background image

IMIANUEL WALLERSIEIN

Utopistyka

background image

TEORIE OPORU

Siłą  narzucony  ideologiczny  monopol,  propagowany  poprzez 

szkoły,  partie  polityczne,  sądownictwo,  religię,  serwisy 

informacyjne,  tradycyjną  rodzinę  itd.,  staje  się  codzienną 

represją.  Cykl  „Teorie  oporu”  stanowi  krytykę  dominujących 

sposobów  myślenia  na  temat  społecznych  realiów.  Utrwalany 

podział  społeczeństwa  na  mniejszość,  która  w  swoim  interesie 

nadaje  sens  światu  oraz  milczącą  resztę,  w  rzeczywistości  nie 

musi  mieć  miejsca.  Istnieje  międzynarodowy  ruch,  którego  idee 

nie  odzwierciedlają  interesów  prywatnych  bądź  publicznych 

instytucji,  lecz  potrzeby  niedopuszczonych  do  głosu.  Koncepcje 

autorów  prezentowanych  w  tej  serii,  nawiązują  do  tego  ruchu 

społecznego  i  są  z  nim  ściśle  związane.  Ich  prace  są  dowodem, 

że  realna  krytyka  jest  niezależna  od  instytucji  dominacji,  a  jej 

odniesieniem pozostaje społeczny opór.

background image

IMMANUEL 

WALLERSTEIN

Utopistyka

Alternatywy historyczne dla XXI wieku

Z przedmową Andrzeja W. Nowaka

Poznań 2008

background image

Przyszłość nie jest już tym, 
czym była kiedyś

1

Wstęp

Immanuel  Wallerstein,  j  ak  wskazuj  ą  autorzy  wstępu  do  jego  książki  Anali­

za  systemów-światów.  Wprowadzenie

1

,  jest  jednym  z  najczęściej  cytowanych 

socjologów.  Do  niedawna  w  Polsce  był  postacią  stosunkowo  nieznanąi  egzo­
tyczną.  Sytuacja  zmieniła  się  po  opublikowaniu  jego  kilku  prac

3

.  Obecność  ta 

jest  jednak  niepełna,  wciąż  czekamy  na  przetłumaczenie  opus  magnum  jakim 

jest  trzytomowy  Modern  World-System

4

.  Recepcja  Wallersteina  jest  jednak 

niejednoznaczna.  Dobrze  przyjęty  przez  środowiska  skupione  wokół  pism  Lewą 

Nogą

5

,  Le  Monde  Diplomatiąue  oraz  Recykling  idei

6

,  z  trudem  jest  akcepto­

wany  przez  środowisko  akademickie,  z  którego  pochodzi  i  do  którego  należy. 

Jego  prace  wzbudziły  też  zainteresowanie  i  oddźwięk  wśród  środowisk  rady­

kalnych.  Inspiracje  Wallersteinem  i  Beverly  J.  Silver  są  widoczne  w  analizie 
pracy  w  epoce  globalnej  dokonanej  przez  Jarosława  Urbańskiego

7

.  Zaintere­

1

  Tytuł  zaczerpnięty  ze  ścieżki  dialogowej  filmu  Harry  Angel,  (reż.  Alan  Parker, 

1987),  gdzie  tytułową  kwestię  wypowiada  jedna  z  postaci  filmu  (org.  The  futurę  isn't 

what it used to be).

2

  Immanuel Wallerstein, Analiza systemów-światów. Wprowadzenie, tłum. K. Gaw- 

licz, M. Starnawski, Warszawa 2007, s. I.

3

  Dotychczas  ukazały  się  w  Polsce  następujące  książki:  Immanuel  Wallerstein,  Ko­

niec  świata,  jaki  znamy,  tłum.  M.  Bilewicz,  A.  W.  Jelonek,  K.  Tyszka,  Warszawa  2004, 

Immanuel  Wallerstein,  Analiza  systemów-światów.  Wprowadzenie,  tłum.  K.  Gawlicz, 
M.  Starnawski,  Warszawa  2007,  Immanuel  Wallerstein,  Europejski  uniwersalizm.  Reto­
ryka władzy,
 Wydawnictwo Scholar, Warszawa 2007.

4

  Od  lat  obecna  jest  trzytomowa  pozycja  Fernanda  Braudela  Kultura  materialna, 

gospodarka  i  kapitalizm  XV  -  XVIII  wiek,  PIW,  Warszawa  1992,  stanowić  ona  może 

uzupełnienie analiz Wallersteina.

5

  Pismo to poświęciło Wallersteinowi sporo miejsca, szczególnie w numerze 13/01.

6

  Warto  zauważyć  ogromny  wpływ  jaki  dla  rozpropagowania  Wallersteina  ma  strona 

Mariusza  Turowskiego,  Sprawiedliwa  przemoc  antysystemowy  lament.  An-archistyczne 

forum filozofii politycznej i krytyki społecznej, http://www.uni.wroc.pl/~turowski/.

7

  Jarosław  Urbański,  „Praca  w  dobie  globalizacji  -  w  poszukiwaniu  alternatyw”  [w:] 

Zniewolony  umysł  2.  Neoliberalizm  i  jego  krytyki,  pod  red.  Ewy  Majewskiej  i  Janka 

Sowy,  Korporacja  Halart,  Kraków  2007;  Jarosław  Urbański,  „Siła  Pracy”,  Nowy  Robot­

background image

6 Immanuel Wallerstein

sowanie  ze  strony  środowisk  alternatywnych  jest  związane  także  z  faktem,  iż 

Wallerstein  jest  aktywnym  uczestnikiem  Światowego  Forum  Społecznego  oraz 
sympatykiem ruchu Zapatystów

8

.

Nikła  obecność  Wallersteina  w  polskim  życiu  akademickim  jest  szczególnie 

dziwna,  gdyż  on  sam  wprost  odwołuje  się  do  polskiej  tradycji  socjologii  histo­
rycznej,  szczególnie  do  prac  Mariana  Małowista

9

.  Stan  ten,  choć  osobliwy,  wy­

daje  się  symptomatyczny.  Skromna  obecność  Wallersteina,  a  także  teorii  zależ­

ności  i  ogólniej  paradygmatu  historyczno-systemowego,  odsyła  do  ułomności 
naszej  autodiagnozy  przemian  Polski  po  1989  r.  Co  ciekawe,  na  początku  tych 
przemian  ukazała  się  praca  zbiorowa  Adama  Czamoty,  Andrzeja  Zybertowicza, 

Interpretacje  wielkiej  transformacji.  Geneza  kapitalizmu  jako  geneza  współ­

czesności

10

,  odwołująca  się  do  paradygmatu  historyczno-systemowego  i  zawie­

rająca  tekst  Wallersteina,  nie  została  ona  szerzej  zauważona.  Podobny  los  spo­
tkał  książkę  Krzysztofa  Krzysztofka,  Marka  S.  Szczepańskiego,  Andrzeja 

Ziemilskiego  Kultura  a  modernizacja  społeczna

u

.  Zachwyt  nad  naiwnie  poj­

mowaną  teorią  modernizacji

12

  i  zgoła  religijna  wiara  w  program  neoliberalny, 

wypaczyły i zahamowały polską refleksję teoretyczną'

3

.

nik  nr  9(24)/2005,  Beverly  J.  Silver,  „Ruch  robotniczy  z  globalnej  perspektywy”,  Nowy 

Robotnik  nr  9(24)/2005.  Por.  także  Beverly  J.  Silver,  Forces  of  Labor:  Workers’  Move- 

ments  and  Globalization  Since  1870,  Cambridge  Studies  in  Comparative  Politics,  Cam­

bridge University Press, 2003.

8

  Immanuel  Wallerstein,  Marcin  Starnawski  (rozmowa),  „Walka  o  przyszłość”,  Re­

cykling  Idei  nr  9  (wiosna/lato  2007),  Immanuel  Wallerstein,  „Zapatyści:  Etap  drugi”, 

http://www.recykling.uni.wroc.pl/index.php?section=7&article=121, 

oryginał: 

„The 

Za- 

patistas:  The  Second  Stage”,  Fernand  Braudel  Center,  Binghamton  University,  Komen­

tarz nr 165 z 15.07.2005.

9

  Por.  Marian  Małowist,  Wschód  a  Zachód  Europy  XIII  -  XVI  wiek.  Konfrontacja 

struktur  społeczno-gospodarczych,  Wydawnictwo  Naukowe  PWN,  Warszawa  2007,  Ma­

rian  Małowist,  Europa  i  jej  ekspansja  XIV  -  XVII,  Wydawnictwo  Naukowe  PWN,  War­

szawa  1993.  Dyskusje  historyczne  o  genezie  historycznej  peryferyzacji  Europy  Środko­

wo  Wschodniej  odtwarza  Anna  Sosnowska  w  książce:  Zrozumieć  zacofanie.  Spory 

historyków o Europą Wschodnią (1974-1994), Warszawa 2004.

10

 Kolegium Otryckie, Warszawa 1988.

11

 Instytut Kultury, Warszawa 1993.

12

  Por.  Stanisław  L.  Andreski,  „Uboczne  skutki  rozkochania  się  w  modelu”,  [w:] 

Krytyka  rozumu  socjologicznego,  (red.)  Stanisław  Kozyr-Kowalski,  Andrzej  Przestal- 

ski, Jan Włodarek, Zysk i s-ka, Poznań 1997.

13

  Przykładem  przełamania  hegemonii  jest  książka  Davida  Osta  Klęska  solidarno­

ści,  masowość  jej  wydania  pomogła  zaistnieć  innym  lokalnym  i  starszym,  od  niej  anali­

zom.  Idąc  tropem  Wallersteina  to  ciekawe,  że  Polska  jako  kraj  półperyferyjny  musiała

background image

Przedmowa 7

Nieobecność  Wallersteina  nie  jest  jedynie  problemem  akademickim.  Po 

Gramscim  jesteśmy  świadomi,  jaką  wagę  odgrywa  hegemonia  kulturowa.  Pre­

zentowana  książka  podąża  tym  tropem  wskazując  na  wagę  czynników  instytu­

cjonalnych,  kulturowych  i  wreszcie  wiedzy  jako  motorów  zmiany  społecznej. 

Blokada  w  recepcji  myślenia  alternatywnego  (np.  Wallersteina  i  pokrewnych 

mu  myślicieli)  była  jednym  z  wielu  czynników,  które  wpłynęły  na  przebieg 

przemian  społecznych  po  1989  r.  Warto  zapytać  czy  daje  się  uzasadnić  mocna 

teza,  iż  nieobecność  alternatywnego  myślenia,  uniemożliwiła  inny  przebieg 

polskiej  transformacji.  Zważywszy  jaką  wagę  Wallerstein  przywiązuje  do  de­

cyzji  w  okresach  przełomów,  nie  należy  niedoceniać  owego  pozornie  „słabe­
go” czynnika jakim jest namysł teoretyczny.

Wydanie  Utopisty  ki  jest  być  może,  symptomem  rozchwiania,  utraty  stabil­

ności  hegemoni  kulturowej  definiowanej  przez  pojęcia:  neoliberalizm,  teoria 

modernizacji,  „wolny  rynek”.  Późna  twórczość  Wallersteina,  a  do  niej  należy 

prezentowana  książka,  to  próba  wskazania  wagi  myślenia  teoretycznego.  Wal­

lerstein  nie  popada  przy  tym  w  akademickie  złudzenia  i  pychę.  Nie  jest  posta­

cią  spod  znaku  „kanapowych  rewolucjonistów”,  gdzie  myślenie  akademickie 
uzurpuje  sobie  rolę  rewolucyjnego  podmiotu.  Jego  propozycje  mają  charakter 
reform  strukturalnych,  podparte  są  drobiazgową  analizą  historyczną  i  stano­

wią  konkretną  propozycję  zmiany

14

.  Pytanie  brzmi  czy  namysł  nad  struktura­

mi  wiedzy  proponowany  przez  autora  Utopistyki,  zostanie  podjęty  przez  ro­

dzime  środowisko  akademickie.  Jest  o  tyle  ważne,  iż  Wallerstein  stara  się

czekać  na  głos  opisujący  jej  sytuacje  z  centrum,  nawet  jeżeli  jest  to  głos  „antysystemo- 

wy”.  Analogicznie  „amerykański”  Wallerstein  pozwala  zaistnieć  lokalnym  analizom, 

przedwcześnie  wypchniętym  poza  obieg  intelektualny  i  medialny.  Analogiczną  sytuację 

możemy  zaobserwować  dzięki  pojawieniu  się  książki  Elizabeth  Dunn,  Prywatyzując 
Polskę.  Głos  w  obronie  polskich  robotników  staje  się  słyszalny  dopiero  wtedy,  kiedy 
wypowiada  go  ktoś  z  centrum  (rdzenia)  nowoczesnego  systemu-świata,  choć  drobiazgo­

we  i  wnikliwe  analizy  polskiego  świata  pracy  były  formułowane  dużo  wcześniej  na  przy­

kład  w  ramach  aktywności  Ogólnopolskiego  Związku  Zawodowego  „Inicjatywa  Pracow­

nicza”.  Problem  naszego  półperyferyjnego  statusu  „przebija”  się  ostatnimi  czasy  do 
świadomości  publicznej,  por.  Magdalena  Nowicka,  „Rzeczpospolita  postkolonialna”,  Wie­

dza i życie, nr 9/2007.

14

 

Tym  co  wartościowe  w  twórczości  Wallersteina  i  całej  szkoły  systemowo-histo- 

rycznej  jest  drobiazgowa  analiza  zjawisk  społecznych,  ekonomicznych  i  politycznych. 

W  odróżnieniu  od  zwolenników  teorii  modernizacji  czy  „wolnego  rynku”  w  stylu  Davi- 

da  Landesa,  prace  Wallersteina  i  jego  szkoły,  wolne  są  od  ahistorycznego  teoretyzowa­

nia.  Przykłady  tego  znajdziemy  na  przykład  m.in.  na  stronie  internetowej  Journal  of 

World-System Research, http://jwsr.ucr.edu/.

background image

8 Immanuel Wallerstein

zrealizować  szalenie  trudne  zadanie.  Na  gruncie  polskim  przedsięwzięcie  ta­

kie  jest  cenne  z  dwóch  powodów.  Po  pierwsze  nie  daje  on  zgody,  na  pozornie 

neutralną  aksjologicznie  naukę  zredukowaną  do  technokratycznej  funkcji  ad­
ministrowania  społeczeństwem.  Pozwala  to,  na  przywrócenie  pojęcia  nauki 

„zaangażowanej”  w  problemy  społeczne.  Taka  wizja  nauki  po  1989  r.  została 

skutecznie  wyrugowana  z  murów  uniwersytetów.  Z  drugiej  strony,  przestrze­

ga  on  przed  mitem  fałszywej  awangardy.  Wallerstein  nie  stroniąc  od  odwołań 

do  współczesnych  nurtów  myślowych  i  politycznych,  jak  feminizm,  postkolo- 

nializm,  współczesna  socjologia  wiedzy  (Bruno  Latour),  nie  daje  się  równo­
cześnie  łatwo  zamknąć  w  potrzasku  fałszywie  zdefiniowanego  sporu  pomię­
dzy starą lewicą (ekonomiczną) a „nową” lewicą (kulturową)

15

.

Widzimy  zatem,  że  przyswojenie  Wallersteina  na  gruncie  polskim  jest  za­

daniem  niezwykle  potrzebnym.  Poza  argumentami  przytoczonymi  powyżej, 

konieczne  jest  ono,  jeszcze  z  kilku  powodów.  Po  pierwsze,  zarówno  Waller­

stein,  jak  i  rozwijająca  się  wokół  niego  szkoła,  dostarcza  wyjątkowego  oraz 

rozwiniętego  aparatu  teoretycznego  przydatnego  do  analizy  zjawisk  określa­

nych  dziś  modnym  mianem  „globalizacji”.  Po  drugie,  prezentując  alternatyw­

ny  sposób  opisu  transformacji  kapitalistycznego  świata,  równocześnie  wska­
zuje  na  transformację  systemów  wiedzy  o  tym  świecie.  Po  trzecie,  późny 
Wallerstein  to  wyjątkowy  myśliciel,  który  potrafi  równolegle  prowadzić  ana­

lizę  historyczną,  polityczną  i  wskazywać  na  własne  historyczne,  społeczne 

i  polityczne  uwikłanie  badacza.  Związek  pomiędzy  socjologią  wiedzy,  episte­

mologią  oraz  analizą  konkretnych  systemów  historycznych  nie  jest,  jak  wska­

zywałem  wyżej  jedynie  akademicką  zabawą.  Wallerstein  podkreśla,  iż  jest  on 

kluczowy  dla  praktyki  społecznej  i  politycznej.  Prezentowana  książka  jest 
właśnie poświęcona owemu swoistemu splotowi wiedzy, władzy i praktyki.

Prezentację  książki  Wallersteina  Utopistyka.  Alternatywy  historyczne  dla 

XXI  wieku  wypada  rozpocząć  od  wyjaśnienia  zagadkowego  sformułowania 

w  tytule:  utopistyka  (utopistics).  Najpierw  dokonać  musimy  rozróżnienia  na 

dwa  pojęcia:  utopia  i  eutopia.  Oba  są  zbliżone  w  swym  znaczeniu  i  etymolo­

gii.  Pojęcie  „utopia”  pochodzi  od  gr.  outopos  oznacza  nie-miejsce,  miejsce 
nieistniejące,  pojęcie  eutopia  oznacza  dobre  miejsce  i  pochodzi  od  greckiego 

eutopos.  Wprowadzony  przez  Wallersteina  termin  „utopistyka”  wydaje  się  bliż­

l5

  Ciekawą  próbą  zmierzenia  się  z  tym  sporem  na  gruncie  filozoficznym  jest  książka 

Nancy  Fraser,  Axel  Honneth,  Redystrybucja  czy  uznanie?  Debatą  polityczno-filozoficz­

na),  tłum.  Monika  Bobako  i  Tomasz  Dominiak,  Wydawnictwo  Naukowe  Dolnośląskiej 

Szkoły Wyższej Edukacji TWP we Wrocławiu, Wrocław 2005.

background image

Przedmowa 9

szy  drugiemu  z  przedstawionych  pojęć,  akcentując,  iż  ma  na  myśli  rozwiąza­

nia alternatywne ale realistyczne.

Wallerstein  jest  krytyczny  wobec  projektów  utopijnych,  zdaje  się  jednak  nie 

wątpić,  iż  warto  myśleć  o  eutopii,  czyli  o  projektach  realnych,  lepszych,  niż 

istniejący  świat.  Określa  on  utopistykę,  jako  analizę  alternatyw,  które  stojąprzed 
danymi,  historycznie  istniejącymi  systemami  historycznymi.  Ma  to  być,  jego 

zdaniem,  próba  rzetelnej  oceny  tego,  co  może  ulec  zmianie,  próba  znalezienia 

przestrzeni  otwartych  możliwości.  Nim  przejdę  do  szerszej  charakterystyki  uto- 

pistyki,  przybliżę  krótko  samąksiążkę.  Utopistyka  to  zapis  serii  wykładów,  składa 
się  ona  z  trzech  części.  Pierwszy  rozdział  zatytułowany  Koniec  marzeń  czyli 

Raj  utracony,  to  krótkie,  sprawne  i  błyskotliwe  przedstawienie  historii  nowo­

czesnego  systemu-świata.  Wallerstein  kreśli  obraz  500  lat  trwania  systemu  ka­

pitalistycznego,  kształtowanie  się  nieegalitarnego  społeczeństwa,  wskazuje 
wreszcie  na  dynamikę  oporu  i  przyczyny  dla  których  zawiodły  tradycyjne  ruchy 

anty  systemowe.  Rozdział  drugi  nosi  „pokrzepiający”  tytuł  Trudny  okres  przej­

ściowy  czyli  Piekło  na  Ziemi.  Wallerstein  stoi  na  stanowisku,  iż  w  wyniku  wy­

czerpania  się  pewnych  mechanizmów  systemowych,  zbiegu  faz  cykli  Kondra- 

tiewa  system  kapitalistyczny  znajduje  się  w  fazie  rozchwiania.  Taka  sytuacja 

owocować  może  wzrostem  przemocy,  wojnami,  rozpadem  dotychczasowych 

struktur,  ale  z  drugiej  strony,  może  ona  przynieść  realną  perspektywę  transfor­

macji  w  inny  system.  Nadzieje  swe  Wallerstein  wiąże  z  możliwością  iż  system 

ten  okaże  się  bardziej  sprawiedliwy,  egalitarny  i  demokratyczny,  niż  istniejący 

dziś.  Możliwości  wpłynięcia  na  system  w  okresie  przejścia,  transformacji  tak, 

aby  zmiany  przebiegały  w  pożądanym  przez  nas  kierunku,  porusza  autor  w  trze­
cim  -  końcowym  rozdziale  książki,  zatytułowanym  Materialnie  racjonalny  świat 
czyli  czy  można  odzyskać  raj?  Rozdział  ten,  przedstawia  próbę  wytyczenia  kie­

runku,  osiągnięcia  owego  lepszego  i  możliwego  zarazem  świata.  Nie  będę  szcze­
gółowo  omawiał  treści  książki,  myślę  jednak,  że  warto  wypunktować  trzy  głów­

ne występujące w niej motywy. Nie sposób bowiem zrozumieć konceptu utopistyki 

bez  zrozumienia  relacji  trzech  występujących  w  teorii  Wallersteina  elementów: 

specyficznej  ontologii  społecznej,  problemu  podmiotowego  sprawstwa  i  roli  ru­
chów  antysystemowych  w  jego  pojmowaniu,  związków  pomiędzy  wiedząa  prak­

tyką społeczno-polityczną

Dialektyka i samoorganizacja - o ontologii społecznej Wallersteina

Program  utopistyki  można  zrozumieć  jedynie  wtedy,  gdy  przedstawimy  sto- 

jącąu  jego  podłoża  wizję  ontologii  społecznej.  Wallerstein  niestety,  zbyt  czę­

sto  odwołuje  się  do  niej,  jako  założonego  horyzontu  własnej  myśli,  a  stosun­

background image

10 Immanuel Wallerstein

kowo  rzadko  artykułuje  ją  wprost.  Najważniejszymi  elementami  jego  ontolo- 

gii  społecznej  są  dwa  pojęcia:  samoorganizacja  i  dialektyczna  wizja  przemian. 

To  właśnie  przywiązanie  do  dialektycznej  samoorganizującej  się  wizji  przyro­

dy  i  społeczeństwa  decyduje  o  innych  elementach  teorii.  Wallerstein  przyzna­

je,  iż  wiele  zawdzięcza  pracom  belgijskiego  chemika  i  fizyka,  laureata  Nagro­

dy  Nobla  Ilyi  Prigogine'a

.  Odwołanie  do  Prigogine'a  pozwala  Wallersteinowi, 

z  jednej  strony,  stworzyć  holistyczną  wizję  społeczeństwa,  z  drugiej,  udaje  mu 

się,  uniknąć  naiwnego  determinizmu  historycznego,  zakorzenionego  w  pozy­
tywizmie  socjalizmu  naukowego.  Wallerstein  tak  tłumaczy  potrzebę  owego 

odwołania:  „Proszę  zwrócić  uwagę,  że  stosuję  tu  model  Prigogine'a  i  innych, 

którzy  widzą  w  tych  nielineamych  procesach  wyjaśnienie  niekumulatywnych, 

niezdeterminowanych  radykalnych  transformacji.  Idea,  że  procesy  zachodzą­
ce  we  wszechświecie  można  wyjaśniać  i  ostatecznie  traktować  jako  uporząd­

kowane,  stanowi  najbardziej  interesujący  wkład  nauk  przyrodniczych  do  na­
szej  wiedzy  w  ostatnich  dekadach,  i  stanowi  radykalną  rewizję  dotychczas 

dominujących  poglądów  naukowych.  Jest  również  można  powiedzieć,  najbar­
dziej  obiecującym  potwierdzeniem,  tego,  że  we  wszechświecie  możliwa  jest 

kreatywność, w tym oczywiście kreatywność człowieka”

17

.

Odwołanie  do  Prigogine'a,  pozwala  Wallersteinowi,  na  lepsze  wyartykuło­

wanie  pozornej  sprzeczności,  jaka  tkwi  w  kluczowym,  dla  niego,  pojęciu  sys- 

temu-świata,  jako  systemu  historycznego.  Z  jednej  strony  wzorem,  współcze­

snej  humanistyki  i  nauk  społecznych  podkreśla  historyczne  uwarunkowanie 

naszej  wiedzy.  Wallerstein  odcina  się  od  naiwnej,  nomotetycznej  wiary,  jaka 

patronowała,  choćby  klasykom  socjologii.  Wiara  w  „wielkie  narracje”,  możli­

wość  skonstruowania  uniwersalnych  praw  historii  i  społeczeństwa,  paradok­

salnie,  łączyła  tak  różne  obozy,  jak  marksiści  i  teoretycy  modernizacji  w  stylu 

Parsonsa.  Wallerstein  stara  się  wykazać  ograniczoność  modeli  nomotetycz- 

nych,  ale  z  drugiej  strony  używa  świadomie  pojęcia  „system”,  aby  przestrzec 
nas,  iż  nie  możemy  wzorem  postmodernistów  skupić  się  na  „pianie”  faktów. 
Koncepcja Prigogine'a ma umożliwić mu to zadanie. Ontologia społeczna

16

  Prigoine  jest  w  Polsce  obecny,  ukazały  się  jego  dwie  książki:  Ilya  Prigogine,  Isa- 

belle  Stengert,  Z  chaosu  ku  porządkowi,  Państwowy  Instytut  Wydawniczy,  Warszawa 

1990, oraz Ilya Prigogine, Kres pewności Wydawnictwo W.A.B. i CiS, Warszawa 2000.

17

  Immanuel  Wallerstein,  „Zmiana  społeczna?  Zmiana  jest  bezustanna.  Nic  nigdy 

nie  ulega  zmianie”,  [w:]  Immanuel  Wallerstein  Koniec  świata  jaki  znamy,  Wydawnictwo 
Naukowe Scholar, Warszawa 2004, s. 165.

background image

Przedmowa 11

Wallersteina  próbuje  zatem  uciec  od  naiwnej  wiary  w  wolny  podmiot  libera­
łów, a z drugiej strony, nie popada w bezsilną wiarę w prawa historii

18

.

Według  teorii  Prigogine'a,  różnorako  pojmowane  całości  (a  są  nimi  także 

całe  społeczeństwa),  zachowują  swą  wewnętrzną  dynamikę  przez  dłuższy  okres 

czasu.  Zmiana  w  tym  okresie  jest  ledwo  zauważalna,  spowodowanie  jej  wy­

maga  dużych  nakładów  energii,  a  efekty  są  zgodne  z  „logiką”  systemu  (np. 

nieskuteczność  rewolucji  w  rozwiniętym  systemie  kapitalistycznym).  Jednak 
taka,  stabilna  faza  rozwoju  jest  stanem  przejściowym,  następuje  moment  wy­
czerpania  się  wzoru  rozwoju  danego  systemu.  Pojawia  się  sytuacja  niestabil­

na.  Klasyczna  racjonalność  (newtonowska),  odpowiednia  dla  stabilnych  faz 

ewolucji,  zawodzi.  W  fazach  niestabilnych,  zwanych  też  chaotycznymi,  nawet 

najmniejsze  czynniki  spowodować  mogą  ewolucje  danej  całości  w  nieprzewi­
dywalnym  kierunku.  Punkty,  w  których  system  jest  niestabilny  zwane  są  punk­

tami  bifurkacji.  Stąd  Wallerstein  określając  nasz  okres  historyczny,  jego  zda­

niem,  będący  kresem  struktur  nowoczesnego  systemu-świata,  woli  używać 

pojęcia przejścia (transition), niż modnego terminu „globalizacja”

19

.

Materia  w  dialektycznej  wizji  przyrody  Prigogine'a,  oprócz  powszechnego 

w  przyrodzie  rozpadu,  podleganiu  zjawisku  entropii,  potrafi  także  spontanicz­
nie  wytwarzać  zorganizowany  porządek.  W  wielu  procesach  przyrodniczych 

(ale  także  społecznych)  Prigogine  zaobserwował  ciekawe  zjawisko.  W  pozor­

nie  chaotycznym  układzie  zmiennych  mogą  pojawić  się  procesy,  które  spowo­

dują  iż  nastąpi  samoorganizacja  materii.  Z  chaotycznych  fluktuacji  rodzi  się

l8

Taka  nowatorska  wizja  ontologii  społecznej  niesie  za  sobą  ryzyko  mylnej  interpre­

tacji.  Wallerstein  w  myśl  takiego  ujęcia  jawił  by  się  jako  kolejny  prorok  „żelaznych 

praw  historii”.  Przykładem  takiej  interpretacji  jest  recenzja  książki  Koniec  świata  jaki 

znamy  pióra  Tomasza  Żuradzkiego,  („Nędza  alterglobalizmu”,  Gazeta  Wyborcza,  17  wrze­

śnia  2004).  Przytoczmy  charakterystyczny  cytat:  „Autor  Końca  świata,  jaki  znamy  w  naj­
lepsze  operuje  kategoriami:  klasa,  postęp,  wyzysk,  podziela  też  naiwną  -  pochodzącą 

jeszcze  od  Augusta  Comte'a  -  wiarę,  że  przedstawiciele  nauk  społecznych  mogą  wyja­

śnić,  co  nas  czeka  w  przyszłości.  Ignoruje  tym  samym  dobrze  znane  argumenty,  że  przy­

szłość  zależy  przede  wszystkim  od  stanu  naszej  wiedzy  -  a  jej  rozwoju  przewidzieć  nie 
sposób”.  Tomasz  Żuradzki  posługuje  się  tu  popperowską  figurą  z  jego  pracy  Społeczeń­

stwo  otwarte  i  jego  wrogowie.  Zważywszy  na  konsekwencje  teorii  Prigogine'a  i  jej  inde- 

terminizm  takie  odczytanie  może  zaskakiwać.  Recenzję  Żuradzkiego  w  błyskotliwy  spo­

sób  skomentował  Maciej  Wiśniewski  w  tekście  „Polski  problem  z  Wallersteinem, 

zamieszczonym”  w  Le  Monde  diplomatique  -  edycja  polska,  2007,  wrzesień,  nr  9  (19), 
s. 22-23.

19

 

Immanuel Wallerstein, Globalization or TheAge of Transition? A Long-Term View 

of the Trajectory of the World-System, http://www.binghamton.edu/fbc/iwtrajws.htm.

background image

12 Immanuel Wallerstein

nowy  porządek,  który  trwa,  osiąga  swe  optimum,  po  czym  obumiera,  dając 

początek  nowej  fazie  chaotycznych  oscylacji.  Odkrycie  to  pokazuje,  iż  można 
pogodzić  racjonalność  nauki  z  zagadnieniami  złożoności  i  nieprzewidywalno- 

ści  świata.  „To,  co  było  zarezerwowane  dla  poetów  i  filozofów,  czyli  opis 

niestabilności i ulotności, możliwe jest w kategoriach naukowych”

20

.

Prigogine  podkreśla,  iż  dla  jego  teorii  ważna  jest  zależność  pomiędzy  po­

ziomem  mikro  a  poziomem  makro.  Zmiany  makroskopowe  sąprzedstawione, 

jako  o  wiele  łatwiejsze  do  dokonania,  niż  ma  to  miejsce  w  modelach  bardziej 

tradycyjnych

21

.  W  teorii  Prigogine'a  o  wiele  trafniej  możemy  wyjaśnić  w  jaki 

sposób  proste  mikrooperacje  przeradzają  się  w  makro  konsekwencje.  Pojawia 
się  zatem  możliwość  zrozumienia,  w  jaki  sposób  zmiany  społeczne,  rewolu­
cyjne,  obejmujące  całe  społeczeństwo,  mogą  zostać  powiązane  z  relatywnie 
małymi  przyczynami  początkowymi  (np.  grupa  rewolucjonistów).  Dla  Prigo- 

gine'a,  społeczeństwa  ludzkie  są  w  wystarczającym  stopniu  systemami  daleki­

mi  od  równowagi  i  są  one  systemami  wystarczająco  otwartymi,  aby  spełniały 

warunki,  w  których  może  zaistnieć  porządkowanie  przez  fluktuację,  czy  też 
bifurkacje.  Oczywiste  jest  dla  niego,  iż  zależności  społeczne  są  nieliniowe, 

oraz, że spowodowane jest to, samą istotą ludzkich działań i ich przygodności.

Zdaniem  Wallersteina,  model  ewolucji  układów  niestabilnych  doskonale 

odzwierciedla  dynamikę  nowoczesnego  systemu-świata.  W  okresie  upadku  feu- 

dalizmu  (faza  niestabilna)  wiele  drobnych  zmian  zapoczątkowało  ewolucję 
świata  w  kierunku  nowoczesnego  systemu-świata

22

.  Wizja  Prigogine'a  i  Wal­

lersteina  to  także  swoista  wizja  porządku.  Z  jednej  strony,  wskazują  oni  na 

możliwość  rodzenia  się  struktur  z  chaotycznych  przemian,  oscylacji.  Potwier­

dzają  oni  zatem  anarchistyczne  intuicje,  iż  oddolne,  samorzutne  inicjatywy 

nie  muszą  utożsamiane  być  z  chaosem,  ale  mogą  stanowić  źródło  uporządko­

20

  Immanuel Wallerstein, „Nauki społeczne a poszukiwanie sprawiedliwego społe­

czeństwa”, Kultura i społeczeństwo, rok XLI, nr 2, 1997 s. 17 tłum. M. Ziółkowski.

21

  Na  polskim  rynku  ukazało  się  kilka  książek  omawiających,  podobną  do  Pirogine'a, 

ontologię  społeczną  i  podobnie,  jak  w  jego  przypadku  stanowią  one  próbę  swoistej  „fi­

zyki  społecznej”.  Por.  Edwin  Bendyk,  Antymatrix  czyli  człowiek  w  sieci  Wydawnictwo 

W.A.B.  Warszawa  2004,  Malcolm  Gladwell,  Punkt  przełomowy.  O  małych  przyczynach 

wielkich  zmian,  Wydawnictwo:  Świat  Książki,  Warszawa  2005,  Philip  Bali,  Masa  kry­

tyczna, tłum. Witold Turopolski, wyd. Insignis, Kraków 2007.

