background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 

FILM 

„ Dziękuję za przypomnienie mi jak to jest się śmiać i żyć. 

Już prawie zapomniałam jak to robić.” 

- Willow 

 

 

Piątek. Stałam naprzeciwko mojej szafy, przeglądając ubrania. Postanowiłam ubrać 

się normalnie. Jenna napisała do mnie wcześniej tego ranka i powiedziała, że wykorzystałam 

swój limit sarkastycznych koszulek na ten tydzień. Powiedziała, że absolutnie powinnam 

ubrać coś, czego by nie musiała skomentować, jak chociażby te okropne buty, które noszę 

cały tydzień. Jej kolejny komentarz nie był zbyt przyjemny i brzmiał trochę, jakby miała PMS, 

który był niebezpiecznym czasem w miesiącu dla nas, kiedy ktokolwiek znajdował się  

w pobliżu Jenny. Więc zdecydowałam się spróbować znaleźć coś, co mogłaby rozważyć jako 

normalne i pozostać na jej dobrej stronie. 

 

W końcu wybrałam zieloną koszulę i dżinsy. Ubrałam do tego moje skórzane, 

dopasowane, wysokie buty, które pasowały do mojej torby. Jeśli to nie było wystarczająco 

normalne dla Jenny, będzie musiała przychodzić i wybierać dla mnie strój każdego ranka. 

Wzięłam prysznic i wysuszyłam włosy,  który spłynęły po ramionach w falach. Nakładając 

lekki makijaż – nigdy nie robiłam mocnego – wyglądało to dobrze. 

 

Kiedy weszłam do szkoły, przeciągnęłam po ustach błyszczykiem i poszłam w stronę 

mojej szafki. 

 

- Jezu, w końcu – powiedziała Jenna, przewracając oczami. – Wreszcie wyglądasz 

jak normalna osoba. Dobry wybór, swoją drogą. Kocham te buty. 

 

- Dzięki. – Wyjęłam z szafki moje książki. – Pomyślałam sobie, że jeśli Ci się nie 

spodoba, będziesz musiała codziennie przychodzić wybierać dla mnie ubrania. 

 

- Cóż, jeśli nadal będziesz nosić te cholerne koszulki i brzydkie buty cały czas, 

rozważę to – warknęła. 

background image

 

Tak, z pewnością brzmi jak PMS. Notatka dla siebie – kup Jennie czekoladę na 

lunchu.

 

 

- Do zobaczenia na historii. – Zagryzłam wnętrze policzka, aby powstrzymać śmiech  

i poszłam na biologię. 

 

Krzesło Brodego było puste, kiedy tam dotarłam. Poczułam ukłucie rozczarowania. 

Zadzwonił pierwszy dzwonek, a go wciąż nie było w klasie. Zastanawiałam się, co by było 

jeśli byłby w szkole i zdałam sobie sprawę jak samotny będzie mój dzień bez niego, 

siedzącego obok mnie, wymieniając się wzajemnie obelgami. 

 

Usłyszałam go, zanim zobaczyłam.  

 

– Mam to na myśli, Victor. Rzeczy mogą zrobić się brzydkie – wykrzyczał Jaden. 

 

- Twoje puste groźby naprawdę mnie przerażają, Jaden. Naprawdę. Trzęsę się jak 

mała dziewczynka. – Brody wykrzyczał, zanim wszedł do klasy i rzucił książki na biurko. 

 

- Muszę z Tobą porozmawiać. – Jaden spojrzał na mnie. Kiedy nie wstałam, chwycił 

mnie za ramię i pociągnął z krzesła. – Teraz.  

 

Brody przeszedł wokół stołu tak szybko, że nie byłam pewna, co się stało. Popchnął 

Jadena.  

 

– Nie szarp nią tak. 

 

- Trzymaj się od tego z daleka, Brody – powiedział Jaden przez zaciśnięte zęby. Żyła 

na jego czole nabrzmiała i pulsowała w rytmie z jego sercem, kiedy wyciągnął mnie z klasy. 

- Chcę, żebyś trzymała się do niego z daleka. Ktoś widział was wczoraj razem. Nie wiem, co 

się dzieje, ale moja dziewczyna nie będzie szwędała się z tym kawałkiem gówna za moimi 

plecami. Trzymaj się od niego z daleka… albo pojawią się problemy. – Jaden uśmiechnął się 

i potarł swój policzek ręką. – Nie chcesz, żebym zaczął mówić, czyż nie, Wills? Ponieważ 

zaczynam czuć się trochę… rozmowny – a mam naprawdę dużo do powiedzenia.  

 

Jaden popchnął mnie z powrotem do klasy i zatoczyłam się do tyłu. Dwie ręce złapały 

mnie, zanim upadłam. Spojrzałam w górę, aby zobaczyć Brodego, trzymającego mnie. Jego 

twarz była twarda. 

 

- Puść ją – rozkazał Jaden. 

 

- Jeśli nie potrafisz jej traktować prawidłowo, w końcu dojdzie to do niej i znajdzie 

kogoś, kto będzie traktował ją tak, jak na to zasługuje. Twoje dni są policzone, Jaden – 

powiedział Brody, a jego głos był wymierzony. 

background image

 

- Willow nigdzie nie pójdzie, dopóki jej tego nie powiem. Kropka. Mam władzę w tym 

związku, a ona o tym wie. Jest moja. – Jaden odszedł, uderzając ręką w szafkę. 

 

Brody potarł delikatnie ręce w górę i w dół moich ramion. Odwracając mnie do siebie, 

spojrzał w moje oczy.  

 

– Wszystko w porządku? 

 

- Tak. – Mój głos załamał się i zamknęłam oczy przez kilka sekund, aby się uspokoić. 

 

- Dlaczego z nim jesteś? 

 

Wzruszyłam ramionami i próbowałam się uśmiechnąć.  

 

– To jest łatwiejsze niż próbowanie go zostawić.  

 

Wszyscy patrzyli  na nas, kiedy wracaliśmy do stolika. Moje oczy powędrowały na 

Tima. Spojrzał na mnie z niepokojem. Uśmiechnęłam się i wyszeptałam, że wszystko jest  

w porządku. Nie odwzajemnił uśmiechu. Nie był dłużej członkiem fan-klubu Jadena, tak 

samo jak Brody i Jenna. 

 

 

 

 

Usiadłam z Jadenem przy tym samym stoliku na lunchu, gdzie siedzieli gracze i ich 

dziewczyny. Próbowałam rozpocząć z nimi rozmowę, ale jak zwykle, nie udawało mi się to. 

Czułam się coraz bardziej jak outsider w świecie Jadena, a on nic nie robił, żeby to zmienić. 

Nawet tego nie zauważył, albo nie przejmował się tym. Jaden myślał tylko o sobie. Nie 

współczuł mi, z powodu mojego dyskomfortu. 

 

- Pijesz dzisiaj dietetycznego shake’a? – zapytała ta sama cheerleaderka, która 

pytała o mój sos sałatkowy. 

 

- Tak – powiedziałam, trzymając puszkę. 

 

- To znacznie lepsze, niż ten cały sos w sałatce – powiedziała, marszcząc nos, przez 

co jej twarz wyglądała jak jeden z tych pomarszczonych psów. 

 

- Pomyślałam, ze dzięki temu zaoszczędzę czas na bieżni.. – wymamrotałam. 

 

Nie żebym kiedykolwiek biegała na bieżni. 

background image

 

- Dobry pomysł. – Skinęła głową, jest blond włosy podskakiwały wokół jej idealnej 

twarzy. Zwracając się do dziewczyny obok, zaczęły głęboką rozmowę na temat układu, 

którego się teraz uczyły. Westchnęłam. 

 

- Jaden, idę się przywitać z Jenną – powiedziałam, kładąc rękę na jego ramieniu, 

żeby zwrócić jego uwagę. 

 

- Tak, nieważne. – Machnął przede mną ręką. – Och, Willow? 

 

- Co? – Spojrzałam na niego przez ramię. 

 

- Dzisiaj jest mecz wyjazdowy. Oczekuję, że będziesz w domu, jeśli nie będzie Cię na 

meczu. 

 

Westchnęłam.  

 

-  Znam zasady, Jaden. – Zmrużył oczy, zanim odwrócił się plecami do mnie. 

 

Usiadłam na krześle przy stoliku, gdzie siedzieli Jenna i Tim, opuściłam głowę na stół 

i przykryłam się ramionami.  

 

- Wszystko w porządku? – zapytała Jenna. 

 

- Po prostu wspaniale. – powiedziałam, tłumiąc słowa. 

 

- Rzuć go w cholerę. – wyszeptała Jenna. 

 

- Wiesz, że to nie takie proste, Jenna. Próbowałam. Więcej niż raz. 

 

- Hej. – Podskoczyłam, gdy usłyszałam jego głos. Nie było go przy stoliku, kiedy tu 

usiadłam. Brody przysunął krzesło obok mnie, a ja jęknęłam. Jeśli Jaden go widział, zacznie 

się piekło. 

 

- Hej, Ace – powiedziałam, nie podnosząc oczu. 

 

- Jak się masz? 

 

- Myślę, że to pytanie dnia. Czuję się dobrze. Po prostu świetnie. Wszystko  

w porządku. 

 

- To dużo słowa świetnie. Kogo próbujesz przekonać – mnie czy siebie? – Brody 

zapytał cicho. 

 

Odwróciłam głowę, przesuwając jedno ramię, tak, że mogłam na niego spojrzeć  

i zdmuchnąć kosmyk włosów z moich włosów.  

 

– Kto wie? 

 

Dał mi mały uśmiech i przesunął palcem z tyłu mojej głowy, wysyłając gęsia skórkę 

przez moje ramię, prosto do mojego serca, które przyspieszyło. Pieprzyć to… do piekła  

background image

i z powrotem. Nienawidziłam moich reakcji na Brodego. Nie powinnam czuć nic, do nikogo. 

Jaden był łatwy. Nie zadawał pytań. Nie zwracał uwagi. Tak długo, jak utrzymywałam go 

szczęśliwego, trzymał język za zębami. Wygrana/wygrana. Brody… cóż, to zupełnie inna 

historia. 

 

- Co robisz dzisiaj wieczorem? Idziesz na mecz? – zapytała Jenna, kręcąc kubek na 

stole. 

 

- Nie. Jest mecz wyjazdowy – powiedziałam. 

 

- Och, więc będziesz uwięziona w domu, Roszpunko? – Tim odgryzł się. 

 

Wzruszyłam ramionami.  

 

– Takie było założenie. 

 

- To znaczy? – zapytał Brody. 

 

- Wszystko się może zdarzyć. Może coś się pojawi i zdecyduję się na wyjście. 

 

Jenna upuściła swój napój na stół i lód pojawił się na wierzchu.  

 

– Żartujesz, prawda? Jeśli on złapię Cię na wyjściu… - nie dokończyła myśli. 

 

- Co? – zapytał Brody, patrząc na Jennę. Kiedy nie odpowiedziała, patrzał pomiędzy 

Jenną i Timem. – On, co? 

 

- Nie będzie szczęśliwy – powiedziała cicho Jenna. 

 

Tim prychnął. 

