background image

 

 

 
 
 

 

 
 
 
 

                             SUSAN CROSBY 

 

                              Zmowa aniołów 

 
 
 
 
 
 
 
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

background image

 

 

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

 
Luke miał trzydzieści cztery lata, był dobrze sytuowany, dość 

przystojny i bardzo znany. Siedząc w fotelu, kontemplował listę, 
którą  sporządził  sobie  kilka  dni  temu.  Na  liście  tej  było  osiem 
nazwisk:  osiem  kandydatek  na  stałą  posadę  żony  Lucasa 
Walkera. 

Rzucił  kartkę  na  biurko,  odwrócił  fotel  i  spojrzał  przez  okno 

na pokryte styczniowym śniegiem góry. 

Za  dużo  zmian  naraz,  pomyślał.  Jeszcze  nie  tak  dawno 

wiedziałem, kim jestem i gdzie jest moje miejsce, a teraz nic nie 
wiem. 

Zadane  mimochodem  przez  jakiegoś  dziennikarza  pytanie 

sprawiło,  że  Luke  postanowił  się  ustatkować.  Doszedł  do 
wniosku, że im więcej nowych ról przyjmie teraz na siebie, tym 

łatwiej będzie mu wybrać tę najodpowiedniejszą. 

Do gabinetu zajrzała sekretarka. 
- Twój gość już jest - powiedziała. 
- Mam umówione spotkanie? - zapytał. Nie pamiętał, żeby się 

z kimś umawiał. 

- Ariel Minx - przypomniała sekretarka. 
-  Ariel  Minx?  -  Luke  pochylił  się  nad  biurkiem.  Czyżby  w 

piekle wygasili ogień? 

- Chyba nie uzgadniałam z tobą tego spotkania - powiedziała 

sekretarka  po  chwili  zastanowienia.  -  Ta  pani  zadzwoniła  dziś 
rano. Mówiła, że koniecznie musi się z tobą zobaczyć. Ty akurat 
byłeś na konferencji... 

- Nie ma sprawy. -  Lukę machnął ręką. Ariel Minx jak żywa 

stanęła  mu  przed  oczami:  drobna,  świetnie  zbudowana 
blondynka.  W  czarnym  kostiumie  kąpielowym  wyglądała  jak 
marzenie. 

-  To  prywatna  sprawa  czy  załatwiasz  jakiś  interes?  Będę 

potrzebna? 

Lukę wrzucił do szuflady leżącą na stole listę. 

1

RS

background image

 

 

- Raczej interesy - powiedział. - Poznałem tę panią w zeszłym 

roku  na  rejsie  charytatywnym.  Przetrzymaj  ją  chwilę, 
Marguerite,  a  potem  wprowadź.  Dam  ci  znać,  jeśli  będę  cię 
potrzebował. 

Ledwie  Marguerite  zamknęła  za  sobą  drzwi,  Lukę  wstał  z 

fotela,  wziął  kule  i  pokuśtykał  do  wieszaka,  na  którym  wisiała 
jego marynarka.  Włożył  ją,  a  kule  ukrył  w łazience,  żeby  Ariel 
ich nie zauważyła. 

Za  nic  na  świecie  nie  chciał  się  stać  jeszcze  jednym 

podopiecznym tej niezwykłej kobiety. 

Ariel  Minx  znała  się  na  ludziach,  ale  co  do  Lucasa  Walkera 

okropnie  się  pomyliła.  Zdawało  jej  się,  że  biuro  znanego 
piłkarza,  który  został  prezesem  Titana  -  firmy  produkującej 
obuwie  sportowe  -  powinny  wypełniać  trofea  sportowe. 
Tymczasem nie było tu ani pucharów, ani oprawionych w ramki 
fotografii z okładek sportowych czasopism, ani w ogóle nic, co 
pasowałoby  do  wizerunku  mocnego  mężczyzny.  Podczas  rejsu 
opowiadał, że poluje i łowi ryby. W znamienitym towarzystwie. 
Ariel  nie  potrafiła  orzec,  czy  była  to  prawda,  czy  tylko  czcze 
przechwałki.  W  każdym  razie  w  gustownie  urządzonym  biurze 
Lucasa Walkera nie było ani śladu trofeów - czy to myśliwskich, 
czy sportowych. 

Meble  były  wygodne,  a  z  okna  rozciągał  się  widok  na  góry 

Sierra Nevada. Przepiękne  jezioro  Tahoe  znajdowało  się tuż  za 
najbliższym pasmem gór. Ariel mijała je, jadąc na spotkanie. 

Co  za  facet,  pomyślała.  Nawet  gust  ma  dobry!  A  jego 

oczywistym zaletom naprawdę trudno się oprzeć. 

- Co za zaszczyt! - zawołał Luke, wchodząc do pokoju. -Cóż 

cię sprowadza w moje skromne progi? 

Ariel  pamiętała,  że  był  wspaniałym  mężczyzną,  ale  w 

garniturze...  Zaraz  jednak  wytłumaczyła  sobie,  że  wszyscy 
panowie zazwyczaj doskonale się prezentują w garniturach. 

A  jednak  ten  mężczyzna  był  naprawdę  imponujący. 

Granatowy  garnitur  doskonale  harmonizował  z  kolorem  jego 

2

RS

background image

 

 

oczu,  a  złoty  wzór  na  krawacie  miał  barwę  jego  włosów,  w 
których teraz odbijało się popołudniowe słońce. 

-  Zaniemówiłaś?  -  zapytał  kpiąco.  Jakby  byli  dobrymi 

znajomymi. 

Ariel  nie  wiedziała,  jak  się  zachować.  Lucas  Walker  był 

człowiekiem,  przy  którym  traciła  głowę.  Ona,  która  zawsze 
przewodziła  wszelkim  komitetom,  która  potrafiła  nakłonić 
polityków  i  inne  znane  osobistości,  aby  poświęciły  swój  czas  i 
pieniądze na cele dobroczynne. Ona, Ariel Minx, plątała się jak 
panienka,  kiedy  miała  rozmawiać  z  Lucasem  Walkerem.  I 
dlatego  właśnie  unikała  go  jak  zarazy.  Od  tamtego  pamiętnego 
rejsu, który  ona  zorganizowała,  a  w  którym  on  brał udział jako 
najjaśniejsza gwiazda amerykańskiego sportu. 

Powiedziała  mu  wtedy,  że  nie  życzy  sobie,  żeby  jej  szukał. 

Wprawdzie  była  nieco  zdziwiona,  może  nawet  niezadowolona, 

że  bez  sprzeciwu  wykonał  jej  polecenie,  ale  nie  poświęcała  tej 
sprawie zbyt wiele czasu. Myślała o Luke'u co najwyżej raz, no, 
może kilka razy dziennie. 

-  Dzień  dobry  -  powiedziała.  -  Jak  zwykle  jesteś  szarmancki 

do przesady. 

Roześmiał  się.  Poprowadził  swego  gościa  do  kanapy  i  oboje 

usiedli. 

- Skoro tak się ubrałaś - musnął palcem rękaw jej wełnianego 

kostiumu - to chyba masz do mnie jakiś interes. 

Ariel była pod wrażeniem jego bliskości. Nie po raz pierwszy 

musiała odganiać od siebie wyobrażenia o nim jako o kochanku. 

-  Rzeczywiście,  mam  do  ciebie  prośbę  -  powiedziała.  -

Sądziłam, że nie wypada załatwiać tego przez telefon. 

-  Napijesz się  czegoś?  - zapytał.  Nie  czekając na  odpowiedź, 

nacisnął  guzik  interkomu.  -  Czy  możesz  nam  podać  herbatę, 
Marguerite? 

- W tej chwili - odparła sekretarka. 
-  A  wiec  nie  jest  to  sprawa  na  telefon  -  powtórzył,  jakby 

chciał jej udowodnić, że nie uronił ani jednego słowa. 

3

RS

background image

 

 

-  A  może  chciałabym  się  napić  kawy?  -  Ariel  spojrzała  na 

niego z wyrzutem. 

- Nie pijasz kawy. 
- A ty skąd wiesz? 
- Zapomniałaś, że podczas rejsu jadaliśmy przy jednym stole? 

Zawsze  zamawiałaś  herbatę.  Czarną.  Bez  cukru  i  mleka. 
Rozsądny  mężczyzna  zapamiętuje,  co  lubi  kobieta.  A  ta  pani, 
która siedziała z drugiej strony... 

-  Ta,  do  której  robiłeś  słodkie  oczy,  dopóki  nie  przysiadł  się 

do nas jej mąż? 

- Ja tylko chciałem być miły. No więc ta pani lubiła campari i 

ciągle  je  zamawiała.  Z  kolei  ta,  która  siedziała  naprzeciwko 
mnie, piła wyłącznie mleko. Była w szóstym miesiącu ciąży. 

- Została jeszcze pani Kent. 
- Pijała sherry, prawda? 
- Chcesz, żebym się ekscytowała tym, że pamiętasz, co lubię, 

skoro pamiętasz także gusty wszystkich innych gości? 

-  Nie  wiem,  czy  chciałem,  żebyś  się  ekscytowała,  kochanie. 

Pragnąłem 

tylko, 

żebyś  wiedziała,  że  zauważyłem  i 

zapamiętałem. 

Ariel  uśmiechnęła  się.  Niechętnie.  Przy  tym  człowieku  nie 

sposób  było  się  nie  uśmiechać.  Był  taki  zabawny.  O  tym  także 
zapomniała.  Był  jedynym  nieżonatym  mężczyzną  na  statku, 
toteż czasami, albo raczej przeważnie, ona i Lukę tworzyli parę. 
Nie niepokoił jej.  Nawet  nie  patrzył  na  nią  pożądliwie. Ale  jak 
tylko stali się parą, bo przecież oboje byli bez pary, Ariel jemu 
musiała poświęcać całą swoją uwagę. Opowiadał jej niezliczone 
historie,  które  mogły  być  prawdziwe  albo  całkiem  zmyślone. 
Udało  mu  się  nawet  wydłubać  niewielką  dziurkę  w  murze, 
którym się otoczyła. Instynktownie czuła, że nie poradzi sobie z 
nim tak  łatwo,  jak  radziła  sobie  z  innymi  mężczyznami. Zanim 
zawinęli  do  portu,  dziura  była  już  tak  duża,  że  Lukę  bez  trudu 
mógłby się przedostać do środka. Toteż kiedy po zejściu na ląd 
zapytał  ją,  czy  jeszcze  kiedyś  się  spotkają,  Ariel,  bez  chwili 

4

RS

background image

 

 

namysłu,  powiedziała,  że  to  niemożliwe.  Lukę  spełnił  jej 

życzenie.  Im więcej czasu upływało od zakończenia rejsu, tym 
bardziej  była  przekonana,  że  dobrze  zrobiła.Ale  teraz,  kiedy 
znów  go  zobaczyła,  wszystkie  uczucia  wróciły  z  nową  siłą. 
Pomyślała  sobie  nawet,  że  może  nie  należało  do  niego 
przyjeżdżać... 

- Co mogę dla ciebie zrobić, kochanie? - zapytał tak czule, że 

mało  brakowało,  a  rzuciłaby  się  mu  na  szyję.  Bała  się,  że  to 
uczucie odmalowało się na jej twarzy zbyt wyraźnie. 

-  Przyjechałam  służbowo,  Lucas.  -  Na  wszelki  wypadek 

wyprostowała plecy i dumnie uniosła głowę do góry. 

- Lucas? - powtórzył zdziwiony. - Nikt oprócz mojej babci tak 

do  mnie  nie  mówi.  I  nawet  ton  twojego  głosu  jest  taki  sam: 
kolczasty jak kaktus. 

-  Przepraszam.  -  Ariel  znów  oparła  się  o  miękkie  poduszki 

kanapy.  -  Bardzo  jestem  ostatnio  spięta.  Nie  chciałam  się  na 
tobie wyładowywać. 

- Jestem wdzięcznym celem, co? 
-  Może  aż  nazbyt  wdzięcznym.  Nie  należało  mi  na  to 

pozwalać. - Musnęła jego dłoń na przeprosiny. 

Ariel zamarła, kiedy Lukę ujął ją za rękę. Podczas rejsu często 

to  robił.  Ale  zawsze  publicznie,  zwłaszcza  wtedy,  kiedy  chcąc 
uniknąć  zalotów  jakiejś  wielbicielki,  udawał,  że  stanowią  parę. 
A  kiedy  przed  posiłkiem  odsuwał  jej  krzesło,  zawsze  muskał 
ramię Ariel i dopiero potem siadał na swoim miejscu. 

No i tańczyli razem. Lukę był wspaniałym tancerzem, lecz to 

nie  jego  posuwisty  krok  sprawiał,  że  dech  jej  w  piersiach 
zapierało, a policzki płonęły. Czuła, że coś ją do niego popycha, 
choć  nie  wiedziała,  co  by  to  być  mogło.  Gdyby  nie  bała  się 
ogarniającego 

ją 

pożądania, 

zapewne 

przyjęłaby 

jego 

propozycję  spotkania  się  po  rejsie.  Lucas  Walker  był  bardzo 
popularny.  Informacje  o  jego  życiu  ukazywały  się  na 
pierwszych stronach gazet i wszyscy wszystko o nim wiedzieli. 
Ariel nie mogła sobie pozwolić na związek z tak bardzo znanym 

5

RS

background image

 

 

mężczyzną.  Jeśli  oczywiście  chciała  zachować  spokój,  który 
udało jej się osiągnąć z niemałym trudem. 

Odmówiła  mu  także  dlatego,  że  on  był  postawnym 

mężczyzną,  a  Ariel  drobną  kobietą.  Nie  chodził,  tylko  biegał,  i 
miał  owłosioną  pierś.  Ariel  nie  przepadała  za  takimi 
mężczyznami. 

A  jednak  dotknięcie  jego  dłoni  wystarczyło,  żeby  drżała  jak 

galareta. Przeniosła spojrzenie z ich połączonych dłoni na twarz 
Luke'a.  Miał  taką  minę,  jakby  samo  siedzenie  obok  niej 
sprawiało  mu  przyjemność.  To  było  zupełnie  nie  w  jego  stylu. 
Zazwyczaj miał tyle do powiedzenia. 

Do  pokoju  weszła  sekretarka.  Przyniosła  tacę  z  dzbankiem 

świeżo zaparzonej herbaty, dwa kubki i talerzyk z ciasteczkami. 

Ariel usiłowała wyzwolić dłoń z uścisku Luke'a, ale jej się to 

nie udało. 

- Coś jeszcze? - zapytała Marguerite. 
- Proszę nam nie przeszkadzać. 
- Oczywiście, proszę pana. 
Lukę  puścił  dłoń  Ariel  dopiero  wtedy,  kiedy  Marguerite 

zamknęła za sobą drzwi. 

- Nie musisz mnie zabawiać. Przyjechałam załatwić interesy. - 

Ariel zauważyła, z jaką gracją nalewał herbatę. Czy to możliwe, 

żeby ktoś, kto ma takie wielkie dłonie, mógł być delikatny? 

-  Nie  wiem,  jak  ty  załatwiasz  interesy,  ale  ja  zawsze  staram 

się,  żeby  rozmowy  przebiegały  w  miłej  atmosferze.  -  Podał  jej 
kubek. - Dla ciebie mam mnóstwo czasu. 

- Założę się, że innych partnerów nie trzymasz za rękę. 
- Masz rację, kochanie. - Lukę posłał jej zabójczy uśmiech. 
- I nie mówisz do nich „kochanie". 
-  Znów  trafiłaś.  I  żadnego  z  nich  nigdy  nie  widziałem  w 

kostiumie  kąpielowym.  -  Spoważniał.  -  Jesteś  zdenerwowana. 
Powiedz mi, o co chodzi. 

Lukę pił herbatę. Przyglądał się dłoniom Ariel, obejmującym 

gorący kubek. Od razu zauważył, że się denerwuje. Nie wiedział 

6

RS

background image

 

 

tylko,  dlaczego.  Albo  przez  niego,  albo  z  powodu  tej  sprawy, 
która  ją  do  niego  sprowadziła.  Nie  mógł  się  doczekać,  kiedy 
wreszcie wszystkiego się dowie. 

-  Twoja  drużyna  dostała  się  do  finałów  i  przez  to  moja 

olimpiada może się nie udać - wybuchnęła Ariel. - Te dzieci mi 
zaufały,  a  ja  je  zawiodę.  Czego  jak  czego,  ale  zawiedzionych 
nadziei to im w życiu nie brakuje. No i dlatego chciałabym... 

- Zaczekaj - przerwał jej Luke. - Czy mogłabyś zacząć jeszcze 

raz? Nic z tego nie rozumiem. 

- Dobrze, opowiem wszystko po kolei. - Ariel wzięła głęboki 

oddech  i  zaczęła  mówić.  Tym  razem  już  spokojniej.  -
Wymyśliłam  taką  lokalną  olimpiadę  sportową.  Wiesz,  w  zimie 
ludzie  są  ociężali,  nikomu  nic  się  nie  chce,  więc  pomyślałam 
sobie,  że  można  by  ich  ruszyć  sprzed  telewizorów.  Przy  okazji 
chciałam zebrać trochę pieniędzy dla Centrum Młodzieży w San 
Francisco. Słyszałeś o nim może? 

- Raczej nie. 
-  To  wspaniała  instytucja.  Doskonale  wyposażona  i 

zlokalizowana  we  właściwym  miejscu:  tam,  gdzie  mieszkają 
najbiedniejsi. Chciałam tam zorganizować zawody sportowe dla 
dzieci, coś w rodzaju małej olimpiady. Nazwałam to Olimpiadą 
Podwórkową. Dla dorosłych miała być aukcja, a wieczorem bal. 
Miałam  nadzieję,  że  uda  mi  się  namówić  miejscowych 
przedsiębiorców  na  sfinansowanie  zawodów  w  poszczególnych 
dyscyplinach  sportowych.  Gazety  narobiłyby  pewnie  szumu 
wokół tego wydarzenia, co przyciągnęłoby na olimpiadę więcej 
dzieciaków.  Mogłyby  się  przekonać,  że  są  w  tym  mieście 
miejsca,  gdzie  można  przyjść  i  bezpiecznie  się  pobawić. 
Zwłaszcza  w  zimie  nie  mają  po  temu  wielu  możliwości. 
Olimpiada miała się odbyć w ostatnim tygodniu stycznia. 

- Finały piłkarskie - mruknął Luke. 
-  Czyli  za  dwa  tygodnie  -  dokończyła  Ariel,  jakby  wcale  go 

nie  słyszała.  -  Nikt  się  nie  spodziewał,  że  twoja  drużyna 
dostanie  się  do  finałów...  bez  ciebie.  Wszyscy  sprawozdawcy 

7

RS

background image

 

 

sportowi  twierdzili,  że  to  niemożliwe.  Zresztą  do  niedawna 
wydawało się, że mają rację. No i wiesz, co się stało. 

- Ożyli - podsumował Luke. 
-  Coś  w  tym  rodzaju.  W  każdym  razie  ja  mam  teraz  kłopot. 

Jesteś moją jedyną nadzieją. 

- W jakim sensie? 
-  Centrum  jest  finansowane  wyłącznie  ze  środków 

prywatnych.  Nie  ma  żadnych  dotacji.  Ani  z  budżetu  państwa, 
ani od władz lokalnych. Zrobiono tam remont generalny, dzięki 
czemu mogą przyjąć o połowę więcej dzieci. Tyle że kompletnie 
się  spłukali.  Kilku  zawodników  twojej  drużyny  obiecało  wziąć 
udział  w  naszej  olimpiadzie,  ale  skoro  weszli  do  finału,  to 
przecież nie mogą. A bez nich cała impreza weźmie w łeb. 

Luke wstał i podszedł do okna. 
-  Nie  możecie  zmienić  terminu?  -  zapytał  po  chwili,  nie 

odwracając się nawet do niej. 

-  Właściwie  byśmy  mogli,  ale  wszystko  od  dawna  jest 

gotowe, a wierz mi, że było co przygotowywać. Nawet dzieci mi 
pomagały.  Niektóre  brały  udział  w  rozmowach  z  miejscowymi 
przedsiębiorcami.  Nauczyły  się  negocjować  i  radzić  sobie  z 
bogatymi  dorosłymi  ludźmi.  Dla  nich  to  naprawdę  ważne.  A 
jeszcze  ważniejsze,  żeby  ludzie  w  nie  uwierzyli,  zrozumieli, 
jakie  te  dzieci  mają  potrzeby.  Jeśli  nie  uzyskam  wsparcia 
głównego sponsora mojej olimpiady, to wszystko diabli wezmą. 
Także  pieniądze,  które  już  w  to  przedsięwzięcie  włożyliśmy. 
Mieliśmy  zamiar  zorganizować  podobną  imprezę  w  lecie,  ale 
chyba nie damy rady. 

- Teraz już chyba wiem, po co przyjechałaś. Chciałabyś, żeby 

moje przedsiębiorstwo zostało głównym sponsorem. 

- Czy mógłbyś? Dla tych dzieci to takie ważne. 
Luke powoli odwrócił się od okna. Właściwie nie zastanawiał 

się  nad  odpowiedzią,  bo  co  miał  odpowiedzieć,  skoro  cel  był 
taki  ważny.  1  jeszcze  ten  wyraz  oczekiwania  malujący  się  na 
twarzy Ariel... 

8

RS

background image

 

 

-  Nigdy  wcześniej  tego  nie  robiłaś,  prawda,  kochanie?  -

zapytał. 

- Czego? 
- Nie zabiegałaś o sponsorów. 
- Dlaczego tak uważasz? 
- Bo robisz to dokładnie tak, jak nie należy tego robić. 
- Luke podszedł do biurka. Postawił na nim pusty już kubek. 
-  Przychodząc  do  kogoś  z  taką  prośbą,  powinnaś  liczyć się z 

odmową i przygotować się do obrony swoich argumentów. Nie 
twierdzę,  że  podejście  emocjonalne  jest  niewłaściwe,  ale 
doświadczeni  negocjatorzy  tę  taktykę  zostawiają  sobie  na 
koniec. 

- Kulejesz. 
- Niezła zmiana tematu. Naprawdę ci się to udało - roześmiał 

się Luke. 

-  Ale  to  prawda  -  obruszyła  się  Ariel.  -  Podobno  miałeś 

operację. Czyżby nie pomogła? 

-  Pomogła,  ale  rehabilitacja  trwa  bardzo  długo.  To  naprawdę 

nic  poważnego.  -  Usiadł  przy  biurku  i  wystukał  coś  na 
klawiaturze komputera. 

-  Przykro  mi  było,  kiedy  się  dowiedziałam,  że  wycofałeś  się 

ze sportu. Pewnie nie było ci łatwo. 

- Na pewno łatwiej niż innym. Mam swoją firmę. Pracowałem 

w Titanie, odkąd skończyłem dwadzieścia dwa lata. Oczywiście 
tylko  od  czasu  do  czasu.  Mój  dziadek  właśnie  doszedł  do 
wniosku, że najwyższy czas, żeby oboje z babcią zwiedzili sobie 
Amerykę. Wiec, jak widzisz, wszystko się dobrze złożyło. 

Ariel nie wiedziała, czy Luke siebie oszukuje, czy też ją chce 

przekonać,  że  pożegnanie  ze  sportem  niewiele  go  kosztowało. 
Ach,  ci mężczyźni,  pomyślała.  Zawsze  tacy  twardzi.  Nie  dadzą 
po sobie poznać, że cierpią. 

Nie  mogła  spokojnie  usiedzieć  na  miejscu.  Luke  sprawdzał 

coś  w  komputerze.  Ariel  miała  nadzieję,  że  ma  to  istotny 
związek  z  dotacją,  po  którą  do  niego  przyjechała.  Podeszła  do 

9

RS

background image

 

 

okna.  Przykleiła  nos  do  szyby.  Nie  musiała  się  długo 
zastanawiać  nad  tym,  dlaczego  nie  zapamiętała  wszystkich 
wskazówek,  jakich  udzielił  jej  kolega  od  dawna  kwestujący  u 
bogatych  ludzi.  To  znaczy  zapamiętała,  tylko  wszystko  jej  się 
poplątało, kiedy znów zobaczyła Luke'a. Przyjechała do niego w 
nadziei,  że  będzie  miała  okazję  spędzić  z  nim  trochę  więcej 
czasu. 

Luke  miał  rację  -  nie  potrafiła  prosić  o  pomoc.  Dlatego 

właśnie zawsze miała pełne ręce roboty. Wolała zrobić wszystko 
sama, niż zwracać się do kogokolwiek, żeby jej pomógł. 

- Nie stęskniłaś się za mną przypadkiem? - zapytał ni stąd, ni 

zowąd  Luke.  Odwrócił  się  od  komputera  i  przyglądał  się  jej 
uważnie,  jakby  nie  dowierzał  słowom  i  z  jej  twarzy  chciał 
wyczytać prawdziwą odpowiedź. 

-  Może  troszeczkę.  -  Ariel  mocno  ścisnęła  swój  zimny  już 

kubek. 

-  Troszeczkę?  Wspominałaś  mnie  choć  raz  w  tygodniu?  A 

może tak bardzo, że wolisz mi o tym nie mówić? 

-  Mniej  więcej  w  połowie  między  jedną  a  drugą 

ewentualnością. 

-  Czy  ty  już  zawsze  będziesz  dla  mnie  taka  przykra?  Ja 

przecież nic złego nie robię. Tylko cię podziwiam. 

- Masz specyficzny sposób wyrażania podziwu. Podczas rejsu 

nie  pozwoliłeś  mi  z  nikim  słowa  zamienić.  Tym  statkiem 
płynęło wielu moich przyjaciół. I to takich przyjaciół, którzy są 
dla mnie prawie jak rodzina. 

-  Rodzina  -  powtórzył  z  namysłem.  -  Zastanówmy  się,  co  to 

słowo oznacza. Kogo ty uważasz za członka rodziny? 

-  Ludzi,  o  których  się  troszczę  -  odparła  bez  wahania,  choć 

wcale nie miała ochoty rozmawiać z nim na ten temat. - Ludzi, 
których kocham i na których zawsze mogę polegać. 

- A więc nie muszą być z tobą spokrewnieni? 
-  Mam  tylko  jedną  krewną  -  odparła  i  zaraz  tych  słów 

pożałowała. W spojrzeniu Luke'a wyczytała litość. 

10

RS

background image

 

 

- A kto to taki, jeśli wolno spytać? 
-  Moja  ciotka,  Bonnie.  Najbardziej  zwariowana  kobieta  na 

całej kuli ziemskiej. 

- W jakim sensie? 
-  W każdym.  Nie  potrafi  usiedzieć  na  jednym  miejscu dłużej 

niż kilka miesięcy. Dzięki niej zwiedziłam całą Europę. To było 
lepsze od najlepszej szkoły. - Ariel postawiła kubek na biurku. - 
Czy  możesz  mi  już  odpowiedzieć,  Lucas?  Pomożesz  mi  czy  te 
biedne  dzieci  będą  musiały  dorastać  na  ulicy?  Ich  przyszłość 
leży w twoich rękach. 

- Całkiem nieźle, kochanie. A więc jeśli zostaną przestępcami, 

to tylko z mojej winy? 

- Możesz coś zmienić w ich życiu. 
Nagle  jakiś  kobiecy  glos  oznajmił,  że  poczta  komputerowa 

czeka  na  odbiór.  Luke  nacisnął  kilka  klawiszy,  przeczytał 
informację,  która  pojawiła  się  na  monitorze,  po  czym  go 
wyłączył. Wstał i podszedł do Ariel. 

-  Dlaczego  właśnie  mnie  przyjechałaś  prosić  o  pomoc?  -

zapytał. 

-  Pomyślałam  sobie,  że  jeśli  ktokolwiek  może  w  ostatniej 

chwili uratować naszą olimpiadę, to tylko i wyłącznie ty. Wiem, 

że wszystkie przedsiębiorstwa decydują, ile pieniędzy wydadzą 
na cele dobroczynne na początku roku finansowego, ale miałam 
nadzieję,  że  ty  potrafisz  poradzić  sobie  z  zarządem  własnej 
firmy.  Pomyślałam  także,  że  skoro  i  tak  przyjedziesz  do  San 
Francisco na mecz swojej drużyny, to może zechcesz wpaść na 
naszą olimpiadę. 

- No cóż... Pomyliłaś się. 

 
 
 
 
 
 

11

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ DRUGI 

 
-  Rozumiem.  -  Ariel  zesztywniała.  Miała  wrażenie,  jakby 

nagle  przybyło  jej  pięćdziesiąt  kilogramów,  a  wszystkie 
umiejscowiły się w nogach. Obawiała się, że nie będzie w stanie 
nimi poruszać, że jej nie posłuchają, kiedy zechce wyjść z tego 
pokoju. A powinna wyjść jak najprędzej, jeśli nie miała zamiaru 
jeszcze bardziej się wygłupić. - Przepraszam, że zajęłam ci tyle 
czasu. 

-  Nie  powiedziałem,  że  ci  nie  pomogę.  Mówiłem,  że  się 

pomyliłaś,  ale  to  dotyczyło  mojej  obecności  na  meczu 
finałowym  Dustersów.  Jeśli  idzie  o  resztę,  to  prawdopodobnie 
uda mi się coś załatwić. Prosiłem o informacje na temat tego, ile 
możemy  wam  dać  pieniędzy,  a  ile  towaru  -  powiedział  Luke.  -
Odpowiedź  dostanę  zaraz,  jak  tylko  księgowość  dokona 
potrzebnych  obliczeń.  Jednak  zanim  zaangażujemy  się  w  to 
przedsięwzięcie, musimy sprawdzić Centrum. Mamy obowiązek 
starannie dobierać organizacje, którym pomagamy. Powodzenie 
naszego  przedsiębiorstwa  w  dużym  stopniu  zależy  od  opinii 
publicznej. No i oczy wiście od jakości naszych produktów. Nie 
możemy brać udziału w żadnym wątpliwym przedsięwzięciu. 

Ach, więc nie jest bezwzględnym biznesmenem, za jakiego go 

uważałam,  pomyślała  Ariel  z  ulgą.  Zysk  nie  jest  dla  niego 
najważniejszy. 

Nie  wiedziała  dlaczego,  ale  to  odkrycie  sprawiło  jej 

prawdziwą  przyjemność.  Była  bardzo  zadowolona,  że 
niewłaściwie go oceniła. 

- Centrum Młodzieży na pewno ci się spodoba - powiedziała. 

-  Ale  same  pieniądze  nie  uratują  mojej  olimpiady.  Potrzebuję 
nagłośnienia tej sprawy. Tego, że ty i Titan nam pomagacie. 

- Tak sądzisz? - Luke się do niej uśmiechnął. - Chciałbym cię 

jeszcze  o  coś  zapytać.  Czy  badałaś  inne  możliwości?  Czy  ja 
naprawdę jestem twoją ostatnią deską ratunku? 

12

RS

background image

 

 

-  Nie.  -  Ariel  pokręciła  głową.  -  Byłeś  pierwszym 

człowiekiem,  o  którym  pomyślałam.  Naprawdę  jestem  w 
sytuacji  bez  wyjścia.  Nie  możemy  sobie  pozwolić  na  utratę 
zainteresowania  mediów,  a  ty  jesteś  znaną  osobistością. 
Wszystkie gazety San Francisco będą o tobie pisały. 

-  Jeśli  okaże  się,  że  nie  ma  żadnych  przeciwwskazań,  Titan 

zostanie  oficjalnym  sponsorem  tej  twojej  olimpiady.  Ale  nie 
ciesz  się  na  zapas.  Zanim  do  czegoś  dojdzie,  trzeba  pokonać 
sporo przeszkód. 

-  Ty  musisz  je  pokonać  czy  ja?  -  zapytała  z  bijącym  sercem 

Ariel. 

-  Być  może  oboje.  -  Delikatnie  pogłaskał  ją  po  głowie.  -

Pierwszy  raz  widzę  cię  z  włosami  upiętymi do  góry. Chyba mi 
trochę  brakuje  tej  złotej  kaskady  spływającej  po  twoich 
ramionach.  O  ile  dobrze  sobie  przypominam,  to  twoje  brązowe 
oczy nigdy nie były takie ciemne ani takie tajemnicze. Powiedz, 

że za mną tęskniłaś, kochanie. 

- Jak mucha za lepem, kochanie. 
-  Pamiętasz  ostatni  wieczór  naszego  rejsu?  -  Luke  podszedł 

trochę  bliżej.  -  Chciałem  cię  wtedy  pocałować,  ale  wszystko 
zepsułaś.  Kiedy  cię  zapytałem,  czy  się  jeszcze  kiedyś 
zobaczymy,  powiedziałaś  mi,  że  dopiero  wtedy,  jak  ogień 
piekielny wygaśnie. 

-  A  więc  jednak  pamiętasz  -  westchnęła  Ariel.  -  Miałam 

nadzieję, że zapomniałeś. 

- Wątpię, czy kiedykolwiek uda mi się ciebie zapomnieć. 
-  Nic  dziwnego  -  odrzekła  drwiąco.  Musiała  jakoś  zagłuszyć 

oszalałe  bicie  swego  serca.  -  Pewnie  niewiele  kobiet  dało  ci 
kosza. 

- Uważasz, że skoro jestem znany, to nie muszę prosić kobiet 

o spotkanie, jak każdy normalny mężczyzna? Nie ty jedna dałaś 
mi kosza. 

-  Jakoś  trudno  mi  w  to  uwierzyć.  W  jednym  z  czasopism 

przeczytałam, że jesteś ozdobą najznakomitszych przyjęć. 

13

RS

background image

 

 

- To niesłychane, ile dobrego może dla człowieka zrobić jeden 

solidnie  opłacony  dziennikarz.  -  Luke  bawił  się  kolczykiem 
Ariel. Prawie dotykał palcem jej ucha. - Zdarzało mi się bywać 
na  przyjęciach,  ale  nigdy  nie  byłem  tak  rozrywany,  jak  to 
wmawiają  ludziom  dziennikarze.  Kobiety  wcale  za  mną  nie 
szaleją, kochanie. Chociaż z drugiej strony przyjemnie jest mieć 
dobrą prasę. 

Muśnięcie  jego  palców  przyprawiło  ją  o  gęsią  skórkę.  Luke 

spojrzał  na  Ariel,  jakby  nad  czymś  się  zastanawiał,  potem  ujął 
jej twarz w swe wielkie dłonie, pochylił się i pocałował Ariel w 
usta.  Nawet  nie  pomyślała  o  tym,  żeby  mu  się  sprzeciwić.  Być 
może dlatego, że od dawna czekała na tę chwilę. Miała nadzieję, 

że  to  się  wreszcie  stanie.  Dotknięcie  jego  ust  wprawiło  ją  w 
zdumienie  i  urzekło.  Nie  spodziewała  się,  że  będzie  takie 
przyjemne,  że  nie  będzie  się  przy  nim  czuła  jak  przy  obcym 
człowieku i tylu rzeczy naraz zapragnie. 

Za szybko ją puścił. Wolałaby choć chwilę dłużej pozostać w 

jego objęciach. 

Dopiero  teraz  zrozumiała,  że  to  nie  Centrum  Młodzieży  jest 

najbardziej  zagrożone.  Naprawdę  zagrożone  było  jej  serce. 
Wiedziała o tym od chwili, gdy tylko poznała  Lucasa Walkera. 
Wiedziała,  a  mimo  to  nie  zrobiła  nic,  żeby  się  obronić. 
Wiedziała,  a  jednak  udawała,  że  nic  jej  nie  grozi,  że  jest 
całkowicie  odporna  na  urok  tego  mężczyzny.  A  przecież  nie 
mogła sobie pozwolić na to, żeby mu ulec. Był zbyt znany. 

Zapukano  do  drzwi.  Na  zaproszenie  Luke'a  do  gabinetu 

wszedł wysoki mężczyzna Prawie tak samo przystojny jak Luke. 

- Mam już te informacje, o które prosiłeś - powiedział. 
- Sam, chciałbym ci przedstawić Ariel Minx. Ariel, to jest mój 

kuzyn, Sam Walker. Jest głównym księgowym Titana. 

- Jesteście do siebie bardzo podobni - powiedziała Ariel. Choć 

bardzo  się  starała,  nie  mogła  tak  od  razu  dojść  do  siebie.  - 
Jakbyście byli braćmi. 

background image

 

 

-  Prawie  jesteśmy.  -  Sam  spojrzał  na  Luke'a.  -  Gdzie 

będziemy pracować? U mnie czy u ciebie? 

- Tutaj. W tym wypadku wszyscy musimy się zmobilizować. - 

Zdjął marynarkę i rozluźnił krawat. - Nalej sobie herbaty, Sam. 
To może trochę potrwać. 

Z  okna  swego  gabinetu  Luke  patrzył,  jak  Ariel  wsiada  do 

samochodu.  Wprawdzie  na  tę  noc  nie  zapowiadano  opadów 

śniegu, ale i tak był zadowolony, że miała solidny samochód z 
napędem na cztery koła. Bardzo się denerwował na myśl o tym, 

że sama i do tego w nocy ma jechać do San Francisco. Trzy lub 
cztery  godziny  jazdy  -  w  zależności  od  natężenia  ruchu. 
Niestety,  nie  udało  mu  się  namówić  jej,  żeby  została. 
Powiedziała, że ma zobowiązania. 

Zobowiązania, pomyślał  Luke. Można by pomyśleć, że to jej 

drugie imię. Ta kobieta pracuje więcej niż osoba zatrudniona na 
pełnym etacie i w dodatku wszystko robi społecznie. 

- Zdejmuj spodnie, Luke. 
Luke poczekał, aż Ariel odjedzie. Dopiero potem zdjął buty i 

rozpiął  spodnie.  Został  w  samych  spodenkach.  Był  to  nowy 
produkt  Titana.  Wszyscy  mieli  nadzieję,  że  wkrótce  podbije 
rynek. Luke miał zamiar osobiście je reklamować. Niestety, nie 
mógł  już  ani  grać,  ani  nawet  reklamować  spodenek.  Pomyślał 
sobie,  że  będzie  miał  szczęście,  jeśli  uda  mu  się  nie  kuleć  do 
końca  życia.  To  ostatnie  zależało  głównie  od  powodzenia 
czekającej go operacji. 

-  Pośpiesz  się,  bo  ręce  mi  zamarzną  -  niecierpliwiła  się 

Marguerite. 

Luke pokuśtykał do kanapy i wziął od Marguerite ręcznik. Aż 

jęknął,  kiedy  obłożyła  mu  lodem  obolałe  kolano.  Powinien  był 
chodzić  o kulach,  ale  za  nic  nie  przyznałby  się  Ariel do  swojej 
słabości. 

- Dać ci środek przeciwbólowy? - zapytała Marguerite. 
- Przed chwilą wziąłem. 

15

RS

background image

 

 

Nienawidził  tych  pigułek,  toteż  brał  je  dopiero  wtedy,  kiedy 

ból  stawał  się  nie  do  wytrzymania.  Położył  się  na  kanapie,  a 
Marguerite podłożyła mu pod nogę kilka poduszek. 

- Wytłumacz mi, dlaczego to spotkanie było aż tak ważne, że 

nie mogłeś chodzić o kulach - dziwiła się Marguerite. 

- Nie twój interes. - Uprzejmy ton Luke'a sprawił, że słowa te 

nie wydały się Marguerite aż tak nieuprzejme. 

-  Jasne.  Nie  musisz  nic  więcej  mówić  -  prychnęła.  -  Nie 

chciałeś,  żeby  twoja  przyszła  żona  dowiedziała  się,  że  jesteś 
mięczakiem. Ale nazwiska tej pani nie ma na twojej liście. 

-  Nie  przypominam  sobie,  żeby  w  zakresie  twoich 

obowiązków znajdowało się szpiegowanie szefa. 

-  O  pielęgnowaniu  szefa  też  nie  ma  tam  ani  słowa,  a  jednak 

zabawiam się w pielęgniarkę. 

-  Biedny  Sam  -  mruknął  Luke,  niby  to  do  siebie.  -  Chyba 

lepiej  powiem  mu,  jaka  jesteś  naprawdę.  Nie  chciałbym,  żeby 
zmarnował sobie życie. 

- Sam wie, że mam silną osobowość. Za to mnie kocha. 
-  I  za  wspaniałe  ciało  -  dodał  Sam,  który  właśnie  wszedł  do 

gabinetu Luke'a. Objął Marguerite i przytulił ją do siebie. - Nie 
mogę się już doczekać, kiedy wreszcie zostaniemy sami. 

- No to zabierz ją stąd - mruknął Luke. - Przykro słuchać, jak 

tokujesz. 

