background image

 

background image

Laurell K. Hamilton 

 

 

Dziewczyna zauroczona śmiercią 

 

 

The girl who was infatuated with death 

 
 
 

Opowiadanie  pochodzi  ze  zbioru  Strange  Candy  Tłumaczenie:  Fallen 

Korekta:  ALPHA,    victoria    Akcja    opowiadania    ma    miejsce    w    okresie  
pomiędzy BLUE MOON (tom 8) a OBSIDIAN BUTTERFLY (tom 9). 

 

 

BYŁO pięć dni przed Bożym Narodzeniem, kwadrans przed północą. 
Powinnam drzemać w swoim łóżku, śniąc o świątecznych słodyczach, 

jakiekolwiek, do cholery, by one by nie były. Ale nic z tego. Siedziałam przy 
swoim  biurku,  sącząc  kawę  i  oferując  pudełko  chusteczek  higienicznych 
mojej klientce, pani Rhondzie  Mackenzie. 

Płakała  przez  prawie  całe  spotkanie,  tak,  że  rozmazała  większość 

staranie  wykonanego  makijażu  oczu,  pozostawiając  je  wyblakłe  i  jakieś 
takie  niewyraźne  -  niedopracowane,  i  przez  to  młodsze.  Zapewne  tak 
musiała  wyglądać,    gdy    była    w    szkole    średniej.    Ciemna,    perfekcyjna  
szminka na ustach sprawiła, że oczy wydawały się bardziej naiwne. 

–  Zazwyczaj  tak  się  nie  zachowuję,  pani  Blake.  Jestem  bardzo  silną 

kobietą. – Jej głos przybrał ton, który mówił, że w to wierzy, i nawet mogło 
to być prawdą. 

Podniosła na mnie te nagie, brązowe oczy. Była w nich taka zaciekłość, 

która  mogła  sprawić,  że  słabsza  osoba  stchórzy.  Nawet  ja,  twardajakskała 
łowczyni  wampirów,  którą  jestem,  miałam  problem  by  zmierzyć  się  z 
wściekłością w tych oczach. 

–  W  porządku,  pani  Mackenzie,  nie  jest  pani  pierwszym  klientem, 

który płacze. Jest ciężko, kiedy się kogoś  straciło. 

Spojrzała w górę, zaskoczona. 

background image

– Nie straciłam nikogo. Jeszcze  nie. 
Odstawiłam  swój  kubek  z  powrotem  na  stół,  bez  pociągnięcia  ani 

jednego łyka kawy i przyglądałam się jej. 

–  Jestem  animatorką  pani  Mackenzie.  Jeżeli  powód  jest  wystarczająco 

ważny,  wskrzeszam  zmarłych.  Założyłam,  że  taka  rozpacz,  wynika  stąd,  że 
przyszła pani poprosić mnie o wskrzeszenie kogoś bliskiego. 

Potrząsnęła  głową,  jej  ciemnobrązowe  loki  rozsypały  się  w  nieładzie 

wokół  twarzy,  gdy  przeczesywała  palcami  to,  co  kiedyś  było  doskonałą 
trwałą. 

– Moja córka Amy, jest pełna życia i pragnę, aby taka pozostała. 
Teraz, z kolei, ja byłam zdezorientowana. 
–  Wskrzeszam  zmarłych  i  jestem  legalną  egzekutorką  wampirów,  pani 

Mackenzie. Jak którekolwiek z tych zajęć może pomóc utrzymać pani córkę 
przy życiu? 

– Chcę, aby pomogła mi pani ją odnaleźć zanim popełni samobójstwo. 
Po prostu gapiłam się na nią, moja twarz była profesjonalnie obojętna, 

ale  w  myślach  przeklinałam  mojego  szefa.  On  i  ja  odbyliśmy  rozmowy,  co 
dokładnie,  wchodzi  w  zakres  moich  obowiązków  w  pracy,  a  córki  o 
samobójczych skłonnościach nie były częścią tych uzgodnień. 

– Poszła pani na  policję? 
–  Oni nic nie zrobią, dopóki nie miną 24  godziny, ale wtedy będzie już 

za późno. 

–  Mam  przyjaciółkę,  która  jest  prywatnym  detektywem.  To  brzmi 

bardziej  jak  coś  dla  niej  niż  dla  mnie,  pani  Mackenzie.  –  Już  sięgałam  po 
telefon. – Zadzwonię do niej do domu, w pani imieniu. 

– Nie – powiedziała – jedynie pani może mi pomóc. 
Westchnęłam i splotłam dłonie na pustym blacie mojego  biurka. 
Większość  mojej  pracy  nie  odbywała  się  w  pomieszczeniach 

biurowych, tak więc biurko nie wyglądało na zbytnio używane. 

–  Pani córka żyje, pani Mackenzie, więc nie musi jej pani wskrzeszać. 

Nie jest podłym wampirem, więc nie potrzebuje pani egzekutorki. Jak, w 
takim razie, mogę pani  pomóc? 

Pochyliła  się  do  przodu,  miętosiła  chusteczkę  w  swoich  dłoniach,  jej 

oczy zapłonęły znów. 

– Jeżeli pani mi nie pomoże, przed świtem ona będzie wampirem. 
– Co pani ma na  myśli? 

background image

– Jest zdeterminowana, by stać się jednym z nich dzisiejszej nocy. 
–  Potrzeba  trzech  ukąszeń,  aby  stać  się  wampirem,  pani  Mackenzie,  i 

one  wszystkie  muszą  pochodzić  od  tego  samego  wampira.  Nie  można 
zostać  jednym  z  nich  w  trakcie  pojedynczej  nocy.  I  nie  można  stać  się 
jednym  z  nich,  jeżeli  jest  się  przypadkowo  ugryzionym  przez  więcej  niż 
jednego wampira. 

–  Ma  dwa  ugryzienia  na  udach.  Przypadkowo  wpadłam  na  nią  gdy 

wychodziła spod prysznica i wtedy zobaczyłam je. 

– Jest pani pewna, że to były wampirze ugryzienia? 
Pokiwała głową. 
–  Zrobiłam  jej  awanturę.  Chwyciłam  ją,  siłowałyśmy  się,  tak,  że 

mogłam  zobaczyć  je  wyraźnie.  To  są  ugryzienia  wampira.  Takie,  jak  na 
zdjęciach,  które  krążyły  wśród  nas  na  ostatnim  spotkaniu  PTA,  żebyśmy 
mogli  je  rozpoznać.  Pewnie  zna  pani  jedną  z  takich  osób,  które  uczą  jak 
rozpoznać czy twoje dzieci nie są związane z potworami. 

Przytaknęłam. Znałam ten typ ludzi, który miała na  myśli. Niektórzy z 

nich byli cennym źródłem informacji, niektórzy tylko straszyli rodziców jak 
niebezpieczne  są  wampiry.  Niektórzy  z  nich  byli  rasistami,  jeżeli  to  było 
właściwe określenie w tym wypadku; a co najmniej, byli uprzedzeni. 

– Ile lat ma pani  córka? 
– Siedemnaście. 
–  To tylko  rok  zanim  stanie  się  pełnoletnia,  pani  Mackenzie.  Jak  tylko 

skończy  osiemnastkę,  jeżeli  nadal  będzie  chciała  zostać  wampirem,  to 
zgodnie z prawem nie zdoła pani jej przed tym powstrzymać. 

– Mówi to pani tak spokojnie. Pochwala to pani? 
Wzięłam głęboki wdech i wypuściłam go, powoli. 
– 

Jestem 

skłonna 

porozmawiać 

pani 

córką, 

spróbować 

wyperswadować  jej  to.  Ale  skąd  pani  wie,  że  to  dzisiaj  jest  ta  noc?    To  
muszą  być  trzy  ukąszenia  w  bardzo  krótkim  okresie  czasu,  inaczej  ciało 
zwalczy infekcję, czy cokolwiek, czym do cholery, to  jest. 

Naukowcy  wciąż  się  spierają,  co  dokładnie  sprawia,  że  ktoś  zostaje 

wampirem.  Istniały  pewne    różnice  biologiczne  pomiędzy    organizmem  
przed i po przemianie, ale był w to wplątany też pewien udział mistycyzmu, 
a nauka zawsze była kiepska w wyjaśnianiu tego typu spraw. 

–  Ugryzienia  były  świeże,  pani  Blake.  Zadzwoniłam  do  mężczyzny, 

który wygłosił wykład w naszej szkole a on kazał mi przyjść do pani. 

background image

– Kim był ten  on? 
– Jeremy Ruebens. 
Teraz ja zmarszczyłam brwi. 
– Nie wiedziałam, że wyszedł z więzienia. 
Jej oczy się  rozszerzyły. 
– Więzienia? 
–  Nie  wspomniał  w  rozmowie,  że  siedział  w  więzieniu  za  udział  w 

spisku  mającym  na  celu  popełnienie  morderstwa  –  ciążyło  na  nim  ponad 
kilkanaście  zarzutów,  być  może  setki.  Stał  na  czele  organizacji  „Ludzie 
Najpierw”, gdy ci próbowali pozbyć się wszystkich wampirów i niektórych 
zmiennokształtnych w St.  Louis. 

–  Mówił o tym. Powiedział, że nigdy nie tolerowałby takiej przemocy i 

że to odbyło się bez jego wiedzy. 

Uśmiechnęłam się i wiedziałam, że nie był to przyjazny uśmiech. 
–  Jeremy  Ruebens  kiedyś  siedział  na  tym  krześle,  co  pani  teraz  i 

powiedział  mi,  że  celem  „Ludzi  Najpierw”  jest  zniszczenie  każdego 
wampira w Stanach  Zjednoczonych. 

Ona po prostu patrzyła na mnie. Odpuściłam. Ona będzie wierzyć w 

to, w co chce wierzyć, większość ludzi tak  robi. 

–  Pani  Mackenzie,  niezależnie  od  tego,  czy  pani,  ja,  albo  Jeremy 

Ruebens  pochwalamy  to  czy  też  nie,  wampiry  są  legalnymi  obywatelami 
tego  kraju,  z  przysługującymi  im  prawami  obywatelskimi  –  Amy  ma 
siedemnaście  lat,  jeżeli  to  coś  przemieni  ją  gdy  jest  nieletnia,  to  będzie 
morderstwo  i  oskarżę  go  o  to.  Jeżeli  on  zabije  moją  Amy,  chcę  go  widzieć 
martwego. 

– Wie pani na pewno, że to jest on? 
–  Ugryzienia były bardzo, bardzo wysoko na jej udach. – Spojrzała w 

dół na swoje kolana. – Na wewnętrznej stronie jej ud. 