 

 – To delikatnie powiedziane. WIllow, jeśli wyjdziesz z domu dzisiaj wieczorem, 

upewnij się, że jesteś w przebraniu i nikt ze szkoły Cię nie zobaczy. Jak, no wiesz, w innym 

kraju. 

 

 

 

 

Była siódma i siedziałam na moim łóżku, oglądając powtórkę głupiego serialu  

w telewizji, kiedy napisałam do Jenny. Mój telefon zadzwonił, kiedy przyszła wiadomość. 

Kliknęłam, żeby ją przeczytać, myśląc, że to od Jenny. Moje serce doznało palpitacji, kiedy 

pojawiło się imię Brodego. 

background image

Brody: Hej. 

Ja: Hej, Ace. Co tam? 

Brody: Co robisz? 

Ja: Piszę z Jenną. Poczekaj. 

 

Napisałam do Jenny szybką wiadomość, mówiąc jej, że napisał Brody i porozmawiam 

z nią później. Jej ostatnia wiadomość była groźbą, żebym lepiej powiedziała jej wszystkie 

szczegóły, tego, co się wydarzyło pomiędzy mną i Brodym. Obiecałam jej, że tak zrobię. 

Życzyła mi dobrej zabawy i dodała buźkę do tego. Przewróciłam oczami i zachichotałam, 

szybo wracając do rozmowy z Brodym. 

Ja: Ok, wróciłam. 

Brody: Co robiłaś? 

Ja: Pisałam Jennie, że muszę kończyć.  

Brody: Dlaczego? 

Ja: Um… żebym mogła rozmawiać z Tobą. 

Brody: Ach. 

 

Huh. Może zdradziłam, mu za dużo informacji. Nie powinnam nic mówić. Cholera. 

Brody: Jestem wdzięczny. Teraz mam Ciebie całą dla siebie. 

 

A  może nie. Właśnie dostałam wszędzie gęsiej skórki. 

Ja: Więc, co robisz? 

Brody: Myślę o Tobie. 

 

Och, wow. Moja gęsia skórka nadal jest i na dodatek moje serce wali w klatce 

piersiowej. 

Brody: Poważnie mówiłaś o wyjściu z domu? 

Ja: Może. Dlaczego? 

Brody: Mam pomysł. Przebranie nie jest potrzebne. 

Ja: Ok. Jestem w grze. 

Brody: Nie wiesz nawet, o co chodzi. 

Ja: Ufam Ci. 

background image

Brody: Odbiorę Cię o 

10.

 

Ja: Nie podchodź do drzwi. 

Brody: ? 

Ja: Moi rodzice są oficjalnymi członkami fan-klubu Jadena. 

Brody: Ach. Nie będą szczęśliwi, że wychodzisz ze mną? 

Ja: Dokładnie. 

Brody: Będę czekał naprzeciwko sąsiadów. 

Ja: Będę czekać. 

 

Wyskoczyłam z łóżka i chwyciłam moje spodnie do jogi i dłuższą koszulę, próbując je 

wyciągnąć w tym samym czasie, kiedy zdejmowałam moją piżamę. Ubierając do tego pasek, 

ścisnęłam go na tyle mocno, żeby koszula wyglądała trochę bardziej interesująco, niż coś, co 

zwisało z moich ramion. Spojrzałam w lustro i jęknęłam. Moje włosy były płaskie po jednej 

stronie i były bałaganem po drugiej. Szybko, ściągnęłam je w koka na tyle głowy  

i próbowałam naprawić mój niewielki makijaż, który wciąż miałam. Kiedy tylko chwyciłam mój 

telefon, zobaczyłam reflektory święcące na moje okno. Napisałam wiadomość do Jenny. 

Ja: 

Kryj mnie. Jesteśmy w centrum handlowym. Wyszłyśmy na chwilę. 

Jenna: 

Brody?

 

Ja: 

Tak.

 

Jenna: 

Ok, bądź ostrożna.

 

Ja: 

Kocham Cię.

 

Jenna: 

Ja Ciebie też.

 

 

Pobiegłam do sypialni mojej mamy i zapukałam przed wejściem.  

 

– Mamo? 

 

- Co? – odpowiedziała, ochrypłym głosem. Brzmiało to tak, jakby płakała. 

 

- Um, Jenna zapytała się, czy mogę pójść z nią do centrum handlowego. 

 

- Baw się dobrze. 

 

- Wszystko w porządku? Nie pójdę, jeśli potrzebujesz mnie tutaj. 

 

- Czuję się dobrze. Idź – powiedziała. – Tylko pamiętaj o godzinie policyjnej. 

 

- Dzięki, mamo. 

 

Pobiegłam prosto do drzwi i wzdłuż chodnika. Brody zatrzymał się, kiedy mnie 

background image

zobaczył. Po raz pierwszy nie wyszedł z samochodu, żeby otworzyć dla mnie drzwi – dzięki 

Bogu – i miał wyłączone oświetlenie w środku. Odjechał tak szybko jak tylko weszłam do 

Jeepa. 

 

- Hej. – Spojrzał na mnie i się uśmiechnął. 

 

- Hej ponownie. Więc, co będziemy robić? 

 

- To niespodzianka. 

 

- Okay. – Usiadłam wygodnie na fotelu pasażera. 

 

- Nie będziesz próbowała wyciągnąć tego ode mnie? Błagać, pytać, prosić dopóki Ci 

nie powiem? – zażartował. 

 

- Nie. Powiedziałam, że ci ufam. Ale mogę błagać, pytać i prosić, jeśli poczujesz się 

dzięki temu lepiej – powiedziałam mu. 

 

- Nie. Proszę, nie zaczynaj marudzić. – Brody zachichotał. Jak taki cichy dźwięk może 

wywołać to małe dudnienie w mojej klatce piersiowej? 

 

- Ok, zostawię marudzenie na później. – Uśmiechnęłam się i patrzałam jak prowadził. 

 

- Pozwól, że zadam Ci pytanie. Gdybym był Jadenem i nie powiedział Tobie, dokąd 

idę, czy poszłabyś ze mną bez zadawania pytań? – Brody zatrzymał się na czerwonym 

świetle. Odwrócił się do mnie, jego oczy znalazły moje i zatrzymały się na nich. 

 

Przygryzłam wargę, próbując zdecydować, jaka będzie najlepsza odpowiedź. 

 

 – Szczerze mówiąc, chyba nie. Ale to dlatego, że Jaden najprawdopodobniej zabrał 

by mnie na mecz, do muzeum footballu, footballowej sali sław albo coś innego powiązanego 

z footballem, więc w tym przypadku musiałabym udawać chorobę i olać go.  

 

Brody zaśmiał się głośno, powodując, że śmiałam się z nim.  

 

– Cóż, teraz wiem, że jeśli kiedykolwiek poproszę Cię o wyjście, a Ty powiesz mi, że 

jesteś chora, to oznacza, że mnie zlewasz. 

 

- Nie uważam, żeby to miało miejsce – powiedziałam i natychmiast zasłoniłam usta 

dłonią. Brody dał mi krzywy uśmiech, który topił moje serce, ale nic nie powiedział. 

 

- Jesteśmy na miejscu. – Wjechał na mały podjazd, otoczony drzewami. Kiedy  

pojechał kilka jardów dalej, drzewa zniknęły. Byliśmy pośrodku pola w otoczeniu drzew. 

Całkowicie odosobnieni. 

 

- Gdzie jesteśmy? 

 

- To własność mojej ciotki. Planuje zbudować tutaj dom pewnego dnia. Nikt nie 

background image

będzie nam przeszkadzał. Poczekaj tutaj. – Brody wysiadł z samochodu, podszedł do moich 

drzwi i otworzył je dla mnie. 

 

- Gdzie idziemy? 

 

- Na tylne siedzenie. 

 

- Huh? 

 

Brody uśmiechnął się.  

 

– Nie po to. Mimo, że nie miałbym nic przeciwko. – Przewróciłam oczami. – Ok, ok, 

zobaczysz, kiedy tam wejdziesz. To niespodzianka, pamiętasz? 

 

Westchnęłam i wspięłam się na tylne siedzenie.  

 

– Miło tutaj. Pojemnie. Czy to auto twojej mamy czy twoje? 

 

- Moje. Cóż, tak naprawdę, należało do ciotki dopóki nie kupiła nowego. Potem 

sprzedała mi go z ogromnym rabatem. – Brody powiedział, kiedy wyjął poduszkę i wsunął za 

mnie. – Nie ma mowy, że mogłem sobie pozwolić na Jeep Grand Cheerokie w innym 

przypadku. Pracuję w jej barze myjąc naczynia i takie tam, żeby ją spłacić. 

 

- To miło z jej strony. 

 

- Tak, jest świetna. – Brody chwycił torbę z bagażnika, zanim przesunął się do mnie. 

Wziął koc i okrył nas nim. Potem, wyjął dużą miskę z plastikową pokrywką, przysuwając ją 

bliżej mnie, dopóki nasze uda się dotknęły – o mój Boże – położył miskę na naszych udach. 

 

- Dobra, o co chodzi, Ace? 

 

Podniósł palec, żebym zaczekała. Sięgnął do torby po raz kolejny i wyciągnął 

skrzynię. Kiedy Brody ją otworzył, zobaczyłam ekran wideo.  

 

– Mam nadzieję, że tego nie widziałaś. – Podał mi DVD, zanim odsunął pokrywę  

i zapach popcornu z masłem wypełniło wnętrze Jeepa. – Przyniosłem Ci colę, bo zamawiasz 

ją za każdym razem, kiedy jestem z Tobą. – Sięgnął do lodówki i podał mi puszkę. – Wiem, 

jak bardzo nienawidzisz, kiedy ludzie za Ciebie zamawiają, ale nie wiedziałem, co jeszcze 

lubisz. 

 

Trzymałam colę w rękach i patrzałam na niego. Głos utknął mi w gardle, a mój wzrok 

utrzymał się na nim przez kilka sekund. Odwzorowywałam paski w  jego niebieskich oczach, 

zanim mój wzrok powędrował do jego twarzy, zapamiętując każdy szczegół, każde 

zakrzywienie, każdą linię. Nie chciałam zapomnieć, jak wyglądał w tym momencie. W tym 

momencie wiedziałam, ze zabrał ode mnie wszystko. 

background image

 

Oh, cholera. Zakochałam się w nim. Nie, nie. Nie mogę. Ledwie go znam. Więc, to nie 

może być miłość. To musi być pożądanie. Ma ciało gorętsze, niż piekło, ale to nie tylko to. To 

więcej niż pożądanie. Nie wiem, co to jest. Ale to nie miłość. Co jest między pożądaniem  
i miłością? Cokolwiek to jest, jestem w tym. Jestem pomiędzy zauroczeniem, a miłością  

z Brodym. 

 

- Co? – zapytał Brody, patrząc na mnie z głową przechyloną na bok. 

 

- Nie mogę po prostu uwierzyć, że zadałeś sobie tyle trudu, żebym nie siedziała sama 

w piątkowy wieczór – wyszeptałam. Położyłam puszkę na kolanach i podniosłam rękę, 

zatrzymując ją tylko o milimetr od jego twarzy, ale nie dotykając go. Moje palce drżały, czy to 

z nerwów ,czy od potrzeby dotknięcia go, nie byłam pewna. Może oba. 