- Zazdrosny? 
-  Bzdura  -  prychnął  Luke.  -  Zmiatajcie.  Muszę  trochę 

odpocząć. 

- Naprawdę nic ci nie potrzeba? - zapytał Sam. 
-  Naprawdę.  -  Spostrzegł,  jak  Sam  i  Marguerite  wymienili 

pełne  troski  spojrzenia.  -  Nie  martwcie  się  o  mnie.  Nic  mi  nie 
będzie. Pogaście tylko światła, dobrze? 

Zaczekał,  aż  zamknęły  się  za  nimi  drzwi  gabinetu,  dopiero 

potem jęknął. Luke doskonale znał ten mechanizm. Wiedział, że 
jak  tylko  opuchlizna  stęchnie,  a  lekarstwo  zacznie  działać, 

16

RS

background image

 

 

znowu  będzie  mógł  normalnie  funkcjonować.  Ale  zanim  to 
nastąpi, trzeba będzie z pół godziny spokojnie poleżeć. 

- Zazdrosny? - powtórzył głośno pytanie Sama. 
Jasne,  że  zazdrościł  Samowi  sprawnego  ciała  i  kobiety,  z 

którą  mógł  spędzić  resztę  życia.  Ale  bliskiego  ślubu  wcale 
kuzynowi  nie  zazdrościł.  Widział  przecież,  jak  bardzo  Sam 
pożąda Marguerite. 

Luke  dwukrotnie  w  swoim  życiu  popełnił  ten  sam  błąd:  nie 

umiał odróżnić pożądania od miłości. Tym razem postanowił, że 
będzie  zupełnie  inaczej.  Na  towarzyszkę  życia  miał  zamiar 
wybrać  sobie  kobietę,  która  po  wyjściu  z  łóżka  też  będzie  coś 
warta.  No  i  nie  może  lecieć  na  jego  pieniądze.  Chciał  znaleźć 
sobie  taką,  która  -  w  przeciwieństwie  do  jego  poprzednich 
narzeczonych - nie będzie go pobudzała do erotycznych fantazji. 
Potrzebował kobiety o wielkim sercu, która potrafi stworzyć mu 
prawdziwy dom. 

Ból powoli  mijał.  Luke  z  goryczą  myślał  o  tym, że  normalni 

ludzie  starzeją  się  powoli,  a  jego  niemoc  dopadła  w  kwiecie 
wieku.  Przed  sześcioma miesiącami  skończył  trzydzieści  cztery 
lata.  Dwa  miesiące  później  doznał  poważnej  kontuzji.  Mógł 
wprawdzie  jeszcze  przez  kilka  lat  pograć  w  piłkę.  Być  może 
nawet  nie  zniszczyłby  sobie  kolan  całkowicie.  Zdecydował 
jednak,  że  nie  będzie  dłużej  poświęcał  swego  ciała  dla  sportu, 
choć decyzja ta wcale nie była łatwa. Kolejną wielką zmianę w 
jego życiu spowodowała  decyzja  dziadka  o przekazaniu w ręce 
wnuka obowiązków prezesa firmy. Przed Lukiem otworzyła się 
perspektywa  wyprowadzenia  firmy  na  szerokie  wody.  Od  teraz 
jego życie miało się wreszcie stać normalne. Nie będzie musiał 
słuchać  wrzasków  trenera  ani  wykonywać  poleceń  właściciela 
drużyny.  Postanowił  stworzyć  własną  drużynę  i  samodzielnie 
decydować  o  swojej  i  nie  tylko  swojej  przyszłości.  I  bardzo 
chciał się ożenić. 

Tym razem nie będzie żadnego pożądania, powtórzył sobie w 

myślach po raz nie wiadomo który. I o żadnej miłości też nie ma 

17

RS

background image

 

 

mowy.  Zresztą,  szczerze  wątpił,  czy  coś  takiego  w  ogóle  na 

świecie  istnieje.  Jego  żona  będzie  przede  wszystkim 
pomocnikiem, towarzyszem i przyjacielem. 

Pełen  krzepiących  myśli  usiadł  na  kanapie.  Obejrzał  swoje 

kolana.  Jedno  już  zostało  zoperowane.  Za  dwa  dni  czekała  go 
operacja drugiego. Wstał ostrożnie. Nie poruszał się, dopóki nie 
odzyskał równowagi. Potem podszedł do biurka, włączył lampę 
i  otworzył  szufladę.  Wyjął  z  niej  małe,  ozdobne  pudełko. 
Otworzył  je.  Trzykaratowy  diament  bez  skazy  zalśnił  na 
aksamicie.  Jubiler  zapewniał,  że  nie  ma  na  świecie  takiej 
kobiety,  która  nie  chciałaby  włożyć  tego  pierścionka  na  palec. 
Zamknął pudełko, wyjął swoją listę i jeszcze raz ją przejrzał. Od 
początku do końca. 

Po  każdym  nazwisku  następowały  informacje,  które  Luke 

uważał  za  istotne.  Na  liście  znajdowały  się  panie  różnych 
profesji:  pośrednik  handlu  nieruchomościami,  dwie prawniczki, 
chirurg-ortopeda,  fizykoterapeutka,  aktorka,  dyrektorka  działu 
kredytów i reporterka sportowa. Pięć z nich już miało dzieci, co 
było  dla  Luke'a  niezmiernie  ważne.  Dzieci  same  w  sobie  nie 
były przeszkodą, jednak gdyby zdecydował się poślubić panią z 
dzieckiem,  do  końca  życia  musiałby  się  użerać  z  jej  byłym 
mężem, który także ma prawo do uczestniczenia w wychowaniu 
swojego  potomstwa.  Trzech  pozostałych  bezdzietnych  kobiet 
nie widział dłużej niż rok i nie mógł sobie nawet przypomnieć, 
jak  wyglądają.  Tylko  jedną  -  dziennikarkę  sportową  -  spotkał 
całkiem  niedawno.  Przypuszczał,  że  pamięta  jej  twarz  tylko 
dlatego,  że  często  widywał  ją  na  ekranie  telewizora.  Tak  więc 
miał przed sobą osiem niewiele mówiących nazwisk. 

Genialnie  obmyślony  plan  nagle  wydał  mu  się  idiotyczny. 

Dziecinny.  Jednak  nie  bardzo  wiedział,  jak  inaczej  mógłby 
zdobyć  taką  żonę,  o  jaką  mu  chodziło.  Od  czegoś  trzeba  było 
zacząć. 

Lista kandydatek na żonę z szelestem spadła na biurko. Luke 

spojrzał  w  okno  na  przedwieczorne  niebo.  Chwilę  później 

18

RS

background image

 

 

ołówkiem  dopisywał  na  końcu  listy  nazwisko,  które  przez  całe 
popołudnie ani na chwilę nie chciało mu wyjść z głowy: 

9. Ariel Minx 
Nie  wiedział,  co  ma  przy  tym  nazwisku  napisać.  Nie  miał 

pojęcia,  z  czego  ta  kobieta  się  utrzymuje,  czy  ma  dzieci. 
Właściwie nic o niej nie wiedział. 

W końcu napisał po myślniku: zawodowy dobroczyńca. 
Uśmiechnął  się  do  siebie.  Wziął  do  ręki  kartkę,  wrócił  na 

kanapę,  znów  się  położył  i  zaczął  rozmyślać  o  Ariel.  Nie 
umieścił  jej  na  swojej  liście,  ponieważ  po  rejsie  zdecydowanie 
odmówiła wszelkich dalszych spotkań. Dopiero teraz doszedł do 
wniosku,  że  Ariel  byłaby  idealną  żoną,  wspaniałą  gospodynią  i 
fenomenalną  matką.  I  na  pewno  nie  miałaby  nic  przeciwko 
temu,  żeby  adoptowali  dzieci.  Kochałaby  je  tak  samo  jak 
własne. 

Poczuł  zapach  jej  perfum.  Powąchał  oparcie  kanapy. 

Skórzane 

obicie 

najwyraźniej 

jeszcze 

pachniało 

jego 

dzisiejszym gościem. 

Luke  uśmiechnął  się.  Ten  kostium  i  elegancka  fryzura 

zupełnie  zbiły  go  z  tropu.  Ariel  w  niczym  nie  przypominała 
tamtej  kobiety,  którą  zapamiętał  z  rejsu.  Ale  ten  błysk  w  oku! 
Był taki sam. 

Nieważne, że wtedy dała mi kosza, pomyślał. Skoro sama do 

mnie przyszła, to mogę zacząć wszystko od nowa. 

Spróbował  sobie  przypomnieć,  jak  to  było,  kiedy  ją  całował, 

ale pamiętał tylko przejmujący ból. Nie mógł się skoncentrować 
na całowaniu, kiedy kolano tak bardzo go bolało, że ledwo mógł 
się utrzymać na nogach. 

A  więc  nie  pragnąłem  jej  aż  tak  bardzo,  żeby  zapomnieć  o 

bólu,  pomyślał  bardzo  z  siebie  zadowolony.  Raczej  tak.  Na 
pożądaniu znam się jak mało kto. A więc pocałowałem ją tylko 
dlatego, że mnie sprowokowała. 

- Bujać to my, ale nie nas - mruknął do siebie. - Wymyśl sobie 

jakąś inną bajeczkę. 

19

RS

background image

 

 

Raz  jeszcze  dokładnie  przeczytał  sporządzoną  przez  siebie 

listę. Potem złożył ją starannie i wsunął do kieszeni koszuli. Od 
niedawna sam ustalał reguły gry, a żadna z nich nie mówiła, że 
sprawdzanie 

kandydatek 

trzeba 

zaczynać 

od 

numeru 

pierwszego. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

20

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ TRZECI 

 
Ariel odłożyła słuchawkę. Lucas Walker nie dał się złapać na 

żadną  przynętę.  Zgodził  się,  żeby  Titan  został  oficjalnym 
sponsorem  Olimpiady  Podwórkowej,  ale  za  nic  na  świecie  nie 
chciał  osobiście  uczestniczyć  w  tej  imprezie.  Tymczasem  Ariel 
bardzo  liczyła  na  to,  że  w  końcu  uda  jej  się  namówić  go  na 
przyjazd do San Francisco. Niestety, nie udało się! 

Tydzień upłynął jej na rozmowach telefonicznych i wymianie 

faksów.  Titan  nie  tylko  został  głównym  sponsorem  Olimpiady 
Podwórkowej,  ale  jeszcze  zobowiązał  się  dać  każdemu 
uczestnikowi  parę  butów  sportowych  i  koszulkę.  Luke  zebrał 
mnóstwo  różnych  akcesoriów  sportowych  z  autografami 
piłkarzy  oraz  innych  sławnych  osobistości  ze  świata  sportu. 
Biletów  na  bal  dobroczynny  sprzedano  dwa  razy  więcej,  niż 
organizatorzy  planowali,  i  trzykrotnie  więcej,  niż  spodziewali 
się  sprzedać  zaledwie  przed  tygodniem.  Wyprzedane  co  do 
jednego. 

Ariel nie mogła wymarzyć sobie lepszego efektu, a jednak nie 

była  w  pełni  szczęśliwa.  Chciała,  żeby  Luke  osobiście  wziął 
udział  w  imprezie.  Gdyby  potrafiła  zdobyć  się  na  szczerość 
wobec  samej  siebie,  musiałaby  przyznać,  że  przede  wszystkim 
marzyła  o  tym,  żeby  znów  z  nim  zatańczyć,  żeby  raz  jeszcze 
znaleźć  się  w  jego  ramionach  i  może  nawet  znów  się  z  nim 
całować. 

Oprócz  wielu  zajęć  miniony  tydzień  przyniósł  jej  także 

wspomnienia  pamiętnego  rejsu.  Poszła  na  basen,  korzystając  z 
tego,  że  wszyscy  byli  na  przyjęciu.  Gdy  wyszła  z  wody,  z 
ciemności  wyłonił  się  Luke.  Otulił  ją  ręcznikiem  i  swymi 
ramionami.  Przytulił  do  siebie.  Nawet  przez  gruby  materiał 
ręcznika czuła bijące od niego ciepło. To właśnie wtedy zapytał, 
czy jeszcze kiedyś się spotkają. 

Mało brakowało, żeby Ariel się zgodziła. Co gorsza - o mało 

nie zaprosiła go do swojej kabiny. I wtedy nadszedł ktoś, kto go 

21

RS

background image

 

 

szukał.  Ariel  natychmiast  uświadomiła  sobie,  że  ma  do 
czynienia  ze  sławnym  mężczyzną.  Przypomniała  sobie  stertę 
egzemplarzy  magazynu  sportowego.  Na  okładce  zamieszczono 
zdjęcie  Luke'a  odbierającego  nagrodę  dla  najlepszego  piłkarza 
roku.  Na  wszystkich  tych  zdjęciach  widniał  jego  własnoręczny 
podpis. Były przeznaczone dla jego wielbicieli, którzy zapłacili 
mnóstwo pieniędzy za to, żeby razem z nim popłynąć w rejs. 

I  właśnie  dlatego,  tylko  dlatego,  Ariel  znalazła  w  sobie  dość 

siły,  żeby  mu  odmówić.  Nigdy  nie  miał  się  dowiedzieć,  jak 
trudno  jej  było  zrezygnować  z  okazji  ponownego  spotkania  z 
czarującym,  ekscytującym  i  bardzo  atrakcyjnym  mężczyzną, za 
jakiego uważała Lucasa Walkera. 

Niestety,  i  tym  razem  nie  nadarzy  się  okazja  do  ponownego 

spotkania.  Luke  uparł  się,  że  nie  przyjedzie  do  San  Francisco. 
Nie  mógł  patrzeć  na  swoją  drużynę,  która  bez  niego  miała 
rozegrać mecz finałowy. Wprawdzie nie powiedział jej tego, ale 
Ariel bez trudu go rozszyfrowała. 

Zadzwonił telefon. Natychmiast podniosła słuchawkę. 
-  Cześć,  to  znowu  ja.  Chciałem  ci  powiedzieć,  że  zmieniłem 

zdanie. 

- Przyjedziesz? - Ariel aż podskoczyła z radości. 
- Ale pod jednym warunkiem. Ja będę na twojej imprezie, a ty 

na mojej. 

- Nie rozumiem. 
-  Właściciel  mojej  drużyny  w  ogóle  nie  chciał  przyjąć  do 

wiadomości,  że  mógłbym  nie  pojawić  się  na  meczu.  Koledzy 
liczą  na  to,  że  przynajmniej  pokibicuję  im  z  loży.  Chciałbym, 

żebyś poszła ze mną na mecz. 

Ariel  z  całej  siły  zacisnęła  palce  na  słuchawce.  Lukę 

oczywiście nie miał pojęcia, o co ją prosił. Nie wiedział, że jak 
ognia unikała popularności ani dlaczego jej unikała. Pojawienie 
się  na  meczu  finałowym  u  boku  Lucasa  Walkera  było  dla  niej 
wielce ryzykowne. 

22

RS

background image

 

 

Poświęcenie,  pomyślała.  Każde  z  nas  poświęci  coś  dla 

olimpiady. Tyle że ja znacznie więcej... 

- Ariel? Jesteś tam jeszcze? 
-  Jestem  -  powiedziała  cicho.  -  Załatwione.  Tylko  nie  wiem, 

gdzie się zatrzymasz. W wiadomościach podawali, że wszystkie 
miejsca w hotelach są zajęte. 

- Ależ kochanie, nie myślisz chyba, że będę miał jakiekolwiek 

trudności z wynajęciem pokoju. Sława ma swoje zalety. 

Jego  żartobliwy  ton  nie  zdołał  ukryć  emocji,  których  Ariel 

wprawdzie nie potrafiła nazwać, ale które doskonale wyczuła w 
jego  głosie.  Wiedziała,  że  jeśli  zatrzyma  się  w  hotelu, 
dziennikarze nie dadzą mu spokoju. Ile razy można odpowiadać 
na  pytanie,  jak  się  czuje  sławny  piłkarz  odstawiony  na  boczny 
tor?  Bezwzględność  dziennikarzy  Ariel  odczuła  na  własnej 
skórze. 

Najpierw poświęcenie, a teraz jeszcze ryzyko, pomyślała. 
- Możesz zamieszkać u mnie - powiedziała. - Oczywiście jeśli 

pogodzisz  się  z  tym,  że  nikt  ci  nie  będzie  usługiwał  i  że 
dziennikarze nie rozbiją się obozem pod drzwiami. 

Luke milczał jak zaklęty. 
-  Mam  wrażenie,  że  tak  będzie  wygodniej  -  mówiła  Ariel.  - 

Będziemy  musieli  razem  pojechać  do  Centrum,  razem  stamtąd 
wrócić,  pójść  na  bal,  a  potem  na  mecz.  Znamy  się  na  tyle 
dobrze,  że  chyba  uda  nam  się  jakoś  przeżyć  tych kilka dni pod 
jednym dachem. I jeszcze jedno. Mam nadzieję, że nie będziesz 
mnie uwodził. 

- Jasne. 
Ariel mogłaby przysiąc, że się uśmiechnął. Trochę za szybko 

zgodził się na jej warunki. 

-  Wobec  tego  załatwione  -  powiedział.  -  Dziękuję  za 

zaproszenie. 

- Kiedy przyjedziesz? 
-  W  środę  wieczorem.  Chciałbym  sam  sprawdzić,  czy  w 

Centrum  wszystko  jest  przygotowane  tak  jak  trzeba.  Nie  wiem 

23

RS

background image

 

 

tylko,  po  co  ustalasz  ograniczenia,  zanim  w  ogóle  zaczną  być 
potrzebne.  Jeśli  czegoś  się  boisz,  to  mi  powiedz.  Omówimy 
sobie wszystko, zanim się spotkamy. 

- Niczego się nie boję. 
- Jakoś trudno mi w to uwierzyć. Do zobaczenia w środę. 
- Do zobaczenia - mruknęła Ariel. 
Zaczęła  się  zastanawiać  nad  powodem  swojego  strachu. 

Odpowiedź  wcale  nie  była  trudna:  bała  się  i  Luke'a,  i  jego 
popularności.  Z  drugiej  strony  jednak  bardzo  ją  pociągała  jego 
słabość.  Widziała  w  nim  twardego  faceta,  który  postanowił 
sobie, że świat nie dowie się, jak ciężko rozstać się ze sławą, jak 
trudno  przestać  być  piłkarzem,  pożegnać  się  z  tym  wszystkim, 
czym żyło się od dzieciństwa. Jednak najważniejsze było to, że 
Ariel  go  potrzebowała.  Nagle  zapragnęła  poczuć  się  kobietą, 
kochaną  i  podziwianą  za  to,  kim  jest,  a  nie  za  to,  co  robi  dla 
innych. Chciała choć przez chwilę pożyć w bajce. 

-  To  czysta  głupota.  -  Marguerite  usiłowała  przekrzyczeć 

szum hulającego po ulicy wiatru. - Powiedz jej prawdę, Luke. 

Spojrzał  na  nią  wyniośle  i  wszedł  na  schodek.  Potem  na 

następny. 

-  Jeśli  jest  normalną  kobietą,  to  nie  będzie jej przeszkadzało, 

że nie możesz chodzić. 

- Nie chcę, żeby mnie niańczyła. Poza tym nie jestem jeszcze 

inwalidą. Ja tylko postanowiłem przełożyć operację na następny 
tydzień.  A  teraz  bądź  cicho.  Jesteśmy  już  prawie  na  górze. 
Jeszcze nas usłyszy. 

- Ach, ci mężczyźni - mruknęła Marguerite. 
- Czy ta uwaga odnosi się także do mnie, kochanie? - zapytał 

Sam. 

Postawił walizkę Luke'a przed drzwiami mieszkania Ariel. 
- Na razie tak. Powiedz mu coś, Sam. 
- Dobrze wiesz, że to nie ma sensu. Jakbyś gadała do ściany. 

On jest... 

background image

 

 

-  Cicho.  -  Luke  wdrapał  się  na  podest  drugiego  piętra.  Roz-

tarł sobie obolałe kolano. - Zostawcie bagaże i zmykajcie. Teraz 
już sam sobie... 

Drzwi  się  otworzyły  i  padające  z  mieszkania  światło 

oświetliło całą trójkę. 

- O, widzę, że przywiozłeś ze sobą  całe towarzystwo. - Ariel 

szerzej otworzyła drzwi. - Taki duży i silny mężczyzna nie może 
sobie sam nosić walizki? 

-  Tobie  także  życzę  miłego  wieczoru,  kochanie  -  powiedział 

Luke. 

Zauważył, oczywiście, że Ariel wyglądała prześlicznie. Mimo 

to przeszedł obok niej bez słowa, a Sam i Marguerite weszli za 
nim do mieszkania. 

Ariel podała Marguerite ręcznik. Wyszła, a po chwili wróciła, 

niosąc jeszcze dwa ręczniki dla mężczyzn. 

-  Rozbierajcie  się  -  powiedziała.  -  Zaraz  podam  wam  coś 

ciepłego do picia. 

- Oni nie zostają - oświadczył Luke. 
- Zachowuj się przyzwoicie - skarciła go Ariel. 
- Spędzam z nim od pięćdziesięciu do sześćdziesięciu godzin 

tygodniowo  -  wyjaśniła  Marguerite.  -  Naprawdę  myślisz,  że 
miałabym ochotę pobyć z nim jeszcze dłużej? 

-  Musimy  jechać  do  hotelu  -  powiedział  Sam.  Oddał  Ariel 

ręcznik i położył dłoń na ramieniu Marguerite. 

-  O  jedenstej  w  nocy  macie  jeszcze  coś  pilnego  do 

załatwienia? - zdziwiła się Ariel. 

- Po tym koszmarnym locie gorąca kąpiel i lampka koniaku to 

nie  tylko  pilna  sprawa,  ale  sprawa  życia  lub  śmierci  -  odparła 
Marguerite. 

- Przylecieliście? - Ariel pobladła. - Myślałam, że spóźniliście 

się, bo w górach spadł śnieg i nie można było szybko jechać. 

-  Śnieżyca  -  mruknął  Luke.  Zauważył  malujące  się  na  jej 

twarzy  przerażenie.  Nie  rozumiał,  dlaczego  tak  dziwnie 

25

RS

background image

 

 

zareagowała.  -  Dwie  godziny  staliśmy  na  pasie  startowym, 
zanim dostaliśmy pozwolenie na start. 

- Powinni byli odwołać lot. 
- Skoro już wieża dała pozwolenie, cała reszta, była w moich 

rękach. Ja pilotowałem ten samolot. - Musiał ją podtrzymać, bo 
Ariel  zachwiała  się  i  byłaby  upadła.  -  Co  z  tobą?  Źle  się 
czujesz? 

-  Ty  prowadzisz  samolot?  Sam  tutaj  przyleciałeś?  - 

dopytywała  się  Ariel.  Oczy  miała  prawie  czarne  i  wielkie  jak 
spodki. - Podczas śnieżycy? 

- Śnieżyca zaczęła się, kiedy byliśmy już w powietrzu, a ja od 

dziesięciu  lat  pilotuję  samolot.  Uwielbiam  latać.  Masz  coś 
przeciwko temu? 

- Skądże. - Strząsnęła z siebie jego rękę. Jej twarz znów miała 

normalną barwę. 

Marguerite kichnęła. 
- Chodźmy już, kochanie - powiedział Sam, ciągnąc ją za sobą 

do drzwi. 

-  Ariel!  -  zawołała  Marguerite,  którą  narzeczony  dosłownie 

wywlekał za drzwi. - Nie pozwól mu tylko zbyt często chodzić 
po schodach. 

Luke  trzema  susami  dopadł  drzwi  wejściowych.  Oparł  się  o 

framugę. 

- Czuj się zwolniona! - zawołał do swojej sekretarki. 
-  Nareszcie  -  odgryzła  się  Marguerite.  -  W  życiu  nie  miałam 

takiego wrednego szefa. 

Luke zamknął drzwi i uśmiechnął się. 
- Co w tym śmiesznego? - zapytała Ariel. 
-  Co najmniej  raz  w  tygodniu  ją  zwalniam. A jak  nie,  to ona 

składa wymówienie. 

-  Ale  nie  odchodzi,  a  ty  jej  nie  wyrzucasz?  -  Ariel  wreszcie 

pojęła, na czym ta zabawa polega. 

-  Jest  zaręczona  z  moim  kuzynem.  Gdzie  mam  postawić 

walizkę? 

26

RS

background image

 

 

Zaskoczona nagłą zmianą tematu Ariel pokazała mu drogę do 

pokoju, który przez kilka dni miał zajmować. 

- O co Marguerite chodziło z tymi schodami? - zapytała. 
-  Nadwerężyłem  sobie  kolano.  To  naprawdę  nic  groźnego, 

tyle że nie mogę za dużo chodzić. 

Ariel  spojrzała  na  jego  nogę,  ale  niczego  niezwykłego  nie 

zauważyła.  Nie  było  śladu  żadnej  szyny  ani  nawet  bandaża. 
Dżinsy  szczelnie  opinały  jego  długie  nogi.  A  nogi  miał 
fantastyczne. 

Odniosła  wrażenie,  że  wypełnił  sobą  cały  pokój,  który 

przecież wcale nie był taki mały. Nawet ogromne łóżko wydało 
jej  się  jakby  trochę  za  małe,  narzuta  zbyt  delikatna,  a  zasłony 
nazbyt  powiewne.  Tymczasem  Luke  wcale  nie  był  olbrzymem. 
Jednak w porównaniu z nią... No cóż, był po prostu postawnym 
mężczyzną. Dużym, ale przede wszystkim pociągającym. 

- Jesteś głodny? - zapytała. 
- Bardzo chętnie napiłbym się herbaty. 
- W życiu bym nie pomyślała, że pijasz herbatę. Czarna kawa, 

whisky  bez  wody,  nie  wysmażony  befsztyk.  To  by  było  w 
twoim stylu. 

-  Wiele  się  nie  pomyliłaś.  Tylko  za  kawą  nie  przepadam. 

Pozwól,  że  się  rozpakuję.  Za  chwilę  do  ciebie  przyjdę.  Aha, 
byłbym zapomniał... 

Ariel zatrzymała się w progu. Spojrzała na niego. 
- Masz bardzo ładne mieszkanie. 
-  Dziękuję.  Dla  mnie  najważniejszy  był  widok.  W  pogodny 

dzień  z  okien  mojego  mieszkania  widać  cały  świat.  A  co 
najmniej sporą część Zatoki San Francisco. 

Nie minęło dziesięć minut, jak Luke wszedł do kuchni. 
- Pewnie się martwiłaś - powiedział. 
- Troszeczkę. 
- Ciepło mi się robi koło serca, kiedy tak mówisz. 

27

RS

background image

 

 

-  Obawiałam  się,  czy  uda  mi  się znaleźć  kogoś, kto  przejmie 

wszystkie  zobowiązania,  jakie  na  siebie  przyjąłeś.  -  Ariel 
nalewała herbatę do kubków. Nawet na niego nie spojrzała. 

- Boisz się, że mi się przewróci w głowie, jeśli tylko powiesz 

mi coś miłego? - roześmiał się Luke. 

-  Przewróciło  ci  się  w  głowie  na  długo  przedtem,  zanim  cię 

poznałam. 

Wzięli herbatę i przeszli do pokoju. 
-  Bardzo  jestem  ci  wdzięczna  za  wszystko,  co  zrobiłeś  dla 

Centrum - powiedziała Ariel. 

-  Cieszę  się,  że  mogłem  pomóc  -  odparł  z  uśmiechem. 

Zastanawiał  się,  dlaczego  Ariel  tak  dziwnie  się  zachowuje. 
Dokuczała  mu,  co  prawda,  ale  bez  zbytniej  złośliwości.  Jakby 
musiała wygadywać te wszystkie przykre rzeczy, ale nie chciała 
wkładać w swoje słowa negatywnych uczuć. - Dlaczego nic nie 
mówisz? Wymyślasz jakąś nową obelgę? 

-  Moje  milczenie  powinieneś  potraktować  jak  komplement  - 

uśmiechnęła  się  do  niego.  -  Jestem  bardzo  zmęczona.  Prawie 
nikomu się do tego nie przyznaję. 

-  Mogę  ci  w  czymś  pomóc?  -  zapytał.  Rzeczywiście,  kiedy 

lepiej się jej przyjrzał, zauważył, że była zmęczona. 

-  Jutro  cię zatrudnię.  Sama  i  Marguerite  zresztą  też,  bo  mam 

wrażenie, że przywiozłeś ich do pomocy. 

-  Zapewniłem  zarząd,  że  będziemy  nadzorować  finansową 

stronę  przedsięwzięcia.  Chcę,  żeby  przyniosła  zysk.  Mnie  nie 
wystarczy, że zbilansujecie koszty, tak jak to sobie założyliście. 

- Nikt mnie nie zawiadomił o zmianie planów. 
- Jesteś w komitecie organizacyjnym? 
-  Nie.  Ja  jestem  tylko  aniołem  stróżem  tego  przedsięwzięcia. 

No i Olimpiada Podwórkowa to mój pomysł. 

-  Wprawdzie  twoje  złote  włosy  czasami  wyglądają  jak 

aureola,  ale  święty  Piotr  i  tak  nie  wpuści  cię  do  raju.  Widzi 
przecież, jak mnie traktujesz. 

28

RS

background image

 

 

-  Aniołami  nazywamy  fundatorów.  Jestem  w  zarządzie 

Fundacji  Aniołów,  która  regularnie  wspomaga  Centrum 
finansowo. 

- Bardzo jestem ciekaw, z czego ty właściwie żyjesz, Ariel. O 

ile wiem, nigdzie nie pracujesz. 

- Z odsetek. - Podwinęła nogi pod siebie i sięgnęła po kubek z 

herbatą. - Z odsetek od lokat. Ludzie mają coraz mniej czasu. Ja 
mogę sobie pozwolić na to, żeby swój czas poświęcać innym. 

-  Masz  dyplom  Wydziału  Administracji  i  Zarządzania 

Uniwersytetu  Stanforda,  ale  nigdy  go  nie  wykorzystywałaś. 
Dlaczego? 

- Kto ci powiedział, że go nie wykorzystywałam? - Zasłoniła 

się kubkiem jak tarczą. - W ogóle skąd o tym wiesz? 

-  To  rezultat  wywiadu,  jaki  kazałem  przeprowadzić  na  temat 

Centrum.  Sprawdziłem  wszystkich.  Mieliśmy  mało  czasu,  więc 
wynajęliśmy prywatnego detektywa. - Luke przyglądał się Ariel, 
jakby rozważał, czy ma  się z nią podzielić jakąś informacją. W 
końcu  się  zdecydował.  -  Zabawne,  ale  zanim  pojawiłaś  się  w 
Stanford, nie ma o tobie żadnej wzmianki w dokumentach. 

- Co to ma za znaczenie? 
-  Zawodowo  żadnego,  ale  prywatnie...  Po  prostu  jestem 

ciekaw. 

- A czego się spodziewałeś? 
- Doskonałych  wyników w szkole podstawowej,  prawa jazdy 

wydanego  w  dniu  szesnastych  urodzin.  Sam  nie  wiem. 
Przeszłości. Wiem, że masz dwadzieścia siedem lat, studiowałaś 
w Stanford, mieszkasz w tym mieszkaniu od trzech lat i że wiele 
czasu poświęcasz zbożnym celom. Nic poza tym. 

- Mówiłam ci, że wychowałam się w Europie. 
Luke  zauważył,  że  jej  oczy  znów  pociemniały,  jakby  się 

czegoś bała. 

-  Powiedziałaś,  że  jesteś  zmęczona.  Ja  też.  Chodźmy  spać, 

kochanie. - Wziął od niej pusty kubek i wstał. - I nie patrz tak na 
mnie,  bardzo  cię  proszę.  To  nie  była  żadna  propozycja.  Jestem 

29

RS

background image

 

 

pełen  szacunku  wobec  ciebie.  Nic  nie  poradzę  na  to,  że  masz 
kosmate myśli. 

Poszedł  do  kuchni,  umył  kubki  i  postawił  je  na  suszarce. 

Kiedy wrócił do pokoju, Ariel właśnie wstała z kanapy. 

- Jesteś niepoprawny, Lucas - powiedziała. 
- I tu się właśnie pomyliłaś. W twoich rękach robię się miękki 

jak wosk. O której jutro zaczynamy dzień? 

-  O  ósmej  muszę  być  w  domu  seniora.  Ty  pewnie  masz  tu 

jakichś znajomych czy kolegów z drużyny, z którymi chciałbyś 
się  spotkać.  Masz  czas  do  dziesiątej.  Potem  musimy  wyjechać 
do Centrum. 

-  Nie  wiem,  czy  to  dobry  pomysł,  żebym  się  spotykał  z 

chłopakami. Wolę pojechać z tobą. 

- Zanudzisz się na śmierć. 
- Nie sądzę - mruknął. Odgarnął jej włosy z czoła. 
Od  razu  zauważył,  że  Ariel  chciałaby,  żeby  ją  pocałował. 

Poznał  to  po  jej  oczach  i  po  rozchylonych  jak  do  pocałunku 
ustach. Pocałował ją. W czoło. 

- Śpij dobrze, kochanie - powiedział. 
Ariel  położyła  mu  dłonie  na  piersiach  i  oparła  się  o  niego. 

Musiał ją do siebie przytulić. Nie miał innego wyjścia. Usłyszał, 
jak  westchnęła.  Przytuliła  się.  Pasowała  do  niego  jak  ulał.  Jak 

żona. 

-  Cieszę  się,  że  dojechałeś  bezpiecznie  -  powiedziała, 

odsuwając  się  na  odległość  wyciągniętej  ręki.  Znów  była 
radosna i wypoczęta. Przynajmniej tak wyglądała. - Dobranoc. 

-  Dobranoc  -  odparł,  choć  szczerze  wątpił,  że  będzie  to 

rzeczywiście dobra noc. 

Ariel wycierała  ręcznikiem  twarz,  szyję  i ramiona. Mokra od 

potu  piżama  leżała  obok  niej  na  łóżku.  Spojrzała  na  budzik. 
Było  wpół  do  trzeciej.  Drżącą  ręką  sięgnęła  po  stojącą  na 
nocnym stoliku szklankę z wodą. Opróżniła ją jednym haustem. 
Odstawiła szklankę i wytarła twarz ręcznikiem. 

30

RS

background image

 

 

Chyba  nie  krzyczałam,  pomyślała.  Gdybym  krzyczała,  to 

Luke pewnie już by tu był. 

Położyła się i patrzyła w sufit. Koszmarny sen, pot i zimowy 

chłód  sprawiły,  że  cała  pokryła  się  gęsią  skórką.  Potworne  sny 
od  dawna  jej  nie  nawiedzały.  Doskonale  wiedziała,  dlaczego 
wróciły. 

Chciała  sięgnąć  po  piżamę,  ale  ciało  ani  myślało  jej  słuchać. 

Gdyby  była  w  domu  sama,  weszłaby  pod  prysznic  i  zmyła  z 
siebie  ten  senny  koszmar.  Ale  nie  była  sama.  Tuż  obok  spał 
Luke.  Dzieliła  go  od  niej  tylko  wspólna  łazienka  i  dwoje 
zamkniętych drzwi. 

Ariel zapragnęła wsunąć mu się do łóżka i błagać, żeby się z 

nią  kochał  do  upadłego,  choćby  tylko  z  litości.  Chciała 
zapomnieć o wszystkim, wywołać w pamięci obraz ukwieconej 

łąki  i  nic  więcej.  A  już  na  pewno  nie  chciała  ujrzeć  tego,  co 
zobaczyła  tej  nocy  we  śnie,  o  którym  myślała,  że  opuścił  ją  na 
zawsze. 

Niestety, ten sposób zawsze okazywał się nieskuteczny, więc 

chyba  i  tym  razem  by  nie  zadziałał.  Co  najwyżej  wszystko 
mogłoby się obrócić na gorsze ze względu na to, kim jest i kim 
zawsze będzie Lucas Walker. 

- Każdemu, kto wchodzi, mam dać kartę, tak? - zapytał Luke, 

tasując karty, które przed chwilą wręczyła mu Ariel. 

Tak. 

kiedy 

znów 

podejdzie 

do 

stanowiska 

informacyjnego,  dasz  mu  kolejną  kartę.  Dzięki  temu  będziemy 
dokładnie wiedzieli, kto ile razy pokonał wyznaczoną trasę. 

- Nie potrafią tego zapamiętać? - zdziwił się Luke. 
-  Mów  ciszej!  -  Ariel  rozejrzała  się  dookoła.  Wymyśliła  to 

zadanie  specjalnie  dla  niego,  żeby  się  nie  nudził,  kiedy  ona 
będzie  załatwiać  sprawy  w  domu  seniora.  -  Nie  wszyscy 
pamiętają. Zajmą się rozmową i zapomną. 

- A czy to w ogóle ważne? 
-  Każdy  z  nich  wyznaczył  sobie  jakiś  cel.  Muszą  wiedzieć, 

czy już go osiągnęli, czy jeszcze nie. 

31

RS

background image

 

 

Luke  przyglądał  się  zgromadzonym  wokół  stanowiska 

informacyjnego  starym  ludziom.  Większość  z  nich  była  ubrana 
w dresy. 

- Nie wszyscy mają odpowiednie buty - zauważył. 
-  Chciałbyś  wyasygnować  jakąś  dotację?  -  zapytała  słodko 

Ariel. 

-  Mógłbym.  -  Spojrzał  jej  prosto  w  oczy.  -  Moim  zdaniem 

przez całą noc nie zmrużyłaś oka. 

- Chrapałeś i dlatego nie mogłam zasnąć. 
- Ja nie chrapię. 
- Czy ktoś może to potwierdzić? 
- Chciałabyś się czegoś dowiedzieć o moim życiu osobistym, 

kochanie?  Dwa  razy  byłem  zaręczony.  Gdybym  chrapał,  to 
któraś z moich narzeczonych na pewno nie omieszkałaby mnie o 
tym zawiadomić. 

A  więc  dwa  razy  zamierzał  się  żenić?  pomyślała.  Zresztą  co 

mnie to obchodzi? Chyba nie jestem zazdrosna? 

- Dzień dobry, Ariel. Czy to twój nowy chłopak? 
Ariel  była  tak  zamyślona,  że  nawet  nie  zauważyła  starszej 

pani. 

-  Ach...  Dzień  dobry,  Emmo.  On  nie  jest  moim  chłopakiem. 

Ani  nowym,  ani  żadnym.  To  jest  Luke  Walker,  prezes  firmy 
Titan, która produkuje obuwie sportowe. 

-  Nie  tylko  obuwie  -  powiedział  Luke,  witając  się  z  drobną, 

przygarbioną kobietą. - Rozwijamy się. 

- Mój wnuk bardzo chwali wasze buty, młody człowieku. 
- Miło mi to słyszeć... 
-  Są  symbolem  statusu  materialnego  -  oświadczyła  Emma, 

kiwając siwą głową. - To przez was dzieciaki nie wiedzą, co jest 
w  życiu  naprawdę  ważne.  Za  moich  czasów  dobrze 
wiedzieliśmy,  ile  jest  wart  każdy  dolar.  Nie  wyrzucaliśmy 
pieniędzy  na  drogie  buty  tylko  dlatego,  że  nazywały  się  tak,  a 
nie inaczej. Za pół tej ceny można było kupić tak samo dobre. I 
używane też nie były złe. 

32

RS

background image

 

 

- Emma! Witaj! 
Emma odeszła do nowo przybyłej przyjaciółki. 
-  Dawno  nikt  mnie  tak  nie  potraktował  -  powiedział 

oszołomiony Luke. 

-  Oni  mówią  to,  co  myślą.  Zresztą  właśnie  za  to  ich  lubię. 

Ariel od czasu do czasu sprawdzała, jak sobie Luke radzi. 

Często  się  uśmiechał  i  jeszcze  częściej  flirtował.  Kobiety 

robiły  do  niego  słodkie  oczy,  a  mężczyźni  poklepywali  go  po 
plecach  i  zagadywali.  Tylko  Emma  była  odporna  na  jego  urok. 
Wszystkie wysiłki Luke'a, żeby ją pozyskać, spełzły na niczym. 
Ariel  szybko  załatwiła  to,  co  miała  do  załatwienia,  i  poszukała 
Luke'a. Przysiadł się do stolika, przy którym siedziało już kilka 
osób, między nimi Emma. Nie odzywał się, tylko słuchał. Ariel 
podeszła do niego i położyła dłoń na jego ramieniu. Chciała mu 
jedynie dać znać, że już wróciła. Luke jakby tylko na nią czekał. 
Natychmiast zerwał się na równe nogi. 

