background image

Ann Major 

Dwa różne światy 

 

Tłumaczyła Agnieszka Kotyńska 

  

background image

Rozdział pierwszy 

 

Wzniesiona  w  górę  siekiera  i  stos  porąbanego  drewna  świadczyły  o  złym 

humorze  Jima  Keitha  Jonesa.  Za  sześć  dni szczwana Kate Karlington zagarnie 

kolejne nieruchomości, niewiele dla niej znaczące, a stanowiące jego własność. To 

był kres marzeń. Przecież budował swoje małe imperium od początku, od podstaw, 

działkę  po  działce,  dom  po  domu.  Wykonywał  wszelkie  prace.  W  nadchodzący 

piątek  Kate  Karlington  z  miłym  uśmiechem  na  twarzy  pozbawi  go  wszystkiego, 

skazując  na  powolną  śmierć.  Lecz  on  nie  umrze.  Znajdzie  się  ponownie  w 

rynsztoku, z którego wyszedł. Będzie żył z gorzką świadomością kolejnej porażki. 

Wspomnienie 

o  Kate  Karlington  pogłębiło  jego  niewesoły  nastrój.  Parny, 

majowy poranek w Houston przypominał mu dzień, kiedy trzy lata temu pochował 
Mary. 

Brudna koszulka Jima była zlana potem. 
Kędzierzawe,  czarne  włosy  przylepiły  się  do  czoła.  Ciemne  oczy  były 

przekrw

ione  z  powodu  wczorajszego  pijaństwa.  Poszarpane,  wilgotne  dżinsy 

przywierały  ściśle  do  umięśnionych  ud.  Jim  uniósł  powoli  siekierę  i  wbił  ją  z 

wściekłością  w  zbutwiały  pień.  Wykrzywił  usta,  słysząc  zgrzyt  ostrza.  Ból 

rozsadzał  mu  czaszkę.  Nic  dziwnego,  przecież  miał  kaca.  Wczoraj  obchodził 

trzecią rocznicę pogrzebu Mary. Kiedy nocą wrócił do domu, oglądał pamiątkowe 

kasety wideo, wspominając żonę i pijąc aż do utraty świadomości. Kolejny raz w 

ten  sposób  „świętował”  ich  dzień  ślubu  nagrany  na  kasecie,  a  także  jej  dzień 
urodzin. 

Tego  ranka  obudził  się  przed  włączonym  telewizorem,  powlókł  się  do 

lodówki i wypił piwo. Potem zaparzył kawę i usmażył jajecznicę. Wziął prysznic i 

pojechał do domu swojej siostry Maggie. Zabrał stamtąd syna, mimo jego usilnych 

próśb, aby pozwolił mu zostać. Bobby Lee miał już dziewięć lat, ale wolał spać lub 

oglądać bajki, niż jechać z ojcem do pracy. Lecz Jim postawił na swoim. 

Teraz  ojciec  i  syn  robili  porządek  w  najgorszej  posiadłości  usytuowanej 

niedaleko Eastex Freeway, w okolic

y zamieszkałej przez biedotę. Właściwie tylko 

Jim pracował. Bobby nie kwapił się z pomocą. Jednak nawet fizyczny wysiłek nie 

zagłuszał  bolesnych  wspomnień.  Jim  przypomniał  sobie  ostatnie  chwile  Mary, 

kiedy prosiła go, aby się nie poddawał. Nie potrafił sprostać tej prośbie, chociaż 

naprawdę się starał. 

background image

Jim podniósł siekierę i ponownie uderzył w pień. Wióry poleciały na ziemię. 

Znowu  powróciły  wspomnienia  z  ostatnich  trzech  lat.  Poczucie  straszliwej 

samotności,  panowanie  na  siłę  nad  swoimi  emocjami.  I  to,  jak  cały  czas  chciał 

sprostać  roli  ojca  i  człowieka  prowadzącego  firmę.  Ostatnie  miesiące  przed 

śmiercią  Mary  przeżył  jak  w  jakimś  koszmarnym  śnie.  Tak  bardzo  pragnął  ją 

ocalić. Nie dbał o siebie ani o syna. Pożyczył pieniądze i zabrał Mary do Niemiec, 

mając  nadzieję,  że  właśnie  tam  znajdą  cudowne  lekarstwo  na  jej  chorobę.  Nie 

myślał  wówczas  o  tym,  że  jego  ubezpieczenie  nie  pokryje  kosztów  leczenia. 

Dlatego teraz był tak zadłużony. Pomimo oszczędnego trybu życia i ciężkiej pracy, 

w  nadchodzący  piątek  straci  wszystko,  nawet  dach  nad  głową.  Jego  dorobek 
przejdzie w posiadanie Karlingtonów. 

Krach  gospodarczy  wszystkim  dał  się  we  znaki.  Wartość  akcji  spadała. 

Szanse  na  znalezienie  pracy  malały.  A  rachunki  i  podatki  rosły.  Ceny 

nieruchomości  w  Houston  dramatycznie  spadały.  Wiele  budynków  zostało 

zburzonych,  a  ziemia  sprzedana  za  bezcen.  Dookoła  była  pustka.  W  ostatnich 

dniach sytuacja zmieniała się na lepsze, ale dla niego było już za późno. Kryzys 

ekonomiczny dotknął każdego, ale Jima dotknął szczególnie boleśnie. Był wrakiem 

człowieka, przybitym śmiercią ukochanej żony. Wszystko będzie musiał sprzedać 

po  upokarzająco  niskiej  cenie.  Nic  nie  mogło  go  uchronić  od  Kate  Karlington, 

nawet cud. Zresztą stracił wiarę w cuda, kiedy Mary umarła. 

Swoistą terapią była dla Jima praca fizyczna. Ostrze siekiery po raz ostatni 

wbiło  się  w  pień.  Drzewo  runęło  na  zarośnięty  trawnik.  Odłożył  narzędzie  na 

zachwaszczony  kwietnik.  Zastanowił  się,  gdzie  jest  syn.  Zmarszczył  brwi,  kiedy 

zobaczył pusty pojemnik na śmieci i otwarte drzwi do mieszkania. Przecież dwie 

godziny temu kazał mu wynieść wszystko z domu. Nawet Bobby'emu ta praca nie 

powinna zabrać więcej czasu niż pół godziny. Tymczasem syna nie było w pobliżu. 

Wiedział, że Bobby jest zafascynowany samochodami, więc skierował się w stronę 

parkingu. Pomyślał o lenistwie chłopca. Bobby wdał się w rodzinę Mary. Wszyscy 

oni byli wygodni, leniwi, lekko podchodzili do życia. Kiedy uznawali, że mogą nie 

dać sobie rady, po prostu zawierali odpowiednie związki małżeńskie. 

Tylko Mary stanowiła wyjątek. Szła przez życie z uśmiechem. Jego słodka, 

śliczna żona. Kochała go od dzieciństwa, a już w szkole średniej polowała na niego 

uporczywie,  co  stanowiło  przedmiot  kpin  kolegów.  Pamiętał,  jak  czasami 

wyłaniała  się  nagle  zza  jego  ramienia,  witając  go  radośnie.  Udawała  zaskoczoną 

jego widokiem. Jednak zdradzały ją rumieńce i urywany oddech. Jej złote włosy 

falowały  na  ramionach.  Uśmiechała  się  niewinnie,  a  zarazem  prowokująco. 

Wiedziała, jak na niego zastawić pułapkę. A potem to on musiał ją zdobywać. 

background image

Pr

zypomniał sobie pewną noc, kiedy się pieścili. Pragnął jej tak bardzo, że 

nie mógł już dłużej czekać. Powiedziała wtedy: 

– 

Jimmy, nie możesz mnie mieć przed ślubem. 

– Czy to propozycja, kochanie? 

– 

Ależ oczywiście – zachichotała. 

I  wtedy  Jim  uruchomił  samochód  i  rozpoczęła  się  szaleńcza  jazda  do 

Meksyku.  Na  granicy  pojazd  się  zepsuł.  Musieli  przejść  przez  most,  a  potem 

poszukać  urzędnika  stanu  cywilnego.  Nie  mieli  nawet  osiemnastu  lat.  Następnie 
sprzedali samochód za bezcen i wrócili autostopem do Houston. Pierwszy czynsz 

zapłacili za pieniądze uzyskane ze sprzedaży samochodu. Jim rzucił szkołę i zaczął 

ciężko pracować. Mary to doceniała, a on wybaczał jej wszelkie niedociągnięcia. 

Kochał ją. Boże, jak bardzo ją kochał! Przeżywali razem i piękne, i trudne chwile. 

Było cudownie, aż do czasu, kiedy zachorowała. I przegrali z jej chorobą. 

Postanowił, że nigdy więcej się nie zakocha. Śmierć Mary spowodowała, że 

uświadomił sobie, z całą ostrością, gorzką cenę miłości. 

Jim zachmurzył się, kiedy zobaczył, że parking jest pusty. Gdzie, do licha, 

może być Bobby Lee? Obrócił się i zauważył błyszczące światła zielonego jaguara, 

padające  na  sosny.  Zamarł,  gdy  dostrzegł  kobietę  za  kierownicą.  Była  to  Kate 

Karlington. Znał ją ze zdjęć w gazetach. Kate nie wiedziała, jak on wygląda. Skulił 

się  przy  ścianie,  podczas  gdy  ona  spokojnie  parkowała  samochód  pod  topolą. 

Pewna  siebie,  jak  zwykle  świadoma  sukcesu.  Jim  zastanawiał  się,  czy  naprawdę 

jest tak sprytna, jeśli ryzykuje jazdę ekskluzywnym samochodem do tej dzielnicy, 
w które

j roi się od złodziejaszków. Ona także musiała się denerwować. Jim miał ją 

w garści. Starała się zwędzić jego projekty i niepokoiła jego menedżerów. Gdyby 

wezwał policję, wsadziliby ją do więzienia. 

Wyniośle  wyglądająca  Kate  wysiadła  z  samochodu.  W  ręku  trzymała 

aktówkę. 

Ironiczny uśmiech Jima pogłębił się. Ze złością obrzucił ją spojrzeniem. Był 

zły,  że  jest  taka  piękna.  Serce  zaczęło  mu  żywiej  bić.  Atmosfera  tego  dusznego 

dnia stawała się nie do wytrzymania. Odczuwał straszliwe pragnienie i nienawidził 
Kate coraz bardziej. 

Jego myśli powróciły do Mary. Była subtelna, piękna, miała charyzmatyczną 

osobowość.  I  ta  jej  kusząca  figura:  bujne  piersi,  wąska  talia,  kształtne  biodra  i 

długie  nogi.  Tryskała  energią.  W  sypialni  zachowywała  się  jak  wulkan.  Jim 

background image

zastano

wił się, dlaczego w tym momencie pomyślał o sypialni. 

Kate ubrana była w zieloną jedwabną bluzkę i spodnie tego samego koloru. 

Staranny makijaż podkreślał jej oczy i sprawiał, że wargi wydawały się pełniejsze. 

Nie mógł oderwać od niej wzroku, aż znikła za budynkiem. Ta wredna żmija była 

jego  wrogiem.  Jednak  nie  zadzwoni  na  policję.  Nie  pozbawi  się  przyjemności 
widywania tej kobiety. 

Jim, nie znalazłszy syna, powrócił do przerwanej pracy. 

background image

Rozdział drugi 

 

Kate Karlington odziedziczyła po ojcu głowę do interesów. Była opanowana, 

zawsze  kontrolowała  swoje reakcje.  Kręcone  rude  włosy  nosiła  związane  w kok. 

Ubierała  się  z  nienaganną  elegancją.  W  teczce  miała  pedantycznie  ułożone 

dokumenty.  Dokładnie  planowała  każdy  dzień.  Gdy  była  dzieckiem,  jej  surowy 

ojciec  i  nauczyciele  karali  ją  bardzo  za  wszelkie  niedociągnięcia.  Teraz  to 

zaowocowało. 

Kiedy  zatrzymała  się  na  pełnym  wybojów  parkingu  Jonesa,  zdenerwowała 

się.  Obejrzała  zdewastowane  budynki.  Nędza,  którą  ujrzała,  przeraziła  ją. 

Zobaczyła  przekrzywione  rynny,  farbę  odpadającą  ze  ścian  domów,  dziury  w 

asfalcie.  Właściwie  współczuła  ludziom  takim  jak  Jim.  Przecież  on  stracił 

wszystko.  Zastanowiła  się  chwilę,  czy  Jones  uświadamia  sobie  bezmiar  własnej 

głupoty. To zaniedbanie obniżało przecież jego dochody. To ono powodowało, że 

wielu mieszkańców po prostu odchodziło. Na pewno głupcy, tacy jak on, nie czują 

się winni. Dlatego pewnie Jones postrzegał ją jako osobę bezduszną. A ona wcale 

nie była pewna, czy tym razem dobrze zainwestuje swoje pieniądze. Ale szkoda jej 

było ludzi, którzy musieli mieszkać w tych warunkach. 

Dość  często  rozmyślała  o  sobie  i  swoim  życiu.  Teraz  też  przez  chwilę 

zastanawiała się nad sobą i swoim losem. Zawsze chciała, aby postrzegano ją jako 

osobę  chłodną  i  opanowaną.  Sprytnie  i  z  wdziękiem  odgrywała  rolę  kobiety 

sukcesu. Pragnęła, żeby wszyscy myśleli, że jest podobna do swojego stanowczego 

ojca.  Wiedziała,  że  jest  znana  z  cotygodniowej  kolumny  towarzyskiej 

zamieszczanej w lokalnej gazecie. Swoje prawdziwe uczucia skrywała pod maską 
opa

nowania. A instynktownie tęskniła za odrobiną czułości i miłości.  

Kiedy dorastała, ojciec nie pozwalał jej nawet na posiadanie przyjaciół. Nie 

wytrzymywała  chłodu  panującego  w  domu,  dlatego  uciekła  do  ciotki.  Ojciec 

odmówił  przyjęcia  jej  z  powrotem.  Wysłał  ją  do  szkoły  oddalonej  od  domu. 

Rzadko  przyjeżdżała  do  rodzinnego  gniazda  na  wakacje.  Wzrastała  w  całkowitej 

izolacji. Czuła się wyobcowana i odrzucona. Nie cieszyły ją sukcesy w szkole.  

Potem  zakochała  się  w  mężczyźnie,  który  tylko  udawał,  że  ją  kocha.  Ich 

związek  nie  trwał  długo.  Ojciec  bezwzględnie  zdemaskował  wszystkie  wady 

Edwina. Jak się później okazało, Edwin ożenił się z Kate dla pieniędzy. Przez cały 

czas miał inne kobiety, w końcu ją opuścił. Odkryła wtedy, że jest w odmiennym 

stanie. Spotkała się z mężem i powiedziała mu o tym, ale jego to nie interesowało. 

Podczas pierwszych miesięcy ciąży była szczęśliwa. Wyobrażała sobie, że wreszcie 

background image

będzie miała kogoś dla siebie, że będzie kochana. A potem niestety poroniła. To 

był kres jej marzeń. Potrzebowała dużo czasu, aby zacząć żyć normalnie. Jednak 

rany ciągle się nie goiły. Doświadczenia z tamtego okresu sprawiły, że wystrzegała 

się  mężczyzn.  Mimo  że  im  nie  ufała,  skrycie  pragnęła  mieć  dziecko.  Niedługo 

miała  skończyć  trzydzieści  lat!  Nie  mogła  przejść  obojętnie  obok  sklepów  z 

artykułami  dziecięcymi.  Przypominała  sobie  wtedy,  z  jaką  radością  czekała  na 

narodziny swojego maleństwa, jak kupowała mu wyprawkę. Pomyślała z rozpaczą, 

że jeśli nie urodzi dziecka, to będzie skazana na życie w samotności. 

Nagl

e  dostrzegła  małego,  niechlujnie  ubranego  chłopca,  leżącego  pod 

krzakiem, obok jej samochodu. Przestraszyła się, czy go nie potrąciła. Pochyliła się 

nad  nim,  a  wtedy  usłyszała  kilka  ordynarnych  słów.  Była  zszokowana  jego 

słownictwem, ale ucieszyła się, że malec nie jest ranny. 

– 

Cześć – powiedziała łagodnie. 

Popatrzył  na  nią  z  przerażeniem,  gramoląc  się  spod  krzaków.  Zamierzał 

uciec,  ale  chwyciła  go  stanowczo  za  kołnierz.  Pomimo  brudu  i  niechlujnego 

ubrania, widać było, że chłopiec jest bardzo urodziwy. Miał ciemne, kręcone włosy 

i czarne, błyszczące oczy. 

– 

Nie chciałam cię przestraszyć – dodała spokojnie. 

– 

Nie przestraszyłem się. Nie jestem babą – odpowiedział. 

– 

Oczywiście, że nie jesteś. Powiedz mi, co tutaj robisz? 

Chłopiec spoglądał gdzieś w dal. 

– Czytam – 

odburknął. 

– 

Tutaj? To chyba musi być jakaś dobra książka. Czy mogę ją zobaczyć? 

– Nie! 

Kate uniosła brwi i ze zdziwieniem spojrzała na malca. 

– 

To  nie  jest  to,  czym  mogłabyś  się  zainteresować  –  powiedział 

uprzejmiejszym tonem. 

– Dopiero teraz zauwa

żyła leżący na ziemi kolorowy magazyn. Schyliła się, 

chcąc  go  podnieść.  Mały  usiłował  ją  uprzedzić,  lecz  wiatr  porwał  pisemko. 

Chłopiec krzyknął, starając się je pochwycić, była jednak szybsza. 

– 

Mój  Boże  –  szepnęła,  kiedy  na  okładce  czasopisma  zobaczyła  nagą 

background image

kobietę. 

Mały  nicpoń  uciekłby  niechybnie,  gdyby  nie  przytrzymała  go  za  kołnierz. 

Przez krótką chwilę oboje spoglądali na to pisemko. Kate opamiętała się szybko i 

zabrała je sprzed oczu dziecka. To wyuzdane zdjęcie ją przeraziło. Nic dziwnego, 

że  chłopcy  oglądający  takie  czasopisma  wyrastają  potem  na  mężczyzn 

postrzegających kobiety wyłącznie jako obiekty seksualne. Bogaci faceci sądzą, że 

wszystko  można  kupić.  Zresztą,  nie  tylko  bogaci.  Przypomniała  sobie  Edwina, 

używającego bezkarnie pieniędzy Karlingtonów, by zdób kolejną kobietę. 

– 

Skąd to wziąłeś, chłopcze? 

– 

Znalazłem. 

– Gdzie? 

– Nigdzie. 

– Nieprawda! – 

potrząsnęła nim delikatni 

– Gdzie? 

– 

Pod łóżkiem. Robiłem porządki w mieszkaniu. Ojciec kazał mi wyrzucić 

śmieci… 

– Gdzie jest twoja matka? 

– 

Nie żyje. 

Odpowiedź chłopca przypomniała jej własne smutne dzieciństwo bez matki. 

– 

Umarła, kiedy miałem sześć lat. – Mały pochylił głowę. 

Kate była w tym samym wieku, gdy straci matkę. Gdyby ten śliczny chłopiec 

był jej synem, nigdy nie pozwoliłaby mu sprzątać zabałaganionego mieszkania. 

– Gdzie jest twój ojciec? 

– Tam – 

wskazał ręką. – Sprząta na podwórku. 

Kate  skrzywiła  się.  Czyżby  jego  ojciec  był  robotnikiem?  Zdziwiła  się.  To 

oznaczało, że Jones, niemal bankrut, zatrudniał pracownika. 

– 

Ale nie mów mu, że mnie tu znalazłaś – usłyszała żałosny głos chłopca. – 

Tata nie czuje się dobrze i będzie zły, jak się dowie, że zaniedbałem się w pracy. 

Kate spojrzała na małego ze współczucie rozumiejąc jego lęk przed ojcem. 

background image

– 

Czy twój tatuś jest chory? 

– Ma kaca. 

Oczy Kat

e zwęziły się. Natychmiast wyobraziła sobie, że ten słodki aniołek 

jest wychowywany przez brutalnego alkoholika, zaniedbującego go okropnie. 

– 

Nie pozwolę mu cię skrzywdzić – powiedziała stanowczo i poprowadziła 

dziecko na podwórze. 

Zobaczyła mężczyznę, stos porąbanego drewna, taczki i stertę ściętej trawy. 

Podeszła  do  nieznajomego.  Zignorował  jej  obecność  i  nadal  pielił  klomb. 

Pomyślała,  że  może  oceniła  go  zbyt  pochopnie.  Szanowała  ludzi  pracowitych  i 

energicznych.  A  on  wyglądał  właśnie  na  takiego  człowieka.  Teraz  miała  okazję 

przyjrzeć mu się dokładnie. Strugi potu spływały po szyi i ramionach mężczyzny. 

Odruchowo  oblizała  wargi.  Poczuła  dziwny  ucisk  w  żołądku,  gdy  obserwowała 

jego  muskularne,  opalone  ciało.  Próbowała  opanować  swoje  emocje.  Przecież 
niejed

nokrotnie obiecywała sobie, że już nigdy więcej nie zaangażuje się w żaden 

związek i dlatego nie powinien się jej podobać żaden mężczyzna. Przełknęła ślinę i 

chwyciła głęboki oddech. 

– 

Dzień dobry – powiedziała z pozoru obojętnie, choć wewnątrz wszystko w 

niej drżało. Nie chciała znaleźć się pod jego urokiem. 

Mężczyzn  dzieliła  na  dwie  kategorie.  Zamożni  faceci  z  jej  środowiska 

przypominali Kate egoistycznego ojca. Gdy chcieli pozbyć się dziecka, płacili za 

opiekę nad nim. Kiedy pragnęli kobiety, wiedzieli, jaka jest jej cena. Nie potrafili 

angażować się emocjonalnie. Z kolei ci biedniejsi mężczyźni szanowali pieniądze, 

ponieważ uważali, że mają one magiczną moc. Sferę uczuciową także pozostawiali 

na  boku.  Do  tej  kategorii  należał  jej  były  mąż,  Edwin.  Udawał,  że  ją  kocha,  w 

rzeczywistości pragnął jedynie posługiwać się jej pieniędzmi. 

– 

Dzień dobry – powtórzyła Kate, spoglądając na nieznajomego. 

Jim znieruchomiał, jej głos go poraził. 
A  ona  ciągle  nie  mogła  oderwać  wzroku  od  jego  napiętych  mięśni.  Nagle 

poczuła  się  dziwnie  podekscytowana.  Było  to  nawet  zabawne  uczucie,  chociaż 

zdumiewające. 

Jim powoli podniósł się, strzepując źdźbła trawy z palców. 
Prezentował się wspaniale. Zawsze podobali jej się wysocy mężczyźni. A ten 

posiadał  doskonałe,  umięśnione  ciało,  przypominał  jej  greckiego  boga.  Jego 

background image

wygląd jeszcze dobitniej uświadomił Kate, że jest skazana na samotność. Przecież 

taki  mężczyzna  nie  mógł  być  z  nią.  Dzieliło  ich  pochodzenie,  wykształcenie, 

właściwie wszystko. Był z innego świata. A jednak jego spojrzenie rozpalało ją do 

głębi. 

Na  pewno  nie  byli  sobie  przeznaczeni.  Emocje  wzięły  jednak  górę  nad 

rozsądkiem. Obserwowali się nawzajem i czuli narastające pożądanie. 

Chłodna,  wyniosła,  inteligentna  Kate  Karlington  nie  mogła  sobie  pozwolić 

na związek z umięśnionym prostakiem. Nagle poczuła zawrót głowy. Zaczęła się 

obawiać, że może zemdleć. 

– 

Co  się  dzieje?  –  zadał  jej  pytanie  ochrypłym  głosem,  który  ją  jeszcze 

bardziej podekscytował. 

– 

Nic… Wszystko w porządku. 

– 

Trzęsiesz się jak osika. 

– To tylko alergia – sk

łamała. 

– 

W porządku – odburknął. 

Zapanowała nad sobą. Powiedziała po prostu: 

– 

Spotkałam na parkingu twojego syna… z pisemkiem w ręku. 

Jim uśmiechnął się szeroko, w kącikach oczu pojawiły  mu się zmarszczki. 

Niewątpliwie miał poczucie humoru. 

– 

Coś podobnego? Bobby Lee czyta? – roześmiał się serdecznie. – To coś 

nowego! 

Poczuła zapach piwa. Jim przyglądał jej się uważnie. Zrobiła krok do tyłu, 

jakby zamierzała uciec, ale w porę przypomniała sobie, po co tu przybyła. 

– 

Czy nie obchodzi cię, co on czyta? – zapytała podniesionym głosem. 

– 

Oczywiście, że obchodzi. Pokaż mi. 

Kate podała mu magazyn. Wziął pismo z jej rąk i przeglądał je z widocznym 

zainteresowaniem.  Kate  zaczerwieniła  się,  gdy  zaczął  ją  ponownie  obserwować, 

jak  gdyby  porównując  z  dziewczyną  z  okładki.  Poczuła  się  zawstydzona.  Miała 

ochotę uciec. 

Jim  spokojnie  złożył  pisemko  i  schował  do  kieszeni  w  dżinsach.  Potem 

background image

przyklęknął przy synu i powiedział: 

– 

Porozmawiamy o tym wieczorem, kiedy będziemy sami, jak mężczyzna z 

mężczyzną.  A  teraz wracaj  do  mieszkania  i  zrób porządek.  Tylko  przyłóż się do 

pracy! Jeżeli tego nie zrobisz, będziesz wyrywał chwasty przez następną godzinę. 

