background image

 

- 1 -

 

 

Autor: 

cullen.bella 

background image

 

- 2 -

Spis treści: 

 

Rozdział 1            3 
Rozdział 2            7 
Rozdział 3            11 
Rozdział 4            15 
Rozdział 5            20 
Rozdział 6            23 
Rozdział 7            26 
Rozdział 8            29 
Rozdział 9            35 
Rozdział 10            40 

 
 
 

background image

 

- 3 -

 
 
Rozdział 1 

Renesmee. 

- Wszystkiego najlepszego Nessi – powiedziała mama, gdy 
weszłam do kuchni w naszym kamiennym domku. 
- Dziękuję. – Przytuliłam ją. – A gdzie tatuś? 
- Zaraz przyjdzie. 
Ledwo zdążyłam zjeść moje śniadanie, zwierzęcą krew, a tata 
był w domu z całą rodziną. 
- Sto lat kochanie – Zawołali wszyscy. 
- To, co Nessi, dzisiaj kończysz 16 lat? – Zapytał mój ulubiony 
wujek Emmett. 
- Teoretycznie – Zaśmiałam się. Praktycznie rzecz biorąc 
miałam 6 lat. 
- Tak, teoretycznie. – Odpowiedział wujek Em. 
- Kochanie, przyjedzie dzisiaj dziadek Charcie... Wiesz, że 
masz być grzeczna? – Zapytał tata. 
- Tato... mam 16 lat... Mogę ci coś przypomnieć? 
Tata skinął głową na znak, że się zgadza. Podeszłam do niego i 
przyłożyłam mu rękę do policzka. 
- Oh. No dobrze. Przepraszam. – Pocałował mnie we włosy 
tatuś. 
- Co ci pokazała? – Zapytała jak zwykle ciekawska ciocia Alice. 
- Jak była malutka i jak miał przyjechać Charlie i co 5 minut jej 
mówiłem, że ma być grzeczna. 
Cała rodzina się zaśmiała. 
Dziadek Charlie, mimo, iż minęło już 6 lat, nie chciał znać o nas 

background image

 

- 4 -

prawdy. My mu nic nie mówiliśmy, mógł się tylko domyślić... 
„A gdzie prezenty” 
Zapytałam taty, wykorzystując przy tym, jego dar czytania w 
myślach. 
Tata się zaśmiał, ale nie udzielił mi odpowiedzi na pytanie. 
„Nie macie?” 
- Mamy – tym razem tata odpowiedział. 
„No i?” 
- Już, już nerwusie. Esme myślę, że już czas. 
Babcia podała mi małe pudełeczko. W środku był malutki 
medalik wraz z łańcuszkiem i kluczyki. Najpierw wzięłam 
medalion. Było to złote serduszko. Piękne. 
- Odwróć je – Podpowiedział dziadek Carlisle. 
Z tyłu było napisane „Cullen”. 
- Jej, dziękuję. Babciu to jest śliczne. – Rzuciłam jej się na 
szyję. 
- Cieszę się, że ci się podoba. To serduszko dostałam od 
Carlisle na nasze zaręczyny. Postanowiłam je ci ofiarować. 
- Dziękuję. 
- Chodź Renesmee – Powiedział dziadek. – Teraz prezent ode 
mnie. 
Wyszliśmy na pole. Stał tam piękny żółty kabriolet. Domyśliłam 
się, że do tego były kluczki. 
- Łał. Dziękuję. Skąd go wytrzasnęliście? – Zapytałam, bo 
wiedziałam, że takie auta nie jeżdżą jeszcze po ulicach. 
- To nasza słodka tajemnica. – Uśmiechnął się dziadek. 
Weszliśmy do domu. Następny prezent był od cioci Alice i cioci 
Rosalie. 
- Zrobiliśmy mały remanent z twoimi ciuchami. Najnowsze 
trendy. Same robiłyśmy. Alice miała wizję, że będą one modne 
za jakiś tydzień. Wtedy odbędzie się pokaz mody, właśnie z 
takimi ciuchami. A do tego małe przemeblowanie pokoju. – 
Powiedziała ciocia Rose. 
Pobiegłam na górę do mojego pokoju. „Małe przemeblowanie?” 
Pomyślałam. Z mojego skromnego pokoju zrobiły pokój 
księżniczki. Łóżko zmieściłoby teraz całą naszą rodzinę. Do 
tego nowa plazma, laptop, wieża, itp. 
Przemalowały pokój na żółty. To mój ulubiony kolor. Stąd 

background image

 

- 5 -

właśnie kolor auta i pokoju. 
- Kiedy wy...? – Chciałam zapytać kiedy to zrobiły, ale Alice mi 
przerwała. 
- Jak Carlisle pokazywał ci auto. Podoba ci się? 
- To jest najśliczniejszy pokój pod słońcem. – Wykrzyknęłam i 
od razu znalazłam się w ramionach cioć. 
- Dziękuję, dziękuję, dziękuję! 
- Nie ma, za co skarbie. – Powiedziały razem. – Ale nie 
zajrzałaś do garderoby. 
Pobiegłam więc tam. Weszłam i... Wszystko nowe, wszystko 
inne, wszystko śliczne. 
One wiedziały, że ja kocham modę. Akurat tej cechy nie mam 
po mamie. Chyba odziedziczyłam ją po ciociach. 
- Dziękuje. Jesteście najlepszymi ciociami pod słońcem. 
Zeszłyśmy na dół. Przypuszczałam, że teraz kolej na Emmetta i 
Jaspera. Nie myliłam się. 
- Jako, że masz auto, a nie masz prawa jazdy to właśnie ono 
jest twoim pierwszym prezentem. Wiesz, że mam znajomości 
nie? – Powiedział wujek Jazz. 
- A drugim... Hm... to jest dość nietypowy prezent. W sumie 
dotyczy on całej waszej trójki. Jedziecie na Wyspę Esme. 
„Gdzie? Tato to było tam?” – Zapytałam „po cichu” tatę. 
- Tak. – Odpowiedział krótko. 
- To suuperrr! Dziękuję wam. – I tym razem znalazłam się w 
ramionach wujków. O mały włos, a przewrócilibyśmy się 
wszyscy na podłogę. 
- Mała, ty uważaj. – Śmiał się wujek Emmett. – Jak się z czegoś 
ucieszysz to masz więcej siły niż ja i Jasper. 
Cała rodzina zaczęła się śmiać. 
Gdy po chwili się uspokoiliśmy, rodzice postanowili wręczyć mi 
prezent. 
- Nessi, kochanie, wiesz, że bardzo cię kochamy, prawda? – 
Zaczęła mama. – Dlatego stworzyliśmy z tatą ten album. 
- Jesteś tu przede wszystkim ty skarbie, ale są też zdjęcia z 
przed ślubu i z przed twoich narodzin. – Dokończył tata. 
Wzięłam od nich album i zaczęłam przeglądać. Zdjęcia były 
super. Moją szczególną uwagę, przykuło jedno zdjęcie. Byli tam 
Mama i tata. Mama ubrana była w niebieską sukienkę i 

background image

 

- 6 -

kremowy sweterek, a tata w garnitur. Przechodzili przez jakąś 
„bramę”. Byli bardzo uśmiechnięci. Ale nie to przykuło tak moją 
uwagę... 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

- 7 -

Rozdział 2 

Edward. 

Nessi długo patrzyła na zdjęcia z Balu Absolwentów. Miałem 
nadzieję, że nie zada tego pytania. Ale znając moje dziecko, nic 
nie mogło uciec jej uwadze. A ja tak bardzo nie chciałem, żeby 
to pytanie padło. Byłem na 100% pewny, że będzie on brzmieć 
tak: „A dlaczego mama ma tu taką nogę?” 
„Edward, powiemy jej, że spadła ze schodów. Nie ma sensu jej 
teraz o tym mówić. To są jej urodziny, nie będziemy psuć jej 
nastroju.” Pomyślała Esme. Jednak ja postanowiłem, co innego. 
Zaprzeczyłem ruchem głowy, że się nie zgadzam. 
„Edward” – Bella odsunęła swoją tarczę, więc mogłem słyszeć 
jej myśli – „Edward, powiemy jej prawdę. Daliśmy jej ten album, 
razem z tym zdjęciem. To do czegoś zobowiązuje.” 
Popatrzyłem na nią i kiwnąłem głową. Pozostało tylko czekać. 
- Mamo, a co ci się tu stało? – Usłyszałem słodki głosik, 
Renesmee. 
Szybko popatrzyłem, na miny innych. Widziałem, że powróciły 
złe wspomnienia. 
„Kurde, jeszcze teraz jak bym spotkał Jamsa to bym go...” 
Usłyszałem rozmyślenia Emmetta. 
- Em. Przestań. To już przeszłość. – Uspokoiłem go. 
„Edward, ale to, co zrobił Belli. Przecież to...” – Znowu mu 
przerwałem. 
- Jasper. – Wystarczyło tylko jedno słowo, a mój brat od razu 
wiedział, co ma zrobić. 
Myśli Emmetta się uspokoiły, tak jak cała nasza rodzina. 
- Mamo? – Nessi była zniecierpliwiona. 
- Kochanie... Ja dokładnie nie pamiętam. Byłam jeszcze 
człowiekiem... Tata może ci opowie. 
- Tato? 
- Na pewno chcesz wiedzieć? – Zapytałem ją? 

background image

 

- 8 -

„Tak tato!” – Usłyszałem jej myśli. 
- Ale to nie jest wesoła historia. – Mimo, że chciałem, żeby 
Renesmee znała prawdę, bałem się jej to powiedzieć. 
„Jestem na to przygotowana” 
- No, więc ci to opowiemy. Razem z całą rodziną i mamą 
mieliśmy zagrać baseball... 
- Mamo ty grałaś? 
- Nie przerywaj mi Nessi. 
„Przepraszam” – Pomyślała. 
- Nic się nie stało. No, więc jak już wiesz mieliśmy grać w ten 
baseball. Mama nie grała, tylko sędziowała razem z Esme. W 
pewnym momencie przyszli do nas inne wampiry te, które żywią 
się ludzką krwią. Jeden z nich, Jamek, był tropicielem i miał 
bardzo wyczulony węch na ludzi. A musisz wiedzieć, że twoja 
mama pachniała bardzo kusząco... 
- Edward – Skarciła mnie Bella. 
- Więc ten James wyczuł, że Bella jest człowiekiem. Ale my 
stanęliśmy w jej obronie. Wyczytałem z myśli Jamsa, że on 
dorwie Bellę. Postanowiliśmy, że najlepiej będzie jak twoja 
mama wyjedzie. Ale nie chcieliśmy zostawiać jej na pastwę 
losu, więc razem z Bellą pojechał Jasper i Alice. Wyjechali do 
Phoenix. Rosalie i Esme ubrały ciuchy mamy i pobiegliśmy w 
całkiem innym kierunku niż pojechali mama, Jasper i Alice. 
Jednak mimo tego, że na początku James się na to nabrał w 
końcu zrozumiał, że robimy go w konia i zawrócił. Pojechał do 
Phoenix. Tam spotkał się z mamą w sali baletowej. Zaczął ją 
kopać, a wiesz, że wampiry kopią mocno, a mamusia była 
bardzo krucha. Więc, kopał ją po cały ciele i przy okazji złamał 
jej nogę. Jednak zanim ją zabił, my zdążyliśmy na czas. Ja na 
moje nieszczęście musiałem, wyssać jad z ręki twojej mamy, bo 
James niestety ją ugryzł. A reszta rodziny go zabiła. I właśnie 
stąd twoja mama ma taką nogę, na tym zdjęciu. 
- Jak się zabija wampiry? 
- To już może opowie ci wujek Jasper i Emmett. Oni zawsze są 
do tego chętni. 
„Wyszliśmy na morderców” – Zaśmiał się w myślach Jazz. 
- No opowiecie mi? – Zapytała swym uroczym głosikiem Nessi. 
- Pewnie mała. Chodź do wujka na kolano wszystko ci 

background image

 

