak w trabancie. W zasadzie 

mężczyzna niewiele się od niego różni: dużo pali, jest głośny, nie ma żadnych 

ekstra bajerów – ale spełnia swoje zadanie. I zawsze dociera do celu! I to jak 

chętnie! Może dinozaury były na wyższym poziomie rozwoju niż mężczyźni, 

ale wymarły! A celem ludzkości jest rozmnażanie. Tak jest już napisane w 

Biblii! I jeśli mężczyźni naprawdę coś umieją – to rozmnażać się! Czyli miejsce 

w niebie mają zapewnione! To, co robił mój Hubert, żeby się rozmnożyć, 

wystarczyłoby do trzech rozwodów!  Dzisiaj od razu bym się zorientowała. A 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: pmtchu@wp.pl

background image

 

16 

jeśli Janek ma inną? Na sto procent. Musicie wiedzieć, że jest absolutnie 

niezawodna metoda, żeby się o tym przekonać – i zawsze się sprawdza! 

Możecie to wypróbować na waszych mężczyznach. Ale tak mniej więcej za 

tydzień, kiedy jakiś mecz piłki nożnej zdominuje ich pamięć krótkotrwałą. Więc 

trzeba zrobić coś takiego: stanąć przed nim, zagrodzić mu drogę, patrzeć prosto 

w oczy, zrobić długą pauzę – i powiedzieć: (dramatycznie) „Wiem o 

wszystkim!”. Każdy zmięknie. Dlaczego? Bo każdy mężczyzna – ale to 

naprawdę każdy – ma w głowie coś, o czym jego żona nie powinna wiedzieć. 

Na sto procent traficie celnie. Nawet jeśli z początku to, do czego się przyzna,  

będzie bez znaczenia. Ale jedno celne trafienie zazwyczaj wywołuje lawinę 

błota, jakiej nigdy w życiu byście się nie spodziewały. Pytanie tylko, czy to 

wytrzymacie. W przeciwnym razie lepiej nie pytać. Ale skąd można to wiedzieć 

wcześniej? Tu też istnieje pewna zasada: wyobraźcie sobie coś najgorszego, co 

spontanicznie przychodzi wam na myśl. Coś, co on mógłby zrobić. Już wiecie? 

Okay, teraz pomnóżcie to przez dwa. (pauza) Dodajcie cztery. (pauza) Gotowe? 

Podnieście do kwadratu. To  będzie prawda. Jeśli nie będziecie w stanie jej 

znieść, lepiej nie pytać. W każdym razie lepiej tego nie robić, jeśli go kochacie. 

Poza tym reszta i tak jest bez znaczenia. Mój Boże, czy to nie okropne… (patrzy 

w niebo w kierunku Boga)

 Dlaczego nie mogłeś po prostu przestać po piątym 

dniu? (nagle błyska się i grzmi, zaczyna padać deszcz. Dagmara do 

publiczności, wskazując na niebo)

 No proszę – mężczyzna! Porywczy, głośny, 

nieskory do rozmowy! 

 

Z facetem nie da się zwyczajnie porozmawiać. Nawet po osiemnastu latach 

małżeństwa – kiedy z dnia na dzień chce od ciebie odejść! Na rok przed 

porcelanową rocznicą ślubu! A ty starasz się tylko zrozumieć! Mówisz do 

swojego męża: „Porozmawiajmy! Wyjaśnij mi! Dlaczego? Z jakiego powodu?”. 

A on nic nie mówi. Po prostu odchodzi. Bo mężczyźni nie umieją rozmawiać. A 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: pmtchu@wp.pl

background image

 

17 

jeśli już, to wolą, żeby inni mówili za nich! (przypomina sobie coś, wpada w 

złość).  

 

Wiecie, co mi Hubert podarował na pożegnanie – po osiemnastu latach 

małżeństwa? Nigdy na to nie wpadniecie. „Małego księcia”. Chętnie bym go 

trzasnęła nim w łeb. Zanim zaczęłam czytać. Ale dopiero potem naprawdę się 

wściekłam. Czytaliście kiedyś „Małego księcia”? „Dobrze widzi się tylko 

sercem”. Po swoich doświadczeniach mogę wam powiedzieć jedno: Jeśli jakaś 

część ciała jest ślepa, to właśnie serce. Większość serc, które znam, ma 32 

dioptrie. Gdyby serca miały widzieć, nie potrzebowałyby zastawek, tylko szkieł  

kontaktowych, grubych jak denka słoików. Nie, nic z tego – serca nie są od 

patrzenia. Oczy są od patrzenia. Serce może tylko krwawić. Jeśli nie wierzycie, 

rozetnijcie jakieś serce. Nie ma co liczyć na kolorowe widoki. Jedyny kolor to 

czerwień. Kolor miłości. Kolor bólu. A teraz przypomnijcie sobie, kto napisał 

„Małego księcia”? Mężczyzna! Któż by inny! Antoine de Saint-Exupery. Saint – 

do tego jeszcze święty!  Był trzy razy żonaty, to tylko dla waszej informacji! Aż 

razem ze swoim samolotem zaginął bez śladu nad Morzem Śródziemnym. 

Ostatnia żona jeszcze wiele lat później pisała do niego listy. Nie zdziwiłabym 

się, gdyby od 70 lat siedział na Majorce. Z dwudziestą żoną. Ale tak to jest. My 

kobiety, zawsze kierujemy się emocjami. W sprawach miłości wyłączamy 

rozum – i to z własnej woli – bo jesteśmy przekonane, że w prawdziwej miłości 

nie może liczyć się  rozum, tylko uczucia. A uczucia rodzą się na tysiąc 

sposobów. Na przykład ja jestem słuchowcem. Mężczyzna z odpowiednim 

głosem… może zrobić ze mną wszystko. Ulegam brzmieniu słów. Na przykład 

imię automatycznie uruchamia we mnie wyobrażenie człowieka, który je nosi. 

To znaczy, po prostu wiem, jaka może być Marta. Albo Rita. Rita nigdy nie robi 

figurek z masy solnej. A Marta robi. Jak to jest możliwe? Albo już na chrzcie   

widać po dziecku jego przyszłe hobby, albo każda Rita od razu obrywa po 

łapach, kiedy pierwszy raz dotknie masy solnej. Inaczej nie da się tego wyjaśnić. 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: pmtchu@wp.pl

background image

 

18 

Kobiety przynajmniej potrafią sprostać swoim imionom. Na przykład na Marcie 

można polegać. Czego nie można powiedzieć o Marcinie. I wcale nie chodzi o 

masę solną. Bo jedno wam powiem: przez te kilka lat, kiedy byłam sama, 

spotykałam mnóstwo mężczyzn – ale żaden nawet w przybliżeniu nie pasował 

do swojego imienia. 

