background image

 

Sandra Field 

 

Zabawa w randki 

 

background image

Rozdział 1 

 
Teal  Carruthers  stał  w  korku  przed  skrzyŜowaniem,  na  którym  taksówka 

zderzyła  się  z  cięŜarówką.  Czuł  narastającą  złość.  Zniecierpliwiony  spojrzał  na 
zegarek. Dochodziła piąta, więc nie ulegało wątpliwości, Ŝe spóźni się do domu. 

Był  poniedziałek,  czyli  dzień,  w  którym  pani  Inkpen  przychodziła  sprzątać  i 

pilnować  Scotta  do  powrotu  ojca  z  pracy.  Obaj  darzyli  ją  sympatią,  chociaŜ 
Carruthers  miał  pewne  zastrzeŜenia  co  do  jej  umiejętności  kulinarnych.  Pani 
Inkpen była bardzo przywiązana do ich domu, ale nie tolerowała Ŝadnych spóźnień. 
Teal wyjrzał przez okno. Policjant skończył spisywać zeznania kierowców. Zaczęto 
usuwać  szkło  z  jezdni  i  po  chwili  samochody  ruszyły.  Czarne  BMW  przejechało 
kilka  metrów  i  znów  stanęło,  a  Teal  Carruthers  niecierpliwił  się  coraz  bardziej. 
Miał za sobą długi i cięŜki dzień w sądzie, teraz się spóźni do domu, a na domiar 
złego zabrał z sobą tyle akt, Ŝe będzie zmuszony siedzieć nad nimi do późnej nocy. 
Sprawa,  którą  prowadził  wraz  z  Mike'em  dotyczyła  Willie'ego  McNeilla.  On  sam 
gotów  był  prawie  ręczyć  głową  za  to,  Ŝe  Willie  jest  niewinny,  lecz  niestety  Mike 
popełnił  dwa  błędy  proceduralne  i  w  związku  z  tym  zaistniała  konieczność 
opracowania  linii  obrony  niemal  od  początku.  NaleŜało  przedstawić  takie 
argumenty,  by  sędzia  pozbył  się  zastrzeŜeń  i  wydał  wyrok  uniewinniający. 
Carruthers  postanowił,  Ŝe jeszcze  tego  samego  wieczora  skontaktuje  się  z  dwoma 
ś

wiadkami,  a  z  pozostałymi  przeprowadzi  rozmowy  następnego  dnia.  To 

oznaczało, Ŝe do środy nie będzie miał czasu dla syna. 

Przed dom zajechał dopiero dwadzieścia pięć po piątej. Pani Inkpen juŜ stała na 

werandzie,  ubrana  do  wyjścia.  Była  to  kobieta  w  podeszłym  wieku  i  miała 
niedomagającego  męŜa.  Bardzo  lubiła  Scotta  i  dlatego  zawsze  zdecydowanie 
oponowała,  gdy  Teal  Carruthers  nieśmiało  proponował,  by  przestała  przyjeŜdŜać 
do niego, a zajęła się męŜem. 

–  Panie Teal  –  zawołała  i ostentacyjnie  postukała  palcem w  zegarek  – policzę 

sobie  za  nadgodziny!  Gdybym  wiedziała,  Ŝe  tak  się  pan  spóźni,  byłabym 
przygotowała coś smacznego na kolację. 

Carruthers  bardzo  się  ucieszył,  Ŝe  ominęło  go  „coś  smacznego"  i  pospieszył  z 

wyjaśnieniem: 

– Przepraszam, ale na skrzyŜowaniu Robie i Coburg zdarzył się wypadek. 
W oczach pani Inkpen pojawiło się Ŝywe zainteresowanie. 
– Byli ranni? 

background image

– Nie, tylko stłuczka, no i oczywiście długi korek. 
–  To  przez  te  narkotyki  –  oświadczyła  kobieta  z  przekonaniem.  –  Wszystko 

przez  narkotyki,  ot  co.  Nie  dalej  jak  wczoraj  mówiłam  męŜowi,  Ŝe  teraz  za  duŜo 
tego,  i  Ŝe  zrobiło  się  bardzo  niebezpiecznie.  Człowiek  się  wszystkich  boi,  bo  nie 
wiadomo  kiedy  i  od  kogo  moŜe  dostać  w  głowę.  No,  ale  pan  jako  prawnik 
oczywiście wie o tym lepiej ode mnie. 

Carruthersowi  nie  uśmiechało  się  słuchanie  dalszych  wywodów  na  ten  temat, 

więc przerwał, pytając: 

– Czy mogę panią podwieźć, Ŝeby zadośćuczynić za spóźnienie? 
–  Nie  trzeba.  Muszę  czasami  trochę  rozruszać  stare  gnaty  –  odparła  pogodnie 

pani Inkpen. – Czy czuje pan zapach bzu? Ślicznie pachnie, prawda? 

Elizabeth posadziła krzew purpurowo-fioletowego bzu w roku, gdy urodził się 

Scott i postanowiła, Ŝe kiedy urodzi się córka, zasadzi biały bez. Nie doczekali się 
córki, a teraz Ŝona nie Ŝyła... Twarz Teala Carruthersa przebiegł skurcz. 

– Tak, pachnie bardzo pięknie... A więc do zobaczenia za tydzień, pani Inkpen. 
Kobieta uśmiechnęła się porozumiewawczo. 
–  Dzwoniła  pani  Thurston,  a  potem  pani  Patsy  Smythe.  Musi  panu  być 

przyjemnie,  Ŝe  ma  takie  powodzenie.  Pan  chyba  jeszcze  nigdy  nie  spędził 
sobotniego  wieczoru  samotnie,  co?  –  Pokiwała  głową.  –  To  dlatego,  Ŝe  pan  taki 
przystojny.  Jak  aktor.  Gdybym  miała  ze  dwadzieścia  lat  mniej,  to  mój  Albert 
mógłby być zazdrosny. 

Carruthers  nachmurzył  się,  gdyŜ  jego  zdaniem  taka  opinia  była  daleka  od 

prawdy.  Powodzenie  nie  sprawiało  mu  Ŝadnej  przyjemności,  a  wręcz  przeciwnie, 
było kulą u nogi. Odprowadził panią Inkpen do furtki, zabrał aktówkę z samochodu 
i wszedł do domu. 

– Scott! JuŜ jestem! – zawołał. 
W  kuchni  panował  powierzchowny  porządek.  Wkrótce  po  śmierci  Elizabeth 

okazało  się,  Ŝe  sprzątanie  pani  Inkpen  polega  na  zgarnianiu  wszystkiego  do 
najbliŜszej  szuflady  lub  wpychaniu  na  półki.  Carruthers  mógłby  wysunąć  to  jako 
argument do wymówienia, ale dotychczas się na to nie zdobył. 

Ciszę  przerwał  telefon  stojący  na  szafce  pod  oknem.  Teal  podejrzewał,  Ŝe 

dzwoni  któraś  z  wielbicielek,  więc  niechętnie  podniósł  słuchawkę.  Niekiedy 
odnosił  wraŜenie,  Ŝe  w  mieście  nie  ma  ani  jednej  kobiety  poniŜej  pięćdziesiątki, 
która  chciałaby  zostawić  go  w  spokoju.  KaŜda  była  przekonana,  Ŝe  potrzebna  mu 
jest  albo  Ŝona,  albo  matka  dla  syna,  albo  chociaŜby  kochanka.  Być  moŜe  nawet 
wszystkie  trzy  w  jednej  osobie.  A  tymczasem  bardzo  się  myliły.  Carruthers 

background image

doskonale sobie radził z wychowywaniem syna i nie widział powodu, dla którego 
miałby  powtórnie  się  Ŝenić.  Swe  ciało  zdołał  poskromić  do  tego  stopnia,  Ŝe 
chwilami miał wraŜenie, iŜ mógłby zostać mnichem. 

– Słucham? 
–  Teal?  Mówi  Sheila  McNab.  Poznaliśmy  się  na  spotkaniu  w  ubiegłym 

tygodniu. Pamiętasz mnie? – Przypomniał sobie, Ŝe jej śmiech bardzo go draŜnił. – 
Dzwonię  głównie  po  to,  Ŝeby  zapytać,  czy  jesteś  wolny  w  sobotę  i  czy  zechcesz 
pojechać  ze  mną  do  Chester.  Będziemy  piec  barana  z  okazji  urodzin  mojej 
znajomej. 

– Niestety, nie mogę, juŜ zaplanowałem coś innego – odparł zgodnie z prawdą. 
– No to moŜe innym razem? 
– Raczej nie, jestem ostatnio bardzo zajęty. Mam dość odpowiedzialną pracę, a 

poza  tym  sam  wychowuję  syna...  Miło  mi  jednak,  Ŝe  o  mnie  pomyślałaś.  MoŜe 
jeszcze kiedyś się spotkamy – i szybko odłoŜył słuchawkę. 

Miał  nieprzyjemne  uczucie,  Ŝe  nawet  we  własnej  kuchni  czyhają  na  niego 

kobiety. Niekiedy zastanawiał się, czy miałby więcej spokoju, gdyby ogolił głowę i 
przytył  co  najmniej  dwadzieścia  kilogramów.  Rozmyślania  przerwał  mu  tupot  na 
piętrze. Scott zjechał po poręczy na dół i z hukiem wylądował na podłodze. Wpadł 
do kuchni, wymachując kartką papieru. 

–  Tato,  nie  zgadniesz,  co  ci  powiem!  –  zawołał  podniecony.  –  W  czwartek 

odbędzie  się  spotkanie  nauczycieli  i  rodziców,  więc  będziesz  mógł  poznać  mamę 
Danny'ego, bo ona teŜ przyjdzie. 

Ojciec  drgnął  i  uśmiech  zamarł  mu  na  ustach.  Tylko  jeszcze  tego  mu  brak! 

Kolejna wielbicielka! W dodatku taki wzór cnót jak matka Danny'ego! 

–  Sądziłem,  Ŝe  w  tym  roku  nie  będzie  juŜ  spotkań  z  nauczycielami  –  rzekł  i 

pogładził syna po głowie. 

Scott zrobił unik i uderzył prawym sierpowym, a ojciec nie pozostał mu dłuŜny. 

Po chwili obaj przewrócili się i stoczyli ustaloną rytuałem walkę. 

–  Czy  to  twoja  jedyna  sportowa  koszulka?  –  spytał  ojciec  nieco  zasapany.  – 

Koniecznie trzeba ją wyprać. 

– Po co? PrzecieŜ zaraz znowu się pobrudzi – logicznie zauwaŜył syn, siadając 

mu  okrakiem  na  piersi.  –  W  czwartek  rodzice  będą  mogli  poznać  naszych 
nauczycieli i obejrzeć  róŜne  rzeczy, które  zrobiliśmy.  Tatusiu,  pójdziesz, prawda? 
Moglibyśmy  po  drodze  wstąpić  po  Danny'ego  i  jego  mamę  –  dodał  z  nadzieją  w 
głosie. – Jest bardzo miła i na pewno ci się spodoba. Pozwoliła mi wziąć dla ciebie 
kilka droŜdŜówek, które dzisiaj upiekła. 

background image

Niedawno  Carruthers  otrzymał  w  prezencie  od  jednej  wielbicielki  kwiaty,  a 

butelkę koniaku od drugiej. Teraz zaś ciastka, na które wcale nie miał apetytu. 

–  Wolałbym,  Ŝebyśmy  poszli  sami  –  oznajmił.  –  A  teraz  jedziemy  na  kolację, 

więc idź zmienić koszulę. 

– Mama Danny'ego jest piękna jak aktorka – rzucił Scott, wychodząc. 
Ojca  ogarnęło  zdumienie,  Ŝe  ośmioletni  chłopiec  zauwaŜył,  iŜ  matka  jego 

przyjaciela  jest  piękna.  Jednocześnie  poczuł,  Ŝe  budzi  się  w  nim  coraz  większa 
niechęć do nieznajomej kobiety. 

– Jest ładniejsza od pani Janinę! – krzyknął syn juŜ z korytarza. 
– Na pewno spotkamy się w szkole! – zawołał ojciec i cięŜko westchnął. 
Wiedział,  Ŝe  chłopcy  juŜ  się  zaprzyjaźnili,  więc  postanowił  być  wyjątkowo 

uprzejmy,  lecz  nie  widział  Ŝadnego  powodu,  dla  którego  nieznajoma  miałaby 
automatycznie  zająć  jakieś  miejsce  w  jego  Ŝyciu.  UwaŜał,  Ŝe  i  bez  tego  ma 
wystarczająco duŜo problemów. 

Pół  godziny  później  ojciec  i  syn  siedzieli  przy  stoliku  w  Burger  King  i  Scott 

wybierał swoje ulubione dania. 

 
Julie  Ferris  nastawiła  płytę  i  podśpiewywała  sobie,  mimo  iŜ  nie  mogłaby 

konkurować  z  tak  niedoścignionym  wzorem,  jak  John  Denver  czy  Placido 
Domingo. Śpiewała o miłości, jednocześnie myśląc z przykrością o tym, Ŝe wśród 
jej adoratorów nie ma ani jednego lubiącego muzykę. Pocieszała się jednak tym, Ŝe 
i  tak  z  nikim  nie  chce  się  wiązać,  nawet  z  melomanem.  Obecna  sytuacja  miała 
wiele plusów, a bolesne wspomnienia o rozwodzie były zbyt świeŜe. 

Wstawiła kurczaka do piecyka i wyjrzała przez okno. Ogród przed domem był 

geometrycznie  rozplanowany  i  starannie  utrzymany,  aŜ  do  przesady.  Dziwne,  Ŝe 
nie odstraszał wszystkich ptaków. Julie miała zamiar w najbliŜszych dniach kupić 
kwiaty  i  wprowadzić  trochę  barw  oraz  nieładu  wśród  prostokątnych  grządek, 
starannie  przyciętych  krzewów  i  nudnie  prostych  rzędów  czerwonych  tulipanów. 
Właścicielka domu oficjalnie tego nie zabroniła, a jedynie dała do zrozumienia, Ŝe 
chce,  aby  dom  i  ogród  były  utrzymane  w  idealnym  porządku.  Idealnym!  Julie 
uśmiechnęła się na myśl o tym, jaki jest jej ideał. 

Usłyszała telefon i wybiegła z kuchni, w chwili gdy Einstein rzucił się na kabel 

przy słuchawce. Szarobury kocur przybłęda zjawił się tuŜ po przeprowadzce i przez 
pierwszy tydzień zupełnie ignorował swych nowych właścicieli, a następnie poczuł 
się  panem  całego  domu.  Nazwali  go  Einsteinem,  bo  potrafił  mknąć  z  szybkością 
ś

wiatła. 

background image

– Julie? Mówi Wayne. 
Dzwonił  lekarz  odbywający  praktykę  w  tym  samym  szpitalu.  Niedawno 

spędzili razem sobotni wieczór. Najpierw obejrzeli ciekawy film, a potem poszli do 
kawiarni  i  przy  lampce  wina  podzielili  się  wraŜeniami.  Około  północy  adorator 
odwiózł Julie do domu, a gdy zatrzymał samochód, nagle objął ją i zaczął całować. 
UraŜona tym, Ŝe Wayne pozwala sobie na niewczesne pieszczoty, Julie wyrwała się 
z  jego  ramion.  Nie  lubiła  takich  wielbicieli,  więc  uznała,  Ŝe  to  koniec  ich 
znajomości. 

– Julie, słyszysz mnie? MoŜe w piątek pójdziemy znowu do kina, co? 
–  Niestety,  nie  mogę  skorzystać  z  zaproszenia  –  odparła,  Ŝałując,  Ŝe  jest  zbyt 

dobrze wychowana, by powiedzieć coś ostrzejszego. 

– Grają juŜ ten film, o którym rozmawialiśmy, a którego jeszcze nie widziałaś. 
Wiedziała,  Ŝe  najlepiej  byłoby  oznajmić,  Ŝe  ma  juŜ  na  ten  dzień  jakieś  plany, 

lecz postanowiła powiedzieć prawdę. 

– Nie mam ochoty nigdzie z tobą iść. Nie lubię męŜczyzn, którzy zachowują się 

tak jak ty. 

Zapadło krótkie milczenie. Po chwili Wayne odezwał się obraŜonym tonem: 
– Jak ja się zachowuję? O czym ty mówisz? 
– Wyobraź sobie, Ŝe lubię decydować o tym, z kim się całuję. 
–  No  wiesz,  nie  bądź  taka  obraŜalska.  PrzecieŜ  nic  się  nie  stało...  Nie  chcesz 

chyba powiedzieć, Ŝe uwaŜasz za zbrodniarza kaŜdego, kto tylko na ciebie spojrzy. 

Julie ucięła niemiłą rozmowę. 
– Widzę, Ŝe mój syn wraca ze szkoły, więc muszę kończyć. 
– A co z filmem? 
– Nic – odparła i odłoŜyła słuchawkę. 
Rozległ się głośny zgrzyt hamulców i pisk opon dwóch rowerów, co oznaczało, 

Ŝ

e  Danny  przyjechał  z  kolegą,  Scottem  Carruthersem.  Julie  uśmiechnęła  się, 

zadowolona,  Ŝe  chłopcy  przypadli  sobie  do  gustu.  Jej  syn  łatwo  się 
zaaklimatyzował  po  przeprowadzce  ze  wsi  do  miasta  głównie  dzięki  temu,  Ŝe  tak 
prędko znalazł kolegę. 

–  Cześć,  mamo!  –  Danny  wpadł  do  domu  jak  burza,  krzycząc  od  drzwi:  – 

Scottowi leci krew, bo spadł z roweru. Opatrzysz mu nogę? 

Julie umyła ręce i obejrzała rozbite kolana. 
–  Przynieś  mi  apteczkę  z  szafki  w  łazience  –  poleciła  synowi.  –  Scott,  mocno 

się potłukłeś? 

– Trochę – odparł malec, patrząc spode łba. 

background image

Trudno  byłoby  znaleźć  dwóch  chłopców  tak  diametralnie  róŜnych.  Danny  był 

jasnowłosym, nieśmiałym dzieckiem, które lubiło samotność i dlatego matka miała 
powaŜne wątpliwości, czy ma prawo wyrwać go z otoczenia na wsi, z którym zŜył 
się od urodzenia. Scott był ciemnowłosym, ruchliwym ekstrawertykiem, entuzjastą 
piłki  noŜnej  i  ręcznej.  Natychmiast  wciągnął  nowego  ucznia  w  krąg  swych 
kolegów i zainteresowań. 

– Dlaczego spadłeś? 
–  Chciał  mi  pokazać,  jak  się  jeździ  na  tylnym  kole  –  wyjaśnił  Danny.  –  Ale 

wjechał na kamień. 

– Mam nadzieję, Ŝe nie byliście na jezdni – zaniepokoiła się Julie. 
–  Nie  –  rzekł  Scott.  –  Ojej,  boli...  Tata  powiedział,  Ŝe  mi  skonfiskuje  rower, 

jeśli będę jeździć po jezdni. Skonfiskować znaczy zabrać – dodał. – Mój tatuś jest 
prawnikiem, więc zna duŜo takich powaŜnych słów. 

Julie  wzdrygnęła  się  na  wspomnienie  swoich  adwokatów  i  wolała  pominąć  tę 

informację milczeniem. Po chwili rzekła: 

– No, juŜ kończę. Przykro mi, Ŝe to trochę bolesne. 
–  Czy  jak  pielęgniarki  coś  robią,  to  zawsze  boli?  –  spytał  Scott  zaczepnym 

tonem. 

Zaskoczona  Julie  bacznie  popatrzyła  na  dziecko.  Wyczuła,  Ŝe  za  owym 

pytaniem kryje się coś więcej niŜ zwykła ciekawość i to ją zaintrygowało. 

– Wiesz – zaczęła ostroŜnie – pielęgniarki zawsze się starają, Ŝeby pacjenci nie 

cierpieli, ale czasami nic nie mogą poradzić na to, Ŝe sprawiają ból. 

Chłopiec patrzył na nią nieprzyjaznym wzrokiem. 
– Danny mówił mi, Ŝe pani pracuje w szpitalu. 
– Tak, to prawda. 
– A moja mama tam umarła. 
Julie odsunęła się i przyjrzała Scottowi. Syn opowiadał jej duŜo o koledze, lecz 

niewiele o jego rodzicach. Wspomniał wprawdzie o jakiejś pomocy domowej, lecz 
to  mogło  oznaczać,  Ŝe  oboje  rodzice  pracują  i  dlatego  ktoś  obcy  zostaje  z 
dzieckiem w domu. 

– Przykro mi. Nic nie wiedziałam. Kiedy to się stało? 
– Dwa lata temu – mruknął, najwidoczniej Ŝałując, Ŝe wspomniał o matce. 
– Ogromnie mi przykro. Na pewno bardzo ci jej brakuje. 
–  Czasami  tak...  ale  zawsze  tylko  z  tatusiem  jeździłem  na  mecze  i  to  się  nie 

zmieniło, więc nie jest tak źle. 

Julie skończyła przemywanie kolan, wycisnęła trochę maści na dwa opatrunki i 

background image

przylepiła je plastrem. 

Po  chwili  Scott  wstał  i  skrzywił  się  z  bólu.  Danny  to  zauwaŜył  i  natychmiast 

zaproponował: 

– Chcesz loda? 
Julie uśmiechnęła się. 
– To świetny pomysł. I jeszcze dostaniecie ciastka. 
– Potem pójdziemy do ciebie i pobawimy się w domku na drzewie. 
Scott się rozpromienił. 
– To lepiej ciastka wziąć jako zapasy. 
– Tylko pamiętaj, Danny, Ŝe masz wrócić do domu przed szóstą – powiedziała 

Julie, pakując ciastka i sok. 

Po  ich  wyjściu  zamyśliła  się.  Dopiero  teraz  zrozumiała,  dlaczego  chłopcy  tak 

się  zaprzyjaźnili.  Danny  nie  miał  ojca,  a  jego  kolega  matki.  Julie  nie  lubiła 
prawników, lecz musiała przyznać, Ŝe ojciec Scotta dobrze wychowuje syna. 

 
W środę Teal Carruthers musiał zawieźć syna do dentysty na godzinę czwartą. 

Wyszedł  z  sądu  natychmiast  po  zakończeniu  rozprawy.  Dzięki  temu,  Ŝe  nie 
dopuścił Mike'a do głosu, udało mu się osiągnąć to, co chciał. Uznał, Ŝe wszystko 
jest na dobrej drodze. Zajechał przed dom i nacisnął klakson, ale Scott nie wyszedł, 
mimo  Ŝe  miał  być  gotowy  o  wpół  do  czwartej.  Carruthers  spojrzał  na  zegarek  i 
ponownie zatrąbił, tym razem znacznie głośniej. Podejrzewał, Ŝe chłopcy siedzą w 
ulubionym  domku  na  drzewie,  a  w takim  wypadku nie przyjdą  od razu.  Najpierw 
sprawdzą,  czy  w  okolicy  nie  ma  jakiegoś  wroga,  a  dopiero  potem  spuszczą 
sznurową  drabinę  i  ostroŜnie  zsuną  się  na  ziemię,  trzymając  w  pogotowiu  proce 
udające strzelby. Carruthers wysiadł i poszedł do ogrodu. 

– Scott! – krzyknął. – Pospiesz się, bo juŜ późno! 
Nie  otrzymawszy  odpowiedzi,  zawrócił  w  stronę  domu  i  wbiegł  po  schodach. 

Drzwi były zamknięte, a na klamce wisiała kartka: 

Wruciliśmy wcześniej, bo pajda rdra. Ide teraz do danny 'ego. 
Teal skrzywił się na widok błędów. Wszedł do domu, odszukał numer telefonu 

Danny'ego i zadzwonił. Zajęte. Spojrzał na zegarek i po chwili jeszcze raz wykręcił 
numer. Telefon  nadal  był  zajęty,  co zapewne oznaczało, Ŝe  matka  chłopca  z kimś 
rozmawia. Zirytowany pomyślał, Ŝe moŜe to trochę potrwać. Postanowił pojechać 
po syna bez uprzedzenia. 

Danny  mieszkał  kilka  domów  dalej.  Carruthers  wyskoczył  z  samochodu  i 

zadzwonił  do  drzwi,  lecz  nikt  mu  nie  otworzył.  Zadzwonił  ponownie,  ale  i  tym 

background image

razem nie było odpowiedzi. Ze środka dobiegała głośna muzyka, która zagłuszała 
dzwonek.  Otworzył  drzwi  siatkowe  i  mocno  zastukał,  a  wtedy  drzwi  wewnętrzne 
same  ustąpiły.  Zdenerwował  się,  Ŝe  matka  Danny'ego  zapomina  o  korzystaniu  z 
zasuwy.  Diana  Ross,  której  nie  lubił,  jeszcze  powiększała  jego  irytację.  Ponad 
dźwiękami  głośnej  muzyki  przebijał  się  hałas  dochodzący  z  kuchni,  więc  Teal 
skierował kroki w tamtą stronę i stanął w otwartych drzwiach. 

Nikt  go  nie  zauwaŜył,  poniewaŜ  wszyscy  byli  odwróceni  plecami.  Danny, 

oparty  o  szafkę,  udawał,  Ŝe  gra  na  trąbce,  Scott  siedział  obok  i  oblizywał  palce 
umazane  ciastem.  TuŜ  przy  makutrze  czyścił  sobie  łapy  szary  kot.  Koło  piecyka 
stała  młoda  kobieta  o  puszystych,  jasnych  włosach  przewiązanych  czerwoną 
wstąŜką. 

Gość otworzył usta, lecz nie zdąŜył powiedzieć ani słowa, bo akurat zadzwonił 

minutnik.  Kobieta  nałoŜyła  kuchenne  rękawice  i  otworzyła  drzwiczki  piecyka. 
Miała  na  sobie  skąpe  niebieskie  szorty  i  przykrótką  bluzkę  bez  rękawów,  nie 
dochodzącą do talii. MęŜczyzna nie mógł oderwać oczu od wysmukłych opalonych 
ud  i  obcisłych  szortów.  Czuł,  Ŝe  ogarnia  go  niezrozumiała  irytacja.  Kobieta 
odwróciła się, chcąc postawić ciastka na szafce i wtedy spostrzegła nieznajomego. 
Krzyknęła  przeraŜona  i  wypuściła  blachę  z  rąk.  Wystraszony  kot  zeskoczył  na 
podłogę, przy czym potrącił szklankę z sokiem. Rozległ się brzęk tłuczonego szkła, 
a wtedy równieŜ chłopcy się odwrócili. 

– Kim pan jest? Jak pan śmiał wejść bez pukania? – rzuciła kobieta ze złością. 
Teal patrzył bez słowa i w duchu przyznawał rację Scottowi, który twierdził, Ŝe 

matka  kolegi  jest  piękna.  Była  wprost  olśniewająco  piękna,  mimo  iŜ  miała  nos 
umazany  mąką  i  strój  mocno  podniszczony.  Rzadko  kiedy  brakowało  mu  słów,  a 
teraz stał przed nią oniemiały. 

– Witaj, tato – odezwał się Scott – Ale przestraszyłeś kota! 
Ojciec przełknął ślinę i zdołał powiedzieć dość opanowanym głosem: 
– Nazywam się Teal Carruthers i jestem ojcem Scotta. Dzień dobry, pani Ferris. 
– Julie Ferris... Czy dzwonił pan do drzwi? 
–  Tak,  ale  Diana  Ross  wszystko  zagłusza.  Powinna  pani  porządnie  zamykać 

drzwi. Najlepiej na zasuwę lub klucz – dodał, patrząc jej prosto w oczy. 

– WciąŜ zapominam, Ŝe nie mieszkam juŜ na wsi. 
Julie przyglądała się niespodziewanemu gościowi, Ŝałując, Ŝe nie wiedziała, iŜ 

ojciec 

Scotta 

jest 

tak 

zniewalająco 

przystojnym 

człowiekiem. 

Był 

najatrakcyjniejszym  męŜczyzną,  jakiego  w  Ŝyciu  spotkała.  Wysoki,  ciemnowłosy, 
pełen nieświadomej elegancji. 

background image

– Czy ten kot często siedzi na szafce? Myślałem, Ŝe pielęgniarki zawsze bardzo 

dbają o higienę. 

– Zawsze robi pan takie krytyczne uwagi? – odcięła się Julie. 
–  Skoro  mój  syn  przesiaduje  u  pani,  wolałbym,  Ŝeby  drzwi  wejściowe  były 

dobrze zamykane – dodał, nie odpowiadając na pytanie. 

– MoŜe i racja – przyznała niechętnie. 
Wzięła serwetkę i przykucnęła, by zgarnąć odłamki szkła. 
– Ja pani pomogę – zaproponował Scott. 
–  Dochodzi  juŜ  czwarta,  synu,  spóźnimy  się  do  dentysty.  –  Następnie  zwrócił 

się do pani domu: – Usiłowałem się dodzwonić, ale telefon był zajęty. 

– Och – westchnęła Julie. – Pewnie Einstein znowu zrzucił słuchawkę. 
– Zapomniałem o dentyście – mruknął Scott. 
–  Musimy  jechać  –  oświadczył  ojciec  i  dodał  z  uprzedzającą  grzecznością:  – 

Pani  Ferris,  dziękuję  za  opiekę  nad  moim  synem  dzisiaj  i  za  to,  Ŝe  wczoraj 
obandaŜowała mu pani kolana. Widać fachową rękę. 

–  Rachunek  juŜ  wysłałam.  Proszę  nie  zwracać  się  do  mnie  po  nazwisku.  Na 

imię mi Julie. 

Zdobyła  się  na  swój  najbardziej  czarujący  uśmiech,  któremu  jeszcze  Ŝaden 

męŜczyzna, się nie oparł. A tymczasem Carruthersowi nawet nie drgnęła powieka. 

– Do widzenia – rzekł chłodno i wyszedł razem z synem. 
Julie  poszła  za  gośćmi,  zamknęła  drzwi  na  klucz  i  ściszyła  muzykę.  Wyjrzała 

przez okno. Czarny samochód idealnie pasował do zimnego właściciela o wąskich 
ustach, surowym spojrzeniu i oschłym sposobie bycia. 

 

background image

Rozdział 2 

 
Wybierając  się  na  spotkanie  z  nauczycielami,  Julie  Ferris  włoŜyła  skromny 

niebieski  kostium  i  gładko  zaczesała  włosy.  Wyszła  z  domu  juŜ  po  szóstej, 
poniewaŜ chciała pojawić się w szkole punktualnie. Były po temu dwa powody: po 
pierwsze  miała  za  sobą  aŜ  trzy  nocne  dyŜury  i  marzyła  o  tym,  by  połoŜyć  się 
wcześnie,  a  po  drugie  podświadomie  łudziła  się,  Ŝe  dzięki  temu  nie  spotka  Teala 
Camithersa.  Wprawdzie  w  związku  z  tym,  Ŝe  Scott  i  Danny  się  zaprzyjaźnili, 
sporadyczne  kontakty  z  nim  i  tak  były  nieuniknione,  lecz  nie  naleŜało  ich 
prowokować. 

Niewiele osób przyszło o wpół do siódmej. Julie najpierw obejrzała nieudolne 

rysunki  syna,  mające przedstawiać  samoloty  odrzutowe i zwierzęta afrykańskie,  a 
następnie zwróciła się z kilkoma pytaniami do jego wychowawcy, miłego młodego 
człowieka.  Po  chwili  podszedł  do  nich  dyrektor,  potem  nauczyciel  gimnastyki,  a 
jeszcze  później  dwóch  przedstawicieli  zarządu.  Julie  uśmiechnęła  się  w  duchu, 
widząc,  Ŝe  znowu  znalazła  się  w  typowej  sytuacji.  Jak  zawsze  i  wszędzie, 
przyciągała  wszystkich  męŜczyzn.  Rozejrzała  się  i  dostrzegła  ojca  Scotta 
otoczonego  kobietami.  Humor  jeszcze  bardziej  się  jej  poprawił,  poniewaŜ  nie 
ulegało wątpliwości, Ŝe oboje są w podobnej sytuacji. Wokół niej stale skupiali się 
męŜczyźni, a wokół Carruthersa kobiety. 

– Pani Ferris, czy zechciałaby pani obejrzeć naszą nową salę komputerową? – 

zapytał dyrektor. 

–  Jestem  przekonany  –  natychmiast  wtrącił  nauczyciel  gimnastyki  –  Ŝe  sala 

gimnastyczna jest znacznie ciekawsza. 

–  Jeśli  mam  być  szczera  –  powiedziała  Julie  –  chciałabym  zapytać  o  coś 

nauczycielkę muzyki. Przepraszam panów na chwilę. 

Uśmiechnęła  się  czarująco  i  podeszła  do  grupy  kobiet  stojących  wokół 

Carruthersa. 

– Dobry wieczór panu – rzekła z chłodnym uśmiechem na ustach. 
Teal Carruthers postąpił tak, jak ona wobec panów. 
–  Przepraszam  panie  na  chwilę  –  powiedział  do  otaczających  go  kobiet  i 

podszedł  do  Julie.  Ujął  ją  pod  ramię  i  odprowadził  na  bok,  mówiąc:  –  Widzę,  Ŝe 
oboje mamy podobne zmartwienie. 

–  Ale przewaga  jest po pana  stronie,  bo pańskich  wielbicielek było  więcej niŜ 

moich adoratorów – zauwaŜyła Ŝartobliwym tonem. 

background image

– Tylko dlatego, Ŝe pani mieszka tu dopiero od miesiąca. 
– Czy to znaczy, Ŝe będzie gorzej? – zapytała nieco speszona. 
– Nie mam co do tego Ŝadnych wątpliwości – odparł z całą powagą i mocniej 

zacisnął palce na jej ramieniu. 

– Proszę mnie puścić – mruknęła. – Nie ucieknę. 
Carruthers Ŝachnął się i przeprosił, zły, Ŝe tak się zdradził. 
Nawet  nie  zauwaŜył,  Ŝe  wciąŜ  trzymał  ją  pod  rękę.  Patrząc  jej  w  oczy, 

zrozumiał,  dlaczego  przyciąga  do  siebie  wszystkich  męŜczyzn.  Była  nie  tylko 
oszałamiająco  piękna,  ale  i  nieodparcie  pociągająca.  Miała  gęste,  jasne  włosy, 
pełne,  zmysłowe  wargi  i  dziwnie  intrygujące  oczy,  ni  to  szare,  ni  niebieskie.  Jej 
uśmiech krył w sobie odwieczną tajemnicę. 

– Czuję, Ŝe nie darzy mnie pan sympatią. Zgadłam? – spytała spokojnie. 
– Czy pani zawsze mówi to, co myśli? 
–  Tak.  Nie  lubię  tracić  czasu,  bo  Ŝycie  jest  takie  krótkie.  Carruthersowi 

przemknęło przez myśl, Ŝe ma do czynienia z kobietą zupełnie inną niŜ te, które go 
zwykle uwodziły. 

– Muszę przyznać pani rację. 
Julie  niczym  nie  zdradziła,  Ŝe  te  słowa  sprawiły  jej  przykrość.  Pragnąc  ukryć 

zmieszanie, rzekła: 

– Wie pan, bałam się, Ŝe Danny będzie miał trudności z przystosowaniem się do 

nowej  szkoły  i  do  Ŝycia  w  mieście,  i  dlatego  cieszę  się,  Ŝe  tak  szybko  znalazł 
kolegę.  To,  czy  my  przypadniemy  sobie  do  gustu  jest  bez  znaczenia.  Nie 
chciałabym jednak, Ŝeby nasze uczucia przeszkodziły przyjaźni naszych dzieci. 

–  UwaŜam,  pani  Ferris,  Ŝe  najlepiej  będzie,  gdy  nasze  spotkania  ograniczymy 

do  niezbędnego  minimum  –  oświadczył  Teal  i  z  nie  skrywaną  satysfakcją 
zauwaŜył, Ŝe jej oczy aŜ pociemniały z gniewu. 

– Nie mam najmniejszego zamiaru postępować inaczej. 
– Miło mi, Ŝe tak doskonale się rozumiemy. O, widzę wychowawczynię Scotta. 

Muszę z nią porozmawiać o błędach ortograficznych mojego syna. Dobranoc, pani 
Ferris. 

Julie  gniewnym  wzrokiem  patrzyła  w  ślad  za  męŜczyzną,  który  był  zbyt 

inteligentny, by nie zauwaŜyć, Ŝe zwrot „pani Ferris" bardzo ją irytuje, a mimo to 
tak  się  do  niej  zwracał.  Widocznie  robił  to  z  premedytacją,  co  mogło  jedynie 
oznaczać, Ŝe jej rzeczywiście nie lubi. 

Wróciła  myślami  do  pierwszego  spotkania,  gdy  Teal  Carruthers  wydał  się  jej 

najatrakcyjniejszym ze znanych męŜczyzn. Teraz uznała, Ŝe słowo „atrakcyjny" nie 

background image

oddaje prawdy, gdyŜ nowo poznany sąsiad tak ją pociągał, Ŝe zaczęła się o siebie 
bać. Przeszył ją dreszcz. WciąŜ jeszcze całym ciałem czuła jego obecność. To był 
zły znak. JuŜ raz związała się z człowiekiem mającym nieodparty urok i wiedziała, 
do czego to prowadzi. NaleŜało czym prędzej wyciągnąć wnioski z popełnionych w 
przeszłości  błędów  i  naprawdę  ograniczyć  spotkania  z  Tealem  Carruthersem  do 
minimum. 

Pod  oknem  dostrzegła  nauczycielkę  muzyki.  Uśmiechnęła  się  i  podeszła  do 

niej. Pół godziny później wróciła z Dannym do domu i wcześnie połoŜyła się spać. 

Następnego  ranka  obudziła  się  z  rozkoszną  świadomością,  Ŝe  ma  przed  sobą 

dwa  dni  wolne.  Za  oknami  świeciło  słońce  i  śpiewały  ptaki,  więc  świat  wydawał 
się  piękny.  Wyekspediowała  syna  do  szkoły,  nalała  sobie  kawy,  usiadła  na 
werandzie i oddała się wspomnieniom. 

Postąpiła słusznie, przeprowadzając się do miasta i była zadowolona ze zmiany 

w Ŝyciu. Pamiętała jednak, Ŝe długo nie mogła powziąć ostatecznej decyzji. Trudno 
jej było rozstać się z domem, w którym przez kilka lat mieszkała z męŜem i synem. 
Chciała  jednak  zapewnić  Danny'emu  lepszą  szkołę,  sobie  zaś  stałą  pracę.  Ale 
przede wszystkim pragnęła uwolnić się od wszystkiego, co przypominało jej zdradę 
męŜa i jego odejście. Marzyła o nowych ludziach i ciekawszym Ŝyciu, lecz niestety 
okazało się, Ŝe z ludźmi, a ściśle mówiąc, z męŜczyznami, miała kłopoty. 

Po  wypiciu  kawy  wybrała  się  do  sklepu  ogrodniczego,  skąd  przywiozła  pół 

samochodu  bratków,  petunii  oraz  lwich  paszczy.  WłoŜyła  stare  ubranie  i 
wyciągnęła nieskazitelnie czyste narzędzia pani LeMarchant. śałowała, Ŝe musi je 
zabrudzić,  ale  po  chwili  wahania  energicznie  zabrała  się  do  kopania  dołków  na 
geometrycznych  grządkach.  Wkrótce  ogród  stał  się  bardziej  kolorowy,  natomiast 
Julie  była  cała  obsypana  grudkami  ziemi.  Nucąc  ulubioną  melodię,  wysiewała 
właśnie nasturcję, gdy usłyszała: 

– Dzień dobry, pani Ferris. 
Jedyną  osobą,  poza  Tealem  Carruthersem,  która  w  ten  sposób  się  do  niej 

zwracała,  był  sąsiad,  emerytowany  generał.  Julie  była  pewna,  Ŝe  taki  dŜentelmen 
jak on nigdy nie wystąpi z propozycją randki. 

– Dzień dobry. Ale dzisiaj wspaniała pogoda, prawda? 
–  Bardzo  piękna  –  przyznał  generał,  a  następnie  chrząknął  zakłopotany  i 

nieśmiało zerknął na wynik pracy Julie. – Nie udało się pani posadzić kwiatów w 
prostych rzędach... 