- 9 -

powiemy. – Mimo tego, iż Jasper w myślach określał się 
mordercą był bardzo chętny do opowiedzenia Nessi historyjki o 
zabijaniu wampirów. 
Renesmee usiadła na kolanach Jazz`a i słuchała. Widziałem, 
jak w myślach wyobrażała sobie łamanie kości i palenie na 
stosie. Było to bardzo realistyczne. Tak jakby już doświadczyła 
tego widoku. 
- Dlaczego nigdy wcześniej mi nie powiedzieliście, że ktoś 
chciał zabić mame? 
- Kochanie, jesteś jeszcze taka młoda. A te informacje nie są ci 
do szczęścia potrzebne. – Powiedział Carlisle. 
- Ale to są historie rodzinne. – Odpowiedziała Renesmee. 
- Tak, ale przykre. – Próbowała ratować sytuację Esme. 
- Z wami się nie da gadać... 
- Nessi proszę cię. Mieliśmy zamiar ci powiedzieć. Przecież 
gdyby było inaczej nie dalibyśmy tam tego zdjęcia. – 
Tłumaczyła Bella. 
- Przepraszam. – Powiedziała Nessi, a potem podeszła do 
każdego i przytuliła go, dziękując raz jeszcze za prezenty. 
- A kiedy przyjedzie dziadek Charlie? 
- Dopiero za 2 godziny. – Odpowiedziałem jej. 
- To jeszcze długo. Moglibyśmy w tym czasie na coś 
zapolować? Zgłodniałam z nadmiaru emocji. 
- W lodówce mamy zapas zwierzęcej krwi, chcesz? – Zapytała 
Alice. 
- Ale ja tak dawno na nic nie polowałam. 
„Tatusiu proszę”. I jak ja mogłem odmówić tej wspaniałej 
osóbce. 
- No dobrze chodź. 
Na polowanie poszliśmy ja, Bella i Nessi. My z Bellą byliśmy 
najedzeni, ale mimo wszystko postanowiliśmy na coś 
zapolować. Ja wybrałem pumę, a Renesmee z Bellą wielkiego 
łosia. Po godzinie Nessi powiedziała, że jest już najedzona, i że 
możemy wracać do domu. Weszliśmy do naszego kamiennego 
domu i zauważyliśmy, że na stoliku leży kartka. 
„Charlie dzwonił, że przyjedzie pół godziny przed czasem. 
Przyjmiemy go w naszym domu.” 
Poznałem, że pisała to Esme. Powiedziałem dziewczyną, że 

background image

 

- 10 -

mają 15 minut na ewentualne przebranie się. Tak jak 
przypuszczałem Bella stwierdziła, że się nie przebiera, ale 
nasza mała gwiazdka popędziła do swojego pokoju. Po chwili 
była gotowa. Wyglądała ślicznie. Ubrana była w niebieską 
sukienkę, przypuszczałem czemu taką wybrała, aby zrobić nam 
na złość, że tak późno powiedzieliśmy jej o tym co spotkało 
Bellę. 
- Wcielenie diabła z tej naszej córki – Powiedziałem szeptem do 
Belli. 
- Zgadzam się. A i wiesz, co? Tą cechę akurat odziedziczyła po 
tatusiu. – Uśmiechnęła się do mnie moja żona. 
„Jak wyglądam?” Zapytała mnie w myślach córka. 
- Wyśmienicie. Specjalnie to ubrałaś? 
„Tak jakby...” 
Uśmiechnąłem się do niej i ruszyliśmy. 

 
 
 
 
 

background image

 

- 11 -

Rozdział 3 

Renesmee. 

Tak, zrobiłam im to na złość. Specjalnie ubrałam podobną 
sukienkę, do tej, w której mama była na Balu Absolwentów. 
Do tego prawie identyczny kremowy sweterek. Popatrzyłam w 
lustro... Byłam prawie taka sama jak mama... Czyli mój cel 
osiągnięty. 
Pierwsza wbiegłam do domu reszty rodziny. 
- Cześć wszystkim. – Powiedziałam z uśmiechem. 
- E... Hej Nessi. – Jedyną osobą, która mi odpowiedziała była 
ciocia, Rosalie. 
- Co wy się tak patrzycie? – Zapytałam resztę. 
- Bo... wyglądasz tak jak Bella, znaczy twoja mama, na Balu. – 
Wyjaśnił mi Emmett. 
- Tak, wiem. 
- Czemu się tak ubrałaś? – Zapytał dziadek. 
- Żeby wam było głupio, że nie powiedzieliście mi prawdy o 
mamie! – Krzyknęłam i pobiegłam do dawnego pokoju taty. 
Można powiedzieć, że to mój azyl. Zawsze jak się czymś 
zdenerwuję, biegnę właśnie do tego pokoju. Nie wiem, czemu 
go tak lubię. Może, dlatego, że są tu zdjęcia mamy i taty? 
Najbardziej podobają mi się te ze ślubu. Są tacy szczęśliwi. 
Wiem, że byli by jeszcze szczęśliwsi gdyby mnie nie było... 
- Renesmee...! – Zawołał tata, głosem, którego nienawidziłam. 
Głosem, który nie lubił sprzeciwu. 
Poszłam na dół. Nie wiedziałam o co chodzi. 
- Tak tato? – Zapytałam niepewnie. 
- Proszę, powiedz na głos to, co przed chwilką myślałaś. 
- A co ja myślałam? – Naprawdę nie wiedziałam. 
- Nie udawaj. Renesmee jak ty możesz tak myśleć? Przecież 
wiesz... 
„Tato chodzi ci o mnie? Znaczy, że jak by mnie nie było?” 

background image

 

- 12 -

- Tak właśnie o to. Powiedz to na głos. 
- Ale po co tato? – Nie chciałam tego mówić... 
- Renesmee, mów to! W tym momencie! – Krzyknął tata. 
- Edward... – Powiedziała mama. 
- Bella, ja muszę. Ona to musi powiedzieć. Wy nie wiecie co 
ona myślała. Renesmee już! 
- No, bo... Ja... Ja myślę, że rodzice i wy bylibyście 
szczęśliwsi... gdyby mnie nie było. – W końcu to z siebie 
wydusiłam. 
- Nessi, co ty gadasz? Przecież, wiesz, że ty odmieniłaś nasze 
życie na lepsze. – Babcia zawsze tak ładnie dobierała słowa. 
- Tak, ale gdyby nie ja... Mama by tak nie cierpiała. Tata nie 
musiałby jej zamieniać w wampira, bo wiem jak bardzo tego nie 
chciał, a przede wszystkim nie było by tej całej afery z Volturimi. 
I ta cała Irina nadal by żyła... – Dokończyła. 
- Posłuchaj skarbie – Zaczął tata. – To co mówiłaś o mamie to 
w połowie prawda. Tak, nie chciałem jej zamieniać, ale wiem, 
że nawet bez twojej pomocy bym ją zamienił. 
- Edwardzie, ty teraz prawdę mówisz? – Zapytała mama. 
- Tak, Bello. Nie chciałem ci nic wtedy mówić, ale miałem plany, 
że po podróży poślubnej... W niedalekiej przyszłości... Nigdy nic 
nie mówiłem, bo na świecie pojawiła się Nessi. Najpiękniejszy 
prezent od losu. I nie wiem jak możesz myśleć, że lepiej by było 
jak byś się nie urodziła. Zresztą popatrz... Kto jest za tym, że 
Renesmee uszczęśliwiła nas, ręka do góry. 
Wszyscy podnieśli ręce. Wujek Emmett nawet dwie. 
- No dobra, fajnie. Ale to przeze mnie mama mogła umrzeć. 
- Posłuchaj, kochanie. Większe niebezpieczeństwo stanowiłem 
dla mamy ja niż ty. 
- Dlaczego? 
- Gdy mama była już z tobą w ciąży, był przy niej dziadek 
Carlisle. A gdy ja byłem z mamą na Wyspie Esme nie było tam 
nikogo. Tylko ja i ona. Rozumiesz? 
- Właśnie nie. Bo przecież, jakie ty stanowiłeś 
niebezpieczeństwo? 
- Nessi, nie będę ci tego tłumaczył tak bardzo szczegółowo, bo 
na to jesteś za młoda. – I wszyscy zaczęliśmy się śmiać. 
Zrozumiałam, już w jakich sytuacjach tata stanowił zagrożenie 

background image

 

- 13 -

dla mamy. Tak mi się wydawało przynajmniej. Moim jedynym 
logicznym wytłumaczeniem był sex. – Pomyśl, co może zrobić 
wampir gdy jest blisko człowieka, którego zapach działa na 
niego jak... Narkotyk. Może go zabić. A twoja mama jest 
masochistką i zapragnęła się ze mną kochać... Zgodziłem się, 
ale potem bardzo tego żałowałem. Na szczęście mamie nic się 
nie stało. No... Oprócz siniaków na rękach... Ale łóżko i 
poduszki, były do wywalenia. Następnym razem poszło lepiej. 
Potargałem tylko piękną koszulkę nocną... 
- Tą koszulkę, którą Bella rzekomo zgubiła, Edwardzie? – 
Odezwała się ciocia Alice. 
- Tak, Alice, właśnie tą... Piękną czarną... Ahh... Edward akurat 
ją musiał zniszczyć. – Powiedziała mama. 
- Czemu powiedzieliście, że ją zgubiłaś? – Dopytywała się 
ciocia. 
- Siostrzyczko, ty nie nawiedzisz jak się niszczy stare, nie 
modne ubranie, a ta koszulka było piękna... Musiałem coś 
wymyślić, żebyś nie była zła. – Wytłumaczył się tata. – A tobie 
Renesmee jeszcze raz powtarzam, że ty nie byłaś dużym 
niebezpieczeństwem dla mamy. 
- Dobrze, przepraszam was. 
- Wybaczamy ci, pod jednym warunkiem – Powiedział Em. – Od 
6 lat, obiecujesz mi, że pójdziesz ze mną na polowanie. I co? I 
na obietnicach moja droga się skończyło. Więc, mój warunek... 
Idziemy razem na polowanie, ok.? 
- No dobrze. 
Nagle usłyszeliśmy, że auto wjeżdża na naszą drogę. 
- Charlie. – Powiedzieliśmy wszyscy razem. 
Po minucie zobaczyliśmy, jak dziadek wysiada z samochodu. 
Wybiegłam z domu, żeby go przywitać. 
- Dziadku...! – Zawołałam i rzuciłam mu się w ramiona. 
- Nessi, kochanie. 
- Chodź wejdziemy do środka. – Pociągnęłam dziadka za rękę. 
- Witaj Charlie – Powiedzieli wszyscy, gdy weszliśmy. 
- Cześć wszystkim. – Odpowiedział dziadek. 
- Tato, zjesz tortu? – Zapytała mama. 
- Z chęcią córeczko. 
Po zjedzeniu tortu dziadek wręczył mi prezent. 