-  Niech  pani  nie  czaruje  wszystkich  tak,  jak  mnie  pani 

oczarowała dziś rano - powiedział do Emmy. - Nie uda się pani 
zmienić świata. 

-  Nie  bądź  taki  dowcipny,  młody  człowieku  -  prychnęła 

starsza pani. 

- Wezmę pod uwagę wszystko, co dziś od pani usłyszałem. - 

Pochylił się i pocałował ją w policzek. - Dziękuję za szczerość. 

Emma zaczerwieniła się. Nie wiedząc, co ma ze sobą zrobić, z 

pasją wbiła szydełko w robótkę. 

- Może jeszcze będą z ciebie ludzie - wymruczała pod nosem. 
Kilka  minut  później  Ariel  i  Luke  siedzieli  w  samochodzie. 

Luke prowadził. 

- Nie przejmuj się Emmą - powiedziała Ariel. - Ona wiecznie 

na wszystko narzeka. 

- Ale ona ma rację. Niektóre dzieciaki nie mają łatwego życia. 

To świństwo, że każemy im przejmować się tym, że nie stać je 
na markowe buty. 

- Dajże spokój. My przecież też przez to przeszliśmy. 

33

RS

background image

 

 

- No tak, ale ja czerpię zyski z ogłupiania młodzieży. 
-  No  więc  co  zrobisz?  Obniżysz  ceny?  A  może  zlikwidujesz 

firmę? 

-  Zastanowię się nad tym - powiedział. W rzeczywistości już 

dawno  o  tym  myślał.  Od  chwili  kiedy  dział  handlowy 
zaproponował  nową  kampanię  reklamową  skierowaną  do 
młodzieży. - A wiesz, że to mógłby być zupełnie nowy rynek? 

- Jaki? 
-  Seniorzy.  Ci  ludzie  przecież  zupełnie  czego  innego 

potrzebują.  Mają  inne  problemy.  Artretyzm,  przemieszczenia 
kości,  problemy  ze  stopami.  Wprawdzie  nie  jestem  jeszcze 
stary, ale wiem, jak to boli. Może zaprojektujemy specjalne buty 
dla  starszych  ludzi?  Lepiej  amortyzujące  nogę  i  pasujące  do 
stopy starego człowieka. 

- I tanie. 
-  Owszem.  Nawet  Emma  mogłaby  je  sobie  kupić.  -  Luke 

wreszcie  się  uśmiechnął.  -  Może  zgodziłaby  się  wystąpić  w 
reklamówce.  Byłaby  najlepszym  rzecznikiem  naszej  sprawy. 
Muszę się do tego zaraz zabrać. Gdy tylko wrócę do pracy. 

Tak  mało  trzeba,  żeby  na  świecie  było  dobrze,  pomyślała 

Ariel.  Wystarczy  tylko  skłonić  człowieka,  żeby  osobiście 
zaangażował  się  w  jakąś  sprawę,  żeby  przyjrzał  się  ludziom  i 
dostrzegł w nich odrębne indywidualności. Luke zrobił pierwszy 
krok na tej drodze. Jeszcze nie wie, jaka go za to czeka nagroda. 
Ja już swoją dostałam. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 

34

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ CZWARTY 

 
Chase  Ryan,  administrator  Centrum  Młodzieży  w  San 

Francisco  był,  najbardziej  niepozornym  człowiekiem  ze 
wszystkich  znanych  Ariel  osób.  Od  trzech  lat  ze  sobą 
współpracowali,  ale  Ariel  nigdy  jeszcze  nie  widziała  go 
uśmiechniętego.  Najbardziej  pyskatego  małolata  samym  tylko 
spojrzeniem  potrafił  nauczyć  dobrych  manier.  Nigdy  nie 
podnosił  głosu,  nigdy  też  niczego  dwa  razy  nie  powtarzał.  Nie 
tolerował  ludzi  -  zarówno  młodych,  jak  i  starych  -  którzy  nie 
potrafili uczyć się na własnych błędach. 

Ledwie  Lukę  i  Ariel  weszli  do  Centrum,  zaraz  w  progu 

wpadli  na  Chase'a.  Niósł  pod  pachą  dwójkę  chichoczących 
dzieci. 

- Dzień dobry, Ariel - powiedział. 
- Syrenka! - zawołał trzyletni chłopiec. - Cześć, syrenko! 
-  Znów  narozrabialiście?  -  zapytała  Ariel.  -  Chase,  to  jest 

Lukę Walker. A to Chase Ryan. 

-  Dzięki  za  pomoc.  -  Chase  skinął  Luke'owi  głową.  -  To  dla 

nas  bardzo  wiele  znaczy  -  powiedział  i  z  dziećmi  pod  pachą 
poszedł do sali zabaw przedszkolaków. 

-  Założę  się,  że  trzyma  ten  interes  żelazną  ręką  -  powiedział 

Lukę do Ariel. 

-  Ma  trudny  charakter,  ale  za  to  łatwo  się  do  niego 

przywiązać.  Chodźmy  do  sali  gimnastycznej.  Sprawdzimy,  jak 
sobie radzę z przygotowywaniem sprzętu na sobotę. 

- Dlaczego ten chłopiec nazwał cię syrenką? - zapytał Luke. 
-  Bo  mam  na  imię  Ariel  -  odparła.  A  widząc,  że  Luke  nadal 

niczego  nie  rozumie,  dodała:  -  Nie  znasz  Małej  Syrenki?  Tej  z 
filmu Disneya? 

- Chyba nie. 
- Czy ciebie nikt nigdy nie przezywał Luke Skywalker? 
- Nie pamiętam. Ale jeśli w ogóle, to najwyżej raz. Kiedy moi 

rodzice  wybierali  mi  imię,  do  głowy  im  nie  przyszło,  że  tak 

35

RS

background image

 

 

będzie miał na imię bohater znanego filmu. Twoi też pewnie nie 
myśleli o syrence, kiedy dali ci na imię Ariel. 

-  To  nie  rodzice  dali  mi  na  imię  Ariel  -  powiedziała 

odruchowo. Zaraz też zmieniła temat. - O, Sam i Marguerite już 
tu są. Zdążyli przed nami. 

- Zaczekaj chwilę. Co to znaczy, że rodzice nie nadali ci tego 

imienia? - Luke zastąpił jej drogę. 

- Nieważne. 
A  jednak  było  to  ważne.  Wspomniała  o  tym  wprawdzie 

lekkim  tonem,  ale  jej  oczy  mówiły  coś  zupełnie  innego. 
Odwróciła się. Podeszła do Sama i jego narzeczonej. 

Luke  patrzył,  jak  się  z  nimi  witała.  Jakby  znała  ich  od 

dziecka. Więc może kiedy wieczorem przytulała się do mnie, to 
to  także  nic  nie  znaczyło,  pomyślał.  Za  każdym  razem,  kiedy 
zdaje  mi  się,  że  już  ją  rozgryzłem,  okazuje  się,  że  to  kolejna 
pomyłka. 

Czas płynął szybko. Luke czytał sprawozdania, naradzał się z 

Samem  i  Chase'em,  pytał  i  doradzał.  Jednak  wciąż  jednym 
okiem obserwował, jak Ariel pomaga przygotowywać sprzęt na 
Olimpiadę  Podwórkową.  Poruszała  się  lekko  jak  baletnica,  jej 

śmiech  brzmiał  jak  śliczna  muzyka,  a  wybuchy  radości  były 
zaraźliwe. Była piękna, dzieci ją kochały, starzy ludzie też. 

Tym  razem  trafiłem  na  właściwą  kobietę,  ucieszył  się  Luke. 

Dwadzieścia  siedem  lat  to  dobry  wiek.  Ona  pewnie  też  już 
dojrzała do małżeństwa. 

-  Boisz  się  pobrudzić  sobie  ręce?  -  Ariel  podeszła  do  niego 

właśnie  wtedy,  kiedy,  oparty  o  stół,  patrzył  na  rozłożony  na 
podłodze plan rozgrywek sportowych. 

- Widzisz, każde z nas ma powołanie do czego innego. - Lukę 

się do niej uśmiechnął. - Ty jesteś stworzona do pracy fizycznej, 
a mnie najlepiej idzie nadzorowanie pracy innych. 

- Chciałam ci tylko powiedzieć, że przyszły rzeczy od Ti-tana. 

Marguerite  właśnie  sprawdza  zgodność  zawartości  paczek  z 
zamówieniem. A ja muszę wyjść, żeby rozwieźć obiady. Wrócę 

36

RS

background image

 

 

tu  około  siódmej.  Zjemy  coś  szybko,  bo  potem  muszę  jeszcze 
wpaść do ratusza w sprawie balu. 

- Pojadę z tobą. 
- Luke Walker we własnej osobie! 
Elegancko  ubrana  kobieta  około  trzydziestki  szła  boso  przez 

salę gimnastyczną. Pantofle na szpilkach niosła w ręku. 

Luke  zmartwiał.  To  była  Judith  Abrams,  jedna  z  dwóch 

prawniczek  znajdujących  się  na  jego  liście  kandydatek  do 
małżeństwa. Nie miał pojęcia, skąd ona się tu wzięła. 

- Witaj, Chase - powiedziała Judith. - Cieszę się, że cię widzę, 

Ariel. Musimy porozmawiać. 

Przywitały się serdecznie, a Luke pomyślał sobie, że to wcale 

nie jest dobrze, choć nie wiedział, dlaczego. 

-  Chodzą  słuchy,  że  szukasz  sobie  żony  -  Judith  zwróciła  się 

do Luke'a. 

Luke nie wiedział, skąd ona się o tym dowiedziała. Nie śmiał 

spojrzeć na Ariel. 

- Nie rozumiem, o co ci chodzi - powiedział. 
-  W  zeszłym  miesiącu  oglądałam  wywiad  z  tobą 

przeprowadzany  przez  Cassie.  W  wieczornych  wiadomościach. 
Powiedziałeś... 

- Żartowałem. 
- Z czego? - zapytała Ariel. 
- Cassie jest sprawozdawcą sportowym kanału ósmego -Judith 

zwróciła  się  do  Ariel.  -  Wiesz,  oni  zawsze  zadają  sportowcom 
takie  głupie  pytania.  Na  przykład  po  wygranym  meczu  pytają, 
co  piłkarz  teraz  będzie  robił,  a  on  odpowiada,  że  pojedzie  do 
Disneylandu. 

- Nigdy nie oglądałam żadnego meczu. - Ariel była wyraźnie 

zakłopotana. 

-  Naprawdę?  -  zdziwiła  się  Judith.  -  No  cóż,  wobec  tego 

musisz  mi  uwierzyć  na  słowo.  Dziennikarze  rzeczywiście 
prowadzą  takie  głupie  rozmowy.  No  więc,  kiedy  w  zeszłym 

37

RS

background image

 

 

roku  Luke  został  najpopularniejszym  piłkarzem...  Wiesz,  że 
wybrano go najpopularniejszym piłkarzem roku? 

- Coś mi się obiło o uszy. 
-  No  więc  Cassie  powiedziała  coś  o  tym,  że  skoro  Luke 

zamierza  wycofać  się  ze  sportu,  to  pewnie  nie  pojedzie  do 
Disneylandu, i poprosiła, żeby powiedział, co zamierza robić. A 
on  powiedział,  że  znajdzie  sobie  jakąś  filigranową  kobietkę  i 
wreszcie się ustatkuje. 

-  Filigranową  kobietkę?  -  powtórzyła  Ariel,  spoglądając  na 

Luke'a z niedowierzaniem. - Naprawdę tak powiedziałeś? 

- To miał być żart. - Luke czuł, jak kropelki potu spływają mu 

z czoła. - A co ty tutaj robisz, Judith? 

-  Jestem  prawnikiem  Fundacji  Aniołów.  Właśnie,  Ariel, 

przyniosłam  ci  dokumenty  do  podpisu.  Nie  musisz  tego  robić 
dzisiaj, ale weź je do domu i spokojnie przejrzyj. 

- Dobrze. Chodź ze mną. Muszę umyć ręce. 
Lukę  patrzył,  jak  szły  przez  salę  gimnastyczną.  W  pewnej 

chwili  Ariel  się  odwróciła.  Spojrzała  na  Luke'a  i  uśmiechnęła 
się. Mógł sobie tylko wyobrażać, co jej Judith opowiadała. Lukę 
czasami spotykał się z Judith, kiedy akurat nie miała nikogo na 
stałe. Nie było to nic poważnego i w nic poważnego nie mogło 
się  rozwinąć,  ale  Lukę  lubił  Judith.  Dlatego  umieścił  ją  na 
swojej liście. Jednak głupio mu się zrobiło, kiedy się okazało, że 
Judith i Ariel są przyjaciółkami. 

-  Ariel  jest  wspaniała  -  powiedział  głośno,  nie  krępując  się 

obecnością Chase'a. - Niestrudzona. 

- Tak. To miejsce bez niej nie wyglądałoby tak. jak wygląda. 
- Bez Fundacji Aniołów, chciałeś powiedzieć. 
- To jedno i to samo. Ona ma jakąś misję do spełnienia. 
- Ciekawe, skąd ma tyle pieniędzy - zastanawiał się Luke. 
Schował dokumenty do teczki i właśnie wtedy do sali wbiegła 

Ariel. Była sama. Machała wszystkim ręką na pożegnanie. Przez 
chwilę, ale tylko przez krótką chwilę, Luke'owi zdawało się, że 

38

RS

background image

 

 

jej  stopy  wcale  nie  dotykają  podłogi,  jakby  unosiła  się  na 
skrzydłach. Prawdziwy z niej anioł, pomyślał. 

Ariel i Luke pożegnali się z Chase'em i wyszli. 
-  Judith  opowiedziała  mi  wspaniałą  historię  o  pewnym 

przyjęciu  gwiazdkowym  sprzed  kilku  lat  -  powiedziała  z 
uśmiechem Ariel. 

-  Znasz  Judith.  -  Zrezygnowany  Luke  mimo  wszystko 

próbował  się  bronić.  -  Wiesz,  że  ma  szczególne  poczucie 
humoru. No i potrafi zmyślać, jak mało kto. Dlatego właśnie jest 
takim dobrym prawnikiem. 

-  Mam  przez  to  rozumieć,  że  nie  śpiewaliście  pod  oknem 

burmistrza i nie wypinaliście się na niego? 

-  Nie  wiesz,  od  czego  się  zaczęło,  kochanie.  On  nas  obraził. 

Nie mogliśmy mu tego puścić płazem. 

- Dlatego staliście pod jego domem całkiem nago? 
- Tylko przez chwilę i nie całkiem nago. Wyłącznie siedzenia 

mieliśmy  gołe.  Zresztą  było  nas  tam  co  najmniej  piętnastu.  Ja 
osobiście nic do tego faceta nie miałem. 

- Poznał cię? 
- Powiedzmy, że wiedział, kto mu się kłania. 
Ariel wzięła go pod ramię. Przytuliła się do niego policzkiem. 
- Szkoda, że mnie przy tym nie było - westchnęła. 
- Zawsze możesz sobie popatrzeć, jeśli zechcesz. 
-  Chodziło  mi  raczej  o  to,  że  chciałabym  zobaczyć  minę 

burmistrza. - Ariel się roześmiała. 

- Restauracje odpisują to sobie od podatku - tłumaczyła Ariel. 
Bagażnik  samochodu  miała  wypełniony  pojemnikami  z 

ciepłymi  i  zimnymi  daniami,  które  dopiero  co  wzięli  z 
restauracji. Tym razem prowadziła Ariel, bo Luke nie wiedział, 
dokąd  ma  jechać.  Luke,  jak  zresztą  większość  mężczyzn,  źle 
znosił rolę pasażera. 

- Tylko dzięki tobie ci ludzie mogą jadać obiady pochodzące z 

takiej drogiej restauracji. Nawet ja bym się zastanowił, czy mnie 
na to stać. 

39

RS

background image

 

 

-  Aż  dwudziestu  restauratorów  dało  się  namówić  na 

przygotowywanie posiłków dla moich podopiecznych. Nie robią 
tego tak  często:  najwyżej  dwa  razy  w  ciągu trzech  miesięcy.  A 
ci, którzy je dostają, są naprawdę za nie bardzo wdzięczni. 

-  Nie  denerwuj  się,  Ariel.  Naprawdę  bardzo  cię  podziwiam. 

Jesteś  wspaniała.  Łatwo  jest  dawać  pieniądze  na  coś,  czego  się 
nawet  nie  widzi.  Ja  sam  tak  właśnie  robię.  Ty  we  wszystko 
angażujesz się osobiście. Każdy powinien tak postępować. 

-  Przepraszam,  zawsze  się  denerwuję.  To,  co  robię,  to  tylko 

mała  kropla  w  morzu  potrzeb.  Możesz  być  pewien,  że  nie 
angażuję się w to wszystko dla sławy. 

Ariel zatrzymała samochód. 
-  Wiem,  kochanie.  Ty  po  prostu  musisz  czuć  się  potrzebna. 

Tak samo desperacko, jak oni ciebie potrzebują. 

Patrzyli sobie prosto w oczy. 
- Wiesz przynajmniej, dlaczego to robisz? - zapytał, bo Ariel 

milczała jak zaklęta. 

-  Bo  mi  z  tym  dobrze.  -  Wyłączyła  silnik  i  chciała  otworzyć 

drzwi.  -  Możesz  zostać  w  samochodzie  albo  mi  pomóc.  Jak 
wolisz. 

- Pomogę ci. 
Zawieźli obiady piętnaściorgu starym ludziom, którzy nie byli 

w  stanie  sami  sobie  gotować.  Ariel  co  najmniej  na  dziesięć 
minut  zatrzymywała  się  w  każdym  mieszkaniu.  Nakładała 
jedzenie  na  talerze,  pytała,  odpowiadała  na  pytania  i  po  prostu 
była. 

Niektóre  mieszkania  były  tak  zaniedbane  i  zniszczone,  że 

trudno  to  sobie  wyobrazić.  Tylko  w  niewielu  stały  jakie  takie 
meble,  za  to  wszędzie  był  telewizor  -  jedyny  przyjaciel 
samotnego człowieka. Niektórzy staruszkowie mieli także koty, 
które dotrzymywały im towarzystwa. 

-  To  już  ostatni  mój  podopieczny  -  powiedziała  Ariel, 

skręcając w boczną uliczkę. - Nie mam gdzie zaparkować, a tu, 
gdzie  stanęłam,  nie  wolno  tego  robić.  Mógłbyś  zostać  w 

40

RS

background image

 

 

samochodzie  na  wypadek,  gdyby  komuś  przyszło  do  głowy 
zatknąć mi mandat za wycieraczkę? 

Luke  już  miał  się  zgodzić,  gdy  zauważył,  że  Ariel  drży.  I 

wcale  na  niego  nie  patrzyła.  Zrozumiał,  że  tym  razem  trafili  w 
niezwykłe miejsce. 

- W razie czego ja ten mandat zapłacę - powiedział. Wysiadł z 

samochodu. 

- Nie musisz ze mną iść - tłumaczyła, kiedy spotkali się przy 

bagażniku.  -  Teraz  już  sama  sobie  poradzę.  Zresztą  tym  razem 
wolałabym nie mieć towarzystwa. 

Luke bez słowa wyjął z bagażnika resztę pojemników i czekał 

na Ariel. 

-  Jan  nie  jest  podopieczną  domu  seniora,  Lucas.  -  Ariel 

położyła  mu  dłoń  na  ramieniu.  -  Ma  dopiero  trzydzieści  dwa 
lata. Choruje na AIDS. To zaawansowane stadium. Uważam, że 
powinieneś o tym wiedzieć, bo może to dla ciebie być ważne. 

- W jakim sensie? 
-  Kontakty  z  chorymi  na  AIDS  nie  są  łatwe.  Znam  Jan  od 

dawna,  zanim  jeszcze  zaczęła  chorować.  Pamiętam,  jaką  była 
wspaniałą kobietą. Teraz to już tylko strzęp człowieka. 

-  Postaram  się  nie  okazać  obrzydzenia.  Ariel  spojrzała  na 

niego. 

- Obraziłam cię - stwierdziła. 
- Owszem, obraziłaś. 
- Przepraszam. 
- Przyjmuję przeprosiny - powiedział sucho. - Prowadź. Ariel 

przygotowywała obiad, a Luke rozmawiał z Jan. Śmiał 

się  z  jej  dowcipów  i  trzymał  ją  za  rękę.  Ariel  o  mało  nie 

wylała  zupy,  kiedy  to  zobaczyła.  Bez  przerwy  ją  zaskakiwał. 
Szkoda, że jest taki sławny, pomyślała. 

Koszmar  wrócił.  Tym  razem  w  kolorze.  Ariel  usiadła, 

gwałtownie wybudzona ze snu. Nie mogła złapać tchu. Czuła w 
powietrzu gryzący zapach dymu. Siedziała na łóżku, dopóki nie 
powróciła  jej  przytomność.  Powoli  wracała  ze  snu  do  swego 

41

RS

background image

 

 

pokoju,  w  którym  pachniało  różami  z  potpourri  stojącego  na 
nocnym stoliku. 

Ukryła  twarz  w  dłoniach.  W  duchu  przeklinała  przyczynę 

swojej męki, która spała w sąsiednim pokoju. 

Oboje mieli za sobą ciężki dzień. Po wizycie u Jan odwiedzili 

jeszcze  kilka  miejsc  i  załatwili  wiele  nie  cierpiących  zwłoki 
spraw.  Wrócili  do  domu  po  dziesiątej.  Ariel  odniosła  wrażenie, 

że  Luke  z  trudem  wdrapał  się  na  drugie  piętro,  choć  on 
zdecydowanie temu zaprzeczał. Następny dzień miał być równie 
pracowity,  a  o  sobocie  lepiej  nie  myśleć.  Luke  powinien  choć 
jeden dzień posiedzieć w domu i odpocząć przed imprezą, ale - 
o  ile  go  znała  -  na  pewno  tego  nie  zrobi.  Tak  samo  zresztą  jak 
Ariel, która powinna teraz spać, a nie mogła. 

Postanowiła  napić  się  czegoś  ciepłego.  Uchyliła  drzwi 

sypialni. Na paluszkach poszła do kuchni. Nie zapalając światła, 
wyjęła z lodówki karton z mlekiem, wlała część jego zawartości 
do rondelka, który postawiła na kuchence. 

- Nie możesz spać? Wystraszona, chwyciła się stołu. 
- Dlaczego nie śpisz, Lucas? - zapytała. 
- Pewnie z tego samego powodu co ty. - Luke zapalił światło. 
- Robisz sobie coś do picia? Co... - wziął ją za ramiona. - Co 

się, u diabła, z tobą dzieje? 

- To kobieca przypadłość - skłamała. 
Luke widział, że jest zakłopotana, ale nie umiał zgadnąć, czy 

mówiła prawdę, czy tylko żartowała. Nie znał się na kobiecych 
problemach. 

- Co się z tobą dzieje, Ariel? 
-  Już  ci  mówiłam  -  wyrwała  mu  się.  -  Zaraz  wracam.  Jeśli 

masz ochotę na kakao, to dolej trochę mleka do rondelka. 

Pozwolił  jej  odejść.  Zdążył  jednak  zauważyć,  jak  mokra 

piżama  dokładnie  okleja  jej  piękne  ciało:  małe,  zgrabne  piersi, 
szczupłe plecy, talię jak u osy, wąskie biodra. Z rejsu pamiętał, 

że ma długie nogi. Luke zawsze podziwiał długie, kształtne... 

42

RS

background image

 

 

Zaklął cicho. Wyjął mleko z lodówki i dolał do rondelka. Był 

wściekły na siebie. Wybrał tę kobietę dlatego, że nie wzniecała 
w nim pożądania, ale kiedy wychodziła z pokoju... 

Wytłumaczył  sobie  prędko,  że  odrobina  pociągu  fizycznego 

żadnemu małżeństwu nie zaszkodzi. To dobrze, że jej pożądam, 
myślał.  Byleby  tylko  pożądanie  mnie  nie  zaślepiło.  Nasze 
małżeństwo  nie  miałoby  sensu,  gdyby  u  jego  podstaw  legło 
pożądanie.  To  już  przerabiałem.  Ale  skoro  szukam  żony,  to 
muszę się także liczyć z pociągiem fizycznym. 

Nalał  mleko  do  kubków,  do  każdego  wsypał  dwie  łyżeczki 

rozpuszczalnego  kakao  i  wymieszał  napój.  Zaniósł  kubki  do 
pokoju.  Nie  zapalał  światła.  Wolał,  żeby  padało  z  kuchni.  Tak 
było przytulniej. 

Wkrótce przyszła Ariel. Tym razem miała na sobie spodnie od 

dresu  i  bawełnianą  koszulkę.  Luke  nie  pozwolił  jej  usiąść  na 
drugim  końcu  kanapy.  Wziął  ją  za  rękę  i  posadził  obok  siebie. 
Tym  razem  nie  zaprotestowała.  Podał  jej  kakao.  W  milczeniu 
piła gorący płyn. Po chwili przytuliła głowę do oparcia kanapy i 
zamknęła  oczy.  Luke  wyjął  jej  z  ręki  kubek  i  odstawił  go  na 
stolik. Otoczył Ariel ramieniem i mocno do siebie przytulił. Ona 
zaś wtuliła twarz w jego ramię. 

Czuł, jak się rozluźnia. Delikatnie pogłaskał ją po mokrych od 

potu włosach. Westchnęła. 

- Miałaś zły sen? - zapytał. 
Minęło kilka sekund, zanim poczuł, jak policzek Ariel ociera 

się o niego. Skinęła głową. 

- Chcesz o tym porozmawiać? 
- Raczej nie. 
- Lepiej się poczujesz. 
- Już mi lepiej. - Ariel mocniej się w niego wtuliła. Omal nie 

mruczała. - Masz czarodziejskie dłonie. 

Głaskał  ją  po  głowie.  Ariel  osuwała  się  coraz  niżej,  aż 

wreszcie  oparła  głowę  na  jego  brzuchu.  Przez  cienką  koszulkę 
czuł na sobie jej oddech. Bardzo jej pragnął. 

43

RS

background image

 

 

Uznał,  że  musi  natychmiast  znaleźć  jakiś  sposób  na 

przemieszczenie  jej  głowy.  Jeśli  nie  zrobi  tego  prędko,  Ariel 
wkrótce się zorientuje, jak na niego działa. Była dokładnie taka, 
jaka powinna być żona w cichy, zimowy wieczór. 

Spokojnie,  przypomniał  sobie.  Odrobina  pociągu  fizycznego 

w niczym nie przeszkadza. 

-  Połóż  mi  głowę  na  kolanach,  kochanie  -  powiedział.  -

Rozmasuję ci kark. 

Zrobiła to, o co prosił. Zwinęła się jak kociak, tuląc się do nóg 

Luke'a.  Masował  jej  kark  i  szyję,  delektował  się  dotykiem 
delikatnego ciała. Był coraz bardziej podniecony. 

-  Wiesz,  kochanie,  może  ty  takie  zachowanie  uważasz  za 

całkiem niewinne, ale ja nie - nie wytrzymał wreszcie Luke. 

Ariel  podniosła  się,  a  jemu  zrobiło  się  przykro.  Włosy  miała 

w  nieładzie.  Jej  oczy  wyrażały  coś  pośredniego  pomiędzy 
krańcowym  wyczerpaniem  a  niewyobrażalną  żądzą.  Żaden 
mężczyzna nie zdołałby się oprzeć takiej kombinacji. 

Pocałował  ją  delikatnie  i  tak  czule,  jak  nigdy  nie  całował 

żadnej  kobiety.  Ona  zaś  całowała  go  z  pasją,  jak  żadna  inna 
kobieta, z którą miał do czynienia. 

Nie wolno!  przypomniała  sobie  Ariel.  To  słowa  dzwoniły jej 

w  uszach,  pulsowały  w  skroniach.  Luke  tymczasem  coraz 
namiętniej  ją  całował  i  coraz  mocniej  tulił  do  siebie.  Nigdy 

żaden pocałunek nie sprawił jej takiej przyjemności. 

-  Wreszcie  cię  mam  -  mruknął,  masując  jej  nabrzmiałe 

pożądaniem piersi. 

Ariel wbiła paznokcie w jego ramię. Zacisnęła zęby, żeby nie 

krzyczeć. Te słowa! Te  straszne, cudowne słowa! Ale  Luke nie 
wiedział. Nie mógł wiedzieć, co one dla niej znaczą. Koszmarny 
sen znowu powrócił. 

Luke  puścił  ją,  gdy  tylko  o  to  poprosiła.  Ariel  poprawiła 

ubranie i trochę się od niego odsunęła. 

-  Przepraszam  -  powiedziała.  -  Złamałam zasady,  które  sama 

ustanowiłam. 

44

RS

background image

 

 

-  Niektóre  zasady  istnieją  tylko  po  to,  żeby  było  co  łamać. 

Ariel  czuła,  jak  bardzo  jest  podniecony.  Wiedziała,  że 
zachowała się paskudnie. 

- Być może - powiedziała. - Mimo to przepraszam. 
- Przeprosiny zostały przyjęte. Lepiej się czujesz? 
- Tak. 
Siedzieli  w  milczeniu  minutę  lub  dwie,  a  potem  oboje 

jednocześnie wstali i każde poszło do swojego pokoju. 

-  O  co  chodziło  z  tym  twoim  ustatkowaniem  się?  -  zapytała 

Ariel,  zanim  Luke  zamknął  za  sobą  drzwi.  -  No  wiesz,  to,  o 
czym mówiła Judith. 

- To był żart. 
- Czyżby? 
-  Nie  twierdzę,  że  nigdy  o  tym  nie  pomyślałem.  W  końcu 

mam trzydzieści cztery lata. 

-  Ja  natomiast  nie  mam  zamiaru  wychodzić  za  mąż  - 

powiedziała Ariel, patrząc mu prosto w oczy. - I nie będę miała 
dzieci. 

- Byłabyś wspaniałą matką. 
-  Nie  miałabym  czasu  na  zajmowanie  się  rodziną.  Muszę 

jeszcze tak dużo zrobić. 

Luke  nie  poruszył  się.  Żaden  mięsień  nie  drgnął  na  jego 

twarzy.  Ariel  zrozumiała,  że  popełniła  błąd.  Luke  nie  miał 
zamiaru  się  z  nią  żenić.  Planował  może  jakiś  romans,  ale  na 
pewno nie małżeństwo. Bardzo głupio się poczuła. 

-  Ja  tylko  chciałam,  żebyś  o  tym  wiedział.  Na  wszelki 

wypadek. Dobranoc, Lucas. 

 
 
 
 
 
 
 

45

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ PIĄTY 

 
Luke patrzył na zatokę. W miarę jak zapadał mrok, pojawiały 

się  na  niej  kolejne  światła.  Zaledwie  pół  godziny  temu  wrócili 
do  domu  z  Olimpiady  Podwórkowej,  która  trwała  cały  dzień. 
Ariel  kąpała  się  przed  wieczornym  balem,  a  Luke  czekał  w 
kolejce do łazienki. 

Zdjął  okład  i  obejrzał  kolano.  Po  całym  dniu  stania  i 

chodzenia  bolało  go  okropnie.  Na  szczęście  opuchlizna  trochę 
już  stężała.  Gdyby  Ariel  posiedziała  w  łazience  jeszcze  kilka 
minut, noga zaczęłaby wyglądać normalnie. 

Usłyszał, że w łazience przestała szumieć woda. Zdjął okład i 

pokuśtykał  do  kuchni.  Musiał  zatrzeć  ślady.  Nie  chciał,  żeby 
Ariel domyśliła się, że robił sobie okład. Wrzucił lód do zlewu, 
spłukał  go  ciepłą  wodą,  wytarł  nogę  i  podciągnął  nogawkę 
spodni. 

Wyszedł  z  kuchni.  Noga  tak  go  bolała,  że  chciało  mu  się 

krzyczeć. Oto cena, jaką płacił za dumę. Mógł przecież wziąć z 
domu kule i opierać się na nich podczas chodzenia. Mógł także 
nie przesuwać  terminu  operacji.  Gdyby  był już po  operacji,  nie 
mógłby  się  obejść  bez  kul.  Przynajmniej  nikt  nie  miałby 
wątpliwości,  dlaczego  nie  może  tańczyć.  A  tak  -  będzie  się 
musiał  bez  przerwy  tłumaczyć.  Na  szczęście  środek 
przeciwbólowy nareszcie zaczął działać. Dzięki temu Luke mógł 
być pewien, że bez 

trudu  zejdzie  z  drugiego  piętra  i  może  nawet  wytrzyma kilka 

godzin na balu. 

- Łazienka wolna! - zawołała Ariel ze swojego pokoju. 
Luke  włożył  do  kieszeni  portfel,  poprawił  krawat  i  zapiął 

marynarkę. Wcale się nie spieszył. Spodziewał się, że Ariel nie 
będzie  gotowa  do  wyjścia  wcześniej,  niż  zapowiedziała.  Wcale 
się nie pomylił. 

Już  czuł  się  tak,  jakby  była  jego  żoną.  Potrafił  przewidzieć 

prawie wszystko, co Ariel zrobi i powie. Po kilku spędzonych z 

46

RS

background image

 

 

nią  dniach  był  przekonany,  że  Ariel  równie  dobrze 
poprowadziłaby dom, przedsiębiorstwo, a nawet okręt wojenny. 
Z każdym umiała się dogadać. Uświadomił sobie, że życie obok 
niej sprawia mu wiele radości. W ogóle nie jest uciążliwe. 

-  Za  dwie  minuty  będę  gotowa.  -  Ariel  uchyliła  drzwi  swej 

sypialni. 

Po chwili weszła do pokoju.  Luke aż  gwizdnął z podziwu na 

widok  jej  starannie  upiętych  złotych  włosów,  sięgającej  do 
ziemi obcisłej czarnej sukni z długimi rękawami. 

- Wyglądasz jak gwiazda filmowa, kochanie - pochwalił. 
-  Jeszcze  tylko  szal.  -  Ariel  uśmiechnęła  się  do  niego.  Nie 

mogła  się  już  doczekać  balu.  Marzyła  o  tym,  żeby  wreszcie 
zatańczyć  i  żeby  Luke  trzymał  ją  w  ramionach.  Długo.  Jak 
najdłużej. 

Poszła  do  przedpokoju.  Oczom  Luke'a  ukazał  się  całkiem 

nowy  widok:  swobodnie  udrapowana  materia  sukni  spływała  z 
ramion,  tworząc  na  plecach  Ariel  duży  dekolt.  Suknia  była 
rozcięta  od  połowy  uda  do  samego  dołu.  Przy  każdym  ruchu 
odsłaniała zgrabne nogi. 

Luke  podszedł  do  Ariel.  Wyjął  jej  z  ręki  szal,  otulił  ją, 

przytulając  jednocześnie  do  siebie.  Przez  cienką  tkaninę  sukni 
poczuł... że Ariel nie miała pod spodem bielizny! 

Zadowolona,  śledziła  w  lustrze  wyraz  jego  oczu.  Tego 

właśnie  chciała.  Nie  miała  zamiaru  tańczyć  z  nikim  oprócz 
Luke'a,  więc  nie  musiała  się  obawiać,  że  ktokolwiek  się 
zorientuje. Ale chciała, żeby Luke o tym wiedział, by przez cały 
wieczór pamiętał o tym, że ona pod suknią jest naga. Została im 
przecież  jeszcze  tylko  jedna  noc.  Po  niedzielnym  meczu  Luke 
miał wrócić do Nevady, a życie Ariel - na zwykłe tory. Ale tego 
wieczoru  chciała  tańczyć,  bawić  się  i  kochać  tylko  z  nim.  Od 
dawna już żaden mężczyzna tak jej nie pociągał. 

Siedzieli  przy  stoliku  obok  sceny.  Otwierali  koperty  z 

ofertami  aukcyjnymi  i  porównywali  nadesłane  oferty  z  tym,  co 
proponowali  Sam  i  Marguerite  -  przedstawiciele  Titana.  Luke 

47

RS

background image

 

 

spojrzał  na  Ariel.  Śmiała  się  z  czegoś,  co  powiedział  Chase 
Ryan. 

Nie  jestem  zazdrosny,  powtórzył  sobie  po  raz  trzeci.  Chase 

nie ma pojęcia, że Ariel pod tą suknią jest całkiem naga. Jasne, 

że każdy normalny facet na pierwszy rzut oka się zorientuje, ale 
bez  dotykania  nie  będzie  wiedział  o  tym  na  pewno.  A  ja 
dotykałem!  No  i  diabli  wzięli  wszystkie  moje  kalkulacje.  Ale 
jak tu nie pożądać takiej kusicielki? 

Orkiestra  grała,  kelnerzy  w  białych  frakach  roznosili  kawę. 

Wszyscy  czekali  na  ogłoszenie  wyników  aukcji.  Potem  Lucas 
Walker  miał  osobiście  prowadzić  licytację  najbardziej 
wartościowego  przedmiotu,  a  mianowicie  koszulki,  którą  miał 
na  sobie  podczas  meczu,  po  którym  ogłoszono  go  piłkarzem 
roku. 

Spiker  miejscowego  radia  -  gospodarz  wieczoru  -  wszedł  na 

estradę i poprosił zebranych o uwagę. Przedstawił kilka osób. 

które  dziękowały  zebranym  za  przybycie.  Ogłoszono 

zwycięzców aukcji i rozdano pamiątki, które wylicytowali. 

Ariel  wciąż siedziała  przy  stoliku.  Nikt  jej nie przedstawiał  i 

nikt  nie  dziękował.  Trochę  zdziwiony  tym  faktem,  Luke 
podszedł do Chase'a. 

- Dlaczego nikt nie podziękował Ariel? - zapytał. - Gdyby nie 

ona... 

Chase  przyjrzał  się  Luke'owi,  jakby  nad  czymś  się 

zastanawiał. 

- Ariel nie życzy sobie rozgłosu - powiedział w końcu. 
- Mam rozumieć, że sama o to prosiła? 
-  Wszyscy  bardzo  ją  szanujemy,  Luke.  Prosiła  o 

anonimowość. 

- Dlaczego? 
Chase wzruszył ramionami. 
A  więc  wszystko  to  robi  całkowicie  anonimowo,  pomyślał 

Luke. Ale dlaczego? Mogliby jej przynajmniej podziękować. 

48

RS

background image

 

 

- Nie rób tego, Luke - przestrzegł go Chase. - Nie wymieniaj 

publicznie jej nazwiska. Nigdy by ci tego nie wybaczyła. 

- Dlaczego tak uważasz? - Luke'a to irytowało, że Chase wie o 

Ariel więcej niż on sam. Tym bardziej że dopiero co pochlebiał 
sobie, że potrafi przewidzieć każdy jej krok. 

-  Panie  i  panowie  -  zaczął  spiker.  -  Oto  chwila,  na  którą 

wszyscy  czekaliśmy.  Ostatnia  licytacja.  Tym  razem  jawna. 
Wszyscy  znamy  Luke'a  Walkera,  najlepszego  zawodnika  San 
Francisco  Gold  Dusters.  Powitajcie  go  gorącymi  oklaskami,  a 
potem możecie wyjąć książeczki czekowe. 

Luke  od  siedemnastego  roku  życia  wchodził  na  scenę  i 

wszelkie  inne  podwyższenia.  Nigdy  jednak  nie  czuł  się  tak 
niezręcznie  jak  tym  razem.  Zakończył  karierę,  a  ci  wszyscy 
ludzie jakby całkiem tego nie zauważyli. Powinni licytować coś, 
co należy do Marka 

Malone. On stał się nową gwiazdą drużyny. To dzięki niemu 

Gold Dusters zakwalifikowali się w tym roku do finału. 

Zerknął  na  Ariel.  Uśmiechała  się  do  niego.  Tylko  do  niego. 

Był  to  zupełnie  inny  uśmiech  niż  te,  którymi  obdarzała  innych 
ludzi. Luke nie potrafiłby powiedzieć, na czym polegała różnica, 
ale widział ją bardzo wyraźnie. 

Spiker  pokazał  zebranym  koszulkę,  a  potem  długo  i 

szczegółowo  opowiadał  o  sportowych  osiągnięciach  Luke'a. 
Jemu zaś chciało się wyć. Tak bardzo się starał zamknąć tamten 
rozdział życia, tymczasem wszyscy wokół jakby się uparli, żeby 
bez przerwy przypominać mu, kim był i co stracił. 

Licytacja  rozpoczęła  się  od  pięciuset  dolarów  i  nim 

ktokolwiek zdążył się obejrzeć, zaoferowano pięć tysięcy. 