 

- Powiedziałem tobie, że gdy następnym razem będziemy oglądać film, chcę Cię ze 

mną. Technicznie, powiedziałem w moim łóżku, ale, od kiedy nie jest to możliwe, zrobimy to 

w ten sposób. 

 

- Dziękuję. – Moja twarz powędrowała przez jego szczękę do tyłu szyi. Pochyliłam się 

do niego i przytuliłam go mocno, kładąc głowę na jego ramieniu. 

 

Brody objął mnie, opierając głowę na mojej. Kiedy się odsunęłam, Brody wziął moją 

twarz w dłonie. Zamarłam, kiedy patrzyliśmy sobie w oczy. Mogłam poczuć jego oddech 

naprzeciwko moich ust. Był szybki, dopasowując się do mojego. Zastanawiałam się, czy jego 

serce bilo tak mocno jak moje. Jeśli pochyli się, żeby mnie pocałować, nie odsunę się. 

Pozwolę mu mnie pocałować. Mój język przesunął się po ustach, żeby je nawilżyć i Brody 

jęknął. Zamiast pocałować mnie w usta, złożył pocałunek na moim czole. Westchnęłam, 

częściowo z uczucia jego ust na mojej skórze, a częściowo z powodu rozczarowania, że jego 

usta nie pokryły moich. 

 

- Nie ma za co. To nie jest nic wielkiego. Kilka torebek popcornu i lodówka pełna coli. 

Nic wielkiego. – Brody wzruszył ramionami, ściągając kosmyk włosów z mojej twarzy  

i zakładając go za ucho. – Widziałaś ten film? 

 

- Nie. – Chciałam zapomnieć o filmie i przyciągnąć go do siebie. Brody wzbudzał we 

mnie rzeczy, których nigdy nie czułam z Jadenem. I to nie było tylko fizyczne, mimo, że był 

gorący jak piekło. To było wszystko. Brody sprawiał, że czułam się chciana, godna opieki, 

specjalna, szanowana, wszystkie rzeczy, których dziewczyna chciałaby od chłopaka. 

 

- Dobrze. Napełnijmy usta tym popcornem ociekającym masłem. 

background image

 

- Brzmi dobrze. – Oparłam się o poduszki i rozsiadłam wygodnie. 

 

Siedzieliśmy w Jeepie Brodego w ciemnym polu, oglądając horror. Podskakiwałam 

nawet na najmniejszy dźwięk i Brody śmiał się ze mnie. 

 

- Chodź – powiedział, owijając rękę wokół mnie i ciągnąć mnie do siebie. – Będę 

trzymał potwory z dala od Ciebie. – Rozbawiony uśmiech wykrzywił jego usta. 

 

- Nie mogłeś wybrać komedii do oglądania, kiedy siedzimy w środku niczego i na 

dodatek w ciemności? 

 

- Nie byłoby zabawy. – Przycisnął mnie mocniej do siebie i łaskotał mnie.  

 

Zachichotałam i skręcałam się przy nim.  

 

– Jeśli tak mówisz. 

 

Byłam przytulona do Brodego. Jego ręka przesuwała się w górę i w dół mojego 

ramienia i marzyłam o tym, żeby móc ubrać krótkie rękawy, przez co czułabym jego skórę na 

mojej. Odkąd zaczęłam zauważać moje reakcje na Brodego, zastanawiałam się, czy działam 

tak samo na niego. Tak, próbował mnie pocałować, ale był znany, jako zdolny do częstych 

romansów. I nie ważne, jak mocno starałam się to wyprzeć z pamięci, nie mogłam 

zapomnieć jego umawiającego się z Sarah, Tanyą i potem Kara zaraz po rozpoczęciu 

szkoły. Ale za każdym razem, kiedy poruszałam się przy nim, słyszałam że jego serce 

przyspieszało, albo jego oddech się zmieniał… i wiedziałam. Brody Victor nie był odporny na 

nasze przyciąganie do siebie. Odczuwał to tak samo jak ja. To mnie ucieszyło i trochę 

przestraszyło. 

 

- To był bardzo dobry film – powiedziałam, kiedy się skończył. 

 

- Skąd wiesz? Miałaś oczy pod kocem przez większość czasu. – Brody się 

uśmiechnął. 

 

Podniosłam się, żeby usiąść, żeby mógł zająć się wideo, ale jego ręka wciąż 

znajdowała się wokół mnie. Oparłam się o niego. 

 

- Nie prawda. 

 

- Okay, co tylko powiesz. – Brody rozciągnął koc wokół mnie. – Zimno Ci? 

 

Ha! Gdyby tylko widział, jak zimno mi nie było.  

 

– Nie. 

 

- Więc… - Stukał kciukiem o swoje kolano. 

 

- Co? – Przesunęłam włosy za ucho i spojrzałam na Brodego. 

background image

 

- Jaden. On jest dużym problemem, nad którym trzeba popracować.

 

 

Westchnęłam i odsunęłam się od niego. Tym razem, pozwolił mi na to.  

 

– Miałam nadzieję, że będziemy unikać tej rozmowy. 

 

- Co? Tylko siadaj, oglądaj film, ale nigdy nie poruszajmy drażliwych i trudnych 

tematów.

 

 

 

Spojrzałam na niego.  

 

– Miałam nadzieję. 

 

Brody skinął głową.  

 

– Okay. Pewnie, jeśli tego chcesz. Ja po prostu Ciebie nie rozumiem. Wydajesz się 

być pewna siebie we wszystkim, co robisz. Tak niezależna… a nagle pojawia się on. I wtedy 

wygląda to tak, jakby ten Twój cały zdrowy rozsądek uciekał przez okno. Przewracasz się  

i pozwalasz jemu traktować Cię jak śmiecia. To nie ma sensu. 

 

- Wiem. Która godzina? 

 

- Po dziesiątej. 

 

- Muszę wrócić do domu. Moja godzina policyjna jest o jedenastej. 

 

Brody westchnął i usiadł. Milczeliśmy, kiedy zwijaliśmy koc i zbieraliśmy puste puszki  

i miskę od popcornu, pakując wszystko do torby i zostawiając to z tyłu Jeepa. 

 

Dopiero, kiedy jechaliśmy do domu, Brody się odezwał.  

 

– Usłyszałem jak mówiłaś Jennie, że próbowałaś zerwać z Jadenem wcześniej. Co 

się stało? 

 

- Próbowałam więcej niż raz. Zamienił moje życie w piekło. Podążał za mną od klasy 

do klasy, kiedy byłam w szkole. Złapałam go jak chodził za mną, kiedy nie byłam w szkole. 

W centrum handlowym, w kinie i innych miejscach. Groził każdemu chłopakowi, który 

znajdował się 3 metry ode mnie. Żaden chłopak nie zaproponował mi wyjścia. Ledwie ze 

mną rozmawiają. Dlatego siedziałam sama w klasie, zanim się pojawiłeś. Nikt nie chciał 

ryzykować denerwowania Jadena. Więc woleli trzymać się z daleka. 

 

- Więc zastrasza Cię, żebyście byli razem – powiedział Brody, jego głos był twardy. 

 

- Tak sądzę. 

 

- Jesteś w domu. – Zatrzymał się przed domem moich sąsiadów i zgasił światła.  

 

- Dziękuję bardzo za dzisiejszy wieczór. Bardzo dobrze się bawiłam. – Spojrzałam na 

Brodego i się uśmiechnęłam. – Na pewno pokonałeś siedzenie w domu całą noc.

 

background image

 

Brody złapał mnie za rękę, splótł palce z moimi i ścisnął.  

 

– Za każdym razem. 

 

Wymknęłam się z Jeepa, oddalając nasze palce od siebie. Zamknęłam drzwi  

i pobiegłam do domu. Widziałam, jak Brody włącza światła i powoli odjeżdża, kiedy weszłam 

do domu. 

 

- Udało Ci się wrócić do domu przed końcem godziny policyjnej. To chyba pierwszy 

raz. – Poskoczyłam, kiedy usłyszałam głos Ralpha za mną. 

 

Ralph był właścicielem dwóch sklepów z samochodami i był jednym z członków 

Niezależnej Rady Szkolnej w Cassidy. Był wielce szanowany w kręgach społecznych,  

w Middleton. Moja matka, jednak, nie była. Była białym śmieciem po złej stronie torów. 

Każdy uważał, że była tylko naciągaczką, lecącą na kopalnie złota. Jeśli znaliby 

prawdziwego Ralpha McKenna – nie tego, który obraca się w elicie – dowiedzieliby się, że są 

łatwiejsze sposoby na zdobycie złota. Również wiedzieliby, że każdy medal ma dwie strony. 

 

Ralph i moja matka wzięli ślub zaledwie sześć miesięcy po spotkaniu. Sześć miesięcy 

po tym, jak mój ojczym zginął w wypadku samochodowym. Pracowała jako kelnerka, starając 

się utrzymać dach nad naszymi głowami i jedzenie na stole, dopóki ubezpieczenie i spadek 

po moim ojczymie zostaną zatrzymane. Planowała wrócić do szkoły, którą zaczęła,  

i dokończyć zdobywanie stopnia, ale niespodziewana ciąża ze mną zmusiła ją do porzucenia 

szkoły. Ale spotkała Ralpha i to była miłość od pierwszego wejrzenia. Szalony romans, 

ucieczka do Las Vegas i są szczęśliwi do dziś. Albo była to historia, którą mówią każdemu. 

 

- Tak, proszę pana – powiedziałam, pokonując drogę do schodów, mając nadzieję, że 

pozwoli mi odejść do sypialni.  

 

- Jaden Cię szukał. Nie był szczególnie szczęśliwy, że nie było Cię w domu, po tym 

jak powiedziałaś mu, że będziesz. Jest właśnie w drodze tutaj.  

 

Moje serce zamarło. 

 

Jaden jedzie tutaj? Ralph powiedział mu, że nie byłam w domu. Cholera. 

Oddychaj. Po prostu oddychaj. 

 

Zaledwie dotarłam do sypialni, kiedy usłyszałam dźwięk dzwonka. Odwracając się, 

podeszłam do schodów. Mogłam zobaczyć, że Ralph z Jadenem rozmawiają na ganku. 

Ralph zaśmiał się z czegoś, co powiedział Jaden i poklepał go po plecach. Westchnęłam, 

background image

zmuszając moje nogi do zejścia na dół. Czułam moje bijące serce i krew szumiącą w uszach. 

Moje ręce były śliskie od potu i ślizgały się na poręczy. 

 

- Hej – powiedziałam do Jadena, uśmiechając się. 

 

Nie odezwał się do mnie. Zamiast tego spojrzał na Ralpha i powiedział.  

 

– Wiem, że godzina policyjna Willow mija o jedenastej, ale myślisz, że możemy się 

przejechać? Przywiozę ją z powrotem przed północą. 

 

- Jasne, Jaden, w porządku – powiedział Jaden i poklepał go znowu po plecach, 

jakby byli wieloletnimi przyjaciółmi. 

 

Jaden chwycił mnie pod ramię i zaciągnął do samochodu. Nic nie powiedział. 