22

  Na  gruncie  polskim  możemy  wskazać  analogię  pomiędzy  teorią  Prigogine'a,  a  kon­

cepcją  kaskady  historycznej  zaproponowanej  przez  Leszka  Nowaka  i  rozwijanej  przez 

Krzysztofa  Brzechczyna.  Por.  Odrębność  historyczna  Europy  Środkowej.  Studium  meto­

dologiczne, Wydawnictwo Humaniora, Poznań 1998.

background image

Przedmowa 13

wania.  Porządek  ów,  co  ważne,  nie  musi  być  definiowany  poprzez  wizję  su- 

werena  na  wzór  Hobbesowskiego  „Lewiatana”.  Z  drugiej  jednak  strony,  onto- 
logia  społeczna  Wallersteina  i  Prigogine'a  może  stanowić  punkt  wyjścia  do 

krytyki  liberałów  ekonomicznych.  Samoorganizacja,  wyłanianie  się  porządku 

z  chaosu  przypadkowych  zmian,  wbrew  dogmatyce  „wolnego  rynku”,  nie  musi 

prowadzić  do  zmian  optymalnych.  Z  faktu,  iż  jakiś  oddolny  porządek  się  wy­

łoni,  nie  oznacza,  iż  jest  to  porządek  zgodny  z  naszymi  oczekiwaniami.  Z  cha­

osu,  rozpadu  struktur  Związku  Radzieckiego  wyłoniły  się  nowe  formy  porząd­
ku  jakimi  były  mafie,  niestety  w  tym  wypadku  to  one  zdominowały  społeczną 
samoorganizację,  a  nie  samorządne  spółdzielnie  niezależnych  pracowników. 
Taki  przebieg  przemian  historycznych,  nie  jest  jednakże  dowodem  na  istnienie 

„żelaznych”  praw  historycznego  rozwoju  społecznego  oraz  tego,  że  inna  moż­

liwość  nie  istniała.  Podążając  za  teoretykami  modernizacji  ulegamy  pewnemu 
złudzeniu.  Polega  ono  na  pomieszaniu  wypowiedzi  i  spostrzeżeń  dotyczących 
naszych  operacji  poznawczych  z  wypowiedziami  na  temat  struktury  społecz­

nej.  Proces  racjonalizacji  naszych  wyborów  zostaje  przedstawiony  jako  pra­

wa historyczne czy społeczne.

Podsumowując,  wymieńmy  cechy  świata  społecznego  wyłaniające  się  z  ujęć 

Prigogine'a i Wallersteina:

-  po  pierwsze,  byt  społeczny  jest  ściśle  związany  z  pojęciem  stawania  się, 

czas jako cecha każdej struktury społecznej jest obecny na każdym poziomie.

-po  drugie,  ma  on  naturę  dialektyczną.  Występują  okresy  stabilne  systemu 

i  momenty  dalekie  od  stanu  równowagi,  momenty  niestabilne.  W  owych  mo­

mentach pojawiają się możliwości nowej ewolucji systemu.

-  po  trzecie,  obie  teorie  postulują  (choć  w  innych  aparatach  pojęciowych), 

intrygującą  wizję  porządku.  Ma  to  być  stan  pośredni  pomiędzy  uporządkowa­

niem  na  wzór  kryształu  a  kompletnym  chaosem.  Odrzucenie  zatem  wizji  po­

rządku  na  wzór  zdeterminowanych  struktur,  nie  oznacza  automatycznie  akce­

su do anarchicznej i chaotycznej wizji porządku społecznego.

-  po  czwarte,  proponowana  ontologia  społeczna  wskazuje,  jak  kładąc  na­

cisk  na  oddolną  samoorganizację  społeczeństwa  można  uniknąć  metafor  „wol­

norynkowych”,  oraz  jak  będąc  przywiązanym  do  idei  porządku  społecznego 

można uniknąć figury suwerena.

Ambiwalencja ruchów antysystemowych

Standartowym  zarzutem  wobec  teorii  Wallersteina,  jak  i  całego  paradyg­

matu  systemowo-historycznego,  jest  oskarżenie  go  o  negowanie  aspektu  pod­

miotowego  działania.  Taki  obraz  sugerują  sami  badacze  skupiając  uwagę  na

background image

14 Immanuel Wallerstein

poziomie  makrostruktur.  Obraz  ten  jest  fałszywy

23

.  Wallerstein  w  odróżnieniu 

od  swojego  nauczyciela  Fernanda  Braudela,  nie  pozostaje  jedynie  na  poziomie 

analizy  „ludzi  bez  historii”,  czyli  owego  bezimiennego  działania  zwyczaj­
nych  ludzi,  którzy  w  codziennych  czynnościach  swojego  życia,  nieustannie 
kształtująhistorię.  Dla  Wallersteina,  kluczowe  jest  zrozumienie  podmiotowe­

go  działania,  jako  splecionego  z  masowymi  ruchami  społecznymi,  narodowy­

mi,  etnicznymi,  ogólnie  nazywanymi  przez  niego  ruchami  anty  systemowymi

24

Podejmuje  się  on  także  próby  opisu  takich  działań  ludzkich,  które  pojawiają 
się  na  tradycyjnie  pojmowanej  scenie  historii.  Ten  wyraz  ludzkiego  sprawstwa 

utożsamia  z  pojęciem  ruchów  antysystemowych.  Pojęcie  ruchu  antysystemo- 

wego  nie  jest  precyzyjnie  przez  Wallersteina  określone.  Warren  W.  Wagar, 
stwierdza:  „Podoba  mi  się  wyrażenie  'ruchy  antysystemowe'  (antisystemic 

movements),  które  pojawiło  się  w  często  cytowanym  dziele  z  1989  r.  pod  tym 

samym  tytułem,  współautorstwa  moich  kolegów  z  Binghamton:  Giovanni  Ar- 
righi'ego,  Terry  Hopkinsa  i  Immanuela  Wallersteina.  Nie  zgadzam  się  jednak 

ze  sposobem,  w  który  oni  używają  tego  terminu.  Myślę,  że  są  rozrzutni,  zbyt 

rozrzutni.  Wśród  starych  ruchów  antysystemowych  wymieniają  socjaldemo­

krację,  komunizm,  związki  zawodowe  i  ruchy  na  rzecz  wyzwolenia  narodo­

wego.  Mówią  też  o  'nowych'  antysystemowych  ruchach  społecznych,  do  któ­
rych  należą  ruchy  pokojowe,  zielonych  oraz  New  Age,  ruchy  kobiece  i  działania 
na rzecz praw mniejszości”

25

.

Podzielając  powyższe  wątpliwości,  można  stwierdzić,  iż  Wallerstein  nie 

rozdziela  ruchów  antysystemowych  na  ekonomiczne,  polityczne,  kulturowe. 

Ujęcie  Wallersteina,  mimo  iż  zarzuca  mu  się  ekonomizm,  ewoluowało.  W  ostat­
nich  latach  pogłębione  studia  nad  funkcjonowaniem  i  historią  nauki  europej­

23

  Por.  Christopher  Chase-Dunn,  Barry  Gills,  Fale  globalizacji  i  oporu  w  kapitali­

stycznym  systemie(-)światowym.  Ruchy  społeczne  a  krytyczne  studia  nad  globalizacją, 
http://www.uni.wroc.pl/~turowski/chase-dunn-gills.htm.

24

  W  Polsce  pojawiło  się  kilka  tekstów  dotyczących  ruchów  antysystemowych  w  uję­

ciu  Wallersteina:  Immanuel  Wallerstein,  „Ruchy  masowe.  Czym  jest  ruch  antysystemo- 
wy  dzisiaj?”,  Polski  Przegląd  Dyplomatyczny,  Issue  no.4  (20)  /2004;  Immanuel  Waller­

stein,  Aleksandr  Buzgalin,  „System  do  wzięcia.  Rozmowa  o  ruchu  alterglobalistycznym 

i  kryzysie  kapitalizmu”,  Recykling  Idei  nr  2/2004;  Immanuel  Wallerstein,  Marcin  Star­

nawski (rozmowa), „Walka o przyszłość”, Recykling Idei, nr 9 (wiosna/lato 2007).

25

  Warren  W.  Wagar,  Ruchy  antysystemowe,  prawdziwe  i  zmyślone,  w  perspektywie 

historycznej,  wystąpienie  z  dnia  11  sierpnia  1997  Toronto,  Ontario,  Kanada,  Civitas 

Mundi  W.  Warren  Wagar,  Wydział  historii,  Binghamton  University,  cytuję  za  stroną  in­

ternetową: http://www.uni.wroc.pl/~turowski/antisys.htm.

background image

Przedmowa 15

skiej  pozwoliły  Wallersteinowi  dokonać  „gramsciańskiej”  korekty  swojego  my­

ślenia.  Dlatego  też  utożsamianie  ruchu  antysystemowego,  jedynie  z  manife- 

stacjąniezadowolenia  jakiejś  grapy  z  jej  materialnego  położenia  jest  na  grun­

cie  teorii  Wallersteina  mylące

26

.  Ruch  antysystemowy,  to  najogólniej,  jakaś 

lorma  mobilizacji  społecznej,  która  pragnie  zmienić  położenie  uczestników 

owego  ruchu.  Mobilizacja  ta,  może  mieć  wieloraki  charakter,  różnie  może  być 
przyłożony  akcent  oporu,  może  to  być  mobilizacja  zasobów  ekonomicznych 

(tzw.  rewolucja  mieszczańska  wobec  arystokracji),  zasobów  politycznych 

(robotnicy  i  „klasy  niebezpieczne”,  ruchy  narodowo  wyzwoleńcze),  zasobów 
symbolicznych  (feminizm,  postkolonializm).  Ważnym  jest,  aby  zauważyć,  iż 

mobilizacja  ta,  jest  strukturalną  cechą  samego  systemu.  Ruchy  antysystemowe 
nie  są  czymś  pozasystemowym.  Ruchy  antysystemowe,  ruchy  społeczne,  są 

w  sposób  oczywisty  częścią  systemowych  zależności.  Cechuje  je  swoisty  me­

chanizm,  ruchy  antysystemowe  wygrywały  swoją  sprawę  kiedy  „przegrywa­

ły”,  natomiast  kiedy  odnosiły  „zwycięstwo”  przegrywały.  Co  to  oznacza? 
W  przypadku  zwycięstwa,  elity  ruchu  antysystemowego  w  łatwy  sposób  osią­

gały  władzę,  stawały  się  one  jej  częścią.  Wallerstein  stwierdza,  iż  się  „biuro­

kratyzowały”.  Miało  to  kilka  skutków.  Po  pierwsze,  osłabiało  wewnętrzną  spój­

ność  samego  ruchu,  po  drugie  wygaszało  najbardziej  aktywne  jednostki  i  grupy 

interesów,  wreszcie,  po  trzecie,  kompromitowało  ideologiczną  podstawę  ru­
chu.  Przyjrzyjmy  się  tej  ostatniej  konsekwencji.  Zdaniem  Wallersteina,  dla 
tych  ruchów  kluczowa,  była  ideologiczna  podstawa,  która  pozwalała  formuło­
wać  roszczenia,  wskazywała  ona  fakt  niedoli  i  opresji.  Dlatego,  według  niego, 

to  nadzieje  i  obietnice  roztoczone  przez  Oświecenie  i  rewolucję  francuską  wy­
znaczały  ideologiczne  ramy  nowoczesnej  geokultury.  Wallerstein,  analizując 
rewolucję  francuską  nie  zawaha  się  stwierdzić,  iż  w  gruncie  rzeczy  niewiele 

wpłynęła  ona  na  samą  Francję,  w  większym  stopniu  rewolucja  ta  zmieniła, 

całą  geokulturę  systemu  światowego

27

.  Stało  się  tak  dzięki  „wynalazkom”,

26

  Szczególnie  ważne  w  tej  kwestii  było  spotkanie  Wallersteina  z  Afryką  i  uwraż­

liwienie,  dzięki  takim  autorom  jak  Frantz  Fanon,  czy  01iver  Cromwell  Cox  na  kwe­

stie  rasy  i  dziedzictwa,  tradycji  na  procesy  kształtowania  się  zależności  systemowo- 

historycznych.  Por.  Immanuel  Wallerstein,  „Afrykański  Kongres  Narodowy  i  Afryka 

Południowa.  Przeszłość  i  przyszłość  ruchów  wyzwoleńczych  w  systemie  światowym”, 

[w:] Koniec świata jaki znamy, op.cit. s. 46-61.

27

  Zagadnieniu  temu  Wallerstein  poświęcił  rozdział  „The  French  Revolution  as  a 

World-Historical  Event  swej  pracy  Unthinking  Social  Science”,  [w:]  Immanuel  Waller­

stein  Unthinking  Social  Science:  The  Limits  of  Nineteenth  Century  Paradigm,  Cambrid­

ge; Polity Press 1991.

background image

16 Immanuel Wallerstein

które  ze  sobą  przyniosła.  Wymieńmy  podstawowe:  po  pierwsze,  zdaniem  Wal­

lersteina,  pojawiło  się  pojęcie  „ludu”,  kolektywna  świadomość,  która  pozwa­

lała  formułować  żądania  i  roszczenia  polityczne.  Po  drugie,  uwierzono,  iż 

zmiana  społeczna  i  polityczna  jest  nie  tylko  możliwa,  ale  nawet  nieunikniona. 

W  stosunku  do  idei,  które  patronowały  średniowieczu,  nowoczesne  pojęcie 

zmiany  społecznej  było  czymś  niepojętym  w  swym  rewolucjonizmie.  Potrzeba 

demokratyzacji,  zmiany,  ewolucji,  wiara  w  mit  postępu,  składały  się  zdaniem 

Wallersteina  na  „mit  nowoczesności”.  Ideologia  nowoczesności  była  kluczo­
wa  do  artykulacji  żądań  ze  strony  ruchów,  w  tym  tych  które  same  nazywały 

siebie  antynowoczesnymi

28

.  Po  trzecie,  zdaniem  Wallersteina,  rewolucja  fran­

cuska  zrodziła  trzy  główne  ideologie  geokultury  nowoczesnego  systemu-świata: 

konserwatyzm,  liberalizm  i  radykalizm  (socjalizm).  Wszystkie  te  ideologie 
fundują  swą  tożsamość  poprzez  odniesienie  wobec,  przytoczonego  wyżej,  dzie­

dzictwa  rewolucji  francuskiej.  Po  pierwsze,  muszą  one  rozwiązać  problem 
zmiany  społecznej,  po  drugie  ustosunkować  się  do  egalitarnej,  wolnościowej 

obietnicy.  W  przypadku  zmagania  się  z  pierwszym  wyzwaniem,  konserwa­

tyzm  negował  ową  zmianę,  pragnął  odwrócenia  kierunku,  liberałowie  to  ci, 

którzy  zasadniczo  „płynęli”  z  nurtem  przemian,  wreszcie  radykałowie  to  ci, 
którzy  z  owego  tempa  zadowoleni  nie  byli.  W  zmaganiu  się  z  drugim  wyzwa­

niem  jakim  jest  demokratyczny  i  egalitarny  ideał  „ludu”,  konserwatyści  nawo­

ływali  do  powrotu  do  przednowoczesnej  różnicy  „reakcyjnej”,  liberałowie  za­

dowoli  się  formalną  równością  praw,  wreszcie  radykałowie  walczyli  o  realną 
substancjalną  równość.  Wallerstein  wskazuje,  iż  te  trzy  ideologie  wyznaczały 
także  możliwość  aktywności  ruchów  antysystemowych.  Niestety,  brak  tutaj 

miejsca  na  dokładne  prześledzenie  owych  ruchów,  częściowo  czyni  to  sam 

Wallerstein w tekście Utopistyki.

Chciałbym  jedynie  zwrócić  uwagę  na  związek  pomiędzy  nowoczesną  ide­

ologią  zmiany,  postępu  a  dynamiką  ruchów  antysystemowych.  Obserwujemy 
ciekawe  zjawisko,  zwycięstwo  ruchu  antysystemowego  okazywało  się  zawsze 

pozorne,  gdyż  było  ono  szkodliwe  dla  samej,  napędzającej  go,  ideologii.  W  imię 

tej  nowoczesnej  ideologii  mobilizowano  masy,  dokonywano  aktów  oporu 

i  sprzeciwu.  Pozorna  wygrana  i  wymiana  elit  pokazywała,  iż  owo  złudzenie

28

 

Polska  prawica  często  nie  zauważa,  jak  funkcjonalny  jest  jej  tradycjonalny  protest 

wobec  neoliberalnego  kapitalizmu.  Dobrym  przykładem  jest  walka  z  „konsumeryzmem”, 

jako  cechą  utożsamianą  z  liberalizmem  światopoglądowym,  a  nie  z  kapitalizmem,  in­

nym  przykładem  jest  szukanie  źródeł  upadku  tradycyjnej  rodziny  (np.  upadek  roli  ojca) 
w przyczynach natury światopoglądowej zamiast odnajdywania jej w kapitalizmie.

background image

Przedmowa 17

potrzebne  jest  jedynie  do  umocnienia  władzy  centrum  systemu.  Skompromito­

wana  ideologia  korodowała,  słabła,  traciła  moc  jednoczenia  ludzi  i  podrywa­

nia  do  walki  o  swoje  prawa.  Inaczej  sprawa  wygląda  w  przypadku  ruchów 
przegranych.  Przegrana  ruchu  antysystemowego  ma  kilka  konsekwencji.  „Sys­

tem”  osiągnął  swą  wygraną  często  dużym  kosztem,  zmobilizowane  masy  wciąż 

pozostają  w  opozycji  do  systemu.  Ideologia,  która  napędza  dany  ruch  społecz­

ny  nie  tylko  się  nie  skompromitowała,  ale  często  właśnie  dzięki  przegranej 
zaczęła  oddziaływać.  Paradoksalnie  bowiem,  przegrywający  ruch  zmieniał 

system  o  wiele  głębiej,  niż  w  przypadku  wygranej.  Szczególnie  ważna  była  tu 

rola  ideologii  nowoczesności,  aby  osłabić  jej  wpływ  (jak  wiemy  upadek  ruchu 

wzmocnił  ją  a  nie  skompromitował)  władza  („system”)  musiała  poczynić  ustęp­

stwa.  Charakter  tych  ustępstw  dyktowała  sama  ideologia.  Taki  charakter  mia­

ła,  zdaniem  Wallersteina,  ewolucja  kapitalizmu  na  Zachodzie.  Robotnicy  w  tych 

krajach  nie  dokonali  rewolucji,  w  pewnym  sensie  przegrali  jako  klasa,  ale  zre­

formowali  system  daleko  bardziej,  niż  miało  to  miejsce  na  Wschodzie. 

Robotnicy  w  Związku  Radzieckim,  jego  zdaniem,  nie  tylko  nie  zmienili  syste­

mu  kapitalistycznego,  ale  nawet  go  umocnili,  zamiast  jednej  jego  postaci  (pro- 

to-wolnorynkowej), wprowadzili system kapitalizmu państwowego.

W  tym  miejscu  możemy  wrócić  do  prezentowej  książki.  Utopistyka  jest 

analizą  kryzysu  współczesnego  kapitalizmu,  jest  opisem  świata  w  przeddzień 

rozpadu  jego  kluczowych  i  podstawowych  struktur.  Rozpad  taki  musi  dopro­

wadzić  do  redefinicji  wszystkich  elementów  składowych  systemu  historycz­

nego,  nie  może  to  też  ominąć  ruchów  antysystemowych.  Kryzys  nowoczesne­

go  systemu-świata  ma  zdaniem  Wallersteina,  kilka  przyczyn,  z  których  główne 

to:  kres  możliwości  podboju  nowych  obszarów  (w  tym  wchłaniania  ludności 

wiejskiej  i  czynienia  z  niej  klasy  wyzyskiwanej),  „zatarcie”  mechanizmu  eks- 
temalizacji  kosztów.  Najważniejsza  jest  jednak  potencjalna  możliwość  wy­

czerpania  się  siły  ideologii  nowoczesności.  Wyczerpanie  tej  siły  wiąże  się  z  wy­

darzeniem  jakim  była  globalna  rewolucja  1968  r.

29

.  Upadek  wiary  w  państwo 

narodowe,  nowoczesną  narrację,  wzmocnione  paradoksalnie  przez  upadek 

Związku  Radzieckiego,  to  ważny  czynnik  wyznaczający  nową  rolę  ruchów 
antysystemowych.

Rozpad  Związku  Radzieckiego,  pozorne  zwycięstwo  Zachodu  spowodo­

wały  utratę  siły  przez  narrację  nowoczesności  w  dwojakim  sensie.  Pierwszą

29

 

Immanuel Wallerstein, „Szaron Zukin, 1968 - rewolucja w systemie światowym”, 

Krytyka Polityczna Nr 6 (2004), s. 112-125.

background image

18 Immanuel Wallerstein

przyczynąjej  kompromitacji  był  rozkład  komunizmu  zarówno  jako  realnego 

projektu  polityczno-społecznego  jak  i  na  poziomie  idei.  Wiara  w  możliwość 

zaistnienia  alternatywnej  nowoczesności,  nawet  tak  niedoskonałej  jak  ZSRR, 

utraciła  swój  przedmiot.  Obwieszczenie  „końca  historii”,  na  Zachodzie  do­

prowadziło  do  tego,  iż  idea  nowoczesności  i  postępu  przestała  mieć  siłę  wy­

starczającą,  aby  poderwać  masy.  Kryzys  współczesny  objawia  się  zatem  po­

przez  zanik  mechanizmu  regulacji  za  pomocą  kryzysów  spowodowanych  przez 
ruchy  antysystemowe.  Stoimy  zatem,  zdaniem  Wallersteina,  przed  dwiema 

możliwościami:  albo  powstanie  nowa  ideologia,  która  będzie  bodźcem  dla  ru­

chów  antysystemowych  (które  są  mechanizmem  ewolucji  systemu),  albo  grozi 

nam  kompletna  dezintegracja  struktur  systemu  światowego.  Brak  ideologii, 

która  organizowała  ruchy  spowoduje,  iż  niezadowolenie  mas  zamiast  przy­

nieść reformę systemu, rozbije go.

Widzimy  zatem,  że  po  1968  r.  ruchy  takie,  jak  te  skupione  w  Porto  Allegre 

wokół  hasła  „inny  świat  jest  możliwy”,  mają  do  odegrania  inną  niż  „stare” 

ruchy  antysystemowe  (np.  partie  socjaldemokratyczne)  rolę

30

.  Owo  nowe  za­

danie  wynika  z  faktu,  iż  wchodzimy  w  okres  25-50-letniej  transformacji  sys­
temu.  Jak  wspominaliśmy  wyżej,  system  staje  się  podatny  na  zmianę,  a  tej 
mogą  dokonać  ruchy  antysystemowe.  Pytanie  kluczowe  zatem  brzmi:  jak  do­

konać  tej  zmiany,  w  oparciu  o  jaką  wiedzę  możemy  stwierdzić,  iż  system  jest 

w  fazie  niestabilnej,  w  jaki  sposób  rozpoznać  zdołamy  obszary,  które  mogą 

zostać  zmienione?  W  tym  momencie  dochodzimy  do  trzeciego,  kluczowego 

podstawowego dla projektu „utopistyki”, zagadnienia - świata wiedzy

31

.

Utopistyka, czyli poszukiwanie racjonalności materialnej

32

Kluczowym  w  takim  razie  zagadnieniem  jest  kwestia,  w  jaki  sposób  doko­

nuje  się  zmiana  trajektorii  systemu  historycznego  w  ramach  aktywności  spo­

30

  Immanuel Wallerstein, „New Revolt Against The System”, New Left Review 18, 

Nov, Dec 2002, s. 29-39.

31

  Temu  zagadnieniu  poświecona  jest  także  książka  Wallersteina  zatytułowana  Unthin- 

king  Social  Science  The  Limits  of  Nineteenth  Century  Paradigm,  Cambridge;  Polity 
Press  1991,  oraz  druga  część  wydanej  po  polsku  książki  Koniec  świata  jaki  znamy,  Wy­

dawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa 2004.

32

  Pojęcie  racjonalność  materialna  (lub  substancjalna)  jest  nieoczywiste,  Wallerstein 

zakłada,  iż  ma  być  ona  rodzajem  społecznej  mądrości  praktycznej.  Jego  zdaniem  celem 

nauki  powinno  być  konstruowanie  wiedzy,  która  będzie  reflektować  nie  tylko  nad  dobo­

rem  środków  do  celów  (jak  klasyczna  instrumentalna  racjonalność)  ale  obejmie  także 

sposoby wyznaczania celów.

background image

Przedmowa 19

łecznej,  mobilizacji  mas  i  ruchów  społecznych?  Czy  ruchy  społeczne  są  przy­

padkowym  wynikiem  zbiegu  przypadkowych  interesów,  czy  są  one  jednak  kie­

rowane?  Czy  aktywność  ruchu  jest  tylko  manifestacją  woli  mocy,  czy  jest  jed­

nak  kierowana  przez  jakiś  rodzaj  racjonalności  i  rozumności?  I  wreszcie,  czy 
uczestnicy  ruchu  niejako  „ślepo”  próbują  zmienić  system,  czy  może  majądo- 

stęp  do  wiedzy  o  ontologii  społecznej,  a  więc  naturze  owego  systemu?  Szcze­
gólnie  ważne  jest  ostatnie  pytanie,  jak  wskazywałem  wyżej,  system  można 

zmienić  łatwiej  w  punktach  bifurkacji,  wysiłek  włożony  w  zmianę  w  fazie 

stabilnej  jest  nieskuteczny,  niepotrzebny  Skąd  zatem  wiadomo  kiedy  system 

jest  niestabilny?  Te  wszystkie  pytania  odsyłają  nas  do  zagadnień,  które  Wal­

lerstein  rozwija  w  późnym  okresie  swej  twórczości,  a  które  są  kluczowe  dla 
zrozumienia  prezentowanej  książki.  Wallerstein  opracowuje  rodzaj  historycz­

nej  socjologii  wiedzy.  Od  kiedy,  w  latach  1994-1998,  został  przewodniczą­

cym  Międzynarodowego  Towarzystwa  Socjologicznego,  nie  ustaje  on  w  wy­
siłkach  na  rzecz  instytucjonalnego  przeobrażenia  nauk  społecznych

33

.  Nauki 

społeczne,  stają  się  dla  niego  momentem  samo  wiedzy  społeczeństwa,  podob­

nie jak Habermas dopatruje się swoistego interesu konstytuującego poznanie.

Program  dla  nauk  społecznych,  mający  na  celu  przywrócenie  ich  zaintereso­

wania  racjonalnością  materialną  substancjalną  aksjologiczną  to  jeden  z  pod­

stawowych  celów  zadania,  które  w  prezentowanej  książce  nazywa  utopistyką. 
W  ramach  swojej  metodologii  stoi  na  stanowisku  radykalnej  socjologii  wiedzy. 

Za  kształt  wiedzy  odpowiedzialna  jest,  poza  oczywistym  kontekstem  ekonomicz­

nym  i  miejscem  w  strukturze  nowoczesnego  systemu-świata,  m.in.  strukturalna 
organizacja  uczelni  wyższych,  socjologiczne  mechanizmy  przekazywania  wie­
dzy,  oraz  panujące  systemy  władzy.  Program  utopistyki  aby  się  powiódł,  zda­
niem  Wallersteina,  wymaga  nie  tylko  przemian  instytucjonalnych,  stawia  on  także 

zadanie,  to  nie  tylko  przemiany  instytucjonalne,  to  także  zadanie  przekroczenia 

podziału  na  dwie  kultury

34

:  na  nauki  przyrodnicze  z  jednej,  a  nomotetyczne  na­

uki  społeczne  i  ideograficzne  nauki  humanistyczne  z  drugiej  strony.  Podział  ten, 

zdaniem  Wallersteina,  petryfikuje  istniejące  układy  władzy  i  panowania.  Przy­
padkowe,  historyczne  sojusze  władzy  i  wiedzy,  zaowocowały  tym,  iż  pewne 

obszary  świata  uznajemy  za  opisywane  i  podlegające  prawom,  inne  zaś  zapod-

33

  Owocem  tej  pracy  jest  Raport  Komisji  im.  Gulbekiana,  wydany  po  polsku  pod 

tytułem  Wyzwania  wobec  nauk.  społecznych  u  progu  XXI  wieku,  (red.)  Andrzej  Flis, 
Universitas, Kraków 1998.

34

  Charles R Snow, Dwie kultury, tłum. Tadeusz Baszniak, Prószyński i S-ka, War­

szawa 1999.

background image

20 Immanuel Wallerstein

ległe  wolnej  woli.  Odpowiednio  delegujemy  do  ich  badania  nauki  nomotetyczne 

i  idiograficzne.  Zauważmy,  że  taki  niewinny  zabieg  ma  daleko  posunięte  konse­

kwencje  polityczne.  Analogicznie  jak  w  figurze  marksowskiej  reifikacji,  nauki 

nomotetyczne  „zapominają”  o  podmiotowym  komponencie  badanej  przez  siebie 

rzeczywistości  społecznej.  Najlepszym  przykładem  jest  tu  ekonomia.  Jeżeli 

zdefiniujemy  jakiś  obszar,  jako  zdeterminowany,  to  nasza  praca  jako  etyków, 

polityków,  działaczy  antysystemowych  jest  skończona.  Nasza  aktywność  ma 

sens  gdy  uznamy  i  wskażemy  obszary  w  których  wolność,  podmiotowe  działa­

nie może się realizować

35

.

Krytyka  „wielkich  narracji”,  to  wskazanie  przez  Wallersteina,  iż  ich  deter- 

minizm  jest  pozorny,  prawa  bowiem  mają  historycznie  ograniczony  zasięg. 

Jego  zdaniem  należy  zdać  sobie  sprawę  z  historycznego  uwarunkowania  uni­
wersalizmu  (i  formułowanych  w  jego  ramach  praw).  Związane  jest  to  ściśle 
z  jego  teorią  systemów  społecznych.  Twierdzenia  formowane  mogą  być  tylko 

w  ramach  danego  systemu-świata,  ich  uniwersalność  nie  przekracza  granic 

danego  systemu.  Poziom  wiedzy,  która  jest  ważna  ponad  danymi  systemami- 

światami, to tylko wiedza o formalnych wzorcach funkcjonowania systemów.

Ponadto  Wallerstein,  stawia  mocną  tezę,  iż  każdy  uniwersalizm  okazuje 

się  zawsze  zakamuflowaną  formą  tego,  co  partykularne.  Każdy  uniwersalizm 
(roszczenie  do  twierdzeń  o  uniwersalnej  ważności)  jest  wynikiem  hegemo- 

nicznej  gry  o  władzę  i  uznanie,  toczonej  w  imieniu  różnych  partykularnych 

propozycji.  Historyczny  zwycięzca  w  tej  grze  „bierze  wszystko”,  jego  wizja 

świata  staje  się  obowiązującą  przez  jakiś  okres  czasu  formą  tego,  co  uniwer­

salne

36

.  Uniwersalizm  jest  przez  niego  krytykowany  za  to,  iż  nie  dostrzega 

tego,  że  wraz  z  kresem  pewnej  formacji  historyczno-społecznej,  kończy  się 
zakres  prawomocności  formułowanych  „wewnątrz”  takiego  systemu-świata 

sądów.  Poświęcam  tak  wiele  miejsca  relacji  pomiędzy  uniwersalizmem  a  par­

tykularyzmem,  gdyż  propozycja  Wallersteina,  sformułowana  m.in.  w  Utopi- 
styce,  wydaje  się  jedną  z  nielicznych  w  dzisiejszych  naukach  społecznych,

35

  Por.  Andrzej  W.  Nowak,  „Methodenstreit,  podmiot,  phronesis.  Wpływ  sposobu 

interpretacji  opozycji  humanistyka  a  przyrodoznawstwo,  na  rozumienie  etyki,  polityki 

i  podmiotu”,  [w:]  Filozofia  i  etyka  interpretacji,  (red.),  Andrzej  Szahaj,  Adam  Kola, 

Wydawnictwo Universitas, Kraków 2007.

36

  W  tym  sensie,  co  oczywiste  na  gruncie  jego  teorii,  Wallerstein  postuluje,  aby  trak­

tować  dzisiejszy  świat  jako  jedną  geokulturę.  Nie  możemy  mówić  o  „mocnym”  relatywi­

zmie  kulturowym,  gdy  nie  ma  odrębnych  systemów-światów,  a  rozpowszechniona  wraz 
z  rozwojem  nowoczesnego  systemu  światowego  europejska  nauka  i  technologia,  kapita­

listyczny sposób organizacji gospodarki są obecne wszędzie.

background image

Przedmowa 21

próbą  ocalenia  tego,  co  cenne  w  programie  Oświecenia  wraz  jego  obietnicami, 

przy  równoczesnej  wrażliwości  na  jego  negatywne  strony.  Wallerstein  przedsta­

wia  to  zagadnienie  następująco:  „Jednak  z  drugiej  strony,  jest  również  prawdą, 

że  możemy  poznawać  świat  tylko  poprzez  nasze  jego  wyobrażenie,  które  nie­

wątpliwie  jest  zbiorowym  wyobrażeniem  społecznym,  niemniej  jednak  wyobra­

żeniem  ludzkim.  I  jest  to  oczywiście  równie  prawdziwe  odnośnie  do  naszego 

wyobrażenia  świata  fizycznego,  jak  i  świata  społecznego.  W  tym  sensie  wszy­

scy  zależymy  od  okularów,  przez  które  patrzymy  na  świat:  od  organizujących 

mitów  (owszem,  wielkich  narracji),  które  William  McNeill  nazywa  'mitohisto- 

rią'  -  bez  nich  nie  jesteśmy  w  stanie  powiedzieć  czegokolwiek.  Z  tych  ograni­

czeń wynika,  że nie  ma poj  ęć, które nie  zakładałyby liczby mnogiej (that  are not 

plural)  że  wszystkie  uniwersalia  są  cząstkowe;  i  że  istnieje  wielość  uniwersa- 

liów.  Wynika  z  tego  także  to,  że  wszystkie  czasowniki  musimy  pisać  w  czasie 

przeszłym.  Teraźniejszość  bowiem  przemija,  zanim  zdołamy  jąwypowiedzieć, 

a  wszystkie  wypowiedzi  trzeba  umieszczać  w  ich  kontekście  historycznym.  Po­
kusa  nomotetyczna  jest  tak  samo  groźna  jak  pokusa  idiograficzna,  i  stanowi 

pułapkę, w którą kultura socjologii zbyt wielu z nas wpędza”

37

.

Rozwiązaniem  jest  radykalny  namysł  nad  kondycjąnauk  społecznych  i  próba 

przezwyciężenia  naszych  nawyków  myślowych.  Program  ten  nazywa  odmy- 

śleniem  (unthinking)  naszej  dotychczasowej  wiedzy,  jest  on  kluczowy  dla  zro­

zumienia  tego,  jak  ma  funkcjonować  utopistyka  jako  testowanie  alternatyw 

historycznych,  projektowanie  dróg,  a  w  ostateczności  poszukiwanie  racjonal­
ności  materialnej,  swego  rodzaju  mądrości  praktycznej.  Oddajmy  głos  autoro­

wi:  „Pierwsząrzeczą  którą  musimy  zrobić  jest  'odmyślenie'  kategorii  związa­
nych  z  naukami  społecznymi,  które  zostały  nam  narzucone  przez  istniejący 

system-świat  i  które  tak  bardzo  ograniczają  nasze  analizy  nie  tylko  aktualnej 

sytuacji,  ale  też  możliwych  alternatyw,  które  w  stosunku  do  niej  moglibyśmy 

zaproponować.  Pierwszym  krokiem  jest  uznanie  istnienia  wielu  teraźniejszo­
ści,  uniwersalizmów  i  partykularyzmów.  Oczywiście  musimy  wykonać  o  wie­
le  większą  pracę,  niż  proste  stwierdzenie  faktu  ich  istnienia.  Musimy  zacząć 

rozumieć,  w  jaki  sposób  dopasować  je  do  siebie,  jaki  jest  optymalny  stan  ich 

wymieszania  i  w  jakich  warunkach  takie  wymieszanie  może  się  dokonać.  To 
zadanie związane z poważną rekonstrukcją naszego systemu wiedzy”

38

.

37

 

Immanuel 

Wallerstein, 

„Dziedzictwo 

socjologii, 

obietnica 

nauki 

społecznej”, 

[w:]  Immanuel  Wallerstein  Koniec  świata  jaki  znamy,  Wydawnictwo  Scholar,  Warszawa 

2004, s. 299.