background image

 

- 14 -

Byłam zachwycona. Dostałam bransoletkę. Śliczną. Dziadek 
powiedział, że miał ją dać Belli, gdy wróciła do Forks z Phoenix. 
Teraz już wiedziałam, co się tam stało... Podziękowałam 
dziadkowi z całego serca. Byłam taka szczęśliwa. Teraz byłam 
pewna na 100%, że oni są ze mną szczęśliwi, że mnie 
kochają... Nie wiem jak mogłam w to wątpić. Tata usłyszał moje 
myśli, podszedł do mnie wziął na ręce, szepnął do ucha: 
- Tak ma być. 
I zaczął podrzucać i śpiewać jeszcze raz „Sto lat...”. 
Dołączyli się wszyscy. Gdy tata stwierdził, że „bolą” go ręce (to 
wszystko dla Charliego, zachowujemy się jak ludzie) wujek 
Emmett. Następnie wujek Jasper. I na tym się skończyło... 
Dziadek posiedział u nas z 2 godziny, po czym powiedział, że 
jedzie do Billy`ego. 
- Dziadku, a możesz powiedzieć Jake`owi, żeby do mnie 
przyjechał? Tylko bez żadnych prezentów. 
- Dobrze słoneczko. 
Dziadek pojechał, a za pół godziny wyczułam woń wilka. 
Wyskoczyłam z domu i pobiegłam do lasu. 
- Jake, Jake! – Krzyczałam, gdy go ujrzałam. 
- Nessi, wszystkiego najlepszego. Niestety nie mam prezentu... 
Przepraszam. 
- Nic się nie stało. To było moje marzenie, nie dostać już dzisiaj 
prezentów. – Zaśmiałam się. 
- No to dobrze. 
Weszliśmy do domu, Jacob zjadł tort. I nagle... 
- Poczekacie na chwilę? – Zapytał Jake. 
- Jasne. – Odpowiedziałam za wszystkich. 
Gdy Jacob wyszedł, podeszłam do taty i zapytałam się go: 
- Tato, kto to przyszedł? 
Odpowiedziała mi cisza... 

 

background image

 

- 15 -

Rozdział 4 

Renesmee. 

Nagle zza drzew wyłonił się wilk i Jacob. 
- Leah. – Powiedziała mama. 
Dobrze wiedziałam, kim jest Leah. Nienawidzi naszej rodziny. 
Pamiętam, jakie robiła awantury Jake`owi, gdy Volturi już nam 
nie zagrażali, a on dalej u nas przebywał. 
Minęło już 6 lat, a ona i nasza rodzina dalej się nie lubiły. 
Czułam, że największą niechęcią pała do mnie, zresztą tak jak 
ja do niej. To było jedyne pocieszenie. Jacob jest mój. Jest 
nasz... Mój i mojej rodziny. Tak się cieszyłam, gdy tatuś i Jake 
się pogodzili, a teraz...? Czułam, że stanie się coś niedobrego... 
Czułam, że Leah chcę nas z Jacob`em skłócić. Wiedziałam, że 
nikt by tego nie chciał. Nikt oprócz tej małej wrednej istoty... 
- Alice stanie się coś złego? – Tata zapytał się za mnie. Musiał 
czytać w moich myślach. 
Ciocia zapadła w „trans”. Miała wizję. Jej mina wykrzywiła się... 
- Nie Edwardzie, nie... 
Czułam, że ona kłamie. Dlaczego to ukrywała. 
Usłyszałam szept mamy. 
- Edward... 
Tata pokręcił głową. 
Miał skupioną minę, więc przypuszczałam, że czyta komuś w 
myślach. Nie wiedziałam tylko komu. 
„Tato, popatrz na mnie” – Pomyślałam. 
Nie zrobił tego. Zacisnął zęby. 
„Tato, popatrz na mnie” – Znowu powtórzyłam w myślach moje 
polecenie. 
Żadnej reakcji. 
Podbiegłam do mamy i się do niej przytuliłam. Rozpłakałam 
się... 
- Nie płacz kochanie. – Pocieszała mnie. 

background image

 

- 16 -

Wyjrzałam przez okno. Jacob zamienił się w wilka i warczał na 
Leah. 
- Mamusiu, dlaczego wy kłamiecie? Dlaczego ciocia 
powiedziała, że nic się nie stanie jak ja czuję, że ona kłamie. 
- Renesmee ja nic nie wiem. Ale myślę, że Alice by nas nie 
okłamała. – Mama próbowała na siłę mnie pocieszyć. 
Słyszałam, że ona też do końca nie wierzy w to, co mówiła, 
przecież już raz ciocia Alice nas okłamała. Przed konfliktem z 
Volturimi... 
- Renesmee zapomni o tym. – Powiedział tata. Ale dalej na 
mnie nie popatrzył. Jednego byłam pewna. Czyta w myślach 
kogoś zebranego w pokoju. Inaczej nie wyłapał by tej mojej 
cichej myśli. 
„Tato... Popatrz na mnie, proszę!” Zagrzmiały moje myśli. 
Dalej nic. Żadnej reakcji. 
Wkurzyłam się... 
„Chodzi o mnie? Mnie ciocia Alice widziała w swojej wizji?” 
Tata nie odpowiedział. Byłam pewna na 99%, że chodziło o 
mnie. Wybiegłam z domu... 
- Renesmee! – Zawołał za mną. 
Byłam w połowie drogi między domem a Jacob`em i tą małą 
wiedźmą, ale zapomniałam o jednym małym szczególe. Tata 
jest najszybszy z naszej rodziny... 
- Tato ja tam muszę iść. Leah chodzi o mnie tak? Coś złego się 
stanie, ale to będzie dotyczyło mnie, prawda? – Dopytywałam 
się, chociaż odpowiedz była jasna... 
- Chodź w domu ci wyjaśnię. 
- Obiecujesz? 
- Tak. 
Weszliśmy do domu. Tata usiadł na sofie, ale nic nie mówił. 
- Tato, obiecałeś! – Wrzeszczałam. 
- Ja ci powiem. – Chętną do wyjawienia mi prawdy okazała się 
ciocia Alice. 
Popatrzyłam na nią wyczekująco. 
- Po pierwsze wiesz, że nie widzę dobrze wilkołaków. Ale w 
całej tej „akcji” brałaś udział ty, więc można powiedzieć, że był 
to wyraźny obraz... 
- Powiesz mi wreszcie, co widziałaś? 

background image

 

- 17 -

- Tak, tak, oczywiście... Byłaś tam ty i ona. Ty nieświadoma jej 
zamiarów, taka bezbronna... Ona w postaci wilka. Warczała na 
ciebie. Kazałaś jej zamienić się w człowieka, wykonała twojej 
polecenia. Rozmawiałyście... 
- O czym? – Przerwałam jej. 
- Nie widziałam dobrze, ale wydaje mi się, że o Jake`u... 
Usłyszałam jedynie jedno twoje zdania bardzo wyraźnie... 
- Jak ono brzmiało? – Znowu jej przerwałam. 
- „On jest tylko mój. Pogódź się z tym. Nie rozumiesz, że on 
mnie kocha? Że sobie mnie wpoił? Nie obchodzi mnie to, że ty 
czujesz do niego to, co on do mnie. Ja ci go nie oddam i tyle!” 
Leah się zdenerwowała, stała za blisko ciebie... A ty zamiast 
uciekać stałaś i się patrzyłaś. Nessi nigdy nie widziałaś jak wilki 
zamieniają się gdy są za bardzo zdenerwowane? 
- Mama mi opowiadała raz o Paul`u, ale ja sama nie widziałam. 
- Aha. Ale kończąc... Stałaś zbyt blisko, ona się zamieniła i 
skoczyła na ciebie... Nie zabiła cię, bo tego na szczęście nie da 
się zrobić, ale ciężko raniła. Ochronił cię jedynie fakt, że jesteś 
pół człowiekiem, pół wampirem. 
- No to jak nie da się mnie zabić, to o co się boicie? 
- Chodzi nam o to, że masz też cechy ludzkie... My nie 
odnosimy żadnych ran, ty tak. W wizji widziałam, że leżałaś pół 
roku nie przytomna... 
- Aha. Ale przecież ona i tak będzie chciała ze mną 
rozmawiać... A teraz już wiem, żeby jej nie denerwować. Więc 
mogę do niej iść? 
- Nie ma mowy! – Zagrzmiał tata. 
- Ale dlaczego? 
- Bo nie. 
Yhy. Super no. 
- Edwardzie, ja myślę, że ona powinna z nią porozmawiać. – 
Powiedziała mama. 
- Nie ma szans, Bello. 
- Pamiętasz, jak byłam człowiekiem i jaka byłam uparta? Nie 
raz zagrażałam swojemu życiu. A Nessi jest wampirem. Nie 
umrze... 
- No właśnie... Tato proszę... 
- Nie ma mowy! 

background image

 

