background image

Jonathan Culler
Co to jest literatura i czy pytanie to ma jakiekolwiek znaczenie?

Co to jest literatura? Czytelnik zapewne sądzi, że jest to najistotniejsze pytanie w teorii badań 
literackich, tak naprawdę jednak wydaje się pozbawione większego znaczenia. Dlaczego?

Można wskazać dwie przyczyny takiego stanu rzeczy. Po pierwsze, teoria przejmuje pojęcia z zakresu 
filozofii, lingwistyki, historii, politologii i psychoanalizy, teoretycy nie powinni się zatem przejmować, 
czy analizowane przez nich teksty należą do literatury. Współcześni studenci i wykładowcy 
literaturoznawstwa muszą badać i omawiać najrozmaitsze pojęcia i zagadnienia krytyczne - na 
przykład "wizerunek kobiety w początkach XX wieku" - analizując teksty zarówno literackie, jak i te nie 
mające nic wspólnego z literaturą. Można studiować powieści Virginii Woolf albo przypadki opisane 
przez Freuda - z metodologicznego punktu widzenia nie ma między nimi większej różnicy. Nie oznacza 
to, że wszystkie teksty mają równorzędne znaczenie: niektóre z nich uznaje się z takich czy innych 
względów za bogatsze, silniej oddziałujące, bardziej znamienne, bardziej kontrowersyjne bądź 
istotniejsze. Zarówno teksty literackie, jak nieliterackie można jednak analizować równolegle i w 
podobny sposób.

Po drugie, rozróżnienie nie wydaje się w tym wypadku zasadne, ponieważ teoretycy wyodrębnili coś, 
co najprościej określa się mianem "literackości" zjawisk nieliterackich. Okazuje się, że cechy 
przypisywane zwykle dziełom literackim odgrywają niezmiernie istotną rolę także w dyskursach i 
działaniach nieliterackich. Na przykład w dyskusjach o naturze pojmowania zjawisk historycznych 
obrano za wzór mechanizm rozumienia opowieści. Warto zwrócić uwagę, że wyjaśnienia 
proponowane przez historyków nie mają nic wspólnego z pozwalającymi przewidzieć bieg zjawisk 
wyjaśnieniami nauk ścisłych: nie mogą one wykazać, że jeśli wystąpi X i Y, niechybnie zdarzy się Z. 
Historycy próbują raczej dociec wpływu jednego wydarzenia na drugie, wyjaśnić, jak doszło do 
wybuchu I wojny światowej, a nie - dlaczego musiała ona wybuchnąć. Modelem analizy historycznej 
jest zatem logika opowieści, która objaśnia, w jaki sposób doszło do konkretnego wydarzenia, łącząc 
w przekonujący sposób punkt wyjścia, rozwój sytuacji i wynikające stąd konsekwencje.

Innymi słowy, mechanizm rozumienia procesu historycznego wzoruje się na literackiej narracji. Ci, 
którzy słuchają i czytają opowieści, bez trudu potrafią ocenić, czy fabuła jest logicznie skonstruowana, 
czy poszczególne wydarzenia łączą się w całość, czy też opowieść wymaga zakończenia. Jeśli założyć, 
że model, który nadaje opowieści sens i znamiona charakterystyczne dla tej kategorii, odnosi się do 
narracji zarówno literackiej, jak i historycznej, rozróżnienie między nimi z teoretycznego punktu 
widzenia schodzi na dalszy plan. Teoretycy, kierując się podobnymi przesłankami, zaczęli podkreślać 
istotną rolę, jaką w tekstach nieliterackich - czy to Freudowskich opisach przypadków 
psychonalitycznych, czy to w rozprawach filozoficznych - odgrywają figury retoryczne: na przykład 
metafora, która jest nieodłącznym składnikiem tekstów literackich, w innych rodzajach dyskursów 
była jednak uważana wyłącznie za ozdobnik. Ukazując, w jaki sposób figury retoryczne kształtują tok 

background image

myślenia również w dyskursach innego rodzaju, teoretycy uzmysławiają nam istotne nacechowanie 
literackością tekstów rzekomo nieliterackich, utrudniając tym samym rozróżnienie między literaturą i 
nieliteraturą.

Fakt, że odmalowuję obraz sytuacji, odwołując się do odkrycia "literackości" zjawisk nieliterackich, 
wskazuje jednak, że pojęcie literatury nadal odgrywa doniosłą rolę i wymaga wyjaśnienia.

Powracamy zatem do zasadniczego pytania: "czym jest literatura?", nad którym nie można po prostu 
przejść do porządku dziennego. Wszystko jednak zależy od tego, kto je zadaje. Jeśli pyta nas o to 
pięciolatek, sprawa jest prosta. "Literatura - odpowiadamy - to opowiadania, wiersze i sztuki". Jeśli 
jednak pytanie zadaje teoretyk literatury, trzeba się najpierw zastanowić, co ma na myśli. Być może 
pyta o ogólny charakter przedmiotu, czyli literatury, który obaj doskonale znacie. Jaki to rodzaj 
przedmiotu bądź działalności? Na czym polega? Jakim celom służy? Odpowiedzią na tak rozumiane 
pytanie "co to jest literatura?" jest nie definicja, lecz analiza, a czasem nawet spór o to, dlaczego ktoś 
w ogóle zajmuje się literaturą. 
Pytanie "co to jest literatura?" może jednak dotyczyć charakterystycznych cech utworów uznawanych 
za literackie: tego, co odróżnia je od dzieł nieliterackich. Czym różni się literatura od innych rodzajów 
ludzkiej aktywności i sposobów spędzania czasu? Ludzie mogą zadać takie pytanie, chcą wiedzieć, jak 
rozpoznać, które książki są literaturą, a które nie; bardziej prawdopodobne jest jednak, że mają już 
pewne pojęcie o tym, co zalicza się do literatury, chcą zatem dowiedzieć się czegoś innego: czy można 
wyodrębnić jakieś istotne, a zarazem znamienne cechy, wspólne dla wszystkich utworów literackich?

To trudne pytanie. Teoretycy zmagają się z nim od dawna, lecz bez większego powodzenia. Przyczyna 
takiego stanu rzeczy jest dość oczywista: dzieła literackie występują we wszelkich możliwych 
kształtach i rozmiarach, a lwia ich część wykazuje większe podobieństwo z tekstami, których zwykle 
nie nazwalibyśmy literackimi, niż z innymi rodzajami utworów, uważanymi za literaturę. Dziwne losy 
Jane Eyre
 Charlotty Brontë z pewnością bardziej przypominają autobiografię niż na przykład sonet, z 
kolei wiersz Roberta Burnsa Miła ma jak czerwona róża zdradza więcej podobieństw do ludowej 
piosenki niż do Hamleta Szekspira. Czy można wyodrębnić cechy wspólne wierszy, dramatów i 
powieści, które odróżniałyby je od, powiedzmy, piosenek, zapisów rozmów i autobiografii?

