background image

 Annie Burrows

 Miłosne perypetie lady Jane

 

Tłumaczenie:

 Barbara Ert-Eberdt

 

background image

 ROZDZIAŁ PIERWSZY

 

Lord Ledbury utkwił wzrokiem w baldachimie łoża, które 

odziedziczył po bracie Mortimerze. Kompletnie wybił się ze snu, 
chociaż jeszcze godzinę wcześniej ze zmęczenia padał z nóg i 
wydawało mu się, że prześpi cały tydzień. Tymczasem sen nie 
nadchodził.
 

Nie cierpiał tego łoża, miękkich, wypchanych pierzem 

piernatów i stert poduszek. Obłożony nimi, odnosił wrażenie, że 
się dusi. Nie lubił lokaja. Nic nie mógł na to poradzić, choć miał 
świadomość, że jest niesprawiedliwy. Nie powinien się czepiać 
Jenkinsa, bo rzeczywiście służący się starał. Tyle że nie był 
Fredem, ordynansem. W ciągu sześciu lat jego służby mógł 
swobodnie pogawędzić z nim przed udaniem się na spoczynek, 
pośmiać się z groteskowych sytuacji, do których dochodziło 
podczas wieczornych spotkań towarzyskich.
 

Musiał rozstać się z Fredem, kiedy przejął Lavenham House. 

Chociaż przed sprowadzeniem się do rezydencji nie doświadczał 
podobnych wygód ani nie był otoczony gromadą służby, czuł się 
samotny i nie na miejscu. Niczym złodziej w cudzym domu, 
pomyślał z goryczą.
 

Przewrócił się na bok i zapatrzył na wciąż jarzący się ogień 

na palenisku marmurowego kominka. Bez munduru nie czuł się 
sobą. Brakowało mu kolegów pułkowych oraz poczucia 
przynależności do wspólnoty wojskowych. Cholera, rozmyślał, 
lepiej by się spało na ławce w parku pod przykryciem ze starego 
płaszcza wojskowego niż tutaj, w tych betach uważanych za luksus
przynależny osobie z jego sfery. Ileż to razy spędził noc pod gołym
niebem, budząc się rano w posłaniu przymarzniętym do gruntu. 
Uświadomił sobie, że na końcu uliczki był niewielki park z 
ławkami, a stary wojskowy płaszcz wciąż wisiał w szafie, chociaż 

background image

Jenkins kręcił na to nosem.
 

Uznał, że musi chociaż na chwilę wyjść z domu Mortimera, 

wymknąć się spod kurateli jego służby, chociaż miał świadomość, 
że nie ucieknie od obowiązków, które spadły na niego w związku z
nagłą i niespodziewaną śmiercią starszego brata.
 

Przeklinając pod nosem, wstał z łóżka, po omacku ubrał się 

w to, co było pod ręką, naturalnie, nie zapominając o płaszczu 
wojskowym. Włożył go i poczuł się w nim, jak w objęciach 
przyjaciela. Na powrót stał się majorem Cathcartem, mimo że 
ludzie uparli się obecnie nazywać go lordem Ledbury.
 

Przygładził dłonią jasnobrązowe włosy, jak to miał w 

zwyczaju po wstaniu z łóżka podczas służby wojskowej. Szkoda, 
że równie łatwo nie dało się uspokoić wzburzonego nastroju. 
Pokuśtykał w dół po schodach. Fakt, że nie doszedł jeszcze do 
siebie po rozmowie z dziadkiem, hrabią Lavenham, nie miał 
większego znaczenia. Był przygotowany na to, że usłyszy coś 
nieprzyjemnego. To, czego dowiedział się na temat młodszego 
brata, było szokujące. Jeszcze gorzej przyjął wiadomość, że gdyby 
Charlie ukrywał skłonność do mężczyzn, on mógłby spokojnie 
wrócić do pułku, dać się zabić lub okaleczyć i nikogo by to nie 
zainteresowało. Spełnił wolę dziadka. Zrezygnował z kariery 
wojskowej i przeprowadził się do Lavenham House. Zakupił nową 
garderobę, zaczął grać przeznaczoną mu rolę, a jednak…
 

Na dworze poczuł się lepiej niż w rodowej siedzibie. 

Odetchnął głęboko. Powietrze było przepojone wilgocią, co 
nieomylnie zwiastowało nadejście angielskiej wiosny. Do furtki na
skwer dotarł szybciej, niż się spodziewał, zważywszy na stan jego 
nogi. Z zadowoleniem pomyślał, że wyciągnie się na parkowej 
ławce i poprzez gałęzie drzew będzie patrzył na nocne niebo. 
Niczego więcej mu nie potrzeba.
 

Tytuł lordowski przypadł mu niespodziewanie po haniebnej 

śmierci Mortimera. Teraz on jest ostatnią nadzieją na przedłużenie 
rodu. Będzie musiał się ożenić, znaleźć pannę godną miana 
przyszłej hrabiny Lavenham. Właśnie dlatego dzisiejszego 
wieczoru wybrał się na bal w nowym wcieleniu, jako lord Ledbury.

background image

Wzdrygnął się mimowolnie na wspomnienie kobiet, które otoczyły
go ścisłym wianuszkiem, gdy tylko pojawił się w rozjarzonej 
światłami świec sali balowej.
 

Najwyraźniej pech nie przestał go prześladować, bo gdy 

doszedł do pierwszej ławki, na której zamierzał się położyć, 
okazało się, że jest zajęta przez rosłego żołnierza w czerwonym 
uniformie i kobietę, chyba mu niechętną, sądząc po tym, jak 
wyrywała się z uścisku.
 

– Puść ją! – zawołał głosem wyćwiczonym na polach 

musztry wojskowej tak głośno, że oboje podskoczyli.
 

– Odczep się – odburknął przez ramię żołnierz.

 

– Ani mi się śni. To niedopuszczalne i… – Urwał.

 

Rozpoznał młodą damę. To lady Jayne Chilcott. Zwrócił na 

nią uwagę podczas minionego balu i wypytywał o nią pana domu, 
Berry’ego, dawnego kolegę szkolnego, była bowiem bez wątpienia
najpiękniejszym stworzeniem, jakie kiedykolwiek widział w życiu.
Udzielając informacji, Berry uśmiechał się złośliwie.
 

– To lady Jayne Chilcott, zwana Soplem Lodu. Mojej siostrze

Lucy bardzo zależało na jej obecności na balu, gdyż ona przebiera 
w zaproszeniach, jak w ulęgałkach. Jej dziadkiem jest hrabia 
Caxton, wyniosły staruch. Przyjrzyj się jej zachowaniu, a 
zrozumiesz, skąd wziął się przydomek.
 

Zrezygnował z prośby o przedstawienie go owej piękności, 

obserwował ją tylko z daleka. Wystarczyło pół godziny, aby 
zgodził się z opinią kolegi. Rzeczywiście sprawiała wrażenie, że z 
żalem zniżyła się do towarzystwa ludzi tak bardzo 
niedorównujących jej statusem. Z wyniosłą miną odrzucała 
zaproszenia do tańca ze strony tłoczących się wokół niej 
mężczyzn.
 

Obecnie po wyniosłości nie został nawet ślad. Miał przed 

sobą młodą dziewczynę, przerażoną i zawstydzoną, bo przyłapano 
ją w mocno kompromitującej sytuacji. Natomiast jej uwodziciel 
był wręcz wściekły.
 

– Powtarzam, natychmiast puść lady Jayne – rozkazał 

stanowczym głosem Richard.

background image

 

Był zdecydowany ratować pannę Chilcott z opresji 

bynajmniej nie ze względu na wrodzoną rycerskość. Na przekór 
temu, czego dowiedział się o niej od Barry’ego, i co było mówione
takim szyderczym tonem, czuł, że początkowe zainteresowanie 
urodą lady Jayne zmieniło się w miarę upływu balu w coś na 
kształt zrozumienia dla jej postawy.
 

Widząc, jak ona opędza się od narzucających się jej 

mężczyzn, czerpał pocieszenie z faktu, że nie tylko on jest 
oblężony. Po pewnym czasie bawiła go nawet determinacja, z jaką 
oboje w dwóch różnych końcach sali odpierali ataki napierających.
Tyle że ścielących się do jej stóp mężczyzn tłumaczyła jej 
niezwykła uroda, podczas gdy wszystkie dopominające się jego 
uwagi damy młode i starsze były zainteresowane wyłącznie jego 
świeżo nabytym majątkiem i tytułem.
 

„Wygląd twojej twarzy niema najmniejszego znaczenia” – 

pocieszał go dziadek, skupiając wzrok na bruździe, którą wyryła 
na czole wnuka zabłąkana kula, gdy był zaledwie porucznikiem. 
„Na pewno nie teraz, skoro jesteś znakomitą partią. Z twoim 
majątkiem i widokami na tytuł hrabiowski nie musisz się wysilać. 
Wystarczy, że będziesz bywał, a kandydatki na żonę same cię 
znajdą”.
 

Myśl o tym, że będzie musiał się opędzać przed nachalnymi 

kobietami sprawiła, że wybrał się na bal z największą niechęcią. 
Słowa dziadka dźwięczały mu w uszach. Nikt nie zwracałby na 
niego najmniejszej uwagi, gdyby śmierć Mortimera nie wyniosła 
go tak wysoko. Tak, szedł tam, by się rozejrzeć za żoną, ale czy 
całe to towarzystwo nie mogło mniej ostentacyjnie okazywać, że 
interesuje je jedynie jego pozycja towarzyska, a nie on sam?
 

Czy lady Jayne miałaby tylu starających się, gdyby była 

równie biedna, jak piękna? Budziła zachwyt nieskazitelną cerą, 
ustami jak pączek róży i gęstwiną złocistych loków opadających 
na wdzięcznie zaokrąglone ramiona. Nie zauważył, jakiego koloru 
były jej oczy, ale ideałem dla tego typu urody powinien być 
chabrowy.
 

Gdy wszedł na salę, rzuciła mu zimne, taksujące spojrzenie. 

background image

Później, kiedy oboje otaczała gromada pochlebców, ich oczy 
spotkały się i on przez ułamek sekundy był pewny, że chciałaby 
poskarżyć się mu, jak bardzo doskwiera jej nieszczerość tych 
ludzi. On chętnie zrobiłby to samo. Niedługo potem opuściła salę 
balową.
 

Po jej wyjściu przymus przebywania w tym pomieszczeniu i 

z tymi ludźmi stał się nie do zniesienia. Richard czuł się 
zamroczony panującą w przegrzanej sali duchotą. Napięcie, 
nieopuszczające go od podjęcia decyzji o podporządkowaniu się 
obowiązkowi wobec rodziny, było nie do wytrzymania przez 
osłabione długotrwałą chorobą ciało. Nagle wszystko go rozbolało.
W głowie na próżno szukał uprzejmych słówek, niezbędnych w 
salonowych konwersacjach. Z ulgą wyszedł i udał się do 
Lavenham House. Tyle że dom, w którym zamieszkał, wciąż był 
domem Mortimera.
 

Nagle odczuł potrzebę wyładowania na kimś frustracji 

gromadzącej się w nim od rozmowy z hrabią Lavenham. Mortimer
i Charlie byli poza zasięgiem – jeden w grobie, drugi w Paryżu, a 
nie wypadało rzucać się na własnego dziadka, choćby był w 
najwyższym stopniu irytujący.
 

– Wstawaj! – rozkazał żołnierzowi wciąż obejmującemu lady

Jayne.
 

Młodzieniec był jego wzrostu. Chociaż młodszy i zapewne 

sprawniejszy fizycznie, nie był zaprawiony na polu walki jak on.
 

Żołnierz wstał niechętnie.

 

– Przynosisz ujmę swojemu mundurowi – orzekł lord 

Ledbury, rozdrażniony nonszalancją młokosa. Każdy spośród 
podkomendnych prężył się na baczność, słysząc taki ton w jego 
głosie. – Muszę zameldować o tym twoim dowódcom. Oficer nie 
powinien narzucać się kobiecie. Gdybyś był moim podwładnym, 
mógłbyś czuć się szczęściarzem, jeśli skończyłoby się na chłoście.
 

Zanim zdążył dodać, że da nieszczęśnikowi szansę 

rozstrzygnięcia sprawy w walce na pięści, lady Jayne stanęła 
między nimi z okrzykiem:
 

– Nie będzie pan tak okrutny!

background image

 

– Okrutny? – powtórzył zaskoczony. – Uważa pani, że 

okrucieństwem jest ratowanie pani z opresji?
 

Zignorował wewnętrzny głos, który mu przypominał, że 

szuka okazji do awantury. Ten żołnierz stanął mu na drodze w 
chwili, kiedy potrzebował kogoś, na kim mógłby się wyładować. 
Gdyby napotkał młodego oficera obściskującego ładną dziewczynę
w Portugalii, mrugnąłby do niego porozumiewawczo i poszedł 
swoją drogą. Z tą różnicą, że ta dziewczyna nie była słodką 
senioritą ani znudzoną życiem żoną jakiegoś hreczkosieja. Była 
młodą angielską damą i nie szukała przygód. Przeciwnie, 
wyrywała się zuchwalcowi.
 

– Przyznaję – odezwała się – byłam trochę zaskoczona 

natarczywością Harry’ego, bo do tej pory nigdy mnie tak nie 
całował. Głównie jednak bałam się, że ktoś nadejdzie i nas 
zauważy.
 

– Naprawdę chce pani, abym uwierzył, że odpychała go pani 

z obawy, że zostaniecie złapani w dwuznacznej sytuacji?
 

Bez wątpienia musiała tu przyjść z własnej woli, nawet jeśli 

potem przestraszyła się tego, co robi.
 

– Tak! – wykrzyknęła lady Jayne, unosząc wyzywająco 

głowę. – Nie spodziewam się, że ktoś taki jak pan to zrozumie. 
Ponieważ mój dziadek zabronił Harry’emu widywać się ze mną, 
nie pozostaje nam nic innego, jak spotykać się potajemnie.
 

Co to znaczy „ktoś taki jak pan”?! – zirytował się w duchu. 

Dlaczego nie jest mu wdzięczna za wybawienie z opresji? I przede 
wszystkim czemu stoi mu na drodze i nie pozwala dołożyć tej 
podstępnej, żałosnej imitacji żołnierza?
 

– Nie pomyślała pani, że dziadkowi mogłoby leżeć na sercu 

pani dobro? Że byłoby lepiej trzymać się z daleka od tego franta?
 

Lady Jayne była dość majętną dziedziczką. Berry wspominał,

że jej dziadek nie miał żadnych bezpośrednich męskich następców 
i było powszechnie wiadomo, że ją obdarzy większą częścią swojej
fortuny. Rzecz oczywista, że jakiś przybłęda bez grosza przy duszy
nie był odpowiednim partnerem dla dziewczyny, która odziedziczy
majątek, niezależnie od tego, że Harry miał niewątpliwie pewne 

background image

zalety – urodziwą twarz, szerokie bary i wielki tupet.
 

– Zamierza pan nas wydać? – zapytała chłodno.

 

Harry stanął obok lady Jayne i przycisnął do torsu jej dłoń.

 

– To się tak nie skończy – oznajmił. – Nie dopuszczę do tego.

Przysięgam, ukochana, że nic nas nie rozłączy – dodał.
 

– Och, Harry, nie wybaczę sobie, jeśli przez niego spotka cię 

chłosta. – Rzuciła nienawistne spojrzenie lordowi Ledbury. – 
Wiedziałam, że nie powinnam się godzić na to spotkanie.
 

Kiedy tak stali i patrzyli na siebie, Richard poczuł, że 

opuszcza go nagromadzona nieracjonalna złość. Jeśli lady Jayne 
kocha tego młodego oficera, niezależnie od tego, co on o nim 
sądził, to nic dziwnego, że ozięble potraktowała adoratorów 
nadskakujących jej podczas balu. Wiedział, co musiała czuć. Czy 
dziadek nie odarł go z wszelkich złudzeń, nie podeptał jego uczuć i
nie kazał mu wstąpić na drogę, której nie wybrałby z własnej woli?
Poczuł się niewygodnie w obranej roli obrońcy poprawności, bo 
wiedział, że wyjdzie na kompletnego durnia, ale coś nie pozwalało 
mu odejść i zostawić ich w spokoju.
 

– Niech pani przestanie zachowywać się jak heroina z 

taniego melodramatu i zawoła pokojówkę. Czas wracać do domu.
 

Zwiesiła głowę.

 

– Chyba nie wyszła pani bez pokojówki?

 

Pokiwała głową.

 

To wyglądało znacznie gorzej, niż sądził. W żadnym 

wypadku nie mógł zostawić jej w towarzystwie mężczyzny, który 
bez skrupułów zwabił w ustronne miejsce o tak późnej godzinie 
młodą kobietę, pozbawioną chociażby pozorów ochrony ze strony 
pokojówki.
 

– Czuję się zobowiązany odprowadzić panią do domu – 

oznajmił. – Miejmy nadzieję, że nikt nas nie spostrzeże, inaczej to 
my będziemy bohaterami skandalu.
 

Owszem, zamierzał się ożenić, ale nie pod przymusem z 

ledwo poznaną dziewczyną. Kandydatka na przyszłą hrabinę 
powinna być kobietą wyjątkową, o której kolejne pokolenia będą 
mówiły z największym podziwem i szacunkiem. Niekoniecznie 

background image

trzeba jej szukać w ekskluzywnym Almacku, tym matrymonialnym
targowisku, nie musi pochodzić z najwyższych kręgów 
towarzyskich, natomiast powinna mieć to coś, co każdy 
momentalnie spostrzeże i doceni. Nawet on, gdy się na nią natknie.
 

– Na co jeszcze czekasz, człowieku?! – wrzasnął na 

młodzieńca. – Wracaj do koszar, zanim się rozmyślę, i módl się, 
żeby nie odkryli twojej nieobecności.
 

– Zmienił pan zdanie?

 

– Mogę je zmienić jeszcze raz, jeśli się stąd natychmiast nie 

ruszysz. Jak się nazywasz i jaki masz stopień?
 

– Porucznik Kendell. I dziękuję panu.

 

Harry pocałował lady Jayne w rękę, po czym się ulotnił.

 

background image

 ROZDZIAŁ DRUGI

 

– Dlaczego pozwolił mu pan odejść? – zapytała lady Jayne.

 

Nie obchodziło jej, dlaczego adorator bez najmniejszego 

sprzeciwu ją opuścił, nie pytając nawet o nazwisko mężczyzny, z 
którym ją zostawia? – zdziwił się w duchu lord Ledbury. Przecież 
mógł to być powszechnie znany, bezwzględny uwodziciel.
 

– Zawsze zdążę o nim zaraportować, jeśli pani sobie tego 

życzy – odparł, myśląc, że rzeczywiście powinien to zrobić.
 

Obiekt westchnień lady Jayne wzbudził w nim pogardę 

skwapliwym zniknięciem z parku. Nie chciało mu się wierzyć, że 
mężczyzna mógł zachować się tak niehonorowo wobec kobiety, 
będąc w niej zakochany.
 

– Niech pan tego nie robi! – zawołała, łapiąc go z rękaw. – 

To wyłącznie moja wina. Wiedziałam, że nie powinniśmy się 
spotykać, ale on mnie tak bardzo kocha… Popełniłam błąd, że 
przyszłam bez pokojówki, ale pan rozumie, drzwi domu są 
zamykane na noc, nie mogłam się spodziewać, że pokojówka Josie
wyjdzie przez okno.
 

– Wyszła pani z domu przez okno? Jak zatem zamierza pani 

wrócić?
 

Nie wyobrażał sobie, że zapuka do frontowych drzwi i odda 

ją w ręce opiekunów o tak późnej godzinie, właściwie nad ranem. 
To byłoby równoznaczne z wywołaniem skandalu.
 

– Naturalnie, tą samą drogą. Zresztą nieważne. Właściwie 

martwię się wyłącznie o Josie. Próbowała wyperswadować mi 
wyjście, ale to tylko służąca. Musi robić, co jej każę.
 

– I pani na zimno wykorzystała ten fakt?

 

– No… tak. Jeśli pan powie komukolwiek, że przyszłam tu 

bez niej, a przecież ona dostała surowy przykaz niespuszczania 
mnie z oka, to zwolnią ją ze służby. To byłoby bardzo 

background image

niesprawiedliwe. Nie zniosłabym, gdyby z mojego powodu straciła
pracę, a Harry został wydalony z pułku dlatego, że nie zachowałam
się tak, jak powinnam.
 

Richard ze zdziwieniem spostrzegł łzę ściekającą po policzku

lady Jayne. Berry wyrażałby się o niej w odmienny sposób, gdyby 
wiedział to, co on teraz. Demonstrowała wyniosłą minę, a w 
gruncie rzeczy gorączkowo oczekiwała na randkę. Przypomniał 
sobie, jak to było, gdy jako młody oficer podczas manewrów 
uczestniczył z kolegami w kolacjach wydawanych przez władze 
pułkowe dla lokalnych notabli, aby ich przekonać, że nie mają się 
czego obawiać ze strony zakwaterowanych w ich majątkach 
żołnierzy. Mieli rozkaz zachowywać się przy stole przyzwoicie. 
Później z nawiązką to sobie odbijali, dopuszczając się rozlicznych 
ekscesów. Kiedy lady Jayne umawiała się w parku z młodym 
oficerem, myślała tylko o sobie, natomiast gdy poniewczasie 
uzmysłowiła sobie, jakie mogą wyniknąć z tego konsekwencje dla 
innych, była szczerze skruszona.
 

– Zapomnijmy o tym na chwilę – burknął szorstko, chociaż 

kusiło go, by obiecać, że nikomu nie piśnie ani słowa, i to wcale 
nie ze względu na jej skruchę.
 

Nawet jeśli wykazała się szczególną lekkomyślnością, kto 

jak kto, ale on nie miał prawa potępiać jej za nieposłuszeństwo 
wobec rodziny. Przecież też tak postąpił, z tą różnicą, że mógł 
wyjść własnymi frontowymi drzwiami, gdy poczuł się w rodowej 
siedzibie jak w więzieniu.
 

– Musimy odstawić panią do domu w taki sposób, aby pani 

eskapada nie stała się przedmiotem plotek. Gdzie pani mieszka?
 

– O, więc pan chce nam pomóc? – spytała z urzekającym 

uśmiechem.
 

Zrozumiał, dlaczego porucznik Kendell nie potrafił się jej 

oprzeć. Każdy młodzieniec ryzykowałby narażenie się na gniew 
zwierzchnika w zamian za możliwość trzymania w ramionach tak 
uroczego stworzenia. A gdyby jeszcze mógł je całować… A może 
on zaryzykowałby pocałunek? Na samą myśl, że mógłby to 
uczynić, krew zaczęła szybciej krążyć w jego żyłach. Co za 

background image

wspaniałe uczucie, pomyślał, być zdrowym mężczyzną naturalnie 
reagującym na spotkaną w odludnym miejscu piękną kobietę.
 

Taka reakcja mogła go tylko cieszyć. Zapewniał dziadka, że z

medycznego punktu widzenia nic nie powinno mu przeszkodzić w 
spłodzeniu kolejnej generacji Cathcartów. W rzeczywistości nie 
czuł zainteresowania płcią przeciwną od bitwy pod Orthez, kiedy 
to został poważnie ranny. Całą energię życiową skierował na 
przeżycie – najpierw w szpitalu polowym, a następnie w 
urągających higienie warunkach transportu do Anglii. Długi czas 
nie opuszczała go gorączka. Chociaż odzyskał władzę w nodze i 
nawet, zanim po rozmowie z dziadkiem nie zmienił planów, 
przemyśliwał o powrocie do służby wojskowej, nie przejawiał 
chęci podjęcia aktywności seksualnej, mimo że okazji nie 
brakowało. Tymczasem teraz nie zdołał się oprzeć pokusie i 
wyciągnął rękę, by delikatnie kciukiem otrzeć łzę, która zdążyła 
spłynąć na brodę lady Jayne. Dotknięcie ciepłej, jedwabistej skóry 
zelektryzowało go. Tak dawno nie trzymał kobiety w ramionach, 
że teraz kusiło go, by zapytać, czy panna Chilcott nie pozwoliłaby 
mu na jeden pocałunek. Opanował się jednak i oderwał wzrok od 
jej ust. Powinien zachować się jak dżentelmen i bezpiecznie 
zaprowadzić ją do domu. Pokusa przedłużenia niespodziewanego 
spotkania z atrakcyjną kobietą była jednak zbyt silna, by jej nie 
ulec. Zadał pierwsze pytanie, jakie przyszło mu do głowy:
 

– Może zechciałaby mi pani wyjaśnić, dlaczego tak 

utytułowana i majętna panna jak pani zainteresowała się 
mężczyzną o niskiej pozycji towarzyskiej?
 

– Mówi pan jak mój dziadek!

 

Ta odpowiedź podziałała na niego jak kubeł zimnej wody. 

Czy rzeczywiście wyglądał tak staro, że kojarzył się jej z 
dziadkiem? Nic dziwnego, że uchyliła się, kiedy jej dotknął. 
Dobrze, że nie poprosił o pocałunek, bo wyglądałoby na to, że 
proponuje jej kupno milczenia. I tak miała go prawdopodobnie za 
gbura, skoro przerwał jej sam na sam z przystojnym porucznikiem.
 

– Dziadek o niczym innym nie myśli, tylko o pozycji 

towarzyskiej i majątku. Nie pozwala mi zawierać żadnych nowych 

background image

interesujących znajomości. Wpadł w szał, gdy się dowiedział, że 
zaczynam odczuwać sympatię do Harry’ego. A kiedy okazało się, 
że Harry nie ma tytułu ani nawet widoków na tytuł, zabronił mi z 
nim rozmawiać i wywiózł mnie do Londynu.
 

– Wygląda mi to na bardzo sensowne zachowanie – odparł 

Richard, przeklinając w duchu, że bierze stronę dziadka, 
tłumiącego porywy młodego serca. – Jest pani nazbyt ufna. 
Rozsądniejsza dziewczyna wiedziałaby, jak niebezpiecznie jest 
samotnie spotykać się z mężczyzną w parku nad ranem. – 
Zwłaszcza że jej zmysłowe usta mogą wywierać taki piorunujący 
efekt na mężczyźnie, dodał w myśli.
 

– To oczywiste! – odcięła się. – Przecież nie wiadomo, na 

kogo mogłaby się natknąć. Niektórzy mają zwyczaj chodzić po 
nocy i szpiegować ludzi.
 

– Ja nie szpiegowałem! – zaprotestował lord Ledbury.

 

– Nie? To co pan robił? Coś podejrzanego, co do tego nie 

mam wątpliwości.
 

– Nie mogłem spać, i tyle. – Widząc jej pogardliwe 

spojrzenie, dodał: – Rozbolała mnie noga, a ta przeklęta londyńska
służba hajcuje niemiłosiernie pod kominkiem i zamyka na noc 
okna. Musiałem wyjść zaczerpnąć świeżego powietrza. Do licha, 
nie wiem, dlaczego to pani mówię. – Jak jej się udało doprowadzić
go do zwierzeń? – zadał sobie w duchu pytanie. – Zresztą to bez 
znaczenia. Nie muszę się pani tłumaczyć.
 

– Naturalnie, bo jest pan mężczyzną – odrzekła z przekąsem. 

– Mężczyźni mogą robić, co chcą, nie zważając na to, czy kogoś 
ranią, czy nie, i nikt im niczego nie zarzuci.
 

– Nie może pani bardziej się mylić. Szlachetny mężczyzna 

przedkłada obowiązek ponad swoje naturalne skłonności. 
Obowiązek wobec Korony oraz rodziny i… – Urwał.
 

Znowu odkrywał przed nią myśli, zamiast mówić to, co 

byłoby stosowne w danych okolicznościach. Z drugiej strony, Bóg 
jeden wie, co należałoby powiedzieć w takiej sytuacji jak ta. 
Mógłby przysiąc, że żaden podręcznik savoir vivre’u nie zawierał 
rozdziału na temat konwersacji podczas eskortowania do domu 

background image

kobiety z potajemnego spotkania z nieodpowiednim wybrankiem.
 

Naszły go złe przeczucia. Najwidoczniej lady Jayne była 

przekonana, że jest zakochana w młodym oficerze. Nie mogła 
wiele o nim wiedzieć, jeśli spotykali się okazjonalnie, jak 
dzisiejszej nocy. Nie byłby ani trochę zdziwiony, gdyby jej uczucia
miały więcej wspólnego z mundurem niż z człowiekiem go 
noszącym. Wiedział z doświadczenia, że czerwień munduru 
podoba się kobietom.
 

– Jeśli chodzi o rodzinę – wrócił do najważniejszej kwestii – 

sądzę, że pani dziadek prawdopodobnie żywił nadzieję, że to, co 
uważał za dziewczęce zauroczenie, prędko minie, jeśli dostarczy 
pani innych rozrywek.
 

Spiorunowała go wzrokiem i ruszyła alejką parkową, 

biegnącą w przeciwną stronę niż ta, z której przyszedł. Dogonił ją.
 

– Oby tak było. Podsłuchałam, jak instruował lady Penrose, 

moją przyzwoitkę, aby wydała mnie za mąż jeszcze przed końcem 
tegorocznego sezonu – odparła. – Nie mam pojęcia, jak chce do 
tego doprowadzić, skoro ograniczył swobodę wyboru imprez 
towarzyskich, na które wolno jej mnie zabrać. W rezultacie 
widywałam tych, których znam, odkąd przyszłam na świat. Nie 
wyobraża pan sobie, jak się nudziłam! Zaczynałam się czuć, jak 
kanarek w złotej klatce, gdy pojawił się Harry. Ożyłam, kiedy 
dostałam jego pierwszy liścik, w którym błagał mnie o randkę. 
Skorzystał z pośrednictwa Josie. Poinformował mnie, na jakie 
wydarzenia towarzyskie mógł uzyskać zaproszenie. Spotykaliśmy 
się w ogrodach, w pustych pokojach na piętrach, gdy na parterze 
trwały bale. Lady Penrose niczego nie podejrzewała.
 

Richard pożałował obietnicy, że nikomu nie powie o jej 

nocnej eskapadzie. Im więcej dowiadywał się o Harrym, tym mniej
ufności wzbudzał w nim ten młody człowiek. Z drugiej strony, 
alarmowanie jej opiekunów też nie było dobrym rozwiązaniem. Z 
tego, co usłyszał, wynikało, że lady Penrose nie radziła sobie z 
żywiołową podopieczną. Zachowa dyskrecję, uznał, ale czy nie 
powinien uprzedzić lady Jayne o podejrzeniach dotyczących 
motywów kierujących Harrym? Nie. Biorąc pod uwagę jej 

background image

dotychczasową reakcję, potraktuje go jak jeszcze jednego 
apodyktycznego męskiego osobnika, usiłującego ograniczyć jej 
wolność. Domyślał się, że zlekceważyłaby jego uwagi z równą 
przyjemnością, z jaką oszukiwała dziadka i przyzwoitkę. Tym 
bardziej w tej sytuacji potrzebny był ktoś, kto wiedziałby o jej 
kontaktach z Harrym i ją obserwował. Ktoś, kogo nie zwiodłaby 
pozornie wyniosłą, nieprzystępną miną, którą wprowadziła w błąd 
towarzystwo na balu.
 

– Lady Jayne, dałem słowo, że nic nie powiem o dzisiejszej 

nocy, i dotrzymam obietnicy. Musi pani jednak zrozumieć, że nie 
mogę pozostawić tej sprawy. Sama pani przyznała, że nie 
postąpiła, jak należy.
 

– Co pan proponuje?

 

Oby sam wiedział. W tej chwili najlepszy byłby strategiczny 

odwrót w celu przegrupowania sił.
 

– Złożę pani dzisiaj po południu wizytę i zaproszę panią na 

przejażdżkę do Hyde Parku. Wtedy zdradzę swój plan.
 

– Będę gotowa. – Uniosła brodę w sposób, który mówił mu, 

że zamierzała sprzeciwiać się mu na każdym kroku. – Jesteśmy na 
miejscu – dodała, wskazując front okazałej rezydencji.
 

Skierowała kroki ku wjazdowi do znajdujących się na tyłach 

budynku stajni. W pewnej chwili przystanęła i popatrzyła nań z 
uwagą.
 

– Zaskoczył mnie pan – wyjawiła. – Nie przypuszczałam, że 

potrafi pan zachować się przyzwoicie.
 

– A czego się pani spodziewała? – spytał, choć właściwie nie 

zależało mu na tym, by usłyszeć, że wiązała z nim oczekiwania, 
zważywszy że zdążyli kilka razy popatrzeć na siebie w sali 
balowej.
 

– Nie wiem… Na balu wyglądał pan tak… zniechęcająco. Te 

kobiety, które się wokół tłoczyły, obchodziły pana tyle, co 
rozbijające się o klif fale. A gdy wspomniał pan o chłoście dla 
Harry’ego, przez minutę sadziłam, że… – Zmieszała się. – Pan nie 
jest okrutnikiem, prawda?
 

– Bez wahania wysyłałem ludzi na śmierć – odparł, by nie 

background image

pomyślała, że skoro okazał jej wyrozumiałość, jest mięczakiem.
 

– Jednak nie czerpał pan z tego przyjemności, a to wielka 

różnica.
 

Zamierzał bronić się przed zarzutem, że nie jest okrutnikiem, 

ale oniemiał, bo zadarła spódnicę i zatknęła ją za pasek w talii. 
Wiedział, że powinien odwrócić wzrok, ale czy mógł 
spostponować ją do tego stopnia, by nie docenić pary zgrabnych 
nóg odzianych w coś na kształt bryczesów, zwłaszcza że nie dalej 
jak dzień wcześniej taki widok w ogóle by go nie poruszył? Wahał 
się, czy nie zaproponować jej pomocy, gdy ona zdążyła wskoczyć 
na krawędź końskiego żłobu, z którego przedostała się na dach 
stajni.
 

Uśmiechnęła się do niego figlarnie, przytrzymując się gałęzi 

rachitycznej jabłoni.
 

– Nie jest pan takim nadętym nudziarzem, na jakiego pan 

wygląda.
 

Wypowiedziawszy tę kąśliwą uwagę, lady Jayne z małpią 

zręcznością wdrapała się po konarach jabłoni wzdłuż muru wyżej, 
gdzie czekało uchylone podnoszone okno. Uniosła je i znikła w 
środku, dając mu okazję do zauważenia, jak kształtny jest jej 
tyłeczek.
 

Richard stał przez kilka minut w osłupieniu, jakby dostał 

potężny cios w głowę. Niedawno był obrażony na cały świat i 
sfrustrowany. Teraz upajał się cudownym uczuciem, że wszystko 
jest w najlepszym porządku. Nie stało się to za sprawą sztuczek 
wyrafinowanej ladacznicy. Na przekór jego uprzedzeniom była to 
naturalna odpowiedź na widok damy z najwyższych kręgów 
towarzyskich. Zachichotał. Dobrze wiedzieć, że jest wśród nich 
przynajmniej jedna, z którą nie byłoby przykro pójść do łóżka. 
Patrzył na okno i zastanawiał się, co by się stało, gdyby wspiął się 
w ślad za lady Jayne i…
 

W tym momencie ktoś zatrzasnął okno i Richard szybko 

skrył się w cieniu stajni. Przyjechał do Londynu znaleźć żonę, a 
nie wdawać się w skandale, upomniał się w duchu. Nie ma sensu 
stać tu i wpatrywać się w okno, w którym zniknęła powabna lady 

background image

Jayne, i zastanawiać, czy gałęzie jabłoni są na tyle wytrzymałe, by 
nie złamać się pod jego ciężarem.
 

Fakt, że w ogóle krążyły mu po głowie takie myśli, był 

niezwykle budujący. Ruszył w powrotną drogę, uśmiechając się do
siebie radośnie. Lady Jayne to prawdziwie niesforne dziecko. 
Znajomość z nią będzie obfitowała w kłopoty. Przeczuwał to, ale 
nie obawiał się następnego spotkania. Przeciwnie, nie potrafił 
sobie przypomnieć, kiedy ostatnio czuł się taki ożywiony i 
zadowolony.
 

– Panienko! – wykrzyknęła Josie, pomagając lady Jayne 

zejść z parapetu. – Bogu dzięki, że wróciła panienka cała i zdrowa.
 

– Przepraszam, że się o mnie martwiłaś. Obiecuję, że już nie 

zrobię niczego równie bezmyślnego, lekkomyślnego i 
samolubnego – obiecała panna Chilcott i zatrzasnęła za sobą okno.
 

Josie, która służyła u niej, odkąd Jayne skończyła dwanaście 

lat, i dobrze znała humory swojej pani, spojrzała z uwagą.
 

– Coś się stało? Stało się, widzę to. Poróżniła się panienka z 

młodym oficerem?
 

– Nie, nic w tym rodzaju – zaprzeczyła lady Jayne.

 

A jednak… Jeszcze zanim pojawił się lord Ledbury i 

przerwał jej tête-à-tête z porucznikiem, naszły ją wątpliwości, czy 
nie popełniła błędu, zgadzając się na to spotkanie. Ciemne okna 
mijanych po drodze domów wyglądały groźnie, miała złe 
przeczucia, zanim zdążyła dojść do parku. To nie dawało się 
porównać z porannymi konnymi eskapadami w okolicach Darvill 
Park, wiejskiej posiadłości dziadka w hrabstwie Kent.
 

– Niech panienka szybko się przebiera w nocną koszulę i 

kładzie do łóżka, bo zaraz pokojówka lady Penrose przyniesie 
śniadanie – upominała ją Josie.
 

Spotkanie od samego początku nie przebiegało zgodnie z 

oczekiwaniami Jayne. Harry, zamiast wziąć ją za rękę i szeptać 
miłe słówka, jak to miał dotychczas w zwyczaju podczas ich 
ukradkowych randek, pociągnął ją na ławkę i otoczył ramionami. 
„Nie zniosę tego dłużej, najdroższa – mówił z naciskiem – tak 
dłużej być nie może, musimy uciec”.

background image

 

Nie zdążyła odpowiedzieć, że tego nie uczyni, a on zaczął ją 

całować w usta. Wąsy drapały nieprzyjemnie górną wargę, a 
niektóre włosy wchodziły do nosa. W dodatku otoczył ją ciasno 
ramionami. Z włosami w nosie, zatkanymi ustami i ściśniętą klatką
piersiową zaczynała się dusić. Nie tak wyobrażała sobie pierwszy 
pocałunek. Ściągając bryczesy, pomyślała, że przecież nie dała mu 
zgody na pocałunek. On się na nią wręcz rzucił. Był taki 
natarczywy, że przez chwilę lub dwie nawet się go bała.
 

Jeszcze teraz, gdy Josie rozsznurowywała jej gorset, nie 

mogła zapomnieć, jak było jej nieprzyjemnie w gorączkowych 
uściskach Harry’ego i jak się ucieszyła, gdy zjawił się lord 
Ledbury z tą groźną miną. Oczywiście, nigdy się do tego nikomu 
nie przyzna. Pochyliła głowę, by Josie pomogła jej włożyć koszulę
nocną. Wdzięczność nie trwała jednak długo. Przeraził ją sposób, 
w jaki lord Ledbury patrzył na Harry’ego, jakby chciał mu 
powyrywać ręce i nogi. Bała się, chociaż ta złość nie była 
skierowana przeciwko niej. Potem przepędził Harry’ego, otarł łzę, 
której nie była w stanie powstrzymać i jak gdyby nigdy nic 
odprowadził ją do domu. Wcale mu nie przeszkadzało, że wędruje 
o świcie ulicami z osobą przyłapaną w kompromitującej sytuacji.
 

Usiadła przed toaletką.

 

Dopóki lord Ledbury nie wspomniał, że powinien złożyć 

raport dowódcy Harry’ego, nie przyszło jej do głowy, że swoim 
zachowaniem może komuś zaszkodzić. Naruszała narzucane jej 
zasady, przekonana, że kara, jaka ją spotka, będzie względnie 
łagodna. Lady Penrose może zabronić jej wychodzenia z domu 
przez kilka wieczorów i obciąć kieszonkowe, a to żadna kara. W 
najgorszym razie mogłaby być odesłana do domu w Kent. Byłoby 
to jednak swego rodzaju zwycięstwo.
 

Surowa mina lorda Ledbury uzmysłowiła Jayne, że 

nieuchronne mogą być także reperkusje dla innych osób. Josie 
mogłaby stracić pracę, a Harry mógłby zostać wydalony z pułku. 
Na szczęście, lord Ledbury dał się ubłagać o litość oraz obiecał 
nikomu nie mówić o nocnej eskapadzie. Pogłaskała rękę 
pokojówki, rozczesującej jej włosy, by je zapleść w warkocze, w 

background image

których zazwyczaj kładła się do łóżka. Dlaczego nie pomyślała, że 
innym przyjdzie zapłacić za jej wybryk? Czemu była tak 
samolubna?
 

Patrzyła z niesmakiem na odbicie w lustrze. Zazwyczaj 

ludzie zwracali uwagę na to, jak bardzo jest podobna do swojego 
ojca. Zimna i bez serca jak on. Sądzili tak na podstawie obojętnej 
miny, którą wyćwiczyła do perfekcji. Skąd mogli wiedzieć, jaką 
jest osobą, widząc tylko jej twarz? Pomyśleć, jak źle osądziła lorda
Ledbury. Wieczorem, gdy zauważyła go na balu wydanego na 
cześć Lucy Beresford, pomyślała, że jest jednym z najmniej 
sympatycznych mężczyzn, jakich znała. Do nikogo się nie 
uśmiechnął, chociaż otaczający go ludzie wychodzili ze skóry, 
żeby go zabawić. Zupełnie, jakby wyświadczał bratu Lucy wielki 
zaszczyt, że po raz pierwszy w roli wicehrabiego wystąpił w jego 
domu. Jayne z pobłażaniem przyjmowała zachwyty Lucy, która 
mówiła o Ledburym jako bohaterze. Tymczasem okazało się, że 
wcale nie jest ani zły, ani okrutny. Mógł zrujnować jej reputację i 
złamać karierę Harry’emu, wypędzić Josie na bruk, a tego nie 
uczynił. Odprowadził ją do domu i obiecał zachować dyskrecję. 
Spojrzała na swoją twarz i pocieszyła się myślą, że wprawdzie 
wygląda jak ojciec, ale nie ma jego charakteru. Czyż to nie jest 
najważniejsze?
 

Mimowolnie się wzdrygnęła.

 

– Jeszcze chwila, panienko. Zaraz otulę panienkę ciepłą 

kołdrą – powiedziała Josie, niewłaściwie odczytując jej reakcję.
 

Lady Jayne nie wyprowadziła z błędu pokojówki. Nie chciała

jej dodatkowo martwić opowieściami o ostatnich wydarzeniach ani
przyznawać się do tego, że na skutek wyrozumiałości, z jaką 
potraktował ją lord Ledbury, uznała, że zachowała się samolubnie. 
Czy to za jej zachętą Harry tak się w niej zakochał, że postawił pod
znakiem zapytania karierę w wojsku? Jej ojciec niszczył kobiety 
na tyle nierozsądne, że dały się nabrać na jego urodziwą 
powierzchowność.
 

Josie skończyła zaplatanie warkoczy i Jayne wreszcie 

znalazła się w łóżku. Przykryła się po brodę i oddała 

background image

rozmyślaniom. Lord Ledbury zamierza jej przeszkodzić w 
widywaniu Harry’ego. Wyraźnie dał do zrozumienia, że nie 
aprobuje tego, by kobieta o jej pozycji towarzyskiej utrzymywała 
kontakty z mężczyzną pozbawionym majątku i tytułu. Czy lord 
Ledbury zdoła odstraszyć Harry’ego? Nie udało się to nawet 
dziadkowi. Lubiła Harry’ego, i to bardzo. Przeżywała rozstanie z 
nim, gdy dziadek wysłał ją do Londynu, by położyć kres 
znajomości, która rozwinęła się, gdy pułk Harry’ego stacjonował 
w hrabstwie Kent. Ucieszyła się, widząc go w Londynie. Radość 
trwała do czasu, gdy wyjawił jej, że rozstanie niemal złamało mu 
serce.
 

Och, jakby chciała, aby lordowi Ledbury udało się przekonać

Harry’ego, żeby przestał się do niej zalecać! Inaczej będzie 
musiała sama mu oznajmić, że go nie kocha. Nie zdawała sobie z 
tego sprawy, aż do dzisiejszej nocy. Dopiero gdy przypatrzyła się 
swojemu zachowaniu surowym wzrokiem lorda Ledbury, musiała 
przyznać, że atrakcja Harry’ego polegała głównie na tym, że 
spotykając się z nim, robiła na złość dziadkowi. Lord Ledbury miał
prawo potraktować ją jak puste, samolubne stworzenie.
 

Josie zdążyła wyjść z pokoju i cicho zamknąć za sobą drzwi, 

a Jayne wciąż w myślach prowadziła ze sobą szczerą rozmowę. 
Nie chciała łamać męskich serc. Nie śniło się jej, że Harry tak 
mocno się zaangażuje. Potrzebowała usprawiedliwienia. Przecież 
nie działała z wyrachowania! W ogóle się nie zastanawiała nad 
tym, co robi. Harry pojawił się w chwili buntu przeciwko 
nałożonym jej ograniczeniom. Musiała jednak uczciwie przyznać, 
że nie wszystkie były pomysłem dziadka i lady Penrose. 
Niepotrzebnie przysięgła sobie, że nie będzie tańczyła na balach, 
uznając, że przyjęcie zaproszenia do tańca mogłoby zostać 
odebrane przez partnerów jako zachęta do starań o jej rękę.
 

Gdy Harry wspomniał o ucieczce, wiedziała, że nie 

zdobędzie się na taki krok. Zanim ją pocałował, na dodatek w taki 
nieprzyjemny sposób, uświadomiła sobie, że będzie musiała z nim 
zerwać. Zrozumiała, że nie jest zakochana. W każdym razie nie 
tak, żeby poświęcić mu wszystko, jak uczyniła ciotka Aurora, o 

background image

której opowiadała matka.
 

Żywiła nadzieję, że Harry zapomni o niej szybko. Powinien, 

bo nie warto było podejmować dla niej ryzyka. Zapewne w 
najbliższej przyszłości będzie miał do czynienia z poważnymi 
sprawami. Gazety były pełne relacji o ucieczce Napoleona z Elby. 
Wszystkie pułki zostaną przerzucone na kontynent, by 
powstrzymać triumfalny przemarsz Bonapartego przez Francję. 
Mimo wszystko będzie czuła się winna, że przez pewien czas 
bawiła się jego uczuciami. Będzie się modliła, by spotkał miłą 
dziewczynę ze swojej sfery, która pokocha go tak, jak on na to 
zasługuje.
 

background image

 ROZDZIAŁ TRZECI

 

– Lord Ledbury zabiera cię dzisiaj na przejażdżkę do parku? 

– Lady Penrose spojrzała na podopieczną przez lorgnon, którym 
się wspomagała przy przeglądaniu porannej poczty.
 

– Tak. Nie wspominałam o tym wczoraj wieczorem?

 

– Odnotowałam jego obecność u Beresfordów, ale nie 

zauważyłam, by zostaliście sobie przedstawieni. Kiedy miał okazję
cię zaprosić? Poza tym niepotrzebnie samodzielnie przyjęłaś tę 
propozycję. Doskonale wiesz, że to niestosowne. Ten młody 
człowiek powinien najpierw mnie spytać o pozwolenie.
 

Lady Jayne udawała, że bierze sobie do serca te uwagi i 

liczyła na to, że lord Ledbury dostanie odprawę. Lady Penrose była
pedantką w kwestiach etykiety. Właśnie dlatego dziadek wybrał ją 
na przyzwoitkę. „Ona utrzyma cię w ryzach. Jest bystra, na milę 
zauważy łowcę posagów. Wyda cię za mąż przed końcem sezonu” 
– powiedział. Dziadek nie myślał o niczym innym, tylko jak się 
mnie pozbyć, uznała ze smutkiem. Chęć zrobieniu mu na złość 
skłoniła ją do odnowienia znajomości z Harrym, gdy ów pojawił 
się w Londynie.
 

– Ponieważ lord Ledbury jest takim mężczyzną, jakiego 

dziadek życzyłby sobie na twojego męża – rozważała na głos lady 
Penrose – jestem skłonna zgodzić się na przejażdżkę.
 

Jayne nie kryła zdziwienia, starsza dama pośpieszyła więc z 

wyjaśnieniem:
 

– Podejrzewam, że nasiąkł złymi nawykami w służbie 

wojskowej. Widywałam podobne przypadki młodszych synów, 
pozbawionych widoków na dziedziczenie. Cóż, trochę potrwa, 
zanim nabierze ogłady wymaganej w dobrym towarzystwie. 
Będziemy musiały brać na to poprawkę.
 

– My?

background image

 

– Oczywiście. – Lady Penrose popatrzyła na podopieczną, 

jakby miała do czynienia z osobą niespełna rozumu. – On jest 
najlepszą partią w tym sezonie. Byłoby skrajną głupotą czynienie 
mu wstrętów tylko dlatego, że, jak się wydaje, zapomniał o 
regułach dobrego wychowania.
 

Jayne nie mogła się nadziwić zmianie, jaka dokonała się w 

lady Penrose. Do tej pory czcigodna dama czyniła afronty młodym
mężczyznom, którzy objawiali zainteresowanie powierzoną jej 
opiece panną na wydaniu. Jayne nie miała jej tego za złe, ponieważ
nie zamierzała wychodzić za mąż, a w każdym razie nie w tym 
sezonie.
 

Przez resztę dnia lady Jayne demonstracyjnie okazywała zły 

humor. Przysięgła sobie, że powie lordowi Ledbury, co o nim 
myśli, ale były to płonne obietnice. Mógł znać dowódcę 
Harry’ego. Jedno jego słowo wystarczy, żeby nieszczęsny zalotnik 
dużo zapłacił za okazaną lekkomyślność. Ta myśl podsyciła jej 
niezadowolenie. To niesprawiedliwe, uznała, że wicehrabia mógł 
bezkarnie łamać reguły towarzyskie, a nawet osoba tak 
wymagająca jak lady Penrose była gotowa wybaczyć mu 
potknięcia ze względu na jego wysoką pozycję towarzyską. 
Tymczasem niezamożny oficer musiał uważać na każdym kroku.
 

Złość lady Jayne spotęgował fakt, że lord Ledbury zajechał 

po nią zwykłym otwartym powozem, a nie modniejszym 
ekwipażem, na przykład faetonem. Czy on nie wiedział, że po raz 
pierwszy lady Penrose pozwoliła jej pojechać do parku z 
mężczyzną? Nie wiedział, odpowiedziała sobie, wsiadając do 
powozu, albo było mu wszystko jedno. Przecież nie starał się o jej 
rękę. Przynajmniej to należy zaliczyć na plus. Naciągnęła futrzane 
okrycie niemal po brodę i wbiła wzrok w plecy stangreta.
 

Czuła na sobie pełen wyrzutów wzrok lorda Ledbury, który 

podczas jazdy do parku ani razu się nie odezwał. Mógłby nawet na
nią krzyczeć, bo i tak było jej wszystko jedno. Nie rozpłakałaby 
się. Od dziecka potrafiła kontrolować emocje. Wyćwiczyła do 
perfekcji obojętną minę, z którą przyjmowała strofowanie ze 
strony ojca. Nigdy nie doprowadził jej do płaczu – nie dała mu tej 

background image

satysfakcji! Tym razem również ukryła się pod maską obojętności, 
którą przywdziewała wtedy, gdy spodziewała się pretensji pod 
swoim adresem. Zresztą cóż takiego mógł jej powiedzieć lord 
Ledbury, czego wcześniej nie słyszała przynajmniej tysiąc razy, i 
to od osób, z których opinią liczyła się bardziej niż z jego 
zdaniem?
 

– Gniewa się pani na mnie, lady Jayne – zagadnął Richard. – 

Czyżby od naszego pożegnania doszła pani do wniosku, że jestem 
wrogiem?
 

– Jak mogłabym się nie gniewać? Pan uważa, że zyskał nade 

mną władzę, która upoważnia do dyktowania mi, jak mam się 
zachowywać.
 

Westchnął, chociaż miał świadomość, że nie ma do czynienia

z istotą uległą, którą da się naprowadzić na właściwą drogę 
kilkoma ostrymi słowami.
 

– Sojusz przeciwko wspólnemu wrogowi jest wyobrażalny 

nawet między stronami długotrwałej wojny. Nie mówiąc o 
współdziałaniu w ramach zawieszenia broni.
 

– Nie rozumiem – rzuciła, wzruszając ramionami.

 

Spostrzegł, że jednak udało mu się wzbudzić jej ciekawość, a

do tego zmierzał.
 

– Może łączy nas więcej, niż się pani wydaje. Na przykład 

powiedziała pani, że została wysłana do Londynu, gdyż rodzina, 
nie licząc się z pani wolą, chce panią wydać za mąż. Otóż ja także 
zostałem skierowany na drogę, której z własnej woli bym nie 
wybrał. Zanim na nowo użyje pani argumentu o mężczyznach, 
którzy robią, co chcą, nie bacząc na to, czy nie depczą czyichś 
uczuć – dodał pospiesznie, widząc, że Jayne bierze oddech, by 
skomentować usłyszaną informację – radziłbym nie osądzać 
wszystkich po zachowaniu mężczyzn z pani rodziny. Domyślam 
się bowiem, że to ich postawa ukształtowała pani opinię o mojej 
płci.
 

