background image

Jane Christopher

Czas spełnionych 

marzeń

Przełożyła Renata Kochan

background image

Rozdział 1

Caroline   Mansfield   upięła   swoje   gęste 

jasne włosy w węzeł i narzuciła biały kitel. 
Zaczynał się jej nocny dyżur w szpitalu na 
Manhattanie.

Kiedy szła do dyżurki, miała wrażenie, 

że   tej   nocy   nie   powinno   zdarzyć   się   nic 
wyjątkowego.   Jej   dwie   koleżanki,   Kathy 
Jenkins i Louise Forrester, siedziały już za 
biurkami, przeglądając karty chorych.

Światła   na   korytarzach   były   już 

przygaszone.   Siostra   przełożona,   Flora 
Robertson,   rozmawiała   właśnie   przez 
telefon z jednym z lekarzy. Skinęła głową 
Caroline, gdy ta weszła do pokoju.

– Hallo, Caroline! – zawołała Kathy. – 

No,   jak   ci   się   podoba   twój   nowy 
apartament?   –   Kathy   była   delikatna   i 
wyjątkowo ładna.

–   Och,   jest   cudowny   –   powiedziała 

background image

Caroline. – Trochę się spóźniłam, przykro 
mi,   ale   ciągle   jeszcze   nie   wiem,   kiedy 
muszę wyjść, aby być punktualnie.

– To gdzie teraz mieszkasz?  – chciała 

wiedzieć Louise.

– Na Osiemdziesiątej Siódmej  Ulicy – 

odrzekła   przeglądając   listę   nowo 
przyjętych pacjentów.

–   Tam   mieszka   całe   mnóstwo 

nieżonatych,   a   do   tego   przystojnych 
mężczyzn – wyjaśniła ze śmiechem Louise 
odrzucając do tyłu swoje rude włosy.

– Takich i gdzie indziej nie brakuje – 

przerwała   jej   Kathy.   –   Wystarczy,   że 
zobaczysz tego faceta z wrzodem żołądka, 
którego przyjęto ostatnio.

Caroline zrobiła zaskoczoną minę.
–   A   cóż   w   nim   jest   takiego 

szczególnego?

Twarze   Kathy   i   Louise   zdradzały 

niekłamany zachwyt.

– Jest po prostu boski – oświadczyła w 

background image

końcu Louise. – Prawda, Kathy?

Kathy jednak potrząsnęła głową.
– Owszem, prezentuje się doskonale, ale 

to   prawdziwy   obrzydliwiec,   arogancki, 
bezwstydny i nieznośny.

– Spokój, dziewczęta! – upominała Mrs 

Robertson, zasłaniając dłonią słuchawkę.

Na wielkiej tablicy zgłoszeń zapaliło się 

światło pod numerem K 719.

–   Kto   tam   leży?   –   spytała   Caroline 

wstając.   Mr   Kruger?–   Nie,   dziś   został 
wypisany – wyjaśniła Louise uśmiechając 
się   kpiąco.   –   To   ten   bóg   w   ludzkiej 
postaci.

– Dobrej zabawy! – zawołała jeszcze za 

nią Kathy. – On jest naprawdę bezczelny, 
nie da się ukryć!

Caroline   czuła   się   odrobinę   nieswojo, 

idąc długim korytarzem. Bez względu na 
to, czy ten nowy był przystojny, czy nie, z 
pewnością   uosabiał   typ   pacjenta,   jakim 
niechętnie się opiekowała. Jej praca była i 

background image

tak   dość   wyczerpująca,   nie   miała   więc 
ochoty   poświęcać   za   wiele   czasu 
kłótliwym,   zawsze   źle   usposobionym   i 
narzekającym pacjentom.

Sala   K   719   znajdowała   się   na   końcu 

korytarza. Serce Caroline biło jak szalone, 
kiedy stanęła pod drzwiami i przeczytała 
na   wywieszce   imię   i   nazwisko   pacjenta: 
Erik Houston.

Kiedy   weszła,   napotkała   spojrzenie 

najbardziej   atrakcyjnego   mężczyzny, 
jakiego kiedykolwiek przyszło jej spotkać. 
Nawet   w   łóżku   szpitalnym   wyglądał 
nieprawdopodobnie męsko.

–   Uruchamiając   przycisk   dzwonka 

liczyłem   na   to,   że   przyjdzie   tu   jakaś 
wykwalifikowana siła, a nie adeptka sztuki 
pielęgniarskiej   –   natarł   na   nią   bez 
skrępowania.

Caroline   zaczerwieniła   się   po   czubki 

włosów,   mimo   to   odrzuciła   hardo   głowę 
do tyłu.

background image

–   Nie   jestem   tutaj   na   praktyce,   Mr 

Houston, mam ją już za sobą. Co mogę dla 
pana zrobić?

Wpatrywał się w nią swymi ciemnymi, 

prawie czarnymi oczami, które błyszczały 
niebezpiecznie.

–   Chciałbym   się   na   przykład 

dowiedzieć,   dlaczego   z   tego   przeklętego 
szpitala nie można odbyć prostej rozmowy 
telefonicznej   –   rzucił   gniewnie.   –   Po 
prostu nie ma sygnału.

Caroline odetchnęła, dowiedziawszy się, 

że chodzi o taką banalną sprawę.

–   Po   dziesiątej   centrala   nie   łączy   z 

miastem. Takie są przepisy.

– Nieczęsto dane mi jest słyszeć coś tak 

równie głupiego – rozzłościł się na dobre. 
– Muszę załatwić kilka ważnych spraw, i 
to dokładnie za godzinę.

–   Może   mógłby   pan   zapowiedzieć,   że 

przez cały okres pobytu w szpitalu będzie 
się pan kontaktował między dziewiątą rano 

background image

a   piątą   po   południu   –   zaproponowała 
uprzejmie Caroline. – Inna możliwość...

–   Do   diabła!   Niechże   pani   przestanie 

zwracać   się   do   mnie   tym   swoim 
słodziutkim   głosikiem   jak   do   chorego 
umysłowo. Nie ma pani przecież pojęcia o 
moich interesach...

– Jestem pielęgniarką, Mr Houston, a to 

oznacza,   że   nie   mogę   wszystkiego 
wiedzieć   –   oświadczyła,   ciągle   jeszcze 
uprzejma i opanowana, choć przyszło jej to 
z   trudem.   Doskonale   wiedziała,   że   z 
cierpiącymi na wrzody żołądka pacjentami 
należy   być   ostrożnym.   Zdenerwowanie 
mogło tylko pogorszyć ich stan.

Naraz Houston odrzucił kołdrę, spuścił 

nogi   z   łóżka   i   stanął   –   wysoki,   dobrze 
zbudowany mężczyzna w jasnoniebieskich 
spodniach od piżamy.

– A więc dobrze, pani pielęgniarko.
–   Mansfield   –   przedstawiła   się.   – 

Caroline Mansfield.

background image

Przyglądała się, jak podchodzi do okna i 

w milczeniu spogląda przez dłuższą chwilę 
na dziedziniec.

–   Nie   mogę   zatem   niczego   dla   pana 

zrobić – stwierdziła – a i panu niestety nie 
uda   się   zmienić   przepisów   szpitalnych. 
Teraz   proszę   się   położyć   i   odrobinę 
przespać.   Dwie   godziny   wypoczynku   z 
pewnością   dobrze   panu   zrobią.   W   tym 
czasie nikt panu nie będzie przeszkadzał.

Erik   Houston   odwrócił   się   szybko   i 

przeszył   Caroline   spojrzeniem   swych 
ciemnych oczu.

–   Co   pani   powiedziała?   Tylko   dwie 

godziny?   To   przecież   nie   może   być 
prawda!

Westchnęła.   Najwyraźniej   lekarz 

prowadzący   nie   wytłumaczył   temu 
nieznośnemu   człowiekowi,   jaką   metodą 
leczy się wrzody żołądka. Jeszcze więc i to 
przyjdzie jej znieść.

–   Mr   Houston   –   zaczęła   ostrożnie.   – 

background image

Pacjenci z wrzodem żołądka poddawani są 
u nas intensywnej, ale bardzo skuteczniej 
terapii. Oznacza to ścisłą dietę oraz mleko 
i lekarstwa najrzadziej co dwie godziny – a 
niekiedy   nawet   co   godzinę.   Ta   metoda 
wydaje   się   prosta,   lecz   już   zdążyła   się 
sprawdzić w wielu przypadkach.

– Moim zdaniem wcale nie jest prosta – 

burknął niechętnie.

–   W   każdym   razie   jest   prostsza   niż 

interwencja   chirurgiczna   –   wyjaśniła 
Caroline   ze   spokojem   –   i   bardzo 
odpowiednia   dla   człowieka   tak   zajętego 
jak pan.

– Proszę mówić dalej – wycedził przez 

zęby,   przyglądając   jej   się   z   nieruchomą 
twarzą. .

Pokręciła z westchnieniem głową.
–   Chcę   panu   powiedzieć,   że   nawet 

najdoskonalsza i sprawdzona na wszystkie 
strony   terapia   nie   odniesie   skutku,   jeśli 
pacjent nie będzie współdziałał, trzymając 

background image

się   ściśle   wskazówek   lekarza   i 
pielęgniarek.

Erik   Houston   wrócił   wolnym   krokiem 

do łóżka, położył się i naciągnął kołdrę aż 
pod brodę.

–   Tak   dobrze?   Jestem   teraz 

zdyscyplinowanym   pacjentem?   Nie 
trzymam się w najdrobniejszym szczególe 
wskazówek, pani pielęgniarko?

–   Doskonale   –   pochwaliła   Caroline, 

udając, że nie słyszy w jego głosie drwiny. 
– Tak ma być.

–   Tak   ma   być   –   przedrzeźniał   ją 

złośliwie.   –   A   może   jeszcze   skłonna 
byłaby   mi   pani   powiedzieć,   jak   długo 
będzie trwała ta cała procedura?

–   Jestem   pewna,   że   doktor   Sheridan 

rozmawiał   już   o   tym   z   panem   – 
opowiedziała starając się zachować spokój 
mimo   przenikliwego   spojrzenia   jego 
ciemnych oczu.

–   Owszem,   zrobił   to   –   przyznał 

background image

niechętnie   Houston.   –   Prawdopodobnie 
jednak pani wie więcej na ten temat.

Wzruszyła ramionami.
–   Tego   typu   informacji   udziela   tylko 

lekarz prowadzący.

– Czy pani wie, że może mnie pani już 

nigdy   więcej   nie   zobaczyć?   –   spytał 
raptem   zmienionym,   teraz   już   nieledwie 
czule dźwięczącym głosem.

– Co pan przez to rozumie? – popatrzyła 

na niego zirytowana.

– Jeśli to w jakikolwiek sposób okaże 

się możliwe, jutro zaraz z rana opuszczę 
klinikę   i   kiedy   pani   przyjdzie   szukać 
swymi   błękitnymi   jak   niebo   oczami 
ulubionego   pacjenta,   jego   już   tu   nie 
będzie.

– Tak czy owak nie będzie mnie tutaj 

jutro w nocy – odparła sucho. – Pojutrze 
mam dniówkę, a więc jutro przysługuje mi 
wolne.   Założę   się   o   swoją   miesięczną 
pensję,   że   gdy   wrócę   tutaj   w   środę,   pan 

background image

jeszcze będzie leżał w tym pokoju.

–   Nie   wierzy   mi   pani...   Mówię 

poważnie,   zobaczy   pani.   Ach,   wy 
uzdrowiciele   z   bożej   łaski,   wydaje   się 
wam,   żeście   wszystkie   rozumy   zjedli!   – 
krzyknął,   na   nowo   wpadając   w   złość.   – 
Wy i te wasze terapie od siedmiu boleści! 
A głupi pacjenci wierzą, że im to pomoże! 
Ale ja nie! Ja z całą pewnością nigdy nie 
uwierzę! – Omiótł wzrokiem salę. – Ten 
cały   budynek   to   jeden   koszmar,   w   tym 
okropnym pokoju wpadnę w klaustrofobię 
i...

–   Klinika   z   pewnością   nie   została 

zbudowana   po   to,   aby   zaspokoić 
estetyczne   gusty   naszych   pacjentów,   Mr 
Houston – rzuciła porywczo.

Ten   człowiek   może   doprowadzić   do 

szału, pomyślała.

–   I   to   jest   właściwie   błędne 

rozumowanie   –   żachnął   się.   –   Kiedyś 
projektowałem   klinikę   w   Houston. 

background image

Powinna   ją   pani   zobaczyć.   To   nie   jest 
żaden żałosny anonimowy blok, który ma 
spełniać wyłącznie praktyczne cele.

–   Jest   pan   architektem?   –   spytała   z 

zainteresowaniem.

Skinął głową i przetarł oczy.
–   Byłem   nim,   w   każdym   razie   do 

momentu,   kiedy   mnie   dostarczono   tutaj. 
Ładnie będą wyglądać moje interesy, jak 
będziecie   mnie   tu   trzymać   przez   parę 
tygodni.

Co za bezczelny facet! Wydaje mu się, 

że   jest   pępkiem   świata!   Caroline   nie 
umiała   się   już   zmusić   do   uprzejmości. 
Niewykluczone,   że   nie   powiedział   słowa 
prawdy. Znała takie przypadki, że pacjenci 
wymyślali niestworzone historie.

–   Proszę   spróbować   zasnąć,   Mr 

Houston. Wrócę później.

Kiedy szła korytarzem, przyszło jej do 

głowy,   że   jeszcze   nigdy   nie   miała   tak 
nieprzyjemnego   pacjenta,   który   zarazem 

background image

byłby   tak   nieprzyzwoicie   przystojny.   Z 
pewnością   szpital   nie   należał   do 
najprzyjemniejszych miejsc  pod słońcem, 
ale   gdy   szło   o   zdrowie...   A   temu 
aroganckiemu,   upartemu,   zarozumiałemu 
Houstonowi własny stan zdrowia wydawał 
się rzeczą absolutnie obojętną.

–   No,   jak   było?   –   spytała   ciekawie 

Louise, gdy Caroline weszła do dyżurki.

Ta potrząsnęła tylko głową.
– Kathy miała rację. Ten człowiek jest 

po prostu nie do zniesienia.

–   Ale   za   to   jaki   przystojny!   – 

rozmarzyła się Louise.

–   Zostawiam   go   tobie   z   tą   całą   jego 

urodą   –   skrzywiła   się   Caroline.   –   Mnie 
wydaje się nieznośny i tyle.

Louise uśmiechnęła się lekko.
–   Rzeczywiście   tak   myślisz,   jak 

mówisz?

– Owszem, i nie sądzę, abym tak szybko 

miała   zmienić   zdanie.   To   naprawdę 

background image

niesympatyczny facet. – Starała się nadać 
swemu głosowi zdecydowany ton.

–   Jeśli   tak   –   Louise   pokazała   w 

uśmiechu wszystkie zęby – to będę się nim 
zajmować przez resztę nocy, dobrze?

– Mogę ci tylko podziękować – odparła 

Caroline, ale tym razem nie zabrzmiało to 
zbyt przekonująco. – Nie chcę mieć z nim 
więcej   do   czynienia.   Gdyby   się   dało   tak 
urządzić, byłabym ci wdzięczna.

background image

Rozdział 2

Kiedy   w   środę   rano  Caroline   pojawiła 

się   w   dyżurce,   przypadła   do   niej 
podniecona Louise.

– Mam dla ciebie wspaniałą wiadomość!
Caroline   popatrzyła   na   nią   zdziwiona. 

Nie miała pojęcia, co to by miała być za 
nowość.

–   Będziemy   teraz   pracować   w 

charakterze pielęgniarek prywatnych!

– To cudownie! – ucieszyła się Caroline 

i rzuciła się koleżance na szyję.

– Nie podniecajcie się tak – usiłowała je 

uspokoić Kathy. – Ja też się z tego cieszę, 
ale Louise szaleje tak już od kwadransa, a 
mnie to działa na nerwy. Mam nadzieję, że 
ty nie pójdziesz w jej ślady, Caroline.

– Ależ z ciebie nudziara – obruszyła się 

Louise.   –   Pozwól   jej   się   nacieszyć   tą 
rewelacyjną wieścią.

background image

Caroline   wiele   już   słyszała   o   nowym 

programie w zakresie opieki prywatnej. Z 
początku była do niego usposobiona nieco 
sceptycznie,   ale   potem   Kathy   jej 
opowiedziała,   jak   to   wygląda   w   innych 
miastach,   gdzie   zarówno   pacjenci,   jak   i 
pielęgniarki   są   bardzo   zadowoleni,   nie 
znajdując słów pochwały.

To ostatecznie przekonało Caroline, nie 

mówiąc   już   o   nęcącej   perspektywie 
wyrwania   się   z   szarej   codzienności 
szpitalnej.

– Moje panie – wtrąciła się surowo Mrs 

Shriner,   siostra   przełożona   dziennej 
zmiany.   –   Tablica   zgłoszeń   błyszczy   jak 
choinka.   Może   byłybyście   tak   dobre 
zacząć wreszcie pracę?

Dziewczęta   skoczyły   na   równe   nogi   i 

pobiegły   do   sal,   z   których   wzywali   je 
pacjenci.   Przed   Mrs   Shriner   miały 
wszystkie   bez   wyjątku   respekt.   Uważano 
ją   co   prawda   nieledwie   za   nadzorcę 

background image

niewolników, ale na swoim fachu znała się 
dobrze. Każdy musiał to przyznać.

Niewiele   się   zastanawiając,   Caroline 

pospieszyła   do   sali   K   719.   W   połowie 
drogi uświadomiła sobie, że leży tam ten 
nieznośny   Erik   Houston,   mało   tego, 
przypomniała sobie, że ostatniej nocy śniło 
jej się, jak leży w jego ramionach...

Kiedy   weszła,   Erik   Houston   stał   przy 

oknie. Włosy opadały mu na czoło, a choć 
wyglądał   na   wyczerpanego,   jego   oczy 
zdradzały wewnętrzną pasję.

–   Chyba   pani   widzi,   że   jest   mi 

niedobrze,   więc   niech   pani   coś 
natychmiast zrobi, i to szybko! Urządzenie 
klimatyzacyjne nie działa!

Caroline zawrzała z wściekłości, widząc 

jego   bezczelne   zachowanie.   Najchętniej 
rzuciłaby czymś  w niego, ale ostatecznie 
był   pacjentem,   w   dodatku   z   wrzodem 
żołądka,   a   z   takimi   trzeba   się   było 
wyjątkowo łagodnie obchodzić.

background image

–   Mr   Houston   –   zaczęła   opanowanym 

głosem   –   jak   pan   z   pewnością   wie,   w 
tutejszej   klinice   istnieje   jedno   centralne 
urządzenie   klimatyzacyjne,   zdaje   pan   też 
sobie   chyba   sprawę,   że   takie   urządzenie 
ma prawo od czasu do czasu się popsuć. 
Przykro mi, że stało się to właśnie dziś.

–   Ma   prawo   się   popsuć!   –   rzucił   ze 

złością. – Nawet  w tropikach klimat  jest 
znośniejszy, i nie tylko klimat...

–   Niestety,   Mr   Houston,   nie   jestem 

elektrykiem, tylko pielęgniarką, która jest 
upoważniona pomagać panu wyłącznie w 
sprawach związanych z terapią.

–   Przysyła   się   do   mnie   przebrane   za 

siostrę takie młode stworzenie... a ja...

–   Dziękuję,   Mr   Houston   – 

skomentowała   ostro   –   za   uroczy 
komplement.

Na   jego   twarzy   pojawił   się   uśmiech, 

zaraz jednak znikł.

– Pani doskonale wie, co mam na myśli, 

background image

miss   Mansfield.   –   Pani   dopiero   co 
skończyła naukę...

– Louise Forrester i ja kształciłyśmy się 

wspólnie   w   mieście   Columbia,   Mr 
Houston,   i   jesteśmy   obie   w   pełni 
kompetentne,   aby   pomóc   panu   w   tych 
wszystkich   błahych   sprawach,   które   dla 
pana wydają się być problemem.

Przerażona   zakryła   dłonią   usta.   Wdała 

się w kłótnię z pacjentem!

– Błahe  czy nie,  pani   tu  już  i  tak nie 

przyjdzie – rzucił niedbale.

O czym on mówi? Co przez to rozumie? 

Próbowała   coś   wyczytać   z   jego   oczu, 
widziała   w   nich   jednak   tylko   irytujące 
błyski.   Doprawdy   nie   wiedziała,   jak   się 
teraz powinna zachować.

– Mr Houston – przemówiła ostrożnie. – 

Jeśli sobie dobrze przypominam, dzwonił 
pan po pielęgniarkę. Chodziło panu tylko o 
urządzenie   klimatyzacyjne,  czy  też   mogę 
panu być pomocna w jakiś inny sposób?

background image

–   Jak   widzę,   nie   ma   pani   już   ochoty 

dotrzymywać mi towarzystwa.

– To nie ma nic do rzeczy. Tu w szpitalu 

leżą   jeszcze   inni   pacjenci,   a   ja   jestem 
opłacana za to, że zajmuję się wszystkimi, 
więc nie mogę wystawać tutaj z panem i 
dyskutować   tylko   dlatego,   iż   pan   się 
prawdopodobnie nudzi.

–   To   z   powodu   tego   okropnego   upału 

zadzwoniłem   po   panią,   przypuszczam 
zresztą, że jeszcze nieraz zadzwonię, miss 
Mansfield. Jest potwornie gorąco.

Caroline musiała mu przyznać rację. W 

sali panował zaduch.

–   Zresztą   mniejsza   o   to.   Proszę 

powiedzieć   doktorowi   Sheridanowi,   aby 
zajrzał   do   mnie,   jak   tylko   przyjdzie   do 
kliniki.

– To nie będzie możliwe, Mr Houston. 

Doktora   Sheridana   nie   spodziewamy   się 
dzisiaj po południu, dopiero jutro rano.

Wpatrzył się w nią niemile zaskoczony.

background image

– Jak mam to rozumieć?
– Zwykle robi obchód raz dziennie, koło 

szóstej rano.

– Tam do licha! No dobrze, w każdym 

razie jeśli pani go zobaczy, niech mu pani 
przekaże moją prośbę.

– Może mogłabym panu pomóc w czym 

innym – zaproponowała.

– Nie, chodzi mi tylko o to, abym jak 

najszybciej   mógł   opuścić   tę   cholerną 
klinikę.

Właśnie   otwierała   usta,   aby 

odpowiedzieć,   gdy   nagle   usłyszała 
dochodzące   z   korytarza   donośne   głosy, 
pospieszyła więc zobaczyć, co się stało.

Do sali wtargnęła wysoka blondynka, o 

mały włos jej nie przewracając, podbiegła 
do Erika Houstona i objęła go. Miała na 
sobie sukienkę o dość prostym kroju, ale z 
pewnością obłędnie drogą, a w ręku małą, 
kunsztownie wykonaną skórzaną torebkę.

– Kochanie! – krzyknęła z egzaltacją w 

background image

głosie. – Dopiero dziś rano dowiedziałam 
się o tej strasznej historii i natychmiast tu 
przyjechałam.   –   Odwróciła   się   do 
Caroline, jakby dopiero teraz zauważyła jej 
obecność,   i   zmierzała   ją   swymi   szarymi 
zimnymi   oczyma.   –   Byłaby   pani   tak 
uprzejma   zostawić   nas   na   moment 
samych? Proszę także przynieść nam coś 
zimnego do picia, dobrze?

W Caroline wszystko zawrzało. Nieraz 

już jej się zdarzyło, że odwiedzający brali 
ją   za   kogoś   w   rodzaju   służącej   lub 
kelnerki,   lecz   do   takiego   rozkazującego 
tonu nigdy się nie przyzwyczai!

Odrzuciła głowę i dumnie popatrzyła na 

kobietę.

–   Jestem   pielęgniarką,   a   nie   kelnerką. 

Pacjentowi   w   tym   stanie   nie   wolno   pić 
niczego   zimnego,   zresztą   nie   ma   tu 
zwyczaju   podejmowania   odwiedzających 
drinkami.   W   tym   szpitalu   odwiedziny 
trwają maksimum godzinę. Proszę mieć to 

background image

na uwadze. – Odwróciła się i wyszła.

– Co za bezczelność! – usłyszała za sobą 

głos   kobiety.   –   Kochanie,   jak   ty   możesz 
wytrzymać w tym strasznym miejscu?!

Wróciwszy do dyżurki, Caroline spytała 

Mrs Shriner, czy tego dnia można jeszcze 
spodziewać się doktora Sheridana.

– Nie, Caroline. Dlaczego pani pyta?
–   Ponieważ   Mr   Houston   koniecznie 

chce się wypisać.

–   Bardziej   prawdopodobna   jest   burza 

śnieżna w lecie niż to, że doktor Sheridan 
puści   go   do   domu   –   skomentowała   Mrs 
Shriner.

Caroline   roześmiała   się,   ale   gdy 

zobaczyła   wchodzącego   Johna   Watkinsa, 
śmiech od razu zamarł jej na ustach. John 
Watkins był świeżo upieczonym internistą, 
który zachowywał się tak, jakby wszystkie 
zdobycze   współczesnej   medycyny   były 
jego zasługą.

Zapadła raptowna cisza.

background image

– Mrs Shriner!
– Tak, panie doktorze?
– Kto był w sali 719 – tam gdzie leży 

Houston?

–   Ja   –   oświadczyła   Caroline 

zdecydowanym głosem.

Zwrócił się w jej stronę, obrzucając ją 

niechętnym spojrzeniem spod zmrużonych 
powiek.

–   Co   ma   pani   na   swoje 

usprawiedliwienie, miss Mansfiled?

Caroline wytrzymała jego spojrzenie.
– Gdybym wiedziała, z jakiego powodu 

mam się usprawiedliwić, na pewno bym to 
zrobiła.

Jego oczy pociemniały ze złości.
– Miss Mansfield, byłaby pani tak dobra 

uprzejmiej   odnosić   się   do   naszych 
pacjentów i ich gości? Szczególnie wtedy, 
gdy chodzi o wpływowe osoby.

– O ile mi wiadomo, Erik Houston jest 

zwykłym architektem.

background image

–   Nie   jego   mam   na   myśli.   Chodzi   o 

osobę, która go odwiedziła: miss Madeline 
Sinclair.

Caroline   spojrzała   na   niego 

niedowierzająco.

– Skarżyła się?
– Przed kilkoma minutami – potwierdził 

doktor Watkins.

–   Nie,   ona   jest   naprawdę   zabawna!   – 

prychnęła Caroline lekceważąco.

– Caroline! – upomniała ją surowo Mrs 

Shriner.

– Ale to prawda – Caroline nie dała się 

zbić z tropu. Komenderowała mną, jakbym 
była   zwykłą   podkuchenną.   Ja   jej   tylko 
uświadomiłam, że nie jestem tym, za kogo 
mnie   bierze,   i   to   całkiem   spokojnym 
tonem.

–   Czego   od   pani   chciała?   –   spytał 

nieufnie   doktor   Watkins.   –   Mnie 
powiedziała,   że   prosiła   tylko   o   szklankę 
wody.

background image

–   Ach   tak!   Obsługiwanie 

odwiedzających   nie   należy   do   moich 
obowiązków.   Ostatecznie   jestem 
dyplomowaną pielęgniarką. Poza tym nie 
chodzi mi o to, czego ona ode mnie żądała, 
tylko w jaki sposób to zrobiła!

–   Możliwe   –   doktor   Watkins   był 

usposobiony sceptycznie. – W przyszłości 
jednak   proszę   być   dla   niej   bardziej 
uprzejmą. Ojciec miss Sinclair nosi się z 
zamiarem   przekazania   pokaźnej   sumy   na 
nasze nowe centrum badawcze.

–   ...   które   bez   wątpienia   zostanie 

zaprojektowane   przez   Erika   Houstona   – 
rzuciła z ironią Caroline.

–   Caroline!   –   Mrs   Shriner   znowu   ją 

upomniała.

– Wiem, wiem! Ale po prostu mam dość 

tego całego teatru wokół osoby Houstona. 
Gdyby   się   tak   nie   podniecał   i   nie 
denerwował   na   każdym   kroku,   jego 
wrzody   zniknęłyby   same   z   siebie.   Leżą 

background image

tutaj   pacjenci,   którzy   cierpią   o   wiele 
bardziej, a nie angażują mnie jak tamten, 
wzywając z byle powodu.

Doktor   Watkins   przeniósł   wzrok   z 

Caroline na Mrs Shriner, po czym zwrócił 
się do tej ostatniej:

–   Mrs   Shriner,   mógłbym   z   panią 

pomówić w cztery oczy?

Opuścili pokój. Caroline dobiegły tylko 

urywki   zdań.   Określenia   „uparta", 
„zarozumiała" i „przewrażliwiona" mówiły 
same   za   siebie.   Nie   było   wątpliwości,   o 
kim rozmawiają.

Mrs   Shriner   wróciła   bez   doktora 

Watkinsa.

–   Musi   pani   bardziej   uważać,   co   pani 

mówi  i do kogo, Caroline – powiedziała 
opanowanym   głosem.   –   Nie   chciałabym 
powtarzać   wszystkiego,   co   powiedział 
doktor Watkins, ale jeśli pani chce żyć w 
przyjaźni z lekarzami, musi się pani o to 
postarać.

background image

– Mrs Shriner, pani nie wie...
– I nie chcę wiedzieć, Caroline. Chodzi 

mi   tylko,   aby   w   naszych   wzajemnych 
stosunkach nie było większych tarć, a jeśli 
pojawiają się jakieś problemy, muszę  się 
zatroszczyć   o   to,   aby   jak   najszybciej 
zniknęły.   Jestem   przekonana,   że   pani 
doskonale wie, o co mi chodzi.

Caroline   nie   otworzyła   już   więcej   ust, 

lecz w duchu poprzysięgła sobie, że miss 
Sinclair   długo   będzie   czekać,   zanim 
zostanie przez nią obsłużona. Jeśli jest taka 
bogata, niech sprawi sobie służącą!

Ponieważ   zbliżała   się   pora   obiadu, 

zrobiła   obchód,   aby   rozdzielić   wśród 
pacjentów   lekarstwa,   które   mieli   zażyć 
podczas   posiłku.   Do   Erika   Houstona 
zajrzała na samym końcu.

– Tu są pańskie lekarstwa – powiedziała 

uprzejmie wchodząc.

Houston siedział na kółkach z obiadem 

przed   nim,   a   po   jego   lewej   stronie   na 

background image

brzegu łóżka Madeline Sinclair.

– Odwiedzającym nie wolno siadać na 

łóżkach – zwróciła uwagę Caroline.

– To takie  wewnętrzne zarządzenie?  – 

spytała Madeline Sinclair nie ruszając się z 
miejsca.

–   Tak.   A   inny   przepis   mówi,   że 

odwiedzający,   którzy   się   do   tego   nie 
stosują, muszą opuścić klinikę, co przecież 
jest   zrozumiałe.   Ostatecznie   chodzi   o 
dobro pacjentów.

Madeline   Sinclair   podniosła   się 

niechętnie i rzuciła Caroline złe spojrzenie. 
Erik Houston uśmiechnął się rozbawiony, 
co było zaskoczeniem dla Caroline.

–   Dziś   jedzenie   jest   równie   doskonałe 

jak wczoraj – zauważył zgryźliwie. – I tak 
jak   pani   koleżanka   wczoraj,   przynosi   mi 
pani z opóźnieniem lekarstwa.

Caroline uśmiechnęła się słodko.
– To nie ma znaczenia, Mr Houston, i 

nie   powinno   być   powodem   pańskiego 

background image

zdenerwowania.   Te   tabletki   bierze   się 
dopiero po jedzeniu, a jak widzę, jeszcze 
pan nie skończył.

Houston uderzył pięścią w stół.
– Obrzydliwe   żarcie!   Już   na  sam  jego 

widok   robi   się   niedobrze.   Trwa   wieki, 
zanim uda mi się przełknąć odrobinę tego 
paskudztwa,   a   o   soczystym   steku   nie 
wolno mi nawet marzyć...

Caroline nie mogła opanować uśmiechu. 

Zachowywał się jak uparte dziecko i miała 
wielką ochotę przywołać go do porządku. 
Niestety, musiała z tego zrezygnować, nie 
chcąc przysparzać sobie kłopotów.

– Mr Houston, otrzymuje pan to samo 

jedzenie   co   i   inni   pacjenci   z   wrzodami 
żołądka, a tylko pan się skarży. Sam pan 
przecież   wie:   im   mniej   pan   będzie   jadł, 
tym   dłużej   będzie   trwał   okres   leczenia. 
Musi   pan   przestawić   swój   system 
trawienia na...

Wzniósł obronnym gestem rękę.

background image

–   Proszę!   Moja   choroba   jest   ostatnią 

rzeczą, o jakiej chciałbym mówić. Niech 
pani   zostawi   te   tabletki,   przyrzekam,   że 
zażyję je po obiedzie...

–   Dobrze   –   zgodziła   się 

wspaniałomyślnie Caroline. – Mimo to na 
pańskim miejscu pospieszyłabym się nieco 
z jedzeniem, bo wystygnie i wtedy już na 
pewno nie będzie smakowało.