Chłopiec oddalił się błyskawicznie. 

– 

Ta  groźba  zawsze  skutkuje  –  powiedział  mężczyzna  z  szerokim 

uśmiechem, odprowadzając spojrzeniem syna. 

Kate była zdenerwowana. 

– 

Czy  to  wszystko,  co  zamierzasz  zrobić?  Co  z  ciebie  za  ojciec?  Twoje 

dziecko ogląda takie sprośności, a ty się tym nie przejmujesz? I każesz pracować… 

takiemu małemu dziecku! 

Jim spojrzał na nią ze złością. 

– 

Do diabła, a co cię to obchodzi! To jest moje dziecko, a nie twoje! Bardziej 

mnie wkurza to, że wymiguje się od pracy niż to, że chłopak jest zainteresowany 

seksem, co jest całkiem naturalne w jego wieku. 

– W jego wieku? Naturalne zainteresowanie? Tak to nazywasz? I zaskakuje 

cię, że jestem zdziwiona takimi metodami wychowawczymi? Uważam, że zupełnie 

nie dbasz o jego moralność. Prawdopodobnie nawet nie wiesz, co to jest moralność. 

Pewnie nie obchodzi cię również, że twój syn klnie. 

Mężczyzna spochmurniał. 

– 

Ejże,  pani  się  chyba  zagalopowała.  Kim,  do  licha,  jesteś,  że  pozwalasz 

sobie na krytykowanie mnie? To moja sprawa, jak wychowuję dziecko. Wszyscy 

chłopcy w jego wieku trochę klną i oglądają właśnie takie obrazki. 

Zaczął iść w jej kierunku, więc gwałtownie cofnęła się. Ramionami oparła 

się o mur domu. A on podszedł tak blisko, że wprost przyparł ją do ściany. Jego 

potężne ciało zagrodziło jej drogę ucieczki. 

– 

Gdzie ty się wychowałaś, w klasztorze? 

Kate zbladła. Był bliski odkrycia prawdy. 

– 

To  oczywiste,  że  jesteś  damulką  bez  problemów,  prawdopodobnie  tak 

cholernie bogatą, że nie przepracowałaś uczciwie ani jednego dnia w swoim życiu. 

Po  prostu  kupujesz,  co  chcesz,  za  pieniądze  możesz  mieć  wszystko,  czego 

background image

pragniesz.  Na  pewno  nie  pobrudzisz  sobie  rączek  brudną  robotą.  A  ja  zacząłem 

pracować wcześniej niż mój syn, więc i jemu praca nie zaszkodzi. Ten magazyn 

także krzywdy mu nie zrobi. 

– 

Dlaczego  próbowałam  z  tobą  rozmawiać?  Przecież  i  tak  nic  nie 

zrozumiesz! – 

krzyknęła Kate. 

Usiłowała się wyswobodzić, ale on oparł ręce na murze, nie pozwalając jej 

uciec. 

– 

Następna sprawa, moja pani. Nie jestem przerażony, że Bobby interesuje 

się  seksem.  I  wcale  to  nie  świadczy  źle  o  mojej  moralności.  Przypuszczam,  że 

zachowuję się bardziej moralnie od ciebie. Wtrąciłaś się w moje życie i wkurzyłaś 

mnie. Dlaczego, do diaska, taka piękna kobieta jak ty obawia się seksu? Przecież to 

najlepsza rzecz, jaką życie nam oferuje. 

– 

Tylko mężczyźni mogą tak myśleć. 

– 

Większość kobiet, które znam, zgadza się z moim zdaniem. 

– Bo jedynie takie zad

ają się z kimś tak prymitywnym jak ty. 

– 

Powinienem skręcić ci kark za te słowa. 

– Przemoc pasuje do ciebie. 

Jim zaczerpnął głęboko powietrze. 

– 

Nie  jestem  brutalem.  Ożeniłem  się  z  wielkiej  miłości  z  moją  pierwszą 

dziewczyną. I zostałbym jej wierny do śmierci. Niestety, ona umarła… – Głos mu 

się załamał, twarz poszarzała, spojrzał w dal. Nie mógł wybaczyć sobie, że zdradził 

swoje  najintymniejsze  przeżycia.  Pomyślał,  że  to  wina  kaca.  Tylko  na  kacu 

człowiek jest taki szczery, taki słaby, taki głupi. 

Kate dost

rzegła  cierpienie  w  jego  oczach  i  wszystko,  co  ją  przed  chwilą 

drażniło, poszło w niepamięć. 

Zapadło  niezręczne  milczenie.  Tak  bardzo  go  rozumiała.  Rozpacz  tego 

mężczyzny  przypominała  jej  własny  dramat.  Wiedziona  nagłym  impulsem 

delikatnie  dotknęła  jego  ręki,  opuszkami  palców  łagodnie  pogładziła  muskularne 

ramię. Ich ciała nagle zetknęły się i poczuli niewiarygodną bliskość. 

Przestraszyła się własnych odczuć, ponieważ przez moment straciła kontrolę 

nad  sobą.  Zdarzyło  się  jej  to po raz pierwszy  w  życiu.  On  jednak szybko  cofnął 

rękę. 

background image

– 

Nie dotykaj mnie! Nigdy więcej nie kładź swoich białych rączek na mnie! 

– 

krzyknął. 

– 

Nie chciałam tego! To był przypadek! 

– 

Więc panuj nad sobą! 

– 

Zejdź mi z drogi, chcę odejść – powiedziała oschle. 

– 

Jeśli  mi  nie  powiesz,  co  robisz  w  posiadłościach  Jonesa,  na  pewno  nie 

pozwolę  ci  odejść.  Mój  szef  powiedział  mi  o  pewnej  kobiecie…  nazywa  się 

Karlington. Kazał mi wezwać gliny, gdyby się tu pojawiła. 

– 

Nie nazywam się Karlington. 

– 

Masz rude włosy, jak ona. 

Jej oczy zrobiły się ogromne ze zdziwienia, na co on zareagował śmiechem. 

– 

Jeżeli mnie nie puścisz, będę krzyczała – zagroziła. 

– 

Naprawdę? 

Szarpnęła  się,  chcąc  odepchnąć  się  od  muru,  ale  on  nadal  mocno  ją 

przytrzymywał. 

–  Nie dotykaj mnie! – 

zawołała  Kate.  –  Ja  też  sobie  nie  życzę,  aby  twoje 

brudne ręce mnie dotykały! Słyszysz? Zabierz ręce i pozwól mi odejść. 

Jim  cofnął  się,  a  ona  nerwowo  zaczęła  strząsać  wyimaginowany  brud  ze 

swych spodni. 

– 

Jednak nie powiedziałaś mi, co tu robisz – stwierdził surowo. 

– 

Właśnie szukałam mieszkania. 

– O, na pewno nie! – 

Jego słowa brzmiały szorstko. – To nie jest sąsiedztwo 

dla ciebie. 

– 

Niezupełnie dla mnie – odparła, starając się coś wymyśleć – dla kogoś, kto 

dla mnie pracuje. 

– 

W porządku. Lady Wyniosła szuka mieszkania dla swojego lokaja? – Jim 

roześmiał się cyniczne. 

Kate  z przykrością  pomyślała,  że uważa  ją  za  snobkę.  Mimo  to  nie  mogła 

przestać  na  niego  patrzeć.  Bez  powodu  nasunął  się  jej  obraz  pustego,  zimnego 

background image

łóżka.  Jej  wzrok  śledził  ruch  mięśni  jego  rąk.  Przeszły  ją  ciarki.  Uświadomiła 

sobie, że mógłby w tej chwili ją posiąść, gdyby tylko chciał. Był tak silny, że nie 

zdołałaby  go  powstrzymać.  Na  szczęście,  zdawał  się  być  nią  zupełnie  nie 

zainteresowany. Nagle poczuła się rozpaczliwie samotna. Chciała uciec, zapomnieć 
o Jonesie, jego lic

hych nieruchomościach i denerwującym pracowniku Jonesa. 

„Pracownik Jonesa” niedbale wsunął rękę do kieszeni, wyjął klucz i rzucił w 

jej kierunku. 

Nie  zdołała go  złapać,  schyliła  się i poczuła  na sobie bezczelne spojrzenie 

mężczyzny. 

– 

Lokal  numer  piętnaście  jest  pusty,  można  go  wynająć  –  powiedział 

ochrypłym głosem. – Sam posprzątałem, naprawiłem sprzęty. Mam zręczne ręce – 

stwierdził  z  kpiącym  uśmiechem.  –  Jestem dobry w naprawianiu. Mieszkanie 

składa  się  z  salonu,  kuchni,  łazienki  i  oczywiście  sypialni…  –  Ostatnie  słowa 

znacząco zaakcentował. – Możesz to sama sprawdzić. 

Odetchnęła z ulgą. 

– 

Zrobię to. 

– 

Niezależna kobieta. 

– Bingo. 

– 

Klucz możesz zostawić w drzwiach. Będę w pobliżu, jeśli będziesz mnie 

potrzebowała… jestem do twojej dyspozycji. 

Zrobiło  jej  się  gorąco.  Był  okropny.  Miała  wrażenie,  że  jej  nienawidzi  i  z 

rozkoszą  ją  dręczy.  Dlaczego  podświadomie  pragnęła,  aby  to  właśnie  on 

wprowadził ją do tego mieszkania? 

Odchodząc, usłyszała  jego  zduszony  chichot.  Lecz  kiedy  się  odwróciła, na 

jego twarzy dos

trzegła tylko uprzejmy uśmiech. 

Do diabła z tym facetem! 

background image

Rozdział trzeci 

 

Kate,  stojąc  przy  drzwiach,  zastanawiała  się,  jak  wybrnąć  z  kłopotliwej 

sytuacji.  Walczyła  z  narastającą  w  niej  fascynacją  tym  prostym  człowiekiem. 

Zdumiewało ją, iż pracował z tak niezwykłą godnością. 

Mieszkanie, do którego weszła, było bardzo zadbane. Wszystkie wysłużone 

urządzenia były sprawne i lśniły jak nowe. Możliwe, że jego szef nie był taki zły, 

jeżeli  oferował  przyzwoity  standard  mieszkań,  pomimo  że  wygląd  zewnętrzny 
budynk

ów pozostawiał wiele do życzenia. 

Wyszła przed dom. Widok „pracownika Jonesa” ponownie ją zelektryzował. 

W  tej  samej  chwili  usłyszała  plusk  wody  w  basenie.  Przeraziła  się,  gdy 

uświadomiła  sobie,  że  chłopiec,  który  tam  się  bawił,  nagle  zniknął.  Biegła  do 
ba

senu,  zastanawiając  się,  czy  mały  umie  pływać.  Gdy  zobaczyła  ciemny  kształt 

chłopięcego ciała na dnie basenu, nagle potknęła się i przewróciła. 

Upadając,  uderzyła  głową  o  krawędź  basenu  i  wpadła  do  wody.  W  tym 

samym  czasie  chłopiec,  zupełnie  nieświadomy  wypadku,  spokojnie  wypłynął  na 

powierzchnię wody. 

Gdy  oprzytomniała,  odczuła  silny  ból  przy  pierwszym  oddechu.  Jęknęła, 

czyjeś  mocne  dłonie  odgarniały  jej  z  czoła  wilgotne  włosy.  Głowa  bolała  ją 

dotkliwie.  Otworzyła  oczy  i  wydała  głośny  okrzyk.  Przez  chwilę  nie  mogła 

rozpoznać  pochylającej  się  nad  nią  śniadej  twarzy,  ale  sardoniczny  uśmiech 

mężczyzny  przywrócił  jej  pamięć.  Zakłopotana,  rozejrzała  się  po  pomieszczeniu. 

Zobaczyła robocze buty stojące w kącie, krawat niedbale powieszony na klamce i 

koszulę  rzuconą  na  blat  kredensu,  który  zapchany  był  gazetami  i  kolorowymi 

pismami, a na wierzchu leżała powieść Balzaka. 

Był bałaganiarzem i to jej nie zdziwiło. Jednak to, że czytał Balzaka, było 

zdumiewające. 

– Gdzie ja jestem? – 

zapytała nerwowo. 

– 

W moim łóżku – odpowiedział niskim, zachrypniętym głosem. 

– 

To oczywiste! Pytam, jak się tu znalazłam? – szepnęła obolałym głosem, 

usiłując przy tym usiąść. 

– 

Na twoim miejscu nie robiłbym tego – poradził. – Uspokój się, uderzyłaś 

background image

się w głowę, musisz pozostać w łóżku, inaczej… 

– Nie zatrzymasz mnie tu z powodu jednego guza! 

Gdy  to  mówiła,  koc  zsunął  się,  odsłaniając  jej  nagą  pierś.  Zarumieniona, 

zakryła się. Zrozumiała, że musi pozostać w łóżku. Była zupełnie naga. 

Jej zmieszanie rozbawiło go. 

– 

Rozebrałeś mnie – wyszeptała, podciągając koc do podbródka. 

– Na polecenie lekarza – 

uśmiechnął się irytująco. 

Skronie jej pulsowały, chciała krzyczeć ze złości, ale opanowała się. 

– 

Założę się, że to cię bawi. 

– 

Byłaś  przemoczona.  Uderzyłaś  głową  o  krawędź  basenu,  straciłaś 

przytom

ność i wpadłaś do wody. Lekarz zalecił pozostanie w łóżku. 

– 

Czyli… rozumiem, że ty mnie ocaliłeś? 

– 

Masz  rację,  jestem  twoim  wybawcą.  Udzieliłem  ci  rycerskiej  pomocy. 

Wyciągnąłem  cię  z  basenu  i  wezwałem  lekarza.  –  Każde  zdanie  sprawiało  mu 

złośliwą satysfakcję. 

Słysząc to, coraz bardziej czuła się upokorzona tą krępującą sytuacją. 

– Gdzie jest moje ubranie? 

– 

Założyłem  się  z  Bobbym,  że  zachowasz  się  wyniośle  i  nawet  nie 

podziękujesz. 

Wdzięczność była ostatnim uczuciem, które chciała mu okazać. Leżała naga, 

uwięziona w jego łóżku i jeszcze musiała mu za to dziękować? 

– 

No cóż… Mimo wszystko dziękuję za ocalenie – oznajmiła zdawkowo i z 

widoczną niechęcią. – A teraz bardzo cię proszę o przyniesienie ubrania. Chcę się 

ubrać i odejść. 

– 

Uspokój się, nigdzie nie wyjdziesz bez pozwolenia lekarza. – Obserwował 

ją z rosnącym zainteresowaniem. 

– 

Jestem pewna, że sprawiłam ci wystarczająco dużo kłopotu. 

– 

Nie martw się o to – odpowiedział stanowczo. – Od początku wiedziałem, 

że będę miał z tobą problemy. Poza tym chciałem cię lepiej poznać. 

background image

Zdenerwowała  się.  Odnotował  to  z  satysfakcją.  Zauważył,  że  za  wszelką 

cenę próbowała się uspokoić. 

– 

Chyba przywykłeś do takich sytuacji – powiedziała zaczepnie. 

– 

Dlaczego  mam  wrażenie,  że  znowu  poddajesz  w  wątpliwość  moją 

moralność? – zapytał z przekąsem. 

– 

Facet, taki jak ty, prawdopodobnie ciągle ma jakieś nagie kobiety w łóżku. 

– 

Aha,  facet  taki  jak  ja,  powiadasz…  A  kim  ja  jestem  dla  ciebie?  Kimś 

gorszym od ciebie, tak? Otóż, przyjmij do wiadomości, że od czasu śmierci mojej 

żony  nikt  nie  był  w  moim  łóżku.  A  już  ty  na  pewno  nie  jesteś  kobietą,  którą 

chciałbym  mieć  w  swoim  łóżku.  Rozszyfrowałem  cię,  wielkopańska  wiedźmo 
Karlington. – 

Ostatnie słowa wygłosił ironicznym tonem. 

– 

Skąd wiesz, jak się nazywam? – spytała wzburzona. 

–  Gd

y  upadłaś  i  straciłaś  przytomność,  kazałem  synowi  poszukać  twojego 

prawa jazdy. 

Czuła, że kłamał. 

– 

Z Bobbym wszystko w porządku? – zapytała słabym głosem. 

– 

On po prostu nurkował. Ma się dobrze. 

– 

Powinieneś lepiej go pilnować. 

– 

Jesteś ostatnią osobą, która mogłaby mi dawać tego rodzaju rady. Gdyby 

nie moja pomoc, utopiłabyś się – powiedział surowo. 

– 

Jeżeli zaraz przyniesiesz mi ubranie, przyrzekam, że nie przysporzę ci już 

więcej żadnych kłopotów. 

– 

Akurat w to uwierzę… 

Serce zaczęło jej bić szybciej. 

– 

Nie martw się, nie mam na ciebie ochot mimo twego niewątpliwego uroku 

– stwierdzi: – 

Zostaniesz tu do czasu, aż będziesz zdrowa. Panno Karlington, mój 

szef poinformował mnie że podobno przejmujesz wszystko, co on posiada. Zakazał 
mi wpuszczania ciebie na 

teren  jego  posiadłości  bez  aktu  notarialnego.  Zwolni 

mnie, jeśli odkryje, że pozwoliłem ci tu węszyć. 

– 

Mam nadzieję, że cię wyrzuci. Zobaczysz, będziesz głodował. – Próbowała 

background image

żartować, ale nie była pewna, czy spodobało mu się jej poczucie humoru. 

–  Zawsze 

byłaś  tak  bogata,  że  nigdy  o  nic  się  nie  martwiłaś –  zaśmiał  się 

gorzko. – 

Nie obchodzi cię, że Bobby Lee straci dom. 

– 

Nie chcę skrzywdzić twojego syna. Mam żal tylko do ciebie, gdyż… 

– 

Ponieważ  nie  płaszczyłem  się  przed  tobą  ani  twymi  pieniędzmi  – 

powie

dział. – Po prostu bałem się o twoje zdrowie i miałem czelność rozebrać cię, 

gdy byłaś nieprzytomna. Kochanie byłaś lodowata! 

Ostatnie  zdanie  wzburzyło  ją  do  głębi.  Nie  zwrócił  na  to  uwagi  i 

kontynuował: 

– 

Jeżeli  zostanę  zwolniony  z  pracy,  Bobby  Lee  również  za  to  zapłaci. 

Przecież jest zależny ode mnie. Czy naprawdę jesteś tak zimna i bezwzględna, jak 
Jones mówi? 

– 

Dobrze,  w  porządku.  Zobaczę  się  z  lekarzem  –  odburknęła,  nie 

odpowiadając na jego pytanie. Nie chciała przyznać, że opinia Jonesa wcale nie jest 
przesadzona. 

Uniesione brwi mężczyzny świadczyły o jego niezadowoleniu. 

– 

Zostaję jedynie ze względu na twojego syna! Nie dla ciebie. Na pewno nic 

nie powiem Jonesowi, by nie przysporzyć ci kłopotu. Mimo że jesteś bezczelny i 
arogancki… i nie znasz swojego miejsca. 

– 

Lata świetlne dzielą mnie od ciebie – stwierdził krótko. 

– 

To ty powiedziałeś. Chcę zapłacić za lekarza. W portfelu mam pieniądze. 

– 

Ja zapłacę – warknął. 

– 

Nie bądź taki dumny! Prawdopodobnie nie możesz sobie na to pozwolić. 

– Jones zwróci mi 

koszty. Nie przyjąłby twoich pieniędzy. 

– 

Czyżby  mnie  nienawidził?  –  Zirytował  ją  fakt,  że  być  może  nastawi 

przeciw niej swego pracodawcę. 

– 

Tak.  A  co,  dziwisz  się  mu?  –  Gwałtownie  przybliżył  się  do  niej.  –  Co 

prawda, nie miał niewątpliwej przyjemności poznania cię osobiście, ale… 

Kate przekonywała siebie, że mężczyzna, z którym rozmawia, jest po prostu 

niewykształconym  grubianinem.  Starała  się  nie  myśleć  o  jego  oczach,  wyraźnie 

background image

pałających pożądaniem, o dotyku jego silnych rąk. Widziała, jak pożerał wzrokiem 

jej wargi. Pochylił się nad nią i jego usta zbliżyły się niebezpiecznie do jej twarzy. 

Kate  bezwiednie  poddała  się  urokowi  chwili,  zamknęła  oczy,  oczekując  na 

pocałunek.  Jednak  on  nie  uległ  pokusie.  Nagle  poczuła  podmuch  zimnego 

powietrza, usłyszała zduszony chichot i odgłos otwieranych drzwi. Gdy otworzyła 

oczy, w pokoju, prócz niej, nie było nikogo. 

 

 

 

W  poniedziałkowy  poranek  Kate  wchodziła  do  swojego  biura,  odczuwając 

jeszcze silny ból w skroni. Rozsunęła zasłony i gabinet zalało słoneczne światło. 
U

brana  była  z  perfekcyjną  elegancją:  w  białą  bluzkę  i  ciemnopopielaty  kostium. 

Rude włosy miała spięte dużą klamrą. 

Przez chwilę wyglądała przez okno, kontemplując panoramę miasta. 
Czuła się bardzo zmęczona i wyczerpana. Świadomość, że obok niej życie 

toczy 

się normalnym trybem, że są szczęśliwe rodziny z dziećmi, potęgowała jej 

samotność. Pogrążyła się w ponurych rozmyślaniach. Ojciec ostrzegał ją, że będzie 

samotna, że mężczyzn będzie pociągać jedynie jej fortuna. Kate jednak nie mogła 

się z tym pogodzić. Dość już miała nieustannej samokontroli i pilnowania się, żeby 

nie okazać słabości. Nie chciała dłużej postępować w sposób narzucony jej przez 
ojca. 

Przypomniała sobie swoje pierwsze naiwne uczucie. Okrucieństwo Edwina 

uzmysłowiło jej, że ojciec miał rację. Najbardziej upokorzona poczuła się wtedy, 

gdy leżała po poronieniu w szpitalu, a jej mąż nawet nie pofatygował się, żeby ją 

odwiedzić.  Ojciec  poinformował  ją  wtedy  chłodno,  ile  zapłacił  za  ugodę 

rozwodową.  Była  wstrząśnięta  tym,  że  Edwin  nie  okazał  żadnego ludzkiego 
uczucia. 

Kate  westchnęła  i  odeszła  od  okna.  Usiadła  przy  biurku,  wyjęła  z  teczki 

dokumenty  Jonesa  i  zaczęła  je  uważnie  przeglądać.  Była  przekonana,  że  Jones 

powinien  zwolnić  tego  okropnego  pracownika,  pomimo  że  starał  się  nią 

zaopiekować.  Potem  jednak  pomyślała  o  jego  uroczym  synku.  Nie,  dziecko  nie 

może odpowiadać za zachowanie ojca. Postanowiła, że porozmawia ze znajomymi 

i  może  ktoś  zgodzi  się  go  zatrudnić.  Widziała,  że  nie  ociąga  się  w  pracy,  więc 

zarekomenduje  go,  ale  sama  nie  chce  mieć  z  nim  nic  wspólnego.  Przypomniała 

sobie,  jak  w  niedzielę  weszła  do  wynajętego  mieszkania  i  dostrzegła  ze 

background image

zdumieniem, że wszystko jest doskonale uporządkowane. 

Teraz  czuła  się  zmęczona,  samotna,  ale  jednocześnie  zadowolona,  że  nie 

potrzebuje  do  szczęścia  żadnego  mężczyzny…  Nie,  to  nie  była  prawda. 

Oszukiwała  samą  siebie.  W  pewnych  sprawach  mężczyźni  są  niezastąpieni.  Nie 

mogła  wymazać  z  pamięci  obrazu  przystojnego  robotnika  zatrudnionego  przez 
Jonesa. 

Nie  tylko  seks  był  powodem  tych  rozmyślań.  Ponad  wszystko  pragnęła 

dziecka,  które  by  odwzajemniło  jej  miłość.  Niestety,  fatalne  doświadczenia 

małżeńskie  upewniły  ją,  że  nie  powinna  ufać  mężczyznom.  Nie  chciała  więcej 

ryzykować… bała się. 

Pamiętała  ciągle  uczucia  radości  i  nadziei,  kiedy  była  w  ciąży. 

Macierzyństwo  wydawało  jej  się  czymś  cudownym.  Powinien  istnieć  nie 

sprawiający bólu automat do robienia dzieci. Automat do dziecka… Kate zamknęła 

oczy  i  uśmiechnęła  się,  wyobrażając  sobie,  jak  mógłby  wyglądać  taki  automat. 

Powinien to być robot o stalowych rękach i jasnych oczach. Akt zapłodnienia nie 

byłby  bolesny  i  nie  wchodziłyby  w  grę  żadne  emocje…  Nagle  ta  wizja  nabrała 

realnego  kształtu.  Jakby  wbrew  jej  woli,  przed  oczami  pojawił  się  obraz 

ciemnowłosego  mężczyzny  o  muskularnym  ciele,  którego  sarkastyczny  uśmiech 

wywoływał w niej dreszcze. Pamiętała, jak naga leżała w jego miękkim łóżku… 

Mimo  woli  dotknęła  swych  piersi  i  zakazane  wspomnienie  o  pracowniku  Jonesa 

powróciło.  Rozpamiętywała  każdą  chwilę  spędzoną  w  jego  towarzystwie.  Jego 

wzrok przeszywający ją do głębi. Mimowolny dotyk jego dłoni. Jego wzruszenie, 

kiedy  mówił  o  swej  zmarłej  żonie.  Kate  czuła  że  jest  równie  samotny  jak  ona. 