Grządki  w  ogrodzie  generała  były  bliźniaczo  podobne  do  grządek  u  pani 

LeMarchant. 

background image

–  Ja  wolę  trochę  dziki  ogród  –  przyznała  się  Julie  z  miną  winowajcy.  –  Czy 

sądzi pan, Ŝe pani LeMarchant będzie mieć zastrzeŜenia? 

–  SkądŜe  znowu  –  zapewnił  generał  bardziej  przez  grzeczność  niŜ  z 

przekonania. 

Porozmawiali chwilę o tym i owym, a następnie oboje zajęli się pracą. Wkrótce 

Danny  i  Scott  wrócili  ze  szkoły,  zwinęli  węŜa,  zanieśli  go  do  schowka  i  zaraz 
pobiegli  na  górę,  a  Julie poszła do kuchni.  W progu  stanęła jak  wryta.  Na  środku 
siedział Einstein, a w łapach trzymał szczura. PrzeraŜona zauwaŜyła, Ŝe szczur się 
rusza, więc powoli, tyłem, wycofała się z kuchni i rozdygotana zamknęła drzwi. 

– Mamo! – zawołał Danny, pędząc na dół. – Chcemy się bawić w kowbojów. 
– Nie wchodź do kuchni – szepnęła Julie. – Einstein złapał szczura. 
– Szczura? Naprawdę? 
– śywego... Co ja mam zrobić? – spytała, załamując ręce. 
Wiedziała,  Ŝe  moŜe  poprosić  o  pomoc  generała,  lecz  obawiała  się,  Ŝe  on 

przyjdzie albo z bronią w ręku, albo dostanie apopleksji. 

– Danny, przyniesiesz te olstra czy nie?! – zawołał Scott, zbiegając z piętra. 
–  Mamy  szczura  –  powiadomił  go  zachwycony  Danny.  –  I  wcale  nie  jest 

zdechły. Einstein go złapał. 

– Nie bujasz? Prawdziwy szczur?! 
– Ja tam za nic nie wejdę – szepnęła Julie. – Wiem, Ŝe jestem beznadziejna, ale 

panicznie boję się szczurów. 

Scott wydał okrzyk bojowy i zawołał: 
– Biegnę po mojego tatę! On się tym zajmie! 
– Nie, w Ŝadnym wypadku... 
Chłopcy  wypadli  z  domu,  nie  czekając  na  koniec  zdania.  Julie  zdecydowanie 

wolałaby poprosić generała. Wiedziała, Ŝe nie zdąŜy się przebrać, a była brudna od 
stóp  do  głów  i  miała  na  sobie  najgorsze  ciuchy.  Skąpe  szorty  oraz  dziurawe 
trampki  nadawały  się  juŜ  tylko  do  wyrzucenia,  a  bawełniana  bluzka,  ciasno 
opinająca  jej  bujne  piersi,  nosiła  dwuznaczny  napis:  „Liszt  dla  ciebie", 
umieszczony nad podobizną kompozytora. 

Niebawem  przed  dom  zajechał  czarny  samochód,  z  którego  zaraz  wyskoczyli 

chłopcy,  a  za  nimi  bez  pośpiechu  wysiadł  Teal  Carruthers.  On  teŜ  miał  na  sobie 
szorty, ale zupełnie nowe, i koszulkę ściśle przylegającą do ciała. Julie poczuła, Ŝe 
dostaje zawrotu głowy. 

– Słyszę, Ŝe ma pani jakiś kłopot – rzekł męŜczyzna bez powitania. 
– Einstein złapał szczura. 

background image

– Jest pani pewna, Ŝe to nie mysz? 
Julie w lot zrozumiała podtekst. Carruthers zapewne uwaŜał, Ŝe szczur był tylko 

pretekstem do spotkania i otwarcie dawał do zrozumienia, Ŝe ona postępuje tak jak 
wszystkie inne kobiety. 

– Najzupełniej – odparła ze złością. – Kiedyś zatrzasnęły się za mną drzwi do 

piwnicy i przez kilka godzin siedziałam na dole sama z dwoma Ŝywymi szczurami. 
Zaręczam panu, panie Carruthers, Ŝe to nie jest Ŝadna mysz. 

MęŜczyzna popatrzył na nią podejrzliwie. 
–  Dwa  spotkania  w  ciągu  jednej  doby  trudno  nazwać  minimum  –  zauwaŜył 

chłodno. 

– Wcale pana tu nie prosiłam! – syknęła. – To pomysł pańskiego syna. Jeśli o 

mnie  chodzi,  moŜe  pan  natychmiast  wracać  do  domu.  Poproszę  generała,  który 
będzie zachwycony, Ŝe nadarza się okazja, by uŜyć broni. 

– Skoro juŜ i tak tu jestem, zobaczę, o co chodzi. 
Widząc,  Ŝe  Julie  jest  naprawdę  przeraŜona  i  cała  drŜy,  Teal  poczuł  lekkie 

wyrzuty  sumienia.  NiezaleŜnie  od  tego,  czy  to  był  szczur,  czy  mysz,  ta  kobieta 
rzeczywiście się przestraszyła. 

– Tatusiu, moŜemy iść z tobą? – odezwał się Scott błagalnym głosem. 
– Nie, wy zostajecie tutaj. To nie potrwa długo. 
Chłopcy  usiłowali  coś  zobaczyć  przez  szparę  przy  drzwiach,  natomiast  Julie 

odeszła  na  bok  i  głęboko  oddychała,  Ŝeby  się  uspokoić.  Po  kilku  minutach 
Carruthers wyszedł ze szczurem w ręce. 

– Gdzie jest łopata? – spytał. – Chcę to zakopać. 
–  Zaraz  przyniosę  –  zaofiarował  się  Danny.  –  Czy  urządzimy  prawdziwy 

pogrzeb? 

– Chyba nie – rzucił Teal przez ramię i wyszedł. 
Julie  nie  mogła  ruszyć  się  z  miejsca.  Czuła,  Ŝe  uginają  się  pod  nią  nogi. 

Myślami wróciła do dnia, gdy Robert po raz ostatni przyjechał do domu. Prosiła go 
wtedy,  Ŝeby  nastawił  łapki  na  szczury,  które  widziała  w  piwnicy,  a  których 
panicznie  się  bała.  MąŜ  wyśmiał  ją,  nie  spełnił  prośby  i  właśnie  tego  wieczoru 
oświadczył, Ŝe odchodzi do innej kobiety. Dwa dni później zatrzasnęły się drzwi do 
piwnicy  i  Julie  przez  cztery  godziny  siedziała  na  dole  ze  szczurami.  Na  samo 
wspomnienie o tym jeszcze teraz robiło się jej niedobrze. 

Teal zastał ją w tym samym miejscu. 
– Ma pani koniak? – zapytał oschle. 
Julie zaprzeczyła bez słowa. 

background image

– Wobec tego jedziemy do mnie. 
– Nie, dziękuję panu. Zaraz mi przejdzie. 
Teal wzruszył ramionami i zwrócił się do Scotta: 
– Synu, skocz do domu po koniak. Przynieś tę ciemnozieloną butelkę z czarną 

nalepką. WłóŜ ją do jakiejś torby i nie zapomnij zamknąć drzwi na klucz. 

– Chodź, Danny! – krzyknął Scott, wskakując na rower. – Będziemy udawać, Ŝe 

jedziemy karetką. 

Wrzeszcząc jak opętani, chłopcy zniknęli za rogiem. 
–  Wolałabym,  Ŝeby  i  pan  wrócił  do  domu.  PrzecieŜ  nie  jesteśmy  zachwyceni 

tym, Ŝe się znowu spotkaliśmy. 

Carruthers,  przyzwyczajony  do  półprawd  i  kłamstw,  był  mile  zaskoczony 

szczerością Julie. 

–  Ale  pani  tak  wygląda,  jakby  miała  lada  chwila  zemdleć  albo  zwymiotować. 

Albo  zrobić  jedno  i  drugie.  Jeszcze  nie  wytarłem  podłogi  w  kuchni.  Chodźmy.  – 
Ujął ją pod rękę i poczuł, Ŝe cała drŜy. – Posiedzi pani chwilę i zaraz się uspokoi – 
powiedział łagodniejszym tonem. 

Julie  czuła  łzy  napływające  do  oczu,  ale  była  zbyt  dumna,  by  płakać  przy 

obcym  męŜczyźnie.  Pochyliła  więc  głowę  i  zdołała  się  opanować.  Teal  otworzył 
drzwi, zza których wypadł Einstein. 

– Cholera! Gdzie pani znalazła takiego zbója? 
–  Sam  się  znalazł.  To  przybłęda,  ale  jakoś  do  nas  przylgnął  –  odparła  Julie  i 

uśmiechnęła się blado. 

Usiadła przy oknie i odwróciła głowę, by nie widzieć krwi na podłodze. Zanim 

Teal  ją  wytarł,  wrócili  chłopcy  i  postawili  na  stole  butelkę  bardzo  drogiego 
koniaku. Po kilku łykach Julie poczuła się zdecydowanie lepiej. 

– Dziękuję – powiedziała z niekłamaną wdzięcznością. 
–  Drobiazg.  Proszę  zadzwonić  w  razie  następnej  wizyty  szczura.  Dobrze  mi 

zrobi, gdy czasem oderwę się od akt sądowych. 

Chłopcy wybiegli do ogrodu, więc dorośli zostali sami. 
– Czy pan uwaŜa, Ŝe udawałam strach po to, Ŝeby pana tu ściągnąć? – spytała 

Julie,  której  koniak  rozwiązał  język.  –  Jeszcze  jedna  kobieta,  która  się  za  panem 
ugania, tak? 

– Jest pani bardzo domyślna. 
– Oboje, pan jako prawnik, a ja jako pielęgniarka, mamy do czynienia z ludźmi 

w  sytuacjach  stresowych.  Przy  odrobinie  praktyki  moŜna  się  nauczyć  czytać  w 
twarzach. 

background image

MęŜczyzna przez chwilę przyglądał się jej uwaŜnie. 
– Byłbym bardzo zarozumiały, gdybym sądził, Ŝe pani zagięła na mnie parol. 
– Istotnie – przyznała Julie. 
– Wierzę, Ŝe pani rzeczywiście boi się szczurów. 
– Wprost panicznie. 
– Dlaczego? 
– Nie mogę panu powiedzieć, bo to dla mnie zbyt osobiste przeŜycie. 
Carruthers spojrzał na nią z ukosa i rzekł: 
–  Chyba  pani  nie  usiłuje  mnie  złowić,  ale  zastanawiam  się,  co  ma  znaczyć  to 

zdanie na bluzce. 

Julie  oblała  się  gorącym  rumieńcem.  Zapomniała,  Ŝe  ma  na  piersiach 

dwuznaczny napis. 

–  To...  –  zająknęła  się  –  to  jedyna  ciemna  bluzka,  jaką  mam,  a  przy  pracy  w 

ogrodzie zawsze się usmaruję jak nieboskie stworzenie. 

–  ZauwaŜyłem...  No,  czas  na  mnie.  Mam  jeszcze  sporo  pracy.  śegnam  panią, 

Julie Ferris. 

– Bardzo jestem panu wdzięczna za zabicie tego szczura – powiedziała z ulgą w 

głosie. 

Teal  się  uśmiechnął  i  jego  twarz  nagle  zmieniła  się  wprost  nie  do  poznania. 

Julie  miała  wraŜenie,  Ŝe  widzi  zupełnie  innego  męŜczyznę.  Młodszego, 
beztroskiego i godnego poŜądania. Poczuła się nieswojo. 

–  MoŜna na  mnie liczyć,  ale niech  pani będzie ostroŜna i  nie naduŜywa  mojej 

dobroci. 

 
Przez kilka następnych dni Julie z radością myślała o zaplanowanej wycieczce 

jachtem,  lecz  okazało  się,  Ŝe  chirurg,  który  ją  zaprosił,  jest  Ŝonaty.  Wobec  tego 
wycofała  się,  nie  słuchając  jego  wywodów  o  wolności  w  małŜeństwie  i  o 
staroświeckich  poglądach  niektórych  kobiet.  Po  zmianie  planów,  sobotni  wieczór 
spędziła z anestezjologiem. Przed kilkoma  miesiącami opuściła go Ŝona, więc był 
w sytuacji, którą Julie znała z własnego doświadczenia. Jednak po kolacji miała juŜ 
najzupełniej dość słuchania jego skarg, tym bardziej Ŝe nie dał jej dojść do słowa i 
teŜ się wyŜalić. 

Następnym razem umówiła się z pielęgniarzem z onkologii, który, podobnie jak 

ona,  sam  wychowywał  dzieci.  Okazało  się,  Ŝe  zaprosił  ją  głównie  po  to,  Ŝeby 
poznała jego dzieci, dała im kolację i połoŜyła spać. Kiedy zostali sami, męŜczyzna 
zaczął się rozwodzić nad tym, jak bardzo dzieci potrzebują matki. Po czym, ni stąd, 

background image

ni zowąd, chciał pokazać, jak bardzo on potrzebuje Ŝony. Julie uciekła w popłochu. 

Wracając do domu, poprzysięgła sobie, Ŝe w najbliŜszej przyszłości nie będzie 

się z nikim umawiać. Zdecydowanie sprzykrzyły się jej randki. Chciała wybrać się 
do  kina,  Ŝeby  obejrzeć  film,  który  ją  od  dawna  interesował,  lecz  w  końcu 
postanowiła,  Ŝe  pójdzie  sama.  Miała  najzupełniej  dość  adoratorów,  którzy 
narzucają się juŜ podczas pierwszego spotkania. Z przykrością uświadomiła sobie, 
Ŝ

e  Ŝaden  męŜczyzna  poznany  w  Halifaksie  nie  zainteresował  się  nią  jako  osobą. 

Była  dla  nich  jedynie  kobietą,  która  ma  piękną  twarz  i  wspaniałe  ciało.  Nawet 
zastanawiała się, czy zachowuje się prowokująco i czy wobec tego wina leŜy po jej 
stronie.  Lecz  pocieszyła  się  myślą,  Ŝe  po  prostu  nie  spotkała  dotąd  właściwych 
męŜczyzn. 

 
Carruthers był w podobnej sytuacji. Na jedną sobotę umówił się z Janinę, którą 

poznał  na  przyjęciu  dla  prawników.  Popełnił  wtedy  niewybaczalny  błąd,  gdyŜ 
zaproponował jej pójście na doroczną uroczystość organizowaną przez jego zespół 
adwokacki. Samotne pojawienie się na tej imprezie, połączonej z dansingiem, było 
ź

le widziane i dlatego postanowił zaprosić Janinę, która przy pierwszym spotkaniu 

zrobiła  na  nim  korzystne  wraŜenie.  Na  nieszczęście  dla  niego  dziewczyna 
zakochała się w nim bez pamięci. 

On sam nie Ŝywił wobec niej Ŝadnych uczuć i nigdy nawet nie napomknął, Ŝe 

mogliby  zostać  kochankami.  Kiedy  zorientował  się,  Ŝe  Janinę  marzy  o  bliŜszym 
związku, usiłował sprowadzić ją na ziemię, lecz jego zabiegi na nic się nie zdały. 

Uparta  kobieta  najpierw  bezustannie  dzwoniła  do  niego  do  domu,  a  potem 

zaczęła  naprzykrzać  się  równieŜ  w  pracy.  Wobec  tego  Carruthers  postanowił 
definitywnie  zakończyć  znajomość.  Był  pewien,  Ŝe  Janinę  prędko  się  pocieszy. 
Poza  tym  kaŜdy  musi  się  kiedyś  nauczyć,  Ŝe  miłość  fizyczna  to  nie  wszystko,  co 
powinno łączyć dwoje ludzi. 

Właśnie w tę sobotę Janinę postanowiła sama coś przygotować na kolację, więc 

umówili się w jej mieszkaniu. Podczas posiłku Carruthers dyplomatycznie poruszał 
jedynie bezosobowe tematy. Jednak po deserze zdecydowanie oświadczył, Ŝe to ich 
ostatnie spotkanie i Ŝe nie Ŝyczy sobie nawet kontaktów telefonicznych. Cierpliwie 
zniósł łzy i zaklęcia Janinę i wrócił do domu przed dziesiątą. 

Nalał  sobie  brandy,  usiadł  w  fotelu  i  pogrąŜył  się  w  rozmyślaniach  o  Julie 

Ferris.  Widział  wyraźnie,  jak  walczyła  z  sobą,  by  się  przy  nim  nie  rozpłakać.  W 
przeciwieństwie do Janinę, łzy nie były jej bronią, ale przecieŜ Julie Ferris go nie 
kochała. A nawet wręcz go nie lubiła. Musiał przyznać przed samym sobą, Ŝe nieco 

background image

rozminął się z prawdą, gdy oświadczył, Ŝe jej nie lubi. Niewątpliwie podobała mu 
się  jej  szczerość.  Ale  czy  tylko  szczerość?  Oczyma  wyobraźni  ujrzał  jej  puszyste 
włosy  połyskujące  w  słońcu,  pełne  piersi  pod  napisem  „Liszt  dla  ciebie"  oraz 
cudownie  smukłe  nogi.  Poczuł  ogarniające  go  poŜądanie  i  skrzywił  się 
niezadowolony. Postanowił przecieŜ, Ŝe nie będzie się zbliŜał do Julie Ferris. 

Przez dwa tygodnie udało się to o tyle, Ŝe jej nie spotkał. Mimo to stale o niej 

myślał.  Któregoś  dnia  Marylee  i  Bruce,  z  którymi  był  od  dawna  zaprzyjaźniony, 
zaprosili go do swego domku nad cieśniną Northumberland. 

–  Czy  moglibyśmy  zabrać  Danny'ego?  –  spytał  Scott,  gdy  o  tym  usłyszał.  – 

Miałbym z kim pływać i grać w tenisa. Tatusiu, czy on moŜe pojechać z nami? 

– Wykluczone. 
– Dlaczego? – Dziecko miało łzy w oczach. 
Ojciec  zawahał  się,  nie  chcąc  wyjawić  prawdziwych  powodów.  Dopiero  po 

chwili rzekł: 

–  Kochanie,  nie  wypada,  Ŝebyśmy  wszędzie  zabierali  Danny'ego.  Jego  mama 

mogłaby być niezadowolona, Ŝe jedziemy tak daleko i Ŝe późno wrócimy do domu. 
MoŜe pojedziemy gdzieś innym razem. 

Scott  przygryzł  wargę  i  wybiegł,  trzaskając  drzwiami.  Teal  wiedział,  Ŝe 

powinien natychmiast skarcić syna za złe zachowanie, ale w tej chwili nie miał na 
to  ochoty.  Wrócił  myślami  do  matki  Danny'ego  i  uznał,  Ŝe  byłaby  idealną 
towarzyszką  na  taką  wyprawę.  Nie  sądził,  aby  potem  bez  przerwy  do  niego 
dzwoniła lub Ŝeby chciała od razu się z nim przespać. Nagle poraziła go myśl, Ŝe 
we  czworo  wyglądaliby  jak  rodzina  z  dwójką  dzieci  i  właśnie  to  uznał  za 
najistotniejszy powód, by nie zapraszać Julie na tę wycieczkę. 

 
Słoneczny  czerwcowy  dzień  nad  zatoką  był  cudowny.  Dzieci  pływały  w 

basenie,  natomiast  dorośli  wyciągnęli  się  na  leŜakach  i  rozmawiali  o  wspólnych 
znajomych. W pewnym momencie Marylee zapytała: 

– Teal, czy masz jakąś sympatię od serca? 
Teal  przecząco  pokręcił  głową,  a  przyjaciółka  przysunęła  się  nieco  bliŜej  i 

uwaŜnie mu się przyjrzała. 

– Od śmierci Elizabeth minęły juŜ dwa lata... Czy to nie dość? 
– Mam duŜo czasu – odparł Carruthers, zadowolony, Ŝe załoŜył ciemne okulary 

i nie widać jego oczu. 

– Nawet przyjmując, Ŝe nie masz ochoty z nikim się wiązać na stałe, to jeszcze 

nie powód, Ŝeby unikać towarzystwa kobiet – zauwaŜyła Marylee. 

background image

–  Wcale  nie  unikam  –  oświadczył  nieco  dotknięty.  –  W  przyszły  piątek 

wybieram się na elegancką uroczystość w towarzystwie chirurga płci Ŝeńskiej. 

Nie zdradził, Ŝe w skrytości ducha łudził się, iŜ dzięki temu spotka Julie Ferris. 
–  ZałoŜę  się  –  rzekła  Marylee,  zabawnie  marszcząc  nos  –  Ŝe  to  będzie  wasza 

pierwsza i ostatnia randka. 

– Randki mnie nie interesują. 
– A propozycje pewnie się sypią. 
– Jak z rękawa. 
–  Nic  dziwnego.  Jesteś  bardzo  seksownym  męŜczyzną,  a  twój  urok  wprost 

zniewala  kobiety.  Wiadomo  teŜ,  Ŝe  jesteś  dobrym  ojcem  oraz  doskonałym 
prawnikiem. Fakt, Ŝe masz silny charakter teŜ nie jest bez znaczenia. 

–  No,  to  ostatnie  chyba  nie  jest  dla  kobiet  takie  waŜne  –  mruknął  Teal,  nieco 

speszony pochwałami. 

– Masz rację – odezwał się Bruce. – Liczy się przede wszystkim twoje ciało i 

konto bankowe. 

–  Przestańcie  kpić  –  oburzyła  się  Marylee.  –  Teal,  Ŝal  Ŝalem,  ale  dziecku 

potrzebna  jest  matka.  A  poza  tym  męŜczyzna,  taki  jak  ty,  nie  powinien  Ŝyć  jak 
mnich. 

Carruthers w duchu przyznał, Ŝe istotnie takie Ŝycie staje się coraz trudniejsze, 

głośno zaś powiedział: 

– Jestem bardzo wymagający w sprawach sercowych, Marylee. Nie odpowiada 

mi byle kto. – Wstał i przeciągnął się. – Idziemy popływać? 

–  Och,  ci  męŜczyźni  –  westchnęła  kobieta.  –  Nigdy  was  nie  zrozumiem, 

choćbym Ŝyła sto lat. 

Bruce wstał i pochylił się nad nią. 
–  Rybko,  nie  zawracaj  sobie  tym  główki.  Masz  być  piękna  i  rodzić  dzieci,  to 

twoja misja Ŝyciowa. 

Objął Ŝonę i namiętnie pocałował. 
Teal poczuł dotkliwy  ból przeszywający  serce.  Czym  prędzej odwrócił  wzrok. 

Wiedział,  Ŝe  małŜeństwo  przyjaciół  przechodziło  jakieś  kryzysy,  lecz  był 
przekonany,  Ŝe  teraz  jest  trwałe.  Nie  ulegało  wątpliwości,  Ŝe  Bruce'a  i  Marylee 
łączy  głęboka  miłość.  Miłość...  to  najbardziej  zagadkowe  i  nieuchwytne  uczucie 
oraz główny powód, dla którego on sam nie chciał się angaŜować. 

 

background image

Rozdział 3 

 
Teal  myślał  o  Julie  przez  cały  piątek,  szczególnie  zaś  w  chwili,  gdy  w 

towarzystwie  doktor  Deirdre  Reid  wchodził  na  salę  bankietową.  Natychmiast 
zaczął rozglądać się w poszukiwaniu kobiety o pięknych jasnych włosach, ale nie 
dostrzegł  jej  nigdzie  i  teraz  usiłował  dociec,  czy  ów  fakt  ucieszył  go,  czy  teŜ 
rozczarował.  Zatopiony  w  myślach,  nie  usłyszał  słów  wypowiedzianych  przez 
Deirdre, a oprzytomniał dopiero wtedy, gdy pociągnęła go za rękaw. 

– Teal, kogo tak wypatrujesz? – spytała oschłym tonem. 
–  Zawsze  jestem  ciekaw,  ilu  znajomych  spotkam  na  takim  przyjęciu  –  odparł 

wymijająco. – Czy wiesz, gdzie będziemy siedzieć? 

–  PrzecieŜ  ci  mówiłam  –  odparła  poirytowana.  –  Jestem  przewodniczącą 

stowarzyszenia, więc siedzimy przy głównym stole. 

Zaczęła  przeciskać  się  przez  tłum.  Teal  podąŜył  za  nią,  uśmiechając  się  do 

siebie.  Cieszyła  go  świadomość  tego,  Ŝe  Deirdre  Reid  na  pewno  się  w  nim  nie 
zakocha.  I  to był powód, dla którego  chętnie przyjął  jej  zaproszenie. Doktor  Reid 
albo doskonale  panowała nad  swymi  namiętnościami,  albo  naleŜała  do osób  mało 
uczuciowych,  o  czym  mogło  świadczyć  jej  cierpkie  poczucie  humoru.  Była  za  to 
doskonałą partnerką w dyskusji, inteligentną i dobrze zorientowaną w polityce. 

Po  licznych  przemówieniach,  na  ogół  krótkich,  a  niekiedy  nawet  dowcipnych, 

rozległy się dźwięki muzyki. Dopiero wtedy Carruthers ujrzał na parkiecie kobietę, 
na  którą  podświadomie  czekał  przez  cały  wieczór.  Julie  Ferris,  w  powłóczystej 
wieczorowej  sukni,  tańczyła  z  wysokim,  niezwykle  przystojnym  młodym 
męŜczyzną.  Sprawiała  wraŜenie,  jakby  zapamiętała  się  w  tańcu  i  zapomniała  o 
całym  świecie.  Z  jej  pełnych  wdzięku  ruchów  emanowała  taka  radość  Ŝycia  i 
zmysłowość,  Ŝe  Carruthersa  ogarnęła  zazdrość.  Poczuł  się  tak,  jak  gdyby  utracił 
coś, co tancerka uosabiała, ale czego nawet nie umiał ująć w słowa. 

–  Kim  jest  ten  wysoki  rudowłosy  męŜczyzna?  –  zapytał.  Deirdre  spojrzała  we 

wskazanym kierunku i uśmiechnęła się złośliwie. 

–  To  nasz  najmłodszy  i  najzdolniejszy  specjalista,  neurochirurg.  Okropny  z 

niego kobieciarz. Dlaczego pytasz? 

– Bo znam jego partnerkę. 
Deirdre wzruszyła ramionami i pogardliwie rzuciła: 
–  Jestem  przekonana,  Ŝe  niedługo  znikną  i  pójdą  do  łóŜka.  Ona  na  pewno  mu 

się nie oprze. Dość ładna ta kobieta, prawda? Czy my teŜ zatańczymy? 

background image

Po  tym,  co  usłyszał,  Carruthers  pomyślał,  Ŝe  Deirde  nie  róŜni  się  od  innych 

uwodzących  go  kobiet  i  zapewne  seks  jest  dla  niej  tylko  rozrywką.  Uznał,  Ŝe 
widocznie gustowała w innym typie męŜczyzn i tylko dlatego on jej nie pociągał. 
Przestał  o  niej  myśleć,  gdy  zaczął  tańczyć.  Doskonale  prowadził  swą  partnerkę, 
która  tańczyła  bezbłędnie,  lecz  sztywno  niby  manekin.  Kiedy  walc  się  skończył, 
Julie i jej partner, obejmujący ją duŜo poniŜej talii, znaleźli się w pobliŜu. 

– Dobry wieczór, pani Julie! – zawołał Teal. 
Julie odwróciła głowę. 
–  ZauwaŜyłam  pana  na  samym  początku  –  rzekła  i  przesunęła  dłoń  chirurga 

nieco wyŜej. 

– Pozwoli pani, Ŝe jej przedstawię panią doktor Deirdre Reid. Pani Julie Ferris. 

Nasi synowie są kolegami. 

– My juŜ się znamy – powiedziała Julie chłodno i uśmiechnęła się zdawkowo. 
–  Pani  Ferris?  –  powtórzyła  Deirdre  równie  chłodnym  tonem.  –  A  tak, 

przypominam  sobie.  Z  chirurgii,  prawda?  Nie  poznałam  pani,  bo  wszystkie 
pielęgniarki  są  takie  do  siebie  podobne.  –  Uśmiechnęła  się  do  partnera  Julie.  – 
Witaj, Nick. Panowie się nie znają, prawda? Pan Teal Carruthers... Doktor Nicholas 
Lytton. 

Młody  chirurg  miał  bladoniebieskie  oczy.  Teal  natychmiast  poczuł  do  niego 

antypatię. W tym momencie zagrała orkiestra, więc zwrócił się do Julie: 

– Czy mogę prosić panią do tańca? 
– Dziękuję – odparła krótko. 
Włosy miała zaczesane wysoko do góry, a w uszach błyszczały misterne złote 

kolczyki.  Rumieńce  na  jej  policzkach  mogły  oznaczać,  Ŝe  poczuła  się  dotknięta 
uwagą  Deirdre  lub  po  prostu  była  podniecona.  Nie  naleŜało  więc  wykluczać,  Ŝe 
Julie  spędzi  noc  w  łóŜku  neurochirurga.  Teal  objął  ją  i  natychmiast  poczuł,  jak 
bardzo  róŜni  się  ona  od  Deirdre.  Jej  gibkie  ciało  całkowicie  poddawało  się 
zmysłowym i tęsknym rytmom. Po chwili milczenia zapytał: 

– Czy pani wie, Ŝe przyszła w towarzystwie największego kobieciarza w całym 

szpitalu? 

Julie uniosła głowę i spojrzała na niego oczyma pociemniałymi z gniewu. 
– Kto ma o nim taką opinię? 
– Doktor Reid. 
– Czy mówiła na podstawie własnego doświadczenia? 
Carruthers z trudem zachował powagę. 
– Takie pytanie nie jest w pani stylu. 

background image

– Pan nie ma pojęcia, jaki jest mój styl. 
Teal nie mógł się powstrzymać od następnego pytania, które go dręczyło: 
– Czy ma pani zamiar się z nim przespać? 
– No wie pan, teŜ pytanie... 
– Całkiem proste, moim zdaniem. 
–  Nie  jest  pan  w  sądzie,  a  tu  nie  miejsce  na  przesłuchanie  –  rzekła  Julie  i 

przygryzła  wargę.  Usta  miała  tak  ponętne,  Ŝe  Teal  mimo  woli  przyciągnął  ją 
mocniej do siebie. – Niech mnie pan tak nie ściska – dorzuciła z gniewem. 

– Czemu? Czy dlatego, Ŝe nie jestem genialnym neurochirurgiem, jakich mało, 

a tylko zwykłym prawnikiem, jakich pełno? 

–  O,  widzę,  Ŝe  jest  pan  w  wojowniczym  nastroju.  Co  mnie  zresztą  wcale  nie 

dziwi. Kilka godzin w towarzystwie doktor Reid nawet świętego wyprowadziłoby z 
równowagi. 

– Jest inteligentną i atrakcyjną kobietą. 
– Czy ma pan zamiar się z nią przespać? – Julie niemal dosłownie powtórzyła 

jego pytanie. 

–  Nie  –  oświadczył  Teal  spokojnie. –  Dlaczego  zachowała  się  wobec  pani  tak 

obcesowo? 

–  Podczas  mojego  ostatniego  dyŜuru  skrzyczała  mnie  w  obecności  kilku 

staŜystów i dwóch lekarzy za błąd, którego nie popełniłam. Wytknęłam jej to, ale 
wcale mnie nie przeprosiła. – Julie skrzywiła się z niesmakiem. – Dla niej pacjenci 
to tylko właściciele narządów do usunięcia, a pielęgniarki to zwykłe popychadła. 

Carruthers gotów był uwierzyć w prawdziwość jej słów. 
– No, to jesteśmy zgodni przynajmniej w jednej sprawie – szepnął. 
– W jakiej? – spytała nieufnie. 
– Nasi partnerzy nie wzbudzają w nas zachwytu. 
– Pan nie ma powodu, by nie lubić doktora Lyttona. 
– Danny zasługuje na kogoś lepszego niŜ on. 
– Mój syn nie ma z tym nic wspólnego! 
–  A  więc  nie  zaprasza  pani  do  domu  męŜczyzn,  z  którymi  śpi?  Proszę,  jaka 

dyskrecja! 

Powiedział to szyderczym tonem, mając jednak świadomość, Ŝe zachowuje się 

karygodnie. 

– Co pan ma przeciwko mnie? – spytała Julie ostro. – Od pierwszej chwili czuje 

pan do mnie antypatię. 

Bo  jesteś  piękna,  pełna  Ŝycia  i  doprowadzasz  mnie  do  szału...  –  Carruthers 

background image

przeraził  się,  Ŝe  wypowiedział  te  słowa  na  głos.  Na  szczęście  jednak  tylko  tak 
pomyślał. 

–  Po  prostu  nie  Ŝyczę  sobie  –  rzekł  chłodnym  tonem  –  Ŝeby  mój  syn  był 

ś

wiadkiem  scen  miłosnych  w  pani  domu.  To  prawie  rozkaz.  Scott  bardzo  panią 

lubi, a ja nie chcę, Ŝeby zaczął uwaŜać, iŜ rozwiązłość jest rzeczą normalną. 

– Obiecuję, Ŝe kiedy pójdę na ulicę, Ŝeby szukać partnerów, nie będzie to ulica, 

przy  której  pan  mieszka –  syknęła  Julie.  –  Nie  mogę  pojąć,  jakim  cudem  ma  pan 
tak  miłe  dziecko!  PoniewaŜ,  jak  większość  męŜczyzn,  nie  widzi  pan  świata  poza 
swoją  pracą,  jedynym  wytłumaczeniem  jest  fakt,  Ŝe  to  pańska  Ŝona  tak  dobrze 
wychowała syna. 

Poczuła, Ŝe Carruthers drgnął i lekko się odsunął. 
–  Proszę  nie  mieszać  w  to  mojej  Ŝony  –  wykrztusił.  –  Nie  Ŝyczę  sobie  tego 

rodzaju  uwag.  A  teraz  odprowadzę  panią  do  doktora  Lyttona,  bo  nie  chciałbym, 
Ŝ

eby państwo przeze mnie tracili czas. 

Szybkim krokiem przemierzył parkiet. 
–  Oddaję  panu  partnerkę  –  rzekł  do  chirurga,  a  do  Deirdre  uśmiechnął  się 

cieplej, niŜ zamierzał i zapytał: – Czy masz ochotę napić się czegoś? 

Odwrócili się i odeszli bez słowa poŜegnania. 
Przy  barze  spotkali  znajomych,  z  którymi  wdali  się  w  dyskusję  na  temat 

reformy senatu. 

Kiedy po godzinie wrócili do sali balowej, Julie i Nicka juŜ nie było. Carruthers 

uśmiechnął się złośliwie, gdy pomyślał, Ŝe na pewno są juŜ w domu chirurga, ale 
natychmiast spowaŜniał, gdy sobie uświadomił, Ŝe owa myśl go zabolała. 

– MoŜe pojedziemy teraz do mnie, Teal? – spytała Deirdre, jak gdyby przejrzała 

go na wylot. – Przyznam się, Ŝe mam juŜ dość tego przyjęcia. 

Chcąc  mieć  pewność,  Ŝe  została  właściwie  zrozumiana,  dotknęła  jego  ust 

pieszczotliwym  gestem  i  uśmiechnęła  się  uwodzicielsko,  lecz  zarazem  nieco 
szyderczo. 

Teal odwrócił głowę. 
– Nie lubię przypadkowych stosunków. 
– PrzecieŜ tylko takie są coś warte. 
– To nie dla mnie... przykro mi. 
– Dzięki mnie mógłbyś zmienić zdanie. 
Uśmiechnął się, a w jego oczach zalśniły drwiące iskierki. 
– CzyŜbyś nie wiedziała, Ŝe „nie" znaczy „nie"? 
–  Proszę,  jaki  nowoczesny  męŜczyzna!  –  rzekła  Deirdre  z  lekką  ironią.  – 

background image

Przyznaj  się  lepiej,  Ŝe  gdyby  na  moim  miejscu  była  Julie  Ferris,  twoje  „nie" 
znaczyłoby „tak". W tej chwili wolałbyś być na miejscu Nicka, co? Zgadłam? 

Carruthersa zalała fala nieopisanej wściekłości. Wycedził przez zaciśnięte zęby: 
– Odwiozę cię do domu. 
W duchu przysiągł sobie, Ŝe nigdy więcej nie przyjmie zaproszenia od Deirdre 

Reid. 

Wracając kwadrans później do siebie, zauwaŜył przed domem Julie tylko jeden 

samochód,  a  to  oznaczało,  Ŝe  wróciła  sama.  Pomyślał  niechętnie,  Ŝe  być  moŜe 
Deirdre ma rację i przypadkowe kontakty są najlepszym rozwiązaniem. 

 
W  następnym  tygodniu  Julie  pojechała  do  Dartmouth,  Ŝeby  obejrzeć  film,  na 

który  od  dawna  zamierzała  się  wybrać.  Wyświetlano  jednocześnie  kilka  filmów, 
więc  przed  kasą  była  długa  kolejka.  Julie  stanęła  za  dwoma  wyrostkami  w 
jaskrawych koszulkach i otworzyła torebkę, by wyjąć pieniądze. W tej chwili ktoś 
ją potrącił. Uniosła głowę i zobaczyła tuŜ przed sobą twarz jednego z wyrostków. 
Jego nieprzyjemne, blisko osadzone oczy miały bezczelny wyraz. 

– Cześć, lalunia. Jesteś sama? 
– Jak widzisz – odparła i zamknęła torebkę. 
Drugi  wyrostek,  w  koszulce  z  bardzo  nieprzyzwoitym  napisem,  roześmiał  się 

nieprzyjemnie. 

– No, to my idziemy z tobą – powiedział głośno, ciszej zaś dorzucił ordynarny 

epitet. 

Obaj  wyglądali  najwyŜej  na  siedemnaście  lat,  ale  byli  potęŜnie  zbudowani  i 

niezbyt trzeźwi. Julie odwróciła głowę. 

– Hank ma rację. Usiądziemy koło ciebie. Kto by tam siedział samotnie w taki 

wieczór. 

– Właśnie ja chcę być sama – oświadczyła zdecydowanym tonem. 
–  Na  jaki  film  idziesz,  mała?  –  spytał  Hank  i  wziął  ją  pod  rękę,  a  przy  tym 

umyślnie dotknął jej piersi. 

Julie ogarnęła wściekłość. 
– Odczepcie się, bo kaŜę was wyrzucić z kina! 
– A kto się ośmieli nas ruszyć? – szyderczo zapytał Hank. 
– MoŜe ja – odezwał się ktoś z tyłu. 
Julie  nie  miała  wątpliwości,  czyj  to  głos.  Nie  opodal  stał  Teal  Carruthers  i 

spokojnie  patrzył  na  Hanka.  Było  w  jego  postawie  coś,  co  sprawiło,  Ŝe  chłopak 
zaniemówił.  Julie  pomyślała,  Ŝe  choć  Teal  jest  zupełnie  opanowany,  wygląda  sto 

background image

razy groźniej od wyrostka. 

– Zamknij się i zostaw tę panią w spokoju. A najlepiej będzie, jeŜeli wyjdziecie 

z kolejki. No, na co się decydujesz? 

– My tylko Ŝartowaliśmy – powiedział Hank niepewnym głosem. – Nie... 
– To wcale nie wyglądało na Ŝarty – przerwał mu Carruthers. – Decydujcie się 

na coś. 

Towarzysz  Hanka,  jak  kaŜdy  pospolity  chuligan,  najwyraźniej  nigdy  nie 

zadzierał z silniejszymi od siebie. Natychmiast pospiesznie wtrącił: 

– Wcale nie chcieliśmy siedzieć obok tej pani. Mówiliśmy tak dla hecy. 
– Radzę, Ŝebyście swoje poczucie humoru zarezerwowali dla siebie – warknął 

Teal. 

– JuŜ zostawimy tę panią w spokoju – mruknął Hank niechętnie i odszedł. 
– Bardzo panu dziękuję – zwróciła się Julie do Carruthersa. – Niech pan wraca 

do swojej towarzyszki. 

– Przyszedłem sam. 
– Coś podobnego! Zepsuł się panu telefon? 
–  Nie  zauwaŜyłem.  A  dlaczego  pani  jest  sama?  CzyŜby  Einstein  wciąŜ  strącał 

słuchawkę? 

–  Nie.  Postanowiłam  wreszcie  spędzić  spokojny  wieczór  bez  czyjegokolwiek 

towarzystwa, i to dotyczy równieŜ pana. 

–  Widzę,  Ŝe  ratowanie  pani  z  opresji  wchodzi  mi  w  nawyk  –  zauwaŜył 

Carruthers. – Jest pani chodzącym źródłem kłopotów. 

