background image

ELIZABETH BEVARLY

Dobra robota 

background image

PROLOG

– Zoey, nie może być aż tak źle. 

Zoey Holland oderwała wzrok od malutkiej dziewuszki, którą trzymała na 

rękach, i potrząsnęła głową. Gęste, rude włosy opadły jej na twarz. Poczuła 

nagle, jak dziecko je ciągnie. Delikatnie wyswobodziła kosmyk z drobnej piąstki 

i przerzuciła włosy przez ramię. 

– Sylvie, jest bardzo źle. Ten facet okazał się zupełnie szalony. Da spokój 

dopiero wtedy, kiedy będzie miał moją głowę na talerzu. Jeśli nie wierzysz, 

zwróć się do Livy. 

Sylvie Buchanan spojrzała pytającym wzrokiem na siostrę. Olivia McGuane 

poparła słowa przyjaciółki. 

– On naprawdę uwziął się na Zoey – odrzekła, próbując pochwycić własne 

dziecko, uganiające się po nienagannie czystej, luksusowej kuchni Sylvie. Nie 

zarzuciły dawnego zwyczaju i dziś, jak co miesiąc, spotkały się w trójkę przy 

niedzielnym wczesnym lunchu. Była to pierwsza od trzech miesięcy wizyta w 

domu Sylvie, to jest od chwili przywiezienia przez nią ze szpitala dopiero co 

urodzonej Genevieve. 

– Bądź ostrożny, Simonie – upomniała Olivia swego ruchliwego synka, już 

prawie dwulatka, biegającego po kuchni. – Uważaj na doniczki. Ciocia Sylvie i 

wujek Chase są znacznie bardziej pedantyczni niż twoi rodzice. I znacznie mniej 

wyrozumiali. Będą się gniewali, jeśli narozrabiasz. 

Sylvie westchnęła głośno. 

– Wuj Chase nadal nie pojmuje, dlaczego z chwilą pojawienia się dziecka 

powstaje w domu stały, gigantyczny bałagan. I nadal jest przeświadczony, że 

można utrzymywać porządek. Gennie i ja doprowadzamy go do szału. – Sylvie 

nachyliła   się   nad   ramieniem   Zoey   i   dotknęła   szyjki   córeczki.   –   Prawda, 

malutka?

Niemowlę   zagulgotało   radośnie   i   szybko   cofnęło   główkę,   gestem   tym 

background image

przypominając żółwia. 

–   Chyba   po   ojcu   odziedziczy   zielone   oczy,   a   po   tobie   jasne   włosy   – 

powiedziała Zoey, patrząc na dziecko. – Całkiem niezłe połączenie. 

– Jak to się dzieje, że Gennie ma już włoski, a Simon przez cały rok był łysy 

jak kolano? – zapytała Livy. 

Wszystkie trzy zwróciły wzrok na malutkiego chłopczyka, który zatrzymał 

się przed wentylatorem i z ciekawością go oglądał. Ruch powietrza wichrzył mu 

gęste, ciemne loczki, odziedziczone po matce. 

– Z dziećmi różnie bywa – odparła Sylvie. – Jeśli już zaczną im rosnąć 

włosy, to pienią się szybko jak chwasty. Nie masz, siostro, żadnego powodu, 

żeby się użalać. 

–   Obiecałaś   zaprezentować   go   w   telewizyjnym   konkursie   dla   łysych   – 

przypomniała Zoey. – Mogłaś zrobić majątek. 

– Piękne dzięki – mruknęła Livy. – Wolę nie mieć łysego dziecka. 

–   Zboczyłyśmy   z   tematu   –   przypomniała   Sylvie.   –   Mówiłyśmy   o   tym 

nowym lekarzu w waszym szpitalu. O doktorze Facie. 

Zoey wsadziła Genevieve z powrotem do koszyka, ustawionego na środku 

kuchennego stołu. 

– On się nazywa Tatę, a nie Fate [Ang. fate  oznacza los (przyp. tłum. )] – 

poprawiła przyjaciółkę. – Byłoby okropne, gdyby prześladował mnie los. 

Doktor Jonas Tatę pojawił się w szpitalu Seton General, gdzie Zoey i Olivia 

pracowały   jako   pielęgniarki.   Zoey   na   oddziale   noworodków,   a   Olivia   na 

położnictwie. Do South Jersey przyjechał z renomowanej prywatnej kliniki na 

zachodnim wybrzeżu, gdzie był szefem oddziału kardiologii. Każdy w szpitalu 

Seton General wiedział, jak znakomicie się spisywał na uniwersytecie Johna 

Hopkinsa dwanaście lat temu, że wcześniej otrzymał dyplom z wyróżnieniem na 

Harvardzie,   a   jeszcze   dawniej   z   doskonałymi   ocenami   ukończył   szkołę 

medyczną przy Kolumbijskim Uniwersytecie. 

Doktor   Jonas   Tatę   był,   o   czym   wiedzieli   wszyscy   w   Seton   General, 

background image

niezwykle   utalentowanym   lekarzem.   Teraz,   kiedy   wszedł   w   skład   zarządu 

szpitala, okazał się również świetnym organizatorem. Uwielbiali i poważali go 

wszyscy. 

Wszyscy oprócz Zoey Holland. 

Oczywiście,   doceniała   zalety   doktora   Tate’a   i   jego   wysoką   pozycję   w 

szpitalu, a także świetne kwalifikacje. Na samym początku, kiedy się zjawił, 

nawet go lubiła. Miała jednak wtedy niewiele z nim kontaktów i szybko ich 

wzajemne   stosunki   zaczęły   się   psuć.   Ostatnio   bez   przerwy   mieli   z   sobą   na 

pieńku.   Nie   zgadzali   się   w   żadnej   sprawie.   Każdy,   najdrobniejszy   nawet 

problem   stawał   się   przedmiotem   ostrego   sporu.   I   zawsze,   ale   to   zawsze, 

przegrywała Zoey. Ona musiała ustąpić. To było oczywiste. Bo ten człowiek, 

bez względu na to, czy miał rację, czy nie, był, niestety, jej szefem. 

– Na czym polega problem tego faceta? – zapytała Sylvie. 

– Zabij mnie, ale nie wiem – odparła Zoey, zaskoczona pytaniem. – Wiem 

tylko tyle, że bez przerwy mnie się czepia. Przy każdej, nawet najmniejszej 

okazji. 

Olivia uśmiechnęła się lekko. 

– Wiele pielęgniarek byłoby szczęśliwych, gdyby doktor Tatę ich się czepiał 

– zażartowała. – Najchętniej w ciemnym schowku na bieliznę, podczas nocnego 

dyżuru. 

–   Ja   do   nich   nie   należę!   –   warknęła   Zoey.   –   Ten   facet   jest   okropny. 

Arogancki, szorstki, egocentryczny, nierówny, histeryczny, tępy... 

– I ma najpiękniejsze oczy barwy koniaku, jakie kiedykolwiek widziałam – z 

rozmarzeniem   dodała   Olivia.   –  A  także   wspaniałe,   ciemne,   kręcone   włosy. 

Uwielbiam mężczyzn z takimi włosami – dodała, spoglądając z  miłością na 

synka. – Są tacy uroczy. 

–   Też   lubię   szatynów   –   przyznała   Sylvie.   Zoey   z   niedowierzaniem 

popatrzyła na Olivię. 

– Musisz mieć źle w głowie – powiedziała. – Doktor Jonas Tatę jest uroczy?

background image

– Nie pastwi się nade mną – odparła Olivia, lekko wzruszając ramionami. – 

Jest zawsze dla mnie uprzedzająco grzeczny. Czasami, przyznaję, wydaje się 

nieco chłodny, a nawet nieobecny myślami. 

Zoey nie dowierzała własnym uszom. 

– Ten człowiek jest zawsze niegrzeczny, zimny i traktuje ludzi z dystansem. 

Ma   wredną   osobowość   –   wybuchnęła.   –   Hej   –   wróciła   myślami   do   słów 

przyjaciółki – czyżbyś chciała powiedzieć, że to moja wina, iż znalazłam się na 

czele jego listy ludzi do załatwienia?

Olivia wzruszyła ramionami. Starała się dobrze wyważyć odpowiedź. 

– Zdaje mi się – zaczęła ostrożnie – że jego złe humory prowokuje twoja 

obecność. 

– Co chcesz przez to powiedzieć? – spytała zaskoczona Zoey. 

– Niektórzy ludzie źle na siebie działają – odparła powoli Olivia. 

Sylvie potwierdziła jej opinię skinieniem głowy. 

– Livy, wiem, co masz na myśli. Tak właśnie było przez pewien czas między 

mną a Chase’em. Nic nas nie łączyło, oczywiście oprócz Gennie. Doprowadzał 

mnie do szału. Ale – dodała z uśmiechem – jakoś to pokonaliśmy. Teraz jest 

idealnie. 

–   Nic   w   moim   życiu   nie   będzie   idealnie,   dopóki   będę   musiała   mieć   do 

czynienia z doktorem Jonasem Tate’em – oświadczyła ponuro Zoey. – Jest coś w 

tym człowieku, co... 

– Daj spokój – przerwała jej Sylvie. – Posłuchaj, dam ci teraz najmądrzejszą, 

najgłębszą wskazówkę z mego arsenału dobrych rad znającej życie barmanki. 

Radę, która nigdy nie zawiodła ani mnie, ani żadnego z moich klientów. 

Zoey nawet nie próbowała ukrywać sceptycyzmu. 

– Co to jest? – mruknęła. 

– Płyń z prądem. 

Zoey   spojrzała   niepewnie   na   Sylvie   i   zaraz   potem   przeniosła   wzrok   na 

Olivię. 

background image

–   Płyń   z   prądem   –   powtórzyła   tępym   głosem,   wymawiając   każde   słowo 

wyraźnie i z osobna. 

– Tak. – Sylvie skinęła głową. – Byłabyś zaskoczona, wiedząc, jak często 

ludzie sami sobie stwarzają problemy, walcząc z czymś, co nieuniknione, bijąc 

głową o ścianę wtedy, kiedy robić tego nie powinni. Popatrz na Livy i na mnie i 

przypomnij sobie wszystkie problemy, które miałyśmy z Danielem i Chase’em. 

Obie jesteśmy idealnymi przykładami. – Sylvie spojrzała na dziecko zasypiające 

w koszyku  i  uśmiechnęła się lekko. –  Rozluźnij  się,  odpręż  i pozwól, żeby 

sprawy biegły swoim trybem. Zoey, ty i doktor Fate jakoś się dogadacie. 

– Nie Fate, lecz Tatę – poprawiła ją Zoey. Sylvie machnęła ręką. 

– A co to za różnica?

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Dla Jonasa Tate’a nie był to dobry dzień. A wszystko z winy Juliany. Była 

najbardziej   wymagającą,   nieznośną   i   apodyktyczną   kobietą,   jaką   znał. 

Absolutnym potworem z ogromnymi niebieskimi oczyma, miękkimi, jasnymi 

włosami i delikatnie wygiętymi w łuk wargami. Od dwóch miesięcy, to znaczy 

odkąd znalazła się w jego domu, budziła go w środku nocy, nalegając, żeby się 

nią zajął, a jej potrzeb nie zaspokoiłby nawet pułk żołnierzy. Nie pozwalała mu 

zasnąć   dopóty,   dopóki   jej   nie   zadowolił.   Obudzona   i   nasycona,   męczyła   go 

nadal, zmuszając, żeby ją zabawiał. Opowiadał więc różne historyjki, włączał 

muzykę i usiłował prowadzić sensowną konwersację. Wszystko nadaremnie. 

Była zabójczym gatunkiem kobiety, myślał. W jednej chwili urocza, ponętna 

i   zgodna,   w   drugiej   przeistaczała   się   w   potwora.   Nie   miał   wątpliwości,   że 

pewnego dnia na śmierć zamęczy jakiegoś nieszczęśnika. 

Na domiar złego miała dopiero trzy miesiące. 

Jonas wysunął prawą górną szufladę biurka, odgarnął na bok stos papierów i 

wyciągnął buteleczkę z silnym środkiem przeciwbólowym. Bez wody połknął 

trzy   tabletki.   Skrzywił   się,   kiedy   jedna   utknęła   mu   w   gardle.   Podszedł   do 

nawilżacza powietrza, stojącego w rogu gabinetu. Napił się wody. Rzucił okiem 

na lustro wiszące w pobliżu i skrzywił się jeszcze bardziej. 

Wyglądał okropnie. Ciemne, wijące się, zmierzwione włosy wymagały ręki 

fryzjera. Na pójście do niego nie miał czasu. 

Dziś rano także nie starczyło mu czasu, żeby się ogolić, a czarny zarost 

zajmował   ponad   połowę   twarzy.   Duże   sińce,   wynik   przepracowania, 

przekształciły   się   w   ciemne   obręcze   wokół   głęboko   zapadniętych   oczu, 

spowodowane   całkowitym   brakiem   snu.   Nie   wyglądał   na   człowieka 

zarządzającego częścią szpitala, lecz na pacjenta oddziału psychiatrycznego. 

Głośne pukanie do drzwi sprawiło, że odwrócił się nerwowo, rozpryskując 

background image

zawartość kubka na rękaw. Czując na ciele zimną wodę, drgnął i tym razem 

pochlapał cały przód białej koszuli. 

– Proszę wejść! – wykrzyknął, ze złością patrząc na mokry strój. 

Drzwi   gabinetu   otworzyły   się   powoli.   Wsunęła   głowę   jedna   z   nowo 

przyjętych internistek. 

– Czy mówię z doktorem Tate’em? – spytała, nie wchodząc dalej. 

– Tak. – Nie pamiętał nazwiska tej młodej kobiety. Nie miało to zresztą 

większego znaczenia. 

– Jest pan potrzebny na oddziale noworodków – oznajmiła.

– Poco?

– Nie wiem. Prosili, żeby pana sprowadzić. 

– Czy to coś pilnego?

Lekarka zastanawiała się przez chwilę. 

– Chyba nie. Gdyby tak było, pewnie by mi powiedzieli. Mam rację?

– Być może. 

– W przeciwnym razie szukaliby pana, używając pagera. Jonas popatrzył na 

młodą kobietę. 

– Jak pani się nazywa? – zapytał. 

– Mills, proszę pana. Claudia Mills. 

–  Mills  –  powtórzył,  nie  ukrywając  niezadowolenia.  –  Doktor Mills.   Od 

kiedy pracuje pani w naszym szpitalu?

– Od dwóch tygodni, proszę pana. 

–   Aha,   od   dwóch   tygodni.   I   przez   ten   czas   zdążyła   pani   całkowicie 

zapomnieć o podstawowych zasadach edukacji lekarskiej. 

Oczy   młodej   kobiety   rozszerzyły   się   ze   zdziwienia,   lecz   zaraz   potem 

opuściła głowę, żeby uniknąć oskarżycielskiego wzroku Jonesa. 

– Proszę pana. ja nie... 

Podszedł do drzwi i otworzył je tak szeroko, że lekarka oparta o framugę 

lekko się zachwiała. 

background image

– Następnym razem, doktor Mills, jeśli ktoś o coś panią poprosi, proszę 

dowiedzieć się, o co chodzi, zanim wpadnie tu pani tak beztrosko, jak teraz. 

Jasne? I jeszcze jedno. Jeśli chce pani dłużej przetrwać w tym zawodzie, musi 

pani się uodpornić. Nie jestem ostatnią osobą, która będzie wytykać pani głupie 

błędy. Proszę pilnować się i robić ich możliwie jak najmniej. Bo ktoś może na 

tym stracić. Nawet życie. A jak wtedy się pani będzie czuła?

Zamknął drzwi. Och, ci interniści, pomyślał z westchnieniem. Żaden z nich 

nie nadaje się do solidnej roboty. 

Nadal był zły i bolała go głowa, kiedy znalazł się na oddziale noworodków. 

Panował tu spokój. W dyżurce siedziała tylko jedna pielęgniarka. Pochylona, 

notowała coś w karcie pacjenta. 

– O co chodzi? – zapytał Jonas, podchodząc bliżej. Pielęgniarka zerwała się 

z miejsca. 

– Doktor Forrest chce widzieć pana doktora w sali C. 

– Mówiła, po co?

– Nie. Prosiła tylko, żeby od razu pana tam skierować. Potarł czoło, usiłując 

rozpędzić   ból,   który   rozsadzał   mu   czaszkę.   Tabletki   nie   zadziałały.   Ściskał 

rękoma głowę, kiedy otwierał drzwi do sali C, tak że nie od razu zauważył, że 

jest w niej cały tłum zebranych ludzi. Przywitali go chóralnym okrzykiem:

– Niespodzianka!

Jonas   zobaczył,   że   otaczają   go   lekarze,   pielęgniarki,   sanitariusze   i   inni 

pracownicy wschodniego skrzydła szpitala. Nad ich głowami falowały kolorowe 

baloniki. Na środku sali ustawiono ogromny tort ozdobiony świeczkami. 

– Sądziłeś, że ukryjesz przed nami tę czwartą okrągłą rocznicę? – spytała 

Lily Forrest, szefowa oddziału intensywnej opieki nad niemowlętami. 

Lily   i   jej   mąż,   Mike,   stali   się   pierwszymi   przyjaciółmi   Jonasa,   odkąd 

przeniósł się do New Jersey. Pierwszymi i jedynymi, pomyślał z goryczą. Ale 

przecież był samotnikiem. Przynajmniej do chwili, w której pracownica opieki 

społecznej zapukała do jego drzwi, trzymając na rękach Julianę. Od Nowego 

background image

Roku zdarzyło się jeszcze jedno niesympatyczne przeżycie. Jonasowi stuknęła 

właśnie czterdziestka. Nie miał pojęcia, w jaki sposób Lily się dowiedziała, że 

dziś są jego urodziny, o których, oczywiście, nie mówił nikomu. Do diabła, 

starał się o nich nawet nie myśleć. 

Rozradował   go   widok   uśmiechniętych   twarzy   i   tortu   z   płonącymi 

świeczkami. Jego wzrok zatrzymał się na wysokiej, szczupłej postaci. 

W rogu sali stała samotnie ruda kobieta. Z włosami ściągniętymi w koński 

ogon, w wykrochmalonym, niebieskim chirurgicznym stroju i ze stetoskopem 

zwisającym z szyi wyglądała jak uosobienie spokoju. Jonas musiał przyznać, że 

Zoey Holland była pielęgniarką idealną. Opanowaną i kompetentną. Wiedział 

jednak, że pod maską zewnętrznego spokoju kryje się drapieżna kotka. Długie, 

wymanikiurowane pazurki zawsze były wymierzone w jego stronę. 

Jonas wiedział ponadto, że Zoey go nie znosi. I być może miała rację. Był, 

zwłaszcza ostatnio, bardzo trudny we współpracy. A ponadto ta młoda kobieta 

bez przerwy go drażniła. Od pierwszego spotkania ciągle się z sobą ścierali. 

– Co ty na to? – zapytała doktor Forrest, serdecznym gestem obejmując 

Jonasa. 

– Lily, nie wiem, co powiedzieć – odrzekł zgodnie z prawdą. – Kto teraz 

zajmuje   się   chorymi?   Pacjentki   muszą   się   zastanawiać,   gdzie   podział   się 

personel – mruknął. 

– Były tak miłe, że obiecały poczekać z rodzeniem aż do zakończenia naszej 

uroczystości.  A  poza   tym   mamy   koniec   zmiany.   Wszyscy,   jak   tu   jesteśmy, 

uporaliśmy się już z robotą. 

– I zamiast wracać do domu, przyszliście złożyć mi życzenia – powiedział 

Jonas, wzruszony przyjacielskim gestem kolegów. – Bardzo wam dziękuję. Ale 

skąd   dowiedzieliście   się,   że   dziś   moje   urodziny?   Może   zresztą   lepiej   nie 

wiedzieć... – zawiesił głos. – Bardzo dziękuję – powtórzył. 

–  A  teraz   szybko   zdmuchnij   świeczki,   zanim   zjawi   się   straż   pożarna   – 

powiedziała Lily. 

background image

Zbliżając   się   do   tortu,   kątem   oka   Jonas   zobaczył,   jak   Zoey   dyskretnie 

wycofuje   się   w   stronę   drzwi.   Na   pewno   kazano   jej   tu   przyjść,   pomyślał.   Z 

własnej, nieprzymuszonej woli by tego nie zrobiła. 

I nagle wstąpił w niego diabeł. Jakaś siła kazała mu krzyknąć w jej stronę:

– Hej, Zoey! Pomóż mi! Sam nie dam rady. Zatrzymała się w pół kroku. 

Musiała być wściekła, że ją wywołał. 

– Przykro mi, doktorze Tatę, ale się spieszę – odparła lodowatym tonem. – 

Biorę za Jeannette dodatkowy nocny dyżur i muszę jechać do domu, żeby trochę 

się przespać. 

Przy   ruchu   głowy   kaskada   rudych   włosów   ściągniętych   w   koński   ogon 

opadła jej na ramię. Jonas zapragnął nagle zanurzyć w nie palce. Zastanawiał 

się, czy powrót Zoey do domu wiąże się z jakimś mężczyzną i czy dla niego tak 

się uczesała. Zwykle upinała włosy w kok przylegający ściśle do głowy lub 

zaplatała je w warkocz. 

Zobaczył zimny, odpychający błysk zielonych oczu młodej kobiety. Dawała 

mu znać, że jej sprawy to nie jego interes. 

– Chodź tutaj! – zawołał ponownie. – To zajmie tylko minutkę. 

Gdyby   wzrok   mógł   zabijać,   Zoey   Holland   unicestwiłaby   Jonasa.   We 

wschodnim skrzydle szpitala było tajemnicą poliszynela, że ładna pielęgniarka i 

pan doktor Jonas Tatę za sobą, oględnie mówiąc, nie przepadają. 

Co on kombinuje? zastanawiała się Zoey. Jaki numer chce mi wyciąć? Na 

domiar złego, przeżyła koszmarny dzień. Jedyną pociechą było to, że obyło się 

bez żadnego konfliktu z szefem. Aż do tej pory. Sięgała właśnie po płaszcz, 

kiedy   zatrzymał   ją   głos   doktor   Forrest.   Zoey   darzyła   lekarkę   ogromnym 

szacunkiem   i   podziwem.   Dlatego   tylko   zgodziła   się   uczestniczyć   w 

urodzinowym przyjęciu doktora Tate’a. Krótko, przez parę minut, co obiecała jej 

doktor Forrest, wiedząc o istniejącej animozji między nią i nowym lekarzem. 

Może dlatego chciała widzieć ją tu, by złagodzić z dnia na dzień pogarszającą 

się atmosferę?

background image

Zoey   wiedziała,   że   najlepszą   metodą   naprawy   stosunków   między   nią   a 

doktorem   Tate’em   byłoby   wzniesienie   między   nimi   trzymetrowego   muru. 

Obiecała jednak Lily Forrest, że przyjdzie na urodzinowe święto. Postoi w kącie 

przez parę minut. Nic się przecież nie stanie, uznała. Ponadto miał być tort. A 

czekoladowy tort z kremem był dla Zoey największym przysmakiem. Weźmie 

kawałek, zawiezie do domu i zje po kolacji. 

– Zoey – powtórzył Jonas. – Pospiesz się. Tort czeka. 

Nie   wiedząc   dlaczego,   postanowiła   jednak   włączyć   się   do   gry.   Ruszyła 

powoli w stronę znienawidzonego lekarza. 

Zauważyła, że wyglądał okropnie. Miał zmierzwione włosy i rano się nie 

ogolił. Zastanawiała się, czy zaspał po nocy spędzonej z kobietą na gimnastyce 

seksualnej i nie miał czasu lub siły, żeby przed pójściem do pracy doprowadzić 

się   do   porządku.   Prawdę   mówiąc,   wygląda   na   wykończonego,   uznała 

podchodząc bliżej. Z jakimi kobietami się umawia?

Uśmiechnął   się,   kiedy   stanęła   obok.   Zastanawiała   się   nad   typem   kobiet, 

które go interesowały. Musiały być pewnie drobne, ciche, łagodne i potulne. Do 

takich ona sama nie należała. Była prawie wzrostu Jonasa, dobrze zbudowana, o 

dużych   dłoniach,   niewiele   mniejszych   niż   jego   własne.   A   jeśli   chodzi   o 

łagodność i potulność... No cóż, nikt nigdy za taką jej nie uważał. Mówiła to, co 

myśli,   i   nigdy,   ‘   ale   to   przenigdy   nikt   nie   mówił   jej,   co   ma   robić   i   jak 

postępować. 

Z wyjątkiem Jonasa Tate’a, pomyślała. 

Zwinęła dłonie w pięści po obu stronach ciała, kiedy uprzytomniła sobie, że 

znów wpadła w pułapkę. Jeszcze raz poddała się jego presji. 

– Liczę do trzech – szepnął jej Jonas do ucha. Tuż obok zobaczyła jego 

twarz. Usiłowała się cofnąć, lecz przytrzymał ją za rękę, z lekkim, zagadkowym 

uśmiechem  na  wargach,  wskazującym na   to,  że  wiedział,  co  Zoey  zamierza 

zrobić. 

Poczuła się dziwnie. Od ręki Jonasa przez jej ciało przebiegł dreszcz. 

background image

Doktor Tatę doliczył do trzech. Oboje nabrali głęboko powietrza, nachylili 

się   nad   tortem   i   dmuchnęli.   Świeczki   zgasły.   Wszystkie.   Zebrani   zaczęli 

wiwatować i bić brawa. Nawet Zoey zrobiło się miło. 

– To znaczy, że spełni się moje marzenie – powiedział Jonas, pochylając się 

ku Zoey. 

– Tak mówią – skomentowała cicho. Zacisnął palce na jej ręce. 

– Nie chcesz wiedzieć, o czym pomyślałem? – zapytał. W oczach Jonasa 

dojrzała nagle pożądanie. Serce zaczęło bić jej jak szalone. Co to za żarty? 

zastanawiała się. Po co mi to robi?

Potrząsnęła przecząco głową. 

– Nie, chyba nie – odrzekła prawie szeptem. Uśmiechnął się zagadkowo. 

– Moje życzenie się spełni, więc niedługo sama się przekonasz, bo dotyczy 

także ciebie. 

Roześmiała   się   niepewnie.   Usiłowała   rozluźnić   powstałe   między   nimi 

napięcie. Wyswobodziła rękę z uścisku Jonasa. 

– Och, już wiem, czego pan pragnie – powiedziała po chwili. 

Jego jasnobrązowe oczy rozbłysły nagle. Zbliżył się do Zoey. 

– Naprawdę wiesz? – zapytał. Skinęła głową. 

–  Tak.   Chce   pan,   żebym   rzuciła   pracę.  Abym   złożyła   wymówienie   albo 

popełniła jakiś niewybaczalny błąd, za co mógłby mnie pan wyrzucić. 

Jonas Tatę spojrzał na nią badawczo. 

– Tak myślisz naprawdę?

– Tak. – Cofnęła się o jeszcze jeden krok. Mówiła cicho, by nikt nie słyszał. 

– Niedoczekanie, doktorze Tatę – wycedziła przez zaciśnięte zęby. – Zbyt długo 

tu   pracuję   i   mam   zbyt   ugruntowaną   pozycję   zawodową,   żeby   byle   lekarz 

odgrywał się na mnie. 

Mówiąc tak obcesowo, znów popełniła błąd i dobrze o tym wiedziała. Kujej 

wielkiemu zdziwieniu, w odpowiedzi Jonas Tatę tylko się uśmiechnął. 

– Punkt dla ciebie, Zoey – odparł po chwili. – Punkt. 

background image

Z tymi słowami odwrócił się w stronę tortu, który Lily kroiła i rozdawała 

obecnym.   Nie   spojrzał   nawet   na   Zoey,   co   ją   dotknęło,   lecz   zaraz   potem 

uprzytomniła sobie, że to jej zależy przecież, żeby Jonas ją ignorował. Lepsze to 

niż zwracanie na siebie uwagi niesympatycznego lekarza. 

Mimo   woli   zawiedziona,   Zoey   wycofała   się   z   sali.   Muszę   się   przespać, 

pomyślała. Potrzebowała paru godzin snu. Chyba dlatego, że była wykończona, 

tak   gwałtownie   zareagowała   na   zachowanie   się   Jonasa.   Wieczorem   sama 

zapomni, o co w ogóle chodziło. 

background image

ROZDZIAŁ DRUGI

Siedząc w dyżurce, Zoey wyciągnęła ręce wysoko nad głową i obserwowała 

tarczę zegara. Na widok wskazówki dochodzącej do dwunastki uśmiechnęła się 

radośnie.   Było   coraz   bliżej   do   końca   dyżuru   i   do   upragnionego,   długiego 

weekendu. Już zdążyła zapomnieć, jak miła jest praca na trzeciej zmianie, kiedy 

wokół panuje nocny spokój i nic się nie dzieje. Za godzinę będzie już wracała 

do   domu   i   cieszyła   się   aż   trzema   wolnymi   dniami.   Normalnie   o   tej   porze 

wyruszałaby do pracy. 

Kiedy   trzy   lata   temu   zrezygnowała   z   dyżurów   na   zmianie   od   jedenastej 

wieczór do siódmej rano i rozpoczęła regularną pracę dzienną, była zadowolona. 

Nocne dyżury dezorganizowały całe jej życie. Pracowała wtedy, kiedy inni spali, 

i   odpoczywała,   gdy   normalnie   egzystowali.   Zmęczenie   to   zresztą   dobra 

wymówka przeznaczona dla tych, którzy wyrzucali jej, że zbyt rzadko umawia 

się   na   randki.   Teraz,   kiedy   z   reguły   pracowała   w   dzień,   nadal   nieczęsto 

spotykała się z przedstawicielami płci brzydkiej. Dlaczego?

Bo   mężczyźni   to   w   większości   dranie,   natychmiast   sobie   odpowiadała. 

Casus: doktor Jonas Tatę. 

Co ten facet właściwie myśli? Za kogo się ma? Po raz setny od wczorajszego 

popołudnia   męczyły   Zoey   te   pytania.   Na   samo   wspomnienie   nieznośnego 

lekarza wszystko się w niej gotowało. Jego uwagi i komentarze były płaskie. 

Nieciekawe. Tylko ją złościły. Doprowadzały do białej gorączki. 

Powtarzała to nadal o siódmej rano, kiedy przyszła Jeanette, aby ją zastąpić. 

Zoey nie była zmęczona. Wręcz przeciwnie, po spokojnej nocy poczuła nagły 

przypływ energii. Miała ochotę miło spędzić dzień. W piątek Olivia pracowała, 

lecz Sylvie miała wolne. Może we trzy, z Sylvie i z malutką Gennie, przeżyją 

jakąś przygodę, pomyślała z uśmiechem na twarzy. Marzec w tym roku był 

zimny i pogoda nie zachęcała do spacerów. Pójdą do kina lub na zakupy?

background image

Zebrała   swoje   rzeczy,   włożyła   skafander,   wyszła   na   korytarz   i   wcisnęła 

guzik windy, żeby zjechać na dół. Po chwili drzwi kabiny się otworzyły. Stała w 

nich Lily Forrest. 

– Wychodzisz? – spytała Zoey lekarka. 

– Tak. Zastępuje mnie Jeannette. Nie mogę zostać dłużej. Jadę do domu. 

– Świetnie się składa. Gdybym nawet chciała jakoś to zorganizować, lepiej 

by nie wyszło. 

Zoey popatrzyła podejrzliwie na lekarkę. 

– Co zorganizować? zapytała. 

– Mieszkasz w Haddonfield, prawda?

– Tak. 

– To doskonale. Skoro wracasz do domu, to znaczy jedziesz w tamtą stronę. 

Czy mogłabyś oddać mi przysługę?

– O co chodzi?

– Czy po drodze do domu możesz oddać w Tavistock akta pacjenta?

– Oczywiście. To żaden problem. 

– Otrzymaliśmy je dopiero wczoraj. W południe lekarz przedstawia sprawę 

w Krajowym Instytucie Zdrowia w Maryland. Gdyby musiał wracać po te akta 

do szpitala, zanim pojedzie do Bethesdy, nie miałby szans zdążyć na czas. – Lily 

Forrest podała Zoey dużą, szarą kopertę. – A to jest adres. – Z kieszeni fartucha 

wyciągnęła kartkę. – Czy będziesz musiała zbaczać z drogi?

Zoey rzuciła wzrokiem na świstek papieru. 

– Nie przejmuj się, Lily – odparła. – Mieszkam w pobliżu Tavistock. Co 

wieczór chodzę tam na spacery. 

Wspaniała dzielnica, pomyślała, wsuwając kartkę do wewnętrznej kieszeni 

skafandra.   Ogromne,   wiktoriańskie   domy   z   przepięknie   utrzymanymi 

trawnikami i ogrodami, oraz stare, wysokie, strzeliste drzewa. Bardzo się jej tam 

podobało. Było spokojnie, ładnie i dostojnie. Po przykrych doświadczeniach, 

których nie szczędziło jej życie, bardzo sobie ceniła te walory. 

background image

– Jestem ci ogromnie zobowiązana za przysługę – powiedziała Lily. Ruszyła 

żwawo w stronę oddziału wcześniaków. – I odwdzięczę się – zawołała przez 

ramię. Zaraz potem zniknęła za zakrętem korytarza. 

Zoey pomachała ręką lekarce i cofnęła się w stronę windy. Kiedy brała adres 

od Lily, winda zdążyła odjechać. Zoey była w zbyt dobrym humorze, żeby się 

tym   przejąć.   Miała   przed   sobą   długi,   trzydniowy   weekend.   Spokojny,   bez 

żadnych zobowiązań. I, co najważniejsze, przez siedemdziesiąt dwie godziny 

nie będzie musiała oglądać doktora Jonasa Tate’a!

Odetchnęła z ulgą i ponownie wcisnęła guzik windy. 

Jonas Tatę popatrzył na niemowlę. Spało w dziecinnym pokoju urządzonym 

obok   jego   sypialni.   Nie   wiadomo   czemu   przypomniała   mu   się   rudowłosa 

pielęgniarka. Nie miał pojęcia, co w niego wstąpiło, że zmusił ją do udziału w 

gaszeniu urodzinowych  świeczek. Niemal  na  nią napadł  w  sali  pełnej ludzi. 

Rozbierał oczyma. Musiał przyznać, że widok był fascynujący. 

Och,   jak   mógł   zachować   się   tak   idiotycznie?   A   w   ogóle   dlaczego 

interesowała go ta irytująca kobieta? zapytywał sam siebie. Zoey Holland była 

nieznośna, uparta, pewna siebie i pyskata. Nadawała się bardziej na strażniczkę 

więzienną niż na opiekunkę niemowląt. Nie miała w sobie niczego, co mogłoby 

go podniecić. Absolutnie niczego. 

Jeśli   tak   było   rzeczywiście,   to   dlaczego   głośny   płacz   Juliany   wyrwał   go 

godzinę temu z najbardziej erotycznego snu. jaki kiedykolwiek mu się przyśnił? 

Snu, w którym główną i jedyną żeńską rolę odgrywała siostra Zoey?

Jestem zmęczony i niedospany, pomyślał Jonas. Było to jedyne wyjaśnienie, 

które mu przyszło do głowy, tłumaczące jego dziwaczne zachowanie w szpitalu 

wczoraj po południu i późniejsze fantazje seksualne na temat Zoey Holland. 

Całkowite   wyczerpanie   sprawia,   że   ludzie   zachowują   się   w   sposób 

nieobliczalny. I dzisiejszej nocy też nie miał szans, żeby się wreszcie wyspać. 

Dzisiejszej nocy? powtórzył z rozpaczą. Był to już wczesny ranek. Czuł się 

teraz bardziej zmęczony, niż kiedy kładł się wieczorem do łóżka. Z do połowy 

background image

opróżnioną butelką stał zdezorientowany nad leżącym dzieckiem, nie wiedząc, 

co robić. Juliana wreszcie zasnęła. Jonas bał się poruszyć, żeby znów się nie 

obudziła i nie zaczęła płakać. 

Wokół panował idealny spokój. Jak nigdy, odkąd wprowadził się do tego 

ogromnego,   starego   wiktoriańskiego   domu.   Od   razu   polubił   nową   siedzibę. 

Wysokie, przestronne pokoje z dużymi oknami, ciemne mahoniowe boazerie i 

potężne, rosnące wokół drzewa stwarzały aurę powagi i spokoju. Ten dom w 

Tavistock, otoczenie i cała reszta wydawały się idealne. Przez pierwsze kilka 

miesięcy pobytu Jonasa w New Jersey, bo potem, akurat w Nowy Rok, zapukała 

do   drzwi   pani   Edna   Caldecott   z   Międzynarodowej   Organizacji   Pomocy 

Dzieciom. Ze złymi wieściami i małym zawiniątkiem na rękach. 

Tak jakby na wspomnienie tamtych chwil, nagle odezwał się dzwonek u 

drzwi. Dziecko się obudziło. Przez jedną krótką chwilę Jonas łudził się, że mała 

przewróci się na bok i zaśnie, lecz stało się inaczej. Juliana otworzyła buzię i 

zaczęła płakać. Głośno. Przeraźliwie. Rozdzierająco. 

Patrzył na rozpaczą na dziecko. Na ogół starał się go w ogóle nie dotykać, 

pozostawiając je pod opieką kolejnych piastunek, które wynajmował na czas 

swego pobytu w szpitalu. 

Od stycznia zwolnił ich z sześć. Żadna nie wydała mu się odpowiednia. Pani 

Howard stale patrzyła spode łba, pani Cather była zbyt miękka i rozpuszczała 

dziecko.   Evan   był   niezły,   lecz   miał   dopiero   dziewiętnaście   lat   i   niewiele 

wiadomości na temat wychowywania niemowląt. A Melissa? Gdy pewnego dnia 

wrócił wieczorem do domu, zastał ją, nagutką, w swoim łóżku. Do opieki nad 

Juliana zupełnie się nie nadawała. 