38

 Immanuel Wallerstein, Konflikt kultur. Kim jesteśmy My kim są oni, Wykład z se­

rii Y.K. Pao Distinguished Chair Lecture, wygłoszony w Center for Cultural Studies,

background image

22 Immanuel Wallerstein

Propozycja  ta  ma  wymiar  nie  tylko  teoretyczny,  Wallerstein  był  przewod­

niczącym  Komisji  Gulbekiana  Na  Rzecz  Restrukturyzacji  Nauk  Społecznych, 

która  została  utworzona  w  1993  r.  Jej  owocem  jest  raport  Open  The  Social 

Sciences,  w  Polsce  wydany  jako  Wyzwania  wobec  nauk  społecznych  u  progu 

XXI  wieku,  raport  ten  chce  zaproponować  model  unifikacji  nauk  społecznych, 

chce  przekroczyć  bariery  pomiędzy  dyscyplinami  (socjologią,  politologią,  fi­

lozofią),  by  skuteczniej  rozwiązywać  problemy  naszych  czasów.  Raport,  ko­
rzystając  z  myśli  Wallersteina,  proponuje  by  skończyć  z  dotychczasowym  „pań- 
stwocentrycznym”  nastawieniem  nauk  społecznych.  Zaleca  nastawienie  na 

badania  multidyscyplinarne  skierowane  na  rozwiązanie  konkretnych  proble­

mów  (np.  sprawiedliwość  społeczna  a  rozwój  ekonomiczny),  a  nie  na  „wier­

ność” przykazaniom metodologicznych dekalogów poszczególnych dyscyplin.

Jak  wskazywałem  wyżej  dla  zrozumienia  programu  „utopistyki”  koniecz­

ne  jest  zrozumienie  trzech  elementów  teorii  Wallersteina:  jego  wizji  ontologii 

społecznej,  problemu  podmiotowego  sprawstwa  (m.in.  ruchów  antysystemo­

wych)  i  zagadnień  związanych  z  wytwarzaniem  wiedzy.  Wallerstein  podsu­

mowuje  splot  tych  zagadnień  następująco:  „Analiza  struktur  nie  ogranicza  ja­

kiegokolwiek  istniejącego  podmiotowego  sprawstwa.  Rzeczywiście  jedynie 
wtedy,  kiedy  opanujemy  struktury  i  wymyślimy  'podstawowe  systemy  opisu' 

[master  narratives],  możemy  zacząć  wydawać  sądy  związane  z  pojęciem  pod­

miotowego  sprawstwa.  W  przeciwnym  razie  nasze  tzw.  podmiotowe  spraw­

stwo  jest  ślepe,  a  jeżeli  jest  ślepe,  to  jest  manipulowane,  jeśli  nie  bezpośred­

nio,  to  pośrednio.  Widzimy  postaci  w  Platońskiej  pieczarze  i  myślimy,  że 
możemy na nie wpływać”

39

.

Ten  splot  to  rdzeń  prezentowanej  książki,  jej  celem  jest  przedstawienie  mą­

drości  praktycznej,  która  nazwana  została  „utopistyką”

40

.  O  potrzebie  utopi­

styki  świadczyć  może  choćby  postulat  sformułowany  przez  polskiego  socjolo­

gia  Waldemara  Czajkowskiego:  „Powiedziałbym  więc,  krótko:  potrzebujemy 
teorii  (wszystkich)  możliwych  światów  społecznych,  czyli  (wszystkich)  moż­

liwych  historii  ludzkości.  I  dodałbym,  nawiązując  do  'starego  Lukacsa'  (autora 
Ontologii  bytu  społecznego),  że  tym,  czego  nam  (...)  potrzeba,  jest  kompłek-

Hong  Kong  University  of  Science  and  Technology.  20  września  2000  tłum.  Mariusz 

Turowski, http://wrww.uni.wroc.pl/~turowski/wallerstein_we.htm.

39

  Immanuel Wallerstein, „Nauki społeczne a poszukiwanie sprawiedliwego społe­

czeństwa”, Kultura i społeczeństwo, rok XLI, nr 2, 1997, s. 18.

40

  Immanuel Wallerstein, Utopistyka. Alternatywy historyczne dla XXI wieku, Po­

znań 2008.

background image

Przedmowa 23

sowa  i  systematyczna  teoria  reprodukcji  bytu  społecznego:  opisująca  różne 

stopnie  ciągłości  i  nieciągłości,  cząstkowości  i  totalności,  żywiołowości  i  pla­

nowości,  reprodukcji  i  wzajemnych  związków  między  tymi  (i  jeszcze  innymi) 

jej parametrami”

41

.

Nie  będzie  przesadą  stwierdzenie,  iż  zarówno  Utopistyka  jak  i  całość  teo­

rii  Wallersteina  (i  jego  współpracowników)  spełniają  sformułowane  przez  Czaj­
kowskiego oczekiwania z naddatkiem.

Wyjaśniając  termin  utopistyka  Wallerstein  zauważa,  iż  utopie  poza  swym 

religijnym  charakterem  są  także  poważnym  mechanizmem  mobilizacji  mas  ludz­

kich

42

.  Wykorzystywane  jednak  jako  narzędzie  do  owej  mobilizacji  sąbardzo 

niebezpieczne,  majątendencję  do  przeradzania  się  w  najgorsze  koszmary.  Dla­
tego  pragnie  on  dokonać  pewnej  korekty,  którą  symbolizuje  ów  neologizm 

„utopistyka”.

„Utopistyka  to  poważna  ocena  alternatyw  historycznych,  ocena  według  ma­

terialnej  racjonalności  alternatywnych  i  możliwych  systemów  historycznych. 

Jest  to  trzeźwe,  racjonalne  i  realistyczne  oszacowanie  systemów  społecznych, 

narzucanych  przez  nie  ograniczeń  oraz  obszarów  otwartych  na  ludzką  kre­

atywność”

43

.

Cóż  to  oznacza?  Mają  one  być  tą  specyficzną  formą  kultury,  aktywnością 

społeczną  która  jest  laboratorium.  Eksperymenty  społeczne  nie  mogą  być  do­

konywane  „na  żywym”  ciele  społecznym.  Tu  konserwatyści  ze  swym  zdro­

wym  sceptycyzmem  słusznie  pouczali  nas  o  niebezpieczeństwach  takich  za­
biegów.  Wallerstein,  mimo  swych  oczywistych,  radykalnie  lewicowych 

sympatii,  rozumie  ryzyko  przewrotów,  rewolucji  itd.  Nauki  społeczne  mają 
być  terenem,  na  którym  przeprowadzać  się  będzie  analizy,  ukazywać  alterna­
tywy.  Wallerstein  nie  wierzy  w  prawa  uniwersalnie  determinujące  przebieg 

historii,  ale  wierzy,  iż  ludzka  aktywność  może  wpływać  na  trajektorię  nawet 
takich  makroskopowych  tworów  jak  systemy-światy.  Wystrzega  się,  jak  już 
wskazywałem  wcześniej  naiwnej  wiary  w  prawa  historii.  Wie  j  ednak,  że  przy­

szłość  pojawia  się  w  dużej  mierze  dzięki  warunkom  jakie  zostały  przygotowa­

ne  na  jej  nadejście.  „Nie  chodzi  o  doskonałą  (i  nieuchronną)  przyszłość,  ale

41

  Waldemar  Czajkowski,  „O  pewnych  poznawczych  pożytkach  płynących  z  wielo­

znaczności  słowa  rewolucja”,  [w:]  Krzysztof  Brzechczyn,  Marek  Nowak,  O  rewolucji. 

Obrazy  radykalnej  zmiany  społecznej,  Wydawnictwo  Naukowe  Instytutu  Filozofii  UAM, 

Poznań 2007, s. 36.

42

  Immanuel Wallerstein, Utopistyka, s. 33.

43

  Tamże, s. 33.

background image

24 Immanuel Wallerstein

o  przyszłość  alternatywną,  miarodajnie  lepszą  i  historycznie  możliwą.  Jest  to 

więc  zadanie  związane  jednocześnie  z  nauką  polityką  i  etyką”

44

.  Tak,  jak 

nasze  moralne  kodeksy  pozwalają  nam  wytyczać  najlepsze  cele,  polityka  zaś 

pozwala  nam  te  cele  realizować,  tak  zdaniem  Wallersteina:  „W  utopistyce  cho­

dzi  o  uzgodnienie  tego,  co  mówią  nam  nauka,  etyka  i  polityka,  jeśli  chodzi 
o  nasze  cele  -  cele  ogólne,  a  nie  wtórne  i  podporządkowane,  które  nazywamy 
środkami”

4S

.

Wallerstein  nawołuje  tu  do  odnowienia  krytycznego  i  hermeneutycznego 

potencjału  nauk  społecznych

46

.  Jak  pamiętamy,  ontologia  społeczna  w  jego 

teorii,  ufundowana  jest  na  dialektycznej  zasadzie  -  zmiana  możliwa  jest  tylko 

w  momentach,  w  których  struktury  dalekie  są  od  stabilności.  Rozpoznawanie 
tych  punktów  to  mądrość  praktyczna,  roztropność  która  pozwala  działać  sku­
tecznie.  Nauki  społeczne  mająbyć  miejscem,  w  którym  nieustannie  poddawać 
będziemy  testom  nasze  wyobrażenia  świata.  Od  nich  bowiem  zależą  nasze 

potencjalne  działania.  Wallerstein  proponuje  abyśmy  poprzez  testowanie  al­

ternatyw  poznawali  możliwości  jakie  odsłania  przede  nami  rzeczywistość,  która 

jak  chcą  tego  radykalni  konstruktywiści  pozostaje  nieznana.  Poprzez  ciągłe 

budowanie  nowych  teorii,  ale  również  poprzez  ich  dekonstrukcję  (aby  unie­

możliwić  im  przyjęcie  formy  dogmatycznej),  mamy  szansę  odkrywać  regular­
ności  rządzące  światem  (społecznym).  Ponadto,  dokonania  nauk  społecznych 

mogą  stanowić  fundament  do  budowania  ideologii,  w  sensie  opisanym  przeze 

mnie  powyżej.  Ideologie,  zdaniem  Wallersteina,  pełnić  mogąpozytywnąrolę, 

mogą  przynosić  nadzieję  i  motywować  do  działania.  Stanowią  one,  jak  wska­
zywałem wyżej, główny motor napędowy ruchów antysystemowych

47

.

Wallerstein  w  Utopistyce  zdaje  sobie  sprawę  z  koszmaru  jakimi  są  rewo­

lucje,  ale  dodaje,  iż  powstają  one  często  z  chęci  zaspokojenia  nadziei  tych, 

którzy  sąpoza  nawiasem  przedrewolucyjnego  porządku.  Ironicznie,  to  często 

oni  tracą  jak  we  wspomnianym  przykładzie  wygranych  (choć  faktycznie  prze­

granych,  robotników  na  Zachodzie)  i  przegranych  zwycięzców  rewolucji  paź­

dziernikowej.  Wallerstein  zauważa  jednak,  iż  akceptacja  stanu  rzeczy,  to

44

 Tamże, s. 33.

45

 Tamże, ss. 33-34.

46

 Jurgen Habermas, „Interesy konstytuujące poznanie”, Colloąuia Communia 2: 1985, 

s.157-169.

47

  Immanuel  Wallerstein,  „Rozkwit  i  przyszły  koniec  analizy  systemów  światowych”, 

[w:]  Immanuel  Wallerstein,  Koniec  świata  jaki  znamy,  Wydawnictwo  Naukowe  Scholar, 

Warszawa 2004, s. 240-241.

background image

Przedmowa 25

w  oczywisty  sposób  popieranie  aktualnego  układu  sił,  stosunków  władzy  i  pa­

nowania

48

.  W  takim  wypadku  opisany  wcześniej  przejaw  sprawczości  jakim 

jest  ruch  antysystemowy  staje  się  konieczny.  Ciekawie  rysuje  Wallerstein  po­

zycje  tych,  którzy  korzystają  na  danym  układzie  władzy  i  panowania.  Wybór 

przed  jakim  stająnazywa  on  Lampedusiańskim,  od  stwierdzenia  hrabiego  Lam- 

pedusy,  iż  „jeśli  chcemy  by  wszystko  zostało  tak  jak  jest,  wszystko  musi  się 

zmienić”

49

.  Wallerstein  wskazuje,  iż  ten  Lampedusiański  moment,  to  także 

możliwość  dla  ruchów  antysystemowych.  Jeżeli  zmiany  związane  z  globali­
zacją  neoliberalną  możemy  utożsamić  z  obroną  interesów  najsilniejszych,  to 
szkice  alternatywnych  rozwiązań  możemy  nazwać  próbą  rozszerzenia  tych 

rozwiązań,  które  sprawdziły  się  w  państwach  kompromisu  socjalnego.  Po  to, 

aby  ocalić  zarówno  ów  „opiekuńczy”  model  państwa,  jak  i  pożytki  jakie  wią­
zały  się  z  jego  istnieniem,  należy  dokonać  radykalnych  zmian,  które  pogrzebią 

owo  państwo,  jako  instytucję  kapitalistycznego  porządku  systemu-świata. 
Wallerstein  nie  daje  klarownych  recept,  wiemy  jednak  jedno  -  bierne  przypa­

trywanie  się  ewolucji  i  trajektorii  systemu  światowego,  oznacza  przyzwolenie 

na  to,  iż  globalizacja  neoliberalna  (globalizm)  zmieni  oblicze  świata  pod  swe 

dyktando.

Kreślone  przez  Wallersteina  wizje  przejścia,  okresu  zamętu,  mogą  się  wy­

dawać  przesadnymi  proroctwami.  Warto  się  jednak  zastanowić,  czy  coś  traci­

my  jeżeli  przyjrzymy  się  światu  z  tych  pozycji.  W  najgorszym  wypadku  Wal­
lerstein  okaże  się  daremnym  prorokiem,  wtedy  nie  tracimy  wiele.  Z  drugiej 

strony  jeżeli  nie  weźmiemy  jego  przewidywań  pod  uwagę,  możemy  stracić 

możliwość  wpłynięcia  na  ewolucję  systemu  w  kierunku  bardziej  sprawiedli­

wego,  demokratycznego  społeczeństwa.  W  tym  momencie  warto  dodać,  że  dla 
Wallersteina  demokratyczna  równość,  aby  mówienie  o  niej  miało  jakikolwiek 
sens,  wymaga  nie  tylko  równości  politycznej,  czy  prawnej,  ale  realnej  równo­

ści  w  możliwie  wielu  dziedzinach  życia,  a  szczególnie  dotyczy  to  egalitar­

nych,  równych  relacji  ekonomicznych.  Projekt  przedstawiany  w  końcowych 
partiach książki wydawać się może skromny.

48

  „Problem z takim uczciwym konserwatyzmem polega na tym, że reprezentuje on 

stanowisko (i interesy) tych, którzy są w lepszej sytuacji w danym momencie, jeśli chodzi

0  położenie  ekonomiczne  i  społecznepraz  inne  sprawy  związane  z  jakością  życia.”  Imma­

nuel Wallerstein, Utopistyka. Alternatywy historyczne dla XXI wieku, Poznań 2008. s. 36

49

  Giuseppe Tomasi di 

LampediJsa 

Lampart, Seria Koliber Wydawnictwo Książka

1 Wiedza, 1988. 

j

background image

26 Immanuel Wallerstein

Podobnie  niepozorny,  wydawał  się  polskim  komentatorom  plon  obrad  Ko­

misji  im.  Gulbekiana,  gdzie  jednym  z  postulatów  było  podwójne  mianowanie 

profesorów,  adiunktów  i  doktorantów  w  naukach  społecznych.  Przykładowo 

każdy  z  filozofów  musiałby  także  być  instytucjonalnie  przypisany  do  innej 

dziedziny  np.  socjologii,  politologii  itd.  Polscy  uczeni  nie  docenili,  jakie  rewo­
lucyjne  zmiany  ten  skromny  projekt,  przyniósłby  w  „długim  trwaniu”  instytu­

cji  uniwersytetu,  a  w  efekcie  zaowocowałoby  to  zmianą  całości  struktury  wie­

dzy.  Czytając  końcowe  partie  Utopistyki  warto  o  tym  pamiętać,  małe  zmiany, 
skromne  zdawałoby  się  postulaty,  mogąw  długim  okresie,  zaowocować  ogrom­
nymi  zmianami

50

.  Wallerstein  wskazuje  na  kilka  zasadniczych  momentów,  które 

winny być zmienione.

Pierwsze,  to  rozdzielnie  gratyfikacji  finansowej  i  pracy.  Jego  celem  jest 

wskazanie  na  możliwość  oddzielenia  pracy  od  jej  urynkowienia,  oprócz  wy­

nagrodzenia  wskazuje  na  takie  formy  gratyfikacji  jak:  zwiększona  kontrola 

nad  własnąpracą  prestiż  itd.  Innym  pytaniem  jest  przemyślenie  na  nowo  fety­

szu  wydajności.  Ów  fetysz  ma  swój  dzisiejszy  sens,  kiedy  jest  połączony  z  za­
sadą  nieograniczonej  akumulacji  kapitału.  Czy  wprowadzenie  zasady  non-profit 
z  konieczności  godzi  w  efektywność  i  wydajność?  Pamiętajmy,  że  Wallerstein 

nie  j  est  wrogiem  rynku,  podobnie  j  ak  Braudel  wierzy  on,  iż  zdecentralizowany 

handel  jest  (i  był  historycznie),  skutecznym  sposobem  efektywnej  wymiany 

dóbr.  Nie  oznacza  to  jednak,  iż  mamy  popadać  w  mrzonki  liberałów  ekono­

micznych.  Odejście  od  sztywnych  reguł  planowania  centralnego,  nie  oznacza, 

iż  wyrzec  się  mamy  wszelkiego  planowania.  Może  wystarczą  jakieś  formy 

sterowania  warunkami  brzegowymi.  Przykładowo,  wspólnie  planować  będzie­

my  przebieg  linii  komunikacyjnych,  lotnisk,  strategicznych  zakładów  przemy­

słowych,  pozostawiając  na  „żywioł”  samoorganizacji  pewne  rozstrzygnięcia 

lokalne.

Wallerstein  nie  proponuje  gotowych  rozwiązań,  pragnie  nas  tylko  uczulić 

na  konieczność  dyskusji  o  przyszłości  i  ojej  kjształcie.  Po  rewolucji  1968  r.,  po 

przemianach  roku  1989,  wyczerpaniu,  jego  zjdaniem,  uległa  nowoczesna  nar­

50

 

Paradoksalnie,  zrozumieli  to,  bardzo  dobrze  liberałowie  ekonomiczni.  Susan 

George  w  swej  analizie  świetnie  pokazuje  w  jajci  sposób  zmiany  instytucjonalne, 

drobne  zdawałoby  się  przemieszczenia  akcentów,  praca  na  rzecz  promowania  pew­

nych 

opcji 

teoretycznych,  zaowocowały  uznanien  neoliberalizmu  za  jedyny,  „sen­

sowny”  i  „naturalny”  pogląd  ekonomiczny.  Por.  jSusan  George,  „Jak  wygrać  wojnę 

idei:  czytając  Gramsci'ego”,  Dissent,  Summer  ^7,  Volume  44,  Nr  3,  tłumaczenie 
polskie: http://www.uni. wroc.pl/~turowski/georgę2.htm.

background image

Przedmowa 27

racja,  która  na  dobre  i  na  złe,  napędzała  zarówno  rozwój  systemu  jak  i  ak­

tywność  ruchów  antysystemowych.  Zadaniem  na  dziś  nie  jest  ani  postmo­

dernistyczny  sceptycyzm,  konserwatywny  kwietyzm,  ślepe  trzymanie  się  nie 

istniejącej  wizji  przyszłości  przez  „stare”  ruchy  takie  jak  ruchy  narodowo­

wyzwoleńcze  czy  komunistyczne.  Zadaniem  na  dziś  jest  uświadomienie  so­

bie,  iż  przyszłość  nie  jest  już  tym  czym  była  kiedyś  i  jak  wskazują  Christo- 
pher  Chase-Dunn  i  Barry  Gills:  „Najlepszym  sposobem  na  przewidzenie 
przyszłości j est j ej stworzenie”

51

.

Andrzej W. Nowak

51

 

Christopher  Chase-Dunn,  Barry  Gills,  Fale  globalizacji  i  oporu  w  kapitali­

stycznym 

systemie(-)światowym. 

Ruchy 

społeczne 

krytyczne 

studia 

nad 

globali­

zacją, http://www.uni.wroc.pl/~turowski/chase-dunn-gills.htm

background image

Nota edytorska

Niniejsza  książka  jest  poprawioną  wersją  wykładów  z  serii  The  Sir  Do­

uglas  Robb  Lectures  wygłoszonych  na  Uniwersytecie  Auckland  w  No­

wej  Zelandii  16,22  i  23  października  1997  r.  Jestem  wdzięczny  Uniwer­
sytetowi  za  zaproszenie  i  umożliwienie  rozwinięcia  tez  zawartych  w  tej 
pracy.  Fragment  rozdziału  drugiego  został  opublikowany  w  Canadian 

Journal ofSociology w 1998 r.

background image

I

Koniec marzeń czyli 

Raj utracony

background image

Utopia?  Utopistyka?  Czy  to  zabawa  słowami?  Moim  zdaniem  -  nie.  Utopia, 

jak  wiadomo,  to  określenie  Sir  Tomasza  Morusa  i  oznacza  „miejsce,  które  nie 
istnieje”.  Problem  ze  wszystkimi  utopiami,  z  którego  zdaję  sobie  sprawę,  po­

lega  nie  tylko  na  tym,  że  jak  dotychczas  „nie  istniały”,  ale  i  na  tym,  że  wydają 

się  zarówno  mnie,  jak  i  innym,  marzeniami  o  raju,  który  nie  mógłby  powstać 

na Ziemi

1

.

Utopie  spełniają  funkcje  religijne,  a  czasem  mogą  być  mechanizmami  mo­

bilizacji  politycznej.  Jednak  mogą  mieć  negatywne  skutki  polityczne.  Utopie 

są  bowiem  rozsadnikami  iluzji,  a  zatem  nieuchronnie  również  rozczarowań. 

Mogą  też  być  (i  były)  usprawiedliwieniem  wielkich  nadużyć.  Ostatnia  rzecz, 

jakiej potrzebujemy, to kolejne utopijne wizje.

Stworzone  przeze  mnie  zastępcze  określenie  „utopistyka”  oznacza  coś  in­

nego.  Utopistyka  to  poważna  ocena  alternatyw  historycznych,  ocena  według 

materialnej  racjonalności  alternatywnych  i  możliwych  systemów  historycz­

nych.  Jest  to  trzeźwe,  racjonalne  i  realistyczne  oszacowanie  systemów  spo­

łecznych,  narzucanych  przez  nie  ograniczeń  oraz  obszarów  otwartych  na  ludzką 

kreatywność.  Nie  chodzi  o  doskonałą  (i  nieuchronną)  przyszłość,  ale  o  przy­
szłość  alternatywną  miarodajnie  lepszą  i  historycznie  możliwą.  Jest  to  więc 

zadanie  związane  jednocześnie  z  nauką,  polityką  i  etyką.  Gdyby  ścisły  zwią­

zek  między  nimi  wydał  się  komuś  sprzeczny  z  duchem  współczesnej  nauki, 

chciałbym  zwrócić  uwagę  na  to,  co  o  nauce  powiedział  Durkheim:  „Jeśli  na­
uka  nie  może  nam  pomóc  w  wybraniu  naj  lepszego  celu,  j  akże  więc  może  nam 
wskazać,  która  z  dróg  jest  najlepsza?  Dlaczego  miałaby  nam  zalecać  drogę 

raczej  szybką  niż  ekonomiczną  raczej  pewną  niż  prostą  a  nie  odwrotnie? 

Jeżeli  nie  może  ona  kierować  nami  przy  określaniu  celów  wyższych,  jest  tak 
samo  bezradna,  kiedy  chodzi  o  te  cele  wtórne  i  podporządkowane,  które  nazy­

wa się środkami”

2

.

Oczywiście  nasze  zasady  moralne  również  powinny  nam  wskazywać  naj­

lepsze  cele.  Natomiast  w  polityce  chodzi  o  osiąganie  tych  celów,  a  przynaj­

mniej  takie  ma  ona  aspiracje.  W  utopistyce  chodzi  o  uzgodnienie  tego,  co  mówią

1

  Analizowałem  funkcje  społeczne 

ograniczenia  utopii  w  „Marxism  and  utopias: 

Evolving  Ideologies”  [w:]  Unthinking  Social  Science:  The  Limits  ofNineteenth-Century 

Paradigms,  Cambridge  1991,  s.  170-184.  Artykuł  jest  porównaniem  koncepcji  utopii 

Morusa, Engelsa i Mannheima.

2

 Emile Durkheim Zasady metody socjologicznej przeł. J. Szacki, Warszawa 2000. 

s. 79.

background image

34 Immanuel Wallerstein

nam  nauka,  etyka  i  polityka,  jeśli  chodzi  o  nasze  cele  -  cele  ogólne,  a  nie 

wtórne  i  podporządkowane,  które  nazywamy  środkami.  Te  ostatnie  też  sąrzecz 

jasna  ważne,  ale  dotyczą  one  problemów  okresu  normalnego  działania  syste­

mu  historycznego.  Zazwyczaj  skuteczne  ustalenie  celów  ogólnych  jest  dość 

trudne.  Dopiero  w  momentach  bifurkacji  systemu,  w  historycznym  okresie  przej­
ściowym,  ta  możliwość  staje  się  realna.  To  wtedy,  w  czymś,  co  określam  mia­

nem  transformacyjnej  czasoprzestrzeni

3

,  utopistyka  jest  nie  tylko  ważna,  ale 

ma pierwszorzędne znaczenie. Żyjemy w takim momencie.

Nasze  rozważania  obracają  się  wokół  pojęcia  materialnej  racjonalności, 

sformułowanego  przez  Maxa  Webera  w  przeciwstawieniu  do  racjonalności 
formalnej.  Pojęcie  to  miało  oznaczać  wybór  celów,  w  którym  kryterium  są 

„postulaty  wartościujące”  {wertende  Postulate).  Weber  mówi,  że  jest  to  poję­
cie  „całkowicie  wieloznaczne”  oraz  że  „liczba  możliwych  tu,  i  w  tym  sensie 

racjonalnych,  kryteriów  wartości  jest  zasadniczo  nieograniczona”.  W  tym  zna­

czeniu  „sam  termin  'materialny'jest  (...)  abstrakcyjnym  pojęciem  gatunko­

wym” 

4

.  Te  wartości,  jak  wskazuje  określenie  Webera,  są  „postulatami”,  a  co 

do  postulatów  oczywiście  możemy  się  nie  zgadzać.  W  istocie  niemal  na  pew­

no  nie  będziemy  się  zgadzać.  W  ten  sposób  nasze  moralne  preferencje  pro­

wadzą do walki politycznej.

Jak  ma  się  do  tego  nauka?  W  jaki  sposób  wiedza  społeczna  pomaga  nam 

dokonywać  tych  wyborów  etycznych  i  politycznych?  Na  arenie  politycznej, 

w  szerokim  tego  słowa  znaczeniu,  nie  podejmuj  e  się  tak  po  prostu  decyzj  i  po­

litycznych.  Przynajmniej  we  współczesnym  świecie  musimy  szukać  zwolen­
ników  dla  naszych  poglądów,  poza  tymi,  którzy  mają  dokładnie  takie  same 

bezpośrednie  interesy  i  preferencje.  Stąd  kwestia  legitymizacji.  Legitymizacja 

to  wynik  długofalowego  procesu,  którego  głównym  elementem  jest  przekona­

nie tych, którym nie żyje się najlepiej dziś, że będzie im się żyło lepiej, nawet
o  wiele  lepiej,  w  dłuższej  perspektywie  czasu,  z  uwagi  na  strukturę  systemu. 

To  właśnie,  dlatego  powinni  poprzeć  ten  system  oraz  jego  procedury  decyzyj­
ne.  To  właśnie  utrata  legitymacji  jest  moim  zdaniem  głównym  czynnikiem  kry­

5

  Zob.  moje  rozważania  w  „Invention  of  Time  Space  Realities:  Towards  an  Under- 

standing  of  Our  Historical  Systems”  [w:]  Unthinking  Social  Science:  The  Limits  ofNi- 

neteenth-Century Paradigms, Cambridge 1991, s. 135-148.

4

  Max  Weber  Gospodarka  i  społeczeństwo,  przeł.  D.  Lachowska,  Warszawa  2002, 

s.  61.  Zob.  moje  omówienie  tego  pojęcia  w  „Social  Science  and  Contemporary  Society: 

The  Vanishing  Guarantees  of  Rationality”  [w:]  International  Sociology,  XI,  1  marca 

1996, s. 7-26.

background image

Koniec marzeń czyli Raj utracony 35

zysu  systemowego,  z  jakim  mamy  obecnie  do  czynienia.  Stworzenie  ustroju 

społecznego  to  kwestia  nie  tylko  zbudowania  alternatywnego  systemu,  ale  w  du­
żej mierze jego legitymizacji.

Legitymizować  jakiś  system  można  poprzez  odwołanie  się  do  autorytetu 

albo  mistycznej  prawdy  (i  po  części  wciąż  to  robimy).  Obecnie  jednak  docho­
dzimy  do  tego  głównie  dzięki  tzw.  racjonalnym  argumentom.  Te  argumenty 

wysuwa  się  w  dyskursie  naukowym  i  są  ugruntowane  w  akceptowanej  wiedzy 

naukowej.  Oczywiście  nie  wszystko,  co  naukowcy  uznająza  prawdziwe,  jest 

prawdziwe  faktycznie.  Jeszcze  większe  wątpliwości  budzi  prawomocność  wnio­
sków,  jakie  ludzie  na  arenie  politycznej  wyciągają  z  faktów,  które,  jak  sądzą, 

zostały  naukowo  udowodnione.  Prawomocność  naszej  zbiorowej  wiedzy, 
a  szczególnie  wniosków,  jakie  z  niej  wyciągamy  na  temat  naszych  systemów 
historycznych,  jest  zatem  centralną  kwestią  w  zmaganiach  z  problemem  mate­
rialnej  racjonalności.  Utopistyka  wymaga  więc  analizy  struktur  wiedzy  oraz 

tego, co naprawdę wiemy o funkcjonowaniu świata społecznego.

Wydaje  się,  że  odkąd  mamy  marzenia  -  wielkie  marzenia,  marzenia  poli­

tyczne  -  mamy  też  rozczarowania.  Rewolucja  francuska  porwała  za  sobą  mi­

liony  ludzi  i  zadziwiła  wszystkich,  którzy  brali  w  niej  udział.  Wydawała  się 

świtem  nowej  ery.  Niedługo  potem  jeden  z  jej  pierwszych  zwolenników,  Wil­
liam  Wordsworth,  napisał  pełen  goryczy  poemat  Preludium  o  strasznych  spu­

stoszeniach,  jakie  spowodowała.  Rewolucja  rosyjska,  która  zaczęła  się  jako 

Dziesięć  dni,  które  wstrząsnęły  światem,  stała  się  dla  wielu  w  następnym  po­

koleniu,  Bogiem,  który  zawiódł.  Historia  ta,  tak  wyraźna  w  przypadku  rewo­

lucji  francuskiej  i  rewolucji  rosyjskiej,  powtarza  się  bez  przerwy  przy  innych 

współczesnych wydarzeniach politycznych, które nazywamy „rewolucjami”.

Dla  konserwatywnych  myślicieli  począwszy  od  Burke'a  i  De  Maistre'a, 

taki  jest  efekt  inżynierii  społecznej.  Twierdzą  też,  że  im  większe  ambicje,  tym 

większe  szkody.  W  centrum  konserwatyzmu  jako  współczesnej  ideologii  leży 
przekonanie,  że  w  przypadku  świadomych  prób  zmian  w  istniejących  struktu­

rach  społecznych,  które  powoli  ewoluowały,  ryzyko  jest  bardzo  duże.  Ich  zda­

niem  w  najlepszym  przypadku  można  w  nich  dokonać  niedużych  zmian,  prze­

prowadzanych  z  największą  uwagą  i  tylko  tam,  gdzie  jest  to  absolutnie 

konieczne.  A  nawet  wówczas  powinny  być  ostrożne  i  ograniczone.  Ta  konser­
watywna  doktryna  jest  mieszaniną  teologicznych  wątpliwości  dotyczących 

interwencji  ludzi  w  świat  stworzony  przez  Boga  oraz  sceptycyzmu  wobec 

mądrości  człowieka,  czy  raczej  jego  zdolności  do  podejmowania  mądrych,  ra­
cjonalnych i zbiorowych decyzji.

background image

36 Immanuel Wallerstein

Bez  wątpienia  istnieją  słuszne  powody  dla  takiego  sceptycyzmu.  Można 

dostrzec,  jak  inteligentni,  nieobojętni  ludzie  wyciągająstąd  wniosek,  że  lepiej 
nie  przesadzać  ze  zmianami  politycznymi,  żeby  nie  pogorszyć  sytuacji.  Pro­

blem  z  takim  uczciwym  konserwatyzmem  polega  na  tym,  że  reprezentuje  on 

stanowisko  (i  interesy)  tych,  którzy  są,  w  danym  momencie,  w  lepszej  sytu­

acji,  jeśli  chodzi  o  położenie  ekonomiczne  i  społeczne  oraz  pozostałe  sprawy 
związane  z  jakością  życia.  Wszystkim  tym,  którzy  są  w  gorszej  sytuacji, 

a  zwłaszcza  tym,  którzy  są  w  naprawdę  złej  sytuacji,  pozostaje  tylko  cierpli­
wie  czekać  i  ewentualnie  korzystać  z  doraźnej  dobroczynności.  Ponieważ  jed­
nak  z  uwagi  na  doktrynę  konserwatyzmu  ta  cierpliwość  jest  nieograniczona 

czasowo  (a  konserwatyści  często  lubiąmówić  o  nieuchronności  hierarchii  spo­
łecznej,  a  tym  samym  o  permanentnych  nierównościach  społecznych),  dla  więk­

szości  ludzi  widoki  na  polepszenie  sytuacji  za  ich  życia,  czy  nawet  życia  ich 
dzieci, są niewielkie

Geneza  tzw.  rewolucji  we  współczesnym  świecie  to  trudny  oraz  dyskusyj­

ny  problem,  byłbym  gotów  przyznać,  że  nie  były  one  spontanicznymi  zrywa­

mi  mas  dążących  do  zmiany  świata,  ale  raczej  wykorzystaniem  sytuacji  -  przy­

najmniej  początkowo  -  przez  poszczególne  grupy  w  momentach  załamania  się 
porządku  państwowego  (w  czym  te  grupy  tylko  czasami  miały  jakikolwiek 
udział).  Bez  względu  jednak  na  to,  jak  się  rozpoczęły,  zrywy,  które  trwały 

dłużej,  uzyskały  znaczne  poparcie  społeczne.  Sądzę,  iż  to  poparcie  po  fakcie 

daje  się  łatwo  wyjaśnić.  Cierpliwość,  którą  konserwatywni  myśliciele  dora­

dzali  biedniejszym,  nigdy  nie  była  rozpowszechniona  ani  głęboko  i  entuzja­

stycznie akceptowana, a wiara takich grup w mądrość tradycyjnych struktur

i  przywódców  była  dość  ograniczona.  Znosiły  władzę  uważając  ją  w  najgor­
szym  razie  za  konieczność,  a  w  najlepszym  za  trudną  do  zmiany,  a  tym  bar­

dziej  obalenia.  Rewolucje  społeczeństwom,  których  miały  być  dziełem  i  któ­

rych  moralnego  oraz  politycznego  poparcia  szukały,  przynosiły  wielkie 
oczekiwania,  nagły  przypływ  nadziei  (często  wielkich  nadziei),  że  wszystko 

(a  przynajmniej  wiele)  można  zmienić  i  to  zmienić  szybko,  tak  by  zapanowała 

większa  równość  i  demokratyzacja.  Jeśli  nie  zrozumiemy,  że  ta  nadzieja  odno­

sząca  się  do  życia  swojego  i  swoich  dzieci  łączy  wszystkie  panie  Madame 

Lafarge  tego  świata,  gdy  spadają  głowy  arystokratów,  nie  pojmiemy  historii 

politycznej ostatnich dwustu lat nowoczesnego systemu-świata.