Pytanie staje się bardziej złożone, gdy się przyjmie nawet niezbyt odległą perspektywę historyczną. 
Ludzkość tworzy dzieła obecnie uznawane za literaturę od dwóch i pół tysiąca lat, jednakże pojęcie 
literatura we współczesnym tego słowa znaczeniu liczy sobie zaledwie dwa stulecia. Przed rokiem 
1800 termin ten i jego odpowiedniki w innych językach europejskich oznaczały bądź "piśmiennictwo", 
bądź "wiedzę książkową". Nawet dziś można zetknąć się z takim użyciem słowa - kiedy uczony 
oznajmia, że "literatura dotycząca ewolucji jest ogromna", nie chce przez to powiedzieć, że napisano 
na ten temat mnóstwo wierszy i powieści, tylko że piśmiennictwo poświęcone temu zagadnieniu jest 
obfite. Teksty, studiowane dziś podczas szkolnych bądź uniwersyteckich zajęć z języka angielskiego czy 
łaciny jako dzieła literackie, były niegdyś przykładami poprawnego użycia języka i retoryki, nie zaś 
utworami osobnego rodzaju pisarstwa. Mieściły się one w obszernej kategorii praktycznych wzorców 
pisania i myślenia, do której zaliczano mowy, kazania, teksty historyczne i filozoficzne. Od studentów 
nie wymagano interpretowania ich w sposób, w jaki obecnie analizujemy dzieła literackie, próbując 
wyjaśnić "o czym naprawdę są". Wręcz przeciwnie, uczono się ich na pamięć, studiowano ich 
gramatykę, wyodrębniano figury retoryczne, strukturę bądź sposób przeprowadzenia wywodu. Przed 

background image

1850 rokiem dzieła w rodzaju Eneidy Wergiliusza, studiowane dziś jako utwory literackie, traktowano 
w szkołach zupełnie inaczej.

Rozpowszechnione w dzisiejszej kulturze Zachodu pojmowanie literatury jako fikcji pisarskiej 
zawdzięczamy niemieckim teoretykom romantyzmu z końca XVIII wieku, konkretnie zaś 
opublikowanej w 1800 roku książce O literaturze pióra francuskiej baronowej, pani de Staël. 
Przynależność do kategorii literatury jest jednak niejasna nawet w odniesieniu do utworów 
powstałych na przestrzeni ostatnich dwóch wieków: czy teksty uważane dziś za literackie, czy na 
przykład wiersze sprawiające wrażenie strzępków najzwyklejszej rozmowy, pozbawione rymów i 
wyczuwalnego metrum, zostałyby zaliczone do tej kategorii przez panią de Staël? A z chwilą, kiedy 
zaczniemy rozpatrywać twórczość spoza kręgu kultury europejskiej, odpowiedź na pytanie, co można 
uznać za dzieło literackie, będzie coraz trudniejsza. Rodzi się pokusa, by zaniechać prób odpowiedzi i 
zakończyć całą sprawę stwierdzeniem, że literatura jest tym, co dane społeczeństwo uważa za 
literaturę - zbiorem tekstów, zaliczanych przez kulturalnych arbitrów w poczet dzieł literackich.

Taki wniosek, oczywiście, nikogo nie zadowala. Zamiast rozstrzygnąć kwestię, zmusza nas, byśmy 
postawili pytanie na nowo; zamiast pytać: "co to jest literatura?", powinniśmy raczej się zastanowić 
nad tym, "co sprawia, że przedstawiciele danej społeczności zaliczają tekst w poczet dzieł 
literackich?". Istnieją przecież inne kategorie, funkcjonujące na podobnej zasadzie - określa je nie tyle 
zbiór konkretnych cech, ile zmienne kryteria oceny, reprezentowane przez poszczególne grupy 
społeczne. Spytajmy "co to jest chwast?" Czy można wyodrębnić istotę "chwastowatości" - coś 
konkretnego, jakieś je ne sais quai, wspólne wszelkim chwastom, odróżniające je od niechwastów? 
Każdy, kto kiedykolwiek pomagał w usuwaniu chwastów z ogrodu, zdaje sobie sprawę, jak trudno je 
odróżnić od niechwastów, i może mu się wydać, że tkwi w tym jakiś sekret. Na czym on polega? W jaki 
sposób rozpoznać chwast? Sekret tkwi w tym, że nie ma żadnego sekretu. Po prostu - chwasty to te 
rośliny, których ogrodnik nie chce w swoim ogrodzie. Jeśli zaintrygowani problemem chwastów 
dociekalibyśmy istoty "chwastowatości", byłoby stratą czasu badać ich naturę botaniczną, szukać 
charakterystycznych cech formalnych czy fizycznych, odróżniających je od innych roślin. Zamiast tego 
należałoby przeprowadzić historyczne, socjologiczne, albo i psychologiczne badania nad tym, jakie 
rodzaje roślin uważane są za niepożądane przez różne grupy w różnych miejscach.

Być może pojęcie "literatura" przypomina pod tym względem chwast.

Taka odpowiedź nie likwiduje jednak samego pytania, przeformułowuje je tylko: "co wpływa na 
podejmowaną w naszej kulturze decyzję o traktowaniu tekstu jako dzieła literackiego?" Przypuśćmy, 
że trafimy na takie oto zdanie:

Tańczymy w kółko i zgadujemy
A Sekret siedzi w środku - wie, czego my nie wiemy.
We dance round in a ring and suppose,
But the Secret sits in the middle and knows.

Co to jest i skąd wiemy, co to?

Wiele zależy od tego, gdzie na to zdanie natrafimy. Jeśli znajdziemy je wypisane na kartce w chińskim 

background image

ciasteczku z wróżbą, to możemy je potraktować jako niecodzienną i zagadkową przepowiednię, jeśli 
jednak - jak w tym wypadku - ma służyć jako pewien przykład, dokonujemy przeglądu możliwości 
spośród znanych nam użyć języka. Może to zagadka, my zaś mamy odgadnąć sekret? Może reklama 
czegoś, co nazywa się "Sekret"? Teksty reklamowe często się rymują, a próbując rozruszać zblazowaną 
klientelę, stają się coraz bardziej enigmatyczne. To zdanie sprawia jednak wrażenie oderwanego od 
jakiegokolwiek możliwego do wyobrażenia praktycznego kontekstu, w tym również od kampanii 
reklamowej nowego produktu. Poza tym nie tylko się rymuje, lecz po dwóch pierwszych słowach 
wpada w regularny rytm, złożony na przemian z sylab akcentowanych i nieakcentowanych [round in a 
ring and suppose
], co stwarza możliwość, że mamy do czynienia z poezją, przykładem dzieła 
literackiego.

Jest jednak jeden mały szkopuł: podstawowym argumentem, przemawiającym na korzyść hipotezy o 
literackości omawianego tekstu, jest ewidentny brak znaczenia praktycznego. Ten sam efekt można 
jednak osiągnąć, wyrywając inne zdania z objaśniającego ich funkcję kontekstu. Weźmy dowolne 
sformułowanie z instrukcji obsługi, przepisu kulinarnego, reklamy albo gazety i zapiszmy je na osobnej 
kartce:

Energicznie wstrząsnąć i odstawić na pięć minut.

Czy to jest literatura? Czy stworzyłem dzieło literackie, wyrywając zdanie z praktycznego kontekstu 
przepisu na sos? Być może, nie jest to jednak wcale oczywiste. Czegoś tu brakuje: zdanie wydaje się 
pozbawione jakiegoś zaplecza, do którego można by się odwołać przy interpretacji. Chcąc uczynić z 
tego zdania utwór literacki, trzeba być może wyobrazić sobie tytuł, którego związek z wypowiedzią 
nasuwałby problem, zmuszając do ćwiczenia wyobraźni: na przykład Sekret albo Istota miłosierdzia.

Tytuł z pewnością ułatwiłby zadanie, aczkolwiek fragment wypowiedzi w rodzaju "cukierek rano na 
poduszce" ma chyba większą szansę stać się literaturą, ponieważ nie kojarzy się z czymkolwiek poza 
obrazem, dzięki czemu przyciąga w jakiś sposób uwagę i skłania do refleksji. Dotyczy to również 
wypowiedzi, w których związek pomiędzy formą a treścią może okazać się pożywką dla myśli. Tak więc 
zdanie rozpoczynające filozoficzne dzieło W. O. Quine'a Z punktu widzenia logiki można by 
teoretycznie uznać za wiersz:

Ciekawa rzecz:
problem ontologiczny jest w istocie
prosty.