Spodobała   mu   się   natomiast   piastunka,   którą   przyjął   niedawno. 

Sześćdziesięciodwuletnia pani Garrison wychowała czwórkę własnych dzieci i 

miała najłagodniejsze niebieskie oczy, jakie kiedykolwiek widział. Cieszył się, 

że na dłużej zapewni dobrą opiekę dziecku, lecz właśnie wczoraj oświadczyła 

mu, że już nie wraca do pracy. Przyłapano ją na rozboju z bronią w ręku i 

background image

wygląda na to, że najbliższe kilka lat, a może nawet dziesięć, spędzi zupełnie 

gdzie   indziej.   Powiedziała   mu   przy   tym,   żeby   się   nie   martwił,   bo   za   dobre 

sprawowanie wyjdzie wcześniej z więzienia i będzie mogła podjąć przerwaną 

pracę. 

Dzwonek   przy   drzwiach   zadźwięczał   ponownie.   Juliana   płakała   głośno   i 

przejmująco. 

– Dobrze już, dobrze – powiedział Jonas uspokajająco do dziecka. Wyjął je z 

kołyski i wziął niezdarnie na ręce. 

Ubrany tylko w wiśniowe jedwabne spodnie od piżamy, schodził ostrożnie 

po schodach. Nie miał pojęcia, kto dzwoni do drzwi o siódmej trzydzieści rano. 

Juliana płakała coraz głośniej. Była czerwona i opuchnięta od łez. 

Jonas otworzył drzwi. Na progu domu stała Zoey Holland. 

– Co ty tu robisz?

– Co pan tu robi? – padły równocześnie dwa pytania. 

– Ja tu mieszkam – odparł Jonas. 

–   Przysłała   mnie   Lily   Forrester   –   wyjaśniła   Zoey.   –   Co   pan,   do   licha, 

wyczynia z tym biednym maleństwem?

Mimo   że   bez   przerwy   otoczona   niemowlętami,   nigdy   nie   mogła   znieść 

płaczu   dziecka.   Odruchowo   wyciągnęła   ręce   i   wzięła   małą.   Jonas   oddał   ją 

chętnie. Nieproszona, Zoey weszła do domu i nogą zamknęła za sobą drzwi, 

żeby   chłód   poranka   nie   zaszkodził   niemowlęciu.   Kołysała   je   na   rękach, 

przemawiając   łagodnym,   kojącym   głosem.   Dziecko   przestało   płakać   prawie 

natychmiast. Spoglądało na świat załzawionymi, opuchniętymi oczkami. 

– Bardzo jesteś miła. – Zoey od razu zorientowała się, że niemowlę jest 

dziewczynką.   Pocałowała   ją   w   czółko   i   uśmiechnęła   się.   –   To   dla   pana   – 

powiedziała   do   Jonasa,   wyciągnąwszy   spod   pachy   szarą   kopertę.   –   Doktor 

Forrest prosiła, żebym podrzuciła ją panu, wracając do domu. Mówiła, że te 

materiały są dziś panu potrzebne. 

Nie wysunął ręki po kopertę. Zoey mimo woli spojrzała na niego. Zobaczyła 

background image

przed   sobą   dobrze   zbudowanego   mężczyznę   o   szerokiej,   umięśnionej   klatce 

piersiowej, silnych ramionach, w spodniach od piżamy okrywających wąskie 

biodra i płaski brzuch. Zoey wolałaby, żeby to piękne ciało, które miała przed 

sobą, należało do kogoś innego, a nie do doktora Jonasa Tate’a. 

Obiekt   oględzin   zauważył   jej   badawczy   wzrok.   Spłonęła   rumieńcem. 

Wyciągnęła ku Jonasowi rękę z kopertą. Nadal jej nie odbierał. 

Powiedziała lekko schrypniętym głosem:

– Doktor Forrest mówiła, że to ważne. 

Jonas wziął wreszcie kopertę. Odłożył ją na kanapę. Nie odrywał wzroku od 

Zoey z niemowlęciem na ręku. A ponieważ czuła się znacznie pewniej przy 

dziecku niż przy roznegliżowanym mężczyźnie, spuściła wzrok i patrzyła na 

małą. 

– Jak masz na imię, słoneczko? – spytała łagodnym tonem, głaszcząc lekko 

policzek dziecka. – Jak?

Mała zaczęła gaworzyć radośnie i uśmiechnęła się. 

– To jest Juliana – odparł męski, szorstki głos. – Juliana Tatę. Zoey nie 

odrywała wzroku od dziecka, bojąc się spojrzeć na Jonasa, który stał obok. 

–   To   chyba   zbyt   poważne   imię   jak   dla   tak   małej   dziewczynki.   Będzie 

wspaniałe, kiedy urośniesz. 

Juliana znów zaczęła się śmiać. 

– Jak tego dokonałaś? – zapytał Jonas. Bliskość nie ubranego mężczyzny 

robiła na Zoey wrażenie. Miała kłopoty nie tylko z mówieniem, lecz także z 

oddychaniem. 

– Czego? – wyjąkała po chwili. 

– Mała przestała płakać. A teraz nawet się śmieje. Do mnie nigdy się nie 

uśmiecha. 

–   Sama   nie   wiem,   jak   to   się   stało.   Dzieci   potrafią   zachowywać   się   w 

nieprzewidziany sposób. Zawsze znajdą jakiś powód do radości lub smutku. 

Jonas zacisnął usta i oparł ręce na biodrach. Zoey aż za dobrze znała ten jego 

background image

wyraz twarzy i postawę. Rozzłościła go. Był wściekły. 

– Twierdzisz, że Juliana płakała przeze mnie – oznajmił głosem pozornie 

spokojnym. 

– Niekoniecznie – odparła szybko. – Jest pan przecież jej ojcem – dodała 

niezbyt sensownie. 

Fakt ten sprawił, że miała ochotę się rozpłakać. Nie wiedziała, że doktor Tatę 

jest żonaty i dzieciaty. Chyba nikt w szpitalu nie miał o tym pojęcia. Chmary 

lekarek i pielęgniarek uganiały się za nim. Z pewnością nie robiłyby tego, gdyby 

wiedziały, że Jonas nie jest wolny. Do tej pory Zoey była gotowa przysiąc, że 

należy do tej nielicznej grupy kobiet w szpitalu, którym jest wszystko jedno, czy 

doktor Tatę żyje z jedną kobietą, czy ma ich dwanaście. Teraz jednak, widząc 

namacalny dowód przynajmniej jednego związku, zrobiło się jej smutno. 

–   Nie   jestem   ojcem   Juliany   –   odparł   po   chwili.   –   Jestem   jej   stryjem.   – 

Westchnął ciężko i ręką potarł czoło. – Prawdę powiedziawszy, miałaś rację – 

ciągnął spokojnym, miękkim głosem. – Płakała przeze mnie. Z jakiegoś powodu 

ten dzieciak mnie nie znosi. Nie mam pojęcia, co zrobić z tym wszystkim. 

Zoey  podniosła  wzrok  i  popatrzyła  na  Jonasa. Wyglądał  rzeczywiście  na 

wykończonego. Miał podkrążone i zmęczone oczy, a wokół ust rysowały się 

nowo   powstałe   zmarszczki.   Przesunął   ręką   po   włosach,   zamknął   oczy   i 

ponownie westchnął głęboko. Z jego oczu wyzierał smutek. 

– Gdzie są jej rodzice? – spytała Zoey. Tak bezradnego i nieszczęśliwego 

Jonasa Tate’a jeszcze nigdy nie widziała. 

– Nie żyją. 

– Przykro mi. 

Jonas wzruszył ramionami. 

–   Szczerze   mówiąc,   właściwie   ich   nie   znałem.   Ojciec   Juliany   był   moim 

bratem, którego nie widziałem od trzydziestu lat. 

Oznaczało to, że chłopców rozdzielono już w dzieciństwie, pomyślała Zoey. 

Była ciekawa, dlaczego tak się stało. Nie chciała pytać o to Jonasa. Nie była to 

background image

jej sprawa, lecz on jakby wyczuł, o czym pomyślała, bo westchnął ponownie. 

– Zoey, to długa historia – powiedział. Jego wzrok zatrzymał się na dziecku 

spoczywającym w jej ramionach. – Zdejmij kurtkę, a ja zaparzę kawę. 

Uczynił więcej, niż zamierzał. Uległ naleganiom Zoey i doprowadził się do 

porządku, podczas gdy ona pilnowała Juliany. Po raz pierwszy od miesięcy nie 

musiał spieszyć się pod prysznicem, ogolił się gładko, nie zacinając ani razu, i 

przyzwoicie ubrał. W szarą bluzę ze śliwkowym krawatem i ciemne spodnie, 

które przedtem przeprasował. Sypialnię opuszczał w znakomitym nastroju. W 

takim, w jakim nie zdarzało mu się być od miesięcy. I wszystko to zawdzięczał 

jednej   kobiecie.   Siostrze   Zoey   Holland,   która   tego   ranka   zapukała 

nieoczekiwanie do jego drzwi. Zderzył się z nią – dosłownie – gdy wychodziła z 

pokoju   Juliany.   Chwycił   za   ramiona,   żeby   nie   upadła,   a   ona,   by   zachować 

równowagę, oparła dłonie na jego torsie. Przez chwilę stali nieruchomo, patrząc 

sobie   w   oczy.   Jedno   czekało   na   ruch   drugiego.   Wreszcie   jednocześnie   się 

odsunęli, bąkając słowa przeprosin. Jonas gestem ręki zaprosił Zoey na dół. 

Zamknęła cicho drzwi dziecinnego pokoju i zaczęła powoli schodzić za nim ze 

schodów. 

Po chwili znaleźli się w kuchni. Jonas włączył monitor, żeby usłyszeć, gdy 

dziecko na górze zapłacze, i zaczął mówić. Odruchowo ściszył głos, tak jakby 

bał się obudzić Julianę. 

– Zjadła jeszcze trochę, kiedy pan się ubierał – powiedziała Zoey, odczytując 

jego myśli. – Powinna teraz spokojnie spać. 

Bez przekonania skinął głową. 

– Napijesz się kawy? – zapytał. 

– Chętnie – odparła. 

Postawił   na   stole   parujące   kubki,   a   potem   poszedł   jeszcze   po   cukier   i 

śmietankę. 

–   Jesteś   głodna?   Jeśli   tak,   to   usmażę   jajecznicę   na   bekonie.   Potrząsnęła 

głową. 

background image

– Nie, dziękuję. Sama coś sobie przyrządzę po powrocie do domu. 

Skinął głową i zamilkł. Nie wiedział, co powiedzieć. Pił kawę i przyglądał 

się Zoey zdziwiony, że tak ładnie i świeżo wygląda po z pewnością ciężkim 

nocnym dyżurze w szpitalu. 

– Miał pan opowiedzieć o rodzicach Juliany – przypomniała. 

Fakt. Wiedział, że była jakaś przyczyna, dla której Zoey została w jego domu 

po   przekazaniu   przesyłki.   Oprócz,   oczywiście,   tej,   że   jemu   samemu   na   tym 

zależało, aby była w pobliżu. 

– Widzę, że nie ma pan ochoty – dodała po chwili. 

– Nie o to chodzi. 

– A o co?

– Nieważne. Wybacz mi, proszę, że nie jestem komunikatywny. Od chwili 

pojawienia się Juliany sypiam kiepsko. 

– Kiedy to było?

–  W  Nowy   Rok.   Mój   brat   i   jego   żona   zginęli   w   Portugalii   w   wypadku 

samochodowym. Stało się to akurat w Wigilię. Juliana miała wtedy zaledwie 

dwa   tygodnie.   W   pozostawionym   testamencie   wszystko,   co   mieli,   zapisali 

instytucjom dobroczynnym, a mnie ustanowili opiekunem córki. 

– Mimo że od dzieciństwa nie widział pan brata – dodała Zoey, pijąc kawę. 

Poruszyła ją ta historia, ale nie daje tego po sobie poznać, pomyślał Jonas. 

Zoey Holland była głęboko przejęta losem dziecka. 

– Utrzymywaliśmy z sobą bardzo luźne kontakty. Na tyle, żeby wiedzieć, 

gdzie kto jest i co robi. Moi rodzice rozwiedli się, kiedy miałem pięć lat. Alex 

miał wtedy dwa. Rodzice uzgodnili wówczas, że ja zamieszkam z ojcem w 

stanie Nowy Jork, a Alex pojedzie z matką do Europy, gdzie żyła jej rodzina. 

Kończyłem   dziesięć   lat,   gdy   ojciec   ożenił   się   ponownie.   Macochę   bardzo 

kochałem. Matki prawie nie pamiętam. 

– Straciłam rodziców, kiedy miałam trzy lata. Też właściwie ich w ogóle nie 

zapamiętałam. 

background image

Jonasa   to   nie   zdziwiło.   Wyczuł   bowiem   w   Zoey   jakieś   pokrewieństwo 

duchowe łączące ją z Juliana. 

– Kto troszczył się potem o ciebie? – zapytał. 

–   Wychowywały   mnie   ciotki.   Dwie   miłe   starsze   panie,   które   nie   miały 

większego pojęcia o potrzebach małej dziewczynki. W rezultacie okazałam się 

kimś w rodzaju... trudnego dziecka. 

Jonas nie potrafił powstrzymać uśmiechu. 

– To mnie nie dziwi. Wyrosłaś na trudną kobietę. 

W oczach Zoey pojawiły się iskierki gniewu. Spojrzała Jonasowi prosto w 

twarz. 

– Dlaczego tak łatwo dajesz się prowokować? – zapytał. 

–   Dlaczego   tak   bardzo   pan   się   w   tym   lubuje?   –   odparowała.   Nie   mógł 

odeprzeć zarzutu, bo był słuszny. Nie chciał teraz wszczynać z Zoey otwartej 

walki. Wrócił więc do swego opowiadania. 

– Rozwód moich rodziców okazał się w gruncie rzeczy operacją zaskakująco 

bezbolesną. Czworo ludzi rozstało się po to, żeby znaleźć szczęście w innych 

układach. Nawet nie potrafię sobie przypomnieć Alexa. z czasów, gdy miał dwa 

lata. 

–  Wobec   tego   dlaczego   brat   powierzył   córkę   pańskiej   pieczy?   –   spytała 

Zoey. 

Jonas wzruszył lekko ramionami. 

– Od stycznia setki razy zadawałem sobie to pytanie. Nasi rodzice nie żyją 

od lat, a ze słów adwokata wynikało, że żona Alexa nie utrzymywała zadnich 

stosunków ze swoją rodziną. Wcale jej nie widywała. Tak więc w gruncie rzeczy 

jestem   najbliższym   żyjącym   krewnym   Juliany.  A   poza   tym   jacy   ludzie   w 

kwiecie wieku sądzą, że zginą, zanim ich córka osiągnie pełnoletność?

Odpowiedź na to pytanie nie była potrzebna. 

Pili w zadumie kawę. Zoey przerwała panującą ciszę. 

– Tak więc, doktorze Tatę, ma pan dziecko, które musi pan wychować – 

background image

powiedziała z uśmiechem. 

Do całej tej sprawy Jonas pragnąłby mieć podobnie pozytywny stosunek, ale 

nic przyjaznego nie potrafił z siebie wykrzesać. 

– Tak – mruknął. 

I natychmiast ulotnił się gdzieś jego dobry nastrój, w którym był po raz 

pierwszy od ponad dwu miesięcy. Znów ogarnęła go czarna rozpacz. Był w 

pełni odpowiedzialny za bratanicę, nie mając pojęcia o wychowywaniu dzieci. 

– Pomóż mi, Zoey – wyrwało mu się nagle. – Proszę. Sam sobie nie poradzę. 

background image

ROZDZIAŁ TRZECI

Zdumiona Zoey podniosła wzrok i popatrzyła na Jonasa. Mam mu pomóc? 

Jemu? Jonasowi Tate’owi? Czy ten człowiek jest przy zdrowych zmysłach?

Milcząc,   piła   nadal   kawę,   która   nagle   przestała   jej   smakować.   Zoey 

usiłowała przełknąć następny łyk. Zakrztusiła się i zaczęła dławić. 

Jonas obszedł stół i uderzył Zoey w plecy. To jeszcze pogorszyło sprawę, 

gdyż dotknięcie jego otwartej dłoni powinno sprawić jej przykrość, lecz tak się 

nie stało. Wręcz przeciwnie. Podziałało podniecająco. 

Zaniepokojona własną reakcją, zerwała się z krzesła i rzuciła w kierunku 

zlewu. Jonas poszedł na nią. Wyglądało na to, że chce ponowić uderzenie. 

Był stanowczo zbyt blisko. 

Zoey   nigdy   nie   lubiła,   gdy   ktoś   się   do   niej   za   bardzo   zbliżał,   zarówno 

dosłownie, jak i w przenośni, bez jej przyzwolenia. Miała ku temu powód i 

świetnie   go   pamiętała.   Niewiele   myśląc,   odwróciła   się   i   odepchnęła   Jonasa. 

Mocno. 

Zaskoczony   jej   reakcją,   aż   się   zatoczył.   Nie   zrażony,   podszedł   bliżej   i 

wyciągnął rękę w stronę Zoey. 

– Czy dobrze się czujesz? – zapytał, dotykając lekko jej ramienia. 

Drgnęła, lecz się nie wyrywała. Zmusiła się, żeby stać spokojnie i bez ruchu. 

Opuścił rękę niżej i przesunął po plecach Zoey. Ta taktyka okazała się kiepska, 

gdyż dotyk dłoni Jonasa stał się pieszczotą, której nie pragnęła. Chciała uciec, 

zanim przestanie się kontrolować. 

– Tak – skłamała, oddychając głęboko. Owionął ją męski, piżmowy zapach 

jego ciała. Serce zaczęło bić przyspieszonym rytmem. – Czuję się dobrze – 

powtórzyła, chcąc przekonać Jonasa lub samą siebie. 

Jego ręka nadal błądziła po plecach Zoey, która stała jak posąg, nieruchoma, 

ze wzrokiem wbitym w jasnobrązowe oczy Jonasa. Przez długą chwilę patrzyli 

background image

w milczeniu na siebie. Potem Zoey zaczęła się odsuwać. 

Nie puścił jej. Nie zdjął dłoni z pleców. Palce drugiej ręki zacisnął lekko na 

karku dziewczyny i zaczął przyciągać ją ku sobie. 

– Nie – zaprotestowała słabym głosem. 

Wydawało się, że nie usłyszał, gdyż nadal przygarniał ją do siebie. Na jedną 

ulotną chwilę zapomniała o animozji do tego człowieka, a także o przyczynach, 

dla których trzymała się z dala od mężczyzn. 

Oczy Jonasa przyciągały jak magnes, podobnie działały na nią jego usta... 

Roztaczał podniecającą, męską woń, a jego dotyk był lekki i bardzo delikatny. 

Żaden   mężczyzna   nigdy   nie   dotykał   jej   w   taki   sposób.   Kiedy   jednak 

zorientowała się, co Jonas chce zrobić, stchórzyła. Uciekła przed pocałunkiem 

na drugi koniec kuchni. 

Schroniła się za stołem. Była to zresztą kiepska osłona i Zoey zdawała sobie 

z tego sprawę. 

– Czuję się dobrze – po raz trzeci zapewniła Jonasa, kurczowo trzymając się 

poręczy krzesła, gdyż miała nieprzepartą ochotę, żeby do niego podejść. Co się 

z nią działo?

– Tak? To świetnie – powiedział łagodnym, urywanym głosem. 

Odchrząknął, wrócił na miejsce przy stole i wziął do ręki kubek z resztką 

kawy. Zachowywał się tak, jakby nic się nie wydarzyło. 

Zoey podniosła do czoła drżącą rękę. Musiało jej się przywidzieć. Jonas 

chciał tylko uderzyć ją w plecy, żeby się nie zakrztusiła. Nie miał zamiaru jej 

pocałować.   Była   zmęczona   po   dwóch   dyżurach,   przepracowanych   jeden   po 

drugim w szpitalu. Całą noc była na nogach. Musiało się więc jej zdawać. I, jak 

zwykle, sama obecność doktora Jonasa Tate’a podziałała na nią jak czerwona 

płachta na byka. Jeśli się weźmie pod uwagę ich dotychczasowe stosunki i to, że 

bez przerwy skakali sobie do oczu, trudno byłoby posądzić zapalczywego pana 

doktora o to, że chciał ją całować!

Wróciła na swoje miejsce przy stole i odsunęła krzesło. Jonas wstał, zanim 

background image

zdążyła usiąść, i przeszedł szybko na drugą stronę kuchni. 

Z rękoma w kieszeniach i wzrokiem wbitym w sufit ponownie zapytał:

– Pomożesz mi? Zajmiesz się Juliana? Milczała. 

Patrzył teraz w dół, na podłogę. 

– Świetnie sobie z nią poradziłaś. Od razu do ciebie przylgnęła, kiedy tylko 

wzięłaś ją na ręce. Polubiła cię, czego nie mogę o sobie powiedzieć. Mnie to 

dziecko nie znosi. Nie wiem, co robić. Jest u mnie już ponad dwa miesiące i 

nadal jestem bezradny. Nie mam pojęcia, jak się z nim obchodzić. 

Zwrócenie się z prośbą o pomoc musiało go dużo kosztować. Zoey zdawała 

sobie z tego sprawę. Był naprawdę wykończony, jeśli się na to zdecydował. 

Oboje byli przecież wrogami, bez przerwy skakali sobie do gardła. Jonas nie 

lubił Zoey i ona nie lubiła jego. Ale znalazł się w beznadziejnej sytuacji. Tak 

trudnej, że złamał się i poprosił o pomoc. 

Fakt ten wywołał u Zoey dziwne odczucie. 

Dobrze   wiedziała,   jak   to   jest   z   wychowywaniem   niemowlęcia.   Przyjściu 

dziecka na świat towarzyszą przeróżne emocje. Najpierw szok i panika, potem 

brak snu oraz wyczerpanie psychiczne i fizyczne, a także uczucie bezradności i 

ciągłego strachu. I to wszystko przydarza się ludziom, którzy mieli dziewięć 

miesięcy na przygotowanie się na przyjęcie potomka. 

Jonas stał się ojcem praktycznie bez ostrzeżenia, z dnia na dzień, i nie umiał 

udźwignąć   ciężaru   odpowiedzialności,   która   na   nim   spoczęła.   Naprawdę 

potrzebował pomocy. I ona byłaby w stanie mu jej udzielić. 

Gdyby zechciała. 

– Dlaczego akurat ode mnie oczekuje pan pomocy? – zapytała. – Przecież 

ma pan kogoś, kto zajmuje się małą, kiedy jest pan w szpitalu. 

– Już nie mam. Nikt się do tego nie nadawał. Nie wiem, czy zdajesz sobie 

sprawę z tego, że trudno znaleźć kogoś, kto nadaje się do sprawowania opieki 

nad dziećmi. 

Skrzywiła się lekko. 

background image

– Tak. Zdaję sobie z tego sprawę. W naszym szpitalu jest  bardzo dobry 

żłobek dla dzieci pracowników. Olivia McGuane oddaje tam synka, Simona, na 

czas swej pracy. Podobnie postępuje wiele innych pielęgniarek, obarczonych 

potomstwem.   Jestem   pewna,   że   Julianie   żłobek   się   spodoba   i   będzie   tam 

szczęśliwa. 

Jonas potrząsnął głową. 

– Julianie jeszcze nic się nie spodobało od chwili, w której tu przybyła. 

Martwiłbym się o nią ciągle, gdyby przebywała w żłobku i nie była pod stałą 

opieką  specjalnej  opiekunki.  Przynajmniej  na  razie.  Dopóki  się  nie  uspokoi. 

Dopóki nie pokona strachu. 

– Doktorze Tatę, to tylko dziecko. Ono, w przeciwieństwie do pana, jeszcze 

nie panuje nad swoimi emocjami. Nie można więc wymagać od Juliany, żeby 

zachowywała się jak dorosła. 

– Ja nie... Ja... – Zdesperowany Jonas przesunął ręką po włosach. – Słuchaj, 

Zoey,   wiem,   że   w   przeszłości   były   między   nami   różne   nieporozumienia   – 

ciągnął,   zbliżając   się   powoli   do   stołu.   –   Czasami   nie   najlepiej   nam   się 

współpracowało. 

– Czasami? Nie najlepiej? – Zoey aż zatkało. – Nigdy nie mogliśmy się 

dogadać – stwierdziła. 

– Wiem – odrzekł, siadając przy stole. – I za to cię przepraszam. Od chwili 

zjawienia się Juliany nie byłem osobą najłatwiejszą we współpracy. W stosunku 

do wszystkich w szpitalu zachowywałem się nieznośnie. 

– Być może – przyznała Zoey. – Ale mnie traktował pan najgorzej. Wiele 

osób lubi pana. Mimo wszystko. 

Jonas zrozumiał, co chciała powiedzieć. Że do tych osób ona nie należy. 

Żałował gorzko, że nie może zaprzeczyć. Miała bezsprzecznie rację. Mówiła 

prawdę. Bywało, że czepiał się jej bez powodu, kiedy znajdowali się sami. Gdy 

w pokoju przebywało więcej osób i był na coś zły, swój gniew wyładowywał 

tylko i wyłącznie na Zoey. 

background image

Mimo to jednak powiedział:

– Teraz już wiesz, że nie jest to prawda. W szpitalu znajdzie się sporo osób, 

które ci powiedzą, że to przede wszystkim na nich się wyładowuję. Bo odkąd 

zjawiłem się w Seton General, zdążyłem już sobie przysporzyć wielu wrogów. – 

Zamilkł na chwilę, a potem mówił znowu: – Nie mogę zajmować się Juliana. 

Jeszcze   nie.   Potrzebuję   pomocy.   Ty   możesz   mi   jej   udzielić.   Znasz   się   na 

niemowlętach. Jesteś z nimi bez przerwy. Potrafisz zajmować się maluchami. 

Na tym polega przecież twoja  praca. Zdaję sobie sprawę z  tego, że nie ma 

absolutnie żadnego powodu, dla którego miałabyś mi pomagać, mimo to jednak 

zwracam się do ciebie. Bardzo byłbym ci wdzięczny, gdybyś się zgodziła. To dla 

mnie istotna sprawa. I w jakiś sposób, jeszcze nie wiem, w jaki, postaram ci się 

odwdzięczyć. Co ty na to?

Przyglądała się Jonasowi przez dłuższą chwilę. Otworzyła usta, żeby coś 

powiedzieć, gdy nagle z monitora leżącego na kuchennym blacie rozległ się 

płacz dziecka. Szybko podniosła się z krzesła i wybiegła z kuchni na schody 

wiodące   do   dziecinnego   pokoju.   Kiedy   otworzyła   drzwi   i   pochyliła   się   nad 

kołyską z płaczącym dzieckiem, Jonas znajdował się tuż za nią. Patrzył, jak 

Zoey podkłada rękę pod główkę Juliany i sadowi ją sobie na ramieniu. 

– Ciii... – szepnęła do niemowlęcia. Kołysała je teraz w objęciach. – Ciii. 

Przy mnie jesteś bezpieczna. Nic ci się nie stanie. 

Juliana przestała natychmiast płakać. Mokrą buźkę przysunęła do szyi swej 

opiekunki.   Zoey   uśmiechnęła   się   i   pocałowała   dziecko   w   czółko.   Podniosła 

wzrok i popatrzyła na Jonasa. 

Przez krótką, ulotną chwilę wydawało mu się, że w trójkę, stojąc tak razem 

w dziecinnym pokoju, idealnie do siebie pasują. Że on, Zoey i Juliana stanowią 

jedną rodzinę. 

Szybko otrząsnął się z tego wrażenia, podobnie jak przed chwilą w kuchni, 

gdzie tak bardzo chciał pocałować Zoey. Musi być już rzeczywiście skrajnie 

wyczerpany, jeśli takie rzeczy przychodzą mu do głowy. On i Zoey Holland! To 

background image

wprost śmieszne. 

– Na dwa tygodnie. Tylko na dwa tygodnie – powiedziała nagle tonem, który 

wskazywał   na   to,   że   bardzo   niechętnie   przystaje   na   jego   propozycję.   –   Do 

Jeannette przyjechała siostra, z którą chce ona spędzić sporo czasu. Zgodziłam 

się na zamianę dyżurów. Tylko na kilka dni, ale mogę przedłużyć umowę na 

dwa tygodnie. 

– Zrobisz to? – zapytał Jonas. Wzruszyła lekko ramionami. 

– Tak. Będę zostawała z Juliana przez cały dzień, kiedy pan będzie w pracy, 

a potem spędzę jeszcze trochę czasu wieczorem z wami obojgiem, żebyście 

mogli lepiej się poznać. Nie jestem pewna, kiedy sama znajdę czas na sen – 

dodała, całując dziecko w główkę. – Proszę pamiętać, to umowa tylko na dwa 

tygodnie. 

– Podarujesz mi aż tyle z twego życia? – zapytał łagodnie Jonas. 

– Robię to nie dla pana, lecz dla Juliany. Ze zrozumieniem skinął głową. 

Milczał. Zoey spojrzała ponownie na dziecko. 

– Wiem, że to ciężki obowiązek – powiedziała tak cicho, iż Jonas ledwie ją 

usłyszał. Pochylając się nad Juliana, szepnęła: – Wiem, jak to jest, gdy dziecko 

dostanie się pod opiekę kogoś, kto tego nie chce. Kogoś, kto nie zdaje sobie 

sprawy z jego potrzeb i pragnień. Wiem, co to znaczy być nie chcianą. 

Jonas nie miał pojęcia, co powiedzieć, więc przezornie milczał. Kiedy tak 

patrzył   na   Zoey   i   niemowlę,   poczuł,   jak   wokół   serca   robi   mu   się   ciepło. 

Westchnął głęboko. To wielka ulga, pomyślał. Radość, że znalazł się ktoś, kto 

pomoże mu uporać się z ciężkim obowiązkiem. Uldze i radości towarzyszyło 

jeszcze jedno odczucie. Dziwna satysfakcja, że tą właśnie osobą, która ułatwi 

mu życie, będzie nie kto inny, lecz irytująca siostra Zoey. 

Tego   samego   dnia   późnym   popołudniem   Jonas   podjechał   pod   dom.   Był 

wykończony.   A   także   zadowolony,   że   jadąc   do   domu   z   Bethesdy   nie 

spowodował, na szczęście, żadnego wypadku. Dobry Bóg i pita po drodze kawa 

uchroniły   go   przed   katastrofą.   Był   teraz   potwornie   zmęczony   i   miał   w 

background image

organizmie zbyt wiele kofeiny, co sprawiało, że w dziwny sposób patrzył na 

świat. 

Tylko tak można było uzasadnić fakt, że kiedy wszedł na piętro i znalazł się 

w dziecinnym pokoju, gdzie Zoey, siedząc w fotelu na biegunach, kołysała w 

ramionach   dziecko   i   śpiewała   mu   piosenkę,   chciał   do   niej   podejść   i   mocno 

pocałować ją w usta. 

Gdy go nie było, zdążyła się  przebrać. Nie  miała  na sobie niebieskiego, 

wykrochmalonego uniformu, w którym zazwyczaj ją widywał i który skrzętnie 

ukrywał ponętne kształty. Była teraz ubrana w spłowiałe dżinsy, zbyt obszerny 

różowy sweter, który wywoływał u Jonasa nieprzepartą ochotę, by dotknąć go, 

poczuć jego miękkość i zbadać to, co znajduje się pod spodem. 

A jej włosy... Jonas zacisnął dłonie w pięści, żeby powstrzymać się przed 

zrobieniem   czegoś   głupiego.   Zoey   rozpuściła   włosy.   Połyskujące   jak   miedź, 

opadały kaskadą na ramiona, odbijając promienie słońca wpadające przez okno. 

Nigdy   przedtem   nie   zdawał   sobie   sprawy   z   tego,   jak   bardzo   są   długie, 

jedwabiste i bujne. 

W tym momencie uprzytomnił sobie, że znalazł się w poważnych tarapatach. 

Bo zamiast złości i niechęci, które zazwyczaj odczuwał na widok Zoey Holland, 

ta kobieta wzbudziła w nim całkiem inne emocje. Poruszyła dawno zapomniane 

struny. Niebezpieczne struny. Wywołała nagłe i silne pożądanie. 

– Cześć. – Zoey z uśmiechem przywitała Jonasa, kiedy na nią spojrzał. 

Mógłby chyba przysiąc, że jeszcze nigdy nie obdarzyła go tak radosnym 

uśmiechem.  A  świadomość,   że   robi   to   teraz,   a   ów   promienny   uśmiech   jest 

przeznaczony tylko i wyłącznie dla niego, niemal ściął Jonasa z nóg. Zrobił krok 

wstecz. Aż zachwiał się z wrażenia. 

Zoey   spuściła   wzrok.   Patrzyła   na   dziecko.   Dopiero   teraz   trochę 

oprzytomniał. 

– Jak... jak poszło ci dziś z Juliana? – zapytał, mając nadzieję, że jego głos 

nie zdradza miotających nim emocji. 

background image

– Świetnie – odparła. Spojrzał na nią podejrzliwie. 

– Naprawdę? Skinęła głową. 

– Tak. 

– Nie rzucała się w kołysce?

– Nie robiła niczego nienormalnego. 

– Krzyczała? Zanosiła się od płaczu?

– Nie. Ani razu. Zamilkł. Był zaskoczony. 

Zoey   nadal   spoglądała   na   Julianę,   a   jej   następne   słowa,   wypowiedziane 

wysokim   tonem   –   głosem,   jakim   często   przemawia   się   do   dzieci   –   były 

skierowane do dziewczynki. 

– Poszło nam dziś bardzo dobrze, prawda, słonko? Zjadłyśmy wszystko, co 

było trzeba, bawiłyśmy się na kocyku, obserwowałyśmy ptaszki przez okno, 

czytałyśmy książeczkę, słuchałyśmy muzyki reggae i... 

– Muzyki reggae? – powtórzył zdziwiony Jonas. – Skąd wytrzasnęłaś taśmy? 

W domu nie mam niczego takiego. 

Zoey podniosła wzrok i z uśmiechem spojrzała na Jonasa. 

– Przyniosłam kilka taśm, które miałam w samochodzie. Przekonałam się, że 

niemowlaki uwielbiają reggae. 

– Naprawdę?

– Tak. Przynajmniej te dzieciaki, które brały udział w moim eksperymencie. 

– A ile ich było? Mam na myśli dzieci. 

– Troje. A właściwie czworo, wliczając Jules. 

– Jules?

Zoey skinęła głową. 

–   To   imię   pasuje   do   niej   lepiej   niż   Juliana.   –   Znów   spojrzała   czule   na 

dziewczynkę. 

Z   każdą   chwilą   Jonas   czuł   się   bardziej   ogłupiały.   Działy   się   rzeczy 

przedziwne.  Wręcz   niewiarygodne.   Zoey   Holland   rezydowała   w   jego   domu, 

kulturalnie z nim rozmawiała, w ramionach kołysała niemowlę, któremu nadała 

background image

czułe   zdrobnienie,   i   do   tego   zachowywała   się   tak,   jakby   to   była 

najnormalniejsza sytuacja pod słońcem. 

– Nie... nie wiem – wyjąkał. – Nie mam pojęcia. Szczerze mówiąc, nigdy o 

tym nie myślałem. 

Zoey pochyliła głowę w stronę dziecka, które patrzyło na nią z prawdziwym 

uwielbieniem. 

– Uważam, że ona naprawdę wygląda jak Jules. 

Jakby   na   potwierdzenie   tych   słów   niemowlak   zaczął   gaworzyć   radośnie. 

Zoey roześmiała się i wstała z fotela. 

– Nie miałam pojęcia, co zamierzał pan jeść  na kolację  – stwierdziła. – 

Pozwoliłam więc sobie przygotować potrawkę z owoców morza i sałatę. 

A więc czeka mnie też kolacja! zachwycił się Jonas. Na domiar wszystkiego 

rudowłosa bogini gotowała mu jedzenie!

– Skąd wzięłaś produkty? – zapytał. – Zawsze zjadam coś po drodze. W 

domu nigdy nie mam niczego.  /

– Teraz pan ma. Jules i ja pojechałyśmy do sklepu i zrobiłyśmy zakupy. 

Przed wyjściem powiem, ile jest mi pan winien. 

– Wzięłaś dziecko do sklepu? – z niedowierzaniem spytał Jonas. 

– Przecież mówiłam. 

– Wyprowadziłaś małą z domu? W taką pogodę? Poszłyście do sklepu? W 

publiczne miejsce? – wyliczał zgorszony. 

Zoey podeszła bliżej Jonasa i roześmiała się głośno. 

– Dziś był śliczny i ciepły dzień. Ja... 

– Było zimno!

– Ja i Jules bawiłyśmy się świetnie. Ona ma już trzy miesiące, doktorze Tatę. 

Jest idealnie zdrowa. I była ciepło ubrana, stosownie do tej pory roku. Nie musi 

jej   pan   ukrywać   w   domu.   Przeciwnie,   powinna   znajdować   się   często   wśród 

ludzi, w różnym otoczeniu. To pobudza zmysły dziecka. Będzie znudzone, bez 

przerwy przebywając w domu. Niech pan o tym pomyśli, bo może dlatego mała 

background image

ciągle płacze. 

Zoey zatrzymała się przed Jonasem. Na tyle blisko, że mógł wyciągnąć rękę 

i odgarnąć pasmo włosów, które opadło jej na twarz, tak jak miał na to ochotę. 

Zanim zdążył się poruszyć, Zoey wyciągnęła do niego ręce z Juliana. 

– A teraz proszę ją pocałować i wziąć w objęcia – poleciła. Kiedy tylko 

Jonas zbliżał się do niemowlęcia, natychmiast ogarniała go panika. Zrobił krok 

wstecz. 