Chciałam wskazać inną możliwość – że to mogła być wampirzyca. 
Ale  nie  zrobiłam  tego,  ponieważ  w  końcu  zaczęłam  rozumieć,  czego 

pani  Mackenzie  oczekiwała ode  mnie i  dlaczego  Jeremy  Ruebens  wysłał  ją 
do mnie. 

–  Chce pani abym odnalazła pani córkę zanim otrzyma ona trzecie 

ugryzienie, prawda? 

Przytaknęła. 
–  Pan  Ruebens  uważał,  że  jeżeli  ktokolwiek  może  ją  odnaleźć  na  czas, 

background image

to będziesz ty. 

Odkąd  „Ludzie  Najpierw”  próbowali  mnie  zabić  podczas  ich  wielkiej 

czystki w mieście, wiara Ruebensa we mnie była trochę osobliwa. 

Prawdopodobnie trafna, jednak dziwna. 
– Jak długo jej nie  ma? 
– Od dziewiątej, może krótko po. Brała prysznic, przygotowując się do 

wieczornego  wyjścia    ze    znajomymi.    Miałyśmy    okropną    kłótnię    i    ona 
pobiegła wściekła do swojego pokoju. Uziemiłam ją dopóki nie przejdzie jej 
ten szalony pomysł zostania  wampirem. 

–  Potem poszła pani sprawdzić co u niej, a jej  już nie było?  –  Zadałam 

pytanie. 

– Tak. – Usiadła z powrotem na krześle, wygładzając  spódnicę. 
Wyglądało  to  jak  nerwowy  nawyk.  –  Dzwoniłam  do  jej  przyjaciół,  z 

którymi  rzekomo  miała  wyjść,  ale  oni nie  chcieli  ze  mną  rozmawiać  przez 
telefon,  więc  poszłam  osobiście  do  domu  jej  najlepszej  przyjaciółki,  i  ona 
porozmawiała ze mną. 

Znów  wygładziła  spódnicę  w  dół,  dłonie  dotykały  kolan,  jak  gdyby 

pończochy  potrzebowały  opieki;  jak  dla  mnie  wszystko  wydawało  się  być 
na swoim miejscu. 

–  Posiadały fałszywe dokumenty, które  mówiły, że obie mają ponad 21 

lat. Chodziły do wampirzych klubów od tygodni. 

Pani  Mackenzie  spojrzała  w  dół  na  swoje  kolana,  mocno  zaciśnięte 

dłonie. 

–  Moja  córka    ma    raka    kości.    Aby    ocalić    jej    życie,    w    przyszłym 

tygodniu,  mają  amputować  jej  lewą  nogę  od  kolana  w  dół.  Ale  w  tym 
tygodniu  zaczęła  mieć  bóle  w  drugiej  nodze,  takie  same  jak  bóle,    od 
których rozpoczęło się to  wszystko. 

Ponownie  podniosła  wzrok,  spodziewałam  się  łez,  ale  jej  oczy  były 

opróżnione,  nie  tylko  z  łez,  ale  ze  wszystkiego.  To  tak,  jakby  przerażenie 
tym wszystkim, potworność tego, wyczerpały już ją. 

– Współczuję, pani Mackenzie, wam obu. 
Potrząsnęła głową. 
–  Mnie  proszę  nie  żałować.  Ona  ma  siedemnaście  lat,  jest  piękna, 

inteligentna,  jest  członkinią  najlepszych  stowarzyszeń  na  uczelni,  i  w 
przyszłym tygodniu straci nogę. Już teraz musi używać laski. Jej przyjaciele 
wystrugali  i  dali  jej  taką  fantastyczną  laskę,  w  gotyckim  stylu;  z  czarnego 

background image

drewna, ze srebrną czaszką na górze. Ubóstwia ją, ale przecież nie możesz 
używać laski jeżeli nie masz w ogóle nóg. 

Był  taki  czas,  kiedy  myślałam,  że  bycie  wampirem  jest  gorsze  niż 

śmierć,  ale  teraz  nie  byłam  już  taka  pewna.  Szczerze,  to  nie  byłam 
wystarczająco bez winy, by jako pierwsza rzucać  kamieniem. 

– Nie straci nogi jeżeli zostanie wampirem. 
– Ale straci swoją  duszę. 
Nawet nie próbowałam spierać się o to. Nie byłam pewna czy wampiry 

mają duszę, czy też nie; po prostu nie wiedziałam. Znałam te dobre i te złe, 
tak  samo  jak  dobrych  i  złych  ludzi.  Ale  jedna  rzecz  była  prawdziwa; 
wampiry,  aby  przetrwać,  musiały  żywić  się  ludźmi,  i  bez  względu  na  to  co 
widzisz w filmach, zwierzęca krew nie załatwia sprawy. 

To  my  jesteśmy  ich  pożywieniem,  nie  da  się  temu  zaprzeczyć.  Ale  na 

głos,  powiedziałam:  –  Ona  ma  siedemnaście  lat,  pani  Mackenzie.  Myślę,  że 
prawdopodobnie wierzy w swoją nogę bardziej niż w duszę. 

Kobieta potakiwała zbyt gwałtownie; jej głowa aż  podskakiwała. 
– I to jest moja  wina. 
Westchnęłam.  Tak  bardzo  nie    chciałam    się    w    to    angażować,    ale 

sądziłam, że pani Mackenzie zrobi dokładnie to, co powiedziała, że zrobi. 

To nie dziewczyna była tą osobą, o którą tak bardzo się martwiłam, to 

był wampir, który zamierzał ją przemienić. 

Była  niepełnoletnia,  a  to    oznaczało,  że  jeżeli  ją  przemieni,  będzie  to  

dla  niego  automatyczny  wyrok  śmierci.  Dla  ludzi,  wyrok  śmierci  zwykle 
oznacza  dożywocie,  ale  dla  wampira  oznacza  śmierć  w  ciągu  kilku  dni, 
maksymalnie tygodni. 

Niektóre  z  grup  walczących  o  prawa  obywatelskie  skarżyły  się,  że 

wampirze  procesy  były  zbyt  szybkie,  aby  były  sprawiedliwe.  Być  może 
pewnego dnia Sąd Najwyższy unieważniłby któreś ze swoich orzeczeń, ale 
to nie sprawiłoby, że wampir stanie się ponownie „żywy”. 

Kiedy wampir zostanie już  zakołkowany, ścięty, wytnie mu się serce, a 

wszystkie części są spalone i wrzucone do bieżącej  wody. Nie ma powrotu 
zza  grobu,  jeśli  jesteś  tylko  tycidrobinkami,  szarej  jak  popiół  karmy  dla 
rybek. 

– Czy ta przyjaciółka wie jak ten wampir wygląda, może wie jak się on 

nazywa? 

Pokręciła głową. 

background image

– Barbara twierdzi, że to  jest wybór  Amy. –  Pani Mackenzie potrząsała 

głową. – Tak nie jest, nie dopóki ona nie skończy osiemnastu lat. 

Częściowo  zgadzałam  się  z  Barbarą,  ale  ja  nie  byłam  matką,  więc  być 

może moja sympatia byłaby po innej stronie, gdybym nią była. 

– Więc nie wie pani, czy wampir jest płci męskiej czy żeńskiej. 
– Męskiej. – Powiedziała bardzo stanowczo, zbyt pewnie. 
– Przyjaciółka Amy powiedziała pani, że to był wampirfacet? 
Pani Mackenzie potrząsnęła głową, ale zbyt prędko, zbyt nerwowo. 
–  Amy  nigdy  nie  pozwoliłaby  innej  dziewczynie  zrobić  sobie  czegoś 

takiego... nie… tam na dole. 

Zaczynałam  nie  lubić  pani  Mackenzie.  Jest  coś  w  kimś,  kto  jest 

przeciwko wszystkiemu co odmienne, coś, co działa mi na nerwy. 

–  Gdybym  miała  pewność,  że  to  jest  facet,  zawężałoby  to 

poszukiwania. 

– To był wampir płci męskiej, jestem tego pewna. – Za bardzo upierała 

się przy tym, co oznaczało, że wcale nie miała  pewności. 

Odpuściłam ja; ona nie zamierzała ustąpić. 
– Muszę porozmawiać z Barbarą, przyjaciółką  Amy, bez obecności pani 

lub  jej  rodziców,  i  musimy  rozpocząć  przeszukiwanie  klubów.  Czy  ma  pani 
jej zdjęcie? 

Miała,  alleluja,  przyszła  przygotowana.  To  było  jedno  z  tych 

standardowych ujęć do kroniki szkolnej. Amy miała długie proste włosy w 
raczej  nieokreślonym  brązowym  kolorze,  ani  wystarczająco  ciemnym  aby 
odcień  był  nasycony  ani wystarczająco  jasnym  aby  można  było  go  nazwać 
innym  kolorem.  Uśmiechała  się,  twarz  radosna,  oczy  błyszczące,  okaz 
zdrowia i wielkich nadziei. 

– Zdjęcie zostało zrobione w zeszłym roku.  – Jej matka powiedziała to, 

jak  gdyby  czuła  się  zobowiązana  wyjaśnić  dlaczego  zdjęcie  wyglądało  tak, 
jak wyglądało. 

– Nic bardziej aktualnego? 
Wyciągnęła  następne  zdjęcie  ze  swojego  portfela.  Były  tam  dwie 

kobiety  z  podkreślonymi  na  ciemno  oczami  i  pełnymi,  wydętymi  ustami, 
jedna  z  purpurową  szminką  i  druga,  z  czarną.  Zajęło  mi  chwilę  aby 
rozpoznać, że dziewczyna po prawej to Amy. 

Nijakie  włosy  były  zebrane  na  czubku  jej  głowy  w  swobodnej  masie 

luźnych loków, które odkryły szlachetne, wysokie kości policzkowe jej 

background image

twarzy,  jak  nieupiększone  malowidło,  coś  do  podziwiania.  Dramatyczny 
makijaż  pasował  do  jej  karnacji.  Jej  przyjaciółka  była  blondynką  i  to  nie 
pasowało tak dobrze do odcienia jej skóry. 

Zdjęcie wydawało się być bardziej pozowane niż poprzednie, tak jakby 

były  przebrane    i    wiedziały    o    tym,    poza    tym    wyglądały    na    starsze, 
ekscytująco,  dramatycznie,  uwodzicielsko,  cudownie  ślicznie...  ale  były 
prawie nie do odróżnienia od tysięcy innych nastoletnich Gotów. 