– Chyba tak – przyznała Jayne.

 

Począwszy od ojca, dodała w duchu. Nie ukrywał 

rozczarowania, że jedynym jego dzieckiem, które osiągnęło 

background image

dorosłość, była córka, podczas gdy on potrzebował spadkobiercy, 
męskiego potomka. Za każdym razem, gdy nierozważnie 
napatoczyła mu się przed oczy, wyginał z niezadowoleniem usta i 
patrzył na nią tak zimno, że przenikał ją dreszcz. Ojciec nie dbał o 
jej wychowanie, pozostawiając ją samopas w rozległych 
włościach.
 

Gdy po śmierci rodziców znalazła się w domu dziadka 

hrabiego Caxton, senior rodu ze zgrozą stwierdził, że wnuczka 
oprócz sztuki czytania i pisania nie nabyła żadnych umiejętności, 
niezbędnych latorośli arystokratycznego rodu, włącznie z dobrymi 
manierami, koniecznymi do poruszania się w wyższych sferach. 
Wówczas w jej wychowaniu nastał okres przyspieszonej edukacji. 
Dziadek zatrudnił licznych nauczycieli i guwernantki, którzy jedno
po drugim rezygnowali z pracy, twierdząc, że są bezsilni wobec 
braku dobrych chęci ze strony powierzonej im uczennicy. Problem 
polegał na tym, że uczono jej wszystkiego naraz, i to w wielkim 
pośpiechu. Chociaż bardzo się starała, nie potrafiła sprostać 
wymaganiom. Nie było dnia, by nie odsyłano jej do gabinetu 
dziadka, gdzie musiała wysłuchiwać perory, jak bardzo zawodzi 
pokładane w niej nadzieje.
 

– Ja też mam krewnych rodzaju męskiego, którzy myślą 

tylko o sobie i swoich przyjemnościach – wyjawił Richard. – 
Pozostało mi posprzątanie bałaganu, który pozostawili. Wcale mi 
się nie uśmiechała rezygnacja ze służby wojskowej i konieczność 
ożenku.
 

Starszy brat, Mortimer, ulubieniec ojca, był kobieciarzem i 

nałogowym hazardzistą, a przedwcześnie dokonał żywota, bo 
pijany spadł z konia i skręcił kark. Młodszy, Charlie, beniaminek 
matki, objawiał skłonność do mężczyzn, dlatego został wysłany do
Francji, gdzie prawo było dla takich ludzi łagodniejsze. Mógł tam 
żyć zgodnie ze swoimi upodobaniami, szastając pieniędzmi.
 

– To niedorzeczność. Nie powinien pan odchodzić z wojska z

powodu presji ze strony rodziny. Wielu utytułowanych oficerów 
zawiera małżeństwo, a nawet zabiera żony na wojnę. Sądziłabym, 
że kraj potrzebuje każdego doświadczonego oficera, jeśli mamy 

background image

powstrzymać Bonapartego przed ponownym pustoszeniem Europy.
 

– Właśnie to powiedziałem dziadkowi, kiedy nalegał, bym 

sprzedał patent oficerski – odparł Richard.
 

Dziwnie było słyszeć z ust lady Jayne wypowiadane z 

podobną zapalczywością argumenty, jakie on przedstawiał 
dziadkowi, który przyjmował je z twarzą czerwoną ze złości, 
uderzając dłonią w blat biurka. „Masz się bezzwłocznie ożenić i 
zacząć zaludniać pokój dziecięcy! – rozkazał podniesionym 
głosem. „Uległem twojemu ojcu, dałem czas Mortimerowi i źle na 
tym wyszedłem! Uganiał się za spódniczkami, a mnie miał 
czelność oznajmić, że za dobrze się bawi, by się żenić. Nie 
popełnię drugi raz tego samego błędu. Albo pojedziesz do 
Londynu i znajdziesz sobie żonę, albo ja ją tobie znajdę”.
 

– Po długiej… dyskusji… – dodał z ironicznym uśmiechem –

zrozumiałem, że chociaż, jak pani słusznie zauważyła, Anglia 
potrzebuje doświadczonych oficerów, nawet Wellington zgodziłby 
się, że zachowanie starego i zasłużonego dla kraju rodu jest 
niemniej ważne niż pokonanie korsykańskiego tyrana.
 

Zamilkł na dłużej i tak mocno ścisnął główkę laski, że 

zachodziła obawa, że ją zmiażdży.
 

– Dziadek jest starym człowiekiem i wprawdzie się do tego 

nie przyznaje, ale zdrowie mu nie dopisuje – dodał. – Kiedy w 
odstępie miesiąca zginęli w tragicznych okolicznościach mój 
ojciec i starszy brat, dziadek zaczął się martwić o przyszłość 
rodziny. Jak to dosadnie ujął, wojsko do bitwy może poprowadzić 
byle kto, natomiast ja jestem ostatnią nadzieją rodu Cathcartów.
 

– Twierdzi pan, że mnie rozumie, ponieważ wie z własnego 

doświadczenia, co to znaczy być popychanym do małżeństwa, 
którego się nie pragnie?
 

– Coś w tym rodzaju. Podziwiam panią za to, że nie dostała 

pani zawrotu głowy od powodzenia. Na podstawie tego, co 
zaobserwowałem wczorajszego wieczoru, ktoś mógłby się 
spodziewać, że zechce pani sięgnąć po księcia, a co najmniej 
markiza. Ma pani u stóp połowę męskiej populacji Londynu, a 
jednak pani serce bije dla mężczyzny bez pozycji i z 

background image

ograniczonymi widokami na przyszłość. – Powiedziawszy to, 
Richard odwrócił się w stronę lady Jayne, by kontynuować, i w 
tym momencie ich oczy się spotkały. Ze zdumieniem spostrzegł, że
jej są chabrowe, idealnie pasujące do typu urody.
 

Niech to wszyscy diabli! Spodziewał się, że za dnia dopatrzy 

się jakichś skaz w jej wyglądzie. Obserwował ją wieczorem z 
drugiego końca sali balowej. Powszechnie wiadomo, że światło 
świec jest szczególnie łaskawe dla kobiecej urody. W parku było 
ciemno, mogło mu się zdawać, że była ładniejsza niż w 
rzeczywistości. Teraz ich twarze znajdowały się w niewielkiej 
odległości.
 

– Ów Harry… porucznik Kendell… musi być panią 

oczarowany – zdołał wydukać.
 

Może młodzieniec nie był łowcą posagów. Z dużymi 

niebieskimi oczami, burzą blond włosów i stworzonymi do 
pocałunków ustami była zdolna otumanić każdego mężczyznę, 
uznał Richard. Gdyby dała młodemu porucznikowi najmniejszy 
znak zachęty, mogłaby z łatwością uczynić go swoim 
niewolnikiem. Natomiast ze mną to się jej nie uda, postanowił. 
Oderwał wzrok od ust Jayne i skierował go na matronę w mijanym
powozie. Nie ulegnie jej czarowi, nie pozwoli odwieść się od 
głównego celu: zawarcia małżeństwa. Nie tylko opanuje arkana 
sztuki gospodarowania majątkiem ziemskim, lecz także ożeni się z 
kobietą, która będzie budziła powszechny podziw i której będą mu 
wszyscy zazdrościli. Nie z taką dziewczyną jak lady Jayne – 
lekkomyślnie stąpającą po niepewnym gruncie.
 

– Hm… właściwie… – Jayne była o krok od wyznania 

prawdy.
 

Powiedział, że podziwia ją za to, że nie polowała na 

utytułowanego męża. Tak rzadko się zdarzało, by ktoś ją za 
cokolwiek chwalił, że niechętnie przyznałaby się, że na pochwałę 
nie zasłużyła. Co nie znaczy, że potępiała ludzi starających się 
poprzez małżeństwo podnieść swój status społeczny.
 

– Uważam, że ludzie powinni się żenić i wychodzić za mąż z 

miłości – oznajmiła.

background image

 

– Nie trudno zgadnąć – przyznał, niezaskoczony jej 

egzaltacją.
 

Rodzina Jayne była podzielona w związku z ucieczką ciotki 

Aurory z mężczyzną, którego hrabia Caxton uznał za niegodnego 
jej ręki. Dziadek nie pozwalał nawet wspominać imienia 
nieposłusznej córki, co raniło matkę Jayne. Mimo wszystko 
mężczyzna, z którym uciekła ciotka, był dżentelmenem. Czy 
należało wyklinać ich oboje z rodziny i zakazywać wszelkich 
kontaktów między siostrami? Jayne dawno doszła do wniosku, że 
dziadek postąpił okrutnie. Cóż w tym złego, że córka zakochała się
w mężczyźnie, którego on nie zaaprobował?
 

– Jeśli dwoje ludzi się kocha, nic nie powinno stać na drodze 

do ich szczęścia – oznajmiła porywczo.
 

Ledbury stracił nadzieję. Liczył na to, że lady Jayne przejrzy 

na oczy i uzna, że Harry nie był wart ryzyka. Wówczas on będzie 
mógł zawrócić z tej bocznej drogi, na której przypadkiem się 
znalazł, i całą uwagę na powrót poświęcić głównemu zadaniu – 
poszukiwaniu odpowiedniej kandydatki na żonę.
 

Determinacja pobrzmiewająca w głosie lady Jayne napawała 

go obawą, że nie ma takich argumentów, które mogłyby podważyć 
jej przekonanie. Nie pozostawiła mu alternatywy. Będzie musiał 
zastosować podstęp, żeby ograniczyć grożące jej 
niebezpieczeństwo, a jednocześnie być na tyle blisko, by ją 
ochronić od zguby, jeśli okaże się to konieczne.
 

– Kim jestem, bym miał stawać na drodze prawdziwej 

miłości? – powiedział z tak jawnym sarkazmem, że Jayne 
wiedziała, że jego słowa nie spodobają się jej bez względu na to, 
co zamierza dodać. – Co nie znaczy, że usprawiedliwiam pani 
zachowanie, młoda damo. Ani jego, zwłaszcza jego.
 

Jayne umiała radzić sobie z mężczyznami niezadowolonymi 

z jej postępowania. Uniosła brodę i spojrzała mu prosto w oczy.
 

– Nie ma pan prawa mnie krytykować.

 

Nawet lubił, gdy mu się przeciwstawiała; z rozbawieniem 

obserwował jej buntowniczą minę. Na pewno więcej o niej mówiła
niż maska obojętności, którą przywdziewała, by wprowadzić w 

background image

błąd bywalców salonów. Czuł się uprzywilejowany, bo ukazywała 
mu prawdziwą twarz, której nikt inny poza nim nie oglądał. W 
nocy, kiedy go poprosiła, by oszczędził kłopotów pokojówce, też 
była szczera.
 

– Po tym jak zastałem panią w ramionach kochanka, mam 

prawo mówić, co myślę – odparł dość szorstko. – Wiem, do czego 
jest pani zdolna. – Uniesioną w górę ręką uciszył jej sprzeciw. – Z 
tego powodu nie mogę pozwolić, żeby nadal zachowywała się pani
tak jak do tej pory. Do licha, gdyby ktoś inny przyłapał was razem,
dużo by to panią kosztowało, i dlatego to musi się skończyć. 
Słyszy pani?
 

Skinęła głową. Nic bardziej jej nie złościło niż 

wysłuchiwanie poleceń, by zrobiła coś, co sama wcześniej 
postanowiła uczynić.
 

– Proszę się nie martwić, nie będzie tak źle. Jeśli wyświadczy

mi pani pewną przysługę, jestem gotów zaaranżować spotkanie z 
owym młodym człowiekiem w okolicznościach, które nie 
skompromitują ani jego, ani pani.
 

– Co takiego?! – Doprawdy był irytujący. Liczyła na to, że 

będzie się stanowczo domagał od niej, by zerwała z Harrym.
 

– Będziecie mogli się widywać pod warunkiem, że będę 

waszą eskortą. Wszyscy wiedzą, że niedawno odszedłem z wojska.
Czy obecność innego wojskowego w moim towarzystwie nie 
będzie naturalna? Porucznik Kendell będzie akceptowany w 
pewnych sytuacjach, o ile będzie ze mną. A ja, zdaje się, należę do 
gatunku mężczyzn, do których pani rodzina nie ma zastrzeżeń. 
Dowodzi tego choćby fakt, że jedziemy razem, eskortowani tylko 
przez moich służących. Będzie mi dość łatwo organizować wasze 
spotkania, o ile obowiązki służbowe porucznika na to pozwolą. 
Jawnie i w przyzwoitych okolicznościach, a nie w ukradkowy 
sposób, jak do tej pory.
 

Jayne z trudem powstrzymała odruch irytacji. Lord Ledbury 

zdążył wzbudzić w niej wyrzuty sumienia, wskazując, że 
zachowała się głupio i samolubnie. Co by o niej pomyślał, gdyby 
przyznała się, że utrzymywała znajomość z porucznikiem 

background image

wyłącznie po to, by zrobić na złość dziadkowi, a teraz chętnie by ją
zerwała? Nie miała wyjścia; należało udawać, że jest zadowolona. 
Niestety, oznaczało to, że będzie musiała się spotkać z Harrym i 
powiedzieć mu wprost, że go nie kocha i w związku z tym nie 
zostanie jego żoną.
 

To będzie bardzo bolesne, uznała. Czy jednak nie zasłużyła 

na karę za to, że go od miesięcy zwodziła? Mimo wszystko nie 
mogła zrozumieć, dlaczego lord Ledbury tak ochoczo podjął się 
roli pośrednika. Sądziła, że da jej pretekst do zerwania coraz 
bardziej krępującej znajomości z porucznikiem, a tymczasem 
chciał jej pomóc, jakby poczuł, że jego misją jest połączenie 
kochanków, których wspólny los został zapisany w gwiazdach.
 

– Dlaczego pan to robi?

 

– Nie ukrywam, że oczekuję czegoś w zamian. Zamierzam 

poprosić panią o pewną przysługę, w związku z czym muszę coś 
wyznać. Ufam, że zachowa to pani tylko dla siebie. Zapewniam, że
nie zawiedzie się pani na mojej dyskrecji.
 

Chciał powierzyć jej sekret? Irytacja, jaką w niej wzbudził, 

zmalała. Nawet jeśli jego słowa zawierały lekko zawoalowaną 
groźbę, że on będzie milczał, o ile ona go nie zdradzi, odczuła 
satysfakcję, ponieważ do tej pory nie zdarzyło się, by ktoś dopuścił
ją do tajemnic. Przeciwnie, przez całe życie męscy krewni 
nieustannie coś przed nią ukrywali.
 

– Chciałbym, żeby pani pomogła… mojej przyjaciółce. Czy 

pani wie, że w zeszłym roku byłem ranny pod Orthez?
 

– Nie – odparła Jayne i się zreflektowała.

 

Czy nie wspominał o bezsenności spowodowanej bólem 

nogi? Spojrzała w dół, a następnie na laskę. Podpierał się nią, 
wchodząc do sali balowej wczorajszego wieczoru. Zrobiło się jej 
wstyd za wszystkie złośliwości, jakie wówczas przyszły jej do 
głowy na widok jego skrzywionej miny.
 

– Głupia sprawa, doprawdy – ciągnął Ledbury. – Zastrzelono 

pode mną konia, a ja, zamiast wyskoczyć z siodła, pozwoliłem, by 
wierzchowiec zwalił się na mnie i przygniótł mi nogę. W szpitalu 
polowym pewna dziewczyna, Milly, broniła mnie jak tygrysica 

background image

przez chirurgami, którzy stosowali jedyną kurację na wszystko, co 
nie wyglądało dobrze – amputację. Uratowała mi nogę. – 
Wyciągnął palec, jakby zaczął coś odliczać. – Zostałem odesłany z 
transportem do Anglii, tymczasem mój pułk skierowano do 
Francji. Ojciec Milly, który był kwatermistrzem pułkowym, 
zgodził się, żeby córka towarzyszyła mi do Anglii jako moja 
pielęgniarka i Bogu dzięki, bo bez jej opieki prawdopodobnie 
zabiłaby mnie gorączka. – Wyciągnął drugi palec. – Przez całe lato
byłem słaby jak kotek. Na dodatek kompletnie spłukany 
finansowo. Dzięki zaradności Milly i zapobiegliwości Freda, 
mojego ordynansa zacząłem powoli dochodzić do siebie. Potem 
nadeszła zima i złapałem zapalenie płuc. Wyglądało na to, że nie 
przeżyję, ale oni oboje nie opuszczali mnie, chociaż nie miałem z 
czego wypłacać im wynagrodzenia.
 

– Przecież jest pan bogatym człowiekiem.

 

– Obecnie jestem bogaty. Przed śmiercią brata Mortimera 

utrzymywałem się z żołdu. Miałem do opłacenia rachunki lekarzy i
inne wydatki.
 

– Chyba rodzina nie odmówiłaby panu pomocy, gdyby pan 

się do niej zwrócił?
 

– Wspominałem już, że nie jest pani jedyną osobą 

rozczarowaną postawą męskich członków rodziny, lady Jayne. 
Pisałem do brata kilkakrotnie, lecz nie otrzymałem odpowiedzi.
 

– Jak to możliwe? Nie dotarły do niego pańskie listy? Zgubił 

pana adres?
 

– Nie – odparł z ponurą miną Richard. – Zaraz po śmierci 

brata plenipotent rodziny przyniósł mi wiadomość, że zostałem 
lordem Ledbury, co dowodzi, że brat dobrze wiedział, gdzie 
przebywam i co się ze mną dzieje. Czy zdziwi się pani, kiedy jej 
powiem, że pierwszą reakcją na wiadomość o śmierci starszego 
brata była wdzięczność dla losu, bo wreszcie miałem pieniądze, 
aby wynagrodzić jedyne dwie osoby, które okazały się wobec mnie
lojalne?
 

– Ani trochę.

 

Dziwiło ją tylko, że tak skwapliwie spełniał obowiązki 

background image

wobec rodziny, która wykazała wprost niewiarygodny brak 
zainteresowania jego losem. Miała chęć dotknąć ramienia Ledbury
i powiedzieć mu, że doskonale rozumie jego rozgoryczenie. 
Wiedziała jednak, że byłoby to ostatnie, czego pragnął, bo sama 
nie życzyłaby sobie, aby ktoś odkrył, że ona tłumi rozpacz.
 

– Dowiedziałem się, że będę musiał przenieść się do 

Lavenham House i aktywnie zacząć szukać żony. Wówczas 
zainstalowałem Milly w przytulnym domku przy Bedford Place i 
zacząłem jej wypłacać hojną pensję. Przykazałem Fredowi, by z 
nią zamieszkał, chociaż wolałbym go zatrzymać przy sobie w 
charakterze kamerdynera. Ona nie zna nikogo w Londynie. Nie 
mogłem jej porzucić po tym wszystkim, co dla mnie uczyniła. 
Przecież uratowała mi życie. Podnosiła mnie i Freda na duchu, a 
nie było jej łatwo, bo Anglia była dla niej zupełnie obcym krajem, 
musiała się przystosować do panujących tu obyczajów oraz 
odmiennego klimatu.
 

Najgorsze było to, że gdy powiedział Milly o zamiarze 

opuszczenia wojska, wstąpienia w związek małżeński i włączenia 
się w życie towarzyskie swojej sfery, ona zalała się łzami i 
wyznała, że go kocha. Nie za bardzo jej wierzył, ale jednak… Źle 
się czuł, wiedząc, że wszystko, co teraz robił, raniło jedyną osobę, 
która, jak twierdziła, go kocha.
 

– Martwię się o nią – wyznał. – Nie dalej jak w zeszłym 

tygodniu poszedłem ich odwiedzić. Miała na sobie krzykliwą, 
tandetną suknię. Kiedy mi powiedziała, ile za nią zapłaciła, nie 
mogłem uwierzyć, że wydała tak dużo z mizernym efektem. Ona 
potrzebuje paru dobrych rad ze strony kobiety obdarzonej 
wybrednym gustem.
 

Przyjrzał się strojowi lady Jayne, która miała na sobie 

ciemnoniebieską suknię, na głowie zawadiacki kapelusik, 
stanowiący doskonałe obramowanie dla jej naturalnie pięknej 
twarzy, a na ramionach pelerynkę z szynszyli, chroniącą przed 
podmuchami chłodnego wiatru.
 

– Wiem, że poświęcenie czasu kobiecie tak niskiego stanu 

jak Milly byłoby dla pani poświęceniem – ciągnął – lecz nikt inny, 

background image

na kim chciałbym, żeby ona się wzorowała, nie przychodzi mi na 
myśl. Nie wyobrażam sobie, aby doradziła jej pani coś 
nieeleganckiego.
 

Uważał, że ona ma dobry gust? To już drugi komplement, 

którym lord Ledbury obdarzył ją w odstępie kilku minut, 
pomyślała Jayne. Zazwyczaj nikt nie widział w niej niczego 
godnego uwagi, oprócz ładnego wyglądu, ale komplementy 
dotyczące jej zewnętrzności nie miały dla niej żadnej wartości, bo 
urodę odziedziczyła po ojcu, którego nie cierpiała.
 

– Obiecałem jej ojcu, że się nią zaopiekuję, stwierdziłem 

jednak, że nie wystarczy, że podaruję jej dom i będę wypłacał 
pensję – kontynuował Richard. – Mam obawy, że jeśli nie znajdę 
sposobu pozytywnego oddziaływania na zachowanie Milly, stanie 
się łatwą zdobyczą dla pozbawionych skrupułów mężczyzn.
 

Przyszło mu do głowy, że lady Jayne uzna, że traktuje tę 

przysługę jako formę zapłaty za umożliwienie jej widywania 
Harry’ego. Tak będzie lepiej, pomyślał, niżby miała podejrzewać, 
że czuje się w obowiązku mieć ją na oku, by nie popełniła nowego 
głupstwa. A jemu chodziło przecież wyłącznie o to, by 
kontrolować Kendella. Zapamiętał, jak narzekała na nudę. Będzie 
się cieszyła z tej przygody, a już on się postara, aby przygoda 
rzeczywiście nie okazała się szkodliwa.
 

– Uzmysłowiłem sobie, że pani byłaby idealną osobą, która 

nauczy Milly manier i dobrego smaku. Nie będzie pani zadzierała 
nosa i dawała jej do zrozumienia, że jest ulepiona z gorszej gliny. 
Chciałbym wyjaśnić, dlaczego nie mogę podjąć się tego zadania, 
nawet choćbym bardzo chciał. Gdybym nadal był majorem 
Cathcartem, nic nie stałoby na przeszkodzie. Jednak jestem lordem
Ledbury i nie mogę towarzyszyć tej dziewczynie, na przykład, do 
krawcowej. Uznano by, że jest moją kochanką – wyjaśnił Richard.
 

Co gorsza, gdyby zdobył się na taki gest, Milly zaczęłaby 

myśleć, że ma u niego jakieś szanse. Tymczasem nie chciał jej 
łudzić, że jest mu bliższa niż… chociażby Fred. Wszyscy troje 
bardzo się zżyli, mieszkając razem przez ostatni rok. Stali się 
raczej trójką przyjaciół niż panem i jego służbą. Mężczyzna nie 

background image

może przyjaźnić się z kobietą, a już na pewno nie z kobietą, która 
wyznała mu, że go kocha.
 

– Ona… nie jest pańską kochanką?

 

– Gdyby była, czy nie zabrałbym jej na zakupy?

 

– No cóż…

 

W rozumieniu Jayne wyglądało to dziwacznie. Mężczyzna 

zaangażowany w zapewnienie dobrobytu kobiecie, która 
najwyraźniej nie jest jego kochanką, co w tej sytuacji byłoby 
raczej naturalne… Nagle wszystko nabrało sensu. Ledbury 
stwierdził, że ma z nią więcej wspólnego, niż mogłoby się 
wydawać; wypytywał jej o zdanie na temat związków małżeńskich
między osobami nierównymi stanem i chwalił Milly. Jak nic, lord 
Ledbury jest zakochany w dziewczynie z nie swojej sfery i dlatego
przychylnym okiem patrzy na jej flirt z porucznikiem, jak również 
wyciąga niewłaściwe wnioski. Jego myśli krążą wokół par 
pochodzących z różnych grup społecznych, toteż wszędzie je 
widzi.
 

– Proszę nie mówić nic więcej. – Z tymi słowami Jayne 

położyła mu dłoń na ramieniu.
 

Nic nadzwyczajnego, że przeważnie lord Ledbury był 

zasępiony. Był żywym przykładem cierpiących z miłości, 
romantycznych bohaterów, o których czytała w książkach cichcem 
przynoszonych przez Josie. „Nie dziwota, że nie lubi panienka 
czytać” – orzekła kiedyś pokojówka. „Dają panience do czytania 
tylko te głupawe opowiastki, dobre dla dzieci. Przyniosę panience 
coś, co czytają młode damy w panienki wieku”.
 

– To oczywiste, że nie chce pan, aby ludzie opowiadali 

niemiłe rzeczy o pańskiej… przyjaciółce. Będę szczęśliwa, o ile 
zdołam jej pomóc.
 

Cieszyła ją perspektywa udzielenia komuś porady, zamiast 

nieustannego wysłuchiwania pouczeń. Nawet jeśli chodziło tylko o
modę i etykietę.
 

– Nie wiem dlaczego – uśmiechnął się lord Ledbury – ale w 

to nie wątpiłem.
 

Czy to już trzeci komplement? Jayne rozpromieniła się, ale 

background image

wtedy Ledbury spoważniał.
 

– Jak już wspomniałem, przyjechałem do Londynu, aby się 

zaręczyć. Obu naszym rodzinom z pewnością odpowiadałby nasz 
związek, proponuję więc, że udam zainteresowanie pani osobą, a 
pani powinna sprawiać wrażenie, że znajduje przyjemność w 
moim towarzystwie. Wówczas będzie pani mogła widywać 
porucznika Kendella. Ostrzegam jednak: nie pozwolę, by ta 
potajemna operacja kolidowała z moim głównym celem, jakim jest
znalezienie kobiety godnej tytułu hrabiny Lavenham. Czy to jasne?
 

Jayne odwróciła się, by spojrzeć na ulicę pod pozorem, że 

zauważyła kogoś znajomego. Udawała, że lord Ledbury nie 
dotknął jej do żywego tą uwagą. Po tylu prawdziwych 
komplementach zaczynała myśleć, że on ją polubił. Tymczasem 
dał wyraźnie do zrozumienia, że przebywanie w jej towarzystwie 
jest dla niego poświęceniem.
 

– Aż nadto – odparła. – Jednak nie mogę powstrzymać 

wrażenia, że w poczuciu obowiązku posuwa się pan za daleko.
 

– Pani zdaniem, należałoby ożenić się z miłości.

 

Jeśli kocha Milly, powinien uczynić ją swoją żoną – to 

chciała powiedzieć. Przecież zdarzało się, że hrabiowie żenili się z 
wdowami o podejrzanej reputacji, a nawet niekiedy z aktorkami. 
Wywoływało to skandal towarzyski, ale od kiedy to mężczyźni z 
wyższych sfer liczyli się z opinią innych ludzi i nie postępowali, 
jak im się podoba?
 

– To jedyny powód, dla którego należy zawierać związki 

małżeńskie.
 

– Najwyraźniej różnimy się w tej materii.

 

Szkoda zachodu próbować go przekonać, jak niemądrze 

postępuje, doszła do wniosku lady Jayne. Przecież to mężczyzna, a
mężczyźni zawsze wiedzą wszystko najlepiej, a on i ona – jak 
Ledbury to ujął – działają pod flagą zawieszenia broni. Było jej go 
żal. Musi przeżywać katusze. Kocha jedną, a powodowany 
obowiązkiem ożeni się z inną. Co prawda, ją też wysłano do 
Londynu, by wydać za mąż, ale przynajmniej ona nie była 
zaangażowana uczuciowo. On nie mógł nawet uciec, jak to 

background image

uczyniła jej ciotka, miał związane ręce obowiązkami wobec 
rodziny, a nie należał do mężczyzn lekceważących powinności. 
Znała go dopiero od wczoraj, ale już mogła o nim powiedzieć, że 
to człowiek, który zawsze postępuje, jak należy, i to bez względu 
na osobisty koszt. Nie zabierze Milly na zakupy, aby nie wzbudzać
podejrzeń, że ukochana kobieta jest jego kochanką. Większość 
mężczyzn z jego pozycją bez mrugnięcia powieką uczyniłoby z 
niej metresę. W porządku, nie będzie wracała do tego tematu. 
Byłoby to jak szturchanie bolącego zęba, a ponadto nie znają się na
tyle dobrze, by poruszać delikatne kwestie. Pomoże jego 
przyjaciółce chociażby dlatego, że po raz pierwszy w życiu może 
być użyteczna.
 

– Och! – klasnęła w dłonie. – Mam wspaniały pomysł. Jutro 

wybieram się na Conduit Street. Zamierzam kupić kilka par 
rękawiczek. Gdyby mógł pan sprawić, żeby Milly spacerowała 
przed wejściem do pracowni madame Pichot około dziesiątej, 
udam, że rozpoznałam ją jako dawną przyjaciółkę i przedstawię ją 
lady Penrose.
 

Poczuła się dumna, gdy powiedział:

 

– Sądzę, że to zadziała.

 

Niestety, nie na długo, pomyślała. Pierwsze, co zrobi lady 

Penrose, to napisze list do dziadka z zapytaniem, czy towarzystwo 
Milly jest odpowiednie. Dziadek odpisze, że nie zna takiej osoby, i 
prawda wyjdzie na jaw. Jednak nie wiadomo, jak długo list będzie 
szedł, zanim trafi w ręce dziadka, którego nie musi zastać w 
Darvill Park. Może więc minąć kilka dni, zanim fortel zostanie 
odkryty. Tymczasem ona dopomoże tym dwojgu, którzy, 
skrępowani głupimi konwenansami, nie mogą się połączyć, 
chociaż szczerze tego pragną.
 

– Niech mi pan powie, jak ją rozpoznam. Jak ona wygląda?

 

– Milly? Ona jest… – Spojrzał na Jayne, marszcząc brwi. – 

Jest trochę od pani wyższa. Ma ciemne włosy i ciemne oczy. Jest 
silnej postury. Ma pospolitą twarz. – Jego wzrok ślizgał się po niej 
i łagodniał. – Nic szczególnego, doprawdy.
 

A jednak ją kocha, pomyślała Jayne. Była pospolita i biedna, 

background image

ale jego oczy, które potrafiły wyglądać jak wykute z granitu, 
łagodniały, gdy o niej mówił. Wspólnie przeżyli wiele bardzo 
ciężkich dni, podczas których Milly z całych sił wspierała 
Ledbury’ego. Jayne wiedziała, że ona nie mogłaby być 
pielęgniarką ciężko chorego mężczyzny. Zresztą nie dopuszczono 
by jej w pobliże pokoju chorego. Odwróciła gwałtownie głowę, bo 
poczuła bolesne ukłucie zazdrości o dziewczynę, która mimo 
swoich niedoskonałości potrafiła zdobyć serce takiego mężczyzny 
jak wicehrabia. Niepodobnego do wszystkich, jakich Jayne znała. 
Teraz, kiedy przestała się na niego złościć, uznała, że jego 
zniekształcona blizną twarz była na swój sposób pociągająca. 
Blizna stanowiła tylko przypomnienie, że był to zaprawiony w 
bojach żołnierz, któremu należał się podziw za waleczność. W 
pełni zasługiwał na szczęście u boku ukochanej kobiety.
 

Wielka szkoda, że tego nie dostrzegał.

 

background image

 ROZDZIAŁ CZWARTY

 

Nazajutrz wieczorem ledwo Jayne w towarzystwie 

przyzwoitki pokazała się w sali balowej w rezydencji 
Cardingtonów podszedł do niej lord Ledbury. Z ukłonem zwrócił 
się do lady Penrose:
 

– Czy mógłbym liczyć na towarzystwo lady Jayne podczas 

następnego walca? Nie żeby zatańczyć, lecz wyjść z nią na taras?
 

– Lady Penrose, proszę pozwolić – przyłączyła się do jego 

prośby Jayne, zanim starsza dama zdążyła zabronić. – Lord 
Ledbury został ciężko ranny pod Orthez i nie tańczy.
 

Wspominając o ranie, liczyła na zmiękczenie serca 

opiekunki, bo nie była przekonana, że on nie mógłby zatańczyć, 
gdyby zechciał.
 

– Rzeczywiście jest tu dość duszno – stwierdziła po krótkiej 

wewnętrznej walce lady Penrose. Dowiedziawszy się, że lord 
Ledbury nie tańczy, nie miała wyjścia, musiała wyrazić zgodę. W 
przeciwnym wypadku ryzykowałaby, że zrazi pierwszego 
mężczyznę poważnie zainteresowanego podopieczną. – Może 
usiądziecie na ławeczce, tam, naprzeciwko. – Wskazała miejsce na
tarasie tuż za otwartymi drzwiami, widoczne z jej krzesła. – Każę 
lokajowi podać wam lemoniadę.
 

Jayne stłumiła chichot. Faktycznie, pijąc lemoniadę, trudno 

popełnić niestosowność.
 

– Uff! Szczęście, że jest pan dobrą partią, inaczej nie 

dostałby pan pozwolenia.
 

Richard poczuł się urażony. Pierwsza kobieta, która 

wzbudziła jego zainteresowanie, traktowała go nonszalancko. A 
czego mógł się spodziewać? Przecież wyjaśniła mu, że wyjdzie za 
mąż z miłości, a on był przekonany, że nie potrafi wzbudzić uczuć.
Najlepszym dowodem była obojętność, z którą traktowali go 

background image

rodzice, chociaż nie mieli żadnych problemów z okazywaniem 
miłości pozostałym synom. Prawda, ojciec miał serce tylko do 
Mortimera, a matka praktycznie zagłaskała na śmierć Charliego, 
ale to nie stępiło ostrza zazdrości, jaką Richard czuł z powodu 
odrzucenia. Z obojętnością ze strony lady Jayne również sobie 
poradzi. Zabrał się do tego dzieła natychmiast po zajęciu miejsca 
obok niej na wskazanej ławeczce. Obecnie mógł zaoferować 
wybranej kobiecie tytuł arystokratyczny i majątek. Mnóstwo 
kobiet byłoby zadowolone z takiej propozycji. Wystarczy sobie 
przypomnieć, jakim powodzeniem cieszył się na balu Lucy 
Beresford. Nie potrzebował miłości, nie była konieczna w 
małżeństwie, jakie planował. Zwłaszcza nie ze strony siedzącej 
obok rozwydrzonej pannicy.
 

– Sprawia pani wrażenie bardzo z siebie zadowolonej – 

zauważył z przekąsem. – Nietrudno zgadnąć dlaczego. Nic 
bardziej pani nie cieszy niż mały psikus sprawiony najbliższym.
 

Spojrzała nań uważnie, zdziwiona niesprawiedliwą oceną. 

Czymś musiała go zirytować. Nie miała pojęcia, co by to mogło 
być.
 

Dzisiaj przed południem, o umówionej godzinie, podjechała 

pod pracownię madame Pichot i widząc spacerującą po chodniku 
wysoką, ciemnowłosą dziewczynę, spoglądającą tęsknym okiem 
na wystawę, wykrzyknęła z wystudiowanym zdziwieniem: „Mój 
Boże, czy to ty, Milly? Co porabiasz w mieście?”. Wyskoczyła z 
powozu i podbiegła do dziewczyny. Kiedy lady Penrose wysiadła z
pojazdu, została poinformowana, że rzekoma przyjaciółka po 
nieoczekiwanym wejściu w posiadanie znacznej sumy pieniędzy, 
przyjechała do Londynu z zamiarem skompletowania modnej 
garderoby.
 

Nie czekając na reakcję lady Penrose, dziewczęta wbiegły do

sklepu, gawędząc o modelach sukien prezentowanych w ostatnim 
numerze „La Belle Assemblée” więc modniarka, widząc ich 
zażyłość, założyła, że Milly musi być kimś ważnym, i 
odpowiednio grzecznie ją potraktowała.
 

– Patrzy pani na mnie tak – powiedział lord Ledbury – jakby 

background image

spodziewała się, że jej pogratuluję dzisiejszej przedpołudniowej 
mistyfikacji. Oczekuje pani z mojej strony podzięki?
 

– Właściwie tak – odparła, zdziwiona jego złym humorem.

 

Milly była zachwycona. Przyznała, że nigdy nie odważyłaby 

się nawet zajrzeć do takiego magazynu jak pracownia madame 
Pichot. Teraz miała do tego przybytku otwarte drzwi. Nawet bez 
lady Jayne. Lord Ledbury powinien być zadowolony, czy nie o to 
mu chodziło? – zastanawiała się Jayne.
 

– Mam pani dziękować, że wprowadziła ją tam pani pod 

fałszywym nazwiskiem? Milly poinformowała mnie, że będzie 
obecnie występować jako panna Amelia Brigstock!
 

– To wyłącznie pańska wina – powiedziała dotknięta do 

żywego, że on nie docenił jej starań. – Zapomniał mi pan podać jej
nazwiska. – Poradziła sobie, zanim plan legł w gruzach. – 
Miałyśmy udawać przyjaciółki, które odnalazły się przypadkowo 
na londyńskiej ulicy. Kiedy lady Penrose poprosiła o 
przedstawienie Milly, musiałam coś naprędce wymyślić.
 

Ledbury zacisnął dłoń na gałce laski. Nieprzyjemny grymas 

wykrzywił mu twarz. Jayne uprzytomniła sobie, że nie był 
zupełnie zdrowy. Przyczyną demonstrowanego niezadowolenia 
mógł być atak bólu. Zapanowała nad irytacją, jaką wywołała u niej
niewdzięczność Ledbury’ego. Odezwała się dopiero wtedy, gdy 
była pewna, że całkowicie panuje nad głosem.
 

– Zakładałam, że Milly to zdrobnienie. Amelia to jak 

najbardziej stosowne imię dla porządnej dziewczyny, naturalnie 
nie z wyższej sfery. Nazwisko Brigstock przyszło mi na myśl 
dosłownie w ostatniej chwili.
 

– Ona nazywa się Milly, po prostu Milly. Nie ma w tym nic 

niestosownego.
 

– Jest, jeśli mam ją zapraszać do swojego towarzystwa i 

udawać, że jesteśmy przyjaciółkami.
 

– Nie prosiłem pani o to. Miała pani zabrać ją parę razy po 

zakupy i nauczyć odróżniać rzeczy w dobrym guście od 
tandetnych.
 

– Nie przemyślał pan tego do końca. Z zasady nie wybieram 

background image

się po zakupy z przyjaciółką. Jeśli nieoczekiwanie odstępuję od 
reguły, lady Penrose musi być przekonana, że to wyjątkowa osoba.
Inaczej zacznie coś podejrzewać.
 

Lady Jayne nigdy nie robiła zakupów z przyjaciółką? 

Richard sądził, że eleganckie młode kobiety tak właśnie spędzają 
wolny czas. Musieli przerwać rozmowę, bo zbliżył się lokaj z 
napojami. Gdy się oddalił, Jayne kontynuowała:
 

– Życzył pan sobie, bym wywarła na nią wpływ, i obiecałam,

że to uczynię. Tymczasem nie udzielił mi pan dostatecznych 
informacji, które pomogłyby mi uniknąć wszelkich niezręczności 
w momencie przedstawiania jej lady Penrose. Sądzę, że zrobiłam 
to, co wy, wojskowi, nazywacie szybkim reagowaniem.
 

Richard popatrzył z niepokojem na lady Jayne. Chodziło mu 

wyłącznie o pretekst. Pragnął, by sądziła, że świadczą sobie 
wzajemną przysługę. Nie chciał, by zaczęła się zastanawiać, 
dlaczego jej spotkania z porucznikiem Kendellem mają się 
odbywać pod jego okiem. Nie przyszło mu do głowy, że miała tak 
mało swobody i nie mogła samodzielnie robić drobnych zakupów. 
Sądził, że przesadzała, narzekając, że czuje się jak zamknięta w 
klatce, zrozumiał jednak, o czym mówiła. To musiało być nie do 
zniesienia. Nic dziwnego, że uciekała się do kłamstw i wymykała z
domu przez okno. Nie mógł jednak okazać zrozumienia dla 
skłonności do buntu i przyznać jej racji.
 

– Pani niepotrzebnie wszystko komplikuje, nieraz zupełnie 

zbytecznie oszukuje lady Penrose.
 

Wbijał ją w poczucie winy, a tymczasem Jayne nie chciała po

prostu oszukiwać lady Penrose. Mieszkając z nią od kilku tygodni, 
odkryła, że chociaż surowa i nieubłagana w kwestiach etykiety, 
była w gruncie rzeczy poczciwą kobietą. Gdy zauważyła, jak 
swobodnie dziewczęta czują się w swoim towarzystwie, zaprosiła 
Milly do domu. Milly, która zorientowała się szybko, jaką to daje 
okazję do uzgodnienia wiarygodnej historii ich znajomości, 
skwapliwie przyjęła zaproszenie.
 

„Jestem pewna, że chciałybyście nadrobić czas rozstania” – 

powiedziała lady Penrose po przyjeździe do domu i udała się do 

background image

swojego pokoju, pozostawiając dziewczęta bez nadzoru.
 

Lady Jayne nigdy w życiu nie śmiała się tak szczerze, jak 

owego popołudnia. Milly miała niezrównane poczucie humoru. 
Jayne nigdy z nikim się nie przyjaźniła, a w każdym razie nie z 
kimś, kogo sama by wybrała. Dziadek poddawał kontroli każdą jej 
nową znajomość i ograniczał kontakty, jeśli nowo poznana osoba 
nie odpowiadała jego wymaganiom. Milly była niczym powiew 
świeżego powietrza.
 

Chociaż na początku Jayne była odrobinę zazdrosna o 

szacunek, jakim lord Ledbury ją darzył, zapomniała o zazdrości, 
kiedy znalazły się w zaciszu jej pokoju i porozmawiały bez 
skrępowania. Dorastając na zapleczu armii, Milly mnóstwo 
widziała, przeżyła wiele ekscytujących przygód i tak zabawnie o 
nich opowiadała, że Jayne zapomniała o Bożym świecie i słuchała 
jak urzeczona. Jak bardzo chciałaby doświadczyć chociażby 
dziesiątą część tego, co stało się udziałem Milly! Po śmierci 
rodziców zamieszkała z dziadkiem i nie wystawiała nosa poza 
hrabstwo Kent. Nie wolno jej było opuszczać majątku, chyba że 
wybierała się do kościoła albo z wizytą do tych nielicznych rodzin 
w sąsiedztwie, z którymi dziadek utrzymywał stosunki 
towarzyskie. Przy Milly poczuła się niedorosła, naiwna i niemająca
pojęcia o świecie.
 

Po wyjściu Milly lady Penrose wezwała podopieczną do 

siebie.
 

– Widzę, że ta dziewczyna ma na ciebie dobroczynny wpływ 

– odezwała się, kiedy lady Jayne usiadła. – W pierwszej chwili 
wydawało mi się, że jest trochę… pospolita… – Uniosła pytająco 
brew.
 

– Właśnie mam nadzieję jej w tym pomóc, korzystając z 

tego, że przyjechała do miasta. Gdybym mogła dopilnować 
zakupów jej nowej garderoby i doradzić od czasu do czasu, jak ma 
się zachowywać…
 

Lady Penrose milczała, nie opuszczając brwi, więc lady 

Jayne przyznała:
 

– No tak… ona nie pochodzi ze szczególnie dobrej rodziny, 

background image

ale bardzo ją lubię.
 

Do tego momentu wszystko było prawdą.

 

– Nie ma nic złego w nawiązywaniu przyjaźni z ludźmi z 

niższych sfer towarzyskich pod warunkiem, że nie pozwalamy im, 
aby przekraczali pewne granice – orzekła stanowczym tonem lady 
Penrose.
 

Lady Jayne pokiwała głową ze zrozumieniem. Dostała więc 

na razie zgodę na zaprzyjaźnienie się, a co dalej, to się okaże.
 

– Nie omieszkałam zauważyć – dodała z zakłopotaną miną 

lady Penrose – że nie jesteś całkiem szczęśliwa pod moim dachem.
Między innymi dlatego postanowiłam przyjąć zaproszenie panny 
Beresford na jej debiutancki bal, mimo że nie pochodzi ona z 
rodziny akceptowanej przez twojego dziadka. Kiedy wyraziłaś 
zainteresowanie pójściem na bal, pomyślałam, że mogłybyście się 
zaprzyjaźnić.
 

Tymczasem Jayne poszła na bal, ponieważ Harry przysłał jej 

wiadomość, że tam będzie, i umówili się na schadzkę w bibliotece,
ale nie mogła się do tego przyznać.
 

Nie doczekawszy się odpowiedzi, lady Penrose 

kontynuowała:
 

– Rzadko się uśmiechasz, a dopóki nie pojawiła się panna 

Brigstock, nie słyszałam, żebyś się śmiała w głos. Choćby z tego 
względu jestem skłonna ją polubić.
 

– Nienawidzę oszukiwać lady Penrose – powiedziała lady 

Jayne do lorda Ledbury. – Żałuję, że było to konieczne.
 

– Wiem od Milly, że jutro znowu wybieracie się razem na 

zakupy?
 

– A potem do Guntera na lody. Milly będzie zadowolona, 

prawda?
 

– Będzie – przyznał Richard, dziwiąc się w duchu, co ją tak 

cieszy.
 

Nie przyszłoby mu do głowy, że trzymana pod kloszem 

salonowa piękność znajdzie wspólny język z dziewczyną z 
taborów wojskowych. Jeśli prawdą było, że Jayne nie lubiła 
oszukiwać lady Penrose, to on był skłonny uwierzyć, że czuła się 

background image

bardzo samotna. Zaraz, zaraz. Jak mógł zapomnieć o porucznik 
Kendellu? Przecież obiecał Jayne, że jeśli ona wybierze się z Milly
po sprawunki, on wynagrodzi ją widokiem ukochanego 
porucznika. Nastrój Ledbury’ego, i tak podły, pogorszył się jeszcze
bardziej. Chociaż wiedział, że lady Jayne nie jest dziewczyną, 
której poślubienie mógłby poważnie wziąć pod uwagę, irytująca 
była świadomość, że jego towarzystwo nie sprawia jej żadnej 
przyjemności. Nawet gdyby nie była zakochana w innym, dla niej i
tak by nic nie znaczył. Przecież nazwała go nudziarzem.
 

Odwrócił się pod pretekstem, że chce odstawić pustą 

szklankę. Nie daj Boże, by zauważyła, że jest urażony. Nie 
zależało mu również na obserwowaniu jej reakcji, kiedy opowie, 
jak wywiązał się ze złożonej obietnicy.
 

– Wykupiłem lożę w teatrze przy Drury Lane. Zaproszę panią

do towarzystwa, które będę w niej gościł w przyszły wtorek. Niech
pani na pewno przyjdzie.
 

Co za niewdzięcznik, pomyślała Jayne, patrząc nań z 

wyrzutem. Po tym, co zrobiła, żeby pomóc jemu i Milly, on znowu
jej rozkazuje.
 

– Walc się skończył, musimy wracać do lady Penrose – 

powiedział i wstał.
 

Nie ruszyła się. Ubliżało jej, że tak skwapliwie ucieka od jej 

towarzystwa, gdy tylko umilkły ostatnie dźwięki muzyki. 
Uświadomiła sobie, dlaczego zawsze było jej miłe towarzystwo 
Harry’ego, który chciał być blisko niej z własnej woli, a nie z 
obowiązku. Za każdym razem, gdy się żegnali, prosił, aby została 
jeszcze na chwilę.
 

– Nie zapomniał pan o niczym?

 

– Nie.

 

– W razie czego, może mi pan przysłać liścik poprzez Josie, 

moją pokojówkę. – Uznała, że może wstać. – Może pan polegać na
jej dyskrecji.
 

– Mam przemycać listy? – zapytał zgorszony. – Zaczynam 

się czuć, jak postać z marnej sztuki.
 

Sytuacja zaczynała wymykać się spod kontroli. Lady Jayne 

background image

była jak siła natury, trudna do opanowania. Prosił ją tylko o 
udzielenie Milly kilku wskazówek, co kupić, by lepiej się ubrać, a 
ona nagle zaprzyjaźniła się z nią i wybierały się na lody do 
Guntera.
 

– Taki z pana wielki strateg, a nie przewidział pan, że 

wyniknęłaby potrzeba skontaktowania się przed wtorkiem? 
Potrafię sobie wyobrazić wiele sytuacji wymagających 
porozumienia się z panem. Nie ma sposobu, żebyśmy to mogli 
zrobić otwarcie. Lady Penrose nie pozwoli mi na utrzymywanie 
bezpośredniej komunikacji z żadnym młodym mężczyzną. 
Relatywnie młodym – poprawiła się, rzuciwszy okiem na 
poznaczoną bliznami twarz lorda Ledbury. – Niech pana nie zmyli 
fakt, że pozwoliła nam posiedzieć razem na tarasie na czas trwania 
walca. Ona mnie pilnuje bardzo sumiennie.
 

– Nie dziwię się – rzucił urażony podkreśleniem, że jest dla 

niej za stary. – Gdybym ja był odpowiedzialny za panią, 
stawiałbym na noc wartę pod drzwiami pani sypialni.
 

– Nic by to panu nie dało, ponieważ zawsze wychodzę 

oknem, kiedy nie życzę sobie, by wiedziano, dokąd idę.
 

Jane ogarnęła złość, bo dała się sprowokować do 

powiedzenia czegoś, co nie było prawdą. Ucieczka przez okno 
zdarzyła się jej tylko raz, a rezultat okazał się do tego stopnia 
opłakany, że przysięgła sobie ponownie tego nie robić. Dziwiła się,
skąd w Ledburym tyle chęci dokuczenia jej. I dlaczego tak ją 
irytował, że nie mogła się powstrzymać od atakowania go w 
zupełnie irracjonalny sposób?
 

Żachnął się, zszokowany jej odpowiedzią, i to przynajmniej 

dało jej pewną satysfakcję. Dopiero gdy usiadła z powrotem obok 
lady Penrose i patrzyła, jak oddalał się sztywnym krokiem, 
uzmysłowiła sobie, że wolałaby, aby raczej pochwalił ją za 
pomysłowość i podziękował za pomoc.
 

Czy to w ogóle możliwe?

 

Lady Jayne liczyła minuty do wyjścia do teatru. Nie mogła 

się doczekać, by zobaczyć minę lorda Ledbury na widok Milly, 
którą lady Penrose zezwoliła zabrać na spektakl. Teatr nie był 

background image

miejscem przeznaczonym tylko dla śmietanki towarzyskiej, każdy 
miał prawo tu wejść.
 

Jedno przedpołudnie w towarzystwie Milly przekonało 

Jayne, że lord Ledbury był równie konserwatywny, jak jej dziadek.
Jej zdaniem, nie istniał żaden sensowny argument przeciwko 
małżeństwu lorda z Milly, która była tak samo rozgarnięta i przy 
tym dużo milsza niż niejedna dama.
 

Słowa krytyki, które padły z ust Ledbury’ego podczas balu u 

Cardingtonów, wciąż bolały. Jayne bardzo chciała mu udowodnić, 
że da się nie tylko nauczyć Milly, jak elegancko się ubierać, lecz 
także zrobić z niej kobietę, z którą mógłby się wszędzie 
pokazywać.
 

Lord Ledbury czekał na gości w wejściu do loży. Najpierw 

przywitał się z lady Penrose, po czym zwrócił się do lady Jayne.
 

– To panna Amelia Brigstock – pospieszyła z wyjaśnieniem 

Jayne. – Mam nadzieję, że nie przeszkadza panu, że ją 
przyprowadziłam? Jest moją przyjaciółką.
 

Powitalny uśmiech zastygł mu na wargach ale, ku zdumieniu 

Jayne, oczy nie wyrażały radości. Z rosnącą konsternacją 
obserwowała kompletny brak zainteresowania Milly, która 
dygnęła, podała rękę wicehrabiemu i zaczerwieniła się tak, jak 
mogłaby to zrobić każda młoda dama przedstawiona wyniosłemu 
arystokracie.
 

Poświęciwszy Milly tyle uwagi, ile nakazywało dobre 

wychowanie, Ledbury ponownie zwrócił się ku Jayne:
 

– Pozwoli pani, że ją zapoznam z pozostałymi gośćmi – 

powiedział, wziął ją pod ramię i wprowadził do loży.
 

Nie mogła zrozumieć, dlaczego nie był zadowolony, widząc, 

jak dobrze prezentowała się Milly w eleganckim towarzystwie po 
zaledwie kilku lekcjach etykiety. Okazywała pewne 
podekscytowanie, ale Jayne uważała, że nikt, kto nie znał całej 
historii, nie mógłby nic zarzucić jej zachowaniu. Dlaczego 
Ledbury nie pękał z dumy?Ogarnęły ją nagle wątpliwości, czy nie 
jest zanadto krytyczna. Wyglądał tak, jakby przytrzymywał 
pokrywę na buzującym kotle urazów i pretensji, a sądząc po jego 

background image

bladości, ciągle jeszcze nie czuł się dobrze. Prawdopodobnie nie 
miał pojęcia, że ona próbowała mu udowodnić, że po niewielkim 
przeszkoleniu Milly mogła bez trudu zająć miejsce u jego boku. 
Najwidoczniej wciąż wierzył, że nie może się ożenić z Milly. 
Przyprowadzając ją tak nieoczekiwanie, zachowała się, jakby 
kręciła nożem w niezabliźnionej ramie, a tego nie chciała i nie 
powinna robić.
 