– Nie mogę – powiedział. Zoey podeszła bliżej. 

– Oczywiście, że pan może. Potrząsnął głową. 

– Ty ją jeszcze potrzymaj. 

– Pan ją teraz potrzyma. 

Niechętnie wyciągnął ręce przed siebie. Zoey nie spuszczała z niego wzroku. 

Po dłuższej chwili skrzywiła się lekko. 

– Sam pan widzi teraz, że to pański problem – oznajmiła. 

– Jaki problem? Co za problem?

– Pan się jej boi. 

– Jasne, że się boję. Każdy by się bał. 

– O rany... – Zoey westchnęła głośno. – Przecież to dziecko, doktorze Tatę. 

Dlaczego ciągle muszę panu o tym przypominać? Nie jest rabusiem, nie ubiega 

się o urząd publiczny i nie będzie wydzwaniać do pana, żeby wymusić na panu 

jakiś zakup. Nie ma żadnego powodu, żeby się jej obawiać. Ona nie ma nawet 

zębów! A teraz proszę pocałować małą i wziąć ją na ręce. 

Z   wahaniem   Jonas   pochylił   się   i   pocałował   Julianę   w   główkę.   Ku   jego 

wielkiemu zdumieniu wcale się nie rozpłakała. Odwróciła się w stronę stryjka, 

żeby zobaczyć, kto ją całuje, i uśmiechnęła się. Naprawdę uśmiechnęła. Jonas 

nie mógł sobie przypomnieć żadnej chwili w życiu, w której ktoś sprawił mu 

większą radość niż teraz Juliana, tą swoją rozradowaną buźką. Uśmiechała się 

do niego! W tym momencie poczuł się tak, jakby wyrosły mu skrzydła. 

– A teraz proszę wziąć małą na ręce – powtórzyła Zoey. Już mniej niechętnie 

background image

wyciągnął przed siebie ramiona. Ostrożnie podała mu dziecko. Był zdumiony, 

że obdarza go zaufaniem i wręcza mu wątłą istotkę. Przecież Juliana była już z 

nim przez ponad dwa miesiące, uprzytomnił sobie. I do tej pory nie zrobił jej nic 

złego.   Nawet   na   samym   początku,   w   pierwszych   tygodniach,   kiedy   była 

maleństwem, jakoś sobie radził. Karmił ją, przewijał i mył, prawda? Musiał 

robić to, co powinien. A fakt, że dziecko go nie pokochało, to zupełnie inna 

sprawa. W każdym razie krzywdy Julianie nie uczynił. 

– Teraz jest dobrze – oceniła Zoey, gdy wziął dziecko na ręce. 

Czekał na pierwszy objaw niezadowolenia ze strony Juliany. Kiedy brał ją w 

objęcia,   natychmiast   wybuchała   płaczem.  Tym   razem  jednak   tylko   zakwiliła 

cichutko i lekko się  poruszyła, kiedy przesuwał ją  na rękach. Nawet wtedy, 

widząc, kto ją trzyma, nie zaczęła płakać. Wbiła wzrok w Jonasa i nie odrywała 

od niego błękitnych ocząt, przyglądając mu się z uwagą. 

– Co z nią zrobiłaś? – zapytał Zoey, równocześnie ze zdumieniem patrząc na 

dziecko.   –   Jest   idealnie   spokojna.   Nie   płacze.   Czy   czegoś   dodałaś   do 

pożywienia?

– Oczywiście, że nie – odparła Zoey ze śmiechem. – Po prostu poczuł się 

pan pewniej przy dziecku, a ono natychmiast to wyczuło. Dzieci odbierają nasze 

emocje. Jeśli jest się przy nich nieobecnym duchem, stają się takie same. Jeśli 

jest się zadowolonym i pełnym zaufania, od razu czują się podobnie. Przejmują 

nasze reakcje. Powinien pan spędzać z dzieckiem więcej czasu, doktorze Tatę. 

Trzymać małą na rękach i dotykać. Musi pan nabrać więcej odwagi, poczuć się 

lepiej w towarzystwie niemowlaka. Jules powinna wiedzieć, że pan się o nią 

troszczy. 

– Jonas – powiedział, nie odrywając wzroku od Juliany. 

– Słucham? – spytała Zoey. 

– Mam na imię Jonas. Mów mi po imieniu. 

Znów dostrzegła błysk w jego oczach. Taki sam, jaki zaniepokoił ją wczoraj 

po południu, kiedy to doktor Tatę powiedział o swoim urodzinowym życzeniu, 

background image

dotyczącym także jej osoby. Że się spełni. Miał wzrok palący i sugestywny. 

Obiecujący coś, czego nie miał prawa jej przyrzekać. Wzrok, pod wpływem 

którego poczuła się niewyraźnie. Od którego w dziecinnym pokoju zrobiło się 

nagle gorąco. 

– Dobrze – powiedziała cicho. 

– No to powiedz wreszcie – polecił. 

– Co?

– Nazwij mnie Jonasem. 

Zaschło jej nagle w ustach, lecz wymówiła jego imię:

– Jonas. 

Uśmiechnął się, a w wyrazie jego twarzy pojawiło się coś, co ją speszyło. 

Nie chcąc zastanawiać się nad tym, co dzieje się między nimi, Zoey ruszyła 

żwawo w stronę drzwi i przekroczyła próg. 

– Idę sprawdzić, co z kolacją – oznajmiła. – Zjemy i zaraz potem będziemy 

mogli   omówić   podstawowe   sprawy   dotyczące   opieki   nad   niemowlęciem.  A 

potem wrócę do domu. Odpowiada ci taki plan?

Jonas   przełożył   Julianę   z   jednego   ramienia   na   drugie   i   jeszcze   szerzej 

uśmiechnął   się   do   Zoey.   Czuł   się   znacznie   bardziej   pewny   siebie.   Niestety, 

uczucie to nie dotyczyło już tylko stosunku do niemowlęcia, które trzymał na 

rękach, i objęło stojącą przed nim wysoką, rudowłosą kobietę. A pewność siebie 

należała do cech, które u Jonasa Tate’a Zoey ceniła najbardziej. 

Radziła   sobie   ze   złym   humorem   lekarza.   Potrafiła   uporać   się   z   jego 

niechęcią   okazywaną   ludziom.   Dzięki   temu   nie   miała   nigdy   kłopotu   z 

przeciwstawieniem się Jonasowi, w każdych okolicznościach. 

Teraz jednak czuła, że sytuacja się zmienia i że ziemia usuwa się jej nieco 

spod nóg. Najgorsze ze wszystkiego było to, że zawarła z Jonasem umowę i że 

opieka   nad   dzieckiem   miała   potrwać   przez   całe   dwa   tygodnie.   Im   więcej 

pewności   siebie   będzie   w   tym   czasie   okazywał   Jonas,   tym   prawdopodobnie 

więcej straci ona sama. A pewność siebie jest zbyt cenną cechą, by można było 

background image

pozwolić sobie na jej utratę. Zoey nie było na to stać. 

– Kolacja, jeśli to cię interesuje, będzie gotowa za kwadrans – oznajmiła, 

wycofując się z dziecinnego pokoju. 

– Oczywiście, że mnie to interesuje – oświadczył Jonas. 

– To świetnie – odparła z niepewnym uśmiechem. – Zawołam cię, kiedy 

będę... kiedy jedzenie będzie gotowe. Zgoda?

–   Poczekam.   Zoey!   –   zawołał,   kiedy   odwróciła   się   i   stanęła   do   niego 

plecami. 

– Słucham? – spytała przez ramię. 

– Nie każ mi długo czekać. 

Roześmiała się głośno. Miała nadzieję rozproszyć seksualne napięcie, które 

ni   stąd,   ni   zowąd   pojawiło   się   między   nimi.   Niestety,   jej   śmiech   nie   był 

beztroski   i   wesoły.   Bardziej   przypominał   odgłos   wydawany   przez   małego, 

wystraszonego   zwierzaka,   który   znalazł   się   nagle   w   blasku   świateł 

nadjeżdżającej ciężarówki. 

Jedyne, co powinna zrobić, to salwować się ucieczką. 

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY

Po   kolacji,   gdy   Juliana   spała   spokojnie   w   koszyku,   Jonas   porządkował 

kuchnię, a Zoey siedziała w salonie i zastanawiała się, co u licha właściwie robi 

w domu nieznośnego doktora Tate’a. 

U Jonasa, podpowiedział jej jakiś wewnętrzny głos. Od tej pory powinna 

przecież zwracać się do niego po imieniu. 

Westchnęła mimo woli. Myśląc o doktorze Tacie lub z nim rozmawiając, 

używała jego imienia. Takie bezpośrednie zwracanie się do człowieka, który w 

gruncie rzeczy był jej nieprzyjazny, wręcz wrogi, okazało się niezwykle łatwe i 

naturalne. 

–   To   fatalnie   –   szepnęła   do   dziecka   śpiącego   w   wiklinowym   koszyku. 

Poprawiła flanelowy kocyk Juliany i okryła jej nóżkę. – Fatalnie. 

– Dlaczego fatalnie? – zapytał Jonas, wchodząc do salonu. Zoey zwróciła 

głowę w jego stronę. Przebrał się przed kolacją i miał teraz na sobie workowaty 

beżowy   sweter   i   wypłowiałe   dżinsy.   Podwinięte   rękawy   odkrywały 

przedramiona.   Najbardziej   podniecające,   jakie   Zoey   miała   kiedykolwiek 

przyjemność   oglądać.   Obcisłe   dżinsy   ujawniały   kształt   zgrabnych,   wąskich 

bioder i szczupłych ud. Na nogach miał grube wełniane skarpety i nic więcej. 

Jest bez butów, uprzytomniła sobie po raz dziesiąty. Jonas ją zadziwiał. Od 

tej   strony   nawet   nie   potrafiła   go   sobie   wyobrazić.   W   zwykłym,   domowym 

ubraniu   wyglądał   niezwykle   podniecająco.   Do   tej   pory   jej   stosunki   z   tym 

człowiekiem   układały   się   źle,   teraz   stały   się   nie   do   zniesienia.   Przestał   ją 

złościć, a zaczął intrygować i pociągać. Było to okropne. Zoey nie znosiła ludzi 

intrygujących. Z reguły znajomość z nimi nie prowadziła do niczego dobrego. 

– Nic takiego – odrzekła szybko. – Jules i ja właśnie ucięłyśmy sobie małą 

pogawędkę. Jak kobieta z kobietą. Babskie plotki. 

Jonas skinął głową. Westchnął. Słaniał się ze zmęczenia. 

background image

– Znów się obudziła?

– Nie. Właściwie nie. Był to mój monolog. 

Podszedł bliżej, stanął obok Zoey i z zatroskaną miną patrzył na dziecko. 

Juliana spała grzecznie. 

– Marzę o tym, żeby ciągle spała – mruknął Jonas pod nosem. 

– Nie zaczęła jeszcze przesypiać całej nocy?

– Budzi się co dwie godziny i żąda, żeby ją karmić. Zoey odwróciła się 

twarzą do Jonasa. 

– Nie powinna tak się zachowywać. To nie jest normalne. Już teraz może 

spać dłużej bez przerwy. Wiele niemowląt w tym wieku, również karmionych 

butelką, śpi w nocy po siedem lub osiem godzin. A niektóre nawet dłużej. Jeśli 

nawet dziecku pomyliły się dni z nocami, to i tak nie powinno być karmione 

zbyt często. Na pewno nie co dwie godziny, lecz rzadziej. 

Jonas zmrużył oczy. 

– Nie karmić jej co dwie godziny? Zoey potrząsnęła głową. 

– Ile pokarmu dostaje jednorazowo? Wzruszył ramionami. 

– Po wypiciu mniej więcej połowy butelki traci zainteresowanie jedzeniem. 

Potem zasypia na chwilę. Dzieje się tak od samego początku. Od chwili w której 

się tutaj zjawiła. Dużo dzisiaj zjadła?

– Tak. Za każdym razem opróżniała całą butelkę. Nie co dwie godziny, lecz 

co   pięć.   Powinna   jeść   więcej   i   rzadziej   niż   do   tej   pory.   –   Zoey   z 

niedowierzaniem popatrzyła na stojącego obok mężczyznę. – Nie rozmawiałeś 

na ten temat z pediatrą?

– Rozmawiałem. Podczas badania, kiedy skończyła dwa miesiące. Zbytnio 

się nią nie przejął. 

– Wobec tego należy znaleźć małej innego lekarza – oświadczyła Zoey. – 

Powinien porozmawiać z tobą na te tematy. I przez cały czas, od ponad dwóch 

miesięcy, bez przerwy wstajesz w nocy i karmisz co dwie godziny?

W odpowiedzi Jonas skinął głową. 

background image

– Jezu, nic dziwnego, że tak okropnie wyglądasz! Skrzywił się wyraźnie. Nie 

był to komplement. 

– Dzięki za miłe słowa – mruknął. 

– I nic dziwnego, że nie można było z tobą wytrzymać. Stałeś się nieznośny. 

– Zoey... 

– Powiedz, kiedy po raz ostatni przespałeś całą noc? – przerwała mu, zanim 

zdążył powiedzieć cokolwiek więcej. 

Zmęczony Jonas westchnął głęboko i przesunął ręką po twarzy. 

– Nie pamiętam. Ale na pewno było to jeszcze przed przyjazdem Juliany. – 

Rzucił okiem na dziecko. – Dlatego potrzebowałem twojej pomocy. Nie umiem 

nawet jej karmić. A jeśli już wyrządziłem małej jakąś nieodwracalną krzywdę? 

Może do końca życia będzie cierpiała dlatego, że przez te dwa i pół miesiąca źle 

się nią zajmowałem i popełniłem błędy?

Zoey   zrobiło   się   żal   Jonasa.   W   głosie   lekarza   brzmiało   autentyczne 

zaniepokojenie. Dotknęła lekko jego przedramienia i położyła na nim rękę. 

– Mała nie będzie cierpieć z powodu błędów, które popełniłeś. O to się nie 

martw. Dopóty rośnie i w stały sposób przybiera na wadze, wszystko jest w 

porządku.   Tylko   tym   powinieneś   się   przejmować.   –   Uśmiechnęła   się   do 

śpiącego  niemowlęcia.  –  Popatrz  na  nią.  Jest  pulchna  i  różowa.  W świetnej 

formie. Karmiłeś ją właściwie, tyle że w niewłaściwych odstępach czasu. Oboje 

się tym zajmiemy. Zobaczysz, wszystko ułoży się dobrze. 

Mówiąc to Zoey nadal trzymała rękę na przedramieniu Jonasa. Czuł ciepło 

przenikające przez skórę pod jej dłonią. Było coś niesamowicie zmysłowego w 

pomalowanych na czerwono, wypielęgnowanych paznokciach widocznych na 

jego odsłoniętym owłosionym przedramieniu. Odruchowo, bez zastanowienia, 

położył rękę na dłoni Zoey. Podobał mu się sposób, w jaki powiedziała: oboje 

się tym zajmiemy, i obiecała, że wszystko się powiedzie. 

Podobał mu się także miękki i delikatny dotyk jej ręki. I to bardzo. Bardziej 

niż powinien. Miał ochotę spleść palce z palcami Zoey i przyciągnąć jej dłoń do 

background image

swoich warg. Zanim jednak na to się zdecydował, Zoey cofnęła rękę i wsadziła 

szybko do kieszeni dżinsów. 

Spojrzał   na   jej   twarz   i   zobaczył,   że   tak   samo   jak   on   jest   zmieszana   i 

poruszona. Nie wiedział, co powiedzieć, żeby rozładować napiętą, niezręczną 

atmosferę. Spojrzała na niego, odchrząknęła i odwróciła wzrok. 

– Na to trzeba czasu – oznajmiła spokojnie. 

Przez krótką chwilę Jonas sądził, że Zoey ma na myśli ich oboje. Być może 

sugerowała, że w niedalekiej przyszłości coś się wytworzy pomiędzy nimi. 

Chwilę później uprzytomnił sobie jednak, że musiał upaść na głowę, sądząc, 

że tę kobietę ogarnęło miłe uczucie ciepła, podobnie jak jego. Rano, gdy chciał 

ją pocałować, odsunęła się szybko z absurdalnego powodu, którego nie potrafił 

pojąć do tej pory. Przed chwilą wysunęła rękę spod jego dłoni. Nie trzeba było 

być idiotą, żeby nie spostrzec, iż Zoey nie chce mieć z nim do czynienia. 

– Na co trzeba czasu? – zapytał. 

– Na to, żeby Mes przesypiała całą noc. Od razu to się nie stanie. 

Jonas westchnął głęboko. 

– Szkoda. 

Zoey spojrzała na niego. Nadal wyglądała na niespokojną i zmieszaną. 

–   Naprawdę   sam   potrzebujesz   więcej   snu   –   powiedziała.   –   Jego   brak 

prowadzi do różnych chorób. Sprawia, że ludzie czują się okropnie i niemal 

wariują. Jak pewnie wiesz, brakiem snu torturuje się więźniów. 

– Coś mi się zdaje, że nie mam szansy się wyspać, przynajmniej na razie – 

oznajmił ponuro Jonas. 

– Prowadzisz niezdrowy tryb życia. Musisz mieć kogoś do pomocy. 

– Nie wiem, do kogo się zwrócić. 

– Możesz... – urwała nagle. Odwróciła wzrok. 

– Co mogę?

– Możesz poprosić o pomoc jedną z pielęgniarek od wcześniaków lub z 

pediatrii. A może nawet którąś z lekarek. Będą zadowolone, że mogą ci pomóc. 

background image

– A czy ty byłabyś zadowolona, mogąc przyjść mi z pomocą?

– Przecież to robię. 

– Ale czy jesteś zadowolona?

Spojrzała na Jonasa. Był zaskoczony, widząc, że Zoey się śmieje. 

– Tak. Szczerze mówiąc, jestem – odparła. Ją samą zdziwiło to rewelacyjne 

odkrycie. – Od dawna nie... – urwała, lecz zanim coś wtrącił, dokończyła: – Jeśli 

już dziś chcesz, żebym ci bardziej pomogła, chętnie to zrobię. 

– Co zrobisz?

– Nie trzeba lekarza, żeby stwierdzić, że jesteś do cna wycieńczony. Musisz 

się wyspać. Jeśli chcesz, zostanę na noc i będę wstawała do płaczącej Juliany. 

Dzięki temu prześpisz spokojnie osiem lub dziewięć godzin. Bez snu dłużej 

egzystować nie sposób. 

Zoey nie miała pojęcia, kiedy i dlaczego zdecydowała się zaproponować 

Jonasowi takie rozwiązanie, zwłaszcza że sama nie była wyspana. Słowo się 

rzekło,   nie   mogła   się   wycofać.   I   szczerze   mówiąc,   nie   miała   na   to   ochoty. 

Opiekując się Jules przez cały dzień, bardzo ją polubiła. Dziecko było urocze. 

Niemal od pierwszej chwili Zoey poczuła, że z małą dziewczynką łączy ją silna 

więź. Obie wcześnie straciły rodziców. I były wychowywane przez krewnych, 

którzy ich nie chcieli. 

Godziny  spędzone  z   Juliana  sprawiły,  że  w  Zoey  odezwał  się   od  dawna 

tłumiony instynkt macierzyński. Miała nieprzepartą ochotę widywać dziecko. 

Szkoda tylko, że pociągało to za sobą również oglądanie jego stryja. 

–  Chcesz  zostać  tu  na noc?  –  zapytał Jonas.  –  Ze  mną? Zoey  z trudem 

stłumiła   złość,   którą   wywołał   w   niej   ton   jego   głosu,   który   sugerował   jakiś 

podtekst jej decyzji. O seksualnej naturze. 

– Nie, nie z tobą – stwierdziła, ze złości zgrzytając zębami. – Z Jules. Będę z 

nią spała w dziecinnym pokoju. A w ogóle to zapomnij o mojej ofercie – dodała 

szybko,   zdając   sobie   sprawę   z   dwuznaczności   propozycji,   którą   złożyła 

Jonasowi. Mógł źle ją zrozumieć i pewnie tak się stało. – Po namyśle sądzę 

background image

jednak, że będzie lepiej, jeśli wrócę do domu. 

To podobne do Jonasa Tate’a, że zaraz uzna, iż chcę się z nim przespać, 

pomyślała   Zoey.   Sama   już   doświadczyła   tego,   że   najbardziej   niewinnym 

sytuacjom nadawał seksualny podtekst. 

Bez dalszego komentarza wzięła torebkę i poszła do holu, żeby wyjąć z 

szafy skafander. Za żadne skarby świata więcej już nie pomoże temu łobuzowi, 

mimo że polubiła jego bratanicę; Będzie musiała wymyślić jakiś inny sposób 

wydobycia Juliany z opresji. Taki na przykład, jak wepchnięcie jej wstrętnego 

stryjka pod jadący autobus. 

–   Poczekaj,   Zoey!   –   zawołał,   kiedy   otwierała   szafę.   Położył   rękę   na 

drzwiach   i   z   powrotem   je   zamknął.   –   Nie   chciałem,   żeby   moje   słowa   tak 

zabrzmiały. 

–   Czyżby?   –   zapytała,   nie   patrząc   w   jego   stronę.   Zanim   odpowiedział, 

zawahał się na chwilę. 

– Może i chciałem – przyznał. – Ale zrozumiałaś je opacznie. 

Nadal stała odwrócona. Starała się mówić spokojnie. 

– Zupełnie cię nie rozumiem. W szpitalu traktujesz mnie zawsze jak jakąś 

przeszkodę, którą musisz pokonać. O wszystko masz pretensje. Besztasz mnie o 

byle co i bez przerwy o wszystko się czepiasz. Ciągle prowokujesz. Z mojego 

życia robisz w pracy piekło. A teraz nagle stałeś się... stałeś... 

– Jaki teraz jestem? – zapytał spokojnie, stojąc nadal za plecami Zoey. 

Westchnęła   i   zdenerwowana   odwróciła   się   twarzą   do   niego.   Robiąc   to 

poczuła, że coś przytrzymuje jej włosy. Zbyt późno zauważyła, że jeden kosmyk 

Jonas okręcił sobie wokół palca. Stał teraz zaciskając dłoń. Nadal patrzył wprost 

na Zoey. 

Poczuła tę pieszczotę każdym nerwem swego ciała. Przez długą chwilę była 

w stanie tylko obserwować ruch dłoni Jonasa zaciskającej się na jej włosach. 

Zastanawiała się, jak zareagowałaby na jego bezpośrednie dotknięcie. Ogarnęła 

ją fala gorąca, od stóp aż do głowy. Wysiłkiem woli wyciągnęła rękę, chwyciła 

background image

pasmo włosów i wysunęła je ostrożnie z palców Jonasa. 

– Do licha, co ty wyczyniasz? Próbujesz flirtować ze mną? – wyszeptała 

szorstkim   głosem,   w   którym   przebijał   niesmak.   Zebrała   włosy   na   karku   i 

zarzuciła na plecy, tak że znalazły się poza zasięgiem rąk Jonasa. – Oświadczasz 

mi się? Po tym, jak mnie uprzednio traktowałeś, to naprawdę nie ma sensu. 

Ku jej zaskoczeniu, Jonas wydawał się wcale nie słyszeć jej słów. Tępym 

wzrokiem spoglądał na pustą dłoń, w której przed chwilą trzymał pasmo włosów 

o blasku miedzi. Wreszcie opuścił rękę i podniósł głowę. Popatrzył na Zoey. 

Uśmiechem skwitował jej oskarżenie. I zaczął się głośno śmiać. 

Najbardziej   ze   wszystkiego   nienawidziła,   kiedy   z   niej   kpiono.   I   fakt,   że 

zrobił to Jonas, jeszcze bardziej ją rozzłościł. 

– Czy powiedziałam coś śmiesznego? – zażądała wyjaśnień. 

– Sądzisz, że oświadczam ci się? Tobie? – zapytywał, niemal pokładając się 

ze śmiechu. – Postradałaś zmysły? Każdy mężczyzna wolałby chyba umrzeć, 

niż ci się oświadczyć. 

Przymrużonymi oczyma Zoey spojrzała na Jonasa. 

– Tak sądzisz? – wycedziła. 

Śmiał się teraz już trochę mniej głośno. 

– Oczywiście. Żaden mężczyzna zdrowy na umyśle nawet by się do ciebie 

nie zbliżył. Bałby się stracić ważną część swego ciała. 

Jeszcze mocniej zacisnęła zęby. 

– Tak sądzisz? – powtórzyła. 

– Jasne. Przecież to, co mówię, nie jest dla ciebie żadnym zaskoczeniem. 

–   Dlaczego   nie   jest   dla   mnie   zaskoczeniem   to,   że   w   mojej   obecności 

mężczyźni lękają się o... o swoją męskość? – chciała się dowiedzieć. Uznała, że 

powinna znać odpowiedź na to pytanie. 

Wlepił w Zoey wzrok. Zaskoczyła go zupełna niewiedza tej kobiety o sobie 

samej. 

Kipiała teraz ze złości. Czekała, co powie Jonas. 

background image

– Och, daj spokój. Przecież świetnie wiesz. W szpitalu wszyscy mężczyźni o 

tym mówią. 

– O czym?

–   Że   masz   czarny   pas   w   karate.   Opowiadają   też,   jak   załatwiłaś   Jeffa 

Pearsona. Jednym kopnięciem w... Wiesz zresztą, w co. 

Zoey   lekko   uniosła   brwi.   Robiła   tak   przed   zadaniem   ciosu.   Tym   razem 

jednak się powstrzymała. 

– Jeff Pearson w zupełności na to zasłużył – wyjaśniła. – Miał szczęście, że 

po tym, co zamierzał zrobić, nie wezwałam glin i nie oskarżyłam go o napaść na 

tle   seksualnym.   Jak   sądzę,   żaden   mężczyzna   w   szpitalu   o   tym   nawet   nie 

wspomniał. Mam rację?

Jonas natychmiast przestał się śmiać. 

– Co ci zrobił? – zapytał. 

Zoey   już   miała   dość   tej   rozmowy.   Doktor   Tatę   reagował   jak   typowy 

mężczyzna, chciał poznać pikantne szczegóły. Nie można było prowadzić z nim 

sensownej konwersacji. Czyżby o tym wcześniej nie wiedziała? Jak mogła tak 

szybko   zapomnieć,   jakim   był   człowiekiem?   Przypomniała   sobie   to   teraz   i 

powróciła cała nienawiść do niego. Od dnia w którym znalazł się w szpitalu 

Seton General, zadręczał ją nieustannie. A teraz nagle zaczął zatruwać Zoey 

życie osobiste. Dlaczego, do licha, była tak głupia i zgodziła się mu pomóc?

– Nieważne – mruknęła znużonym głosem. Ponownie odwróciła się w stronę 

szafy i wyjęła skafander. Włożyła go i zaczęła nerwowo zaciągać suwak, marząc 

o szybkiej ucieczce. Jak na złość, zamek zaciął się i nie mogła go zapiąć. 

–   Wy,   mężczyźni,   wszyscy   jesteście   jednakowi   –   dodała,   mocując   się   z 

suwakiem,   raczej   po   to,   żeby   powstrzymać   Jonasa   od   dalszych   pytań   o   jej 

osobiste sprawy. – Uważacie, że robicie łaskę kobiecie, zamieniając z nią parę 

słów przy kolacji, a potem nie jesteście w stanie pojąć, dlaczego, kiedy słońce 

zajdzie, nie ma ochoty iść z wami do łóżka. 

Wreszcie Zoey zapięła suwak. Podniosła głowę i zobaczyła, że Jonas jej się 

background image

przygląda. Z rękoma na biodrach, spoglądał na nią ponuro. 

– Jeff przynajmniej zaprosił mnie najpierw na kolację do restauracji, zanim 

zaczął być agresywny – powiedziała. – A ty? Myłeś tylko brudne naczynia. I to 

we własnym domu. 

Zoey   wmawiała   potem   w   siebie,   że   jedynym   powodem,   dla   którego   nie 

zamknęła natychmiast za sobą wyjściowych drzwi, było to, że Jonas zagradzał 

jej drogę. Tak naprawdę czekała, aż on zaprzeczy, że wszyscy mężczyźni są 

jednakowi. Pragnęła, aby zapewnił, iż różni się od pozostałych. Chciała, żeby 

powiedział coś, co zmieni jej stosunek do płci brzydkiej. I, co gorsza, pragnęła 

też, aby znów jej dotknął. Na samą tę myśl nie ogarnął jej strach. Nie uciekła w 

panice z domu Jonasa. 

On tymczasem sięgnął do klamki i otworzył drzwi przed Zoey. Owionęło ich 

zimne, marcowe powietrze. Jeszcze bardziej lodowaty był wzrok Jonasa. 

– Jeśli tak to odbierasz – powiedział spokojnie – to znaczy, że masz rację. 

Będzie lepiej, jeśli już sobie pójdziesz. 

Otworzyła   usta,   żeby   zaprotestować.   Niepokoił   ją   los   Juliany   w   ciągu 

najbliższych godzin. Zaraz potem jednak uprzytomniła sobie, że Jonas od ponad 

dwu miesięcy jakoś radzi sobie z dzieckiem. Nie była odpowiedzialna za losy tej 

dwójki. Jeśli chciał, żeby wyszła, powinna zrobić to od razu. Nie było żadnego 

powodu, dla którego miałaby zostać w jego domu. 

Przykra   była   myśl,   że   Jonas   i   Juliana   jej   nie   potrzebują.   Mimo   swych 

zapewnień sprzed paru chwil bardzo chciała zostać. I to nie obecność dziecka 

wyzwoliła w niej takie pragnienie, pomyślała, czując jednocześnie niesmak do 

własnej osoby. 

Jonas nadal stał w otwartych drzwiach. Był to widomy znak, że nie podziela 

jej odczuć. Tak więc zamiast powiedzieć mu, że nie uważa go za takiego samego 

łajdaka jak Jeffa Pearsona, i zamiast nalegać, że pomoże opiekować się Juliana, 

odwróciła się bez słowa i opuściła niegościnny dom. 

Cicho zamknął za nią drzwi. Stając w lodowatym wietrze, Zoey pomyślała 

background image

sobie,   że   bardziej   przykrego   dźwięku   niż   świst   wichru   jeszcze   nigdy   nie 

słyszała. 

– Hej, ruda, czemu jesteś taka ponura?

Od pięciu minut Zoey nie widzącym wzrokiem błądziła po karcie pacjenta, 

niezdolna przypomnieć sobie, po co w ogóle brała ją do ręki. Melancholijny 

nastrój, w jakim się znajdowała, nie zamierzał ustąpić. Ogarnął ją dwa dni temu, 

kiedy to w piątek wieczorem opuszczała dom Jonasa. 

Podniosła   wzrok   znad   karty   i   zobaczyła   Coopera   Dugana,   jednego   z 

sanitariuszy   szpitalnego   pogotowia.   Opierał   się   o   kontuar   w   dyżurce 

pielęgniarek. 

– Cześć, Coop – powitała go, odkładając kartę. – Nie jestem ponura, lecz 

trochę zamyślona. Jak to się zdarza w poniedziałek przed świtem. Co robisz 

tutaj o tej porze? Też, podobnie jak mnie, wrobili cię w trzecią zmianę?

Skinął głową. Długie, jasnoblond włosy opadły mu na czoło i badawczo 

spoglądające na Zoey zielone oczy. 

–   Od   czasu   do   czasu   daję   się   wrobić   i   biorę   nocne   dyżury.   Właśnie 

przywiozłem gościa z zawałem. Założyłem się o dwadzieścia dolców, że facet 

nie   przeżyje   do   rana.   Pomyślałem   więc   sobie,   że   połażę   tu   przez   chwilę   i 

poczekam, żeby sprawdzić, czy wygrałem zakład. 

–   Cooper!   –   wykrzyknęła   zgorszona   Zoey.   –   Jak   mogłeś   zrobić   coś 

podobnego! Czy ci nie wstyd?

Wzruszył ramionami. 

– Gdy go dowieźliśmy, wyglądał marnie. Jasne, że mogę się mylić. Byłoby 

to nie pierwszy raz. Słyszałem, że bierzesz teraz nocne dyżury i pomyślałem, że 

może wyjdziemy oboje coś przekąsić. Co ty na to? Masz chyba zaraz jakąś 

przerwę?

Zoey westchnęła i spojrzała na zegarek. 

– Niestety, dopiero za godzinę. 

background image

Zoey i Cooper przyjaźnili się od lat. Jako nastolatki poznali się w schronisku 

młodzieżowym. Po ucieczce z domu Zoey przez miesiąc błąkała się po ulicach 

Filadelfii.   Chętnie   zapomniałaby   o   tamtych   czasach.   Jedynym   miłym 

wspomnieniem   była   zadzierzgnięta   wówczas   przyjaźń   z   Cooperem.   Mając 

czternaście lat, uciekała od marnego życia. Jak może być ono nieszczęśliwe, 

przekonała się dopiero znalazłszy się na ulicy. 

–   Świetnie.   Co   powiesz   na   wspólne   śniadanko?   –   zapytał   Cooper.   –   Ja 

stawiam. Za godzinę będę bogatszy o dwudziestaka. 

Zoey pokręciła głową. 

– Nic z tego. Nie uraczysz mnie bułką kupioną za pieniądze wygrane dzięki 

tak wstrętnemu zakładowi. A poza tym będę zajęta. Przez cały dzień. Tak mi się 

przynajmniej wydaje. 

– Co będziesz robiła?

– Opiekowała się dzieckiem. Skrzywił się okropnie. 

– Jak możesz robić coś takiego! Przez cały dzień jesteś przecież otoczona 

wrzeszczącymi bachorami. Od czasu do czasu powinnaś, jak sądzę, mieć trochę 

czasu dla siebie. 

–  Mam  wiele  czasu  dla  siebie  – odparła,  w myśli dodając,  że  za  często 

spędza go samotnie. – A poza tym bardzo lubię zajmować się dziećmi. 

– Bo nie masz własnych. 

– Świetnie wiesz, dlaczego. 

Cooper skinął głową i mrugnął do Zoey. 

– Jasne. Zaraz powiesz, że świat jest obrzydliwy. Zbyt okropny, aby począć 

nowe dziecko, które będzie cierpieć. Eeee... Takie tam gadanie. – Nachylił się 

nad kontuarem i pociągnął lekko Zoey za koński ogon. – Lepiej uważaj. W 

dzisiejszych czasach możesz nawet uwierzyć w coś takiego – dodał. 

– Wierzę. 

Popatrzył na nią sceptycznie. 

– A to, że nie masz dzieci, wypływa z faktu, iż jesteś zbyt przerażona, aby 

background image

dopuścić   do   siebie   mężczyznę,   który   stałby   się   ojcem   twego   dziecka.   Mam 

rację? Twoja postawa nie ma nic wspólnego z tym, co spotkało Eddie’ego. 

Na policzkach Zoey ukazała się ognista łuna. W przeciwieństwie do innych 

mężczyzn   Coopera   trudno   było   zrazić.   To   on   wyciągnął   ją   swego   czasu   z 

najgorszych   tarapatów.   Był   jedynym   człowiekiem,   który   znał   ją   w   czasie 

rozpaczy i słabości. I nie bał się jej nigdy. Był to chyba jeden z wielu powodów, 

dla których tak bardzo go lubiła. 

– Cooper, gadasz bez sensu – skarciła go. – To nie ma nic wspólnego ze 

strachem. Nie wiąże się z tym, co wydarzyło się... Eddie’emu. – Jak wiele czasu 

upłynęło od chwili, w której po raz ostatni wymówiła to imię!

Cooper się odprężył. 

– Zapominasz, z kim rozmawiasz – upomniał ją. – Po tym, co się stało, twoja 

postawa jest całkowicie usprawiedliwiona. Jednak... 

– To, co się stało – przerwała mu szybko – jest fragmentem mojej przeszłości 

i do niej należy. Nie ma nic wspólnego z tym, kim jestem dzisiaj. 

Skinął głową, lecz było widoczne, że go nie przekonała. 

– Zgoda. Masz rację – mruknął. 

– Chyba powinieneś zobaczyć, czy delikwent, o którego życie się założyłeś, 

jeszcze nie umarł – odrzekła cierpkim tonem. – Mam moc roboty. Muszę się do 

niej zabrać. 

– Zrozumiałem i odmeldowuję się. – Zasalutował z uśmiechem. 

Kiedy odszedł, Zoey przypomniało się, o co miała go zapytać. 

– Hej, Coop! – zawołała. 

– Tak? – Obrócił się na pięcie. 

– Spędzasz sporo czasu we wschodnim skrzydle szpitala. Mam rację?

Wzruszył ramionami. 

– Jasne. Jeśli brak wyjazdów, to gdzie mam być? A poza tym pracują tu 

wszystkie najładniejsze pielęgniarki – dodał, mrugnąwszy do Zoey. 

Zignorowała ten komplement. 

background image

– A więc spędzasz wiele czasu na plotkach. 

– Wolałbym nazwać to raczej transferem informacji – mruknął pod nosem. 

– Zgoda. Niech będzie transfer – przystała na to wymyślne określenie. – Czy 

ty... – zatrzymała się, nie wiedząc, jak sformułować pytanie, by nie wymknęła 

się jej żadna zbędna informacja. – Czyś kiedykolwiek słyszał jakieś rozmowy na 

mój temat?

Cooper uniósł brwi. Albo był zdziwiony, albo chciał zyskać na czasie. Zoey 

nie była pewna. 

– Rozmowy? – powtórzył. – Na twój temat?

– Tak. O mnie. 

–   Och,   trudno   powiedzieć.   Faceci   gadają   o   różnych   rzeczach.   O   piłce, 

hokeju, alkoholu, stewardesach, broni... 

– O mnie – powtórzyła. – Czy kiedykolwiek rozmawiali o mnie?

Popatrzył na nią spode łba. 

– Czemu pytasz?