Ponad wszystko zapragnęła zobaczyć go znowu! Wyobraziła sobie, jak wyglądałby 

w garniturze. Gdyby pochodził z jej klasy… 

Marzenia Ka

te  zostały  nagle  przerwane.  Mahoniowe  drzwi  otworzyły  się  i 

do gabinetu weszła jej sekretarka Ester Ayers ze swoją małą córeczką Hannah. 

– 

Przepraszam,  Kate,  ale  moja  matka  musiała  pójść  do  dentysty,  więc 

przyprowadziłam  Hannah  na  godzinkę.  Wiesz,  wczoraj  zabraliśmy  mamę  do 

restauracji  z  okazji  Dnia  Matki  i  wyobraź  sobie,  że  mama  uszkodziła  sobie  ząb, 

kiedy jadła ostrygi… 

Dzień  Matki kojarzył się  ostatnio  Kate  przede  wszystkim  z  bólem.  W  tym 

dniu pamiętała jedynie o wizycie na cmentarzu. Odwiedzała grób matki i mogiłkę 

swojego nie narodzonego dziecka. Nigdy nie obchodziła tego dnia ze swą mamą. A 

sama prawdopodobnie nigdy nie będzie matką, więc był to dla niej zawsze smutny 

dzień. 

background image

Kate  wstała  powoli  zza  biurka  i  wyciągnęła  ręce  do  malutkiej  Hannah. 

Dziecko p

odbiegło i wtuliło się w nią. 

– 

Wiesz,  że  lubię,  jak  przyprowadzasz  tu  córkę  –  powiedziała  miękko. 

Delikatnie  bawiła  się  złotymi  loczkami  dziewczynki.  –  Cześć,  moje  słodkie 

kochanie. Ile świnek masz w rączce? 

– 

Nie mam świnek, Kate. Tylko paluszki. – Zapiszczała Hannah, chowając 

wstydliwie buzię w jej bluzkę. 

Sekretarka położyła na biurku teczkę z dokumentami. 

– 

Muszą  być  dzisiaj  podpisane.  Poza  tym  pan  Jones  dzwonił  przez  cały 

ranek, koniecznie chce się z tobą zobaczyć. 

– Moi prawnicy odradzali mi to spotkanie aj do dnia wydania orzeczenia. 

– 

Powinnaś spróbować mu to powiedzieć. 

W chwili gdy Ester wypowiadała te słowa, zadzwonił telefon. 

– To prawdopodobnie on – 

stwierdziła sekretarka. 

Kate uprzedziła Ester, podnosząc słuchawkę telefonu. 

–  Firma Karlington.  Biuro pani Karlington – 

powiedziała  przymilnie, 

naśladując głos sekretarki. 

– 

Kochanie, połącz mnie ze swoją szefową, a zabiorę cię na najwspanialszy 

lunch w Houston. 

Kate  pomyślała,  że  Ester  jest  zbyt  lojalna,  by  dać  się  przekupić  temu 

łajdakowi. 

–  Bardzo mi przykro, ale pani Karlington ma w tej chwili klienta – 

odpowiedziała chłodno. To było takie nieszkodliwe kłamstwo. 

– 

W porządku, czyli jest u siebie. Zaraz tam będę. 

– 

Nie, to niemożliwe! Jej prawnicy odradzili to spotkanie. 

– 

Kochanie, w tym przeklętym kraju prawnicy uganiają się tylko za forsą. 

– 

Ona  jest  zbyt  zajęta,  żeby  się  z  panem  zobaczyć.  Poza  tym,  jest  pan 

ostatnią osobą, z którą chce się widzieć. 

– 

Dlaczego  więc  w  sobotę  przyszła  węszyć  w  mojej  posiadłości?  Powiedz 

background image

jej,  że  jeden  z  moich  pracowników  mówił,  że  zdjęła  ubranie,  wskoczyła  mu  do 

łóżka i napastowała go seksualnie. To bardzo poważne zarzuty, będę się domagał 

moralnego zadośćuczynienia. 

– 

Coś  podobnego!  Jestem  pewna,  że  pani  Karlington  nie  zrobiłaby  czegoś 

podobnego! To on ją rozebrał… 

Kate przerwała, dostrzegając zdziwione spojrzenie Ester. 

– 

Próbowała uwieść go, skłonić do pocałunku – ciągnął głos w słuchawce. 

Wściekła Kate dała znak ręką ciekawskiej sekretarce, aby opuściła gabinet. 

– 

Z pewnością tego nie zrobiła! 

–  Jes

tem  zaskoczony,  że  pani  Karlington  aż  tak  dokładnie  informuje 

sekretarkę o swoim prywatnym życiu. 

– Przy telefonie Kate Karlington – 

powiedziała już swoim głosem Kate. 

– 

Wiedziałem o tym od początku. 

– 

I nadal nie chcę cię widzieć. 

– 

Ależ chcesz – powiedział miękko. 

– 

Chcesz tak samo jak ja. Kobiety polowały na mnie przez całe moje życie. 

Wnioskując  z  opisu  mego  pracownika,  ty  nie  będziesz  wyjątkiem.  Z 

niecierpliwością czekam na spotkanie z tobą. 

– 

Jesteś tak samo niemożliwy, jak ten okropny mężczyzna, który pracuje dla 

ciebie. 

– 

On i ja mamy ze sobą wiele wspólnego. 

– 

Nie chwaliłabym się tym na twoim miejscu. 

– 

Zabawne,  powiedział  mi,  że  w  innych  okolicznościach  moglibyście  się 

zgodzić. 

– 

Co powiedział? – wykrzyknęła Kate. 

Nie  uzyskała  odpowiedzi  i  uświadomiła  sobie,  że  odłożył  słuchawkę. 

Prawdopodobnie był już w drodze do niej. 

background image

Rozdział czwarty 

 

Kate  zdenerwowała  ta  głupia,  przekorna  rozmowa  telefoniczna.  Nie  miała 

jednak  czasu,  żeby  dłużej  zastanawiać  się  nad  dziwnymi  słowami 
wypowiedzianymi przez Jonesa, 

ponieważ mała Hannah zaczęła uparcie domagać 

się, żeby zabrać ją na lody do cukierni. Te ich wspólne wyprawy na lody stały się 

już rytuałem, zawsze wychodziły razem, gdy dziewczynka odwiedzała ją w pracy. 

Kate była nawet bardzo zadowolona z tego, że to nie ona, a Ester będzie musiała 

użerać się z panem Jimem Jonesem. 

Szybko wzięła małą za rączkę i wyszła z biura. 

–  Lody, lody! – 

Hannah biegła przed Kate, wskazując na ogromny plakat z 

różową  krową  liżącą  czekoladowe,  wspaniałe  lody.  Po  chwili  uwaga  dziecka 

skupiła się na człowieku za ladą, który podawał te słodkości. 

– 

Chcę wielkie lody! 

– Hannah, kochanie, pan zaraz ci poda – 

powiedziała łagodnie Kate. 

– Czy da mi takie same jak na obrazku? 

– 

Dokładnie takie same. 

Nagle drzwi cukierni otworzyły się i do środka wbiegł mały chłopiec. Stanął 

przy ladzie. 

– 

Tatusiu, czy mogę dostać takie lody jak te? – Wskazał na ten sam plakat, 

który przyciągnął uwagę Hannah. 

– 

Oczywiście, synu. Takie, jakie chcesz – odpowiedział głębokim barytonem 

ojciec. 

Kate  odwróciła  się  gwałtownie,  czarne  oczy  mężczyzny  wpatrywały  się  w 

nią. Nie mogła zapomnieć tego głosu. Serce zaczęło jej żywiej bić. 

– 

Kogo  ja  widzę?  Przecież  to  piękna  wiedźma  Karlington  –  usłyszała 

ironiczny głos. 

Dałaby  wszystko,  żeby  go  już  więcej  nie  spotkać.  Tymczasem  on  nie  był 

zaskoczony,  ani  tym  bardziej  zmieszany.  Kate  przytrzymała  się  kurczowo  lady, 

podczas gdy sprzedawca podawał lody Hannah. 

background image

– 

Nie jest taki duży jak ten na plakacie – poskarżyła się dziewczynka. 

– 

Wielu  mężczyzn  nie  spełnia  oczekiwań  kobiet.  Chociaż  na  mnie  płeć 

przeciwna się nie skarży. – Roześmiał się przyjaźnie ojciec chłopca. 

Usłyszawszy  te  słowa,  Kate  z  wściekłością  obróciła  się  w  kierunku 

mężczyzny.  Ośmielił  się  rozmawiać  o  niej  ze  swoim  szefem!  W  ostatniej  chwili 

powstrzymała  się  przed  powiedzeniem  mu,  co  sądzi  o  takich  aroganckich 
zarozumialcach jak on. 

Nie wyglądał na zwykłego robotnika, przynajmniej dzisiaj. Ktoś obdarzony 

dobrym  gustem  musiał  mu  doradzić,  jak  się  ubrać.  Elegancki  ciemny  garnitur 

dodawał  mu  uroku.  W  niczym  nie  przypominał  niewykształconego  człowieka, 

przywykłego  do  fizycznej  pracy.  Tak  wyglądający  mężczyzna  doskonale 

pasowałby do jej świata. Emanowała od niego stanowczość, charakterystyczna dla 

ludzi wydających polecenia. 

– 

Cóż za zbieg okoliczności – powiedział chrapliwie. – Znów się spotykamy. 

Uśmiechał  się  bezczelnie,  co  zbiło  Kate  z  tropu,  ponieważ  zrozumiała,  że 

spotkanie nie jest przypadkowe, ale zostało zaaranżowane. 

– 

Dziękuję ci, że powiedziałeś swojemu szefowi, co się stało. Czy przysłał 

cię tu do wykonania jakiejś brudnej roboty? – zapytała. 

– 

Nie, to był mój pomysł – odpowiedział. 

– Dlaczego? 

– 

Czy  uwierzysz,  jeśli  powiem,  że  martwiłem  się  o  ciebie  i  chciałem 

wiedzieć, czy wszystko jest w porządku? 

– Nie! 

– 

Aha,  rozumiem.  Przypuszczam  więc,  że  wszystko,  co  zdarzyło  się  w 

sobotę, obrócisz przeciwko mnie. – W jego głosie wyczuwało się smutek. 

– 

A ja przypuszczam, że nie będziemy mieli ze sobą nic wspólnego. 

– 

Naprawdę cieszę się, że czujesz się lepiej. – Dotknął jej skroni, odgarniając 

włosy  zasłaniające  twarz.  Nie  mogła  uwierzyć  w  jego  troskę.  –  Uwikłaliśmy  się 

bardziej niż myślisz. 

– Mój lód topnieje! – 

zawołała niecierpliwie Hannah. 

– Przepraszam, kochanie. 

background image

Kate odwróciła się od mężczyzny i podeszła z dzieckiem do stolika. 
Jim dał synowi pieniądze i nie pytając o pozwolenie, przysiadł się do nich. 

Wyglądał nieco śmiesznie, siedząc na małym stołeczku. Patrzył na Hannah, która 

umazała  się  lodami.  Dziewczynka  uśmiechała  się  filuternie  do  nieznajomego 

mężczyzny.  Widać  było,  że  się  jej  spodobał.  Jim  odpowiedział  uśmiechem i 

serwetką wytarł jej buzię. Postępował jak doświadczony ojciec. 

– 

Ma pani piękną córeczkę, pani Darlington – powiedział. 

– To nie jest… 

– 

Mój  szef  przeczytał  gdzieś,  chyba  w  jakimś  plotkarskim  magazynie,  że 

twój mąż odszedł z młodszą kobietą. 

– Rozw

iodłam się z nim i powróciłam do panieńskiego nazwiska. A Hannah 

nie jest moją córką. 

Wyczuł ból w jej głosie. 

– 

Ale chciałabyś, żeby była, prawda? 

– Tak – 

przyznała Kate, dziwiąc się, że on ją rozumie. 

– 

Może  tak  bardzo  nie  pragnęłabyś  dziecka,  gdybyś  musiała  się  nim 

zajmować przez całą dobę. 

– 

Mylisz się, bardzo się mylisz – zaprzeczyła Kate. 

Bobby Lee przyłączył się do nich, siadając naprzeciwko Hannah. 

– 

Dlaczego naprawdę tutaj przyszedłeś? – Kate zadała pytanie mężczyźnie i 

uśmiechnęła się do chłopca. 

– 

Powiedziałem ci, żeby się upewnić, że czujesz się dobrze. 

– 

Czuję się dobrze. Możesz już iść, chyba że masz jakiś inny powód. 

– Faktycznie mam. 

– 

Zamieniam się w słuch. 

– 

Ponieważ  zamierzasz  kupić  posiadłości  Jonesa,  a  ja  dla  niego  pracuję, 

pomyślałem, że powinienem cię zapytać, co zrobisz z jego pracownikami. Mam na 

myśli takich szeregowych facetów jak ja. 

– 

Zamierzam  zatrzymać  większość  jego  pracowników  –  zjeżyła  się,  nie 

background image

chcąc przyznać, że zdecydowała się pozbyć właśnie jego. 

– Co za ulga. 

Poczuła się winna. 

– 

A co ze mną? Czy zamierzasz mnie wyrzucić? 

Wydawało się, że czyta w jej myślach. Usztywniła się. 

– 

Każdy będzie oceniany indywidualnie – mówiąc to, zbladła. 

– 

Obawiam się, że wywarłem bardzo złe wrażenie. 

– Tak. 

– 

Zrobiłem to specjalnie. 

– Dla

czego powiedziałeś swojemu szefowi o wszystkim, co się stało? 

– 

Jesteśmy ze sobą bardzo blisko… powiedziałbym nawet, że przyjaźnimy 

się. 

Nagle wziął w swoje dłonie jej rękę. Jego dotyk ją zelektryzował. Próbowała 

uwolnić się z mocnego uścisku. 

– Co robisz? – 

zapytała. 

– 

To nie są przeprosiny, tylko próba wytłumaczenia. Nie lubię osób, które 

depczą innych, wysługują się prawnikami, by legalnie okradać każdego, kto im się 

nadarzy. Nawet jeśli są to kobiety tak piękne jak ty. 

– 

Domyślam  się,  że  twój  szef  rozmawiał  z  tobą  na  ten  temat  całkiem 

prywatnie, ale wierz mi, jego problemy nie mają nic wspólnego ze mną. Wszystko 

zawdzięcza swojej własnej głupocie. 

– 

A  czy  twoje  życie  było  zawsze  pasmem  sukcesów?  Czy  nigdy  nie 

popełniłaś  błędu,  którego  byś  później  żałowała?  –  Palce  mężczyzny  wzmocniły 

uścisk, usta zacisnęły się. 

Siedziała  w  milczeniu,  świadoma  emanującej  z  niego  siły.  Przez  chwilę 

miała wrażenie, że całkowicie nią zawładnął. 

– 

Jeśli  chcesz,  możesz  dla  mnie  pracować,  nawet  za  dwa  razy  więcej  niż 

płaci ci Jones – powiedziała zdesperowana. 

– 

Jesteś  bardziej  hojna,  niż  mogłem  się  spodziewać.  Nie  przypuszczałem, 

background image

że…  Ale  o  nic  dla  siebie  nie  proszę.  Zjadłeś,  Bobby  Lee?  No,  to  idziemy.  Do 
widzenia. 

Hannah też właśnie skończyła jeść i uniosła główkę. Podbródek, usta i nosek 

miała umazane lodami. 

I tak zakończyła się ich rozmowa. 
Kilka  minut  później  Jim  Keith  Jones  wkroczył  do  sekretariatu  biura  Kate 

Karlington. Ester rozmawiała przez telefon, a jej mała córeczka śmiała się radośnie. 

– Poczekaj tu na mnie, Bobby Lee – 

powiedział 

Jim, wskazując na krzesło stojące obok Hannah. 
Chłopca nie trzeba było zachęcać, szybko podbiegł do dziewczynki i zaczął 

się z nią bawić. Gdy Jim podchodził do drzwi gabinetu Kate, sekretarka głośno do 

niego krzyknęła: 

– 

Proszę pana, czy był pan umówiony? 

– Twoja szefowa mnie oczekuje. 

– 

Nie  mam  umówionego  spotkania  o  dziesiątej  czterdzieści  pięć  –  Ester 

dokładnie przejrzała grafik. 

Jim  podszedł  szybko  do  jej  biurka,  pochylił  się  i  wpisał  swoje  nazwisko 

wielkimi drukowanymi literami. 

– 

Teraz już masz. Rozmawialiśmy dziś przez telefon. 

–  Jones?  – 

pisnęła  Ester,  usiłując  rozszyfrować  jego  pismo.  Zmierzyła  go 

wzrokiem  od  stóp  do  głów  i  zafascynowana  czymś  nieuchwytnym  w  jego 

osobowości, zamilkła. 

– 

Ty  też  wyglądasz  lepiej  niż  przypuszczałem,  gdy  rozmawiałem  z  tobą  – 

powiedział z uwodzicielskim uśmiechem i skierował się do drzwi gabinetu Kate. 

Gdy wchodził, usłyszał, jak Ester krzyknęła: 

– 

To pan Jones! Nie mogłam go zatrzymać! Przykro mi, Kate! 

– 

Zawołaj ochronę – poleciła szorstko Kate. 

Jim 

podszedł do jej biurka i szybkim ruchem ręki zablokował telefon. 

– 

Dlaczego… To ty jesteś Jones? To nie jesteś tym okropnym robotnikiem?! 

background image

– 

Kate zaczerwieniła się, jej oddech stał się szybszy. 

– 

Na  pewno  nie  okropnym.  Pomyśl  o  mnie  jako  o  swoim  rycerskim 

wybawicielu – 

powiedział z czarującym uśmiechem. 

– 

Powinieneś mi powiedzieć, kim naprawdę jesteś! W sobotę… 

– 

Czyż nie było to bardziej zabawne, że tego nie wiedziałaś? 

– 

Nie znoszę, jak ktoś robi ze mnie głupca. Zapłaci mi pan za ten głupi żart, 

panie Jones. 

– 

Czym zapłacę? Przecież masz przejąć wszystko, co posiadam – powiedział 

drwiąco. 

– 

Drań z takim nikczemnym poczuciem humoru zasługuje na to, żeby iść na 

dno. 

– 

Tak  bogata  wiedźma  jak  ty  pragnie  deptać  każdego,  kto  stanie  na  jej 

drodze.  Przecież  zagarnęłaś  nieruchomości  także  wielu  innych  nieszczęśników. 

Czy oni wszyscy zasługiwali na to, żeby iść na dno? 

– Ooo! 

– 

Dziecinko, od dawna wiem, że nie ma sprawiedliwości na tym świecie. 

Przybliżył  się  do  biurka  i  chwycił  dokumenty  dotyczące  przejęcia  jego 

pos

iadłości. Zaczął je starannie wertować. 

– 

Winszuję! – zagwizdał. 

– Wiem wszystko o tobie, Jones. 

– 

Wszystko  o  moich  finansowych  kłopotach  –  wyjaśnił.  –  Ale niewiele o 

mnie. Widzę, że jesteś bardzo dokładna – dodał ponuro. 

Dziwne,  ale  nie  ucieszyła  się  z  tej  pochwały.  Jakoś  nie  mogła  się 

uśmiechnąć. 

– 

Umiem profesjonalnie prowadzić interesy. 

– 

Bezwzględnie! Masz mnie w ręku. 

– 

Tego chciałam. 

– 

Czy rzeczywiście? Jesteś tego pewna? – zapytał, drwiąco spoglądając na 

nią. 

background image

Zarumieniła się, widocznie poczuła się upokorzona. Wzruszył go widok jej 

smutnych, pełnych lęku oczu. Wyraźnie się bała. Na szczęście, zanim powiedział 

głupstwo, do gabinetu wtargnęło dwóch ochroniarzy. 

– Zabierzcie go – 

rozkazała chłodno Kate. 

– 

Nie  sądzisz,  że  w  tamtą  sobotę  mogłem  wezwać  gliny  –  powiedział.  – 

Wiedziałem, kim jesteś. Powinienem pozwolić ci utonąć. Zamiast tego uratowałem 

ci życie. 

Nie odpowiedziała. Nawet na niego nie spojrzała. Ochroniarze chwycili go 

pod ręce. 

– 

Wygrałaś – powiedział. – Przyszedłem tutaj, ponieważ naprawdę chciałem 

z tobą porozmawiać. 

Kate  milczała.  Zacisnęła  ręce  na  piersi,  opuściła  głowę  i  tępo  patrzyła  na 

biurko. Jim był zdziwiony, kiedy nagle cicho powiedziała do ochroniarzy: 

– 

Możecie odejść. Zawołam was, jeżeli będę potrzebowała. 

Gdy zostali już sami, podeszła do okna, spoglądając w dal. Słoneczne światło 

uwypukliło jej wdzięki. Jim przypomniał sobie, jak pięknie wyglądała, gdy leżała 

naga w jego łóżku. Poczuł ból w lędźwiach. Atmosfera w biurze stała się gorąca. 

Był podniecony, zaczął nerwowo bawić się krawatem. 

– 

O  czym  chciałeś  porozmawiać?  –  pytanie  Kate  przywołało  go  do 

rzeczywistości. 

– 

Potrzebuję więcej czasu, przynajmniej sześciu miesięcy – powiedział. 

– 

Obawiam się, że nie będę mogła się zgodzić. 

– 

Urodziłaś się bogata. Nie potrafisz mnie zrozumieć. 

– 

Nic  o  mnie  nie  wiesz.  Moja  matka  umarła,  a  mój  ojciec…  Uciekłam  z 

domu,  gdy  byłam  małym  dzieckiem.  Mieszkałam  z  ciotką.  Po  roku  ojciec  mnie 

stamtąd zabrał i wysłał do szkoły z internatem. Prawie go nie widywałam – Kate 

ciężko westchnęła. 

Jim spos

trzegł łzy w jej oczach. 

– 

Na  pewno  ukończyłaś  najlepsze  szkoły.  Czułaś  się  samotna,  kończąc 

Harvard? – 

W tonie jego głosu pobrzmiewała ironiczna kpina. 

– 

Przeraźliwie samotna – kiwnęła głową. 

background image

– 

Widzisz,  ja  urodziłem  się  w  biednej  rodzinie  i  musiałem  walczyć  o 

wszystko,  dziecinko.  Poświęciłbym  wiele,  żeby  zdobyć  wykształcenie.  Niestety, 

było to niemożliwe. 

– 

Ach,  więc  miałam  szczęście,  że  urodziłam  się  w  zamożnej  rodzinie  – 

skonstatowała ze smutkiem. – Słuchaj, mieliśmy rozmawiać o interesach. Nie mam 
ochot

y wysłuchiwać żalów biednego, pokrzywdzonego i zazdrosnego chłopca. 

– 

Do diabła, to nie ma nic wspólnego z zazdrością. Nigdy nie chciałbym być 

na twoim miejscu. Myślisz tylko o pieniądzach. 

– 

A o czym jeszcze powinnam myśleć? 

– 

Czy zdajesz sobie sprawę, że w piątek zabierzesz mi wszystko, czego się 

dorobiłem? 

– Wiem. 

– 

Ale czy wyobrażasz sobie, co czuję? Mój majątek na pewno nie dorównuje 

twojemu,  lecz zdobywałem  go przez  całe  życie  kosztem  wielu  wyrzeczeń.  Znam 

każdego człowieka, który dla mnie pracuje. Doglądałem wszystkich napraw, dużo 

rzeczy zrobiłem własnymi rękami. 

– 

Ale okazałeś się słaby lub głupi. Trzy lata temu pożyczyłeś dużo pieniędzy 

i  przez  to  teraz  twoje  nieruchomości  są  zadłużone  i  strasznie  zaniedbane.  Co 

zrobiłeś z tymi pieniędzmi? Przehulałeś je? 

– 

Przehulałem? – Na jego twarzy widać było ogromne zdumienie. – To nie 

twoja sprawa. I tak tego nie zrozumiesz, dziecinko. – 

Pogarda  w  jej  głosie 

zirytowała go. 

Ta rozmowa o jego długach znowu przypomniała mu Mary, ukochaną żonę, 

której nie mógł ocalić, mimo że tak bardzo się starał. Może nie powinien zabierać 

jej  do  Niemiec?  Ale  przecież  liczył  na  cud.  Poświęcił  wszystkie  pieniądze,  nie 

myśląc o przyszłości. Czy to była jego słabość albo głupota? Z goryczą uświadomił 

sobie, że teraz ta bogata wiedźma z lekceważeniem ocenia jego życie. Wściekłość 

w nim narastała. Wiedział, że Kate go zniszczy. Piękna, bezwzględna Kate. Stała 

teraz tuż obok niego z zarumienionymi policzkami i błyszczącymi włosami i nagle 

wydała mu się bardziej powabna niż niegdyś jego łagodna, śliczna Mary. 

Był wściekły na siebie za to, że krew w nim zawrzała z powodu tej nieczułej, 

wyrachowanej kobiety. Stracił rozsądek i panowanie nad sobą. Jej władczy wygląd 

wzbudził w nim pragnienie zemsty. Nagle, przez zaskoczenie, przycisnął ją mocno 

do  siebie  i  przytrzymał  w  żelaznym  uścisku.  Zaczął  ją namiętnie  całować. Język 

background image

wtargnął do jej rozchylonych ust, zmysłowo je penetrując. Smakował ją, pożądał. 

Ręce  Jima  powoli  zsunęły  się  ku  jej  pośladkom,  pieszczotliwie  je  obejmując. 