- 18 -

- Mama mi pozwoliła! – Byłam wściekła. 
- Ale ja ci nie pozwalam. 
- Bo co? Zawsze musisz być najważniejszy? Nigdy nie liczysz 
się z moim zdaniem. Nigdy! – Wybiegłam z domu i pobiegłam w 
stronę Leah. 
Tym razem tata za mną nie pobiegł. Kłócił się z mamą. 
- Jake! Zamień się, proszę. Ty Leah też. – Podeszłam do 
wilkołaków i wydałam polecenie. 
Jacob i Leah pobiegli do lasu, a za 2 minuty stanęli przy mnie w 
postaci człowieka. 
- Leah, po co tu przyszłaś? – Zapytałam prosto z mostu. 
Dziewczyna dostała drgawek, ale Jacob ja uspokoił. 
- Po Jake. – Odpowiedziała spokojnie. 
- On jest mój. – Jezu ja mówię to, co ciocia widziała w wizji. – 
Do czego on ci jest teraz potrzebny? 
- Do niczego... Chcę po prostu, żeby przy mnie był... 
- Ale on jest mój. A pozatym ja mam dzisiaj urodziny, więc Jake 
nie może być z tobą. 
- Nie obchodzi mnie to czy masz urodziny czy ich nie masz! On 
jest mój. Nie waż się myśleć inaczej, bo... – Leah zaczęła mi 
grozić. 
- Tak? Bo co mi zrobisz? Zapomniałaś chyba, kto tu jest 
nieśmiertelny. 
Znowu dostała drgawek... 
- Leah, Leah... Nie wolno stracić ci panowania. Leah. 
Spokojnie. Nessi wracaj do domu. Uciekaj! Już! 
- Nie Jacob, ja z nią muszę pogadać! 
Po paru minutach dziewczyna się uspokoiła. 
- Leah, możemy pogadać na osobności? – Zapytałam. 
Skinęła głową. 
- Nie Renesmee ja ci nie pozwalam. Albo rozmawiacie przy 
mnie albo w ogóle. 
- Jake! – Wiedziałam, że nic nie wskóram. – Dobra, zostań. 
- No, więc Renesmee powtarzam ci, że Jake jest mój. 
- Jacob, co ona mówi? Przecież ty, ja... Przecież ty we mnie... 
- Nessi ja nie wiem co ona mówi. – Odpowiedział Jake. 
- Jak to nie wiesz? – Zapytała go Leah. 
- Proszę cię skończ. To była pomyłka... 

background image

 

- 19 -

- Ej, możecie mówić jaśniej? Bo ja też tu jestem. – Odezwałam 
się. 
- No, więc proszę bardzo. Twój kochany Jake... 
- Leah nie waż się tego mówić. Przecież wiesz, że prawda jest 
inna. 
- Jak mnie całowałeś to mówiłeś, co innego... 

 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

- 20 -

Rozdział 5 

Bella. 

Nessi przybiegła z płaczem do domu. Wiedzieliśmy, co się 
stało. Edward powiedział nam przed jej przyjściem. 
- Kochanie nie płacz. – Wszyscy próbowaliśmy ją pocieszać. 
- Dajcie mi święty spokój. 
Wiedziałam, co czuła. Ja też zostałam odrzucona przez Jacoba. 
Wyjrzałam przez okno. Jake kłócił się z Leah. 
- Pójdę do niego. Ale naprawdę nie ręczę za siebie. – 
Powiedziałam. 
- Uważaj na siebie, kochanie. – Odpowiedział Edward. 
- Wiem. A ty... Idź porozmawiaj z Nessi. 
- Pójdę. 
Wyszłam na pole i wciągu 1 sekundy znalazłam się przy Jake`u 
i Leah. 
- Jacob możemy porozmawiać? – Zapytałam. 
- Tak, jasne Bells. 
- W cztery oczy. – Powiedziałam dobitnie. 
- Leah... Idź do La Push. Dokończymy jak przyjdę do domu. A i 
chciałem ci powiedzieć tylko tyle, że musisz się pogodzić z tym, 
że to będzie nasza ostatnia rozmowa... 
- Ale Jake... – Leah miała łzy w oczach. Zrobiła mi się jej żal... 
Zaraz odpędziłam tą myśl od siebie, i znów jej nienawidziłam za 
to co zrobiła. 
- Nie ma „ale”! To był jeden głupi błąd... Idź już. Muszę pogadać 
z kimś innym. – Popatrzył na mnie. 
Leah zamieniła się w wilka i pobiegła przed siebie. 
Nie wiedziałam jak zacząć... 
- Jak Nessi...? – Zapytał niepewnie Jake. 
- Źle... Jacob to są jej urodziny, a ty dajesz jej taki prezent? 
- Ale to nie tak... – Próbował się tłumaczyć. 
- Więc jak?! 

background image

 

- 21 -

- Bells, uspokój się! 
- Nie będziesz mi mówił, co mam robić! Zważ na to, że za 
chwilę, możesz się pożegnać z życiem... 
- Nie zrobiłabyś mi tego. 
- Nie! Nie zrobiłabym tego Renesmee. 
- Bello. Wysłuchaj mnie. To nie jest tak jak myślisz... Faktycznie 
całowałem się z Leah. Ale to był nic nieznaczący incydent. 
Wiem, nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. To było nie fer. 
Zgadzam się. Ale przecież takie rzeczy się zdarzają... 
Pamiętasz... Przed bitwą? Z Victorią? 
- Tak Jake pamiętam. Ale nie widzisz, że to jest trochę inna 
sprawa? 
- No właśnie nie bardzo. Możesz wytłumaczyć? – On zgrywał 
takiego debila, czy taki był? 
- Tak. Jedyną rzeczą, która łączy te dwie sprawy jest 
zdradzenie. Niestety są też różnice. Po pierwsze to była bitwa. 
Mogłeś zginąć. Bałam się o ciebie. Wiesz, Jake. Ja za bardzo 
tego nie pamiętam... Byłam człowiekiem. Jedna rzecz, która 
utknęła mi w pamięci to, to, że nie chciałeś mi wierzyć, że cię 
kocham jako przyjaciela, a ja się naprawdę o ciebie bałam. 
Wiesz, że mogłeś zginąć, a najgorsze w tym wszystkim było to, 
że mogłeś zginąć za mnie... To jest pierwsza różnica. A druga. 
Hm... Edward wiedział, że ty mnie... Kochasz. Że jesteśmy 
przyjaciółmi, a o ile dobrze się orientuję, to ty za Leah nie 
przepadasz. Pamiętam jak leżałam w ciąży w Nessi, jak mi 
Esme opowiadała co Leah wymyśla. Ona wciąż myśli, że Esme 
nie wie o tych ubraniach co wyrzuciła, prawda? 
- Nie wydaje mi się, żeby wiedziała. – Odpowiedział. 
- No więc właśnie. Ja już skończyła... 
- Więc mogę się wytłumaczyć? 
- Naturalnie, ale wiesz... Wyjaśnienia bardziej są potrzebne 
Renesmee. 
- Mam do niej iść? – Zapytał. 
- Wypadało by... 
Ruszyliśmy w stronę domu. 
- Bella... – Zaczął Jake. 
- Hmm? 
- Myślisz, że ona zrozumie? – Zapytał. 

background image

 

- 22 -

- To mądra dziewczynka, ale myślę, że będzie potrzebowała 
trochę czasu, żeby ci z powrotem zaufać. 
- Zrobię wszystko, żeby było tak jak dawniej. 
- Trzymam kciuki. 
Przytuliliśmy się i weszliśmy do domu. 

 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

- 23 -

Rozdział 6 

Renesmee. 

Zawsze jak było mi smutno, patrzyłam na zdjęcia mamy i taty. 
Tym razem padło na to... Z urodzin mamy. 
PUK, PUK! 
Jake... Nie chciałam z nim gadać, ale coś kazało mi go wpuścić. 
PUK, PUK! 
- Nessi... Proszę cię. Wpuść mnie. – Prosił Jacob. 
Podeszłam do drzwi, przekręciłam zamek i go wpuściłam. 
- Przepraszam. Ja ci chciałem to wszystko wyjaśnić. 
- No to wyjaśni... – Powiedziałam przez łzy. 
- Bo to nie tak, jak ty myślisz. Ja i ona... To był jednorazowy 
wyskok. Przecież wiesz, że ja ciebie, tylko ciebie... Ja wiem, że 
ty mi tego nie wybaczysz, tak szybko jak bym chciał, ale może z 
biegiem czasu zapomnisz? 
- Jake... – Zaczęłam. 
- Cii... Nie mów nic. Daj mi skończyć. 
- Dobrze... 
- Ja... Nie wiem, co mam zrobić, żebyś mi wybaczyła. Ja wiem, 
że to, co zrobiłem... Tak, wiem. Szkoda, że wcześniej o tym nie 
pomyślałem tak? Byłem taki, samotny... Wyjechałaś z rodzicami 
na miesiąc do Renee. Dla mnie to było o wiele za długo. Cały 
czas pod postacią wilka myślałem o tobie. Sam i inni mieli tego 
serdecznie dość. Nie wiem, kiedy postanowili mnie „ratować”. 
Wiesz, że Leah jest jedyna dziewczyną w sforze. Pewnego dnia 
przyszła do mnie. Byłem sam. Tata pojechał do Charlie`go. 
Zwierzyłem jej się ze wszystkiego. Potem przychodziła 
codziennie. I gdy znowu byłem sam... Jakoś tak wyszło. Po raz 
pierwszy gadało nam się tak dobrze... Kupiliśmy chipsy, 
usiedliśmy przed telewizorem... Oglądaliśmy jakiś horror... Leah 
się bała. Najpierw chwyciła mnie za rękę, potem położyła głowę 
na piersi. Cały czas mówiła, że się boi. Pocałowałem ją we 

background image

 

- 24 -

włosy. Podniosła głowę i popatrzyła mi w oczy. Zaczęła zbliżać 
się do mnie. I stało się... Pocałowaliśmy się. Ona wtedy po raz 
pierwszy powiedziała mi, że mnie kocha. Uwierz mi, wtedy 
myślałem to samo... A teraz? Teraz nie ma minuty, żebym tego 
nie żałował! Proszę cię Nessi, postaraj się mnie zrozumieć! To 
był impuls... – Jake płakał. Wiedziałam, że bardzo tego żałował. 
- Dość! Ja... Wiem, że trudno ci to zrozumieć, ale ja ci 
wybaczam. Tak od razu. Nie potrafiłabym gniewać się na 
ciebie... – Powiedziałam. 
- Że co słucham? Wybaczasz? I nie będziesz się gniewać, ani 
nic? – Jacob był zdziwiony. 
- Nie, ale mam jeden warunek... 
- Jaki? – Spytał trochę przestraszony. 
- Następnym razem jak się będziesz z kimś całował, powiedz mi 
od razu Jake. Przecież wiesz, że nie jesteś na uwięzi. Jesteśmy 
tylko przyjaciółmi, w sumie to do niczego nie zobowiązuje. Ja ci 
nie każę stać wiernie przy moim boku, ale tyle mi mówiłeś o tym 
wpojeniu... Myślałam, że to jest tak, że tylko ja i na zawsze ja. 
Nikt pozatym... Tylko jak Leah to powiedziała, że się 
całowaliście... Trochę mnie to zabolało... Przepraszam, że się 
tak uniosłam... 
- Nessi, przestań mnie tłumaczyć! To ja zawiniłem, a nie ty. 
Dlaczego bierzesz całą winę na siebie. 
- Nie wiem... Wiesz, co? Mam świetny pomysł. Zapomnimy o 
dzisiejszej wizycie Leah. Ja mam urodziny. Nie chcę ich 
zepsuć. – Powiedziałam. 
- Jesteś tego pewna? Może chcesz jeszcze coś wiedzieć... O 
coś zapytać? 
- Nie. Ja już nawet nie pamiętam, o co się pokłóciliśmy. – 
Powiedziałam z uśmiechem. 
- I za to cię kocham. – Pocałował mnie w czoło. 
Przytuliłam się do niego. Był taki ciepły. 
- Ja... Ja też cię kocham Jake. – Powiedziałam nieśmiało. 
- Nessi, nie żartuj... 
- Jacob, myślisz, że ja żartuje? Myślisz, że ja... 
- Czyli ty...? Ty tak szczerze? – Przerwał mi. 
- Najbardziej na świecie. – W końcu wyznałam prawdę. 
- Czyli, że możemy być razem? – Zapytał Jake. 