– Wiem z wiarygodnych źródeł, że wśród mężczyzn naszego szpitala jestem 

powszechnie uznawana za... za zagrożenie dla ich... rodzinnych klejnotów. 

– Ach, o tym mówisz. – Machnął lekceważąco ręką. 

– Co to znaczy: o tym? Co masz na myśli? Czy to prawda? Naprawdę mam 

taką opinię wśród wszystkich mężczyzn w szpitalu?

– Nie przejmuj się, Zoey. Powinnaś uznać to za komplement. A zresztą nikt 

nie lubi Jeffa Pearsona. 

– Ale... 

– My, mężczyźni, bardzo cię szanujemy. Uważamy za kumpla. Za jednego z 

nas. 

Za jednego z nich? pomyślała z przerażeniem. Dobry Boże, która kobieta 

chciałaby być traktowana przez mężczyzn jak kumpel?

– A więc to prawda – stwierdziła z niesmakiem. 

– Nie przejmuj się. O niektórych mówi się znacznie gorsze rzeczy. Co w tym 

background image

złego, że twarda z ciebie sztuka? To żaden wstyd. – Pocieszywszy w ten sposób 

zaskoczoną Zoey, Cooper znów zasalutował i ruszył w stronę windy. 

Twarda sztuka. A więc współpracujący z nią mężczyźni uważali ją za twardą 

sztukę! Jonas też tak myślał. No to co? To prawda. Była twarda. Przecież przez 

całe lata starała się wytworzyć w oczach ludzi właśnie taki obraz własnej osoby. 

Chciała, żeby mężczyźni trzymali się od niej z daleka. I osiągnęła to. Zostawili 

ją w spokoju. Czy nie na tym jej zależało?

Tak.   Chciała   tego.   Niegdyś.   Aż   do   przedwczoraj.   Do   chwili   w   której 

wkroczyła   do   domu   Jonasa   Tate’a,   zobaczyła,   jak   bardzo   męczy   się   on   z 

niemowlęciem, i przekonała się, że ten człowiek również ma słabe punkty. Traci 

pewność siebie i potrafi się bać. Może więc nie wszyscy mężczyźni są tylko i 

wyłącznie samcami?

Spojrzała na zegarek. Dochodziła druga nad ranem. Zastanawiała się, czy w 

dużym domu Jonas śpi spokojnie i czy Juliana przypadkiem nie płacze. Zoey 

czuła, że w jakimś sensie do nich przynależy. Z niewiadomego powodu uważała 

się odpowiedzialna za tę dwójkę. 

Powinna   im   pomóc.   Aż   oboje   poczują   grunt   pod   nogami.   Należało 

przynajmniej się upewnić, czy Juliana czuje się dobrze. 

Druga nad ranem. Zoey sięgnęła po odłożoną kartę pacjenta. Wyobrażała 

sobie Jonasa w wiśniowych jedwabnych spodniach od piżamy, na jednym ręku 

trzymającego   Julianę   i   drugą   ręką   usiłującego   podgrzać   butelkę.   Oni   mnie 

naprawdę potrzebują, stwierdziła. I to, że Jonas pozwolił w piątek wieczorem, 

by sobie poszła, wcale nie oznacza, że nie powinna wrócić dziś rano. 

Z   Jonasem   Tate’em   świetnie   sobie   poradzi.   Podobnie   jak   z   dziwnymi 

odczuciami,   jakie   ten   człowiek   w   niej   budzi.   Przyrzekła   to   sobie   solennie. 

Przecież była twardą sztuką. 

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY

To jest zły sen, uznał Jonas, stając w spodniach od piżamy i szlafroku na 

progu swego domu. Zmarszczył czoło na widok uśmiechniętej, młodej kobiety 

znajdującej się na ganku. Słońce wyjrzało właśnie zza węgła i ozłociło długie 

włosy,   które   wystawały   spod   czerwonej   miękkiej   czapeczki,   tworząc   krąg 

światła wokół jej głowy, przypominający złotą aureolę. Zbyt dobrze wiedział 

jednak, że Zoey Holland nie jest aniołem. Emocje, które w nim wzbudzała, 

można by raczej nazwać szatańskimi. 

Miała rozpięty skafander. Pod nim Jonas zauważył ciemnowiśniowy dres 

szkoły w Haddonfield i spłowiałe dżinsy. Dziś zdążyła się pozbyć szpitalnego 

uniformu. W jednej ręce trzymała papierową torbę z produktami spożywczymi, 

a w drugiej mały neseser weekendowy. Nie przyszła, żeby przekazać kopertę od 

Lily Forrester. Było jasne, że tym razem zamierza spędzić tu więcej czasu. 

– Wróciłam – oznajmiła z lekkim uśmiechem, mijając Jonasa i wchodząc do 

domu. 

Zamknął   drzwi   za   gościem   i   ściągnął   poły   szlafroka,   robiąc   na   pasku 

dodatkowy węzeł. Nie miał pojęcia, dlaczego tak się zachowywał. Zoey nie 

wykazała dotychczas najmniejszej nawet ochoty, żeby go rozebrać. A gdyby 

teraz na to się zdecydowała, z pewnością by jej nie przeszkodził, bo spełniłaby 

jego pragnienia. 

W tej nieoczekiwanej wizycie Zoey, z jej własnej woli. 

było   coś,   co   poruszyło   Jonasa.   Widok   roześmianej   twarzy   jednak   go 

rozzłościł. 

– Po co przyszłaś? – zapytał. 

– Opiekować się dzieckiem – wyjaśniła. – Czyżbyś o tym zapomniał, że 

mam zajmować się Jules przez najbliższe dwa tygodnie?

– Sądziłem, że się rozmyśliłaś. Wzruszyła lekko ramionami. 

background image

– Przyszłam, więc widocznie zmieniłam zdanie – odparła niewzruszona. – A 

ponadto   jesteś   mi   winien   forsę   za   piątkowe   zakupy.   –   Wskazała   wzrokiem 

papierową torbę, którą trzymała w ręku. – Dopiszę do rachunku. Gdzie mam 

położyć swoje rzeczy?

– Rzeczy? Jakie rzeczy?

– Piżamę, przybory toaletowe i takie tam drobiazgi. Jonas nadal usiłował 

zrozumieć jej nagłą zmianę frontu. 

Nie pojmował intencji. 

– Chcesz się tu wprowadzić?

– Tylko na dwa dni. Aż trochę się wyśpisz. Potem będę przychodziła rano i 

zostawała   z   dzieckiem   do   twego   powrotu   ze   szpitala.   Jak   wiesz,   ja   też 

potrzebuję snu. 

– Wiem, ale... 

– Więc gdzie mogę położyć swoje rzeczy?

– Nie pracujesz teraz za Jeannette na nocnej zmianie. Jak sobie poradzisz?

–   Przesunęłam   godziny   dyżurów.   Na   jutrzejszą   i   następną   noc.   Jonas 

popatrzył podejrzliwie na Zoey. 

– Zadałaś sobie wiele trudu, żeby dla mnie zmienić w szpitalu cały rozkład 

zajęć. 

– Zrobiłam to nie dla ciebie – przypomniała. 

Jonas skinął głową. Jeszcze nigdy w życiu nie czuł się tak zmęczony. 

– Jasne. Jak mogłem zapomnieć? Robisz to tylko dla Juliany. 

– Tak. Gdzie mogę położyć swoje rzeczy?

Podniósł ręce do czoła. Zachowywał się niezbyt przytomnie. Nie potrafił 

zebrać myśli. 

– Poczekaj chwilę – powiedział. – Pozwól, niech się zastanowię. Naprawdę 

chcesz pomóc mi opiekować się Juliana?

– Jasne. 

– Nawet po tym, jak cię podrywałem? Ironicznym gestem Zoey uniosła brwi. 

background image

– Ale przecież nic z tego nie wyszło. Zapewniłeś mnie również, że więcej nie 

będziesz próbował. Jestem pewna, że to wszystko było tylko nieporozumieniem 

– dodała szybko. – Mam rację?

Jonas   z   trudem   pokonał   chęć   wzięcia   jej   w   ramiona,   całowania   aż   do 

nieprzytomności,   by   zilustrować,   jak   znakomicie   odczytała   jego   intencje   z 

tamtego wieczoru. Zamiast tego westchnął. 

–   Tak.   Źle   mnie   zrozumiałaś   –   potwierdził.   Uśmiechnęła   się,   świetnie 

wiedząc, że skłamał. 

– Tak właśnie myślałam. 

– Naprawdę zgodzisz się poświęcić aż dwa tygodnie, żeby pomóc mnie i 

Julianie? – zapytał łagodnym tonem. 

– Tak. 

– Dziękuję. 

– Nie ma za co. 

Przez   dłuższą   chwilę   Jonas   w   milczeniu   przyglądał   się   Zoey,   tak   jakby 

widział ją po raz pierwszy. Jak zwykle, zachwycał się jej urodą. Zielone oczy 

przypominały   barwą   letnie   łąki.   Był   zaskoczony   pragnieniem,   by   zanurzyć 

dłonie i wargi w rudych włosach. Tym razem dostrzegł także inne, nowe rzeczy. 

Zawsze uważał Zoey Holland za osobę irytującą, pyskatą babę, która nie 

znosi mężczyzn i uważa, że znaleźli się na naszej planecie tylko dlatego, żeby 

przynieść cierpienie kobietom. Dostrzegał wyłącznie takie cechy jej natury. 

Teraz jednak stwierdził, że się mylił. W Zoey Holland tkwiła bowiem jakaś 

miękkość.   Wykazywała   brak   pewności   siebie.   I   nagle   pojął   wszystko. 

Zachowywała się tak wojowniczo dlatego, żeby ukryć prawdziwą osobowość. 

Jonas   zapragnął   dowiedzieć   się   czegoś   więcej   o   tej   kobiecie.   To,   że 

uchodziła za twardą, jeszcze bardziej przyciągało go do niej. 

– Połóż rzeczy w  pokoju obok sypialni Juliany – powiedział. – Stamtąd 

będziesz słyszała, co robi. 

– Dobrze – odparła Zoey. Papierową torbę z zakupami postawiła na stoliku 

background image

do kawy i z neseserem ruszyła w stronę schodów. – Chodźmy. 

Zastanawiał się przez chwilę, jak by to było, gdyby zaprowadził ją wprost do 

swej   sypialni   i   namówił,   żeby   tam   spędziła   z   nim   noc.   Pewnie   za   taką 

propozycję podbiłaby mu oko, pomyślał natychmiast. I na dobre opuściłaby jego 

dom. 

– Tędy – wskazał, odpędziwszy zdrożne myśli. Wyobrażenie sobie Zoey w 

łóżku,   nagiej   i   roznamiętnionej,   mąciło   umysł.   –   Juliana   teraz   śpi   –   dodał, 

przechodząc do szeptu, kiedy znaleźli się na schodach. 

– Jak zachowywała się przez ostatnie dni? Lepiej? – spytała Zoey, gdy szli 

na palcach obok drzwi do dziecinnego pokoju. 

Jonas potrząsnął głową. 

– Nie. A w piątek w nocy, po twoim wyjściu, wrzeszczała jak szalona i nie 

chciała się uspokoić. Widocznie nadal mnie nie znosi i nie chce, abym był blisko 

niej. 

– Jestem pewna, że nie. o to chodzi. 

Westchnął, nie przekonany, kiedy znaleźli się w pokoju, który przeznaczył 

dla Zoey. 

– Powinieneś koniecznie zmienić pediatrę – przypomniała, kładąc neseser na 

łóżku. – Może to jakaś poważna sprawa. 

Jonas usiłował odgonić obraz Zoey rzucającej się na łóżko i otwierającej 

przed nim ramiona. 

– Pediatra, do którego chodzę, jest jednym z naszych najlepszych lekarzy w 

szpitalu – odparł ponurym głosem. Odchrząknął. – Zapewnia, że nie ma żadnych 

konkretnych powodów, dla których mała miałaby się tak zachowywać. Muszę 

więc zakładać, że winę ponoszę ja sam. 

Zoey pragnęła zaprzeczyć. Chciała zapewnić Jonasa, że problemy Juliany 

nie mają z nim nic wspólnego. Nie była jednak pewna, czy mówiłaby prawdę. 

Szczerze powiedziawszy, od chwili w której po raz pierwszy go zobaczyła, bez 

przerwy jej samej sprawiał ciągłe kłopoty. 

background image

– Przestań o tym myśleć – poradziła. – Od tej pory ja przejmuję opiekę nad 

Jules. Będziesz miał więc chwilę wytchnienia. Dziś wyśpisz się porządnie. Nie 

masz pojęcia, jak dobrze czuje się człowiek po smacznie przespanej nocy. Jutro 

rano będziesz w dobrej formie. Jak nowy. Jonasie, zobaczysz, że wszystko się 

ułoży. Jestem o tym przekonana. 

Oczy doktora Tate’a zapłonęły blaskiem, kiedy wymówiła jego imię. Zoey 

odniosła   przy   tym   wrażenie,   że   jakieś   dziwne,   nieprzystojne   myśli   zaczęły 

chodzić mu po głowie. Nagle pokój wydał się jej za mały. Było zbyt ciepło i 

duszno. Tak, że ogarnęła ją ochota, by rzucić wszystko i uciekać gdzie pieprz 

rośnie. 

– Czemu nie pójdziesz przygotować się do wyjścia? – zaproponowała. – 

Zejdę na dół i sama zajmę się zakupami. Kiedy Jules się obudzi, od razu do niej 

pójdę. Wyobraź sobie, że masz dziś wolne. 

–   Mam   wolne   –   powtórzył   powoli.   Potrząsnął   przecząco   głową.   –   Co 

takiego? Nie potrafię sobie przypomnieć, kiedy miałem ostatnio wolny dzień. To 

dziwaczny pomysł. 

W głosie Jonasa Zoey usłyszała nutę bezradności. Zrobiło się jej go żal. 

– Jules do góry nogami przewróciła twoje życie. Mam rację?

Westchnął ciężko. 

– Bardziej niż myślisz – potwierdził udręczonym głosem. – Gdyby rok temu 

ktoś mi powiedział, że takie małe i bezradne stworzenie, jak niemowlę, może w 

sposób nieodwracalny zmienić, a nawet zniszczyć życie człowieka, nigdy bym 

mu nie uwierzył. Nie potrafię ci opisać, jak bardzo Juliana zakłóciła moje życie. 

– Sądzę, że potrafię to sobie wyobrazić – szepnęła Zoey. W jej głosie było 

coś, co go zaniepokoiło, ale zanim zdołał zadać pytanie, odezwała się ponownie:

– Masz do niej o to trochę żalu, prawda? – spytała. Wzruszył ramionami, 

lecz nie mógł zaprzeczyć, bo była to prawda. 

–   Tak   –   odparł.   –   Czasami.   Chciałbym,   aby   wszystko   wróciło   do 

poprzedniego stanu. Żeby było tak, jak przedtem. Jakby nic się nie zmieniło. 

background image

– To nie jest możliwe – uzmysłowiła mu Zoey. – Będzie więc lepiej, jeśli 

przestaniesz o tym myśleć. – Możesz sobie stworzyć nowe życie, mniej więcej 

normalne. 

– Co masz na myśli?

– Stare nawyki zastąp nowymi. Kiedy wprowadzisz je w życie, poczujesz się 

bardziej normalnie. 

Jonas uśmiechnął się lekko. Chciał uścisnąć Zoey za dobre, pocieszające 

słowa. Och, do diabła. Wcale nie dlatego pragnął wziąć ją w ramiona!

– Dziękuję – powiedział. To ją zaskoczyło. 

– Za co?

– Za próbę pomocy. 

– Pomogę ci bardziej. Sam się przekonasz. Pierwsze sześć miesięcy życia 

niemowlaka   to   zawsze   najgorszy   okres   dla   rodziców.   Potem   egzystuje   się 

łatwiej. 

– Mówisz jak z własnego doświadczenia. 

Zoey ogarnęła nagle fala melancholii. Szybko się opanowała. 

– Dwie dobrze znane mi pary małżeńskie stały się niedawno rodzicami. Stąd 

wiem. Sama nie chcę mieć dzieci. 

– Mówisz to z przekonaniem. 

– Dawno temu powzięłam taką decyzję. 

– Dlaczego?

– To nieistotne. 

– Jednak... 

–  Spóźnisz   się  do  pracy,  jeśli  nie  zaczniesz  się  zbierać  –  przerwała  mu, 

zanim   zadał   następne   pytanie   dotyczące   jej   prywatnego   życia.   –   Wszystko 

wskazuje na to, że lada chwila obudzi się Juliana. Muszę przedtem wykonać 

parę rzeczy. Zorganizować sobie pracę. 

Jonas nie chciał wychodzić z domu. Pragnął pozostać i nadal rozmawiać z 

Zoey. Była to ich pierwsza dyskusja, która nie kończyła się przykrą wymianą 

background image

zdań. Jonas pragnął dowiedzieć się o Zoey czegoś bliższego. Poznać przyczynę, 

dla której nie chce mieć dzieci, mimo że lubi z nimi przebywać. Najbardziej 

jednak chciał, żeby nadal na niego patrzyła w taki sposób, jak w chwili gdy 

ujrzał ją na werandzie. Zachowywała się tak, jakby naprawdę zależało jej na 

jego losie. 

Nagle   w   sąsiednim   pomieszczeniu   rozległ   się   głośny   płacz.   Zoey 

błyskawicznie wybiegła z pokoju. Jonas został sam. 

Dopiero teraz pojął, że to nie on dba o potrzeby dziecka. Robi to ktoś inny. I 

uzmysłowił   sobie   jeszcze   jedno.   Że   w   związku   z   tym   poczuł   się   dziwnie 

zawiedziony. 

Otrząsnął   się   z   tych   wrażeń,   idąc   za   Zoey   do   kuchni.   Przez   cały   czas 

trzymała dziecko na rękach. Sprawnie wyciągnęła z lodówki butelkę. Kołysała 

Julianę w ramionach, kiedy grzało się śniadanie. Niemowlę prawie przestało 

płakać. Zoey świetnie radziła sobie z dziećmi. Z powodzeniem wychowałaby 

gromadkę własnych. Ale nie chciała ich mieć. Jonas nie miał pojęcia, dlaczego. 

– Idź już – powiedziała, sadowiąc się przy kuchennym stole i zabierając do 

karmienia Juliany. – Przestań o nas myśleć. Ciesz się ze swobody. 

Ciesz się ze swobody. W głowie Jonasa rozbrzmiewały słowa Zoey. Wcale 

nie czuł się wolny. Będzie mu brak Zoey i Juliany. I był przekonany, że nie 

potrafi przestać o nich myśleć. 

Skinął   głową   na   pożegnanie   i   wycofał   się   z   kuchni.   Nigdy,   nawet   w 

najbardziej dziwacznych snach, nie wyobrażał sobie, że jego dom najdą dwie 

istoty   rodzaju   żeńskiego,   z   których   żadna   ani   trochę   go   nie   lubi. 

Najzabawniejsze było jednak to, że on sam, co sobie teraz uprzytomnił, polubił 

już je ogromnie. 

–   Lekcja   numer   jeden   –   oznajmiła   Zoey   tego   wieczoru,   kiedy   wraz   z 

Jonasem pochylała się nad małą plastykową wanienką, wstawioną do normalnej 

wanny. – Kąpanie dziecka. 

Patrzyła na Jonasa i nie potrafiła powstrzymać się od śmiechu. Miał obłęd w 

background image

oczach. Był przerażony. 

Posadziła dziecko w wanience. Radośnie wymachiwało rączkami i nóżkami. 

Jedną   ręką   Jońas   podtrzymał   główkę   Juliany,   drugą   podłożył   pod   brzuszek. 

Widok drobnego niemowlęcia spoczywającego bezpiecznie w dużych, silnych 

męskich   rękach   wywołał   uśmiech   na   twarzy   Zoey.   Istniała   nadzieja,   że   ta 

dwójka jakoś się dogada. 

– Muszę się tego uczyć? – zapytał Jonas. – Juliana będzie miała przecież 

niańkę.   Kiedyś   –   dodał,   wzdychając.   –   Gdy   znajdę   kogoś   odpowiedniego. 

Kąpanie dziecka należy do niańki. Mam rację?

– W zasadzie tak – przyznała Zoey. – Ale stałeś się ojcem. Musisz więc znać 

zasady   żywienia,   zmiany   pieluch   i   kąpania   niemowlaka.   Karmienia   już   się 

uczysz. Pieluchy, jak zdołałam się zorientować, zmieniasz całkiem sprawnie... 

– Tę czynność też chętnie scedowałbym na niańkę – mruknął skrzywiony. 

–   Pozostaje   więc   kąpanie   –   kończyła   wyliczać   Zoey.   –  A  może   chcesz 

zatrudnić niańkę, która zamieszka u ciebie na stałe? – zawiesiła głos. 

Zaprzeczył ruchem głowy. 

– Tak więc musisz umieć wykąpać dziecko. Na wszelki wypadek. Być może 

jeszcze tego nie dostrzegłeś, ale maluchy błyskawicznie się brudzą. Czy Juliana 

już miała napadowe wymioty?

Oczy Jonasa rozszerzyły się szeroko. 

– Napadowe wy... – Zamilkł na chwilę. – Dzieci mają takie rzeczy?

– Niektóre. Na szczęście, nie wszystkie. Nie przejmuj się zawczasu – dodała 

z uśmiechem. – Nie ma czym się teraz martwić, ale musisz być przygotowany 

na taką ewentualność. 

Skinął głową. Nadal był wstrząśnięty tym, co usłyszał. 

Podczas całej rozmowy Juliana siedziała spokojnie w wanience, przenosząc 

wzrok z Jonasa na Zoey i z powrotem, tak jakby śledziła przebieg rozmowy. 

Kiedy   Zoey   wreszcie   na   nią   spojrzała,   uśmiechnęła   się   radośnie   i   tłustymi 

łapkami zaczęła mocno bić w wodę, ochlapując dorosłych. 

background image

– Czy nie byłoby łatwiej myć ją na dole, na kuchennym blacie? – zapytał 

Jonas, przenosząc ciężar ciała z jednej nogi na drugą. 

– Być może – przyznała Zoey. – Musisz jednak nauczyć się kąpać ją w 

łazience. Im Juliana będzie większa, tym trudniej doprowadzisz się potem do 

ładu. 

Rzucił okiem na wielką mokrą plamę, widoczną na jego niebieskiej koszuli, i 

zmarszczył czoło. 

– Bardziej niż teraz? Zoey lekko się roześmiała. 

–   Ciesz   się,   że   Juliana   nie   jest   chłopczykiem.   Przynajmniej   nie   musisz 

martwić się o to, że obleje cię strumyczkiem siusiu. 

– Siusiu. Już dawno nie używałem tego słowa. Zdumiewające, jak bardzo się 

zmienia   słownictwo   człowieka,   który   ma   dziecko.   Na   przykład   śpioszki. 

Dlaczego nie nazywa się ich jakoś normalniej?

– To dopiero początek – ostrzegła Zoey. – Poczekaj, aż Jules zacznie mówić. 

Dziwne rzeczy, które będziesz powtarzał. 

Julianie znudziła się kąpiel. Zaczęła wychlapywać wodę, której większość z 

pluskiem wylądowała na twarzy Zoey. 

– Dobrze, już dobrze – uspokoiła dziecko. – Kończymy. Pokazała Jonasowi 

wszystkie   stadia   kąpieli.  Trwało   to   trzykrotnie   dłużej,   niż   gdyby   myła   małą 

sama. Przez cały czas jednak zachwycała Zoey delikatność Jonasa w stosunku 

do dziecka. Mógłby być artystą, a nie kardiologiem. Ma takie cudowne ręce, 

pomyślała. 

– A teraz co? – zapytał po opłukaniu Juliany. 

– Teraz ją wytrzyj. 

– Czym?

–   Och,   nie   wiem.   Może   spróbowałbyś   ręcznikiem?   –   roześmiała   się.   – 

Sięgnęła   po   ręcznik,   który   umieściła   w   pobliżu   wraz   z   innymi   środkami 

potrzebnymi do utrzymania czystości dziecka. – Daj mi ją. 

Jonas podał Julianę Zoey. Wycierała małą, podczas gdy on zbierał wszystko, 

background image

co przynieśli do łazienki. 

– Ma dużo więcej różnych kosmetyków ode mnie, a jest taka malutka – 

mruknął pod nosem. 

– Uwielbiam zapach niemowląt – powiedziała Zoey, delikatnie wycierając 

główkę dziecka. Pochyliła się nad Jules i wciągnęła powietrze. – Jest słodki i 

czysty. Małe dzieci pachną nowością. To kształtujący się człowiek, pomyśl o 

tym, Jonasie. Jules ma dopiero trzy miesiące. Jaka będzie za trzydzieści lat? A za 

sześćdziesiąt?

– Nie potrafię być aż tak dalekowzroczny. Ledwie wiem, co z nami będzie w 

przyszłym tygodniu. 

Zoey   odwinęła   z   ręcznika   drobną   rączkę.   Małe   paluszki   zacisnęły   się 

natychmiast na jej dłoni. 

– Ma długie palce – oznajmiła. – Może zostanie pianistką. Albo masażystką. 

Albo mistrzynią od wyrobu ciast. 

– A może pielęgniarką – z uśmiechem dorzucił Jonas.

– Lub lekarką. 

– Może. 

– Lekarką, która daje w kość pielęgniarkom, podobnie jak jej staruszek. 

– Hola, nie bądź złośliwa. Powiedziałem ci... 

– Co ty na to, Jules? – Zoey przerwała Jonasowi, zwracając się do dziecka. – 

Chcesz przynależeć do cudownego świata medycyny?

Juliana zaczęła gaworzyć, lecz zaraz potem westchnęła. Nie była pewna. 

– Zostanie pianistką – orzekła Zoey. Nadal wycierała dziecko, unikając przy 

tym starannie spojrzenia Jonasa. – Jest zbyt bystra na to, by dać sobą pomiatać 

humorzastym lekarzom. 

Jonas nie mógł się nadziwić, jak Zoey delikatnie obchodzi się z Juliana. 

Poczuł nagły przypływ wzruszenia. Jak taka dziewczyna, wysoka, silna i oschła, 

potrafi   być   tak   spokojna,   ciepła   i   sympatyczna.   Zoey   Holland   stanowiła 

prawdziwą zagadkę. W szpitalu zachowywała się jak rozzłoszczony byczek. W 

background image

stosunku   do   Juliany   była   samą   słodyczą.   Mimo   że   pracowała   na   oddziale 

noworodków, Jonasowi nawet nie przyszło wcześniej do głowy, że może być tak 

czuła i opiekuńcza. Teraz widział ją właśnie taką. Tuliła w ramionach dziecko i 

wydawała się szczęśliwa. 

Dlaczego więc, do licha, w stosunku do niego jest taka oschła? zastanawiał 

się Jonas. I dlaczego go to tak bardzo złościło, a nawet bolało?

–   Lekcja   numer   dwa   –   oznajmiła,   podnosząc   się   z   krzesła.   –   Ubieranie 

dziecka. 

– O, nie – zaprotestował. Wstał, lecz ruchem ręki odsunął od siebie Zoey z 

niemowlęciem. – Zaraz podasz mi te wszystkie koszulki, kaftaniki i śpioszki. 

Juliana nie znosi, jak się wkłada jej coś przez głowę. Od razu wrzeszczy, a ja 

tego nie trawię. 

– Nie będzie wrzeszczała. 

– Będzie. 

Zoey wyciągnęła dziecko przed siebie. 

– Weź ją. To jeszcze jeden powód, dla którego byłoby warto, żebyś trochę 

poćwiczył. 

Juliana   wrzasnęła   już   w   chwili,   gdy   zaczął   wkładać   jej   koszulkę   przez 

głowę. Dopiero Zoey pokazała Jonasowi, jak rozszerzyć górny otwór, żeby przy 

wkładaniu koszulka nie zakłóciła widzenia dziecka. Zdradziła mu jeszcze kilka 

sekretów dotyczących przewijania, doświadczeń zdobytych przez lata praktyki 

na oddziale noworodków. Przyciemniła światło w pokoju, usiadła z małą na 

bujanym fotelu i dała Jonasowi parę wskazówek, co robić, żeby dziecko lepiej 

spało w nocy. 

Potem usłyszał ze zdziwieniem, że śpiewa kołysankę. Do głowy by mu nie 

przyszło, że ten miły, ciepły głos może należeć do Zoey Holland. 

Oprócz  ogromnej  wprawy w  obchodzeniu  się  z  niemowlętami ta  kobieta 

miała jeszcze jedną wielką zaletę. Naturalną, wrodzoną zdolność opiekowania 

się dziećmi. Dlaczego wobec tego była tak oschła w stosunku do dorosłych? Tak 

background image

sceptycznie do nich nastawiona?

I nagle ni stąd, ni zowąd Jonas doznał olśnienia. Zoey czuła się dobrze przy 

niemowlętach, bo jej nie zagrażały. Nie mogły zrobić krzywdy. Nie miał pojęcia, 

skąd ta myśl przyszła mu do głowy, wiedział jednak, że odkrył prawdę. Całe to 

agresywne zachowanie się Zoey, czarny pas w karate i opinia twardej sztuki, 

jaką miała w szpitalu... Nagle wszystko złożyło się w jedną, logiczną całość. 

Stwarzała pozory twardej, gdyż pragnęła ukryć swą słabość. Bała się. 

Ale czego się obawiała? Jonas nie miał pojęcia. 

Świadomość tego faktu sprawiła, że poczuł się dziwnie. Przedtem na widok 

Zoey natychmiast wpadał w złość. Musiał być ciągle na nią rozeźlony, żeby nie 

myśleć o innych rzeczach. Na przykład o tym, by lepiej ją poznać. Nie chciał 

żadnej   kobiety.   Baba   nie   była   mu   do   szczęścia   potrzebna.   Zwłaszcza 

zarozumiała i pewna siebie, która do góry nogami przewróciłaby jego życie. I 

tak   już   miał   pecha,   że   Juliana   zakłóciła   mu   spokojną   egzystencję.   Kobieta 

pokroju Zoey z łatwością zadałaby ostateczny cios. 

Musi   wziąć   się   w   garść,   postanowił.   Nie   mogą   go   więcej   nachodzić 

erotyczne myśli dotyczące tej kobiety. Zoey pomoże mu opiekować się Juliana. 

I   to   wszystko.   Będzie   musiał   o   tym   pamiętać,   kiedy   znów   zacznie   się 

zastanawiać, jak wyglądałaby bez tego swojego szpitalnego uniformu... 

Kiedy   jednak   słuchał   jej   łagodnego   głosu,   gdy   tuląc   do   piersi   dziecko, 

śpiewała   mu   kołysankę,   zauważył,   że   blask   światła   pada   na   jej   włosy, 

sprawiając,   iż   lśnią   miedzianozłotym   połyskiem.   Wciągnął   głęboko   lekko 

korzenny zapach ciała Zoey, zmieszany z aromatem dziecięcego szamponu... 

Z całej siły zacisnął powieki. Pragnął też wyłączyć wszystkie inne zmysły. 

Chyba wariuje. Mógłby przysiąc, że przed chwilą w oczach Zoey dostrzegł łzy. 

Do diabła, zaczynał mieć obsesję na punkcie tej kobiety! Wiedział, że z 

czymś takim trudno sobie poradzić. Zwłaszcza że Zoey będzie przebywała w 

jego domu przez najbliższe dwa tygodnie. Te dni będą jednym pasmem udręki, 

ciągnąc się w nieskończoność. 

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY

Nic   z   tego   nie   będzie,   jakiś   czas   później   pomyślał   Jonas.   Z   szeroko 

otwartymi   oczyma   leżał   w   łóżku.   Pierwszy   raz   od   miesięcy   miał   okazję 

porządnie się wyspać. Był wykończony fizycznie i psychicznie. Należał mu się 

odpoczynek. Zamiast jednak spać, myślał o Zoey. O tym, jak wygląda, kiedy 

leży w łóżku. O tym, w czym śpi. I czy w ogóle ma coś na sobie. 

Z jękiem przewrócił się na brzuch i ukrył twarz w poduszce. Wzięły w łeb 

wszystkie   dawane   sobie   obietnice,   że   nie   będzie   miał   żadnych   erotycznych 

myśli związanych z tą kobietą. Śpij, do diabła, zaśnij wreszcie, nakazywał sobie. 

Jego   umysł   nie   chciał   podporządkować   się   poleceniu.   Ukazał   mu   Zoey, 

pochyloną   nad   kołyską,   okrywającą   niemowlę.   W   spłowiałych,   obcisłych 

dżinsach wyglądała fantastycznie. Jonas aż zacisnął dłonie w pięści, kiedy sobie 

przypomniał, jak bardzo chciał objąć jej zgrabny tyłeczek. 

–   Przystopuj,   stary   –   mruknął   głośno   do   siebie.   –   Donikąd   cięto   nie 

doprowadzi. Będziesz jeszcze bardziej wykończony. 

Podniósł   głowę   i   spojrzał   na   fosforyzującą   tarczę   budzika.   Dochodziła 

północ. Leżał w łóżku od ponad godziny i w żaden sposób nie mógł zasnąć. Do 

diabła, co z nim się dzieje?

Może dobrze mi zrobi kieliszek koniaku, pomyślał. Kiedyś ta metoda zawsze 

okazywała się skuteczna na bezsenność. Wstał z łóżka, włożył szlafrok i boso 

zszedł na dół. 

Nie zapalając światła, dotarł do barku i nalał sobie koniaku do kieliszka. Za 

oknami zaczął prószyć śnieg. Jonas stanął przy oknie. Patrząc na białe płatki 

opadające   na   ziemię,   zaczął   się   rozluźniać.   Taki   widok   zawsze   działa 

uspokajająco na człowieka, pomyślał. Łagodzi wszelkie stresy. 

Drgnął nagle, gdy za jego plecami zapaliła się lampa. Do pokoju weszła 

Zoey. Nie widząc Jonasa, podeszła do telewizora i włączyła odbiornik. 

background image

Obserwując ją, przypomniał sobie, że chciał wiedzieć, w co ubiera się na 

noc. W białą batystową koszulkę czy w cieniutką, z czarnej koronki? Znał już 

odpowiedź na swoje pytanie. Ani w taką, ani w taką. Zoey Holland sypiała we 

flaneli.  W  zwykłej,   czerwonej,   grubej   piżamie,   której   rękawy   sięgały   aż   do 

palców, a nogawki aż po kolana były wetknięte w grube wełniane skarpety. 

Dlaczego widok ten go zdziwił? Właściwie nie powinien. Był to idealny 

nocny strój na tę porę roku. Praktyczny i ciepły. Taki jak sama Zoey. A ponadto 

do twarzy jej było w czerwonym kolorze. 

– Dobry wieczór – pozdrowił ją cicho. 

Jak oparzona drgnęła i obróciła się na pięcie. Jonas bał się, że zaraz rzuci się 

do ucieczki. Przycisnęła dłonie do serca, oddychała nierówno. Kiedy zobaczyła, 

że to Jonas, uspokoiła się trochę. Ale tylko na chwilę. Nagle opadła z sił. Był 

zmieszany. 

–   Nie   mogłem   zasnąć   –   powiedział   tytułem   usprawiedliwienia,   zanim 

zdążyła o coś go oskarżyć. – Pomyślałem, że trochę koniaku pomoże mi się 

zrelaksować. 

Skinęła głową. 

– Przepraszam, nie chciałam ci przeszkadzać. Właśnie sobie przypomniałam, 

że  dziś  nadają  w telewizji  film  z Keanu Reevesem. Myślałam,  że  zdążę  go 

obejrzeć. 

– Keanu Reeves? – powtórzył, ruszając powoli w stronę Zoey. – Czy ten 

chłopak nie jest przypadkiem trochę dla ciebie za młody?

Wzruszyła lekko ramionami. Za każdym razem, kiedy Jonas robił krok w 

przód, ona się cofała. 

–   Co   w   tym   złego,   że   kobieta   interesuje   się   młodszym   mężczyzną?   – 

zapytała. Doszła już tyłem do drzwi. Zauważył, że była gotowa do ucieczki. – 

Nikt nie ma za złe mężczyźnie tego, że przestaje z kobietą znacznie młodszą od 

siebie – dodała cierpko. 

– Masz rację – przyznał. Szedł wciąż w stronę Zoey. Znalazł się tuż przed 

background image

nią. – Chyba że woli młodszą kobietę tylko dlatego, że obawia się starszej. 

Zoey uniosła brwi. 

–   Chcesz   powiedzieć,   że   boję   się   mężczyzn   w   moim   wieku?   –   zapytała 

sucho. 

– We wschodnim skrzydle naszego szpitala mówią, że boisz się wszystkich 

mężczyzn – oznajmił spokojnie. 

Zesztywniała   natychmiast,   a   zaraz   potem   ominęła   go   szerokim   łukiem   i 

podeszła do telewizora, zamierzając wyłączyć odbiornik. 

– Nie powinien pan słuchać plotek, doktorze Tatę – stwierdziła wyniośle i 

znów zaczęła cofać się do wyjścia. – Sądziłam, że jest pan rozsądny. 

– Poczekaj – poprosił, stawiając kieliszek na stole i ruszając szybko w stronę 

Zoey. W ostatniej chwili udaremnił jej ucieczkę. 

– Przepraszam, była to niestosowna uwaga. Z zielonych oczu posypały się 

iskry. 

– Bardzo niestosowna. Próbuję pomóc ci opiekować się małą, a ty nadal nie 

możesz przestać mi dokuczać. 

– Wcale ci nie dokuczam. 

– Nieprawda. 

– Prawda. 

– Nieprawda. 

I tym razem znów stali na wprost siebie, z rękoma opartymi na biodrach, 

gotowi   do   walki.   Była   to   jednak   ostatnia   rzecz,   jakiej   pragnął   Jonas   w   tę 

spokojną, śnieżną noc. Jedno z jego marzeń już się spełniło. Był w domu z Zoey, 

w samym środku nocy. Miała rozpuszczone włosy. W marzeniach widział ją 

wprawdzie ubraną w koronki, a nie we flanelową piżamę, ale i tak nie było źle. 