Pożądanie przezwyciężyło jego wściekłość. Twarda w interesach Kate zrzuciła swą 

maskę i bez sprzeciwu poddała się pieszczotom. Wydawało się, że wtopiła się w 

jego ciało. Z jej ust wyrwał się cichy jęk, wargi rozchyliły się szerzej, spragnione 

większej  rozkoszy.  Zapragnął  jej  jeszcze  mocniej.  Nie  panowała  nad  sobą, 

namiętność wzięła górę nad jej wszystkimi zasadami. 

– 

Powinnam cię nienawidzić – wyszeptała przekornie, jednocześnie wtulając 

w niego swe smukłe, drżące ciało. 

– 

Ja również – wymruczał, całując ją jeszcze goręcej. 

Tym razem to jej język wpił się w jego usta. To wzmogło jego pożądanie, 

przez chwilę stracił kontrolę nad sobą. Chciał wtopić się w nią, zawładnąć, dowieść 

jej, że może należeć tylko do niego. 

Ponownie powrócił obraz jej nagiego ciała i nagle zapragnął zedrzeć z niej 

ubranie.  Zdawał  sobie  jednak  sprawę,  że  Kate  jest  jego  wrogiem,  a  mimo  to 

właśnie przy tej kobiecie zapominał o Mary. Co za ironia losu! Zaczął więc znowu 

wściekać się na siebie za to, że ta jedyna, której pragnie, uważa go za głupca. Było 
t

o dla niego taką torturą, że nagle wypuścił ją z objęć, bez słowa wyjaśnienia. 

Kate  wymierzyła  mu  policzek.  Wzburzona,  oddychała  z  trudnością. 

Spojrzała mu w oczy i cofnęła się do tyłu. Rozpięta jedwabna bluzka, potargane, 

spływające na ramiona włosy świadczyły, że całkiem utraciła kontrolę nad sobą. Jej 

piękna  twarz,  obrzmiała  od  pocałunków,  wyglądała  zmysłowo  i  bardzo 

pociągająco. 

– 

Idź stąd – szepnęła. – Idź stąd – powtórzyła głośniej. 

–  Przepraszam  – 

wyszeptał  ochryple.  –  Nie  powinienem  cię  całować. 

Chc

iałem  ci  udowodnić,  że  nie  jestem  tylko  bankrutem,  lecz  żywym,  czującym 

mężczyzną. Ale nie obawiaj się, już nie będę cię winił za zrujnowanie mnie. 

Spodziewał się, że ta wypowiedź ją rozzłości, jednak zareagowała spokojnie. 

Drżącymi rękami zapinała bluzkę. Pomyślał, że może nie jest aż tak twardą i złą 

kobietą.  Żarliwie  oddawane  pocałunki  świadczyły  o  potrzebie  czułości.  Czyżby 

była  tak  samo  samotna  jak  on?  Tak  samo  zraniona  przez  życie?  Czyżby  byli  do 
siebie podobni? 

– 

Mylisz  się  co  do  mnie  –  powiedziała,  spinając  nerwowo  włosy.  – 

Przepraszam, że cię uderzyłam. – Wspięła się na palce i delikatnie pogłaskała go po 

background image

policzku. 

Dotyk  chłodnej  ręki  przyniósł  Jimowi  ulgę.  Przytrzymał  jej  dłoń  i  serce 

znowu zaczęło mu szybciej bić. Ponownie zapragnął wziąć ją w ramiona i całować 

aż do utraty tchu. Chyba postradał zmysły. 

– 

Wcale nie chcę natychmiast przejąć twoich posiadłości. Dałabym ci trochę 

czasu, tylko po co? Co by to ci dało? Przecież ty potrzebujesz kapitału, którego nie 

możesz  zdobyć  i  czas  tu  nic  nie  zmieni  –  mówiła  łagodnie,  tak  jakby  jego  los 

naprawdę ją obchodził. 

Nagle ogarnęła go irytacja. Pomyślał, że oszalał. Przecież ona naprawdę jest 

jego wrogiem. Gwałtownie odtrącił jej szczupłą dłoń i cofnął się, mimo że coś tam 

w głębi jego duszy wołało, by ją przytulił. 

– 

W porządku, masz dobre serduszko – powiedział ironicznie. 

– 

W takim razie zobaczymy się w piątek, po raz ostatni – wyszeptała, gdy 

wychodził z gabinetu. 

– 

No,  to  do  zobaczenia  w  ten  szczęśliwy  dzień  –  mruknął,  ignorując  jej 

smutne spojrzenie. 

background image

Rozdział piąty 

 

Jim Keith Jones z furią podpisał wszystkie dokumenty, zdając sobie sprawę, 

że w tym momencie raz na zawsze przestał być właścicielem swoich posiadłości. 

Zrzekał się ich na rzecz Kate Karlington. Potem rzucił pióro i wstał zza biurka, nie 
pat

rząc na Kate. Był świadomy jej urody, ale to tylko jeszcze bardziej potęgowało 

jego rozgoryczenie. Przez cały tydzień targały nim sprzeczne uczucia. I nienawidził 

jej, i pragnął. 

Po  chwili  jednak  zerknął  na  Kate  i  od  razu  dostrzegł  jej  bladość  i  oznaki 

wyc

zerpania  na  twarzy.  Miała  podkrążone  oczy,  schudła.  Postanowił  jednak  nie 

poddawać  się  jej  urokowi.  Wmawiał  sobie,  że  Kate  jest  po  prostu  zepsuta 

nadmiarem pieniędzy. Mógłby z łatwością ją skrzywdzić, lecz nie leżało to w jego 

naturze, nigdy nie zranił żadnej kobiety. 

Dostrzegł,  że  Kate  jak  zwykle  jest  bardzo  starannie  ubrana.  Kremowa 

bluzeczka zapięta pod szyję osłaniała dokładnie jej dekolt. Przypomniał sobie inną 

jej bluzkę, rozpiętą, pomiętą jego niecierpliwymi dłońmi. Pamiętał, jak zmysłowo 

wyglądała, zaczerwieniona od jego pocałunków… Nagle zapragnął jej dowieść, że 

chociaż zabrała mu wszystko, co posiadał, jest w stanie ją zdobyć. Gdyby zostali 

sami… Gdyby, prócz nich, nikogo nie było w gabinecie… 

Zirytowany  swoimi  erotycznymi  fantazjami,  ze  złością  machnął  ręką, 

uznając,  że  jedyne,  co  powinien  teraz  zrobić,  to  natychmiast  wyjść  stąd  i 

zapomnieć o wszystkim. 

Wziął teczkę i gdy podchodził do drzwi, usłyszał cichy głos Kate: 

– 

Zanim  odejdziesz,  chciałabym  z  tobą  porozmawiać,  ale  bez  świadków  – 

chociaż mówiła uprzejmie, zabrzmiało to jak rozkaz. 

Jim zacisnął usta, walcząc ze sobą, a po chwili zapytał na pozór obojętnym 

tonem: 

– 

A o czym mielibyśmy rozmawiać? 

– 

Mam dla ciebie propozycję. 

Obrzucił  ją  ponurym  spojrzeniem.  Pomyślał,  że  mimo  bladości  i 

wystud

iowanego spokoju wygląda piękniej niż kiedykolwiek dotąd. 

–  Przepraszam, ale nie jestem zainteresowany – 

powiedział,  otwierając 

background image

drzwi. 

Zauważył,  że  zbladła  i  pomyślał,  że  pewnie  poczuła  się  urażona  jego 

obraźliwym  tonem.  Nagle  uświadomił  sobie,  że  jej  propozycja  nie  musi  być 

powodowana litością. Przejęcie jego posiadłości to tylko biznes, a teraz może mu 

rzeczywiście zaoferować coś interesującego. Miał wyrzuty sumienia, że ją obraził 

bez powodu. Kate, widząc jego wahanie, powtórzyła: 

– 

Naprawdę chciałabym z tobą porozmawiać. 

– Dobrze, ale mów szybko. – 

Przysunął ciężkie krzesło do biurka i usiadł. 

Kate dała znak ręką, aby prawnicy obecni przy podpisywaniu dokumentów 

opuścili pokój. 

– 

Czy zawsze wszyscy robią to, co im każesz? – zapytał. 

Zignorowała to pytanie. 

– 

W  ubiegłym  tygodniu  zapytałeś  mnie,  co  zamierzam  zrobić  z  ludźmi, 

którzy pracowali dla ciebie. Czy siebie również miałeś na myśli? Powiedziałam… 

– 

Pamiętam,  co  powiedziałaś.  Każde  twoje  słowo.  Nie  musisz  tego 

powtarzać.  Wiem,  że  chcesz  się  mnie  pozbyć,  ja  także  nie  chcę  mieć  nic  do 

czynienia z tobą. 

– 

Mylisz się. Chciałabym ci zaproponować pracę u mnie. 

– Nie ma mowy. 

– 

Nawet nie usłyszałeś, co chcę ci zaproponować i za ile. 

– 

Zabrałaś mi wszystko. Czy ci to nie wystarczy? Chcesz mnie zrobić swoim 

niewolnikiem? 

– Nie… 

– 

Tak,  chcesz.  Od  ukończenia  szesnastego  roku  życia  sam  zarabiałem  na 

swoje  utrzymanie.  Imałem  się  różnych  prac.  Od  wielu  lat  pracowałem  na  swój 

rachunek.  Nigdy  żadna  kobieta  nie  była  moim  pracodawcą.  Nie  będę  twoim 

posłusznym lokajem. 

– N

ie oczekuję tego – powiedziała spokojnym głosem. 

– 

Jak  mógłbym  pracować  dla  ciebie  w  posiadłościach,  które  kiedyś  były 

moje? 

background image

– Wielu ludzi tak robi. 

– 

Ale nie ja. Poza tym, niby dlaczego miałaby? zatrudniać bankruta? 

– 

Tak bym tego nie nazwała. 

Jej uprzejm

ość ujęła go, ale to nie zmieniało faktu, że nie marzył o pracy u 

niej i dla niej. 

Kate, nie zwracając uwagi na jego niechętną minę, kontynuowała: 

– 

Zorientowałam się, że z wyjątkiem jednej pożyczki, którą wziąłeś ponad 

trzy  lata  temu,  przez  cały  czas  zarządzałeś  majątkiem  bez  zarzutu.  Ostatnio 

przejęłam wiele nieruchomości i jestem wykończona. Oczywiście, nie finansowo… 

Naprawdę potrzebuję kogoś zaufanego… Pomyślałam o tobie… – Zanotowała coś 

na kartce papieru i podała mu ją. – To jest roczne wynagrodzenie, które ci oferuję. 

Chciałabym móc zapłacić ci więcej, ale rynek nieruchomości nadal jest niepewny. 

Nie mogę obiecywać więcej niż to możliwe. Co powiesz na to? 

Popatrzył na ogromną sumę wypisaną na kartce, potem na Kate. Narastała w 

nim wściekłość, gdyż wiedział, że rozpaczliwie potrzebuje pieniędzy, tak hojnie w 

tej chwili przez nią oferowanych. Pomyślał, że może to nie jest hojność, lecz cena, 

jaką  była  skłonna  zapłacić  za  niego.  Jednak  propozycja  była  bardzo  kusząca, 

podobnie jak kobieta, która ją złożyła. 

– 

Czy jest cokolwiek, czego pragnęłaś, ale nie byłaś w stanie tego kupić? – 

zapytał z westchnieniem. 

– 

Zdziwiłbyś się, gdybym ci powiedziała. 

Jim  zamyślił  się  i  zaczął  całkiem  poważnie  zastanawiać  się  nad  jej  ofertą. 

Nigdy nie udało mu się zarobić tyle w ciągu roku. To była bardzo dobra oferta. 

– 

Dlaczego sądzisz, że jestem wart aż takich pieniędzy? 

– 

Jestem pewna, że solidnie zapracujesz na swoją pensję. 

Zastanawiał  się,  jak  wiele  od  niego  oczekuje.  Nie  zapytał  o  to,  by  jej  nie 

urazić. Jeśli podejmie tę pracę, sprzeda się, a jeśli nie, będzie głupcem. Wahał się. 

Potrzebował  pieniędzy,  by  w  przyszłości  móc  pracować  na  własny  rachunek. 

Przecież Kate nie kupi go na zawsze. 

– 

Wiem,  że  mnie  nie  lubisz –  stwierdziła  – ale  nie będziemy  widywać  się 

często. 

background image

– Czy to obietnica? 

– 

Tak. Nie chcę, byś mnie znienawidził. 

Ból  w  jej  głosie  wzbudził  jego  czułość,  jednak  przyznanie  się  do  tego 

przychodziło mu z trudem. Chciałby znienawidzić ją, ale pamiętał, jak troskliwie 

zajęła się jego dzieckiem. Przypomniał sobie również ten moment, gdy wpadła do 

basenu, pragnąc ratować jego syna. Powróciło wspomnienie chwil, gdy wyciągnął 

ją  z  wody  i  przypomniał  sobie,  jaką  wówczas  poczuł  wielką  ulgę,  gdy  zaczęła 

oddychać.  I  jak  zachwycił  się  doskonałymi  proporcjami  jej  ciała.  Pragnął  jej 

gorących pocałunków, a nawet… więcej. Targały nim sprzeczne uczucia. Z jednej 

strony  był  pod  niewątpliwym  urokiem  tej  kobiety,  z  drugiej  –  denerwowała  go, 

nieomal ją nienawidził. 

Postanowił, że będzie dla niej pracował. Nie tylko dla pieniędzy… Zemści 

się i wykreśli ją ze swego życia. 

– 

Jak mógłbym cię lubić? – odezwał się, nawiązując do jej wypowiedzi. –

Nazywasz  się  Karlington.  Kupiłaś  mnie,  tak  jak  kupujesz  wszystko,  czego 
pragniesz. 

– 

Czy zawsze musisz być dla mnie tak surowym sędzią? 

– A dlaczego ni

e? Gdy poznasz mnie lepiej odkryjesz, że mam dużo więcej 

wad. 

– 

Gdy lepiej cię poznam…? 

– 

Tak.  Zdecydowałem  się.  Przyjmuję  tę  pracę.  Zrobię  wszystko,  żeby  cię 

usatysfakcjonować,  zresztą  za  twoje  pieniądze.  Kochanie,  za  tę  kwotę…  cały 
jestem twój – 

dodał ironicznie. 

Spojrzała  na  niego  zalęknionym  wzrokiem,  a  jemu  serce  od  razu  zaczęło 

żywiej bić. Popatrzył na nią i powoli, dobitnie powiedział: 

– 

Obiecuję ci, Kate, że dostaniesz więcej niż warte są twoje pieniądze. 

 

 

 

Przez następne trzy  miesiące  Kate  Karlington  często przypominała sobie o 

obietnicy  Jima.  Nigdy  jeszcze  nie  miała  tak  wspaniałego  pracownika.  Odnosiła 

background image

wrażenie,  że  Jim  stara  się  udowodnić  swoją  wartość.  Nie  widywała  go  jednak 

często. Chyba specjalnie jej unikał, a ona tęskniła za nim, co zresztą było dla niej 

zupełnie  niezrozumiałe.  Szukała  różnych  pretekstów,  żeby  go  zobaczyć.  Podczas 

nielicznych spotkań był niezwykle uprzejmy, ale chłodny. W stosunku do innych 

ludzi  zachowywał  się  zupełnie  inaczej  –  wesoło  i  beztrosko.  Flirtował  z  jej 

sekretarką,  czasem  nawet  zabierał  ją  na  lunch.  Kate  stała  się  zazdrosna,  a  jej 

stosunki  z  Ester  w  ostatnich  tygodniach  uległy  wyraźnemu  ochłodzeniu.  Ku  jej 

zaskoczeniu  Jim  nie  miał  w  pracy  najmniejszych  konfliktów.  Wspaniale 

współpracował  ze  wszystkimi.  Zatrudniając  go,  przypuszczała,  że  podoła  on 

zadaniom,  lecz  nie  sądziła,  że  będzie  aż  tak  dobry.  Chętnie  podejmował 

przemyślane ryzyko, podczas gdy ona działała, unikając gwałtownych zmian. Nie 

myśleli podobnie, ale mimo woli uzupełniali się w pracy. 

Jim  chronił  ją.  Zauważyła,  że  najtrudniejsze  problemy  rozwiązywał  sam. 

Doskonale dawał sobie radę z wrogo usposobionymi klientami. W związku z tym 

Kate  miała  ostatnio  więcej  wolnego  czasu.  Zarządzanie  nieruchomościami  z 

każdym dniem przynosiło coraz większy zysk. 

W jednej s

prawie  był  nieugięty  –  nie  chciał  pomagać  jej  w  przejmowaniu 

posiadłości.  Któregoś  dnia  poprosiła  go  o  pomoc  w  takiej  właśnie  sprawie. 

Wówczas  zdecydowanie  odmówił,  wyjaśniając,  że  nawet  dla  „właścicielki  jego 

losu” nie będzie nikogo okradał. 

Zdenerwowała ją ta odmowa. 

– 

Nie pozostawiasz mi więc wyboru… – odparła chłodno. 

– W takim razie dlaczego mnie nie zwolnisz? – 

zapytał, zbliżając się do niej. 

Narastała w nim wściekłość. 

Kate  z  przerażeniem  popatrzyła  na  niego.  Chociaż  nie  bała  się  Jima,  jego 

potężna postać z zaciśniętymi pięściami wyraźnie ją zaniepokoiła. Dlatego cofnęła 

się o krok, nerwowo oblizując usta. 

– 

Dlaczego  nie  skończysz  z  tą  farsą?  –  podniesionym  głosem  wykrzyknął 

Jim – 

Zwolnij mnie! Wreszcie obydwoje będziemy mieli spokój!  

Stał jak głaz i przeszywał ją wzrokiem. 

– Nie patrz na mnie w ten sposób. 

– W jaki sposób… kochanie? 

– 

Jakbyś chciał mnie żywcem zjeść. 

background image

– 

Może  trudno  mi  się  powstrzymać?  –  dodał  drwiąco.  –  Szczególnie,  że 

odnoszę wrażenie, iż tego właśnie oczekujesz. 

– Na pewno nie! – 

zaprzeczyła gwałtownie. 

– 

Kłamiesz! Obydwoje o tym wiemy! 

– Nieprawda. 

– 

Jeżeli nie podoba ci się to, co mówię, po prostu mnie zwolnij i będzie po 

kłopocie – roześmiał się drwiąco. 

Kate przez moment nie wiedziała, jak zareagować. Z jednej strony rozsądek 

nakazywał rozstanie, z drugiej strony serce pragnęło jego bliskości. 

– 

Nie zwolnię cię… – powiedziała opanowanym tonem. 

– 

Pracujmy więc dalej – burknął. – Zawsze jestem do dyspozycji, nawet po 

godzinach pracy. 

– 

Słucham? 

– 

Przecież  kupiłaś  mnie,  zapomniałaś  o  tym?  Możesz  zatem  dysponować 

moim ciałem, ale nie duszą. 

– 

Tak  to  odbierasz?  No  cóż,  masz  prawo  –  szepnęła,  upokorzona  jego 

niesprawiedliwym osądem. 

Spojrzał na nią chłodno, a ona wyczuła wrogość w jego wzroku. 

– 

Bywasz  bardzo  niemiły,  by  nie  powiedzieć  wrogi  i  nieprzyjazny  – 

oznajmiła, z trudem łapiąc oddech. – Dlaczego ciągle mi nie ufasz? 

– 

Nie ufam nikomu i trzeba się bardzo starać, żeby zdobyć moje zaufanie. 

Nie zamierzam płaszczyć się przed tobą ani prosić cię o cokolwiek. Oczekuję, że 
sama zmienisz o mnie zdanie – 

powiedział stanowczym tonem. 

– 

Jesteś szalony, jeśli sądzisz, że będę ubiegała się o twoje względy. Nigdy 

tego nie zrobię! 

– 

Może…  nie,  a  może…  tak.  Chociaż  jestem  przekonany,  że  tak  właśnie 

zrobisz – 

uśmiechnął się przekornie. 

– Ty zar

ozumiały potworze!… – Krzyknęła, ale nie dokończyła zdania. 

Widział, że okropnie ją zdenerwował i natychmiast pożałował swoich słów. 

background image

Wyciągnął do niej rękę, jednak odtrąciła ją i szybko wybiegła z gabinetu. 

Spieszyła  się  do  domu,  miała  przygotować  się  do  służbowego  wyjazdu. 

Jednak  poczuła  takie  zmęczenie,  że  postanowiła  odwołać  podróż.  W  nocy  spała 

niespokojnie, a rano wstała z mocnym postanowieniem zwolnienia Jima. 

Weszła do biura i spostrzegła leżącą na biurku czerwoną różę, a obok niej 

kartkę z przeprosinami. Wiedziała, że napisał ją Jim. Przytuliła do serca i różę, i 

kartkę. 

 

 

 

Od  tych  wydarzeń  upłynęło  już  sporo  czasu,  a  Jim  nadal  starał  się  unikać 

Kate.  Jednak  nie  zawsze  było  to  możliwe.  Jego  siostra  Maggie,  która  często 

opiekowała się  Bobbym  Lee,  miała zwyczaj przyprowadzania go do biura po to, 

żeby chłopiec miał częstszy kontakt z ojcem. Bobby zawsze reagował żywiołowo – 

szybko biegł do gabinetu Kate i radośnie się z nią witał. Chłopiec czuł, że ona lubi 

go i rozumie, więc z każdym dniem stawali się sobie coraz bliżsi. Kate otaczała go 

czułością  i  troską,  uczuciami,  których  sama  nie  zaznała  w  dzieciństwie. 

Zaprzyjaźniła się także z Maggie. 

Któregoś dnia Kate, bawiąc się z Bobbym, spostrzegła stojącego w drzwiach 

gabinetu Jima. Zaskoczyła ją jego pochmurna mina. Pomyślała, że być może jest 

zazdrosny  o  więź  łączącą  ją  z  chłopcem.  Kate  nie  czuła  się  w  porządku  wobec 

Jima,  ponieważ  często  zdarzało  się  jej  marzyć,  że  Bobby  jest  jej  synem,  że  go 

adoptowała… 

Często myślała o tym, czego dowiedziała się o Jimie od Maggie, która często 

jej opowiadała o bracie. Pochodzili z biednej, ale kochającej się rodziny. Jim ożenił 

się bardzo młodo ze swoją pierwszą szkolną miłością. Podobno bardzo się kochali i 

naprawdę byli szczęśliwi, gdy urodził im się synek. Szczęście, niestety, nie trwało 

długo.  Mary  poważnie  zachorowała  i  Jim,  aby  ją  ratować,  zaciągnął  kredyt 
hipoteczny. 

Kate,  myśląc  o  tym,  często  żałowała,  że  nie  można  cofnąć  czasu. 

Przypomniała  sobie  ten  dzień,  w  którym  przyszedł  do  niej  i  prosił  o 

sześciomiesięczną  zwłokę  w  przejęciu dzierżawy.  Gdyby  wtedy  wiedziała,  na  co 

pożyczył te pieniądze, nie byłaby tak bezwzględna, a ich obecne kontakty byłyby 

zupełnie  inne.  Odkąd  poznała  przyczynę  jego  bankructwa,  starała  się  naprawić 

background image

wszystkie  błędy,  jednak  dumna  postawa  Jima  uniemożliwiała  ocieplenie  ich 

stosunków.  Poza  tym  zauważyła,  że  od  jakiegoś  czasu  Jim  spotyka  się  z  jej 

sekretarką,  a  gdy  Ester  to  potwierdziła,  Kate  boleśnie  odczuła  swoją  samotność. 

Pomyślała, że straciła go, choć tak naprawdę nigdy go przecież nie miała. Musiała 

też  wybić  sobie  z  głowy  marzenie  o  usynowieniu  chłopca,  którego  bardzo 

pokochała. 

Często  powracało  wspomnienie  pocałunków  Jima.  W  jego  ramionach  była 

bezpieczna  i  tego  właśnie  pragnęła.  Pomyślała,  że  niestety  w  jego  oczach  jest 

jedynie oschłą szefową, kobietą, która go upokorzyła. Bała się bardzo chwili, gdy 

Jim,  zaoszczędziwszy  potrzebną  mu  sumę  pieniędzy,  oznajmi  jej,  że  odchodzi  z 

pracy.  Był  idealnym  pracownikiem,  dawał  z  siebie  wszystko!  Myślała  o  tym 

nieustannie, a w nocy przeżywała dręczące ją koszmary senne. 

Pewnego  letniego  wieczoru,  gdy  wychodziła  z  biura,  zauważyła  zapalone 

światło  w  jego  gabinecie.  Zdziwiła  się  bardzo,  ponieważ  Jim  raczej  unikał 

przebywania w tym budynku, jeżeli nie zmuszały go do tego obowiązki służbowe. 
Jednak szybko 

przypomniała sobie o planowanym przez Jima spotkaniu z panem 

Stewartem. Był to wymagający i uciążliwy interesant, właściciel wielu dzierżaw, 

które  wymagały  ogromnego  nakładu  pieniędzy.  Kate  wiedziona  zawodową 

intuicją, zawróciła i nieśmiało zapukała do drzwi gabinetu. 

Otworzył jej Jim. I jak zwykle jedno spojrzenie na niego sprawiło, że serce 

zaczęło jej żywiej bić. 

– O, to ty, Kate – 

powiedział chłodno, z wystudiowanym uśmiechem. 

Udała, że nie zauważyła grubiutkiej sylwetki pana Stewarta, gramolącego się 

niezgrabnie i usiłującego wstać z krzesła. 