– A pani sobie wyobraża, że niby kim 

jest? – ofuknęła ją raptem Madeline. – Jak 
pani   śmie   dyktować   mu,   co   powinien 
robić!

– Radziłabym jednak nie kwestionować 

moich zaleceń, miss Sinclair. Przecież tu 
chodzi o zdrowie pan Houstona.

Madeline   Sinclair   zwróciła   się   w 

poczuciu bezradności do Houstona.

–   Musisz   jak   najszybciej   wynieść   się 

stąd, Erik.

Wzruszył ramionami.
– Najpierw jeszcze zjem przykładnie te 

background image

rozgotowane   kartofle   –   mrugnął 
porozumiewawczo do Caroline.

Na   szczęście   udało   jej   się   zachować 

powagę.   Nigdy   by   nie   przypuszczała,   że 
ma poczucie humoru.

W   dyżurce   opadła   wyczerpana   na 

krzesło. W parę minut później zajrzał tam 
całkiem nieoczekiwanie doktor Sheridan i 
zapytał, jak się czuje Houston.

Mrs   Shriner   zdała   dokładną   relację   o 

jego stanie.

–   Wypisuję   go   –   oświadczył 

wysłuchawszy doktor Sheridan.

–   Co?   –   zawołała   Caroline,   nie 

posiadając się ze zdumienia.

– Wystarczy, że pielęgniarka będzie się 

nim opiekować w domu. Tam będzie miał 
więcej   spokoju.   Wychodzi   dziś   po 
południu.

Tego samego dnia Caroline dowiedziała 

się,   że   to   ona   została   wybrana,   aby 
opiekować się Erikiem Houstonem.

background image
background image

Rozdział 3

Caroline   wiedziała,   że   nie   wolno   jej 

odrzucić oferty, jeśli chce dalej pracować 
w   swoim   zawodzie,   świadoma,   że   w 
przypadku   Erika   Houstona   musi   dać   z 
siebie wszystko, by później wolno jej było 
pracować   jako   pielęgniarce   prywatnej. 
Oprócz   tego   chciała   zasłużyć   na   dobrą 
ocenę,   a   to   wymagało   dużego   nakładu 
pracy.

Następnego dnia wyruszyła w drogę do 

Cape   Cod.   Samolotem   dotarła   do   New 
Bedford,   aby   potem   dojechać   autobusem 
do Truro.

Podróż   minęła   względnie   spokojnie. 

Caroline   cieszyła   się   na   świeże   morskie 
powietrze   i   słońce,   którego   w   Nowym 
Jorku   tak   bardzo   jej   brakowało.   Obok 
obowiązków   służbowych   powinna   mieć 
także   sporo   czasu   dla   siebie.   Chciała   to 

background image

wykorzystać i najczęściej, jak to możliwe, 
odwiedzać   wspaniałe   plaże,   tym   bardziej 
że jak się  zdążyła  dowiedzieć, miano  jej 
oddać do dyspozycji samochód.

Kiedy wysiadła w Truro, rozejrzała się 

dokoła,   czy   przypadkiem   nie   ma   kogoś, 
kto by jej oczekiwał. Oczywiście wokoło 
było wiele osób zmierzających w różnych 
kierunkach, poczekała więc, aż tłum trochę 
się przerzedzi. Wtedy zorientowała się, że 
obserwuje   ją   sympatyczna   dama   o 
szpakowatych   włosach   i   błyszczących 
niebieskich   oczach,   mniej   więcej   pod 
sześćdziesiątkę.   Caroline   postanowiła   do 
niej podejść – Miss Caroline Mansfield? – 
krzyknęła w jej stronę starsza dama.

–   Tak   –   odpowiedziała   ucieszona 

Caroline.

–   Hallo,   Caroline.   Jestem   Grace 

Houston, ciotka Erika. – Uśmiechnęła się. 
–   Cieszy   mnie,   że   to   panią   zaskoczyło, 
moja kochana. Jestem młodszą siostrą jego 

background image

ojca. – To pani cały bagaż?

Caroline   popatrzyła   na   swoją 

sfatygowaną walizkę.

– No cóż, letnie rzeczy nie potrzebują aż 

tak wiele miejsca, Mrs Houston.

– Proszę mówić do mnie Grace.
–   Chętnie,   Grace   –   uśmiechnęła   się 

Caroline.

– Możemy już jechać?
Wsiadły   do   starego   forda.   Caroline 

sprawiła   przyjemność   jazda   z   odkrytym 
dachem. Z rozkoszą wdychała krystaliczne 
morskie   powietrze,   przyrzekając   sobie   w 
duchu,  że   każdą   wolną  chwilę  spędzi  na 
plaży.

Grace   opowiedziała   jej   o   okolicy,   o 

wycieczkach,   które   może   zrobić, 
wymieniła   najbardziej   liczące   się 
restauracje i najlepiej zaopatrzone sklepy.

– Co słychać u Mr Houstona? – spytała 

w końcu Caroline. Dziwiło ją to, że Grace 
traktuje   ją   raczej   jak   gościa   niż   płatną 

background image

pielęgniarkę,   która   z   obowiązku   ma   się 
zajmować jej bratankiem.

–   Och,   wszystko   w   porządku.   Jeśli 

chodzi   o   jego   zdrowie,   nie   poczynił   co 
prawda   widocznych   postępów,   uważam 
jednak, że zabranie go z kliniki do domu 
było   słuszną   decyzją.   Nie   wytrzymałby 
tam   długo,   to   więcej   niż   pewne.   Zresztą 
nie trzeba studiować wcześniej medycyny, 
żeby   stwierdzić,   iż   tym,   co   mu   przede 
wszystkim   potrzeba,   są   spokój   i 
wypoczynek.

–   Jak   często   brał   lekarstwa?   Doktor 

Sheridan jest zdania, że powoli powinnam 
zacząć   zmniejszać   dawki.   A   pani   co 
powiedział?

– Z początku podawałam mu lekarstwa 

co   dwie   godziny,   tak   jak   robiono   w 
szpitalu. Potem jednak Erik zbuntował się 
przeciwko   tej   terapii,   aby   ją   ostatecznie 
zarzucić. To dziwne, ale mu się przy tym 
nie   pogorszyło.   Wczoraj   znowu   tak   się 

background image

zdenerwował,   że   zaczęłam   się   bać,   na 
szczęście jednak szybko się uspokoił.

–   No   cóż   –   zastanawiała   się   głośno 

Caroline.   –   Może   nie   byłoby   źle,   gdyby 
mu się pozwoliło pracować.

–   Moja   droga,   jak   to   sobie   pani 

wyobraża? To właśnie stres przy pracy był 
bezpośrednią przyczyną wrzodów żołądka.

– Możliwe – szepnęła Caroline – choć 

kto   wie,   czy   stres   wywołany   brakiem 
zajęcia, i to w dodatku we własnym domu, 
nie jest większy.

– Wydaje mi się, że wiem, co pani ma 

na   myśli   –   zgodziła   się   Grace.   – 
Ostatecznie będzie z nami rozumna młoda 
pielęgniarka. Bardzo się z tego cieszę.

Caroline uśmiechnęła się, zaraz jednak 

oniemiała   ze   zdumienia,  kiedy  zobaczyła 
bramę wjazdową. Za nią rozpoczynała się 
kręta droga dojazdowa, która wydawała się 
nie   mieć   końca.   A   więc   tak   wyglądała 
posiadłość Houstonów!

background image

Była   przygotowana   na   coś 

skromniejszego,   może   najwyżej   na   mały 
podjazd.   Co   prawda   wiedziała,   że   Erik 
Houston nie jest ubogim człowiekiem, lecz 
to,   co   zobaczyła   teraz,   przeszło   jej 
najśmielsze oczekiwania.

Wzniesiony z rozmachem, kryty gontem 

dom,   skutecznie   zabezpieczony   od 
kaprysów pogody, lecz elegancki i wręcz 
zapraszający   do   wejścia   pojawił   się   tak 
nagle, że Caroline zaparło dech z wrażenia. 
Wydał jej się nieopisanie piękny.

Może   jeszcze   piękniejszy   był   sam 

widok. Dom wzniesiono nad samą plażą. 
Przed głównym wejściem rozpościerał się 
olbrzymi trawnik, tylne drzwi wychodziły 
wprost   na   piasek   plaży.   Wokół   całej 
posiadłości rosły wspaniałe drzewa.

Caroline była oczarowana.
– Jak tu cudownie! Mieszkają państwo 

tutaj przez cały rok?

– Zwykle tak. Erik przyjeżdża tu na lato, 

background image

a zdarza się, że także wiosną i jesienią. W 
zimie mieszkam tu sama.

– Wtedy też musi tu być pięknie.
Słońce powoli chyliło się ku zachodowi 

i horyzont rozpalił się złocistą czerwienią. 
Cały   krajobraz   tonął   w   różowawej 
poświacie.

– Ach, moja kochana! – doszedł ich z 

tyłu przenikliwy kobiecy głos. Caroline z 
miejsca   poznała,   do   kogo   należał. 
Odwróciła   się   i   stanęła   oko   w   oko   z 
Madeline   Sinclair.   Madeline   miała   na 
sobie   szykowne   białe   spodnie   oraz 
podkoszulek   w   czarne   i   białe   paski.   W 
jednej ręce trzymała szklankę z drinkiem, 
w drugiej papierosa.

–   A   więc   to   naprawdę   pani   – 

skonstatowała   Madeline   tym   samym, 
niezbyt przychylnym tonem.

Grace   przeniosła   zdumiony   wzrok   z 

Madeline na Caroline.

– Znacie się?

background image

–   Przecież   to   ta   sam   pielęgniarka,   o 

której ci opowiadałam!

– Jak to opowiadałaś?
–   To   ta,   na   którą   poskarżyłam   się   u 

doktora.

–   Madeline,   proszę   cię   –   ofuknęła   ją 

Grace. – Miss Mansfield będzie mieszkać 
w   moim   domu   jako   pielęgniarka,   a 
zarazem   i   gość,   i   będziesz   się 
zachowywała wobec niej odpowiednio. W 
każdym razie ja tego wymagam.

Madeline odrzuciła do tyłu swe długie 

włosy   i   posłała   jadowite   spojrzenie, 
najpierw Grace, a potem Caroline.

– Oczywiście – burknęła. – Witam, miss 

Mansfield   –   rzuciła   chłodno.   –   Ma   pani 
ochotę na drinka?

–   Nie,   dziękuję   –   rzekła   Caroline 

uprzejmie   i   odwróciła   się   do   Grace:   – 
Najpierw chcę zajrzeć do Mr Houstona.

–   Oczywiście.   –   Grace   wzięła   ją   pod 

rękę i poprowadziła obok trzęsącej się ze 

background image

złości   Madeline.   –   Erik   się   ucieszy,   gdy 
panią   zobaczy,   jestem   pewna.   Proszę 
nazywać go po imieniu.

– Dobrze  –  zgodziła   się  z  niepewnym 

uśmiechem   Caroline.   Wolałaby,   aby   to 
sam Houston wystąpił z taką propozycją.

–   Gdyby   Madeline   usłyszała,   że   pani 

zwraca   się   do   Erika   „Mr   Houston",   z 
pewnością   by   od   razu   zaczęła   panią 
traktować jak służącą.

Grace   poprowadziła   ją   schodami   z 

piaskowca do chłodnego, ciemnego hallu. 
Caroline   wiedziała   już,   że   powinna   się 
cieszyć,   iż   to   właśnie   ją   obarczono 
zadaniem   opieki   nad   Houstonem.   Nawet 
jeśli   będzie   jej   trudno   wytrzymać   z 
Madeline i Erikiem, dom i całe otoczenie 
były naprawdę wspaniałe, a czas wolny od 
zajęć   będzie   czymś   w   rodzaju   płatnego 
urlopu   w   Cape   Cod,   jednym   z 
najpiękniejszych miejsc na świecie.

–   Macie   państwo   cudowny   dom   – 

background image

powiedziała   do   Grace,   kiedy   wyszły   na 
schody.

–   To   prawda,   przyjemnie   się   w   nim 

mieszka – odparła ucieszona Grace. – Tam 
jest pani pokój, Caroline, ostatni po prawej 
stronie.

Pokój,   zresztą   przepiękny,   był 

utrzymany   w   białej   tonacji.   W   jednym 
kącie stał komplet wyplatanych mebli, w 
drugim   szerokie   łóżko   z   białą   pościelą. 
Dywan odznaczał się delikatną pastelową 
tonacją.

Grace zostawiła ją samą, aby miała czas 

na   wypakowanie   rzeczy,   wyjaśniwszy 
wcześniej,   jak   trafi   do   pokoju   Erika,   i 
zaprosiwszy na cocktail w salonie, kiedy 
będzie gotowa.

Caroline   zdecydowała   się   zajrzeć   od 

razu   do   Erika.   Przed   wyjściem   spojrzała 
jeszcze tylko w lustro.

Długa   podróż   odbiła   się   na   jej 

wyglądzie.   Jasne   włosy   był   potargane, 

background image

makijaż rozmazany, jasnoniebieska bluzka 
i   lniana   spódniczka   dokumentnie 
wygniecione, a stopy, o zgrozo, po prostu 
brudne,   mimo   iż   oprócz   sandałów   miała 
jeszcze rajstopy.

Pospiesznie   przebrała   się   w   białe 

spodnie   i   bluzkę   w   kolorze   kwiatu 
lawendy,   poprawiła   makijaż,   lecz   przede 
wszystkim   odświeżyła   się   w   małej 
łazience.

Na   końcu   wyciągnęła   przyrząd   do 

pomiaru   ciśnienia,   stetoskop,   lekarstwa   i 
historię choroby Erika, po czym udała się 
na drugi koniec korytarza.

–   Tak,   proszę   –   odpowiedział   na   jej 

nieśmiałe pukanie zmęczony, a przy tym 
zdradzający   rozdrażnienie   głos.   Serce 
Caroline biło jak szalone.

Erik   siedział   przy   olbrzymim   stole 

kreślarskim,   niemal   niewidoczny   za 
stosami rysunków i rozmaitych papierów. 

background image

Wiele   z   nich   leżało   na   podłodze, 
prawdopodobnie wyrzuconych.

Ciemne włosy opadały mu na czoło, co 

powodowało,   że   sprawiał   wrażenie 
rzeczywiście zagniewanego. W pierwszym 
momencie wydało jej się, że całą swą złość 
i stres wyładuje właśnie na niej.

–   Niech   mi   tylko   pani   nie   mówi,   że 

powinienem leżeć w łóżku – miss... miss... 
mniejsza z tym. Mam zamiar skończyć tę 
robotę   i   nikt   mi   tego   nie   zdoła 
wyperswadować, ani pani, ani Grace, ani 
Madeline.

Jego oczy patrzyły na nią ze złością, a 

pierś   unosiła   się   w   przyspieszonym 
oddechu.

– Mam nadzieję, że się zrozumieliśmy. 

Jeśli   o   mnie   chodzi,   mogła   sobie   pani 
zaoszczędzić z powodzeniem tej podróży 
tutaj   –   dorzucił   kpiąco.   Caroline 
zaczerpnęła powietrza.

– Mr Houston... mam na myśli Erik... – 

background image

Postanowiła wracać się do niego tak, jak to 
zaproponowała   Grace.   Kiedy   zauważyła, 
że wyraźnie go to rozbawiło, zrobiło jej się 
głupio. – Nie jestem strażniczką więzienną 
i   nie   mam   zamiaru   bronić   panu   robienia 
tego, na co ma pan ochotę.

Wzruszył niechętnie ramionami.
– Jest mi to absolutnie obojętne, co pani, 

Grace   czy   Madeline   zamierzacie   zrobić. 
Wiem   tylko,   że   będę   robić,   co   mi   się 
będzie podobało. Ja...

–   W   porządku   –   wtrąciła   szybko 

Caroline – pod warunkiem, że nie będzie 
pan   robił   tego,   co   wyraźnie   szkodzi 
pańskiemu zdrowiu.

Patrzył   na   nią   jeszcze   bardziej 

rozweselony niż przedtem.

– To znaczy, że mogę robić, co mi się 

żywnie   podoba?   Także   to,   co   mi 
podpowiada   moje   udręczone   serce,   miss 
Florence Nightingale?

Caroline   poczerwieniała,   nie   pojmując, 

background image

dlaczego jego słowa tak ją zbiły z tropu.

– Jestem pewna, że pan doskonale wie, 

co   mam   na   myśli   –   odparła   sztywno.   – 
Jeśli koniecznie będzie pan chciał każdej 
nocy wychodzić i rujnować swoje zdrowie 
zajadając bez opamiętania pizzę i popijając 
martini...

– Co za straszne połączenie, już na samą 

myśl robi mi się niedobrze – przerwał.

– Jeśli nie będzie pan zważał na swoje 

zdrowie,   chcąc   nie   chcąc   będę   musiała 
donieść o tym doktorowi Sheridanowi.

– A więc jest pani małym szpiegiem – 

ofuknął   ją,   ale   zaraz   potem   na   jego 
wargach pojawił się uśmiech.

–   Myślę,   że   taka   wieczna   kłótnia 

żadnemu z nas nie wyjdzie na zdrowie – 
powiedziała   Caroline,   uprzytomniwszy 
sobie,   że   Erik   nie   powinien   się 
denerwować.

Zatrząsł   się   ze   śmiechu.   Caroline 

popatrzyła na niego zaskoczona.

background image

–   Moja   kochana,   pani   nie   wie,   co   to 

znaczy się kłócić – zauważył rozbawiony. 
–   Musiałaby   pani   zobaczyć   wspaniałą 
Madeline   Sinclair   i   pewnego   Erika 
Houstona   podczas   jednej   z   ich   głośnych 
dyskusji.

Wstał   ze   śmiechem,   potarł   czoło, 

skrzyżował ręce na piersi i wolno podszedł 
do   Caroline.   Stanął   tuż   przed   nią 
zaglądając jej w oczy.

– Właściwie dlaczego przyszła pani do 

mojego   pokoju?   –   spytał.   –   Mam   dużo 
pracy,   a   Madeline,   gdy   tylko   usłyszy 
głosy,   zaraz   zjawi   się   tutaj   z   drinkiem, 
stosem   kanapek   i   papierosami.   – 
Potrząsnął głową. – A więc, miss...

– Proszę mówić do mnie Caroline.
– Caroline, proszę się pospieszyć. "Chcę 

jak najszybciej wrócić do pracy.

Westchnęła.
–   Najpierw   muszę   się   przekonać,   czy 

panu ta praca nie szkodzi.

background image

– Ach, gdyby nie pani... – rzucił kpiąco. 

– Z zapartym tchem będę czekał na wynik.

Znowu westchnęła.
– Doktor Sheridan doszedł do wniosku, 

że dla pana będzie większym stresem, gdy 
nie pozwoli się panu pracować.

–   Odnoszę   wrażenie,   że   pani   i   doktor 

Sheridan   jesteście   zawsze   tego   samego 
zdania – oświadczył sucho.

–   Tak   –   potwierdziła   Caroline 

zdecydowanym   głosem.   –   Ale   lekarstwa 
musi  pan mimo wszystko zażywać dalej. 
Kiedy brał je pan ostatni raz?

Skrzywił się.
– Niech pani zgadnie.
Potrząsnęła głową.
–  Mr  Houston,  gdyby  pan  zadał  sobie 

choć odrobinę trudu...

– Dlaczego nie mówi już pani do mnie 

Erik? – spytał zaczepnie.

– A więc dobrze: Erik. Doskonale pan 

wie,   że   ściągnę   na   siebie   gniew   doktora 

background image

Sheridana, jeśli panu coś się stanie.

– No dobrze, punkt dla pani – poddał 

się. – Brałem pastylki przed pięcioma lub 
sześcioma godzinami.

– Tak dawno? – krzyknęła przerażona. – 

A kiedy pan pił mleko?

Skrzywił się z obrzydzeniem.
– Nie wiem dokładnie. W każdym razie 

dziś rano. Nie mogę już patrzeć na mleko!

–   Tak   nie   może   być   –   Caroline   była 

naprawdę podenerwowana. – Co dwie, trzy 
godziny   musi   pan   wypijać   szklankę 
chudego   mleka.   Doktor   Sheridan 
powiedział,   że   mogę   panu   zacząć 
zmniejszać tę dawkę, ale skoro pan jest tak 
nierozsądny... – Rozejrzała się wokoło. – 
Jest tu gdzieś coś w rodzaju kuchni? – Nie! 
–   Zabrzmiało   to   bardziej   surowo   i 
zdecydowanie, niż sama Caroline by sobie 
tego   życzyła.   –   Nie   –   powtórzyła   nieco 
uprzejmiej.   –   Proszę   mi   tylko   wyjaśnić, 
gdzie   mam   jej   szukać.   Przynajmniej 

background image

dopóki  ja  tu będę, nie  pozwolę  się  panu 
wysilać   i   przypilnuję,   aby   pan   jak 
najwięcej   wypoczywał.   Pozostają   panu 
noce:   tego   już   niestety   nie   będę   mogła 
skontrolować.

Twarz Erika pociemniała ze złości.
–   Już   pani   to   raz   powiedziałem:   w 

swoim   domu   będę   robił   to,   co   mi   się 
podoba, i pani nic do tego. Zrozumiano? 
Jest   mi   to   absolutnie   obojętne,   co   pani 
naopowiada   o   mnie   temu   swojemu 
doktorowi.

–   Niech   mi   pan   przynajmniej   powie, 

gdzie znajdę mleko – Caroline siliła się na 
spokój.

– Naturalnie – burknął. – Mała kuchnia 

jest w końcu korytarza, naprzeciwko pani 
pokoju.   Tam   znajdzie   pani   wszystko   co 
potrzeba.

– Dobrze, w takim razie zaraz wracam.
W „małej" kuchni, która była dwa razy 

większa  niż  kuchnia  Caroline   w  Nowym 

background image

Jorku, znalazła  szklankę  i tacę, po czym 
wyjęła   z   lodówki   mleko.   Nalała   pełną 
szklankę i położyła obok trzy tabletki.

– Miss! – usłyszała za sobą przenikliwy 

głos   Madeline,   gdy   znalazła   się   pod 
drzwiami Erika. Brzmiało to mniej więcej 
tak, jakby w restauracji jakiś niecierpliwy 
gość wzywał opieszałą kelnerkę.

–   Słucham?   –   spytała   chłodno 

odwracając się.

–   Ja   zaniosę   tę   tacę   –   oświadczyła 

Madeline.   –   Niech   pani   nie   robi   sobie 
kłopotu.

– Och, to należy do moich obowiązków 

– uśmiechnęła się z przymusem Caroline – 
zresztą to żaden kłopot.

Chciała nacisnął klamkę, lecz Madeline 

była uparta.

– Nie, miss...
– Mansfield – przypomniała cierpliwie 

Caroline,   przekonana,   że   Madeline 
doskonale   pamięta   jej   nazwisko.   – 

background image

Caroline Mansfield. Spokojnie może pani 
mówić do mnie Caroline.

–   Caroline,   obstaję   przy   swoim.   – 

Madeline   postąpiła   krok   naprzód.   Na 
policzkach   miała   wypieki   z 
podenerwowania.

Caroline otworzyła szybko drzwi.
–   Oczywiście   może   pani   wejść, 

chociaż...

–   Nie   musi   mi   pani   tego   mówić!   – 

żachnęła się Madeline.

–   Chciałam   tylko   powiedzieć   – 

wyjaśniła   ustępliwie   Caroline   –   że   Erik 
może   nie   zgodzić   się   na   badanie,   jakie 
muszę przeprowadzić, aby ustalić aktualny 
stan jego zdrowia, jeśli ktoś inny będzie w 
pokoju. Proszę, niech pani nie oczekuje, że 
dam się wyręczyć w swoich obowiązkach. 
Ostatecznie to ja jestem odpowiedzialna za 
rekonwalescencję Mr Houstona.

Madeline   odrzuciła   do   tyłu   pasmo 

swoich   ciemnych   włosów   i   pogardliwie 

background image

zmrużyła oczy. .

–   Jak   długo   zamierza   pani   tu   zostać, 

miss Mansfield? – spytała niegrzecznie.

–   Dopóki   Mr   Houston   nie   zacznie 

prowadzić   normalnego   życia   i   doktor 
Sheridan nie zdecyduje, że już może sam 
na siebie uważać.

Madeline wybuchnęła wiele mówiącym 

śmiechem,   po   czym   położyła   palec   na 
ustach, jak gdyby nagle coś jej przyszło do 
głowy.

–   Skoro   tak,   miss   Mansfield,   to   może 

pani już w tej chwili spakować walizkę i 
wyjechać.   Erik   powrócił   już   do   trybu 
życia, jakiemu hołdował przed chorobą.

– Co tam się znowu dzieje? – dobiegł 

ich   z   głębi   pokoju   zdradzający 
niezadowolenie głos. – Do diabła! Nie ma 
nic gorszego niż mruczenie pod drzwiami, 
z którego połowy się nie rozumie! Proszę 
wreszcie wejść, Caroline.

Caroline   pokazała   plecy   natrętnej 

background image

kobiecie.   Erik   siedział   za   stołem   i 
przeglądał   rysunki,   a   na   podłodze   leżało 
jeszcze   więcej   kartek   niż   przed 
momentem.

Jego   ciemne   oczy   patrzyły   na   nią 

drwiąco   i   Caroline   poczuła,   że   pod   tym 
spojrzeniem napływa jej krew do twarzy.

– Co tam się dzieje, do licha? – natarł na 

nią gniewnie.

– Już  nic. –  Co prędzej  umknęła  jego 

spojrzeniu i postawiła tacę na stole, czując 
na sobie jego wzrok. – Madeline chciała... 
ach,   to   nieważne.   –   Spojrzała   na   niego 
niepewnie.

W   jego   oczach   błysnęły   ogniki 

rozbawienia.

– Co takiego znowu chciała Madeline?
–   Pytała,   czy   może   mi   pomóc,   ale   ja 

odrzuciłam propozycję.

Erik roześmiał się szeroko.
– To co doszło do moich uszu, brzmiało 

jednak   inaczej.   Madeline   jest   trochę... 

background image

nazwijmy rzecz po imieniu, zazdrosna, gdy 
chodzi o młodą kobietę. W każdej upatruje 
rywalkę.

Caroline zaczerwieniła się aż po czubki 

włosów.

–   Z   mojej   strony   nic   jej   nie   grozi.   – 

Odwróciła się i zebrała tabletki z tacy, nie 
zdając sobie sprawy, co robi. – Ostatecznie 
przecież wiem, po co tu jestem.

To   straszne,   pomyślała   w   tym   samym 

momencie,   że   też   nie   umiem   zachować 
spokoju!   Nie   ma   powodu   tak   się 
denerwować.

– Myślałem, że tabletki są dla mnie – 

zauważył   Erik   sucho   wskazując   na 
zawartość jej dłoni.

–   Ach,   tak,   oczywiście   –   przyznała 

zmieszana   do   reszty,   wręczając   mu 
pastylki   i   podsuwając   mleko.   –   Tylko 
proszę,   żadnych   dalszych   dyskusji.   Musi 
pan wreszcie zrozumieć, jakie to dla pana 
ważne.

background image

Skinął z udawaną powagą.
–   Wiem,   wiem,   inaczej   nie   będę   miał 

żadnych szans.

–   Wydaje   się   pan   pojmować   – 

uśmiechnęła się.

–   No   to   już.   –   Ujął   tabletkę   między 

kciuk i palec wskazujący. – Numer jeden! 
– Połknął  ją, po czym drugą  i trzecią, z 
takim samym komicznym namaszczeniem 
jak   pierwszą.   –   Już.   Chce   się   pani 
upewnić, że nie schowałem tego świństwa 
pod językiem? – spytał drwiąco.

–   Wiem,   że   je   pan   połknął   –   rzekła 

Caroline  czerwieniąc  się  znowu. – Teraz 
jeszcze tylko zbadam pański puls i zmierzę 
ciśnienie. To będzie wszystko na dzisiaj.

Podwinęła rękaw jego rękawa, usiłując 

umocować   opaskę   uciskową   na   jego 
muskularnym ramieniu.

–   Tak   –   powiedziała,   gdy   jej   się   to 

wreszcie   udało,   i   przystawiła   słuchawki 
stetoskopu do uszu.

background image

–   Proszę   równomiernie   oddychać   – 

poleciła   spokojnie   i   napompowała 
mankiet,   patrząc   przy   tym   uważnie   na 
podziałkę. – W porządku, nie jest tak źle. 
Sto   trzydzieści   na   osiemdziesiąt.   Proszę 
teraz rozpiąć płaszcz kąpielowy.

Jej   ręce   drżały.   Co   będzie,   jeśli   nie 

będzie   miał   nic   pod   spodem?   Była   co 
prawda   pielęgniarką,   ale   zarazem   też 
kobietą... Jak się zachować, jeżeli...

Na szczęście miał na sobie szorty, a gdy 

się   rozebrał,   Caroline   przez   moment   nie 
mogła   oderwać   wzroku   od   jego 
kształtnego   ciała,   zaraz   jednak 
skoncentrowała się ponownie.

–   To   nie   potrwa   długo   –   rzuciła 

uspokajająco.

– Niech pani robi co trzeba. Mnie się nie 

spieszy.

Przystawiła   membranę   stetoskopu 

pośrodku jego piersi.

– Auuu! – krzyknął ze złością.

background image

Przerażona Caroline odskoczyła krok do 

tyłu.

–   Och,   jak   mi   przykro.   Za   zimna, 

prawda?

– Lodowata – ofuknął ją.
–   Przepraszam   –   powtórzyła.   –   Jeżeli 

tylko będzie pan teraz siedział spokojnie, 
zaraz będzie po wszystkim.

Posłał   jej   jadowite   spojrzenie   i   wlepił 

oczy   w   sufit,   gdy   Caroline   osłuchiwała 
jego klatkę piersiową i plecy. Trudno jej 
się było skoncentrować, więc połowę tych 
czynności   musiała   powtórzyć.   Wreszcie 
odłożyła stetoskop.

–   To   wszystko   –   powiedziała.   – 

Następnym razem badanie nie potrwa już 
tak długo.

–   A   to   dlaczego?   –   spytał   prosto   z 

mostu.

Cóż   mu   miała   na   to   powiedzieć? 

Przecież   nie   mogła   mu   się   przyznać,   że 
wydał jej się tak pociągający, tak na nią 

background image

podziałał,   że   nie   potrafiła   zliczyć   do 
dwudziestu!

– Och, nie... nie wiem... – wyjąkała. – 

Następnym   razem   już   chyba   nie   będę 
musiała   mierzyć   panu   ciśnienia.   –   On   z 
pewnością o tym nie zapomni, pomyślała 
w popłochu.

– Trzymam panią za słowo – oświadczył 

Erik. – Jak pani widzi, mam dużo pracy.

– Teraz dostanie pan coś do jedzenia, a 

za dwie godziny znowu tu zajrzę.

–   Zjem   na   dole   –   rzucił   z   uporem   – 

Schody nie są aż tak wyczerpujące, miss 
Mansfield.

–   Pan   powinien   leżeć   w   łóżku. 

Przynajmniej w pewnym stopniu musimy 
trzymać się terapii.

W jego oczach zapłonęły złe ogniki.
–   Sama   pani   mówiła,   że   potrzebuję 

spokoju. Niechże więc teraz pani zostawi 
mnie   samego,   skoro   tak   uparcie   obstaje 
pani przy tej idiotycznej terapii.

background image

– Oczywiście – zgodziła się wzruszając 

ramionami. – Ostatecznie nie jestem tutaj 
dla pańskiej rozrywki.

Kiedy  wzięła  ze  stołu tacę   i  sposobiła 

się do odejścia, ku swemu niepomiernemu 
zdziwieniu   stwierdziła,   że   na   wargach 
Erika  igra  lekki  uśmiech. Pewnie  zresztą 
jej się tylko wydawało. Bez słowa opuściła 
pokój.

W   kuchni   powiesiła   na   ścianie   kartę 

choroby   Erika,   odnotowawszy   uprzednio, 
kiedy wziął lekarstwa, i zeszła na dół.

Madeline i Grace siedziały na werandzie 

przylegającej do jadalni. Przysiadła się do 
nich.

–   Jaki   wspaniały   widok   –   jęknęła   z 

zachwytu.

–   Ja   mam   go   serdecznie   dość   – 

oświadczyła   Madeline.   Nudziła   się   jak 
mops, to było widać po jej minie.

–   A   mnie   on   nigdy   nie   przestanie 

fascynować – wyznała Grace.

background image

Madeline westchnęła sącząc drinka.
–   Może   nasza   mała   pielęgniarka 

chciałaby

 

się

 

napić

 

czegoś 

orzeźwiającego?   W   jej   głosie   brzmiało 
szyderstwo.   –   Wódka   z   sokiem 
grapefruitowym?

– Chętnie – rzuciła chłodno Caroline.
Madeline przygotowała drinka.
–   Co   słychać   u   naszego   pełnego 

temperamentu pacjenta?