Bez chwili namysłu wziął Zoey w objęcia i pocałował. 

Niemal natychmiast zorientował się, jak wielki popełnił błąd. Przez krótką 

chwilę czuł, jak pod naporem jego ust rozchylają się wargi Zoey, jak prężne są 

jej piersi i ciało, a także palce zaciśnięte na kołnierzu szlafroka. 

background image

I zaraz potem na podbrzuszu poczuł jej kolano. Uderzyła celnie i silnie. 

Natychmiast ją puścił. Przestał całować. W ogóle nie powinien tego czynić. 

Przynajmniej nie w taki sposób. To znaczy bez uprzedzenia. 

– Och, czemu to zrobiłaś? – jęknął boleśnie i odskoczył od Zoey. Całą siłą 

woli   powstrzymał   się   od   tego,   żeby   nie   zwinąć   się   wpół,   chroniąc   przed 

następnym ciosem. 

– Masz szczęście, że trzymasz się jeszcze na nogach – oznajmiła Zoey. Jej 

oddech też znacznie się przyspieszył. Podniosła dłoń do warg, tak jakby chciała 

wymazać wrażenie, które wywołał pocałunek Jonasa. – Powinnam się upewnić, 

że już więcej nie zaśpiewasz barytonem. 

–   Dlaczego   to   zrobiłaś?   –   chciał   się   dowiedzieć.   Wyprostował   ramiona, 

odzyskując normalną postawę. Zrobił krok w stronę Zoey. 

–   Nie   podchodź   –   ostrzegła   go,   wyciągając   przed   siebie   obie   ręce   i 

przyjmując postawę obronną. 

–   Dlaczego,   Zoey?   –   zapytał   ponownie.   Nie   zwracając   uwagi   na   jej 

ostrzeżenie,   zrobił   jeszcze   dwa   kroki   w   przód.   –   Czemu   zdzieliłaś   mnie 

kolanem? Dlaczego to zrobiłaś?

Zawahała się na chwilę. Spojrzała uważnie na Jonasa. 

– A dlaczego ty to zrobiłeś? – spytała, a w jej oczach pojawił się lęk. – 

Dlaczego mnie... pocałowałeś?

Wyraz   jej   twarzy   sprawił,   że   Jonas   zatrzymał   się   w   miejscu.   Była 

przerażona.   Bała   się   go.   Świadomość   tego   faktu   była   równie   bolesna,   jak 

przedtem cios kolanem. Pierwszy raz w życiu czuł, że kobieta się go przelękła. I 

to nie z powodu samego pocałunku. 

–   Zoey,   nie   musisz   się   mnie   bać   –   odezwał   się   najbardziej   przyjaznym 

głosem, na jaki potrafił się zdobyć. 

– Nie jestem przestraszona. 

– Cholernie się zlękłaś. 

– Wcale nie – zaprzeczyła ponownie. 

background image

– Dobrze, już dobrze. Masz rację – zgodził się niechętnie. – Wobec tego 

dlaczego chciałaś przeistoczyć mnie w eunucha?

Rozluźniła się nieco i lekko westchnęła. 

–   Działałeś   z   zaskoczenia.   Ale   odpowiedz   na   pytanie.   Dlaczego   mnie 

pocałowałeś?

Otworzył   usta,   żeby   wygłosić   jakąś   banalną   uwagę,   lecz   zamiast   tego 

powiedział prawdę:

– Pragnąłem tego do pierwszego dnia, kiedy cię ujrzałem. Odprężyła się 

całkowicie. Ręce opuściła wzdłuż ciała. 

– Co takiego? – spytała. 

– Słyszałaś, co mówiłem. Chciałem cię pocałować. Od pierwszego dnia, gdy 

cię poznałem. 

Zoey popatrzyła z niedowierzaniem na Jonasa. 

– Pierwszego dnia zrugałeś mnie niemiłosiernie za to, że się spóźniłam trzy 

minuty,   bo   doktor   Michaelson   przetrzymał   mnie   na   pediatrii   –   powiedziała 

oskarżycielskim tonem. 

–   Broniłem   się   w   ten   sposób   przed   tobą   –   wyjaśnił.   –   Chciałem   cię 

pocałować, a zamiast tego zrobiłem awanturę. 

–   Piękne   dzięki   za   wyjaśnienie.   Wszystko   stało   się   jasne   –   ze   złością 

mruknęła Zoey. 

– Nie bądź tak sarkastyczna. 

– To przestań mówić bzdury. 

– Kiedy ja mówię prawdę. – Westchnął. – Do licha, Zoey, dziś nie mogłem 

spać, bo myślałem o tobie. O tym, że leżysz w sąsiednim pokoju. O... – urwał. 

Nie było sensu mówić, że zastanawiał się nad tym, jak wygląda, kiedy jest naga. 

Zoey   potrząsnęła   głową.   Udawała,   że   wyjaśnienia   Jonasa   do   niej   nie 

docierają.   Przede   wszystkim   dlatego,   że   odzwierciedlały   jej   myśli   o   tym 

człowieku. Zapomniała o filmie z Keanu Reevesem tylko dlatego, że myślała o 

Jonasie. Zastanawiała się, jak by to było znaleźć się w jego łóżku, zamiast leżeć 

background image

samej. Było zimno i nieprzytulnie. Dlatego wstała w nocy, żeby się ogrzać. 

Obejrzeć Keanu Reevesa. On zawsze działał na nią podniecająco. 

Teraz, kiedy znalazła się w pobliżu Jonasa, nawet Keanu Reeves przestał się 

liczyć. 

– Nie wygaduj takich rzeczy – powiedziała niepewnym głosem. 

Powoli podniósł ręce i opuszkami palców dotknął lekko jej policzka. 

Zamknęła oczy, mówiąc sobie, że powinna odepchnąć rękę Jonasa. Dotyk 

był  jednak   tak   miły   i  łagodny,   tak  podniecający,  że  nie   miała  siły  walczyć. 

Poddała się lekkiej pieszczocie. 

– Nie rób tego – ostrzegła, gdy zbliżył twarz. 

– Zoey, chcę cię pocałować – jak z oddali usłyszała jego głos. – Jeśli sobie 

tego nie życzysz, wystarczy, że mi o tym powiesz. 

Rozsądek nakazywał ostrzec go, żeby się nie zbliżał. Nie powinna mieć z 

nim do czynienia. Serce jednak dyktowało co innego. Marzyło o uścisku rąk 

Jonasa.   Zamiast   więc   kazać   mu   trzymać   się   z   daleka,   stała   nieruchomo   i 

pozwoliła mu się zbliżyć. 

Zamknęła oczy. 

Poczuła dotyk palców na policzku. Łagodny. Kojący. Jeszcze nigdy żaden 

mężczyzna nie obdarzył jej tak delikatną pieszczotą. Prawdę mówiąc, niewielu 

mężczyzn   w   ogóle   dopuściła   tak   blisko   siebie.   Żadnemu   nie   pozwoliła   się 

dotknąć. Od tamtej, pamiętnej chwili, w której jej mąż nie stanął na wysokości 

zadania. 

Ta przykra myśl ulotniła się, gdy palce Jonasa zaczęły błądzić po wargach 

Zoey. Otworzyła oczy. Ujrzała jego twarz tuż przy swojej. Czekała na obiecany 

pocałunek, ale on nadal tylko się jej przyglądał, tak jakby badał reakcję. 

– Kim on był? – zapytał niskim głosem. Zmrużyła powieki. 

– Kto?

Objął   dłonią   jej   policzek.   Wsunął   palce   we   włosy.   Przez   ciało   Zoey 

przebiegła iskra. Cofnęła się odruchowo. Stał z ręką zawieszoną w powietrzu. 

background image

– Kim był ten skurczybyk, który tak cię zgnębił? – zapytał przez zaciśnięte 

zęby. – Kim był człowiek, który tak cię skrzywdził, że teraz nie tolerujesz nawet 

niewinnego dotknięcia?

Kiedy   Zoey   gestem   odmówiła   odpowiedzi,   Jonas   wrócił   po   koniak.   Pił 

powoli,   nie   spuszczając   z   niej   wzroku.   Potem,   gdy   nadal   milczała,   zaczął 

przyglądać się pod światło zawartości kieliszka. 

Odezwał się po chwili:

–   Któregoś   dnia   mówiłaś   Julianie,   że   wiesz,   co   to   znaczy   być   komuś 

ciężarem.   Być   odpychanym   przez   kogoś,   kto   cię   nie   chce.   Powiedziałaś,   że 

znasz   to   odczucie.   Czy   twoja   niechęć   do   mężczyzn   wywodzi   się   z   czasów 

dzieciństwa?

Zoey potrząsnęła głową. 

– Nie. 

– A więc skąd się wzięła? Dlaczego nie pozwalasz, żebym cię dotknął?

Westchnęła   ciężko,   podniósłszy   rękę   do   czoła.   Będzie   mnie   męczył, 

pomyślała  zgnębiona.  Jonas  Tatę był  ostatnim  człowiekiem,  któremu  chciała 

zdradzić   tajemnice   przeszłości.   Za   to   jednak,   że   tak   gwałtownie   dziś   się 

zachowała, była mu winna jakieś wyjaśnienia. 

Pomógł jej, bo zaczął zadawać pytania:

– Czy ma to coś wspólnego z ciotkami, które cię wychowywały? Były to 

stare panny?

Zoey uśmiechnęła się lekko. 

– Nie były wrogami mężczyzn, jeśli o to ci chodziło. 

– O to mi chodziło. 

– Moi rodzice zginęli na jachcie, kiedy miałam trzy lata. Ciotki mego ojca, 

jedna wdowa bez dzieci, a druga niezamężna, zabrały mnie do siebie. Żadna z 

nich nie miała specjalnej ochoty zajmować się dzieckiem. Nie miały pojęcia o 

potrzebach   małej   dziewczynki.   Metody   wychowawcze   cioć   Celeste   i   Millie 

byłyby   właściwe   w   latach   czterdziestych,   kiedy   ogromną   rolę   zwracano   na 

background image

zasady i maniery. W rezultacie, kiedy dojrzałam, nie miały pojęcia, co ze mną 

zrobić. 

– Były surowe?

– Tak. Okropnie. 

– Rozumiem. 

– Mimo wszystko bardzo je kocham. Nadal obyczajowo i mentalnie tkwią w 

przeszłości,   ale   nauczyły   się   przyjmować   do   wiadomości   fakt,   że   żyją   w 

zmienionym   świecie.  A  ja   zaczęłam   je   cenić   właśnie   dlatego,   że   się   oparły 

modom panującym we współczesnym społeczeństwie. 

Jonas uśmiechnął się lekko. Zoey widziała, że jej wyjaśnienia go zadowoliły, 

mimo że nie były to te, o które prosił. 

– Ale ty i ciotki nie żyłyście w zgodzie. 

– Zawsze czułyśmy do siebie niechęć. Nie chciałam pozostawać w domu 

dłużej,   niż   było   to   konieczne.   Starszych   pań   nie   znosiłam,   kiedy   byłam 

dzieckiem.   One   mnie   też   nie   lubiły.   Muszę   uczciwie   przyznać,   że   czasami 

zachowywałam   się   okropnie.   A   kiedy   uznałam,   że   już   dłużej   nie   zniosę 

surowych rygorów, uciekłam z domu. 

Machinalnie   podniósł   kieliszek   do   ust,   lecz   zaraz   potem   go   odstawił   i 

spojrzał na Zoey. 

– Co zrobiłaś? – spytał zdumiony. 

Nie proszona, Zoey podeszła do barku. Odkorkowała butelkę, nalała sobie 

koniaku i podniosła kieliszek do ust. 

– Uciekłam z domu. 

– Dlaczego?

–   Bo   czułam   się   bardzo   nieszczęśliwa.   Byłam   nie   chciana,   nie   lubiana, 

chowana surowo. Zachowałam się jak typowa, zbuntowana nastolatka. 

– Ale wróciłaś?

– Po jakimś czasie. 

– Kiedy?

background image

– Przez pięć tygodni żyłam na ulicy. Jonas wstał i stanął obok Zoey. 

– Co znaczy: na ulicy?

Nie patrząc na Jonasa, wypiła następny łyk koniaku. 

–   Żyłam   dosłownie   na   ulicy.   Sypiałam   pod   mostami   i   na   śmietnikach. 

Wystawałam na rogu ulic z ręką wyciągniętą po pieniądze. Czekałam, aż ludzie 

wyrzucą trochę jedzenia, żebym mogła wyciągnąć je spod sterty śmieci. 

– Ile miałaś wtedy lat?

– Czternaście. 

– Spałaś i jadłaś na śmietnikach? – zapytał ponurym głosem. 

–   Tak.   Byłam   dzieckiem,   kiedy   uciekłam   z   domu.   Wróciłam   znacznie 

doroślejsza. 

Jonas zamilkł na chwilę. Rozważał usłyszane informacje. A być może także 

się  zastanawiał,  czy swym zachowaniem  potrafiłby sprowokować Julianę do 

identycznego buntu. Wreszcie powiedział:

– To wszystko nie wyjaśnia, dlaczego tak bardzo nienawidzisz mężczyzn. 

Ach,   nie   udało   się   go   zwieść,   pomyślała   Zoey.   Nie   zapomniał   o   swoim 

pytaniu. Nie powie mu przecież, że tych kilka tygodni spędzone na ulicy było 

niczym   w   porównaniu   z   edukacją,   którą   otrzymała   potem.   Niczego   by   nie 

zrozumiał. Chyba żeby opowiedziała o Eddie’em. Był to temat tabu. Nigdy nie 

będzie z nikim rozmawiała o Eddie’em. Nie zamierza ponownie rozkrwawić 

sobie serca. 

– To nieprawda, że nienawidzę mężczyzn – odparła po chwili. – Nie jest tak. 

– A jak?

– Chodzi nie o mężczyzn, lecz o zaangażowanie się. Nie chcę z nikim się 

wiązać. 

– Czemu?

Mam ku temu powody, pomyślała. Ale to nie jego interes. 

Usłyszała, jak Jonas westchnął głęboko. 

– Wszyscy ludzie mieli kiedyś złe doświadczenia z płcią przeciwną. Ale to 

background image

nie oznacza, że rzucają się z pazurami na każdego. 

Uśmiechnęła się mimo woli. 

– Może nie, ale... 

– Ale co?

Wróciło straszliwe wspomnienie. Dziecka leżącego w szpitalnym łóżeczku, 

śmiertelnie bladego i nieprzytomnego, któremu w żaden sposób nie potrafiła 

pomóc. Dziecko to było częścią jej przeszłości, fragmentem innej egzystencji. 

Nie było powodu, żeby te fakty wydobywać teraz na światło dzienne. Żyła już 

innym życiem. 

–   Nic.   –   Wypiła   resztę   koniaku.   Opanowała   nerwy.   –   Jestem   okropnie 

zmęczona. Idę do łóżka. Dobrej nocy. – Od’ wróciła się w stronę drzwi, modląc 

się, aby Jonas nie męczył jej dłużej pytaniami. 

Niestety. 

– Zoey, poczekaj! – zawołał. 

Zatrzymała się niechętnie, lecz nie odwróciła głowy. 

– O co chodzi? – spytała. 

– Nie skończyliśmy rozmowy. Mam rację?

Z głosu Jonasa wnioskowała, że stoi on nadal przy barku. 

– Oczywiście, że nie. Skończyliśmy. Nie ma o czym dłużej dyskutować. 

– Och, jest. 

Roześmiała się krótko. Nerwowo. 

– O czym?

Usłyszała, jak Jonas odstawia kieliszek. Po chwili stanął obok niej. Poczuła 

jego ręce na ramionach. Nie potrafiła mu się przeciwstawić, kiedy zmusił ją, by 

się odwróciła. Oczy miał lśniące. Pełne ciekawości. Usta ściągnięte w jedną 

cienką linię. Nie próbuje odkryć mej tajemnicy, pomyślała Zoey. Chce tylko 

mnie zrozumieć, pojąć motywy mojego postępowania. 

– O czym? Na przykład o tym, że od dnia, w którym cię poznałem, miałem 

ochotę cię pocałować. Nic na to nie odpowiedziałaś. 

background image

Miał spokojny głos. Miękki i bardzo uwodzicielski. Zacisnął lekko palce na 

ramionach Zoey. Nie namyślając się ani chwili, o krok zbliżyła się do Jonasa, aż 

stanęli tuż przed sobą. 

Czuła zapach mydła, którego używał, a także wypitego koniaku. Otworzyła 

usta, lecz zaraz je zamknęła, bo zapomniała, co ma powiedzieć. 

Opuściła powieki. Milczała. 

– A jak zareagujesz na to, co zaraz usłyszysz? Nie spałem dzisiejszej nocy, 

bo myślałem, jak by to było kochać się z tobą. 

– Och, nie! – jęknęła cicho. 

– Leżałem w łóżku i zastanawiałem się, jak wyglądasz, kiedy jesteś zupełnie 

rozebrana. 

Poczuła dziwny ucisk w dole brzucha. Chciała zganić Jonasa za tak zdrożne 

uwagi i zapewnić, że nigdy o tym sam się nie przekona. 

– Zastanawiałem się, jak by to było leżeć na tobie. I pod tobą – dodał ciszej. 

– Och... 

Wsunął ręce w jej włosy. 

– Zastanawiałem się, jak pachniesz. I jak smakujesz. 

– Och, Jonasie... 

–   Zastanawiałem   się,   gdzie   powinienem   cię   dotykać,   żebyś   szalała   z 

podniecenia. 

– Jonasie, proszę... 

– O co prosisz? – szepnął schrypniętym z emocji głosem. Nadal trzymał ją w 

uścisku.   Ich   usta   znajdowały   się   tuż   obok   siebie.   –   Prosisz   o   to,   żebym 

opowiedział ci, ze szczegółami, to, co w myślach z tobą wyczyniałem? A może 

prosisz, żebym przestał mówić, a zaczął robić to wszystko... ?

Zoey nie panowała już nad zmysłami. Z jednej strony chciała uciekać, z 

drugiej   pozostać   i   poznać   nowe   emocje.   Odczucia,   których   w   stosunku   do 

Jonasa Tate’a jeszcze nigdy nie doznawała. Uczucia, których od bardzo dawna 

nie doznawała w stosunku do nikogo. 

background image

Dlaczego właśnie on? zastanawiała się. Dlaczego właśnie Jonas Tatę musiał 

być tym mężczyzną, który rozbudził ją na nowo wtedy, kiedy była przekonana, 

że na zawsze wszystko w niej zamarło? Co tkwiło w tym człowieku, że po raz 

pierwszy od blisko dwudziestu lat odrzuciła lęki i chciała zaryzykować?

Może   dlatego,   że   po   raz   pierwszy   od   blisko   dwudziestu   lat   spotkała 

mężczyznę, który starał się zrozumieć jej zahamowania i poznać ich przyczyny. 

Nawet cios kolanem w czułe miejsce go nie zniechęcił. 

Zanim zdała sobie sprawę z tego, co robi, podniosła ręce do twarzy Jonasa i 

opuszkami palców dotknęła jego policzków. Nie pamiętała, kiedy coś takiego 

robiła po raz ostatni. Nie myślała, że mogą być szorstkie. Stał bez ruchu i nie 

reagował. Przesunęła dłonie na brwi i czoło. Potem dotknęła jego warg. 

To podziałało na Jonasa. Już dłużej nie potrafił się powstrzymywać. Tak 

właśnie Zoey dotykała go w snach. Nagle marzenia przestały mu wystarczać. 

Wziął jej rękę i wsunął palce do ust. Drgnęły zamknięte powieki Zoey, a z 

uchylonych   warg   wyrwał   się   cichy   szept.   Jonas   uśmiechnął   się,   przesunął 

językiem   po   palcach,   rozwarł   dłoń   i   przesunął   po   niej   wargami.   Kiedy 

westchnęła, przylgnął ustami do nadgarstka i całował szybko bijący puls. Potem 

otwartą dłoń Zoey włożył pod swój szlafrok, by dotykała teraz jego piersi tam, 

gdzie biło serce. Tak szybko i nierówno, jak jej własne. 

Otworzyła oczy i uśmiechnęła się nerwowo. Wiedział już, że zrozumiała. 

Był podobnie zmieszany i niepewny, jak ona. 

Opuściła rękę i zaczęła niezdarnie rozplątywać węzeł paska. Bez pomocy 

Jonasa nie mogła dać sobie rady. Kiedy rozsunęły się poły szlafroka, zanurzyła 

palce w gęstym, ciemnym owłosieniu pokrywającym jego pierś i brzuch. 

Jonas miał trudności z samokontrolą. Niemal automatycznie uniósł rękę na 

wysokość najwyższego guzika piżamy Zoey i przesunął go przez dziurkę, potem 

zrobił to samo z drugim i następnym. 

Przez   długą   chwilę   tylko   się   jej   przyglądał.   Podziwiał   kremowe   ciało   i 

pięknie   zarysowane   piersi.   Przy   każdym   oddechu   unosiły   się   i   opadały, 

background image

rozchylając poły piżamy. 

Jonas rozsunął je jeszcze bardziej. W tym momencie zorientował się, że coś 

jest nie w porządku. 

Jeden   rzut   oka   na   twarz   Zoey   wystarczył,   żeby   zobaczyć,   iż   czegoś   się 

przestraszyła. Chyba zbyt późno poczuł, że przestała go dotykać i cofnęła się. 

Na   szczęście   nie   uciekła,   pomyślał.   I   jej   kolano   znajdowało   się   we 

właściwym położeniu. Mimo to jednak znów się wystraszyła. Bała się go. Nie 

miał pojęcia, dlaczego. 

– Co się stało? – zapytał. – Zrobiłem coś złego?

– Nie – odparła słabym głosem. Drżała teraz na całym ciele. – To nie twoja 

wina. To... moja. To... Ja... – Potrząsnęła głową, niezdolna nic wyjaśnić. 

– Zoey, powiedz mi – starał się zachować spokój, co przychodziło mu z 

trudnością. – O co chodzi? Czego tak bardzo się obawiasz? Przecież nie boisz 

się mnie. 

Przez chwilę sądził, że mu nie odpowie. Okryła piersi piżamą i dygoczącymi 

palcami zaczęła ją zapinać. Opuściła jedną dziurkę. Zdała sobie z tego sprawę 

dopiero po zapięciu większości guzików. Pochyliła głowę i westchnęła głęboko. 

– Nie robiłam tego od... od bardzo dawna – odparła, unikając wzroku Jonasa. 

– W porządku – odparł. – A ja od dość dawna. 

– Jonasie, ty niczego nie rozumiesz. Nie robiłam tego od... od wieków. 

– Zoey, wszystko w... 

– Odkąd byłam nastolatką – ciągnęła z twarzą ukrytą w dłoniach. – Od... od 

prawie dwudziestu lat. 

Jonas sądził, że się przesłyszał. Kobieta po trzydziestce, tak atrakcyjna jak 

Zoey, musiała mieć swego czasu tabuny kochanków!

– Chyba żartujesz – powiedział, uśmiechając się nerwowo. 

Nie chciał się roześmiać. Zrobił to zupełnie odruchowo. To, co powiedziała, 

zabrzmiało   nieprawdopodobnie,   wręcz   śmiesznie.   Postawna,   zgrabna   Zoey 

Holland bez mężczyzny od blisko dwudziestu lat? Nie mógł w to uwierzyć. 

background image

– Chyba nie mówisz prawdy. Mam wierzyć, że od tylu lat nie miałaś nikogo? 

– Kiedy nie odpowiadała, nadal skrywając twarz w dłoniach, zapytał ponownie: 

– Mogę ci wierzyć?

Opuściła ręce wzdłuż ciała, podniosła głowę i spojrzała mu w twarz. 

Ze zdumieniem zobaczył, że ma spuchnięte i czerwone oczy. Po policzkach 

toczyły się łzy. Jonas poczuł się okropnie. Nigdy nie widział płaczącej Zoey. 

Była na to zbyt silna, zbyt twarda, zbyt pewna siebie. Aż do tej chwili mógłby 

przysiąc, że nie potrafi płakać. 

–   Przykro   mi,   doktorze,   ale   to   właśnie   ci   powiedziałam.   Nie   byłam   z 

mężczyzną od tak dawna, że  nawet nie wiem, czy dobrze pamiętam, jak to 

wówczas jest. Okropne, prawda?

– Raczej niewiarygodne. 

Znów odezwał się odruchowo. Zbyt późno stwierdził, że był to błąd. Zoey 

mówiła poważnie. Mówiła prawdę. Wytarła dłonią mokrą twarz. 

– Chyba przedtem miałam rację, prawda? – odezwała się z ironią. 

– Rację?

– Że jesteś taki sam, jak inni faceci. 

Potrząsnął   energicznie   głową,   żeby   zaprzeczyć,   lecz   odwróciła   od   niego 

wzrok. 

– Przepraszam – powiedziała i zaczęła poprawiać zapięcie piżamy. – Zrobiło 

się późno, a ja naprawdę jestem zmęczona. Idąc do siebie, zajdę do Jules. Nie 

martw się o nią. I nie przejmuj się mną. 

Łatwo   powiedzieć,   pomyślał   Jonas,   kiedy   opuszczała   pokój.   Im   więcej 

dowiadywał się o Zoey, tym znał ją mniej. I nagle owładnęło nim przemożne 

pragnienie głębszego poznania tej kobiety. Prawdziwej Zoey Holland. 

Dwa tygodnie, przypomniał sobie. Miał dwa tygodnie, żeby tego dokonać. 

Był przekonany, że w tym czasie zdąży dobrze ją poznać. 

Przypomniał sobie jej niemal obłędny, przerażony wzrok i łzy płynące po 

twarzy. I pomyślał nagle, że nawet sama Zoey nie wie, jaka jest naprawdę. 

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY

Popychając przed sobą wózek z Juliana wzdłuż głównej ulicy Haddonfield, 

Zoey wróciła myślami do wyznania, które uczyniła ostatniej nocy. Do licha, 

czemu powiedziała Jonasowi, od jak dawna z nikim nie spała? Nad odpowiedzią 

na to pytanie zastanawiała się chyba po raz setny. Nigdy o tym nie mówiła. Ani 

Cooperowi, ani nawet Livy czy Sylvie. 

Mogła   z   łatwością   przewidzieć,   co   teraz   nastąpi.   Poczta   pantoflowa   w 

szpitalu   działała   znakomicie,   z   powodzeniem   konkurowała   nawet   z   faksem, 

nowoczesnym   środkiem   do   błyskawicznego   przekazywania   informacji.   W 

końcu tygodnia wszyscy w Seton General będą znali jej gorzką tajemnicę. I 

dopiero   wtedy   stanie   się   celem   nie   tylko   plotek,   lecz   przede   wszystkim 

poczynań wielu facetów. Bo każdy samiec ze wschodniego skrzydła szpitala 

stanie w szranki, oferując swe seksualne usługi. Każdy będzie chciał pomóc jej 

wyjść /e stanu abstynencji. 

Abstynencji?   Abstynencja   jest   to   przemyślana   chęć   unikania   seksu.   W 

przypadku Zoey było to co innego. Lęk. Jonas odgadł przyczynę, musiała teraz 

to przyznać. 

Unikał jej rano. Zeszła do kuchni, żeby napić się kawy, akurat w chwili, w 

której   Jonas   powinien   wychodzić   do   pracy.   Rzucił   tylko   okiem   na   wymiętą 

piżamę i potargane włosy Zoey, dopił kawę i zaraz potem włożył palto i chwycił 

teczkę. Tak szybko rzucił się do drzwi, jakby gonił go tygrys ludojad. 

Zoey westchnęła. Jonas uciekał z domu dlatego, że nie miał pojęcia, jak z nią 

rozmawiać. Była wybrykiem natury. Dojrzałą, nowoczesną kobietą, która nie 

żyła z mężczyzną. Bez wątpienia Jonas zastanawiał się teraz, czy gra, którą 

rozpoczął, jest warta świeczki. Szczerze mówiąc, Zoey nie mogła mieć mu tego 

za złe. Prawdopodobnie gra warta świeczki nie była. 

Mając nadzieję, że trochę świeżego powietrza i przyjacielska pogawędka 

background image

dobrze jej zrobią, włożyła na siebie dżinsy i gruby, luźny zielony sweter, ubrała 

ciepło Julianę, a potem zadzwoniła do Livy i Sylvie, żeby umówić się z nimi w 

mieście na lunch. 

Wyszła z domu i tu spotkała ją niespodzianka. Ranek był ciepły jak na tę 

porę   roku.   Po   śniegu,   który   spadł   w   nocy,   nie   pozostało   śladu,   a   na   niebie 

świeciło ostre słońce. Prawie automatycznie skierowała kroki i wózek w stronę 

Haddonfield, mając nadzieję, że miłe otoczenie, szerokie trotuary i ładne sklepy 

sprawią, że przestanie wreszcie myśleć o nocnej rozmowie z Jonasem. 

Obawiała się jednak, że nigdy nie zapomni jego sardonicznego śmiechu, 

kiedy usłyszał, że od dwudziestu lat z nikim nie spała. 

Zamknęła oczy, żeby odpędzić przykre myśli, ale to jej się nie udało. Kiedy 

otworzyła   powieki,   zobaczyła   przed   sobą   dużą   reklamę   biura   turystycznego. 

Zatrzymała się i z westchnieniem przyglądała ogłoszeniu o podróży dookoła 

świata. Jak by to było cudownie popłynąć sobie teraz w siną dal! Zapomnieć o 

kłopotach i o nic się nie martwić. 

Juliana radośnie gaworzyła w wózku. Zoey popatrzyła na nią z uśmiechem. 

–   Nie   martw   się,   słoneczko.   Zapakuję   cię   do   torby   i   wezmę   z   sobą   – 

powiedziała do dziecka. – Na pewno cię nie zostawię. 

Prawdziwość tego stwierdzenia zaskoczyła ją samą. W ciągu zaledwie kilku 

dni bardzo przywiązała się do Juliany. Nie miała pojęcia, dlaczego tak się stało. 

Codziennie miała do czynienia z niemowlętami, ale żadne z nich nie wywołało 

w niej takich odczuć. Właśnie to ceniła sobie, pracując przy noworodkach, że 

była z dziećmi, lecz nigdy na tyle długo, by się do któregoś z nich zbytnio 

przywiązać. Nigdy z żalem nie żegnała się ze swymi podopiecznymi. Czuła już 

jednak, że po dwóch tygodniach spędzonych z Jules brak tego dziecka sprawi jej 

przykrość. Coraz bardziej kochała Julianę. Już teraz wiedziała, że będzie jej 

nadzwyczaj trudno z nią się rozstać. Była to niepokojąca myśl. 

Jeszcze trudniej będzie pożegnać się z Jonasem. Do niego także bardzo się 

przywiązała w tak krótkim czasie. Podobnie jak Juliana, zajmował sporo miejsca 

background image

w   jej   sercu,   gdzie   –   co   sobie   poprzysięgła   –   nie   znajdzie   się   nigdy   żaden 

mężczyzna. Nadal nie potrafiła zrozumieć, dlaczego właśnie on, a nie kto inny, 

obudził w niej uśpione zmysły. Musiała jednak przyznać, że bardzo ją pociągał. 

Może właśnie dlatego tak ostro reagowała na Jonasa, odkąd zaczął pracować 

w Seton General. Bo prawdopodobnie gdzieś, w głębi, od początku czuła do 

niego pociąg fizyczny. Może przez te wszystkie miesiące, podczas których bez 

przerwy   powtarzała   sobie,   że   go   nie   znosi,   jej   ostre   reakcje   stanowiły 

podświadomą próbę samoobrony. Ucieczki przed skrzywdzeniem. Niestety, nie 

udało się jej przekonać, że jest tak okropnym człowiekiem, za jakiego chciała go 

uznać.  A  teraz,   kiedy   nagle   nawiązała   z   nim   bliskie   stosunki,   poczuła   się 

zagrożona. Nie była pewna, jak długo uda się zwalczać rodzące się uczucie do 

tego zdumiewającego mężczyzny. 

– Tak jakby to była jakaś różnica – mruknęła głośno do Jułiany, pchając dalej 

wózek. – Czy zwalczę uczucie, czy nie, Jonasa to nie obejdzie. 

Juliana gaworzyła wesoło i na dźwięk głosu swej opiekunki uśmiechnęła się 

od ucha do ucha. 

– Nie pomagasz mi, słonko – powiedziała Zoey. – Im będziesz milsza i 

ładniejsza,   tym   będzie   mi   trudniej.   Już   to,   że   pociąga   mnie   twój   stryj,   jest 

wystarczająco złe. Do ciebie też nie powinnam się przywiązywać. 

Juliana wydała dźwięk przypominający słowo: „Czyżby?” Zoey wybuchnęła 

śmiechem. 

– Lunch – oznajmiła Julianie. – Zbliża się pora lunchu. Jedźmy do Clemente. 

Może Sylvie i Livy trochę mnie oświecą. 

W   następny   piątek   Jonas   pracował   do   późna.   Znowu.   Co   dzień   w   tym 

tygodniu wracał z pracy dopiero wieczorem, mimo iż wiedział, że Zoey będzie 

spieszyła się do domu. Przed objęciem dyżuru w szpitalu z pewnością zechce 

trochę się przespać. 

Chętnie   by   przyznał,   że   jego   pracowitość   wynika   jedynie   z   głębokiego 

background image

poświęcenia   się   pracy   zawodowej.   Niestety,   nie   mógłby   zaprzeczyć,   że 

przebywanie do późna w szpitalu wynikało bezpośrednio z chęci unikania Zoey. 

Nie   potrafił   zapomnieć   o   poniedziałkowej   nocy   i   o   tym,   co   powiedziała. 

Dwadzieścia  lat. Zoey Holland  prawie od  dwudziestu lat  nie  spała z  nikim. 

Stanowiło to prawdziwą rewelację. 

Musi być coś z nią nie w porządku. Która kobieta w dzisiejszych czasach, 

zdrowa, normalna i dojrzała, wyrzeknie się współżycia seksualnego? Zoey była 

ładną,   inteligentną   i   interesującą   kobietą.   Nie   ulega   wątpliwości,   że   wielu 

mężczyzn musiało mieć na nią ochotę. Jeśli nie kochała się z żadnym z nich, to 

tylko dlatego, że tego nie chciała. Z własnej, nieprzymuszonej woli. Dlaczego? 

Co takiego nadzwyczajnego jest w seksie? O co więc chodziło? Jaki problem 

miała Zoey?

Musiało być z nią coś nie w porządku, ponownie stwierdził Jonas. Jakaś 

głęboko ukryta, freudowska przyczyna. Dlaczego jednak ta kobieta mimo to go 

fascynowała? Jeśli nawet powstałby między nimi jakiś związek natury fizycznej, 

to   i   tak   w   rezultacie   przyniósłby   rozczarowanie.   Zoey   zachowywałaby   się 

nieśmiało, miałaby opory. Z pewnością zapomniała, jak zadowolić mężczyznę. 

Jonas   uznał,   że   przespanie   się   z   Zoey   byłoby   kiepskim,   frustrującym 

doświadczeniem. 

Mimo   to   jednak   nie   mógł   zapomnieć   o   dreszczu   podniecenia,   który 

przebiegał   ciało,   kiedy   myślał   o   tym,   jak   by   to   było   kochać   się   z   Zoey   i 

przywrócić jej radość życia. 

– Nic z tego – powiedział do swego odbicia we wstecznym lusterku, kiedy o 

wpół do jedenastej wprowadzał samochód na podjazd. – To nigdy się nie zdarzy. 

W domu panowała głęboka cisza. Zdjął palto i powiesił je w holu, rzucił 

kluczyki   na   stół   i   wyruszył   na   poszukiwanie   Zoey   i   Jules.   Jules.   Zoey 

przyzwyczaiła go do nazywania dziecka tym śmiesznym zdrobnieniem. 

Znalazł   obie   w   salonie.   Zoey,   wyciągnięta   na   kanapie,   spała   smacznie. 

Dziecko leżało na niej, a dokładnie na jej brzuchu, policzek przy policzku, i też 

background image

było pogrążone w śnie. Jonas uśmiechnął się mimo woli. Juliana miała na sobie 

różowe śpioszki w zajączki. Zoey była ubrana w dżinsy i wyciągniętą zieloną 

bluzę od dresu. Zdjęła buty. Na nogach miała grube wełniane skarpety. Podobne 

do   tych,   które   naciągnęła   na   nogawki   piżamy   w   poniedziałek.   Na   samo 

przypomnienie tamtej nocy serce Jonasa zaczęło bić nierówno. 

Myślał   o   piersiach   Zoey.   Kiedy   miała   rozpiętą   piżamę,   udało   mu   sieje 

zobaczyć. Były wyjątkowo piękne. Widział je tylko przez chwilę, ale na tyle 

długo, żeby docenić ich piękno. 

1 pragnąć tych piersi przez resztę życia. Jonas westchnął głęboko. 

Na palcach podszedł do śpiących i delikatnie wyjął Julianę z objęć Zoey. 

Obie   się   poruszyły.   Zoey   protestowała   przez   sen,   ale   się   nie   obudziła.   Ku 

zaskoczeniu Jonasa, Juliana też spała dalej. 

W ciągu tygodnia Zoey dokonała cudów z tym dzieckiem, pomyślał, niosąc 

małą do dziecinnego pokoju, gdzie włożył ją do kołyski. Mimo że jeszcze nie 

przesypiała   całych   nocy,   nie   budziła   się   i   nie   krzyczała   w   dwugodzinnych 

odstępach. Zdarzało się jej płakać, lecz Jonas już lepiej na to reagował. Był 

spokojniejszy. Powoli przyzwyczajał się do stałej obecności dziecka w swoim 

domu. 