background image

 

- 25 -

- Jeśli chcesz... 
- Wiesz, że bardzo. To... To muszę ci zadać pewne pytanie... 
- Słucham. 
- Czy ty... Zostaniesz moją dziewczyną? 
- Hmm... No czy ja wiem. Tak. Tak! Tak!!!!!!! 
Teraz byłam pewna, że to najlepsze urodziny w życiu. 
- Renesmee! Jacob! Kolacja! Chodźcie! – Krzyknął tata. 
Zeszliśmy na dół. Byliśmy tacy szczęśliwi. 
- I co Jake? Zrozumiała? – Zapytała mama. 
- Lepiej niż przypuszczałem. – Odpowiedział. 
Zjedliśmy kolację i poszliśmy do dawnego pokoju taty. 
Położyliśmy się na łóżku, które ciocia Rose kupiła, bym mogła 
spać u dziadków. 
- Jake, a mogę na chwilkę powrócić do tamtego tematu? – 
Zapytałam. Byłam bardzo ciekawa pewnej rzeczy. 
- Jak tylko chcesz słoneczko. – Odpowiedział z czułością w 
głosie. 
- Czy... Czy ona naprawdę cię kocha? 
- Hmm... Nessi, myślę, że tak. Ale to nic nie zmienia, bo ja 
kocham ciebie. 
I pocałował mnie prosto w usta. 

 
 
 
 
 

background image

 

- 26 -

Rozdział 7 

Edward. 

Coś mi nie pasowało. Alice zagłuszała swoje myśli... Tak mi się 
przynajmniej wydawało. Zawsze jak coś miała na sumieniu, tak 
robiła. 
- Alice, pozwól na chwilkę. – Powiedziałem i pokazałem na 
drzwi. 
Może nie jestem Jasper`em, ale wyczułem narastające w niej 
napięcie. 
- Tak, braciszku? – Zapytała przesłodzonym głosem. 
- Od samego rana, przekładasz piosenki na różne języki. Coś 
ukrywasz. 
„Nie, nie, nie...” Powtarzały jej myśli. 
- Nic nie ukrywam. Przysięgam. – Odpowiedziała spokojnie. 
Wiedziałem, że jest zasługa Jasper`a. Czyli on też jest w tym 
spisku, czy tylko obserwuje zachowanie, tego małego 
chochlika. 
- Alice, przestań. Nie raz tak robiłaś, gdy miałaś jakąś wizję... 
- Alice... – Zawołała moja żona. Spojrzałem przez szyby. 
Wszyscy siedzieli na kanapie. Nikt nie myślał? Bella... 
Warknąłem na nią. Czemu oni coś kombinowali?! – Alice, chodź 
tu szybko. 
Moja kochana siostrzyczka weszła do domu i z miejsca nie 
słyszałem jej myśli. 
W końcu nadeszła godzina zero! Nie wytrzymałem. 
- Cholera jasna, to nie fer. Czemu spiskujecie za moimi 
plecami? – Zapytałem zdenerwowany. 
- Poczuj się tak jak my. Ty każdą niespodziankę wyczytasz nam 
w myślach, a my tak nie możemy. Więc wszystko jest fer! – 
Odpowiedział mój kochany braciszek Emmett. 
- Aa. To jak będziecie chcieli powiedzieć mi, o co chodzi to 
jestem u mnie w domu. 

background image

 

- 27 -

- Dobrze kochanie. – Bella podbiegła do mnie i pocałowała. 
Szybciej niż zawsze przybiegłem do domu. Nie lubiłem, gdy coś 
przede mną ukrywali. Próbowałem nie zastanawiać nad tym co 
oni robią, ale nie wychodziło mi to za dobrze... Włączyłem 
telewizor. Był mecz. Całkiem oderwałem się od rzeczywistości i 
zacząłem krytykować grę piłkarzy. 
Po jakimś czasie Bella weszła do domu. 
- Przeszło ci? – Zapytała. 
- Nie. – Znowu warknąłem. Bella posmutniała. 
- Y... Aha. To wiesz? Jak ci przejdzie to czekamy. – I wyszła. 
Po prostu wyszła. Nic więcej nie powiedziała. Wiedziałem, że ją 
uraziłem, ale nie miałem zamiaru przepraszać. Tak, byłem 
uparty, czasami aż za bardzo. 
Po jakiś 2 godzinach, postanowiłem, iść do nich. Złość, powoli 
ze mnie wyparowywała. 
Po 5 minutach byłem pod domem. Nikogo nie widziałem w 
salonie. 
Weszłam. A tu nic. Żadnego komitety powitalnego. Nikt nie 
wyszedł. Czyli byli źli. 
Znowu nie mogłem czytać im w myślach, więc nie wiedziałem 
czy mi szybko wybaczą. 
- No dobra! Przepraszam! – Zawołałem, ale dalej nikt nie 
wyszedł mnie przywitać. 
Pobiegłem do kuchni, potem do gabinetu Carlisle`, a na końcu 
do wszystkich pokoi. 
Nigdzie ich nie było. Poszedłem do garażu. Wszystkie auta 
były, więc nigdzie nie pojechali. Postanowiłem na nich 
poczekać. 
Wszedłem do domu i włączyłem telewizor. Oglądnąłem 
końcówkę meczu. 
„Ciekawe czy mu już przeszło?” Zapytała w myślach Esme. 
Po 10 sekundach zobaczyłem wszystkich. Emmett i Jasper 
biegli z jakimiś torbami. 
Gdy tylko weszli do domu Jasper wyczuł moje emocje i położył 
mi rękę na ramieniu. 
- Dzięki Jazz. – Powiedziałem. 
Weszli wszyscy. 
- Może mi ktoś powiedzieć o co tutaj chodzi? Po co te torby? – 

background image

 

- 28 -

Nagle dotarła do mnie smutna prawda. – Bella nie, nie możesz 
mi tego zrobić! Ja cię przepraszam. Zrobię wszystko, ale nie 
wyprowadzaj się. – Błagałem. 
- Hahaha. – Usłyszałem gromki śmiech wszystkich. 
Byłem zdezorientowany. 
- Głuptasie, ja się nigdzie nie zamierzam wyprowadzać. – 
Podeszła do mnie i pocałowała. 
- To...? – Spytałem niepewnie. 
- Po pierwsze chcieliśmy ci życzyć wszystkiego najlepszego z 
okazji imienin! – Powiedziała Esme. – A niespodzianką jest 
wyjazd na moją wyspę tylko we dwoje. Podziękuj Renesmee. 
Ona to zaproponowała. 
- Ale Nessi to był twój prezent. Nie możesz tak zrobić. – 
Powiedziałem córce. 
- Tato, mama się zgodziła, wujkowie nie mają mi tego za złe. A 
wam należy się odpoczynek ode mnie. – Odpowiedziała 
śmiejąc się. – A pozatym wujek Em powiedział, że skoro ja 
wam daję mój prezent, to oni wymyślą dla mnie coś 
wystrzałowego. Więc będę miała od nich prezent, nie martw się. 
- Jej. To ja wam dziękuję. Całkiem zapomniałem o imieninach. 
– Podszedłem do każdego i podziękowałem mu. Najdłużej 
zatrzymałem się przy mojej kochanej Belli. 
Wymruczałem jej do ucha 
- Powtórka z podróży poślubnej? 
- Czemu nie. – Odpowiedziała zalotnie. 

 
 
 

background image

 

- 29 -

Rozdział 8 

Renesmee. 

Rodzice pojechali. Wujek Emmett oczywiście żartował. 
- Esme, pogódź się z tym, że jak przyjadą to nie będziesz miała 
domu na wyspie. – Krztusił się od śmiania. 
- Emmett. – Skarciła go Rosalie. 
Ciężko było mi się z nimi rozstać, ale jakoś dałam radę. 
Wszyscy mnie pocieszali, no, oprócz Emmetta, który jak zwykle 
miał świetny powód do nabijania się ze mnie. 
W pewnym momencie Jazz i Emmett zawołali mnie do kuchni. 
- Księżniczko. – Zaczął Jazz, on często się tak do mnie zwracał. 
– Dałaś rodzicom swój prezent, ale my też mamy cos dla 
ciebie... 
- Wiem, ale niestety nie wiem co. – Odpowiedziałam. 
- Masz do wyboru... Szkołę tańca w Port Angeles, sory, ale 
widzieliśmy jak czasami tańczysz w pokoju, naprawdę świetnie, 
więc myślę, że będziesz zadowolona, a drugi prezent to... A i tu 
od razu zaznaczam, że to dziewczyny nam pomagały... No, 
więc konkurs miss w Seatle. – Powiedział Em. 
- Jesteście szaleni wiecie? – Zapytałam z uśmiechem na 
ustach. 
- Wiemy, wiemy, księżniczko. – Śmiał się Jasper. 
- To dajcie mi chwilkę do namysłu. 
Poszłam do salonu. Usiadłam na kanapie i zastanawiałam się, 
który prezent wybrać. Uwielbiałam tańczyć... Ale moda? To też 
jest super. Miałam poważny dylemat. 
- I co wybrałaś Nessie? – Zapytała Rosalie. 
- No właśnie, nie wiem ciociu, co wybrać. Oba te prezenty są 
super i w ogóle... – Odpowiedziałam ze smutkiem w głosie. 
- Ehh... Moje biedactwo. Zaraz wracam. 
I pobiegła na górę. Za niecała minutę powiedziała mi, że 
Emmett i Jazz mnie wołają. 

background image

 

- 30 -

- Tak? – Zapytałam ich. 
- No bo wiesz... Postawiliśmy cię w trudnej sytuacji. I mamy 
taką propozycję. Weźmiesz udział w pokazie mody, czy tam 
konkursie na miss, o do tego szkoła tańca ok.? – Powiedział 
Em. 
- Dziękuję. Jesteście najlepszymi wujkami na świecie. I tobie 
też ciociu dziękuję. 
- Nie ma, za co kochanie. – Ciocia mnie przytuliła. 