Zdanie rozpisane na stronie w ten sposób, otoczone niepokojącymi marginesami milczenia, może 
skupiać na sobie pewien rodzaj uwagi, którą dałoby się określić jako literacką: zainteresowanie 
poszczególnymi słowami, zachodzącymi między nimi związkami i ich implikacjami, przede wszystkim 
zaś zainteresowanie stosunkiem, w jakim to, co zostało powiedziane, pozostaje do sposobu, w jaki 
zostało powiedziane. Inaczej mówiąc, tak rozpisane, zdanie to wydaje się zdolne sprostać 
współczesnej koncepcji utworu poetyckiego i budzić tego rodzaju uwagę, jaką w dzisiejszych czasach 
kojarzymy z literaturą. Gdyby ktoś wypowiedział takie zdanie w rozmowie, spytalibyśmy "co chcesz 
przez to powiedzieć?", jeśli jednak uznamy je za wiersz, pytanie będzie nieco inne - nie: co rozmówca 
bądź autor chce powiedzieć, lecz: co wiersz ten znaczy? W jaki sposób działa tu język? Co zdanie to 

background image

"robi"?

Wyodrębnione w pierwszą linijkę słowa "ciekawa rzecz" nasuwają pytanie, co to jest rzecz i czym jest 
dla rzeczy to, że jest ciekawa. Kwestia "co to jest rzecz?" to jedno z zagadnień ontologii, nauki o bycie, 
czyli badań nad tym, co istnieje. Słowo "rzecz" w zwrocie "ciekawa rzecz" oznacza jednak nie obiekt 
fizyczny, lecz raczej pewien związek bądź aspekt, który nie istnieje w taki sposób, w jaki istnieje 
kamień albo dom. Zdanie głosi prostotę, wydaje się wszakże, że nie stosuje się do tego, co głosi, 
ilustrując, poprzez wieloznaczność "rzeczy", niebezpieczne złożoności ontologii. Być może sama 
prostota wiersza - fakt, że urywa się po słowie "prosty", jakby nie trzeba było już niczego dodawać - 
przydaje nieco wiarygodności niezbyt przekonującemu zapewnieniu o prostocie. Tak czy inaczej, 
wydzielone w ten sposób zdanie może skłonić nas do podjęcia działalności interpretacyjnej kojarzonej 
zwykle z literaturą - takiej, jakiej próbkę tu przedstawiłem.

Czego takie eksperymenty myślowe mogą nas nauczyć o literaturze? Przede wszystkim sugerują, że 
wypowiedź wyrwana z kontekstu, pozbawiona swojej pierwotnej funkcji, może być interpretowana 
jako literatura (aczkolwiek musi mieć pewne cechy, które sprawiają, że poddaje się tego rodzaju 
interpretacji). Jeśli literatura jest językiem oderwanym od kontekstu, odartym z innych funkcji i celów, 
to jest również sama kontekstem, wzbudzającym szczególnego rodzaju uwagę. Czytelnicy śledzą 
uważnie możliwe zawiłości i szukają ukrytych znaczeń, nie zakładając na przykład, że dana wypowiedź 
każe im coś zrobić. Określenie "literatury" polegałoby zatem na analizie zbioru założeń i czynności 
interpretacyjnych, jakie czytelnicy mogą stosować przy takich tekstach.

Jedna z ważnych konwencji czy też tendencji, jakie wyłoniły się z analizy opowieści 
(począwszy od anegdot o konkretnych osobach, na całych powieściach kończąc), określana 
odstręczającym mianem "bezwarunkowego założenia woli współpracy" [hyper-protected 
cooperative principle
], jest jednak w gruncie rzeczy dość prosta. Komunikacja międzyludzka 
opiera się na podstawowym założeniu, że rozmówcy ze sobą współpracują, czyli że to, co 
jedna osoba mówi do drugiej, będzie istotne. Jeśli spytam kogoś, czy George jest dobrym 
uczniem, i usłyszę odpowiedź: "zazwyczaj jest punktualny", zrozumiem tę wypowiedź, 
wychodząc z założenia, że rozmówca ze mną współpracuje, a zatem mówi coś, co jest istotne 
w związku z moim pytaniem. Zamiast narzekać, że nie odpowiedział na moje pytanie, dojdę 
do wniosku, iż odpowiedział na nie pośrednio i dał do zrozumienia, że niewiele dobrego 
można powiedzieć o tym uczniu. Zakładam więc wolę współpracy mojego rozmówcy, chyba 
że mam nieodparty dowód, iż jest inaczej.

Narracje literackie można rozpatrywać jako należące do szerszej kategorii opowieści, 
"tekstów narracyjnie uporządkowanych" - wypowiedzi, których doniosłość dla słuchającego 
tkwi nie w informacjach, jakie przekazują, lecz w ich "opowiadalności". Bez względu na to, 
czy opowiadamy znajomemu anegdotę, czy piszemy powieść dla potomności, naszych 
działań nie da się porównać, na przykład, z zeznawaniem przed sądem: próbujemy 
opowiedzieć historię, która z punktu widzenia słuchacza byłaby "tego warta", miałaby jakąś 
pointę albo istotne znaczenie, bawiłaby lub sprawiała przyjemność. Różnica pomiędzy 
utworami literackimi i innymi tekstami uporządkowanymi narracyjnie polega na tym, że 
dzieła literackie wyodrębniono w procesie selekcji: zostały wydane, zrecenzowane, były 
przedrukowywane, czytelnicy podchodzą więc do nich z przekonaniem, że inni uznali je za 
dobrze skonstruowane i "warte przeczytania". A zatem w wypadku tekstów literackich zasada 
współpracy jest "bezwzględnie przestrzegana". Można się pogodzić z wieloma niejasnościami 
i tym, co pozornie nieistotne, nie zakładając, że to nie ma sensu. Czytelnik wychodzi z 

background image

założenia, że w literaturze zawiłości języka, mają w ostatecznym rozrachunku jakiś cel; 
zamiast dojść do wniosku, że rozmówca albo pisarz nie chcą z nim współpracować - co 
mogłoby się zdarzyć w innych kontekście mowy - usilnie próbuje interpretować elementy, 
które zdają się przeczyć zasadom skutecznej komunikacji w imię pewnego nadrzędnego 
przekazu. Określenie "literatura" jest umowną etykietką, pozwalającą nam oczekiwać, że 
podejmowane przez nas podczas lektury wysiłki będą "tego warte". Wiele 
charakterystycznych cech literatury wynika z gotowości czytelnika, by poświęcić jej uwagę, 
rozwikłać wątpliwości, nie zaś z żądania natychmiastowej odpowiedzi na pytanie "co autor 
chciał przez to powiedzieć?".

- Czytał bite dwie godziny bez jakiegokolwiek 
przygotowania. 

Można zatem wyciągnąć wniosek, że literatura jest aktem mowy bądź zdarzeniem 
tekstualnym budzącym uwagę pewnego szczególnego rodzaju. Różni się wyraźnie od innych 
aktów mowy, takich jak udzielanie informacji, zadawanie pytań albo składanie obietnic. W 
większości wypadków czytelnik uznaje coś za literaturę dlatego, że wskazuje na to kontekst: 
tomik wierszy, odpowiedni dział czasopisma, biblioteka albo księgarnia.

Nasuwa się jednak kolejna kwestia. Czy nie ma jakichś szczególnych sposobów 
organizowania języka, wskazujących, że coś jest literaturą? A może to dlatego, że wiemy, iż 
należy to do literatury, poświęcamy czemuś ten rodzaj uwagi, którego nie okazujemy 

background image

gazetom, a co za tym idzie, odnajdujemy tam szczególną organizację materiału i ukryte 
znaczenia? Musimy oczywiście odpowiedzieć twierdząco na oba pytania: czasem konkretne 
cechy czynią z czegoś literaturę, a czasem sprawia to kontekst wskazujący, że mamy do 
czynienia właśnie z literaturą. Stopień organizacji języka niekoniecznie jest wyznacznikiem 
literatury: najlepiej uporządkowanym tekstem jest przecież książka telefoniczna. Nie sposób 
sprawić, by jakiś tekst stał się literaturą tylko dlatego, że go tak nazwiemy: nie mogę sięgnąć 
po mój stary podręcznik do chemii i czytać go jak powieść.