– 

Przepraszam, jeśli przeszkadzam – zaczęła. 

– Przeciwnie, nie przeszkadza pani – 

powiedział pan Stewart. 

Jim podsunął jej krzesło, aby mogła na nim usiąść. 

– 

Skoro już jesteś tutaj, może przekonasz pana Stewarta do inwestowania we 

własną dzierżawę, w przeciwnym razie może stracić dużo pieniędzy. Spróbuj mu to 

wytłumaczyć. 

Obydwoje usilnie starali się skłonić Stewarta do przyznania im racji. Starania 

przyniosły pozytywny efekt. Stewart w końcu wręczył Jimowi czek na sporą sumę i 

obiecał  przekazać  jeszcze  więcej  pieniędzy.  Następnie  pożegnał  się  i  wyszedł,  a 

Kate nagle pozostała sam na sam z mężczyzną, o którym skrycie marzyła. 

background image

– 

Byłaś  bardzo  przekonująca  –  powiedział  spokojnie  Jim,  spoglądając  w 

sposób, który przypr

awiał ją o dreszcze. 

– 

Ty  również –  wyszeptała, nieprzyzwyczajona do  jego pochwał i poczuła 

ogarniającą ją falę ciepła. 

Bardzo  chciała  zapomnieć  o  wypowiedzianych  kiedyś  przez  niego 

obraźliwych słowach. Jednak złe wspomnienia powracały. Peszyła ją jego ironia, 

pewność siebie i to przekonanie, że ona będzie zabiegać o jego względy. Milczała. 

Jim, nieświadomy jej myśli, wstał i sięgnął po marynarkę. Kate, pogrążona w 

ponurych rozmyślaniach, podeszła do okna. W duchu stawiała sobie pytanie, czy 

może rzeczywiście powinna zacząć go zdobywać, postępować tak, jak dyktuje jej 
serce? 

Jim wyłączył światło i cały pokój utonął w ciemnościach. Za oknem świeciły 

gwiazdy, księżyc srebrnym blaskiem rozpraszał mroki nocy. Był piątkowy wieczór, 

pora, którą kochający się ludzie zazwyczaj spędzają razem. A ona znowu będzie 
samotna… 

Nagle żołądek Kate zaburczał mało romantycznie. 

– 

Wydaje  mi  się,  że  ktoś  w  tym  pokoju  ma  ogromny  apetyt  –  przyjaźnie 

odezwał się Jim. 

– 

Rzeczywiście  jestem  głodna  –  przyznała,  nieśmiało  patrząc  mu  w  oczy. 

Uświadomiła sobie, że bardzo pragnie spędzić ten wieczór w jego towarzystwie. 

– 

Więc chodźmy już stąd – zaproponował Jim, niedbale wkładając ręce do 

kieszeni. 

– Jest taka cudowna noc – 

wyszeptała rozmarzonym głosem. 

– 

Gorąca i wilgotna – powiedział, otwierając drzwi gabinetu. 

– 

Jak  pięknie  musi  być  na  dworze.  Co  robisz  w  piątkowe  wieczory?  – 

zapytała. 

– Nic specjalnego – 

odpowiedział krótko. 

– 

Czy jesteś dzisiaj z kimś umówiony? 

– A ty? 

– Jeszcze nie – 

odparła. 

background image

– 

Coś sugerujesz? 

– 

Mogłabym postawić ci kolację – kusząco zaproponowała. 

– 

Nie sądzę, żeby to był dobry pomysł – zaoponował. 

Kate  pomyślała,  że  chyba  musi  zaakceptować  fakt,  że  mężczyźni  na  ogół 

odrzucają jej propozycje. Tak postępował jej ojciec, który nigdy nie chciał spędzać 

z nią wolnego czasu. Pewnie nie umiała przyjaźnić się z mężczyznami. A jednak 

teraz  ośmieliła się  poprosić  Jima  o  to,  by  spędził  z nią  ten wieczór.  Postanowiła 

ponowić swoją propozycję. Zapewne znowu spotka się z odmową. Powinna wyjść, 

udać urażoną, lecz… nie potrafiła. 

– 

Wiem, że jesteś wciąż obrażony za to, co zrobiłam trzy miesiące temu… 

– Nieprawda – 

przerwał. 

– 

Jest  mi  naprawdę  przykro,  wtedy  nic  nie  wiedziałam  o  twojej  żonie  – 

kontynuowała z uporem. 

– 

Skąd  o  niej  wiesz?  Nigdy  nie  opowiadałem  ci  o  Mary  –  mówił  już 

spokojniej. 

– 

Nie mam pretensji o twoją niechęć, ale… 

Jim podszedł do drzwi i nie patrząc na nią, przepuścił ją przed sobą. Kate, 

wychodząc, niechcący otarła się o niego. To zelektryzowało ich oboje. 

– 

Nie  uwierzysz,  ale  ja  również  zdaję  sobie  sprawę,  co  znaczy  stracić 

wszystko… przegrać – powiedziała. 

– 

Masz rację. Nie uwierzę. 

Zobaczyła, że przekręca klucz w drzwiach. Dałaby wszystko, żeby wiedzieć, 

co  on  teraz  myśli  i  czuje.  Zastanawiała  się,  czy  wie,  jak  jest  jej  ciężko.  Zawsze 

pragnęła  miłości,  ciepła  i  zainteresowania  i  nigdy  nie  była  pewna,  czy  na  to 

zasługuje. 

Jej rozmyślania przerwał głos Jima: 

– 

No, to co? Idziemy na tę kolację czy nie? 

– 

Słucham? – spytała z niedowierzaniem. 

–  Ja zapraszam. Chyba mi nie odmówisz, co? – 

Jim  śmiejąc  się,  ujął  jej 

dr

żącą rękę. 

background image

– 

Wybierz restaurację – szepnęła. 

– 

Nie ma problemu. Ale pod jednym warunkiem. Ja płacę, Kate. 

– 

Nie  musisz,  przecież  to  ja  mam  ciebie  zdobywać  –  powiedziała 

żartobliwym tonem i jednocześnie uśmiechnęła się figlarnie. 

– 

Jesteś pewna? – rzucił jej zdziwione spojrzenie. 

– Bardzo pewna. 

Przez moment się zawahał, po czym objął ją i oprowadził do windy. 

background image

Rozdział szósty 

 

Jim  był  rozdrażniony.  Siedział  w  zatłoczonej  restauracji,  obserwując  Kate 

witającą się ze znajomymi. Czuł na sobie zdziwione spojrzenia jej koleżanek. Był 

pewien, że Kate musi odpowiadać na kłopotliwe pytania dotyczące jego osoby. Na 

pewno uważały go za kogoś gorszego. Nie należał do ich sfery. Poczuł, że robi mu 

się gorąco.  Sięgnął  po  piwo.  Zastanawiał się, dlaczego  przystał  na tę propozycję 

spędzenia  wspólnego  wieczoru  z  Kate.  Przecież  mógł  znaleźć  wymówkę, 

powiedzieć, że spędza ten wieczór z synem. Przeczuwał, że po tej zwykłej kolacji 

wydarzy się coś niezwykłego. Już w drodze do restauracji ogarniało go pragnienie, 

żeby zatrzymać samochód i wziąć ją w ramiona. Nie obchodziło go, że pochodzą z 

dwóch różnych światów. Myślał tylko o jej słowach, wręcz marzył o tym, że to ona 

będzie  go  „zdobywać”.  Podczas  krótkiej  drogi  do  restauracji  Kate  była  spięta  i 

milcząca,  jak  gdyby  żałowała  swojej  odważnej  propozycji.  Włączyła  radio,  z 

głośników  popłynęła  rockowa  muzyka.  Atmosfera  stawała  się  coraz  bardziej 

napięta.  Gdy  wreszcie  zatrzymali  się  przed  restauracją,  Kate  nie  była  w  stanie 

odpiąć pasów. Cała drżała. Pomógł jej wysiąść z samochodu. Tuż przed wejściem 

do restauracji zapytał, czy na pewno nie chce zrezygnować ze wspólnej kolacji. I 

wtedy  Kate  mimowolnie  dotknęła  policzka  Jima,  a  potem  oparła  głowę  na  jego 

ramieniu.  Odruchowo  przytulił  ją  do  siebie.  Była  taką  bezbronną,  emanującą 

ciepłem kobietą. 

Jim nagle zrozumiał, że rozpoczęli bardzo niebezpieczną grę. Nie wiedział, 

dokąd  ich  to  doprowadzi.  Już  nie  postrzegał  Kate  jako  zimnej,  bezwzględnej, 

pozbawionej  ludzkich  uczuć  kobiety.  Przestał  ją  winić.  Uświadomił  sobie,  że  w 

głębi  duszy  jest  to  głęboko  nieszczęśliwa  istota,  uważająca,  iż  nie  zasługuje  na 

miłość. Dostrzegł pozytywne cechy jej charakteru. Nie okazywała mu wyższości. 

Doceniała  jego  pracę.  Kochała  dzieci  i  wspaniale  czuła  się  w  ich  towarzystwie. 

Nawet bywał zazdrosny o jej relacje z Bobbym Lee. 

Obecność Kate łagodziła ból po stracie Mary. Była pierwszą kobietą, której 

zapragnął  od  śmierci  żony.  Jednak  nie  chciał,  czy  też  nie  umiał  tego  okazać. 

Postępował  wbrew  temu,  co  nakazywało  mu  serce.  Kiedyś  nawet  sprowokował 

ostrą wymianę zdań, mając nadzieję, że Kate zwolni go z pracy. Nie zrobiła tego, a 

on  nadal  udawał  obojętność,  umiejętnie  skrywając  swoje  rzeczywiste  uczucia  i 

pragnienia. Był świadomy dzielących ich różnic. Drażnił go fakt, że Kate jest jego 
szefow

ą. 

Zdawał sobie sprawę, że swoim męskim urokiem przyciąga kobiety, ona nie 

background image

była wyjątkiem. Czuł jednak, że Kate nie była świadoma własnego powabu. Nigdy 

nie flirtowała. W rozmowach z mężczyznami traciła pewność siebie, a w nim nadal 

budziła  sprzeczne  uczucia.  Jednak  schlebiało  mu  zainteresowanie  jego  osobą. 

Pragnął jej dowieść, że jest tego wart. Wiedział, że Kate obawia się jego, tak samo 

jak  innych  mężczyzn.  Wywnioskował  to  z  rozmowy  z  Ester,  która  opowiedziała 

mu  o  smutnym  dzieciństwie  Kate.  Podobno  jako  mała  dziewczynka  nie  zaznała 

żadnych  ciepłych  uczuć.  Ester  opowiedziała  mu  także  o  jej  nieszczęśliwym 

małżeństwie i ogromnej samotności w czasie ciąży. Najbardziej jednak wstrząsnęła 

nim wiadomość o poronieniu i okrucieństwie Edwina. 

Jim  doskonale  znał  smak  samotności,  dlatego  żałował  wszystkich 

wypowiedzianych  w  gniewie  słów.  Jakże  musiało  zaboleć  ją  stwierdzenie,  że 

sprzedał  się  jej  za  pieniądze.  Teraz  zapewne  była  przekonana,  że  jakąś  biedną 

kobietą nigdy by się nie zainteresował. 

Rozmyślania  Jima  przerwało  nadejście  Kate.  Uśmiechała  się  nieśmiało. 

Patrzył na jej piękne usta, przypominając sobie ich słodki smak. Czuł, że znowu 

ogarnia  go  fala  pożądania.  Podniósł  do  ust  stojącą  przed  nim  butelkę  z  piwem  i 

zaczął łapczywie pić, by ochłonąć z emocji. Coraz trudniej mu było zapanować nad 

sobą. 

Powoli  wstał  z  ławki.  Ona,  jak  w  transie,  zbliżyła  się  do  niego.  Ulegli 

nastrojowi  chwili,  nie  mogli  dłużej  udawać  obojętności.  Przyciemnione  światło, 

melancholijna muzyka płynąca z głośników sprawiły, że stało się to, czego pragnęli 

od dawna. Wtuleni w siebie zaczęli tańczyć. Kate wspięła się na palce, zarzuciła 

mu na ramiona szczupłe ręce, emanowało od niej ciepło i namiętność. Rozpaliło to 

Jima do granic wytrzymałości. 

– Kate – 

powiedział ostrzegawczym tonem. 

– 

Proszę  cię,  przytul  mnie  mocniej  –  wyszeptała,  delikatnie  gładząc  jego 

kark. 

– 

Z rozkoszą – odpowiedział, obejmując ją mocno. 

Kontynuowali niebezpieczną, rozpoczętą już dawno grę. 
Jim  nie  mógł  dłużej  się  bronić.  Trzymał  ją  w  ramionach,  serce  biło  mu 

mocno. Blisk

ość  Kate  sprawiła,  że  stracił  kontrolę  nad  sobą.  Zaczął  z  czułością 

przesuwać  palcami  po  jej  szyi,  muskać  włosy  i  delikatnie  gładzić  ją  po  plecach. 

Czuł, jak mięknie pod wpływem pieszczot i jak twardnieją jej sutki. Wydawało się, 

że  obydwoje  zapamiętali  się  w  słodkim  szaleństwie.  Tańczyli  harmonijne,  jakby 

byli stworzeni dla siebie. Poza nimi nie istniało już nic. 

background image

Nagle Jim gwałtownie oderwał się od niej. 
Spojrzała  ze  zdziwieniem.  Gęste,  rude  włosy  spływające  w  nieładzie  na 

ramiona, roziskrzone oczy, zmysłowe, oczekujące pocałunków usta sprawiały, że 

wyglądała piękniej niż kiedykolwiek. 

– 

Czy coś się stało? – zapytała niewinnie. 

– 

Albo wyjdziemy stąd i zabiorę cię do łóżka, albo usiądziemy przy stoliku i 

zamówimy kolację – to było wszystko, co mógł powiedzieć. 

Kate  pospieszyła  do  stolika.  Wolnym  krokiem  podążył  za  nią.  Podszedł 

kelner i złożyli zamówienie. 

Alkohol  rozwiązał  mu  język.  Odczuł  potrzebę  zwierzenia  się  Kate. 

Zapomniał o dzielącej ich różnicy, zaczął opowiadać o Mary. Mówił, jak bardzo 

byli szczęśliwi, mimo że nie mieli pieniędzy. Jak bardzo czuł się winny, nie mogąc 

jej  ocalić.  Jak  chciał  razem  z  nią  umrzeć.  Musiał  jednak  nadal  żyć,  przede 

wszystkim dla swojego syna. Potem poznanie Kate uzmysłowiło mu, że życie ma 
sens. 

Kate słuchała go bardzo uważnie. Wzruszał ją sposób, w jaki opowiadał o 

zmarłej żonie. Cały czas czule gładziła jego rękę, doskonale rozumiejąc ból Jima. 

Zwierzył  się  jej,  iż  po  odejściu  Mary  jego  niedobrym  zwyczajem  stało  się 

wspominanie  rocznic  ślubu  z  butelką  w  ręku.  Opowiedział  o  swoim fatalnym 

samopoczuciu w dniu, gdy ją poznał. Miało to miejsce właśnie po takiej rocznicy. 

Starał  się  usprawiedliwić  swoje  obcesowe  zachowanie.  Tym  bardziej  że  czuł  się 

winny, ponieważ poznanie Kate jakby trochę zmniejszyło ból po stracie Mary. 

Im dłużej mówił, tym stawali się sobie bliżsi. Odniósł wrażenie, że Kate mu 

ufa. Wreszcie nawiązała się między nimi nić porozumienia. 

Po  skończonej  kolacji  Jim  zadzwonił  do  Maggie,  żeby  upewnić  się,  czy 

Bobby Lee nie sprawia kłopotów. 

Potem pojechali razem do G

alveston,  spacerowali  piaszczystą  plażą,  nadal 

rozmawiając. Było im ze sobą dobrze. Nie chcieli kończyć jeszcze tego cudownego 

wieczoru.  Udali  się  do  nocnego  klubu  na  tańce.  A  później  znaleźli  się  w 

eleganckim  mieszkaniu  Kate.  Poddali  się  szaleństwu  zmysłów,  zaczęli  namiętnie 

się całować. Zdawała się wtapiać w niego, niecierpliwie oczekując spełnienia. 

Po  chwili  byli  już  w  sypialni.  Jak  w  transie  zaczął  rozbierać  Kate, 

jednocześnie  nie  przestając  jej  pieścić.  Ona  żarliwie  odwzajemniała  jego 

background image

pieszczoty. Oplo

tła go nogami, całowała zmysłowo. Wreszcie stało się to, o czym 

marzył  od  długiego  czasu.  Kate  całkowicie  straciła  kontrolę  nad  sobą,  jęczała  z 

rozkoszy,  wiła  się  pod  nim.  Trzymał  ją  mocno  w  ramionach,  podczas  gdy  ona 

niecierpliwie zmierzała do finału. Pieścił ją delikatnie i już był gotowy zanurzyć się 

w niej, gdy nagle przypomniał sobie o konieczności zabezpieczenia się. 

– 

Chwileczkę,  kochanie  –  powiedział  przytłumionym  głosem  i  delikatnie 

uwolnił się z jej objęć. 

Serce biło mu mocno. Sięgnął do swojego portfela, wyjął prezerwatywę i już 

miał ją założyć, ale powstrzymały go od tego ciche słowa Kate: 

– 

Jim, nie musisz tego robić. 

Ciepłymi,  wilgotnymi  ustami  całowała  jego  szyję,  pieściła  całe  ciało,  aż 

dotarła  do  najintymniejszego  miejsca.  Jim  zapomniał  o  całym  świecie,  zapragnął 

natychmiast wejść w nią. Zadrżał z rozkoszy, poczuł, że może eksplodować, jeśli 

zaraz  jej  nie  posiądzie.  Rozchyliła  nogi,  oczekując  go.  Jednak  poczucie 

odpowiedzialności nakazało mu pohamować swą namiętność. 

– Bierzesz p

igułki? – zapytał. 

– Nie. Ale to bez znaczenia, kochanie – 

wyszeptała, próbując nakłonić go do 

zbliżenia. 

Jim  nie  chciał  do  tego  dopuścić,  nie  mógł  pozwolić  sobie  na  żaden 

nierozważny  krok.  Nagle  uświadomił  sobie,  że  ona  oczekuje  od  niego  czegoś 

więcej  niż  zwykłego  seksu,  być  może  pragnie  dziecka.  Delikatnie  wyswobodził 

ręce, wyzwalając się z jej uścisku. Zawiedziona jęknęła. Jim wyskoczył z łóżka i 

podszedł do okna. 

– 

Co się stało? – zapytała zdenerwowana. 

– Chyba wiesz! 

– 

Nie wiem, naprawdę nie wiem. 

– Pr

zynajmniej nie kłam. Wszystko obmyśliłaś, a ja po prostu chcę wiedzieć, 

co jest grane. Dlaczego mnie tutaj zaprosiłaś? Czego ty naprawdę chcesz? 

– Ciebie. 

Ta odpowiedź trafiła mu do przekonania, mimo to roześmiał się gorzko. 

– 

Czyżbyś  tak  rozpaczliwie  pragnęła  mieć  męża,  że  zaciągnęłaś  mnie  do 

background image

swej sypialni, żebym zrobił ci dziecko, a potem poślubił? 

Zaprzeczyła i łzy pociekły jej po policzkach. 

– 

To najlepszy sposób, żeby zastawić pułapkę na mężczyznę. 

– 

Nigdy  nie  chciałam  zastawiać  żadnej  pułapki,  po  prostu  pragnę…  –  Nie 

dokończyła, wiedząc, że nie może powiedzieć wszystkiego. 

Jim poczuł się oszukany. Tak naprawdę nigdy go nie pragnęła. Od początku 

widziała  w  nim  życiowego  bankruta.  Człowieka  pozbawionego  wyższych  uczuć. 

Został kupiony! Dlaczego miałaby go szanować? Po prostu polowała na niego, a on 

dał się wciągnąć w tę grę. Poczuł się tym wszystkim mocno zraniony i upokorzony. 

– 

Chciałaś dziecka? Byłem ci potrzebny tylko do tego? 

Kate szlochała. 

– Mojego dziecka? Dziecka bankruta? – 

kontynuował swoje okrutne pytania. 

– 

Nie przemyślałam tego. 

– 

Na pewno ci nie uwierzę. Gdybyś zaszła w ciążę, nawet byś mnie o tym 

nie powiadomiła. Nie powiedziałabyś mi o tym, mam rację? No, powiedz! 

Płakała bezgłośnie. Jim zabrał ubranie i wściekły wyszedł z sypialni. 

To zdum

iewające!  Ta  z  pozoru  łagodna  Kate  potrafiła  realizować  swe 

zamysły  tak  bezwzględnie.  Nurtowała  go  myśl,  czy  nie  zasługuje  na  takie 

traktowanie. Rozsądek podpowiadał mu, żeby wykreślić ją z życia raz na zawsze. 

W gniewnym nastroju opuścił eleganckie mieszkanie Kate. 

background image

Rozdział siódmy 

 

Tydzień, który upłynął od ich burzliwego rozstania, był bardzo pracowity dla 

Kate.  Jim  nie  przychodził  do  pracy  przez  trzy  dni,  a  po  powrocie  przystąpił  do 

wykonywania obowiązków ze zdwojoną siłą. Utrzymywał chłodny dystans. Nigdy 

w rozmowach nie powrócił do wydarzeń tamtej nocy. Kate rozumiała, że poczuł się 

urażony.  Jednocześnie  dostrzegła,  że  jest  równie  przygnębiony  jak  ona.  Była 

gotowa  go  przeprosić,  ale  nie  miała  odwagi.  To,  co  zaszło  między  nimi, 

uświadomiło jej, że pragnie Jima rozpaczliwie i marzy o tym, żeby właśnie z nim 

mieć dziecko. Tego romansu nie traktowała jako jednorazowej przygody, dlatego 

nie myślała o żadnych zabezpieczeniach. Niestety, Jim fałszywie zinterpretował jej 

postępowanie.  Przypomniała  sobie  ojca  i  Edwina,  którzy  nie  potrafili  budować 

trwałych związków. Ze smutkiem pomyślała, że Jim aż tak bardzo nie różni się od 
nich. 

Zawsze, gdy patrzyła na Jima, przypominała sobie noc, którą spędzili razem. 

Pamiętała jego szaleńczą namiętność, narastające w nich pożądanie. Wiedziała, że 

nadal jej pragnie i pewnie dlatego tak konsekwentnie unika spotkania z nią sam na 

sam.  Napięcie  panujące  między  nimi  udzieliło  się  również  personelowi,  dlatego 

atmosfera w biurze stawała się coraz bardziej nie do zniesienia. 

Pewnego deszczowego piątkowego popołudnia do gabinetu Kate wkroczyła 

Ester, informując, że jedna z klientek została napadnięta i okradziona z pieniędzy 

za czynsz. Kate popatrzyła na sekretarkę nieprzyjaźnie. 

–  Po co mi o tym wszystkim mówisz? Masz 

pretekst, żeby pójść do Jima i 

uciąć sobie z nim długą pogawędkę za zamkniętymi drzwiami. 

– 

Posłuchaj,  Kate,  próbowałam  się  z  nim  porozumieć.  Nie  z  powodu,  o 

którym myślisz. Niestety, nie dodzwoniłam się do niego. Prawdopodobnie jest w 
Spring, na terenie 

posiadłości pana Stewarta, ale Stewart mówił, że jeszcze go nie 

widział. 

– 

W takim razie pojadę tam – powiedziała Kate, szybko wstając zza biurka. 

– 

Nie sądzę, żeby to był dobry pomysł. On na pewno nie chce, żebyś tam się 

pojawiła,  zwłaszcza  w  takiej  dzielnicy  –  odparła  Ester,  pamiętając,  że  jest  to  ta 

sama posiadłość, na terenie której Jim poznał swoją przyszłą szefową. 

– 

Nie  obchodzi  mnie,  czego  on  chce!  Mam  go  dosyć  i  jego  męskiego 

szowinizmu również! 

background image

– 

Kate,  czy  ty  tego  nie  widzisz,  że  Jim  od  zeszłego  piątku  zachowuje  się 

bardzo dziwnie? 

– 

O, nawet ty to zauważyłaś!? 

– 

Takiego zachowania trudno nie zauważyć. 

– 

Masz rację. 

Kate  nie  była  już  tak  bojowo  nastawiona,  gdy  dotarła  do  nieruchomości 

Stewarta. Był późny wieczór, padał deszcz i w panujących tu ciemnościach miejsce 

wyglądało  ponuro,  wręcz  złowieszczo,  zupełnie  inaczej  niż  w  dniu,  w  którym 

poznała Jima. 

Zaparkowała jaguara i wysiadając z samochodu, spostrzegła postacie dwóch 

mężczyzn,  stojących  w  bramie  budynku.  Gasili  właśnie  papierosy,  kiedy  ją 
spos

trzegli. W wyższym mężczyźnie natychmiast rozpoznała Jima. 

Nie spodziewał się jej tutaj. Podbiegł szybko do niej, nie bacząc na deszcz. 

– 

Do diabła, co ty tu robisz?! – krzyknął. 

– 

Dowiedziałam się o kradzieży i napadzie… 

Ujął mocno jej rękę i zdecydowanie poprowadził w kierunku samochodu. 

– 

Wszystkim  już  się  zająłem.  Klientka  została  odwieziona  do  szpitala, 

zapewniłem  ją  także,  że  nie  będzie  musiała  płacić  czynszu  przez  dwa  miesiące. 

Mówiłem ci, żebyś trzymała się z daleka od tej dzielnicy! 