* * * * * * * * 

- Nessie - zawołał dziadek. 
- Słucham? 
- Dzisiaj jest pierwsza lekcja w szkole tańca i chciałem ci parę 
rzeczy powiedzieć. 
- To już dziś? Dlaczego wcześniej nie mówiliście, przecież ja 
nie zdążę – Zaczęłam panikować. 
- Jasper. – Krzyknął dziadek. 
Od razu poczułam się spokojna. Muszę przyznać, że niekiedy 
dar wujka doprowadzał mnie do szału, ale dzisiaj bardzo się 
przydał. 
- Dzięki Jasper! – Krzyknęłam do wujka, a potem dodałam. - 
Dziękuję dziadku. 
- Nie masz, za co. Ale wracając do szkoły. To musisz wiedzieć, 
że nikt nie może dowiedzieć się o nas prawdy. Nikomu nic nie 
możesz mówić, rozumiesz? 
Kiwnęłam głową, na znak, że zrozumiałam. 
- A pozatym to... Edward, Bella, Jasper, Alice, Rose i Emmett to 
twoi bracia i siostry, a ja i Esme to rodzice. 
- Ale dlaczego? – Czemu mam udawać, że tata i mama to moi 
bracia? Naprawdę nie wiedziałam. 
- Jak to wygląda, żeby osiemnasto letnia dziewczyna miała 
szesnastoletnią córkę? – Dziadek odpowiedział na moje 
pytanie, pytaniem. 
- No dobrze, to rozumiem tatusiu. – Puściłam do dziadka oko. 
Carlisle się uśmiechnął. 

background image

 

- 31 -

- No dobrze, a tak w ogóle to za ile mamy być w Port Angeles? 
– Zapytałam, bo nie byłam pewna czy zdążymy. 
Dziadek spojrzał na zegarek. 
- Lekcja zaczyna się za 2 godziny, ale dzisiaj musisz być trochę 
wcześniej, więc leć się umyć i możecie jechać. 
- Możecie? To nie ty pojedziesz ze mną? 
- Dzisiaj pojedzie z tobą Emmett, dobrze? 
Przytaknęłam, po czym pobiegłam na górę wziąć prysznic. 
Po pół godziny wyszłam z łazienki i od razu podeszła do mnie 
Alice. Wiedziałam, co się teraz stanie... 
- Nessie, dłużej się nie dało? Musisz się jeszcze ubrać, 
uczesać. – Powiedziała ciocia. 
- Przecież mamy jeszcze półtorej godziny, spokojnie. 
Poszłyśmy do garderoby cioci. Zauważyłam, że jest tam dużo 
moich ubrań. 
Alice ubrała mnie w białe rybaczki i niebieską bluzkę na 
ramiączkach. 
- No, teraz możesz iść, Emmett czeka na dole. – Powiedziała 
uśmiechnięta od ucha do ucha ciocia. 
Zeszła na dół. Dziadek i wujek oglądali mecz. Gdy mnie 
zauważyli, Em od razu do mnie podbiegł, wziął na ręce i zaniósł 
do garażu. 
Praktycznie całą drogę milczeliśmy. Gdy podjechaliśmy po 
szkołę wujek przypomniał mi parę oczywistych rzeczy. 
- Pamiętaj nie jestem wujkiem, tylko bratem. – Puścił do mnie 
oko. 
- Tak, tak. Wiem braciszku. – Odpowiedziałam. 
Poszliśmy do budynku. Nie wiedziałam, czemu Emmett idzie ze 
mną. 
- Wuj... Y... Znaczy Emmett, czemu idziesz ze mną? – 
Zapytałam. 
- Formalności. – Odpowiedział jednym słowem. 
Weszliśmy do sekretariatu. 
- Dzień dobry. – Powiedziała sekretarka. Piękna kobieta. Długie 
brązowe włosy swobodnie opadały na ramiona. Miała bardzo 
przejmujące spojrzenie. Jej niebieskie oczy, po prostu 
wwiercały się w człowieka. 
- Dzień dobry. – Odpowiedzieliśmy. 

background image

 

- 32 -

- Czym mogę służyć? – Zapytała swym słodziutkim, ale 
pięknym głosikiem. 
- Moja siostra, chciała się zapisać. – Powiedział Emmett. Jej, 
jak to dziwnie brzmiało „moja siostra”. 
- W takim razie, proszę na salę. Tam jest prowadząca zajęcia, u 
niej się zapisuje. 
Weszliśmy na salę. Była tam wysoka blondynka. Ubrana była w 
obcisłą bluzkę i krótkie spodenki. 
- Witam. Nazywam się Vanessa. Czym mogę służyć? – 
Zapytała blondynka. 
- Chciałam się zapisać. – Odpowiedziałam szybko. 
- Ok. Poczekajcie, idę po formularz. 
Po 2 minutach była z powrotem. 
- Imię? – Zapytała. 
- Renesmee. 
- Masz drugie? 
- Tak, Carlie. – Odpowiedziałam spokojnie. 
- Ok. Nazwisko? 
- Cullen. 
- Imiona rodziców? 
- Ed... Znaczy Carlisle i Esme. – Boże jak ja mogłam się 
pomylić? No jak?! 
- Carlisle Cullen? To ten lekarz z Forks? – Zapytała uradowana 
Vanessa. 
- Tak, właśnie ten. 
Po 5 minutach skończyliśmy wypełnianie formularza. 
- Dobrze. Mamy jeszcze niecałe pół godziny do zajęć. Może 
pokażę ci układ? – Zapytała Van. 
- Dobrze. Emmett, dzięki. Możesz już iść. – Powiedziałam do 
mojego „braciszka”. 
- To ja będę za 2 godziny, jak się zajęcia skończą czekał tam 
gdzie zaparkowałem teraz, ok. mała? 
- Idź już. Znajdę cię. Pa. 
Gdy Emmett wyszedł, instruktorka pokazała mi układ. Nie był 
długi. 
- To wiesz? Może przebierz się i poćwiczymy razem. Pokaże 
cię parę podstawowych kroków. Potem zaczniemy układ, żebyś 
nie została z tyłu. 

background image

 

- 33 -

- Dobrze, proszę pani. 
- Renesmee nie mów do mnie pani. Jestem Vanessa. – Podała 
mi rękę. 
- A ja Nessie. 
- Dobra Nessie, to idź się przebierz a ja tu jeszcze trochę 
poćwiczę. 
Poszłam do szatni. Ubrałam mój strój do tańczenia i poszłam na 
salę. 
Vanessa pokazała mi wolniej układ, który wcześniej tańczyła. 
Szybko załapałam. Przecież jestem wampirem nie? 
Po 10 minutach przyszły pierwsze dziewczyny z tej grupy. 
Podeszła do nich. 
- Hej. Jestem Nessie. – Powiedziałam nieśmiało. 
- Hej, Nessie. Ja jestem Kate, a to Eve. – Dziewczyny 
wydawały się być miłe. Kate była rudowłosą dziewczyną o 
wyglądzie aniołka, a Eve miała króciutkie brązowe włosy. Były 
piękne. 
Zaczęłyśmy rozmawiać. 
- Czemu dopiero teraz do nas dołączyłaś, a nie od początku? – 
Zapytała, Kate, czułam, że to z nią będę miała lepszy kontakt. 
I co ja miałam im powiedzieć? Że dałam rodzicom mój prezent, 
to wujkowie dali mi inny? Nie, to nie wchodziło w grę. 
- Wiesz, na początku września zachorowałam. Na szczęście na 
nic poważnego. Mój tata jest lekarzem, więc szybko mnie 
wyleczył, jednak trochę się o mnie bali i dlatego dopiero teraz 
przyszłam. 
Dziewczyny połknęły haczyk. Uf... Co za szczęście. 
Po chwili na sali pojawili się inni. Zauważyłam, że są wśród nich 
chłopaki. 
- Hej! Słuchajcie! To jest Renesmee. – Powiedziała Kate. 
- Cześć. – Powiedzieli wszyscy, bardzo serdecznie. 
Zaczęłam się witać z wszystkimi. Największą moją uwagę 
przykuł jeden chłopak. Był strasznie blady. Miał krótkie brązowe 
włosy, a jego oczy były czarne. A może brązowe? W sumie nic 
dziwnego, ale mimo wszystko zaintrygował mnie. Wydawało mi 
się, że jest... Wampirem? Czy to możliwe? Przecież z tego co 
się orientowałam to my, Cullen`owie jesteśmy jedynymi 
wampirami w tym stanie. Postanowiłam porozmawiać o tym z 

background image

 

- 34 -

dziadkiem. Chłopak miał na imię Jimmi. 
Oprócz niego, poznałam wiele innych ciekawych ludzi. 
Zmieniłam zdanie. To nie z Kate miałam najlepsze stosunki. 
Chociaż ona też była super koleżanką. Moją przyjaciółką, tak 
przyjaciółką, wiem, że to strasznie szybko, ale od razu się 
polubiłyśmy, została Lucy. Dziewczyna miała włosy koloru 
miodu. Bardzo zbliżone do mojego taty. Jej oczy były brązowe. 
Była śliczna. 
- Koniec gadania. – Powiedziała Vanessa. – Zaczynamy 
zajęcia. 
Van byłą super instruktorką. Miała bardzo dużo cierpliwości. Ja 
na jej miejscu bym nie wytrzymała. Bo w końcu ile może 
powtarzać jedno i to samo w kółko, a Juliet i Susan dalej robią 
to samo. Podziwiałam ją, że wszystko od początku im 
tłumaczyła. 
A ja? Vanessa powiedziała, że idzie mi lepiej niż niektórym, 
którzy tańczą dłużej. Wiedziałam, że to zasługa tego, że jestem 
tym, kim jestem. Jednak mimo wszystko cieszyłam się bardzo z 
tej pochwały. Po dwóch godzinach poszliśmy do szatni. 
Ubrałam się szybko, ale postanowiłam poczekać na Lucy i inne 
dziewczyny. 
Po 5 minutach były gotowe do wyjścia. 
- A właśnie... Zapomniałam się zapytać. Kiedy są następne 
zajęcia? – Zapytałam Lucy. 
- Zajęcia są w każdy dzień oprócz śród i weekendów. – 
Odpowiedziała moja przyjaciółka. 
- Ok. Dzięki. 
Wyszłyśmy przed budynek. Od razu zauważyłam Emmetta. 
Pomachałam do niego, ten zrobił to samo. 
- Kto to? – Zapytały równocześnie Kate, Lucy i Eve. 
- Mój brat. – Powiedziałam najpewniej na świecie. Zauważyłam 
jak Em prawie krztusi się ze śmiechu. 
- Wow. Zawsze chciałam mieć starszego brata. – Powiedziała z 
zazdrością Kate. 
- Mogę ci, któregoś oddać. Ja mam 3 starszych braci i 2 siostry 
też starsze. Więc tego, o tam – Pokazałam na Emmetta – 
możesz sobie spokojnie wziąć. 
Dziewczyny zaczęły się śmiać. 

background image

 

- 35 -

Rozdział 9 

Bella. 