Z jednej strony, "literatura" nie jest po prostu jakąś ramą, w której umieszczamy język: nie 
każde zdanie, rozpisane na stronie w formie wiersza, stanie się tym samym literaturą. Z 
drugiej jednak strony, literatura nie jest jedynie pewnym szczególnym rodzajem języka, jako 
że wiele dzieł literackich nie podkreśla tego, jak różni się od innych jego użyć; dzieła takie 
funkcjonują w sposób szczególny z racji specjalnej uwagi, z jaką są traktowane.

Mamy tu do czynienia z dość skomplikowaną strukturą. Rozpatrujemy problem z dwóch 
odmiennych perspektyw, które częściowo się pokrywają i przecinają, nie wydaje się jednak, 
by dawały jakiś syntetyczny obraz. Można traktować dzieło literackie jako język o 
określonych cechach czy właściwościach, można też uznać literaturę za wytwór konwencji 
oraz specyficznego rodzaju uwagi, jakiej wymaga. Żadna z tych perspektyw nie zawiera w 
sobie drugiej, trzeba więc przechodzić nieustannie od jednej do drugiej. Przedstawię teraz 
pięć tez o naturze literatury, wysuwanych przez teoretyków: w każdym z omówionych 
wypadków obiera się jedną perspektywę, lecz w końcu należy wziąć pod uwagę tę drugą.

1. Literatura jako "wysuwanie na pierwszy plan" języka

Często uważa się, że "literackość" polega przede wszystkim na takiej organizacji języka, która 
sprawia, iż literaturę da się odróżnić od wypowiedzi o innych celach. Literatura to 
wypowiedź, która "wysuwa na plan pierwszy" sam język: udziwnia go, wypycha na spotkanie 
z czytelnikiem - "popatrz! to ja, język!" - nie pozwalając mu zapomnieć, że ma do czynienia z 
językiem kształtowanym na niecodzienną modłę. Dotyczy to zwłaszcza poezji modelującej 
płaszczyznę dźwiękową języka w taki sposób, by trzeba się było z nią liczyć. Oto początek 
wiersza Gerarda Manleya Hopkinsa pod tytułem Inversnaid:

Ciemny, brązowy jak koński grzbiet strumień,
Koryto skalne w szurgocie i szumie
Żłobiąc, to zrywa się, to nurza w runie
Własnych pian, zanim w głąb jeziora runie.
(Przeł. Stanisław Barańczak)
[This darksome burn, horseback brown,
His rollrock highroad roaring down,
In coop and in coomb the fleece of his foam
Flutes and low to the lake falls home.
]

Wysunięcie na pierwszy plan uporządkowania języka według pewnego wzoru - rytmiczne 

background image

powtarzanie się głosek ("szurgocie... szumie...") w połączeniu z niezwykłymi złożeniami słów 
(rollrock), w oczywisty sposób dowodzi, że mamy do czynienia z językiem, organizowanym 
tak, by zwrócić uwagę czytelnika właśnie na struktury językowe.

Prawdą jest jednak, że na ogół czytelnik zauważa szczególne uporządkowanie języka dopiero 
wtedy, kiedy tekst uznaje się za literacki. Podczas lektury zwykłej prozy nie słucha się języka. 
Rytm tego zdania, jak się przekonamy, nie wpada w ucho; wystarczy jednak, że 
wprowadzimy rym, a rytm od razu będzie rozpoznany. Rym - konwencjonalna oznaka 
literackości - zwraca uwagę czytelnika na rytm, do tej pory lekceważony. Kiedy tekst 
zaliczony jest do literatury, jesteśmy skłonni zwracać uwagę na wzorce dźwiękowe bądź inne 
rodzaje zorganizowania języka, których występowania zwykle sobie nie uświadamiamy.

2. Literatura jako integracja języka

Literatura jest formą wypowiedzi, w której rozmaite elementy i składniki tekstu wchodzą między sobą 
w złożone relacje. Jeśli otrzymam list, którego autor skłania mnie do ofiarowania datku na jakiś 
szlachetny cel, nie będę się doszukiwał odzwierciedlenia sensu w dźwiękowej warstwie jego 
sformułowań. W literaturze występują jednak związki - wzmacniające siłę przekazu, lub podkreślające 
kontrast - między poszczególnymi strukturami na różnych poziomach języka: między dźwiękiem a 
znaczeniem, między strukturą gramatyczną a wzorcami tematycznymi. Dzięki zestawieniu dwóch 
wyrazów ("zgadujemy/wiemy") rym wprowadza ich znaczenia w pewną wzajemną relację (czy 
"wiedzieć" jest przeciwieństwem "zgadywania"?).

Jest jednak oczywiste, że ani ujęcie (1), ani (2), ani oba razem wzięte nie przynoszą definicji literatury. 
Nie jest prawdą, że każde dzieło literackie wysuwa język na pierwszy plan, jak sugerowałaby pierwsza 
koncepcja (wiele powieści nie spełnia tego warunku); z kolei tekst, w którym język odgrywa 
pierwszorzędną rolę, niekoniecznie musi być dziełem literackim. Łamańce językowe w rodzaju 
"podczas suszy szosa sucha, po tej szosie Sasza szedł" rzadko bywają uznawane za teksty literackie, 
aczkolwiek właśnie jako język zwracają uwagę każdego, kto stara się wymówić je bezbłędnie.

W reklamach środki językowe eksponuje się częstokroć dużo bardziej nachalnie niż w poezji, a 
integracja rozmaitych poziomów strukturalnych odgrywa w tego rodzaju tekstach znacznie większą 
rolę. Wybitny teoretyk Roman Jakobson, jako jaskrawy przykład "poetyckiej funkcji" języka, cytuje nie 
fragment wiersza, lecz slogan polityczny z czasów kampanii prezydenckiej Dwighta D. ("Ike'a") 
Eisenhowera w Stanach Zjednoczonych: I like Ike [Lubię Ike'a]. Dzięki zastosowaniu gry słów przedmiot 
sympatii (Ike) i podmiot wyrażający sympatię (I, czyli "ja") dają się zawrzeć w odpowiednim 
czasowniku (like - lubić): jak mógłbym nie lubić Ike'a, skoro zarówno słowo I, jak i Ike wchodzą w skład 
wyrazu like? Slogan zdaje się sugerować, że konieczność lubienia Ike'a jest konsekwencją samej 
struktury języka.

A zatem związki między poszczególnymi poziomami języka są istotne nie tylko w literaturze: jest po 
prostu bardziej prawdopodobne, że podczas lektury dzieła literackiego będziemy śledzić i 
interpretować relacje między formą a znaczeniem, tematem a gramatyką, i próbując ustalić, w jakim 
stopniu każdy z poszczególnych elementów wpływa na ostateczny kształt dzieła, doszukamy się w 
utworze integracji, harmonii, napięcia bądź rozdźwięku.

background image

Określanie literackości jako wysuwania języka na plan pierwszy czy jako jego głębokiego 
zintegrowania nie dostarcza kryteriów, które mogłyby ułatwić - powiedzmy, Marsjanom - odróżnienie 
dzieł literackich od tekstów należących do innych rodzajów piśmiennictwa. Koncepcje tego typu, 
podobnie jak większość twierdzeń o istocie literatury, mają za zadanie skupić naszą uwagę na 
pewnych aspektach literatury, uważanych przez teoretyków za najważniejsze. Ich zdaniem 
rozpatrywanie czegoś w kategoriach dzieła literackiego polega przede wszystkim na analizie 
zorganizowania jego języka, nie zaś na odczytywaniu tekstu jako ekspresji psychiki autora bądź jako 
odzwierciedlenia stosunków panujących w danym społeczeństwie.