Caroline wzruszyła ramionami.
–   Wszystko   skończy   się   dobrze,   jeśli 

tylko będzie się chciał trzymać wskazówek 
doktora Sheridana.

– To wspaniała wiadomość – ucieszyła 

się  Grace. – Tak się  cieszę, że  pani  jest 
tutaj. To mnie bardzo uspokaja.

– Zresztą wydajemy pojutrze wieczorem 

na   przyjęcie   wmieszała   się   Madeline.   – 
Pani też jest naturalnie zaproszona.

Grace   rzuciła   pytające   spojrzenie   na 

Caroline.

background image

– Czy Erik może pozwolić sobie na coś 

takiego? 

Madeline,   nie   wolno   ci   zapominać,   że 

dopiero wyszedł ze szpitala.

–   Nie   bądź   nudna,   Grace   – 

zdenerwowała   się   na   dobre   Madeline.   – 
Erik   musi   iść   między   ludzi.   Jeszcze 
zwariuje,   gdy   będzie   tak   siedział   sam   w 
pokoju! Z powodu jego głupiej choroby i 
tak już straciliśmy wiele przyjęć.

Caroline nie wierzyła własnym uszom. 

Wiedziała   już   z   całą   pewnością,   że   ta 
kobieta będzie jej rzucała kłody pod nogi, 
przeszkadzając   staraniom   o   Erika.   Co 
prawda jego życie prywatne nie powinno 
jej   obchodzić,   ale   tam,   gdzie   szło   o 
zdrowie, musiała interweniować.

Zanim   się   odezwała,   zaczerpnęła 

powietrza.

– Przykro mi, Madeline, lecz będziecie 

musieli   państwo   przesunąć   przyjęcie, 
skoro   Erik   ma   w   nim   wziąć   udział.   Po 

background image

prostu jest dla niego na to za wcześnie, o 
wiele za wcześnie.

Madeline wpatrywała się w nią swymi 

zimnymi   stalowymi   oczami.   Naraz 
uśmiechnęła   się   słodko   i   potrząsnęła   z 
lekka głową.

–   Nie,   moja   złociutka.   Przyjęcie   się 

odbędzie,   i   to   pojutrze.   Zaproszenia 
zostały już rozesłane, poza tym wydaje mi 
się, że pani cokolwiek przecenia swoją rolę 
w   tym   domu.   O   ile   jestem   dobrze 
poinformowana,   życie   prywatne   Erika   i 
jego   przyjaciół   nie   podpada   pod   żadną 
terapię. Chyba nie chce pani powiadomić o 
tym doktora Sheridana?

–   Dokładnie   to   zamierzam   zrobić   – 

oświadczyła   Caroline   surowo.   –   Nie 
jestem tu dla własnej przyjemności, wręcz 
przeciwnie,

 

ciąży

 

na

 

mnie 

odpowiedzialność za zdrowie Erika. A on 
potrzebuje przede wszystkim spokoju. Jeśli 
coś   nie   zgadza   się   z   tą   zasadą,   moim 

background image

obowiązkiem jest ingerować.

– Madeline, ja... – usiłowała załagodzić 

sprawę Grace, ale ta odwróciła się w jej 
stronę ze złością: – Proszę, nie mieszaj się 
do tego.

–   Właściwie   nie   wiem,   dlaczego...   – 

zaczęła Grace, aby natychmiast urwać.

–   Nie   wierzę,   że   znasz   Erika   równie 

dobrze jak ja – wyładowała na niej swoje 
niezadowolenie Madeline.

– Jestem jego ciotką od kilkudziesięciu 

lat – odzyskała mowę Grace – zatem mam 
do niego jakieś prawa.

–   Nie   zaprzeczam   –   rzuciła 

podenerwowana   do   ostateczności 
Madeline.   –   Ale   Erik   potrzebuje   wokół 
siebie ludzi, a przede wszystkim – ciągnęła 
podekscytowana   –   te   kontakty   są   mu 
niezbędne   w   pracy,   a   właśnie   na 
przyjęciach   poznaje   się   całe   mnóstwo 
wpływowych ludzi.

– Bzdura! – rzuciła porywczo Grace. – 

background image

Już   i  tak  ma   dość  klientów.  Nikt  z  jego 
branży nie ma równocześnie tylu zleceń.

– Madeline – zaczęła ostrożnie Caroline 

– prawdopodobnie pani się nie orientuje, 
jak źle było z Erikiem.

Ma szansę całkowicie wyzdrowieć, ale 

pod warunkiem, że się nie będzie męczyć i 
denerwować,   bo   to   może   spowodować 
nawrót   choroby.   Wtedy   musiałby   wrócić 
do szpitala, a niewykluczone, że i poddać 
się   operacji.   W   takiej   sytuacji   spokój   i 
lekarstwa   na   niewiele   by   się   zdały. 
Madeline podniosła się.

– Tak czy owak nawet przy najlepszych 

chęciach   nie   potrafię   uwierzyć,   że   jedno 
jedyne   party   może   spowodować   nawrót 
choroby,   miss   Mansfield.   Spróbuję   sama 
porozmawiać z lekarzem.

Opróżniła   szklankę,   odrzuciła   włosy   z 

rozpalonej   twarzy   i   znikła   we   wnętrzu 
domu.

Raptem   Caroline   zdjął   lęk.   Dano   jej 

background image

odpowiedzialne   zadanie   i   nie   wolno   jej 
zawieść.   Jeśli   stan   Erika   ulegnie 
pogorszeniu,   zostanie   skreślona   z   listy 
pielęgniarek   domowych   i   będzie   musiała 
zaczynać od początku...

– Caroline?
–   Słucham.   –   Otrząsnęła   się   z 

zamyślenia.   –   Tak   mi   przykro,   Grace. 
Właśnie   zastanawiałam   się,   jak   się 
zachować w tej sytuacji.

Grace uśmiechnęła się uspokajająco.
– Niech się pani nie martwi na zapas, 

moja kochana. Jakoś się to przecież ułoży. 
Zgadza   się   pani   z   opinią   doktora 
Sheridana,   że   Erik   powinien   tak   żyć   jak 
przed chorobą?

– Co pani ma na myśli?
– Może w tym, co mówi Madeline, jest 

trochę   racji.   Jadąc   tutaj   powiedziała   mi 
pani   przecież,   że   nie   byłoby   źle,   gdyby 
Erik   z   powrotem   zaczął   pracować. 
Dlaczego   więc   nie   miałoby   to   dotyczyć 

background image

także jego życia prywatnego?

– Rozumiem – szepnęła w zamyśleniu 

Caroline. – Ale to niekoniecznie musi być 
od razu przyjęciu.

– Jeśli pani chce, mogę porozmawiać z 

Erikiem   –   zaproponowała   Grace.   – 
Ostatecznie mieszka w moim domu, musi 
się   więc   też   liczyć   z   moim   zdaniem. 
Caroline potrząsnęła głową.

– Dziękuję, Grace – powiedziała – ale 

wolałabym,   aby   pani   tego   nie   robiła. 
Przekonanie   Erika   należy   do   moich 
obowiązków.   Zresztą   Madeline   mogłaby 
wydać przyjęcie u siebie w domu.

–   Nigdy   tego   nie   zrobi   –   Grace   była 

usposobiona   sceptycznie.   –   Chce   to 
przyjęcie   wydać   koniecznie   tutaj,   aby 
każdy widział, że ona i Erik są ze sobą – 
szczególnie   wobec   damskiej   konkurencji 
musi podkreślić swoje prawo do niego.

–   Rozumiem   –   odparła   Caroline.   – 

Najlepsze, co mogę zrobić w tej sytuacji, 

background image

to   poprosić   doktora   Sheridana   o   radę. 
Mówię otwarcie, wolałabym tego uniknąć, 
myślę jednak, że się nie da.

Grace popatrzyła na nią współczująco.
– Nie zazdroszczę pani pracy, o nie, a 

już na pewno nie z Erikiem...

background image

Rozdział 4

Podczas obiadu panowało przytłaczające 

milczenie.   Jedynymi   uwagami,   jakimi 
podzieliły się Caroline, Grace i Madeline, 
były   pochwały   na   temat   smacznego 
jedzenia.

Potem Grace poszła do kuchni, aby pod 

kierunkiem Caroline przygotować posiłek 
dla   Erika.   Kiedy   wreszcie   ta   ostatnia 
wróciła do – swego pokoju, nie zwlekając 
wykręciła numer doktora Sheridana.

Zastała   go   w   domu.   Wydawał   się 

zaskoczony,   że   Caroline   już   potrzebuje 
jego   rady,   mimo   iż   minęło   tak   niewiele 
czasu.

–   Panie   doktorze   –   zaczęła   –   mam 

problem. Niewielki, ale mam. Doszłam do 
wniosku,   że   jednak   powinnam   w   tym 
względzie zasięgnąć pańskiej rady.

– No cóż, słucham – zachęcił ją lekarz.

background image

Caroline poinformowała go o aktualnym 

samopoczuciu   Erika,   jego   uporze,   jeśli 
chodzi o pracę, a także o stosunku pacjenta 
do   Grace   i   Madeline.   Na   końcu 
przedstawiła przebieg dyskusji z Madeline 
na temat przyjęcia.

–   A   jakie   jest   pani   zdanie   w   tym 

względzie   –   znienacka   spytał   doktor 
Sheridan.

Caroline nie była przygotowana na takie 

pytanie.   Rzadko   się   zdarzało,   aby   lekarz 
pytał o coś takiego pielęgniarkę.

–   Według   mnie   powinniśmy   mu 

pozwolić, oczywiście z zastrzeżeniem, że 
nie będzie pił alkoholu, jadł wszystkiego, 
co się mu nawinie pod rękę, i nie zmęczy.

– A więc po co ta cała strata czasu?
– Po prostu uważam, że do jego życia 

prywatnego   należy   stosować   te   same 
kryteria,   co   w   wypadku   jego   pracy:   im 
więcej będziemy mu zabraniać, tym więcej 
się  będzie  denerwować, a  to nie  jest  dla 

background image

niego   najlepsze.   Na   to   przyjęcie   zostali 
zaproszeni   wszyscy   jego   przyjaciele.   Mr 
Houston jest zbyt rozsądny, aby przebrać 
miarkę.

– Caroline, pewności nie będziemy mieć 

nigdy,   ale   to,   co   pani   mówi,   brzmi 
przekonująco.   Niech   więc   pani   idzie   tą 
drogą – przeciął sprawę doktor Sheridan.

Pogrążona   w   myślach   patrzyła   na 

telefon.   Doktor   Sheridan   nie   należał   do 
ludzi,   którzy   lubują   się   w   wielkich 
słowach, i był naprawdę przystępny.

Z zamyślenia wyrwał ją stukot wysokich 

obcasów Madeline.

–   Przypadkowo   wszystko   słyszałam   – 

zawołała kpiąco. – Ten cały pani doktor to 
rozsądny   człowiek,   ale   rozmowa   z   nim 
była   zbędna,   bo   przyjęcie   i   tak   by   się 
odbyło, nawet bez jego zgody. Przecież już 
to pani mówiłam.

–   Gdyby   doktor   Sheridan   nie   wyraził 

zgody,   przyjęcie   z   pewnością   by   się   nie 

background image

odbyło.

Madeline   zlustrowała   szyderczo 

Caroline od stóp do głów.

–   Tak   czy   owak   mogła   pani   sobie 

oszczędzić tej rozmowy.

Caroline chciała jeszcze coś powiedzieć, 

lecz tamta odeszła z dumnie  podniesioną 
głową.

Ta   kobieta   była   nie   do   zniesienia   i 

Caroline, wróciwszy na werandę, myślała 
ze zgrozą, jakie jeszcze kłopoty może jej 
sprawić,   mimo   że   nie   miała   żadnych 
powodów, aby być zazdrosna.

Caroline   wpatrzyła   się   w   przestrzeń, 

próbując uporządkować myśli. Nie chciała 
się wtrącać do stylu życia Erika, Grace czy 
Madeline, choć ostatecznie była tutaj jako 
pielęgniarka, a nie gość. Nie wolno jej się 
dać sprowokować Erikowi czy Madeline. 
Owszem,   Erik   był   najatrakcyjniejszym 
mężczyzną, jakiego do tej pory spotkała, 
przy tym jednak zbyt aroganckim i skorym 

background image

do kłótni, aby mogła w nim widzieć kogoś 
więcej niż tylko swego pacjenta.

–   Caroline?   –   doszedł   ją   sympatyczny 

głos Grace.

Odwróciła   się   z   uśmiechem,   lecz 

pozdrowienie wypadło blado.

– Zaniosłam Erikowi jedzenie, lecz on 

niestety   jest   w   podłym   nastroju   –   rzekła 
zrezygnowana   Grace.   –   A   Madeline 
jeszcze mi przeszkadza. Siedzi właśnie u 
niego   i   wybrzydza   razem   z   nim   na 
jedzenie,   które   mu   przyniosłam, 
namawiając   go,   aby   wstał   i   posłał   całą 
terapię do diabła.

Caroline   westchnęła   spoglądając   na 

zegarek.

– Nie wiem, czy powinnam iść teraz na 

górę,   czy   jeszcze   poczekać.   Jest   już   co 
prawda pora, aby wziął lekarstwa, ale nie 
mam   ochoty   zastać   ich   tam   razem. 
Doszłoby pewnie do nowej kłótni.

–   Gdybym   była   na   pani   miejscu, 

background image

zaczekałabym   jeszcze   parę   minut. 
Madeline jest umówiona, więc nie zabawi 
u Erika długo.

– Naprawdę? – Caroline była zdziwiona. 

– Często wychodzi bez niego?

–   Można   chyba   tak   powiedzieć   – 

zastanowiła   się   Grace.   –   Ta   kobieta   od 
szesnastego   roku   życia   nie   spędziła 
jednego wieczoru sama w domu.

– Jak poznała Erika, jeśli wolno mi o to 

zapytać?

–   Całkiem   po   prostu:   zobaczyła   go, 

zarzuciła   wędkę   i   wyciągnęła   rybkę   na 
brzeg.

–   To   prawda?   –   roześmiała   się 

niedowierzająco Caroline.

– Naturalnie. Namówiła swego ojca, aby 

dał Erikowi zlecenie na projekt biurowca 
w   Chicago.   To   było   piekielnie   zręczne 
posunięcie   –   dodała   Grace   z 
westchnieniem. – Już wtedy wiedziała, że 
jej się to opłaci. Obydwoje przyczepili się 

background image

do   niego   jak   kleszcze.   Kiedy   on   jest   w 
Nowym Jorku, ona też tam jest, kiedy się 
wybiera tutaj, Madeline mu obowiązkowo 
towarzyszy.

–   Zatem   dom   na   rogu   ulicy   kupiła 

dopiero wtedy, gdy poznała Erika?

Grace   potwierdziła.   W   tym   momencie 

dobiegł ich jakiś szmer z jadalni. Caroline 
podążyła w tamtym kierunku wzrokiem i 
ujrzała Madeline.

– Caroline! – zaczęła. – Erik chce panią 

widzieć. – Informacja została przekazana 
wyjątkowo   niechętnie,   to   rzucało   się   w 
oczy.

– Moja droga – Madeline zwróciła się 

teraz   do   Grace   –   jestem   dziś   wieczór 
umówiona, zobaczymy się więc jutro rano.

–   Dobranoc,   Madeline   –   wycedziła 

niecierpliwie Grace.

Caroline wstała i poszła za Madeline do 

jadalni. Tamta kroczyła z dumnie zadartą 
głową i odwróciła się dopiero, gdy weszły 

background image

do hallu.

– Przypuszczam, że pani wie, czego Erik 

może chcieć od pani. Ostatecznie jest pani 
jego pielęgniarką.

– Zgadza się – uśmiechnęła się Caroline. 

– Życzę udanego wieczoru.

Drzwi do pokoju Erika były otwarte, a 

on   sam   pół   siedział,   pół   leżał   w   łóżku, 
oparty o górę poduszek, ze stosem książek 
po   jednej   stronie   i   tacą   z   ledwie 
napoczętym jedzeniem po drugiej.

– Już myślałem, że pani więcej do mnie 

nie przyjdzie.

Zabrzmiało to jak żart, ale z nim nigdy 

nic nie było wiadomo.

– Co mogę dla pana zrobić? – spytała 

Caroline z zawodową uprzejmością.

Pokazał wszystkie zęby w uśmiechu.
– Co za wiele mówiące pytanie! – zakpił 

ubawiony.   –   Naprawdę   chce   pani 
wiedzieć?

background image

Caroline   spłonęła   rumieńcem,   tracąc 

natychmiast pewność siebie.

–   Madeline   powiedziała,   że   mnie   pan 

potrzebuje – wyjąkała speszona do reszty.

– Tego Madeline za żadne skarby by nie 

powiedziała – zauważył z uśmiechem.

Starała   się   uniknąć   jego   wzroku, 

wpatrzyła się więc w krajobraz za oknem. 
–   Pan   dobrze   wie,   co   chciałam 
powiedzieć... – wyszeptała w końcu.

– Pani  też   doskonale   wie, co mam   na 

myśli – odparował.

– Eriku, czy jest jakiś konkretny powód, 

dla którego mnie pan wezwał? – Była zła 
na   siebie   za   swój   brak   pewności.   Z 
pewnością   znowu   opacznie   zrozumiał   jej 
słowa i będzie się teraz z niej natrząsał.

–   Dobrze,   Caroline   –   rzucił   ze 

śmiechem.   –   Może   zapragnąłem   tylko 
odrobiny towarzystwa?

Doprawdy   nie   wiedziała,   jak   na   to 

zareagować.

background image

–   Czyli   wszystko   jest   w   porządku   – 

powiedziała wreszcie.

Twarz Erika skrzywiła się w uśmiechu.
–   Jest   pani   dzisiaj   mniej   więcej   tak 

rozmowna jak ryba. To był chyba błąd, że 
po   panią   posłałem.   Caroline,   czy   bywa 
pani   także   kim   innym,   a   nie   tylko 
pielęgniarką?   To   znaczy   czy   zapomina 
pani czasem ó swoim zawodzie?

Spojrzała na niego zaskoczona.
– Oczywiście – przyznała niepewnie. – 

Niestety   znam   pana   za   krótko,   aby   z 
panem tak po prostu gawędzić.

W jego oczach pojawiły się złe błyski.
–   Najwyraźniej   już   Madeline   panią 

ustawiła.

Caroline uśmiechnęła się z przymusem.
–   Być   może   zmieni   się   coś   w   jej 

stosunku do mnie, gdy się upewni, że nie 
zamierzam... być jej rywalką... – dorzuciła 
gwałtownie.

Erik uniósł ze zdumieniem brwi.

background image

– Nic z tego nie rozumiem.
–   Niech   pan   nie   udaje   –   potrząsnęła 

gniewnie głową.

– Naprawdę nie rozumiem, przysięgam 

– przybrał minę człowieka zaskoczonego.

–   Przecież   sam   pan   powiedział,   że 

Madeline   w   każdej   młodej   kobiecie 
upatruje rywalkę, uważając widocznie, że 
nie ma takiej, która by się nie zakochała od 
razu w panu po uszy.

– A nie ma racji? – spytał zarozumiale.
–   Niechże   pan   przestanie!   –   Caroline 

miała już tego dość, cała dosłownie trzęsła 
się ze złości. – ; Nie mam ochoty z panem 
dyskutować.

Skrzyżowała ręce na piersi i odwróciła 

się do niego plecami.

–   Proszę   do   mnie   podejść   –   szepnął 

przymilnie.

Spojrzała na niego z niemym pytaniem 

w oczach.

Wyglądał tak atrakcyjnie, z tymi swoimi 

background image

ciemnymi oczami i wijącymi się gęstymi 
włosami, a przy tym był taki męski!

Co prędzej rzuciła wzrokiem na zegarek.
–   Już   czas   zażyć   lekarstwa.   Zaraz 

przyniosę   szklankę   mleka.   A   może   woli 
pan popić tabletki wodą?

– Niechże pani nigdzie nie idzie. Proszę 

oszczędzić mi mleka.

Caroline poszła w drugi kąt pokoju po 

tabletki i położyła je na tacy obok na wpół 
napełnionej   wodą   szklanki   oraz   talerza   z 
nie dojedzoną zupą kartoflaną z obiadu.

– Zadzwonię dziś wieczorem do doktora 

Sheridana   –   rzekła   przyglądając   się,   jak 
połyka tabletki.

– Dlaczego mnie samemu nie wolno z 

nim porozmawiać? – rzucił ze złością.

– Nie wiedziałam, że pan chce to zrobić 

– odparła wzruszając ramionami. – Teraz, 
kiedy pan już  wyszedł  ze  szpitala, on w 
zasadzie nie ma obowiązku udzielać panu 
żadnych   informacji,   a   już   na   pewno   nie 

background image

odpowiada za postępy leczenia.

Erik zmierzył ją posępnym wzrokiem.
–   Chętnie   bym   go   zapytał,   kiedy 

wreszcie będę mógł wieść normalne życie. 
To chyba nie za wiele, prawda?

– Przepraszam – wycofała się Caroline. 

– Przy najbliższej okazji zapytam go o to. 
Panu i tak nie powie nic więcej.

–   Ma   pani   piekielnie   wysokie 

wyobrażenie o sobie – skrzywił się.

–   Mam   trochę   doświadczenia   jako 

pielęgniarka   –   wyjaśniła   cierpliwie   –   i 
dobrze wiem, co doktor Sheridan mówi w 
takich wypadkach. Chce pan usłyszeć?

– Naturalnie.
– Zobaczymy, zobaczymy, powie doktor 

Sheridan.   I   to   wszystko.   Słyszałam   to 
wiele   razy   i   na   pewno   jeszcze   nieraz 
usłyszę.   O   pana   aktualnym   stanie   jestem 
lepiej poinformowana niż on, więc tak czy 
tak będzie musiał bazować na mojej opinii.

Erik uderzył pięścią w poduszkę.

background image

–   Przeklęci   szarlatani,   wszyscy   bez 

wyjątku.   Czy   dla   was   nie   istnieje   nic 
innego   poza   tabletkami   i   chudym 
mlekiem?

Popatrzyła na niego zdezorientowana.
– Ja mogę tylko powtórzyć: musi się pan 

odprężyć, wiele odpoczywać...

–   Pewnie   nawet   nie   zdaje   pani   sobie 

sprawy, jak śmiesznie to brzmi! – przerwał 
jej niegrzecznie.

–   Tak   czy   owak   nie   mogę   panu 

powiedzieć   nic   innego   –   ofuknęła   go 
szykując   się   do   odejścia.   Naraz   coś   jej 
przyszło   do   głowy,   więc   zwróciła   się 
ponownie   ku   niemu.   –   Wydaje   mi   się, 
Eriku, że to będzie rozsądniejsze, jeśli w 
przyszłości nie tak często będę zachodzić 
do pańskiego pokoju...

– Jak mam to rozumieć? – żachnął się. – 

Właściwie o czym pani mówi?

–   No   cóż   –   zaczęła   z   ociąganiem.   – 

Doktor Sheridan i ja jesteśmy zdania, że 

background image

jest  pan na  tyle  rozsądny, aby pan mógł 
sam na siebie uważać.

– Czy to oznacza, że pani chce odejść? – 

utkwił w niej zdziwione spojrzenie.

– Nie, nie. Chodzi o to, że lekarstwa i 

mleko   można   przyjmować   samemu,   bez 
pomocy   pielęgniarki.   Nie   miałby   pan 
wtedy   uczucia,   że   jest   przeze   mnie 
kontrolowany.   Myślimy...   –   urwała 
bezradnie.   Do   licha,   dlaczego   zachowuję 
się jak zakochana uczennica, skarciła samą 
siebie w duchu.

–   A   więc   po   co   właściwie   pani   tu 

przyjechała? – To pytanie nie zabrzmiało 
zbyt uprzejmie. Caroline udała, że tego nie 
zauważyła.

–   W   razie   gdyby   nastąpiło   coś 

nieprzewidzianego.   Na   przykład   gdyby 
dostał   pan   ataku,   czego   panu   nie   życzę, 
będzie pan miał pewność, że w pobliżu jest 
ktoś, kto umie panu pomóc. Nie mówiąc 
już   o   badaniach,   które   mam   obowiązek 

background image

przeprowadzać, choć już nie tak często, jak 
na samym początku.

Wyglądało   na   to,   że   się   z   wolna 

uspokaja.

–   O   tym   nie   pomyślałem   –   przyznał 

otwarcie, po czym włączył radio i słuchał 
przez chwilę. – Lubi pani tę piosenkę? – 
spytał nieoczekiwanie.

– Nigdy jej nie słyszałam – powiedziała 

Caroline.

– Zatem proszę przysiąść tu obok mnie i 

posłuchać. Jest naprawdę piękna. To jedna 
z moich ulubionych piosenek.

Usiadła na brzegu łóżka, bardzo blisko 

niego, nie uświadamiając sobie tego wcale.

Była   to   powolna   ballada   w   stylu 

country.   Słuchali   jej   w   milczeniu,   każde 
pogrążone   we   własnych   myślach.   Kiedy 
melodia  się  skończyła, ich spojrzenia  się 
spotkały.

Naraz   pogłaskał   delikatnie   jej   ramię. 

Trwała nieporuszona, przeniknięta słodkim 

background image

dreszczem,

 

zahipnotyzowana 

niepokojącym   blaskiem   jego   ciemnych 
oczu. Znienacka ujął jej ręce i przyciągnął 
całą do siebie, przewracając na łóżko.

–   Caroline   –   szepnął   pieszczotliwie   i 

przywarł   do   jej   warg   w   namiętnym 
pocałunku.

Caroline, niezdolna się bronić, wiedziała 

tylko   jedno:   jeszcze   nigdy   nie   pragnęła 
żadnego   mężczyzna   tak   jak   Erika. 
Owładnęło   nią   pożądanie,   jakiego   do   tej 
pory nie zaznała.

Raptem   usłyszała   jakiś   szmer   za 

drzwiami,   po   czym   okrzyk   „Och, 
przepraszam".

Zelektryzowana   głosem   Grace   porwała 

się z łóżka. Jej twarz pałała. Jakże mogła 
pozwolić   na   to,   aby   Erik   Houston   ją 
całował! Człowiek, z którym trudno było 
wytrzymać, w dodatku jeszcze jej pacjent! 
Była zakłopotana jak nigdy.

–   Przyjdę   później   –   uspokoiła   ją 

background image

życzliwie Grace.

–   Nie,   nie,   proszę   zostać.   I   tak   już 

miałam   wyjść.   –   Chwyciła   pospiesznie 
tacę, starając się przy tym nie patrzeć na 
Erika.   Była   pewna,   że   się   uśmiecha 
pokazując   wszystkie   zęby,   a   to   ją 
dodatkowo złościło.

– Eriku, chciałam z tobą porozmawiać – 

zaczęła Grace.

Caroline   wybąkała:   –   Na   razie   –   i 

opuściła pokój. Jej wyjście przypominało 
ucieczkę.

Wpadła   do   kuchni   jak   burza.   Chyba 

postradałam   rozum,   wyrzucała   samej 
sobie. Mechanicznie umyła talerz Erika i 
wstawiła do szafki.

Była   oszołomiona  jego  zachowaniem  i 

swoją   reakcją.   Nigdy   by   się   nie 
podejrzewała,   że   tak   straci   głowę.   Nie 
lubiła tego człowieka, a przecież pozwoliła 
mu się całować! Erik też przecież nic do 

background image

niej nie czuł, a wziął ją w ramiona. I przy 
tym obydwoje żywili do siebie niechęć!

Przyszło   jej   do   głowy,   że   Erik   mógł 

sobie to posunięcie zaplanować w każdym 
calu,   i   sama   myśl   przyprawiała   ją   o 
rumieniec.   Czyżby   rzeczywiście 
przypuszczał, że ona wda się w romans z 
pacjentem i zapomni o odpowiedzialności, 
jaką   ponosi   za   niego?   Najwidoczniej 
chodziło mu o to, aby znaleźć namiastkę, 
kiedy Madeline nie było w domu.

Zaczerpnęła   powietrza,   wzięła   tabletki, 

które miał zacząć zażywać Erik, i udała się 
do jego pokoju. Jej serce biło dziko, gdy 
szła korytarzem, na szczęście uspokoiły ją 
dochodzące z pokoju Erika głosy. Poczuła 
ulgę, gdy wchodząc do pokoju napotkała 
życzliwy uśmiech Grace.

– Eriku, te tabletki będzie pan brał od 

dziś.   Do   opakowania   jest   dołączona 
instrukcja. Gdyby pan miał jakieś pytania, 
proszę mnie zawołać.

background image

–   Nie   rozumiem   –   Grace   była 

zdziwiona.

–   Ani   doktor   Sheridan,   ani   ja   nie 

uważamy za konieczne, aby Erika trzeba 
było   pilnować   pod   tym   względem.   Jest 
przecież   człowiekiem   rozsądnym,   który 
sam może  troszczyć się o swą kurację – 
wyjaśniła Caroline.

–   Ach   tak   –   Grace   potrząsnęła   w 

zamyśleniu głową i podniosła się. – Zajrzę 
tu jeszcze później.

Erik

 

sprawiał

 

wrażenie 

niezadowolonego.   Przyniesione   przez 
Caroline   pastylki   rzucił   na   stolik   obok 
łóżka, nawet ich nie obejrzawszy. Chciała 
wyjść, lecz  Erik ją  zatrzymał.  Jego oczy 
niebezpiecznie błyszczały.

–   Proszę   mi   dziś   wieczór   nie 

przeszkadzać, bo mam dużo pracy.

–   W   porządku   –   odparła   siląc   się   na 

spokój, choć wewnętrznie cała trzęsła się z 
oburzenia   –   zajrzę   tylko   na   krótko   po 

background image

północy.

– Jeśli już  pani  tak koniecznie  chce  – 

zagryzł niechętnie wargi – lecz nie sądzę, 
aby to było naprawdę potrzebne.

Nie   powiedziawszy   słowa,   opuściła 

pokój razem z Grace. Tuż obok schodów 
Grace ujęła ją za rękę.

– Caroline, ja...
–   Grace,   proszę   –   przerwała   żywo 

Caroline   –   jeśli   chce   pani   rozmawiać   ze 
mną  o czym innym niż o stanie zdrowia 
Erika, to... nie teraz... Czuję się strasznie i 
chcę zostać sama.

Grace uśmiechnęła się.
– Ja chciałam tylko pani powiedzieć, że 

z   każdym   problemem   może   przyjść   pani 
do mnie.

– Dzięki, Grace.
Wpadła do swego pokoju, rzuciła się na 

łóżko i zaczęła płakać bez opamiętania.

background image

Rozdział 5

Kiedy   udało   jej   się   trochę   uspokoić, 

postanowiła   nie   zaglądać   do   Erika   tej 
nocy. Nie było z nim aż tak źle, a gdyby 
się nagle poczuł gorzej, mógł przecież ją 
zawołać.

Przewracała   się   bezsennie   z   boku   na 

bok, gdy jednak wreszcie usnęła, co nigdy 
nie   przychodziło   jej   łatwo   w   nowym 
miejscu,   spała   do   samego   rana. 
Zbudziwszy   się   mogła   już   spokojniej 
myśleć o wydarzeniach poprzedniego dnia.

Niech Erik sobie nie wyobraża, że ona 

jest gotowa się w nim zakochać. Jeszcze 
tylko tego by brakowało, myślała.

Tego   ranka   szczególnie   uważnie 

przyjrzała   się   swemu   odbiciu   w   lustrze, 
stwierdzając   z   zadowoleniem,   że 
właściwie może być z siebie zadowolona: 
szafirowe   oczy,   gładkie   jasne   włosy, 

background image

kształtny   nos   i   pięknie   wykrojone, 
zmysłowe   usta,   które   przysparzały   jej 
wielu komplementów.

Rzuciła   okiem   na   zegarek   i   przeraziła 

się.   Cały   czas   myślała,   że   jest   szósta, 
najwyżej   pół   do   siódmej,   a   dochodziła 
dziesiąta!

Jak   mogła   tak   długo   spać!   Od 

pielęgniarki   wymagało   się   więcej 
odpowiedzialności,   kpiła   sama   z   siebie. 
Ładnie zaczęła, nie ma co mówić.

Szybko narzuciła biały kitel, wsunęła na 

stopy   sandały   na   płaskim   obcasie   i 
pospieszyła do pokoju Erika.

Jej   pukanie   pozostało   bez   odpowiedzi. 

Nie   żyje,   i   to   moja   wina.   Owo   straszne 
przypuszczenie nieomal zwaliło ją z nóg. 
Przerażona otwarła drzwi. Erika nie było w 
łóżku.

Jak   szalona   zbiegła   ze   schodów, 

dręczona obawą, że w nocy mogło się stać 
coś   strasznego.   Bez   tchu   wpadła   do 

background image

kuchni.

Grace siedziała za stołem, popijała kawę 

i  najspokojniej  w świecie  czytała  gazetę. 
Włosy   zwisały   jej   na   ramiona,   nie 
uczesane   tak   starannie   jak   zwykle. 
Wskazywało to na to, że dopiero co wstała, 
jak stwierdziła ku swej nieopisanej uldze 
Caroline.