– 

Czyżbyś  zapomniał,  że  to  ja  jestem  właścicielką,  a  ty  pracownikiem  tej 

firmy? 

– 

Wyobraź sobie, że nie. Nawet przez chwilę o tym nie zapomniałem. 

– 

A jednak sprawiasz wrażenie, jakbyś zapomniał, że ja jestem szefową. 

– 

Chyba już niedługo będziesz moją szefową. Nie chcę pracować dla kogoś, 

kto popełnia takie głupie błędy i naraża się na kłopoty. 

– 

Nie  sądzę,  żeby  to  cię  naprawdę  obchodziło  –  powiedziała  Kate 

spokojniejszym już tonem. 

– 

Co masz na myśli? – spytał, ściskając ją za ramię. 

– 

Wiesz… Po naszym piątkowym spotkaniu… – nie dokończyła. Spojrzała 

background image

na niego oczami przepełnionymi bólem. 

Jego twarz była nieodgadniona. 

– 

Jeśli  uważasz,  że  pozwolę  ci  jeździć  po  tej  posiadłości  eleganckim 

samochodem,  gdy  zaczyna  się  ściemniać  i  jest  tu  niebezpiecznie,  to  jesteś  w 

błędzie. 

Kate zrobiło się przyjemnie na myśl, że jednak troszczy się o nią. I od razu 

przestał ją urażać jego zdenerwowany ton. 

– 

Wracaj do samochodu, odwiozę cię do domu – polecił. 

– 

A co będzie z twoim samochodem? 

– 

Wrócę po niego później. 

– 

Nie chcę sprawiać ci kłopotu. 

– 

Kochanie,  nigdy  nie  robiłaś  nic  innego  –  powiedział  ironicznie,  ale  już 

łagodniejszym tonem. 

– 

Przepraszam za piątek, Jim – wyszeptała, zdobywając się na odwagę. 

– 

Ja także, skarbie. – Delikatnie dotknął jej wilgotnego policzka. To lekkie 

muśnięcie  wywołało  w  nim  falę  czułych  wspomnień.  –  Wolałbym,  żebyśmy 

spotkali  się  w  innych  okolicznościach.  Chciałbym,  abyś  była  zwyczajną 

dziewczyną albo… żebym był tak bogaty jak ty. Ale nie jestem. Przypomniałaś mi 

właśnie, że utraciłem wszystko, a ty jesteś moim szefem. I to jest to. – Otworzył 
drzwi. – Wsiadaj, bo zmokniesz. 

– 

Rozumiem, że to koniec – wyszeptała. 

– 

Wiesz równie dobrze jak ja, że nie możemy być ze sobą. Jesteś diabelnie 

bogata, a ja diabelnie dumny. 

Ze smutkiem pokiwała głową. 

– Ale ja nie mo

gę zapomnieć tamtej cudownej nocy – powiedziała cicho. 

Jim  prowadził  samochód  bardzo  szybko,  nie  zważając  na  ciężkie  krople 

deszczu,  padające  na  szyby.  Odniosła  wrażenie,  że  chce  rozstać  się  z  nią  jak 
najszybciej. 

– Zapomnisz – 

stwierdził oschle. – Obydwoje musimy zapomnieć, mimo że 

było  tak  wspaniale.  Wiesz,  Ester  opowiadała  mi  o  Edwinie  i  dziecku,  które 

background image

straciłaś… Jest mi bardzo przykro. 

– 

Nie uświadamiałam sobie, że moje pragnienie posiadania dziecka jest tak 

silne… 

– 

Domyślałem się tego, kochanie – odpowiedział łagodnie. 

– 

Byłam taka szczęśliwa w ciąży, jakbym znała już to dziecko i kochałam je. 

Może wszystkie matki tak czują, nie wiem. Nigdy nie miałam kogoś tak bliskiego, 

tak własnego, tylko dla siebie… 

– 

Następnym razem znajdź bogatego gościa. Z nim miej to dziecko. 

– 

Nie chciałam cię wykorzystać. Nawet nie pomyślałam o zajściu w ciążę, 

dopóki ty… 

– 

W porządku. Przypuśćmy, że w to wierzę. 

– 

Myślałam, że ty także będziesz miał coś z tego spotkania… 

– 

Przecież nie po to idziesz z jakimś facetem do łóżka, żeby od razu mieć z 

nim dziecko – 

powiedział  oschle,  parkując  samochód  na  oznaczonym  miejscu  i 

gasząc reflektory. 

– 

Nie  traktuję  cię  jak  faceta  na  jedną  noc.  Chcę  mieć  dziecko,  czy  to  coś 

złego, Jim? 

– 

Tak!  Pomyśl  o  dziecku.  Powinnaś  najpierw  wyjść  za  mąż. Dziecko 

potrzebuje również ojca. 

Kate była pewna, że nie takiego ojca, jakiego miała ona. Popatrzyła na Jima i 

poczuła  ogarniającą  ją  falę  czułości.  Tak  bardzo  dbał  o  swego  syna.  Przecież 

niektórzy mężczyźni doskonale sprawdzali się w roli ojców i Jim należał do takich 

właśnie mężczyzn. 

Było już bardzo ciemno, widziała tylko zarys jego twarzy. To ją ośmieliło i 

zdecydowała się na zadanie nurtującego ją pytania. 

– 

Uważasz, że powinnam wyjść za mąż? Czy może to propozycja z twojej 

strony? 

– Do diaska, nie! 

– 

Czy mam się upokorzyć i błagać cię, żebyś mi się oświadczył? 

– 

Słucham?! 

background image

– 

Proszę,  żebyś  mnie  poślubił,  wielki  i  piękny  chłopcze  –  powiedziała, 

zdumiona własną odwagą. Dotknęła delikatnie jego policzka i przybliżyła usta do 

jego warg. Jim objął ją ramieniem i zaczęli namiętnie się całować, coraz bardziej 

ulegając ogarniającym ich pragnieniom. 

– 

O, Boże… Kate, co ty ze mną robisz? – szepnął, nie panując nad sobą. 

– 

Zapewniam cię, Jim, że moje intencje są szlachetne. 

Kilka  minut  później  znaleźli  się  sami  w  jej  mieszkaniu.  Jim  pił  kolejnego 

drinka,  zastanawiając  się  nad  złożoną  mu  propozycją.  Niewątpliwie  była  bardzo 

kusząca, nawet bardziej niż ta sprzed trzech miesięcy. Jednak przemyślał wszystko 

i uznał, że nie może się zgodzić. 

– 

Kate,  jesteś  szalona,  w  żadnym  wypadku  nie  możemy  tego  zrobić!  Nie 

kochasz mnie i ja cię również nie kocham. Nie zwiążemy się ze sobą na całe życie 

tylko po to, żebyś miała dziecko. 

– 

Stwierdziłeś przecież, że dziecko potrzebuje matki i ojca. Zrozumiałam to 

jako  propozycję  małżeństwa.  Jeśli  chodzi  o  mnie,  to  wolałabym  mieć  dziecko 

niezależnie od tego, czy jestem mężatką, czy też nie. Nie muszę być w uświęconym 

związku, żeby mieć dziecko – tłumaczyła mu gorączkowo. 

– 

To nie byłoby w porządku w stosunku do naszego dziecka. 

– Dobrze. Z

gadzam się z twoim punktem widzenia. Kiedyś zarzuciłeś mi, że 

jestem mniej moralna od ciebie – 

powiedziała ze słodkim uśmiechem, nalewając 

mu kolejnego drinka. – 

Wtedy nie uwierzyłam ci, ale teraz zaczynam rozumieć, jak 

bardzo się myliłam w ocenach. 

– 

Jeżeli  próbujesz  mnie  upić,  nie  uda  ci  się  to  –  szepnął,  nie  wierząc  ani 

sobie, ani jej. 

– Wiem. 

– 

Czy byłoby to fair z mojej lub z twojej strony, gdybyśmy się pobrali, jeśli 

tak naprawdę oboje nie chcemy tego małżeństwa? 

– 

A  gdyby  małżeństwo  dało  nam  to,  czego  w  głębi  duszy  naprawdę 

pragniemy? Nawet gdyby miało trwać tylko rok? 

– 

Słucham? 

– 

Może  nawet  krócej  niż  rok.  Dlaczego  to  miałoby  być  nie  fair,  jeśli 

doprowadziłoby do obopólnego zadowolenia? Wiem, że ci się podobam i ty mnie 

background image

również… – przekonywała dalej. 

– 

Ty  mały  głuptasku,  to  niewystarczające,  aby  zawrzeć  małżeństwo.  – 

Poczuł niespodziewany dreszcz podniecenia. 

– 

A jeśli ja tego pragnę… Czy nie możesz ustąpić? 

Roześmiał się, niejako wbrew sobie. 

– 

Przypuśćmy,  że  zgodzę  się  zniszczyć  dokumenty  dotyczące  twoich 

nieruchomości, rozłożę ci raty na, powiedzmy, pięć lat, pod warunkiem, że ożenisz 

się ze mną w tym roku… – usiłowała go skusić. 

– 

Posuwasz się za daleko… – powiedział niezbyt stanowczo. 

– 

Pragnę dziecka ponad wszystko. Twojego dziecka. Gdy będę już w ciąży, 

zgodzę się na rozwód. Z powrotem będziesz posiadaczem swoich nieruchomości. 

Wszystkie prawa zostawię dziecku. 

Jim nagle zrozumiał, że ona rzeczywiście pragnie tylko jego dziecka. A on 

ma potem zniknąć. Nic się nie zmieniło! Whisky zaczęła niespodziewanie palić go 
w gardle. 

– 

Uważasz, że to tak proste, jak wszystkie twoje interesy – mówił tak cicho, 

że w pierwszej chwili nie zwróciła uwagi na groźny ton jego głosu. Ręka drgnęła 

mu  nerwowo,  uniósł  szklankę  z  nie  wypitym  do  końca  drinkiem  i  rzucił  nią  o 

ścianę  tak  mocno,  aż  rozprysła  się  na  tysiące  kawałków.  –  Dlaczego traktujesz 

mnie  jak  człowieka  gorszej  kategorii?  Zawsze  tak  o  mnie  myślałaś,  prawda? 

Sądzisz, że jeśli zawłaszczyłaś moje nieruchomości, możesz wziąć już wszystko, 

nawet moją godność? 

– 

Jim, nie miałam tego na myśli – szepnęła wystraszona. 

– 

Żegnaj, Kate. Będę robił wszystko, co w mojej mocy, aby odzyskać moje 

posiadłości. Nigdy jednak nie zniżę się do tego, by kupczyć własnym dzieckiem. 

Nie mogła pozwolić mu odejść, zagrodziła więc drogę do drzwi. 

– 

Dobrze, już dobrze. Naprawdę nie spodziewałam się takiej reakcji. 

– 

Dlaczego, do diabła, nie? Czy jestem aż tak prymitywny? 

Chciał  ją  odepchnąć  i  odejść  raz  na  zawsze.  Jednak  zrozpaczony  wyraz 

twarzy Kate powstrzymał go. 

– 

Jim,  myślę,  że  w  niczym  nie  przypominasz  mężczyzn,  z  którymi  byłam 

background image

związana.  Ani  mojego  ojca,  ani  Edwina…  Ich  nie  obchodziło  nic,  co  dotyczyło 
rodziny… dzieci… 

Zawahał się przez chwilę. Zastanowiły go te słowa. Piękne oczy Kate były 

przepełnione  ogromnym  bólem.  Mimo  to  postanowił  ją  opuścić.  Nie  miał  siły 

dłużej słuchać jej wyjaśnień. Zdecydowanym ruchem odsunął ją od siebie, lecz ona 

mocno chwyciła go za rękę. 

– 

Zachowaj  siłę  dla  następnego  kandydata,  który  zgodzi  się  na  odegranie 

roli… automatu do zrobienia ci dziecka! – 

krzyknął z wściekłością. 

Jednak  sama  myśl,  że  inny  mężczyzna  miałby  ją  dotykać  była  nie  do 

zniesienia. 

– 

Nie  wyobrażam  sobie  żadnych  innych  kandydatów  poza  tobą  – 

powiedziała miękko. 

Jim objął ją i popatrzył jej głęboko w oczy. 

– 

Dlaczego wybrałaś mnie, ty mała wiedźmo? – zapytał, a ona natychmiast 

wtuliła się w niego. 

Czuła bicie jego serca. 

– Nie jestem pewna dlaczego, ale – 

mówiła szybko – przede wszystkim ufam 

ci.  Szanuję  cię.  Zarobiłeś  uczciwie  pieniądze,  które  ci  zapłaciłam.  Nie 

wykorzystałeś okazji, żeby się ze mną przespać. Nie udajesz, że żywisz do mnie 

gorące uczucie. 

– 

Może gdybym tak postępował, domyśliłabyś się, że gram. 

– 

Jim,  przez  całe  życie  byłam  bardzo  samotna,  a  tak  panicznie  boję  się 

samotności – wyszeptała. 

– 

Gdy  byłam  w  internacie,  wszystkie  moje  koleżanki  wyjeżdżały  na 

weekendy  do  swoich  domów,  a  mój  ojciec  mi  na  to  nie  pozwalał.  Zawsze 

pragnęłam  mieć  kogoś,  chciałam  kochać  i  być  kochana.  Niestety,  wiem,  że 

większość mężczyzn, z którymi mogłabym się związać, poślubiłoby mnie tylko dla 

moich pieniędzy, a nie dla mnie samej… Naprawdę nie chciałabym małżeństwa na 

niby… Przyrzekam ci, że będę czułą matką. Nigdy nie będę próbowała ograniczyć 

twoich kontaktów z dzieckiem. Będziesz mógł je widywać, kiedy tylko zechcesz. 

Nie wyobrażam sobie, że mogłoby być inaczej. 

– 

Kate, miła moja, nawet nie wiesz, jak bardzo cię rozumiem. 

background image

Pomyślał, że Kate rzeczywiście ma wszystko, poza miłością. Może właśnie 

on jest w stanie sprawić, że będzie szczęśliwa. Wiedziony impulsem, przytulił ją 
mocno do siebie. 

Zadrżała, gdy jego wargi musnęły delikatnie jej policzek. 

– 

Muszę być chyba tak samo szalony jak ty – wyszeptał. – Moja odpowiedź 

brzmi: tak. 

I w tym momencie oboje już całkiem przestali panować nad sobą i zaczęli 

namiętnie się całować. Te pocałunki sprawiały im nie tylko fizyczną przyjemność, 

ale  stanowiły  jakby  duchowe  zespolenie.  Prawie  równocześnie  pomyśleli:  „To 

chyba miłość”. 

Gdy  Jim  przestał  ją całować,  Kate nadal nie otwierała oczu, wydawała się 

być pogrążona w słodkich rozmyślaniach. Ciągle trzymał ją w objęciach i był tak 
samo wzruszony jak ona. 

– Kate? 

– 

Jesteś  taki  przystojny  i  taki  męski  –  powiedziała  rozmarzona,  powoli 

otwierając oczy. 

– 

Ożenię się z tobą, lecz na moich warunkach. Nie twoich. 

Wydawało  się,  że  go  nie  słyszy.  Myślała  o  niedawnych  pieszczotach. Do 

rzeczywistości przywrócił ją głos Jima. 

– 

Kate,  czy  rozumiesz,  co  mówię  do  ciebie?  Po  pierwsze,  Bobby  Lee 

zamieszka z Maggie. Będę mieszkał z tobą w ciągu tygodnia, ale weekendy będę 

spędzał z synem. 

– 

Ale przecież on może zamieszkać z nami. Bardzo tego pragnę. 

– 

Nie zgadzam się, Kate. On słabo pamięta Mary, a ciebie już teraz traktuje 

prawie  jak  matkę.  Nie  chcę,  żeby  się do ciebie przywiązał, zapewne  zbyt  krótko 

będziesz obecna w jego życiu. 

Zranił  ją  tymi  słowami.  On,  z  którym  wiązała  tak  duże  nadzieje,  znowu 

sprawił jej ból. 

Jim, nawet nie domyślając się, że ją uraził, mówił dalej: 

– 

To nie wszystko. Zajmę się swoimi byłymi nieruchomościami i twoją firmą 

przez ten rok, kiedy będziemy małżeństwem. Gdy będziesz już w ciąży, zostaniesz 

w  domu  i  zajmiesz  się  sobą,  a  ja  będę  pracował.  I  pozostaniemy  w  formalnym 

związku do chwili, gdy dziecko ukończy trzy miesiące. 

background image

– 

Męski szowinizm… 

– 

Jeżeli już zdecydowaliśmy się na ten szalony krok, nie mogę narażać ciebie 

na niebezpieczeństwo. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, jak ciężko pracujesz. 

Wiem  również,  że  bardzo  przeżyłaś  poronienie  i  na  pewno  zostawiło  to  trwałe 

ślady w twojej psychice. Dlatego przecież wpadłaś na pomysł ślubu ze mną. 

Kate wiedziała, że wszystko, co mówił, było zgodne z prawdą. 

– 

Gdy już będziemy rozwiedzeni, oczywiście będę płacił na dziecko. Chcę 

mieć również prawo do wizyt. 

– Czy to wszystko? 

Przytaknął.  Nawet  nie  zdenerwowała  się  warunkami  postawionymi  przez 

niego. Przypomniała sobie Edwina, który w ogóle nie interesował się jej zdrowiem, 

a tym bardziej ciążą. 

– 

W porządku, zgadzam się – powiedziała. – Tylko teraz mnie pocałuj. 

– 

Przypominam ci, że to właśnie pocałunek spowodował nasze kłopoty. 

– 

Ale teraz jesteśmy formalnie zaręczeni – zaprotestowała. – Zostań na noc – 

poprosiła, rozluźniając mu krawat. 

– Nie, Kate. 

– 

Dlaczego nie? Przecież niedługo się pobierzemy. 

Wstał i odsunął ją od siebie. 

– 

Nie  chcę,  byś  przed  ślubem  zaszła  w  ciążę.  Drugi  raz  nie  mogę 

wszystkiego stracić, w tym i praw do dziecka. 

– Jes

teś okrutny. 

– 

Tak  samo  jak  ty.  Prawdopodobnie  układ  ze  mną  jest  dla  ciebie  tylko 

interesem. A ja ryzykuję wszystko. 

Wyszedł. 
Kate poczuła się rozpaczliwie samotna. Położyła się do łóżka, wspominając 

dotyk  jego  rąk,  jego  czułe  oczy,  rozpalone  usta.  Nagle  zrodziło  się  w  niej 

przekonanie, że jednak zajęła ważne miejsce w jego życiu. 

background image

Rozdział ósmy 

 

– 

Już  pora,  żebyś  odkrył  prawdziwe  motywy  swojego  postępowania  – 

powiedziała łagodnie Kate, próbując zapanować nad swoim podnieceniem. Szybko 

zamknęła szufladę biurka, w której miała lusterko i kosmetyki. Nie chciała, żeby 

Jim  zorientował  się,  jak  bardzo  chce  mu  się  przypodobać.  –  Rozmawiałam  z 

sekretarką  i  wiem,  że  intercyza  jest  już  gotowa.  Sądziłam,  że  zmienisz  zdanie  i 

może rozpoczniesz jakąś grę. 

Jim obrzucił ją przenikliwym spojrzeniem. 

– Nie, moja droga – 

powiedział tonem, który ją przestraszył. 

Przypatrywał się uważnie Kate. 
Była ciekawa, co on teraz myśli i czuje. 

– 

Tu  są  papiery  –  zaczęła  mówić,  sięgając  do  biurka,  aby  mu  podać 

dokumenty. 

– 

Mogą poczekać – mruknął, odkładając je z powrotem. 

Kilka białych kartek upadło na podłogę. 
Chciała  je  podnieść,  lecz Jim  wziął  ją  za ręce  i  mocno  przytulił do siebie. 

Poczuła ogarniającą ją falę gorąca. 

– 

Wyglądasz dzisiaj wyjątkowo pięknie, trudno jest mi skoncentrować się na 

formalnych aspektach naszego małżeństwa – powiedział. 

Kate ubrała się rzeczywiście z niezwykłą starannością. Była szczęśliwa, że to 

dostrzegł. Pasja, z jaką mówił, potęgowała w niej nieokreśloną tęsknotę. Sprawiała, 

że traciła pewność siebie. 

– Jim

, nie musisz prawić mi komplementów ani starać się o moje względy – 

zaprotestowała. 

– 

A może po prostu chcę – szepnął. 

– 

Naprawdę nie musisz. To tylko interes – powiedziała, odwracając się od 

niego, żeby nie spostrzegł bolesnego grymasu na jej twarzy. 

– Ku

piłem coś dla ciebie – oznajmił i podał jej małe aksamitne pudełko. 

background image

Otworzyła  je  i  nie  mogła  stłumić  uśmiechu,  gdy  zobaczyła  maleńki, 

błyszczący  brylant.  Była  zaskoczona  romantycznym  gestem  Jima.  Jednocześnie 

czuła się szczęśliwa, że pomyślał o ofiarowaniu jej prezentu. 

– 

Czy podoba ci się? – zapytał. – Wiem, że nie jest okazały, ale… 

Pierścionek, który otrzymała od niego wydał się jej bardziej wartościowy niż 

wszystko, co dotychczas dostała. 

– 

Nie  powinieneś  tego  robić…  Przecież  nie  możesz  pozwolić  sobie  na 

wydawanie  pieniędzy.  Naprawdę  nie  musiałeś…  –  szepnęła.  –  Wiesz,  że  to  nie 

będzie prawdziwe małżeństwo – powiedziała z wyczuwalnym smutkiem w głosie. 

– 

Zapewniam cię, że cały czas zdaję sobie z tego sprawę. Może  mógłbym 

nawet  zapomnieć  o  tym,  gdybyś  mi  ciągle  nie  przypominała  –  powiedział, 

przytulając ją do siebie. 

Nie czekając na jej odpowiedź, zaczął ją namiętnie całować. Odwzajemniła 

się żarliwym pocałunkiem i cicho westchnęła. Oderwał od niej usta i trzymając ją 

nadal w ramionach, zapytał: 

– 

Czy ciągle zamierzasz przypominać mi o moim ubóstwie? Czy nie możesz 

traktować mnie jak partnera? 

Kate zbladła i zadrżała. Nie umiała wyjaśnić, dlaczego tak bardzo obawia się 

tego związku. Przecież marzyła o ich wspólnym szczęściu, a nie chciała się do tego 
przyzna

ć. 

–  Przepraszam  – 

powiedział cicho, gdy nie doczekał się odpowiedzi. – Nie 

powinienem  zadawać  takich  pytań.  Podałaś  swoje  warunki,  a  ja  się  na  nie 

zgodziłem.  To  rzeczywiście  tylko  interes.  Przecież  nie  pragniesz  mnie.  Chcesz 
tylko dziecka. Pozostawmy ten temat. 

Wypuścił ją z objęć i wyszedł z pokoju, trzaskając drzwiami. 
Została sama. Przez długą chwilę przyglądała się ze smutkiem pierścionkowi 

na  swoim  palcu.  Nienawidziła  siebie  za  to,  że  zachowała  się  tak  niezręcznie. 

Znowu zepsuła wszystko, mimo że Jim zachował się nienagannie. Spodziewała się, 

że  wróci.  Pozostały  jeszcze  do  załatwienia  ważne  przedślubne  formalności. 

Niestety  po  kilku  minutach  w  gabinecie  pojawiła  się  sekretarka,  prosząc  o 
dokumenty dla Jima. 

Po  chwili  podpisana  intercyza  leżała  na  biurku  Kate.  Popatrzyła  na  jego 

podpis  i  przypomniała  sobie  dzień,  kiedy  formalnie  zrzekał  się  swoich 

background image

nieruchomości. Nagle poczuła się znowu ogromnie samotna i przerażona podjętą 

decyzją. 

Nie miała czasu, żeby długo zastanawiać się nad ich wzajemnymi relacjami. 

Jim  chciał,  żeby  ślub  odbył  się  szybko  i  tydzień  później  byli  już  małżeństwem. 

Ceremonia ślubna była bardzo uroczysta, a przyjęcie niesłychanie wytworne. Kate 

pragnęła udowodnić wszystkim zaproszonym, że jest szczęśliwą panną młodą. Nie 

zdawała  sobie  sprawy,  że  mąż  może  czuć  się  zmęczony  przydługą  ceremonią 

ślubną  i  wystawnym  weselem.  Rzeczywiście  wydało  mu  się  nudne  i 

pretensjonalne. Był znużony długą sesją fotograficzną i przyjmowaniem życzeń od 

krewnych Kate. W trakcie przyjęcia jej rodzina nawet nie próbowała ukryć oznak 

niechęci.  Czuł  wyraźnie  ich  pełne  dezaprobaty  spojrzenia,  kiedy  siedział  przy 

weselnym  stole.  W  głębi  duszy  dziękował  Bogu,  że  jego  wujek  John  próbuje 

rubasznym  śmiechem  rozładować  sztywną  atmosferę.  Bobby  Lee  bawił  się  ze 
swoimi nowymi 

kuzynami, co chyba nie bardzo podobało się Karlingtonom. Jim 

chciał przerwać te wspólne zabawy, lecz Kate zaoponowała. Pragnęła, aby Bobby 

Lee był szczęśliwy w tym dniu. 

W pewnej chwili, gdy Jim właśnie sięgał do półmiska, usłyszał swoje imię 

wypowiedzian

e pogardliwym tonem. Odwrócił się, ale nikogo nie zobaczył. Przez 

moment miał wrażenie, że się przesłyszał. I w tym momencie dotarło do jego uszu: 

– 

Jej ojciec musi przewracać się w grobie. 