Przywykłem też do Zoey Holland, pomyślał z niechęcią. Jaki taki ład, który 

zapanował teraz w jego życiu, był jej osiągnięciem, wynikiem wielu wysiłków. 

Będzie z nim i z Juliana jeszcze przez tydzień. A co oboje zrobią, gdy odejdzie? 

Co on uczyni?

Wrócił   do   salonu.   Zastał   Zoey   nadal   śpiącą.   Musiała   być   wykończona, 

uzmysłowił   sobie.  Wracał   tak   późno   ze   szpitala,   że   ani   razu   nie   mogła   się 

porządnie wyspać. Całe dni opiekowała się Juliana. Czuł się podle, bo przerywał 

jej   zasłużony   odpoczynek.   Sam   wiedział   najlepiej,   jak   okropnie   czuje   się 

człowiek niewyspany. 

Nie miał jednak serca jej budzić. Wziął pled wiszący na oparciu jednego z 

krzeseł i narzucił na śpiącą. Zakrył ją aż pod brodę. Ostrożnie. 

background image

Otworzyła oczy. Rozszerzyły się, kiedy zobaczyła, kto pochyla się nad nią, a 

zaraz   potem   zwęziły.   Po   tym,   co   Jonas   zrobił   parę   dni   temu,   mogła   go 

znienawidzić. 

– Nie śpisz – oznajmił. 

– Wróciłeś – odezwała się w tym samym momencie. 

Oboje się roześmieli, ubawieni tym, że tak oczywiste były ich stwierdzenia. 

– Przepraszam, że dziś znów wróciłem tak późno. Najpierw miałem naradę, 

a potem wypadło coś na kardiologii i... 

– Nie przejmuj się – przerwała mu sennym głosem. Westchnęła, wyciągnęła 

rękę spod pledu i przetarła oczy. 

– Dziś nie pracuję w nocy, pamiętasz? Już zaczęłam weekend. – Rzuciła 

wzrokiem na zegarek. – Zrobiło się późno. Na mnie już czas. 

Miała zwichrzone włosy. Jej zielone oczy były rozmarzone i senne. Nagle 

wydała się Jonasowi bardzo bliska i dostępna. Jak na jego obecny stan ducha, 

zbyt dostępna. 

– Zostań na noc – zaproponował mimo woli. – Za oknem pada marznąca 

mżawka   –   dodał   szybko,   usprawiedliwiając   zaproszenie.   –   Zapowiadali,   że 

około jedenastej zacznie padać śnieg. Jesteś wykończona. Droga jest ciężka. 

Sam ledwo podjechałem pod dom. 

Przez chwilę sądził, że Zoey przystanie na jego propozycję. Jednak milczała. 

Dziwnie na niego patrzyła. W jej wzroku wyczuł jakąś wdzięczność. 

– Dlaczego nie opowiedziałeś o mnie w szpitalu? – spytała wreszcie. 

Przez chwilę nie wiedział, co Zoey ma na myśli. Kiedy pojął, aż usiadł z 

wrażenia obok niej, tak bardzo zaskoczyło go to pytanie. Nagle jednak wstąpił w 

niego zły duch. Przeciągnął się i jedną rękę położył na oparciu kanapy. 

– Skąd wiesz, że nie opowiedziałem? – zapytał. 

– Bo bym już o tym wiedziała. Poczta pantoflowa działa błyskawicznie. 

Jak mogła pomyśleć o nim coś takiego?

– Dlaczego miałbym opowiadać w szpitalu o twoim życiu seksualnym, a 

background image

właściwie o jego braku? – zapytał. 

– Tak zrobiłaby większość mężczyzn. 

– Wcale mnie nie znasz. Widocznie nie jestem taki jak większość mężczyzn. 

Wzruszyła lekko ramionami. Unikała wzroku Jonasa. 

– Może to prawda. 

Odkąd znał Zoey, w tej chwili dopiero po raz pierwszy przyznała mu rację. 

Poczuł się lepiej. Niewiele myśląc, zdjął rękę z oparcia kanapy i położył ją na 

talii  Zoey,  odsunąwszy  trochę  pled. Wiedział,   że   może  napytać  sobie  biedy. 

Narażał się na następny cios kolanem w podbrzusze. W wyrazie twarzy leżącej 

kobiety było jednak coś, co go zachęciło. Zaryzykował. 

Powoli podniosła się do pozycji siedzącej, ale go nie odepchnęła. Ani nie 

uderzyła pięścią między oczy. Siedziała nieruchomo, z twarzą tuż przy twarzy 

Jonasa, i obserwowała go w milczeniu. 

– Możemy... możemy to zmienić. Wiesz, co mam na myśli – powiedział 

zniżając głos. – Jeśli zechcesz, możemy poznać się bliżej. 

Potrząsnęła głową. 

– To chyba nie jest dobry pomysł – odparła niemal szeptem. – Nie sądzę, 

że... 

Pocałunkiem   zamknął   jej   usta.   Już   dłużej   nie   potrafił   czekać.   Była   taka 

ładna, ciepła i prowokująca. 

Liczył na ostrą reakcję. Na ból fizyczny, który Zoey zaraz mu zada. Zamiast 

tego odwzajemniła pocałunek. Lekko, nieśmiało, jakby z namysłem. 

– O, tak – szepnął. – Nie myśl, lecz odczuwaj. Pocałował ją znowu. 

Zoey nie była pewna, dlaczego Jonas to robi. Przestała myśleć o przeszłości. 

Czuła tylko palce we włosach, zapach mydła i dotknięcie jego ust na wargach. 

W oczach Jonasa wyczytała coś bardzo ważnego. Obietnicę, że nic, co zrobi, nie 

wywoła bólu. 

Zakręciło się jej w głowie. Odnosiła wrażenie, że spada w przepaść. Jonas 

przyciągnął ją do siebie, a potem wolną ręką zaczął gładzić jej kark. Ustami 

background image

muskał policzek, czoło i brodę. Dotykał szyi koniuszkiem języka. 

– Och! – jęknęła. – Och, Jonasie!

– Nie będę cię ponaglał – powiedział szeptem wprost do ucha. – Nie chcę, 

żebyś robiła coś, na co nie masz ochoty. 

– Dlaczego? – spytała cicho. – Boisz się mojego kolana? Traktowała to jako 

żart i liczyła, że Jonas się roześmieje. 

Odsunął się od niej. Spojrzał głęboko w oczy. 

– Nie. Nie chcę skrzywdzić cię ani przestraszyć, jak on to robił. 

Serce Zoey podeszło do gardła. 

– Jak kto? – spytała. 

–   Ktoś,   kto   na   długo   zniechęcił   cię   do   mężczyzn.   –   Przeciągnął   lekko 

palcami po brodzie i policzku. – Słuchaj, Zoey – ciągnął. – Nie mogę sobie 

wyobrazić   innego   powodu,   dla   którego   taka   kobietajak   ty   unika   intymnych 

związków. Jesteś zbyt... zbyt... 

– Zbyt... ? – podpowiadała. Nagle poczuła się w defensywie. 

Jonas się uśmiechnął. 

–   Zdumiewająca.   Jeszcze   nigdy   nie   spotkałem   takiej   kobiety.   Każdy 

mężczyzna byłby szczęśliwy, mogąc cię zaspokoić. 

– Tak ci się tylko wydaje. W dzisiejszych czasach większość z was ma w 

nosie to, co odczuwają kobiety. Byleby tvlko dostali, czego zechcą. 

– Miałaś do czynienia z mężczyznami marnego gatunku. 

– Jest tylko jeden gatunek. 

– Nie. – Jonas zdecydowanie zaprzeczył ruchem głowy. – To nieprawda. I 

dobrze o tym wiesz. Obawiasz się przyznać, że może znaleźć się ktoś, na kim 

mogłoby   ci   zależeć.   Ktoś,   komu   zależałoby   na   tobie   i   kto   o   ciebie   by   się 

troszczył.   Zdaje   mi   się,   że   boisz   się   zostać   skrzywdzona,   ponieważ   kiedyś, 

dawno temu, pewien łobuz wyciął ci niewąski numer. 

Zoey długo zastanawiała się nad tym, ile może powiedzieć Jonasowi o sobie. 

– Dwaj. 

background image

Popatrzył na nią zdumiony. 

– Co takiego?

– Dwaj faceci wycięli mi w przeszłości niewąskie numery. Ale nie było tak, 

jak przypuszczasz. To stało się zupełnie inaczej. 

– Chcesz o tym porozmawiać? – zapytał spokojnie. Raczej nie, pomyślała 

Zoey. Nigdy nikomu o tym nawet nie wspomniała. Jedynie Cooper wiedział, co 

się stało, gdyż pomógł jej się pozbierać po rozstaniu z mężem. W Jonasie było 

jednak   coś,   co   sprawiło,   że   zapragnęła   nagle   przed   nim   się   otworzyć. 

Podzielenie   się   własnymi   przeżyciami   uznała   za   rzecz   najnaturalniejszą   pod 

słońcem. 

– Miałam szesnaście lat, gdy zaszłam w ciążę – zaczęła. 

– W ciążę? – powtórzył Jonas. 

W jego głosie  wyczuła zdziwienie. Jeśli już  teraz  jest zaskoczony, to co 

będzie, gdy usłyszy do końca całą historię?

– Tak. W ciążę. Bardzo kochałam ojca dziecka, z wzajemnością. Byliśmy 

parą dzieciaków, które nie poradziły sobie z dojrzałym uczuciem. Ale na tym 

kończy   się   zwyczajność   tej   historii.   –   Zoey   westchnęła   ciężko,   wracając 

myślami   do   przeszłości.   –   Urodziłam   dziecko   zaraz   po   naszej   maturze.   Nie 

mieliśmy jednak kłopotów typowych dla wielu par nastolatków. Jack miał dobrą 

pracę.   Zatrudnił   się   jako   mechanik.   I   tak   zamierzaliśmy   się   pobrać   po 

skończeniu szkoły. Dziecko tylko przyspieszyło nieco termin. – Uśmiechnęła 

się,   kiedy   przypomniała   sobie,   co   potem   się   działo.   –   Wyjechaliśmy   z 

Pittsburgha   i   zamieszkaliśmy   w   małym   mieszkanku   w   południowej   części 

Filadelfii, w tym samym domu, w którym żyła babcia Jacka. Wiele mi pomogła 

po urodzeniu się synka. Nazwaliśmy go Eddie. To imię nosił ojciec Jacka. Przez 

parę pierwszych miesięcy było nam ciężko, ale odkąd przywykliśmy do naszych 

obowiązków, wszystko szło dobrze. Jak z płatka – dodała z entuzjazmem. – 

Stanowiliśmy parę nastolatków, lecz równocześnie byliśmy stworzeni, żeby być 

rodzicami.   W   trójkę   było   nam   dobrze.   I   wesoło.   Jack   i   ja   snuliśmy   plany 

background image

związane z przyszłością Eddie’ego. 

Zamilkła. Na długo. Jonas czuł, że Zoey nie może mówić. Zapytał:

– Co się stało?

Ponownie westchnęła i popatrzyła na swoje dłonie. Bezwiednie zacisnęła je 

na materiale bluzy. Teraz rozluźniła palce i zaczęła wygładzać zmarszczki. To 

wszystko robiła odruchowo. 

– Eddie nigdy nie urósł – odparła spokojnie. – Mając osiemnaście miesięcy, 

zachorował na wirusowe zapalenie opon mózgowych. Po tygodniu już nie żył. 

– Och, Zoey. – Poczuła rękę Jonasa na swojej. Zacisnęła palce. – Tak bardzo 

mi przykro. 

Poczuła,   jak   drży   jej   podbródek.   Zagryzła   dolną   wargę,   żeby   się   nie 

rozpłakać. 

– Mnie też – po jakimś czasie powiedziała słabym głosem. – Był taki słodki. 

Zanim zachorował, chodził i mówił lepiej niż niejeden dwulatek. Miał ogromne 

szare oczy i kręcone blond włosy. A rzęsy? Tak długie, że zazdrościłaby mu ich 

każda   kobieta   –   dodała   z   wymuszonym   uśmiechem.   –  Ten   mały   chłopczyk 

potrafił   oczarować   każdego.   Jaki   byłby   dzisiaj?   Tego   lata   skończyłby... 

dwadzieścia lat. – Fakt ten zaskoczył Zoey. Aż do tej chwili nie pozwalała sobie 

na takie rozmyślania. – Pewnie miałabym z nim wiele kłopotów. Grubym kijem 

musiałby oganiać się od dziewcząt. Może nawet miałby te same problemy, co 

Jack i ja. Może byłabym już babką?

Coś mokrego i ciepłego spadło na ręce Zoey, które trzymała przed sobą. Łzy. 

Dopiero teraz uzmysłowiła sobie, że płacze. Od lat to się jej nie zdarzało. Nie 

myślała o synku. Czasami nawet zdawało się jej, że ponura przeszłość to tylko 

zły sen. 

– Zoey... – zaczął Jonas. Urwał, bo nie wiedział, co powiedzieć. 

– Po śmierci Eddie’ego Jack i ja próbowaliśmy żyć jak dawniej – zaczęła 

znowu.   –   Nawet   myśleliśmy   o   drugim   dziecku.   Oboje   byliśmy   jednak   tak 

głęboko nieszczęśliwi, że... – Otarła łzy. – Nasze uczucia nie były dojrzałe. 

background image

Rozstaliśmy się sześć miesięcy po śmierci Eddie’ego. Rozwód uprawomocnił 

się   akurat   w   moje   dwudzieste   urodziny.   Następnego   dnia   zapisałam   się   do 

szkoły pielęgniarskiej. 

–   Ze   względu   na   chorobę   synka   –   powiedział   Jonas.   Nie   musiał   zresztą 

pytać. 

–   Tak.   Nigdy   przedtem   nie   myślałam   o   tym,   żeby   wybrać   ten   zawód. 

Pielęgniarki w szpitalu były sympatyczne i pełne współczucia. Nie wiem, co 

Jack i ja zrobilibyśmy bez nich. Wtedy musiałam już chyba powziąć decyzję. 

–  Może  postanowiłaś  zostać pielęgniarką  dlatego, że czułaś  się  bezradna 

wobec śmierci Eddie’ego? Pragnęłaś pomagać innym dzieciom. 

Zoey potrząsnęła głową. 

– Nie. Jestem pewna, że nie dlatego. 

Jonas   nie   zamierzał   dyskutować   na   ten   temat.   Zoey   poczuła   się   nieco 

zawiedziona. 

– Czy po... po tym widywałaś jeszcze byłego męża?

–   Tylko   raz   go   widziałam   –   odparła.   –   Jakieś   pięć   lat   temu   na   ulicy. 

Czekałam przed stoiskiem, żeby kupić rybę. Zobaczyłam Jacka obok w kolejce. 

Bardzo przytył, trochę wyłysiał, lecz poznałam go od razu. Nie zauważył mnie, 

a ja do niego nie podeszłam. 

Zoey nie powiedziała Jonasowi jednego. Na ręku byłego męża zauważyła 

złotą obrączkę. A ponadto  obok niego  kręciła się mniej  więcej  sześcioletnia 

dziewczynka. Prosiła, żeby tatuś wziął ją na ręce. Jack roześmiał się w sposób, 

który Zoey znała sprzed śmierci Eddie’ego, i objął dziecko, a ono przytuliło się 

mocno do niego. 

Jack ułożył sobie życie, pomyślała teraz. Dlaczego więc ona nie może zrobić 

tego samego?

– Zoey, nie miałem pojęcia, że... – zaczął Jonas. 

– Nie mogłeś mieć – przerwała mu szybko, wycierając oczy. – Skąd mogłeś 

wiedzieć? Moją tajemnicę zna tylko Cooper. Tylko dlatego, że był przyjacielem, 

background image

który pomagał mi się otrząsnąć. Nawet Livy i Sylvie nie wiedzą o Eddie’em. 

Jonasie, będę bardzo ci wdzięczna, jeśli nie powiesz o tym nikomu w szpitalu. 

Nie chcę z nikim dzielić się moim nieszczęściem. Nie chcę przeżywać tego 

ponownie. 

Ze   mną   jednak   się   podzieliła,   pomyślał   Jonas.   I   dla   niego   przeżyła   to 

ponownie.   Poznał   tajemnicę   Zoey.   Jak   to   teraz   zaważy   na   wspólnych 

stosunkach?

–   Od   rozstania   z   Jackiem   nie   byłam   związana   uczuciowo   z   żadnym 

mężczyzną   –   ciągnęła.   –   Szczerze   powiedziawszy,   nie   wiem,   dlaczego.   Po 

prostu nie interesował mnie następny związek. A kiedy wreszcie zaczęłam się 

umawiać z mężczyznami, okazało się, że żaden z nich nie jest wart zachodu. 

Wszystkim zależało tylko na jednym. Byle się szybko przespać z kobietą. A 

stworzenie nowego związku wymaga wiele czasu. Traciłam cierpliwość. Czy to, 

co mówię, ma jakiś sens? Chciał powiedzieć Zoey, że nie. była realistką lub że 

miała   zbyt   wygórowane   wymagania.   Pragnął   uzmysłowić,   że   wykluczanie 

możliwości zakochania się było ucieczką od życia. Ale to, co mówiła Zoey, 

miało sens. Sam często odczuwał podobnie. Nie chciało mu się tracić ani czasu, 

ani energii na związki z kobietami. Teraz, kiedy o tym pomyślał, uprzytomnił 

sobie, że może sam nie jest realistą i chroni się przed prawdziwym życiem. Zoey 

miała   przynajmniej   powód,   żeby   ponownie   się   nie   angażować.   A  on?   Co 

usprawiedliwiało jego?

– Pójdę już – oznajmiła, kiedy nie odpowiedział na pytanie. Odkąd zaczęła 

mówić o stracie dziecka, spojrzała na niego po raz pierwszy. 

– Nie chcę, żebyś odchodziła – odparł, podnosząc się z kanapy. Podszedł do 

Zoey, położył ręce na jej ramionach, odsunąwszy falę włosów opadającą na 

czoło.  Potem  ujął w  dłonie jej  twarz i  czołem  dotknął policzka.  – Szczerze 

mówiąc, byłby to wielki błąd, gdybyś teraz odeszła. Dla nas obojga. Sądzę, że 

powinnaś zostać tu ze mną. Na noc. Na całą noc. Uważam, że powinniśmy być 

razem. 

background image

W  Zoey  coś  odżyło.  Bardzo  znajomego,  lecz  zatopionego  w  przeszłości. 

Ciepłym, serdecznym głosem Jonas ogrzał ją od środka. Sprawił, że poczuła się 

lepiej.   Dobrze.   To,   że   opowiedziała   mu   o   synku,   zmieniło   ich   wzajemne 

stosunki. I przeistoczyło też coś w niej samej. Zrobiło się lżej na sercu. Aż do 

dziś była przekonana, że dawno temu przebolała to, co stało się z Eddie’em, i że 

tamte przeżycia nie odbijają się na jej dzisiejszej egzystencji. Okazało się, że 

była w błędzie. Śmierć dziecka zaważyła na całym jej życiu. Powierzając swój 

sekret Jonasowi, pozbyła się części smutku. 

To, że zdradziła mu swą tajemnicę, zbliżyło ich do siebie. Jeszcze nigdy nie 

była psychicznie tak blisko żadnego mężczyzny. Wkradł się niepostrzeżenie do 

jej serca, które od lat było puste. Podobnie jak Jonas, chciała, żeby byli razem. 

Pragnęła tylko wiedzieć, co wtedy się stanie. 

– Nie odchodź, Zoey – usłyszała ponowną prośbę. I zaraz potem własną 

odpowiedź:

– Zostanę. 

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY

To zdumiewające, jak prośba Jonasa, wyrażona łagodnym głosem, pozwoliła 

Zoey  zapomnieć  o wszystkim.  Przestała  cierpieć z  powodu  zmarłego synka. 

Odeszły  w   niepamięć   wspomnienia   dotyczące   niedojrzałego   męża,  który  nie 

potrafił   wyrwać   jej   z   depresji.   Zniknęło   poczucie   winy,   że   nie   udało   się 

utrzymać synka przy życiu. Na jak długo odejdą przykre wspomnienia? Zoey 

nie miała pojęcia. 

Pragnęła,   żeby   zniknęły   na   dobre.   Nie   będzie   wracać   do   nich   myślami, 

przynajmniej do jutra rana. 

Nie pamiętała, jak się znalazła w pokoju Jonasa. Wąski pas księżycowej 

poświaty   padającej   na   łóżko   wskazywał   im   drogę.   Było   idealnie   spokojnie. 

Odgłos oddechów stanowił jedyny dźwięk, który do niej docierał. 

Jonas ją pocałował. Wargi miał gorące, delikatne i czułe. Całował usta i 

policzki, a potem do głowy Zoey przycisnął czoło. 

– Nie będę cię ponaglał – obiecał ponownie. – Ty decydujesz, jak ma być. 

Powiedz, co robić. 

W księżycowej poświacie zabłysły mu oczy. Dojrzała w nich troskliwość. 

– Przytul mnie – poprosiła. – Obejmij i przytul tak mocno, jakbyś miał nigdy 

mnie nie puścić. 

Jonas wziął Zoey w ramiona. Jedną rękę zanurzył w jej włosach, a drugą 

głaskał po plecach. Przez długi czas stali tak objęci. W Zoey zaczęła zachodzić 

dziwna reakcja. Poczuła gorąco w dole brzucha. Płomień sięgnął serca. Wsunęła 

palce w rozcięcie koszuli Jonasa i przyciągnęła go mocno do siebie. 

Pachnie wspaniale, pomyślała, opierając głowę na jego ramieniu. Ma taki 

męski zapach. Odurzający. 

Odpiął dwa górne guziki koszuli, rozluźnił krawat, zdjął go i odrzucił na 

bok. Zoey przesunęła palce wzdłuż szyi, wsunęła pod kołnierzyk, objęła Jonasa i 

background image

pocałowała. 

U nasady szyi miał gorącą skórę. Lizała ją, chłonąc słony smak. Opuściła 

rękę i powoli rozpięła pozostałe guziki koszuli. 

Jonas stał bez ruchu. Rozbierała go niewprawnie, ale jej nie pomagał. Powoli 

odkrywała   fragmenty   męskiego   ciała.   Jego   pierś   była   szeroka   i   pokryta 

ciemnym owłosieniem. Nogi miał wspaniale umięśnione. Silne i sprężyste. 

Mógłby   mnie   nimi   zgnieść,   pomyślała   Zoey.   Lub   uwięzić   w   najsłodszy 

sposób. Na samą tę myśl aż zakręciło się jej w głowie. 

Stał przed nią nagi. Nawet w ciemnym pokoju, oświetlonym zaledwie bladą 

poświatą   księżyca,   wyglądał   wspaniale.   Wodziła   wzrokiem   po   całym   ciele 

Jonasa, zatrzymując się na dłużej w połowie drogi i podziwiając jego męskość. 

– Och! – szepnęła i podniosła oczy. Napotkała jego wzrok. Uśmiechnął się 

szeroko. 

– Jeszcze za wcześnie. Stanę się twój. Gdy będziesz gotowa. 

Odwzajemniła uśmiech. 

– Już jestem. 

Było to kłamstwo, ale dystans fizyczny istniejący między nimi zaczynał ją 

męczyć. Chciała dotykać Jonasa. Pragnęła być pieszczona. Nadal jednak miała 

opory.   Ostatnio,   gdy   to   robiła,   pozostała   zimna   i   drętwa   w   środku.   Po   raz 

pierwszy od prawie dwudziestu lat zaczęła teraz powoli tajać. 

Jonas   podszedł   do   Zoey.   Zrobił   to   niespiesznie,   jakby   dając   jej   czas   do 

namysłu.   Dotknął   policzka.   Drugą   ręką   przycisnął   ją   do   siebie.   Zoey   miała 

zamknięte oczy, kiedy opuścił ręce i zdejmował z niej bluzę. Ściągnął ją przez 

głowę i odgarnął w tył kaskadę włosów, które opadły Zoey na twarz. Położył 

ręce na jej ramionach. Wsunął palce pod ramiączka biustonosza i ściągnął je w 

dół. 

Odruchowo,   w   obronnym   geście,   skrzyżowała   ręce   na   piersiach.   Powoli 

rozsunął jej ramiona. Rozpięła stanik. Biała koronka opadła na ziemię. Przez 

chwilę   Jonas   patrzył   na   obnażone   piersi.   Potem   przesunął   po   nich   najpierw 

background image

dłonią,   a   potem   wargami.   Uczucie   było   wspaniałe.   Zoey   mocno   zacisnęła 

powieki. Zrobiło się jej gorąco. Jonas objął wargami sutkę. Zatopiła palce w 

jego włosach i przyciągnęła go do siebie. Kiedy na piersiach poczuła lekkie 

kąsanie, krzyknęła. Odsunął rękę i znów zaczął pieścić językiem nabrzmiałe 

półkule.   Opuścił   ręce   na   biodra   Zoey   ukryte   pod   dżinsami.   Kiedy   rozpinał 

zamek, poczuła dojmujący ból w dole brzucha. Ból pożądania. Zsunął z niej 

spodnie wraz z majteczkami. Stała teraz naga. Podziwiał wspaniałe ciało. W 

ciemnym pokoju połyskiwały tylko jego oczy. Na wargach Jonasa igrał lekki 

uśmiech. 

– Och! – naśladował okrzyk Zoey, który wydała na widok jego obnażonego 

ciała. 

– Gdy tylko będziesz gotowy – wyszeptała. Odwzajemniła uśmiech. 

– Jestem. Od miesięcy – odparł, wyciągając rękę. 

Ona chyba czekała na niego znacznie, znacznie dłużej. Bliskość Jonasa znów 

wznieciła falę gorąca. Zoey już zapomniała o tym, że mężczyzna może sprawić, 

iż kobieta czuje się przy nim bezpieczna, piękna i pożądana. 

Opadli na łóżko. Jonas znalazł się na Zoey. Gorący, twardy, ciężki. Pożądała 

go. Tylko jego. Zsunął się i wciągnął ją na siebie. Objął mocno w pasie, jakby 

się obawiał, że mu ucieknie. 

– Sama decydujesz o tym, jak ma być – przypomniał. – Mów, na co masz 

ochotę. I kiedy. 

Pożądanie, które ogarnęło Zoey, sięgało zenitu. 

– Chcę... – zaczęła powoli. – Chcę ciebie. Całego. Weź mnie. Niech to się 

stanie. 

– Jesteś pewna?

– Tak. 

– A więc... 

Pocałował ją znowu i obrócił. Leżeli obok siebie. Trzymała rękę na brzuchu 

Jonasa,   a   on   wędrował   palcami   po   jej   ciele.   Jęknął,   gdy   dotknęła 

background image

newralgicznego   punktu.   Jeszcze   nigdy   tak   nie   reagował   na   dotyk   kobiety. 

Sięgnął między uda Zoey i zaczął ją pieścić mocniej. 

Wreszcie miała dość rozkosznej tortury. 

– Chcę być blisko ciebie, kiedy znajdę się w środku – szepnął schrypniętym 

z pożądania głosem. – Pragnę dotykać cię wszędzie. Chcę, żebyśmy stanowili 

jedność. 

Uśmiechnęła się lekko. 

– Ja też tego pragnę – dodała cicho. 

– A więc pragniemy siebie oboje. Przyszedłem do ciebie. Dam ci wszystko, 

czego sobie zażyczysz... 

– Nie – szepnęła. – Nie dawaj aż tyle. 

– Dlaczego? – zapytał zdziwiony. 

– Bo to za dużo. 

– Ale... 

– Daj mi dzisiejszą noc – poprosiła. – Niczego więcej nie pragnę. Liczy się 

tylko to, co jest teraz. 

Zanim zdołał zaprotestować, sprawiła, że znalazł się w niej. 

Po chwili zatracili się w erotycznym transie. 

Było jej coraz wspanialej. Wznosiła się wyżej i wyżej. I nagle ogarnęła ją 

niewypowiedziana rozkosz. Dzięki Jonasowi znalazła się w niebie. 

Powoli wróciła na ziemię. Ich ciała nadal stanowiły jedność. Jeszcze nigdy 

Zoey nie czuła się tak wyczerpana. Po chwili ogarnął ją sen. 

Obudziła się rano. Na myśl o przeżyciach ostatniej nocy zaczerwieniła się po 

korzonki włosów. Czy rzeczywiście robiła to wszystko? zapytywała samą siebie. 

To   zdumiewające,   jak   szybko   człowiek   potrafi   pozbyć   się   zahamowań. 

Dwadzieścia lat minęło jak jedna chwila. 

Kochanie się z Jonasem niczym nie przypominało bycia z Jackiem. Oboje 

byli wówczas dzieciakami. Namiętnymi, lecz bez żadnego doświadczenia. Jonas 

background image

był świetnym, wprawnym kochankiem. To on wykazywał inwencję i starał się 

zaspokajać jej pragnienia. Miał dużą praktykę. Znacznie większą niż ona. 

Zoey posmutniała. Czym ta noc okazała się dla Jonasa? Czy była jeszcze 

jednym, zwyczajnym zbliżeniem z kobietą? Czy ucieszy się po przebudzeniu, 

kiedy zobaczy ją  w łóżku? A może będzie chciał, żeby wstała  i wróciła do 

swego domu?

Co ta noc znaczyła dla niej samej? Zoey nie była pewna. Czy rzeczywiście 

opowiedziała Jonasowi o synku, czy też to się jej tylko śniło? Czyżby swoją 

tajemnicę powierzyła człowiekowi, którego tak niedawno uważała za wroga? Co 

zrobił Jonas, że tak łatwo i szybko przed nim się otworzyła? Jak tego dokonał?

Poruszył   się   na   łóżku.   Nie   mogła   się   powstrzymać,   by   go   nie   dotknąć. 

Przeciągnęła  palcem  po  jego  wargach,  a  potem  po  kościach  policzkowych  i 

niżej, po szyi. Nadal spał smacznie. 

Jest   taki   przystojny,   pomyślała.   Miałby   ładne   dzieci.   Oboje   mogliby... 

Przestraszyła się własnych myśli. Odsunęła się od Jonasa i starając się go nie 

obudzić, wstała z łóżka. 

Może już poczęli dziecko, pomyślała przestraszona, zbierając ubrania. Nie 

zastosowali środka antykoncepcyjnego ani żadnej innej metody ochrony. Ciało 

Zoey   przeszył   nagły   dreszcz.   Nie   mogę   zajść   w   ciążę!   Było   to   nie   do 

pomyślenia.   Pod   powiekami   poczuła   łzy.   Nie   chciała   mieć   dziecka.   Nie 

przeżyłaby następnej katastrofy. 

Na palcach wyszła z sypialni Jonasa. Pobiegła ubrać się do pokoju Juliany. 

Obudzoną dziewczynkę trzeba było zabrać na dół, żeby dać jej jeść. Jeśli będzie 

miała szczęście, Jonas jeszcze trochę pośpi, a jej uda się nakarmić Julianę i bez 

pożegnania wymknąć z domu. 

Szybko   przewinęła   niemowlę   i   zbiegła   ze   schodów.   Modliła   się,   żeby 

popłakiwanie nie dotarło do uszu Jonasa. Usiadła przy kuchennym stole i podała 

Julianie   ogrzaną   butelkę.   Od   strony   sypialni   Jonasa   nie   dochodziły   żadne 

odgłosy. 

background image

Juliana wysączyła butelkę do dna. Kiedy Zoey podnosiła dziecko, żeby mu 

się odbiło, do kuchni wszedł Jonas. Uśmiechnięty, w wygniecionych spodniach 

od piżamy, w szeroko rozchylonym szlafroku, odsłaniającym niemal cały tors. 

– Dzień dobry – powiedział na powitanie. 

Zoey   otworzyła   usta,   lecz   z   jej   gardła   nie   wydobył   się   żaden   dźwięk. 

Odwzajemniła uśmiech. 

– Nie słyszałem nawet Juliany – dodał podchodząc bliżej. Dziękuję, że się 

nią zajęłaś. 

–   Nie   ma   za   co   –   wykrztusiła   Zoey.   –   Nie   narobiła   hałasu,   a   ty   spałeś 

smacznie. 

Uśmiechnął się. Ciepło i serdecznie. Poczuła się trochę lepiej. 

– Spałem smacznie? Zupełnie nie pojmuję, dlaczego – zahartował. 

Zoey zamknęła oczy. Chętnie włożyłaby dziecko do łóżeczka i jeszcze raz 

położyła się obok Jonasa. 

Wreszcie Julianie się odbiło. Zoey roześmiała się nerwowo. 

–   Dobrze   ułożona   dziewczyna   wie,   jak   się   zachować   –   powiedziała 

rozbawiona.   Dalej   klepała   dziecko   po   pleckach.   Zobaczyła   nagle,   że   Jonas 

posmutniał. Chyba rozumiała, dlaczego. 

– Co masz na myśli? – zapytał spokojnie. Zoey przytuliła Julianę i wstała. 

– Że na mnie czas – powiedziała, podchodząc do Jonasa. Wyciągnęła w jego 

stronę najedzone i zadowolone dziecko. 

Automatycznie   sięgnął   po   nie.   Spisuje   się   coraz   lepiej,   pomyślała   Zoey. 

Przestał   mieć   opory   przed   dotykaniem   Juliany.   Zachowywał   się   przy   niej 

bardziej naturalnie, zyskał pewność siebie. Nie było właściwie powodu, żeby 

Zoey nadal tu przychodziła. Jonas i dziecko radzą już sobie sami. Umowa była 

jednak umową. Zoey obiecała, że będzie się zjawiała jeszcze przez tydzień, więc 

słowa dotrzyma. Postanowiła, że nie zawiedzie Jonasa. 

– Wrócisz? – zapytał Jonas, jakby czytając w jej myślach. 

– Jasne. W poniedziałek. Żeby zająć się Jules. Czy szukasz niańki? Masz już 

background image

kogoś na widoku?

Czoło Jonasa przecięła zmarszczka. 

–   Sądziłem,   że   wpadniesz   do   domu,   żeby   się   przebrać   –   powiedział, 

ignorując   jej   pytania.  –   I  wrócisz   za   dwie  godziny.   Myślałem,  że   ten   dzień 

spędzimy razem. To znaczy we trójkę. Po ostatniej nocy... 

– A co do ostatniej nocy – Zoey wpadła mu w słowo – to, mam nadzieję, że 

nie przywiązujesz do niej większego znaczenia. 

– Co znaczy: większego?

Zoey popatrzyła na ręce. Udawała, że sprawdza stan swoich paznokci. 

– Nie zrozum mnie źle – zaczęła. – Było cudownie. Ale... 

– Co ale? – wybuchnął. 

Zdobyła się na odwagę. Spojrzała Jonasowi w oczy. Były ponure. 

– To nie było... nie było... 

– Co nie było? – żądał wyjaśnienia. Westchnęła, ręką potarła czoło. 

– To nie było coś, co można powtórzyć – odparła. 

– Dlaczego?

Jakaś nuta w głosie Jonasa zirytowała Zoey. 

– Bo to był błąd – wypaliła. 

– Zaskakujesz mnie. Wczoraj tak nie myślałaś. 

– W ogóle nie myślałam. Skończmy na tym dyskusję. 

Chciałabym choć trochę myślała, nie wylądowałabym w twoim łóżku. I w 

żadnym razie nie powinnam opowiadać ci o... 

Zagryzła wargi. Nie chciała wymieniać imienia synka. 

– O swoim dziecku – dokończył Jonas. 

A więc nie był to sen. Opowiedziała o Eddie’em. Fakt ten wystarczył, żeby 

nie mieć z Jonasem więcej do czynienia. Ostatnia rzecz, która jej była teraz do 

szczęścia potrzebna, to przypomnienie bolesnej przeszłości. 

– O to przede wszystkim chodzi – stwierdził. – Twoje wczorajsze zwierzenia 

były dla ciebie znacznie ważniejsze niż seks. Trudniejsze niż oferowanie mi 

background image

ciała. Opowiedziałaś o synku i teraz boisz się, że fakt ten w jakimś sensie nas 

zwiąże, a to ci nie jest na rękę. Nie chcesz żadnych związków z mężczyznami. 

– To nie tak – zaprzeczyła, spuszczając wzrok. 

Jonas widział, jak Zoey broni się rozpaczliwie, żeby się nie załamać. Nie 

potrafi ukrywać uczuć, pomyślał. Był zdumiony, że tak długo udawało się jej 

wyprowadzać go w pole. Czy rzeczywiście kiedyś uważał ją za twardą? Był 

przekonany, że ta kobieta ze stali nie ma żadnych słabych punktów. I nie potrafi 

wykrzesać z siebie ani odrobiny uczucia. 

Był idiotą. Każdy przeciętnie spostrzegawczy człowiek dostrzegłby, że Zoey 

Holland jest kłębkiem nerwów. I trzyma się w ryzach ostatkiem sił. 

– Nie musisz uciekać przede mną – powiedział miękkim głosem. – To, że 

wiem o twojej bolesnej przeszłości, nie oznacza, iż musisz mnie unikać. 

– Nic nie rozumiesz – odparła, potrząsając głową. 

– Czego nie rozumiem?

– To nie ma nic wspólnego z... z Eddie’em – upierała się. – Ostatniej nocy 

myśmy nie... 

– Czego nie zrobiliśmy?

–   Nie   użyliśmy   żadnego   środka   antykoncepcyjnego.   Jonas   popatrzył 

zdumiony na Zoey. Czy możliwe, żeby tak się stało? Zawsze kobiety dbały o 

ochronę   przed   ciążą,   a   on   nigdy   nie   musiał   się   tym   martwić.  A  Zoey?   Z 

pewnością o tym nawet nie pomyślała. Mogła zajść w ciążę. Do licha, być może 

już była w ciąży! Nosiła jego dziecko. Ta myśl oszołomiła go zupełnie. 

– Kiepska sprawa. Mam rację? – zapytała. 