– Dzień dobry. Wszystko w porządku?
Grace spojrzała na nią zdumiona.
– A co takiego miałoby być?
– Bogu dzięki, więc z Erikiem wszystko 

dobrze.

– Ależ oczywiście – potwierdziła Grace 

z niejakim zdziwieniem. – Siedzi na tarasie 
i opala się.

–   Cudownie!   –   Caroline   wybuchnęła 

śmiechem,   myśląc   o   swoich   obawach.   – 
Muszę   to   chyba   pani   wytłumaczyć.   – 
Myślałam, że... w ogóle nie wiedziałam... 
kiedy zobaczyłam pusty pokój... to byłaby 
moja wina... – wyjąkała zakłopotana.

background image

Grace mrugnęła do niej wesoło.
– Tak się pani o niego martwi?
Caroline zmarszczyła czoło. Nie chciała, 

aby to tak wypadło.

– To czysto zawodowe zainteresowanie 

– bąknęła spuszczając oczy.

Grace roześmiała się.
– Napije się pani kawy, Caroline?
–   Chętnie,   tylko   zajrzę   do   niego   na 

werandę.

Erik leżał wyciągnięty na leżaku. Miał 

na   sobie   tylko   białe   szorty   i   okulary 
słoneczne.   Wyglądał   na   uspokojonego   i 
zrelaksowanego.

– Erik! – zawołała cicho.
– Tak? – spytał leniwie, nie zwracając 

się w jej stronę ani nie otwierając oczu.

– To ja, Caroline...
Zdjął okulary i zlustrował ją od stóp do 

głów.

–   Przecież   wiem   –   skrzywił   się   w 

uśmiechu. – Za kogo niby miałbym panią 

background image

wziąć?

Poczerwieniała   pod   jego   badawczym 

spojrzeniem.

– Sama nie wiem... Jak się pan czuje?
– Doskonale – odparł – lecz to nie jest z 

pewnością   pani   zasługa.   Co   to   za 
pielęgniarka,   która   dłużej   śpi   niż   jej 
pacjent?

– Ma pan rację. Sama nie wiem, jak to 

się   stało,   ale   na   pewno   nigdy   się   nie 
powtórzy.

Spojrzał na nią rozbawiony.
–   Trudno   mi   w   to   uwierzyć,   miss 

Mansfield,   gdyby   jednak   tak   się   stało, 
gotów   jestem   przejąć   pani   obowiązki.   – 
Wyciągnął   się   z   powrotem   na   leżaku.   – 
Ale teraz już poważnie, Caroline. Czuję się 
dziś naprawdę lepiej i dlatego zdążyłem z 
rana coś zaaranżować.

–   Naprawdę?   –   rzuciła   mli   zdziwione 

spojrzenie.

–   Odbyłem   rozmowę   telefoniczną   z 

background image

doktorem   Sheridanem   –   powiedział, 
czekając najwyraźniej, aby zachęciła go do 
mówienia.

– I? – Caroline rzeczywiście nie umiała 

skryć niecierpliwości.

–   Powiedział,   że   wolno   mi   już   jeść 

wszystko.

–   Nie   mogę   uwierzyć   –   pokręciła 

niedowierzająco głową. – Jest pan pewien, 
że rozmawiał pan z doktorem Sheridanem?

–   Skądże   znowu,   to   wszystko   mi   się 

tylko śniło – obruszył się.

– Więc co tak naprawdę powiedział?
Jego głos zdradzał udrękę.
–   Już   pani   słyszała.   Caroline,   jeśli 

jeszcze choć jeden jedyny raz zobaczę na 
swym   talerzu   zupę   ziemniaczaną,   to 
przysięgam,   natychmiast   zwymiotuję. 
Wolno   mi   jeść,   co   zechcę,   więc   właśnie 
zacząłem to robić – oznajmił z tryumfem. 
–   Kazałem   sobie   podać   jaja   na   bekonie, 
biszkopt z owocami i silną czarną kawę.

background image

Caroline   straciła   głowę.   To   musiało 

kiedyś nadejść, znała podobne przypadki. 
W   momencie   wielkiej   lekkomyślności 
cierpiący   na   wrzody   żołądka   zaczynają 
jeść   co   się   da   –   byle   to   nie   była 
kartoflanka. Niestety, rekonwalescencja u 
Erika nie była aż tak daleko posunięta, aby 
mogło mu to ujść bezkarnie.

–   Mam   nadzieję,   że   zdaje   pan   sobie 

sprawę, co pan robi – rzekła tylko.

–   Caroline,   pani   może   być   doskonałą 

pielęgniarką, ale i tak z pewnością będę się 
trzymał   raczej   wskazówek   lekarza   niż 
pani, przysięgam!

Z   tym   człowiekiem   się   ostatniego 

wieczoru całowałam, przemknęło Caroline 
przez głowę.

–   Miałam   wiele   razy   do   czynienia   z 

pacjentami cierpiącymi na wrzody żołądka 
i w każdym z tym wypadków nasza terapia 
okazała się skuteczna – oświadczyła sucho 
i zniknęła we wnętrzu domu.

background image

– Co tam słychać u naszego ukochanego 

pacjenta?   –   spytała   Grace,   gdy   Caroline 
zajęła miejsce przy stole.

– Moim ukochanym pacjentem nie jest z 

całą pewnością – rzuciła porywczo, zaraz 
jednak   zreflektowała   się   i   spuściła 
zawstydzony wzrok. – Przepraszam, nie to 
miałam na myśli.

– Caroline – zaczęła spokojnie Grace. – 

Nie   oczekuję   od   pani   żadnych   hymnów 
pochwalnych   na   cześć   Erika.   Dobrze 
wiem,   jakim   jest   trudnym   pacjentem. 
Zresztą jako architekt też nie jest lepszy. 
Mówię to, chociaż jest moim bratankiem. 
Niełatwo z nim wytrzymać.

–   Tak   też   .   mi   się   wydawało   – 

zauważyła Caroline.

– Ma pani ochotę na jejecznicę i tosty? – 

spytała Grace.

–   Dziękuję,   właściwie   nie   jadam 

śniadań.

– To niemądrze z pani strony – oburzyła 

background image

się   Grace.   –   Dzień   należy   zaczynać   od 
solidnego posiłku.

– To brzmi zupełnie jak nowa reklama 

płatków kukurydzianych – uśmiechnęła się 
Caroline.   –   Przyznaję,   ma   pani   zupełną 
rację, niestety nie potrafię rano przełknąć 
ani kęsa.

– Gdy miałam tyle lat co pani, właściwie 

też   nie   jadałam   śniadań   –   zamyśliła   się 
Grace. – Jest pani taka młoda, że pozwolę 
sobie zadać pytanie... – urwała znienacka.

– Słucham? – Caroline zachęciła ją do 

mówienia.

– No cóż – zaczęła z ociąganiem Grace 

– chciałam tylko zadać pytanie, czy tam w 
Nowym   Jorku   jest   jakiś   miły   młody 
człowiek, którego pani... Proszę wybaczyć, 
jestem   chyba   zbyt   ciekawa.   Przecież   to 
naprawdę nie powinno mnie obchodzić.

Caroline upiła łyk kawy.
–   Oczywiście,   to   wyłącznie   moja 

sprawa,   ale   chętnie   odpowiem   pani   na 

background image

pytanie. Nie ma nikogo, kim bym się bliżej 
interesowała.   Kiedy   zaczęłam   pracować, 
nie   mogłam   się   opędzić   od   zaproszeń 
młodych ludzi.

– Także lekarzy? – chciała się upewnić 

Grace.

– Tak,  szczególnie   od tych,  z  którymi 

pracowałam   razem   w   szpitalu.   Ponieważ 
jednak nie reagowałam na to w określony 
sposób i z nikim się nie związałam, to i 
zaproszenia stały się rzadsze.

– Nie uwierzę w to. Jest pani wyjątkowo 

piękną dziewczyną.

– Miło mi  to słyszeć, Grace, choć tak 

prawdę mówiąc nie mam zbyt wysokiego 
mniemania o swojej urodzie.

– Nie zgadzam się z tym i już. Ma pani 

piękne niebieskie oczy... i te włosy... Nie 
można nie zwrócić na panią uwagi.

W   tym   momencie   dobiegł   je   odgłos 

stukających   w   hallu   wysokich   obcasów 
Madeline.

background image

–   Zaczynam   się   oswajać   z   atmosferą 

tego domu – uśmiechnęła się Caroline. – 
Stałych gości rozpoznaję już po krokach.

–   W   tym   wypadku   nie   jest   to   wcale 

trudne – odparła Grace wstając, aby dolać 
sobie kawy.

– Dzień dobry paniom – rzuciła słodko 

Madeline   wchodząc   do   kuchni.   –   Co   u 
Erika?

–   W   porządku.   Siedzi   na   werandzie   i 

opala się.

Madeline   zachwycona   klasnęła   w 

dłonie.

– To cudownie! – zawołała z przesadną 

radością. – Naleję sobie filiżankę kawy i 
przysiądę się do niego.

Zanim   jednak   wyszła,   przystąpiła 

jeszcze do Caroline.

–   Ach,   byłabym   zapomniała   – 

powiedziała

 

patrząc

 

na

 

nią 

porozumiewawczo.   –   Zaprosiłam   na 
przyjęcie kogoś, kto się pani z pewnością 

background image

spodoba.

– To miło z pani strony – skwitowała 

uprzejmie   całą   sprawę   Caroline,   lecz   tak 
naprawdę było jej to obojętne.

Madeline jednak nie dała za wygraną.
– To młody człowiek z Nowego Jorku, 

który   będzie   tutaj   przez   cały   lipiec.   Jest 
wyjątkowo przystojny.

– Zatem z przyjemnością go poznam.
– Już mu o pani opowiadałam – ciągnęła 

Madeline,   jakby   miała   nigdy   nie 
wyczerpać tematu.

– Przyjemnie  mi,  że  pomyślała pani  o 

mnie   –   Caroline   za   żadne   skarby   nie 
chciała   okazać   się   nieuprzejma,   nawet 
wobec   Madeline.   –   Przyznam   jednak,   że 
przyjęcie   właściwie   mnie   nie   interesuje. 
Nie przyjechałam tu po to, aby się bawić.

–   Wiem,   wiem   –   Madeline 

niecierpliwym ruchem odrzuciła włosy do 
tyłu. – Nie zaszkodzi jednak pani odrobina 
męskiego towarzystwa. Kiedy Erik jest w 

background image

podróży   służbowej,   ja   też   przecież   nie 
siedzę w domu z robótką w ręku.

Caroline   i   Grace   wymieniły   wiele 

mówiące spojrzenia.

– Poza tym – ciągnęła Madeline – wcale 

nie   uważam,   że   musi   go   pani   od   razu 
poślubić.   Broń   Boże,   nie!   Ale   jest   to 
niewątpliwie jedyny wolny mężczyzna w 
okolicy. – Inni są w dobrych rękach, Erik 
też nie jest tutaj wyjątkiem.

–   Madeline,   ile   razy   mam   pani 

powtarzać,   że   Erik   mnie   nie   interesuje? 
Gdyby   mi   wolno   było   sobie   dobierać 
pacjentów,   mój   wybór   z   pewnością   nie 
padłby na niego.

Madeline popatrzyła na nią znacząco.
– Nie mówię o Eriku jako pacjencie.
– Rozumiem. Dla mnie za to Erik jest 

tylko pacjentem i nikim więcej. Gdyby nie 
był   chory,   nie   byłoby   mnie   tutaj.   Nie 
jestem   żadną   damą   do   towarzystwa   i   im 
szybciej   to   pani   pojmie,   tym   lepiej, 

background image

oczywiście dla pani.

Madeline   przyglądała   jej   się   spod 

zmrużonych powiek.

–   A   co   się   stanie,   jeśli   mimo   moich 

najszczerszych chęci nie uwierzę w to?

Caroline   już   otwierała   usta,   aby 

odpowiedzieć   na   tę   cierpką   uwagę,   gdy 
wmieszała się szybko Grace.

– Madeline, moja kochana, Erik byłby 

wściekły,   gdyby   się   dowiedział,   o   czym 
tutaj   rozmawiamy.   A   ty   przecież   nie 
chcesz, aby się dowiedział, prawda?

Madeline   rzuciła   jej   oburzone 

spojrzenie.

–   Nie   wydaje   mi   się,   abyśmy   dalej 

musiały   rozwijać   ten   temat   –   dorzuciła 
Grace.   –   W   każdym   razie   postaraj   się 
przyjąć   do   wiadomości   to,   co   Caroline 
usiłuje ci wytłumaczyć.

– Jesteś niemożliwa, Grace – Madeline 

zacisnęła wargi próbując doprowadzić do 
porządku   niesforny   kosmyk   włosów.   – 

background image

Nigdy nie zrozumiem, jak Erik jeszcze z 
tobą wytrzymuje.

–  Zapytaj  go  o  to  sama   –  odparowała 

Grace.   –   Gdybyś   go   lepiej   znała,   nie 
musiałabyś tego robić.

Madeline   odrzuciła   z   wściekłością 

głowę do tyłu i wypadła z kuchni, pozostał 
po niej tylko obłoczek perfum.

– Jestem przekonana – rzekła Caroline – 

że   w   ten   sposób   zgasła   ostatnia   iskierka 
sympatii, jaką miała dla pani, Grace.

– Już wcześniej chciałam z nią poważnie 

porozmawiać   –   westchnęła   Grace.   – 
Gdyby to nie chodziło o Erika...

– Są po słowie? – chciała się dowiedzieć 

Caroline,   niepomiernie   zdziwiona,   że   w 
oczekiwaniu na odpowiedź jej serce naraz 
zaczęło bić niespokojnie.

–   Nie   wiem   –   przyznała   niepewnie 

Grace.   –   Z   Erikiem   nigdy   nic   nie 
wiadomo.

– Dlaczego mieszkacie państwo razem? 

background image

Proszę mnie źle nie zrozumieć, ale...

–   Wcale   nie   mieszkamy   razem   – 

przerwała   pospiesznie   Grace.   – 
Przebywamy   pod   jednym   dachem   tylko 
wtedy, gdy on przyjeżdża w odwiedziny. 
Ten dom należał kiedyś do jego rodziców. 
Kiedy umarli, odziedziczył go Erik i uparł 
się,   abym   mieszkała   tutaj   przez   okrągły 
rok. Musi pani wiedzieć, Caroline, że Erik 
przywiązuje   wielką   wagę   do   więzów 
rodzinnych.   Trudno   w   to   uwierzyć,   a 
jednak to prawda. – Tak więc od siedmiu 
lat większą część roku spędzamy razem, i 
w dodatku nie kłócimy się. Dziwne, nie?

–   Ależ   to   cudownie!   –   Caroline   była 

mile zaskoczona. Erik wydał jej się jeszcze 
bardziej zagadkowy.

Spojrzawszy na zegarek otrząsnęła się z 

zamyślenia.

– Erik powinien teraz zażyć lekarstwa. 

Niestety   jest   u   niego   Madeline   i   nie   za 
bardzo mam ochotę do niego zaglądać. Nie 

background image

ręczę za siebie, kiedy ją spotkam. Swoim 
lekceważącym   zachowaniem   potrafi 
doprowadzić   mnie   do   białej   gorączki   – 
wyznała.

–   Rozumiem   to   aż   za   dobrze   – 

roześmiała się Grace. – Ze mną dzieje się 
to   samo.   Ale   niech   pani   nie   pozwoli 
przeszkadzać sobie w pracy.

–   Racja,   Grace   –   poderwała   się 

zdecydowanym ruchem Caroline. – Pójdę 
teraz do Erika i nie dam się zbić z tropu 
Madeline.   To   ona   będzie   się   musiała 
usunąć na bok.

Erik   ciągle   jeszcze   opalał   się   na 

werandzie, teraz jednak leżał na brzuchu, a 
Madeline  przycupnęła  tuż obok niego na 
brzegu   leżaka   i   nacierała   mu   plecy 
olejkiem   do   opalania.   Kiedy   usłyszała 
kroki Caroline, podniosła się.

–   Niech   pani   będzie   tak   dobra   i 

przyniesie   Erikowi  chusteczkę  do  nosa   z 
łazienki – rzuciła słodko.

background image

–   Nie   sądzę,   aby   Erik   miał   od   razu 

doznać   oparzenia,   gdy   przerwie   pani   na 
chwilę   nacieranie   i   sama   przyniesie   tę 
chusteczkę – powiedziała sucho Caroline.

Wydawało   jej   się,   że   Erik   cicho 

zachichotał,   nie   mogła   tego   jednak 
stwierdzić z całą pewnością, gdyż odwrócił 
od niej głowę. Musiała więc przyjąć, że się 
przesłyszała.

– Jest pani pielęgniarką i jak mniemam, 

należy to do pani obowiązków.

– A więc jest pani w błędzie, Madeline. 

Pielęgniarka ma  za  zadanie troszczyć się 
wyłącznie o te sprawy, które są związane 
ze zdrowiem pacjenta. Oznacza to, że nie 
musi   przejmować   obowiązków   kelnerki, 
służącej,   przyjaciółki   czy   damy   do 
towarzystwa.   Dlatego   proszę   mną   nie 
komenderować.   Do   tego   upoważnieni   są 
tylko   lekarze,   a   i   to   nie   w   każdym 
wypadku.

Erik roześmiał się głośno, lecz Madeline 

background image

nie   znalazła   w   tym   nic   zabawnego. 
Podniosła się dysząc wściekłością.

– Podobnej bezczelności nie spotkałam 

jeszcze nigdy w życiu – rzuciła chrapliwie. 
– Nie mam ochoty być dalej obrażana, a 
więc jedźmy  na spacer. – Ta propozycja 
dotyczyła oczywiście tylko Erika.

Caroline^   czekała   w   napięciu,   w   jakiś 

dziwny   sposób   przekonana,   że   Erik   tę 
propozycję odrzuci.

Rzeczywiście,   odwrócił   się   na   bok   i 

podparł   łokciem,   lustrując   Caroline 
dziwnym   wzrokiem.   Najchętniej   by   się 
spoliczkowała,   bo   pod   tym   spojrzeniem 
spłonęła   ciemnym   rumieńcem.   Czuła   się 
tak, jakby stała przed nim naga.

–   Madeline   –   spytał   w   końcu,   nie 

spuszczając   oczu   ze   swej   pielęgniarki   – 
dlaczego nie pojedziesz sama?

–   Co?   –   pytanie   Madeline   przeszło   w 

krzyk. – Dlaczego niby miałabym jechać 
sama? To przecież takie nudne!

background image

– Przynajmniej raz możesz spróbować – 

mrugnął   do   Caroline,   która   co   prędzej 
odwróciła wzrok. Kolana miała jak z waty.

– Eriku, mogłabym z tobą pomówić na 

osobności,   i   to   zaraz?   –   zażądała   ostro 
Madeline.

Ku   zdziwieniu   Caroline   wzrok,   jakim 

Erik   obrzucił   swoją   przyjaciółkę,   nie 
zdradzał cienia uczucia.

–   Madeline,   jak   widzisz,   właśnie   się 

opalam.   Wypoczywając   trzymam   się 
wskazówek   lekarza,   czego   skrupulatnie 
przestrzega   obecna   tu   młoda,   choć   nie 
pozbawiona   doświadczenia,   Caroline 
Mansfield.   Nikt   mi   nie   będzie   mówił, 
kiedy   mam   wstać.   O   tym   decyduję   sam, 
czy to będzie trwało minutę, godzinę, czy 
też trzy godziny.

Madeline sięgnęła nerwowo po pudełko 

z   papierosami,   zgarniając   przy   tym 
niechcący   z   blatu   stojącego   obok   stolika 
inne drobiazgi.

background image

– Do licha, gdzie jest zapalniczka?
– Skąd mam wiedzieć? – spytał chłodno. 

– Przecież  wiesz, że od ostatniego ataku 
nie palę.

–   Owszem,   pamiętam   –   rzuciła   ze 

złością.   –   Ale   ostatecznie   masz   przecież 
oczy w głowie.

Szukała dalej, raptem jednak zaprzestała 

poszukiwań i zapatrzyła się w milczeniu w 
przestrzeń.

W którymś momencie odwróciła się do 

Caroline i spojrzała na nią lodowato.

– Może pani wie, gdzie jest zapalniczka, 

miss   Mansfield.   Jej   wzrok   pobiegł   do 
Erika, ale ten udał, że tego nie dostrzega.

– Daj wreszcie spokój, Madeline. To po 

prostu   śmieszne   –   burknął   niechętnie 
przygładzając włosy.

–   Nigdy   nic   nie   wiadomo   –   usiłowała 

bronić   swego   Madeline,   lecz   jej   wyraz 
twarzy   mimo   wszystko   się   zmienił. 
Wyglądała teraz na nieco speszoną.

background image

– Przepraszam – zwróciła się znienacka 

do   Caroline.   Ta   nie   wierzyła   własnym 
uszom.   –   Nie   mam   pojęcia,   dlaczego   to 
powiedziałam, jeszcze raz przepraszam. – 
Spojrzała ku niebu. – Być może dostałam 
już udaru słonecznego. Ale bardzo jestem 
do tej zapalniczki przywiązana, poza tym 
nie była ona znowu taka tania.

– Nie ma czego żałować, możesz sobie 

przecież kupić sto innych – rzekł niedbale 
Erik, poprawiając się na leżaku.

– Masz rację, najdroższy – westchnęła 

Madeline. – Łatwo przyszło, łatwo poszło. 
Niech   się   pani   na   mnie   nie   gniewa   – 
uśmiechnęła się z przymusem do Caroline. 
–   A   teraz   muszę   się   pożegnać   –   dodała 
nieoczekiwanie. – Zobaczymy się później.

Niecierpliwym   gestem   sięgnęła   po 

pudełko   papierosów,   demonstracyjnie 
pocałowała   Erika   w   usta   i   wróciła   do 
siebie.

background image

–   Przykro   mi,   że   doszło   do   tej 

obrzydliwej   sceny   –   powiedział   Erik, 
kiedy Madeline odeszła. – Było to czyste 
grubiaństwo z jej strony i ona doskonale o 
tym wie.

– Nie bierzmy tego aż tak poważnie – 

próbowała   skwitować   całe   zajście 
Caroline,   dziwiąc   się   w   duchu,   że   jest 
naprawdę oburzony. – Zdarzyło mi się to 
już kilka razy, moim koleżankom zresztą 
też.

–   Naprawdę?   –   Erik   spojrzał   na   nią 

niedowierzająco.

– Właściwie każda pielęgniarka ma na 

swoim   koncie   takie   niemiłe 
doświadczenia.   Kiedyś,   a   było   to   wtedy, 
gdy dopiero co skończyłam szkołę, pewna 
bardzo bogata stara dama oskarżyła mnie, 
że   jej   ukradłam   zegarek.   Oczywiście 
znalazł się u niej pod poduszką, ale jak się 
wtedy  czułam...  Mimo   to  starałam   się   tę 
starą kobietę zrozumieć.

background image

– Jak to? – Erik zmarszczył czoło.
Atmosfera   nie   była   napięta,   wręcz 

przeciwnie.   Erik   leżał   wyciągnięty   na 
leżaku   i   zadawał   pytania,   nie   patrząc   na 
nią,   nie   niepokoił   jej   też   w   żaden   inny 
sposób.

– Zwykle   oskarżają   nas   ludzie   bogaci, 

zresztą   im   można   ukraść   najwięcej. 
Strzegą   więc   swoich   pieniędzy   i   innych 
rzeczy jak oka w głowie, tak jakby żyli w 
ciągłej obawie, że kiedyś mogą skończyć 
w   nędzy.   My,   źle   opłacane   pielęgniarki, 
nie mamy takich zmartwień.

Uśmiechnął się do niej.
–   Jak   rozumiem,   miał   to   być   wyraz 

współczucia – upewniła się z kpiną.

–   Caroline,   niechże   się   pani   tak   nie 

podnieca, bo inaczej któregoś dnia nabawi 
się pani wrzodów żołądka.

Nie   odpowiedziała.  Sama   czuła,  że   od 

kiedy przebywa w Cape Cod, jest bardziej 
spięta i podatna na stresy niż zwykle.

background image

– Proszę zrobić mały spacer plażą albo 

wziąć   moją   żaglówkę   i   popływać   – 
zaproponował. – Nie zdradzę pani, proszę 
się nie martwić.

Spojrzała na niego zirytowana.
– Przyjechałam tutaj jako pielęgniarka, a 

nie na urlop.

Plaża co prawda nęciła ją już od dawna, 

lecz doskonale wiedziała, że będzie miała 
wyrzuty   sumienia,   jeśli   zostawi   Erika 
samego. Ostatecznie płacono jej za to, aby 
się o niego troszczyła.

–   Dla   mnie   to   też   nie   jest   obojętne   – 

dorzucił   –   gdy   pani   cały   czas   tkwi   koło 
mnie. Prawdopodobnie nie pomyślała pani 
o   tym,   że   nawet   chory   ma   prawo   do 
odrobiny prywatności.

Ich   oczy   spotkały   się.   Czyż   w   jego 

wzroku   nie   było   znowu   błysków 
zdradzających rozbawienie? A więc bawił 
się jej kosztem.

–   Zatem   zostawiam   pana   samego   – 

background image

oświadczyła   sucho   poprawiając   na   sobie 
kitel.   –   Chciałabym   tylko   wiedzieć,   co 
będzie   pan   jadł   na   obiad,   bo   muszę 
uzupełnić   sprawozdanie   dla   doktora 
Sheridana.

– Dobre sobie! – jego twarz sposępniała. 

– skądże niby mam wiedzieć? Niech pani 
zapyta Grace. Słyszałem, jak mówiła coś o 
suflecie   z   serca,   ale   tak   naprawdę   nie 
zwróciłem na to uwagi.

Odwróciła   się   bez   słowa.   Ależ   ten 

człowiek   miał   humory!   Nigdy   się   nie 
wiedziało, czego można się spodziewać za 
moment!   Jeśli   Erik   jeszcze   kiedykolwiek 
będzie próbował przyciągnąć ją do siebie, 
wytłumaczy   mu   spokojnie,   lecz 
stanowczo, że sobie tego nie życzy. Mimo 
iż tak na nią działał, w żadnym wypadku 
nie chciała czegoś, co by wykraczało poza 
zwykłe   kontakty   między   chorym   a 
pielęgniarką.   Dla   niej   był   zbyt 
zarozumiały,   obrzydliwie   pewny   siebie   i 

background image

arogancki, choć wyglądał bosko...

Poszła do kuchni poszukać Grace, gdyż 

chciała   jeszcze   tego   przedpołudnia 
dokończyć   sprawozdanie   o   postępie 
terapii.   Niestety   nie   znalazła   jej   tam, 
wróciła   więc   do   swego   pokoju.   Pisanie 
jednak   jej   nie   szło.   Była   rozkojarzona   i 
nerwowa   i   nie   umiała   nic   rozsądnego 
napisać o minionym wieczorze.

Naraz   wszystko   na   nowo   stanęło   jej 

przed oczami, tak jakby wydarzyło się to 
zaledwie parę. sekund wcześniej.

Odżył   w   jej   wspomnieniach   moment, 

kiedy   Erik   zamknął   ją   w   ramionach   i 
zaczął namiętnie całować.

Nigdy   jeszcze   niczyje   pocałunki   nie 

obudziły  w  niej  takich  uczuć,  a   przecież 
Erik   nie   był   człowiekiem,   którego 
mogłaby   tak   po   prostu   pokochać. 
Potrząsnęła  bezradnie  głową.  Zachowałaś 
się   strasznie,   po   raz   nie   wiadomo   który 
skarciła samą siebie.

background image

Kiedy  jednak pomyślała   o zachowaniu 

Erika w ogóle, o tym, jak ją peszył swymi 
odezwaniami i celowo denerwował, wzięła 
się w garść, zacisnęła zęby i dokończyła 
sprawozdanie.

Przede   wszystkim   jednak   postanowiła 

zaraz potem iść na spacer.

Obeszła   dom   wokoło,   rozkoszując   się 

ciepłymi   promieniami   słońca.   Zdjęła 
sandały   i   pobiegła   plażą.   Piasek   był 
nagrzany   i   to   sprawiało   jej   prawdziwą 
przyjemność.   Brnęła   tak   brzegiem   morza 
więcej niż milę, potem jednak zawróciła, 
gdyż   owładnęło   ją   niejasne   uczucie 
samotności.

Kiedy spojrzała na zegarek, stwierdziła 

ku swemu zaskoczeniu, że stanął. Pewnie 
do   środka   dostał   się   piasek   i   uszkodził 
mechanizm, pomyślała.

Od   Grace   dowiedziała   się,   że   Erik 

zamknął się w swoim pokoju, a Madeline 

background image

zajrzała   tylko   na   krótko.   Tymczasem 
zrobiło się już popołudnie.

–   Erik   jest   dziś   w   wyjątkowo   złym 

humorze   –   zauważyła   Grace   zerkając   na 
Caroline sponad swojej filiżanki z kawą. – 
Wie pani, jaki jest tego konkretny powód?

Caroline nic nie mogła poradzić na to, 

że się czerwieni.

– Nie, nie wiem. Jego humor zmienia się 

tak szybko, jak pogoda w marcu.

– Caroline, jest pani czerwona jak burak. 

Coś leży pani na sercu.

Caroline,   do   reszty   speszona,   utkwiła 

wzrok w filiżance.

– Grace, naprawdę nie ma nic takiego, o 

czym   powinnyśmy   porozmawiać.   To,   co 
zaszło ubiegłego wieczoru, było zwykłą... 
głupotą...   i   nigdy   się   nie   powtórzy.   – 
Podniosła oczy na Grace. – Jestem pewna, 
że się nie powtórzy...

–   Caroline,   mówi   to   pani   z 

przekonaniem? – spytała spokojnie Grace.

background image

Na   takie   pytanie   Caroline   nie   była 

przygotowana.

–   Tak,   najzupełniej   –   rzuciła 

pospiesznie. Sama czuła, że nie zabrzmiało 
to przekonująco. – Sama nigdy... bym nie 
zaczynała z Erikiem...

–   Z   powodu   Madeline?   –   indagowała 

Grace.

–   Nie,   właściwie   nie...   Gdybym 

rzeczywiście była zainteresowana Erikiem, 
Madeline   sama   w   sobie   stanowiłaby 
problem. Ale tak nie jest, Grace.

–   Erika   trudno   przejrzeć   –   pokręciła 

głową z westchnieniem Grace. – Nie jest 
łatwo   go   polubić.   Już   jako   dziecko   był 
samowolny   i   uparty.   Nigdy   nie   miał 
przyjaciół. Ale... – mieszała w zamyśleniu 
kawę – zobaczymy...

Raptem Caroline opanowało uczucie, że 

ktoś za nią stoi. Odwróciła się gwałtownie 
i   jej   oczy   rozszerzyły   się   ze   zdumienia, 
kiedy   zobaczyła   Erika   opierającego   się 

background image

niedbale o drzwi.

Miał na sobie białe lniane ubranie i białe 

buty.   Zawsze   prezentował   się   świetnie, 
tym razem jednak rzeczywistość przeszła 
wszelkie   oczekiwania.   Zakłopotana 
przygryzła wargę, nie mogąc odwrócić od 
niego wzroku.

– Grace, miła moja, dlaczego tak nagle 

przerwałaś? – spytał jakby od niechcenia.

Grace uśmiechnęła się niepewnie.
–   Właśnie   rozmawiałyśmy   o   okolicy. 

Usiądź, proszę. Napijesz się z nami kawy?

– Nie, dziękuję. W tej chwili ruszam do 

P-Town z Madeline.

Caroline   odczuwała   osobliwe   napięcie, 

nie mogąc skoncentrować się na tym, co 
powiedział Erik. P-Town. Co za P-Town?

– Chcemy się spotkać z przyjaciółmi, z 

którymi już od dawna się nie widzieliśmy. 
Czy da mi pani na to swoje przyzwolenie i 
błogosławieństwo,   Caroline?   –   spytał 
drwiąco.

background image

–   Co   to   jest   P-Town?   –   zapytała 

zmieszana.

– A więc nie będzie błogosławieństwa, 

jak się domyślam. Moja droga, to skrót od 
nazwy Provincetown, miasteczka leżącego 
na   najbardziej   wysuniętym   na   południe 
końcu przylądka. Jeszcze jakieś pytania?

– Nie, Eriku. – Jej głos brzmiał w miarę 

spokojnie, lecz była wzburzona.

Grace   przyjrzała   się   jej   uważnie.   Jej 

uniesione brwi zdradzały zdziwienie.

–   Musisz   iść   na   to   cocktail-party? 

Jestem   pewna,   że   doktor   Sheridan   nigdy 
by ci na to nie pozwolił.

Jej wzrok powędrował z powrotem do 

Caroline,   jakby   chciał   ją   zachęcić,   by 
kategorycznie się sprzeciwiła.

–   Grace   ma   rację.   Pan   naprawdę 

powinien...