– Zna pani pana Beresforda i jego siostrę – powiedział w 

loży.
 

Lucy nie zachowywała się nawet w połowie tak poprawnie, 

jak Milly. Okazywała wielką ekscytację tym, że znalazła się w 
doborowym towarzystwie. Gdyby brat jej nie hamował, chyba 
rzuciłaby się lordowi Ledbury do stóp.
 

– A teraz przedstawię pani jednego z nielicznych 

wojskowych, którzy ciągle mają szczęście nie opuszczać Londynu 
– dodał Ledbury, ignorując Lucy. – Porucznik Kendell.
 

Harry, do tej pory ukryty za kolumną podtrzymującą sufit 

nad lożą, wyszedł z cienia i ukłonił się elegancko.
 

– Jestem zaszczycony, że mogę panią poznać – odezwał się.

 

Jayne poczuła skurcz żołądka. Dygając i podając mu rękę, 

miała nadzieję, że zdoła zamaskować swoją reakcję tak doskonale, 
jak to przed chwilą udało się Milly. Harry wsunął sobie jej dłoń 
pod ramię i odciągnął ją od lorda Ledbury.
 

– Proszę pozwolić, że zaprowadzę panią na miejsce – 

powiedział na głos, po czym szepnął: – To nie do wytrzymania. 
Ten diabeł śledził mnie aż do moich koszar. Teraz trzyma mnie na 
krótkiej smyczy. Zniszczy mnie, jeśli postąpię samodzielnie.
 

Lord Ledbury zacisnął pięści, widząc, jak Kendell szepce do 

ucha lady Jayne. Przeklinał system, który posyłał na śmierć 
porządnych ludzi, podczas gdy łotry pokroju Kendella dekowały 
się na tyłach i żerowały na naiwności majętnych panien. Ten 
bawidamek byłby bezużyteczny na polu bitwy; bałby się, żeby 
kula nie zadrasnęła mu urodziwej twarzy albo by nie zabłocił sobie
munduru. W wyobraźni ujrzał siebie, jak podchodzi do nich i 
policzkuje Kendella. Co za kretyn! Nie widzi, że swoim 

background image

zachowaniem wprawia w zakłopotanie lady Jayne? No cóż, nie 
może przemeblować tamtemu gęby, musi zatem zrobić coś innego,
by oszczędzić lady Jane wstydu – odwrócić od nich uwagę.
 

– Najdroższa – szeptał tymczasem Harry – nie możemy tego 

ciągnąć. To istna męczarnia.
 

– Och, Harry – odpowiedziała, ze smutkiem patrząc na jego 

rozpłomienioną twarz.
 

Lękała się chwili, w której powie mu, że wszystko między 

nimi skończone. Wiedziała, że źle czyni, trzymając go w 
niepewności, między rozpaczą a nadzieją. Im dłużej będzie 
odkładała chwilę rozstania, tym gorzej dla niego.
 

– Spotkajmy się tam, gdzie ostatnio – błagał. – Tym razem 

będę miał powóz. Uciekniemy od tego wszystkiego. Na zawsze.
 

– Nie! – To okropne. Myślał o ucieczce, a ona szukała okazji,

by zerwać znajomość.
 

– Nie bój się – nalegał. – Wiem, jak bardzo zastraszył cię 

lord Ledbury, wtrącając się między nas w taki sposób, ale 
przysięgam, nie pozwolę, by zrobił ci krzywdę. Jak się 
pobierzemy, będę mógł cię skutecznie chronić przed nim i jemu 
podobnymi. Mój skarbie…
 

– Nie o to chodzi – przerwała mu Jayne.

 

Nie wiedziała, od czego zacząć. Nie czuła się zastraszona 

przez lorda Ledbury i nie chciała, żeby Harry ją ochraniał. Jak 
śmiał posądzać, że była zbyt nieśmiała, by z nim uciec? Jeśli tak 
myśli, to jej nie zna. Gdyby go kochała, nic by jej nie 
powstrzymało. Rozejrzała się po loży. Lord Ledbury stał obok 
Milly i prowadził ożywioną rozmowę z resztą towarzystwa. W ten 
sposób odwracał uwagę lady Penrose od faktu, że ona i Harry 
znajdowali się stanowczo za blisko siebie i szeptali między sobą.
 

– A o co?

 

Czy będzie miała lepszą okazję niż ta? Wszyscy są zajęci 

rozmową, za chwilę będą się decydować, gdzie usiąść. Czas 
powiedzieć Harry’emu, że wszystko skończone, a samej przestać 
się oszukiwać. Czas dorosnąć i wziąć odpowiedzialność za własne 
czyny, zamiast liczyć na to, że ktoś inny posprząta bałagan, który 

background image

zrobiła. Nie powinna nawiązywać kontaktu z Harrym, kiedy zaczął
jej szukać w Londynie, mimo że schlebiała jej wytrwałość, z jaką 
ubiegał się o jej względy wbrew obiekcjom ze strony dziadka.
 

Wzięła głęboki oddech, spojrzała mu głęboko w oczy… i 

wyobraziła sobie, co się stanie. Harry będzie załamany i nie zdoła 
tego ukryć. Nie jest taki jak lord Ledbury. Gdy się na niego patrzy, 
nie trudno odgadnąć, że doświadcza bólu zarówno emocjonalnego,
jak i fizycznego.
 

Właśnie na niego spojrzała i uderzyło ją, że dopiero po 

poznaniu Ledbury’ego zrozumiała, że nie kocha się w Harrym. 
Lord go przyćmił. W zestawieniu z noszącym ślady uczestnictwa 
w wojnie, zasłużonym i odważnym majorem urodziwy porucznik 
wyglądał, jak dzieciak bawiący się w żołnierza. Mimo to, uznała, 
byłoby okrucieństwem pozbawiać go wszelkich nadziei w 
obecności innych osób i w miejscu publicznym.
 

– Och, Harry – odezwała się, ponownie wzdychając i 

potrząsając głową. – Chciałabym z tobą porozmawiać na 
osobności.
 

Powie mu w cztery oczy, że między nimi wszystko 

skończone. Będzie to równoznaczne z zerwaniem umowy z lordem
Ledbury, któremu obiecała widywać się z Harrym wyłącznie pod 
jego okiem. Trudno, niech się tak stanie. W jej głowie zaczął się 
rysować pewien plan.
 

– Czy uda ci się zdobyć zaproszenie na bal kostiumowy 

organizowany przez lorda Lambourne’a w przyszłym tygodniu?
 

– Chyba tak. Zresztą wszyscy będą w przebraniu i 

gospodarze nie zorientują się, czy zostałem zaproszony, czy nie, 
jeśli wejdę z dużą grupą gości. Doskonała myśl. Sprytna z ciebie 
dziewczyna, tyle że trudno ci będzie zmylić czujność tego smoka, 
twojej przyzwoitki, prawda?
 

Prawdę powiedziawszy, nie to było jej zmartwieniem. 

Rozmawiały już o maskaradzie. Obie wiedziały, że dziadek nie 
zgodziłby się na jej udział w takim wydarzeniu, ale lady Penrose 
była odmiennego zdania. Uważała, że to zabawa odpowiednia dla 
dziewczyny w wieku jej podopiecznej.

background image

 

– Coś wymyślę – odparła Jayne. – Jakoś mi się to do tej pory 

udaje. – Czuła się w obowiązku bronić lady Penrose i było jej 
wstyd, że działa za jej plecami. Obiecywała sobie, że przestanie, 
jak tylko uwolni się od Harry’ego.
 

– Fakt. – Harry uścisnął jej dłoń. – Będę liczył godziny do 

chwili, w której nareszcie będziemy razem.
 

Lord Ledbury zauważył poufały gest porucznika. Gdyby 

mógł, dałby mu w gębę tak silnie, że połknąłby własne zęby. Nie 
miał pojęcia, o czym rozmawiała zakochana para, ale widział 
wyraźnie, że lady Jayne była skrępowana. Zdawał sobie sprawę, że
ingerencja wywoła jej niezadowolenie, nie mógł jednak czekać ani 
minuty dłużej. Podszedł do nich.
 

– Uważaj – rzucił do Harry’ego. – Nie powinieneś stać tak 

blisko. Zamierzasz ściągnąć uwagę towarzystwa? Chcesz, żeby 
lady Penrose nabrała podejrzeń, że jesteś tym oficerem, którego 
miała unikać lady Jayne, i dlatego wysłano ją do Londynu?
 

Harry zaczerwienił się i puścił dłoń ukochanej.

 

– Panno Brigstock. – Ledbury przywołał Milly. – 

Przedstawienie się rozpoczyna. Proszę zająć miejsce obok 
przyjaciółki.
 

Harry nie mógł zaprotestować, zwłaszcza że był rzekomo 

dopiero przed chwilą przedstawiony lady Jayne. Niechętnie 
przeszedł do drugiego rzędu krzeseł i usiadł za dziewczętami. Lady
Penrose usadowiła się obok niego.
 

Z punktu widzenia lorda Ledbury było to szczęśliwe 

rozwiązanie. Milly szybko odwróciła uwagę lady Jayne od jej 
kłopotów, bez litości wyśmiewając się z występujących aktorów, 
którzy rzeczywiście nie należeli do zbyt utalentowanych. Wkrótce 
lady Jayne chichotała, zasłaniając się wachlarzem.
 

Lord Ledbury wcześniej nie widział jej takiej beztroskiej. 

Zrozumiał, dlaczego tak szybko zaprzyjaźniła się z Milly. 
Pochodzenie dziewczyny nie miało znaczenia. Obie były mniej 
więcej w tym samym wieku, a dziewczyna wniosła radość w życie 
Jayne. Już gratulował sobie, że je zapoznał ze sobą, gdy 
niespodziewanie Milly zrobiła coś, go zmroziło. Roześmiała się w 

background image

głos.
 

background image

 ROZDZIAŁ PIĄTY

 

Milly miała niesłychanie zaraźliwy śmiech, który przyciągał 

wielu młodych oficerów do kwatery jej ojca. Każdy, kto raz 
usłyszał ten śmiech, zapamiętał go na zawsze. Widzowie zebrani w
teatrze zwrócili uwagę na atrakcyjną młodą kobietę, siedzącą obok 
lady Jayne, a Ledbury’ego ogarnęły złe przeczucia.
 

Nawet jeśli większość mężczyzn, którzy mogli rozpoznać 

Milly, była rozlokowana poza Londynem, pojawiło się realne 
zagrożenie dla reputacji lady Jayne. Wystarczyło, by jeden z 
drugim znudzony bywalec stołecznych klubów dla dżentelmenów 
podjął prywatne dochodzenie na temat przeszłości Milly, a 
wyszłoby na jaw, że przez ponad rok on i Milly mieszkali pod 
jednym dachem. Co więcej, że po przeniesieniu się do Lavenham 
House zainstalował ją w wynajętym dla niej domku i wypłacał 
hojną pensję.
 

Od tego tylko krok do domysłu, że Milly jest moją kochanką,

rozmyślał Ledbury. Zaczną się uporczywe dociekania na temat 
każdego spośród jego gości i dlaczego wybrał właśnie ich. Do 
jakich wniosków dojdą, zastanawiając się, jak to się stało, że lady 
Jayne zaprzyjaźniła się z jego „kochanką”?
 

Przeklinał w duchu własną nieostrożność. Miał o sobie 

wysokie mniemanie, potwierdzone osiągnięciami na polach bitew 
na Półwyspie Pirenejskim

[1]

.Nie w smak były mu krytyczne uwagi 

lady Jayne na temat jego strategii, a może miała trochę racji. Nie 
był biegły w manewrach w londyńskich wyższych sferach, które 
znał słabo, zwłaszcza gdy w grę wchodziła reputacja kobiety.
 

W tym momencie porucznik Kendell nachylił się do ucha 

lady Jayne. Rozciągnęła usta w wymuszonym uśmiechu, zupełnie 
nieprzypominającym niedawną autentyczną wesołość. Ktoś 
mógłby pomyśleć, że chodziło o zniechęcenie natarczywego 

background image

młodego człowieka, starającego się wypróbować na niej swój urok.
Jednak Ledbury nie dał się zmylić, wiedząc, że potrafiła doskonale
maskować uczucia.
 

Gdyby mógł zdobyć dowód świadczący o tym, że porucznik 

w rzeczywistości nie kochał lady Jayne, postarałby się, by nigdy 
nie znalazł się w jej pobliżu. Spiorunował porucznika wzrokiem i 
Kendell wycofał się, przynajmniej na razie zostawiając lady Jayne 
w spokoju. W tej chwili Richard nie mógł zdziałać więcej, jeśli 
chodzi o Kendella. Natomiast niezbędne były natychmiastowe 
środki zapobiegawcze, aby nie dopuścić do postawienia lady Jayne
w niezręcznej sytuacji w związku z demonstrowaną przyjaźnią z 
Milly. W czasie antraktu podszedł do lady Jayne i ruchem głowy 
nakazał oddalić się porucznikowi.
 

Jayne była wdzięczna Ledbury’emu za ratunek. Miała dość 

czułych słówek Harry’ego. Wpędzały ją w poczucie winy. 
Chmurne spojrzenie Ledbury’ego potwierdzało jej obawy, że 
mimo ostrzeżeń Harry zachowywał się z sposób ostentacyjny. 
Uniosła brodę, gotowa przyjąć wymówki, których się spodziewała,
chociaż wiedziała, że nie mogłaby dopuścić do tego, by Harry nie 
robił z siebie widowiska. To pod jego adresem lord powinien 
skierować krytyczne uwagi.
 

– Znajomość z Milly wymyka się spod kontroli – orzekł lord 

Ledbury, gdy Harry oddalił się na tyle, by nie mógł nic usłyszeć. – 
Nie przyszło mi do głowy, prosząc panią o udzielenie jej kilku 
wskazówek w kwestiach mody, że to się tak rozwinie.
 

– Co takiego? – Nie spodziewała się, że usłyszy coś 

podobnego.
 

– Milly nie jest i nigdy nie była odpowiednim towarzystwem 

dla pani.
 

– To pan mnie z nią zapoznał – odparła ze złością, uznając, 

że to samo usłyszałaby od dziadka.
 

– Owszem – przyznał łagodniejszym tonem Ledbury. – Nie 

zdawałem sobie sprawy, jak dobrą jest pani osobą ani jak samotną.
 

Zdumiał ją. Nie pomyślałaby, że okaże się tak 

spostrzegawczy. Przejrzał ją na wylot. Zrozumiał, jaką osobą 

background image

chciała być, tyle że jej na to nie pozwolono.
 

– Przypuszczałem, że poświęci jej pani parę godzin, weźmie 

dyskretnie na zakupy, a nie rzuci się na złamanie karku w tę 
niestosowną przyjaźń.
 

– Milly jest przemiłą osobą. Wcale nie uważam, że przyjaźń 

z nią jest nie na miejscu. W rzeczywistości…
 

– Dosyć – przerwał jej. – Na dłuższą metę ta znajomość 

może się okazać niekorzystna dla was obu.
 

– Niekorzystna dla nas obu? – powtórzyła. – Sugeruje pan, że

wywieram zły wpływ na Milly?
 

– Nie intencjonalnie. Do tej pory uczyniła pani dla niej dużo 

dobrego. Przyjęła od pani uwagi na temat sposobu ubierania się i 
zachowania, których nie wysłuchałaby ode mnie. Czy jednak było 
rozsądne przyprowadzenie jej do teatru? Czy rzeczywiście jest dla 
niej dobrodziejstwem pokazanie jej świata, do którego w gruncie 
rzeczy nie uzyska wstępu?
 

Jayne zacisnęła usta, myśląc, że Milly mogłaby wejść do tego

świata, gdyby Ledbury porzucił absurdalne przekonanie, że musi 
zawrzeć świetne małżeństwo dynastyczne. Gdyby została jego 
żoną, ludzie z jego sfery pogadaliby przez jakiś czas, ale szybko 
straciliby zainteresowanie tematem. Wkrótce wyszłyby na jaw inne
skandale, które przyćmiłyby ten, zwłaszcza gdyby Milly 
zachowywała się, jak należy.
 

– Musiała pani zauważyć, ile spojrzeń kierowano dzisiaj na 

naszą lożę – ciągnął Ledbury. – Ci ludzie zachodzą w głowę, kim 
są moi goście, i postarają się dowiedzieć. Jak szybko ktoś 
wyciągnie wniosek, że narzuciłem pani towarzystwo kochanki? 
Stanie się pani obiektem drwin.
 

– Ani mnie to ziębi, ani grzeje – odparła z wojowniczą miną 

Jayne.
 

– Pani lojalność jest godna podziwu, ale w tych 

okolicznościach świadczy o braku rozsądku.
 

Wydawało się jej, że zrozumiała, o co mu chodzi. Ludzie 

zechcą się dowiedzieć, kim jest tajemnicza dziewczyna zauważona
w publicznym miejscu w eleganckim towarzystwie. Nie przyjmą 

background image

do wiadomości, że mężczyznę stać na szlachetne zachowanie 
wobec kobiety z niższych sfer, a Ledbury po prostu chroni Milly 
od tego rodzaju domysłów.
 

– Och… – Nic dziwnego, że skrytykował przyprowadzenie 

Milly do teatru, uznała Jayne. Cała ta przemowa, że chce mi 
oszczędzić drwin, to zasłona dymna. Chodzi mu o reputację Milly.
 

– Ta zabawa zaszła za daleko. Nie mogę dopuścić do 

dalszego rozwoju waszej znajomości.
 

– Słucham?!

 

Pomyśleć, że była o krok od pokajania się za to, że wystawiła

Milly na publiczną ciekawość, i od złożenia obietnicy, że na 
przyszłość będzie bardziej dyskretnie się z nią spotykała. 
Tymczasem lord spodziewa się, że ona porzuci Milly, i to wtedy, 
gdy potrzebuje prawdziwej przyjaciółki. Sądziła się, że zerwanie z 
Harrym będzie najtrudniejszym z dotychczasowych życiowych 
doświadczeń, ale będzie mogła zwrócić się o pocieszenie do 
Milly…
 

Jeśli lord Ledbury postawi na swoim, moje życie wróci do 

stanu, który skłonił mnie do rzucenia się w ramiona Harry’ego, 
stwierdziła Jayne. Tyle że teraz będzie mi trudniej, bo wprawdzie 
krótko, ale miała przyjaciółkę, dziewczynę w tym samym wieku co
ona, która odkryła przed nią inny świat.
 

Od lat marzyły się jej przygody. Nieraz zastanawiała się, 

jakby to było, gdyby to ona była drugą córką hrabiego Caxton, tą, 
która uciekła z Anglii od jej sztywnych reguł i ograniczeń. Jayne 
miała świadomość, że nie zdecydowałaby się na ucieczkę z 
porucznikiem, ale tym chętniej wsłuchiwała się w opowieści Milly.
 

Jeszcze jedno. Kiedy Harry zniknie ze sceny, lord Ledbury 

nie będzie musiał udawać zainteresowania jej losem. Zacznie 
otwarcie ubiegać się o rękę innej kobiety, a dla niej zabraknie 
miejsca w tej konkurencji. Co nie znaczy, że chciałaby się za niego
wydać, za nikogo innego zresztą też nie. W każdym razie nie w 
tym sezonie… Chodziło o to, że… Nie była pewna, o co chodziło, 
po prostu ją irytował. Nie wiedziała, dlaczego perspektywa 
rozluźnienia kontaktów z Ledburym mogłaby ją w najmniejszym 

background image

stopniu obchodzić, skoro w stosunku do niej był apodyktyczny i 
krytyczny. Jakim prawem mówił jej, z kim ma się przyjaźnić? 
Negowała prawo własnego dziadka do narzucania jej określonych 
reguł, a ma się więc potulnie podporządkować rozkazom lorda 
Ledbury?
 

W żadnym razie! Nie zrezygnuje z Milly. Była zadowolona, 

że umówiła się na spotkanie z Harrym za plecami lorda. Pokaże 
mu, że potrafi kierować swoim życiem i dobierać sobie przyjaciół. 
Odwróciła się bez słowa i usiadła obok lady Penrose.
 

Zgodnie z przewidywaniem Jayne, uzyskanie zgody lady 

Penrose na pójście na bal organizowany przez lorda Lambourne’a 
okazało się łatwe. Na drugi dzień po wizycie w teatrze, kiedy we 
dwie wymieniały wrażenia i komentowały dowcipne uwagi Milly 
na temat gry aktorów, Jayne zauważyła z westchnieniem:
 

– Szkoda, że nie będę mogła zabrać jej na balu lorda 

Lambourne’a. To wyjątkowa okazja. Wszyscy będą w maskach, 
trudno będzie odgadnąć, kto jest kim.
 

– Widzę, że masz wielką ochotę tam pójść – odparła lady 

Penrose.
 

Lady Jayne w milczeniu skinęła głową.

 

– Chyba nie powinnam być zdziwiona – ciągnęła 

przyzwoitka. – Takie spotkania towarzyskie bardziej podobają się 
młodym niż osobom w moim wieku. Zdziwisz się, ale uważam, że 
powinnaś dobrze się bawić w czasie pierwszego sezonu w 
Londynie. Do tej pory ani słowem nie poskarżyłaś się na rodzaj 
imprez, na jakie cię zabierałam, chociaż, jak się domyślam, nie 
wszystkie były w twoim guście. Jesteś dobrą dziewczyną, Jayne. 
Nie rozumiem, dlaczego twój dziadek uważa, że trzeba cię krótko 
trzymać. Dokładnie tak samo postępował z twoją ciotką Aurorą. 
Nic dziwnego, że w końcu uciekła. Byłoby o wiele lepiej, gdyby 
dał jej trochę swobody i nie próbował złamać jej woli. Nie 
twierdzę, że jesteś do niej podobna. Mieszkając u mnie, 
zachowywałaś się bez zarzutu. Jeśli naprawdę zależy ci na pójściu 
na bal, to powinnam się zgodzić. Zasługujesz na dobrą zabawę.
 

Jayne miała ochotę spalić się ze wstydu. Nie postępowała 

background image

właściwie, wręcz przeciwnie. Umawiała się z Harrym na schadzki 
w bibliotekach albo na tarasach, a nawet wyszła z domu przez 
okno, by spotkać się z nim w parku. Postanowiła, że 
zrekompensuje to lady Penrose po maskaradzie – będzie wzorem 
cnót. Nie zastosuje się tylko do rozkazów lorda Ledbury’ego, 
dotyczących Milly. Dla niej nie mają znaczenia. Najważniejsze, że 
lady Penrose nie ma nic przeciwko.
 

Wkrótce jednak odkryła, że mając szlachetny zamiar wejścia 

na dobrą drogę w relacjach z Harrym, wkroczy na niebezpieczne 
terytorium. Co gorsza, uczyniła przyzwoitkę swoją wspólniczką.
 

– Będziesz potrzebowała przebrania – orzekła lady Penrose. 

– Maska to za mało. Jeśli włożysz jedną ze swoich 
dotychczasowych sukien, ktoś mógłby cię rozpoznać, a to nie 
byłoby wskazane. Im prościej się ubierzesz, tym lepiej. To musi 
być coś, czego jeszcze nie miałaś na sobie i później nie będziesz 
nosiła. Poza tym koniecznie musisz przykryć włosy. Są zbyt 
charakterystyczne – oceniła przyzwoitka, marszcząc brwi.
 

Nakazała Josie sczesać wszystkie złociste pukle 

podopiecznej w tył, zapleść je w ciasne warkocze i przykryć czymś
w rodzaju białego czepeczka, by nawet gdyby zsunął się jej z 
głowy kaptur peleryny, włosów nie było widać. Najważniejszą 
częścią przebrania była nieobecność przyzwoitki na balu.
 

– Nikomu nie przyjdzie do głowy, że spuściłabym cię z oczu,

tak ściśle do tej pory przestrzegałam zaleceń twojego dziadka – 
powiedziała lady Penrose. – Gdybym miała ci towarzyszyć, nie 
włożyłabym żadnego przebrania, poszłabym w sukni wieczorowej,
najwyżej zasłoniłabym twarz maseczką. Nawet jak ktoś zacznie 
podejrzewać, że przypominasz lady Jayne Chilcott, zmyli go fakt, 
że jesteś beze mnie. – Roześmiała się nerwowo i dodała szczerze: 
– Nie mam pojęcia, skąd się wzięło się to nieposłuszeństwo. Nie 
wiem, czy sobie gratulować, że wreszcie zbuntowałam się 
przeciwko dyktatowi hrabiego Craxton, czy czynić sobie wymówki
za to, że pozwalam ci iść na bal beze mnie.
 

Niezależnie od tego, jak wielką przyjemność sprawiało im 

obu planowanie rebelii przeciwko dziadkowi lady Jayne, we 

background image

wtorek wieczorem damy były mocno podenerwowane. Jayne 
zamiast czekać z wystudiowanym spokojem na sofie, wypatrywała
przez okno przyjazdu Milly. Natomiast lady Penrose nerwowo 
krążyła po pokoju.
 

– Nie powinnam tego robić – powtórzyła po raz kolejny. – 

Jeśli stanie ci się coś złego, hrabia nigdy mi nie wybaczy.
 

– A co mogłoby się stać? To tylko bal maskowy w 

prywatnym domu.
 

– Podczas takich imprez czasami dochodzi do 

niedopuszczalnego rozluźnienia obyczajów. Dlatego twój dziadek 
nie pozwoliłby ci w nim uczestniczyć.
 

– Panna Brigstock i ja będziemy miały męską eskortę.

 

– Tak, ale cóż my wiemy o poruczniku Kendellu.

 

– Musi być człowiekiem godnym szacunku, skoro lord 

Ledbury przedstawił go nam.
 

Jayne z premedytacją zasłoniła się Ledburym, ponieważ jego 

aprobata dla porucznika miała wielkie znaczenie w oczach lady 
Penrose. Niewymowną radość sprawiło jej użycie autorytetu lorda 
do usprawiedliwienia przedsięwzięcia, które on zdecydowanie by 
potępił, gdyby się o nim dowiedział. Był to rewanż za to, że 
próbował jej dyktować, z kim powinna się przyjaźnić.
 

Wreszcie długo oczekiwana dorożka podjechała pod dom. 

Postanowiono skorzystać z wynajętego ekwipażu, bowiem 
przyjazd powozem lady Penrose zdradzałby tożsamość pasażerów. 
Milly wysiadła, lecz zanim zdążyła wejść do domu, lady Jayne 
uściskała przyzwoitkę, obiecała, że będzie bardzo, ale to bardzo 
ostrożna, i wybiegła na zewnątrz.
 

– Jestem podekscytowana – wyjawiła Milly, kiedy lady Jayne

wepchnęła ją z powrotem do dorożki i usiadła obok.
 

„Podekscytowana” nie było słowem, którego użyłaby Jayne, 

żeby opisać emocje, które ją ogarnęły. Miała wyrzuty sumienia nie 
tylko dlatego, że oszukała lady Penrose, lecz także z tego powodu, 
że uczyniła opiekunkę swoją wspólniczką. Ponadto bała się reakcji
Harry’ego na wiadomość, która złamie mu serce. Ten wieczór 
będzie ciężką próbą, uznała w duchu. Trochę jak przecięcie 

background image

wrzodu. Czynność bolesna i paskudna, ale konieczna. Wreszcie 
odzyskam dawny spokój ducha.
 

– Rozkosznie pani wygląda – odezwał się Harry z głębi 

pojazdu.
 

Ukrył się w rogu przed ciekawskim wzrokiem lokaja, który 

otwierał drzwi. Harry najpierw podjechał po Milly, będąc zdania, 
że we trójkę powinni wejść do sali balowej, aby nie tracić czasu na
wzajemne odszukiwanie się, gdyby przybyli na bal osobno.
 

Jayne czuła na sobie jego palący wzrok i jej dyskomfort 

jeszcze się pogłębił. Trudno było przyjmować komplementy i 
cieszyć się, że on podziwia jej wygląd, jednocześnie planując 
zerwanie. Tym bardziej że wiedziała, że wcale nie wygląda 
rozkosznie przebrana za zakonnicę – twarz zasłaniał jej gruby 
welon.
 

– Co pan sądzi o moim kostiumie, poruczniku? – Milly 

odchyliła połę peleryny, odciągając uwagę Harry’ego od Jayne.
 

– No, no, coś nadzwyczajnego – przyznał z uśmiechem.

 

Rzeczywiście, było się czym zachwycać, pomyślała lady 

Jayne nie bez zazdrości. Milly opowiadała jej o czerwonej 
atłasowej sukni, którą kiedyś dostrzegła na pewnej Hiszpance. 
Strój z suto marszczoną spódnicą tak jej się spodobał, że 
przyrzekła sobie, że kupi taką, jeśli będzie miała pieniądze. Milly 
wiedziała, że taki strój nie nadaje się na co dzień, ale na taką 
okazję jak bal kostiumowy, był idealny. Marzyła o sukni z 
czerwonego atłasu i właśnie miała ją na sobie.
 

Biała muślinowa sukienka Jayne przykryta niebieskim 

jedwabnym dominem była wręcz mdła w porównaniu z jaskrawą 
suknią Milly, która na dodatek ściśle opinała jej figurę. Twarz 
osłaniała czerwona maska, ozdobiona drobnymi czerwonymi 
koralikami w miejscach brwi. Jayne musiała sobie przypomnieć, że
zazdrość jest nie na miejscu, bo przecież po to włożyła niepozorny 
kostium, aby nie rzucać się w oczy, a nie wzbudzać 
zainteresowanie.
 

Kiedy przyjechali na miejsce, okazało się, że tańce się 

rozpoczęły. Zaledwie zdążyli we trójkę wejść na salę balową, 

background image

zastąpił im drogę korpulentny mężczyzna w czarnych jedwabiach, 
z czerwonymi diabelskimi rogami na głowie.
 

– Czy znam którąś z was, piękne panie? – spytał, 

przyglądając się to Milly, to lady Jayne. – Z rozkoszą przystąpię do
demaskowania waszego przebrania.
 

Lubieżny ton jego głosu przestraszył Jayne; otuliła się 

szczelniej dominem i przysunęła bliżej do Harry’ego. Milly 
roześmiała się zmysłowo i odpowiedziała:
 

– Chętnie zobaczę, jak się pan do tego zabierze.

 

Mężczyzna nie mógł oderwać oczu od głęboko wyciętego 

stanika sukni Milly. Zaprosił ją do tańca.
 

Gdyby takim lubieżnym wzrokiem patrzył na lady Jayne, 

wymierzyłaby mu siarczysty policzek, ale Milly nie czuła się ani 
trochę urażona. Przeciwnie, śmiała się i z wyraźną przyjemnością 
dała się poprowadzić na parkiet obcemu mężczyźnie, zostawiając 
Jayne sam na sam z Harrym.
 

background image

 ROZDZIAŁ SZÓSTY

 

Lady Jayne zaczęła się zastanawiać nad sposobem wyrwania 

Milly z rąk namolnego wielbiciela, mimo że przyjaciółka nie 
sprawiała wrażenia oczekującej ratunku. Tymczasem sama 
znalazła się na parkiecie, porwana do tańca przez Harry’ego. 
Przypomniała sobie, dlaczego w ogóle zwróciła na niego uwagę: 
był wyśmienitym tancerzem.
 

Smutne, pomyślała, że ostatni raz wirują w walcu. 

Pożałowała, że zaraz na wstępie po przyjeździe do Londynu 
ogłosiła, że nie tańczy. Byłoby dziwne, gdyby nagle zaczęła 
przyjmować zaproszenia. Zresztą, uświadomiła sobie, że nie była 
zainteresowana żadnym z możliwych partnerów, może z 
wyjątkiem lorda Ledbury, który nie wyciągałby z faktu, że 
zgodziła się z nim zatańczyć, zbyt daleko idących wniosków. Tyle 
że on unikał parkietu. Nie była pewna dlaczego, skoro prawie nie 
kulał. Czasami jednak wyglądał na bardzo zmęczonego i wtedy 
bywał szczególnie rozdrażniony.
 

– Kochanie, czujesz to samo co ja? – Skierowany prosto do 

ucha szept Harry’ego przywrócił Jayne do rzeczywistości. – Serce 
mi się kroi na myśl, że możemy się spotykać tylko potajemnie.
 

– Hm… – Tańcząc z Harrym, rozmyślała o Ledburym. 

Będzie szczęśliwa, gdy na koniec obecnego wieczoru uwolni się 
od jednego i od drugiego, uznała. Tylko dlaczego robi się jej 
przykro, że być może już nie ujrzy lorda?
 

Harry sprowadził ją z parkietu i oznajmił:

 

– Dość tego. Cudownie nam się tańczy, ale musimy 

porozmawiać.
 

Przeszli do oranżerii. Harry, widząc, że wszystkie ławki są 

zajęte przez czulące się pary, wyprowadził ukochaną na taras. 
Zamknął drzwi, tak że muzyka z sali balowej była ledwo słyszalna.

background image

Jayne zebrała wszystkie siły, aby wygłosić przygotowaną 
wcześniej przemowę, że niewłaściwie odczytała swoje uczucia i 
prosi go o wybaczenie i żeby o niej zapomniał. Nie zdążyła, bo 
Harry pochwycił jej dłonie i wyznał:
 

– Nie potrafię dłużej się kryć. Daj mi prawo nazywania cię 

moją. Wyjdź za mnie. Wiem, że to oznacza ucieczkę, ale…
 

– Nie…

 

– Tak, kochanie. Moglibyśmy wyjść z tego balu, wsiąść do 

dorożki i wyjechać.
 

– Nie możemy…

 

– Aha. – Uśmiechnął się czule. – Kłopoczesz się kwestiami 

praktycznymi. Masz rację, moja ty najmądrzejsza. Potrzebujemy 
pieniędzy na opłacenie zezwolenia na ślub i na życie po ślubie. 
Musisz wrócić do domu i zabrać, co się tylko da…
 

Nie mogła tego dłużej słuchać.

 

– Na moim kieszonkowym daleko nie zajedziemy.

 

– Chyba dziadek ci nie skąpi? Bardzo elegancko się ubierasz,

a twoja biżuteria musi być warta fortunę.
 

– Noszę piękne stroje, ponieważ mam otwarty kredyt w 

całym mieście, natomiast rachunki reguluje plenipotent dziadka. 
Osobiście dysponuję bardzo niewielką kwotą. Jednak nie 
rozmawiajmy o pieniądzach, Harry. Muszę ci coś wyznać…
 

– To się zmieni po ślubie, prawda? Musi istnieć rozwiązanie, 

dające mężowi prawo do dysponowania twoim majątkiem?
 

– Jakim majątkiem?! – Jayne podniosła głos. – Jeśli wyjdę za

kogoś wbrew woli dziadka, nie zobaczę ani pensa.
 

– Jestem pewny, że nie okaże się tak surowy.

 

– Bo go nie znasz. Już raz bez najmniejszych skrupułów 

wydziedziczył rodzoną córkę, więc łatwiej będzie mu to zrobić z 
wnuczką.
 

– Jaką córkę?

 

– Och, to rodzinna tajemnica, nawet we własnym gronie 

rozmawialiśmy o ciotce Aurorze tylko szeptem. Uciekła z domu z 
biednym jak mysz kościelna młodzieńcem z sąsiedztwa, a dziadek 
nie tylko wygnał ich z kraju, lecz także kazał o niej zapomnieć 

background image

wszystkim krewnym. W jego obecności nie wolno było nawet 
wymawiać jej imienia.
 

– Przypuszczam, że ojciec zadbał o twoją sytuację materialną

– powiedział niepewnie Harry. – Nie możesz być przecież 
uzależniona od widzimisię dziadka.
 

– Sądzę, że z trudem, ale moglibyśmy wyżyć z tego, co dla 

mnie przeznaczył. Jednak większość jego majątku, wraz z dobrami
ziemskimi, przejdzie na dziedzica tytułu.
 

– Zatem nic nie masz?

 

Nie było to prawdą. Prawnicy, którzy spisywali kontrakt 

małżeński, gdy jej matka wychodziła za markiza Tunstalla, zadbali
o wyposażenie przyszłego żeńskiego potomstwa zrodzonego z tego
związku. Jednak w porównaniu z majątkiem, jaki przypadałby 
synowi, lady Jayne miała prawo nazywać nędzną swoją cześć 
dziedzictwa.
 

Twarz Harry’ego wykrzywił gniew. Odepchnął Jayne i 

wykrzyknął:
 

– Ty dziwko!

 

Nie wiedziała, co bardziej zabolało. Biodro, którym uderzyła 

o balustradę, czy fakt, że Harry użył w stosunku do niej 
obraźliwego słowa, a może odraza, z jaką na nią patrzył.
 

– Cały czas mnie zwodziłaś, wiedząc, że nie ma najmniejszej

szansy, żebyśmy mogli się pobrać!
 

Wiedziała, że on będzie dotknięty, kiedy się dowie, że muszą 

się rozstać, ale nie przypuszczała, że będzie ją podejrzewał o 
działanie z premedytacją. Nic dziwnego, że był wściekły.
 

– Nie chciałam cię zwodzić. – Wyciągnęła rękę, jakby 

prosząc o zrozumienie. – Po prostu o tym nie pomyślałam.
 

– Jeśli sądzisz, że zamierzam czekać, aż twój dziadek zmieni 

o mnie zdanie, to się grubo mylisz. To koniec, moja panno – 
oznajmił, po czym pocałował Jayne, miażdżąc jej usta.
 

To było okropne, gorsze, niż gdy całował ją w parku. Poczuła

metaliczny smak krwi z nadgryzionej przez niego wargi. Nie 
próbowała go odpychać jak ostatnim razem, kiedy sobie za dużo 
pozwalał. Stała nieruchomo, akceptowała karę, na którą, w swoim 

background image

odczuciu, w pełni zasłużyła. Nagle Harry wypuścił ją z uścisku, 
mówiąc:
 

– I tak mi się udało. Pomyśleć, że mógłbym wylądować w 

łóżku z taką bryłą lodu.
 

Kolana się pod nią ugięły. Po omacku osunęła się na 

balustradę, żeby nie upaść.
 

– Nazywają cię Soplem Lodu, wiedziałaś o tym? Na 

pierwszy rzut oka wyglądem doprowadzasz mężczyznę do 
wrzenia, ale gdy cię dotknie, chłód przenika go na wskroś. – 
Roześmiał się szyderczo. – Nie mam cierpliwości czekać, aż 
rozmarzniesz. Nikt nawet nie spróbuje cię rozmrozić bez przynęty 
w postaci pieniędzy hrabiego Caxton. Nie warto tobą zawracać 
sobie głowy. – Z tymi słowami Harry odwrócił się i wszedł do 
budynku, zatrzaskując za sobą drzwi.
 

Jayne przycisnęła dłoń do krwawiącej wargi. Zbierało się jej 

na wymioty. Co za draństwo! Udawał dla pieniędzy. Nie chciał jej, 
tylko majątku, który pozwoliłby mu wygodnie żyć. Czy komuś 
kiedykolwiek na niej zależało? Miała ochotę wyć z bólu, ale nikt 
nie może zauważyć jej poniżenia. Odnajdzie Milly i wróci do 
domu, postanowiła. Ruszyła w stronę sali balowej na wpół oślepła 
przez łzy cisnące się do oczu, których nie mogła otrzeć, bo twarz 
osłaniała maska, a nie miała odwagi jej zdjąć obawie, że mogłaby 
być rozpoznana. Nagle porwała ją para silnych rąk. Wysoki 
mężczyzna uniósł ją i choć go kopała i wyrywała mu się ze 
wszystkich sił, zaniósł ją do oranżerii.
 

Samopoczucie lorda Ledbury pogarszało się od wizyty w 

teatrze. Od czasu, kiedy stał pod oknem lady Jayne, zdumiony 
cudownym efektem, jaki wywarł na nim widok jej zgrabnych nóg 
w obcisłych bryczesach, nie było nocy, żeby o niej nie śnił. Budził 
się w zmiętej pościeli, pokryty potem, spragniony i gotowy. Każde 
kolejne spotkanie z nią pogarszało jego stan.
 

To nie była zwykła żądza. Im więcej wiedział o lady Jayne, 

tym bardziej ją lubił. Nawet wtedy, gdy jej zachowanie go 
drażniło, wiedział, że działała z pobudek, które podziwiał. 
Najgorsze było to, że przy niej wszystkie inne przedstawicielki płci

background image

pięknej bladły w jego oczach.
 

Była jedyną kobietą, którą pragnął wziąć w ramiona i 

pocałunkami skłonić do uległości. Ku własnemu strapieniu, 
ostatnio zaczął fantazjować o sposobach pozbycia się rywala w 
ludnym mieście, takim jak Londyn. Te mordercze fantazje 
kończyły się w taki sam sposób. Lady Jayne odkrywała, czego się 
dopuścił – była tak bystra, że musiała odgadnąć – i cieszyła się, 
widząc go w drodze na szubienicę.
 

Pocieszał się, że zaczynała troszeczkę go lubić, ale od 

spotkania w teatrze nastąpił zdecydowany regres. W tych 
nielicznych momentach, kiedy zdołał narzucić jej swoje 
towarzystwo, uśmiechała się z przymusem. Dlaczego zawracał 
sobie nią głowę? Przyjechał do miasta poszukać żony. Zapewne w 
tłumie rozplotkowanych, polujących na męża dziewcząt znajdzie 
się jedna, która wyprze lady Jayne z jego myśli?
 

Dzisiaj był wyjątkowo rozdrażniony. Nie zniesie kolejnego 

wieczoru spędzonego na daremnych próbach poszukiwania 
kobiety, której przymioty wyróżniałyby ją korzystnie z grona 
debiutantek tegorocznego sezonu. Ma dość drętwych spotkań 
śmietanki towarzyskiej, gdzie nikt nie mówi i nie robi niczego 
szczerze, ponieważ liczą się tylko pozory.
 

Na jeden wieczór chce zrzucić gorset konwenansów, trochę 

się upić i potańczyć z kobietami, które nie potraktują 
zainteresowania ich osobą jako wstępu do starań o rękę. Nie będzie
się bronił przed pocałowaniem jednej czy drugiej, gdyby go do 
tego zachęciły. Miał nadzieję uwolnić się z niezrozumiałego uroku,
jaki rzuciła na niego lady Jayne.
 

Maskarada u Lambourne’ów była po temu znakomitą okazją.

 

Od razu po przybyciu na miejsce zaczął ścigać pewną 

pasterkę, której główną atrakcją była suknia z tak głęboko 
wyciętym dekoltem, że widać w nim było otoczki sutek. Udało mu
się namówić ją do tańca, gdy nagle usłyszał śmiech Milly. Nie 
spodziewał się, żeby samodzielnie dostała zaproszenie na bal, 
zaczął się rozglądać, by odgadnąć, z kim przyszła. Zamarł, gdy 
spostrzegł stojącą obok niej na skraju parkietu kobietę.

background image

 

Lady Jayne. A obok niej Kendell.

 

Skoro tak mało się z nim liczyła, że uważała, że może 

postąpić wbrew zawartej z nim umowie, to do diabła z nią! W 
tańcu przyciągnął pasterkę nieprzyzwoicie blisko, ale ona nie 
miała nic przeciwko temu, wydawała się wręcz zadowolona. Mimo
wszystko nie opuszczała go bolesna świadomość obecności lady 
Jayne krążącej po parkiecie w ramionach Kendella, na którego 
twarzy malowało się rozmarzenie.
 

Kiedy ramię w ramię opuszczali salę balową, stracił wszelkie

zainteresowanie zmysłową pasterką. Nie mógł myśleć o niczym 
innym, tylko o tamtych dwojgu. Cierpiał katusze, wyobrażając 
sobie, jak Kendell bierze lady Jayne w objęcia i składa pocałunek 
na jej słodkich ustach, o całowaniu których on śnił całymi nocami.
 

Nagle wszystko nabrało sensu. Obserwował u siebie 

dokładnie te same symptomy, o których opowiadali jego zakochani
koledzy oficerowie. Pomyśleć, że wyśmiewał się z nich, 
zapewniając, że w ciemnościach wszystkie koty są szare. Teraz 
wiedział, że tak nie jest. Nie miał pojęcia, jak do tego doszło, ale 
znalazł się w pułapce miłości, w której nie spodziewał się nigdy 
znaleźć. Zakochał się w najbardziej nieodpowiedniej i najtrudniej 
osiągalnej kobiecie w Londynie!
 

Musiał chyba jęknąć, bo partnerka popatrzyła na niego z 

niepokojem. Zdjął ze swojej szyi jej ręce. Zrozumiała i oddaliła się
w poszukiwaniu innego tancerza.
 

Był na siebie wściekły. Wysyłał lady Jayne do piekła, ale to 

on był w piekle zazdrości. Stał i patrzył na drzwi, za którymi 
znikła z Kendellem. Po chwili ponownie go ujrzał. Wracał na salę 
z rozwścieczoną twarzą. Był sam, bez lady Jayne. Richard 
odczekał chwilę. Kiedy się nie pojawiła w ślad za Kendellem, 
odgadł, że wydarzyło się coś niedobrego. Gorączkowo torował 
sobie drogę w tłumie tańczących par. Musiał ją odnaleźć. Była 
sama, pozbawiona ochrony, a do takiej sytuacji nie powinno dojść.
 

Zderzyli się ze sobą pod drzwiami. Nie wiedziała, na kogo 

wpadła, w panice zaczęła go okładać pięściami. Nie miał wyjścia. 
Uniósł lady Jayne i zatykając jej dłonią usta, by stłumić protest, 

background image

wyniósł ją do oranżerii.
 

– Już dobrze – powiedział uspokajająco, stawiając ją na 

nogach. – Nic pani nie grozi. Nie poznaje mnie pani?
 

Jayne przyjrzała się zamaskowanemu mężczyźnie, który 

wyniósł ją do ciemnej wnęki w ogrodzie zimowym, po drodze 
tłumiąc dłonią jej wołanie o pomoc. Kopiąc go atłasowymi 
pantofelkami balowymi, miała poczucie, że walczy z olbrzymem. 
Nic dziwnego, pomyślała, że lady Penrose żywiła wątpliwości, czy
postępuje właściwie, pozwalając podopiecznej wziąć udział w 
maskaradzie. Wiedziała, do czego może dojść.
 

Nieznajomy postawił ją w końcu, ale plecami do ściany. 

Szerokimi ramionami zasłaniał jej widok na całość pomieszczenia.
Obecni w oranżerii goście byli zajęci sobą, nie zwracali uwagi na 
wyrywającą się zakonnicę wnoszoną do środka przez korsarza. 
Mężczyzna miał na twarzy maskę i czerwoną opaskę na włosach. 
Za pasem tkwił kordelas, spodnie nieprzyzwoicie obciskały wąskie
biodra, a koszula z jedwabnej surówki była rozchełstana aż do 
pasa. Całości dopełniały sięgające połowy uda marynarskie buty.
 

Zdjął dłoń z jej ust, gdy przestała się wyrywać. Co nie 

znaczyło, że zamierzała mu ulec. Był wielki i silny, o ucieczce nie 
było mowy, chyba że zdoła go przekonać, by ją puścił.
 

– Lady Jayne…

 

Jego głos zabrzmiał tak łagodnie, że Jayne opanowała strach. 

Zajrzała w szparki w czarnej masce i zobaczyła szare oczy, 
patrzące na nią z troską.
 

– Lo-lord Ledbury?

 

Skinął głową i zabrał ramię z jej talii. Na szczęście, nie 

odsunął się; nadal zasłaniał ją przed ciekawskim okiem kogoś, kto 
mógłby zainteresować się jej osobą. Nie był lubieżnikiem, który 
chciałby ją wykorzystać. Chronił ją. Zapewne zaraz zacznie robić 
jej wymówki. Jeśli nawet, to nigdy nie była szczęśliwsza ze 
spotkania z nim niż w tej chwili.
 

– Bardzo zależało mi na dobrym przebraniu – zaczęła się 

usprawiedliwiać. – Jak mnie pan rozpoznał?
 

– Jak rozpoznałem? – Potrząsnął głową. Jej twarz miał 

background image

wyrytą w pamięci, a na dodatek maska nie zasłaniała dolnej części 
twarzy.
 

Marzył o jej ustach, o spróbowaniu, jak smakują, o tym, jak 

by to było, gdyby czuł ich dotyk na różnych częściach swojego 
ciała.
 

– Po pani ustach – rzekł.

 

Nie mógł się powstrzymać, wyciągnął rękę, by dotknąć 

opuszkami palców złożonych jak do pocałunku warg. Wtedy 
zauważył ślad krwi i rozcięcie, które zaczynało puchnąć.
 

– Co on pani zrobił? – spytał, choć nietrudno było zgadnąć.

 

Wcześniej był świadkiem, jak ten łotr narzucał się jej w 

parku. Najwyraźniej dzisiejszego wieczoru lady Jayne zareagowała
tak samo jak wtedy. Trzymana pod kloszem przez rodzinę, mogła 
odczuwać potrzebę spróbowania pocałunku, ale Kendell powinien 
wiedzieć, że wobec niej należy hamować wybuchy namiętności.
 

– Dlatego właśnie nie chciałem, żeby spotykała się pani z 

nim beze mnie. Nigdy bym nie dopuścił do czegoś takiego.
 

– Wiem, to moja wina.

 

Wzięła winę na siebie, a mimo to spodziewała się wyrzutów 

od Ledbury’ego. Żadne pocieszenie, uznała w duchu, że głównym 
winowajcą był Harry. Nie zniesie wymówek, zwłaszcza że Harry 
tak nagle i brutalnie ją opuścił, stając się obcym człowiekiem, 
który zniszczył jej romantyczne urojenia, i pozostawił odartą ze 
złudzeń i zranioną dosłownie i w przenośni.
 

– Ty-tylko pro-proszę, niech pan nie…

 

– Lady Jayne, niech pani nie płacze.

 

– Nie płaczę. Ja… nigdy… nie płaczę…

 

– Musiał panią skrzywdzić, skoro pani płacze. – Delikatnie 

uniósł jej brodę, żeby się przyjrzeć opuchniętej wardze.
 

– Chciał… żebym…

 

Krew odpłynęła mu z twarzy. To coś znacznie gorszego niż 

niekontrolowany wybuch młodzieńczej namiętności?
 

– Powiedziałam, że nie chcę, on… – wykrzywiła twarz – on 

po prostu… to było… i teraz jest już po wszystkim…
 

Nagle ukryła twarz na piersi Ledbury’ego.

background image

 

– Chcę do domu – załkała. – Niech mnie pan zawiezie do 

domu.
 

Otoczył ją ramionami i kołysał, podczas gdy ona płakała. Nie

ulegało wątpliwości, że Kendell uciekł.
 

Do tej pory Richard miał jasno wytyczony cel. Obecnie 

zapragnął porzucić poszukiwania odpowiedniej żony i oddać się tej
kobiecie, jedynej, jakiej pożądał. Do diabła z planami i 
przyszłością u boku będącej uosobieniem doskonałości hrabiny! 
Jeszcze chwila, a powie lady Jayne, że będzie jej lepiej bez takiego
nieudacznika jak Kendell i że on jest gotów w mgnieniu oka zająć 
miejsce tego głupca i brutala.
 

Nagle stracił pewność siebie. Nie potrafił wyobrazić sobie 

lady Jayne, patrzącej na niego w zachwycie, i ich pocałunku, po 
którym będą szczęśliwi do końca swych dni. Zdążył się przekonać,
że życie nie przypomina bajki. W rzeczywistości lady Jayne 
przytulała się do niego, bo potrzebowała pomocy i pocieszenia. 
Zbiegiem okoliczności znajdował się w pobliżu, a ona przekonała 
się w czasie ich krótkiej znajomości, że może mu zaufać. Chciała 
od niego tylko jednego: żeby zawiózł ją do domu. Cóż, wiele mógł
dla niej zrobić, tyle że będzie musiał wypuścić ją z objęć…
 

Do licha, wcale nie! Otaczając ją ramieniem, przeprowadził 

do holu, otulił peleryną, żeby nikt się jej nie przyglądał i 
wyprowadził na zewnątrz. Wsiedli do pierwszej dorożki, jaką 
udało mu się zatrzymać.
 