Położyłam oba zdjęcia obok siebie i spojrzałam z jednego na  drugie. 
– Które zdjęcie bardziej odpowiada temu jak wyglądała  wychodząc? 
–  Nie  wiem.  Ma  tak  dużo  gotyckich  ciuchów.  Nie  potrafię  stwierdzić 

czego  brakuje.  –  Wyglądała  na  zakłopotaną  tą  ostatnią  uwagą,  jakby 
powinna była to  wiedzieć. 

–  Dobrze  pani    zrobiła    przynosząc    oba    zdjęcia,    pani    Mackenzie,  

większość osób nie pomyślałaby o  tym. 

Słysząc to, podniosła wzrok, prawie zdołała się uśmiechnąć. 
– Ona wygląda tak różnie, w zależności od tego co nosi. 
– Większość z nas tak  ma. 
Przytaknęła, nie tak jakby zgadzała się z tym, ale z grzeczności. 
– Ile lat ma Barbara, jej przyjaciółka? 
– Osiemnaście, dlaczego? 
–  Wyślę  moją  przyjaciółkę,  która  jest  prywatnym  detektywem  żeby  z 

nią porozmawiała, być może spotka mnie w klubach. 

– Barbara nie powie nam kim jest, ten który miał... – Nie mogła zmusić 

się do dokończenia  zdania. 

–  Moja  przyjaciółka  potrafi  być  bardzo  przekonująca,  ale  jeżeli  uważa 

pani, że Barbara może sprawiać  problemy, znam kogoś kto  mógłby nam w 
tym pomóc. 

– Ona jest bardzo uparta, tak jak moja  Amy. 
Pokiwałam  głową  i  sięgnęłam  po  telefon.  Zadzwoniłam  do  Veroniki 

(Ronnie)  Sims,  prywatnego  detektywa  i  przede  wszystkim  dobrej 
przyjaciółki.  Pani  Mackenzie  dała  mi  adres  Barbary,  który  przekazałam 
Ronnie  przez  telefon.  Ronnie  powiedziała,  że  wyśle  mi  wiadomość    na 
pager  jeżeli będzie miała jakiekolwiek wiadomości, albo kiedy znajdzie się 
w dzielnicy klubów. 

Następnie  wykręciłam    numer    do    Zerbrowskiego.    Był    policyjnym 

detektywem i naprawdę nie było powodu aby go angażować, ale on też 

background image

miał  dzieci  i  nie  lubił  potworów,    i  był  moim  przyjacielem.  Okazało  się,  że 
był  w  pracy;  odkąd  należał  do  Regionalnego  Zespołu  ds.  Nadnaturalnych 
Dochodzeń często pracował  nocami. 

Wyjaśniłam  sytuację,  i  to  że  potrzebuję  odrobiny    oficjalnego 

przymusu, oficjalnego pokazu  siły. Powiedział, że to  spokojna noc, i że tam 
będzie. 

– Dzięki, Zerbrowski. 
– Masz u mnie  dług. 
– Odnośnie tego, tak. 
–  Hmm… Wiem, jak możesz go spłacić. – Jego głos zabrzmiał nisko i 

sztucznie uwodzicielsko. To była gra pomiędzy nami odkąd się poznaliśmy. 

– Uważaj, na to co powiesz, Zerbrowski, albo doniosę Katie. 
– Moja ukochana żona wie, że jestem zbereźnikiem. 
– Czyż nie my wszyscy wiemy. Jeszcze raz dzięki,  Zerbrowski. 

– Nie ma za co, przecież mam dzieci. – Powiedział i odłożył słuchawkę. 

Zostawiłam  panią  Mackenzie  w  kompetentnych  rękach  naszej  nocnej 

sekretarki Craig i wyszłam zobaczyć, czy będę w stanie  ocalić  życie  jej 

córki  i  „życie”  wampira,  który  był  na  tyle  bliskim  przyjacielem  Amy, aby 

ugryźć ją dwukrotnie w górną część uda. 

* * * 
Wampirza dzielnica w St. Louis była jednym z najgorętszych obszarów 

turystycznych  w  kraju.  Niektórzy  ludzie  przyznawali  nieumarłym  zasługę 
za  boom  gospodarczy,  którego  doświadczyliśmy  w  ciągu  ostatnich  pięciu 
lat,  odkąd  wampiry  zostały  uznane  za  żyjących  obywateli  ze  wszystkimi 
prawami i przywilejami, które za tym szły, za wyjątkiem prawa  głosu. 

Po Waszyngtonie krążył projekt ustawy, która dawałaby im i to prawo 

oraz  drugi,  który  chciał  odebrać  im  ich  nowy  status  i  sprawić,  że  znów 
można by je legalnie zabijać gdy tylko się je zobaczy, wyłącznie za to, że są 
wampirami. 

Powiedzieć, że Stany Zjednoczone były niezupełnie zjednoczone w 

swoim nastawieniu do nieumarłych było niedopowiedzeniem. 

„Danse Macabre” był jednym z najnowszych klubów prowadzonych 

przez wampiry. To było najgorętsze miejsce do tańca w St. Louis. 

Przeżywaliśmy nalot aktorów z Zachodniego Wybrzeża zaszczycających 

klub  swoją  obecnością.  Zadawanie  się  z  wampirami  stało  się  modne, 
szczególnie z tymi pięknymi, a St. Louis miało więcej 

background image

cudownych zwłok niż mu się  należało. 

Najcudowniejszy,  z  nich  wszystkich,  trup  tańczył  na    głównym 

parkiecie  swego  najnowszego  klubu.  Parkiet  był  tak  zatłoczony,  że  było 
niewiele  miejsca  do  tańca,  ale  jakoś  mój  wzrok  znalazł  Jean–Claude'a,  
wyłowił go z  tłumu. 

Kiedy  po    raz    pierwszy    go    dostrzegłam,    jego    długie    blade    ręce  

znajdowały  się  ponad  głową,  pełen  gracji  ruch  tych  rąk  przyciągnął  mój 
wzrok  niżej,  do  spirali  jego  czarnych  loków,  które  ześlizgiwały  się  po  jego 
ramionach.  Od  tyłu,  z  tymi  długimi  włosami,  jego  koszula  była  tylko 
szkarłatna, przykuwająca wzrok, ale nie było to nic specjalnego. Wtedy się 
obrócił i mignął mi jego przód... 

Czerwona  satyna    opierała    się    tylko    na    brzegach    jego    odkrytych 

ramion,  odsłaniając  górną  część  torsu,  tak  jakby  ktoś  wyciął  nożyczkami 
głęboki dekolt. Rękawy były długie, ciasno ściśnięte przy mankietach. 

Wysoki, czerwony kołnierz otaczał jego twarz; sprawiał, że jego skóra, 

jego  włosy,  jego  ciemne  oczy  wydawały  się  bardziej  promienne,  bardziej 
żywe. 

Muzyka obróciła go ode mnie i mogłam obserwować jak tańczy.   
Zawsze był pełen gracji, ale  tętniący rytm muzyki narzucał ruchy, 

które były; nie tylko pełne wdzięku, ale pełne mocy, prowokujące. 

W  końcu  zdałam  sobie  sprawę,  gdy  objął  kobietę  ramionami,  gdy  ona 

przykleiła  się  do  jego  torsu,  że  ma  partnerkę.  Natychmiast  poczułam  się 
zazdrosna... nienawidziłam tego. 

Miałam  na  sobie  ubranie  jakie  nosiłam  do  biura,  i  byłam  zadowolona, 

że to była elegancka, krótka, czarna spódnica, z zapinaną na guziki koszulą 
w kolorze chabrowym. Długi czarny skórzany płaszcz, który był zbyt ciepły 
aby  mieć  go  na  sobie  wewnątrz  klubu,  i  dopasowane  do  stroju  czarne 
pantofle. 

Och,  i  jeszcze  kabura  z  Browningiem  Hi-Power  9  mm,  która  była 

powodem tego, że wciąż miałam na sobie płaszcz. Ludzie mają w zwyczaju 
stawać się nerwowi gdy widzą broń, a byłaby ona bardzo dobrze widoczna 
na tle intensywnie ciemnego szafiru bluzki. 

Innym osobom musiało się wydawać,  że  próbowałam wyglądać  cool’, 

mając  na  sobie  całą  tę  skórę.  Nic  z  tego,  po  prostu  starałam  się  nie 
wystraszyć turystów. Ale nic, co miałam na sobie, nie dawało się porównać 
do mieniącej się, obcisłej sukienki i szpilek, które nosiła ta kobieta... nie, 

background image

nic. Byłam fatalnie „nieubrana”. 

To był mój wybór; trzymać się z dala od Jean-Claude’a przez te parę 

ostatnich  miesięcy.  Pozwoliłam  mu  naznaczyć  siebie  jako  jego  ludzką 
służebnicę,  aby  uratować  jego  życie  i  życie  mojego  drugiego  chłopaka  z 
którym też się nie widywałam; Richarda Zeemana, Ulfrika, wilczego króla 
lokalnego stada. 

Zrobiłam  to  by  ocalić  ich  obu,  ale  to  związało  mnie  bliżej  z  nimi,    a 

każdy  akt  seksualny  zaciskał  te  mistyczne  więzi  coraz  mocniej.  Mogliśmy 
słyszeć wzajemnie swoje myśli, odwiedzać siebie nawzajem w snach. 

Wkroczyłam  w  sen  Richarda,  gdy  był  on  w  wilczej  postaci  goniąc 

ludzką  ofiarę.  Posmakowałam  krwi  spod  kobiecej  skóry,  dlatego  że  Jean- 
Claude siedział obok mnie kiedy o tym myślał. 

To było zbyt wiele jak dla mnie, tak więc uciekłam do zaprzyjaźnionej 

medium,  która  uczyła  mnie  jak  osłaniać  się  metafizycznie  od  chłopaków. 
Dawałam  sobie  z  tym  radę,  tak  długo,  jak  trzymałam  się  cholernie  daleko 
od nich obu. 

Obserwowałam  się    jak    Jean-Claude    porusza    się,    tak    jakby    był 

połączony  z  muzyką,  z  przestrzenią,  z  energią,  przewidując  nie  tylko 
muzykę,  ale  i  ruch  kobiety  w  jego  ramionach.  To  sprawiło,  że    chciałam 
uciec  z  wrzaskiem,  ponieważ  tym  czego  naprawdę  pragnęłam,  to  było 
pomaszerować tam, chwycić ją za jej długie włosy i uderzyć ją. Nie miałam 
takiego prawa, poza tym, oni tylko tańczyli. Jasne. 