–   Ani   słowa   więcej   na   ten   temat!   – 

przerwał jej gniewnie. – Najchętniej bym 
was   obie   wziął   ze   sobą,   lecz   nie   zniosę 

background image

dziś wieczór dwóch kobiet, które ciągle mi 
powtarzają, co mi wolno jeść i pić. I tej 
trzeciej, która mi podpowiada, z kim mam 
rozmawiać, a z kim nie – rzucił ze złością i 
wyszedł.

Caroline też zaraz się podniosła, zdając 

sobie sprawę, że nie potrafi sklecić w tym 
momencie   sensownego   zdania.   Nie 
chciała,   aby   Grace   zauważyła   jej 
wewnętrzne   pomieszanie.   To   prawda, 
Grace   była   miła   i   przyjacielsko 
usposobiona,   lecz   na   jej   gust   nieco   zbyt 
ciekawa   i   na   pewno   chciałaby   się   za 
wszelką   cenę   dowiedzieć,   co   się   z   nią 
dzieje.

A tego Caroline sama nie wiedziała.

background image

Rozdział 6

Już   było   dobrze   po   południu,   kiedy 

Caroline   spytała,   czy   Grace   nie 
pożyczyłaby jej swego starego kabrioletu. 
Chciała jechać do miasta, aby dać zegarek 
do naprawy.

–   Niestety,   tutaj   nie   ma   sklepu 

jubilerskiego.   Musi   pani   jechać   aż   do 
Provincetown – oświadczyła Grace.

– Cóż, na to ostatnie nie mam ochoty – 

zastanawiała   się   głośno   Caroline,   myśląc 
przy   tym,   że   w   Provincetown   może 
natknąć się na Erika i Madeline.

– Właściwie dlaczego nie miałaby pani 

tam   jechać?   –   spytała   ze   zdziwieniem 
Grace.   –   Zegarek   jest   przecież   pani 
potrzebny.

Grace oczywiście miała rację, Caroline 

potrzebowała zegarka choćby do mierzenia 
pulsu Erika, więc nie było co zwlekać z 

background image

naprawą.

– Nie musi się pani bać, że spotka pani 

Erika   z   Madeline   –   Grace   zdawała   się 
czytać   w   jej   myślach.   –   Kiedy   pani   tam 
zajedzie, oni już dawno będą na party.

– Wcale się nie boję, że ich spotkam – 

broniła   się   gorączkowo   Caroline.   –   Ja 
tylko...   nie   chcę   tracić   takiego   pięknego 
popołudnia na wypad do miasta... choć co 
prawda, muszę oddać zegarek do naprawy, 
i to jak najszybciej.

– Może pani wziąć mojego forda albo 

BMW Erika.

– Wezmę forda – zdecydowała Caroline.
Grace   wytłumaczyła   jej,   jak   się   jedzie 

do   Provincetown   i   gdzie   szukać   sklepu 
jubilerskiego.

Była   to   wspaniała   jazda.   Po   czystym 

błękicie nieba żeglowały pojedyncze białe 
chmurki,   a   wiatr   rozwiewał   włosy 
dziewczyny, dając przedsmak przygody.

Niestety, jej myśli krążyły nieodmiennie 

background image

wokół Erika i to kładło się cieniem na jej 
radości. Dlaczego był taki skory do kłótni i 
lekkomyślny,   gdy   chodziło   o   własne 
zdrowie?

Do   Provincetown   przybyły   o   niezbyt 

korzystnej   porze.   Wąskie   ulice   miasta 
dosłownie   zabite   były   samochodami   i 
tylko   z   trudem   posuwała   się   do   przodu, 
czując   się   odrobinę   śmiesznie   w 
olbrzymim fordzie-kabriolecie.

Zaparkowała wóz w pierwszym wolnym 

miejscu,   jakie   dostrzegła,   i   resztę   drogi 
przebyła   pieszo,   oglądając   niezliczone 
wystawy i zapisując w pamięci napotkane 
restauracje.

Zegarmistrz okazał się miłym starszym 

panem. Obejrzał zegarek i oświadczył, że 
zreperuje go od ręki i że będzie go można 
odebrać mniej więcej za pół godziny.

Caroline wróciła tą samą drogą. Idąc do 

zegarmistrza   zdążyła   zauważyć   kilka 
ładnych   niedrogich   rzeczy,   postanowiła 

background image

więc   je   obejrzeć.   Grace   też   wypadało 
zrobić małą niespodziankę.

Ostatecznie   kupiła   po   małej   pachnącej 

lawendą poduszce dla Grace i dla siebie. 
Zakup wprawił ją w dobry humor. Dzień 
się  zaczął  co prawda  nerwowo, ale  teraz 
miała dla siebie resztę popołudnia, mogła 
do   woli   robić   zakupy   i   spacerować,   nie 
pamiętając   o   złym   nastroju   sprzed   kilku 
godzin   ani   o   tym,   co   go   wywołało. 
Mniejsza   o   Erika   i   Madeline   z   ich 
humorami! Jej powinno być to absolutnie 
obojętne.   I   będzie,   przyrzekła   sobie 
święcie.

Naraz   zamajaczył   przed   nią   wysoki, 

biało   odziany   mężczyzna   i   uwieszona   u 
jego   ramienia   szczupła   kobieta.   Erik   i 
Madeline!   Szli   kilka   metrów   przed   nią, 
rozmawiając   wesoło   i   śmiejąc   się. 
Zachowywali   się   tak,   jakby   byli   świeżo 
upieczoną parą małżeńską.

Nastrój Caroline zmienił się w mgnieniu 

background image

oka, z radosnego uczucia sprzed chwili nie 
zostało   śladu.   Przystanęła   na   chwilę,   nie 
chcąc ich dogonić, po czym ruszyła wolno 
przed   siebie,   nie   tracąc   z   oczu   tamtych 
dwojga.   Zapytywała   siebie   w   duchu, 
dlaczego tak jej przeszkadza fakt, że Erik i 
Madeline   dobrze   się   czują   w   swoim 
towarzystwie, nie umiała jednak znaleźć na 
to   odpowiedzi.   Zresztą   obydwoje   byli 
jakby dla siebie stworzeni, uświadomiła to 
sobie przecież zaraz na początku.

Na   skrzyżowaniu   jeszcze   raz   rzuciła 

spojrzenie w stronę roześmianej pary, po 
czym skręciła w wąską przecznicę. Zanim 
jednak to zrobiła, zdążyła jeszcze dojrzeć, 
jak   Madeline   kładzie   Erikowi   rękę   na 
ramieniu   i   przyciąga   go   do   siebie.   Erik 
jednak wydaje się tego nie dostrzegać.

Caroline   to   ucieszyło,   zaraz   jednak 

próbowała   sobie   wmówić,   że   jest   jej   to 
obojętne, co zrobi lub czego nie zrobi Erik.

Wróciła   do   jubilera,   zapłaciła   za 

background image

naprawę   i   najkrótszą   drogą   wróciła   do 
miejsca,   gdzie   zaparkowała   samochód. 
Spieszyła   się,   bo   przyrzekła   Grace,   że 
wróci na szóstą.

Wyjeżdżając   z   miasta   przypomniała 

sobie,   że   ma   zabrudzoną   tylną   szybę, 
zatrzymała   się   więc,   aby   ją   przetrzeć,   i 
oniemiała.   Widniały   na   niej   nakreślone 
koślawymi   literami   dwa   słowa:   „Sorry 
Erik".

Musiał dostrzec samochód, kiedy byłam 

u jubilera, myślała wpatrując się w wiele 
mówiące przesłanie.

Słowa   były   tylko   dwa,   lecz   uczyniły 

Caroline   niewymownie   szczęśliwą.   Auto 
co   prawda   należało   do   Grace   i   Erik   ją 
mógł   mieć   na   myśli,   lecz   szósty   zmysł 
podpowiadał jej, że te słowa skierowane są 
do   niej.   Jeżeli   rzeczywiście   było   mu 
przykro,   to   jednak   chyba   miał 
świadomość, że zachował się wobec niej 
nieładnie.   Wyglądało   na   to,   że   zbyt 

background image

pochopnie go oceniła.

Kiedy wróciła, Grace właśnie skończyła 

przygotowywać obiad. Była pieczona kura 
z ryżem i sałatą. Do tego piły białe wino.

Siedziały w jadalni do dziewiątej.
– Mam nadzieję, że nie czuje się pani 

zobowiązana

 

dotrzymywać

 

mi 

towarzystwa,   Grace   –   powiedziała   w 
którymś momencie Caroline. – Jeśli pani 
chce wyjść, proszę się nie krępować. Od 
kiedy   mieszkam   w   Nowym   Jorku, 
przyzwyczaiłam się zajmować sama sobą.

– Wręcz przeciwnie, bardzo przyjemnie 

mi   się   z   panią   gawędzi,   Caroline.   Co 
innego Madeline. Zagląda tu co chwilę, ale 
spędzenie   z   nią   wieczoru   to   średnia 
przyjemność.

–   Łatwo   mi   to   sobie   wyobrazić   – 

zgodziła się Caroline. – Niekiedy wydaje 
mi się... nie wiem, dlaczego, ale mnie to 
prześladuje...   że   Madeline   nie   jest 
odpowiednią  kobietą   dla   Erika.  –  Myślę, 

background image

że pani wie, co chcę przez to powiedzieć – 
dorzuciła   pospiesznie,   myśląc   z 
przerażeniem   o   tym,   co   powiedziała. 
Najchętniej odgryzłaby sobie język. To nie 
było potrzebne. Co Grace sobie teraz o niej 
pomyśli?

– O, to całkiem nowy ton – uśmiechnęła 

się przebiegle Grace.

Caroline spłonęła ciemnym rumieńcem, 

co jeszcze bardziej rozbawiło Grace.

–   Musiałam   zmienić   zdanie   o   Eriku. 

Przez   całe   popołudnie   byłam   na   niego 
wściekła,   ale   w   Provincetown   zmieniłam 
zdanie. Musiał zobaczyć mój samochód to 
znaczy pani samochód – i napisał na tylnej 
szybie „Sorry Erik".

–   Cały   Erik   –   oświadczyła   z   dumą 

Grace. – Mnie też już wiele razy zaskoczył 
w   mniej   więcej   taki   sam   zwariowany 
sposób.

– Może to właśnie panią miał na myśli... 

– Caroline wpatrzyła się w obrus. – Nie 

background image

wiem...   O,   byłabym   zapomniała. 
Przywiozłam pani mały upominek.

– Ależ to nie było potrzebne, Caroline.
– To tylko drobiazg. Zaraz wrócę.
Kiedy   znalazła   się   na   powrót   w 

korytarzu,   stanęła   jak   wryta.   Z   jadalni 
doszły   ją   głosy.   Serce   Caroline   skoczyło 
do gardła. Erik i Madeline już wrócili!

Z   ociąganiem   zeszła   po   schodach, 

zapytując siebie gorączkowo w duchu, czy 
jej makijaż jest w porządku, a włosy nie są 
potargane. O tych sprawach jeszcze przed 
chwilą w ogóle nie myślała.

– Aha! – powitał ją nieomal szyderczo 

Erik,   gdy   weszła.   –   Nasza   Florence 
Nightingale   przypomniała   sobie   o 
obowiązkach.

Prezentował się wspaniale. Jego ciemna 

opalenizna   doskonale   kontrastowała   z 
białym   ubraniem,   a   oczy   błyszczały 
wyzywająco.

background image

Uśmiechnęła się nerwowo, nie wiedząc, 

jak się zachować. A więc w sposobie bycia 
Erika niewiele się zmieniło...

–   Caroline   przywiozła   mi   upominek   – 

zawołała   ucieszona   Grace.   –   Właśnie 
przyniosła go z góry.

– Jak to miło – zauważyła znudzonym 

głosem Madeline i lekko zatoczywszy się 
oparła o stół.

Caroline   sprawiła   przykrość   ta   cała 

niespodziewana sytuacja.

–   To   przecież   tylko   drobiazg...   – 

szepnęła. ~

–   Mam   wrażenie,   że   nasza   mała 

Florence Nightingale nie jest zachwycona 
naszą   obecnością   –   dodała   ironicznie 
Madeline. Może to prezent, jakiego nikt z 
nas by się po niej nie spodziewał – jakieś 
egzotyczne zmysłowe perfumy albo coś w 
tym rodzaju...

–  Przestań  –  ofuknął   ją  Erik.  –  Co   to 

takiego, Caroline?

background image

Czuła się nieswojo, wręczając upominek 

Grace. Że też ci dwoje musieli być przy 
tym obecni...

Grace   pełna   radości   oczekiwania 

rozwinęła   papier,   a   Caroline   zrobiło   się 
lżej na duszy, gdy zobaczyła, że pachnąca 
poduszka naprawdę jej się podoba.

–   Na   miły   Bóg,   co   to   takiego?   – 

Madeline   wybuchnęła   piskliwym 
śmiechem.

–   Pachnąca   poduszka   –   wyjaśniła 

spokojnie Caroline.

–   Och,   jakie   to   miłe   –   zauważyła 

drwiąco   Madeline.   –   Takie   coś   miałam 
jako dziecko. Uroczy prezent!

– Musiało to być dawno temu, skoro nie 

za   dobrze   to   pamiętasz   –   Caroline   była 
zdumiona sposobem i tonem, jakim Grace, 
zwykle   uprzejma   i   zrównoważona, 
odpowiedziała Madeline.

Madeline   widocznie   nie   zamierzała 

wdawać się w kłótnię, bo ciągnęła jakby 

background image

nigdy nic:

–   To   naprawdę   miło   z   pani   strony, 

Caroline. I jakoś... – szukała odpowiednich 
słów – pasuje do pani... jest takie słodki i 
niewinny...

Erik   wystąpił   krok   do   przodu,   jakby 

sposobił się do zabrania głosu w dyskusji, 
lecz   Caroline   nie   dopuściła   do   tego. 
Spodziewała się, że też zacznie sobie stroić 
żarty   z   jej   prezentu,   a   nie   miała   ochoty 
tego   słuchać.   A   nawet   jeśli   zamierzał 
wziąć   ją   w   obronę...   mniejsza   z   tym, 
spokojnie   mogła   zrezygnować   z 
interwencji

 

człowieka,

 

którego 

usposobienie było kapryśne jak pogoda, i 
po którym nie wiadomo czego można się 
było spodziewać.

– Mam wrażenie, że Grace poduszka się 

naprawdę podoba – rzuciła więc szybko – 
a dla mnie to najważniejsze.

Szare   oczy   Madeline   zwęziły   się 

dosłowni   w   szparki.   Wyprostowała   się 

background image

wzruszając   przy   tym   demonstracyjnie 
ramionami.

– Strasznie mi przykro – zwróciła się z 

sarkazmem   w   głosie   do   Erika   –   ale   nie 
jestem przyzwyczajona do wysłuchiwania 
tylu   sentymentalnych   deklaracji.   Chodź, 
usiądziemy   na   werandzie   i   wypijemy   po 
drinku.

– Jestem zmęczony, Madeline – odrzucił 

niezbyt   grzecznie   propozycję   Erik.   – 
Odwiozę cię teraz do domu.

Wyszedł   z   pokoju,   nie   oczekując 

odpowiedzi z jej strony.

Madeline   pobiegła   za   nim   bez   słowa, 

tylko z hallu dobiegł jej błagalny głos:

–   Eriku,   jednego   jedynego   malutkiego 

drinka...

W parę sekund później zawarczał silnik 

samochodu   Erika.   A   więc   postawił   na 
swoim.

– Caroline... – wyrwał ją z zamyślenia 

głos Grace. – W tym całym zamieszaniu 

background image

nie   miałam   jeszcze   okazji,   aby   pani 
podziękować. To było bardzo miłe z pani 
strony.

–   Cieszę   się,   że   poduszeczka   się   pani 

podoba, niestety wymiana zdań, którą ona 
wywołała, nie była zbyt przyjemna.

–   Wiem,   kochanie   –   uśmiechnęła   się 

Grace.   –   Nie   powinnam   jej   była 
rozpakowywać   przy   Madeline,   tym 
bardziej że na tym party musiała się dobrze 
wstawić.

– Ach, nic nie szkodzi. Teraz pójdę do 

siebie i trochę poczytam. Gdy Erik wróci, 
muszę go zbadać. Mogłabym pomóc pani 
w zmywaniu?

– W  żadnym wypadku – zaoponowała 

Grace.   –   Proszę   odpocząć,   a   ja   powiem 
Erikowi, że pani zajrzy do niego jeszcze 
tego wieczoru.

– Może rzeczywiście lepiej go uprzedzić 

– mruknęła sama  do siebie. – Dobranoc, 
Grace, i... dziękuję za wszystko.

background image

– Dobranoc, kochanie. To ja powinnam 

dziękować.

Wróciwszy do swego pokoju usadowiła 

się   w   fotelu   i   wzięła   do   ręki   książkę. 
Czytała   niecałe   dziesięć   minut,   kiedy   na 
schodach usłyszała kroki Erika, wybiegła 
więc   na   korytarz,   aby   go   złapać,   zanim 
zniknie w swoim pokoju.

– Erik?
Zatrzymał się nie oglądając.
– Tak.
Zabrzmiało to jak stwierdzenie, nie jak 

pytanie.

– Zanim pan się położy, muszę jeszcze 

pana   zbadać   –   Nie   możemy   z   tym 
poczekać   do   rana?   –   W   jego   głosie 
dźwięczała złość.

– Niestety nie. Zawsze pana badam o tej 

porze. To nie potrwa długo.

Nie czekając na jego reakcję poszła do 

kuchni   po   stetoskop,   przyrząd   do 
mierzenia ciśnienia i tabelę porównawczą.

background image

Gdy   wróciła,   Erika   już   nie   było   na 

korytarzu.   Drzwi   do   jego   pokoju   stały 
uchylone,   a   on   sam   siedział   z   grobową 
miną za stołem kreślarskim.

– Mam nadzieję, że to rzeczywiście nie 

potrwa zbyt długo – burknął niechętnie.

– Ja też chcę to mieć jak najszybciej za 

sobą – nie wytrzymała. – Proszę podwinąć 
rękaw.

Niecierpliwie   zaczął   rozpinać   guziki 

swej białej koszuli – I tak ją muszę zdjąć, 
więc   zrobię   to   teraz,   aby   ułatwić   całą 
sprawę.

– Jak pan chce – zgodziła się obojętnie.
Ze złością rzucił koszulę na ziemię.
–   Proszę   się   pospieszyć,   mam   wiele 

pracy.

Z   trudem   –   przyszło   jej   się 

skoncentrować, gdy ta k siedział przed nią 
z   obnażonym   torsem.   Emanował   jakąś 
dziwną   zniewalającą   siłą,   wobec   której 
była   bezbronna.   Oczywiście   za   nic   w 

background image

świecie   by   się   do   tego   nie   przyznała, 
niestety   nie   umiała   opanować 
zdenerwowania.

– Postaram się zrobić to jak najszybciej 

–   szepnęła   przyciskając   membranę 
stetoskopu do jego szerokiej piersi.

Serce   Erika   biło   bardzo   szybko,   co 

świadczyło o tym, że jest podenerwowany. 
Kiedy   uniosła   wzrok,   ich   spojrzenia   na 
moment się spotkały.

–   Przyspieszona   akcja   serca   – 

oświadczyła.

– Co to oznacza?
–   Nic   wielkiego,   po   prostu   tak   mi   się 

powiedziało.

–   A   więc   proszę   łaskawie   zachować 

swoje uwagi dla siebie, miss Mansfield – 
ofuknął   ją.   –   Niech   mi   pani   oszczędzi 
swych   komentarzy   na   temat   mego   stanu 
zdrowia.   Owszem,   czekam,   że   mi   pani 
powie, gdy coś będzie nie tak, ale nic poza 
tym.

background image

Ironia tego oświadczenia ugodziła ją w 

serce.

–   Przynajmniej   wiem,   gdzie   jest   moje 

miejsce – zauważyła cierpko.

Założywszy

 

opaskę

 

uciskową 

stwierdziła,   że   Erik   ma   ciśnienie   wyższe 
niż   poprzedniego   dnia,   nic   jednak   nie 
powiedziała.

– Na dziś tyle.
Powinna   się   też   dowiedzieć,   co   tego 

dnia   jadł   i   pił,   aby   uwzględnić   to   w 
obowiązującym   ją   raporcie,   doskonale 
jednak  wiedziała,  że   i  tak  jej  nie  powie, 
zbierała się więc do wyjścia nie zwracając 
na niego uwagi.

– Dobranoc.
– Jeszcze jedno! – zawołał za nią, gdy 

już była w progu i zamierzała zamknąć za 
sobą drzwi.

– Słucham?
– Będzie lepiej, jeśli pani przebywając 

tutaj   będzie   ubierać   się   stosownie   do 

background image

swych obowiązków.

– To znaczy? – utkwiła w nim pytające 

spojrzenie.

– Nosi pani za krótkie spódniczki. Nie 

mogę w takiej sytuacji skoncentrować się 
na pracy.

Nie wiedziała, co na to powiedzieć, więc 

tylko zamknęła za sobą bez słowa drzwi.

background image

Rozdział 7

Kiedy zbudziła się następnego ranka, jej 

myśli   od   razu   powędrowały   do   Erika. 
Przeszkadzała mu długość jej spódniczek! 
To   prawdziwe   maniery   jakiegoś   tam 
paszy! Cała trzęsła się ze złości.

Ubrała się szybko, bo zanim wszyscy się 

zbudzą, chciała iść popływać, a przedtem 
jeszcze wypić filiżankę kawy. Tylko w ten 
sposób   mogła   odsunąć   od   siebie 
przytłaczające myśli.

Grace krzątała się już po kuchni.
– Wcześnie pani dziś wstała, Caroline – 

rzekła   nalewając   jej   pachnącej,   mocnej 
kawy.

– Idę popływać.
–   Pewnie,   że   tak.   Erik   i   tak   jeszcze 

będzie  ładną  chwilę   spał.  –  Z  wahaniem 
ciągnęła dalej: – Mam nadzieję, że wczoraj 
w czasie badania zachowywał się bardziej 

background image

uprzejmie niż tu na dole. Wszystko z nim 
dobrze?   Moim   zdaniem   był   wczoraj 
wieczór bardzo podenerwowany.

– Właściwie tak... Caroline pomyślała o 

szorstkim sposobie, w jaki ją potraktował. 
– On  już  chyba  jest  taki:  raz  miły,  a  za 
chwilę miota się ze złości.

– Zawsze tak było – westchnęła Grace. – 

Wiele osób jest przekonanych, że on ich 
nie   cierpi,   bo   tak   się   zachowuje.   Ale 
prawda   wygląda   inaczej,   proszę   mi 
wierzyć.

–   Mnie   właściwie   jest   obojętne,   co   o 

mnie   sądzi   –   Caroline   starała   się 
zapanować   nad   swym   głosem.   –   Choć   z 
drugiej strony...

Grace spojrzała na nią badawczo.
–   Jego   stan   zdrowia   się   wyraźnie 

poprawił, nie wiem jednak, czy to długo 
potrwa. Madeline z pewnością namawia go 
do   porzucenia   diety,   uważając,   że   to 
bzdurny wymysł lekarzy...

background image

–   Erik   zawsze   był   tak   samowolny   – 

zamyśliła się Grace.

– Nie obrazi się pani, jeśli panią teraz 

przeproszę?   –   spytała   Caroline   dopijając 
kawę.

–   Skądże   znowu   –   zaprzeczyła   żywo 

Grace.   –   Proszę   iść   się   trochę   rozerwać, 
zanim obudzi się nasz domowy tyran.

–   A   więc   na   razie   –   skrzywiła   się 

pociesznie.

Najpierw   poszła   na   werandę   i 

wyciągnęła   się   na   jeszcze   wilgotnym   od 
porannej   rosy   leżaku.   Powietrze   było 
rześkie i czyste, a przyroda wydawała się 
dziewicza   jak   rzadko  kiedy.  Rozmarzona 
zapatrzyła się w przestrzeń, odczuwając w 
tym   momencie   prawdziwą   radość,   że 
znalazła się w tak pięknym zakątku ziemi.

Łagodne   powietrze   sprawiło,   że   się 

zdrzemnęła. Kiedy się ocknęła, dojrzała w 
wodzie   nielicznych   pływaków,   więc   co 
prędzej   zbiegła   po   schodach   na   plażę   i 

background image

zrzuciła   sukienkę.   Kostium   kąpielowy 
włożyła jeszcze w pokoju.

Drobne   fale   przyjemnym   chłodem 

objęły   jej   łydki,   a   ona   szła   przed   siebie 
szukając głębszej wody. Raptem obsunęła 
się   w   jakiś   dół   i   znalazła   po   szyję   w 
wodzie.   Rozpaczliwymi   ruchami   zaczęła 
dawać   znaki   pływającym,   że   potrzebuje 
pomocy,   niestety   byli   dalej,   niż   się   to 
wydawało z werandy. Piasek dna osuwał 
się coraz bardziej, a ona zapadała się coraz 
głębiej, nie mogąc wydostać się z pułapki.

Z rozpaczą spojrzała w kierunku domu i 

zobaczyła na werandzie Erika ściągającego 
właśnie   biały   podkoszulek.   Widocznie 
znowu zamierzał się opalać.

Nie   może   mnie   zobaczyć,   przebiegło 

Caroline   przez   głowę.   Nadludzkim 
wysiłkiem   woli   wydostała   się   z   dołu   i 
wypłynęła   na   otwarte   morze.   Płynięcie 
crawlem   nie   sprawiło   jej   większego 
wysiłku,   była   nawet   zdziwiona,   że   tak 

background image

szybko oddaliła się od brzegu.

A jeżeli jest pode mną prąd, który mnie 

wciągnie? – przyszło jej nagle do głowy.

Odwróciła się, aby zobaczyć, jak szybko 

uda   jej   się   dotrzeć   w   pobliże   innych 
pływających, i dosłownie zaparło jej dech 
w piersi, gdy zobaczyła, jaka odległość ją 
od nich dzieli. Naraz wydała jej się ona nie 
do przebycia.

Lepiej   zawrócę,   przemówił   głos 

rozsądku.   W   każdym   razie,   jeżeli 
dopłynęłam aż tu, z pewnością też uda mi 
się dopłynąć do lądu.

Niestety nie było to wcale takie łatwe, 

jak   by   się   wydawało.   Prąd   pod   nią   był 
coraz   silniejszy.   Podwodne   wiry 
powodowały,   że   każdy   wyrzut   ramion, 
który   miał   ją   przybliżyć   ku   brzegowi, 
raczej ją odrzucał w tył.

Wpadła   w   panikę.   Nigdy   nie   była 

szczególnie   dobrą   pływaczką,   a   myśl   o 
ziejącej   pod   nią   głębinie   i   pułapkach 

background image

podwodnego prądu przyprawiała ją wręcz 
o obłęd.

To nie może być prawda, to mi się tylko 

śni,   zaraz   się   obudzę,   myśli   w   popłochu 
przemykały   jej   przez   głowę.   Jak   to   jest, 
kiedy się człowiek topi? Czy to prawda, że 
staje mu wtedy przed oczami całe życie? I 
co   się   dzieje   z   człowiekiem,   kiedy   traci 
wszelką   nadzieję,   walczy   jeszcze   czy 
rezygnuje?...

Rozpaczliwymi,   nieskoordynowanymi 

ruchami   próbowała   skierować   się   do 
brzegu,   lecz   nie   przybliżała   się   nawet   o 
metr,   przeciwnie,   prąd   znosił   ją   ku 
otwartemu morzu.

Próbowała zanurkować i płynąć kawałek 

pod   wodą   tak   jak   to   robiła   będąc 
dzieckiem.  Owszem,  przyniosło to nawet 
jakiś   efekt,   ale   gdy   chciała   odrobinę 
odpocząć, prąd odrzucał ją z powrotem...

Zaczerpnęła   powietrza,   zanurkowała   i 

płynęła  tak szybko jak mogła.  Pozostanę 

background image

pod wodą jak długo się da, zachęcała samą 
siebie,   mając   jednocześnie   wrażenie,   że 
płuca jej zaraz pękną...

Raptem   uczuła,   że   coś   ją   schwyciło. 

Ostatkiem sił wypłynęła na powierzchnię, 
mając   absolutną   pewność,   że   to   koniec. 
Rekin,   przemknęło   jej   przez   głowę,   to 
może być tylko rekin. Bijąc dziko rękami i 
nogami próbowała się uwolnić, lecz to coś 
chwyciło ją jeszcze mocniej.

– Uspokój się, Caroline, to ja.
Miotała się w wodzie, usiłując utrzymać 

się   na   powierzchni,   i   wtedy   zobaczyła 
Erika.

–   Erik   –   szepnęła   z   uczuciem 

niewymownej ulgi i osunęła się bez tchu w 
jego ramiona.

–   Już   wszystko   dobrze,   Caroline, 

doholuję cię do plaży.

Opasał   ramieniem   jej   talię   i   silnym 

uderzeniem drugiej ręki i nóg skierował się 
do brzegu.

background image

Caroline   sapała   ze   zmęczenia.   Teraz, 

kiedy Erik przybył jej z pomocą, owładnął 
nią   na   nowo   paraliżujący   strach,   gdy 
uzmysłowiła sobie, jak była bliska śmierci. 
Nie   była   zdolna   wykonać   ruchu,   Erik 
ciągnął ją jak bezwładną kukłę. Zamknęła 
oczy   rozkoszując   się   bliskością   jego 
silnego   ramienia,   które   napełniało   ją 
poczuciem   bezpieczeństwa,   i   otwarta   je 
dopiero wtedy, gdy niemal znaleźli się na 
plaży.

–   Jesteśmy   już   blisko   brzegu   –   rzekł 

miękko.

Dasz radę pokonać ten ostatni odcinek 

sama?

– Oczywiście – oświadczyła, lecz gdy ją 

puścił,   zatęskniła   rozpaczliwie   za   jego 
ramionami. Tak bardzo zapragnęła znaleźć 
się   z   powrotem   blisko   niego,   że   ta 
przemożna   siła,   która   pchała   ją   w   jego 
ramiona,   napełniła   ją   bezbrzeżnym 
zdumieniem. Nigdy by nie pomyślała, że 

background image

mężczyzna może w niej wywołać aż takie 
uczucia.

Dobrnęła u jego boku do brzegu i opadła 

wyczerpana   na   piasek.   Erik   odgarnął 
mokre włosy z czoła.

– Na miły Bóg – szepnął pochylając się 

nad nią – nie rób więcej takich kawałów.

–   Nawet   nie   wiem,   jak   mam   ci 

dziękować.   –  Nie   zdawała   sobie   sprawy, 
że   porzucili   oficjalny   ton,   jakim   się 
zwracali   do   siebie   jeszcze   poprzedniego 
dnia.   –   Nie   umiesz   sobie   wyobrazić... 
myślałam,   że   wybiła   moja   ostatnia 
godzina. To było straszne. Prąd pode mną 
był taki silny, coraz dalej odrzucał mnie od 
brzegu...

– Wiem – powiedział zaglądając jej w 

oczy.   –   Popatrz   na   morze,   Caroline. 
Widzisz wielu pływaków?

– Nie – podążyła za jego wzrokiem – ale 

jest jeszcze wcześnie.

– Owszem, to prawda, – lecz morze jest 

background image

dziś wyjątkowo wzburzone. Zanim poszłaś 
popływać,   powinnaś   była   przeczytać 
prognozę pogody w gazecie. Mają dziś być 
burze i wygląda na to, że ta prognoza się 
sprawdzi.

–   Ja...   –   zaczęła   Caroline,   lecz   Erik 

przerwał jej.

–   Skąd   mogłaś   wiedzieć.   Jesteś   tu   od 

niedawna,   więc   nie   znasz   kaprysów 
tutejszej   aury.   O   mały   włos   się   nie 
spóźniłem – zagryzł wargi. – Gdybym nie 
wyszedł   a   taras   i   nie   zobaczył   ciebie   w 
wodzie...

–   Obserwowałeś   mnie?   –   spojrzała   na 

niego skonsternowana.

–   Właściwie   nie,   Caroline.   Rzuciłem 

okiem   na   morze,   rozpoznałem   ciebie,   co 
wywołało   moje   zdziwienie,   że   tak 
wcześnie   wstałaś,   po   czym   nagle   mi 
zniknęłaś z pola widzenia.

– Ciągle nie mogę uwierzyć, że to się 

tak   skończyło...   –   szepnęła   ujmując   rękę 

background image

Erika.   Ich   spojrzenia   się   spotkały.   – 
Dziękuję...

–   Co   za   ironia   losu   –   uśmiechnął   się 

leniwie Erik. – Ty przyjeżdżasz tutaj, aby 
się mną opiekować, a ja muszę zdobyć się 
na piekielny wysiłek, aby nie pozwolić ci 
stracić życia.

Przerażona przycisnęła rękę do ust.
– Eriku, przecież ty nie jesteś całkiem 

zdrowy! Ja tu myślę tylko o sobie, a ty...

Roześmiał się szeroko.
–   Wybaczam   ci   ze   względu   na 

okoliczności. Możesz być spokojna: czuję 
się świetnie. Po tym wiecznym leżeniu w 
łóżku odrobina ruchu dobrze mi zrobiła.