3. Literatura jako fikcja

Jedną z przyczyn, dla których czytelnicy traktują literaturę w sposób szczególny, jest specyficzna 
relacja między nią a światem zewnętrznym - tak zwana "fikcyjność". Utwór literacki jest zdarzeniem 
językowym, będącym projekcją pewnego fikcyjnego świata, obejmującego mówiącego, postaci, 
wydarzenia oraz zakładanego (idealnego) odbiorcę (którego kształtują strategie tekstu - decyzje, co 
należy wyjaśnić, co zaś odbiorca powinien wiedzieć z góry). Bohaterami dzieł literackich są przeważnie 
postaci zrodzone w wyobraźni autora (Emma Bovary, Huckleberry Finn), fikcyjność nie ogranicza się 
jednak do samych postaci i wydarzeń. Deiktyczne, czyli wskazujące elementy języka, odnoszące się do 
sytuacji wypowiedzi, na przykład zaimki (ja, ty), a także okoliczniki czasu i miejsca (tu, tam, teraz, 
wtedy, wczoraj, jutro
), funkcjonują w literaturze w sposób szczególny. W wierszu słowo teraz ("teraz 
[...] jaskółki zwołują się w wieczornym niebie") [fragment ody Do Jesieni Keatsa w tłum. St. 
Barańczaka] nie odnosi się ani do momentu, w którym poeta je napisał, ani do daty publikacji, tylko 
do czasu w fikcyjnym świecie wiersza. W poezji zaimek "ja", na przykład w Wordsworthowskim 
"Wędrowałem jak obłok samotnie...", ma także charakter fikcjonalny; odnosi się do podmiotu 
wiersza, który może być kimś zupełnie innym niż rzeczywisty William Wordsworth, autor utworu. (Nie 
można, rzecz jasna, wykluczyć ścisłego związku między tym, co przydarza się podmiotowi wiersza, i 
tym, co przeżył w tej samej chwili Wordsworth. Podmiotem wiersza napisanego przez starca może być 
jednak młodzieniec - i na odwrót. Doświadczenia i poglądy narratorów powieści, opowiadających swą 
historię w pierwszej osobie, najczęściej różnią się od poglądów i doświadczeń autorów).

To, jak się mają wypowiedzi fikcyjnych bohaterów do poglądów autora jest zawsze kwestią 
interpretacji, podobnie jak stosunek, w jakim opowiadane zdarzenia pozostają do sytuacji, które miały 
miejsce w rzeczywistości. Dyskurs nieliteracki jest zwykle osadzony w kontekście, który podpowiada, 
w jaki sposób ma być rozumiany, bez względu na to, czy będzie to instrukcja obsługi, artykuł w gazecie 
czy list od instytucji dobroczynnej. Natomiast kontekst fikcji literackiej jawnie zostawia otwarte pole 
dla rozważań, czego w istocie dotyczy owa fikcja. Odniesienie do świata rzeczywistego jest nie tyle 
cechą dzieła literackiego, co funkcją nadawaną mu przez interpretację. Jeśli powiem przyjacielowi: 
"spotkajmy się jutro o ósmej na kolacji w Hard Rock Café", weźmie to za konkretne zaproszenie i z 
kontekstu wypowiedzi będzie wiedział, do czego odnoszą się określenia czasu i miejsca spotkania 
("jutro" to 14 lutego 1998 roku, "o ósmej" to o 20:00 czasu środkowoeuropejskiego). Kiedy jednak 
sytuacja dotyczy Bena Jonsona, piszącego wiersz Prosząc przyjaciela na wieczerzę, fikcjonalność 
utworu sprawia, że jego związek z rzeczywistością staje się kwestią interpretacji: kontekst owego 
komunikatu jest kontekstem literackim, musimy więc podjąć decyzję, czy uznamy wiersz przede 
wszystkim za wyraz poglądów fikcyjnego podmiotu, snującego wspomnienia o dawnych dobrych 

background image

czasach, czy też za sugestię, że przyjaźń i drobne przyjemności są najistotniejszymi składnikami 
ludzkiego szczęścia.

Interpretacja Hamleta wymaga między innymi podjęcia decyzji, czy mówi on - powiedzmy - o 
kłopotach duńskich książąt, o rozterkach ludzi renesansu, kiedy to nastąpiły zmiany w pojmowaniu 
jednostkowej jaźni, o stosunkach między mężczyznami i ich matkami lub może też o tym, jaki wpływ 
wywierają na rozumienie naszego doświadczenia reprezentacje (także literackie). To, iż w całej sztuce 
występują odniesienia do Danii, nie znaczy, że należy ją koniecznie odczytywać jako traktującą o 
państwie duńskim; decyzja należy do interpretatora. Hamleta można powiązać z rzeczywistością na 
różne sposoby na kilku różnych poziomach. Fikcjonalność literatury wyodrębnia język z innych 
kontekstów, w jakich mógłby być użyty, i sprawia, że relacja dzieła do rzeczywistości może być 
przedmiotem interpretacji.

4. Literatura jako przedmiot estetyczny

Omówione dotychczas cechy literatury - dopełniające się nawzajem poziomy językowego 
zorganizowania, oddzielenie od praktycznych kontekstów wypowiedzi, fikcjonalna relacja do 
rzeczywistości - można podciągnąć pod wspólną kategorię estetycznej funkcji języka. Z historycznego 
punktu widzenia estetyka jest synonimem teorii sztuki, a jej przedmiotem są rozważania, czy piękno 
jest obiektywną właściwością dzieł sztuki, czy też subiektywnym odczuciem odbiorcy, a także próba 
określenia relacji piękna do prawdy i dobra.

Według Immanuela Kanta, najważniejszego teoretyka nowożytnej estetyki zachodniej, celem 
uprawiania tej dyscypliny jest przerzucenie pomostu między światem materialnym i duchowym, 
między światem sił i wielkości a światem pojęć. Przedmioty estetyczne, takie jak obrazy albo dzieła 
literackie, łącząc w sobie zmysłową formę (kolory, dźwięki) i duchową treść (idee), stanowią przykład, 
że możliwe jest złączenie w jedno warstwy materialnej i duchowej. Dzieło literackie jest przedmiotem 
estetycznym, ponieważ biorąc z początku w nawias lub zawieszając inne funkcje związane z 
komunikacją, skłania tym samym czytelnika do rozważenia współzależności między formą a treścią.

Kant i inni teoretycy byli zdania, że przedmioty estetyczne charakteryzuje "celowość bez celu". Ich 
konstrukcja wykazuje pewną celowość: są zbudowane w taki sposób, by ich części współgrały w 
dążeniu do pewnego celu. Celem tym jest jednak samo dzieło sztuki, przyjemność, jaką się w nim 
znajduje, bądź przyjemność, jaką wywołuje, nie zaś jakiś cel zewnętrzny. W praktyce oznacza to, że 
uznanie danego tekstu za dzieło literackie wymaga rozważenia udziału, jaki jego poszczególne części 
mają w efekcie wywieranym przez całość, ale nie - rozpatrywania go jako służącego głównie 
jakiemukolwiek celowi, na przykład informowaniu bądź przekonywaniu odbiorcy. Stwierdzając, że 
opowieści należą do rodzaju wypowiedzi, których istotność polega na ich "opowiadalności", 
zauważam, że charakteryzuje je pewna celowość (czyli zespół cech, które czynią z nich "dobre 
opowieści"), ale że niełatwo to powiązać z jakimś celem zewnętrznym; tym samym odnotowuję 
estetyczny, afektywny walor opowieści, nawet będących utworami literackimi. Dobra opowieść łatwo 
się opowiada, wywiera na czytelnikach bądź słuchaczach wrażenie "godnej uwagi". Może bawić, 
pouczać albo zachęcać, może wywoływać różnorakie skutki, trudno jednak stwierdzić, by którykolwiek 
z nich był celem każdej dobrej opowieści.