 

(Piosenka „O męskich imionach”

 

Stół ma zawsze cztery nogi 

Kwadrat zaś jest kwadratowy 

Dąb liście gubi jesienią 

Kolory tęczy się mienią 

 

Ale jeden jest wyjątek 

I każdy to przyzna 

Ż

e do swego imienia  

Nie pasuje mężczyzna 

 

Mój Franek nie był święty 

A Bolek nie był cienki 

Hilary nie szukał okularów 

Czarek nie odprawiał czarów. 

Lew to raczej był baranek 

dosyć wstydliwy kochanek. 

Lew to raczej był baranek 

dosyć wstydliwy kochanek. 

 

Podobno w słowach zawsze jest prawdy choćby łut 

Lecz przeczą temu imiona, noszone przez męski ród: 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: pmtchu@wp.pl

background image

 

19 

 

Bronisław sławy swej nie bronił 

Szymon od ascezy stronił 

Artur wcale nie był królem 

Bogdan Boga wielbił z bólem 

Hubert bynajmniej lisów nie tropił 

Filip nie wyskakiwał z konopi. 

Bernard nie miał bernardyna 

Feliks pechowo dzień zaczynał. 

Bernard nie miał bernardyna 

Feliks pechowo dzień zaczynał. 

 

Pamiętaj więc kobieto, dla dobra własnego 

Mężczyzna to przeciwieństwo imienia swojego: 

 

Mścisław mściwy nie był wcale 

Za to wzniecał wciąż skandale. 

Dominik nie grał w domino, 

w głowach zawracał dziewczynom. 

Krystian nie był chrześcijaninem 

Zbigniew gniew swój gasił winem. 

Adam wciąż się czuł jak w raju 

bo często bywał na haju. 

Adam wciąż się czuł jak w raju 

bo często bywał na haju. 

 

Jak długo trwać będzie ta maskarada? 

Lepiej, by w imionach nie kryła się zdrada! 

 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: pmtchu@wp.pl

background image

 

20 

Konstanty niech będzie w uczuciach stały, 

choćby pokusy go pociągały. 

Florian niech nie igra z ogniem  

Eugeniusz niech działa roztropnie 

Roman niech będzie romantyczny 

Błażej zaś pobłażliwy, a nie krytyczny. 

Artur niech pokaże, że silny jest jak tur 

Aleksander, że wielki i cnót wszelkich wzór. 

Radosław niech radość sławi 

Sylwester niech się całe noce bawi 

Krzesimir niech pokój szerzy 

Bogusław niech w Boga wierzy 

Walenty niech miłości się oddaje 

Mikołaj niech prezenty daje. 

Ryszard niech szczyci się męstwem 

A Wiktor nie gardzi zwycięstwem. 

Gdyby męskie imiona prawdę ujawniały 

Może by kobiety nabrać się nie dały 

 

 

Wiecie, co znaczy imię mojego byłego męża – Hubert? „Promieniujący 

umysłem”. Super, nie? A Janek, czyli Jan – jak myślicie, co znaczy? „Bóg jest 

łaskawy”. Świetne, prawda? Po promieniującym umysłem Hubercie Bóg znów 

był dla mnie łaskawy, zsyłając mi Janka. Nie ma się co dziwić, że ludzie 

występują z kościoła. 

 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: pmtchu@wp.pl

background image

 

21 

(Bomba biologiczna) 

 

Ale przynajmniej ustrzegłam się bomby biologicznej. Tak! Moja przyjaciółka 

Kaśka wieczorem przed swoimi 42 urodzinami kazała sobie zrobić dziecko. 

Poważnie! Dopadła jakiegoś Franka. I teraz ma małego Frania. Mówi, że nigdy 

by go nie oddała. Ale Franek wcale go nie chce. Niech się cieszy, że od czasu do 

czasu daje jej forsę. Wyobraźcie to sobie – facet z baru – w czasie karnawału! 

Nie zmyślam! Poszła do łóżka z pijanym Indianinem! Mam nadzieję, że nie 

powie o tym małemu Franiowi. „Mamo, gdzie poznałaś tatę? – W saloonie. – 

Gdzie? – Nie pytaj, oglądaj Winnetou”. Ale nie robię jej wyrzutów. Co miała 

zrobić, w wieku 42 lat, bez męża, skoro pragnęła mieć dziecko? A to pragnienie 

nie chciało ustąpić? Kto powiedział, że w banku spermy nie trafi się pijany 

Indianin? Widzieliście, jakie typki tam chodzą? Bynajmniej nie nobliści. Raczej 

faceci, którzy pilnie potrzebują paru stów. Na knajpę. Więc już lepszy Indianin, 

którego przynajmniej się widziało. Dziecko z banku nasienia jest jak 

niespodzianka z kapelusza. (udaje, że trzyma wyimaginowany kapelusz) Pa-bam! 

(unosi wyimaginowane dziecko do góry, ogląda krytycznym wzrokiem) „To na 

pewno moje? Tak? Wszystkie dzieci mają takie długie kły? A co oznaczają te 

dwie szóstki na czole?” To już lepiej: „What you see is what you get” – nawet 

jeśli to Indianin. Co innego pozostaje kobiecie, kiedy czas nagli? Spróbujcie się 

wczuć w jej położenie. Jak mam to wyjaśnić? To tak, jakby ktoś o dziewiątej 

wieczorem poszedł do kasyna  grać w ruletkę z dwoma tysiącami w kieszeni, a o 

trzeciej nad ranem siedział z dychą w garści przed jednorękim bandytą. 

Wiadomo, że zagra, prawda? No właśnie. Tak samo było z Kaśką. Problem w 

tym, że przebimbała czas między dwudziestką piątką a trzydziestką piątką. Co 

znaczy – przebimbała? Korzystała z życia!  I to jest okrutne: kiedy kobieta 

korzysta z życia, zaczyna tykać bomba zegarowa. Bezlitośnie. A Kaśka mogła 

mieć wszystkich – wszystkich! (wylicza mężczyzn stacatto) Konrada 

Hamerskiego – dwie firmy budowlane i cztery hektary ziemi w okolicach 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: pmtchu@wp.pl

background image

 

22 

Suchej Strugi, a na dodatek wygląda jak George Clooney; Jakuba Prucnala – 

który odziedziczył żwirownię i połowę nieruchomości w Miliczu, a puściła go 

kantem z powodu instruktora narciarstwa z Wierchomli Wielkiej; Norberta 

Siwka – niezbyt przystojnego, ale miłego, a przede wszystkim szefa kancelarii 

doradców podatkowych, zatrudniającej 17 pracowników! Rzuciła go dla 

nauczyciela filozofii! No to przepraszam – ale bardziej głupio nie można 

postąpić! Kaśka, mając wszystkie asy w ręku, przegrała! Bo żaden nie był dla 

niej wystarczająco dobry! Kiedy obchodziła trzydziestkę, mówiłam jej: 

„Uważaj, żeby to się kiedyś na tobie nie zemściło”. Tak jej mówiłam! No i 

proszę: pijany Indianin. 