Poddawała się mu potulnie. Przytulała się do niego, jakby jej 

życie zależało od jego bliskości, i cały czas rozdzierająco łkała. 
Najprawdopodobniej miała złamane serce. Całe szczęście, że nie 
zrobił z siebie głupca i nie wyrwał się z tym nonsensem o zajęciu 
miejsca Kendella. Od powrotu do Anglii miał dosyć zastępowania 
innych mężczyzn. Poza tym, po co składać deklaracje, których nie 
zamierzał dotrzymać? Mógł być olśniony lady Jayne. Mógł 
pragnąć jej tak bardzo, że robiło mu się niedobrze na myśl, że 
znalazłaby się w ramionach innego mężczyzny. Co nie znaczyło, 
że miał prawo zawracać jej głowę swoją osobą, zwłaszcza że nie 
mógł liczyć na wzajemność.

background image

 

Doszedł do wniosku, że obecnie potrzebowała kogoś, kto by 

ją pocieszył i na kim mogłaby się wesprzeć. Gdy osunęła się na 
siedzenie w dorożce i wyglądała tak żałośnie, że budziła litość, 
zaryzykował i otoczył ją ramieniem. Nie dość, że go nie odtrąciła, 
ale przywarła do niego, nie przestając głośno łkać.
 

Nie wypuszczał jej z objęć. Włosy lady Jayne pachniały 

olejkiem różanym i kapryfolium. Pomyślał, że odtąd zapach róż 
będzie mu się kojarzył z chwilą, gdy czuł przy sobie upragnioną 
kobietę. Wiedział, że teraz, kiedy rzeczywistość zmieszała się z 
fantazją, jego sny staną się jeszcze bardziej natarczywe. Był 
gotowy zapłacić tę cenę. Uznał w duchu, że nie wykorzystał 
sytuacji, ponieważ lady Jayne czerpała pocieszenie z jego 
bliskości. Zadbał o to, żeby jej nie zrazić do siebie, nie pozwalając 
jej odczuć, jak ta bliskość na niego działa.
 

Dopiero po dłuższym czasie lady Jayne zapytała:

 

– Gdzie jest Milly?

 

Podziwiał ją za to zainteresowanie inną osobą w tak trudnym 

dla siebie momencie.
 

– Niech się pani nie martwi o Milly. Jest córką pułku. Potrafi 

o siebie zadbać – powiedział.
 

Samoocena lady Jayne doznała kolejnego ciosu. Wyznanie 

Harry’ego, że nie zalecałby się do niej, gdyby wiedział, że nie jest 
bogata, nadszarpnęło jej wiarę w siebie. Na domiar złego lord 
Ledbury traktuje ją, jak porcelanową lalkę, jednocześnie wierząc w
zaradność Milly. Ta pospolita i biedna dziewczyna najwyraźniej 
zdołała zawładnąć sercem Ledbury’ego.
 

Trzymał ją w ramionach wbrew sobie, sądząc po 

nienaturalnej sztywności jego ciała. Pomyśleć, że była z siebie 
dumna, gdy pomogła Milly dobrać parę gustownych sukien, jakby 
to miało jakiekolwiek znaczenie. Ledbury kochał Milly za to, że 
była sobą. Miała w sobie coś, co liczyło się bardziej niż jej pozycja
towarzyska i majątek. Harry wyraził to bardzo dobitnie: nie było w
niej niczego, co mogło pociągać mężczyzn, oprócz domniemanego
majątku. Nie potrafiła nawet całować, jak należy.
 

Wierzchem dłoni starła ściekające na brodę łzy. Po pierwsze, 

background image

dlaczego uwierzyła w kłamstwa Harry’ego? Przecież miała 
świadomość, że jest bezwartościowa. Ojciec nie pozwalał jej 
zapomnieć o tym, że rozczarowała go, nie będąc chłopcem. 
Natomiast żonie nie potrafił wybaczyć zbrodni, jaką było wydanie 
na świat dziewczynki. Z kolei dziadek załamał na jej widok ręce i 
zatrudnił legion nauczycieli i guwernantek, by uczynić z niej 
osobę, którą można pokazać w towarzystwie.
 

Nikt nigdy nie oczekiwał od niej, że będzie sobą.

 

Wierzyła Harry’emu, gdy prawił jej te wszystkie kłamstewka

na temat miłości. Dlaczego była taka głupia? – zadała sobie w 
duchu pytanie i szybko na nie odpowiedziała: bo chciała, żeby ktoś
pokochał ją taką, jaka jest. Nawet gdyby nie mogła zrewanżować 
się tym samym.
 

W tym momencie przypomniała sobie, że celem spotkania z 

Harrym było powiadomienie go, że nie żywi do niego uczucia. 
Uzmysłowiła sobie, że jego słowa zabolały ją tak bardzo, bo 
uderzały w jej miłość własną. Nie dbała o to, co o niej w 
rzeczywistości myślał. Zwłaszcza gdy zrozumiała, jak podły się 
okazał. Z premedytacją wykorzystał jej słabość, by zawładnąć 
pieniędzmi. Śmieszne, że tak długo wbijała się w poczucie winy, 
że zamierza zranić jego uczucia. Z tym koniec, postanowiła. Nie 
będzie miała wyrzutów sumienia z powodu Harry’ego Kendella. 
Była zadowolona, że nie uległa jego urokowi, a teraz odzyskała 
wolność.
 

Wyciągnęła z woreczka chusteczkę i głośno wydmuchała 

nos.
 

Matka ostrzegała ją, by nie pozwoliła żadnemu mężczyźnie 

zniszczyć własnego poczucia wartości. Było to dzień po pogrzebie 
ojca. Matka była schorowana, od miesięcy nie wstawała z łóżka i 
nie pozwalała odwiedzać się w pokoju, ale nagle wezwała ją do 
siebie.
 

– Przeżyłam go – wyszeptała chrapliwie. – Tylko tak mogłam

go pokonać. Udało się. Zanim odejdę, chcę, byś mi obiecała, że nie
dasz się złamać żadnemu mężczyźnie. My, kobiety z rodu 
Vickerych, wychodzimy obronną ręką ze wszystkich przeciwności,

background image

z jakimi los nas konfrontuje.
 

Mama z pewnością sprostała wyzwaniu, jakim było 

poślubienie odpychającego markiza Tunstalla. Walczyła z nim do 
ostatniego tchu. A on od lat życzył swojej chorej żonie śmierci, by 
móc ożenić się ponownie i spłodzić dziedzica, którego żona mu nie
dała.
 

Jayne się wzdrygnęła. Czy między mężczyzną a kobietą musi

dochodzić do wojny?
 

Lord Ledbury musiał wyczuć jej drżenie, bo znowu otoczył 

ją ramieniem.
 

To ją otrzeźwiło.

 

Co on o niej myśli? Jak długo krążyli w dorożce, aby mogła 

wypłakać się w jego koszulę? Jak to miło z jego strony, że o tym 
pomyślał. Usiadła prosto. Już nie potrzebowała wsparcia.
 

– Przepraszam. Koniec z płaczem – oznajmiła.

 

Ledbury chciał zapewnić lady Jayne, że nie przeszkadza mu 

jej płacz, oby tylko jak najdłużej pozostawała w jego objęciach. 
Tyle że rzeczywiście było mu przykro patrzyć, jaka jest 
nieszczęśliwa.
 

– Lady Jayne – powiedział, ujmując jej dłoń – nie chcę się 

narzucać, ale gdyby ulżyło pani wyznanie mi, co się wydarzyło, 
proszę to uczynić. Przysięgam, że nie zawiodę zaufania. Jeśli 
mógłbym pani w jakiś sposób pomóc, wystarczy dać mi znać.
 

Wydmuchała ponownie nos. Nie zamierzała przyznawać się, 

jaką idiotkę z siebie zrobiła, nabierając się na kłamstwa Harry’ego.
Z drugiej strony, on był taki dobry…
 

W pewnym sensie była winna lordowi Ledbury 

wytłumaczenie, bo z jej powodu wyszedł z balu, na którym, sądząc
po jego kostiumie, liczył na dobrą zabawę. Dziwne. Myślała, że on
zawsze kieruje się poczuciem obowiązku. Teraz, widząc go w 
przebraniu, doszła do wniosku, że jest bardziej skomplikowany, 
niżby się wydawało na pierwszy rzut oka. Szkoda, że nie z nim 
wybrała się na maskaradę. Byłby lepszym towarzyszem niż Harry i
na pewno nie przekroczyłby pewnej granicy.
 

– Harry od dłuższego czasu namawiał mnie do ucieczki. 

background image

Dzisiaj wieczorem, kiedy przekonał się, że namowy nie skłonią 
mnie do takiego karygodnego kroku, bardzo się zdenerwował. 
Powiedzmy, że pozostawił mnie w przekonaniu, że od początku 
zależało mu nie na mnie, lecz na moich pieniądzach.
 

– Wiedziałem! – wykrzyknął Ledbury.

 

Prawdziwie zakochany mężczyzna nie wciągałby kobiety w 

takie skandaliczne sytuacje. To świadczyło o braku szacunku. 
Gdyby Harry naprawdę kochał lady Jayne, błagałby ją, by na niego
czekała, a nie namawiał do ucieczki. Naturalnie, gdyby zyskał 
miejsce w jej sercu, będąc porucznikiem utrzymującym się z 
żołdu, musiałaby bardzo długo czekać, aż nienaganną służbą w 
wojsku, jeśli nie czym innym, udowodni jej rodzinie swoją 
wartość. Lady Jayne należała do kobiet, które wytrwałyby przy 
mężczyźnie, z którym byłyby związane słowem. Nie wyszłaby za 
mąż za nikogo innego.
 

Patrzył na jej smutną twarz i serce mu się krajało. Nie 

zasłużyła na to, by jakiś drań odarł ją ze złudzeń. Niech tylko 
Kendell wpadnie w jego ręce…
 

Zacięty wyraz twarzy lorda Ledbury sprawił, że Jayne 

musiała go opuścić, zanim jeszcze bardziej się rozklei.
 

– Czy mógłby mnie pan wysadzić przed domem lady 

Penrose?
 

Na jego oczach stawała się znowu pozbawioną życia lalką, 

którą spotkał na balu u Beresfordów.
 

– Jeszcze za wcześnie. Ma pani wciąż zaczerwienione oczy i 

spuchnięty nos.
 

– Lady Penrose nie omieszka zauważyć również tego, 

prawda? – Jayne dotknęła rozciętej wargi. – Będę musiała znaleźć 
jakieś wytłumaczenie, i znajdę je.
 

Wzbudziła jego podziw.

 

– Życzy sobie pani, bym z nią wszedł do domu? Mógłbym 

być pani pomocny?
 

Pokręciła głową.

 

– I tak zajęłam panu zbyt dużo czasu – odparła, zabierając 

dłoń z jego uścisku.

background image

 

Oficjalny, uprzejmy ton jej głosu był gorszy niż wszystko 

inne. Zapragnął poprosić: Nie odsuwaj się ode mnie, nie zamykaj 
przede mną. Jednak powiedział:
 

– Jak pani sobie życzy.

 

Chciała być sama, rozumiał to. Duma nie pozwalała jej 

przyznać się do słabości. Ludzie nieznający prawdziwego oblicza 
lady Jayne patrzyli na jej nieruchomą twarz, taką, którą 
pokazywała mu teraz, i byli pewni, że mają do czynienia z kobietą 
o zimnym sercu. A to tylko maska, podobnie jak skrawek 
jedwabiu, którym się osłoniła, idąc na maskaradę. Tyle że obecna 
maska miała skrywać głębię jej upokorzenia, a nie tożsamość.
 

Nikt, oprócz niego i lady Penrose, niczego nie dowie się o 

dzisiejszym wieczorze. Był pewny, że starsza pani nie pozna do 
końca całej prawdy. On będzie jedyną osobą w pełni świadomą 
tego, jak głęboko Jayne została zraniona. Jedyne, co aktualnie 
mógł uczynić, to zaprowadzić ją do domu i ufać, że lady Penrose 
okaże się wyrozumialsza, niż na to wygląda.
 

background image

 ROZDZIAŁ SIÓDMY

 

– Nie spodziewałam się, że wrócisz tak wcześnie. – Lady 

Penrose uniosła wzrok znad książki i od razu zauważyła rozciętą 
wargę Jayne. – Wiedziałam, że nie powinnam puszczać cię na tego 
rodzaju przyjęcia. Zawsze znajdzie się jakiś łobuz, który nad sobą 
nie zapanuje.
 

Lady Jayne spodziewała się solidnej bury i milczała. 

Tymczasem lady Penrose dodała:
 

– Moja droga, tak mi przykro. Byłaś trzymana pod kloszem, 

skąd mogłaś wiedzieć, jak zachowują się niektórzy mężczyźni, gdy
sobie popiją. Jak do tego doszło? Myślałam, że przez cały wieczór 
będziecie się trzymać razem z panną Brigstock.
 

– Rozstałyśmy się tylko na chwilę…

 

– Wystarczyło. Mężczyźni nie potrzebują zachęty, a kiedy są 

w maskach, myślą, że mogą sobie na wszystko pozwolić, bo nikt 
ich nie rozpozna… Ale co z tym dżentelmenem, który miał was 
eskortować? Chyba przyszedł ci z pomocą?
 

– Niestety, nie… Prawdę mówiąc, opuścił mnie niedługo po 

przyjściu na bal.
 

Tylko taką część prawdy Jayne odważyła się wyznać.

 

– W takim razie jak wróciłaś do domu? Słyszałam turkot 

powozu. Czy panna Brigstock jest z tobą?
 

Lady Penrose pobladła, widząc, że Jayne przecząco kręci 

głową.
 

– Nie mów, że sama przyjechałaś dorożką?

 

– Nie. Na szczęście, rozpoznał mnie lord Ledbury. 

Spostrzegł, że jestem w kłopotliwym położeniu i przywiózł mnie 
do domu.
 

Lady Penrose uspokoiła się, ale nie na długo.

 

– Lord Ledbury tam był i przywiózł cię do domu? Byliście 

background image

zupełnie sami w dorożce? Nie jestem pewna, czy to nie pogarsza 
sytuacji. Myślisz, że możemy polegać na jego dyskrecji?
 

– Nie musi się pani martwić. Lord Ledbury nikomu nic nie 

powie. – Jayne była pewna, że nie zechce on rozgłaszać, że pół 
godziny spędzili przytuleni do siebie w zamkniętej dorożce.
 

– Tak bardzo mu ufasz? – Lady Penrose z uwagą spojrzała na

podopieczną.
 

– Tak – potwierdziła Jayne, myśląc, że jest rycerski z natury.

 

Nie mogła sobie wyobrazić, by próbował zdobyć uczucia 

majętnej panny, a potem namawiał ją do ucieczki. Naturalnie, że 
nie potrzebował zamożnej żony, bo był bogaty. Nie należał też do 
mężczyzn, którzy upokorzyliby kobietę, mówiąc jej, jak złośliwie 
ją przezywają. Prawdopodobnie wiedział, że w towarzystwie 
nadano jej przydomek Sopel Lodu.
 

– Miejmy nadzieję, że nie będzie większej szkody. Zapłaciłaś

wystarczająco wysoką cenę za poznanie prawdziwej natury 
mężczyzn. Moja rada jest taka, żebyś potraktowała dzisiejszy 
wieczór w kategoriach edukacyjnych. Więcej nie wracajmy do 
tego tematu.
 

Jayne też była tego zdania. Harry udzielił jej lekcji, której 

nieprędko zapomni.
 

– Mogę iść do łóżka? – zapytała cicho.

 

– Naturalnie. Nie martw się zanadto, natomiast postaraj się 

zapamiętać, czego się nauczyłaś, aby nie popełnić tego samego 
błędu.
 

– Tak zrobię – odparła Jayne.

 

Obiecała sobie, że nie da się oszukać żadnemu mężczyźnie. 

Jak mogła być do tej pory tak naiwna? Zastanawiała się nie tylko 
nad tym, jak łatwo padła ofiarą kłamstw Harry’ego, ale nad całym 
swoim zachowaniem od przyjazdu do Londynu. Dlaczego 
odrzucała każdą ofertę przyjaźni, z jaką się spotykała? Inna rzecz, 
że wśród uczęszczających na bale debiutantek nie zauważyła ani 
jednej pokrewnej duszy. Te dziewczyny miały w głowie tylko 
jedno – dobrze wyjść za mąż. Rozmowy z nimi koncentrowały się 
wyłącznie wokół tego tematu, a ją to niezbyt interesowało. Jednak 

background image

dobrze byłoby mieć grono przyjaciółek.
 

Teraz nie było odwrotu, musi grać rolę, którą sobie narzuciła,

i zachowywać tak, jak gdyby nic się nie wydarzyło. W swoim 
pokoju zdejmie maskę i domino, ale publicznie nadal będzie 
dumna i niedostępna. Inaczej ludzie zaczęliby zachodzić w głowę, 
co spowodowało w niej przemianę, i zadawać pytania, na które nie
chciała odpowiadać.
 

Była więźniem narzuconej sobie roli. Nadal będą się kręcić 

wokół niej łowcy posagów, bo na zainteresowanie mężczyzn o 
uczciwych zamiarach, jeśli takowi są, nie będzie mogła liczyć. 
Któż bowiem, oprócz naprawdę zdeterminowanych zdobyciem jej 
pieniędzy, zechce przebijać się przez mur oziębłości, którym 
odseparowała się od ludzi?
 

Przez jakiś czas, paradoksalnie, cieszyła się, że Harry rozciął 

jej wargę. Każdego ranka lady Penrose przyglądała się z troską 
podopiecznej i dochodziła do wniosku, że nadal powinna pozostać 
w domu, a przybywających z wizytą odprawiać pod pretekstem 
niedyspozycji.
 

Pierwszy bukiet od lorda Ledbury przyszedł następnego dnia 

po maskaradzie, po czym codziennie dostarczano kolejny. Lady 
Penrose z dnia nadzień bardziej się tym ekscytowała i Jayne 
zastanawiała się, czy nie powinna wyprowadzić jej z błędu. Jak 
bowiem Ledbury mógł się nią poważnie zainteresować, skoro 
poznał ją od najgorszej strony? Owszem, nie zapomni, jak bardzo 
był dla niej miły, posyłając jej kwiaty, ale nie ulegało wątpliwości, 
że jego życzliwość będzie przejściowa. Zwiędnie tak samo jak 
bukiety.
 

Któregoś popołudnia lady Penrose pofatygowała się do 

pokoju podopiecznej i usiadła w fotelu z niepokojąco poważną 
miną.
 

– Wiem, że nie przyjmujesz wizyt, i zgadzam się, że to 

najlepsze w twojej sytuacji. Dzisiaj zapowiedział się gość, którego,
moim zdaniem, powinnaś przyjąć.
 

Serce Jayne zabiło żywiej. Czyżby lord Ledbury zamierzał 

przynieść kwiaty osobiście?

background image

 

– Działała na ciebie kojąco – ciągnęła lady Penrose, gasząc 

nadzieję Jayne – i obiecałam, że zapytam, czy nie przyjęłabyś jej w
swoim pokoju. Gdybyś odmówiła, mogłaby pomyśleć, że gniewasz
się na nią za bal maskowy. Chociaż obie zachowałyście się 
nierozsądnie, chyba ona nie jest winna temu, co się wydarzyło. 
Mam rację?
 

Delikatna przygana ze strony lady Penrose wzbudziła 

wyrzuty sumienia Jayne. Była tak zajęta sobą, że nie pomyślała, 
jak Milly wróciła do domu. Lord Ledbury zapewniał, że Milly 
potrafi dać sobie radę, a ona była zazdrosna o zaufanie, jakim ją 
obdarzał, i nie poświęcała tej sprawie należytej uwagi.
 

– Oczywiście, przyjmę ją – powiedziała.

 

Lady Penrose uśmiechnęła się z aprobatą i zeszła do Milly, 

aby jej zakomunikować, że może wejść na górę.
 

– Richard był na mnie wściekły za wyprawę na bal maskowy

- oznajmiła Milly od progu. Usadowiła się na łóżku i rozwiązała 
wstążki ślicznego kapelusika. – Miał do mnie pretensję, że to, co 
cię spotkało, stało się z mojej winy.
 

– Bardzo mi przykro.

 

– Stał się okropnie drażliwy po odziedziczeniu tytułu. 

Przecież też tam był, no nie? Chyba nie po to, by mieć innym 
wszystko za złe, tylko żeby się zabawić. Szkoda, że nie znasz go z 
dawnych lat. Nie wyobrażasz sobie, jak cudownie tańczył 
fandango, kiedy był kapitanem. Niewielu brytyjskich oficerów 
mogło się z nim równać, ale on ćwiczył kroki pod okiem pięknych 
Portugalek, aż doszedł do perfekcji.
 

Jayne potrafiła to sobie wyobrazić. Widziała go przecież w 

kostiumie korsarza. Wkładając ten strój, przecierzgnął się w 
chwackiego młodego oficera, którego tak dobrze pamiętała Milly. 
W londyńskich salonach pokazywał się raczej z ponurą twarzą, ale 
kto miałby weselszą minę, gdyby musiał się rozglądać za żoną z 
wyższych sfer, kiedy w głębi serca nie pragnął kobiety z tego 
kręgu.
 

– Co cię sprowadza? Czy coś się stało? Wiem, że lord 

Ledbury nie chce, żebyśmy się widywały.

background image

 

– Wydawało mi się, że nie zamierzałaś się przejmować takim

głupstwem. – Milly lekceważąco machnęła ręką. – W każdym 
razie nie wtedy, gdy planowałyśmy wyjście na maskaradę.
 

Lady Jayne była wściekła, gdy lord Ledbury po raz pierwszy 

powiedział, że nie powinna spotykać się z Milly. Uważała, że nie 
ma prawa jej dyktować, z kim może się przyjaźnić. Jednak po 
rozstaniu z Harrym przestała być pewna własnego osądu. Naszła ją
refleksja, że nie należy pochopnie lekceważyć opinii osób bardziej 
od niej doświadczonych, a przynajmniej należy nabrać nawyku 
rozważenia rad, zamiast uznawać je z góry za bezsensowne.
 

– Wydaje mi się, że jemu chodziło o to, żeby cię chronić – 

powiedziała.
 

– Mnie? – zdziwiła się Milly. – Chyba w to nie wierzysz. 

Przekonałam się już, że stosowanie się do wymagań dotyczących 
zachowania, jakie mężczyźni stawiają kobietom, kończy się 
nieszczęściem dla jednych i drugich.
 

– Nie będę przeczyć – przyznała lady Jayne, pomna, jakie 

nieszczęścia ostatnio spadały na nią przez mężczyzn.
 

– Banda samolubnych drani.

 

– Chyba lorda Ledbury nie zaliczasz do tej kategorii.

 

– Owszem – Milly wydęła usta – jego też. Wiem, że się ze 

mną nie ożeni, zwłaszcza że został wicehrabią. Stał się tak 
wyniosły, że nawet nie zechciałby, żebym została jego kochanką.
 

Lady Jayne zarumieniła się, nieprzyzwyczajona do takiej 

otwartości.
 

– Czy to wypada, żeby kobieta chciała zostać kochanką 

mężczyzny?
 

Co czułaby, gdyby była na miejscu Milly? Gdyby wiedziała, 

że małżeństwo nie wchodzi w rachubę, może rzeczywiście 
zadowoliłaby się statusem kochanki. Kto wie? Doświadczyła już 
uścisku silnych ramion Ledbury’ego i miała świadomość, że nie 
oponowałaby się, gdyby zechciał ją pocałować. Gdyby to z nim 
znalazła się tamtego wieczoru w parku, odwzajemniłaby 
pocałunki. A gdyby zaproponował ucieczkę…
 

Zreflektowała się. Przecież rozmawia z Milly o ewentualnym

background image

związku jej i lorda Ledbury. Wyobraziła sobie Milly całującą się z 
nim na ławce w parku i poczuła się niezbyt komfortowo. To, żeby 
mógł z nią pójść do łóżka, przekraczało jej niewielkie życiowe 
doświadczenie.
 

– Nie sprzeczajmy się. Nie masz pojęcia, jaka byłam 

nieszczęśliwa po maskaradzie. Cieszę się, że wpadłaś.
 

– Bez względu na to, co powie Richard, jak się dowie?

 

– Tak.

 

Lord Ledbury musiał mieć powód, skoro chciał, by przestała 

przyjaźnić się z Milly, ale ani ona, ani Milly nie zamierzały brać 
tego pod uwagę. W końcu były w większości.
 

– Opowiesz mi o wszystkim? – spytała z uśmiechem Milly. –

Umieram z ciekawości, co wydarzyło się między tobą a 
przystojnym żołnierzykiem. Richard zamyka się jak małż, gdy go 
wypytuję o szczegóły.
 

Minęła godzina. Zanim Milly wyszła, lady Jayne znacznie 

poprawił się humor. Czuła się podniesiona na duchu, a rozcięcie 
wargi prawie się zagoiło. Lady Penrose na pewno wkrótce 
orzeknie, że podopieczna jest gotowa do podjęcia na nowo 
aktywności towarzyskiej. Nie darmo Jayne po matce należała do 
Vickerych, a członkowie tej rodziny nie zwykli się załamywać. Nie
da po sobie poznać, że czymś się martwi.
 

Jayne wyjątkowo starannie zadbała o wygląd, wybierając się 

na pierwszy bal po zerwaniu z Harrym. Włożyła suknię, w której 
wcześniej się nie pokazywała. W czasie ostatniej przymiarki kazała
krawcowej naszyć cekiny na przezroczystą wierzchnią warstwę, 
atłasowy spód spódnicy był pokryty bogatym białym haftem. Efekt
był wyjątkowy, ale kiedy stanęła przed lustrem, ujrzała w nim 
lśniącą postać, jakby wyrzeźbioną z lodu. Zadrżała.
 

– Nie diamenty, Josie. Dzisiaj włożę szafiry.

 

– Tak, wydobędą kolor pani oczu.

 

Nie to było najważniejsze. Przynajmniej nie będą jej 

obgadywać za plecami, że jest zimna jak lód.
 

Z uniesioną głową weszła do sali balowej, powtarzając w 

duchu, że nie obchodzą jej złośliwcy i plotkarze. Rzeczywiście, na 

background image

nikogo nie musiała zwracać uwagi, bo zauważyła lorda Ledbury i 
przypomniała sobie, jak dobrze jej było w jego ramionach. 
Nikomu tak szczerze nie wypłakiwała się na piersi jak jemu.
 

Oderwała od niego oczy. Z przesadnym spokojem poszukała 

foteli dla siebie i dla lady Penrose, zajęła miejsce, wygładziła 
spódnicę i otworzyła wachlarz. Musiała ochłodzić policzki. Jak 
mogła w pewnej chwili pomyśleć, żeby podbiec doLedbury’ego 
przez całą salę i rzucić się mu w ramiona? Byłby skonsternowany. 
Wiedziała, że bardzo dbał o pozory, nie zgadzał się nawet zawieźć 
Milly do modniarki. Nie ścierpiałby, gdyby ktoś wystawił go na złe
języki socjety.
 

Stojąc po drugiej stronie sali balowej, lord Ledbury 

ukradkiem obserwował lady Jayne. Zauważył jej pełne godności 
zachowanie i pomyślał, że odgradzała się nim od powszechnej 
wesołości pozostałych gości. Trochę tak, jakby wywiesiła afisz 
„zachować odległość”. Widział, jak jej rozbawione sąsiadki, panna
Beresford i lady Susan Pettiffer, wymieniają między sobą uwagi, 
zasłaniając usta dłońmi w rękawiczkach. Ogarnął go gniew. Tak, 
dzisiaj wieczorem zasługiwała swoim wyglądem na przezwisko, 
które puścił w obieg jakiś niewybredny dowcipniś, ale nikt nie 
miał pojęcia, ile męstwa ujawniła w zetknięciu z perfidią 
porucznika Kendella. Chciałby widzieć reakcję panny Beresford na
taki afront. Nie chodziłaby potem na bale jak gdyby nigdy nic. 
Byłby wielki dramat z omdlewaniem, solami trzeźwiącymi, 
wzywaniem pokojówki, matki oraz doktora, a na resztę sezonu 
wycofałaby się do nadmorskiego kurortu dla podreperowania 
nadszarpniętego zdrowia.
 

Nie zamierzał ujawnić, co czuje do lady Jayne. W czasie, gdy

nie bywała w towarzystwie, prawie ostentacyjnie zajmował się 
poszukiwaniem kobiety, która zechciałaby zostać jego żoną. 
Kłopot w tym, że zaczynał się zastanawiać, z jakiego powodu 
uznał za ważne uwiarygodnienie się w oczach rodziny poprzez 
zawarcie związku małżeńskiego z damą, która by im 
zaimponowała. W takich momentach raz po raz wracało 
wspomnienie jazdy dorożką z lady Jayne w objęciach po 

background image

pogrążonym w ciemnościach Londynie.
 

Kiedy stanęła dzisiaj w drzwiach sali balowej, zbladły zalety 

panien, z którymi rozmawiał w ostatnim tygodniu. Była jedyną, 
której naprawdę pragnął. Jednak nie jest istotne, czego on pragnął. 
Ważne, czego ona najbardziej potrzebowała w obecnym momencie
– a domyślił się, że głównie przyjaciela.
 

Przeszedł przez salę i pochylił się do jej ręki.

 

– Jak widzę, wydobrzała pani po ostatniej niedyspozycji. 

Cieszę się – powiedział świadomy, że wszyscy naokoło słuchają.
 

– Dziękuję panu – odparła uprzejmie. – Jestem już w pełni 

zdrowa. – To był jedyny sposób, żeby dać mu do zrozumienia, że 
wyciągnęła wnioski z lekcji, jakiej udzielił jej Harry, i więcej nie 
popełni podobnego błędu.
 

Patrzył na jej usta, w jego zamglonych szarych oczach na 

krótko pojawiło się zmartwienie.
 

– Zechciałaby pani przejść się ze mną na taras, lady Jayne? 

Ogrody należące do tej rezydencji wyglądają szczególnie pięknie 
przy księżycu, a powietrze jest dzisiaj bardzo łagodne.
 

Serce zamarło jej w piersi. Obawiała się, że skoro Ledbury 

nie musi umawiać jej na spotkania z Harrym, będzie się trzymał od
niej z daleka. Na dodatek, miał prawo przypuszczać, że 
zastosowała się do jego prośby i przestała kontaktować się z Milly,
więc mieli niewiele tematów do rozmowy. Obawiała się również 
plotek, jakie wywołają. Wyobraziła sobie te szeptem wymieniane 
opinie, czy on ma dość zapału, by stopić Sopel Lodu, i jak długo 
wytrwa. A jednak nie unikał jej, podszedł do niej zaraz po jej 
wejściu do sali, jak to zazwyczaj robił. Do tej pory mu nie 
odmawiała, gdyby odmówiła teraz, mógłby zacząć się zastanawiać,
co między nimi się zmieniło.
 

– Możemy wyjść, lady Penrose? – spytała.

 

– Oczywiście, moja droga.

 

Wstała z gracją i położyła dłoń na ramieniu Ledbury’ego.

 

– Jak się pani czuje naprawdę? – zapytał, gdy nie mogli być 

przez nikogo słyszani.
 

– W porządku, jak już panu mówiłam. No dobrze – 

background image

uśmiechnęła się blado – przyznaję, że czasami jest mi bardzo 
przykro, ale gdy wydobrzałam, nie miałam wymówki, by nie 
zacząć bywać. Nie zamierzam tkwić w domu i płakać po 
mężczyźnie, który dowiódł, że nie jest mnie wart. Raczej umrę – 
dodała zapalczywie – niż dopuszczę, by ktokolwiek dowiedział się,
jaka byłam głupia.
 

Mówiła ostrym głosem. Na twarz przywdziała maskę 

wyniosłości. Richardowi zrobiło się przykro. Musiała czuć się 
mocno zraniona.
 

– Na szczęście Harry nie piśnie słowa o tym, co się 

wydarzyło, by nie zyskać złej sławy, która zniweczy jego nadzieje 
na znalezienie bogatej żony w przyszłości – dodała.
 

Richarda zadziwiła przenikliwość tej uwagi. Nie wiedział, co

powiedzieć. Nie mógł patrzeć na jej cierpienie i desperacką próbę 
zachowania twarzy. Rozumiał, że najgorszym sposobem byłoby 
okazanie jej współczucia. Nigdy by mu nie wybaczyła, gdyby 
skruszył tę lodową barierę, którą się odgradzała od świata, i 
spowodował wybuch żalu w publicznym miejscu. Musiał jednak 
dać jej znać, że zyskała w nim oddanego przyjaciela, który będzie 
taktownie milczał i jej nie odstąpi.
 

– Mam nadzieję, że pani wie, że zachowam dyskrecję.

 

– Naturalnie. Ufam panu – odparła Jayne i zawiesiła wzrok 

na poważnej twarzy Ledbury’ego. Ufałaby mu, nawet gdyby 
zależała od tego jej przyszłość. On by jej nie zawiódł.
 

W tej chwili zrozumiała, co sprawiło, że ciotka Aurora 

sprzeniewierzyła się konwenansom i uciekła z ukochanym 
mężczyzną. Gdyby ona zdobyła serce takiego mężczyzny jak lord 
Ledbury, poszłaby za nim na kraj świata, gdyby ją o to poprosił. 
Przestraszyła się własnej śmiałości. Odwróciła spojrzenie i zaczęła
studzić wachlarzem wypieki na twarzy.
 

Richard zrobił krok w tył, uznając, że stał stanowczo za 

blisko. Fakt, że w momencie załamania Jayne nie protestowała, 
gdy wziął ją w objęcia, nie oznaczał, że pozwoliłaby na to 
ponownie. Potrzebowała przyjaciela. Tyle tylko od niego 
oczekiwała.

background image

 

– Czy mogę zaprosić panią jutro na przejażdżkę?

 

– Jest pan pewien? Nie musi pan.

 

– Uważam, że pani potrzebuje mnie teraz bardziej niż 

kiedykolwiek od chwili naszego poznania się.
 

– Nikogo nie potrzebuję, ale chętnie wybiorę się jutro z 

panem na przejażdżkę.
 

To prawda, zmienił opinię i przyznał jej w duchu rację, nie 

potrzebowała nikogo, ponieważ wzięła się w garść. Podziwiał jej 
siłę woli. Byłby głupcem, gdyby się spodziewał, że zdoła ją w 
sobie rozkochać, nawet jeśli wiedziałby, od czego zacząć. Z 
drugiej strony, nie oczekiwał, że kobieta, której się oświadczy, 
będzie w nim zakochana.
 

Z całą pewnością miał jedną przewagę nad każdym znanym 

jej mężczyzną, a mianowicie wiedział o przygodzie z Harrym. 
Miał świadomość, że została zraniona, i mógł przynajmniej 
wywieźć ją z miasta, usunąć sprzed oczu złośliwych plotkarzy i 
dać jej możliwość dojścia do siebie. Dodatkowo mógł jej 
podarować swobodę, na której tak bardzo jej zależało – swobodę 
bycia sobą. Taka oferta miała pewną wartość, czyż nie? Zaczynał 
na poważnie rozważać możliwość oświadczenia się o rękę lady 
Jayne Chilcott.
 

– A zatem, do jutra – pożegnał się i odprowadził ją na 

miejsce obok lady Penrose.
 

Przez resztę wieczoru Jayne ukradkiem śledziła lorda 

Ledbury. Tańczył kadryla z pulchną dziewczyną, której nie znała. 
Przechadzał się po obrzeżach sali balowej z lady Susan Pettiffer, a 
w czasie kolacji towarzyszył Lucy Beresford. Przynajmniej Lucy 
tak się mogło wydawać, bo byli w większej grupie, do której 
należeli jeszcze brat Lucy i pulchna dziewczyna.
 

Wszystko wskazywało na to, że kontynuował poszukiwanie 

kandydatki na żonę. A czego się spodziewała? Należał do 
mężczyzn, którzy nie odstępowali od wyznaczonego sobie celu, aż 
go osiągnęli. W tych okolicznościach miło było z jego strony, że 
nadal chciał prowadzić tę grę, którą między sobą uzgodnili – on 
będzie udawał, że jest nią zajęty, a ona – że jego zainteresowaniu 

background image

sprzyja. Nawet gdyby nie zamierzał ożenić się z Milly, kobietą, 
którą kochał, to na pewno nie będzie rozważał poślubienia 
niemądrej dziewczyny, która o włos uniknęła wdania się w romans
z mężczyzną niczego sobą niereprezentującym oprócz gładkiej 
powierzchowności. Nie chodzi o to, żeby pragnęła wyjść za mąż. 
Wcale do tego nie dążyła. Dlaczego więc posmutniała?
 

– Czuję się zmęczona, lady Penrose – powiedziała, mieszając

wachlarzem duszne powietrze w sali balowej. – Mogłybyśmy 
wrócić do domu?
 

– Ależ naturalnie, moja droga. Musisz odpocząć, żeby ładnie 

wyglądać podczas jutrzejszej przejażdżki.
 

Lady Jayne zasępiła się jeszcze bardziej. Przyzwoitka była 

przekonana, że lord Ledbury zaczyna darzyć ją uczuciem. Wkrótce
się rozczaruje.
 

background image

 ROZDZIAŁ ÓSMY

 

– Uważam, że potrzebuje pani zmiany otoczenia – 

powiedział lord Ledbury, kiedy powóz ruszył.
 

– Tak, i dziękuję, że pan o tym pomyślał. Przejażdżka to 

doskonały pomysł.
 

– Nie to mam na myśli. Zauważyłem, jak była pani spięta 

podczas wczorajszego balu, usiłując zachować spokój, aby nikt nie
domyślił się pani stanu ducha. Dobrze zrobiłby pani wyjazd na 
wieś.
 

Jayne wydawało się, że zręcznie ukrywała przygnębienie. 

Lord Ledbury patrzył na nią, znanym jej dobrze uważnym 
wzrokiem. Uprzytomniła sobie, że przecież wczoraj zwierzyła mu 
się ze swojego zmartwienia. Była wzruszona, że o tym pamiętał i 
chciał jej pomóc.
 

– Mówiąc szczerze, bardzo bym się cieszyła, mogąc wrócić 

w rodzinne strony, do Kentu. Tyle że… nie chciałabym, żeby 
sprawa z Harrym mnie pokonała. Powrót do domu byłby 
przyznaniem się do porażki. Poza tym nie potrafię wymyślić 
pretekstu, który umożliwiłby mi uzyskanie zgody dziadka na 
opuszczenie Londynu.
 

– Nie myślałem o wyjeździe do domu, ale o czymś innym – 

odparł Ledbury.
 

Wziął głęboki oddech i zaryzykował, co już wielokrotnie w 

życiu czynił. Wiedział, że nie była właściwą kandydatką na żonę, 
jednak gdyby zrezygnował z niej bez podjęcia próby, z pewnością 
by tego żałował.
 

– Chciałbym panią zaprosić z grupą innych gości do 

Courtlands, mojej rodzinnej rezydencji w Buckinghamshire.
 

W Londynie lady Jayne tak bardzo miała się na baczności, 

żeby nie ujawnić emocji, że nie miał szansy wysondowania jej 

background image

potencjalnych uczuć względem niego. Uznał, że w mniej oficjalnej
atmosferze wiejskiej rezydencji nie zabraknie okazji do odstępstw 
od sztywnych reguł etykiety. Konne przejażdżki do lasu, spacery 
po zagajniku, pikniki nad jeziorem…
 

– Chce pan wyjechać na wieś? Tak wcześnie? Sezon jeszcze 

trwa.
 

Wyższe sfery opuszczały stolicę dopiero wtedy, gdy 

zaczynały doskwierać letnie upały. Chyba że celem wyjazdu było 
przedstawienie kandydatki na żonę głowie rodziny, a jej danie 
wyobrażenia o posiadłości, której kiedyś zostanie panią. Był tak 
bliski podjęcia decyzji? Jayne poczuła ukłucie w sercu. Jak mógł 
myśleć, że dobrze by jej zrobiło obserwowanie, jak on dokonuje 
wyboru między zaproszonymi dziewczętami, jej w ogóle nie 
biorąc pod uwagę? Jednak nie kierował się złymi intencjami, nie 
chciał zrobić jej przykrości, uznała w duchu. Chyba szczerze 
oferował jej możliwość wyrwania się ze stolicy. Starannie 
ukrywała emocje, jakie w niej wzbudził, nie mógł więc wiedzieć, 
że żywi dla niego podziw.
 

– O tej porze roku w Courtlands jest bardzo przyjemnie – 

zapewnił. – Prawdę mówiąc, szukam pretekstu, by wyjechać z 
miasta. Jest pani jedyną osobą, której mogę to wyznać. Czuję się 
niemal jak zdrajca, chodząc na bale czy do teatru, podczas gdy 
Europa pogrąża się w nowej wojnie.
 

Rzeczywiście, uświadomiła sobie Jayne, gazety donosiły o 

wyjeździe kolejnych pułków do Niderlandów, a Ledbury tkwił w 
Anglii, uwikłany w poszukiwania narzeczonej, chociaż jego serce 
należało do Milly.
 

– To musi być wyjątkowo dla pana frustrujące – przyznała. – 

Każdy, kto ma choć trochę doświadczenia wojskowego, stara się 
zaciągnąć do armii. Gdybym ja była mężczyzną, nie 
wytrzymałabym w Londynie przed decydującą rozprawą z 
Bonapartem.
 

– Wyjątkowo trafna uwaga jak na… Czyżby pani śledziła 

najnowsze wiadomości? Interesuje się pani polityką?
 

Udała, że nie zauważyła, jak zamierzał dokończyć zdanie.

background image

 

– Nie powinnam czytać gazet?

 

– Niewiele pań bierze je do ręki. Jestem raczej pewny, że 

większość nie uznałaby wojny za odpowiedni temat do 
konwersacji.
 

Jayne nie była pewna, czy to nie przygana.

 

– Nie twierdzę, że zawsze rozumiem wszystko, co czytam, 

zwłaszcza gdy jeden artykuł wydaje się zaprzeczać drugiemu.
 

– Wojna to skomplikowana materia. Nikt nie pozna prawdy o

żadnej bitwie, chyba że w niej uczestniczył. A jeśli chodzi o to, co 
piszą w gazetach… – Urwał, wzdychając ciężko, jakby chciał 
zdystansować się do wszelkich przygnębiających myśli, które go 
nawiedzały.
 

– Nie rozmawiajmy o takich sprawach. Cieszmy się pięknym

dniem. – Jayne położyła mu dłoń na rękawie, chcąc wyrazić 
współczucie.
 

Dotknięcie jej dłoni i nieśmiały uśmiech, towarzyszący temu 

gestowi pomogły oddalić ponure myśli. Ledbury przyznał w 
duchu, że lady Jayne potrafiła zajrzeć w głąb jego duszy. Nikt nie 
rozumiał go intuicyjnie tak jak ona. Zapragnął ucałować jej dłoń, 
aby w ten sposób wyrazić wdzięczność, ale opanował ten odruch. 
Znajdowali się w miejscu publicznym. Nie powinien robić 
niczego, co podsyciłoby spekulacje, których i tak nie dawało się 
uniknąć pod bacznym okiem socjety. Najbardziej zależało mu na 
ściągnięciu lady Jayne do Courtlands, nie chciał więc jej spłoszyć, 
by nie odrzuciła zaproszenia.
 

– Niech pani przyjedzie. Przyznała pani, że woli życie na wsi

od wielkomiejskiego. Proszę przyjąć zaproszenie.
 

Mówił poważnie, więc musiało mu rzeczywiście bardzo 

zależeć na jej obecności, doszła do wniosku Jayne. Nie potrafiła 
sobie wytłumaczyć dlaczego. Chyba że… Była jedyną osobą 
rozumiejącą, jak trudno było mu wybrać narzeczoną, która 
zadowoliłaby jego rodzinę, podczas gdy jego serce należało do 
Milly. A może spodziewał się z jej strony moralnego wsparcia?
 

– Doprawdy… nie wiem. – Wcześniej nikt nie poprosił jej o 

pomoc. Był to dla niej wielki komplement. Mimo to wciąż wahała 

background image

się, jakiej odpowiedzi udzielić.
 

– A kto jeszcze tam będzie? – zapytała, by zyskać na czasie.

 

– Berry, kolega z lat szkolnych, z którym odnowiłem 

znajomość, gdy przeniosłem się do Lavenham House, oraz jego 
siostra Lucy. Spotkaliśmy się na jej balu debiutanckim, pamięta 
pani?
 

Lady Jayne wróciła myślami do tamtego wieczoru. 

Przypomniała sobie, jak on opędzał się od nachalnych matek 
panien na wydaniu oraz ich córek, a potem natknął się na nią i 
Harry’ego w parku i przyszedł jej z pomocą. Wzbudził jej 
zaufanie, bo opowiedziała mu o sobie to, czego nie wyjawiłaby 
innej osobie. Zauważyła, że popatrzył na nią, jakby również myślał
o tamtej nocy.
 

– Tak, pamiętam. I kto jeszcze?

 

– Młoda dama, jej przyjaciółka, lady Susan Pettiffer, a także 

zapewne nieznane pani dwie osoby: Tom Waring, obecnie lord 
Halstead i panna Julia Twining. Ale czy to ważne? Courtlands jest 
rozległą rezydencją. Nie będzie pani musiał rozmawiać z żadną z 
tych osób, jeśli tego sobie nie będzie życzyła. Proszę poważnie 
potraktować moją prośbę.
 

A czy mogłaby niepoważnie potraktować informację, że 

spośród tych kobiet zamierzał wybrać przyszłą żonę? Lucy 
Beresford miała zadatki na dobrą hrabinę, bo czuła powołanie do 
działalności charytatywnej. Jayne potrafiła wyobrazić sobie, jak 
Lucy odwiedza domy zasługujących na pomoc biedaków w jego 
włościach i z uśmiechem zadowolenia na twarzy rozdaje jałmużnę.
Nie da się zaprzeczyć, rozważała dalej Jayne, że lady Susan 
Pettiffer jest bardzo inteligentna. Dużo czyta, nie opuszcza 
wykładów w różnych tajemniczych towarzystwach naukowych i 
potrafi rozmawiać na każdy temat. Nadawałaby się wspaniale do 
przewodniczenia zgromadzeniom towarzyskim, roznosiłaby na 
strzępy mniej błyskotliwych współbiesiadników. Na koniec, 
wbrew przypuszczeniom wicehrabiego, Jayne wiedziała, kim jest 
Julia Twining. Wracając z balu, zapytała lady Penrose o nazwisko 
pulchnej dziewczyny, z którą tańczył kadryla. Opiekunka 

background image

poinformowała ją, że bujne kształty owej dziewczyny znajdują 
uznanie w oczach licznych adoratorów, bo jej dodatkowym atutem 
jest potulny charakter.
 

Niektórych mężczyzn zapewne tak, ale nie mężczyzny o 

temperamencie lorda Ledbury, doszła do wniosku Jayne. Bardzo 
szybko by się nią znużył i uczynił ją nieszczęśliwą. Niewątpliwie 
nie nudziłby się u boku lady Susan Pettiffer. Była mądra, nie 
zabrakłoby więc tematów do rozmowy. Jednak trudno byłoby 
między nimi o harmonię, bowiem lord Ledbury był człowiekiem o 
życzliwym usposobieniu, a lady Susan raczej nie.
 

Wyglądało na to, że największe szanse w porównaniu z tymi 

dwiema miała Lucy Beresford. Jayne z niechęcią musiała 
przyznać, że Lucy mogła z czasem nie najgorzej sprawować się w 
roli hrabiny Lavenham. Dbałaby o dzierżawców, aczkolwiek w 
sposób nieco protekcjonalny. Tyle że nie byłaby kochającą żoną, a 
lord Ledbury powinien mieć kochającą żonę. Zasłużył na to. Ile się
nacierpiał z powodu obojętności ze strony rodziny, gdy ciężko 
ranny po bitwie pod Orthez oczekiwał pomocy.
 

Nie, ona nie zniesie tego, żeby do końca życia nie zaznał 

radości, której brak tak bardzo mu doskwierał przez całą młodość. 
Trzeba go ostrzec przed tymi trzema dziewczętami. Ledbury nie 
musi się spieszyć, znajdzie inną kobietę, przy której będzie miał 
szansę na odrobinę szczęścia. Ostrzeże go, że jeśli poślubi którąś z 
tych dziewcząt, będzie tego żałował do końca życia. Wzięła 
oddech… Nic nie powie, bo wicehrabia nie weźmie pod uwagę 
słów osoby, która dając się zwieść Harry’emu, udowodniła, że 
wyjątkowo nie zna się na ludziach.
 

Jakie to okropne! Jej własne głębokie rozczarowanie 

wydawało się banalne w porównaniu z nieszczęściem, jakie stanie 
się jego udziałem. Co robić? Bała się, że nie potrafi obojętnie 
patrzeć, jak on oświadcza się którejś z tych dziewcząt i tym samym
unieszczęśliwia się na resztę życia. Jeśli jednak nie pojedzie do 
Courtlands, nie daruje sobie, że porzuciła jedyną osobę, która 
bezinteresownie wyciągała do niej pomocną dłoń i to nie raz, lecz 
kilka razy w ciągu zaledwie paru tygodnie znajomości.

background image

 

– Pomyślę o tym – obiecała. Dlaczego głos z takim trudem 

wydobywa się z jej gardła?
 

– Bardzo mnie to cieszy – odparł lord Ledbury, choć, jej 

zdaniem, nie wyglądał na szczególnie zadowolonego.
 

Zaproszenie na piśmie przyszło cztery dni później. Lady 

Penrose rozpieczętowała kopertę i aż krzyknęła z zadowolenia.
 

– Pomyśl, co to znaczy, moja droga. Nikt, kto widział, jakim 

zainteresowaniem cię obdarzał lord Ledbury, nie może się pomylić
co do jego intencji.
 

Jayne uważała, że fakt, iż znalazła się w gronie 

zaproszonych, nie oznaczał, że lord Ledbury chciał się z nią 
ożenić. W jej opinii, zamierzał upiec dwie pieczenie przy jednym 
ogniu. Realizował plan uwieńczenia sezonu towarzyskiego 
zawarciem małżeństwa, które znajdzie uznanie w oczach jego 
sfery, a jednocześnie, kierowany współczuciem, oferował jej 
wytchnienie od koszmaru, w jaki ten sezon zmienił się dla niej.
 

– Naturalnie, nie będziesz jedyną młodą damą, która zostanie

zaproszona – ciągnęła lady Penrose. – To byłoby zbyt ostentacyjne.
Jestem pewna, że jesteś tą, której zamierza się oświadczyć. 
Pomyśl, z jakim wyczuciem pospieszył ci na ratunek po balu 
maskowym. I te codziennie przysyłane bukiety…
 

– Nie jestem w pełni przekonana do tego pomysłu – odparła 

Jayne. Długo rozmyślała i doszła do wniosku, że nie ma sposobu, 
by odwieść lorda Ledbury od podjętej decyzji. Jedynym skutkiem 
tej wizyty byłoby jeszcze większe unieszczęśliwienie siebie samej.
 

Lady Penrose nie posiadała się ze zdumienia.

 

– Nie mówisz poważnie. – Bacznie przyjrzała się 

podopiecznej i dodała: – Wiem, że dziadek życzył sobie, byś 
stanęła na ślubnym kobiercu jeszcze w tym sezonie, ale jeśli nie 
chcesz zostać żoną lorda Ledbury, to nie przyjmiemy zaproszenia. 
Nie byłoby wskazane budzić w nim zbędnych nadziei.
 

– Nie o to chodzi- odrzekła Jayne, pewna, że Ledbury nie 

wiąże z nią żadnych nadziei. Tylko jak to wytłumaczyć bez 
wdawania się w szczegóły ich powikłanej znajomości?
 

– Rozumiem. Lubisz jego towarzystwo, ale nie dojrzałaś do 

background image

podjęcia doniosłej decyzji. Od początku uważałam, że jesteś za 
młoda na londyński sezon. Mówiłam twojemu dziadkowi, że lepiej
byłoby wziąć cię w tym roku do Bath lub do Harrogate czy do 
innego kurortu nadmorskiego, żebyś spróbowała rozwinąć 
skrzydła bez tej presji na podjęcie decyzji o ślubie. I co ja teraz 
pocznę? – Lady Penrose odłożyła zaproszenie na bok z wyraźnym 
żalem. – Skoro mówimy o twoim dziadku, to muszę ci powiedzieć,
że otrzymałam od niego raczej mocno niepokojący list.
 

Jayne przygotowała się na najgorsze. Dziadek musiał 

zdemaskować jej kłamstwa na temat znajomości z Milly.
 

– Przykro mi, jeśli on czyni pani wyrzuty z powodu Milly.

 

– Jak on może mi czynić wyrzuty z jej powodu, skoro nie wie

o jej istnieniu i… – Lady Penrose urwała zakłopotana.
 

– Nie wspominała mu pani, że się z nią przyjaźnię?

 

– Nie. Byłam świadoma, że twój dziadek nie zaaprobuje tej 

przyjaźni, ale obecnie ja za ciebie odpowiadam. A według mojej 
oceny, fakt, że ona nie pochodzi z twojej sfery, nie ma znaczenia w
związku z tym, że bardzo lubisz jej towarzystwo. Zauważyłam, że 
niełatwo zawierasz przyjaźnie. Wynika to oczywiście z tego, że 
dziadek nie pozwalał ci stykać się z nikim poza wąskiego kręgu 
starych przyjaciół rodziny. Tymczasem tylko w towarzystwie 
panny Brigstock stajesz się beztroską dziewczyną, tylko przy niej 
się śmiejesz. List, o którym wspomniałam, nie ma nic wspólnego z
Milly. Proszę – podała Jayne kopertę – sama przeczytaj.
 