Nie  znaczy  to,  że  zwykli  ludzie  pochwalali  Terror  i  Gułagi.  Niektórzy  po­

chwalali,  ale  wielu  -  nie.  Niektórzy  świadomie  popierali  Terror,  niektórzy  po­

pierali  rewolucję  pomimo  Terroru,  a  wielu  przekonywało  samych  siebie,  że 

nic  nie  wiedziało  o  Terrorze.  Jednak  udzielali  poparcia  rewolucjom,  przynaj­

background image

Koniec marzeń czyli Raj utracony 37

mniej  przez  dłuższy  czas  i  było  tak  dlatego,  że  rewolucje  budziły  nadzieję 

w  sytuacji,  która  inaczej  byłaby  beznadziejna,  beznadziejna  nie  tylko  przed 

rewolucjami, ale również w przyszłości, po jakiejkolwiek kontrrewolucji.

Oczywiście  wszelkie  rewolucje  załamują  się,  zarówno  z  przyczyn  zewnętrz­

nych,  jak  i  wewnętrznych.  Sąostro  zwalczane  z  zewnątrz.  Wszystkie  również 
degenerowały  się.  Ludzie  będący  u  władzy  popadali  w  ostre  konflikty,  czę­
ściowo  w  kwestii  taktyki,  ale  w  dużej  mierze  z  powodu  rywalizacji  o  władzę. 

Rewolucje  zaczynały  pożerać  własne  dzieci  i  pokazywały  swoje  gorsze  obli­

cze,  tracąc  w  ten  sposób  znaczną  część  poparcia,  jakie  udało  im  się  wcześniej 
zdobyć.

Obecnie  często,  choć  nie  zawsze,  uznaje  się,  że  rewolucja  francuska  nie 

była  rewolucją  burżuazyjną,  a  rewolucja  rosyjska  nie  była  rewolucją  proleta­
riacką.  Czym  zatem  były?  I  czy  były  rewolucjami?  Oczywiście  zależy  to  od 

tego,  co  rozumie  się  przez  rewolucję  (politycznąlub  społeczną).  Współczesna 

koncepcja  rewolucji  przyjmuje,  że  podstawą  działań  oraz  analiz  są  państwa, 

oraz  że  państwa  są  względnie  autonomiczne  w  rozwoju.  Zakłada,  że  państwa 

we  współczesnym  świecie  mogą  być  scharakteryzowane  jako  feudalne,  kapi­
talistyczne,  socjalistyczne  albo  jakieś  inne.  Wynika  stąd,  że  możemy  mówić 

o  momentach  przełomu  wytyczających  transformację  danej  struktury  państwo­

wej  i  że  nazywamy  takie  momenty  rewolucjami.  Wynika  również,  że  możemy 

je celowo powodować (lub próbować powodować).

Takie  są  założenia  koncepcji  rewolucji  i  rewolucyjnych  zmian.  Oczywi­

ście  nie  ma  zgody  co  do  kryteriów  odróżniających  tzw.  zwykłe  zmiany  poli­

tyczne  (nawet  gwałtowne)  od  tzw.  rewolucyjnych  przemian.  Ten  brak  zgody 

jednak  nie  ma  wpływu  na  model,  mówiący,  że  zasadnicze  przemiany  zachodzą 

na  poziomie  państwa,  oraz  że  w  istocie  mogą  zachodzić  wyłącznie  na  pozio­
mie  państwa.  Tak  uważa  wielu,  o  ile  nie  wszyscy  badacze.  Przedstawię  inny 

model,  pokazujący,  że  w  państwach  nowoczesnego  systemu-świata*  nie  było

*  Jest  to  jednostka  analityczna  obejmująca  długie  okresy  trwania  i  duże  obszary 

geograficzne.  Pomija  znaczenie  struktur  politycznych  (np.  państw  narodowych)  na  rzecz 
ujęcia  systemu  gospodarczego  w  swoim  ogóle.  System-świat  jest  większą  samowystar­

czalną  całością,  opartą  na  wspólnych  powiązaniach  gospodarczych.  W  historii  istniały 

dwa  rodzaje  systemów-światów.  Imperia-światy  (np.  Imperium  Rzymskie)  charaktery­

zują  się  występowaniem  jednego  ośrodka  władzy  politycznej  przy  jednoczesnej  różno­
rodności  kulturowej  oraz  gospodarki-światy,  które  nie  posiadają  jednolitej  struktury 

politycznej  i  kulturowej,  obejmować  mogą  wiele  państw  bądź  innych  jednostek  poli­

tycznych.  Jedność  gospodarcza  tych  drugich  wynika  ze  znacznej  wymiany  dóbr,  przepły­

wu  pracy  i  kapitału.  Przednowoczesne  systemy-światy  były  ograniczone  przestrzenie,

background image

38 Immanuel Wallerstein

żadnych  rewolucji  i  że  nie  mogło  ich  być,  jeśli  przez  rewolucję  rozumiemy 

zmianę  przekształcającą  sposób  funkcjonowania  państwa  i  leżącą  u  podstaw 

strukturę  społecznąw  kraju,  w  którym  miała  zajść  rewolucja.  Niemniej  jednak 

będę  dowodził,  że  te  tzw.  rewolucje  były  bardzo  istotnymi  elementami  rozwo­

ju  historycznego  nowoczesnego  systemu-świata,  ponieważ  zmieniły  istotne 

parametry  jego  ewolucji  jako  całości.  W  końcu  będę  dowodził,  że  wskutek 

tego  nieusprawiedliwione  są  zarówno  iluzje  Jak  i  rozczarowania  i  dlatego  nie 

są one racjonalnymi postawami wobec tych wydarzeń politycznych.

Nowoczesny  system-świat,  który  jest  kapitalistyczną  gospodarką-światem, 

istnieje  od  długiego  XVI  wieku.  Pierwotnie  obejmował  tylko  część  świata, 

większość  terenów  Europy  i  fragment  półkuli  zachodniej.  W  końcu  rozszerzył 

się,  na  skutek  wewnętrznej  dynamiki  i  stopniowo  wchłonął  inne  rejony  globu. 

Nowoczesny  system-świat  stał  się  globalny  dopiero  w  drugiej  połowie  XIX  w., 

a  bliższe  i  dalsze  rejony  globu  zostały  w  niego  w  pełni  włączone  w  drugiej 

połowie XX w.

Stworzenie  struktur  państwowych  (tzw.  suwerennych  państw  działających 

w  ramach  systemu  międzypaństwowego)  było  koniecznym  warunkiem  powsta­

nia  kapitalistycznej  gospodarki-świata  ijej  organizacji.  Ewolucja  struktur  pań­

stwowych,  ich  zdolność  do  stawania  się  coraz  silniejszymi  wewnętrznie  i  wo­

bec  innych  państw  systemu-świata,  odzwierciedlała  ewolucję  nowoczesnego 

systemu-świata  jako  integralnej  całości.  Państwa  nigdy  nie  były  autonomicz­

nymi  bytami,  lecz  raczej  głównymi  elementami  instytucjonalnymi  systemu- 

świata.  Miały  władzę,  ale  nie  władzę  nieograniczoną;  no  i  oczywiście  niektóre 

z  nich  miały  jej  więcej  niż  inne.  Sposób  produkcji  to  cecha  systemu-świata 

jako  całości.  Nowoczesny  system-świat  był  i  jest  systemem  kapitalistycznym, 

tzn.  systemem,  w  którego  działaniu  priorytetowa  jest  nieograniczona  akumu­

lacja kapitału dzięki ostatecznemu przekształceniu wszystkiego w towar.

Państwa  wewnątrz  tego  systemu  sąjego  instytucjami,  zatem  bez  względu 

na  poszczególne  ich  formy,  są  w  pewien  sposób  podatne  na  tę  kapitalistyczną 

tendencję.  Jeśli  więc  przez  rewolucję  rozumie  się  to,  że  państwo  feudalne  staje 

się  kapitalistyczne,  albo  państwo  kapitalistyczne  staje  się  socjalistyczne,  nie

natomiast  wraz  z  powstawaniem  kapitalizmu  (okres  od  1450  do  1640  r.)  mamy  do  czy­
nienia  z  wyłonieniem  się  jednego  kapitalistycznego  systemu-świata,  obejmującego  cały 

glob.  Obecnie  istniejący  system-swiat  jest  globalną  gospodarką  kapitalistyczną  opiera­

jącą  się  na  osiowym  podziale  pracy,  z  czego  wynika  występowanie  w  jego  obrębie  cen­

trów i peryferii, (przyp. red.)

background image

Koniec marzeń czyli Raj utracony 39

ma  to  operacyjnego  znaczenia  i  jest  złudnym  opisem  rzeczywistości.  Oczywi­

ście  ustroje  polityczne  mogą  się  różnić  i  bez  wątpienia  istotnym  pozostaje, 

jaki  jest  ustrój  państwa,  w  którym  żyją  konkretni  ludzie.  Różnice  te  jednak  nie 

zmieniają  zasadniczego  faktu,  że  wszystkie  te  ustroje  są  czynnymi  elementa­

mi  nowoczesnego  systemu-świata,  tzn.  kapitalistycznej  gospodarki-świata. 

Dlatego nie miało to zasadniczego znaczenia.

Już  słyszę  głosy  sprzeciwu.  Słyszałem  je  wiele  razy.  Jak  można  twierdzić, 

że  byłe  państwa  socjalistyczne  (albo  te,  które  są  nadal  rządzone  przez  partie 

marksistowsko-leninowskie)  były  (lub  są)  kapitalistyczne?  Jak  można  twier­

dzić,  że  państwa  wciąż  rządzone  przez  tradycyjne  hierarchie  są  kapitalistycz­

ne?  Tak  nie  twierdzę.  Utrzymuję  natomiast,  że  państwa  te  istnieją  w  ramach 

systemu-świata  funkcjonującego  zgodnie  z  kapitalistyczną  logiką  i  jeśli  struk­
tury  polityczne  albo  państwowe  przedsiębiorstwa  lub  biurokracje  będąpodej- 

mować  decyzje  według  innej  logiki  (oczywiście  często  to  robią),  zapłacą  za  to 

wysoką  cenę.  Albo  więc  zmienią  sposób  działania,  albo  stracą  zdolność  wy­
wierania  wpływu  na  system.  Moim  zdaniem  tego  właśnie  możemy  się  nauczyć 

z  tzw.  upadku  komunizmu,  aczkolwiek  nie  powiedziałbym,  że  to  dopiero  po 

odsunięciu  partii  komunistycznych  od  władzy  prymat  prawa  wartości  zaczął 

dominować w tych krajach.

Czasami  wyrażane  jest  również  przekonanie,  że  ustroje  socjalistyczne  były 

nie  do  końca  socjalistyczne,  że  zdradziły  socjalizm.  Tego  poglądu  również  nie 

popieram.  Większość  rewolucjonistów  zamierzała  być  rewolucjonistami,  przy­

najmniej  z  początku.  Większość  ustrojów  rewolucyjnych  zamierzała  zmienić 

świat.  One  nie  zdradzają  swoich  ideałów.  Odkrywają  jako  jednostki  i  jako 

ustroje,  że  są  ograniczone  strukturami  systemu-świata,  zmuszającymi  do  okre­
ślonych  zachowań  w  ramach  pewnych  parametrów,  inaczej  stracą  wszelkie 

możliwości  bycia  aktywnymi  elementami  tego  systemu-świata.  Zatem  wcze­

śniej czy później przystosowują się do tej sytuacji.

Chodzi  o  zrozumienie,  w  jaki  sposób  funkcjonują  systemy.  Systemy  mają 

granice,  nawet  jeśli  są  one  zmienne.  Systemy  majązasady,  nawet  jeśli  są  ewo­
luujące.  Systemy  mają  wewnętrzne  mechanizmy  pozwalające  wrócić  do  rów­

nowagi,  dlatego  nawet  relatywnie  duże  odchylenia  od  normy  -  celowe  lub 

przypadkowe  -  kończą  się  relatywnie  niewielkimi  średniookresowymi  zmia­
nami.  Nie  chodzi  o  to,  że  systemy  są  statyczne.  Wręcz  przeciwnie.  Mają  we­
wnętrzne  sprzeczności  i  w  efekcie  prób  ich  rozwiązania  pojawiają  się  trendy 

sekularne.  W  długim  okresie  odchodzą  od  stanu  równowagi  i  nie  są  w  stanie 

już  dłużej  funkcjonować.  Docierają  do  punktu  bifurkacji  i  są  przekształcane 

albo zastępowane innymi systemami.

background image

40 Immanuel Wallerstein

Kluczowa  sprawa  to  rozróżnienie  okresu  normalnego  toku  rozwoju  syste­

mu  oraz  dwóch  punktów,  w  których  się  on  zmienia:  początkowego  i  końcowe­

go. Rewolucja francuska i rewolucja rosyjska oraz wszystkie inne rewolucje,

0  których  była  mowa,  miały  miejsce  w  okresie  normalnego  toku  rozwoju  kapi­

talistycznej  gospodarki-świata.  Chociaż  były  dość  dużymi  odchyleniami  od 
normy,  skończyły  się  względnie  niewielkimi  średniookresowymi  zmianami. 
Entuzjazm  jednych  i  zawzięta  wrogość  innych  wobec  rewolucji  były  elemen­

tem  mechanizmów  systemu.  Jednym  z  nich  jest  kumulacja  entuzjazmu,  drugim 

przechodzenie  entuzjazmu  w  rozczarowanie.  Te  rewolucje  nigdy  nie  były  ta­

kie,  jak  spodziewali  się  ich  zwolennicy  ani  jak  obawiali  się  przeciwnicy.  Nie 

znaczy  to,  że  były  bez  znaczenia.  W  istocie  powtarzające  się  schematy  rewo­

lucji  były  głównym  czynnikiem  pojawienia  się  pewnych  trendów  sekularnych 
systemu, które odczuwamy dopiero dziś, po roku 1945 czy 1989.

Większość  iluzji  i  rozczarowań  dotyczących  rewolucji  francuskiej  i  rosyj­

skiej (i większość prac na ich temat) jest związana z ich wpływem na Francję

1 Rosję,  a  w  dyskusjach  o  tym,  co  właściwie  się  zdarzyło,  ścierają  się  skrajnie 

odmienne  poglądy.  Ja  patrzę  na  nie,  podobnie  jak  Tocqueville,  z  perspektywy 

longue  duree  (długiego  trwania).  Jeśli  porówna  się  sytuację  w  nich  dwadzie­
ścia  lat  przed  i  dwadzieścia  lat  po  rewolucji,  to  nie  można  jasno  stwierdzić, 

czy  zmiany  w  tych  krajach  są  większe  od  zmian,  jakie  zaszły  w  innych  kra­

jach,  w  których  nie  było  tzw.  rewolucji.  Jednakże  jeśli  spojrzy  się  na  cały 

system-świat,  wyraźnie  dostrzeże  się  coś  innego.  Można  prześledzić  zasadni­

cze  zmiany,  przejawiające  się  w  trendach  sekularnych  systemu  jako  całości, 

jakie  zaszły  w  wyniku  tych  dwóch  rewolucji.  Jest  tak  pomimo  tego,  że  można 

powiedzieć,  iż  rewolucje  te  „przegrały”  -  w  tym  sensie,  że  rządy  rewolucyjne 
(lub  te,  które  po  nich  nastały  i  uważały  się  za  ich  sukcesorów)  zostały  obalone 
przez kontrrewolucje.

Wszyscy  znamy  podstawowe  poglądy  rewolucjonistów  francuskich.  Sprze­

ciwiali  się  dziedzicznym  przywilejom.  Głosili  moralną  i  prawną  równość 

wszystkich  ludzi.  Opowiadali  się  za  zasadą  obywatelstwa,  tzn.  uczestnictwa 

we  wspólnocie  nazywanej  narodem,  które  z  zasady  dawało  równe  prawa  na 

arenie  politycznej  (przynajmniej  wszystkim  dorosłym  mężczyznom).  Bez  wąt­

pienia  żądania  te  były  wyrazem  presji  nie  tylko  osób,  które  przeprowadziły 

rewolucję  francuską.  To  jednak  rewolucja  francuska  -  swoją  gwałtownością, 

entuzjazmem  i  radykalizmem  -  sprawiła,  że  poglądy  te  przestały  być  margine­

sowymi,  niecywilizowanymi  ideami,  a  stały  się  normalnymi,  czy  nawet  oczy­

wistymi  elementami  wszystkich  systemów  politycznych.  Fakt,  że  żądania  te 

były  później  rozprzestrzeniane,  co  było  bez  wątpienia  dość  dwuznaczne,  przez

background image

Koniec marzeń czyli Raj utracony 41

napoleońskie  podboje,  odegrał  niemałą  rolę  w  ich  zakorzenieniu  się  w  mental­

ności ludzi.

Znaczenie  zmian  widać  po  1815  r.,  po  restauracji.  Między  1815  a  1848  r. 

podstawowe  koncepcje  rewolucji  francuskiej  przenikały  w  szeroki  wachlarz 

akceptowanych  i  posiadających  legitymację  zasad  działania  politycznego. 

W  istocie  taką  legitymację  uzyskały  trzy  koncepcje.  Pierwsza  mówiła,  że  zmia­

na  polityczna  jest  czymś  trwałym  i  normalnym,  a  nie  wyjątkowym  i  nieuza­

sadnionym.  Druga,  że  suwerenność  dotyczy  raczej  ludu  niż  rządzącego  albo 

arystokracji.  Trzecia  głosiła,  że  ludzie  zamieszkujący  jakieś  państwo  tworzą 

naród i uczestniczą w nim jako obywatele.

Oczywiście  żadna  z  tych  trzech  koncepcji  nie  była  akceptowana  przez  wła­

dze  państwowe  w  epoce  postnapoleońskiej,  przynajmniej  nie  od  razu.  Ideolo­
gia  Świętego  Przymierza  otwarcie  przeciwstawiała  się  tym  koncepcjom,  wy­

raźnie  i  energicznie  głosząc  jej  bezprawność,  a  w  istocie  niemoralność.  Były 

one  jednak  wystarczająco  silne,  żeby  sprowokować  otwartą  i  racjonalną  kry­
tykę,  a  nie  tylko  brutalne  represje,  co  samo  w  sobie  było  uznaniem  ich  siły. 

W  ten  sposób  powstała  ideologia  konserwatywna  odrzucająca  rewolucję  fran­

cuską  stymulując  z  kolei  rozwój  ideologii  liberalnej,  która,  chociaż  była  am­

biwalentnie  nastawiona  co  do  części  jej  postulatów,  zaakceptowała  zasadni­
cze koncepcje rewolucji francuskiej.

W  rzeczywistości  rewolucja  francuska  otworzyła  puszkę  Pandory  i  wy­

zwoliła  społeczne  dążenia  i  nadzieje,  których  ustanowione  po  rewolucji  wła­

dze  -  zarówno  konserwatywne,  jak  i  liberalne  -  nie  potrafiły  powstrzymać. 

Konserwatyści  i  liberałowie  różnili  się  w  swoich  poglądach  na  to,  jak  po­
wstrzymać  potencjalne  powstania  ludowe.  Konserwatyści  liczyli  na  wzmac­
nianie  władzy  tradycyjnych  instytucji  i  symbolicznych  przywódców,  podkre­

ślając  szkody,  jakie  usankcjonowanie  zmian  mogło  wyrządzić  istniejącemu 

porządkowi  społecznemu.  Toteż  punktami  wspólnymi  były  dla  nich  monar­

chia, kościół, lokalni notable i patriarchalna rodzina.

Z  kolei  liberałowie  dowodzili,  że  jest  już  za  późno,  żeby  takie  instytucje 

mogły  być  skuteczne  czy  to  w  rządzeniu,  czy  uśmierzaniu  niezadowolenia  ludu. 

Głosili  ustępstwa  wobec  teoretycznych  zasad  sił  ludowych:  normalności  zmian, 

suwerenności  ludu  i  obywatelstwa.  Chcieli  jednak  sami  zarządzać  i  kierować 

tymi  zmianami.  Miały  one  być  wprowadzane  stopniowo  pod  kontrolą  specjali­

stów,  którzy  racjonalnie  ocenialiby  ich  tempo  i  technikę  tak,  aby  nie  odsunęły 

od  władzy  rządzących  rodzin  i  grup.  Krótko  mówiąc  liberałowie  chcieli  kon­

trolowanych  zmian  i  ustępowali  tyle,  ile  było  to  konieczne  dla  zachowania 

większości  stanu  posiadania.  Niemniej  jednak  mówili  oni,  że  pewne  zmiany

background image

42 Immanuel Wallerstein

są  potrzebne  w  niedługim  okresie  czasu,  podczas  gdy  konserwatyści  pozwala­

li,  żeby  ostrożność  przyćmiła  zdolność  do  oceny  niepokojów  lub  byli  skłonni 
oprzeć się na represjach, które miały je spacyfikować.

Walka  między  konserwatystami  a  liberałami  wewnątrz  rządzących  mniej­

szości  miała  miej  sce  we  wszystkich  głównych  państwach  systemu-świata  mię­

dzy  1815  a  1848  r.  Historia  tych  lat  to  ciągłe  narastanie  niepokojów  społecz­
nych  w  różnych  miejscach  i  mających  różne  podłoże.  Mimo  to  rewolucja 

światowa  (tudzież  rewolucja  w  systemie-świecie)  w  1848  r.  nie  została  prze­
widziana  i  była  wstrząsem  dla  rządzących.  Po  pierwsze  pokazała,  że  dwie 
grupy  są  w  stanie  zmobilizować  się  na  skalę,  której  nikt  się  nie  spodziewał. 
Z  jednej  strony  byli  to  przemysłowi  robotnicy  miejscy,  a  z  drugiej  uciskane 

narodowości/narody.  Powstania  zaczęły  się  we  Francji  jako  rewolta  społeczna 
i  szybko  rozszerzyły  na  inne  kraje,  często  w  postaci  rewolt  narodowych.  Wy­

dawało  się,  że  znowu  rozpoczyna  się  rewolucja  francuska,  tym  razem  jednak 

przeciwko  nie  tylko  konserwatystom  (tzn.  zwolennikom  ancien  regime'u),  ale 

i  liberalnym  ideologom.  Rewolucje  1848  r.  były  zatem  momentem,  w  którym 

pojawiła  się  trzecia  ideologia,  ideologia  lewicowa,  która  zerwała  z  tym,  co 
było  wtedy  uznawane  za  centrowy  liberalizm  i  opowiedziała  się  zarówno  prze­

ciwko  niemu,  jak  i  prawicowemu  konserwatyzmowi.  Ta  lewicowa  ideologia 

nazywana była różnie, ale generalnie zaczęto określać ją mianem socjalizmu.

Rewolucję  1848  r.  powinniśmy  rozpatrywać  w  dwóch  przedziałach  czaso­

wych:  bezpośrednich  zdarzeń  i  konsekwencji  oraz  długofalowych  skutków. 

Jako  ciąg  zdarzeń  trwających  kilka  lat  rozpaliła  się  bardzo  gwałtownie  i  wy­

paliła  niemal  równie  szybko.  We  Francji  na  przykład  najgorętszy  okres  trwał 
tylko  cztery  miesiące.  Powstania  (również  te  mniej  radykalne)  zostały  wszę­
dzie  stłumione  przy  pomocy  siły,  czemu  radykalne  nurty  nie  potrafiły  się  prze­
ciwstawić.  Niemniej  jednak  rządzący  byli  nimi  raczej  przerażeni,  a  ich  strach 

zaowocował  połączeniem  sił  konserwatywnych  i  liberalnych  w  obronie  istnie­

jącego  porządku.  Z  perspektywy  czasu  wygląda  to  na  ciche  porozumienie  mię­

dzy  nimi.  Konserwatyści  mieli  wyjść  na  swoje  w  krótkim  okresie:  umocniono 
represyjną  władzę  i  wyjęto  spod  prawa  wszystkich  radykałów.  Liberałowie 

wyszli  na  swoje  w  okresie  średnim:  wprowadzono  szereg  racjonalnych,  stop­

niowych  reform,  nie  tylko  ze  wsparciem  konserwatystów,  ale  wręcz  ich  próba­

mi prześcignięcia liberałów na tym polu.

Na  socjalistów,  zwolenników  trzeciej  ideologii,  rok  1848  wpłynął  równie 

mocno,  jak  na  konserwatystów  i  liberałów.  Podczas  gdy  protosocjaliści  sprzed 

1848  r.  popadali  albo  w  konspiracyjny  insurekcjonizm  (karbonariusze,  Bla- 

nqui),  albo  utopijne  wycofanie  się  ze  świata  jako  strategię  (Owen,  Cabet  i  in­

background image

Koniec marzeń czyli Raj utracony 43

ni),  porażka  1848  r.  (fakt,  że  spontaniczne  powstania  nie  miały  żadnych  efek­

tów  politycznych)  była  zimnym  prysznicem  politycznego  realizmu.  Lewica 

zwróciła  się  w  stronę  organizacji,  strategii,  która  ostatecznie  mogła  przyjąć 

tylko  formę  teorii  etapowej  działalności  politycznej.  Wiemy,  jaką  teorię  socja­

liści  wypracowali  w  drugiej  połowie  XIX  w.  -  etap  pierwszy  to  zdobycie  wła­

dzy  w  poszczególnych  suwerennych  państwach;  etap  drugi  to  przekształcenie 
ich  społeczeństw  dzięki  tej  władzy.  Jeszcze  później  obóz  socjalistyczny  po­

dzielił  się  co  do  taktyki  etapu  pierwszego  -  czy  dążyć  do  przejęcia  władzy 

państwowej  poprzez  wybory,  czy  poprzez  zaplanowane  powstania  (co  na  po­

ziomie teorii różniło II i III Międzynarodówkę)?

Trzeba  podkreślić,  że  socjalistyczna  strategia  zorganizowanego  dążenia 

do  zdobycia  władzy  państwowej  w  długim  okresie  nie  różniła  się  od  liberalnej 

strategii  racjonalnych  zmian  kierowanych  przez  specjalistów,  tyle,  że  byli  to 

specjaliści  ze  struktur  partyjnych,  a  nie  biurokracji.  Zatem  w  okresie  po  1848  r. 

pojawiły  się  dwa  wyraźne  schematy:  z  jednej  strony  triada  ideologii  -  konser­

watyści,  liberałowie  i  socjaliści  -  konkurujący  ze  sobąpolitycznie  niemal  wszę­

dzie.  Z  drugiej  strony  centrowy  liberalizm  stał  się  ideologią  dominującą,  wła­

śnie  dlatego,  że  programy  zarówno  konserwatystów,  jak  i  socjalistów  były 

tylko  różnymi  wariacjami  reform  zarządzanych  na  liberalną  nutę.  Oba  sche­
maty miały przetrwać nie tyle do 1917 r., co do 1968 r.

W  rezultacie  tego  możemy  stwierdzić,  że  długofalowym  skutkiem  rewolu- 

cji  francuskiej  było  to,  iż  poprzez  legitymizację  zbioru  koncepcji,  które  wcze­
śniej  były  marginalne,  zrodziły  się  trzy  ideologie  zajmujące  się  tym,  jak  ogra­

niczyć  już  uzasadnione  ludowe  dążenia  do  zmian.  Z  kolei  konflikt  polityczny 
między tymi trzema ideologiami miał taki skutek, że jedna z nich - liberalizm

-  stała  się  dominująca  i  mogła  być  geokulturą  systemu-świata,  ustanawiając 

w ten sposób parametry działalności politycznej na ponad sto lat.

Ta  ewolucja  może  być  uważana  za  dialektykę  procesów.  Wyzwolenie  dą­

żeń  ludowych,  a  zwłaszcza  legitymizacja  ludowych  celów,  zmusiło  grupy  rzą­
dzące  do  poczynienia  znacznych  ustępstw  w  średnim  okresie  poprzez  program 
liberalizmu,  z  których  najważniejsza  była  wolność  polityczna  (ostatecznie 

powszechna)  i  częściowa  redystrybucja  ekonomiczna  (państwo  dobrobytu). 

Ustępstwa  były  konsekwencją  nacisków  społecznych,  napędzanych  przez  na­

dzieje  i  oczekiwania,  choć  z  kolei  same  rodziły  nadzieje  i  oczekiwania.  Na 
skraju  liberalnej  tęczy  wydawała  się  czekać  wizja  demokratycznego  społe­

czeństwa.  Mimo  tego  nadzieje  i  oczekiwania  sprawiły,  że  warstwy  niższe  sta­

ły  się  znacznie  bardziej  cierpliwe  i  znacznie  mniej  buntownicze.  Krótko  mó­
wiąc,  liberalne  ustępstwa  doprowadziły  do  znaczącej  demokratyzacji  struktur

background image

44 Immanuel Wallerstein

społeczno-politycznych  (domniemanego  celu  rewolucji  francuskiej),  ale  z  dru­

giej  strony  ograniczyły  dążenia  do  bardziej  zasadniczych  zmian  (domniema­

nego  postulatu  tych,  którzy  sprzeciwiali  się  rewolucji  francuskiej).  W  tym  sensie 

liberalizmowi  jako  ideologii  udało  się  podtrzymać  zasadniczy  porządek  poli­

tyczny  kapitalistycznej  gospodarki-świata.  Mimo  tego  rewolucja  francuska  rów­
nież  wywarła  wpływ  na  strukturę  i  trendy  sekularne  nowoczesnego  systemu- 

świata.

Wiek  XIX  był  nie  tylko  okresem  ludowych  dążeń  do  demokratyzacji  oraz 

rodzenia  się  dominacji  ideologii  liberalnej,  jako  najbardziej  skutecznego  spo­

sobu  utrzymania  ich  w  ryzach.  Był  to  również  moment  pojawienia  się  nacjo­

nalizmu/przynależności  etnicznej,  rasizmu  i  seksizmu  jako  naczelnych  moty­

wów  geokultury.  Rzecz  nie  w  tym,  iż  postawy  i  praktyki  będące  ich  podłożem 

pojawiły  się  wówczas  po  raz  pierwszy,  ale  w  tym,  że  stały  się  głoszonymi 

otwarcie  teoretycznymi  elementami  geokultury,  zyskując  w  ten  sposób  nowe 

znaczenie i stając się o wiele groźniejsze.

Na  pierwszy  rzut  oka  wszystkie  trzy  motywy  wydają  się  bezpośrednio 

sprzeczne  z  liberalizmem,  co  świadczyłoby  przeciwko  dominacji  ideologii  li­
beralnej.  W  rzeczywistości  jednak  pozostają  one  w  ukrytej  z  nim  symbiozie. 

Nacjonalizm  ma  dwie  twarze.  Jest  oporem  uciskanych  wobec  tych,  którzy  ich 

uciskają.  Ale  jest  również  narzędziem  używanym  przez  uciskających  prze­

ciwko uciskanym. Jest tak wszędzie. Co jest tego przyczyną? Otóż chodzi

0  jego  związek  z  obywatelstwem.  Obywatelstwo  zostało  stworzone  jako  kon­
cepcja  włączenia  ludzi  w  sferę  polityczną.  Oznacza  ono  jednak  także  wyklu­

czenie.  Obywatelstwo  to  przywilej,  a  przywilej  jest  chroniony  poprzez  wyłą­

czenie  spod  niego  niektórych  ludzi.  Wykluczenie,  zamiast  być  otwarcie  klasowe, 
stało się narodowe tudzież kiyptoklasowe.

To  podwójne  oblicze  nacjonalizmu  -  inkluzja  i  wykluczenie  -  jest  bardzo 

istotne,  jeśli  chodzi  o  realizację  liberalnego  celu  kierowania  zmianami  spo­

łecznymi,  ustępstw  niepodważających  systemu  kapitalistycznego.  Inkluzja 
wszystkich  uczyniłaby  nieograniczoną  akumulację  kapitału  niemożliwą  bo­
wiem  wartość  dodatkowa  stałaby  się  o  wiele  za  niska.  Wykluczenie  wszyst­

kich,  zachowanie  ancien  regime'u,  uniemożliwiłoby  także  nieograniczoną  aku­

mulację kapitału, ponieważ doprowadziłoby do społecznego wybuchu

1  zniszczenia  politycznej  skorupy  systemu.  Pośrednie  rozwiązanie  związane 
z  obywatelstwem  -  inkluzja  niektórych  i  wykluczenie  innych  -  uspokajało  wła­

śnie  najniebezpieczniejsze  warstwy  krajów  centrum,  klasy  pracujące,  wyklu­

czając  jednocześnie  z  podziału  wartości  dodatkowej  i  podejmowania  decyzji 
politycznych olbrzymią większość ludności świata.

background image

Koniec marzeń czyli Raj utracony 45

Dlatego  nacjonalizm  w  silnych  krajach  (takich  jak  Anglia/Wlk.  Brytania 

i  Francja)  pomagał  zachować  globalne  status  quo.  To  samo  dotyczy  jednak 

nacjonalizmu  narodów  uciskanych,  co  w  XIX  w.  dotyczyło  głównie  nacjonali­
zmu  uciskanych  tzw.  europejskich  narodów  historycznych  oraz  ich  przekształ­

cenia  w  państwa.  W  tym  przypadku  nacjonalizm  oznaczał  włączenie  ich  klas 

średnich  oraz,  do  pewnego  stopnia  miejskiej  klasy  robotniczej,  w  globalny 
podział  tortu.  Jeżeli  niektóre  z  tych  narodów  na  raz  uzyskałyby  suwerenność 

polityczną  ich  inkluzja  nie  spowodowałaby  problemów  większych  niż  wol­

ność  polityczna  w  już  suwerennych,  silnych  krajach  i  byłoby  to  całkowicie 

zgodne  z  globalnym  programem  liberalizmu.  Oczywiście  nacjonalizm  to  kon­
cepcja,  która  nie  ma  granic  geograficznych,  co,  jak  zobaczymy,  miało  spowo­
dować później pewne problemy.

Nacjonalizm/przynależność  etniczna  były  z  kolei  związane  z  rasizmem. 

Rasizm,  otwarte  przekształcenie  supremacji  białej  rasy  czy  Aryjczyków  w  teo­

rię,  pojawił  się  w  XIX  w.  na  północy  i  zachodzie  Europy,  a  także  w  krajach 

opanowanych  przez  europejskich  osadników.  Na  czym  się  opierał?  Rzecz 
w  tym,  że  inkluzja  w  liberalną  sferę  polityczną  oznaczała  coś  w  rodzaju  su- 

perobywatelstwa,  obywatelstwa  w  grupie  silnych  państw  i  wykluczenia  ludzi 

z  innych  miejsc  na  świecie,  łącznie  z  ludźmi  pochodzącymi  z  innych  części 
globu,  ale  mieszkającymi  w  krajach  silnych,  jak  również  rdzennymi  miesz­

kańcami  krajów  skolonizowanych  przez  Białych.  Nacjonalizm  plus  rasizm 

składały  się  na  ideologiczne  uzasadnienie  imperializmu  i  zupełnie  nie  wsty­
dzono się otwarcie głosić tych poglądów.