 

Moje dzieci wszystkie były upragnione. Wszystkie! Chciałam je mieć z moim 

Hubertem. Dziwne, prawda? Właściwie miałam wszystko, czego chciałam: 

męża, dzieci. Właściwie układało się super – summa summarum. (wybucha 

płaczem

) Przepraszam, znowu zaczynam. Już tak jest… że kiedy człowiek miał 

wszystko, tak jak ja, nieszczęście dotyka go tym mocniej. Ślepemu byłoby 

wszystko jedno, gdyby mu ukradli kolekcję malarstwa. Zawsze mówię, że 

trzeba być wdzięcznym za to, co się miało. Tak już mawiała moja mama. Bo i 

tak będzie, co ma być. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. (chwilę 

patrzy bez wyrazu na publiczność

) Co za brednie! Czego to kiedyś kobietom nie 

wmawiano. Byle tylko siedziały cicho. „Nie ma tego złego, co by na dobre nie 

wyszło”. Komu wyjdzie na dobre czyrak? Albo stłuczka podczas parkowania? 

Albo facet, który ucieka w dniu ślubu? Ni cholery nikomu nie wyjdzie to na 

dobre! Muszę się mocno wziąć w garść, żeby nie wyrażać się znacznie 

dosadniej.  Bo (znów zalewa się łzami) po prostu na to nie zasłużyłam! I nikt 

mnie nie szuka! (wskazuje na okno) Mogę wyjrzeć! (woła przez okno)  Żadna 

panna młoda nie każe na siebie aż tak długo czekać! (dostrzega kogoś, na chwilę 

zamiera, potem słodkim głosem) 

Tak, pani Sikorowa, dzień dobry. Pięknie pani 

wyrosły prymulki. Tak, komu pani to mówi. Najwyższy czas, wystarczająco 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: pmtchu@wp.pl

background image

 

23 

długo to trwało… Słucham? Tak, tak, wszystko w porządku. Proszę? Dzisiaj? 

Ach, ślub? Tak, tak, owszem, ale później. Chciałam jeszcze pożegnać się ze 

wspomnieniami z dzieciństwa…tu na górze. Miłego dnia. (wraca) Boże, akurat 

ta plotkara. Co ja nawygadywałam! (wali się pięścią w głowę) Cała Dagmara. 

Typowe, typowe, typowe! Dlaczego nie mogę po prostu siedzieć cicho. Założę 

się, że wszystko rozgada. A jeśli nie ona, to jej mąż (słychać sygnał 

nadchodzącego esemesa w komórce, Dagmara przestraszona

) Ale chyba  nie aż 

tak szybko. (wyjmuje komórkę z torebki) Ach, coś takiego – Janek. Jak myślicie, 

mam to w ogóle przeczytać?  (do publiczności) Kto jest za? (większość 

potwierdza

) No dobrze. (czyta) „Gdzie jesteś?” No proszę, nie mówiłam – dwa 

słowa! No, chłopczyku, to ja też napiszę ci dwa słowa! (wystukuje tekst, 

jednocześnie go czytając

) „Wypchaj się”. Wysłać! No, a teraz wyłączam! 

Koniec komunikowania się. (wyłącza komórkę, chowa ją z powrotem do torebki) 

Chociaż, możecie się uśmiać: komunikowanie to najważniejsza sprawa między 

mężczyzną a kobietą. Nie, naprawdę, poważnie. 

 

(Komunikowanie) 

 

Nie miłość, nie seks, nie romantyzm, nie pieniądze – rozmowa. Ileż to rzeczy 

ludzie mówią, nie słuchając siebie nawzajem. Jeśli w ogóle ze sobą rozmawiają. 

Ale niemówienie też jest sposobem komunikowania się. A czasem może być 

nawet głośniejsze niż krzyk. Opowiem wam teraz prawdziwą historię, o mnie i o 

Janku, kiedy się poznaliśmy. Janek to typ artysty. Kiedyś grał w kapeli rockowej 

i tak dalej. Długie włosy. Czasem jest trochę roztargniony. Zawsze czegoś 

szuka! Kluczy i długopisu, i diabli wiedzą czego. Jak to artysta. W każdym razie 

pewnego wieczora, kiedy byliśmy świeżo zakochani, wracam z pracy o szóstej i 

myślę tak, jak myśli zakochana kobieta: chciałabym być teraz z moim Jankiem. 

To nie zbrodnia. Więc dzwonię do niego. Ale on nie odbiera telefonu. 

Wiedziałam, że ma wolne, bo umówiliśmy się na ósmą. No dobrze, myślę sobie, 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: pmtchu@wp.pl

background image

 

24 

nie jestem z bezpieki – zadzwonię jeszcze raz za dziesięć minut. Znowu nie 

odpowiada. Kwadrans później – to samo. Hmmm, pomyślałam, no dobrze, w 

takim razie pojadę do niego. To nie zbrodnia. Zresztą może mi nie otworzyć. 

Jest wolnym człowiekiem. Podjeżdżam pod dom Janka – wszędzie świeci się 

ś

wiatło. Aha, myślę. Nic więcej – tylko aha. Podchodzę do drzwi i dzwonię – 

jak zrobiłby każdy inny. Żadnej reakcji. Dzwonię drugi raz – znowu nic. Jak 

powiedziałam, to jego sfera prywatna. Jest dorosłym człowiekiem i nie musi się 

przede mną tłumaczyć, co robi o szóstej we własnym domu, skoro umówił się ze 

mną na ósmą. Z drugiej strony, mówiąc szczerze, jego demonstracyjny brak 

odpowiedzi – tymczasem minęła już prawie cała godzina – wydał mi się 

trochę… jak by to powiedzieć… obraźliwy. To znaczy, mógł mi powiedzieć, że 

nie ma czasu. Coś takiego można przecież powiedzieć! Więc co robi kobieta? 

Zawraca i przychodzi dopiero o ósmej, tak jak było ustalone czy skrada się 

wokół domu i zagląda do środka? Ja zdecydowałam się na to drugie. Jeśli nie 

chce, żeby mu zaglądać do środka, może zamknąć okiennice. W każdym razie  

po chwili stoję na tarasie w ogrodzie, czuję się jak włamywaczka! – i zaglądam 

do jego pokoju. W zasadzie to on mnie wmanewrował w taką sytuację! 