background image

5. Literatura jako twór intertekstualny i autoteliczny

Współcześni teoretycy twierdzą, że dzieła tworzone są z innych dzieł: ich powstanie możliwe 
jest dzięki dziełom wcześniejszym, do których nawiązują, z którymi polemizują, które 
powtarzają bądź przetwarzają. Zjawisko to bywa czasem określane wymyślnym mianem 
"intertekstualności". Dzieło istnieje pośród innych tekstów wskutek relacji, w jakich do nich 
pozostaje. Odczytanie jakiegoś tekstu jako dzieła literackiego polega na uznaniu go za 
zdarzenie językowe, które nabiera znaczenia w relacji z innymi dyskursami: na przykład za 
wiersz, który wykorzystuje możliwości stworzone przez wcześniejsze utwory poetyckie, albo 
za powieść odzwierciedlającą i poddającą krytyce retorykę polityczną swojej epoki. Szekspir, 
rozpoczynając Sonet CXXX słowami: "Słońcu jej oka nie przyrównam wcale" [tłum. Maria 
Sułkowska], posługuje się metaforami typowymi dla tradycji poezji miłosnej, jednocześnie je 
dyskredytując ("Ale róż takich nie widzę w jej twarzy") - celem owego zaprzeczenia jest 
pochwała kobiety, która "ciężko stąpa w ziemi". Wiersz nabiera znaczenia w relacji z tradycją, 
która umożliwia jego powstanie.

Skoro odczytywanie wiersza jako dzieła literackiego oznacza konieczność szukania jego 
związków z innymi utworami poetyckimi, porównywania i zestawiania sposobu, w jaki 
tworzy się jego sens, ze sposobami stosowanymi w innych wierszach, można czytać utwory 
poetyckie jako - na pewnym poziomie - mówiące o samej poezji. Mają one wpływ na 
wyobraźnię poetycką i interpretację poezji. W tym miejscu napotykamy kolejne pojęcie, 
niezmiernie istotne z punktu widzenia współczesnej teorii: chodzi o "autoteliczność" 
literatury. Powieści traktują niejako o innych powieściach, o problemach i możliwościach 
przedstawiania, nadawania kształtu lub znaczenia doświadczaniu rzeczywistości. Panią 
Bovary
 można na przykład odczytać jako próbę zgłębienia relacji między "prawdziwym 
życiem" Emmy Bovary a sposobem, w jaki zarówno czytane przez nią romanse, jak i sama 
powieść Flauberta rozumieją doświadczenie. Przy lekturze powieści (albo wiersza), zawsze 
może nasunąć się pytanie o to, w jakim stosunku pozostaje to, co dzieło mówi pośrednio o 
nadawaniu znaczeń, do sposobu, w jaki ono samo nabiera sensu.

Uprawiając literaturę, autorzy starają się posunąć ją naprzód lub odnowić, a zatem jest ona 
zawsze pośrednio refleksją nad samą sobą. To samo jednak możemy stwierdzić w odniesieniu 
do innych form: nalepki rozklejane w autobusach, podobnie jak wiersze, mogą nabierać 
znaczenia dopiero w zestawieniu z wcześniejszymi nalepkami: napis "Zabijcie bombą 
atomową wieloryba dla Jezusa!" [Nuke a Whale for Jesus!] jest niezrozumiały dla kogoś, kto 
nie zna haseł "Nie chcemy broni nuklearnej!" [No Nukes!], "Ratujmy wieloryby!" [Save the 
Whales!
] i "Jezus zbawia" [Jesus Saves]; można też powiedzieć bez cienia przesady, że hasło 
Nuke a Whale for Jesus! w istocie mówi o samych nalepkach. Z tego wniosek, że 
intertekstualność i autoteliczność literatury nie są bynajmniej jej cechami wyróżniającymi - 
wysuwają tylko na pierwszy plan pewne aspekty użycia języka i kwestie wiążące się 
bezpośrednio ze znaczeniem, występujące również w innych formach przekazu.

W każdym z powyższych pięciu przypadków mamy do czynienia z opisaną już sytuacją: 
rozpatrujemy coś, co da się określić jako właściwości dzieła literackiego, cechy pozwalające 
uznać je za literaturę, lecz co można jednak także uważać za konsekwencję specyficznego 
podejścia, za funkcję, którą nadajemy językowi, analizując go jako literaturę. Żadna z tych 
perspektyw nie może pomieścić w sobie drugiej i stać się perspektywą wszechogarniającą. 
Właściwości literatury nie dadzą się sprowadzić ani do własności obiektywnych, ani do 
konsekwencji wpisywania języka w określone ramy. Główną przyczynę takiego stanu rzeczy 
ujawniły już krótkie eksperymenty myślowe, przedstawione na początku niniejszego 

background image

rozdziału. Język opiera się narzucanym mu przez nas ramom. Trudno z dwuwiersza 
"Tańczymy w kółko

�" uczynić wróżbę w chińskim ciastku, a z formuły "Energicznie 

wstrząsnąć

�" - wiersz, który ma wstrząsnąć czytelnikiem. Kiedy traktujemy tekst jako dzieło 

literackie, kiedy próbujemy doszukać się w nim szczególnego uporządkowania i spójności, 
język zaczyna stawiać opór; musimy nad nim pracować, musimy z nim współdziałać. A zatem 
"literackość" literatury polega być może na napięciu, interakcji między materiałem 
językowym a konwencjonalnym wyobrażeniem czytelnika na temat tego, co to jest literatura. 
Radziłbym jednak zachować ostrożność, ponieważ z pięciu przedstawionych tu koncepcji 
literatury wypływa jeszcze inna nauka: żadna z właściwości uznawanych za istotną cechę 
literatury nie okazała się jej cechą definiującą - każdą z nich można odnaleźć także w innych 
użyciach języka.

Na początku rozdziału wspomniałem, że teoria literatury w ostatnim dwudziestoleciu nie stara 
się dokonywać rozróżnienia pomiędzy dziełami literackimi i nieliterackimi. Teoretycy 
rozważają literaturę w kategoriach historycznych i ideologicznych, w kategoriach funkcji 
społecznych i politycznych, jakie miało spełniać coś, co zwykliśmy nazywać "literaturą". W 
dziewiętnastowiecznej Anglii literatura zyskała wyjątkową rangę jako szczególny, obarczony 
konkretnymi powinnościami rodzaj piśmiennictwa. W koloniach Imperium Brytyjskiego jej 
zadaniem było pouczenie tubylców o potędze Anglii i sprawienie, by stali się wdzięcznymi 
uczestnikami historycznej misji cywilizacyjnej. W kraju miała przeciwstawiać się 
samolubstwu i materializmowi wczesnej gospodarki kapitalistycznej, proponując w zamian 
inne wartości reprezentantom ówczesnej klasy średniej i arystokracji, robotnikom zaś 
pozwalała na udział w kulturze, która pod względem materialnym zepchnęła ich na pozycję 
podrzędną. Oczekiwano od niej, że nauczy Anglików bezinteresownego szacunku, zapewni 
im poczucie wielkości ich narodu, stworzy poczucie wspólnoty między klasami i wreszcie - 
zastąpi religię, która zdawała się tracić swą dotychczasową funkcję czynnika integrującego 
społeczeństwo.