Był to kobiecy głos. 
Rozmowa  dobiegała  gdzieś  zza  szpaleru  gęsto  ustawionych wazonów z 

różami. 

– 

Jak  mogła  poślubić  kogoś  takiego?  Przecież  jest  biedniejszy  od  jej 

pierwszego męża – drwiąco odezwała się jakaś inna dama. 

– 

Sądzę,  że  jest  przystojniejszy  od  Edwina  –  do  konwersacji  włączyła  się 

trzecia kobieta. – A jego synek jest rozkosznym dzieckiem. 

– 

Oczywiście,  Matyldo,  ty  zawsze  jesteś  gotowa  popierać  każdego 

atrakcyjnego  mężczyznę!  On  jest  zwykłym  poszukiwaczem  skarbów.  Powinnaś 

wiedzieć  o  tym  doskonale  na  podstawie  własnych  małżeńskich  doświadczeń.  A 
jego dzieciak je

st po prostu źle wychowany. Jest zbyt hałaśliwy… 

Jim  jednym  haustem  wychylił  szampana  z  kieliszka.  Wstał  i  podszedł  do 

rozmawiających  dam.  Najokazalsza  z  nich  o  mało  z  wrażenia  nie  wypuściła 

szklanki z rąk. Zręcznie podtrzymał szklankę, uśmiechając się do niej uprzejmie. 

background image

– 

Dziękuję bardzo – powiedziała z kwaśną miną. 

– 

Ależ proszę, miłe panie. 

Zaczerwieniły  się  jak  małe  dziewczynki.  Jim  roześmiał  się  ironicznie  i 

wzniósł swój kieliszek. 

– 

Za  pannę  młodą…  Za  jej  pomyślność  i  szczęśliwe  pożycie  ze  mną.  – 

Zachęcił do toastu. – Czy nie mówiłyście właśnie, że jestem szczęśliwym 

facetem? 

Dama, której udzielił pomocy, zaniemówiła. 

– 

Nie chciałem przerywać interesującej konwersacji – powiedział. 

– 

Nie rozmawiałyśmy o niczym ważnym – burknęła jedna z nich. 

–  Niew

ątpliwie  –  mruknął,  łagodniejąc,  ponieważ  podeszła  do  niego  Kate, 

nieśmiało ujmując jego rękę. 

– 

Właśnie wspominałyśmy twój piękny ślub, kochanie – szybko powiedziała 

Matylda. 

– 

Ciesz się razem ze mną, ciociu Matyldo – szepnęła Kate, zerkając na męża. 

– Je

stem bardzo szczęśliwa. 

Twarze kobiet wyrażały zdumienie. Były przekonane, że jest to małżeństwo 

zawarte jedynie dla pieniędzy. 

– 

Ja także jestem szczęśliwy – powiedział czule, obejmując żonę. 

Pocałował ją i poczuł, jak bardzo jej pragnie. Wreszcie należała do niego i 

był tym usatysfakcjonowany. Nikt, prócz niego, nie znał prawdy. To, że ją poślubił, 

nie miało nic wspólnego z jej majątkiem ani z próbą odzyskania posiadłości. Była 

piękną,  godną  pożądania  kobietą.  Pragnął  jej  tylko  dla  niej  samej.  Nikt  nie 
do

myślał się, że podpisałby nawet cyrograf z diabłem, by ją zdobyć. Jego marzenia 

właśnie się spełniły. 

 

 

 

Miesiąc  miodowy  spędzali  w  ekskluzywnym,  letniskowym  domu,  obok 

background image

plaży na wyspie Bolivar. Był on własnością jednego z bogatych krewnych Kate. 

Jim stał na piętrze domu i obserwował srebrne fale bijące o brzeg. Pomyślał 

o swoim letniskowym domku, który znajdował się na tej samej wyspie. Widok był 

ten  sam,  ten  sam  piasek  i  księżyc  i  wiatr,  ale  jego  siedlisko  było  o  wiele 

skromniejsze. Tak, pochodził z innego świata! Kate słuchała Ravela, delektowała 

się homarem, podczas gdy on z przyjemnością jadłby hamburgery i słuchał muzyki 

country.  Do  posiłku  podawała  mu  wspaniałe  francuskie  wino,  a  przecież  jemu 

wystarczało po prostu piwo. Jim zastanawiał się, czy uda im się przełamać dzielące 

ich  bariery.  Kate  była  wykształcona,  zwiedziła  wiele  krajów.  Jego  życiem 

kierowały nieskomplikowane zasady. Nagle otrząsnął się. Dość tych wątpliwości! 

Ona kupiła go, by spełnił jej potrzebę posiadania dziecka. Potem najzwyczajniej w 

świecie rozstaną się. Kate w uprzejmy sposób każe mu odejść. 

Jim  przerwał  te  niewesołe  rozmyślania  i  powoli  skierował  się  do  sypialni. 

Czekała  na  niego.  Rozbawił  go  jej  widok.  Siedziała  na  łóżku  i  pisała  coś  w 

skupieniu.  Usta  miała  zaciśnięte,  brwi  uniesione,  widać  było,  że  nad  czymś 

intensywnie  myśli.  Przyjrzał  się  jej  dokładnie.  Przypuszczał,  że  będzie  ubrana  w 

elegancką  bieliznę,  tymczasem  dostrzegł  jej  nagie  ramiona  wyłaniające  się  spod 

osłaniającego  ją  prześcieradła.  W  przyćmionym  świetle  wyglądała  pięknie, 

niezwykle  świeżo  i  niewinnie.  Pomyślał,  że  jeśli  nawet  prawdą  jest  to,  że 
potrzebuje go tylko do jednego, konkretnego celu, mimo wszystko nie potrafi jej za 

to znienawidzić. 

Kate  poruszyła  się  i  prześcieradło  zsunęło  się,  ukazując  kształtne  piersi. 

Poczuł  narastające  pożądanie.  Był  gotowy,  by  ją  posiąść.  Od  dawna  nie  miał 

kobiety.  Zamknął  drzwi  do  sypialni.  Spojrzała  na  niego  z  wahaniem,  nerwowo 

przygryzając  wargę.  Odłożyła  notatki,  a  gdy  zaczął  się  rozbierać,  szybko  zgasiła 

światło. 

Jim dopiero ter

az  uświadomił  sobie,  że  jest  przecież  mężem  tej  cudownej 

istoty i że naprawdę chce spełnić wszystkie jej oczekiwania. 

Podszedł  do  Kate  i  poczuł  odurzający  zapach  perfum.  Zakrywała  się 

wstydliwie prześcieradłem. Ponownie pomyślał o uczuciach. Wziął ją w ramiona, 

przylgnęła do niego całym ciałem. Zaczął ją pieścić, czule gładził jej płaski brzuch. 

Objęła  go  mocniej.  Ich  wargi  złączyły  się  w  namiętnym  pocałunku.  Delikatnie 

głaskał  ją  po  włosach.  Czuł  słodki  zapach  jej  skóry.  Jęknęła  z  rozkoszy,  gdy 

obsypując pocałunkami jej ciało, dotarł do kwintesencji kobiecości. Nie panowała 

już nad sobą. 

Kochali  się  bez  opamiętania,  łamiąc  wszelkie  bariery.  Stopili  się  w  jedno, 

background image

zatracili w słodkim szaleństwie. 

Byli  szczęśliwi.  Gdy  zaczęli  się  kochać,  obydwoje  wiedzieli,  że  są  sobie 

przeznaczeni. Dzika pasja, która ich ogarnęła, była rekompensatą za tak długi okres 
oczekiwania. 

Po pierwszym razie odpoczęli krótko, potem Jim wziął ją znowu. Tym razem 

wolniej, delektując się jej ciałem. Żarliwie oddawała mu wszystkie pieszczoty. Bez 

oporów pieściła go całego, zmysłowo całując każdy kawałek jego ciała. 

Oboje odnieśli wrażenie, że odkryli nowy, dotąd im nieznany, świat uczuć. 
Gdy  po  długim  czasie  powrócili  do  rzeczywistości,  Jim  przestraszył  się 

własnych uczuć. Tak bardzo chciał, żeby oboje zapomnieli, że to tylko chwilowy 

związek.  Pragnął,  by  go  kochała.  Natrętnie  jednak  powracała  myśl,  że  Kate 

oczekiwała od niego jedynie dziecka, a ich związek ma charakter tymczasowy. 

Dlatego wstał z łóżka, ubrał się szybko i opuścił sypialnię, nic nie mówiąc. 

Musiał jeszcze raz wszystko przemyśleć. Potrzebował samotności, zaczął więc iść 

w stronę plaży. Nagle usłyszał głos Kate, dochodzący z balkonu. Poczuł, że jeszcze 

chwila,  a  wyzna  jej  swoje  prawdziwe  uczucia,  a  ona…  okaże  mu  pogardę.  Nie 
odwr

ócił się więc, nie zareagował, biegł, stopy zapadały mu się w grząskim piachu. 

Pragnął  uciec  jak  najdalej  od  niej.  Nie  wiedział,  czy  znajdzie  w  sobie 

wystarczająco dużo siły na spokojną rozmowę z Kate. Z przerażeniem uświadomił 

sobie, że to małżeństwo może być największym błędem jego życia. 

background image

Rozdział dziewiąty 

 

Kate obserwowała Jima biegnącego po plaży. Zawołała go, ale nie zatrzymał 

się. Po chwili jego sylwetka rozpłynęła się w mroku nocy. Wróciła do łóżka i leżąc 

w  ciemnościach,  nadsłuchiwała,  czy  nie  usłyszy  odgłosu  jego  kroków.  Czuła  się 

rozpaczliwie samotna i nieszczęśliwa. Nie rozumiała, dlaczego Jim opuścił ją tak 

nagle,  bez  słowa  wyjaśnienia.  Przecież  nie  ukrywała  przed  nim  swoich 

prawdziwych  uczuć,  zachowywała  się  naturalnie,  nie  odgrywała  żadnej  komedii. 

Pomyślała,  że prawdopodobnie nie odpowiadała  mu  jako kochanka i teraz on  na 

pewno zniknie z jej  życia. Nawet nadzieja na to, że być  może za kilka  miesięcy 

zostanie matką, nie rozproszyła jej smutku. Mijały godziny, a ukochany nie wracał. 
Nawet nie w

iedziała, kiedy zapadła w niespokojny sen. 

Słońce świeciło pełnym blaskiem, gdy ocknęła się. Jima nadal nie było. Nie 

wrócił. Powoli poszła do łazienki, spojrzała w lustro i przeraził ją widok własnej 

twarzy. Z rozpaczą w sercu pomyślała, że przecież mieli spędzić na wyspie cały 

tydzień, tymczasem była to tylko jedna noc. 

Nie  chciała  wracać  do  Houston,  narażać  się  na  ciekawskie  pytania  swojej 

rodziny. Została w domu, a czas płynął powoli. 

Wieczorem wyszła na taras, obserwowała zachód słońca i fale bijące o brzeg. 

Pragnęła przestać myśleć o nim, odzyskać kontrolę nad sobą. Jednak nie potrafiła. 

Zadrżała  z  zimna,  gdy  słońce  znikło  za  horyzontem.  Popatrzyła  ze  smutkiem  na 

ciemniejące wody oceanu. Po chwili księżyc rozświetlił mroki nocy. Jego łagodny 
blask nasu

nął Kate wspomnienie minionego wieczoru, kiedy Jim czule pieścił jej 

piersi  i  rozpalał  ją  zmysłowymi  pocałunkami.  Jej  udręka  wzmogła  się.  Chciała 

krzyczeć. Chciała przestać myśleć. Umrzeć! 

Spojrzała ponownie na plażę i zauważyła biegnącą postać. Serce zaczęło jej 

żywiej  bić.  Pomyślała,  że  to  tylko  złudzenie.  Przecież  Jim  odszedł.  Jednak  nie 

mogła  oderwać  wzroku  od  zmierzającej  w  kierunku  domu  sylwetki.  Było  w  niej 

coś  znajomego,  ten  sam  wzrost,  szerokie  ramiona,  ciemne  włosy,  błyszczące  w 

świetle księżyca… 

Przymknęła  oczy,  a  gdy  je  otworzyła,  zobaczyła  przed  sobą  ukochanego 

mężczyznę, na którego powrót tak bardzo czekała. 

Powoli wchodził na górę. Zatrzymał się kilka kroków od niej. 

–  O, Jim – 

powiedziała  cicho,  opierając  się  o  ścianę  domu  i  usiłując 

background image

zapanowa

ć nad swymi emocjami. 

– Przebacz mi – 

wyszeptał ochryple. 

– 

Dlaczego odszedłeś? – zapytała drżącym głosem. 

– 

Nie  pomyślałem,  że  moje  odejście  może  cię…  zranić.  –  Głos  mu  się 

załamywał, twarz miał naznaczoną cierpieniem. 

– 

Nie czuję się…. – nie zdołała skończyć, słowa uwięzły jej w gardle. 

– 

Nie musisz nic mówić. Bardzo się obawiałem, że już nie zastanę cię tutaj – 

powiedział cicho, obejmując ją ramionami. – Zachowałem się okrutnie. Przebacz 

mi. Zasługujesz na kogoś lepszego. 

Ten dumny mężczyzna prosił ją o wybaczenie. Natychmiast przytuliła się do 

niego. Przygarnął ją do siebie i znowu wszystko wymknęło im się spod kontroli. 

Jego  gorące  usta  były  słone  i  wilgotne,  a  jednodniowy  zarost  spowodował,  że 

zaczęła  palić  ją  skóra.  Nie  było  to  jednak  dla  niej  nieprzyjemne odczucie. Z 

rozkoszą  poddała  się  pocałunkom,  oczekując  niecierpliwie,  kiedy  znów  oboje 

znajdą się w łóżku. Po chwili Jim wziął ją na ręce, oplotła go delikatnie nogami, a 

on zaniósł ją do sypialni. 

Zrzucili pośpiesznie ubrania i zaczęli kochać się na puszystym dywanie, tuż 

przy płonącym kominku. Srebrna poświata księżyca towarzyszyła ich miłości. Jim 

kochał ją zachłannie, doprowadzając do ekstazy, jakiej jeszcze nigdy nie zaznała. 

Nie  mogła  opanować  rozkosznego  drżenia,  gdy  było  już  po  wszystkim.  A  on 

zrozumiał, że nareszcie należy do niego. Z czułością zaniósł ją do łóżka, przytulił 

mocno  do  siebie  i  tak  ściśle  połączeni  zasnęli.  Obudzili  się  późnym  rankiem  i 

spragnieni siebie znowu zaczęli się kochać. 

Powrócili do Houston. Jim nie powiedział jej, gdzie był tamtej nocy, a ona, 

mimo że była zaniepokojona, nie pytała. Bała się, że mogłoby to zakłócić cudowną 

atmosferę,  jaka  towarzyszyła  ich  miłości.  Lecz  lęk  mocno  zakorzenił  się  w  jej 

sercu.  Przecież  jeśli  raz  opuścił  ją  bez  słowa,  sytuacja  może  się  powtórzyć. 

Pomimo narastającej obawy rozkoszowała się każdą chwilą szczęścia. Nigdy dotąd 

nikt  tak  wiele  jej  nie  ofiarował.  Zaakceptowała  jego  drobne  wady.  Nie 

denerwowała  się  już,  gdy  zastawała  bałagan  w  łazience  czy  opakowanie  po 
gazetach niedbale rzucone na 

dywan. Wiedziała także, że przed poranną kawą Jim 

miewa zły humor, a po pracy potrzebuje chwili samotności. Zdecydowanie nie był 

pedantem, swoje rzeczy zostawiał wszędzie i nawet nie potrafił włączyć zmywarki 

do  naczyń.  Jednak  jego  czułość  rekompensowała  Kate  te  drobne  niedogodności. 

Radość  sprawiało  jej  obserwowanie  Jima,  gdy  gotował  potrawy,  śpiewając  przy 

background image

tym i fałszując niemiłosiernie. 

Szczęśliwe pożycie powoli stawało się codziennością. Jim odwoził żonę do 

biura i wynajdował preteksty, żeby być blisko niej. Pracowali wspólnie z wielkim 

entuzjazmem.  Razem  podejmowali  ważne  decyzje  dotyczące  nieruchomości. 

Jednak  Jim  przejął  na  siebie  wiele  obowiązków,  które  do  tej  pory  spoczywały 

wyłącznie na jej barkach. 

Kate z niecierpliwością oczekiwała końca każdego dnia pracy. Lubiła wracać 

do domu w towarzystwie męża. Cieszyła ją obecność ukochanego mężczyzny. Po 

raz  pierwszy  miała  wrażenie,  że  ktoś  należy  do  niej.  Obydwoje  lubili  razem 

przygotowywać posiłki, a potem zasiadać do kolacji. Prowadzili długie rozmowy. 

Gdy Kate  miała odmienne zdanie i starała się dowieść swych racji, Jim zamykał 

pocałunkiem jej usta. Codziennie zasypiała wtulona w jego ramiona. Czasami tylko 

wspominała  tę  straszną  noc,  gdy  opuścił  ją  bez  słowa.  I  nadal  obawiała  się,  że 

sytuacja może się powtórzyć. A już nie wyobrażała sobie życia bez niego. Lecz nie 

mogła  być  pewna  przyszłości.  Bolało  ją  również  to,  że  poza  krótkimi  chwilami, 

gdy  Maggie  przyprowadzała  Bobby'ego  Lee  do  pracy,  prawie  nie  widywała 

chłopca.  W  sobotnie  i  niedzielne  wieczory  czuła  się  rozpaczliwie  samotna, 

ponieważ Jim przebywał wtedy z synem. Bardzo tęskniła za nimi, a nic niestety nie 

mogła zrobić. 

Pewnej niedzieli Jim wrócił do domu wcześniej niż zazwyczaj i zaskoczył ją 

pytaniem, czy Bobby Lee mógłby spędzić z nimi piątkowy wieczór. Ucieszyła się 

bardzo i zaczęła planować wspólną kolację. Jednak syn Jima wolał pójść do baru i 

zjeść hamburgera. Przystała na to z radością i spędzili w trójkę wspaniały wieczór. 

Bobby Lee uprosił ojca, żeby pozwolił mu zostać z nimi przez cały weekend. Kate 

w  towarzystwie  męża  i  jego  synka  czuła  się  bardzo  szczęśliwa.  Coraz  częściej 

marzyła o tym, że Jim pokocha ją i staną się prawdziwą rodziną. 

Jim  zachowywał  się  szarmancko,  wyraźnie  ją  uwodził.  Jednak  nigdy  nie 

powiedział, że ją kocha. Czasami nawet obawiała się, że jej zajście w ciążę może 

raptownie zakończyć ich związek. Gdzieś tam w głębi serca skrywała nadzieję, że z 

czasem Jim zacznie jednak darzyć ją głębszym uczuciem. 

Pewnego poniedziałku Kate weszła do kuchni i poczuła zapach smażącego 

si

ę  bekonu.  Zrobiło  się  jej  niedobrze,  podeszła  do  okna,  chciała  zaczerpnąć 

powietrza, lecz nie mogła złapać oddechu. Ponownie chwyciły ją mdłości. Pobiegła 

szybko  do  łazienki.  Po  chwili  poczuła  się  trochę  lepiej.  Była  jednak  bardzo 

osłabiona. 

Jim był świadkiem tej jej słabości. 

background image

– 

Będziemy mieli dziecko? – zapytał, z poszarzałą nagle twarzą. 

– Tak przypuszczam. 

Spojrzała na niego ze smutkiem, a on wziął ją w ramiona i mocno przytulił. 

Trwali  tak  przez  chwilę,  Jim  delikatnie  gładził  jej  włosy,  a  ona  marzyła,  że 

pozostaną ze sobą na zawsze. Gdy wypuścił ją z objęć, usłyszała jego przepełniony 

bólem głos: 

– 

Wszystko przebiega zgodnie z planem, tak jak chciałaś. 

– 

Myślę, że również zgodnie z twoimi oczekiwaniami. 

– 

To był twój pomysł, nie pamiętasz? – zapytał z goryczą w głosie. 

– 

Tak, oczywiście. 

Jim milczał. Po chwili wyszedł z kuchni. Poczuła się bardzo samotna. 

background image

Rozdział dziesiąty 

 

Jim,  gdy  dowiedział  się  o  ciąży,  zmienił  swoje  postępowanie. 

Niepostrzeżenie w ich związek wdarł się chłód, chociaż nadal opiekował się Kate, 

woził  ją  do  lekarza  na  badania  kontrolne  i  cierpliwie  znosił  jej  zły  nastrój, 

towarzyszący  porannym  mdłościom.  Przejął  większość  domowych  obowiązków. 

Jednak  wyglądał  na  wyczerpanego.  Nie  śmiał  się  spontanicznie  tak  jak  kiedyś. 

Mimo że nie nalegał, żeby przestała pracować, Kate jednak postanowiła powierzyć 

mu niektóre swoje obowiązki zawodowe. 

Niestety, z każdym dniem odsuwał się od niej coraz bardziej. Wracał późno 

do domu. Unikał rozmów z nią, starał się nawet na nią nie patrzeć. Niewidzialny 
mu

r wyrastał między nimi. 

Jedynie w nocy, gdy leżeli już w łóżku, myślała, że są dla siebie stworzeni. 

Jednak odnosiła wrażenie, że przytula ją, walcząc ze sobą. Czasami udawało się jej 

przełamać  ten  dystans.  Stapiali  się  w  jedno,  pieszcząc  się  czule.  Po  chwilach 

uniesień, nastawał czas obojętności. A ona leżała w ciemności, czując, że go traci. 

Zastanawiała się, co powinna zrobić, aby zrozumiał, że jest dla niej bardzo ważny, 

że naprawdę go kocha. Analizowała swoje postępowanie, szukając przyczyn tych 
jego c

zęstych  zmian  nastroju.  Przypomniała  sobie  Edwina,  który  poślubił  ją  dla 

pieniędzy.  Tak  samo  zresztą  jak  i  Jim.  Jednak  musiała  przyznać,  że  ten  mąż  nie 

oszukiwał jej i nigdy nie twierdził, że ją kocha. 

Najgorsze były dla niej weekendy, które spędzała samotnie. W każdy sobotni 

poranek jej rozpacz nasilała się. Nie skarżyła się jednak, aż do fatalnej soboty, na 

tydzień  przed  terminem  porodu.  Rankiem  obudziła  się  w  bardzo  złym  nastroju. 

Była  poirytowana,  bo  czuła  się  nie  najlepiej.  Podążyła  za  Jimem  do  salonu, 

chwyciła  go  za  ręce  i  zaczęła  prosić,  żeby  nie  zostawiał  jej  samej.  Pragnęła 

pojechać z nim. 

– 

Zrozum,  nie  lubię,  gdy  pozostajesz  sama  przez  cały  dzień,  szczególnie 

teraz, ale przecież masz mój numer telefonu… – powiedział spokojnie Jim. 

– 

Twój  numer?  Myślisz,  że  to  wystarczy?  –  Starała  się  zapanować  nad 

głosem, choć była na granicy histerii. 

Patrzyła na niego z nachmurzoną miną. Powoli traciła kontrolę nad swoimi 

emocjami.  Nie  rozumiała,  dlaczego  Jim  zachowuje  się  tak  spokojnie  i  jest  tak 
opanowany. Dopro

wadzała  ją  do  szaleństwa  świadomość,  że  jej  życie  tak 

background image

diametralnie  się  zmienia,  a  on  postępuje  jakby  nigdy  nic,  jedynie  poprawnie, 

według wcześniej ustalonych reguł. Nagle zapragnęła wykrzyczeć mu wszystko w 

twarz i zapłakać nad sobą. Usta jej zadrżał)', przygryzła je nerwowo. 

– 

Mój numer telefonu musi ci wystarczyć – spokojnie odparł Jim i dodał: – 

Sama widzisz, że urodzenie przez ciebie dziecka skomplikuje naszą i tak niełatwą 

sytuację. 

– 

Niełatwą  sytuację?  –  krzyknęła,  czując,  że  skrzywdził  ją  swoją 

wypo

wiedzią.  –  Tak  postrzegasz  nasze  małżeństwo?  Jak  sobie  to  wszystko 

wyobrażasz? – Płakała, nie mogąc się opanować. 

– 

A  jak  ty  sobie  to  wyobrażasz,  Kate?  –  powiedział  głośno,  tracąc 

cierpliwość.  –  Często  się  nad  tym  zastanawiałem.  Przecież  nie  chciałaś 
prawd

ziwego małżeństwa. Zawsze byłaś taka chłodna, zawsze kontrolowałaś swoje 

reakcje…  może  jedynie  poza  chwilami  spędzanymi  w  łóżku…  Lepiej  już  pójdę. 

Nie chcę powiedzieć nic, czego obydwoje potem będziemy żałować… – przerwał 

swoją wypowiedź. 

–  A jednak powied

z to, Jim! Co może być gorszego niż torturowanie mnie 

takimi słowami! Proszę, powiedz, co naprawdę czujesz i myślisz! 

– 

Do  licha,  Kate!  Chcesz  wiedzieć,  co  naprawdę  czuję  i  myślę?  Otóż,  nie 

jestem tylko automatem do robienia dzieci, chociaż właśnie tego chciałaś i tylko 

tego  ode  mnie  oczekiwałaś.  Zrozum,  ja  też  jestem  człowiekiem,  mam  prawo  do 

własnych  uczuć.  Czuję  się  zmęczony  twoimi  gierkami.  Sądzisz,  że  jesteś 

właścicielką  świata…  że  również  mnie  posiadasz  na  własność.  Pamiętasz, 

opowiadałaś mi kiedyś o swoim ojcu, który kupował miłość kobiet. Jak myślisz, 

czy ty bardzo się od niego różnisz? 