– Ośmiela się pan twierdzić, Ŝe sama jestem sobie winna? 
– W gniewie jest pani jeszcze piękniejsza – wyrwało mu się znienacka. 
–  Och!  –  syknęła  Julie  przez  zaciśnięte  zęby.  –  Nie  cierpię  męŜczyzn!  A  juŜ 

szczególnie pana! Proszę stąd natychmiast odejść! 

Patrzył na nią rozbawiony, po czym uznał, Ŝe wieczór zapowiada się doskonale 

jeszcze przed rozpoczęciem filmu. 

– Przepadło mi miejsce w kolejce. 
– I myśli pan, Ŝe to się dobrze składa, co? 
–  Wie  pani,  ja  teŜ  miałem  ochotę  samotnie  spędzić  ten  wieczór  –  rzekł 

spokojnie. 

– Niech mi pan tylko nie wmawia, Ŝe nie cierpi kobiet. Nie uwierzę panu. 
–  Ale  ja  mam  uwierzyć,  Ŝe  pani  nie  lubi  męŜczyzn,  tak?  Chyba  Ŝe  ma  pani 

jakieś uprzedzenia do mojej płci... 

– TeŜ coś! Niedawno oskarŜał mnie pan o rozwiązłość! 

background image

Carruthers wsunął ręce do kieszeni. 
– Przepraszam. Nie powinienem był tego mówić. 
– No, to dlaczego się pan ośmielił? 
– Julie, powiedziałem, Ŝe jest mi przykro. 
Popatrzyła na niego uwaŜnie i rzekła z ociąganiem: 
– No dobrze. Ale więcej proszę tego nie robić. 
– Czy naprawdę mam usiąść na drugim końcu sali? 
–  Najpierw  proszę  mi  odpowiedzieć  na  pytanie,  czy  pańskim  zdaniem 

rzeczywiście  ponoszę  winę  za  zachowanie  tych  dwóch  wyrostków.  Nie  lubię 
uchodzić za źródło kłopotów. Proszę spojrzeć na mój strój... chyba nie powie pan, 
Ŝ

e ubrałam się wyzywająco? 

Carruthers  jednym  spojrzeniem  obrzucił  całą  jej  postać.  Miała  na  sobie  luźne 

dŜinsy i obszerną koszulową bluzkę. Gładko zaczesane włosy przewiązała zwykłą 
aksamitką. Popatrzył na pięknie wykrojone usta, potem na rysujące się pod bluzką 
bujne piersi. 

– Strój jest najzupełniej bez znaczenia, bo ma pani w sobie coś, co się nazywa 

seksapilem. Jest pani tak pociągająca, Ŝe nawet męŜczyzna stojący nad grobem teŜ 
by się pani nie oparł. 

Julie zmarszczyła brwi. 
– Czyli Ŝe to moja wina? 
– AleŜ skąd! Nie oskarŜam pani, tylko usiłuję to wytłumaczyć. Zajmowałem się 

zawodowo sprawami o zgwałcenie i nie zgadzam  się z powszechnie pokutującym 
mniemaniem, Ŝe kobieta prowokuje męŜczyznę, a on sam jest niewinny. 

–  Rozumiem.  –  Julie  przyjrzała  mu  się  uwaŜnie.  –  Cieszyłabym  się,  gdybym 

mogła  być  pewna,  Ŝe  pan  wierzy  w  to,  co  mówi,  bo  sądownictwo  potrzebuje 
właśnie tak myślących ludzi. Ale jeśli jest inaczej, to dał się pan złapać. Bo, myśląc 
tymi samymi kategoriami, fakt, Ŝe Nick jest kobieciarzem nie oznacza, Ŝe ja jestem 
rozpustna. 

– Przyznaję, Ŝe nie powinienem był tak mówić. Jeszcze raz przepraszam, ale juŜ 

po raz ostatni. 

Julie zauwaŜyła dziwny wyraz jego oczu i poczuła niezrozumiały niepokój. 
– Twierdzi pan, Ŝe mam nieodparty urok, ale to samo mogę powiedzieć o panu 

–  wyznała.  –  W  dodatku  pan  ma  go  tysiąc  razy  więcej  niŜ  ja.  I  niech  mi  pan  nie 
zacznie wmawiać, Ŝe jestem pierwszą kobietą, która to panu mówi. 

Carruthers  przypomniał  sobie,  Ŝe  Marylee  niedawno  ujęła  tę  sprawę  inaczej, 

lecz to samo miała na myśli. 

background image

–  Wobec  tego  proponuję,  Ŝebyśmy  jednak  usiedli  obok  siebie.  Ze  względu  na 

obopólne bezpieczeństwo. 

ZauwaŜył, Ŝe twarz Julie nareszcie zaczyna rozjaśniać się w uśmiechu. 
– Tylko pod warunkiem, Ŝe pan lubi praŜoną kukurydzę. 
– Czy muszę od razu przyznać się do wszystkich grzechów? Czy konieczna jest 

aŜ tak wysoka cena za to, Ŝe mi pani pozwoli usiąść obok siebie? 

Julie roześmiała się serdecznie. 
– Idę kupić największą porcję. 
Odeszła,  kołysząc  biodrami,  a  Teal  nie  mógł  oderwać  od  niej  wzroku.  Kupili 

dwie  paczki  kukurydzy  oraz  dwie  butelki  coca-coli  i  zdąŜyli  zająć  miejsca  tuŜ 
przed zgaszeniem świateł. Film natychmiast pochłonął całą uwagę Julie, a po jego 
zakończeniu odezwała się: 

– Koniecznie muszę teraz porozmawiać. Pójdziemy gdzieś na kawę? 
– Bardzo chętnie. 
Wstąpili  do  pobliskiej  kawiarni  i  znaleźli  wolny  stolik.  Julie  oceniała  film 

bardziej  uczuciowo  niŜ  Teal,  lecz  uwaŜnie  słuchała  jego  wraŜeń  i  z  jednymi 
spostrzeŜeniami  się  zgadzała,  z  innymi  nie.  Jej  sposób  bycia  był  ujmujący,  lecz 
jednocześnie  budził  niepokój,  poniewaŜ  Carruthers  czuł,  Ŝe  rosnąca  sympatia  do 
Julie  moŜe  pokrzyŜować  plan,  jaki  przyszedł  mu  do  głowy  podczas  oglądania 
filmu.  Pomysł  sam  w  sobie  był  bardzo  interesujący,  lecz  nieco  ryzykowny,  więc 
rozsądniej byłoby najpierw przemyśleć go w spokoju. Teal w pełni zdawał sobie z 
tego sprawę, a mimo to nagle oznajmił: 

– Mam dla pani propozycję. 
Oczy kobiety błysnęły wrogo. 
– Dziękuję. Ciągle otrzymuję jakieś propozycje i właśnie dlatego chciałam iść 

do kina sama. 

– Nie jestem taki jak doktor Lytton. 
– No, to proszę nie zachowywać się podobnie! 
Carruthers zacisnął palce na filiŜance tak mocno, Ŝe aŜ mu zbielały kostki. Na 

ogół  był  bardzo  opanowanym  człowiekiem,  więc  zaskoczyło  go  to,  Ŝe  teraz  tak 
łatwo daje się prowokować. 

–  Moja  „propozycja"  to  tyle  co  pomysł,  projekt.  Bez  dwuznacznych 

podtekstów.  Gdybym  wiedział,  Ŝe  pani  jest  tak  przewraŜliwiona,  określiłbym  to 
jako „plan". 

– Proszę sobie wyobrazić, Ŝe rozumiem słowa mające więcej niŜ dwie sylaby! 

A  po  tym,  co  zaszło  w  kolejce,  mógłby  pan  juŜ  mieć  lepsze  pojęcie  o  mojej  tak 

background image

zwanej wraŜliwości. 

Chcąc zyskać na czasie, Teal podniósł filiŜankę do ust. Julie widziała wyraźnie, 

Ŝ

e jest coraz bardziej speszony. Sama teŜ była zdenerwowana, chociaŜ jeszcze nie 

dowiedziała się, jaka to propozycja. Przygotowała się na najgorsze. 

– Zanim  przedstawię  swój plan,  muszę  otrzymać  odpowiedź na  jedno pytanie. 

Czy jest pani związana z doktorem Lyttonem? 

– Z najgorszym kobieciarzem w całym szpitalu? Nie bardzo mi pan pochlebia. 
– Czekam na tak albo nie. 
Patrzył na nią takim wzrokiem, Ŝe Julie spuściła oczy. 
– Nie – wyznała zmieszana. – Nie lubię przelotnych romansów. Z nikim. 
Z tobą teŜ, dodała w duchu. 
Carruthers bardzo pragnął uwierzyć w jej słowa. 
– To znaczy, Ŝe po przyjęciu nie spędzili państwo nocy razem? 
– Tego juŜ za wiele. Nie ma pan prawa wtrącać się w moje najbardziej osobiste 

sprawy. Ja nie pytam, czy pan się przespał z doktor Reid. 

– Nigdy z nią nie spałem. Jej odpowiada seks bez miłości, a mnie nie. 
Taka  zadziwiająca  szczerość  zdecydowanie  przemawiała  na  korzyść 

męŜczyzny.  W  głębi  serca  Julie  poczuła  ulgę,  słysząc,  Ŝe  Teal  Carruthers  nie  jest 
zakochany w jej przełoŜonej. 

–  Nigdy  nie  byłam  w  łóŜku  z  Nickiem  Lyttonem  i  nie  mam  najmniejszej 

ochoty, aby to zrobić – oświadczyła, patrząc mu prosto w oczy. 

Tym razem Teal uwierzył jej bez zastrzeŜeń i z wielką ulgą. 
–  Ja  teŜ  nie  jestem  zwolennikiem  przelotnych  miłostek.  Wiem,  Ŝe  nie potrafię 

tego  dobrze  i  jasno  wyrazić,  ale  odnoszę  wraŜenie,  Ŝe  pani  nie  jest  zachwycona 
tym, iŜ tylu męŜczyzn ugania się za panią. Czy mam rację? 

– Najzupełniej. 
– A mnie z kolei duŜo energii kosztuje to, Ŝeby się opędzić od kobiet, które są 

ś

wiecie  przekonane,  Ŝe  potrzebna  mi  Ŝona  lub  matka  dla  syna,  albo  chociaŜby 

kochanka. Wie pani, co powinniśmy zrobić? 

– Nie mam pojęcia – ostroŜnie powiedziała Julie. 
–  Powinniśmy  stworzyć  jeden  front  i  zacząć  pokazywać  się  razem.  Szybko 

rozejdzie  się  wieść  o  tym,  Ŝe  stanowimy  parę,  a  wtedy  będziemy  mieć  święty 
spokój. Pani przestaną naprzykrzać się męŜczyźni, a mnie kobiety. 

Uśmiechnął się tak, jakby miał pewność, Ŝe rozwiązał wszystkie problemy. 
– Pan chyba zwariował! 
–  Wcale  nie.  Proszę się  przez  chwilę  zastanowić.  Jakiś  facet startuje do pani i 

background image

słyszy:  „Proszę  wybaczyć,  ale  juŜ  mam  narzeczonego".  Do  mnie  dzwoni  nowa 
wielbicielka, a ja jej mówię: „Nie moŜemy się spotkać, bo jestem juŜ umówiony z 
moją sympatią". 

Julie  patrzyła  na  niego  z  niedowierzaniem,  lecz  widziała  wyraźnie,  Ŝe  nie 

Ŝ

artuje. 

– Mowy nie ma. Nawet na próbę. 
– Dlaczego? Coś takiego powinno się udać. 
– Nie. Po pierwsze dlatego, Ŝe właściwie wcale się nie znamy. 
– Kilka randek wystarczy, Ŝeby się bliŜej poznać. 
– Ale tylko powierzchownie. 
– PrzecieŜ powierzchowna znajomość nam starczy, a zresztą tylko o tym mowa. 

–  Carruthers  coraz  bardziej  zapalał  się  do  swego  projektu.  –  MoŜemy  napisać 
krótkie  Ŝyciorysy,  to  by  trochę  uprościło  sprawę.  Miejsce  urodzenia,  data, 
rodzeństwo  albo  brak  takowego.  JeŜeli  będziemy  wiedzieć  o  sobie  podstawowe 
rzeczy, nie zdradzimy się z niczym przy znajomych. 

–  Zaraz,  zaraz.  PrzecieŜ  nie  chodzi  o  to,  Ŝeby  się  starać  o  paszport  czy  pracę. 

Mamy udawać parę, czyli ludzi, których ze sobą coś łączy. 

– To tylko dla innych. Po to, Ŝeby nas wreszcie zostawili w spokoju. 
Julie  zaczynała  się  przekonywać  do  tego  nieprawdopodobnego  projektu,  lecz 

nadal miała obiekcje. 

– Nie, nie moŜemy czegoś takiego zrobić. Choćby dlatego, Ŝe się nie lubimy. 
–  Tym  lepiej.  PrzecieŜ  to  powaŜna  umowa.  Rozsądna.  Racjonalna. 

Jakiekolwiek cieplejsze uczucia tylko by przeszkadzały. 

Julie  przypomniała  sobie,  jak  wyglądał  Teal  Carruthers,  gdy  zobaczyła  go  po 

raz  pierwszy  na  progu  kuchni.  Wystąpił  w  ciemnym  garniturze,  powaŜny, 
krytycznie usposobiony i bardzo oficjalny. 

–  Czasem  mam  wraŜenie,  Ŝe jest pan pozbawiony  wszelkich uczuć – szepnęła 

zdenerwowana. 

MęŜczyzna drgnął, niemile zaskoczony. 
– To, czy mam jakieś uczucia, czy teŜ nie, nie ma tu nic do rzeczy. Umawiamy 

się  dla  obopólnej  wygody  i  tylko  po  to,  Ŝeby  Ŝyć  w  spokoju.  Ale  widzę,  Ŝe  mój 
pomysł wcale się pani nie podoba, więc zapomnijmy o nim. Czy odwieźć panią do 
domu? 

Julie rozumiała, Ŝe owym pytaniem daje jej szansę, by zakończyła rozmowę na 

tak ryzykowny temat i się poŜegnała. Zamiast wykorzystać okazję, zapytała: 

– Jak długo to... ten nasz związek miałby trwać? 

background image

– AŜ pani znajdzie sobie drugiego męŜa albo ja drugą Ŝonę. 
– W moim wypadku moŜe to trwać bardzo długo – powiedziała głosem pełnym 

goryczy. 

– W moim teŜ. 
Carruthers  zacisnął  usta  i  popatrzył  w bok.  Julie poŜałowała  swej  niewczesnej 

uwagi o jego chłodnym usposobieniu. 

– Przepraszam, Ŝe podejrzewałam pana o brak uczuć. Pan teŜ ma za sobą jakieś 

bolesne przeŜycia, prawda? 

– Wyjaśnijmy sobie jedno – rzekł Teal nieprzyjemnym tonem. – Ten mój plan 

to jedynie gra i tylko dla pozoru. Nie Ŝyczę sobie, Ŝeby pani dopytywała się o moją 
przeszłość i ja teŜ nie będę pytać o pani przeŜycia. 

–  To  o  czym  będziemy  rozmawiać?  –  Julie  bezwiednie  podniosła  głos.  –  O 

pogodzie i artykułach w prasie? 

Carruthersa zaczęło irytować, Ŝe jest tak mało pojętna. 
–  Nie  będziemy  musieli  się  tak  często  pokazywać  razem.  Halifax  jest  małą 

mieściną, gdzie prawie wszyscy się znają, więc wiadomość o nas chyba prędko się 
rozejdzie.  Wystarczy,  Ŝe  kilkakrotnie  wybierzemy  się  gdzieś  razem  i  powiemy 
znajomym,  Ŝe  jesteśmy  parą.  Potem  juŜ  będziemy  mieli  więcej  swobody,  bo 
powinna wystarczyć jedna randka raz na jakiś czas. 

Julie nie mogła zrozumieć, dlaczego w ogóle bierze pod uwagę taką nieuczciwą 

i na zimno wykalkulowaną propozycję. 

–  Nie  moŜemy  tego  zrobić  takŜe  ze  względu  na  chłopców.  Oni  na  pewno 

uznają, Ŝe zamierzamy się pobrać. 

–  Dzieciom  trzeba  będzie  powiedzieć  prawdę  albo  coś  zbliŜonego  do  prawdy. 

Na  przykład,  Ŝe  się  zaprzyjaźniliśmy  i  Ŝe  chcemy  sobie  trochę  nawzajem  ułatwić 
Ŝ

ycie. 

– A co będzie, jeśli któreś z nas spotka kogoś, z kim zechce się związać? 
– Wtedy się rozstaniemy. PrzecieŜ to jasne. 
– Jakie to wyrachowane. Jakbyśmy byli robotami, a nie ludźmi. 
–  To  ma  być  wyrachowane  i  poŜyteczne,  bo  tylko  wtedy  ułatwi  nam  Ŝycie. 

Przyjmując  za  warunek,  Ŝe  nie  będziemy  się  do  siebie  wtrącać,  ale  teŜ  nie  wolno 
nam umawiać się z nikim innym. 

– O! A co z naszym Ŝyciem seksualnym? 
Carruthers rozzłościł się nie na Ŝarty. 
– To nie jest Ŝaden podstęp, Ŝeby zaciągnąć panią do mojego łóŜka. 
–  PrzecieŜ  sam  pan  mi  mówił,  Ŝe  mam  nieodparty  urok  i  jak  magnes 

background image

przyciągam męŜczyzn... Wcale nie mam pewności, Ŝe moŜna panu ufać. 

Teal uśmiechnął się nieznacznie. 
– To samo słyszałem od pani o moim uroku i sile przyciągania kobiet. 
Julie nie miała ochoty na Ŝarty. 
–  Większość  męŜczyzn  sądzi,  Ŝe  wystarczy  na  mnie  spojrzeć,  a  juŜ  jestem 

gotowa  się  z  nimi  przespać.  A  to  nie  tak.  MąŜ  doprowadził  mnie  do  tego,  Ŝe 
znienawidziłam  sprawy  łóŜkowe.  Najlepszą  rzeczą,  jaką  dało  mi  małŜeństwo,  jest 
Danny, a ostatnią, jakiej teraz pragnę, jest romans. Czy wyraŜam się dość jasno? 

Carruthers doceniał tak wyjątkową szczerość, lecz nie mógł się zdobyć na to, by 

odpłacić tym samym. Nie nawykł do mówienia o najbardziej osobistych sprawach, 
a poza tym jego ból wciąŜ jeszcze był zbyt dotkliwy. 

– Z mojej strony nie grozi pani Ŝadne niebezpieczeństwo – zapewnił powaŜnym 

tonem. 

– Czy dlatego, Ŝe mnie pan nie lubi? 
– MoŜe... – Był zadowolony, Ŝe nie mówi pod przysięgą. 
– Inne powody nie powinny panią interesować. 
Po chwili milczenia Julie powiedziała: 
–  Proponuję  jeszcze  jedną  zasadę,  która  będzie  nas  obowiązywała.  W  kaŜdej 

chwili moŜemy zerwać umowę albo wprowadzić poprawki. 

– Ale powinniśmy umówić się przynajmniej na trzy miesiące, Ŝeby sprawdzić, 

jak nasz plan się rozwinie. 

– To przecieŜ całe lato! 
Carruthers dostrzegł niechęć malującą się na jej twarzy i rzekł poirytowany: 
– PrzecieŜ to nie jest doŜywocie. 
– Ale prawie, bo tak długo będziemy musieli udawać. A ja nie znoszę fałszu! – 

rzuciła z pasją. 

– Czy inne randki były naprawdę duŜo mniej fałszywe niŜ to, co ja proponuję? 

– Widząc, Ŝe się Ŝachnęła, dorzucił: – Tak właśnie myślałem. 

Julie  wpatrywała  się  w  niego,  przekonana,  Ŝe  gdyby  istotnie  tak  bardzo  nie 

lubiła fałszu, juŜ dawno by odeszła. Natomiast fakt, iŜ została, być moŜe świadczy 
o tym, Ŝe jest podobna do innych kobiety i ów intrygujący męŜczyzna nieodparcie 
ją pociąga. 

–  Muszę  dorzucić  jeszcze  jedną  zasadę  –  rzekł  Teal  najzupełniej  powaŜnie.  – 

Dzienna dawka jednej paczki kukurydzy jest nieprzekraczalna. 

– Ale przyznaje pan jedną całą paczkę na głowę? – spytała w tym samym tonie. 
–  Oczywiście.  –  ZauwaŜył,  Ŝe  oboje  starają  się  opanować  rozbawienie.  –  No, 

background image

Julie, umawiamy się czy nie? 

Wyciągnął do niej dłoń, lecz ona uparcie trzymała ręce na kolanach. 
– PrzecieŜ sama rozmowa o czymś takim jest czystym szaleństwem. 
– CzyŜbym był aŜ tak odpychający? 
– Nie dopraszaj się komplementów – rzuciła z przekornym uśmiechem, równieŜ 

przechodząc na ty. – Tego ci nie skąpią inne kobiety. 

– Jeśli zaakceptujesz mój plan, nie będzie Ŝadnych innych kobiet. 
Julie pomyślała, Ŝe i ona uwolni się od natrętów, którzy zatruwają jej Ŝycie. 
– Wiesz, doszłam do wniosku, Ŝe moŜna to potraktować jak wakacje. 
– Ścierpła mi juŜ ręka. 
– Chyba zupełnie oszalałam – westchnęła Julie, podając wreszcie dłoń. 
Teal  z  przyjemnością  zauwaŜył,  Ŝe  jej  uścisk  jest  zdecydowany,  a  dłoń 

przyjemnie ciepła; nie lubił galaretowatych rąk. 

–  Więc  załatwione.  Czy  moŜesz  iść  na  koncert  benefisowy  w  przyszłym 

tygodniu? Jeśli tak, to zaraz jutro kupię bilety. Kiedy będziecie organizować coś w 
szpitalu? 

– Niedługo ma się odbyć zjazd pielęgniarek. Cały personel został zaproszony – 

odparła niechętnie. 

–  Wspaniale.  Ale  pamiętaj,  Ŝe  obowiązuje  podstawowa  zasada:  nie  wolno  ci 

tańczyć z Nickiem Lyttonem. 

–  Dorzucam  jeszcze jedną: juŜ nie  wolno dodawać  Ŝadnej  zasady.  –  Wstała.  – 

Czas na nas. Umowa stoi, ale musisz przyznać, Ŝe chyba oboje zwariowaliśmy. 

– Przypadek chwilowej niepoczytalności? Taki numer nie przejdzie. 
Julie spojrzała na zegarek i krzyknęła: 
– O BoŜe! To juŜ tak późno? Od dziesięciu minut powinnam być w domu. 
– Odprowadzę cię do samochodu. 
– Nie trzeba... 
– Nie dyskutuj ze mną. Niedawno popełniono tu niedaleko morderstwo. 
Wyraz jego twarzy ostrzegł Julie, Ŝe nie warto się sprzeciwiać. Kiedy doszli do 

samochodu,  natychmiast  otworzyła  drzwi  i  wsiadła,  po  czym,  skromnie 
spuszczając oczy, powiedziała: 

–  Będziesz  musiał  mocno  się  starać,  Ŝeby  nasza  pierwsza  prawdziwa  randka 

była tak interesująca, jak dzisiejsze spotkanie. Dobranoc. 

– Postaram się. A jutro przedzwonię w sprawie koncertu. Dobranoc, Julie. 
– Idę do pracy wieczorem, na siódmą trzydzieści. 
Jadąc  do  domu,  rozmyślała  nad  tą  dziwaczną  grą.  Jedna  z  zasad,  na  które  się 

background image

zgodzili, mówiła, Ŝe nie będzie seksu. To, co powiedziała o sobie i Robercie było 
zgodne z prawdą, a jednak miała wilgotne dłonie i sucho w ustach. Nie rozumiała, 
dlaczego sama  myśl  o koncercie wywołuje w niej niepokojące podniecenie i jakiś 
dziwny strach. 

Umowa była szalona, zwariowana i niepojęta. 
To  samo  moŜna  byłoby  powiedzieć  o  Julie,  bo  zapewne  nikt  przy  zdrowych 

zmysłach nie przystałby na tak niesłychaną propozycję. 

 

background image

Rozdział 4 

 
W poniedziałek po południu Scott i Danny poszli na boisko po drugiej stronie 

ulicy.  Carruthers  siedział  w  gabinecie  nad  dokumentami  przyniesionymi  z  sądu. 
Akurat czytał o zawiłych dowodach opartych na analizie DNA, gdy usłyszał krzyk 
Scotta.  Natychmiast  zostawił  wszystkie  papiery  i  zbiegł  na  dół,  przeskakując  po 
dwa stopnie. W kuchni zastał chłopców w towarzystwie młodej dziewczyny. Scott 
miał  podrapaną  i  umorusaną  twarz,  Danny  podbite  oko,  rozciętą  wargę  I 
zakrwawiony nos, a dziewczyna łzy w oczach. 

– Co się stało? 
– Bawiliśmy się spokojnie na boisku – zaczął Scott wzburzonym głosem – gdy 

zaczepili  nas  chłopaki  z  szóstej  klasy.  I  zanim  Sally  nas  rozdzieliła,  zdąŜyli 
Danny'emu podbić oko. 

–  Miałam  pilnować  Danny'ego  –  dorzuciła  Sally,  pociągając  nosem  –  ale 

zagadałam  się  ze  znajomym  i  nie  od  razu  spostrzegłam,  Ŝe  chłopcy  się  biją.  Pani 
Ferris mi tego nie daruje. 

Teal odwrócił się od niej i pochylił nad Dannym. 
– O co poszło? 
–  Krzyczeli,  Ŝe  jestem  śliczny.  –  Danny  męŜnie  walczył  ze  łzami 

napływającymi mu do oczu. – Wołali na mnie „laluś", „maminsynek" i jeszcze coś, 
czego nie rozumiałem. O  mamusi teŜ coś wykrzykiwali, więc jednego uderzyłem, 
no i zaraz wszyscy zaczęliśmy się bić. 

Carruthers był rad, Ŝe Danny nie wszystko zrozumiał. 
–  To  na  pewno  jakieś  głupie  wyrostki  –  powiedział  uspokajająco.  –  Zaraz  ci 

zrobię okład z lodu na oko i wargę. Zobaczysz, Ŝe natychmiast poczujesz się lepiej. 

–  Tato,  powinieneś  nauczyć  Danny'ego,  jak  się  bić  –  wtrącił  przejęty  Scott.  – 

On nie ma zielonego pojęcia, jak walczyć. 

– Właśnie, Ŝe mam! – zaperzył się Danny. 
– Ja teŜ się biłem, a nie oberwałem tyle co ty – oświadczył Scott. 
– PrzecieŜ temu duŜemu naprawdę mocno dołoŜyłem. 
–  Spokojnie,  chłopcy,  spokojnie  –  rzekł  Teal  i  uśmiechnął  się  pod  nosem.  – 

Tylko  nie  zaczynajcie  bójki  tutaj.  Wiesz,  Danny,  Scott  miał  na  myśli  tylko  to,  Ŝe 
mógłbym  ci  pokazać  kilka  chwytów  obronnych...  Nie  ruszaj  się,  przecieŜ  lód  nie 
gryzie. 

ObraŜenia  nie  były  zbyt  groźne,  więc  juŜ  po  chwili  chłopcy  pocieszali  się 

background image

sokiem i ciastkami. 

– Danny, gdzie jest mama? 
–  Pewnie  śpi,  bo  miała  nocny  dyŜur  i  dziś  znowu  idzie  na  noc.  Dlatego 

poszliśmy na boisko. 

Carruthers zwrócił się do Sally: 
– Jeśli pani chce juŜ iść do domu, to ja zajmę się teraz chłopcami. 
–  Dziękuję  bardzo,  ale  pani  Ferris  prosiła,  Ŝebym  ją  obudziła,  gdyby  się  coś 

stało, więc muszę iść i wszystko dokładnie opowiedzieć. 

– Ja teŜ pójdę. 
– Po co, tato? – spytał zdumiony Scott. 
–  Chcę  zapytać,  czy  mogę  Danny'ego  trochę  poduczyć  samoobrony  –  odparł, 

zastanawiając się, czy jest to jedyny powód, dla którego nagle postanowił pójść. 

Dochodząc do domu Julie, odniósł wraŜenie, Ŝe coś się zmieniło. Rozejrzał się 

uwaŜnie i stwierdził, Ŝe ogród wygląda zupełnie inaczej, Ŝe duŜo w nim barwnych, 
nieregularnie rosnących kwiatów. Uśmiechnął się z aprobatą. 

Sally  natychmiast  poszła  na  górę,  a  w  chwilę  później  Julie  wpadła  do  kuchni, 

podbiegła do syna i mocno go przytuliła. 

–  Danny,  kochanie,  co  się  stało?  –  zapytała  z  niepokojem.  Teal  zauwaŜył,  Ŝe 

jest  uroczo  potargana  i  ma  na  sobie  jedwabną  podomkę  w  kwiaty,  dość  skąpo 
okrywającą jej piękne kształty. 

– O co się pobiliście? – pytała zatrwoŜona. – PrzecieŜ prosiłam cię, Ŝebyś się z 

nikim nie bił. Masz zakrwawioną bluzę i spodnie. 

– Walka była na całego – krzywo uśmiechnął się Danny. 
– Nie cierpię bójek – oświadczyła matka. 
Carruthers chrząknął i Julie dopiero teraz go zauwaŜyła. 
– A ty, co tu robisz? – spytała i natychmiast mocniej otuliła się podomką. 
–  Chłopcy  przybiegli  najpierw  do  mnie,  bo  było  bliŜej.  Trochę  opatrzyłem 

Danny'ego. 

– Ach, tak. Dziękuję. 
– Wydaje mi się, Ŝe dobrze byłoby nauczyć go kilku chwytów dla samoobrony. 
– Jestem pewna, Ŝe moŜe się bez tego obejść. 
–  Nie  zrozumiałaś  mnie  –  upierał  się  Teal,  tym  samym  jeszcze  zwiększając 

irytację Julie. – Mówię o odpieraniu ataku, a nie o atakowaniu innych. 

– Tak czy owak to walka. 
– Scott teŜ się bił, a nie ma podbitego oka. 
– Dlaczego męŜczyźni zawsze myślą, Ŝe opanowanie kilku chwytów wszystko 

background image

załatwi? 

– Nie pakuj mnie do jednego worka z innymi męŜczyznami – rzekł uraŜony. – 

Jestem  prawnikiem,  a  nie  bokserem.  Nigdy  nie  uczyłem  Scotta,  by  stosował 
przemoc  wobec  innych,  ale  jako  odpowiedzialny  ojciec  uznałem,  Ŝe  powinienem 
go  nauczyć,  jak  się  bronić.  Jeśli  zajdzie  taka  potrzeba.  Oboje  dobrze  wiemy,  jak 
ostatnio rozpanoszyło się chamstwo. 

Zorientował  się,  Ŝe  ta  rozmowa  nie  powinna  być  prowadzona  przy  dzieciach, 

więc zwrócił się do Sally: 

–  Proszę  zabrać  chłopców  na  dwór.  Pani  Ferris  i  ja  musimy  porozmawiać  w 

cztery oczy. 

Sally uśmiechnęła się promiennie. 
– Oczywiście, proszę pana. 
Ledwie zamknęły się za nimi drzwi, Julie wybuchnęła: 
– Jak śmiesz tak się rządzić w moim domu? 
Była blada i miała podkrąŜone oczy. 
– Wyglądasz na bardzo zmęczoną – zauwaŜył Teal. 
– Nie zmieniaj tematu! 
Carruthers  widział,  Ŝe  ta  kobieta,  w  przeciwieństwie  do  innych,  nie  jest  w 

nastroju do płaczu, mimo Ŝe niewątpliwie się zdenerwowała. Zaczął podejrzewać, 
Ŝ

e za chwilę skoczy mu do gardła. 

– Chciałbym zabrać chłopców do siebie – powiedział, siląc się na zachowanie 

spokoju.  –  Ty  mogłabyś  przyjść  później.  Wtedy,  jeśli  zechcesz,  mógłbym  ci 
pokazać, czego nauczyłem twego syna. Do piątej chyba zdąŜysz się jeszcze trochę 
przespać. No co, zgoda? 

Julie popatrzyła mu prosto w oczy. 
– Czy wiesz, o co chłopcy się pobili? 
–  Tamci  wyzywali  Danny'ego  od  „lalusiów"  i  wykrzykiwali  inne  epitety, 

których  na  szczęście  nie  zrozumiał.  Uderzył  jednego  z  nich,  dopiero  gdy  rzucił 
wyzwisko pod twoim adresem. 

– O cholera! 
–  MoŜe  wolałabyś,  Ŝeby  to  ojciec  nauczył  go,  jak  ma  się  bić?  –  zapytał  z 

wahaniem. 

– Robert nigdy nie ma dla niego czasu – rzekła Julie w zamyśleniu. 
Teal zorientował się, Ŝe ogarnia go podniecenie. 
–  Nie  martw  się  –  powiedział  czym  prędzej.  –  Teraz  idź  się  połoŜyć,  a  ja  do 

piątej zajmę się dziećmi. Gdy przyjdziesz, zjemy razem kolację. 

background image

–  Nie  mogę  go  cały  czas  pilnować  –  wybuchnęła  rozŜalona.  –  Chyba  mam 

prawo wyspać się po nocnych dyŜurach. 

–  Rozumiem  cię  doskonale,  bo  moja  sytuacja  jest  podobna.  Kiedy  jestem  w 

sądzie albo w zespole, teŜ nie pilnuję syna. 

–  Mówisz  tak,  Ŝeby  mnie  pocieszyć  i  Ŝebym  nie  miała  wyrzutów  sumienia.  – 

Julie  skrzyŜowała  ręce  na  piersi.  –  Ja  jednak  czuję  się  winna.  Tak  czy  owak  nie 
widzę powodu, Ŝebyś nas zapraszał na kolację. 

– Ale juŜ to zrobiłem. 
Popatrzyła  na  niego  nieufnym  wzrokiem,  a  jednocześnie  poczuła  wkradający 

się do serca niepokój. 

– PrzecieŜ w naszej umowie nie ma nic o wspólnych posiłkach – oświadczyła. – 

Po  co  to  wszystko?  Nikt  nas  nie  zobaczy  przy  tej  kolacji.  Chyba  Ŝe  jakaś  twoja 
wielbicielka, która stale cię podgląda przez lornetkę. 

– Ale ty masz cięty język – odparował Teal, czując, Ŝe ta sytuacja zaczyna go 

bawić. 

– Tym bardziej nie powinnam przyjmować twojego zaproszenia. 
–  Dzisiejsza  propozycja  nie  ma  nic  wspólnego  z  naszą  umową.  Przećwiczę  z 

Dannym  kilka  chwytów,  a  jak  przyjdziesz,  syn  ci  pokaŜe,  czego  się  nauczył.  Na 
pewno z przyjemnością się pochwali, bo kaŜde dziecko to lubi. Szczególnie przed 
własną matką. 

–  Dopiero  co  mówiłeś,  Ŝebym  sobie  nie  robiła  wyrzutów,  a  teraz  mówisz  co 

innego. Czy prawnicy zawsze odwracają kota ogonem? 

– W twoich słowach brzmi uprzedzenie do mojego zawodu. 
– To nie uprzedzenie, a wręcz obrzydzenie. 
Carruthers  roześmiał  się,  podszedł  bliŜej,  ujął  Julie  pod  brodę  i  zajrzał  jej 

głęboko w oczy. 

– Idź spać i nastaw budzik na wpół do piątej... Czekam o piątej, ale nie licz na 

Ŝ

aden deser. 

–  Nareszcie  się  wydało,  o  co  ci  chodzi!  Masz  apetyt  na  moje  wypieki,  a  ja 

wcale się nie liczę. 

– Oczywiście. 
Odsunął się i opuścił ręce. Palcami wciąŜ jeszcze czuł jedwabistość jej skóry, a 

nozdrzami wdychał delikatny zapach kwiatów, jaki roztaczała wokół siebie. Jedno i 
drugie  wydawało  mu  się  piękne,  lecz  był  pewien,  Ŝe  mimo  to  nie  poŜądał  tej 
kobiety. 

– Do zobaczenia. Zamknij za mną drzwi na klucz. 

background image

Julie uśmiechnęła się przekornie, lecz posłusznie wykonała polecenie. 
Punktualnie o piątej zadzwoniła do drzwi domu Teala Carruthersa, lecz nikt nie 

odpowiedział.  Nacisnęła  klamkę,  uchyliła  drzwi  i  zawołała,  ale  nadal  nikt  sienie 
odzywał. Zamknęła drzwi, weszła do pokoju i rozejrzała się uwaŜnie. Ściany były 
białe,  meble  popielate,  obrazy  zaś  wyłącznie  czarno-białe.  Postanowiła,  Ŝe 
następnym razem – jeśli w ogóle taki się zdarzy – przyniesie bukiet róŜnobarwnych 
kwiatów, aby rozweselić nieco ten ponury pokój. 

Na piętrze rozległ się radosny śmiech Danny'ego oraz pokrzykiwania Scotta, a 

na schodach głośny tupot. Drzwi się otworzyły i biegnący z całym impetem wpadł 
prosto na Julie, która się zachwiała i upadła na dywan. Teal teŜ stracił równowagę i 
przewrócił  się na nią.  Miał na  sobie  tylko  spodnie,  był  rozgrzany i  cięŜko dyszał. 
Julie leŜała przygnieciona jego cięŜarem, otoczona jego ramionami. Nie mogła się 
ruszyć,  mimo  iŜ  nagle  sobie  uświadomiła,  Ŝe  ogarnia  ją  poŜądanie,  jakiego  od 
dawna nie zaznała. Teal uniósł się na łokciu i zapytał z niepokojem w głosie: 

– Czy mocno się potłukłaś? 
W tej chwili do pokoju wpadli obaj chłopcy. 
– Tato, dlaczego leŜysz na podłodze?! – krzyknął Scott. 
– I na mojej mamie? – zdumiał się Danny. 
Julie zarumieniła się ze wstydu. Nie dość, Ŝe straciła równowagę ducha i ciała, 

to jeszcze na domiar złego dzieci są świadkami takiej sceny. 

–  Przewróciliśmy  się,  gdy  tak  nagle  wbiegłem  do  pokoju  –  odparł  Carruthers 

głucho. – Nie spodziewałem się, Ŝe kogoś tu zastanę. Julie, nic ci nie jest? 

– Nie – odparła, ciesząc się, Ŝe nie jest podłączona do wykrywacza kłamstw. 
Teal  zerwał  się  na  nogi  i  pomógł  jej  wstać.  Julie,  czując  bliskość  jego 

muskularnego  ciała,  była  coraz  bardziej  podniecona.  Czym  prędzej  się  odsunęła  i 
powiedziała: 

– Wołałam was, ale nikt mnie nie słyszał. 
–  Przepraszam  cię  –  rzekł  Teal  nieswoim  głosem.  –  Najmocniej  przepraszam. 

Chłopcy, nakryjcie stół w ogrodzie, a ja skoczę do kuchni. 

Kiedy wszyscy wyszli, Julie poczuła, jak bardzo jest roztrzęsiona. Ogarnęło ją 

wielkie  podniecenie,  a  raczej  poŜądanie  przywodzące  na  myśl  dzikie  zwierzę 
szykujące  się  do  skoku.  Mimo  to  nie  chciała  słuchać  głosu  rozsądku,  który 
ostrzegał ją i kazał natychmiast wracać do domu. Wiedziała, Ŝe nie powinna ulegać 
takim  emocjom,  gdy  chodziło  o Carruthersa.  Nie  zdąŜyła  się opanować,  gdy  Teal 
wrócił i ujął ją za rękę, patrząc jej w oczy z niepokojem. 

– Czy nic ci się nie stało? Usiądź na chwilę, bo wyglądasz trochę podejrzanie. 

background image

–  Nic  mi  nie  jest  –  mruknęła,  odwracając  oczy  od  jego  nagiego  torsu.  –  Po 

prostu bardzo mnie zaskoczyłeś. 

– Usiądź tutaj. Zaraz przyniosę ci kieliszek koniaku. 
Do pokoju wpadł Danny i usiadł obok matki. 
– Mamuś, czujesz się lepiej? 
– DuŜo lepiej – odparła Julie i przytuliła syna do piersi. – Jak było na lekcji? 
– Wspaniale – zapewnił Danny z entuzjazmem. – Scott, chodź, pokaŜemy mojej 

mamie, co robiliśmy. 