Wyjechaliśmy z mojego podjazdu, zanim zaparkował na parkingu przy sklepie spożywczym. 

Wyłączył Mustanga i odwrócił się, żeby na mnie spojrzeć. 

 

- Gdzie byłaś? 

 

- Wyszłam – powiedziałam, podnosząc mój podbródek. 

 

- Z? 

 

- Przyjacielem. Co to za różnica? 

 

- Wiem, że nie byłaś z Jenną jak powiedziałaś Twojej mamie i Ralphowi – powiedział 

Jaden cicho. To było bardziej przerażające, niż jakby na mnie krzyczał. – Karen widziała 

Ciebie. 

 

- Powinnam wiedzieć, że Twój szpieg będzie na patrolu. 

 

Odwrócił się do mnie tak szybko, że uderzyłam o drzwi samochodu.  

 

– Zmień swoje nastawienie, Willow – powiedział, wskazując palcem w moją twarz. 

- Z kim wyszłaś? 

 

- Z przyjacielem. 

 

- Jakim przyjacielem? – Prawie wypluł to słowo. 

 

- Nie Twój ,pieprzony, interes, Jaden – krzyknęłam. – Idź na imprezę z Sarą i Bóg wie, 

kim jeszcze. Myślę, że mam prawo odwiedzić przyjaciela, jeśli chcę. 

 

- Nie jesteś uprawniona do niczego… 

 

- Zabierz mnie do domu. 

 

- Nie skończyliśmy. 

 

- Ja skończyłam. Albo zabierzesz mnie do domu, albo pójdę sama. – Zwęziłam na 

niego oczy. Kiedy nie uruchomił samochodu, powiedziałam. – Teraz. 

background image

 

- Sprawiasz, że będzie to trudniejsze, niż musi być – ostrzegł. – Nie chcesz mnie 

popchnąć. Nie chcę być złym chłopakiem, ale będę, jeśli nie będziesz przestrzegała reguł. 

 

- Nie, Ty sprawiasz, że rzeczy są trudniejsze, Jaden. Ty i Twoje reguły są pełne 

gówna. To musi się zmienić. Nie będę znosić Twojego zaborczego gówna dłużej. Weź się za 

siebie. Zamierzam zacząć robić, co chcę, kiedy chcę, bez Twojego pozwolenia… a Ty 

zamierzasz trzymać język za zębami na temat tego, co wiesz. Jeśli to Ci się nie podoba, 

może powinniśmy zerwać teraz i mieć to z głowy. 

 

- Nie będę trzymać gęby na kłódkę. Powiem wszystkim. – Pochylając się w moją 

stronę, wyszeptał.  – Wszystkim. – Pocałował mnie w czubek nosa.  – A Ty i ja dobrze 

wiemy, komu uwierzą.  

 

- Coż… mamy układ. – Wygładziłam koszulę i poprawiłam pasek, zanim na niego 

spojrzałam. – Wiedziałeś co się stało przez… hmm.. jak długo? Tygodnie. Nie, dłużej. 

Miesiące? Nie, jeszcze dłużej. – Pokręciłam głową. – Boże, nie sądzę, że policji się spodoba, 

kiedy dowiedzą się, że posiadałeś tą informację i nie przyszedłeś do nich. 

 

Twarz Jadena zrobiła się czerwona, a żyły nabrzmiały na jego szyi. To była,  

z pewnością, zła rzecz do powiedzenia. I on upewnił się, że to wiem. 

 

Włączając auto do ruchu, wyjechał z parkingu z piskiem opon. Nie powiedział nic 

więcej w drodze powrotnej do domu. Kiedy wjechał na mój podjazd, spojrzał na mnie  

i przełamał ciszę.  

 

– Wydaje się, że jesteś taka mądra. Ale jeśli byłabyś pewna, że to byłoby takie proste, 

zrobiłabyś coś wcześniej. Mi. Ralphowi. Ale nie zrobiłaś. Więc to bzdury.

 

Nie stanowisz dla 

mnie zagrożenia, Willow. A teraz wynoś się z mojego samochodu. – Ledwie wysiadłam i 

zamknęłam drzwi, kiedy uruchomił silnik i odjechał. 

 

- Dupek – wymamrotałam, dotykając rękoma mojej zapłakanej twarzy.  

 

Oddychaj. Po prostu oddychaj. Jesteś silna. Oddychaj.

 

 

 

 

 

background image

ROZDIAŁ JEDENASTY

 

SKUTKI 

 

„Tylko dlatego, że mam sekret, to nie oznacza,  

że to się nie wydarzyło. Nie ważne jak bardzo bym chciała, 

żeby to była prawda.”

 

- Willow 

 

 

Poniedziałkowy poranek i straciłam panowanie nad sytuacją. Spojrzałam w lustro, 

wciąż zamglone od prysznica, na moją twarz. Mogłam zobaczyć fioletową plamę przez parę. 

 

Makijaż tego nie zakryje. Jaka jest moja historyjka? Uderzyłam się podczas pływania.  

Tak, to zadziała. 

 

Wysuszyłam moje włosy, puszczając je wzdłuż mojej twarzy. Może, jeśli opadną do 

przodu, pomoże mi ukryć to, czego nie ukryje makijaż. Raczej nie. 

 

Nałożyłam makijaż, starając się użyć korektora wokół oka, aby jak najbardziej ukryć 

siniak. To była przegrana walka, nieważne jak dużo kosmetyków użyłabym. 

 

Chwyciłam czarne spodnie do jogi i nową koszulkę, którą zrobiłam z Jenną, kiedy 

poszłyśmy do centrum handlowego, który mówił: 

Poniedziałki powinny być nielegalne. 

Ubrana, wzięłam moje rzeczy i pojechałam do szkoły. 

 

Jenna pisała wielokrotnie od piątkowej nocy. Odesłałam jej jedną wiadomość, 

mówiącą, że wszystko jest w porządku i powiem jej więcej w poniedziałek. Oprócz tej jednej 

wiadomości, nie rozmawiałam z nikim od piątku.  

 

Siedząc w aucie na parkingu przy szkole, wyjęłam telefon. Wiedziałam, że musze 

ostrzec ich zanim mnie zobaczą, szczególnie Brodego. 

 

Zrobiło mi się niedobrze. Nienawidziłam ich okłamywać. Nienawidziłam jak słabą 

mnie to czyniło…. Jak słaba byłam. Jaden pisał do mnie ciągle i ciągle podczas weekendu, 

przypominając mi, że znał moją tajemnicę i nie miał żadnego problemu, żeby zdradzić ją 

ludziom. A jeśli nie uwierzą jemu, uwierzą Ralphowi. Z każdą wysłaną wiadomością, mój 

background image

żołądek się przewracał. Żółć pojawiła się w moim gardle, wypalając w nim swój ślad. I to nie 

był pierwszy raz, kiedy myślałam, że mogę mu wykrzyczeć, aby powiedział. Powiedz 

wszystkim. Nie obchodzi mnie to. Po prostu zrób to i skończmy z tym. Nieważne, jaki będzie 

skutek, nie może być gorszy od życia z tą tajemnicą. 

Ja: 

Miałam wypadek w weekend. Nie zwariuj, jak mnie zobaczysz.

 

Jenna: 

Tak. Wypadek. Ok.

 

Ja: 

Powiedz Timowi za mnie.

 

Jenn: 

Jasne. Jak chcesz. 

 

Siedziałam patrząc na ekran, stukając moim palcem w tył telefonu. Wiedziałam, że 

muszę napisać do Brodego. Nie mogłam tak wejść do klasy na biologię, nie ostrzegając go. 

Dostałby szału. To były zawsze najcięższe siniaki do wyjaśnienia. Inne, mogłam zakryć 

ubraniami, ale twarzy – nie mogłam. To dlatego zazwyczaj nie uderzał w twarz. Sądzę, że to 

pokazało , jak bardzo wkurzył się w piątkowy wieczór. 

 

Oddychaj. Po prostu oddychaj. To Ciebie nie złamie. Po prostu oddychaj. 

 

Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam pisać. 

Ja: 

Hej, Ace.

 

Brody: 

Hej.

 

Ja: 

Muszę Ci coś powiedzieć i musisz obiecać, że będziesz spokojny.

 

Brody: 

Obiecuję. Będę spokojny.

 

Ja: 

Miałam wypadek w weekend. Nie zwariuj, kiedy mnie zobaczysz.

 

Brody: 

Zabiję go.

 

Ja: 

Obiecałeś. Spokojny, pamiętasz? Albo odejdę.

 

Brody: 

Cholera, Willow. Ok, spróbuję.

 

Ja: 

Postaraj się mocno. Dla mnie.

 

 

Westchnęłam i otworzyłam drzwi mojego samochodu. Wyciągnęłam torbę z tylnego 

siedzenia. Kiedy odwróciłam się zobaczyłam, że Brody biegł w moim kierunku przez parking.  

 

Boże… Miałam nadzieję, że poczekamy z tym do zajęć, gdzie nie będzie mógł zrobić 

sceny. 

background image

 

- Zauważyłem twoje auto, kiedy parkowałem. Co się stało? – Jego głos ucichł, kiedy 

podszedł na tyle blisko, żeby zobaczyć moje oko. – Co do cholery? 

 

- Miałam wypadek… 

 

- Nie kłam, Willow. Pamiętaj, siedząc w barze mojej ciotki, powiedziałaś, że nie 

skłamiesz. Więc, spróbuj jeszcze raz. Co się stało? – Brody wyciągnął rękę i wziął mnie pod 

brodę, przesuwając głowę na bok, żeby spojrzeć lepiej na moje oko. Delikatnie przesunął 

włosy z dala od twarzy.  

 

Przygryzłam wargę i odwróciłam wzrok z dala od niego. Jeśli nie chce, żebym 

skłamała, nie powiem nic. To było najbezpieczniejsze rozwiązanie. 

 

- Nie zamierzasz odpowiedzieć?  

 

Spojrzałam w jego oczy i wolno pokręciłam głową.  

 

– Nie – wyszeptałam. Łzy wylały się z moich oczu. 

 

Puścił moją głowę i skinął głową.  

 

– Ok. Więc odpowiedz, kiedy ostatni raz widziałaś Jadena? 

 

Westchnęłam. Boję się, że Brody usłyszałby od kogoś innego, że Jaden był u mnie  

w piątek wieczorem. Postanowiłam mu powiedzieć. Myślałam, że będzie lepiej dla niego, aby 

usłyszeć to ode mnie. Może będę mogła coś zrobić, żeby odzyskał nad sobą kontrolę. Tak, 

jasne. 

 

- Przyszedł po meczu w piątek. Jego kuzynka Karen widziała mnie w Twoim Jeepie. 

Chciał wiedzieć, z kim wyszłam. Sądzę, że nie widziała Ciebie. 

 

- Sukinsyn. I prosisz mnie o to, żebym patrzył na to i nic nie robił? – Rzucił ręką  

w kierunku mojego oka. 

 

- Tak. Proszę Cię, jako przyjaciela, abyś go przeoczył. 

 

Brody spojrzał na mnie. Jego szczęka zaciskała się i rozluźniała, gdy jego oczy 

wędrowały po siniaku i obejmującym go obrzęku.  

 

– Boisz się go. 