Zaglądam i widzę, jak Janek, mój Janek, absolutnie bez ruchu, leży sam na 

kanapie, wpatrując się w telewizor. Dzięki Bogu bez ruchu i  sam, bo muszę 

przyznać, że miałam pewne obawy. Wiadomo, jak to jest z artystami. Okay, w 

zasadzie mogłam teraz zawrócić. Bo przecież ma prawo leżeć o godzinie 

siódmej bez ruchu na własnej kanapie, skoro jest ze mną umówiony na ósmą. 

Gdyby – no właśnie, gdyby nie to, że tuż obok niego, w zasięgu ręki leży jego 

komórka. Która niecałe pół godziny wcześniej dzwoniła pięć razy!  No dobrze, 

dziesięć. Więc co robię? Pukam w szybę, przyznaję, już trochę wkurzona. Zero 

reakcji. Daję mu znaki, wymachuję rękami, podskakuję jak kretynka na tym 

głupim tarasie. No, myślę, dosyć tego! Naprawdę nie muszę sobie na coś 

takiego pozwalać. Jeśli już teraz tak się zaczyna! Biegnę do drzwi kuchennych 

od tyłu budynku, bo zawsze są otwarte, przez kuchnię wpadam prosto do jego 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: pmtchu@wp.pl

background image

 

25 

pokoju, staję przed nim i mówię: „Chłopczyku, posłuchaj mnie uważnie. Jeśli 

tak bardzo potrzebny ci margines wolności, możesz mi o tym spokojnie 

powiedzieć”. Jak Boga kocham, nie mam nic przeciwko temu, że ktoś od czasu 

do czasu potrzebuje spokoju i naprawdę jestem ostatnią, ale to zupełnie ostatnią, 

która by drugiego człowieka do czegoś zmuszała. Ale przynajmniej można o 

tym powiedzieć! Można to zakomunikować! Ale żeby tak po prostu nie odbierać 

telefonu! Przecież mogło się coś stać! Mężczyzna w tym wieku może się 

przewrócić. Mógł leżeć bezradnie na podłodze, na wpół sparaliżowany, 

oddalony niecałe dziesięć centymetrów od telefonu, bez jakiejkolwiek szansy na 

ratunek! I co wtedy, ha, co wtedy??!! (do publiczności) Nie śmiejcie się, 

kobiecie przychodzą takie myśli do głowy. Byłam wściekła jak diabli, miotałam 

się po całym pokoju. A co on robi? Patrzy na mnie z największym spokojem i  

uśmiecha się. Więc mówię: „Mógłbyś przestać tak idiotycznie się uśmiechać?”. 

A on powoli, baaardzo powoli, odgarnia włosy i wyjmuje z uszu słuchawki. 

Wiecie, jak się czułam? Jak ostatnia kretynka. Ale szczerze – czy nie powinien 

był mi przedtem powiedzieć, że na dwie godziny zatkał sobie uszy swoją 

muzyką rockową! Margines wolności – jak najbardziej – ale przecież można  to 

zakomunikować! 

 

(Nagle przerywa) Chwileczkę, słyszycie? Nie słyszycie? Przestało padać. 

(wygląda przez okno) Popatrzcie, tęcza! Z tamtej strony! Nad Jodłowym 

Wzgórzem. Tęcza zawsze rozpościera się nad Jodłowym Wzgórzem. Gdy 

byliśmy dziećmi, zawsze tam biegliśmy. Ale ledwie dotarliśmy do wzgórza, już 

jej nie było. Tak, tak to jest z tęczą. Może właśnie dlatego jest taka piękna. Bo 

pozostaje nieosiągalna. I jest cudownie, kiedy wyjrzy słońce, prawda? A 

powietrze po deszczu jest takie czyste. (podchodzi do okna, rozpościera 

ramiona, głęboko oddycha)

 Oddychasz i masz wrażenie, że zaczyna się nowe 

ż

ycie. (z rozpostartymi ramionami patrzy na zewnątrz, szeroko otwiera oczy) O 

Boże… (panicznym wzrokiem patrzy na publiczność) Idą!!! 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: pmtchu@wp.pl

background image

 

26 

PRZERWA 

 

 

(Początek po przerwie) 

 

(Dagmara przykucnęła na podłodze, zatkała sobie uszy dłońmi, powtarza jak 

mantrę

 

Nie nie nie, nie zejdę na dół, nie zejdę na dół, nie zejdę na dół…! (odrywa rękę 

od uszu) 

I nie wpuszczę ich na górę. (idzie za drzewo, patrzy w dół, woła) I nie 

ważcie się przynosić drabiny! Nie chcę nikogo widzieć! Ślub odwołany, jasne? 

Idźcie wszyscy do domu. Albo jak chcecie do gospody „Pod Gwiazdami”, 

wszystko jest przygotowane. (wraca do domku, mówi do siebie) Jeszcze czego. 

Jestem panną młodą na zawołanie czy co? Co on sobie w ogóle myśli? Typowe 

– pewnie zrobiło mu się głupio. Zrozumiał swój błąd, a teraz mu się wydaje, że 

raz gwizdnie, a Dagmara już będzie do usług. Ale nie ze mną takie numery! 

(nagle przerywa) A może on wcale nie chce się żenić? Może tylko boi się, że 

sobie coś zrobię i dlatego przyszedł? Można się po nim tego spodziewać, 

jeszcze gotów być dumny z tego powodu! Przeze mnie, Jana Twardowskiego, 

kobieta popełniła samobójstwo. (woła na zewnątrz) Ale nie bój się, dam sobie 

radę i bez ciebie! Ciekawe, czy roztargniony Janek poradzi sobie w życiu bez 

silnej kobiety, takiej jak ja? 

 

Ach, już w czasie oświadczyn powinnam była to przewidzieć. Jedna wielka 

katastrofa. Pierwszy mówi: „Załatwimy to jak należy”, a drugi…wolę sobie nie 

przypominać. Szczerze, czy tylko mnie coś takiego się przytrafia? 

 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: pmtchu@wp.pl

background image

 

27 

(Oświadczyny) 

 

Która z was, kobiet, wspomina cudowne oświadczyny – ręka do góry. No 

właśnie, katastrofa. W hollywoodzkich filmach są tysiące obrazowych 

przykładów – a mężczyźni i tak sobie z tym nie radzą. Na Boga, przecież to nie 

jest takie trudne. Latają na księżyc, zdobywają biegun północny, budują 

ośmiusetmetrowe wieże – a nie potrafią się oświadczyć. Więc mówię wam po 

raz ostatni, mężczyźni! Są trzy złote zasady oświadczyn. Jeśli będziecie ich 

przestrzegać, wszystko pójdzie dobrze. Wyjaśnię je wam po kolei, począwszy 

od najważniejszej. Chociaż dla większości i tak już za późno. Ale może jest 

jeszcze nadzieja w młodych. 