Chłopcy  zaczęli  się  popisywać.  Po  chwili  wrócił  Teal,  postawił  kieliszki  na 

stoliku  i  podszedł  do  nich.  W  mgnieniu  oka  wszyscy  trzej  zwarli  się  w  walce  i 
zaczęli  mocować.  Julie  poczuła  przeszywający  ból  serca,  gdy  sobie  uświadomiła, 
Ŝ

e Robert  nigdy tak się  nie  bawił  z  synem.  Teraz  widziała, jak to  jest  Danny'emu 

potrzebne. MoŜliwe, Ŝe było równie niezbędne jak matczyna miłość, jak jedzenie i 
dach nad głową. 

Chłopcom  udało  się  unieruchomić  Teala,  a  Julie  nie  mogła  oderwać  oczu  od 

jego  obnaŜonego  po  pępek  torsu  porośniętego  gęstymi  czarnymi  włosami. 
Pomyślała o umowie zawartej na trzy miesiące i juŜ zaniepokoiła się, Ŝe nie moŜe 
przewidzieć,  czym  to  się  skończy.  Teal  zaczynał  być  potrzebny  nie  tylko  jej 
synowi. Chcąc się opanować, od razu opróŜniła kieliszek. 

– Chłopcy – odezwał się Carruthers, sapiąc głośno – macie ochotę na kurczaka? 

Jeśli  tak,  to  radzę  traktować  kucharza  z  większym  szacunkiem.  Wstawajcie. 
Przynieście sałatę i bułki. No, jazda. 

Podniósł się, podciągnął spodnie i palcami przeczesał włosy. Nagle przyjrzał się 

Julie i natychmiast spowaŜniał. 

– Co ci jest? 
– Nic. 
–  Przyzwyczaiłem  się  juŜ  do  tego,  Ŝe  mówisz  prawdę,  a  to  nie  jest  szczera 

odpowiedź. 

Julie wstała i dumnie uniosła głowę. 
– Zgodziliśmy się, Ŝe nasz układ będzie miał powierzchowny charakter, a to nie 

zakłada bezwzględnej szczerości. 

MęŜczyzna skrzywił się. Widocznie nie spodziewał się takiej odpowiedzi. 
– Czy to ma oznaczać, Ŝe jestem głupcem? 
–  Mówiłam  raczej  o  sobie  –  rzekła  Julie  i  zmieniła  temat.  –  No,  co  z  tym 

kurczakiem? Umieram z głodu. 

W duchu dopowiedziała, Ŝe wcale nie tylko ze zwykłego głodu. 

background image

Carruthers widział, Ŝe coś przed nim ukrywa, lecz trudno mu było zgadnąć, o co 

chodzi. Odwrócił się i wyszedł, czując, Ŝe Julie idzie za nim krok w krok. 

Zasiedli  przy  drewnianym  stole  ustawionym  w  cieniu  klonu,  na  którym 

gnieździła  się  cała  gromada  sikorek.  Pozornie  panowała  najzupełniej  beztroska 
atmosfera,  lecz  mimo  to  Julie  miała  wraŜenie,  Ŝe  Teal  bacznie  ją  obserwuje.  Nie 
mogła  jednak  nic  wyczytać  z  jego  twarzy  i  miała  nadzieję,  Ŝe  i  ona  ma 
nieodgadniona minę. Przy kawie zostali sami. 

– Wspaniały aromat – zauwaŜyła Julie, podnosząc filiŜankę do ust. 
–  Kupuję  ją  w  naszych  delikatesach.  Musimy  tam  kiedyś  pójść  razem,  bo 

właścicielka chce mnie wyswatać z jedną ze swoich czterech córek. 

W tej chwili usłyszeli podejrzany hałas. 
– Nasi synowie o coś się kłócą. Czas najwyŜszy, Ŝebym zabrała Danny'ego do 

domu. 

Weszli do pokoju, gdzie chłopcy oglądali telewizję i usłyszeli podniesiony głos 

Danny'ego: 

– To naprawdę mój tatuś! 
– Pewnie! – szyderczo krzyknął Scott. – KaŜde dziecko z naszej ulicy ma ojca, 

który pracuje w telewizji. 

– Mój tata jest aktorem i dlatego tam pracuje! 
Julie  spojrzała  na  ekran  i  zobaczyła  Roberta  i  Melissę.  Stanęła  jak  wryta  i  z 

trudem wykrztusiła: 

–  Danny  ma  rację.  To  jego  ojciec  z  drugą  Ŝoną.  –  Przytuliła  syna,  który  miał 

oczy  pełne  łez.  –  Widziałam  tę  sztukę  niedawno,  gdy  ty  juŜ  spałeś.  Tatuś  dostał 
nagrodę za tę rolę. 

–  Robert  Ferris  – odezwał  się Teal  półgłosem. –  Jakoś  nigdy nie  skojarzyłem, 

Ŝ

e to to samo nazwisko. 

– Bo i nie warto – rzekła Julie chłodno. 
– Jest świetnym aktorem. 
– Tak, aktorem jest świetnym. 
– Masz szczęście, Danny, Ŝe twój tata jest taki sławny – zauwaŜył Scott. 
Julie uśmiechnęła się ze smutkiem. 
– Ale ty nie wiesz, Ŝe cena za sławę jest bardzo wysoka. Aktor nie ma czasu ani 

dla  rodziny,  ani  dla  przyjaciół,  ani  Ŝeby  czegoś  nauczyć  własne  dziecko.  Zawsze 
musi robić coś dla swej kariery. 

Kątem oka dostrzegła, jak Robert bierze Melissę w ramiona. 
– Scott, obejrzyjmy jakąś kreskówkę – zaproponował Danny drŜącym głosem. 

background image

– Dobrze. I pobawimy się samochodami. 
Teal ujął Julie pod ramię i szepnął: 
– JuŜ się pogodzili. Chodź, naleję ci świeŜej kawy. 
Julie  nie  miała  ochoty  na  kawę.  Jedyne,  czego  w  tej  chwili  pragnęła,  to  się 

wypłakać. Prędko wyszła z pokoju. 

–  Teal,  ja  tak  nie  mogę  –  wyznała,  gdy  tylko  usiedli.  –  Ten  twój  plan  jest 

niebezpieczny  i  chcę  się  wycofać,  zanim  na  dobre  się  rozwinie.  Zanim 
wtajemniczymy nasze dzieci. 

– Najpierw powiedz mi, o co tak naprawdę chodzi. 
–  Nie  potrafię  utrzymać  się  w  takiej  roli.  Nie  lubię  powierzchownych 

kontaktów. Nie jesteśmy w sądzie, gdzie padają bezosobowe pytania i odpowiedzi. 
Jesteśmy  Ŝywymi  ludźmi  z  krwi  i  kości,  a  przynajmniej  ja  jestem.  I  chłopcy  teŜ. 
Boję się, Ŝe Danny za bardzo się do ciebie przywiąŜe. 

–  To  i  tak  się  zaczęło  przez  chłopców.  Skoro  są  przyjaciółmi,  Danny  będzie 

spotykał  się  ze  mną,  a  Scott  z  tobą  i  to  nie  ma  nic  wspólnego  z  tym,  czy  my 
czasami umówimy się na randkę. Dobrze o tym wiesz. 

–  To  takie  egoistyczne  i  nieodpowiedzialne.  Tylko  ktoś  pozbawiony  uczuć 

mógł wpaść na tak zwariowany pomysł. 

– Zapominasz, Ŝe się zgodziłaś. 
– Zmieniłam zdanie. 
– Rozwód jeszcze przed zawarciem małŜeństwa, tak? Robisz unik. 
– Nie! Ja... 
– Przesadzasz. Uspokój się. 
– śądam zwolnienia z umowy – wycedziła przez zaciśnięte zęby. 
– Umówiliśmy się na trzy miesiące, a jeszcze nie minęły nawet trzy dni i ty juŜ 

chcesz się wycofać. 

– Nie podpisywałam cyrografu! 
– Przyznaję. A ty się przyznaj, o co ci właściwie chodzi. 
– Boję się, Ŝe Danny cię pokocha. 
– To samo moŜna by powiedzieć o moim synu i o tobie; on zresztą i tak juŜ cię 

bardzo  lubi.  Czuję,  Ŝe  tu  nie  chodzi  jedynie  o  chłopców.  Julie,  powiedz  mi  całą 
prawdę. 

– Jeśli to zrobię, uznasz, Ŝe jestem podobna do innych. Taka, jak te wszystkie 

kobiety,  które  ci  się  naprzykrzają.  –  Zamyśliła  się  głęboko  i  po  chwili  dodała:  – 
Dobrze, skoro sam tego chcesz, to ci powiem. Chodzi mi o sprawy łóŜkowe. 

Teal był najwyraźniej zaskoczony tym, co usłyszał. 

background image

– UwaŜam cię za męŜczyznę, dla którego mogę stracić głowę – wyznała cicho. 

– Kiedy leŜeliśmy razem na podłodze, chciałam, Ŝeby to trwało wieki. 

– Nie wierzę. 
– Jesteś nieodparcie pociągający, godny poŜądania i posiadania – powiedziała z 

szelmowskim  uśmiechem  na  ustach.  –  Jeśli  nie  chcesz,  Ŝebym  zaczęła  ci  się 
narzucać, musimy zerwać umowę. Teraz i zaraz. 

Teal ujął jej rękę i ścisnął aŜ do bólu. 
– Nie igraj ze mną, bo tego nie znoszę. 
– KaŜdy przeciętny męŜczyzna byłby zachwycony tym, Ŝe go poŜądam. 
– Ale ja nie jestem „kaŜdym przeciętnym męŜczyzną" i juŜ ci mówiłem, Ŝebyś 

mnie za takiego nie uwaŜała. 

– Jedno z naszych postanowień stwierdza, Ŝe nie będzie mowy o seksie między 

nami. W związku z tym, co ci przed chwilą wyznałam, umowa musi ulec zerwaniu. 

– Pomyliłaś myśl o czynie z samym czynem. 
– Och, przestań gadać i rozumować jak prawnik. 
–  Do  jasnej  cholery!  Jestem  prawnikiem  i  nie  będę  stale  za  to  przepraszać. 

Zapewniam  cię,  Ŝe  nie  pójdziemy  do  łóŜka,  więc  nie  ma  powodu,  by  zrywać 
umowę. 

Julie zmarszczyła brwi i nieoczekiwanie spytała: 
– Wolisz męŜczyzn? 
– SkądŜe! I nie mam Ŝadnej wstydliwej choroby, jeśli o to teŜ mnie posądzasz. 
– Więc uwaŜam, Ŝe naprawdę jesteś pozbawiony uczuć. 
– Przestań, bo dłuŜej tego nie zniosę. 
Julie rozzłościła się. Spojrzała na zegarek i wstała. 
– Czas na mnie. 
–  Cieszę  się,  Ŝe  mamy  tę  rozmowę  za  sobą,  bo  dzięki  niej  oczyściła  się 

atmosfera.  Teraz  wiem,  Ŝe  ci  się  podobam,  a  oboje  wiemy,  Ŝe  nic  z  tego  nie 
wyniknie.  Pamiętaj,  Ŝe  spotykamy  się  w  sobotę  przed  koncertem.  A  przedtem, 
moŜe w czwartek, powinniśmy zapoznać się z naszymi Ŝyciorysami... Co ty na to? 

Julie  nie  mogła  nic  wyczytać  z  jego  twarzy.  Miała  ogromną  ochotę  zobaczyć, 

co  się  kryje  za  maską,  którą  Teal  przybrał  i  co  jest  jego  czułym  punktem.  Nie 
wątpiła, Ŝe ma jakieś uczucia, lecz pozostawało tajemnicą, dlaczego je tak głęboko 
ukrywa. NaleŜało znaleźć klucz do owej zagadki. 

 

background image

Rozdział 5 

 
Po  czterech  dyŜurach  nocnych  Julie  postanowiła  nieco  unormować  swój  tryb 

Ŝ

ycia.  W  czwartek  po  południu  zabrała  się  do  pielenia  ogrodu.  Sąsiad,  który 

właśnie kosił trawę, odstawił maszynę, wytarł spoconą twarz i podszedłszy bliŜej, 
oparł się o płot. 

– Dzień dobry. Pani ogród wygląda coraz ładniej. Ethelda na pewno się ucieszy, 

Ŝ

e jest tyle kwiatów. 

– Czy pani LeMarchant wybiera się tu w najbliŜszym czasie? 
– Za dwa tygodnie. JuŜ nie mogę się doczekać. – Generał rozejrzał się i zniŜając 

głos,  dodał  porozumiewawczym  szeptem:  –  Muszę  pani  powiedzieć,  Ŝe  się  jej 
kiedyś  oświadczyłem,  ale  kosztowało  mnie  to  duŜo  nerwów.  Chyba  wolałbym 
stanąć do walki z całą armią wroga. Ethelda odrzuciła moją propozycję – wyznał z 
filozoficznym  spokojem.  –  To  nawet  i  lepiej,  bo  nie  jest  zbyt  wyrozumiała  i  nie 
pozwalałaby mi chodzić na piwo. 

–  Bardzo  mi  przykro.  Odniosłam  wraŜenie,  Ŝe  państwo  mają  z  sobą  duŜo 

wspólnego. 

– Sąsiadujemy juŜ prawie dwadzieścia lat. Ale co robić? – Generał wyprostował 

się  i  dumnie  wypiął  pierś.  –  MoŜe  lepiej,  Ŝe  mnie  nie  przyjęła.  Moja  fajka  teŜ  ją 
denerwowała, więc stale opróŜniała popielniczki, chociaŜ wcale nie były pełne... O, 
moja droga, ma pani gościa. 

Julie  obejrzała  się  i  zobaczyła  nadchodzącego  Carruthersa.  Przyszedł  na 

spotkanie,  o  którym  zupełnie  zapomniała.  Uśmiechnęła  się  niepewnie  i 
przedstawiła obu panów. Teal objął ją, pocałował w policzek i rzekł: 

– Stęskniłem się za tobą. JuŜ nie mogłem doczekać się czwartku. 
Julie  oniemiała  ze  zdumienia,  lecz  po  chwili  zrozumiała,  Ŝe  on  udaje  przed 

sąsiadem. Prędko odwzajemniła pocałunek i zapewniła gorąco: 

– Ja teŜ się stęskniłam. 
Generał chrząknął zakłopotany. 
– Państwo wybaczą, ale muszę wracać do pracy. Do widzenia. 
Po jego odejściu Teal zauwaŜył: 
– Nie od razu się zorientowałaś. 
– Przyznaję, Ŝe wolno dzisiaj myślę, ale od dwudziestu ośmiu godzin jestem na 

nogach. Na śmierć zapomniałam o Ŝyciorysie. 

–  Chodźmy  do  domu  –  zaproponował,  obejmując  ją  wpół.  –  W  takim  hałasie 

background image

nie moŜna rozmawiać. 

Kiedy  weszli  do  kuchni,  Julie  natychmiast  się  odsunęła,  nie  chcąc  ulec 

ogarniającemu ją poŜądaniu. 

–  Jestem  zmęczona  –  rzekła  poirytowanym  głosem.  –  Nie  mam  nastroju  na 

rozmowę o naszej przeszłości. 

–  To  nie  potrwa  długo,  przecieŜ  mamy  zapamiętać  tylko  kilka  podstawowych 

faktów. 

Usiedli przy stole i Teal podał Julie wydruk komputerowy. 
– Po co mam to czytać? Wolę, Ŝebyś mi sam o sobie coś powiedział. 
–  No,  dobrze  –  zgodził  się,  odwracając  wzrok  od  jej  długich  opalonych  nóg  i 

bosych  stóp.  –  Mam  trzydzieści  cztery  lata,  urodziłem  się  w  Ontario  i  jestem 
jedynakiem.  Rodzice  rozwiedli  się,  gdy  miałem  sześć  lat,  ale  oboje  zachowali 
prawo  do  opieki  nade  mną.  Kontakty  z  domem,  a  raczej  domami,  praktycznie  się 
skończyły,  gdy  miałem  siedemnaście  lat.  W  wieku  dwudziestu  czterech  lat 
ukończyłem  prawo  i  wkrótce  potem  się  oŜeniłem.  Zamieszkaliśmy  w  Halifaksie  i 
tu urodził się Scott. Elizabeth zginęła dwa lata temu. To wszystko. 

Julie siedziała wpatrzona w kostki lodu pływające w kieliszku. 
–  Przed  trzydziestu  laty  przyznawanie  opieki  obojgu  rodzicom  nie  było  zbyt 

często praktykowane, prawda? 

– Nie, ale moi rodzice nigdy nie mogli się zgodzić w Ŝadnej sprawie, więc nic 

dziwnego, Ŝe nie ustalili, które z nich ma mieć prawa rodzicielskie. 

– Widocznie oboje bardzo cię kochali. 
– Tak – przyznał Teal po chwili wahania. 
– Kłamiesz. 
– Tyle faktów z mojego Ŝycia powinno ci wystarczyć. 
– Ani matka, ani ojciec nie chcieli cię wziąć do siebie, prawda? 
–  Daj  spokój,  Julie.  Nasza  umowa  nic  nie  wspomina  o  tym,  Ŝe  będziemy  się 

bawić w psychoanalityków. Będę ci wdzięczny, jeśli... 

– Nie będę wchodzić głębiej, tak? – spytała z nie ukrywaną złością. – PrzecieŜ 

to nie twoja wina, Ŝe rodzice cię nie chcieli. 

– Nie wściubiaj nosa w nie swoje sprawy – syknął. – Teraz twoja kolej. Kiedy i 

gdzie się urodziłaś? 

–  Najpierw  ci  powiem  jedną  rzecz.  OtóŜ  jak  długo  Ŝyję,  przez  całych 

dwadzieścia osiem lat, nie spotkałam człowieka, który by mi tak działał na nerwy 
jak ty. 

Carruthers uśmiechnął się ironicznie. 

background image

– Zdradziłaś aŜ dwie rzeczy. 
Julie poderwała się i zaczęła nerwowo chodzić po kuchni. 
–  Urodziłam  się  na  wsi,  w  New  Brunswick  i  mam  dwie  starsze  siostry.  Moi 

rodzice  jeszcze  Ŝyją.  Roberta poznałam,  gdy  byłam  tu,  w  Halifaksie,  na praktyce. 
Wyszłam za mąŜ mając siedemnaście lat, a rozwiodłam się siedem miesięcy temu. 
Mam nadzieję, Ŝe porobiłeś sobie notatki, bo powtarzać tego nie będę. 

– Pamiętam, Ŝe w małŜeństwie nabrałaś obrzydzenia do seksu. 
–  Ta  informacja  nie  naleŜy  do  podstawowych  faktów.  Dowiedziałeś  się 

wszystkiego, co trzeba, a teraz cię Ŝegnam. 

Teala  ogarniał  gniew,  a  jednocześnie  chciało  mu  się  śmiać.  Wiedział,  Ŝe 

najrozsądniej byłoby natychmiast wyjść, a mimo to został. 

– W poniedziałek wyznałaś mi, Ŝe masz ochotę się ze mną przespać, a teraz ja 

wyznam tobie, Ŝe nie rozumiem, jak moŜna pragnąć kogoś, kogo się tak nie cierpi. 

–  W  tej  chwili  pragnę  jedynie  tego,  Ŝebyś  się  stąd  wyniósł.  Carruthers  wstał, 

lecz nie miał najmniejszego zamiaru ustąpić z pola walki i przyznać się, Ŝe Julie ma 
nad nim przewagę. Ugodzony do Ŝywego, wypadł z narzuconej sobie roli i przestał 
logicznie myśleć. 

–  Przez  całe  moje  Ŝycie,  czyli  przez  trzydzieści  cztery  lata,  nie  spotkałem 

kobiety tak pięknej jak ty. 

Julie obojętnie rozejrzała się po kuchni i oświadczyła: 
– Nie widzę tu nikogo obcego, przed kim naleŜy udawać, więc się nie wysilaj. 

Zachowaj  wszystkie  komplementy  na  sobotni  wieczór,  kiedy  będziemy  otoczeni 
tłumem ludzi. 

Popatrzył na nią rozbawiony. 
– Potrzebuję trochę praktyki – rzekł i podszedł bliŜej. 
– MoŜesz ćwiczyć u siebie w domu. Powtarzaj sobie wszystkie moje zalety, na 

przykład podczas golenia. Ale teraz zejdź mi z oczu. 

– Są rzeczy, których nie muszę ćwiczyć. A ty nie zapominaj, Ŝe nie znoszę, gdy 

mi ktoś kaŜe coś robić. 

– Pewnie, Ŝe nie, bo lubisz panować nad innymi. A juŜ najbardziej nad swoimi 

uczuciami. 

– Zachowaj swoją opinię o mnie do czasu, gdy cię o nią poproszę. 
Mówiąc  to,  objął  Julie,  przyciągnął  mocno  do  siebie  i,  nim  zdąŜyła  się 

zorientować,  o  co  mu  chodzi,  pocałował  ją  w  usta.  Powodował  nim  jakiś 
prymitywny instynkt, chęć, by udowodnić, Ŝe jest panem sytuacji. W chwili jednak, 
gdy ich ciała się zetknęły i poczuł słodycz jej ust, stracił całe panowanie nad sobą, 

background image

o  które  Julie  tak  go  oskarŜała.  Objął  ją  jeszcze  mocniej,  pieszczotliwym  gestem 
przesunął  dłoń  na  jej  biodra  i  całował  coraz'  namiętniej.  Podświadomie  pragnął 
poruszyć ją do głębi. W pewnym momencie poczuł, Ŝe zarzuciła mu ręce na szyję i 
odwzajemnia  pocałunki.  Ogarnęło  ich  tak  wielkie  poŜądanie,  Ŝe  zapomnieli  o 
całym  świcie.  Nagle  Teal  przypomniał  sobie  Elizabeth  i  czarną  rozpacz,  w  jakiej 
się pogrąŜył po jej śmierci. I to, Ŝe juŜ raz dał się usidlić, Ŝe juŜ wiedział, do czego 
moŜe doprowadzić miłość. Odsunął się od Julie niechętnie. Oboje mieli rozpalone 
oczy i z trudem oddychali. 

– Przepraszam, Ŝe się zapomniałem – odezwał się po chwili matowym głosem. 

– Przysięgam, Ŝe to się nie powtórzy. 

Julie  nie  od  razu  odzyskała  równowagę  po  tak  namiętnych  pocałunkach.  Teal 

wpatrywał się w nią wzrokiem pełnym zachwytu. 

– To wcale nie ćwiczenia – szepnęła. – To były najprawdziwsze pocałunki. 
– Nie – zaprzeczył nieszczerze. 
Drgnęła nerwowo i bezradnie opuściła ręce. 
– Całowałeś mnie tylko dlatego, Ŝe jestem taka, jaka jestem, tak? Czyli to samo, 

co  zawsze.  Jest  we  mnie  coś,  co  doprowadza  męŜczyzn  do  szału,  ale  co  tak 
naprawdę nie ma nic wspólnego ze mną. Nikogo nie interesuje to, co się kryje pod 
moją powierzchownością. 

Carruthers z przeraŜeniem spostrzegł, Ŝe Julie ma oczy pełne łez. Odwróciła się, 

wyjęła chusteczkę i głośno wytarła nos. 

– Od śmierci Ŝony z nikim się nie kochałem – wyznał jakby pod przymusem. 
Julie błyskawicznie się odwróciła i popatrzyła na niego z niedowierzaniem. 
– Coś ty powiedział? 
ś

ałował wypowiedzianych słów, lecz juŜ nie mógł ich cofnąć. 

–  To,  co  słyszałaś  –  mruknął.  –  A  teraz  idę  sobie,  do  jasnej  cholery.  Nie 

zapomnij, Ŝe spotykamy się w sobotę o wpół do ósmej. 

– Widzę, Ŝe bardzo kochałeś Ŝonę. 
–  W  sobotę  o  wpół  do  ósmej  –  powtórzył  Carruthers  i  nieomal  wybiegł  z 

kuchni. 

W drodze do domu poprzysiągł sobie, Ŝe nigdy więcej nie pocałuje Julie Ferris i 

nie weźmie jej w ramiona. Nigdy w Ŝyciu i za Ŝadne skarby. 

 
W  sobotni  wieczór  Julie  miała  nerwy  napięte  do  ostatnich  granic.  Nie  mogła 

zapomnieć bolesnego niepokoju w oczach Teala, gdy wyznał, Ŝe od śmierci Ŝony z 
nikim  się  nie  kochał.  Nie  ulegało  wątpliwości,  Ŝe  owe  słowa  wymknęły  mu  się 

background image

mimo  woli  i  Ŝe  najchętniej  by  je  cofnął.  Dręczyło  ją  pytanie,  dlaczego  tak 
przystojny  męŜczyzna  nie  związał  się  z  nikim  przez  całe  dwa  lata.  Najprostszym 
wyjaśnieniem  byłoby  przypuszczenie,  Ŝe  zbyt  mocno  kochał  Ŝonę  i  nie  mógł  jej 
zapomnieć, lecz to jednak nie tłumaczyło wszystkiego. Zastanawiała się, czy przez 
trzy miesiące zdoła poznać najgłębsze uczucia tego zagadkowego męŜczyzny. 

Czekała  teraz  na  niego,  gotowa  juŜ  od  dziesięciu  minut.  WłoŜyła  wieczorową 

suknię  pokrytą  perłowymi  cekinami,  głęboko  wyciętą  z  przodu  i  z  tyłu,  a  z  boku 
rozciętą aŜ do połowy uda. Julie nie miała wątpliwości, Ŝe w takiej toalecie zwróci 
na  siebie  uwagę  wszystkich  obecnych.  Wyglądała  w  niej  jak  kobieta,  której 
poŜądają prawie wszyscy męŜczyźni i którą przeklinają prawie wszystkie kobiety. 
Nagle ogarnęło ją przeraŜenie, Ŝe moŜe ubrała się zbyt wyzywająco, lecz na zmianę 
sukni było juŜ za późno. Teal przyjechał wcześniej, niŜ zapowiedział. 

Idąc  otworzyć  mu  drzwi,  zerknęła  do  lustra  wiszącego  w  korytarzu  i 

uśmiechnęła się. Nigdy nie lubiła udawać, ale w tak wystrzałowej sukni powinno to 
być  łatwe.  Odrzuciła  wszelkie  wątpliwości  i  postanowiła,  Ŝe  przyjemnie  spędzi 
wieczór z najbardziej pociągającym męŜczyzną w całym mieście. 

Otworzyła  drzwi  i  ogarnęło  ją  dziwne  onieśmielenie.  Opuściła  wzrok. 

Promienie zachodzącego słońca lśniły w jej rozpuszczonych włosach i mieniły się 
wszystkimi barwami tęczy na cekinach. Teal stał bez słowa, oczarowany. 

– O BoŜe – szepnął po chwili. 
Julie  spojrzała  spod  rzęs  i  uśmiechnęła  się.  W  smokingu  i  olśniewająco  białej 

koszuli wyglądał wprost zabójczo. 

– Mam ochotę powtórzyć twój okrzyk. 
Teal opanował się z widocznym wysiłkiem. 
– Jesteś gotowa? 
– Tylko wezmę szal. 
Kiedy  weszli  do  pokoju,  wręczył  jej  eleganckie  pudełko  z  kwiaciarni  i  rzekł 

dość oschłym tonem: 

– Nie wiem, czy na sukni znajdzie się jeszcze jakieś miejsce, Ŝeby przypiąć to, 

co przyniosłem. 

Julie  powoli  otworzyła  pudełko,  w  którym  leŜała  gałązka  z  dwoma 

przepięknymi bladoróŜowymi storczykami. 

–  Po  coś  się  tak  szarpnął?  To  wcale  nie  było  konieczne  –  mruknęła,  zła,  Ŝe 

zachowuje się tak nieelegancko i bez wdzięku. 

– Nie lubisz storczyków? 
– Są bardzo piękne, ale... 

background image

– Ale co, Julie? 
Popatrzyła mu prosto w oczy. 
–  Robert  nie  uznawał  dawania  prezentów,  natomiast  wszyscy  męŜczyźni,  z 

którymi  się  umawiałam  na  randki,  zawsze  mi  coś  przynosili.  Upominki,  które 
miały wywołać moją wdzięczność. I nie tylko. 

– Czyli cię podniecić? 
– Oczywiście. 
Tealowi z gniewu pociemniały oczy. 
– Powiedziałem ci w czwartek, Ŝe więcej cię nie dotknę i dotrzymam słowa. 
– Więc dlaczego dajesz mi storczyki? – spytała głosem drŜącym ze wzruszenia. 
–  To  bezinteresowny  podarunek,  dany  ze  szczerego  serca.  Jeśli  nie  moŜesz 

szczerym sercem przyjąć, wyrzuć go na śmieci. 

– Trudno mi uwierzyć, Ŝe... Ŝe tak po prostu miałeś ochotę mi je dać. 
– Czy to ma jakieś znaczenie? 
– Ogromne. 
– Gdybym powiedział, Ŝe ich piękno przypomina mi ciebie, zaraz byś na mnie 

naskoczyła,  prawda?  A  to  rzeczywiście  był  jeden  z  powodów,  dla  których  je 
kupiłem. 

– MoŜesz zdradzić pozostałe? 
Teal wsunął ręce głęboko do kieszeni. 
– Na przykład bardzo podziwiam twoją szczerość i prostolinijność. 
Julie miała łzy w oczach. 
– Jeśli się rozpłaczę, rozmaŜe mi się tusz i nie zdąŜymy na koncert. 
Pochylił się nad nią i szepnął, nie mogąc powstrzymać dręczącego go pytania: 
– Czy mąŜ cię nie kochał? 
–  Nie.  On  kochał  wyłącznie  siebie,  a  ja  byłam  tylko  ozdobą,  dowodem  jego 

dobrego smaku. Podejrzewam, Ŝe nie kochał nawet Danny'ego. 

– Kompletny idiota. 
Julie wzruszyła ramionami. 
– Chodźmy juŜ. 
Teal połoŜył dłonie na jej obnaŜonych ramionach i zapytał: 
– A co ze storczykami? Przypniesz je do sukni, czy wyrzucisz? 
– Z przyjemnością się nimi pochwalę, ale wepnę je we włosy, bo na sukni nie 

ma juŜ miejsca. 

– Wiesz, za kaŜdym  razem, gdy się spotykamy, coś jest nie tak. Myślałem, Ŝe 

się  ucieszysz,  podziękujesz  mi  i  na  tym  sprawa  się  skończy.  Większość  kobiet 

background image

przyjmuje prezenty jako coś, co się im naleŜy. Szczególnie od kogoś, z kim idą na 
randkę. 

– Ale ty chyba nie dałeś mi kwiatów tylko dla mojej urody? 
– Czy na wszystko masz gotową odpowiedź? 
–  Przy  tobie  nie  mam  gotowych  ani  pytań,  ani  odpowiedzi.  Wpięła  kwiaty  i 

spytała: 

– Jak wyglądam? 
–  Jakbyś  zstąpiła  z  obrazu  Gauguina  –  odparł  Teal  zduszonym  głosem.  – 

Wyglądasz egzotycznie... jak pogańska bogini. 

– Boję się, Ŝe mnie znienawidzisz. 
–  Nie  mam  najmniejszej  ochoty  ani  cię  znienawidzić,  ani  pokochać.  No, 

idziemy, bo naprawdę się spóźnimy. 

– Chwileczkę – szepnęła Julie i wybiegła. 
Wróciła, niosąc bladoróŜową, lekko rozwiniętą róŜę, którą włoŜyła Tealowi do 

butonierki.  Stał  nieruchomo  i  z  zachwytem  wpatrywał  się  w  jej  twarz.  Podziwiał 
cerę delikatną i aksamitną jak płatek róŜy. Zapragnął ujrzeć, jak Julie otwiera się ku 
niemu niby róŜa do słońca. Serce zabiło mu mocniej. 

– No, nareszcie jest dobrze – powiedziała i nieco się odsunęła. 
– Czy Robertowi często dawałaś prezenty? 
–  Na  początku  tak,  ale  potem  przestałam.  –  Przygryzła  wargę.  –  Boje  rzucał 

byle  gdzie  albo  wcale  nie  oglądał.  Potem  nawet  nie  zauwaŜył,  Ŝe  przestał 
cokolwiek dostawać i to zabolało mnie najbardziej. – Zamilkła na chwilę. – Kiedy 
mi powiedział, Ŝe odchodzi, uświadomiłam sobie, Ŝe juŜ od dawna go nie kocham. 
Oczywiście czułam się upokorzona, bo mnie zdradził i tak długo oszukiwał, ale nie 
złamał mi serca... A tuŜ po ślubie świata poza nim nie widziałam. 

Teal  przypomniał  sobie,  Ŝe  on  teŜ  oŜenił  się  z  miłości.  Poczuł  wyrzuty 

sumienia, Ŝe zadaje Julie pytania, na które sam by nie chciał odpowiadać. Nie była 
to uczciwa gra. Chcąc zakończyć sprawę, powiedział z chłodną uprzejmością: 

– Dziękuję ci za róŜę, Julie... A teraz naprawdę musimy juŜ iść. 
Jego  nieoczekiwany  chłód  dotknął  Julie  do  Ŝywego.  Bez  słowa  wzięła  szal  i 

posłusznie wyszła z domu. 

 

background image

Rozdział 6  

 
Pierwszymi  osobami,  które  spotkali  w  hotelu  byli  Nick  i  Deirdre.  Julie 

pomyślała, Ŝe tych dwoje doskonale do siebie pasuje i uśmiechnęła się ze złośliwą 
satysfakcją. Wsunęła Tealowi rękę pod ramię i z niewinną miną powiedziała: 

– Dobry wieczór państwu. 
– Od kiedy łączy cię taka zaŜyłość z panem Carruthersem? – spytał zdumiony 

Nick. 

–  Wyobraź  sobie – odparła  Julie  Ŝartobliwym  tonem  –  Ŝe Teal i ja  stanowimy 

idealną parę, o czym się niedawno przekonaliśmy. Prawda, kochanie? 

Przytuliła  policzek  do  ramienia  swego  towarzysza.  Teal  był  wyraźnie  spięty, 

lecz mimo to w jego głosie zabrzmiały ciepłe tony. 

– Idealnie... jakbyśmy naprawdę byli dla siebie stworzeni. 
–  Bardzo  szybko dokonali  państwo tego odkrycia – nieco ironicznie  zauwaŜył 

Nick. 

–  W  tempie  wprost  błyskawicznym  –  przyznała  Julie.  –  I  dlatego  mamy 

pewność, Ŝe się nie mylimy. 

– Więc nie zatańczysz ze mną ani razu? 
– No, moŜe jeden jedyny raz. 
– Na więcej nie pozwalam – wtrącił Teal głosem nie znoszącym sprzeciwu. 
– No wiesz, Teal – odezwała się Deirdre – nie podejrzewałabym cię o to, Ŝe tak 

prędko stracisz głowę dla czyjejś urody. 

–  Moja  droga,  Ŝycie  jest  pełne  niespodzianek.  A  poza  tym  to  za  mało 

powiedziane,  Ŝe  straciłem  głowę  dla  czyjejś  „urody".  –  Spojrzał  na  Julie  z 
niekłamanym zachwytem w oczach. – A teraz państwo nam wybaczą, ale musimy 
poszukać przyjaciół, z którymi się umówiliśmy. 

Julie uśmiechnęła się promiennie, a Teal szepnął jej do ucha: 
– PrzecieŜ jedna z zasad wyraźnie mówi, Ŝe nie wolno ci tańczyć z Nickiem. 
–  On  jest  nam  potrzebny,  bo  zna  bardzo  wiele  kobiet  i  właśnie  dzięki  niemu 

najszybciej będziesz miał spokój. 

– Podziwiam twoją logikę i muszę ci przyznać rację, ale pamiętaj, Ŝe nie wolno 

mu obejmować cię poniŜej talii. 

– Pańskie Ŝyczenie jest dla mnie rozkazem. 
– Nie przesadzaj zanadto, bo juŜ cię trochę znam – rzekł z rozbawieniem. 
Julie zrobiła wielkie oczy i lekko wydęła wargi. 

background image

– PrzecieŜ mieliśmy udawać. 
– Nie omieszkam pamiętać o tym w obecności twojej przełoŜonej. O, tam widzę 

moich przyjaciół. 

Julie od pierwszego wejrzenia poczuła sympatię do Marylee i Bruce'a i dlatego 

bardzo  jej  zaleŜało,  by  dobrze  wypaść  w  ich  oczach.  Było  to  trudne  zadanie, 
poniewaŜ  nie  lubiła  nikogo  zwodzić,  a  poza  tym  Teal  zupełnie  jej  nie  ułatwiał 
zadania.  Zachowywał  się  poprawnie,  jak  na  dobrze  wychowanego  człowieka 
przystało,  lecz  ani  trochę  nie  udawał,  Ŝe  jest  szalenie  zakochany.  Kiedy  orkiestra 
zagrała walca, Julie pogłaskała go po dłoni i poprosiła: 

– Zatańcz ze mną, kochanie. Uwielbiam walce. 
– Proszę cię bardzo. 
Natychmiast zaczęła robić mu wyrzuty: 
– Wcale nie zachowujesz się jak człowiek zakochany po uszy. Co ci się stało? 

Jest mi głupio, bo ciągle zwracam się do ciebie „kochanie" i „misiu"... Zresztą nie 
wiedziałam,  Ŝe  tak  nie  cierpię  tego  „misia"...  A  ty  siedzisz,  jakbyś  kij  połknął  i 
opowiadasz o łowieniu pstrągów. 

– Przepraszam. CzyŜbym zapomniał ci powiedzieć, Ŝe Bruce i Marylee wiedzą 

o naszej umowie i Ŝe przed nimi nie musimy udawać? 

–  Chcesz  powiedzieć,  Ŝe  niepotrzebnie  tak  się  wygłupiałam?  –  syknęła  z 

wściekłością. 

– To są moi najlepsi przyjaciele, więc nie mogę ich oszukiwać. 
–  A  to  dobre.  Mam  nadzieję,  Ŝe  Nick  na  nas  nie  patrzy  i  nie  widzi,  Ŝe  juŜ  się 

kłócimy.  Teal,  nałoŜyliśmy  maski  i  nie  moŜna  ich  co  chwila  zrzucać.  Albo 
jesteśmy zakochaną parą, albo nie. 

– Jeszcze raz cię przepraszam. Powinienem był cię wcześniej uprzedzić. 
– Czuję się jak ostatnia idiotka. 
–  Potraktuj  to  jako  wprawkę.  MoŜe  ci  się  przydać,  gdy  będziesz  tańczyła  z 

Nickiem. 

– Do diabła, przecieŜ tu chodzi o nas, a nie o Nicka. 
– Uśmiechnij się. Nick i Deirdre tańczą niedaleko nas. 
– Czasami mam ochotę cię udusić. 
– Na razie wracamy do stolika. MoŜesz juŜ nie wysilać się na tego „misia", bo i 

mnie to słowo draŜni. 

–  Za  to  epitet,  jakiego  chciałabym  w  tej  chwili  uŜyć,  jest  zupełnie 

niecenzuralny. 

Bruce i kilku innych znajomych prosiło Julie do tańca, ale przewaŜnie tańczyła 

background image

z  Tealem.  Był  doskonałym  partnerem  i  prowadził  rzeczywiście  bez  zarzutu,  lecz 
tańczył  jakby  z  przymusem  i  sprawiał  wraŜenie,  Ŝe  robi  to  bez  serca.  Około 
północy Julie, która uwielbiała taniec i oddawała mu się całą duszą, miała juŜ dość 
takiego sztywnego partnera i pomyślała z rozpaczą, Ŝe dłuŜej go nie zniesie. Nagle, 
bez większego zastanawiania, wypaliła: 

–  Wiesz,  jakie  są  przejrzałe banany,  prawda?  Obrzydliwie  miękkie i sflaczałe. 

Lubisz takie? 

– Nie bardzo. 
–  To  dlaczego  trzymasz  mnie  tak,  jakbym  była  przejrzałym  bananem?  Albo 

czymś jeszcze gorszym, co budzi w tobie obrzydzenie? 