 

- Tak. – Moja odpowiedź była prawdziwa. 

 

- Willow, nie musisz być… 

 

- Proszę, zrób to dla mnie. – Chwytając rękę Brodego i splatając jego palce z moimi, 

pocałowałam jego kostki. – Proszę. – Nienawidziłam tego jak mój głos drżał, można było 

usłyszeć w nim desperację. 

background image

 

- Dobrze – powiedział przez zaciśnięte zęby. Chwycił moją torbę, zarzucił ją sobie na 

ramię i ruszył w stronę szkoły.  

 

- Brody, czekaj. Oddaj mi torbę. – Pobiegłam za nim, robiąc dwa kroki, kiedy on robił 

jeden swoimi długimi krokami. 

 

Zatrzymał się gwałtownie i odwrócił.  

 

– Dlaczego? Ponieważ będzie zły, dlatego, że dbam o to? 

 

Cofnęłam się, zaskoczona twardością jego głosu.  

 

– Tak. 

 

Zsunął torbę z ramienia. Wisiała na jego ręce.  

 

– Masz. 

 

- Nie bądź na mnie zły – zawołałam, kiedy odwrócił się i odszedł. 

 

- Nie jestem – powiedział przez ramię. 

 

- Zachowujesz się jakbyś był. – Nienawidziłam drżenia w moim głosie, ale nie mogłam 

znieść tego, że był na mnie zły. Jego zdanie, nasz związek były dla mnie ważne. 

 

Zatrzymał się, a ja niemal nie niego wpadłam.  

 

– Jestem rozczarowany, Willow. Nie sądziłem, że pozwolisz komuś siebie tak 

traktować bez walki. 

 

Zassałam oddech. Czułam się jakby ktoś odebrał mi powietrze z płuc. Rozczarowanie 

było o wiele gorsze od gniewu.  

 

– To niesprawiedliwe. Jest więcej niż wiesz. 

 

- To powiedz mi – wykrzyczał. Odwracając się, żeby na mnie spojrzeć, trzymał ręce 

po bokach. – Powiedz mi, co jest niesprawiedliwe? Czego nie wiem? 

 

- Nie mogę – wyszeptałam. 

 

- Nieważne. – Jego ramiona opadły na uda. Odszedł i zostawił mnie samą na środku 

parkingu.  

 

Idąc wolno do budynku, podeszłam do szafki. Skupiłam się na płytkach na podłodze, 

stawiając jedną nogę za drugą, więc nie musiałam patrzeć na ludzi, którzy na mnie patrzyli. 

Wystarczyło to, że słyszałam ich szepty.  

 

- Spodnie do jogi? Naprawdę, Willow? – zapytała Jenna, patrząc na mnie. Potem 

podniosła głowę. – O cholera. 

 

Jak tylko zobaczyłam Jenne, zaczęłam płakać. Nie płakałam, kiedy to się stało. Nie 

background image

płakałam cały weekend. Ale tutaj, stojąc na środku szkolnego korytarza, naprzeciwko mojej 

szafki, zaczęłam płakać jak cholerny głupiec. Jakbym nie dała ludziom wystarczająco dużo 

powodów do plotek, musiałam dać im więcej amunicji. 

 

- Chodźmy do łazienki. No chodź. – Jenna objęła mnie ramieniem i trzymała mnie 

mocno, prowadząc do łazienki. Kiedy weszłyśmy do środka, zsunęłam się po ścianie, 

usiadłam na obskurnej podłodze z kolanami dociśniętymi do piersi, moje ramiona były 

owinięte wokół nich. – Chcesz porozmawiać? – zapytała cicho Jenna. 

 

Pokręciłam głową.  

 

– Nie ma o czym mówić. – Jenna podała mi chusteczkę. Otarłam twarz i przeklęłam. – 

Cały makijaż, jaki nałożyłam, żeby to zatuszować, a ja płaczę – powiedziałam pół-szlochem, 

a pół-śmiechem. Usłyszałam dzwonek alarmujący. Trzy minuty do rozpoczęcia zajęć. – 

Powinnaś iść. Nie chcę, żebyś się spóźniła. 

 

- Nie ma pieprzonej mowy. – Pokręciła głową. – Nie zostawię Cię w takim stanie. 

 

- Czuję się dobrze, Jenna. Idź. Nie chcę żebyś się spóźniła. Masz dość zatrzymań na 

własną rękę. Nie potrzebujesz, żebym dodawała Ci jeszcze spóźnień. – Uśmiechnęłam się, 

ocierając łzy wierzchem dłoni. – Przemyję twarz zimną wodą i pójdę do klasy. 

 

- Jesteś pewna? Bo nie chcę Ciebie zostawiać, jeśli mnie potrzebujesz. 

 

- Jestem pewna. 

 

Pocałowała mnie w policzek.  

 

 

background image

 

– Napisz do mnie, jeśli będziesz mnie potrzebowała. Nie ważne, jakie zajęcia będę 

miała. Jeśli mnie potrzebujesz, napisz i będę tam. – Zawahała się stojąc przed drzwiami. – 

Obiecaj, że napiszesz, Willow. Nienawidzę Cię zostawiać w takim stanie. – Łza spłynęła po 

jej policzku. 

 

Podeszłam do niej i przytuliłam ją mocno.  

 

– Obiecuję, czuję się dobrze, ale jeśli będę Ciebie potrzebowała, napiszę. Nie ważne, 

co. Do zobaczenia na historii.  

 

Z ostatnim uściskiem, Jenna wytarła łzy i poszła na zajęcia. Sama w łazience, 

usiadłam z powrotem na ziemi. Nie miałam zamiaru wstawać i iść do klasy. 

 

Jakiś czas później, nie wiem jak długo, drzwi zaskrzypiały, kiedy ktoś je otworzył, a ja 

odwróciłam głowę w tamta stronę. Nie byłam w nastroju, aby odpowiadać na jakiekolwiek 

pytania i byłam cholernie pewna, że nie byłam gotowa na zobaczenie litości w ich oczach. 

Chciałam tylko usiąść na obskurnych, zielonych kafelkach w groszki na resztę dnia. Może na 

resztę mojego życia… albo co najmniej do końca zajęć. 

 

- Masz zamiar siedzieć tutaj cały dzień, czy jak? Bo jeśli tak, mogę przebiec się do 

Chińczyków po lunch. – Usiadł na podłodze obok mnie.  

 

- Co tutaj robisz, Brody? – zapytałam, starając się otrzeć łzy, zanim mógłby je 

zobaczyć. Pomimo tego, że łzy pojawiły się ze względu na okoliczności, które doprowadziły 

do mojego podbitego oka, płakałam również nad nim. Jego reakcją na mój widok na 

parkingu. Miałam nadzieję na trochę więcej empatii, niż na rozczarowanie. Może trafił  trochę 

za blisko, ponieważ jeśli spojrzałabym prawdzie w oczy, byłabym sama rozczarowana. 

 

- Jenna powiedziała mi, że jesteś tutaj. Powiedziała, że jeśli nie będziesz w klasie za 

pięć minut, mam jej napisać, żeby mogła tutaj wrócić. 

 

- Oczywiście, że tak. Więc, dlaczego jesteś tutaj zamiast niej? – Odwróciłam głowę, 

żeby na niego spojrzeć, ale trzymałam ramiona przed moją twarzą, aby zablokować jego 

widok. 

 

Wzruszył ramionami i owinął rąbek koszuli wokół swojego palca.  

 

– Chciałem być, jedynym, który sprawdzi, co z Tobą. 

 

- Zdajesz sobie sprawę, że siedzisz na podłodze w damskiej łazience? 

 

- A Ty? – zauważył. 

 

Westchnęłam.  

background image

 

– Tak, ale ja jestem dziewczyną. Ty definitywnie nie jesteś. 

 

- Dzięki, że zauważyłaś. – Dał mi krzywy uśmiech, ja nie mogłam powstrzymać 

małego uśmiechu. 

 

- Uwierz mi. Zauważyłam, wraz z resztą damskich i częścią męskich uczniów. 

 

- Cóż, to idzie w obie strony. Ja definitywnie zauważyłem, że jesteś dziewczyną. 

Bardzo piękną. – Wsunął palec w kosmyk moich włosów i obrócił na placu, gdy rozejrzał się 

po pomieszczeniu. – Więc, co teraz będzie? Zamierzamy zostać tutaj cały dzień, czy idziemy 

odważnie na biologię? 

 

Wzruszyłam ramionami i opuściłam ramiona, zapominając, że nie tylko moje oko było 

posiniaczone, ale od tego, że płakałam moja twarz była czerwona i poplamiona.  

 

Taak, American’s Top Model, nadchodzę. Nie ma potrzeby głosowania. Po prostu 

zaakceptuję moją wygraną teraz… Jasne.

 

 

Słyszałam jak Brody zassał oddech, kiedy spojrzał na mnie a jego palce 

znieruchomiały. 

 

- Tak, wiem, że wyglądam tragicznie, co? – powiedziałam, owijając ramiona wokół 

nóg, przyciągając je mocniej do piersi. 

 

Brody pokręcił głową.  

 

– Nie. – Przełknął ślinę i odchrząknął. – Nie, chyba, że termin tragicznie znaczy coś 

innego, niż znaczy dla mnie. Ponieważ uważam, że wyglądasz wspaniale. 

 

Przewróciłam oczami – dobrze, w każdym razie. 

 

- Nieważne. Co się stało z Twoją obietnicą mówienia prawdy? 

 

- Jest ciągle aktualna – wymamrotał, przesuwając kosmyk moich włosów za ucho. 

Przesunął palcami delikatnie wzdłuż mojej szyi, wracając do moich oczu. Wzdrygnęłam się 

pod jego dotykiem , patrzyłam na niego, jak przygryzał swoją dolną wargę. Prawie jęknęłam, 

głośno. 

 

Tracę go. Mam zmasakrowane oko, zapaćkany makijaż, siedzę w szkolnej, brudnej 

łazience, czuję się wyłączona. 

 

- Zasługujesz na coś więcej niż to – wyszeptał Brody, pocierając bok mojej twarzy. 

Przejechał kciukiem po mojej wardze, jego oczy spojrzały na mnie. Pozwoliłam językowi 

polizać czubek jego kciuka, a on jęknął głęboko w piersi. 

background image

 

Przeniósł się nade mną tak szybko, że zaczęłam dyszeć. Chwytając moje ramiona, 

zsunął mnie na posadzkę, dopóki nie siedziałam pomiędzy jego nogami z moimi nogami 

owiniętymi wokół jego bioder. Jego ręka udała się na moje plecy, przesuwając się pod moją 

koszulką. Mruczałam na uczucie jego skóry na mojej. Drugą rękę przyłożył do mojej twarzy, 

jego palce zagłębiły się we włosy opadające na moje oczy, odsuwając je. 

Jego wzrok powędrował z moich oczu do ust i z powrotem. Mój oddech był uwięziony  

w klatce piersiowej. Jego dotyk uniemożliwiał mi oddychanie, aż mnie paliło w klatce 

piersiowej. Serce waliło mi tak, jakby próbowało się przedostać i oddać się Brodemu, 

ponieważ w tym momencie, on z pewnością trzymał moje serce w swoich dłoniach. 