 

Po pierwsze: kobieta musi wiedzieć, że się jej oświadczacie. Nie śmiejcie się, bo 

najczęściej zdarza się tak, że już dawno jest po oświadczynach, a ona nawet się 

nie zorientowała. Chłopaki – w najlepszym wypadku kobieta przyjmuje 

oświadczyny raz w życiu. Raz! Więc nie schrzańcie tego! Bo to byłoby tak, 

jakbyście decydujący rzut karny w finale mistrzostw świata strzelili dziesięć 

metrów nad bramką! Muszę używać takich porównań, bo tylko przy piłce 

nożnej mężczyźni przeżywają podobne emocje jak kobiety w miłości. A jeśli w 

ogóle nie wiecie, co powiedzieć, to powiedzcie po prostu: „Uwaga, teraz będę 

się oświadczał. Wyjdziesz za mnie?” Nawet gdybym z całą pewnością miała 

odmówić. Ale przynajmniej nie ominęłyby mnie oświadczyny.  

 

Po drugie: postaraj się choć trochę ubarwić swoje oświadczyny. Naprawdę nie 

żą

damy Romea i Julii, mówienia wierszem czy podkładu muzycznego, ale nie 

może być tak, że pewnej nocy zalany w pestkę facet, leżąc na ukochanej, w 

czasie szczytowania pyta: Może się chajtniemy? Nie o taki punkt kulminacyjny 

nam chodzi. Przynajmniej trochę to zaplanujcie. Nie chodzi tylko o to, żeby 

było romantycznie,  wykażcie się też odrobiną rozsądku. Facet mojej 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: pmtchu@wp.pl

background image

 

28 

przyjaciółki schował pierścionek w torcie, ale zapomniał, gdzie dokładnie! 

Zmusił ją, żeby zjadła pięć kawałków tortu serowego z bitą śmietaną, aż 

wreszcie znalazła ten przeklęty pierścionek! I ułamała sobie przy tym kawałek 

zęba. Jasne, że coś takiego pamięta się przez całe życie. Powódź też się pamięta. 

Według mnie oświadczyny nie muszą być klęską żywiołową. 

 

I po trzecie -  to tak proste, aż trudno uwierzyć, że w ogóle muszę o tym 

wspominać: dajcie pierścionek! Naprawdę nie tak trudno to zapamiętać. Dajcie 

pierścionek! (do mężczyzny spośród publiczności). To takie kółko, które wkłada 

się na palec. Złote, srebrne, z kamieniem lub bez – może być nawet z trupią 

czaszką, jeśli jesteś wyznawcą subkultury gotyckiej. Gest jest ważniejszy niż 

cena. Wprawdzie pierścionek nie musi być kupiony w automacie z gumą do 

ż

ucia, ale nawet taki jest lepszy niż żaden. A więc, jak brzmi ta zasada w dwóch 

słowach: (dyryguje publicznością –  wszyscy razem) „Daj pierścionek!”. No 

widzicie, jednak można. 

 

Mam też jedną radę dla was, kobiety. Wprawdzie tylko jedną, ale ważniejszą niż 

tamte wszystkie trzy razem wzięte: Nigdy, ale to nigdy, nie oświadczajcie się 

facetowi. Rozumiemy się? A już zwłaszcza przy innych ludziach. Kiedy nie 

mógłby powiedzieć nic innego niż „tak”. Nawet gdyby sam nie oświadczył się 

przez 30 lat. Po prostu go zostawcie. Zapamiętajcie sobie jedno: im dłużej 

zwleka, tym mniej na was zasługuje. Więc nie róbcie z siebie idiotek. 

Wystarczy, że on jest idiotą. Chociaż nie zdaje sobie z tego sprawy. 

Faceci nigdy nie zdają sobie z tego sprawy. Oni robią z siebie idiotów!? Nigdy! 

 

(Przemówienie Huberta) 

 

Zawsze  udają strasznych ważniaków. Mogą mówić największe bzdury, ale 

takim tonem, jakby właśnie zdobyli nagrodę Nobla. Na przykład mój były mąż, 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: pmtchu@wp.pl

background image

 

29 

Hubert, był prezesem Związku Turystycznego, i raz w roku, z początkiem 

wiosny, gdy kończył się sezon zimowy, wygłaszał przemówienie. Nie 

wyobrażacie sobie tego! Tydzień przygotowań, a i tak musiał przedtem strzelić 

sobie dwa piwa. A potem zaczynał mówić: 

 

(naśladuje Huberta) Drodzy członkowie Związku Turystycznego w Woli 

Kroguleckiej, szanowny zastępco prezesa, panie sekretarzu, panie skarbniku,  

(swoim głosem) czyli po prostu: Edku, Kaziu, Włodku (znowu głosem Huberta) 

– jako prezes Związku Turystycznego w Woli Kroguleckiej niezmiernie się 

cieszę, że mogę was powitać na dorocznym walnym zgromadzeniu  naszego 

Związku Turystycznego. Także w ubiegłym roku, jak i w latach minionych, 

Związek Turystyczny w Woli Kroguleckiej wykazał się aktywnością w licznych 

aktywnych działaniach. Przypomnę jedynie zjazd na klepkach od beczki, który z 

wielkim sukcesem rozsławił nasz region, to znaczy nasz śnieg (śmieje się 

głupio

) – to drobny żart na marginesie. Czy bieg z pochodniami na Sylwestra z 

udziałem Klubu Narciarskiego z Kokuszki – ale z naszym grzańcem.  Nie 

chciałbym jednak w tym miejscu pominąć problemów nowoczesnej turystyki 

narciarskiej, co szczególnie leży mi na sercu. Jak wszyscy wiecie, w ubiegłym 

roku znowu nie udało nam się zebrać funduszy na armatkę śnieżną. Nie muszę 

chyba mówić, że akurat w położeniu środkowym, takim jak nasze, na wysokości 

900 metrów  jest to szczególny handicap. Jesteśmy więc, zwłaszcza w zimie, 

zdani na naturalny śnieg. Nie w tym rzecz, że w tym roku nie mieliśmy śniegu – 

bo pług kursował regularnie -  chodzi o inny problem, który tak jak w ubiegłych 

latach, tak i w tym roku stał się bardzo problematyczny, i wszyscy wiecie, o 

czym mówię: o Jakubie Morawcu.  Przysięgam na Boga, że osobiście nie mam 

nic przeciwko Jakubowi Morawcowi, przeciwnie, powinniśmy się cieszyć, że 

oddał nam do dyspozycji swoje łąki, ale trzeba wreszcie raz na zawsze skończyć 

z tym rozrzucaniem gnoju w szczycie sezonu! Tak, do ciężkiej cholery, nie 

podarujemy temu kuternodze! (opanowując się, do protokolanta) To nie jest do 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: pmtchu@wp.pl

background image

 

30 

protokołu. (do wszystkich) Nowoczesny gość ma prawo do białego śniegu i 

ś

wieżego powietrza. Chyba nie żądamy za wiele. Ale Jakub Morawiec to 

typowy pieniacz. (do protokolanta) To możesz napisać. (do wszystkich) 

sensie prawnym nie możemy mu zabronić wywozić gnoju. Ale z całą pewnością 

możemy zrobić jedno – zaśnieżać. Śnieg też zaśnieża, i to sam z siebie. I nikt 

temu nie przeszkodzi. Problem w tym, że gnój można wywozić zawsze, a 

zaśnieżać tylko wtedy, kiedy sypie śnieg. Chyba, że ma się armatkę. 