Wyspa Esme. Nie wiedziałam, że moja kochana córeczka 
wyrzeknie się swojego urodzinowego prezentu. Jednak tak się 
stało. A teraz ja i mój Edward staliśmy przed domkiem, w 
którym 6 lat temu poczęła się Nessie. 
- Nic się tu nie zmieniło. – Powiedziałam rozmarzonym głosem. 
- Nic a nic. – Odpowiedział Edward. 
Stanęliśmy przed drzwiami. Starałam przypomnieć sobie 
wszystkie chwile, które tutaj spędziliśmy. Nie powiem, żeby szło 
mi to dobrze, raczej marnie. Pamiętam tylko urywki. Pierze na 
podłodze, rozwalona rama łóżka Esme. A najlepiej, nie 
wiedzieć, czemu pamiętam oczy kobiety, która sprzątała nasz 
dom. 
Weszliśmy do środka. Wszystko było lśniące czystością. 
Wzięłam głęboki oddech i poczułam zapach każdego 
detergentu użytego do sprzątania. Podrażniło to mój narząd 
węchu. Skrzywiłam się. 
* * * 
- No to walizki rozpakowane. – Powiedział Edward i pocałował 
mnie w czoło. – Teraz możemy zająć się sobą... – Wymruczał 
mi do ucha. 
- Co masz na myśli? – Zapytałam ze śmiechem. 
- Pokażę ci. 
I w tym samym momencie wziął mnie na ręce i zaniósł do 
sypialni. Z jego twarzy nie schodził uśmiech. Ja również byłam 
zadowolona. Tak bardzo chciałam właśnie teraz stworzyć z nim 
jedność... 
Edward zaczął mnie rozbierać. Powoli, bez pośpiechu. Nie 
musieliśmy się martwić, że ktoś niespodziewanie nam 
przerwie... 
Gdy byliśmy już prawie całkiem nadzy (tylko w bieliźnie) 

background image

 

- 36 -

Edward zaczął ssać mi szyję. Malinka? Nie, tylko delikatna 
pieszczota. Bardzo mi się to podobało. Jednak... Miałam ochotę 
na dalszą część tej „gry”. Edward wyczuł o co mi chodzi i zaczął 
błądzić rękami po całym moim ciele. Jęknęłam cichutko. Mój 
cudowny kochanek podniósł mnie lekko i ściągnął moje 
ulubione białe stringi. Znowu mnie pocałował. Nasze języki 
zaczęły walczyć o dominację. Edward całował moje usta, szyję, 
uszy... Gładziłam jego piękne umięśnione ciało. Niczym Michał 
Anioł. 
Usiadłam na nim. Zobaczyłam jak szczerzy do mnie „banana”. 
Spojrzałam w jego oczy. Były przepełnione namiętnością, 
dzikością. Po prostu rozpalało mnie od wewnątrz. Po raz 
kolejny zaczęliśmy się całować. 
Edward zrzucił mnie na łóżko i zaczął językiem zniżać się do 
mojego „skarbu”. Odpłynęłam. 
- Jak zawsze byłaś cudowna – Wyszeptał mi do ucha Edward. 
- Ja zawsze jestem najlepsza! – Wykrzyczałam. 
- Tak? – Zapytał z powątpieniem Edward. 
- No, a może nie? – Jego kąciki ust zadrżały w lekkim 
uśmiechu. 
Nie odpowiedział mi. Za to pocałował mnie. Domyśliłam się, że 
to właśnie jest potwierdzająca odpowiedź. 
Nastał wieczór. Edward zaproponował, żebyśmy poszli 
ponurkować. Zgodziłam się, ponieważ nie nurkowałam jeszcze 
bez rurki. 
- No to teraz kochanie, kto pierwszy na dnie. – Rzucił i wszedł 
pod wodę. 
Nie pozostałam mu dłużna. Szybko go dogoniłam. Nie 
wiedziałam tylko czy zrobił to specjalnie czy po prostu jestem 
szybsza. Bardziej skłonna byłam do pierwszej opcji. Doskonale 
pamiętam nasze pierwsze polowanie. Byłam szybsza od niego, 
ale jak się później okazało Edward zrobił to umyślnie. 
Po 2 minutach byliśmy na dnie. Było cudownie. Wspaniale się 
czułam z tym, że nie muszę martwić się tym, że się uduszę. 
Rafa koralowa... Piękna. Było widać wszystko. Zastanawiałam 
się czy śmiertelnicy widzieli by tyle samo. 
„Edward, a czy zwykli ludzie widzą to samo? Czy tylko my 
dzięki temu wyostrzonemu wzroku?” Zapytałam go w myślach. 

background image

 

- 37 -

Edward zaczął wypływać z wody. Gdy byliśmy na powierzchni 
odpowiedział. 
- Nie wiem skarbie. A ty? Nie pamiętasz? Wiesz, że ja nie 
nurkowałem jako człowiek. A nigdy się z Carlisle`m nad tym nie 
zastanawialiśmy. 
- No właśnie nie pamiętam. 
Wróciliśmy do domu. Nagle usłyszałam śmiech. Odwróciłam się 
i zobaczyłam, że śmieje się mój mąż. 
- Co cię tak rozbawiło? 
- Przypomniało mi się coś... – Powiedział tajemniczo. 
- A co...? – Ciekawość rosła w zastraszającym tempie. 
- A obiecasz mi, że to zrobisz? – Puścił do mnie oko. 
- Zależy... 
- Od? 
- Od tego co to będzie... 
- Nic strasznego – Powiedział to i znowu zaczął krztusić się ze 
śmiechu. 
- No to... Ok zrobię to. 
- A jeśli nie...? 
- Jejku Edward co to jest? 
- Przekonasz się rano. – Powiedział i poszedł przed telewizor. 
Wiedziałam, że mi teraz nie powie. Musiałam wytrzymać do 
rana. 
Usiadłam przy nim. Oglądał jakiś stary western. Nie zbyt mnie 
to interesowało, dlatego poszłam do sypialni, wzięłam książkę i 
położyłam się na łóżku. 
Czytałam około 3 godzin. Przerwał mi Edward. Wszedł do 
sypialni, ale gdy zobaczył, co czytam natychmiast wyszedł. 
Wiedziałam, dlaczego. Ta książka wychodziła mu bokiem. 
Mogłam ją czytać, a już raczej recytować, godzinami. 
„Wichrowe wzgórza” oto moja dzisiejsza lektura. Oderwałam się 
od niej i pobiegłam do salonu. 
- Jestem tym samym... Y... Człowiekiem. Zmieniłam się tylko 
powierzchownie. Przecież wiesz, że ją uwielbiam. – Zaczęłam 
się tłumaczyć ze słodkim uśmiechem. 
- Tak, tak, wiem kochanie, wiem. – Pocałował mnie. 
Po chwili poczułam jego ręce pod moją bluzką. Uwielbiałam te 
chwile. 

background image

 

- 38 -

* * * 
Z samego rana zaczęłam wiercić Edwardowi dziurę w brzuchu. 
- No to, co cię wczoraj tak rozśmieszyło? – Nudziłam go już 
chyba z godzinę. Lecz jego odpowiedź była taka sama. 
- Powiem ci po 10. 
Pozostawało mi tylko czekać. 
Około 9:30 Edward powiedział, że wychodzi. Nie wiedziałam, 
po co... 
- Już jestem kochanie. – Po godzinie usłyszałam jego głos. – 
Chodź do kuchni. 
Wygrzebałam się z pod kołdry, odłożyłam książkę na bok i 
pobiegłam do kuchni. I co tam zobaczyłam? Jajka... 
- Jajka? I to cię tak rozśmieszyło? Zwykłe jajka? Takie od kury? 
Śmieszne. Hahaha. 
- To jest jedna dziesiąta tego z czego się śmiałem. Wyciąg 
patelnię. 
Posłusznie zrobiłam to, co kazał. Po 10 minutach jajecznica 
była gotowa. 
- No, więc... Jak byłaś człowiekiem, pewnie pamiętasz, byliśmy 
tu i strasznie lubiłaś jajka. Obiecałaś, że zrobisz to, co mi się 
przypomniało, więc... Smacznego. – Znowu zaczął się śmiać. 
- Ale Edward... 
- Nie ma „ale” Bello. Obiecałaś? 
- Będę rzygać jak kot. Tylko, żeby nie było. Ostrzegałam. 
- Dobrze już dobrze ty moja pesymistko. A teraz jedz. 
Nabrałam jajecznicę na widelec. Zapach wydawał się być 
kuszący. Wzięłam do buzi pierwszy kęs. Powoli przeżuwałam. 
Nie było takie złe. W sumie można by to porównywać do krwi 
lisa. Po piątym z kolei kęsie twarz Edwarda skamieniała. 
Wydawał się być zawiedziony. 
- To jest całkiem smaczne. Naprawdę. 
- Dziwne, przecież my, wampiry jemu tylko krew. A innego 
jedzenia w ogóle nie trawimy. Bello zostaw to na chwilkę. 
Zadzwonimy do Carlisle. 
Poszliśmy do sypialni po telefon. Edward szybko wykręcił 
numer i przyłożył telefon do ucha. 
- Hej Carlisle... Nie nic się nie stało... Słuchaj mam pytanie... 
- Edward daj na głośnik. – Wysyczałam. 

background image

 

- 39 -

Po chwili słyszałam radosny głos mojego teścia. 
- Tak Edward? Słucham cię? 
- Wczoraj mi się coś... Albo dobra to nie ważne. Słuchaj tego. 
Zrobiłem Belli jajecznicę... 
- Jajecznice? – Przerwał mu Carlisle. 
- Tak, ale słuchaj. Zrobiłem jej tą jajecznicę... 
- I? – Niepokoił się Carlisle. – Co z nią? 
- Dasz mi skończyć do cholery? 
- Tak mów. 
- Nic się jej nie stało. Ma się świetnie. I właśnie to mnie dziwi. 
Bella mówi, że jajecznica jest pyszna... 
- Słucham? Nie przesłyszałem się? Belli smakuje ludzkie 
jedzenie? Nigdy się z takim czymś nie spotkałem. Słuchaj 
Edward ja poszukam czegoś na ten temat. Zadzwonię do ciebie 
zaraz. Pa. 
Edward się pożegnał i uśmiechnął do mnie. Telefon zadzwonił 
po 10 minutach. 
- Słucham? 
- Mam tylko jedno wytłumaczenie... Bella jest tarczą to może 
mieć coś z tym wspólnego. Zostało coś jeszcze tej jajecznicy? 
- Tak... – Odpowiedział niepewnie Edward. 
- To niech Bella zadziała swoją tarczą, a ty spróbuj czy ci 
smakuje. 
Pobiegliśmy do kuchni. 
- Bella już? – Zapytał mnie Edward. Skinęłam głową na znak, 
że tarcza go chroni. 
- I co Edward? Jak smakuje? 
- Carlisle to jest faktycznie dobre. Porównywalne do lisa. 
Czyli smakuje mu tak jak mi. Uśmiechnęłam się tryumfalnie. 
- Edward wracajcie. Muszę zbadać waszą krew... 

 
 

background image

 

- 40 -

Rozdział 10 

Renesmee. 