Ale jeżeli ktokolwiek mógłby mi powiedzieć, kto zamierzał przemienić 

Amy  Mackenzie  w  nieumarłą,  był  to  Jean-Claude.  Musiałam  tu  zostać. 
Potrzebowałam informacji, ale to było niebezpieczne, niebezpieczne na tak 
wiele sposobów. 

Muzyka  zatrzymała  się  na  kilka  sekund  i  za  chwilę  zaczęła  się  nowa 

piosenka;  tak  samo  szybka,  tak  samo  ponaglająca.  Jean-Claude  pocałował 
rękę kobiety i próbował zejść z parkietu. 

Wzięła  go  za  rękę,  najwyraźniej  próbując  przekonać  go  do  jeszcze 

jednego  tańca.  Potrząsnął  głową,  pocałował  ją  w  policzek,  i  zdołał  się 
wydostać,  pozostawiając  ją  uśmiechniętą.  Jednak  kiedy  obserwowała  go 
idącego  w  moją  stronę,  jej  spojrzenie  nie  było  przyjazne.  Było  w  niej  coś 
znajomego, jakbym ją znała, ale byłam niemal pewna, że jej nie znam. 

Zajęło mi to sekundę albo dwie, by uświadomić sobie, że była aktorką,  

i jeśli kiedykolwiek chodziłabym do kina, znałabym jej nazwisko. 

background image

Fotograf  ukląkł  przed  nią,  a  ona  natychmiast  przeszła 

nieprzyjemnego  do    idealnego    uśmiechu,    pozowała,    wybierając    innego 
partnera.  Drugi  fotograf  podążył  za  Jean-Claude’m,  nie  robiąc  zdjęć,  ale 
przygotowany  na  wypadek  gdyby  trafiła  się  okazja  do  ich  zrobienia. 
Cholera. 

Miałam  dwa  wyjścia.  Mogłam  albo  tam  zostać  i  pozwolić  mu  robić 

zdjęcia Jean-Claude’a i mnie, albo mogłam uciec na zaplecze. Ja nie byłam 
niusem plotkarskim, ale Jean-Claude był wampirzym chłopakiem z okładek. 
Prasa  była  rozbawiona  tym,  że  kobieta,  którą  inne  wampiry  nazywały 
Egzekutorką, dlatego że miała na koncie więcej wampirzych zabójstw, niż 
jakikolwiek  inny  łowca  wampirów  w  kraju,  umawiała  się  z  Mistrzem 
Miasta. 

Nawet ja musiałam przyznać, że to było ironiczne, ale bycie śledzonym 

przez  paparazzich  męczyło  bardzo  szybko.  Szczególnie,  jeżeli  próbowali 
robić  mi  zdjęcia,  gdy  pracowałam  nad  nadnaturalnymi  morderstwami  dla 
policji.  Amerykańskie  media  nie  wypuszczą  ani  nie  wydrukują  zdjęć,  na 
których  stoisz  obok  makabrycznych  szczątków,  ale  Europejskie  gazety 
mogą to  zrobić. Niektóre europejskie media sprawiają, że  te amerykańskie 
wyglądają wręcz  grzecznie. 

Kiedy  przestałam  umawiać  się  z  Jean-Claude’m,  odczepili  się.  Nie  

byłam ani tak fotogeniczna, ani tak przyjazna. Nie musiałam martwić się o 
ponowne  przyciągnięcie  prasy,  nie  było  projektu  ustawy  w  Waszyngtonie, 
który  próbowałby  mnie  zabić.  Wampiry  potrzebowały  dobrej  prasy  i 
JeanClaude został wybrany jako ten, który miał im to załatwić. 

Postanowiłam  nie  obserwować  jak  Jean-Claude  zbliża  się  do  mnie, 

ponieważ widziałam jak wygląda moja twarz kiedy to robię – w kolorze, na 
okładce  brukowców.  Wyglądałam    jak    jakaś    mała    ofiara    drapieżnika, 
obserwująca  jak  tygrys  skrada  się  do  niej;  to  wyjaśniało  lęk,  ale    ta 
bojaźliwa fascynacja, ta otwarta… żądza, to było ciężej zobaczyć w druku. 

Tak  więc  skupiłam  wzrok  na  krążącym  fotografie  i  próbowałam  nie 

patrzeć  jak  Jean-Claude  zbliża  się  do  mnie.  Oparłam  się  o  odległą  ścianę,  
tuż  obok  drzwi  do  holu  prowadzącego  do  jego  biura.  Mogłam  uciec  i 
uniknąć prasy,  ale to oznaczałoby,  że zostanę sam na sam z JeanClaude’m,    
a  tego  nie  chciałam.  No  dobrze,  będę  szczera;  chciałam  tego,  i  tu  właśnie 
tkwił problem. To nie Jean-Claude był tym komu nie ufałam, to byłam ja. 

Koncentrowałam się tak mocno na nieobserwowaniu go jak zbliża się 

background image

do  mnie,  że  było  to  prawie  zaskoczeniem,  gdy  zdałam  sobie  sprawę,  że 
wpatruję  się  w  czerwoną  satynę  jego  koszuli.  Podniosłam  wzrok  by 
spojrzeć  w  jego  oczy.  Większość  ludzi  nie  może  spojrzeć  w  oczy  wampira, 
nie mówiąc już o mistrzach wampirów, ale ja mogłam. 

Byłam nekromantką i to dawało mi częściową odporność na wampirze 

moce,  i  byłam  ludzką  służebnicą  Jean-Claude’a,  czy  tego  chciałam  czy  też 
nie,  a  to  dawało  mi  jeszcze  większą  odporność.  Nie 

byłam 

wampirzoodporna  w  całkowitym  znaczeniu,  ale  byłam  całkiem  dobrze 
uodporniona na większość z ich sztuczek. 

To  nie  wampirze  moce  sprawiały,    że  ciężko  było  mi  spojrzeć  w  te 

ciemnogranatowe oczy. Nie, nic tak… prostego. 

Powiedział coś a ja nie mogłam go usłyszeć przez dudniącą muzykę. 
Potrząsnęłam  głową    i    podszedł    bliżej,    wystarczająco    blisko    by 

czerwień  jego  koszuli  wypełniła  pole  mojego  widzenia,  ale  było  to  lepsze 
niż  zatonięcie    w    tym    niebieskim    spojrzeniu.    Pochylił    się    nade    mną, 
poczułam  go  jak  powiew  gorąca;  wystarczająco  blisko  do  pocałunku, 
wystarczająco blisko dla tak wielu rzeczy. Byłam już przyciśnięta płasko do 
ściany; nie było gdzie dalej uciec. 

Przysunął  usta  do  mojej  twarzy,  długie  włosy  opadając,  poruszały  się 

obok moich ust gdy  mówił. 

–  Ma  petite,  to  trwało  zbyt  długo.  –  Jego  głos,  nawet  poprzez  hałas, 

pieścił  moją  skórę,  jak  gdyby  dotknął  mnie.  Mógł  robić  takie  rzeczy  za 
pomocą swojego głosu, jakich większość mężczyzn nie potrafiła za pomocą 
rąk. 

Mogłam  poczuć  jego  wodę  kolońską,  korzenną,  egzotyczną,  z  nutą 

piżma. Prawie mogłam posmakować jego skóry na swoim języku. Dwa razy 
próbowałam dobyć głosu zanim zdołałam  powiedzieć. 

– Bynajmniej nie dość  długo. 
Oparł policzek o moje włosy, leciutko. 
–  Jesteś szczęśliwa, że mnie widzisz, ma petite. Czuję drżenie twojego 

serca. 

–  Jestem  tu  w  interesach.  –  Powiedziałam,  mój  głos  brzmiał  lekko 

chropawo.  Zazwyczaj    dawałam    sobie    lepiej    radę    przy    nim,    ale    trzy 
miesiące  celibatu,  trzy  miesiące  bez  niczego  i  przebywanie  w  jego  pobliżu 
było trudniejsze. Cholera, dlaczego to musi być cięższe? 

– Oczywiście, że tak. 

background image

Miałam  dość.    Położyłam    rękę    na    tym    pokrytym    satyną    torsie    i 

odepchnęłam  go.  Wampiry  potrafią  podnosić  małe  ciężarówki,  więc  nie 
musiał dać mi się odepchnąć, ale to zrobił. Dał mi trochę przestrzeni. Jego 
usta  zaczęły  się  poruszać,  jakby  coś  mówił,  ale  nie  mogłam  go  usłyszeć 
poprzez muzykę i hałas  tłumu. 

Potrząsnęłam  głową  i  westchnęłam.  Musieliśmy  wejść  do  jego  biura 

abym  mogła  go  usłyszeć.  Bycie  sam  na  sam  z  nim  nie  było  najlepszym 
pomysłem,  ale    chciałam    znaleźć    Amy    Mackenzie    i    wampira,    którego 
zamierzała skazać na zagładę. Otworzyłam drzwi nie patrząc na niego. 

Fotograf robił zdjęcia kiedy przechodziliśmy przez drzwi. Musiał je już 

robić,  kiedy  Jean-Claude  praktycznie  przyszpilał  mnie  do  ściany,  tylko  ja 
tego nie zauważyłam. 

Jean-Claude  zamknął  za  nami  drzwi.  Korytarz  był  biały,  z  ostrzejszym 

oświetleniem  niż  gdziekolwiek  indziej  w  klubie.  Kiedyś  mi  powiedział,  że 
zrobił  prosty    korytarz,    zwyczajny,  więc    jeśli    klient    otwiera    drzwi, 
natychmiast wie, że to nie jest część przeznaczona do rozrywki. 

Grupa kelnerów, same wampiry, wyszła zza drzwi po lewej stronie, byli 

w  krótkich  winylowych  szortach  i  bez  koszul.  Wynurzyli  się  pochłonięci 
rozmową;  zatrzymali  się  nagle,  gdy  nas  zobaczyli.  Jeden  z  nich  zaczął  coś 
mówić, ale Jean-Claude przerwał. 

– Idźcie. 
Umknęli  na  zewnątrz  nie  oglądając  się  za  siebie,  prawie  tak,  jakby  się 

bali.  Chciałabym  myśleć,  że  to  Jean-Claude  był  tym,  kogo  się  obawiali;  ale   
ja  byłam  Egzekutorką,  ich  wersją  elektrycznego  krzesła,  więc  to  równie 
dobrze mogłam być  ja. 

– Przeniesiemy się do mojego biura, ma petite? 
Westchnęłam,  i  w  ciszy  korytarza,  z  muzyką  będącą  jedynie  odległym 

pomrukiem, moje westchnienie zabrzmiał głośno. 