Rozumiecie, do czego zmierzam?  Kiedy on będzie rozrzucał gnój, my 

będziemy zaśnieżać. A jak my będziemy zaśnieżać, on będzie rozrzucał gnój. 

Pytanie, kto dłużej wytrwa? Jako zastępca naczelnika Straży Pożarnej w Woli 

Kroguleckiej mogę was zapewnić: mamy znacznie więcej wody niż on gnoju. 

Nawet jeśli stok podwyższy się o pięć metrów i będzie wyglądał jak tort 

szwarcwaldzki, dzięki armatce śnieżnej i tak będziemy mieli przewagę. Dlatego 

proponuję sprowadzić model Nevada 5000 w cenie 13 750 euro z vatem. Kto 

jest za? Nikt. Dobrze, propozycja odrzucona. Samiście sobie winni. Kompletni 

idioci… 

 

(znowu jako Dagmara) Mój Boże, Hubert. Taki był. Ale mimo całego nadęcia, 

jak coś powiedział, zawsze dotrzymywał słowa. Nawet jeśli to była największa 

brednia. Uśmiejecie się, ale to mi dawało pewność. Pewność bredni. Śmieszne, 

prawda? (wygląda przez okno na dół). Jezus Maria, na dole stoją ludzie! Na 

pewno z pięćdziesiąt osób. (śmieje się) Niesamowite – jest Hubert! Mój były 

mąż! Chyba Janek rzeczywiście był zdesperowany. (zamyślona opiera się na 

miotle, stojącej przy oknie

) To dziwne, kiedy obaj tak bezpośrednio obok siebie 

stoją. Jak przeszłość i przyszłość. To znaczy przeszła przyszłość. Albo przyszła 

przeszłość? Ach, żaden z nich nie jest dla mnie. Wiecie, kto by do mnie 

pasował? George Clooney. To jest prawdziwy mężczyzna. Spryciarz. Taki, 

który dobrze wie, czego chce. I nieźle się prezentuje. Dokładnie w moim typie. 

(znowu zaczyna zamiatać). Wszystko, czego mi potrzeba, to tango – jedno 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: pmtchu@wp.pl

background image

 

31 

jedyne tango z Georgem Clooneyem, a już by mi się wymknął. Gdybym go już 

miała w swoich rękach (trzyma miotłę przed sobą), spojrzałabym mu w twarz 

(obraca miotłę, tak że chrust przedstawia twarz Clooneya) i poprowadziła na 

parkiet… (do miotły) Już ja cię wezmę w obroty, mój kochany. (włącza kasetę, 

rozpoczyna się tango) 

 

(Piosenka „Tango z Georgem Clooneyem”) 

 

(zaczyna tańczyć z miotłą) 

 

Georgie boy 

Jesteś dla mnie jedyny, bo 

tylko z tobą pragnę tańczyć tango. 

Czemu jesteś tak daleko stąd? 

 

Forsy mi brak na podróż do Hollywood 

Gdybyś się zjawił tutaj, byłoby very good. 

Więc nie myśl długo i przyjedź tu 

Mój ogień cię rozpali od stóp do głów. 

 

Georgie boy 

Długo prosić się nie każ 

Na co ty jeszcze czekasz? 

Przyleć tu do mnie 

Ucieszę się ogromnie. 

Ta noc cię rzuci na kolana 

Będziemy tańczyć tango 

Aż do białego rana. 

Poranny słońca blask 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: pmtchu@wp.pl

background image

 

32 

W łóżku zastanie nas. 

To dobra jest okazja, by… 

(rozczarowana) poniosła mnie fantazja. 

 

Georgie boy 

Nie chcę z dala od ciebie żyć 

tylko espresso z tobą pić, 

bo na to czasu szkoda. 

 

Gdy w mych ramionach skoczy ci puls 

Na niebie rozbłyśnie wielki wóz 

Złączy nas tango andaluz 

Dla nas obojga to przygoda. 

 

Georgie boy 

Czas już na ciebie, 

wieczór już zbliża się 

powiedz adé 

swoim apartamentom, 

zawitaj w progi me 

gdzie czule przyjmę cię, 

więc dłużej już nie zwlekaj. 

Bo jakiś inny pan 

stanie u moich bram, 

dojrzy we mnie to „coś” 

ciebie ogarnie złość, 

z żalem powiesz „psia kość!” 

Więc nie czekaj! 

 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: pmtchu@wp.pl

background image

 

33 

Georgie boy 

Jak długo mam cię jeszcze prosić? 

Chcesz sam z urodą się obnosić? 

Lepiej ze mną w romans się wdaj. 

 

Bo jeśli ja u stóp ci składam swe nadzieje, 

a ty je podeptać chcesz 

Może być tak, że szczęście szybko się rozwieje, 

a ty zostaniesz sam! Olé! 

 

(odstawia miotłę, styliskiem na dół – przez chwilę miotła tak stoi, po czym 

przewraca się, a Dagmara stoi dumna i triumfująca) 

 

Proszę – bez damskiego wsparcia przewracają się. Wszystko jedno, czy to 

Hubert, Georgie czy Janek. (stawia miotłę przy ścianie). Co tam się dzieje? 

(wygląda przez okno) Chyba nigdy nie zrezygnują. Przeciwnie, wciąż ich 

przybywa! Super, są też już wszyscy sąsiedzi. Zobaczycie, na pewno przyjedzie 

jeszcze telewizja. 