Wcześniej lady Penrose nie dawała Jayne do czytania listów 

od dziadka, nawet takich, które odnosiły się bezpośrednio do niej. 
Starsza pani wciąż była lekko podenerwowana przyznaniem się do 
nielojalności wobec lorda Caxton, polegającej na 
niezawiadomieniu go o przyjaźni podopiecznej z Milly. No, no. 
Okazuje się, że Jayne nie była jedyną osobą instynktownie 
buntującą się przeciwko tyranii dziadka.
 

Już po przeczytaniu kilku pierwszych linijek listu Jayne 

zrozumiała, jak istotne są zawarte w nim informacje.
 

Otóż dziadek otrzymał wiadomość, że jego okryta niesławą 

córka, a jej ciotka, Aurora, zmarła przed kilku laty, pozostawiając 

background image

córkę, która teraz wróciła do Anglii i, szczęśliwym zbiegiem 
okoliczności, jak napisał dziadek, została mu przedstawiona. Jayne
z wypiekami na twarzy i rosnącym rozgoryczeniem dowiadywała 
się z listu, że ta dziewczyna, Aimée, spędziła dzieciństwo, 
podróżując po Europie, aby w końcu wyjść za mąż za hrabiego 
Bowdona i osiąść w Staffordshire. Najbardziej uraziły Jayne 
instrukcje, jakie dziadek dawał lady Penrose odnośnie przyjęcia 
owej Aimée, kiedy zjedzie ona do Londynu. Jakby Jayne nie 
wiedziała, jak należy się zachować!
 

Pomyślała o kuzynce doświadczającej przyjemności pobytu 

w Rzymie, Paryżu i Neapolu, podczas gdy ona była żywcem 
zamurowana, otoczona surowymi guwernantkami w Kencie. Od 
czasu do czasu była wywożona w odwiedziny do rodzin, które 
znała od urodzenia, gdzie nie wolno jej było zrobić kroku bez 
pokojówki, podążającej za nią krok w krok jak pies. A teraz 
dziadek napominał – to było właściwe słowo – napominał lady 
Penrose, by Jayne uczestniczyła we wprowadzeniu Aimée do 
londyńskiego towarzystwa. Rodzina powinna działać w tej sprawie
zgodnie – dziadek podkreślił to słowo – albowiem dziewczyna nie 
powinna ponosić odpowiedzialności za grzechy rodziców.
 

Jayne nagle zrozumiała, co czuł brat, który nie opuścił domu,

gdy ojciec kazał zabić tłuste cielę, aby uczcić powrót 
marnotrawnego syna. Słysząc tę przypowieść, uznała, że stała się 
niesprawiedliwość. Tymczasem dziadek spodziewa się, że ona 
rzuci wszystko i będzie mu służyła jak tresowany pudel, a lady 
Penrose ma świstać batem nad jej głową, by poprawnie 
wykonywała zadanie. Nic z tego!
 

– Niefortunnie się składa – oznajmiła zimno, oddając list 

lady Penrose. Gotowała się w środku z gniewu, ale nie dała tego po
sobie poznać. Nie wiedziała, że nigdy bardziej nie była podobna do
swojego ojca niż w tej chwili.
 

– Niefortunnie?

 

– Właśnie. Po dogłębnym przemyśleniu postanowiłam 

przyjąć zaproszenie lorda Ledbury do Courtlands. Nie będzie mnie
w mieście, kiedy ta nasza cudownie odnaleziona kuzynka 

background image

przyjedzie do Londynu.
 

– Zmieniłaś zdanie?

 

– Podjęłam decyzję, lady Penrose. Nie uważa pani, że moim 

obowiązkiem jest tam pojechać? Przecież dziadek wysłał mnie do 
Londynu z wyraźnym zadaniem znalezienia męża. „Trzeba 
dziewkę wydać” – brzmiały jego słowa. Chyba odkryłam w sobie 
zainteresowanie mężczyzną, który jemu z całą pewnością się 
spodoba. Jeśli nie pojadę, lord Ledbury może mi się wymknąć.
 

– Ależ tak, naturalnie, moja droga. – Starsza pani z 

szelmowskim uśmiechem na twarzy wzięła do ręki pióro. – Twoim
obowiązkiem jest uczynić wszystko, co leży w twojej mocy, by 
zdobyć męża, który ma szansę zyskać aprobatę dziadka. Z wielką 
przyjemnością napiszę mu, że jego plany przyjazdu do miasta i 
zmuszenia nas, abyśmy tańczyły, jak on zagra, muszą poczekać 
tydzień lub dwa.
 

background image

 ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

 

Jayne nie mogła uwierzyć, że znowu to zrobiła. Czyżby nie 

wyciągnęła żadnych wniosków z tarapatów, w jakie wplątała się w 
Londynie?
 

Namówienie lady Penrose na udzielenie zgody na udział w 

maskaradzie było niczym w porównaniu z tym, do czego skłoniła 
ją teraz. Za jej sprawą starsza pani zlekceważyła nakazy dziadka, a
jakby tego było mało, zaakceptowała pomysł, by udały się w 
podróż do wiejskiej rezydencji lorda Ledbury w towarzystwie 
panny Brigstock.
 

Jayne obrzuciła ukradkowym spojrzeniem pozostałe 

pasażerki powozu, które gawędziły beztrosko. Nie powinna 
wciągać w to Milly, pomyślała. Niestety, w pierwszym odruchu 
buntu po przeczytaniu listu dziadka, wydawało się, że to doskonały
pomysł. Oznajmiła lady Penrose, że pobyt na wsi będzie dużo 
przyjemniejszy w towarzystwie przyjaciółki, i opiekunka podjęła 
stosowne kroki. Szkoda, że nie ochłonęłam i głębiej się nie 
zastanowiłam, uznała po fakcie Jayne.
 

W rezultacie wszystkie trzy jechały do Courtlands.

 

Odwróciła głowę do okna, żeby nie uczestniczyć w 

rozmowie. Nie wiedziałaby, jak zamaskować obawy przed 
nieuchronną katastrofą. Lord Ledbury będzie zakłopotany i 
urażony. Dlaczego nie wzięła pod uwagę, jaki był niezadowolony, 
gdy przyprowadziła Milly do teatru? Oczekiwała, że będzie mile 
zaskoczony, gdy zobaczy, jak jego protegowana dobrze radzi sobie 
w eleganckim towarzystwie. Tymczasem zareagował inaczej. 
Przemycenie Milly do Courtlands będzie miało dziesięć razy 
gorszy skutek, bowiem Ledbury ma w planie oświadczyny. 
Szkoda, że nie wzięła tego pod uwagę, gdy kolejny raz buntowała 
się przeciwko woli dziadka. Miała w głowie tylko jedno: 

background image

mężczyźni to głupcy i tyrani, a inteligentna kobieta powinna na 
każdym kroku starać się psuć im szyki.
 

Nie miała lordowi Ledbury za złe, że chciał się ożenić 

zgodnie z własną pozycją społeczną. W żadnym wypadku. 
Uważała jednak, że musi zapobiec męskiej głupocie i do tego była 
jej potrzebna Milly. Miała nadzieję, że jej widok przeszkodzi 
lordowi Ledbury w podjęciu ostatecznej decyzji, z którą z 
zaproszonych kobiet powinien się związać na resztę życia. 
Zdaniem Jayne, żadna z nich nie mogła dać mu szczęścia, a 
wiedziała, że żadne argumenty nie odwiodą go od planu. Jedynym 
ratunkiem była Milly. Przecież on nie okaże się taki okrutny, by 
prosić o rękę inną kobietę wtedy, gdy pod jego dachem znajduje 
się kobieta, którą kocha.
 

W ten oto sposób nie tylko lady Penrose została wciągnięta w

spisek mający na celu oparcie się głupocie mężczyzn, lecz także 
Milly, która z góry cieszyła się na widok miny lorda Ledbury, 
kiedy frontowymi drzwiami wkroczy do jego rodowej rezydencji.
 

Klamka zapadła i na wycofanie się było za późno, a Milly 

byłaby mocno zawiedziona, gdyby Jayne próbowała odwołać 
wyjazd. Niestety, dopiero gdy rano wsiadały do powozu, Jayne 
uświadomiła sobie wszystkie konsekwencje swojego 
postępowania, na przykład dla dopiero co odnalezionej kuzynki. 
Aimée nie będzie łatwo wyrobić sobie odpowiedniej pozycji 
towarzyskiej, mimo że została żoną hrabiego. Gdyby dziadek nie 
rozkazywał pomóc kuzynce w taki arbitralny sposób, Jayne byłaby
ciekawa spotkania z nią i wysłuchania jej historii.
 

Stało się! Wynagrodzi jej to po powrocie z Courtlands. Z 

pewnością nie ścierpi, żeby ludzie traktowali kuzynkę z góry tylko 
dlatego, że miała nieszczęście urodzić się w małżeństwie 
nieakceptowanym przez rodzinę matki. Doprawdy, zasady 
panujące w społeczeństwie są irytujące! Gdyby nie te niemądre 
reguły, ciotka Aurora nie musiałaby uciekać z domu, lord Ledbury 
mógłby ożenić się z Milly, a ona nie musiałaby podejmować 
nieczystej gry.
 

Na nic jednak zda się poszukiwanie winnych gdzie indziej. 

background image

Za zapowiadającą się katastrofę ona ponosi winę. Na pewno lord 
Ledbury będzie miał jej za złe mieszanie się w jego sprawy. Do tej 
pory był bardzo tolerancyjny, ale ten wyskok jest niewybaczalny. 
Cóż, za późno, nie ma odwrotu. Właśnie powóz zwolnił przed 
skrętem w bramę strzegącą wjazd do Courtlands. Jayne i Milly 
przycisnęły nosy do szyb, żeby spojrzeć na rodową siedzibę lorda 
Ledbury.
 

Było na co patrzeć. Co prawda, dwór nie był tak imponujący 

jak Darvill Park w hrabstwie Kent, stanowił bowiem zlepek stylów
architektonicznych, jakby kolejna generacja dobudowywała 
następną część, zgodnie z panującą w danej epoce modą. Całość 
jednak sprawiała dobre wrażenie.
 

Wielki portyk z szarego kamienia, pod którym zatrzymał się 

powóz, wyglądał, jakby został dobudowany wyłącznie dla wygody
gości, a nie po to, aby dodać splendoru pokrytej klinkierem i 
porośniętej bluszczem fasadzie budowli. W deszczowym dniu 
pozwalał wejść suchą nogą do domu. Pod wysiadającą z powozu 
Jayne uginały się jednak kolana, tak bardzo się obawiała reakcji 
lorda Ledbury.
 

Trzymając się za ręce, dziewczęta pokonały cztery schody 

wiodące do frontowych drzwi. Jayne lękała się o przyjaciółkę, 
która miała o wiele więcej do stracenia niż ona. Odetchnęła z ulgą, 
widząc, że za otwartymi drzwiami wita ich pani Hargreaves, 
ochmistrzyni, a nie pan domu. Dobrze, że odwlekała się 
nieunikniona konfrontacja, bo gdy znajdą się w przeznaczonych 
dla nich pokojach, zniknie groźba odprawienia nieproszonego 
gościa.
 

– Ładnie tu – powiedziała Milly, wyglądając z okna pokoju 

lady Jayne, które znajdowało się tuż nad portykiem, na frontowej 
fasadzie budynku.
 

– A jak wygląda twój pokój? – Lady Jayne przeszła przez 

salonik oddzielający jej sypialnię od sypialni przyjaciółki. – 
Trochę mały.
 

– Sypiałam w mniejszych – stwierdziła z uśmiechem Milly. –

Dobrze, że jest salonik, będziemy miały gdzie się schronić, gdy 

background image

atmosfera na dole okaże się niezbyt przyjemna.
 

– Chyba nie powinnam cię tu zabierać. Lord Ledbury będzie 

zły.
 

– Sama chciałam przyjechać. Przynajmniej chociaż przez 

kilka dni pożyję sobie jak panienka z wyższych sfer.
 

Lady Jayne przypomniała sobie słowa lorda Ledbury, 

wypowiedziane w teatrze, że nie powinna pokazywać Milly świata,
do którego dziewczyna nie uzyska pełnego dostępu. Zrobiło się jej 
wstyd.
 

Zdążyły się umyć i przebrać po podróży, gdy przyszła lady 

Penrose. Dostała apartament na tym samym piętrze, z widokiem na
przeciwną stronę domu.
 

– Dziewczęta, jesteście gotowe? – spytała i obrzuciła 

uważnym wzrokiem ich stroje.
 

Lady Jayne nie obawiała się, że opiekunka znajdzie w 

wyglądzie Milly coś niestosownego. Tylko lord Ledbury będzie 
wiedział, że nie jest to panna z wyższych sfer, przywieziona w 
charakterze osoby do towarzystwa. Co więcej, lady Jayne zadbała 
nie tylko o wygląd przyjaciółki. Musztrowała ją przez wiele 
godzin, żeby potrafiła się zachowywać w arystokratycznej 
wiejskiej rezydencji nie gorzej niż panna, która wiedzę na ten 
temat wyssała z mlekiem matki.
 

Lady Penrose z aprobatą skinęła głową i zadzwoniła po 

lokaja, żeby sprowadził je na dół do różowego salonu, w którym, 
jak poinformowała pani Hargreaves, goście będą się zbierali w 
oczekiwaniu na kolację.
 

Lokaj otworzył drzwi do salonu, ukłonił się i wycofał. 

Naprzeciw dam stał lord Ledbury.
 

Na widok stojącej w progu Milly uśmiech znikł z jego ust. Z 

niezadowoloną miną lord Ledbury wyglądał groźnie, więc Milly 
chyłkiem przemknęła do środka. Po powitaniu lady Penrose 
Richard całą złość zwrócił przeciwko Jayne, która, nawykła do 
wysłuchiwania pretensji dziadka, była opanowana i patrzyła mu 
prosto w oczy. Nie zamierzała wypierać się, że to ona ponosi winę 
za sprowadzenie Milly, jednak nie chciała się tłumaczyć czy 

background image

przepraszać. W każdym razie nie w wejściu do salonu, gdzie 
sponad wachlarzy wpatrywały się w nią oczy zgromadzonych pań.
 

– Lady Jayne – powiedział lord Ledbury, z grymasem, który 

z odległości mógł uchodzić za uprzejmy uśmiech – nie 
spodziewałem się, że przywiezie pani pannę Brigstock. – Pochylił 
się do jej ucha i dodał cicho: – Na Boga, co panią do tego skłoniło?
Oszalała pani?
 

Uśmiechnęła się i żartobliwie uderzyła go w ramię złożonym 

wachlarzem, jakby karcąc za zbyt swawolną uwagę.
 

– Bynajmniej, jestem zdeterminowana – odpowiedziała.

 

– Zdeterminowana?

 

– Będzie mi pan dziękował. Wiem na pewno. Niech pan nie 

udaje, że jest zirytowany. – Pokiwała karcąco palcem.
 

– Nie udaję. Do licha, to nie do zniesienia – szepnął i spojrzał

ponad jej ramieniem, by sprawdzić, czy goście ich obserwują. – 
Później porozmawiamy w cztery oczy – zapowiedział.
 

Uśmiechnęła się enigmatycznie. Co do niej, nie zamierzała 

umawiać się z nim na tête-à-tête.
 

– Przyślę pani wiadomość przez pokojówkę. – Wzdrygnął 

się. – Byłem pewny, że nie zniżę się do szmuglowania do pani 
liścików przez służbę, ale pani sprawiła, że zamierzam to uczynić. 
Wygląda pani niewinnie, a jest niczym pocisk. Nie można pani 
spuścić z oka, bo nie wiadomo, w którą stronę pani skręci i kiedy 
wybuchnie.
 

Jayne czyniła sobie wyrzuty z powodu własnej 

nieprzewidywalności, trudno jej więc było polemizować z tą 
oceną. Tylko dlaczego tak bardzo ją ubodło, gdy Ledbury wyraził 
ją na głos?
 

– Przyjdzie dzień, że będzie mnie pan przepraszał za to, co 

pan mówi – odrzekła i z uniesioną głową podeszła do kanapy, na 
której usiadła lady Penrose.
 

Konfrontacja z Ledburym kosztowała ją więcej, niż się 

spodziewała. Rozejrzała się po salonie. Spośród gości zauważyła 
panny Twining i Beresford. Siedziały obok swoich przyzwoitek, 
naburmuszone tak samo jak ona. Panowie zgromadzili się pod 

background image

oknem, które, sądząc z docierających urywków rozmów, 
wychodziło na stajnie. Wśród nich zwracał uwagę wysoki, 
korpulentny starszy dżentelmen, który opowiadał pozostałym o 
istniejących w okolicy trasach konnych wycieczek. Musiał to być 
dziadek lorda Ledbury, hrabia Lavenham.
 

Kiedy Jayne odważyła się ponownie spojrzeć w stronę 

gospodarza, witał się on ze spóźnioną lady Susan Pettiffer. 
Uśmiechali się do siebie. Widać było, że Ledbury nie miał nic 
przeciwko temu, że wyraźnie z nim flirtowała. Nie mówił jej, że 
była niczym grożący wybuchem pocisk, ani nie karcił jej za 
wprowadzanie chaosu do jego porządnego domu swoją 
nieuporządkowaną osobą. Jayne zacisnęła dłonie. Nie dopuszczę, 
żebyś go miała, przysięgła sobie w duchu, i od prazu poczuła się 
lepiej. Ta cała lady Susan ani trochę nie kochała lorda Ledbury. 
Chciała tylko zostać hrabiną.
 

Przynajmniej nie knuję niczego z myślą o sobie, uznała 

Jayne, ignorując cichy głos sumienia, który jej przypomniał, że za 
każdym razem, gdy podejmowała wątpliwe przedsięwzięcia, 
usprawiedliwiała się wyższym celem. To przez porywczy 
charakter, a nie dwulicowość, pomyślała. Skoro znalazła się w tym
towarzystwie i nie może się wycofać, to spróbuje zapobiec 
złożeniu z lorda Ledbury ofiary na ołtarzu obowiązku rodzinnego. 
Nie dopuści do tego, by związał się z inną kobietą niż tą, o której 
ona wie, że ją kocha. Świadomość, że zadbała o jego szczęście, 
będzie dla niej pocieszeniem, że nie wzięła udziału w konkurencji. 
Nagrodą, która osłodzi jej otwierającą się przed nią przyszłością 
starej panny, wiodącej ekscentryczne życie z dala od ludzi. Któż 
bowiem podjąłby ryzyko poślubienia oziębłej Jayne Chilcott.
 

Mimo zdenerwowania Jayne nie narzekała na brak apetytu. 

Tym bardziej że w trakcie posiłku Milly zachowywała się 
nienagannie. Miała ochotę szturchnąć lorda Ledbury i powiedzieć 
„a widzi pan”? Niestety, nie siedział wystarczająco blisko, a ile 
razy na niego spojrzała, udawał, że jej nie zauważa. Widząc 
nerwowość, z jaką przeżuwał jedzenie i sięga po kieliszek wina, 
domyślała się, że z trudem panował nad wzburzonymi emocjami.

background image

 

Dopiero po kolacji, kiedy panie przeszły do salonu, Jayne 

dostrzegła, że pozorny spokój Milly był okupiony wielkim 
wysiłkiem. Uprzedziła ją, że po przejściu do salonu panie będą się 
produkowały przed dżentelmenami. Milly wyznała wówczas, że 
nigdy nie uczyła się gry na żadnym instrumencie muzycznym. 
Pokonanie tej przeszkody wymagało wielogodzinnych prób. Na 
szczęście, Milly miała czysty i silny głos, poza tym kilka ballad 
znały obie. Postanowiły, że je wspólnie odśpiewają przy 
akompaniamencie lady Jayne, a Milly na dany dyskretnie znak 
będzie w odpowiednim momencie odwracać kartki nut, jakby 
potrafiła czytać zapis nutowy. Po zaledwie kilku próbach Milly 
całkiem udanie improwizowała drugi głos, podczas gdy Jayne 
śpiewała główną melodię. Chociaż Milly brakowało wykształcenia
muzycznego, była o wiele bardziej muzykalna niż niejedna 
dziewczyna po latach kosztownych lekcji śpiewu.
 

Jedyne, co mogło zawieść, to zdenerwowanie Milly.

 

Lady Jayne niepotrzebnie się martwiła. Po trochę niepewnym

starcie, całkiem wytłumaczalnym tremą, ich występ dobiegł końca 
bez wpadki. Rozległy się oklaski, a zazdrosna mina Lucy 
Beresford świadczyła o tym, że aplauz ze strony panów był 
szczery. Jayne i Milly mogły być z siebie dumne. Jedynie lord 
Ledbury siedział z założonymi rękami i zaciśniętymi ustami. 
Zdawał sobie sprawę, że udany występ musiały poprzedzać 
godzinami prób, co oznaczało, że wbrew jego zakazowi 
dziewczyny się spotykały.
 

Jayne wracała na swoje miejsce z pokorną miną. Jeszcze 

jedno przewinienie, o które on nie omieszka jej oskarżyć. Z drugiej
strony, z opowieści Milly wynikało, że nie była ona wzorem 
posłuszeństwa. Nie zgadzając się z opinią lorda Ledbury, nieraz 
robiła różne rzeczy za jego plecami, nazywając to „działaniem z 
własnej inicjatywy”. Zasłanianie się nieposłuszeństwem Milly nie 
poprawiło samopoczucia Jayne. A co dopiero złośliwy triumf lady 
Susan. Nikt w zgromadzonym w salonie towarzystwie nie mógł 
zapewne odgadnąć, co sprowokowało gniew lorda Ledbury, ale 
fakt, że oklaskiwał wszystkie występy z wyjątkiem duetu lady 

background image

Jayne i Milly, zachęcił lady Pettiffer do okazywania wyższości.
 

Po występach atmosfera zgęstniała. Panny, potencjalne 

kandydatki na żonę lorda Ledbury, starały się zwrócić na siebie 
jego uwagę. Tymczasem on nie taił rozdrażnienia spowodowanego,
o czym wiedziała tylko lady Jayne, przywiezieniem Milly. W tej 
sytuacji ich wysiłki wyglądały dość żałośnie.
 

Pewne odprężenie nastąpiło w chwili pojawienia się zastawy 

z herbatą. Lord Ledbury wykorzystał małe zamieszanie, które 
powstało przy tej okazji w salonie i podszedł do Jayne.
 

– Świetnie się bawię, bardzo sympatyczne towarzystwo – 

nawiązała rozmowę, zanim zdążył otworzyć usta.
 

– Nie do twarzy pani z sarkazmem.

 

– To nie sarkazm. No, może jednak… Podoba mi się pański 

dziadek. Jest taki radosny.
 

Zerknęła na starszego pana, który właśnie śmiał się 

serdecznie z tego, co powiedziała lady Susan. Nie przypominała 
sobie swojego dziadka tak szczerze rozweselonego, a w każdym 
razie nie uwagami młodej damy. Dziadek Jayne potraktowałby 
dziewczynę surowym spojrzeniem i opuściłby towarzystwo, udając
się do pokoju karcianego.
 

– Jest zadowolony, bo wszyscy tańczą, jak on zagra – 

zauważył z rozgoryczeniem Ledbury. – Trzeba było widzieć, jak 
zareagował, gdy go spytałem, czy mógłbym na kilka dni zaprosić 
grono przyjaciół do Courtlands. Wspaniałomyślnie zaproponował 
przyjrzeć się każdej kobiecie, którą uznałbym za potencjalną 
kandydatkę na żonę, i doradzić mi w sprawie wyboru. Jak gdybym 
ja sam nie potrafił wybrać towarzyszki życia!
 

Lady Jayne ucieszyła się, okazało się bowiem, że nie ponosi 

całej odpowiedzialności za irytację lorda Ledbury. W gruncie 
rzeczy fakt, że zwierzył się jej był zachęcający. Dowodził, że miał 
do niej zaufanie, podobnie jak ona do niego. Chociaż dochodziło 
między nimi do spięć, on wciąż widział w niej przyjaciółkę. Mimo 
wszystko nie zdobyła się na śmiałość, żeby wyrazić mu 
współczucie.
 

– Cóż, widząc, kogo pan zaprosił, jestem skłonna zgodzić się 

background image

z pana dziadkiem, że potrzebuje pan rady.
 

– O czym pani mówi? Miałem dobre powody, żeby zaprosić 

każdą z tych osób.
 

Nie zamierzał przedstawiać jej powodów, zwłaszcza że wielu

spośród zaproszonych mogło coś usłyszeć. Zresztą w ogóle nie 
będzie się tłumaczył, uznał. Niezręcznie byłoby przyznać, że lady 
Susan Pettiffer i Lucy Beresford były jedynymi spośród wielu 
poznanych w czasie sezonu kobiet, których wygląd potrafiłby 
opisać podczas ich nieobecności w pokoju. W gruncie rzeczy, lady 
Susan była taką kobietą, o jakiej myślał, zanim spotkał lady Jayne. 
Inteligentna, dowcipna, uzdolniona, o odpowiednich koligacjach – 
na pewno zaznaczy swoją obecność w eleganckim świecie.
 

Co zaś się tyczy Lucy, trudno byłoby jej nie zapamiętać, była

przecież siostrą Berry’ego. Lord Ledbury postanowił ją 
uwzględnić na liście gości, aby się przekonać, czy jest w niej coś, 
co mogłoby przemówić do niego jako mężczyzny. Z zaproszeniem 
Lucy wiązało się z kolei zaproszenie panny Julii Twining. Lord 
Ledbury zauważył bowiem, że wpadła w oko Berry’emu. Niestety, 
była bardzo nieśmiała, więc trudno orzec, czy odwzajemniała 
zainteresowanie. Raz czy dwa udało mu się jednak przyłapać ją na 
rzucaniu Berry’emu spojrzeń pozwalających domyślić się, że 
gdyby kolega zdobył się na odwagę i zrobił pierwszy krok, jego 
inicjatywa nie pozostałaby bez nagrody. Lord Ledbury postanowił 
wyciągnąć do nich pomocną dłoń. Tych kilka dni spędzonych 
razem powinno wyjaśnić sytuację. Wraz z dziadkiem zaplanował 
ciąg imprez sprzyjających zalotom.
 

W ten sposób zgromadziło się w Courtlands całkiem liczne 

towarzystwo, do którego doprosił jeszcze lorda Halstead, tego 
samego, który pomógł Milly podczas maskarady u Lambourne’ów.
Wówczas na balu lord Ledbury poszedł do niej, żeby bez ogródek 
powiedzieć, co myśli o narażaniu lady Jayne na niebezpieczeństwo
i zachęcania jej do spotkania się z Kendellem. Milly ze złością 
rzuciła, że lady Jayne nie była jedyną osobą potrzebującą pomocy 
owego wieczoru, i dodała: „Gdyby nie lord Halstead, nie wiem, jak
wróciłabym do domu”. Niestety, zapraszając Halsteada, nie 

background image

wiedział, że do Courtlands przyjedzie również Milly. Ich obecność 
pod jednym dachem była ryzykowna.
 

– Miałem dobre powody, by zapraszać jednych, a nie 

zapraszać innych – dodał, kontynuując rozmowę z lady Jayne.
 

Wydęła usta, chcąc dać wyraz rozdrażnieniu, ale w jego 

oczach wyglądało to, jakby zachęcała go do pocałunku.
 

– Bardzo niedobre powody, wręcz głupie – orzekła.

 

Natychmiast stracił ochotę na pocałunek. Chętnie by nią 

potrząsnął. Nie miała najmniejszego pojęcia, jakiej straty mogłaby 
doznać jej reputacja, gdyby się rozniosło, że wprowadziła do 
towarzystwa kobietę, z którą mieszkał pod jednym dachem. 
Wprawdzie Milly nie była jego kochanką, ale nikt by temu nie dał 
wiary. Ostrzegał lady Jayne, że to niebezpieczne, a ona 
powiedziała, że jej to nie obchodzi. I taka właśnie była – lojalna do
przesady. Nie potrafił zgłębić, dlaczego przywiozła Milly. 
Tajemnicze uwagi, że będzie jej kiedyś wdzięczny, które puścił na 
początku mimo uszu, kazały mu podejrzewać, że wbiła sobie do 
głowy, że ma do spełnienia pewną misję.
 

– Musimy poważnie porozmawiać – rzucił szorstko. – 

Gdzieś, gdzie nikt nas nie podsłucha. Jest mi pani winna 
wyjaśnienie. Obok domu jest zagajnik. Najłatwiej dostać się tam 
schodami z tarasu sąsiadującego z biblioteką. Spotkajmy się jutro 
przed śniadaniem.
 

Odwrócił się i odmaszerował. Wydał rozkaz, jakby 

spodziewał się, że ona wypręży się na baczność i odpowie: „Tak 
jest!”. Jeśli on myśli, że może jej rozkazywać, to się grubo myli. 
Poza tym ona nie zamierza spotykać się z nim w zagajnikach i się 
kompromitować. Przyjechała tu po to, żeby jego rodzinie 
zaprezentować Milly. Gdyby dano jej kilka dni na udowodnienie, 
jak dobrze do nich pasuje, Ledbury mógłby oznajmić, że 
poszukiwania żony dobiegły końca. Kiedy przekonają się, jaką 
pogodną i czarującą osobą jest Milly, na pewno nie będą się 
sprzeciwiali, by uczynił z niej przyszłą hrabinę. W porównaniu z 
innymi zaproszonymi dziewczętami Milly była jak róża pomiędzy 
cierniami.

background image

 

Tak, za kilka dni będzie mógł zaprezentować Milly światu 

jako ukochaną kobietę i będą żyli długo i szczęśliwie. Co innego 
jej przyszłość – przedstawiała się w czarnych kolorach. Pewnym 
pocieszeniem napawał widok lady Penrose, która wprawdzie nie 
wyszła za mąż, ale była raczej zadowolona z życia.
 

Ona też będzie zadowolona, wiedząc, że lord Ledbury jest 

szczęśliwy.
 

background image

 ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

 

Nazajutrz podczas śniadania jeden rzut oka na lorda Ledbury,

z irytacją krojącego rostbef, wystarczył Jayne, by się domyślić 
powodu złego humoru. Nie stawiła się na spotkanie w zagajniku. 
Spokojnie usiadła na krześle podstawionym przez lokaja. Nie 
trzeba zwracać uwagi na niezadowolenie Ledbury’ego i nadal 
robić swoje. Spojrzała na niego, spodziewając się, że zagai 
rozmowę, ale uraczył ją tak zimnym spojrzeniem, że odwróciła 
wzrok.
 

A jeśli nie wybaczy mi, że ingerowałam w poszukiwania 

idealnej żony? – zadała sobie w duchu pytanie. Miała dobre 
intencje, ale może byłoby lepiej nie mieszać się w jego życie. Na 
pewno dla niej byłoby lepiej trzymać się z dala od tych spraw. Tyle
że, jeśli tak postąpi, to czy będzie mogła żyć ze świadomością, że 
lord Ledbury ożenił się z niewłaściwą kobietą? Nie.
 

Zacisnęła usta i zabrała się z wielką energią do 

rozsmarowywania dżemu na rogaliku. Lord Ledbury zasługuje na 
szczęście, a ona zrobi, co w jej mocy, żeby pomóc mu je znaleźć.
 

– Wygląda na to, że niebo się przeciera i wyjrzy słońce – 

odezwał się nieoczekiwanie lord Ledbury tak głośno, że jego głos 
przebił się przez stłumiony gwar przy stole.
 

Wszystkie zaproszone dziewczęta stawiły się punktualnie na 

śniadanie, chociaż Jayne nie podejrzewała, by w domu były 
rannymi ptaszkami. Najwyraźniej żadna nie zamierzała dać 
konkurentkom nawet pięciominutowej przewagi w wyścigu do 
miejsca u boku lorda Ledbury.
 

– Chciałbym zaproponować tym spośród państwa, którzy 

lubią konne przejażdżki, objazd posiadłości. Zbierzmy się za 
godzinę przy stajniach, jeśli tyle czasu wystarczy paniom na 
przebranie się w odpowiednie stroje. Pomogę wybrać 

background image

wierzchowce. Tym paniom, które nie mają ochoty na jazdę konną, 
proponuję przejażdżkę powozem.
 

Lady Jayne i Milly zerknęły na siebie znacząco. Milly nie 

umiała jeździć w damskim siodle, więc wybierając powóz, ukryje 
brak tej umiejętności. Jak dotychczas, nie mogło być lepiej!
 

Godzinę później Jayne w radosnym nastroju wkraczała na 

dziedziniec stajenny. W Londynie tęskniła za galopami o mglistym
poranku przez otwarte pola Darvill Park. Spodziewając się okazji 
do konnych przejażdżek w Courtlands, przed wyjazdem zakupiła 
nową amazonkę w stylu „militarnym” – prosty granatowy żakiet 
zdobiły guziki ze srebrnym otokiem i epolety ze srebrzystej 
koronki. Do tego włożyła bardzo modny ostatnio kapelusik 
przypominający wojskowe czako, ozdobiony małą białą kokardą.
 

Lady Penrose ruszyła prosto do otwartego powozu, w którym

już siedziała przyzwoitka panny Twining. Buda była opuszczona, 
żeby nie ograniczać pasażerkom widoku, ale mogła być w każdej 
chwili podniesiona, gdyby zaczęło znowu padać.
 

Lady Pettiffer, panna Twining i panna Beresford właśnie 

wybierały konia spośród rzędu wierzchowców trzymanych na 
dziedzińcu przez stajennych. Jayne nie wiedziała, do jakiego 
stopnia trzy kandydatki lubią jazdę konną, ale ponieważ starsze 
panie w powozie były zmuszone trzymać się dróg, żadna polująca 
na męża panna nie zdecydowałaby się stracić okazji do wydostania
się spod kurateli przyzwoitki. Na końskim grzbiecie można było 
bez wzbudzania zbytnich podejrzeń na długie minuty zniknąć w 
lasku czy za szczytem pagórka.
 

Lord Ledbury stał ze skrzyżowanymi ramionami, oparty o 

ścianę stajni, lecz na widok lady Jayne i towarzyszącej jej Milly 
wyprostował się i ruszył ku nim ze swoją zwykłą odpychającą 
miną. Milly odłączyła się od Jayne i podążyła wprost do 
dwukołowej kariolki, którą zamierzał powozić lord Halstead, i nie 
tracąc czasu, wdrapała się na siedzenie. Lady Jayne nie mogła jej 
za to winić, albowiem trzeba było zaiste dużej odwagi, by nie 
zadrżeć na widok złowieszczej miny Ledbury’ego, gdy szedł im 
naprzeciw przez dziedziniec stajenny.

background image

 

– Pani pozwoli, że pomogę wybrać wierzchowca – 

powiedział przez zaciśnięte zęby.
 

Podał jej ramię a ona, nie śmiejąc mu odmówić, potulnie 

pozwoliła się poprowadzić przez dziedziniec ku oczekującym 
koniom. Pozostałe młode damy, widząc takie wyróżnienie ze 
strony gospodarza, którego uważały za swoją zwierzynę, posłały 
mordercze spojrzenia Jayne. Udawała, że ich nie zauważyła. Nie 
dbała o to, że być może ją znienawidzą, jeśli przeszkodziłaby im 
złapać lorda Ledbury w sidła.
 

Ponieważ Jayne przyszła do stajni ostatnia, nie miała 

specjalnie w czym wybierać. Spodobała się jej gniada klacz, którą 
odrzuciła panna Twining, gdy ta potrząsnęła głową i łypnęła 
oczami na widok dłoni, którą panna Twining chciała poklepać ją 
po szyi. Stajenny musiał trzymać klacz krótko przy pysku, gdyż 
zwierzę niecierpliwiło się, nie mogąc się doczekać chwili, gdy 
znajdzie się na otwartej przestrzeni.
 

Jayne także!

 

Kiedy zawierała znajomość z klaczą, która – o czym 

poinformował ze znaczącą miną stajenny – miała na imię Psotka, 
lord Ledbury oddalił się i dosiadł konia. Wierzchowiec wyglądał 
na zmęczonego, prawie ospałego. Jayne nigdy nie widziała lorda 
Ledbury w siodle. Biorąc pod uwagę to, co mówił o swojej ranie, 
podejrzewała, że do końca życia będzie na wpół inwalidą. 
Tymczasem on był na tyle sprawny, że wybierał się z nimi na 
przejażdżkę, co ją niepomiernie uradowało. Gdyby byli sami, 
chyba uściskałaby go z radości.
 

Dosiadła Psotki. Lord Ledbury ustawił się obok niej i razem 

ruszyli stępa ku bramie dziedzińca. Uśmiechnęła się do niego 
szeroko.
 

– Jak pani może uśmiechać się w ten sposób? – zapytał, 

gasząc jej radość z faktu, że dopisywało mu zdrowie. – Czy pani 
wie, jak długo na panią czekałem na zimnie wczesnym rankiem? 
Proszę nie mówić, że pani nie opuszcza pokoju przed śniadaniem. 
Doskonale wiem, że stać panią na to, by wstać o świcie, ubrać się i
pójść na spotkanie z mężczyzną, gdy to pani odpowiada – 

background image

dokończył zgryźliwie.
 

– Przepraszam, nie potrafiłam ukryć, jak się cieszę, widząc 

pana w lepszej formie – odparła, ale bez uśmiechu. – Pana nie 
cieszy, że znowu może pan dosiąść konia?
 

Westchnął. Nie zdawała sobie sprawy, jak mocno go 

dotknęła, nie przychodząc na spotkanie. Nie przewidział, że go 
zlekceważy. Kolejny dowód, jakby było ich jeszcze mało, że był w
niej zakochany. Kiepska sprawa ten stan zakochania, pomyślał. 
Człowiek czuje się jak na wzburzonym morzu. Raz jest na 
szczycie fali, za chwilę zapada wraz z nią w dół. Może powinien 
wysiąść z tego statku. Zapewne poczułby stały grunt pod nogami, 
gdyby przestał rozważać, czy kiedykolwiek uda mu się nakłonić 
lady Jayne, aby została jego żoną. Mógłby zawrócić na pierwotny 
kurs. Taki, który doprowadziłby go do zawarcia praktycznego 
związku z kobietą, która udźwignęłaby rolę hrabiny, a nawet 
dodałaby splendoru jego rodowi.
 

Tyle że stracił zapał do podążania tą drogą. Niewątpliwie 

odzyskałby na niej stabilność, ale jego życie byłoby jak podróż 
poprzez płaski, pozbawiony roślinności, nieciekawy krajobraz, a 
on oglądałby się ciągle za siebie i zastanawiał, jak mogłaby 
wyglądać życiowa podróż, z której zrezygnował.
 

– Mam się cieszyć, że znowu dosiadam konia? – Zwrócił zły 

humor przeciwko zwierzęciu, które dosiadał. – Tę szkapę trudno 
nazwać koniem. Powiem pani, że przez całe życie nie spotkałem 
stworzenia, które bardziej przypominałoby fotel. Kiedy byłem 
chłopcem, pierwszy kuc, na jakim posadził mnie nasz stajenny, 
miał więcej energii i od czasu do czasu sam z siebie ruszał kłusem.
 

Lady Jayne zachichotała, a dla niego jakby wyjrzało słońce. 

Pierwszy raz powiedział coś, co ją rozbawiło. Do diabła, dość 
myśli o porzuceniu statku. To był realny postęp.
 

– Sądzę, że upłynie trochę czasu, zanim pańska noga 

wzmocni się na tyle, by mógł pan dosiąść bardziej krewkiego 
konia – stwierdziła i wzrokiem objęła jego udo.
 

Wolałby, żeby jej drobne dłonie podążyły za wzrokiem. 

Nigdy nie spotkał bardziej żywego stworzenia niż ta pozornie 

background image

delikatna i krucha lady Jayne. Popędził krnąbrnego wierzchowca, 
aby odwrócić uwagę od erotycznych fantazji, w których lady Jayne
wyginała się pod nim z zapałem, o jakim marzył każdy mężczyzna,
a który rzadko zdarzał się w rzeczywistości.
 

Lady Jayne, przeciwnie, musiała użyć całej siły, aby 

powstrzymać Psotkę.
 

– Chyba nie będzie pan miał mi za złe, że zapytam… Czy 

sądzi pan, że pańska noga kompletnie wydobrzeje? O wiele mniej 
pan teraz utyka i zdaje się, nie używa tak często laski?
 

– Noga potrzebuje ćwiczeń, a na pewno odzyska poprzednią 

sprawność. Tak samo jak i cała reszta.
 

Kątem oka zauważył, że się nad czymś zastanawiała.

 

– Tak, Milly mówiła mi, że przez całą zimę męczyły pana 

nawroty gorączki.
 

Zatem dziewczęta o nim rozmawiały…

 

– Nie potrafię sobie wyobrazić, dlaczego młoda dziewczyna 

z dobrego domu zawracałaby sobie głowę szczegółami przewlekłej
choroby. – Chyba że byłaby zainteresowana pacjentem, dodał w 
myśli.
 

– Ma pan coś przeciwko temu?

 

Jayne za nic nie przyznałaby się, że wręcz pochłaniała 

wszelkie informacje, jakie ujawniała Milly na temat przeszłości 
lorda Ledbury.
 

– Przypuszczam – dodała po chwili skruszonym tonem – że 

może to wyglądać tak, jakbyśmy plotkowały o panu. Niech mi pan 
wierzy, nie miałyśmy złych intencji. Jak się poznaliśmy, nie 
wyglądał pan za dobrze, a ja nie śmiałam pana pytać.
 

Była chyba zażenowana, a w nim urosło serce, bo przyznała 

się, że była nim zainteresowana.
 

– To prawda, nie czułem się najlepiej. Gdyby nie 

konieczność znalezienia kandydatki na żonę, nawet bym nie 
próbował uaktywniać się towarzysko w tym sezonie.
 

Nie miał jej za złe wypytywania, więc się ośmieliła.

 

– Często był pan bardzo blady – stwierdziła.

 

– Zauważyła pani? A mnie się wydawało, że zręcznie 

background image

ukrywałem swój stan. Opierałem się na lasce i ludzie sądzili, że 
noga stanowi problem. – Roześmiał się. – Lepsze to niż narażenie 
na szwank dumy, gdybym zemdlał z gorąca panującego w salach 
balowych. Nie mam nic przeciwko wyjawieniu prawdy.
 

– Rzeczywiście?

 

Uśmiechnęła się jak dziecko, które dostało cukierek.

 

– Tak. Chcę, żeby pani poznała prawdę o mnie, lady Jayne, i 

wiedziała, kim jestem. – Zmarszczył brwi, starając się starannie 
dobierać słowa. – Życie żołnierza jest ciężkie. O wiele trudniejsze, 
niż może wyobrazić sobie wychowana pod kloszem panna. Latem 
w marszu słońce pali nas na wiór. Zimą nie mamy gdzie złożyć 
głowy na nocny odpoczynek, a na ziemi koce przymarzają do 
gruntu. Jeśli posuwamy się za szybko, tabory nie nadążają za nami,
więc głodujemy. Kiedy pada, nosimy przez wiele dni przemoczone
ubrania. Choroby grasują w naszych szeregach, zabijając więcej 
żołnierzy, niż ginie w bitwach. Już przed kontuzją pod Orthez 
byłem w marnym stanie. I oto musiałem przechadzać się po salach 
balowych i zachowywać się jak wielki pan. Przez całe życie nie 
czułem się mniej panem niż wtedy.
 

Rzeczywiście bliżej mu było do korsarza, za którego przebrał

się w wieczór maskarady, pomyślała Jayne. Takiego, który pomaga
damom w potrzebie wspinać się do pokoju przez okno, zamiast 
zapukać do frontowych drzwi i oddać je okryte hańbą w ręce 
opiekunów.
 

– Dziękuję, że pan mi to wyjawił – powiedziała.

 

Był to dla niej wielki komplement, że powierzył jej w 

zaufaniu to, co ukrywał przed innymi. Opowieść o losie żołnierza 
pomogła jej zrozumieć, dlaczego wydawał się jej bardziej 
rzeczywisty niż mężczyźni, których wcześniej poznała. Miał życie,
o jakim większość ludzi tylko czyta w książkach. Nic dziwnego, że
często zdradzał zniecierpliwienie rozpieszczonymi, płytkimi 
ludźmi zamieszkującymi jej świat.
 

Ledbury usłyszał westchnienie lady Jayne i zobaczył w jej 

oczach trudny do zinterpretowania wyraz. Cholera! Chyba nie 
wzbudził w niej litości. Chciał, żeby go poznała i pokochała dla 

background image

niego samego. Wykrzywił ironicznie usta. Stał na straconej 
pozycji. Co mu przyszło do głowy, że opowieściami o 
okropieństwach wojny i doznanych ranach mógłby zdobyć uznanie
w jej oczach?
 

– Jak wspomniałem, za wcześnie rzuciłem się w wir życia 

towarzyskiego. Tuż po przyjeździe do Londynu bywanie w 
salonach tak mnie męczyło, że często wracałem do domu bez siły, 
ale jest coraz lepiej. Daję sobie radę bez tej przeklętej laski. To, że 
widzi mnie pani na koniu, nawet na powolnym, dowodzi poprawy. 
Potrzebuję jednak więcej ćwiczeń, żeby moje mięśnie odzyskały 
pełnię siły.
 

Pełnię siły? – powtórzyła w myślach Jayne. A co działo się 

na maskaradzie? Kiedy ją porwał i niósł do oranżerii, a ona mu się 
wyrywała, miała wrażenie, że ma do czynienia z siłaczem.
 

– Milly mówiła, że podczas ostatniej zimy był pan tak słaby, 

że ona czasami rozpaczała.
 

– Tak – uciął niecierpliwie. – Nie musi mi pani przypominać,

ile zawdzięczam Milly. Co nie zmienia faktu, że nie powinna pani 
jej tu przywozić. O tym chciałem z panią rozmawiać dzisiaj z rana.
 

Oznajmił to z tak ponurą miną, że odwaga opuściła Jayne. 

Cieszyła się, że wcześniej się przed nią otworzył. Czuła się przez 
to wyróżniona. Obecna krytyka była tym trudniejsza do zniesienia.
Poluzowała napięte do tej pory wodze. Psotka poczuła wolność, 
wierzgnęła i wystrzeliła do przodu. Jayne skierowała ją ku 
niewielkiemu wzniesieniu, porośniętemu na szczycie drzewami, 
między którymi zamierzała zniknąć z oczu lordowi Ledbury w 
nadziei, że jego koń nie znajdzie dość siły, by ją dogonić.
 

Na szczycie wzniesienia Psotka, zgodnie z oczekiwaniem 

Jayne, wyrównanym galopem zagłębiła się między drzewa. 
Musiała się położyć na szyi konia, by nie utracić kapelusika. Zdała
się na instynkt klaczy i została nagrodzona, gdy wyjechały na 
obszerną polanę, gdzie było dość miejsca na bezpieczne galopady.
 

Myślała, że będzie sama, ale usłyszała tętent kopyt końskich. 

Nadjeżdżał lord Ledbury. Jakimś sposobem zdołał skłonić konia 
do dogonienia Psotki. Widać bardzo mu zależało na wylaniu do 

background image

końca wszystkich pretensji, jakie do niej miał, nie tylko z powodu 
przywiezienia Milly, lecz także zlekceważenia porannego 
spotkania w zagajniku. Zawróciła Psotkę, stając naprzeciwko 
niego.
 

– Przepraszam. Powinnam była zawiadomić pana, że nie 

przyjdę na dzisiejsze spotkanie – uprzedziła jego żale. – Musiał 
być pan na mnie wściekły, ale chyba nie chciałby pan dać się 
złapać w kompromitującej sytuacji ze mną.
 

Chodziło jej raczej, pomyślał markotnie Ledbury, że to ona 

nie życzyła sobie znaleźć się w takiej sytuacji, chociaż nie miała 
podobnych skrupułów, gdy umawiała się z Kendellem.
 

– Myślałby kto, że pani dba o pozory.

 

– Okazuje się, że tak! – odparła urażona. – Zwłaszcza że 

chodzi o pana – podkreśliła i się zaczerwieniła. – Nie zrobiłabym 
czegoś, co mogłoby wprawić pana w zakłopotanie lub pana urazić.
 

– Twierdzi pani, że nie chciała mnie ukarać za sposób, w jaki 

rozkazałem stawić się na spotkanie?
 

– To nie w moim stylu. Nie podobał mi się sposób, w jaki 

pan do mnie przemawiał, ale nie zamierzałam pana rozmyślnie 
karać. Wiem, że nie było panu przyjemnie czekać na mnie 
nadaremno.
 

Miała taką skruszoną minę, że nie wątpił, iż mówiła prawdę. 

Chociaż często zachowywała się impulsywnie, podczas ich 
znajomości ani razu nie był świadkiem, żeby z rozmysłem zrobiła 
komuś przykrość.
 

– Niech tak będzie. Oczyszczam panią z zarzutu usiłowania 

zagrania mi na nosie. – Widząc jej rozjaśnioną radością twarz, 
niemal zapomniał, po co do niej przygalopował. Kosztowało go 
trochę wysiłku, by poruszyć kolejną kwestię. – Co nie znaczy, że 
wciąż nie gniewam się na panią za sprowadzenie tu Milly. To 
ostatnie miejsce, w którym pragnąłbym ją widzieć.
 

– Pan nie mówi tego poważnie!

 

– Jak najpoważniej!

 

– Nie rozumie pan, że kiedy pański dziadek na własne oczy 

przekona się, jak miłą osoba jest Milly, nie będzie miał żadnych 

background image

obiekcji przeciwko waszemu ślubowi?
 

Co takiego? Czy on się przesłyszał? Lady Jayne myślała, że 

on chce ożenić się z Milly? I że jego dziadek sprzeciwia się temu 
pomysłowi? Jak doszła do takiego niedorzecznego wniosku? 
Przypomniał sobie rozmowę, w czasie której prosił lady Jayne o to,
żeby pomogła Milly w zakupieniu paru sukienek. Czy powiedział 
wówczas coś, co mogło naprowadzić ją na to błędne przekonanie?
 

Popatrzył na jej poważną, śliczną twarz i odetchnął z ulgą. 

Nie przywiozła Milly, aby celowo zrobić mu na złość i 
zademonstrować, że będzie się przyjaźniła, z kim chce, a jemu nic 
do tego. Przeciwnie. Sądziła, że pomaga kochankom, przeciwko 
którym sprzysiągł się świat. Spędziła długie godziny, ucząc Milly 
zachowania godnego damy albo przynajmniej kobiety mogącej 
uchodzić za damę do towarzystwa. Przecież początkowo nie 
zamierzała przyjąć zaproszenia do Courtlands. Zrobiła to, bo 
chciała, żeby on znalazł szczęście, które nie było dane jej i 
porucznikowi Kendellowi.
 

Zapomniała o własnych sprawach, próbując rozwiązać jego 

problemy.
 

Nieważne, że niewłaściwie pojmowała sytuację. Zabrała się 

do realizacji poronionego pomysłu tylko po to, by uczynić go 
szczęśliwym. Przez całe jego życie nikogo nie obchodziło, czy on 
jest szczęśliwy, czy nie. Nie mówiąc już o podjęciu rzeczywistych 
kroków. Jak ludzie mogli nadać jej ubliżające przezwisko? Nie 
była zimna. Miała gorące serce i była piękna.
 

Do twarzy przykleiła się jej grudka błota, spod 

przekrzywionego kapelusika wysunął się złocisty lok.
 

– Jest pani bardzo kochana – powiedział ochrypłym ze 

wzruszenia głosem.
 

Przypatrywała mu się czujnie, przygryzając dolną wargę. Tę 

przesłodką dolną wargę.
 

Do diabła z dynastycznymi ambicjami, z żoną, która spodoba

się rodzinie. Do diabła z tym, co wypada, a co nie. Pragnął Jayne i 
niech go kule biją, jeśli będzie opierał się jej urokowi choćby 
sekundę dłużej. Pochylił się, by skrócić odległość między ich 

background image

końmi i zanim zorientowała się, co się święci, pocałował Jayne.
 

Zdążył tylko musnąć jej wargi, bo klacz odskoczyła i Jayne 

znalazła się poza zasięgiem Ledbury’ego, a mimo to przeniknął ją 
dreszcz aż do czubków palców u nóg. Nie wyobrażała sobie, że 
przelotny pocałunek może wywrzeć aż tak duże wrażenie. Nie 
mogła o tym rozmyślać, bo trzeba było uważać, żeby nie zsunąć 
się z siodła na błotnisty grunt, a poza tym na polanę wjechali Berry
Beresford i jego siostra Lucy.
 

– Lady Jayne, nic się pani nie stało? – zapytał z troską 

Beresford.
 

– Baliśmy się o panią, widząc, że klacz pognała do przodu – 

dodała Lucy.
 

Chyba była z lekka rozczarowana, oceniła Jayne, że nie 

ujrzała mnie na ziemi ze złamaną przynajmniej jedną nogą.
 

– Zdaje się pani. Psotka się nie spłoszyła, kazałam jej 

galopować. Pan wybaczy, milordzie.
 

Postanowiła odjechać, nie będąc w stanie spojrzeć 

Richardowi w twarz, wciąż z lekka oszołomiona nieoczekiwanym 
pocałunkiem. Liczyła na to, że Ledbury za nią nie nadąży, nawet 
gdyby chciał, w co wątpiła. I tak cud, że zdołał wykrzesać z 
powolnego konia tyle energii. Była pewna, że nie uda mu się 
dokonać tego po raz drugi.
 