-  Daję  sześć  tysięcy  za  prawo  zatrzymania  tej  koszulki  -

powiedział Luke do mikrofonu. - Czy ktoś da więcej? 

-  Dam  siedem,  jeśli  ją  na  siebie  włożysz  -  zawołała  jakaś 

kobieta z pierwszego rzędu. 

-  Bez  naramienników  będzie  kiepsko  leżała  -  odparł  z 

uśmiechem Luke. 

49

RS

background image

 

 

-  Mogę  ci  je  pożyczyć.  -  Inna  kobieta  machała 

naramiennikami, które przed chwilą wylicytowała na aukcji. 

-  Dam  osiem  tysięcy,  jeśli  się  w  to  teraz  ubierzesz!  - 

wrzeszczała paniusia z pierwszego rzędu. 

Luke miał tego wszystkiego po dziurki w nosie. Był dla nich 

tylko  kawałkiem  mięsa.  Zawsze  wszyscy  widzieli  w  nim  tylko 
jego  ciało.  Uśmiechał  się  grzecznie.  Widział  przed  sobą  masę 
pełnych  oczekiwania  twarzy,  bezosobowy  tłum.  Wreszcie 
dostrzegł w tym tłumie Ariel. Co robić? zapytał ją spojrzeniem. 

-  Dziewięć  tysięcy.  -  Ariel  podniosła  rękę.  -  I  nie  musisz  się 

rozbierać. 

Dama  z  pierwszego  rzędu  popatrzyła  na  Ariel  złym 

wzrokiem. Przez chwilę w zamyśleniu bębniła palcami w stolik. 

- Dziesięć tysięcy, w tym taniec - zawołała znowu. 
Tym  razem  Ariel  nie  podbiła  ceny.  Tak  więc  koszulkę 

sprzedano za dziesięć tysięcy dolarów. 

Orkiestra  zagrała.  Luke  osobiście  wręczył  zwyciężczyni 

koszulkę, ktoś inny odebrał od niej czek. Kobieta nie zwlekając 
włożyła swoje trofeum na wieczorową suknię. 

-  Podpisz  się  nad  ósemką  -  poprosiła,  podając  Luke'owi 

długopis. 

Miejsce  nad  ósemką  znajdowało  się  dokładnie  na  obfitym 

biuście  owej  damy.  Jeszcze  niedawno,  nie  dalej  niż  pół  roku 
temu,  bez  wahania  podpisałby  się  tam,  gdzie  chciała,  ale  teraz 
wiedział,  że  patrzy  na  niego  Ariel.  Nie  chciał  sprawić  jej 
przykrości. Sobie zresztą też. 

Uśmiechnął  się  do  namolnej  baby  najmilej,  jak  potrafił, 

podciągnął koszulkę do góry i złożył podpis tuż poniżej szyi. 

- Pewnie mnie nie pamiętasz, co? - zapytała kobieta. 
- Bardzo mi przykro... - Luke znów się do niej uśmiechnął. 
- Pośredniczyłam w sprzedaży twojego domu. 
O  Boże  !  pomyślał  przerażony.  Tę  babę  też  wpisałem  na 

swoją listę. To ona handluje nieruchomościami. 

50

RS

background image

 

 

-  Jasne,  że  cię  pamiętam  -  odrzekł  bez  wahania.  Usiłował 

sobie przypomnieć, jak ona ma na imię. - Madeline. Najszybszy 
sprzedawca  domów  na  świecie.  Nie  poznałem  cię  przez  to 
zamieszanie. Wybaczysz mi? 

Nie czekając na odpowiedź, poprosił ją do tańca. 
-  Może  byśmy  się  wybrali  na  kolację?  -  zapytała  Madeline, 

przytulając się do niego. 

- Jestem zajęty. 
- Szkoda. Dziesięć tysięcy dolarów... 
-  Dla  Centrum  Młodzieży  w  San  Francisco.  Jesteśmy  ci 

bardzo  wdzięczni  za  ten  hojny  dar.  Mam  nadzieję,  że  będziesz 
nas miło wspominać przy naliczaniu podatku. 

Melodia się skończyła. Luke pocałował Madeline w policzek i 

poszedł do Ariel. 

- Zatańczysz? - zapytał, wyciągając do niej rękę. 
- Z przyjemnością. 
Orkiestra  grała  nastrojową  melodię.  Luke  usiłował  nie 

zwracać uwagi na kolano, które coraz dotkliwiej dawało mu się 
we znaki. 

- Co byś zrobiła, gdyby ta kobieta nie podbiła ceny? 
- Kupiłabym sobie bardzo drogą nocną koszulę. - Ariel oparła 

głowę  na  ramieniu  Luke'a.  Właściwie  nie  tańczyli,  tylko 
poruszali się w takt muzyki. 

-  Dziękuję,  że  próbowałaś  mnie  uratować.  -  Luke  się  do  niej 

uśmiechnął. 

Był bliski omdlenia. Musiał jak najprędzej usiąść. Wyobrażał 

sobie  już,  co  usłyszy  od  swojej  lekarki.  Obawiał  się,  czy  w 
ogóle da się uratować to jego biedne kolano. 

- Długo jeszcze musimy tu być? - zapytał, kiedy skończyła się 

melodia. 

- Co najmniej ze dwie godziny. 
Podeszli  do  stolika.  Luke  usiadł  i  wyciągnął  nogę  przed 

siebie. Żałował, że nie może jej oprzeć na drugim krześle. 

51

RS

background image

 

 

-  Gdy  będzie  można  wyjść,  to  mi  powiedz.  Przyprowadzę 

samochód - powiedział. - Im szybciej, tym lepiej. 

Spojrzał  na  parkiet  i  zaklął  w  myślach.  Na  sali  była  jeszcze 

jedna kobieta z tej jego listy kandydatek na żonę: sprawozdawca 
sportowy.  Nie  przyszła  sama.  Przyprowadziła  ze  sobą 
kamerzystę,  a  za  nimi  przywlókł  się  sprawozdawca  sportowy 
lokalnej gazety. 

- Cześć, Cassie - Luke uśmiechnął się do dziennikarki. 
-  Gdzieś  ty  się  podziewał,  Luke?  Wszyscy  się  sądzili,  że 

będziesz  zagrzewał  Dustersów,  a  ty  się  gdzieś  zaszyłeś. 
Własnym  uszom  nie  wierzyłam,  kiedy  mi  doniesiono,  że 
będziesz na tym balu. O co tu chodzi? 

Luke odwrócił się do Ariel. Jej miejsce było puste. 
- Jadą za nami - powiedział Luke. 
Ariel odwróciła się. Za tylną szybą jaśniały reflektory innego 

samochodu. 

-  Jadą  za  nami,  odkąd  wyszliśmy  z  balu  -  mówił  Luke.  -To 

pewnie ten dziennikarz, który przyjechał z Cassie. Trzeba było z 
nim porozmawiać i byłby spokój. 

- Nieźle się zaczyna - mruknęła wystraszona nie na żarty. 
-  Przepraszam  cię  za  dzisiejszy  wieczór,  Ariel.  Ktoś  im 

powiedział, gdzie jestem. 

-  Właściwie  to  sama  powinnam  była  zawiadomić  media. 

Centrum  potrzebuje  rozgłosu,  ale  uznałam,  że  skoro  i  tak 
sprzedaliśmy 

wszystkie 

bilety 

na 

bal, 

zawiadamianie 

dziennikarzy nie ma sensu. 

To  był  zwykły  egoizm,  zaprzeczała  w  myślach  własnym 

słowom. Chciałam dziś z tobą potańczyć i wcale nie zależało mi 
na widowni. Udało mi się tylko raz... 

-  Cieszę  się,  że  tego  nie  zrobiłaś.  Ten  cały  cyrk  zacząłby  się 

znacznie wcześniej i nie byłoby ani w połowie tak przyjemnie. - 
Znów  zerknął  w  lusterko.  -  No  to  co  robimy?  Ten  facet  będzie 
jechał za nami aż do twojego domu. 

52

RS

background image

 

 

-  Nie  mam  w  takich  sprawach  wielkiego  doświadczenia. 

Wymyśl coś. 

-  Może  do  rana  stać  pod  twoim  domem,  żeby  się  przekonać, 

czy  zostanę  u ciebie  na  noc.  Potem  sprawdzi  adres  i dowie  się, 
kim  jesteś.  Reporterzy  potrafią  być  uparci  jak  osły  -  skrzywił 
się. - Trzeba odwrócić jego uwagę. 

- W jaki sposób? Będziemy jeździli po mieście, dopóki go nie 

zgubimy? 

- Nie. Nauczyłem się, jak z nimi postępować. Odprowadzę cię 

do  drzwi  i  odjadę.  Jeśli  oczywiście  nie  masz  nic  przeciwko 
temu, żebym wziął twój samochód. Wrócę, jak tylko się uporam 
z tym pismakiem. Może tak być? 

-  Jak  długo  to  potrwa?  -  zapytała  Ariel.  Wiedziała  już,  że  z 

wymarzonej ostatniej nocy będą nici. 

-  Godzinę.  Najwyżej  dwie.  -  Pogłaskał  ją  po  dłoni.  - 

Naprawdę bardzo mi przykro, kochanie. 

A  przecież  wiedziałam,  pomyślała  rozgoryczona  Ariel. 

Dobrze wiedziałam, tylko pozwoliłam sobie zapomnieć, że Luke 
jest taki znany. 

-  Nie  ma  sprawy,  Lucas.  Naprawdę  -  uśmiechnęła  się  do 

niego. - Dziękuję. To dzięki tobie nasza impreza zakończyła się 
sukcesem.  Zapewniam  cię,  że  nie  zmarnujemy  zarobionych 
pieniędzy. 

-  Możecie  liczyć  na  stałą  współpracę  z  Titanem.  To  wasze 

Centrum  bardzo  mi  się  podoba,  choć  nie  jestem  pewien,  czy 
udałoby się wam utrzymać je na tak  wysokim poziomie, gdyby 
zabrakło  Chase'a.  -  Zatrzymał  samochód  przed  domem  Ariel  i 
wyłączył silnik. 

- Na szczęście Chase nie zamierza nas opuścić. 
-  Tak myślałem  -  powiedział  Luke,  spoglądając  we  wsteczne 

lusterko. - Tamten samochód też się zatrzymał. 

Wysiedli. Nawet się nie dotknęli. Luke odprowadził Ariel pod 

same drzwi. 

- Nie czekaj na mnie - powiedział. - Zobaczymy się rano. 

53

RS

background image

 

 

Dlaczego 

powiedział, 

żeby  na  niego  nie  czekać? 

zdenerwowała  się  Ariel.  Czy  on  jest  nadczłowiekiem?  Ja  tak 
bardzo go pragnę, że o mało nie oszaleję. Zdawało mi się, że on 
również mnie pragnie. Nic z tego nie rozumiem. 

Przygotowanie  się  do  snu  zajęło  jej  ponad  godzinę. 

Rozbierała  się  długo,  powoli  wieszała  suknię  w  szafie,  bez 
pośpiechu brała kąpiel i dokładnie wyszczotkowała włosy. Była 
wykończona,  ale  o  tym,  żeby  zdołała  zasnąć  przed  powrotem 
Luke'a,  nie  mogło  być  mowy.  Ubrała  się  w przejrzystą koszulę 
nocną,  której  nigdy  przedtem  nie  miała  na  sobie.  Zielonkawa 
tkanina tylko udawała, że cokolwiek zakrywa. 

Dochodziła  północ.  Dobrze,  że  nie  musimy  rano  wstawać, 

pomyślała  Ariel.  Na  stadion  trzeba  będzie  wyjść  dopiero  o 
dwunastej, więc zdążymy się wyspać. 

Wyjęła  z  szufladki  prezerwatywy,  wsunęła  je  pod  stojące  na 

stoliku  pudełko  z  chusteczkami.  Na  wszelki  wypadek,  gdyby 
okazało się, że on o nich zapomniał. 

Poszła do kuchni zaparzyć herbatę. Ledwie wyszła z sypialni, 

wrócił Luke. 

Zamknął  za  sobą  drzwi,  oparł  się  o  nie  plecami  i  patrzył  na 

Ariel. Podeszła do niego. 

- Załatwione? - zapytała. 
- Załatwione. 
- Co zrobiłeś? 
-  Pojechałem  do  Sama  i  Marguerite.  Reporter  doszedł  do 

wniosku,  że  mieszkam  w  tym  hotelu.  Udzieliłem  mu  krótkiego 
wywiadu, a potem jeszcze godzinę u nich przesiedziałem. 

Luke  był  bez  krawata,  a  koszulę  miał  rozpiętą  prawie  do 

pępka. Ariel wsunęła dłonie pod koszulę, pocałowała zziębnięty 
tors. 

- Musze ci coś powiedzieć, kochanie. 
Zamarła.  Czyżby  jej  nie  chciał?  Nie  rozumiała,  dlaczego 

wszystko, co robi, obraca się przeciwko niej. Cofnęła się o krok. 

54

RS

background image

 

 

- Kolano tak mnie boli, że nawet myśleć nie mogę - tłumaczył 

się Luke. - Przeciążyłem je ponad miarę. Jeśli zaraz nie wezmę 
leku  przeciwbólowego,  będziesz  miała  wrażenie,  że  mieszkasz 
pod jednym dachem z dzikim zwierzęciem. 

Ariel  odwróciła  się  na  pięcie.  Bez  słowa  wróciła  do  swego 

pokoju. 

- Przykro mi - powiedział Luke do odchodzącej. - I tak na nic 

bym ci się dzisiaj nie zdał. 

- Dobranoc, Lucas. - Zamknęła za sobą drzwi. 
Luke  dokuśtykał  do  swojej  sypialni.  Zapalił  światło.  Był 

wściekły. Sam i Marguerite zrobili mu awanturę, że przychodzi 
znienacka w samym środku nocy, Ariel była na niego wściekła. 

Nic  mi  się  dziś  nie  układa,  myślał  rozżalony.  Kobiety  z  tej 

mojej durnej listy spadają mi na głowę jedna po drugiej. Kolana 
pewnie  nie  da  się  już  uratować.  Ariel  czuje  się  dotknięta,  a  co 
gorsza, jutro muszę iść na ten przeklęty mecz. 

Pomyślał,  że  chciałby  już  być  w  domu,  w  świecie,  który 

dopiero  co  sobie  stworzył.  A  zaraz  potem  doszedł  do  wniosku, 

że  to  bzdura,  bo  tak  naprawdę  chce  tylko  tego,  żeby  ktoś  mu 
współczuł. Właściwie nie ktoś, tylko Ariel. 

Zdjął  marynarkę  i  rzucił  ją  na  łóżko.  Rozebrał  się  do 

spodenek. Wyjął lekarstwo ze słoiczka i pokuśtykał do łazienki. 
Połknął tabletkę, popił ją wodą. Przez cały czas patrzył na drzwi 
dzielące  łazienkę  od  sypialni  Ariel.  Zanim  zdążył  na  dobre  się 
zastanowić, już był za tymi drzwiami. 

Światło z łazienki oświetliło pokój. Ariel usiadła na łóżku. 
Luke  dokuśtykał  do  niej,  zapalił  lampkę  nocną  i  padł  na 

łóżko.  Przez  nieuwagę  zrzucił  stojące  na  stoliku  pudełko  z 
chusteczkami. 

- Chciałem ci coś pokazać. - Wyciągnął obie nogi na łóżku. 
- Popatrz na to kolano. Widzisz? To nie był wykręt. 
Nie  odezwała  się  ani  słowem.  Dotknęła  palcem  blizn  na 

zoperowanym kolanie, potem musnęła to, które dopiero czekało 
na operację. Luke jęknął. 

55

RS

background image

 

 

-  Nie  wiedziałam.  -  Dopiero  teraz  na  niego  spojrzała.  -  Nie 

mówiłeś, że jest z tobą aż tak źle. 

-  Teraz  już  wiesz,  więc  przestań  się  na  mnie  gniewać.  -

Opuścił  nogi  na  podłogę  i  zauważył  leżące  na  stoliku 
prezerwatywy. - Miałaś na dzisiaj wielkie plany. 

- To... nasza ostatnia noc - jąkała się zakłopotana Ariel. 
Luke  zauważył  leżącą  na  podłodze  zieloną  koszulę. 

Przypomniał  sobie,  że  Ariel  miała  ją  na  sobie,  kiedy  wrócił  do 
domu. Teraz była ubrana w zwykłą niebieską piżamę. 

-  Nie  mogę,  Ariel.  Głupio  mi  się  do  tego  przyznać,  ale 

naprawdę nie mogę. 

-  Nic  nie  mów.  -  Położyła  mu  palec  na  ustach.  -  Naprawdę 

myślisz,  że  to  jest  dla  mnie  najważniejsze?  Wszystko  w 
porządku,  Lucas.  To  ja  cię  przepraszam.  Powinnam  się  była 
domyślić,  jak  bardzo  cierpisz.  Przecież  widziałam,  tylko 
tłumaczyłam sobie, że mi się zdaje. 

- Wiem, jakie masz dobre serce. Nie chciałem, żebyś się nade 

mną litowała. 

Ariel  pokręciła  głową.  Wielka  łza  spłynęła  jej  po  policzku. 

Luke nachylił się. Pocałował ją i poczuł, jak drżą jej usta. 

- Nie chcę być jednym z twoich podopiecznych - mruknął. 
- Jestem tym samym mężczyzną  co zawsze. Nie traktuj mnie 

jak kaleki. Dobrze? 

-  Dobrze  -  szepnęła.  -  Szkoda,  że  wcześniej  mi  o  tym  nie 

powiedziałeś. 

- Mam swoją godność. 
- To potrafię zrozumieć. Sama mam jej aż nadto. 
- Zauważyłem. - Luke wstał. - Dobranoc, Ariel. 
- Gdybyś czegoś potrzebował... 
- Nie zaczynaj - ostrzegł ją Luke. 
-  Dobranoc  -  powiedziała  wobec  tego  Ariel.  Odchodząc, 

nadepnął na drugą paczkę prezerwatyw. 

- Cztery na jedną noc? - zapytał z uśmiechem. - Jesteś bardzo 

wymagająca. 

56

RS

background image

 

 

-  Jestem  pewna,  że  byś  sobie  poradził  -  odparła,  czerwieniąc 

się. 

Luke  roześmiał  się.  Śmiał  się  wciąż,  idąc  do  łóżka.  Teraz 

wiedział  na pewno,  że  może  spokojnie  podrzeć tę  swoją  głupią 
listę. Idealną kandydatkę na żonę już znalazł. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

57

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

 
Ariel wyjęła z piekarnika bułeczki i położyła je na stole obok 

jajecznicy i parówek, które przed chwilą zdjęła z patelni. 

Luke usiadł przy stole. Oparł chorą nogę na krześle i położył 

na kolanie okład z lodu. 

-  Myślałam,  że  już  jesteś  po  operacji  -  powiedziała  Ariel.  -

Czyżby się nie udała? 

-  Zoperowali  mi  jedno  kolano.  Gorsze.  Następna  operacja 

miała  się  odbyć  wówczas,  kiedy  całkiem  wydobrzeję  po 
pierwszej. 

- Przeczytaj sobie ten artykuł. - Ariel podała mu gazetę. -Jest 

na pierwszej stronie. 

-  Sądząc  z  tonu,  jakim  to  powiedziałaś,  nie  będzie  mi  się 

podobał.  -  Jednak  wziął  od  niej  gazetę  i  głośno  przeczytał 
nagłówek. - „Tajemnica Walkera wyjaśniona". Niech ich piekło 
pochłonie! 

- Dalej jest jeszcze lepiej. 
-  „Miłośnicy  sportu  przez  cały  tydzień  zastanawiali  się,  co 

robi człowiek, który w zeszłym roku zdobył puchar dla Duster-
sów  -  czytał  Luke.  -  Zapadł  się  pod  ziemię?  Nic  podobnego. 
Okazało  się,  że  uczestniczył  w  imprezie  dobroczynnej 
zorganizowanej  w  San  Francisco.  «Dustersi  poradzą  sobie beze 
mnie»,  powiedział  naszemu  reporterowi.  «Nie  chcę  kolegów 
rozpraszać przed decydującą rozgrywką. Jestem tam, gdzie mnie 
naprawdę  potrzebują.  Czy  rzeczywiście  Walkerowi  tak  bardzo 
na  sercu  leży  dobro  najuboższych?  Kim  jest  tajemnicza 
piękność,  z  którą  tańczył  podczas  wczorajszego  balu 
dobroczynnego  na  rzecz  Centrum  Młodzieży  w  San  Francisco? 
Czy  pojawi  się  na  meczu?  Czy  Walker  będzie  kibicował 
Dustersom?  Gabe  Madison,  właściciel  drużyny,  twierdzi  że 
Luke będzie oglądał mecz z jego loży". 

58

RS

background image

 

 

-  Po  dzisiejszym  meczu  przestaniesz  być  tajemnicza  - 

powiedział  Luke,  odkładając  gazetę.  -  Muszę  cię  przedstawić 
wszystkim obecnym w loży, Ariel. 

-  Wiedziałam  o  tym,  zanim  przyjęłam  twoje  zaproszenie. 

Mam nadzieję, że będą zbyt zajęci grą, żeby się mną zajmować. 

Ariel  sądziła,  że  wie,  co  to  sportowa  sława.  A  jednak  jej 

wyobrażenia  nie  dorównywały  rzeczywistości.  Zaczęło  się  już 
na  parkingu.  Porządkowy  zauważył  Luke'a  i  zaproponował,  że 
podwiezie ich do bramy stadionu wózkiem elektrycznym. W ten 
sposób  zarobił  autograf.  Po  drodze  do  loży  tylu  ludzi  prosiło  o 
autografy, że Luke nie dałby rady wszystkich uszczęśliwić. 

Kiedy  spiker  powitał  Lucasa  Walkera,  stadion  oszalał.  Luke 

musiał  się  wychylić  z  loży  i  pozdrowić  widzów,  przede 
wszystkim  tych,  którzy  oglądali  mecz  w  telewizji.  Ariel 
wpatrywała  się  w  ekran  stojącego  w  loży  telewizora.  Luke  się 
uśmiechał, choć wcale nie był szczęśliwy. 

Ledwie  przestały  błyskać  flesze,  przysunęła  się  do  niego. 

Objęła go wpół. Luke przytulił ją do siebie i pocałował w czoło. 
Drżał. Ariel bardzo żałowała, że nie mogą opuścić stadionu. 

Informacja o pojawieniu się Luke'a jakby dodała drużynie sił. 

Grali  wspaniale  i  wygrali  cztery  do  jednego.  Potem  jeszcze 
godzinę  trwało  fetowanie  zwycięstwa,  aż  wreszcie  loża 
opustoszała. Luke i Ariel zostali sami. 

- Boże, jaka ja jestem zmęczona - westchnęła Ariel. Przytuliła 

się do ramienia Luke'a i przymknęła oczy. Była wykończona. Po 
chwili poczuła, jak Luke musnął wargami jej włosy. 

- Ja też. 
-  To  może  zostałbyś  do  jutra.  Nie  powinieneś  lecieć,  skoro 

jesteś taki zmęczony. 

-  Właśnie  się  nad  tym  zastanawiałem.  Wiesz,  mam  mały 

domek  w  górach,  nad  jeziorem  Tahoe.  Nie  chciałabyś  tam  ze 
mną pojechać? 

- Mam obowiązki, Lucas. 

59

RS

background image

 

 

-  Ja  też.  Zadzwonię  i  poproszę,  żeby  mnie  ktoś  zastąpił.  Ty 

mogłabyś  zrobić  to  samo.  Wiem,  że  chcesz  odpocząć -  kusił  ją 
Luke. - Kiedy ostatnio leniuchowałaś przez cały dzień? 

- Nie pamiętam. 
-  Zasłużyłaś  sobie  na  odpoczynek.  Nie  chcę  cię  do  niczego 

zmuszać... 

Nie powinnam, myślała gorączkowo Ariel. Jeśli spędzę z nim 

całe  dwa  dni,  jeszcze  bardziej  się  do  niego  przywiążę,  a  na  to 
nie  mogę  sobie  pozwolić.  Ale  tak  bardzo  tego  chcę. 
Przynajmniej  będę  miała  jakieś  wspomnienia  na  pociechę  w 
trudnych chwilach. 

- Zgoda. Pojadę z tobą - postanowiła. 
- No co my tu jeszcze robimy? Jedziemy. 
Odwołanie  spotkań,  zorganizowanie  zastępstw  i  pakowanie 

zajęło  im  kilka  godzin.  Kiedy  Ariel  wsiadła  do  samochodu, 
zamknęła oczy i zapadła w sen. Obudziła się dopiero wówczas, 
kiedy samochód się zatrzymał. Ale nie zobaczyła ani domku, ani 
restauracji, ani stacji benzynowej. Przyjechali na małe prywatne 
lotnisko. 

- Zostawiłeś coś w samolocie? - Dłonie Ariel same zacisnęły 

się w pięści. 

-  Chciałem  ci  zrobić  niespodziankę.  -  Luke  się  do  niej 

uśmiechnął. - Polecimy. Zaoszczędzimy mnóstwo... 

- Nie! 
Patrzyła  prosto  przed  siebie,  ale  minę  miała  taką,  jak  gdyby 

nic nie widziała. 

- Boisz się latać, Ariel? 
-  Należało  to  ze  mną  uzgodnić,  Lucas.  Przez  ciebie 

niepotrzebnie  straciliśmy  mnóstwo  czasu.  Dobrze  będzie,  jak 
dojedziemy do twego domku przed nocą. 

Mówiła  spokojnie  i  stanowczo.  Siedziała  wyprężona  jak 

struna. Wzdrygnęła się, kiedy Luke dotknął jej policzka. 

-  Jeśli  chcesz  się  pozbyć  strachu,  musisz  mu  stawić  czoło  -

powiedział Luke. - Spróbuj. 

60

RS

background image

 

 

- Tracisz czas - powtórzyła. 
- Nie masz do mnie zaufania? 
- Nikomu nie ufam aż tak bardzo. 
- Ariel... 
-  Przestań.  -  Odwróciła  się  do  niego.  -  Nie  wsiądę  do  tego 

samolotu. Nie ma takiej siły, która by mnie do tego zmusiła. -Jej 
oczy stały się czarne jak smoła. 

-  Przelatałem  setki  kilometrów  -  tłumaczył  jej  Luke.  - 

Większość  lotów  odbyłem  na  tej  maszynie.  To  bezpieczniejsze 
niż jazda samochodem. 

- Wysiadaj - poleciła. 
- Daj spokój, Ariel. Bądź rozsądna. 
- Jestem rozsądna. 
Dopiero  teraz  Luke  zrozumiał,  że  Ariel  była  śmiertelnie 

przerażona  i  nic  na  świecie  nie  zdołałoby  zmienić  jej 
nastawienia do latania samolotem. 

- Muszę odwołać lot - powiedział. - Mam nadzieję, że mnie tu 

samego nie zostawisz. 

- Nie - warknęła. 
- Obiecujesz? 
Spojrzała na niego tak, że więcej o żadne zapewnienia jej nie 

prosił. 

Wysiadł.  Cały  czas  nasłuchiwał,  czy  Ariel  nie  odjeżdża  bez 

niego.  Szybko  załatwił,  co  miał  do  załatwienia.  Odetchnął 
dopiero  wtedy,  kiedy  wracając  do  samochodu,  zorientował  się, 

że auto stoi tam, gdzie je zostawił. 

-  Trzeba  było  włączyć  silnik  -  powiedział,  siadając  za 

kierownicą. - Zrobiłoby się cieplej. 

- Nie jestem dzieckiem, Lucas. Gdyby mi było zimno, to bym 

to zrobiła. 

- Złość cię grzeje. 
Od razu  się  zorientował, że  popełnił  błąd.  W  tej  chwili Ariel 

nie była w stanie śmiać się z jego żartów. 

61

RS

background image

 

 

Usiłował  z  nią  rozmawiać,  lecz  nie  reagowała.  Siedziała 

skulona. Patrzyła prosto przed siebie. 

- Zapowiada się wspaniały wypoczynek - mruknął Luke. 
-  Nie  trzeba  mnie  było  traktować  jak  bezwolnej  idiotki!  -

wybuchnęła. 

- Nigdy cię tak nie traktowałem. 
- Czy nikt nigdy w życiu niczego ci nie odmówił? 
- Wielu ludzi często odmawiało mi różnych rzeczy. 
- Tylko ty nie wierzyłeś w ich szczerość. 
-  Nie  wierzyłem,  że  nigdy  nie  zmienią  zdania.  To  jednak 

pewna różnica. 

- Za bardzo wierzysz w swój urok osobisty. Ja jestem na niego 

odporna. 

- Nie jesteś. 
- Znowu zaczynasz! Przestań mi mówić, co czuję, a czego nie 

czuję. Ja wiem lepiej. 

- Nie mogę z tobą rozmawiać, kiedy jesteś w takim stanie. 
- W jakim stanie? Mam prawo być wściekła. 
- Nieprawda. Ja tylko chciałem ci pomóc zwalczyć strach. 
- Odkąd to interesują cię moje lęki? 
-  Już  mnie  nie  interesują.  Nie  krępuj  się.  Pozwól,  żeby  ten 

strach  tobą  rządził.  Nie  ma  sensu  go  przezwyciężać.  I  nie  ma 
powodu, żebym ja się musiał tym przejmować. 

Zapadła  grobowa  cisza.  Luke  musiał  włączyć radio,  żeby  nie 

oszaleć. 

- I jeszcze coś - powiedziała Ariel, jakby przerwa w rozmowie 

trwała minutę, a nie ponad godzinę. - Jeśli mamy ze sobą spać, 
powinniśmy o tym porozmawiać. 

Luke oniemiał. Po chwili głośno się roześmiał. 
- My mielibyśmy ze sobą spać? - zapytał. - Na razie tylko się 

kłócimy. Chyba że ciebie kłótnia nastraja do seksu... 

- Ja zacznę - przerwała. - Seks musi być bezpieczny. Poznałeś 

Jan. Ja... 

62

RS

background image

 

 

-  Dla  mnie  też  jest  to  ważne,  ale  w  tym  przypadku  nie  ma 

znaczenia. 

-  Nie  toleruję  środków  antykoncepcyjnych.  To  jeszcze  jeden 

powód, dla którego ty musisz się zabezpieczyć. 

Teraz  już  nie  przestanie  o  tym  mówić,  pomyślał 

zniecierpliwiony  Luke.  I  ona  śmie  twierdzić,  że  to  ja  jestem 
uparty. 

-  Przed  operacją  zrobiono  mi  wszystkie  badania.  Jestem 

zdrów jak ryba. 

- Ja także. Pozostaje jeszcze antykoncepcja. 
-  Jestem  bezpłodny  -  wypalił.  Radio  nagle  zaczęło  mu 

przeszkadzać,  więc  je  wyłączył.  W  samochodzie  znów  zrobiło 
się cicho. 

- Lucas. 
Luke  czuł  się  głęboko  urażony.  Poprzedniej  nocy  pragnął 

współczucia  Ariel,  teraz  jednak  już  go  nie  potrzebował.  Przy 
innych  kobietach  udawał,  że  prezerwatywą  chroni  je  przed 
niepożądaną  ciążą.  Nigdy  nikomu  nie  wyjawił  swojej  smutnej 
tajemnicy.  Ariel  także  nie  zamierzał  o  tym  informować. 
Przynajmniej jeszcze nie teraz. Nie miał zamiaru zostać jednym 
z  jej  podopiecznych.  Nie  chciał,  żeby  zgodziła  się  zostać  jego 

żoną z litości. Był wściekły, że tak łatwo dał się wyprowadzić z 
równowagi. 

- Ja wcale ci nie współczuję, Lucas. 
- Z tym też sobie poradzę. 
- Od jak dawna o tym wiesz? 
- Od dwunastu lat. 
- Jak się dowiedziałeś? 
-  Nie  mam  ochoty  z  tobą  o  tym  rozmawiać.  Chciałaś 

porozmawiać o seksie, więc proszę. Oboje jesteśmy zdrowi i nie 
musimy  obawiać  się  twojej  ciąży.  Ale,  mówiąc  szczerze,  nie 
zaprosiłem  cię  w  góry  po  to,  żeby  cię  uwieść.  Oboje  jesteśmy 
wykończeni.  Pomyślałem,  że  powinniśmy  porządnie  odpocząć. 
To wszystko. 

63

RS

background image

 

 

Ariel wcale nie była pewna, czy Luke mówił prawdę. W ciągu 

ostatnich  czterech  dni  nadawał  tak  różne  sygnały,  że  zupełnie 
nie wiedziała,  co  o  tym  wszystkim  myśleć. Czyżby  pocałunki  i 
pieszczoty zupełnie nic dla niego nie znaczyły? Może tylko dał 
się ponieść zmysłom, a ona akurat była pod ręką. 

Tak  czy  inaczej,  zadowolona  była,  że  nie  rozmawiają  już  o 

lataniu.  Gdyby  jeszcze  Ariel  mogła  przestać  o  tym  myśleć. 
Wiedziała, że koszmarny sen wróci. Straszniejszy niż zwykle. 

Zaraz o tym zapomnę, postanowiła. Na szczęście miała czym 

zająć  myśli.  Dlaczego  z  taką  złością  powiedział  mi,  że  jest 
bezpłodny?  Czyżby  sądził,  że  jest  przez  to mniej  męski?  Może 
jeśli powiem mu coś o sobie, to uda nam się zawrzeć pokój. 

- Okłamałam cię, Lucas - odezwała się Ariel. - To nieprawda, 

że nie mogę brać pigułek. Nie ma sensu, żebym ich używała. Od 
lat nie spałam z żadnym mężczyzną. 

- Powinienem się chyba czuć zaszczycony - odezwał się Luke 

po  chwili.  -  Wczoraj  z  całą  pewnością  miałaś  wobec  mnie 
poważne zamiary. 

-  Pomyliłam  się.  Miałam  wrażenie,  że  coś  do  mnie  czujesz. 

Jeśli  rzeczywiście  chcesz  tylko  wypoczywać  w  swoim  domku, 
to  mnie  to  także  odpowiada.  Dobrze  zresztą,  że  mi  o  tym 
powiedziałeś. Nie będę już robić z siebie pośmiewiska. 

-  Martwię  się  o  ciebie.  -  Luke  położył  dłoń  na  kurczowo 

zaciśniętej  dłoni  Ariel.  -  Głos  ci  drży,  ręce  się  pocą.  Odkąd  do 
ciebie  przyjechałem,  pracujesz  na  pełnych  obrotach.  Mam 
wrażenie, że to nie był wyjątkowy tydzień. 

-  Dlatego  zaproponowałeś  mi  dwudniowy  wypoczynek  w 

górskiej samotni? Wiedziałeś, że mi się podobasz, a jednak mnie 
zaprosiłeś? To sadyzm, Lucas. 

- Nie chciałem ci sprawić przykrości. 
- Ale spać ze mną też nie chciałeś! 
- Nie wkładaj mi w usta słów, których nie powiedziałem. 
- No to powiedz: „Nie, Ariel, nie mam zamiaru iść z tobą do 

łóżka". 

64

RS

background image

 

 

- Jesteś piękną, namiętną kobietą... 
- Po prostu powiedz to, Lucas. 
- Nie mogę. 
-  Dlatego,  że  to  nieprawda,  czy  dlatego,  że  nie  chcesz  mi 

sprawić przykrości? Dla mnie każdy powód jest dobry. 

-  Pobądźmy  trochę  razem.  Zobaczymy,  jak się  sprawy  ułożą. 

Czy taka odpowiedź cię satysfakcjonuje? 

- Może być - mruknęła ponuro. 
- A tu jest moja sypialnia - powiedział Luke. 
Dom był nieduży, ale gustownie urządzony. Z okien rozciągał 

się widok na majestatyczną puszczę, nad którą właśnie wstawało 
słońce. 

-  Chciałbym  się  teraz  trochę  przespać.  -  Luke  ziewnął.  -A  ty 

jakie masz plany? 

-  Nie  chce  mi  się  spać  -  skłamała  Ariel.  Wiedziała,  że  jak 

tylko  zaśnie,  wróci  straszny  sen.  Nie  mogła  spać.  -  Rozpakuję 
jedzenie, które ktoś był łaskaw nam dostarczyć w samym środku 
nocy.  Nadal  nie  mogę  uwierzyć,  że  wystarczy  zadzwonić,  żeby 
wyświadczono  człowiekowi  taką  przysługę.  Ogrzewanie 
włączone, droga odśnieżona. 

-  Sława  ma  także  swoje  dobre  strony,  kochanie.  Poza  tym, 

nikt  nie  robi  takich  rzeczy  za  darmo.  -  Pogłaskał  Ariel  po 
policzku. - Weź gorącą kąpiel. To ci pomoże zasnąć. 

-  Pewnie  tak  zrobię.  -  Patrzyła,  jak  Luke  rozpina  flanelową 

koszulę.  -  W  tym  domu  nie  ma  zasłon.  Sądzisz,  że  nikomu  nie 
przyjdzie do głowy, żeby tu zajrzeć? 

-  Widzisz  te  rury  pod  sufitem?  Tam  są  żaluzje.  W  każdej 

chwili  mogę  je  opuścić.  Ale  chyba  nie  ma  sensu  tego  robić. 
Może  w  nocy  zdecyduję  się  zasłonić  okna.  Nie  wiem.  Jeszcze 
nigdy tu nie spałem. 

Luke się rozbierał, a Ariel na niego patrzyła. Nie chciała tego 

robić, ale nie mogła się oprzeć pokusie. 

- Jak tam twoje kolano? - zapytała. 

65

RS

background image

 

 

-  Boli  jak  diabli.  -  Luke  zdjął  koszulę  i  buty.  Zostały  mu 

jeszcze  tylko  spodnie.  -  Masz  zamiar  położyć  mnie  do  łóżka, 
kochanie? - zapytał, bo Ariel wciąż na niego patrzyła. 

-  Nie  -  odrzekła  zmieszana.  -  Pomyślałam  tylko,  że  może 

potrzebny ci okład z lodu. 

- Bardzo ci będę wdzięczny. Wybiegła z pokoju, jakby ją ktoś 

gonił. 

Luke już leżał w łóżku, kiedy Ariel przyniosła lód. 
- Wziąłeś lekarstwo? - zapytała. 
- Wziąłem, mamo. 
Ariel stała zamyślona, wpatrzona w torbę z lodem. 
- Połóż mi to na kolanie - poprosił Luke. 
Ariel podeszła do łóżka i ze złośliwym uśmiechem rzuciła mu 

worek  lodu  na  brzuch.  Wprawdzie  na  kołdrę,  ale  i  tak  poczuł 
dotkliwy chłód. 

- Za co to? 
- Nie zaczynaj ze mną, Walker, bo pożałujesz. 
-  Teraz  już  będę  wiedział.  -  Luke  położył  lodowaty  kompres 

na kolanie. - Naprawdę nie chcesz spać? 

- Nie wiem. Dlaczego pytasz? 
-  Nie  powinienem  trzymać  kompresu  dłużej  niż  dwadzieścia 

minut  Czy  mogłabyś  mi  go  zdjąć?  Jeśli,  oczywiście,  nie 
będziesz spała. 

- Jasne. 
- Dziękuję. 
Ariel  wyszła  z  pokoju.  Luke  zamknął  oczy.  Był  bardzo 

zmęczony,  a  jednak  nie  mógł  zasnąć.  Właśnie  miał  zdjąć  sobie 
kompres, kiedy usłyszał, jak Ariel wchodzi do pokoju. 

Nie  namyślając  się  długo,  postanowił  udawać,  że  śpi.  Poczuł 

delikatny  zapach  perfum.  Ariel  zdjęła  mu  z  nogi  kompres  i  na 
chwilę położyła na jego miejsce swoją ciepłą dłoń. Westchnęła, 
pogłaskała Luke'a po udzie. Jakby nie mogła się oprzeć pokusie. 
Potem  okryła  go  kołdrą,  delikatnie  pocałowała  w  czoło  i 
cichutko wyszła. 

66

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

 
Luke  spojrzał  na  stojący  na  kominku  zegar.  Było  wpół  do 

jedenastej. Raz jeszcze wyjrzał przez okno. Ariel zniknęła. 

Obudził  się  przed  półgodziną.  Ogolił  się  i  wykąpał,  a  potem 

odkrył, że Ariel nie ma w domu. Kluczyki od samochodu leżały 
na  kominku,  tam,  gdzie  je  położył.  A  więc  poszła  na  spacer. 
Sama. Wędrowała po zaśnieżonej, nieznanej okolicy. 

Śnieg  padał  gęściej  niż  rano,  kiedy  tu  przyjechali. 