 

(

woła do zgromadzonych na dole)

 Tu nie ma na co patrzeć! Idźcie wreszcie do 

domu! Tak, ty też! Nie, Janek, nie chcę słyszeć o ślubie, nawet jeśli do końca 

ż

ycia miałabym siedzieć tu na górze (nasłuchuje głosu dochodzącego z dołu, 

zaskoczona)

 Dlaczego? Kto, ja? Dlaczego ja?! (wraca do publiczności) Nie do 

wiary – słyszeliście?! On mnie pyta, dlaczego uciekłam! Ten idiota nawet im nie 

powiedział! Ja to załatwię, przyjacielu, ja to załatwię! Niech się dowiedzą, kto 

ich pozbawił obiadu z pięciu dań. (wyjmuje kartkę, wkłada ją do koszyka, 

wołając na dół)

 Dwa słowa! Powiem tylko – dwa słowa! (spuszcza koszyk na 

dół)

 Szczyt wszystkiego: stoi tam i udaje niewiniątko. Właściwie naprawdę 

miałam szczęście, że tak się stało. Boże, człowiek myśli, że wreszcie znalazł 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: pmtchu@wp.pl

background image

 

34 

tego właściwego, a potem takie rzeczy… (zamyśla się) Dziwne, nawet nie 

znalazł się w żadnej z siedmiu grup. Bo, wiecie, na temat mężczyzn mam 

sprecyzowaną teorię. 

 

(Siedem typów mężczyzn, których należy unikać) 

 

Chyba nie muszę wam mówić, jak trudno jest znaleźć rozsądnego faceta. 

Wprawdzie są ich 4 miliardy. Ale większość z nich jest bezużyteczna. Jako 

partnerzy. Pytanie, jak rozróżnić dobrych od złych? Nie można każdego 

dogłębnie prześwietlić. I właśnie dlatego opracowałam siedmiostopniową 

metodę eliminacji. Pochodzi z czasów, kiedy byłam sama. Więc, posłuchajcie: 

zaczynasz od wszystkich facetów, którzy ci się podobają – nieważne skąd są, w 

jakim wieku, jaki mają kolor skóry. I skreślasz ze swojej listy następujących: 

 

Po pierwsze: facetów ze środkowym inicjałem, czyli ze skróconym drugim 

imieniem. Znacie takich? Marek B. Grodzki, Krzysztof M. Nadobnik, Henryk L. 

Sobczyński. Wszystkich ich możesz pogonić w diabły! Typowi neurotycy, tak 

nadęci, że nie zdziwiłabym się, gdyby kiedyś wzbili się w powietrze. Jeśli 

któryś z nich podaje wam wizytówkę - a zawsze mają wizytówki ze środkowym 

inicjałem! – to odwróćcie się o 180 stopni. Bo z facetów, którzy koniecznie 

muszą przytaczać swoje drugie imię, żeby wydawać się bardziej interesującymi, 

nie ma żadnego pożytku. A co dopiero skrót imienia! Gerard K. Bracki. Jasne – 

K jak kompleks niższości. 

 

Numer dwa: faceci, którzy za jednym posiedzeniem na klozecie zużywają 

więcej niż pół rolki papieru. Tak, dobrze słyszycie. Nie, żebym była taka 

oszczędna. Ale to pokazuje, że każdą sprawę muszą zakończyć definitywnie. 

Gdybyście mnie zapytali, to prawdziwemu mężczyźnie, który się zdrowo 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: pmtchu@wp.pl

background image

 

35 

odżywia, jedna rolka papieru spokojnie wystarcza na dwa tygodnie. Ale na 

pewno nie takim pedantom. Czyli nacisnąć spłuczkę i niech spływają ! 

 

Skoro już zeszłyśmy do trzech miliardów mężczyzn, do następnej grupy 

przeznaczonej do kosza na śmieci zaliczają się faceci z klamrami na banknoty. 

Znacie takich? Siedzisz w barze, chcesz w spokoju dopić koktajl, i nagle 

słyszysz (niskim głosem) – Hej, mała, ja stawiam! I podsuwa ci pod nos paczkę 

stówek spiętych złotą klamrą. Wiesz, co mówię do takich frajerów: posłuchaj, 

kolego, wskakuj do swojego audi, kup sobie porządny garnitur i przypnij sobie 

swoje banknoty tam, gdzie słońce nie dochodzi. 

 

Kategoria czwarta: faceci, którzy prowadzą samochód w kapeluszu. 

Maksymalna prędkość – 35 km/h – na autostradzie! Naprawdę, nie mam nic 

przeciwko bezpieczeństwu w ruchu drogowym, ale dlaczego akurat ci w 

kapeluszach jadą tak wolno? To znaczy rozumiem, że kapelusz jest mniej 

aerodynamiczny niż łysina. Ale przecież nie jadą kabrioletem! Raczej już tanim 

jeepem albo subaru! Często też z cygarem w ustach. A przy tylnej szybie 

kiwający głową jamnik. Mili ludzie, bez wątpienia – ale jako partnerzy 

seksualni nie sprawią radości na dłuższą metę. Odhaczamy ich. 

 

Zostają dokładnie dwa miliardy. Po odliczeniu kolejnej grupy. To faceci, którzy 

wożą w samochodzie talizmany przy lusterku wstecznym. Czyli dokładniej: 

Indianie, guru, wróżbici, uzdrowiciele, jasnowidze, miłośnicy amuletów, 

indiańskich rytuałów i kamiennych kręgów, wyznawcy ruchu New Age. 

Bądźcie tak dobrzy i zostańcie w swoim świecie, dobrze? Mój niestety jest dla 

was za mały. Jest wystarczająco dużo kobiet, którym możecie zaciemniać umysł 

kadzidełkami, żeby poszły z wami do łóżka. Ja do nich nie należę. 

 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: pmtchu@wp.pl

background image

 

36 

I na pewno nie wchodzi w rachubę następna grupa męskich typów z tej planety 

– faceci, którzy jeżdżą na leżąco na rowerach poziomych. Muszę mówić więcej? 

Ci, którzy uczestniczą w obchodach dni literatury i piją zieloną herbatę. Ci, co 

rezygnują z centralnego ogrzewania i budują chaty z gliny, bo uważają, że w 

ś

redniowieczu było przyjemniej! Nie, w XXI wieku jest dla nich tylko jedno 

miejsce: muzeum antropologiczne. 

 

Została jeszcze żałosna resztka 500 milionów egzemplarzy męskiego homo 

sapiens – minus ostatnia grupa, której należy niezwłocznie urzędowo zakazać i 

wystrzelić na księżyc. To faceci, którzy sypią powiedzonkami. Wiecie, takimi w 

rodzaju: „No, chłopie,  wypijem, bo zgnijem!”, „Człowiek nie wielbłąd, pić 

musi!”, „Baba o szydle, a dziad o mydle”, „Wszystko ma swój koniec, tylko kij 

ma dwa”. Skoro nie potraficie wypowiadać własnych zdań, to po prostu się 

zamknijcie. Okay? Może wtedy wydacie się bardziej atrakcyjni. Bo takim 

nudziarzom warto powiedzieć jedno: zabierajcie się stąd,  już was tu nie ma, 

poszukajcie sobie innego miejsca, najlepiej gdzie pieprz rośnie! 