Korpus tekstów, który mógłby tego wszystkiego dokonać, musiałby być zaiste czymś 
wyjątkowym. Czym więc jest literatura, skoro spodziewano się po niej tak wiele? 
Niezmiernie istotną rolę odgrywa tu pewna szczególna struktura egzemplifikacji występująca 
w literaturze. Znamienne dla dzieła literackiego - na przykład Hamleta - jest to, że opowieść 
ma charakter fikcjonalny: ma być poniekąd exemplum (w przeciwnym razie po co ją czytać?), 
zarazem jednak unika określenia jego zasięgu bądź zakresu - stąd też czytelnikom i krytykom 
tak łatwo przychodzi mówić o "uniwersalizmie" literatury. Struktura dzieła literackiego 
sprawia, że łatwiej rozpatrywać je jako tekst traktujący o "kondycji ludzkiej" w ogóle niż 
wyodrębniać opisywane i naświetlane przezeń węższe kategorie. Czy Hamlet opowiada o 
książętach, czy o ludziach renesansu, czy o skłonnych do introspekcji młodzieńcach czy też o 
synach, których ojcowie zginęli w tajemniczych okolicznościach? Skoro żadna z odpowiedzi 
na te pytania nie wydaje się zadowalająca, czytelnik woli nie odpowiadać, tym samym 
przyjmując pośrednio hipotezę o uniwersalizmie dzieła. Mówiąc o tym, co poszczególne, 
powieści, wiersze i dramaty opierają się próbom dociekań, czego właściwie są "przykładem", 
zachęcając jednocześnie wszystkich czytelników do wejścia w położenie i przyjęcia 
sposobów myślenia narratorów i bohaterów.

To podsuwanie uniwersalizmu, a zarazem zwracanie się do wszystkich czytelników 
władających danym językiem, spełniało jednak nader istotną funkcję tworzenia świadomości 
narodowej. W książce Wspólnoty wyobrażone. Rozważania o źródłach i rozprzestrzenianiu 
się nacjonalizmu
, która zajmuje się historią polityczną, lecz stała się ważna w swym aspekcie 
teoretycznym, Benedict Anderson dowodzi, że dzieła literackie - przede wszystkim powieści - 

background image

pomogły stworzyć wspólnoty narodowe poprzez postulowanie i odwoływanie się do 
wspólnoty czytelników, ograniczonej, a zarazem w zasadzie otwartej dla wszystkich, którzy 
potrafią czytać w danym języku. "Fikcja - pisze Anderson - niezauważalnie i w sposób ciągły 
przesącza się do rzeczywistości i rodzi zaufanie społeczności do anonimowości, będącej 
stemplem probierczym nowożytnych narodów" [tłum. S. Amsterdamski]. Przedstawiać 
postaci, fabuły i tematy literatury angielskiej jako potencjalnie uniwersalne to podsuwać 
obraz jednocześnie otwartej i ograniczonej wspólnoty wyobrażonej, do której mogą aspirować 
na przykład poddani w koloniach brytyjskich. W rzeczywistości im bardziej podkreśla się 
uniwersalizm literatury, tym większa może być jej rola w kształtowaniu świadomości 
narodowej. Przekonanie o uniwersalności wizji świata prezentowanej przez Jane Austen czyni 
z Anglii miejsce doprawdy wyjątkowe: to tam należy szukać wzorców dobrego smaku i 
wychowania, a także, co ważniejsze, takich scenariuszy moralnych i okoliczności 
społecznych, w których rozwiązuje się problemy natury etycznej i kształtuje się osobowości.

Literaturę uważano za szczególny rodzaj piśmiennictwa, którego zadaniem miało być 
cywilizowanie nie tylko niższych warstw społecznych, lecz także arystokracji i klasy średniej. 
Takie pojmowanie literatury jako przedmiotu estetycznego, czyniącego z nas "lepszych 
ludzi", wiąże się z pewną koncepcją podmiotu, nazywanego przez teoretyków "podmiotem 
liberalnym" - jednostki określanej nie przez pozycję społeczną i interesy, lecz przez właściwą 
jej subiektywność (czyli racjonalizm i moralność), nie podlegającą determinatom społecznym. 
Przedmiot estetyczny, oderwany od jakichkolwiek celów praktycznych i pobudzający do 
określonych refleksji i utożsamiania się z kimś, pomaga odbiorcy stać się podmiotem 
liberalnym, dzięki swobodnemu i bezstronnemu ćwiczeniu wyobraźni, łączącemu poznanie i 
osąd we właściwym stosunku. W świetle tej tezy literatura spełnia tu zadanie, zachęcając do 
rozpatrywania złożoności rzeczy, bez pospiesznych osądów, skłaniając umysł do zgłębiania 
zagadnień natury etycznej, pobudzając do analizowania postępowania (także własnego), tak 
jak analizowałby je ktoś z zewnątrz lub czytelnik powieści. Wzywa do bezinteresowności, 
uczy wrażliwości i sztuki wnikliwej obserwacji, pozwala odbiorcy identyfikować się z 
przedstawicielami innych stanów, rodząc tym samym poczucie wspólnoty. Pewien 
wychowawca stwierdził w 1860 roku:

[...] dzięki obcowaniu z przemyśleniami i wypowiedziami intelektualnych przywódców 
ludzkości nasze serca zaczynają bić w rytmie zgodnym z poczuciem powszechnego 
człowieczeństwa. Zdajemy sobie sprawę, że żadne różnice klasowe, partyjne bądź 
wyznaniowe nie mogą zniszczyć zdolności geniuszu do zachwycania nas i uczenia; ponad 
dymem i zgiełkiem, ponad mgłą i wrzawą przyziemnego żywota, pełnego trosk, krzątaniny i 
sporów, wznosi się jasna i świetlista sfera prawdy, gdzie wszyscy mogą się spotkać i wspólnie 
oddawać rozważaniom.

Współcześni teoretycy - co łatwe do przewidzenia - odnoszą się krytycznie do tej koncepcji 
literatury, koncentrując się przede wszystkim na mistyfikacji, której zadaniem było 
odwrócenie uwagi robotników od ich nędznego losu przez zapewnienie im dostępu do 
"wzniosłej sfery" - wznoszenie ich na owe wyżyny za pomocą kilku powieści, by nie wznieśli 
barykad, jak to ujął Terry Eagleton. Gdy jednak przyjrzymy się z bliska poglądom na temat 
funkcji literatury i jej społecznego oddziaływania, napotkamy koncepcje, które coraz trudniej 
będzie ze sobą pogodzić.

Literaturze przypisywano diametralnie różne funkcje. Czy jest ona narzędziem 
ideologicznym: zbiorem opowieści, mającym skłonić czytelników do podporządkowania się 
hierarchicznej strukturze społecznej? Jeśli opowieści przyjmują za oczywiste, że kobieta 

background image

odnajdzie szczęście wyłącznie w małżeństwie, jeżeli uznają podziały klasowe za rzecz 
naturalną i zajmują się tym, w jaki sposób cnotliwa służąca może poślubić szlachcica, to 
przyczyniają się do legitymizacji uwarunkowanego historycznie porządku społecznego. A 
może literatura jest dziedziną, w której demaskuje się ideologię, umożliwiając tym samym jej 
zakwestionowanie? Literatura przedstawia na przykład - w sposób potencjalnie wymowny i 
przejmujący - wąski wachlarz możliwości oferowanych kobietom w pewnych epokach; 
ukazując to jasno, otwiera możliwość nieuznawania tego stanu rzeczy za naturalny. Obie 
koncepcje są jak najbardziej uprawnione: zarówno ta, że literatura jest nośnikiem ideologii, 
jak ta, że jest narzędziem jej unieważnienia. Znów mamy do czynienia ze skomplikowaną 
oscylacją między ewentualnymi "właściwościami" literatury a nastawieniem, 
wydobywającym owe właściwości na pierwszy plan.