Nie byłam pewna, ile czasu minęło. Brody przesuwał rękę w górę i w dół mojego kręgosłupa. 

Moje przeniósł na swoje ramiona, a moje palce przeczesywały jego ciemne włosy tak, jak 

chciałam to od zawsze zrobić. Czas i miejsce się rozpłynęły. Nie jesteśmy dłużej w szkolnej 

łazience, ale jesteśmy w zamkniętym kokonie, gdzie jesteśmy jedynymi żywymi ludźmi. 

Ręka Brodego opuściła mój policzek i przesunęła się na tył mojej szyi, popychając mnie do 

przodu. Oparł policzek o mój. Mogłam poczuć jego gorący oddech, poruszający kosmyki 

moich włosów. Obracając się lekko, pocałował mój policzek, przesuwając się wzdłuż szczęki, 

aż do ucha, całując wrażliwe miejsce tuż za uchem. Moja głowa zaczęła płynąć, a dreszcz 

przebiegł przez całe moje ciało. 

 

- Brody – wyszeptałam tak cicho, że nie byłam pewna, czy mnie usłyszał. 

 

Odsunął się i oparł czoło o moje. Jego oddech wypuszczał w krótkich westchnieniach, 

jego oczy były zamknięte. Jego palce zamknięte wokół włosów na mojej szyi, chwytając je 

mocniej. Wiedziałam, że to był moment, kiedy zdecydował. Jego oddech się zmienił. Jego 

uścisk na moich włosach się poluzował. Rozciągnął ręce na moich łopatkach. Jęknął 

przekleństwo, przysuwając usta do moich. Przyciskając usta do rogu moich ust, zawahał się, 

dając mi czas na zatrzymanie go, ale mój umysł zdecydował wcześniej. Wiedziałam, że jeśli 

Brody Victor spróbuje mnie pocałować ponownie, nie zatrzymam go. Moje ciało pragnęło 

jego smaku i nie byłoby usatysfakcjonowane, jeśli jego nie dostanie – a nawet wtedy, 

wiedziałam, że jeden raz nie wystarczy. 

 

Odsunął się wystarczająco, aby spojrzeć swoimi oczami, ciemnymi z pragnienia,  

w moje oczy. Widząc jego pragnienie odzwierciedlone w moich oczach, pochylił się do 

background image

przodu… Drzwi do łazienki się otworzyły, uderzając w ścianę i odbijając się od niej. 

 

- Och, przepraszam. – Dziewczyna ubrana cała na czarno z niebieskimi włosami 

spojrzała na nas. – Wiecie, że są lepsze miejsca na schadzki niż w ohydnej łazience.  

 

Stanęłam plecami do dziewczyny. Nie potrzebuję, żadnych raportów dla Jadena,  

z mojej schadzki w łazience z Brodym.  

 

- Dzięki. – Brody mruknął, wstając z podłogi. Położył rękę na dole moich pleców  

i poprowadził mnie do drzwi.  

 

Jakoś przeszłam przez resztę dnia, nie ukrywając się w łazience. Brody i ja nigdy nie 

wspomnieliśmy najlepszego, cholernego pocałunku, jaki prawie mieliśmy. 

 

 

 

 

Kiedy opuściłam szkołę tego popołudnia, Jenna, Tim i Brody czekali przy moim 

samochodzie.  

 

– Co to jest? Interwencja? – zapytałam, tylko w połowie się śmiejąc. 

 

- Dzisiaj jest trening – powiedział Tim, jakby to wszystko wyjaśniało.  

 

- Tak i zabieramy Cię stąd. – Jenna powiedziała. 

 

- Gdzie? – Spojrzałam na całą trójkę. 

 

Jenna skuliła się.  

 

– Rani mnie to. Chcę zaznaczyć, że tylko dzisiaj. Robię to tylko dlatego, że jestem 

wspaniała. 

 

- To oczywiste – powiedziałam, zaciskając zęby, żeby się nie uśmiechać. Jenna była 

divą w najwyższej formie. 

 

Dała mi przesadzone westchnienie.  

 

– Zabieramy Cię do centrum handlowego i kupimy Tobie jedną z tych cholernych 

koszulek. 

 

- Naprawdę? Mam najlepszych przyjaciół na świecie! 

 

- Tak, tak, to nie był mój pomysł, więc nie przypisuj mi wszystkiego. I wciąż gardzę 

tymi koszulkami. 

background image

 

Spojrzałam na Brodego i uśmiechnęłam się.  

 

– Dziękuję. 

 

- Co? – Udawał, że jest niewinny. 

 

- Wiem, że to był Twój pomysł. Jenna nienawidzi tych koszulek. Tim pewnie nigdy nie 

zwrócił uwagi na to, co mam ubrane… 

 

- Nie prawda! – powiedział Tim. 

 

- To pozostawia mi Ciebie, Ace. Jedyna osoba, która powiedziała, koszulki pasują do 

mojej osobowości. Więc, dziękuję. – Rozejrzałam się po parkingu, aby upewnić się, że 

jesteśmy sami, następnie stanęłam na palcach i pocałowałam Brodego w policzek. Jego dłoń 

przesunęła się na moje włosy, kiedy go pocałowałam. – Tylko nie bierz do siebie tego 

dziewczyńskiego zachowania, czy coś. 

 

- Mam coś do zrobienia najpierw, więc spotkajmy się w dziale żywności za godzinę? – 

Jenna zasugerowała. 

 

Wszyscy się zgodziliśmy i Jenna i Tim odeszli do swoich aut. Brody został.  

 

 - Co się dzieje? – zapytałam.  

 

- Um, zastanawiałem się, czy twoi rodzice są w domu po południu? 

 

- Mojego ojczyma nie będzie, ale moja mama prawdopodobnie będzie. Dlaczego? 

 

- Och. Myślałem, że możemy pojechać razem do centrum handlowego. Mogę 

pojechać do domy z Tobą, żebyś mogła zostawić swój samochód i moglibyśmy wziąć mój, 

ale jeśli Twoja mam będzie w domu, to może nie być dobry pomysł.  

 

- Nie, niestety nie będzie. Przepraszam. Lubię jeździć z Tobą. 

 

- Tak? – Spojrzał na mnie z uśmiechem. 

 

- Pewnie. Korki o tej porze są tragiczne. 

 

- Ha. Miło. Myślałem, że chcesz spędzić ze mną czas, z powodu mojej czarującej 

osobowości, ale po prostu chcesz mnie z powodu moich wysokich umiejętności prowadzenia 

samochodu.  

 

Zaśmiałam się.  

 

– Jestem suką dla faceta, który przestrzega zasad ruchy drogowego. 

 

Jeśli kiedykolwiek będę chciała jechać z Tobą, to wiedz, dlaczego chcę z Tobą 

pojechać. Jesteś niesamowicie seksowny, kiedy prowadzisz. Jestem tak głęboko w Tobie,  
a Ty nie masz o tym cholernego pojęcia. 

background image

 

- Cóż… jeśli chcesz, możemy zostawić Twoje auto u mnie i pojechać stamtąd do 

centrum. Mojej mamy nie będzie w domu,  nawet jeśli by była, to nie będzie jej to 

interesować – powiedział Brody opierając się o drzwi mojego samochodu. 

 

Sama. Z Brodym. W pustym domu. Z łóżkiem. Żadnej straży rodziców. Co może 

pójść nie tak? Mam nadzieję, że ma nieograniczony zapas prezerwatyw. Jeeezu…. Willlow, 

weź swój umysł z rynsztoka… lub z sypialni. Nieważne. To nie różni się od bycia z nim sam 

na sam w samochodzie, zaparkowanym na środku pola po zmroku. Poza tym, że będą tam 
łóżka. Ładne, miękkie łóżka. Powinnam mu odpowiedzieć nie. 

 

- Pewnie. Brzmi świetnie. – Uśmiechnął się. 

 

Pójdę do piekła za niemoralność. 

 

Pojechałam za Brodym do jego domu. Gdy wjechaliśmy na podjazd, wysiadłam  

z samochodu i podeszłam do Jeepa Brodego. Wyszedł, i myślałam, że podchodzi, aby 

otworzyć mi drzwi. Nie mam takiego szczęścia. Ugh. 

 

- Chcesz wejść i napić się czegoś? Mamy czas zanim spotkamy się z Jenną i Timem. 

 

- Um. – Spojrzałam na drzwi i potem znowu na Jeepa, wykręcając sobie palce. – Ok. 

 

Och, nie. To jest takie złe. Powinniśmy pojechać teraz i kupić coś do picia w centrum, 

gdzie nie będzie żadnych łóżek i będzie dużo ludzi. Nie tutaj, gdzie byliśmy sami, z łóżkami 
znajdującymi się w tym domu. Czemu nie mogę przestać myśleć o cholernych łóżkach? 

Zaczynam brzmieć jak jakaś napalona laska. 

 

- Jesteś pewien, że Twojej mamie nie będzie przeszkadzać, że jesteśmy tutaj sami? - 

Brody włożył klucz do zamka i otworzył drzwi.  

 

– Nie pamiętam, mówiąc dokładniej. To nie jest tak, że dzwonię do niej i mówię, że 

będę sam w domu z dziewczyną. Powiedziałem, że nie będzie miała nic przeciwko, jeśli 

zostawisz swoje auto, kiedy pojedziemy do centrum handlowego. Niewielka różnica. 

 

-  W takim razie, powinniśmy pójść. – Zaczęłam wracać do Jeepa, kiedy złapał mnie 

za nadgarstek i przeciągnął delikatnie do siebie. 

 

- Ona jest poza miastem. Jest w porządku. Chodźmy po colę. – Splótł palce z moimi  

i zaprowadził mnie do domu. – Poza tym, musze się przebrać, zanim pojedziemy. Ktoś 

wycisnął musztardę na moje spodnie, pamiętasz? 

background image

 

Jest poza miastem. No cóż… to sprawia, że jest o wiele lepiej. 

 

- Huh… to był wypadek – powiedziałam w zamyśleniu. Mój umysł jest wciąż 

skoncentrowany na tym, że mama Brodego jest poza miastem. 

 

Jesteśmy w strefie przyjaźni. Nic więcej. Tylko przyjaciele. Tak. Dlatego praktycznie 

migdaliliśmy się dzisiaj rano w damskiej łazience. Jeśli Brody robił to w damskiej toalecie – 
zmysłowym, uwodzicielskim miejscu, tylko pomyślmy, co mógłby zrobić w sypialni. Znowu 

myślę, o tych cholernych łóżkach! Potrzebuję rozproszenia. 

 

- Masz naprawdę ładny dom. Tylko Ty i Twoja mama tutaj mieszkacie? 

 

- Tak. Ten dom nie należy do nas. My tylko wynajmujemy, dopóki nie znajdziemy 

jakiegoś miejsca dla nas. Moja mama lubi tą stronę miasta. Też mi się tutaj podoba. – 

Spojrzał na mnie i uśmiechnął się. Jestem pewna, że coś się we mnie roztopiło wewnątrz 

mnie – życiowe organy, nie mam wątpliwości, ponieważ moje ciało zaczęło robić dużo, 

dziwnych rzeczy w odpowiedzi. Ręce zaczęły drżeć mi, oddech był płytki, a moje serce biło 

bardzo szybko. 