Widoczność była fatalna. Luke modlił się, żeby Ariel nic się nie 
stało, by bezpiecznie wróciła do domku. 

Kupił  ten  dom  dlatego,  że  znajdował  się  na  odludziu.  Teraz 

przeklinał  to  odludzie  najgorszymi  słowami.  Bał  się  szukać 
Ariel. Nie wiedział, dokąd poszła. Za to doskonale wiedział, że 
jego  kolano  nie  wytrzyma  marszu  w  głębokim  śniegu.  Nie 
pozostawało  mu  więc  nic  innego,  jak  tylko  czekać.  I  martwić 
się. 

Jest  dorosła,  przypominał  sobie.  Za  daleko  nie  pójdzie.  Ale 

dlaczego nie usnęła? Czego się tak boi, że aż spać nie może? 

Żałował,  że  nie  wziął  jej  do  łóżka,  że  się  z  nią  nie  kochał. 

Przynajmniej  byłaby  blisko  niego.  Robił,  co  w  ludzkiej  mocy, 

żeby pożądanie nie zdominowało tego związku. Chciał ją lepiej 
poznać. Marzył, że zdołają się zaprzyjaźnić. Jak dotąd, udawało 
mu  się  trzymać  zmysły  na  wodzy.  Wiele  zasługi  miało  w  tym 
zwycięstwie  chore  kolano,  które  strasznie  bolało  i  którym  bez 
przerwy trzeba się było zajmować. 

Kątem oka zauważył wśród padającego śniegu jakiś ruch. Po 

chwili  wśród  śniegowych  płatków  dostrzegł  czerwoną  plamę. 
Odetchnął z ulgą. 

Kiedy otworzył drzwi, Ariel otrzepywała buty ze śniegu przed 

wejściem do domku. Miał zamiar zrobić jej awanturę o to, że nie 
zostawiła mu żadnej wiadomości. 

-  Już  nie  śpisz!  -  ucieszyła  się,  jakby  spotkała  ją  miła 

niespodzianka. 

67

RS

background image

 

 

- Przyjemnie ci się spacerowało? 
- Jest tu okropnie zimno i tak cicho, że człowiek ma wrażenie, 

jakby  trafił  na  obcą  planetę.  Tylko  od  czasu  do  czasu  odezwie 
się  jakiś  ptak  albo  śnieg  spadnie  z  gałęzi.  Tu  jest  cudownie, 
Lucas! 

Chciała wejść do domu, ale ją zatrzymał. 
- Co się stało? - zaniepokoiła się Ariel. 
Przytulił  ją  do  siebie.  Tak  przecież  postąpiłby  każdy 

przyzwoity mąż. Zaprosił ją do chatki po to, żeby przeżyli choć 
dwa  dni  jak  mąż  i  żona.  Chciał,  żeby  Ariel  przywykła  do  jego 
obecności,  do  tego,  że  ma  się  do  kogo  przytulić  i  że  wreszcie 
jest  bezpieczna.  Pragnął  też,  żeby  się  o  niego  troszczyła  i,  na 
przykład,  przypominała  mu  o  wzięciu  lekarstw.  Żeby  razem 
spali... 

Jednak  nie  udało  mu  się  zagłuszyć  myśli  o  seksie. 

Zdenerwowany,  zziębnięty,  wciągnął  ją  do  domku.  Zatrzasnął 
drzwi i oparł się o nie plecami. 

- Nigdy więcej nie wychodź sama, dobrze? - poprosił. 
-  Przecież  tu  jest  bezpiecznie!  -  Ariel  spojrzała  na  niego 

zdziwiona. 

- Nie znasz okolicy, a podczas śnieżycy łatwo zabłądzić. 
- Przez cały czas widziałam chatkę. Wróciłam, kiedy zaczęło 

mocniej  padać.  -  Podniosła  kurtkę,  zdjęła  rękawiczki  i  wsunęła 
je do kieszeni. - Nie jestem przyzwyczajona do tego, że ktoś się 
o mnie martwi. 

-  Ani  do  wymówek  -  dokończył  za  nią.  Zanim  zdążyła  się 

odezwać,  objął  ją  i  poprowadził  do  kuchni.  -  Chodź,  zrobię  ci 
coś do jedzenia. 

Dzień  upłynął  szybko.  Zjedli  obiad,  wypili  mnóstwo  gorącej 

czekolady  i  grali  w  monopol  przy  kominku.  Luke  starał  się 
stworzyć  miły  nastrój,  ale  zmęczenie  Ariel  niweczyło  jego 
wysiłki.  O  wszystko  się  z  nim  kłóciła,  jakby zupełnie nad sobą 
nie panowała. 

68

RS

background image

 

 

-  Może  chciałabyś  się  położyć?  -  zapytał,  spojrzawszy  na 

zegar. Było już po dziewiątej. 

-  Gdybym  chciała,  to  bym  się  położyła  -  prychnęła  Ariel. 

Luke  zauważył,  że  opuściła  głowę.  Na  pewno  żałowała  swego 
wybuchu. Pewien był, że zaraz go przeprosi. 

-  Przepraszam  -  powiedziała,  siadając  na  podłodze  tak,  aby 

być blisko niego. - Nie wiem, co we mnie wstąpiło. 

Bardzo chciał jej pomóc, ale ona bez przerwy miała do niego 

o coś pretensję. Dotąd nie rozmawiali o tym, co się zdarzyło na 
lotnisku. Luke czuł, że to bardzo ważne. 

- Jesteś zmęczona - powiedział spokojnie. Nie pamiętał, żeby 

kiedykolwiek  zdobył  się  na  tyle  cierpliwości  wobec  drugiego 
człowieka. - A może masz okres? 

-  Znasz  się  na  tym,  co?  -  zapytała  zgryźliwie.  -  Przyznaj  się, 

Lucas, z iloma kobietami spałeś? 

-  Wyobraź  sobie,  że  ich  nie  liczyłem,  kochanie.  Ani  nie 

zapisywałem. 

- Ale byłeś zakochany? 
- Chyba tak. 
-  Dwa  razy  byłeś  zaręczony.  -  Ariel  spojrzała  na  niego 

wyzywająco. 

- Byłem wówczas młody i głupi. 
- Ile miałeś lat? 
-  Za  pierwszym  razem  dziewiętnaście,  a  za  drugim 

dwadzieścia dwa. 

- Kochałeś je? 
-  Wtedy  kochałem.  A  ty?  Byłaś  kiedyś  zamężna  albo 

zaręczona? Masz może dzieci, o których mi nie opowiedziałaś? 

- Gdybym miała dzieci, to byś o tym wiedział. Mówiłam ci, że 

nie mam zamiaru wychodzić za mąż. 

-  To  nie  znaczy,  że  nie  byłaś  mężatką.  Albo  czyjąś 

narzeczoną. 

- Nie byłam. Opowiedz mi o swoich wybrankach. 
- Dżentelmen o takich sprawach nie opowiada. 

69

RS

background image

 

 

-  Nie  pytam  o  seks,  Lucas.  Chcę  wiedzieć,  jakie  one  były  i 

dlaczego z żadną z nich się nie ożeniłeś. 

- Strasznie jesteś wścibska, wiesz? 
- Nie wścibska, tylko ciekawa. To wielka różnica. Podobno od 

dwunastu  lat  wiesz,  że  jesteś  bezpłodny.  Dwanaście  lat  temu 
byłeś zaręczony po raz drugi. Czy dla twojej narzeczonej to było 
ważne? Nie chciała się z tym pogodzić? 

- A ty byś mogła? 
- Jasne. Czy to znaczy, że ona nie mogła? 
-  Gdybyśmy  byli  zaręczeni,  to  może  miałabyś  prawo  pytać 

mnie o takie rzeczy, a ja może bym ci odpowiedział. Ale skoro 
nie jesteśmy, pozwól, że zachowam swoje tajemnice dla siebie. 
Tak samo jak ty swoje. 

- Jeśli chodzi ci o to, co było wczoraj... - zaczęła Ariel, jakby 

tylko na to czekała. 

-  I  na  tym  właśnie  polega  różnica.  To,  co  się  zdarzyło 

wczoraj, to nasza wspólna sprawa. Nie dotyczy  ani przeszłości, 
ani innych ludzi. Poza tym jest to dla mnie ważne, bo ja bardzo 
często  latam.  I  będę  to  robił,  dopóki  mi  nie  zabronią. 
Oczywiście,  nie  musisz  mi  niczego  tłumaczyć,  ale  byłbym 
wdzięczny, gdybyś zechciała to uczynić. 

Ariel przeciągnęła się i ziewnęła. Luke już wiedział, że nie ma 

zamiaru niczego mu wyjaśniać i o niczym opowiadać. 

- Idziesz spać? - zapytał. Ariel skinęła głową. 
- Przygotować ci okład? - zapytała. 
- Sam sobie przygotuję. 
Wstali  jednocześnie.  Luke  pogłaskał  Ariel  po  policzku. 

Popatrzyła na niego zdziwiona. 

- Chciałbym, żebyś pozwoliła sobie pomóc - powiedział. Nie 

mógł  oderwać  oczu  od  jej  lekko  rozchylonych  ust  -  Potrafię 
słuchać. 

- Naprawdę? - roześmiała się. Chwyciła jego dłoń w obie ręce 

i położyła sobie na sercu. - Zdecyduj się wreszcie na coś, Lucas. 

70

RS

background image

 

 

Czy chcesz mnie pocałować, czy nie? A może wolisz iść ze mną 
do łóżka? 

-  Nie  chciałbym  wykorzystywać  okazji.  Taka  jesteś 

zmęczona, że oczy ci się kleją, a jednak boisz się je zamknąć. 

-  Jesteśmy  dorosłymi,  zdrowymi  ludźmi.  Ponieważ  ty  masz 

chore kolano, ja powinnam być na górze. 

Luke  od  razu  wyobraził  sobie  tę  scenę.  Gdyby  Ariel  nie 

uśmiechała  się  jak  dziecko,  które  właśnie  coś  spsociło,  może 
nawet zdecydowałby się spróbować. W tej sytuacji zdecydował 
się jedynie na pocałunek. Nie przewidział jego skutków. 

Ledwie  musnął  wargami  usta  Ariel,  przestała  się  uśmiechać. 

Stanęła na palcach i przytuliła się do Luke'a, jakby miała ochotę 
się  w  niego  wtopić.  Bardzo  jej  pragnął.  I  właśnie  dlatego 
odsunął ją od siebie. 

- Czy to ci wystarczy za odpowiedź? - zapytał. 
Ariel  otworzyła  oczy.  Znów  uśmiechnęła  się  łobuzersko. 

Położyła  mu  dłoń  na  piersi  i  przesunęła  palcem  od  góry  do 
samego dołu. Wreszcie była pewna, że nic jej się nie przyśniło, 

że Luke pragnął jej naprawdę. 

-  Teraz  mi  wystarczy.  -  Nakryła  dłonią  jego  stwardniałą 

męskość. - Wytrzymasz jeszcze jeden dzień? 

Nie czekając na odpowiedź, życzyła mu dobrej nocy i wyszła 

z  pokoju.  Luke  obawiał  się,  że  tym  razem  okład  z  lodu  nie 
wyląduje na kolanie, tylko zupełnie gdzie indziej. 

A  jednak  obłożył  sobie  lodem  kolano.  Siedział  na  łóżku  z 

nogą  opartą  na  poduszce.  Słyszał,  jak  w  łazience  dla  gości 
pracuje urządzenie do masażu wodnego. Nie wiedział, czy Ariel 
zdecydowała się na kąpiel po to, żeby łatwiej zasnąć, czy może 
po  to,  żeby  przypadkiem  nie  zasnąć.  Po  dwudziestu  minutach 
zdjął  okład  i  poszedł  wyrzucić  lód.  Urządzenie  do  masażu 
wodnego wciąż pracowało. Może jego gość zasnął w wannie? 

Nałożył szlafrok. Przed drzwiami pokoju Ariel zatrzymał się. 

Zapukał. Nie usłyszał odpowiedzi. Ostrożnie otworzył drzwi. W 
pokoju paliła się nocna lampka. 

71

RS

background image

 

 

- Ariel! - zawołał, podchodząc do drzwi łazienki. 
Nie odpowiedziała. Zapukał. Cisza. Wobec tego pchnął drzwi. 

W łazience paliło się światło, woda wirowała, ale Ariel tam nie 
było. 

Luke  wybiegł  z  gościnnego  pokoju,  pognał  do  salonu,  gdzie 

oprócz  dogasającego  na  kominku  ognia  nie  było  żadnego 
oświetlenia. Tam jej nie było. W kuchni też jej nie znalazł. 

Przeraził  się  nie  na  żarty.  Nie  zauważył,  czy  kluczyki  od 

samochodu  leżały  na  kominku.  Wracając  do salonu,  spostrzegł, 

że drzwi wejściowe nie są zamknięte na zasuwę. A przecież sam 
je zamknął, zanim poszedł do sypialni. 

Luke wybiegł na dwór. Ariel stała na ganku. Obejmowała się 

ramionami.  Jej  włosy  i  jedwabny  szlafrok  przykryte  były 

świeżym śniegiem. 

- Ariel - powiedział cicho. - Co ty wyprawiasz? 
- Nnie chcę zasnąć. - Ariel szczękała zębami z zimna. 
-  Dlaczego?  -  Nie  wiedział,  czy  może  jej  dotknąć.  Była  tak 

napięta, że mogłaby się rozsypać. 

- Bbo nnie chcę teggo już nnigdy zzobaczyć. 
- Czego, aniołku? 
- Jjak mnnie nnazwałeś? - Spojrzała na niego zaskoczona. 
- Powiedziałem: aniołku. 
- Ddlaczego? 
-  Wracajmy  do  domu.  Zamarzniesz  na  kość.  -  Udawał  tylko 

spokój,  ale  Ariel  na  szczęście  tego  nie  zauważyła.  Ktoś  musiał 
panować nad sytuacją. Tym razem to zadanie spadło na niego. 

- Zzasnę. Jja nnie mogę sspać. 
- Sprawię, żebyś nie zasnęła. 
Luke  objął  ją  ramieniem.  Z  początku  trochę  się  opierała,  a 

potem pozwoliła się poprowadzić do domu. 

-  Siadaj.  -  Posadził  ją  na  kanapie.  -  Rozpalę  ogień.  Ariel 

zrobiła, co Luke jej kazał. Pozwoliła się nawet otulić 

kocem. 

72

RS

background image

 

 

Rozpalił ogień, usiadł obok niej na kanapie i położył sobie jej 

nogi na kolanach. Masował lodowate stopy, żeby jak najszybciej 
pobudzić krążenie. 

- Opowiedz mi o tym, co się z tobą dzieje - poprosił. - Widzę, 

że przeżywasz koszmar. Czy to ma coś wspólnego z lataniem? 

- Tak. 
- Nie chcę zgadywać. Sama mi opowiedz. 
- Dlaczego powiedziałeś do mnie: aniołku? 
- Zawsze tak o tobie myślałem. Że jesteś ziemskim aniołem. 
- Moi rodzice tak mnie nazywali. 
-  Mówiłaś,  że  wychowała  cię  ciotka.  Co  się  stało  z  twoimi 

rodzicami? 

- Zginęli. Cała rodzina zginęła. 
- W katastrofie samolotowej? 
Ariel skinęła głową. Otuliła się kocem aż po samą szyję. Nie 

patrzyła na Luke'a. 

-  Była  okropna  pogoda  -  zaczęła.  Zamknęła  oczy.  Dreszcz 

wstrząsnął  jej  ciałem.  -  Potem  powiedzieli,  że  szalał  huragan. 
Samolot  uderzył  w  górę  i  złamał  się  na  dwie  części.  Odpadło 
kilka rzędów foteli od strony ogona. Reszta samolotu się spaliła. 
Razem z pasażerami. Mama, tata, babcia, dziadek i mój młodszy 
brat. Wszyscy zginęli. 

Najgorsza  była  monotonia,  z  jaką  o  tym  mówiła.  Luke 

wolałby,  żeby  była  zła,  żeby  krzyczała  albo  płakała.  Żeby 
próbowała jakoś walczyć z tym przerażającym wspomnieniem. 

-  To  straszne  -  powiedział  w  nadziei,  że  jego  litość  wreszcie 

wzbudzi w Ariel jakąś emocję. 

Dopiero  teraz  na  niego  spojrzała.  Jakby  oprzytomniała  i 

przypomniała sobie, gdzie jest i z kim rozmawia. 

-  Nikt  nie  powinien  w  ten  sposób  umierać,  Lucas  - 

powiedziała.  -  Miałam  wtedy  tylko  osiem  lat  i  w  ciągu  jednej 
minuty straciłam wszystkich, których kochałam. Wszystkich. 

- Jak to się stało, że ciebie z nimi nie było? 
- Byłam - wyszeptała. - Ja też tam byłam. 

73

RS

background image

 

 

Luke zmartwiał. A ona mówiła coraz szybciej i coraz głośniej, 

jakby znów znajdowała się w samolocie i opowiadała mu 

o  tym, co widzi. 
- Pamiętam błysk. Pamiętam, jak samolot spadał, spadał coraz 

niżej.  I  krzyk.  Boże,  te  krzyki!  Wszędzie  dookoła.  Wszędzie! 
Mój  krzyk.  A  potem  ogień,  dym  i  przerażenie. Nie mogłam  się 
ruszyć. Chciałam zawołać mamę. Nie mogłam wydobyć z siebie 
głosu. 

Luke przysunął się do Ariel i objął ją delikatnie. Obawiał się, 

że mu się wyrwie. Ale ona była bezwładna jak szmaciana lalka. 
Tylko od czasu do czasu wstrząsały nią dreszcze. 

-  Następną  rzeczą,  jaką  zapamiętałam,  był  mężczyzna,  który 

mnie niósł na rękach. „Wreszcie cię mam", powiedział. A potem 
powtarzał to i powtarzał, jakby sam nie mógł w to uwierzyć. Był 
duży  i  bardzo  delikatny.  Miał  brodę.  Była  mokra,  bo  padał 
deszcz. Zdjął kurtkę i mnie nią owinął. 

- Czy to był jeden z pasażerów? - Luke głaskał ją po głowie. 
- Ratownik. 
- Ile czasu minęło od katastrofy? 
- Wiele godzin. Samolot spadł na las. Była noc i padał deszcz. 
- Byłaś przytomna? 
- Czasami. Od tamtej pory nigdy nie wsiadłam do samolotu. 
I  nie  mam  zamiaru  tego  robić.  -  Westchnęła  głęboko.  - 

Nigdy więcej o tym nie rozmawiajmy. 

- Czy mogę ci jakoś pomóc? Bardzo bym tego chciał. 
- Nie mogę być dziś w nocy sama. 
-  Nie  musisz.  -  Pocałował  ją  w  mokre  od  stopniałego  śniegu 

włosy. - Zrobić ci gorącej herbaty? 

- Nie. Przytul mnie, Lucas. Nie zostawiaj mnie samej. Proszę. 
- Nie zostawię cię. Chodźmy do łóżka. 

 
 
 
 

74

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ ÓSMY 

 
Gdzieś  pomiędzy  pokojem  kominkowym  a  sypialnią  Ariel 

udało  się  znów  zapanować  nad  koszmarem.  Jak  mało  kto 
potrafiła  zamykać  wspomnieniom  dostęp  do  świadomości.  Po 
tym,  jak  opowiedziała  Luke'owi  o  katastrofie,  złe  sny  nie 
powinny jej już nawiedzać. Była bezpieczna. Na razie. 

Wsunęła  się  pod  kołdrę.  Słyszała,  jak  Luke  gasi  światło,  jak 

zdejmuje szlafrok. Położył się obok niej. Wtuliła się w niego jak 
kociak.  Jego  zapach,  taki  znajomy  i  drogi,  sprawił,  że  poczuła 
się bezpieczna. 

Miała  nadzieję,  że  teraz  wreszcie  zaśnie.  Jednak  Luke był  za 

blisko, a ona za bardzo go pragnęła. 

-  Cieszę  się,  że  mi  powiedziałaś  o  katastrofie  -  odezwał  się 

Luke. 

- Nie miałam wyboru. Szkoda, że nie powiedziałam ci o tym 

wcześniej.  -  Podniosła  głowę,  jakby  w  ciemności  mogła  go 
zobaczyć.  -  Dziękuję,  że  mnie  znalazłeś.  Nie  wiem,  jak  długo 
bym tam stała... 

- Nic nie mów. Śpij. 
Ariel  bardzo  chciała  zasnąć,  ale  nie  mogła  się  powstrzymać 

od dotykania  Luke'a. Musiała się upewnić, że jej nie opuści, że 
nawet na drugi bok się nie odwróci. 

- Lucas - szepnęła. 
- Co się stało, kochanie? - zapytał tak czule, że Ariel poczuła 

się wzruszona. 

- Nic. 
- Powiedz. 
- Ja tylko chciałam wypowiedzieć twoje imię. Podoba mi się. 

Mówiłam ci, że mi się podoba? 

- Nie. 
- Czasami bywam dla ciebie niemiła. Nie wiem, dlaczego. Ja 

wcale tego nie chcę. Samo tak jakoś wychodzi. 

- Lubię, kiedy jesteś niemiła. 

75

RS

background image

 

 

- Dlaczego? 
-  Nie  mam  pojęcia.  Lubię  i  już.  Zamknij  oczy,  kochanie. 

Spróbuj  zasnąć.  Obiecuję,  że  ani  na  chwilę  nie  zostawię  cię 
samej. 

- Przepraszam. 
- Za co? 
- Że tak bardzo cię pragnę. 
Luke  widocznie  zrezygnował  z  utrzymywania  dystansu 

pomiędzy nimi, bo nagle mocno ją do siebie przytulił. Ich nogi 
się  splątały.  Ariel  poczuła,  jak  Luke  głaszcze  ją  po  głowie, 
potem  po  plecach.  Pewnie  miał  zamiar  ją  uspokoić,  ale  efekt 
okazał się daleki od zamierzonego. 

- Pragnę cię, Lucas - westchnęła. 
Pocałował ją. Delikatnie, czule. Czas stanął w miejscu. Tylko 

ich  usta  się  dotykały.  Ale  Ariel  chciała  więcej.  Zaraz  jednak 
przestraszyła się, że może to wszystko na niby, tylko z litości... 

-  Nie  chcę,  żebyś  się  ze  mną  kochał  z  litości  -  szepnęła  i 

odsunęła się od niego. 

-  Z  litości?  -  zdziwił  się  Luke.  Ujął  ją  za  rękę.  Poprowadził 

tam, gdzie najlepiej mogła się przekonać, jak bardzo jej pragnął. 

-  To,  co  do  ciebie  czuję,  to  nie  jest  litość.  Ale  nie  spieszmy 

się. Nie myśl o niczym. 

Chciał, żeby to, co się pomiędzy nimi musiało zdarzyć, trwało 

jak  najdłużej.  Pragnął  zadowolić  i  uszczęśliwić  Ariel.  Chciał, 

żeby  zapomniała  o  wszystkim,  oprócz  tego,  że  jest  z  nim  i  że 
czuje wszystko to, co i on odczuwał. Tylko ona się liczyła. Nikt 
i  nic  więcej.  Znów  ją  pocałował.  Tym  razem  jego  dłonie  także 
nie  próżnowały.  Ariel  wzdychała,  pieściła  go.  Całą  sobą 
odpowiadała na pieszczoty Luke'a. Teraz już wiedział na pewno, 

że go pragnęła. Powiedziała mu to. Nie tylko słowami. 

Wreszcie  i  on  nie  wytrzymał.  Wprawdzie  chciał  być 

delikatny,  chciał  jej  ekstazę  przedłużać  w  nieskończoność,  ale 
przecież nie był z kamienia. Pozwolił się ponieść pożądaniu. Ku 

76

RS

background image

 

 

światłu, ku spełnieniu, jakiego nie tylko nigdy dotąd nie przeżył, 
ale o jakim nawet marzyć nie potrafił. 

Nie  chciał  się  ruszyć,  choć  kolano  coraz  bardziej  mu 

dokuczało. Ariel leżała wtulona w niego, bezwładna i milcząca. 
Nie chciał psuć jej przyjemności. 

- Muszę się położyć na plecach - powiedział, kiedy ból stał się 

nie do wytrzymania. 

Odpowiedziała mu cisza. Ariel spała kamiennym snem. 
Najpierw trochę się zdenerwował. Tak bardzo się starał, a ona 

tymczasem  zasnęła.  Coś  takiego  zdarzyło  się  z  kobietą  po  raz 
pierwszy w jego karierze. 

Najważniejsze, że się uspokoiła pomyślał po chwili. Wreszcie 

zasnęła. 

Ułożył  się  wygodnie  i  przytulił  ją  do  siebie.  Ariel  mruknęła 

coś przez sen, wtuliła się w niego i spała dalej. Luke  głaskał ją 
po głowie. Zastanawiał się, co będzie dalej. 

Mieli  przed  sobą  cały  następny  dzień.  Luke  bardzo  pragnął 

spędzić  ten  dzień  w  łóżku,  lecz  nie  mógł  sobie  na to pozwolić. 
Nie chciał, żeby pożądanie zniszczyło także i ten związek. Ariel 
zasługiwała  na  szacunek,  podziw  i  przyjaźń.  Miał  nadzieję,  że 
pod koniec tych krótkich wakacji będzie mógł zaproponować jej 
małżeństwo. 

Pewnie  z  początku  będzie  się  opierała,  pomyślał.  Aleja  i  tak 

postawię na swoim. Jestem jej potrzebny. Muszę ją tylko o tym 
przekonać. 

Chmury.  Ariel  śniła  o  chmurach,  o  spokoju  i  radości.  Jak 

okiem sięgnąć, widać było jedynie błękitne niebo. I słońce. Było 
ciepło.  Przylgnęła  do  tego  ciepła.  Nie  czuła  nic.  Tylko  ciepło  i 
to, że jest jej dobrze. 

Otworzyła  oczy.  Tuliła  się  do  Luke'a.  Pewnie  przespała  tak 

całą noc. Odwróciła głowę, żeby spojrzeć na zegarek. 

-  Dochodzi  dziesiąta  -  mruknął  rozespany  Luke.  Pogłaskał  ją 

po plecach. - Spałaś jak kamień. 

77

RS

background image

 

 

-  I  nic  mi  się  nie  śniło.  Dzięki  tobie.  -  Nie  chciała  wstawać. 

Cieszyła się jego bliskością. Położyła głowę na piersi Luke'a. 

- Muszę wstać, kochanie - powiedział zakłopotany. 
- Ja też mam taki zamiar. 
-  Przepraszam,  że  wciąż  o  tym  mówię,  ale  dawno  już 

powinienem wziąć lekarstwo. Strasznie mnie boli kolano. 

Ariel  usiadła  na  łóżku.  Była  rozczarowana.  W  pokoju 

panował chłód, ale nie przykryła się kołdrą. Chciała, żeby Luke 
na  nią  patrzył.  Sama  też  mu  się  przyglądała.  Patrzyła,  jak 
wkłada  spodenki,  szlafrok,  jak  wychodzi  z  pokoju.  Dopiero 
wtedy  przykryła  się  kołdrą  aż  po  szyję.  Minuta  po  minucie 
wspominała to, co zdarzyło się, zanim zasnęła. 

Może  dlatego  było  mi  tak  dobrze,  że  dawno  nikogo  nie 

miałam, pomyślała Ariel. Nie, to dzięki niemu. Widać, że jest w 
tych sprawach bardzo doświadczony. 

Była  zazdrosna.  Po  raz  pierwszy  w  życiu.  Dopiero  teraz, 

chociaż wcale tego nie chciała. 

Lukę  długo  nie  wracał.  Ariel  wstała,  okryła się  szlafrokiem  i 

poszła  go  poszukać.  Był  w  pokoju  kominkowym.  Siedział  na 
kanapie z nogą opartą na poduszce. Oczy miał zamknięte. 

Rozpalił  ogień  na  kominku  i  w  pokoju  już  zaczęło  się  robić 

coraz cieplej. 

- Cierpisz - powiedziała. Już nie miała do niego pretensji o to, 

że nie wrócił do niej, tylko siedział sam. 

- Owszem - mruknął. 
- Kiedy będzie operacja? 
- Niedługo. 
Widać  było,  że  nie  miał  ochoty  na  rozmowę.  Ariel  znów 

straciła  pewność  siebie.  Podniosła  kompres  i  okiem  znawcy 
obejrzała kolano. 

- Paskudnie wygląda - orzekła. - A mówiłam ci, że ja będę na 

górze. 

-  Nie  pamiętam,  żebyś  wczoraj  narzekała.  -  Nagle  otworzył 

oczy. 

78

RS

background image

 

 

- Nie miałam powodu. - Ariel uśmiechnęła się do niego. - Co 

się dzieje, Lucas? 

- Nie rozumiem. 
-  Albo  się  mylę,  albo  naprawdę  żałujesz  tego,  co  się  stało. 

Dlaczego uciekłeś ode mnie, gdy tylko się obudziłam? Kochałeś 
się ze mną z litości? 

Nie odpowiedział. Uniósł się i poprawił rozchylające się poły 

szlafroka Ariel. Nie chciał oglądać tych kuszących widoków. 

- Jest gorzej, niż myślałam. - Ariel przeraziła się nie na żarty. 

-  Umyję  się  i  zaraz  wyjeżdżam.  Po  ciebie  na  pewno  ktoś 
przyjedzie. 

-  Nie  odchodź.  -  Luke  zdążył  jeszcze  złapać  ją  za  połę 

szlafroka.  -  Znowu  wkładasz  mi  w  usta  słowa,  których  nie 
powiedziałem. Mogłabyś usiąść? 

Nie usiadła, ale i nie odeszła. 
Co za uparta kobieta, pomyślał Luke. A ja sobie wszystko tak 

ładnie zaplanowałem. Mieliśmy rozmawiać, lepiej się poznać ... 
Ona  tymczasem  ani  myśli  zrezygnować  z  tego,  co  sobie 
zamierzyła, czyli z całego dnia w łóżku. Właściwie nie miałbym 
nic 

przeciwko 

temu. 

Oprócz 

tego, 

że  postanowiłem 

wyeliminować pożądanie z tego związku. 

-  Nie  żałuję  tego,  co  się  stało  i  nie  kochałem  się  z  tobą  z 

litości  -  zaczął.  -  Długo  się  nad  tym  zastanawiałem.  Widzisz, 
wszystkie  moje  związki  z  kobietami  rozpadały  się,  jak  tylko 
zaczynaliśmy  się  kochać.  Nie  chciałem,  żeby  to  samo  stało  się 
tym razem. 

-  Boisz  się,  żebyśmy  się  sobą  nie  znudzili?  -  zdziwiła  się 

Ariel.  -  Mieszkamy  ponad  trzysta  kilometrów  od  siebie.  Nie 
będziemy  się  spotykać  codziennie.  Nawet  widywanie  się  raz  w 
tygodniu  nam  nie  grozi.  Od  dawna  nie  ma  w  moim  życiu 
mężczyzny,  któremu  mogłabym  zaufać  i  z  którym  chciałabym 
być. Wydawało mi się, że z tobą jest podobnie. 

-  Nie  sądzę,  żebyśmy  chcieli  tego  samego.  -  Luke  ujął  ją  za 

rękę,  bo  obraziła  się  i  chciała  odejść.  -  Odkąd  skończyłem 

79

RS

background image

 

 

dziesięć  lat,  najważniejszą  sprawą  w  moim  życiu  był  futbol. 
Przez  dwadzieścia  cztery  lata!  A  teraz  muszę  skończyć  z 
tamtym  życiem  i  zacząć  nowe,  choć  nie  bardzo  wiem,  jak  to 
zrobić. Zazdroszczę ci tego, że przynajmniej wiesz, kim jesteś. 

O  zaczynaniu  nowego  życia  Ariel  wiedziała  niemało.  Nie 

spodziewała  się  znaleźć  w  Luke'u  bratniej  duszy,  takiego  jak  i 
ona zbłąkanego wędrowca. 

- Opowiedz mi o swoim życiu - poprosiła. 
-  Urodziłem  się  i  wychowałem  w  Teksasie  -  zaczął  Luke.  -

Moi rodzice do dziś tam mieszkają. 

- Masz rodzeństwo? 
- Nie. Może mi nie uwierzysz, ale mój tata jest rzeźbiarzem. A 

mama poetką. Wydała kilka tomików. 

- Uwierzę. Tacy rodzice bardzo do ciebie pasują. 
-  Tata  jest  wyższy  ode  mnie  i  potężniejszy,  ale  to 

najdelikatniejszy człowiek na świecie. Mama też  jest wysoka.  I 
chuda  jak  patyk.  Mają  taką...  -  Luke  szukał  odpowiedniego 
słowa. - Łączy ich szczególna więź. Porozumiewają się głównie 
spojrzeniem  i  gestem.  Takie  pokrewne  dusze.  Rozumiesz? 
Zawsze  czułem  się  przy  nich  jak  ktoś  obcy.  Podejrzewałem 
nawet,  że  mnie  adoptowali.  Dlatego  właśnie  futbol  stał  się  dla 
mnie taki ważny. Drużyna zastępowała mi rodzinę. Tam miałem 
swoje miejsce. 

- Zawsze byłeś gwiazdą? 
-  Byłem  elokwentny,  a  to  ułatwia  kontakt  z  dziennikarzami. 

Stałem  się  dokładnie  taki,  jakim  publiczność  wyobrażała  sobie 
piłkarza. Harowałem jak wół. Nie wiem, czy miałem talent. Na 
pewno  byłem  zdecydowany  zapłacić  każdą  cenę  za  to,  aby  nie 
wypaść z gry. 

- Ta cena to twoje kolana? 
- Częściowo. Nie masz pojęcia, jak bardzo człowiek może być 

spięty. Dobrze, że poza sezonem piłkarskim mogłem normalnie 
pracować. No i że miałem wspaniałego dziadka. Jeśli istniał dla 
mnie  jakiś  wzór  do  naśladowania,  to  był  nim  właśnie  mój 

80

RS

background image

 

 

dziadek.  Nie  znam  drugiego  człowieka,  który  by  pracował  tak 
ciężko jak on. Ma osiemdziesiąt dwa lata i dopiero w tym roku 
przeszedł na emeryturę. 

- Od dawna pracujesz dla Titana? 
-  Odkąd  skończyłem  studia.  Moi  dziadkowie,  rodzice  mamy, 

zaczęli, jak sami to mówią, od produkcji sznurowadeł. Przez lata 
firma  się  rozwinęła.  Powoli,  ale  skutecznie.  Kiedy  zdałem 
maturę,  dziadek  zaproponował  mi,  żebym  pracował  u  niego 
poza 

sezonem 

piłkarskim. 

Zacząłem 

od 

wysyłania 

korespondencji,  a  potem  stopniowo  poznawałem  kolejne 
stanowiska  pracy.  Skończyłem  studia  ekonomiczne.  Pracuję  w 
Titanie,  odkąd  stał  się  głównym  producentem  butów 
sportowych.  Lepiej  nawet  niż  dziadek  rozumiem  potencjał 
drzemiący  w  tej  firmie.  Teraz,  kiedy  dziadek  mi  ją  przekazał, 
chciałbym zagrać o wielką stawkę. 

- Skoro ci ją przekazał, to pewnie sobie na to zasłużyłeś. 
-  Proponowano  mi,  żebym  został  rzecznikiem  prasowym 

Dustersów. 

Kilka 

stacji 

telewizyjnych 

prosiło, 

żebym 

komentował  dla  nich  mecze.  Ale  ja  chciałem  mieć  wreszcie 
normalne  życie.  Odejście  z  drużyny  to  ciężkie przeżycie. Praca 
związana z piłkarstwem tylko opóźnia to, co nieuniknione. 

Luke zdjął okład, położył go na podłodze i usiadł. 
- Czy chciałabyś mi opowiedzieć o swojej rodzinie? - zapytał, 

spoglądając błagalnie na Ariel. 

-  Tak  niewiele  pamiętam  -  westchnęła.  -  Ciocia  kazała  mi  w 

kółko  powtarzać  wszystko,  co  zapamiętałam,  dopóki  nie 
utrwaliłam  sobie  tego  w  pamięci.  Mam  w  głowie  całą  książkę. 
Mogę ją otworzyć na dowolnej stronie. Ciocia mówi, że jestem 
historykiem.  Kronikarzem  rodziny.  Kiedyś  ci  o  tym  opowiem. 
Teraz  nie  jestem  w  stanie.  -  Pochyliła  się  i  pocałowała  go  w 
czoło. - Dziękuję ci za tę noc. Bardzo wiele dla mnie znaczyła. 

- Cała przyjemność po mojej stronie. 

81

RS

background image

 

 

- Nie chodzi o łóżko. Jesteś dyskretny, o nic nie wypytujesz. .. 

-  Ariel  owinęła  się  szlafrokiem.  -  Muszę  się  umyć.  Potem 
usmażę omlet, dobrze? 

Ariel skorzystała z łazienki w sypialni Luke'a. Miała nadzieję, 

że  do  niej  dołączy.  Niestety,  nie  przyszedł.  Próbowała  nie 
przejmować  się  tym,  że  on  nie  zamierza  już  więcej  się  z  nią 
kochać. Nie potrafiła tego zrozumieć. 

Zmoczyła  włosy,  nalała  na  dłoń  odrobinę  szamponu. 

Zamknęła  oczy.  Kiedy  je  otworzyła,  ujrzała przed sobą  Luke'a. 
Stał  w  drzwiach  pokoju  i  przyglądał  się  jej  przez  przejrzyste 

ściany kabiny prysznicowej. 

Nie namyślając  się  wiele,  Ariel  sięgnęła  po  mydło. Starannie 

myła  każdy  zakamarek  ciała.  Udawała,  że  nie  wie  o  istnieniu 
Luke'a. 

On  zaś  zdawał  sobie  sprawę  z  tego,  że  powinien  wyjść.  Nie 

spodziewał  się  zastać  Ariel  w  swojej  łazience.  Niestety,  nie 
mógł się ruszyć i nie patrzeć na nią także nie mógł. Niezależnie 
od tego, czy miał do tego prawo, czy też nie. 

Naprawdę nie chciałem z nią iść do łóżka, pomyślał. Ale teraz 

trudno mi będzie tego uniknąć. Za długo tu stoję. Ariel nigdy by 
mi nie wybaczyła, gdybym sobie teraz poszedł. Zresztą to chyba 
naprawdę niczemu nie zaszkodzi. 

- Mogę do ciebie przyjść? - zapytał. Ariel skinęła głową. 
Drzwi kabiny się otworzyły i w środku zrobiło się ciasno. 
- Śliczna jesteś - powiedział Luke. 
Pocałował  ją.  Bardzo  delikatnie.  Ariel  jednak  potrzebowała 

mocniejszych  wrażeń.  Chciała  się  czuć  jego  własnością. 
Zarzuciła mu ręce na szyję, przytuliła się do niego. 

Tego  już  Luke  nie  mógł  wytrzymać.  Zapomniał  o  swoich 

postanowieniach i o bożym świecie. Kochali się w strumieniach 
wody  jak  szaleni,  aż  Ariel  poczuła  w  sobie  ciepło  i  przez 
moment żal jej się zrobiło, że z tego cudownego ciepła nigdy nie 
powstanie  nowe  życie.  Tymczasem  w  boilerze  skończyła  się 
gorąca woda. 

82

RS

background image

 

 

-  Ależ  tu  zimno  -  jęknął  odzyskujący  przytomność  umysłu 

Luke. 

Ariel  roześmiała  się.  Uciekła  z  kabiny,  otuliła  się  grubym 

ręcznikiem kąpielowym i pobiegła do pokoju. Dołożyła drew do 
kominka,  stanęła  przed  nim,  rozłożyła  szlafrok  i  grzała  się  w 
cieple płomieni. 

Mogłabym  tak  stać  całe  życie,  pomyślała.  Nigdy  jeszcze  nie 

byłam taka szczęśliwa. 

W  końcu  jednak  poszła  do  sypialni.  Ubrała  się  i  wysuszyła 

włosy.  Kiedy  weszła  do  kuchni,  Luke  właśnie  kończył  smażyć 
omlety. 

- Śniadanie zaraz będzie gotowe - powiedział, jakby nigdy  w 

życiu  nie  zbliżyli  się  do  siebie  bardziej  niż  na  odległość 
wyciągniętej ręki. - Na stole stoi sok pomarańczowy. 

- Dziękuję - powiedziała Ariel. 
Cóż  innego  mogła  powiedzieć?  Dziękuję  za  wspaniały  seks? 