Do równie sprzecznych wniosków prowadzą próby ustalenia związku między literaturą i 
działaniem. Teoretycy utrzymywali, że literatura ułatwia nawiązanie kontaktu ze światem 
dzięki samotnej lekturze i towarzyszącej jej refleksji, a tym samym przeszkadza w podjęciu 
działalności społecznej i politycznej, która mogłaby doprowadzić do zmian. W najlepszym 
razie - zachęca do zachowania dystansu bądź rozumienia złożoności świata, w najgorszym - 
do bierności i akceptacji tego, co jest. Z drugiej jednak strony, historycznie rzecz biorąc, 
literatura bywała postrzegana jako niebezpieczna: wzywała przecież do podważania 
autorytetów i obowiązującego porządku społecznego. Platon wygnał poetów ze swego 
idealnego państwa, ponieważ mogliby tam tylko szkodzić; przez długi czas zarzucano 
powieściom, że wzbudzają wśród czytelników niezadowolenie z tego życia, jakie przypadło 
im w udziale, wywołując pragnienie czegoś nowego - życia w wielkim mieście, romansu albo 
rewolucji. Zachęcając do identyfikowania się z kimś, bez względu na podziały klasowe, 
różnice płci, rasy, narodu i wieku, książki mogą stwarzać "poczucie wspólnoty", a tym samym 
odwodzić od buntu; mogą też jednak rodzić poczucie niesprawiedliwości, pociągając za sobą 
narastającą falę oporu. Z perspektywy historycznej dziełom literackim przypisuje się zasługę 
doprowadzenia do zmian: Chata wuja Toma Harriet Beecher Stowe, w swoim czasie 
niezwykle popularna, sprowokowała protest przeciwko instytucji niewolnictwa, który stał się 
jedną z przyczyn wybuchu wojny secesyjnej.

W rozdziale 7. powrócę do problemu utożsamiania się i wynikających z tego konsekwencji - 
do pytania, jaką rolę odgrywa utożsamianie się odbiorcy z postaciami literackimi i 
narratorem? W tym miejscu powinniśmy przede wszystkim zwrócić uwagę na złożoność i 
różnorodność literatury rozpatrywanej w kategoriach instytucji i narzędzia społecznego 
oddziaływania. Po pierwsze, mamy do czynienia z instytucją, która opiera się na możliwości 
powiedzenia wszystkiego, co tylko można sobie wyobrazić. Oto klucz do zagadki, czym jest 
literatura: dzieło literackie może ośmieszyć, sparodiować, odmalować w formie zaskakującej, 
odstręczającej fikcji każdy dogmat, każdą wiarę i każdą wartość. Począwszy od powieści 
markiza de Sade, mających ukazać obraz świata rządzonego prawami natury pojmowanej 
jako nieokiełznany popęd, kończąc na Szatańskich wersetach Salmana Rushdiego, które 
wywołały oburzenie w związku z wykorzystaniem postaci i motywów religijnych w 
kontekście satyry i parodii, literatura stwarza możliwość fikcjonalnego prześcignięcia tego, co 
pomyślano i napisano dotychczas. Literatura potrafi dowieść bezsensu wszystkiego, co do tej 
pory uważano za sensowne, przekroczyć granice, dokonać transformacji, kwestionując tym 
samym zasadność i stosowność dowolnego pojęcia.

Literatura jest domeną działalności elity kulturalnej, dlatego też bywa określana mianem 
"kulturalnego kapitału": zdobywanie wiedzy o literaturze to zdobywanie pewnego udziału w 
kulturze, który może się opłacić, przynieść różne korzyści, pozwalając zbliżyć się do ludzi o 

background image

wyższej pozycji społecznej. Nie można jednak sprowadzić literatury do tej służącej 
konserwatyzmowi funkcji społecznej: rzadko propaguje ona "wartości rodzinne", zdarza jej 
się natomiast kusząco odmalowywać wszelkiego rodzaju zbrodnie, począwszy od buntu 
Szatana przeciwko Bogu w Raju utraconym Miltona, po dokonane przez Raskolnikowa 
zabójstwo staruchy w Zbrodni i karze Dostojewskiego. Literatura zachęca do 
sprzeniewierzenia się kapitalistycznym wartościom, praktycznej filozofii zarabiania i 
wydawania pieniędzy. Jest nie tylko informacją kultury, lecz także jej szumem 
informacyjnym. Z jednej strony stanowi kapitał kultury, z drugiej zaś - siłę powodującą 
wzrost entropii. Jest rodzajem piśmiennictwa, które wzywa do lektury, skłaniając czytelnika 
do rozważań nad problemami znaczenia.

Literatura jest instytucją paradoksalną: tworzenie dzieła literackiego wymaga pisania zgodnie 
z istniejącymi kanonami - układania wiersza, który wygląda jak sonet, bądź prozy utrzymanej 
w konwencji powieści - w taki jednak sposób, by jednocześnie wydrwić ową konwencję, 
wykroczyć poza wyznaczone przez nią ramy. Literatura jest instytucją, której istotą jest 
demaskowanie i krytyka nakładanych przez nią samą ograniczeń, sprawdzanie, jak można 
pisać inaczej i co z tego wyniknie. Termin "literatura" odnosi się więc zarówno do zabiegów 
skrajnie konwencjonalnych - "wiosna" rymuje się z "radosna", dziewica jest oczywiście 
piękna, a rycerz śmiały - jak i do bezceremonialnie wykraczających poza ramy konwencji, 
kiedy czytelnik musi się nieźle natrudzić, by stworzyć jakikolwiek sens, na przykład zdania z 
Finnegans Wake Jamesa Joyce'a: "rzekirzyg, obok Ewy i Adama, od wcięcia wybrzeża do 
zakola zatoki, prowadzi nas przez commodius vicus recorsolacji na powrót do Howth Castle i 
Edyficjów" [tłum. T. Mirkowicz].

Jak już wcześniej sugerowałem, pytanie "co to jest literatura?" podyktowane jest nie obawą 
pomylenia powieści z dziełem historyka albo zapieczonej w ciastku wróżby z utworem 
poetyckim, lecz nadzieją krytyków i teoretyków, że udzielona na nie odpowiedź pozwoli 
uprawomocnić najbardziej, ich zdaniem, stosowną metodę krytyczną, dyskredytując tym 
samym metody lekceważące najistotniejsze i najbardziej znamienne aspekty literatury. W 
świetle współczesnej teorii pytanie "co to jest literatura?" ma jednak znaczenie, ponieważ 
teoretycy zwrócili naszą uwagę na literackość wszelkiego rodzaju tekstów. Rozważając 
literackość tych dyskursów, należy uwzględniać - jako punkt wyjścia do dalszych analiz - 
praktyki nieodłącznie związane z lekturą dzieła literackiego: zawieszanie żądania, by tekst był 
natychmiast zrozumiały, refleksję nad implikacjami użytych środków wyrazu, uważne 
śledzenie, jak tworzy się znaczenia i z czego płynie przyjemność, której tekst dostarcza.

Jak już wcześniej sugerowałem, pytanie "co to jest literatura?" podyktowane jest nie obawą 
pomylenia powieści z dziełem historyka albo zapieczonej w ciastku wróżby z utworem 
poetyckim, lecz nadzieją krytyków i teoretyków, że udzielona na nie odpowiedź pozwoli 
uprawomocnić najbardziej, ich zdaniem, stosowną metodę krytyczną, dyskredytując tym 
samym metody lekceważące najistotniejsze i najbardziej znamienne aspekty literatury. W 
świetle współczesnej teorii pytanie "co to jest literatura?" ma jednak znaczenie, ponieważ 
teoretycy zwrócili naszą uwagę na literackość wszelkiego rodzaju tekstów. Rozważając 
literackość tych dyskursów, należy uwzględniać - jako punkt wyjścia do dalszych analiz - 
praktyki nieodłącznie związane z lekturą dzieła literackiego: zawieszanie żądania, by tekst był 
natychmiast zrozumiały, refleksję nad implikacjami użytych środków wyrazu, uważne 
śledzenie, jak tworzy się znaczenia i z czego płynie przyjemność, której tekst dostarcza.

Jonathan Culler
Przełożyła Maria Bassaj