 

No więc taką mam metodę. Patrząc realistycznie pozostaje 100 milionów 

przydatnych mężczyzn, o których biją się cztery miliardy kobiet. Dlatego pytam 

wprost: może któryś z nich przypadkiem tu siedzi? Ręka do góry! (pokazuje 

palcem

) Zapiszcie nazwisko i adres, oddajcie przy wyjściu, odezwę się.  

 

(ukradkiem wygląda na zewnątrz) Niesamowite, wciąż tam stoją! (woła na dół

Nie czytaliście, co tam jest napisane? Co tu jeszcze wyjaśniać? Ty mnie? Nie 

wiem, co mógłbyś jeszcze… O Boże, niech ci będzie, podaj! Tylko nie myśl, że 

to coś zmieni! (podciąga do góry koszyk na sznurze) Typowe! Artysta! Myśli, że 

napisze parę kwiecistych słów i znowu wszystko będzie cacy. Widocznie nie 

zna dobrze Dagmary Ludeckiej. Nawet gdyby napisał stustronicowy epos 

miłosny – ja na pewno nie zgodzę się na powtórkę! (wyjmuje z koszyka kartkę i 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: pmtchu@wp.pl

background image

 

37 

zaczyna czytać

)  „Nie mogę…” Nawet nie ma porządnej kartki (odwraca kartkę 

na drugą stronę)

 Już samo pismo wystarczy, żeby się rozwieść. (czyta) 

„Dagmaro, ukochana”

 – tak, jasne… „Nie uwierzysz, ale jestem na ciebie 

tak samo wściekły jak ty na mnie”.

 Ja chyba śnię! Czy on ma po kolei w 

głowie? Jeszcze mnie nie widziałeś wściekłej! „Ale to wszystko moja wina”

Coś podobnego! „Jak widzę, znalazłaś moją kartkę. Tę kartkę z dwoma 

słowami. Czyli wiesz, co napisałem”

. Tak, wiem, udało mi się skończyć szkołę 

wieczorową. „Niestety nie wiesz, jakich trzech słów nie dopisałem, bo 

skończył mi się wkład w długopisie. A mianowicie: bez ciebie żyć”

. Zaraz, 

zaraz, czy on za dużo wypił? „Bez ciebie żyć”?Teraz możesz całe życie przeżyć 

beze mnie! (czyta)  „Dodaj do siebie te słowa, a otrzymasz: (odwraca kartkę 

na pierwszą stronę i czyta)

 „Nie mogę… (znowu ją odwraca, unosi głowę, 

patrząc apatycznie na publiczność)

  …bez ciebie żyć”. (apatycznie czyta dalej

„Dagmaro, właśnie poszedłem po nowy długopis, kiedy wyszłaś z łazienki. 

To wszystko jest więc tylko …

 (patrzy na publiczność i czyta dalej) … błędem 

w komunikowaniu”

. (upuszcza list, kompletnie skonsternowana, kręci głową

Nie…nie.. nie, nie, nie nie, nie, nie!!! To kłamstwo. To jakaś sztuczka, tak? 

Próbuje się usprawiedliwić. To do niego podobne. O Boże, nie, proszę! 

Dlaczego ja? Dlaczego akurat ja! Chyba zapadnę się pod ziemię. Co mam 

zrobić? (do publiczności) Powiedzcie coś! Nie mogę tak po prostu zejść na dół 

(jej wzrok znów pada na kartkę, czyta dalej), „Kocham cię całym sercem, 

Dagmaro, i chcę się wreszcie z tobą ożenić, nawet jeśli mój ślubny garnitur 

jest  przemoczony do suchej nitki”

. (wzruszona) Do suchej nitki… „Jeśli ty 

też jeszcze mnie kochasz, to proszę, proszę, zejdź wreszcie z tego 

przeklętego drzewa. Cokolwiek się zdarzy – tylko my dwoje liczymy się tego  

dnia. Twój… Janek”

. (rozczula się, bliska łez) Mój Boże, czy on nie jest 

uroczy! Jak pomyślę, co on przez mnie przeżył w ostatnich godzinach… Który 

inny by coś takiego zrobił? Narzeczona zapadła się pod ziemię! Inny po prostu 

by zwiał. Albo gdzieś się ukrył… ze wstydu. Ale nie mój Janek. Zawsze 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: pmtchu@wp.pl

background image

 

38 

wiedziałam. Kobiety nigdy nie zawiedzie instynkt. (spogląda na kartkę) „Nie 

mogę bez ciebie żyć”

. Pięć słów. Piątka to szczęśliwa liczba. Wszystkie dobre 

wieści liczą pięć słów. 

 

(Mówiąc poniższą kwestię Dagmara przebiera się, zmieniając sukienkę 

księżniczki na suknię ślubną. Następnie zsuwa ściany domku na drzewie, tak że 

w stosunku do domku znowu wydaje się zbyt duża  - czyli: zbyt dorosła.) 

 

(do jednego z mężczyzn spośród publiczności)  Nie musi pan odwracać wzroku. 

Już i tak nie mogę się bardziej obnażyć niż przez ostatnią godzinę. Ale nie 

wstydzę się tego. Przeciwnie – cieszę się, że byłam tu na górze i że mnie 

wysłuchaliście. Dziwne – teraz naprawdę mogę wyjść za mąż. Kto wie, czy 

kiedyś znów nie będę musiała wejść tu na górę. Wiele może się zdarzyć w 

ż

yciu. Niezależnie od tego, co się zdarzy, jedno jest pewne… 

 

(Repryza piosenki „W domku na drzewie”) 

 

(spogląda na domek na drzewie i ponownie śpiewa o nim  piosenkę) 

 

Do domku na drzewie 

mogę przyjść, kiedy chcę. 

Domkowi na drzewie 

uczucia powierzam swe. 

 

Tutaj serce wiedzie prym 

Nikt nie rani słowem złym. 

Swoich myśli nie ukrywam 

Mogę płakać, gdy przegrywam. 

 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: pmtchu@wp.pl

background image

 

39 

Tu nic nie jest pustym gestem 

Bo w domku na drzewie 

W moim cudownym domku 

Czuję, że sobą jestem! 

 

(Dagmara spuszcza na dół drabinkę ze sznurka i znika za drzewem. Światło 

powoli gaśnie,  zza kulis słychać jej głośny, radosny okrzyk.) 

 

Janek!!! 

 

(Kurtyna – jednocześnie rozbrzmiewa „Going to the Chapel” w wykonaniu The 

Dixie Cups.) 

 

 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: pmtchu@wp.pl