– Nie podoba ci się, jak tańczę? 
– Twojej technice nie mogę nic zarzucić, ale to nie to. O, idzie Nick. 
– Zatańczysz ze mną, Julie? 
– Z rozkoszą. 
Tym razem, po raz pierwszy tego wieczoru, Julie tak bardzo zapamiętała się w 

tańcu,  Ŝe  gdy  orkiestra  umilkła,  rozległy  się  oklaski  na  cześć  tancerki.  Rozejrzała 
się,  szukając  Teala  i  z  przykrością  zauwaŜyła,  Ŝe  bardzo  oŜywiony  rozmawia  z 
Deirdre. Podchodząc, zorientowała się, Ŝe z trudem nad sobą panuje. Natychmiast 
przeprosił Nicka i Deirdre i skierował się w stronę najodleglejszego kąta sali, gdzie 
stały wysokie palmy. Z chwilą gdy znaleźli się za osłoną roślin, brutalnie odwrócił 
Julie twarzą do siebie i patrząc jej prosto w oczy, zimno wycedził: 

– A więc jednak z nim spałaś! 
– Bredzisz. 
– Nie kłam! Obserwowałem was w tańcu i wszystko stało się dla mnie jasne. 
–  Nick  mnie  nigdy  nie  pociągał  seksualnie  i  juŜ  raz  ci  to  mówiłam.  Cały 

problem  polega  na  tym,  Ŝe  dopatrujesz  się  czegoś  tam,  gdzie  nic  nie  ma,  a  nie 
widzisz tego, co masz przed nosem. 

– Co chcesz przez to powiedzieć? 
– Wiesz dobrze, Ŝe ty mi się podobasz. 
– Na pewno nie to miałaś na myśli. 
– Niech ci będzie, masz rację. Wyznam ci, Ŝe kiedy mnie niedawno całowałeś, 

miałam  wraŜenie,  Ŝe  całe  niebo  jest  usiane  gwiazdami,  a  jednocześnie  świeci 
słońce.  Czy  ciebie  teŜ  ogarnęły  podobne  uczucia?  SkądŜe!  Ty  mnie  nagle 
odepchnąłeś, jakbym była jadowitą Ŝmiją, i chłodno przeprosiłeś za to, co się stało. 
Właśnie o to mi chodzi i to chciałam ci powiedzieć. 

–  Mówiłem  ci,  Ŝe  nie  chcę  się  z  nikim  wiązać  i  to  dotyczy  równieŜ  ciebie. 

background image

Kiedy to wreszcie zrozumiesz? 

– Więc dlaczego Nick tak ci przeszkadza? 
– Bo jest rozpustnikiem. 
– Za to ty jesteś mnichem. 
–  Chcesz  mnie  sprowokować  do  tego,  Ŝebym  ci  udowodnił,  Ŝe  jestem 

stuprocentowym męŜczyzną, tak? Nic z tego, moja droga. 

– Dlaczego tak nienawidzisz seksu? 
– To samo pytanie mógłbym postawić tobie. 
– Więc skończmy tę rozmowę. Obiecuję, Ŝe nigdy juŜ nie zatańczę z Nickiem, 

ale ty przestań mnie trzymać w ramionach, jakbym była kimś zupełnie ci obcym i 
obojętnym. 

– Bruce teŜ mi powiedział coś w tym stylu. 
Julie westchnęła. 
– Wiesz, jeszcze nigdy nie spotkałam człowieka, który by tak bardzo nad sobą 

panował. Nie rozumiem cię. 

–  Nie  ma  tu  nic  do  rozumienia.  Umówiliśmy  się  dla  wspólnej  wygody  i  to 

powinno wystarczyć. Koniec, kropka. 

–  Nic  z  tego  nie  będzie,  bo  oboje  jesteśmy  kiepskimi  aktorami  –  rzekła  z 

rezygnacją i wzruszyła ramionami. 

Teal przyjrzał się jej uwaŜnie i zapytał: 
–  Jesteś  juŜ  zmęczona,  prawda?  Zatańczymy  jeszcze  jeden  raz,  a  potem 

pojedziemy do domu. 

– Dobrze. Rzeczywiście męczy mnie takie udawanie dla setek osób. 
Orkiestra właśnie zagrała ulubioną melodię Teala. 
– Uwielbiam tę piosenkę – szepnął. Nieoczekiwanie ujął jej dłoń i podniósł do 

ust. – Czy zechce pani ze mną zatańczyć? 

Julie  zauwaŜyła,  Ŝe  w  pobliŜu  nie  ma  nikogo.  Serce  jej  zabiło  mocniej,  gdy 

pomyślała, Ŝe tym razem chyba niczego nie udawał. 

– Z przyjemnością – szepnęła uszczęśliwiona. – Dziękuję panu. 
Teal  objął  ją  mocno  i  ustami  musnął  jej  włosy.  Julie  oparła  mu  głowę  na 

ramieniu,  przymknęła  oczy  i  nareszcie  była  szczęśliwa,  jak  gdyby  po  długiej 
podróŜy  znalazła  się  w  wymarzonym  miejscu.  Ogarnęło  ją  poŜądanie,  więc 
przytuliła się jeszcze mocniej i natychmiast poczuła, Ŝe oboje są bardzo podnieceni. 
Łudziła  się,  Ŝe  nie  jest  to  udawanie.  Nareszcie  była  nieomal  pewna,  Ŝe  nie  jest 
Tealowi obojętna, więc oddała się marzeniom, które przyspieszyły bicie jej serca i 
pulsowanie krwi w skroniach. 

background image

– Przez tych kilka minut zrozumiałem więcej niŜ przez cały wieczór – szepnął, 

gdy muzyka umilkła. 

– Ja teŜ – wyznała. – Tym razem nie udawałeś, prawda? 
– Czy znowu zgłaszasz zastrzeŜenia do tego, jak tańczę? 
– Nie. Ale odpowiedz na moje pytanie. 
Jeszcze  nie  mógł  się  zdobyć  na  to,  by  szczerze  powiedzieć,  co  czuje.  Nie 

wiedział, jak to ująć w słowa. Po chwili rzekł chłodno: 

–  Chodźmy  poŜegnać  się  z  Marylee  i  Bruce'em,  Julie  nie  chciała  wracać  do 

domu;  pragnęła  na  zawsze  pozostać  w  jego  ramionach,  w  których  czuła  się 
bezpieczna, a jednocześnie podniecona. Podniosła na Teala pytający wzrok. 

–  Dopiero  ten  taniec  był  prawdziwy  i  przynajmniej  ja  nic  nie  udawałam. 

Przyznaj, Ŝe ty teŜ. 

– Przestań! Zapominasz, Ŝe wszelki seks został wyłączony z naszej umowy. 
Zrozumiała, Ŝe Teal znowu ją od siebie odpycha. 
– Muszę wiedzieć, kiedy gramy, a kiedy nie. Muszę! 
– MoŜe według ciebie Ŝyję jak mnich – zaczął przytłumionym głosem – ale to 

nie  znaczy,  Ŝe  nie  miewam  potrzeb  normalnego  męŜczyzny.  Musiałbym  być 
dzieckiem  lub  starcem,  by  ciebie  nie  pragnąć,  ale  to  nie  oznacza,  Ŝe  coś  z  tym 
fantem zrobię. 

Julie  łudziła  się,  Ŝe  usłyszy  coś  innego,  ale  uznała,  Ŝe  lepszej  odpowiedzi  nie 

otrzyma.  Zrozumiała,  Ŝe  to  ona  się  narzuca  i  Ŝe  jest  wyzywająca  w  sukni,  która 
podkreśla  wszystkie  uroki  jej  ciała.  Nic  dziwnego,  Ŝe  Teala  ogarnęło  poŜądanie. 
Chyba  nawet  kamień  nie  pozostałby  obojętny.  PoŜałowała,  Ŝe  tak  się  przed  nim 
obnaŜyła fizycznie i psychicznie. On zaś z niczym się nie zdradził, a jego uczucia 
nadal  były  dla  niej  zagadką.  Chcąc  zachować  resztki  godności,  uśmiechnęła  się 
uwodzicielsko i przytuliła, pytając: 

– Czy kiedykolwiek uwiodłeś kogoś na parkiecie? 
– Nigdy. A ty? 
– Ja teŜ nie, ale lubię nowe doświadczenia. 
–  CzyŜby?  Ośmielam  się  w  to  wątpić.  Ale  pewnie  jestem  czymś  nowym  dla 

ciebie,  bo  nie  oszalałem  na  twoim  punkcie  zaraz  od  pierwszego  wejrzenia.  Nie 
spotkałaś jeszcze takiego męŜczyzny, prawda? I widzę, Ŝe cię to szalenie irytuje. 

Poczuła, jakby wymierzono jej policzek. NajwyŜszym wysiłkiem woli zdobyła 

się na blady uśmiech i oświadczyła: 

– Mam tego naprawdę dość. Wracam do domu. 
– Nie zapominaj, Ŝe wszyscy na nas patrzą. 

background image

Julie  uprzejmie  poŜegnała  Marylee  i  Bruce'a,  chociaŜ  miała  ogromną  ochotę 

powiedzieć im, co myśli o ich przyjacielu. Przez całą drogę powrotną nie odezwała 
się ani słowem. Kiedy stanęli przed domem, rzekła lodowatym tonem: 

– To była nasza pierwsza i ostatnia randka. śegnam. 
– Sama nie wierzysz w to, co mówisz. Dobranoc – spokojnie odparł Carruthers. 
Dziesięć  minut  później  Julie  siedziała  przed  lustrem  w  łazience  i  zmywała 

makijaŜ.  Czuła  się  fatalnie,  lecz  musiała  uczciwie  przyznać,  Ŝe  w  tym,  co 
powiedział Teal, było ziarnko prawdy. Rzeczywiście taki męŜczyzna jak on był dla 
niej  wyzwaniem.  Bardzo  pragnęła  zedrzeć  maskę,  którą  nosił  i  poznać 
ukrywającego się za nią człowieka. W czasie balu przekonała się niezbicie, Ŝe ma 
do czynienia nie z prawdziwym człowiekiem, lecz z aktorem, który od początku do 
końca igra z jej uczuciami. Z prawnikiem do szpiku kości, który myśli paragrafami 
i  wprawdzie  jej  poŜąda,  lecz  nie  ma  Ŝadnych  względów  dla  jej  uczuć.  Przez 
dziewięć  lat  miała  do  czynienia  z  jednym  aktorem  i  nie  potrzebowała  drugiego. 
PoŜądanie  mogłaby  zaspokoić  z  Nickiem  i  to  powinno  jej  wystarczyć.  Uznała,  Ŝe 
umowa między nią a Carruthersem została definitywnie zerwana. 

Teal  nie  odezwał  się  przez  cały  tydzień.  Julie  wmawiała  sobie,  Ŝe  jest  z  tego 

bardzo zadowolona. Mimo to jej serce biło mocniej za kaŜdym razem, gdy odzywał 
się  telefon.  Tyle  Ŝe  teraz  nie  dzwonił  tak  często  jak  dawniej,  więc  widocznie 
koncert i bal zrobiły swoje. Zaczęła gorzej sypiać, a w ciągu dnia więcej zajmowała 
się synem, chociaŜ Danny stale zapraszał Scotta, którego szare oczy i ciemne włosy 
zbyt boleśnie przypominały Julie jego ojca. 

We wtorek po południu uznała, Ŝe musi wyjść z domu, Ŝeby być jak najdalej od 

telefonu.  Postanowiła  wziąć  syna  na  lody  do  jego  ulubionej  kawiarni.  Kłopot 
jednak polegał na tym, Ŝe Danny akurat był u kolegi i Julie nie bardzo wiedziała, 
jak  ma  go  stamtąd  zabrać.  Miała  dwie  moŜliwości:  mogła  zadzwonić  i  poprosić 
Teala,  by  odesłał  chłopca  do  domu,  albo  osobiście  iść  po  dziecko.  Uznała,  Ŝe 
drugie  rozwiązanie  jest  lepsze,  gdyŜ  pozwoli  uniknąć  rozmowy  z  Carruthersem. 
Nie  namyślając  się  długo,  poszła  się  przebrać.  WłoŜyła  marszczoną  turkusową 
spódnicę  oraz  bluzkę  z  długimi  rękawami.  W  takim  stroju  wyglądała  bardzo 
skromnie,  zupełnie  inaczej  niŜ  w  balowej  sukni.  Poprawiła  fryzurę  i  wyszła  z 
domu. 

Wspaniały  dzień  miał  się  ku  końcowi,  lecz  promienie  słońca  wciąŜ  jeszcze 

oświetlały  barwne  kwiaty  w  ogrodach,  które  mijała  po  drodze.  Przystanęła  na 
chwilę,  by  móc  podziwiać  wyjątkowo  piękne  holenderskie  irysy,  a  jednocześnie 
zyskać  na  czasie.  Po  chwili,  z  dumnie  uniesioną  głową,  otworzyła  furtkę  przed 

background image

domem  Teala.  Minęła  BMW  zaparkowane  w  cieniu,  przedarła  się  przez  gęste 
krzewy  na  tyłach  domu  i  zawołała  syna.  Nikt  się  nie  odezwał,  więc  doszła  do 
wniosku,  Ŝe  chłopcy  są  w  domu.  W  pierwszej  chwili  chciała  się  niepostrzeŜenie 
wycofać,  lecz  natychmiast  uznała,  Ŝe  nie  moŜe  się  okazać  tchórzem.  Znacznie 
lepiej  było  dzielnie  stawić  czoło  sytuacji,  jakiej  nie  przewidziała.  Poczuła,  Ŝe 
oblewa ją zimny pot, a mimo to nie uległa panice. Weszła na schody i zastukała do 
uchylonych drzwi. Usłyszała wołanie Teala: 

– Scott, zobacz, kto przyszedł! 
Julie  gorąco  pragnęła,  by  Scott  zjawił  się  jak  najszybciej.  Niestety,  nie 

doczekała  się  nikogo.  Zastukała  więc  po  raz  drugi  i  tym  razem  usłyszała  tupot 
bosych  stóp.  Ktoś  zbiegał  na  dół,  przeskakując  po  dwa  stopnie.  Drzwi  otworzył 
Teal Carruthers. 

– Julie! – zawołał zdumiony i poczuł przyspieszone bicie serca. 
I tym razem miał na sobie tylko spodnie od dresów. Julie usiłowała nie patrzeć 

na  jego  potęŜny,  obnaŜony  tors.  Spojrzała  Tealowi  prosto  w  oczy  i  wyrecytowała 
słowa, które sama kiedyś od niego usłyszała: 

–  Skoro  mój  syn  ma  przebywać  w  pańskim  domu,  proszę,  Ŝeby  drzwi  były 

zamknięte na klucz. – I dodała: – Przyszłam po Danny'ego. 

– KaŜda samotna kobieta zawsze powinna zamykać dom na klucz. MęŜczyzna 

to co innego. 

JuŜ miała ochotę się odciąć, lecz ugryzła się w język i tylko powtórzyła: 
– Przyszłam po syna. Mam mu coś do powiedzenia. 
–  Wejdź  do  środka,  musisz  chwilę  zaczekać.  Chłopcy  pewnie  są  na  strychu. 

Zaraz ich zawołam. 

– Nie będę czekać. Powiedz mu, proszę, Ŝeby przyszedł do domu. 
– Przestań, Julie – rzekł Teal zniecierpliwiony. – Zapewniam cię, Ŝe nie gryzę, 

więc moŜesz spokojnie wejść na chwilę. 

Posłusznie weszła do kuchni, w której panował nieopisany bałagan. 
– Przepraszam za rozgardiasz. Pani Inkpen nie mogła wczoraj przyjść, a ja mam 

sprawę, nad którą siedzę dzień i noc. 

– Proszę, jaki wzorowy prawnik – rzuciła ironicznie. 
– Nie lubisz nas, prawda? 
– Nie cierpię. Zapłaciłam adwokatowi mnóstwo pieniędzy za to, Ŝeby zajął się 

alimentami,  a  Robert  i  tak  nic  nie  płaci.  Powinnam  wziąć  innego  adwokata,  a 
najlepiej dwóch, ale sama oczywiście musiałabym ich opłacić. 

– Nie wszyscy jesteśmy tacy. 

background image

Julie zrobiła minę pełną niedowierzania. 
– CzyŜby? 
–  Oczywiście!  –  Teal  zacisnął  pięści  i  dorzucił  z  pasją:  –  Zajmuję  się  teraz 

sprawą czternastoletniego chłopca, który strzelił do ojca i go zranił. Podobno zrobił 
to  z  zimną  krwią,  aleja  uwaŜam,  Ŝe  było  inaczej.  Podejrzewam,  Ŝe  ojciec 
maltretował syna, a prawdopodobnie i matkę, tak długo, Ŝe dziecko juŜ nie mogło 
tego  znieść,  więc  go  zaatakowało.  Moim  zadaniem  jest  nakłonić  chłopca,  Ŝeby 
powiedział  całą  prawdę  najpierw  mnie,  a  potem  sędziemu.  Powinienem  mu  takŜe 
zapewnić jakiegoś doradcę i opiekuna, a poza tym zaleŜy mi, Ŝeby ta sprawa stała 
się  początkiem  końca  maltretowania  dzieci.  –  Był  tak  wzburzony,  Ŝe  przerwał  na 
chwilę.  –  Przyznaję,  Ŝe  nasze  sądownictwo  nie  jest  idealne  i  Ŝe  resocjalizacja 
pozostawia  wiele  do  Ŝyczenia,  ale  na  razie  jest  jak  jest.  Poruszę  niebo  i  ziemię, 
Ŝ

eby uratować tego chłopca. 

– Więc jednak nie jesteś pozbawiony uczuć – szepnęła Julie. 
– Do diabła, ty znowu swoje. 
– Widzę, Ŝe angaŜujesz się wyłącznie w sprawy zawodowe. 
Teala ogarniała coraz większa wściekłość; na nią i na samego siebie. 
– Wyobraź sobie, Ŝe mam równieŜ duŜo ciepłych uczuć dla syna. CzyŜbyś tego 

jeszcze nie zauwaŜyła? 

–  Wiem,  Ŝe  jesteś  bardzo  dobrym  ojcem  –  przyznała  szczerze.  –  Ale  o  jedną 

osobę  zupełnie  nie  dbasz.  O  siebie.  –  Rozejrzała  się  dookoła.  –  Jeśli  chcesz, 
pomogę ci posprzątać. 

– PrzecieŜ przyszłaś tylko po syna. 
–  Chciałam  zabrać  go  na  lody,  ale  właściwie  moglibyśmy  iść  wszyscy.  Tylko 

najpierw trzeba tu posprzątać. 

– Julie, pamiętaj, Ŝe cię ostrzegałem! 
– Tym razem ośmielę się zignorować twoje ostrzeŜenie. 
– MoŜesz poŜałować, bo ja się na pewno nie zmienię. 
– Nie wierzę. 
– UwaŜam, Ŝe postępujesz bardzo nierozsądnie. 
– Twierdzisz, Ŝe podoba ci się moja szczerość, a jednocześnie masz mi za złe, 

Ŝ

e  mówię  to,  co  myślę.  Właśnie  się  przekonałam,  Ŝe  jesteś  człowiekiem,  którym 

miotają  potęŜne  namiętności...  I  wcale  nie  mam  na  myśli  seksu.  Przyłapałam  cię 
bez maski. 

Carruthers uderzył pięścią w stół tak mocno, Ŝe aŜ zadźwięczało szkło. 
– Zapamiętaj sobie, Ŝe nie mam zamiaru się z tobą wiązać! 

background image

PrzeraŜona jego wybuchem, Julie miała ochotę czym prędzej uciec. Opanowała 

się jednak i rzekła spokojnie: 

– Pytałeś mnie kiedyś, czy kochałam męŜa i otrzymałeś szczerą odpowiedź na 

swoje  bezceremonialne  pytanie.  Teraz  ja  bezceremonialnie  pytam  i  Ŝądam 
odpowiedzi. Czy kochałeś Ŝonę. Czy byłeś w Elizabeth zakochany? 

– Nie chcę o tym z nikim rozmawiać. Z tobą teŜ nie. 
W tym momencie z góry dobiegł głos Danny'ego: 
– Czy to ty, mamusiu? Chodź do nas na górę. PokaŜemy ci, jaką twierdzę sobie 

zbudowaliśmy. 

Julie odetchnęła głęboko i powiedziała cicho: 
– Pójdę zobaczyć, co zrobili, ale zaraz wracam. 
Idąc  na  górę,  zauwaŜyła,  Ŝe  wnętrze  domu  jest  architektonicznie  piękne,  lecz 

zupełnie  pozbawione  obrazów  i  kwiatów.  Na  piętrze  musiała  zaczekać,  gdyŜ 
Danny nie pozwolił jej iść dalej. Stanęła akurat naprzeciw otwartych drzwi sypialni 
i  jej  wzrok  padł  na  olbrzymie  łóŜko.  Wiedziona  niepohamowaną  ciekawością, 
podeszła  bliŜej  i  zajrzała  do  środka.  Okna  pokoju  wychodziły  na  ogród,  a  przez 
firanki  widać  było  gęste,  zielone  liście  drzew.  Sufit  i  ściany  były  białe,  meble  z 
jasnego  drzewa,  a  narzuta  na  łóŜku  bladoniebieska.  Pokój  sprawiał  dziwne 
wraŜenie  i  Julie  wzdrygnęła  się,  nie  mogąc  zrozumieć  ogarniających  ją  uczuć. 
CzyŜby  była  zazdrosna  o  nieŜyjącą  juŜ  kobietę?  Rozejrzała  się  i  na  toaletce 
zauwaŜyła  zdjęcia  Scotta  oraz  surowej,  pięknej  kobiety.  Przed  nimi,  w 
kryształowym  wazoniku,  stała  róŜa,  którą  Teal  dostał  przed  balem.  Kwiat  był  juŜ 
zwiędnięty,  a  mimo  to go  nie  wyrzucono.  Julie  poczuła  ucisk  w  gardle.  Wiele  by 
dała, Ŝeby się dowiedzieć, dlaczego Teal postawił tę róŜę w swojej sypialni. 

 

background image

Rozdział 7 

 
– Mamo, gdzie jesteś?! – zawołał Danny. 
Julie weszła na górę wąskimi, krętymi schodami. Do namiotu-twierdzy musiała 

wczołgać się na czworakach, tam chwilę poleŜała na łóŜku polowym i spróbowała, 
jak smakują zgromadzone smakołyki, odłoŜone na czarną godzinę. Przeciskając się 
z powrotem do wyjścia, rzekła: 

– Teraz pomogę trochę posprzątać w kuchni, a potem zabiorę was na lody. Co 

wy na to? 

– Hurra! Idziemy! – krzyknęli zachwyceni chłopcy. 
Julie zeszła na dół. Zastała Teala w fartuchu, zajętego zmywaniem naczyń. 
–  JuŜ  ci  pomagam.  –  Zabrała  się  do  ustawiania  talerzy  i  jakby  od  niechcenia 

powiedziała: – ZauwaŜyłam, Ŝe nie wyrzuciłeś tej róŜy, którą ode mnie dostałeś. 

Teal gwałtownie się odwrócił i spytał gniewnie: 
– Czy zawsze zaglądasz do cudzych sypialni? 
– Chciałam zobaczyć, czy jest tak samo bezbarwna jak reszta domu. 
–  To  Elizabeth  urządziła  wszystko,  zanim  się  tu  wprowadziliśmy  osiem  lat 

temu. Ja w tej sprawie nie miałem nic do powiedzenia. 

– I nic nie zmieniłeś po jej śmierci? 
– Nie. 
Miała  ochotę  zapytać,  czy  głównym  powodem  takiego  postępowania  była 

wielka rozpacz po śmierci ukochanej Ŝony. 

– Dlaczego postawiłeś tę róŜę u siebie w sypialni? – spytała cicho. 
–  Myślę,  Ŝe  fakt,  iŜ  mi  ją  podarowałaś,  duŜo  dla  ciebie  znaczył  i  dlatego 

uznałem, Ŝe nie mogę jej wyrzucić. 

– Dziękuję ci – szepnęła ledwie słyszalnie. – To bardzo ładnie z twojej strony. 
Zamilkła na chwilę. Teal obejrzał się i zauwaŜył zmarszczkę na jej czole. 
– Nad czym się zamyśliłaś? 
–  Powinniśmy  trochę  zmienić  tę  naszą  umowę.  Nie  mam  siły  stale  z  sobą 

walczyć. 

Carruthersowi  przemknęło  przez  myśl,  Ŝe  mówienie  prawdy  niekiedy  bywa 

ryzykowne. 

–  Widzę  tylko  jeden  sposób  na  to,  Ŝeby  się  nie  miotać:  musimy  przestać  się 

spotykać. 

–  To  kiepskie  rozwiązanie,  a  przecieŜ  wszystko  jest  proste.  Mnie  bardzo  jest 

background image

potrzebna  miłość  i  choć  wiem,  Ŝe  tobie  nie,  myślałam,  Ŝe  gdy  zobaczysz  mnie  w 
wystrzałowej  balowej  sukni,  zrzucisz  maskę  obojętnego  męŜczyzny.  Jednak 
niewiele  wskórałam,  bo  tylko  zrobiłeś  mi  awanturę  z  powodu  Nicka,  ale  nie 
zdobyłeś się na to, by mi udowodnić, Ŝe jesteś stuprocentowym męŜczyzną. Miałeś 
jednak rację, Ŝe nie tędy droga. Masz zdumiewająco silną wolę, więc rzeczywiście 
nie ma sensu, Ŝebym próbowała cokolwiek w tobie zmienić. 

Otworzyła szufladę ze sztućcami i zaskoczona spytała: 
– Dlaczego trzymasz róŜne narzędzia razem ze sztućcami? 
–  To  sprawka  pani  Inkpen.  Ma  taki  zwyczaj,  Ŝe  przy  sprzątaniu  wrzuca 

wszystko do najbliŜszej szuflady. Nie zmieniaj tematu. 

– Całkiem niezły pomysł. – Julie roześmiała się. – O czym to mówiłam? 
– O sprawach łóŜkowych. O tym, Ŝe tobie potrzebny jest seks, a mnie nie. Czy 

mam rozumieć, Ŝe właśnie ze mną chciałabyś się kochać? 

–  Tylko  i  wyłącznie...  Robert  był  jedynym  męŜczyzną  w  moim  Ŝyciu,  bo 

wierność  jest  dla  mnie  duŜą  wartością.  Ale  wracam  do  umowy.  Teraz 
wstrzemięźliwość płciowa znowu zaczyna być w modzie, więc na pewno i mnie nie 
zaszkodzi.  Tylko  Ŝe  w  związku  z  tym  wykluczam  wszelkie  pocałunki  i  tańce  jak 
ten ostatni. Musimy ograniczyć się do najniewinniejszych rozrywek. 

– Jakich? 
– Na przykład takich, , jak pójście na lody albo na plaŜę, jak wycieczki piesze 

lub rowerowe. Coś w tym rodzaju. 

– Jesteś pewna, Ŝe nie będzie powodów do scysji? 
Julie komicznie zmarszczyła nos. 
–  Gdy  jestem  przy  tobie,  niczego  nie  jestem  pewna,  ale  przecieŜ  warto 

spróbować. Mamy przed sobą jeszcze ponad dwa miesiące. 

Teal  postanowił  natychmiast  poddać  ją  próbie.  Popatrzył  na  nią  namiętnym 

wzrokiem i powiedział gorącym szeptem: 

–  WłoŜyłaś  bluzkę,  która  cudownie  podkreśla  kolor  twoich  oczu.  Mają  teraz 

odcień morskiej toni. 

– Przestań! – krzyknęła. – Właśnie tego ci zabraniam! Kiedy patrzysz na mnie 

takim wzrokiem, chcę natychmiast znaleźć się w twoich ramionach i kochać się z 
tobą do szaleństwa. A ubrałam się tak, bo chciałam ukryć swoje ciało. 

–  Moja  droga,  nawet  gdybyś  włoŜyła  worek  pokutny,  teŜ  byłabyś  warta 

grzechu. 

–  Miałeś  nie  mówić  takich  rzeczy!  To  niezgodne  z  poprawioną  umową. 

ś

adnych najmniejszych aluzji do seksu. Ani słowem, ani spojrzeniem, ani gestem. 

background image

– Czyli mamy być jak rodzeństwo? – spytał z niewinną miną. 
– Tak będzie najlepiej – odparła, mimo iŜ nie mogła go sobie wyobrazić w roli 

brata.  –  Jeśli  będziemy  chodzić  z  dziećmi  na  lody  i  na  plaŜę,  to  i  tak  ludzie  nas 
zobaczą razem, a przecieŜ tylko o to nam chodzi. Prawda? 

W tej chwili do kuchni wbiegli chłopcy. Danny od razu zwrócił się do matki: 
– Czy juŜ moŜemy iść? 
– Pójdziesz z nami, tatusiu? – spytał Scott. 
– Tak. Za pięć minut będę gotów. 
Chłopcy pobiegli do ogrodu, a Carruthers poszedł się przebrać. WłoŜył dŜinsy i 

jasną koszulę. 

– No, idziemy. 
– Muszę po drodze wstąpić do domu po portmonetkę. 
– Ja wszystkich zapraszam. 
– Wolałabym sama zapłacić za Danny'ego i siebie. 
– Mieliśmy się nie sprzeczać! Zapomniałaś? 
– Pamiętam, ale to wcale nie oznacza, Ŝe zawsze postawisz na swoim. Nie mam 

zamiaru rezygnować z mojej niezaleŜności. 

– Dzisiaj musisz – oświadczył Teal i połoŜył dłoń na jej ramieniu. 
– Miałeś mnie nie dotykać! 
Julie  bała  się,  Ŝe  zmiany  w  umowie,  jakie  sama  wprowadziła,  wcale  jej  nie 

ustrzegą  przed  nią  samą.  W  towarzystwie  takiego  męŜczyzny  zawsze  będzie 
podniecona i nie wiadomo, czy i w jakim stopniu zdoła nad sobą zapanować. 

Kawiarnia była  przepełniona,  więc  kupili  lody,  wrócili do  domu  i  usiedli  przy 

stole w ogrodzie. Danny zaczął opowiadać o rozbudowaniu domku na drzewie i w 
ferworze mocno wymachiwał łyŜeczką. Nagle krzyknął przestraszony: 

– Mamo, poplamiłem ci sweter! Plama była tuŜ nad lewą piersią. 
– Fatalnie, bo to nowiuteńki sweter. Muszę iść do domu i natychmiast coś z tym 

zrobić. 

Carruthers teŜ wstał od stołu. 
– Dam ci czysty ręcznik. 
Kiedy znaleźli się w kuchni, zaproponował: 
– Poczekaj, pomogę ci. 
Zmoczył  ręcznik  i  delikatnie  zaczął  usuwać  plamę.  Musiał  się  pochylić,  więc 

ich  głowy  niemal  się  stykały.  Julie  nie  mogła  oderwać  oczu  od  ciemnych  śladów 
zarostu na jego twarzy. Nagle Teal znieruchomiał i rzekł przytłumionym głosem: 

– Stanowczo nie mogę cię uznać za siostrę. 

background image

Poczuła jego gorący oddech na policzku i prędko odwróciła głowę. 
– Musimy wracać do dzieci – szepnęła. 
Teal wypuścił jej sweter z rąk. 
– MoŜe... – zająknął się – chyba udało mi się wszystko zetrzeć. 
Julie odsunęła się od niego i z wypiekami na twarzy wyznała: 
– Ciekawa jestem, czy walcząc z poŜądaniem, wyrobię sobie silny charakter. 
– Ostatnio poznałaś bardzo wielu męŜczyzn. Nie pojmuję, dlaczego upatrzyłaś 

sobie akurat mnie. 

–  Bo  jesteś  inny.  W  towarzystwie  tamtych  zawsze  się  czułam  osamotniona  i 

niezaleŜnie  od  tego,  jak  blisko  byliśmy  fizycznie,  odnosiłam  wraŜenie,  Ŝe  nie 
mamy  z  sobą  nic  wspólnego.  A  przy  tobie  czuję  się  tak,  jakbyśmy  istnieli  dla 
siebie,  a  nie  tylko  byli  obok  siebie.  Prawie  cały  czas  to  wraŜenie  mnie  nie 
opuszcza. 

– Czy u podłoŜa leŜy współczucie dla mnie? 
– Nie, to nie takie proste. Jest w tobie coś, co do mnie głęboko przemawia. Ale 

zmieńmy temat, bo oboje wiemy, czego chcemy i tylko szkoda, Ŝe nie pragniemy 
tego samego. 

–  Dopiero  teraz  zaczynam  sobie  uświadamiać,  jakie  błogie  Ŝycie  miałem  z 

poprzednimi wielbicielkami. Ty mi je komplikujesz przez sam  fakt, Ŝe znajdujesz 
się  w pobliŜu.  Rzeczywiście  lepiej  juŜ iść  do  dzieci... Z  lodów  pewnie zrobiła  się 
zupa. 

Pół godziny później Julie i Danny wrócili do domu. 
 
W czwartek Carruthers i chłopcy przyjechali wieczorem rowerami. Następnego 

dnia  wybierali  się  na  ryby,  więc  Scott  i  Danny  mieli  za  zadanie  przygotować 
robaki, a Teal chciał zaproponować Julie wspólne pójście na plaŜę w sobotę rano. 
Chłopcy  zeskoczyli  z  rowerów  i  natychmiast  pobiegli  do  ogrodu,  natomiast  Teal 
zapukał  do  drzwi.  Po  chwili  usłyszał  „proszę"  wypowiedziane  poirytowanym 
głosem. 

W kuchni panował bałagan, a Julie miała na sobie jakieś stare ubranie i głowę 

owiniętą ręcznikiem. 

– O, Teal. Jak się masz? Nie... 
W tej chwili do kuchni weszła elegancka i starannie uczesana kobieta. 
– Pozwoli pani, Ŝe jej przedstawię mojego znajomego, pana Teala Carruthersa. 

Teal, to jest pani LeMarchant, od której wynajęłam dom. 

– Witam pana. 

background image

Kobieta  obrzuciła  przybyłego  uwaŜnym  spojrzeniem  i  nie  uszło  jej  uwagi,  Ŝe 

Teal  jest  potargany,  a  przy  koszuli  nie  ma  jednego  guzika.  Po  krótkiej, 
niezobowiązującej  rozmowie  pani  LeMarchant  zaczęła  się  Ŝegnać.  W  tym 
momencie do kuchni  wpadli chłopcy  w  zabłoconych butach i ze  słoikiem  pełnym 
robaków. 

–  Mamo,  popatrz,  ile  nazbieraliśmy!  Czy  tego  największego  mógłbym  sobie 

zostawić? Będę go trzymać u siebie w pokoju. 

– Danny, przywitaj się z panią. A to jest Scott Carruthers, kolega syna. 
Pani  LeMarchant  z  niesmakiem  popatrzyła  na  umorusane  dzieci  i  wychodząc, 

zaproponowała: 

–  MoŜe  spotkamy  się  innego  dnia  i  spokojnie  porozmawiamy?  śegnam 

państwa. 

Z chwilą gdy za gościem zamknęły się drzwi, Julie opadła na najbliŜsze krzesło, 

ukryła  twarz  w  dłoniach  i  wybuchnęła  płaczem.  Danny  natychmiast  podbiegł  i 
zarzucił jej ręce na szyję. 

–  Mamusiu,  nie  płacz!  Takie  robaki  nie  gryzą,  więc  nie  ma  się  czego bać.  To 

nie szczury. 

Julie uśmiechnęła się przez łzy. 
– Kochanie, twoje robaki nic tu nie zawiniły. 
– Chłopcy, proponuję, Ŝebyście sobie obejrzeli film przyrodniczy, który właśnie 

się zaczął, a ja przygotuję herbatę i dowiem się, o co chodzi. 

Popatrzyła na Teala z wdzięcznością. 
–  Przepraszam,  Ŝe  się  rozkleiłam.  Zaraz mi  przejdzie.  Danny,  to  naprawdę  nie 

twoja wina. 

– Mamusiu najdroŜsza – szepnął chłopiec, obejmując ją jeszcze mocniej. 
– Wiem, synku, Ŝe mnie kochasz. Ja ciebie teŜ najmocniej na świecie, ale teraz 

idź do Scotta. 

Teal  nastawił  wodę,  popatrzył  z  troską  na  Julie  i  przyciągnął  ją  do  siebie. 

Uległa mu bez oporu, objęła i szepnęła z westchnieniem: 

– Jak dobrze jest mieć cię przy sobie, takiego oparcia mi najbardziej potrzeba. – 

Czując, Ŝe pocałował ją w czubek głowy, przekornie dodała: – Ale bez zalotów. 

– Powiedz mi, dlaczego się rozpłakałaś. 
–  Bo  dzisiaj  wszystko  jakby  się  sprzysięgło  przeciwko  mnie.  Miałam  bardzo 

cięŜki dzień w szpitalu; najpierw pokłóciłam się z jednym staŜystą, potem ścięłam 
z doktor Reid, a na dodatek mój ulubiony pacjent dostał zawału. 

– Nie zazdroszczę ci. 

background image

–  Pewnie,  Ŝe  nie  ma  czego.  Wróciłam  do  domu  zmordowana  i  zaraz  wzięłam 

prysznic.  Jeszcze  się  dobrze  nie  wytarłam,  kiedy  zadzwoniła  pani  LeMarchant. 
Miała  przyjechać  pod  koniec  tygodnia  i  myślałam,  Ŝe  zdąŜę  posprzątać,  a 
tymczasem patrz, jak tu wygląda. To coś dla takiej pedantki! 

– Płacisz komorne i masz prawo sprzątać, kiedy chcesz. A ona nie miała prawa 

przyjść bez zapowiedzi. 

–  Racja.  Szkoda,  Ŝe  wcześniej  o  tym  nie  pomyślałam.  Płacę  jej  osiemset 

dolarów miesięcznie, więc nie tak mało. Ale prosiła mnie, Ŝeby wszystko było pod 
sznurek. 

– PrzecieŜ nawet najlepszy sznurek moŜe się poplątać. 
Julie odsunęła się i uśmiechnęła. 
–  Znowu  muszę  ci  przyznać  rację  i  dziękuję  za  wsparcie.  Czuję  się  tak,  jakby 

trochę  twojej  energii  przeszło  na  mnie.  Wystarczyło,  Ŝe  oparłam  głowę  na  twoim 
silnym ramieniu. 

–  Zawsze  do  usług  –  odparł  Teal  i  z  przeraŜeniem  uświadomił  sobie 

wieloznaczność  tego,  co  powiedział.  Czym  prędzej  zmienił  temat.  –  Wpadłem  do 
ciebie, Ŝeby zapytać, czy Danny moŜe jutro jechać z nami na ryby i czy w sobotę 
moglibyśmy wszyscy wybrać się na plaŜę. 

– Masz jutro wolne? 
– Tak, wygrałem sprawę – pochwalił się i uśmiechnął wyraźnie zadowolony. 
– Sprawę tego chłopca? To świetnie. Gratuluję! 
Julie  zarzuciła  mu  ręce  na  szyję  i  serdecznie  go  ucałowała.  Była  szczerze 

uradowana i bez wahania to okazała. W przeciwieństwie do Elizabeth. 

Umowa  wprawdzie  zabraniała  wszelkich  pieszczot,  lecz  Teal  postanowił  ją 

zignorować. Objął Julie i zaczął delikatnie całować. Słodycz jej ust i bliskość ciała 
od razu go rozpaliły. Zapomniał, Ŝe w sąsiednim pokoju są chłopcy i mogą wejść w 
kaŜdej  chwili.  Przede  wszystkim  jednak  zapomniał,  Ŝe  przed  dwoma  laty 
poprzysiągł  sobie,  iŜ  będzie  panował  nad  swymi  namiętnościami.  Teraz  wszystko 
to poszło w niepamięć, a do głosu doszło pierwotne poŜądanie i pragnienie kobiety, 
która  przylgnęła  do  niego  całym  ciałem.  Wsunął  dłoń  pod  sweter  Julie  i  zaczął 
pieścić jej wspaniałe piersi. 

–  Julie...  –  szepnął  z  zachwytem  i  pochylając  się,  zajrzał  głęboko  w  jej 

pociemniałe oczy. – Ty naprawdę mnie pragniesz. .. chyba tak gorąco jak ja ciebie. 