– Nie opowiadaj, że tyle czasu spędziłeś 

w   łóżku   –   popatrzyła   na   niego   ze 
śmiechem.   –   Jesteś   najruchliwszym   i 
najbardziej   niespokojnym   pacjentem, 
jakim   do   tej   pory   przyszło   mi   się 
opiekować.

– Ale chyba nie masz  mnie  za kogoś, 

background image

kto wiecznie tkwi za stołem kreślarskim i 
warczy   na   każdego,   kto   się   do   niego 
zbliży.

– Tak źle nie jest, choć musisz przyznać, 

że pacjentem jesteś niesfornym.

–   Ależ   jestem   głodny   –   oświadczył 

podnosząc   się.   –   Kto   przepłynął   prawie 
kilometr   o   bladym   świcie   w   morzu,   ma 
prawo upomnieć się o solidne śniadanie.

Poszła   za   nim,   podziwiając   w   duchu 

jego   zgrabne   ruchy,   doskonale 
współgrające   z   jego   wytrenowanym, 
opalonym, gibkim ciałem. Myśl o tym, że 
jego ręka delikatnie obejmuje ją w talii, a 
twarz   jest   tak   blisko,   przyprawiała   o 
zawrót   głowy...   Opanuj   się,   dziewczyno, 
mówiła do siebie, lecz niestety nic to nie 
pomogło. Była jak odurzona.

– Jak widzę, nie wzięłaś sobie do serca 

mojej   wczorajszej   prośby   –   rzucił   przez 
ramię wchodząc na stopnie werandy.

–   Jakiej   znowu   prośby?   –   spytała 

background image

zaniepokojona.

– Nie masz na sobie kitla.
Zaczerwieniła się.
–   Zwykle   nie   pływam   w   stroju 

roboczym,   zresztą   jak   mogłam 
przewidzieć,   że   wejdę   ci   w   drogę   o   tak 
wczesnej   porze?   –   Caroline   nie   była 
usposobiona do żartów, co jeszcze bardziej 
rozbawiło Erika.

– Jeszcze tym razem ci daruję.
Odpowiedziała   mu   niepewnym 

uśmiechem.

– Umieramy z głodu, Grace – oznajmił 

wchodząc do kuchni. – Musimy dostać coś 
wyjątkowego na śniadanie.

–   Na   przykład   co   takiego?   –   uniosła 

brwi Grace.

–   Pieczone   kiełbaski,   przysmażone 

ziemniaki...

– Erik!  – spojrzała na niego z naganą 

Caroline. – Przecież ci nie wolno...

Uniósł   w   obronnym   geście   rękę, 

background image

zanosząc się śmiechem.

–   Wiem,   wiem,   to   będzie   mnie 

kosztować życie – rzucił kpiąco. – A więc 
muszę się pogodzić z jajkami, tostem i tym 
podobnymi?

Wybiegł z kuchni i popędził schodami, 

jakby nigdy nie był chory.

Grace popatrzyła z niedowierzaniem na 

Caroline.

– Nasz pacjent zrobił widoczne postępy. 

I jest w wyjątkowo dobrym humorze.

–   Zjadłabym   wilka   z   kopytami   – 

Caroline   usiłowała   zmienić   temat   –   ale 
wcześnie muszę się przebrać.

– Przyjemna była kąpiel?
–   Z   przygodami.   Zaraz   pani   o   tym 

opowiem.

Kiedy   znalazła   się   w   swoim   pokoju, 

wyciągnęła pielęgniarski kitel i przyjrzała 
mu się uważnie. Przyzwyczaiła się chodzić 
w zwykłym odzieniu i w kilku czuła się 

background image

źle. Poza szpitalem wydawał jej się zresztą 
nieodpowiedni, więc ze złością cisnęła go 
z powrotem do szafy. Nie miała zamiaru 
przyprawić   Erika   i   jego   bliskich   o   atak 
śmiechu swoim wyglądem. Przecież to był 
tylko żart z jego strony, wmawiała sobie. 
Erik potrafi być złośliwy...

Kiedy   zeszła   do   kuchni,   opowiadał 

właśnie Grace o całym zajściu.

–   Byłaby   się   utopiła,   a   ja,   chory 

człowiek,   musiałem   płynąć   prawie 
kilometr,   aby   ją   uratować.   –   Hallo, 
Madeline – przerwał sam sobie.

– Dzień dobry wszystkim. Co to znaczy 

prawie   kilometr?   –   spytała   sadowiąc   się 
obok Erika przy stole.

Erik   opowiedział   poranną   historię   z 

najdrobniejszymi   szczegółami.   Caroline 
przyglądała   się   Madeline   i   Grace.   Grace 
słuchała   z   żywym   zainteresowaniem,   co 
raz wtrącając jakieś pytanie, Madeline też 
słuchała,   ale   rzucała   przy   tym   na   nią 

background image

jadowite spojrzenia.

–   No   cóż   –   zauważyła   obojętnie.   – 

Strasznie głupio z pani strony, Caroline, że 
jest pani taką marną pływaczką. Ma pani 
niesamowite   szczęście,   że   Erik   w   porę 
panią dojrzał i pospieszył z ratunkiem. A 
gdyby tak nie wyszedł wtedy na werandę? 
Nie   siedziałaby   pani   z   nami   teraz 
spokojnie przy stole.

Caroline zignorowała zjadliwy ton.
– Ma pani rację – przyznała tylko.
Spojrzała   wdzięcznym   wzrokiem   na 

Erika.   On   ją   uratował.   Im   dłużej   o   tym 
myślała, tym bardziej była  świadoma, że 
zawdzięcza mu życie.

W ciszy, jaka na moment zapadła przy 

stole, rozległ się piskliwy głos Madeline:

– Nie wiem,  Eriku, jak się czujesz po 

tym   wszystkim,   ale   bez   względu   na   to 
musisz   mi   pomóc.   Mam   tyle   rzeczy   na 
głowie,   jak   to   zwykle   bywa,   gdy   się 
urządza party.

background image

–   Nie   zamówiłaś   jedzenia   i   obsługi   w 

restauracji?   –   spytał   bez   specjalnego 
zainteresowania.   –   Myślałem,   że   skoro 
wydajesz   przyjęcie,   zajmiesz   się   tym   od 
początku do końca.

–   Na   miły   Bóg,   nigdy!   –   krzyknęła   z 

niecierpliwością Madeline. – Mój ojciec co 
prawda   zawsze   mówi,   że   jeżeli   coś   się 
chce zrobić naprawdę dobrze, powinno się 
samemu tego przypilnować, ale nie mam 
na to czasu.

–   Chyba   nie   mówisz   tego   poważnie   – 

Erik   wydawał   się   niemile   zaskoczony.   – 
Twój   ojciec   mówi   tak   tylko,   aby 
usprawiedliwić   nędzne   pensje,   jakie 
wypłaca swoim pracownikom...

–   Erik!   –   Madeline   zatrzęsła   się   z 

oburzenia,   a   na   jej   twarzy   pojawiły   się 
czerwone plamy.

Erik wybuchnął śmiechem.
– Moje panie – zwrócił się do Grace i 

Caroline – oto sposób, aby doprowadzić tę 

background image

damę   do   wybuchu.   Wystarczy   tylko 
wspomnieć   jej   ojca   i   jego   skłonność   do 
wyzyskiwania   innych.   Pamiętajcie   o   tej 
sztuczce,   gdy   będziecie   chciały 
wyprowadzić ją z równowagi.

– Możemy wrócić jeszcze na chwilę do 

tematu   przyjęcia?   Ostatecznie   ma   się 
odbyć już dziś – głos Madeline załamał się 
z podenerwowania.

–   Ależ   oczywiście,   kochanie   –   oczy 

Erika   błysnęły   wyzywająco.   –   O   co 
chodzi?

–   Chciałam   tylko   wiedzieć,   jak   ty   to 

sobie   wyobrażasz.   Mam   sama   zająć   się 
wszystkim, czy otrzymam pomoc?

–   Nie   patrz   tak   na   mnie,   Madeline   – 

wzruszył   ramionami   krzywiąc   się   w 
uśmiechu.   –   Jestem   niewinnym, 
przypisanym   do   łóżka   chorym.   Mam 
nawet   własną   pielęgniarkę   –   rzucił   przy 
tym   szelmowskie   spojrzenie   w   stronę 
Caroline i Grace.

background image

– Przypisanym do łóżka? – Madeline nie 

posiadała   się   ze   złości.   –   Ty   uratowałeś 
tej...   tej   Caroline   życie,   walcząc   z 
nieprawdopodobnie   silnym   prądem, 
pływasz   jak   olimpijczyk,   a   potem   mi 
opowiadasz,   że   jesteś   za   słaby,   aby   mi 
pomóc w zorganizowaniu party?

– Madeline, moim zdaniem życie młodej 

kobiety to jednak coś więcej niż jakieś tam 
party.

–   Nigdy   inaczej   nie   myślałam,   i   ty 

doskonale o tym wiesz – natarła na niego z 
furią.   –   Chodzi   mi   tylko   o   to,   że   skoro 
byłeś zdolny do tak wielkiego wysiłku dla 
obcej   kobiety,   to   tym   bardziej   możesz 
pomóc   mnie.   –   Słowa   „obca   kobieta" 
zabrzmiały w jej ustach niemal obraźliwie.

Potrząsnął głową.
:   –   Przykro   mi.   Party   było   twoim 

pomysłem,   Madeline.   Tego   porannego 
zmagania się z żywiołem wcale sobie nie 
zaplanowałem,   lecz   stało   się,   mam   je   za 

background image

sobą i jeżeli teraz się przemęczę, jak nic 
mogę z powrotem wylądować w szpitalu. – 
Zerknął na Caroline. – A to jest coś, czego 
za wszelką cenę chciałbym uniknąć.

Caroline podniosła się. Co prawda ostra 

wymiana   zdań   między   tymi   dwojgiem 
wyjątkowo ją interesowała, doszła jednak 
do   wniosku,   że   nie   powinna   jej   ona 
obchodzić.   Ostatecznie   była   tylko 
pielęgniarką Erika, wolała więc pozostać z 
dala od jego prywatnych historii.

– Pójdę trochę pospacerować.
– Nie odpowiada ci nasze towarzystwo? 

– spytał Erik wyzywająco.

–   Nie   o   to   chodzi   –   musiała 

zaprotestować   –   lecz   rozmowa   mnie   w 
gruncie rzeczy nie dotyczy i wydaje mi się, 
że   nie   powinnam   tu   siedzieć,   gdy   wy 
obydwoje się...

–   ...   kłócicie?   –   skończył   uśmiechając 

się zagadkowo.

–   ...   gdy   prowadzicie   prywatne 

background image

rozmowy.

– Gdybym chciał, abyś sobie poszła – 

oświadczył patrząc z ukosa na Madeline – 
dawno bym ci o tym powiedział.

–   Tak   czy   owak,   Eriku,   na   mnie   już 

czas. Jeszcze dziś przed południem muszę 
skończyć raport o stanie twego zdrowia i 
zadzwonić   z   meldunkiem   do   doktora 
Sheridana. będzie się to wiązało z krótkim 
badaniem, na które niestety muszę cię za 
jakąś chwilę poprosić.

– Jeśli tak, to zróbmy to od razu – wstał 

i oparł się niedbale o framugę  drzwi. W 
jasnoniebieskim   podkoszulku   i   szortach 
wyglądał   tak   atrakcyjnie,   że   Caroline 
dosłownie   jęknęła   w   duchu   z   wrażenia, 
gdy sobie to uzmysłowiła.

–   Na   razie,   Madeline.   Opowiesz   mi 

później   o   swoich   przygotowaniach   do 
party.

–   Nie   omieszkam   tego   zrobić   – 

zgrzytnęła zębami unosząc do ust filiżankę 

background image

z kawą.

Caroline   czuła   na   sobie   wzrok   Erika, 

gdy wstępowała przed nim na schody.

–   Moja   prośba,   i   to   w   dodatku 

ponowiona, niestety nie poskutkowała – na 
ustach Erika igrał osobliwy uśmieszek. – 
Zresztą   co   tam   kitel,   nawet   nowy   i 
wyprasowany.   Jeśli   chodzi   o   mnie, 
mogłabyś biegać w skąpym bikini.

Caroline   przyjrzała   mu   się   spod   oka, 

lecz   jego   twarz   wydawała   się 
nieprzenikniona.   Czyżby   to   miał   być 
komplement?   I   co   tak   naprawdę   miałby 
oznaczać?

– Caroline...
– Słucham?
– Czy aby nie powinnaś iść najpierw po 

ten cały przyrząd do mierzenia ciśnienia i 
stetoskop?   Oczywiście   i   bez   tego 
wszystkiego   zostaniesz   przyjęta   z 
otwartymi ramionami, ale może...

Speszyła się na dobre.

background image

– Przepraszam, na śmierć zapomniałam. 

– O czym właściwie myślała idąc za nim 
do jego pokoju, że zapomniała, jaki był cel 
jej wizyty? Że miała mieć ona wyłącznie 
służbowy charakter?

Kiedy

 

wróciła

 

odpowiednio 

wyekwipowana, zastała Erika stojącego na 
środku pokoju.

– Gdzie mam usiąść?
– Gdziekolwiek. Może na łóżku?
Leniwym   krokiem   poszedł   w   tamtą 

stronę,   jakby   doskonale   wiedząc,   że 
Caroline,   zafascynowana,   nie   zdoła 
oderwać od niego wzroku.

–   Zaczynajmy   więc.   Proszę   zdjąć 

podkoszulek – zażądała oficjalnym tonem, 
drżąc przy tym z wewnętrznej emocji.

Badając go, nie ważyła się spojrzeć na 

niego,   więc   zapatrzyła   się   w   przestrzeń, 
odnotowując z przerażeniem, że jej własne 
serce bije szybciej niż jego.

Naraz   Erik   pogłaskał   ją   pieszczotliwie 

background image

po   ramieniu,   nie   mówiąc   przy   tym   ani 
słowa. To czułe dotknięcie powiedziało jej 
więcej niż tysiąc słów.

Nie   mogła   inaczej.   Podniosła   wzrok, 

aby spojrzeć z oddaniem w jego ciemne, 
płonące   niesamowitym   blaskiem   oczy. 
Zamarła z wrażenia, gdy wyciągnął do niej 
ramiona.

–   Eriku,   kochanie   –   doszedł   ich   z 

korytarza   przenikliwy   głos   Madeline. 
Rozległo   się   krótkie   pukanie   i   oto 
Madeline   stała   w   drzwiach,   wydając   się 
nie   pamiętać   o   tym,   że   przed   chwilą 
jeszcze była obrażona.

– Chciałam się tylko dowiedzieć, kiedy 

skończycie   –   wyjaśniła   widząc   ich 
zdziwione   spojrzenia.   –   Jak   widzę,   miss 
Mansfield   jest   świadomą   rzeczy 
pielęgniarką.

–   Właśnie   zaczęliśmy   –   powiedziała 

spokojnie Caroline.

– Nie przeszkadzajcie sobie. – Madeline 

background image

usadowiła się przy stole kreślarskim. – Nie 
wiem,   jak   długo   potrwa   to   całe   badanie, 
więc przyszłam coś z tobą omówić, Eriku. 
–   Nie   czekając   odpowiedzi   ciągnęła:   – 
Właśnie dzwonił Toddson i oświadczył, że 
nie może mi dostarczyć takiej ilości sałatki 
z   homara,   jaką   zamówiłam.   Chyba   z 
powodu pogody albo coś w tym rodzaju. 
Jak   myślisz,   może   zamiast   tego 
powinniśmy wziąć sałatkę z krabów?

–   Rób,   jak   chcesz,   Madeline   –   rzucił 

obojętnie Erik. – Mnie tam jest wszystko 
jedno.

Caroline   umocowała   na   jego   ramieniu 

opaskę uciskową.

–   Czy   możecie   państwo   na   chwilę 

przestać   rozmawiać?   Zaraz   skończę   – 
poprosiła miękko.

W pokoju zrobiło się cicho jak makiem 

siał.

–   Nie   za   dobrze,   Eriku   –   stwierdziła 

kręcąc z troską głową.

background image

– Jaki wynik?
– Sto pięćdziesiąt na osiemdziesiąt pięć. 

Najwyższy,   od   kiedy   tu   przyjechałam. 
Chcesz   może   zamienić   parę   słów   z 
doktorem   Sheridanem?   Za   moment   będę 
do niego dzwoniła.

–   Nie,   chyba   nie.   Przekażesz   mi,   co 

powiedział, i tyle.

– W takim razie zobaczymy się później.
–   Tak   –   odparł   uprzejmie   Erik,   lecz 

Madeline nie odezwała się, gdy Caroline, 
zebrawszy swoje  przyrządy, zamykała  za 
sobą drzwi.

Doktora Sheridana Caroline odnalazła w 

szpitalu.   Mimo   iż   rozmowa   trwała 
zaledwie   parę   minut,   lecz   sprawiła   jej 
wielką   radość,   usłyszała   bowiem   słowa 
pochwały.

–   Zmodyfikowała   pani   nieco   terapię   i 

wydaje   się,   że   było   to   słuszne 
pociągnięcie.   Proszę   teraz   tylko   uważać, 

background image

aby   pacjent   się   nie   przemęczał   i   nie 
nadużywał   alkoholu,   podawać   mu   nadal 
lekarstwa   i   regularnie   przeprowadzać 
badania   kontrolne,   a   wszystko   będzie   w 
najlepszym porządku.

– A jak długo mam tu jeszcze zostać?
–   To   zależy   tylko   od   pani   i   od   pani 

pracy.   Im   więcej   pani   sobie   zada   trudu, 
tym   szybciej   będzie   pani   mogła   do   nas 
wrócić, lecz na pani miejscu wcale bym się 
tak bardzo nie spieszył. Okolica jest tam 
przecież ponoć piękna.

– Mało powiedzieć piękna, cudowna – 

potwierdziła z zapałem Caroline.

Odłożyła   słuchawkę   na   widełki   i 

zanotowawszy polecenia lekarza, zasiadła 
do   pisania   listu   do   ojca.   Niestety,   jej 
uczucia były tak niejasne, że nie potrafiła 
tego ująć w słowa.

Z   początku   bardzo   chciała   pracować 

jako   pielęgniarka   prywatna,   lecz   były 
momenty,   że   przeklinała   to   zajęcie.   To 

background image

samo było z Erikiem. Raz był uprzejmy, a 
nawet czarujący, a kiedy indziej po prostu 
nieznośny.   O   tym,   że   o   mało   co   nie 
utonęła, nie miała zamiaru pisać.

Zrezygnowana odłożyła blok i długopis 

i   zeszła   na   dół,   aby   poszukać   Grace   i 
pomóc jej w kuchni.

Popołudnie minęło jak we śnie i zanim 

się obejrzała, trzeba było się przygotować 
do przyjęcia.

Salon   i   jadalnia   dosłownie   tonęły   w 

kwiatach,   a   w   kuchni   urządzono   zimny 
bufet.   Wszędzie   kręcili   się.   kelnerzy   z 
restauracji,

 

czyniąc

 

ostatnie 

przygotowania.

Caroline nie miała na tę okazję żadnej 

kreacji. Zresztą nawet u siebie w Nowym 
Jorku   nie   znalazłaby   niczego 
odpowiedniego na cocktail-party, a nawet 
gdyby znalazła, i tak by nie wzięła ze sobą, 
gdyż jechała tu w celach służbowych.

background image

Przerzuciwszy

 

swą

 

garderobę 

zdecydowała   się   na   jasnoniebieskie 
spodnie,   które,   doskonale   skrojone, 
podkreślały jej wąską talię i smukłe nogi. 
Do nich wkładała zwykle szałową bluzkę, 
również   utrzymaną   w   odcieniu   błękitu, 
tym   razem   bardziej   zdecydowanego,   i 
ozdobioną   ciekawymi   wypustkami   w 
biało-niebieskie paski. Strój ten poza tym 
uwydatniał je piękną, zdobytą w Cape Cod 
opalenizną.

Niezbyt   zadowolona   obejrzała   się   w 

lustrze ze wszystkich stron i zdecydowała 
się   jeszcze   zrobić   lekki   makijaż,   aby 
uwydatnić głębię szafirowych oczu.

Za piętnaście szósta stała już w salonie, 

zastanawiając   się,   ile   osób   przewinie   się 
tego   wieczoru   w   jej   pobliżu.   Już   teraz 
czuła   się   wyobcowana   i   samotna,   jej 
nastrój nie poprawił się nawet wtedy, gdy 
atmosfera po kilku drinkach wyraźnie się 
ożywiła.

background image

Podeszła   do   bufetu   i   sięgnęła   po 

krakersa,   zamierzając   go   posmarować 
pikantną   pastą   serową,   kiedy   raptem 
znalazł   się   obok   niej   jakiś   młody 
mężczyzna.   Był   przystojny,   miał   jasne 
włosy, niebieskie oczy i drobny wąsik.

Sięgnął właśnie po kawior, a choć nie 

powiedział   jednego   słowa,   z   jego 
zachowania   Caroline   wywnioskowała,   że 
musi to być ten młody człowiek, o którym 
opowiadała Madeline.

Nie była co prawda nim zachwycona, co 

według   Madeline   absolutnie   powinno   się 
stać,   lecz   nie   wydawał   się   też 
niesympatyczny,   a   jego   spojrzenia 
świadczyły, że zwrócił na nią uwagę.

–   Miss   Caroline   Mansfield?   –   spytał 

znienacka.

Zwróciła się do niego z uśmiechem.
– Tak. A ty jesteś...
–   ...   Peter   Sullivan   –   przedstawił   się 

lekko uścisnął jej rękę. – Przypuszczam, że 

background image

Madeline już o mnie pani mówiła – rzekł. 
– Będę tutaj przez cały lipiec.

Kąciki   ust   Caroline   drgały   w 

hamowanym śmiechu. Gdyby wiedział, co 
Madeline o nim naopowiadała!

–   Jesteś   tu   służbowo,   prawda?   W 

każdym   razie   tak   to   przedstawiła 
Madeline.

– Tak – potwierdził rozglądając się po 

pokoju.   –   Tutaj   jest   okropnie   duszno. 
Może usiedlibyśmy na werandzie?

– Dlaczego nie – zgodziła się z lekkim 

wahaniem.

Powietrze było cudownie orzeźwiające. 

Od   morza   wiała   chłodna   bryza,   a   po 
zachodniej   stronie   nieba   w   całym 
przepychu   zachodziło   słońce.   Horyzont 
mienił   się   wszelkimi   możliwymi 
odcieniami   czerwieni,   różu   i   złota, 
rozświetlając   spokojną   w   tej   chwili 
powierzchnię morza i całą okolicę.

– Długo tutaj zostaniesz? – spytał Peter 

background image

pociągnąwszy łyk piwa.

–   Jeszcze   nie   wiem   –   odparła 

zamyślona. – Zależy to od tego, jak szybko 
Erik wróci do zdrowia.

– A jak się czuje w tej chwili?
–   Całkiem   dobrze,   może   nawet   lepiej, 

niż się spodziewałam.

–   Pewnie   ciężko   będzie   ci   wracać   do 

Nowego Jorku.

Utkwiła   wzrok   w   mieniącej   się 

powierzchni morza.

zastanawiając   się,   czy   rzeczywiście 

przyjdzie   jej   to   z   trudem.   Kiedy 
uzmysłowiła sobie, że może już nigdy nie 
zobaczyć   Erika,   uczuła   nagłe   ukłucie   w 
sercu. Straci go, raz na zawsze straci! Nie 
umiała   sobie   wyobrazić,   jak   to   będzie, 
kiedy   nie   będzie   mogła   zajrzeć   w   jego 
ciemne   oczy,   zatracić   się   w   jego 
spojrzeniu,   odczuć   jego   silnym   ramion, 
cieszyć się jego uśmiechem...

–   Caroline?   –   przywołał   ją   do 

background image

rzeczywistości głos Petera.

– Przepraszam, co mówiłeś? – Za żadne 

skarby nie mogła sobie tego przypomnieć.

– Pytałem, czy będzie ci ciężko wracać 

do Nowego Jorku, lecz myślę, że znam już 
odpowiedź.

– To znaczy? – spytała zmieszana.
–   Zauważyłem   twoje   rozmarzone 

spojrzenie,   które   mi   powiedziało,   że   nie 
czujesz   się   tu   nieszczęśliwa,   raczej 
przeciwnie.

–   Gdybyś   wiedział...   –   wybuchnęła 

śmiechem Caroline.

– Opowiedz!
Mogła   przedstawić   Madeline   w   złym 

świetle,   bo   jej   sposób   bycia   dawał   się 
porządnie we znaki, lecz nie chciała tego 
robić.   Madeline   była   organizatorką 
przyjęcia   i   gospodynią,   a   Peter 
zaproszonym przez nią gościem.

– Cóż, nie tak łatwo od razu zżyć się z 

nowym otoczeniem – odparła wymijająco.

background image

Patrzył na nią z wystudiowaną powagą 

w oczach.

– Caroline Mansfield, wydaje mi się, że 

nie mówisz prawdy!

–   Może   to   po   prostu   niecała   prawda, 

choć to, co mówiłam, mówiłam poważnie.

– Ale to, czego mi nie powiedziałaś, jest 

o   wiele   ważniejsze.   Myślę,   że   wiem,   co 
przemilczałaś, po prostu za  dobrze  znam 
Madeline   Sinclair,   aby   nie   wiedzieć,   jak 
pilnuje   Erika.   –   Pochylił   się   poufale   do 
Caroline.   –   Żadnej   młodej   kobiecie   nie 
wolno   podejść   za   blisko   do   niego.   Mam 
rację czy nie? – spytał unosząc zabawnie 
brwi.

Nie   mogła   się   nie   roześmiać.   Peter 

rzeczywiście dobrze znał Madeline.

–   Być   może   masz   rację   –   zaczęła 

ostrożnie – choć ja bym to jednak inaczej 
ujęła.

– W porządku – puścił do niej oko. – 

Myślę,   że   się   rozumiemy.   –   Wypił   łyk 

background image

piwa. – Co byś powiedziała na mały spacer 
plażą, Caroline? Wieczór jest taki piękny.

–   Właściwie   powinnam   przestać 

zachwycać się morzem...

–   Nie   rozumiem   –   spojrzał   na   nią 

zdziwiony,   kiedy   schodzili   na   plażę, 
mijając

 

grupki

 

roześmianych, 

gawędzących wesoło gości.

–   Jeszcze   chwila,   a   byłabym   się   dziś 

rano utopiła – opowiadała Caroline, mając 
wrażenie,   że   nie   zdarzyło   jej   się   to 
naprawdę.

–   Nie   nabieraj   mnie   –   rzucił 

niedowierzająco.

– Mówię serio. To była lekkomyślność z 

mojej strony, że chciałam popływać przy 
wzburzonym   morzu.   Naraz   wpadłam   w 
prąd podwodny, który zniósł mnie na pełne 
morze, zanim się zorientowałam. To było 
naprawdę   straszne   –   wstrząsnęła   się   na 
samą myśl. A przecież w tym, że chciałam 
sobie   trochę   popływać,   nie   ma   nic 

background image

wyjątkowego.

–   Mogę   sobie   wyobrazić,   co   to   za 

uczucie – położył współczującym gestem 
rękę na jej ramieniu. – Jak dostałaś się z 
powrotem do brzegu?

Caroline   zapatrzyła   się   nieobecnym 

wzrokiem w przestrzeń.

– To przypadek, że na werandzie znalazł 

się   Erik,   rozpoznał   mnie   w   wodzie,   a 
widząc moje rozpaczliwe wysiłki, popłynął 
mi   z   pomocą.   –   Westchnęła   ciężko.   – 
Gdyby   nie   on...   –   nie   wiem,   jak   długo 
jeszcze bym się utrzymała na wodzie.

Peter pogłaskał ją po ramieniu i Caroline 

mimo woli porównała to lekkie dotknięcie 
z pieszczotą Erika. W wypadku Petera był 
to czysto pocieszający gest, stwierdziła w 
duchu.

Wskazał   na   spokojne   w   tej   chwili, 

mieniące   się   srebrem   w   blasku   księżyca 
morze.

–   Jest   teraz   takie   wyciszone.   Poszłaś 

background image

pływać   w   nieodpowiednim   momencie. 
Tutejsze wody są zdradliwe.

Spacerowali   w   milczeniu.   Podniosła 

wzrok ku niebu. Było usiane gwiazdami, a 
jej   myśli   nieodmiennie   powędrowały   do 
Erika.

Naraz   stwierdziła   z   rozpaczliwą 

pewnością,   że   Erik   nie   jest   jej   obojętny. 
Tłumiła do tej pory to uczucie, wmawiając 
sobie,   że   go   nienawidzi.   Gdyby   ktoś   jej 
powiedział,   że   się   w   nim   zakocha,   z 
pewnością by go wyśmiała. Co więc było 
w tym mężczyźnie takiego, że straciła dla 
niego głowę? Naprawdę chciała, aby teraz 
zamiast Petera szedł obok niej Erik? Żeby 
wziął   ją   w   ramiona,   pieścił   i   czule 
całował?

Mogła   na   te   pytania   odpowiedzieć   z 

absolutną jasnością. Tak, tak i jeszcze raz 
tak! Nigdy by nie przypuszczała, że może 
do czegoś takiego dojść. Kochała Erika, i 
chyba   nie   tylko   dlatego,   że   uratował   jej 

background image

życie.   Kiedy   sięgała   pamięcią   do 
spędzonych   pod   jego   dachem   dni, 
dochodziła do wniosku, że wcale nie jest 
taki zarozumiały i nie do zniesienia, jak jej 
się z początku wydawało. Właściwie już z 
góry   była   do   niego   uprzedzona,   bo 
zakładała,   że   w   domu   będzie   się 
zachowywał tak jak w szpitalu. Pobyt w 
klinice   widać   wiązał   się   dla   niego   z 
olbrzymim   stresem,   przed   którym   bronił 
się po swojemu.

Peter szedł coraz wolniej, po czym nagle 

się zatrzymał.

– Może byśmy tutaj usiedli?
Skinęła   głową,   błądząc   myślami   gdzie 

indziej.   Z   jego   oczu   wyczytała   tkliwość. 
Była   pewna,   że   spróbuje   ją   pocałować, 
lecz   czuła,   że   nie   potrafi   mu   wyjść 
naprzeciw, zresztą nawet tego nie chce. Jej 
myśli   zaprzątał   inny   mężczyzna,   i   to   do 
tego   stopnia,   że   nawet   nie   mogła   wieść 
zwyczajnej rozmowy, co zresztą Peter od 

background image

razu zauważył.

Przyciągnął ją łagodnie do siebie, zajrzał 

w oczy i złożył na jej wargach pocałunek. 
Była   tak   oszołomiona,   że   nawet   się   nie 
broniła, ale  też  nie  dała  się  porwać  jego 
nastrojowi.   Momentalnie   to   odczuł, 
spojrzał   na   nią   uważnie   i   wypuścił   ją   z 
objęć.

–   Spróbujemy   innym   razem   –   szepnął 

utkwiwszy wzrok w powierzchni morza. – 
Masz   za   sobą   straszny   dzień,   jesteś 
zmęczona...

–   Można   to   i   tak   nazwać   –   odparła   i 

uśmiechnęła się do niego, lecz zaraz tego 
pożałowała. Mógł to przecież odebrać jako 
zachętę do prób w przyszłości, a tego sobie 
nie   życzyła.   Mimo   to   i   tak   była 
zadowolona, że udało jej się obronną ręką 
wyjść z tej kłopotliwej sytuacji.

– Może już wrócimy? – zaproponowała 

rzuciwszy okiem na zegarek.

– Pod jednym warunkiem – oświadczył 

background image

ze śmiechem wyciągając rękę, aby pomóc 
jej przy wstawaniu.

–   Jakim?   –   spytała   od   niechcenia, 

przekonana, że nie zażąda od niej niczego 
niestosownego.

– Chcę, abyś pojechała jutro ze mną do 

Provincetown. Mam dwa bilety do teatru, 
w dodatku na sztukę, która z pewnością ci 
się spodoba.

– W takim razie jedziemy – zgodziła się 

Caroline.

Wracali wolno, a Caroline nie posiadała 

się ze zdziwienia, jak bardzo towarzystwo 
Petera   ją   uspokaja.   Przy   tym   wszystkim 
jednak   był   odrobinę   nudny,   zupełnie 
inaczej niż Erik, po którym można się było 
wszystkiego spodziewać, zważywszy jego 
kapryśne   usposobienie.   Petera   znała 
zaledwie   parę   godzin,   ale   był   dla   niej 
bardziej   zrozumiały   niż   Erik.   Może 
właśnie ta zmienność nastrojów tak ją w 
tamtym   fascynowała?   Czy   naprawdę 

background image

mogła   pokochać   człowieka,   który 
przyjaźnił się z kobietą pokroju Madeline 
Sinclair?

Na powrót opadły ją wątpliwości, lecz 

gdy   odkryła   na   werandzie   Erika, 
roześmianego   i   z   błyszczącymi   oczami, 
wiedziała już, że nic nie potrafi zaćmić jej 
miłości   do   niego.   Był   taki   pociągający   i 
godny pożądania!