– Naturalnie. 
Poprowadził  mnie  wzdłuż  korytarza,  idąc  przede  mną.  Jego  spodnie 

były  z  czarnej  satyny  i  wyglądały  jakby  zostały  zszyte  na  jego  ciele,  tak 
ciasno  jak  druga  skóra.  Para  czarnych  butów  zdobiła  jego  nogi.  Buty  były 
sznurowane z tyłu, od kostki do górnej części uda. 

Widziałam  te  buty  wcześniej;  to  były  naprawdę  cholernie  wyszukane 

buty.  Na  tyle    interesujące,    że    chętniej    obserwowałam    sposób    w    jaki 
poruszają się w nich jego nogi, niż sposób w jaki satyna opina jego tyłek. 

background image

Bardzo smakowite buty, w rzeczy samej. 
Chciał  przytrzymać  dla  mnie  drzwi,  po  czym  uśmiechnął  się,  prawie  

się  zaśmiał  i  po  prostu  przez  nie  przeszedł.  Zajęło  mi  to  trochę  czasu,  aby 
oduczyć  go  otwierania  przede  mną  drzwi,  ale  w  końcu  zdołałam  nauczyć 
bardzo starego psa nowej  sztuczki. 

Biuro  zostało  urządzone  w  całości  w  azjatyckim  stylu,  oprawione 

wachlarze umieszczone były wokół kimona w ramie. Na wszystkich trzech, 
kolory przebiegały w górę od czerwieni do błękitów. 

Czerwony 

lakierowany 

parawan 

przedstawiał 

czarny 

pałac 

umiejscowiony  na  szczycie  czarnej  góry.  Biurko  zostało  wyrzeźbione  z  
drewna, które wyglądało na heban i prawdopodobnie nim było. Oparł się o 
to  biurko,  długie  nogi  wyciągnął  przed  siebie;  kostki  nóg    skrzyżowane,  
ręce na udach, jego oczy obserwowały mnie jak zamykałam drzwi. 

–  Proszę,  usiądź,  ma  petite.  –  Wskazał  na  czarnosrebrny  fotel  stojący 

przed biurkiem. 

–  Dobrze  mi  tu  gdzie  jestem.  –  Oparłam  się  o  ścianę;  moje  ramiona  

były  skrzyżowane    pod    piersiami,    co    sprawiło,    że    dłoń    znalazła    się  
komfortowo blisko pistoletu pod moim  ramieniem. 

Nie  zastrzeliłabym    wprawdzie    Jean-Claude’a,    ale    bliskość    broni 

sprawiała, że czułam się lepiej. Była ona jak mała, kanciasta przytulanka. 

Poza tym, nigdy nie wychodziłam po zmroku nieuzbrojona. 
Jego uśmiech był rozbawiony i  protekcjonalny. 
– Nie sądzę, że ściana się zawali jeżeli przestaniesz ją podpierać. 
–  Musimy  dowiedzieć  się,  który  wampir  zamierza  przemienić  Amy 

Mackenzie. 

–  Powiedziałaś,  że  masz  zdjęcia  dziewczyny.  Mogę  je  zobaczyć?  – 

Uśmiech  przygasł  w  kącikach  ust,  ale  jego  oczy  wciąż  miały  w  sobie  to 
rozbawienie,  nikłe    i    protekcjonalne,    którego    używał    jak    maski    gdy 
próbował coś ukryć. 

Westchnęłam i sięgnęłam do kieszeni mojego skórzanego płaszcza. 
Podałam  w  jego  kierunku  dwa  zdjęcia.  Wyciągnął  po  nie  rękę,  ale  nie 

poruszył się by podejść do mnie. 

– Nie ugryzę, ma  petite. 
– Tylko dlatego, że ci nie  pozwolę. 
Wdzięcznie wzruszył ramionami, co mogło oznaczać wszystko i nic. 
–  To prawda,  ale  wciąż  nie  rzucę  się  na  ciebie,  ponieważ  stoisz  kilka 

background image

stóp ode mnie. 

Miał  rację.  Byłam  niemądra,  ale  mogłam  poczuć  moje  tętno  w  gardle 

gdy szłam w jego kierunku. Nowy skórzany płaszcz trzeszczał, wokół mnie, 
w ten sposób w jaki robi to nowa skóra. Była to rekompensata za ten, który 
podarł na mnie  wampir. 

Wyciągnęłam  w  jego  kierunku  zdjęcia,  a  on  musiał  pochylić  się  do 

przodu  by zabrać je ode mnie. Nawet usiadłam na krześle przed biurkiem, 
kiedy  je  oglądał.  Mogliśmy  zachowywać  się  cywilizowanie.  Oczywiście,  że 
mogliśmy. 

Ale nie mogłam się powstrzymać od obserwowania jak jego obnażone 

ramiona błyszczały na tle purpurowej tkaniny, jak wysoki kołnierz sprawia, 
że jego włosy stawały się czystą czernią, prawie  tak ciemną jak moje. Jego 
usta  wyglądały  na  bardziej  czerwone  niż  je  zapamiętałam,  jakby  miał  na 
sobie  lekka    pomadkę;    a    ja    jej    na    nim    nie    zostawiłam.    Ale    on    nie 
potrzebował makijażu by być pięknym; on po prostu taki był. 

Mówił nie podnosząc wzroku znad  zdjęć. 
–  Nie  rozpoznaję  jej,  ale  mogła  tu  przychodzić  sporadycznie  i  dlatego 

jej nie pamiętam. 

Spojrzał  w  górę,  spotykając  moje  oczy,  przyłapując  mnie  na  tym  jak 

gapiłam  się  na  jego  odkryte  ramiona.  Spojrzenie  jego  oczu  mówiło,  że 
dokładnie  wiedział,  na  co  patrzyłam.  To  spojrzenie  wystarczyło  abym  się 
zarumieniła. Nienawidziłam tego. 

Mój  głos  zabrzmiał  gniewnie  i  byłam  z  tego  zadowolona.  Gniew  jest 

zawsze lepszy niż zażenowanie. 

– Powiedziałeś przez telefon, że możesz  pomóc. 
Położył zdjęcia na biurku i z powrotem splótł ręce na udach. 
Umiejscowienie  jego    dłoni    było    całkiem    grzeczne,    ale    zarazem 

otaczały one pewien obszar anatomii; satyna była bardzo opięta, i mogłam 
powiedzieć, że inne rzeczy również były naprężone. 

To  sprawiło  że  znów  się  zarumieniłam,  a  tym  samym  stałam  się  

bardziej  rozzłoszczona,  dokładnie  jak za  dawnych  czasów.  Chciałabym  być 
przemądrzała  i  powiedzieć  coś  w  stylu;  że  „wyglądasz  jakbyś  był  nieco 
skrępowany”.  Ale    nie    chciałam    przyznać,    że    to    zauważyłam,    więc, 
wybierając grzeczną opcję; wstałam i odwróciłam się. 

–  Żaden  z  moich  wampirów  nie  odważyłby  się  przemienić  nikogo  bez 

mojej zgody. 

background image

To sprawiło, że odwróciłam się. 
– Co masz na  myśli? 
–  Zarządziłem... jak wy to mówicie... zamrożenie rekrutacji, dopóki w 

Waszyngtonie nie upadnie ten nieprzyjazny projekt ustawy. 

–  Zamrożenie rekrutacji,  –  powiedziałam  –  masz na myśli to,  że żaden  

z  twoich  wampirów  nie  może  zrobić  was  więcej,  dopóki  ustawa  senatora 
Brewstera nie pójdzie z  dymem? 

– Exactement. /franc. dokładnie./ 
– Więc masz pewność, że żaden z twoich wampirów tego nie robi? 
– Nie zaryzykowaliby kary. 
–  Więc nie możesz mi pomóc. Cholera, Jean-Claude, mogłeś mi o tym 

powiedzieć przez  telefon. 

– Zadzwoniłem do Malcolma kiedy byłaś w drodze. 
Malcolm  był  głową  Kościoła  Życia  Wiecznego;  wampirzego    kościoła. 

Był to  jedyny kościół w jakim kiedykolwiek byłam, gdzie nie było żadnych 
świętych obiektów; nawet witraże to była sztuka abstrakcyjna. 

– Bo jeśli to nie jest jeden z twoich wampirów, to jest jeden z jego. 
– Oui. 
Prawdę mówiąc, po prostu założyłam, że był to jeden z wampirów Jean-

Claude’a,  ponieważ  kościół  był  bardzo  rygorystyczny,  gdy  przeprowadzał 
swoich  ludzkich  wyznawców  na  stronę  umarłych,  kościół  sprawdzał 
również dokładnie życiorysy wiernych. 

–  Przyjaciółka dziewczyny powiedziała, że ona poznała wampira w 

klubie. 

– Czy nie możesz chodzić do kościoła i wpadać do klubu w weekendy? 
– Dobra, dowiodłeś swojego. Co Malcolm powiedział? 
–  To, że skontaktuje się ze wszystkimi swoimi wyznawcami i da ścisłe 

polecenia, że ten wampir i ta dziewczyna mają być odnalezieni. 

–  Będą potrzebowali zdjęcia. – Powiedziałam. Mój beeper zadzwonił i 

podskoczyłam. Cholera. Sprawdziłam numer; to była komórka Ronnie. 

– Czy mogę skorzystać z twojego telefonu? 
–  Cokolwiek  mam  jest  twoje,  ma  petite.  –  Spojrzał  na  czarny  telefon 

stojący  na  czarnym  biurku  i  stanął  z  boku,  tak  że  mogłam  obejść  wkoło 
biurko,  nie  musząc  przeciskać  się  obok  niego.  Taktownie  z  jego  strony,  co 
prawdopodobnie  oznaczało,    że    zamierzał    zrobić    coś    innego,    jeszcze  
bardziej irytującego. 

background image

Ronnie odebrała po pierwszym dzwonku. 
– Anita? 
– To ja, co masz? 
Zniżyła głos do  szeptu. 
–  Twój przyjaciel detektyw, przekonał Barbarę, że jeżeli Amy da się 

zabić, ona zostanie oskarżona o współudział w popełnieniu  morderstwa. 

– Nie sądzę, żeby Zerbrowski mógł to załatwić. 
– Barbara myśli, że  może. 
– Co ci powiedziała? 
– Wampir ma na nazwisko Bill Stucker – Przeliterowała je dla mnie. 
– Wampir z nazwiskiem. Musi być naprawdę nowy. – Powiedziałam. 
Jedyny inny wampir z nazwiskiem, jakiego kiedykolwiek  spotkałam, 

był martwy krócej niż od miesiąca. 