Psotka nie potrzebowała zachęty. Jayne zauważyła, że 

Beresford jedzie za nią, powodowany, jak należało sądzić, 
dżentelmeńskim obowiązkiem bycia w pobliżu, gdyby przydarzyło
się jej w sposób nagły rozstać się z Psotką, a nie zamiarem 
pozostawienia siostry sam na sam z lordem Ledbury. Nie na wiele 
to się wszak Lucy przyda, stwierdziła z satysfakcją Jayne, bo jego 
serce należy do Milly. Podczas gdy jej serce, uzmysłowiła to sobie 
z przerażającą jasnością, należy do Richarda, i z tego powodu nie 
mogła znieść myśli, że on byłby nieszczęśliwy. Podczas gdy on 
będzie kwitł w szczęśliwym związku małżeńskim, ona zostanie 
ekscentryczną starą panną, ale nie dlatego, że nie znajdzie się nikt, 
kto zechciałby pojąć ją za żonę. To ona nie będzie potrafiła 
wyobrazić sobie poślubienia nikogo innego poza Ledburym. 

background image

Właśnie z tej przyczyny niemal zemdlała z wrażenia, gdy zaledwie
musnął ustami jej wargi, podczas gdy gorące pocałunki Harry’ego 
tylko ją irytowały.
 

Po co tak naprawdę przywiozła tutaj Milly?

 

Czy w głębi ducha była przekonana, że rodzina nie pozwoli 

Richardowi ożenić się z dziewczyną spoza sfery, i jedynym 
rezultatem obecności Milly w Courtlands będzie pokrzyżowanie 
planów poślubienia innej kobiety? Czy to zazdrość kazała jej 
przeszkadzać każdej kobiecie w zajęciu u jego boku miejsca, 
którego, będąc nieświadoma tego aż do tej chwili, pragnęła dla 
siebie? Przypomniała sobie, jak dziwnie się poczuła, gdy myślała, 
że on mógłby uczynić z Milly swoją kochankę. Czy był to przejaw 
zazdrości?
 

Spięła Psotkę do galopu. Potrzebowała szybkości, by 

zagłuszyć ból towarzyszący ujawnieniu się najgłębiej skrywanych 
pragnień, do których istnienia do tej chwili nie przyznawała się 
nawet przed sobą. Teraz, kiedy je odkryła, zaczęła się zastanawiać,
kiedy się zrodziły.
 

Poczuła, że łączy ich coś wspólnego już za pierwszym razem,

gdy się zobaczyli podczas balu u Beresfordów, kiedy nadąsana 
tkwiła po jednej stronie sali balowej, a ponury Ledbury stał po 
przeciwnej. Drażniło ją nadskakiwanie mężczyzn; jego irytowała 
uniżoność, z jaką go traktowano. Tego samego wieczoru, a raczej 
nocy on uratował ją od kompromitacji i odprowadził do domu, 
chociaż mógł wywołać skandal. Następnie nie dopuścił do tego, 
żeby sprawy przybrały jeszcze gorszy obrót. Chronił ją, choć ona 
odbierała to jako prześladowanie i wmawiała sobie, że jest na 
niego obrażona, mimo że w głębi ducha łaknęła jego towarzystwa. 
Za każdym razem, gdy wchodził do sali balowej, wyczuwała jego 
obecność. Nikt poza nim się nie liczył.
 

To w jego ramionach znalazła pocieszenie, gdy była 

zdruzgotana brutalnym postępkiem Harry’ego. Potrzebowała 
wtedy jego bliskości, ale wytłumaczyła to sobie chwilową 
słabością, nie chcąc się zastanawiać, skąd się u niej ta potrzeba 
bierze. Dopiero pocałunek otworzył jej oczy. Zrozumiała, że 

background image

zakochała się w Richardzie Ledburym.
 

Rzecz oczywista, nie mogła od razu prawidłowo 

zidentyfikować natury swoich uczuć, ponieważ wcześniej nie 
kochała i z nikim – ani z mężczyzną, ani z kobietą – nie dzieliła 
tylu sekretów. Tłumaczyła sobie, że tylko z tego powodu często o 
nim myśli. Kiedy go przy niej nie było, zastanawiała się, co robi. 
Każde wydarzenie stawało się pamiętnym, jeśli jej towarzyszył, i 
miałkim, o ile go zabrakło.
 

Poznała prawdę i nie wiedziała, jak zdoła stanąć twarzą w 

twarz z Richardem lub z Milly, swoją przyjaciółką a zarazem 
rywalką.
 

background image

 ROZDZIAŁ JEDENASTY

 

Jayne unikała go i uznał, że wystraszył ją pocałunkiem. 

Chcąc z nią porozmawiać, postanowił uciec się do podstępu.
 

Po południu pogoda była marna i w związku z tym 

towarzystwo spędzało czas w domu. Poprosił lorda Halstead, żeby 
zechciał udzielić damom lekcji gry w bilard. Jak zawsze, lady 
Susan Pettiffer i Lucy Beresfrod wymanewrowały pannę Julie 
Twining z udziału w zabawie. Po kilku minutach obserwowania 
grających, chętnie zgodziła się obejrzeć portrety przodków 
gospodarza, umieszczone w specjalnej galerii. Panna Twining nie 
była zbyt rozmowna, dzięki czemu lord Ledbury mógł starannie 
obmyślić argumenty, które ułatwiłyby lady Jayne zrozumieć jego 
intencje. Chciał jej wyjaśnić, że pocałował ją, bo doznał olśnienia, 
pod wpływem którego zmienił zdanie. Oto nie ożeni się z idealną 
kobietą, która będzie przedmiotem podziwu wielu przyszłych 
pokoleń w jego rodzinie, tylko z lady Jayne. Nie, uznał w duchu, to
zabrzmi niezręcznie. Przede wszystkim trzeba wyprowadzić ją z 
błędu, że jest zakochany w Milly. Następnie ostrzec, że Milly nie 
jest taka niewinna, na jaką wygląda, i że realizuje ukryty plan. Do 
tej pory nie zaszkodziła lady Jayne, ale może to uczynić, i to bez 
trudu. Dopiero gdy lady Jayne przyjmie do wiadomości, że nie 
powinna bezgranicznie ufać Milly, zrobi kolejny krok i oznajmi, że
zmienił oczekiwania wobec przyszłej żony. Wyzna, że dopóki nie 
spotkał Jayne, nie wiedział, co to miłość, i dlatego nie uważał 
miłości za istotny element małżeństwa. Przy niej pojął, że to 
podstawa związku. Tak, to zabrzmi o wiele lepiej.
 

Idąc w górę po schodach, powtarzał w myślach te 

sformułowania, by je utrwalić w pamięci. Teraz zrozumiał, co 
Berry widział w pannie Twining. Istotnie, była kobietą mało 
absorbującą – ani razu nie przerwała panującego milczenia i nie 

background image

spróbowała zakłócać jego myśli. Był ciekawy, jak zareaguje na 
widok Berry’ego i lady Jayne, którzy wcześniej wybrali się do 
galerii.
 

Okazało się, że z radością przyjęła propozycję Berry’ego, 

uzgodnioną wcześniej z lordem Ledbury, żeby panowie wymienili 
się partnerkami. O wiele trudniej było zorientować się w 
nastawieniu Jayne. Nie sprzeciwiła się, ale też nie wsunęła mu od 
razu dłoni pod ramię. Zatrzymując się przed każdym obrazem, 
żeby opowiedzieć historię życia portretowanej osoby, lord Ledbury
tak manewrował, by Berry i panna Twining wysforowali się do 
przodu.
 

Jayne nie czuła się swobodnie. Skoro jednak Berry i panna 

Twining znajdowali się wciąż w zasięgu wzroku, nie miała 
pretekstu do ucieczki. Jednak Berry był zainteresowany sam na 
sam z panną Twining, wkrótce więc odległość między obu parami 
zwiększyła się tak znacznie, że mogły prowadzić rozmowę bez 
obawy o podsłuchanie. Lord Ledbury zamierzał z tego skorzystać, 
bo nie po to starannie wyreżyserował tę sytuację, by teraz tracić 
czas na towarzyskie nonsensy. Poznał lady Jayne na tyle dobrze, 
by wiedzieć, że najlepszym sposobem przedarcia się przez jej 
rezerwę będzie frontalny atak.
 

– Nie zamierzam – oznajmił bez wstępu – wycofywać się i 

udawać, że żałuję, iż panią dzisiaj pocałowałem. Od tamtej pory 
unika mnie pani, domyślam się więc, że musiałem panią obrazić.
 

– Obrazić? W żadnym razie – odrzekła zimnym tonem.

 

– A jednak nie było to zachowanie godne dżentelmena.

 

Nawet na niego nie spojrzała.

 

– Proszę mi wierzyć, że nie zdołałem się powstrzymać. Nie, 

do licha, to nie jest wytłumaczenie. Gdy zobaczyłem, jak Kendell 
obejmuje panią w parku, myślałem, że mu powyrywam te jego 
obmierzłe łapska. – Nie powinien tego mówić, zreflektował się 
poniewczasie.
 

Jayne podeszła do okna i stanęła tyłem do Ledbury’ego.

 

– To… – zdołała wreszcie wydobyć z siebie cichy głos – było

zupełnie co innego.

background image

 

Po pierwsze, podobało się jej, dodała w duchu. Po tym 

muśnięciu chciała, żeby nastąpił dalszy ciąg, by Richard objął ją i 
przytulił. Nie odpychałaby go jak Harry’ego. Nie wyobrażała 
sobie, by Ledbury mógł zachowywać się brutalnie wobec kobiety, 
którą trzymał w ramionach. Kobieta na tyle szczęśliwa, że lord 
Ledbury naprawdę by ją pocałował, doświadczałaby tylko 
przyjemności.
 

– Bardzo pani łaskawa, że tak mówi. – Richard poczuł się 

pewniej, mimo że Jayne wciąż patrzyła nie na niego, lecz w okno, 
za którym nic prawie nie było widać, bo szybę zalewały strugi 
deszczu.
 

– Drobiazg. Rozumiem, że uległ pan… przejściowej 

zachciance. Pocałunki Harry’ego były częścią przygotowanego na 
zimno planu. Patrząc wstecz, mogę tylko żałować, że pan nie 
powyrywał mu rąk. – Rzuciła mu smutny uśmiech przez ramię.
 

– Cieszę się, że nie mogłem spać owej nocy i że 

postanowiłem przejść się po parku.
 

Przysiadł na parapecie. Mógł widzieć jej profil, bo znowu 

patrzyła w okno, bawiąc się frędzlami zasłony.
 

– Szczerze mówiąc, lady Jayne, to odpowiednia chwila, by 

powiedzieć, że jestem zadowolony, iż nadmiar troski moich 
londyńskich służących wygnał mnie z domu w poszukiwaniu 
świeżego powietrza, gdyż inaczej bym pani nie spotkał.
 

– Ja też jestem zadowolona. Zjawił się pan niczym anioł 

zemsty, chociaż pańskie zdrowie pozostawiało jeszcze wiele do 
życzenia. – Zaczerwieniła się. – Nadal pan ma trudności z 
zasypianiem? Czy może znalazł pan środek na to niedomaganie?
 

Uznał, że uprawiała z nim szermierkę słowną. Umyślnie 

zbijała go z tropu.
 

– Lady Jayne, próbuję pani powiedzieć coś bardzo ważnego. 

Wyjaśnić, że pocałowałem panią, ponieważ… uratowała mnie pani
od popełnienia poważnego błędu. – Ujął dłoń lady Jayne i 
odwrócił ją do siebie, by wysłuchała go uważnie. – Kiedy 
spotkaliśmy się po raz pierwszy, wyjawiłem pani, w jakiego 
rodzaju związek małżeński zamierzam wstąpić. Mając mentalność 

background image

żołnierza, sporządziłem listę celów i przygotowałem plan 
działania, jak również zająłem strategiczną pozycję, uzbroiłem się 
po zęby i przystąpiłem do realizowania wypadów na całkowicie 
dla mnie wrogie terytorium. Zanim poznałem panią, nie przyszło 
mi do głowy, że powinienem czuć coś więcej niż tylko szacunek 
dla kobiety, którą zamierzam poślubić. Jednak w ciągu ostatnich 
kilku tygodni, a zwłaszcza od czasu przyjazdu do Courtlands, pani 
przekonała mnie, że małżeństwo bez uczucia… to jest… bez 
miłości… byłoby… karykaturą związku mężczyzny i kobiety. 
Mówiła pani, że miłość powinna być jedynym spoiwem w 
małżeństwie.
 

– Owszem – przyznała i cofnęła dłoń.

 

Przyszło mu do głowy, że Jayne zależy na jego szczęściu, ale 

to nie oznacza gotowości do osobistego poświęcenia. Być może 
wystarczyłoby jej, aby szczęśliwie ożenił się z kim innym. Ta myśl
naprowadziła go na Milly.
 

– Jeśli chodzi o Milly, nie będę robił pani wymówek, że ją 

pani przywiozła. Przecież chciała pani jak najlepiej.
 

Widząc jej zakłopotanie, zrezygnował z tego, co zamierzał. 

Nie będzie jej ostrzegał. Załatwi to z Milly. Zapyta ją wprost, co 
planuje, i uprzedzi, że jeśli zaszkodzi lady Jayne albo choćby 
sprawi jej kłopot, ich przyjaźń się zakończy.
 

– Owszem, jest jedna korzyść z przywiezienia Milly do 

Courtlands – zaczął, zastanawiając się, dlaczego nie trzyma się 
uprzednio przygotowanej przemowy. – Dawny ordynans, któremu 
poleciłem dopilnować, żeby przeniosła się do nowego domu, 
przyjechał tu co koń wyskoczy i poinformował mnie o jej 
zniknięciu.
 

Fred był oszalały z rozpaczy i niemal płakał ze szczęścia, gdy

się dowiedział, że Milly jest cała i zdrowa.
 

– Bardzo się ucieszyłem z przyjazdu Freda – ciągnął 

Ledbury. – Zna wszystkie moje przyzwyczajenia. Ponieważ nie 
miał nic do roboty w związku z wyjazdem Milly z Londynu, 
zgodził się na razie zostać i służyć mi w charakterze kamerdynera.
 

– Fred? – zdziwiła się Jayne.

background image

 

On także się zdziwił. Jak doszło do tego, że rozmawia z nią o

dawnym ordynansie, skoro chciał z nią poruszyć dużo istotniejsze 
sprawy? Niestety, przerwano im, zanim zdążył naprowadzić 
rozmowę na właściwy temat.
 

– Mój drogi, nie powinieneś monopolizować lady Jayne na 

cały dzień – rozległ się głos hrabiego Lavenham, który zbliżał się 
do nich w otoczeniu swoich spanieli. – Pamiętaj o obowiązkach 
gospodarza i zajmij się innymi gośćmi. Przy stole bilardowym brak
kogoś do pary. Dołącz do nich, a ja skończę oprowadzać panią po 
galerii portretów.
 

– Jak dziadek sobie życzy – odparł Ledbury, skłonił się i 

odszedł.
 

Niestety, w rozmowie z lady Jayne nie osiągnął założonego 

celu. Zaczął dobrze, ale rozpraszała go ochota na kolejny, tym 
razem autentyczny pocałunek. Czas na kolejny taktyczny odwrót.
 

Lady Jayne poczuła wzbierający gniew na starszego pana. 

Jak mógł potraktować lorda Ledbury jak uczniaka, i to na jej 
oczach? Była w nie najlepszym nastroju, więc pół godziny, 
podczas której badał jej kwalifikacje do roli przyszłej hrabiny 
Lavenham, wzmogło jej irytację. Gdyby nie złość, chyba 
rozpłakałaby się, tak niedyskretne były jego pytania i upokarzająca
obserwacja, której ją poddawał. Najwyraźniej Ledbury postanowił 
odstąpić od pierwotnego zamiaru znalezienia utytułowanej, 
idealnej w każdym calu kandydatki na żonę i pokierować się 
uczuciem. Dzisiaj rano ją pocałował, ponieważ w ten sposób chciał
wyrazić wdzięczność, bo to ona go na tę decyzję naprowadziła. 
Zatem przywiezienie Milly spowodowało zamierzony przez Jayne 
skutek. To właśnie próbował jej powiedzieć, nie ukrywajmy, dość 
nieporadnie, ale przecież był żołnierzem nienawykłym do 
mówienia o emocjach.
 

Był zadowolony, że się poznali, nie dlatego, że znalazł w niej

coś pociągającego. Przecież nie ma w niej nic pociągającego. Czyż
w ostatnich tygodniach nie przekonała się o tym dobitnie? Udało 
się jej uświadomić Ledbury’emu, że w życiu liczy się coś więcej 
niż honor i obowiązek, i z tej przyczyny cieszył się, że ją spotkał. 

background image

Ironia losu polegała na tym, że gdy odkryła, że jest w nim 
zakochana, będzie zmuszona przyjąć do wiadomości, że poślubi 
inną, idąc za jej radą.
 

Jak ona to przeżyje?

 

Wieczorem Richard udał się do gabinetu dziadka, wiedząc, 

że zastanie go tam, delektującego się ostatnim kieliszkiem przed 
udaniem się na spoczynek.
 

– Richardzie, mój chłopcze, usiądź – zaproponował hrabia, 

wskazując fotel stojący naprzeciwko tego, który sam zajmował, w 
pobliżu kominka. – Przyszedłeś porozmawiać o dziewczętach, 
prawda? Miałem okazję wszystkim im się przyjrzeć.
 

Lorda Ledbury ani trochę nie obchodziło zdanie dziadka w 

tej materii, ale usiadł.
 

– Pomyślałem, że byłoby miło z mojej strony poinformować 

cię, z kim zamierzam się ożenić.
 

– Tak szybko? No cóż, niezależnie od tego, którą wybrałeś, 

muszę ci wyrazić uznanie za sposób realizacji zadania, jakie na 
ciebie nałożyłem. Nie wahałeś się zbyt długo.
 

Lord Ledbury nie uważał, że zasłużył na pochwałę. Było mu 

wszystko jedno, z kim się ożeni, kiedy wziął na siebie obowiązek 
kontynuacji rodu. Dopiero, gdy na jego drodze stanęła lady Jayne, 
a raczej wpadła niczym pocisk, odkrył, że istnieje jedyna kobieta, z
którą chciałby spędzić resztę życia.
 

– Niech zgadnę. Panna Beresford? – ciągnął hrabia. – 

Spośród sprowadzonych tu dziewcząt, ona, według mnie, będzie 
tą, która przysporzy ci najmniej kłopotów jako żona. Przynajmniej 
przyjaźnisz się z jej bratem. Sytuacja może stać się piekielnie 
trudna, jeśli nie udaje się utrzymywać dobrych stosunków z dalszą 
rodziną.
 

– Nie chodzi o pannę Beresford. Zamierzam oświadczyć się 

lady Jayne.
 

– Lady Jayne Chilcott? – Starszy pan pokręcił głową. – 

Rozumiem, dlaczego bierzesz ją pod uwagę, zważywszy na 
kwalifikacje, których kazałem ci szukać u przyszłej żony. Pochodzi
z naszej sfery, wniesie majątek i ma dobry dosiad. Podobało mi się,

background image

jak poradziła sobie z Psotką. Chyba jednak zauważyłeś, że jest 
oziębła?
 

– Rzeczywiście, czasami zachowuje spory dystans w 

stosunku do ludzi, ale serce ma gorące.
 

– Zauważyłem, że przy tobie czasami taje. Muszę ci jednak 

wyjawić, że po półgodzinie w jej towarzystwie, kazałem 
Watkinsowi rozpalić pod kominkiem w moim gabinecie. Pamiętam
jej ojca. Markiz Tunstall to był wyjątkowy łajdak, wprost zimny 
drań. Moim obowiązkiem jest ostrzec cię, chłopcze, żebyś 
gruntownie przemyślał decyzję, zanim zwiążesz się z jego córką.
 

– Wydaje mi się, że rozumiem, o czym mówisz, dziadku. 

Obserwowałem, jak ona zamyka się w swojej skorupie, gdy czuje 
się dotknięta. W mojej ocenie, pełna godności rezerwa jest zaletą 
w porównaniu z wybuchami złości i atakami histerii innych 
dziewcząt w podobnych sytuacjach czy też wypowiadania 
złośliwych uwag za plecami Bogu ducha winnej ofiary.
 

– Myślisz o lady Susan Pettiffer. Jestem skłonny zgodzić się 

z tobą w tej sprawie.
 

– Jeśli uda mi się przekonać lady Jayne, by przyjęła moje 

oświadczyny, jestem pewny, że postara się mnie uszczęśliwić.
 

– Może tak być pod warunkiem, że nie będziesz oczekiwał 

uczuciowego zaangażowania ze strony przedstawicielki rodu 
Chilcottów. Co prawda, ty także nie jesteś przesadnie 
sentymentalny, więc nie mogę mieć więcej obiekcji.
 

Ledbury nie liczył na miłość. Żywił jedynie nadzieję, że 

pewnego dnia jego wybranka poczuje do niego coś więcej niż 
sympatię.
 

– Wiadomo, że sentymenty nie wchodzą w grę przy wyborze 

kandydatki na żonę.
 

– Faktycznie – zgodził się starszy pan. – Liczę na to, że, bez 

względu na to, z kim się ożenisz, nie wylądujesz gorzej niż twój 
ojciec ani nie podzielisz losu braci. Zawiodłem się na nich. Ty 
nigdy mnie nie rozczarowałeś. Uważnie śledziłem twoją karierę.
 

– Doprawdy?

 

Dlaczego dowiaduję się o tym po raz pierwszy? – zadał sobie

background image

w duchu pytanie Richard. Do tej pory sądził, że dziadek 
interesował się tylko swoimi końmi i psami myśliwskimi.
 

– Wiem, że kilkakrotnie twoja postawa przynosiła zaszczyt 

nazwisku Cathcart. Jestem dumny z twoich wojskowych promocji. 
Krótko mówiąc, nie żałuję, że przejmiesz wodze, gdy odejdę.
 

Był czas, że Richard dałby wszystko za wiadomość, że 

rodzina interesuje się jego wojskową karierą. Ojciec zachowywał 
się tak, jakby zrobił synowi wielką łaskę, że na szesnaste urodziny 
kupił mu patent oficerski, przy czym wybrał pułk służący 
zagranicą. Zupełnie jakby chciał, by niekochany syn zniknął mu z 
oczu. Po opuszczeniu domu Richard nie otrzymał żadnego listu od 
matki, nie tylko w czasie służby wojskowej. Odcięła się od niego, 
gdy wyjechał do szkoły. Dziadek śledził jego karierę? Szkoda, że o
tym nie wiedział, kiedy wiele to dla niego znaczyło. Obecnie nie 
zrobiło to na nim większego wrażenia.
 

Jedynie z poczucia obowiązku zrezygnował z wojska i podjął

się poszukiwania żony, która pomogłaby przedłużyć ród i 
sprowadzić na świat dziedzica. Postąpił tak, bo starał się robić to, 
co do niego należy i najlepiej, jak potrafi, nie licząc na pochwałę.
 

– Jutro – zmienił temat hrabia Lavenham – warto by zabrać 

towarzystwo do Workings.
 

– Dobry pomysł – zgodził się Richard, zadowolony, że 

dziadek porzucił tematy osobiste.
 

– Przyzwoitki w powozie, reszta na koniach. Piękne miejsce, 

śliczne widoki – ciągnął hrabia. – Wy, młodzi, możecie 
piknikować i po południu zagrać w krykieta, jeśli będzie pogoda, a
jeśli będzie padało, w gry towarzyskie pod dachem.
 

Richard skinął głową. Workings było idealnym miejscem na 

popołudniowe rozrywki podczas niepewnej pogody. Około 
dwadzieścia pięć lat temu dziadek, nieprzystępny starszy pan, 
który z takim skrępowaniem mówił o uczuciach, zbudował dla 
żony prześliczny pawilon na szczycie pagórka, skąd mogła 
obserwować postępy w budowie kanału na rubieżach ich 
posiadłości. W ten sposób, jak domyślał się Richard, chciał 
wyrazić miłość do kobiety, za którą wydali go rodzice w 

background image

aranżowanym małżeństwie, bowiem była zafascynowana pracami, 
jakie prowadzono w dolinie. Nawet kazał stolarzowi z majątku 
wykonać dla hrabiny działający model śluz na kanale. Richard, 
jako chłopiec, uwielbiał chodzić do Workings z dzbankiem wody i 
przepuszczać przez te śluzy gałązki, liście i wszystko, co 
utrzymywało się na powierzchni. Jeśli śluzy nadal działały, goście 
będą mieli dobrą zabawę.
 

Richard miał nadzieję, że w natłoku rozrywek w Workings 

znajdzie się okazja, by porozmawiać z Milly i wybić jej z głowy 
niedorzeczny plan. Może nawet uda się wyprowadzić lady Jayne w
nieuczęszczane miejsce, gdzie mógłby ją namówić na kolejny 
pocałunek. Tym razem nie będzie to muśnięcie. Postanowił, że tak 
przyłoży się do tej roboty, że Jayne na zawsze zapomni o istnieniu 
porucznika Kendella.
 

Mógł przewidzieć, że ona nie ułatwi mu zadania. Prawdę 

powiedziawszy, dzień, z którym wiązał takie nadzieje, okazał się 
kompletną klapą.
 

Lawirując pomiędzy przyzwoitkami, stajennymi, lokajami 

niosącymi stoły, krzesła i pudła z najrozmaitszymi rzeczami, 
pokojówkami z koszami z jedzeniem, nie wspominając o gościach,
z których każdy chciał być jak najbliżej gospodarza, lady Jayne 
bez trudu unikała Richarda. W dodatku wyszło na jaw, że Fred 
wymknął się do pobliskiej oberży, ponieważ poczuł się spragniony.
 

Wiadomość w najmniejszym stopniu nie zaskoczyła lorda 

Ledbury. Już podczas porannego golenia zauważył, że Fred był 
wręcz przygnębiony. Gdy nieudany z punktu widzenia Richarda 
dzień dobiegł końca, przez chwilę rozważał, czy dołączyć do 
dawnego ordynansa i razem z nim utopić smutki w kieliszku. 
Postanowił jednak przygotować się do snu, odprawiwszy Jenkinsa,
nie znosił bowiem jego celebracji. Zdjął buty, skarpetki i fular, po 
czym usiadł na skraju łóżka.
 

Decyzja o poślubieniu lady Jayne to był pierwszy krok. 

Poinformowanie dziadka, że zamierza się jej oświadczyć, 
niezależnie od tego, co on o tym myśli, to krok drugi. Nadszedł 
czas na kolejny ruch, trudniejszy, niż mógł sobie wyobrazić – 

background image

oświadczyć się, nie wiedząc, czy lady Jayne zgodzi się zostać jego 
żoną. Jak, u licha, przekonać kobietę, która jeszcze nie przebolała 
rozstania z innym mężczyzną, żeby zechciała spojrzeć na niego 
łaskawym okiem? Poprzedniego wieczoru wydawało mu się to 
łatwe. Pocałuje ją i powie, że ją kocha. Albo powie, że kocha, a 
potem pocałuje.
 

Szkopuł w tym, że miał przed oczyma scenę, w której ona 

odpycha usiłującego ją pocałować Kendella. A przecież kochała 
tego nicponia na tyle mocno, że zgodziła się na potajemną 
schadzkę. Do diabła z zalotami! Wcześniej nie zastanawiał się, co 
mogą czuć do niego kobiety, które mu się podobały. Żołnierz 
korzysta z nadarzających się okazji. Teraz bał się, by jeden 
fałszywy krok nie zniszczył zaufania, które, zdaje się, do niego 
miała .
 

Wstał, wyjął ze spodni koszulę i rozpiął guziki pod szyją. Nie

może ryzykować żadnych działań, które mogłyby ją zrazić. Jednak
jeśli pozostanie bezczynny, ona może mu się wymknąć. Trzeba 
działać.
 

Co to? Jego uszu dobiegł szczególny odgłos, jakby uderzenie

kulek gradu o szyby, ale przecież na burzę gradową się nie 
zanosiło. Zjeżył się, jak zawsze w chwili zagrożenia. Słysząc 
kolejne, głośniejsze uderzenie, jakby kuli odbitej od muru, 
instynktownie padł na podłogę. Podczołgał się do toaletki i 
wyciągnął z szuflady pistolet. Kto strzelał do niego i dlaczego 
czekał, aż on znajdzie się w swoim pokoju, podczas gdy chodził 
cały dzień po parku, gdzie mógł być o wiele łatwiejszym celem?
 

Na pewno nie ułatwi napastnikowi zadania i nie da się 

wyprawić na tamten świat. Załadował broń, podczołgał się do 
okna, przykucnął i ostrożnie wyjrzał nad parapet.
 

Lady Jayne spodziewała się, że w ciągu dnia Richard 

wreszcie oświadczy się Milly, która jednak w porę zauważyła, że 
lord Ledbury jest na nią zły i schodziła mu z drogi. Natomiast 
Jayne trzymała się z daleka zarówno od Ledbury’ego, jak i od 
przyjaciółki, chociaż powinna była uprzedzić ją o planach 
Richarda. Wciąż jednak na nowo roztrząsała wydarzenia 

background image

wczorajszego dnia i nieustannie powracała uparta myśl: on kocha 
ją, nie ciebie. Później ogarnął ją wstyd, że zamiast życzyć Milly 
szczęścia, ona jej tego szczęścia zazdrości. Co za pech, zakochać 
się w mężczyźnie, za którego chce wyjść za mąż przyjaciółka!
 

Za późno na wykręty, że tego nie chciała. Czuła się jak 

zdrajczyni. Jeśli jutro, postanowiła, Ledbury nie zaproponuje Milly
małżeństwa, wyjawi jej, czego się dowiedziała, i niech 
przynajmniej tych dwoje zazna szczęścia.
 

Klamka zapadła.

 

Z sypialni Milly dochodziły odgłosy świadczące o tym, że i 

ona nie mogła spać. Najwyraźniej chodziła tam i z powrotem po 
pokoju. W końcu Jayne, mimo że miała chęć zaciągnąć kołdrę na 
głowę i odciąć się od wszystkiego, zmobilizowała się i wyskoczyła
z łóżka. Przeszła przez salonik, cicho zapukała do drzwi sypialni 
Milly i stanęła w progu jak wryta.
 

Wokół leżały porozrzucanie ubrania, jak gdyby ktoś 

splądrował pokój. Wyglądało na to, że przyjaciółka zrobiła 
bałagan, bo stała na środku rozgardiaszu z małą walizką w jednej 
ręce, kapeluszem w drugiej i nadąsaną miną. Miała na sobie 
płaszcz. Jayne chciała ją zapytać, co robi, ale było oczywiste, że 
Milly zamierza opuścić Courtlands ,więc powiedziała:
 

– Nie wyjeżdżaj. Lord Ledbury właśnie…

 

– To nie ma z nim nic wspólnego! – Milly cisnęła walizkę na 

łóżko i włożyła kapelusz na głowę.
 

– Oczywiście, że ma. Straciłaś nadzieję, skoro tak mówisz.

 

– Nie miałam nadziei – odparła Milly. – Na szczęście, 

wreszcie spotkałam mężczyznę, który widzi we mnie kobietę. Tom
czeka na mnie w kariolce na drodze, która prowadzi do Workings.
 

– Chyba nie mówisz o lordzie Halstead?

 

– A dlaczego by nie?

 

– Na pewno cię nie kocha, skoro poprosił, byś z nim 

potajemnie uciekła – oznajmiła stanowczo Jayne, dzięki 
Harry’emu bogatsza o życiowe doświadczenie. – Poza tym, jeśli z 
nim uciekniesz, złamiesz serce Ledbury’emu.
 

– Jeśli uważasz, że coś, co ja bym zrobiła, obchodziłoby 

background image

Richarda, a nawet złamałoby mu serce, to grubo się mylisz – 
oświadczyła Milly, stawiając walizkę na podłodze.
 

– Oczywiście, że go to zrani! – zaprotestowała Jayne.

 

Jak przyjaciółka może być tak niemądra? Jayne pamiętała, 

jak się czuła, gdy rozstał się z nią Harry, a przecież go nie kochała.
Zabolała ją zdrada i kłamstwa. Dla Richarda przeżycie będzie dużo
gorsze, bo on kocha Milly i tylko krok dzielił go od 
zaproponowania jej małżeństwa.
 

– To, co mówisz, dowodzi, jak mało o nim wiesz. Przed tobą 

występuje w masce dżentelmena, ukrywając prawdziwe oblicze. 
To żołnierz, oficer. Trudno go zranić, bo jest ze stali.
 

– Nawet gdyby to była prawda – odparła Jayne, nie dając 

wiary słowom Milly – to nie możesz marnować sobie życia, 
podejmując decyzję pod wpływem zdenerwowania i rozżalenia. – 
Sama robiła to w przeszłości. Reagowała przesadnie, gdy czuła się 
dotknięta i była zła. – Chyba nie myślisz, że lord Halstead 
oświadczy ci się, jeśli z nim uciekniesz?
 

– Pewnie, że nie. Za kogo mnie bierzesz?

 

Jayne potrafiłaby zrozumieć, że Milly zadowoliłaby się rolą 

kochanki Richarda. Kochająca kobieta może być gotowa poświęcić
reputację, ale to było zupełnie co innego.
 

– Czyś ty postradała rozum?! Przecież ledwo znasz tego 

człowieka.
 

-Wystarczy. Jest przynajmniej zabawny. Nigdy tak się nie 

śmiałam, jak w jego towarzystwie. Wciąż nie jest pewny, czy 
naprawdę jestem Hiszpanką z maskarady. To on odwiózł mnie do 
domu po tym, jak Richard zajął się tobą.
 

– Ale…

 

– Najwyraźniej martwisz się o mój los i jestem ci wdzięczna 

– powiedziała ugodowo Milly – ale nie musisz. Nie jestem głupia. 
Wiem, że znajomość z Tomem nie będzie trwała długo, ale 
przeżyję to. Wciąż mam dom, który mi podarował Richard.
 

– Chyba nie chcesz poniżyć się do tego stopnia, by dać się 

wykorzystać mężczyźnie? Prędzej czy później cię rzuci, jakbyś nic
dla niego nie znaczyła – przestrzegła przyjaciółkę Jayne, myśląc, 

background image

że przecież wiadomo, jak mężczyźni traktują kochanki.
 

– Nie zaczynaj prawić mi morałów. – Milly niecierpliwie 

machnęła ręką. – Niczego nie rozumiesz. Nie wyobrażasz sobie, co
przeżyliśmy przez długie miesiące, kiedy nie wiedzieliśmy, czy 
Richard będzie żył, czy umrze. Fred zdobywał jedzenie, a ja 
oszczędzałam i pielęgnowałam Richarda, podczas gdy jego 
wspaniała rodzinka nie kiwnęła palcem, by mu pomóc. W tym 
czasie nasz pułk piknikował i balował podczas drogi z Hiszpanii 
do Paryża. A gdzie ja byłam? W Chatham! – Wypowiedziała to 
słowo z obrzydzeniem, jak gdyby było przekleństwem. – Gdy 
doszedł do tego wszystkiego – ciągnęła, wskazując na elegancko 
urządzony pokój – i powiedział, że jest mi wdzięczny za to, co dla 
niego zrobiłam, i wynagrodzi mnie, jak należy, myślałam, że 
urządzi mnie z klasą. Podaruje powóz i parę siwych koni, abym 
mogła jeździć po parku jak dama. Loża w teatrze też by się 
przydała. Tymczasem zamiast zapewnić mi trochę radości z życia, 
umieścił mnie w Bedford Place i kazał zachowywać się jak 
grzeczna dziewczynka. Rzecz w tym, że nie jestem grzeczną 
dziewczynką – tupnęła nogą – tylko kobietą!
 

Lady Jayne uświadomiła sobie, ile razy wykrzykiwała swoje 

żale takim tonem jak przyjaciółka. Rozumiała motywy 
postępowania Richarda, a jednocześnie potrafiła się wczuć w 
zawiedzone nadzieje Milly. Tylko kto najwięcej ucierpi? Nie 
mężczyzna, który sprowokował ją do buntu, tylko ona.
 

– Nie! – wykrzyknęła, chwyciła walizkę Milly i ruszyła ku 

drzwiom. – Nie pozwolę ci tego zrobić. Widzę, że jesteś 
zdenerwowana, ale musisz zostać i posłuchać…
 

– Naprawdę myślisz, że mnie zatrzymasz? – Milly przerwała 

wywód przyjaciółki. – Jestem o pół głowy od ciebie wyższa i o 
wiele silniejsza. Znam sposoby, o których tobie się nie śni.
 

– Nie wątpię, ale mam ci coś ważnego do powiedzenia. To 

wszystko zmieni.
 

Milly nie chciała słuchać. Odepchnęła przyjaciółkę na bok i 

weszła do saloniku. Jayne pobiegła za Milly i złapała ją za ramię w
chwili, gdy kładła rękę na klamce.

background image

 

– Stój! Nie pozwolę ci wyjść!

 

– Na litość boską! – Milly ujęła Jayne w pasie, uniosła w 

powietrze i odsunęła od drzwi. – Nie rozumiesz, że dobrze na tym 
wyjdziesz? Już wiesz, że nie jestem dla ciebie konkurentką. Nic 
nie stoi na przeszkodzie, byś zakręciła się koło Richarda.
 

– Co takiego?!

 

– Nie odgrywaj przy mnie niewiniątka. Widzę, jak się 

zachowujesz w jego obecności, podczas gdy nie stać cię nawet na 
zwykłą uprzejmość wobec innych mężczyzn. – Milly niemal 
przytknęła twarz do twarzy Jayne. – Lubisz takich bohaterów, co? 
To cię ciągnęło do tego żołnierzyka z Hyde Parku. Mundur, atrybut
męskości.
 

Jayne cofnęła się. Wcale nie o to chodziło z Harrym.

 

– Przyjmij do wiadomości, że Richard jest dziesięć razy 

bardziej męski od Harry’ego. Dotykałam każdego skrawku jego 
ciała. Mogę zaświadczyć, że niczego ma nie brakuje, i może dać 
pełnię zadowolenia kobiecie.
 

– Milly!

 

– Nawet jeśli mój wyjazd go zmartwi, to obie dobrze wiemy, 

że on poluje na żonę z wyższych sfer.
 

– No… może tak było, ale mi powiedział i…

 

– Musisz jedynie – Milly wpadła przyjaciółce w słowo i 

zaczęła uderzać palcem wskazującym w jej pierś, co sprawiło, że 
Jayne zrobiła kolejny krok do tyłu – pomachać tymi długimi 
rzęsami, zarzucić mu ramiona na szyję i pozwolić się pocałować. 
Gwarantuję ci, że jego świat odzyska powab.
 

– Grubo się mylisz- zaprotestowała Jayne.

 

W odpowiedzi Milly popchnęła Jayne w głąb jej sypialni, 

zamknęła drzwi na klucz, po czym szybko opuściła salonik i 
zatrzasnęła za sobą drzwi.
 

Jayne była w szoku.

 

– Wypuść mnie! – zawołała Jayne, podbiegając do drzwi. – 

Nie wyjeżdżaj!
 

Szarpała za klamkę, lecz zamek nie puszczał.

 

– Milly! – krzyknęła ile sił w płucach. Zaraz potem z dołu 

background image

dobiegł ją odgłos energicznego zamykania głównych drzwi.
 

To było okropne. Przyjaciółka, działając pochopnie pod 

wpływem chwilowej emocji – lady Jayne znała to uczucie aż za 
dobrze – nie tylko rujnowała własną przyszłość, lecz także 
szkodziła Richardowi. Ta afera zniweczy jego szansę znalezienia 
szczęścia, które wydawało się blisko.
 

Kopnęła solidne, drewniane drzwi ostatni raz, żeby 

wyładować bezsilną złość, i poczuła ból w palcach stopy. To 
wszystko jej wina. Gdyby nie poszły na bal maskowy, Milly nie 
poznałaby lorda Halstead. Gdyby ona nie była taką zazdrosną i 
tchórzliwą egoistką, już wczoraj powiedziałaby Milly, że Richard 
zamierza się jej oświadczyć.
 

Był tylko jeden sposób zaradzenia złu. Z błyskiem 

zdecydowania w oku podeszła do okna.
 

background image

 ROZDZIAŁ DWUNASTY

 

Otworzyła okno i wychyliła się na zewnątrz, chcąc ocenić 

odległość, jaką musi pokonać, aby dotrzeć do Richarda i 
powiadomić go, co się stało. Skoro nie ma innej możliwości, 
weźmie się na odwagę i zrobi to z zewnątrz.
 

Dach portyku nad drzwiami wejściowymi stykał się z fasadą 

domu najwyżej o trzydzieści centymetrów poniżej zewnętrznego 
parapetu. Był dość stromy, a ponieważ niedawno padało, zapewne 
śliski. Rynna spustowa, którą spływała na ziemię woda z dachu, 
mogła mieć długość około pięciu metrów.
 

Jayne nie cierpiała na lęk wysokości, ponieważ w 

dzieciństwie wspinała się po drzewach. Oceniła jednak, że zejście 
w dół po rynnie nie będzie łatwe. W dodatku na stromym dachu 
nie było się czego przytrzymać. Uznała, że rynna nie gwarantuje 
zejścia bez upadku.
 

Wychyliła się jeszcze bardziej. Jeśli zsunie się po dachu 

portyku do miejsca, w którym łączy się ze ścianą domu, to może 
znajdzie oparcie dla stóp między gałązkami bluszczu porastającego
fasadę. Jayne wiedziała, że pod liśćmi bluszcz ma mocne pnącza. 
Gdyby nie okazały się wystarczająco mocne, to nawet gdy ona 
odpadnie ze ściany wraz z oderwanymi pnączami, upadek będzie 
spowolniony, bowiem bluszcz będzie się odrywał stopniowo.
 

Przydałaby się lina, po której można by się spuścić po 

oślizgłych dachówkach portyku. Nawet gdyby okazała się za 
krótka, to i tak z jej końca będzie bliżej do ziemi niż z krawędzi 
dachu. To tak, jakby spaść z konia skaczącego nad żywopłotem, co
przydarzyło się jej niejednokrotnie. Stajenny nauczył ją, że nie 
wolno spadać na ziemię na płask, tylko trzeba się skulić i 
zrolować. Nie obejdzie się bez sińców, ale uratuje się kości.
 

Rozejrzała się w pokoju za czymś, czego można by użyć jako

background image

linę. Jej wzrok padł na splecione sznurki, którymi był podwiązany 
adamaszkowy baldachim nad łóżkiem. Połączyła je razem 
najlepiej, jak umiała. Przymocowała jeden koniec do kamiennego 
filaru między oknami. Pociągnęła, żeby sprawdzić, czy węzeł jest 
wystarczająco mocny. Nie wzięła do Courtlands bryczesów, bo nie 
była przygotowana na to, że będzie tu musiała wychodzić z pokoju
przez okno. Zresztą obiecywała sobie, że więcej tego nie zrobi.
 

Zacisnęła usta, owinęła koszulę nocną wokół bioder i 

przewiązała się paskiem od szlafroka. Przerzuciła nogi przez 
parapet, trzymając się sznura. Usłyszała odgłos, jakby coś się 
rozdarło. Nie miała czasu zastanawiać się, co to mogło być, w 
mgnieniu oka spadła bowiem na dachówki, obcierając sobie skórę 
na kolanach. Nie zwracając uwagi na ból, zaczęła zsuwać się w 
dół. Wilgotny dach był obrzydliwy; przemoczyła cały przód 
koszuli.
 

W połowie manewru luźny koniec sznura ześlizgnął się obok 

niej w dół. Musiał puścić jeden z węzłów. Krzyknęła, kiedy stopy 
zawisły w powietrzu poza krawędzią dachu. Cudem zdołała 
przytrzymać się zagłębienia, które pełniło rolę rynny poziomej. Na
sekundę lub dwie zawisła na palcach u rąk, po czym spadła. 
Instynktownie skuliła się, jak pouczył ją stajenny. Jedyna osoba, 
która, jak się okazuje, pomogła jej przyswoić sobie coś 
pożytecznego. Wylądowała na posypanej żwirem ziemi. Przez 
chwilę leżała nieruchomo, po czym usiadła, nie czując, żeby sobie 
coś złamała.
 

Zaczęła przyglądać się trzem rzędom okien na frontowej 

fasadzie; wszystkie zamknięte i z zaciągniętymi wewnątrz 
zasłonami. Które należą do pokojów Richarda? Przypomniała 
sobie, jak narzekał na bezsenność z powodu duchoty w sypialni. 
Tyle że teraz obsługiwał go Fred, a on dobrze znał upodobania 
swojego pana. Trzeba obejść dom i znaleźć otwarte okno. Nie 
znała nikogo, kto lubiłby spać przy otwartym oknie, bo ludzie na 
ogół uważali, że nocne powietrze szkodzi zdrowiu.
 

W zachodnim skrzydle wszystkie okna były zamknięte. 

Zaszła na tył domu. Tutaj były przybudówki, w których mieściły 

background image

się kuchnie oraz biura, dalej znajdował się budynek stajenny. Lord 
Ledbury nie miałby pokoju po tej stronie. Wróciła przed front 
budynku i poszła sprawdzić wschodnie skrzydło, które zostało 
dobudowane do najstarszej części mniej więcej w tym samym 
czasie co portyk. Serce zabiło jej z podniecenia, gdy dostrzegła 
uniesione w górę skrzydło jednego z okien na pierwszym piętrze. 
To musi być pokój Richarda.
 

Tylko jak ściągnąć jego uwagę? Trzeba rzucić czymś w szybę

i liczyć na to, że hałas go obudzi. Podniosła garść żwiru i rzuciła w
kierunku okna, ale przynajmniej połowa opadła jej z powrotem na 
głowę. Musiała znaleźć kamyk, byle nie za duży, bo mogła zbić 
szybę. Wybrała kilka kamyków. Pierwszy trafił w mur na lewo od 
okna. Drugi wpadł do środka pokoju. Rozległ się brzęk tłuczonego 
szkła, któremu towarzyszyło głośne przekleństwo mężczyzny. Nad
parapetem ukazały się głowa i ramiona Richarda.
 

– Co tu się dzieje? – wychylił się z okna. – Lady Jayne? Co 

pani wyrabia? Mógłbym panią zastrzelić.
 

– Cicho. Niech pan nie krzyczy, tylko szybko zejdzie na dół i

wpuści mnie do domu. – Wskazała na drzwi wychodzące na taras. 
Pamiętała, jak jej mówił, że były to drzwi do biblioteki.
 

Pokiwał głową i zniknął.

 

Rozwiązała pasek od szlafroka – przynajmniej ten węzeł nie 

puścił tej nocy – i osłoniła koszulą nocną gołe łydki. Była bosa. 
Ciekawe, co pomyślą robotnicy, kiedy na wiosnę będą czyścili 
rynny, znajdą parę damskich domowych pantofli.
 

Wydawało się, że minęła wieczność, zanim drzwi do 

biblioteki otwarły się i na taras wyszedł Richard.
 

– Co się dzieje, u licha?

 

– Cho-chodzi o Milly. – Jayne z trudem oderwała wzrok od 

nagiego męskiego torsu i wyjąkała. – U-uciekła… z lordem 
Halstead.
 

– Zamarznie pani – zauważył, słysząc, jak się jąka. – 

Wejdźmy jak najszybciej do środka. Potem mi pani opowie, co ją 
skłoniło do wyjścia w nocnej bieliźnie.
 

– Dobrze, ale musi się pan pospieszyć. Jest szansa, że pan ich

background image

zatrzyma – powiedziała już w bibliotece Jayne.
 

W oświetlonym jedną trzymaną przez Ledbury’ego świeczką 

majaczył jej przed oczami męski tors pokryty ciemnymi włosami.
 

– Mam ich zatrzymać? – spytał Ledbury.

 

Dlaczego ona uważa, że byłbym tym zainteresowany? – 

zadał sobie w duchu pytanie. Jeśli Milly postanowiła uciec z kimś 
takim jak Halstead, to co mu do tego? Powodzenia! Ze swojej 
strony zrobił wszystko, by zapewnić jej poważanie. „Mam 
nadzieję, że mogę panu zaufać, iż nie zrobi pan z niej dziwki” – 
powiedział mu jej ojciec, a on dotrzymał słowa. Niezależnie od 
tego, jak ojciec wyobrażał sobie przyszłość córki, Milly miała 
własny rozum. Jeśli życie w cnocie miałoby oznaczać nudę, bez 
wahania z takiej egzystencji by zrezygnowała. Jak wyjaśnić to 
niewinnej lady Jayne?
 

– Wracajmy do pani pokoju, rano o tym porozmawiamy – 

oznajmił, uznając, że później wymyśli, w jaki sposób 
wytłumaczyć, że niektóre kobiety swobodnie podchodzą do relacji 
z mężczyznami, a przy tym nie zgorszyć Jayne.
 

– Nie mogę wrócić do pokoju. Milly wepchnęła mnie do 

środka i zamknęła na klucz, żebym nie udaremniła jej ucieczki.
 

– To jak się pani wydostała? Zaraz… Stan pani garderoby 

mówi za siebie. Wyszła pani z pokoju przez okno.
 

Był dżentelmenem, więc udawał, że nie zauważa, iż 

przemoczona koszula, częściowo niemal przezroczysta, oblepia 
piersi. Odwrócił wzrok, by nie kusił go zarys ciemnego trójkąta 
poniżej brzucha. Dlaczego to zrobiła? Czemu uznała za ważne, by 
on dowiedział się o ucieczce Milly? Naturalnie! Przecież nie 
wyjaśnił jej, że nie kocha Milly. Słodka dziewczyna ryzykowała 
całość swoich kończyn, a nawet życie, żeby uprzedzić go o 
zdradzie Milly, ponieważ bała się, że on będzie cierpiał z powodu 
doznanego zawodu.
 

– Mogła pani złamać kark – powiedział i otoczył ją 

ramionami.
 

– Nie, mam doświadczenie – odparła.

 

Jak to możliwe, że czuła się wspaniale w dramatycznej 

background image

sytuacji? Przecież z jej winy Milly uciekła z lordem Halstead. 
Jednak gdy Richard ją objął, zapragnęła tylko jednego – przytulić 
się do niego i przycisnąć wargi do blizny, którą dostrzegła na 
lewym ramieniu. I bynajmniej nie dlatego, by pocieszyć go po 
zdradzie Milly, jedynie rozkoszować się kontaktem z obnażoną 
skórą jego torsu, którą czuła pod policzkiem. Trochę ją to zdziwiło,
ale jej ciało dobrze wiedziało, czego pragnie. Usta chciały poznać 
smak skóry, a dłonie jej dotknąć. Na razie stała bez ruchu i 
wdychała zapach jego ciała.
 

Ledbury wyczuł napięcie lady Jayne i nieco rozluźnił uścisk.

 

– Owszem, przypominam sobie. W ten sposób wymykała się 

pani na schadzki z Harrym – powiedział nieopacznie.
 

Należało zaciągnąć sobie cugle i nie zapominać, że ona 

ciągle może rozpaczać po utracie Harry’ego. Chociaż rozkosznie 
było trzymać Jayne w ramionach, nie powinien pozwolić, by jego 
przyjemność wzięła górę. Ona nie była jeszcze gotowa na 
pocałunki. Zwłaszcza że oboje byli w stroju mocno 
niekompletnym, a on odczuwał wzrastające podniecenie. Wiele go 
to kosztowało, ale odsunął się od ukochanej. Jaka byłaby jej 
reakcja, gdyby odkryła, co się z nim działo?
 

– Richardzie – zaprotestowała i zaraz dodała: – Powinien pan

pójść do siebie i się ubrać, a przynajmniej włożyć buty. Trzeba 
pojechać za nimi, dopóki się znacznie nie oddalili.
 

Nie miał ochoty się ubierać. Najchętniej do końca by się 

rozebrał, a Jayne pomógł zdjąć to, co miała na sobie. Najwyższa 
jednak pora wyjawić jej prawdę.
 

– Szczerze mówiąc, jest mi obojętne, czy Milly uciekła z 

lordem Halstead.
 

– Nie może być! – zaprotestowała Jayne. – Nie wolno panu z 

niej rezygnować! Jak spojrzy pan sobie w oczy, jeśli pozwoli, by 
zmarnowała sobie życie? Lord Halstead się z nią nie ożeni. Czy 
pan nie rozumie, co się stanie, gdy on się nią znudzi? Będzie 
musiała znaleźć sobie nowego protektora, a potem kolejnego i 
jeszcze następnego. – Oczy Jayne zalśniły łzami. – W gruncie 
rzeczy, ona tego nie chce. To nie jest zepsuta dziewczyna, tylko w 

background image

gorącej wodzie kąpana. Musi pan uratować ją przed zrobieniem 
kroku, którego będzie żałowała do końca życia.
 

Uderzyło go, jak bardzo Jayne przejęła się losem Milly. Ta 

lojalność zaimponowała mu. Przestraszył się, że straci w jej 
oczach, jeśli nic nie uczyni dla zawrócenia Milly z drogi wiodącej 
do upadku.
 