Bardzo tego potrzebowałam? Dlaczego mnie nie chcesz? Miała 
mnóstwo  tego  rodzaju  pytań,  ale  żadnego  z  nich  nie  odważyła 
się zadać. 

Luke dotknął jej ramienia. 
-  Co  się  stało?  -  Wyrwana  z  zamyślenia  Ariel  drgnęła 

gwałtownie. 

-  Pytałaś  o  moje  narzeczone  -  powiedział.  -  Chciałbym  ci  o 

nich opowiedzieć. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

83

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

 
- Nie musisz tego robić, Lucas. 
-  Naprawdę?  -  zapytał.  Nic  z  tego  nie  rozumiem,  pomyślał. 

Wczoraj umierała z ciekawości, a teraz mi mówi, że nie muszę. 

- Jasne. To rzeczywiście nie moja sprawa. 
- Ale ja chcę ci opowiedzieć. 
- Jeśli chcesz, to co innego. 
- Kpisz ze mnie, kochanie? 
-  Może troszeczkę. Jesteś  śmiertelnie  poważny.  Chciałam  cię 

rozbawić. Oboje mamy jakąś przeszłość, Lucas. Ja naprawdę nie 
zamierzam nikogo sądzić. Ciebie również. 

-  Pierwsza  była  Mary  Beth  Mabry  -  powiedział  Luke. 

Postawił na stole talerze z omletami i usiadł obok Ariel. 

- Była twoją pierwszą narzeczoną? 
- W ogóle była moją pierwszą dziewczyną. 
- Jaka ona była? 
Luke  usiłował  sobie  przypomnieć,  jak  wyglądała Mary  Beth, 

kiedy miała osiemnaście lat. 

- Była ładna, bardzo lubiana i niegłupia. Wychowano mnie w 

szacunku do kobiet. Nie miałem zamiaru sypiać z dziewczyną, z 
którą nie chciałbym się ożenić. Chodziliśmy ze sobą i w ogóle... 
- Luke zaczerwienił się jak panienka. - Nic się nie działo, aż do 
chwili  gdy  nie  mogłem  wytrzymać  i  z  głupia  frant  zapytałem, 
czy  się  ze  mną  nie  prześpi.  Ona  się  zgodziła.  Zanim  zdążyłem 
zamknąć  usta,  już  była  rozebrana.  Do  końca  życia  tego  nie 
zapomnę. 

-  Kochaliście  się  na  tylnym  siedzeniu  twojego  samochodu?  - 

zapytała Ariel. 

-  Nie,  na  łące.  Komary  mnie  pocięły  jak  diabli.  Miałem 

krótsze  wakacje  niż  wszyscy,  bo  treningi  zaczynały  się  przed 
rozpoczęciem  roku  szkolnego.  Jeszcze  przed  moim  wyjazdem 
ustaliliśmy,  że  zrywamy  ze  sobą.  W  łóżku  było  nam  świetnie, 

84

RS

background image

 

 

ale  poza  tym  nie  mieliśmy  ze  sobą  o  czym  rozmawiać.  Jestem 
ojcem chrzestnym jej drugiego dziecka. 

- Nadal jest taka ładna i niegłupia? 
-  To  miła  kobieta,  Ariel.  My  po  prostu  nie  pasowaliśmy  do 

siebie. Facet,  za  którego  wyszła  za  mąż,  stworzył jej  dom i  dał 
czworo dzieci, czyli dokładnie to, o czym marzyła. 

Ariel  zauważyła,  że  Luke  spuścił  oczy,  kiedy  mówił  o 

dzieciach.  Rzeczywiście,  dzieci  nie  mógł  jej  dać.  Przynajmniej 
on tak twierdził. 

- A druga narzeczona? - zapytała. 
- Nazywała się Olivia Adams. Chodziliśmy ze sobą przez dwa 

ostatnie  lata  college'u.  Zaręczyliśmy  się,  kiedy  wzięli  mnie  do 
Dustersów.  Ciągle  przesuwała  datę  ślubu,  aż  któregoś  dnia 
zwróciła mi pierścionek zaręczynowy. 

- Dlaczego? 
-  Olivia  pochodziła  z  biednej  rodziny,  ale  miała  wielkie 

wymagania. 

Szukała 

przede 

wszystkim 

bezpieczeństwa 

materialnego. Wymyśliła sobie, że jeśli urodzi mi kilkoro dzieci, 
będzie  urządzona  do  końca  życia.  Chciała  zostać  moją  żoną,  a 
potem się ze mną rozwieść i utrzymywać z alimentów na dzieci. 

- Co za podłość - mruknęła zdegustowana Ariel. 
- Mogło być gorzej. Co by było, gdybym się z nią ożenił? 
Była  drugą  kobietą  w  moim  życiu.  Sama  widzisz,  że  jestem 

typowym monogamistą. Może dlatego nie znam się na kobietach 
i  nie  potrafię  odróżnić  miłości  od  pożądania.  Nie  miałem 
pojęcia, o co Olivii chodzi. Koledzy próbowali mi to tłumaczyć. 
Jeden  nawet  powiedział,  że  widział  ją  z  innym  facetem.  Nie 
chciałem  w  to  uwierzyć.  Uważałem,  że  jeśli  się  z  kimś  jest,  to 
się  nie  kłamie.  To  dzięki  Olivii  dowiedziałem  się,  że  jestem 
bezpłodny. 

-  W  jaki  sposób?  Sprawdzałeś?  -  dopytywała  się  Ariel.  Ile 

razy  o  tym  mówił,  tyle  razy  słychać  było  w  jego  głosie  żal. 
Bardzo go to musiało boleć. 

85

RS

background image

 

 

- Olivia przez dwa lata próbowała mnie usidlić. Nie udało jej 

się zajść w ciążę. 

- Przebadałeś się? Może to ona miała problemy? 
-  Przebadałem  się,  bo  mnie  o  to  prosiła.  Nie  znałem  jej 

planów,  więc  uznałem,  że  mi  to  nie  zaszkodzi.  Pracowała  jako 
pielęgniarka.  To  ona  przyniosła  mi  wyniki  badań.  Niedługo 
potem  wyszła  za  mąż  za  mojego  kolegę  z  drużyny.  Urodziła 
dwoje  dzieci,  rozwiodła  się  z  nim  i  do  dziś  żyje  z  alimentów. 
Dokładnie tak, jak sobie zaplanowała. Niezła historia, co? 

Ariel pogłaskała go po dłoni. 
-  Umawiałem  się  potem  z  wieloma  kobietami,  ale  spałem 

tylko z nielicznymi - dodał Luke po chwili. - Chcę, żebyś o tym 
wiedziała. 

- Dlaczego? 
- Powiedziałaś mi o swojej tragedii. Zaufałaś mi... 
Ariel  milczała.  Nie  powiedziała  mu  przecież  wszystkiego.  O 

tej reszcie nawet on nie musi wiedzieć. Po co? 

-  To  jak,  kochanie,  opowiesz  mi  o  swoim  pierwszym 

chłopaku? 

- Dama nie opowiada o takich sprawach. 
- Aż tak źle. - Luke uśmiechnął się domyślnie. 
- Właściwie było... przyjemnie. - Ariel mile wspominała Jean-

Claude'a i noc spędzoną z nim przed dziesięcioma laty. -On był 
delikatny, było miło. 

Wstała,  zebrała  ze  stołu puste  talerze  i  wstawiła je  do  zlewu. 

Nie wróciła na swoje miejsce przy stole, tylko usiadła Luke'owi 
na kolanach. 

- Z tobą nie było mi miło, Lucas. - Ariel zarzuciła mu ręce na 

szyję i pocałowała. Rozpięła guziki jego koszuli, wsunęła dłonie 
pod  materiał.  -  Przy  tobie  po  prostu  czułam.  -  Znów  go 
pocałowała. 

Jestem  słaby,  pomyślał  Luke,  głaszcząc  ją  po  nagich  pod 

swetrem  plecach.  Cała  ta  rozmowa  o  seksie  bardziej  go 
podnieciła  niż  pierwszy  magazyn  pornograficzny,  który  mu 

86

RS

background image

 

 

wpadł  w  ręce  dawno  temu.  Zupełnie  nie  tak  wyobrażał  sobie 
Ariel. Zaśmiał się cicho. 

- Z czego się śmiejesz? - zaniepokoiła się Ariel. 
-  Nie  śmieję  się.  Ja  się  tylko  cieszę.  Tobą.  Jesteś  zupełnie 

inna, niż myślałem. 

- A co o mnie myślałeś? 
-  Wiedziałem,  że  jesteś  sympatyczna  i  że  dużo  pracujesz 

społecznie. Nie spodziewałem się, że masz taki apetyt na seks. 

- Myślałeś, że jestem niedotykalska? 
- Coś w tym rodzaju. 
- Przykro mi, że nie spełniłam twoich oczekiwań. 
-  Powiedziałem,  że  się  tego  nie  spodziewałem,  ale  nie 

mówiłem, że jestem niezadowolony. 

W  tej  chwili  zadzwonił  telefon.  Ten  dźwięk  nie  pasował  ani 

do odludnego miejsca, ani do chwili intymnych zwierzeń. 

-  Muszę  odebrać  -  powiedział  Luke.  -  Jeśli dzwonią, to musi 

dziać się coś bardzo ważnego. 

Pomógł  Ariel  podnieść  się  z  jego  kolan,  po  czym  poszedł  do 

telefonu. 

- Pan Walker? - rozległ się w słuchawce znajomy głos. -Mówi 

doktor Morningstar. 

- Cześć, Shanon - pozdrowił ją Luke. 
-  Bez  poufałości,  dobrze?  Miałeś  przejść  operację,  ale  nie 

pojawiłeś się w szpitalu. 

- Zostawiłem ci wiadomość. W niedzielę wieczorem. 
-  W  poniedziałek  rano  miałeś  być  operowany.  Operacji  nie 

można odwołać z dnia na dzień. 

-  Byłem  wykończony.  -  Luke  patrzył,  jak  Ariel  zmywa 

naczynia po śniadaniu. - Musiałem trochę odpocząć. 

-  Wykończony,  powiadasz?  No  to  chyba  znów  trzeba  będzie 

przełożyć  operację.  Uważam,  że  wykazałam  maksimum 
cierpliwości. Nie przestrzegasz moich zaleceń. Założę się, że nie 
używasz  kul.  Pewnie  zmasakrowałeś  to,  co  nazywaliśmy 
lepszym kolanem. Mam rację? 

87

RS

background image

 

 

- Raczej nie. Niezupełnie. 
-  Ponieważ  nie  wierzę,  że  zjawisz  się  tu  rano,  chcę,  żebyś 

zameldował  się  w  szpitalu  jeszcze  dzisiaj.  Masz  czas  do 
dziesiątej  wieczorem.  Jeśli  nie  przyjedziesz,  będziesz  sobie 
musiał  znaleźć  innego  lekarza.  Wtedy  się  przekonasz, ile czasu 
zajmie ci doprowadzenie tego kolana do porządku. 

Luke  doskonale  wiedział,  że  niełatwo  mu  będzie  znaleźć 

innego lekarza. Był wprawdzie sławny i każdy chętnie przyjąłby 
takiego  pacjenta,  ale  do  Shanon  Luke  miał  pełne  zaufanie.  I 
lubił ją. Była nawet jedną z kandydatek na jego żonę. Właściwie 
dopiero  teraz  zastanowił  się,  dlaczego  w  ogóle  wziął  ją  pod 
uwagę. Była apodyktyczna i klęła jak szewc. 

- Słyszysz mnie, Luke? 
- Słyszę. Będę przed dziesiątą. 
- Obiecujesz? 
-  Powiedziałem,  że  będę  -  zniecierpliwił  się  Luke.  Próbował 

jakoś  ułożyć  sobie  życie,  a  tymczasem  wszyscy  jakby  się 
sprzysięgli, żeby mu w tym przeszkodzić. 

- Masz kłopoty? - zapytała Ariel, kiedy wyłączył telefon. 
-  Bardzo  mi  przykro,  ale  musimy  zaraz  wyjechać.  Przed 

dziesiątą wieczorem muszę być z powrotem w domu. 

- Problemy w pracy? 
-  Tak  - potwierdził  Luke  po  chwili  wahania.  -  Muszę to dziś 

załatwić. 

- Kim jest Shanon? - zapytała Ariel. 
- Wspólnikiem. Ile czasu potrzebujesz, żeby się spakować? 
-  To  zależy  od  tego,  ile  mamy  sprzątania.  Nawet  nie 

posłaliśmy łóżek. 

Po  południu  dotarli  do  San  Francisco.  Siedzieli  w  kuchni 

mieszkania Ariel i jedli obiad. 

- Jesteś taki poważny - powiedziała Ariel. 
Właściwie  Luke  nie  był  poważny,  tylko  nieswój.  Niewiele 

jadł  i  nie  mógł  spokojnie  usiedzieć  na  miejscu.  Co  chwila 
zrywał się z krzesła, szedł po coś do pokoju, znowu wracał. 

88

RS

background image

 

 

-  Chciałbym  cię  o  coś  zapytać  -  powiedział,  sięgając  do 

kieszeni spodni. 

Wyjął małe pudełeczko, otworzył je i podsunął pod nos Ariel. 

Był  tam  złoty  pierścionek  z  ogromnym  diamentem,  który  omal 
jej nie oślepił. Spojrzała na Luke'a zdziwiona. 

- Proszę cię, żebyś została moją żoną, Ariel. 
- Kpisz ze mnie? 
- Mówię poważnie. 
- Dlaczego? 
- Jak to: dlaczego? Dlaczego mężczyzna prosi kobietę o rękę? 
-  Doskonałe  pytanie.  Prawie  się  nie  znamy.  Poza  tym 

powiedziałam  ci,  że  nie  mam  zamiaru  wychodzić  za  mąż. 
Dlaczego stawiasz mnie w takiej trudnej sytuacji? - Ariel wstała, 
jakby  się  obawiała,  że  Luke  bez  ostrzeżenia  włoży  jej  ten 
pierścionek na palec i że odtąd będzie musiała należeć do niego. 
- Powiedz, dlaczego mi to zaproponowałeś. 

- Ponieważ chcę, żebyś została moją żoną. Wydaje mi się, że 

doskonale do siebie pasujemy. 

-  Po  sześciu  dniach  naszej  znajomości  jesteś  pewien,  że 

moglibyśmy przeżyć razem resztę życia? 

- Odpowiadamy sobie seksualnie, lubimy się i mam wrażenie, 

że nie będziesz miała nic przeciwko temu, żebyśmy adoptowali 
dzieci. Wiem o tobie wszystko, co powinienem wiedzieć. 

-  Nie  mam  czasu  na  zajmowanie  się  rodziną,  Lucas.  Na 

świecie jest tylu potrzebujących. Nie mogę ich zostawić. Ja już 
znalazłam swój cel w życiu. Pomagam setkom ludzi, zapewniam 
im trochę lepszy los. 

-  Czy  ci  potrzebujący  ogrzeją  cię  w  nocy?  Czy  dadzą  ci 

dzieci,  które  się  tobą  zaopiekują,  gdy  będziesz  stara?  Wnuki, 
które cię będą kochać? 

-  Nie  potrzebuję  rodziny,  żeby  być  szczęśliwa.  -  Ariel 

skrzyżowała ręce na piersi, jakby chciała się od niego odgrodzić. 

- Nie potrzebujesz rodziny? - zdziwił się Luke. - Kochanie, ty 

tworzysz  małe  rodziny  wszędzie,  gdzie  tylko  się  pojawisz.  Ci 

89

RS

background image

 

 

ludzie w domu seniora, dzieciaki z Centrum czy orkiestra, którą 
uratowałaś przed bankructwem, organizując rejs. Przez cały czas 
szukasz swego domu. Domu i rodziny. Tak samo jak ja. 

Ariel  pokręciła  głową.  Nie  mogła  inaczej  zaprzeczyć: 

wszystko, co powiedział, było prawdą. 

- Sama siebie oszukujesz, Ariel. Twoje życie nie ma dalszego 

ciągu. Oczywiście poza tym, co sama tworzysz. Ale to może się 
w każdej chwili rozpaść, ponieważ tworzone przez ciebie więzy 
są sztuczne. Mnóstwo ludzi przewija się przez twoje życie, a ty 
wciąż jesteś samotna. Przyznaj, że to prawda. 

-  Wcale  nie  czuję  się  samotna.  Jestem  zajęta  od  rana  do 

wieczora i nie mam czasu na samotność. 

-  Nie  przeczę,  że  to,  co  dajesz  ludziom,  jest  ważne.  Ale 

przecież  najważniejszy  jest  efekt  pracy,  a  nie  osoba,  która  tę 
pracę wykonuje. Na pewno dajesz wielu ludziom coś, czego nikt 
inny im nie może ofiarować, ale co otrzymujesz w zamian? Nie 

łączą cię z nimi ani więzy rodzinne, ani przyjacielskie. 

-  Nie  chcę  się  z  nikim  wiązać.  -  Ariel  cofnęła  się.  Żałowała, 

że  opowiedziała  mu  o  katastrofie.  -  Śmierć  przychodzi  bez 
ostrzeżenia. Małżeństwa się rozpadają. Nic nie jest trwałe. A ja 
znalazłam to, czego potrzebuję i co nigdy mnie nie zawiedzie. 

- I nie opuści? 
Trafił  w  sedno.  Ariel  nie  chciała,  żeby  Luke  wiedział,  jak 

bardzo ją to zabolało. 

- Ja mam cel w życiu. Mówiłam ci o tym. 
Luke  właściwie spodziewał się, że Ariel mu odmówi. Jednak 

zależało  mu  na  tym,  żeby  zasiać  w  jej  duszy  ziarno.  Teraz 
należało  cierpliwie  poczekać,  aż  ziarno  wykiełkuje i dobrze  się 
ukorzeni.  Wystarczy  trochę  czasu  i  odrobina  czułości,  aby 
wszystko ułożyło się po jego myśli. 

-  Kierowałabyś  działalnością  charytatywną  -  kusił.  - 

Mogłabyś  odpowiadać  za  działalność  dobroczynną  Titana.  W 
ten  sposób  pomogłabyś  znacznie  większej  liczbie  ludzi,  aniżeli 
możesz pomóc w tej chwili. 

90

RS

background image

 

 

-  Nie  bierz  mnie  pod  włos.  Mogę  pomóc  tylu  ludziom,  ilu 

zechcę.  Mam  na  to  środki.  Tylko  że  ja  wolę  nieść  pomoc 
osobiście.  Jestem  niezależna.  Nie  zamierzam  wykłócać  się  z 
księgowym o to, ile i komu mogę dać pieniędzy. 

- Sama mogłabyś o tym decydować. 
-  Chcesz  mnie  zmusić,  żebym  zaczęła  latać  samolotem? 

Jeżdżąc  po  kraju  samochodem,  nawet  połowy  spraw  bym  nie 
załatwiła. 

- Uważam, że strach trzeba pokonywać: Ale to akurat nie ma 

nic  wspólnego  z  moją  propozycją.  Chcę,  żebyś  została  moją 

żoną, ponieważ dojrzałem do założenia rodziny. Wydaje mi się, 

że ty też. 

-  Nie  jestem  tym,  za  kogo  mnie  bierzesz  -  powiedziała 

stanowczo.  -  A  jeśli  sądzisz,  że  ten  pierścionek  robi  na  mnie 
wrażenie, to znaczy, że mnie wcale nie znasz. 

-  Pierścionek  ci  się  nie  podoba?  -  zdziwił  się  Luke.  -  Jubiler 

powiedział,  że  ten  diament  nie  ma  najmniejszej  skazy.  Jest 
idealny. 

-  Pierścionek  z  idealnym  diamentem  powinna  dostać  idealna 

kobieta. Ja nią nie jestem. 

- Ariel! - Luke położył dłonie na jej ramionach. 
-  Wszystko  zepsułeś,  Lucas.  -  Ariel  odsunęła  się  od  niego.  - 

Teraz  już  nawet  nie  będę  mogła  pójść  z  tobą  do  łóżka.  Jak 
mogłeś mi coś takiego zrobić? 

- Tylko ty możesz uważać za zbrodnię to, że zaproponowałem 

ci  małżeństwo.  -  Luke  pokręcił  głową.  -  Czego  ty  się 
spodziewałaś po tej znajomości? 

- Że  będziemy  się  spotykać.  Na  przykład  raz w tygodniu.  Że 

będziemy ze sobą rozmawiać przez telefon. No wiesz... 

-  Chcesz  Dowiedzieć,  że  wystarczyłoby  ci  sypianie  ze  mną? 

Nic poza tym? 

Ariel, zakłopotana, wzruszyła ramionami. 
- Chciałaś mnie wykorzystać? - Luke postanowił ją pognębić. 

- Potraktowałaś jak zabawkę? Jesteś okrutna, Ariel Minx. 

91

RS

background image

 

 

- Przestań sobie stroić ze mnie żarty. 
-  Kochanie,  przedtem  tylko  mi  się  wydawało,  że  jesteś  dla 

mnie  stworzona.  Teraz  jestem  tego  pewien.  -  Roześmiał  się. 
Przytulił  ją  do  siebie  i  mocno  pocałował.  Chciał,  żeby  długo 
pamiętała ten pocałunek. 

Potem się pożegnał. 
- Gardzę tobą - zawołała za nim Ariel. 
- Nieprawda. 
-  I  nie  waż  się  do  mnie  dzwonić,  bo  i  tak  nie  będę  z  tobą 

rozmawiać! Nie jesteś jedyny na świecie! 

-  Dla  większości  kobiet  pewnie  nie.  -  Luke  uśmiechnął  się.  - 

Ale dla ciebie - owszem. 

-  Znikaj  -  zawołała.  Rozejrzała  się  jeszcze,  żeby  sprawdzić, 

czy aby żaden z sąsiadów nie słyszy tej wymiany zdań. - I nigdy 
nie wracaj. 

Zatrzasnęła  drzwi.  A  więc  jednak  ostatnie  słowo  należało  do 

niej. Udało jej się wygrać. Wprawdzie tylko małą potyczkę, ale i 
to ją cieszyło. Była bardzo zadowolona z siebie. 

Usiadła  na  kanapie  i  wybuchnęła  płaczem.  Gryzła  poduszkę, 

żeby  nie  krzyczeć  z  rozpaczy.  Luke  nie  miał  pojęcia,  jak 
strasznie  ją  skrzywdził.  Ariel  zabroniła  sobie  myśleć  o  własnej 
rodzinie  od  czasu,  kiedy  była  jeszcze  małą  dziewczynką.  Już 
wtedy wyznaczyła sobie rolę i drogę, jaką miała iść przez życie. 
On tymczasem pokazał jej inną możliwość, rozciągnął na niebie 
tęczę  prowadzącą  do  prawdziwego  skarbu,  który  specjalnie  dla 
niej przygotował: do własnej rodziny. Ale Ariel nie mogła pójść, 
tą  nową  drogą  i  jednocześnie  wypełnić  swego  przeznaczenia. 
Może gdyby Luke ją kochał... 

 
 
 
 
 
 

92

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 

 
- Czy możesz napisać na próbce fałszywe nazwisko? - zapytał 

Luke. - Chciałbym to zrobić jutro, przed operacją. 

- Jestem ortopedą - odparła Shanon. - Każdy się zorientuje, że 

to twoje plemniki kazałam policzyć. Niezależnie od tego, czyje 
nazwisko wypiszę na próbce. 

- O tym nie pomyślałem. 
-  Na  twoim  miejscu  nie  liczyłabym  na  dyskrecję.  Twoje 

pojawienie się w tym szpitalu to wielkie Wydarzenie. Najlepiej 
będzie,  jeśli  po  powrocie  do  domu  poprosisz  swojego  lekarza, 

żeby dał ci skierowanie na to badanie. Nie będzie musiał pisać 
nazwiska, wystarczy numer. 

- Dzięki za radę. 
-  Czy  ktoś  wystąpił  przeciwko  tobie  o  uznanie  ojcostwa?  -

zapytała Shanon, siadając na skraju łóżka. 

-  Nie.  Prawdopodobnie  jestem  bezpłodny.  Ale  właśnie 

uświadomiłem  sobie,  że  sam  nigdy  tego  nie  sprawdzałem,  a 
chyba  powinienem.  Tak  mi  się  zdaje.  Pewna  kobieta 
powiedziała  mi,  że  jestem  bezpłodny,  ale  ponieważ  kłamała  w 
wielu innych sprawach, to w tej też mogła mnie oszukać. 

-  Tak,  w  tej  sytuacji  rzeczywiście  należałoby  to  sprawdzić.  - 

Shanon pokręciła głową. - Czemu jesteś dzisiaj taki potulny? 

-  Sporo  ostatnio  przeszedłem  -  powiedział.  -  Od  tego  ma  się 

przyjaciół, żeby było z kim pogadać. 

- Uważasz mnie za przyjaciela? - zdziwiła się Shanon. 
- Jasne. 
Była  na  jego  liście,  więc  może  powinien  coś  do  niej  czuć. 

Niczego  jednak  nie  czuł.  Teraz  nikogo  poza  Ariel  nie  mógł 
sobie wyobrazić w roli żony. 

- Masz dziwny sposób okazywania przyjaźni. 
- Nie rozumiem, o co ci chodzi. 

93

RS

background image

 

 

-  Jeśli  chciałeś  się  czegoś  o  mnie  dowiedzieć,  wystarczyło 

zapytać.  Nie  musiałeś  w  tym  celu  wynajmować  prywatnego 
detektywa. Ja niczego nie ukrywam. 

A  niech  to!  zaklął  w  myślach  Luke.  Zapomniałem  odwołać 

sprawdzanie tych wszystkich kobiet. 

- Przepraszam cię, Shanon. 
-  Mnie  to  specjalnie  nie  przeszkadza,  ale  Victoria  wpadła  w 

szał. Obawiam się, że wkrótce się z tobą skontaktuje. 

- Ty znasz Victorię? 
- Jest moim prawnikiem. I na dodatek serdeczną przyjaciółką. 
-  Nie  wiedziałem  -  bąknął  Luke.  Coraz  lepiej  rozumiał,  jak 

bardzo się wygłupił. 

-  Czy  mógłbyś  mi  powiedzieć,  dlaczego  postanowiłeś  nas 

sprawdzić? 

-  Wolałbym  o  tym  nie  mówić.  Nie  chcę  wyjść  na 

kompletnego idiotę. Obiecuję, że kiedyś ci powiem, ale najpierw 
muszę poinformować o tym kogoś innego. 

- W porządku. Poczekam. 
- Dzięki. - Luke się roześmiał. - Jesteś niesamowita. 
- Już mi to mówiono. Ale z Victoria nie pójdzie ci tak łatwo. - 

Shanon  wstała  Podeszła  do  Luke'a  i  położyła  mu  dłoń  na 
ramieniu.  -  Jutro  cię  poskładamy  i  wkrótce  będziesz  mógł 
wrócić do normalnego życia. 

Ledwie wyszła, Luke nakręcił numer telefonu Ariel. 
- Chciałem cię zawiadomić, że dotarłem do domu i nic mi się 

nie stało. 

Ariel długo milczała. Dopiero po chwili powiedziała: 
- Dzięki. 
Luke  zapragnął,  żeby  z  nim  tu  była.  Chciał  mieć  przy  sobie 

kogoś, przy kim mógłby się śmiać i nie myśleć o czekającej go 
operacji. 

- To był wspaniały tydzień - powiedział. 
- Dla mnie też. Z wyjątkiem kilku ostatnich minut. 

94

RS

background image

 

 

- Czy jeśli obiecam, że nigdy już nie wspomnę o małżeństwie, 

to pozwolisz mi do siebie czasem zadzwonić? 

- Lucas... 
- Proszę. - Był pewien, że Ariel z trudem powstrzymuje się od 

śmiechu. 

-  Dobrze.  Ale  nigdy,  przenigdy  nie  wypowiadaj  słowa 

„małżeństwo". 

-  Zgodziłabyś  się  na  adopcję?  -  zapytał,  wyciągając  się  na 

łóżku. 

- Lucas! 
- Czemu się złościsz? - Luke udał zdziwionego. - Przecież nie 

wypowiedziałem tego słowa. 

- Dobranoc! - Ariel odłożyła słuchawkę. 
Luke uśmiechnął się. Wykręcił numer telefonu Marguerite. 
-  Jestem  w  szpitalu  -  powiedział,  kiedy  się  zgłosiła.  -  Z 

samego  rana  będą  mnie  operować.  Jeśli  wszystko  pójdzie  tak, 
jak  poprzednim  razem,  jutro  po  południu  wrócę  do  domu.  W 
biurze  będę  dopiero  w  czwartek.  Umówiłaś  mnie  na  jakieś 
spotkania? 

-  Nie.  Dlaczego  nie  krzyczysz  na  mnie,  że  dałam  doktor 

Morningstar numer telefonu do twojej chatki? 

-  Nie  mam  nastroju  na  awantury.  Chciałbym,  żebyś  w  moim 

imieniu wysłała Ariel Minx dwanaście czerwonych róż i... 

- Nie. 
- Dlaczego nie? 
-  Czerwone  róże  do  niej  nie  pasują,  Luke.  Wymyśl  coś 

innego. 

- Sądziłem, że wszystkie kobiety lubią... 
- Przełączę telefon na głośnik - zapowiedziała Marguerite. 
- Sam, porozmawiaj ze swoim kuzynem. Powiedz mu coś, bo 

ja już nie mam siły. 

- Tyle lat żyjesz na tym świecie, a nie wiesz, że nie wszystkie 

kobiety  są  jednakowe?  -  zapytał  Sam.  -  Poznałem  tę  panią  i 

95

RS

background image

 

 

całkowicie zgadzam się z Marguerite. Czerwone róże nie pasują 
do Ariel. 

- Właściwie to sam o tym wiem - mruknął  Luke. - Tylko nie 

pomyślałem...  Poczekaj,  niech  no  się  zastanowię.  Już  wiem! 
Orchidee. 

Wiesz, 

takie 

malutkie. 

Sprawiają 

wrażenie 

delikatnych,  ale  są  bardzo  trwałe.  Tak,  one  będą  dla  niej 
odpowiednie. Zamów je, Marguerite, bardzo cię proszę. Dużo. 

- Jeszcze będą z ciebie ludzie - roześmiała się Marguerite. 
- Co napisać? 
-  Potrzebne  jest  ci  coś  jeszcze  oprócz  nazwiska?  - 

zdenerwował się Luke. Usłyszał w słuchawce śmiech Sama. - A 
ty  się  zamknij,  dobrze?  Zapomniałeś  już,  jaki  byłeś 
beznadziejny,  kiedy  starałeś  się  o  Marguerite?  Napisz: 
„Przypominają mi ciebie". 

Odłożył słuchawkę, odstawił telefon i zgasił światło. 
Tyle  się  jeszcze  muszę  nauczyć,  pomyślał.  Róże  niedobre, 

diamenty  też  nie  pasują...  Co  jeszcze  źle  robię?  Wszystkie 
kobiety lubią róże i diamenty. W każdym razie, jak dotąd, żadna 
nie narzekała... 

Usiadł  na  łóżku  i  znów  sięgnął  po  telefon.  Ten  numer  mógł 

wybierać nawet po ciemku. 

- Halo? - odezwała się zaspana Ariel. 
- Ariel. 
- Lucas? Co się stało? 
-  Skłamałem  -  przyznał.  Tak  bardzo  chciałby  mieć  ją  teraz 

przy sobie. Zacisnął powieki. 

- W jakiej sprawie? 
-  Chodzi  o  ten  telefon,  który  odebrałem  w  chatce.  Dzwoniła 

moja lekarka. Jestem w szpitalu. Jutro rano zoperują mi kolano. 
To nic wielkiego. Sam nie wiem, dlaczego od razu ci o tym nie 
powiedziałem. 

- Dlatego że jesteś twardym facetem. 
- Pewnie tak - uśmiechnął się do słuchawki. 
- Chcesz, żebym przyjechała? Po to dzwonisz? 

96

RS

background image

 

 

-  Nie.  Wiem,  że  jesteś  bardzo  zajęta.  Nie  ma  sensu,  żebyś 

traciła czas. Ja... stęskniłem się za tobą. 

-  Lucas  -  powiedziała  takim  tonem, że  ciarki przeszły  mu  po 

plecach. 

Ale  tego  właśnie  było  mu  trzeba.  Już  się  nie  denerwował. 

Nawet oczu nie mógł otworzyć. 

-  Dali  mi  środek  nasenny  -  powiedział.  -  Już  zasypiam,  więc 

lepiej się rozłączę. Zadzwonię do ciebie jutro, kochanie. 

-  Zadzwoń  na  telefon  komórkowy.  Nie  będę  go  wyłączać. 

Życzę ci powodzenia, Lucas. 

Ariel czytała raport, który wręczył jej Chase Ryan. 
- Na co przeznaczycie te pieniądze? - zapytała. 
- Nie spodziewałem się, że aż tyle zbierzemy - odparł Chase. - 

Może powinniśmy spisać wszystkie potrzeby, a potem ustalimy, 
która jest pilniejsza. 

-  Chciałeś  kupić  komputery  -  przypomniała  mu  Ariel. 

Zerknęła  na  zegarek.  Luke  dotąd  nie  zadzwonił  i  zaczynała  się 
już trochę niepokoić. 

- Luke podarował nam kilka komputerów. Akurat wymieniali 

je w jego firmie i te stare nam przysłał. 

- Skąd wiedział, że potrzebujemy komputerów? 
- Rozmawiał z dzieciakami. Pytał, jaki sprzęt chciałyby mieć. 

Pewnie  myślał  o  sprzęcie  sportowym.  Był  trochę  zaskoczony. 
Czy ty się gdzieś spieszysz, Ariel? 

-  Nie  - speszyła  się.  -  Patrzę  na  zegarek, bo  Luke już  dawno 

powinien zadzwonić. Operowali mu kolano. 

Telefon zadzwonił. Jak na zawołanie. 
-  Wszystko  w  porządku?  -  zapytała,  gdy  tylko  usłyszała  w 

słuchawce  głos  Luke'a.  Kątem  oka  zauważyła,  że  Chase 
wychodzi z gabinetu, żeby jej nie przeszkadzać. 

- Wyglądało to trochę gorzej, niż się lekarze spodziewali, ale 

już  wszystko  w  porządku.  Dlatego  operacja  trwała  dłużej.  Sam 
już tu jest. Zaraz zabierze mnie do domu. 

- To pewnie już jutro będziesz w pracy. 

97

RS

background image

 

 

- Nie operowali mi mózgu, kochanie. To tylko noga. 
- Zadzwonisz do mnie jeszcze? 
- Jasne. 
- Słuchaj zaleceń lekarza, Luke. 
- Obiecuję. 
Ariel wyłączyła telefon. Trzymała go w dłoniach, jakby w ten 

sposób  mogła  się  znaleźć  bliżej  Luke'a.  Właściwie  powinna  do 
niego  pojechać.  Dopilnować,  żeby  brał  lekarstwa,  nie 
przemęczał się i odpowiednio się odżywiał. Westchnęła. Sprawy 
przedstawiały się gorzej, niż się spodziewała. 

-  Wszystko  w  porządku?  -  zapytał  Chase,  wchodząc  do 

pokoju. 

- Przynajmniej on tak twierdzi. 
Chase  przyjrzał  się  Ariel.  Przez  chwilę  nad  czymś  się 

zastanawiał, po czym otworzył szufladę biurka. 

- Wiem, że wyjeżdżałaś na kilka dni - powiedział, podając jej 

gazetę. - Widziałaś to? 

-  Napisali  coś  o  Centrum?  -  zapytała.  Na  pierwszej  stronie 

zamieszczono zdjęcie z meczu pucharowego. Zrobiono je zaraz 
po  tym,  jak  Luke  pozdrowił  kamerzystów.  Luke  i  Ariel  się 
obejmowali.  Ktoś  z  drugiej  strony  stadionu  musiał  ich 
uwieńczyć przez teleobiektyw. Podpis pod zdjęciem głosił, że to 
najbardziej  znany  w  mieście  kawaler  i  jego  tajemnicza  dama 
Ariel Minx. 

- Przynajmniej poprawnie napisali moje imię - powiedziała. 
- Czy będziesz miała z tego powodu jakieś kłopoty? - zapytał 

Chase. 

- Nie wiem. -  Ariel starannie złożyła  gazetę i schowała ją do 

torebki. - Naprawdę nie wiem. 

- Czy mogę ci jakoś pomóc? 
- Nie. Poczekam. Zobaczę, co z tego wyniknie. 
-  Jeśli  zechcesz  się  gdzieś  schować,  to  powiedz.  U  mnie 

będziesz bezpieczna. 

98

RS

background image

 

 

-  Nie  jestem  przestępczynią.  -  Ariel  uśmiechnęła  się  słabo.  - 

Tylko  z  powodów  osobistych  nie  chcę,  żeby  o  mnie  mówiono. 
Bardzo  osobistych.  Wiedziałam,  że  ryzykuję,  pokazując  się 
publicznie  z  kimś,  kto  jest  tak  bardzo  znany.  Tym  razem 
hormony wygrały bój ze zdrowym rozsądkiem. 

-  Za  dobrze  cię  znam,  żeby  uwierzyć,  iż  to  tylko  hormony. 

Chciałaś się z nim pokazać. 

- Któż zrozumie kobietę. - Ariel uśmiechnęła się do niego. 
- Na pewno nie ja. Ale i tak możesz na mnie liczyć. Powiedz, 

jeśli będziesz czegoś potrzebowała. 

- Dzięki, Chase. - Wstała. - Dobry z ciebie kolega. Pożegnała 

się i wyszła. Przez cały dzień zastanawiała się nad 

tym,  co  będzie  dalej,  czy  zdjęcie  w  gazecie  nie  będzie  miało 

jakichś konsekwencji. 

Kiedy  wieczorem  wróciła  do  domu,  dokładnie  zamknęła  za 

sobą  drzwi,  a  zaraz  potem  sprawdziła  wiadomości  nagrane  na 
automatyczną sekretarkę.  Numer  miała  wprawdzie  zastrzeżony, 
więc  dzwonić  do  niej  mogli  tylko  znajomi,  ale  przecież  nigdy 
nic nie wiadomo... 

Nikt  nie  dzwonił.  Ariel  odetchnęła  z  ulgą.  Dopiero  teraz 

poczuła,  jak  bardzo  się  przez  cały  dzień  denerwowała.  Drgnęła 
gwałtownie, kiedy zadzwonił telefon. 

- Halo? 
- Cześć - usłyszała w słuchawce głos Luke'a. 
- Jak się czujesz? - zapytała. Kamień spadł jej z serca. 
- Wszystko mnie boli i gryzę. Zadzwoniłem nie w porę? 
-  W  tej  chwili  weszłam  do  domu.  Widziałeś  gazetę  z  San 

Francisco? 

- Niedzielną. Dlaczego pytasz? 
- W poniedziałkowej jest nasze zdjęcie. - Opowiedziała mu, w 

jakiej  sytuacji  ich  sfotografowano.  -  Ciekawe,  skąd  znają  moje 
nazwisko. 

- Zapytali kogoś, kto był z nami w loży. 

99

RS

background image

 

 

-  Pamiętam,  że  mnie  ostrzegałeś.  Dziennikarze  są 

bezwzględni. Wiem z... - w ostatniej chwili ugryzła się w język. 

- Tyle jest przykładów, że szkoda gadać. 
- Bardzo ci to przeszkadza? 
-  Raczej  nie  -  odparła.  „Przeszkadza",  to  nie  było  właściwe 

słowo  do  opisania  tej  sytuacji.  Nie  wiedziała  jednak,  jakie 
byłoby odpowiednie. 

- Dziś już nikt o tym nie pamięta - pocieszył ją Luke. 
-  Pewnie  masz  rację.  Naprawdę  chcesz  jutro  iść  do  pracy? 

Może powinieneś choć przez jeden dzień odpocząć? 

-  W  biurze  odpoczywa  mi  się  tak  samo  dobrze  jak  w  domu. 

Mam  mnóstwo  roboty.  Muszę  tam  pojechać  choćby  na  kilka 
godzin. Chciałem ci coś ważnego powiedzieć. 

- Co takiego? 
-  Spróbuję  się zmienić.  Zrozumiałem,  że zachowałem  się  jak 

idiota Kiedy o tym rozmyślałem, przestałem się dziwić, że dałaś 
mi kosza. 

-  Zachowałeś  się  normalnie.  To  ze  mną  nie  wszystko  jest  w 

porządku.  Próbowałam  ci  to  wytłumaczyć.  Czemu nie możemy 
być razem bez ślubu? Dlaczego musisz wszystko komplikować? 
Dla  ciebie  zawsze  znajdę  czas.  Tylko  na  normalną  rodzinę  nie 
mogę sobie pozwolić. 