– Nie wiem czy jest nowy, czy stary, znam tylko jego  nazwisko. 
– Ma jego adres? 
–  Nie, a Zerbrowski naciskał ją naprawdę mocno. Powiedziała, że 

nigdy tam nie była i ja jej wierzę. 

–  Dobra, przekaż Zerbrowskiemu podziękowania. Do zobaczenia w 

sobotę na siłowni. 

– Nie przegap. 
– Och, i tobie też dziękuję,  Ronnie. 
– Zawsze chętnie ratuję kogoś przed potworami, co przypomina mi, że 

jest z tobą... wiesz  kto? 

– Jeżeli masz na myśli Jean-Claude’a, to  tak. 
– Uciekaj stamtąd, tak szybko, jak tylko  możesz. 
– Nie jesteś moją matką,  Ronnie. 
– Nie, tylko twoją  przyjaciółką. 
– Dobrej nocy, Ronnie. 
– Nie zostawaj tam. 
Rozłączyłam  się.  Ronnie  była  jedną  z  moich  najnajlepszych 

przyjaciółek,  ale  jej  nastawienie  do  Jean-Claude’a  zaczynało  działać  mi  na 
nerwy,  głównie  dlatego,  że  się  z  nią  zgadzałam.  Zawsze  nie  cierpiałam  nie 
mieć racji. 

–  Czy  nazwisko  Bill  Stucker  cokolwiek  ci  mówi?  –  Zapytałam 

JeanClaude’a. 

– Nie, ale zadzwonię do Malcolma i zobaczę czy jemu coś mówi. 

background image

Wręczyłam  mu  słuchawkę    i    cofnęłam    się    z    drogi,    to    znaczy    na 

odległość  dotyku.  Jego  rozmowa  sprowadzała  się  głównie  do  podania 
nazwiska i mówienia: „Oczywiście” i „Tak”. Przekazał mi telefon. 

– Malcolm chce rozmawiać z  tobą. 
Wzięłam  telefon,  a  Jean-Claude  nawet  się  odsunął,    dając    mi 

przestrzeń. 

–  Pani  Blake,  przepraszam,  za  wszystko  co  moi  kościelni  bracia  mogli 

zrobić...  On  figuruje  w  naszym  komputerze,  i  jego  adres  też.  Będę  miał 
diakona na jego progu w ciągu kilku minut. 

– Podaj mi adres, pojadę tam i sprawdzę co z dziewczyną. 
–  To  nie  będzie  konieczne.  Siostra  kościoła,  która  została  do  tego 

oddelegowana, była pielęgniarką zanim została  przemieniona. 

–  Nie  jestem    pewna,    czy    Amy    Mackenzie    będzie    potrzebowała 

kolejnego wampira; bez względu na jego dobre intencje. Daj mi ten adres. 

– A ja nie sądzę, że mój wampir potrzebuje Egzekutorki strzelającej do 

jego drzwi. 

–  Mogę  przekazać  nazwisko  policji.  Znajdą  jego  adres  i  zapukają    do 

jego drzwi; mogą nie być tak grzeczni, jak ja bym była. 

– Akurat to ostatnie trudno sobie wyobrazić. 
Myślę, że stroił sobie ze mnie żarty. 
–  Daj  mi  adres,  Malcolm.  –  Gniew  wywołał  naprężenie  moich  ramion; 

sprawił, że chciałam pokręcić szyją i spróbować rozprostować je. 

– Poczekaj chwilę. – Zostawił mnie na linii. 
Spojrzałam na Jean-Claude’a i pozwoliłam by gniew wypełnił mój głos. 
– Kazał mi  czekać. 
Jean-Claude  usiadł  na  krześle,  które  pozostawiłam  wolne;  uśmiechnął 

się, wzruszył ramionami próbując zachowywać się neutralnie. 

Prawdopodobnie  mądrze  z  jego  strony.  Kiedy  jestem  rozgniewana, 

mam w zwyczaju wyładowywać się na otoczeniu, nawet na ludziach, którzy 
na  to  nie  zasłużyli.  Staram  się  zwalczać  swoje  złe  nawyki,  ale  niektóre  z 
nich są cięższe do pokonania niż inne. Mój temperament był jednym z tych 
cięższych. 

–  Pani  Blake,  to  była  linia  pogotowia  ratunkowego.  Dziewczyna  żyje, 

ale  ledwie,  zabierają  ją  niezwłocznie  do  szpitala.  Nie  jesteśmy  pewni  czy 
przeżyje.  Przekażemy  Billa  policji,  jeżeli  ona  umrze,  daję  ci  na  to  moje 
słowo. 

background image

Musiałam przyjąć jego słowo, ponieważ był kilkusetletnim wampirem i 

jeżeli  kiedykolwiek  zdarzyło  ci  się  uzyskać  ich  przysięgę,  to  jej 
dotrzymywali. 

– Który to szpital, żebym mogła zadzwonić do jej matki? 
Powiedział  mi.  Rozłączyłam  się  i  zadzwoniłam  do  matki  Amy.  Jeden 

histeryczny  telefon  później  rozłączyłam  się  i  teraz  nadeszła  moja  kolej,  by 
usiąść na skraju biurka i spuścić wzrok na niego. 

Moje  stopy  nie  dotykały  podłogi,  przez  co  nie  wyglądałam  zbyt 

wdzięcznie.  Ale  przecież  nigdy  nie  próbowałam  współzawodniczyć  z  Jean- 
Claude’m w byciu pełną gracji; niektóre bitwy są z góry przegrane. 

–  Był  taki  czas,  ma  petite,  kiedy  nalegałabyś,  na  to  by  samodzielnie 

pobiec  na  ratunek,  przesłuchać  przyjaciółkę  dziewczyny  i  odmówiłabyś 
włączenia w to  policji. 

–  Jeżeli  sądziłabym,  że  grożenie  Barbarze  przemocą,  czy  też 

postrzelenie  jej,  zmusiłyby  ją  do  mówienia,  byłabym  idealna  do  tego 
zadania.  Ale  nie  zamierzam  ani  zastrzelić,  ani  zranić  osiemnastoletniej 
dziewczyny,  która  próbuje  pomóc  swojej  najlepszej  przyjaciółce    ocalić 
nogę,  jeżeli  nie  życie.  Zerbrowski  może  zagrozić  jej  kodeksem  prawa  czy 
aresztem, ja tego nie  mogę. 

– A ty nigdy nie grozisz tym, czego nie możesz albo nie chcesz zrobić  – 

powiedział miękko. 

– Nie, nie grożę. 
Spojrzeliśmy na siebie nawzajem. On  rozluźniony, na zwykłym krześle, 

jego  kostka  oparta  na  przeciwnym  kolanie,  palce  otaczające  przód  twarzy, 
tak  że  tym  co  mogłam  zobaczyć  z  jego  postaci,  były  te  niesamowite  oczy, 
ogromne,  niebieskie,  choć  tak  ciemne,  że  prawie  czarne.  Ale  nigdy  nie 
zwątpiłeś, że jego oczy były koloru czystego, nieskażonego granatu, tak jak 
woda w oceanie, płynąca, boleśnie głęboka i zimna. 

Ronnie miała rację, powinnam była wyjść, ale nie chciałam odchodzić. 

Chciałam  zostać.  Chciałam  przebiec  rękami  po  jego  koszuli,  by  pieścić  tą 
nagą  niespodziankę  jego  ramion.  I  ponieważ  pragnęłam  tego  tak  bardzo, 
zeskoczyłam z biurka i powiedziałam. 

– Dziękuję za pomoc. 
– Zawsze jestem chętny do pomocy, ma  petite. 
Mogłam obejść szerokim łukiem jego  krzesło, ale to byłoby obrazą dla 

nas obojga. Musiałam tylko przejść obok krzesła i wyjść za drzwi. 

background image

Proste.  Prawie  minęłam  krzesło,  prawie  byłam  za  nim,  kiedy  się 

odezwał. 

–  Czy  kiedykolwiek    byś    zadzwoniła,    jeżeli    nie    musiałabyś    ocalić 

jakiegoś człowieka? – Jego głos brzmiał tak normalnie jak nigdy dotąd. 

Nie  próbował  używać  żadnych  wampirzych  sztuczek,  aby  sprawić  by 

słowa stały się czymś więcej niż były i to mnie zatrzymało. Szczere pytanie 
sprawiło,  że  odwrócenie  się  do  niego  plecami  było  znacznie  trudniejsze,  
niż gdyby użył jakiś uwodzicielskich  trików. 

Westchnęłam  i  odwróciłam  się,  by  ujrzeć  go  patrzącego  wprost  na 

mnie.  Spoglądanie  w  jego  twarz  z  odległości  mniejszej  niż  dwie  stopy, 
sprawiło, że zaparło mi dech w piersiach. 

– Wiesz dlaczego trzymam się z dala. 
Przekręcił  się    na    krześle,    położył    jedno    ramie    na    jego    oparciu, 

ukazując znów ten blask nagich barków. 

–  Wiem  że  uważasz  za  trudne  kontrolowanie  mocy  pochodzącej  z 

wampirzych znaków, gdy jesteśmy razem. To było coś, co powinno związać 
nas bliżej, a nie rozdzielić. – Znów jego głos był tak ostrożnie neutralny, jak 
tylko był w stanie kontrolować  go. 

Potrząsnęłam głową. 
– Muszę iść. 
Obrócił się na krześle, tak że położył oba ramiona na oparciu, policzek 

spoczywał  na  jego  dłoniach,  jego  włosy  otaczały  to  czerwone  ubranie,  to 
blade  ciało,  te  tonące  oczy.  Mniej  niż  dwie  stopy  ode  mnie,  prawie    tak 
blisko, że gdybym wyciągnęła rękę, to mogłabym go dotknąć. 

Przełknęłam tak głośno, że to prawie bolało. Zacisnęłam ręce w pięści, 

ponieważ  mogłam  poczuć  wspomnienie  jego  nagiej  skóry  pod  moimi 
dłońmi.  Wszystko    co    musiałam    zrobić,    to    skrócić    tą    odległość,    ale 
wiedziałam  że  jeżeli  to  zrobię,  to  nigdzie  nie  odejdę,  przynajmniej  przez 
chwilę. 

Mój głos doszedł zdyszany. 
– Powinnam iść. 
– Skoro tak mówisz. 
Powinnam odwrócić się i wyjść, ale nie mogłam się do tego zmusić. 
Nie  chciałam  tego.  Chciałam  zostać.  Moje  ciało  było  zaciśnięte  z 

potrzeby,  wilgotne  od  niej,  i  to  tylko  na  widok  jego  w  pełni  ubranego, 
opierającego się o krzesło. Cholera, dlaczego nie wychodziłam? Ale też nie 

background image

sięgałam po niego; za co należały mi się punkty. Czasami dostajesz punkty 
tylko za to, że pozostajesz w miejscu. 