Elementem  tego  obrazu  był  również  seksizm.  Seksizm  jako  otwarta  ide­

ologia  pociągał  za  sobą  stworzenie  i  usankcjonowanie  koncepcji  gospodyni 
domowej.  Kobiety  pracowały  zawsze,  a  większość  gospodarstw  domowych 

była  z  historycznego  punktu  widzenia  patriarchalna.  W  XIX  w.  pojawiło  się 

jednak  coś  nowego.  Była  to  poważna  próba  wykluczenia  kobiet  z  tego,  co 

arbitralnie  nazwano  pracą  przynoszącą  dochody.  Po  jednej  stronie  była  gospo­

dyni  domowa,  po  drugiej  mężczyzna  pracujący  zarobkowo  na  utrzymanie  ro­

dziny.  W  rezultacie  kobiety  nie  tyle  pracowały  mniej,  co  ich  praca  była  syste­

matycznie dewaluowana.

Czemu  mogło  to  służyć?  Powinniśmy  pamiętać,  że  działo  się  to  w  czasie, 

gdy  klasa  robotnicza  dążyła  do  inkluzji  -  politycznej,  ekonomicznej  i  spo­

łecznej  -  a  klasy  rządzące  do  spacyfikowania  tych  żądań  poprzez  ograni­

czoną  inkluzję,  a  jednocześnie  zachowania  większości  przywilejów  dzięki 

zmniejszeniu  jej  zakresu.  Koncepcja  gospodyni  domowej  służyła  temu  na 
trzy sposoby.

background image

46 Immanuel Wallerstein

Po  pierwsze,  zaciemniła  to,  ile  wartości  dodatkowej  faktycznie  trafia  do 

klas  pracujących.  Mogło  się  wydawać,  że  pracujący  zarobkowo  mężczyzna 
ma  większe  dochody  dzięki  wykluczeniu  kobiet  (i  dzieci)  jako  konkurentów 
na  rynku  pracy,  jednak  w  rzeczywistości  część  dochodów  rodziny  była  zasila­

na  przez  gospodynię  domową  i  dlatego  łączne  realne  dochody  rodziny  mogły 
pozostać  zupełnie  w  tyle  za  wzrostem  poziomu  akumulacji  kapitału.  Zatem 

w  kategoriach  materialnych  kończyło  się  na  dawaniu  niebezpiecznym  klasom 

jedną ręką a odbieraniu drugą.

Po  drugie,  chodziło  o  efekt  społeczno-psychologiczny.  Wartość  inkluzji  pod­

skoczyła  wraz  z  wykluczeniem  dużej  grupy.  Białe  kobiety  dołączyły  po  prostu 

do  niebiałego  świata  grup  wykluczonych  i  z  całą  pewnością  sprawiło  to,  że 
wyzwolenie  polityczne  mężczyzn  oraz  ich  praca  zarobkowa  w  silnych  pań­

stwach  wydawały  się  bardziej  satysfakcjonujące,  a  sytuacja  mężczyzn  z  klas 

pracujących  przynajmniej  nie  wydawała  się  już  tak  poniżająca  (dlatego  ich 

potencjalny zapał rewolucyjny nie był już tak silny).

Po  trzecie,  nie  zapominajmy  o  tym,  że  jedną  z  kluczowych  cech  państw 

liberalnych  stworzonych  w  XIX  w.  pozostawało  to,  iż  konsekwencją  obywa­
telstwa  była  służba  wojskowa  (w  niektórych  krajach  stała,  w  innych  tylko 

w  czasie  wojny).  Umiarkowana  atrakcyjność  takiej  służby  ewidentnie  wzro­

sła,  gdy  uczyniono  z  niej  kluczowy  atrybut  obywatela-mężczyzny,  patriotycz­

ne  machismo.  Jest  wątpliwe,  czy  masowe  armie  zmobilizowane  po  obu  stro­

nach  w  I  i  II  wojnie  światowej  można  by  tak  łatwo  sformować  bez  tego  elementu 
ideologicznego.

Ideologia  liberalna  oferowała  ochronę  rzekomo  podstawowych  praw  czło­

wieka,  ale  w  rzeczywistości  tylko  dla  mniejszej  części  ludności  świata.  W  an­

cien  regime  uprzywilejowana  warstwa  była  niewielką  grupą.  Państwa  liberal­
ne  uznały,  w  ślad  za  rewolucją  francuską,  że  przywileje  powinny  zostać 
zniesione.  Chodziło  im  jednakże  o  to,  że  przywileje  (a  przynajmniej  niektóre 

z  nich)  powinny  zostać  rozszerzone  na  większą  grupę  nazywaną  obywatela­
mi,  wciąż  jednak  grupę  mniejszościową  Kombinacja  nacjonalizmu,  rasizmu 

i seksizmu determinowała, kto ma być włączony, a kto wykluczony.

Rewolucja  rosyjska  to  kolejny  punkt  zwrotny  w  tej  historii.  Nie  był  to  jed­

nak  punkt  zwrotny  w  takim  sensie,  o  jakim  mówiąjej  zwolennicy  i  przeciwni­
cy.  Bolszewizm  pierwotnie  opierał  się  na  krytyce  ruchów  socjalistycznych  za 

kryptoliberalizm.  Proponowane  przez  niego  rozwiązanie  polegało  na  powro­

cie  do  prawdziwego  socjalizmu  poprzez  stworzenie  kadrowej  partii  poświęca­

jącej  się  antysystemowej  rewolucji.  Rewolucja  rosyjska,  jak  wiemy,  nie  była 

efektem  planowego  powstania  bolszewików,  ale  raczej  tego,  że  bolszewicy

background image

Koniec marzeń czyli Raj utracony 47

byli  lepiej  przygotowani  do  wykorzystania  załamania  się  porządku  politycz­

nego  w  Rosji,  będącego  rezultatem  poważnych  klęsk  na  froncie  i  głodu  wśród 
ludności.  Wiemy  również,  że  bolszewicy  natychmiast  po  dojściu  do  władzy 

czekali  na  rewolucję  w  Niemczech,  jako  że  skłaniało  ich  do  tego  ich  stanowi­

sko polityczne i uważali j ą za potrzebną dla ich własnej rewolucj i narodowej.

Rewolucji  niemieckiej  nie  było  i  bolszewicy  musieli  przystosować  się  do 

tej  sytuacji.  Rezultatem  tego  był  socjalizm  w  jednym  kraju  -  stalinizm,  gułagi, 

potem  Chruszczów  i  Gorbaczow,  a  w  końcu  upadek  ZSRR  i  Komunistycznej 

Partii  Związku  Radzieckiego  w  1991  r.  W  tym  sensie  rewolucja  rosyjska,  tak 
samo  jak  rewolucja  francuska,  wydaje  się  nieudana,  ponieważ  jeśli  porówna­
my  Rosję  dwadzieścia  lat  przed  i  dwadzieścia  lat  po  rewolucji,  to  jest  wątpli­
we,  czy  możemy  stwierdzić,  że  w  Rosji  zmieniło  się  więcej  niż  w  porówny­

walnych  krajach,  w  których  rewolucji  nie  było.  Niemniej  jednak  powiedziałbym, 

że  rewolucja  rosyjska  wywarła  na  geokulturę  poważny  wpływ,  inny  jednak  niż 

według teorii bolszewickiej.

Przesłanie  rewolucji  rosyjskiej  miało  inny  wpływ  na  świat  silnych  krajów, 

które  możemy  skrótowo  nazwać  światem  paneuropejskim,  a  inny  na  świat  po­

zaeuropejski.  Z  perspektywy  czasu  nie  ulega  raczej  wątpliwości,  że  zagroże­

nie  w  postaci  bardziej  bojowej  klasy  robotniczej  w  silnych  krajach,  zagroże­

nie  symbolizowane  przez  światowy  ruch  komunistyczny,  zmusiło  klasy  rządzące 

tych  krajów  do  działania.  Cena  uspokojenia  klas  pracujących  paneuropejskich 

krajów  znacznie  wzrosła.  W  szczególności  doprowadziło  to  do  znacznego  roz­
szerzenia  elementu  programu  liberalnego  związanego  ze  świadczeniami  so­

cjalnymi,  zwłaszcza  w  okresie  po  II  wojnie  światowej,  kiedy  siła  militarna 

i  polityczna  ZSRR  spędzała  niektórym  sen  z  powiek.  Świat  bez  rewolucji  ro­
syjskiej  byłby  raczej  światem  bez  paneuropejskiego  keynesizmu,  z  jakim  mie­

liśmy do czynienia.

Bez  względu  na  to,  jak  poważny  był  to  wpływ,  a  sądzę,  że  był  dość  istotny, 

to  blednie  on  w  porównaniu  z  wpływem,  jaki  rewolucja  rosyjska  wywarła  na 

świat  pozaeuropejski.  Wizja  bolszewików  pierwotnie  nie  obejmowała  świata 

pozaeuropejskiego,  a  Sułtan  Galijew  stał  się  ofiarą  czystki,  gdy  próbował  go 

w  nią  włączyć.  Już  jednak  od  zjazdu  w  Baku  w  1920  r.  bolszewicy  zaczęli 

uświadamiać  sobie  nieoczekiwanąpopulamość  rewolucji  rosyjskiej  w  świecie 

pozaeuropejskim  i  dążyć  do  skanalizowania  energii  politycznej,  która  stąd  się 

brała - dodajmy, że bez powodzenia.

W  istocie,  bolszewickie  działania  były  spóźnione,  jeśli  chodzi  o  świat  eu­

ropejski.  Paneuropejskie  niebezpieczne  klasy  zostały  już  w  dużej  mierze  po­

skromione  dzięki  liberalnemu  kompromisowi,  a  bolszewickie  zagrożenie  przy­

background image

48 Immanuel Wallerstein

spieszyło  ten  proces  poprzez  wzmocnienie  siły  przetargowej  paneuropejskich 

klas  pracujących.  Tymczasem  wirus  nacjonalizmu  rozprzestrzenił  się  poza 

europejskie  „narody  historyczne”.  Od  początku  XX  w.  ruchy  i  powstania  na­

rodowe  pojawiały  się  nie  tylko  w  trzech  imperialnych  strukturach,  które  się 

ostały  -  Austro-Węgrach,  Rosj  i  i  Imperium  Otomańskim  -  ale  zaczęły  się  roz- 

wijać  w  Azji  (np.  w  Chinach,  Indiach  i  na  Filipinach),  Środkowym  Wschodzie 

(np.  Afganistanie,  Persji,  Egipcie),  Afryce  (południowoafrykańscy  Czarni)  oraz 
Ameryce Łacińskiej (np. Meksyku).

Lekcją,  którą  te  wszystkie  ruchy  wyniosły  z  rewolucji  rosyjskiej  było  to,  że 

pozaeuropejski  kraj  (za  który  wszystkie  te  ruchy  uważały  Rosję)  może  się 

wyzwolić  spod  kontroli  Europy,  przeprowadzić  industrializację  i  zdobyć  siłę 

militarną  (co  było  szczególnie  wyraźne  po  II  wojnie  światowej).  Podczas  gdy 
rewolucja  francuska  wzbudziła  nadzieję,  oczekiwania  i  coraz  większe  aspira­

cje  w  niebezpiecznych  klasach  świata  paneuropejskiego,  rewolucja  rosyjska 
wzbudziła je w niebezpiecznych klasach świata pozaeuropejskiego.

Ruch  dwudziestowieczny  miał  te  same  dwuznaczne  skutki,  co  dziewiętna­

stowieczny.  Mobilizacja  tego,  co  nazwano  ruchami  wyzwolenia  narodowego 

w  Azji,  Afryce  i  Ameryce  Łacińskiej  oznaczała,  że  ideologia  liberalna  musi 

zostać  zaprowadzona  globalnie,  podobnie  jak  jej  ustępstwa.  Globalny  libera­
lizm  przyjął  formę  samostanowienia  narodów  (dekolonizacji)  i  projektu  roz­

woju  ekonomicznego  krajów  słabiej  rozwiniętych  (coś  w  rodzaju  globalnego 

państwa  dobrobytu).  W  pewien  sposób  program  ten  był  tak  samo  istotny  i  sku­
teczny,  co  dziewiętnastowieczny  program  paneuropejski.  Tak,  jak  powszechne 

wyzwolenie  polityczne  stało  się  normą,  tak  samo  zakończyła  się  formalna  ko­

lonizacja.  Tak,  jak  wydawało  się,  że  paneuropejskie  klasy  pracujące  porzuciły 
ostatecznie  wszelkie  myśli  o  powstaniu,  tak  samo  zdawało  się,  że  państwa 

pozaeuropejskie  porzuciły  myśli  o  globalnej  wojnie  domowej.  Krótko  mówiąc, 

liberalny  cel  zorganizowania  porządku  politycznego  tak,  by  pomimo  ograni­

czonych  ustępstw  nie  poświęcić  zasadniczego  priorytetu  nieograniczonej  aku­
mulacji kapitału, wydawał się zrealizowany.

Wydawał  się  zrealizowany  do  czasu  światowej  rewolucji  1968  r.,  która 

odegrała  rolę  podobną  do  roli  rewolucji  1848  r.,  jeśli  chodzi  o  wpływ  na  geo- 

kulturę.  Światowa  rewolucja  1968  r.  była  z  jednej  strony  nawiązaniem  do  du­

cha  rewolucji  rosyjskiej,  a  z  drugiej  jego  modyfikacją,  tak  samo  jak  rok  1848 
wobec  rewolucji  francuskiej.  Skutki  były  jednak  odwrotne.  Podczas  gdy  w  wy­

niku  światowej  rewolucji  1848  r.  liberalizm  stał  się  fundamentem  geokultury 

systemu-świata,  światowa  rewolucja  1968  r.  doprowadziła  do  pozbawienia  go 

tej roli.

background image

Koniec marzeń czyli Raj utracony 49

Przede  wszystkim  uczestnicy  wydarzeń  1968  r.  krytykowali  leninizm  za 

kryptoliberalizm,  tak  jak  leninizm  krytykował  socjaldemokrację.  W  dodatku 

uderzali  właśnie  w  dominującą  rolę  liberalizmu  w  geokulturze  i  dążyli  do  po­

zbawienia  go  tej  pozycji.  Rewolucja  1968  r.,  podobnie  jak  rok  1848,  powinna 

być  analizowana  w  dwóch  przedziałach  czasowych:  bezpośrednich  zdarzeń 

i  konsekwencji  oraz  długofalowych  skutków.  Jako  ciąg  zdarzeń  trwający  kilka 
lat,  również  rozpaliła  się  bardzo  gwałtownie  (i  oczywiście  bardziej  globalnie 

niż  w  1848  r.)  i  wypaliła  niemal  tak  samo  szybko.  Ale  w  długim  okresie  jej 

efekty były niszczące dla systemu.

Detronizacja  liberalizmu  jako  samooczywistego  metajęzyka  systemu- 

świata  doprowadziła  do  wyswobodzenia  się  od  ideologii  liberalnej  zarówno 
konserwatystów,  jak  i  radykałów.  Świat  powrócił  do  potrójnego  podziału 
ideologicznego.  Odtworzona  prawica,  którą  czasem  nazywa  się  neokonser- 

watystami,  a  czasem  (co  jest  raczej  mylące)  neoliberałami,  opowiadała  się 

za  bardzo  tradycyjnym  konserwatyzmem  społecznym  -  centralną  społecz- 
no-moralną  rolą  kościoła,  lokalnych  notabli,  wspólnoty  oraz  patriarchalnym 

gospodarstwem  domowym  -  i  skrajnym  antywelfaryzmem,  co  mogłoby  od­

powiadać  konserwatystom  sprzed  1848  r.,  powierzchownie  połączonymi  z  na­

iwną  wolnorynkową  retoryką,  która  z  kolei  zaszokowałaby  ich  konserwa­

tywnych  poprzedników.  Rola  odgrywana  wcześniej  przez  liberalne  centrum 

została  częściowo  przejęta  przez  partie  wciąż  nazywające  się  socjaldemo­
kratycznymi,  które  w  znacznej  mierze  wyrzekły  się  wszelkich  pozostałości 

swojej  historycznej  opozycji  wobec  kapitalizmu  jako  systemu  i  otwarcie  uzna­

ły  benthamowsko-millowską  tradycję  reform  kierowanych  przez  specjalistów, 

łącząc to z lekko „społeczną” gospodarką.

Co  z  radykałami?  Okres  trzydziestu  lat  po  światowej  rewolucji  1968  r.  był 

okresem  rosnącego  zamętu.  Dla  różnych  maoistowskich  sekt  z  pierwszej  po­
łowy  lat  70.  rok  1968  był  raczej  nawiązaniem  do  1917,  sekty  te  szybko  jednak 

zniknęły.  Ruchy  tzw.  Nowej  Lewicy  były  zainteresowane  raczej  modyfikacją. 

Zaangażowały  się  jednak  w  ostre  walki  wewnętrzne,  dzieląc  się  na  tych,  któ­

rzy  dążyli  do  nowych  apokaliptycznych  zmian  oraz  tych,  którzy  byli  zaintere­

sowani  głównie  powrotem  do  reformistycznych  planów  polityki  państwowej. 
Ci ostatni zaczęli przeważać.

Ktoś,  kto  koncentruje  się  na  wewnętrznej  polityce  tych  „nowych”  ruchów, 

nie  widzi  lasu  zza  drzew.  Najistotniejszą  rzeczą  jaka  wydarzyła  się  w  trzy­

dziestoleciu  po  1968  r.  było  wycofanie  społecznego  poparcia  dla  tradycyjnych 

ruchów  antysystemowych  (tzw.  Starej  Lewicy)  we  wszystkich  częściach  świata, 
gdzie  były  u  władzy,  co  w  latach  70.  oznaczało  bardzo  wiele  miejsc  na  świe-

background image

50 Immanuel Wallerstein

cie.  Większość  obszarów  azjatyckich  i  afrykańskich  była  rządzona  przez  ru­

chy  wyzwolenia  narodowego.  Większość  obszarów  Ameryki  Łacińskiej  była 

rządzona  przez  populistyczne  rządy.  W  tzw.  bloku  socjalistycznym  rządziły 

partie  marksistowsko-leninowskie.  W  Europie  Zachodniej,  Ameryce  Północ­

nej  i  Australazji  partie  o  tradycjach  socjaldemokratycznych  (jeśli  uzna  się  de­

mokratycznych zwolenników Nowego Ładu w USA za wariant tej tradycji).

Kluczową  przyczyną  odwrócenia  się  od  tych  partii  było  rozczarowanie, 

poczucie,  że  miały  już  one  swoją  historyczną  szansę,  że  otrzymały  poparcie 

dla  swojej  dwustopniowej  strategii  zmian  (zdobycie  władzy  państwowej,  po­

tem  przemiany)  i  że  nie  spełniły  swoich  obietnic.  Wielu  ludzi  na  świecie  wy­

raźnie  czuło,  że  przepaść  między  bogatymi  a  biednymi  bynajmniej  się  nie 
zmniejszyła,  a  przeciwnie  -  pogłębia  się.  Po  100-200  latach  ciągłej  walki. 
Było  to  coś  więcej  niż  chwilowe  rozczarowanie  działaniami  takiego  czy  inne­

go  rządu.  Była  to  utrata  wiary  i  nadziei.  Jej  kulminacjąbył  spektakularny  (i  bez­
krwawy)  upadek  komunizmów  we  Wschodniej  i  Środkowej  Europie  oraz  by­

łym ZSRR.

Utarta  nadziei  była  odbiciem  poważnych  wątpliwości,  czy  polaryzacja  ist­

niejącego  systemu-świata  jest  w  jakikolwiek  sposób  samokorekcyjna  lub  czy 
można  jej  przeciwdziałać  za  pomocą  reformistycznych  działań  państwa.  Była 

to  utrata  wiary  w  zdolność  struktur  państwowych  do  realizacji  idei  wspólnego 

dobra.  Efektem  był  szeroko  rozpowszechniony  i  niesprecyzowany  antyetatyzm, 

nieznany  w  długim  okresie  między  1789  a  1968  r.  Pozbawiał  on  sił  oraz  wy­
wołał zarówno lęk, jak i niepewność.

Społeczny  antyetatyzm  był  ambiwalentny.  Z  jednej  strony  pociągał  za  sobą 

ogólną  delegitymizację  struktur  państwowych  i  zwrot  w  stronę  pozapaństwo­

wych  instytucji  solidarności  i  pragmatycznej  samoobrony.  Odrodzony  ruch 

konserwatywny  starał  się  wykorzystać  te  nastroje  w  celu  likwidacji  zasad  pań­

stwa  dobrobytu  i  napotkał  na  opór  niższych  warst  próbujących  utrzymać  swo­

je  zdobycze  oraz  sprzeciwiających  się  metodom,  które  w  rzeczywistości  jesz­

cze  bardziej  obniżyłyby  ich  realne  dochody  Wszędzie  tam,  gdzie  neoliberalne 

programy  wprowadzano  zbyt  intensywnie,  następowała  reakcja  wyborcza, 

czasem  dość  radykalna.  Mimo  tego  te  reakcje  wyborcze  to  tylko  działania 

obronne,  a  nie  triumfalne  chwile  nowych  przemian  społecznych.  Entuzjazmu 

nie ma. Brak nadziei i brak wiary jest trwały i ma destrukcyjne skutki.

Ten  trwały  antyetatyzm,  nie  będący  bynajmniej  triumfem  liberalizmu,  a  tym 

bardziej  nowego  konserwatyzmu,  delegityzmizując  struktury  państwowe  pod­

ważył  fundament  nowoczesnego  systemu-świata,  bez  którego  akumulacja  ka­

pitału  jest  niemożliwa.  Ideologiczne  peany  na  cześć  tzw.  globalizacji  to  łabę­

background image

Koniec marzeń czyli Raj utracony 51

dzi  śpiew  naszego  systemu.  Weszliśmy  w  fazę  jego  kryzysu.  Utrata  nadziei 

i  towarzyszący  jej  lęk  należą  zarówno  do  przyczyn,  jak  i  symptomów  tego 

kryzysu.

Epoka  rozwoju  narodowego  jako  możliwego  celu  zakończyła  się.  Oczeki­

wania,  że  możemy  zrealizować  cele  rewolucji  francuskiej  czy  rosyjskiej  po­

przez  zmianę  dotyczącą  tego,  kto  kontroluje  struktury  państwa,  napotykają 

teraz  na  szeroko  rozpowszechniony  sceptycyzm,  który,  jak  pokazała  historia, 

jest  uzasadniony.  Fakt,  że  większość  ludzi  nie  patrzy  już  optymistycznie  w  przy­

szłość  i  wykazuje  tym  samym  większą  cierpliwość  co  do  teraźniejszości,  nie 

znaczy  jednak,  że  zrezygnowali  oni  z  dążeń  do  świata  lepszego,  niż  obecny. 
Te  pragnienia  są  silniejsze  niż  kiedykolwiek,  co  sprawia,  że  brak  nadziei  i  wiary 

jest  tym  bardziej  rozpaczliwy.  Świadczy  to  o  tym,  że  wchodzimy  w  okres  przej­

ściowy.  Świadczy  również  o  tym,  że  będzie  to  czas  problemów,  czarny  okres, 

który będzie trwał tak długo, jak potrwa to przejście.

background image

sa

irodny okres przejściowy 

czyli Piekło na Ziemi

background image

Żyjemy  w  okresie  przejściowym  między  obecnym  systemem-światem,  kapita­

listyczną  gospodarką-światem,  a  innym  systemem-światem  (lub  systemami). 

Nie  wiemy,  czy  ten  system  będzie  lepszy,  czy  gorszy  Nie  dowiemy  się  tego, 

póki  nie  nastanie,  co  potrwa  jakieś  pięćdziesiąt  lat.  Wiemy,  że  będzie  to  okres 
trudny  dla  wszystkich.  Będzie  trudny  dla  wpływowych,  będzie  trudny  dla  zwy­

kłych  ludzi.  Będzie  to  okres  konfliktów  i  chaosu,  który  wielu  ludzi  będzie 

odczuwało  jako  załamanie  się  systemów  moralnych.  Będzie  to  jednak  okres, 

co  wcałe  nie  jest  paradoksalne,  w  którym  czynnik  „wolnej  woli”  osiągnie  mak­

simum,  co  znaczy,  że  indywidualne  i  zbiorowe  działania  będą  wywierać  więk­

szy  wpływ  na  przyszłą  organizację  świata  niż  w  bardziej  „normalnych”  cza­
sach,  tzn.  w  okresie  zwykłego  toku  rozwoju  systemu  historycznego.  Powiem 

kolejno o trudnościach ludzi wpływowych i trudnościach zwykłych ludzi.

Zacznijmy  od  tego,  co  wydaje  się  dzisiaj  najsilniejszym  elementem  nowo­

czesnego  systemu-świata,  a  co  w  rzeczywistości  jest  jego  najsłabszym  ogni­
wem:  ciągłej  żywotności  kapitalistycznego  sposobu  produkcji.  Kapitalizm  jest 
systemem,  który  umożliwia  i  ułatwia  nieograniczoną  akumulację  kapitału.  Robił 

to  skutecznie  przez  ostatnie  400-500  lat.  Oczywiście,  żeby  taki  system  trwał, 
kapitaliści  (a  przynajmniej  niektórzy  z  nich)  muszą  osiągać  wielkie  zyski. 

Osiągnięcie  wielkich  zysków  jest  trudniejsze,  niż  to  się  wydaje.  Przede  wszyst­

kim  nie  sprzyja  temu  konkurencja,  ponieważ  konkurenci  obniżają  ceny,  a  za­

tem również marżę zysku.

Produkcja  towaru  kosztuje  X  i  jest  on  sprzedawany  za  cenę  Y.  Zatem 

Y  -  X  =  zysk.  Wynika  stąd,  że  im  wyższe  Y  i  niższe  X,  tym  większy  zysk. 

W  jakim  stopniu  kapitalistyczna  firma  kontroluje  X  lub  Y?  Do  pewnego  stop­

nia,  ale  nie  całkowicie.  Ta  częściowa  kontrola  rodzi  podstawowe  dylematy 

działalności  kapitalistycznej,  zarówno  indywidualne,  jak  i  zbiorowe.  Można 

powiedzieć,  że  „ręka”  kierująca  podażą  i  popytem,  kosztami  i  ceną  nie  jest 

ani  całkiem  niewidzialna,  ani  całkiem  widzialna.  Jest  umiejscowiona  w  pogrą­
żonym  w  cieniu  obszarze,  który  Fernand  Braudel  określił  mianem  „nieprzej­

rzystych stref’ kapitalizmu.

Na  cenę,  jak  twierdzi  teoria  kapitalizmu,  ma  wpływ  przede  wszystkim  kon­

kurencja.  Wynika  stąd,  że  im  bardziej  rynek,  do  którego  mają  dostęp  określeni 

producenci,  jest  monopolistyczny,  tym  wyższą  cenę  może  wyznaczyć  sprzeda­

jący,  w  granicach  elastyczności  popytu.  Oczywiście  każdy  indywidualny  ka­

pitalista  dąży  do  zwiększenia  swojego  udziału  w  rynku,  nie  tylko  dlatego,  że 

zwiększa  to  całkowity  zysk  (zgodnie  z  bieżącą  stopą  zysku),  ale  również 

przyszłą  stopę  zysku.  Jest  równie  oczywiste,  że  stopień,  do  jakiego  indywidu­

background image

56 Immanuel Wallerstein

alny  kapitalista  może  zmonopolizować  dany  rynek,  zależy  w  dużej  mierze  od 

działań  państwa,  które  może  usankcjonować  monopol  wymuszając  go  albo 

nadając  licencje  i  patenty,  które  chronią  monopole.  Te  działania  państwa  mogą 

być  albo  bezpośrednie  (i  nazywane  „politycznymi”),  albo  długofalowe  i  po­

średnie.  Przykładem  tych  drugich  mogą  być  próby  narzucenia  określonego  ję­

zyka  lub  waluty  na  rynku  światowym.  Takie  działania  czasem  nazywa  się  efek­
tami  kulturowymi  albo  niewidzialną  ręką  światowego  rynku,  ale  ich  państwowe 

podłoże można zauważyć bez trudu.

Krótko  mówiąc,  ceny  to  w  dużej  mierze  polityczne  konstrukty  (z  pewną 

poprawką  z  uwagi  na  fakt,  że  żadne  pojedyncze  państwo  nie  jest  w  stanie 

totalnie  kontrolować  rynku  światowego),  co  oznacza,  iż  zakres,  w  którym  muszą 

mieścić  się  ceny,  jest  kształtowany  społecznie  (choć  jest  dość  szeroki).  Pań­

stwa  są  więc  istotne  dla  dążeń  kapitalistów  do  zwiększenia  Y,  ceny  sprzedaży. 

Nie  dowolne  państwa,  ale  państwa  silne,  w  których  mają  odpowiednią  pozycję 

i  wpływy.  Japońscy  kapitaliści  polegają  głownie  na  państwie  japońskim,  ale 

nie  tylko.  Mogąrównież  polegać  (w  mniejszym  lub  większym  stopniu)  na  np. 

Indonezji  lub  USA.  Chodzi  o  dwie  sprawy.  Wszyscy  kapitaliści  potrzebują 

jakiegoś  państwa  lub  państw.  Ich  konkurenci  mogą  polegać  na  innych  pań­

stwach.  Geopolityka  jest  ważnym  elementem  w  określaniu  tego,  jak  poszcze­
gólni producenci mogą zwiększać swoje ceny sprzedaży.

Kapitalistyczni  teoretycy,  począwszy  od  Adama  Smitha,  potępiają  „mie­

szanie  się”  państwa  w  gospodarkę  i  twierdzą,  że  ta  ingerencja  ma  negatywny 

wpływ  na  stopy  zysku.  Ponieważ  kapitalistyczni  przedsiębiorcy  zupełnie  nie 

zawracają  sobie  głowy  tą  teorią  (za  wyjątkiem  momentów,  gdy  przekonują,  że 

teoria  ta  wpłynęłaby  negatywnie  na  ich  bezpośrednich  konkurentów),  myślę, 
że możemy spokojnie przyjąć, iż chodzi o zamydlenie nam oczu.

Ceny  sprzedaży  sąjednak  funkcjądwóch  elementów:  nie  tylko  stopnia  mo­

nopolizacji  możliwego  rynku,  ale  również  efektywnego  popytu  na  tym  rynku. 

Powoduje  to  kolejny  dylemat  -  napięcie  między  wypłacaniem  płac,  co  zwięk­

sza  światową  konsumpcję,  a  niewypłacaniem,  co  zwiększa  oszczędności/in­
westycje.  Im  wyższa  konsumpcja,  tym  wyższy  bieżący  efektywny  popyt;  im 

większe  oszczędności/inwestycje,  tym  większa  akumulacja  kapitału.  To  czę­

ściowo  problem  celów  w  różnych  okresach,  a  częściowo  doraźnych  interesów 
różnych  grup  kapitalistów.  Bez  wątpienia  jest  to  stary  problem,  ale  dzisiaj  stał 
się  szczególnie  dotkliwy  z  uwagi  na  jego  wpływ  na  koszty  produkcji.  Osta­

tecznie  efektywny  popyt  jest  funkcją  łącznych  wydatków  na  płace,  ponieważ 

na  końcu  każdego  łańcucha  towarowego  są  zawsze  indywidualni  konsumenci. 

Wynika  stąd  paradoks,  że  im  wyższe  koszty  wynagrodzeń  ogółem,  tym  wy­

background image

Trudny okres przejściowy czyli Piekto na Ziemi 57

ższe  potencjalne  zyski,  a  im  niższe  koszty  wynagrodzeń  ogółem,  tym  wyższe 

doraźne  zyski.  Pierwsze  stwierdzenie  jest  prawdą  dla  gospodarki-świata  jako 

całości, drugie dla indywidualnych firm.

Przyjrzyjmy  się  X,  kosztom  produkcji.  Można  je  podzielić  na  trzy  ogólne 

elementy:  koszty  wynagrodzeń,  podatki  i  opłaty  oraz  zakup  maszyn  i  nakłady. 

Koszty  zakupu  maszyn  i  nakładów  oczywiście  skłaniają  producentów  do  szu­

kania  technologii  je  obniżającej.  Przeciwstawiają  jednak  również  daną  grupę 

kapitalistycznych  producentów  wszystkim  innym.  Im  niższy  Y  innych,  tym 

niższy  X  tej  grupy.  Częściowo  ma  na  to  wpływ  polityczna  aktywność  danej 

grupy  producentów,  którzy  są  skłonni  przeciwstawiać  się  tym  działaniom  pań­

stwa,  które  podwyższają  ceny  sprzedaży  u  innych  grup  producentów.  Obniża­

nie  kosztów  nakładów  nie  musi  jednak  prowadzić  do  zwiększenia  zysków, 

ponieważ  dzięki  konkurencji  rynkowej  może  zaledwie  obniżyć  ceny  sprzeda­

ży, pozostawiając marżę zysku niezmienioną lub prawie niezmienioną.

Kapitalistyczni  producenci  poświęcają  wiele  wysiłku  próbom  obniżenia 

kosztów  wynagrodzeń  oraz  tych  związanych  z  podatkami  i  opłatami.  To  kolej­

ny  dylemat.  Jeśli  koszty  wynagrodzeń  spadłyby  do  zera,  marża  zysku  bez  wąt­

pienia  poszybowałaby  w  górę,  ale  średniookresowy  wpływ  na  efektywny  po­

pyt  byłby  katastrofalny.  To  samo  dotyczy  podatków  i  opłat.  Podatki  to  wydatki 

na  usługi,  których  potrzebują  producenci,  łącznie  z  działaniami  państwa  na­

kierowanymi  na  zapewnienie  częściowej  monopolizacji  rynków,  służącymi  ich 

określonej  grupie.  Zatem  zbyt  niska  stopa  podatkowa  miałaby  również  nega­

tywne  skutki.  Z  drugiej  strony  wzrost  kosztów  wynagrodzeń  oraz  podatków 

i  opłat  uderza  w  marżę  zysku.  Producenci  muszą  lawirować  między  Scyllą 

i  Harybdą*.  W  istocie  jest  to  sprawdzian  sukcesu,  gra,  w  której  wygrywa  naj­
lepiej przystosowany i/lub ktoś, kto ma najlepsze znajomości polityczne.

Nie  interesująnas  tutaj  mechanizmy,  dzięki  którym  poszczególni  kapitali­

ści  starają  się  odnieść  większe  sukcesy  niż  inni  w  tej  trudnej  grze,  ale  ogólne 

trendy  historyczne.  W  ostatnich  10-20  latach  byliśmy  świadkami  zmasowane­

go  ataku  ideologicznego,  którego  celem  było  obniżenie  kosztów,  a  ponieważ 

atak  ten  wydaje  się  być  skuteczny,  zapominamy  o  fakcie,  że  niedawny  spadek 
płac,  podatków  i  opłat  jest  krótkookresowy  i  nieduży  na  tle  długiego  okresu, 
ich  trwałego,  historycznego,  globalnego  wzrostu  i  to  z  przyczyn  struktural­

nych.