Tak właśnie pomyślał. Kiepska sprawa. Branie odpowiedzialności za drugie 

dziecko,   kiedy   nie   potrafił   poradzić   sobie   z   tym,   które   trzymał   na   rękach, 

stanowiło zbyt duże obciążenie. Z drugiej jednak strony, gdy tak głębiej się 

zastanowił, uznał, że nie będzie to wcale okropne. 

– Nie martw się zawczasu – ciągnęła Zoey, kiedy nie odpowiadał. – Jestem 

pewna, że nic się nie stało. To był dość bezpieczny dzień. A gdybym nawet 

background image

zaszła w ciążę, to i tak nie byłaby to twoja sprawa. 

– Nie moja sprawa? – Podniósł szybko głowę. – Bardzo się mylisz. 

– Słuchaj, Jonasie. Nie chcę dyskutować o czymś, co być może wcale się nie 

stało. W każdym razie to, co się nam przytrafiło ostatniej nocy, było błędem. Nie 

powinno w ogóle się wydarzyć. I więcej się nie wydarzy. 

Milczał   przez   dłuższą   chwilę,   kołysząc   Julianę   w   ramionach   –  Wreszcie 

spytał:

– Jesteś pewna?

– Tak. Jestem. 

– Nie chcesz mieć więcej ze mną do czynienia? O to chodzi?

– Jonasie... – Urwała. Pewnie nie chciał dłużej słuchać tego, co mogłaby mu 

powiedzieć. 

– Chyba nie spędzimy w trójkę dzisiejszego dnia – oznajmił z posępną miną. 

–   Nie   spędzimy   –   odparła.   Odwróciła   się   w   stronę   drzwi.   –  A  więc   do 

poniedziałku – zawołała przez ramię. 

Po wyjściu Zoey zapanowała w kuchni dziwna cisza. Juliana zachowywała 

się idealnie spokojnie. Miała zadowoloną minkę. Jonas zaczynał myśleć o niej 

jak o własnym dziecku. 

I dlaczego, do diabła, czuł także, iż Zoey byłaby dla Juliany idealną matką?

Nigdy nawet przez myśl mu nie przeszło, że może mieć własne dziecko. Do 

licha, nigdy nie chciał mieć potomstwa. Tragiczne okoliczności Sprawiły, że 

został opiekunem Juliany. I teraz, na skutek głupiego niedopatrzenia, być może 

stał się ojcem drugiego dziecka!

Juliana przytuliła się do Jonasa. Ogarnęło go uczucie głębokiej satysfakcji. 

Przedtem nie przeżywał podobnych emocji. Nie, nie chciał być ojcem. Wolał 

zostać tatą. To było znacznie sympatyczniejsze słowo. 

Tata. Otarł policzek o główkę Juliany i uśmiechnął się do siebie. Należało 

teraz znaleźć jeszcze mamę. Na szczęście, wiedział, gdzie jej szukać. 

– Jules – powiedział łagodnie do dziecka drzemiącego na jego ramieniu. – 

background image

Czeka nas wiele pracy. Musimy sprawić, że Zoey zacznie myśleć pozytywnie. 

Po   naszemu.   Mam   pewien   plan.   Będę   jednak   potrzebował   twojej   pomocy, 

malutka, żeby wprowadzić go w życie. 

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

– Kiedy zakochałyście się w waszych mężach?

Olivia i Sylvie wymieniły spojrzenia i popatrzyły na Zoey. 

Jej spojrzenie przenosiło się z jednej siostry na drugą, a potem spoczęło na 

Julianie,  którą  trzymała w  ramionach. Przyjaciółki spotkały się  u Oli vii  na 

lunchu. Każda przyszła ze swoim dzieckiem. 

Jules nie jest przecież moim dzieckiem, uprzytomniła sobie Zoey. Jej synek 

nie żył od dawna. Jules należała do Jonasa. Zoey już nigdy nie będzie miała 

własnego dziecka. Nie pozwoli sobie na macierzyństwo. Nie podejmie takiego 

ryzyka. 

Z miłością do Jonasa jakoś by sobie poradziła. W taki czy inny sposób. 

Pragnienie posiadania dziecka było jednak czymś innym. Czymś, co nie bardzo 

potrafiła sobie wyobrazić. 

– Ja... – zaczęła znowu. – Właśnie zastanawiałam się nad tym, w jakim 

momencie zyskałyście pewność, że zakochałyście się w waszych mężach. 

– Czemu pytasz? – chórem zapytały siostry. 

– Z czystej ciekawości. 

Olivia i Sylvie ponownie wymieniły porozumiewawcze spojrzenia, a potem 

uważnie popatrzyły na Zoey. 

– Chcesz nam coś powiedzieć? – spytała Sylvie. 

– Prawie się nie widywałyśmy, odkąd przejęłaś dyżury od leannette – dodała 

Olivia.   –   Co   robiłaś   przez   ostatnie   dwa   tygodnie,   oprócz   opiekowania   się 

bratanicą Jonasa Tate’a?

– Już sama ta opieka zajmowała Zoey mnóstwo czasu – zauważyła Sylvie. – 

Narzekałaś bez przerwy na nieznośnego doktora, lecz gdy ujrzałaś niemowlaka, 

od razu zgodziłaś mu się pomóc. 

– Mówiłam wam, dlaczego – przypomniała Zoey. – Jules to bratnia dusza. 

background image

Łączy nas duchowe pokrewieństwo. Chcę, żeby Jonas ją polubił i żeby nauczyli 

się wspólnie żyć. 

–   Początkowo   te   wyjaśnienia   wydawały   się   nam   wystarczające,   żeby 

usprawiedliwić twoje poczynania – odezwała się Olivia. – Teraz jednak, kiedy 

upłynął już cały tydzień, sądzę, że zmieniły się twoje zamiary. 

–   Moje   zamiary?   –   powtórzyła   Zoey.   Postanowiła   zawczasu   odeprzeć 

ewentualne zarzuty. – Co, u licha, masz na myśli?

– To, co usłyszałaś – odparła Olivia. 

– Co to, do diabła, ma znaczyć? 

Olivia spojrzała na siostrę. 

– Sylvie, chyba poznałaś doktora Tate’a. 

– Tak. Przedstawiłaś mi go w szpitalu tego dnia, kiedy wpadłam do was z 

Gennie, pamiętasz?

Olivia skinęła głową. 

– Fakt. Co o nim myślisz?

Świetny facet. Cholernie przystojny. Prawdziwy samiec. Zoey milczała. 

– Masz rację – zgodziła się Olivia. – Co ty na to, Zoey? Mówią, że już nie 

jesteście tak wrogo do siebie nastawieni jak na początku. Cooper Dugan uważa 

nawet, że się przyjaźnicie. 

– Wygaduje bzdury – mruknęła Zoey. – Jak zwykle. 

– Naprawdę? A więc ta historia, że w domu Jonasa spędziłaś dwie noce, jest 

wyssana z palca? – chciała wiedzieć Olivia. 

Zoey   poczerwieniała.   Do   diabła,   czemu   wspomniała   Cooperowi,   że 

dyżurowała przy dziecku Jonasa także w nocy?

– Zrobiłaś coś takiego? – wykrzyknęła Sylvie. – Zoey, jak mogłaś spędzić 

noc   z   obcym   mężczyzną,   a   właściwie   dwie   noce   z   obcym   fantastycznym 

mężczyzną, i nie zdradzić przyjaciółkom wszystkich pikantnych szczegółów?

–   Nie   było   żadnych   pikantnych   szczegółów   –   przez   zaciśnięte   zęby 

oznajmiła Zoey. – A poza tym Jonas nie jest obcy. Pracuję z nim od wielu 

background image

miesięcy. 

–   I   nie   znosisz   go   od   wielu   miesięcy   –   przypomniała   Sylvie.   –   Tak 

przynajmniej twierdziłaś. 

– Mówiłam prawdę – odparła Zoey. 

– Sylvie, zwróć uwagę na czas przeszły – wtrąciła Olivia. To coś oznacza. W 

przeszłości   między   nimi   panowała   nienawiść,   a   nasza   dzisiejsza   rozmowa 

zaczęła się od tematu miłości. To interesujące – dodała ze śmiechem. 

– Spałaś z nim? – zapytała Sylvie. 

Zoey grała na zwłokę. Przecież pamiętnej nocy ani ona, mi Jonas nie spali 

wiele. Zaprzeczenie nie byłoby właściwie kłamstwem, pomyślała. A poza tym 

co to właściwie obchodziło Sylvie?

–   No,   mów,   Zoey   –   ponagliła   ją   przyjaciółka.   –   Graj   uczciwie.   Livy 

opowiadała   nam,   co   robiła   z   Danielem   pierwszej   nocy,   a   ja   o   tym,   jak 

przespałam się z Chase’em. 

– Mówiłam o Danielu, bo sprowokowałyście mnie do tego – przypomniała 

Olivia. – A ty opowiedziałaś o spotkaniu z Chase’em tylko dlatego, że zaszłaś w 

ciążę. Musiałaś się przyznać. Od razu zaczęłybyśmy podejrzewać, gdyby brzuch 

zrobił ci się wielki jak balon. 

–   Tak,   ale   nie   wiedziałybyście,   kto   jest   ojcem   dziecka,   gdybym   się   nie 

przyznała – broniła się Sylvie. 

– A kiedy to zrobiłaś? – zapytała siostra. – Jeśli mnie pamięć nie myli, to 

dopiero na sali porodowej. 

– Nieważne, Livy. W każdym razie mamy prawo wiedzieć, czy Zoey... 

–   Tak,   przespałam   się   z   nim   –   odruchowo   przerwała   jej   przyjaciółka. 

Dopiero teraz zorientowała się, że popełniła błąd. Zobaczyła wlepione w siebie 

dwie pary oczu. 

– Tak?

– Tak. W piątek. Ale to był jedyny raz. Wcale niczego nie planowałam. Po 

prostu się stało. Nie wiem, jak. Ja tylko... 

background image

– Hej, nie musisz się tłumaczyć – powiedziała Oli via. 

–   Pierwszy   raz   z   Danielem   było   podobnie.   Ale   wszystko   dobrze   się 

skończyło. Od tamtej pory jest idealnie. 

– U nas też – dodała Sylvie. 

– Tak, ale twój pierwszy raz z Chase’em wcale nie był dziełem przypadku – 

przypomniała siostra. 

– Lecz podobnie jak u ciebie wszystko skończyło się dobrze. 

– Obie wyszłyście za tych mężczyzn. – Zoey powiedziała to takim tonem, 

jakby małżeństwo wykluczało szczęśliwe zakończenie miłosnej przygody. 

– Jasne, że wyszłyśmy – potwierdziła Olivia. – Tak zwykle robią zakochani. 

– Niekoniecznie – zaprotestowała Zoey. – Nie zawsze. 

– Nie, jeśli dziewczyna jest głupia – podsumowała Sylvie. 

– Nie, jeśli chcesz, żeby umknęło ci sprzed nosa coś fantastycznego. 

– A więc kiedy zakochałyście się w swoich mężach? – po raz trzeci Zoey 

zadała to samo pytanie. 

–   Gdy   Daniel   zabrał   mnie   do   tego   koszmarnego   baru   dla   hippisów   na 

motocyklach i zagroził, że przeleci na bilardowym stole – oświadczyła Olivia. 

– Gdy Chase zmuszał mnie do jedzenia brukselki – bez namysłu odparła 

Sylvie. 

– Ogromnie mi pomogłyście – mruknęła pod nosem rozczarowana Zoey. 

Olivia i Sylvie równocześnie poklepały ją po ramieniu. 

– Zawsze możesz na nas liczyć – oznajmiła Olivia. 

– Zawsze, kiedy dasz nam znać – dodała Sylvie. 

We wtorek Jonas wrócił wcześniej z pracy. Towarzyszyła mu jakaś starsza 

kobieta. Przedstawił ją jako panią Standard, nową nianię Juliany. 

Zoey z wrażenia aż zamurowało. Zmusiła się do uśmiechu. 

– A więc znalazłeś opiekunkę do dziecka. To wspaniale. – Podała rękę siwej 

kobiecie. – Miło mi poznać panią. – Zwróciła się do Jonasa: – Czy możesz ze 

mną porozmawiać?

background image

– Oczywiście – odparł. Nie ruszył się z miejsca. 

– Na osobności – dodała. – Przepraszam panią na chwilę. 

–   Poczekam   w   salonie   –   odparła   starsza   kobieta.   Uśmiech   miała   ciepły, 

sympatyczny. Na pierwszy rzut oka wydawała się miła i przyzwoita. Do diabła z 

nią, pomyślała ze złością. Przestanę być potrzebna!

Kiedy pani Standard udała się do salonu, Zoey zapytała Jonasa:

– Jesteś pewny, że nadaje się do tej pracy?

– Tak. Wystarczy na nią spojrzeć. Wychowała pięcioro dzieci i cały tuzin 

wnuków. 

– I ma wolny czas?

– Wraz z mężem przybyła tu z Tennessee. 

– W każdej chwili może wyjechać. Zostawi Julianę na pastwę losu, co odbije 

się na jej psychicznym rozwoju. 

–   Nie,   to   się   nie   zdarzy.   Mąż   pani   Standard   pochodzi   stąd.   Wrócili   do 

rodzinnego domu na Cherry Hill. 

– A więc mają pieniądze. Odejdzie, gdy tylko się jej znudzi lub dojdzie do 

wniosku, że to ciężka praca. 

–   Jej   mąż   pracował   całe   życie   na   własny   rachunek,   nie   ma   emerytury. 

Dlatego to zajęcie jest pani Standard bardzo potrzebne. 

– Ma jakieś referencje?

– Doskonałe. 

– A co z jej zdrowiem? – spytała Zoey. – Nie jest młoda. Pewnego dnia może 

mieć atak serca. Och, jeśli zobaczy to Mes, będzie... 

– Pani Standard ma dopiero pięćdziesiąt osiem lat – przerwał jej Jonas. Zoey 

zauważyła, że zaczął tracić cierpliwość. – I nigdy nie chorowała. 

–   Skąd   wiesz?   Mogła   mieć   wiele   chorób   zakaźnych.   Żółtaczkę,   cholerę, 

chorobę legionistów. A czy słyszałeś, że znów ludzie chorują na tyfus? Z nim 

nie ma żartów... 

– Zoey, jestem lekarzem. Potrafię stwierdzić, czy ktoś jest chory. O co ci 

background image

chodzi? Po co ten cały szum? Sądziłem, że zależy ci na tym, abym znalazł 

niańkę. 

– Tak. Ale odpowiednią. Skąd wiesz, jaka jest? Może pali?

– Nie. 

– A może należy do partii komunistycznej?

– Zoey!

– Chodzi mi tylko o dobro Jules. Troszczę się o nią. 

– Już nie musisz. 

A więc nie jestem potrzebna, pomyślała Zoey. Jonas wykreślił ją ze swego 

życia. Zabolało ją to bardzo. Powinna być zadowolona, że znalazł właściwą 

opiekunkę   do   dziecka.   Należy   więc   tylko   zapytać,   kiedy   pani   Standard 

rozpocznie pracę, i cieszyć się, że wreszcie będzie wolna. 

– Wracasz do szpitala? – zapytała. 

– Nie – odparł. – Pobędę z panią Standard i Juliana. Pokażę niani dom. 

Rozpocznie pracę w poniedziałek. Bo ty musisz wrócić do normalnego życia. 

Bardzo mi pomogłaś. Nie wiem, co zrobiłbym bez ciebie... 

Gestem ręki Zoey wstrzymała potok jego słów. 

–   Skoro   jesteś   w   domu,   wyjdę   wcześniej.   Jules   obudzi   się   lada   chwila. 

Przygotowałam dla niej jedzenie, starczy do rana. W suszarce jest pranie. Będzie 

gotowe za dwadzieścia minut. 

– Zoey... 

–   Znalazłeś   już   chyba   dla   Jules   nowego   lekarza?   Świetna   jest   doktor 

Kenner... 

– Zoey! – Jonas podniósł głos. – Musimy porozmawiać. 

O Julianie. I o nas. Jules cię uwielbia. Byłoby źle, gdyby cię straciła. 

– Co masz na myśli?

– Chcę, żebyś nadal w jej życiu odgrywała ważną rolę. 

I w moim. 

– Dlaczego?

background image

Dobre   pytanie,   pomyślał   Jonas.  Wymagało   uczciwej   odpowiedzi.   Bał   się 

jednak, że jeśli powie prawdę, Zoey weźmie nogi za pas i ucieknie na zawsze. 

Podszedł bliżej i powiedział szeptem:

– Być może jesteś w ciąży, nosisz moje dziecko. Jeśli myślisz, że dam ci 

spokój, to grubo się mylisz. 

Bez pożegnania wypadła z kuchni. 

Jonas przypomniał sobie o pani Standard. Jules zasługiwała jednak nie na 

niańkę, lecz na matkę. Zoey nadawała się idealnie do tej roli. Już przecież ułożył 

sobie przemyślny plan. W piątek będzie miał ostatnią szansę. Do tej pory musi 

dowieść Zoey, że nie może żyć bez niego ani bez Juliany. A oni oboje też nie 

potrafią bez niej egzystować. 

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

Nadszedł   piątkowy   ranek.   Jonas   miał   dziś   okazję   po   raz   pierwszy   od 

miesięcy wziąć w szpitalu wolny dzień, a ponadto zrealizować część planów 

dotyczących Zoey. Czekając, aż zapuka do drzwi, trzykrotnie sprawdzał, czy ma 

to, co jest potrzebne do romantycznej randki, którą starannie obmyślił. Wczoraj 

usiłował zachowywać się swobodnie, tak jakby wszystko między nimi układało 

się dobrze. Zoey była obojętna. Musiał udawać, że tego nie zauważa. 

Spisał na kartce: „Koszyk na piknik. Świeże kwiaty. Świece i zapałki. Lekko 

schłodzone chardonnay. Czyste pieluchy. Ulubiona grzechotka. Pełna butelka”. 

Popatrzył na dziecko, które siedziało na leżaczku stojącym w środku kuchni. 

Przyglądało mu się uważnie. 

– Chyba mamy wszystko – oznajmił. – Prawda, Jules? Machała rączkami i 

gaworzyła wesoło. 

– Masz rację. Musimy jeszcze dołożyć kasety. Co powiesz na Edith Piaf? A 

może   przyda   się   też   Tony   Bennett?   Dobra,   dla   ciebie   dorzucimy   Alvina 

Wiewiórkę. 

Juliana cieszyła się ogromnie. 

O siódmej trzydzieści odezwał się dzwonek. Jonas wyjął Julianę z leżaczka i 

razem z nią poszedł otworzyć drzwi. Na progu stała zziębnięta, zmęczona Zoey. 

Miała załzawione oczy i okropnie czerwony nos. Wyglądało to dość dziwacznie, 

bo na dworze było ciepło. 

– Dzień dobry – przywitał ją Jonas. 

– Dobhy – mruknęła, mijając go w drzwiach. – Phephaham za spóźnienie. 

Był ok... okhopny kohek od Chehy Hill aż do Haddonfield. 

Biedaczka, pomyślał Jonas. Jąka się i bełkoce. 

– Nie szkodzi. Jak się czujesz?

– Mam sthahny katah. – Na potwierdzenie tych słów kichnęła głośno. Cztery 

background image

razy. 

– Na zdrowie – machinalnie powiedział Jonas. 

– Dziękuję. 

– Wchodź dalej. 

– Chyba nie powinnam dziś siedzieć z Jules. Jeśli ci się spiehy, poczekam, aż 

wezwieh kogoś do pomocy. Na phykład panią Standahd. 

– Dziś mam akurat wolny dzień. 

– Dzięki Bogu. – Zoey odetchnęła z ulgą. – Wobec tego jadę do domu się 

wyspać. 

Jonas skinął głową. 

–   Dobry   pomysł.   Poczekaj,   aż   oboje   z   Juliana   weźmiemy   okrycia. 

Wyjdziemy z tobą. 

– To niepothebne. Nie chcę was zainfekować. Czuję się dobrze. 

–   Nie   ma   mowy   –   oznajmił   Jonas.   –   Sama   nie   pojedziesz.   Wyglądasz 

okropnie. Wraz z Juliana zajmiemy się tobą. 

Zoey chciała zaprotestować, lecz Jonas ją powstrzymał. 

– Jedziemy moim samochodem. Swój weźmiesz później. Ja prowadzę. 

Zanim   zdołała   zgłosić   dalsze   obiekcje,   zniknął   w   kuchni.   Nie   mogła 

zachorować w lepszej chwili, uznał zadowolony. Oczywiście, było mu przykro, 

że tak bardzo się zaziębiła, ale nie zamierzał zaprzepaścić okazji. Zoey była 

chora. Wymagała opieki. A jedyną osobą, która mogła jej pomóc, był on sam. 

Bądź co bądź lekarz. A do tego zakochany. 

Udowodni Zoey parę rzeczy. Że nie jest takim mężczyzną, za jakiego go 

uważa. Przekona ją, iż człowiek może żyć normalnie mimo tragicznych przeżyć. 

Da jej też, co najważniejsze, do zrozumienia, że oboje idealnie do siebie pasują i 

razem potrafią zdziałać cuda. Już je przecież czynili. 

– Nie chcę, żeby Mes zahaziła się ode mnie – wysapała przez nos Zoey 

między jednym kichnięciem a drugim, kiedy Jonas wrócił do salonu. 

– Nic się nie stanie, pod warunkiem, że nie będziesz brała jej na ręce – 

background image

oznajmił. – Jest przecież w idealnej formie. 

Dziecko w jego ramionach śmiało się i rozkosznie gaworzyło. 

– Widzisz – zwrócił się Jonas do Zoey – że mała nie pozwoli ci wrócić samej 

do domu. 

– Dziękuję – wykrztusiła zaziębiona. Na widok koszyka piknikowego w ręku 

Jonasa zapytała:

– Co to jest?

– Lekarstwo – odparł. – Na wiele rzeczy. 

– Ale... 

– Chodźmy, zanim padniesz z wyczerpania. 

– Nie jestem wyczehpana. Ja... 

– Sama widzisz. Jesteś tak chora, że zaczynasz gadać od rzeczy. 

– Nie gadam od heczy. Ja... Dotknął czoła Zoey. 

– Masz chyba lekką gorączkę. Im wcześniej znajdziesz się w łóżku, tym 

lepiej. 

Zoey postanowiła nie reagować na dwuznaczność słów Jonasa. Może nie 

miał nic zdrożnego na myśli. Patrzył na nią tak, jakby między nimi nic nigdy się 

nie wydarzyło. Jakby nie miał pojęcia, że ona zaczyna go kochać. Nie, to nie 

miłość,   pomyślała.   Jonas   i   Jules   wyzwolili   w   niej   tylko   jakieś   dawno 

zapomniane ciągoty. W każdym razie stało się źle. Nie powinna przywiązywać 

się do tej dwójki. Teraz, patrząc, jak Jonas trzyma małą w ramionach, ogarnęła 

ją fala ciepła. Zoey nie miała pojęcia, co robić dalej. 

– Ruszamy? – spytał Jonas. 

Jules śmiała się radośnie do Zoey. Miała na sobie różowy sweterek i białą 

czapeczkę. 

– Ja... – znów zaczęła Zoey. 

– Musisz iść do łóżka – przerwał jej szybko. – Potrzebujesz kogoś, kto o 

ciebie zadba. 

Wyszli przed dom. 

background image

– Ja prowadzę – oznajmiła Zoey. – Nie zostawię tu wozu. 

– Zgoda – przystał. 

Nie   potrzebuję   nikogo,   kto   o   mnie   zadba,   pomyślała   ponuro.   Chciała 

zapewnić Jonasa, że sama da sobie radę, tak jak to czyniła przez wiele lat. 

Dziś jest ostatni dzień, który spędzi z Jonasem i Jules. Jutro wszystko będzie 

skończone. 

Wizyta Jonasa i Jules u niej w domu była czymś bardziej krępującym niż 

wizyty w Tavistock. Zoey stała w drzwiach malutkiej kuchni i patrzyła, jak 

Jonas, tylko w skarpetkach, podgrzewa dla niej przywieziony rosół z kury. 

W   niebieskich   dżinsach   i   wymiętym   szarym   swetrze   wyglądał   jak 

zapobiegliwy   ojciec   i   mąż,   krzątający   się   w   kuchni.  Widząc   jego   i   Jules   w 

swoim   domu,   Zoey   zrobiło   się   ciepło   na   sercu.   Scena   była   sielankowa. 

Panowała niemal rodzinna atmosfera... 

Nie powinnam poddawać się nastrojowi, skarciła się szybko. Kiedy dzień 

będzie   się   miał   ku   końcowi,   Jonas   i   Juliana   wrócą   razem   do   domu,   a   ona 

zostanie. Na tę myśl zrobiło się jej przykro. 

– Już prawie gotowy – oznajmił Jonas, mieszając łyżką gorący rosół. 

Zanim Zoey zdołała mu podziękować, Juliana zagaworzyła głośno, śliniąc 

się okropnie. Dorośli parsknęli śmiechem. 

– Och, nie – odpowiedział Jonas dziecku, jakby zaskoczony jego słowami. 

Usteczka małej wygięły się i utworzyły literę „o”. Jules zagdakała jak kurka. 

– Nie wierzę w żadne twoje słowo – przekomarzał się z nią Jonas. – To 

niemożliwe. 

– Oooch – zapewniła go Juliana. 

– Tak ci mówiła? Co ty na to? – ciągnął Jonas. 

– Hiii – odparło dziecko. 

– Powiedziałbym to samo. 

– Nuuung. 

– Rozumiem. 

background image

– Seksss... 

– Też chętnie bym skorzystał. 

Właśnie  wtedy  dotarło  do  Zoey,  że  nie  jest  szczera  wobec  samej  siebie. 

Zakochała   się   w   Jonasie   i   nie   mogła   dłużej   udawać,   że   nic   się   nie   stało. 

Zainteresowała się nim już dawno. Pewnie dlatego w jego obecności zawsze 

czuła się niezręcznie. 

– Czy rzeczywiście mówiłaś Jules, że nie potrafisz mi się oprzeć? – zapytał 

Jonas, przerywając rozważania Zoey. 

Zobaczyła,   że   się   uśmiecha.   Juliana   energicznie   wymachiwała   rączkami. 

Ona też była uśmiechnięta. Zoey mogłaby przysiąc, że tych dwoje łączy jakiś 

sekret. 

– Słucham? – spytała. Kiepsko słyszała, bo mimo zażytego leku huczało jej 

w głowie i miała trochę zatkany nos. Nie była w stanie rozumować logicznie. 

– Pytałem, czy naprawdę mówiłaś Jules, że jestem męż, czyżną, któremu nie 

sposób się oprzeć – powtórzył. – Ona twierdzi, że przez ostatnie dwa tygodnie 

bez   przerwy   opowiadałaś,   jak   bardzo   za   mną   szalejesz.   Zoey   także   się 

roześmiała. 

– Jules ci to mówiła?

– Tak. 

– Musisz wiedzieć, że ta dziewczyna wygaduje niestworzone rzeczy. Nie 

przypominam sobie, żebym kiedykolwiek wymieniła przy niej twoje imię. Ani 

razu o tobie nie wspominałam. No, może raz. Klęłam, na czym świat stoi, kiedy 

zapomniałeś kupić delicje. 

– Jules twierdzi co innego. 

– Co ona wie? Nigdy nie próbowała tych ciasteczek. 

– I jeśli będę miał na nią wpływ, nigdy ich nie spróbuje. 

– Życzę ci szczęścia na nowej drodze. Jako rodzic musisz się jeszcze wiele 

nauczyć. 

– I dlatego nie możesz nas teraz opuścić. 

background image

Ton jego głosu sprawił, że Zoey poczuła się wzruszona. Jonas potrzebował 

jej. 

– Przez ostatnie dwa tygodnie ty i Juliana przebyliście długą drogę – odparła 

łagodnie. – Dobrze wam będzie beze mnie. 

Jonas zaprzeczył energicznym ruchem głowy. 

– Nie licz na to, Zoey, nie licz. 

Odwrócił się znów do piecyka, tak że widziała tylko jego plecy. Pragnęła, 

żeby ich wzajemne stosunki ułożyły się inaczej. Gdyby tylko potrafiła wymazać 

z pamięci to, co zdarzyło się kiedyś... 

Nie, tego nie chciała. Jeśliby nie popełniła błędu w przeszłości, nie byłoby w 

ogóle Eddie’ego! Mimo nieszczęścia, jakim stała się utrata dziecka, miała je 

jakiś czas dla siebie. Poznała radość rodzenia. Przekonała się, jak zmienia się 

życie człowieka, gdy pojawia się w nim maleńka istotka. Poznała, co to miłość 

matki do dziecka. Miłość, której nie wymaże z pamięci nic. 

Zoey popatrzyła na Julianę. Zobaczyła czyste, niebieskie oczki niemowlaka i 

nagie dziąsełka. I nagle serce Zoey przeszył ból. Znów stanie się strzępkiem 

człowieka, jak po śmierci synka? Nie mogła do tego dopuścić. 

Od jutra jej zobowiązania w stosunku do Jonasa i Juliany przestają istnieć, 

przypomniała   sobie.   I   tak   musi   pozostać.   To,   że   się   zakochała,   wcale   nie 

oznacza, iż życie dobrze się jej ułoży. Miłość może ją pogrążyć. Musi więc być 

silna, nie może poddawać się marzeniom. Była przecież twarda i za taką ją 

uważano. A twardzi ludzie ze wszystkim sobie poradzą. Uporają się z każdą 

przeciwnością losu. 

Zoey pragnęła tylko, żeby twardzi ludzie mogli także wierzyć we wmawiane 

sobie łgarstwa. 

background image

ROZDZIAŁ JEDENASTY

Jonas nie widzącym wzrokiem patrzył na zupę gotującą się w rondelku i 

usiłował rozszyfrować minę Zoey, kiedy go zapewniała, że on i Juliana świetnie 

sobie   sami   poradzą.   Była   smutna.   Wyglądała   na   bardzo   przygnębioną.   Co 

powinien powiedzieć, żeby poczuła się lepiej? Zoey wniosła do jego życia nowe 

wartości. Wzbogaciła jego egzystencję. Dała mu rozkosz. Wygodę. Spokój. Nie 

pamiętał, czy kiedykolwiek | czuł się tak wspaniale, zanim wkroczyła w jego 

życie. W żaden sposób nie chciał ryzykować utraty tego, co mu dawała. 

Ponadto Zoey przeistoczyła małą Julianę w zupełnie inne dziecko. Zniknęła 

gdzieś   wrzeszcząca  istota,  którą  pewnego  pięknego  dnia  dostarczono  mu  do 

domu. Teraz Jules była roześmianym, gaworzącym bez przerwy niemowlakiem, 

który sprawiał wrażenie szczęśliwego. Ta metamorfoza była wyłącznie zasługą 

Zoey. Pozostawiony samemu sobie źle wychowałby dziecko. Mała mogłaby go 

znienawidzić, a potem nawet uciec z domu i błąkać się po ulicach miasta. 

Jonas   ponosił   pełną   odpowiedzialność   za   wychowanie   i   dalsze   losy 

bratanicy. Wiedział świetnie, że będzie wiele przeszkód do pokonania i nie był 

pewny,   czy   sam   sobie   poradzi.   Ale   to   nie   ze   względu   na   Julianę   chciał 

zatrzymać Zoey przy sobie. Pragnął tego ze względu na siebie. Kierowało nim 

pożądanie. 

Nie tylko pożądanie, skorygował sam siebie natychmiast. W życiu pragnął 

wielu kobiet. Ale żadnej z nich nie pokochał. 

Aż   do   tej   chwili.   Dopóty,   dopóki   nie   poznał   Zoey   Holland.   Ta 

zdumiewająca, twarda i nieprzejednana dziewczyna do góry nogami przewróciła 

jego   życie.   Rezultaty   tego   kataklizmu   bardzo   mu   się   podobały.   Nie   chciał 

wracać do uporządkowanej, nudnej, samotnej egzystencji. 

–   Rosół   gotowy   –   odezwał   się   spokojnie.   Pragnął   powiedzieć   znacznie 

więcej. – Powinnaś już leżeć. 

background image

– Nie chcę iść do łóżka – zaprotestowała. 

– Musisz. To polecenie lekarza. 

Jonas ujął Zoey za ramiona, obrócił w stronę wyjścia z kuchni i gestem 

nakazał   pójść   do   sypialni.   Nie   dała   się   namówić   na   włożenie   piżamy. 

Naciągnęła   na   siebie   stary   szary   dres.   Okropny   strój,   z   workowatymi 

nogawkami i rękawami, nie zmniejszył uroku Zoey w oczach Jonasa, który bez 

przerwy jej pragnął. Cały szkopuł polegał na tym, że ona go nie chciała. 

– Głupio, prawda, Jules? – odezwał się do dziecka. – Twój staruszek jest 

zakochany po uszy w kobiecie, która raczej wypiłaby truciznę, niż przyznała się, 

że czuje do niego pociąg. 

Gaworząca Juliana powiedziała, że nie wie, o co mu chodzi. 

– Jest dobrze – zapewnił ją Jonas. – Mam w zanadrzu jeszcze dwa atuty. – 

Uwolnił dziecko z leżaczka i wziął na rękę. W drugiej trzymał tacę z jedzeniem. 

Powoli,   ostrożnie   szedł   przez   hol   w   stronę   sypialni.   Podobało   mu   się 

mieszkanie Zoey. Bezpretensjonalne, skromnie umeblowane. Wszędzie jednak 

widoczny   był   brak   ręki   doświadczonej   pani   domu.   Dom   Zoey   Holland   był 

miejscem służącym do tego, żeby ona sama czuła się w nim dobrze. Otoczyła 

się   przedmiotami,   które   sprawiały   jej   przyjemność,   nie   zwracając   większej 

uwagi na to, czy do siebie pasują, i nie przejmując się tym, czy innym spodobają 

się dekoratorskie zapędy pani domu. Był to jej azyl i to się czuło na każdym 

kroku. 

Jonas   lubił   swój   dom,   utrzymany   w   nieskazitelnej   czystości   przez 

dochodzącą sprzątaczkę. Meble pasowały do siebie i stanowiły jedną całość. Nie 

mógł się jednak przyzwyczaić do panującej w nim atmosfery. Był jakiś obcy. 

Brakowało mu ciepła i uroku miejsca, w którym naprawdę się żyje. 

– Rosół podany – oznajmił, wchodząc do sypialni. – Ze słonymi paluszkami 

i sałatką z tuńczykiem. Są to najbardziej popularne środki przeciwko zwykłemu 

przeziębieniu... 

– Urwał, bo zobaczył, że Zoey nie reaguje na jego słowa. Leżała zwinięta w 

background image

kłębek, plecami do Jonasa. Jej ramiona drgały lekko. Płakała. 

Szybko odstawił tacę. Położył Julianę w nogach łóżka. Obszedł je i spojrzał 

na twarz Zoey. Wytarła oczy. 

– Dziękuję – szepnęła. – Nie jestem głodna. Oboje musicie już iść. Zrobiło 

się późno. 

– Jeszcze nie ma nawet drugiej – zaprotestował Jonas. 

– Jules i ja nie musimy się odmeldowywać. Przyszliśmy do ciebie. Zoey, o 

co chodzi?

– O nic. 

– Coś się stało. Płakałaś. 

– Nie płakałam. 

– Masz czerwone oczy. 

– Od przeziębienia. Aha, nie jestem w ciąży. – Zoey starała się, żeby to 

stwierdzenie zabrzmiało nonszalancko. 

Zauważyła, że Jonas lekko się skrzywił. 

– Nie jesteś? – W jego głosie wyczuła nutę rozczarowania. 

– Nie jestem. Przed chwilą o tym się przekonałam, kiedy byłam w łazience. 

A więc wszystko jest w porządku. 

– W porządku – powtórzył. Nagle coś przyszło mu do głowy. – Dlatego 

płakałaś? – zapytał spokojnie. 

Poczuła nagły ból. Zrobiło się jej niedobrze. 

– Oczywiście, że nie – zaprzeczyła słabym głosem. – Wcale nie płakałam. 

Jestem tylko bardzo przeziębiona. 

Zdecydowanym ruchem odstawił tacę i usiadł obok niej na łóżku. Juliana 

zaczęła kwilić. Wziął ją na ręce i położył tuż obok Zoey. 

Popatrzyła na dziecko. Zrozumiała, że Jonas wykonał ten manewr nie po to, 

żeby je uspokoić, lecz żeby nadal nad nią się znęcać. 

– Chcesz mieć znów dziecko? – zapytał. 

– Nie – mruknęła. 

background image

Płakała tylko dlatego, że zaczął się okres. Zawsze wtedy płakała, jak wiele 

kobiet. 

Spojrzała na Julianę. Mała wierzgała nóżkami. Kiedy zobaczyła, że Zoey się 

jej przygląda, zaczęła się rozkosznie śmiać. 

Zoey znów poczuła łzy pod powiekami. 

– Wcale nie chcę następnego dziecka – zaprzeczyła ponownie. – To jest 

ostatnia rzecz, jakiej pragnę. – Oderwała wzrok od Juliany, lecz patrzenie na 

Jonasa przychodziło jej z trudnością. Wyglądał jak chmura gradowa. 

– Ty też nie byłeś zachwycony taką perspektywą – ciągnęła – więc sobie 

pomyślałam, że jeśli chcesz wiedzieć... 

– Mylisz się – przerwał jej szybko. Reakcja Jonasa zaskoczyła Zoey. 

– Słucham? – spytała. 

–   Może   fakt   urodzenia   mojego   dziecka   jest   dla   ciebie   czymś   nie   do 

przyjęcia,   ale   od   chwili   w   której   uzmysłowiłaś   mi,   że   nie   użyliśmy   środka 

antykoncepcyjnego, sporo myślałem na ten temat. I, szczerze mówiąc, bardzo 

bym sobie tego życzył. 