– 

Jak możesz tak mówić? 

– 

Kate, naprawdę nie wiem, czy wytrzymam kolejne cztery miesiące… – Jim 

odwrócił się, zmierzając do wyjścia. 

– Wychodzisz? Tak po prostu? 

– Krok po kroczku, kochanie. 

– 

Jak ja cię nienawidzę! 

– Tak to czujesz? – 

Jim zmrużył oczy. 

Nie zaprzeczyła, na jej twarzy malowało się cierpienie. 

background image

– 

Nienawidzę cię, słyszysz?! 

Twarz mu spochmurniała. 

– 

W porządku, uspokój się. Wkrótce się mnie pozbędziesz. Ja również żałuję 

tego  małżeństwa,  podobnie  jak  ty  –  powiedział  spokojnie  i  wyszedł  z  domu,  nie 

zamykając drzwi. 

Pobiegła za nim i szybko je zatrzasnęła. Potem znowu je otworzyła. Chciała 

zawołać  go,  powiedzieć,  że  nie  mogłaby  go  nienawidzić,  że  zraniło  ją  jego 

oskarżenie.  To  oskarżenie  o  podobieństwie  do  ojca.  Pragnęła  wyznać  mu  całą 

prawdę. Powiedzieć, że go kocha i nie wyobraża sobie życia bez niego. Nie mogła 

jednak tego uczynić, bo nagle przeszył ją ból. Pochyliła się, jęknęła raz i drugi i 
zac

zęła go cicho wołać. Już było za późno na jakiekolwiek wyjaśnienia. Ponownie 

przeszył ją bolesny skurcz. 

– 

Boże, ratuj moje dziecko – wyszeptała. 

Starała się wyprostować, lecz nie mogła. Położyła się na podłodze, usiłując 

złapać  oddech.  Próbowała  się  opanować,  spokojnie  oddychać,  ale  bóle  wciąż  się 

nasilały. Była przerażona, że nie zdąży na czas do szpitala. 

Widocznie  usłyszał  jej  słabe  jęki,  bo  powrócił.  Z  niepokojem  pochylił  się 

nad Kate. 

– 

Jim… przepraszam… nie chciałam… – głos uwiązł jej w gardle. 

– Ja 

także, kochanie – usłyszała jego słowa, dochodzące jakby z oddali. 

Po chwili objął ją swymi mocnymi rękoma i przytulił do siebie. Spojrzała na 

niego z czułością. W tym momencie była już pewna, że jest on jedyną, największą 

miłością  jej  życia.  Próbowała  mu  to  powiedzieć,  lecz  nasilające  się  bóle 

wykrzywiły jej twarz. 

– Nic nie mów – 

wyszeptał, biorąc ją na ręce. 

– 

Zabieram cię do szpitala. 

Ściany  sali  porodowej  były  białe.  Wszyscy  nosili  niebieskie  uniformy  i 

nawet Jim był ubrany na niebiesko. 

Nagle ciszę szpitalnej sali zakłócił głośny okrzyk położnej: 

– 

Doktorze, nie słyszę tętna dziecka! 

– 

Nie,  błagam,  to  nie  może  być  prawda!  –  zapłakała  Kate,  kurczowo 

background image

trzymając męża za rękę. 

Atmosfera nerwowości udzieliła się wszystkim. 

– 

Musimy zrobić cesarskie cięcie. 

Z

a chwilę jej twarz przykryto plastikową maską. Próbowała pozbyć się jej, 

ale usłyszała głos mówiący stanowczo: 

– 

Zacznij mówić alfabet, bądź dobrą dziewczynką. 

Gdy  dotarła  do  litery  c,  twarz  Jima  zaczęła  się  jej  zamazywać.  Zdążyła 

pomyśleć,  że  nie  powiedziała  mu,  jak  bardzo  go  kocha.  Lecz  już  nie  mogła 

wydobyć głosu. A potem zapadła się w ciemność…. 

– 

Panie Jones, musi pan już wyjść stąd – stwierdziła pielęgniarka. 

Jim  skinął  głową,  nadal  trzymając  bezwładną  rękę  żony.  Czuł  się  winny. 

Stracił  panowanie  nad  sobą  i  doprowadził  do  tej  okropnej  kłótni,  która  mogła 

skończyć  się  śmiercią  Kate  i  dziecka.  Przyrzekł  sobie,  że  jeśli  będzie  żyła,  już 

nigdy nie wywoła żadnej sprzeczki. Zastosuje się do jej niemądrych zasad, chociaż 

będzie go to dużo kosztowało. 

–  Uratuj

cie  ją-  wyszeptał,  przypominając  sobie  wszystko,  co  przeżywał  w 

trakcie choroby Mary. – 

Nie  pozwólcie  jej  umrzeć!  Proszę,  nie  pozwólcie  jej 

umrzeć! 

– 

Wszystko będzie w porządku, panie Jones. 

Chciał w to wierzyć. Pochylił się nad Kate i pocałował jej blady policzek. 

– 

Ona nie może umrzeć, ponieważ bardzo ją kocham – powtórzył. 

Kobieta, która oddałaby wszystko, żeby usłyszeć te słowa, leżała pogrążona 

we śnie. 

background image

Rozdział jedenasty 

 

– 

Gdzie położyłaś moją walizkę? – zawołał Jim z salonu. 

Pytanie, któ

rego  od  dawna  oczekiwała,  spadło  na  nią  jednak  jak  grom  z 

jasnego nieba. Kate pochyliła się do lustra, nerwowo przeczesując włosy szczotką. 

Przez chwilę siedziała jak sparaliżowana. Drżące palce wypuściły szczotkę, która 

uderzyła o blat toaletki, uszkadzając lśniącą powierzchnię mebla. 

Czyżby właśnie w tym dniu miał odejść z jej życia na zawsze? Heidi miała 

cztery miesiące. Kate obawiała się tej chwili każdego dnia, odkąd mąż przywiózł ją 

ze szpitala. Jej lęk narastał aż do okropnego dnia, w którym ich córka skończyła 

trzy  miesiące.  Jednak  przerażająca  data  minęła  i  chociaż  przez  cały  ten  dzień 

napięcie  wzrastało,  a  ona  histerycznie  traciła  panowanie  nad  sobą,  Jim  nic  nie 

powiedział i nic nie zrobił. Bała się spytać go, dlaczego tak postępuje. Pytanie to 
mog

łoby  sprowokować  reakcję,  której  się  obawiała.  Trzy  dni  później  Jim  z 

czułością ofiarował jej czerwone róże na Dzień Matki. A teraz nagle ją opuszcza… 

Przez  dłuższą  chwilę  nie  ufała  sobie,  że  odpowie  chłodno  i  uprzejmie.  Od 

czasu gdy zaszła w ciążę, ten sposób wypowiedzi stał się ich zwyczajem. 

Płacz Heidi przerwał rozmyślania Kate. Dzięki Bogu! Pospieszyła do córki, 

unikając odpowiedzi na pytanie. 

Niestety, spostrzegła, że Jim ją uprzedził. 
Zatrzymała się przy drzwiach. 

– 

Niedawno ją nakarmiłam i zmieniłam pieluchę. Nie wiem, czego chce… 

Jej  przytłumiony,  obco  brzmiący  głos  dochodził  do  niego  jakby  z  daleka. 

Nieobecny myślami, skinął głową, a potem uśmiechnął się do małej istotki, którą 

trzymał w ramionach. 

– 

Dobrze,  już  dobrze,  moje  słodkie  kochanie  –  mówił  do  dziecka  ciepłym 

tonem,  którego  nigdy  nie  używał  w  stosunku  do  żony,  może  z  wyjątkiem  chwil, 

gdy kochali się w ciemności. 

Trzymał  swoją  małą  córeczkę  w  objęciach  i  szeptał  coś  uspokajającym 

tonem. Kiedy Heidi zaczęła gaworzyć, zwrócił się do Kate: 

– Ni

e sądzę, żeby ona potrzebowała czegokolwiek, poza miłością. 

background image

Dobry Boże. Kate próbowała uśmiechnąć się do niego w taki sam sposób, w 

jaki on się do niej uśmiechał, lecz usta jej drżały i czuła, jak serce rozpada się jej na 

drobne  kawałki.  Słynne  opanowanie  Karlingtonów,  zawsze  dotąd  chroniące  ją 

przed okazywaniem bólu i rozpaczy, gdzieś nagle zniknęło. 

On jakby nie dostrzegał tego, co się z nią dzieje. Całą swoją uwagę skupił na 

córce, która małymi paluszkami objęła jego palec. 

Kate nie była zazdrosna o jego uczucia do Heidi, ale nie mniej niż ich mała 

córeczka  pragnęła  miłości  Jima.  Obraz  wspaniałego,  czułego  ojca  z  miłością 

pochylającego  się  nad  dzieckiem  uświadamiał  jej  z  całą  ostrością  obojętność 

ukochanego męża wobec niej. 

Od  czasu  gdy  przywiózł  je  ze  szpitala  do  domu,  obchodził  się  z  nią  tak 

ostrożnie  jak  z  jajkiem.  Jakby  była  obcą  osobą,  z  którą  jest  zmuszony  żyć  i 

prowadzić  uprzejme  rozmowy.  A  ona  pilnowała  się,  by  nie  ujawnić  potrzeby 

czułości.  Nie,  to  nieprawda,  że  nie  był  wspaniały  jako  mąż.  W  pierwszych 

tygodniach,  gdy  czuła  się  osłabiona  po  porodzie,  robił  praktycznie  wszystko  dla 

niej i dla dziecka. Pozwolił Bobby'mu Lee na częstsze wizyty u siostry. Kiedy Kate 

stawała się przesadnie niespokojna o niemowlę – Heidi była przecież jej pierwszym 
dzieckiem  – 

on,  jako  bardziej  doświadczony  rodzic,  był  pewny  siebie,  spokojny. 

Każdy upływający dzień utwierdzał Kate w przekonaniu, że zawsze może polegać 

na  jego  pomocy,  solidności  i  sile.  Z  dnia  na  dzień  coraz  bardziej  pragnęła  jego 

miłości. 

– 

Trudno mi będzie nie widywać córeczki codziennie – szepnął Jim. 

Jego chłodny, uprzejmy głos przeszył ją bólem. A jakie to będzie straszne, 

ciebie nie widzieć codziennie, pomyślała. 

– 

Przyniosę twoją walizkę – wyszeptała. 

Weszła  powoli  na  górę  i  skierowała  się  do  swojej  szafy w holu. Wiele 

miesięcy  temu  starannie  schowała  tam  walizkę  Jima.  Teraz  zaczęła  z  furią 

wyjmować  pudła  z  załadowanych  półek,  aż  ją  znalazła.  Zdesperowana  zrzuciła 

znienawidzoną walizkę na podłogę. 

Walizka  odbiła  się  od  szczytu  schodów,  przechyliła  i  spadała  schodek  po 

schodku, robiąc ogromny hałas. 

Z rozpaczą obserwowała Jima wychodzącego z pokoju córki. A on spokojnie 

schylił się po neseser i podniósł go. 

– 

Dziękuję. Sądzę, że przedłużyłem swój pobyt ponad miarę – powiedział, 

background image

nie patrząc na nią. 

Boże,  co  on  mówi,  myślała  zrozpaczona.  Dziękuje  mi?  Za  co?  Za  to,  że 

żyliśmy ze sobą ponad rok? Idź, idź, jeśli jestem ci obojętna! Chciała krzyczeć na 

niego. Chciała zbiec w dół po schodach i wyrzucić go razem z tą okropną walizką. 

Była zdeterminowana i gotowa na wszystko, jednak opanowała się i postanowiła 

uniknąć równie upokarzającej sceny, jak ta, która doprowadziła do przedwczesnego 

porodu.  Pamiętała,  jak  wtedy  Jim  stwierdził  chłodno,  że  żałuje  tej  ich  komedii 

małżeńskiej. 

Kate,  wiedząc,  że  jest  na  granicy  wytrzymałości,  pobiegła  do  łazienki  i 

zamknęła  drzwi.  Nie  chciała,  by  zauważył  jej  rozpacz.  Przytrzymała  się  ściany  i 

płakała bezgłośnie, domyślając się, że on teraz pakuje swoje rzeczy. Łzy płynęły jej 

po policzkach, mimo to usiłowała wmówić w siebie, że wreszcie osiągnie spokój. 

Nagle  uświadomiła  sobie,  że  nieustanne  napięcie  między  nimi  było  już  nie  do 

zniesienia. Jak długo można grać w takiej farsie? Jak długo można godzić się na 

udawanie obojętności? 

W chwilę później usłyszała stłumione przekleństwo, a potem odgłos kroków 

męża  zmierzającego  na  górę.  Wstrzymała  oddech,  próbując  się  opanować.  On 

jakby  zwlekał  z  otwarciem  drzwi.  Po  czasie,  który  wydał  się  jej  wiecznością, 

usłyszała delikatne pukanie. 

– Kate. 

– 

Idź stąd! 

– 

Chciałem powiedzieć… do widzenia. 

– 

W porządku. Do widzenia. Idź już sobie!  

Jim  jednak  nie  odchodził.  Jakaś  nieokreślona  siła  trzymała  go  przy  tej 

kobiecie. 

– 

To ty mówiłaś, że oczekujesz ode mnie jedynie dziecka. 

–  Tak  – 

wyszeptała,  słaniając  się  na  nogach,  umierając  z  rozpaczy, 

zastanawiając się, czy potrafi żyć bez niego. 

– 

To wszystko, czego potrzebowałaś, prawda? Pragniesz z powrotem swego 

spokojnego, doskonale poukładanego życia? 

Stłumiła szloch. 

– 

Tak, tak, idź już – powiedziała zamierającym głosem. 

background image

–  Kate…  –  wyczu

ła  wahanie  w  jego  głosie,  a  potem  usłyszała  jego 

oddalające się, ciężkie kroki. 

W chwilę później trzasnęły drzwi, a ona wybiegła z łazienki. 
Na półpiętrze leżały porozrzucane pudła i wieszaki. Cisza panująca w domu 

potęgowała uczucie samotności. Brakowało Jima, jego ubrań rzucanych zazwyczaj 

niedbale  na  kanapę,  jego  śmiechu,  jego  obecności.  Jej  wzrok  zatrzymał  się  z 

czułością na plastikowym stojaku na gazety, który leżał przewrócony na podłodze. 

Gorące łzy znów napłynęły do oczu. Ten stojak stał się najdroższą rzeczą w tym 

pokoju,  wypełnionym  antykami.  Nagle  zupełnie  jasno  uświadomiła  sobie,  że  bez 

Jima dziecko, którego pragnęła tak rozpaczliwie, nigdy jej nie wystarczy. Pieniądze 

Karlingtonów  nie  znaczyły  nic.  Nie  chciała  odejścia  męża!  Zawsze  będzie  go 
pra

gnęła. Tak jak kiedyś dziecka. Dlaczego nie przełamała się i nie błagała, żeby 

został?  Nieważne  stało  się  stwierdzenie  Jima:  „Żałuję  tej  małżeńskiej  komedii”. 

Kochała go wystarczająco mocno, aby wybaczyć mu wszystkie złe słowa. Jednak 

nie  chciała  posługiwać  się  dzieckiem,  żeby  zmusić  go  do  pozostania.  Ale  miała 

pieniądze Karlingtonów. Mogła powierzyć mężowi pewien kapitał, który dawałby 

mu  poczucie  męskiej  władzy.  To  utrwaliłoby  ich  małżeństwo.  Dlaczego tego  nie 

zrobiła? 

Pomyślała  o  nocach,  które  spędzali  razem.  O  wzajemnej  czułości.  O  jego 

poszukujących ustach, delikatnych pieszczotach, żarliwym pożądaniu. I o uczuciu, 

które w niej rozkwitło. Lecz czy takie zachowanie świadczyło o miłości? Czyż nie 

powiedział jej, że może zawsze mieć jego ciało, ale nigdy nie dostanie duszy? A 

ona rozpaczliwie pragnęła go całego. Chciała być z nim na zawsze! 

Dotarł  do  jej  uszu  płacz  dziecka.  Pomyślała,  że  już  nigdy  więcej  nie 

pobiegną razem do pokoju dziecka, aby wspólnie cieszyć się córeczką. 

Kate zbiegła ze schodów, a gdy otworzyła drzwi pokoju dziecinnego, ujrzała 

stojącego tam Jima. Zaskoczyło ją to. Niepewnym głosem zapytała: 

– Co tu robisz? 

Zauważyła,  że  zmienił  się  na  twarzy.  Dostrzegła  głęboką  udrękę  w  jego 

czarnych oczach. Patrzył przenikliwie na jej zapłakaną twarz. 

– 

Dlaczego płaczesz? – spytał łagodnym, współczującym tonem. 

– 

Ja…  nie…  płaczę  –  przerywane  słowa  przeczyły  tej  wypowiedzi.  –  Nie 

chcę… żebyś mi współczuł. 

W następnej chwili jego ramiona oplotły ją, zachłanne usta całowały gorąco, 

background image

żarliwie. 

– 

Boże, Kate, próbowałem cię opuścić. 

Usłyszała gaworzenie Heidi. 

– Co z dzieckiem? – 

wyszeptała załamującym się głosem, kiedy popchnął ją 

do holu i zatrzasnął drzwi. 

– 

Dziecko ma się dobrze. Obydwoje ją rozpuściliśmy i tyle! 

– 

Nie rozumiem… Dlaczego… jesteś tutaj? 

– 

Ponieważ, niech to diabli porwą, nie jestem wielkopańskim Karlingtonem, 

który  może  powiedzieć  ci  do  widzenia  przez  zamknięte  drzwi.  Nie  potrafię  już 

dłużej  postępować  według  reguł,  które  oboje  sobie  narzuciliśmy  –  powiedział 

poirytowany, załamującym się głosem. – Za bardzo cię pragnę, bym odszedł bez 

walki. Nie obchodzi mnie, co myślisz o moim ubóstwie. Nie interesuje mnie twój 

majątek ani to, że twoja rodzina uważa mnie za łowcę posagu. Zrozum, nawet nie 

obchodzi  mnie  to,  iż  myślisz,  że  jestem  nieudacznikiem,  bankrutem  i  że…  mnie 

kupiłaś… 

– 

Nie,  na  pewno  nie  myślę  tak  o  tobie!  Nigdy  nie  pogardzałam  tobą. 

Ustaliłam  te  wszystkie  głupie  zasady,  aby  chronić  siebie…  ponieważ  wcześniej 

zostałam zraniona. Sądziłam, że żałujesz małżeństwa ze mną… 

Wyglądał tak, jakby jej nie słuchał. Mówił dalej: 

– 

Chcę  ci  pomóc  wychować  Heidi.  Czułbym  się  jak  ostatni  łajdak, 

zostawiając  cię  samą.  Nie  opuszczę  matki  mojego  dziecka.  Nie  chcę,  żeby 

wychowywało się jak półsierota. Nawet wbrew naszym wcześniejszym ustaleniom! 

–  Nie musi

sz  odchodzić  –  pospiesznie  powiedziała.  –  Nigdy tego nie 

chciałam. 

– 

Sądziłem, że potrzebujesz jedynie automatu do zrobienia dziecka. Gdy ci 

to zarzuciłem, nie zaprzeczyłaś. 

– 

Nie,  ale  kocham  cię,  Jim.  Zawsze  cię  kochałam.  Właśnie  dlatego 

pragnęłam  twojego  dziecka  już  tej  pierwszej  nocy.  Dlatego  prosiłam,  byś  mnie 

poślubił. I dlatego, że cię od dawna kocham, narobiłam tyle głupstw. 

– 

Boże, nareszcie jestem szczęśliwy! Ja również cię kocham – powiedział po 

prostu. – Kocham od dawna. 

background image

– 

Czy  jesteś pewien,  że  chcesz  mnie… dla  mnie samej  i  nie obchodzą  cię 

moje pieniądze? 

– 

Niech diabli porwą twój majątek, twojego ojca i Edwina za wmówienie ci, 

iż pieniądze to wszystko. Chciałbym, byś była biedna. Wtedy bylibyśmy równi. 

– 

Jesteśmy  równi  –  wyszeptała.  –  Więcej  niż  równi.  Sądzę,  że  ty  jesteś 

wprost wspaniały, na pewno lepszy ode mnie… 

Ucałował jej usta delikatnie. 

– 

Kocham  cię  dla  ciebie  samej,  takiej,  jaką  jesteś,  a  jesteś  dla  mnie 

wszystkim. 

Po długiej chwili, wypełnionej żarliwymi pocałunkami, Kate zadała pytanie: 

– 

Jeśli  kochasz  mnie  tak  bardzo,  dlaczego  nigdy  przedtem  mi  tego  nie 

powiedziałeś? 

– 

Ponieważ  trzymałem  się  ustalonych  zasad.  Cierpiałem  z  tego  powodu. 

Byłem  wściekły,  gdy  uświadomiłem  sobie  fikcyjność  naszego  małżeństwa.  A 

potem…  kiedy  się  załamałem,  nastąpiła  ta  okropna  kłótnia  i  niemal  w  chwilę 

potem  poród.  Tak bardzo się  obawiałem,  że  mogłaś umrzeć… że dziecko  mogło 

umrzeć…  i  że  będzie  to  moja  wina…  Dlatego  stosowałem  twoje  głupie  reguły  i 

czekałem, kiedy każesz mi odejść. Robiłem to dla ciebie. Nie chciałem cię ranić, a 

jednocześnie nie chciałem cię zmuszać do pozostania ze mną w tym narzuconym 

sobie związku. 

– 

Kochanie, a ja sądziłam, że liczysz dni do odejścia… 

– 

Po tym, jak zaszłaś w ciążę, bałem się każdego dnia i każdej nocy, które 

zbliżały nas do rozstania. Czas był wrogiem! Kiedy Heidi skończyła trzy miesiące, 

a ty mnie nie wyrzuciłaś, zacząłem mieć nadzieję, że również czujesz coś do mnie. 

Lecz nigdy tego nie powiedziałaś. Nawet wtedy, gdy dałem ci róże na Dzień Matki. 

Byłaś wyniosła, uprzejma, chłodna. 

– 

Ty  też  nic  nie  mówiłeś.  Niczym  się  nie  zdradziłeś.  Dlaczego  dzisiaj 

chciałeś odejść? 

–  Dzisiaj?  – 

zmierzwił  włosy.  –  Nie  mogłem  już  dłużej  tego  znosić.  Tej 

niepewności… Nie mogłem żyć z tobą, kochać cię i chcieć, byś mnie kochała, a 

jednocześnie  obawiać  się  tego,  co  będzie  jutro.  Widziałem  cierpienie  w  oczach 

Bobby'ego  Lee.  Gdy  przyjeżdżał,  zawsze  pragnął  zostać  z  nami.  Ciągle  czuł  się 
odrzucony… 

background image

– 

Przecież wiesz, że kocham go, od początku kochałam was obu. Pragnęłam, 

byśmy  żyli  razem,  we  trójkę.  Jednak  obawiałam  się  o  tym  mówić…  zwłaszcza 

kiedy bez wyjaśnień zniknąłeś na tyle godzin po nocy poślubnej. Co ja wówczas 

przeżyłam!  Ile  czyniłam  sobie  wyrzutów.  Potępiałam  swoją  zaborczość  i 

niecierpliwość… 

– 

Uciekłem, bo przeraziłem się swojej szaleńczej miłości. Nie wiedziałem, 

czy  potrafię  żyć  obok  ciebie,  ciągle  udając  obojętność.  Musiałem  się  opanować. 

Wszystko przemyśleć. Jednak życie bez ciebie wydało mi się koszmarem, dlatego 

wróciłem.  I  dzisiaj  podjąłem  ponownie  próbę  zerwania naszego  związku,  ale jak 

widzisz… znowu nie miałem siły odejść. 

– 

To  wszystko  przeze  mnie.  To  moja  duma  nie  pozwalała  mi  wyznać  ci 

miłość. A przecież z takim uporem, tak bezwstydnie zastawiałam na ciebie sidła. 

– 

Kochanie, lubię ten twój bezwstyd. Pragnę, byś przez resztę życia uganiała 

się za mną. 

Cudowne ciepło w jego głosie zapaliło w niej małą iskierkę szczęścia, która 

wkrótce przemieniła się w płomień namiętności, wymykający się spod kontroli. Po 

raz pierwszy od dłuższego czasu kochali się w środku dnia, w słonecznym świetle 

wpadającym  przez  wysokie  okna.  Stracili  poczucie  rzeczywistości,  nie 

kontrolowali swych reakcji, pogrążyli się w morzu rozkoszy, bardziej żarliwie niż 
kiedykolwiek przedtem. 

Nasyceni, pełni wzajemnego ciepła, leżeli przytuleni do siebie. Uśmiechnięta 

promiennie Kate przekomarzała się z mężem tak długo, aż przyznał, że posiadła nie 

tylko jego ciało, ale zawładnęła także jego duszą. 

Jima  przepełniało  uczucie  wielkiej  miłości  do  Kate.  Była  najwspanialszą 

matką jego dzieci. Ukochaną żoną. Wymarzoną kochanką. 

Płynął  czas.  Mijały  godziny.  Zapadła  noc.  A  nad  ich  domem  zabłysła 

szczęśliwa gwiazda miłości. 


Document Outline