Przytrzymała jego dłoń na swoim sercu i oboje wsłuchali się w jego bicie. 
– Tylko i wyłącznie ciebie – szepnęła. – Dlaczego nie wierzyłeś? 
Czuł się zupełnie bezradny i tak wzruszony, Ŝe głos uwiązł mu w gardle. Wtulił 

background image

twarz we włosy Julie. Walczył z sobą jak nigdy dotąd. 

– Powiedz mi, co cię dręczy. MoŜesz mi zaufać. 
–  Gdybym  chciał  komuś  zaufać,  to  na  pewno  tobie.  Ale  jeszcze  na  to  za 

wcześnie. Jeszcze nie teraz. 

– Będę cierpliwie czekać. 
Teal  nie  wierzył,  Ŝe  kiedykolwiek  zdobędzie  się  na  wyznanie.  Największym 

wysiłkiem woli opanował się i mruknął niechętnie: 

– Chłopcy pewnie się zastanawiają, co my tu tak długo robimy. 
Julie drgnęła rozczarowana. 
–  Znowu  odgrodziłeś  się  ode  mnie,  tak  jakbyś  zatrzasnął  za  sobą  bramę. 

Błagam cię, nie rób tego. 

– Nie mogę się powstrzymać. Taki juŜ jestem. To silniejsze ode mnie i sto razy 

ci o tym mówiłem. 

Julie rozgniewała się, odsunęła raptownie i skrzyŜowała ręce na piersi. 
– Kiedy planujecie jechać na ryby? – spytała nieprzyjaznym tonem. 
–  Chciałbym  wyruszyć  jak  najwcześniej,  więc  proponuję,  Ŝeby  Danny  spał  u 

nas. Kajak juŜ mam gotowy, a jedziemy w takie miejsce, gdzie prawie na pewno są 
pstrągi. Obiecuję, Ŝe nie spuszczę chłopców z oka ani na chwilę. 

– Mam do ciebie pełne zaufanie. 
Teal pragnął zapytać, czy we wszystkich sprawach. Jednocześnie zaś marzył o 

tym, by znaleźć się jak najdalej od tej kobiety, która daje mu odczuć, Ŝe zmarnował 
kilka ostatnich lat. A moŜe i całe Ŝycie. 

 
Na  długo  przed  świtem  byli  juŜ  w  lesie.  Zaraz  po  przyjeździe  popłynęli 

kajakiem  i  przez  kilka  godzin  wytrwale  łowili  ryby.  Po  śniadaniu  zostali  juŜ  na 
brzegu, lecz i tu zarzucili wędki. Scott i Danny odeszli nieco dalej i wybrali sobie 
miejsce  osłonięte  skałami,  Teal  zaś  został  bliŜej  samochodu.  Kiedy  zaczęły  mu 
coraz bardziej dokuczać komary, postanowił wracać do domu. Podniósł się i ruszył 
w stronę chłopców. Nagle stanął jak wryty, poniewaŜ usłyszał głos syna. 

– Czy oni się pobiorą? 
– Kto? Moja mama i twój tata? Na pewno nie. 
– Dlaczego? Ja bym tego chciał. 
– Słyszałem, jak mama mówiła mojemu tacie, Ŝe ma dosyć małŜeństwa i Ŝe juŜ 

nigdy nie wyjdzie za mąŜ – w głosie Danny'ego brzmiało głębokie przekonanie. 

– Wiesz, Ŝe wymyślili sobie jakąś umowę? Mnie tata juŜ o tym powiedział. 
– Wiem. To dlatego, Ŝeby od mamy odczepili się ci wszyscy faceci, których nie 

background image

cierpi. 

– Ale dlaczego tak się wczoraj całowali? 
– MoŜna się całować bez ślubu – powaŜnie oświadczył Danny tonem znawcy. 
– A jak będą mieli dziecko? 
Danny stracił pewność siebie. 
–  Po  to,  Ŝeby  mieć  dziecko  nie  wystarczy  tylko  się  całować.  Zapomniałeś,  co 

robiły te psy na boisku? 

–  Hmm,  takie  to  dziwne  –  mruknął  Scott.  –  Ja  bym  jednak  chciał,  Ŝeby  się 

pobrali. Lubię twoją mamę. 

– Patrz, patrz! – krzyknął nagle Danny. – Ryba bierze! Mam rybę! 
– Trzymaj mocno wędkę, a ja zawołam tatę! 
Teal podszedł do chłopców i pomógł Danny'emu wyciągnąć zdobycz. Złowiony 

pstrąg miał dwadzieścia centymetrów. 

–  Dzielnie  się  spisałeś  –  pochwalił  podnieconego  chłopca  I  pogłaskał  go  po 

głowie. 

Uświadomił  sobie,  Ŝe  juŜ  polubił  to  dziecko  i  Ŝe  wszyscy  czworo  są  jakoś  ze 

sobą związani. Fakt, Ŝe owe więzy mogłyby się zacieśnić napełnił go niepokojem, a 
pomysł z pójściem na plaŜę razem z Julie przestał być taki dobry i niewinny. 

 
Następnego  dnia  pogoda  dopisała,  więc  nie  było  powodu  do  zmiany  planów. 

Teal  się  nieco  spóźnił.  Julie  juŜ  czekała  przed  domem.  Widząc  nadjeŜdŜające 
BMW,  przyjęła  nieco  wyzywającą  pozę  i  zaczęła  machać  ręką  niby 
autostopowiczka. Carruthers roześmiał się, a z przejeŜdŜającej cięŜarówki wychylił 
się kierowca i rzucił Julie jakiś komplement. 

Teal  miał  ochotę  krzyknąć,  Ŝe  piękna  dziewczyna  naleŜy  do  niego,  lecz  to 

przecieŜ  nie  było  prawdą.  Nie  naleŜała  do  niego  i  nie  powinien  się  oszukiwać. 
Opanował  się  i  gdy  podjechał,  juŜ  mógł  względnie  obojętnie  się  przywitać,  choć 
serce biło mu mocno i miał ochotę ją objąć. Zrobił to za niego Scott, który nawet 
ucałował Julie, po czym pobiegł po Danny'ego. 

– Czy on zawsze cię tak wita? – spytał Teal, czując ukłucie zazdrości. 
– Dzisiaj zdarzyło się to po raz pierwszy. Proponujesz jeszcze jakieś zmiany w 

umowie? 

–  Uchodzę  za  bardzo  dobrego  prawnika,  a  z  tą  sprawą  nie  umiem  sobie 

poradzić. 

– Brniemy coraz głębiej – ostrzegła Julie. 
– Widzę. Ale na razie jedziemy się opalać i popływać. Dziś mam wolne, więc 

background image

zabraniam ci wspomnieć choćby jednym słowem o jakiejkolwiek umowie. 

– Zgoda. Pogoda jest wymarzona, więc naleŜy z niej korzystać i niczym się nie 

martwić – powiedziała Julie i wystawiła twarz do słońca. 

Teal  zapakował  wszystkie  rzeczy  do  bagaŜnika  i  zawołał  chłopców.  Godzinę 

później  byli  juŜ  na  miejscu.  Scott  i  Danny  wyskoczyli  z  samochodu,  natychmiast 
się  rozebrali  i  pobiegli  do  wody.  Julie  rozłoŜyła  ręcznik  i  rozejrzała  się  wokoło, 
zachwycona tym, Ŝe jest dość pusto. Następnie, nieco zaŜenowana, zdjęła spódnicę 
i bluzkę. Miała na sobie skąpe turkusowe bikini, które nie zasłaniało rozstępów na 
brzuchu. Widok ten napełnił Teala czułością pomieszaną z zazdrością. 

– Nasmaruję ci plecy, chcesz? 
Spojrzeli sobie w oczy i wyczytali w nich poŜądanie. 
– Pod warunkiem, Ŝe ja teŜ będę mogła cię posmarować. 
– W tej chwili nie jestem w stanie czegokolwiek ci odmówić. 
– Więc ogromnie Ŝałuję, Ŝe to nie jest prywatna plaŜa. 
Teal wycisnął olejek i zaczął smarować plecy Julie. Rozpiął jej stanik, Ŝeby mu 

nic  nie  przeszkadzało  i  pieścił  aksamitną  skórę.  Nie  chciał  się  oszukiwać. 
Doskonale  wiedział,  Ŝe  smarowanie  było  jedynie  pretekstem,  a  tak  naprawdę 
chodziło  mu  o  to,  by  móc  dotykać  jej  nagiej  skóry  i  obejmować  piękne  kształty. 
Gdy zaczął smarować jej uda, Julie odwróciła głowę i szepnęła: 

–  Pragnę,  nie  zwaŜając  na  nikogo,  nawet  na  nasze  dzieci,  tutaj  się  z  tobą 

kochać.  Pierwszy  raz  w  Ŝyciu  mam  ochotę  tak  się  zapomnieć.  Chcę  wiedzieć,  Ŝe 
nie tylko mnie ogarnęło takie poŜądanie. Proszę cię, przyznaj się, Ŝe i ty czujesz to 
samo. 

–  A  jak  myślisz,  dlaczego  przyklęknąłem?  –  Teal  uśmiechnął  się  krzywo.  – 

Muszę ukryć to, Ŝe pragnę cię jeszcze bardziej niŜ ty mnie. 

Julie oblała się szkarłatnym rumieńcem. 
– To dobrze. 
–  Dobrze?  Chyba  Ŝartujesz.  Jest  mi  niewygodnie,  a  w  dodatku  jestem 

przeraŜony sam sobą. 

–  To  teŜ  dobry  znak,  bo  juŜ  najwyŜszy  czas,  Ŝebyś  się  przyznał  do  jakichś 

uczuć. 

– W ciągu kilku ostatnich tygodni odsłoniłem się bardziej niŜ przez całe Ŝycie. 
Julie przyglądała mu się w zamyśleniu. 
–  Wreszcie  wyznałeś  choć  trochę  prawdy.  Czy  zawsze  byłeś  tak  bardzo 

zamknięty w sobie? 

– Daj spokój z psychoanalizą. Mam dzisiaj wolne i nie chcę Ŝadnych pytań. 

background image

– Pieszczot teŜ nie chcesz? 
Roześmiał się i to rozładowało napięcie. 
–  Byłbym  hipokrytą,  gdybym  powiedział  „nie".  Julie  teŜ  się  uśmiechnęła, 

zapięła stanik i wstała. 

– No, teraz ja nasmaruję ci plecy. 
Teal  połoŜył  się  i  poddał  pieszczocie  ciepłych  dłoni  rozprowadzających 

chłodny olejek do opalania. Uznał, Ŝe nie będzie dłuŜej ze sobą walczył i nie będzie 
się bronił przed namiętnością. 

– Uwaga, wracają chłopcy. 
– Kiedy wreszcie do nas przyjdziecie!? – krzyknął Scott. 
–  Woda  jest  bardzo  ciepła  –  zapewnił  Danny  i  uśmiechając  się  szelmowsko, 

dotknął  Teala  lodowatymi  rękoma.  Teal  wzdrygnął  się,  a  chłopcy  wybuchnęli 
ś

miechem. 

– Ja pójdę z wami pierwsza, a tatuś Scotta nas dogoni – zaproponowała Julie. 
Teal był jej wdzięczny za to, Ŝe dała mu moŜliwość opanowania się. Z dala od 

niej  zawsze  wydawało  się  to  łatwe,  lecz  wystarczyło,  by  jej  tylko  dotknął,  a 
natychmiast tracił kontrolę nad sobą. Nad swoim ciałem i nad uczuciami. Zabrnął 
rzeczywiście bardzo daleko i nie było juŜ odwrotu. 

 
W  poniedziałek  przypadały  urodziny  Julie.  Miała  znowu  bardzo  cięŜki  dyŜur, 

więc po pracy jechała do domu wolniej niŜ zwykle, gdyŜ po drodze chciała trochę 
się  odpręŜyć.  Wiedziała,  Ŝe  rodzice  i  siostra  zadzwonią  z  Ŝyczeniami,  lecz  ich 
słowa  nie  ukoją  tęsknoty,  jaka  zwykle  ją  w  ten  dzień  ogarniała.  Jeszcze  rok,  a 
ukończy  trzydzieści  lat!  I  minie  dziesięć  od  dnia,  gdy  poślubiła  Roberta.  Skręciła 
do domu i raptem zahamowała zdumiona. Ogród był pełen róŜowych plastykowych 
flamingów  otaczających  napis:  „Wszystkiego  najlepszego,  Julie".  Ptaszydła  były 
wyjątkowo brzydkie, ale Julie uśmiechnęła się wzruszona. Wysiadła z samochodu i 
weszła na werandę, na której siedział Einstein przystrojony róŜową kokardką. Był 
najwidoczniej wściekły i prychał gniewnie, gdy przechodziła koło niego. W kuchni 
porozwieszane były róŜnokolorowe baloniki. 

– Sto lat, mamusiu! – krzyknął Danny. 
Scott wcisnął jej na głowę papierowy kapelusz, wrzeszcząc z całych sił: 
– Niespodzianka! Niespodzianka! 
Teal, z kieliszkiem szampana w ręce, podszedł i pocałował ją w same usta. Julie 

zakręciły się łzy w oczach. 

– Nie spodziewałam się – szepnęła. – Kto poustawiał te flamingi na trawniku? 

background image

– Einstein – odparł Danny, chichocząc. – Teraz pojedziemy do restauracji, a po 

powrocie będą prezenty. 

– Dziękuję ci, Teal – powiedziała Julie z wdzięcznością i uniosła kieliszek. 
Po raz pierwszy uśmiech rozświetlił mu całą twarz. Było to otwarte zaproszenie 

do  zbliŜenia,  o  którym  Julie  marzyła,  a  którego  jednocześnie  się  bała.  Z  winy 
Roberta znienawidziła seks i nie wiedziała, czy starczy jej odwagi, by jeszcze raz 
zawierzyć  miłości.  Pragnęła  jednak  Teala  całą  sobą;  zdawał  się  wymarzonym 
kochankiem i on sam byłby najlepszym prezentem urodzinowym. 

 

background image

Rozdział 8 

 
Kilka  dni  później  Teal  siedział  w  gabinecie  nad  aktami  sądowymi,  lecz  nie 

mógł  się  skoncentrować  na  sprawie.  WciąŜ  miał  przed  oczyma  urodziny  Julie, 
która  bez  skrępowania  cieszyła  się  ze  wszystkiego  szczerze  i  entuzjastycznie  jak 
dziecko.  Danny  z  własnych  oszczędności  kupił  tort,  na  którym  postawił 
dwadzieścia dziewięć czerwonych świeczek. Solenizantka wzruszyła się do łez. Na 
wieczór Teal zaangaŜował dwie opiekunki do dzieci i zaprosił Julie na dansing. 

Przez cały wieczór, mimo ogarniającego go niezwykłego poŜądania, doskonale 

nad sobą panował. Do tego stopnia, Ŝe przy poŜegnaniu ograniczył się do jednego 
tylko pocałunku. Był to jednak długi i namiętny pocałunek, który tak go podniecił, 
Ŝ

e potem długo nie mógł zasnąć. Ostatnio coraz częściej zdarzały mu się bezsenne 

noce.  Zaczynał  zdawać  sobie  sprawę  z  tego,  Ŝe  na  dłuŜszą  metę  takie  Ŝycie  jest 
niemoŜliwe. Mimo to zawsze oblewał się zimnym potem na samą myśl, Ŝe mógłby 
zostać  kochankiem  Julie.  W  dodatku  chłopcy  na  pewno  zaraz  by  się  czegoś 
domyślili  i  zaczęli  starać  o  to,  by  doprowadzić  rodziców  do  ołtarza.  Danny 
wprawdzie słyszał zapewnienia matki, Ŝe nigdy powtórnie nie wyjdzie za mąŜ, ale 
nie  było  wiadomo,  czy  Julie  nadal  jest  tak  bardzo  przeciwna  małŜeństwu. 
Natomiast niechęć Teala była ogromna. 

Carruthers  ukrywał  swe  uczucia bardzo  głęboko  i  łudził  się,  Ŝe  jego  syn nic  o 

nich  nie  wie.  Sytuacja  byłaby  znacznie  prostsza,  gdyby  chodziło  tylko  o  dwoje 
ludzi,  nie  zaś  czworo.  MoŜe  nawet  i  sześcioro,  jeśli  brać  jeszcze  pod  uwagę 
przystojnego  i  uwodzicielskiego  męŜa  Julie  oraz  surową,  zamkniętą  w  sobie 
Elizabeth. Teal Ŝałował, Ŝe nie moŜna wymazać przeszłości i tego, Ŝe jego chłodne 
małŜeństwo  pozostawiło  tak  głębokie,  wciąŜ  nie  zabliźnione  rany.  Rany,  które 
teraz,  gdy  w  jego  Ŝyciu  pojawiła  się  Julie,  stawały  się  coraz  bardziej  dokuczliwe. 
NaleŜało koniecznie znaleźć jakieś rozwiązanie. 

Jako  prawnik  Teal  był  człowiekiem,  który  wie,  jak  ma  postępować.  Dzięki 

swojej  inteligencji  i  doświadczeniu  nabytemu  podczas  długoletniej  praktyki 
codziennie  podejmował  wiele  róŜnych  decyzji.  Prawie  zawsze  były  słuszne,  a 
mimo  to  teraz,  w  tej  najbardziej  osobistej  sprawie,  inteligencja  nie  wspomagała 
intuicji i Carruthers czuł się bezradny. Rozum kazał mu uciekać czym prędzej i jak 
najdalej  od  kobiety  o  pięknych  włosach  i  szaroniebieskich  oczach.  Intuicja 
podpowiadała,  Ŝe  właśnie  ta  kobieta  jest  dla  niego  bardzo  waŜna  I  Ŝe  drugiej 
podobnej szansy Ŝycie juŜ mu nie zaoferuje. 

background image

Rozmyślania  przerwał  mu  tupot  na  schodach.  Teal  westchnął  z  ulgą  i  wsunął 

papiery do szuflady. Do gabinetu wpadł Scott. 

–  Tato,  czy  moŜesz  pojechać  ze  mną  do  sklepu?  Zabrakło  nam  cukru  do 

lemoniady,  którą  będziemy  sprzedawać,  bo  chcemy  zarobić  na  nowe  modele 
samolotów. 

– Pojedziemy rowerami – zadecydował Teal, wstając i przeciągając się. 
Uznał, Ŝe ruch na świeŜym powietrzu dobrze mu zrobi, pozwoli odpręŜyć się, a 

potem skoncentrować na pracy. Dzięki temu skończą się rozwaŜania o problemach 
związanych z nie istniejącym Ŝyciem seksualnym. 

– Ciekawe, dlaczego Scott tak długo nie wraca – niecierpliwił się Danny. 
– MoŜe jego tatuś nie mógł od razu przerwać pracy, Ŝeby go zawieźć do sklepu 

– uspokoiła go Julie. 

Przed godziną wróciła ze szpitala po dość spokojnym dyŜurze, w czasie którego 

nawet  zdołała  uporać  się  z  zaległą  pracą  papierkową.  Postanowiła,  Ŝe  wreszcie 
nadrobi  duŜe  zaległości  w  spaniu  i  wcześnie  się  połoŜy.  Ostatnio  nie  spała  zbyt 
dobrze. Marzyła o tym, by nie spędzać nocy samotnie. Pragnęła bliskości Teala. 

– Czy mogę pojechać rowerem do Scotta i zobaczyć, co się dzieje? – przerwał 

jej rozmyślania syn. 

– Oczywiście, ale jedź tylko po chodniku. 
Julie  zaparzyła  sobie  ulubioną  herbatę  Earl  Grey  i  wyszła  z  filiŜanką  na 

werandę. Ledwo usiadła, wrócił Danny, wołając z rozgoryczeniem: 

–  Scotta  nie  ma  w  domu!  Jego  tata  chyba  nie  zabrał  go  na  lody  beze  mnie, 

prawda? 

– Na pewno by tego nie zrobił... ale moŜe po drodze spotkali kogoś znajomego. 

Jak chcesz, to pójdziemy na boisko i tam na nich poczekamy. 

– Świetnie! – rozpromienił się Danny. 
Pobiegł się przebrać, a Julie piła herbatę i rozmyślała nad tym, jak to się stało, 

Ŝ

e  chłopcy  tak  bardzo  się  zaprzyjaźnili.  Ostatnio  trochę  zaniepokoił  ją  fakt,  Ŝe 

sprawiali wraŜenie, jakby nie mogli się bez siebie obejść. Kiedy syn wrócił, wypiła 
ostatni łyk herbaty i powiedziała: 

– Idę włoŜyć tenisówki i zaraz wracam. 
Była juŜ gotowa do wyjścia, gdy zadzwonił telefon. 
– Słucham? 
– Pani Julie? – usłyszała dziecięcy głos. 
– Tak. Czy to ty, Scott? Mów trochę głośniej, bo prawie wcale cię nie słyszę. 
– Mój tatuś... – Dziecko nie dokończyło zdania. 

background image

Julie  ogarnęła  niezrozumiała  trwoga.  Zacisnęła  palce  na  słuchawce  i 

wykrztusiła: 

– Scott, gdzie jesteś? Co się stało? 
Usłyszała najpierw jakiś szum, a potem kobiecy głos: 
– Czy mówię z panią Julie Ferris? 
– Tak... proszę mi powiedzieć, co się stało. 
– Mówi Rita Glassco z ostrego dyŜuru. Pan Carruthers wpadł pod samochód i 

ma obraŜenia głowy oraz klatki piersiowej. MoŜe jeszcze coś, nie wiem, ale lekarze 
juŜ się nim zajęli. Scott chciał do pani zadzwonić. 

Julie lubiła Ritę, która teŜ była samotną matką. 
– Zaraz przyjadę – rzekła pełna niepokoju. – Czy mogę jeszcze zamienić kilka 

słów  ze  Scottem?  –  Po  chwili  usłyszała  cięŜkie  westchnienie  dziecka.  –  Scott  – 
powiedziała, z trudem zachowując spokój – zaraz jedziemy. W szpitalu będziemy 
najdalej  za  dziesięć  minut.  Zapewniam  cię,  Ŝe  tatusiowi  nic  nie  grozi.  Słyszysz 
mnie? 

– Tak – odparł Scott drŜącym głosem. 
Julie  rzuciła  słuchawkę,  wybiegła  na  werandę  i  w  kilku  słowach  wyjaśniła 

Danny'emu, co się stało. 

– Wsiadaj do samochodu, natychmiast jedziemy do szpitala. 
Wybrała  najkrótszą  drogę,  lecz  i  tak  miała  wraŜenie,  Ŝe  nigdy  nie  dojedzie. 

Zaparkowała  przed  szpitalem  i  trzymając  syna  za  rękę,  wbiegła  do  środka.  Rita 
akurat rozmawiała przez telefon, ale dała znać, Ŝe naleŜy iść do drugiej poczekalni. 
Julie  szybkim  krokiem  minęła  korytarz  i  weszła  do  poczekalni,  w  której 
znajdowało  się  kilka  osób.  Scott  siedział  skulony,  wpatrzony  w  podłogę.  Na  jego 
twarzy malowała się bezgraniczna rozpacz, jakby juŜ stracił resztki nadziei. Julie z 
przeraŜeniem pomyślała, Ŝe Teal nie Ŝyje. 

– Scott, juŜ jesteśmy. 
Chłopiec podniósł głowę i z takim impetem rzucił się w jej ramiona, Ŝe aŜ się 

ugięła pod jego cięŜarem. Mocno objęła dziecko i poczuła, Ŝe całe drŜy. 

– Czy byłeś u tatusia? – spytała niespokojnie. 
Scott pokręcił głową. 
– Czy ci powiedziano, jaki jest jego stan? 
Chłopiec znowu zaprzeczył, bez słowa. 
– Znam tę pielęgniarkę w rejestracji, więc pójdę i zapytam, co się dzieje. 
Scott  jeszcze  mocniej  się  do  niej  przytulił.  Widać  było  wyraźnie,  Ŝe  jest 

przeraŜony. 

background image

– Pójdziemy wszyscy razem – zadecydowała szybko Julie. – Chodź, kochanie. 
Rita znowu rozmawiała przez telefon, ale zakryła mikrofon i powiedziała: 
–  Pana  Carruthersa  zabrano  na  prześwietlenie,  a  potem  przewiozą  go  do 

dziewiątki. 

Julie  stała  niezdecydowana,  zastanawiając  się,  gdzie  najlepiej  zaczekać.  Nie 

podjęła  jeszcze  decyzji,  gdy  przywieziono  Teala.  LeŜał  z  zamkniętymi  oczyma  i 
był  śmiertelnie  blady.  Miał  zdartą  skórę  z  policzka,  ręki  i  klatki  piersiowej. 
Widząc,  Ŝe  jednym  z  lekarzy  jest  Nick  Lytton,  Julie  przeraziła  się.  Wiedziała 
bowiem,  Ŝe  neurochirurgów  wzywa  się  tylko  do  najpowaŜniejszych  wypadków. 
Nick  podszedł  z  uśmiechem,  jakim  obdarzał  wszystkie  kobiety  od  szesnastu  do 
sześćdziesięciu lat. 

– Julie, nie spodziewałem się ciebie... Co tu robisz? 
Obojętność, z jaką mówił, była bardzo irytująca. 
– Teal... – zająknęła się – co z nim? 
– O czym ty mówisz? 
– Na litość boską, Nick, przestań. Na noszach leŜy Teal, a ja nie wiem, co się 

stało. Musisz mi powiedzieć prawdę! 

– To nie mój pacjent – obojętnie poinformował ją Nick. 
– Nie jest twoim pacjentem? 
Nick wziął ją pod ramię i odprowadził na bok. 
– Wyglądasz, jakbyś miała za chwilę zemdleć. Siadaj, tu jest krzesło. – Zwrócił 

się do drugiego lekarza: – Co jest Carruthersowi? 

–  Wstrząs,  trzy  złamane  Ŝebra,  stłuczenia  i  siniaki.  Musimy  go  zatrzymać  na 

parę dni. 

– Czyli nic powaŜnego – orzekł Nick i zwrócił się do Julie: – Muszę przyznać, 

Ŝ

e mnie  zaskoczyłaś. Tego  wieczoru, gdy  byliście razem  na  koncercie, odniosłem 

wraŜenie, Ŝe się mocno pokłóciliście. 

Julie zignorowała Nicka i zwróciła się do drugiego lekarza: 
– Czy powiedział pan całą prawdę? Niczego pan przede mną nie ukrywa? 
– MoŜesz obejrzeć kartę – chłodno wtrącił Nick. 
Julie  uświadomiła  sobie,  Ŝe  zachowuje  się  irracjonalnie,  więc  szybko  się 

opanowała. 

– Słyszałeś wszystko, prawda? – zwróciła się do Scotta. – Tatusiowi nie grozi 

Ŝ

adne  niebezpieczeństwo.  PoleŜy  w  szpitalu  kilka  dni,  a  potem  wróci  do  domu 

zdrów jak ryba. 

Chłopiec  wpatrywał  się  w  nieprzytomnego  ojca  szeroko  otwartymi  oczami  i 

background image

zdawał się w ogóle nie słuchać. 

– Tatuś Ŝyje – dorzuciła Julie nieco głośniej. 
Scott popatrzył na nią niewidzącym wzrokiem, ale nic nie powiedział. 
Zrozpaczona tym, Ŝe dziecko nie reaguje, Julie ujęła jego rękę i połoŜyła ją na 

piersi ojca. 

– Przekonaj się, Ŝe tatuś oddycha. Czujesz? 
Z natęŜeniem wpatrywał się w ojca i wreszcie szepnął: 
– Tatuś nie umarł? 
– PrzecieŜ oddycha, dziecino. Na pewno szybko wyzdrowieje. 
– Myślałem, Ŝe umarł – ciągnął Scott bezbarwnym głosem. – Tak jak mamusia. 
Julie serce ścisnęło się z Ŝalu. Nie wiedziała, co powiedzieć, więc tylko objęła 

chłopca i mocno przytuliła. 

–  Przesuń  się,  Julie  –  odezwał  się  Nick  urzędowym  tonem.  –  Zatarasowałaś 

przejście. 

Chorego przewieziono do sali zabiegowej. 
–  Zaraz  przyjdzie  tu  ortopeda,  a  potem  zabierzemy  pacjenta  na  górę.  To  nie 

potrwa długo – wyjaśnił drugi lekarz. 

– Czy pan wie, doktorze, jak to się stało? 
– Kierowca samochodu nie zauwaŜył znaku i wjechał na rowerzystę. Obaj mieli 

szczęście, bo mogło skończyć się o wiele gorzej. 

Czyli  Teal  mógł  ponieść  śmierć  na  miejscu!  Julie  poczuła,  Ŝe  zalała  ją  fala 

miłości,  która  na  chwilę  zagłuszyła  przeraŜenie.  Kiedy  marzyła  o  narodzinach 
wielkiego  uczucia,  wyobraŜała  sobie  piękną,  księŜycową  noc  w  ogrodzie  pełnym 
kwitnących  róŜ.  Nigdy  nawet  nie  przypuszczała,  Ŝe  miłość  moŜe  się  objawić  w 
surowym  pomieszczeniu  szpitalnym  i  Ŝe  pierwszy  raz  ją  sobie  uświadomi,  gdy 
będzie  stała  przy  nieprzytomnym  ukochanym,  w  towarzystwie  dwojga 
przeraŜonych dzieci. 

W chwilę później lekarze wyszli, Julie zaś usiadła i przygarnęła do siebie obu 

chłopców. 

–  Złamanie  Ŝeber  jest  bardzo  bolesne,  ale  to  nic  groźnego  –  zwróciła  się  do 

Scotta.  –  Lekarze  muszą  zatrzymać  tatusia  w  szpitalu,  Ŝeby  obserwować  skutki 
wstrząsu, ale na pewno szybko wyzdrowieje. 

Scott wpatrywał się w ojca i znowu sprawiał wraŜenie, jakby nic nie słyszał. 
– Mówię ci szczerą prawdę – zapewniła Julie. 
–  Policjant  teŜ  mi  mówił,  Ŝe  mamusia  wyzdrowieje  –  rzekł  Scott,  nie 

odwracając głowy. 

background image

Julie  zrobiło  się  jeszcze  bardziej  Ŝal  dziecka  i  nie  wiedząc,  co  powiedzieć, 

pogłaskała je po głowie. Po chwili milczenia zwróciła się do Danny'ego: 

– Usiądź tu koło nas. 
Objęła  obu  chłopców  i  siedziała  w  milczeniu.  Nie  odezwała  się,  gdy  wpadła 

pielęgniarka  i  szybko  obejrzała  pacjenta.  Ortopeda  przyszedł dopiero  pół  godziny 
później. Miał podkrąŜone oczy i potargane włosy. 

– Julie – rzekł zdumiony – co ty tu robisz? 
Przyjechałam, bo kocham tego człowieka, pomyślała, na głos zaś powiedziała: 
– Pan Carruthers jest... jest moim znajomym. A to, Steve, jest jego syn. 
Lekarz długo i dokładnie oglądał zdjęcia. 
–  Złamania  bez  przemieszczeń  –  stwierdził.  –  Chory  wygląda  na  silnego 

męŜczyznę,  więc  długie  leczenie nie będzie konieczne.  – Popatrzył na Scotta  i na 
jego  zmęczonej  twarzy  pojawił  się  uśmiech.  –  Twój  tata  niedługo  będzie  zdrów, 
synu. 

Chłopiec  nie  zareagował,  a  Julie  cięŜko  westchnęła.  Widziała,  Ŝe  dziecku 

potrzebna będzie troskliwa opieka i była zadowolona, Ŝe akurat ma trzy wolne dni. 
Wychodząc, Steve zapytał: 

– Czy wiesz, na jakiej sali go połoŜą? 
– Nie. 
–  Dzisiaj  jest  tu  istny  dom  wariatów,  więc  sam  postaram  się  dowiedzieć  i  ci 

powiem. Do widzenia. – Uśmiechnął się znów do Scotta i ostrzegł: – Na razie nie 
ma mowy o rowerach, pamiętaj. 

Teala  przewieziono  na  piąte  piętro  do  separatki.  Zrobiło  się  juŜ  dość  późno  i 

chłopcy powinni iść spać, lecz Julie nie chciała odejść, zanim Scott nie zobaczy, Ŝe 
ojciec  odzyskał  przytomność.  Po  jakimś  czasie  pacjent  drgnął  i  usiłował  coś 
powiedzieć. Julie pochyliła się nad łóŜkiem. 

– LeŜ spokojnie, Teal... jesteśmy przy tobie – szepnęła. 
Teal poruszył ręką i skrzywił się z bólu. Otworzył oczy i przez chwilę patrzył 

nieprzytomnie. 

– Julie? – szepnął ledwo dosłyszalnie. 
Zanim zdąŜyła odpowiedzieć, w jego oczach pojawiło się przeraŜenie. 
– A Scott? Gdzie jest Scott? 
Poderwał  się,  by  usiąść,  lecz  przeszył  go  taki  ból,  Ŝe  jęknął  głucho  i  opadł  na 

poduszkę. 

– Jest tutaj. Nic mu się nie stało. Teal, słyszysz mnie? Scott stoi przy łóŜku. 
Chory  cierpiał  tak  wyraźnie,  Ŝe  Julie  poczuła  łzy  napływające  do  oczu. 

background image

Wiedziała  jednak,  Ŝe  nie  moŜe  się  rozpłakać,  więc  odwróciła  się  i  prędko 
opanowała.  Teal  po  chwili  znowu  otworzył  oczy.  Julie  przysunęła  Scotta  bliŜej  i 
ojciec go zauwaŜył. 

– Scott – szepnął – tak się bałem, Ŝe samochód ciebie teŜ potrącił... 
Chłopiec  potrząsnął  głową.  Cały  drŜał,  lecz  z  jego  twarzy  nie  moŜna  było  nic 

wyczytać.  Oczy  ojca  napełniły  się  łzami.  Julie  była  bardzo  zdenerwowana,  ale 
mimo to odezwała się opanowanym głosem: 

– Zabiorę Scotta do siebie... Mam teraz wolne, więc będę mogła opiekować się 

nim równieŜ w ciągu dnia. 

– Dziękuję – rzekł Teal i z widocznym wysiłkiem długo patrzył synowi prosto 

w oczy. – Bardzo cię kocham, synu – powiedział cicho. 

Zamknął oczy i przez chwilę cięŜko oddychał. 
–  Scott  –  szepnęła  Julie  –  myślę,  Ŝe  powinniśmy  iść  do  domu.  Tatusiowi 

potrzebny  jest  idealny  spokój  i  teraz  będzie  mógł  zasnąć,  bo  wie,  Ŝe  tobie  nic  się 
nie stało. W domu napijecie się gorącej czekolady i zaraz pójdziecie spać. 

– Dobrze – zgodził się chłopiec. 
– Rano zadzwonimy i dowiemy się, jak się tatuś czuje. 
– Jeśli chcesz, moŜesz spać w moim łóŜku – zaproponował Danny. 
Scott  uśmiechnął  się  nieznacznie,  wziął  Julie  za  rękę  i  wyszedł,  nie  oglądając 

się  za  siebie.  Julie  poprosiła  dyŜurną  pielęgniarkę,  Ŝeby  natychmiast  zadzwoniła, 
jeŜeli stan chorego się pogorszy. 

Po  powrocie  do  domu  pościeliła  Scottowi  w  pokoju  Danny'ego,  przyniosła 

chłopcom  gorącą  czekoladę  i  przeczytała  im  kilka  rozdziałów  z  ulubionej  ksiąŜki 
syna. 

Danny  zasnął  prawie  natychmiast.  Julie  otuliła  Scotta,  pocałowała  go  na 

dobranoc i szepnęła: 

– Będę w pokoju obok, więc w kaŜdej chwili moŜesz mnie zawołać. Zostawię 

ś

wiatło na korytarzu. Spij spokojnie, mój mały. 

Wykąpała  się  i  połoŜyła,  sądząc,  Ŝe  długo  nie  zaśnie,  a  tymczasem  prawie 

natychmiast  zapadła w  głęboki  sen.  Obudziła  się nagle  i nie  mogła zrozumieć, co 
się  dzieje.  Po  chwili  usłyszała  rozpaczliwy  płacz  dziecka.  Szybko  wyskoczyła  z 
łóŜka i pobiegła do sypialni obok. Danny spał spokojnie, a Scott rzucał się i płakał 
przez sen. Julie schwyciła go za ramiona i potrząsnęła. 

– Obudź się, obudź! Nie płacz. 
Scott  otworzył  oczy,  objął  Julie  kurczowo  i  przytulił  się,  jak  gdyby  nigdy  nie 

miał jej puścić. Zaczął płakać i powtarzać urywanym głosem: 

background image

– Chcę do mamy, chcę do mamy... 
Julie połoŜyła się obok, objęła go i przytuliła. 
Chłopiec  długo  płakał,  w  końcu  jednak  zasnął.  Julie  nadal  leŜała  bez  ruchu. 

Postanowiła  dowiedzieć  się,  jak  zginęła  Elizabeth,  bo  nic  nie  wiedząc  o 
okolicznościach jej śmierci, nie będzie umiała pomóc dziecku. 

Następnego  dnia  przed  południem  Scott  był  wprost  nieznośny,  lecz  juŜ  w 

drodze do szpitala zamilkł, a gdy weszli do budynku, kurczowo schwycił Julie za 
rękę. Teal siedział podparty poduszkami i wyglądał bardzo mizernie. Julie ścisnęło 
się serce, ale głos miała opanowany. 

– Wyglądasz jak śmierć na urlopie. A jak się czujesz? 
–  Jak  śmierć  na  urlopie...  –  odparł,  a  jego  twarz  przebiegł  skurcz.  –  Nie 

rozśmieszaj  mnie,  bo  mnie  wszystko  boli.  Witajcie,  chłopcy.  Jak  się  masz,  synu? 
Usiądź tu blisko i przytul się do mnie. 

Julie zostawiła ich samych, a Danny'ego zabrała na lody. Po powrocie wysłała 

chłopców  na  korytarz,  tłumacząc,  Ŝe  musi  porozmawiać  z  Tealem  w  cztery  oczy. 
Wiedziała, Ŝe nie powinna męczyć chorego i chciała jak najszybciej przeprowadzić 
konieczną rozmowę. Opowiedziała o zachowaniu Scotta i zakończyła, mówiąc: 

– Chcę mu pomóc i dlatego muszę wiedzieć, jak zginęła twoja Ŝona. 
–  Ten  idiotyczny  wypadek  zdarzył  się  w  styczniu.  Idąc  do  sklepu,  Elizabeth 

pośliznęła  się  i  uderzyła  głową  o  krawęŜnik.  Miała  pęknięcie  czaszki  i  zmarła  w 
wyniku krwotoku. Scott szedł z matką, więc był świadkiem tego, co się stało. 

–  Czyli  Ŝe  przeŜywa  podobną  sytuację  po  raz  drugi  –  szepnęła  Julie.  –  To 

wyjaśnia  jego  zachowanie  i  teraz  się  nie  dziwię,  Ŝe  mi  nie  wierzył,  gdy  go 
zapewniałam, Ŝe wyzdrowiejesz. Zupełnie zrozumiałe, Ŝe męczą go jakieś złe sny. 

– Zdarzyło się to tej nocy? 
Julie bez słowa kiwnęła głową. 
–  Nie  moŜesz  być  obarczona  moimi  kłopotami  –  rzekł  Teal  poirytowanym 

tonem.  –  To nie  twoje  dziecko,  więc  opieka  nad  nim  nie  powinna  spaść  na  twoją 
głowę. 

– A ty byś mi nie pomógł w podobnej sytuacji? – spytała dotknięta do Ŝywego. 
– To nie ma nic do rzeczy... Masz akurat wolne i naleŜy ci się odpoczynek. 
– Nie narzekam – powiedziała Julie dość ostro. – Musiałam się dowiedzieć, jak 

zginęła twoja Ŝona, Ŝeby jakoś pomóc twojemu synowi. I to wszystko. 

Teal zmienił pozycję i aŜ syknął z bólu. 
–  Chyba  źle  mnie  zrozumiałaś.  Jestem  daleki  od  tego,  by  nie doceniać,  co  dla 

nas robisz. Oczywiście jestem ci bardzo wdzięczny. 

background image

Wdzięczność  nie  była  tym,  czego  Julie  oczekiwała  od  męŜczyzny,  którego 

pokochała.  Nie  była  to  jednak  odpowiednia  pora,  by  rozmawiać  o  innych 
uczuciach. 