– Ma pani rację – powiedział. – Muszę ją zatrzymać.

 

– Wiedziałam, że jeśli zapomni pan o urażonych ambicjach, 

zrobi pan, co należy, tak jak zawsze.
 

Patrzyła na niego, jakby był kimś w rodzaju bohatera, a to 

zobowiązuje, uznał. Wierzyła w niego, była przekonana, że on 
powstrzyma Milly od stoczenia się w przepaść.
 

– Doskonale. – Uniósł jej obie dłonie do ust. – Proszę 

powiedzieć, dokąd się udała.
 

– Wyjawiła mi, że lord Halstead będzie na nią czekał w 

Workings. Poszła na piechotę, niosąc walizkę. Jestem pewna, że 
pan ją dogoni.
 

– Chodźmy więc. – Ledbury pociągnął lady Jayne ku 

drzwiom.
 

– Dokąd mnie pan prowadzi?

 

– Do mojego pokoju, na razie.

 

– To zbyteczne. Niech pan pędzi za Milly.

 

– Nie mogę pozostawić pani samej w takim stanie.

 

Za kogo go brała? – oburzył się w duchu, ale jedno 

spojrzenie na Jayne wystarczyło, by zrozumiał i się uspokoił. Nie 
oczekiwała troski czy zainteresowania, bo nie spodziewała się, że 
komuś może zależeć na tym, co się z nią stanie. Zrobiło mu się jej 
żal, zwłaszcza że dobrze znał to uczucie.
 

W pokoju położył naładowany pistolet na stoliku obok drzwi 

i zaprowadził lady Jayne do fotela przy kominku.
 

– Proszę usiąść, zaraz przyniosę koc.

 

Podciągnęła kolana pod brodę i objęła nogi ramionami. 

Trzęsła się z zimna. Kiedy ją owijał kocem, zauważył krew na jej 
koszuli.
 

– Rozcięła pani sobie kolano, a stopy są w opłakanym stanie. 

background image

Opatrzę panią i przyniosę brandy.
 

– Niech się pan mną nie przejmuje. Nic mi nie będzie. Niech 

pan lepiej się pospieszy.
 

Nawet teraz nie myślała o sobie, skonstatował. Bardzo chciał 

ją pocałować, lecz gdyby pozwolił sobie na chwilę słabości, nie 
wiadomo, jak by się to skończyło. Zresztą doszedł do wniosku, że 
miała rację. Należało dogonić Milly i zniweczyć jej plan. W 
przeciwnym wypadku nazajutrz rano wszyscy usłyszą, że jedna z 
młodych dam – osoba, którą goście mieli za damę do towarzystwa 
– uciekła z jednym z dżentelmenów. W dodatku na tym się nie 
skończy. Wkrótce dowie się o tym londyńska socjeta. Ludzie 
uwielbiają rozgłaszać pikantne historie. Niewinna dziewczyna 
uwiedziona przez starszego, doświadczonego mężczyznę w 
posiadłości lorda Ledbury podczas wizyty, w czasie której 
oświadczył się on lady Jayne Chilcott. Poza tym nie jakaś tam 
niewinna dziewczyna, tylko dama do towarzystwa lady Jayne. A 
ile czasu upłynie, zanim ktoś odkryje pikantny szczegół, że lord 
Ledbury znał ową niewinną dziewczynę, na długo przed 
spotkaniem lady Jayne? Oraz, że kupił jej dom i wypłacał pensję? 
Takiego rozwoju sytuacji obawiał się od chwili, gdy zapoznał obie 
dziewczyny, i nie darowałby sobie, gdyby taki scenariusz się ziścił.
 

– Niech pani czegoś się napije na rozgrzewkę. – Wskazał na 

stolik zastawiony karafkami i kieliszkami. – Pójdę się ubrać.
 

Kiedy wrócił w butach i do połowy zapiętym starym płaszczu

wojskowym, lady Jayne siedziała w fotelu i sączyła brandy z 
kieliszka.
 

– Załatwię to tak szybko, jak się da – obiecał. – Proszę 

siedzieć i się rozgrzać. Po powrocie zajmiemy się opatrzeniem 
otarć i pomyślimy, jak zaprowadzić panią do jej pokoju, aby nikt 
nie zorientował się, że pani go opuszczała.
 

Nie potrafiąc już dłużej panować nad sobą, pochylił się, ujął 

jej twarz w dłonie i pocałował mocno w usta.
 

– Co pan robi? – spytała cicho Jayne.

 

Odnotował, że była zdziwiona, ale nie zła. Uznał, że to dobry

prognostyk.

background image

 

– Jest pani kochana – odpowiedział, delikatnie wodząc 

wskazującym palcem po jej policzku. – Musimy poważnie 
porozmawiać, jak wrócę. Tymczasem – jeszcze raz ją pocałował – 
niech się pani dobrze sprawuje. – Wyszedł, zabierając po drodze 
pistolet ze stolika.
 

Lady Jayne była oszołomiona. Pocałował ją, i to dwukrotnie. 

Powiedział, że jest kochana. Ciągle czuła dotyk jego ust na 
wargach, a na skórze twarzy -muśnięcie palca. Dopiła resztę 
brandy i postawiła pusty kieliszek na podłodze obok fotela. Jak 
przyjemnie jest siedzieć przy kominku w domu pogrążonym w 
nocnej ciszy, pomyślała. Czy Richard już dogonił uciekinierów? 
Strzelał do lorda Halstead z pistoletu, który, jak zauważyła, zabrał 
ze sobą? A Milly, czy przywarła do jego piersi i płakała z 
wdzięczności? Nie będzie sobie wyobrażała tej sceny, postanowiła.
 

Zrobiło się jej przykro i zaczęła odczuwać fizyczny 

dyskomfort, do którego wcześniej Richardowi nie chciała się 
przyznać. W wilgotnej koszuli było jej wciąż zimno, narzucony na 
ramiona koc nie pomagał się rozgrzać. Piekła ją skóra na obtartych
kolanach i dłoniach, bolały ramiona naciągnięte w czasie, gdy 
zwisała z rynny, i stopy. Poczułaby się o wiele lepiej, gdyby mogła 
się umyć i przebrać w czystą i suchą bieliznę, zamiast siedzieć tu i 
użalać się nad sobą, że Richard zrobił to, o co go prosiła – zostawił
ją samą, przemoczoną, zziębniętą, obolałą i pognał za Milly.
 

Dobrze byłoby wrócić do swojego pokoju, pomyślała i 

uprzytomniła sobie, że Milly zamknęła na klucz jej pokój, a drzwi 
apartamentu tylko zatrzasnęła. Gdyby udało się znaleźć drogę do 
apartamentu, weszłaby do środka i nikt nie zorientowałby się, że z 
niego wychodziła. Otworzyła drzwi, którymi wyszedł Richard, i 
stwierdziła, że korytarz tonie w ciemnościach. Wróciła po 
świeczkę. Poczuła wyrzuty sumienia, gdy spostrzegła odłamki 
roztrzaskanego lustra toaletki. Zauważyła też, że łóżko było 
nietknięte. Nie zdążył się jeszcze położyć, gdy wrzuciła przez 
okno kamień.
 

Wykalkulowała sobie, że na korytarzu powinna skręcić w 

lewo, iść aż do końca tej części budynku, następnie znowu skręcić 

background image

w lewo, żeby trafić do frontowej części domu, w której znajdował 
się apartament jej i Milly.
 

Światło świecy tańczyło na ścianach pustego korytarza. Jakie

mocne nerwy muszą mieć włamywacze, przyszło jej do głowy, 
którzy nocami myszkują po pogrążonych we śnie domostwach. 
Kiedy doszła do znajomych drzwi apartamentu, który dzieliły 
razem z Milly, serce waliło jej tak mocno, jakby za chwilę miało 
wyskoczyć z jej piersi. Weszła, oddychając z ulgą do środka i 
skierowała się do swojej sypialni. Klucza nie było w zamku. Co 
Milly z nim zrobiła? Szarpała klamkę ze złością, ale nie na wiele 
się to zdało.
 

Nic nie wskóra, uznała. Będzie musiała wrócić do pokojów 

Richarda i tam zaczekać na jego powrót. O to ją zresztą prosił. 
Szkoda, że go nie posłuchała. Wyjrzała na ciemny korytarz. Pluła 
sobie w brodę, że wybrała się na tę nocną wędrówkę po 
korytarzach, bo zwiększyła ryzyko, że zostanie w końcu przez 
kogoś przyłapana. Richard zapewne znalazłby zapasowy klucz i 
dyskretnie odprowadził ją do jej sypialni.
 

Im bliżej było apartamentu Richarda, tym bardziej się 

denerwowała. O ile jej obecność na korytarzu w pobliżu własnego 
pokoju wydawałaby się zrozumiała, to błądzenie po zupełnie 
innym skrzydle domu byłoby kompletnie nie do wytłumaczenia. 
Gdy wreszcie dopadła pokojów Richarda, była tak zdenerwowana, 
że poszukała ratunku w brandy. Nalała sobie z karafki szczodrą 
porcję do kieliszka, z którego już wcześniej piła, owinęła się 
kocem i zapadła w fotelu. Pociągnęła potężny łyk, mając nadzieję, 
że ciepło spływające do gardła i do żołądka, rozleje się po całym 
ciele i wreszcie przestanie się trząść z zimna.
 

Co go zatrzymuje tak długo? Rzuciła okiem na zegar stojący 

na kominku. Nie dostrzegła jego wskazówek, przetarła oczy, 
jednak nadal nic nie widziała. Było za ciemno, a ona nie mogła na 
niczym koncentrować wzroku. Na dodatek czuła się bardzo senna. 
Podciągnęła kolana pod brodę, odchyliła głowę na wysokie oparcie
fotela, jednak ta pozycja okazała się bardzo niewygodna. Kiedy 
wędrowała po korytarzach, nie myślała o tym, dopiero teraz 

background image

odczuła, jak ziębnie w przemoczonej koszuli nocnej.
 

Marzyła o tym, żeby się wyciągnąć. Łóżko Richarda 

znajdowało się w sąsiednim pokoju. Jak dobrze byłoby złożyć 
głowę na poduszce i pozbyć się tej okropnej sztywności, którą 
czuje w karku, przykryć się kocami, a może nawet pikowaną, 
watowaną narzutą, którą wcześniej zauważyła na łóżku.
 

Weszła do sypialni, postawiła świeczkę na stoliku nocnym, z 

którego ją wcześniej wzięła. Powinna posłuchać Richarda i 
zaczekać na niego w jego apartamencie, zamiast biegać po 
korytarzach. Tu może skorzystać z wody w dzbanku ustawionym 
na umywalni i doprowadzić się do porządku.
 

Była głupia, że wybrała się na tę wycieczkę po korytarzach. 

Chciało się jej śmiać, przypominając sobie, jak w pewnej chwili 
przestraszyła się własnego cienia tańczącego po ścianie. Odsunęła 
kapę i z zachwytem patrzyła na białą, sztywno wykrochmaloną 
pościel. Byłoby głupio ją zabrudzić, poza tym nabrała pewności, że
nigdy się nie rozgrzeje, jeśli nie pozbędzie się mokrej koszuli.
 

– Co za obrzydlistwo! – powiedziała do siebie, ściągając 

koszulę i rzucając ją na podłogę.
 

Wsunęła się w czystą pościel i podciągnęła kołdrę pod brodę.

O, jak dobrze. Zaraz będzie cieplej. Zamknęła oczy i momentalnie 
pogrążyła się we śnie. Nie wiedziała, jaki skutek będzie miało 
wypicie dwóch pełnych kieliszków brandy. Spała mocno aż do 
rana, tak mocno, że nawet nie obudził jej odgłos odciąganych 
przez pokojówkę zasłon.
 

Służąca, która zauważyła kobiecą głowę na poduszce 

milorda, powodowana ciekawością podeszła na palcach do łóżka, 
żeby sprawdzić, czyja to głowa. Jayne nie obudziła się także i 
wtedy, gdy służąca wydała stłumiony okrzyk zdziwienia i z 
chichotem wybiegła z pokoju. Popędziła prosto do pomieszczeń 
dla służby, szczęśliwa, że ma do zakomunikowania bulwersującą 
wiadomość.
 

background image

 ROZDZIAŁ TRZYNASTY

 

Dniało, kiedy Ledbury wrócił do stajni i oddał zaspanemu 

stajennemu Ajaksa, konia odziedziczonego, jak wszystko inne, po 
bracie Mortimerze. Nie mógł uwierzyć, że potrzebował tyle czasu, 
ale zrobił, co należało. Załatwił wszystko tak, że nie będzie 
niespodzianek, które mogłyby jako szkodliwe plotki nadwerężyć 
reputację lady Jayne.
 

Czegoś też się nauczył.

 

Milly wylądowała w ramionach Freda, który wyznał, że od 

dawna ją kochał. Jeśli tak mało było trzeba, żeby wyparowała z 
niej wszelka złość i chęć buntu, to wielka szkoda, że ten idiota nie 
powiedział jej o swoim uczuciu kilka miesięcy wcześniej. 
Oszczędziłby innym wielu kłopotów. Okazało się, że Milly nie dba
o to, że Fred, jak sam się wyraził, nie ma jej nic do zaoferowania 
oprócz serca. Pragmatyczna Milly uznała, że kochający mężczyzna
jest więcej wart niż jedwabne fatałaszki, które może jej podarować
lord.
 

Zostawiając Milly w ramiona Freda, Richard zrozumiał, że 

był takim samym idiotą jak jego dawny ordynans. Podobnie jak 
Fred, uważał, że nie ma nic do zaoferowania lady Jayne, a przecież
jego serce należało do niej prawdopodobnie od chwili, gdy 
poprosiła go, by nie narażał pokojówki na utratę pracy z powodu 
jej złego zachowania.
 

Zdejmując zabłocone buty, obiecywał sobie, że jak tylko 

wróci do swoich pokojów, wyjaśni sytuację z Milly, aby nie było 
miejsca na żadne niedomówienia. Potem wyzna Jayne, że ją kocha,
i się oświadczy. A jeśli ona odmówi – był prawie pewny, że za 
pierwszym razem dostanie kosza – będzie tak długo ją oblegał, aż 
ona skapituluje. Nieważne, ile czasu to potrwa, ponieważ 
małżeństwo z inną kobietą nie wchodziło w grę.

background image

 

Biegł na górę, przeskakując po dwa stopnie naraz, tak było 

mu lekko na duszy. Nagle wszystko znalazło się na właściwym 
miejscu. W końcu dowiedział się, kim jest. Nie oficerem bez 
munduru. Nie właścicielem ziemskim, który nie ma przygotowania
do gospodarowania odziedziczonym majątkiem, czy lekkoduchem 
skłonnym trwonić majątek w londyńskich jaskiniach hazardu.
 

Był mężczyzną, który zamierza zawalczyć o rękę i serce lady

Jayne.
 

Od strony kuchni dobiegło szczękanie garnkami i wkrótce 

nozdrza zaczął drażnić zapach smażonego bekonu. Będzie 
diabelnie trudno przeprowadzić w sposób niezauważony lady 
Jayne do jej pokoju teraz, gdy służba była na nogach, pomyślał. 
Wszedł do apartamentu i zauważył, że Jayne nie ma w fotelu, w 
którym ją zostawił. Koc leżał na podłodze, a obok znajdował się 
przewrócony pusty kieliszek po brandy. Jayne zniknęła.
 

To do niej podobne. To irytujące stworzenie znowu zrobiło 

coś po swojemu. Wyobrażał sobie jej rosnącą z godziny na godzinę
niecierpliwość. Wreszcie postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. 
Uśmiechnął się do siebie. Nie będzie jej winił za pomysłowość i 
inicjatywę. Za zachowanie, które sprawiło, że ją pokochał. Za to, 
że jest dla niego idealną kobietą. Gdyby został w wojsku, byłaby 
doskonałą żoną oficera. W porządku. Skoro on nie potrzebuje jej 
ratować, to może przespać się jeszcze z godzinę do śniadania. Bez 
dwóch zdań, zdobycie lady Jayne będzie zadaniem ciężkim, jeśli 
nie wręcz wyczerpującym. Nic to, jest tego warta.
 

Wciąż uśmiechając się do siebie, przeszedł do sypialni. Zdjął 

płaszcz i przewiesił go przez oparcie fotela. Ponieważ wybierając 
się w pościg za Milly, zrezygnował z zawiązania fularu, pozostało 
tylko zdjąć koszulę i spodnie…
 

Podszedł do łóżka i zamarł.

 

Lady Jayne nie udała się do swojego pokoju, lecz wybrała 

łatwiejsze rozwiązanie – skorzystała z jego łóżka. Była 
niewątpliwie bardzo zmęczona i zziębnięta. Wystarczy spojrzeć, 
jak słodko spała, z rozsypanymi na poduszce włosami i złożonymi 
dłońmi pod policzkiem. Istne uosobienie niewinności. Nie miała 

background image

żadnych zdrożnych myśli – choć może to i szkoda.
 

Zapiął z powrotem spodnie i zaczął ją budzić. Niezależnie od

tego, jak bardzo radował jego oczy widok ukochanej śpiącej w 
jego łóżku, w którym tyle o niej marzył, należało ją stąd 
wyprowadzić, aby nikt się nie dowiedział, że tu w ogóle była.
 

– Lady Jayne – odezwał się łagodnym głosem.

 

Jedyną odpowiedzią było westchnienie, a w jej oddechu 

wyczuł zapach brandy. Przypomniał sobie przewrócony kieliszek 
na podłodze w saloniku. Ile mogła wypić podczas jego nocnej 
wyprawy po Milly? Chyba sporo, sądząc po tym, jak głęboko 
spała.
 

Pomyślał, że może zdołałby obudzić ją pocałunkiem niczym 

książę z bajki o śpiącej królewnie, tyle że on mógłby nie 
poprzestać na jednym pocałunku jak ów książę. Uznał, że 
najlepszą metodą będzie ściągnięcie kołdry, bo nagłe odczucie 
chłodu przywróci jej świadomość.
 

Jak pomyślał, tak zrobił i zdębiał. Była kompletnie naga. Stał

urzeczony doskonałością jej kształtów. Poranne słońce uwypuklało
krągłość biodra, pieściło smukłe uda i pełne piersi. Po raz pierwszy
od czasu kontuzji doznanej pod Orthez nabrał przekonania, że z 
nią mógłby spędzić cały dzień w łóżku i nie zabrakłoby mu 
inwencji w miłosnych zapasach.
 

Westchnął i delikatnie nakrył ją kołdrą. Napawałby się jej 

widokiem bez końca, ale ona czułaby się upokorzona, gdyby się 
dowiedziała, że widział ją w całym jej naturalnym przepychu. To 
wcale nie wzmocniłoby jego szans na doprowadzenie jej do 
ołtarza.
 

W pewnym momencie zamrugała powiekami i się 

uśmiechnęła. Poczuł się winny. Nie uśmiechałaby się tak 
pogodnie, gdyby wiedziała, jak długo napawał oczy jej nagością.
 

– Wrócił pan – odezwała się. Ziewnęła, przewróciła się na 

plecy i przeciągnęła się. Kołdra ześlizgnęła się.
 

– Niech pani pod żadnym pozorem nie siada – ostrzegł ją, 

odchodząc od łóżka.
 

– Dlaczego? – zmarszczyła czoło. – Och! – Nagle zrozumiała

background image

i się zaczerwieniła. – Może mi pan podać koszulę?
 

– Z przyjemnością, jeśli pani powie, co z nią zrobiła.

 

Wskazała na podłogę. Odnalazł wilgotne i brudne okrycie i 

rzucił w jej stronę.
 

– Niech pani się szybko ubierze. – Odwrócił się, by jej nie 

krępować i ukryć swoje podniecenie. – Musimy dostać się do pani 
sypialni, zanim pani nieobecność zostanie zauważona.
 

Przeklinał w duchu sytuację uniemożliwiającą poważną 

rozmowę, a tym bardziej oświadczyny.
 

– Ma pan klucz? Próbowałam dostać się w nocy do swojego 

pokoju, ale nie mogłam znaleźć klucza.
 

– Do diabła! – Uprzytomnił sobie, że zapomniał poprosić 

ochmistrzynię o zapasowy klucz.
 

– Ja tego nie włożę – oświadczyła Jayne, krzywiąc się z 

niesmakiem i rzucając koszulę na podłogę.
 

Beztrosko zanurzyła się z powrotem w pościeli i zamknęła 

oczy. Najwidoczniej nie odespała jeszcze całej wypitej brandy, 
uznał, ale nie mógł się na nią gniewać, bo była najrozkoszniejszą 
pijaną kobietą, jaką kiedykolwiek spotkał. Sytuacja śmieszyła go, 
chociaż zdawał sobie sprawę, że musi odprowadzić ją do jej 
sypialni.
 

– Nie mam pani za złe, że nie chce włożyć tej koszuli, 

widziałem, w jakim jest stanie. Jedyne, co mogę zaproponować, to 
skorzystanie z mojej. Proszę się w to ubrać, śpiąca królewno. – 
Wyciągnął z bieliźniarki jedwabną koszulę.
 

– Nie mogę, kręci mi się w głowie, gdy się poruszam. Muszę 

zostać w łóżku.
 

– Nie w moim, to wykluczone.

 

– Niech pan przestanie, Richardzie – zaprotestowała, kiedy 

próbował włożyć jej ramiona w otwory rękawów koszuli.
 

Może i nie byłoby to takie trudne, gdyby jednocześnie nie 

poczuwał się do obowiązku osłaniania Jayne prześcieradłem. 
Usiłował pod nim połączyć poły naciągniętej na ramiona Jayne 
koszuli, a przy tej czynności jego dłonie nie mogły nie zapuścić się
na zakazane terytorium. Poza tym wiedział, że ona jest naga. To 

background image

była wyrafinowana tortura – dbać, aby Jayne była przyzwoicie 
okryta, podczas gdy wszystko w nim wołało, żeby się rozebrać i 
położyć obok niej, zwłaszcza gdy ona osunęła się na poduszki i 
znowu zamknęła oczy.
 

Od pierwszej chwili poznania, uświadomił sobie Ledbury, 

lady Jayne rujnowała jego starannie wykalkulowany plan, 
dominowała w jego myślach, odbierała mu sen i tak nim 
manipulowała, że w połowie zdania zapominał, co chce 
powiedzieć. Sprawiała, że czuł się bardziej żywy, niż mógł się po 
sobie spodziewać.
 

Stał i patrzył na nią.

 

Potężnie namąciła w jego życiu, nic nie robiąc, tylko tak 

leżąc. Kusząc go. Ufając mu. Do diabła, chyba będzie musiał ją 
zanieść do sypialni. Tylko jak, skoro jest nieubrana.
 

– Zaraz panią podniosę – uprzedził i zawinął ją w koc i 

puchową kołdrę, po czym ją uniósł.
 

– Jest pan bardzo silny – zauważyła. Uwolniła jedną rękę i 

objęła go za szyję. – Czy ja śnię? Czy znowu pan chce mnie 
pocałować? – Skoncentrowała wzrok na jego ustach, rzucając mu 
kuszące spojrzenie.
 

Czy jakikolwiek mężczyzna byłby w stanie oprzeć się takiej 

pokusie? Pochylił głowę i zagarnął jej usta w pocałunku. Cichy 
jęk, jaki wydała, miał piorunujący skutek. Ledbury poczuł 
natychmiastowy przypływ pożądania, aż zakręciło mu się w 
głowie. Zapadł się w fotelu w saloniku, nie wypuszczając Jayne z 
objęć ani nie przerywając pocałunku.
 

– Musimy przestać – szepnął, w końcu odrywając usta od jej 

warg. – To szaleństwo.
 

– Niech pan nie psuje przyjemności. – Nadąsała się i zaczęła 

wodzić dłonią po jego piersi.
 

Wszystkie argumenty przeciwko wykorzystaniu sytuacji, 

jakie mu podsuwał rozum, szybko się ulotniły. Przekopał się przez 
warstwy koca i kołdry i wsunął dłoń pod koszulę, którą pożyczył 
Jayne. Okazało się, że jej pierś idealnie mieściła się w jego dłoni.
 

– Ooo… – Westchnęła i wyprężyła się. – Jak dobrze, niech 

background image

pan nie przestaje, proszę.
 

Miał nie przestawać? W porządku. Rozsunął jedwabne poły, 

pochylił głowę i pomasował brodawkę językiem. Rzeczywistość 
przekraczała wyobrażenia. Kompletnie stracił głowę, a ciche 
pojękiwanie lady Jayne wprawiało go w oszołomienie. Wciągnął 
sztywne od pieszczot sutki w głąb ust. Wydała głośny okrzyk – 
rozkoszy, nie protestu.
 

W tym momencie otworzyły się drzwi apartamentu.

 

– Lordzie Ledbury! – pisnął damski głos.

 

– Richardzie, do diaska, co ty wyrabiasz?! – wtórował mu 

męski głos.
 

Uniósł głowę. W progu stali lady Penrose i hrabia Lavenham.

Przyzwoitka Jayne była biała jak kreda i cała się trzęsła. Natomiast
dziadek był purpurowy na twarzy. Chyba było oczywiste, co robił, 
pomyślał Richard. Miał na sobie tylko spodnie, a lady Jayne… Do 
licha! Jak zdołała się oswobodzić z kokonu, w który ją owinął? W 
trosce o jej godność zaciągnął na jej piersiach jedwabną koszulę, 
następnie okrył kocem gołe nogi.
 

Nagle lady Jayne dolała oliwy do ognia, pytając:

 

– Co wy wszyscy robicie w moim pokoju? I gdzie Milly? 

Znalazł ją pan? – zwróciła się do Richarda.
 

– Nie ma jej.

 

– Nie zatrzymał jej pan?!

 

– Zatrzymałem, i owszem – rzekł ponuro. – Nie sądzę 

jednak, że to odpowiedni czas, by o niej mówić.
 

– W tym przypadku nie mylisz się! – włączył się dziadek i 

pchnął lady Penrose tak mocno między łopatki, że z impetem 
wpadła do środka pokoju. Wszedł za nią i zatrzasnął za sobą drzwi.
 

– Proszę… ją… zostawić! – wyskandowała z oburzeniem 

lady Penrose. – Proszę zdjąć z niej ręce! Natychmiast!
 

– Zaraz, zaraz – powiedział hrabia Lavenham i 

pomaszerował do sypialni. Nie był tam długo.
 

Richard dobrze wiedział, co dziadek tam zobaczy. Zmięte 

prześcieradła. Porwaną i poplamioną krwią koszulę nocną Jayne. 
Plamy krwi na pościeli. Sam je zauważył, kiedy unosił Jayne z 

background image

łóżka. Żałował, że nie opatrzył jej otartych kolan i stóp, zanim udał
się w pościg za Milly. Wszystko to zostanie potraktowane jako 
dowody na rozpustę, jaka rozgrywała się w nocy w sypialni lorda 
Ledbury.
 

– Ty przeklęty głupcze! – Z tymi słowami hrabia Lavenham 

wrócił z sypialni.
 

– To znacznie gorsze niż głupota – oświadczyła lady Penrose,

wskazując przewrócony kieliszek.
 

– Upiłeś ją i uwiodłeś?! – wykrzyknął lord Lavenham.

 

Richardowi wydawało się, że nie nastąpi już nic gorszego, 

ale lady Jayne chwyciła się za głowę i zażądała:
 

– Przestańcie krzyczeć. Głowa mi pęka.

 

– Lady Penrose – hrabia zwrócił się do przyzwoitki – proszę 

przyjąć wyrazy najszczerszego ubolewania. Nie mogę uwierzyć, że
mój wnuk jest takim samym rozpustnikiem jak jego dwaj bracia.
 

– On nie jest rozpustnikiem – zaprotestowała lady Jayne. – 

Nie zrobił niczego, o co bym go nie prosiła.
 

– Tego już za wiele! – zawołała lady Penrose. Złapała 

podopieczną za rękę i zaczęła ściągać ją z kolan lorda Ledbury, ale 
potknęła się o leżące na podłodze koce. – Przyjmuję pańskie 
przeprosiny, milordzie – zwróciła się do hrabiego, jednocześnie 
zbierając z podłogi koce z wprawą osoby nawykłej do radzenia 
sobie z trenem wieczorowej sukni. – W pierwszej chwili nie 
mogłam uwierzyć w rewelacje przyniesione przez moją pokojówkę
ze służbówki. Dałam im wiarę dopiero, gdy przekonałam się na 
własne oczy, że mojej podopiecznej nie ma w jej sypialni. Pan 
również musiał ujrzeć dowody…
 

– Jakie dowody? – Lady Jayne patrzyła to na opiekunkę, to 

na starszego pana. – Czym się tak denerwujecie?
 

– Jedynym wyjściem jest bezzwłoczne ogłoszenie zaręczyn –

zamknął sprawę hrabia Lavenham.
 

– Zaręczyn? Dlaczego? My nic nie zrobiliśmy – upierała się 

Jayne.
 

– Zamilcz, głupia dziewczyno – uciszyła ją lady Penrose. – 

Nic was nie tłumaczy, nawet jeśli oboje chcecie się pobrać. To 

background image

wprost niesłychane!
 

– Nic nie rozumiecie – nie dawała za wygraną Jayne.

 

Czuła się, jak gdyby błogi sen zmieniał się w koszmar, w 

którym oskarżano lorda Ledbury o karygodne zachowanie. Oni 
chyba wierzyli, że on ją upił i wykorzystał, uznała.
 

– Richardzie, niech im pan powie… – Skierowała ku niemu 

wzrok i przeraziła się.
 

Gdyby do tej pory nie zdążyła wytrzeźwieć, jego widok 

otrzeźwiłby ją natychmiast. Siedział skulony, z twarzą ukrytą w 
dłoniach. Istny obraz rozpaczy. Zrujnowała mu życie. Pozwoliła 
lady Penrose wyprowadzić się na korytarz. Potulnie idąc za 
zbulwersowaną opiekunką, rozpamiętywała wydarzenia ostatniej 
nocy. Zaczerwieniła się ze wstydu i upokorzenia, gdy sobie 
przypomniała, jak kusiła Richarda, jak się o niego ocierała, prawie 
mrucząc z zadowolenia, i błagała o pocałunek. No cóż, czy on 
musiał tak ochoczo stosować się do jej prośby? To oczywiste, że 
każdy pełnokrwisty mężczyzna kuszony przez nagą kobietę 
uległby, chwilowo zapominając o zdrowym rozsądku i 
konwenansach. Jak bardzo żałował swojej słabości! Wystarczyło 
sobie przypomnieć, jak zakrywał dłońmi twarz, kiedy się 
dowiedział, że będzie za nią płacił dożywotnim niechcianym 
związkiem małżeńskim.
 

Kiedy dotarły do pokoju, nie mogła dłużej wytrzymać 

napięcia i wybuchła:
 

– Lady Penrose, proszę, niech pani nie myśli, że Richard 

mógł zrobić coś, co zarzuca mu hrabia Lavenham. On nie jest 
niczemu winny. To wszystko moja wina.
 

– Doprawdy? W takim razie może mi opowiesz, co 

rzeczywiście się wydarzyło?
 

Lady Jayne, usadowiła się na sofie i popijając wodę, żeby 

nawilżyć wyschnięte gardło, zrelacjonowała wydarzenia ostatniej 
nocy. Kiedy skończyła, lady Penrose nie potrafiła powstrzymać się
od pytania.
 

– Co cię skłoniło, żeby pić tyle brandy?

 

– Wypiłam tylko dwa kieliszki. – Jayne była zdziwiona, że z 

background image

całej opowieści opiekunkę zainteresowało wyłącznie, ile ona 
wypiła. – Panowie piją znacznie więcej i nic po nich nie widać.
 

– To dlatego, że są przyzwyczajeni. A ty do tej pory nie 

próbowałaś alkoholu, oprócz kilku łyków szampana. Czy lord 
Ledbury podał ci pierwszy kieliszek i kazał ci go wypić od razu?
 

– Skądże! – Jayne usiłowała przypomnieć sobie, jak było 

naprawdę. – Prawdę powiedziawszy, w ogóle mi nie podawał 
brandy. Sama ją sobie nalałam, podczas gdy ubierał się, żeby 
ruszyć w pościg za Milly.
 

– A ty nalałaś sobie pod wrąbek i wypiłaś do dna, jakby to 

była filiżanka herbaty? Już rozumiem, jak doszło do tego, że 
rozebrałaś się do naga i położyłaś lordowi Ledbury do łóżka – 
zauważyła zgryźliwie lady Penrose.
 

Tak opisane postępowanie wyglądało okropnie. Jayne ze 

wstydem pokiwała głową.
 

– Na domiar złego natychmiast zasnęłaś jak kamień.

 

Kolejny raz skinęła głową.

 

– Twierdzisz, że plamy krwi na prześcieradle pochodzą z 

otarć na kolanach, których się nabawiłaś, gdy zsuwałaś się z 
dachu.
 

– Tak. – Jayne odsłoniła kolana, by zademonstrować otarcia.

 

– Muszę stwierdzić, że twoje tłumaczenie ma sens. Inne nie 

wytrzymują krytyki w świetle faktu, że lina istnieje, a twój pokój 
był zamknięty od zewnątrz.
 

– Lina? Wciąż tam jest?

 

– Tak.

 

Z jakiegoś powodu świadomość, że lina wciąż istniała, była 

pocieszająca. Dobrze, że chociaż ten jedyny szczegół nie został 
przez nią zepsuty.
 

– Twoja Josie przybiegła do mnie cała roztrzęsiona, zanim 

zdążyłam wypić poranną filiżankę czekolady, z przerażającą 
wieścią, że uciekłaś z tajemniczym kochankiem przez okno, 
posługując się liną splecioną ze sznurków podwiązujących zasłony
łóżka. Natychmiast odrzuciłam tę wersję. Gdybyś uciekła, 
zamknęłabyś pokój od środka.

background image

 

– Zaraz… A jak Josie weszła do mojego pokoju? Ja chciałam 

to zrobić w nocy, ale klucza nie było w zamku.
 

– Nie było. Leżał na komódce obok drzwi.

 

– Naturalnie! Tylko dlaczego nie wpadłam na pomysł, żeby 

go tam poszukać?
 

– Byłaś już po jednym dużym kieliszku brandy. Wystarczyło,

żeby zaćmić rozum. To, co od tamtej pory robiłaś, było błędem. 
Jednego nie potrafię zrozumieć: dlaczego zamiast spuszczać się z 
okna po niepewnej linie, nie zadzwoniłaś na Josie, żeby ci 
otworzyła?
 

– Chciałam zachować dyskrecję.

 

– Po Josie przyszła moja pokojówka z czekoladą i przyniosła 

plotki, od których kłębiło się pod schodami: zostałaś znaleziona 
przez służącą, pijana do nieprzytomności, w łóżku lorda Ledbury, 
po nocy szaleństwa. W co również nie mogłam uwierzyć, znając 
was oboje. Zresztą po co mielibyście to robić.
 

– O, nie! – Jayne ukryła twarz w dłoniach. – Znaleziona 

przez służącą? Żegnajcie wszelkie nadzieje na przekonanie 
hrabiego Lavenham i lady Penrose, żeby zatrzymali całą historię 
między sobą. – Zachowałam się okropnie, a lord Ledbury za to 
zapłaci.
 

– Tylko nie współczuj temu młodemu człowiekowi! Jego 

postępowanie było haniebne!
 

– Myślałam, że mi pani uwierzyła.

 

– Owszem, i dlatego nie oskarżam lorda Ledbury o to, że cię 

z rozmysłem upił i uwiódł. Nie zapominaj jednak o widoku, jaki 
miałam przed oczami, gdy was znaleźliśmy razem. Leżałaś mu na 
kolanach półnaga – oboje byliście półnadzy. Wykorzystał twoją 
bezradność. Gdybyśmy tam się w porę nie zjawili, nie ma 
wątpliwości, że by cię uwiódł.
 

– Lord Ledbury nie jest taki. Nie mógłby…

 

– Oczywiście, że by mógł. Mężczyznami kierują najniższe 

instynkty. Nieważne, jak zręcznie ukrywają ten fakt. Ale to już 
poza dyskusją – zamknęła sprawę starsza pani. – Zostaliście 
przyłapani w jego pokoju, półnadzy, po wspólnie spędzonej nocy. 

background image

Będziesz musiała za niego wyjść, to oczywiste.
 

Dla lady Jayne było to upokorzenie. On będzie musiał się z 

nią ożenić. Zapłaci za incydent, do którego doprowadziła przez 
własną głupotę.
 

– A teraz ubierz się i zejdziemy na śniadanie, podczas 

którego ogłosimy wasze zaręczyny. Nie zachowuj się tak, jakbyś 
zrobiła coś, za co musisz się wstydzić. A jeśli ktoś ośmieli się snuć 
domysły na temat tego, co zdarzyło się dzisiejszej nocy, będzie 
miał ze mną do czynienia!
 

background image

 ROZDZIAŁ CZTERNASTY

 

Nie było nadziei, że spośród gości znalazłaby się chociażby 

jedna osoba, która nie znałaby najnowszej plotki. Gdy lady Jayne 
zeszła na dół wszyscy siedzieli już przy stole śniadaniowym i 
uważnie się jej przyjrzeli.
 

Świadomość, że wprawdzie niechcący, ale jednak zmusiła 

lorda Ledbury do zaręczyn, była bardziej dokuczliwa niż stan 
upojenia alkoholowego, po którym pozostał pulsujący ból głowy. 
Na dodatek bardzo doskwierały jej obtarcia na kolanach i bolały 
naciągnięte ramiona.
 

Usiadła sztywno obok lady Penrose i od razu spostrzegła, że 

osłaniając usta dłonią, lady Susan Pettifer uśmiechnęła się 
znacząco do siedzącej obok panny Julii Twining, która 
zaczerwienia się i wbiła wzrok w talerz.
 

Lady Jayne zdawała sobie sprawę, że nieznającym przyczyny

jej niedyspozycji może się wydawać, że są one skutkiem 
całonocnych uciech miłosnych. Tymczasem do uciech nie doszło, 
chociaż domysł lady Penrose, że niewiele brakowało, by jednak się
wydarzyły, był jak najbardziej słuszny.
 

Do jadalni wszedł lord Ledbury. Wokół stołu zapanował 

nastrój wyczekiwania, jak w teatrze na przedstawieniu 
premierowym. Zebrani patrzyli to na nią, to na niego i lady Jayne 
czuła, że się rumieni, mimo że lady Penrose kazała jej 
zachowywać się tak, jakby nie miała się czego wstydzić. 
Atmosfera zgęstniała, gdy do pokoju wkroczył z ponurą miną 
hrabia Lavenham. Jayne była zdziwiona jego zapiekłością. Lady 
Penrose, którą znała zaledwie od kilku miesięcy, wysłuchała wersji
podopiecznej i dała jej wiarę, mimo że historia ta mogła się 
wydawać mało prawdopodobna.
 

Richard zachowywał się tak, jak gdyby mało go obchodziła 

background image

opinia innych. Z beztroskim uśmiechem podszedł do lady Jayne i 
życzył jej dobrego dnia. Przelotne spojrzenie w jego stronę 
wystarczyło, by Jayne przypomniała sobie, że niecałe dwie 
godziny wcześniej dotykał jej w niedozwolony sposób, a ustami 
pieścił jej piersi. Jak mógł zachowywać się obojętnie, podczas 
kiedy ona była wzburzona do tego stopnia, że nie wiedziała, co ze 
sobą zrobić? Złożył pocałunek na jej dłoni niczym wprawny 
kochanek. Uderzyło ją, że na tym właśnie polegała między nimi 
różnica. On na pewno zdobył miłosne doświadczenie; przez jego 
ręce musiało przejść wiele kobiet. Uświadomienie sobie tego faktu 
nie dodało jej pewności.
 

– Mogę podać pani grzankę?

 

– Grzankę? – powtórzyła. Umierała ze wstydu, a on pyta o 

grzankę.
 

– Może jajka? Peters – zwrócił się do lokaja – nalej lady 

Jayne herbaty.
 

– Właśnie miałem to zrobić, proszę pana. – Służący 

pospieszył po czajnik.
 

Lord Ledbury nie wypuścił ręki Jayne i nie wyglądał na 

zagniewanego. Patrząc na jego swobodny sposób bycia, ktoś 
mógłby dojść do przekonania, że ślub z nią był jego szczerym 
życzeniem.
 

Przyzwoicie z jego strony, pomyślała, że chronił ją od 

krytyki, odgrywając to przedstawienie. Teraz, kiedy doszedł już do
siebie po pierwszym szoku, jakim musiały być przymusowe 
zaręczyny, najwidoczniej nie obciążał jej złą wolą. Naturalnie 
wiedział, że ona nie wciągnęła go w to z rozmysłem. Usiłowała 
pomóc i jak zwykle z powodu własnej głupoty wywołała kłopoty. 
Oddała mu uścisk dłoni i wreszcie odważyła się popatrzeć mu w 
oczy. Uśmiechnął się i zajął sąsiednie krzesło.
 

– Przypuszczam, że powinniśmy oznajmić nowinę. Chociaż 

wygląda na to, że wszyscy i tak coś podejrzewają.
 

Uśmiechnął się beztrosko, a jej przyszło do głowy, że może 

niczym się nie przejmował i że pogodził się z koniecznością 
przymusowego ożenku. Mogła sobie wyobrazić, jak po dłuższej 

background image

wewnętrznej walce doszedł do wniosku, że w końcu ona nie była 
gorsza od lady Susan lub Lucy.
 

– Mam zaszczyt oznajmić – Richard rozejrzał się po 

obecnych przy stole – że lady Jayne i ja zamierzamy się pobrać. 
Czyż nie tak, kochanie?
 

Nie pozostawało jej nic innego, jak potwierdzić. Nie mogła 

jednak wydobyć głosu z gardła. Nigdy nie czuła się bardziej 
bezradna. Zawsze udawało się jej zachować obojętną twarz. 
Dlaczego teraz, kiedy tego potrzebuje, nie potrafi?
 

Skinęła głową, tylko na tyle mogła się zdobyć. Richardowi to

chyba jednak wystarczyło. Uśmiechnął się tak czule, jak należało 
się spodziewać po świeżo zaręczonym mężczyźnie.
 

– No cóż, w takim razie gratulacje – powiedział z lekkim 

ociąganiem Berry.
 

Lucy milczała, błysk zazdrości w jej oczach mówił sam za 

siebie. Hrabia Lavenham, bulgocząc pod nosem, zajął miejsce u 
szczytu stołu. Jayne wiedziała, że on jej nie lubi, a teraz pewnie 
myślał o niej, że jest pijaczką i dziwką, która chcąc zaciągnąć 
mężczyznę do ołtarza, weszła mu do łóżka. Gniewny wyraz twarzy
starszego pana świadczył o tym, że on zaręczyn nie pochwala.
 

To była kropla, która przepełniła czarę goryczy. Jeśli 

Richardowi było wszystko jedno, to ona też nie będzie się 
przejmować tym, co myślą ludzie. Jayne uniosła głowę i zmroziła 
wszystkich spojrzeniem. Zauważyła rozczarowanie Richarda i 
wywnioskowała, że najwyraźniej wolał, kiedy była zdeprymowana
i onieśmielona.
 

Tymczasem on uznał wyraz jej twarzy za objaw 

niezadowolenia. Nie chciała zostać jego żoną. Pamiętał, jak 
protestowała, gdy lady Penrose i jego dziadek przekonywali, że w 
tej sytuacji to jedyne wyjście. Co dla niego było spełnieniem 
marzeń, dla niej było opłacone poświęceniem. Przyłapanie ich na 
gorącym uczynku w jego apartamencie rozwiązywało problem, jak
przekonać Jayne do ślubu. Jednak on pragnął zdobyć jej miłość, 
nie zmuszać jej do uległości. Chciał, żeby cieszyła się na myśl, że 
będzie jego żoną.

background image

 

Spojrzał po twarzach gości zgromadzonych przy stole. Ich 

niezdrowa ciekawość i gotowość do potępienia lady Jayne 
dopełniała jej strapienia. Wizyta miała potrwać jeszcze dwa dni. 
Na razie między Berrym a panną Twining nie doszło do żadnych 
ustaleń. Zresztą, gdyby ich wyprosił, pojechaliby wściekli do 
Londynu i zaczęli rozpowszechniać złośliwe plotki o lady Jayne, 
które na długie lata rzucałyby cień na ich małżeństwo. Lepiej 
zachowywać się, jak gdyby nic nie zaszło, uznał Richard.
 

– Czy dzisiaj zaplanowaliśmy jakieś atrakcje dla naszych 

gości? – zwrócił się do dziadka.
 

Starszy pan spojrzał groźnie i nie od razu odpowiedział.

 

– W związku z niepewną pogodą kazałem ustawić kilka 

tarczy na dolnym trawniku. Urządzimy zawody łucznicze. Damy 
nie będą miały daleko do domu, gdyby zaczęło padać.
 

– A my wybierzmy się konno w teren – szepnął Richard do 

ucha lady Jayne. – Muszę porozmawiać z panią na osobności. 
Spotkamy się przy stajni?
 

Tym razem nie rozkazywał jej, jak poprzednio. Poza tym ona

też chciała omówić z nim powstałą sytuację.
 

– Oczywiście – zgodziła się. Winna mu była przynajmniej 

przeprosiny.
 

– Ślicznie pani wygląda – powiedział na powitanie lord 

Ledbury.
 

Lady Jayne zjawiła się na dziedzińcu stajennym w tym 

samym stroju do konnej jazdy, który wcześniej zaprezentowała. 
„Militarny” fason uprzytomnił Richardowi po raz kolejny, że Jayne
była materiałem na idealną żonę oficera. Nie zapominał jednak, że 
gdyby nadal pełnił służbę w wojsku, mógłby jej nie spotkać. Po raz
pierwszy dziękował Bogu, że został zmuszony do sprzedania 
patentu oficerskiego. Jak wyglądałoby jego życie, gdyby ona w nie
nigdy nie wkroczyła? Wolał sobie tego nie wyobrażać.
 

Lady Jayne z niepokojem patrzyła na wyprowadzanego ze 

stajni Ajaksa.
 

– Czy ten koń będzie dla pana bezpieczny? – zapytała, 

widząc, jak zwierzę macha głową i ślizga się po kocich łbach 

background image

dziedzińca, zadowolone, że wydostało się z boksu.
 

– Ależ tak. Rwie się na otwartą przestrzeń. Uwielbia 

galopować, tak jak my.
 

– Dokąd jedziemy? – spytała, gdy opuścili dziedziniec.

 

– Do Workings – odparł i popędził wierzchowca.

 

– To nie fair! – krzyknęła i też wypuściła klacz do galopu.

 

Psotka wytężała siły, by dogonić ogiera. Kiedy dopadły 

Workings, Jayne była tak rozochocona, że niemal zapomniała o 
nieprzyjemnych konsekwencjach nocnych wydarzeń.
 

– Oszukał mnie pan! – Uśmiechnęła się do Richarda, który 

zdążył zsiąść z konia i otwierał drzwi do pawilonu.
 

Podszedł do niej i pomógł jej zsunąć się z siodła.

 

– Chyba nie życzyłaby sobie pani, żebym dał jej fory i 

pozwolił wygrać wyścig?
 

Uwiązał Psotkę obok Ajaksa do stalowego kółka 

przymocowanego do muru.
 

– Nie, ale nie chciałabym też, żeby pan miał nieuzasadnioną 

przewagę. Jazda w damskim siodle nie jest łatwa.
 

– A ja mam kontuzjowaną nogę, co równoważy 

niedogodność damskiego siodła. Zresztą jazda po damsku wcale 
nie jest trudna. Widywałem damy na czele myśliwych w polu. 
Wyglądały wspaniale.
 

Obrzucił figurę Jayne spojrzeniem, które przypomniało jej, 

że widział ją nago. Zaczerwieniła się, bo zrobiło się jej przyjemnie,
że ją docenił. Najwyraźniej nie tylko nie podzielał zastrzeżeń 
dziadka co do jej osoby, lecz także musiał zachować miłe 
wspomnienia z dzisiejszego porannego interludium. Na tyle miłe, 
że przynajmniej nie będzie się wzdragał przed skonsumowania 
małżeństwa.
 

– Sądzę, że traci pan z oczu cel naszego przyjazdu – 

powiedziała, bo zlękła się, że takie myślenie doprowadzi ją do 
pochopnego wniosku, że on właściwie chce się z nią ożenić.
 

– Cel?

 

Wyciągnął Jayne na przejażdżkę, by zejść z oczu 

domownikom i gościom oraz przekonać ją, że małżeństwo to 

background image

niezły pomysł. Ufała mu, ponieważ u niego poszukiwała pomocy 
w związku z ucieczką Milly. Chyba też go lubiła, skoro miała na 
względzie jego uczucia. Poza tym ostatniej nocy odniósł wrażenie, 
że zaczynała także odczuwać do niego pociąg fizyczny. Domyślił 
się, co działo się w jej głowie, gdy uparcie sprzeciwiała się 
małżeństwu. Alkohol często wyzwalał fantazje erotyczne. Nie do 
końca jeszcze rozbudzona ze snu, którego bohaterem mógł być 
inny mężczyzna, przekroczyła pewną granicę. Poczuł się winny 
zaistniałej sytuacji. Jak mogło mu przyjść do głowy, że chodziło jej
o niego, kiedy ona była jeszcze na wpół zamroczona snem? „Czy 
ja śnię? Czy znowu pan chce mnie pocałować?”. Nie była 
świadoma tego, co robi. A raczej z kim to robi.
 

– Proszę mi powiedzieć, jak załatwił pan sprawę Milly – 

odezwała się z powagą. Wyczuwała istniejące między nimi 
napięcie, lecz nie wiedziała, jak sobie z nim poradzić. – Nie 
wróciła do Courtlands, lord Halstead też nie. Mimo to nikt nie 
wiąże ze sobą ich jednoczesnego zniknięcia.
 

– Po pierwsze, ucieczka Milly i wyjazd lorda Halstead to 

dwie różne sprawy, a po drugie, nasi goście mieli bardziej 
smakowity temat do plotek: domniemaną noc pijaństwa i rozpusty 
w naszym wykonaniu.
 

Zwiesiła głowę.

 

– Przynajmniej moje głupie zachowanie miało pewien dobry 

skutek. Wszyscy byli tak zajęci pastwieniem się nade mną, że 
prawie nie zauważyli braku Milly.
 

– Mało kogo interesuje los damy do towarzystwa. Lord 

Halstead był na tyle przewidujący, że zostawił list, w którym 
poinformował, że wzywają go do Londynu pewne niecierpiące 
zwłoki sprawy. Nasi goście nie skojarzą zniknięcia Milly z 
wyjazdem lorda Halstead, zwłaszcza że Milly wychodzi za mąż za 
mojego kamerdynera.
 

– Co to ma znaczyć?

 

– Wejdziemy do środka? – Richard spojrzał w niebo. – Zaraz 

zacznie padać.
 

– Dobrze, wejdźmy. Zgadzam się, ślub jest lepszym 

background image

rozwiązaniem dla Milly niż… Tylko dlaczego za pańskiego 
kamerdynera?
 

– Przypomina sobie pani, jak jej opowiadałem o byłym 

ordynansie, który przyjechał z Londynu, kiedy Milly zniknęła z 
domu? Okazało się, że był w niej od dawna zakochany, ale nie 
miał odwagi tego wyznać, bo się bał, że nie ma jej nic do 
zaoferowania. Co mi uzmysłowiło…
 

– Chwileczkę… To rzeczywiście dobry koniec tej historii. 

Interesujące tylko, jak skłonił pan lorda Halstead do oddania 
Milly?
 

– Wyjątkowo łatwo. Spojrzał na mnie, w lot zrozumiał, o co 

mi chodzi, i szybko się wycofał.
 

– Przypuszczam, że pistolet, w który się pan zaopatrzył, nie 

miał z tym nic wspólnego?
 

– Mogłem go rzeczywiście trzymać w dłoni – Richard 

uśmiechnął się szeroko – kiedy przedstawiałem mu zastrzeżenia do
opuszczenia chyłkiem mojego domu z jedną z zaproszonych pań.
 

Lady Jayne potrafiła wyobrazić sobie tę scenę. Richard 

wiedziałby, jak sterroryzować parę, która urządziła sobie 
potajemną schadzkę, nawet bez pistoletu na poparcie swoich słów.
 

– I w tej sytuacji Milly uznała, że woli raczej wybrać 

propozycję małżeńską pańskiego kamerdynera?
 

– Niezupełnie. Po pierwsze, wcześniej szukałem sposobu 

usunięcia Milly z Courtlands. Byłem na nią wściekły. 
Postanowiłem sprowadzić Freda i kazać mu zabrać ją do Londynu.
Nie chciała wyjechać, próbowała nawet przekonywać, że rozstanie 
ze mną złamie jej serce – dokończył z niesmakiem.
 

– Nie uwierzył jej pan?

 

– Wiedziałem, że blefuje. Zaczęła mi wmawiać, że mnie 

kocha, bo była w panice, kiedy po odziedziczeniu tytułu 
oznajmiłem jej i Fredowi, że będę musiał przeprowadzić się do 
Lavenham House i znaleźć żonę ze swojej sfery. Użyła na mnie 
określonego sposobu, wiedząc, że będę wobec niego bezbronny.
 