Jean-Claude  wstał,  bardzo  powoli,  jakby  obawiał  się,  że  ucieknę,  ale   

nie  zrobiłam    tego.    Stałam    tam,    serce    miałam    gardle,    oczy    odrobinę 
rozszerzone, wystraszone, chętne,  pragnące. 

Stał  cale  ode  mnie,  patrząc  się  w  dół,  ale  wciąż  nie  dotykając,  ręce 

trzymał  przy  sobie,  a  twarz  utrzymywał  neutralną.  Podniósł  jedną  rękę 
bardzo  powoli  do  góry,  i  nawet  ten  mały  ruch  sprawił,  że  jego  opuszki 
prześlizgnęły się po moim skórzanym  płaszczu. 

Kiedy  się  nie  odsunęłam,  przytrzymał  brzeg  skóry  w  koniuszkach 

palców, wewnątrz rozpiętego brzegu mojego płaszcza na poziomie tali. 

Zaczął przesuwać dłonie w górę, ponad moją  talię, mój  brzuch, potem 

końce jego palców musnęły po moich piersiach, bez zawahania, poruszając 
się do góry do kołnierza płaszcza, ale to jedno szybkie muśnięcie zacisnęło 
moje ciało, zaparło dech w moim gardle. 

Jego  ręce  przesunęły  się  od  kołnierza  do  mojej  szyi,  palce 

prześlizgiwały się pod moimi włosami dopóki nie objął mojego karku, jego 
kciuk  spoczął  na  pulsie  bijącym  w  mojej  szyi.  Ciężar  jego  dłoni  na  mojej 
skórze  był  czymś  więcej  niż  mogłam  znieść,  tak  jakbym  mogła  zatonąć  w 
nim tylko przez dotyk tej jednej ręki. 

–  Tęskniłem  za  tobą,  ma  petite.  –  Tym  razem  jego  głos  był  niski  i 

pieszczotliwy,  ślizgający  się  po  mojej  skórze,  sprawiający  że  mój  oddech 
stawał się  drżący. 

Ja  też  za  nim  tęskniłam,  ale  nie  mogłam  się  zmusić,  by  powiedzieć  to  

na  głos.  Wszystko  co  mogłam  zrobić,  to  stanąć  na  palcach,  opierając  się 
jedną  ręką  o  jego  tors,  czując  jak  jego  serce  bije  pod  moją  dłonią.  Pożywił  
się  na  kimś,  bo  inaczej  nie  miałby  tętna,  jakiś  chętny  dawca,    i    nawet    ta 
myśl  nie  była  wystarczająca,  by  powstrzymać  mnie  przed  odchyleniem 
mojej głowy, zaoferowaniem mu moich ust. 

Jego usta musnęły moje, w najdelikatniejszej pieszczocie. 
Odsunęłam  się    od    pocałunku,    moje    ręce    ześlizgnęły    się    po    jego 

koszuli, czując twardość pod spodem.  Zrobiłam to  czego pragnęłam odkąd 
go  dziś  zobaczyłam.  Poprowadziłam  palce  po  nagiej  skórze  jego  ramion,  
tak gładkiej, tak delikatnej, tak twardej. Przesunęłam ręce za jego ramiona  
i ten ruch sprawił że nasze ciała wpadły na siebie, lekko. 

Jego  ręce  odnalazły  moją  talię,  prześlizgnęły  się  na  moje plecy, 

background image

przycisnęły  mnie  do  niego,  nie  lekko,  mocno,  wystarczająco  mocno,  bym 
mogła poczuć go nawet przez satynę jego spodni, materiał mojej spódnicy, 
koronkę moich majtek. Mogłam poczuć jak napiera na mnie, tak sztywny i 
gotowy, że musiałam zamknąć oczy, ukryć twarz przy jego torsie. 

Spróbowałam stanąć pewnie stopami na podłodze, aby odsunąć się od 

niego,  tylko  trochę,  tylko  na  tyle  bym  mogła  znów  myśleć,  ale  jego  ręce 
przytrzymały  mnie  przyszpiloną  do  jego  ciała.  Otworzyłam  wtedy  oczy, 
gotowa  powiedzieć  mu,  żeby  do  diabła  dał  mi  odejść,  ale    spojrzałam    w 
górę  i  jego  twarz  była  tak  blisko,  jego  usta  na  wpół  otwarte,  że  nie 
wydobyłam z siebie żadnego  słowa. 

Pocałowałam  te  otwarte  usta  prawie  tak  delikatnie  jak  on  pocałował 

mnie.  Jego  ręce  zacisnęły  się  na  moich  plecach,  na  mojej  talii,  przycisnęły 
nas  do  siebie  nawzajem  mocniej,  tak  ciasno,  tak  blisko.  Mój    oddech 
wydobył się z ust w długim westchnieniu i on mnie pocałował. 

Jego  usta  zamykające  się  nad  moimi,  moje  ciało  tonące  w  jego,  moje 

usta otwierające się na jego wargi, na jego język, na wszystko. 

Przebiegłam językiem pomiędzy delikatnymi końcówkami jego kłów. 
Całowanie  wampira  po  francusku  było  nie  lada  sztuką,  a  ja    nie 

wyszłam z wprawy. Nie skaleczyłam się na żadnym z tych ostrych kłów. 

Bez przerywania pocałunku pochylił się i owinął swoje ramiona wokół 

moich ud, podniósł mnie, niosąc bez wysiłku w kierunku biurka. 

Nie położył mnie na nim, czego w połowie się spodziewałam. 
Odwrócił  się  i  usiadł  na  biurku,  rozsuwając  moje  nogi  na  obie  strony, 

tak  że  znalazł  się  nagle  przyciśnięty  pomiędzy  moimi  udami  z  zaledwie 
dwoma  kawałkami  materiału  pomiędzy  nami.  Położył  się  na  biurku,  a  ja 
ujeżdżałam  go,  pocierając  naszymi  ciałami  o  siebie  przez  satynę  jego  
spodni i moich  majtek. 

Jego  ręce  pocierały  moje  nogi,  podążając  wzdłuż  moich    ud,    dopóki  

jego palce nie odnalazły koronki na górze samonośnych pończoch. 

Naparłam  na  niego  wystarczająco  mocno,  by  jego  ciało  wygięło  się  w 

łuk,  ściskając  nasze  ciała  razem.  I  wtedy  ktoś  zapukał  do  drzwi.  Oboje 
zamarliśmy, po chwili Jean-Claude  powiedział. 

– Nie życzymy sobie by nam przeszkadzano! 
Głos,  którego  nie  rozpoznałam  odpowiedział:  –  Przepraszam  mistrzu, 

ale Malcolm jest tutaj. Nalega że to pilne. 

Najwyraźniej Jean-Claude znał ten głos, ponieważ zamknął oczy i 

background image

zaklął miękko po francusku. 

– Czego chce? 
Ześlizgnęłam  się    z    Jean-Claude’a,    pozostawiając    go    leżącego    na 

biurku, z nogami zwisającymi znad krawędzi. 

Gładki głos Malcolma dobiegł jako następny. 
– Mam prezent dla pani  Blake. 
Sprawdziłam  ubranie,  by  upewnić  się  że  wygląda  przyzwoicie,  co 

dziwne tak było. Jean-Claude podniósł się, ale pozostał na brzegu biurka. 

– Wejść. 
Drzwi otworzyły się i wysoka, blondwłosa, ubrana na ciemno sylwetka 

Malcolma  weszła  do  środka.  Zawsze  ubierał  się  jakby  był  telewizyjnym 
kaznodzieją, konserwatywnie, nieskazitelnie, drogo. 

W  porównaniu  do  Jean-Claude’a  zawsze  wyglądał  zwyczajnie,  ale  tak 

wyglądała  większość  osób.  Wciąż,  była  tam  obecność  Malcolma,  spokojna, 
kojąca moc, jaka wypełniała przestrzeń wokół niego. Próbował uchodzić za 
człowieka  i  zawsze  zastanawiałam  się  czy  poziom  mocy,  jaka  była  wokół 
niego  był  jej  stonowaną  wersją,  a  jeżeli  była  to  stonowana  wersja,  jaka 
wtedy była jego prawdziwa moc? 

–  Pani  Blake,  Jean-Claude.  –  Nisko  skinął  głową,  po  czym  odsunął  się  

od  drzwi  i  dwa  wampiry  w  ciemnych  garniturach  i  białych  koszulach 
diakonów weszły prowadząc skutego łańcuchem wampira pomiędzy nimi. 

Miał  krótkie  blond  włosy  i  zaschniętą  krew  na  ustach,  jakby  skuli  go 

zanim zdążył się umyć. 

– To jest Bill Strucker, ta dziewczyna, przykro mi to mówić, odeszła. 
– Jest więc jedną z was. 
Malcolm przytaknął. 
–  Ten  oto  próbował  uciec,  ale  dałem  ci  moje  słowo,  że  zostanie 

ukarany przez wasze prawo jeżeli ona umrze. 

–  Mogłeś  po  prostu  podrzucić  go  na  posterunek  policji.  – 

Powiedziałam. 

Jego  oczy    prześlizgnęły    się    na    Jean-Claude’a,    na    mnie,    na    mój 

skórzany płaszcz zapomniany na podłodze. 

–  Przepraszam,  że  przerwałem  wam  wieczór,  ale  myślałem,  że  byłoby 

lepiej  gdyby  to    Egzekutorka  dostarczyła  wampira  na  policję  niż  ja.  Myślę, 
że  reporterzy  wysłuchają  cię  kiedy  powiesz,  że  my  nie  pobłażamy  temu,  a 
jesteś wystarczająco honorowa by powiedzieć  prawdę. 

background image

– Chcesz powiedzieć, że reszta policji nie jest? 
–  Mówię,  że  wielu  naszych  stróżów  prawa  jest  nieufnych  w  stosunku 

do  nas  i  byliby  oni  bardzo  szczęśliwi  widząc  jak  tracimy  nasz  status 
obywateli. 

Chciałam się z tym kłócić, ale nie mogłam. 
– Podrzucę go dla ciebie i upewnię się, że prasa dowie się, że to wy go 

wydaliście. 

–  Dziękuje,  pani  Blake.  –  Spojrzał  na  Jean-Claude’a.  –  Jeszcze  raz 

przepraszam. Powiedziano mi, że wasza dwójka już się nie spotyka. 