 

Mój umysł próbował zostać odporny na Brodego Victora – nawet, jeśli akurat w tym 

przypadku były to żałosne próby – ale moje ciało zupełnie straciło kontrole. Gdziekolwiek był, 

moje ciało było jak urządzenie samonaprowadzające, wysyłające sygnał. Gotowe do 

wybuchu. Byłam gotowa… na co… nie miałam pojęcia. Ale zakładałam, że miało to coś 

wspólnego z łóżkiem. 

 

Tak, jestem na przegranej pozycji. Daj mi tylko pudełko lodów czekoladowych i łyżkę. 

Będę ich potrzebowała. Nie potrzebuję miski. Ten zawód miłosny będzie nawoływał do 

zjedzenia lodów prosto z pudełka. 

 

Weszliśmy do ogromnego, dwupiętrowego domu z zakręconymi schodami po jednej 

stronie i z salonem i jadalnią po drugiej. Brody zaprowadził mnie na tyły domu, gdzie 

znajdował się wielki pokój z różnymi mediami i ogromna kuchnię z dodatkowym 

nasłonecznieniem. Drugie schody znajdowały się w kuchni. 

 

- Wow. – Rozejrzałam się. – Nie wiedziałam, że ta część miasta jest o tyle droższa od 

mojej. 

background image

 

- To tylko dom. Mieszkałem w tylu domach przez te wszystkie lata, że nie dam rady 

ich zliczyć. Żaden z nich nie jest nasz, więc nie jest naprawdę domem, rozumiesz? 

 

Tak, bardziej niż możesz sobie wyobrazić. 

 

Usiadłam przy barze śniadaniowym i patrzałam jak Brody wyjmuje dwie cole  

z lodówki. Postawił dwie szklanki, napełnione lodem i podał mi jedną wraz z puszką.  

 

- Dziękuję – powiedziałam, uśmiechając się do niego. 

 

Nic nie powiedział ani nie odwzajemnił uśmiechu. Zmusiłam się, żeby nie skręcać się 

na krześle. Odwrócił się z powrotem do lodówki i wyjął coś z zamrażarki. Odwracając się 

wręczył mi paczkę mrożonego groszku. 

 

- Musisz przyłożyć to do tego. – Wskazał na moje oko. 

 

- Groszek? 

 

- Nie wiem, gdzie jest paczka lodu i nie lubię groszku. – Wzruszył ramionami. 

Roześmiałam się. – Okay, w takim razie, groszek. 

 

- Zaraz wrócę. Pójdę się przebrać. Czuj się jak u siebie w domu. – Pobiegł po 

schodach. Uderzyłam głową w granitowy blat. – Ugh… przebiera się. Rozproszenie. 

Potrzebuję jednego. Teraz. 

 

- Co? – Brody spojrzał przez poręcz schodów. 

 

- Nic – powiedziałam trochę za głośno i za szybko. 

 

- Myślałem, że coś słyszałem. 

 

- Niee. – Uśmiechnęłam się, modląc się, żeby nie zauważył płonącego rumieńca na 

moim policzku, który ja mogłam poczuć. Przyłożyłam groszek do mojej twarzy i się skuliłam. 

Jego głowa zniknęła i pozwoliłam sobie wypuścić oddech. Rzuciłam paczkę na blat  

i rozejrzałam się po pokoju. Moje ręce uderzały w moje uda, nerwowy nawyk, który miałam 

odkąd byłam małą dziewczynką. To sprawiało, że wyglądałam jak kurczak próbujący uciec. 

Ta myśl sprawiła, że prawie zaczęłam się śmiać, więc zmusiłam moje ramiona do 

zatrzymania się i jedną rękę przyłożyłam do ust, żeby powstrzymać śmiech, który mógł się  

w każdej chwili uwolnić.  

 

Podeszłam do kolekcji zdjęć w ramkach, znajdujących się na stole w pokoju 

gościnnym. Stałam, patrząc na nie, przechodząc z jednego na drugi, dzięki czemu mogłam 

zbadać każdy szczegół uśmiechniętych twarzy skierowanych w moją stronę. Uśmiechnęłam 

background image

się, kiedy dotarłam do jednego zdjęcia, przedstawiającego dziecko śmiejące się do aparatu, 

podczas jedzenia lodów. Waniliowe lody spływały z jego brody prosto na brzuch. Jedna 

grubiutka rączka trzymała lód, a druga znajdowała się we włosach, smarując je lodami. 

 

- To Ty? – zapytałam, kiedy znajdował się za mną. Nic nie powiedział, ale wiedziałam, 

że tam jest. Moje ciało coraz bardziej i bardziej odpowiadało na jego obecność. Czułam 

ciepło promieniujące od niego, jego zapach i czułam oddech, kiedy stał za mną. 

 

- Taak. Skąd wiedziałaś, że byłem tutaj? – zapytał.  

 

Spojrzałam przez ramię i zobaczyłam jego uśmiech – jeden z moich ulubionych z jego 

wszystkich uśmiechów. Spojrzałam z powrotem na fotografię i wzruszyłam ramionami.  

 

- Dlaczego pytasz? Chciałeś mnie przestraszyć, Ace? 

 

- Nie, nie bardzo. 

 

- Nie bardzo? – zapytałam, kładąc ramkę na półce. 

 

Czułam jak jego ręce pojawiają się na moich biodrach i zamarłam. Zawahał się na 

chwilę. Dawał mi szansę, żebym się odsunęła albo żebym zdecydowała się na następny 

ruch. Nie wiedziałam, ale następną rzeczą, którą czułam był jego ciepły oddech na mojej 

szyi. Zasysając oddech, chwyciłam krawędź stołu. Czułam jego uśmiech na mojej skórze, 

zanim wcisnął palce mocniej w moje biodra. Przyciągnął mnie bliżej i złożył namiętny 

pocałunek na moje szyi, dotykając mojej skóry językiem przez chwilę. 

 

- Brody – wyszeptałam. 

 

Owinął ramię wokół mojej talii, zaczepiając palcem pasek w moich dżinsach. 

Sięgnęłam ręką na jego głowę i przebiegłam palcami po jego włosach, przyciągając jego 

głowę do mojej i pozwalając swojej opaść. Brody przeklął i przyciągnął mnie jeszcze mocniej 

do siebie. Pocałował mnie od karku, kierując się w stronę ramienia. Jego wolna ręka 

poruszyła się powoli do kołnierza mojej koszuli. Kiedy zaczął przesuwać kołnierzyk, 

podziałało to na mnie, jakby ktoś wylał na mnie kubeł zimnej wody. 

 

- Nie! – Wyciągnęłam rękę i odsunęłam jego. Jego uścisk rozluźnił się i zostałam 

uwolniona przez niego. – My… my, nie możemy – powiedziałam, mój oddech przychodził  

w małych sapnięciach. 

 

Odwrócił się i spojrzał na mnie. Na jego twarzy najpierw pojawiło się zmieszanie,  

a potem zrozumienie.  

 

– Przesuń koszulkę. 

background image

 

- Co? 

 

- Słyszałaś mnie, Willow. Przesuń koszulkę. – Zrobił dwa kroki w moją stronę  

i wpadłam na ścianę, znajdującą się za mną. Stał naprzeciwko mnie, jego ręce były po obu 

stronach mojej głowy, trzymając mnie w pułapce. – Zrób to. 

 

Spojrzałam na sufit i przygryzłam wargę, zastanawiając się, czy istnieje jakiś sposób 

na odwrócenie jego uwagi od tego, co chciał zobaczyć. Problem polegał na tym, że jedyną 

rzeczą, o jakiej mogłam myśleć, było zdjęcie mojej koszuli – jedyna rzecz, której starałam się 

uniknąć. Całkowicie schrzaniłam. 

 

Obserwowałam go jak wyciągnął rękę i przesunął kołnierz mojej koszuli 

wystarczająco, żeby mógł zobaczyć, to, co wiedział, że się tam znajdowało. Nic nie 

powiedział, ale jego spojrzenie stwardniało. Przesunął rękę i położył ją na siniakach, 

przesuwając po nim, dopóki nie dopasował go do wzoru. 

 

 – Druga stron, też? 

 

Kiwnęłam głową, ale się nie odezwałam. 

 

- To jest świeże. Kiedy? Piątek… kiedy zostałaś uderzona w oko? – spojrzałam na 

niego, nie odpowiadając. Jego pięść uderzyła w ścianę zaraz obok mojej głowy. 

Wzdrygnęłam się i zamknęłam oczy. – Pieprzyć to, nie możesz po prostu nie odpowiedzieć. 

 

- Powiedziałam, że cię nie okłamię. Jeśli odpowiem, będę musiała skłamać. – Mój 

głos był napięty przez ściśnięte gardło i próbowałam – bezskutecznie – powstrzymać łzy 

przed uwolnieniem. Brody wydał z siebie głośny krzyk frustracji, prawie ryk i przesunął ręką 

po swoich włosach, a drugą opierając na biodrze.  – Jesteś zbyt sfrustrowany. Przepraszam. 

Pójdę już. – Otwierałam już drzwi, żeby wyjść, kiedy poczułam ruch za mną. Jego ręka 

uderzyła w drewno, zamykając drzwi. Zesztywniałam. 

 

- Nie chcę, żebyś poszła – wymamrotał blisko mojego ucha, całując zagłębienie za 

nim. – Obiecałem, ze pojedziemy do centrum handlowego. – Czułam jak jego wargi 

wykrzywiają się w uśmiechu na mojej skórze. 

 

- Tak, obiecałeś. 

 

- Zatem chodźmy. Nagle mam ochotę na porzeczkowy koktajl. – Spojrzałam na niego 

i dałam mu drżący uśmiech. – Okay? – Kiwając głową, poszłam za nim do Jeepa. 

 

background image

 

 

 

Kiedy dojechaliśmy do centrum, spotkaliśmy Jennę i Tima przy dziale z jedzeniem. 

Jenna odwróciła się i patrzyła pomiędzy nami z uniesionymi brwiami.  

 

– Spotkaliście się na parkingu? – zapytała. 

 

- Oczywiście, że tak – odpowiedział Brody. 

 

- Mhmm. – Jenna spojrzała na Brodego, który zrobił o wiele lepszą robotę, utrzymując 

neutralny wyraz twarzy niż ja. 

 

- Łatwość, z jaką możesz kłamać jest przerażająca, Ace – wyszeptałam do Brodego, 

kiedy poszliśmy po koktajl. 

 

- Co? Nie kłamałem. Spotkaliśmy się na parkingu. Wysiadłaś z mojego Jeepa  

i spotkałem Cię przy drzwiach na parkingu. 

 

Roześmiałam się.  

 

– Okay, cokolwiek powiesz.  

 

Schylił się i wziął mnie za rękę, splatając jego palce z moimi. Spojrzałam w dół, prosto 

na nie.  

 

– Przepraszam. – Zaczął uwalniać nasze ręce, kiedy ścisnęłam jego rękę, 

przytrzymując ją w miejscu. Staliśmy w kolejce trzymając się za ręce, nie dbając o to, czy 

ktoś nas zobaczy. Kiedy nadeszła nasza kolej, Brody zamówił dwa porzeczkowe koktajle. 