– Kiedy ktoś mówi, że nas kocha, wtedy, gdy czujemy się 

przez nikogo niekochani, uzyskuje nad nami wielką przewagę.

background image

 

– Właśnie. – Wziął ją za ręce i usiedli pod oknem. – Znała 

mnie wystarczająco dobrze, by zdawać sobie sprawę, jak podziała 
na mnie taka deklaracja. Jednak nie uwierzyłem Milly. Wciąż 
podejrzewałem, że jestem jej potrzebny, bo uznała, że dzięki mnie 
wyrwie się z dość niekorzystnej sytuacji. Nasz pułk miał wkroczyć
do Francji. Widzieliśmy, jak brutalnie portugalscy i hiszpańscy 
chłopi rozprawiali się z francuskimi żołnierzami na swojej ziemi. 
Jej ojciec chciał zabezpieczyć ją przed tym ryzykiem w obawie, że 
ludność francuska podobnie przyjmie wojska angielskie. Milly 
mogła się stać obiektem męskiej przemocy. Nie mam pretensji do 
niego ani do niej, że podporządkowała się planom ojca. Nie 
mógłbym prosić o lepszą pielęgniarkę czy weselszą towarzyszkę w
ciągu trudnych i długich miesięcy dochodzenia do zdrowia. Milly 
nie zależało na mnie, tylko na zabezpieczeniu, jakie mógłbym jej 
zapewnić.
 

– Siwe konie, loża w teatrze – przypomniała sobie Jayne. – 

Tak samo było z czerwoną jedwabną suknią. Zobaczyła kiedyś 
taką i obiecała sobie, że gdy zdobędzie pieniądze, sprawi ją sobie. 
Nie zastanawiając się, po co jej taka suknia i co będzie musiała 
zrobić, żeby na nią zarobić.
 

– Odzyskała rozum, gdy zobaczyła, do jakiego stanu 

doprowadziła Freda, który zalewał robaka, bo nie posłuchała jego 
perswazji i uciekła z lordem Halstead. To ją ostatecznie 
przekonało, bo żadne inne argumenty do niej nie trafiały. On ją 
ubóstwia. Okazało się, że Milly woli być kochana, niż posiadać 
siwe konie czy czerwoną jedwabną suknię. Nie bez znaczenia była 
moja obietnica, że zabezpieczę ich przyszłość i kupię im w 
prezencie ślubnym gospodę – dodał z przekąsem.
 

– Gospodę?

 

– Tak. To marzenie każdego zdemobilizowanego żołnierza. 

Zanim ich zostawiłem, Milly zaczęła planować, jak ją urządzi.
 

– Osiągnie sukces, jestem pewna – powiedziała Jayne. 

Oczami wyobraźni widziała ją, jak krząta się koło dostawców i 
klientów.
 

– Chciałbym uprzedzić co do jednego, lady Jayne – 

background image

powiedział stanowczym tonem Ledbury. – Nie życzę sobie, by 
próbowała pani ją odszukać i utrzymywała z nią w przyszłości 
kontakty. Ona może narobić pani kłopotów.
 

– Nic mnie to nie obchodzi. Nie sądzę jednak, bym mogła jej 

kiedykolwiek wybaczyć sposób, w jaki pana wykorzystała i 
zdradziła.
 

W sercu Richarda wezbrała miłość. Spojrzał na ich splecione 

dłonie. Uważała go za przyjaciela. Byłaby zapewne tak samo 
wzburzona w imieniu każdej innej zaprzyjaźnionej osoby. Po 
prostu lojalność leżała w jej naturze.
 

– Przykro mi, Richardzie, że tak to się skończyło. To 

upokarzające dowiedzieć się, że osoba, która zapewnia, że kocha, 
w istocie jedynie wykorzystuje do swoich celów – uznała i dodała 
w myślach: zwłaszcza że jest się zmuszonym do poślubienia innej, 
choć wciąż cierpi się z powodu perfidii Milly.
 

Miała chęć objąć Richarda i go pocałować. Milly 

powiedziała, że wystarczy zaofiarować mu ten rodzaj fizycznego 
pocieszenia i jego świat odzyska sens. Tyle że Milly nie była w 
nim zakochana. Nie rozumiała, że niczym nie można zastąpić 
miłości. A ona, Jayne, nie pragnie być niczyim substytutem. Nie 
chce, by Richard myślał o Milly, trzymając ją w objęciach.
 

– Wpadliśmy w pułapkę – orzekła, wyjęła rękę z jego dłoni i 

potarła czoło. – Żałuję, że nie mogę znaleźć żadnego wyjścia.
 

Spojrzał na nią uważnie i zamarł z przerażenia. Z tą swoją 

pomysłowością zaraz wymyśli kilkanaście sposobów wykręcenia 
się od ślubu, jeśli on natychmiast temu nie zaradzi.
 

– Niech pani nawet nie próbuje myśleć o ucieczce – 

powiedział stanowczo. – Nie odbuduje pani swojej reputacji, jeśli 
nie nałożę na pani palec obrączki ślubnej. Moja opinia też będzie 
nieodwracalnie splamiona. Ludzie pomyślą, że jestem mężczyzną, 
który pokazuje plecy uwiedzionej przez siebie kobiecie. Uważa 
pani, że chciałbym, by uważano mnie za takiego człowieka?
 

– Oczywiście, że nie. Pan mnie nie uwiódł. Nie chcę, żeby 

pan musiał płacić za moją lekkomyślność, a raczej głupotę. – Jayne
zerwała się na nogi, zaczęła chodzić tam i z powrotem po 

background image

pomieszczeniu. – Musi być jakieś wyjście.
 

– Nie ma żadnego. Ogłosiliśmy zaręczyny. Mój dziadek, 

chociaż nie był entuzjastycznie nastawiony do naszego ślubu, 
zapewne rozsyła oficjalne komunikaty do gazet. Za późno, żeby to 
zatrzymać.
 

Przystanęła, a Richard wstał, podszedł do Jayne i położył jej 

dłonie na ramionach.
 

– Czy to taki straszliwy los? – zapytał łagodnym głosem. – 

Nie myśli pani, że przywyknie do roli mojej żony? Czy nie 
mogłaby pani spojrzeć na to nieco pozytywniej?
 

Nie byłoby wcale źle zostać jego żoną, pomyślała Jayne, 

gdyby tylko on nie czuł się przymuszony do ożenku. Zebrało się 
jej na płacz.
 

– Niech pani nie płacze. – Ledbury wydał z gardła dziwny 

dźwięk.
 

Z zakłopotaniem otoczył ramieniem Jayne, która zawisła na 

nim bezradnie. Była to żałosna parodia uścisku świeżo zaręczonej 
pary.
 

– Poznaliśmy się całkiem dobrze w ostatnich kilku 

tygodniach – zaczął rzeczowym tonem Ledbury. – Jestem pewny, 
że zdołamy dotrzeć się względnie dobrze, jeśli nad tym 
popracujemy.
 

„Dotrzeć się względnie dobrze”? Jakie to bolesne, że on tak 

wyobraża sobie małżeństwo, uznała przygnębiona Jayne. Trwała z 
twarzą ukrytą w jego kamizelce, ponieważ nie zniosłaby 
obojętności, jaka musiała rysować się na twarzy Richarda.
 

– Jest pani dzielną dziewczyną. – Głaskał ją uspokajająco po 

plecach. – Wiem, że całkiem niedawno przeżyła pani poważne 
rozczarowanie i że za wcześnie jest mówić o czymkolwiek poza 
przyjaźnią między nami. Czy nie byliśmy całkiem dobrą parą 
przyjaciół w ostatnim czasie? Chyba tak. Przekonaliśmy się, że 
możemy na sobie polegać. Przynajmniej ja pani ufam, Jayne. 
Wiem, że po ślubie będzie pani wierna przysiędze małżeńskiej. 
Obiecuję, że ja dochowam mojej.
 

Żadnym pocieszeniem była dla niej deklaracja, że on 

background image

dochowa przysięgi małżeńskiej. Każdy honorowy mężczyzna tak 
postępował – przestrzegał ślubów złożonych w kościele. Chciała, 
by on pokochał ją tak bardzo, że nie marzyłby nawet o spojrzeniu 
na inną kobietę.
 

– Możemy sprawić, że nasze małżeństwo okaże się udane. 

Jestem tego pewien. Jeśli powie mi pani, czego oczekuje, 
przysięgam zrobić wszystko, co w mojej mocy, żeby to pani dać. 
Czego pani oczekuje?
 

– Ja? – zdziwiła się Jayne.

 

Wcześniej nikt nie pytał jej, czego chciałaby w małżeństwie. 

Przekonywano ją tylko, że jej obowiązkiem jest wyjść dobrze za 
mąż.
 

– Kiedy dziadek wysłał mnie do miasta, abym znalazła 

odpowiedniego w jego wyobrażeniu męża, byłam tak 
zdecydowana pokrzyżować mu plany, że nawet nie zastanawiałam 
się, co mogłoby mnie skłonić do rozważenia takiego kroku. 
Wiedziałam jedno: nie chciałabym żyć w stanie otwartej wojny, 
podobnie jak moi rodzice.
 

– Słyszałem, że pani ojciec nie był najmilszym z ludzi.

 

– Dla mamy był okropny. Pogardzał nią za niezdolność do 

obdarowania go męskim potomkiem, co według niego, była mu 
winna. Po licznych poronieniach zapadła na zdrowiu. Tak daleko 
jak sięgnę pamięcią, była nieustannie chora. Nie chciała jednak 
poddać się i umrzeć i tym samym dać mu wolność, żeby ponownie
się ożenił. Jestem pewna, że trzymała ją przy życiu nienawiść do 
męża, bo zmarła zaledwie parę tygodni później.
 

– Przerażające. Sądziłem, że małżeństwo moich rodziców to 

katastrofa.
 

– Również było nieudane?

 

– Może nie aż tak bardzo jak pani, ale owszem. Ojciec był 

niepoprawnym kobieciarzem i matka dość szybko zaczęła nim 
gardzić. Potem… Bardzo kochał pierworodnego syna, więc 
niechęć matki objęła i jego. Nie wiadomo, dlaczego upodobała 
sobie mojego młodszego brata, co spowodowało, że z kolei ojciec 
go znienawidził. To nie była wojna ich dwojga, lecz całej rodziny.

background image

 

Zakonotowała, że nie powiedział nic o sobie.

 

– Które z nich kochało albo nienawidziło pana? – zapytała 

łagodnie.
 

– Żadne nie zawracało sobie mną głowy – poinformował 

rzeczowym tonem, który, jak się domyśliła, maskował wielkie 
poczucie krzywdy.
 

Pamiętała, jak się żalił, że nikt mu nie pomógł, kiedy był 

bardzo chory, i z jakim wyrazem twarzy mówił o listach do 
rodziny, które nie doczekały się odpowiedzi, chociaż on 
pozostawał zawieszony między życiem a śmiercią.
 

– Popełnili wielki błąd w stosunku do pana.

 

– Również wobec moich braci, z których uczynili pionki na 

swojej wojennej szachownicy. To już przeszłość. Jedno mogę pani 
obiecać: nie skończymy tak jak nasi rodzice. Za bardzo panią… 
lubię, żeby traktować panią z podobnym brakiem szacunku, z 
jakim mój ojciec postępował z moją matką. Bo ja przecież… – 
Urwał.
 

Czy to odpowiedni czas, żeby jej wyznać miłość? Zawahał 

się. Już raz pewien mężczyzna zapewniał ją o miłości i oszukał. 
Do diaska! Gdyby przygotował grunt pod tego rodzaju deklarację, 
byłaby szansa, że mogłaby mu uwierzyć. Ale w obecnej sytuacji… 
Nie chciał zrobić fałszywego kroku z obawy, że ona zacznie 
patrzyć na niego z podejrzeniem, zamiast – jak teraz – z pełnym 
zaufaniem. Zresztą za każdym razem, gdy zaczynał mówić o 
swoim uczuciu, fuszerował. Wydawanie rozkazów było o niebo 
łatwiejsze niż dobieranie słów miłości, zwłaszcza że nie nawykł do
wyrażania emocji. Co prawda, wcześniej postanowił, że dzisiaj 
wyzna Jayne miłość, lecz wziąwszy pod uwagę wszystko, co 
zdarzyło się od podjęcia tego postanowienia, przypuszczał, że 
osiągnąłby odwrotny skutek od zamierzonego.
 

– Bardzo panią podziwiam – dokończył.

 

Tyle na początek. Mogła mu nie uwierzyć, gdyby użył 

nieskładnych słów, a tego po sobie się spodziewał, a także 
niewłaściwie zinterpretować. Gdyby potrafił udowodnić sposobem
odnoszenia się do Jayne, okazaną jej troską, że jest dla niego 

background image

całym światem… Czyny mówią dobitniej niż słowa. Budowla, w 
której się znajdowali, była tego świadectwem. Dziadek pokazał 
żonie, że ją kocha, wznosząc pawilon, aby mogła, nie zważając na 
deszcz, obserwować postępy w budowie kanału żeglugowego w 
dolinie. Mają się pobrać, więc nie zabraknie mu czasu na 
przekonanie Jayne o szczerości uczucia. Będzie o nią dbał i jej 
dogadzał. Poczuł, że wstępuje weń nadzieja.
 

– Twierdzi pani, że nie zastanawiała się na tym, czego chcieć 

w małżeństwie. Proszę wybaczyć, jeśli uzna pani to pytanie za 
niestosowne, ale chciałbym wiedzieć, czy wyszłaby pani za 
porucznika Kendella, gdyby to było możliwe. Co było w nim 
takiego, że zamierzała pani zlekceważyć konwenanse?
 

Lady Jayne zaczerwieniła się i pochyliła głowę. Wstydziła 

się, patrząc wstecz na swoje zachowanie wobec Harry’ego. Nie 
kochała go i nie chciała zostać jego żoną, a już na pewno nie 
wtedy, gdy ją całował. Byłoby jednak upokorzeniem przyznać się 
do tego. Pewnego dnia wyjawi Richardowi prawdę. Może kilka 
miesięcy po ślubie, kiedy udowodni, że nie jest głupią dziewczyną,
nieustannie wpadającą w tarapaty. Na dzisiaj wystarczy, że 
wytłumaczy, dlaczego zaplątała się w znajomość z Harrym
 

– Powinien pan zrozumieć, jak wyglądało moje życie. W 

dzieciństwie nikt się mną nie interesował, o ile komuś nie 
przeszkadzałam. W rezultacie cieszyłam się niemal nieograniczoną
swobodą, a opiekował się mną głównie stajenny. Po śmierci 
rodziców dziadek zabrał mnie do siebie, do Darvill Park. Zdumiał 
go mój brak wychowania i przez następnych kilka lat usilnie starał 
się wybić ze mnie wszystkie moje narowy.
 

– Bił panią?

 

– Nie, ale ja czułam się sponiewierana. Pod ścisłym 

nadzorem poddano mnie bezlitosnej tresurze, pozbawiono 
towarzystwa z wyjątkiem osób, które akceptował dziadek. Po 
latach uwięzienia dziadek uznał, że udało mu się zrobić ze mnie 
dobrze wychowaną młodą damę i pozwolił na udział w niektórych 
spotkaniach towarzyskich w najbliższej okolicy. Musiał to zrobić, 
bo moje rówieśniczki z dobrych rodzin w naszym sąsiedztwie na 

background image

tych imprezach bywały. Gdybym ja nie nadawała się do pokazania,
wyglądałoby to na porażkę metod wychowawczych dziadka, a 
przecież on nie odnosił porażek. Podczas jednego z wieczorków 
tanecznych – ciągnęła Jayne – Harry zaprosił mnie do tańca bez 
uprzedniego zapytania o zgodę przyzwoitki. Mnie zapytał o zgodę!
Prezentował się wspaniale w mundurze. Poczułam się ważna, a 
gdy dziadek zabronił mi spotykać się z nim, ogarnął mnie gniew. 
Zawsze był ze mnie niezadowolony, choćbym się jak najbardziej 
starała, więc postanowiłam się zbuntować.
 

Richard wzdrygnął się. Dobrze znał to poczucie.

 

– Nie mogłam dłużej wytrzymać życia jak w więzieniu. Tych

wszystkich nakazów i zakazów. Musiałam się postawić, a 
znajomość z Harrym potraktowałam, jak okazję do 
zademonstrowania nieposłuszeństwa. Rozumie pan?
 

– Aż nadto dobrze.

 

– Byłam bardzo przejęta, gdy pojechał za mną do Londynu. 

Uznałam to za dowód oddania z jego strony. Nikomu nigdy na 
mnie nie zależało. Ani rodzicom, ani dziadkowi, który widział we 
mnie samo zło. Nie miałam przyjaciół, których sama mogłam 
wybrać. I oto zjawił się Harry, który mi mówił, że zaryzykuje 
wszystko, byle być ze mną. Straciłam głowę… – Urwała na 
dłuższą chwilę. – Dalszy ciąg pan zna. Nie wiem, dlaczego od 
początku nie zauważyłam, że jemu nie chodziło o mnie, tylko o 
pieniądze.
 

Richard przytulił Jayne. Nic dziwnego, że łatwo padła ofiarą 

perfidnego łowcy posagów. Nikt nie okazywał jej miłości. Nie była
nauczona odróżniać prawdziwych uczuć od udawanych. On był 
bliski popełnienia tego samego błędu z Milly, tyle że będąc 
oficerem, miał więcej doświadczenia w rozpoznawaniu fałszu.
 

– Moje kochane biedactwo.

 

Był teraz zadowolony, że nie przemówił do niej słowami, 

które kierowano do niej w przeszłości, żeby ją oszukać. Trzeba 
będzie pokazać Jayne, czym jest prawdziwe uczucie. Dzień po 
dniu, miesiąc po miesiącu, rok po roku będzie jej okazywał tyle 
miłości, że ona zapomni o latach lekceważenia, którego do tej pory

background image

doznawała. Nadrzędnym celem jego życia będzie dogadzanie jej, 
dbanie o to, by czuła się szczęśliwa.
 

Aż do ostatniego tchu.

 

background image

 ROZDZIAŁ PIĘTNASTY

 

Po powrocie Jayne zastała w swoim pokoju zdenerwowaną 

lady Penrose. Przyzwoitka zakomunikowała podopiecznej 
zaskakującą wiadomość.
 

– Moja droga, przyjechał twój dziadek.

 

– Jakim sposobem się dowiedział?

 

– Nie chodzi o wydarzenia ostatniej nocy. Przybył do 

Courtlands twoim śladem, ponieważ bez jego pozwolenia 
opuściłaś Londyn. Gdy tu się zjawił, był wręcz wściekły.
 

Jayne struchlała i zauważyła:

 

– A teraz jeszcze bardziej się wścieknie.

 

– Nie martw się. Wyobraź sobie, że wiadomość o twoich 

zaręczynach złagodziła jego gniew.
 

– To dlatego, że uznał lorda Ledbury za odpowiedniego 

kandydata na mojego męża – odparła Jayne, zastanawiając się, czy 
związanie się z mężczyzną zaspokajającym wymogi dziadka to 
wystarczające zadośćuczynienie za popełnione przez nią występki. 
– Czy wie… o wszystkim?
 

– Niestety, tak. Hrabia Lavenham przedstawił mu najbardziej

bulwersującą wersję wydarzeń.
 

– I jak on to przyjął?

 

– Zaraz się dowiesz. – Lady Penrose spoważniała. – Czeka 

na ciebie w gabinecie hrabiego Lavenham.
 

Wiedząc, że dziadek nie złagodnieje, gdy ona będzie kazała 

mu na siebie długo czekać, Jayne pospiesznie zrzuciła zabłocony 
strój jeździecki i włożyła suknię bardziej odpowiednią na 
spotkanie z opiekunem. Z bijącym sercem schodziła na dół. 
Obecność za plecami sprzyjającej jej lady Penrose jednak nie 
dodawała jej otuchy.
 

Pierwszą osobą, którą zobaczyła, gdy weszła do gabinetu, był

background image

Richard. Ciekawe, że zdążył tu przed nią. Bez względu na to, jak 
zdołał tego dokonać, była mu niewymownie wdzięczna. Po raz 
pierwszy w życiu miała stawić czoło zagniewanemu dziadkowi w 
obecności innych osób, nie sam na sam.
 

Odczuła przemożną chęć podbiegnięcia do Richarda, jakby 

chciała się schronić pod jego skrzydła. Wolała jednak nie okazać 
słabości. Stanęła więc wyprostowana, zwrócona w stronę fotela, w 
którym zasiadał lord Caxton. Zbliżyła się, przepisowo dygnęła, a 
następnie schyliła się, by złożyć należny pocałunek na policzku 
seniora, jakby nie musiała się obawiać reprymendy lub kary. 
Zanim dotknęła ustami jego policzka, zauważyła trzy dość 
głębokie bruzdy, jakby kot przejechał mu po policzku pazurami. 
Dziadek nadstawił jej do pocałunku drugi policzek, a kiedy się 
wyprostowała, złapał ją za rękę i zapytał:
 

– Chcesz zostać żoną tego młodego człowieka? Uważasz, że 

będziesz z nim szczęśliwa?
 

Jayne nie potrafiła ukryć zdziwienia, że dziadek nie zarzucił 

jej pretensjami.
 

– Czemu się dziwisz? Nie przyszło ci do głowy, że leży mi na

sercu twoje szczęście? Zgaduję, co myślisz – że traktowałem cię 
zbyt surowo. Nie miałem wyjścia, ponieważ byłaś małą dzikuską, 
jak u mnie zamieszkałaś. Uznałem, że moim obowiązkiem jest cię 
poskromić. Bałem się, że skończysz jak twoja ciotka. Nie 
przeżyłbym, gdybym cię utracił z powodu jakiegoś awanturnika – 
dodał łamiącym się głosem.
 

Lady Jayne po raz pierwszy widziała dziadka w takim stanie. 

Do tej pory uważała go za człowieka pozbawionego uczuć. 
Tymczasem on ukrywał głęboko zakorzenioną obawę, że ona 
skończy jak Aurora. Ucieczka ciotki i zerwanie z rodziną 
najwidoczniej zraniły go głębiej, niż można było podejrzewać. 
Jayne sądziła, że zabronił wspominać o ciotce, bo był na nią 
obrażony. Okazało się, że nie chciał o niej słyszeć, ponieważ z jej 
powodu cierpiał.
 

Nagle poczuła wspólnotę z sędziwym krewnym. 

Zachowywał się tak, jak ona by postąpiła w podobnej sytuacji. 

background image

Ludzie zarzucali jej oziębłość, ale to poza, którą publicznie 
demonstrowała i za którą skrywała uczucia. Im bardziej cierpiała, 
tym usilniej dbała o pozory obojętności. Mówiono, że pod tym 
względem przypominała swojego ojca. Teraz zrozumiała, jakie to 
było absurdalne. Przecież ojciec nie raczył się trudzić, by ukrywać 
emocje, a zwłaszcza lekceważenie, jakie jej okazywał, i nienawiść,
którą żywił dla jej matki. Duma, z którą się obnosił, sprawiała, że 
był głuchy na to, co ludzie o nim mówią. W odróżnieniu od ojca, 
duma nie pozwalała Jayne dać po sobie poznać, że cierpi. Pod tym 
względem wrodziła się raczej w matkę niż w ojca.
 

Po raz pierwszy poczuła więź z dziadkiem, ze starym, 

dumnym arystokratą, którego miała przed sobą. Zrozumiała, że są 
do siebie podobni. Pojęła także, jak musiał odebrać jej odmowę 
zajęcia się córką ciotki Aurory, która chciała wrócić na łono 
rodziny.
 

– Przepraszam – powiedziała – że nie chciałam nawiązać 

znajomości z lady Bowden. Mam nadzieję, że się nie obraziła.
 

A może poczuła się odrzucona? – zreflektowała się Jayne i 

poczuła wstyd, że postąpiła na przekór dziadkowi, nie wziąwszy 
pod uwagę, jak może to odebrać kuzynka. Powinna przynajmniej 
do niej napisać, ale była tak zacietrzewiona, że nie przyszło jej to 
do głowy.
 

Ku jej zdziwieniu, zamiast obsypać ją pretensjami, jak to 

miał w zwyczaju, lord Caxton odparł z uśmiechem:
 

– Naprawimy to, zapraszając ją na ślub. Nie masz pojęcia, 

jak się cieszę, że wyjdziesz za mężczyznę, który się tobą 
zaopiekuje i zapewni ci godne życie.
 

Jayne rzuciła krótkie, badawcze spojrzenie w oczy dziadka i 

pospieszyła z zapewnieniem:
 

– Zapewne tak będzie.

 

Czy Richard jej tego nie obiecał? Powiedział przecież, że 

zrobi wszystko, co w jego mocy, by między nich nie wkradła się 
wrogość, co wziąwszy pod uwagę okoliczności, w jakich doszło do
ich zaręczyn, wykraczało ponad to, na co zasłużyła. Zwróciła 
wzrok ku Richardowi, który z nieprzeniknioną miną wpatrywał się 

background image

w trzymany w dłoni kieliszek brandy.
 

– Ślub odbędzie się w Darvill Park. Lady Bowden z mężem 

przyjadą wcześniej, co pozwoli nam zapoznać się z nimi przed 
uroczystością ślubną – oznajmił lord Caxton, po czym wraz z lady 
Penrose przystąpił do omawiania ceremonii ślubnej.
 

W pierwszej chwili Jayne była skłonna oponować przeciwko 

przejęciu przez dziadka inicjatywy w przygotowaniach do ślubu. 
Zaraz jednak zdała sobie sprawę, że właściwie nie ma nic 
przeciwko planom, które snują on i lady Penrose w jej imieniu. 
Oczywiście, wolałaby, żeby opiekunowie przynajmniej udawali, że
są gotowi uwzględniać jej życzenia.
 

Zauważyła, że dziadek naprawdę jest zadowolony, że w jego 

posiadłości odbędzie się najgłośniejszy ślub sezonu. Z sekundy na 
sekundę wydawał się młodszy i bardziej ożywiony. Jayne uznała, 
że pozostawienie mu radości zorganizowania uroczystości będzie 
dobrym sposobem zadośćuczynienia za to, że przez tyle lat 
niewłaściwie go oceniała. Nie potrafiła zrozumieć, że on usiłował 
na swój sposób naprawić to, co zaniedbali jej rodzice.
 

Hrabia Lavenham usiłował wtrącić swoje trzy grosze w 

planowanie ceremonii. W pewnej chwili zauważył z przekąsem, że
należałoby postarać się o zgodę na przyspieszony ślub bez 
zapowiedzi.
 

– Nie odkładajcie zbytnio ceremonii – dodał – ponieważ oni 

wyprzedzili składane zwyczajowo śluby.
 

Lord Caxton spojrzał nań z dezaprobatą i odrzucił tę sugestię.

 

– Moja wnuczka nie wyjdzie za mąż w pośpiechu i w 

sekrecie, co dałoby asumpt do podejrzeń, że zrobiła coś, czego ja 
nie pochwalam. Jeśli ktoś okaże się na tyle prostacki, że będzie 
zadawał pytania na podstawie plotek krążących w pańskim domu, 
spotka się z moją ripostą. Powiem mianowicie, że młodzi są tak 
bardzo w sobie zakochani, że po prostu nie mogli dłużej czekać, a 
ja wybaczyłem im niecierpliwość właściwą ich wiekowi. Jeśli pan 
okaże się na tyle nierozsądny, że będzie obstawał przy 
stwierdzeniu, że nie jest to małżeństwo z miłości, to za pana 
sprawą błoto przyklei się do nazwisk obu naszych rodzin.

background image

 

Lady Jayne nie wierzyła własnym uszom – dziadek 

przemawiał w jej obronie!
 

Hrabia Lavenham zerwał się z fotela, purpurowy na twarzy, 

co nie zrobiło większego wrażenia na lordzie Caxton, który 
przyglądał mu się z szyderczym uśmiechem. Wszyscy obecni 
wstrzymali oddech. Starsi panowie przypominali dwa jelenie, które
za chwilę sczepią się rogami.
 

Panujące napięcie osłabiła lady Penrose, powracając do 

spraw praktycznych.
 

– Zatem ustaliliśmy. Lady Jayne wyjeżdża jutro do Darvill 

Park, gdzie w kościele parafialnym zostaną w najbliższą niedzielę 
odczytane pierwsze zapowiedzi. Trzy tygodnie wystarczą na 
zorganizowanie ślubu i wesela.
 

Lorda Ledbury ogarnął strach. Poczuł się tak samo jak pod 

Orthez, kiedy znalazł się pod końskimi kopytami. Tyle że tym 
razem nie chodziło o ból fizyczny. Uwiozą lady Jayne do hrabstwa 
Kent, gdzie ma się odbyć ślub, a przecież on planował ją 
przekonać, że małżeństwo z nim nie będzie dla niej strasznym 
losem. Dzisiaj rano naszło go poczucie, że poczynił pewien postęp 
w tym kierunku. Jayne nie zaprzeczyła, że łączy ich przyjaźń. Nie 
miała nic przeciwko temu, żeby ją obejmował, naturalnie tylko po 
to, by ją pocieszyć. Potem jednak wyrwała mu się i wyszła z 
pawilonu. Nie przejął się tym, bo uważał, że ma dość czasu, by się 
dowiedzieć, co ją przestraszyło, i rozproszyć obawy.
 

Wobec aktualnych postanowień sprawa wymyka się spod 

kontroli, a on pozostaje z niczym. Dlaczego inni nie widzą, że z 
chwilą pojawienia się lorda Caxton w Courtlands Jayne znowu 
stała się pozbawioną wyrazu lalką, potulnie godzącą się na 
wszystko, co inni w jej imieniu postanowią? Chciał zakrzyknąć: 
„Czy nie widzicie, że z wyrazem biernego przyzwolenia na twarzy 
przyjmuje pozę maskującą, co naprawdę myśli?”.
 

Postępował tak samo, gdy stawał przed dowódcą, aby 

odpowiedzieć za jakieś wykroczenia. Wszyscy żołnierze mają to 
opanowane: obojętna mina, a w duchu przekleństwa pod adresem 
nadętego durnia, który ich ruga. O czym ona rozmyśla? – 

background image

zastanawiał się. Co czuje w związku z przygotowaniami, które 
podejmują w jej imieniu? A najważniejsze, co planuje z tym 
zrobić?
 

Nie powinien ulegać jej prośbom, żeby uratować Milly od 

upadku. Nie powstałoby całe to zamieszanie, a on powoli dążyłby 
do wyznaczonego sobie celu. A co się stało z wszystkimi 
postanowieniami, które podjął w drodze powrotnej? Miał wyznać 
Jayne miłość, a następnie przystąpić do zdobywania jej serca, aż 
mu się nie podda?
 

Zamiast tego milczał bezradnie. Nikt nie zapytał Jayne, 

czego ona chce, ale on musi to wyjaśnić. Inaczej spędzi trzy 
tygodnie, zamartwiając się, że zanim dotrze do ołtarza, pełna 
pomysłowości narzeczona znajdzie się od niego daleko, naturalnie,
w błędnym przekonaniu, że to dla jego dobra.
 

Lady Jayne zdmuchnęła świeczkę i opadła na poduszki. 

Gdyby miewała migreny, na pewno głowa pękałaby jej z bólu, 
mimo że przyjazd dziadka do Courtlands zdusił w zarodku wybuch
skandalu.
 

Nie mogła się nadziwić, jak bardzo zmieniła się atmosfera 

pomiędzy śniadaniem a kolacją. Nawet lady Susan Pettiffer 
oznajmiła, choć nieco zjadliwie, że od razu zauważyła, iż lady 
Jayne i Richard nie mogą od siebie oderwać oczu. 
Prawdopodobnie przyzwoitki doradziły niedoszłym narzeczonym 
Richarda, że będzie rozsądniej pozostać na przyjacielskiej stopie z 
potomkami dwóch wpływowych rodzin, niż powiedzieć o jedno 
zdanie za dużo.
 

Jayne była chora od tego udawania i ucieszyła się, że 

nazajutrz rano opuści Courtlands. Żałowała jedynie, że oznacza to 
rozstanie z Richardem na długie trzy tygodnie. Tak bardzo się 
starał, by wszyscy uwierzyli, że jest szczęśliwym narzeczonym! 
Jednak zauważyła, że w miarę upływu dnia był coraz bardziej 
spięty. Kto wie, jak zmieni się nastawienie Richarda przez trzy 
tygodnie, w czasie których będzie miał czas zastanowić się nad 
czekającym go małżeństwem. Gdyby tylko mogła…
 

Co to? Odgłos był taki, jakby coś wielkiego i ciężkiego 

background image

wylądowało na dachu portyku. Usiadła w pościeli i zaczęła 
nasłuchiwać. Nic nie widziała, bo w pokoju przy zaciągniętych 
zasłonach okiennych było ciemno. Po chwili usłyszała szuranie, 
jakby coś przesuwało się po dachówkach. Wstała z łóżka, gdy coś 
zagrzechotało na dachu, a następnie roztrzaskało się na kamykach, 
którymi był wysypany podjazd. Domyśliła się, że spadła 
dachówka.
 

Właśnie miała odciągnąć zasłony, żeby wyjrzeć oknem, 

kiedy coś… zazgrzytało, potem kliknęło i okno się otworzyło. 
Ktoś włamywał się do pokoju! Rzuciła się w stronę łóżka, 
rozglądając się gorączkowo za jakąś bronią. Pod ręką znalazł się 
lichtarz. Chwyciła go i się odwróciła. Ujrzała obutą nogę 
mężczyzny, którą musiał właśnie przełożyć przez parapet. 
Następnie jej oczom ukazał się…
 

– Richard! Co pan wyrabia?

 

– Wchodzę do pani pokoju. Czy to nie oczywiste? – odparł 

lord Ledbury, odciągając zasłony, żeby nie przeszkadzały mu 
postawić drugiej nogi.
 

Za jego plecami srebrzyło się niebo rozświetlone księżycową

poświatą, jak wtedy, kiedy byli sami w bibliotece. Jayne się 
uspokoiła. Była w koszuli nocnej, a Richard miał na sobie mundur,
który widział lepsze czasy. A co do butów, to stanowiły 
zaprzeczenie wyglansowanych na błysk heskich oficerek, które 
nosił w Londynie. Były zdarte, pomarszczone w okolicach kostek i
musiały być bardzo wygodne, skoro ich nie wyrzucił, mimo że tak 
okropnie wyglądały.
 

Przypomniała sobie, jak chwacko prezentował się na 

maskaradzie w kostiumie korsarza. Tyle że dzisiejszej nocy nie był
w przebraniu. Był sobą, mężczyzną z krwi i kości, o którym jej 
opowiadał; żołnierzem odbywającym forsowne marsze po 
wypalonych słońcem równinach, kładącym się spać na 
przemarzniętej ziemi.
 

– Czego pan chce? – zapytała, zniżając głos.

 

Richard zbliżył się z uśmiechem na ustach.

 

– Cała moja Jayne. Prosto w sedno. Żadnych waporów i 

background image

protestów, że nie wypada.
 

– Na to już za późno.

 

Stanął tak blisko, że przez cienką koszulę Jayne czuła 

emanujące od Richarda ciepło. Czy dopiero teraz zrujnuje jej 
reputację? Lady Penrose mówiła, że gdyby mu wtedy nie 
przerwano, byłby to zrobił. W Workings sprawiał przez chwilę 
wrażenie, jakby myślał o dokończeniu tego, co wcześniej zaczęli. 
Zadrżała z podniecenia, a wtedy on wyjął zza pasa przechodzącego
przez pierś dwie róże – białą i chyba czerwoną, ale w świetle 
księżyca jej kolor był przygaszony.
 

– Wspiął się pan do mojego pokoju, żeby mi przynieść róże?

 

Romantyczny gest. Dlaczego doszedł do wniosku, że na tym 

etapie był potrzebny?- zadała sobie w duchu pytanie. Czy uznał, że
będzie jej łatwiej pogodzić się z przymusowym małżeństwem, jeśli
wykona gest zachęty? W rozmowach z nim przez cały dzień 
nieustannie bowiem wracała do tematu konieczności uwolnienia 
się od niechcianego związku. Tak, pomyślała, mógł dojść do 
wniosku, że w taki sposób ułatwi jej pokonanie obawy, którą w 
jego mniemaniu, musiała czuć. Odłożyła lichtarz i wzięła od niego 
róże.
 

– Chciałem zapewnić panią – powiedział Richard – że w 

moich oczach jest pani piękna jak róża. Myślę, że pani specjalnie 
hoduje kolce, aby ludzie nie zbliżali się zanadto do pani i nie 
próbowali zranić.
 

– Uważa pan, że jestem kolczasta?

 

– Dobrze pani wie, że potrafi taka być. To nie umniejsza 

mojego szacunku dla pani. Róża to piękny kwiat, zmysłowy.
 

Wyciągnął rękę, owinął sobie wokół palca jeden z loków 

Jayne, który wymknął się z jej warkocza.
 

– A jaki ma odurzający zapach. Lady Jayne… przyszedłem, 

żeby zapytać… – zapatrzył się na jej usta. – Wyleciało mi to 
kompletnie z głowy – zniecierpliwił się. – Teraz mogę myśleć 
tylko o tym, jak bardzo chciałbym panią pocałować.
 

– Chce mnie pan pocałować?

 

– Na Boga, tak.

background image

 

Powoli zaczął zniżać głowę ku Jayne. Dał jej szansę, żeby się

odsunęła. Najwyraźniej nie chciała tego zrobić, bo podała mu usta.
 

Pocałował ją.

 

Nie przelotnie jak wtedy, kiedy wyprawiał się w pościg za 

Milly, ani nie gorączkowo, gdy już wrócił, uporządkowawszy 
sprawy Milly. Całował ją powoli, pragnąc się rozkoszować każdą 
sekundą bliskości. Otoczył ją ramionami i przyciągnął blisko do 
siebie. Powietrze wypełnił zapach róż miażdżonych między ich 
dwoma ciałami.
 

– Nie musi pan tego robić – powiedziała Jayne, bo nadal 

męczyło ją pewne skrępowanie. – Nie chcę, żeby pan udawał coś, 
czego nie czuje.
 

– Lady Jayne, proszę mi wierzyć, skończyłem z udawaniem. 

Muszę powiedzieć…
 

– Tak?

 

– … że pani koszula nocna jest przezroczysta. Niech pani nie

stoi w świetle księżyca, bo nie będę mógł myśleć o niczym innym, 
tylko o tym, jakie piękne ma pani piersi i jak bardzo chciałbym ich 
znowu dotknąć i posmakować.
 

Jayne poczuła słabość w kolanach, bo pamięć przywołała 

wspomnienie tego, co czuła, gdy dłońmi obejmował jej piersi i 
pieścił je językiem. Róże upadły na podłogę. Drżącymi palcami 
zaczęła rozwiązywać tasiemki koszuli.
 

– Może ja nie chcę, żeby pan myślał o czymś innym – 

powiedziała.
 

Zsunęła cienki batyst z ramienia, odsłaniając wzgórek lewej 

piersi. W tym momencie opuściła ją odwaga. Uprzytomniła sobie, 
że Richard nie wydawał się zadowolony, gdy zastał ją nagą w 
swoim łóżku. Czy nie uzna jej za kobietę rozpustną, jeśli 
całkowicie odsłoni przed nim piersi? Już miała się zakryć, ale 
Richard wyciągnął rękę i ją powstrzymał. Następnie delikatnie 
zsunął koszulę z obu ramion.
 

Przez chwilę stał i wpatrywał się w Jayne zachwyconym i 

pożądliwym wzrokiem. Drżenie, które przebiegło przez jego ciało, 
dowodziło, że używa całej siły woli, żeby nie chwycić jej w 

background image

ramiona. W tej sytuacji Jayne zrobiła krok do przodu i dotknęła 
piersiami wyciągniętej dłoni Richarda; stwardniałe brodawki 
musnęły jego palce.
 

W tym momencie siła, która go hamowała, prysła. Przywarł 

ustami do jednej piersi, dłonią pieścił drugą. Wrażenie było 
niewiarygodne i nie ograniczało się do dotykanego miejsca, lecz 
rozpływało się ciepłem po całym ciele Jayne, które zastygło w 
oczekiwaniu czegoś nadzwyczajnego.
 

– Pragnę cię – powiedział.

 

– Naprawdę?

 

– Bardziej niż kogokolwiek i czegokolwiek. – Przesunął usta 

wzdłuż obojczyka i w górę szyi. – Jayne – wyszeptał jej do ucha.
 

– Tak, Richardzie, tak.

 

– Na pewno?

 

– Mhm…

 

Chciała zarzucić mu ramiona na szyję, żeby mu pokazać, że 

pragnie uczestniczyć w tym, co ma się wydarzyć, ale koszula 
ześlizgnęła się jej do łokci, i uwięziła je u boków. Nagle uznała, że 
będzie szczęśliwsza, jeśli pozostawi inicjatywę Richardowi. 
Cokolwiek nastąpi, będzie się odbywało tak, jak on tego chce. 
Wolała, by nie istniał choć cień wątpliwości, kto uwiódł kogo. Nie 
dzisiejszej nocy.
 

Richard rozwiązał pozostałe tasiemki koszuli i zsunął ją 

wzdłuż bioder Jayne na podłogę, po czym uniósł ukochaną i 
delikatnie złożył na łóżku. Tylko chwilę patrzył na nią, po czym się
położył i zaczął oddawać ciału Jayne hołd dłońmi, ustami, 
językiem, jak gdyby była godną największej czci boginią. Rozplótł
jej warkocze, przesiewał włosy przez palce, a potem rozkładał je 
na poduszce. Głaskał ją, urzeczony krągłością bioder i wcięciem 
talii. A gdy zauważył siniaka lub zadrapanie, składał w tym 
miejscu wyjątkowo delikatny pocałunek.
 

W końcu ograniczył uwagę do tych części ciała, które 

najbardziej domagały się zainteresowania. Wkrótce wrażenia, jakie
przywołał, były tak silne, że Jayne nie była w stanie myśleć. Mogła
tylko czuć. A to, co odczuwała, było cudowne. Mężczyźni mówili 

background image

jej, że jest piękna, ale ona nie brała ich słów poważnie. Richard 
potrafił sprawić, że naprawdę stała się piękna.
 

I chociaż było wspaniale, ciągle odczuwała niedostatek 

wrażeń. Ona także chciała go dotykać i całować.
 

– Richardzie, pocałuj mnie – poprosiła i wyciągała ku niemu 

ramiona.
 

Spełniając jej prośbę, przewrócił ją na bok, żeby znaleźli się 

twarzami ku sobie. Całowali się długo, niemal do omdlenia. 
Wyczuloną na dotyk skórą Jayne odczuwała zupełnie 
nieprawdopodobne wrażenia w zetknięciu z szorstkim materiałem 
wysłużonego munduru Richarda, który wciąż się nie rozbierał. W 
pewnym momencie ułożył ją z powrotem na plecach i uniósł się, 
żeby ściągnąć żakiet. Zaraz jednak opadł ku niej i całował ją z 
jeszcze większym zapałem niż przedtem. Nie mając żadnego 
doświadczenia, Jayne wyczuwała jednak, że jego namiętność 
osiąga szczyty, na których Richard przestaje kontrolować 
zachowanie. Wreszcie rozpiął spodnie i rozsunął jej nogi. Nagle 
zamarł w bezruchu.
 

– Nie powinienem tego robić. Jayne, czy mi wybaczysz?

 

Kiedy się znad niej podnosił, zarzuciła mu ramiona na szyję i

wykrzyknęła:
 

– Nigdy ci nie wybaczę, jeśli przestaniesz! Przysięgam!

 

– To błąd – upierał się, aczkolwiek zauważyła z 

zadowoleniem, że nie wyrywał się jej za mocno. – Nie po to tu 
przyszedłem. – Drżał na całym ciele. – Nie powinienem cię 
przymuszać.
 

– Myślisz, że mnie przymuszasz?

 

– Tak. – Opadł na nią i ukrył twarz w zagłębieniu jej szyi. – 

Tak bardzo cię pragnę… za bardzo.
 

Jayne czuła gorący oddech Richarda i ciężar jego ciała. 

Trudno jej było skoncentrować się na jego słowach, odbierała 
tylko wrażenia zmysłowe.
 

– Przestań mówić i weź mnie – poprosiła, wzdychając i 

unosząc biodra.
 

– Teraz myślisz, że tego chcesz, bo dajesz się ponieść 

background image

zmysłom, ale rano, gdy sobie przypomnisz…
 

– Będę szczęśliwa, że nareszcie jestem twoja. Wracając do 

Darvill Park, będę napawała się świadomością, że zauważyłeś we 
mnie coś, co nakazało ci wspiąć się do mojego pokoju i wreszcie 
zachować się haniebnie.
 

Otworzyła się przed nim i w końcu poczuła go tam, gdzie 

tego pragnęła.
 

– Nie mogę dłużej z tobą walczyć.

 

– Richardzie, teraz! – Z tymi słowami przyciągnęła go do 

siebie.
 

Oboje oszaleli. On napierał, ona go zachęcała. Lgnęła do 

niego, a on ją do siebie przyciskał. Ssał skórę jej szyi, w 
odpowiedzi gryzła go w ramię. Krzyczała ze szczęścia, on z twarzą
zatopioną w jej włosach jęczał przeciągle. Już po wszystkim 
Richard powiedział:
 

– Jesteś moja. Musisz za mnie wyjść.

 

– A ty ożenić się ze mną. Jako dżentelmen, nie możesz 

porzucić uwiedzionej kobiety.
 

– Prawdziwy dżentelmen nie zdobyłby się na to, co ja 

zrobiłem.
 

– Nie sądzę, że miałabym pożytek z prawdziwego 

dżentelmena. Nie mogę uwierzyć, że wspiąłeś się do mojego 
pokoju i kochałeś się ze mną, nie ściągnąwszy nawet butów. – 
Jayne zachichotała.
 

– Przyszedłem w mundurze, ponieważ w głębi duszy wciąż 

jestem żołnierzem, nie lordem. Nie chciałem okradać cię z 
niewinności. Myślałem, że uda mi się namówić cię na piknik przy 
księżycu w Workings. Dlatego przygotowałem hak, który 
zaczepiłem na dachu, i sznurową drabinkę, po której mogłabyś 
zejść, nie kalecząc sobie kolan jak ostatnim razem. Chciałem ci 
pokazać, że gdybyś miała ochotę na przygodę, będę przy tobie i 
umożliwię ci doznanie większych wrażeń niż te, których 
zaznawałabyś beze mnie. Nie zdołałem ci się oprzeć, widząc cię 
skąpaną w świetle księżyca. – Nadal trzymał ukochaną w 
ramionach, spragniony bliskości. – Nie – ciągnął – to stało się 

background image

wcześniej, gdy zauważyłem, jak z obawy przygryzasz wargę. – 
Pogłaskał kciukiem jej usta. – Na widok twoich ust zapominam, 
jak się nazywam. Wiem, to żadne wytłumaczenie. Powinienem 
trzymać się swojego planu na dzisiejszą noc, ostatnią wspólną 
przed rozstaniem na wiele tygodni. Powinienem odsłonić ci swoją 
duszę. – Zamknął oczy, jakby wstydził się napotkać spojrzenie 
Jayne. – Byłem żołnierzem, a żołnierze dostają w kość. Kochałem 
się z tobą w ubraniu, chcąc oszczędzić ci widoku moich blizn. 
Jesteś tak zachwycająco piękna, istne zjawisko. – Otworzył oczy i 
wsunął palce w jej splątanie włosy. – Za piękna, żeby wiązać się z 
takim wrakiem mężczyzny jak ja.
 

– Och, Richardzie, twój wygląd nie ma nic wspólnego z tym, 

co do ciebie czuję.
 

– Nie jesteś próżna i płytka, jak większość przedstawicielek 

twojej płci, ale i tak chyba nie jestem takim mężczyzną, jakiego 
chciałabyś za męża.
 

Patrzył na nią z taką szczerą powagą, że nie miała serca 

oponować. Wszystko, co mówił, wypływało z najgłębszego 
przekonania, i Jayne wiedziała, że powinna pozwolić mu mówić.
 

– Jayne, kocham cię tak bardzo, że nigdy nie będę dążył do 

uzyskania nad tobą przewagi. Dlatego wspiąłem się do ciebie 
dzisiejszej nocy. Chciałem przekonać cię, że jesteśmy dla siebie 
stworzeni. Powiedzieć, że ubóstwiam cię za to, że jesteś taka, jaka 
jesteś. Udowodnić ci, że nie będę cię poskramiał jak twój dziadek. 
Ale to tylko połowa prawdy. Aby ją dopełnić, muszę się przyznać, 
że miałem ochotę wspiąć się do twojej sypialni już pierwszej nocy,
kiedy się poznaliśmy.
 

– Już wtedy mnie pragnąłeś? – zdziwiła się Jayne.

 

– Tak, chociaż byłem przekonany, że jesteś zakochana w 

Harrym. Zacząłem nawet przemyśliwać sposoby usunięcia go z 
twojej drogi. Byłem w desperacji. Powstrzymywała mnie tylko 
świadomość, że nigdy byś mi tego nie wybaczyła.
 

– Och, wielka szkoda, że wówczas tego nie powiedziałeś, 

Richardzie. Nigdy nie byłam zakochana w Harrym. Próbowałam ci
wytłumaczyć, że utrzymywanie z nim znajomości było przejawem 

background image

buntu przeciwko tyranii dziadka. Sama tego dobrze nie 
rozumiałam, dopóki nie zaczął mnie obcałowywać i ja się go 
brzydziłam. Od tamtej pory myślałam tylko o tym, jak się od niego
uwolnić. Uważasz, że jestem zła? – zapytała.
 

– Wręcz przeciwnie. Powiedziałaś mi kiedyś, że jego 

wyznanie miłości dało mu nad tobą władzę. Jesteś tak dobrą osobą,
że dla mnie jest całkowicie zrozumiałe, jak trudno było ci zerwać z
nim w taki sposób, żeby go nie zranić. Nawet jeśli okazało się, że 
jego wyznanie miłości było kłamstwem. Jayne, naprawdę cię 
kocham.
 

Trudno jej było w to uwierzyć.

 

– Milly uciekła nie dalej jak wczoraj.

 

– Nigdy nie kochałem Milly.

 

– Nie?

 

– Nie. Podziwiałem ją za odwagę i pomysłowość. 

Zamierzałem jej pomóc, gdy nasze drogi się rozejdą.
 

– Ale ona…

 

– Przykro mi, że wprowadziła cię w błąd. Nie miałem 

pojęcia, że uważasz, iż ją kocham, dopóki mi tego wczoraj nie 
powiedziałaś w Workings. Kilka razy próbowałem wyjaśnić ci, jak 
jest naprawdę, jednak zawsze coś stawało temu na przeszkodzie.
 

– W ogóle nie kochałeś Milly?

 

– Ani trochę.

 

– A ja cały czas starałam się robisz wszystko, co w mojej 

mocy, żebyście byli ze sobą szczęśliwi. Uznałam, że jeśli nie mogę
mieć twojej miłości, to przynajmniej doprowadzę do tego, że 
ożenisz się z ukochaną kobietą, a nie wyimaginowanym ideałem 
przyszłej hrabiny, jak planowałeś.
 

– Właśnie żenię się z ukochaną kobietą. Zaraz, zaraz, co 

powiedziałaś?
 

– Kocham cię, Richardzie. Bardzo cierpiałam, bo założyłam, 

że ty mnie nie pokochasz.
 

– Potrafię zrozumieć, dlaczego czułaś się niegodna miłości. 

To wina twojego nieszczęśliwego dzieciństwa, na co potem 
nałożyło się oszustwo Harry’ego.

background image

 

– Nikt nie rozumie mnie lepiej niż ty, Richardzie, a mimo to 

mnie lubisz.
 

– Lubię to mało powiedziane. Kocham cię, Jayne. 

Najważniejsze, że mamy całe życie przed sobą, żeby jeszcze lepiej 
się poznać.
 

– Może mi wyjaśnisz, dlaczego myślałeś, że zechcę znowu 

wyjść przez okno, skoro miałam w pokoju wszystko, czego 
potrzebuję?
 

– To proste, nie wiedziałem wtedy, że mnie kochasz.

 

– To wina twojego nieszczęśliwego dzieciństwa – odgadła i 

uściskała go.
 

– Nie mogłem pozwolić, żebyś wyjechała, nie usłyszawszy 

ode mnie, jak bardzo chcę zostać twoim mężem. Piknik w świetle 
księżyca miał dać mi szansę wyznania ci miłości, zanim cię 
wywiozą. Piknik wciąż tam czeka, a osiodłane konie stoją w 
gotowości.
 

– Richardzie – pogłaskała czule pokrytą bliznami twarz 

ukochanego – nie chcę już nigdy wychodzić oknami.
 

– Nie?

 

– Nie. Wszystko, czego potrzebuję, jest tutaj. Z wyjątkiem…

 

– Z wyjątkiem czego? Tylko powiedz…

 

– Jeśli mam dostać to, na czym mi zależy, musiałbyś przestać

mówić, majorze. – Z kuszącym uśmiechem ułożyła się na 
poduszkach. – I zdejmij wreszcie koszulę.
 
E.H.

background image

 

background image

 
 

background image

 


Document Outline