Kochała go i wiedziała, że nie wolno jej 

stracić   tej   szansy,   nawet   gdyby   to   miało 
oznaczać walkę o niego z Madeline. Mogła 
być przecież u boku Erika taka szczęśliwa!

Niech   się   dzieje   co   chce,   spróbuje 

walczyć   o   swoją   przyszłość.   Gdy   jednak 
zobaczyła, z jaką delikatnością Erik otacza 
ramieniem   płomiennowłosą   wiotką 
dziewczynę,   zachwiała   się   w   swoim 
postanowieniu,   przerażona,   że   może 
jednak tej walki nie wygrać... Patrzyła, jak 
sprowadza ją po stopniach werandy i znika 
z nią w ciemności.

background image

Łzy   rozczarowania   napłynęły   jej   do 

oczu.   Prawdopodobnie   nawet   nie 
zauważył, że ona, Caroline, również była 
na party.

background image

Rozdział 8

Erik   wrócił   w   jakiś   czas   potem,   a 

Caroline   nie   pozostało   nic   innego,   jak 
obserwować   z   uczuciem   zażenowania   i 
złości   jego   nonszalanckie   zachowanie 
wobec   kobiet.   Nie   przepuścił   żadnemu 
gościowi płci żeńskiej.

Najpierw   zajął   się   rosłą   damą,   która 

nieco przypominała Madeline, lecz miała o 
wiele   sympatyczniejszy   głos,   a   zaraz 
potem   brunetką   o   bujnych   kształtach, 
krzykliwą i zaborczą.

Caroline   zdawała  sobie   sprawę, że  nie 

powinna   zadręczać   się   oglądaniem   tych 
scen,   więc   pożegnała   się   z   Peterem,   i 
Grace i wróciła do swego pokoju.

Na nieszczęście jego okna były tuż nad 

werandą,   toteż   nawet   gdy   już   leżała   w 
łóżku, dolatywały do niej strzępy rozmów. 
Prawie   zasypiała,   gdy   dotarł   do   jej   uszu 

background image

głośny śmiech Erika:

– Dlaczego nie, Vanesso? Nie wierzy mi 

pani?

Nietrudno było sobie wyobrazić, o czym 

obydwoje rozmawiali. Bez wątpienia Erik 
namawiał Vanessę – czy kto to tam był – 
aby poszła z nim na plażę lub jeszcze gdzie 
indziej.   I   ta   cała   Vanessa   z   pewnością 
przyjęła zaproszenie. Do diabła z nim i z 
tymi wszystkimi kobietami!

Kiedy się trochę uspokoiła, przyszło jej 

do głowy, że nie widziała Madeline. Gdzie 
była   przez   cały   czas?   Czy   przyglądałaby 
się   spokojnie   widząc,   że   Erik   flirtuje   ze 
wszystkimi kobietami pod rząd?

Obracała się bezsennie z boku na bok, 

aby wreszcie zasnąć niespokojnym snem, i 
zdradzający   wyraźne   podenerwowanie 
okrzyk Erika: – Gdzie na miłość boską jest 
Caroline?! – odebrała jako część snu.

Następnego   ranka   obudziła   się   bardzo 

wcześnie,   już   przed   szóstą,   i   zeszła   na 

background image

palcach do kuchni. Grace i Erik widocznie 
jeszcze   spali,   całe   pomieszczenie 
natomiast   było   ku   jej   zdziwieniu 
wysprzątane.   Widocznie   ktoś   musiał   to 
zrobić   po   zakończeniu   party,   lecz 
najprawdopodobniej nie była to Madeline. 
Caroline nie miała złudzeń co do jej osoby.

Zaparzyła   sobie   kawy   i   sporządziła 

tosty, a potem wróciła do swego pokoju po 
papier   i   długopis,   aby   jeszcze   raz 
spróbować napisać list do ojca.

Lecz   i   tym   razem   jej   nie   szło.   Co 

właściwie miała napisać, aby nie niepokoić 
ojca? Przecież nie mogła mu napisać, że 
zakochała   się   w   człowieku,   do   którego 
rościła sobie prawa inna.

Ukryła   twarz   w   dłoniach,   próbując 

zaprowadzić ład w swoich myślach. Tak, 
nie   było   wątpliwości,   kochała   Erika,   a 
świadomość, że lada dzień będzie musiała 
wrócić do Nowego Jorku, bez niego i bez 
nadziei   że   go   kiedykolwiek   jeszcze 

background image

zobaczy, była nie do zniesienia.

A może jednak istniała szansa, że Erik 

się   w   niej   zakocha   i   odwzajemni   jej 
uczucia, że będzie dla niego kim innym niż 
ta cała gromada kobiet, która leżała u jego 
stóp? Że będzie dla niej czuł coś więcej niż 
tylko   zwykłe   pożądanie?   Zresztą   krótki 
romans   i   tak   był   dla   niej   nie   do 
pomyślenia,   a   z   Madeline   nie   mogła   się 
równać,   więc   trudno   jej   było   być   jej 
prawdziwą   rywalką   do   względów   Erika. 
Ten   najwidoczniej   doceniał   w   Madeline 
klasę, bo inaczej nie spędzałby z nią tyle 
czasu. Cóż, Madeline była piękna, a przy 
tym   bogata   i   miała   rozliczne   koneksje 
rodzinne   i   towarzyskie,   a   to   przecież 
bardzo się liczyło.

A   ona   sama   powinna   stłumić   swoje 

uczucia   –   przed   Erikiem   i   nawet   przed 
samą sobą!

Naraz ktoś zapukał i nie czekając wszedł 

do kuchni. Caroline tak się przestraszyła, 

background image

że omal nie wylała kawy.

–   Caroline,   od   kiedy   jest   pani   taka 

lękliwa? – zaśmiała się Grace.

– Nie liczyłam się z tym, że ktoś mnie 

może zastać tutaj o tak wczesnej porze, i to 
po party, które przeciągnęło się  długo w 
noc.

–   Panią   coś   gnębi,   Caroline.   Może 

powinna pani o tym z kimś porozmawiać. 
Czasami to pomaga...

Caroline uśmiechnęła się blado.
–   Ma   pani   chyba   rację   –   zaczęła   z 

ociąganiem,   aby   przerwać   na   moment.   – 
Nigdy   nie   myślałam,   że   coś   takiego... 
może mi się wydarzyć... że stracę głowę... 
dla   kogoś   takiego   jak   Erik...   Mam 
wrażenie, że się w nim zakochałam...

Oczy Grace rozbłysły zadowoleniem.
–   To   cudowne!   –   krzyknęła 

zachwycona. – Musimy to uczcić.

–   Ależ   droga   Grace   –   Caroline   była 

zdziwiona   –   to   nie   jest   powód   do 

background image

świętowania,   to   raczej   bardzo   smutna 
historia...

– Dlaczego? – Teraz Grace uniosła ze 

zdumienia brwi.

Caroline patrzyła na nią rozszerzonymi 

z   emocji   oczami.   Czyżby   Grace   nic   nie 
pojmowała?   Zawsze   przecież   była   taka 
wrażliwa i uważająca, starając się nie ranić 
uczuć innych.

– Po pierwsze, Grace, Erik dotrzymuje 

towarzystwa innej – wybuchnęła wreszcie 
– a po drugie, niełatwo jest kochać kogoś, 
kto nie odwzajemnia naszych uczuć...

– Skąd to przekonanie, że Erik nic do 

pani nie czuje? – potrząsnęła głową Grace.

–   To   nie   jest   tak,   że   zostałam   przez 

niego   odtrącona,   ale...   –   urwała   słysząc 
zbliżające się kroki.

Bez   względu   na   to,   czy   była   to 

Madeline, czy też Erik, żadne z nich nie 
potrzebowało   przysłuchiwać   się   tej 
rozmowie.

background image

Erik   miał   na   sobie   biały   płaszcz 

kąpielowy,   a   ciemne   włosy   w   nieładzie 
opadały   mu   na   czoło.   Wyglądał   na 
zaspanego.   Ziewnął,   opadł   na   krzesło   i 
ukrył twarz w dłoniach.

–   Mam   wrażenie,   że   nasz   pacjent 

potrzebuje pomocy – mrugnęła Grace do 
Caroline   wstając.   –   Kawa   czy   herbata, 
Eriku?

–   Obojętne   –   mruknął   nie   podnosząc 

głowy.

–   Kiedy   poszedłeś   do   łóżka?   – 

wypytywała Grace.

Znowu   ziewnął.   –   Nie   pamiętam 

dokładnie.   Mniej   więcej   koło   czwartej. 
Która jest teraz?

–   Za   dziesięć   siódma   –   pospieszyła   z 

odpowiedzią   Caroline.   –   Tak   wcześnie 
wstałeś...

– Porozmawiamy o tym, jak się czegoś 

napiję. Na razie jestem nieprzytomny.

background image

– Dobrze się wczoraj bawiłeś? – spytała 

rzucając spojrzenie na Grace.

–   Ujdzie   –   burknął   i   popatrzył   na   nią 

zmrużywszy   oczy.   –   A   ty   gdzie   się 
podziewałaś,   jeśli   wolno   mi   zapytać? 
Zniknęłaś gdzieś z tym Sullivanem – natarł 
na nią ze złością.

–   Owszem,   Peter   jest   miły   – 

uśmiechnęła   się   lekko   i   przyjrzała 
dokładniej   Erikowi.   Wyglądał   na 
wyczerpanego, po witalności poprzedniego 
wieczoru nie zostało śladu.

– Mam nadzieję, że nie piłeś wczoraj, 

alkoholu oczywiście.

Uśmiechnął się z przymusem.
–   Gdybym   był   tak   nierozsądny,   żeby 

pić, dziś rano byłbym w jeszcze gorszym 
stanie.   Obrzydliwe   to   wszystko.   Jeszcze 
przed   paroma   miesiącami   mogłem   bawić 
się całą noc, a zaraz rano zasiąść do pracy, 
a teraz co? Przyjrzyj mi się dobrze.

– Czy dobrze zrozumiałam? Chcesz się 

background image

zabrać   od   razu   do   roboty?   –   Caroline 
czekała w napięciu jego odpowiedzi.

Zamknął oczy.
–   Chciałbym,   abyś   mi   dziś   rano 

towarzyszyła. Wyjeżdżamy przed ósmą.

– Dokąd?
–   Chciałbym   zobaczyć,   jak   postępują 

prace   wykończeniowe   przy   domu,   który 
zaprojektowałem,   zresztą   może   i   tobie 
zrobi ta mała przejażdżka przyjemność.

– Och,  chętnie   z  tobą   pojadę  –  rzekła 

poruszona – ale uważam, że powinniśmy 
to przesunąć na inny dzień. Po wczorajszej 
nocy

 

obydwoje

 

potrzebujemy 

wypoczynku.

Powiedziała   tak,   bo   zauważyła,   że   nie 

czuje się najlepiej.

–   Nie   pytałem   cię   o   pozwolenie   – 

żachnął się.

Caroline oniemiała ze zdumienia.
– Erik! – upomniała go Grace ostro.
–   W   porządku,   przepraszam, 

background image

niepotrzebnie   się   uniosłem,   Caroline, 
przepraszam.   To   nie   ma   z   tobą   nic 
wspólnego,   tyle   że   to   ty   dajesz   mi 
wskazówki, co mam robić, a czego mi nie 
wolno, a ja po prostu nie jestem do czegoś 
takiego przyzwyczajony. Złości mnie, gdy 
ktoś   próbuje   odwieść   mnie   od   moich 
planów.

–   Jeśli   nie   będziesz   się   trzymał 

wskazówek,   z   miejsca   odwiozą   cię   do 
szpitala, i to z poważniejszego powodu niż 
wrzody, które masz w tym momencie. Nie 
mogę   ci   wskazać,   jak   powinieneś   żyć   – 
ciągnęła   mając   na   uwadze   nie   tylko 
medyczny punkt widzenia – ja mogę  cię 
tylko radzić i unaocznić, co się stanie, ale 
raczej co się może stać, jeśli mojej rady nie 
posłuchasz. W tej chwili jestem pewna, że 
będziesz żałował swojego uporu.

–   Jesteś   święcie   przekonana,   że   dziś 

rano jedyną rzeczą wskazaną jest spokój, 
nie wiedząc, co tak naprawdę zamierzam, 

background image

Caroline – ofuknął ją gniewnie.

– A więc powiedz mi wreszcie – rzekła 

po chwili namysłu wpatrując się w obrus.

–   Po   prostu   chcę   tylko   obejrzeć   dom, 

porozmawiać   chwilę   z   szefem   budowy   i 
wrócić.   Jeśli   w   dodatku   ty   usiądziesz   za 
kierownicą,   to   nie   ma   mowy   o   żadnym 
wysiłku – tłumaczył podniesionym tonem.

– Jeśli to tak ma wyglądać...
–   Czyli   załatwione   –   stwierdził 

zadowolony   z   samego   siebie   i   po   raz 
pierwszy   tego   ranka   w   jego   oczach 
pojawiły   się   znajome   filuterne   błyski.   – 
Nie   wystarczy   brać   wszystkiego 
jednostronnie,   Caroline   Mansfield,   trzeba 
też umieć wysłuchać argumentów innych.

Zaczerwieniła   się.   Wystarczyło,   że 

zobaczyła te wesołe ogniki w jego oczach, 
a już była zmieszana.

– Przekonałeś mnie – rzekła w końcu.

Po śniadaniu Caroline wróciła do swego 

background image

pokoju,   aby   się   przygotować   do   krótkiej 
wycieczki   z   Erikiem.   Na   sukienkę   na 
ramiączkach   było   jeszcze   za   wcześnie, 
zdecydowała się więc na lekką garsonkę z 
niewielkim   dekoltem   i   wyszczotkowała 
włosy,   po   czym   przyjrzała   się   sobie 
krytycznie w lustrze. Wyglądała cokolwiek 
zmęczona,   a   przecież   nie   miała   powodu, 
ostatecznie poszła w miarę wcześnie spać. 
A może wynikało to stąd, że za wszelką 
cenę   usiłowała   ukryć   przed   nim   swoje 
uczucia?   Czy   coś   takiego   mogło   się 
naprawdę udać?

Lustrowała   w   skupieniu   swoją   twarz. 

Czy   mogłaby   się   ona   podobać   Erikowi 
Houstonowi,   bogatemu,   odnoszącemu 
sukcesy   i   obłędnie   przystojnemu 
mężczyźnie?   W   dodatku   otoczonemu 
rojem   równie   bogatych   i   eleganckich 
kobiet?,   zapytywała   samą   siebie.   Czy 
mógłby   zainteresować   się   dziewczyną, 
która nie pochodzi z liczącej się rodziny?

background image

Wiedziała,   że   kobiety,   które   były   na 

party,   śmiały   się   i   flirtowały   z   Erikiem, 
uczęszczały do drogich prywatnych szkół i 
ekskluzywnych   college'ów.   Umiały 
znaleźć   się   w   towarzystwie,   były   z 
dobrych domów i reprezentowały kręgi, o 
których   Caroline   i   jej   koleżanki   czytały 
tylko w gazecie.

Takimi   właśnie   kobietami   Erik   się 

interesuje, bo jakżeby miało być inaczej? 
Wmawiała   sobie,   próbując   rozsądnie 
popatrzeć   na   całą   sprawę.   Jakże   ona, 
biedna   pielęgniarka,   mogła   choć   przez 
chwilę myśleć, że taki mężczyzna jak Erik 
kiedykolwiek   zwróci   na   nią   uwagę?   To 
była   beznadziejna   miłość,   więc   lepiej 
będzie, gdy odtąd jej myśli będą się kręcić 
wyłącznie wokół problemów związanych z 
jego zdrowiem.

Mimo   to   jej   serce   zabiło   dziko,   gdy 

zobaczyła Erika opierającego się o drzwi. 
W   jasnoniebieskiej   koszuli   i   białych 

background image

spodniach wyglądał tak atrakcyjnie!

– Kiedy wrócicie? – spytała wychodząc 

z kuchni Grace.

–   Trudno   powiedzieć   –   wzruszył 

ramionami   Erik   uśmiechając   się 
zagadkowo.   –   To   zależy   od   tej   małej 
tyranki, która mi towarzyszy.

– Zdążycie na obiad?
–   Z   całą   pewnością   –   rozstrzygnęła 

sprawę Caroline.

– Bawcie się dobrze – rzuciła za nimi 

Grace.

– I tak ci ucieknę, moja mała tyranko – 

skrzywił się pociesznie Erik.

Caroline wybuchnęła śmiechem.
Wybrała kabriolet Grace. Erik usadowił 

się na siedzeniu obok kierowcy.

–   Mam   wrażenie,   że   nieszczególnie   ci 

się podobało wczorajsze party – stwierdził, 
gdy ruszyli.

Zastanawiała się przez moment.
–   Jestem   z   natury   nieśmiała,   toteż 

background image

niekiedy   sprawia   mi   trudność 
nawiązywanie rozmowy.

– Czyżby? Nie zauważyłem tego. A co 

do   wczorajszego   wieczoru,   to   nawet   nie 
próbowałaś   z   nikim   rozmawiać,   bo   cały 
czas byłaś zajęta Sullivanem.

– To  prawda   – przyznała  niechętnie  – 

nie próbowałam się do nikogo zbliżyć.

–   A   więc   nie   lubisz   ludzi.   –   Było   to 

stwierdzenie.

–   To   wcale   nie   tak   –   broniła   się 

Caroline. – Nie umiem tego wytłumaczyć, 
to   dotyczy   sfery   czysto   uczuciowej.   Te 
kobiety są takie...

– ... sztuczne? – podchwycił.
– Wyjąłeś mi to określenie z ust.
Skręcili   na   główną   ulicę,   która   biegła 

równolegle do plaży.

–   Ten   dom,   który   jedziemy   obejrzeć, 

zaprojektowałeś z myślą o sobie?

– Tak. Jest już prawie ukończony.
–   Po   co   ci   osobny   dom?   Mieszkasz 

background image

przecież z Grace.

–   Owszem.   Ale   mężczyzna   nie   może 

całe życie mieszkać z ciotką. Chcę założyć 
rodzinę, a jeżeli można w takim wypadku 
uniknąć mieszkania z którymś z krewnych, 
to należy to z pewnością zrobić.

– Rozumiem – odparła Caroline zimno, 

mrużąc   oczy,   bo   raziło   ją   słońce.   –   Jak 
długo jeszcze pojedziemy?

– To zależy tylko od ciebie. Ostatecznie 

to ty siedzisz za kierownicą.

–   Dlaczego   dajesz   takie   głupie 

odpowiedzi? – rzuciła porywczo.

– A dlaczego ty jesteś taka śmiertelnie 

poważna?

–   Po   prostu   nie   mam   powodu   do 

śmiechu. – Erik wytrącił ją z równowagi.

– Skręć w tę drogę wjazdową, Caroline. 

Obok   tej   skrzynki   pocztowej...   W 
porządku.

Na   skrzynce   widniał   napis   „Houston". 

Droga,   którą   teraz   jechali,   wiła   się   tak 

background image

samo   jak   wszystkie   inne,   wiodące   do 
okolicznych   posiadłości.   Ale   też   było   to 
jedyne podobieństwo.

Dom, który teraz ukazał się jej oczom, 

był   wspaniałą   willą   o   licznych, 
zwróconych na morze oknach. Co prawda 
wolała   stare   budownictwo   i   romantyczne 
domki, lecz dla jakiegoś powodu ta willa 
dziwnie ją zafascynowała. Wyglądała tak, 
jakby znajdujące się w niej pomieszczenia 
przechodziły   jedne   w   drugie,   zdradzając 
rękę doskonałego architekta.

– Eriku, ten dom jest piękny – szepnęła 

z   zachwytem,   parkując   forda   obok 
samochodów   budowniczych.   –   Gdzie   są 
robotnicy?

– Tylko to masz do powiedzenia? Dom 

jest   piękny,   a   gdzie   są   robotnicy?   Niech 
pani nie zapomina, miss Mansfield, że ma 
pani   do   czynienia   z   wrażliwym   chorym 
człowiekiem,   który   domaga   się   pochwał, 
lecz   nie   znosi   krytyki   –   roześmiał   się 

background image

kpiąco, po czym rzucił okiem na zegarek. 
–   Akurat   teraz   jest   przerwa.   Rozejrzymy 
się.

–   Pewnie   jesteś   niezłym   ekonomem   – 

rzekła   ze   śmiechem   idąc   za   nim   wąską 
ścieżką wijącą się wokół domu.

Rzucił   jej   przez   ramię   miażdżące 

spojrzenie.

– Gdybym nim był, dom już od dawna 

byłby gotów, a ja nie trafiłbym do szpitala 
i nie poznałbym ciebie.

– Nie rozumiem – spojrzała na niego ze 

zdziwieniem.

–   To   proste.   Gdybym   rzeczywiście 

poganiał   tych   leniuchów,   a   mogłem   to 
robić, nigdy nie nabawiłbym się wrzodów 
żołądka.

Podeszli   do   grupy   mężczyzn,   którzy 

właśnie popijali kawę.

– Hallo, Jim – zawołał Erik do jednego z 

nich. – Jim jest szefem budowy – wyjaśnił 
Caroline – a tam stoi jego syn Jerry.

background image

– Moi panowie, chcę wam przedstawić 

moją   prywatną   pielęgniarkę,   Caroline 
Mansfield. Ma wyjątkowo ważne zadanie, 
które   polega   na   uczynieniu   ze   mnie 
zdrowego   i   zadowolonego   człowieka,   a 
wszystko zgodnie z przepisami.

Szmer przebiegł przez grupę, a Caroline 

oczywiście zaczerwieniła się aż po czubki 
włosów.   Nie   odważyła   się   spojrzeć   na 
Erika,   dopiero   gdy   mężczyźni   się   nieco 
uspokoili,   zaryzykowała   nieśmiałe 
spojrzenie. Wybuchnął śmiechem.

– Caroline, jesteś  najbardziej  wrażliwą 

dziewczyną   ze   wszystkich,   jakie 
kiedykolwiek spotkałem.

– Chyba nie sądzisz, że znasz mnie aż 

tak dobrze, żeby od razu wydawać wyrok 
–   odparowała   ze   złością.   W   jej   oczach 
zapaliły się iskierki gniewu.

– Wystarczy na ciebie popatrzeć, a już 

się wie, że to prawda. – Jej rozdrażnienie 
wyraźnie go bawiło.

background image

Co   za   bezczelny   facet!   Jak   śmie   tak 

mówić   o   niej,   i   to   w   obecności   obcych! 
Zamachnęła   się   na   niego,   lecz   Erik   był 
szybszy.   Błyskawicznie   schwycił 
podniesioną pięść i unieruchomił drugą.

– Nie wiedziałem, że jest w tobie aż tyle 

temperamentu,   Caroline   Mansfield   – 
zacisnął dłonie na jej nadgarstkach. – To 
chyba   nie   najlepsza   cecha   jak   na 
pielęgniarkę,   która   powinna   być 
uosobieniem   dobroci   i   cierpliwości   – 
udzielił jej komicznej nagany.

Caroline   próbował   oswobodzić   ręce, 

niestety bez rezultatu. Erik był po prostu 
zbyt   silny,   w   dodatku   najwyraźniej   nie 
zamierzał jej puścić.

Spojrzał   po   twarzach   przyglądających 

się   mężczyzn,   stwierdzając   z 
przerażeniem,   że   ta   scena   bardzo   im   się 
podoba.

–   Przynajmniej   masz   wdzięczną 

publiczność! – wysapała wściekle.

background image

Erik podążył za jej spojrzeniem, a ona 

wykorzystała moment jego nieuwagi, aby 
błyskawicznie   uwolnić   się   z   jego   rąk. 
Pobiegła   przed   siebie   szybko   jak   tylko 
mogła,   tryumfując,   bo   udało   jej   się   go 
przechytrzyć.

–   Caroline   Mansfield   –   krzyknął 

ruszając za nią w pogoń – jeśli w tej chwili 
tu   nie   wrócisz,   rozgłoszę   po   szpitalu,   że 
straciłaś   rozum.   –   Odpowiedziała   mu 
cisza. – I rzeczywiście tak się stało! – Jego 
słowa zdradzały wewnętrzną pasję.

Caroline przycupnęła za sągiem desek i 

obserwowała   go   z   ukrycia.   Stanął, 
przysłonił   oczy   dłonią   i   rozejrzał   się 
naokoło,   raptem   opuścił   rękę,   wzruszył 
ramionami i zawrócił.

Rozzłościło ją, że tak szybko zaprzestał 

poszukiwań.   Wysunęła   się   z   kryjówki, 
roześmiała   głośno   i   rzuciła   w   przeciwną 
stronę,   aby   skryć   się   za   rozłożystym 
krzakiem.

background image

Czekała bez tchu, co się stanie, lecz na 

razie   panowała   cisza.   Erik   najwidoczniej 
zrezygnował   z   próby   odnalezienia   jej, 
stwierdziła rozczarowana.

Wyszła   więc   zza   krzaka,   strzepując 

liście i źdźbła trawy, z postanowieniem, że 
jeżeli spotka Erika, zachowa się obojętnie.

Nagle ktoś opasał ręką od tyłu jej talię. 

Szarpnęła   się   przerażona,   ale   wtedy 
dojrzała wpatrzone w siebie ciemne oczy.

– Myślałaś, że uda ci się wyprowadzić 

mnie   w   pole   –   szybkim   ruchem 
przyciągnął   ją   do   siebie   zamykając   w 
mocnym uścisku.

– Nigdy byś mnie nie znalazł, gdybym 

wiedziała, że dalej rozglądasz się za mną – 
prychnęła   próbując   zachować   poważną 
minę,   lecz   pod   jego   przenikliwym 
spojrzeniem spuściła zakłopotana wzrok.

– Popatrz na mnie, Caroline – poprosił 

miękko.

Nieśmiało podniosła na niego oczy. W 

background image

tej chwili zrobiłaby dla niego wszystko.

– Powinnaś wynieść nauczkę z tej naszej 

małej zabawy.

– Nie rozumiem...
–   Myślałaś,   że   nie   będę   cię   więcej 

szukał,   ale   to   był   błąd   –   powiedział 
spokojnie.

Jego   usta   znalazły   jej   wargi,   zrazu 

delikatne,   jakby   oczekujące,   aby   za 
moment   zatracić   się   w   namiętnym 
pocałunku.   Dreszcz   rozkoszy   wstrząsnął 
jej   ciałem.   Czuła,   że   on   pożąda   jej   tak 
samo jak ona jego. Pokrył pocałunkami jej 
twarz, przywarł do szyi. Jego ręce w czułej 
pieszczocie   gładziły   jej   plecy,   aby 
wreszcie sięgnąć do piersi.

Zatraciła   się   w   jego   objęciach, 

zapomniała   o   bożym   świecie,   świadoma 
tylko   bliskości   Erika   i   ciepła   jego 
muskularnego ciała.

–   Mr   Houston!   –   doszedł   ich   głos 

jakiegoś mężczyzny.

background image

Drgnęła. Czar prysł.
– Co się stało? – potoczyła naokoło nie 

rozumiejącym   wzrokiem,   jak   gdyby 
obudzona z głębokiego snu.

– Co za idioci! – rzucił ze złością.
Oswobodził się z jej objęć.
– Tak mi przykro – mruknął jakby od 

niechcenia i ruszył w kierunku domu.

Nogi   Caroline   dosłownie   wrosły   w 

ziemię. Niemo patrzyła za odchodzącym.

–   Naprawdę   mi   przykro   –   powtórzył 

jeszcze   raz   tym   samym   tonem,   aby   nie 
obejrzeć się już więcej.

Trzęsła   się   ze   złości   i   rozczarowania. 

Dokąd   poszedł?   Co   było   ważniejsze   niż 
ona?   Pokręciła   głową   nie   umiejąc 
odpowiedzieć na te pytania.

Usiadła na kłodzie drzewa i skryła twarz 

w   dłoniach.   Erik   obudził   w   niej 
namiętność,   jakiej   do   tej   pory   nigdy 
jeszcze nie zaznała, a potem odszedł bez 
słowa   wyjaśnienia.   Rozsądek   co   prawda 

background image

jej podpowiadał, że Erik musiał iść, skoro 
jeden   z   robotników   go   zawołał, 
prawdopodobnie chcąc prosić o radę, lecz 
jej gorąca natura nie chciała przyjąć tego 
do wiadomości.

Kochała   Erika   uczuciem,   jakim   nigdy 

jeszcze nie obdarzyła żadnego mężczyzny, 
a przecież wszystko było inaczej, niż sobie 
kiedyś wyobrażała. Miała wrażenie, że on 
nie odwzajemnia tak naprawdę jej miłości, 
choć   z   pewnością   nie   pogardziłby   małą 
przygodą. Lecz tego właśnie nie chciała.

Powoli   podeszła   na   tyły   domu,   gdzie 

wcześniej   robotnicy   jedli   śniadanie,   lecz 
zatrzymała się za węgłem, bo dobiegły ją 
męskie głosy.

– Ta Sinclair, jak jej tam, Margery? Nie, 

Madeline   –   ciągnął   jakiś   głęboki   głos.   – 
Była tu wczoraj z ojcem, aby pokazać mu 
dom. Co za kobieta!

–   To   żmija   –   zaoponował   drugi.   – 

Gdyby Houston miał rozum, nigdy by się z 

background image

nią nie zadawał.

– Wie, co robi – odparł z przekonaniem 

pierwszy głos. – Ó ile się orientuję, mają 
się pobrać.

–   Sparzy   się,   daję   na   to   słowo.   To 

wiedźma.   Tylko   by   komenderowała.   Jim 
miał ochotą ją przeświecić.

Odczekała   jeszcze   chwilę,   zanim 

mężczyźni się nie oddalili, i ruszyła przed 
siebie, nie wiedząc, dokąd ani po co idzie. 
Po jej twarzy spływały łzy. Kochała Erika, 
a on był prawie zaręczony.

To   było   straszne,   lecz   jeszcze 

straszniejsza była myśl, że Erik tylko igra z 
jej uczuciami. Przecież i tak wiedział, że 
poślubi Madeline. Ona była dobra tylko do 
zabawy.   Mało   tego,   zaprosił   ją,   aby 
obejrzała dom, w którym miał mieszkać z 
Madeline. Zrobił  to z czystej  złośliwości 
czy bezmyślnie?

– Caroline! – usłyszała z daleka wołanie 

Erika.

background image

W   pierwszej   chwili   nie   miała   ochoty 

odpowiedzieć, zaraz jednak przemogła się.

–   Tak?   –   spytała   przysłaniając   oczy 

dłonią.

– Obejrzymy teraz wnętrze domu. Chcę 

ci wszystko pokazać.

Jęknęła   w   duchu.   Bała   się,   że   straci 

panowanie   nad   sobą   na   widok 
pomieszczeń,   w   których   Madeline   i   Erik 
będą się cieszyć swoim szczęściem.

– Moim zdaniem czas wracać. Przecież 

przyrzekłeś,   że   nie   będziesz   się   dziś 
przemęczał.

– To prawda, przyrzekłem, lecz mimo to 

chcę ci pokazać wystrój wnętrza.

Walczyła   z   napływającymi   do   oczu 

łzami.

– Nie sądzę... – zaczęła, lecz zdobyła się 

tylko   na   słowa   przeprosin   i   uciekała   do 
samochodu.   Rzuciła   się   na   siedzenie   i 
wybuchnęła płaczem, lecz gdy zobaczyła, 
że Erik powoli zmierza w jej kierunku, co 

background image

prędzej otarła łzy.

–   Przepraszam,   Eriku   –   rzekła 

pospiesznie, gdy spojrzał na nią pytająco. 
Musiała coś wymyślić, nawet gdyby miał 
jej   nie   uwierzyć.   –   Myślałam,   że 
zostawiłam   w   samochodzie   portmonetkę. 
Nie,   nie   myśl,   że   nie   dowierzam   tym 
ludziom – plątała się widząc, jak unosi ze 
zdziwieniem   brwi.   –   Przypomniałam 
sobie, że mam w torebce lekarstwa, a one 
nie powinny leżeć na słońcu.

–   Chodź,   pójdziemy   teraz   zobaczyć 

dom, malutka – rzekł innym już tonem. – . 
Na pewno ci się spodoba.

Westchnęła. A więc i to nie zostało jej 

oszczędzone.

– Dobrze – poddała się zrezygnowana – 

lecz nie możemy zostać tam długo. Pomyśl 
o swym zdrowiu, Eriku.

–   Choć   na   dziesięć   minut   zapomnij   o 

obowiązkach, Caroline – wziął ją za rękę i 
poprowadził w kierunku willi.

background image

Chodziła za nim jak we śnie od pokoju 

do pokoju. Wyjaśniał, czemu miało służyć 
dane   pomieszczenie,   lecz   ona   nie   była 
zdolna   nic   zapamiętać,   ograniczając   się 
tylko do potakiwania.

Kiedy wreszcie znaleźli się na powrót w 

hallu, odczuła nieopisaną ulgę.

–   Nie   wyglądasz   na   zachwyconą   – 

stwierdził.