Kiedy próbował puścić moją rękę, zacisnęłam moją mocniej. Pochylił się i wyszeptał do 

mojego ucha. 

 

 – Uwielbiam trzymać Twoją rękę. Naprawdę uwielbiam. Ale potrzebuję mojej ręki, 

żeby zapłacić. – Pokręciłam głową, a on się zaśmiał.  

 

- Myślałam już o tym. – Włożyłam rękę do tylnej kieszeni moich spodni, wyjęłam 

dwadzieścia dolarów i podałam do kasjera. – Widzisz, nie ma żadnego powodu, żeby 

puszczać. – Uśmiechnęłam się i szurnęłam jego biodro moim. 

 

- Kocham sposób, w jaki działa Twój umysł. – Pocałował mnie w skroń, a ja 

zadrżałam. – Ten dreszcz nie miał nic wspólnego z Twoim koktajlem. – Brody uśmiechnął 

się.  

background image

 

- Dość pewien swoich umiejętności, czyż nie, Ace? 

 

- Kiedy Twoje ciało tak robi, to tak, jestem pewien. 

 

Gdyby tylko wiedział, że ten mały dreszcz nawet nie jest połową tego, co moje ciało 

robi w tym momencie.  

 

Nasza czwórka siedziała przy stoliku na środku działu z jedzeniem, jedząc precle  

i pijąc koktajle. Żartowaliśmy i śmialiśmy się przez prawie dwie godziny. Byłam zdumiona 

tym, jak szybko Brody dopasował się do Jenny i Tima, czego Jaden nigdy nie zrobił.  

W rzeczywistości Jaden nigdy nie próbował dopasować się do moich przyjaciół. To było 

spodziewane, jeśli ja podjęłabym jakiś wysiłek, aby dopasować się do jego przyjaciół. Byli 

jedynymi osobami, którzy liczyli się w świecie Jadena – jedynymi oprócz niego samego, 

oczywiście.  

 

W końcu opuściliśmy dział z jedzeniem. Brody i Tim udali się do sklepu muzycznego, 

a Jenna do sklepu z kosmetykami. Podczas, gdy oni byli zajęci, ja udałam się, aby zrobić 

moją koszulkę. 

 

To był mały sklep z regałami pełnymi koszulek. Niektóre miały już powiedzenia  

i dowcipy wydrukowane na nich, a niektóre były puste. Osoba mogła wybrać coś, co chciała 

umieścić na koszulce, coś takiego jak na przykład rysunek albo logo i Pan Rafferty mógł to 

wydrukować na niej. Ściany były pokryte koszulkami, które wykonał. Nawet jeden z moich 

wzorów się tutaj znajdował. 

 

Pan Rafferty uśmiechnął się, kiedy mnie zobaczył.  

 

– Wróciłaś po kolejny, Willow? Przysięgam, że trzymasz mnie w biznesie – zaśmiał 

się. 

 

- Tak, po prostu nie mam ich dość. 

 

- Mile podbite oko. Wszystko w porządku? 

 

Uniosłam palce do oka. Prawie o nim zapomniałam. Patrząc na pana Raffertego, 

który prawdopodobnie mógłby być moim dziadkiem i wyglądał jak łysy Święty Mikołaj. 

 

Wzruszyłam ramionami i powiedziałam.  

 

– Oberwałam łokciem na zajęciach w-fu. 

 

- Musisz bardziej uważać na te bezpańskie łokcie. Powiedz, kiedy będziesz gotowa. 

 

- Już jest gotowa. Chcę koszulkę z długim rękawem w kolorze bordowym z tym 

background image

napisem z przodu. – Podałam mu kartkę papieru. 

 

Przeczytał i spojrzał na mnie.  

 

– Okay. Nie rozumiem tego, ale nie rozumiem wiele z tego, co mówią obecnie 

dzieciaki w waszym wieku. – Kręcąc głową poszedł na tyły sklepu. – Daj mi piętnaście minut 

– rzucił przez ramię.  

 

- Dziękuję. Będę później w takim razie.. 

 

Znalazłam Jennę, Tima i Brodego siedzących na ławce przed sklepem muzycznym.  

 

- Hej. Gdzie byłaś? – zapytał Brody, podchodząc i biorąc mnie za rękę. 

 

- Wiem, gdzie była. Fabryka koszulek. Prawda, Willow? – Uśmiechnęła się Jenna. 

 

- Taak. Muszę wrócić za piętnaście minut. 

 

- Dlaczego nie powiedziałaś, żebyśmy poszli z Tobą? – Brody spojrzał na mnie. 

 

- Ponieważ nie chcę, żebyś wiedział, co jest na nim napisane, dopóki nie będzie 

gotowe. 

 

Brody uniósł na mnie brew i uśmiechnął się.  

 

– Powinniśmy być sami? 

 

Roześmiałam się.  

 

– Nie, Ace. Ale niezła próba. 

 

Po odebraniu mojej koszulki, Jenna i Tim poszli z nami do Jeepa Brodego. Jenna 

zapomniała w jakiej części parkingu zaparkowała i Brado zaoferował, że pojeździmy po 

parkingu, żeby znaleźć jej samochód. 

 

- Myślałem, że zwróciłeś uwagę, Tim.  – Jenna sapnęła, kiedy udaliśmy się do Jeepa. 

 

- Ty prowadziłaś. Trzeba było patrzeć, gdzie parkujesz. – Tim przewrócił oczami. 

 

- Tak, ja prowadziłam. Co oznacza, że tylko siedziałeś na miejscu pasażera, więc nie 

miałeś nic innego do roboty. To oznacza, że powinieneś zapamiętać, gdzie zaparkowałam 

samochód. – Jenna wzniosła ręce ku niebu i wypuściła sfrustrowany oddech. 

 

- Zostali dopasowani w niebie – wyszeptałam do Brodego. Roześmiał się. 

 

Jenna i Tim przewrócili na nas oczami. 

 

- Pokaż nam koszulkę –  powiedziała Jenna, stojąc koło samochodu Brodego. 

 

- Nie teraz. – Schowałam torbę pod pachę. 

 

- Tak, chcę to zobaczyć – powiedział Brody. 

 

- Nie chcę, żebyś zobaczył tą koszulkę, dopóki nie będę miała jej ubrane, a nie ma 

background image

żadnego miejsca, żebym mogła to zrobić. Ubiorę ją jutro do szkoły. 

 

- Więc przebierz się w Jeepie. Szyby są przyciemniane – powiedziała Jenna.   - 

 

- Co? - Spojrzałam na nią z otwartymi ustami.  

 

Wzruszyła ramionami.  

 

- Oni nie będą patrzeć. – Machnęła ręką na Brodego i Tima. 

 

- Tak, Willow. Przebierz się w Jeepie. – Niebieskie oczy Brodego błyszczały z nutą 

uśmiechu, kiedy klucze zwisały z jego ręki i wyciągnął ją w moją stronę. – I nie będę patrzeć. 

Zbyt dużo. 

 

Spojrzałam na okna i z powrotem na całą trójkę. Brwi Jenny były uniesione. 

Całkowicie kazała mi to zrobić. Tim wyglądał na znudzonego. Jeśli nie bylibyśmy na 

szachach, raczej by się nie udało go namówić na wyjście. Brody wyglądał na rozbawionego. 

 

- W porządku. Daj mi to. – Wzięłam kluczyki. – Lepiej nie podglądaj. – Wskazałam 

palcem na Brodego. 

 

- Nie śmiem o tym marzyć. 

 

Wspięłam się na tylne siedzenie jego Jeepa i szybko zmieniłam jedną koszulkę na 

drugą, wygładziłam ją, zanim wyszłam z samochodu.  

 

– Ok. 

 

Czułam się trochę głupio, stojąc na środku parkingu, kiedy trójka osób czytała słowa 

umieszczone na moich piersiach, ale byłam tutaj. 

 

Brody roześmiał się, jak tylko mnie zobaczył. Jenna i Tim spojrzeli na mnie  

i powiedzieli w zgodzie   

 

– Huh? 

Filmy na tylnym siedzeniu Jeepa ogląda się lepiej. 

Co to do cholery znaczy? – 

zapytała Jenna patrząc na T-shirt z tyłu. 

 

- Po prostu prywatny żart – powiedziałam, przygryzając dolną wargę, aby 

powstrzymać się od śmiechu. 

 

Jenna spojrzałam na moją twarz, która byłam pewna, że była czerwona jak burak,  

a potem na Brodego, który wciąż się śmiał. 

 

- Uh-huh… Prywatny żart. Ładny kolor. Naprawdę pasuję do Jeepa Brodego. – 

Pokazała najpierw na moją koszulkę, a potem na Jeepa. 

 

Brody jeszcze bardziej się roześmiał. 

 

background image

 

 

 

Wtorek. Obudziłam się, kiedy mój telefon zadzwonił, informując mnie, że dostałam 

wiadomość. Jęcząc, wciągnęłam kołdrę na głowę. Wciąż miałam dwadzieścia minut, zanim 

zadzwoni mój budzik. Chciał po prostu wrócić do snu, kiedy telefon zadzwonił drugi raz. 

Zdjęłam kołdrę z głowy i chwyciłam mój telefon. Ktokolwiek do mnie pisał, nie będzie 

zadowolony z mojej odpowiedzi. Wtedy przeczytałam imię na ekranie i uśmiechnęłam się. 

Oprócz niego. Dla niego, zrobię wyjątek. 

Brody: 

Dzień dobry, piękna. 

Ja: 

Hej, Ace.

 

Brody: 

Wstałaś już?

 

Ja: 

Nie, ale to jest dobry sposób na pobudkę.

 

Brody: 

Zbyt ckliwe na tak wczesną porę. 

Ja: 

Co się dzieje?

 

Brody: 

Ubierz dzisiaj coś śmiesznego.

 

Ja: 

Dziwna prośba. Jestem w grze.

 

Brody: 

Do później.

 

Ja: 

Pa.

 

 

Ubierz coś śmiesznego? Czy on myśli, że jest to śmieszne, budzenie mnie o tak 

wczesnej porze, żeby powiedzieć mi, że jestem zbyt ckliwa? Człowieku…  

„- A Ty, będziesz się musiała malować! – powiedział Bóg, po stworzeniu kobiety…” 

 

Wyciągnęłam niebieską koszulkę z długim rękawem i czarne dżinsy. Powinno się 

spodobać Jennie. To praktycznie był mój dzień na ubranie się normalnie, ale prośba 

Brodego była ważniejsza, więc dodałam do tego koszulkę. 

 

Wzięłam prysznic, zrobiłam włosy i makijaż, zanim się ubrałam. Wkładając moje 

niebieskie Conversy i moją torbę. Podchodziłam do drzwi, kiedy mój telefon zadzwonił. 

Spojrzałam na ekran, oczekując, że była to wiadomość od Brodgo. Moje serce się 

zatrzymało, kiedy przeczytałam imię na ekranie. Moje ręce zwilgotniały i zaczęły się trząść. 

Byłam tak oszołomiona, że musiałam usiąść na ostatnim stopniu schodów, zanim bym 

background image

upadła. 

 

To była tylko jedna linijka, ale zmieni wszystko…