Potwory z mitologii greckiej czyhające na żeglarzy po obu stronach cieśniny, w oko­

licach przylądka Skylla w północno zachodniej Grecji, (przyp. red.)

background image

58 Immanuel Wallerstein

Część  wartości  dodatkowej,  która  trafia  do  indywidualnych  pracowników 

w  formie  płac  przekraczających  ich  społecznie  definiowane  koszty  reproduk­
cji  to  wynik  walki  klasowej  toczonej  w  miejscu  pracy  i  na  arenie  politycznej. 

Schemat  jest  następujący.  Lokalna  grupa  pracowników  organizuje  się  albo 

w  miejscu  pracy  albo  na  arenie  politycznej,  albo  w  obu  tych  sferach,  oraz  spra­
wia,  że  dla  producenta  koszty  niepodniesienia  płac  są  wyższe  niż  koszty  ich 
podniesienia,  przynajmniej  w  krótkim  okresie.  Oczywiście  wzrost  kosztów 

wynagrodzeń  oznacza  zwiększenie  efektywnego  popytu,  a  zatem  sprzyja  pew­

nej  grupie  producentów,  ale  niekoniecznie  tej,  która  podnosi  płace.  Jeśli  ta 

zwyżka  zaczyna  być  dla  danej  grupy  producentów  zbyt  uciążliwa  i  nie  potra­

fią  przeciwstawić  się  jej  politycznie,  mogą  próbować  przenieść  część  lub  ca­

łość  produkcji  do  rejonów,  w  których  płace  są  niższe,  co  oznacza,  że  z  jakichś 

powodów pracownicy są tam politycznie słabsi.

Koszty  pracy  w  rej  onie,  do  którego  przenoszona  jest  produkcj  a,  muszą  być 

znacznie  niższe,  ponieważ  producent  ponosi  nie  tylko  koszty  zmiany  lokaliza- 

cji  (koszt  jednorazowy),  ale  niemal  na  pewno  także  wyższe  koszty  transakcji 

(koszty  długofalowe).  Dlatego  właśnie  produkcja  jest  przenoszona  (co  ma 
miejsce  zwłaszcza  w  cyklicznych  okresach  spadkowych)  do  najbliższych  re­

jonów,  w  których  pracownicy  sąpolitycznie  słabi,  docierając  w  końcu  do  tych, 

w  których  są  najsłabsi.  Z  historycznego  punktu  widzenia  najsłabsza  grupa  pra­

cowników  to  ci,  którzy  niedawno  trafili  do  miejskich  ośrodków  produkcji 

(a  przynajmniej  takich,  gdzie  dochody  są  wyższe)  z  obszarów  wiejskich  oraz 
tych,  gdzie  dochody  są  niższe.  Powody  początkowej  słabości  politycznej  są 

zarówno  kulturowe,  jak  i  ekonomiczne.  Jeśli  chodzi  o  kulturę,  ma  miejsce  pewna 

dezorientacja  i  dezorganizacja  będąca  skutkiem  migracji  siły  roboczej;  w  do­
datku  pracownicy  ci  są  niezorientowani  w  lokalnej  polityce  albo  nie  mają  wpły­

wów  politycznych.  Jeśli  chodzi  o  przyczyny  ekonomiczne,  ich  płace  w  miej­
skich  ośrodkach  produkcji,  które  według  ogólnych  standardów  są  bardzo  niskie, 
są  wyższe  niż  wcześniejsze  dochody  na  terenach  wiejskich  albo  dochody  do­

stępne ze względów politycznych.

Żadna  z  przyczyn  słabości  politycznej  nie  jest  długotrwała.  Można  zaryzy­

kować  stwierdzenie,  że  dowolna  grupa  pracowników  w  takiej  sytuacji  jest 
w  stanie  poradzić  sobie  z  nimi  w  okresie  30-50  lat,  a  obecnie  jeszcze  szybciej. 

Oznacza  to,  że  z  punktu  widzenia  producentów  przenoszących  produkcję  ko­

rzyści  są  tylko  chwilowe  i  jeśli  mają  potrwać  dłużej,  trzeba  brać  pod  uwagę 

średniookresowe  przenoszenie  produkcji.  W  istocie  dzieje  się  tak  w  kapitali­

stycznym  systemie-świecie  od  500  lat.  Mimo  tego  krzywa  przedstawiająca 

procent  obszarów  na  świecie,  do  których  można  przenieść  produkcję,  osiąga

background image

Trudny okres przejściowy czyli Piekło na Ziemi 59

asymptotę,  tak  jak  wiele  innych  krzywych  obrazujących  trendy  systemowe. 

Takich  obszarów  jest  coraz  mniej.  Nazywa  się  to  procesem  deruralizacji,  a 

jego  tempo  jest  oszałamiające.  Natomiast  miarę,  jak  zmniejsza  się  ilość  tych 

obszarów,  ogólnoświatowa  siła  przetargowa  pracowników  rośnie.  Rezultatem 

jest  globalny  trend  wzrostu  kosztów  wynagrodzeń.  Gdyby  ceny  mogły  rosnąć 

dowolnie,  nie  byłby  to  problem.  Tak  jednak  nie  jest  z  uwagi  na  ograniczenia 

narzucane przez konkurencję i zdolność państw do narzucania monopolizacji.

kosztach  pracy  często  mówi  się  w  kategoriach  czegoś,  co  określa  się 

mianem wydajności produkcji. Czym jest wydajność? Częściowo chodzi

0  lepszą  technologię,  ale  częściowo  także  o  chęć  pracowników  do  wykonywa­
nia  pracy  w  odpowiednio  szybkim  tempie.  Jakie  powinno  być  to  tempo?  Dok­

tryna  tayloryzmu  mówiła,  że  maksymalne  -  na  tyle,  na  ile  to  fizycznie  możli­

we.  Tempo  to  nie  powinno  jednak  powodować  szkód  w  organizmie  pracownika. 

Jeśli  je  powoduje,  to  takie  krótkookresowe  przyspieszenie  tempa  powoduje 
długookresowe  obniżenie  zdolności  organizmu  do  przeżycia.  Nawet  w  kate­
goriach  krótkookresowych  kosztów  ekonomicznych  i  z  punktu  widzenia  pra­

codawcy,  maksymalne  tempo  pracy  na  godzinę  może  nie  być  optymalne  na 

tydzień  czy  miesiąc.  W  tym  miejscu  pojawia  się  jednakże  konflikt  wartości: 

np.  wartość  psychicznej  przyjemności  z  „czasu  wolnego”  dla  pracownika  w  opo­
zycji  do  potrzeb  pracodawcy.  Pracodawca  może  mieć  nadzieję,  że  wzbudzi 

w  pracowniku  (jako  zachętę)  psychicznąprzyjemność,  „satysfakcję  z  pracy”, 

ale  musi  być  skłonny  organizować  pracę  tak,  żeby  jej  wykonywanie  dostar­

czało  jakiejś  „satysfakcji”.  Problem  staje  się  więc  polityczny  i  jest  rozwiązy­

wany  dzięki  sile  przetargowej.  Zatem  wydajność  prowadzi  nas  z  powrotem  do 
politycznej siły pracy.

Ten  sam  problem  asymptoty  ograniczającej  trend  widzimy  w  przypadku 

podatków  i  opłat.  Podstawowa  przyczyna  historycznego  trendu  wzrostu  kosz­

tów  związanych  z  podatkami  i  opłatami  to  zbieg  dwóch  rodzajów  presji:  kapi­
taliści  żądają  od  państwa  coraz  większej  ilości  usług  i  redystrybucji  finanso­
wej,  a  z  drugiej  strony  cała  reszta  ludności  wysuwa  żądania,  które  możemy 

objąć  wspólną  kategorią  „demokratyzacji”.  Przejawia  się  ona  m.in.  jako  żąda­

nia  coraz  większej  ilości  usług  i  redystrybucji  finansowej.  Krótko  mówiąc, 

wszyscy chcą, żeby państwa wydawały więcej - nie tylko pracownicy, ale
1 kapitaliści.  Jeśli  państwa  mają  wydawać  więcej,  podatki  i  opłaty  muszą  być 
wyższe.  W  rezultacie  mamy  wyraźną  sprzeczność:  jako  odbiorcy  państwo­

wych  wydatków  podatnicy  żądaj  ą  więcej,  j  ako  źródło  dochodów  państwa  chcą 

płacić  mniej,  co  narasta  w  miarę,  jak  rośnie  procent  podatku  nałożonego  na  ich

background image

60 Immanuel Wallerstein

dochody.  Presja  na  państwo,  by  wydawało  więcej,  a  jednocześnie  obniżało 

podatki, to problem znany jako „kryzys finansów państwa”.

Jest  też  trzecia  krzywa,  która  osiąga  asymptotę.  To  krzywa  zaniku  warun­

ków  możliwych  do  życia.  Żądania  przeciwdziałania  niszczeniu  środowiska 

stały  się  w  ostatnich  dziesięcioleciach  bardzo  głośne.  Jest  tak  nie  dlatego,  że 

nowoczesny  system-świat  stał  się  nagle  destruktywny,  ale  dlatego,  że  „roz­

wój”  jest  większy  i  stąd  więcej  zniszczeń,  a  także  dlatego,  że  zniszczenia  te 

osiągnęły  po  raz  pierwszy  dwie  asymptoty:  przekroczyły  granicę  poważnych 

(w  niektórych  przypadkach  nieodwracalnych)  szkód  oraz  wyczerpania  się  za­
sobów,  ale  nie  tyle  ekonomicznych,  co  społecznych.  Zatrzymajmy  się  przy  tej 

drugiej  asymptocie.  Gdyby  wszystkie  drzewa  na  planecie  zostały  wycięte, 

możliwe  byłoby  zastąpienie  produktów  drzewnych  ich  sztucznymi  substytuta­
mi,  ale  ich  wartość  estetyczna  jako  elementu  naszego  otoczenia,  tzn.  dobro 

społeczne, nie zostałaby w ten sposób odzyskana.

Głównym  powodem  tego,  że  kapitalizm  jako  system  jest  tak  destruktywny 

dla  biosfery  jest  fakt,  iż  dla  producentów,  którzy  osiągają  zyski  powodując 

szkody,  nie  tylko  nie  są  one  częścią  kosztów  produkcji,  ale  przeciwnie,  ozna­
czają  obniżenie  kosztów.  Jeśli  na  przykład  producent  wyrzuca  odpady  do  rze­

ki,  zanieczyszczając  ją  w  ten  sposób,  oszczędza  na  bezpieczniejszych  dla  śro­
dowiska,  ale  bardziej  kosztownych  formach  pozbywania  się  odpadów. 

Producenci  robią  to  od  500  lat,  a  skala  tego  zjawiska  rośnie  wraz  z  rozwojem 

gospodarki.  W  neoklasycznej  ekonomii  nazywa  się  to  ekstemalizacją  kosz­

tów.  Zwykle  twierdzi  się,  że  dzięki  temu  wytwarzane  są  dobra  publiczne,  ale 
faktycznie  „wytwarzane”  są  raczej  szkody  społeczne,  a  nie  dobra.  Ekstemali- 
zacja  kosztów  to  po  prostu  ich  przeniesienie  albo  na  państwo,  albo  na  „społe­

czeństwo”, co znacząco zwiększa stopę zysku producenta.

Obecnie,  kiedy  proces  ten  stał  się  jednym  z  głównych  problemów  politycz­

nych,  państwa  znalazły  się  pod  presją,  jeśli  weźmiemy  pod  uwagę  kwestię 
ochrony  środowiska.  Sęk  w  tym,  że  każde  rozwiązanie  problemu  musi  znaczą­

co  zwiększyć  koszty  producentów  -  albo  bezpośrednio,  poprzez  zmuszenie 

ich  do  internalizacji  kosztów,  albo  pośrednio,  poprzez  podniesienie  podatków 

i  opłat,  dzięki  którym  państwa  mogą  usuwać  szkody  -  albo  też,  co  jest  najbar­

dziej  prawdopodobne,  przez  kombinację  obu  metod.  Gdyby  środki  potrzebne 

na  usuwanie  szkód  i  zapobieganie  im  były  niewielkie,  moglibyśmy  uznać  je  za 

jeszcze  jeden  pomniejszy  koszt  związany  ze  świadczeniami  socjalnymi,  na­

rzucony  kapitalistycznym  producentom.  Takjednak  nie  jest,  są  one  gigantycz­

ne  i  ciągle  rosną.  Co  więcej,  zwiększają  zarówno  presję  na  zyski  producen­

tów,  jak  i  pogłębiają  kryzys  finansów  państwa,  chociaż  trzeba  dodać,  że  jak

background image

Trudny okres przejściowy czyli Piekło na Ziemi 61

dotąd  problemami  ekologicznymi  jeszcze  poważnie  się  nie  zajęto.  Jeśli  opinia 

publiczna  zostanie  poruszona  jakimś  bardziej  palącym  problemem,  np.  szyb­

szym  powiększaniem  się  dziury  ozonowej,  wymagającym  większych  wydat­

ków,  możemy  się  spodziewać  poważnego  wzrostu  presji  na  zyski  i  kryzysu 

finansów państwa.

Powtórzmy  -  istnieje  długookresowy,  ogólnoświatowy  trend  wzrostu  kosz­

tów  wynagrodzeń  producentów,  biorący  się  z  długookresowego  zwiększania 

się  siły  przetargowej  pracowników  (co  jest  głównie  konsekwencją  procesu  de- 

ruralizacji  świata).  Istnieje  ogólnoświatowy  trend  wzrostu  wydatków  państwa 

będący  efektem  presji  ze  strony  zarówno  kapitalistycznych  producentów,  jak 

i  pracowników,  co  zwiększa  koszty  związane  z  podatkami  i  opłatami  produ­
centów.  Istnieje  ogólnoświatowy  trend  rosnącej  presji  na  naprawę  szkód  eko­
logicznych  i  ochronę  środowiska,  co  może  zwiększyć  podatki  i  opłaty  oraz 

inne  koszty  działalności  gospodarczej.  Oczywiście  tym,  czego  potrzebują  ka­

pitaliści,  jest  osłabienie  pozycji  przetargowej  pracowników,  obniżenie  podat­

ków  i  opłat  bez  ograniczenia  usług  (bezpośrednich  i  pośrednich)  dostarcza­

nych  przez  państwo  oraz  ograniczenie  internalizacji  kosztów.  Rzecz  jasna,  to 

jest  właśnie  program  neoliberalizmu,  który  odnosił  sukcesy  w  ostatnim  dzie­

sięcioleciu.

Ma  on  jednak  dwa  poważne  ograniczenia.  Umacnianie  się  pozycji  przetar­

gowej  pracowników  to  trend  długookresowy  oraz  strukturalny  i  musi  prowa­
dzić  -już  prowadzi  -  do  poważnego  zwrotu  przeciwko  neoliberalizmowi  na 

poziomie  politycznych  działań  państw.  Po  drugie,  co  jest  o  wiele  ważniejsze, 

kapitalistyczni  producenci  potrzebują  państwa  o  wiele  bardziej  niż  pracowni­

cy,  a  ich  głównym  długofalowym  problemem  nie  będzie  zbytnia  siła  struktur 
państwowych,  ale  ich  załamywanie  się,  po  raz  pierwszy  od  500  lat.  Bez  sil­

nych  państw  nie  będzie  relatywnych  monopoli,  a  kapitaliści  będą  odczuwać 

negatywne  skutki  konkurencyjnego  rynku.  Bez  silnych  państw  nie  będzie  prze­
pływu  finansów  do  producentów,  w  którym  pośredniczy  państwo,  ani  sankcjo­

nowanej przez państwo ekstemalizacji kosztów.

Z  jakich  względów  jednak  państwa  stają  się  coraz  słabsze?  Obserwatorzy 

twierdzą,  że  dlatego,  iż  korporacje  ponadnarodowe  są  teraz  naprawdę  global­

ne  i  mogą  im  się  przeciwstawić.  Ponadnarodowy  charakter  firm  nie  jest  jednak 

niczym  nowym,  tyle  że  mówi  się  o  nim  więcej.  Ponadto  zakłada  się,  że  korpo­
racje  ponadnarodowe  chcą  osłabienia  państw,  co  jest  po  prostu  nieprawdą.  Nie 

przetrwałyby  bez  silnych  struktur  państwowych,  a  zwłaszcza  silnych  struktur 

państwowych  w  krajach  centrum.  Silne  państwa  są  ich  gwarantem  oraz  klu­

czowym  czynnikiem  w  osiąganiu  wysokich  zysków.  Państwa  słabną  nie  dzięki

background image

62 Immanuel Wallerstein

sile  ideologii  liberalizmu  i  korporacji  ponadnarodwych,  ale  wskutek  załama­

nia  się  ideologii  liberalizmu  i  słabości  korporacji,  czego  przyczyny  zostały 

omówione  wcześniej.  Ideologia  liberalizmu  była  globalną  geokulturą  od  poło­
wy  XIX  w.  Dopiero  w  ostatnich  20  latach  przestała  być  zdolna  do  legitymizo­

wania  struktur  państwowych,  a  to  właśnie  ta  zdolność  hamowała  presję  ze 

strony  pracowników  przez  ponad  100  lat.  Globalny  liberalizm  oferował  refor­
my,  polepszenie  sytuacji  oraz  zmniejszenie  polaryzacji  społecznej  i  ekono­

micznej  kapitalistycznego  systemu-świata.  Stracił  swój  urok  dlatego,  że  w  ciągu 

ostatnich  20  lat  uświadomiono  sobie,  że  nie  tylko  nie  zmniejszył  tej  polaryza­
cji,  ale  że  historia  ostatnich  125  lat  (a  w  istocie  ostatnich  500),  to  historia 

stałego  zwiększania  się  polaryzacji  na  poziomie  globalnym,  która  nadal  szyb­

ko się powiększa

5

.

Skutki  globalnej  presji  na  zyski  dałoby  się  być  może  niwelować  dzięki 

interwencji  silnych  państw.  To  jednak  żadna  pociecha  dla  kapitalistycznych 

producentów,  ponieważ  władza  państw  (i  wola)  zanika.  Zewsząd  słyszymy 
głosy  na  rzecz  antyetatyzmu.  Neoliberalny  anty  etatyzm  jest,  moim  zdaniem, 

częściowo  obłudny,  a  częściowo  autodestruktywny.  Konserwatywny  antyeta- 

tyzm  ma  na  celu  osłabienie  siły  przetargowej  światowej  siły  roboczej.  Naj­

ważniejszy  jest  jednak  antyetatyzm  samego  świata  pracy,  będący  skutkiem 
rozczarowania  reformistycznym  programem  państw  liberalnych  (przybierają­

cym  postać  umiarkowanego  zachodniego  modelu  „społecznej  gospodarki  ryn­

kowej”,  albo  obecnie  zdyskredytowanego  modelu  sowieckiego,  albo  trzecio- 

światowego modelu „rozwojowego”).

Słabość  korporacji  ponadnarodowych  bierze  się  z  coraz  większej  demo­

kratyzacji  świata  i  związanej  z  nią  delegitymizacji  państw.  Świat  pracy  oczy­

wiście  nadal  będzie  walczył  o  zachowanie  korzyści  z  redystrybucji  prowadzo­

nej  przez  państwa.  Ale  nie  legitymizuje  już  państw,  ani  nie  oczekuje  od  nich 
reform,  które  prowadziłyby  do  zmniejszenia  ogólnoświatowej  polaryzacji. 
Właśnie,  dlatego  wchodzimy  w  okres  problemów,  czy  też  okres  przejściowy 

systemu-świata.

Oprócz  neoliberalizmu  istnieje  też  inny  program  będący  odpowiedzią  na 

presję  na  zyski:  rozpowszechnianie  się  mafijności.  Mafie  nie  są  dwudziesto­
wiecznym  wynalazkiem.  Zawsze  były  nieodłącznym  elementem  nowoczesne­

go  systemu-świata.  Mówiąc  „mafia”,  mam  na  myśli  tych,  którzy  dążą  do  osią­

5

 

Omówienie historycznej roli liberalizmu oraz jego obecnej sytuacji znajduje się 

w pracy After Liberalism, Nowy Jork 1995.

background image

Trudny okres przejściowy czyli Piekto na Ziemi 63

gnięcia  zysków  dzięki  uchylaniu  się  od  przepisów  prawnych  i  podatkowych 

albo  wymuszeniom,  i  którzy  są  gotowi  używać  przemocy,  łapówek  i  korupcji 

w  strukturach  państwowych  na  dużą  skalę,  żeby  zapewnić  sobie  akumulację 

kapitału.  Granica  między  mafiami  a  tymi,  których  w  XIX  w.  nazywano  „reki­

nami  finansjery”  jest  niezbyt  wyraźna.  Możemy  tylko  stwierdzić,  że  mafie 

należą  do  głównych  podmiotów  akumulujących  kapitał  oraz  że  czołowi  „aku- 
mulatorzy”,  mafijni  albo  legalni,  z  technicznego  punktu  widzenia,  zawsze  ak­

tywnie  dążą  do  usankcjonowania  swojego  bogactwa,  szczególnie  w  drugim 

pokoleniu.

Oczywiście  silne  państwa  są  dla  mafii  ograniczeniem,  dlatego  starają  się  je 

osłabić.  Zazwyczaj  po  upływie  pewnego  czasu  osiągano  pewną  równowagę, 
w  której  mafie  pozostawały  na  marginesie  procesu  akumulacji  kapitału  i  ule­
gały  samolikwidacji  poprzez  indywidualne  przechodzenie  mafiosów,  którzy 

odnieśli  sukces  (albo  ich  potomków)  na  pozycje  usankcjonowanego  bogactwa 
i  władzy  -  choć  oczywiście  mafie  zawsze  odtwarzały  się  w  innej  części  go- 

spodarki-świata.

Obecnie  sytuacja  się  zmieniła,  dlatego  właśnie  globalne  media  są  pełne 

dyskusji  na  temat  mafii.  Biurokracje  i  politycy  słabych  państw  (a  w  pewnym 

stopniu  także  silnych),  słabnących  jeszcze  bardziej  i  tracących  legitymację 

społeczną  (co  powoduje,  że  znika  też  społeczna  kontrola),  w  wielu  przypad­

kach  łączą  swoje  interesy  z  interesami  pozapaństwowych  mafii.  Czasem  roz­

różnianie  tych  dwóch  grup  może  nie  mieć  po  prostu  sensu.  To  wymieszanie  się 

ról  może  chwilowo  rozwiązać  problem  presji  na  zyski,  ale  jeszcze  bardziej 

delegitymizuje państwa.

Na  razie  przeanalizowaliśmy  problemy  wpływowych.  Co  natomiast  ze  zwy­

kłymi  ludźmi?  Na  początku  trzeba  zauważyć,  że  „zwykli  ludzie”  to  niejedno­

rodna  kategoria.  Są  to  ludzie  z  różnych  kontynentów  i  kultur,  mający  różny 

poziom  dochodów.  Nie  jest  to  bynajmniej  hegemoniczna  grupa.  Główną  być 

może  jedyną  rzeczą  która  ich  łączy,  jest  to,  że  pojedynczo  nie  są  silni,  tzn.  nie 

są  w  stanie  wygrywać  w  konfliktach  z  ludźmi  wpływowymi,  korzystając  z  ukła­
dów  niewidocznych  dla  opinii  publicznej,  długów,  które  inni  są  im  winni  oraz 

stosowania  różnego  rodzaju  gróźb  zmuszających  innych  do  podejmowania 

decyzji  na  ich  korzyść.  Wpływowi  mająwładzę,  to  właśnie  czyni  ich  wpływo­

wymi.

Zwykli  ludzie  polegają  albo  na  zbiorowych  wpływach  poprzez  mechani­

zmy  państwowe,  albo  na  klientelizmie  wobec  wpływowych,  albo  tworzeniu 

pozapaństwowych  struktur  samoobrony.  Zwracając  się  przeciwko  państwu,  co 

jest  rezultatem  rozczarowania  jego  nieefektywnością  jeśli  chodzi  o  realizację

background image

64 Immanuel Wallerstein

ich  interesów,  zmniejszają  jego  zdolność  do  spełniania  ich  żądań.  To  błędne 

koło.  Oznacza  to,  że  zamiast  polegać  na  zmienianiu  decyzji  politycznych,  zwykli 

ludzie  będą  musieli  polegać  na  indywidualnym  klientelizmie  albo  pozapań­
stwowej  samoobronie,  tudzież  kombinacji  obu.  Chcę  zwrócić  uwagę,  że  jest  to 

odwrócenie  trendu  sekularnego,  którym  przez  prawie  500  lat  było  redukowa­
nie  roli  kłientelizmu  i  pozapaństwowej  samoobrony  jako  sposobów,  dzięki  któ­

rym  zwykli  ludzie  mogą  chronić  swoje  interesy.  W  istocie  ideologowie  nowo­
czesności  wychwalali  ten  proces  i  często  mierzyli  efektywność  poszczególnych 

państw  stopniem,  do  którego  są  w  stanie  zredukować  klientelizm  i  pozapań­

stwowe  mechanizmy  w  obrębie  swoich  granic.  Brzmi  to  dzisiaj  fałszywie,  kie­

dy ten trend ulega odwróceniu.

Dla  zwykłych  ludzi  największym  i  najbardziej  bezpośrednim  skutkiem  końca 

legitymacji  państwa  jest  lęk  -  lęk  o  środki  do  życia,  o  osobiste  bezpieczeń­

stwo,  o  przyszłość  swoją  i  swoich  dzieci.  Strach,  jak  wiemy,  często  nie  jest 

mądrym  doradcą.  Widzimy  objawy  tego  lęku  w  przypadku  dwóch  spraw,  o  któ­

rych  media  informują  nas  regularnie:  przestępczości  i  tzw.  konfliktów  etnicz­

nych. Przyjrzyjmy się im obu.

Dosłownie  wszędzie,  na  ile  jestem  w  stanie  to  stwierdzić,  mówi  się  o  ro­

snącej  liczbie  przestępstw  i  ich  coraz  większej  brutalności.  Częściowo  jest  to 

prawdopodobnie  trafną  obserwacją  empiryczną,  ale  chodzi  głównie  o  nasta­

wienie  ludzi.  Jak  dawno  temu  stwierdzili  Thomasowie:  „Jeśli  ludzie  uważają 

jakąś  sytuację  za  realną,  jest  realna,  jeśli  chodzi  o  konsekwencje”.  Kiedy  w  prze­

konaniu  ludzi  następuje  wzrost  liczby  przestępstw  wtedy,  działajądo  tego  od­

powiednio,  co  zazwyczaj  oznacza  trzy  rzeczy.  Unikają  miejsc  uważanych  za 

opanowane  przez  przestępczość,  co  w  rezultacie  rzeczywiście  sprawia,  że  te 

miejsca  opanowuje  przestępczość.  Naciskają  na  państwa,  żeby  nasiliły  dzia­

łania  represyjne  i  penalizacyjne,  co  w  końcu  przeciąża  system,  zarówno  w  ka­
tegoriach  legitymizacji,  jak  i  finansów,  a  to  w  długim  okresie  jest  czynnikiem 
raczej  zwiększającym  niż  ograniczającym  przestępczość.  Zaczynająteż  chro­

nić  się  sami.  Kupująbroń,  organizują  patrole  obywatelskie,  budują  ogrodze­
nia.  Te  działania,  nawet  jeśli  nieco  zmniejszają  bezpośrednie  zagrożenie,  zmie- 

niająjakość życia wszystkich i podważają poczucie wspólnoty.

To  wszystko  dzieje  się  w  krajach  bogatych  i  w  krajach  biednych.  Być  może 

są  jakieś  wyjątki,  ale  jest  to  jedna  z  kluczowych  kwestii  ostatniego  trzydzie­

stolecia.  I  znowu-popatrzmy,  jak  zmienia  to  trend.  Koncepcja  sił  policyjnych 

sięga  początków  XIX  w.  Cały  pomysł  polegał  na  skończeniu  z  atmosferą  stra­

chu  prowadzącą  do  indywidualnego  zapewniania  sobie  ochrony.  Koncepcja 

rozprzestrzeniła  się  na  system-świat  i  sięgnęła  szczytu  prawdopodobnie  w  dwu-

background image

Trudny okres przejściowy czyli Piekło na Ziemi 65

dziestopięcioleciu  po  II  wojnie  światowej.  Obecnie  ten  trend  wyraźnie  zmie­

nia kierunek.

Szerzenie  się  przestępczości,  drobnej  i  poważnej,  osłabia  państwa,  nie 

z  uwagi  na  same  przestępcze  działania,  ale  raczej  społeczne  reakcje  na  nie. 

Przejawiają  się  one  w  zniecierpliwieniu  nieudolnością  państw  w  tym  wzglę­

dzie.  Co  więcej,  jeśli  ludzie  inwestująw  pozapaństwową  samoobronę,  nie  widzą 

większego  sensu  w  płaceniu  podatków,  które  miałyby  być  przeznaczane  na 

ochronę zapewnianą przez państwo. Kolejne błędne koło.

Pojawia  się  też  inny  problem  -  w  miarę,  jak  rośnie  przestępczość  i  rozwija 

się  pozapaństwowa  samoobrona,  siły  policyjne  reagują  coraz  bardziej  brutal­

nie.  Granica  pomiędzy  nielegalnymi  działaniami  przestępców  a  nielegalnymi 

działaniami  policji  staje  się  coraz  mniej  wyraźna,  zarówno  faktycznie,  jak 
i  w  odbiorze  społecznym.  W  miarę  jak  coraz  więcej  ludzi  jest  represjonowa­

nych  i  karanych,  działania  policji  dotykają  coraz  większej  liczby  rodzin.  Daw­

niej  niewielka  mniejszość  osób  kryminalizowanych,  dziś  stała  się  mniejszo­

ścią  sporą,  podczas  gdy  grupy,  które  niegdyś  legitymizowały  działania  policji, 

stają  się  coraz  bardziej  sceptyczne,  o  ile  nie  wrogie.  Przyjazny  stróż  prawa 

zapewniający  ochronę  zmienia  się  w  stanowiącego  zagrożenie  i  działającego 

samowolnie policjanta.

Dobrym  przykładem  jest  Federalne  Biuro  Śledcze  (FBI)  w  Stanach  Zjed­

noczonych.  Kiedyś  idealizowane  jako  heroiczny  pogromca  gangsterów,  potem 

uważane  za  obrońcę  przed  rzekomym  komunistycznym  zagrożeniem,  ostatnio 

stało  się  instytucją  atakowaną  za  łamanie  prawa  i  niekompetencję,  w  jeszcze 

większym  stopniu  ze  strony  prawicy  niż  lewicy.  Nie  chodzi  o  to,  że  FBI  działa 

teraz inaczej. Chodzi o to, że jest inaczej postrzegane.

Głośny  problem  narkotyków,  jest  realny,  jeśli  rozumiemy  go  w  tym  sensie, 

że  wielu  ludzi  na  całym  świecie  używa  różnych  nielegalnych  środków  odurza­

jących  (oczywiście  ktoś  je  produkuje  i  rozprowadza).  Nie  chodzi  o  to,  czy 

wina  (albo  wytłumaczenie)  leży  po  stronie  konsumentów  czy  producentów. 

Używanie  narkotyków  to  z  pewnością  jeszcze  jeden  objaw  anomii  i  załamania 

społecznego,  bądź  też  buntu  czy  delegitymizacji  istniejącego  systemu  histo­

rycznego.  Przemysł  narkotykowy  jest  obecnie  jednym  z  najlepiej  opłacalnych 

rodzajów  biznesu;  zajmuje  się  nim  mafia,  która  oczywiście  korumpuje  urzęd­
ników  państwowych  na  masową  skalę.  Faktem  jest,  że  po  trzydziestu  latach 

powszechnego  zainteresowania  rządów  tym  problemem  zyski  są  wyższe,  a  uży­

wanie narkotyków rozpowszechnione bardziej niż kiedykolwiek.

Przestępczość,  także  narkotykowa,  blednie  przy  tzw.  konfliktach  etnicz­

nych,  które  zostały  na  nowo  odkryte  jako  jeden  z  głównych  problemów  współ­

background image

66 Immanuel Wallerstein

czesnego  świata.  „Na  nowo  odkryte”,  ponieważ  do  niedawna  (jakieś  15  lat 

temu)  mówiło  się,  że  konflikty  etniczne  to  przeszłość,  pozostałość  z  czasów 
przednowoczesnych,  a  zatem  zjawisko  wygasające.  Dzisiaj  staje  się  jasne,  że 

to  nie  pozostałości  przeszłości,  ale  zjawisko  stworzone  przez  nowoczesny  sys- 

tem-świat, oraz że czymkolwiek by nie było, będzie w przyszłości narastać.

Kiedy  wybucha  wojna  między  dwiema  lub  więcej  grupami,  które  definiują 

same  siebie  i  są  definiowane  przez  innych  w  pewnych  określonych  katego­

riach  (religijnych,  językowych,  rzekomego  wspólnego  pochodzenia  itp.)  -  jak 

w  głośnych  przypadkach  Libanu,  Bośni,  Afganistanu,  Somalii,  Ruandy  i  oczy­

wiście  Ulsteru  (żeby  wymienić  tylko  te,  o  których  media  informowały  najczę­

ściej)  -  mówi  się,  że  to  odwieczne  konflikty.  Oczywiście  nie  wyjaśnia  to  abso­

lutnie  niczego.  Zadawnione  konflikty  to  często  współczesny  wymysł.  Nawet 

jeśli  nie,  to  wytłumaczyć  trzeba  nie  obecny  konflikt,  ale  to,  dlaczego  w  tak 

długich  okresach  się  on  nie  przejawiał.  Przecież  nie  tak  dawno  temu  zarówno 

Somalia,  jak  i  Jugosławia  wychwalane  były  jako  modelowe  przykłady  braku 

konfliktów  etnicznych.  Oczywiście  istniejąteż  inne  obszary  zamieszkane  przez 

zróżnicowaną etnicznie ludność, w których takie konflikty się nie pojawiają.

Przede  wszystkim  musimy  zauważyć,  że  tożsamość  „etniczna”  nie  jest 

czymś  wiecznym  albo  czymś  samym  w  sobie.  Jest  to  tożsamość  potwierdzana 

w  ramach  nowoczesnej  struktury  państwowej,  stale  formowana,  zarówno  przez 

samą  grupę,  jak  i  dzięki  uznaniu  innych,  że  taka  tożsamość  istnieje.  Same 

nazwy  podlegają  procesom  historycznym.  Dzielą  łączą  a  często  po  prostu 
znikają.  Historia  etniczności  jest  ściśle  związana  z  ewolucją  struktur  władzy 

i  klas  poszczególnych  państw  oraz  z  liniami  podziału  w  nowoczesnym  syste- 

mie-świecie  jako  całości.  Nie  ma  wielkiego  sensu  rekonstruowanie  dawnych 

sporów  jako  wyjaśnienie  obecnych.  Takie  próby  przynależą  raczej  do  procesu 

mobilizacji etnicznej i mitotwórstwa niż analiz naukowych czy politycznych.