–  Dziękuję,  Ŝe  mi  powiedziałeś  o  okolicznościach  śmierci  Ŝony.  Czy  chcesz, 

Ŝ

ebyśmy jeszcze raz dzisiaj do ciebie przyjechali? 

Teal  wiedział,  Ŝe  jest  zdany  na  jej  pomoc,  lecz  ta  świadomość  nie  poprawiała 

mu  nastroju.  Ogarniające  go  uczucie  bezradności  jeszcze  zwiększało  i  tak  mocno 
dokuczliwy ból głowy. 

– Mógłbym zadzwonić do Marylee... moŜe by wzięła Scotta na kilka dni. 
– Nie masz do mnie zaufania? 
– Tu nie chodzi o brak zaufania. Po prostu nie chcę cię wykorzystywać. 
–  Panie  Carruthers  –  syknęła  ze  złością  –  jest  pan  tak  tępy,  jak  większość 

męŜczyzn. Wyjątkowo tępy. Zapewniam pana, Ŝe chętnie zaopiekuję się Scottem i 
wcale  nie  odnoszę  wraŜenia,  Ŝe  mi  ktoś  cokolwiek  narzuca.  Czy  jasno  się 
wyraŜam? 

–  Przedyskutujemy  tę  sprawę,  gdy  będę  miał  więcej  siły  –  odparł  Teal 

wymijająco. 

Julie podniosła się i ruszyła ku drzwiom. 
– Przyjedziemy wieczorem... Twój problem polega na tym, Ŝe nie chcesz mieć 

wobec mnie Ŝadnych długów wdzięczności. 

–  Gdybym  nie  był  przykuty  do  łóŜka,  nie  uszłoby  ci  to  na  sucho.  Zapamiętaj 

sobie! 

– Dobrze, dobrze – odparowała i przesłała mu całusa. Wiedziała, Ŝe zachowuje 

się dziecinnie, ale ów gest przyniósł jej ulgę. 

 
Obudziła  się  o  trzeciej  nad  ranem,  poniewaŜ  Scott  znowu  krzyczał  przez  sen. 

Prędko wstała, zbudziła go, mocno objęła i szepnęła: 

–  Tatuś  powiedział mi  o  twojej  mamusi,  więc  teraz  rozumiem,  dlaczego byłeś 

taki przeraŜony po tym wypadku. Opowiedz mi, jak to się stało, Ŝe tatusia uderzył 
samochód. 

–  Jechaliśmy  spokojnie,  ale  na  skrzyŜowaniu  wyskoczył  ten  wielki  czarny 

samochód  i  tata  krzyknął,  Ŝebym  zahamował.  Zaraz  stanąłem  i  tatuś  teŜ 
zahamował,  ale  samochód  i  tak  na  niego  najechał.  Policjanci  powiedzieli  mi 
później, Ŝe kierowca był pijany i dlatego pewnie nie zauwaŜył znaku. Tata leŜał na 
ziemi  w  kałuŜy  krwi.  Zaraz  zebrał  się  tłum  ludzi,  wezwano  karetkę  i  policję  i 
zabrano nas do szpitala. Stamtąd zadzwoniłem do pani. 

background image

–  Dobrze  zrobiłeś  –  zapewniła  Julie.  –  To  musiało  być  straszne,  naprawdę 

straszne... Ale teraz wiesz juŜ, Ŝe tatuś wyzdrowieje, więc postaraj się zasnąć. Na 
pewno jutro poczujesz się znacznie lepiej. 

– Tak strasznie się bałem – wyznał Scott, tuląc się do niej z dziecięcą ufnością. 
Julie  leŜała nieruchomo,  czekając, aŜ  chłopiec  zaśnie.  Czuła, Ŝe pokochała nie 

tylko  ojca,  ale  zaczyna  kochać  jego  syna,  jakby  był  jej  własnym  dzieckiem.  To 
dlatego  słowa  Teala  tak  bardzo  ją  zabolały.  Marzenia  o  tym,  by  został  jej 
kochankiem  nagle  wydały  się  jej  nieco  infantylne.  Oczywiście  nadal  pragnęła 
fizycznego  zbliŜenia, ale  teraz nie była  to  jedyna  forma  miłości,  o jakiej  marzyła. 
Chciała, by Teal jej zaufał. Chciała poznać jego najgłębsze uczucia i pragnęła, by 
wreszcie zrzucił maskę. 

 
Następnego  dnia  aŜ  do  południa  Julie  robiła  porządki  w  domu  Teala.  Potem 

przyniosła  całe  naręcza  kwiatów,  które  poustawiała  w  kuchni,  jadalni  i  sypialni. 
Scott  nie  odstępował  jej  ani  na  krok  i  usta  mu  się  nie  zamykały.  Przed  lunchem 
Julie  pojechała  do  szpitala  i  przywiozła  chorego  do  domu.  Carruthers  z  trudem 
wszedł po schodach i natychmiast usiadł na najbliŜszym krześle. 

– Czuję się jak stuletni staruszek. W takim tempie chyba do wieczora nie zajdę 

do sypialni. 

Scott wyszczerzył zęby w radosnym uśmiechu. 
–  Pani  Julie  przygotowała  lunch  i  jeszcze  zrobi  nam  kolację.  Wczoraj  upiekła 

pyszne ciastka, a dzisiaj odkurzyła cały dom. Jest bardzo dobra, prawda? 

Julie skrzywiła się, niezadowolona. 
– Dzięki temu miałam wymówkę, Ŝeby odwołać spotkanie z panią LeMarchant 

– wyznała. 

Teal  rozejrzał  się  i  zatrzymał  wzrok  na  duŜym  bukiecie  margerytek  i  dalii, 

których piękne barwy oŜywiły kuchnię. 

–  Pani  Inkpen  mogłaby  wiele  się  od  ciebie  nauczyć  –  powiedział  i  wstał.  – 

Wstyd  się  przyznać,  ale  czuję,  Ŝe  muszę  się  połoŜyć.  Scott,  pójdziesz  ze  mną  na 
górę? 

– Oczywiście. Ale potem muszę pomóc nakryć do stołu. 
Kiedy wyszli, Julie zabrała się do przygotowywania kanapek. Przykro jej było, 

Ŝ

e Teal tak wyraźnie unika bliŜszego kontaktu. Nie chciał mieć wobec niej Ŝadnych 

zobowiązań.  I  nawet  chyba  nie  podobało  mu  się,  Ŝe  kuchnia  jego  Ŝony  nabrała 
weselszego  charakteru.  Zupełnie  moŜliwe,  Ŝe  wcale  Julie  nie  pragnął.  Zdawała 
sobie  sprawę  z  tego,  Ŝe  fakt,  iŜ  ona  go  kocha,  nie  oznacza,  Ŝe  jest  to  miłość  ze 

background image

wzajemnością. 

Scott zaniósł ojcu lunch i po godzinie wrócił z pustą tacą. 
– Tatuś powiedział, Ŝe się teraz prześpi. 
Julie zabrała chłopców na basen i długo zwlekała z powrotem do domu. Kiedy 

wrócili,  Scott  natychmiast  pobiegł  na  górę,  Danny  poszedł  do  ogrodu,  natomiast 
Julie zabrała się do pieczenia kurczaka i robienia sałatki. Tym razem sama zaniosła 
jedzenie. Ojciec drzemał, a syn leŜał obok niego i czytał ksiąŜkę. 

– Teal, przyniosłam ci kolację – powiedziała półgłosem. 
Carruthers  ocknął  się  i  popatrzył  na  nią  niezbyt  przytomnym  wzrokiem. 

Właśnie  śniło  mu  się,  Ŝe  Julie  wiezie  go  duŜym  czarnym  samochodem  i  traci 
panowanie nad kierownicą. Zbudził się oblany zimnym potem. 

– Dziękuję – rzekł dość oschle. 
– Scott, chodź na kolację. 
– Chcę zjeść tutaj, razem z tatusiem. 
– Pozwól mu. Będziesz miała jeden kłopot mniej. 
Julie  wiedziała,  jak  bardzo  Danny'emu  brak  towarzystwa  kolegi,  lecz  nie 

powiedziała  ani  słowa.  Zeszła  na  dół,  przygotowała  jeszcze  jedną  porcję,  którą 
zaniosła  na  górę,  po  czym  zasiadła  z  synem  do  kolacji  przy  stole  w  ogrodzie. 
Danny  wybrzydzał,  a  i  ona  nie  miała  apetytu.  Czuła  się  nieswojo  i  miała  mocno 
napięte nerwy. Po kolacji Danny zniknął w domku na drzewie, Julie zaś zabrała się 
do sprzątania i zmywania. Scott przyniósł tacę i stanął obok zlewozmywaka, jakby 
niezdecydowany. Julie rozumiała, Ŝe chłopiec chce być stale z ojcem, lecz chciała 
jakoś  dać  mu  do  zrozumienia,  Ŝe  Danny  czuje  się  zupełnie  opuszczony.  Nim 
zdecydowała się, jak to powiedzieć, Scott odezwał się. 

– Czy mogę panią o coś poprosić? 
– Oczywiście. 
– Ale mam wielką prośbę. Ogromną – rzekł z powagą. 
– Postaram sieją spełnić, jeśli tylko będę mogła. 
– Chcę, Ŝeby pani wyszła za tatusia. 
Julie z wraŜenia wypuściła talerz, który spadł na podłogę. 
– Tego nie mogę zrobić – wykrztusiła zmieszana. 
– Dlaczego? 
PoniewaŜ twój tatuś mi sienie oświadczył, pomyślała, zbierając odłamki szkła. 
–  MałŜeństwo  jest  bardzo  powaŜną  sprawą  –  rzekła  na  głos.  –  Ja  się 

rozwiodłam, a twój tatuś owdowiał i nasze rany jeszcze się nie zabliźniły... Chyba 
trochę za wcześnie na powtórne małŜeństwo. 

background image

–  PrzecieŜ  chyba  pani  lubi  mojego  tatę.  Widzieliśmy,  jak  się  pani  z  nim 

całowała. 

– Rzeczywiście go lubię, ale nie moŜna poślubić wszystkich ludzi, których się 

lubi. 

– To znaczy, Ŝe pani nie chce wyjść za tatusia?! 
Julie  wiedziała,  Ŝe  gdyby  chciała  powiedzieć  prawdę,  musiałaby  wyznać,  Ŝe 

poślubiłaby Teala, gdyby tylko on ją kochał. .. gdyby przestał być tak opanowany, 
gdyby okazało się, Ŝe ma jakieś cieplejsze uczucia. Zamiast tego rzekła: 

– Teraz nie mogę ci tego wytłumaczyć, bo wiem, Ŝe nie zrozumiesz. Nie lubię, 

kiedy  dorośli  mówią  dzieciom,  Ŝe  czegoś  nie  zrozumieją,  ale  czasami  nie  ma 
innego wyjścia. Zrozumiesz, kiedy dorośniesz. 

Z twarzy Scotta wyczytała, Ŝe zanosi się na wybuch, którego wolałaby uniknąć. 
– To wszystko pani wina! Lubię, kiedy pani jest u nas, bo czuję się wtedy tak, 

jakby  pani  była  moją  mamą.  I  nie  rozumiem,  dlaczego  pani  nie  chce  wyjść  za 
tatusia. 

Był bliski łez, więc Julie tylko zapytała: 
– Czy rozmawiałeś z tatusiem na ten temat? 
Scott popatrzył na nią spode łba i mruknął: 
– Po co? To wszystko pani wina. Danny mi powiedział, Ŝe pani nie chce wyjść 

za mąŜ. Szkoda, Ŝe pani się tu przeprowadziła! 

Wybiegł,  trzaskając  drzwiami.  Julie  stała  bezradna  i  niezdecydowana.  Uznała, 

Ŝ

e  rozsądniej  nie  dyskutować  w  chwili,  gdy  dziecko  nie  przyjmie  Ŝadnych 

argumentów.  Była  tak  zdenerwowana i tak  się jej  trzęsły ręce,  Ŝe  zbiła  szklankę i 
jeszcze jeden talerz. Po skończeniu zmywania postanowiła pójść na górę. 

Teal stał przed lustrem i z widocznym trudem wkładał koszulę. Widząc, Ŝe Julie 

chce mu pomóc, odezwał się zirytowany: 

– Zostaw. Poradzę sobie. 
Zacisnęła pięści, Ŝeby nie wybuchnąć i dopiero po chwili zapytała opanowanym 

głosem: 

–  Czy  nie  sądzisz,  Ŝe  dobrze  byłoby,  gdybym  została  na  noc?  Jesteś  wciąŜ 

bardzo słaby. – Uśmiechnęła się z lekka. – Będę twoją osobistą pielęgniarką. 

Carruthers właśnie tego nie chciał, za nic na świecie. 
– Dziękuję ci, Julie, ale to zbyteczne. Nic mi nie grozi. A ty juŜ jutro idziesz do 

pracy, prawda? 

– Mogłabym pojechać prosto stąd. 
Nie patrząc na nią, oświadczył: 

background image

–  Musisz  wrócić  do  domu  i  trochę  odpocząć.  NaleŜy  ci  się  po  tych  kilku 

nerwowych dniach. 

Julie nie mogła wyznać, Ŝe zrobiła wszystko tylko i wyłącznie z miłości. 
– Znowu mnie odpychasz. 
–  Dochodzę  do  wniosku,  Ŝe  chyba  nie  byłem  przy  zdrowych  zmysłach,  kiedy 

zaproponowałem  tę  przeklętą  umowę.  To  ty  miałaś  rację.  Jest  nas  czworo,  a  nie 
tylko dwoje i bardzo łatwo moŜna zranić uczucia naszych dzieci. 

Zrobiło się jej bardzo przykro. 
– Do czego zmierzasz? – spytała, czując, Ŝe coś dławi ją w gardle. 
– Tylko do tego, Ŝe powinnaś wrócić do domu. • 
Najchętniej  wyznałaby  szczerze  i  uczciwie,  Ŝe  jest  zakochana,  lecz  wiedziała, 

Ŝ

e nie powinna tego robić. Dlatego zapytała cicho: 

– Czy mówisz tak ze względu na swoją Ŝonę? Dlatego, Ŝe wciąŜ ją kochasz? 
–  Julie  –  zaczął  Teal  z  pasją  –  nie  chcę  cię  okłamywać,  więc  na  litość  boską 

przestań mnie męczyć. 

–  Przepraszam...  Powinnam  była  zadzwonić  po  panią  Inkpen.  Wracam  do 

domu. Do widzenia. 

Zeszła  do  kuchni,  wzięła  torebkę  i  w  tej  chwili  usłyszała  podniesione  głosy 

dzieci. 

– To wszystko przez twoją mamę! – krzyczał Scott. – Bo ona nie chce wyjść za 

mojego tatę! 

– To nie jej wina – gorąco zaprzeczył Danny. 
– Właśnie, Ŝe tak. 
–  ZałoŜę  się,  Ŝe  twój  tata  wcale  jej  się  nie  oświadczył.  To  męŜczyzna  musi 

zaproponować małŜeństwo. 

– Nawet gdyby się oświadczył, twoja mama i tak by go odrzuciła! – wrzeszczał 

Scott. – Sam mi tak powiedziałeś. Mówiłeś, Ŝe była nieszczęśliwa z twoim ojcem i 
Ŝ

e dlatego nie chce powtórnie wyjść za mąŜ. 

–  Jestem  pewien,  Ŝe twój tata  mógłby  mamę  nakłonić, Ŝeby zmieniła zdanie – 

zauwaŜył Danny smętnie. – Gdyby tylko chciał i się postarał. 

Julie usłyszała kroki na schodach i po chwili do kuchni wszedł Teal. 
–  To  nie  tatusia  wina!  –  krzyknął  Scott.  –  Tylko  twoja  mama  nie  chce  się 

zgodzić na ślub. 

– Zamknij się! – wrzasnął Danny. 
Chłopcy  zaczęli  się  bić,  więc  Julie  natychmiast  wybiegła  i  rozdzieliła 

walczących. 

background image

– Nienawidzę cię! – krzyczał Scott przez łzy. – Nienawidzę... 
Danny zerwał się na równe nogi i nie patrząc, uderzył matkę zamiast kolegi. 
– Mam dość przyjaźni z tobą! – wrzasnął. – Ja teŜ cię nienawidzę! 
Odwrócił się na pięcie i wybiegł na ulicę. 
– Scott! – zawołał Teal stojący na werandzie. – Chodź do domu! Julie, musimy 

porozmawiać, ale teraz goń Danny'ego. 

Dogoniła syna dopiero na progu domu, gdy z całej siły walił pięściami w drzwi. 
–  Przestań,  Danny  –  powiedziała,  wyciągając  z  torebki  klucze.  –  MoŜesz  się 

złościć, ale nie niszcz drzwi. Porozmawiamy, kiedy się uspokoisz. 

Danny  pobiegł  na  piętro,  natomiast  Julie  przysiadła  na  najbliŜszym  krześle, 

zrozpaczona, Ŝe znowu popełniła niewybaczalny błąd. Zakochała się w człowieku, 
którego nie umiała rozszyfrować. I znowu zapłaci za to nie tylko ona. 

 

background image

Rozdział 9 

 
Wieczorem, gdy zadzwonił telefon, Julie odebrała go pełna obaw. 
– Słucham? 
– Tu Teal. Co robi Danny? 
– Zasnął. A Scott? 
–  TeŜ  śpi.  Godzinę  temu  dzwoniła  Marylee.  Właśnie  przyjechała  do  miasta  i 

dowiedziała  się  o  wypadku.  Jutro  zabierze  nas  do  swego  domku  letniskowego. 
Myślę, Ŝe przez kilka dni wydobrzeję, a chłopcy zdąŜą się uspokoić. Zadzwonię po 
powrocie. 

– Jesteś pewien, Ŝe ten wyjazd to dobry pomysł? 
– Oczywiście. W przeciwnym razie bym nie wyjeŜdŜał. 
– Nie wydaje ci się, Ŝe uciekasz przed kłopotami? 
– Nasi synowie muszą się nauczyć, Ŝe nie oni są najwaŜniejsi i nie oni rządzą. 
–  A  kto  tak  naprawdę  nami  wszystkimi  rządzi,  Teal?  Czy  wciąŜ  jeszcze  twoi 

rodzice,  dlatego,  Ŝe  cię  nie  chcieli?  Albo  twoja  Ŝona,  mimo  Ŝe  od  dwóch  lat  nie 
Ŝ

yje? A moŜe tylko twój strach przed głębszym uczuciem? 

– Widzę, Ŝe chcesz przeforsować swój punkt widzenia. 
– Chyba nie sądzisz, Ŝe tylko ty masz do tego prawo? Znowu mnie odpychasz. I 

tak jest zawsze! 

–  Myślę,  Ŝe  po  moim  powrocie  trzeba  będzie  zerwać  naszą  umowę  – 

oświadczył  Teal  przytłumionym  głosem.  Stwierdzenie  to  zabrzmiało  jak  wyrok 
sądu ostatecznego. 

Julie  natychmiast  poczuła,  Ŝe  jej  wściekłość  ustępuje  miejsca  głębokiej, 

bezgranicznej rozpaczy. Była jednak zbyt dumna, by się do tego przyznać. 

– Doskonale – rzuciła. – Baw się dobrze. śegnam. 
OdłoŜyła słuchawkę i zalała się łzami. 
 
Następne dni były bodaj najgorsze z tych, jakie ostatnio przeŜyła. Czuła się tak, 

jak gdyby wewnątrz obumarła. Na domiar złego musiała wziąć trzy nocne dyŜury, 
więc nie mogła zająć się synem akurat wtedy, gdy bardzo jej potrzebował. Danny 
chodził  osowiały  i tęsknił  nie tylko  za  Scottem.  Któregoś  dnia, ni  stąd, ni  zowąd, 
powiedział: 

– Pan Carruthers jest bardzo podobny do taty. 
– Dlaczego tak myślisz? 

background image

– Bo sobie wyjechał, a tatuś teŜ stale był poza domem. 
Julie  poczuła  łzy  napływające  do  oczu.  Musiała  przyznać  synowi  rację, 

poniewaŜ  Robert  rzeczywiście  niewiele  czasu  spędzał  z  nimi.  Najpierw  nazywało 
się to, Ŝe robi wszystko dla ugruntowania swej kariery, a później wyszło na jaw, Ŝe 
opuszczał dom dla Melissy. 

– Wiesz co, Danny, przyszedł mi do głowy pewien pomysł. Następne cztery dni 

będę  miała  wolne,  więc  jeśli  chcesz,  pojedziemy  na  Wyspę  Księcia  Edwarda. 
Będziemy  codziennie  chodzić  na  plaŜę,  obejrzymy  sobie  „Anię  z  Zielonego 
Wzgórza" i wszystkie tamtejsze atrakcje. Co ty na to? 

– Kiedy moŜemy jechać? 
– Choćby jutro. 
– Hurra! – krzyknął Danny z radością. 
Następnego  ranka  przeprawili  się  promem  na  wyspę  i  Danny  natychmiast 

znalazł  sobie  kolegów,  a  wieczorem  z  przyjemnością  obejrzeli  film  o  rudowłosej, 
pełnej  fantazji  sierotce.  Pobyt  był  tak  udany,  Ŝe  Julie  zadzwoniła  do  szpitala  i 
poprosiła o jeszcze jeden dzień urlopu. 

Po pięciu dniach oboje wracali wypoczęci, a Danny był jakby nie ten sam. Po 

drodze  wstąpili  do  schroniska  i  odebrali  Einsteina.  Kocur  był  w  wyjątkowo  złym 
nastroju  i  prychał  nawet  na  Danny'ego.  Kiedy  zajechali  przed  dom,  natychmiast 
wyskoczył z klatki i schował się wśród najgęstszych krzewów i zarośli. 

Julie  otworzyła  drzwi  i  stanęła  w  korytarzu.  Zewsząd  powiało  nieprzyjemną 

pustką.  Odniosła  wraŜenie,  Ŝe  wcale  nie  wróciła  do  domu.  Ogarnęły  ją  złe 
przeczucia  i  przygnębienie,  poniewaŜ  nie  zastała  Ŝadnej  wiadomości  od  Teala. 
Wyglądało na to, Ŝe Carruthers nie chce jej więcej widzieć. Wyszła, Ŝeby przynieść 
wiadro z krabami kupionymi na wyspie i wtedy usłyszała zgrzyt hamulców. Przed 
dom  zajechał  czarny  samochód,  z  którego  wyskoczył  Scott  i  podbiegł  do 
Danny'ego. Stanął przed przyjacielem i pospiesznie zaczął mówić: 

–  Przepraszam  za  to,  co  powiedziałem,  bo  to  nieprawda.  Czy  nadal  będziesz 

moim kolegą? Pogodzimy się? 

Danny uśmiechnął się i wyszczerzył szczerbate zęby. 
– Jasne... moŜe pobawimy się w twoim domku na drzewie? 
Chłopcy  natychmiast  pobiegli  do  ogrodu  Scotta,  Julie  zaś  została  sama  z 

ciemnowłosym  męŜczyzną  w  szarym  eleganckim  garniturze.  Zrobiło  się  jej 
przykro,  Ŝe  nie  zdąŜyła  się  przebrać  i  ma  na  sobie  przybrudzony  strój  podróŜny. 
Kiedy Teal podszedł bliŜej, zorientowała się, Ŝe jest wściekły i z trudem nad sobą 
panuje. 

background image

– Do jasnej cholery, gdzieś ty była? 
– PrzecieŜ zostawiłam wiadomość, Ŝe jedziemy na Wyspę Księcia Edwarda. 
– Ale miałaś wrócić juŜ wczoraj! 
– Poprosiłam o zastępstwo i zostałam dłuŜej. 
– A czy pomyślałaś, Ŝeby mnie zawiadomić? 
– Nie. Nie przyszło mi to do głowy. Nie na darmo stale mi powtarzałeś, Ŝe nie 

chcesz się angaŜować. CzyŜbyś o tym zapomniał? 

– Niestety, widzę, Ŝe jest za późno – wycedził Teal. – JuŜ się zaangaŜowałem. 

Czy  chcę,  czy  nie,  to  się  stało.  Od  wczoraj  ledwo  Ŝyję.  WyobraŜałem  sobie,  Ŝe 
miałaś  wypadek  albo  Ŝe  cię  porwano.  Bałem  się,  Ŝe  spotkałaś  kogoś,  z  kim 
postanowiłaś  wziąć  ślub.  Jak  na  człowieka  uznającego  tylko  fakty,  wcale  się  nie 
popisałem. 

–  Sprawiasz  wraŜenie,  jakbyś  wcale  nie  był  z  tego  zadowolony  –  zauwaŜyła 

Julie, czując, Ŝe jej serce bije jak szalone. 

– JuŜ raz się tak zaangaŜowałem, Ŝe potem zrobiło się z tego piekło. 
– Elizabeth... 
– Oczywiście. 
– No i co teraz zrobimy? 
– Wiem, co ja chcę zrobić. 
Julie  przypomniała  sobie  straszne  dni  przed  wyjazdem  i  rozpacz,  jaka  ją 

ogarniała na wyspie. 

–  Chyba  oboje  wiemy  –  rzuciła  ze  złością.  –  Chcesz  się  wycofać  i  zerwać 

umowę.  Chcesz  uciec,  Ŝeby  się  nic  a  nic  nie  zmienić.  No,  więc,  proszę,  wolna 
droga. Ja cię nie będę zatrzymywać! 

– Bardzo się mylisz, ja tylko pragnę cię kochać. 
Julie nie wierzyła własnym uszom. 
– Co takiego? 
– MoŜesz się ze mnie śmiać – w jego głosie brzmiała gorzka autoironia – ale to 

wymaga ode mnie więcej odwagi niŜ skok z wysokiej skały w spienione fale. 

– Nie będę się z ciebie śmiać – zapewniła. 
– Czy spędzisz ze mną noc? Czy zdecydujesz się na to? 
Nadal nie wierzyła w to, co słyszała. 
– Trzeba będzie  zmienić umowę,  bo przecieŜ zastrzegłam  sobie, Ŝe nie  będzie 

Ŝ

adnych amorów. 

–  Ta  umowa  to  najgłupsza  rzecz,  jaką  w  Ŝyciu  wymyśliłem.  –  Teal  zacisnął 

palce na jej ramieniu. – Powiedz, Ŝe pragniesz tego, co ja. Powiedz wreszcie „tak". 

background image

Julie uśmiechnęła się nieśmiało. 
– Przywiozłam ci prezent – szepnęła. – Otwórz go i obejrzyj w domu, ale bez 

ś

wiadków. Ten prezent jest moją odpowiedzią na twoje pytanie. 

Teal z napięciem wpatrywał się w jej twarz, lecz nic nie mógł z niej wyczytać. 

Nie  rozumiał,  w  jaki  sposób  prezent  moŜe  stanowić  odpowiedź  na  tak  powaŜne 
pytanie.  Nie znajdując  słów, objął  Julie i zaczął namiętnie  całować. Zrazu biernie 
poddała  się  pieszczotom,  ale  po  chwili  przytuliła  się  do  niego  całym  ciałem  i 
obsypała gorącymi pocałunkami. 

– Powiedz mi – szepnął Teal między jednym pocałunkiem a drugim – powiedz 

mi, Ŝe się zgadzasz. Nie dręcz mnie... 

Julie jeszcze mocniej go objęła i poczuła, Ŝe drgnął. 
– Przepraszam, zapomniałam o twoich złamanych Ŝebrach. 
– Ja teŜ o nich zapomniałem. WciąŜ nie odpowiadasz na moje pytanie. 
Popatrzyła mu prosto w oczy i nagle pocałowała, jak nigdy dotąd. 
– Niech to będzie moja odpowiedź. Powinieneś posłuchać głosu serca. 
Teal wreszcie zaczynał wierzyć, Ŝe jeszcze jej nie stracił. Odetchnął z ulgą. 
– Dlaczego nie mogę otworzyć prezentu w obecności Scotta? 
– Przekonasz się – odparła z przewrotnym uśmiechem na ustach. 
– Kiedy teraz będziesz miała wolne? 
– Dopiero za pięć dni. Muszę odpracować jeden dodatkowy dyŜur. 
– Czekałem na taką chwilę trzydzieści cztery lata... Nie pojmuję, dlaczego tych 

pięć dni wydaje mi się wiecznością. No trudno, wracam do domu, Ŝeby sprawdzić, 
co porabiają chłopcy. 

– Jak to dobrze, Ŝe się pogodzili. 
– Nie masz pojęcia, jak ja się z tego cieszę. – Teal znowu ją pocałował. – Nie 

zasłuŜyłem na tyle szczęścia. I nie mogę sobie darować własnej głupoty. Po co ci 
powiedziałem, Ŝe chcę zerwać umowę? 

– Bardzo mnie to zabolało. Bardzo. 
Teal od dawna wiedział, Ŝe jest zdolny podniecić Julie, lecz nawet przed samym 

sobą nie chciał się przyznać, Ŝe równieŜ moŜe sprawić jej ból. Poczuł, Ŝe osaczają 
go wszystkie dawne obawy. Otrząsnął się prędko i zapytał: 

–  Czy  masz  w  domu  coś  do  jedzenia?  Pewnie  nie,  więc  zapraszam  cię  do 

restauracji. 

– Wspaniale. Dziękuję. 
– Gdy cię nie widzę, zapominam, jaka jesteś piękna. Nie chce mi  się wierzyć, 

Ŝ

e jesteś taka jak w mojej wyobraźni. 

background image

Widząc  wyraźny  podziw  w  jego  oczach,  Julie  uznała,  Ŝe  dobrze  zrobiła, 

przywoŜąc tajemniczy prezent. Uśmiechnęła się uszczęśliwiona. 

–  Gdy  tak  na  mnie  patrzysz  –  szepnął  Teal  zduszonym  głosem  –  wszystko 

wydaje się proste. I nie mogę się z tobą rozstać. – Pocałował ją delikatnie. – Ale juŜ 
idę. Kiedy będziesz gotowa? 

– Za godzinę. – Julie podeszła do samochodu i wyjęła duŜe pudło zawinięte w 

kolorowy papier. – Mam nadzieję, Ŝe to jest to, czego pragniesz – rzekła z powagą. 

– MoŜe pozwolisz mi jednak teraz otworzyć? 
– O nie, tutaj w Ŝadnym wypadku – odparła przestraszona. 
– Wobec tego obejrzę zaraz po powrocie do domu. Do zobaczenia o siódmej. 
Julie  przez  chwilę  stała  rozmarzona.  Nareszcie  Teal  wyznał  jej  miłość,  a  to 

niewątpliwie oznaczało, Ŝe się bardzo mocno zakochał. 

 
Teal  poszedł  od  razu  do  sypialni  i  zaczął  rozpakowywać  prezent.  Najpierw 

znalazł  wyjątkowo  dekoracyjną  świecę,  a  obok  niej  taśmę  z  nagraniem  „Lara's 
Theme".  Następnie  odwinął  z  papieru  przejrzystą  błękitną  koszulę  nocną  i  na  ten 
widok  serce  zaczęło  mu  bić  jak  oszalałe.  Ostatnim  upominkiem  było  ogłoszenie 
oferujące  domek  nad  morzem,  na  którym  Julie  dopisała:  „Ten  prezent  będzie 
wspólny... jeśli tylko zechcesz". 

Poczuł  ucisk  w  gardle.  Z  trudem  się  opanował.  Przez  całe  Ŝycie  uwaŜał,  Ŝe 

dorosłym  nie  wypada  płakać.  Nawet  gdy  ogarnia  ich  tak  wielkie  wzruszenie,  jak 
jego  w  tej  chwili.  Zdał  sobie  sprawę  z  tego,  Ŝe  prawdziwym  prezentem  Julie  jest 
ona sama. 

 
Dziesięć po siódmej Julie zapukała do drzwi. Otworzył jej Scott. 
– Dobry wieczór – powiedział i mocno ją objął. – Tak się za panią stęskniłem. 
Po chwili przybiegł Danny, a za nim wszedł Teal. Julie niepewnie spojrzała mu 

w oczy. Bała się, Ŝe jej prezent oznaczał, iŜ zachowuje się tak, jak inne kobiety i Ŝe 
się narzuca. Teal podszedł i pocałował ją w same usta. 

– Czy wszyscy gotowi? – spytał. 
Kolację  zjedli  w  pobliskiej  restauracji,  po  czym  wrócili  do  domu  Carruthersa. 

Chłopcy  wybiegli  do  ogrodu,  a  Teal  nalał  brandy  i  podając  Julie  kieliszek, 
powiedział: 

– Chciałbym podzielić się z tobą tym prezentem. 
Serce podskoczyło jej z radości. 
– Och, to cudownie. 

background image

–  JeŜeli  chcesz,  zamówię  miejsca  w  tym  nowym  ośrodku  koło  Chester.  Jest 

niedaleko stąd, a domki stoją tuŜ przy plaŜy. 

– Doskonale... ale co zrobimy z dziećmi? 
– Marylee często mi proponowała, Ŝe weźmie Scotta do siebie. Zapytam ją, czy 

moŜe zająć się obydwoma chłopcami przez dwa-trzy dni. 

– To byłoby idealne rozwiązanie – szepnęła Julie, wsłuchana w szum pulsującej 

krwi. Nie rozumiała, dlaczego nagle ogarnia ją jakiś dziwny niepokój. 

– Załatwione. Zaraz jutro zarezerwuję domek. 
Wypiła łyk brandy i zamyśliła się. Kochała Teala i niedługo spędzi z nim całe 

dwa dni nad morzem. Będą się kochać wsłuchani w szum fal i moŜe wreszcie tam 
wyjaśnią sobie wszystko, co ich dzieli. Nie powinna się martwić na zapas. 

Godzinę później była z powrotem w domu. Po kąpieli obejrzała się dokładnie w 

lustrze.  Zawsze  była  zdania,  Ŝe  ma  za  duŜe  piersi,  a  teraz  jeszcze  krytycznym 
okiem  obejrzała  rozstępy  na  brzuchu.  Wiedziała,  Ŝe  Roberta  przestała  pociągać 
niedługo po ślubie, ale dopiero w czasie jego ostatniej wizyty w domu dowiedziała 
się,  Ŝe  Melissa  od  lat  jest  jego  kochanką.  Teraz  obawiała  się,  Ŝe  skoro  nie  była 
wystarczająco atrakcyjna dla Roberta, z pewnością nie zdoła utrzymać męŜczyzny 
tak skomplikowanego jak Teal. Nie powinna była dawać mu takiego prezentu. Nie 
powinna wywoływać wilka z lasu. 

 
Następnego dnia rano Teal zarezerwował domek na dwie doby i zadzwonił do 

Marylee, by poprosić ją o opiekę nad chłopcami. 

–  Bardzo  chętnie  ich  zabierzemy  –  zapewniła  przyjaciółka.  –  Nawet  sama 

chciałam do ciebie zadzwonić, bo dziś wieczorem wybieramy się z dziewczynkami 
na  konie.  Czy  chłopcy  mogliby  pojechać  razem  z  nami?  Dzięki  temu  wcześniej 
zapoznamy się z Dannym i potem nie będziemy dla niego zupełnie obcymi ludźmi. 
ą

 Teal był wdzięczny Marylee za takt i Ŝyczliwość. 

– Serdecznie ci dziękuję, Marylee, jesteś wspaniała. O której chłopcy mają być 

gotowi? 

– Przyjadę o szóstej, a do domu wrócimy dopiero koło dziewiątej, bo stadnina 

jest dość daleko. Czy to nie za późno? 

–  Chyba  nie,  ale  zadzwonię  do  Julie  i  zapytam.  Jeszcze  raz  dziękuję  i  do 

zobaczenia o szóstej. 

OdłoŜył słuchawkę i pomyślał, Ŝe klamka zapadła. Wiedział, Ŝe Julie ma dyŜur 

od  siódmej  do  siódmej,  więc  zatelefonował  do  niej  dopiero  z  pracy.  Od  razu  się 
zorientował, Ŝe dzwoni w niezbyt odpowiednim momencie. 

background image

– Czy Marylee moŜe wziąć Danny'ego dziś wieczorem na konną przejaŜdŜkę? 
–  Oczywiście.  Danny  juŜ  kiedyś  trochę  jeździł  podczas  lekcji  w  szkole  i  był 

zachwycony.  Czy  moŜesz  wyłoŜyć  za  mnie  pieniądze?...  JuŜ  idę,  Shirley... 
Przepraszam, muszę kończyć. Do widzenia. 

Punktualnie  o  szóstej  Marylee  zabrała  obu  chłopców.  Danay  rozbawił 

dorosłych, poniewaŜ przyniósł całą torbę marchwi dla konia. Carruthers pomachał 
ręką  odjeŜdŜającym  i  wszedł  do  domu.  Tego  dnia  pani  Inkpen  zrobiła  większe 
porządki, więc wszędzie było czysto, lecz właśnie teraz Teal doszedł do wniosku, 
Ŝ

e Julie  miała  rację. Jego dom  rzeczywiście był nieprzytulny. Uznał,  Ŝe  skoro nie 

lubi  tego,  co  podobało  się  jego  Ŝonie,  powinien  wprowadzić  tu  więcej  koloru,  o 
trochę Ŝywszych barwach. 

Stanął  przed  czarno-białą  fotografią,  którą  Elizabeth  wyjątkowo  lubiła.  Na 

pierwszym  planie  znajdował  się  staruszek  siedzący  samotnie  na  ławce  w  parku. 
Wokół  niego  sunął  tłum  bezbarwnych  i  anonimowych  postaci.  Nie  ulegało 
wątpliwości,  Ŝe  tych  ludzi  zupełnie  nic  nie  łączy,  Ŝe  wszyscy  są  osamotnieni  i 
nieszczęśliwi. 

Uderzyła  go  myśl,  Ŝe  Julie  jest  zupełnie  inna,  Ŝe  nosi  w  sobie  radość  Ŝycia, 

samą  jego  kwintesencję.  Wiedział  juŜ,  jak  Julie  tańczy,  a  teraz  zaczął  się 
zastanawiać,  jaka  będzie  w  miłości.  W  sobotę  się  przekona,  czy  zachowa  się  tak 
samo Ŝywiołowo. Pragnął się tego dowiedzieć, a jednocześnie czuł ogarniające go 
obawy. Bał się samego siebie. 

Zrobił  sobie  sałatkę  i  zasiadł  do  pracy,  lecz  nie  mógł  się  skupić.  O  wpół  do 

ósmej  przestał  z  sobą  walczyć,  zamknął  dom  i  poszedł  do  Julie  z  zamiarem 
powiedzenia  jej  o  zarezerwowanym  domku  i  o  tym,  Ŝe  Marylee  zgodziła  się 
zaopiekować chłopcami. 

We wszystkich oknach paliło się światło, a zza drzwi dobiegała głośna muzyka. 

Zadzwonił. Julie prawie natychmiast mu otworzyła. 

– Cześć, Teal – powiedziała uszczęśliwiona jego widokiem. – Wejdź. 
Ubrana  była  tak  samo  jak  tego  dnia,  gdy  Carruthers  zobaczył  ją  po  raz 

pierwszy. Jej nogi wydawały się jeszcze dłuŜsze niŜ wtedy. 

–  Mam  nadzieję,  Ŝe  ci  w  niczym  nie  przeszkodziłem  –  rzekł,  czując 

przyspieszone  bicie  serca  i  pulsowanie  krwi  w  skroniach.  –  Wpadłem  tylko  na 
chwilę. 

– Jak to dobrze, Ŝe przyszedłeś. Sprzątam właśnie pokój Danny'ego i znalazłam 

zdechłą mysz. To pewnie sprawka Einsteina. Wiesz, jak lubię gryzonie, prawda? 

– Jeśli chcesz, zaraz ją wyrzucę. 

background image

– Będę ci bardzo wdzięczna. Weź sobie piwo z lodówki. 
Wyjął  piwo  i  poszedł  na  górę.  Pokój  Danny'ego  był  naprzeciw  sypialni  Julie. 

Przez  uchylone  drzwi  widać  było  duŜe  łóŜko  z  róŜową  narzutą  oraz  zasłony  we 
wzór  przypominający  rajski  ogród.  Dominowały  tu  odcienie  czerwieni  i  błękitu. 
Teal  odstawił  piwo  i  zajrzał  pod  łóŜko.  Na  szczęście  mysz  leŜała  w  zasięgu  ręki. 
Natychmiast poszedł ją wyrzucić. Umył ręce i wrócił na górę, w chwili gdy Julie, 
wychodząc z pokoju, potknęła się o sznur od odkurzacza i przewróciła. 