– Nie umawiamy się. – Powiedziałam, odrobinę za szybko. 
Wzruszył ramionami. 
– Oczywiście. 
Spojrzał z powrotem na Jean-Claude’a i miał ten uśmiech, który mówił 

więcej niż cokolwiek innego, że nie lubili się nawzajem. Był  zadowolony, że 
zakłócił  wieczór  Jean-Claude’a.  Byli  dwoma  bardzo  odmiennymi  typami 
wampirów i żaden nie pochwalał całkowicie drugiego. 

Malcolm przeszedł obok wierzgającej, zakneblowanej postaci drugiego 

wampira i wyszedł przez drzwi wraz ze swoimi diakonami. 

Żaden  z  nich  nawet  nie  spojrzał  za  siebie  na  wampira  skutego  na 

podłodze. 

Grupa  kelnerów  i  kelnerek  w  ich  skąpych  kostiumach  stłoczyła    się  

przy wejściu. 

– Zabierzcie tego wampira i zapakujcie go do samochodu ma petite. 
Spojrzał  na  mnie  a  ja  wyjęłam  klucze  ze  skórzanego  płaszcza  i 

wręczyłam  je  jednemu  z  wampirów.  Jedna  z  kobiet  podniosła  skutego 
wampira z podłogi i przerzuciła go przez ramię jakby nic nie ważył. 

Zamknęli za sobą drzwi. 
Podniosłam z podłogi płaszcz. 
– Muszę iść. 
– Oczywiście, że musisz. – Jego głos miał w sobie odrobinę gniewu. 
–  Pozwoliłaś wydostać się swojemu pożądaniu do mnie i teraz musisz 

znów je ujarzmić, ukryć je, być nim zawstydzona. 

Zaczynałam  być  zła,  ale  spojrzałam  na  niego,  jak  tam  siedział,  głowa 

spuszczona  w  dół,  ręce  bezwładne  na  kolanach,  tak  odrzucony  jak  dawno 
go nie widziałam i nie byłam zła. Miał rację, dokładnie tak go traktowałam. 
Zostałam tam gdzie byłam, z płaszczem na jednym ramieniu. 

background image

–  Muszę  zabrać  go  na  posterunek  policji  i  upewnić  się,  że  prasa  

usłyszy  prawdę,  a  nie  coś  co  sprawi  że  wampiry  wypadną  gorzej  niż  to 
wygląda. 

Pokiwał głową nie spoglądając w górę. 
Jeżeli  byłby  jak  zwykle  aroganckim  sobą,  mogłabym  zostawić  go  tak 

jak  teraz,  ale  on  pozwalał  sobie  pokazać  swój  ból,  a  przez  to  nie  mogłam  
tak po prostu  odejść. 

– Spróbujmy gałązki oliwnej. – Powiedziałam. 
Spojrzał w górę, marszcząc  brwi. 
– Gałązki oliwnej? 
– Biała flaga? 
Uśmiechnął się wtedy. 
–  Rozejm.  –  Zaśmiał  się  i  to  zatańczyło  na  mojej  skórze.  –  Nie 

wiedziałem że byliśmy na  wojnie. 

To zabrzmiało prawie jak po staremu. 
– Zamierzasz pozwolić powiedzieć mi coś miłego, czy też nie? 
–  Ależ  całkowicie,  ma  petite,  daleko  mi  do  tego,  by  powstrzymywać 

twoją potrzebę bycia  uprzejmą. 

– Próbuję zaprosić cię na  randkę. 
Uśmiechnął  się  szerzej,  jego  oczy  wypełniły  się  nagłą  przyjemnością, 

która  zmusiła  mnie  by  odwrócić  wzrok,  ponieważ  chciałam  odwzajemnić 
uśmiech. 

–  Musiał  minąć  bardzo  długi  czas  odkąd  zapraszałaś  mężczyznę, 

wydaje się że wyszłaś z  wprawy. 

Założyłam płaszcz. 
– Świetnie, wymądrzaj się. Zobaczysz ile ci to da. 
Prawie byłam w drzwiach kiedy  powiedział. 
–  Nie  wojna,  ma  petite,  ale  bitwa,  a  ten  biedny  żołnierz  czuje  się 

bardzo zagubiony w  chłodzie. 

Zatrzymałam  się  i  odwróciłam.  Wciąż  siedział  za  biurkiem  próbując 

wyglądać  niegroźnie,  jak  sądzę.  Wiele  można  było  o  nim  powiedzieć: 
przystojny,  uwodzicielski,  inteligentny,  okrutny,  ale  nie  niegroźny,  nie  dla 
ciała, umysłu i duszy. 

–  Jutrzejszej  nocy, wybierz restaurację.  –  Jednym z ubocznych efektów 

bycia  jego  ludzką  służebnicą  było  to,  że  mógł  smakować  przeze  mnie 
jedzenie. 

background image

To był pierwszy raz kiedy mógł posmakować jedzenia od wieków. 
To była pomniejsza moc do dzielenia, ale uwielbiał ją, a ja uwielbiałam 

obserwować jak cieszy się swoim pierwszym kęsem steku od czterystu lat. 

– Zrobię rezerwację. – Powiedział, a jego głos znów był ostrożny, jakby 

obawiał się, że zmienię  zdanie. 

Patrząc  na  niego,  siedzącego  za  biurkiem,  całego  w  czerwieni  i  czerni, 

satynie  i  skórze,  nie  chciałam  zmienić  zdania.  Chciałam  usiąść  naprzeciw 
niego  za  stołem.  Pragnęłam  zawieźć  go  do  domu,  wejść  do  środka  i 
zobaczyć jaki kolor pościeli miał na tym swoim wielkim łożu. 

Nie  chodziło  tylko  seks.  Chciałam,  aby  ktoś  mnie  przytulił.  Chciałam 

jakiegoś  bezpiecznego  miejsca,  miejsca  gdzie  mogłabym  być  sobą.  I  czy  to 
mi się podobało czy nie, w ramionach Jean-Claude’a mogłam być dokładnie 
tym kim i czym  byłam. 

Mogłam zadzwonić do Richarda, a on byłby zadowolony słysząc mnie, i 

byłoby  tam  tak  wiele  ciepła,  ale  Richard  i  ja  mieliśmy  pewne  filozoficzne 
różnice  poglądów,  które  wykraczały  poza  jego  bycie  wilkołakiem.  Richard 
próbował  być  dobrą  osobą  i  uważał,  że  ja  zabijałam  zbyt  łatwo,  aby  być 
dobrym człowiekiem. 

Jean-Claude  nauczył  mnie,  że  to  skrajna  praktyczność  utrzymała  mnie 

przy  życiu,  utrzymała  innych  przy  życiu.  Ale  myśl,  o  tym  że  ramiona  Jean- 
Claude’a  były    najbliższą    rzeczą,    jaką    miałam    na    tym    świecie    była 
otrzeźwiająca. Prawie depresyjną. 

Ześlizgnął  się  z  biurka  jednym  pełnym  gracji  ruchem,  jakby  jego  ciało 

było  pociągane  za  sznurki.  Zaczął  zbliżać  się  do  mnie,  poruszając  się  jak 
jakiś wielki kot. Patrzenie jak tak idzie w moim kierunku zaparło mi dech w 
piersiach.  Chwycił  obie  strony  skórzanego  płaszcza  i  przyciągnął  mnie  w 
swoje ramiona. 

–  Czy  to  będzie  naruszeniem  zasad  naszego  zawieszenia  broni,  jeżeli 

powiem, że zostały jeszcze godziny do świtu? 

Mój głos dobiegł zdyszany. 
–  Muszę  go  zabrać  na  policję  i  zająć  się  reporterami,    to    zajmie 

godziny. 

–  O  tej    porze    roku    świt    nadchodzi    bardzo    późno.    –    Wyszeptał 

przechylając się by położyć swoje usta na moich. 

Pocałowaliśmy się i odsunęłam się wystarczająco by wyszeptać. 
– Spróbuję wrócić przed  świtem. 

background image

Było  cztery    dni    przed    Świętami,    godzina    przed    świtem,    kiedy 

zapukałam  do  sypialni  Jean-Claude’a  w  podziemiach  Cyrku  Potępieńców, 
jednego z jego klubów. Jego głos zawołał: – Wejdź do środka, ma petite. 

Godzina.  To  nie  było  zbyt  dużo  czasu,  ale  czas  jest  tym  co  z    nim  

zrobisz.  Wpadłam  po  drodze  do  sklepu  i  wybrałam  gotową  do  użycia 
polewę  czekoladową  w  jednym  z  tych  wygodnych  pojemników.  Mógł 
poczuć  smak  czekolady  kiedy  ja  ją  jadłam,  a  jeżeli  znalazłaby  się  ona  na  
nim podczas jedzenia, no  cóż… 

Jedwabne  prześcieradła  na  jego  łóżku  były  białe  i  śmialiśmy  się 

pokrywając go czekoladą i plamiąc pościel. A kiedy każdy jego cal, którego 
pragnęłam,  został  pokryty  gęstą,  słodką  czekoladą,  śmiech  umilkł  i  inne 
dźwięki zaczęły rozbrzmiewać, dźwięki nawet cenniejsze dla mnie niż jego 
śmiech. Świt zastał nas zanim on zdołał wziąć kąpiel i umyć się z tej lepkiej 
słodkości. 

Pozostawiłam  go  w  tym  zwoju  usmarowanej  czekoladą,  jedwabnej 

białej pościeli, jego ciało wciąż było ciepłe w  dotyku, ale serce już nie biło. 
Świt  odnalazł  go  i  skradł  życie,  i  taki  nieżywy  pozostanie  przez  godziny,  a 
potem się obudzi i będzie znów „żywy”. 

Naprawdę  był  trupem.  Wiedziałam  to.  Ale  miał  też  najsłodszą  skórę, 

jakiej kiedykolwiek smakowałam, pokrytą słodkością, czy bez niej. Nie miał 
pulsu,  nie  oddychał,  nie  poruszał  się,  był  martwy.  To  powinno  sprawiać 
różnicę, i sprawiało. 

Myślę,  że  ta  bitwa,  jak  on  to  nazwał  byłaby  przegrana  dawno  temu 

gdyby  był  żywy,  a  może  i  nie.  Bycie  wampirem  było  zbyt  wielką  częścią, 
tego  kim  był  Jean-Claude,  aby  to  rozdzielić.  To  sprawiało  różnicę,  ale 
złożyłam ostatni lodowaty pocałunek na jego czole i wróciłam do  domu. 

Mieliśmy  randkę  dziś  wieczorem,  i  wciąż  czując  jego  ciało 

przywierające do mojego, nie mogłam się tego doczekać.