Tożsamość  etniczna  w  swojej  konfrontacyjnej  formie  jest  przede  wszyst­

kim  sposobem  działania  politycznego.  Staje  się  ona  konfrontacyjna  dlatego,  że 
istniejąca  struktura  państwowa  została  zdelegitymizowana,  jako  niezdolna  do 

zapewnienia  choćby  minimum  sprawiedliwości,  oraz  wtedy,  gdy  inne  lijlie 
podziału  -  prawdopodobnie  bardziej  akceptowane  linie  ideologicznych  podzia­

łów  politycznych-wydają  się  być  politycznie  bez  znaczenia.  Narastanie  kon­

fliktów  etnicznych  to  wskaźnik  delegitymizacji  państwa.  Nie  ma  znaczenia, 
że  dość  często  pojawiają  się  wezwania  do  stworzenia  nowej  struktury  pań­

stwowej,  czystej  lub  czystszej  etnicznie,  ponieważ  nawet  nowopowstałe  i  et­

nicznie  czyste  władze  mają  bardzo  wielkie  trudności  w  uzyskaniu  legitymacji 

przywódcy.

background image

Trudny okres przejściowy czyli Piekło na Ziemi 67

Konflikty  etniczne,  których  jesteśmy  świadkami  od  20  lat  są  zupełnie  nie­

porównywalne  do  fali  nacjonalizmu,  jaka  przetaczała  się  przez  system-świat 

od  początku  XIX  w.  do  połowy  XX.  Tamte  nacjonalizmy  były  w  dużej  mierze 
skoncentrowane  na  państwie,  terytorialne  i  tylko  werbalnie  „etniczne”,  kiedy 

chodziło  o  odróżnienie  się  od  imperialistycznych  władców.  Przede  wszystkim 

były  jednak  świeckie,  nastawione  optymistycznie  i  świadomie  modernistycz­
ne.  Odwoływały  się  do  dziedzictwa  rewolucji  francuskiej  i  rosyjskiej.  Tym­

czasem  obecni  zwolennicy  czystek  etnicznych  właśnie  te  tradycje  odrzucają. 
Nie  są  nastawieni  optymistycznie,  ale  zdesperowani.  Nie  patrząw  przyszłość 

ku  lepszemu  jutru,  ale  ku  minionej  chwale,  ku  przeszłości,  której  nie  da  się 

wskrzesić.  Dlatego  właśnie  dzisiejsze  konflikty  są  nie  tylko  niezwykle  krwa­
we, ale również niemożliwe do rozwiązania.

Nie  jest  to  też  zjawisko  ograniczone  do  narodów  biednych,  jak  czasem  się 

twierdzi,  co  w  podtekście  ma  oznaczać  -  zacofanych,  prymitywnych.  Jest  ra­

czej  jasne,  że  jesteśmy  świadkami  pojawiania  się  tego  desperackiego  konfliktu 
w  narodach  bogatych,  które  uważają  się  za  bardziej  cywilizowane.  Widać  to 
w  przypadku  załamania  się  mediacyjnych  instytucji  i  legislacji,  pojawiania  się 

otwartego  rasizmu  skoncentrowanego  na  rzekomej  inwazji  barbarzyńców, 

nazywanych  imigrantami,  którzy  przynoszą  ze  sobą  przestępczość  i  degenera­

cję.  Znaliśmy  to  już  wcześniej,  ale  wtedy  system-świat  zareagował  na  tę  cho­

robę,  chociaż  z  opóźnieniem,  i  wyleczył  się  z  faszyzmów.  Proces  leczenia  był 

jednak  elementem  walki  o  hegemonię  między  Stanami  Zjednoczonymi  aNiem- 

cami,  ze  współudziałem  ZSRR.  Kto  miałby  to  zrobić  dzisiaj,  gdy  nowe  dok­

tryny  czystości  rasowej,  propagowane  w  całej  Ameryce  Północnej,  Europie 
Zachodniej  i  Australazji  przenosząsię  z  marginesu  życia  politycznego  do  jego 

głównego nurtu?

Ten  obraz  ma  jeszcze  jeden  element.  Wraz  z  wkraczaniem  w  XXI  w.  bez 

wątpienia  wkroczymy  w  nowąkondratiewowską*  fazę  wzrostu,  ekspansji  pro­

Nikołaj  Kondratiew,  radziecki  ekonomista,  wiceminister  aprowizacji  w  rządzie 

Kiereńskiego.  Autor  teorii  długookresowych  cykli  koniunkturalnych  mających  miejsce 

w  globalnej  gospodarce  kapitalistycznej  (nazwanych  później  cyklami  Kondratiewa).  Kon­

dratiew  analizując  przebieg  koniunktury  w  Anglii,  Niemczech,  Stanach  Zjednoczonych 

i  Francji  w  latach  1780-1920  odkrył  wiele  analogii  w  procesach  gospodarczych  przybie­

rających  formę  cyklu  trwającego  od  50  do  60  lat.  Na  cykl  Kondratiewa  składa  się  5  faz: 

ożywienie,  szybki  wzrost,  dojrzałość,  nasycenie,  recesja.  Gospodarka  przechodzi  fazę  A 

-  wzrostu  koniunktury  i  fazę  B  -  spadku  koniunktury.  Od  1940  r.  w  Stanach  Zjedno­

czonych  a  od  1945  r.  w  Europie  trwa  czwarty  długi  cykl  z  fazą  wzrostu  trwającą  do 
końca lat 60. (przyp. red.)

background image

68 Immanuel Wallerstein

dukcji  i  zatrudnienia  w  gospodarce-świecie,  a  zatem  pojawią  się  też  nowe 

możliwości  inwestycji  i  akumulacji  kapitału.  Stany  Zjednoczone,  Unia  Euro­
pejska  i  Japonia  będą  konkurować  o  korzyści  z  tej  fazy  wzrostu  oraz  o  pozo­

stanie  centrum  akumulacji  kapitału.  Taka  konkurencja  to  nic  nowego,  a  walka 

będzie  toczyć  się  tak,  jak  przedtem,  z  pewną  zasadniczą  różnicą.  Świat  jest 

nie  tylko  spolaryzowany  jak  nigdy  przedtem,  ale,  co  więcej,  następna  faza 
A  cyklu  Kondratiewa  powinna  tę  przepaść  jeszcze  pogłębić.  Biorąc  pod  uwa­

gę  skalę  obecnego  rozczarowania  oraz  brak  starych  ruchów  antysystemowych, 
które  kanalizowały  niezadowolenie  i  reformistyczne  dążenia,  okres  ten  bę­

dzie, jak mówiłem, szczególnie burzliwy.

Burza  ta  przyjmie  co  najmniej  trzy  formy,  z  których  żadna  nie  jest  zupełnie 

nowa,  ale  które  stały  się  istotnymi  czynnikami  w  toku  rozwoju  systemu  i  zazę­

biają  się  z  siłami  ośrodkowymi  obecnymi  w  czasie  kryzysu  strukturalnego, 

w  okresie  bifurkacji.  Pierwszy  element  to  delegitymizacja  ideologii  nieuchron­
nego  postępu,  będącej  filarem  stabilności  świata  od  co  najmniej  200  lat.  Zoba­
czymy  silne  ruchy  -  już  je  widzimy  -  szczególnie  w  strefach  poza  centrum 

(czyli  nie  tylko  w  byłym  Trzecim  Świecie,  ale  i  byłym  bloku  socjalistycznym), 
odrzucające  fundament  kapitalistycznej  gospodarki-świata,  czyli  nieograni­
czoną akumulację kapitału jako naczelną zasadę organizacji społecznej.

Chodzi  o  sprzeciw  silniejszy  od  marksistowskiej  krytyki  kapitalizmu,  któ­

ra  twierdziła,  że  kapitalizm  jest  konieczną  fazą  historyczną  na  drodze  do  ko­

munizmu,  a  zatem  jest  historycznie  postępowy,  a  przynajmniej  jego  największą 
zaletą  jest  postęp  technologiczny.  Argumenty,  które  słyszymy  dzisiaj,  odma­

wiają  obecnemu  systemowi  jakiejkolwiek  postępowości,  a  więc  nie  istnieje 

możliwości  intelektualnego  pogodzenia  się  z  nim.  Takie  postawy,  wyrażane 

często  w  języku  religijnym,  przejawia  wiele  ruchów,  które  lekkomyślnie  nazy­

wamy „fundamentalistycznymi”.

Trzeba  powiedzieć  parę  słów  o  tym  zjawisku.  Z  pewnością  nie  ogranicza 

się  ono  do  świata  islamu.  Ma  odmiany  żydowskie,  chrześcijańskie,  hinduistycz­

ne,  buddyjskie  i  inne.  Wspólne  jest  dla  nich  odrzucenie  zachodniego  moderni­
zmu  i  etosu  kapitalizmu.  Szerokie  poparcia  dla  nich,  wynika  z  rozczarowania 

klasycznymi  ruchami  antysystemowymi  oraz  stwarzanymi  przez  nie  struktu­

rami  państwowymi,  ponieważ  uznano  je  za  niezdolne  do  przezwyciężenia  po­

laryzacji  cechującej  obecny  system-świat.  Sprzeciwiają  się  one  samej  koncep­

cji  świeckiego  państwa,  dlatego  propagują  spotęgowany  antyetatyzm.  Ruchy 
te  nie  mają  żadnego  interesu  we  wspomaganiu  struktur  systemu-świata  w  ra­

dzeniu  sobie  z  problemami.  Są  siłą  dezintegrującą.  Oczywiście  poszczególne 

ruchy  pozostają  stale  wchłaniane  i  same  w  sobie  nie  spowodują  zasadniczych

background image

Trudny okres przejściowy czyli Piekto na Ziemi 69

zmian.  Mimo  tego  w  warunkach,  w  których  działają  -  globalnej  presji  na  zy­

ski  i  globalnym  rozczarowaniem  reformistycznym  liberalizmem  -  powodują 

znaczne zniszczenia w jego strukturach.

Jeszcze  poważniejszą  siłą  dezintegruj  ącąjest  demokratyzacja  na  polu  uzbro­

jenia.  Rozwój  broni,  trwający  kilka  tysięcy  lat,  polega  na  tym,  że  silni  wysu- 

wająsię  na  czoło  dzięki  kosztownym  innowacjom,  w  miarę  jak  słabi  uzyskują 
dostęp  do  poprzednich  generacji  broni.  Chociaż  jest  tak  nadal,  to  granica  zdol­

ności  do  wyrządzania  szkód  się  przesunęła.  Przestarzała  broń  atomowa  może 

wyrządzić  niewyobrażalne  szkody,  a  wojna  bakteriologiczna  nie  jest  proble­
mem  z  technicznego  punktu  widzenia.  Moim  zdaniem  rozprzestrzeniania  się 

broni  jądrowej  nie  da  się  zatrzymać.  Stany  Zjednoczone  robiły  co  mogły,  żeby 

spowolnić  ten  proces,  co  przyniosło  pewne  efekty,  ale  prawdopodobnie  dwa­

naście  krajów,  poza  oficjalnymi  sześcioma,  ma  lub  może  wkrótce  wyproduko­

wać  broń  atomową  i  pójdę  o  zakład,  że  w  ciągu  najbliższych  10  lat  dołączy  do 

nich  kolejnych  dwadzieścia.  Co  więcej,  broń  atomowa  może  być  (lub  wkrótce 

będzie)  w  rękach  grup  pozapaństwowych.  Podobnie  jest  z  bronią  biologiczną 

i  chemiczną:  Aum  Shinrikyo*  pokazała,  jakie  szkody  może  wyrządzić  jakaś 
grupa  przy  jej  pomocy.  Bez  wątpienia  potężne  państwa  są  wciąż  silniejsze  do 

słabszych,  ale  słabsze  czy  średnie  są  dziś  wystarczająco  silne,  żeby  wyrzą­
dzić potężnym poważne szkody.

Wniosek  jest  prosty.  Średnie  kraje  z  obszarów  poza  centrum  będą  mogły 

zmierzyć  się  z  potężnymi,  pojedynczo  lub  zbiorowo.  Pokazał  to  Saddam  Hus- 
sein.  Chociaż  przegrał  pierwszą  rundę,  wymagało  to  od  Stanów  Zjednoczo­

nych  wyjątkowej  mobilizacji  politycznej,  czego  być  może  nie  będą  w  stanie 

powtórzyć,  jeśli  trzeba  będzie  zmierzyć  się  z  kilkoma  takimi  wyzwaniami  jed­

nocześnie. Sądzę, że w okresie następnych 25-50 lat będzie ich wiele.

W  końcu  największe  wyzwanie  nie  jest  gwałtowne,  ale  za  to  trudniej  mu 

sprostać  -  to  indywidualna  migracja  z  krajów  biednych  do  krajów  bogatych. 

Proces  ten  trwa  od  500  lat,  a  w  czasie  ostatnich  50  (wraz  z  rozwojem  transpor­
tu)  niezwykle  przyspieszył.  Świat  jest  spolaryzowany  nie  tylko  ekonomicznie 

i  społecznie,  ale  również  demograficznie.  Strefy  centrum  z  pewnością  potrze­

bują  pewnej  ilości  imigrantów,  ale  nie  chcą  wpuścić  wszystkich,  szczególnie 

teraz,  w  kondratiewowskiej  fazie  spadkowej  .'Zatem  stawiają  imigracji  coraz

Sekta  założona  w  Japonii,  łącząca  elementy  buddyzmu  z  chrześcijaństwem.  20  marca 

1995  r.  uczestnicy  sekty  rozpylili  w  tokijskim  metrze  trujący  gaz  sarin.  W  wyniku  zatru­

cia gazem zmarło 11 osób a ok. 5 tys. zostało zatrutych, (przyp. red.)

background image

70 Immanuel Wallerstein

bardziej  nieprzyjemne,  w  miarę  upływu  czasu,  przeszkody.  Realnie  jednak, 

redukują one napływ ludzi w niewielkim stopniu.

Dlatego  biały  świat  paneuropejski  staje  się  de  facto  coraz  mniej  biały.  Oczy­

wiście  nie  wszyscy  imigranci  nie  są  biali,  ale  tak  właśnie  są  definiowani  spo­
łecznie.  Blok  państw  paneuropejskich  najprawdopodobniej  nie  jest  w  stanie 

powstrzymać  napływu  imigrantów  oraz  ich  szybszego  rozwoju  demograficz­

nego,  ale  może  manipulować  strukturami  politycznymi  tak,  żeby  nie  mieli  (lub 

mieli  mniej)  praw  politycznych  i  społecznych  niż  „obywatele”  i  z  pewnością 

tak,  żeby  mieli  gorzej  płatnąpracę.  Służące  temu  przepisy  prawne  są  wprowa­

dzane w coraz to nowych państwach.

Tego  rodzaju  działania  nie  prowadzą  do  destabilizacji  politycznej,  jeśli  grupy 

definiowane  jako  imigranci  (co  często  obejmuje  drugie,  trzecie  czy  nawet  czwar­
te  pokolenie  po  faktycznych  imigrantach)  są  relatywnie  niewielkie.  Kiedy  jed­

nak  osiągają  znaczne  rozmiary,  prowadzi  to  do  konfliktu.  Co  więcej,  imigran­

ci  (albo  ci,  który  są  tak  definiowani  społecznie)  wyróżniający  się  wyglądem 

zewnętrznym,  będą  mieć  mocne  poczucie  tożsamości  etnicznej  i  będą  ścierać 

się  z  rasistowskimi,  prawicowymi  szowinistami,  dążącymi  do  czystki  etnicz­

nej.  Ponieważ  prawdopodobna  jest  również  -segregacja  w  miejscu  za­

mieszkania,  zorganizowanie  obu  stron  nie  będzie  trudne.  Ponieważ  dosłownie 

wszystkie  państwa  będą  miały  swoje  punkty  zapalne,  każdy  wybuch  wrogości 

może łatwo rozprzestrzenić się ponad granicami niczym pożar.

Nie  mówimy  już  tutaj  o  fundamentalistach  gdzieś  daleko  od  krajów  boga­

tych  albo  gotowych  do  wojny  w  tzw.  państwach  zbójeckich,  ale  o  głębokiej 

niestabilności  w  samym  sercu  kapitalistycznej  gospodarki-świata.  Kapitali­

styczni  przedsiębiorcy  będą  musieli  martwić  się  nie  tylko  o  presję  wywieraną 

na  zyski,  ale  też  o  osobiste  bezpieczeństwo.  Brak  poczucia  bezpieczeństwa 

dziś obecny np. w Kolumbii - nie mówiąc już o ryzyku bycia bankierem w Rosji

-  pojawi się, powiedzmy, w Kanadzie łub w Danii.

Nakreślony  tutaj  obraz  nie  jest  przyjemny.  Jest  to  scenariusz  chaosu  i  nie­

pewności.  To  obraz  zasadniczych  problemów  strukturalnych,  których  nie  tyl­

ko  nie  da  się  łatwo  rozwiązać,  ale  nawet  złagodzić.  Obraz  wielkiego  kryzysu 

systemu  historycznego.  Niektórzy  powiedzą  że  jestem  pesymistą.  Jeśli  jest 

się  pewnym  tego,  że  żyjemy  w  najlepszym  z  możliwych  światów,  to  usłysze­
nie,  że  zbliża  się  jego  koniec,  nie  będzie  przyjemne.  Jeśli  jednak  ktoś  ma  choć­

by niewielkie wątpliwości, będzie w stanie zachować zimną krew.

Jeśli  chodzi  o  obecny  i  nadchodzący  okres  chaosu,  zamętu  i  dezintegracji, 

trzeba  podkreślić  trzy  kwestie.  Chociaż  życie  w  nim  będzie  ciężkie,  to  nie 

będzie  trwać  wiecznie.  Wiemy,  że  sytuacje  chaosu  same  z  siebie  stwarzają

background image

Trudny okres przejściowy czyli Piekło na Ziemi 71

nowe,  uporządkowane  systemy.  Może  to  być  niewielka  pociecha  jeśli  dodam, 

że  proces  ten  może  potrwać  do  50  lat.  Druga  sprawa  o  której  powinniśmy 

pamiętać  to  fakt,  że  wiedza  o  systemach  złożonych  mówi  nam,  iż  wynik  takie­
go  chaosu  biorącego  się  z  bifurkacji  jest  nieprzewidywalny.  Nie  wiemy  -  nie 

możemy  wiedzieć  -  jak  się  to  skończy.  Wiemy  natomiast,  że  obecny  system 

nie  przetrwa.  Zastąpi  go  inny,  albo  inne.  Może  lepszy,  może  gorszy,  może  nie 
różniący się od obecnego pod tym względem.

Istnieje  też  trzecia  kwestia  związana  z  sytuacjami  chaosu,  która  jest  dużo 

bardziej  optymistyczna.  W  obecnie  trwających  systemach  historycznych,  tak 

jak  we  wszystkich  systemach,  nawet  wielkie  wahania  mają  relatywnie  nie­

wielkie  skutki.  Dlatego  mówimy,  że  to  systemy.  System  posiada  mechanizmy, 
które  pozwalają  mu  powrócić  (w  pewnym  stopniu)  do  równowagi.  Dlatego 
właśnie  w  długim  okresie  rewolucja  francuska  i  rosyjska  mogą  być  uważane 

za  „klęski”.  Z  pewnością  osiągnęły  mniej,  jeśli  chodzi  o  transformację  spo­

łeczną  niż  liczyli  ich  zwolennicy.  Kiedy  jednak  systemy  nie  są  w  równowa­

dze,  kiedy  ulegają  bifurkacji,  nawet  niewielkie  wahania  mogą  mieć  poważne 

skutki.  Jest  to  jedna  z  głównych  przyczyn  tego,  że  wyniku  zmian  nie  da  się 
przewidzieć.  Nie  jesteśmy  nawet  w  stanie  wyobrazić  sobie  wszystkich  drob­
nych czynników, które mogą okazać się kluczowe.

Przełożę  ten  schemat  na  język  filozofii  greckiej.  Chodzi  o  to,  że  gdy  syste­

my  funkcjonują  normalnie,  strukturalny  determinizm  przeważa  nad  jednost­

kową  i  zbiorową  wolną  wolą.  Natomiast  w  okresach  kryzysowych  i  przejścio­

wych  wolna  wola  staje  się  czynnikiem  decydującym.  Świat  w  roku  2050  będzie 
taki,  jakim  go  stworzymy.  To  pole  do  popisu  dla  naszych  działań,  zaangażo­
wania  oraz  ocen  moralnych.  Oznacza  to  również,  że  okres  ten  będzie  momen­

tem  niezwykle  ostrej  walki  politycznej,  ponieważ  stawka  jest  o  wiele  wyższa 

niż  w  tzw.  normalnych  czasach.  Zajmiemy  się  teraz  problemami  natury  tej 
walki i tego, o co będzie się działo.

background image

III

Materialnie racjonalny 

świat czyli Czy można 

odzyskać raj?

background image

Jeśli,  jak  twierdzę,  jesteśmy  w  długim  i  trudnym  okresie  przejściowym  pomię­

dzy  obecnym  systemem-światem,  a  innym  lub  innymi,  i  jeśli  jego  wynik  jest 

niepewny,  stojąprzed  nami  dwa  poważne  problemy:  jakiego  świata  faktycznie 

chcemy  oraz  jakimi  sposobami  czy  drogami  chcemy  do  niego  doprowadzić. 

Pytania  te  stawiano  od  dawna,  a  z  pewnościąw  ostatnich  200  latach.  Pierwsze 

z  nich  zwykle  rozpatrywano  w  kategoriach  utopii,  ja  natomiast  chciałbym  to 

uczynić  w  kategoriach  utopistyki,  tzn.  poważnego  oszacowania  alternatyw  hi­

storycznych,  dokonywania  ocen  zgodnie  z  materialną  racjonalnością  możli­

wych  alternatywnych  systemów  historycznych.  Drugie  pytanie  rozpatrywano 

w  kategoriach  nieuchronności  postępu,  natomiast  ja  chciałbym  to  zrobić  w  ka­

tegoriach końca pewności, możliwości postępu, a nie jego nieuchronności.

Wszyscy  znamy  główne  twierdzenia  dotyczące  naszego  systemu  historycz­

nego.  Ci,  którzy  uważają  go  za  najlepszy  z  możliwych  światów,  skłonni  są 

podkreślać  jego  trzy  zalety:  materialny  dobrobyt  i  wygodę,  istnienie  liberal­

nych  struktur  politycznych  oraz  wydłużenie  przeciętnej  długości  życia.  Po­
równują  go  ze  wszystkimi  poprzednimi  systemami  historycznymi.  Z  drugiej 

strony  argumenty  przeciwko  naszemu  systemowi  historycznemu  mówią  coś 

dokładnie  odwrotnego.  Tam,  gdzie  jego  zwolennicy  widzą  dobrobyt  i  wygody, 
krytycy  widzągłębokie  nierówności  i  polaryzację,  twierdząc,  że  dobrobyt  i  wy­

gody  są  tylko  dla  nielicznych.  Tam,  gdzie  zwolennicy  widzą  liberalne  struktu­

ry  polityczne,  krytycy  widzą  brak  uczestnictwa  ludzi  w  podejmowaniu  decy­
zji.  Tam,  gdzie  zwolennicy  widzą  zwiększoną  długość  życia,  krytycy  widzą 

poważnie obniżoną j ego jakość.

To  odwieczne  spory,  ale  może  warto  przyjrzeć  się  argumentom  krytycznym 

w  świetle  pozytywnych  założeń,  aby  zobaczyć,  jakie  wnioski  można  wycią­

gnąć  w  kwestii  tego,  co  musi  powstać  w  dowolnym  systemie  alternatywnym. 

W  związku  z  tym,  o  czym  pisałem  wcześniej,  powinno  być  jasne,  że  zaliczam 

się  do  krytyków  obecnego  systemu-świata  i  nie  uważam  go  za  najlepszy  z  moż­
liwych.  Nie  jestem  nawet  pewien,  czy  jest  najlepszy  z  dotychczasowych.  Nie 

chciałbym  jednak  zagłębiać  się  w  to  tutaj

6

.  Nie  jest  to  potrzebne  w  celu  wyka­

zania  tego,  co  uważam  za  ograniczenia  naszego  systemu-świata.  Twierdzę,  że 

wystarczająca  ilość  ludzi  uważa,  że  ma  takie  ograniczenia,  iż  nie  jest  w  stanie

6

 

Omawiałem  ten  problem  na  wykładach  z  serii  Wei  Lun  Lectures  na  Uniwersytecie 

Chińskim  w  Hongkongu  w  1992  r.,  zatytułowanych  „Capitalism  Civilisation”,  które  zo­

stały  opublikowane  jako  druga  część  książki  Historical  Capitalism,  with  Capitalism 

Civiłisation, Londyn 1995.

background image

76 Immanuel Wallerstein

przetrwać.  Prawdziwy  problem  polega  na  tym,  czym  chcielibyśmy  go  zastą­

pić.  Zanim  jednak  do  tego  przejdę,  trzeba  wspomnieć  o  pewnej  kwestii.  Cho­

dzi  o  nadużycia  tego,  co  niektórzy  zaczęli  ostatnio  nazywać  „historycznym 
socjalizmem”,  odnosząc  się  głównie  do  szeregu  marksistowsko-leninowskich 

państw,  kiedyś  nazywanych  „blokiem  socjalistycznym”.  Określa  się  jednak 

tym  mianem  również  wiele  ruchów  wyzwolenia  narodowego  czy  nawet  partie 

socjaldemokratyczne  w  świecie  paneuropejskim.  Przyjrzyjmy  się  temu,  ponie­

waż  sugeruje  się  czasem,  że  żadna  alternatywa  wobec  tego  systemu  nie  jest 

realna,  czy  nawet  pożądana.  Trzy  główne  zarzuty  wobec  historycznego  socja­
lizmu  to:  (1)  samowolne  działania  władzy  państwowej  (i  partyjnej),  a  w  naj­
gorszym  przypadku  terror  państwowy;  (2)  przywileje  dla  nomenklatury;  (3) 
poważna  nieefektywność  ekonomiczna  biorąca  się  z  zaangażowania  państwa 
w gospodarkę i skutkująca zahamowaniem wzrostu wartości społecznej.

Na  początku  trzeba  powiedzieć,  że  jeśli  chodzi  o  ustroje  działające  pod 

egidą  tych  partii,  to  zarzuty  są  w  dużej  mierze  słuszne,  a  przynajmniej  pierw­
sze  dwa  z  nich.  Trzeba  jednak  też  natychmiast  dodać,  że  również  w  wielu 

innych  ustrojach  nie  działających  pod  egidą  tych  partii,  władza  działała  samo­

wolnie  czy  nawet  stosowała  państwowy  terror,  przekazywano  znaczne  przy­
wileje  grupom  związanym  z  władzą  państwową  lub  przez  nią  faworyzowa­
nym  oraz  panowała  nieefektywność,  bez  wątpienia  powodując  zahamowanie 

wzrostu  wartości  społecznej.  Oczywiście  stwierdzenie,  że  większość  ustro­

jów  państwowych  w  historycznym  rozwoju  nowoczesnego  systemu-świata 

można  skrytykować  za  to  samo,  nie  jest  żadnym  usprawiedliwieniem  dla  władz 

tzw.  krajów  socjalistycznych.  W  istocie  jednak  tego  rodzaju  praktyki  są  tak 

rozpowszechnione,  że  można  się  zastanawiać,  czy  problem  nie  leży  w  samym 

systemie,  a  nie  jego  instytucjach  (ustrojach  państwowych).  Czy  obecny  sys­

tem  nie  tworzy  podobnych  ustrojów,  gdy  potrzebuje  ich,  aby  sprawnie  funk­

cjonować?

Rzecz  jasna  można  na  to  odpowiedzieć,  że  nie  wszystkie  państwa  sątakie. 

Ale  nawet  najlepsze  z  nich,  w  swoich  najlepszych  okresach,  nie  były  wcale 
niewinne,  pod  względem  nadużyć.  Co  więcej,  o  ile  pewne  ustroje  były  (tudzież 

wydawały  się  być)  lepsze,  to  były  to  ustroje  tzw.  państw  liberalnych.  Wszyst­
kie  państwa  liberalne  to  jednak  niewielki  fragment  systemu-świata,  obejmują­

cy  bogatsze  obszary  i  istniejący  od  niedawna.  Powody  tego  są  dość  proste 

i  zazwyczaj  przywoływane:  wielu  mieszkańców  tych  krajów  to  warstwa  śred­

nia,  grupa  ta  jest  względnie  zadowolona  ze  swojego  udziału  w  globalnym  tor­

cie,  rezultatem  tego  są  „rządy  prawa”,  które  chroniąją  a  do  pewnego  stopnia 

również  innych.  Tyle,  że  wszystko  to  zależy  od  polaryzacji  obecnego  systemu-

background image

Materialnie racjonalny świat czyli Czy można odzyskać raj? 77

świata.  Twierdzenie,  że  przyczyny  pojawienia  się  państw  liberalnych  były 

wewnętrzne  i  „kulturowe”  to  błędne  interpretowanie  historii  oraz  ignorowanie 

relatywnej  siły  różnych  czynników  mających  wpływ  na  efekty  globalne.  W  każ­

dym  razie,  o  czym  mogliśmy  się  wiele  razy  przekonać,  liberalizm  państw  libe­

ralnych jest znacznie bardziej wątpliwy niż chcielibyśmy przyznać.

Niezależnie  od  wyjaśnienia  ograniczeń  tzw.  państw  socjalistycznych,  po­

winniśmy  pamiętać,  że  nigdy  nie  były  one  autonomiczne  i  zawsze  działały 

w  ramach  kapitalistycznej  gospodarki-świata,  ograniczane  przez  system  mię­
dzypaństwowy,  nie  będąc  -  nie  mogąc  być  -  alternatywnym  systemem  histo­

rycznym.  Nie  znaczy  to,  że  zajmując  się  utopistyką,  nie  możemy  się  niczego 

nauczyć  z  tych  doświadczeń.  Możemy  wyciągnąć  użyteczne  wnioski  dotyczą­

ce  działania  określonych  mechanizmów,  które  sąco  najmniej  pouczające  inte­
lektualnie.

Jeśli  w  nadchodzących  50  latach  mamy  dokonać  zasadniczego  wyboru  hi­

storycznego,  pojawia  się  pytanie:  pomiędzy  czym?  Oczywiście  pomiędzy  sys­

temem  (podobnym  do  obecnego  w  podstawowych  sprawach),  w  którym  nie­

którzy  mają  o  wiele  większe  przywileje  niż  inni,  a  systemem,  który  jest 
relatywnie  demokratyczny  i  egalitarny.  Wszystkie  znane  systemy  historyczne 

należały  do  pierwszego  rodzaju,  chociaż  niektóre  z  nich  były  pod  tym  wzglę­

dem  gorsze  niż  inne.  W  zasadzie  powiedziałbym,  że  nasz  obecny  system  mógłby 

być  pod  tym  względem  najgorszy,  ponieważ  jest  najbardziej  spolaryzowany 

i  to  z  powodu  jego  rzekomej  zalety  -  nieograniczonej  ekspansji  wytwarzania 

wartości.  Wartości  wytwarza  się  o  wiele,  wiele  więcej,  ale  różnice  pomiędzy 

najwyższą  warstwą  a  resztą  mogą  być  i  są  o  wiele  większe  niż  w  innych  sys­
temach  historycznych,  nawet  jeśli  to  prawda,  że  najwyższa  warstwa  w  obec­
nym systemie procentowo obejmuje większą liczbę ludzi niż w poprzednich.

Fakt,  że  wszystkie  poprzednie  systemy  historyczne  były  nieegalitame  i  nie­

demokratyczne  nie  jest  żadnym  argumentem  przeciwko  zastanawianiu  się  nad 

takim,  który  byłby  egalitarny  i  demokratyczny.  Mówi  się  o  tej  możliwości  od 

dawna  i  jest  ona  dość  atrakcyjna  dla  wielu  ludzi.  W  naszym  obecnym  systemie 

powodem  braku  realnej  demokratycznej  partycypacji  w  podejmowaniu  decy­

zji  jest  priorytet  nieograniczonej  akumulacji  kapitału.  Ludzie  obawiają  się  jed­

nak,  że  gdyby  on  zniknął,  trzeba  by  również  zrezygnować  z  albo  relatywnej 

efektywności,  albo  wolnego  i  otwartego  społeczeństwa.  Zobaczmy,  czy  któraś 

z  tych  możliwości  jest  rzeczywiście  nieuchronnie  związana  z  wyeliminowa­

niem  priorytetu  nieograniczonej  akumulacji  kapitału.  Czy  można  stworzyć 

strukturę,  która  dawałaby  priorytet  podniesieniu  jakości  życia  wszystkich  (do­

mniemany  pierwotny  benthamowski  ideał  liberalny),  jednocześnie  ogranicza­

background image

78 Immanuel Wallęrstein

jąc  i  kontrolując  środki  zbiorowej  przemocy  tak,  żeby  wszyscy  czuli  się  rela­

tywnie  bezpiecznie  i  mieli  jak  największy  indywidualny  wybór,  nie  zagraża­

jąc  życiu  lub  równym  prawom  innych  (domniemany  pierwotny  ideał  Johna 

Stuarta  Milla)?  Można  by  to  nazwać  ogólnoświatową  realizacją  liberalnych 

ideałów  w  warunkach  systemu  egalitarnego  (tudzież,  jak  się  to  określa,  demo­

kracji),  w  odróżnieniu  od  zmodyfikowanych  i  ukrytych  autokracji,  które  myl­

nie nazywamy ustrojami demokratycznymi.

To  za  mało,  żeby  był  to  egalitarny  i  demokratyczny  system.  Oprócz  tego 

wszyscy  powinni  mieć  możliwość  wykonywania  satysfakcjonującej  pracy, 

a  w  specjalnych  i  nieprzewidzianych  wypadkach  otrzymywać  pomoc  społeczną. 

W  końcu  musimy  być  pewni,  że  zasoby  biosfery  są  odpowiednio  chronione, 

tak  żeby  kolejne  pokolenia  nie  były  stratne  i  nie  doszło  do  wyzysku  międzypo­

koleniowego.

Jak  to  zrobić?  Zacznijmy  od  wynagrodzenia.  Twierdzi  się  zazwyczaj,  że 

wynagrodzenie  finansowe  jest  bodźcem  do  porządnej  pracy.  Przypuszczam, 

że  czasem  tak  jest.  Czymś  innym  jest  jednak  wynagradzanie  rzemieślnika  za 

dobre  rzemiosło,  a  czymś  innym  dyrektora  za  zapewnienie  korporacji  dodat­
kowych  zysków.  Różnice  są  dwie.  Jest  oczywiste,  że  dobre  rzemiosło  to  po­
rządna  praca,  ale  zapewnienie  dodatkowych  zysków  jest  porządną  pracą  tylko 

wtedy,  gdy  akceptuje  się  priorytet  nieograniczonej  akumulacji  kapitału.  Trud­

no  uzasadnić  ją  w  jakiś  inny  sposób.  Drugą  różnicą  jest  wysokość  wynagro­
dzenia.  Zwiększenie  dochodów  rzemieślnika  za  porządną  pracę  o  10%  czy 
nawet  25%  to  coś  innego  niż  zwiększenie  dochodów  dyrektora  o  100%  czy 

wręcz 1000%.

Czy  menedżer  będzie  porządnie  pracował  tylko  wtedy,  gdy  dostanie  dodat­

kowe  korzyści,  tak  jak  w  obecnym  systemie?  Moim  zdaniem  to  absurd.  Jest 

wiele  przykładów  różnych  specjalistów  (takich  jak  profesorowie  uniwersytec­

cy),  dla  których  bodźcem  do  porządnej  pracy  nie  jest  głównie  podnoszenie 

wynagrodzenia  finansowego,  ale  kombinacja  prestiżu  i  zwiększonej  kontroli 

nad  własną  pracą.  Ludzie  nie  dążą  do  zdobycia  Nagrody  Nobla  dlatego,  że 
pcha  ich  do  tego  nieograniczona  akumulacja  kapitału.  W  obecnym  systemie 

jest  wielu  ludzi,  w  przypadku  których  bodźce  głównie  finansowe  nie  działają 

Czy  gdyby  prestiż  i  zwiększona  kontrola  nad  własną  pracą  były  bardziej  po­

wszechne  jako  wynagrodzenie,  nie  byłoby  tak,  że  o  wiele  więcej  ludzi  uważa­

łoby je za satysfakcjonujące same w sobie?