Teal  pochylił  się,  Ŝeby  jej  pomóc,  a  kiedy  ich  ręce  się  zetknęły,  poczuł,  Ŝe 

ogarnia  go  poŜądanie.  Zajrzał  w  przymglone  oczy  Julie,  potem  obrzucił 
spojrzeniem jej ciało. 

– Julie... – szepnął, obejmując ją i całując. – Nie chcę czekać do soboty. A ty? 
– Ja teŜ nie. 
Wstała  i  podała  mu  rękę.  Przeszli  do  sypialni  i  przystanęli  niezdecydowani, 

jakby onieśmieleni. Julie ściągnęła narzutę; pościel była w kolorowe kwiaty. Teal 
zdjął  koszulę,  a  Julie  bluzkę.  Była  bez  stanika.  Dotknął  jej  piersi  i  momentalnie 
stracił panowanie nad  sobą. Zaczęli  się  kochać natychmiast, gorączkowo. Teal od 
dawna  Ŝył  samotnie  i  tak  długo  pragnął  kobiety,  a  ostatnio  stale  marzył  o  Julie. 
Teraz  pieścił  jej  aksamitną  skórę.  Odniósł  wraŜenie,  Ŝe  cały  świat  zmalał,  a  jej 
ciało  jest  wszystkim.  Wreszcie  odnaleźli  siebie  i  ulegli  odwiecznej  namiętności, 
która wyrwała głuchy jęk z ich piersi. Ale wszystko skończyło się nagle, stanowczo 
za  szybko.  Teal  opadł  bez  sił.  Ogarnęły  go,  tak  jak  dawniej,  nieprzeniknione 
ciemności  i znowu  czuł,  Ŝe  jest  sam.  Tak  osamotniony jak zawsze, jak przez  całe 
Ŝ

ycie. 

Po  chwili  powróciła  świadomość,  a  z  nią  zapomniane  wraŜenia,  które  jedynie 

pogłębiły  jego  uczucie  osamotnienia.  Julie  nie  myliła  się,  mówiąc,  Ŝe  przez  całe 
Ŝ

ycie  nie  wychodził  ze  swej  samotni.  MałŜeństwo  z  Elizabeth  miało  go  z  niej 

wyrwać,  a  tymczasem  pogrąŜyło  jeszcze  bardziej.  Przestał  wierzyć,  Ŝe  uczucie 
zjednoczenia  moŜe  przetrwać  akt  fizyczny.  Sam  czegoś  takiego  nigdy  nie 
doświadczył  i  był  przekonany,  Ŝe  wszystkie  historie,  jakie  słyszał  o  miłosnych 
uniesieniach, to wyłącznie bajki mające pocieszyć człowieka w jego samotności. 

Uniósł się na łokciu i popatrzył na Julie. Jeszcze czuł na skórze ciepło jej ciała, 

lecz  pomyślał  z  rozpaczą,  Ŝe  tak  się  zachował,  jakby  to  nie  była  ona,  ale  jakaś 
obojętna  mu  kobieta.  Być  moŜe  nawet  zupełnie  obca.  Jednocześnie  uświadomił 
sobie,  Ŝe  nie  zabezpieczyli  się  przed  ciąŜą.  Odsunął  się  i  cichym  głosem 
powiedział: 

– Nie powinienem był tak postąpić... zapomniałem się i nie myślałem, co robię. 

background image

Julie leŜała bez ruchu, więc nie od razu się zorientował, Ŝe płacze. Nie rozumiał 

dlaczego, bo Elizabeth nigdy zbyt wiele od niego nie oczekiwała. Pragnęła jedynie 
zajść w ciąŜę i nie chciała nic więcej. Czuł, Ŝe rozpacz ustępuje miejsca jakiemuś 
innemu uczuciu. 

– Czego nie powinieneś robić? – spytała Julie przez łzy. 
– Nie powinienem był się z tobą kochać. 
– PrzecieŜ wcale się nie kochałeś! 
Jej szczerość wzbudziła w nim gniew – emocję, którą doskonale znał i która go 

niepokoiła. 

– Masz rację, to nie była miłość. Mogłoby się to zdarzyć z kaŜdą inną kobietą... 

i właśnie dlatego tak się przed tobą broniłem. 

Julie usiadła. Jej oczy ciskały błyskawice. 
– Więc to ja jestem winna, tak? 
–  Nie,  do  jasnej  cholery!  To  tylko  moja  wina!  Jak  myślisz,  dlaczego  tak  mi 

zaleŜało  na  naszej  umowie?  Wyłącznie  dlatego,  Ŝeby  nie  znaleźć  się  w  takiej 
właśnie sytuacji. Niech to wszyscy diabli! 

– Nie klnij. 
– Jeśli tylko chcesz, moŜesz bez skrupułów odwołać nasz wyjazd. 
–  Nigdy  o  niczym  tak  nie  marzyłam,  jak  o  tym,  Ŝeby  się  z  tobą  kochać.  I  co 

mam z tego? Nic od ciebie nie dostałam. 

– Dostałaś tyle, ile potrafię z siebie dać! 
–  Więc  to  znaczy,  Ŝe  jesteś  taki  sam  jak  Robert.  Teal  poczuł  się,  jakby  mu 

wymierzono policzek. 

– Stosunki z męŜem nie sprawiały ci przyjemności, prawda? 
– Nie. – Z bezsilnej wściekłości mocno zacisnęła pięści. – Co z tego, Ŝe jestem 

piękna  i  pociągająca?  Co  z  tego,  Ŝe  kaŜdy  facet  chce  iść  ze  mną  do  łóŜka?  Mnie 
sam seks nie wystarcza, bo to tylko instrumentalne traktowanie drugiej osoby. Tak 
jak teraz. 

– Przepraszam cię, Julie... – szepnął zdumiony. 
–  JeŜeli  nie  moŜesz  mi  nic  z  siebie  dać,  to  nigdzie  z  tobą  nie  jadę  –  ciągnęła 

bezbarwnym głosem. 

Jej słowa wywołały ból w sercu Teala. 
– Nie chciałem cię zranić, wierz mi. 
–  Wszystko  między  nami  skończone,  prawda?  To  koniec.  W  tym  momencie 

zaczął bić zegar. 

– JuŜ dziewiąta! – krzyknęła przeraŜona Julie. Natychmiast wyskoczyła z łóŜka 

background image

i zaczęła się ubierać. – Marylee moŜe tu być w kaŜdej chwili. 

Teal schwycił ją za rękę. 
– Nie moŜemy się tak rozstać... 
– Przestań! – rzuciła gniewnie. – Zaraz tu będą chłopcy! Nie powinni nas zastać 

w łóŜku, bo i tak nie bardzo wiedzą, co się dzieje. Puść mnie! I wkładaj ubranie! 

Sama  ubrała  się  w  mgnieniu  oka  i  wybiegła  z  sypialni.  Teal  powoli  zapinał 

koszulę i starał się uporządkować myśli. Jedyne, co wiedział na pewno, to to, Ŝe nie 
mogą się tak poŜegnać. Po prostu nie mogą. 

Gdy  zszedł  na  dół,  Julie  była  w  łazience  i  zimną  wodą  chłodziła  rozpaloną 

twarz. 

– Musimy porozmawiać... – zaczął. 
– Nie warto – rzuciła gniewnie. – Czyny mówią więcej niŜ słowa. 
– Nie wyjdę stąd bez wyjaśnienia! 
– Musisz, bo ja wychodzę i będę czekać na Danny'ego przed domem. Nie chcę 

się z tobą kłócić w obecności dziecka. 

Tealowi  zabrakło  słów.  Nie  wiedział,  co  powiedzieć.  Nie  poznawał  samego 

siebie.  Przygładził  włosy,  wyszedł  na  werandę  i  uwaŜnie  popatrzył  na  Julie. 
Uświadomił sobie, Ŝe jest nie tylko zła na niego, ale równieŜ przestraszona. Wręcz 
przeraŜona.  Poczuł  ucisk  w  gardle.  Z  trudem  przełknął  ślinę  i  powiedział 
stanowczym tonem: 

– PrzyjeŜdŜam po ciebie w sobotę po południu. 
– Nigdzie nie pojadę. 
– Pojedziesz, pojedziesz. Twoje łzy oznaczają, Ŝe moje postępowanie nie jest ci 

obojętne. Wreszcie zaczynam to rozumieć. Proszę cię tylko, Ŝebyś mi dała jeszcze 
jedną szansę i obiecuję, Ŝe juŜ się więcej nie powtórzy to, co się stało dzisiaj. 

– A jeśli jednak jesteś taki jak Robert? Nie chcę drugi raz przechodzić przez to 

samo. 

– Nie jestem taki jak on, przysięgam. 
– JuŜ naprawdę nic nie wiem – szepnęła zrezygnowana. 
– Obiecaj mi tylko, Ŝe pojedziesz. 
– Dobrze, pojadę – mruknęła, nie podnosząc oczu. 
Teal odetchnął z ulgą. 
Po chwili zajechał samochód, z którego wyskoczyło czworo dzieci. Pół godziny 

później Teal wracał z synem do domu, zadowolony, Ŝe Julie zgodziła się wyjechać 
z nim na dwa dni. Dalszy bieg wypadków zaleŜał wyłącznie od niego. 

 

background image

Rozdział 10 

 
Do  ośrodka  wypoczynkowego  zajechali  późnym  popołudniem.  Rano,  po 

powrocie  z  nocnego  dyŜuru,  Julie  połoŜyła  się,  Ŝeby  odpocząć,  ale  nie  mogła 
zasnąć. I teraz, z braku snu, była jednym kłębkiem nerwów. 

Wysiadła  z  samochodu  i  się  rozejrzała.  Wokół  domku  rosły  świerki  i  brzozy; 

pomiędzy  srebrzystobiałymi  pniami  połyskiwała  szmaragdowa  woda.  AŜ  tutaj 
dochodził monotonny, kojący szum fal. Julie wciągnęła głęboko w płuca oŜywcze 
słone  powietrze  i  poczuła,  Ŝe  zaczyna  się  odpręŜać.  Od  poniedziałku  przez  cały 
czas  była  podenerwowana  i  nie  wiedziała,  czy  dobrze  postąpiła,  zgadzając  się  na 
wyjazd we dwoje. 

– Jak tu pięknie. 
Teal  nie  mógł  jeszcze  zbyt  duŜo  dźwigać,  więc  pomogła  mu  wnieść  walizki. 

Stanęła w progu i rozejrzała się. Gdyby była w lepszym nastroju, pokój wzbudziłby 
jej zachwyt. Przed kominkiem stał stolik, na nim wazon z bukietem świeŜych róŜ, 
weneckie  okno  wychodziło  na  ocean,  a  olbrzymie  łóŜko  było  nakryte 
ciemnozieloną narzutą, która doskonale harmonizowała z jasnozielonym dywanem. 

Teal  postawił  walizkę  i  wyszedł.  Po  chwili  wrócił,  niosąc  pudło  od  Julie  i 

zaczął wyjmować prezenty. Świecę postawił na nocnym stoliku, a koszulę połoŜył 
na  poduszce.  WłoŜył  taśmę  i  włączył  magnetofon,  więc  zaraz  popłynęła  znana, 
smętna melodia. 

–  Chodźmy  od  razu  do  łóŜka,  dobrze?  –  rzekł  półgłosem.  Instynktownie 

zaproponował to, co było najwaŜniejsze. 

Julie  miotały  sprzeczne  uczucia;  chciała  znaleźć  się  w  ramionach  Teala,  a 

jednocześnie  pragnęła  jak  najdalej  od  niego  uciec.  Dlatego  w  tej  chwili  nie 
mogłaby iść na spacer, grać w tenisa lub spokojnie rozmawiać przy lampce wina. 
Uśmiechnęła się niepewnie i wzięła koszulę. 

– Zaraz wrócę – szepnęła. 
W  łazience  prędko  się  rozebrała,  włoŜyła  koszulę,  rozczesała  włosy  i,  dla 

dodania  sobie  odwagi,  skropiła  się  ulubionymi  perfumami.  Patrząc  w  lustro, 
pomyślała, Ŝe najwaŜniejsza jest miłość do Teala, a wszystko inne powinno samo 
jakoś się ułoŜyć. 

Kiedy  wróciła  do  pokoju,  zasłony  były  zaciągnięte,  a  świeca  płonęła  jasnym 

płomieniem.  Teal,  z nieprzeniknionym  wyrazem  twarzy,  stał przy  łóŜku.  Julie  nie 
potrafiła  odgadnąć,  co  myślał  i  czuł.  Wstępowała  w  nieznane,  lecz  widziała,  Ŝe 

background image

ukochany  męŜczyzna  wpatruje  się  w  nią  z  zachwytem.  Był  przekonany,  Ŝe  tak 
piękna kobieta zasługuje na najpiękniejsze storczyki. Na cały bukiet storczyków. 

W  poniedziałek  poprzysiągł  sobie,  Ŝe  następnym  razem  zrobi  wszystko,  by 

uszczęśliwić Julie. Wielokrotnie powtarzał romantyczne słowa i gesty, które uznał 
za najodpowiedniejsze, lecz teraz wszystko zapomniał i szepnął tylko: 

–  Julie,  nie  rozumiem,  dlaczego  tu  jesteś.  Po  tym,  jak  cię  potraktowałem,  nie 

zasługuję na ciebie. 

Rzuciła mu spojrzenie spod rzęs. 
– Jestem tu dlatego, Ŝe cię kocham. WciąŜ jeszcze tego nie widzisz? 
Teal poczuł ukłucie w piersi. 
– Nie, jeszcze nie zauwaŜyłem. 
– Ale przynajmniej juŜ wiesz, bo ci to powiedziałam. 
Była tak spięta, Ŝe nie miała odwagi spojrzeć mu w oczy. 
Teala  ogarnęło  wzruszenie  podobne  do  tego,  jakiego  doznał,  gdy  po  raz 

pierwszy wziął na ręce syna. Zalała go taka fala czułości dla drugiej ludzkiej istoty, 
Ŝ

e nie potrafił tego wyrazić. PołoŜył dłonie na ramionach Julie. 

– Niczym nie zasłuŜyłem na tyle szczęścia. 
– Na miłość się nie zasługuje. Ona jest albo jej nie ma. 
– A dowody miłości? 
Julie  czuła  się  dziwnie  onieśmielona.  W  dalszym  ciągu  nie  mogła  na  niego 

spojrzeć. Lekko dotknęła plastrów na piersi Teala. 

–  Nie  mam  wielkiego  doświadczenia,  ale...  Ale  chcę,  Ŝebyśmy  byli  naprawdę 

razem.  I  Ŝeby nic  nas  nie  dzieliło.  Chcę, Ŝebyśmy  połączyli  się  tak  mocno,  jak  to 
tylko moŜliwe. Lepiej przyznam się od razu, Ŝe nie mam pojęcia, jak to osiągnąć. 

Teal  teŜ  tego  nie  wiedział.  Wdychając  zapach  jej  perfum,  miał  wraŜenie,  Ŝe 

Julie zaczyna otwierać się niby kwiat. I Ŝe daje mu coś, czego nigdy nie otrzymał 
od Elizabeth. Świadomość, Ŝe jest dla Julie kimś bardzo waŜnym była niepokojąca, 
wiedział  bowiem,  Ŝe  jego  postępowanie  nie  pozostanie  bez  echa.  Oboje  mieli  nie 
zabliźnione  rany  i  oboje  chcieli  o nich  zapomnieć.  Teal pragnął  dać  Julie  tyle, na 
ile zasługiwała i ile od niego oczekiwała. 

– Poprzednio zapomniałem o antykoncepcji – powiedział. 
–  Nie  szkodzi.  Jestem  zabezpieczona,  bo  muszę  wyleczyć  jakieś  kobiece 

kłopoty – rzekła, zabawnie przekrzywiając głowę. – To dobrze, prawda? Teraz nie 
potrzebujemy Ŝadnych dodatkowych komplikacji. 

–  A  więc  jesteśmy  tu  tylko  dla  siebie?  –  Teal  z  trudem  poznał  własny  głos.  – 

Tylko i wyłącznie my dwoje? 

background image

– Oczywiście, Ŝe jesteśmy tu dla siebie. A dla kogo mielibyśmy być? 
Zmusił  się  do  tego,  by  zburzyć  pierwszą  przeszkodę,  która  ich  dzieliła. 

Zaczerpnął powietrza i wyznał: 

–  Mojej  Ŝonie  byłem  potrzebny  wyłącznie  z  jednego  powodu.  ..  ona  tylko 

chciała zajść w ciąŜę. 

Zdumienie  Julie  nie  miało  granic.  Nie  potrafiła  uwierzyć,  by  coś  podobnego 

mogło  być  prawdą.  Spojrzała  Tealowi  prosto  w  oczy  i  wyczytała  z  nich,  Ŝe  nie 
kłamał. 

–  Nie  jestem  taka  jak  Elizabeth  –  zapewniła  gorąco.  –  Ja  pragnę  ciebie, 

wyłącznie  ciebie,  i  nic  więcej  nie  chcę.  –  Zarumieniła  się, lecz  nie  spuściła  oczu. 
Odsunęła  się  i  obrzuciła  go  zachwyconym  spojrzeniem.  –  Jesteś  wspaniale 
zbudowany.  –  Uśmiechnęła  się  filuternie.  –  Nawet  się  nie  domyślasz,  w  jakich 
sytuacjach mi się śniłeś. 

Teal nieśmiało i delikatnie powiódł palcem po jej ustach. 
– Z Elizabeth nigdy nie byłem naprawdę blisko – wyznał. – Nie zdarzyło się to 

przez  siedem  lat  małŜeństwa.  Nawet  kiedy  urodził  się  Scott,  nie  zbliŜyła  się  do 
mnie i to, co było w niej najwaŜniejsze zachowała dla siebie. 

– Tę swoją samotność – szepnęła Julie. 
Teal kiwnął potakująco. 
– Ty jesteś zupełnie inna i dlatego tak bardzo cię potrzebuję. 
Nigdy nie przypuszczał, Ŝe kiedykolwiek uczyni takie wyznanie, a tymczasem 

słowa popłynęły same, zupełnie naturalnie. Julie miała oczy pełne łez. Powiedziała 
przez ściśnięte gardło: 

–  Skoro  się  juŜ  spowiadamy,  wyznam  ci,  Ŝe  ja  Robertowi  teŜ  nie  byłam 

potrzebna.  Nasze  całe  małŜeństwo  okazało  się  udawaniem  od początku  do  końca. 
Dla  niego  było  jak  gdyby  próbą  generalną,  podczas  której  mógł  studiować  stany 
emocjonalne.  Celowo  doprowadzał  mnie  do  wściekłości,  by  potem  chłodno 
obserwować  moje  reakcje,  jakbym  była  zwierzęciem  doświadczalnym. 
Znienawidziłam go za to! 

–  Dla  mnie  jesteś  najwspanialsza  na  świecie.  Oczywiście  podziwiam  twoją 

urodę,  bo  jesteś  tak  piękna,  Ŝe  aŜ  dech  mi  zapiera  i  byłbym  kłamcą,  gdybym 
twierdził,  Ŝe  jest  inaczej.  Ale  to  twoja  odwaga  i  szczerość,  i  namiętna  natura...  – 
Głos na chwilę go zawiódł. – To one sprawiły, Ŝe cię pokochałem. 

Julie wpatrywała się w niego szeroko otwartymi oczyma. 
– Co ty powiedziałeś? 
–  Mówię,  Ŝe  cię  kocham  –  powtórzył  Teal  i  roześmiał  się  uszczęśliwiony.  – 

background image

AleŜ ze mnie bałwan! PrzecieŜ to było jasne jak słońce, od samego początku. Julie, 
najdroŜsza, kocham cię. 

Ujął jej twarz w obie dłonie i obsypał pocałunkami. 
Była  tak  oszołomiona,  Ŝe w  ogóle nie  reagowała.  Pocałunki  najpierw  były tak 

delikatne,  jak  muśnięcia  skrzydeł  motyla.  Z  wolna  jednak  stawały  się  coraz 
bardziej namiętne i dopiero wtedy Julie odpowiedziała na nie nieśmiało. 

–  Wydaje  mi  się,  Ŝe  śnię  –  szepnęła.  –  Czy  naprawdę  powiedziałeś,  Ŝe  mnie 

kochasz? 

Teal zaśmiał się cicho. 
– Skarbie mój, to nie jest sen. Naprawdę cię kocham. 
– Ja ciebie teŜ! – zapewniła wzruszona. Nawet w najśmielszych marzeniach nie 

spodziewała się, Ŝe usłyszy takie wyznanie. Zarzuciła Tealowi ramiona na szyję. – 
Wiesz co? JuŜ się tak nie boję, jak pięć minut temu. 

Teal  znowu  się  roześmiał,  chociaŜ  nigdy  nie  przypuszczał,  Ŝe  pieszczotom 

moŜe towarzyszyć radosny śmiech. 

– Nie błagasz o litość? 
Teal powoli przesuwał dłonie coraz niŜej. 
– Panie Carruthers, błagam, ale nie o litość. 
–  Czy  to  ma  znaczyć,  Ŝe  za  duŜo  mówię,  a  za  mało  robię?  –  Gdy  juŜ  leŜeli, 

szepnął:  –  Mamy  przed  sobą  całe  dwa  dni.  Dwa  dni  razem.  Chyba  zdąŜymy 
nauczyć się, jak się nawzajem uszczęśliwiać. 

– Niczego bardziej nie pragnę. 
Teal zajrzał jej głęboko w oczy i dostrzegł w nich wyznanie miłości. Poczuł, Ŝe 

ogarnia  go  wielkie  poŜądanie  domagające  się  natychmiastowego  zaspokojenia. 
NajwyŜszym  wysiłkiem  woli  zdołał  się  jednak opanować.  Postanowił bowiem,  Ŝe 
da  Julie  to,  czego  od  niego  oczekuje  i  dlatego  musi  panować  nad  sobą. 
Instynktownie czuł, Ŝe jest to coś więcej, niŜ dziecko, którego pragnęła Elizabeth. 
Julie  chciała  go  mieć  całego,  z  ciałem  i  duszą,  z  radościami  i  smutkami,  ze 
wszystkim. Na tym polegała intymność, której Elizabeth tak uparcie unikała. 

Zaczął ją pieścić i dotykać, jakby chciał, aby jego palce zapamiętały wszystkie 

linie  jej  pięknego  ciała,  prześwitującego  uwodzicielsko  przez  przezroczystą 
koszulę.  Ujął w dłonie jej  piersi  i  wtulił  twarz  we  włosy.  Kiedy  zaczął  pieścić jej 
brzuch  i  uda,  ciało  Julie  przebiegł  dreszcz.  Teal  podniósł  głowę  i  wyczytał  w  jej 
oczach  wielkie  poŜądanie.  Pięknie  wykrojone  usta  bez  słów  mówiły  o  miłości. 
Wpatrywał się w nią, czując, Ŝe ten obraz na zawsze pozostanie w jego pamięci. 

Julie jednym wdzięcznym ruchem ściągnęła koszulę i szepnęła: 

background image

– Teraz moja kolej. 
Teal  połoŜył  się  na  plecach  zaskoczony,  Ŝe  ona  równieŜ  pragnie  poznać 

wszystkie  tajniki  jego  ciała.  Pieściła  go  ustami,  dłońmi  i  całą  sobą,  wywołując 
rozkosz, jakiej nigdy nie zaznał. Kiedy oplotła go udami, szepnął: 

– Jeszcze nie, Julie... jeszcze zaczekaj. 
Obsypał  ją  najbardziej  intymnymi  pieszczotami,  zdumiony,  Ŝe  potrafi  tak 

bardzo  ją  podniecić.  Julie  przyciągnęła go  mocno  do  siebie  i  wtedy  uznał,  Ŝe  bez 
reszty naleŜy do niego. Jest jego ukochaną i jedyną kobietą na świecie. Pragnął dać 
jej  bezgraniczną  rozkosz.  Nagle  gorącym  szeptem  kilkakrotnie  powtórzyła  jego 
imię,  co  napełniło  go  uczuciem  dumy  i  jednocześnie  pokory.  Nieopisana  czułość, 
jaka  go  zalała,  znalazła  wyraz  w  kilku  słowach.  Najprostszych,  a  zarazem 
najwspanialszych słowach na świecie. 

– Julie, najdroŜsza moja, kocham cię. 
Julie połoŜyła jego dłoń na swym oszalałym ze szczęścia sercu i szepnęła: 
– Ja teŜ cię bardzo kocham. 
Przez kilka chwil leŜała z przymkniętymi oczami, jakby jeszcze przebywała w 

krainie rozkoszy, do której ją zawiódł. Teal czekał, delikatnie pieszcząc jej piersi. 
Miał pewność, Ŝe Julie juŜ zawsze będzie do niego naleŜała. 

– Jestem bardzo szczęśliwa – szepnęła. 
Pieszczotliwie  przesunęła  dłonie  po  jego  plecach  i  pośladkach  i  oplotła  go 

udami. 

– Teraz chcę cię bez reszty – powiedziała namiętnym szeptem. – Teraz, Teal. 
– Pragnę, Ŝeby to trwało całą wieczność. 
–  PrzecieŜ  to  dopiero  początek...  Nigdy  cię  nie  opuszczę.  Jeśli  tylko  chcesz 

mnie mieć przy sobie. 

– Chcę. Na zawsze. 
Znowu  obsypał  ją  pocałunkami  i  dopiero  teraz  wyraził  nimi  całą  namiętność, 

jaka drzemała w nim przez lata. Wyzwolił się dzięki Julie, a właściwym prezentem, 
jaki  mu  ofiarowała  był  on  sam.  Stał  się  męŜczyzną,  jakim  od  dawna  mógł  być. 
Pieścił  ją  przepełniony  miłością  i  wdzięcznością.  Wreszcie  nabrał  pewności,  Ŝe 
wie, jak sprawiać rozkosz i wie, Ŝe potrafi ją dać. Nareszcie zrozumiał, czego Julie 
najbardziej pragnie. 

– Proszę cię, Teal... proszę – usłyszał namiętny szept. 
Ciałem  Julie  wstrząsały  dreszcze  rozkoszy,  a  na  jej  twarzy  malowała  się 

najwyŜsza ekstaza. Teal czuł, Ŝe w tej chwili stanowią jedno ciało i Ŝe właśnie tak 
być  powinno.  Nigdy  w  Ŝyciu  nie  doświadczył  takiego  uniesienia  i  tak  pełnego 

background image

zespolenia. I nie był równie szczęśliwy. 

– To, co teraz czuję, jest zupełnym przeciwieństwem osamotnienia. 
Julie zarzuciła mu ręce na szyję. 
– Jak moŜna być samotnym, gdy się jest naprawdę razem? 
– Dałaś mi najcudowniejszy prezent pod słońcem. 
Uśmiechnęła się, przytuliła i oparła policzek o jego ramię. 
Po  chwili  zasnęła.  On  natomiast  leŜał  wsłuchany  w  spokojny  rytm  oddechu 

ukochanej. 

 
Z  chwilą  gdy  Julie  się  przebudziła,  znowu  ogarnął  ich  szał miłości. Po  jakimś 

czasie  poczuli  głód,  lecz  nie  chciało  im  się  wychodzić,  więc  zamówili  obiad  do 
domku. Po skończonym posiłku Teal objął Julie i mocno przytulił. 

– Jesteś erotomanem – zaśmiała się rozbawiona. 
– CzyŜbyś miała jakieś zastrzeŜenia? 
–  Nie.  –  SpowaŜniała.  –  KaŜda  minuta  spędzona  z  tobą  była  pełnią  szczęścia. 

Tutaj  zobaczyłam  cię  takiego,  jakiego  nie  znałam.  Podejrzewałam  cię  tylko  o 
głębokie uczucia, ale nie byłam pewna, bo wciąŜ trzymałeś mnie na dystans. 

Przez kilka ostatnich godzin Ŝycie Teala nabrało nowych, zupełnie innych barw. 

Teraz wrócił wspomnieniami do swego małŜeństwa. 

– Myślę, Ŝe osamotnienie Elizabeth było większe niŜ moje, ale nigdy juŜ się nie 

dowiem,  czy  mam  rację.  Początkowo  byłem  w  niej  bardzo  zakochany.  Kiedy  się 
pobieraliśmy,  wiedziałem,  Ŝe  chce  mieć  dzieci  i  to  mi  najzupełniej  odpowiadało. 
Wkrótce się zorientowałem, Ŝe Ŝona nie lubi seksu, ale byłem młody i sądziłem, Ŝe 
z czasem to się zmieni. Potem urodził się Scott, którego od pierwszej chwili gorąco 
pokochałem,  bo  wiedziałem,  Ŝe  przynajmniej  przy  nim  nie  będę  samotny.  Miałaś 
rację,  podejrzewając,  Ŝe  rodzice  mnie  nie  chcieli.  Byłem  jedynie  pionkiem  na 
szachownicy,  na  której  rozgrywali  swoje  partie.  –  Zamilkł  na  chwilę.  –  Elizabeth 
od  razu  chciała  mieć  drugie  dziecko,  a  ja  teŜ  uwaŜałem,  Ŝe  dobrze  byłoby  mieć 
córkę. Ale minął rok, potem dwa i nic. śona zaczęła się leczyć. Nawet ja dałem się 
przebadać,  bo  wiedziałem,  jakie  to  dla  niej  waŜne.  Nie  wykryto  u  mnie  Ŝadnego 
defektu. Elizabeth uznała, Ŝe wina leŜy wyłącznie po jej stronie. 

Zapatrzył się w dal. 
– Uparła się, Ŝe chce mieć drugie dziecko, więc zaczęliśmy chodzić od lekarza 

do  lekarza, od kliniki  do kliniki.  Ale problem  polegał  równieŜ na tym,  Ŝe ona nie 
lubiła pieszczot i nigdy nie mogła się naprawdę rozluźnić. Myślę, Ŝe po prostu bała 
się  namiętności  i  Ŝywiołowych  uczuć.  Całą  energię  i  uwagę  skupiła  na  tym,  by 

background image

zajść  w  ciąŜę,  więc  nasza  miłość  stała  się  mechaniczna.  Nie  było  w  tym  nic 
spontanicznego, ani odrobiny prawdziwego  uczucia.  Znienawidziłem  seks  i nawet 
chciałem  zostawić  Ŝonę.  Ale  jakoś  nie  mogłem  się  na  to  zdobyć.  No,  a  potem 
zdarzył się ten wypadek. 

Wyraz jego twarzy świadczył o tym, jak bolesne były te wspomnienia, a mimo 

to mówił dalej: 

– Mój Ŝal był wielki i naprawdę szczery. PrzecieŜ przeŜyliśmy z sobą siedem lat 

i  Elizabeth  była  matką  mojego  syna.  Mimo  Ŝe  przestałem  ją  kochać,  nadal  była 
moją Ŝoną i umarła duŜo za wcześnie. W dodatku czułem się winny i wyrzucałem 
sobie,  Ŝe  ją  zawiodłem.  Gdybym  się  bardziej  starał,  moŜe  byśmy  się  do  siebie 
zbliŜyli.  Ale  najgorsze  w  tym  wszystkim  było  niejasne  uczucie  ulgi.  Zwyczajnej 
ulgi. Tyle Ŝe nie mogłem się do tego przyznać i nigdy w Ŝyciu nikomu o tym nie 
wspomniałem. 

–  Jestem  pewna,  Ŝe  robiłeś  wszystko,  by  zbliŜyć  się  do  Ŝony  –  wtrąciła  cicho 

Julie. 

– Owszem, próbowałem, ale mi się nie udało. 
– PrzecieŜ ona teŜ była częściowo odpowiedzialna. 
–  Pieszczoty  nic  dla  niej  nie  znaczyły  i  dziecko  teŜ  tego  nie  zmieniło,  więc 

zacząłem  robić  awantury.  Ale  ona  tylko  milczała.  Potrafiła  nie  odzywać  się  do 
mnie całymi dniami. Doprowadzało mnie to do szału. 

–  Teraz  się  nie  dziwię,  Ŝe  uciekałeś  przed  bliŜszymi  kontaktami  z  innymi 

kobietami. I umowa, jaką wymyśliłeś, staje się bardziej zrozumiała. 

– Była logiczna, owszem. – Teal uśmiechnął się krzywo. – Od pierwszej chwili, 

gdy cię poznałem, podświadomie czułem, Ŝe jesteś mi bardzo potrzebna... I nasza 
umowa miała mi pomóc zbliŜyć się do ciebie. 

– Dzięki mnie zacząłeś inaczej widzieć kontakty między kobietą i męŜczyzną, 

prawda? My nigdy nie byliśmy powierzchowni ani zamknięci w sobie, mimo Ŝe się 
o to staraliśmy. 

– Twoja szczerość była pierwszą rzeczą, która mi się w tobie spodobała – rzekł 

Teal i po raz pierwszy uśmiechnął się bez przymusu. 

– Chodźmy do łóŜka – powiedziała Julie, zalotnie patrząc spod rzęs. 
– Co? Znowu? I kto tu bardziej szaleje? 
– Czy nie wiesz, Ŝe łóŜka słuŜą równieŜ do spania? 
–  Dobrze,  Ŝe  juŜ  mam  za  sobą  te  zwierzenia.  Chciałem,  Ŝebyś  mnie 

zrozumiała...  i  Ŝebyś  czuła,  Ŝe  moŜesz  mówić  o  swoim  męŜu.  Jest  ojcem 
Danny'ego, więc nie moŜna go wykreślić z pamięci. Oboje musimy zmienić naszą 

background image

opinię o małŜeństwie. 

Na ustach Julie igrał uwodzicielski uśmiech. 
– Polubiłam seks – wyznała. 
–  ZdąŜyłem  to  zauwaŜyć.  –  Obrzucił  jej  ciało  wzrokiem  pełnym  poŜądania.  – 

Przed chwilą słyszałem coś o spaniu, ale mam inne zdanie na ten temat. 

– Jestem przyzwyczajona do nocnych dyŜurów. Ale najpierw zapalimy ogień w 

kominku, dobrze? 

– Zgoda. A potem podsycimy płomień w naszych sercach. 
 
Wrócili  w  poniedziałek  o  siódmej,  czyli  godzinę  później,  niŜ  się  umówili  z 

Marylee. Teal zajechał przed dom i zatrąbił. Chłopcy wybiegli natychmiast i rzucili 
im się w ramiona. 

– Wracamy do normalnego Ŝycia – zauwaŜył Teal. 
– Mam wraŜenie, Ŝe nie było nas cały miesiąc. Witaj, Danny. 
– Jak się bawiliście? – niewinnie zapytała Marylee. Julie oblała się rumieńcem, 

a Teal odparł spokojnie: 

– Cudownie. A wy? 
– Chłopcom tak się spodobało, Ŝe chcą do nas znowu przyjechać. Co wy na to? 
Julie jeszcze mocniej się zarumieniła. 
– Pomyślimy – rzekł Teal i zwrócił się do syna: – Scott, pomoŜesz mi zanieść 

walizkę na górę? 

– Słyszałam, Ŝe plaŜa jest tam przepiękna. Czy to prawda? – spytała Marylee. 
Nie byli na niej ani razu. 
– Skały są szare, woda błękitna, a plaŜa piaszczysta – odparł Teal. – Chodźcie, 

musimy się czegoś napić. 

Zasiedli pod klonem, chwilę porozmawiali, po czym Marylee odjechała. 
– Tęskniłeś za mną, Danny? – spytała Julie. 
Chłopcy wymienili porozumiewawcze spojrzenia. 
– Trochę... Mamy dla was niespodziankę. 
– Jest w piwnicy – dorzucił Scott. 
– Znowu coś się zepsuło? – zapytał Teal. 
–  Nie.  –  Chłopcy  z  trudem  hamowali  śmiech.  –  Pospieszcie  się,  bo  chcemy 

wam koniecznie pokazać. 

Teal wstał i wyciągnął rękę. 
– No, to chodźmy od razu. 
Chłopcy przystanęli przy drzwiach, a Danny wyjaśnił: 

background image

– Niespodzianka leŜy w kącie koło pieca. Na pewno się wam spodoba. Musicie 

po nią iść razem. 

– A czy to gryzie? – podejrzliwie spytała Julie. 
– Nie bój się, mamo, nie gryzie. A zresztą pan Teal cię obroni. 
–  Danny,  chyba  nie znalazłeś  jakiegoś  przybłędy?  Wiesz,  Ŝe pani  LeMarchant 

nie zgodzi się na Ŝadnego psa. 

– Idźcie zobaczyć. 
Julie  i  Teal  wzruszyli  ramionami  i  zeszli  na  dół.  W  piwnicy  było  mroczno  i 

brudno. Kiedy podeszli do pieca, usłyszeli trzask zamykanych drzwi. 

– A ci co tam wyprawiają? – spytał zaskoczony Teal. 
– Nie wiem. – Julie miała uraz na punkcie piwnic, więc natychmiast krzyknęła: 

– Danny, otwórz drzwi! 

– A czy juŜ znaleźliście niespodziankę? 
– Popatrz, Julie. Chyba dano nam ultimatum. 
– Czy na pewno nie ma tu szczurów? – Julie rozejrzała się niespokojnie. 
– Nigdy ich tu nie widziałem, więc chyba nie ma. – Teal uśmiechnął się. – Ale 

jeśli Einstein się tu przeniesie, na pewno nie będzie ani jednego. 

–  Co  to  ma  znaczyć?  O  czym  ty  mówisz?  Danny  nigdy  się  z  tym  kotem  nie 

rozstanie. 

– NajdroŜsza moja, ostatnio stale powtarzałem, Ŝe cię kocham, ale jednej rzeczy 

nie powiedziałem ci ani razu. Chcesz wiedzieć, co to takiego? 

– Ani razu nie zaproponowałeś, Ŝebyśmy poszli na plaŜę. 
– Rzeczywiście. Ale przede wszystkim nie zaproponowałem ci małŜeństwa. 
Uśmiechał się, lecz w oczach miał niezwykłą powagę. 
– Nie miałeś kiedy, bo prawie nie wychodziliśmy z łóŜka. 
– Julie, czy mogę prosić cię o rękę? 
– Najlepszym dowodem, Ŝe mnie kochasz jest to, Ŝe chcesz wziąć Einsteina. 
– Pani Ferris, proszę o powaŜną odpowiedź na moje pytanie. 
–  Panie  Carruthers,  zgadzam  się  poślubić  pana,  ale  pod  warunkiem,  Ŝe 

podpiszemy nową umowę. Taką, która nie będzie zabraniać amorów. 

Teal złoŜył na jej ustach gorący pocałunek. 
–  To  najlepsza  pieczęć  –  zauwaŜył.  –  Ja  teŜ  dorzucę  nowy  warunek:  musisz 

polubić prawników. 

– Dobrze. A teraz pokaŜ mi tę niespodziankę. 
Teal  wyciągnął  z  kieszeni  pogniecioną  kartkę  papieru  ze  słowami:  „Chcemy, 

Ŝ

ebyście  się  pobrali.  Wypuścimy  was  dopiero  wtedy,  gdy  się  zdecydujecie.  Koło 

background image

pieca jest chleb i woda. Szczurów nie ma". 

Julie skrzywiła się. 
–  Rozczarowałeś  mnie.  Widzę,  Ŝe  mi  się  oświadczyłeś  tylko  dlatego,  Ŝeby  tu 

nie umrzeć z głodu. 

–  Zgadłaś.  Ale  poza  tym  kocham  cię,  pragnę  i  potrzebuję.  To  nie  ma  nic 

wspólnego z naszymi synami i z głodówką, jaką nam zagrozili. Powinnaś juŜ być o 
tym przekonana. A ślub moŜemy wziąć jeszcze w tym miesiącu. 

– Dobrze – zgodziła się uszczęśliwiona. 
– No to załatwione – rzekł Teal i znów ją pocałował. – Powiemy chłopcom od 

razu, czy trochę ich przetrzymamy w niepewności? 

–  Od  dzisiaj  będę  inaczej  patrzeć  na  piwnice,  ale  jednak  wolałabym  jak 

najszybciej stąd wyjść. 

–  Chłopcy!  –  krzyknął  Teal.  –  MoŜecie  nas  wypuścić.  Postanowiliśmy  się 

pobrać. 

–  Ale  szybko!  –  W  głosie  Danny'ego  brzmiała  nuta  rozczarowania.  – 

Myśleliśmy, Ŝe to będzie jak w tym filmie o rycerzach... 

Miesiąc później odbył się ślub.