-  Sama  doskonale  wiesz,  że  taki  luźny  związek  ci  nie 

wystarczy. Z tobą można mieć albo wszystko, albo nic. Dopiero 
niedawno to zrozumiałem. Dobranoc, Ariel. 

Nawet  nie  zaczekał  na  odpowiedź,  tylko  odłożył  słuchawkę. 

Ariel nie mogła się zdecydować, czy się złościć, czy śmiać. Nie 
chciała, żeby Luke się zmieniał. Lubiła go takim, jakim był. 

Telefon znów zadzwonił. 
-  Tobie  też  życzę  dobrej  nocy  -  powiedziała  Ariel, 

spodziewając się, że to znowu Luke. 

-  Ariel?  -  usłyszała  nieco  zdumiony  głos  Chase'a.  - 

Przepraszam. Czekasz na telefon. Może zadzwonię później. 

- Nie, skądże. Co się stało? 

100

RS

background image

 

 

- Był u mnie dziś prywatny detektyw. Wypytywał o ciebie. 
- O co pytał? - Ariel zrobiło się zimno. 
-  Najpierw  o  Centrum,  potem  o  mnie.  W  końcu  spytał,  skąd 

bierzemy  pieniądze.  Powiedziałem  że  z  Fundacji  Aniołów,  a 
więc dlatego zaczął pytać o ciebie. 

-  Co  to  był  za  jeden?  Luke  mówił,  że  musi  nas  sprawdzić, 

zanim  Titan  zaangażuje  się  w  Olimpiadę  -  powiedziała  Ariel  z 
nadzieją  w  głosie.  -  Jego  firma  tak  dużo  środków  przeznaczyła 
na naszą imprezę, że mógł potrzebować więcej szczegółów. 

-  Ten  facet  nazywa  się  Douglas  Jett.  Pokazał  mi  artykuły,  w 

których  wspominano  o  tobie  jako  o  tajemniczej  damie,  i  tę 
gazetę  ze  zdjęciem  z  meczu.  Kiedy  zaczęliśmy  rozmawiać  o 
tobie,  stał  się  bardzo  dociekliwy.  Oczywiście  nic  mu  nie 
powiedziałem.  Starałem  się  mówić  obojętnie,  żeby  sobie  nie 
pomyślał, że znam jakąś tajemnicę, którą on mógłby odkryć. 

-  Zapytam  Luke'a.  Dziękuję,  że  mi  o  tym  powiedziałeś. 

Ledwie skończyła rozmawiać z Chase'em, natychmiast 

zadzwoniła  do  Luke'a.  Głos  miał  zaspany.  Widocznie  go 

obudziła. 

- Przepraszam - powiedziała. - Chyba już spałeś. 
- Nieważne, kochanie. O co chodzi? 
-  Czy  ten  detektyw,  któremu  kazałeś  sprawdzić  Centrum, 

nazywał się Douglas Jett? 

- Nie. Jerry Meyer. Dlaczego pytasz? 
- Pracuje dla jakiejś firmy? 
-  Nie.  Kiedyś  graliśmy  w  jednej  drużynie.  Powiesz  mi 

wreszcie, o co chodzi? 

- Ktoś mnie pytał, czy nie znam jakiegoś dobrego prywatnego 

detektywa.  -  Ariel  na  poczekaniu  wykombinowała  zręczne 
kłamstwo. - Myślisz, że można go polecić? 

-  Z  czystym  sercem.  Uwielbia  rozwiązywać  zagadki.  Kiedy 

jechaliśmy w trasę, zawsze czytał kryminały. 

- Dobrze. Dziękuję. Śpij dalej. 
- Tak jest, proszę pani - powiedział i roześmiał się. 

101

RS

background image

 

 

Ariel rozejrzała się po sypialni. Wygodny i bezpieczny świat, 

jaki sobie stworzyła, mógł się wkrótce zawalić. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

102

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ JEDENASTY 

 
Luke  zatrzasnął  drzwi  samochodu.  Spojrzał  w  górę.  W 

mieszkaniu Ariel paliło się światło. A więc była w domu. Już od 
dwóch  tygodni  się  nie  widzieli,  choć  przynajmniej  raz dziennie 
rozmawiali  przez  telefon.  Luke  czuł,  że  działo  się  z  nią  coś 
niedobrego. Zmieniła się. Nie była sobą. Przez te dwa tygodnie 
przygotowywał  najważniejszą  kampanię  w  swoim  życiu  i  nie 
miał  czasu  przylecieć  do  San  Francisco.  Zrobił  to,  gdy  tylko 
złapał wolną chwilę. Postanowił zrobić Ariel niespodziankę. 

Wszedł  na  klatkę  schodową,  wyjął  telefon  komórkowy  i 

wybrał numer Ariel. 

- Jeśli nie jesteś sama, to wyrzuć zaraz całe to towarzystwo - 

powiedział, kiedy podniosła słuchawkę. 

- Ja też cię witam. Czyżbyś miał ochotę na seks przez telefon? 
- Niezła myśl. Jak jesteś ubrana? 
- W ogóle nie jestem ubrana. 
- Naprawdę? - Zadzwonił do drzwi jej mieszkania. 
- Skąd się tu wziąłeś? - Ariel nie posiadała się ze zdziwienia. 
- Kłamczucha - roześmiał się Luke, chowając telefon. - Jesteś 

ubrana. Ale to też mi się podoba. 

- Co ty tu robisz? 
-  Chciałbym  cię  zabrać  na  kolację.  Jeśli,  oczywiście, 

zdecydujesz  się  ubrać  w  coś  bardziej  odpowiedniego  niż  ta 
przejrzysta szmatka, którą pewnie nazywasz szlafrokiem. 

Ariel wyglądała tak, jakby dopiero  co wyszła z kąpieli.  Luke 

podszedł do niej. 

-  Boże,  jak  ja  się  za  tobą  stęskniłem  -  westchnął,  tuląc  Ariel 

do siebie. 

Nie opierała się. Zresztą tego właśnie się spodziewał. Zdziwił 

się  dopiero,  kiedy  nagle  przestała  go  całować  i przytuliła twarz 
do jego piersi. 

- Co ty? Płaczesz? 

103

RS

background image

 

 

- Przepraszam. Nie wiem, co się ze mną dzieje. Dopiero kiedy 

cię zobaczyłam, zrozumiałam, jak bardzo się za tobą stęskniłam. 

Dobrze  się  stało,  że  tak  długo  mnie  tu  nie  było,  pomyślał 

zadowolony  z  obrotu  sprawy  Luke.  W  końcu  zaczęła  mnie 
cenić. 

- Co się dzieje? - zapytał. - Jesteś przepracowana. 
- Tyle jest do zrobienia. - Ariel odsunęła się od niego, wytarła 

oczy.  - Dlaczego  mnie  nie  uprzedziłeś,  że przyjedziesz?  Mogło 
mnie nie być w domu. 

-  Gdybym  cię  uprzedził,  nie  byłoby  niespodzianki.  To 

pierwszy  wolny  wieczór,  jaki  mam.  I  ostatni  w  ciągu 
najbliższych  siedmiu  dni.  Jak  tylko  przedstawię  zarządowi  mój 
projekt,  znowu  będę  miał  trochę  luzu.  Ubierz  się,  kochanie. 
Pójdziemy gdzieś na kolację. 

- Nie bardzo mam ochotę pokazywać się z tobą na mieście. 
- Zarezerwowałem gabinet w klubie. Nikt nas tam nie zobaczy 

oprócz kelnera, a jego praca w dużej mierze zależy od dyskrecji. 
Sam  nigdy  tam  nie  byłem,  ale  polecono  mi  to  miejsce  jako 
idealne dla tego rodzaju spotkań. 

- Zrobię kolację w domu. 
Luke  podszedł  do  niej.  Położył  dłonie  na  jej  ramionach, 

spojrzał w oczy. Ariel była przerażona. 

- Co się stało, kochanie? Znów masz koszmarne sny? 
-  Nic.  Paskudnie  wyglądam,  kiedy  płaczę.  Umyję  twarz, 

ubiorę się i możemy wyjść. 

Po kwadransie, odświeżona i ubrana, weszła do pokoju. 
-  Możemy  iść  -  powiedziała.  -  Ach,  byłabym  zapomniała. 

Niepotrzebnie przysyłasz mi te wszystkie prezenty. - Rozejrzała 
się  po  pokoju,  w  którym  stały  bukiety  orchidei  i  mnóstwo 
drobiazgów. - To kosztuje majątek. 

-  Im  więcej  prezentów,  tym  lepiej  -  uśmiechnął  się  Luke.  -

Kiedy  ci  coś  kupuję,  dokładnie  taką  samą  sumę  wpłacam  na 
fundusz dobroczynny. 

104

RS

background image

 

 

- Naprawdę? - Ariel się roześmiała. - Kiedy zdążyłeś mnie tak 

dobrze poznać? 

- Kosztowało mnie to trochę wysiłku, ale się opłaciło. - Luke 

się do niej uśmiechnął. 

Tego  wieczoru  Luke  mówił  ciszej  niż  zwykle,  żartował  w 

sposób  stonowany  i  delikatniej  niż zazwyczaj dotykał  jej  dłoni. 
Ariel  wydała  mu  się  nagle  taka  krucha,  jakby  za  chwilę  miała 
się  rozpaść.  Była  przemęczona.  To  zauważył  od  razu.  Ale  jej 
twarz miała jeszcze jakiś inny, nie znany mu wyraz. 

Dopiero  przy  deserze  przypomniał  sobie,  że  był  ostatnio  taki 

zapracowany i zapomniał poddać się testowi płodności. Jeśli nie 
był  bezpłodny,  to  Ariel  mogła  być  w  ciąży.  Nie  śmiał  o  to 
zapytać. 

Dopiero  od  dwóch  tygodni,  jeśli  w  ogóle,  myślał.  Czy  po 

dwóch  tygodniach  mogła  się  zorientować?  Nie,  to  niemożliwe. 
Jest  zmęczona  i  tyle.  A  ja  jestem  bezpłodny!  Ten  cały  test  to 
czysta  formalność.  A  jeśli  nie?  Ariel  gotowa  pomyśleć,  że  ją 
oszukałem,  że  chciałem  ją  złapać  na  dziecko.  A  niech  to 
wszyscy diabli! 

-  Coś  cię  boli?  -  zapytała  Ariel.  Luke  nie  zauważył,  że 

skończyła  jeść  deser,  który  tak  ją  absorbował,  że  o  bożym 

świecie zapomniała. 

- Nie, skądże. 
-  To  dlaczego  nie  jesz?  Jeśli  ci  nie  smakuje,  mogę  skończyć 

za ciebie. 

-  Proszę  bardzo.  -  Podsunął  jej  pucharek.  Zafascynowany 

obserwował,  jak  pochłaniała  kolejną  porcję  eseru.  Jakby  od 
tygodnia nic w ustach nie miała. 

-  Powiedz  mi,  nad  czym  tak  ciężko  pracujesz  -  poprosiła, 

opróżniwszy drugi pucharek. 

-  Skomasowałem  to  wszystko,  nad  czym  myślałem  od  kilku 

lat.  Dodałem  do  tego  pomysł  z  butami  dla  seniorów.  W 
przyszłym  tygodniu  zaprezentuję  swój  projekt  zarządowi.  - 

105

RS

background image

 

 

Luke  się  uśmiechnął.  -  Ciekaw  jestem,  jak  ci  się  spodoba 
reklamówka z udziałem Emmy. 

-  Akurat  byłam  w  klubie,  kiedy  przyjechała  ekipa  - 

powiedziała Ariel. - Emma udawała, że niewiele ją to obchodzi, 
ale  widać  było,  że  jest  podekscytowana.  Boisz  się,  że  zarząd 
może odrzucić twoje propozycje? 

- Chciałbym dobrze wypaść - powiedział. Zarząd nie miał do 

niego  wielkiego  zaufania.  Luke  był  gwiazdą  futbolu  i  na 
dodatek  wnukiem  właściciela  firmy,  więc  myśleli  sobie,  że  ma 
pusto w głowie. Musiał im udowodnić, że jest inaczej. 

-  A  może  byś  mi  pokazał  ten  swój  projekt.  Wprawdzie  nie 

znam  się  na  interesach,  ale  może  będę  ci  mogła  doradzić  coś 
jako potencjalna klientka. 

-  Mogę  ci  przysłać  egzemplarz.  Przykro  mi  o  tym  mówić  -

Luke  zerknął  na  zegarek  -  ale  powinniśmy  już  iść,  kochanie. 
Muszę być na lotnisku przed jedenastą. 

- Nie zostaniesz na noc? - Ariel była wyraźnie zawiedziona. - 

Mógłbyś przecież polecieć jutro rano. 

-  Tym  razem  wziąłem  ze  sobą  pilota.  Chciałem  trochę 

popracować podczas lotu. Poza tym kolano jeszcze trochę mnie 
pobolewa... 

- On może spać w hotelu. 
- Nie może. - Luke wziął ją za rękę. - Jego żona jest w ciąży. 

Obiecałem mu, że wróci na noc do domu. 

Ariel spuściła wzrok. Byłaby go może prosiła, ale niezależna i 

samowystarczalna  część  jej  osobowości  surowo  jej  tego 
zabraniała. Zapragnęła zajść w ciążę, żeby Luke chciał przy niej 
być. Nie musiałaby wówczas spać sama. Przeraziła się własnych 
myśli. 

-  No  to  chodźmy  -  powiedziała,  wstając.  Musiała  zrobić 

cokolwiek, byleby tylko pozbyć się tych głupich pragnień. 

-  Dziękuję  za  miły  wieczór  -  powiedziała  Ariel,  kiedy  Luke 

odprowadził ją do domu. - Zrobiłeś mi wspaniałą niespodziankę. 

106

RS

background image

 

 

-  Co  się  z  tobą  dzieje?  -  Luke  nie  dał  się  zwieść  pozorom 

dobrego humoru Ariel. 

- Naprawdę nic. 
- Chodź no tu do mnie. - Przytulił ją do siebie. - Przede mną 

nie musisz niczego ukrywać. 

Ariel  zacisnęła  powieki.  Była  wykończona.  Koszmary 

wróciły.  Chyba  nawet  gorsze  niż  przedtem.  Kiedy  dzwonił 
telefon  albo ktoś  pukał  do  drzwi,  drżała  ze strachu,  że  może  to 
jakiś  dziennikarz.  Kiedy  jechała  samochodem,  uważniej 
kontrolowała to, co się działo we wstecznym lusterku, niż to, co 
było przed nią na drodze. Nie wiedziała, jak długo jeszcze zdoła 
to wszystko wytrzymać. 

Nie  chcę  przez  to  więcej  przechodzić,  pomyślała.  To,  co 

przeżyłam  w  dzieciństwie,  wystarczy  mi  za  wszystkie  czasy. 
Gdyby  tylko  Luke  mógł  zostać.  Kochalibyśmy  się,  a  potem 
wreszcie  spokojnie  bym  zasnęła.  Gdybym  została  jego  żoną... 
Co za bzdura! Nie wychodzi się za mąż z takiego powodu. 

- Powiedz, co się stało. Spróbuję ci pomóc. 
- Potrzebuję cię, Lucas. 
-  Ja też cię potrzebuję.  -  Pogłaskał  ją  po  policzku.  Ariel  była 

taka  zmęczona.  A  mimo  to  wciąż  prześliczna.  -  Naprawdę  nie 
chciałem,  żeby  seks  stał  się  dla  mnie  taki  ważny.  Pragnąłem 
tylko, żebyśmy się lepiej poznali... 

-  Nic  nie  mów  -  poprosiła,  a  jej  niecierpliwe  palce  już 

rozwiązywały mu krawat. - Tak bardzo cię pragnę, że nawet nie 
umiem tego wyrazić. 

Luke  nie  mógł  już  dłużej  wytrzymać.  Całował  ją  tak,  że  aż 

tchu mu w piersiach zabrakło. 

-  Chodźmy  do  sypialni  -  wyszeptał,  kiedy  Ariel  rozpięła  mu 

koszulę. - Wolałbym cię zanieść, ale nie dam rady. Kolano... 

-  Takie  gesty  mi  niepotrzebne.  Widzę  -  uśmiechnęła  się 

uwodzicielsko  -  i  czuję,  że  ty  też  mnie  chcesz.  Tak  bardzo  cię 
pragnę... 

107

RS

background image

 

 

Jakoś  udało  im  się  dotrzeć  do  sypialni.  Ariel  zapaliła  nocną 

lampkę, zanim całkiem rozebrała Luke'a. 

- Jesteś taki gorący - westchnęła. 
- Już zapomniałem, jaka jesteś piękna - powiedział, zdejmując 

z niej wieczorową suknię. 

Pieścili  się,  całowali  i  w  nieskończoność  przedłużali 

przyjemność,  jaką  jedno  drugiemu  sprawiało.  Tym  razem  ona 
była  na  górze.  Ale  efekt  był  tak  samo,  a  może  nawet  bardziej 
piorunujący  niż poprzednim  razem.  Luke  przestał  panować  nad 
sobą. 

Słyszał swój własny krzyk, czuł nieziemską rozkosz, a potem 

błogi spokój spełnienia. Czasami wyobrażał sobie, że seks może 
być  tak  wspaniały,  ale  nigdy  dotąd  czegoś  podobnego  nie 
przeżył. Przytulił Ariel do siebie i trzymał mocno, jakby się bał, 

żeby od niego nie uciekła. 

Teraz był absolutnie pewien, że wszystkie jego plany legły w 

gruzach.  Wiedział  już,  że  nie  będzie  mógł  myśleć  o  niczym 
innym, lecz tylko o tym, jak się kochali. Podniecał się na samo 
wspomnienie  tego,  co  przed  chwilą  przeżył.  A  przecież  w  tym 
związku seks miał być tylko dodatkiem do całej reszty. 

-  Jeszcze  raz?  -  zapytała  Ariel,  poczuwszy  jego  wzbierającą 

żądzę. 

- Bardzo bym chciał, ale nie mogę. - Pocałował ją w czoło. - 

Muszę jechać na lotnisko. 

- Szkoda, że nie możesz zostać. Wiem, że nie możesz -dodała 

pośpiesznie.  Wreszcie  nabrała  pewności  siebie.  Przez  cały  czas 
obawiała  się,  że  wtedy,  w  chatce,  kochał  się  z  nią  z  litości. 
Jednak teraz z pewnością nie robił tego, ponieważ jej współczuł. 
Pragnął jej. I to bardzo. 

Luke  wstał,  otulił  Ariel  kołdrą,  pozbierał  porozrzucane  po 

całym pokoju rzeczy i w końcu się ubrał. Potem usiadł obok niej 
na łóżku. 

-  Posiedzę  przy  tobie,  dopóki  nie  zaśniesz  -  powiedział, 

głaszcząc ją po głowie. 

108

RS

background image

 

 

-  Nie  pocałujesz  mnie  na  dobranoc?  -  zapytała.  Podziwiała 

jego opanowanie. Podziwiała i nienawidziła jednocześnie. 

Pocałował.  Nigdy  wcześniej  nie  zrobił  tego  tak  delikatnie  i 

czule.  Ariel  nie  wiedziała  tylko,  jak  się  domyślił,  że  właśnie 
takiego pocałunku potrzebowała. 

-  Zamknij  oczy,  kochanie.  -  Głaskał  ją  po  głowie  i  Ariel 

poczuła że odpływa. Zasypiała. 

-  Zadzwoń  do  mnie,  jak  dojedziesz,  dobrze?  -  poprosiła 

jeszcze. 

- Jasne, że zadzwonię. Teraz już śpij. 
- Mhm - mruknęła. Po chwili spała głębokim snem. 
Zadzwonił telefon. Ariel po omacku sięgnęła po słuchawkę. 
- Tak? 
- Jestem już w domu. 
- Lucas? - W jednej chwili oprzytomniała. - Przecież dopiero 

co byłeś przy mnie. 

- Mocno spałaś. 
- Chyba tak. 
-  Widzisz,  nawet  ja  się  czasami  do  czegoś  przydaję. 

Dobranoc, kochanie. 

-  Dobranoc.  - Ariel  odłożyła  słuchawkę.  Przykryła  się kołdrą 

po  same  uszy.  Przytuliła  do  siebie  wielkiego  pluszowego 
spaniela, którego przysłał jej Luke. Razem z psem ściągnęła coś 
z nocnego stolika. 

Zapaliła  światło  i  rozejrzała  się  dookoła.  Na  kołdrze  leżało 

plecione  kółko  udekorowane  koralikami  i  piórkami.  Luke 
położył je na piesku, kiedy już spała. 

Ariel  uważała,  że  ma  do  czynienia  ze  zwyczajnym,  mało 

skomplikowanym  mężczyzną.  Nie  spodziewała  się,  żeby  mógł 
ją czymś zaskoczyć. Bardzo się pomyliła. Nie mógł z nią zostać, 
więc położył jej koło łóżka strażnika snów, żeby nie dopuszczał 
do niej koszmarów. 

 
 

109

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ DWUNASTY 

 
Ariel  wysiadła  z  samochodu.  Ranek  był  chłodny. Z parkingu 

przed budynkiem, w którym mieściły się biura Titana, rozciągał 
się widok na ośnieżone szczyty gór Sierra Nevada. Spojrzała na 
góry,  potem  na  budynek.  Nagle  straciła  pewność  siebie.  Tego 
dnia  Luke  miał  zaprezentować  zarządowi  swoją  wizję 
przyszłości  fumy,  więc  przyjechała,  żeby  mu  dodać  ducha. 
Teraz  jednak  nie  wiedziała,  czy  jej  obecność  nie  będzie  mu 
niemiła. 

Dziwnie  się  ostatnio  zachowywał.  Przez  całe  dwa  tygodnie 

był  bardzo  roztargniony,  a  gdy  Ariel  przypadkiem  wspominała 
szalony  wieczór  w  San  Francisco,  zmieniał  temat  albo  wręcz 
kończył rozmowę. Ariel tłumaczyła sobie, że jest zapracowany, 
jednak  nie  była  do  końca  pewna,  czy  ma  rację.  Ale  teraz 
tłumaczyła  sobie,  że  wszystkiemu  winne  jest  posiedzenie 
zarządu. Z tym przeświadczeniem weszła do budynku. 

Podeszła  do  recepcjonistki,  podała  swoje  nazwisko  i 

powiedziała, że chce się widzieć z panem Walkerem. Po chwili 
przyszła po nią Marguerite. 

- Umówiliście się? - zapytała. 
-  Nie.  Wiem,  że  ma  dziś  swój  wielki  dzień.  Tylko  się  z  nim 

przywitam,  a  potem  poczekam,  aż  będzie  po  wszystkim. 
Pomyślałam,  że  może  miło  mu  będzie  mieć  mnie dziś u  swego 
boku. 

-  Masz  gościa  -  powiedziała  Marguerite,  bez  ceremonii 

wchodząc do gabinetu Luke'a. 

- Jeśli to nie... 
- To Ariel. 
- Bujasz. 
- Niespodzianka - powiedziała Ariel, wchodząc do gabinetu. - 

Wiem, że jesteś zajęty.  Chciałam  ci  tylko  życzyć powodzenia i 
zaprosić na kolację, jak już będzie po wszystkim. 

110

RS

background image

 

 

Luke  stał  na  środku  gabinetu.  Zmiął  trzymany  w  dłoniach 

kawałek  papieru  i  rzucił  go  na  podłogę.  Patrzył  na  Ariel,  jakby 
była zjawą, a nie kobietą z krwi i kości. 

- Chyba się pomyliłam. - Ariel straciła resztę pewności siebie. 

- Przepraszam. Już zmykam. 

- Zostań - poprosił. - Zaskoczyłaś mnie. To wszystko. Nawet 

nie wiesz, jak się cieszę, że przyjechałaś. 

-  Nie  chciałabym  ci  przeszkadzać.  Wpadnę  teraz  do  kasyna. 

Może uda mi się wygrać parę centów. 

-  Nie  wychodź.  Zrobię  sobie  przerwę.  Masz  ochotę  na 

herbatę?  Ariel  skinęła  głową.  Dziwnie  się  czuła.  Przez  ostami 
miesiąc  tyle  się  w  jej  życiu  zmieniło.  Minęły  trzy  tygodnie, 
odkąd jej zdjęcie ukazało się w gazecie, i jak na razie nic złego z 
tego  nie  wynikło.  Znów  zaczęła  spać  spokojnie  i  nie  przerażał 
jej dźwięk dzwonka telefonu. 

-  Dobrze  się  czujesz?  -  zapytał  Luke,  podając  jej  kubek 

gorącej herbaty. 

-  Jasne  -  odparła.  Zaniepokoiła  się,  bo  przyglądał  jej  się 

uważnie. No i nie pocałował na powitanie. - Mam wrażenie, że 
ci przeszkadzam, Lucas. 

- Nie przeszkadzasz. - Ujął ją za rękę. - Na pewno dobrze się 

czujesz? 

- Naprawdę. Dlaczego wciąż o to pytasz? 
- Wyglądasz, jakbyś była bardzo zmęczona. 
-  Zawsze  tak  wyglądam.  -  Ariel  wzruszyła  ramionami.  Nie 

chciała  go  teraz  obarczać  swoimi  kłopotami.  Powinien  być 
odprężony  i  myśleć  tylko  o  tym,  co  ma  do  powiedzenia 
zarządowi. Postanowiła nie czekać dłużej i sama go pocałowała. 
On także ją pocałował, ale jakoś dziwnie szybko. Zaraz też ją od 
siebie odsunął, jakby chciał to już mieć za sobą. 

- Przepraszam, Luke. - Marguerite uchyliła drzwi do gabinetu. 

-  Prosiłeś,  żeby  cię  zawiadomić,  kiedy  się  wszyscy  zbiorą.  Już 
są w sali konferencyjnej. 

111

RS

background image

 

 

-  Idę.  -  Zwrócił  się  do  Ariel:  -  Nie  wychodź.  Muszę  iść  na 

spotkanie  z  pracownikami.  To  nie  potrwa  długo. Czuj się  jak  u 
siebie w domu. 

- Jeśli tak sobie życzysz - westchnęła Ariel. 
Dlaczego  on  się  zrobił  taki  poważny,  pomyślała,  kiedy  za 

Lucasem  zamknęły  się  drzwi.  Co  się  w  ciągu  tych  sześciu  dni 
zmieniło? No i jak to się stało, że ja się w nim zakochałam? 

Omal nie jęknęła. Właściwie dopiero teraz zdała sobie z tego 

sprawę.  Wszystko  działo  się  tak  powoli,  że  w  nawale 
codziennych zajęć nawet tego nie zauważyła. Dopiero teraz. 

A  przecież  powinna  to  zauważyć.  Coraz  bardziej  mu  ufała, 

coraz  bardziej  się  przed  nim  odsłaniała  i  bardzo  się  o  niego 
troszczyła.  Dzięki  niemu  zaczęła  się  śmiać,  przy  nim  czuła  się 
bezpiecznie.  I  tylko  przy  nim  mogła  płakać.  Nikt  poza  Lukiem 
nie widział jej płaczącej. 

Przypomniała  sobie,  że  nie  poprosiła  nikogo,  żeby  jutro 

rozwiózł  za  nią  posiłki.  O  bożym  świecie  zapomniała.  Musiała 
natychmiast zadzwonić i zorganizować jakieś zastępstwo. 

Usiadła  przy  biurku  Luke'a.  Od  razu  otoczył  ją  jego  zapach. 

Intensywny, dobrze znany, przyjazny. Zadzwoniła do najbliższej 
współpracownicy. 

-  Czy  mogłabyś  mnie  jutro  zastąpić,  Claire?  -  zapytała.  -Ja 

popracuję za ciebie w sobotę. 

- Nie mogę, Ariel. Ale Morgan na pewno będzie wolny. 
- Nie mam przy sobie jego numeru telefonu. Podasz mi? 
- Jasne. Poczekaj chwilę. 
Ariel wzięła leżący na biurku długopis i rozejrzała się za jakąś 

kartką. Na wierzchu nic nie leżało, więc otworzyła szufladę. Od 
razu wpadła jej w oko kartka wydrukowana przez komputer. Na 
dole, ołówkiem, było dopisane jej nazwisko. 

- Już mam. - Claire wróciła do telefonu. - Piszesz? 
Nie  myśląc  o  tym,  co  robi,  Ariel  zapisała  numer  na  własnej 

dłoni.  Podziękowała  Claire  i  odłożyła  słuchawkę.  Wyjęła  z 
szuflady  kartkę  ze  swoim  nazwiskiem  oraz  przypiętą  do  niej 

112

RS

background image

 

 

stertę innych  papierów.  Położyła  je  przed  sobą ostrożnie,  jakby 
kryła się w nich śmiertelna trucizna. 

Pierwsza kartka była zatytułowana: „Żony". Poniżej widniało 

osiem  nazwisk.  Wszystkie  przekreślone.  Na  samym  końcu, 
ołówkiem,  dopisane  było  jej  nazwisko,  a  obok  dopisek: 
zawodowy  dobroczyńca.  Na  następnej  kartce  był  raport  Jerry 
Meyera,  prywatnego  detektywa,  dotyczący  pierwszej  osoby  na 
liście.  Kolejne  kartki  zawierały  raporty  o  pozostałych  osobach. 
Na samym końcu był raport dotyczący Ariel Minx. 

Boże  wielki!  jęknęła  w  duchu  Ariel.  To  tak,  jakby  Luke 

sprawdzał kandydatki do pracy. Jak on mógł zrobić coś takiego? 
Może  by  mi  zaproponował  pensję,  dobre  warunki  socjalne? 
Wreszcie  rozumiem,  skąd  ten  pierścionek.  Jeden,  a  pasuje  na 
każdą. Która wygra, ta go dostanie. 

Dopiero  teraz  świadomie  przeczytała  wytypowane  przez  Lu-

ke'a  nazwiska.  Cassie  i  Judith  znała  osobiście.  Madeline  - to  ta 
kobieta,  z  którą  licytowała  koszulkę  Luke'a.  I  Shanon  - 
ortopeda.  I  jeszcze  pewna  gwiazda  filmowa.  Ariel  nie 
przypuszczała, że Luke ma takie znajomości. 

Pewnie wszystkie mu odmówiły i dlatego przyszedł do mnie, 

pomyślała bliska płaczu. Zauważył, jak mało jestem odporna na 
jego wdzięk. A ja, idiotka, się w nim zakochałam! Od początku 
powinnam  była  wiedzieć,  że  nie  uniknie  się  przeznaczenia.  Jak 
mogłam przypuszczać, że mnie się to uda? 

Luke  wyszedł  z  sali  konferencyjnej  zadowolony.  Wszystko 

było  gotowe.  Ludzie  wiedzieli,  co  należy  do  ich  obowiązków. 
Zapracował sobie na sukces. 

Ale  najważniejsza  była  Ariel.  Ciekaw  był,  jak  zareaguje  na 

wiadomość,  którą  Luke  dostał  tuż  przed  jej  przyjazdem.  Nie 
miał  zamiaru  teraz  jej  o  tym  mówić.  Chciał  sobie  to  zachować 
na  później,  kiedy  nikt  nie  będzie  im  przeszkadzał  i  kiedy 
spokojnie będą się mogli zastanowić nad zaistniałą sytuacją. 

Wszedł  do  gabinetu.  Ariel  zniknęła.  Za  jego  biurkiem  stała 

blada jak płótno Marguerite. W dłoni trzymała jakieś papiery. 

113

RS

background image

 

 

- Co jest? - zapytał Luke. - Gdzie Ariel? 
- Pojechała. 
- Co to znaczy:  pojechała?  -  Luke  rozejrzał  się po  gabinecie, 

jakby się spodziewał, że Ariel nagle wyskoczy z szafy. 

- To leżało na twoim biurku. - Marguerite podała mu papiery. 

- Nie pamiętam, żebym rano je tu widziała. 

- A niech to wszyscy diabli! - Luke doskonale wiedział, co to 

za papiery. - Jak ona je znalazła? 

- Nie mam pojęcia. Od początku ci mówiłam, że to idiotyczny 

pomysł. 

-  Mówiłaś,  mówiłaś.  -  Luke  zupełnie  się  załamał.  Mógłby 

przysiąc,  że  nawet  serce  mu  bić  przestało.  Patrzył  przed  siebie 
nie widzącymi oczami. - Muszę za nią jechać. 

-  Nie  możesz!  To  najważniejsze  spotkanie  w  całym  twoim 

życiu.  Zarząd  tylko  czeka  na  okazję,  żeby  nie  powołać  cię  na 
prezesa. Musisz tego sam dopilnować. 

- Ariel... 
-  Nie  ucieknie  -  dokończyła  za  niego  Marguerite.  -  Wszyscy 

na ciebie liczymy, Luke. Jeśli nie dadzą ci nowego kontraktu, to 
Titan padnie, a my wszyscy stracimy pracę. 

Luke podszedł do okna. Wypatrywał na parkingu samochodu 

Ariel.  Niestety,  naprawdę  odjechała.  Nie  dalej  niż  pół  godziny 
temu. Pewnie jeszcze bym ją dogonił, pomyślał. Tylko co ja jej 
powiem?  Jedzie  teraz  przez  góry.  Zła  i  upokorzona.  Pewnie 
płacze.  Chyba  że  jest  taka  wściekła,  że  nawet  płakać  nie  może. 
Wszystko  zepsułem!  Czy  ona  mi  kiedyś  wybaczy?  Teraz  już 
mogę powiedzieć jej prawdę. Ale czy mi u-wierzy? 

Ariel  uważnie  obserwowała  drogę.  Nie  przekraczała 

dozwolonej  prędkości.  Nie  chciała  zrobić  sobie  krzywdy  przez 
własną  złość.  Ani  tym  bardziej  skrzywdzić  niewinnych  ludzi. 
Kiedy tylko zaczynała myśleć o Luke'u, włączała radio i głośno 

śpiewała. Przecież nie po raz pierwszy w życiu przeżyła zawód. 
Tak jak po tamtych, tak i po tym stanie się silniejsza. Przysięgła 
sobie, że odtąd już zawsze będzie wierzyć tylko sobie. 

114

RS

background image

 

 

Zaparkowała  samochód  przed  domem.  Miała  zamiar 

spakować  się,  przekazać  komuś  swoje  obowiązki  i  wyjechać. 
Nie  wiedziała,  dokąd.  Pewnie  gdzieś  na  południe,  gdzie  jest 
cieplej. Może do San Diego? Wszystko jedno. Byle dalej. 

Ostrożnie wchodziła po schodach. Patrzyła pod nogi, toteż nie 

zauważyła siedzącego na podeście mężczyzny. Omal się o niego 
nie przewróciła. 

-  Wracaj  do  domu,  Lucas  -  powiedziała.  -  Jesteś  ostatnią 

osobą, na którą mam ochotę patrzeć. 

- Muszę... 
-  Jak  to  się  stało,  że  przyjechałeś  przede  mną?  -  przerwała.  - 

Ach, tak! Zapomniałam, że masz samolot. 

Wyglądał okropnie, ale Ariel wcale go nie żałowała. 
- Ariel... 
- Co ty tu w ogóle robisz? Przecież masz teraz to swoje ważne 

spotkanie. - Ariel była dumna z tego, że jest taka opanowana. 

- Musimy porozmawiać. 
-  Nie  sądzę,  żeby  to  było  konieczne.  Raczej  zbyteczne.  -

Przeszła  obok  niego.  Włożyła  klucz  do  zamka.  -  Twoje  czułe 
słówka doprowadziły mnie do takiego stanu. 

-  Wiem,  że  jesteś  na  mnie  wściekła.  Masz  do  tego  pełne 

prawo. 

- Dziękuję za zrozumienie. 
-  Proszę  cię  tylko,  żebyś  pozwoliła  mi  się  wytłumaczyć.  Nie 

zajmę ci wiele czasu. Nawet tego mi odmówisz? 

Zaprosiła  go  do  mieszkania.  Nie  chciała,  żeby  wiedział,  jak 

bardzo  ją  zranił.  Tej  satysfakcji  nie  zamierzała  mu  dawać. 
Usiadła w fotelu. 

W mieszkaniu było zimno. Luke ustawił termostat. Musiał coś 

robić.  Musiał  przestać  myśleć  o  tym,  że  cała  załoga  Titana  na 
niego  czeka.  Najważniejszą  osobę  na  całym  świecie  miał  w  tej 
chwili przed sobą. 

-  Ludzie  mówią,  że  mam  lekkie życie, że mi  wszystko  łatwo 

przychodzi  -  zaczął  mówić,  wędrując  tam  i  z  powrotem  po 

115

RS

background image

 

 

pokoju.  -  Mało  kto  wie,  bo  nikomu  się  tym  nie  chwalę,  jak 
ciężko  na  to  wszystko  musiałem  pracować.  Nie  mają  pojęcia, 
jak  bardzo  chciałem  osiągnąć  sukces  i  ile  mnie  kosztowało 
spełnienie  tego  marzenia.  Zawsze  stawiałem  przed  sobą 
konkretny cel, a potem robiłem wszystko, żeby ten cel osiągnąć. 

- Żonę też chciałeś znaleźć w ten sposób? 
- Niedawno skończyłem  z futbolem - powiedział, siadając na 

kanapie. - Nie tylko z grą, ale w ogóle ze sportem i wszystkimi 
przywilejami  wynikającymi  z  bycia  gwiazdą.  To  wcale  nie  jest 

łatwe,  choć  wszystkich  wokoło  zapewniam,  że  jest  odwrotnie. 
To najtrudniejsza rzecz, z jaką przyszło mi się zmagać. 

- Wiem o tym, Lucas. 
-  Właśnie  dlatego  przy  tobie  zachowywałem  się  swobodnie. 

Pozwoliłem  ci  zobaczyć,  jak  bardzo  cierpię.  Nikt  nie  poznał 
mnie tak dobrze jak ty. Zaufałem ci. 

-  Ja  także  zaczęłam  ci  ufać.  I  zobacz,  do  czego  to 

doprowadziło.  Okazało  się,  że  jestem  tylko  nazwiskiem  na 
liście. W każdej chwili można mnie zamienić na inną kobietę. - 
Ariel zacisnęła zęby, żeby  się nie rozpłakać. - Na domiar złego 
moje nazwisko wpisałeś na tę listę ołówkiem. Na szarym końcu! 
Jakby  w  ostatniej  chwili  przypomniało  ci  się,  że  w  ogóle 
istnieję. 

-  Podczas  rejsu  jasno  dałaś  mi  do  zrozumienia,  że  nie  jesteś 

mną  zainteresowana.  Przeglądałem  właśnie  tę  listę,  kiedy 
przyszłaś do mojego biura. Gdyby nie to, nigdy  bym cię na nią 
nie wpisał i pewnie do tej pory nie byłbym zdecydowany, z kim 
właściwie chcę się ożenić. 

-  Wszystkie  nazwiska  na  liście  były  przekreślone.  Oprócz 

mojego. Nawet teraz nie potrafisz zdobyć się na szczerość. 

-  Ja  nie  kłamię.  Poczekaj,  zacznę  jeszcze  raz.  Doszedłem  do 

wniosku, że skoro mam rozpocząć nowe życie, muszę to zrobić 
kompleksowo.  Postanowiłem  się  ustatkować.  -  Spojrzał  na 
Ariel, chcąc  sprawdzić,  czy  rzeczywiście  go  słucha.  -  Zrobiłem 
spis znanych mi niezamężnych kobiet, które mogłyby wchodzić 

116

RS

background image

 

 

w  rachubę  jako  kandydatki  na  moją  żonę.  Wiem,  że  nie  był  to 
najlepszy pomysł, ale tam były tylko nazwiska. Nic poza tym. I 
wtedy  pojawiłaś  się  ty.  Wszystko  zmieniłaś.  Nigdy,  ani  razu, 

żadnej z tych kobiet nie zaprosiłem na kolację. W każdym razie 
nie po tym, jak sporządziłem tę głupią listę. 

- Naprawdę? 
- Po co miałbym kłamać? Kiedy cię zobaczyłem, wiedziałem, 

z  kim chcę  spędzić  swoje  życie.  Nie  potrzebowałem  już żadnej 
listy.  W  ogóle  o  niej  zapomniałem.  Przypadkiem  wpadła  mi  w 
ręce  kilka  dni  temu.  Rozmawiałem  wtedy  z  tobą  przez  telefon. 
Jedno  po  drugim  przekreślałem  wszystkie  nazwiska.  Nie  masz 
pojęcia,  jak  dobrze  się  po  tym  poczułem.  Miałem  zamiar 
zniszczyć tę kartkę, lecz o tym zapomniałem. 