Gdybyśmy  dodali  do  tego  zmienionego  zbioru  priorytetów  społecznych 

znacznie  ulepszony  system  wyboru  pracy,  tak  żeby  znacznie  większa  liczba 
ludzi  mogła  wykonywać  pracę,  którą  z  różnych  powodów  uważają  za  satys­

background image

Materialnie racjonalny świat czyli Czy można odzyskać raj? 79

fakcjonującą  być  może  anomia  zostałaby  znacznie  ograniczona.  Gdybyśmy 

jednak  dopuścili,  wspierali  i  organizowali  wykonywanie  pracy  na  różnorod­

nych  stanowiskach  w  obrębie  roku  i/lub  sukcesywnie  w  miarę  upływu  czasu, 

kto  wie,  przy  pomocy  jakich  rozwiązań  moglibyśmy  zwiększyć  ogólną  satys­

fakcję? Umożliwiłoby to w dodatku wyrównanie obowiązków rodzinnych,

o czym tyle się ostatnio mówi i, dodajmy, niewiele robi w tej sprawie.

Chciwość  jest  bardzo  destruktywna,  a  obecny  system  jej  sprzyja,  dosłow­

nie  ją  wielbi,  ponieważ  wynagradza  za  nią.  Czy  naprawdę  chcemy  twierdzić, 

że  żadne  społeczeństwo  nie  może  być  wolne,  jeśli  odrzucamy  chciwość  z  po­

wodów  moralnych,  a  nasze  superego  zawiera  odmienne  wartości?  Niektórzy 

twierdzą,  że  działalność  charytatywna  może  zrównoważyć  chciwość.  Tyle,  że 

nie  oznacza  ona  braku  czy  choćby  ograniczenia  chciwości.  Jest  naprawdę  „cha­
rytatywna”  -  czyli,  jak  mówi  nam  źródłosłów  tego  wyrażenia,  związana 
z  czymś  drogim,  przywiązaniem,  szacunkiem  —  tylko,  jeśli  robi  się  to  na  mocy 

obowiązku  wynikającego  z  zasady  sprawiedliwości,  a  niejako  coś,  czym  chce 

się przebłagać bogów.

Wydajność  to  dobra  rzecz,  ale  to  tylko  środek  do  pewnego  celu.  Co  to  za 

cel?  Czy  możemy  go  zrealizować  za  pomocą  innych  środków?  Jeśli  na  przy­

kład  podnosimy  produkcję  stali,  komputerów,  czy  zboża  -  tzn.  jeśli  pokazuje­

my,  że  możemy  je  produkować  nie  obniżając  ich  jakości  po  niższych  kosztach 

realnych  nakładów  -  to  czemu  to  robimy?  Czy  naprawdę  można  uznać,  że 

gdyby  nie  wynagradzano  akumulacji  kapitału,  choć  realne  potrzeby  byłyby 
zaspokajane  a  dystrybucja  rozszerzana,  to  ci,  którzy  by  to  robili,  nie  pracowa­

liby  wydajnie?  Oczywiście,  że  by  pracowali,  inaczej  nie  byłby  możliwy  cały 
szereg  działań,  które  nazywamy  fachową  działalnością.  Czy  naprawdę  jest 
tak  oczywiste,  że  dzisiejsi  wielcy  biznesmeni  są  średnio  bardziej  wydajni  niż 
małomiasteczkowi  architekci  lub  mechanicy  z  przydomowych  warsztatów? 

Nie  wiem,  czemu  miałoby  tak  być  i  przeczy  to  moim  choćby  pobieżnym  obser­
wacjom  sfery  społecznej.  Gdyby  wydajność  w  obszarze  akumulacji  kapitału 
była  jedyną  rzeczą  braną  pod  uwagę,  to  czy  narkotykowi  baronowie  nie  wy­

stawiają  wspaniałego  świadectwa  potencjału  chciwości  do  stymulowania  wy­

dajności?

Czy  większe  struktury  sąbardziej  efektywne  niż  małe?  To  również  zależy 

od  kryteriów.  Skala  z  pewnością  ma  wpływ  na  koszty,  ale  niekoniecznie  jest 

między  nimi  prosta  zależność.  W  każdym  razie  w  obecnym  systemie  skala 

działalności  produkcyjnej  ma  związek  nie  tylko  z  wydajnościąprodukcji.  Jest 
związana  z  optymalizacją  uchylania  się  od  podatków  lub  przepisów  albo  ko­

rzyściami z relatywnego monopolu w porównaniu z korzyściami z obniżenia

background image

80 Immanuel Wallerstein

kosztów  koordynacji,  albo  przesunięcia  ryzyka  w  okresach  światowego  wzro­

stu  koniunktury  i  okresach  jej  światowego  spadku.  Wszystko  to  znika,  jeśli 

wyeliminuje  się  priorytet  nieograniczonej  akumulacji  kapitału.  Gdyby  wziąć 

pod  uwagę  samą  efektywności  prowadziłaby  to  prawdopodobnie  do  większe­

go  zróżnicowania  skali  działalności  produkcyjnej.  Ogromnych  struktur  było­

by  bez  wątpienia  mniej,  za  to  więcej  średnich,  które  zastąpiłyby  coraz  więk­

sze  molochy  -  światową  koncentrację  kapitału  i  tym  samym  własności  oraz 

struktur organizacyjnych - występujących w obecnym systemie.

Przypuśćmy,  że  wszystkie  struktury  ekonomiczne  byłyby  niedochodowe, 

ale  kontrola  niepaństwowa  byłaby  możliwa  czy  nawet  szeroko  stosowana.  Taki 

system  działa  od  wieków  w  przypadku  szpitali  non-profit.  Czy  są  mniej  efek­

tywne  i  oferują  niższą  jakość  usług  medycznych  niż  szpitale  państwowe  albo 

prywatne?  O  ile  mi  wiadomo,  to  nie.  Wręcz  przeciwnie.  Dlaczego  miałoby  to 

ograniczać  się  tylko  do  szpitali?  Czy  nie  można  by  stworzyć  firmy  energetycz­
nej  na  wzór  takich  szpitali?  Oczywiście  ktoś  mógłby  powiedzieć,  że  obecny 

trend,  nawet  w  przypadku  szpitali,  prowadzi  do  tworzenia  instytucji  prywat­

nych  i  opartych  na  zysku.  Bez  wątpienia,  ale  jest  to  rezultat  utowarowienia 

wszystkiego,  co  jest  fundamentem  naszego  obecnego  systemu.  Czy  zwiększa 

to  efektywność?  Czy  polepsza  jakość  usług  medycznych?  Głównym  argumen­
tem  jego  zwolenników  jest  to,  że  obniży  koszty  opieki  zdrowotnej.  Osobiście 

w  to  wątpię.  Raczej  przeniesie  środki,  które  dotychczas  są  przeznaczane  na 

opiekę  zdrowotną  na  akumulację  kapitału.  Czy  jest  to  potrzebne?  Kto  tego 
potrzebuje?

Zatem  pierwszy  element  strukturalny,  który  proponuję  jako  możliwą  pod­

stawę  alternatywnego  systemu,  to  zdecentralizowane  jednostki  gospodarcze 
działające  na  zasadzie  non-profit  jako  faktycznym  sposobie  produkcji  syste­
mu.  Dostarczałyby  takich  samych  bodźców  do  efektywności  -  być  może 

w  większym  stopniu  -  co  obecny  system.  Nie  trzeba  byłoby  bać  się,  że  centra­

lizacja,  zwłaszcza  państwowa,  uniemożliwi  eksperymentowanie  i  różnorod­

ność  oraz  doprowadzi  w  miarę  upływu  czasu  do  autorytarnego  podejmowania 
decyzji  i  biurokratycznej  niewydolności.  Wciąż  pozostaje  jednak  problem,  jak 
te  jednostki  będą  ze  sobą  powiązane  i  na  jakich  zasadach,  a  także  problem  ich 

wewnętrznej organizacji, którą możemy nazwać demokracją zakładową.

W  jaki  sposób  różne  niedochodowe  zakłady  byłyby  ze  sobą  powiązane? 

Być  może  tak,  jak  pokazuje  teoretyczny  model  laissez-faire:  poprzez  rynek,- 
prawdziwy  rynek,  a  nie  zmonopolizowany  rynek  światowy,  jaki  istnieje  w  obec­

nym  systemie.  Czy  potrzebujemy  pewnych  regulacji?  Bez  wątpienia  niektó­

rych tak, analogicznych do świateł na ruchliwym skrzyżowaniu. Niekoniecz-

background image

Materialnie racjonalny świat czyli Czy można odzyskać raj? 81

nie  oznacza  to  urzędy  planujące  produkcję.  Regulacje  mogą  sprowadzać  się 

do  przeciwdziałania  oszustwom,  wspomagać  przepływ  informacji  oraz  sygna­
lizować nad- i podprodukcję.

Nie  oznacza  to  też  autorytarnego  zarządzania  jednostkami  produkcyjnymi. 

Interesy  pracowników  wciąż  mogą  różnić  się  od  interesów  kadry  zarządzają­

cej.  Wciąż  miałby  znaczenie  pewien  rodzaj  negocjacji,  a  związki  lub  inne  tego 

typu  organizacje  reprezentowałyby  zbiorowe  interesy  pracowników.  Wciąż 

potrzebny  byłby  udział  pracowników  w  podejmowaniu  decyzji  na  najwyższym 
poziomie.  Potrzebna  byłaby  swoboda  pracowników  w  przenoszeniu  się  mię­
dzy  miejscami  pracy,  z  zachowaniem  dożywotnich  świadczeń  (tzn.  te  świad­

czenia  powinny  być  zinstytucjonalizowane  poza  samąorganizacjąpracy).  Trze­
ba  by  też  wprowadzić  metody  dostosowywania  rozmiarów  siły  roboczej  do 

potrzeb  produkcji,  łącznie  z  jakimś  rodzajem  mechanizmu  gwarantującego 

pracownikom  alternatywne,  satysfakcjonujące  zatrudnienie.  W  końcu  potrzebny 

byłby  system  przeciwdziałania  faktycznej  opieszałości  i  niekompetencji.  Mo­

glibyśmy  długo  dyskutować  o  szczegółach.  Nawet  po  zdecydowaniu  się  na 

jakieś  metody  realizacji  tych  potrzeb  dyskusja  trwałaby  nadal.  Chodzi  o  to,  że 

żaden  z  tych  problemów  nie  jest  nieprzezwyciężalną  przeszkodą  w  systemie, 
którego podstawą nie jest nieograniczona akumulacja kapitału.

Co  ze  sprawami,  które  w  ostatnich  latach  budzą  żywe  zainteresowanie: 

nierównościami  rasowymi,  między  płciami  i  narodowościowymi?  System-świat 
nie  będący  znacząco  lepszy  od  obecnego  stanu  rzeczy,  nie  byłby  wart  zabie­
gów  o  jego  stworzenie.  Nie  powiedziałbym,  że  wyeliminowanie  priorytetu  nie­

ograniczonej akumulacji kapitału automatycznie przyniesie równość ras, płci

i  narodów.  Powiedziałbym  natomiast,  że  usunie  jedną  z  głównych  przyczyn 

nierówności.  Dopiero  wtedy,  gdy  zniknie  ten  hamulec,  praca  zacznie  się  na­

prawdę.  Być  może  wraz  ze  zniknięciem  (lub  przynajmniej  zmniejszeniem)  nie­
pewności ekonomicznej zniknie przynajmniej ten zbrodniczy element.

Jedną  z  głównych  kwestii  pojawiających  się  w  tej  dyskusji  jest  to,  jak 

w  obecnym  systemie  przydziela  się  stanowiska  i  wynagrodzenia.  Miejsca 

pracy  i  faktyczna  jakość  życia  są  w  nim  ściśle  związane  z  rasą  płcią  i  naro­

dowością.  Jego  zwolennicy  twierdzą  że  to  skutek  merytokracji  i  że  jest  to 

sprawiedliwy  sposób  postępowania.  Krytycy  mówią  że  merytokracja  ukry­

wa  zinstytucjonalizowaną  dyskryminację,  która  wpływa  na  zdolność  do 
współzawodnictwa jeszcze zanim zawodnicy staną na starcie.

W  istocie  obie  strony  mająrację.  Merytokracja  to  element  demokratycznej 

presji,  ale  jest  również  prawdą  że  w  naszym  obecnym  systemie  karty  są  zna­

czone.  Przyjrzyjmy  się  temu,  co  naprawdę  oznacza  merytokracja.  Przypuść­

background image

82 Immanuel Wallerstein

my,  że  dajemy  test,  dowolny  test,  grapie  100  ludzi  i  podliczamy  wyniki.  Czy 

osoba  z  wynikiem  38  w  rankingu  jest  naprawdę  i  o  wiele  bardziej  wykwalifi­

kowana  niż  z  wynikiem  39?  To  absurd.  Powiedzielibyśmy  natomiast,  jeśli  to 

test  kompetencji,  że  górne  10  osób  jest  dość  dobrych,  a  dolne  10  osób  kiep­

skich,  natomiast  reszta  jest  przeciętna.  Przypuśćmy  więc,  że  mamy  przydzie­

lić  50  stanowisk  według  wyników  takiego  testu.  Czy  powinno  je  otrzymać 
górne  50  osób?  Inna  możliwość  to  przyznanie  10  stanowisk  górnej  10  osób, 

nie  branie  pod  uwagę  dolnej  10  osób  i  rozdzielenie  pozostałych  40  stanowisk 

między  pozostałe  80  osób.  Oczywiście  dobrałem  procenty  dowolnie,  ale  każ­
dy test jest ograniczonym mechanizmem rozeznania się w kompetencjach

i  z  pewnością  nie  oznacza  całkiem  wiarygodnego  uszeregowania  ludzi.  Nie­

mniej  faktem  jest,  że  zawsze  występuje  pewna  mniejszość  o  wyjątkowych  kwa­

lifikacjach  i  mniejszość  o  bardzo  mizernych.  Biorąc  to  pod  uwagę  i  pamięta­

jąc,  że  obie  te  kategorie  są  relatywnie  niewielkie,  możemy  pozostałe  stanowiska 

rozdzielić  losowo  wśród  reszty.  Takie  postępowanie  ograniczyłoby  do  mini­

mum zinstytucjonalizowany rasizm/seksizm.

Pamiętajmy,  że  nie  proponuję  utopii.  Proponuję  sposób  osiągnięcia  mate­

rialnej  racjonalności.  Zminimalizowanie  tych  nierówności  wymaga  poważnych 

zbiorowych  starań.  Niemniej  jednak  powinno  być  jak  najbardziej  możliwe 

wyobrażenie  sobie  świata  społecznego,  w  którym  dyskryminacja  jest  margi­

nalna,  zamiast  być  nadal  czymś  zasadniczym  dla  funkcjonowania  systemu  hi­

storycznego,  jak  w  chwili  obecnej.  Jest  ona  wszechobecna.  Dominuje  w  na­
szej  mentalności.  Powoduje  niewyobrażalne  szkody,  fizyczne  i  psychiczne, 

nie  tylko  u  tych,  którzy  należą  do  dyskryminowanych  grup,  ale  i  u  tych,  którzy 
należą  do  dominujących.  Sytuacja  wcale  się  nie  poprawia,  a  wręcz  pogarsza. 

Te  nierówności  są  nie  do  zaakceptowania  z  moralnego  punktu  widzenia  i  nie 
da  się  ich  usunąć  w  ramach  naszego  obecnego  systemu-świata.  Na  szczęście, 
ten system ma się ku końcowi. Problem w tym, co nastąpi po nim.

Czy  będziemy  żyć  w  bezklasowym  społeczeństwie?  W  to  również  wątpię, 

ponieważ  zlikwidowanie  polaryzacji  nie  oznacza  zlikwidowania  różnic,  w  tym 

różnic  klasowych.  Mimo  tego  tak,  jak  w  przypadku  różnic  rasowych,  narodo­
wościowych i między płciami, oznacza ich zmianę z głęboko zakorzenionych

i  destruktywnych  w  niewielkie  i  ograniczone,  jeśli  chodzi  o  ich  skutki.  Nie  ma 

przeszkód  ku  temu,  żebyśmy  przezwyciężyli  trzy  główne  konsekwencje  róż­

nic  klasowych:  nierówny  dostęp  do  edukacji,  opieki  zdrowotnej  oraz  do  do­

chodów  przez  całe  życie  na  odpowiednim  poziomie.  Usunięcie  ich  poza  ob­

szar utowarowienia, dostarczanie ich poprzez niedochodowe instytucje
i  zbiorowe  pokrywanie  ich  kosztów  nie  powinno  sprawiać  szczególnych  trud­

background image

Materialnie racjonalny świat czyli Czy można odzyskać raj? 83

ności.  Robimy  to  obecnie  w  przypadku  np.  wodociągów,  a  w  wielu  krajach 

bibliotek.  Ktoś  mógłby  powiedzieć,  że  ogólnoświatowe  koszty  wymknęłyby 

się  spod  kontroli.  Mogłyby,  ale  problem  podziału  kosztów  zbiorowych  ma  wiele 
innych  rozwiązań  niż  utowarowienie.  To  kwestia  decyzji  społecznych,  któ­

rych nie możemy uniknąć i których nie powinniśmy chcieć uniknąć.

Czy  możemy  zapobiec  tworzeniu  się  nomenklatury?  Służba  publiczna  nie 

byłaby  już  jedyną  szybką  drogą  zapewnienia  sobie  lepszego  dostępu  do  edu­
kacji,  opieki  zdrowotnej  i  minimalnych  dochodów  przez  całe  życie  (bo  byłyby 

one  ogólnodostępne),  a  struktury  ekonomiczne  nakierowane  na  zysk  nie  dzia­

łałyby,  toteż  jaki  byłby  w  tym  sens?  Możemy  po  raz  pierwszy  zrealizować 

weberowski  ideał  bezinteresownej  służby  publicznej,  w  której  ludzie  pracują 

dlatego,  że  sprawia  im  to  satysfakcję,  a  nie  z  innych  powodów,  które  skłaniają 
ich  do  tego  obecnie.  Oczywiście  decydującym  czynnikiem  uniemożliwiającym 

pojawienie  się  nomenklatury  byłyby  demokratyczne  instytucje  polityczne.  Tu­

taj  pomysł  ograniczonego  czasu  urzędowania,  tak  łubiany  przez  dzisiejsze  siły 

konserwatywne,  mógłby  być  użyteczny.  Ludzie  jednak  przede  wszystkim  muszą 

mieć  poczucie  dużego  wpływu  na  decyzje  polityczne,  wpływu,  który  daleko 
wykracza  poza  zwykłą  możliwość  głosowania  przeciwko  rządzącym  raz  na 

kilka lat.

Dochodzimy  tutaj  do  problemu  szerokiej  partycypacji  ludzi,  partycypacji, 

która  nie  mogłaby  być  skanalizowana,  a  zatem  i  wypaczona,  przez  masowe 

pompowanie  pieniędzy  w  kampanie  medialne.  Znowu  trudny  problem,  ale  by­

najmniej  nie  nierozwiązywalny.  Przede  wszystkim,  skąd  pochodzą  te  ogromne 

sumy,  jeśli  nie  z  nieograniczonej  akumulacji  kapitału?  Uwzględniając  postęp 
technologiczny  w  przepływie  infonnacji,  czy  nie  da  się  zrobić  tak,  żeby  żaden 
z  konkurujących  punktów  widzenia  nie  był  uprzywilejowany  finansowo?  Jest 
to  technicznie  wykonalne.  Nie  wystarczy  to,  żeby  zapewnić  poczucie  praw­

dziwej  demokracji,  ale  oznacza  krok  w  dobrą  stronę.  Również  w  tym  przypad­

ku  prawdziwa  praca  zaczyna  się  dopiero  wraz  ze  stworzeniem  takiego  syste­
mu historycznego.

Jeśli chodzi o ochronę biosfery, jest coś, co pozostaje proste, skuteczne

i  konieczne.  Trzeba  wprowadzić  internalizację  kosztów  wszystkich  podmio­
tów  gospodarczych,  łącznie  z  kosztami  gwarantującymi,  że  ich  działalność 

nie  będzie  niszczyć  ani  wyczerpywać  zasobów  biosfery.  Oznacza  to,  że  bez­

pośrednie  koszty  rekulty  wacj  i  i/lub  usuwania  szkód  byłyby  integralną  częścią 

procesu  produkcyjnego  i  kosztów  produkcji.  To  samo  w  sobie  oczywiście  nie 

wystarczy,  ale  zapewni  przynajmniej,  że  szkody  nie  będą  przypadkowe.  Wciąż 

będą  różnice  zdań  co  do  tego,  jak  konkretna  działalność  produkcyjna  wpływa

background image

86 Immanuel Wallerstein

powinni  po  prostu  dążyć  do  krótkoterminowych  korzyści,  póki  system  całkiem 

się  nie  zawali?  Czy  też  może  zacisnąć  zęby  z  złożeniem,  że  zaoszczędzi  to 

kłopotów  w  przyszłości?  Sprawa  jest  tym  bardziej  skomplikowana,  że  chodzi 
zarówno  o  superwpływowych,  j  ak  i  średnio  uprzywilejowanych.  Dla  tych  pierw­

szych  lepiej  byłoby  ponieść  krótkoterminowe  straty,  żeby  zachować  długoter­
minowe przywileje.

Największy  problem  uprzywilejowanych  pojawi  się  wraz  z  uświadomie­

niem  sobie  kryzysu  systemowego,  kiedy  i  jeśli  w  końcu  do  tego  dojdzie  oraz 

gdy  uwzględnią  to  w  swoich  planach.  Jest  dość  prawdopodobne,  że  będą  chcieli 
zastosować  zasadę  di  Lampedusy:  zmienić  wszystko  (albo  sprawić  takie  wra­

żenie)  po  to,  żeby  nic  się  nie  zmieniło  (choć  wydaje  się,  że  to  nastąpiło).  To 

sprytna  sztuczka.  Pierwszy  problem  to  zaplanowanie  zmian  (trudniejsze  i  mniej 

oczywiste  niż  można  by  sądzić).  Drugi  problem  to  zmylenie  części  swojego 

własnego obozu. Trzeci problem to zmylenie przeciwników.

Jaką  alternatywę  mogą  stworzyć?  Nie  mam  pewności.  Czy  w  piętnasto- 

wiecznej  Europie  ktokolwiek  mógł  przewidywać,  jaka  alternatywę  może  stwo­
rzyć  upadająca  warstwa  feudalna,  żeby  się  ocalić?  Gdyby  ktoś  przewidywał, 

na  ile  jest  prawdopodobne,  że  przewidziałby  właśnie  naszą  kapitalistyczną 
gospodarkę-świat,  która  powstała  w  wyniku  zastosowania  zasady  di  Lampe­
dusy,  system  kapitalistyczny,  różniący  się  od  feudalnego  we  wszystkim  poza 

jednym  -  jest  nieegalitamy  i  to  w  dużej  mierze  na  korzyść  tej  samej  warstwy, 

a  przynajmniej  przez  kilka  pierwszych  stuleci?  Na  pewno  nie  będę  wymyślać 

rozwiązania  za  nich.  Powiedziałbym  jednak,  że  najlepsza  metoda  oznaczała­

by  również  przejęcie  języka  niezadowolonych.  Dwadzieścia  lat  temu  powie­

działbym,  że  program  ten  pojawi  się  pod  przykrywką  marksizmu,  ale  teraz 
wydaje  się  to  z  wielu  powodów  mało  prawdopodobne.  Równie  dobrze  może  to 

być  ekologia,  multikulturalizm  albo  prawa  kobiet.  Nie  chcę  wcale  wzbudzać 

podejrzeń  wobec  dzisiejszych  zwolenników  tych  różnych  zagadnień,  które 

uważam  za  nieuchronne  formy  buntu  przeciwko  niesprawiedliwościom  nasze­

go  obecnego  systemu-świata.  Język  jednak  da  się  wchłonąć,  nawet  jeśli  ruchy 

się  temu  opierają.  A  ruchy,  które  widzieliśmy  w  przeszłości,  mają  w  miarę 
upływu  czasu  trudności  z  opieraniem  się  pokusie  podążenia  z  prądem,  zwłasz­

cza jeśli mogą w ten sposób zrealizować część swoich doraźnych celów.

Uprzywilejowani  potrzebująjednak  czegoś  więcej  niż  tylko  zaadoptowa­

nia  radykalnie  innej  retoryki.  Muszą  to  wykorzystać  do  stworzenia  radykalnie 

innych  instytucji.  Mają  kolejne  dwa  problemy.  Jeden  dotyczy  ich  Własnego 
obozu  i  przybiera  dwie  formy.  Pierwsza  z  nich  polega  na  tym,  że  to,  co  może 

być  dobre  dla  całej  światowej  grupy,  niekoniecznie  jest  dobre  dla  uprzywilej  o-

background image

Materialnie racjonalny świat czyli Czy można odzyskać raj? 87

wanych  podgrup.  Stratne  podgrupy  będą  więc  się  opierać  i  to  może  doprowa­

dzić  do  pokrzyżowania  tych  planów.  Nie  da  się  nawet  spróbować  przewidzieć 
szczegółów.

Druga  forma  problemu  dotyczącego  obozu  uprzywilejowanych  stanowi  jesz­

cze  większy  dylemat.  Załóżmy,  że  jakaś  sprytna  grupa  wypracowuje  skuteczną 

strategię di Lampedusy. Większość ludzi z owego obozu może nie zrozumieć,
o  co  chodzi  oraz  politycznie  (i  finansowo)  jej  nie  poprzeć.  Co  można  z  tym 

zrobić?  Jej  zwolennicy  mogą  oczywiście  wyłożyć  wszystko  czarno  na  białym, 

ale  to  zburzyłoby  całą  strategię.  Muszą  robić  to  dyskretnie  i  nie  wprost,  co 

może przeszkodzić w zebraniu sił.

To  prowadzi  nas  do  trzeciego  rodzaju  trudności:  jak  przekonać  większość, 

że  brak  zmian  jest  zmianą,  że  transformacja  prowadzi  do  bardziej  materialnie 
racjonalnego  świata,  a  nie  nowej  formy  materialnej  nieracjonalności?  Sekret 

zasady  di  Lampedusy  polega  na  tym,  żeby  nie  głosić  jej  zbyt  otwarcie,  i  trzy­

mać  się  strategii  pozorów.  Koncepcja  Ayn  Rand*,  gloryfikacja  prawa  silnych 

jednostek  do  czerpania  większych  zysków,  według  mojej  wiedzy  nigdy  nie 

funkcjonowała  w  praktyce.  Dzisiaj  jest  to  jeszcze  mniej  prawdopodobne,  po­

mimo  tego,  że  chwilowe  sukcesy  neoliberalnego  teoretyzowania  mogą  świad­

czyć  o  czymś  innym.  Powiedziałbym,  że  społeczna  reakcja  na  nie  już  się  poja­

wiła i to dość wyraźnie, oraz że im dalej w XXI w., tym mniej otwarcie będziemy 

słyszeć  neoliberalne  argumenty.  Niemniej  jednak  obóz  uprzywilejowanych  stąpa 

po  kruchym  gruncie  -  musi  wyjaśnić  wystarczająco  dużo  własnej  stronie,  żeby 

zebrać  siły,  ale  nie  aż  tyle,  żeby  dać  drugiej  stronie  powody  do  gwałtownego 

oporu.  Nie  będzie  to  łatwe  i  jest  to  jeszcze  jedna  rzecz,  w  przypadku  której 

szczegółów absolutnie nie da się przewidzieć.

A  co  zrobiąnieuprzywilejowani?  Mająco  najmniej  tyle  samo  problemów, 

co  uprzywilejowani.  Uprzywilejowani  są  bezkształtną  niejednorodną  grupą 
ale  nieuprzywilejowani  są  nią  jeszcze  bardziej.  W  obozie  uprzywilejowanych 
istnieją  różne  interesy,  również  długookresowe,  podobnie  jest  w  obozie  nie- 
uprzywilejowanych.  No  i  oczywiście  w  porównaniu  z  uprzywilejowanymi,  mają 

oni  mniejszą  siłę,  słabszą  organizację,  mniej  pieniędzy,  żeby  toczyć  globalną 

walkę  polityczną.  A  zwłaszcza  taką  walkę,  która  jest  prowadzona  na  tylu  róż­

nych  płaszczyznach  -  otwartej  przemocy,  g«as;-politycznej  płaszczyźnie  wy­

Amerykańska  pisarka  i  filozof  według,  której  najistotniejszą  cnotą  człowieczą  po­

winien  być  egoizm  oznaczający  ochronę  indywidualnego  interesu.  Każdy  człowiek  jako 

wyjątkowa  jednostka  powinien  w  pierwszym  rzędzie  dążyć  do  zaspokojenia  swoich 

osobistych potrzeb, a przez to do osiągnięcia szczęśliwości, (przyp. red.)

background image

88 Immanuel Wallerstein

borczej  i  legislacyjnej,  płaszczyźnie  teorii  w  ramach  struktur  wiedzy,  oraz  od­

woływania się do osobliwej, często zmodyfikowanej retoryki.

Naprawdę  nie  jestem  w  stanie  powiedzieć  na  ten  temat  więcej,  poza  tym, 

że  prawdopodobnie  skuteczniejsza  byłaby  koncepcja  szerokiej  koalicji,  tyle, 

że  jest  ona  zarazem  najtrudniejsza  do  zrealizowania.  Taktyka  żądania,  żeby 

uprzywilejowani  stosowali  się  w  praktyce  do  swojej  liberalnej  retoryki  bez 
wątpienia  może  przynosić  efekty,  ale  to  również  trudne.  Oczywiście  nie  pro­

ponuję  tutaj  programu.  Mówię  tylko  o  pewnych  kwestiach,  które  powinny  po­

jawić  się  w  dalszej  dyskusji  o  programie  -  o  tym,  jak  zinstytucjonalizować 

bardziej  materialnie  racjonalny  system  historyczny  oraz  co  zrobić  w  okresie 

przejściowym,  żeby  ten  cel  osiągnąć.  Propozycje  te  muszą  być  poddane  dys­
kusji,  uzupełnione  albo  zastąpione  lepszymi.  Natomiast  dyskusja  musi  być  ogól­
noświatowa.

Musimy  teraz  wrócić  do  twierdzeń  dotyczących  struktur  systemu.  Przypo­

mnijmy  schemat:  struktury  te  powstają,  długo  funkcjonują  według  pewnych 
zasad, w pewnym momencie wchodzą w okres kryzysu, pojawia się bifurkacja
i  przekształcają  się  w  inne.  Ostatni  okres,  okres  przejściowy,  jest  szczególnie 

nieprzewidywalny,  ale  również  szczególnie  podatny  na  indywidualny  i  zbio­

rowy  wpływ,  co  nazwałem  nasileniem  czynnika  wolnej  woli.  Jeśli  chcemy  wy­

korzystać  swoją  szansę,  a  moim  zdaniem  jesteśmy  do  tego  zobligowani  moral­

nie  i  politycznie,  musimy  najpierw  zrozumieć,  na  czym  ta  szansa  polega. 

Wymaga  to  przebudowy  ram  wiedzy,  w  taki  sposób  żebyśmy  zrozumieli  natu­
rę  obecnego  kryzysu  strukturalnego,  a  tym  samym  nasze  historyczne  alterna­
tywy  dla  XXI  w.  Kiedy  to  zrozumiemy,  musimy  być  gotowi  zaangażować  się 

w  walkę  bez  żadnych  gwarancji  wygranej.  To  bardzo  ważne,  bo  iluzje  kończą 

się  tylko  rozczarowaniami,  a  w  rezultacie  porzuceniem  spraw  politycznych. 

W  końcu  nasza  taktyka  -  nasze  oceny  teoretyczne,  moralne  i  polityczne  - 
musi  być  otwarta  i  czytelna,  przemyślana  oraz  średniookresowa.  Powinniśmy 

uważać  na  podstępy  przeciwnika  i  wierzyć  w  dobrą  wolę  sojuszników,  którzy 

nie  podzielająnaszych  wszystkich  poglądów,  potrzeb,  predyspozycji  czy  inte­

resów.  Może  to  zabrzmiało  jak  przepis  dla  jakiegoś  rodzaju  nadludzi.  Myślę 

jednak,  że  to  przepis  dla  tych,  którzy  mają  nadzieję  stworzyć  bardziej  mate­

rialnie racjonalny świat, lepszy niż ten, w którym teraz żyjemy.

Na  koniec  zostało  jeszcze  jedno  zagadnienie.  Czy  ludzie  będący  u  władzy 

po  prostu  zrezygnująze  swoich  przywilejów?  Rzecz  jasna  nie,  nigdy  tego  nie 

robią.  Czasami  rezygnują  z  części,  żeby  zachować  większość  z  nich.  Ludzie 
sprawujący  władzę  jeszcze  nigdy  nie  byli  tak  silni  i  bogaci  jak  obecnie.  A  lu­

dzie  nieposiadający  władzy  (przynajmniej  wielu  z  nich)  jeszcze  nigdy  nie  byli

background image

Materialnie racjonalny świat czyli Czy można odzyskać raj? 89

tak  biedni,  przynajmniej  relatywnie,  a  do  pewnego  stopnia  absolutnie.  Polary­

zacja  jest  głęboka  jak  nigdy,  zatem  szlachetne  wyrzeczenie  się  przywilejów  to 

najmniej prawdopodobny scenariusz.

Nie  ma  to  wpływu  na  moje  tezy.  Twierdziłem,  że  istnieją  strukturalne  ogra­

niczenia  procesu  akumulacji  kapitału,  i  że  te  ograniczenia  stają  się  obecnie 

coraz  ważniejsze  jako  czynniki  hamujące  działanie  systemu.  Twierdziłem,  że 

ograniczenia  strukturalne  (które  nazwałem  asymptotami  działających  obecnie 

mechanizmów)  powodują  strukturalny  chaos,  w  którym  zarówno  trudno  bę­

dzie  żyć,  jak  i  przewidzieć  dalszy  rozwój  sytuacji.  W  końcu  twierdziłem,  że  w 

przeciągu  najbliższych  50  lat  z  tego  chaosu  wyłoni  się  nowy  porządek,  i  że  ten 

nowy  porządek  będzie  funkcją  działań  ludzi  w  tym  okresie  -  ludzi  będących 

obecnie  u  władzy  i  tych,  którzy  władzy  nie  mają.  Te  twierdzenia  nie  są  ani 

optymistyczne,  ani  pesymistyczne,  bo  nie  staram  się  przewidzieć  -  nie  mogę 
przewidzieć  -  czy  rezultat  będzie  lepszy,  czy  gorszy.  Są  one  realistyczne.  Sta­

ram  się  doprowadzić  do  dyskusji,  jakie  struktury  byłyby  dla  nas  lepsze  i  jaka 
strategia  mogłaby  pomóc  nam  w  ich  stworzeniu.  Zatem,  jak  mawiają  we 
Wschodniej Afryce - harambee!