– Co takiego? – Zoey musiała się chyba przesłyszeć. Pewnie tabletki na 

przeziębienie zmąciły jej umysł. 

– Słyszałaś, co powiedziałem. 

– Nigdy nie twierdziłam, że urodzenie twojego dziecka byłoby dla mnie 

czymś przykrym – zaczęła ostrożnie Zoey. 

– Coś mi się zdaje, że zaraz usłyszę „ale” – oznajmił Jonas. Przeciągnęła 

językiem po zaschniętych wargach. 

– Ale nic. Właśnie że... 

– Właśnie co?

Wstała z łóżka i popatrzyła na Jonasa. Usiłowała sobie przypomnieć, od 

kiedy   stosunki   między   nimi   stały   się   tak   bardzo   złożone.   Pragnęła,   żeby   ją 

zrozumiał. 

–   Właśnie   że...   Właśnie...   –   Przesunęła   drżącymi   palcami   po   włosach   i 

background image

zaczęła chodzić nerwowo po pokoju. – Właśnie że nie mogę mieć drugiego 

dziecka – powiedziała, nie patrząc na Jonasa. – To znaczy: nie chcę. 

– Dlaczego?

Dalej chodziła po pokoju. Ale mniej nerwowo. 

– To, co stało się z Eddie’em, prawie mnie zabiło. Przez wiele miesięcy po 

jego śmierci byłam  psychicznym  wrakiem. Nie  podnosiłam  się  z  łóżka. Nie 

myłam   się.   Nie   jadłam.   Bo   nie   było   po   co.   –  Wreszcie   przestała   chodzić   i 

spojrzała na Jonasa. – Leżałam i pragnęłam umrzeć. Nie chciałam żyć. Gdybym 

miała więcej siły, może nawet targnęłabym się na życie. Dopiero po latach i 

wielu sesjach z psychoterapeutą wzięłam się w garść. Nie zniosłabym utraty 

następnego dziecka. Nie zniosłabym. 

– Zoey, wcale nie musiałabyś go stracić. 

– Skąd wiesz?

Jonas spojrzał zdziwiony na Zoey. Zachowywała się jak fatalistka. Nie było 

żadnego powodu, żeby po raz drugi musiała przeżywać stratę tak dotkliwą jak 

ta, która przed laty prawie ją unicestwiła. W duszy tej kobiety tkwiły nadal ból i 

strach. 

–   Słuchaj   –   zaczął   Jonas   –   prawdopodobieństwo,   że   coś   takiego   się 

powtórzy, ... 

– Jest małe – dokończyła Zoey. – Ale Eddie umarł. Wtedy też szanse były 

takie same. 

– Ale... 

–   Nie   ma   sensu,   żebyś   mnie   przekonywał,   bo   to   nic   nie   da   –   dodała 

znużonym głosem. 

– Co zrobić?

– Daj mi spokój, Jonasie. 

– Nie dam. Gdybym nawet chciał, nie potrafię. Pokochałem ciebie. I ty mnie 

kochasz. Wiem o tym. Czuję to. 

Kiedy nie zaprzeczyła i nadal patrzyła w podłogę, on też podniósł się z łóżka 

background image

i   znalazł   obok   niej.  A  gdy   dalej   stała   bez   ruchu,   wziął   ją   w   ramiona.   Nie 

wyrywała   się,   lecz   nie   odwzajemniła   uścisku.   Zachowywała   się   tak,   jakby 

niczego nie odczuwała, jakby schroniła się gdzieś daleko. 

Stan Zoey przeraził Jonasa. Do tej pory zawsze jakoś reagowała na jego 

pieszczoty.   Wolałby   teraz,   żeby   wybuchnęła   złością   lub   zaczęła   krzyczeć. 

Przynajmniej   by   wiedział,   że   nadal   ma   u   niej   jakieś   szanse.   Stała   w   jego 

ramionach blada, słaba i bezwolna. Całkowicie pokonana. 

Nigdy nie widział jej w takim stanie. 

–   Zoey?   –   Odsunął   się   na   odległość   ramienia.   Nadal   stała   ze   wzrokiem 

wbitym w podłogę. Spróbował jeszcze raz. 

– Zoey. Mówiłem, że cię kocham. Nie ma to dla ciebie żadnego znaczenia?

Milczała. 

– Nie powiesz, że też mnie kochasz? Nadal brak było odpowiedzi. 

– Proszę, wyjaw, co czujesz. – Przytrzymał ją za brodę, zmuszając, by na 

niego spojrzała. Bez rezultatu. Spróbował innej taktyki. – Możesz uderzyć mnie 

kolanem. Będę wtedy wiedział, na czym stoję. – Na ustach Zoey zobaczył nikły 

uśmiech. Ciągnął dalej: – A zresztą lepiej mnie nie bij. Nie wiem, jak bym to 

zniósł. 

– Daj spokój, Jonasie – odezwała się nagle. 

– Czemu?

– Nie próbuj podtrzymywać mnie na duchu. To nic nie da. 

–   Podniosła   twarz.   Oczy   znów   miała   mokre,   zapuchnięte   i   czerwone.   Z 

trudem powstrzymywała łzy. – Nie kocham cię – wyszeptała. – Nie kocham. 

Tracisz ze mną czas. Wszystko skończone. Przyrzekłam ci i Julianie tylko dwa 

tygodnie.   Dotrzymałam   słowa.   Od   dziś   sam   musisz   sobie   radzić.   Ja   ci   nie 

pomogę. 

– Ale co będzie z... ? – Jonasowi załamał się głos. 

Tak wiele chciał powiedzieć Zoey i poznać ją bliżej. Jak ją przekonać, że się 

myli? Zostawi także Julianę?

background image

– A co z Jules? – zapytał. – Co zrobi bez ciebie? Na twarzy Zoey odmalował 

się ból. 

– Poradzi sobie beze mnie. 

– Czy nie widzisz, że wszystko może się zmienić? Wcale nie musi tak być. 

–   Musi   być   tak,   jak   chcesz?  Wiem,   że   niektórzy   lekarze   uważają,   że   są 

wszechmocni. Są jednak rzeczy, jakich żaden lekarz, nawet tak genialny jak ty, 

nie uleczy. 

Ujął rękę Zoey. Podniósł do ust. Zaczął całować palce. Drgnęły jej powieki. 

Na   policzki   wystąpiły   rumieńce.   W   żaden   sposób   nie   mogła   udowodnić 

Jonasowi, że jej na nim nie zależy. 

– Może masz rację – szepnął. – Ale nie całkiem. Potrafię, do licha, zrobić 

znacznie więcej niż tylko przykleić plaster na palec. Pozwól mi spróbować. 

Potrząsnęła głową, ale oczu nie otworzyła. 

– To nie ma sensu – powiedziała cicho. 

Pochylił się, żeby ją pocałować, lecz zanim wargi Jonasa spoczęły na ustach 

Zoey, rozległ się płacz Juliany. Zoey natychmiast cofnęła głowę. 

–   Mała   cię   potrzebuje   –   odezwał   się   Jonas,   odchodząc   aż   pod   ścianę. 

Spojrzał na Zoey, a zaraz potem na niemowlę. – Jesteś jej niezbędna. Podobnie 

jak mnie. 

Wzruszyła ramionami. 

– Dacie sobie radę beze mnie. 

Podszedł   do   łóżka   i   wziął   dziecko   na   ręce.   Pogłaskał,   utulił.   Miał 

satysfakcję,   że   potrafił   zadowolić   przynajmniej   jedną   istotę   płci   żeńskiej,   z 

dwóch najważniejszych w jego życiu. 

– Mów sobie, co chcesz – powiedział do Zoey, kiedy znów na nią spojrzał. – 

Ale bardzo się mylisz. Będzie nam źle bez ciebie. I bez względu na to, co sobie 

myślisz, także będzie ci źle bez nas. A mimo to nawet nie chcesz dać nam 

szansy. 

Podniosła wzrok. Zagryzła wargi. 

background image

– Nigdy jej nie było – oznajmiła martwym głosem. 

– Zoey, proszę... 

– Idź do domu – poleciła ostro. – Idźcie oboje. 

– Jedź z nami. 

– Ja jestem w domu. 

Jonas spojrzał przeciągle na Zoey i wyszedł z pokoju. Był już za progiem, 

kiedy się odwrócił. 

– W domu? Jesteś tego pewna? – zapytał łagodnym tonem. 

– Co masz na myśli?

–   Dom   to   nie   tylko   wygodnie   urządzone   pomieszczenie.   Kiedy   po   raz 

pierwszy wszedłem do twego mieszkania, wydawało mi się przytulne, bo jest 

odbiciem ciebie. Przez chwilę nawet sądziłem, że jest lepszym, prawdziwszym 

domem niż mój własny. Teraz nie jestem tego pewny. Czegoś tu brakuje. 

– Czego?

–   Miłości   –   odparł   wprost.   –   Brakowało   jej   w   moim   domu,   dopóki   nie 

zjawiłyście się w nim z Juliana. Ale nie o to chodzi. Tutaj też jej nie ma. 

– Sam powiedziałeś, że moje mieszkanie jest takie, jak ja sama. Jest moim 

odbiciem. 

Jonas odwrócił się i poszedł do kuchni pozbierać przywiezione rzeczy. I 

wtedy przypomniał sobie, jak nieznośną osobą potrafi być Zoey Holland. Nigdy 

przecież nie robiła tego, czego się po niej spodziewano. 

background image

ROZDZIAŁ DWUNASTY

Zoey   spała   głębokim   snem,   kiedy   obudził   ją   ostry   dzwonek   telefonu. 

Podniosła słuchawkę. 

– Halo. 

– Zoey, to ja, Jeannette. Dzwonię ze szpitala. 

– O nie, Jeannette, nie przyjadę i nie wezmę za ciebie dyżuru – oznajmiła 

zaspanym głosem. 

– Nie po to dzwonię. Sądzisz, że telefonowałabym o drugiej w nocy, aby 

rozmawiać o rozkładzie zajęć?

Och, ma rację, pomyślała Zoey. Jeszcze do reszty nie oprzytomniała. Był 

środek nocy!

– A więc o co chodzi? – spytała. 

Jeannette zawahała się przez chwilę, a potem oznajmiła cicho, wprost do 

słuchawki:

– Przykro mi, że cię budzę. Ale to chyba jest ważne. Doktor Tatę powiedział 

mi, żebym nie dzwoniła. Jestem jednak pewna, że chciałabyś wiedzieć... 

– O czym?

– Godzinę temu poszłam do izby przyjęć pogadać z Cooperem, kiedy nagle 

wpadł z córeczką na ręku. 

– Cooper ma dziecko? Od kiedy?

– Nie, nie on. Doktor Tatę. 

Zoey usiadła na łóżku. Zsunęła nogi na podłogę. 

– Chodzi o Julianę? Co się jej stało? Miała wypadek?

– Nie wiem dokładnie. Miała konwulsje wywołane wysoką gorączką. Była 

nieprzytomna, kiedy się tu zjawili. 

– Co takiego?!

Zoey rozbolała głowa. Ledwie słyszała głos Jeannette. 

background image

– W jakim jest teraz stanie? – spytała. 

–   Nie   wiem.   W   izbie   przyjęć   panuje   ogromny   ruch.   Nie   udało   mi   się 

dowiedzieć. Znalazłam chwilę, żeby zadzwonić do ciebie. 

– Dziękuję. Już jadę. – Odłożyła słuchawkę. 

Zoey   nie   wiedziała,   w   jaki   sposób   dotarła   do   szpitala.   Wpadła   do   izby 

przyjęć. Biegnąc, rozglądała się za Jonasem. 

Znalazła   go   w   pustym   gabinecie   lekarskim.   Siedział   na   krześle   z   głową 

opartą na rękach. Miał na sobie wymięte spodnie i rozpiętą koszulę. Był bez 

skarpetek. Zoey zauważyła, że włożył dwa różne buty, i do tego oba z lewej 

nogi. 

Wyglądał   jak   śmiertelnie   wystraszony   ojciec,   drżący   o   bezpieczeństwo 

dziecka. Podobnie musiała wyglądać ona sama, kiedy wiele lat temu zjawiła się 

w innym szpitalu z dzieckiem na ręku. 

– Jonasie – powiedziała cicho. 

Podniósł głowę. Miał bladą twarz, pełną niepokoju i czerwone, załzawione 

oczy. 

– Zoey. 

–   Przyjechałam   natychmiast,   kiedy   się   o   wszystkim   dowiedziałam.   – 

Przeszła powoli przez pokój i usiadła obok Jonasa. – Co z Juliana? – zapytała. 

Popatrzył na jej złożone dłonie. Oparł na nich rękę i zacisnął palce. 

– Nie wiem. Robią teraz jakieś badania. Sądzą, że to infekcja, ale nie są 

pewni.   Dopóki   nie   stwierdzą   czegoś   konkretnego,   będą   trzymali   małą   w 

izolatce. Nawet mnie nie pozwolili jej zobaczyć. Co oni sobie właściwie myślą? 

Bądź co bądź jestem lekarzem. 

– Jesteś także ojcem – dodała Zoey. 

Westchnął głęboko, odchylił się na krześle i popatrzył w sufit. 

– Tak. Jestem. 

Oparła głowę o ścianę i też spojrzała w górę. Nie mogli niczego zrobić. 

Musieli czekać. Przez długi czas nie odzywali się do siebie. Ze  złączonymi 

background image

rękoma siedzieli nieruchomo. 

Pierwszy poruszył się Jonas. Podniósł rękę Zoey do ust. 

– Dziękuję, że przyjechałaś – powiedział, spoglądając na nią. – Przy tobie 

czuję się lepiej. 

Skinęła głową, lecz się nie  odezwała. Nie była pewna, czy może zaufać 

głosowi. Pragnęła móc powiedzieć to samo. Ale nie mogła. Była przerażona. Z 

chwilą   znalezienia   się   w   izbie   przyjęć   opadły   ją   potworne   wspomnienia. 

Odczuwała strach i niepokój, tak jak podczas choroby synka. Niosła wtedy na 

rękach jego bezwładne ciałko. Dobrze się stało, że nie oglądała nieprzytomnej 

Juliany. Nie była pewna, czy by to zniosła. 

– Musi cię wiele kosztować – odezwał się Jonas, jakby czytając jej myśli – 

tak siedzieć i czekać na werdykt dotyczący chorego dziecka. – W milczeniu 

skinęła głową. – Najgorsze ze wszystkiego jest poczucie bezsilności – mówił 

cicho,   jakby   do   siebie.   –   Zdawanie   sobie   sprawy   z   tego,   że   twoje   dziecko, 

bezbronna istota, jest w straszliwym niebezpieczeństwie, a ty nie możesz zrobić 

absolutnie nic, żeby ją uratować. Myślisz sobie, że jesteś jedynym człowiekiem, 

który   może   właściwie   zadbać   o   dziecko,   a   potem   nagle   oddajesz   je   w   ręce 

obcych i sam modlisz się o nie i o to, żeby mu pomogli. Czuję się taki bezradny. 

– Teraz wiesz, jak to jest być rodzicem – odezwała się Zoey ze słabym 

uśmiechem. 

Spojrzał na nią uważnie. 

– Przepraszam, że cię w to wpakowałem – powiedział. – Znów przeżywasz 

stres. Ale wiem, że zależy ci na Julianie. A być może... być może zależy ci też i 

na mnie. 

– Myślmy na razie tylko o małej. 

– Dobrze. – Westchnął głęboko. – Kiedy ten koszmar się skończy, wrócimy 

do naszych spraw. 

Dopiero przed świtem zjawił się lekarz Juliany. 

Na   jego   widok   wstali   oboje.   Nadal   trzymali   się   za   ręce.   I   półżywi   ze 

background image

zdenerwowania czekali na słowa doktora Haggarty’ego. 

– Jonasie, masz chore dziecko – zaczaj. – Ale wyzdrowieje. 

Pod Zoey ugięły się nogi. Usiadła. Ledwie słyszała rozmowę obu lekarzy. 

Mówili   coś   o  wirusie,   który   ostatnio   atakował   dorosłych  i   dzieci,   o  niezbyt 

groźnej   infekcji,   której   objawy   wyglądają   przerażająco.   Julianie   podano 

antybiotyki. Opanowano gorączkę, lecz postanowiono ją zatrzymać w szpitalu 

jeszcze   przez   dwadzieścia   cztery   godziny   na   obserwacji.   Doktor   Haggarty 

zaproponował Jonasowi, żeby poszedł do domu i przespał się. 

Weszli na oddział pediatrii. Zobaczyli Julianę. Spała. Wyglądała jak zdrowe 

dziecko. 

I nagle Zoey ogarnęło wielkie szczęście. Poczuła się lepiej niż kiedykolwiek 

w życiu. 

Jonas ziewnął. 

– Musisz jechać do domu, żeby odpocząć – poradziła. 

– Nie zasnę. Jestem za bardzo zmęczony. 

– No to przynajmniej weź w domu prysznic i napij się mocnej kawy. Zmień 

ubranie. Te buty nie mogą być wygodne. 

Jonas spuścił wzrok. Na jednej nodze miał sandał, a na drugiej kamasz. Oba 

lewe buty. 

– Zawiozę cię do domu – zaproponowała. – Nie nadajesz się do siedzenia za 

kierownicą. 

Nie chciał odejść od łóżeczka Juliany. 

– Poradzi sobie bez ciebie przez dwie godziny. Jutro ją sobie zabierzesz. 

– Wiem. 

– No to chodźmy. 

Zoey   zatrzymała   się   przy   recepcji.   Poprosiła   Jeannette,   żeby   przedłużyła 

swój dyżur i została, póki Zoey nie wróci od Jonasa. 

Spał przez całą drogę. Zoey podjechała pod dom. Nie obudził się wcale. 

Wyłączyła silnik, odpięła pas. 

background image

– Jonasie. – Dotknęła jego ramienia. 

– Hmm – mruknął nieprzytomnie. 

– Obudź się. 

– Hmm. 

Musiała pomóc mu wysiąść. Sięgnęła nad nim do drzwi od strony pasażera. 

Poczuła,   jak   ręka   Jonasa   ociera   się   ojej   pierś.   Zoey   popatrzyła   na   niego 

podejrzliwie. Spał

Wysiadła,   obeszła   samochód   i   otworzyła   szerzej   drzwi.   Odpięła   mu   pas 

bezpieczeństwa. 

– Jonasie – powtórzyła. 

– Hmm. 

– Obudź się. 

– Hmm. 

Ściągnęła   go   z   siedzenia.   Objęła   wpół.  To   idiotyczne,   pomyślała.   Żaden 

człowiek nie śpi tak mocno, nawet całkiem wykończony. 

Kopnięciem   zatrzasnęła   drzwiczki.   Z   ciężarem   na   ramieniu   i   plecach 

powlokła   się   do   frontowego   wejścia,   gdzie   napotkała   następną   przeszkodę. 

Drzwi   były   zamknięte.   Musiała   zdobyć   klucz.   Popatrzyła   na   kieszenie   w 

spodniach Jonasa. Trzeba się było do nich dostać. Oparła Jonasa na sobie, jedną 

ręką objęła go w pasie, a drugą wsunęła do przedniej kieszeni jego spodni. 

Przez chwilę wydawało się Zoey, że się zaśmiał. Jak na człowieka, który 

twardo śpi, drgnął zbyt mocno. A kiedy przesunęła palcami po czymś, co z 

pewnością   nie   było   pękiem   kluczy,   wydawało   się   jej,   że   zajęczał.   Kiedy 

wreszcie znalazła klucze i wyciągnęła je z jego kieszeni, uznała, iż musiała się 

przesłyszeć. W gałęziach drzew świstał wiatr. 

Dostali się do domu. Zoey uznała, że nie da rady wtaszczyć Jonasa na piętro, 

do  sypialni.  Zaciągnęła   go  więc  do   salonu   i  wraz   z  nim   opadła  na   kanapę. 

Usiłowała   nie   pamiętać,   że   dokładnie   w   tym   miejscu   rozpoczęła   się   przed 

miesiącem ich seksualna przygoda. Uwalniała się z ramion Jonasa, odsuwała go, 

background image

próbując umieścić śpiącego w pozycji poziomej. Ale im bardziej natężała siły, 

by wyzwolić się spod ciężkiego ciała, tym mocniej na nią napierało. 

– Jonasie – powtórzyła Zoey. 

– Hmm. 

– Puść mnie. 

– Wyzwól się sama. 

Otworzył oko i uśmiechnął się szelmowsko. Zoey wiedziała, że nie spał od 

dawna.   Ale   zamiast   się   rozzłościć,   również   się   roześmiała.   Na   szczęście 

panowała nad sytuacją. Pchnęła Jonasa na kanapę. 

– Oszukiwałeś. Przez cały czas. Już w samochodzie – stwierdziła, wstając. 

Skrzyżowała ręce na piersiach. 

– Aha. – Uśmiechnął się promiennie. Wolałby, żeby Zoey leżała z nim na 

kanapie, a nie stała obok. Przyciągnął ją do siebie, objął w pasie i posadził sobie 

na kolanach. Nie próbowała uciekać. 

– Dziękuję – szepnął. 

– Za co?

– Za to, że odwiozłaś mnie do domu. Za przyjazd do szpitala. Za to, że 

zostałaś ze mną przez całą noc i martwiłaś się o Julianę. 

– Musiałam się zjawić – tłumaczyła. – Gdy usłyszałam, co się stało, od razu 

uznałam, że moje miejsce jest w szpitalu, przy tobie. Sama nie wiem, dlaczego. 

– A ja wiem. 

Podniosła na niego wzrok, lecz Jonas nie kontynuował tematu. 

–   Juliana   nie   ma   pojęcia   –   powiedział   –   jakie   piekło   dziś   przez   nią 

przeżyliśmy. 

– Dzieci nigdy nie zdają sobie z tego sprawy. Kiedyś jej o tym powiesz. 

Pierwszego   wieczoru,   gdy   pójdzie   na   randkę   z   chłopcem,   którego   nie 

aprobujesz, lub przed wyznaczoną przez ciebie godziną policyjną nie wróci do 

domu. 

– Będę chciał wywołać w niej poczucie winy i powiem, że matka i ja... 

background image

Za późno ugryzł się w język. Zoey już odsunęła się od niego. 

– Nie jestem jej matką – sprostowała ostro. 

– Powinnaś nią być. 

Musiał   to   powiedzieć.   Zoey   opuściła   wzrok   i   w   milczeniu   patrzyła   w 

podłogę,   ani   nie   potwierdzając   słów   Jonasa,   ani   nie   zaprzeczając   temu,   co 

usłyszała. Jednym stanowczym ruchem przyciągnął ją do siebie i pocałował. 

Najpierw mimo woli zacisnęła pięści i zesztywniała. Chwilę potem jednak 

odwzajemniła pieszczotę. Przysunęła się bliżej, wsunęła palce we włosy Jonasa, 

przycisnęła   wargi   do   jego   uchylonych   ust   i   obdarzyła   pocałunkiem   tak 

głębokim, że aż sięgającym dna duszy. 

Z   uniesieniem   oddawał   pieszczoty.   Rozpuścił   rude   włosy   Zoey,   tak   że 

opadały jej teraz na plecy, przez głowę ściągnął bluzę i rzucił ją beztrosko na 

podłogę. Los dresu podzieliła po chwili bawełniana koszulka. Jonas aż jęknął z 

zachwytu, kiedy zobaczył, że Zoey nie ma na sobie biustonosza. 

Półnaga, objęła go nogami. Długie włosy opadające jej na ramiona tworzyły 

płaszcz osłaniający nagie ciało. Oddychała nierówno. 

Przez   cały   czas   Jonas   bał   się,   że   Zoey   zaraz   oprzytomnieje   i   ucieknie. 

Schwyci   ubranie   i   w   panice   opuści   dom.   Ona   jednak   popatrzyła   na   niego. 

Dotknęła lekko podbródka i warg. 

– Musimy porozmawiać – powiedziała łagodnym tonem. – Ale będziemy 

mieli na to jeszcze czas. 

Nachyliła się i zaczęła odpinać guziki u koszuli Jonasa. Potem położyła dłoń 

na   jego   piersi   i   wsunęła   palce   w   owłosienie   na   torsie.   Opuszkiem   palców 

przeciągnęła po sutce, a w chwilę potem objęła ją gorącymi wargami. 

Jonas aż jęknął z wrażenia. Tracił oddech. Obydwoma rękoma trzymał Zoey 

w pasie. Przez długi czas nie odrywała warg od jego piersi. Kiedy wsunęła palce 

pod pasek od spodni, zaczął tracić nad sobą kontrolę. 

Po   paru   sekundach   Zoey   oderwała   się   od   Jonasa.   Objęła   dłonią   jego 

męskość. Usiłował leżeć bez ruchu i nie oszaleć. Wiedział, że najmniejszy nawet 

background image

ruch wzmoże pieszczotę. Ostrożnie położył rękę na podbrzuszu Zoey. Wsunął 

palce pod pasek jej spodni. Mimo że chronił ją gruby materiał, silnie odczuwała 

dotyk. Jonas odkrył, że jest podniecona. 

W jednej chwili przyciągnął ją do siebie. 

Piersi Zoey znalazły się w pobliżu jego ust. Lekko uniósł głowę i zaczął je 

całować. Zoey ułożyła się na Jonasie. Opierała się na łokciach. 

Czekała spokojnie, aż skończy ją całować. Nie zamierzał jednak przerwać 

pieszczoty. Językiem i dłonią nadal pieścił jej piersi. Drugą ręką odpiął dżinsy 

Zoey. Zsunęła je z siebie wraz z majteczkami. 

Zaczął się teraz spieszyć. Nie zdejmując ubrania do końca, usiadł, trzymając 

Zoey na kolanach, siedzącą twarzą do niego, i zaczął ją pieścić. Nagle znalazł 

się w niej. Objęła nogami biodra Jonasa. Poddali się odwiecznemu rytmowi 

miłości. 

Jesteśmy   jednością,   pomyślała   Zoey.   Stali   sienią,   kochając   się   po   raz 

pierwszy, i pozostaną na zawsze. 

Chwilę potem Jonas wprowadził ją w świat, w którym jeszcze nigdy nie 

była. Kiedy eksplodował w niej jak grom uderzający w wyschnięte drzewo, a ją 

porwały fale wzburzonego oceanu, straciła wszelkie rozeznanie tego, co dzieje 

się poza nimi. 

Było jej dobrze. Cudownie. Nic już nie tłumiło radości i szczęścia. Pozbyła 

się zimnej pustki w sercu. Oczyściła duszę. W jakiś tajemniczy sposób Jonas 

wygnał z niej wszystkie lęki. Obdarzył miłością. 

– Kocham cię. 

Zoey   zdała   sobie   sprawę   z   tego,   że   wyrzekła   te   słowa,   kiedy   usłyszała 

odpowiedź Jonasa:

–  Też   cię   kocham.   –   Zacieśnił   chwyt   wokół   jej   ramion.   –   Nareszcie   to 

powiedziałaś. 

Uśmiechnęła się lekko. 

–   Nareszcie   nadszedł   czas,   żebym   zrobiła   różne   rzeczy.   Pocałował   ją   w 

background image

czoło. 

– Jakie? – zapytał. 

Zbyt trudno byłoby jej wszystko wyjaśniać, Zoey więc ograniczyła się do 

stwierdzenia:

–   Muszę   odłożyć   przeszłość   do   lamusa   i   zacząć   żyć.   Jonas   westchnął. 

Nadszedł czas, żeby ją zapytać, pomyślał. 

Powinien zrobić to właśnie teraz, kiedy była rozluźniona i radosna. 

–   Czy   w   nowym   życiu   znajdziesz   trochę   miejsca   dla   dwojga?   –   zapytał 

lekkim tonem. 

Ścisnęła go mocno za rękę. 

– Może. Jeśli chodzi tylko o dwoje i jeśli jedno waży mniej niż pięć kilo. 

Uśmiechnął się radośnie. 

– Może jest nas już więcej niż dwoje. Znów o czymś chyba zapomnieliśmy. 

Odwzajemniła uśmiech. 

– Ty może tak, ale ja nie. 

–   A   więc   z   góry   zaplanowałaś   nasze...   spotkanie   i   przedsięwzięłaś 

odpowiednie środki? – zapytał, nie ukrywając rozżalenia. 

Uśmiech na twarzy Zoey stał się jeszcze promienniejszy. 

– Nie miałam pojęcia, że tak skończy się nasze spotkanie. Rozmyślnie nie 

przedsięwzięłam żadnych środków. 

– Chcesz więc mieć następne dziecko – stwierdził spokojnie. 

– Chyba chciałam tego od dawna. Tylko się bałam. Wielu rzeczy. 

– Już się nie boisz?

– Nadal się lękam – odparła. – Zawsze chyba będę się obawiała. Ale nie 

jestem już sama. I samotnie nie będę musiała zwalczać wszystkich obaw. Mam 

rację?

Scałował łzę, która potoczyła się po policzku Zoey. 

– Tak – odparł. – Nigdy już nie będziesz sama. 

– To dobrze. – Odetchnęła z ulgą. 

background image

– Jules i ja będziemy zawsze z tobą. Bez względu na to, co się stanie. 

– Zawsze?

– Zawsze. 

Czy   można   w   to   wierzyć?  W   każdym   razie   ogarnęła   ją   radość.   Pełna   i 

cudowna. Zoey była szczęśliwa. Gdyby nawet jej nowe, szczęśliwe życie miało 

nie trwać długo, i tak było lepsze niż dotychczasowe. 

– Na zawsze, Zoey – z mocą powtórzył Jonas, tak jakby wiedział, o czym 

pomyślała. – Obiecuję. 

To było wszystko, co chciała usłyszeć. 

background image

EPILOG

Tego   dnia,   którego   Zoey   urodziła   bliźniaki,   Leo   i   Lucy,   na   oddziale 

położniczym panował ożywiony ruch. Przez całą noc zdenerwowany Jonas, jak 

każdy   typowy   ojciec,   długimi   krokami   przemierzał   szpitalną   poczekalnię. 

Trzyletnia   Juliana   zadawała   mu   mnóstwo   pytań.   Koniecznie   chciała   się 

dowiedzieć, jak wygląda jej nowe rodzeństwo. 

Do   pokoju   Zoey   wpadała   często   Olivia   podczas   swego   dyżuru.   Po 

skończonej pracy pozostała w poczekalni, gdzie zebrali się Daniel z Simonem i 

dwuletnią   Samanthą   oraz   Sylvie   z   Chase’em   i   małą   Genevieve.   W   ciągu 

krótkiego czasu trzy nierozłączne przyjaciółki stworzyły rodzinę złożoną aż z 

dwunastu osób!

Pod koniec dnia panowie zabrali dzieci na dół do samoobsługowego baru, 

żeby je napoić i nakarmić hot dogami. Panie pozostały na górze. Znajdowały się 

przed salą noworodków i przez szklaną ścianę przyglądały maluchom. W głębi 

serca każda myślała o swoich dzieciach. Mówiły jednak o nowo narodzonych. 

Maleńkim chłopczyku i tyciej dziewczynce, leżących obok siebie w podwójnym 

łóżeczku z napisem: Tatę. Rozpostartymi dłońmi Sylvie oparła się o szybę. 

– Wiele przed nimi – powiedziała. 

– Co masz na myśli? – spytała Zoey. 

– Pomyśl tylko, co je czeka. Mają teraz po dwanaście godzin. Ich życie 

właśnie się zaczyna, a przecież nadejdzie taki moment, kiedy osiągną nasz wiek. 

I wyobraź sobie, co przeżyją do tego czasu. 

Olivia skinęła głową. 

– Wszystko dzieje się zbyt szybko. Aż trudno uwierzyć, że Simon ma już 

pięć lat, a Samantha dwa. A przecież od mojego ślubu z Danielem upłynęło tak 

niewiele czasu... 

– Gennie ma trzy latka – dodała Sylvie. – Też wydaje się to niemożliwe. 

background image

Czasami zresztą rzeczy niemożliwe stają się faktem. 

– Co masz na myśli? – zapytały równocześnie Zoey i Olivia. W oczach 

Sylvie zapłonęły złote iskierki. Za śmiechem oznajmiła:

– Chase i ja spodziewamy się drugiego dziecka. To już czternasty tydzień 

ciąży. 

– Cudownie! – wykrzyknęła Zoey. Wszystkie trzy były zachwycone. Olivia 

serdecznie uściskała siostrę. 

– Ale miałaś przecież problemy. Lekarka twierdziła, że twoje biologiczne 

baterie są na wyczerpaniu. Dlatego zdecydowałaś się mieć dziecko z Chase’em. 

– Okazuje się, że lekarze nie wiedzą wszystkiego – odparła Sylvie. 

Zoey i Olivia wybuchnęły radosnym śmiechem. 

– To dobrze – oświadczyła Zoey. 

– Fakt – podsumowała Olivia. Po chwili dodała: – Miałam jeszcze nic na 

razie nie mówić, ale skoro Sylvie się przyznała, mogę zrobić to samo. Jestem w 

ciąży. Rodzę za osiem miesięcy. 

– Żartujesz! – wykrzyknęła Sylvie. 

– Mówię poważnie. 

– Och, to wspaniale – entuzjazmowała się siostra Olivii. – Niemowlaki będą 

pojawiały się jak grzyby po deszczu. Kto by pomyślał dziesięć lat temu, że 

nasza trójka da życie aż tylu nowym obywatelom ziemskiego globu. 

–   Światowa   Organizacja   Zdrowia   zacznie   zasypywać   nas   paskudnymi 

listami, oskarżając o przeludnianie planety. 

–   A   niech   sobie   protestują,   nie   przejmujcie   się.   –   Olivia   machnęła 

lekceważąco   ręką.   –   Nasze   dzieci   są   tak   bystre,   że   kiedy   urosną,   rozwiążą 

wszystkie światowe problemy. 

– Mów za siebie – mruknęła Sylvie. – Los moich dzieci jest już przesądzony. 

Będą wichrzycielami. Tak zdecydowałam. 

–  Wichrzycielami   i   saksofonistami   –   dorzucił   Chase,   stając   za   żoną.   Na 

ramieniu   trzymał   Genevieve.   Malutka   wyciągnęła   rączki   do   matki.   Sylvie 

background image

wzięła ją w objęcia. 

– Tylko spójrzcie na te palce – dodał, dotykając drobniutkiej rączki. – To 

dłonie muzyka. 

– Pianistki – uściśliła Sylvie. Chase potrząsnął głową. 

– Nie. Saksofonistki tenorowej. Zapamiętaj dobrze moje słowa. 

– Mój syn zostanie stolarzem, podobnie jak jego ojciec – oświadczył Daniel. 

Za jedną rękę ściskał go Simon, drugą trzymała malutka Samantha. – A Sam? 

Nie wiem jeszcze, kim ona będzie. Już teraz wiadomo, że ma artystyczną duszę. 

Pewnie zostanie poetką. 

–   Będzie   pisała   teksty   do   piosenek   komponowanych   przez   Gennie   – 

prorokował Chase. 

– A co z Jules oraz Lucy i Leo? – zapytała Zoey Jonasa, kiedy z Juliana 

dołączył do reszty. – Pozostali ojcowie już zaplanowali przyszłość swych dzieci. 

A ty?

Jonas popatrzył najpierw na malutką dziewczynkę, która trzymała  się go 

kurczowo, a potem – przez szybę – na śpiące spokojnie niemowlęta. 

– Zostaną, kim zechcą – odparł. – Nigdy nie sądziłem, że uda mi się mieć tak 

wspaniałą rodzinę. Jestem gotów na wszystko, co się stanie. 

Zoey z aprobatą skinęła głową. 

– Dobrze powiedziane – pochwaliła męża. 

– Byłoby jednak miło mieć drugiego lekarza w rodzinie. 

Lub prawnika. A nawet hydraulika. Nigdy nie można ich znaleźć, gdy są 

potrzebni. Zoey roześmiała się lekko. 

–   Niech   będą,   kim   zechcą.   Pod   warunkiem,   że   nie   przystaną   do 

republikanów. 

Jonas podszedł bliżej i stanął obok żony. Był zachwycony, że stał się ojcem 

bliźniaków.   Nigdy   z   pewnością   już   nie   powtórzy   się   taki   moment   pełnego 

szczęścia, jak ten, który przeżywali oboje z Zoey zaraz po urodzeniu się obojga 

dzieci. Spojrzał na Julianę. Z przechyloną na bok główką krytycznym okiem 

background image

przyglądała się braciszkowi i siostrzyczce. 

Popatrzył na Lucy i Leo. Przeniósł wzrok na Zoey. Nikt na świecie, uznał, 

nie jest tak szczęśliwy, jak on. 

– Wykonałaś dobrą robotę – szepnął żonie do ucha, ściskając jej rękę. 

–   Wykonaliśmy   dobrą   robotę   –   poprawiła   go   z   uśmiechem.   Pocałowała 

Jonasa   w   policzek.   Oparła   się   na   jego   ramieniu.   Była   wyczerpana,   ale 

bezgranicznie szczęśliwa. I nadal zaskoczona tym, co się stało. 

–   Och,   Zoey   –   odezwała   się   Olivia,   przyciskając   twarz   do   szyby   i 

przyglądając   się   bliźniakom.   –   Nie   masz   pojęcia,   jak   te   maleństwa   zmienią 

twoje   życie.   Poznałaś   Jules,   gdy   miała   już   ponad   trzy   miesiące.   Nie   wiesz 

jeszcze, jak to cudownie mieć w domu takie dopiero co urodzone berbecie. 

Zoey uśmiechnęła się, przypominając sobie innego berbecia, którego znała 

przed laty. Popatrzyła na bliźniaki leżące za szybą. Było jej smutno, a zarazem 

radośnie. 

– Sądzę, Livy, że potrafię to sobie wyobrazić – odparła miękkim głosem. – I 

myślę, że razem będzie nam dobrze. – Ścisnęła Jonasa za rękę. – Wszystkim. 

Całej rodzinie. 


Document Outline