- A te raporty prywatnego detektywa? 
- Zapomniałem, że je zamówiłem. Chciałem się czegoś o tych 

kobietach  dowiedzieć,  bo  bałem  się,  że  znów  popełnię  błąd. 
Przyznaję,  że  to  także  nie  było  najmądrzejsze  posunięcie,  ale 
nigdy  żadnego  z  tych  raportów  nie  przeczytałem.  Nie  były  mi 
potrzebne. 

- Mojego też nie czytałeś? 
- Twojego? - zdziwił się Luke. - Nie prosiłem, żeby sprawdzał 

ciebie. 

- Ja ten raport widziałam na własne oczy. 
-  Przysięgam,  że  niczego  takiego  nie  zamawiałem.  Trochę 

dowiedziałem się o tobie z raportu, który sporządzono na temat 
Centrum. Nie potrzebowałem niczego więcej. 

-  No  to  jak  ten  raport  trafił  do  twojej  szuflady?  Chase  mi 

powiedział,  że  ktoś  go  o  mnie  wypytywał.  Zadzwoniłam  do 
ciebie,  żeby  zapytać,  jak  się  ten  twój  prywatny  detektyw 
nazywa.  Powiedziałeś,  że  Jerry  Meyer.  Raport  jest  podpisany 
tym samym nazwiskiem. 

- Pytałaś o kogoś innego. 
- O Douglasa Jetta. 
- No więc? 

117

RS

background image

 

 

- Widziałam ten raport. Rozumiesz? 
- Czy było w nim coś, co chciałabyś przede mną ukryć? 
- Nie o to chodzi. 
-  Idziemy  do  kuchni.  -  Luke  wstał.  -  O  ile  dobrze pamiętam, 

masz tam telefon z głośnikiem. 

Ariel nie ruszyła się jednak z miejsca. 
-  Bardzo  wobec  ciebie  zawiniłem,  Ariel  -  powiedział  Luke  - 

ale  nigdy  nie  nadużyłem  twojego  zaufania.  Pozwól  mi 
przynajmniej to udowodnić. 

Wreszcie dała się namówić. Poszła za nim do kuchni. Była już 

znacznie  spokojniejsza,  choć  nie  zamierzała  tak  łatwo  mu 
wybaczyć.  Zwłaszcza  tego,  że  zajmowała  na  liście  ostatnią 
pozycję, bo przypomniał sobie o niej w ostatniej chwili. 

-  Jerry?  Mówi  Luke  Walker  -  powiedział  Luke,  kiedy 

detektyw odebrał telefon. - Przeglądam właśnie te raporty, które 
dla mnie zrobiłeś... 

- Ciekawie się czyta, co? Dobrze, że kazałeś mi sprawdzić te 

panie.  Mogłeś  się  nieźle  nadziać.  Mam  na  myśli  oczywiście 
tylko niektóre z tych dam. 

-  No  właśnie,  ale  nie  o  tym  chciałem  z  tobą  rozmawiać. 

Powiedz mi, dlaczego sprawdzałeś Ariel Minx? 

- To nie ja, to Dug. 
-  Kto  to  jest  Dug  i  dlaczego  to  zrobił?  -  zapytał  Luke, 

obserwując jednocześnie minę Ariel. 

-  Mam  wspólnika.  Nazywa  się  Douglas  Jett.  Pomagał  mi 

zbierać  materiały  na  temat  tego  młodzieżowego  centrum.  Pani 
Minx  bardzo  go  zainteresowała.  Zwłaszcza  po  tym,  jak  w 
gazecie  ukazało  się  wasze  zdjęcie.  Postanowił,  że  się  o  niej 
czegoś  więcej  dowie.  Pytał  mnie,  czy  może.  Pomyślałem,  że 
skoro kazałeś sprawdzić osiem kobitek, to można sprawdzić i tę 
dziewiątą. Coś się stało? 

- Odtąd rób tylko to, o co się proszę, dobrze? Jeśli przyjdzie ci 

do  głowy  jakiś  nowy  pomysł,  skonsultuj  się  ze  mną,  zanim  go 
zrealizujesz. 

118

RS

background image

 

 

-  Nie  rozumiesz  duszy  wywiadowcy,  Luke.  My  uwielbiamy 

rozwiązywać  zagadki.  Szczególnie  wówczas,  gdy  mamy  do 
czynienia z takimi tajemniczymi osobami jak Ariel Minx. Masz 
szczęście, chłopie. Ta akurat jest czysta jak łza. 

Luke  pożegnał  Jerry'ego  i  odłożył  słuchawkę.  Oparł  się  o 

lodówkę. 

-  Może  trochę  przesadziłam  -  powiedziała  Ariel.  Odruchowo 

zrobiła  kilka  kroków,  chcąc  znaleźć  się  bliżej  Luke'a.  -  Jestem 
przemęczona, a ty przez ten tydzień dziwnie się zachowywałeś. 

- Miałaś prawo tak postąpić. Przepraszam, że tyle przeze mnie 

wycierpiałaś.  Przykro  mi  tylko,  że  uciekłaś.  Należało  zostać  i 
zapytać  mnie  wprost  o  to  wszystko.  Nie  masz  pojęcia,  jak 
strasznie się bałem. Wyobrażałem sobie, że jedziesz przez góry 
taka  wściekła.  -  Spojrzał  jej  prosto  w  oczy.  -  Nigdy  więcej  mi 
tego nie rób, aniołku. Nie uciekaj. Możesz na mnie wrzeszczeć, 
nawet uderzyć. Tylko nie uciekaj. 

Aniołku,  pomyślała  Ariel,  z  trudem  powstrzymując  się  od 

płaczu. Znów powiedział do mnie: aniołku. 

-  Przytulić  cię?  -  zapytał  Luke  tak  czule,  że  Ariel  w  końcu 

wybuchnęła płaczem. 

Przytulił ją mocno do siebie, a ona, łkając, przepraszała go, że 

tak strasznie głupio się zachowała. 

-  Nic  z  tego  nie  rozumiem  -  chlipała.  -  Ja  nigdy  nie  płaczę. 

Dopiero teraz, kiedy cię poznałam... 

- Może są po temu powody, kochanie. Powinniśmy wreszcie o 

tym  pogadać.  O  wielu  sprawach  musimy  porozmawiać,  ale  nie 
teraz. Wracam do pracy. Wielu ludzi na mnie liczy. 

Ariel przytuliła się do niego jeszcze mocniej. 
- Weź mnie ze sobą - poprosiła. 
- Nie mogę. Muszę wracać natychmiast. Przyleciałem... 
- Wiem. Chcę polecieć z tobą. Luke zaniemówił z wrażenia. 
- Mówisz poważnie? - zapytał, kiedy odzyskał wreszcie głos. 

- Jesteś pewna, że tego chcesz? 

119

RS

background image

 

 

-  Sam  powiedziałeś,  że  trzeba  walczyć  ze  strachem.  -  Ariel 

otarła oczy. - Mówiłeś, że nie pokonam lęku, jeśli nie będę latać. 
A  ja  już  nie  mam  siły  się  bać.  Nie  chcę  do  końca  życia  zostać 
przerażoną  małą  dziewczynką.  Jestem  dorosła.  Muszę  to  sobie 
udowodnić,  zanim  postanowię  cokolwiek  w  sprawie  własnego 

życia. A tobie ufam jak nikomu innemu na świecie. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

120

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ TRZYNASTY 

 
Ariel  drżała.  A  przecież  dopiero  przed  chwilą  weszła  na 

pokład samolotu. Jeszcze nie oderwali się od ziemi. 

- Naprawdę tego chcesz? - zapytał Luke, wchodząc do kabiny 

sypialnej.  -  Jeśli  wolisz,  żebym  sam  prowadził  samolot,  to 
powiedz. Będziesz siedziała przy mnie w kabinie pilota. 

-  Lepiej  zostań  tu  ze  mną.  -  Uśmiechnęła  się  słabo.  -  Co 

będzie, jak dostanę histerii? 

- Dobrze. - Wziął leżący na łóżku koc. - Otulę cię kocem, bo 

wyglądasz, jakbyś się trzęsła z zimna. 

Luke  i  owinięta  kocem  Ariel  przeszli  do  kabiny  centralnej. 

Fotele były eleganckie, przestronne i wygodne. 

-  Jesteś  gotowa?  -  zapytał,  przypinając  ją  do  fotela  pasem 

bezpieczeństwa. 

Ariel skinęła głową.  Luke dał znak pilotowi i usiadł w fotelu 

obok  Ariel.  Wbiła  paznokcie  w  dłonie.  Zacisnęła  powieki,  gdy 
samolot  się  poruszył.  Wystartowali  delikatnie.  Właściwie  nie 
czuli, że lecą. 

-  Otwórz  oczy,  kochanie  -  powiedział  Luke.  -  Nic  się  nie 

zmieni, jeśli będziesz zaciskała powieki. Kiedy masz zamknięte 
oczy, czujesz każde najmniejsze wahnięcie maszyny. Naprawdę 
lepiej będzie, jeśli popatrzysz na mnie. 

Powoli otworzyła oczy. Były pociemniałe ze strachu. 
- Lucas? 
- Słucham, kochanie. 
-  W  tamtej  kabinie  jest  takie  wygodne  łóżko.  Może 

zajęlibyśmy się jakąś twórczą pracą. 

-  Odkąd  to  seks  stał  się  twórczością?  -  Luke  się  roześmiał.  - 

Wiem, wiem. Nie chcesz myśleć o tym, co się z tobą dzieje. 

Ariel  skinęła  głową.  Luke  złożył  oddzielające  ich  od  siebie 

podłokietniki. Przytulił ją. Ariel oparła mu głowę na piersi, a on 
delikatnie głaskał jej złote włosy. 

- Może byś mi coś opowiedziała, aniołku. 

121

RS

background image

 

 

- Co mam ci opowiedzieć? 
- Co chcesz. Zacznij mówić, a ja będę słuchał. 
-  W  tamtym  samolocie  było  stu  sześćdziesięciu  siedmiu 

pasażerów  -  zaczęła  po  chwili  milczenia.  -  Tylko  ja  jedna 
przeżyłam. 

Takich  słów  Luke  się  po  niej  nie  spodziewał.  Przynajmniej 

nie w tej chwili. Słuchał jednak, nie przerywając. 

-  Mówiłam  ci,  że  samolot  przełamał  się  na  pół.  Jedna  jego 

część  odpadła.  Ja  siedziałam  z  mamą  w  ostatnim  rzędzie.  Była 
w  ciąży  i  miała  straszne  mdłości.  Musiała  być  blisko  toalety. 
Reszta  rodziny  siedziała  z  przodu.  Wszyscy  spłonęli.  Zresztą 
uderzenie  i  tak  zabiło  większość  ludzi.  Okazało  się,  że  prawie 
wszyscy mieli połamane kręgosłupy. 

- Twoja mama też? 
- Tak. 
- Ariel - szepnął Luke. Chciał ją pocieszyć. Był jej wdzięczny 

za  to,  że  zechciała  podzielić  się  z  nim  tym,  czego  nikt  oprócz 
niej nie wiedział. 

-  Mam  na  imię  Aniela.  Aniela  Mazurski.  Dlatego  moi  bliscy 

nazywali mnie aniołkiem. - Zacisnęła palce na ręce Luke'a. - 

Zmieniłam  nazwisko.  Wszystko  musiałam  zmienić.  Inaczej 

nie daliby mi spokoju. 

- Kto taki? 
-  Dziennikarze.  Nazywali  mnie  dzieckiem  szczęścia.  Nie 

mieli  litości.  Sama  nie  bardzo  rozumiałam,  co  się  stało,  a  oni 
nawet  na  chwilę  nie  chcieli  zostawić  mnie  w  spokoju.  Nie 
wyobrażasz sobie nawet, jakich podstępów używali, żeby się do 
mnie  dostać.  Bylebym  im  coś  opowiedziała.  -  Na  chwilę 
zacisnęła  powieki.  -  Miałam  osiem  lat,  przeżyłam katastrofę, w 
której  zginęła  cała  moja  rodzina.  Nie  wiem,  ile  godzin 
spędziłam  przypięta  pasami  do  fotela,  w  strugach  ulewnego 
deszczu.  Było  mi  zimno.  Byłam  przerażona.  W  fotelu  obok 
mnie  siedziała  moja  mama.  Nie  żyła  i  nie  słyszała  mnie.  Nie 
mogła odpowiedzieć na moje rozpaczliwe wołanie. Nie była już 

122

RS

background image

 

 

moją  mamą.  Tak  strasznie  się  bałam.  Nic  nie  mogłam  zrobić. 
Potem chciałam już tylko o tym zapomnieć. 

To,  o  czym  opowiadała,  trudno  było  sobie  nawet  wyobrazić. 

Luke nie wiedział, co mógłby jej powiedzieć. Było mu wstyd, że 
tak  bardzo  się  przejmował  swoim  nowym  życiem  po 
zakończonej  karierze  sportowej.  Ona  dokonała  czegoś  stokroć 
trudniejszego. 

-  Przez  trzy  miesiące  w  ogóle  się  nie  odzywałam  -  mówiła 

Ariel.  -  Każdy,  kto  w  jakikolwiek  sposób  związany  był  z  moją 
rodziną, chciał sprawować nade mną opiekę. Spodziewali się, że 
linie  lotnicze  wypłacą  mi  ogromne  odszkodowanie.  Sąd  miał 
zadecydować  o  tym,  komu  przyznać  opiekę  nade  mną.  I  wtedy 
pojawiła  się  ciocia  Bonnie,  siostra  mojego  ojca.  Była  akurat  w 
podróży  i  dopiero  co  dostała  wiadomość  o  wypadku.  Zawsze 
bardzo ją kochałam. Jak burza wpadła do pokoju sędziów. Boże, 
jaka  ja byłam  szczęśliwa,  kiedy  ją  zobaczyłam!  Podbiegłam  do 
niej, a ona wzięła mnie na ręce i przytuliła. Tak dawno nikt tego 
nie robił. 

Ariel westchnęła. Wtuliła się w Luke'a, jakby to on był tamta 

cudem odnalezioną ukochaną ciotką. 

-  Sąd  przyznał  opiekę  nade  mną  cioci  Bonnie.  Sędzia 

przekonał  się  na  własne  oczy,  jak  bardzo  ją  kocham.  Poza  tym 
była  bogata  i  nie  potrzebowała  moich  pieniędzy,  żeby  żyć  w 
luksusie. Mógł mieć pewność, że chce się mną zaopiekować dla 
mnie  samej,  a  nie  z  powodu  należnego  mi  odszkodowania. 
Orzekł,  że  będziemy  z  ciocią  mieszkały  w  moim  rodzinnym 
domu, żebym nie zapomniała o swojej rodzinie. 

Ariel  trochę  się  odprężyła.  Luke  podziwiał  ją  za  to,  że 

opowiadając  mu  o  tym  wszystkim,  potrafiła  zachować  spokój. 
Dopiero teraz odważył się odezwać. 

- Powiedziałaś mi, że wychowałaś się w Europie. 
- To dlatego, że prasa nie dawała nam żyć. W każdą rocznicę 

katastrofy  albo  wówczas,  gdy  wydarzyła  się  następna,  kiedy 
przyznano  mi  odszkodowanie,  dziennikarze  rozkładali  się 

123

RS

background image

 

 

obozem przed naszym domem. Koniecznie chcieli wiedzieć, jak 
ja na to zareaguję. Nawet kiedy bawiłam się na szkolnym boisku 
za  wysokim  murem,  także  wtedy  wykrzykiwali te  swoje  głupie 
pytania. Zadręczyliby mnie na śmierć. 

- To dlatego unikasz rozgłosu? 
- Delikatnie powiedziane. Ja się ukrywam. Nie masz pojęcia, 

ile  artykułów  o  mnie  napisano.  A  ile  było  programów 
telewizyjnych.  Stek  bzdur  opartych  na  domysłach.  Traktowali 
mnie jak wybryk natury. Dlatego tak się boję popularności. Żyję 
w  ciągłym  strachu,  że  ktoś  dowie  się,  kim  jestem,  i  wszystko 
zacznie się od nowa. 

-  Czy  to  możliwe,  żeby  ktoś  cię  rozpoznał?  Ile  osób  wie,  że 

zmieniłaś nazwisko? 

-  W  college'u  miałam  przyjaciółkę,  z  którą  przez  trzy  lata 

mieszkałam  w  jednym  pokoju.  Powiedziałam  jej  o  tym. 
Przysięgała,  że  nikomu  nie  powtórzy.  Następnego  dnia  jej 
chłopak  poprosił  mnie,  żebym  udzieliła  mu  wywiadu,  który 
chciał  zamieścić  w  szkolnej  gazecie.  Odmówiłam  mu,  ale  on  i 
tak napisał o  mnie  artykuł.  Też  oparty  na  spekulacjach.  Na 
szczęście nie umieścił tam mojego nazwiska. 

- Co zrobiłaś? 
-  Najpierw  się  wściekłam,  a  potem  przeniosłam  do  innej 

szkoły.  Nic  więcej  nie  mogłam  zrobić,  jeśli  chciałam  uniknąć 
rozgłosu.  Tam  już  nikt  mnie  nie  znał.  W  ogóle  się  nie 
udzielałam  towarzysko.  Żyłam  w  ciągłym  strachu,  bo  nie 
wiedziałam, komu jeszcze o mnie powiedzieli. Raz zaczynałam 

życie od nowa i nie chciałabym robić tego nigdy więcej. - Ariel 
wyprostowała  się  w  swoim  fotelu.  -  Nie  wiem, dlaczego  ludzie 
nie potrafią  zrozumieć,  że  jeśli  ktoś  przeżył coś tak  strasznego, 
nade  wszystko  pragnie  normalnego  życia.  Za  każdym  razem 
kiedy zdawało mi się, że wreszcie żyję jak wszyscy, zdarzało się 
coś,  co  sprawiało,  że  okropne  wspomnienia  wracały. 
Potworniejsze  niż  kiedykolwiek.  Tego  nie  da  się  zapomnieć. 
Trzeba z tym żyć, jakoś sobie radzić. Samemu, bo nikt nie może 

124

RS

background image

 

 

ci  pomóc.  Dlatego  nikomu  o  tym  nie  mówię.  Nawet  takim 
wypróbowanym przyjaciołom jak Chase. Nie potrzebuję litości. 

Luke nie wiedział, czym sobie zasłużył na jej zaufanie. 
- Bardzo się bałam, że ktoś zobaczy nasze zdjęcie w gazecie i 

mnie  rozpozna.  -  Ariel  westchnęła  ciężko.  -  Na  razie  nikt  nie 
próbował się ze mną skontaktować. 

- Co zrobisz, jeśli rzeczywiście dziennikarze cię odnajdą? 
-  Gdyby  to  było  wczoraj,  powiedziałabym,  że  nie  wiem,  ale 

dzisiaj...  -  przerwała,  zaskoczona  własnymi  słowami  i  tym,  co 
się za nimi kryło. - Teraz mam dość siły, żeby stawić im czoło. 

- Co się zmieniło? 
Jesteś  przy  mnie,  a  ja  cię  kocham,  pomyślała Ariel. Ale tego 

nie  powiedziała.  Wolała,  żeby  Luke  jako  pierwszy  powiedział, 

że ją kocha. No i nie teraz, kiedy mógłby to zrobić z litości. 

- Nikt i nic nie zdoła mnie pokonać. Nie pytaj, dlaczego, bo i 

tak ci  nie  powiem.  Nigdy  w  życiu  nie  czułam się tak  jak  teraz. 
Mogłabym stawić czoło całemu światu. 

- Moja ty wojowniczko! - Luke uśmiechnął się i pocałował ją. 
- Pragnę cię, Lucas - powiedziała, kiedy przestali się całować. 

-  I  wcale  nie  chcę  zagłuszyć  strachu.  Już  mi  to  nie  jest 
potrzebne. Nawet nie czuję, że lecimy. 

- Zaraz będziemy lądować. - Luke rozpiął pas, wstał z fotela i 

podszedł do barku. - Muszę się napić. Tobie też coś podać? 

- Poproszę o wodę. - Ariel przycisnęła dłonie do czoła. 
- Dlaczego wybrałaś sobie takie imię? - zapytał Luke, podając 

jej butelkę z wodą. 

- Miałam piętnaście lat,  kiedy  obejrzałam „Burzę" Szekspira. 

Tam jest taka postać: Ariel. To taki duszek, uosobienie światła i 
oświecenia.  Jego  dobre  czary  pomagają  zwalczyć  zło.  Dzięki 
swoim  dobrym  uczynkom  zostaje  w  końcu  uwolniony  spod 
działania  złego  czaru.  Przynajmniej  ja  tak  to  sobie 
zinterpretowałam. I w jednej chwili wszystko stało się dla mnie 
jasne: znalazłam sobie cel w życiu. 

125

RS

background image

 

 

-  Nie  rozumiem,  dlaczego  porównujesz  kłopoty  Ariela  do 

twojej sytuacji? 

- Nie rozumiesz? Przecież ja przeżyłam w jakimś celu. To jak 

zły  czar.  Pracuję  bez  wytchnienia  w  nadziei,  że  któregoś  dnia 
moje  dobre  uczynki  uwolnią  mnie  od  ciążącego  na  naszej 
rodzinie przekleństwa. 

- Dlatego powołałaś do życia Fundację Aniołów? 
-  Nie  chciałam  żadnego  odszkodowania.  -  Ariel  machnęła 

ręką.  -  Uważałam,  że  te  pieniądze  przyniosą  mi  pecha.  Ale 
ciocia  nie  pozwoliła  mi  ich  tknąć,  dopóki  nie  dorosłam  i  nie 
zmądrzałam.  Z  odsetek  od  kapitału  wyznaczyłam  sobie  pensję, 
bo  w  końcu  pracuję  na  pełnym  etacie.  Kapitał  dobrze 
zainwestowałam, dzięki czemu się podwoił. Dlatego mogę robić 
tyle dobrego. Widzisz, mnie dano szansę. Chciałabym, żeby inni 
ludzie także otrzymali szansę na lepsze życie. Spłacam dług. 

-  A  jeśli  to,  co  robisz  dla  innych,  nie  uwolni  cię  z  poczucia 

winy? - Luke ujął ją za rękę. - Bo przecież czujesz się winna, że 
ty  jedna  przeżyłaś?  Może  odzyskasz  wolność  dopiero  wtedy, 
jeśli zrobisz coś dobrego dla siebie? 

Czy  możliwe,  żeby  miał  rację?  Czy  jeśli  wyjdę  za  niego  za 

mąż, to zrobię coś dobrego dla siebie? Czy dzięki temu pozbędę 
się  ciężaru,  który  od  dwudziestu  lat  spoczywa  na  moich 
barkach?  A  jeśli  to  prawda?  Może  rzeczywiście  już  spłaciłam 
dług? 

Spojrzała  w  iluminator  na  otaczające  ich  białe  obłoki. 

Samolot podskoczył. Ariel wbiła palce w ramię Luke'a. 

-  To  tylko  maleńka  turbulencja  -  uspokoił  ją  Luke.  - 

Podchodzimy  do  lądowania.  Miałaś  dziś  koszmarny  dzień, 
kochanie. 

-  Nie  wiesz  nawet,  ile  dla  mnie  znaczy  to,  że  po  mnie 

przyjechałeś. Ale czuję się winna. Twoje spotkanie... 

-  Nie  przejmuj  się.  Nie  sądzę,  żeby  mi  to  zaszkodziło.  Może 

nawet dobrze się stało. Kierownicy departamentów zaprezentują 

126

RS

background image

 

 

zarządowi  swoje  plany  działania,  ja  wpadnę  na  koniec,  trochę 
poczaruję i wszystko dobrze się skończy. 

- Jesteś bardzo pewny siebie. 
-  Moja  droga,  skoro  udało  mi  się  przekonać  ciebie,  to  z 

zarządem nie będę miał najmniejszych problemów - zażartował. 

-  Znasz  mnie  lepiej  niż  ktokolwiek  na  tym  świecie.  Skoro 

nawet  ty  nie  zauważyłaś,  jak  strasznie  się  boję,  to  może  i  oni 
dadzą się omamić. Wcale nie jestem pewny siebie, wiem tylko, 

że  moja  strategia  rozwoju  firmy  jest  doskonała.  Powoli,  ale 
skutecznie  zawojujemy  cały  rynek.  -  Uścisnął  dłoń  Ariel.  - 
Zamieńmy  się  miejscami.  Będziesz  mogła  popatrzeć,  jak 
lądujemy. 

- Może następnym razem. 
- Podziwiam cię, Ariel. Nawet nie wiesz, jak bardzo. -Spojrzał 

na nią, jakby się nad czymś zastanawiał. 

-  Nie  lubię,  kiedy  tak  na  mnie  patrzysz,  Lucas.  -  Ariel  udała 

nadąsaną. 

- Mówiłaś, że mnie pragniesz. Dobrze pamiętam? 
-  Ale...  -  Ariel  własnym  uszom  nie  wierzyła.  -  Przecież 

podchodzimy do lądowania. 

- Mamy jeszcze parę minut - mruknął Luke. Chciał jej pomóc. 

Ariel  potrzebowała  zapomnienia.  Nie  było  na  to  lepszego 
sposobu niż kochanie się z nią. Tylko wtedy o niczym innym nie 
myślała - Oczywiście, jeśli chcesz... 

- Głupie pytanie. Ile mamy czasu? 
- Dość. 
- Nikt nas tu nie zobaczy? - Ariel rozejrzała się dookoła. 
- Może tylko anioły - uśmiechnął się, ale na wszelki wypadek 

zamknął drzwi oddzielające część pasażerską od kabiny pilota. 

 
 
 
 
 

127

RS

background image

 

 

ROZDZIAŁ CZTERNASTY 

 
Ariel chodziła po gabinecie Luke'a. Tam i z powrotem, tam i z 

powrotem.  Usiadła  na  kanapie.  Po  chwili  znów  wstała.  Nie 
mogła znaleźć sobie miejsca. Wmawiała sobie, że niepokoi się o 
wynik  debaty  zgromadzenia.  Uważała,  że  Luke  uczciwie 
zapracował  sobie  na  to,  żeby  wprowadzić  Titana w  dwudziesty 
pierwszy wiek. Zarząd powinien docenić jego projekt, który był 
po prostu genialny. 

Naprawdę  jednak  zastanawiała  się,  jak  długo  jeszcze  ich 

stosunki  pozostaną  takie,  jakie  są.  Gdy  przed  tygodniem  Luke 
poprosił  ją  o  rękę,  Ariel  mu  odmówiła.  Jednak  teraz,  kiedy 
gotowa była zostać jego żoną, on jak gdyby zmienił zdanie. 

Ufała  mu  bezgranicznie.  Z  tego  zaufania  wyrosła  miłość  tak 

silna,  że  nawet  życie  w  światłach  reflektorów  już  jej  nie 
przerażało.  Byleby  tylko  być  z  nim.  Opowiedziała  mu  o  sobie 
wszystko.  I  nie  miała  już  nic  przeciwko  temu,  żeby  wyjść  za 
niego  za  mąż.  Spodziewała  się,  że  zaproponuje  jej  to  w 
samolocie,  po  tym,  jak  się  kochali.  Nic  nie  powiedział.  Oprócz 
tego,  że  po  spotkaniu  z  zarządem  będą  musieli  odbyć  poważną 
rozmowę. Widocznie, jak na ironię, zmienił zdanie dokładnie w 
tym samym czasie, kiedy Ariel zmieniła swoje. 

Postanowiła  nie  poddać  się  bez  walki.  Było  jej  z  nim  tak 

dobrze. Płakała. Po raz pierwszy, odkąd przestała być dziec 

kiem.  A  mimo  to  tak  dobrze  się  czuła.  Jakby  wstąpiło  w  nią 

nowe życie. Wszystko dzięki Luke'owi. 

Drgnęła  gwałtownie,  kiedy  drzwi  gabinetu  wreszcie  się 

otworzyły. Ale to nie był Luke. 

-  Luke  prosił,  żebyś  przyszła  -  powiedziała  Marguerite.  -

Wydajemy mały koktajl  w sali konferencyjnej. Chciałby, żebyś 
była z nami. 

- Uzyskał to, czego chciał? 
-  Pięcioletni  kontrakt  -  zawołała  uradowana  Marguerite.  -

Wszyscyśmy wygrali razem z nim. 

128

RS

background image

 

 

Ariel spodziewała się, że Luke skorzysta z okazji i przedstawi 

ją  zgromadzonym  w  sali  konferencyjnej  pracownikom  jako 
swoją narzeczoną. Przytulił ją, kiedy weszła, nalał jej szampana, 
ale ani słowa nikomu nie powiedział. 

Miałam rację, pomyślała rozgoryczona. Dlaczego akurat teraz 

musiał się rozmyślić? 

Poczuła się nieswojo i zupełnie nie na miejscu. Przy pierwszej 

okazji wyszła i wróciła do gabinetu Luke'a. Zapragnęła uciec do 
domu, do swego bezpiecznego kąta na ziemi. Nie mogła jednak 
tego uczynić. Przede wszystkim obiecała Lu-ke'owi, że nigdy od 
niego nie ucieknie. No i nie miała samochodu. 

Noc  zapadła,  zrobiło  się  ciemno.  Ariel  nie  zapalała  światła. 

Czekała. 

-  Ariel?  -  Drzwi  gabinetu  uchyliły  się,  wpuszczając  smugę 

światła z sekretariatu. 

- Tu jestem. Przy oknie. 
- Dlaczego wyszłaś? - zapytał Luke, podchodząc do niej. 
- Zmęczył mnie panujący tam hałas - skłamała. Pomyślała, że 

Luke na pewno nie zdaje sobie sprawy z tego, że chciała, aby ją 
wszystkim  przedstawił.  Wiedział,  że  unikała  rozgłosu.  - 
Gratuluję. Uzyskałeś więcej, niż się spodziewałeś. 

- Tak. Jestem bardzo zadowolony. 
-  To  może  wreszcie  mi  powiesz,  o  czym  chciałeś  ze  mną 

poważnie porozmawiać. 

Luke zapalił lampkę na biurku i zamknął drzwi gabinetu. 
-  Najpierw  muszę  ci  powiedzieć,  jak  to  się  stało,  że 

sporządziłem tę swoją nieszczęsną listę. 

- Nie jestem pewna, czy chcę tego słuchać. 
-  Musimy  sobie  wszystko  wyjaśnić.  Bez  tego  nic  się  między 

nami  nie  ułoży.  -  Luke  podszedł  do  okna.  -  Opowiadałem  ci  o 
moich narzeczonych i o tym, dlaczego nie doszło z żadną z nich 
do małżeństwa. 

-  Powiedziałeś,  że  nie  potrafiłeś  odróżnić  miłości  od 

pożądania. 

129

RS

background image

 

 

-  Ponieważ  w  moim życiu  nastąpiły  ostatnio  wielkie  zmiany, 

pomyślałem  sobie,  że  czas  się  ożenić.  Uznałem,  że  potrafię  się 
ustrzec  błędów,  które  wcześniej  prowadziły  mnie  donikąd. 
Postanowiłem  wszystko  robić  inaczej  niż  kiedyś.  Nie  chciałem 
wiązać  się  z  taką  kobietą,  na  którą  wiecznie  miałbym  ochotę. 
Marzyłem o tym, żeby mieć żonę i przyjaciółkę zarazem. 

Ariel  miała  niewyraźną  minę.  Luke  pojął,  że  jego  pomysł, 

opowiadany komuś, wydaje się głupszy niż kiedykolwiek. 

- Wybrałeś mnie dlatego, że cię nie podniecałam? - spytała. 
- Z początku... - plątał się Luke. 
- To ja za tobą szaleję, a ty mówisz, że cię nie podniecam? - 

Ariel zerwała się z fotela i podbiegła do niego. - Aż tak potrafisz 
udawać? 

-  Zaczekaj.  Nic  takiego  nie  powiedziałem.  Ja  tylko 

postanowiłem sobie, że tym razem wszystko będzie inaczej. 

-  Naprawdę  cię  nie  podniecam?  -  Tylko  to  ją  teraz 

interesowało. 

- Zawsze bardzo lubiłem seks - tłumaczył Luke. Rozumiał, że 

nic nie zwojuje, jeśli dokładnie nie wyjaśni Ariel tej tak ważnej 
sprawy. - A seks z tobą to coś, o czym nawet nie marzyłem. Nie 
chciałem  tego,  walczyłem  ze  sobą.  Wiedziałem,  że  jeśli  znów 
seks stanie się najważniejszy, to nasz związek diabli wezmą. 

-  Nie  marzyłeś?  -  zapytała  Ariel.  Luke  wygadywał  takie 

bzdury, że trudno było z tego cokolwiek zrozumieć. 

- Nie marzyłem. Wcale nie chciałem, żeby seks z tobą stał się 

taki ważny. Nadal tego nie chcę. 

- Dlaczego? 
-  Ponieważ  seks  zaślepia,  zabija  to,  co  istotne.  Pragnę,  żeby 

nasz związek był dojrzały, żebyśmy byli przyjaciółmi. Marzyło 
mi się, że będziesz ze mną, kiedy zacznę rozwijać firmę, że będę 
mógł z tobą o wszystkim porozmawiać. 

-  A  ja  właśnie  chcę  seksu.  I  to  dużo.  Nigdy  w  życiu  żaden 

mężczyzna nie pociągał mnie tak bardzo jak ty. Tego się właśnie 
bałam.  Dlatego  nie  chciałam  się  z  tobą  spotykać.  Potem 

130

RS

background image

 

 

przyjęłam  do  wiadomości,  że  to  niczego  nie  zmieni.  Pożądanie 
okazało  się  silniejsze  od  strachu.  Myślałam,  że  ty  też  chcesz 
tylko seksu. Mężczyznom przeważnie wyłącznie o to chodzi. 

- A ja tymczasem, po raz pierwszy w życiu, chciałem czegoś 

całkiem  innego...  Uwielbiam  się  z  tobą  kochać,  Ariel.  Robię 
wszystko, żeby się od tego powstrzymać, ale dotąd nigdy mi się 
to  nie  udało.  A  tak  bardzo  chciałem,  żeby  tym  razem  seks  nie 
był najważniejszy. 

Ariel patrzyła w niego jak urzeczona. Położyła sobie dłoń na 

czole, potrząsała głową i coś do siebie mruczała. 

- Co mówisz? 
-  Czy  wiesz  dlaczego,  Lucas?  -  Spojrzała  na  niego.  Była 

zmieszana, ubawiona i może nawet trochę urażona. 

-  Dlaczego  usiłowałem  ci  się  oprzeć?  Już  ci  mówiłem. 

Wszystkie poprzednie związki rozpadały się przez to, że... 

- Czy wiesz, dlaczego tak dobrze ci jest ze mną w łóżku? 
-  Czy  to  jakiś  test?  Mam  zgadywać,  czy  dasz  mi  kilka 

odpowiedzi do wyboru? 

Ariel  się  roześmiała.  Łzy  popłynęły  jej  z  oczu.  Luke  się 

przeraził.  Nie  płakała  przecież,  kiedy  opowiadała  mu  o 
najstraszniejszych  chwilach  swego  życia.  Dlaczego  teraz  się 
rozpłakała? 

-  To  będzie  test.  -  Ariel  śmiała  się  i  płakała  jednocześnie.  -

Wiesz, dlaczego tak dobrze nam razem w łóżku? Nie? No to ci 
powiem. Dlatego, że mnie kochasz! 

-  Naprawdę?  -  zapytał,  ogłupiały.  Nogi  się  pod  nim  ugięły. 

Właśnie zdał sobie sprawę, że kocha Ariel, że nie tylko żądza i 
przyjaźń  ich  łączą.  Owszem,  one  też,  ale  istnieje  jeszcze  coś 
oprócz tego. Coś, co tak łatwo było nazwać. - Rzeczywiście. Ja 
ciebie kocham! 

Otworzył  szufladę  biurka,  wyjął  z  niej  małe  pudełeczko,  a 

potem posadził sobie Ariel na kolanach. 

- Chyba pomogłem ci odkryć twój najważniejszy cel w życiu - 

powiedział. - Wydaje mi się, że żyjesz po to, żeby mnie kochać. 

131

RS

background image

 

 

Podał  jej  pudełeczko.  Ariel  otworzyła  je.  W  środku  był 

pierścionek,  ale  nie  tamten  z  diamentem,  który  wcześniej 
widziała. 

- Najpierw usiłowałem cię rozgryźć - mówił Luke. - A potem 

pomyślałem  sobie,  że  jeśli  dowiem  się,  jaka  jesteś,  to  i  tak 
niczego nie zmienię. Jesteś taka, jaka jesteś, i za to cię kocham. 
Za  to,  że  podobały  ci  się  orchidee  i  za  to,  że  jesz  słodycze  z 
takim  samym  zapałem,  z  jakim  się  kochasz.  I  jeszcze  za  to,  że 
troszczysz  się  o  wszystkich,  tylko  o  sobie  zapominasz. Dlatego 
musisz mieć przy sobie kogoś, kto by zadbał o ciebie. I dlatego 
jeszcze  raz  cię  proszę,  żebyś  została  moją  żoną.  Wolałbym, 

żebyś się zgodziła, bo ja i tak nigdy nie przestanę cię kochać i 
zawsze będę przy tobie. 

Wyjął z pudełka pierścionek i podniósł go. 
-  Obejrzałem  co  najmniej  sto  różnych  kamieni,  zanim 

wreszcie  wybrałem  ten.  Jeśli  na  niego  spojrzysz,  zobaczysz  w 
nim samą siebie. 

Ariel  nic  w  tej  chwili  nie  mogła  zobaczyć.  Miała  oczy  pełne 

łez, musiała mu więc uwierzyć na słowo. 

- Widzisz - opowiadał Luke. - Z wierzchu jest gładki i ładny. 

Aż chce się na niego patrzeć. A kiedy go trochę obrócić, lśni od 

środka i wtedy nie można od niego oczu oderwać. A jak zajrzeć 
jeszcze  głębiej,  to  na  dnie  zobaczy  się  żywy  ogień.  Ty  jesteś 
taka  sama,  Ariel.  Właśnie  taka.  -  Spojrzał  na  nią,  wyraźnie 
zaniepokojony. - Może byś się wreszcie do mnie odezwała? Jak 
długo chcesz mnie trzymać w niepewności? 

- Kocham cię. - Ariel zarzuciła mu ręce na szyję. - Nawet nie 

wiesz, jak bardzo cię kocham. 

- I wyjdziesz za mnie za mąż? 
- Jasne. 
-  Bogu  dzięki!  -  Luke  odetchnął  z  ulgą.  -  Bo  widzisz,  bałem 

się, czy ty przypadkiem nie jesteś w ciąży. 

- Nie rozumiem. 

132

RS

background image

 

 

-  Rano  dostałem  faks  od  lekarza.  Tuż  przed  twoim 

przyjściem. Okazało się, że wcale nie jestem bezpłodny. 

- To dlaczego tamta kobieta nie mogła z tobą zajść w ciążę? - 

Ariel nie mogła uwierzyć własnemu szczęściu. 

-  Oto  wielka  tajemnica  życia.  Może  miałem  wtedy  za  mało 

plemników. Teraz też nie ma ich zbyt wiele, ale na pewno są. -
Pocałował  ją  w  czoło.  -  A  może  twoja  mama  wszystkiego 
dopilnowała. Wiesz, anioły to potrafią. 

-  Oj,  tak  bym  chciała.  -  Ariel  się  do  niego  uśmiechnęła.  -

Chciałabym, żebyś miał rację. 

Luke wsunął pierścionek na jej palec. Pocałował Ariel w rękę. 

Dziękuję,  mamusiu,  pomyślała.  Wybrałaś  mi  najlepszego 
człowieka pod słońcem. 

- A co będzie, jeśli jesteś w ciąży? - zaniepokoił się Luke. 
- Miałem ci o tym powiedzieć od razu rano, ale zapomniałem. 

A  właściwie  nie  tyle  zapomniałem...  Chciałem,  żebyśmy  mieli 
dziecko. Wiem, że to obrzydliwe, bo należało to najpierw z tobą 
uzgodnić... 

- Z tobą nic nie jest obrzydliwe, Lucas. Za to też cię kocham. 
-  Mocno  się  do  niego  przytuliła.  -  I  za  to,  że  jesteś  taki,  jaki 

jesteś. 

Chciałabym 

tylko 

trochę 

nacieszyć 

się 

tym 

fantastycznym  seksem  z  tobą,  zanim  brzuch  zacznie  mi 
przeszkadzać. 

 

133

RS


Document Outline