– Przeciwnie, Eriku, dom jest cudowny.
– Mimo to w osobliwy sposób wyrażasz 

swój zachwyt.

Wpadła  w złość. Właściwie co mu  do 

tego, czy jej się podoba ten dom, czy nie? 
Był dla Madeline, nie dla niej. Czyżby nie 
miał oczu i nie widział, jaką mękę sprawiło 
jej oglądanie tego wszystkiego?

–   Czego   oczekujesz   ode   mnie?   – 

krzyknęła z pasją. – Że będę podskakiwać 
do góry z radości, tak? Powiedziałam, że 
dom   mi   się   podoba   i   to   powinno   ci 
wystarczyć, Eriku Houston.

background image

– Widzę, że koniecznie chcesz wracać 

do   domu   –   zauważył   sucho.   –   W   takim 
razie jedźmy.

Powrotną   drogę   odbyli   w   milczeniu. 

Caroline przełykała łzy, utkwiwszy wzrok 
w szosie.

W   domu   Erik   podziękował   jej   za 

wspólnie spędzone przedpołudnie, lecz ona 
nie   słuchając   pobiegła   do   swego   pokoju, 
rzuciła się na łóżko i zalała łzami.

background image

Rozdział 9

Następne godziny spędziła u siebie. Raz 

nawet   zapukała   do   niej   Grace,   lecz 
Caroline   zaklęła   ją   na   wszystko,   aby 
zostawiono   ją   w   spokoju.   Miała   za   złe 
Grace, że ta nie ostrzegła jej w porę przed 
rozczarowaniem.   Co   prawda   Grace 
trzymała   zawsze   jej   stronę,   od   kiedy 
mieszkała pod jednym dachem z Erikiem, 
lecz   powinna   ją   uprzedzić,   że   Erik   jest 
zaręczony z Madeline.

Naraz przypomniała sobie, że w porze 

obiadu   miała   zadzwonić   do   doktora 
Sheridana.   Wyciągnęła   kartę   choroby 
Erika,   przejrzała   ją   dokładnie,   po   czym 
wykręciła numer.

Doktor oznajmił jej, że ze względu na 

widoczną   poprawę   zdrowia   Erika   nie 
powinna pozostawać w jego domu dłużej 
niż   dwa,   trzy   dni,   zresztą   miał   zamiar 

background image

zasięgnąć   w   tej   sprawie   rady   innego 
specjalisty.

Po skończeniu rozmowy zeszła na dół, 

aby wytłumaczyć się ze swego zachowania 
przed Grace, a że nigdzie jej nie znalazła, 
wyszła na mały spacer.

Kiedy w pół godziny później wróciła do 

domu,   zastała   siedzącą   na   tarasie 
Madeline.   Nie   miała   ochoty   z   nią 
rozmawiać, niestety było za późno, ta już 
ją zobaczyła.

Caroline   uznała,   że   unikanie 

bezpośredniej rozmowy byłoby słabością. 
Madeline  zachęciła ją  do zajęcia miejsca 
obok   niezbyt   przyjaznym   gestem,   a   jej 
oczy zdradzały, że jest wściekła.

– Mimo wyczerpującej pracy ma pani, 

jak   widzę   sporo   wolnego   czasu,   miss 
Mansfield. Mogłaby mi  pani  powiedzieć, 
czego pani jeszcze szuka w tym domu? – 
spytała zjadliwie.

Caroline nie miała ochoty słuchać tych 

background image

impertynencji,   podniosła   się   więc   z 
zamiarem   odejścia.   Przedtem   jednak 
zmierzyła chłodnym wzrokiem Madeline.

– Nie znam nikogo, kto byłby bardziej 

ograniczony   od   pani,   Madeline   –   rzuciła 
szyderczo.   –   Widocznie   ukończenie 
prywatnej   szkoły   nie   gwarantują 
umiejętności   pojmowania,   więc   nie   będę 
pani   po   raz   enty   tłumaczyć,   z   jakiego 
powodu   tutaj   jestem   i   co   oznaczają   tak 
zwane „obowiązki służbowe".

Sama   przeraziła   się   swymi   słowami, 

zapytując   siebie   w   duchu,   czy   aby   nie 
posunęła się za daleko. Do tej pory jeszcze 
wobec   nikogo   nie   zachowała   się 
nieuprzejmie.   Madeline   jednak   zasłużyła 
na to, pytając ją przy każdej okazji, kiedy 
wreszcie   wyjedzie.   Nie   było   to   miłe,   a 
niegrzeczność

 

należało

 

spłacać 

niegrzecznością,   przynajmniej   w 
przypadku   takich   aroganckich,   źle 
wychowanych osób.

background image

Zmrużyła   oczy,   tak   jak   to   czyniła 

zwykle   Madeline,   i   na   koniec   rzuciła 
słodko:

–   A   teraz   proszę   mi   wybaczyć, 

Madeline. Mam jeszcze mnóstwo pracy.

– Przecież Erika nie ma! – obruszyła się 

tamta. – Jest u mnie w domu i rozmawia z 
moim   ojcem,   lecz   nie   powiem   pani,   o 
czym, bo to pani nie powinno obchodzić.

–   Dlatego   też   się   dziwię,   że   pani   w 

ogóle   zaczęła   tę   rozmowę.   –   Caroline 
zlustrowała   ją   pogardliwie   i   odeszła,   nie 
czekając odpowiedzi.

Była   zdziwiona,   że   potrafiła   stawić 

czoło Madeline, złośliwej i wygadanej, ale 
też   i   dumna.   Czuła,   że   w   tej   potyczce 
słownej ona była górą.

Kiedy   weszła   do   jadalni,   usłyszała 

hamujący samochód. Jej serce skoczyło do 
gardła, choć naprawdę nie wiedziała, czy 
powinna się cieszyć, gdyby to był Erik.

To   naprawdę   był   Erik.   Wysiadł   z 

background image

samochodu,   "   za   którego   kierownicą 
siedział   wąsaty   mężczyzna   o   włosach 
białych   jak   mleko.   Musiał   to   być 
Maximillian Sinclair, ojciec Madeline.

Erik   wyglądał   na   podenerwowanego, 

kiedy   wstępował   na   schody.   Madeline 
wsiadła do samochodu i odjechała z ojcem. 
To dziwne, nie  pożegnała  się  z Erikiem, 
pomyślała Caroline.

– Bawi cię to? – usłyszała nagle za sobą 

głos Erika.

Poczuła   się   przyłapana   na   gorącym 

uczynku   i   z   niezadowoleniem   uczuła,   że 
się   rumieni.   Zrobiło   jej   się   głupio,   choć 
przecież nie miała nic złego na sumieniu.

Stał   w   drzwiach   i   patrzył   na   nią 

wyzywająco.

–   Miałaś   właśnie   zaszczyt   oglądać 

wielkiego   Maximilliana   Sinclaira   – 
zauważył   od   niechcenia.   –   Przez   tysiące 
pracowników

 

nazywanego 

background image

„Maximillianem Straszliwym".

Musiała się roześmiać.
–   Z   tonu,   jakim   to   powiedziałeś,   nie 

wynika,   że   jesteś   jego   zagorzałym 
wielbicielem, Eriku.

– Nie jesteś daleka od prawdy. – Wszedł 

leniwym   krokiem   do   pokoju   i   z 
westchnieniem   opadł   na   krzesło.   – 
Rozmowa   z   Sinclairem   o   interesach 
zawsze jest trudna, lecz dziś to wszystko 
było naprawdę straszne.

– Eriku, nie wolno ci się denerwować – 

upomniała go łagodnie.

–   Wiem,   wrzody   i   tak   dalej.   Tyle   że 

kiedyś   musiało   to   nadejść.   Koncern 
Sinclaira   daje   mi   najwięcej   zleceń,   toteż 
muszę poświęcić mu więcej czasu niż tym 
wszystkim   zapobiegliwym   ojcom   rodzin, 
którzy   zwracają   się   do   mnie   z   prośbą   o 
zaprojektowanie miłych małych domków.

–  Szkoda  –  zauważyła  –  ciebie  i   tych 

wszystkich zapobiegliwych ojców rodzin.

background image

Uniósł niechętnie brwi.
–   Miss   Mansfield,   pani   sobie   ze   mnie 

kpi.

– Nie, Eriku – oświadczyła poważnie. – 

Nie kpię sobie z ciebie ani trochę.

Utkwił wzrok w krajobrazie za oknem.
– Spędzam z Sinclairem wiele czasu, a 

on potrafi wydusić człowieka jak cytrynę i 
już nawet nie wiem, jak wygląda zwykłe 
ludzkie uznanie.

–   Miałbyś   go   z   pewnością   więcej, 

gdybyś   projektował   tylko   te   małe 
rozkoszne   domki,   o   których   z   takim 
lekceważeniem   mówisz   –   szepnęła   w 
zamyśleniu,   po   czym   zmieniła   temat:   – 
Dlaczego Madeline tak szybko odjechała, 
jeśli wolno mi spytać?

– Wspaniały Max i wspaniała Madeline 

mieli   prawdopodobnie   do   załatwienia 
jakiejś   sprawy   rodzinne.   Nie   wiem   co 
prawda,   do   czego   zmierzasz,   lecz   jeśli 
chodzi o mnie, spokojnie mogę się dziś, a i 

background image

dłużej, obejść bez ich widoku.

– Nie  byliście   na   dzisiaj  umówieni?  – 

spytała zaskoczona.

– Owszem,  ale   coś   widocznie  musiało 

zajść.   Zresztą   mniejsza   o   to.   Jestem 
śmiertelnie   zmęczony,   Caroline.   Jeśli   nie 
masz nic przeciwko temu, wrócę teraz do 
siebie.

–   Ależ   skąd.   Pozwól   mi   się   tylko 

zbadać, zanim na dobre zamkniesz się w 
swoim pokoju. Chciałabym później wyjść, 
więc najlepiej zrobię to teraz.

–   Peter   Sullivan?   –   spytał   cierpko, 

lustrując ją od stóp do głów.

– Tak – potwierdziła niechętnie.
– To coś poważnego?
–   Jak   mam   to   rozumieć?   – 

odpowiedziała   pytaniem   na   pytanie, 
przybierając niewinną minę.

–   Nie   udawaj   głupiej   –   rzucił 

podchodząc do drzwi.

Uśmiechnęła się sama do siebie. Czyżby 

background image

Erika to naprawdę interesowało?

– Znam go tak krótko...
–   Często   wychodzisz   z   mężczyznami, 

których   prawie   nie   znasz?   –   posłał   jej 
ponure spojrzenie.

–   Masz   coś   przeciwko   temu?   – 

nastroszyła się.

– Broń Boże! Nic mnie to nie obchodzi 

– machnął z pogardą ręką i zatrzasnął za 
sobą drzwi.

Kiedy   zjawiła   się   w   chwilę   potem   w 

jego   pokoju   z   przyrządem   do   mierzenia 
ciśnienia i stetoskopem, siedział z mroczną 
twarzą na krawędzi łóżka.

–  Nie  podoba  ci  się  Peter  Sullivan?  – 

spytała   od   niechcenia   zakładając   mu 
opaskę uciskową.

–   Jest   chyba   w   porządku,   pod 

warunkiem,   że   odpowiada   ci   ten   typ 
mężczyzny.

– Konkretnie jaki? – zaczęła pompować 

powietrze.

background image

– Auuu! – zawył. – Chcesz mnie zabić?
Spojrzała na jego ramię i z przerażeniem 

stwierdziła,   że   za   bardzo   napompowała 
mankiet, a to wszystko dlatego, że dotyk 
jego skóry przywołał jej na pamięć gorące 
uściski   i   namiętne   pocałunki,   jakimi 
obdarzył ją tak niedawno...

– Przepraszam, Eriku, zamyśliłam się.
– Jeśli nawet nie mam zbyt wysokiego 

mniemania o Sullivanie, nie musisz mnie 
od   razu   torturować   –   zauważył   sucho.   – 
Masz   więcej   siły,   niż   myślałem.   To 
naprawdę bolało.

– Nic ci nie będzie – rzuciła chłodno.
– Naprawdę? – w jego oczach czaiło się 

wyzwanie.

Jego   ciśnienie   było   wyższe   niż 

poprzedniego   dnia,   lecz   mieściło   się   w 
normie,   zresztą   Caroline   i   tak   by   nie 
poruszyła   tego   tematu,   pomna   na   jego 
wcześniejszą reakcję.

– Ściągnij podkoszulek – usłyszała swój 

background image

głos, stwierdzając z rozpaczą, że jej ręce 
niebezpiecznie drżą.

– Najpierw musisz mnie ładnie poprosić.
–   Przestań,   Eriku   –   umknęła 

spojrzeniem.

Potrząsnął   głową,   sprawiał   teraz 

wrażenie upartego chłopca.

– Proszę... – bąknęła.
– Proszę o co?
– Proszę, ściągnij podkoszulek – rzekła 

miękko patrząc mu w oczy.

– Teraz dobrze – posłał jej zadowolony 

uśmiech.

Bez słowa przyłożyła stetoskop do jego 

piersi,   usiłując   zapanować   nad   sobą. 
Bliskość jego ciała działała zniewalająco...

– Będziemy tak patrzeć na siebie przez 

całe popołudnie, czy jeszcze coś się stanie?

Och, jak gorąco pragnęła, aby się stało...
– Muszę ci jeszcze zmierzyć puls.
–   To   takie   konieczne?   –   spytał 

chrapliwie i znienacka pociągnął ją za sobą 

background image

na łóżko.

Zaskoczona   otwarła   usta,   lecz   nie 

wydała   żadnego   dźwięku.   Bawił   się   jej 
włosami,   głaskał   kark   i   plecy, 
pieszczotliwie obrysował kontur warg.

–   Wiesz,   Caroline,   jesteśmy   stworzeni 

dla   siebie   –   szepnął   przyciągając   ją   do 
siebie   i   zamykając   jej   usta   gorącym 
pocałunkiem.

– Eriku...
Wiedziała   z   absolutną   jasnością,   że 

kocha   go   ponad   wszystko.   Świat 
zawirował i zniknął, byli sami.

Zaczął   powoli   rozpinać   guziki   jej 

sukienki. W tym momencie ktoś zapukał 
do drzwi. Zamarli czekając w napięciu, aż 
ten ktoś sobie pójdzie.

– Erik? – Była to Grace.
–   Chwileczkę   –   rzucił   gniewnie   nie 

wypuszczając   Caroline   z   objęć.   –   To 
ważne, Grace? Jestem zajęty.

Nastała cisza, wreszcie Grace rzekła:

background image

– Chciałam ci tylko powiedzieć, że za 

chwilę   będzie   tu   Madeline.   Właśnie 
dzwoniła. Jeśli się źle czujesz, to powiedz, 
spróbuję ją spławić.

Potarł podbródkiem jej ramię. Ten mały 

gest wydał jej się cudowny. Zaraz jednak 
podniósł   głowę   i   przejechał   dłonią   po 
włosach.

– Z nią nie pójdzie tak łatwo. Zaraz tam 

zejdę   –   krzyknął   w   stronę   drzwi.   –   Czy 
nadejdzie kiedyś taki czas, że nikt nam nie 
będzie   przeszkadzał?   –   musnął 
pieszczotliwie policzek Caroline.

Caroline   jednak   była   już   tylko 

kawałkiem lodu. Znowu ta Madeline! Albo 
ona sama, albo ktoś, kto o niej mówi! To 
nie   przypadek.   Madeline   odgrywa   zbyt 
dużą   rolę   w   życiu   Erika,   aby   tak   łatwo 
zgodzić się na pójście w odstawkę.

– Dłużej już tego nie zniosę. – Zerwała 

się   i   zaczęła   doprowadzać   do   porządku 
sukienkę i włosy.

background image

– Co przez to rozumiesz?
Popatrzyła na niego ze złością.
–   Nie   mówmy   o   tym.   Widać   nie 

domyślasz się, co mnie dręczy.

– Za to wiem, co mnie dręczy. Myślę, że 

z tobą jest tak samo.

– Bardzo cię proszę, zachowuj się tak, 

jak gdyby nic między nami nie było. Ty 
jesteś   pacjentem,   a   ja   tylko   twoją 
pielęgniarką.

Wieczór spędzony z Peterem był dla niej 

jedną wielką męczarnią. Peter wielokrotnie 
próbował   nawiązać   rozmowę,   lecz   ona 
prawie   w   ogóle   go   nie   słuchała, 
odpowiadając   monosylabami,   więc   w 
końcu,   wcześniej   niż   zamierzał, 
odprowadził ją do domu.

Przeprosiła go, tłumacząc, że nie jest w 

nastroju,   lecz   on   tylko   się   uśmiechnął, 
musnął jej policzek i życzył szczęścia.

Była mu wdzięczna za wyrozumiałość.

background image

Kiedy   otwierała   drzwi   swego   pokoju, 

usłyszała szmer na końcu korytarza.

– Aha, nasz Kopciuszek wrócił do domu 

– dobiegł ją kpiący głos Erika.

– Byłam w Provincetown z Peterem – 

wyjaśniła, już w tym samym momencie zła 
na siebie, że się niepotrzebnie tłumaczy.

–   Mam   nadzieję,   że   był   to 

niezapomniany wieczór, jak to się pięknie 
nazywa.

Spojrzała na niego zaskoczona.
– Przeciwnie, zachowałam się strasznie 

wobec   Peterea.   –   Właściwie   co   to 
obchodziło   Erika?   On   jej   przecież   nie 
opowiadał, jak wyglądają jego wieczory z 
Madeline.

– Moim zdaniem dobrze mu to zrobi – 

zauważył   ironicznie   mierząc   ją 
badawczym spojrzeniem.

– Nie zasłużył sobie na to – oświadczyła 

stanowczo.   –   Był   taki   miły...   Zresztą   to 
nieważne. Późno już. Zobaczymy się rano.

background image

– To wcale nie jest takie pewne.
– Dlaczego nie jest pewne?
– Jestem na jutro umówiony z Maxem i 

Madeline. To może trwać pięć minut, lecz 
równie dobrze pięć lub piętnaście godzin. 
–   Potarł   czoło   zdradzającym   zmęczenie 
gestem. – To będzie decydujące spotkanie, 
rozstrzygnie   się   sprawa,   nad   którą   od 
całych tygodni łamiemy sobie głowy.

Nie pozostało jej nic innego, jak życzyć 

mu powodzenia.

Następnego   ranka   wstała   świeża   i 

wypoczęta.   W   pogodnym   nastroju   zeszła 
do   kuchni,   gdzie   zastała   zmartwioną 
Grace.

–   Coś   się   stało?   –   spytała 

zaniepokojona.

–   Nie,   wszystko   w   porządku   – 

próbowała   uśmiechnąć   się   Grace.   – 
Odbyłam długą rozmowę z Erikiem...

– O ile wiem, miał się dziś spotkać z Mr 

Sinclairem i Madeline, lecz nie powiedział, 

background image

po co.

– Nie wiem, co mam o tym myśleć – 

jęknęła   Grace.   –   Chodzi   o   to,   że   Mr 
Sinclair chce zatrudnić Erika na stałe jako 
swego   architekta.   Oznacza   to,   że   w 
przyszłości będzie pracował wyłącznie dla 
jednej firmy.

– To przecież można uważać za sukces 

– powiedziała Caroline.

– Może i tak – potrząsnęła w zamyśleniu 

głową Grace. – Tyle że mam wrażenie, iż 
Erikowi to nie wystarczy. Obawiam się, że 
jeżeli   przyjmie   to   stanowisko,   to   tylko 
dlatego, aby być zabezpieczonym na całe 
życie.

– A czy to byłoby takie złe? – zdziwiła 

się   Caroline.   –   Przecież   taka   praca   też 
może mu dać sporo satysfakcji.

–   Erik   zawsze   chciał   projektować 

indywidualne w swoim rodzaju budowle. 
Marzył   o   tym,   aby   projektować   ludziom 
domy,   jakich   pragną:   tuż   nad   brzegiem 

background image

morza czy wśród zieleni. W tym wielkim 
koncernie,   którego   interesom   zostanie 
podporządkowany,   przepadnie   jego 
inwencja twórcza.

–   Tak,   to   jest   problem...   –   przyznała 

Caroline,   po   czym   wypiwszy   kawę 
podniosła się. O tej porze miała zadzwonić 
do doktora Sheridana.

– Caroline – rozległo się w słuchawce. – 

Mam   dla   pani   wiadomość.   Specjalista 
orzekł,   na   podstawie   danych,   jakie   pani 
nam   przekazała,   że   Mr   Houston   nie 
potrzebuje   już   opieki   domowej. 
Oczekujemy   pani   jutro   w   szpitalu   na 
rannej zmianie.

–   Już   jutro?   –   spytała   niemile 

zaskoczona. Miała nadzieję, że wolno jej 
będzie zostać choć dzień dłużej.

– Tak – oświadczył z naciskiem doktor 

Sheridan. – Musimy natychmiast zapoznać 
się z pani raportem. Zatem do jutra.

– Do jutra – szepnęła przełykając łzy.

background image

Zrezygnowana   opadła   na   krzesło.   A 

więc   jeszcze   tego   samego   dnia   musiała 
wyjechać!   Może   był   jakiś   samolot   do 
Nowego   Jorku   późnym   popołudniem,   a 
może i nie. Musiała się spieszyć.

Kiedy zeszła powiedzieć Grace o swej 

rozmowie   z   lekarzem,   jej   obawy   się 
potwierdziły. Z New Bedford do Nowego 
Jorku   były   dwa   loty   kursowe   dziennie: 
jeden w południe, a drugi późno w nocy. 
Jeśli miała się stawić punktualnie w pracy, 
musiała   zdążyć   na   samolot   odlatujący   w 
południe.   To   oznaczało,   że   nie   będzie 
mogła pożegnać się z Erikiem...

–   Co   się   stało?   –   spytała   zatroskana 

Grace. – Zbladła pani jak ściana, Caroline.

–   Nie   liczyłam   się   z   tym,   że   będę 

musiała tak nagle wyjechać, i...

–   Erik?   –   pokiwała   domyślnie   głową 

Grace.

–   Chciałabym   się   jeszcze   z   nim 

pożegnać... – szepnęła ledwie słyszalnym 

background image

głosem.

– Proszę się nie martwić. Powiem mu, 

jak   wyglądała   sytuacja   i   na   pewno 
zrozumie.

Gdybyż   to   tylko   o   to   chodziło, 

pomyślała smętnie Caroline.

Pakując

 

pospiesznie

 

walizkę 

nadsłuchiwała,   czy   nie   nadjeżdża 
samochód. Samochód Erika.

Potem jeszcze rzuciła ostatnie spojrzenie 

na   piękny   dom,   gdzie   spędziła   wiele 
szczęśliwych, a także i smutnych godzin, i 
wyruszyła   z   Grace   do   Truro.   Kiedy 
żegnała się z ciotką Erika, stanęły jej łzy w 
oczach.

–   Niech   pani   nie   płacze,   Caroline   – 

pocieszała ją Grace. – Jestem przekonana, 
że wkrótce znowu się zobaczymy.

– Ja też mam taką nadzieję – szepnęła 

Caroline uśmiechając się blado. – Dziękuję 
za wszystko...

–   Nie   ma   za   co.   A   teraz   proszę   się 

background image

pospieszyć,   Caroline,   bo   gotowa   się 
jeszcze pani spóźnić na autobus.

background image

Rozdział 10

W   Nowym   Jorku   Caroline   od   razu 

wpadła   w   wir   pracy,   więc   nie   miała   za 
wiele czasu, aby myśleć ó Eriku, mimo to 
w   każdej   wolnej   chwili   pamięć 
nieodmiennie   podsuwała   obrazy   z 
ostatnich dni.

Tak było i tego ranka, kiedy siedząc w 

kawiarni naprzeciwko szpitala piła kawę.

Przypomniała   sobie,   jak   z   Erikiem 

oglądała   zaprojektowany   przez   niego 
samego   dom,   a   także   rozmowę 
robotników.

Może nie mieli racji. Może Erik wcale 

nie zamierzał żenić się z Madeline. Może 
zbyt   pospiesznie   go   osądziła.   Grace 
przecież   nigdy   nie   powiedziała   tego 
wyraźnie,   najwyżej   czyniła   ostrożne 
aluzje.

Ona   sama   zaś   musiała   się   pogodzić   z 

background image

tym, że Erik nigdy nie był nią poważnie 
zainteresowany i że prawdopodobnie liczył 
tylko na małą przygodę, postanowiła więc 
wymazać go jak najprędzej z pamięci.

Niestety   jej   koleżanki,   jak   na   złość, 

stawiały tysiące pytań.

– Na pewno był nieznośny – upewniała 

się   Kathy,   kiedy   siedziały   wspólnie   w 
dyżurce i wypełniały karty chorych.

–   Właściwie   nie   tak   bardzo...   – 

wybąkała.

–   Popatrz   tylko,   Kathy,   jak   ona   się 

rumieni – zawołała ze śmiechem Louise.

Oczywiście   Caroline   zaczerwieniła   się 

jeszcze bardziej.

– Przestań, Louise – poprosiła starając 

się   skupić   uwagę   na   tabelach 
porównawczych.   –   Musisz   koniecznie 
mówić   o   Houstonie?   Nie   masz   innego 
tematu?

–   Ale   właśnie   to   on   nas   interesuje. 

Musisz nam wszystko opowiedzieć.

background image

– Może innym razem – przyrzekła cicho 

Caroline   próbując   skoncentrować   się   na 
pracy.

Naraz Louise wydała zduszony okrzyk. 

Caroline   podążyła   za   jej   spojrzeniem   i 
omal nie zemdlała z wrażenia.

W   drzwiach   stał   Erik   Houston   we 

własnej osobie, a na jego twarzy igrał tak 
charakterystyczny   dla   niego,   z   lekka 
kpiący uśmiech.

–   Erik!   –   wyszeptała   wpatrując   się   w 

niego z niedowierzaniem.

Jego oczy promieniały.
–   Tak,   to   ja.   Przyjechałem   się 

poskarżyć.

Caroline była wzburzona. Na nią chciał 

się poskarżyć?

I za co? Jak mógł jej coś takiego zrobić!
– Chciałbym z panią porozmawiać, miss 

Mansfield.

–   Tak,   oczywiście   –   wykrztusiła 

nieswoim   głosem,   trzęsąc   się   ze 

background image

zdenerwowania.

W tym momencie jej wzrok spoczął na 

Louise   i   chcąc   nie   chcąc   musiała   się 
uśmiechnąć.   Koleżanka   siedziała   z 
otwartymi   ustami   i   wpatrywała   się   w 
Erika, jakby nigdy wcześniej nie widziała 
mężczyzny.

Caroline chciała się zwrócić do siostry 

przełożonej z pytaniem, czy wolno jej na 
chwilę   wyjść,   lecz   Mrs   Shriner   ją 
uprzedziła:

– Mr Houston, tak? – spytała ostro. Jej 

oczy zdradzały tajoną pasję. – Jeśli chce 
pan złożyć skargę, proszę zwrócić się do 
mnie   albo   do   zarządu   szpitala,   a   nie   do 
pierwszej lepszej pielęgniarki.

Ku   zdziwieniu   Caroline   Erik,   który 

jeszcze   przed   chwilą   przyglądał   się 
nieufnie   Mrs   Shriner,   wybuchnął   teraz 
śmiechem.

–   Chodzi   o   sprawę   prywatną. 

Powinienem był chyba wspomnieć.

background image

Mrs   Shriner   posłała   mu   jadowite 

spojrzenie,   po   czym   zwróciła   się   do 
Caroline:

– Byle to nie trwało za długo.
Stanęli przy oknie na końcu korytarza.
– A więc? – spojrzała na niego pytająco.
– Miss Mansfield – zaczął sięgając do 

kieszeni marynarki. – Co tutaj mam?

–   Jak   to   co?   Nic   –   spojrzała   ze 

zdziwieniem na jego pustą dłoń.

– Tak jest, nic. Kandydat otrzymuje dwa 

punkty.   Oto   wiadomość,   jaką   mi 
zostawiłaś: dokładnie nic.

Spłonęła rumieńcem.
–   Ja...   ja   musiałam...   się   tak   bardzo 

spieszyć... nie miałam czasu... – wyjąkała.

– Nie miałam czasu – przedrzeźnił ją. – 

To   tak   się   traktuje   tego,   któremu   się 
zawdzięcza życie?

– Nie... – wyszeptała spuszczając wzrok.
– Czy tak się traktuje kogoś, kto chciał 

się podzielić swymi marzeniami i pokazał 

background image

zaprojektowany przez siebie dom?

Tego było już za wiele.
–   Nie   było   to   aż   takim   wyjątkowym 

przeżyciem,   Eriku.   Myślisz,   że   sprawiło 
mi   przyjemność   oglądanie   willi, 
wspaniałej   zresztą,   przyznaję,   w   której 
będziesz   mieszkał   razem   z   Madeline?   – 
spojrzała na niego roziskrzonymi ze złości 
oczami.

Zmarszczył czoło.
– A cóż Madeline ma z tym wszystkim 

wspólnego?

– Nie udawaj, że nie rozumiesz, o co mi 

chodzi – z trudem panowała nad sobą. – 
Przecież   się   tam   oboje   wprowadzicie 
kiedy... kiedy... weźmiecie ślub.

–   Ślub?   Ty   naprawdę   wierzysz,   że   ja 

chcę się ożenić z Madeline?

– Tak – odparła gniewnie. – Słyszałam, 

jak   rozmawiali   o   tym   robotnicy   na 
budowie,   Grace   też   napomykała   o   tym 
luźno od czasu do czasu...

background image

–   Robotnicy   tyle   wiedzą   co   nic,   a 

Grace...   Grace   to   cudowna   kobieta,   lecz 
nie   jest   na   bieżąco,   jeśli   chodzi   o   moje 
prywatne sprawy. – Westchnął. – Madeline 
prawdopodobnie   rzeczywiście   zamierzała 
mnie   poślubić,   ale   to   było   kiedyś.   Teraz 
jesteśmy   tylko   dobrymi   przyjaciółmi.   A 
więc   dlatego   tak   dziwnie   się   wtedy 
zachowywałaś.

Podniosła   na   niego   pociemniałe   z 

wrażenia oczy.

–   Nie   mogłam   pojąć,   dlaczego 

koniecznie   chcesz   mi   pokazać   dom,   w 
którym będziesz mieszkał z żoną.

– Ja już nawet wiem, kto nią będzie – 

rzekł   otaczając   ją   czule   ramieniem.   – 
Powiedz, naprawdę ci się podoba?

–   Czy   mi   się   podoba?!   –   jęknęła.   – 

Przecież   piękniejszy   trudno   sobie   nawet 
wymarzyć!

–   To   mnie   cieszy   –   uśmiechnął   się 

zadowolony.   –   Muszę   ci   jeszcze 

background image

powiedzieć, że dostałem świetną posadę.

– W koncernie Sinclaira?
Spojrzał na nią ze zdumieniem.
– Skąd wiesz? Ach, to pewnie Grace!
–   Nie   rób   jej   wyrzutów,   Eriku   – 

poprosiła.

– Lubisz ją, prawda?
– Bardzo.
–   Tak   się   cieszę.   Byłbym   szczęśliwy, 

gdybyś   zechciała   do   nas   wrócić   w 
następnym   tygodniu.   Dom   będzie   gotów 
już   w   ten   piątek,   a   ja   nie   kazałem   go 
budować tylko dla siebie.

Jakże chętnie by to zrobiła... niestety nie 

na takich warunkach.

–   Eriku   –   zaczęła   –   nie   wiem,   jak   to 

powiedzieć...   ja   po   prostu   uważam,   że... 
tak się nie powinno... nie mogę...

– Czego nie możesz?
–   Zgodzić   się   na   krótką   przygodę!   – 

wybuchnęła z rozpaczą.

–   A   któż   tu   mówi   o   przygodzie! 

background image

Caroline, przebyłem szmat drogi, aby cię 
zapytać,   czy   chcesz   zostać   moją   żoną, 
mieszkać w lecie w Cape Cod, a w zimie 
w Nowym Jorku i...

Nie pozwoliła mu dokończyć. Szczęście 

ogarnęło ją gorącą falą, każąc się rzuci w 
jego ramiona. Przytulił ją do siebie.

– Jak rozumiem, to oznacza twoją zgodę 

– stwierdził ze śmiechem.

– O tak, Eriku. Tak!
Twarz Erika promieniała radością.
–   W   takim   razie   idziemy   teraz   do 

doktora Sheridana.

– Po co? – spojrzała na niego zdziwiona.
–   Żeby   cię   przeniósł   do   szpitala   w 

Massachusetts,   Caroline.   Wiem,   czy   dla 
ciebie jest praca, więc nie będę wymagał, 
abyś ją porzuciła.

–   Eriku!   –   zawołała   wniebowzięta 

zarzucając   mu   ręce   na   szyję.   –   Pocałuj 
mnie. Jestem taka szczęśliwa!

Kiedy   Erik   zamknął   ją   na   powrót   w 

background image

ramionach,   wiedziała   już,   że   to   lato 
spełnionych marzeń na zawsze zapisze się 
w jej pamięci.


Document Outline