Przyjechałam do domu z zajęć tanecznych, a tu 
niespodzianka... 
- Czemu już wróciliście? Y... Znaczy bardzo się cieszę, ale 
miało was nie być miesiąc. 
- Tak jakoś wyszło słoneczko. – Odpowiedział tata i podszedł 
do mnie. 
- Ahaaa... A gdzie mama? 
- Dziadek robi jej badania. – Odpowiedział najspokojniej na 
świecie Edward. 
- A co jej jest? – Bałam się o nią, w końcu jest moją mamą. 
- W sumie to nic... Tylko, że tam, na wyspie Esme, jedliśmy z 
mamą jajecznicę i bardzo nam smakowała i teraz dziadek 
zastanawia się czemu tak jest... 
Nie słuchałam dalej, pobiegłam ile sił w nogach na górę, do 
gabinetu dziadka. 
- Mamo! – Krzyknęłam gdy tylko otworzyłam drzwi. 
- Nessie, skarbie, jak ja tęskniłam. – Przytuliłyśmy się. 
- Mamuś co to za pomysł z tym jedzeniem? – Byłam ciekawa. 
- Założyliśmy się z tatą, i tak jakoś wyszło. 
- Ale to na serio taki dobre? – Zapytałam z niedowierzaniem. – 
Przecież nawet mi nie za bardzo smakuje ludzkie jedzenie, a 
jestem bardziej podobna do ludzi niż wy... 
- Dziadek właśnie się zastanawia dlaczego tak jest. 
Przypuszcza, że to wszystko przez moją tarczę. 
Posiedziałam z mamą jeszcze chwilę i pobiegłam do taty, w 
końcu za nim też się stęskniłam. Usiadłam mu na kolanach i 
oparłam głowę na ramieniu. Trwaliśmy w takim bez ruchu z 
dobre pół godziny. 
- Emmett, Jasper, dziewczyny do salonu. – Zawołał dziadek. 
Po pięciu sekundach wszyscy siedzieli wygodnie w salonie. 

background image

 

- 41 -

- Przebadałem Bellę zarówno przed zjedzeniem jajecznicy jak i 
po. I muszę wam powiedzieć, że sam jestem zaskoczony. W 
naszej krwi jest tyle samo chromosomów przed i po zjedzeniu. 
Naprawdę nie wiem, dlaczego tak jest. W moim życiu nigdy 
czegoś takiego nie spotkałem. 
- I co teraz? Możemy normalnie jeść? – Zapytał Em. 
- Wygląda na to, że tak, ale tylko jak Bella chroni nas swoją 
tarczą. Przeprowadzimy jeszcze badania na was, tylko zjecie co 
innego. Tylko, że jest problem. Bo w lodówce nie ma nic... 
- To ja pojadę. – Powiedziała Alice. 
- Nie! – Wykrzyknęliśmy wszyscy. Przecież wiadomo, że jak 
Alice pojedzie na zakupy, nawet te spożywcze, to i tak nie 
będzie jej cały dzień. 
- Niech pojadą chłopaki, ewentualnie z Nessie. – Powiedziała 
babcia. 
Wszyscy bardzo chętnie się zgodzili, no może, oprócz 
Emmett`a, który kocha wszelkiego rodzaju zakupy. 
Przez całą drogę marudził. Tata i Jasper zwijali się ze śmiechu. 
Po 10 minutach byliśmy w sklepie. Kupiliśmy wszystko co było 
pod ręką. Chipsy, ciastka, pieczywo, warzywa, owoce i dużo 
innych rzeczy. 
Gdy wróciliśmy do domu, Emmett powiedział, że on chce zjeść 
chipsy. Dziadek pobrał od niego krew i Emmett miał zaczął jeść. 
- Emmett czekaj na chwilę. – Powiedziałam i poprosiłam mamę, 
żeby wyszła ze mną. 
- Mamuś ja muszę wujkowi dopiec... Nie otwieraj tarczy jak on 
będzie jadł, niech ma nauczkę. – Powiedziałam i puściłam do 
mamy oko. 
Mama bardzo chętnie się zgodziła. Weszliśmy do domu. Tata 
powstrzymywał się od śmiechu, tak samo Alice, która pewnie 
miała wizje i zobaczyła co się będzie działo z Emmett`em. 
- No to smacznego wujku. 
Emmett włożył do buzi jednego chipsa. I nic. 
- Dobre. 
Warknęłam na mamę. 
- Nessie mama robi to specjalnie, niech włoży więcej chipsów 
do buzi to wtedy zobaczysz. – Wytłumaczył po cichu tata. 
- Chodźcie spróbować, to naprawdę dobre. – Zachęcał wujek. 

background image

 

- 42 -

- Nie, nie. Zjedz sobie braciszku. – Powiedziała Alice. 
- Żałujcie. 
Tym razem Emmett włożył do buzi całą garść chipsów. 
Wszyscy czekali z zainteresowaniem. 
- Fuj!! Co to jest? Bella ty zdrajco! – Emmett zaczął gonić po 
domu i wrzeszczeć na całe gardło. – Fuj! To jest okro... – Nie 
dokończył, bo jedzenie wylądowało na podłodze. Jeszcze nigdy 
nie widziałam jak wymiotują wampiry. Wszyscy się śmiali. 
- Teraz od uczysz się ze mnie śmiać. – Powiedziałam do wujka 
i poklepałam go po ramieniu. 
- To twój pomysł? 
- Mój, a bo co? – Zapytałam niewinnie. 
- Jak cię złapie to nie ręcz... – Kolejna porcja wymiotów 
wylądowała na podłodze. 
Po około pół godziny wujek doszedł do siebie, jednak my nie 
mogliśmy się uspokoić. 
- Z czego się śmiejecie osły? – Emmett był wkurzony. 
- My? Z niczego! – Zapewniła go Rosalie. – Kochanie nie martw 
się, to nie z ciebie. 
- Akurat. I teraz nie możecie na mnie przeprowadzić 
doświadczenia. – Powiedział oburzony Emmett. 
Dziadek stwierdził, że musimy dokończyć to dzisiaj, więc Alice 
zgodziła się zjeść czekoladę. 
- To samo, co u Belli. Nic się nie zmieniło. – Powiedział 
dziadek. 
W końcu na stole nie zostało już nic. Na reszcie rodziny wyniki 
wyszły tak samo. 
- Wiecie co? – Zaczął dziadek. – Mówiłem wam już, że Bella 
odmieniła nasze życie? 
- Wiele razy. – Odpowiedzieliśmy zgodnie z prawdą. 
- Aha. Ale nie do tego dążę. Myślę, że jak możemy jeść 
normalnie dzięki tarczy, to... Możliwe jest to, że dziewczyny 
pozachodzą w ciążę. Oczywiście to są tylko moje 
przypuszczenia, ale całkiem możliwe. 
Alice i Rosalie zaczęły piszczeć z radości. 
- Ale Carlisle, jak dzieci się urodzą, to urosną czy będą takie 
małe? 
- Co do tego nie mam pewności, ale wampir plus wampir 

background image

 

- 43 -

Hmm... To tak samo jak dwa minusy dają plus. Myślę, że urodzi 
się albo człowiek, ale pół wampir, jak Nessie. 
To było bardzo interesujące, ale byłam taka zmęczona, że nie 
miałam siły z nimi siedzieć. Pożegnałam się i poszłam położyć 
się do pokoju taty. Po dwóch minutach już spałam. 
- Nessie, skarbie. Wstawaj. Musisz jechać na taniec. 
Podniosłam się i zobaczyłam mamę. Przytuliłam się do niej. 
- No już zbieraj się! – Powiedziała mama. 
Wstałam i poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic i ubrałam się 
w przetarte jeansy i żółtą bluzkę, na to założyłam szary 
sweterek. Zeszłam na dół, wypiłam zwierzęcą krew i 
powiedziałam, że jestem gotowa. 
- Kto ją dzisiaj zawiezie? – Zapytała babcia. 
- Ja. – Powiedział tata. 
Wsiedliśmy do jego volvo i ruszyliśmy. Buzia mi się nie 
zamykała. Musiałam mu tyle opowiedzieć. O szkole tańca i w 
ogóle o wszystkim, co się wydarzyło podczas ich nie obecności. 
Nie powiedziałam mu tylko, zresztą tak jak dziadkowi, o 
Jimmi`m. Nie wiem, czemu. Najpierw sama chciałam się 
dowiedzieć czy moje przypuszczenie są trafne. 
Po 10 minutach byliśmy na miejscu. Pożegnałam się z tatą i 
poszłam do wejścia. Czekała już na mnie Lucy, Kate i Eve. 
- Tego brata jeszcze chyba nie widziałyśmy, co? – Zapytała 
przyjacielsko Eve. 
- Nie. Nie było go w domu. – Odpowiedziałam jej i poszłyśmy do 
sali. 
- Witam wszystkich. – Powiedziała Vanessa gdy wszyscy byli 
gotowi do zajęć. – Chciałam wam powiedzieć, że w następnym 
tygodniu, we wtorek odbędzie się zebranie dla rodziców. 
Obecność obowiązkowa. 
- A czego będzie dotyczyć? – Zapytała jak zwykle ciekawska 
Susan. 
- Waszego udziału w mistrzostwach stanowych. 
Po sali rozeszło się poruszenie. Nikt nie wiedział, że będziemy 
brać udział w mistrzostwach. 
- Dobra koniec gadania! Zaczynamy zajęcia. 
Po dwóch godzinach poszliśmy do szatni. Cały czas nie 
mogliśmy uwierzyć, że mamy szansę wygrać, bo naprawdę 

background image

 

- 44 -

dobrze tańczymy. 
- A może to uczcimy? – Zaproponował Jimmi. 
Wszyscy bardzo chętnie się zgodzili, oprócz mnie. Jakoś nie 
miałam ochoty z nimi gdzieś iść. Musiałam pochwalić się 
rodzicom. 
- Nessie nie rób nam tego! Musisz z nami iść. Chociaż na 
chwilkę. – Prosiła Lucy. 
- No dobra. A gdzie właściwie idziemy? 
- Jimmi? 
- Hmm... Może na lody? Co wy na to? 
Wszyscy bardzo chętnie się zgodzili. Wyszliśmy przed budynek. 
Zobaczyłam srebrne volvo. 
„Tatusiu, będę do godziny, a tak w ogóle to możesz jechać do 
domu dojadę busem czy czymś takim.” 
Usłyszałam trąbienie i za chwile taty już nie było. 
- Nie czeka na ciebie? – Zapytała Lucy. 
- Nie, napisałam mu sms-a, żeby przyjechał później. 
- Aha, a gdzie ty w ogóle mieszkasz? Bo nigdy nie 
rozmawiałyśmy na ten temat. 
- W Forks. – Odpowiedziałam spokojnie. – A ty? 
- W Forks? Ja też! To super! 
Weszliśmy do kawiarni. Wszyscy zamówili lody, oprócz 
Jimmi`ego czyli moje przypuszczenia się potwierdziły. 
- Wampir. – Powiedziałam tak cicho, żeby śmiertelnicy tego nie 
słyszeli. Jimmi się obrócił...

_